Sukces finansowy. Polacy coraz mniej optymistyczni

Polki i Polacy, jeśli mogą, to odkładają pieniądze. Dla 60 proc. badanych wyznacznikiem sukcesu finansowego jest bowiem posiadanie oszczędności – wynika z badania Blue Media “Finanse Polaków w czasach postandemicznych”. Co trzeci z nas nie wierzy jednak, że może osiągnąć sukces finansowy w przyszłości.

Blue Media bada postawy Polek i Polaków wobec zagadnień finansowych cyklicznie począwszy od 2016 roku. Dzięki badaniu możemy dostrzec zmieniające się podejście Polaków do pieniędzy na przestrzeni lat.

Posiadanie oszczędności jako istotny element sukcesu finansowego systematycznie zyskuje na znaczeniu w oczach Polaków – obecnie wskazuje tak sześciu na 10 badanych. Co ciekawe, od 2020 r. spada odsetek tych, którzy utożsamiają sukces finansowy z brakiem długów i kredytów czy wysokimi zarobkami. Rośnie natomiast odsetek osób identyfikujących posiadanie własnego domu / mieszkania z sukcesem materialnym.

sukces finansowy

Kobiety częściej niż mężczyźni utożsamiają sukces finansowy z posiadaniem oszczędności (62 proc. do 57 proc.) oraz brakiem długów i kredytów (53 proc. do 46 proc.). Podobne opinie przeważają wśród mieszkańców wsi i największych miast.

Z kolei dla osób młodych, częściej niż dla pozostałych grup wiekowych, sukces finansowy to posiadanie własnego domu, drogiego samochodu czy zagraniczne wakacje.

– Z roku na rok obserwujemy coraz bardziej umacniającą się potrzebę budowania poczucia bezpieczeństwa w oparciu o posiadanie odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Ostatnie sześć lat to czas bogacenia się polskiego społeczeństwa. Jednak bieżący rok sprawił, że rodacy poczuli się mniej pewnie z uwagi na wojnę w Ukrainie i rosnącą inflację. Pewien niepokój zostawiła też po sobie pandemia. Wyznacznikami sukcesu są zatem dla nas rzeczy najpewniejsze, choć ich osiągnięcie jest coraz trudniejsze – jak choćby posiadanie własnościowego mieszkania – zauważa Krzysztof Pycia, Product Director w Blue Media.

Strategia na czasy kryzysu i wysokiej inflacji

Już prawie 70 proc. respondentów przyznaje, że oszczędza pieniądze. Wskaźnik ten wzrasta systematycznie z roku na rok. Najwięcej osób prezentujących takie podejście znajdziemy w młodszych grupach wiekowych oraz wśród mieszkańców miast.

Głównym celem gromadzenia oszczędności jest zabezpieczenie przyszłości – wskazuje na to ⅔ badanych. Ta deklaratywność wzrasta z roku na rok. Co więcej, rośnie również odsetek Polaków, którzy oszczędzają w trosce o dzieci i wnuki. W zeszłorocznym badaniu było to 17 proc., w najnowszym 21 proc.
Sukces finansowy. Polacy coraz mniej optymistyczni

Zabezpieczenie przyszłości to cel, który jest najistotniejszy dla starszej i średniej grupy wiekowej. Co naturalne, osoby po 35. r. ż. częściej niż młodsi badani, odkładają pieniądze dla dzieci/wnuków. Z kolei na zakupie mieszkania czy domu najczęściej skupia się najmłodsze pokolenie. Cel w postaci zagranicznych wakacji wyróżnia się wśród mieszkańców małych i średnich miast.

Polacy coraz mniej optymistyczni

Respondenci, zapytani o własny sukces finansowy, są dość sceptyczni. 35 proc. uważa, że nie osiągnęła sukcesu i już go chyba nie osiągnie. Sukcesywnie spada też liczba optymistów, którzy mają nadzieję na niego w przyszłości (z 37 proc. w 2019 r. do 32 proc. w 2022 r.). Tylko co trzeci badany nadal w to wierzy. Szczególnie osoby z najmłodszej grupy wiekowej oraz mężczyźni. Wiara maleje wraz z wiekiem respondentów. Bardziej pozytywnie własny sukces finansowy oceniają mieszkańcy największych miast oraz osoby starsze.

Badanie “Finase Polaków w czasach pospandemicznych” przeprowadzono w czerwcu 2022 na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej 1059 osób.

The Ethereum Merge – czego mozemy sie spodziewac

Jeszcze tylko ok 20 godzin do zakończenia The Ethereum Merge – aktualizacji, która ma przynieść fundamentalną zmianę w sposobie działania sieci ETH. Jakie znaczenie ma ona dla inwestorów i dla przyszłości blockchain? Swoją opinią podzielił się Lukas Enzersdorfer-Konrad, Deputy CEO & CPO Bitpanda.

Fuzja Ethereum to jedno z największych wydarzeń w świecie kryptowalut od lat i coś, czym każdy entuzjasta aktywów cyfrowych może być podekscytowany. To znaczące przedsięwzięcie techniczne, które ma na celu gruntowne przekształcenie sieci Ethereum, zmniejszenie występujących zatorów i istotną poprawę efektywności energetycznej, poprzez przejście z protokołu “Proof of Work” na “Proof of Stake”. Ważną rzeczą, o której powinni pamiętać inwestorzy, jest to, że wiadomość o aktualizacji jest powszechnie znana, dzięki dobremu nagłośnieniu tematu, a wzrost notowań Ethereum w ostatnich miesiącach jest prawdopodobnie spowodowany właśnie oczekiwaniami fuzji. Ogólna redukcja zużycia zasobów sprawi, że Ethereum stanie się bardziej atrakcyjny jako nośnik wartości, a projekty budowane w oparciu o tę technologię będą działać w bardziej korzystnym środowisku. Moim zdaniem, to właśnie w tym leży wielka szansa wynikająca z trwającej własnie operacji « The Merge ».

Grupa Śnieżka po I półroczu 2022: silna pozycja rynkowa, ale wyniki pod presją

Grupa Śnieżka w pierwszej połowie 2022 roku wypracowała nieznacznie lepsze przychody na kluczowym, polskim rynku, ale całościowo wyniki sprzedaży Grupy okazały się nieco gorsze niż rok wcześniej. Bardziej spadły zyski – przede wszystkim na skutek niższego popytu na rynku ukraińskim i znaczącego wzrostu kosztów.

Grupa Śnieżka w I półroczu br. osiągnęła łączne przychody ze sprzedaży w wysokości 403,4 mln zł, o 1,5% niższe niż rok wcześniej. Za ponad 2/3 tego wyniku odpowiadał rynek polski, na którym Grupa odnotowała wzrost sprzedaży o 2,1% r/r, do 284,1 mln zł. Wpłynęły na to dwa czynniki – wciąż utrzymujące się trendy konsumenckie w zakresie wyboru produktów lepszych jakościowo oraz bieżące aktualizacje cenników, które Śnieżka musiała wdrożyć w odpowiedzi na bardzo szybko rosnące ceny surowców, opakowań oraz energii.

W otoczeniu pogarszających się nastrojów konsumentów w Polsce i jednocześnie słabnącego popytu, także na wyroby dekoracyjne, w I półroczu br. krajowy rynek farb i lakierów zanotował kilkuprocentowy spadek w ujęciu wartościowym i kilkunastoprocentowy pod względem ilości sprzedawanych produktów.

Nasze wyniki na polskim rynku są dobre, widać że Polacy znają i chętnie wybierają produkty spod marek Magnat, Vidaron czy Śnieżka. Ale nie ukrywam, że to dla nas najtrudniejszy sezon remontowo-budowlany od lat. W jednym czasie skumulowało się wiele negatywnych czynników, zarówno po stronie słabnącego popytu, jak i rosnących kosztów. Z drugiej strony Śnieżka poradziła sobie lepiej od konkurencji – powiększyła swoje udziały rynkowe i skuteczniej ochroniła marże – komentuje Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

Zagranica na minusie, ale rynek ukraiński pozytywnie zaskoczył

Negatywnie na skonsolidowane wyniki Grupy Śnieżka wpłynęły niższe niż rok temu przychody z jej dwóch najważniejszych rynków zagranicznych. Na rynku węgierskim – drugim kluczowym dla Grupy – przychody sięgnęły 71,2 mln zł i spadły o 2,2% r/r. To przede wszystkim skutek osłabienia się węgierskiego forinta do złotego. Sam wolumen sprzedaży kształtował się na podobnym poziomie jak rok wcześniej, ponieważ w przeciwieństwie do rynku polskiego konsumenci na Węgrzech jak dotąd nie ograniczyli zakupów farb i innych wyrobów dekoracyjnych.

Na rynku ukraińskim sprzedaż w pierwszym półroczu zmniejszyła się o 28,2% r/r, do 25,9 mln zł. W kontekście wojny, która rozpoczęła się pod koniec lutego, skalę tego spadku można jednak ocenić jako pozytywne zaskoczenie.

W obliczu działań zbrojnych trwających w wielu regionach Ukrainy i dużych trudności z logistyką, do szacowania wyników tegorocznego sezonu podchodziliśmy i nadal podchodzimy z dużą ostrożnością. Jednocześnie sytuacja w wielu regionach kraju jest lepsza, a popyt konsumpcyjny na artykuły remontowe i dekoracyjne jest wyższy, niż można było się spodziewać tuż po rozpoczęciu wojny – mówi Piotr Mikrut.

Częściowe wznowienie prac budowlanych oraz remontowych na nieogarniętych konfliktem terenach Ukrainy w II kwartale br. pozwoliło Grupie zmniejszyć dynamikę spadku przychodów w segmencie „Ukraina” rok do roku w porównaniu z pierwszym kwartałem br. 11 kwietnia 2022 roku spółka Śnieżka-Ukraina, jako jedna z pierwszych na tamtejszym rynku, wznowiła zarówno produkcję (początkowo na jedną zmianę, a następnie w pełnym wymiarze godzin), jak i sprzedaż.

Pomimo poprawy sytuacji w II kwartale br. sytuacja wciąż pozostaje niepewna i pod wieloma względami wymagająca, przez co niemożliwe jest oszacowanie wpływu skutków wojny w Ukrainie na przyszłe wyniki Grupy w perspektywie całego roku. Grupa na bieżąco monitoruje warunki na ukraińskim rynku i na bieżąco dostosowuje do nich swoje działania i plany.

Zyski pod presją kosztów

Na poziom zysków osiągniętych przez Grupę Śnieżka w I półroczu br. znacząco wpłynęły rosnące koszty działalności – od produkcji aż po transport gotowych wyrobów. Ponadto na wyniku netto zaciążyły koszty obsługi zadłużenia (odsetki od zaciągniętych kredytów), które w ostatnich miesiącach znacząco wzrosły w związku z podwyżkami stóp procentowych.

W rezultacie w I półroczu br. łączny zysk netto Grupy wyniósł 23,0 mln zł (-41,1% r/r), zysk EBIT sięgnął 42,3 mln zł (-7,9% r/r), zaś zysk EBITDA 60,4 mln zł (-4,9% r/r). Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 20,0 mln zł (-45,3% r/r).

W kontekście obserwowanych wyzwań makroekonomicznych Grupa ograniczyła nakłady na inwestycje do niezbędnych dla prowadzenia efektywnej działalności operacyjnej. W 2022 roku CAPEX ma wynieść około 55 mln zł. Na koniec czerwca spółki Grupy wykorzystały 28,7 mln zł z tej kwoty, co oznacza zmniejszenie wydatków inwestycyjnych o 38% względem pierwszej połowy 2021 r. Większą część tej sumy przeznaczono na kontynuację prac związanych z wykańczaniem i wyposażaniem Centrum Logistycznego w Zawadzie k. Dębicy, w tym dalszą automatyzacją procesów.

Tar Heel Capital Pathfinder i KnowledgeHub inwestują w PerfectBot z giełdowej Grupy K2

PerfectBot, spółka z Grupy K2, pozyskała właśnie dwóch inwestorów i 2,52 mln zł na dalszy rozwój czatbota nowej generacji automatyzującego obsługę klientów e-commerce.  Z narzędzia korzystają już takie marki jak Reserved, Sinsay czy 4F. Nowe finansowanie pozwoli spółce przyspieszyć międzynarodową ekspansję, m.in. do USA.

Fundusze Tar Heel Capital Pathfinder oraz KnowledgeHub Starter zainwestują w PerfectBot łącznie 2,52 mln zł.

K2 oraz trzej założyciele PerfectBot – Łukasz Lewandowski, Mikołaj Machowczyk i Maciej Maliszewski – również wezmą udział w podwyższeniu kapitału. Całkowite zaangażowanie kapitałowe K2 w spółce już po podwyższeniu kapitału będzie opiewać na 3 mln zł. Jednocześnie PerfectBot wypływa właśnie na szersze wody, a nasi partnerzy biznesowi – nowi inwestorzy – będą wspierać zespół w osiąganiu kolejnych sukcesów. Cieszymy się z finalizacji transakcji, która kolejny raz pokazuje, jak skutecznie tworzymy wartość w Grupie K2 podkreśla Paweł Wujec, Prezes Zarządu K2 Holding S.A.

PerfectBot to startup rozwijany do tej pory w ramach Grupy K2. Spółka oferuje inteligentne boty automatyzujące obsługę klienta w branży ecommerce w kategoriach fashion oraz beauty. Narzędzie zapewnia wysoką jakość doświadczenia klienta: rozumie pytania zadawane naturalnym językiem i odpowiada konkretnie, będąc w stanie zaadresować 250 różnych problemów rozmówców. Dzięki temu sklepy mogą szybko zautomatyzować powyżej 50% spraw w obsłudze klienta, przekierowując do konsultantów jedynie trudne rozmowy. Jest też łatwe we wdrożeniu – wystarczy, że sklep dostosuje wzorcowe odpowiedzi i wepnie PerfectBot w swoje narzędzie do obsługi klienta. Inne rozwiązania tego typu wymagają dużych nakładów na wytrenowanie konwersacyjnej sztucznej inteligencji albo pozwalają uruchamiać jedynie chatboty obsługujące podstawowe konwersacje, które nie potrafią realnie zastąpić człowieka w obsłudze klienta.

Z rozwiązania korzysta już kilkanaście e-sklepów, m.in. Reserved, Sinsay, House, Mohito, Cropp, 4F, IKEA, Wojas, Diverse, Tatuum, 8a, Ryłko i Displate. Liczba zautomatyzowanych konwersacji przeprowadzonych przez czatboty PerfectBot przekroczyła 7 milionów rozmów.

– Nie oferujemy kolejnej platformy do budowy botów. Nasze podejście jest inne: sklep online może wynająć gotową do użycia, konwersacyjną sztuczną inteligencję, wytrenowaną i zoptymalizowaną pod kątem wybranych branż eCommerce, a następnie w łatwy sposób dostosować ją do swojej działalności. Dzięki PerfectBot można w jeden dzień uruchomić realnie pomocnego chatbota, którego samodzielne wytrenowanie trwałoby latami i wymagało ogromnych nakładów. Wdrożenie jest szybkie i nieskomplikowane, bo PerfectBot zintegrowany jest z najpopularniejszymi narzędziami do komunikacji z klientami. Obecnie są to LiveChat oraz Genesys, w najbliższych miesiącach planujemy udostępnić kolejne integracje. – mówi Łukasz Lewandowski, współzałożyciel i prezes PerfectBot. – Cieszymy się, że dwóch tak doświadczonych inwestorów zdecydowało się wesprzeć nasze ambicje, aby naprawić chatboty, bo rynek tych rozwiązań oferuje wciąż bardzo niedojrzałe produkty.

Środki z inwestycji zostaną wykorzystane na uruchomienie chatbotów dostosowanych do kolejnych kategorii produktowych w branży ecommerce, integracje z kolejnymi narzędziami obsługi klienta oraz ekspansję na rynki anglojęzyczne, w pierwszej kolejności USA.

– PerfectBot stworzył atrakcyjny produkt, który wpisuje się w aktualne trendy rynkowe. Spółka ma potencjał do skalowania zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym, potwierdzony pierwszymi wdrożeniami zrealizowanymi u wymagających klientów, będących często liderami w swoich segmentach branżowych. Za dotychczasowymi sukcesami spółki stoi efektywny, dobrze dobrany zespół founderski. Te wszystkie elementy sprawiają, że wierzymy, że przy odpowiednim wsparciu finansowym i merytorycznym PerfectBot szybko wzmocni swoją pozycję lidera na rynku chatbotów konwersacyjnych – komentuje Kamil Moczulski, dyrektor inwestycyjny w Tar Heel Capital Pathfinder.

– Świetnie dobrany zespół, rosnący potencjał obszaru, na którym działa spółka oraz udany przykład venture buildingu w wykonaniu K2 Holding oraz founderów to główne aspekty przekonujące do inwestycji w PerfectBot. Jesteśmy przekonani, że nasza inwestycja to początek do zbudowania znaczącej przewagi produktu, aby w dalszej perspektywie móc myśleć o zbudowaniu globalnego biznesu – mówi Grzegorz Chyliński partner Knowledgehub Starter.

Co trzeci złotówkowicz nie chce wakacji kredytowych dla frankowiczów, bo byłoby to niesprawiedliwie

4 na 10 kredytobiorców złotówkowych uważa, że państwo powinno wprowadzić dla frankowiczów tzw. wakacje kredytowe. Za tą koncepcją opowiadają się głównie respondenci z dużych i średnich miast, zarabiający miesięcznie powyżej 5 tys. zł netto. Natomiast odmienne zdanie mają przede wszystkim mieszkańcy mniejszych miejscowości, osiągający co miesiąc dochód poniżej 5 tys. zł na rękę. Co trzeci przeciwnik ww. rozwiązania stwierdza, że wdrożenie go byłoby niesprawiedliwe wobec osób mających kredyt złotowy. Takie wnioski płyną z najnowszego badania opinii społecznej. Komentujący je eksperci wyjaśniają, że niektórzy badani mogą obawiać się skutków wprowadzenia jednakowego rozwiązania dla wszystkich kredytobiorców. I dodają, że obecnie potrzeba jest większej solidarności Polaków mających różnego rodzaju kredyty.

Widoczny podział

39,8% kredytobiorców złotówkowych uważa, że państwo powinno wprowadzić dla frankowiczów tzw. wakacje kredytowe. Natomiast 35,1% ankietowanych z ponad 1000 osób jest przeciwnego zdania. Z kolei 25,1% uczestników sondażu nie ma jeszcze wyrobionej opinii w tej kwestii. W badaniu opinii społecznej UCE RESEARCH nie były brane pod uwagę osoby, które w chwili wypełniania ankiety nie miały zobowiązań kredytowych w ogóle bądź spłacały kredyty indeksowane lub denominowane do waluty innej niż polska. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, zarobków, wykształcenia oraz regionu.

– Tak zróżnicowane wyniki wskazują na brak dominującej narracji i jednoznacznego przekonania co do kierunku wsparcia kredytobiorców. Duży odsetek osób niezdecydowanych pokazuje ostrożne podejście. Nie są jeszcze bowiem znane wszystkie skutki tzw. wakacji kredytowych, wprowadzonych pod koniec lipca. Nie do końca też wiadomo, jak banki będą traktować takich klientów – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Z kolei radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo zwraca uwagę na wprowadzenie wakacji kredytowych tylko dla określonej grupy. To nosi znamiona dyskryminacji i faworyzowania wybranych uczestników obrotu gospodarczego. Zdaniem eksperta, nieco dziwić może, że aż tak duży odsetek badanych mających kredyt złotówkowy jest przeciwny tożsamemu rozwiązaniu dla kredytobiorców walutowych. Być może wynika to z niezrozumienia sytuacji, w której znaleźli się frankowicze. Spowodowało ją wyłącznie wprowadzenie do obrotu prawnego wadliwych umów. W ocenie prawnika, przyznanie wakacji kredytowych jednej grupie jest tylko próbą łagodzenia skutków wysokich stóp procentowych, które niewątpliwie wpływają na wysokość rat kredytów złotowych.

– Zarówno tzw. kredyty frankowe, jak i złotowe o zmiennym, zależnym od ustaleń banków oprocentowaniu, którego podstawą jest WIBOR, są, w mojej ocenie, nieuczciwymi produktami bankowymi. Ustawodawca uznał, że tylko jedna z grup pokrzywdzonych przez kredytodawców może skorzystać z tzw. wakacji kredytowych, dających oddech rodzinom wykorzystanym przez banki w Polsce. Ograniczenie możliwości skorzystania z tego rozwiązania postrzegamy, niestety, jako kolejną próbę dzielenia społeczeństwa – stwierdza Arkadiusz Szcześniak ze Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Brak wiedzy?

Wśród zwolenników tzw. wakacji kredytowych dla frankowiczów są głównie osoby z dużych i średnich miast, w tym z woj. mazowieckiego i śląskiego, przeważnie z wykształceniem wyższym lub średnim, zarabiające miesięcznie powyżej 5 tys. złotych na rękę. Z kolei wśród badanych, którzy nie chcą ww. rozwiązania, przede wszystkim widać respondentów zamieszkujących mniejsze miejscowości, głównie w woj. podkarpackim i podlaskim. Z reguły są to ludzie z dochodem miesięcznymi poniżej 5 tys. złotych netto oraz z wykształceniem zawodowym.

– Większy odsetek przeciwników w mniejszych miastach, z wykształceniem zawodowym potwierdza tezę, iż takie stanowisko wynika z niezrozumienia sytuacji tzw. frankowiczów. Ci ludzie nie rozumieją też przyczyn i motywów, dla których ustawodawca wprowadził wakacje kredytowe – twierdzi Adrian Goska.

Według mec. Bartosiaka, przedstawiona różnica może wynikać z obaw osób mniej zamożnych, że pomoc innym kategoriom kredytobiorców zaszkodzi samym ankietowanym. Z kolei badani z większych miast mogą mieć częstszy kontakt z kredytobiorcami, którzy zaciągnęli kredyty w walutach obcych. Lepiej rozumieją zatem ich – podobną – sytuację.

– Stowarzyszenie stoi na stanowisku, że wyłącznie wspólne działanie wszystkich kredytobiorców, zarówno frankowych, jak i złotowych, jest w stanie doprowadzić do zmian w sektorze bankowym, które byłyby na korzyść wszystkich kredytobiorców. W naszej ocenie, trzeba dążyć do stworzenia w Polsce uczciwych warunków, podobnych do tych, z których korzystają obywatele pozostałych krajów europejskich – dodaje ekspert z SSBB.

Argumenty na „nie”

Z badania wiemy też, dlaczego niektórzy respondenci nie chcą wprowadzenia dla frankowiczów tzw. wakacji kredytowych. Najczęściej mówią, że byłoby to niesprawiedliwe wobec kredytobiorców złotowych – 32,4%. Dalej ankietowani wskazują, że frankowicze sami powinni mediować z bankami w tej kwestii – 21,2%. Twierdzą również, że taka pomoc mogłaby zbyt dużo kosztować sektor bankowy – 10,1%. Z kolei najrzadziej wybierana odpowiedź jest taka, że frankowicze przez długi czas mieli niższe raty i teraz to się sprawiedliwe wyrówna – 3,6%. Nieco więcej, bo 4,1%, badanych zaznacza, że nie zaciąga się kredytu w walutach, w których nie pobiera się pensji.

– Po wynikach badania wyraźnie widać, że nie przyjęła się podawana przez banki narracja, iż frankowicze skorzystali na swoich kredytach. Częściowo niższe raty nie pomagają, skoro pomimo regularnych spłat kwota kredytu wciąż wzrasta, czasem nawet dwukrotnie – podkreśla Jakub Bartosiak.

Jak wskazuje Adrian Goska, niesprawiedliwym jest różnicowanie sytuacji kredytobiorców, poprzez uprzywilejowanie jednych kosztem drugich. Ponadto mediacja przysługuje każdej grupie, zarówno złotówkowiczom, jak i frankowiczom. Jednak z uwagi na ogromną przewagę banków, kredytobiorcy są na zdecydowanie słabszej pozycji. A zatem regulacje ustawowe, które narzucają sektorowi bankowemu pewne rozwiązania, są zdecydowanie silniejszym narzędziem niż mediacje. Ekspert jest przekonany, że koszty tzw. wakacji kredytowych w znacznej mierze, o ile nie w całości, finalnie i tak pokryją wszyscy klienci banków.

