Arkadiusz Ruciński obejmuje stanowisko Chief Digital Officera w CCC

Arkadiusz Ruciński – doświadczony menedżer w obszarach e-commerce, IT oraz omnichannel w sektorze mody – pokieruje w CCC dalszym rozwojem połączonych obszarów: sprzedaży cyfrowej oraz technologii.

Arkadiusz od stycznia 2022 pełnił w CCC rolę Dyrektora Zarządzającego ds. Sprzedaży Cyfrowej, odpowiadając za sprzedaż cyfrową w kanale CCC i HalfPrice oraz nadzór biznesowy nad DeeZee.

Jestem przekonany, że ogromne doświadczenie Arka w e-commerce, technologii oraz ogólnie w handlu detalicznym to gwarancja sukcesu w nowej roli. Mamy za sobą bardzo dobrą, już prawie roczną współpracę. Przed nami szansa na jeszcze mocniejszy duet biznesu i technologii, a przez to na budowanie siły CCC i siły naszych relacji z klientami – mówi Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Rozwoju i Strategii.

Arkadiusz Ruciński zdobywał swoje bogate doświadczenie zawodowe m.in. w Grupie LPP, gdzie w latach 2016-2021 jako Dyrektor ds. E-commerce (a następnie Dyrektor ds. Omnichannel)  zarządzał zespołem ponad 300 osób, rozwijając strategię dla sklepów internetowych wszystkich marek tej spółki. Wcześniej przez 5 lat jako Dyrektor IT w LPP odpowiadał za kluczowe projekty technologiczne w obszarach analityki danych oraz rozwiązań cyfrowych dla sieci sprzedaży, jak i e-commerce.  Arek jest absolwentem studiów inżynierskich Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi na kierunku informatyka, specjalizacja systemy eksperckie i bazy danych.

Sprawne łączenie nowych technologii i biznesu decyduje o przewadze konkurencyjnej w branży retail, stąd traktuję nową rolę w Grupie CCC jako duże wyróżnienie i wyzwanie. Wdrażane innowacyjne rozwiązania cyfrowe stawiają nas już dziś w gronie liderów w branży, ale nadal mamy wiele ekscytujących wyzwań przed sobą. Cieszę się, że wspólnie z zespołem Grupy CCC będę mógł wspierać swoją wiedzą i kompetencjami ten obszar – podsumowuje Arkadiusz Ruciński, Chief Digital Officer w Grupie CCC.

Flower Box – jak zrobić samemu?

Samodzielnie stworzony flower box to wspaniały prezent DIY na każdą okazję. Jeśli zabierzemy się do tego z sercem i pasją, to będzie on równie, a może i nawet piękniejszy niż te, jakie oferują profesjonalne kwiaciarnie. Przy okazji będzie tańszy pod względem kosztów, a równocześnie droższy dla obdarowanej osoby, bo zrobimy go sami, poświęcając to, co mamy tak naprawdę najcenniejsze, czyli swój czas. Jak zrobić pięknego flower boxa? Co będzie nam do tego potrzebne? Już podpowiadamy!

Akcesoria potrzebne do stworzenia kompozycji flower box

Flower box to niezwykle stylowy bukiet w postaci kompozycji kwiatów włożonych w dekoracyjne pudełko. I wbrew pozorom jego samodzielne zrobienie wcale nie jest trudne. Potrzebne będą nam jednak do tego odpowiednie akcesoria. Nie licząc eleganckiego kartonowego opakowania typu flower box, kwiatów oraz dekoracji florystycznych nie obejdzie się bez:

  • gąbki florystycznej
  • folii (może być kuchenna lub celofan)
  • taśmy klejącej
  • nożyczek

Oprócz tego potrzebne będzie naczynie i woda do namoczenia gąbki. Jeśli chcemy, aby nasz bukiet był trwały, to przydatna będzie odżywka dla kwiatów ciętych. Zanim przejdziemy do wykonania flower boxa, musimy jeszcze wybrać odpowiednie pudełko, kwiaty oraz dodatki dekoracyjne.

Wybór odpowiedniego opakowania

Flower boxy to z reguły okrągłe eleganckie pudełka. W naszej ofercie znajdziesz tego typu produkty dostępne w różnej wielkości, kolorystyce i wariancie wykończenia, przykładowo:

Przy czym im większy flower box wybierzesz, tym więcej kwiatów będziesz potrzebować. Piękno takiej kompozycji polega przede wszystkim na szczelnym wypełnieniu całej przestrzeni flower boxa pięknymi kwiatowymi pąkami. Kolor flower boxa także ma znaczenie – tutaj warto dopasować do niego barwy kwiatów – tak, aby wszystko tworzyło piękną i spójną całość.

Jakie kwiaty wybrać do flower boxa?

Do najpopularniejszych kwiatów ciętych, z których można tworzyć piękne kompozycje flower box, należą przede wszystkim:

  • róże
  • piwonie
  • tulipany
  • frezje
  • żonkile
  • eustoma
  • anturium
  • chryzantemy
  • alstromeria

Najłatwiejsze są kompozycje jednorodne, czyli układane z jednego rodzaju kwiatów – często o tym samym kolorze. Można oczywiście pokusić się o bukiet mieszany. Do ozdobienia flower boxa można wykorzystać również dekoracje florystyczne, takie jak:

  • wstążki i kokardki
  • mech dekoracyjny
  • gipsówka
  • perełki w postaci girlandy
  • piki o różnych kształtach

Kiedy już wymyślimy swoją kompozycję i zaopatrzymy się we wszystkie niezbędne akcesoria i narzędzia, możemy przystąpić do robienia swojego flower boxa DIY.

Układanie kwiatów w flower boxie

Prace nad flower boxem zaczynamy od zabezpieczenia naszego dekoracyjnego pudełka, poprzez dokładne wyściełanie jego wnętrza folią lub celofanem. Jest to konieczne, ponieważ w środku znajdzie się nasączona wodą gąbka florystyczna. Brak folii spowodowałby zatem przesiąknięcie wilgoci i uszkodzenie flower boxa. Co robimy następnie?

Układanie flower boxa:

  • mierzymy średnicę flower boxa i wycinamy wcześniej już namoczoną gąbkę florystyczną tak, aby można było ją do niego swobodnie wsadzić
  • następnie wkładamy gąbkę do pudełka
  • obcinamy kwiaty na odpowiednią długość, dopasowaną do wysokości pudełka (warto obcinać je pod kątem 45° co ułatwi wbijanie łodyg w gąbkę
  • zaczynamy wbijać kwiaty do gąbki, starając się, aby były one dość gęsto, tworzyć zwartą kompozycję
  • dekorujemy flower boxa wybranymi ozdobami

Umieszczonych kwiatów w gąbce lepiej już nie wyciągać, ponieważ zniszczymy jej strukturę. W takiej sytuacji należy po prostu obciąć kwiatka, zostawiając fragment gołej łodygę i włożyć drugiego obok.

Jak widać, samodzielne zrobienie flower boxa jest naprawdę proste. Wystarczy jedynie zaopatrzyć się w pudełko ozdobne typu flower box, kwiaty oraz kilka akcesoriów. Taki flower box to doskonały prezent praktycznie na każdą okazję. Można także zrobić go po prostu dla siebie, żeby udekorować w stylowy sposób własną przestrzeń.

Które pióro Parker na prezent wybrać – TOP5 polecanych modeli

W naszych życiach często mamy do czynienia z sytuacjami oraz okazjami, na które wypada nam podarować uniwersalny prezent. Dzień Nauczyciela, obrona pracy dyplomowej, prezent z okazji awansu kolegi z pracy, otworzenie firmy czy też po prostu urodziny kogoś z kim nie mamy bliskich relacji. W takich momentach zazwyczaj decydujemy się na zakup alkoholu, kwiatów czy też słodyczy. Jednak czy wiesz, że możesz podarować coś o wiele lepszego, co jednocześnie będzie bardzo uniwersalne? Właśnie tym jest pióro Parker na prezent – najlepsze rozwiązanie na podarunek, kiedy chcesz kogoś mile zaskoczyć, a jednocześnie sprezentować mu coś jakościowego, uniwersalnego i eleganckiego.

Wybór pióra na prezent

Początkowo może wydawać się ciężko wybrać odpowiednie pióro na prezent. Jednak po tym krótkim poradniku zrozumiesz, że wcale ten wybór nie jest tak trudny. Przede wszystkim wybór pióra należy dostosować do tego czy osoba, którą chcemy obdarować pisała kiedyś piórem. Jeżeli nie, warto zdecydować się na klasyczny i podstawowy model, dzięki któremu bez problemu nauczy się nim pisać. Być może osoba, którą chcesz obdarować jest pasjonatem piór. Wówczas warto wybrać jedno z serii kolekcjonerskiej. Dodatkowo możesz dobrać kolor obudowy pióra, do tego jaki kolor preferuje dana osoba.

Pióro Parker na prezent – najlepsze modele

Jedną z najbardziej podstawowych kolekcji jest Parker IM. Pióra wieczne w tej serii zostały stworzone dla osób, które są nauczyć się pisać piórem. Jednocześnie produkty te charakteryzują się solidnością i wysoką jakością, czyli cechami, które pomagają przy nauce pisania piórem.

Druga linia warta uwagi to Parker 51. Została ona stworzona na bazie produktów o klasycznym wyglądzie oraz tych bardziej kolorowych. Mimo to ich wygląd jest elegancki oraz świetnie nada się na prezent zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzn.

Parker Urban Premium to akcesoria, na które warto zawiesić dłużej oko. Powstały one dla osób lubiących nietuzinkowość oraz oryginalność. To, co szczególnie wyróżnia serię to bardzo ozdobne i robiące wrażenie korpusy piór. Wygląd to jednak nie wszystko, czym się wyróżniają. Oprócz tego są niezwykle funkcjonalne oraz długotrwałe.

Nie mogłoby również zabraknąć w naszej liście poleceń piór o wymiarze kolekcjonerskim. Linia Sonnet zawiera w sobie niezwykle eleganckie pióra, które można powiedzieć, że nawet zahaczają o ekstrawagancję. Powstały one w dość ciemnej kolorystyce, która tylko podkreśla ich klasyczny jednocześnie ponadczasowy wygląd.

Nasze ostatnie polecenie dedykujemy prawdziwym pasjonatom i kolekcjonerom piór wiecznych. Parker Duofold to niesamowita kolekcja piór o oryginalnym i bardzo ozdobnym korpusie. Wyjątkowa jest jednak nie tylko uroda piór Duofold, ale również materiały, z których zostały one utworzone.

Wąskie gardła opóźniają dostawy węgla do Polski

W Polsce używane są trzy rodzaje węgla – węgiel opałowy służący do ogrzewania, węgiel energetyczny zasilający elektrownie oraz węgiel koksujący napędzający przemysł, np. stalowy. Węgiel koksujący zapewnia Jastrzębska Spółka Węglowa. Węgiel energetyczny jest bardziej dostępny, ponieważ w dużej mierze pochodzi z krajowego wydobycia. Najgorzej jest z węglem opałowym – który w dużej mierze pochodził z Rosji, bo wydawał się tani i łatwo dostępny. Niestety, obecnie dostępny nie jest – ponieważ wprowadzono unijne embargo na węgiel z Rosji, która atakuje Ukrainę.

– Jeśli chodzi o węgiel opałowy, Polska ma problemy logistyczne wynikające z faktu, że musimy się przestawić z łatwo dostępnej drogi lądowej z Rosji na dostawy zamorskie z użyciem portów. Niestety te dostawy mogą nie wystarczyć – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. –  Dlatego w ostatnim czasie pojawiła się informacja o portach w krajach bałtyckich, a nawet w Niemczech. Wąskie gardła infrastrukturalne spowalniają zakontraktowane dostawy węgla. A więc węgiel na rynku jest, zakontraktowaliśmy nawet 11 milionów ton węgla z różnych stron świata – ale potem trzeba go dostarczyć. Dlatego widzimy punktowe problemy z dostępnością tego paliwa. Prawdopodobnie utrzymają się one przez cały sezon grzewczy – przewiduje Jakóbik.

OX2 rozbudowuje swoje portfolio o kolejne moce

OX2 to największy deweloper lądowych farm wiatrowych w Europie pod względem wybudowanych dotychczas inwestycji. Szwedzka firma realizuje również morskie projekty wiatrowe, wielkoskalowe projekty fotowoltaiczne oraz jest aktywna w obszarze rozwoju technologii energetyki odnawialnej, takich jak wodór i magazynowanie energii.

Obecnie moc polskich projektów OX2, które zostały już zrealizowane, są w trakcie budowy lub ich budowa rozpocznie się w tym i przyszłym roku, wynosi około 640 MW. Całkowity portfel projektów PV i wiatrowych w rozwoju w Polsce wynosi około 1,5 GW.

W ostatnich tygodniach spółka po raz kolejny wzmocniła swoją pozycję na rynku, rozbudowując portfolio dewelopowanych projektów o kolejne moce. OX2 zawarła umowę o współpracy z Ener Polska, polską firmą branży energetyki odnawialnej, budowlanej i inżynierii przemysłowej. Kontrakt obejmuje zakup portfolio projektów fotowoltaicznych w przygotowaniu wraz z umową serwisową na ich rozwój w nowych lokalizacjach.

– Współpraca z Ener Polska to nie tylko nowe projekty, ale również kolejny już krok w kierunku wsparcia transformacji energetycznej w Polsce. To także zwiększenie udziału energii odnawialnej w krajowym miksie energetycznym oraz zmniejszenie zależności kraju od produkcji energii z paliw kopalnych. Przystąpienie do rozwoju kolejnych projektów potwierdza, że OX2 jest kluczowym uczestnikiem sektora energetyki odnawialnej w Polsce. Systematycznie rozwijamy naszą organizację oraz portfolio naszych projektów, przyczyniając się do budowania bardziej zrównoważonej przyszłości. – powiedziała Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalny OX2 w Polsce.

Znaczące portfolio projektów OX2 buduje długoterminową wartość i zapewnia zdywersyfikowany portfel na różnych etapach rozwoju i w różnych lokalizacjach geograficznych. OX2 po raz kolejny umocniła swoją już silną pozycję na polskim rynku.

– To dla nas ważny krok w rozwoju naszej aktywności na rynku. Cieszymy się, że dotychczasowe doświadczenie oraz ugruntowane relacje z polskimi instytucjami i operatorami energetycznymi będziemy mogli rozwijać we współpracy z miedzynarodowym partnerem OX2. Chcemy podejmować działania w kierunku osiągnięcia neutralności klimatycznej, tak aby Polacy znów mogli oddychać pełną piersią i cieszyć się czystym powietrzem. Chcemy optymistycznie patrzeć w przyszłość, wiedząc, że kolejnym pokoleniom zostawiamy dobre miejsce do życia – powiedział Krzysztof Zdziech, Prezes Zarządu Ener Polska Sp. z o.o.

OX2 w Polsce jest w trakcie budowy pięciu farm wiatrowych o mocy od 20 MW do 63 MW, dla których zabezpieczyła wsparcie w systemie aukcyjnym. Na początku roku szwedzka grupa oddała do użytku swoją pierwszą farmę wiatrową w naszym kraju, zlokalizowaną w Żarach w woj. Lubuskim. Jej moc wynosi 21 MW. Obecnie firma przygotowuje się do ukończenia i przekazania do użytku dwóch następnych inwestycji wiatrowych.

W maju OX2 sprzedała franczyzobiorcy sklepów IKEA – Ingka Investments, stanowiącej ramię inwestycyjne Ingka Group, lądową farmę wiatrową o mocy 63 MW w miejscowości Wysoka oraz farmę fotowoltaiczną o mocy 29 MW w miejscowości Recz. Jedenaście turbin wiatrowych o mocach 5,5 – 5,7 MW wybudowanych zostanie w powiecie pilskim, w północno-zachodniej Polsce. Średni prognozowany poziom produkcji energii z inwestycji wyniesie około 180 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 90 tysięcy gospodarstw domowych. Farma fotowoltaiczna Recz, o mocy 29 MW powstanie w południowej części województwa zachodniopomorskiego, w północnej części powiatu choszczeńskiego i jest pierwszym projektem fotowoltaicznym przygotowanym przez OX2 w Polsce i w grupie kapitałowej OX2.

Jak mówi Katarzyna Suchcicka: – Obecnie obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania przemysłu wielkoskalowymi projektami energetyki odnawialnej. Wraz z nadejściem kryzysu i wzrostem cen energii, duże przedsiębiorstwa coraz częściej decydują się na rozwiązania umożliwiające wytwarzanie energii na własne potrzeby. Inwestycja we własną instalację stanowi istotny czynnik stabilizujący koszty przedsiębiorstwa i zwiększa jego niezależność poprzez zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Szybki zwrot z inwestycji w OZE przy systematycznym wzroście cen energii i prognozowanych kolejnych podwyżkach, stanowi uzasadnioną zachętę dla przedsiębiorców.

W przyszłym roku OX2 w naszym kraju będzie budować kolejne farmy wiatrowe, ale także planuje rozpoczęcie realizacji dwóch farm fotowoltaicznych. Szwedzka grupa przewiduje rozpoczecie budowy dwóch najbardziej zaawansowanych obecnie projektów PV o mocy 100 MW oraz 165 MW. Ich realizacją zajmie się polski oddział OX2. Obecnie firma jest na etapie poszukiwania wykonawców. Spółka przewiduje sprzedaż energii z tych farm fotowoltaicznych w ramach korporacyjnych umów PPA. OX2 prowadzi obecnie rozmowy z inwestorami, zainteresownymi przejęciem farm fotowoltaicznych.

Ceny polis na życie stopniowo rosną, ale są i tak niższe niż w styczniu

  • Sukcesywnie rośnie liczba Polaków posiadających polisy na życieich liczba w I półroczu 2022 wzrosła o ponad 141 tys. w stosunku do końca 2021 roku.
  • Średnia cena tego ubezpieczenia we wrześniu wynosiła 1004 zł i była o 1 proc. niższa niż na początku roku. Są już jednak symptomy wzrostów.
  • Koszt polisy na życie był najwyższy na Podkarpaciu (średnio 1113 zł). Z kolei mieszkańcy najbardziej zanieczyszczonych Śląska i Małopolski płacili ok. 150 zł mniej…
  • Osoby, które ubezpieczają się w młodszym wieku to dla towarzystw mniejsze ryzyko szybkiej wypłaty świadczeń z powodu chorób lub śmierci. Dlatego stawki są dla nich bardzo konkurencyjne.

Liczba polis na życie rośnie powoli.

Wg danych KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) w I kwartale tego roku liczba czynnych, indywidualnych polis na życie (tzw. I grupa ubezpieczeń) przekroczyła 9,7 mln. To ponad 141 tys. więcej w stosunku do 2021 roku. W efekcie blisko połowa Polaków posiada już taką indywidualną ochronę. Jednak w porównaniu z wieloma krajami Unii Europejskiej to wciąż niedużo. Głównym czynnikiem, który w ostatnich latach powodował wzrost zainteresowania produktem, była niewątpliwie pandemia koronawirusa.

W czasie pandemii popyt na polisy na życie systematycznie wzrastał. W szczególności tych, które zapewniały ochronę w przypadku zakażenia koronawirusem. Jednocześnie ubezpieczyciele podkreślali, że zakres ubezpieczenia spełnia takie oczekiwania, np. wypłatę świadczeń przy hospitalizacji lub śmierci będących wynikiem COVID-19. Rosły także maksymalne wartości świadczeń wypłacanych w przypadku zdarzenia ­- podkreśla Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.  

Ceny polis jeszcze stabilne.

Rosnąca liczba polis na życie oraz wyższe sumy ubezpieczenia to też większe wypłaty świadczeń. To z kolei prosta droga do wzrostu cen.

– Średnia cena ubezpieczenia na życie sprzedawanego we wrześniu tego roku wyniosła 1004 zł i była nieznacznie, bo o 1 proc. niższa niż w styczniu. Niemniej po spadkach w czterech pierwszych miesiącach tego roku, od maja ceny stopniowo idą w górę. W efekcie średni koszt polisy wzrósł we wrześniu w porównaniu do kwietnia o ok. 66 zł – wskazuje Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Wysoka liczba zgonów spowodowanych pandemią oraz jej możliwy powrót w okresie jesienno-zimowym to również czynniki, które wraz z inflacją powodują, że ceny ubezpieczeń na życie stopniowo rosną. Jednak internetowe porównywarki, czy wsparcie doradców wciąż pozwalają na znalezienie wartościowej ochrony po niewygórowanej cenie.

Śląsk i Małopolska najbardziej zanieczyszczone, ale polisy tańsze niż w Bieszczadach.

Miejsce zamieszkania nie ma większego wpływu na cenę polisy na życie. Przy wypełnianiu ankiety medycznej  z reguły nie należy więc obawiać się jej zwyżki lub odmowy ubezpieczenia z uwagi na region, w którym żyjemy. I tak analizując województwa, gdzie średnia cena ubezpieczenia na życie była najwyższa w skali kraju, prym wiedzie Podkarpacie. Osoby, które właśnie tutaj w okresie styczeń-wrzesień b.r. zdecydowały się na zakup ochrony, płaciły ok. 1113 zł. To 12 proc. więcej niż średnia krajowa. Wyższe ceny odnotowały też woj. lubuskie (1096 zł) i świętokrzyskie (1079 zł). Z kolei najtaniej polisy kupowali mieszkańcy woj. łódzkiego (845 zł) i podlaskiego (893 zł). Co ciekawe, tańsze ubezpieczenia na życie były również na Śląsku (955 zł) i w Małopolsce (963 zł), a więc regionach, w których mieszkańcy są szczególnie narażeni na negatywne skutki zanieczyszczenia powietrza. I to właśnie tegoroczne obawy przed smogiem mogą być kolejnym obok pandemii czynnikiem, który przyczyni się do podtrzymania uwagi polisami na życie.

– Przed tegorocznym sezonem grzewczym obserwujemy szczególne zainteresowanie produktami chroniącymi na wypadek chorób układu krążenia, cukrzycy, czy nowotworów płuc będących efektem zanieczyszczonego środowiska. Klientów interesują też wysokie sumy ubezpieczenia na wypadek takich sytuacji. Aktualnie zdarzenia te są ujęte w większości OWU polis na życie. Nie wyklucza to jednak, że w niedalekiej przyszłości będą funkcjonować także w ramach niezależnych produktów tj. np. polisa smogowa – wyjaśnia Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Im wcześniej, tym lepiej – wiek wpływa na wysokość składki.

Polisy na życie kupują w Polsce przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem, w wieku pomiędzy 35 a 44 lata. Natomiast zwykle niższe stawki płacą osoby jeszcze młodsze.

– Fakt, że osoby w młodszym wieku płacą za ochronę na życie mniej, wynika z opłacania przez nich składek przez dłuższy czas oraz niższego ryzyka chorób, śmierci czy rehabilitacji. Należy też pamiętać, że towarzystwa ubezpieczeniowe bardzo często dają możliwość „zamrożenia” całej, bądź części składki za polisę. Dlatego warto zdecydować się nią wcześniej, by skorzystać z niższych taryf podsumowuje Małgorzata Panek z CUK Ubezpieczenia.