– Nie spodziewam się tzw. wakacji kredytowych dla frankowiczów. Warto tutaj też wskazać, że ostatnie działania dotyczące tej grupy kredytobiorców to tzw. ustawa antyspreadowa z 2011 roku. Bezczynność rządu w ostatnich kilku latach sprawiła, że frankowicze wzięli sprawy w swoje ręce. Masowo poszli do sądów i wygrywają niemal wszystkie sprawy. Bardzo często sądy zawieszają spłatę rat, więc kredytobiorcom, którzy już złożyli pozwy, wakacje kredytowe nic nie dają. Dla pozostałych oczywiście mogłaby to być chwilowa ulga, podobnie jak dla kredytobiorców złotowych – podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Deloitte: Ośmiu na dziesięciu europejskich dyrektorów finansowych obecnie unika podejmowania ryzyka

Geopolityczne wydarzenia ostatnich miesięcy miały negatywny wpływ na nastroje osób zarządzających pionami finansowymi firm działających na terenie Europy. Ryzyko spowolnienia gospodarczego, wzrost ceny surowców oraz inflacji, jak również zaburzenia łańcuchów dostaw to główne obawy dyrektorów finansowych. Takie wnioski płyną z ostatniej edycji badania European CFO Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zdaniem ankietowanych jednym z ważniejszych determinantów ewentualnego sukcesu przedsiębiorstw w najbliższej przyszłości będzie umiejętność przyciągnięcia wykwalifikowanych pracowników.

Gdy jesienią ubiegłego roku przeprowadzano poprzednią edycję badania European CFO Survey, światowa gospodarka powoli zaczynała wychodzić z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Wielu europejskich dyrektorów finansowych z optymizmem spoglądało wówczas na kolejne miesiące. Atak Rosji na Ukrainę, do którego doszło pod koniec lutego b.r., zdecydowanie pogorszył nastroje osób piastujących stanowiska CFO (chief financial officer). Wyniki ankiety, przeprowadzonej między marcem a kwietniem 2022 r. na grupie ponad 1,3 tys. dyrektorów finansowych z 28 europejskich krajów, pokazują wyraźne pogorszenie oczekiwań kadry finansowej co do najbliższej przyszłości.

Obszarem, który wyraźnie niepokoi uczestników badania są perspektywy finansowe przedsiębiorstw. Podczas poprzedniej edycji ankietowanych cechował w tej kwestii optymizm. Widać to było po wskaźniku zaufania gospodarczego netto (różnicy między udziałem odpowiedzi pozytywnych i negatywnych), który wyniósł wówczas 32 proc. Wiosną 2022 r. doszło do znacznego pogorszenia nastrojów, czego przejawem jest spadek indeksu perspektyw finansowych do poziomu -29 proc.

O tym, że europejscy dyrektorzy finansowi są zaniepokojeni najbliższą przyszłością, świadczy fakt, że 48 proc. z badanych pesymistycznie oceniło perspektywy finansowe swoich spółek. Rosnąca niepewność gospodarcza oraz wzrost kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw powodują, że prawie połowa ankietowanych spodziewa się spadku marż operacyjnych w najbliższych 12 miesiącach. Największy pesymizm cechuje CFO z sektora dóbr konsumpcyjnych. Aż 64 proc. odpowiedzi ankietowanych z tej branży wskazało na możliwy spadek marż. Znacznie odmienny pogląd prezentują dyrektorzy finansowi z sektora turystyki. Niemal połowa z nich twierdzi, że marże firm oferujących usługi związane z wypoczynkiem wzrosną – mówi Robert Nowak, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, lider zespołu Business Tax, lider programu CFO, Deloitte.

Pracownik na wagę złota

Mimo dużej niepewności dyrektorzy finansowi na ogół przewidują wzrost przychodów swoich firm. Prawie dwie trzecie (63 proc.) ankietowanych twierdzi, że w przeciągu najbliższego roku spodziewają się wzrostów w tym obszarze, aczkolwiek liczba pozytywnych odpowiedzi różni się w zależności od branży. Podczas gdy 89 proc. reprezentantów firm doradczych liczy na wzrost przychodów, w przypadku przedstawicieli producentów samochodów odsetek ten wynosi jedynie 41 proc.

Borykający się z wieloma problemami, takimi jak niedobór półprzewodników czy zakłócenia łańcucha dostaw, sektor samochodowy niezbyt optymistycznie podchodzi także do kwestii inwestycji. Motoryzacja jest bowiem jedyną branżą, w której wskaźnik netto odpowiedzi dotyczących planów inwestycyjnych był ujemny i wyniósł -13 proc., o 33 punkty procentowe mniej w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Jednocześnie ogólna liczba dyrektorów finansowych spodziewających się wzrostu nakładów na inwestycje wynosi ok. jedną trzecią wszystkich badanych.

Odpowiedzi reprezentantów branży motoryzacyjnej wyróżniają się również w kwestii zatrudnienia. Podczas gdy ponad 40 proc. badanych spodziewa się wzrostu zatrudnienia w przeciągu najbliższego roku, w przypadku reprezentantów firm z tego sektora 33 proc. ankietowanych wskazało, że zakłada redukcje składu osobowego.

Ryzyko geopolityczne i inflacja

Po latach niskiej inflacji firmy muszą stawić czoła gwałtownie rosnącym cenom. Widać to również po wynikach ankiety: prognozowana na okres 12 miesięcy stopa inflacji w strefie euro podskoczyła z 2,7 proc. w poprzednim badaniu do 5,9 proc. w aktualnej edycji European CFO Survey.

Na skutek obaw związanych z m.in. spadkiem siły nabywczej pieniądza dyrektorzy finansowi przejawiają niespotykaną w historii badania niepewność. Wskaźnik netto liczby odpowiedzi wskazujących na znaczący poziom nieufności finansowej i gospodarczej wzrósł bowiem z 48 proc. (jesień 2021 r.) do 77 proc. (wiosna 2022 r.). Jedynym sektorem, w którym ów indeks spadł, jest ponownie turystyka: podczas jesiennej edycji badania European CFO Survey wyniósł on 77 proc., natomiast po kilku miesiącach zaniepokojenie wyraża dwie trzecie reprezentantów tego sektora.

Wysoki poziom niepewności ma bezpośredni wpływ na to, jak dyrektorzy finansowi z Europy postrzegają ryzyko. Ponad 80 proc. z nich twierdzi, że dzisiejsze czasy nie są dobrym momentem na podejmowanie odważniejszych działań. Za największe zagrożenie respondenci z niemal wszystkich krajów objętych badaniem uznali nieobecne od kilku lat ryzyko geopolityczne, czego przyczyną jest wybuch wojny w Ukrainie. Kolejnymi wskazanymi zagrożeniami są spadający wzrost gospodarczy oraz brak rąk do pracy.

Mimo rosnącej niepewności i trudnych warunków działania większość respondentów nastawia się na wzrost organiczny i ekspansję na obecnych rynkach.  Jednym z priorytetów dla firm pozostaje dalsza cyfryzacja jako warunek zachowania konkurencyjności.

Gdy sześć miesięcy temu zapytaliśmy dyrektorów finansowych o ich największe bolączki, większość z nich wskazała przede wszystkim na niedobór wykwalifikowanej siły roboczej i idącą za tym presję na wzrost wynagrodzeń oraz możliwe spowolnienie tempa rozwoju. Chociaż obawy te nie zniknęły, to ich znaczenie zostało przyćmione przez niepokój spowodowany wybuchem wojny. Dalsze oczekiwania będą zależały od rozwoju sytuacji w Ukrainie oraz konsekwencji sankcji nałożonych na Rosję. Z pewnością wszystkich nas czeka trudniejszy okres, aczkolwiek wiele firm będzie usiłowało przeciwdziałać zawirowaniom gospodarczym, poprzez np. inwestycje czy dalszą cyfryzację procesów – podkreśla Robert Nowak.

Dywersyfikacja łańcucha dostaw

W czasach pandemii diametralne zmiany popytu i podaży spowodowały masowe zakłócenia światowych łańcuchów dostaw. Gdy wydawało się, że światowa gospodarka przezwyciężyła te problemy, wybuch wojny w Ukrainie i kolejne lockdowny w Chinach ponownie spowodowały perturbacje w procesach produkcyjnych wielu firm. Potwierdzają to odpowiedzi udzielane przez dyrektorów finansowych z Europy: 64 proc. respondentów przyznało, że ich firmy w mniejszym lub większym stopniu odczuwają zakłócenia powodowane wzrostem kosztów surowców oraz transportu.

W odpowiedzi na te perturbacje 49 proc. firm postanowiło przyjąć strategię dywersyfikacji dostawców i tras transportu półfabrykatów. Do łask wraca również gromadzenie zapasów przez firmy zamiast powszechnych do niedawna strategii produkcyjnych, zakładających zerowe rezerwy (np. just-in-time). Jakie są jednak przewidywania czasu trwania problemów z dostawami? Aż 86 proc. badanych uważa, że zakłócenia w tym obszarze utrzymają się również w 2023 r. Jedna trzecia odpowiedzi wskazuje, że poprawa ma nadejść za niecałe dwanaście miesięcy.

Prawie 50 procent CFO dotkniętych problemami w łańcuchach dostaw w bardzo wysokim stopniu wskazuje wyższe ceny towarów i dóbr jako główny problem. Jako problematyczne nie zostały jednak wskazane anulowanie zamówień przez klientów, niskie stany magazynowe, czy problemy związane z dostawą gotowych towarów do klientów. Połowa firm (49 proc.) odpowiada na wyzwania łańcucha dostaw, dywersyfikując swoich dostawców i trasy dostaw. Intensyfikacja zarówno współpracy z dostawcami, jak i inwentaryzacji części i materiałów eksploatacyjnych to dwa inne najważniejsze działania podejmowane przez europejskich dyrektorów finansowych w celu rozwiązania problemów łańcucha dostaw.

Strategia łagodzenia problemów związanych z przerwanymi łańcuchami dostaw różni się w zależności od sektora. Prawie dwóch na trzech dyrektorów finansowych zajmujących się produktami i usługami przemysłowymi oraz dobrami konsumpcyjnymi twierdzi, że dywersyfikacja dostawców i tras dystrybucji jest najważniejszą strategią ograniczania ryzyka łańcucha dostaw. Z kolei tylko około jedna piąta dyrektorów finansowych w usługach finansowych oraz usługach profesjonalnych podziela ten pogląd. Zawirowania na arenie międzynarodowej wymagają od CFO szybkich, zdecydowanych działań, a przede wszystkim prowadzenia dialogu i współpracy z dostawcami – podsumowuje Jan Hoheker, dyrektor Supply Chain & Network Operations Deloitte.

Złoty spada, ale minimalna rośnie

Dane z rynków doprowadziły do wyraźnego umocnienia dolara. Po ponad dwóch dobach przerwy znów zobaczyliśmy parytet na EURUSD. Pensja minimalna rośnie mniej więcej o inflację.

Dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty z Niemiec. Z samego rana przyszedł finalny odczyt inflacji. Zgodnie z oczekiwaniami utrzymany został poziom 7,9%. Ważniejszymi jednak danymi był odczyt instytutu ZEW. Wynik -61,9 to nie tylko wynik gorszy od oczekiwań. To trzeci najgorszy wynik w tym stuleciu. Tak złe wyniki miały miejsce w 2008 roku. Wcześniej tak źle było na początku lat 90-tych po połączeniu Niemiec. Biorąc pod uwagę, że to wskaźnik wyprzedzający koniunkturę nie jest to dobry znak na przyszłość. Co ciekawe, pomimo tych danych rynki wczoraj rano grały na korzyść europejskiej waluty.

Inflacja z USA wywraca rynek

Pomimo porannej siły euro pod wieczór to dolar był wyraźnie górą. Na rynku od jakiegoś czasu widać było podejrzanie silne euro, biorąc pod uwagę ostatnią konferencję EBC. Część inwestorów tylko szukała okazji, by zrealizować zyski z osłabienia dolara. Doskonałą okazją okazały się dane o inflacji w USA. 8,3% to jednak nie to, co oczekiwane 8,1%. W rezultacie rynki znalazły iskrę zapalną. Rozpoczęła się gwałtowna wyprzedaż euro. Do końca dnia na EURUSD, który ostatnio atakował poziom 1,02, znaleźliśmy się wyraźnie poniżej poziomu parytetu. Część analityków wskazuje, że sama inflacja nie powinna tak silnej zmiany powodować. Biorąc pod uwagę jednak ostatnie wzrosty euro, taka korekta jest mniej zaskakująca. Dla polskiej waluty każdy taki gwałtowny odpływ kapitału odbija się czkawką. Nie inaczej było teraz. Z ciągu kilku godzin polski złoty stracił 3 grosze do euro i ponad 10 groszy do dolara.

Wzrost płacy minimalnej

To, że w czasach przeszło 16% inflacji pensje gwałtownie rosną, nie jest zaskoczeniem. W górę idzie również płaca minimalna. Skoczy ona w górę dwa razy w przyszłym roku. Najpierw w styczniu z 3010 na 3490, a od lipca na 3600 zł. W rezultacie mamy wzrost mniej więcej równy inflacji od stycznia, bo o 15,9%. Od lipca jest to niemal 20%, aczkolwiek trzeba pamiętać, że to 20% w 1,5 roku, więc nie można tego tak prosto porównywać. Co do zasady, należy pamiętać, że średnie wynagrodzenia GUS rosną o podobną wartość, obecnie w związku z czym jest to raczej ruch utrzymujący płacę minimalną w tym samym procencie średniego wynagrodzenia, niż jej realny wzrost.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Promocje mieszkaniowe. Czym deweloperzy kuszą klientów?

Kwestią czasu było nasilenie akcji promocyjnych deweloperów w sytuacji gwałtownego przesilenia koniunktury w mieszkaniówce i załamania sprzedaży na rynku pierwotnym. Na ile tego typu inicjatywa jest w stanie złagodzić skutki kryzysu wywołanego skokowym wzrostem stóp procentowych i czy przygotowywane bonusy skuszą klientów, którzy pozostali na rynku?

Najnowsze, sierpniowe dane serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują na ostre hamowanie sprzedaży nowych mieszkań rzędu 45 proc. w relacji rdr, w okolicznościach wciąż rosnących ich stawek za mkw. Te ostatnie miesiąc do miesiąca zwyżkowały w siedmiu głównych ośrodkach kraju średnio o ponad 1 proc., co stanowi różnicę istotną statystycznie. W tej sytuacji potencjalni klienci deweloperskich biur sprzedaży zadają sobie pytanie, czy czekać na prognozowane przez niektórych branżowych teoretyków załamanie cen, czy może już teraz szukać okazji na rynku coraz bardziej obfitującym w promocje.

Portal RynekPierwotny.pl przeprowadził ostatnio sondę wśród renomowanych rodzimych deweloperów mieszkaniowych, pytając o plany związane z organizacją promocji, ich przedmiotowość oraz parametry.

Z informacji uzyskanych od przedstawicieli takich tuzów jak m.in. Dom Development, Develia, Atal, Cordia Polska, Robyg czy Profbud, a także z treści ofert promocyjnych zakładki „Promocje” portalu RynekPierwotny.pl wynika, że przedjesienna aktywność promocyjna deweloperów mieszkaniowych ma się coraz lepiej. Pytanie, czy będzie ona w stanie przyciągnąć klientów i zdopingować ich do podjęcia dość trudnej decyzji o nabyciu lokum w okolicznościach nabrzmiewającego kryzysu gospodarczego.

Coraz więcej akcji promocyjnych

Pierwszy nasuwający się wniosek jest taki, że faktycznie obserwujemy nasilenie akcji promocyjnych firm deweloperskich, co jest oczekiwanym i dość łatwo przewidywalnym posunięciem w środowisku dawno, a może nigdy dotąd nie obserwowanej dekoniunktury rynkowej. Jakie zatem propozycje tym razem przygotowała branża budowniczych mieszkań dla swoich potencjalnych klientów?

Jak zwykle dominują rabaty cenowe, przeceny i upusty. Procentowo lokują się one w okolicach 5 proc., kilkuset zł od każdego mkw., albo nominalnie w przedziale 35-90 tys. zł. Zasada jest taka, że im większe mieszkanie, jednocześnie droższe i trudniej w obecnych czasach zbywalne, tym zniżka bardziej okazała. W sumie kupujący w promowanych w ten sposób inwestycjach mogą w największej liczbie przypadków liczyć na rabat rzędu 5-10 proc.

Poza tym znajdziemy miejsca postojowe w garażu gratis albo z dużym, co najmniej 50-procentowym rabatem, względnie komórki lokatorskie gratis bądź za symboliczną złotówkę.

Obecnie mamy również wysyp bardzo atrakcyjnych harmonogramów spłat najczęściej w postaci 20/80, ale i 10/90 nie są rzadkością. Takie oferty w czasach kwitnącej prosperity są niemal nieosiągalne, teraz jednak są proponowane przez deweloperów na coraz szerszą skalę. Oznacza to, że jedną piątą bądź jedną dziesiątą ceny lokum wpłacamy przy podpisaniu umowy deweloperskiej, a resztę dopiero przy odbiorze mieszkania. To bodaj jedna z bardziej atrakcyjnych form promocji na rynku pierwotnym, znakomicie ułatwiająca zakup lokum od dewelopera.

Poza tym tradycyjnie znajdziemy wykończenie mieszkania w cenie stanu deweloperskiego, czasem nawet z pełnym (AGD) wyposażeniem kuchni. Do tego kilku deweloperów proponuje vouchery na zakup RTV AGD. Natomiast deweloperzy oferujący domy jednorodzinne, coraz częściej dokładają do nich gratis pompę ciepła, rzecz w dzisiejszych czasach kryzysu energetycznego absolutnie bezcenną.

Z kolei Dom Development proponuje opcję „Start”, polegającą na comiesięcznym dofinansowaniu ,przez okres 3 lat, w sumie kwotą 40 tys. zł, które można wykorzystać np. na spłatę kredytu.

Gwarancja niezmienności ceny

Tymczasem za pewne novum, dotąd praktycznie niespotykane wśród katalogów deweloperskich bonusów, można uznać coraz liczniej występującą obecnie promocyjną opcję umowy deweloperskiej z gwarancją niezmienności ceny. To oczywisty efekt galopującej inflacji, coraz bardziej grożącej ryzykiem waloryzacji cen mieszkań w umowach.

Promocje sprzedażowe deweloperów mieszkaniowych pełnią w ramach ich strategii biznesowej różne, zazwyczaj jednak bardzo ważne funkcje. W okresach ożywienia koniunktury służą rozpoznawalności inwestycji i samej firmy dewelopera, rozkręceniu kontraktacji w rozpoczynanych budowach, utrzymywaniu dobrych relacji z klientami, a także okazaniu czegoś w rodzaju branżowej życzliwości firm budujących mieszkania na sprzedaż.

Jednak w czasach hamowania sprzedażowej koniunktury, jakie niestety właśnie nastały po ośmiu latach nieprzerwanej prosperity, promocje na pierwotnym rynku mieszkaniowym przyjmują rolę substytutu przeceny i ważnego narzędzia walki konkurencyjnej. Wówczas też zazwyczaj rośnie ich wolumen i pomysłowość tematyczna proponowanych bonusów. Jednak na tak już dojrzałym rynku nieruchomości jak ten krajowy, sama ich forma jak i treść pozostaje coraz bardziej przewidywalna i rzadko już kiedy zaskakują swą oryginalnością.

De facto więc chodzi tu o inną formę przeceny towaru, jakim jest mieszkanie. Dla deweloperów obniżanie cen w cennikach jest ostatecznością, przed którą tak długo jak się tylko da będą się bronić właśnie promocjami. Klientom deweloperskich biur sprzedaży daje to szansę na znalezienie okazji inwestycyjnych, kupna lokum często po istotnie obniżonej cenie. Deweloperzy zaś w sposób kontrolowany podtrzymują płynność rynkową bez konieczności sygnalizowania rynkowi perspektywy korekty stawek.

Bieżące promocje deweloperskie zapewne nie uchronią rynku przed dekoniunkturą, jednak niemal na pewno w istotnym stopniu poprawią parametry obrotu nowymi lokalami w warunkach cyklicznego spowolnienia. Ich wolumen oraz atrakcyjność stopniowo rośnie, co zapewne zwróci uwagę potencjalnych klientów, którzy pozostali na rynku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

TSUE przyczyną nowelizacji sankcji VAT. Zmiany na plus, ale nie wiadomo, jakie będzie podejście fiskusa

Trwają prace nad wprowadzeniem zmian w tzw. sankcji VAT, co jest związane z wyrokiem TSUE. Ministerstwo Finansów otrzymało w trakcie uzgodnień, opiniowania i konsultacji publicznych projektu Slim VAT 3 wiele uwag. Są one aktualnie przedmiotem analiz pod kątem ewentualnych zmian zaproponowanych w projekcie. Nowe regulacje mają umożliwić organom podatkowym ustalanie sankcji VAT w sposób zindywidualizowany, uwzględniający konkretne okoliczności danej sprawy. Eksperci mówią, że sam wyrok jest rewolucyjny z punktu widzenia podatników. I dodają, że elastyczność przepisów na pewno będzie wzbudzać kontrowersje. Mimo wszystko niektórzy pozytywnie oceniają projektowane zmiany. One powinny poskutkować mniejszym obciążeniem za nieświadomy błąd. Jednak dopiero po wejściu przepisów w życie, przekonamy się, jak do tego będzie podchodził sam fiskus i jego urzędnicy.

Wymuszone zmiany

Ministerstwo Finansów podjęło prace nad wprowadzeniem zmian w tzw. sankcji VAT (art. 112b i 112c ustawy o VAT). Projekt przepisów nowelizujących sankcję VAT został zawarty w projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, tzw. SLIM VAT 3. Podjęte działania są związane z wyrokiem TSUE z 15 kwietnia 2021 roku w sprawie C-935/19 przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu.

– Celem nowelizacji jest dostosowanie regulacji dotyczących sankcji VAT do założeń przewidzianych w wyroku, tak by zapewnić pełniejszą zgodność regulacji ustawy o VAT z prawem UE. Po zmianie regulacje dotyczące sankcji VAT mają umożliwić organom podatkowym ustalanie sankcji VAT w sposób zindywidualizowany, uwzględniający konkretne okoliczności danej sprawy. TSUE nie zakwestionował samego prawa do nakładania sankcji w przypadku wystąpienia błędów w rozliczeniu, lecz wskazał na potrzebę zapewnienia proporcjonalności sankcji w stosunku do stwierdzonej nieprawidłowości – informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów.

Jak stwierdza prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, jest to wyrok rewolucyjny z punktu widzenia podatników. On nakazuje bowiem organom podatkowym relatywizować wielkość sankcji, ale na podstawie niesprecyzowanych kryteriów. Ekspert podkreśla, że Trybunał rozróżnił naruszenie prawa, które jest „oszustwem podatkowym” i które nim nie jest. Być może TSUE nie do końca rozumie polskie prawo, ale w przypadku gdy następuje zawyżenie podatku należnego lub zaniżenie naliczonego w deklaracji podatkowej, to mamy do czynienia z oszustwem podatkowym w rozumieniu Kodeksu karnego skarbowego. W związku z tym, racjonalne zastosowanie się polskich organów do tego wyroku jest trudne lub prawie niewykonalne. Należałoby zmienić definicję „oszustwa podatkowego”, aby zaimplementować ten wyrok. Z kolei jak podaje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, resort otrzymał w trakcie uzgodnień, opiniowania i konsultacji publicznych projektu Slim VAT 3 wiele uwag. Są one aktualnie przedmiotem analiz pod kątem ewentualnych zmian zaproponowanych w projekcie regulacji.

– Moim zdaniem, TSUE słusznie zakwestionował wysokość sankcji zawartych w art. 112b ustawy o VAT. Sztywna wysokość nie daje organom możliwości dostosowania jej wysokości do konkretnych okoliczności danej sprawy. Sytuacja każdego podatnika jest inna. Dlatego wysokość sankcji powinna być zróżnicowana. Natomiast dziś stosowanie stawki w konkretnej wysokości ma charakter obligatoryjny i jest niezależne od przyczyny stwierdzonej nieprawidłowości – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Ustalanie sankcji

Projekt zakłada zmiany zarówno w zakresie sankcji przewidzianej w art. 112b jak i art. 112c ustawy o VAT. Jak informuje biuro prasowe resortu finansów, wskazywanie wysokości sankcji za konkretną nieprawidłowość nie realizowałoby w pełni założeń przewidzianych w wyroku TSUE. W celu uporządkowania sposobu ustalania sankcji VAT, w zakresie przewidzianego w ustawie limitu (ustawowo określona w procentach górna granica) przewidziano katalog dyrektyw, którymi ma się kierować organ. To np. okoliczności powstania nieprawidłowości, waga i częstotliwość stwierdzanych dotychczas nieprawidłowości. Jednocześnie zauważenia wymaga, że wyjątkowo w sytuacji ustalenia, iż podmiot miał wiedzę co do uczestnictwa w oszustwie, zarówno w zakresie art. 112b, jak i art. 112c ustawy o VAT przewidziano konieczność ustalenia sankcji w najwyższej wysokości (bez możliwości jej obniżenia). Podkreślić należy, że celem wyroku TSUE nie było w żadnym razie objęcie ochroną podmiotów biorących w sposób świadomy udział w oszustwie.

–  Nie mam nic przeciwko poszerzaniu uprawnień organów podatkowych, ale musimy mieć świadomość tego, że dajemy im ogromną władzę. Teraz może powiedzieć, że oszustwem jest czyn Kowalskiego, a Nowaka – nie, mimo że jeden i drugi zawyżył zwrot o taką samą kwotę. Natomiast w Polsce o tym, czy było „oszustwo”, może tylko orzec sąd karny. Nasza tradycja prawna jest dość odległa od poglądów Trybunału Sprawiedliwości – zaznacza prof. Modzelewski.

Jak stwierdza doradca podatkowy Ewa Flor, elastyczność przepisów na pewno będzie wzbudzać kontrowersje. Można wyobrazić sobie, że jeden naczelnik UCS będzie inaczej oceniał i miarkował sankcje niż pracownik urzędu z innej części kraju. Ustawodawca niestety nie jest w stanie rozpisać kazuistycznie normy prawnej, aby naczelnicy mogli korzystać z przepisów do każdej konkretnej sytuacji.

– Istotą elastycznych przepisów jest możliwość wymierzenia sankcji w określonym przez ustawę przedziale procentowym. Z założenia taki sposób karania podatników dopuszczających się nieprawidłowości powinien być sprawiedliwy i uwzględniać okoliczności konkretnego przypadku. Tym samym podatnik, który popełni nieświadomy błąd, co do zasady powinien zapłacić niższe zobowiązanie podatkowe od maksymalnej wysokości wskazanej w przepisie.  Natomiast decydujące w tej kwestii będzie podejście Ministerstwa Finansów oraz samych urzędów skarbowych – mówi Natalia Stoch-Mika.

Zmiany na plus

Jak podaje Ministerstwo Finansów, zgodnie z aktualnym brzmieniem projektu Slim VAT 3, opisywane zmiany wejdą w życie w kolejnym dniu po ogłoszeniu ustawy. Według Natalii Stoch-Miki, zapowiadana możliwość miarkowania sankcji jest dobrą zmianą. Natomiast jeszcze nie wiemy, czy urzędy będą skłaniać się ku niższym czy raczej wyższym karom.

– Zmiany należy pochwalić. To zdecydowany plus dla podatników, którzy nie będą karani sztywną stawką, co poskutkuje mniejszym dodatkowym obciążeniem za nieświadomy błąd. Teraz trzeba poczekać na wejście w życie nowych przepisów. Wtedy przekonamy się, jak naczelnicy US i UCS będą podchodzić do miarkowania sankcji wobec podatników – komentuje Ewa Flor.

Z wiedzy Natalii Stoch-Miki wynika, że obecnie toczy się wiele postępowań dotyczących ewentualnych naruszeń na gruncie podatku VAT. Sankcje wymierzane przez organy skarbowe ustalane są niezależnie od sytuacji danego przedsiębiorcy i okoliczności popełnienia błędu. Urzędy muszą stosować obligatoryjną wysokość stawki sankcyjnej wskazanej w przepisach. Taki sposób działania narusza unijną zasadę proporcjonalności. Zdaniem eksperta, aktualne przepisy są zbyt rygorystyczne dla przedsiębiorców. Wysokość sankcji jest krzywdząca dla podatników nieświadomie popełniających jakikolwiek, nawet najmniejszy błąd.

– Ta sprawa to jeden z wielu problemów związanych z ustawą o VAT. Część przepisów wymaga zmian i gruntowych modyfikacji w oparciu o konsultacje prowadzone z przedsiębiorcami i specjalistami ds. podatków. Karanie podatników za nieświadome błędy generalnie wzbudza kontrowersje. Są przecież mali przedsiębiorcy, którzy nie mają ogromnych zasobów na rozliczanie podatków, a za nieświadomy błąd mogą zostać często ukarani dodatkową wysoką sankcją – podsumowuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak elektromobilność zmieni motoryzacyjny rynek wtórny

Trwająca przemiana polegająca na postępującej elektryfikacji w sektorze motoryzacyjnym spowoduje ogromną zmianę na europejskim rynku części zamiennych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV) mają o około 30% mniejsze zapotrzebowanie na części zamienne, a prognozy sprzedaży pojazdów BEV przewidują ich udział w rynku od 53 do 82% w 2030 roku. Takie są wyniki wspólnego badania przeprowadzonego przez Roland Berger i CLEPA (Europejski Stowarzyszenie Producentów Części Motoryzacyjnych). Autorzy sformułowali trzy przyszłe scenariusze i zalecają kroki, jakie branża może podjąć w celu ukształtowania transformacji.

Motoryzacja na (pod) prąd

Dla graczy na motoryzacyjnym rynku wtórnym planowanie przejścia na elektryfikację jest bardzo złożonym procesem, ponieważ wiele pojazdów w naszej flocie będzie nadal posiadało silnik spalinowy po 2035 r. Chociaż pojazdy elektryczne stanowią obecnie tylko 0,8% parku pojazdów, gracze muszą teraz repozycjonować swoją działalność, aby zapewnić sobie sukces w przyszłości – powiedział Hasmeet Kaur, Partner w Roland Berger.

Branża motoryzacyjna od kilku lat przechodzi gwałtowną transformację. Połączenie trendów technologicznych, zmieniających się zachowań klientów, licznych niedoborów w dostawach i proponowanych przepisów europejskich wywarło presję na firmy. Oczekuje się, że elektryfikacja w ogromnym stopniu wpłynie na kształt rynku wtórnego.

Trwa transformacja EV: Perspektywy na lata 2030 i 2035

Autorzy badania opracowali trzy scenariusze i w każdym z nich obliczyli wpływ różnego tempa elektryfikacji na motoryzacyjny rynek wtórny. Najbardziej optymistyczny dla rozwoju elektromobilności scenariusz („Radykalna elektryfikacja”) przewiduje szybki przełom w mobilności elektrycznej. Spowoduje on to, że udział pojazdów elektrycznych w całkowitej sprzedaży nowych pojazdów poniżej 3,5 tony wzrośnie do 82% w 2030 r. i osiągnie 100% od 2035 r.

Scenariusz środkowy („Ambitna transformacja”) opiera się na obecnej polityce i celach korporacyjnych. W nim stabilizują się ceny surowców potrzebnych do produkcji baterii oraz tworzona jest odpowiednia infrastruktura ładowania. W rezultacie udział samochodów elektrycznych w całkowitej sprzedaży pojazdów rośnie do 68% w 2030 r. i osiąga 100% od 2035 r.

W najmniej „postępowym” scenariuszu („Zgodność z przepisami”) postęp w kierunku korzystania wyłącznie z pojazdów typu BEV jest moderowany przez różne przeciwności, w tym rosnące koszty surowców do produkcji baterii. Udział samochodów elektrycznych w całkowitej sprzedaży pojazdów wzrasta do 53% w 2030 r. i 96% w 2035 r., by następnie osiągnąć 99% w 2040 r.

Spadek popytu na tradycyjne układy napędowe i silniki

Zwiększona penetracja rynku pojazdów w pełni elektrycznych zmieni zarówno znaczenie różnych kategorii produktów na rynku wtórnym, jak i role działających na nim firm. Autorzy przeanalizowali 250 komponentów w 53 układach pojazdu i spodziewają się, że pojazdy z napędem akumulatorowym będą oferować około 30% niższy potencjał sprzedaży tradycyjnych komponentów na rynku wtórnym w porównaniu z pojazdami z silnikiem spalinowym. Powody są proste – pojazdy z napędem akumulatorowym są zbudowane z mniejszej ilości komponentów i charakteryzują się mniejszym zużyciem silnika, układu napędowego i elementów układu hamulcowego.

Dla każdego z tych komponentów w badaniu oszacowano wpływ, zarówno negatywny, jak i pozytywny, na popyt „brutto” na rynku wtórnym (z wyłączeniem dodatkowego popytu na nowe komponenty i usługi, takie jak praca w warsztatach lub aktualizacje oprogramowania). Co istotne, aby wyraźnie pokazać wpływ elektryfikacji, badanie wyraźnie wyklucza inne czynniki makro, takie jak wpływ oczekiwanego ogólnego wzrostu parku pojazdów lub inflacji oraz trendy techniczne, takie jak zaawansowane systemy wspomagania kierowcy. W scenariuszu „Radykalnej Elektryfikacji” przewiduje się spadek o 12% do 2035 r. i 17% do 2040 r. Najbardziej dotknięte kategorie produktów to silnik spalinowy i układ napędowy, na które popyt spadnie odpowiednio o 49 i 51%. W scenariuszu „Zgodności z przepisami” oczekuje się, że wpływ zostanie zmniejszony do -13% do 2040 r.

Nowe możliwości dla graczy z branży na całym świecie

Elektryfikacja otwiera również nowe możliwości w łańcuchu wartości dla różnych dostawców w branży. Na przykład producenci części mogą przestawić swoje portfolio na komponenty przeznaczone do akumulatorów, ale także rozszerzyć swój model biznesowy poprzez regenerację komponentów. Kolejną możliwością jest zaoferowanie rozwiązań diagnostycznych w celu wsparcia warsztatów, w szczególności w przypadku wymagającego oprogramowania i zarządzania danymi pojazdów elektrycznych z akumulatorem z nową elektroniką i platformami łączności. Współpraca ze specjalistami ds. baterii może pomóc zarówno tradycyjnemu producentowi części na rynek wtórny, jak i specjalistom ds. baterii.

– Szczególnie ważne dla graczy na rynku wtórnym będzie rozwinięcie możliwości regeneracji i naprawy systemów baterii, silników elektrycznych, e-osi i energoelektroniki – mówi Frank Schlehuber, Senior Consultant Market Affairs w CLEPA. Spodziewamy się zmiany usług posprzedażnych z artykułów przemysłowych na oprogramowanie. Konserwacja zapobiegawcza również nabierze znaczenia, biorąc pod uwagę, że bateria ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa – dodaje Frank Schlehuber.

Autorzy raportu wskazują, że dystrybutorzy części będą mogli pomóc w zarządzaniu zużytymi komponentami, stając się dostawcami materiałów do recyklingu lub oferując swoje sieci logistyczne nowym grupom klientów. Warsztaty mają możliwość pozycjonowania się jako specjaliści od pojazdów z napędem elektrycznym i oferowania usług warsztatom ogólnym w swojej okolicy. Mogą również oferować swoje usługi producentom pojazdów poszukującym partnerów warsztatowych IAM w celu wzmocnienia ich sieci serwisowej.

– Elektromobilność dla obecnie działających w motoryzacji firm niesie zarówno szanse jak i zagrożenia. To oczywiste. Dobrze, że pojawiają się raporty, które pomogą firmom repozycjonować się na przyszłość w zmieniającej się rzeczywistości. Firmy by utrzymać się na rynku muszą dostosować się do nowych reguł gry. Pozostaje jednak szereg przeszkód których pokonanie pozwoli, firmom z rynku wtórnego przejść od hardware’u do software’u, jak na przykład dostęp do danych pokładowych pojazdu, który obecnie jest dla nich mocno utrudniony i bez odpowiednich przepisów sytuacja ta będzie dla nich tylko gorsza – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Czy od 21 września dostaniemy mandat za parkowanie na chodniku?

100 zł – to kwota mandatu, którą obecnie karze się kierowców za nieprawidłowe parkowanie na chodniku. Już niedługo może to ulec zmianie i grzywną będzie groziło każde pozostawienie samochodu na tej części drogi. Nowe przepisy, które zaczną obowiązywać od 21 września br., wprowadzają zmodyfikowaną definicję „chodnika” – będzie to droga z przeznaczeniem WYŁĄCZNIE do ruchu pieszych. To oznacza, że parkowanie na tej części drogi będzie złamaniem prawa. Eksperci autobaza.pl przyjrzeli się temu zawiłemu zagadnieniu.

Koniec z parkowaniem na chodniku?

Obecnie, w świetle obowiązujących przepisów, na chodniku można zatrzymać się kołami jednego boku lub przednią osią pojazdu, którego masa nie przekracza 2,5 t. Przy tym należy sprawdzić czy nie obowiązuje w tym miejscu zakaz zatrzymania się i postoju, a ustawienie pojazdu jest możliwe w taki sposób, aby pozostawić dla pieszych minimum 1,5 m szerokości chodnika.

Jednak przepisy, które zostaną wprowadzone od 21 września, mogą zmienić dotychczasowy porządek i reguły parkowania. Nowa legislacja modyfikuje definicję chodnika – będzie to droga z przeznaczeniem wyłącznie do ruchu pieszego.

Pierwsze wrażenie po przeczytaniu nowej definicji jest takie, że na chodniku nie będzie można parkować i każde takie zachowanie wedle prawa powinno zostać ukarane mandatem. Kluczowa modyfikacja, jaka zaszła w przepisach to zmiana definicji chodnika z „części drogi przeznaczonej dla ruchu pieszego” na „część drogi dla pieszych przeznaczoną wyłącznie do ruchu pieszych”. Właśnie ten szczegół wprowadził całe zamieszanie i poddał w wątpliwość postoje na chodniku – wyjaśnia Przemysław Gąsiorowski, ekspert autobaza.pl. Co ciekawe, ta sama ustawa niezmiennie wyznacza zasady takiego parkowania – dodaje.

Interpretacja nowej definicji

Nowo uchwalone przepisy i ich zawiła interpretacja wprowadziły zamieszanie wśród kierowców. Brak możliwości parkowania na chodnikach byłoby dużą zmianą, która zdezorganizowałaby poruszanie się samochodem w mieście.

Jednak jest światełko w tunelu w całej sytuacji. Z informacji płynących z Ministerstwa Infrastruktury wynika, że uchwalone przepisy pozostawiają w takim samym kształcie kwestię parkowania na chodnikach. To efekt innej zmiany nomenklatury w ustawie – od 21 września chodnik będzie definiowany jako część drogi dla pieszych. To oznacza, że faktycznie parkować na chodniku nie można, lecz na drodze dla pieszych już tak – wyjaśnia Przemysław Gąsiorowski, ekspert autobaza.pl. Ta informacja zapewne nie pocieszy części mieszkańców miast, którzy często spotykają się z sytuacjami zastawienia swobodnego przejścia przez parkujące pojazdy – dodaje.

Biorąc pod uwagę komunikaty Ministerstwa Infrastruktury, wszystko wskazuje na to, że parkowanie na chodnikach pozostanie normą i nie będzie karane mandatem. Wciąż jednak warto pamiętać o prawidłowym pozostawieniu auta, aby nie narazić się na otrzymanie grzywny. Za niezastosowanie się do przepisów na kierowcę może zostać nałożony mandat w wysokości 100 zł wraz z jednym punktem karnym. Od 17 września, po aktualizacji taryfikatora, będą to już dwa punkty.

Warto przypomnieć, że od czerwca br. firmy ubezpieczeniowe mają wgląd do historii mandatów kierowców, nawet do dwóch lat wstecz. Dzięki temu przedsiębiorstwa te mogą ustalać wycenę ubezpieczenia OC w zależności od np. liczby punktów karnych na koncie właściciela samochodu. Zdecydowanie nie warto więc podwyższać sobie rocznej składki ze względu na niepoprawne parkowanie na chodniku.

VEHIS pozyskał 1,3 mld PLN na rozwój

VEHIS – spółka z portfela Enterprise Investors, będąca internetową platformą sprzedażową oferującą samochody wraz z finansowaniem, ubezpieczeniem i wsparciem serwisowym pozyskała kapitał dłużny w wysokości 1,3 mld PLN. Środków na rozwój dostarczą Spółce czołowe międzynarodowe instytucje finansowe – Santander Corporate & Investment Banking i Goldman Sachs Asset Management Private Credit.

VEHIS powstał ponad dwa lata temu dzięki inwestycji EI, najstarszej i jednej z największych firm private equity w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka wprowadziła na polski rynek nowatorski model biznesowy. Swoim klientom – konsumentom i przedsiębiorcom – zaoferowała samochody wszystkich dostępnych w kraju marek wraz z finansowaniem w formie leasingu, produktami ubezpieczeniowymi oraz wsparciem serwisowym. O przewadze konkurencyjnej VEHIS zadecydowały kompleksowość oferowanego produktu, dostęp do szerokiej bazy samochodów oraz szybkość decyzji dotyczących ich finansowania. Produkty VEHIS dostępne są za pośrednictwem rozwiniętej technologicznie internetowej platformy sprzedażowej, własnych sprzedawców i współpracujących partnerów. Pozyskany przez Spółkę kapitał na rozwój pozwoli, w pierwszym kroku, na sfinansowanie portfela ponad 12 tys. samochodów.

Pozyskane finansowanie jest pierwszym tego typu w Polsce. Opiera się na mechanizmie sekurytyzacji. Do tej pory podobne transakcje dotyczyły istniejących, zweryfikowanych portfeli i zazwyczaj przewidywały wsparcie zabezpieczające ze strony macierzystych organizacji. W przypadku VEHIS sekurytyzacja wierzytelności będzie następowała natychmiastowo po zawarciu umowy z leasingobiorcą. Takie rozwiązanie potwierdza wysoką jakość aktywów spółki.

„Pozyskane finansowanie pozwoli nam na istotne zwiększenie skali działalności. Zamierzamy dynamicznie rosnąć, sprzedawać jeszcze więcej naszych produktów związanych z finansowaniem samochodów, poszerzać gamę oferowanych przez nas usług, a naszym klientom dać pełen komfort posiadania samochodu bez zbędnych kłopotów. W przyszłości zamierzamy przeprowadzać kolejne sekurytyzacje.” – powiedział Grzegorz Tracz, prezes VEHIS.

Dariusz Prończuk, partner zarządzający w Enterprise Investors odpowiedzialny za inwestycję w spółkę dodał – „Bardzo się cieszę, że na tak trudnym i nieprzewidywalnym rynku udało się przekonać do sfinansowania dalszego rozwoju naszej Spółki dwie czołowe instytucje finansowe. Jest to wielki sukces Grzegorza Tracza i całego zespołu VEHIS. Podobnie jak nasi nowi partnerzy finansowi jestem przekonany co do dalszych perspektyw wzrostowych i do tego, że VEHIS wnosi na ten rynek nową jakość. Enterprise Investors będzie dalej aktywnie wspierał dynamiczny rozwój Spółki.”

Co druga firma traci na przerwanych łańcuchach dostaw

Zerwane łańcuchy dostaw dają się we znaki polskim przedsiębiorcom. Blisko połowa firm przyznaje, że to zjawisko wpłynęło negatywnie na prowadzoną przez nich działalność gospodarczą. W tej grupie co trzeci przedsiębiorca wskazuje na ograniczenie sprzedaży i tyle samo informuje o konieczności szukania nowych dostawców i zamienników. Najbardziej zaniepokojeni są przedstawiciele sektora transportowego, przemysłowego i handlowego. Niemal co 4. przedsiębiorca prognozuje pogorszenie swojej sytuacji finansowej.

Przedsiębiorcy jeszcze nie zdążyli ochłonąć po kryzysie gospodarczym wywołanym koronawirusem, a już musieli zmierzyć się ze skutkami wojny w Ukrainie. Wśród nich szczególnie uciążliwy wydaje się utrudniony dostęp do różnych towarów spowodowany zerwaniem globalnych łańcuchów dostaw – wynika z badania Skaner MŚP przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w trzecim kwartale 2022 r.

Badanie pokazuje, że przerwanie łańcuchów dostaw jest obecnie problemem dla blisko 47 proc. przedsiębiorców. W tej grupie co trzeci wskazuje na ograniczenie sprzedaży, konieczność szukania zamienników oraz nowych dostawców, a 31 proc. informuje o spadku zysku. – W perspektywie długoterminowej możemy spodziewać się tym samym jeszcze większych wzrostów kosztów produkcji, co bezpośrednio przełoży się na ceny towarów i usług. Inflacja zaś, sama w sobie, tylko przez nielicznych wskazywana jest jako negatywny skutek przerwania łańcucha dostaw – wskazuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Co druga firma traci na przerwanych łańcuchach dostaw 2
Źródło: badanie „Skaner MŚP” dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Co druga firma traci na przerwanych łańcuchach dostaw 2

Globalny łańcuch dostaw – Transport

Wśród firm MŚP to branża transportowa najdotkliwiej odczuła skutki wojny w Ukrainie. Wielu przedsiębiorców wycofało się z rynku rosyjskiego, tracąc klientów, a jednocześnie zostało zmuszonych do modyfikacji kierunków i sposobów dostaw. 45,2 proc. badanych podaje ograniczenia sprzedaży jako najdotkliwszy ze skutków przerwanych łańcuchów dostaw.

– Przez lata branża transportowa korzystała z dobrodziejstw globalnego łańcucha dostaw. Niestety prawdopodobieństwo pojawienia się utrudnień i zatorów płatniczych jest niezwykle wysokie w nieustannie zmieniającym się świecie. Wojna w Ukrainie tylko potwierdziła konieczność podjęcia nowych strategii i wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu dostaw. Nie jest to jednak łatwe, tym bardziej, że prawie 42 proc. badanych firm z sektora transportowego zanotowało niższe dochody – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wyraźnie wskazują na pogłębienie się problemów przedsiębiorstw przewozowych, szczególnie tych działających w transporcie lądowym pasażerskim i wodnym. W ciągu roku przybyło prawie 203 mln zł nowych nieopłaconych zobowiązań przedsiębiorstwom świadczącym usługi przewozu osób i około 52 mln w transporcie wodnym. Jakby tego było mało, ceny paliwa nadal utrzymują się na wysokim poziomie.

Przemysł szuka nowych dostawców

Po transporcie to przemysł jest kolejną branżą, która najbardziej boryka się z problemem zerwanych łańcuchów dostaw. W III kwartale 2022 r. aż 41 proc. badanych firm branży przemysłowej za najbardziej dotkliwe skutki wskazuje konieczność poszukiwania nowych dostawców. Do tej pory większość firm wybierała dostawcę ze względu na dostępność materiałów, a nie lokalizację, wiążąc się z jednym kontrahentem, z jednego regionu świata. Problematyczne okazały się również deficyty surowców, prawie 28 proc. badanych została zmuszona do szukania zamienników.

Niemal co 3. firma robi rezerwy i kupuje na zapas. Głównym powodem jest chęć zabezpieczenia się na przyszłość i zagwarantowania sobie materiałów do produkcji. Przedsiębiorcy obawiają się również kolejnych podwyżek cen surowców. Nie bez związku pozostaje tutaj temat ograniczeń i wysokich kosztów energii, bezpośrednio wpływających na rentowność firmy.

Na koniec lipca przeterminowane zobowiązania pozakredytowe i kredytowe firm z branży przemysłowej widoczne w BIG InfoMonitor oraz w BIK wyniosły przeszło 6,6 mld zł. Największy udział w przeterminowanym zadłużeniu mają producenci z branży spożywczej, ich długi wzrosły o ponad 69 mln zł i aktualnie wynoszą prawie 2 mld zł. Pogłębiają się też problemy z opóźnionymi płatnościami ze strony przemysłu papierniczego, w ciągu roku zaległości poszły w górę o prawie 76 mln zł i wynoszą 229 mln zł.

Zamienniki poszukiwane. Handel gromadzi zapasy

Zakłócenia w dostawach materiałów, dotykają nie tylko transport i przemysł, ale również branżę handlową. Ograniczenia w dostępności energii i produktów spożywczych coraz mocniej oddziałują na handlowców, a w konsekwencji na końcowych klientów, którzy będą zmuszeni zapłacić więcej za mniej. Jak wynika z badania Skaner MŚP, już teraz przedsiębiorcy szukają zamienników, problem ten dotyka 40 proc. badanych.

Na tle innych branż sektora MŚP, to przedsiębiorcy z handlu najczęściej informowali o konieczności zwalniania pracowników i przerwaniu ciągłości działania. Połowa firm negatywnie oceniła wpływ przerwania łańcucha dostaw na kondycję firmy, a prawie 28 proc. z nich z obawy przed nadchodzącą niepewną przyszłością zdecydowała się na robienie zapasów.

– Jest wiele obszarów, na które nie mamy wpływu, dlatego tym bardziej tam, gdzie możemy, powinniśmy zrobić wszystko, aby obniżyć ryzyko w łańcuchu dostaw. Robienie zapasów zmniejsza negatywne skutki dla prowadzonej działalności. Co ciekawe, handlowcy gromadzą rezerwy nie tylko ze względu na możliwe braki i podwyżki cen, ale też żeby zdobyć przewagę konkurencyjną i sprzedać z zyskiem – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor – Natomiast wszystkie branże co do zasady mierzą się aktualnie z deglobalizacją łańcucha dostaw, w tym koniecznością skrócenia ich, nawet w obliczu większych kosztów produkcyjnych w Europie – dodaje.

Choć suma zaległości całej branży handlowej nadal należy do najwyższych wśród wszystkich sektorów i wynosi ponad 8 mld zł, to w ciągu ostatniego roku spadła o przeszło 360 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK. Większość nieopłaconych w terminie rat kredytów i zobowiązań wobec kontrahentów przypada na handel hurtowy, jednak to w handlu detalicznym rosną zaległości i na blisko 2,7 mld zł długów prawie 59 mln zł przybyło tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Mało optymistyczne prognozy firm

Wielu przedsiębiorców jeszcze w II kwartale 2022 roku, prognozowało powrót do obrotów sprzed pandemii. Nie przewidzieli jednak, że sytuacja ulegnie tak drastycznemu pogorszeniu. Obecnie już niemal 1/3 firm zakłada pogorszenie kondycji finansowej i jest to zdecydowanie większy odsetek niż jeszcze rok temu (wzrost o ponad 16 pkt. proc.), wynika z badania Skaner MŚP zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Kto wyraża najmniej optymistyczne prognozy? Firmy transportowe i usługowe zdecydowanie częściej niż handel, budownictwo czy produkcja. I to niezależnie od reprezentowanego rozmiaru firmy: czy to mikro, czy średnia firma czy mała, tu obawy o cały trzeci kwartał są najbardziej wyraźne.