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność

  • W miarę jak wstrzymywane są dostawy rosyjskiego gazu, trwa walka z inflacją i narasta niepewność polityczna, poprzedni niekorzystny scenariusz Allianz Trade stał się rzeczywistością. Trójca: niższy wzrost, wyższa inflacja i wyższe stopy uderzy jeszcze mocniej. Allianz Trade przewiduje, że globalny wzrost gospodarczy znajdzie się w ujemnym przedziale w IV kwartale roku (-0,1% w ujęciu kwartalnym), po czym w 2023 roku nastąpi powolne ożywienie na poziomie +1,5%. Nastroje konsumentów już teraz spadły do rekordowo niskiego poziomu, a poziom zaufania wśród przedsiębiorców nadal gwałtownie się pogarsza, co będzie hamować konsumpcję i inwestycje.
  • Z powodu gwałtownie rosnących cen energii i negatywnego wpływu tego zjawiska na poziom zaufania, wzrost gospodarczy w strefie euro prawdopodobnie zmaleje w 2023 roku do poziomu -0,8%. Zwiększone wsparcie fiskalne w wysokości średnio 2,5% PKB oraz ograniczone luzowanie polityki pieniężnej w drugiej połowie 2023 roku pomoże skrócić i spłycić recesję oraz ograniczyć ryzyko niepokojów społecznych. Nie zrównoważy to jednak w pełni oddziaływania na realny dochód rozporządzalny i marże przedsiębiorstw.

Handel – już po odbiciu, zmierzamy do nadpodaży?

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Stany Zjednoczone odnotują spadek PKB o -0,7%, głównie ze względu na szybko zaostrzające się warunki polityki pieniężnej i finansowej, które znacząco oziębią sytuację na rynku mieszkaniowym, co należy rozpatrywać łącznie z niekorzystnymi warunkami w środowisku zewnętrznym oraz obniżeniem wsparcia fiskalnego po wyborach śródokresowych.

PKB – okres turbulencji przed nami Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 2

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Inflacja będzie utrzymywać się na wysokim poziomie do I kwartału 2023 roku po tym, jak ceny energii osiągną już najwyższą wartość, a dodatkowa presja w zakresie jej wzrostu będzie pochodzić z kategorii żywności i usług. Allianz Trade spodziewa się, że globalna inflacja w 2023 roku wyniesie średnio 5,3% (po blisko 8% w 2022 r.). Inflacja w strefie euro powinna osiągnąć szczyt na poziomie 10% w IV kwartale 2022, a następnie średnio 5,6% w 2023 roku. W USA inflacja prawdopodobnie osiągnęła już szczyt, ale powinna utrzymywać się powyżej 4% do I kwartału 2023 roku, a poniżej 2% powinna spaść dopiero po III kwartale 2023 roku (średnio 2,9% w 2023).

Inflacja – złagodzone i wydłużone

Wejście oraz wyjście

Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 3Kryzys energetyczny, błędy polityczne i niepewność 3

Źródła: władze krajowe, Refnitv Datastream, Allianz Research

  • Determinacja banków centralnych do walki z inflacją może doprowadzić do tego, że oprocentowanie krótkoterminowych obligacji państwowych znajdzie się na poziomie powyżej neutralnych stóp krańcowych zarówno w USA, jak i w strefie euro (sięgając odpowiednio 4% i 2,25%). Zarówno Bank Rezerw Federalnych (Fed), jak i Europejski Bank Centralny (ECB) zachowają twarde stanowisko w porównaniu z innymi epizodami recesji, ograniczając cięcia stóp w drugim półroczu 2023. Allianz Trade oczekuje trwałego spłaszczenia krzywej rentowności do końca roku, przy czym obawy związane z recesją utrzymują stopy długoterminowe na poziomie 3,25% w USA i 1,6% dla 10-letnich obligacji niemieckich.
  • Szereg rynków wschodzących (EM) jest zagrożonych kryzysem bilansu płatniczego (Argentyna, Chile, Kolumbia, Egipt, Węgry, Kenia, Pakistan, Polska, Rumunia i Turcja). Choć ryzyko zadłużenia krajowego na rynkach wschodzących już teraz osiąga niebezpieczne poziomy, jest jeszcze miejsce dla dalszego wzrostu stóp zwrotu i spreadów. Nawet jeżeli gospodarce światowej uda się uniknąć głębszej recesji, przewidujemy, że warunki na rynkach wschodzących poprawią się najwcześniej pod koniec przyszłego roku.
  • Prognoza jest w znacznym stopniu uzależniona od wpływu zacieśnienia polityki finansowej w głównych gospodarkach oraz skuteczności wsparcia fiskalnego. Dostrzegamy ryzyko dalszego spadku kursów akcji w okresie przed przyszłoroczną poprawą sytuacji na rynkach, co będzie wiązać się z jednocyfrowymi stopami zwrotu.
  • Ponownie wzrosło ryzyko dla przedsiębiorstw, ale wyższe wsparcie fiskalne powinno zapobiec dużej fali niewypłacalności przedsiębiorstw i wzrostowi ich dotkliwości. Niemniej jednak, w całej strefie euro Allianz Trade spodziewa się wzrostu liczby niewypłacalności o ponad +40%. Spready kredytów korporacyjnych powinny wykazać niewielkie zwiększenie, jednak na przyszły rok spodziewane jest pewne zmniejszenie spreadów. Głęboko ujemne stopy rzeczywiste ułatwiają zwiększenie wydatków kredytowanych, które pomagają łagodzić wpływ kryzysu w zakresie kosztów utrzymania na konsumentów i firmy. Jednocześnie jednak pozostawiają kraje z wyższym poziomem zadłużenia w czasie, gdy stopy procentowe rosną, co zwiększa prawdopodobieństwo potencjalnie bolesnej korekty fiskalnej pod koniec przyszłego roku.
  • Kluczowe wydarzenia polityczne przyniosą zwiększenie niestabilności, a wyższe napięcia geopolityczne – zwłaszcza wzmożona rywalizacja między USA a Chinami oraz reakcja Europy na kryzys energetyczny – będą stanowiły dodatkowe bodźce dla obecnych tendencji w zakresie uniezależnienia.

Szereg rynków wschodzących jest zagrożonych kryzysem bilansu płatniczego.

Bieżące salda ulegną pogorszeniu na wszystkich rynkach wschodzących (EM) (z wyjątkiem eksporterów energii) z powodu wzrostu rachunków za import, osłabienia popytu globalnego oraz problemów w Chinach (polityka zero Covid, kryzys związany z nieruchomościami, spory geopolityczne). Rachunek finansowy nie przyniesie ulgi: negatywne nastroje wśród inwestorów oraz wzrost stóp procentowych w gospodarkach zaawansowanych zachęcają do ucieczki w bezpieczne miejsca, co przyczynia się do odpływu kapitału oraz wzmocnieniu dolara amerykańskiego. Większość walut rynków wschodzących odnotowała w 2022 roku deprecjację w stosunku do silnego USD, lecz tylko kilka z nich poradziło sobie gorzej niż EUR: Argentyna, Turcja, Ukraina i Wenezuela (są to wszystko przypadki szczególne); Egipt, Ghana, Węgry oraz Pakistan (który wykazuje szczególnie wysoką nierównowagę zewnętrzną); Polska oraz szereg mniejszych gospodarek rozwijających się.

Złoty słabszy po słowach Glapińskiego

Rada Polityki Pieniężnej w żaden sposób nie dała wsparcia polskiej walucie. Co gorsza, decyzja z środy oraz późniejsze wypowiedzi prezesa NBP spowodowały ponownie, że za dolara trzeba płacić 5 złotych. Złotemu nie pomagają spadki głównej pary walutowej. Jeśli dzisiejszy raport NFP okaże się lepszy od prognoz, wówczas złoty pozostanie pod presją, co oznacza, że deprecjacja będzie kontynuowana.

Już środowa decyzja o braku zmian parametrów polityki monetarnej NBP spowodowała, że ruch aprecjacyjny na złotym z ostatnich dni w szybkim tempie zaczął topnieć. Przypomnijmy, że stopa referencyjna została utrzymana na poziomi 6,75 proc. Rynek zakładał ruch o przynajmniej 25 punktów bazowych w górę. Oczekiwania narosły ze względu na wysoki wstępny odczyt inflacji CPI (17,2 proc.) oraz zbliżeniu się inflacji bazowej do 11 proc. Również słabość PLN była jednym z argumentów, który mógł spowodować, że Rada zagłosuje za podwyżką. Czynnikami, które przemawiały za zrobieniem pauzy były sygnały spowolnienia gospodarczego ale również fakt, że w naszym regionie inne banki centralne ogłosiły zakończenie cyklu (Węgry, Czechy).

Glapiński na konferencji dał do zrozumienia, że spowolnienie gospodarcze wkrótce osłabi presję inflacyjną. Wskazywał, że wysokie stopy procentowe niemalże zatrzymały popyt na kredyt, a na tym zależało Radzie. Z wypowiedzi prezesa NBP wynika, że Rada nie widzi wielkiego zagrożenia w słabości naszej waluty. Podkreślono, że kurs PLN jedynie w niewielkim stopniu przekłada się na wzrost dynamiki cen. Glapiński stwierdził, że dzięki temu, że główne banki centralne (EBC, Fed) zaczęły podnosić koszt pieniądza, polityka monetarna NBP staje się bardzie skuteczna.

Rynki czekały na najważniejszą dla nich informację, co dalej z cyklem podwyżek. Otóż dowiedzieliśmy się, że jak na razie to mamy pauzę w działaniach i nie ma oficjalnego komunikatu o zakończeniu działań restrykcyjnych. Ogłoszono zajęcie stanowiska „wait and see”. Dużo będzie zależeć od listopadowego raportu inflacyjnego, który ma wskazać dalszą drogę. Rada będzie w głównej mierze przyglądać się wskaźnikowi inflacji bazowej. Widać jednak, że w szeregach NBP dominują obawy o mocne spowolnienie gospodarcze i oceniam, że cykl zostanie oficjalnie zakończony w listopadzie.

Dziś globalne rynki finansowe będą spoglądać w kierunku raportu z amerykańskiego rynku pracy. Solidne dane (brak rozczarowań) powinny umocnić dolara, chociaż ruch ten może być ograniczony. Większa zmienność powinna pojawić się wówczas, gdyby rynek dostrzegł w dzisiejszych cyfrach pierwsze oznaki spowolnienia. Wskaźnik ADP wypadł dobrze, wczorajszy tygodniowy raport o liczbie zasiłków dla bezrobotnych również nie zapalił czerwonego światła. Jedynie ankieta JOLTS pokazała słabość. Liczba otwartych miejsc pracy spadła do poziomu 10,1 mln w sierpniu. To największa redukcja od kwietnia 2020 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Pokolenie Z na rynku pracy – jakie jest naprawdę?

Praca na etacie jest koniecznością zaledwie dla 15 proc. reprezentantów Pokolenia Z, wynika z opublikowanego właśnie raportu Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Dokument porusza kwestie związane z oczekiwaniami Generacji Z zarówno względem pracodawców, jak i bezpośrednich przełożonych czy benefitów pracowniczych. Badanie zostało przeprowadzone przez Cpl Poland, eksperta we wspomaganiu firm w procesie skutecznej rekrutacji pracowników.

Raport powstał dzięki anonimowej ankiecie, przeprowadzonej na próbie ponad 1000 respondentów w wieku od 18 do 26 lat, zróżnicowanych zarówno pod kątem doświadczenia zawodowego, stażu pracy, jak również płci i demografii.

Chęć przeprowadzenia badania wynikała z założenia, że zrozumienie potrzeb Pokolenia Z, mającego swoje pasje i zainteresowania, pozwoli pracodawcom na przygotowanie odpowiednich rozwiązań i procesów, które w konsekwencji zdecydują o ich wygranej w wyścigu po najlepsze talenty. Zdajemy sobie sprawę z tego, że na rynku panuje pewne wyobrażenie o Generacji Z, tym bardziej wyniki badania niejednokrotnie zaskakują – komentuje Katarzyna Piotrowska, Country Manager w CPL Poland.

Nie tylko po szkole, nie tylko etat

Pokoleniu Z, zwanemu również Zetkami czy Zoomersami, zależy na szybkim i ciągłym rozwoju, dlatego jego reprezentanci podejmują się pierwszej pracy dużo wcześniej niż ich poprzednicy z pokoleń X i Y – ponad 40 proc. badanych Zetek zaczyna pracować już w szkole średniej, a kolejne niemal 30 proc. rozpoczyna swoje zawodowe kariery zaraz po jej ukończeniu. Pomimo wczesnego startu, Pokolenie Z jest świadome swoich potrzeb – 63 proc. respondentów dobrze wie czym chce się zajmować w życiu, ale tylko 15 proc. ankietowanych uważa pracę zawodową za konieczność. Dla zdecydowanej większości (48 proc.) etat jest tylko jedną z możliwości zarobkowych. Jeśli reprezentanci Pokolenia Z zdecydują się już na taką formę zatrudnienia, to wymagają od firmy umowy o pracę (75 proc.).

Oczekiwania Zoomersów względem pracodawcy również nie są oczywiste – na pytanie: co skłoni Cię do pracy w jednej firmie powyżej 2 lat? reprezentanci pokolenia Z wymieniają co prawda coroczne podwyżki (31 proc.), ale stawiają ją w jednym rzędzie z przyjazną atmosferą (32 proc.) i niskim poziomem stresu (32 proc.). Wyniki te, w połączeniu z chęcią zatrudnienia na umowę o pracę pokazują, jak ważne dla młodego pokolenia jest poczucie bezpieczeństwa i stabilności zatrudnienia.

Zrozumienie potrzeb

Wyniki raportu wskazują, że dla Pokolenia Z istotne jest poczucie kontaktu z przełożonym już od początku procesu rekrutacyjnego. 32 proc. badanych wskazało, że spotkanie z przyszłym managerem jest ważnym elementem starań o pracę, a dla 27 proc pierwsze spotkanie z przełożonym jest wyznacznikiem akceptacji propozycji pracy. Poczucie „chemii” jest dla pokolenia Z niezwykle ważne, dlatego już od pierwszych chwil zwracają uwagę na to, czy postawę lidera ich przyszłego zespołu cechuje zrozumienie i empatia, a także czy na zajmowanym stanowisku zostaną obdarzeni odpowiednim zaufaniem, wyrażonym w swobodzie działania.

Pokolenie Z potrzebuje ciągłego rozwoju zawodowego, ale pamięta również o odpoczynku, a także o trosce o swoje bezpieczeństwo i dobrostan. Pracodawcy chcąc przyciągnąć do siebie młode talenty, powinni gwarantować dostęp do kursów i szkoleń rozwijających kompetencje (atrakcyjne dla 37 proc.), ale również oferować dodatkowe dni wolne, wskazane przez 36 proc. badanych. Kwestie związane z poczuciem bezpieczeństwa pojawiają się również w kontekście benefitów – opieka medyczna i ubezpieczenie na życie znajdują się w czołówce tych najbardziej pożądanych (odpowiednio 33 i 34 proc.).

Przytoczone wyżej dane to jedynie część statystyk przedstawionych w raporcie Cpl Zoomersi w pracy, czyli jak pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Wyniki przeprowadzonego badania, wraz z opiniami ekspertów i prognozami na rok 2040 dostępne są na oficjalnej stronie raportu.

Czekają na kolejne rekordy inflacji i jeszcze słabsza waluta

Cykl podwyżek stóp procentowych został zakończony. Jednak inflacja w Polsce pozostaje palącym problemem. Otwarta jest kwestia, kiedy uruchomiony zostanie nowy cykl podwyżek. Oczekiwania inflacyjne konsumentów są takie, że ceny będą rosnąć.

Mamy lokalny rekord inflacji, który tylko po części wynika z sytuacji zewnętrznej. Kolejne rekordy przed nami.

– Jeśli popatrzymy w głąb danych inflacyjnych, to zobaczymy, że drożeje wiele tzw. kategorii dyskrecjonalnych czyli dobra i usługi, których ceny zależą w większym stopniu od decyzji konsumenta i to właśnie na te kategorie Rada Polityki Pieniężnej ma wpływ zmieniając stopy procentowa – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Podwyżki stóp procentowych mają służyć temu, aby ten popyt obniżyć i w pewnym sensie uniemożliwiać producentom i sprzedawcom podnoszenie cen.

Popyt trzeba ograniczać przez wzrost kosztu pieniądza, tak działa polityka pieniężna. I to jest właśnie sposób na zwalczanie inflacji, zwłaszcza że mamy także bardzo wysoką inflację bazową.

Stało się tak, jak w lipcu w zaskakującej i przypadkowej wypowiedzi na molo w Sopocie, zapowiadał prezes NBP, że będzie tylko jedna podwyżka stóp procentowych. I była, we wrześniu. Jednak obietnice z Sopotu nie sprawdziły się pod tym względem, że inflacja miała spadać. Nowe okoliczności – czyli wzrost inflacji CPI do 17,2%, a więc znacznie powyżej konsensusu analityków – zostały pominięte w październikowej decyzji RPP.

– Pomimo tego, że polska gospodarka spowalnia, to popyt jest silny. Silny jest też rynek pracy. To sprzyja utrwaleniu presji inflacyjnej – komentuje ekspert XTB. – Skoro dotychczasowe podwyżki stóp procentowych nie obniżyły presji, to znaczy, że były zbyt małe.

Politykę pieniężną RPP osłabiają działania rządu związane z rozdawaniem pieniędzy, przykładem wakacje kredytowe dla wszystkich.

Komunikat RPP, z którego wynika, że cykl podwyżek stóp procentowych prawdopodobnie skończył się zwiększa ryzyko dla złotego. Dolar jest bardzo mocny, a złoty już był bardzo słaby.

Kiedy nastąpi powrót do podwyżek stóp procentowych? Ważne powinny okazać się zmiany cenników prądu w styczniu 2023 r. To wówczas inflacja może przekroczyć 20%.

Problem przed nami poważny, bo gdy patrzymy na ścieżkę inflacji, to w horyzoncie, który można prognozować nie schodzi ona do celu inflacyjnego wynoszącego 2,5%. Oczekiwania inflacyjne nadal będą wysokie, a koszt pieniądza nie skłania konsumentów do oszczędzania.

Innowacje w regionach coraz bardziej zielone – liderami Pomorze, Małopolska i Mazowsze

Ekologia, troska o środowisko i rozwój innowacji zajmują coraz więcej miejsca w strategiach rozwoju województw. Aby sprawdzić, jak wygląda zaangażowanie regionów Polski w zieloną transformację, Bank Millennium opracował indeks eko-innowacyjności. Liderami zestawienia są województwa pomorskie, małopolskie i mazowieckie. Raport „Eko-indeks Millennium – potencjał eko-innowacyjności regionów” powstał we współpracy z partnerami merytorycznymi: Urzędem Patentowym RP, Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie oraz Szkołą Główną Handlową w Warszawie.

Innowacje oraz ekologia to istotne trendy, których połączenie ma pozytywny wpływ na gospodarkę i środowisko oraz przyszłość planety. Autorzy Eko-indeksu Millennium, zainspirowani przez Eco-Innovation Observatory, który cyklicznie bada eko-innowacyjność na poziomie krajów Unii Europejskiej, zweryfikowali podejście do tych dwóch kwestii reprezentowane przez poszczególne województwa Polski.

– Regulacje związane z ekologią postrzegane są wciąż bardziej jako blokada, a nie stymulanta dla innowacji. Jednak wdrażanie rozwiązań ekologicznych, szczególnie tych innowacyjnych, to inwestycja, która w długiej perspektywie przynosi korzyści. Chcielibyśmy, aby nasze opracowanie posłużyło jako platforma do dyskusji na temat znaczenia i rozwoju zielonych innowacji w naszym kraju, a także zachęciło do współpracy, bo jak pokazują wyniki naszego badania, sprzyja ona eko-innowacjom. Dyskusja o poprawie świadomości ekologicznej jest szczególnie pożądana w warunkach kryzysu energetycznego, który dotyka obecnie Europę – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium oraz autor i pomysłodawca Eko-indeksu Millennium.

Kryteria, na których oparty jest Eko-indeks Millennium, były przedmiotem współpracy, a także analiz i konsultacji z partnerami merytorycznymi raportu. Część danych została przygotowana specjalnie na potrzeby opracowania.

– Urząd Patentowy chroni własność przemysłową, wspierając tym samym innowacyjność i konkurencyjność polskiej gospodarki. Jednym z bardzo istotnych elementów rozwoju gospodarki jest ekologia. Dołączyliśmy do współpracy przy Eko-indeksie Millennium, gdyż dane, którymi dysponujemy stanowią ważny przejaw aktywności eko-innowacyjnej. Na potrzeby raportu przygotowaliśmy i udostępniliśmy dane dotyczące eko‑technologii, które dotąd nie były publikowane. Identyfikacja tych rozwiązań została przygotowana w oparciu o Międzynarodową Klasyfikację Patentową (ang. International Patent Classification), z uwzględnieniem symboli zaproponowanych w „IPC Green Inventory” – powiedziała Edyta Demby-Siwek, Prezes Urzędu Patentowego RP.

Pomorskie, małopolskie i mazowieckie najbardziej eko-innowacyjne

Czołówka eko-innowacyjnych regionów jest na przestrzeni ostatnich pięciu lat względnie stabilna – to województwa pomorskie, małopolskie i mazowieckie. Na czele zestawienia znalazło się Pomorze, choć różnice w wartościach Eko-indeksu wśród liderów nie są znaczne. To regiony, gdzie ulokowane są duże ośrodki gospodarcze i akademickie, będące jednocześnie liderami szeroko rozumianej innowacyjności, choć zauważalne są różnice w akcentach ekologicznych.

Wartość Eko-indeksu powyżej poziomu krajowego mają także województwa dolnośląskie oraz podkarpackie. Wyniki kolejnych pięciu regionów oscylują wokół poziomu ogólnopolskiego. Są to województwa: warmińsko-mazurskie i śląskie, wielkopolskie i łódzkie oraz podlaskie.

Jak wynika z raportu Banku Millennium, w aż 10 województwach wartość Eko-indeksu wzrosła względem ubiegłego roku, najsilniej w woj. warmińsko-mazurskim, pomorskim i łódzkim. Na eko-innowacyjność należy patrzeć jak na proces i z tego punktu widzenia warto odnotować, że na przestrzeni ostatnich 5 lat poziom indeksu wzrósł w niemal wszystkich regionach, a znaczna część z nich skróciła dystans do lidera. Najsilniej jest to widoczne w łódzkim i warmińsko-mazurskim, które w tym horyzoncie czasowym najbardziej skróciły dystans do najlepszego województwa.Eko-indeks wyniki zestawienia ogólnego

– Wyniki Eko-indeksu odzwierciedlają zmiany zachodzące w regionach, uwzględniając zarówno działalność podmiotów gospodarczych, jak i gospodarstw domowych. Zwiększenie wartości subindeksów w wielu regionach potwierdza zaangażowanie w realizację celów zrównoważonego rozwoju, wdrażanie zasad gospodarki o obiegu zamkniętym i polityki klimatycznej. Takie działania mogą przyczyniać się do poprawy jakości życia mieszkańców, jak również zwiększać bezpieczeństwo surowcowe i energetyczne – komentuje dr hab. prof. AGH Joanna Kulczycka, Prodziekan ds. Współpracy i Rozwoju, Akademia Górniczo-Hutnicza.