Grupa NN sprzedaje działalność emerytalną byłego MetLife w Polsce firmie Generali

Grupa NN ogłosiła dziś, że osiągnęła porozumienie z Generali w sprawie sprzedaży biznesu emerytalnego byłego MetLife w Polsce.

Działalność emerytalna jest częścią byłego MetLife w Polsce, który został przejęty przez Grupę NN w kwietniu 2022 roku. Biznes ten zarządza aktywami o wartości około 2,4 mld EUR.

Decyzja o sprzedaży części emerytalnej została podjęta na podstawie przeglądu opcji strategicznych Grupy NN dla biznesu emerytalnego MetLife w Polsce. Transakcja nie ma wpływu na obecny biznes emerytalny Nationale-Nederlanden w Polsce, który pozostaje liderem na polskim rynku emerytalnym.

Oczekuje się, że transakcja będzie miała niematerialny wpływ na generowanie kapitału operacyjnego i wynik finansowy brutto.

Transakcja podlega zwyczajowym warunkom zamknięcia i oczekuje się, że zostanie ostatecznie sfinalizowana w pierwszym kwartale 2023 r.

Czy dzisiejszy CPI może zmienić nastawienie Fed-u?

Dziś uwaga inwestorów będzie głównie skupiona na odczycie inflacyjnym z USA. Jest to ostatnia ważna publikacja danych ekonomicznych, która może wpłynąć na decyzję Fed w przyszłym tygodniu.

Aktualnie jesteśmy w okresie „blackout”, kiedy przedstawiciele Fed nie wypowiadają się już publicznie na temat polityki pieniężnej. Bankierzy centralni nie będą zatem komentować napływających danych. Przypomnijmy, że w przyszłym tygodniu Fed zdecyduje po raz kolejny o poziomie stóp procentowych. Posiedzenie zaplanowane jest na 20-21 września a konferencja prasowa Powella tradycyjnie wypadnie w środę o 20:30 czasu polskiego.

W przypadku dzisiejszych danych CPI potrzebna byłaby duża niespodzianka, żeby rynek zmienił swoje oczekiwania co do najbliższej decyzji Fed-u. Obecnie krok w kierunku podwyżki stóp o 75 pb został wyceniony w ponad 90%. Ani prezes Fed Jay Powell, ani jego współpracownicy w żaden sposób nie próbowali wpłynąć na te oczekiwania rynkowe w swoich wystąpieniach w ubiegłym tygodniu, a raczej zasygnalizowali swoje poparcie dla kolejnego, zdecydowanego ruchu. Oznacza to, że podwyżka kosztu pieniądza o 75 pb jest niemalże pewna. Nawet jeśli oznaki osłabienia inflacji w USA będą się utrzymywać, Fed nie może ryzykować, że pojawią się wątpliwości co do jego determinacji w walce z wysoką dynamika wzrostu ceną. A ta determinacja była i jest nadal podstawą siły dolara.

Choć o dalszą aprecjację USD może nie być aż tak łatwo. Większość przyszłych decyzji Fed-u została w dużej mierze wyceniona i raczej nie dojdzie do jastrzębiej niespodzianki, która mogłaby dać kolejne paliwo USD do dalszej aprecjacji. W ostatnim czasie poprawa nastrojów na rynkach finansowych spowodowała dodatkowo presję spadkową na dolarze, co wywindowało EUR/USD do poziomu bliskiego 1,02.

Dzisiejszy oczekiwany niższy odczyt CPI to zasługa prawdopodobnie lekkich spadków cen energii. Wskaźnik bazowy ma urosnąć do 6,1 proc. (wg konsensusu Bloomberga), dlatego też dzisiejsze publikacje nie powinny też spowodować, że rynek zacznie wyceniać zmianę kursu polityki Rezerwy Federalnej.

Wracając do EUR/USD widać, że notowania przełamały średnioterminową bandę kanału trendu spadkowego. W teorii otrzymaliśmy sygnał kupna. Na ten moment nie widać zbyt wielu argumentów za kupnem euro (pomimo jastrzębiego EBC), choć odreagowanie w krótkim terminie może być kontynuowane do poziomu 1,0350.

Łukasz Zembik (OANDA TMS Brokers)

Większość programistów(-ek) zarobione pieniądze inwestuje w siebie, ⅓ z nich nie posiada samochodu, a ponad połowa wakacje spędza w domu

Dziś – 13 września – obchodzimy Dzień Programisty(-ki). Z tej okazji No Fluff Jobs portal z ofertami pracy dla IT przygotował raport „Devs off-duty. What they’re up after clocking off”. W badaniu zapytano programistów i programistki z Polski, Węgier, Czech, Słowacji i Ukrainy, o to, czym zajmują się po godzinach i jak spędzają wolny czas. Jak się okazało, programiści w wolnych chwilach najczęściej oglądają filmy i seriale, chodzą na siłownię, a wakacje spędzają w domu. Co ciekawe, blisko 40 proc. ankietowanych chciałoby wyjeżdżać na workation (łączenie pracy z wakacjami), jednak nie mają takiej możliwości. Zarobione pieniądze inwestują w siebie – tak odpowiedziało 69 proc., a 33 proc. badanych nie posiada samochodu. 

Programiści(-stki) z pięciu krajów zostali zapytani o to, jakie jest ich hobby. Oglądanie filmów i seriali znalazło się na pierwszym miejscu – 65 proc. badanych wskazało taką aktywność. Jednak programiści(-stki), wbrew utartym przekonaniom, nie spędzają czasu jedynie przed ekranem komputera czy telewizora. 57 proc. ankietowanych wskazało, że uprawia sport, 56 proc. spędza czas z przyjaciółmi i rodziną, a 39 proc. czas poza pracą poświęca na samorozwój. Jednocześnie 54 proc. wskazało, że wolne chwile poświęca na przeglądanie telefonu, a 53 proc. – granie w gry na komputerze lub telefonie.

Dzień Programistów(-ek) to świetna okazja, by lepiej poznać bohaterów i bohaterki codzienności – osoby, które stoją za przybliżaniem nam świata technologii. Z okazji ich święta przeprowadziliśmy badanie wśród devów z rynków Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Węgry, Czechy, Słowacja, Ukraina). Chcieliśmy nie tylko zajrzeć za kulisy prywatnego życia programisty(-ki), ale przy okazji obalić kilka stereotypów. Kodujący i kodujące po godzinach bardzo aktywnie wykorzystują czas wolny – uprawiają sport, spędzają chwile z rodziną i chętnie stawiają na samorozwój. Co jeszcze robią, gdy zamkną służbowy komputer? W co inwestują pieniądze? Jak spędzają wakacje? Wolą Stars Wars czy Star Treka? Tego dowiesz się z najnowszego raportu No Fluff Jobskomentuje Tomasz Bujok, CEO w No Fluff Jobs.

Ponad połowa programistów(-ek) uprawia sport, a najchętniej wybiera siłownię

Najchętniej wybieraną formą aktywności przez programistów(-ki) jest siłownia, tak odpowiedziała połowa ankietowanych. Zaraz za klubami sportowymi znalazła się jazda na rowerze (45 proc.), bieganie (35 proc.) oraz pływanie (22 proc.). Aż 41 proc. badanych zadeklarowało przy tym, że w tygodniu poświęca od 3 do 4 godzin na uprawianie sportu, a 23 proc. że aktywnie spędza 5 do 6 godzin. Od 1 do 2 godzin na ćwiczenia poświęca 18 proc. programistów, od 7 do 8 godzin 9 proc., a mniej niż godzinę tygodniowo zaledwie 3 proc.. Natomiast powyżej 8 godzin w tygodniu na sport poświęca 6 proc. badanych.

Ponad 70 proc. badanych przegląda YouTube. Na ostatnim miejscu Snapchat

Dla 54 proc. ankietowanych przeglądanie telefonu to forma spędzania wolnego czasu. Firma No Fluff Jobs zapytała więc, z jakich aplikacji badani korzystają najczęściej. wycięzcą jest YouTube (71 proc.), za nim Facebook (47 proc.) oraz Instagram (35 proc.). Kolejne wybory programistów(-ek) to: LinkedIn (34 proc.), Reddit (20 proc.), Twitter (14 proc.) i TikTok (10 proc.). Na samym końcu listy znalazł się Telegram (9 proc.) oraz Snapchat (2 proc.).

Blisko ¼ programistów(-ek) na granie w gry przeznacza od 1 do 2 godzin w tygodniu

Dokładnie 24 proc. ankietowanych powiedziało, że na gry poświęca od 1 do 2 godzin w tygodniu, 22 proc. osób na tę czynność przeznacza od 3 do 4 godzin, a 20 proc. mniej niż godzinę tygodniowo. Rekordziści grają od 5 do 6 godzin i jest ich 14 proc., od 7 do 8 godzin spędza przed grami 11 proc. badanych, a 9 proc. zadeklarowało, że gra więcej niż 8 godzin tygodniowo.

Ponad połowa badanych wakacje spędza w domu, a 20 proc. jeździ na workation

Jak się okazuje, 53 proc. programistów(-ek), którzy wzięli udział w badaniu No Fluff Jobs, wakacje spędza, relaksując się w domu, a 31 proc. zwiedza lokalnie. Dla 29 proc. badanych najlepszym kierunkiem na urlop są góry, dla 20 proc. plaże, a dla 17 proc. wieś. Z aktywnego wypoczynku za granicą korzysta 41 proc. ankietowanych, a 16 proc. badanych wybiera All-inclusive poza krajem.

Jednocześnie 20 proc. badanych jeździ na workation (to forma łączenia pracy z wakacjami, nazwa pochodzi od słów work – praca i vacation – wakacje, osoby decydujące się na taki model, wykonują swoje obowiązki służbowe zdalnie, z zagranicy) a 38 proc. powiedziało, że chciałoby, jednak niestety nie ma takiej możliwości. Natomiast 42 proc. ankietowanych jasno określiło, że nie interesuje ich taka forma podróżowania.

Blisko 70 proc. programistów(-ek) zarobione pieniądze inwestuje w siebie

Jak wynika z badania, 69 proc. badanych zarobione pieniądze inwestuje w siebie, 56 proc. oszczędza, a 39 proc. lokuje w nieruchomościach. Co trzeci(a) ankietowany(-a) gra na giełdzie, a 15 proc. zajmuje się kryptowalutami. Co ciekawe, 15 proc. ankietowanych odpowiedziało, że inwestuje w pomaganie innym, wspomagając organizacje charytatywne, czy lokalne inicjatywy.

Co trzeci(a) badany(-a) nie posiada samochodu, a po mieście porusza się na piechotę

Aż 33 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nie posiada samochodu, a 62 proc. powiedziało, że po mieście najchętniej porusza się na piechotę. Ponad połowa (52 proc.) wybiera transport publiczny, 33 proc. wsiada na rower, a 7 proc. na hulajnogę. Taksówkami jeździ 9 proc. badanych, a 53 proc. samochodem.

O badaniu:

Badanie przeprowadzono metodą CAWI na próbie 797 programistów i programistek z Polski, Węgier, Czech, Słowacji i Ukrainy. Ankieta została przeprowadzona między 14 lipca a 31 sierpnia 2022 roku.

Aria Fund wychodzi z inwestycji w SDA

ARIA Fund sprzedaje część swoich udziałów w polskiej spółce z sektora EdTech, osiągając IRR na poziomie 35,5%. Wyjście z inwestycji w Software Developement Academy związane jest z połączeniem spółki z jej największym europejskim konkurentem, Codecool.

Deficyt programistów w Polsce wynosi ok. 50 tys. wakatów, natomiast Komisja Europejska szacuje, że w całej Europie brakuje ich ok. 600 tys. Software Developement Academy to jedna z największych europejskich firm zajmujących się szkoleniem programistów na potrzeby ciągle rosnącego sektora IT. W 2019 roku, w ramach ticketu od 1 do 5 mln euro, w SDA zainwestował ARIA Fund, polski fundusz Private Equity.

Teraz, przy okazji połączenia Software Developement Academy z jej największym europejskim konkurentem, węgierską firmą Codecool, ARIA Fund wychodzi z inwestycji. Fundusz sprzedaje część swoich udziałów, uzyskując wewnętrzną stopę zwrotu na poziomie 35,5%, a zysk z każdej zainwestowanej złotówki to 134%. Natomiast pozostałą cześć udziałów, fundusz zamienia na udziały w nowopowstałej, z połączenia obu podmiotów, firmie. Na czele nowej spółki, stanie Michał Mysiak, CEO i założyciel Software Developement Academy. Fuzja stworzyła największy w Europie Środkowej podmiot oferujący szkolenia w zakresie IT, zapewniając amerykańskim i europejskim firmom nową pulę specjalistów.

Programowanie to jeden z wiodących trendów, zidentyfikowanych przez zespół specjalistów ARIA Fund. Trendy te, stanowią naszą tezę inwestycyjną. W przypadku inwestycji w Software Developement Academy, 100% realizacja celów inwestycyjnych i uzyskanie IRR na poziomie 35,5%, utwierdza nas o słuszności tej tezy – mówi Dariusz Lewandowski, założyciel ARIA Fund.Połączenie Software Developement Academy i Codecool, zbuduje ogólnoeuropejski podmiot o wartości kilkudziesięciu milionów euro. Oczekujemy, że w kolejnym etapie, nasi inwestorzy osiągną podobną stopę zwrotu z inwestycji. Cieszy mnie, że na czele połączonych podmiotów stanie Michał Mysiak, którego zdolności przywódcze są jednym z kluczowych składowych sukcesu jego przedsiębiorstwa – dodaje Lewandowski.

Software Developement Academy działa na rynku od 2014 roku, od tego czasu przeszkoliła ponad 15 tysięcy osób z 11 krajów. Początkowo działalność spółki koncentrowała się na organizacji stacjonarnych kursów oraz campów programistycznych. Wraz z nadejściem pandemii Covid-19 i spowodowanych nią ograniczeniami, SDA zmieniła model biznesowy i wprowadziła zajęcia w formule online. W ciągu ostatnich kilku kwartałów spółka intensywnie rozwijała kanał zdalnego nauczania, co pozytywnie przełożyło się na jej kondycję finansową i solidną dynamikę wzrostu biznesu – w latach 2018-2021 było to prawie 60% CAGR. Zaktualizowana wizja rozwoju, okazała się słuszną drogą, prowadzącą do połączenia z węgierską firmą oferującą podobne usługi. Węgierska firma Codecool, działająca od 7 lat na europejskim rynku, na swoim koncie ma ponad 2 000 absolwentów, pochodzących z Polski, Węgier, Austrii oraz Rumuni.

Dzięki połączeniu obu firm, rynek usług IT zyska łatwiejszy dostęp do nowych pracowników, co przełoży się na zmniejszenie ogólnoeuropejskiego deficytu programistów. Połączona firma będzie obecna w 8 krajach (Polska, Węgry, Rumunia, Austria, Słowacja, Czechy, Estonia i Albania) i rocznie przeszkoli 15-20 tys. osób oraz blisko 400 globalnych i lokalnych marek z regionu Europy Środkowej, na czele ze swoimi kluczowymi partnerami, w tym Accenture, Microsoft, Motorola, Morgan Stanley, Ericsson i Vodafone.

Dzięki fuzji, portfel inwestycyjny ARIA Fund wzbogaci się o kolejny silny podmiot z rynku usług IT. Firma nie wyklucza dalszych inwestycji w nowopowstałą, z fuzji Software Developement Academy i Codecool, spółkę.

Answear.com ze wzrostem sprzedaży o ponad 39 proc. rdr. i ponad 20 mln zł EBITDA w I poł. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty dekoracyjne do wnętrz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej podsumowuje I półrocze 2022 r. Spółka osiągnęła przychody w wysokości blisko 376 mln zł co oznacza wzrost o 39 proc. rdr. Mimo wymagającego otoczenia rynkowego solidnie prezentuje się również rentowność Answear.com, skorygowana EBITDA wyniosła prawie 24 mln zł, co oznacza wzrost o ok. 16 proc. rdr.  

Cieszymy się z osiągniętych wyników w I półroczu 2022 r. Z jednej strony utrzymujemy dynamiczne wzrosty, z drugiej znacznie poprawiliśmy rentowność względem ostatniego kwartału oraz zeszłego roku. Pokazuje to, że mimo trudnego otoczenia rynkowego nasz biznes ma się dobrze i jest w stanie poprawiać wyniki. To oczywiście zasługa stale wzbogacanej oferty produktowej, silnej pozycji rynkowej, a także mocnej dywersyfikacji geograficznej oraz odpowiedniego dotarcia do naszych klientów – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Wyniki w samym II kw. 2022 r. nie były obciążone żadnymi jednorazowymi wydarzeniami i kosztami, jak w przypadku I kw. 2022 r., a w sprzedaży dominowała nowa kolekcja wiosna-lato’22, co miało istotny wpływ na poprawę rentowności Spółki. Dodatkowo pozytywny wpływ na wynik EBITDA miała poprawa kluczowych KPI biznesu oraz rozwodnienie kosztów stałych, które wynika bezpośrednio z dynamicznego przyrostu sprzedaży.

Answear.com rośnie dynamicznie na rynkach zagranicznych. W I półroczu 2022 r. sprzedaż na rynkach UE poza Polską wzrosła rdr. o ponad 56 proc. W tym okresie Spółka uruchomiła sprzedaż w nowym kraju – Słowenii. Poprawiła się również sytuacja na rynku ukraińskim. Przychody na tym rynku spadły zaledwie o 4,4 proc. rdr. mimo braku prowadzonej sprzedaży przez okres ponad 2 miesięcy w I półroczu br.

– Sytuacja na rynku ukraińskim wraca do normalności. Poziom sprzedaży w I półroczu br. jest bliski tego sprzed roku, gdzie o wojnie jeszcze nikt nie słyszał. Warto wspomnieć, iż regularną sprzedaż uruchomiliśmy dopiero w maju br. Pozwala nam to optymistycznie patrzeć w przyszłość i liczyć na odbudowanie tego rynku – dodaje Krzysztof Bajołek.

Warto podkreślić, iż w II kw. br. Spółka zwiększyła możliwości rozwoju poprzez finansowanie bankowe. mBank przedłużył oraz powiększył linię na finansowanie bieżącej działalności z 44 mln zł do 80 mln zł. Dodatkowo Answear.com zwiększył limit kredytowy w PKO BP z 33 mln zł do 53 mln zł oraz zawarł umowy na faktoring odwrotny z PKO BP Faktoring na 15 mln zł oraz – w ostatnich dniach – z Santander Factoring do kwoty 10 mln zł.

W naszej branży sprawne zarządzanie cash flow oraz kapitałem obrotowym jest kluczowe. Dodatkowo jesteśmy spółką wzrostową, która ma określoną wizję i strategię rozwoju. Oczywiście taka działalność wymaga odpowiedniego zabezpieczenia finansowaniem. Ciesze się, że udało nam się wynegocjować zwiększenie limitów i zdolności kredytowej Spółki. To potwierdza, że banki dobrze postrzegają nasz biznes oraz obraną przez nas strategię rozwoju – dodaje Jacek Dziaduś, dyrektor finansowy Answear.com.

W kwietniu br. Answear.com przedłużył również umowę najmu magazynu centralnego w Kokotowie pod Krakowem. W ramach nowej umowy okres najmu został przedłużony o 8 lat względem pierwotnej umowy. Oznacza to, że umowa najmu będzie obowiązywała do 13 lipca 2037 r.

Magazyn centralny stanowi serce naszego biznesu. Przedłużenie umowy najmu to dla nas bardzo ważny krok na drodze do rozwijania efektywnego i optymalnego kosztowo modelu operacyjnego Spółki. Dzięki naszej sprawności działania jesteśmy w stanie zaoferować najszybszą wysyłkę w regionie CEE. Dodatkowo zakładamy dalszą ekspansję zagraniczną w kolejnych latach, co naturalnie będzie się wiązało z poszukiwaniem lokalizacji dla jeszcze jednego magazynu, który będzie mógł sprawnie obsługiwać południowe rynki – kończy Krzysztof Bajołek.

Perspektyw Zatrudnienia Q4 2022

24% polskich firm chce od października do grudnia zatrudniać nowych pracowników, ale o redukcji etatów mówi tyle samo przedsiębiorstw – to dane z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na ostatni kwartał tego roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na czwarty kwartał 2022 roku to +1%, co jest zapowiedzią ochłodzenia i stabiizacji na rynku pracy. Wzrost zatrudnienia przewidywany jest jedynie w 5 z 10 badanych sektorów. O największych potrzebach kadrowych mówią firmy z branży bankowości i finansów oraz IT, technologii, telekomunikacji, komunikacji i mediów. Redukcje etatów planują pracodawcy z kolejnych 5 branż, z najmniej optymistycznymi nastrojami rekrutacyjnymi w produkcji podstawowej, budownictwie i produkcji przemysłowej. Więcej w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od października do końca grudnia. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał wynosi +1%. To wynik niższy o 9 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na trzeci kwartał tego roku. O planach zatrudnienia nowych pracowników mówi tyle samo badanych przedsiębiorstw, co prognozujących redukcję etatów, czyli 24%. Niemal połowa firm (48%) chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie, a jedynie 4% nie zna planów zatrudnienia na nadchodzący czas.plany dotyczące zatrudnienia 2022plany dotyczące zatrudnienia 2022 województwa

Niewiele branż z optymizmem rekrutacyjnym

Analizując dane dla dziesięciu sektorów rynku stosunkowo łatwo o nową pracę będzie w branży finansów i bankowości oraz IT, technologii, telekomunikacji, komunikacji i mediów – w obydwu tych sektorach prognoza netto zatrudnienia to +6%. Pozytywne nastroje rekrutacyjne wskazują też pracodawcy reprezentujący pozostałe usługi (+15%). Niewielki wzrost na poziomie +1% prognozuje także obszar sprzedaży hurtowej i detalicznej, a także edukacji, zdrowia i administracji publicznej. Na drugim biegunie znajdują się pracodawcy prognozujący zmniejszenie liczby miejsc pracy. Znacznych redukcji możemy oczekiwać w sektorze produkcji podstawowej, gdzie prognoza wynosi -9%. Zwolnienia prognozują także przedstawiciele budownictwa (-7%) oraz produkcji przemysłowej (-5%). To szczególnie duża zmiana dla dwóch ostatnich sektorów, bowiem prognozy netto zatrudnienia na trzeci kwartał 2022 roku były dla nich optymistyczne i wynosiły +17% dla budownictwa i +29% dla produkcji przemysłowej.

– Najbliższe trzy miesiące będą okresem stabilizacji na rynku pracy i ochłodzenia nastrojów rekrutacyjnych firm. Patrząc jednak na prognozy zatrudnienia polskich pracodawców na ostatni kwartał powinniśmy myśleć o sytuacji, która towarzyszyła nam na rynku pracy od lipca do września. To właśnie ten okres był punktem odniesienia dla firm pytanych o plany zatrudnienia. W tym czasie odnotowywaliśmy w Polsce bardzo niski poziom bezrobocia, przy silnych potrzebach kadrowych i rekordowo wysokim niedoborze talentów. Mówiąc zatem o stabilizacji czy stagnacji, którą przewidują polskie przedsiębiorstwa, sytuacja na rynku pracy w końcówce roku nie powinna się diametralnie pogorszyć. To, czego możemy być pewni, to znaczna powściągliwość w podejmowaniu decyzji o dużych wzrostach zatrudnienia, jednak z drugiej strony firmy będą chciały zatrzymać wykwalifikowanych pracowników, których najtrudniej jest pozyskać na rynku. Każda decyzja o redukcji etatów będzie podejmowana ostrożnie. Pandemia bowiem pokazała, że pracownicy nie chcą już wracać do pracodawców i branż, którzy zdecydowali się na cięcia etatów. Możemy również oczekiwać większego oporu w uleganiu presji płacowej kandydatów i pracowników a także ponownego przeanalizowania planów firm związanych z podwyżkami pracowników – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

W południowo-zachodniej Polsce najsilniejsza rywalizacja o kadry

Biorąc pod uwagę dane dla regionów to z raportu ManpowerGroup wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy zlokalizowane w południowo-zachodniej części kraju (+11%), rekrutacje przewidują też organizacje w Polsce centralnej (+4%) oraz północnej (+2%). Natomiast pracodawcy zlokalizowani we wschodniej części kraju nie przewidują w najbliższym kwartale zmian w zatrudnieniu (0). Redukcje etatów deklarują firmy z regionu południa (-5%) oraz północnego-zachodu (-3%).

Mikroprzedsiębiorstwa z najmniejszym optymizmem, średnie firmy chcą wzmacniać zespoły

Najmniej optymistyczne plany rekrutacyjne wskazują mikroprzedsiębiorstwa (do 10 zatrudnionych osób), które zapowiadają redukcje etatów (-21%). Mało optymistycznie na ostatnie miesiące 2022 roku patrzą także małe organizacje (10-49 pracowników), z prognozą netto zatrudnienia -2%. O mniejszych potrzebach rekrutacyjnych mówią też duże przedsiębiorstwa (ponad 250), które prognozują +2% netto zatrudnienia. Swoje zespoły w największym stopniu chcą wzmacniać średnie firmy (50-249), wskazujące prognozę na poziomie +8%.

– W ostatnim czasie rzeczywistość zaskakuje nas szybkimi i nieprzewidywalnymi zmianami. Rosnąca inflacja, kolejne podwyżki stóp procentowych, rosnące ceny energii i gazu, a także niepewny dalszy rozwój konfliktu w Ukrainie sprawiają, że coraz trudniej jest przewidzieć warunki do prowadzenia biznesu. Nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli wiele firm zdecyduje się na przeczekanie obecnej sytuacji, bez ponoszenia dodatkowych kosztów na przykład na nowe inwestycje. Nastrój firm związany z prowadzeniem biznesu w najbliższych miesiącach można zatem określić jednym hasłem „niepewność” – podsumowuje Tomasz Walenczak.

O badaniu:

„Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” to kwartalne badanie, które ma na celu zmierzenie intencji pracodawców związanych ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Raport wydawany jest globalnie od 60 lat, w Polsce od 14 lat, pozostając jedną z najbardziej wiarygodnych analiz prognostycznych rynku pracy na świecie. To badanie o największym światowym zasięgu, a pracodawcy nie pochodzą z bazy klientów ManpowerGroup. Najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” analizuje plany rekrutacyjne pracodawców na IV kwartał 2022 roku. Przedstawia prognozy zatrudnienia firm dla 10 sektorów rynku, 6 regionów Polski i 4 wielkości organizacji. Badanie dla IV kwartału zostało przeprowadzone od 1 do 31 lipca, na reprezentatywnej próbie 509 polskich pracodawców. Globalnie wzięło w nim udział ponad 40 600 firm.

5 firm technologicznych tracących pieniądze w 2022 r.

Rok 2022 nie był specjalnie udany dla wielu firm, które funkcjonują na rynku. Co prawda znalazło się również sporo przedsiębiorstw, które odnotowały wzrosty przychodów, ale w tym tekście skupimy się na biznesach technologicznych tracących pieniądze. Więcej informacji na temat technologii znajdziecie na stronie https://radartechnologiczny.pl. Sprawdźmy, które firmy straciły do tej pory najwięcej.

Coinbase: spadek o 71,72% w 2022 r.

Największa amerykańska giełda kryptowalut odnotowała ogromny spadek wartości rynkowej w 2022 roku. 10 maja Coinbase zaliczył stratę w pierwszym kwartale i 27% niższe przychody niż rok temu, wbrew prognozom z Wall Street. Następnie akcje Coinbase spadły o ponad 25%, osiągając najniższy poziom w historii. Akcje firmy straciły ponad połowę swojej wartości tylko na przestrzeni tygodnia – z $130,15 w dniu 4 maja do $53,72 w dniu 11 maja. Co więcej, majątek założyciela firmy, Briana Armstronga, spadł z wartości 13,7 miliarda dolarów w listopadzie 2021 r. do około 8 miliardów dolarów w marcu.

Snap: spadek o 68,21% w 2022 r.

23 maja dyrektor generalny Snap (firmy odpowiedzialnej za stworzenie aplikacji Snapchat), Evan Spiegel, ostrzegł, że „otoczenie makroekonomiczne pogorszyło się szybciej”, niż przewidywał w swoich prognozach zysków z 21 kwietnia. W swoim ogłoszeniu Snap oznajmił, że przychody prawdopodobnie spadną „poniżej dolnej granicy” zakresu prognoz w drugim kwartale 2022 r., kończącym się w czerwcu.

Prognozy okazały się prawdziwe znacznie szybciej, niż spodziewała się tego firma. Następnego dnia akcje Snapa spadły o 43%, co jest ich największym spadkiem w ciągu dnia w historii. Wyprzedaż zmniejszyła wartość rynkową o prawie 16 miliardów dolarów i pociągnęła w dół największych konkurentów Snapa, w tym między innymi Twitter czy Pinterest. Żeby tego było mało, akcje mediów społecznościowych straciły tego dnia ponad 135 miliardów dolarów na wartości rynkowej.

Netflix: spadek o 67,96% w 2022 r.

Kolejną pozycję na naszym rankingu okupuje Netflix. Jego akcje spadły o 39% 20 kwietnia po tym, jak odnotował gwałtowny spadek bazy subskrybentów. Akcje spadły o 64% do ​​poziomu $212,51, co czyni je najgorszymi akcjami na indeksach giełdowych S&P500 i Nasdaq w tym roku. Usługa przesyłania strumieniowego dodatkowo zaszokowała świat, ogłaszając, że straciła 200 000 klientów w pierwszym kwartale. To pierwsze takie zdarzenie od 2011 roku. Co więcej, Netflix przewiduje również, że w kolejnym kwartale straci nawet dwa miliony klientów.

Sea Ltd: spadek o 64,38% w 2022 r.

Firma zajmuje się tworzeniem i wydawaniem gier. 16 lutego straciła ponad 16 miliardów dolarów na wartości po tym, jak jej akcje spadły o 18%. Wpływ na to miały doniesienia, że Indie nagle zbanowały jej najpopularniejszy tytuł gier mobilnych, Garena Free Fire, wraz z 53 innymi aplikacjami powiązanymi z Chinami. Indie zakazały setek chińskich aplikacji w ciągu ostatnich dwóch lat, ale wyłączenie aplikacji Sea zaskoczyło wszystkich, w tym samą firmę. Co prawda 18 maja akcje Sea wzrosły o 14% po tym, jak przychody z pierwszego kwartału przekroczyły oczekiwania analityków, ale w tym roku kurs akcji nadal wykazał spadek o ponad 64%.

Meta: spadek o 43,4% w 2022 r.

Na koniec została nam jeszcze firma macierzysta Facebooka, czyli Meta Platforms. Jej akcje spadły o ponad 25% 3 lutego. Było to największym jednodniowym spadkiem wartości rynkowej dla amerykańskiej firmy. Wpływ na takie zdarzenie miało opublikowanie ponurych prognoz przez samą firmę, obwiniających zmiany prywatności Apple i zwiększoną konkurencję. Ogromny spadek, wymazujący ponad 200 miliardów dolarów z kapitalizacji rynkowej Meta i około 29 miliardów dolarów z majątku samego Marka Zuckerberga, znacząco obniżył indeks giełdowy Nasdaq Composite firmy.

Elektroniczna ewidencja czasu pracy – co warto wiedzieć?

Ewidencja czasu pracy jest niezbędnym elementem dokumentacji pracowniczej. Prowadzi się ją po to, żeby w prawidłowy sposób ustalić wynagrodzenie pracowników oraz inne świadczenia związane z pracą. Obejmuje szereg dokumentów i informacji, m.in. informacje o godzinach rozpoczęcia i zakończenia pracy, informacje o liczbie przepracowanych godzin, o nadgodzinach, o pracy w porze nocnej, a także dokumenty związane ze stosowaniem zadaniowego systemu czasu pracy. Szczegółowy wykaz dokumentów, które należy przechowywać w celu ewidencjonowania czasu pracy, znajdziesz w przepisach prawa. Weź pod uwagę, że obowiązek prowadzenia ewidencji czasu pracy dotyczy nie tylko obecnych zatrudnionych, ale również byłych pracowników. Od 2019 roku obowiązują przepisy, w myśl których dokumentację pracowniczą trzeba przetrzymywać przez okres 10 lat od ustania stosunku pracy (rozwiązania umowy o pracę).

Prowadzenie ewidencji czasu pracy to obowiązek każdego pracodawcy. Nie ma przy tym znaczenia rozmiar przedsiębiorstwa – zarówno firma zatrudniająca kilka osób, jaki i duża korporacja, posiadająca oddziały w wielu lokalizacjach, musi rejestrować czas pracy pracowników. W przypadku niedopełnienia obowiązku grozi kara grzywny nawet do 30 000 złotych! Nieprowadzenie ewidencji, podobnie zresztą jak jej fałszowanie, uznaje się za wykroczenie przeciwko prawom pracownika i jako takie jest surowo karane przez polskiego prawodawcę.

W jaki sposób prowadzić i przechowywać ewidencję? Ważne, żeby dokumentacja każdej zatrudnionej osoby była przechowywana osobno. Dodatkowo, ewidencję czasu pracy należy prowadzić oddzielnie od akt osobowych osób pracowników. Zgodnie z przepisami dopuszczalne są dwie formy ewidencjonowana czasu pracy – elektroniczna oraz papierowa, przy czym wybór postaci zależy wyłącznie od preferencji pracodawcy.

Zalety elektronicznej ewidencji czasu pracy

Wraz z rozwojem nowoczesnych technologii oraz oprogramowania wspierającego zarządzanie przedsiębiorstwem, powstały aplikacje umożliwiające rejestrowanie czasu pracy pracowników w łatwy i szybki sposób. Ze względu na szereg korzyści, płynących ze stosowania elektronicznego systemu ewidencjonowania, coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na prowadzenie e-ewidencji. Korzystanie z czytników kart czy foto-rejestratorów, zapisujących godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy, jest dokładniejszym i prostszym rozwiązaniem, niż prowadzenie papierowej listy obecności. Rejestratory czasu pracy mają również tę zaletę w stosunku do tradycyjnej, papierowej formy ewidencjonowania, że pozwalają na zmniejszenie ryzyka błędów w obliczeniach oraz upraszczają przechowywanie dokumentacji i zwiększają jej bezpieczeństwo. Korzystając z elektronicznej ewidencji nie musisz zastanawiać się, które pomieszczenie wygospodarować na archiwum, ponieważ nie ma potrzeby przetrzymywania stosów segregatorów i teczek z dokumentacją każdego z pracowników.  W przypadku prowadzenia ewidencji czasu pracy w formie elektronicznej łatwiej również przestrzegać wymogów prowadzenia i archiwizowania dokumentacji w sposób gwarantujący zachowanie poufności, integralności, kompletności oraz dostępności, w warunkach niegrożących uszkodzeniem lub zniszczeniem.

Co więcej, oprogramowanie do rejestrowania czasu pracy ułatwi realizację zadań działku kadr. Przykładowo, nie trzeba będzie wyliczać wynagrodzenia każdego z pracowników, ani ustalać liczby godzin przepracowanych w danym miesiącu, ponieważ program zrobi to sam! Dzięki temu wiele procesów kadrowych w Twojej firmie zostanie zautomatyzowanych.

Rejestratory czasu pracy ułatwiają ewidencjonowanie nie tylko czasu pracy osób zatrudnionych w biurach, ale również tych wykonujących swoje obowiązki w terenie. Rejestratorem czasu pracy, dedykowanym pracownikom mobilnym, jest aplikacja Moniti, której funkcjonalność pozwala m.in. na śledzenie trasy przejazdu pracowników, zobaczenie miejsc i czasu postojów czy na ustalenie punktu końcowego trasy.

Prowadzenie ewidencji czasu pracy w formie elektronicznej stopniowo wypiera postać papierową. Trudno się temu dziwić – e-rejestracja czasu pracy jest po prostu łatwiejsza, wygodniejsza i prostsza. Podjęcie decyzji o prowadzeniu dokumentacji pracowniczej w formie elektronicznej z dużym prawdopodobieństwem wpłynie na wzrost efektywności działań zarówno samych zatrudnionych, jak i całej firmy.

Promocje deweloperskie – na co mogą obecnie liczyć kupujący?

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

We wszystkich miastach, w jakich Develia realizuje swoje inwestycje, staramy się utrzymywać ofertę dla wszystkich grup klientów, niezależnie od zasobności portfela. Pomimo wysokiej inflacji zapewniamy stałe ceny – w umowach nie stosujemy klauzul waloryzacyjnych. W przypadku niektórych inwestycji proponujemy nabywcom harmonogram płatności w proporcji 20/80, gdzie główna rata wymagana jest dopiero po zakończeniu budowy, tuż przed samym wydaniem lokalu. W wybranych projektach przygotowaliśmy także pewną pulę mieszkań, w których oferujemy atrakcyjne rabaty cenowe.

Anna Skotnicka-Ryś, Członek Zarządu, Dyrektor Działu Handlowego firmy Profbud.

Wszystkie realizowane przez nas promocje podyktowane są skrupulatną obserwacją oraz szczegółową analizą rynku – zależy nam bowiem, aby w jak największym stopniu odpowiedzieć na potrzeby i oczekiwania licznego grona Klientów. W chwili obecnej np. dużą popularnością cieszą się mniejsze lokale, dlatego też to na nich skupiliśmy się w działaniach promocyjnych w najbliższym czasie. Przykładowo w sierpniu realizujemy aż 3 promocje na naszych inwestycjach – w warszawskim Ursusie, Witolinie oraz łódzkim Śródmieściu. Pierwsze dwie wspomniane akcje dotyczą obniżki cen aż dziesięciu 1- i 2- pokojowych mieszkań – dzięki temu na Osiedlu Złota Oksza w Ursusie można zaoszczędzić nawet 46 tys. złotych, z kolei w inwestycji Symbio City na Pradze-Południe aż 63 tys. złotych. Promocja w Łodzi dotyczy natomiast Osiedla Primo etap III. W tej inwestycji w sierpniu Klienci i inwestorzy mogą skorzystać z rabatu na mieszkanie 2-pokojowe wynoszącego nawet 42 tys. złotych. W chwili obecnej oferta ważna jest jedynie do końca sierpnia br. natomiast nie wykluczone jest, że z racji dużego zainteresowania zostanie ona przedłużona lub też wymieniona na inną akcję promocyjną np. sezonową skierowaną do rodzin i związaną z powrotem dzieci do szkoły. Wszystkie wspomniane inwestycje objęte rabatami charakteryzują się atrakcyjną lokalizacją dla różnych grup odbiorców w zależności od potrzeb – studentów, par oraz rodzin z dziećmi. Do tego dochodzi oczywiście wysoka jakość wykonania. Wielokrotnie rozmawiając z Klientami wskazujemy na rangę wspomnianych benefitów – mieszkanie to inwestycja na długie lata, a niekiedy nawet na całe życie, dlatego Klienci kupujący swoje wymarzone „M” muszą mieć pewność, że lokują kapitał w bezpiecznym i wartościowym produkcie, niezależnie od jego ceny oraz kwoty proponowanego rabatu.

Grzegorz Smoliński, Dyrektor Działu Sprzedaży w Dom Development S.A.

Posiadamy szeroki pakiet programów przygotowanych specjalnie na czas inflacji. Po pierwsze, oferujemy zakup miejsca postojowego na raty 0%, z możliwością rozłożenia płatności nawet na 5 lat i gwarancją elastyczności w zakresie ilości i wysokości rat. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie dla klientów kredytujących zakup mieszkania, bo dzięki temu mogą wziąć niższy kredyt, co jest szczególnie istotne w sytuacji obniżonej zdolności kredytowej. Inna ciekawa propozycja to możliwość uczestnictwa w programie „Poleć nas i zyskaj”. Jeśli nasz dotychczasowy klient doradzi swoim znajomym zakup mieszkania w Dom Development to skorzystają na tym oboje: klient otrzyma 5 000 zł za polecenie, a kupujący dodatkowy upust w wysokości 1% ceny nabycia lokalu mieszkalnego. Kolejne rozwiązanie to opcja Start, w ramach której przez pierwsze 3 lata od zakupu mieszkania klient otrzymuje od nas co miesiąc środki w łącznej wysokości nawet 40.000 zł za lokal dwupokojowy, które może przeznaczyć na częściową spłatę rat kredytu. Dodatkowo, w przypadku części inwestycji proponujemy harmonogram płatności 30/70, czyli wpłatę 30% wartości mieszkania po zawarciu umowy, a resztę przy jego odbiorze. Dzięki temu klient korzystający z kredytu nie będzie musiał uruchamiać pełnej jego kwoty w momencie zakupu i płacić całości odsetek. Ponadto, każdego miesiąca obniżamy ceny wybranych lokali w ramach oferty specjalnej.

Angelika Kliś, członek zarządu ATAL

ATAL wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientów i w większości inwestycji mogą oni skorzystać z Wakacyjnego Programu ATAL. Jego zaletą jest elastyczny harmonogram płatności, który daje więcej czasu na załatwienie finansowania. Elementem programu jest także gwarancja ceny mieszkania – klient ma ją zabezpieczoną aktem notarialnym w postaci umowy deweloperskiej.

Małgorzata Wiśniewska, Dyrektor Sprzedaży w Cordia Polska

Rosnąca inflacja i związane z nią poczucie niepewności sprawiają, że wiele osób dłużej podejmuje decyzje związane z zakupem mieszkania. Aby ułatwić ten krok naszym klientom, wprowadziliśmy – w wybranych projektach dla pewnej puli mieszkań – preferencyjny harmonogram płatności w systemie 20/80. Klient po podpisaniu umowy deweloperskiej wpłaca kwotę w wysokości 20 proc. ceny nieruchomości, zaś pozostałe 80 proc. reguluje dopiero przed odbiorem mieszkania. Przygotowaliśmy też dla kupujących notarialną gwarancję stałej ceny, która dotyczy całej naszej oferty. Dzięki niej mogą mieć pewność, że po podpisaniu umowy deweloperskiej cena nabywanego mieszkania nie ulegnie już zmianie pomimo inflacji. Dodatkowo – dla wybranych inwestycji – oferujemy ograniczone czasowo bonusy, na przykład miejsce parkingowe w cenie mieszkania dla osiedla zlokalizowanego w Wilanowie.

Anna Wojciechowska, dyrektor sprzedaży i marketingu ROBYG w Gdańsku i Poznaniu

W ROBYG aktualnie proponujemy promocje cenowe, atrakcyjne harmonogramy płatności oraz mieszkania bez wkładu własnego. Obecnie pracujemy nad kolejnymi, dostosowanymi do okoliczności rynkowych, zupełnie nowymi pakietami promocyjnymi, którymi mamy nadzieję bardzo pozytywnie zaskoczyć naszych klientów. Niezależnie od nich stale posiadamy atrakcyjne oferty w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. W Gdańsku mieszkanie od ROBYG można kupić już od 279 000 zł. Klienci, którym zależy na tym, aby odebrać swoje mieszkanie jeszcze w tym roku, oprócz atrakcyjnych cen zyskują możliwość skorzystania z płatności 20/80, gdzie 20% ceny klient wpłaca przy podpisaniu umowy, a pozostałe 80% przed odbiorem technicznym lokalu.

Waluty europejskie odbiły, pomógł m.in. jastrzębi EBC

Podwyżka stóp procentowych EBC o 75 pb. i jastrzębie komentarze ze źródeł bliskich bankowi centralnemu sprawiły, że wspólna waluta umocniła się względem większości podobnych walut na świecie i pociągnęła za sobą inne waluty europejskie. Wzrost kursu EUR/USD jest korzystny dla umacniającego się złotego, wygląda też na to, że zmniejszają się obawy w zakresie sytuacji energetycznej.

Europejski Bank Centralny nie był jedyny. W zeszłym tygodniu stopy i rentowności agresywnie rosły w różnych krajach świata. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych osiągnęły nowe szczyty w tym cyklu, lecz tym razem nie wsparło to dolara. W poniedziałek 12.09 rano waluty europejskie nadal się umacniały. Wygląda na to, że pomagają im sukcesy militarne Ukrainy przeciwko siłom rosyjskim, rozbudzające nadzieje na szybsze zakończenie wojny.

Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie bez wątpienia amerykański raport inflacyjny za sierpień, który ukaże się we wtorek (13.09). Główna miara niemal z pewnością ponownie spadnie, czemu sprzyjają obniżające się ceny energii. Uwaga skupi się jednak na mniej zmiennej stopie bazowej. Niezależnie od jej wartości ostry jastrzębi zwrot Rezerwy Federalnej oznacza, że w przyszłym tygodniu bardzo prawdopodobna jest kolejna podwyżka o 75 pb. W tym tygodniu poza odczytami inflacji nie będzie wielu wieści, mogących poruszyć rynkiem.

PLN

Ostatnie dni przyniosły umocnienie polskiego złotego w parze z euro, co wpisywało się w ogólną poprawę sentymentu do walut europejskich. Wzrósł kurs EUR/USD – co samo w sobie jest korzystne dla złotego – a także wygląda na to, że zmniejszają się obawy w zakresie sytuacji energetycznej. Działania i dyskusje podejmowane na poziomach krajowym i unijnym zdają się przekonywać inwestorów, że skala spowolnienia gospodarczego wskutek kryzysu energetycznego będzie mimo wszystko ograniczona. Korzystny jest również fakt, że stabilizują się ceny gazu.

Decyzja RPP z zeszłego tygodnia o podwyżce stóp procentowych o 25 pb. nie miała istotnego znaczenia dla złotego. Wszystko wskazuje na to, że RPP zbliża się do końca cyklu. W tym kontekście znaczenie krajowej polityki pieniężnej powinno być coraz mniejsze i ustępować informacjom z zewnątrz.

W tym tygodniu nadal będziemy skupiać się na sytuacji energetycznej i na danych (głównie z zewnątrz), aczkolwiek na sentyment może wpływać również kwestia wojny w Ukrainie.

EUR

Europejski Bank Centralny zgodnie z naszymi przewidywaniami podniósł stopy o ponadprzeciętne 75 pb. Konferencja prasowa prezeski Christine Lagarde była jak zwykle niejednorodna, lecz źródła bliskie EBC potwierdziły później jastrzębi zwrot banku i sprawiły, że zarówno rentowności, jak i wycena euro wzrosły.

W październiku możliwa jest kolejna podwyżka o 75 pb. i wciąż uważamy, że ostateczny poziom stóp EBC wyceniany na ok. 2,5% jest zdecydowanie za niski. Publikowane w tym tygodniu dane dotyczące produkcji przemysłowej dotyczą lipca, są więc zbyt dawne, by mieć duży wpływ na rynek. Z tego powodu również dla euro najważniejszy powinien być raport inflacyjny z USA.

USD

Drugorzędne dane ze Stanów Zjednoczonych były zgodne z naszym poglądem, że gospodarka utrzymuje momentum. Pozaprzemysłowy wskaźnik ISM zaskoczył w górę, potwierdzając sytuację rysowaną przez dane dotyczące zatrudnienia. Wzrost rentowności w USA nie nadążał jednak za tym obserwowanym w innych krajach, przez co dolar ucierpiał.

Wszyscy wyczekują teraz wtorkowego raportu o inflacji. Najważniejsza będzie inflacja bazowa, która nie obejmuje najbardziej zmiennych cen żywności i energii. Miara ta w ujęciu rocznym była w ostatnich kilku miesiącach w delikatnym trendzie spadkowym, wciąż jednak pozostaje na nieakceptowalnie wysokim dla Fedu poziomie. Odwrócenie tego trendu byłoby złą wiadomością dla banku centralnego i mogłoby wymagać kolejnej zmiany w wycenie oczekiwanej ostatecznej wysokości stóp w USA, która obecnie oscyluje w okolicach 4%.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Dynamika cen materiałów budowlanych na równi pochyłej?

Po wiosennej górce dynamiki cen materiałów budowlanych na rekordowym dotąd średnim poziomie 34 proc. licząc rok do roku, w sierpniu tempo drożyzny hamowało już do 25 proc. Oznacza to przyspieszanie spadków parametrów uciążliwej dla budowlanki hossy do 4 pp. miesięcznie. Choć to za wcześnie na świętowanie powrotu rynku do normalności, to jednak sytuacja zdaje się powoli zmierzać w pożądanym kierunku.