– Świat zmierza w kierunku zrównoważonego rozwoju i w dłuższej perspektywie rozwiązania eko‑innowacyjne będą coraz istotniejszą częścią nowych modeli biznesowych. Eko-indeks Millennium otwiera duże możliwości interpretacyjne i wskazuje walory w zakresie przewag konkurencyjnych poszczególnych regionów. Wyniki mogą wydawać się zaskakujące w części składowych, jednak mają potencjał wspierający i inspirujący do dalszego rozwoju eko-innowacji, jako źródło dobrych praktyk. Należy zwrócić uwagę, że celem analizy potencjału nie jest ocenianie regionów, ale ewaluacja procesu ich rozwoju w obszarze zielonych innowacji – powiedziała prof. dr hab. Hanna Godlewska-Majkowska, Dyrektor Instytutu Przedsiębiorstwa w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie, Szkoła Główna Handlowa.

Jak powstał Eko-indeks?

Forma prezentacji zmiennych miała na celu odzwierciedlenie orientacji regionów w kierunku eko‑innowacyjności niezależnie od ich wielkości i potencjału gospodarczego. Jedną z takich zmiennych jest odsetek patentów na eko-innowacje w ogólnej liczbie udzielonych patentów, która została przygotowane przez Urząd Patentowy RP na potrzeby niniejszego indeksu.

Szeroki zakres analizowanych danych umożliwia przegląd poszczególnych województw w różnych wymiarach eko-innowacyjności, a także zbadanie ich mocnych i słabych stron. Wyniki Eko-indeksu Millennium opierają się na danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Urzędu Patentowego RP. Zmienne składające się na indeks zostały zgrupowane w 4 kategoriach: nakłady na eko-innowacje, efekty eko‑innowacji, aktywność społeczno-ekonomiczna w obszarze eko-innowacji i efektywność wykorzystania zasobów.

Dla celów zrealizowanego badania wszystkie zmienne zostały wystandaryzowane, w wyniku czego każda z nich w poszczególnych latach objętych analizą przyjmuje wartości od 0 (województwo o najniższym odczycie danej zmiennej w danym roku) do 100 (lider w danej zmiennej w danym roku). Dla każdej grupy danych został wyliczony subindeks, który jest średnią arytmetyczną wystandaryzowanych zmiennych, wchodzących w skład danej kategorii (każda z nich ma jednakową wagę w subindeksie). Zestawienie ogólne Eko-indeksu Millennium jest średnią arytmetyczną wszystkich siedemnastu zmiennych wchodzących w skład indeksu przy utrzymaniu ich równych wag.

Eko-Indeks uwzględnia dane za okres 2016-2020. Prezentacja pięcioletniej perspektywy danych pozwala na bardziej kompleksową analizę procesu eko-innowacyjności i na ocenę trendów średniookresowych. Skład uwzględnionych zmiennych jest także pochodną dostępności danych statystycznych.

Invento Capital z kolejnymi 7,5 mln zł na inwestycje w start-upy. Dodatkowa pula BRIdge Alfa z NCBR rozdana

Fundusz vc Invento Capital jako pierwszy otrzymał środki z dodatkowej puli programu BRIdge Alfa NCBR i tym samym zwiększył kapitalizację do 43,5 mln zł. Dzięki temu planuje kolejne inwestycje w 6 start-upów.

Program BRIdge Alfa, współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, skierowany jest do przedsiębiorców znajdujących się w fazie seed, gdzie ryzyko niepowodzenia inwestycyjnego jest największe. NCBR za pośrednictwem tego programu udzielił inwestorom bezzwrotnego wsparcia na utworzenie wehikułu inwestycyjnego, za pośrednictwem którego fundusze inwestują do 1 mln zł przy 20-proc. wkładzie własnym w pomysły o wysokim potencjale komercjalizacyjnym. Zgodnie z zapowiedziami NCBR powiększa pulę dofinansowania najbardziej aktywnym funduszom. Dodatkowy kapitał na dalsze działania otrzymał we wrześniu jako pierwszy Invento Capital.

Invento Capital został utworzony we współpracy z NCBR w 2018 roku. Fundusz poszukuje impactowych projektów oraz startupów rozwijających działalność w branżach IT, DeepTech, Health, Food oraz Cleantech. W ciągu ostatnich trzech lat Fundusz zrealizował 26 inwestycji. Invento mocno rozwija także współpracę międzynarodową, by wspierać swoje spółki portfelowe w pozyskiwaniu międzynarodowych klientów oraz inwestorów jak i w wejściu na rynki m.in. Nordic, DACH, UK i Brazylii.

Kapitalizacja funduszu w pierwszej fazie wyniosła 36 mln zł i umożliwiła zbudowanie portfela składającego się m.in. z Planet Heroes, Gridaly, Zjedz.my, Waven, Qvistorp, Fully Verified czy też Foodrunners. Dodatkowa pula pieniędzy z NCBR w wysokości 7,5 mln zł pozwoli rozszerzyć to portfolio. – Cieszymy się, że jako pierwsi otrzymaliśmy środki z dodatkowej puli BRIdge Alfa, ponieważ pokazuje to, że jesteśmy w czołówce funduszy seed w Polsce. Do końca bieżącego roku planujemy zainwestować jeszcze w 9 start-upów, z czego 6 projektów sfinansuje dodatkowa pula środków. Szukamy mocnych zespołów z dobrymi projektami, zdecydowanych na podbój międzynarodowych rynków – mówi Jacek Murawski, Prezes Zarządu.

Invento Capital dzięki nowym środkom z NCBR poczyni dalsze inwestycje w takich branżach, jak energetyka, medycyna, chemia i nowe materiały, IT i ICT. Poza finansowaniem w wysokości ok. 1 mln zł fundusz wykorzystuje swoje międzynarodowe kontakty we wspieraniu komercjalizacji projektów, oferuje również walidację założeń projektu przez ekspertów branżowych, mentoring w zakresie budowania zespołu, doradztwo prawne, finansowe i biznesowe dla spółek ze swojego portfela. Fundusz spodziewa się pierwszych wyjść z inwestycji za 3 do 5 lat.

ADP: 6 na 10 Polaków rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca zarządził powrót do pracy stacjonarnej

Dane z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wskazują, że Polacy są zwolennikami elastycznych rozwiązań związanych z pełnieniem obowiązków zawodowych. Blisko sześciu na dziesięciu ankietowanych (57,49 proc.) przyznaje, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy.

Elastyczność albo odejście

Coraz więcej pracowników przyznaje, że elastyczny model pracy jest dla nich jednym
z priorytetów w podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu. Firma ADP, globalny lider usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, do jakich poświęceń gotowi są pracownicy w zamian za możliwość stosowania elastycznego modelu pracy. Z pozyskanych danych wynika, że aż 6 na 10 (57,49 proc.) ankietowanych w badaniu Polaków uważa, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy. Na taki krok częściej zdecydowaliby się mężczyźni (59,96 proc.) niż kobiety (54,86 proc.).

Polska jest krajem, w którym panuje niski poziom bezrobocia, dlatego utrzymanie w przedsiębiorstwie talentów powinno być dla managerów najwyższym priorytetem. Z tego też względu warto zrewidować dotychczasowy model pracy i, jeśli to konieczne i możliwe, stworzyć go na nowo, w oparciu o potrzeby zarówno obecnych pracowników, jak i kandydatów. Nie da się ukryć, że firmy, aby zachować konkurencyjność na rynku, muszą podążać za potrzebami kandydatów i wprowadzać kolejne udogodnienia – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska dodaje ekspertka.

Elastyczność w zamian za cięcie pensji

Era pracy wyłącznie stacjonarnej zakończyła się wraz z wybuchem pandemii, a pracownicy coraz chętnie korzystają z możliwości elastycznych metod zatrudnienia, jak np. pracy hybrydowej. Według badania ADP „People at Work: A Global Workforce View”, aż 1/3 Polaków przyznaje, że zgodziłaby się na obcięcie wynagrodzenia w zamian za możliwość stosowania elastycznych godziny pracy, przy czym czas spędzany na obowiązkach zawodowych nie uległby zmianie (29,22 proc.). Ponadto, aż 60,81 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że chciałoby uzyskać większą elastyczność w kwestii tego, kiedy pracuje, przy zachowaniu tej samej liczby godzin przepracowanych w tygodniu, np. 5 dni roboczych po 8 godzin dziennie lub 4 dni po 10 godzin dziennie.

Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myślenie – komentuje Sylwia Rozbicka, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health. – Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.

Laureaci pierwszego funduszu stypendialnego Rafał Brzoska Foundation

Po spotkaniach z finalistami konkursu i intensywnych obradach kapituł, Omenaa Mensah i Rafał Brzoska, Wiceprezeska i Prezes „Rafał Brzoska Foundation”, wybrali laureatów, którym fundacja pomoże w edukacyjnym rozwoju i spełnieniu marzeń. Wybór był trudny, ponieważ kandydaci są niezwykle zdolni, zdeterminowani i pracowici. Dlatego założyciele fundacji zdecydowali się wesprzeć więcej młodych ludzi niż początkowo planowali. 

Misją „Rafał Brzoska Foundation” jest wspieranie młodych, zdolnych ludzi w ich drodze do sukcesu i rozwijaniu talentów. W ramach fundacji powstał Fundusz Stypendialny, do którego w zaledwie miesiąc zgłosiło się ponad 1500 osób. Poza wsparciem finansowym, wybrane osoby dostaną opiekę mentora, który jest wybitnym fachowcem w swojej dziedzinie. W radach i kapitułach fundacji zasiadają eksperci i naukowcy z całej Polski. To właśnie oni wraz z founderami debatowali przez ostatnie tygodnie nad wyborem zwycięzców konkursu.

Każdy z kandydatów był oceniany według tych samych kryteriów: zdolności i talentu, wizji i pomysłu na siebie, pozytywnego wpływu na otoczenie, sytuacji ekonomicznej lub rodzinnej i wieku (13-25 lat). Finalnie w gronie zwycięzców konkursu znalazło się aż 23 kandydatów!

Szukaliśmy zdolnych i nieuprzywilejowanych młodych ludzi, którym na różne sposoby chcemy podać rękę – mówi Rafał Brzoska, Prezes fundacji – Okazało się, że takich osób jest naprawdę dużo, a ich dotychczasowe osiągnięcia robią ogromne wrażenie! Stąd tak trudno nam było wskazać kto powinien otrzymać Fundusz. Niemal pod lupą oglądaliśmy zgłoszenia, braliśmy pod uwagę wiele aspektów, słuchaliśmy co mówią znamienici członkowie kapituł. Niesamowite wrażenie zrobiły na nas rozmowy z tymi młodymi ludźmi – ich dojrzałość, zapał, samoświadomość, motywacja. Uznaliśmy, że zwyczajnie musimy im umożliwić realizację marzeń i nie dopuścić do rezygnacji z przyszłych, być może światowych dokonań.

Wśród stypendystów znaleźli się ludzie z obszaru medycyny, innowacji, sztuki, nauki i przedsiębiorczości.

Rafał Brzoska Foundation to organizacja, która podchodzi do każdego podopiecznego bardzo indywidualnie. – mówi Omenaa Mensah, Wiceprezeska Fundacji – Nie patrzymy tylko na to czy dana osoba na przykład dobrze się uczy. Ale jakie ma zainteresowania, talenty, sytuację rodzinną, osobowość. To wszystko składa się na człowieka, a my „szyjemy” pod niego cały plan, łącznie z doborem mentora, udostępnieniem narzędzi, wsparciem finansowym. Wszystko, aby pomóc w dalszej drodze. Warto też dodać, że sporo osób nie oczekuje wsparcia finansowego, ale szuka kogoś, kto wskaże drogę, doradzi, będzie wzorem. Dlatego tak ważna jest rola mentora i praktyka.

Obecnie przygotowujemy umowy współpracy z naszymi stypendystami, opracowujemy im programy mentoringowe i szukamy najlepszych fachowców w ich dziedzinach, którzy będą wspierać rozwój ich pasji. Program stypendialny rusza od października dodaje Katarzyn Alińska, Dyrektorka Zarządzająca Fundacji.Rada mentorska Rafał Brzoska Foundation

Oto laureaci pierwszego Funduszu Stypendialnego Rafał Brzoska Foundation:

  1. Małgorzata Bobińska, 19 lat. Uzdolniona flecistka, zagrała już jako solistka z Orkiestrą Kameralną Filharmonii Pomorskiej, Capella Bydgostines i Śląską Orkiestrą Kameralną. Pochodzi z Bydgoszczy.
  2. Nikodem Ciomcia, 18 lat. Prowadzi prace badawcze i tworzy wynalazki. Wygrał konkurs Explory za projekt ubrania zbierającego energię cieplną z organizmu. Pochodzi z Gliwic.
  3. Adrianna Czechowska, 17 lat. Chce zostać biotechnologiem, laureatka wielu konkursów i olimpiad. Przygotowała ogólnopolski projekt dla szkół dotyczący mnemotechnik i szybkiego zapamiętywania. Działaczka społeczna. Pochodzi z Bydgoszczy.
  4. Natalia Dragan, 13 lat. Skrzypaczka, w wieku 6 lat zagrała swój pierwszy koncert z orkiestrą. Laureatka wielu konkursów międzynarodowych. Mieszka w Legnicy.
  5. Zofia Halbersztat, 19 lat. studentka Cambridge ze stypendium naukowym, kierunek historia, politologia i nauki międzynarodowe. W przyszłości chce założyć organizację non-profit. Pochodzi z Grodziska Mazowieckiego.
  6. Jakub Jędrzejewski, 23 lata. Naukowiec i wynalazca. Na swoim koncie ma wiele projektów, m.in. fuzor – reaktor syntezy termojądrowej. Pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego.
  7. Krzysztof Jóska, 13 lat. Młody wynalazca, stworzył projekt automatycznie sterowanego gokarta. Pochodzi z Rawicza w Wielkopolsce.
  8. Zofia Kierner, 20 lat. Studiuje biznes i data scence na UC Berkley. Założycielka fundacji Girls Future Ready, która przygotowuje młode Polski na wyzwania zmieniającego się świata. Pochodzi z Łodzi.
  9. Amelia Kudasik, 16 lat. Interesuje się neuronauką i medycyną. Wygrywa międzynarodowe konkursy, publikuje artykuły naukowe oraz współpracuje z naukowcami ze światowych uczelni. Pochodzi z Nowego Targu.
  10. Michał Larysz, 21 lat. Przyszły architekt. Miłośnik designu. Chce propagować tę dziedzinę wśród młodych ludzi. Pochodzi z Zębic w województwie dolnośląskim.
  11. Jakub Oniszk, 23 lata. Student Iniversity of St Andrews oraz Cambridge. Zajmuje się glacjologią, marzy o uczestnictwie w Polarnym Instytucie Badawczym na Cambridge. Pochodzi z Warszawy.
  12. Filip Piękoś, 16 lat. Wynalazca, zbudował i nadal rozwija klawiaturę dla osób niepełnosprawnych. Mieszka w Szówsku na Podkarpaciu.
  13. Natalia Sauer, 23 lata. Studentka farmacji, bada nowoczesne metody walki z nowotworami oraz wpływ i zastosowania pola elektrycznego i magnetycznego na czerniaka. Mieszka i studiuje we Wrocławiu.
  14. Mikołaj Sembol, 15 lat. Prowadzi własną eko farmę kurczaków i przepiórek. Edukuje w sprawach eko żywności. Chce studiować weterynarię. Pochodzi z Dębowca w województwie śląskim.
  15. Filip Stasiak, 19 lat. Od 15 roku życia pilotuje samoloty. Jako 16-latek wykładał na Politechnice Opolskiej „budowę kokpitu boeinga 367” oraz „fizykę lotu”. Prowadzi autorski program „Nie bój się latać”, laureat wielu konkursów o tematyce lotniczej. Pochodzi Kluczborka na Opolszczyźnie.
  16. Marlena Sołtysińska, 20 lat. Studentka New York University Shanghai. Ma liczne pomysły na startupy. Pochodzi z Darłowa.
  17. Aleksander Stupnicki, 20 lat. Student jednej z najlepszych uczelni medycznych w Wielkiej Brytanii. Pochodzi z Warszawy,
  18. Kacper Szklarczyk, 20 lat. Student biomedycyny, współzałożyciel akceleratora dla nastolatków TeenCrunch. Laureat wielu konkursów i olimpiad. Pochodzi z Warszawy.
  19. Wojciech Szlasa, 24 lata. Student medycyny, bada, jak zwalczać nowotwory poprzez zastosowanie zmiennego pola magnetycznego. Marzy o Noblu. Pochodzi z Wrocławia.
  20. Miłosz Tomkowicz, 21 lat. Artysta rzeźbiarz, maluje też grafiki, obrazy i pisze poezję. Studiuje na krakowskiej ASP. Pochodzi z Jabłonicy Polskiej w województwie podkarpackim.
  21. Michał Wyrębkowski, 20 lat. Student Yale i Wharton School of Management. Seryjny olimpijczyk, społecznik. Założył Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Płocku. Pochodzi z Płocka.
  22. Aleksander Zarębiński, 17 lat. Chce zostać neurochirurgiem i być członkiem zespołu badawczego. Publikuje artykuły naukowe o działaniu mózgu. Pochodzi z Przemyśla.
  23. Radosław Żak, 20 lat. Zwycięzca międzynarodowej olimpiady matematycznej, prowadzi własne badania naukowe, publikuje w naukowych pismach. Pochodzi z Bolenia w województwie małopolskim.

 

Jednak to nie wszystko. Omenaa Mensah i Rafał Brzoska stworzyli dodatkowy Fundusz – Serce. Powstał z myślą o kandydatach, którzy nie spełniają wszystkich reguł konkursu, jednak chwycili założycieli fundacji za serce innymi cechami, umiejętnościami czy swoją historią. W tym roku Fundusz Serce obejmie  3 osoby:

  1. Julia Tondera, 19 lat. Studiuje biochemię molekularną i komórkową na Uniwersytecie Oksfordzkim. Prowadziła własny projekt badawczy w Zakładzie Biochemii Roślin Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Warszawy.
  2. Aaron Mańczak17 lat. Pochodzi z małej miejscowości, rodzina jest w trudnej sytuacji materialnej. Matka wychowującej samotnie dwóch synó Aaron jest ambitny i konsekwentnie dąży do niezależności finansowej. Marzy o tym, aby zostać przedsiębiorcą i inwestorem. Interesuje się finansami, rynkiem krypto walut oraz technologią blockchain. W najbliższym czasie chciałaby uruchomić sklep eshippingowy. Pochodzi z Lipy w Wielkopolsce.
  3. Bright Abodu. Podopieczny Kids Haven School w Ghanie, szkoły dla dzieci ulicy założonej przez Omenaa Foundation. Bright chce studiować medycynę i zostać ginekologiem, aby pomagać kobietom, które nie mają dostępu do lekarza.

Social i Live Commerce w Polsce prężnie się rozwija. Większość wskaźników wzrosła w stosunku do 2021

Social commerce, czyli handel przy pomocy mediów społecznościowych, konsekwentnie zyskuje na znaczeniu. Regularnie korzysta z niego coraz więcej Polaków, a wartość zakupów rośnie. Sprzedający wyrażają zadowolenie ze swoich transakcji w tym kanale, choć nadal traktują je głównie jako dodatkowe źródło dochodu – wynika z drugiej edycji badania „THE POWER OF SOCIAL & LIVE COMMERCE”, przeprowadzonego przez Fundację Kobiety e-biznesu i partnerów.sposob dokonywania zakupow za pomoca social mediow-raport 2022 serwisy spolecznosciowe w ktorych dokonuje sie zakupy-raport 2022 penetracja social media w Polsce - raport 2022 live commerce-kupowane produkty-raport 2022 czestotliwosc zakupu social media _raport 2022

Social commerce rośnie w siłę, króluje Facebook

Liczba osób deklarujących robienie zakupów w SoMe oraz wykorzystujących je jako kanał sprzedaży konsekwentnie rośnie. Obecnie już 36% Polaków kupuje przez platformy społecznościowe, a 29% używa ich do sprzedaży. W ubiegłorocznej edycji badania te liczby wynosiły odpowiednio 27% i 18%.

Najpopularniejszym serwisem społecznościowym w social commerce pozostaje Facebook – 79% respondentów deklarujących zarówno kupno, jak i sprzedaż w social media używa właśnie tej platformy. Chętnie kupujemy i sprzedajemy również przez Instagram, YouTube, TikTok oraz platformy takie jak Vinted, Allegro, czy OLX, które respondenci spontanicznie zaliczają do serwisów społecznościowych i deklarują korzystanie z nich w celach handlowych.

Social mediów używamy również do kupowania po przekierowaniu do sklepów internetowych konkretnych marek. Najchętniej kupujemy odzież i obuwie (takie zakupy zadeklarowało 46% korzystających z social commerce), kosmetyki i perfumy (31%), książki, płyty i filmy (26%), artykuły dziecięce i zabawki (22%) oraz meble i produkty związane z wystrojem wnętrz (21%). Coraz częściej decydujemy się  również na zakup sprzętu RTV/AGD (21% ) – ta kategoria odnotowała największy wzrost w stosunku do poprzedniego roku (o 5%).

– Kanały społecznościowe mają ogromne znaczenie w prowadzeniu dzisiejszej sprzedaży. Trudno wyobrazić sobie nowoczesny biznes w Internecie, który nie wykorzystuje popularnych social mediów jako ważnych źródeł ruchu. Właściciele polskich sklepów internetowych mają coraz większe możliwości w kierowaniu potencjalnych klientów z kanałów społecznościowych na swoje strony. Działania organiczne, ale przede wszystkim dobrze robione kampanie reklamowe na Facebooku, Instagramie czy TikToku, wpływają pozytywnie i przyspieszają decyzje zakupowe klientów. – mówi Edyta Pudłowska, Head of Marketing w Shoper

Live commerce stabilnie, driverem pozostają ceny i ekspozycja produktu

Badanie Fundacji Kobiet e-biznesu wskazuje również na utrzymującą się pozycję live commerce.  Zakupów w czasie transmisji live (na żywo) dokonał już co czwarty Polak, a co dziesiąty robi to często. Najlepiej ocenianym driverem do tego typu zakupów pozostają atrakcyjne ceny (52%), możliwość lepszego obejrzenia produktu (51% vs. 27% w 2021) oraz możliwość kupna unikalnych produktów (42%).

Najczęstszą kategorią kupowaną podczas transmisji live pozostaje odzież oraz obuwie, jednak live commerce coraz częściej wykorzystywany jest do handlu także innymi kategoriami – największy przyrost w stosunku do 2021r. odnotowały artykuły dziecięce (+12%), rowery i akcesoria rowerowe (+19%) oraz sprzęt RTV/AGD (+12%).

Live commerce wciąż odbywa się przede wszystkim na Facebooku (85%), ale na znaczeniu zyskuje także Instagram (33%).

Młode kobiety z mniejszych miast – choć nie tylko

Kto kupuje w social media? Nadal w przewadze są kobiety, ale różnica w strukturze płci znacząco się zmniejszyła w stosunku do ubiegłorocznej edycji badania. Aktualnie korzystanie z tego kanału zakupów zadeklarowało 38% pań oraz aż 34% panów (w 2021 r. było to odpowiednio 35% i 24%). W przypadku sprzedaży w social commerce nastąpił istotny wzrost zainteresowania zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn – odpowiednio 33% i 25% w tej edycji w stosunku do 24% i 16% w poprzednim roku.

Wraz ze wzrostem wieku spada odsetek osób korzystających z social commerce, jednak w porównaniu z poprzednim rokiem mamy do czynienia z postępującą aktywizacją osób starszych – aż 35% osób powyżej 50. roku życia ma doświadczenie z zakupami na social media. To aż 11% więcej niż w poprzednim badaniu.

W rolę sprzedawców wchodzą przede wszystkim osoby w wieku 25-34 lat (w tej grupie wiekowej takie działania zadeklarowało aż 40% badanych).

Zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających większość nadal stanowią mieszkańcy małych miast i wsi, choć na uwagę zasługuje rosnące zaangażowanie mieszkańców miast średnich.

Kupujący: regularnie, głównie przez smartfona i wydając coraz więcej

Zakupy w social media nie są jednorazową przygodą. Najczęściej kupujemy od co najmniej 2-3 lat (43%), przynajmniej raz w miesiącu (50%), głównie przez smartfona (62%).  Na zakupy wydajemy średnio 101-500 zł miesięcznie, natomiast jednorazowy zakup to najczęściej wydatek rzędu 51-200 zł. Warto zauważyć, że odsetek osób wydających jednorazowo ponad 200 zł wzrósł ponad dwukrotnie!

Social commerce doceniamy przede wszystkim za prostotę, szybkość i wygodę (50%) oraz trafność oferowanych produktów (40% twierdzi, że robi w tym kanale zakupy, bo wyświetlają się interesujące produkty/usługi, a 38% – bo ma łatwy dostęp do produktów/usług dobrze dopasowanych do zainteresowań i potrzeb).

Najczęstszym powodem, dla którego decydujemy się na zakup w social media wciąż jest atrakcyjność cenowa (59%), możliwość uzyskania zniżek i rabatów (38%), a także  możliwość odpowiedniej prezentacji produktu/usługi (32%).

W tym roku jako główną barierę w zakupach w social media wskazywano strach przed oszustwem (36%  badanych, +5% vs. 2021), potencjalne problemy z reklamacją (27%) oraz jakością/oryginalnością zakupionych produktów (24%).

Najczęstszą formą dokonywania zakupu za pomocą social media pozostaje bezpośredni kontakt ze sprzedającym (47%), korzystanie z tworzonych w serwisach społecznościowych sklepów (43%) oraz zakupy po przekierowaniu do innej platformy, np. Allegro czy OLX (40%).

Płacimy najchętniej za pomocą BLIK (48%), PayPal (34%) oraz gotówką (31%). Co ciekawe, odsetek osób, które zadeklarowały tę ostatnią formę płatności wzrósł aż o 17 punktów procentowych w stosunku do roku 2021.

Zdecydowana większość kupujących jest zadowolona z dotychczasowych transakcji (84%). Najbardziej pożądane usprawnienia procesu zakupowego dotyczą:  obniżenia kosztów przesyłki (46%), ochrony kupujących (33%) oraz przejrzystych zasad zwrotu/reklamacji  (33%).

Otwartość internautów na nowe formy e-handlu przynosi obustronne korzyści. Dla klienta jest to możliwość zakupu w dowolnej chwili bez konieczności przechodzenia do sklepu. Dla sprzedawcy to otwarcie dużego kanału sprzedaży w e-commerce. W ślad za zainteresowaniem konsumentów zakupami w mediach społecznościowych, rozwija się również rynek płatności, który coraz śmielej wchodzi w segment tzw. social payments, czyli płatności społecznościowych. W Polsce jesteśmy pierwszym operatorem, który opracował i wdrożył  wraz z KODA Bots rozwiązanie chatbotowe, umożliwiające dokonywanie bezpiecznych płatności BLIKIEM w komunikatorach społecznościowych – podkreśla Paweł Działak, CEO & co-founder Tpay, operatora płatności online.

Sprzedający: do 10 transakcji miesięcznie, promując poprzez reposty i polecenia

Sprzedajemy za pomocą social media, bo to tanie i łatwe i coraz bardziej popularne – a na dodatek daje możliwość lepszego dotarcia do klientów.

Najchętniej sprzedajemy wstawiając zdjęcia produktów/usług z opisem (51%) lub post informacyjny (40%). Najbardziej popularnymi sposobami dotarcia do szerszego grona odbiorców wciąż są posty promowane (34%) oraz marketing szeptany (35%), czyli system rekomendacji i poleceń od znajomych.

Sprzedajemy w większości od co najmniej roku (69%) i podobnie jak w 2021 – najczęściej realizujemy mniej niż 10 transakcji w ciągu miesiąca (71%).

Przychód ze sprzedaży za pomocą social media traktowany jest raczej jako dodatkowe źródło dochodu, niż sposób na regularne zarobki – najczęstsze średnie, miesięczne przychody ze sprzedaży za pomocą social media wynoszą nie więcej niż 1000 zł (62%).

Podobnie jak w ubiegłorocznym badaniu, kluczowym wyzwaniem dla sprzedających jest silna konkurencja (50%) , a w związku z tym efektywne wypromowanie sklepu (30%) – tak, aby dotarł do szerokiego grona odbiorców (32%).

Mimo to co trzeci badany wyraża zadowolenie ze swojej sprzedaży w serwisach społecznościowych.

Parterami tegorocznego raportu są Izba Gospodarki Elektronicznej, Visa, Tpay, Shoper, Sky-shop.pl, Atena Research, Progressivo.

RAPORT „THE POWER OF SOCIAL&LIVE COMMERCE. EDYCJA WRZESIEŃ 2022 DO POBRANIA :

https://www.kobietyebiznesu.pl/raport-the-power-of-social-i-live-commerce/

O czym myśleć, szukając idealnego biura w Warszawie?

Dla wielu przedsiębiorców otwarcie biura w Warszawie to jeden z kroków milowych w rozwoju biznesu. Jednak znalezienie biura na wynajem nie zawsze jest proste i jeśli pominie się niektóre kryteria wyboru, może się okazać, że to pyrrusowe zwycięstwo.

Dostępność pracowników

Zwykle zaczyna się przegląd parametrów od lokalizacji, ale pod kątem jej prestiżu czy własnej wygody. Tymczasem najważniejszy dla rozwoju firmy jest dostęp kadr i to należy wziąć pod uwagę, szukając biura do wynajęcia. A to dość skomplikowana sprawa, bo do biura można dotrzeć metrem, autobusem, tramwajem, samochodem, pieszo, rowerem czy hulajnogą i każda z tych opcji będzie preferowana w innych rejonach miasta. Warto więc zastanowić się, na jaki wariant postawić i dopasować do tego lokalizację biura. Ostatecznie – jeśli dotarcie do pracy będzie bardzo uciążliwe, trudno będzie znaleźć profesjonalistów, którzy się zatrudnią w biurze.

Dostępność usług pomocniczych

Jeśli chodzi o utrzymanie biura, to z tym nie ma problemu, bo praktycznie w każdej lokalizacji można zdecydować się na biura serwisowane. To, na co się coraz częściej zwraca uwagę, to dostępność usług komplementarnych, czyli czy to jakichś sklepów, czy dobrego bistro w okolicy, czy jakichś punktów usługowych, które mogą mieć strategiczne znaczenie. Tutaj wymagania firm mogą być bardzo różne, natomiast warto pamiętać o tym, że nawet najbardziej prestiżowy budynek będzie fatalnym miejscem na biuro dla firmy, jeśli zostanie osadzony pośrodku pustki usługowo-handlowej, dlatego tak wiele mówi się o zintegrowanym rozwoju tkanki miejskiej.

Stabilność cenowa

To może nie jest zaskoczenie, tylko kryterium, któremu zwyczajnie nikt nie poświęca uwagi, choć wydaje się oczywiste, że by należało. Bo kwestia ceny najmu to jedno, a to, jak ta cena będzie mogła się zmieniać w przyszłości, to już coś zupełnie innego, a dziś to ma znaczenie jeszcze większe niż kiedykolwiek wcześniej. W umowach często opisane są warunki podwyżek i sposób ich obliczania – to daje firmom tak pomocną stabilność i przewidywalność. Ostatecznie nie chodzi o to, żeby wynająć tanie biuro w Warszawie, tylko żeby mieć miejsce, w którym firma mogłaby się rozwijać bez zaskoczeń w postaci częstych zmian cen i innych warunków działania.

Nie na wszystko przy wyborze biura ma się wpływ, ale są takie czynniki, które należy pamiętać i weryfikować. Przeniesienie uwagi z ceny i prestiżu na wygodę, ergonomię i stabilność może być dla wielu firm początkiem dynamicznego rozwoju nawet w trudnych warunkach.

Usługi finansowe świadczone na podstawie umowy o subpartycypację są zwolnione z VAT

Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, przekazanie na rzecz inicjatora finansowania w ramach umowy o subpartycypację wchodzi w zakres pojęcia udzielenia kredytu w rozumieniu dyrektywy VAT.

Planując zawarcie umów o subpartycypację z bankami lub funduszami inwestycyjnymi, O. Fundusz Inwestycyjny Zamknięty reprezentowany przez O (zwany dalej „funduszem inwestycyjnym O”) zwrócił się do polskiego ministra finansów z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej w celu ustalenia, czy usługi, które miał świadczyć w charakterze subpartycypanta, mogą korzystać ze zwolnienia z VAT.

W ramach spornej umowy subpartycypant i inicjator zobowiązują się wzajemnie – pierwszy – do przekazania inicjatorowi finansowania, a drugi – do przekazania subpartycypantowi wpływów z określonych w tej umowie wierzytelności, zachowując jednocześnie te wierzytelności w swoich aktywach. Inicjator korzysta z usługi w zamian za wynagrodzenie odpowiadające różnicy między przewidywaną wartością wpływów z wierzytelności a kwotą finansowania przekazanego przez subpartycypanta.

Nie podzielając stanowiska ministra finansów, zgodnie z którym transakcje subpartycypanta powinny być opodatkowane według stawki podstawowej 23%, fundusz inwestycyjny O wniósł skargę na powyższą interpretację indywidualną. W ramach tego sporu Naczelny Sąd Administracyjny dąży do ustalenia, czy art. 135 ust. 1 lit. b) dyrektywy VAT1 należy interpretować w ten sposób, że zwolnienie, które przepis ten przewiduje dla transakcji dotyczących udzielania kredytów, pośrednictwa kredytowego lub zarządzania kredytami, ma zastosowanie do opisanej w postępowaniu głównym umowy o subpartycypację.

W dzisiejszym wyroku Trybunał udzielił na to pytanie odpowiedzi twierdzącej.

W pierwszej kolejności Trybunał potwierdził, że usługi świadczone przez subpartycypanta wchodzą w zakres stosowania dyrektywy VAT, ponieważ są świadczone odpłatnie. W tym względzie Trybunał podkreślił, że przesłanka ta jest spełniona, gdy pomiędzy usługodawcą a usługobiorcą istnieje stosunek prawny, w ramach którego następuje wymiana świadczeń wzajemnych, a wynagrodzenie otrzymywane przez usługodawcę stanowi rzeczywiste odzwierciedlenie wartości usługi świadczonej usługobiorcy. Forma wynagrodzenia wypłacanego subpartycypantowi nie ma wpływu na to, czy jego świadczenie ma charakter odpłatny, czy też nie.

W drugiej kolejności Trybunał zbadał, czy świadczenia subpartycypanta wchodzą w zakres pojęcia „udzielenia kredytu” w rozumieniu art. 135 ust. 1 lit. b) dyrektywy VAT, będącego jedynym przewidzianym w nim zwolnieniem mającym zastosowanie w postępowaniu głównym.

Opierając się na wcześniejszym orzecznictwie, zgodnie z którym „udzielenie kredytu” polega między innymi na udostępnieniu, nie tylko przez instytucje bankowe i finansowe, kapitału za wynagrodzeniem, które niekoniecznie musi być zapewnione poprzez zapłatę odsetek, Trybunał potwierdził, że usługa świadczona przez subpartycypanta na rzecz inicjatora na podstawie zawartej między nimi umowy składa się z jednego świadczenia, które zasadniczo polega na wypłacie kapitału w zamian za wynagrodzenie.

Ponadto Trybunał zauważył, że subpartycypant ponosi ryzyko kredytowe nieodłącznie związane z każdą transakcją kredytu; przy czym według Trybunału nie ma znaczenia okoliczność, że ryzyko to wynika z niewywiązania się przez dłużników ze spłaty wierzytelności, z których wpływy są mu przekazywane, lub z niewypłacalności jego bezpośredniego kontrahenta. Co więcej, Trybunał uznał w szczególności, że ani brak zabezpieczenia udzielonego na rzecz subpartycypanta, ani okoliczność, że subpartycypant nie ma regresu wobec inicjatora w przypadku niewykonania zobowiązań przez dłużników wierzytelności, z których wpływy są mu przekazywane, ani fakt, że wierzytelności pozostają w aktywach inicjatora, nie wpływa na zasadniczy charakter transakcji subpartycypacyjnej, a w konsekwencji, na zakwalifikowanie spornej umowy jako transakcji subpartycypacyjnej.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych w lipcu 2022 roku

  • Obroty centrów handlowych w lipcu 2022 r. były o 15,7% wyższe niż w lipcu 2019 r.
  • W podziale na kategorie istotne dla branży obroty rosły odpowiednio: usługi o 53,6%, gastronomia o 35,7%, wyposażenie domu z RTV i AGD o 23,2%, a odzież o 8,2%.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 22,6%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 8,7%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 11,7%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 7,6%.
  • Odwiedzalność centrów handlowych w sierpniu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 3,1% niższa niż w sierpniu 2019 r.

W lipcu obroty centrów handlowych, piąty miesiąc z rzędu, były wyższe niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że obroty branży wzrosły o blisko 16% w porównaniu do lipca 2019 r. Z kolei odwiedzalność w sierpniu była o 3% niższa niż w analogicznym miesiącu 2019 r. – informuje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Dobre wyniki obrotowe potwierdzają także najemcy. W ubiegłym tygodniu jedna z sieci aptek, która 90% swoich placówek ma w centrach handlowych, poinformowała o historycznie rekordowych wynikach sprzedaży w 2022 r. Pozytywne są też najnowsze badania CBRE mówiące, że 57% sieci handlowych zamierza w tym roku powiększyć liczbę swoich sklepów stacjonarnych. Liczymy, że wysokie obroty utrzymają się w nadchodzących miesiącach, które są kluczowe dla handlu. Jesteśmy jednak świadomi niesprzyjających czynników zewnętrznych, takich jak spowolnienie gospodarcze, wciąż rosnąca inflacja i dynamicznie podnoszące się koszty energii. Niewątpliwie będą one wpływać na postawy konsumentów, na co może wskazywać, odnotowany w sierpniu spadek liczby odwiedzających – dodaje Krzysztof Poznański.

Największy wpływ na czerwcowe obroty w centrach handlowych miały usługi, zakupy spożywcze oraz gastronomia. Za bardzo dynamiczny, ponad 100%, wzrost w segmencie usług odpowiadają głównie biura podróży, duże wzrosty notują też kantory. To efekt tzw. odłożonej konsumpcji. Polacy po 2 latach bardzo energicznie nadrabiają pandemiczne ograniczenia w podróżowaniu. Zwiększone zakupy spożywcze to trend, który utrzymuje się już 4 miesiąc. Z kolei stabilny wzrost obrotów w gastronomii,  o ponad 30%, który utrzymuje się od 3 miesięcy pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Potwierdza to tezę, że aspekt społeczny centrów handlowych znów jest ważny dla klientów. W branży odzieżowej działającej w centrach handlowych obroty w czerwcu wzrosły o 0,7%.

Gołębie jastrzębie. Traktat sopocki dotrzymany, czas na wystąpienie prezesa

Wczorajsze posiedzenie nie przyniosło nam wbrew oczekiwaniom zmian stóp procentowych. Okazuje się, że wzrost inflacji do 17,2% nie jest wystarczającym uzasadnieniem. Tym ciekawsza wydaje się dzisiaj konferencja prasowa.

RPP nie zmienia stóp

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Okazuje się, że oczekiwania analityków nie doceniły siły traktatu sopockiego. Pod tą żartobliwą nazwą w świecie finansów rozumie się rozmowę prezesa Adama Glapińskiego na molo w Sopocie z działaczką Agrounii. O skali niespodzianki najlepiej świadczy ankieta przeprowadzona wśród 19 dużych instytucji finansowych. 16 spodziewało się wzrostu o 0,25%, dwie o 0,50% a tylko jedna przewidziała 0 zmian. Jak widać, nie należało brać średniej arytmetycznej z oczekiwań, a geometryczną. W rezultacie na rynku pojawiło się trochę zamieszania. Skoro inwestorzy nastawiali się na wzrosty, teraz odwracają swoje pozycje. Powoduje to sprzedaż polskiej waluty, która w rezultacie słabnie. Po samej decyzji euro na chwilę podrożało do 4,85 zł, następnie odbiło się w dół. Dzisiaj od rana znów wraca do tych poziomów. Rynki czekają jednak na godzinę 15:00, wtedy odbędzie się konferencja z wystąpieniem prezesa NBP.

Rynek pracy w USA

Jeżeli skądś płyną ostatnio dobre dane w USA, to z pewnością jest to rynek pracy. Wczorajszy raport ADP jest tylko potwierdzeniem tego trendu. 208 tysięcy miejsc pracy to przyzwoity wynik. Nie należy jednak popadać w hurraoptymizm. W tym tygodniu zobaczymy jeszcze dwa ważne odczyty z tamtejszego rynku pracy. Dzisiejszy odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wraz z raportem ADP są tylko wstępem do piątkowego raportu o sytuacji z rynku pracy. Dobre dane nie przeszkodziły jednak dolarowi wczoraj zyskać na wartości po serii słabszych dni.

Rumunii podnoszą stopy

Narodowy Bank Rumunii zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych o 0,75%. Był to ruch o 0,25% powyżej oczekiwań rynków. Jak uważają złośliwi, wspólna decyzja rumuńskich i polskich decydentów była średnio zgodna z oczekiwaniami. Sytuacja Rumunii jest jednak mocno zależna, ze względu na powiązanie waluty, od działań EBC. Kraj ten stara się utrzymywać kurs rona w okolicach 4,95 rona za 1 euro. W rezultacie do momentu gdy EBC nie podnosił stóp procentowych nie mogli za mocno sami ich podnosić, by nie doprowadzić do nadmiernego umocnienia waluty. W ostatnim roku doszło do tego tylko raz na początku sierpnia. Kurs jednak już wrócił znów do celu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Będziemy mieć węgiel w portach, ale nie będziemy mieć go w piecach. Sektor TSL o dramatycznych problemach z dystrybucją węgla

Eksperci sektora TSL zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że najbliższe tygodnie zdominuje temat dystrybucji węgla w Polsce. Sprawa jest poważna, bo wiele wskazuje na to, że węgiel w najbliższych tygodniach będzie docierał do portów. Gorsza sytuacja będzie mieć miejsce, gdy trzeba będzie go dystrybuować do mieszkańców. – Przedsiębiorcy są zaniepokojeni, bo sami starają się o węgiel i nie zawsze udaje im się złożyć zamówienie. Inna sprawa to dyskusja na temat ważnego energetycznego surowca w przede dniu rozpoczęcia sezonu grzewczego. Zastanawiamy się jak to możliwe, że do tego momentu nie ma wypracowanego porozumienia w sprawie dystrybucji. W przypadku zabezpieczenia energetycznego mieszkańców i przedsiębiorców nie ma miejsca na działanie „na sznurek i zapałkę” – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Dystrybucja węgla na wielu poziomach ma wpływ na całą gospodarkę”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie po konsultacjach z zachodniopomorskimi ekspertami sektora TSL nie ma wątpliwości, że sytuacja jest trudna, a może być krytyczna. Węgiel – nawet jeżeli zgodnie z zapowiedziami dopłynie do Polski – to może być poważny problem z jego dystrybucją.

– Wywiezienie takiej ilości węgla z portu może być trudne koleją, bo po prostu nie ma wagonów. To dziesiątki lat niedoinwestowania taboru kolejowego i braku inwestycji intermodalnych. Są bardzo długie czasy oczekiwań, by wjechać do portu i wyjechać. Przygotowania trwają bardzo dynamicznie, ale zdążenie przed zimą wydaje się niemożliwe – mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL.

– W opinii Północnej Izby Gospodarczej eksperci sektora TSL powinni być mocniej zaangażowani w dyskusje o sprawach energetycznych. Sytuacją niedopuszczalną jest chaos, jakiego świadkiem jesteśmy obecnie. Przedsiębiorcy zwracają nam uwagę, że priorytet nadany węglowi w portach również może mieć wpływ na całą gospodarkę np. sektor e-commerce. Nie jesteśmy również zwolennikami zrzucania odpowiedzialności za dystrybucję węgla na samorząd – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. 

„Szybka dystrybucja w obecnych okolicznościach jest niemożliwa”

Eksperci rynku TSL zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie mówią wprost: węgiel w portach jest albo zaraz będzie. Największym problemem pozostaje dystrybucja, bo na to żaden port, samorząd ani nawet firmy komercyjne nie są gotowe. Polscy importerzy sprowadzają węgiel z krajów zamorskich jak Wenezuela, Indonezja czy nawet RPA.  Tematem dyskusyjnym jest jakość surowca, ale tutaj przedsiębiorcy nie podejmują się oceny.

Jak mówi Przemysław Hołowacz, ekspert sektora TSL, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL, ostatnie tygodnie pokazują, że porty przyjmują nowe statki z węglem. Problemów jest jednak więcej.

– Brakuje węglarek do obsługi surowca, są gigantyczne czasy oczekiwania przy wjeździe i wyjeździe z portu, również drogi kolejowe nie pozwalają na obsługę tak wielkiego wolumenu węgla. Jest wielka szansa, by węgiel dotarł do portu, ale jego dystrybucja będzie gigantycznym problemem. Nie mamy zasobów ani kolejowych na drogowych, ani kadrowych, by to spełnić – mówi Przemysław Hołowacz.

– Węgiel będziemy mieć w Polsce, ale nie w piecach, a w portach. Szybka dystrybucja w obecnych okolicznościach może być nierealna – mówi Przemysław Hołowacz.

– Wiemy już, że PKP będą zobligowane do traktowania przewozu węgla priorytetowo nie tylko względem innych przewozów cargo, ale również względem przewozu osób. Należy to wziąć pod uwagę planując podróże koleją. Taka sama zasada została przyjęta w Niemczech. Kwestia dystrybucji węgla zgodnie z przewidywaniami staję się istotnym problemem politycznym tak na szczeblu krajowym, jak i na szczeblu lokalnym, gdzie obserwujemy coraz mocniej wyrażaną wolę rządzących do delegowania sprawy zaopatrzenia ludności w węgiel na samorządy terytorialne i reakcje przedstawicieli samorządów na te pomysły. Biorąc pod uwagę, że sprawa węgla dotyka kwestii zabezpieczenia podstawowych potrzeb obywateli, spodziewam się, że temat ma potencjał do bycia wiodącym w najbliższym czasie, bo sezon grzewczy właśnie się rozpoczyna – mówi Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics.

Nietanie studiowanie. Nawet 1251 zł za miejsce w akademiku, drugie tyle za kawalerkę bez rachunków

Studia wyższe są coraz droższe, a zniżka studencka, obecna w pubach czy pociągach, nie obowiązuje na rynku nieruchomości. Najtańszym sposobem na studiowanie poza rodzinnym domem nadal jest akademik. Dla tych, którzy nie załapią się na pokój z uczelnianej puli, pozostaje płacić ponad 2000 zł samego czynszu.