Z wymiaru windowania cen materiałów budowlanych do rekordowego poziomu 34 proc. w tegorocznym kwietniu i maju, w sierpniu pozostało już „tylko” 25 proc. Oznacza to, że w relacji miesiąc do miesiąca większość pozycji z grup towarowych PSB taniała. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl dziewięciopunktowy zjazd w 3 miesiące oznacza już istotną korektę średniego tempa drożyzny liczonej rok do roku, pytanie jednak, czy to już równia pochyła, czy tylko jej dość niepewny w dłuższej perspektywie początek.Wykres nr 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Tymczasem ostatni odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB przynosi jedną, za to sporej miary pozytywną niespodziankę. Jak się okazało po raz pierwszy od lipca 2021 r. pojawiła się pozycja rok do roku taniejąca, czyli z ujemną dynamiką cen. Mowa o grupie towarowej płyt OSB, do której po raz pierwszy autorzy raportu dokooptowali drewno. Co ciekawe, po z górą 40-procentowym wzroście jeszcze z czerwca br., następnie nieoczekiwanym wyzerowaniu zwyżki w lipcu, sierpień przyniósł spadek rok do roku przedmiotowej grupy towarowej o, bagatela, prawie jedną czwartą. Pytanie, skąd ten gwałtowny zjazd wyceny.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie zachowanie stawek może potwierdzać tezę o możliwym wykreowaniu, a obecnie pęknięciu bańki cenowej przynajmniej wybranych pozycji na rynku materiałów budowlanych. Podobnie wycena tarcicy na światowych giełdach towarowych może świadczyć o nie do końca trzymającym się fundamentów zachowaniu jej kursu w ostatnich miesiącach. Z poziomu 1464 USD/1000 board feet w marcu br. wycena stopniała obecnie o prawie dwie trzecie do zaledwie 509 USD, a więc poziomu dość wyraźnie już korespondującego z wieloletnią średnią. Pytanie, czy podobną drogą powrotu do normalności podążą kolejne pozycje z katalogu materiałów budowlanych.Tabela nr 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Za takim scenariuszem może przemawiać sytuacja na pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań już powoduje dość drastyczne ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W ostatnich latach ceny materiałów budowlanych w Polsce były skorelowane w pierwszym rzędzie z parametrami segmentu inwestycyjnego rynku mieszkaniowego, publikowanymi co miesiąc przez GUS. Czyli im więcej nowych budów mieszkaniowych i pozwoleń, tym i koniunktura na rynku materiałów lepsza, i vice versa.

Niestety, jak zauważają analitycy portalu RynekPierwotny.pl, obecnie znacznie większe znaczenie przypisuje się mało przewidywalnym ruchom cen surowców, a zwłaszcza surowców energetycznych. Perspektywy rosnących cen kontraktów terminowych na energię elektryczną z dostawą w 2023 r., które jeszcze trzy miesiące temu wskazały okrągłą wycenę 1 tys. zł/MWh, obecnie osiągają już poziom 2,5 tys. zł/MWh. Tymczasem udział energii w produkcji materiałów budowlanych liczony jest w dziesiątkach procent, a w przypadku cementu może osiągać nawet połowę całkowitych kosztów jego wytworzenia.

Dlatego też cement i wapno wciąż utrzymują pozycję jednego z trzech liderów zwyżek cen materiałów budowlanych, zaraz po izolacjach termicznych oraz ścianach i kominach. Szanse na zatrzymanie zwyżek tej strategicznej dla budowlanki grupy towarowej, a także szeregu innych są w przewidywalnej przyszłości wyłącznie iluzoryczne. W tej sytuacji bardzo trudno sobie wyobrazić dalszy trwały zjazd krzywej dynamiki cen materiałów budowlanych, choć trzeba przyznać, że obecny jej obraz, przypominający początek równi pochyłej, prezentuje się dość obiecująco.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coraz droższe biura, a chętnych nie brakuje

Rosną opłaty czynszowe i eksploatacyjne, wydłużają się okresy najmu, a umowy podlegają coraz wyższej, corocznej indeksacji stawek. Mimo to biura na wszystkich rynkach w Polsce cieszą się nadal rekordowo dużym zainteresowaniem.

Obserwacja pogorszającej się koniunktury gospodarczej w kraju i na świecie mogłaby skłaniać do pesymistycznych prognoz dotyczących popytu na powierzchnią biurową. Dzieje się jednak odwrotnie. Zainteresowanie biurami w wysokim standardzie w najatrakcyjniejszych lokalizacjach największych miast jest ogromne.

– Powierzchni w najlepszych obiektach systematycznie ubywa. Widoczny jest już wzrost bazowych stawek czynszowych, szczególnie w tych lokalizacjach, gdzie oferta jest bardzo mała, a popyt wśród najemców duży. Na razie wzrost cen wywoławczych jest niewielki, rzędu 0,25-0,75 EUR – mówi Mateusz Strzelecki, Partner, Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Wyższe koszty mediów przekładają się też na wzrost opłat eksploatacyjnych, które rok do roku skoczyły o jakieś 20-30 proc. Wynajmujący bardzo rzadko zgadzają się już w toku negocjacji na zapisy ograniczające maksymalny wzrost opłat eksploatacyjnych. Koszty rozliczane są corocznie w formule open book. Firmy mogą weryfikować ich wysokość – dodaje.

Mateusz Strzelecki przyznaje, że duże zainteresowanie wynajmem powierzchni, jakie mogliśmy obserwować w pierwszych kwartałach bieżącego roku utrzymuje się nadal, a nawet rośnie. – Prym wiedzie pod tym względem Warszawa, gdzie zaczyna brakować powierzchni w najlepszych budynkach. Inflacja i podwyżki cen mediów nie zrażają firm. Najemcy chcą zdążyć z kontraktacją powierzchni zanim rynek całkiem zwolni, a opcje się wyczerpią. Zmienia się również okres najmu. Teraz standardem w nowych obiektach stają się kontrakty na7 lat, a nie 5 lat, co podyktowane jest chęcią rozłożenia na dłuższy okres wysokich kosztów adaptacji powierzchni – informuje.

Duże biura przejmują mniejsi najemcy

Ekspert zwraca uwagę, że już w przyszłym roku będzie wyraźnie widoczny niedobór oferty na każdym, kluczowym rynku biurowym w Polsce. – Okazuje się, że wzrastające koszty wynajmu nie stanowią przeszkody dla firm, które nadal zawierają umowy na duże powierzchnie. Naturalnie, niektórzy najwięksi gracze rynkowi oddają też metry, bo mają problem z frekwencją pracowników, którzy wolą pracować zdalnie. Te biura natychmiast jednak konsumowane są przez mniejsze firmy, które wynajmują powierzchnie na krótszy okres, ale po jeszcze wyższych cenach, przenosząc często siedzibę pod lepszy adres. Możemy w związku z tym z kolei mówić o spadku średnich okresów najmu na rynkach regionalnych – wskazuje Mateusz Strzelecki.

Emilia Legierska, Transaction Director w Walter Herz prognozuje, że brak powierzchni biurowych w centralnych lokalizacjach miast może być motywacją do powrotu do tańszych lokalizacji, jak na przykład warszawski Mokotów. – Służewieckie zagłębie biurowe może wrócić do łask. Sporo biurowców dysponuje tam powierzchniami w dobrym standardzie. Ich modernizacja i wykończenie niesie mniejsze koszty niż wykończenie biur w oddanych dopiero budynkach. Część instalacji i zabudowy można wykorzystać. Dzięki temu nakłady na fit-out są niższe niż w przypadku tworzenia przestrzeni do pracy od podstaw – zauważa. – Dla najemców ważne jest teraz także bezpieczeństwo pracy. Czas pandemii uczulił firmy na ten aspekt, który zazwyczaj omawiany jest obecnie w czasie negocjacji – dodaje.

Ukraińskie i białoruskie firmy zostają w Polsce

Przyznaje także, że na kształtowanie się sytuacji w sektorze biurowym widoczny już wpływ mają firmy przenoszące do Polski biznes zza naszej wschodniej granicy, przede wszystkim z Ukrainy i Białorusi. – Na przełomie marca i kwietnia, w największym boomie firmy ze Wschodu lokowały swoje biura w coworkingach, ponieważ powierzchnia była tam dostępna od zaraz i zapewniały elastyczność w zakresie długości najmu. Wiele z tych podmiotów zdecydowało się na utrzymywanie biznesu w Polsce i jego dalszy rozwój na naszym rynku. Teraz poszukują docelowych biur, które są bardziej przystosowane do ich potrzeb – mówi Emilia Legierska.

Pierwsza połowa tego roku przyniosła rekordowy popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie. Do najemców trafiło prawie dwa razy więcej biur licząc rok do roku. Na rynkach regionalnych również zakontraktowane zostało największa ilość powierzchni w historii. Przełożyło się to na spadek wartości pustostanów.

Coraz mniej wolnych biur, coraz wyższe koszty wynajmu

Według danych Walter Herz, współczynnik powierzchni niewynajętych w Warszawie obniżył się od początku roku do poziomu 11,18 proc., w Krakowie do 12,50 proc., we Wrocławiu do 17 proc., w Trójmieście do 12,30 proc., a w Łodzi do 15,70 proc. Tylko w Katowicach wzrósł do ponad 16 proc. ze względu na oddanie do użytku znaczącej ilości powierzchni, m.in. w budynku KTW II (39,9 tys. mkw.).

Do największych biurowców ukończonych w tym roku w Polsce należą warszawski Forest Tower (51,5 tys. mkw.), SkySawa (22,8 tys. mkw.) i Intraco Prime (12,8 tys. mkw.),  wrocławski Midpoint71 (36,2 tys. mkw.), czy pierwszy etap The Park Kraków (11,7 tys. mkw.).

Doradcy Walter Herz są zgodni, że największym wyzwaniem, z jakimi uczestnicy rynku będą musieli się mierzyć w najbliższym czasie są rosnące koszty eksploatacji i utrzymania budynków oraz brak wolnej powierzchni w centrach miast.

Hamulcem rozwoju dla sektora jest brak działek z centralnych lokalizacjach. Poza tym, wzrosły koszty uzyskania pieniądza na finansowanie projektów i inwestorzy mają trudności z oszacowaniem poziomu przyszłej inflacji i wzrostu cen materiałów oraz robocizny. Już w pandemii deweloperzy bali się inwestować i wiele projektów zostało wstrzymanych. Wydanych zostało też niewiele pozwoleń na budowę. Biorąc pod uwagę te czynniki, ilość inicjowanych inwestycji i wielkość popytu, należy spodziewać się deficytu biur w latach 2023-2025.

Drzewny rollercoaster – co może czekać branżę drzewną w najbliższych kwartałach

Branża drzewna stanowi początek łańcucha przetwórczego, od którego uzależnione jest funkcjonowanie kilku dużych i ważnych sektorów polskiej gospodarki – w tym zwłaszcza branży meblarskiej, papierniczej, a także budownictwa. Jej znakomite wyniki finansowe za ostatnie półtora roku sugerują, iż pomimo silnej presji kosztowej, w warunkach znakomitej koniunktury była ona w stanie utrzymać dyktat cenowy względem swoich kluczowych odbiorców. Sytuacja zmienia się jednak na niekorzyść firm z tego sektora – produkty drzewne zaliczają się do najbardziej zagrożonych oczekiwanym spowolnieniem popytu, co już potwierdzają wyniki produkcji za ostatnie miesiące. O sukcesach, ale też kluczowych wyzwaniach i perspektywach branży oraz o tym, jak reagować mogą w tych warunkach jej przedstawiciele, piszą w najnowszym raporcie sektorowym analitycy Banku Pekao S.A.

Branża drzewna to jedna z tych gałęzi krajowego przetwórstwa, w której polscy producenci dysponowali do tej pory wymiernymi przewagami konkurencyjnymi, ewidentnie przekuwając je w sukces biznesowy. Polska na przestrzeni ubiegłej dekady wyraźnie zwiększyła swój udział zarówno w unijnej produkcji (z 5,8% do 7,4%), jak i eksporcie (z 7,1% do 9,3%). Dynamiczny rozwój branży dobrze odzwierciedlają również dane na temat przyrostu liczby funkcjonujących w niej podmiotów – Polska zdecydowanie wyróżniała się pod tym względem w ostatnich latach na tle reszty unijnej stawki.

– Od kilku lat zauważamy wyraźne przyspieszenie eksportu wyrobów z drewna. Obecnie sprzedaż zagraniczna to blisko 40% przychodów branży, ale wobec ograniczonych rozmiarów polskiego rynku, uważamy iż będzie ona odgrywać coraz większą rolę w działalności krajowych przetwórców. Jesteśmy w tej dziedzinie dużym eksporterem netto – Polska posiadała w 2021 roku 3. najwyższe dodatnie saldo handlu zagranicznego w Unii Europejskiej, po Szwecji i Austrii podkreśla Krzysztof Mrówczyński, menedżer zespołu analiz sektorowych Banku Pekao S.A., współautor raportu.

Ostatnie lata przynosiły dynamiczne zmiany w sektorze. Negatywny wpływ pandemii okazał się krótkotrwały (widoczny wyłącznie w jej początkowej fazie), a zmiany zachowań konsumenckich (częstsze przebywanie w domach) sprzyjały znakomitej koniunkturze w branży, zwłaszcza w czasie ubiegłorocznego ożywienia gospodarczego. Wzrost wartości produkcji drzewnej osiągnął w 2021 roku astronomiczne tempo 36% r/r, a dane za I półrocze tego roku potwierdzały utrzymanie się tego trendu. O dużej części wzrostu decydowały jednak wyższe ceny produktów, w ślad za rosnącymi kosztami pozyskania surowca drzewnego.

O tym, że do końca minionego kwartału wysokie ceny wyrobów drzewnych rekompensowały ich producentom historycznie wysokie koszty zakupu drewna, świadczą rewelacyjne wyniki finansowe osiągnięte na przestrzeni ostatniego 1,5 roku. W tym czasie małe, średnie i duże firmy z tego sektora zarobiły „na czysto” o niemal 40% więcej niż łącznie w okresie 3 poprzednich lat (2018-2020). Już w 2021 roku branża poprawiła swoją zyskowność netto o blisko 5 punktów procentowych r/r (trzeci najsilniejszy progres w całym przetwórstwie), by w pierwszych 6 miesiącach 2022 roku „nadłożyć” kolejne 1,3 punktu procentowego. Branża drzewna, jako dostawca wielu wyrobów pośrednich dla innych sektorów, utrzymywała więc w tym czasie mocną pozycję przetargową. – Czynnikiem, który z pewnością przyczynił się do tak dobrych wyników branży drzewnej w tym czasie, było również umiejętne wykorzystanie przez nią pomocy rządowej w ramach tarcz antykryzysowych. Branża otrzymała jedną z największych wypłat tych środków spośród wszystkich gałęzi przetwórstwa, zarówno nominalnie, jak i w relacji do osiąganych przychodówdodaje Tomasz Tyc, ekspert Banku Pekao S.A., współautor raportu.

Tytuł raportu sugeruje jednak, iż sytuacja branży może ulec w najbliższych kwartałach diametralnej zmianie. Autorzy opracowania wskazują na jej pogarszające się perspektywy popytowe. – Produkty drzewne, będące w dużej mierze dobrami konsumpcyjnymi trwałego użytku, jak również produktami wykorzystywanymi przez branże mające obecnie mocno „pod górkę”, jak meblarstwo czy budownictwo, należą do jednych z najbardziej zagrożonych obecnym pogorszeniem koniunktury gospodarczejpodkreśla Tomasz Tyc.

W takich okolicznościach trudniej może być firmom z branży drzewnej łagodzić obecną presję podażową. Ta zaś jak na razie nie słabnie. Na barierę niedoboru surowca wskazywała w sierpniu wciąż około 1/3 ankietowanych przez GUS przetwórców drewna. Wyzwaniem są zwłaszcza rekordowe ceny drewna, napędzane dodatkowo przez ograniczenie importu kluczowych półproduktów ze wschodu (Białoruś, Rosja, Ukraina), ale także z punktu widzenia branży, zmiany w systemie dystrybucji drewna przez PGL Lasy Państwowe (wzrost udziału aukcji za pośrednictwem platformy e-drewno). Problem potęguje spodziewany kryzys opałowy, skutkujący dodatkową konkurencją o surowiec. Możliwości pozyskiwania drewna z alternatywnych kierunków są zaś ograniczone, a w ostatnim czasie uległy wręcz dalszemu pogorszeniu (problem dostępności drewna jest dość powszechny w całej Europie). Coraz większym wyzwaniem stają się również ceny energii – branża zalicza się do najbardziej energochłonnych gałęzi przetwórstwa.

Co w takiej sytuacji mogą zrobić firmy drzewne czy nawet szerzej – ogół uczestników rynku? Na pewno pożądane są wszelkie działania łagodzące obecną presję podażową. O ile możliwości zwiększania krajowej produkcji drewna przez Lasy Państwowe są raczej ograniczone (choćby z uwagi na względy środowiskowe i zacieśniające się regulacje unijne), o tyle ulgę dla producentów mogłyby przynieść silniejsze restrykcje dotyczące wywozu drewna poza granice kraju. Ograniczenia eksportowe funkcjonują już w wielu krajach UE, tymczasem obecny system ułatwia dostęp do drewna pośrednikom, mającymi kontakty handlowe z globalnymi partnerami. Z drugiej strony branża zarówno w krótkim, jak i długim okresie powinna poszukiwać rozwiązań ograniczających ich materiałochłonność, czy też maksymalizujących wykorzystanie surowca wtórnego (pochodzącego z recyklingu). W obu obszarach istnieje wciąż potencjał poprawy, choć w drugim aspekcie niezbędne jest również stworzenie ku temu optymalnych warunków systemowych (w tym bardziej sprzyjających regulacji). Wygenerowane w ostatnich kwartałach rekordowe nadwyżki finansowe firmy powinny również przeznaczać na zwiększenie inwestycji optymalizujących koszty działalności (m.in. budowa własnych „zielonych” źródeł energii, poprawa efektywności energetycznej, czy automatyzacja produkcji).

Analitycy wskazują również na pewien potencjał po stronie przychodowej. O ile Polska już teraz jest znaczącym globalnym graczem, jeśli chodzi o eksport wyrobów z drewna (także tych bardziej zaawansowanych, jak okna czy drzwi), o tyle jego struktura geograficzna jest wciąż nierównomierna. Pozycja polskich firm pozostaje relatywnie słaba nawet w niektórych krajach UE, nie mówiąc o licznych atrakcyjnych rynkach pozaunijnych. Tymczasem na wielu z nich od lat z powodzeniem funkcjonują konkurenci z Europy Zachodniej czy nawet z naszego regionu Europy. Wśród destynacji eksportowych o szczególnie dużym, a wciąż nie wykorzystanym potencjale biznesowym, autorzy wskazują m.in. rynki azjatyckie, zwłaszcza Chiny, Japonię oraz Koreę Południową.

Ważnym aspektem poruszanym przez analityków Banku Pekao S.A. jest również siła marki polskich wyrobów. – Analizując średnie ceny jednostkowe uzyskiwane w eksporcie, zauważamy znaczne dysproporcje pomiędzy Polską a największymi zachodnioeuropejskimi konkurentami. Podobnie jak w innych obszarach polskiego przemysłu, krajowi producenci pozycjonują się głównie jako niskokosztowi dostawcy w ramach europejskich łańcuchów dostaw. Jest to model biznesowy w długim okresie podatny na możliwą presję kosztową, a także rosnącą konkurencję firm z innych krajów (m.in. z naszego regionu). W modelu tym trudniej jest również podbijać rynki krajów rozwijających się, gdzie zachodnioeuropejscy dostawcy funkcjonują głównie w segmencie premium. Taka „premiumizacja” jest jednak procesem długotrwałym, wymagającym konsekwentnego rozwoju innych niż dotychczas narzędzi konkurowania – zauważa Krzysztof Mrówczyński.  

Więcej informacji w raporcie na stronie: Produkcja papiernicza, drzewna oraz meblarska – Bank Pekao S.A.

Materiały budowlane nigdy nie były takie drogie, ale za kilka miesięcy… nie będą już tak tanie

  • Materiały budowlane są bardzo drogie, ale eksperci twierdzą, że teraz jest dobry czas na ich kupowanie, bo za kilka miesięcy będą o 20 proc. droższe lub… w ogóle niedostępne, jeśli zabraknie gazu.
  • Niestety zleceniodawcy prac grają w innej drużynie – realizacji prac budowlanych chcą jak najszybciej, płacić chcą za to jak najpóźniej.
  • Pod koniec sierpnia w branży budowlanej pojawiają się już faktury z terminem płatności na listopad.

Główny Urząd Statystyczny podał, że inflacja konsumencka w sierpniu wyniosła 16,1 proc. w skali roku. Wszyscy czekali na jej spadek, ta jednak wzrosła. Drożeją niemal wszystkie grupy towarów, dzisiaj płacimy za nie więcej niż kilka miesięcy temu, ale za kilka kolejnych zapłacimy jeszcze więcej niż dzisiaj. To dla większości firm niesie poważne konsekwencje.

Materiały będą droższe lub… nie będzie ich wcale, jeśli zabraknie gazu

Wśród najbardziej dotkniętych branż jest budowlanka. Teoretycznie ceny materiałów budowlanych mogłyby spadać ze względu na zastój w kredytach hipotecznych, które po podwyżkach stóp procentowych są wyjątkowo drogie. Mniej powstających mieszkań, to mniejsza podaż na materiały i spadek ich cen. Niestety na koszty materiałów budowlanych działają też odwrotne trendy podnoszące ich ceny. Przede wszystkim ogromna część kosztów wynika z cen energii oraz logistyki, te koszty w najbliższym czasie nie zmniejszą się. Wg sierpniowego odczytu GUS najszybciej drożały w ciągu roku nośniki energii, czyli prąd, gaz i węgiel (o 40,3 proc.), które mają niebagatelne znaczenie przy produkcji materiałów budowlanych. Na drugi miejscu pod względem wzrostów GUS wymienia paliwa samochodowe (o 23,3 proc.), które też mają w branży budowlanej znaczenie. Długofalowo na wzrost cen materiałów wpływają też obawy o brak gazu. Producenci spodziewają się też, że po zakończeniu wojny na wschodzie ogromny popyt z tego kierunku wessie wszelki możliwe materiały, a ich ceny gwałtownie wzrosną. W budowlance będzie zatem drożej.

Firmy budowlane, z którymi rozmawiamy, mają jasne stanowisko: musimy jak najszybciej i jak najwięcej kupować na zapas. Jest drogo, ale nikt nie ma wątpliwości, że będzie jeszcze drożej. Branża działa w bardzo zmiennych i niepewnych okolicznościach. Z jednej strony mniej inwestycji mieszkaniowych, z drugiej szczyt sezonu budowlanego i wysoka inflacja w branży. Jednak do robienia zapasów potrzebne są pieniądze, gotówka dostępna od ręki – na już. Rachunek jest bardzo prosty – styropian kupiony dzisiaj jest dużo droższy niż rok temu. Pieniądze trzeba więc wykopać choćby spod ziemi – mówi Marek Sikorski z Finea, firmy zajmującej się faktoringiem dla małych firm.

Inflacja zjadła ponad pół metra styropianu

Ceny materiałów izolacyjnych, w tym również styropianu, notują największe wzrosty od 2021 roku. I jest tak praktycznie z miesiąca na miesiąc. Ostatnie dane z sierpnia pokazały, że ceny izolacji termicznych wzrosły względem roku ubiegłego o 62 proc. W sierpniu zeszłego roku metr sześcienny styropianu kosztował średnio 180 zł. Teraz płaci się 253 zł. Zatem w tym roku za 180 zł, można kupić nie metr sześcienny, ale około połowy. Wprawdzie w tej chwili ceny styropianu się nieco ustabilizowały, ale wielu Polaków za wszelką cenę stara się ocieplić domy jeszcze przed zimą, więc nie wiadomo czy nie będzie kolejnych podwyżek.

W dodatku pojawia się jeszcze poważniejsze ryzyko – zupełny brak niektórych materiałów budowlanych. Skoro może brakować węgla czy dwutlenku węgla do produkcji żywności, to nie ma gwarancji, że nie zabraknie gazu to produkcji materiałów budowlanych.

Wybuduj teraz, zapłacimy po Wszystkich Świętych

Zleceniodawcy prac i równocześnie płatnicy faktur zazwyczaj nie biorą tego pod uwagę. Mają swoje problemy i za prace chcieliby zapłacić z opóźnieniem. Np. w przypadku komercyjnych inwestycji budowlanych woleliby płacić wtedy, kiedy te zaczną przynosić dochód.

Branża budowlana od dawna działa w modelu odroczonych płatności. Niestety to, co kiedyś było przykrą, ale akceptowalną okolicznością, teraz staje się poważnym problemem. O ile wcześniej standardem było przyspieszanie płatności za faktury z odroczonym terminem płatności, to teraz praktycznie za każdym razem klient z branży budowlanej pyta o faktoring odwrotny. To znaczy, że chciałby, abyśmy sfinansowali również jego faktury za materiały budowlane, niezbędne do wykonania zleceń. Dla tych przedsiębiorców koszt udzielenia finansowania jest znacząco niższy niż wzrost cen materiałów przy tak wysokiej inflacji. Obecnie praktycznie każde kolejne zamówienie na materiały budowlane ma inną kalkulację. Oczywiście wyższą. Niektóre wyceny są aktualne tylko kilka godzin. Stąd pośpiech w zakupach na zapas – mówi Mateusz Skworonek z firmy faktoringowej eFaktor.

Odbiorcy usług budowlanych nie akceptują tańszych materiałów i gorszych zamienników. Te kosztują mniej i pozwalałyby w części uciec przed inflacją, ale inwestorzy i zleceniodawcy nie preferują takiego rozwiązania. W dodatku to niosłoby ryzyko konieczności poprawek i napraw gwarancyjnych. Nie ma zatem rady, trzeba kupować jak najszybciej i robić zapasy.