Właśnie rozpoczął się rok akademicki. Z tej okazji eksperci multiporównywarki rankomat.pl przenalizowali ceny wynajmu różnych nieruchomości dla studenta – miejsca w akademiku, kawalerki, pokoju w mieszkaniu wielkopokojowym oraz całych mieszkań.

W porównaniu znalazło się 10 miast – Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź, Gdańsk, Lublin, Katowice, Rzeszów i Szczecin. Dokładnie taka jest kolejność – według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Akademickość polskich miast” – miejscowości o największej liczbie studentów. Jednak pod względem cen zakwaterowania w pokojach i mieszkaniach zestawienie mocno odbiega od pierwowzoru.

mieszkanie

Akademik dla oszczędnych

akademikCeny za wynajem miejsca w akademiku w 10 miastach Polski są umiarkowanie zróżnicowane. Zestawienie rankomat.pl dotyczy tylko stawek oferowanych przez uniwersytety. Najtańsze miejsce w pokoju akademickim oferuje Uniwersytet Szczeciński (310 zł miesięcznie). W Łodzi za najtańszą opcję zakwaterowania trzeba wydać co najmniej 370 zł, w Warszawie podobnie (400 zł). Niską stawkę ma jeszcze Uniwersytet Rzeszowski (410 zł), natomiast studenci Uniwersytetu Wrocławskiego muszą liczyć się z wydatkiem co najmniej 585 zł, tyle że bez dodatkowych kosztów, jak w przypadku wynajmu mieszkania.

Wyższa cena w akademiku wiąże się z zajmowaniem pojedynczego pokoju, lepszym standardem, a nawet dostępem do internetu, jak na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W roku akademickim 2022/23 za miejsce w popularnym „DS-ie” trzeba zapłacić nawet 1251 zł – to stawka na Uniwersytecie Wrocławskim. Znacznie niższe stawki maksymalne mają Uniwersytet Łódzki (820 zł), Uniwersytet Warszawski i Rzeszowski (po 810 zł). Najtańszy z najdroższych jest Uniwersytet Gdański ze stawką 642,60 zł za miejsce w akademiku.

Kawalerka trzyma cenę

kawalerkaŚrednie stawki za wynajęcie kawalerki wahają się od 790 do 2665 zł miesięcznie. To kwoty za sam czynsz, czyli bez rachunków za media – na podstawie wyników portalu ogłoszeń gethome.pl. Najtańszym miastem są Katowice, a najdroższym Warszawa, choć podobnie wysoką średnią notuje Gdańsk (2630 zł).

Tak wysoka dysproporcja średnich stawek bierze się ze specyfiki rynku wynajmu mieszkań w Katowicach, gdzie występują oferty kawalerek bardzo tanich, ale wymagających sporego remontu (w ogłoszeniach widnieją jako tzw. ekspozycja stała). Pomijając wyjątek Katowic, trzeba przyjąć, że za kawalerkę w dużym mieście trzeba wydać średnio 2000 zł miesięcznie samego czynszu.

Najtańsze kawalerki dla studentów w 10 miastach kosztują od 1100 zł (Katowice) do 1900 zł (Gdańsk i Warszawa). Oferty poniżej 1500 zł zdarzają się w Łodzi (1150 zł), Krakowie i Lublinie (1400 zł).

Pokój tańszy, ale kuchnia wspólna

pokójStudenci, którzy nie dostali miejsca w akademiku lub nie chcą w nim mieszkać, a kawalerka jest dla nich za droga, mogą znaleźć pokój w mieszkaniu. Najniższe stawki również są dość zróżnicowane – od 490 zł miesięcznie w Katowicach do co najmniej 1800 zł w Gdańsku.

1000 zł miesięcznie bez rachunków za miejsce w pokoju to dolna granica w Rzeszowie, a poniżej tego progu są jeszcze Lublin (od 800 zł), Poznań (od 750 zł) i Szczecin (od 650 zł).

Warszawa wcale nie jest tak droga (1290 zł) ze względu na dużą liczbę ofert. Więcej niż w stolicy trzeba zapłacić za kwaterunek w Łodzi i Krakowie (od 1400 zł) i Wrocławiu (co najmniej 1600 zł samego czynszu).

Im więcej osób zajmuje wynajmowane mieszkanie, tym mniejsze opłaty dotyczą pojedynczego lokatora, co widać na przykładzie średnich stawek czynszów. Najwięcej bez względu na liczbę pokoi trzeba zapłacić w Warszawie – 3915 zł za 2 pokoje, 6220 zł za 3 pokoje i 9958 zł za 4 pokoje. W każdej kategorii podium jest właściwie bez zmian, czyli Warszawa, Wrocław i Gdańsk. Tylko w przypadku mieszkań 4-pokojowych tuż za stolicą znalazł się Kraków – wynika z danych gethome.pl.

W Katowicach są najtańsze mieszkania 2-pokojowe (1990 zł) i 3 pokojowe (2542 zł), a w Poznaniu 4-pokojowe (3210 zł).

Co z ubezpieczeniem mieszkania dla studenta?

Mieszkanie zajmowane przez najemcę należy do właściciela, który za ewentualne straty będzie oczekiwał rekompensaty finansowej. Studenci, którzy nie posiadają regularnych przychodów, narażają się tym samym na niebezpieczeństwo wpadnięcia w długi.

Przyczyn małej awarii czy poważnej szkody może być kilka – wybita szyba, zalanie, pożar, ale też kradzież rzeczy w nieswoim mieszkaniu przez obce osoby.

Studenci w większości nie są zamożną grupą społeczną, więc nie będą chętni ponieść dodatkowego wydatku w postaci ubezpieczenia mieszkania. O ile w przypadku akademika ma to uzasadnienie ekonomiczne, to przy wynajmie pokoju czy całego mieszkania, 100-200 zł rocznie na polisę może uratować budżet. Najlepszym rozwiązaniem będzie ubezpieczenie samego wyposażenia razem z OC w życiu prywatnym   – komentuje Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl.

Ceny nieruchomości w III kwartale 2022 r. – popyt wyhamowuje, ceny się stabilizują

Średnie ceny ofertowe mieszkań i domów coraz wyraźniej się stabilizują. Tego samego nie można jeszcze powiedzieć o działkach, które w wielu regionach dalej drożeją – wynika z raportu Nieruchomosci-online.pl, który podsumowuje III kwartał 2022 r.

Portal Nieruchomosci-online.pl wziął pod lupę średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w III kwartale br. Jak wynika z raportu obejmującego miasta wojewódzkie, przypadki największych wzrostów zanotowano w segmencie kawalerek. Porównując III kwartał do II kwartału br., takie mieszkania najbardziej podrożały w Zielonej Górze (o 7,9 proc.), Rzeszowie (o 6,8 proc.) i Olsztynie (o 6,7 proc.). W przypadku mieszkań 2-, 3- i 4-pokojowych ceny rosły w niektórych miastach maksymalnie o 4-5 proc.Zainteresowane sprzedaż Zainteresowanie najem

Patrząc jednak na wszystkie miasta wojewódzkie i wszystkie wielkości mieszkań, wyraźnych wzrostów nie było wiele. W III kwartale przeważała względna stabilizacja, bo za taką należy uznać korekty średnich cen w górę lub w dół wynoszące mniej niż 2 proc., porównując kwartał do kwartału. Wprawdzie nie widzimy jeszcze wyraźnych spadków, ale ceny coraz częściej utrzymują się na dotychczasowym poziomie – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Dane portalu potwierdzają też, że popyt na mieszkania wciąż wyhamowuje: w III kwartale zainteresowanie mieszkaniami na Nieruchomosci-online.pl było o 15 proc. niższe niż w II kwartale br., a także o 36 proc. niższe niż w III kwartale 2021 r. (czyli porównując rok do roku). Na rynku nieruchomości dominują obecnie klienci z gotówką, którzy kupują przede wszystkim mniejsze mieszkania na wynajem. Znalezienie kupca na większy lokal jest dziś trudne, ponieważ po podwyżkach stóp procentowych wielu potencjalnych klientów ma zamkniętą drogę do kredytów. Mieszkania

Rynek najmu: tanieją tylko duże mieszkania

Zupełnie inna atmosfera panowała na rynku wynajmu mieszkań. W III kwartale wysoki popyt generowały głównie trzy grupy poszukujących: studenci powracający na uczelnie, osoby pozbawione szans na własne mieszkanie z powodu drożejących kredytów oraz imigranci z Ukrainy i Białorusi. Wszystko to sprawiło, że zainteresowanie mieszkaniami na wynajem (wyrażane liczbą kontaktów z ogłoszeniodawcami) było o 50 proc. wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r.

W III kwartale rynek najmu zawsze mocno kształtują studenci, którzy są aktywni w końcówce sierpnia i we wrześniu. W tym roku obserwujemy wyjątkowe zainteresowanie wynajmem pokoi, które było wyraźnie wyższe z kwartału na kwartał, jak również z roku na rok. Znaczenie mogły mieć tutaj dwa czynniki. Po pierwsze, obecne wysokie stawki za wynajem całych mieszkań wykraczają poza możliwości wielu studentów. Po drugie, podaż jest teraz bardzo ograniczona. Oferta mieszkań na wynajem zmniejszyła się w ciągu roku o 56 proc. – mówi Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

W III kwartale podrożał przede wszystkim wynajem mieszkań 1- i 2-pokojowych. Jedynymi miastami, w których stawki przy tych wielkościach spadły, były Gdańsk, Bydgoszcz i Lublin. Więcej spadków pojawia się natomiast przy mieszkaniach 3-pokojowych. Tutaj korekty pojawiły się w połowie miast wojewódzkich: w Gdańsku, Białymstoku, Bydgoszczy, Poznaniu, Szczecinie, Katowicach, Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim.

Najdroższym miastem pozostaje Warszawa. Jak wynika z kwot wpisywanych przez ogłoszeniodawców na Nieruchomosci-online.pl, średnia stawka za kawalerkę to 2,5 tys. zł, a za lokal dwupokojowy 3,9 tys. zł. Uwagę może zwracać średnia stawka ofertowa za wynajem mieszkania 3-pokojowego, która wynosi około 6 tys. zł. – Analizując wysokie ceny w stolicy, trzeba pamiętać o tym, że niemałą część oferty dużych mieszkań stanowią luksusowe nieruchomości w centralnie zlokalizowanych dzielnicach. Niekoniecznie skierowane są one do przeciętnych klientów, np. rodzin – zwraca uwagę Alicja Palińska.   Najem

Ceny domów coraz stabilniejsze

Porównanie III kwartału do II kwartału br. pokazuje też, że w kierunku stabilizacji zmierza segment domów. Zauważalny wzrost średniej ceny ofertowej – a więc przynajmniej 2-procentowy – zanotowano tylko w 5 miastach wojewódzkich: Gorzowie Wielkopolskim, Kielcach, Opolu, Szczecinie i Warszawie (od +2,4 proc. do +10,2 proc.).

Uwagę zwraca to, że w niektórych lokalizacjach III kwartał przełamał trend wzrostu cen. Dotyczy to Wrocławia, Białegostoku i Bydgoszczy – ceny domów w tych miastach od roku systematycznie i wyraźnie rosły z kwartału na kwartał, a teraz po raz pierwszy lekko spadły.

Mimo uspokojenia cen, popyt na domy również mocno wyhamował. Jednym z głównych powodów jest spadek akcji kredytowej, ale nie bez znaczenia są też obawy potencjalnych nabywców dotyczące rosnących kosztów utrzymania domów (głównie cen prądu i ogrzewania). W III kwartale zainteresowanie domami na Nieruchomosci-online.pl było więc o 13 proc. niższe niż w II kwartale br., a także o 48 proc. niższe niż III kwartale 2021 r.

Domy

Ceny działek w miastach wciąż zaporowe

Segmentu działek również nie ominął spadek popytu. Porównując kwartał do kwartału, zainteresowanie gruntami na Nieruchomosci-online.pl spadło o 22 proc., a porównując rok do roku  – o 56 proc. W tym przypadku, oprócz masowych problemów z uzyskaniem kredytów, istotną przeszkodą dla kupujących są nadal wysokie koszty budowy domu. Wprawdzie w ostatnim czasie materiały budowlane nie drożeją już w zawrotnym tempie, ale wciąż daleko do spadków. Jak wynika z prognoz firmy doradczej CBRE, w 2023 r. ceny materiałów mają dalej rosnąć, ale znacznie mniej agresywnie niż w ostatnich dwóch latach (średnio o 4-8 proc.).

Mimo aktualnej sytuacji w wielu miastach ceny działek ciągle rosną. Wzrosty średnich cen zanotowano w 9 stolicach województw: w Białymstoku, Katowicach, Kielcach, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu, Warszawie i Zielonej Górze.Działki

Drogie (i często nieliczne) działki w miastach sprawiają, że wielu kupujących przenosi się do gmin ościennych. Tak wyglądały w III kwartale ceny gruntów w otoczeniu największych miast:

Warszawa – 726 zł/mkw.

  • Grodzisk Mazowiecki – 248 zł/mkw.
  • Piaseczno – 356 zł/mkw.
  • Nadarzyn – 321 zł/mkw.
  • Łomianki – 509 zł/mkw.

Kraków – 424 zł/mkw.

  • Wieliczka – 246 zł/mkw.
  • Zabierzów – 292 zł/mkw.
  • Mogilany – 254 zł/mkw.
  • Skawina – 163 zł/mkw.

Łódź – 348 zł/mkw.  

  • Zgierz – 129 zł/mkw.
  • Aleksandrów Łódzki – 168 zł/mkw.
  • Pabianice – 140 zł/mkw.
  • Ozorków – 127 zł/mkw.

Wrocław – 441 zł/mkw.  

  • Długołęka – 321 zł/mkw.
  • Czernica – 252 zł/mkw.
  • Siechnice – 313 zł/mkw.
  • Kobierzyce – 299 zł/mkw.

Poznań – 574 zł/mkw.

  • Tarnowo Podgórne – 433 zł/mkw.
  • Dopiewo – 448 zł/mkw.
  • Pobiedziska – 211 zł/mkw.
  • Swarzędz – 326 zł/mkw.

Giełdowy Indeks Produkcji spadł we wrześniu o 5,26%

Na koniec września Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) osiągnął wartość 749,71 punktów, czyli niżej o 5,26% od ceny ustalonej na koniec sierpnia i już ponad 34% poniżej wartości z końca ubiegłego roku.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc wrzesień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„We wrześniu kurs Giełdowego Indeksu Produkcji przez długi czas utrzymywał się w przedziale 780-790 punktów, ustalonym na koniec poprzedniego miesiąca. Niestety nierozsądne wypowiedzi rządu o tzw. podatku od zysków nadzwyczajnych w połączeniu z jastrzębimi protokołami Fed spowodowały masowy odwrót kapitału z rynku akcji, wpływając również na ceny akcji polskich spółek produkcyjnych. W wyniku powyższego w ostatnim tygodniu września GIP60 już tylko spadał przebijając granicę 750 punktów. Ostatecznie we wrześniu GIP60 zredukował swoją wartość o 5,26% pogłębiając tegoroczny spadek do 34,4%.

Porównując aktualny spadek wartości GIP60 do jego historycznych wyników nie trudno zauważyć, że jest to jeden z gorszych miesięcy w historii wskaźnika. Jednak odnosząc aktualne wyniki GIP60 do ogólnej sytuacji na GPW można dostrzec kilka pozytywów. We wrześniu spadały niemal wszystkie indeksy z rodziny WIG – indeks szerokiego rynku WIG spadł o 8,4% a WIG20 jeszcze mocniej, bo aż o 9,8% przełamując psychologiczną granicę 1400 punktów, czyli poziom na którym znajdował się ostatnio w najciemniejszych tygodniach szoku pandemicznego. Indeksy małych (SWIG80) i średnich spółek (MWIG40) straciły we wrześniu odpowiednio 6,9% i 7,5%. Jak widać, niektóre spośród wymienionych indeksów straciły niemal dwukrotnie więcej od GIP60, a więc polskie spółki produkcyjne wykazały się względną odpornością.

Mimo, że – jak zauważyliśmy wcześniej – zachowanie polskich spółek produkcyjnych z GPW nie było najgorszym z całego parkietu, to jednak spośród wszystkich 60 polskich spółek produkcyjnych wchodzących w skład GIP60 jednie w 16 przypadkach zaobserwowano we wrześniu wzrost ceny akcji, a w 40 przypadkach  spadek, z czego połowa (20 przypadków) zanotowała spadek przekraczający 5%. W przekroju branżowym jedynie producentom żywności i przemysłowi lekkiemu udało się osiągnąć dodatnią średnią miesięczną stopę zwrotu z akcji, która w wymienionych branżach wyniosła odpowiednio 3,9% i 0,13%. W pozostałych branżach gorzej lub o wiele gorzej – akcje polskich producentów z branży chemicznej straciły średnio 1,34%, projektanci już 2,59%, producenci materiałów budowlanych 2,77%, a producenci tworzyw sztucznych 3,46%. Jednak najgorzej we wrześniu zachowywały się papiery polskich producentów z branż: drzewnej (średnio -8,27%), metalurgicznej (-8,74%), farmaceutycznej (-10,57%) i motoryzacyjnej (-10,70%).

Najwyższą miesięczną stopę zwrotu wśród polskich spółek produkcyjnych i zwycięstwo w wrześniowej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji osiągnęła spółka ZPUE S.A. której akcje podrożały z 275 PLN do 314 PLN (+14,18%). Grupa ZPUE skupia spółki działające w sektorze elektroenergetycznym, a jej kluczowy asortyment stanowią rozdzielnice średniego i niskiego napięcia oraz kontenerowe stacje transformatorowe. Na walory spółki nie wpłynął zbytnio raport wynikowy za pierwsze półrocze br. ale już informacja o podwojeniu kapitału przeznaczonego na skup akcji była dla nich bardzo pokrzepiająca i przyniosła wysokie wzrosty na ostatnich sesjach wrześniowych.

Drugie miejsce dla spółki Lena Lighting S.A. za wzrost ceny akcji z 3,6 PLN do 4,05 PLN, co dało miesięczną stopę zwrotu na poziomie 12,50%. W przypadku tej spółki wyniki pierwszego półrocza wpłynęły bardzo pozytywnie na kurs akcji spółki – ponad 20% wzrosty przychodów spowodowały wzrosty akcji spółki nawet w tak trudnym okresie jaki pod koniec miesiąca panował na GPW.

Najniższy stopień podium w najnowszej klasyfikacji GIP60 dla spółki Famur S.A. za wzrost ceny akcji z 2,936 PLN do 3,146 PLN, co pozwoliło jej akcjonariuszom uzyskać 7,15% miesięczną stopę zwrotu z inwestycji w akcje.  Akcje spółki w sierpniu regularnie zaliczały sesje spadkowe, aż do momentu kiedy pod koniec miesiąca pojawiła się informacja o potencjalnych akwizycjach, która w kilka sesji wywindowała cenę akcji z okolic 2,7 do 3,3 a następnie – w wyniku braku dodatkowych informacji cenotwórczych – skonsolidowała ją w przedziale 3,1-3,3.

Rosnące stopy procentowe roztaczają widmo recesji

Najświeższy obraz bieżącej sytuacji w przemyśle dają nam wskaźniki oparte o badania ankietowe, takie jak ISM, PMI czy też wskaźniki koniunktury obliczane przez urzędy statystyczne. Jednak dane ankietowe wydają się być obecnie zbyt mocno nacechowane negatywnymi nastrojami, które ogarnęły media informacyjne na całym świecie. Są to oczywiście emocje wynikające ze świadomości potencjalnych ryzyk, których w ostatnich dwóch latach pojawiło się aż nadto, jednak zaburzają zdolność badań ankietowych do ustalenia rzeczywistej sytuacji spółek produkcyjnych i szerzej sektora przemysłowego. Zjawisko rozdźwięku pomiędzy nastrojami a twardymi danymi bardzo dobrze widać na danych z sierpnia, dla którego GUS opublikował już informacje o produkcji sprzedanej przemysłu. PMI zanurkował wtedy najgwałtowniej od najgorszego momentu pandemii koronawirusa, do poziomu 40,9 wskazując na spadek produkcji i zamówień. Tymczasem, według danych GUS produkcja sprzedana przemysłu po oczyszczeniu z czynników sezonowych wzrosła o 10,9% w stosunku do sierpnia ubiegłego roku. Najbardziej wzrosła sprzedaż dóbr inwestycyjnych (+22,6%) i dóbr konsumpcyjnych nietrwałych (+11,9%), a spadek zaobserwowano jedynie w przypadku dóbr konsumpcyjnych trwałych (-1,4%). W podziale na grupy produktowe, największy względny wzrost produkcji w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku zaobserwowano u producentów pojazdów, przyczep i naczep (+40%), urządzeń elektrycznych (+23,9%)  oraz producentów maszyn i urządzeń (+16,8%). Ogólnie udział wartości produkcji działów przemysłu, w których odnotowano wzrost w stosunku do sierpnia ub. roku, wyniósł 94,6% (rosło 30 na 34 działów). Dane te zdają się być sprzeczne z nastrojami jakie przejawiały się w badaniach ankietowych wykonanych pod koniec miesiąca. Dlatego również w tym miesiącu należy podejść do nich z odpowiednim dystansem.

Przyszła sytuacja gospodarcza zależy od tak wielu niepewnych wydarzeń, że prognozowanie stało się obecnie bardzo trudne. W połączeniu z rosnącym kosztem kapitału wyrażanym za pośrednictwem stóp procentowych, stanowią bardzo mocne czynniki odciągające tenże kapitał od rynków akcji. W naszej części świata dochodzi jeszcze jeden bardzo mocny czynnik jakim jest nieprzewidywalna sytuacja geopolityczna. Niestety do kompletu należy też dodać nieodpowiedzialne działania przedstawicieli partii rządzącej, które najprawdopodobniej doprowadzą do nałożenia na duże spółki dodatkowego  domiaru za „nadmiarowe zyski”. Podtrzymuje to sytuację, w której nasz rynek jest jednym z najtańszych na świecie (porównując zyski do cen) i najprawdopodobniej nie odda tej wysokiej pozycji jeszcze przez długi czas. Czy zatem inwestorów z GPW czekają kolejne chude miesiące, kwartały czy nawet lata? Być może, jednak jeśli kolejne tygodnie pokażą, że realizują się nienajgorsze scenariusze, czyli np. będziemy świadkami opanowania inflacji, wyraźnego oddalenia się groźby konfliktu nuklearnego, stosunkowo ciepłej zimy i/lub wypłaty środków z KPO, to istnieje bardzo duża szansa, że akcje polskich spółek produkcyjnych będą jednymi z tych, które odbiją najmocniej. ”

Studenci chętniej idą do pracy. Dobija ich inflacja i koszty wynajmów

Znacznie wzrosła ilość studentów odwiedzających firmy rekrutacyjne w poszukiwaniu pracy. Eksperci nie mają wątpliwości, że powodem jest drastyczny wzrost kosztów życia, który powoduje, że utrzymanie się z pieniędzy od rodziców i ewentualnego stypendium nie jest możliwe. – Rynek pracy studentów wita z otwartymi ramionami. Nie możemy mówić o tym, że przeżywamy szturm studentów, ale osób zgłaszających się do pracy będąc studentami dziennymi jest trzykrotnie więcej niż przed rokiem – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy z firmy IDEA HR Group. – Studenci szukają pracy możliwie elastycznej, takiej która pozwoli im łączyć pracę i studia. Najczęściej decydują się na handel, e-commerce, prace magazynowe czy gastronomię – dodaje ekspertka.

Student w pracy: zdecydowanie większa determinacja niż przed rokiem

Godzenie pracy i studiów dziennych dotychczas nie było częstym zjawiskiem. Studenci zaoczni zazwyczaj pracowali etatowo, a studenci dzienni pozwalali sobie na prace dorywcze i weekendowe. Sytuacja zmieniła się diametralnie z powodu kryzysu finansowego. Koszty wynajmu mieszkania czy nawet pokoju to kwoty od 1500 do 2500 złotych. Ogólne koszty życia również wzrosły drastycznie.

– Studenci nie chcieli się wiązać z żadnym pracodawcom w czasie studiów dziennych. Pracę dotychczas traktowali jako konieczność. Obecna sytuacja jest więc zmianą, choć nie jest zaskoczeniem. Utrzymanie się młodego człowieka w dużym mieście na studiach to ogromne wydatki. Studenci szukają pracy, która będzie elastyczna, a jednocześnie pozwoli im na naukę. Preferowane są wolne zawody jak np. bycie kurierem, praca w gastronomii czy coraz częściej praca w halach magazynowych. Studenci mają aspiracje, by praca przynosiła im jak najwięcej pieniędzy – mówi Anna Sudolska.

Jaka jest skala zmiany w tym zakresie? – Trudno ocenić, ale zaryzykowałabym, że zainteresowanie pracą wśród studentów jest nawet trzykrotnie wyższe. Oni mówią wprost, że bez stałego przychodu nie będą w stanie studiować. Niektórzy deklarują gotowość przejścia w tryb Indywidualnego Toku Studiów albo nawet studiowania zaocznego – mówi Anna Sudolska.

Student z językiem angielskim do pracy w sektorze TSL zostanie przyjęty natychmiast

Rynek pracy na studentów czeka jak na lekarstwo. Bezrobocie wciąż jest bardzo niskie, a trudno o bardziej pożądanego pracownika niż zdeterminowany i dynamiczny student.

– Poszukujemy chętnym studentom prace związaną z ich przyszłymi zawodami. Tutaj na pewno najłatwiej mają osoby z sektora TSL, inżynierowie, technicy, geolodzy, ale i pracownicy sektora e-commerce czy marketingu internetowego. Bardzo często zdarza się, że studenci zaczynają prace w swoich przyszłych zawodach, a przychodzili do nas, bo chcieli szybkiej pracy dorywczej – mówi Anna Sudolska.

– Takiej też nie brakuje. Najwięcej w handlu i na magazynach. Centra dystrybucyjne chętnie zatrudniają studentów. Martwi tu jednak wysoka rotacja. To bardzo ciężka praca, ale daje wysokie jak na studentów i ich możliwości zarobki. Pracodawcy są gotowi do ustalania np. indywidualnego trybu pracy – dodaje ekspertka.

– Przykładowo szukamy osoby do pracy w biurze, odpowiedzialnej za administracyjną obsługę procesów magazynowych: zamawianie transportów, weryfikowanie/wprowadzanie danych do systemu, kontakt głównie mailowy z zagranicznymi oddziałami firmy. Student z angielskim zostanie do takiej pracy przyjęty niczym król – mówi Anna Sudolska. Na takich stanowiskach studenci mogą liczyć na ok. 5 tysięcy złotych brutto wynagrodzenia.  W przypadku handlu, gastronomii czy dorywczej pracy w hotelarstwie czy budownictwie te pensje wahają się od 3500-4200 złotych brutto. Sektor e-commerce jest trudny do oceny, zdarzają się tutaj rekordowe wynagrodzenia, ale wiele jest uzależnione od indywidualnych wyników pracownika.

Medicover Stomatologia sfinalizował przejęcie dwóch sieci dentystycznych w Niemczech

Medicover Stomatologia oficjalnie sfinalizował przejęcie dwóch wiodących sieci dentystycznych – MeinDentist z 16 klinikami w Berlinie i Poczdamie, a także DDent – z 16 klinikami na północy Niemiec. Tym samym Medicover Stomatologia oficjalnie posiada w Niemczech już 32 centra stomatologiczne, a międzynarodowe portfolio sieci przekroczyło właśnie 100 lokalizacji.

W czerwcu 2022 r. sieć Medicover Stomatologia, lider rynku usług stomatologicznych w Polsce i autor konceptu Rytuału Uśmiechu, ogłosiła podpisanie umowy przejęcia nowoczesnej sieci klinik MeinDentist z oddziałami w Berlinie i Poczdamie. Z początkiem października br. Medicover Stomatologia oficjalnie sfinalizowała przejęcie i włączyła centra MeinDentist do swojego portfolio oraz ogłasza kolejny krok na drodze międzynarodowego rozwoju – sfinalizowanie akwizycji wiodącej sieci w regionie północnych Niemiec – DDent, z siedzibą w Hamburgu.

DDent, specjalizujący się w stomatologii zachowawczej i protetyce, funkcjonuje na niemieckim rynku od 2017 r., dysponuje 16 nowoczesnymi centrami stomatologicznymi i własnym laboratorium protetycznym. Sieć zatrudnia ponad 40 specjalistów i 160 asystentów, którzy przyjmują pacjentów na 73 fotelach. Od początku istnienia DDent stawiał na rozwój poprzez akwizycje; tylko podczas pierwszego roku działalności sieć dokonała akwizycji 11 nowych centrów. To sprawia, że sieć klinik DDent jest jednym z najbardziej prężnych graczy na rynku usług stomatologicznych w Niemczech, który dopiero wkracza na drogę konsolidacji. Sprawny model rozwoju sieci DDent wpisuje się w ambicje dynamicznej ekspansji sieci Medicover Stomatologia na niemieckim rynku.

Włączenie do naszego portfolio MeinDentist i DDent – sieci, które cieszą się nie tylko wysoką renomą wśród pacjentów, mają atrakcyjną ofertę zabiegów i wykorzystują know-how lekarzy i personelu medycznego, lecz także ich kadra zarządzająca jest zorientowana na dalszy dynamiczny rozwój – pozwoli nam przenieść nasze najlepsze doświadczenia z polskiego rynku na rynek niemiecki, sukcesywnie budować silną pozycję i napędzać konsolidację – komentuje Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Na początku chcemy przede wszystkim wnikliwie poznać oba biznesy, zgłębić rynek i wypracować dalsze kierunki rozwoju. Sam potencjał biznesu dentystycznego w Niemczech dziś oceniamy jako ogromny – dodaje.

Wypracowany przez nas model biznesowy, zakładający konsolidację mniejszych centrów na północy kraju, okazał się słuszny. Dołączając do Medicover, wnosimy nie tylko zarówno nasze nowoczesne obiekty i solidną ofertę, jak i lokalną perspektywę, energię i ambicje, by kontynuować rozwój i stale podnosić jakość opieki stomatologicznej – mówi lek. dent. Nicol Dudek, CEO DDent, implantolog.

Strategia rozwoju Medicover Stomatologia zakłada łączenie sił z wiodącymi klinikami i dentystami przy jednoczesnym inwestowaniu w rozwój marki własnej. W ciągu ostatnich dwóch lat działalności w Polsce sieć podwoiła liczbę gabinetów stomatologicznych (obecnie:104), a jej portfolio stanowi 72 nowoczesnych centrów w całym kraju, zatrudniających łącznie ok. 800 specjalistów. W skład sieci wchodzi także innowacyjne laboratorium protetyczne Medicover „Rytuał Uśmiechu”, mieszczące się na powierzchni 300 m2 w Centrum Praskim Koneser w Warszawie.

Po oficjalnym przejęciu niemieckich sieci MeinDentist i DDent międzynarodowe portfolio Medicover Stomatologia obejmuje 104 lokalizacje.
Najnowsze inwestycje w Niemczech i symboliczne przekroczenie liczby 100 centrów w naszym portfolio to ważny rozdział w dotychczasowej historii sieci. Nie planujemy jednak osiąść na laurach – mówi Wioletta Januszczyk.

Wejście na niemiecki rynek nie zmienia naszego podejścia do rodzimego rynku. Cały czas będziemy mocno rozwijać się w Polsce, bo wciąż widzimy, jak wielki jest tu potencjał. Aktualnie skupiamy się na rozwoju na rynkach polskim i niemieckim, ale weryfikujemy też inne rynki, na których jesteśmy obecni jako Medicover, pod kątem naszej potencjalnej obecności z ofertą stomatologiczną – podsumowuje Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Niemcy to największy w Europie i drugi co do wielkości na świecie rynek stomatologiczny, którego wartość szacowana jest na ok. 30 mld euro. Jest to ponad dziesięć razy więcej niż wartość rynku stomatologicznego w Polsce. Tymczasem w naszym kraju stomatologia to najmocniej sprywatyzowany segment usług medycznych – około 40 proc. wydatków na prywatną ochronę zdrowia to właśnie wydatki na wizyty u dentystów. Rośnie segment usług FFS (fee for service) i popyt na usługi specjalistyczne i estetyczne, które najczęściej nie wchodzą w skład abonamentów medycznych.

Polski biznes myśli przyszłościowo. Stawia na chmurę i 5G

Światowa gospodarka spowalnia a wraz z nią szanse na utrzymanie wzrostu w naszej części Europy. Jednak polski sektor IT zachowuje optymizm i planuje dalszy rozwój. W jaki sposób firmy w Polsce chcą kontynuować ekspansję dzięki cyfryzacji?

Według Equinix, Inc. (Nasdaq: EQIX), Global Tech Trends Survey* ponad połowa (57 proc.) decydentów z branży IT w Polsce wskazuje, że ich firmy pojawią się na nowych rynkach. Jednocześnie uodpornienie się na nagłe zmiany jest najważniejszym czynnikiem przy planowaniu strategii rozwoju technologicznego, uważa tak ponad 80 proc. respondentów. Dlatego jako kluczową ankietowani wskazywali skalowalność, którą zapewnia chmura obliczeniowa.

Większość specjalistów IT w Polsce (65 proc.) deklaruje, że ich firmy zamierzają przenosić więcej funkcjonalności do chmury. Migrować będą przede wszystkim bazy danych (67 proc.), a w dalszej kolejności także funkcje związane z cyberbezpieczeństwem i starsze oprogramowanie (ang. legacy app). Podobnie postępują firmy na całym świecie – bazy danych przenoszone będą do chmury jako pierwsze w każdej szerokości geograficznej. Jednak, jak pokazuje raport GTTS, firmy z regionu  Azji i Pacyfiku są wyraźnie bardziej odważne w kwestii migracji zarówno poczty elektronicznej, jak i aplikacji kluczowych dla prowadzenia działalności. Podjęcie takich starań wskazało aż 59 proc. respondentów z firm w regionie Azji i Pacyfiku, w Polsce taką migrację przewiduje tylko 1/3 firm.

Połączenia bezpośrednie napędzają biznes

W gospodarce cyfrowej ekosystemy są fundamentem przedsiębiorczości. Firmy, które chcą przyspieszyć swoją cyfryzację i w pełni uczestniczyć w gospodarce opartej na technologiach cyfrowych mogą do tego wykorzystać połączenia bezpośrednie.

„Dostosowanie biznesu do nadchodzących zmian to także nawiązywanie sieciowych połączeń bezpośrednich między firmami świadczącymi usługi na skalę międzynarodową. Pozwala to na wymianę danych przy największej możliwej przepustowości i najmniejszych opóźnieniach. Dzięki połączeniom bezpośrednim świadczenie usług cyfrowych na całym świecie jest możliwe niezależnie od tego, czy firma działa w Kalifornii, czy w Warszawie” – zauważa Sylwia Pyśkiewicz, prezes zarządu Equinix w Polsce.

Potwierdzają to wyniki raportu GTTS, w którym decydenci IT z Polski za największą korzyść połączeń bezpośrednich uznają wzrost elastyczności (38 proc.), a następnie ułatwienie transformacji cyfrowej (37 proc.) i poprawę optymalizacji sieci (36 proc.).

Kolejnym elementem postrzeganym przez sektor IT jako szansa na dalszy rozwój jest 5G, którego wdrożenie jest najważniejszym priorytetem strategicznym dla 45% respondentów. Technologia ta wdrażana jest już w ponad 61 krajach i, choć jej beneficjentami będą wszyscy użytkownicy sieci, to największy potencjał stoi przed przemysłem. To dzięki 5G będzie możliwe powszechniejsze zastosowanie sztucznej inteligencji (AI) i Internetu Rzeczy (IoT) w sektorze produkcji. Potwierdzają to wyniki badania GTTS, w którym zastosowanie AI i IoT jest najważniejszą zaletą dostrzeganą przez respondentów (44 proc.). Kolejnymi korzyściami wskazywanymi przez decydentów branży IT jest możliwość łączenia się z większą liczbą partnerów (40 proc.) i tworzenie nowego oprogramowania (39 proc.)

Cały raport i więcej informacji z badania Global Tech Trends Survey można znaleźć na stronie Equinix 2022 Global Tech Trends Survey.

*Badanie wykonane na zlecenie Equinix na reprezentatywnej grupie (n=2900) decydentów z branży IT z 29 krajów, w tym z Polski (n=100).

Nagroda Nobla z fizyki kwantowej potwierdza, że na naszych oczach rozgrywa się nowa era rewolucji technologicznej

„Świat jest kwantowy, potwierdzono to eksperymentalnie i nie można go tylko opisywać mechaniką klasyczną. Nagroda Nobla z fizyki kwantowej potwierdza, że na naszych oczach rozgrywa się nowa era rewolucji technologicznej” – komentuje płk dr hab. inż. Marek Życzkowski, prof. WAT z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Laureatami tegorocznej Nagrody Nobla z fizyki zostali Alain Aspect, John F. Clauser i Anton Zeilinger, zajmujący się mechaniką kwantową. Komitet Noblowski docenił ich prace związane ze splątanymi fotonami, ustaleniem naruszenia nierówności Bella i pionierską informatyką kwantową. Poprzez te działania przyczyniają się do tego, że w przyszłości informacje będą przekazywane w sposób bardziej bezpieczny poprzez lepsze szyfrowanie, a dane będą trafiały szybciej.

Badania naukowe w tej tematyce prowadzone są również od kilkunastu lat w Wojskowej Akademii Technicznej. Jak podkreśla płk Marek Życzkowski, Nagroda Nobla w tej dziedzinie to dla świata nauki potwierdzenie opisywanych teorii kwantowych.

„Prace nagrodzonych w tym roku uczonych oraz ich zespołów prowadzą do wydajnych komputerów kwantowych, do idei kryptografii kwantowej, która jest najbliżej związana z przyznaną Nagrodą Nobla oraz do sensorów kwantowych. Świat kwantowy da nam potężne narzędzia do wykonania obliczeń umożliwiających realizację badań kluczowych dla ludzkości, chociażby z zakresu medycyny czy środowiska” – mówi płk Życzkowski.

Optoelektronik precyzuje, że eksperymentalne potwierdzenie istnienia stanów splątanych wyrazi się w postaci łączności kwantowej o niespotykanych możliwościach i bezpieczeństwie czy też nad wyraz czułych układach sensorycznych. Zaznacza, że w świecie klasycznym coś takiego nie istnieje.

BeeIN zwiększa przychody za 3. kwartał o 145%. Spółka notuje historyczne wzrosty w obszarze pomp ciepła i fotowoltaiki

Spółka BeeIN, notowany na rynku NewConnect dostawca rozwiązań z sektora OZE, uzyskała w okresie od lipca do września 2022 r. przychody rzędu 12 mln zł (vs. 4,9 mln zł r/r). Historyczny wzrost przychodów jest wynikiem konsekwentnej realizacji strategii, rozwoju kanałów sprzedaży zagranicznej, a także zwiększenia skali dystrybucji oraz montaży własnych pomp ciepła.

– Bardzo dobre wyniki finansowe za 3Q22 to efekt trafnego wyznaczenia kierunków strategicznego rozwoju, które zaprezentowaliśmy podczas tegorocznego debiutu na rynku NewConnect i rzetelnej pracy całego Zespołu BeeIN. Tak istotny wzrost przychodów względem analogicznego okresu z roku poprzedniego umacnia mnie w przekonaniu, że nasza strategia się sprawdza, a jej dalsza, konsekwentna realizacja przełoży się na satysfakcjonujące wyniki także w kolejnych kwartałach. Jako Zarząd jesteśmy zadowoleni z dynamicznego wzrostu przychodów, ale jeszcze bardziej cieszy nas poprawa efektywności naszych działań oraz rotacja kapitału obrotowego, jakim dysponuje spółka – wyjaśnia Michał Sochacki, Prezes Zarządu BeeIN.

Spółka trafnie przewidziała zwiększenie się popytu na pompy ciepła i już w pierwszym kwartale 2022 r. rozpoczęła sprzedaż oraz montaż własnej linii urządzeń SPRSUN SELECT. Obecnie BeeIN kontynuuje rozwój w tym obszarze, rozwijając dystrybucję oraz montaże własne pomp ciepła, na które oferuje klientom krótkie terminy realizacji. Istotną przewagą konkurencyjną spółki BeeIN jest także obsługa posprzedażowa, w tym serwis połączony ze zdalnym wsparciem (monitoringiem).

Spółka konsekwentnie rozwija działalność na rynkach zagranicznych, szczególnie w krajach, które oferują korzystniejsze sposoby dotowania inwestycji w odnawialne źródła energii. Aktualnie BeeIN dystrybuuje swoje produkty do kilkunastu krajów, systematycznie zwiększając liczbę stałych odbiorców. Spółka planuje utrzymać tendencję wzrostową przychodów płynących z ekspansji zagranicznej, które obecnie stanowią ok. 20% wszystkich przychodów. Sposobem na osiągnięcie tego celu jest systematyczne powiększanie zespołu sprzedażowego, działającego na terenie Polski oraz innych państw europejskich.

– Dynamiczny wzrost przychodów w 3. kwartale sprawia, że nawet w niepewnych czasach patrzymy w przyszłość z optymizmem i spokojem, ponieważ widzimy, że zmierzamy we właściwym kierunku. Czwarty kwartał zapowiada się równie interesująco i wiele wskazuje na to, że najbliższe komunikaty ESPI przyniosą naszym inwestorom kolejne dobre wieści – podsumowuje Artur Lipiński, Wiceprezes BeeIN SA.

Handel zmaga się ze wzrostem kradzieży w sklepach

Dane Komendy Głównej Policji muszą spędzać sen z oczu z powiek właścicieli sklepów. Pierwsze półrocze 2022 w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku przyniosło wzrost przypadków kradzieży klasyfikowanej jako przestępstwo aż o 28 proc.[i]. Przybyło również kradzieży zaliczanych do wykroczeń – o 12 tys. więcej incydentów (wzrost o 13 proc.) [ii]. W całym roku 2021 sklepy padły ofiarą kradzieży na większą lub mniejszą skalę aż 216 800 razy! Detaliści mają się czym martwić. Jest to też pole do zwiększenia środków ochrony i zabezpieczeń przed kradzieżami.

Okazja czyni złodzieja

Wiele wskazuje na to, że po chwilowym „uśpieniu” w pierwszych miesiącach pandemii (kiedy obowiązywały ścisłe limity liczby klientów) sklepowi złodzieje nie tylko wznowili, ale zwielokrotnili dawną aktywność. Szybko dostrzegli, że obowiązek zakrywania twarzy może działać na ich korzyść. Sprzedawcom zajętym dodatkowymi obowiązkami związanymi z pilnowaniem przestrzegania zasad bezpieczeństwa sanitarnego przez klientów łatwiej też było przeoczyć przypadki podejrzanego zachowania. Obecnie jednak, kiedy noszenie masek w sklepach nie jest już wymagane, liczba kradzieży wcale nie wyhamowała. Co gorsza, rośnie, i to dynamicznie. Obserwatorzy rynku wskazują na przyczyny o charakterze gospodarczym i geopolitycznym.

Brak poczucia bezpieczeństwa i niepewność jutra, powodowane wybuchem wojny w Ukrainie, masowym napływem uchodźców oraz utrzymującą się od wielu miesięcy drożyzną mogą stanowić impuls dla wielu osób do tak desperackiego czynu, jakim jest kradzież. Zajmując się profesjonalną ochroną obiektów, w tym również wielu placówek i sieci handlowych Seris Konsalnet zauważa, że strach jest obecnie tą dominującą emocją, która może skłaniać jednych do sięgania po nielegalne środki, jak np. przywłaszczenie cudzych dóbr, a innych do zwiększenia czujności i szukania dodatkowych sposobów na monitorowanie swojej własności.

Co kradną Polacy i za ile

W danych Policji niepokój budzi coś jeszcze – znacząca przewaga kradzieży na większe kwoty. To te przypadki, które kwalifikowane są w rozumieniu przepisów kodeksu karnego jako przestępstwa i dotyczą zaboru mienia o wartości przekraczającej 500 zł. Kryterium wykroczeń spełniają te przypadki, kiedy wartość ukradzionych dóbr nie była wyższa niż 500 zł i regulowane są kodeksem wykroczeń. Ponieważ dane KGP pokazują, że wzrost kradzieży dotyczy sklepów małych i wielkopowierzchniowych, zróżnicowane są też łupy.

Według ekspertów Seris Konsalnet na kradzieże o większej wartości narażone są sklepy z odzieżą, elektroniką, perfumerie, a w ostatnim czasie również apteki. Wynikać to może z faktu, że bardziej efektywna jest kradzież produktów o dużej wartości, lecz małych gabarytach, które łatwo ukryć i wynieść ze sklepu. Dla podmiotów strzegących bezpieczeństwa dodatkowym wyzwaniem są sytuacje, kiedy kradzieże te połączone są z użyciem przemocy czy włamaniem. 

Czy konieczne będą zabezpieczenia na maśle

Właściciele sieci i małych sklepów reagują szybko, często na własną rękę. Ostatnio do sieci trafiły zdjęcia z zabezpieczeniem antykradzieżowym naklejonym na kostki masła. W przypadku dóbr podstawowych wzrostowi kradzieży może sprzyjać jeszcze jedna zmienna – społeczne przyzwolenie.

Galopująca inflacja i rosnące ceny produktów spożywczych, niezbędnych nam na co dzień, mogą sprawiać, że niektóre osoby niejako będą usprawiedliwiać ich przywłaszczanie jako sposób na przetrwanie w trudnej sytuacji. Może się też okazać, że uciekać się do tego będą osoby, które wcześniej niczego nie ukradły. Dla nas to nowy, ale coraz bardziej powszechny, problem. Seris Konsalnet szuka sposobów na jak najbardziej skuteczne wsparcie detalistów.

[i] Z 13,5 tys. w okresie 01-06.2021 r. do 17,2 tys. w okresie 01.-06.2022 r. Źródło: Komenda Główna Policji

[ii] Wzrost z 95 tys. w okresie 01-06.2021 r. do 107 tys. w okresie 01.-06.2022 r. Źródło: Komenda Główna Policji

W 2022 roku wyniki branży motoryzacyjnej zaczęły się poprawiać, a zadłużenie spadać

Po miesiącach kumulujących się trudności, w 2022 roku wyniki branży motoryzacyjnej zaczęły się poprawiać. Produkcja sprzedana i eksport notują rekordowe wyniki, a według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużenie sektora spadło o ponad 140 mln zł w ciągu ostatniego roku i wynosi obecnie 306 mln zł. Mimo optymistycznych wskaźników, problemy z wypłacalnością ma wciąż blisko 12 tys. firm.

Sektor motoryzacji jest jednym z najbardziej poszkodowanych przerwami w światowych łańcuchach dostaw. Najpierw brakowało części niezbędnych do produkcji, później zaczęły się braki surowców do wytwarzania komponentów. Firmy zamawiały na zapas, co powodowało jeszcze większe niedobory. To trudności, które nadal się utrzymują, choć przedsiębiorstwa nauczyły się już lepiej sobie z nimi radzić. Początek tego roku rozpoczął się dla branży lepiej od poprzedniego, ale sytuację pogorszyła wojna, która na nowo zachwiała dostawami. Do dotychczasowych problemów dołączyły jeszcze rosnące koszty prądu, gazu i benzyny. To wszystko przekłada się wyższe ceny produkowanych aut, ale widać pierwsze jaskółki poprawy kondycji sektora, którymi są rosnąca produkcja i eksport oraz malejące zadłużenie jej przedstawicieli.

Światełko w tunelu

Sektor motoryzacyjny obejmuje produkcję pojazdów samochodowych, przyczep i naczep oraz handel autami zarówno hurtowy, jak i detaliczny, a także naprawę pojazdów. Łączne zadłużenie branży, według danych Krajowego Rejestru Długów BIG, wynosi obecnie ponad 306 mln zł, którą to kwotę do spłacenia ma 11,8 tys. firm. Największe problemy finansowe notuje handel. Łącznie musi oddać 283,5 mln zł z całej kwoty zadłużenia. Zdecydowanie mniejszą kwotę do zwrotu, bo nieco ponad 22,8 mln zł, ma sektor produkcyjny. Zdaniem ekspertów, zadłużenie branży motoryzacyjnej w najbliższym czasie nie powinno już bardziej przybierać na sile.

Ostatnie 2,5 roku to bezprecedensowo trudny okres dla branży motoryzacyjnej. COVID, kryzys półprzewodnikowy i trwająca wojna w Ukrainie przyczyniły się do wielu problemów w całym sektorze. Jednakże, biorąc to pod uwagę w świetle niezłych obrotów branży, obecne zadłużenie wydaje się nie stanowić większego problemu i ze sporym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że w najbliższym czasie znaczna jego część zostanie uregulowana. Nawet mając na uwadze obecną inflację i wstrzymywanie się części klientów z decyzjami zakupowymi, można ocenić sytuację części sprzedażowej jako stabilną – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Również analizy AutomotiveSuppliers.pl, wskazują, że w pierwszych sześciu miesiącach br. produkcja sprzedana pojazdów samochodowych, przyczep i naczep była na rekordowym poziomie – wyniosła o 2,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W grupie firm średnich i dużych wzrost był jeszcze większy i osiągnął 2,3 proc. Ponad połowę z niego wygenerowali producenci części i akcesoriów samochodowych. Nowy rekord w I półroczu br. ustanowił także eksport przemysłu motoryzacyjnego, na co wpłynęły szczególnie dobre wyniki z maja i czerwca. W stosunku do tego samego okresu zeszłego roku urósł o 2,2 proc. Zdecydowaną większość, bo 81 proc., rodzimej produkcji wchłonęły rynki Unii Europejskiej.

Dobre wyniki pierwszej połowy tego roku napawają optymizmem także ze względu na spadek zadłużenia. Jeszcze rok temu długi sektora wynosiły 446,5 mln zł, czyli o ponad 140 mln zł więcej niż obecnie. Z kolei liczba dłużników zmniejszyła się o ok. 700 podmiotów, z 12,5 tys. w roku ubiegłym. Motoryzacja, osłabiona brakiem komponentów i zaburzeniami w łańcuchach dostaw, wreszcie może wrzucić kolejny bieg  – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Długotrwałe zadłużenie

Tym, co może niepokoić, jest fakt, że duża część przedsiębiorstw przestała spłacać swoje zobowiązania już dawno temu. Blisko połowa wszystkich długów branży motoryzacyjnej, bo 136,6 mln zł, to zobowiązania mocno przeterminowane – o ich odzyskanie walczą wtórni wierzyciele, czyli firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. Niemal 100 mln zł to długi wobec instytucji finansowych (banków, firm leasingowych i faktoringowych oraz towarzystw ubezpieczeniowych). Na kolejnych miejscach wśród wierzycieli są firmy handlowe – 25,7 mln zł oraz telekomy – 15,3 mln zł.

W podziale na województwa najwyższe długi mają przedsiębiorstwa z województwa mazowieckiego, które muszą spłacić 76,4 mln zł. Drugie i trzecie miejsce zajmują firmy z Wielkopolski i ze Śląska, które mają do oddania odpowiednio 35 mln zł oraz 33 mln zł. Najmniejsze długi, nieco ponad 4 mln zł, mają przedsiębiorcy z województw opolskiego i podlaskiego.

Rekordzistą branży motoryzacyjnej pod względem zadłużenia jest firma z Mazowsza zajmująca się produkcją części i akcesoriów do pojazdów silnikowych, która swoim wierzycielom powinna oddać 4,6 mln zł.

Mimo sporego zadłużenia, motoryzacja ma też swoich dłużników. Kontrahenci są jej winni ponad 45,8 mln zł. Wśród nich najwięcej, bo 17,6 mln zł, pochodzi od przedstawicieli branży handlowej.

Ostrożne prognozy

Najbliższe miesiące nie będą łatwe dla motoryzacji, choćby z uwagi na mniejszą dostępność nowych pojazdów, ale i zmniejszony popyt po stronie kupujących. Z jednej strony kryzys półprzewodnikowy powoduje przerwy w fabrykach i problemy z łańcuchami dostaw innych części i podzespołów, a z drugiej sami klienci wstrzymują swoje decyzje zakupowe. Według danych Cyfryzacji KPRM, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. zostało zarejestrowanych ponad 15 proc. mniej pojazdów osobowych niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie spadła też liczba zarejestrowanych pojazdów ciężarowych o blisko 17 proc.

Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy nie palą się dziś do zakupu nowych aut czy wymiany samochodów na lepsze modele. Te kosztowne wydatki zostały przesunięte w czasie, głównie z powodu inflacji i związanej z tym niepewności. Blisko 80 proc. przedsiębiorstw biorących udział w naszym badaniu „Zakupy firmowe“, przyznaje, że podwyżki cen wpłyną ogólnie na zmianę sposobu dokonywania przez nich zakupów w najbliższych sześciu miesiącach. Firmy zapowiadają, że będą teraz częściej poszukiwać promocji i okazji cenowych (44 proc.), szukać tańszych zamienników i ograniczać wydatki (po 36 proc.). Co czwarta zamierza rezygnować z zaplanowanych wcześniej zakupów (20 proc.) lub odsuwać w czasie decyzje zakupowe z uwagi na niewystarczające środki finansowe (22 proc.). Jak widać, założenia inwestycyjne firm, także te motoryzacyjne, zawisły na kołku i dopóki inflacja będzie drążyć portfele przedsiębiorców, dopóty nieprędko zaczną znów planować większe wydatki – mówi Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Papierkiem lakmusowym branży jest kondycja finansowa przedsiębiorstw, bo to one w większości odpowiadają za zakupy pojazdów użytkowych (ciężarowych i dostawczych). Niemniej jednak, przedstawiciele branży nie spodziewają się drastycznych obniżek w tym segmencie.

Musimy pamiętać o tym, że w Polsce ponad 70 proc. nowych samochodów jest kupowanych przez przedsiębiorstwa, a te, żeby dobrze funkcjonować, muszą nabywać nowe pojazdy, zarówno osobowe jak też dostawcze i ciężarowe. Oczywiście należy liczyć się z tym, że jakaś część przedsiębiorców wstrzyma się z zakupami, ale można sądzić, że nie wpłynie to bardzo znacząco na sprzedaż nowych pojazdów – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. I dodaje, że portfel zamówień w przypadku producentów nowych samochodów jak i zamówienia na części i podzespoły produkowane w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. A spora część produkcji części i podzespołów jest przeznaczona na rynek aftermarketowy, czyli do naprawy aut używanych, a nie do pierwszego montażu. Uważa, że oczywiście mogą przydarzać się bankructwa wśród przedsiębiorstw sektora automotive, ale biorąc pod uwagę ogólną sytuację gospodarczą należy raczej sądzić, że w przypadku poziomu zadłużenia branży motoryzacyjnej i tak jest ona, co do zasady, w stosunkowo dobrej sytuacji.

OPEC obniża produkcję ropy. RPP zaskakuje

Kartel zrzeszający kraje eksportujące ropę naftową podjął kontrowersyjną decyzję i ogłosił obniżenie produkcji o 2 mln baryłek dziennie. Taka ilość może spowodować wzrosty cen surowca na giełdzie ale również pogorszyć stosunki dyplomatyczne między USA a Arabią Saudyjską.

Spotkanie 24 krajów OPEC+ (w tym Rosji) wydobywających ropę odbyło się w czasie, gdy większość państw walczy z rosnącymi kosztami energii. Pierwszy raz od momentu wybuchu pandemii rozmowy odbyły się twarzą w twarz a nie wirtualnie. Wczorajsza decyzja spowodowała, że ropa zdrożała. Konflikt na linii OPEC – USA będzie się niestety pogłębiał.

Biały dom nazwał decyzję „krótkowzroczną” i w oświadczeniu podał, że administracja dostarczy na rynek w przyszłym miesiącu kolejne 10 mln baryłek ze swoich strategicznych rezerw. Od marca kraje Zachodu uwolniły mniej więcej 180 mln baryłek, z czego aż 75 proc. przypada na USA. OPEC w oświadczeniu napisał, że decyzja tak została podjęta ze względu na niepewność, która otacza globalną gospodarkę i perspektywy ropy naftowej.

Posunięcie kartelu jest postrzegane jako interwencja głównie Arabii Saudyjskiej, która ma na celu podtrzymanie cen surowca na podwyższonym poziomie. Przypomnijmy, że ropa znacznie spadła w ostatnich miesiącach, a spadki te są głównie tłumaczone obawami rynku o globalną recesję. Widać, że Arabia komfortowo będzie czuć dopiero wówczas, kiedy wycena powróci w okolice 100 USD lub powyżej. Kiedyś takim optymalnym poziomem (wg deklaracji sprzed kilku lat) były okolice 60-70 USD.

Jeszcze latem Biden podróżował do Arabii Saudyjskiej i apelował o zwiększenie produkcji. Wczoraj został wysłany ewidentny komunikat, że OPEC ignoruje w pełni sugestie amerykańskiego prezydenta. Decyzja jest wręcz interpretowana jako klarowne opowiedzenie się po stronie rosyjskiej w wojnie z Ukrainą.

Wyższe ceny ropy z pewnością są na rękę Rosji. Jej gospodarka opiera się na dochodach z energii. Od grudnia wchodzi embargo na surowiec z kraju Putina. Rosja będzie musiała znaleźć nowych odbiorców poza Europą. W efekcie wydobycie w tym kraju nadal prawdopodobnie będzie się kurczyć. W efekcie surowiec będzie musiał być oferowany z dużym dyskontem. Już teraz Rosja produkuje zdecydowanie poniżej swojego limitu z powodu aktualnych sankcji oraz niemożności inwestycji w nową infrastrukturę naftową.

Ostre cięcie produkcji wywołuje obawy o ponowny wzrost cen ropy na rynku, co w konsekwencji będzie powodować dalszy wzrost globalnej inflacji. Dlatego też decyzja OPEC lekko osłabiła euro, które to w relacji do dolara spadło do poziomu poniżej 0,99. Wzrosty odnotował rynek europejskiego gazu ziemnego. Jedna megawatogodzina ponownie została wyceniona powyżej 175 euro. Ropa brent urosła w okolice 94 USD a WTI powyżej 88 USD za baryłkę.

Z technicznego punktu widzenia notowania ropy przełamały górne ograniczenie kanału spadkowego, który trwa od połowy czerwca tego roku. To dla inwestorów posługujących się wyłącznie wykresem może stanowić istotny sygnał kupna.

Z wydarzeń krajowych nie sposób nie wspomnieć o decyzji RPP, która była zaskoczeniem dla rynku. Stopy procentowe zostały utrzymane na tym samym poziomie (6,75 proc.), podczas gdy szeroki konsensus rynkowy zakładał kolejny ruch w górę o 25 punktów bazowych. To była zła informacja dla złotego, który uległ osłabieniu. Okazuje się, że RPP bardziej obawia się o spowolnienie gospodarcze niż o pędzącą inflację. „Deklaracje” z sopockiego molo zostały zatem wypełnione w 100 proc. Dziś prawdopodobnie dowiemy się czy to koniec cyklu czy może jedynie pauza. Zakładam, że RPP da sobie przestrzeń do dalszych podwyżek, ale decyzje będzie podejmować z posiedzenia na posiedzenie w oparciu najnowsze dane makro.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Market Story: CD Projekt – „Siła dobrego na jednego”

Przedwczoraj CD Projekt pierwszy raz od marca 2021 opublikował aktualizację strategii. Dostaliśmy potężną dawkę ambitnych planów oraz zapowiedzi, które dają szansę na to, że zła passa twórców Wiedźmina ma szansę wreszcie przeminąć.

Podsumowując informacje opublikowane przez CD Projekt IR, spółka planuje wydanie:

  • Wiedźmina 3: Dziki Gon w wersji na najnowszą generację konsol w IV kwartale 2022 r.
  • Dużego rozszerzenia do Cyberpunka 2077 pod tytułem “Widmo wolności”, planowanego na 2023 r. Pracuje nad nim zespół ponad 350 osób, projekt jest w finalnej fazie produkcji.
  • Projektu Orion, kryjącego pod kryptonimem następną grę z serii Cyberpunk. Będzie rozwijany przez nowe studio CD PROJEKT RED North America.
  • Projektu Polaris, który będzie otwarciem nowej wiedźmińskiej sagi. Ma składać się z trzech gier, które studio CD PROJEKT RED planuje wydać w trakcie 6-letniego cyklu, licząc od premiery Polarisa.
  • Projektu Syriusz, który swoją fabułą będzie osadzony w wiedźmińskim uniwersum, ale będzie różnić się od dotychczasowych produkcji z uwagi na fakt, że jest skierowany do znacznie szerszej grupy odbiorców. Syriusz zaoferuje graczom rozgrywkę zarówno jednoosobową, jak i w trybie multiplayer. Za development będzie odpowiedzialne bostońskie studio The Molasses Flood.
  • Projektu Canis Majoris, kolejnej gry ze świata Wiedźmina – będzie pełnoprawną produkcją rozwijaną przez zewnętrzne studio kierowane przez doświadczonych twórców związanych w przeszłości z tym uniwersum.
  • Projektu Hadar – zupełnie nowego, oryginalnego IP, przy którym wczesny etap prac koncepcyjnych rozpoczął się w 2021 r.

O ile nad DLC do Cyberpunka pracuje 350 osób i projekt jest w finalnej fazie produkcji, o tyle spółka komunikuje, że do pracy nad jednym projektem potrzebny jest zespół od 350 do 500 osób. W związku z tym CD Projekt zamierza znacząco zwiększyć zatrudnienie i, co za tym idzie, koszty osobowe. W trakcie okresu bez premier spółka zamierza skupić się na monetyzacji back katalogu. Stałemu podtrzymaniu zainteresowania CD Projektem oraz jego grami może sprzyjać w najbliższym czasie premiera serialu The Witcher: Blood Origin, który nawiązuje do uniwersum wiedźmińskiego, zaplanowana  na koniec grudnia na Netflixie.

Spółka również pozostaje aktywna na rynku fuzji i przejęć, chociaż jak poinformował prezes Adam Kiciński, nie są prowadzone w tym momencie żadne konkretne rozmowy. CD Projekt otwiera się również na licencjonowanie swoich franczyz, jeśli chodzi o mobile. Według prezesa: ”Jesteśmy otwarci na współpracę z zewnętrznymi partnerami, którzy się w tym segmencie specjalizują. Prowadzimy rozmowy, ale jest za wcześnie, żeby cokolwiek w tej sprawie więcej komunikować”. Kolejną pozytywną informacją, choć niebędącą zaskoczeniem, jest zapowiedź zarządu, że spółka będzie finansowała nowe gry ze środków własnych, bez potrzeby finansowania z zewnątrz. Ostatnią informacją, która może wspierać kurs akcji w najbliższych dniach, jest skup akcji własnych rozpoczęty przez spółkę do wartości 100 mln zł, który będzie trwał od 5 do 28 października.

CD Projekt zdecydował się na jedno “silne uderzenie” wieloma pozytywnymi informacjami, które od kilku dni rozpalały wyobraźnię inwestorów, co było widoczne po kursie akcji. Dzisiaj mamy do czynienia z klasycznym euforycznym otwarciem oraz późniejszym sprzedawaniem faktów. Przyszłość CD Projektu wygląda obiecująco, pod warunkiem że udałoby się zrealizować wszystkie zapowiadane projekty w jakości Wiedźmina 3, dzięki czemu Cyberpunk mógłby być uznany za bolesny, ale jednorazowy “wypadek przy pracy”. Zanim jednak nastroje inwestorów zbyt szybko ulegną fali hura optymizmu, warto pamiętać o tym, że na koniec dnia liczy się dowiezienie jakości i zarobiona gotówka.

Autor: Maciej Kietliński, Ekspert Rynku Akcji XTB

Rynek ładowania aut elektrycznych wzrośnie siedmiokrotnie do końca dekady

Europejski rynek infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych wzrośnie niemal siedmiokrotnie do końca tej dekady, wynika z analiz Bain & Company. Do dynamicznego rozwoju branży przyczyni się realizacja ambitnych celów redukcji emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej oraz chęć zmniejszenia uzależnienia od dostaw rosyjskich surowców.

Eksperci firmy doradczej Bain & Company spodziewają się, że w Europie przychody firm związanych z rynkiem ładowania aut elektrycznych wzrosną łącznie do 40-55 mld euro w 2030 roku wobec 7-8 mld euro w 2021 roku. W USA wartość rynku może wynieść do tego czasu 70 mld euro, co stanowiłoby 20-krotny wzrost. Przełoży się to na wzrost zysków całego sektora. W Europie zyski branży szacowane są na poziomie 3-5 mld euro w 2030 roku wobec 0,5-0,7 mld euro w ubiegłym roku.

Mimo zawirowań na rynku motoryzacyjnym, spowodowanych utrudnieniami w łańcuchach dostaw, udział samochodów elektrycznych w sprzedaży nowych pojazdów ciągle rośnie. Ten trend będzie się pogłębiać – powiedział Roch Baranowski, Partner Bain & Company. – Wiodące koncerny przechodzą na produkcję samochodów elektrycznych, a rozwój silników spalinowych będzie wygaszany. Ponadto, wbrew powszechnym obawom, jak problemy z zasięgiem, infrastrukturą czy też użytkowaniem w porze zimowej, akceptacja aut elektrycznych przez konsumentów w praktyce okazuje się bardzo duża.

Jak wynika z szacunków, do roku 2030 około 55 proc. sprzedawanych aut w Europe będzie napędzana w pełni elektrycznie. W Chinach stanowić będą one 40 proc. rynku, a w USA 32 proc.

Według ekspertów Bain & Company, jedna trzecia zysków sektora generowana będzie przez inteligentne usługi nowej generacji, związane m.in. z magazynowaniem energii pobieranej przez samochody elektryczne i oddawaniem jej do sieci i gospodarstw domowych. Samochody elektryczne mogą być odpowiedzią na wyzwania związane z równoważeniem popytu na energię z podażą w czasie, gdy coraz więcej prądu będzie pochodzić z wiatru i słońca. Rynkowi gracze muszą jednak liczyć się z relatywnie silnym uregulowaniem tej części biznesu.

Rynek infrastruktury i usług dla pojazdów elektrycznych jest bardzo zróżnicowany. Tworzą go producenci samochodów, firmy paliwowe, dostawcy energii, jak i producenci sprzętu, firmy informatyczne, operatorzy punktów ładowania, sieci handlowe, fundusze infrastrukturalne i startupy. Te podmioty zawierają już partnerstwa biznesowe, na czym skorzysta rynek i klienci.

Wiodący gracze walczą o zajęcie najlepszych lokalizacji dla infrastruktury publicznej, zwłaszcza wzdłuż głównych szlaków tranzytowych. Jednocześnie tworzą partnerstwa, by zaoferować szeroki wachlarz usług związanych z ładowaniem samochodów w różnych lokalizacjach oraz  z wykorzystaniem aplikacji dla inteligentnych budynków i integracji z energetyką prosumencką – dodał Roch Baranowski.

Przykładem partnerstwa jest spółka Ionity, stworzona przez BMW Group, Ford Motor Company, Hyundai Motor Group, Mercedes-Benz i Volkswagen, której celem jest rozwój sieci stacji szybkiego ładowania wzdłuż europejskich autostrad. Z kolei koncern paliwowy Shell buduje własną infrastrukturę i zwiększa obecność na rynku poprzez przejęcia. Shell kupił firmę Sonnen, producenta inteligentnych systemów magazynowania energii w domach, oraz Ubitricity, dostawcę miejskich systemów ładowania opartych na wykorzystaniu latarni ulicznych.

Tesla tworzy własne rozwiązania, obejmujące systemy do ładowania i magazynowania energii w domu, dachowe panele słoneczne oraz sieć szybkich ładowarek wzdłuż autostrad. Nawigacja samochodowa Tesli lokalizuje punkty ładowania wzdłuż zaplanowanej trasy i uwzględnia ładowanie w planie podróży. Płatność odbywa się automatycznie za pomocą karty kredytowej powiązanej z kontem użytkownika.

W Polsce, liderami rynku usług ładowania aut elektrycznych jest słowacki GreenWay oraz PKN Orlen, który rozwija swoją sieć stacji we współpracy z dostawcami ładowarek – szwajcarskim ABB, portugalskim Efacec i polską Ekoenergetyką. W rozwój infrastruktury inwestują także inne koncerny elektroenergetyczne – Tauron Polska Energia, Grupa PGE oraz Innogy.

Jak wskazują eksperci Bain & Company polski rynek aut z napędem elektrycznym jest wciąż na wczesnym etapie rozwoju, jednak jego przyspieszenie jest nieuniknione. Szacuje się, że łączna liczba aut elektrycznych wynosi około 50 tys. w porównaniu do ponad pięciu milionów w całej Europie.

Samochody elektryczne są często postrzegane w Polsce jako fanaberia dla bogatych czy ekologów. Z każdym jednak rokiem zwiększa się gama dostępnych modeli ze średniej półki, a na rynku aut używanych w ciągu następnych lat zacznie pojawiać się coraz więcej pojazdów elektrycznych z Europy Zachodniej – powiedział Roch Baranowski. – Elektromobilność rozwinie się w Polsce na większą skalę, a wyścig o zajęcie najlepszych pozycji, aby obsługiwać ten ogromny rynek już się rozpoczął. Gracze infrastrukturalni mają dobrą okazję, by obserwując bardziej zaawansowane rynki rozpoznać zwycięskie strategie i uniknąć popełnianych tam błędów oraz dopasować ekspansję do lokalnych warunków.

Więcej informacji na temat perspektyw rynku ładowania samochodów elektrycznych:

https://www.bain.com/insights/electric-vehicle-charging-shifts-into-high-gear/#

Krótszy tydzień pracy to większy stres i zwiększenia tempa pracy. To może wpłynąć na bezpieczeństwo

Projekt ustawy skracającej tygodniowy wymiar etatu z 40 do 35 godzin trafił już do Sejmu. Skrócenie norm czasu pracy nie powoduje zmian w wysokości wynagrodzenia, co oznacza, że nie będzie ono niższe niż dotychczas otrzymywane. Projekt nie przewiduje także ograniczeń w sposobach organizacji czasu pracy w okresie rozliczeniowym i umożliwia prowadzenie systemu pracy w trzech ośmiogodzinnych zmianach. A jaki jest cel i potrzeba uchwalenia ustawy oraz – jakie konsekwencje może oznaczać zmiana przepisów?

Uzasadnieniem do projektu jest poprawa stanu zdrowia Polaków i zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Według badania przeprowadzonego w 2021 r. przez Smartscope na zlecenie Nationale-Nederlanden, aż ⅔ polskich pracowników zauważa u siebie objawy wypalenia zawodowego. Pracownicy mają mieć więcej czasu na odpoczynek, spędzanie go z rodziną i przyjaciółmi, kontakt z naturą i aktywność fizyczną. Spodziewanymi skutkami skrócenia czasu pracy są również wzrost jej wydajności – przewiduje projekt ustawy.

Według danych OECD za 2021 r. polscy pracownicy pracują przeciętnie 1 830 godzin w roku, co stanowi szósty najwyższy wynik wśród wszystkich państw OECD i drugi najwyższy wśród państw europejskich. Z kolei odnosząc się do dostępnych danych m.in. ZUS, WHO, NFZ, GUS i raportów m.in. Mindy – aktualnie średnio 5 godzin i 43 minuty pracy przepada w tygodniu przez kiepski nastrój pracownika. W ciągu roku daje to 36 dni „udawania pracy” – możemy więc stwierdzić, że mamy do czynienia ze zjawiskiem stresu w pracy zwanym prezentyzmem. I jednocześnie daje to potwierdzenie, że sam cel projektu ustawy jest słuszny – mówi Marek Błądek, Trener Wellbeing W&W Consulting.

Jednocześnie skrócenie czasu pracy pracowników może być znacznym utrudnieniem dla pracodawcy, chociażby z uwagi na ponoszone te same koszty wynagrodzeń przy krótszej dostępności pracownika, możliwość zmniejszenia rentowności biznesu, wzrost ryzyka w zakresie warunków pracy i trudności z zapanowaniem nad szybkością wykonywanych zadań, co mogłoby się przyczynić do wyższych wskaźników wypadkowości.

Wyobraźmy sobie pracownika pracującego na rusztowaniu, który musiałby wykonać te same zadania szybciej, aby ukończyć je w wyznaczonym czasie, a jednocześnie z tą samą starannością oraz przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa. Dane GUS dotyczące przyczyn wypadków przy pracy już w 2020 r. ukazały, że nieprawidłowe zachowanie się pracownika stanowi 60,8% wszystkich przyczyn, w tym niedostateczna koncentracja uwagi na wykonywanej czynności – 26,1%, np. poprzez pośpiech. Innym przykładem może być przemieszczanie się operatora wózka widłowego po magazynie, który przewozi towar z jednej części hali do drugiej. Skrócenie jego czasu pracy będzie się wiązać z koniecznością zwiększenia tempa i intensywności pracy. Łatwo więc można przewidzieć, że będzie to skutkowało złamaniem wewnętrznych uregulowań firmy w zakresie dopuszczalnej prędkości i ryzykiem wypadku. Trzeba tutaj również zaznaczyć, że pracownik zaniedbując kwestie BHP i PPOŻ naraża nie tylko siebie, ale także współpracowników i wszystkie inne osoby znajdujące się w pobliżu – dodaje Magdalena Włastowska, Ekspert ds. bezpieczeństwa pracy W&W Consulting.

Podsumowując – Jeśli mówimy o skróceniu czasu pracy w kontekście obowiązku zapewnienia bezpiecznych warunków pracy, należy przeprowadzić wnikliwą analizę odpowiadającą na pytanie – jak właściwie zarządzić procesami, aby przyniosły oczekiwaną efektywność przy skróceniu czasu pracy bez narażania pracowników na ryzyko wypadków i podwyższonego stresu w sytuacji zwiększenia tempa pracy? Oczywiście, może się okazać, że rozwiązaniem będzie zwiększenie zatrudnienia w zawodach, których przyspieszenie tempa wykonania pracy groziłoby poważnymi konsekwencjami utraty zdrowia i życia – dodaje Magdalena Włastowska.

Danina Sasina: nowy podatek od nadmiarowych zysków już tylko dla firm prywatnych?

Nowym podatkiem być może objęte zostaną w praktyce tylko firmy prywatne, ze względu na argumentację, z której wynika, że to spółki nadzorowane przez rząd w sposób wyjątkowy przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki.

Jeśli podatek od nadmiarowych zysków lub marż wejdzie w życie, to spowoduje on rewolucję w płynności finansowej firm. Może też spowodować kolizję prawną dotyczącą zbliżonych regulacji, które planowane są na poziomie Unii Europejskiej.

Co już wiemy? Planowane jest wprowadzenie podatku (a dokładnie „składki” lub „daniny”), który ma wyglądać następująco:

*podatek ten ma objąć nie tylko spółki skarbu państwu, jak również nie tylko spółki energetyczne, gazowe, banki itd., ale generalnie wszystkie spółki;

*ma on dotyczyć tzw. dużych przedsiębiorców, a więc spółek posiadających więcej niż 250 pracowników oraz spółek o przychodach przekraczających 50 mln EUR lub posiadających aktywa o wartości co najmniej 43 mln EUR;

*będzie należny w wysokości 50% wzrostu marży w okresie referencyjnym 2018-2021, z wyłączeniem roku 2020 (z uwagi na wpływ pandemii w tym roku); nie wiadomo jednak, czy będzie to dotyczyło zysku brutto finansowego, czy podatkowego.

Obecnie nie wiadomo, czy będzie możliwe odliczenia tej składki poprzez koszty podatkowe, jak również czy podatek ten będzie konkurencyjny wobec klasycznego podatku CIT. Co istotne, z informacji prasowych wynika, że podatek ten ma być płatny już w grudniu 2022 r. bądź na początku 2023 roku. Taka konstrukcja powoduje spore wątpliwości konstytucyjne. Ma on jednak być tymczasowy (płatny maksymalnie jedno- lub dwukrotnie).

– Zapowiadanych jest kilka wyłączeń z tego podatku, m.in. dla podmiotów, które ponoszą „kluczowe inwestycje dla państwa”, jak również jeśli dany podmiot przeznaczy trzy czwarte nadzwyczajnego zysku za na kwalifikowane inwestycje – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Niedźwiedzki, Senior Associate, radca prawny i doradca podatkowy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Rozważana jest też ulga dla podmiotów z trudną sytuacją płynnościową.

Rząd kalkuluje kilkunastomiliardowe wpływy z tytułu tego podatku, które mają być przeznaczone na obniżenie cen energii dla konsumentów. Wiadomo też, że ta danina ma być niezależna od podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) i ma być „przejściowa”, tzn. wyłącznie w okresie „nadzwyczajnej sytuacji” związanej z dostępem i ceną źródeł energii.

Na chwile obecną nie pojawił się żaden formalny projekt ustawy lub rozporządzenia, a funkcjonujące w mediach i prasie informacje są wyłącznie informacjami nieoficjalnymi. Z doniesień medialnych wynika, że pierwszy projekt ma się pojawić w drugim lub trzecim tygodniu października 2022 r.

Windfall tax na poziomie Unii Europejskiej czy to rozwiązanie zablokuje polski podatek? Ministrowie Energii UE osiągnęli porozumienie polityczne w sprawie środków awaryjnych mających na celu obniżenie cen energii. Kluczową częścią projektu jest dodatkowa danina obliczana od zysków podlegających opodatkowaniu w świetle przepisów danego kraju. Dotyczył on będzie wzrostu średniorocznych zysków od 2018 r. Jeśli taki wzrost przekroczy co najmniej 20%, wówczas danina będzie należna do zapłaty jeszcze w 2022 r. lub na początku 2023 roku.

– Krytyczne jest to, że państwa członkowskie ustaliły, że objęte takim podatkiem będą wyłącznie przedsiębiorstwa z branży: ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla i rafinerii – wyjaśnia W.Niedźwiedzki z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Ponadto, podatek ten ma mieć charakter tymczasowy.

Podatek solidarnościowy w UE ma być nakładany niezależnie od zwykłych podatków i opłat obowiązujących w państwach członkowskich. Co więcej, państwa członkowskie mają pełną swobodę co do wprowadzania podobnych rozwiązań, pod warunkiem, że będą one zgodne z celem unijnego aktu prawnego.

Państwa członkowskie wykorzystają wpływy z podatku solidarnościowego do zapewnienia wsparcia finansowego gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom oraz do złagodzenia skutków wysokich detalicznych cen energii elektrycznej. Rozporządzenie ma zostać formalnie przyjęte na początku października. Oficjalnie nie podano stawki tego podatku, lecz w kuluarach mowa jest o stawce 33%.

Istotne jest również to, że unijny podatek tzw. windfall tax ma wejść w życie w formie rozporządzenia (a nie dyrektywy).

– Oznacza to, że państwa członkowskie będą zobowiązane do jego stosowania w sposób bezpośredni – dodaje W.Niedźwiedzki. – Na chwile obecną nie wiadomo jednak, czy unijny podatek będzie wprowadzony zamiast podatku polskiego, czy równolegle.

Podwyżka płacy minimalnej wywoła wzrost bezrobocia?

W Polsce płacę minimalną pobiera według danych GUS około 2,7 miliona osób. Dla tych 2,7 miliona osób podwyżka płacy minimalnej jest na pewno potrzebna i pomocna w przetrwaniu obecnego trudnego okresu. Wzrost będzie dwuetapowy – w lipcu płaca minimalna wzrośnie o blisko 20% rok do roku. Przy 20-procentowym wzroście kosztów pracy – a koszty pracy są największymi kosztami, zaraz obok produktów, jakie ponosi przedsiębiorca – można się spodziewać wzrostu cen. Jednak przekładanie kosztów na wyższe ceny nie jest możliwe bez końca – więc w pewnym momencie przedsiębiorcy, nie mogąc już dalej podwyższać cen, przełożą to na redukcję kosztów zatrudnienia. To może wpłynąć negatywnie na rynek pracy. Co ciekawe – dwuetapowe podwyższenie płacy minimalnej do 3490 zł, a później do 3600 zł spowoduje wzrost wpływów do budżetu zaledwie o 0,6 miliarda złotych. To dla rządu i dla obywateli sygnał, że 2023 rok może być trudny budżetowo – nie na wszystko może starczyć środków.

– Problem polega na tym, że wynagrodzenie minimalne rośnie całkowicie w oderwaniu od rzeczywistości. Jest to nieuzasadnione absolutnie żadnymi względami ekonomicznymi, a wynika tylko i wyłącznie z chęci poprawy nastrojów wśród obywateli – które są w tej chwili jak wiemy bardzo słabe. Jeśli podnosimy płacę minimalną w sposób rozsądny – to ona w zasadzie nie ma negatywnych konsekwencji w przełożeniu na zatrudnienie. Jednak gdy płaca minimalna rośnie nieracjonalnie i w sytuacji potencjalnej recesji, czy potencjalnego spowolnienia gospodarczego – można spodziewać się dwóch konsekwencji – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. – Pierwszą jest to, że przedsiębiorcy przełożą podwyższone o 20% koszty na ceny. Ponownie straci na tym konsument – czyli de facto najbardziej stracą również osoby, które zarabiają płacę minimalną – bo ich inflacja jest dużo wyższa niż średnia inflacja podawana przez GUS. Drugim kanałem, przez który może oddziaływać podwyższona płaca minimalna, jest rynek pracy i wzrost bezrobocia. W tej chwili jeszcze mówimy o tym, że brakuje rąk do pracy. Jednak już zaczynają docierać od przedsiębiorstw sygnały, że zatrzymują procesy rekrutacyjne lub nawet planują zwolnienia. Trzecią konsekwencją może być powiększenie się szarej strefy – ale wydaje się, że rządzącym jest to w tej chwili na rękę. Po prostu tracą tylko i wyłącznie dodatkowe wpływy do budżetu państwa – komentuje Zielonka.

Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w Q1-Q3 2022 wygenerowała NGR na poziomie 458 mln zł, gdy przed rokiem było to 429 mln zł. Od stycznia do września 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 3,300 mld zł, gdy przed rokiem było to 3,274 mld zł. W samym Q3 2022 Grupa wygenerowała historycznie najwyższy NGR w ujęciu kwartalnym, wyniósł on 162 mln zł, przed rokiem było to 134 mln zł. W ostatnim kwartale br. Grupa STS przygotowuje się do Mistrzostw Świata w Katarze, które rozgrywane będą w listopadzie i grudniu.

W Q1-Q3 2022 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 576 tys. Grupa odnotowała od stycznia do września br. 237 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 163 tys.Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022 Grupa STS: rekordowy NGR w Q3 2022

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami trzeci kwartał bieżącego roku przyniósł znaczący wzrost NGR. Od lipca do września wygenerowaliśmy historycznie najwyższy, w ujęciu kwartalnym, wskaźnik NGR na poziomie 162 mln zł. Ostatnie miesiące tego roku będą dla nas wyjątkowo intensywne m.in. ze względu na Mistrzostwa Świata w Katarze i kalendarz pozostałych rozgrywek ligowych dostosowany do mundialu. Warto zaznaczyć, że od października do grudnia rozgrywane są również niezwykle popularne turnieje i ligi innych dyscyplin niż piłka nożna. Notujemy wysoką aktywność graczy, co powinno pozytywnie przełożyć się na wyniki Q4 2022 mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Wrzesień okazał się bardzo dobrym miesiącem pod względem liczby aktywnych użytkowników – było ich aż 281 tysięcy, co było drugim najwyższym wynikiem miesięcznym w historii Grupy. Odnotowaliśmy też 38 tysięcy rejestracji, dokonano również 27 tysięcy pierwszych depozytów – to były jedne z najwyższych miesięcznych rezultatów w naszej historii dodaje Mateusz Juroszek.

W dniu 20 września br. zarząd STS Holding podjął decyzję o wypłacie zaliczki na poczet dywidendy za rok 2022. Do akcjonariuszy trafi niemal 42,3 mln zł. Kwota zaliczki, przypadająca na 1 akcję, wyniesie: 0,27 zł. Dzień ustalenia akcjonariuszy uprawnionych do zaliczki: 24.10.2022 r., natomiast dzień wypłaty zaliczki: 28.10.2022 r. – 31.10.2022 r. W sierpniu 2022 roku STS Holding wypłacił akcjonariuszom dywidendę w wysokości 0,37 zł na akcję, czyli łącznie ok. 57,9 mln zł.

Od stycznia do czerwca 2022 roku Grupa STS wygenerowała skonsolidowane przychody na poziomie 263 mln zł. Skorygowana EBITDA w pierwszym półroczu 2022 wyniosła 117 mln zł. Zysk netto Grupy od stycznia do czerwca br. wyniósł 62 mln zł[1]. W H1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła zaś 83 mln zł zysku netto[2].

Grupa nie posiada długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Na 30 czerwca br. kapitały rezerwowe Grupy STS wyniosły łącznie 238 mln zł, w tym 198 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 40 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

[1] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

[2] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

Frankowicze czekają na ważny wyrok – 12 października poznamy decyzję TSUE

Już 12 października br. odbędzie się rozprawa, na którą czekają wszyscy Frankowicze. Od wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zależy dalszy przebieg sporów pomiędzy bankami a kredytobiorcami. Wyrok dotyczyć ma kwestii braku prawa banków do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału.

Prawo stanie po stronie Frankowiczów?

Obecnie w sądach toczą się postępowania przeciwko kredytobiorcom wytoczone przez banki, które domagają się opłat za korzystanie z kapitału. Polskie i unijne prawo sprzyja Frankowiczom.

Dotychczas orzeczenia sądów były przychylne kredytobiorcom. Nie czekając na orzeczenie TSUE, polskie sądy oddalają pozwy składane przez banki za bezumowne korzystanie z kapitału. Roszczenia, których domagają się banki, są bowiem bezzasadne. Ich głównym celem jest powstrzymanie Frankowiczów przed składaniem pozwów o unieważnienie wadliwych umów kredytowych – mówi Marcin Szołajski, radca prawny i założyciel Szołajski Legal Group.

Krajowe instytucje także stoją po stronie Frankowiczów. Swoje poparcie wyrazili m.in. UOKiK, Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. Oficjalne stanowisko polskiego rządu w piśmie do TSUE również sprzyja obywatelom.

Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, można spodziewać się, że wyrok, który zapadnie 12 października, także będzie korzystny dla kredytobiorców.

Jakie znaczenie ma wyrok TSUE?

Na oficjalny wyrok czekają obywatele, którzy wzięli kredyt we frankach. Od wyników zależą bowiem ich dalsze poczynania w kwestii unieważniania umów frankowych.

– Jeśli wyrok będzie pozytywny dla kredytobiorców, oczekujemy, że coraz więcej Frankowiczów będzie zgłaszać się do sądów. Przestaną oni bowiem obawiać się ewentualnych roszczeń ze strony banków. Dotychczas instytucje te zniechęcały swoich klientów do walki, wykorzystując swoją przewagę – mówi Marcin Szołajski. Dodaje: Osobiście uważam jednak, że kredytobiorcy nie powinni oczekiwać na wyrok Trybunału – banki nie mają bowiem podstaw prawnych domagania  się wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Tymczasem Frankowicze mogą wiele zyskać – jest szansa, że zostaną im zwrócone kwoty, które wpłacili bankom tytułem rat kredytów.

Po oficjalnym wyroku możemy więc spodziewać się masowych pozwów unieważnienia umów kredytów frankowych. Już 12 października poznamy finalne stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jednoosobowe firmy zakładane tylko online? Projekt trafił do Rządowego Centrum Legislacji

W Rządowym Centrum Legislacji pojawił się projekt, według którego jednoosobowe działalności gospodarcze będzie można założyć w CEIDG tylko drogą elektroniczną. Wejście w życie tej zmiany planowane jest na 1 października 2024 roku.

Obecnie zakładanie działalności przez internet również jest możliwe i dość proste. Podatnicy mogą też wtedy dokonać rejestracji do ZUS, czyli zgłosić się do ubezpieczeń oraz zarejestrować się do VAT.

Od początku 2022 roku przez internet zostało zarejestrowanych 62% nowych firm. Niemal 40% działalności wciąż jednak jest zakładanych tradycyjnie, podczas wizyty w urzędzie. Powstaje więc pytanie, czy w przyszłości, jeżeli będzie dostępna wyłącznie droga elektroniczna, nie przysporzy to problemów wielu osobom myślącym o własnym biznesie.

Ponadto od 1 stycznia 2024 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System Elektronicznych Faktur, czyli e-faktury. Będą one obowiązywały wszystkich podatników, więc może pojawić się kolejna bariera związana z posiadaniem dostępu do internetu czy kompetencji cyfrowych. Prowadzenie działalności gospodarczej będzie całkowicie przeniesione online.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Złoto od dziesiątek lat uznawane jest za bezpieczną przystań inwestycyjną, co potwierdziło się już w wielu przypadkach. Doszło do tego także na początku 2022 roku, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Wtedy cena tego metalu poszybowała w górę. Co zrobić, jeśli potrzebujemy aktualnie środków i musimy zbyć ten surowiec? Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Kiedy sprzedać złoto?

Zanim zdecydujemy się na zbycie tego metalu, warto najpierw sprawdzić, ile za niego zapłaciliśmy. Chodzi przecież o to, aby zarobić na tej inwestycji. Zatem, zanim zaczniemy się zastanawiać, gdzie korzystnie sprzedać złoto, upewnijmy się, jaka była cena zakupu i ile wynosi ona obecnie. Ponadto zweryfikujmy, jakie są prognozy na najbliższe miesiące – być może lepszym krokiem byłoby poczekać ze zbyciem, aby dużo więcej zarobić? Wielu analityków przewiduje wzrost ceny tego metalu. Uncja na koniec roku według zapowiedzi może kosztować nawet 2 187 USD, ale jeszcze bardziej pozytywne są prognozy na najbliższe lata. Mówi się, że w 2030 roku złoto może osiągnąć nawet 4 821 USD, czyli spodziewany jest ponad dwukrotny wzrost ceny. Zatem, jeśli nie ma konieczności jego sprzedaży, to warto odłożyć ten moment na przyszłość. Wtedy prawdopodobnie uda się o wiele więcej zyskać. Na pewno w ogóle nie warto analizować, gdzie najdrożej sprzedać złoto, kiedy jego cena od dłuższego czasu spada. To idealny moment na kupowanie. Inwestując, warto być cierpliwym i nie podejmować pochopnych decyzji. Jeśli nie jesteśmy zmuszeni do szukania nabywcy na ten metalu, to tego nie róbmy. Odłóżmy transakcję na przyszłość, a prawdopodobnie dzięki tej decyzji wyjdziemy na niej zdecydowanie lepiej. Z drugiej strony, jeśli ktoś kupił złoto wiele miesięcy temu, to i dziś może naprawdę dużo na tym zarobić.

Gdzie najlepiej sprzedać złoto?

Załóżmy jednak, że zbycie tego metalu jest konieczne ze względu na naszą aktualną sytuację lub po prostu się nam to opłaca. Gdzie dobrze sprzedać złoto? Zobaczmy aktualne ceny skupu złota w sprawdzonym miejscu. Pod wskazanym linkiem znajdują się stawki za złoto inwestycyjne, jak i złoto użytkowe. Czym one się różnią? Otóż do tego drugiego zaliczamy m.in. łańcuszek, pierścionek czy kolczyki. Natomiast do pierwszego należą sztabki czy monety ze złota.

Poza tym Mennica Skarbowa prowadzi również skup złota inwestycyjnego skup.zlota.pl. To jednocześnie jeden z największych sprzedawców tego metalu na polskim rynku. Możliwe jest odkupienie złota bez względu na to, od jakiego dystrybutora się go nabyło.

Teoretycznie są również inne sposoby na sprzedaż złota, np. lombardy, w których jednak raczej nie zarobimy na tym metalu. Realnie otrzymamy kwotę o kilkadziesiąt procent niższą od wartości rynkowej – to nie jest dobry wybór. Można też sprzedać daną rzecz jubilerowi. Problem w tym przypadku tkwi w tym, że nie każdy skupuje złoto, a po drugie – zaoferowana nam kwota prawdopodobnie nie będzie się znacznie różnić od propozycji lombardu.

Najlepiej dobrze przeanalizować, gdzie można sprzedać sztabki złota i znaleźć kilka sprawdzonych miejsc, które zajmują się tym od wielu lat. Należy porównać ceny i na tej podstawie podjąć decyzję, komu sprzedać ten metal.

Uwaga na oszustów! Zainteresowany surowcem może próbować wmówić nam np., że nie jest to prawdziwe złoto albo że jego wartość jest o wiele niższa od rynkowej. Należy podchodzić rozsądnie do takich opinii. Na pewno nie warto pochopnie decydować się na sprzedaż. Jeśli zaproponowano nam dużo niższą kwotę, niż się spodziewaliśmy, to należy sprawdzić, ile zaproponuje nam inny skup. Niestety, ale zdarzają się przypadki kupujących, którzy nabyli nieprawdziwe złoto. Warto handlować w pewnych, polecanych miejscach – takich jak skup.zlota.pl i mieć świadomość, jak zweryfikować prawdziwość surowca.