Marek Roter nowym wiceprezesem SAP Polska

Marek Roter z początkiem września bieżącego roku objął funkcję wiceprezesa i dyrektora sprzedaży w SAP Polska. Tym samym poszerzył skład zarządu firmy, na czele którego od lipca stoi Piotr Ferszka.

Priorytetem nowego wiceprezesa będzie rozwój sprzedaży rozwiązań SAP w kluczowych instytucjach publicznych i spółkach z udziałem Skarbu Państwa mających istotne znaczenie dla polskiej gospodarki. Wspólnie z Dorotą Zarembą oraz Michałem Ciuraszkiewiczem pokieruje zespołem sprzedażowym czołowego dostawcy aplikacji biznesowych, wspierając klientów SAP w ich drodze do transformacyjnego sukcesu.

Rozumienie potrzeb klientów, sytuacji rynkowej oraz orientacja na przyszłość i kreowanie trendów stanowią o pozycji marek w globalnym ekosystemie. Te przemiany nie mogą zachodzić bez odpowiednich specjalistów zarówno po stronie zespołów klientów, jak i dostawców, którzy pełnią rolę przewodników w świecie cyfrowej transformacji. Poszerzanie puli talentów i doświadczenia zespołu stanowi jeden z trzech filarów strategii SAP Polska. Dołączenie do zarządu Marka Rotera jest implikacją naszej koncepcji działania. W ramach nowej funkcji będzie on wspierał kluczowych klientów w realizacji celów biznesowych oraz dostosowaniu narzędzi do różnych scenariuszy przyszłości. – Piotr Ferszka, prezes SAP Polska

Marek Roter ma trzydziestoletnie doświadczenie na stanowiskach związanych ze sprzedażą, zarządzaniem sprzedażą i biznesem w branży nowych technologii – pełnił strategiczne funkcje w takich firmach, jak Microsoft czy DXC Technology. Z kolei w Hewlett-Packard jako dyrektor ds. sprzedaży w dziale rozwiązań dla przedsiębiorstw, był odpowiedzialny za współpracę z kluczowymi klientami z sektora publicznego i finansowego. W ostatnim czasie zawodowo związany z T-Systems Polska, odpowiadał za sprzedaż i współdziałał w tworzeniu strategii biznesowej oraz redefiniowaniu portfolio oferty marki, dostosowując ją do nowych oczekiwań rynkowych.

Zrównoważone strategie biznesowe, u których podstaw leżą rozwiązania chmurowe oraz odważne decyzje są warunkiem koniecznym, by zyskać przewagę w niepewnych czasach i ukierunkować się na pomyślną, cyfrową przyszłość. Na nowym stanowisku będę wspierał spółki z sektora publicznego w kształtowaniu dalszych kompetencji z obszaru cloud IT oraz zwiększaniu ich odporności organizacyjnej. Wspólnie z SAP holistycznie patrzymy na transformację polskich przedsiębiorstw, upatrując w niej najskuteczniejszej ścieżki dla ciągłego rozwoju. – Marek Roter, wiceprezes i dyrektor sprzedaży SAP Polska

Marek Roter jest absolwentem Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej oraz Szkoły Biznesu (programu pod auspicjami Uniwersytetu stanu Connecticut i Politechniki Wrocławskiej).

Google uruchamia licznik Ethereum Merge

Z racji, że Ethereum Merge jest coraz bliżej, Google opublikowało zegar odliczający czas do wydarzenia w swojej wyszukiwarce. Wyszukiwanie „Ethereum Merge” spowoduje pojawienie się zegara wyświetlającego odliczanie do finalizacji The Merge.

Uwaga całej społeczności kryptowalutowej skupiona jest teraz na tym długo oczekiwanym wydarzeniu, a aktywność rynkowa znacznie wzrasta, ponieważ użytkownicy i inwestorzy przygotowują się na finalizację The Merge. Token i jego blockchain, choć nie jest największy pod względem kapitalizacji rynkowej, ma ogromny wpływ na sektor, ponieważ jest jedną z najczęściej używanych platform dla projektów kryptowalutowych.

Wzmożona aktywność na nowo rozbudziła dyskusję na temat możliwego „flippingu” w 2023 roku. Jest to osławione wydarzenie w społeczności kryptowalutowej, w którym cena Ethereum wyprzedzi Bitcoina. Chociaż ta perspektywa wydaje się odległa, wiele rozstrzygnie się, gdy lepiej zrozumiemy ekonomiczne skutki The Merge.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Kryptowaluty przed The Merge

W ostatnim tygodniu rynki kryptowalutowe odnotowały wzrosty, ponieważ wchodzimy w ostatnie 72 godziny przed The Merge sieci Ethereum. Wydarzenie to skupia wszystkie umysły w sektorze: inwestorzy i użytkownicy wyczekują, aby zobaczyć, jak The Merge wpłynie na rynek (więcej poniżej).

W zeszłym tygodniu Ethereum token związany z blockchainem Ethereum wzrósł o około 10 proc. w ciągu tygodnia, pomimo wcześniejszych spadków w środę. Token rozpoczął tydzień w okolicach 1 560 dolarów, po czym w połowie tygodnia spadł poniżej 1 500 dolarów. Z tego punktu wzrósł do poziomu nieco poniżej 1 720 dolarów.

Bitcoin w międzyczasie również odnotował wzrost. Po rozpoczęciu tygodnia tuż poniżej 20 000 dolarów spadł do poziomu poniżej 18 500 dolarów, po czym wzrósł i obecnie utrzymuje się w okolicach 21 600 dolarów – co oznacza wzrost o około 8 proc. w ciągu siedmiu dni. Dyskusja o tej sytuacji obraca się wokół tak zwanego short squeeze bitcoina, czyli gwałtownych wzrostów cen akcji, spowodowanych głównie nadmiernym zamykaniem krótkich pozycji, którą chcą wykorzystać zwyżkujący inwestorzy.

W tym tygodniu wiele danych ekonomicznych może wpłynąć na ceny. Najbardziej prawdopodobne jest, że wskaźniki inflacji w USA zmienią kierunek.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Rząd przyjął projekt zmian w estońskim CIT

Rada Ministrów przyjęła projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Dotyczy on m.in. estońskiego CIT. Od 2023 roku podatnikom będzie łatwiej skorzystać z tego rozwiązania, co jest krokiem w dobrym kierunku.

Przypomnijmy: estoński CIT jest to podatek dla spółek. Jego podstawowe założenie jest proste: dopóki spółka nie wypłaca swoich zysków, to nie musi płacić podatku dochodowego. Estoński CIT ma być instrumentem, który zachęci firmy do reinwestowania zarobionych pieniędzy. Polska wersja estońskiego CIT-u funkcjonuje od początku 2021 roku i mogą z niej skorzystać m.in. spółki z o.o. i spółki akcyjne.

Nowelizacje w dobrą stronę

Przepisy o estońskim CIT zostały znowelizowane od 1 stycznia 2022 roku. Dzięki wprowadzonym wówczas zmianom dostęp do tej formy opodatkowania znacznie się rozszerzył. Stało się tak chociażby poprzez zniesienie limitu przychodowego, który wcześniej był na poziomie 100 mln zł, czy też poszerzenie kategorii podmiotów, które mogą skorzystać z tego rozwiązania. Pomimo tego, że jest lepiej, to jednak polska wersja wciąż nie jest tak atrakcyjna jak jej pierwowzór.

Przykładowo: w Estonii podatnicy nie mają tylu obostrzeń uniemożliwiających skorzystanie z ryczałtowej formy opodatkowania. Nie ma tam np. znaczenia, kto jest udziałowcem spółki: czy to są osoby fizyczne, czy też inne spółki. W polskim systemie mogą to być wyłącznie osoby fizyczne. Estoński CIT z założenia ma wspierać rozwój firm, a przecież pomocna w tym mogłaby być spółka-udziałowiec wnosząca środki na inwestycje.

Inny warunek, który obecnie może wstrzymywać przed skorzystaniem z estońskiego CIT, to zatrudnianie przez spółkę co najmniej trzech pracowników. Na starcie działalności może to być znacznie utrudnione, gdyż np. nowopowstały startup może składać się tylko z właścicieli, a oni nie są wliczani do liczby pracowników. W konsekwencji musieliby ponieść niepotrzebne w danej chwili koszty zatrudnienia, żeby móc skorzystać z estońskiego CIT. Dlatego też w mojej opinii polskie przepisy powinny stać się jeszcze bardziej liberalne, tak aby zachęcały do korzystania z tej formy opodatkowania, a przede wszystkim do inwestowania.

Należy podkreślać, że uproszczenia w podatkach tylko do tego zachęcają. W zeszłym roku ponad 300 podatników skorzystało z estońskiego CIT. W tym roku, po zmianie przepisów i zniesieniu limitu przychodów, mamy już ponad 5000 podatników, którzy korzystają z tego rozwiązania. Ta liczba może jeszcze wzrosnąć, bo na estoński CIT można przechodzić także w ciągu roku. Wniosek, jaki z tego płynie, jest prosty: znoszenie obostrzeń to krok w dobrą stronę.

Od 1 stycznia 2023 roku w estońskim CIT pojawi się:

  • nowy termin, do którego podatnik będzie mógł zawiadomić organ skarbowy o wejściu w estoński CIT – do końca pierwszego roku podatkowego, w którym będzie chciał w ten sposób być opodatkowany;
  • nowa data zapłaty ryczałtu przy zaliczkach na poczet dywidendy;
  • nowy warunek wygaśnięcia zobowiązania podatkowego z tytułu tzw. korekty wstępnej – zobowiązanie to będzie wygasać w całości po upływie co najmniej jednego pełnego okresu opodatkowania ryczałtem, tj. po czterech latach podatkowych.

Jest to kolejny krok w stronę elastyczności korzystania z estońskiego CIT-u, a przy tym krok w przyszłość dla wielu firm pod względem możliwości rozwoju i innowacyjności. Jednocześnie przedsiębiorcy zapewne liczą na znoszenie kolejnych warunków, np. obowiązku zatrudniania określonej liczby pracowników.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Komentarz eksperta: Wyrok TSUE ws znaku towarowego KOMBI (spór członków zespołu)

7 września zapadł wyrok TSUE kończący kilkuletni spór członków zespołu KOMBI o znak towarowy. W styczniu 2014 Sławomir Łosowski zgłosił na swoją rzecz słowny unijny znak towarowy KOMBI (nr 012534491). Wobec decyzji o rejestracji tego znaku, wniosek o unieważnienie złożył założyciel zespołu Grzegorz Skawiński. Wyrok TSUE podtrzymuje decyzje Izby Odwoławczej EUIPO z września 2021 o unieważnieniu znaku.

Warto przypomnieć, że Grzegorz Skawiński jest uprawnionym do słownego unijnego znaku towarowego „kombii” chronionego od kwietnia 2011. W postępowaniu przed TSUE Sławomir Łosowski powoływał się m.in. na prawo do niezarejestrowanego znaku towarowego (nazwy zespołu) jednak Sąd ocenił, iż prawa podmiotowe (które być może przysługują Łosowskiemu) nie mają znaczenia w sporze o znak towarowy i mogą ewentualnie być podnoszone przed polskim sądem.

„Co ciekawe, Łosowski już dwukrotnie próbował uzyskać prawo do znaku towarowego – przed polskim UPRP umorzono dwa postępowania dotyczące słownego i słowno-graficznego znaku towarowego „KOMBI” zgłoszonych przez Łosowskiego w 2013 r.” – twierdzi ekspert naszej kancelarii mec. Maciej Priebe

Wynagrodzenia kadry zarządzającej. Raport Płacowy Page Executive 2022

Do 120 tys. zł brutto miesięcznie zarabiają dyrektorzy finansowi w bankach lub ubezpieczeniach, otrzymując dodatkowo wysokie bonusy. Średnie wynagrodzenie Chief Information Officers wynosi 45 tys. zł brutto. Eksperci Page Executive sprawdzili, jak w 2022 roku kształtują się wynagrodzenia kadry zarządzającej w Polsce. Chociaż pensje bazowe managerów najwyższego szczebla i dyrektorów pozostają stosunkowo stabilne, to pracodawcy wynagradzają najlepszych pracowników coraz wyższymi premiami.

Dla wielu top managerów ubiegły rok okazał się korzystniejszy niż okres przed pandemią. W 2022, jak nigdy dotąd, doceniono pracę dyrektorów zarządzających, szefów sprzedaży, dyrektorów finansowych, którzy skutecznie zarządzali firmą w czasach niepewności i zaangażowali się w ich transformację cyfrową. Wyzwania ostatnich dwóch lat sprawiły również, że wzrosła ranga dyrektorów HR w organizacji. Nie dziwi nas fakt, że na najwyższe wynagrodzenia mogą obecnie liczyć przedstawiciele branży finansowej, e-commerce, IT i logistyki – mówi Paweł Wierzbicki, Head of Page Executive Poland, kierujący zespołem Page Executive w Polsce, Austrii i regionie CEE. – Dynamika wzrostu gospodarczego, inflacja oraz zmiany podatkowe to główne czynniki, które wpływają na wzrost presji płacowej wśród przedstawicieli top managementu. Rywalizacja o najbardziej wykwalifikowaną kadrę zarządzającą coraz częściej oznacza dla firm nie tylko rewizję polityki wynagrodzeniowej, ale też oferowanie swoim pracownikom atrakcyjnych benefitów pozapłacowych. Niezależnie od branży, w najbliższych miesiącach pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników wysokiego szczebla będzie wiązało się z dużym wyzwaniem dla organizacji – dodaje Paweł Wierzbicki.

Liderzy na miarę trudnych czasów docenieni

Od kilku lat obserwujemy zmianę profilu kompetencji i zakresu obowiązków dyrektorów finansowych (CFO) a w konsekwencji – wzrost znaczenia ich pozycji w organizacjach. W coraz większym stopniu podlegają im kluczowe w ostatnim czasie obszary: Human Resources (w tym pozyskiwanie pracowników i kontrola budżetu HR) oraz IT (inwestycje w rozwój systemów). Rola CFO nadal ewoluuje więc w kierunku COO (Chief Operating Officer).

Skuteczność liderów w niepewnych czasach zależy w dużej mierze od ich dobrej znajomości firmy i doświadczenia związanego z jej zarządzaniem. Dlatego obecnie dyrektorzy finansowi wykazują małe zainteresowanie zmianą środowiska pracy. Dodatkowo organizacje co do zasady doceniały swoich CFO i wychodziły naprzeciw ich oczekiwaniom, umożliwiając realizację nowych, ambitnych projektów. W efekcie podaż kandydatów nie dorównywała popytowi, a częstotliwość zmian na tym stanowisku w 2021 roku była na najniższym poziomie od ponad 5 lat – mówi Paweł Wierzbicki.

Obecnie najwyższe wynagrodzenia uzyskują CFOs w sektorze usług finansowych: od 34 do 120 tys. zł brutto miesięcznie. Najczęściej oferowana pensja wynosi tam 45 tys. zł brutto miesięcznie, a do tego dochodzi roczny bonus, czyli premia wynosząca od 20 do 50 proc. pensji. Dyrektorzy finansowi spółek farmaceutycznych mogą obecnie liczyć na przeciętne wynagrodzenie w wysokości 42 tys. zł brutto miesięcznie, a w branżach e-commerce i FMCG – 38 tys. zł brutto. CFOs pracujący w sektorze przemysłowym zarabiają od 30 do 64 tys. zł brutto miesięcznie.

Eksperci od digitalizacji potrzebni są wszędzie

Popyt na ekspertów od digitalizacji przekracza podaż, szczególnie w branżach dóbr konsumenckich, IT czy e-commerce, co przekłada się na wzrost ich wynagrodzenia. Na najwyższe podwyżki mogą liczyć obecnie osoby na stanowiskach związanych z budowaniem i zarządzaniem omnichannel. Jak wynika z Raportu Płacowego, wśród najbardziej cenionych liderów znajdują się też Chief Information Officers, którzy zarabiają średnio ok. 45 tys. zł miesięcznie. Natomiast dyrektorzy IT mogą obecnie liczyć na przeciętną pensję w wysokości 32 tys. zł miesięcznie. Dyrektorzy ds. cyberbezpieczeństwa otrzymują obecnie wynagrodzenie w wysokości od 25 do 45 tys. zł brutto miesięcznie.

 

W kontekście digitalizacji widzimy ogromny potencjał w sprzedaży B2B. Wzrasta znaczenie kanałów online i mobilnych B2B, rośnie także rola analizy klientów i stosowania innowacyjnych narzędzi do gromadzenia danych nt. wykorzystania produktów. W związku z tym organizacje coraz częściej poszukują osób o odpowiednich kompetencjach do zarządzania coraz bardziej zdigitalizowanymi procesami w tej branży – mówi Paweł Wierzbicki z Page Executive.

Dyrektorzy HR strategiczni dla rozwoju biznesu

W 2022 roku obserwujemy kontynuację wzrostu rangi i znaczenia dyrektorów HR. Wyzwania związane z rywalizacją o talenty, budowaniem zaangażowania i skuteczną komunikacją w rozproszonych zespołach oraz udział w rozwoju struktury liderskiej organizacji sprawiły, że zarządzający zasobami ludzkimi ugruntowali swoją pozycję partnerów biznesowych zarządu.

Co ciekawe, w ubiegłym roku obserwowaliśmy dużą rotację na fotelach dyrektorów HR. Rozgrzany rynek pracownika naturalnie przełożył się na dynamikę wzrostu wynagrodzeń osób na tych stanowiskach w porównaniu z poprzednimi latami. W Polsce nasz zespół Page Executive obsadził rekordową liczbę 14 ról zarządowych i dyrektorskich w obszarze HR w 2021, w tym na poziomie regionalnych i globalnym – mówi Paweł Wierzbicki.

 

Obecnie na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć dyrektorzy HR (od 25 do 56 tys. zł miesięcznie), oraz dyrektorzy ds. wynagrodzeń i benefitów (23-35 tys. zł brutto miesięcznie) i dyrektorzy ds. rekrutacji – między 25 a 36 tys. zł brutto miesięcznie.

Bonusy zamiast podwyżek?

Branże, które borykają się z największymi trudnościami w rekrutacji kandydatów, to m.in. IT, HR czy logistyka. W celu retencji zespołu i ograniczenia kosztów związanych z pozyskiwaniem nowych talentów, pracodawcy są coraz bardziej skłonni do rekompensowania pracownikom strat finansowych, wynikających ze wzrostu kosztów życia i niekorzystnych zmian podatkowych. Budżety wynagrodzeń organizacji nie nadążają jednak za wskaźnikami inflacji.

Już w 2021 roku przedstawiciele polskiego top managementu mogli liczyć na atrakcyjne premie, nawet w wysokości od 20 do 40 proc. rocznego wynagrodzenia podstawowego. Obecnie najlepszych pracowników nagradza się bonusami o wartości między 30 a 50 proc. ich pensji. Do tego dochodzą również różnego rodzaju benefity, w tym dodatek samochodowy, a także pakiet opcji na akcje lub udziały w spółce. Coraz więcej przedsiębiorstw, szczególnie firm właścicielskich, jest gotowych do podzielenia się z najlepszymi pracownikami udziałami organizacji – mówi Paweł Wierzbicki z Page Executive, firmy specjalizującej się w rekrutacji pracowników na najwyższe stanowiska zarządzające.

Polski top management wabikiem na inwestorów

Polska jest wciąż atrakcyjnym krajem dla inwestorów ze względu na lokalizację, a także dobrze wykształconą i doświadczoną kadrę. Stosunek jakości usług świadczonych przez centra SSC/BPO do generowanych przez nie kosztów przedstawia się nadal korzystniej niż w bardziej dojrzałych gospodarkach. Obecnie obserwujemy zdecydowane przejście do bardziej zaawansowanych procesów, w związku z czym rośnie liczba rekrutacji na stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji. Wynagrodzenia przedstawicieli top managementu – choć nadal atrakcyjne z punktu widzenia inwestorów – z każdym rokiem coraz bardziej ewoluują w kierunku standardów Europy Zachodniej. Obecnie pracujący w sektorze usług Head of Finance zarabia od 25 do 45 tys. zł brutto miesięcznie, a Head of HR – między 25 a 38 tys. zł brutto miesięcznie.

Nie tylko wynagrodzenia

W warunkach rynku pracownika o powodzeniu procesów rekrutacyjnych decyduje m.in. otwartość firmy na preferencje kandydatów – nie tylko te dotyczące wynagrodzenia. Organizacje, które chcą przyciągnąć najlepsze talenty, muszą wykazać swoje zaangażowanie społeczne, realne działania podjęte w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz kulturę organizacyjną opartą na zasadach szacunku, różnorodności i inkluzywności. Potwierdza to m.in. badanie Michael Page, według którego dla 50 proc. kandydatów istotne są więzi społeczne w miejscu pracy. Trzy czwarte (75%) respondentów zadeklarowało też chęć pracy dla firmy zaangażowanej w społeczną odpowiedzialność biznesu, przede wszystkim (97%) w obszarze praw człowieka.

Kosztowne i długie procesy rekrutacyjne osób na najwyższe stanowiska zarządcze skłaniają pracodawców do przebijania ofert konkurencji. Z naszych obserwacji wynika, że w 2022 roku organizacje coraz częściej próbują zatrzymywać osoby składające wypowiedzenie poprzez zaproponowanie wyższego pakietu wynagrodzenia oraz rozszerzenie obszaru odpowiedzialności. Firmy, które są w stanie zaoferować kandydatom nie tylko atrakcyjne płace, ale także udział w ciekawych i innowacyjnych projektach, dopasowane do ich potrzeb benefity oraz kulturę organizacyjną opartą na elastyczności, różnorodności i relacjach międzyludzkich, mają większe szanse na pozyskanie najlepszych talentów. To właśnie od tego, w jaki sposób organizacje przyciągną wykwalifikowanych i doświadczonych top managerów, uzależnione są możliwości rozwoju firmy i generowania przez biznes coraz wyższej wartości dodanej – podsumowuje Paweł Wierzbicki z Page Executive.

Amerykański dolar słabnie. Drożeją akcje ukraińskich spółek

Główne indeksy rynku akcji w USA wzrosły w piątek po raz trzeci z rzędu (S&P 500 +1,53 proc., DJIA +1,19 proc., Nasdaq Composite +2,11 proc.) wychodząc na najwyższy poziom od 26 sierpnia. Zwyżka cen akcji była dziś rano kontynuowana na rynkach akcji w Azji i Oceanii (najsilniejszy wzrost – o 1,54 proc. – notował tajwański TAIEX).

Również w Europie nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów. DAX rósł dziś rano o +1,09 proc. osiągając najwyższy poziom od 11 sesji, CAC 40 rósł o +0,62 proc. do najwyższego poziomu od 9 sesji.

Ten pozytywny trend niespecjalnie udzielił się polskiemu rynkowi akcji (ok. godz. 9:45 WIG-20 +0,23 proc., WIG -0,09 proc.).

Reagując na pozytywne w ostatnich dniach doniesienia w Ukrainy silnie drożały dziś rano akcje ukraińskich spółek notowanych na GPW (ok. godz. 9:45 Coal Energy +31,19 proc., KSG Agro +19,82 proc., Milkiland +17,3 proc., Astarta +11,32 proc.).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Węgier osiągnęła wczoraj najwyższy poziom od 10 lat (9,305 proc.). Najwyższa od 11 lat była wczoraj rentowność 10-latek brytyjskiego rządu. Dziś rano rentowność 10-latek w krajach rozwiniętych lekko rosła.

Ceny ropy naftowej stabilizowały się dziś rano po wczorajszym wzroście (WTI 0,23 proc., Brent +0,36 proc.). Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,45 proc., srebro +1,83 proc., platyna +1,19 proc., pallad +0,34 proc.) oraz miedź (+0,95 proc.). Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE spadła wczoraj do swego nowego półrocznego minimum.

Amerykański dolar ponownie słabł dziś rano względem euro. Ok. godz. 9:10 kurs EUR/USD rósł o 1,28 proc. wychodząc na najwyższy poziom od 18 sierpnia. Względem japońskiego jena USD się natomiast lekko umacniał dziś rano (+0,11 proc. ok. godz. 9:15). Kurs USD względem malezyjskiego ringitta był dziś najwyżej od stycznia 1998.

Polski złoty podążał za euro umacniając się dziś rano znacząco względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -1,05 proc.). Kurs EUR/PLN rósł dziś rano o 0,12 proc.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara osiągnął dziś najwyższy poziom od 19 sierpnia przekraczając przez chwilę pozom 22000 USD. Ok. godz. 9:10 kurs rósł w stosunku do wczorajszego poziomu o 1,53 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Złoty poniżej 4,70 zł

Zapowiedzi podwyżek cen ropy w Europie wspierają złotego. W tle tych wydarzeń euro staniało poniżej 4,70 zł. Biorąc pod uwagę dobre wiadomości ze Wschodu, niewykluczone jest kontynuowanie tego ruchu.

RPP niezdecydowana

Wypowiedzi członków RPP pokazują, że nie jest to monolit. Z jednej strony możemy słuchać o osiągnięciu szczytów inflacji i oczekiwaniu spadku cen od września. Z drugiej strony można usłyszeć o szczycie inflacji na przełomie 4 kwartału 2022 i 1 kwartału 2023 roku. Ten drugi scenariusz jest bliższy obecnym prognozom NBP. Mowa jednak o lipcowej prognozie, od tego czasu trochę się jednak na rynkach zmieniło. Biorąc pod uwagę ilość dodatkowych transferów pieniężnych, można oczekiwać, że negatywny scenariusz będzie bardziej prawdopodobny. Z drugiej strony nie ma nic bardziej przerażającego niż spostrzeżenie, że recesja gospodarcza powinna zdusić inflację.

Odbicie cen ropy

W piątek byliśmy świadkami korekty cen ropy naftowej. Spadek poniżej 90 dolarów za baryłkę ropy notowanej w Londynie był najgłębszą przeceną od początku lutego tego roku. Mowa zatem o poziomach sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainie. To zresztą bohaterski zryw armii ukraińskiej ostatnich dni, która wyraźnie przeszła do kontrofensywy i odbija coraz bardziej istotne punkty, przywraca optymizm na rynkach. Dla rynku ropy głównym problemem w dłuższym okresie pozostaje nadal nadchodzące spowolnienie gospodarcze. Ceny ropy są bowiem dobijane przez oczekiwania dalszych podwyżek stóp procentowych. Wyższe stopy to droższe kredyty i mniej inwestycji a to kolejny gwóźdź do trumny, jaką dla wysokich cen ropy jest wolniejszy wzrost gospodarczy.

Gwałtowny wzrost bezrobocia w Kanadzie

Piątkowe dane od północnego sąsiada USA nie napawają optymizmem. Stopa bezrobocia wyskoczyła w górę z 4,9% na 5,4%. Pogorszyły się również dane cząstkowe. Zmiana zatrudnienia wyniosła zamiast oczekiwanego wzrostu o 15 tysięcy spadek o 39,7 tysiąca. Gorszą wiadomością jest, że zmiana na pełen etat wyniosła -77,2 tysiąca a zmiana na część etatu +37,5 tysiąca. Oznacza to, że nie tylko ubywa miejsc pracy, ale część z tych miejsc utrzymywana jest w niższym wymiarze godzin. Nie można się zatem dziwić, że dolar kanadyjski w drugiej połowie dnia wyraźnie tracił mimo bardzo dobrego piątkowego poranka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

14 nowych Partnerów w KPMG w Polsce

Grono Partnerów KPMG w październiku br. powiększy się o 14 osób w Departamentach: Audytu, Financial Services, Deal Advisory, Business Advisory oraz Doradztwa Podatkowego. Nominacje partnerskie są rezultatem dynamicznego rozwoju firmy oraz stałego rozwijania oferty usług i dostosowywania do zmieniających się wyzwań biznesowych.

Osoby awansowane na stanowiska partnerskie konsekwentnie wspierają klientów w rozwiązywaniu złożonych problemów biznesowych, zachowaniu zgodności z obowiązującymi regulacjami oraz pomagają wykorzystywać szanse rynkowe związane m.in. z cyfrową transformacją lub rosnącą rolą czynników ESG.

Partnerami w Departamencie Audytu zostali: Renata Kucharska i Michał Karwatka. Z kolei na stanowisko Partner Associate w tym dziale awansowali: Anna Jabłońska, Przemysław Boryczka oraz Jarosław Fąfara. W Departamencie Financial Services nominację na stanowisko Partnera otrzymał Michał Herbich (usługi aktuarialne). W Departamencie Doradztwa Podatkowego Partnerami zostali: Sabina Sampławska (doradztwo w zakresie podatków międzynarodowych) i Wojciech Majkowski (doradztwo w zakresie podatku CIT), a na stanowisko Partner Associate awansowani zostali: Agnieszka Laskowska (doradztwo w zakresie VAT), Agnieszka Smolińska-Wiśnioch (doradztwo w zakresie VAT), Wojciech Kotłowski (doradztwo podatkowe dla firm prywatnych) oraz Krzysztof Szwaja. Partnerem Associate w Departamencie Deal Advisory został Piotr Grauer (fuzje i przejęcia), natomiast Bartosz Zawisza (doradztwo IT) objął stanowisko Partner Associate w Departamencie Business Advisory.

Gratuluję awansów wszystkim nowym Partnerom KPMG. Są to znakomici, doświadczeni liderzy, z których każdy ma duży udział w rozwoju naszej firmy. Najważniejszą wartością KPMG są Pracownicy i ich wiedza, która pomaga klientom podejmować śmiałe i ważne decyzje, zmieniające otaczający nas świat. Nieustannie wspieramy wszystkich pracowników w podnoszeniu kompetencji, umożliwiając im rozwój na każdym szczeblu kariery i zachęcając jednocześnie do realizowania swoich pasji – czego przykładem jest osobisty sukces nowych Partnerów. Nominacje partnerskie odzwierciedlają dynamiczny rozwój KPMG w Polsce i konsekwentnie poszerzany katalog oferowanych usług, dostosowany do potrzeb organizacji ze wszystkich sektorów gospodarki – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.

Narzędzia do analityki danych, poprawa doświadczeń klientów i cyberbezpieczeństwo wśród priorytetów inwestycyjnych przedstawicieli zarządów firm w Polsce i na świecie

Choć 85 proc. prezesów ocenia, że ich firmy w okresie pandemii przyspieszyły digitalizację, badanie przedstawicieli zarządów i dyrektorów korporacji ujawnia niedoinwestowanie w technologię i luki w ich zaangażowaniu w transformację cyfrową. Jak wynika z raportu Digital frontier: A technology deficit in the boardroom, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, tylko 45 proc. członków zarządów i 41 proc. dyrektorów uważa, że kadra kierownicza wystarczająco angażuje się w kwestie technologiczne.

Na początku 2022 r. w ramach Deloitte Global Boardroom Program przeprowadzono ankietę wśród 551 przedstawicieli zarządów i dyrektorów (CxO) firm z 55 krajów. Jej celem było zrozumienie stopnia zaangażowania kadry kierowniczej w działania z zakresu wykorzystania nowych technologii. Miała także sprawdzić, co robią, aby zapewnić, że inwestycje technologiczne są powiązane z celami strategicznymi ich organizacji.

Jak wynika z badania Deloitte, ponad 80 proc. ankietowanych było przynajmniej w pewnym stopniu przekonanych o swoich możliwościach zrozumienia, weryfikacji i dyskusji o strategii oraz programie technologicznym w swoich organizacjach. Jednocześnie, mniej niż połowa członków zarządów (45 proc.) i dyrektorów (41 proc.) uważa, że zarządy zapewniają wystarczający nadzór nad kwestiami technologicznymi. Przeciwnego zdania jest odpowiednio aż 41 proc. i 27 proc. badanych.

– Ankietowani angażują się w sprawy technologiczne w stopniu nie odbiegającym od obserwowanego w ubiegłych latach, a wielu członkom zarządów brakuje wiedzy potrzebnej do zadawania świadomych pytań i upewniania się, że technologia adekwatnie współgra ze strategią biznesową przedsiębiorstwa. Powinna ona wykorzystywać możliwości oferowane przez najnowsze technologie, a innowacje powinny napędzać kierunki rozwoju. Ogólnie rzecz biorąc, badanie ujawniło lukę między rosnącym zapotrzebowaniem na większe zrozumienie i zaangażowanie w zagadnienia technologiczne, a obecnymi aktywnościami zarządów w tym zakresie – mówi Daniel Martyniuk, partner, lider doradztwa technologicznego Deloitte.

Uczestnicy badania wskazali główne zagadnienia, mające wpływ na skuteczny nadzór nad kwestiami technologicznymi. Prawie połowa twierdzi, że w tym obszarze za bardzo polegają w zakresie podejmowanych decyzji na zespole zarządzającym IT lub wewnętrznym czy zewnętrznym doradcy – tak ocenia 40 proc. członków zarządów i 42 proc. dyrektorów. Deficyty w biegłości technologicznej zarządów wymienia odpowiednio 38 i 42 proc. pytanych. Jedna trzecia (36 i 33 proc.) wskazuje na niejasną strukturę zarządzania zagadnieniami technologicznymi. Wśród wyzwań znalazły się również niewłaściwie zdefiniowane informacje zarządcze dotyczące tego obszaru (34 i 42 proc.) oraz niejasność powiązań między technologią a strategią (30 i 33 proc.).

Zarządy przeceniają swoje kompetencje technologiczne

Uczestnicy badania Deloitte pytani o ocenę postępów ich firm w zakresie wykorzystywania technologii w celu osiągnięcia przewagi konkurencyjnej, byli w większości optymistyczni – tak uważa 66 proc. przedstawicieli zarządów i 69 proc. dyrektorów.

Wydaje się, że zbyt optymistyczne podejście może być efektem błędu poznawczego, gdzie brak głębokiej wiedzy na konkretny temat przekłada się na przekonanie o braku zagrożeń i przecenianie własnych zdolności w tym zakresie. W tak dynamicznie zmieniającej się sferze jak technologia zarządy firm powinny jednak wykazywać się większą czujnością – tym bardziej, że badanie pokazuje wyraźnie niedoinwestowanie obszaru technologicznego firm. Tak wskazuje 47 proc. pytanych przedstawicieli zarządów i 54 proc. dyrektorów – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka w Zespole Strategii i Transformacji IT, Deloitte.

Wśród obszarów, w których ich organizacje planują inwestycje w ciągu najbliższych trzech lat członkowie zarządów i dyrektorzy wymieniają przede wszystkim analitykę danych, poprawiającą efektywność i podejmowanie decyzji (odpowiednio 73 i 81 proc.), poprawę doświadczeń klienta (71 i 73 proc.) oraz usprawnienia w zakresie cyberbezpieczeństwa (58 i 65 proc.). Na dalszych pozycjach znalazły się: poszerzanie umiejętności technologicznych pracowników (49 i 61 proc.) i rozwój sztucznej inteligencji i robotyki, mający zwiększyć produktywność (47 i 56 proc.), a także wykorzystanie rozwiązań cyfrowych do optymalizacji łańcuchów dostaw (43 i 46 proc.) oraz do przyspieszenia zielonej transformacji (34 i 33 proc.).

Skuteczna ochrona danych firmowych wyzwaniem najbliższej przyszłości

Badanie Deloitte pokazało też braki zaufania członków zarządów i dyrektorów do istniejących w ich organizacjach procesów związanych z ochroną zasobów danych. Tylko połowa respondentów twierdzi, że są one dobrze zabezpieczone. Pozostali albo nie są pewni, czy tak rzeczywiście jest (około jedna trzecia), albo czują, że muszą zrobić więcej w tym zakresie (15 proc.). Różniło się to nieco w zależności od regionu. W Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA) więcej respondentów uważa zgromadzone dane za bardziej bezpieczne niż w innych regionach, a respondenci z rejonu Azji i Pacyfiku są najbardziej sceptyczni co do swoich możliwości ich ochrony.

Większość ankietowanych ocenia, że rozumie zagrożenia cybernetyczne, z którymi muszą mierzyć się ich organizacje i ich potencjalny wpływ na prowadzenie biznesu. Mimo to, nie potrafią wskazać trzech najpoważniejszych zagrożeń w tym obszarze lub określić, w jaki sposób firma mogłaby je minimalizować. Biorąc pod uwagę stale zmieniające się metody i rosnące zaawansowanie techniczne cyberprzestępców, przedstawiciele zarządów i dyrektorzy firm powinni poświęcić temu obszarowi więcej uwagi – mówi Michał Sosinka, dyrektor w Zespole Cyberbezpieczeństwa, Deloitte.

Uczestnicy badania Deloitte wskazali także działania, które mogą podjąć, aby poprawić zaangażowanie i sposób zarządzania obszarem technologicznym w ich organizacjach – 66 proc. członków zarządów i 61 proc. dyrektorów wymienia przede wszystkim potrzebę edukowania zarządzających w zakresie najnowszych trendów technologicznych. Niewiele mniej (odpowiednio 60 i 61 proc.) mówi o konieczności opracowania bardziej holistycznego planu dotyczącego technologii i jej powiązania ze strategią zarządu. Kolejny postulat – uczynienie z technologii stałego punktu porządku obrad na spotkaniach oraz większa współpraca z techniczną kadrą dyrektorską (CIO, CTO, CISO) – był znacznie powszechniejszy wśród pytanych CxO (54 proc.) niż przedstawicieli zarządów (45 proc.). Jeszcze większa dysproporcja w uzyskanych odpowiedziach dotyczy propozycji zaangażowania do zarządów osoby dysponującej szeroką wiedzą techniczną, co zaleca połowa dyrektorów i tylko 34 proc. przedstawicieli zarządu.

Działania te mogą dotyczyć innej niezwykle istotnej kwestii, którą porusza badanie – powiązania strategii organizacji z agendą technologiczną. Aż 40 proc. członków zarządów i 38 proc. dyrektorów nie sądzi albo nie jest przekonanych o tym, że te elementy są wystarczająco zintegrowane.

Znaczenie technologii nieustannie rośnie, często stanowiąc bezpośrednio o pozycji konkurencyjnej i wynikach finansowych organizacji. Dlatego zarządy powinny koniecznie skupić się na powiązaniu strategii biznesowej i technologicznej – nie powinno to pozostawać wyłącznie w gestii CIOs. Brak w zarządzie wiedzy o tym, czy rozwój technologii w organizacji wspiera cele strategiczne – a według badania odpowiedziało tak aż 13 proc. członków zarządu i 7 proc. dyrektorów – nie powinien mieć już miejsca, niezależnie od branży – mówi Anna Wiącek-Kocot.

Rośnie ilość fałszywych oskarżeń w rodzinach. Mowa np. o przemocy czy molestowaniu

Fałszywe oskarżenia w rodzinie coraz powszechniejszym zjawiskiem. „Nikt nie potrafi uderzyć tak mocno, jak najbliżsi”.

Co łączy Ricky’ego Martina i Panią Agnieszkę z Bolesławca? W ostatnich tygodniach media żyły fałszywymi oskarżeniami, jakie wysnute zostały wobec tych osób przez bliskich członków rodziny. Agnieszka T. została oskarżona o gwałt i molestowanie przez własną córkę, a słynny piosenkarz o molestowanie przez siostrzeńca. Obie sprawy zostały zweryfikowane – do wspomnianych czynności nie doszło. Dlaczego najbliższa rodzina wycelowała tak silne i tak niszczące działa? – W praktyce detektywistycznej spotykamy się z fałszywymi oskarżeniami niemal codziennie. Połowa z nich to oskarżenia ze strony członków rodziny. Celem jest chęć uzyskania korzyści materialnych albo po prostu zemsta. Większość tych spraw znajduje pozytywne rozwiązanie i kłamstwo wychodzi na jaw. Zanim to jednak nastąpi to pomówiony mierzy się z niewyobrażalną falą kłamstw, nienawiści, jego reputacja jest niszczona, a niektórzy trafiają nawet do aresztu – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Najwięcej fałszywych oskarżeń dotyczy przemocy i molestowania

Fałszywe oskarżenia w rodzinie bolą najbardziej, bo wymierzane są niezwykle celnie – ofiara zwykle nie spodziewa się z jak poważnym problemem przyjdzie jej się mierzyć. Detektywi przyznają, że motywacją do fałszywych oskarżeń jest zwykle chęć uzyskania korzyści majątkowej np. przejęcia spadku czy przejęcia majątku podczas rozstania. Zdarza się także chęć uzyskania konkretnej korzyści finansowej lub przejęcia nieruchomości. Wiele sytuacji to także zemsta np. za zdradę małżeńską.

– Opinia publiczna byłaby zaskoczona jak wiele tego typu spraw jest na co dzień w biurach detektywistycznych. To plaga naszych czasów, bo w dobie mediów społecznościowych i wydawania wyroków przez „opinię publiczną” szybciej niż przez sąd, oskarżenie o przemoc, molestowanie czy skłonności pedofilskie uruchamia lawinę, która bezpowrotnie niszczy reputację oskarżonego. Czy oskarżenia się potwierdzają? Jeżeli nie, to zwykle nie udaje się naprawić krzywd, jakie takie kłamstwo wyrządza. Trafiają do nas osoby zdesperowane, zdruzgotane tym, że ktoś im bliski, członek rodziny czy małżonek jest w stanie kłamać, by go zniszczyć – mówi Małgorzata Marczulewska, prywatny detektyw.

Najwięcej oskarżeń, które okazują się fałszywe dotyczy przemocy oraz czynności seksualnych. Po pierwsze dlatego, że najtrudniej tutaj zweryfikować prawdę, a po drugie dlatego, że siła oskarżenia niemal automatycznie sprawia, że „ofiara” otrzymuje wielki społeczny kredyt zaufania, a „sprawca” jest napiętnowany i nie daje się wiary jego tłumaczeniom.

– Nawet jeżeli okaże się, że nie dochodziło do molestowania czy do przemocy to odium agresora zawsze już na nim zostanie. Tacy ludzie tracą przyjaciół, tracą pracę. To wielka krzywda – mówi detektyw Marczulewska.

Udowodnienie niewinności nie jest proste, ale należy być szczerym i czujnym. „Prawda zawsze wychodzi na jaw”

W jakiej sytuacji dochodzi najczęściej do fałszywych oskarżeń o przemoc czy o molestowanie? Tutaj prym wiodą konflikty na linii mąż-żona czy brat-siostra.

Przypadek, że córka oskarża matkę o gwałt i molestowanie to absolutnie niespotykana sprawa, ale zdarzają się oskarżenia wobec ojczymów czy machoch.

– Sytuacje z tego roku: para w trakcie rozwodu. Kobieta oskarża męża o molestowanie córki. Natychmiast podejmowane są kroki sądowe, dziecko jest odcięte od rodzica, a on zostaje natychmiast wyeksmitowany z mieszkania. Śledztwo trwa kilka miesięcy, mężczyzna traci pracę. Gdy trafia do nas jest strzępkiem człowieka. Nasze śledztwo ujawnia, że jego żona ma nowego adoratora, a w toku czynności sądowych okazuje się, że celem oskarżenia była chęć przejęcia na własność ich wspólnej nieruchomości. Sprawa zakończyła się pozytywnie, o ile w takiej sytuacji można mówić o pozytywnym rozstrzygnięciu – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Inny konflikt rodzinny dotyczył pożyczki jaką brat udzielił siostrze. Gdy dopomniał się o zwrot pieniędzy został oskarżony o molestowanie siostry i pobicie jej męża – dodaje detektywka.

Co należy zrobić, gdy jesteśmy niesłusznie oskarżeni o czynności takie jak przemoc czy molestowanie? – Nie obejdzie się bez prawnika i detektywa. Należy być szczerym i zbierać wszelkie informacje, które świadczą o naszej niewinności. Prawda zwykle triumfuje, ale musimy być czujni, szczerzy i gotowi na falę, która niejednego zmiotła z nóg – dodaje detektyw Marczulewska.

Dwukrotny wzrost ataków cybernetycznych w Ukrainie. Polska doświadczyła w sierpniu inwazji hakerów

  • W trakcie trwania wojny cyberataki na sektor rządowo-wojskowy Ukrainy wzrosły ponad dwukrotnie (112 proc)
  • W Rosji ich ilość spadła o 8 proc., co spowodowane jest częściowym wyłączeniem dostępu do sieci spoza Rosji
  • Polska odnotowała w sierpniu rekordowy, przeszło 42 proc. wzrost ataków!

W trakcie trwania wojny cyberataki na sektor rządowo-wojskowy Ukrainy wzrosły ponad dwukrotnie (112 proc.). W Rosji ich ilość spadła o 8 proc. – wynika z danych przekazanych przez Check Point Research. Eksperci zauważają, że wojna ukraińsko-rosyjska oddziałuje w cyberprzestrzeni również na NATO oraz kraje sprzymierzone z Ukrainą, w tym Polskę, która tylko w sierpniu zanotowała 42 proc. wzrost ataków!

Ukraina doświadcza obecnie średnio ponad 1500 ataków cybernetycznych tygodniowo na pojedynczą sieć korporacyjną. To o ponad 500 więcej niż w Polsce (977). Dla porównania średnia światowa sięga 1124 cyberataków, natomiast operujące w Rosji korporacje doświadczają 1434 tygodniowo.

Z analiz Check Point Research wynika, że ogółem cyberataki w Ukrainie wzrosły o ¼ względem analogicznego okresu w zeszłym roku. W Rosji ich ilość wzrosła o 13 proc., natomiast w skali globalnej o zaledwie 0,1 proc. Sytuacja w Ukrainie wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmiemy pod uwagę sektor rządowo-wojskowy. Tam, wzrost zagrożeń sięga 112 proc. i jest znacznie wyższy niż w innych rejonach świata. Niespodziewanie, w Rosji odnotowano 8-proc. spadek.

– Najbardziej zdumiewającą statystyką, jaką udokumentowaliśmy w tym kontekście [wojny ukraińsko-rosyjskiej – przyp. red.], jest 112-proc. wzrost cyberataków na rząd i sektor wojskowy Ukrainy, podczas gdy ten sam sektor w Rosji spadł o 8 proc. Chociaż Rosja nie odłączyła się całkowicie od Internetu, jak mogłoby wynikać z poprzednich raportów, wiemy, że sieci rządowe i wojskowe oraz strony internetowe wdrożyły różne środki w celu ograniczenia dostępu do swoich zasobów spoza Rosji, co utrudnia wykonanie niektórych ataków – wyjaśnia Sergey Shykevich, menedżer grupy odpowiadającej za wywiad zagrożeń w Check Point Software.

Ekspert Check Pointa dodaje, że bez względu na wynik wojny, grupy hakerskie oraz haktywiści nie znikną, a swoje zasoby najprawdopodobniej przekierują na nowe cele, wywołując „tsunami cyberataków”. – Już teraz zaczęliśmy dostrzegać wczesne sygnały ostrzegawcze w postaci ataków na partnerów NATO, a także na te kraje, które przyszły z pomocą Ukrainie. W wyniku tego konfliktu aktywność cybernetyczna na zawsze zmieniła oblicze działań wojennych – twierdzi Shykevich.

Konferencje EBC i RPP

Dzień, w którym mamy dwie konferencje najważniejszych dla nas banków centralnych nie mógł być nudny i nie był. Złoty wzmocnił się głównie jednak w wyniku zapowiedzi dalszych podwyżek stóp w strefie euro.

EBC bez niespodzianek

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w strefie euro poszły w górę o wartość 0,75%. W rezultacie główna stopa procentowa wynosi właśnie taką wartość, a stopa refinansowa 1,25%. Sama decyzje jednak nie miała większego wpływu na rynek. Zamieszała dopiero konferencja prasowa. Padło na niej, że Europejski Bank Centralny będzie nadal podnosił stopy procentowe. Docelowy pułap oczywiście wyznacza spadek inflacji do celu. Biorąc pod uwagę, że inflacja wynosi ponad 9%, a stopy niecały 1% mają jeszcze co robić. To właśnie oczekiwania dalszych wzrostów stóp procentowych napędzają wzrosty euro względem dolara. Mamy dzisiaj najsilniejsze euro względem dolara od trzech tygodni.

Dane ze Stanów w tle konferencji

Zobaczyliśmy wczoraj bardzo przyzwoity odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. 222 tysiące to nie tylko wyraźna poprawa, ale również najlepszy wynik od wielu miesięcy. Nie miało to jednak większego wpływu na rynki. Publikacja danych poszła dokładnie kwadrans po decyzji EBC a kwadrans przed rozpoczęciem konferencji prasowej. Wpływ tych danych to raczej tylko tonowanie silnego wydźwięku, jaki miała konferencja EBC.

Prezes Glapiński na konferencji

Konferencje prasowe prezesa NBP cieszą się coraz większą popularnością. Wypowiedzi, które swego czasu uchodziły za wyjątkowo nudne, obecnie są oglądane nie tylko przez media branżowe. Z jednej strony wiele osób łudzi się, że padną tam jakieś ważne deklaracje. Z drugiej strony barwny język prezesa i liczne dygresje powodują, że jeszcze wiele dni po wydarzeniu fragmenty są szeroko cytowane w mediach. Tym razem również nie było zawodu. Dowiedzieliśmy się, że nie można mówić o kryzysie, bo cały czas mamy silny wzrost PKB. ¾ inflacji pochodzi z zewnątrz, a gospodarkę światową czekają trudne czasy. Dowiedzieliśmy się, że za 8 lat mamy osiągnąć 80% PKB Francji. Oznacza to, że będziemy się rozwijać w tym czasie niemal 9 punktów procentowych szybciej niż Francuzi. Dowiedzieliśmy się, że RPP dalej będzie walczyć z drożyzną. Biorąc pod uwagę, że po miesiącu bez posiedzenia ta zdecydowana walka to 0,25 punktu procentowego w górę można mieć tylko nadzieję, że to zdecydowanie wzrośnie. Ciężko powiedzieć, jak złoty reagował na te doniesienie, gdyż w międzyczasie EBC ogłosił wyższe podwyżki stóp procentowych i zaczął zasysać kapitał, co spowodowało umocnienie polskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl