Niskie bezrobocie i rekordowa liczba zatrudnionych obcokrajowców. Minęło pół roku od wybuchu wojny w Ukrainie

Jak podał GUS, stopa bezrobocia w lipcu utrzymała się na rekordowo niskim poziomie 4,9 %, czyli tym samym, co w czerwcu. Co to oznacza i jaki wpływ na niskie bezrobocie mają uchodźcy z Ukrainy? Jeszcze nigdy na naszym rynku pracy nie było legalnie zatrudnionych tak wielu obywateli innych krajów. Wg danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych blisko 1,25 mln cudzoziemców jest zarejestrowanych do ubezpieczenia emerytalnego.

Niski poziom bezrobocia a cudzoziemcy

24 sierpnia minęło pół roku od napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę. Od początku wybuchu wojny, na mocy uproszczonych procedur zatrudnienia uchodźców, pracę w naszym kraju znalazło blisko 390 tys. osób, we wszystkich sektorach gospodarki. Jedynie 4,3% z nich zarejestrowanych jest nadal, jako bezrobotni.

– Jednym z powodów spadków bezrobocia w kraju może być fakt, że z początkiem roku wielu Ukraińców rejestrowało się w urzędach pracy, po czym osoby te znajdowały pracę lub wracały na Ukrainę, więc się wyrejestrowywały – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes polskiej firmy doradczej Conperio.

Z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wynika, że pod koniec lipca w Polsce zatrudnionych było niemal 736 tys. Ukraińców. Pozostali obcokrajowcy zatrudnieni w kraju nad Wisłą to m.in. Białorusini oraz Gruzini.

Gdzie znaleźli zatrudnienie obywatele Ukrainy?

Jak pokazało ostanie pół roku, rynek pracy był chłonny i gotowy na przyjęcie setek tysięcy nowych pracowników. Głównie w przetwórstwie przemysłowym, transporcie, produkcji, usługach, rolnictwie i budownictwie, choć nie tylko. Na portalach z ofertami pracy znaleźć można ogłoszenia w języku ukraińskim od pracodawców, którzy szukają pracowników na stanowiska: lekarz, pielęgniarka, pomocniczy personel medyczny, czy opiekun osoby starszej. Jak podkreśla Mikołaj Zając, cudzoziemcy w Polsce mogą znaleźć pracę praktycznie w każdym sektorze gospodarki.

– Przedsiębiorcy chętnie zatrudniają pracowników z Ukrainy, zarówno do prostych prac niewymagających wysokich kompetencji, jak również w zawodach przeznaczonych dla specjalistów. W Polsce brakowało m.in. szwaczek, kucharek, tłumaczy czy pracowników administracji. Warto również pamiętać, że znaczna część podzespołów, przede wszystkim z branży automotive i zbrojeniowej jest dziś produkowanych w Polsce i eksportowanych np. do Niemiec. Podjęcie pracy w tej branży jest dużo prostsze, ponieważ bariera językowa nie stanowi aż tak dużego problemu – wyjaśnia Mikołaj Zając, prezes polskiej firmy doradczej Conperio.

Dla obywateli Ukrainy przygotowano szereg odgórnych ułatwień, które pomagają im w wejściu na polski rynek pracy. Coraz więcej punktów pomocy rzeczowej i żywieniowej zamienia się w biura ułatwiające poszukiwanie źródła utrzymania. Do minimum złagodzono również zakres zatrudniania, w tym m.in. nauczycieli akademickich czy na stanowiskach pomocniczych i obsługi w urzędach oraz jednostkach samorządowych.

Jednym z ważniejszych kroków jest modyfikacja zapisów specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, dzięki której m.in. ma zostać stworzony specjalny portal internetowy, ułatwiający nawiązywanie kontaktów pomiędzy pracodawcami, a osobami które poszukują pracy. Państwo w tym temacie podąża za sektorem prywatnym, który już od dawna silnie wspiera Ukraińców – analizuje Mikołaj Zając.

Jak długo utrzyma się niskie bezrobocie?

Zdaniem eksperta rynek pracy jako ostatni zareaguje na pogorszenie koniunktury. Nagły drastyczny scenariusz zwiększania się stopy bezrobocia do końca roku nie wydaje się realny. Możliwa redukcja zatrudnienia – o ile w ogóle się zacznie – może, choć nie musi, dotyczyć osób z Ukrainy.

– Istnieje prawdopodobieństwo, że osoby te nie zgłoszą się do urzędów pracy po utracie zatrudnienia, więc statystyka bezrobocia ich nie uwzględni – dodaje Mikołaj Zając.

Część ekonomistów zauważa, iż w lipcu nie nastąpił spadek bezrobocia względem poprzedniego miesiąca i może to zwiastować nadchodzącą zmianę trendu. Zdaniem Mikołaja Zająca utrzymanie się bezrobocia na tym samym poziomie może być spowodowane m.in. brakiem pracowników sezonowych.

– Plantatorzy już w maju i czerwcu sygnalizowali wyraźnie, że nie ma chętnych do pracy sezonowej przy zbiorach szparagów czy truskawek. Część tych pracowników stanowili Ukraińcy, którzy zostali na Ukrainie by bronić swoich najbliższych. Ponadto większość uchodźców znalazło mieszkanie w miastach i najczęściej tam szukali pracy – podsumowuje ekspert rynku pracy.

Prawnicy o sytuacji nadodrzańskich przedsiębiorców: fala pozwów bardzo prawdopodobna, ale winnych nie ma

Pomoc dla nadodrzańskich firm niewystarczająca, a droga do odszkodowań długa i kręta.

Prawnicy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie zwracają uwagę, że ogłoszone przez ministrów przewidywane wsparcie dla przedsiębiorców nadodrzańskich nie jest wystarczające. Może to oznaczać, że niebawem do sądów trafi fala pozwów, bo przedsiębiorcy będą próbowali ratować swoje firmy uzyskując rekompensaty i odszkodowania. Eksperci zwracają uwagę, że nie będzie to łatwe, bo nie ustalono konkretnej przyczyny katastrofy oraz nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej.

Przedsiębiorcy rozczarowani niskim wsparciem. Na Odrze nadal trwa katastrofa ekologiczna

Jak mówi mecenas Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, jeden z prawników zajmujących się sprawą przedsiębiorców znad Odry, sytuacja jest trudna. Przewidywane wsparcie nie jest wystarczające i nie bierze pod uwagę sezonowego charakteru działalności nad rzeką, a z drugiej strony trudno jest wskazać konkretnego adresata pozwu. Może to być Rząd lub agenda rządowa jeżeli udowodnione zostaną jej zaniechania lub sprawca zanieczyszczenia jeżeli ten zostanie wykryty. Obie opcje wiążą się z długą i skomplikowaną sprawą sądową.

– Rządowy projekt opiera się na założeniu, że o pomoc będą mogli ubiegać się przedsiębiorcy prowadzący działalność w strefie objętej katastrofą ekologiczną, z określonym kodem PKD i odnotowujący przynajmniej 50% spadek przychodów w sierpniu 2022 roku względem wcześniejszego miesiąca lub tego samego okresu w roku 2021. Pomoc będzie wypłacana w kwocie 3010 złotych za każda osobę zgłoszoną do ubezpieczeń społecznych. Taką kwotę należy traktować jako pomoc de minimis spełniającą określone kryteria – mówi mec. Marek Jarosiewicz.

– Trudno powiedzieć dlaczego ustawodawca zdecydował się na takie rozczarowanie mając w pamięci szerokie wsparcie dla przedsiębiorców z tzw. „ściany wschodniej”, gdy wprowadzono stan wyjątkowy w regionach przy granicy z Białorusią. Tam rozwiązania legislacyjne przewidywały między innymi odszkodowania uzależnione od odsetka utraconych przychodów – dodaje mec. Jarosiewicz.

Droga prawna będzie kręta i skomplikowana, bo… nie ma winnego katastrofy.

Eksperci sugerowali możliwość np. wprowadzenie „wakacji kredytowych” dla przedsiębiorców działających nad Odrą czy zwolnienia podatkowe na okres całego roku 2022. Stanowisko w tej sprawie zajęła Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie krytykując niewystarczające wsparcie zaproponowane przez Rząd RP.

– Trudno teraz ocenić, jaka będzie droga prawna dla przedsiębiorców, których nie usatysfakcjonuje oferta Rządu RP. Na ten moment nie ma wskazanego winnego katastrofy. Przedsiębiorcy więc mogą kierować swoją uwagę w stronę podmiotów publicznych, które zaniedbały swoją pracę i to po ich stronie może leżeć wina za katastrofę. Udowodnienie zaniechań otwiera drogę do odszkodowań od Skarbu Państwa. Drugą grupą podmiotów są osoby fizyczne czy firmy, które przez swoje działanie spowodowały katastrofę – mówi mec. Jarosiewicz. Od ustaleń ekspertów i naukowców zależą szansę przedsiębiorców na uzyskanie odszkodowań – mówi ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

Prawnicy zwracają uwagę, że zamknięcie możliwości korzystania z Odry do odwołania na kolejne dni blokuje możliwość korzystania z rzeki przedsiębiorcom. Najbardziej przejrzystą formą regulacji byłoby wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. – Sugerują to zarówno prawnicy jak i przedsiębiorcy. Stan katastrofy na Odrze trwa już miesiąc, a wsparcie jednorazowe nie pokrywa nawet ułamka poniesionych przez nadodrzańskie firmy strat – mówi mec. Marek Jarosiewicz.

Sytuacja mikro, małych i średnich przedsiębiorstw w latach 2021-2022 – raport Banku Pekao

Najnowszy, 12-sty już raport Banku Pekao S.A. pokazuje, że sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw poprawiła się względem poprzedniego z 2020 roku. Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro, Małych i Średnich Firm (MMŚF) mierzący nastroje przedsiębiorców wyniósł w badanym okresie 93,9 pkt. To lepiej niż w poprzednim badaniu, jednak do rekordowego wyniku 102,6 pkt. za 2019 rok jeszcze dużo brakuje. Zaobserwowano duży wzrost wskaźnika w województwach: lubuskim (+4,61 pkt.), warmińsko-mazurskim (+4,30 pkt.), podlaskim (+3,75 pkt.) oraz wielkopolskim (+3,45 pkt.). Przedsiębiorcy także lepiej oceniają stan polskiej gospodarki oraz ogólnie sytuację w swojej branży.

Minął już ponad rok od publikacji poprzedniej edycji raportu Banku Pekao dotyczącego kondycji mikro, małych i średnich firm. Ubiegłoroczna odsłona stanowiła portret sektora MMŚP pogrążonego w kryzysie związanym z pandemią. Po osiągniętym w 2019 roku rekordowym wyniku 102,6 pkt. (na skali 50-150 pkt), rezultat za 2020 r. spadł poniżej „neutralnego” progu 100 pkt. i wyniósł jedyne 91,4 pkt. Gospodarka po początkowym okresie szoku i gorączkowego dostosowywania się do nowej rzeczywistości, mogła zacząć nadrabiać straty dopiero w kolejnym roku.

I rzeczywiście, Ogólny Wskaźnik Koniunktury za rok 2021 miał, wedle estymacji zawartych w ubiegłorocznym raporcie, osiągnąć wartość 94,5 pkt. Faktyczny wynik – 93,9 pkt – jest potwierdzeniem słuszności tych prognoz, ale jednocześnie sygnałem, że sektor MMŚP w Polsce nie znajduje się w najlepszej kondycji. Przedsiębiorcy nieco bardziej optymistycznie spoglądają jednak w przyszłość – Ogólny Wskaźnik Koniunktury na kolejne 12 miesięcy wyniósł 95,7 pkt., podczas gdy za ostatnie 12 miesięcy (przedsiębiorcy porównują dzisiejszą sytuację do tej sprzed roku) wyniósł zaledwie 92,0 pkt.

Najnowsze wydanie raportu Banku Pekao o sytuacji mikro, małych i średnich firm w Polsce w latach 2021-2022 to opracowanie poruszające szereg istotnych dla sektora MMŚP tematów: wzrost gospodarczy, perspektywy wzrostu konsumpcji i inwestycji, sytuacja na rynku pracy i wynagrodzeń, a także oczywiście inflacja. Wszelkie dane statystyczne zawarte w opracowaniu można wygodnie przeanalizować, zarówno na szczeblu regionów, jak i podregionów, z podziałem na branże czy wielkość firm.

I tak najlepszą koniunkturę w skali kraju odnotował sektor budowlany, najgorszą natomiast – handlowy, który wciąż najdotkliwiej odczuwał wszelkie konsekwencje związane z pandemicznymi regulacjami i ograniczeniami. Utrzymuje się także obserwowana już od kilku lat korelacja pomiędzy wielkością firmy a jej statystycznym Ogólnym Wskaźnikiem Koniunktury.

Najlepiej radzą sobie średnie firmy, które jako jedyne, wybiły się powyżej neutrum, uzyskując 101,6 pkt. W przypadku małych firm jest to 94,4 pkt., a mikrofirm – 93,8 pkt.

W momencie opracowywania raportu ankietowani przedsiębiorcy przejawiali optymizm odnośnie nadchodzącego roku. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej, zmienia się bardzo dynamicznie.

Trudna sytuacja zawsze może być postrzegana jako wyzwanie prowadzące do wypracowania nowych rozwiązań – mówi Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes Banku Pekao, zarządzająca Pionem Bankowości Przedsiębiorstw. – Dlatego tym bardziej doceniamy udział tak licznej grupy przedsiębiorców w opracowaniu raportu. Pogłębione wywiady składające się z pytań otwartych pozwoliły nam lepiej zrozumieć sytuację sektora MMŚP w Polsce i stanowią doskonałe dopełnienie do zebranych przez nas danych ilościowych.

Tradycyjnie raport posiada, oprócz części ogólnej, także część poświęconą tematowi specjalnemu. Tym razem brzmi on: „Sinusoida nastrojów – w cieniu kolejnych wyzwań”. Tytuł nawiązuje do rozrastającego się katalogu czynników negatywnie wpływających na gospodarkę, wzrost niepewności panującej wśród przedsiębiorców oraz zaniepokojenie pracowników. Rosnąca amplituda owej sinusoidy to wynik między innymi rosnącej inflacji, podwyżek stóp procentowych i zmian na rynku pracy. Autorzy raportu przeprowadzili prawie 7 tys. rozmów z przedsiębiorcami, każdemu zadając taki sam zestaw pytań, np. o presję na zwiększenie wynagrodzeń ze strony pracowników albo o plany na przyszłość. Zakrojone na tak szeroką skalę badanie pozwoliło uzyskać bardzo ciekawy, a przy tym stosunkowo kompletny obraz „sinusoidy nastrojów”.

Raport nie byłby pełny bez rozmów z ekspertami – ekonomistami czy wykładowcami akademickimi. Do analizy ilościowej, której wyniki podzielone są na regiony i podregiony, została dołączona część analityczna, która pozwala pełniej zrozumieć zawarte informacje. Publikacja najnowszego raportu zbiega się bowiem z wyjątkowo trudnym czasem dla Polski i Europy: przewiduje się, że jesienią nastąpi uderzenie kolejnej fali koronawirusa, a napaść Rosji na Ukrainę wywiera wpływ nie tylko na nasz kraj, ale i cały kontynent.

Tegoroczna edycja raportu trafia na grunt szczególnych potrzeb – mówi Dominika Byrska, dyrektor Biura Produktów i Procesów Kredytowych w Banku Pekao. – Napięta, skomplikowana sytuacja, zarówno w kraju, jak i w skali globalnej, wywołuje w przedsiębiorcach, ekonomistach i analitykach naturalną potrzebę posiadania dokładnych, kompleksowo zebranych i przejrzyście opracowanych informacji. Jestem pewna, że najnowszy raport Banku Pekao spełnia tę potrzebę w odniesieniu do sektora mikro, małych i średnich firm. Bank Pekao należy do grona instytucji, które chcą posiadać na ten temat możliwie dokładne dane, aby zapewnić najwyższą jakość usług swoim klientom z sektora MMŚP i jak najlepiej rozumieć ich potrzeby – dodaje dyrektor.

Raport Banku Pekao jest przygotowywany co roku już od 12 lat. Badaniem objęte są mikro, małe i średnie firmy, czyli takie, które zatrudniają do 249 osób. Z pełną treścią raportu można zapoznać się na stronie (link): https://www.pekao.com.pl/raport-msp/

International Finance Corporation z Grupy Banku Światowego potencjalnym akcjonariuszem Elemental Holding

Elemental Holding – jeden z globalnych liderów w recyklingu metali szlachetnych – otrzymał propozycję inwestycyjną od International Finance Corporation (IFC) z Grupy Banku Światowego. W ramach transakcji IFC może przejąć pakiet zamiennych, uprzywilejowanych akcji spółki o wartości do 75 mln USD.

Potencjalna transakcja jest elementem szerszej, niepublicznej emisji akcji Elemental Holding. Jej celem jest sfinansowanie kolejnego etapu rozwoju spółki – zarówno organicznego, jak i opartego o akwizycje działających na całym świecie podmiotów zajmujących się recyklingiem i zieloną produkcją metali szlachetnych. Elemental Holding współpracuje także z innymi instytucjami i prywatnymi inwestorami w celu zabezpieczenia finansowania planowanych działań rozwojowych i inwestycyjnych. W realizacji transakcji spółce doradza Morgan Stanley & Co. International plc.

Zaangażowanie IFC w akcjonariat Elemental Holding oznacza, że jako działająca w skali globalnej Grupa spełniamy najwyższe standardy zrównoważonego rozwoju. Dzięki pozyskanemu w wyniku transakcji finansowaniu chcemy wzmocnić naszą pozycję na globalnym rynku zielonej produkcji metali strategicznych. Zapotrzebowanie na te metale stale rośnie wraz z postępującą świadomością w zakresie ESG, informatyzacją przemysłu, elektryfikacją motoryzacji oraz dalszemu zwrotowi ku odnawialnym źródłom energii i technologiom wodorowym. Wspólnie z IFC, jesteśmy przekonani, że radykalne zwiększenie poziomu recyklingu metali jest kluczowe, by sprostać rosnącym wyzwaniom społecznym i klimatycznym – podkreśla Paweł Jarski, prezes Elemental Holding.

Grupa Elemental Holding jest producentem strategicznych dla gospodarki surowców, pozyskiwanych w sposób zrównoważony i przyjazny dla środowiska, m.in. poprzez przetwarzanie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, katalizatorów samochodowych, obwodów drukowanych i metali nieżelaznych. Grupa jest obecna w 15 krajach świata – w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Elemental Holding jest także jednym z 18 europejskich podmiotów notyfikowanych przez Komisję Europejską w ramach europejskiej polityki przemysłowej, mającej na celu stworzenie w UE łańcucha wartości zrównoważonej mobilności. W oparciu o pozyskane w ten sposób finansowanie Grupa realizuje budowę pierwszego w UE zakładu recyklingu baterii litowo-jonowych wykorzystywanych w samochodach elektrycznych. Instalacja zostanie uruchomiona w 2023 roku w Zawierciu.

IFC z Grupy Grupy Banku Światowego jest największą w skali świata instytucją rozwoju działającą w sektorze prywatnym na rynkach wschodzących. W roku podatkowym IFC zainwestowała w rozwój prywatnych firm i instytucji finansowych rekordową kwotę 31,5 mld USD. Aktualnie IFC jest obecna w ponad 100 krajach świata.

Rośnie liczba sporów pomiędzy najemcami a galeriami handlowymi

W obliczu słabnącej koniunktury gospodarczej coraz częściej właściciele centrów handlowych spotykają się z próbami negocjacji przez najemców stawek czynszów. Prawnicy kancelarii DLA Piper spodziewają się, że niespotykana wcześniej fala sporów między galeriami a najemcami, która rozpoczęła się wraz z wybuchem pandemii, będzie narastać w najbliższych miesiącach.

Podczas sporów z wynajmującymi, właściciele sklepów i punktów usługowych najczęściej powołują się na przepisy Kodeksu cywilnego, według których wcześniej zawarte umowy można zmienić, gdy dochodzi do nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Zdaniem najemców takie wydarzenia jak pandemia, wybuch wojny w Ukrainie, słabnący złoty czy galopująca inflacja odbiły się negatywnie na prowadzonej przez nich działalności. W związku z tym występują oni z żądaniami obniżenia czynszów bądź skrócenia okresu obowiązywania umów, grożąc galeriom sporami sądowymi.

Branża handlowa jeszcze do niedawna była sektorem, gdzie toczyło się niewiele postępowań spornych – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający oraz szef praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie. – Pandemia wiele w tym zakresie zmieniła. W miejsce polubownych negocjacji, właściciele galerii spotykają się coraz częściej z działaniami prawnymi najemców, którzy formułują swoje żądania w oparciu o rzadko stosowany jeszcze do niedawna przepis o możliwości zmiany treści lub rozwiązania umowy w przypadku wystąpienia nadzwyczajnych okoliczności.

Jak podkreślają eksperci kancelarii, pomimo, że przepisy dają najemcom pewien instrument w prowadzeniu sporów, to od strony dowodowej wykazanie, że nadzwyczajne zjawisko miało faktycznie wpływ na działalność danego podmiotu nie jest już łatwe.

Trzeba odróżnić to, co się w tej chwili dzieje w branży handlowej jako wynik wydarzeń nadzwyczajnych od tego, co jest efektem normalnego cyklu koniunktury – zauważa Szymon Sakowski, adwokat w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper. – W przypadku pandemii, sądy właściwie nie miały wątpliwości, że doprowadziła ona do nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Jednak najemcy często mają problem z wykazaniem, że właśnie ta okoliczność doprowadziła do rażącej straty. Ponadto, najemcy w swojej argumentacji zwykle nie uwzględniają faktu, że otrzymali już pomoc ze strony państwa, jak również ze strony wynajmujących w formie upustów lub odroczenia płatności.

Z doświadczenia kancelarii DLA Piper wynika, że znaczną część sporów między najemcami a galeriami udaje się rozstrzygnąć polubownie, nawet jeśli niektóre z nich już wcześniej trafiły do sądu. Strony starają się znaleźć porozumienie, by uniknąć długoletniego postępowania w sądach powszechnych, jak również wysokich opłat sądowych czy też kosztów sporządzenia opinii przez biegłych, a przede wszystkim by wrócić do współpracy i relacji biznesowych.

Prawnicy DLA Piper zwracają uwagę, że o ile wynajmujący są w dużej mierze skłonni do zawierania ugód, to ich możliwości negocjacyjne nie są nieograniczone. Centra handlowe oraz ich właściciele również często ponieśli straty podczas pandemii oraz otrzymali mniejsze wsparcie rządowe w porównaniu do większości najemców. Ponadto, w wielu przypadkach właścicielami centrów są fundusze, których inwestycje zostały sfinansowane ze środków zewnętrznych, co ogranicza im możliwość obniżenia czynszów czy też skrócenia okresu najmu z powodu zawartych umów kredytowych. Rosną także koszty działalności galerii handlowych w związku ze wzrostem cen energii i płac.

Bez wątpienia weszliśmy w nowy etap relacji pomiędzy galeriami a najemcami. Spadek obrotów spowodowany mniejszym ruchem w centrach handlowych w związku m.in. z wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę, pandemią czy rosnącą popularnością e-commerce powoduje, że o konflikt na linii najemca-właściciel jest coraz łatwiej – twierdzi

Paweł Bartosiewicz, radca prawny w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper.

ANWIL wznawia produkcję nawozów oraz dostawy surowego CO2

W trosce o zagwarantowanie bezpieczeństwa żywnościowego kraju oraz ochrony zdrowia Polaków, pomimo trudnych warunków makroekonomicznych, ANWIL z Grupy ORLEN podjął decyzję o wznowieniu produkcji nawozów azotowych. Tym samym spółka zapewni również dostarczanie surowego CO2, który po przetworzeniu wykorzystywany jest m.in. w produkcji żywności oraz przemyśle farmaceutycznym. ANWIL na bieżąco monitoruje sytuację na rynku i podejmuje działania, które uwzględniają zarówno wyzwania biznesowe, jak i społeczną odpowiedzialność firmy.

– Bezprecedensowy wzrost cen gazu uderzył w branżę nawozową nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. ANWIL, jako jedna z nielicznych firm, przez dłuższy czas utrzymywał ciągłość produkcji, aby zapewnić dostępność nawozów na polskim rynku. Jej wstrzymanie wynikało wyłącznie z przesłanek biznesowych, niezależnych od Grupy ORLEN. Widzimy jednak olbrzymie zapotrzebowanie ze strony branży spożywczej, ale też medycznej, w tym transplantologii na skroplony CO2 oraz suchy lód. Mając na uwadze potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w Polsce zdecydowaliśmy o uruchomieniu instalacji nawozowych, co umożliwi przywrócenie również dostaw półproduktu wytwarzanego we włocławskim zakładzie produkcyjnym – surowego CO2. Podejmiemy przy tym działania, aby ograniczenia wynikające z wysokich cen gazu miały możliwie minimalny wpływ na Grupę ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

ANWIL nie jest dystrybutorem CO2, jest to produkt uboczny, który powstaje w trakcie procesu produkcji nawozów azotowych. Mając jednak na względzie bezpieczeństwo żywnościowe w kraju, spółka podjęła rozmowy z kontrahentem, jedynym odbiorcą tego produktu. Ich celem jest zabezpieczenie dostaw surowego CO2 i wykorzystanie go do produkcji i realizacji dostaw dla branż i sektorów kluczowych dla życia publicznego w Polsce, w szczególności mających znaczenie dla życia, zdrowia, bezpieczeństwa publicznego oraz zapewnienia dostępności towarów na rynku. Spółka ANWIL umożliwi odbiór surowego CO2 w ciągu najbliższych 48 godzin.

Cena nawozów po wznowieniu ich produkcji będzie odzwierciedlała aktualną cenę gazu ziemnego oraz uwarunkowania rynkowe. Jednocześnie ANWIL oczekuje na ustabilizownie się sytuacji na rynku gazu oraz wypracowanie rozwiązań wspierających branżę nawozową.

Jastrzębi Powell, silny dolar

W trakcie obserwowanego z wielką uwagą piątkowego przemówienia na dorocznym sympozjum w Jackson Hole przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell postraszył rynki deklaracjami kontynuowania przez FED zdecydowanej walki z inflacja, która ostatnio osiągnęła w USA najwyższe poziomu od ponad 40 lat. Powell ostrzegł, że może to oznaczać „dłuższy okres wzrostu poniżej trendu” oraz „ból dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw”.

Wall Street zareagowała na te twarde słowa najsilniejszym od 13 czerwca spadkiem S&P 500 o 3,37 proc. Indeks znalazł się na najniższym poziomie od miesiąca. Średnia przemysłowa Dow Jonesa straciła 3,03 proc., a Nasdaq Composite tąpnął o 3,94 proc. Spadały w piątek również – chociaż w mniejszym stopniu – główne indeksy innych giełd w obu Amerykach. Wyjątkiem był chilijski IPSA, który minimalnie wzrósł osiągając najwyższy poziom od 3,5 lat.

Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy kontynuowały zniżkę (ok. godz. 9:05 S&P 500 -0,67 proc., DJIA –0,51 proc., Nasdaq 100 -1,03 proc.).

Piątkowy silny spadek cen akcji w USA oczywiście przełożył się na słabość rynków akcji w Azji i Oceanii w poniedziałek. Najwięcej – ponad 2 proc. – straciły główne indeksy giełd w Japonii, na Tajwanie, w Korei Południowej i Australii. Spadków uniknęły główne indeksy kontynentalnych Chin, Filipin i Malezji.

Spadały dziś właściwie wszystkie główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX -1 proc., CAC 40 -1,04 proc.). Najsłabszy w Europie był dziś rano polski WIG-20 (-2,62 proc. ok. godz. 9:30), który spadł na najniższy poziom od listopada 2020. Najniżej od 1,5 roku był dziś rano WIG-Banki (-1,93 proc. ok. godz. 9:35). Lekki wzrost notował dziś rano jedynie WIG-Spożywczy (+0,72 proc. ok. godz. 9:35). Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano ceny akcji Pekao, CD Projekt, CCC, PKO BP i PZU. Jeśli chodzi o składniki mWIG-u to podobnie stało się w przypadku ceny akcji ING BSK. Wśród składników sWIG-u 80 nowy cykliczny dołek osiągnął kurs akcji Newagu.
Amerykański rynek 10-letnich obligacji skarbowych zareagował w piątek i poniedziałek rano na wystąpienie Powella lekkimi spadkami rentowności, która jednak nadal utrzymywała się powyżej poziomu 3 proc. (3,024 proc.). Rentowność amerykańskich 2-latek utrzymywała się tuż poniżej poziomu swego czerwcowego szczytu (3,3783 proc.). Do najwyższego poziomu od 2 miesięcy wzrosły dziś rano rentowności 10-latek głównych krajów strefy euro. Lekko natomiast spadała dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu (6,244 proc.).

Kontrakty na brytyjski gaz ziemny notowane na ICE wzrosły w piątek o 6,45 proc. do najwyższego poziomu w historii. W poniedziałek rano o niecałe 0,8 proc. drożały kontrakty na ropę naftową. Do najniższych poziomów od miesiąca spadały dziś rano metale szlachetne (ok. godz. 9:25 złoto -0,91 proc., srebro –2,21 proc., platyna -2,09 proc., pallad -0,47 proc.). O 3 proc. spadała ok. 9:25 cena kontraktów na miedź na COMEX-ie.

Amerykański dolara umacniał się w piątek i poniedziałek rano. Kurs USD względem japońskiego jena zbliżył się do poziomu swego lipcowego 24-letniego szczytu. Słabło względem dolara również euro (dziś rano -0,23 proc.), ale kursu EUR/USD nie spadł poniżej swego prawie 20-letniego minimum z ubiegłego tygodnia. Amerykański dolara ustanowił swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, indyjskiej rupii, koreańskiego wona, tajwańskiego dolara, brytyjskiego funta i islandzkiej korony.

Słabł dziś rano złoty (ok. 9:30 USD/PLN +0,34 proc., EUR/PLN +0,1 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł w piątek o 4,37 proc. a w sobotę o 3,63 proc. wracając poniżej poziomu 20000 USD do najniższego poziomu od 13 lipca.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ranking rzetelności polskich przedsiębiorstw: wschodnia Polska liderem uczciwości

Solidność w biznesie można mierzyć na różne sposoby. W oparciu o dane Krajowego Rejestru Długów, eksperci Rzetelnej Firmy sprawdzili, które województwa mogą pochwalić się największą grupą rzetelnych przedsiębiorców. Jak wynika z ich ustaleń, sytuacja wygląda najlepiej we wschodniej Polsce – na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Najgorzej jest z kolei na Śląsku i Mazowszu.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów na koniec lipca 2022 r., najwięcej do oddania mają przedsiębiorcy z województwa mazowieckiego. Ich zaległości wynoszą ponad 2 mld zł. Kolejne na liście dłużników są firmy ze Śląska (1,2 mld zł) oraz Wielkopolski (925 mln zł). Na drugim biegunie znalazły się z kolei województwa: podlaskie (153 tys. zł), opolskie (159 tys. zł) oraz świętokrzyskie (177 tys. zł). Autorzy zestawienia zrezygnowali jednak z porównywania przedsiębiorców wyłącznie ze względu na wartość zadłużenia.

Żeby obiektywnie zweryfikować rzetelność firm w poszczególnych województwach, eksperci Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy wzięli pod uwagę: zadłużenie w KRD w przeliczeniu na 1000 firm działających w danym regionie, średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika oraz odsetek dłużników w województwie w stosunku do wszystkich działających tu firm. Im mniejsze zaległości, tym więcej punktów i wyższa pozycja danego regionu w rankingu. Po zsumowaniu wszystkich kategorii, uzyskano wskaźnik, który pokazuje poziom rzetelności polskich przedsiębiorców.

Wschodnia Polska na czele rzetelnych

W tym roku najlepiej zaprezentowały się województwa podlaskie (42 pkt.) i podkarpackie (40 pkt.). Trzecie miejsce na podium zajęło województwo lubelskie (35 pkt.). Najgorzej zaś wypadł Śląsk, który we wszystkich kategoriach znajdował się wśród trzech najniżej ocenianych regionów. Przedsiębiorcy z tej części Polski uzyskali łącznie zaledwie 5 pkt. Na przedostatnim miejscu znalazły się firmy z województwa mazowieckiego (7 pkt.), a niechlubne podium zamknęły województwa kujawsko-pomorskie oraz pomorskie (po 13 pkt.).

Biorąc pod uwagę wyłącznie wysokość zadłużenia, zobaczylibyśmy ranking, w którym najmniej rzetelne okazałyby się najbardziej uprzemysłowione regiony. Czyli takie, w których działa największa liczba firm. Tymczasem nie jest to odzwierciedlenie rzeczywistości. Przykładem są województwa dolnośląskie, wielkopolskie i kujawsko-pomorskie. Pierwsze dwa, pomimo wysokiej ogólnej kwoty zadłużenia, nie znalazły się wcale na samym dole rankingu. Niechlubne 14 miejsce, na 16 możliwych, zajęło za to województwo kujawsko-pomorskie, które pod względem łącznego zadłużenia notowanego w KRD plasuje się pośrodku stawki – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Dwie twarze przedsiębiorców z Dolnego Śląska i Małopolski

Pierwszym czynnikiem, który eksperci Rzetelnej Firmy i KRD wzięli pod uwagę, jest średnie zadłużenie jednego przedsiębiorcy. Najwięcej do oddania mają przeciętnie dłużnicy z województwa mazowieckiego (ponad 37 tys. zł). Kolejni na liście są przedsiębiorcy z Małopolski (35 tys. zł) oraz Śląska (34,7 tys. zł). W porównaniu do nich znacznie lepiej wyglądają z kolei firmy z województw: zachodniopomorskiego (28,2 tys. zł), lubuskiego (29,5 tys. zł) oraz dolnośląskiego (29,6 tys. zł). Niestety dla przedsiębiorców z tego ostatniego, była to jedyna kategoria, w której zaprezentowali się tak dobrze.

Średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika to jednak nie wszystko. Warto również sprawdzić, jaki ich odsetek w danym województwie stanowią dłużnicy notowani w KRD. Im niższy poziom tego wskaźnika, tym wyższe miejsce w rankingu rzetelności. Najlepiej pod tym względem wyglądają firmy z Podkarpacia. Tylko niespełna 7 proc. z nich figuruje w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Dobrze wypadli także przedsiębiorcy z Małopolski i Podlasia, gdzie odsetek zadłużonych to niewiele ponad 7 proc. wszystkich firm.

Przykład województwa dolnośląskiego pokazuje, dlaczego przy ocenie rzetelności przedsiębiorców warto brać pod uwagę kilka wskaźników. Firmy z tego regionu wypadły bowiem bardzo dobrze w zestawieniu uwzględniającym średnie zadłużenie w bazie KRD, a równocześnie miały drugi najgorszy wynik w statystyce pokazującej odsetek zadłużonych. Kolejnym dowodem jest województwo małopolskie, gdzie sytuacja była odwrotna: bardzo wysokie średnie zadłużenie szło w parze z korzystnym współczynnikiem wszystkich firm zalegających ze spłatą zobowiązań w województwietłumaczy Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Firmy z Górnego i Dolnego Śląska z wysokim odsetkiem dłużników

Problem nieterminowego regulowania zobowiązań wyraźnie widać na Górnym Śląsku, gdzie zadłużona jest co dziewiąta firma (11,43 proc.). Niewiele lepiej jest w województwie dolnośląskim, gdzie trudności z płaceniem na czas ma ponad 11 proc. przedsiębiorców. Podobna sytuacja występuje w województwie kujawsko-pomorskim (prawie 11 proc.).

Do KRD trafiają dłużnicy, którzy nie regulują na czas swoich zobowiązań finansowych. Oczywiście wpływ na to ma szereg czynników. Te problemy mogą wynikać między innymi z nietrafionych inwestycji, błędów w zarządzaniu, utraty klientów, a w tym roku także z kryzysu gospodarczego spowodowanego wojną za wschodnią granicą. Jednak część przedsiębiorców używa wcześniej opisanych okoliczności wyłącznie jako wymówki, by opóźniać bądź wstrzymywać płatności. W ten sposób kredytują swoją działalność kosztem innych firm, które przez to stają się niewypłacalne – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Ostatnim czynnikiem, który autorzy zestawienia wzięli pod uwagę, oceniając rzetelność polskich przedsiębiorstw, było podzielenie łącznego długu w konkretnym województwie na 1000 działających tam firm. Pod tym względem najlepiej prezentuje się województwo podlaskie (niespełna 2,2 mln zł). Na drugim miejscu znalazły się firmy z Podkarpacia (ponad 2,2 mln zł), a ostatnie miejsce na podium przypadło województwu małopolskiemu (prawie 2,5 mln zł). Najgorzej wypadły firmy ze Śląska (blisko 4 mln zł), Mazowsza (ponad 3,9 mln zł) oraz województw: kujawsko-pomorskiego i pomorskiego, w których zadłużenie na 1000 firm wyniosło ponad 3,6 mln zł.

Wskaźnik Rzetelności Polskich Przedsiębiorstw
Województwo Zadłużenie na 1000 firm Pkt. Średnie zadłużenie dłużnika w KRD Pkt. Odsetek zadłużonych wśród wszystkich firm Pkt. Suma punktów  
PODLASKIE 2 168 262 zł 16 30 572 zł 12 7,09% 14 42  
PODKARPACKIE 2 240 390 zł 15 32 758 zł 9 6,84% 16 40  
LUBELSKIE 2 589 720 zł 12 30 602 zł 11 8,46% 12 35  
ŚWIĘTOKRZYSKIE 2 540 332 zł 13 32 950 zł 8 7,71% 13 34  
OPOLSKIE 2 770 150 zł 11 30 670 zł 10 9,03% 11 32  
ZACHODNIOPOMORSKIE 2 969 704 zł 10 28 227 zł 16 10,52% 6 32  
MAŁOPOLSKIE 2 477 666 zł 14 34 995 zł 2 7,08% 15 31  
LUBUSKIE 3 099 872 zł 9 29 488 zł 15 10,51% 7 31  
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 3 147 424 zł 8 30 326 zł 13 10,38% 8 29  
WIELKOPOLSKIE 3 222 204 zł 7 34 083 zł 5 9,45% 10 22  
DOLNOŚLĄSKIE 3 281 055 zł 6 29 610 zł 14 11,08% 2 22  
ŁÓDZKIE 3 325 068 zł 5 34 009 zł 6 9,78% 9 20  
POMORSKIE 3 624 517 zł 4 34 254 zł 4 10,58% 5 13  
KUJAWSKO-POMORSKIE 3 630 145 zł 3 33 083 zł 7 10,97% 3 13  
MAZOWIECKIE 3 918 637 zł 2 37 020 zł 1 10,59% 4 7  
ŚLĄSKIE 3 970 236 zł 1 34 740 zł 3 11,43% 1 5  

 

Spada liczba zadłużonych Polaków. W najlepszej sytuacji są najmłodsi

Jak wynika z danych, pochodzących z największych rejestrów długów, średnie zadłużenie Polaków pod koniec I półrocza br. wahało się od ponad 10 tys. do 28 tys. złotych. W relacji rocznej zmniejszyła się liczba dłużników. Według BIG InfoMonitor i BIK, na koniec I połowy tego roku było ich 2 676 205, a rok wcześniej – 2 740 875. W KRD ostatnio odnotowano 2 415 940 zadłużonych, a poprzednio – 2 416 379. BIG InfoMonitor i BIK podaje, że najwyższy średni dług dotyczy osób mających od 45 do 54 lat. KRD wskazuje rodaków w wieku 46-55 lat, a ERIF – seniorów po 65. roku życia. Z kolei najmniejsze średnie zadłużenie we wszystkich rejestrach dot. najmłodszej grupy wiekowej. Natomiast różnice między województwami z najwyższym i najniższym średnim długiem wynoszą od ponad 4 tys. zł (KRD) do przeszło 16,8 tys. zł (BIG InfoMonitor i BIK).

Mniej dłużników

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że na koniec czerwca br. średnie zadłużenie Polaków wyniosło 28 335 zł. Było nieco niższe niż rok wcześniej, gdy miało wartość 28 667 zł. W przypadku dłużników wpisanych do KRD można dostrzec taką samą zależność. Ostatnio była to kwota 18 707,92 zł, a w końcówce I połowy 2021 roku – 19 692,90 zł. Spadło też średnie zadłużenie w ERIF (monitorowane bez długów alimentacyjnych). Na koniec czerwca br. było na poziomie 10 137,49 zł, a w analogicznym okresie 2021 roku – 10 236,86 zł.

– Spadki były efektem ożywienia w gospodarce, wynikającego z zakończenia pandemicznych restrykcji.  Firmy zaczęły normalnie funkcjonować, zatrudniać pracowników na pełne etaty i w dużej części odzyskały płynność finansową. Przełożyło się to na poprawę sytuacji ekonomicznej dłużników – komentuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Biorąc pod uwagę dane z poszczególnych rejestrów, widać, że średnie zadłużenie Polaków pod koniec I półrocza br. wahało się od 10 137,49 do 28 335 zł. W ocenie ekonomisty Marka Zubera, stosunkowo dobra sytuacja dłużników w I połowie tego roku wynikała m.in. z tego, że mocno wzrosły wynagrodzenia. Na przełomie maja i czerwca inflacja zaczęła już rosnąć szybciej niż pensje. I dlatego w kolejnych miesiącach średnie zadłużenie znacząco się zwiększy.

– Średnie długi są relatywnie niewielkie. Jednak zważywszy na wysokość średniomiesięcznego wynagrodzenia w Polsce, są niemożliwe do spłacenia przez przeciętnego Kowalskiego. Opłacając rosnące rachunki i kupując drożejące produkty, nie jest on w stanie wygospodarować nadwyżek – zwraca uwagę Adrian Parol.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, rdr. zmniejszyła się liczba dłużników. Na koniec czerwca br. było ich 2 676 205, a rok wcześniej – 2 740 875. Spadek zaobserwowano też w KRD. Ostatnio odnotowano 2 415 940 zadłużonych, a poprzednio – 2 416 379.

– Spadek liczby dłużników w I półroczu br. w dużej mierze wynikał z szerszego otwarcia gospodarki, w szczególności handlu i usług po ciężkim okresie pandemii. Co prawda, był on niewielki, ale jednak zauważalny – podkreśla Adrian Parol.

Najmłodsi w najlepszej sytuacji

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, najwyższy średni dług mają osoby w wieku 45-54 lat – 39 687 zł (rok wcześniej – 39 060 zł). W KRD to Polacy mający 46-55 lat – 26 941,15 zł (28 426,68 zł). W ERIF są to ludzie po 65. roku życia – 12 391,38 zł (poprzednio 12 454,64).

– Grupy wiekowe z największym zadłużeniem mają z reguły dłużą historię kredytową. Niektórzy zadłużeni, będąc w wieku np. 45 lat, są jeszcze daleko od zakończenia aktywności zawodowej, ale posiadają już bogate doświadczenie i mogli zaciągać wysokie kredyty – zauważa Marek Zuber.

We wszystkich rejestrach najmniejsze średnie zadłużenie dot. najmłodszej grupy wiekowej. W BIG InfoMonitor i BIK to są Polacy w wieku 18-24 lat. Ich długi wynosiły ostatnio – 6 788 zł (rok wcześniej – 8 162 zł). W KRD to rodacy między 18. a 25. rokiem życia – 4 417,91 zł (3 862,36 zł). W ERIF to ludzie mający od 18 do 24 lat – 3 696,60 zł (3 806,61 zł).

– Dług młodej osoby wynika najczęściej z potrzeb stricte konsumpcyjnych. I z reguły dotyczy zakupu nowoczesnego telefonu bądź innego elektronicznego gadżetu. Nie stanowi dużego problemu, np. z uwagi na możliwości zarobkowe i fakt zamieszkiwania z rodzicami – wyjaśnia mec. Parol.

W dwóch rejestrach mężczyźni mają większe średnie zadłużenie niż kobiety. W BIG InfoMonitor i BIK ostatnio wynosiło odpowiednio 31 002 i 24 084 zł (rok wcześniej – 31 072 i 24 864 zł). W KRD odnotowano 21 392,51 oraz 14 032,13 zł (poprzednio – 22 554,89 i 14 728,82 zł). Odwrotnie jest w przypadku ERIF. Tu większe średnie zadłużenie wykazują kobiety niż mężczyźni – 10 699,71 vs 9 784,17 zł (wcześniej – 10 773,60 i 9 896,73 zł).

– W rejestrach, w których mężczyźni mają większe średnie zadłużenie, różnice między ich długami i kobiet są dość wyraźne. Na tej podstawie można wnioskować, że zaległości kobiet są w Polsce z reguły mniejsze – stwierdza Marek Zuber.

Mazowieckie „liderem”

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK najwyższy średni dług występuje w woj. mazowieckim – 39 950 zł, małopolskim – 29 663 zł, a także pomorskim – 29 482 zł. W KRD na czołowych pozycjach widać mazowieckie – 21 255,20 zł, lubelskie – 19 881,58 zł, jak również małopolskie – 19 640,35 zł.

– To kwestia zamożności województw z najmniejszą stopą bezrobocia. Tam, gdzie jest największy potencjał do zaciągania kredytów, występuje ich najwięcej. Ludzie nie boją się ich brać – tłumaczy Zuber.

Do tego warto dodać, że wg BIG InfoMonitor i BIK najniższy średni dług dot. woj. opolskiego – 23 127 zł, świętokrzyskiego – 23 165 zł, jak również lubuskiego – 23 523 zł. W KRD są to dłużnicy bez wskazanego adresu – 12 825,67 zł, z lubuskiego – 17 247,96 zł, a także z woj. wielkopolskiego – 17 549,37 zł.

– Województwo lubuskie występuje w trzech rejestrach. Osoby tam zameldowane często pracują w Niemczech i mają wysokie zarobki. Trudniej jest odzyskać ich długi wobec braku możliwości zajęcia wynagrodzenia. Co więcej, egzekucja wymaga poniesienia znaczących nakładów, co czyni ją w znacznym stopniu nieopłacalną – zaznacza mec. Parol.

Różnice między województwem z największym i najmniejszym średnim długiem wynoszą od ponad 4 tys. zł (KRD) do przeszło 16,8 tys. zł (BIG InfoMonitor i BIK). Jak przewiduje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, te rozbieżności będą się zwiększać. Największe problemy ze spłatą zaległości będą mieli mieszkańcy województw z najwyższym zadłużeniem wobec pogorszenia sytuacji finansowej Polaków, wynikłej ze wzrostu kosztów życia.

Stan gospodarki komplikuje politykę pieniężną

Najnowsze dane GUS dotyczące kondycji polskiej gospodarki jeszcze bardziej komplikują perspektywy dla polityki pieniężnej, które mają istotny wpływ na sytuację oraz decyzje podejmowane zarówno przez posiadaczy oszczędności, jak i zadłużonych osób oraz firm.

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w drugim kwartale tego roku polska gospodarka skurczyła się w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami roku aż o 2,3 proc. To jeden z największych spadków w najnowszej historii. Dynamika wzrostu PKB w ujęciu rok do roku była o połowę niższa niż w pierwszym kwartale, uwzględniając wpływ czynników sezonowych. Tak duże i niespodziewane pogorszenie się koniunktury prawdopodobnie nie pozostanie bez wpływu na decyzje z obszaru polityki pieniężnej. Już wcześniej sygnały płynące z tego zakresu ze strony przedstawicieli władz monetarnych były niejednoznaczne, a w kontekście najnowszych informacji stopień niepewności może jeszcze się zwiększyć. Teoretycznie zależność między polityką pieniężną a koniunkturą gospodarczą jest prosta: podwyższanie stóp procentowych powoduje wzrost kosztów finansowania, co ogranicza zarówno skłonność do konsumpcji gospodarstw domowych, jak i gotowości do inwestycji oraz pogorszenie się wyników finansowych firm. Obie te okoliczności wpływają w znaczącym stopniu na kondycję i perspektywy gospodarki. Od października ubiegłego roku priorytetem władz monetarnych, nie tylko polskich, była walka z nasilającą się inflacją, przy jednoczesnym utrzymywaniu się do niedawna dobrej koniunktury gospodarczej. Gdy tempo wzrostu gospodarczego maleje lub wręcz PKB zaczyna spadać, polityka pieniężna z reguły jest modyfikowana, czyli cykl zaostrzania warunków monetarnych wytraca tempo lub jest wstrzymywany, a gdy pojawia się zagrożenie recesją, w grę zaczyna wchodzić jego odwracanie, czyli obniżanie stóp procentowych.

Obecnie, w warunkach spadków dynamiki wzrostu PKB i jednoczesnego utrzymywania się najwyższej od dziesięcioleci inflacji, władze monetarne w większości krajów świata stawiane są przed bardzo dużymi wyzwaniami. Zmiany są już widoczne w kilku państwach. Drastyczne obniżenie się tempa wzrostu chińskiej gospodarki skłoniło tamtejsze władze monetarne do pierwszego od kilku lat obniżenia stóp procentowych. Mimo dwóch kwartałów z rzędu spadku amerykańskiego PKB, rezerwa federalna na razie nie rezygnuje z zacieśniania polityki pieniężnej. W tej kwestii nie ma jasnych deklaracji ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Trudno przewidywać także posunięcia polskich władz monetarnych – deklaracje już wcześniej były niejednoznaczne. Analitycy z Departamentu Analiz Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego w najnowszej projekcji inflacyjnej kreślili raczej pesymistyczne scenariusze zarówno względem inflacji, jak i koniunktury gospodarczej. Biorąc pod uwagę najnowsze dane, najbliższa, listopadowa projekcja może mieć wydźwięk jeszcze bardziej pesymistyczny. Jeszcze kilka tygodni temu przedstawiciele NBP sugerowali, że szczyt zjawisk inflacyjnych jest bliski, a jako najbardziej prawdopodobny scenariusz przyjmowano jeszcze jedną niewielką podwyżkę stóp procentowych we wrześniu i perspektywę rozpoczęcia łagodzenia polityki pieniężnej pod koniec przyszłego roku. Z niedawnych wypowiedzi prezesa NBP wynika, że dyskusja o rozpoczęciu dyskusji o możliwości obniżek stóp procentowych „nie jest bliską perspektywą”, nie precyzując horyzontu czasowego. Nie wiadomo także, jak zmieni się nastawienie władz monetarnych po najnowszych danych makroekonomicznych oraz w perspektywie kolejnych publikacji dotyczących kondycji polskiej gospodarki. Kluczowe będą więc kolejne dane, a sygnały dotyczące posunięć w zakresie polityki monetarnej mogą pojawić się na wrześniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Obecnie oprocentowanie lokat nadal rośnie, zaś z rynku instrumentów finansowych płyną niejednoznaczne sygnały. Stawki WIBOR stabilizują się na wysokim poziomie, zaś rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych po kilku tygodniach zdecydowanej tendencji spadkowej, w ostatnim czasie mocniej poszła w górę.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Masz dług? Przepisanie majątku na bliską osobę nie uchroni go przed komornikiem. Jak działa skarga pauliańska?

Liczba niespłaconych zobowiązań, które trafiają do egzekucji komorniczej rośnie w bardzo szybkim tempie: według danych Krajowej Rady Komorniczej, w 2021 r. prowadzonych było aż 7,9 mln spraw egzekucyjnych (!), czyli 66 proc. więcej niż zaledwie rok wcześniej[1].  Są spore szanse na to, że ta liczba będzie jeszcze wyższa, ponieważ 15 kwietnia zniesiono obowiązujący w pandemii zakaz eksmisji, czyli „zawieszone” postępowania odzyskały swój bieg. Można podejrzewać, że od tamtej pory wiele zadłużonych osób znów zadaje sobie pytania: „Jak uratować mój majątek? Co zrobić, aby komornik go nie zajął?” Niektórzy sądzą, że rozwiązaniem w tej sytuacji jest natychmiastowa sprzedaż lub przepisanie domu czy mieszkania na najbliższych: dzieci, małżonka czy rodzeństwo. Chcą w ten sposób „zabezpieczyć” swój majątek i pozostawić go w rodzinie, ale bardzo często nie zdają sobie sprawy, że w praktyce takie działanie może jeszcze bardziej zaszkodzić im i ich bliskim! Komornik i tak będzie musiał prowadzić swoje działania, a oprócz tego w sprawę zostanie wciągnięta osoba trzecia, której mogą grozić poważne problemy prawne i finansowe. Dlaczego? Niewiele osób wie o istnieniu skargi pauliańskiej, czyli specjalnego narzędzia prawnego, przysługującego wierzycielom, które sprawia, że takie wyzbycie się majątku jest w rozumieniu prawa nieskuteczne. Jak w praktyce działa skarga pauliańska i co trzeba o niej wiedzieć? O tym w najnowszym materiale z cyklu „Ogarniam finanse”.

Czym jest skarga pauliańska?

Skarga pauliańska to rodzaj powództwa, które ma prawo wnieść wierzyciel, gdy osoba zadłużona świadomie pozbyła się swojego majątku na rzecz osoby trzeciej, a wierzyciel nie może przez to odzyskać należnych mu świetle prawa pieniędzy[2]. Wierzycielem może być tu inna osoba prywatna, instytucja lub przedsiębiorstwo także firma windykacyjna, działająca w ich imieniu.

W praktyce skarga pauliańska może być wniesiona w sytuacji, gdy dochodzi do darowizny lub sprzedaży często po zaniżonej cenie np. domu lub mieszkania, które mogłyby podlegać zajęciu przez komornika. Wierzyciel ma wtedy prawo do ochrony swoich interesów przed takim postępowaniem, właśnie składając w sądzie skargę pauliańską. Jeśli sąd uzna, że darowizna lub sprzedaż była dokonana po to, by uniemożliwić czynności komornikowi, to skarga będzie zasadna, a wierzyciel nadal będzie mógł na drodze egzekucji komorniczej odzyskać zaległe środki. Wtedy, choć w praktyce dany majątek będzie już w posiadaniu innej osoby, to dług nie znika, ale tak naprawdę przechodzi właśnie na osobę trzecią, od której wierzyciel może domagać się uregulowania należności z przepisanych przedmiotów majątkowych. Tym sposobem nabywca lub „obdarowany”, zamiast cieszyć się z korzyści, sam będzie musiał zmierzyć się z komornikiem.

Chociaż skarga pauliańska jest skutecznym narzędziem, to warto wiedzieć, że wierzyciel nie sięga po nią od razu. Przede wszystkim, jeśli zlecił odzyskanie należności profesjonalnej firmie windykacyjnej, to zanim sprawa uzyska bieg prawny i w ogóle dojdzie do możliwości wniesienia skargi pauliańskiej, to zawsze windykator podejmuje najpierw próbę kontaktu z osobą zadłużoną, wykorzystując windykację polubowną. Windykator, jeśli uzyska od osoby zadłużonej wszystkie potrzebne informacje, będzie mógł przeanalizować jej sytuację finansową i pomóc ustalić indywidualny harmonogram spłat, który ułatwi stopniowe wychodzenie z zadłużenia:

– Działania windykatora i komornika są nadal powszechnie mylone. Komornik działa na podstawie tytułu wykonawczego i wniosku egzekucyjnego wysłanego przez wierzyciela. Tymczasem trzeba pamiętać, że jeśli kontaktuje się z nami windykator, to dzięki rozmowie z nim możemy ustalić taki harmonogram spłaty, który będzie dla nas wykonalny, biorąc po uwagę wysokość naszych dochodów. Dlatego unikanie kontaktu z windykatorem może jedynie pogłębić problemy i w konsekwencji sprawić, że jedyne, co wierzyciel może zrobić, to skierować sprawę do komornika, a potem, jeśli zaistnieją do tego przewidziane prawem okoliczności, także wykorzystać prawo do złożenia skargi pauliańskiej – mówi Wioleta Sobiech, ekspert Intrum.

Podstawy do złożenia skargi pauliańskiej

Jakie dokładnie warunki muszą zaistnieć, aby wierzyciel faktycznie miał podstawy do wniesienia skargi pauliańskiej? Według prawa[3], powinno być tu spełnionych 5 przesłanek:

  1. Osoba zadłużona dokonała czynności prawnej (np. formalnej sprzedaży nieruchomości lub przekazania darowizny).
  2. Czynność prawna dokonana przez osobę zadłużoną doprowadziła do pokrzywdzenia wierzyciela, gdyż dłużnik stał się niewypłacalny (albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności).
  3. Osoba trzecia uzyskała na skutek tej czynności korzyść majątkową.
  4. Osoba zadłużona była świadoma swojego działania, doskonale wiedziała, że takim sposobem szkodzi wierzycielowi.
  5. Osoba trzecia, która uzyskała korzyść majątkową, wiedziała (lub przy zachowaniu należytej staranności mogła się dowiedzieć) o tym, że dłużnik działa ze świadomością pokrzywdzenia swojego wierzyciela.

Skarga pauliańska a sprzedaż majątku

Najważniejszą i najczęściej analizowaną przez sąd przesłanką, jest piąta – dotycząca tego, czy osoba trzecia wiedziała lub przy zachowaniu należytej staranności, mogła dowiedzieć się o tym, że dłużnik pozbywając się części majątku, działał na niekorzyść wierzyciela. Dlatego, nawet, gdy sami nie mamy długów, ale kupimy „zadłużoną” własność, to, gdy wierzyciel wniesie w tej sprawie zasadną skargę pauliańską, jako osoba trzecia możemy mieć duże kłopoty finansowe! Dlaczego?

– Jesąd uzna skargę za zasadną, osoba trzecia, która nabyła daną własność, może utracić nie tylko środki, które zapłaciła osobie zadłużonej, ale również zakupioną rzecz czy nieruchomość, a taki gwałtowny obrót sprawy, może szybko doprowadzić do zadłużenia. Poszkodowanej osobie pozostaje w takiej sytuacji wystąpienie na drogę sądową
i pozwanie sprzedawcy o odszkodowanie. Dlatego, aby uniknąć ryzyka, że skarga pauliańska obejmie nas swoim działaniem jako osobę trzecią, przed zakupem nieruchomości czy innego składnika majątku, zawsze warto zweryfikować sprzedawcę – nawet jeśli jest to nasz zaufany znajomy lub członek rodziny. Można zrobić to np. poprzez zweryfikowanie go w Krajowym Rejestrze Długów –
wyjaśnia Wioleta Sobiech, ekspert Intrum.

Ryzykowna darowizna, czyli jak „uciekanie z majątkiem” szkodzi osobie zadłużonej i „obdarowanemu”?

W przypadku darowizny sytuacja jest nieco inna, bo niezależnie od tego, czy odbyła się na rzecz członka rodziny, czy innej osoby trzeciej – automatycznie uznaje się, że przesłanka dotycząca wiedzy została spełniona. W takiej sytuacji, nawet gdy osoba obdarowana faktycznie nie wiedziała i przy zachowaniu należytej staranności nie mogła się dowiedzieć o szkodliwym dla wierzyciela działaniu, może on wystąpić ze skargą pauliańską.

Uznanie skargi pauliańskiej nie oznacza, że dana umowa staje się nieważna, a określony składnik majątkowy wraca do osoby zadłużonej – stroną w procesie egzekucji staje się nowy właściciel majątku. Może to być np. córka, która nieświadoma długów ojca, została obdarowana przez niego mieszkaniem. To względem niej będzie toczyło się postępowanie egzekucyjne i to na niej będą ciążyć związane z nim koszty sądowe.

– Bywa, że osoby zadłużone, powodowane strachem lub wstydem, zatajają przed najbliższymi swoje problemy finansowe. Zdarzają się sytuacje, w których w zamian za opiekę, rodzice lub dziadkowie, nie dysponując odpowiednią wiedzą, jak bardzo może to szkodzić, przepisują swoim dzieciom i wnukom mieszkania już objęte lub potencjalnie podlegające działaniom komornika. Obdarowani – wdzięczni i nieświadomi zadłużenia, przyjmują darowiznę. O tym, że mieszkanie może być przedmiotem egzekucji, dowiadują się dopiero od komornika. Trzeba mieć świadomość, że taka próba „ochrony” majątku szkodzi wtedy obu wymienionym stronom, a istniejący dług i tak będzie trzeba spłacić – tłumaczy Wioleta Sobiech, ekspert Intrum.

Kiedy skarga pauliańska jest nieważna?

Prawo do skorzystania ze skargi pauliańskiej przysługuje wierzycielowi przez 5 lat, licząc od dnia, w którym osoba zadłużona dokonała czynności z pokrzywdzeniem wierzyciela. Po upływie tego czasu, wierzyciel traci możliwość jej wniesienia. 

– Jak pokazuje praktyka, niestety wśród osób zadłużonych zdarzają się też takie, które mimo, że mają pełną świadomość zagrożeń płynących z możliwości wniesienia wobec nich skargi pauliańskiej, i tak decydują się na ryzykowną sprzedaż lub przekazanie majątku w darowiźnie. Liczą na to, że w przeciągu 5 lat wierzyciel nie zdąży się „zorientować” o podjętym przez nich działaniu lub uzna, że ich zadłużenie jest zbyt niskie, aby składać wobec niego skargę. Prawo dopuszcza jednak użycie skargi nawet w przypadku relatywnie małego zadłużenia – mówi Wioleta Sobiech, ekspert Intrum.

Warto dodatkowo zaznaczyć, że istnienie i stosowanie skargi pauliańskiej służy nie tylko interesom wierzyciela, ale jest ważne dla nas wszystkich jako konsumentów:

– W szerszym, makroekonomicznym znaczeniu, każdy niespłacony dług to obciążenie dla gospodarki. „Zamrożone” w zaległych należnościach środki powodują zatory płatnicze, a te bezpośrednio przekładają się na powszechnie wzrastające ceny usług i produktów dla całego społeczeństwa. Na mocy skutecznej skargi pauliańskiej dług wciąż może zostać odzyskany, więc jej zastosowanie daje szansę na to, by poprawić przepływ środków pieniężnych w perspektywie całej gospodarki – podsumowuje Wioleta Sobiech, ekspert Intrum.

Z punktu widzenia osoby zadłużonej, najlepszy sposób na to, by uniknąć kłopotów związanych ze skargą pauliańską, to podjąć wszelkie starania, aby krok po k roku regulować swoje długi. A jeśli to my kupujemy własność lub przyjmujemy od kogoś darowiznę, zawsze zadbajmy o to, by sprawdzić, czy nie podlega ona działaniom komorniczym.

[1] Dane Krajowej Rady Komorniczej.

[2] Skardze pauliańskiej i szczegółowym zasadom jej działania poświęcony jest Art. 527 Kodeksu cywilnego.

[3] Art. 527 § 1 oraz 528 Kodeksu cywilnego.

Przez 16 lat najmu zapłaciliśmy dwa razy więcej niż bankowi

Dwukrotny wzrost wysokości rat kredytów mieszkaniowych w ostatnich miesiącach spowodował, że część klientów, którzy posiadają zdolność kredytową wstrzymała się z decyzją o zakupie własnego M. Alternatywą dla nich wciąż jest rynek najmu, mimo wzrostu czynszów do najwyższego w historii poziomu. Przed podjęciem poważnych decyzji mieszkaniowych, trzeba brać pod uwagę długoterminowe zależności. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić jak od 2006 roku wyglądała długookresowa relacja poziomu czynszów i rat w dużych miastach.

Długookresowy wzrost czynszów był bardzo wyraźny

Eksperci serwisu RynekPierwotny.pl porównali w swojej analizie wysokość i wieloletnią sumę czynszów oraz rat kredytu z okresu III kw. 2006 r. – I kw. 2022 r. Analitycy sprawdzili, jak przez niemal 16 lat wyglądał bilans wydatków dotyczący najmu typowego lokum o powierzchni 50 mkw. oraz zakupu podobnego M na kredyt w III kw. 2006 r. Porównanie odnosi się do kosztów dalszej spłaty kredytu przez prawie 16 kolejnych lat oraz wynajmu podobnego lokum o dobrym standardzie.

Poniżej, na wykresie zaprezentowano średni kwartalny poziom czynszu za pięćdziesięciometrowy lokal (2 pokoje z kuchnią), a także raty kredytu zaciągniętego latem 2006 r. na takie mieszkanie z oferty dewelopera. Założono, że przykładowa „hipoteka” cechuje się marżą 1,50%, trzydziestoletnim okresem spłaty oraz wkładem własnym wynoszącym 20%.

Analizowane wyniki dotyczą Warszawy oraz sześciu innych dużych miast analizowanych łącznie (Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i Gdynia). Zaprezentowane kwoty pokazują, że dysproporcja pomiędzy ratami kredytu z III kw. 2006 r. oraz późniejszymi kosztami najmu była ogromna. Niskiemu poziomowi rat przez długi okres (lata 2014 – 2021) towarzyszyły systematyczne wzrosty czynszów.

Długoterminowo zakup „M” okazał się świetnym interesem

W przypadku Warszawy, suma rat za zakup lokalu 50 mkw. wyniosła 216 639 zł a czynszów – 460 849 zł. Oznacza to, że w ciągu niemal 16 lat osoby, które kupiły M na własne potrzeby zaoszczędziły ponad 244 tys. zł względem kosztów wynajmu. Co ważne, podane sumy nie uwzględniają kosztów eksploatacji mieszkania wynajmowanego lub kupionego na kredyt.

Jeżeli chodzi o sześć miast analizowanych łącznie, to długookresowa różnica zsumowanych czynszów (319 409 zł) i rat za mieszkanie 50 mkw. (163 533 zł) okazuje się około dwukrotna. Omawiane wyniki są między innymi konsekwencją dobrej decyzji zakupowej z 2006 r. Przykładowy kredytobiorca skorzystał na niskich jeszcze cenach mieszkań i długim okresie taniego kredytu.Wyk.1 Rata vs czynsz

Wartość mieszkań znacząco wzrosła

Warto pamiętać o jeszcze jednym istotnym aspekcie w kontekście omawianego porównania. Mowa o wzroście wartości przykładowego mieszkania. Jeżeli zakładamy zakup po średniej cenie 1 mkw. nowego lokalu z III kw. 2006 r. oraz wycenę według przeciętnych stawek transakcyjnych na rynku wtórnym w I kw. 2022 r., to wzrost wartości M liczącego 50 mkw. może wynieść:

  • Warszawa – 292 314 zł
  • sześć dużych miast (Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i Gdynia) – 219 458 zł

Taki wzrost wartości rynkowej zapewnia dużą rezerwę na wydatki związane z początkowym wykończeniem M (w 2006 r.) oraz ewentualnym remontem – na przykład po 15 – 16 latach. Nawet konieczność przeznaczenia np. 80 000 zł – 100 000 zł na obydwa cele oznacza spory dodatni bilans.

Jakie są ważne dla młodych Polaków wnioski z prezentowanej analizy? Mianowicie, wybierając optymalny wariant związany ze swoimi potrzebami mieszkaniowymi, trzeba mieć na uwadze długoterminowe koszty zakupu oraz wynajmu mieszkania. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że czynsze na terenie największych miast nadal będą szybko rosły. Niedobór mieszkań na wynajem to długoletni i strukturalny problem, który dodatkowo powiększyła presja związana z napływem uchodźców.Tab. 1 Rata vs czynsz

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu rynekpierwotny.pl

Handel w internecie czekają zmiany. Nowe regulacje dla e-commerce już w styczniu 2023

W Ministerstwie Finansów zakończyły się prekonsultacje dotyczące nowych przepisów prawa podatkowego dla e-commerce. Głównym celem regulacji jest przeciwdziałanie szarej strefie i kontrola opłacania podatku VAT.

Nowelizację przepisów wymusiły dwie unijne dyrektywy dyrektywa 2021/514 (zwana także DAC7), dotycząca platform e-commerce i dyrektywa 2020/284, która wprowadza zmiany dla dostawców usług płatniczych. Jako członek UE, Polska ma obowiązek zaimplementować ustalenia zawarte w tych dokumentach do końca 2022 roku.

Zmiany dla platform e-commerce

Pierwsza planowana zmiana ma uszczelnić rynek e-commerce. Unijna dyrektywa DAC7 dotyczy e-handlu i najmu przez internet lokali mieszkalnych, miejsc parkingowych, samochodów czy innych środków transportu. DAC7 nałoży nowe obowiązki na właścicieli internetowych platform, które umożliwiają handel i najem.

Witryny takie jak Allegro, eBay czy Booking będą zobowiązane do prowadzenia wykazu sprzedawców oraz ich nieruchomości, które są wynajmowane na terenie UE. Rejestrowane będą kwoty dokonywanych przez sprzedawców transakcji. Sprzedawcy będą musieli też być informowani o zakresie danych gromadzonych przez administratorów portali. Wprowadzenie wykazu ma na celu śledzenie dochodów uzyskiwanych przez sprzedających i najemców oraz sprawdzanie, czy wywiązują się z obowiązku opłacania podatku VAT.

Rejestr będzie uwzględniał dochody sprzedawców uzyskane zarówno w Polsce, jak i za granicą. Administratorzy portali będą na wezwanie przedstawiać rejestr szefowi Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

Pozostałe zobowiązania platform e-commerce

Dodatkowo administratorzy portali umożliwiających handel czy najem przez internet będą zobligowani do:

  • uzyskania numeru identyfikacyjnego na potrzeby prowadzonego rejestru;
  • dokładnej weryfikacji sprzedawców i dostosowania swoich systemów tak, aby prawidłowo pobierały dane wymagane w rejestrze;
  • stosowania się do przepisów w zakresie ochrony danych osobowych (RODO).

Administratorzy, którzy nie dostosują się do nowych przepisów, ryzykują karę grzywny w wysokości od 100 tysięcy do 5 milionów złotych lub wykreślenie z rejestru podatników VAT.

Dostawców usług płatniczych też czekają zmiany

Uszczelnione zostaną również przepisy dotyczące dostawców usług płatniczych, w tym banków krajowych, oddziałów banków zagranicznych czy agencji kredytowych. Od stycznia 2023 roku instytucje te będą miały obowiązek prowadzenia ewidencji płatności oraz gromadzenia informacji o sprzedawcach zajmujących się handlem transgranicznym.

Dostawcy usług płatniczych, np. popularny PayPal, będą musieli też zbierać i przechowywać dane wszystkich użytkowników, którzy dokonują co najmniej 25 transakcji w ciągu kwartału. W rejestrze znajdą się też informacje o wartości transakcji oraz odbiorcy płatności.

Prowadzenie ewidencji będzie obowiązkowe tylko dla transakcji transgranicznych, a wykazy będą aktualizowane raz na kwartał. Rejestry zostaną następnie przekazane szefowi Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) oraz umieszczone w unijnym systemie CESOP, gdzie będą przechowywane przez 3 lata po zakończeniu danego roku podatkowego. Nowe regulacje dla dostawców usług płatniczych mają kontrolować, czy prowadzący handel w internecie rozliczają się z podatku VAT.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Kluby piłkarskie i sportowe na celowniku hakerów

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z firmy Avanan, specjalizującej się w zabezpieczaniu poczty elektronicznej, udaremnili atak phishingowy, w którym cyberprzestępcy podszywali się pod dyrektora finansowego jednej z dużych organizacji sportowych. Ich celem było przekonanie pracownika niższego szczebla do dokonania przelewu wprost na konto hakerów. To nie pierwsze takie wydarzenie w świecie sportu – wcześniej w wyniku działań hakerów ucierpiały m.in. kluby piłkarskie Lazio Rzym oraz Boca Juniors.

Badacze z Avanan, firmy należącej do Check Point Software, przeanalizowali cyberataki, wycelowane w jedną z wiodących organizacji sportowych (jej nazwa i kraj pochodzenia został utajniony). Zastosowana w nich technika nosi nazwę Business Email Compromise (BEC) i polega na podszywaniu się pod przełożonego w celu uzyskania korzyści finansowych.

Podający się za dyrektora finansowego przestępca próbował nakłonić pracownika niższego szczebla do dokonania transferu pieniężnego bezpośrednio na konto hakerów. W przesłanym do „podwładnego” mailu przedstawił prośbę o uregulowanie faktury za usługi ubezpieczeniowe, za pomocą ACH (przelewu dokonywanego przez sieć Automated Clearing House). Gdyby nie interwencja oprogramowania zabezpieczającego korespondencję, środki najprawdopodobniej trafiłyby w ręce cyberprzestępców.

Eksperci Avanan zaznaczają, że jak na razie niewiele wiadomo o hakerach, którzy próbowali powtórzyć technikę ataku.  – Oszustwa typu „BEC” postrzegamy jako część szerszego trendu. Firmy i organizacje dokonujące transferów dużych sumy pieniężnych, powinny zdawać sobie sprawę, że mogą znajdować się w kręgu zainteresowania cyberprzestępców – ostrzega Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Niestety, podobne cyberataki są na tyle przekonujące, że – jak wskazuje FBI – od 2016 roku odnotowano w ich wyniku straty sięgające 43 miliardów dolarów! Kilka lat temu ofiarą analogicznego ataku stała się drużyna piłkarska Lazio Rzym. Wykorzystując scamming, przestępcy przejęli 2 miliony Euro, które powinny trafić na konto Feyenoordu Rotterdam. Środki stanowiły ostatnią ratę za transfer Stefana de Vrija, przechodzącego z holenderskiego klubu do Lazio. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy klub z Rotterdamu wysłał upomnienie w sprawie zaległości ostatniej raty. Niemal identyczna sytuacja miała miejsce podczas rozliczeń pomiędzy francuskim PSG, a Boca Juniors Buenos Aires. W tym wypadku cyberprzestępcy przejęli jedną z trzech rat wynagrodzenia za transfer Leonardo Paredesa.

Wg FBI w latach 2016-2019 odnotowano niemal ćwierć miliona tego typu incydentów, natomiast między lipcem 2019 a grudniem 2021 roku nastąpił ponad 60-proc. wzrost strat spowodowanych oszustwami typu BEC.

Zarejestruj książeczkę mieszkaniową. Co grozi tym, którzy zignorują ten wymóg?

Tylko 1% posiadaczy PRL-owskich książeczek mieszkaniowych zarejestrowało je w PKO BP – ustalił portal GetHome.pl. I ostrzega, że z przykrą niespodzianką muszą się liczyć ci, którzy w tym roku nie dopełnią tej formalności.

Wymóg rejestracji książeczek mieszkaniowych założonych przed 24 października 1990 r. obowiązuje od 2021 r. – przypomina ekspert GetHome.pl  Marek Wielgo.

W ten sposób rząd chce sprawdzić, czy w rękach Polaków faktycznie jest jeszcze milion książeczek mieszkaniowych z prawem do premii gwarancyjnej, która wynosi obecnie od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wprawdzie rząd nie określił terminu rejestracji, ale warto załatwić tę formalność do końca 2022 r. Dlaczego? Bo od 1 stycznia 2023 r. zacznie obowiązywać przepis, który sprawi że ci, którzy w tym roku nie zarejestrują książeczki, będą mogli ubiegać się o wypłatę premii gwarancyjnej dopiero w roku następującym po rejestracji.

To może być przykra niespodzianka dla tych posiadaczy książeczek mieszkaniowych, którzy np. w 2023 r. postanowią kupić albo wyremontować mieszkanie, a okaże się, że owszem premię uzyskają, ale dopiero w 2024 r.

Portal GetHome.pl ustalił, że PKO BP prowadzi około miliona mieszkaniowych rachunków oszczędnościowych z czasów PRL. Czyli teoretycznie tyle powinno być książeczek mieszkaniowych. Tymczasem zarejestrowano ich do tej pory ok. 10 tys., czyli zaledwie 1%. Niewykluczone, że ogromna część książeczek mieszkaniowych uległa zniszczeniu lub ich właściciele nie są w stanie ich znaleźć po czterdziestu czy więcej latach od ostatniej wpłaty na mieszkaniowy rachunek w PKO BP. Może o tym świadczyć malejąca z każdym rokiem liczba likwidowanych książeczek.Wykres 1 - Liczba zlikwidowanych książeczek mieszkaniowych

Na szczęście można uzyskać duplikat zniszczonej lub zagubionej książeczki mieszkaniowej. Osoba, do której ona należy, powinna zgłosić ten fakt w PKO BP. Bank wystawi nową książeczkę po umorzeniu starej, za co pobierze opłatę w wysokości 30 zł – informuje ekspert GetHome.pl.

Czy gra jest warta świeczki?

Warto przypomnieć, że w dużych miastach Polacy oszczędzali w ten sposób na spółdzielcze mieszkanie lokatorskie lub własnościowe, bo na zakup mieszkania na zasadach komercyjnych stać było nielicznych. Niestety, z czasem system oszczędzania zamienił się w piramidę finansową, która w 1989 r. runęła wraz ze zmianą ustroju. Na lodzie pozostało kilka milionów posiadaczy książeczek mieszkaniowych, często z zawinkulowanym wkładem, co oznaczało, że zgromadzili 10-20% wymaganych przez spółdzielnie kosztów budowy mieszkania lub domu.

Wskutek hiperinflacji, która w 1990 r. przekroczyła poziom 1000%, a potem denominacji, oszczędności gromadzone w latach 70. czy 80. utraciły realną wartość. Szacuje się, że posiadacze książeczek mogli stracić nawet 8 mld dzisiejszych złotych! Na otarcie łez państwo wypłaca im premię gwarancyjną. W 2021 r. było to przeciętnie blisko 13 tys. zł.

Wykres 2 - Przeciętna wysokośc premii gwarancyjnejProblem w tym, że wypłata premii jest sporym obciążeniem dla budżetu państwa. Dlatego ograniczone zostały możliwości uzyskania tego rodzaju dotacji. W praktyce reglamentacja polega na określeniu celów mieszkaniowych, na które przysługuje premia. Z czasem ta lista była rozszerzana. Np. od 19 stycznia 2021 r. obowiązują poprawki do „ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, udzielaniu premii gwarancyjnych…”, które rozszerzyły możliwości uzyskania premii gwarancyjnej m.in. o zakup ułamkowej części mieszkania, wymianę okien i termomodernizację.Wykres 3 - Warunki przyznania premii gwarancyjnej właścicielom książeczek mieszkaniowych

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

3010 brutto za każdego pracownika – to rządowa propozycja wsparcia dla przedsiębiorców dotkniętych nadodrzańskim kryzysem

– Doceniamy szybkość propozycji spotkania w sprawie kryzysu nadodrzańskiego ze strony Rządu,  nie możemy jednak  uznać propozycji za satysfakcjonująca. To kropla w morzu potrzeb i tak naprawdę zostawienie przedsiębiorców z kryzysem samych sobie. Propozycja rządowa byłaby dobra, gdyby odrzańska katastrofa trwała miesiąc, a potem wszyscy wrócili do pracy, a wiemy, że tak nie jest. Nie można oceniać branży sezonowej jak turystyka i rybactwo z perspektywy jednego słabszego miesiąca – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorców rozczarowała propozycja jednorazowego świadczenia . Liczymy na kolejne kroki i konkretną specustawę, która dotleni przedsiębiorców – mówi Hanna Mojsiuk. Jesteśmy otwarci na dialog z Rządem i na bieżąco będziemy informować  o bieżącej sytuacji i potrzebach przedsiębiorców dotkniętych katastrofą ekologiczną  – dodaje.

„Jeżeli nie będzie nowej propozycji to wiele firm w których imieniu walczymy po prostu zbankrutuje”

Propozycja rządowa zakłada, że przedsiębiorca będzie mógł liczyć na 3 tysiące złotych brutto wsparcia na jednego pracownika jeżeli jego dochód spadł rok do roku lub miesiąc do miesiąca o 50%. W opinii Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie propozycja dla nadodrzańskich przedsiębiorców nie jest wystarczającą odpowiedzią na skalę problemu.

– Przedsiębiorcy takich branż jak turystyka, rekreacja czy rybactwo zarabiają kilka miesięcy w roku na całoroczne utrzymanie. Nie można wytrącić im z harmonogramu najważniejszego miesiąca w roku, dać szczątkową rekompensatę przychodu i powiedzieć, że już jest wszystko ok. Jeżeli nie będzie nowej propozycji to wiele firm w których imieniu walczymy po prostu zbankrutuje – mówi Hanna Mojsiuk. – Jest wiele niuansów o których Rząd nie pomyślał. Przykłady? Branże sezonowe nie zatrudniają na umowy o pracy i nie zatrudniają za płace minimalne. Sezonowe zarobki znacznie przekraczają 3 tysiące złotych brutto. To nie jest więc pełna rekompensata, a zaledwie część wsparcia. Poza tym nikt nie myśli o tym, jak utrzymać jesienią i zimą firmy, które przestały zarabiać w szczycie sezonu – dodaje Hanna Mojsiuk.

Postulaty Izby: całoroczne zwolnienie z PIT/CIT, wsparcie dla samorządów

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie na bieżąco konsultuje się z przedsiębiorcami i przygotowała pakiet propozycji, które zostaną przedłożone Rządowi RP. Zamierzamy również przedyskutować nasze postulaty z władzami samorządowymi: prezydentem Piotrem Krzystkiem, marszałkiem Olgierdem Geblewiczem i wojewodą Zbigniewem Boguckim.

–  Postulujemy o większe i szybsze wsparcie – mówi skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Michał Wojtas.

– Brakuje szybkiego wsparcia w: zwolnieniu w opłacaniu składek ZUS i NFZ – od lipca do końca roku, zwolnienia z PIT/CIT za cały 2022 r.  Można byłoby odzyskać zapłacone zaliczki i zwiększyć płynność przedsiębiorców.  Przekazać samorządom pieniądze na zwolnienie przedsiębiorców z podatku od nieruchomości i dzierżaw dla gmin – dodaje Michał Wojtas.  – Nie powinniśmy pozwolić, by przedsiębiorcy zostali zostawieni sami sobie i musieli np. sami występować o warunkowe zwolnienia z opłat ZUS i US – dodaje Wojtas.

Prawnicy: „wakacje kredytowe” dla przedsiębiorców w kryzysie

Mecenas Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski zwraca także uwagę na sytuacje przedsiębiorców pod kątem bieżących zobowiązań.

– Kwestie związane z kredytami i leasingami są bardzo ważne dla wielu przedsiębiorców, bo dla wielu spośród nich stanowią znaczną część stałych, comiesięcznych kosztów. O ile z nieinstytucjnoalnymi kontrahentami czasem istnieje możliwość podjęcia negocjacji i odroczenia niektórych przynajmniej płatności, o tyle taką elastycznością rzadko wykazują się banki i leasingodawcy, zwłaszcza w ostatnim czasie, w związku z wprowadzonymi „wakacjami kredytowymi”. Dlatego też dostrzegam potrzebę wsparcia przedsiębiorców w tym zakresie poprzez szczególne regulacje prawne – mówi mec. Marek Jarosiewcz.

Czekają na to, co powie Powell. Złoty mocny mimo odbicia dolara

Dziś to będzie kolejny dzień z tych, w których inwestorzy czekają na to, co stanie się w USA. Tym razem głównym bohaterem będzie prezes FED Jerome Powell.

Rewizje danych na plus

Nie tylko niemieckie PKB w finalnych danych pokazało lepsze od oczekiwań rezultaty. Lepsze okazały się też popołudniowe dane z USA. Tam akurat wskaźnik jest annualizowany, co utrudnia interpretację, niemniej poprawa to zawsze korzystny bodziec. Do tego warto zwrócić uwagę na lepszą od oczekiwań konsumpcję prywatną oraz najniższą od niemal dwóch miesięcy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Lepsze od oczekiwań dane spowodowały kolejne umocnienie dolara amerykańskiego. Tym samym na głównej parze walutowej świata znów znajdujemy się poniżej poziomu 1,0000.

Czekając na FED

Dzisiaj na sympozjum w Jackson Hole o godzinie 16:00 odbędzie się wystąpienie szefa FED Jerome Powella. Jest to ważne wystąpienie, szczególnie że w ostatnich dniach powoli, ale systematycznie rosną szanse na silniejsze podwyżki stóp procentowych. Jeszcze w połowie sierpnia dominował scenariusz podwyżki o 0,5% we wrześniu. Dzisiaj jest to 0,75%. Dlaczego to wystąpienie jest takie ważne? Inwestorzy czekają na wskazówki. Jeżeli przewodniczący FED utrzyma nastawienie, powinniśmy spodziewać się utrzymywania sytuacji, w której dolar jest mocniejszy od euro. Z drugiej strony niewykluczone, że Jerome Powell zrobi woltę. Walka z inflacją jest ważna, ale nie jest to jedyny problem gospodarki. Są nim chociażby trudności importerów i eksporterów, wynikające z mocnego dolara. Dlatego część analityków uważa, że Jerome Powell może chcieć tonować nastroje, by osłabić dolara ponownie w okolice 1,02-1,03 na EURUSD.

Złoty mocny mimo odbicia dolara

Wczorajsze umocnienie dolara wbrew obawom analityków nie spowodowało osłabienia się polskiego złotego. Strach ten wynikał z faktu, że zwyczajowo mocny dolar powoduje zasysanie kapitału z Europy, a to z kolei powoduje słabość złotego. Tym razem jednak okazało się, że inwestorzy postanowili wykorzystać wysokie rentowności obligacji i zainwestować w Polsce na dłużej. Z drugiej strony napływ kapitału widoczny jeszcze na wczorajszym otwarciu giełdy dzisiaj jest już zupełnie niewidoczny. Należy patrzeć na to optymistycznie. Jeszcze w tym tygodniu zastanawialiśmy się, kiedy CHF osiągnie 5 zł. Dzisiaj mamy 4,92 zł i kredytobiorcy wreszcie łapią oddech.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan,
16:00 – USA – Wystąpienie publiczne prezesa FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Na co zwracać uwagę, wybierając hurtownię dropshipping?

Decydując się na prowadzenie sklepu internetowego w dropshippingu, musisz mieć na uwadze, że satysfakcja Twoich klientów nie zależy wyłącznie od Ciebie. Na jakość świadczonych usług w dużej mierze będzie wpływała wiarygodność i rzetelność hurtowni, które wybierzesz do współpracy. W naszym poradniku podpowiemy Ci zatem, na jakie kryteria zwracać uwagę, podpisując umowy z dostawcami w dropshippingu.

Dlaczego wybór hurtowni dropshippingowych wpływa na renomę Twojego sklepu?

Dropshipping to model logistyczny polegający na przekazaniu hurtowni odpowiedzialności za magazynowanie, pakowanie i wysyłkę towaru. Dzięki temu właściciel sklepu internetowego oszczędza czas i pieniądze, które może przeznaczyć na rozwój swojego biznesu. Takie rozwiązanie powinno też zagwarantować mu wysoką jakość usług logistycznych, ponieważ pozostają one po stronie doświadczonych specjalistów.

Tyle w teorii. W praktyce hurtownie dropshippingowe mogą okazać się niewiarygodne. Nie przykładając należytej uwagi do jakości świadczonych usług, narażałyby Twoje dobre imię, renomę sklepu i satysfakcję klientów. Decydując się na outsourcing kluczowych procesów logistycznych, musisz więc zadbać o wybór dostawcy, który zagwarantuje Ci wysoką jakość usług.

Im bardziej doświadczona hurtownia, tym większe szanse, że sprosta ona oczekiwaniom Twoich klientów. Pamiętaj, że nie powinni oni nawet wiedzieć, skąd wysyłane są ich zamówienia. Za ewentualne problemy z dostawą czy jakością produktów będziesz więc odpowiadać osobiście. Znajdzie to z pewnością odzwierciedlenie w wynikach finansowych Twojej firmy.

Finanse to zresztą kolejny aspekt zależny od wyboru hurtowni dropshippingowej. Zauważ, że model ten ma pomóc Ci zoptymalizować budżet i zminimalizować ryzyko inwestycyjne. Za zamawiany towar nie płacisz bowiem do momentu, aż znajdziesz na niego kupca. W Twoim interesie jest zatem znalezienie dostawcy, który zaoferuje Ci atrakcyjne cenniki, progi rabatowe czy kredyty kupieckie. Dzięki temu zachowasz elastyczność finansową i w pełni wykorzystasz potencjał dropshippingu.

Na co zwracać uwagę, wybierając hurtownie dropshippingowe?

Na rynku e-commerce działa całe mnóstwo hurtowni dropshippingowych, więc możesz mieć nie lada problem z wyborem tych odpowiednich. Sytuację ułatwi pewnie fakt, że wykorzystywane przez Ciebie oprogramowanie sklepowe będzie dysponowało ograniczoną liczbą gotowych integracji z dostawcami. W przypadku takiej platformy jak Sky-Shop wciąż są to jednak setki hurtowni. Czym więc należy się kierować podczas ich selekcji?

W pierwszej kolejności zwróć uwagę na asortyment dostawców. Wybierz tych, których produkty chcesz zaoferować swoim klientom. Następnie przyjrzyj się bliżej warunkom współpracy i sprawdź, czy wpisujesz się w wymagania poszczególnych hurtowni. Często bowiem spotkasz się z sytuacją, w której nie będą one chciały podpisać umowy z osobą fizyczną, oferując swoje usługi jedynie zarejestrowanym firmom. Z tego względu najlepiej zresztą założyć własną działalność gospodarczą.

Analizując warunki współpracy z hurtownią dropshippingową, pod uwagę należy wziąć również takie kryteria jak:

Opisy i zdjęcia produktów

Dzięki integracji sklepu z hurtowniami dropshippingowymi możesz liczyć na błyskawiczne wprowadzenie produktów do oferty, a także automatyczne aktualizowanie ich stanów magazynowych oraz cen. Wystarczy parę kliknięć, aby pobrać na swoją stronę wszystkie najważniejsze dane produktowe. Z tego względu warto współpracować z dostawcą, który dysponuje wysokiej jakości opisami i zdjęciami towaru. W przeciwnym razie klienci nie uzyskają niezbędnych informacji w Twojej witrynie i zwrócą się ku konkurencji.

Pamiętaj, że najlepsze efekty zapewnią Ci autorskie opisy i oryginalne zdjęcia produktów. Niemniej, na ich stworzenie będziesz potrzebować trochę czasu, a Twoim celem powinno być możliwie sprawne wejście na rynek. Z początku, gotowe treści pobierane z hurtowni będą więc miały dla Ciebie ogromne znaczenie. Dopiero z czasem podmienisz je na własne, by zmaksymalizować ruch na stronie oraz współczynnik konwersji.

Szczególną uwagę zwróć na takie elementy oferty jak:

  • Parametry techniczne produktów – stanowią bardzo ważne informacje dla klientów, więc ich ewentualne braki zmuszą Cię do poszukiwania niezbędnych danych na stronach producentów. To z kolei może Ci zająć bardzo dużo czasu.
  • Wysokiej jakości zdjęcia – nie bez powodu mówi się, że konsument kupuje oczami. Odpowiednie fotografie mogą wyróżnić Twoją ofertę na tle konkurencji i przekonać klienta do zakupu.
  • Opisy produktów – odgrywają bardzo istotną rolę zarówno ze względu na potrzeby klientów, jak i na proces pozycjonowania Twojego sklepu w wyszukiwarce.
  • Intuicyjne drzewko kategorii – odpowiednie zgrupowanie produktów ułatwi nawigację w Twojej witrynie i pozwoli Ci zaoszczędzić czas potrzebny na opracowanie struktury kategorii sklepu.

Panel do składania zamówień

Początkowo możesz przekazywać zamówienia do hurtowni drogą mailową. Wraz z rosnącą liczbą klientów takie rozwiązanie stanie się jednak męczące i czasochłonne. Warto więc podjąć współpracę z dostawcą, który dysponuje zautomatyzowanym panelem do składania zamówień. Taki system pozwoli Ci sprowadzić cały proces do schematycznego uzupełniania odpowiednich pól formularza.

Obsługa zwrotów

Jednym z problematycznych aspektów dropshippingu może okazać się dla Ciebie polityka zwrotów. Większość hurtowni dropshippingowych nie świadczy bowiem usług w tym zakresie. Jeżeli klient zdecyduje się odesłać dany produkt, musisz wziąć na siebie jego przyjęcie i magazynowanie. To o tyle ryzykowne, że w dropshippingu nie posiadasz własnego magazynu. Miejsce na przechowywanie odesłanych towarów może Ci się zatem szybko skończyć.

Na rynku znajdziesz jednak nieliczne hurtownie, które akceptują przyjmowanie zwrotów. Współpraca z takimi dostawcami będzie dla Ciebie zdecydowanie wygodniejszym rozwiązaniem. Mogą oni zaoferować Ci jedno z dwóch rozwiązań:

  • Magazynowanie odesłanych produktów w hurtowni – nie odzyskujesz pieniędzy, ale dany towar czeka w magazynie na kolejnego nabywcę. Twoje następne zamówienie jest już zatem opłacone.
  • Korekta faktury – kwota równa wartości odesłanego produktu jest Ci przyznawana na kolejne zakupy w hurtowni.

System do obsługi reklamacji

W przeciwieństwie do obsługi zwrotów, przyjmowanie reklamacji należy do obowiązków każdej hurtowni dropshippingowej. Przekazywanie dostawcy pojedynczych produktów nie powinno Ci sprawić większych problemów, lecz w przypadku działalności na większą skalę warto zadbać o system do obsługi reklamacji. Wybierając hurtownię do współpracy, upewnij się więc, że dysponuje ona takim rozwiązaniem.

Dostęp do kredytów kupieckich

Kredyt kupiecki to możliwość wydłużenia terminu zapłaty za produkty hurtowni dropshippingowej. Jeżeli zaoferuje Ci ona takie udogodnienie, zamówienia będą wysyłane do Twoich klientów natychmiast, a Ty będziesz regulować wszystkie należności na przykład pod koniec każdego miesiąca. W przeciwnym razie konieczne byłoby opłacanie każdego zamówienia z góry, co wydłużyłoby czas oczekiwania na przysyłkę.

Warto więc zainteresować się tym, czy dana hurtownia udziela sprzedawcom kredytów kupieckich. Dzięki takiemu rozwiązaniu odraczasz terminy zapłaty i przyspieszasz wysyłkę towaru do klientów. Zauważ jednak, że na to udogodnienie trzeba sobie zapracować. Nie przysługuje ono nikomu na starcie współpracy – uprawnia do niego dopiero kilkumiesięczna terminowa spłata zobowiązań.

Progi rabatowe

Każda hurtownia kieruje się własną polityką cenową. Przed rozpoczęciem współpracy zainteresuj się nie tylko cennikiem, ale także możliwością uzyskania rabatów w momencie przekroczenia określonych progów. Dzięki temu odpowiednie obroty czy też czas, w jakim uda Ci się je wypracować, uprawnią Cię do nabywania towarów po obniżonych cenach. To z kolei pozwoli Ci oferować produkty taniej, a więc zyskać przewagę konkurencyjną, a przy okazji zmaksymalizować marżę.

Szeroki wybór metod dostawy

W dzisiejszych czasach elastyczność w wyborze metod dostawy jest coraz ważniejsza dla konsumentów. Podejmij więc współpracę z hurtownią, która oferuje wysyłkę produktów nie tylko pod wskazane adresy, ale także do paczkomatów i innych punktów odbioru. Dzięki temu jeszcze lepiej dostosujesz swój sklep do potrzeb klientów.

Na co zwracać uwagę, wybierając hurtownię dropshipping? Podsumowanie

Kierując się naszymi wskazówkami, z łatwością wybierzesz odpowiednie hurtownie dropshippingowe ( https://sky-shop.pl/integracje-hurtownie-dropshipping/ )do współpracy. Pamiętaj, aby pod uwagę brać nie tylko rodzaj asortymentu i ceny towaru, ale także indywidualne warunki umowy. Zastanów się, które udogodnienia są najważniejsze w Twojej sytuacji biznesowej, i zyskaj dzięki nim przewagę na rynku e-commerce!

Pożyczki krótkoterminowe – czym się charakteryzują i na jakich zasadach są udzielane?

Bywają sytuacje, kiedy potrzebujemy tak zwanego zastrzyku gotówki.  Kiedy nie mamy czasu na oczekiwanie na wypłatę, jak również załatwianie formalności – z pomocą przychodzą pożyczki krótkoterminowe. Czym są  i na jakich zasadach się je udziela? Podpowiadamy.

Czym jest pożyczka krótkoterminowa?

Aby odpowiedzieć sobie na pytanie: Co to jest pożyczka krótkoterminowa i na jakich zasadach jest udzielana?, najpierw trzeba zrozumieć istotę tego pojęcia. Pożyczka krótkoterminowa jest produktem finansowym, którego termin spłacalności jest stosunkowo krótki. Na rynku pozabankowym dostępne są również takie oferty, które zaczynają się od jednego dnia, a kończą na 45 dniach. Cechą charakterystyczną takiej formy świadczeń jest duża łatwość w procesie wnioskowania. Zazwyczaj wymagane są tylko podstawowe informacje o kliencie oraz jego dochodzie. Aby otrzymać taką ofertę, która będzie dopasowana do naszych potrzeb, możemy złożyć wniosek przez telefon, Internet lub osobiście w placówce bankowej.

Jeśli szukamy zestawienia informacji o tym, gdzie można pożyczyć gotówkę na krótki okres, warto korzystać z porównywarek finansowych. Są to bowiem narzędzia, które ułatwiają odnajdywanie atrakcyjnych ofert. Na podstawie rankingów wiele firm tworzy zestawienia przykładowych przedsiębiorstw, z których ofert możemy skorzystać w razie nagłej potrzeby.

Na jakiej zasadzie udzielane są pożyczki krótkoterminowe?

Proces wnioskowania o pożyczkę krótkoterminową jest stosunkowo prosty. Pierwszym krokiem powinno być dopasowanie oferty. Najczęściej firmy pożyczkowe na swoich stronach internetowych umożliwiają nam wybranie dogodnej opcji. Niektóre z nich przygotowują w tym celi suwak, za pomocą którego wybierzemy interesującą nas kwotę i czas spłaty. W innych przypadkach jest to rozwijalna lista. Za każdym razem sprawdzajmy jednak, czy wiemy, jakie są szacowane koszty naszej pożyczki. Pożyczkodawcy mają obowiązek nas o tym poinformować.

Kolejnym etapem jest wypełnianie wniosku. Najczęściej klienci proszeni są o podanie podstawowych danych osobowych, takich jak imię, nazwisko, datę urodzenia, numer PESEL oraz numer dowodu osobistego. Dodatkowo potrzebne są dane kontaktowe w postaci adresu zamieszkania, numeru telefonu komórkowego czy adresu e-mail. Aby uiścić opłatę, konieczne są również dane do przelewu, a także informacje o dochodach. Najczęściej jest to rodzaj umowy lub pobierane świadczenia socjalne, ewentualne alimenty czy inne, niespłacone zobowiązania.

Rynek kryptowalut odreagowuje po weekendowych spadkach

  • Rynek odreagowuje po weekendowych spadkach
  • Ethereum tym razem traci do BTC
  • Ekstremalny strach powrócił

Rynek odreagowuje po weekendowych spadkach

Po bardzo dobrym lipcu, sytuacja na rynku kryptowalut zmieniła się na gorsze w okolicach połowy sierpnia. Kulminacja spadków nastąpiła pod koniec zeszłego tygodnia i na weekend, kiedy praktycznie wszystkie czołowe kryptowaluty pogrążyły się w czerwieni. Całkowita kapitalizacja rynku spadła na moment nawet ponownie poniżej 1 bln dolarów.

Bitcoin stracił swój silny impet wzrostowy z poprzednich tygodni i po gwałtownej korekcie w zeszły piątek zameldował się poniżej 21 tys. dolarów – najniżej od czterech tygodni. Co istotne, największa kryptowaluta wypadła poniżej linii trendu wzrostowego, rozpoczętego jeszcze pod koniec czerwca. Po weekendzie nastąpiło odreagowanie i kryptowaluty rozpoczęły mozolne odrabianie strat. Całkowita kapitalizacja wróciła powyżej granicy 1 bln dolarów, a BTC walczy o przebicie poziomu 22 tys. dolarów. Możliwe, że w ciągu następnych kilku dni dojdzie do re-testu i próby powrotu Bitcoina do kanału wzrostowego. Jeśli jednak to się nie powiedzie, spodziewać się można dalszej kontynuacji spadków, aż do strefy wsparcia w okolicach 19 tys. dolarów. tydzień na rynku kryptowalut 

Ethereum tym razem traci do BTC

Ethereum doświadczyło jeszcze gwałtowniejszej wyprzedaży niż Bitcoin, odreagowując ostatni rajd wzrostowy przed Ethereum Merge. W zeszły piątek ETH straciło nawet około 12 proc. swojej wartości w ciągu jednego dnia. Po odrobieniu części strat, Ethereum jest notowane obecnie nieznacznie poniżej 1700 dolarów.

Dzienny RSI powoli podnosi się i wskazuje na poziom 50, który jest uważany za neutralne terytorium. ETH, które znacznie przewyższało BTC w ciągu ostatnich kilku miesięcy, osiągnęło w zeszłym tygodniu udział w rynku powyżej 21 proc. Po ostatnich spadkach dominacja Ethereum spadła jednak o 1 punkt procentowy do poziomu 20 proc.

Para ETH/BTC spadła do obszaru wsparcia 0.0732, a następnie poruszyła się z powrotem w górę powyżej 0.0784. Średnia ruchoma nadal rośnie, sugerując, że ETH jest silniejsze niż BTC na wykresach o wyższych ramach czasowych.tydzień na rynku kryptowalut  btc eth

Ekstremalny strach powrócił

Wskaźnik Fear and Greed Index w ostatnich tygodniach powoli podnosił się z terytorium skrajnego strachu w kierunku obszaru neutralnego, osiągając nawet poziom 47 punktów. Nastroje rynkowe po ostatnim załamaniu uległy jednak pogorszeniu, a odczyt w okolicach 25 punktów oznacza, że sentyment inwestorów można ponownie klasyfikować jako ekstremalny strach.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

EY: Polacy wciąż stawiają na stacjonarne zakupy, jednak coraz chętniej spoglądają w kierunku e-commerce

Wyniki piątej, polskiej, edycji badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że wraz ze znoszeniem pandemicznych restrykcji Polacy chętniej decydowali się na powroty do sklepów stacjonarnych. Podczas, gdy jeszcze w marcu 2021 r. 43% respondentów deklarowało, że odwiedza je rzadziej, to w maju 2022 r. ten odsetek spadł do 20%. Równocześnie rośnie grono konsumentów, którzy wybierają kanał e-commerce. W maju 2022 r. 33% Polaków deklarowało, że będzie zamawiać produkty online zamiast kupować je w sklepach stacjonarnych. To o 9 punktów procentowych (wzrost z 24%) więcej niż jeszcze w marcu 2021 roku. Równocześnie aż 37% ankietowanych uznaje wysokie koszty dostawy za jeden z najbardziej frustrujących czynników podczas zakupów on-line, a 36%, że nie ma zaufania do sprzedawców działających wyłącznie w świecie cyfrowym. Niezmiennie jednak o wszystkim decydować będzie cena, gdyż aż 61% ankietowanych twierdzi że rosnące koszty sprawiają że nie stać ich już na wszystko i muszą szukać oszczędności.

Pandemia przyczyniła się do szybkiego rozwoju segmentu e-commerce oraz zmian postaw konsumentów, ale jak pokazują wyniki badania EY – Future Consumer Index – w wielu przypadkach było to działanie wynikające „z potrzeby chwili”. W maju 2022 roku już tylko 20% badanych przyznawało, że rzadziej odwiedza sklepy stacjonarne, podczas gdy jeszcze w marcu 2021 r. ten odsetek wynosił 43%. Różnica wynikająca ze znoszenia pandemicznych ograniczeń wynosi więc aż 23 punkty procentowe. Jednakże, rosnące grono konsumentów wykazuje trwałą zmianę swoich nawyków zakupowych. W maju 2022 r. 33% Polaków deklarowało, że będzie zamawiać online zamiast kupować produkty w sklepach stacjonarnych. W marcu 2021 r. było to 24% – różnica to 9 punktów procentowych. Warte podkreślenia jest fakt, że coraz częściej w tym procesie decyzyjnym korzystają ze wsparcia asystentów głosowych – w maju 2022 r. wskazywało na to 22% ankietowanych (wzrost o 3 pkt. proc. w porównaniu do marca 2021 r.).

– Znoszenie związanych z pandemią restrykcji zadziałało w dwojaki sposób. Dla części konsumentów oznaczało to szybki powrót do starych przyzwyczajeń i robienia zakupów w stacjonarnych sklepach. Inne kontynuowali jednak swoje przyzwyczajenia zakupów on-line lub powrócili do tego modelu po wizycie w galerii handlowej Tymczasem, od kilku miesięcy kluczowym czynnikiem, który ma wpływ na rozwój e-commerce jest inflacja. Dlatego w utrzymaniu dynamiki wzrostu rynku e-commerce największe znaczenie będą miały inwestycje w innowacje, mające wpływ na niższe koszty realizacji zamówień, a także konsolidacja tego sektora w wyniku której dzięki efektom skali sprzedawcy będą mogli zaoferować konsumentom atrakcyjne ceny– mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska, Lider Sektora E-commerce.

Wyniki badanie EY – Future Consumer Index – wskazują, że to właśnie kosztowne dostarczenie zamówionych produktów (37%), brak możliwości wyboru danego towaru online (24%) oraz uszkodzenie artykułu w czasie dostawy (20%) są uznawane za jednej z najbardziej frustrujących czynników podczas zakupów. Jednocześnie 36% Polaków uważa, że dostępność dostaw stała się w ostatnim czasie jednym z ważniejszych kryteriów zakupowych. Niska jakość usług w tych obszarach może zwiększać prawdopodobieństwo odejściem konsumentów od danego dostawcy lub zwiększaćchęć powrotu do stacjonarnego modelu robienia zakupów. W szczególności, gdy rosnąca inflacja ma coraz większy wpływ na decyzje konsumentów. Już 61% Polaków twierdzi że coraz wyższe koszty towarów i usług sprawiają, że nie stać ich na wszystko i muszą oszczędzać.

Future Consumer Index

Rozrywka w trybie on-line. Finanse w trybie off-line

Konsumenci w Polsce coraz chętniej – aczkolwiek wciąż z dużym poziomem ostrożności – wchodzą w świat wirtualnej rzeczywistości. Poza obszarem zakupów, dla większości to na razie strefa rozrywki. Należy spodziewać się dalszego rozwoju tego obszaru życia – już teraz 19% Polaków planuje w dłuższej perspektywie spędzać więcej czasu grając w gry elektroniczne. Co ciekawe, aż 16% ankietowanych zamierza kupować w przyszłości mniej przedmiotów fizycznych, ponieważ więcej czasu spędza w przestrzeni cyfrowej. Należy spodziewać się, że wraz z rozwojem platform takich jak Metaverse ten odsetek będzie rósł.

Coraz szersze wypieranie świata rzeczywistego przez cyfrowy napotyka jednak blokadę w obszarze zaufania. Obecnie 36% konsumentów nie ma go (lub posiada w minimalny stopniu) do sprzedawców wyłącznie internetowych. Równocześnie, aż 76% Polaków wstrzymuje się od korzystania z usług finansowych za pośrednictwem kanałów cyfrowych, a 36% nie wykonuje w ten sposób żadnych transakcji obawiając się o wyciek swoich danych. W dalszym ciągu preferowany jest również bezpośredni kontakt z fizyczną osobą – 47% ankietowanych nie skorzystałoby z usług bota przy podejmowaniu decyzji dotyczących oszczędności i inwestycji.

Future consumer index EY

– Pandemia sprawiła, że Polacy na masową skalę odkryli usługi cyfrowe. Dotyczy to obszaru dokonywania zakupów lub poszukiwania rozrywki. Bez wątpienia w tych segmentach należy spodziewać się dalszych wzrostów, zwłaszcza w sytuacji gdy konsumenci masowo poszukują oszczędności, a internet daje im szerokie możliwości porównywania cen w różnych źródłach. Jednak na tym etapie kończy się często również zaufanie Polaków do cyfrowego świata. W obszarach związanych z finansami pozostajemy nadal tradycjonalistami, a proces przejścia do świata cyfrowego jest znacznie wolniejszy niż w przypadku zakupów lub rozrywki. Wpływ na taki stan rzeczy może mieć percepcja potencjalnych zagrożeń. Nieudane zakupy niosą za sobą o wiele mniejsze konsekwencje niż potencjalny wyciek wrażliwych danych osobowych i finansowych – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

O badaniu
Piąta polska edycja badania EY – Future Consumer Index – przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 17-27 maja 2022 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat.

Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

CDRL notuje wzrost marży na sprzedaży w I półroczu

Grupa CDRL w I półroczu 2022 roku zwiększyła marżę na sprzedaży, która wyniosła 51,4 procent i jest wyższa względem analogicznego okresu o 1,1 pkt. proc. W omawianym czasie Grupa osiągnęła 188 mln zł przychodów – jest to wynik wyższy 2,1 proc. r/r. Spółka konsekwentnie rozwija segment e-commerce zwiększając dotarcie do konsumentów oraz funkcjonalność platformy.

W II kwartale, spółka odnotowała o 2,3 proc. wyższe jednostkowe przychody r/r., które wyniosły 67,2 mln zł. W tym okresie nastąpił wzrost sprzedaży w sklepach stacjonarnych, które wyniosły 37,7 mln zł i były o 21 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Polski sklep internetowy wygenerował 10,9 mln przychodów, czyli na porównywalnym poziomie jak w II kwartale 2021 r.

– I półrocze był to czas pełen wyzwań nie tylko dla Grupy CDRL, ale dla całej branży handlowej. Choć trwająca wojna w Ukrainie nadal wpływa na nastoje konsumenckie, to liczymy na unormowanie sytuacji w kolejnych kwartałach. Nieustannie pracujemy nad zwiększaniem dostępności naszych produktów w Internecie. W pierwszym półroczu uruchomiliśmy nowy kanał sprzedaży na Amazon.de, a także wprowadziliśmy produkty marki Lemon na Allegro. Została również wdrożona usługa click and collect  oraz zwroty online – offline – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

W ostatnich miesiącach spółka pozyskała nowego dystrybutora w Serbii, otworzyła dwa nowe kornery w Mołdawii oraz w Czarnogórze. Na rynku polskim powstał salon agencyjny w Tomaszowie Lubelskim, a w okresie letnim funkcjonuje 12 salonów sezonowych w nadmorskich miejscowościach. Spółka wprowadziła również zmiany technologiczne – między innymi wdrożono Magento Commerce oraz dokonano optymalizacji usługi BNPL (buy now pay later).

W samym II kwartale spółka osiągnęła mocne wyniki operacyjne. W tym okresie spółka wygenerowała 7,7 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Wynik ten został obniżony o 3,5 mln zł przez odpis aktualizujący wartość aktywów wynikający ze sprzedaży udziałów w spółce zależnej z siedzibą w Rosij.

Ekipa Holding publikuje strategię

Notowana na rynku NewConnect spółka zaprezentowała założenia nowej strategii rozwoju na lata 2022-2024. Fundament rozwoju stanowić mają kolejne segmenty działalności spółki skupione wokół już istniejących i nowych IP, w tym marki EKIPA. Ponadto duży nacisk zostanie położony na rozwój spółki zależnej – Laniakea Pictures, odpowiadającej za produkcje filmowe.

Ekipa Holding S.A. jako organizacja powstała w drugiej połowie 2020 roku, a pod jego koniec zaczęła zawiązywać spółki zależne, rozpoczynając budowę struktury grupy kapitałowej. Następnie w pierwszym i drugim kwartale 2021 Ekipa Holding S.A. pozyskała od inwestorów prywatnych kapitał na poziomie 10,3 mln złotych i przeznaczyła go na realizację celów strategicznych. Było to przede wszystkim wzmocnienie i poszerzenie działalności, gdzie spółka koncentrowała się na rozwoju i wsparciu spółek portfelowych w celu budowania komplementarnej grupy kapitałowej. Istotnym elementem działalności spółki wraz ze spółkami celowymi było wytwarzanie, agregowanie i komercjalizacja własnych IP jak i zwiększanie rozpoznawalności posiadanych znaków towarowych.

W ramach dostępnych możliwości rozwijany był segment rynku FMCG z produktami licencjonowanymi oraz w oparciu o umowy o wspólnym zarządzaniu prawami. Przy współpracy z istotnymi partnerami grupy na rynek zostały wprowadzone produkty takie jak „Lody EKIPA”, „Napoje EKIPA”, „Donuty EKIPA”, czy zeszyty z logiem EKIPA. W III kwartale br. planowany jest debiut kolejnego produktu powiązanego z tą marką.

W ciągu dwóch lat udało nam się zbudować holding spółek wokół projektu „EKIPA”. 11 maja bieżącego roku zakończył się proces odwrotnego przejęcia i tym samym spółka formalnie zadebiutowała na giełdzie. Od 31 maja jesteśmy notowani pod zmienionym tickerem EEE i skróconą nazwą EKIPA. Budowa holdingu i debiut na giełdzie były dla nas ważnymi celami. Teraz chcemy zaprezentować inwestorom nasze nowe cele strategiczne dla poszczególnych segmentów biznesu. – wskazuje Zarząd.

Podstawowym działaniem Ekipa Holding jest akumulowanie posiadanych w grupie praw intelektualnych i dystrybuowanie ich do spółek celowych, które zajmują̨ się̨ komercjalizacją poszczególnych praw w sektorach, w których się specjalizują. Celem spółki holdingowej jest zwiększenie liczby agregowanych IP oraz pogłębienie komercjalizacji tych marek w spółkach celowych. Ponadto spółka będzie pracować nad rozszerzeniem portfolio oferowanych produktów na rynku FMCG.

Spółka zależna Ekipa Management zajmuje się zarządzaniem wizerunkami oraz kampaniami reklamowymi realizowanymi przez Twórców, zrzeszonych w ramach struktury. Ważną aktywnością jest produkcja materiałów audio-wideo, umieszczanych następnie w serwisach społecznościowych. Spółka komercjalizuje posiadane prawa licencyjne w oparciu o influencer marketing. Istotnym kierunkiem rozwoju są kolaboracje produktowe z podmiotami zewnętrznymi, w obrębie których powstają produkty sygnowane wizerunkami lub markami posiadanymi przez grupę, np. EKIPA, GENZIE. W ostatnich miesiącach w Spółce trwają zintensyfikowane działania projektu EKIPA, w ramach którego powstają nowatorskie na skalę europejską produkcje filmowe. Spółka, poza związanymi Twórcami, inwestuje również w pozyskanie lub wypromowanie nowych Twórców oraz budowę ich marek osobistych. Z dużą aprobatą spotkał się realizowany obecnie projekt GENZIE, skierowany do młodszej grupy docelowej.

Bardzo istotną częścią działalności Holdingu jest spółka Laniakea Pictures. W ramach spółki trwają̨ obecnie prace rozwojowe nad sześcioma projektami fabularnymi (pełnymi metrażami, serialami, animacjami). Celem firmy jest wytworzenie globalnie rozpoznawalnych marek rozrywkowych wykorzystujących różne media. Będą to projekty audiowizualne oraz interaktywne dla różnorodnych grup docelowych. Główny projekt jest na zaawansowanym etapie prac koncepcyjnych (wizualnych i literackich). To wysokobudżetowy serial oparty o oryginalne IP wykorzystujące motyw dinozaurów. Trwają̨ rozmowy prowadzące do podpisania umowy z nadawcą i globalnym dystrybutorem produkcji. Docelowe rynki, na jakie jest skierowany projekt, to Ameryka północna, Azja oraz Europa.

– Jest to dla nas jeden z kluczowych projektów. W III kwartale, w celu zabezpieczenia wytwarzanych praw autorskich oraz w związku z bezpośrednią współpracą z amerykańskimi partnerami zostanie założona spółka zależna Laniakea Pictures LLC, będąca przedłużeniem działalności Laniakea Pictures Sp. z o.o. na terenie USA. Do końca 2022 roku zaprezentujemy szczegóły realizowanych produkcji przez Laniakea Pictures Sp. z o.o. – wskazuje Mateusz Kowalski, Prezes Zarządu Laniakea Pictures Sp. z o.o.

Kolejną spółką w ramach holdingu jest Ekipatonosi, która obsługuje sklepy internetowe działające w ramach grupy. Odpowiada ona za projektowanie, konfekcję i wysyłkę odzieży oraz akcesoriów oferowanych w domenach www.ekipatonosi.pl, www.genzie.store, www.krakowkings.store oraz www.indeste.pl. Celem strategicznym w tym obszarze jest zwiększenie rozpoznawalności marek zależnych od spółki oraz poszerzenie świadomości funkcjonowania marek w innych niż obsługiwane grupach docelowych.

Spółka GGBay odpowiada za wydanie pierwszej mobilnej gry „My Dino Firend”. Spółka zamierza również rozpocząć prace nad kolejnymi tytułami poprzez wykreowanie treści gry i jej wykonawstwo przez zewnętrznego partnera (studio) lub udzielając licencji na gry osadzone w posiadanych uniwersach/markach.

Ekipa Holding S.A. posiada też swoje inwestycyjne ramię Ekipa Investment ASI, które niedawno informowało o pierwszych inwestycjach. Celem spółki w tym obszarze jest pozyskanie kolejnych projektów inwestycyjnych w celu osiągniecia zadowalających stóp zwrotu z projektów.

Oprócz aktualizacji strategii Ekipa Holding zaprezentowała też wyniki za pierwsze półrocze. Skonsolidowane przychody wyniosły 11,1 mln zł, skonsolidowana strata netto wyniosła 191 tys. zł.

– Wyniki są zgodne z naszymi przewidywaniami. W tym roku realizujemy bardzo duże i rozciągnięte w czasie inwestycje co ma swoje odzwierciedlenie w osiąganych wynikach. Oczekujemy, że owoce tych inwestycji będziemy zbierać w przyszłych latach – podsumował Zarząd.

Wyprawka szkolna droższa rdr. średnio o ponad 14 proc. Ceny przeszło 70 proc. artykułów poszły w górę

Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, latem ceny artykułów szkolnych wzrosły średnio o 14,2% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Znawcy tematu nie są zaskoczeni tym, że ww. wynik jest niższy od oficjalnego poziomu inflacji. Jednocześnie prognozują, że lada dzień w sklepach może być najdrożej. Ceny większości z 59 analizowanych produktów poszły w górę rdr. Za okładki na zeszyty i notatniki trzeba było zapłacić o prawie 93% więcej niż rok wcześniej. Ale co czwarty artykuł potaniał. Najmocniej spadły ceny markerów do tablic – o blisko 55%. Tańsze są też długopisy klasyczne – o przeszło 35%, pióra wieczne – o prawie 33%, a także długopisy automatyczne żelowe – o 18,5%.

Drożej, ale poniżej inflacji

Według raportu UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, ceny artykułów szkolnych wzrosły rdr. średnio o 14,2%. Autorzy analizy porównali dane z dni od 1 lipca do 15 sierpnia br. z analogicznym okresem ub.r. Dotyczyło to 22 podstawowych kategorii i 59 najczęściej wybieranych przez konsumentów artykułów. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 14,1 tys. cen detalicznych pochodzących z ponad 40 tys. sklepów, należących do 38 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry.

– To nie jest zaskoczenie, że ten wzrost rdr. jest poniżej inflacji. Tu mamy do czynienia z grupą o wielu kategoriach i poziomach jakościowo-cenowych. Zatem prawdopodobne jest to, że w pakiecie ofertowym są tańsze propozycje, m.in. marki własne czy duże promocje. Ponadto produkty te w znacznym stopniu zostały z zeszłorocznych zakupów pandemicznych, robionych na zapas – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Jak podkreśla Marcin Luziński, ekonomista Santander Bank Polska, mimo że inflacja wynosi ok. 15%, to są produkty, których ceny nie rosną. One jednak stanowią mniej niż 1% koszyka dóbr konsumpcyjnych. Z kolei ok. 2% kategorii podrożało o ponad 50%. Ekspert dodaje, że na zmiany cen poszczególnych artykułów wpływa zależność między popytem, podażą a kosztami produkcji. Wiele mówi się o drożejącej energii. Ponadto w ostatnich miesiącach wysoka była też cena ropy, co ma przełożenie na droższą produkcję tworzyw sztucznych. Stąd też coraz więcej trzeba płacić za towary zawierające dużo plastiku. Z kolei branża papiernicza borykała się z ograniczonym dostępem do surowca, który często importowano z Ukrainy.

– Nie spodziewam się, że te artykuły będą tańsze bliżej roku szkolnego. Konsumenci nie zaopatrują się już, jak to bywało dawniej, z ogromnym wyprzedzeniem. Obecnie dostępność elementów szkolnej wyprawki jest duża. Wielu rodziców kupuje takie rzeczy wręcz na ostatnią chwilę, tj. na koniec wakacji lub nawet w pierwszym tygodniu roku szkolnego. Najwyższe ceny prawdopodobnie zobaczymy na przełomie sierpnia i września. Wtedy popyt jest największy i dodatkowo odbywają się wypłaty świadczeń z rządowego programu Dobry start. To zachęci sklepy do podnoszenia cen – mówi Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

Ponad 70 proc. towaru zdrożało

Spośród 59 artykułów objętych analizą, 43 podrożały rdr. Najbardziej wzrosły ceny okładek na zeszyty i notatniki – o 92,7%. Dalej w zestawieniu są przyborniki na biurko – 83,4%, farby plastyczne akrylowe – 49,4%, zeszyty na spirali – 48,2%, a także bloki techniczne białe – 43,4%.

– Z produktów, które najbardziej zdrożały, można wyłonić dwie kategorie – artykuły z materiałów syntetycznych oraz z papieru. Jednym z głównych producentów tworzyw sztucznych są Chiny, a począwszy od 2020 roku obserwujemy dynamiczny wzrost kosztów logistycznych. Do tego ich produkcja jest wysoce energochłonna, a ceny energii i surowców energetycznych są coraz wyższe. Natomiast papier drożeje systematycznie już od wielu lat. Dodatkowo obecne uwarunkowania ekonomiczno-polityczne napędziły to zjawisko, powodując prawie dwukrotny wzrost na początku br. – zaznacza Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Ponadto z raportu wynika, że 15 artykułów potaniało rdr. Zestawienie otwierają markery do tablic, których ceny spadły o 54,9%. Następne są markery zmywalne – 47,8%, długopisy klasyczne – 35,8%, pióra wieczne – 32,9%, a także długopisy automatyczne żelowe – 18,5%. Jak zauważa Julita Pryzmont, najbardziej potaniały artykuły piśmiennicze. Według eksperta, może to być związane z tym, że lockdowny przyspieszyły w szkołach cyfryzację i korzystanie z technologii. Pomimo powrotu do nauki stacjonarnej, pewne procesy i praktyki, wprowadzone w tamtym okresie, pozostały. Tym samym zmniejszyło się zapotrzebowanie na tego typu towary.

– Tu wyniki są zaskakujące. Jedną z istotnych przyczyn może być przedłużający się czas nauki zdalnej w zeszłym roku szkolnym. Większość prac wykonywano przez komputer, co spowodowało nagromadzenie zapasów mniej używanych produktów. Teraz wymagają one jak najszybszego upłynnienia – podsumowuje dr Faliński.

W Kolorado powstaje wodorowy magazyn energii z ogniwami paliwowymi Toyoty. Będzie gotowy w tym roku

Toyota wspólnie z agencją rządową USA buduje wielkoskalowy wodorowy magazyn energii, który zwiększy wydajność i bezpieczeństwo sieci energetycznej. System opiera się na ogniwach paliwowych Toyoty o mocy 1 MW. Montaż generatora wodorowego rozpoczął się tego lata, a cała instalacja zostanie oddana do użytku przed końcem roku.

Toyota Motor North America dołączyła do projektu Narodowego Laboratorium Energii Odnawialnej (NREL) Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych (DOE), aby wspólnie skonfigurować, zainstalować i przetestować wodorowy magazyn energii o przemysłowej skali. System zdolny do magazynowania 600 kg wodoru wykorzystuje generator na ogniwa paliwowe Toyoty o mocy 1 megawata oraz elektrolizer wody o mocy 1,25 MW. Instalacja zostanie podłączona do sieci energetycznej, a jej oddanie do użytku nastąpi jeszcze w tym roku.

Instalacja powstaje w NREL Flatirons Campus na przedmieściach Denver w Kolorado. Urządzenie Toyoty będzie elementem zintegrowanego z siecią przesyłową, elastycznego systemu produkcji wodoru ze źródeł odnawialnych, jego magazynowania oraz produkcji energii, który obok generatora na wodór obejmuje elektrolizer wody PEM (proton exchange membranę) o mocy 1,25 MW i system magazynowania wodoru o pojemności 600 kg. Wodorowy generator łączy wiele modułów ogniw paliwowych Toyoty w większy system, zdolny do wytwarzania prądu stałego i przemiennego.

Ogniwa paliwowe zastosowane w projekcie to efekt 25 lat badań Toyoty nad technologiami wodorowymi oraz ośmiu lat doświadczeń w stosowaniu napędu wodorowego w seryjnie produkowanych pojazdach oraz innych urządzeniach – od samochodów osobowych i ciężarowych, przez autobusy i jachty po generatory stacjonarne i uniwersalne moduły ogniw paliwowych oferowane innym producentom z różnych gałęzi przemysłu. Na potrzeby 1-megawatowego generatora prądu dla NREL Toyota opracowała zintegrowany system sterowania pracą modułów ogniw paliwowych, którego zadaniem jest zapewnienie jak największej wydajności i żywotności urządzenia.

„Osiągnięcie neutralności klimatycznej wymaga od nas wszystkich poszukiwania nowych zastosowań dla bezemisyjnych technologii wodorowych, w tym ich integracji z innymi rozwiązaniami” – powiedział Christopher Yang, wiceprezes Toyoty ds. technologii ogniw paliwowych i rozwoju biznesu. – „Zastosowanie naszych modułów FC w instalacjach tej skali pokazuje uniwersalność technologii ogniw paliwowych Toyoty, które mogą być stosowane w zestawach dowolnej wielkości – od samochodów osobowych po duże systemy przemysłowe”.

Współpraca Toyoty i NREL została zaplanowana na 3 lata, a wartość projektu częściowo finansowanego przez różne agencje Departamentu Energii wynosi 6,5 miliona dolarów. Po uruchomieniu prototypowego systemu naukowcy NREL będą go monitorować pod kątem utrzymania wydajności podczas dłuższej eksploatacji oraz sprawności działania po zintegrowaniu z innymi magazynami energii oraz z OZE.

„Będziemy badać możliwości skalowania systemów ogniw paliwowych do stacjonarnego wytwarzania energii na dużą skalę, aby sprawdzić, jakie problemy mogą się pojawić w takich kwestiach jak wydajność, trwałość czy integracja systemu” – powiedział Daniel Leighton, szef projektu i pracownik naukowy NREL. – „Nasz projekt stwarza też nowe możliwości testowania ogniw paliwowych Toyoty w megawatowej instalacji”.

Rośnie liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce

System prawny w Polsce dotyczący niewypłacalności w ostatnich latach się istotnie ewoluował. W 2016 roku zmieniono system prawny i wprowadzono restrukturyzację – czyli działania, które mają na celu uzdrowić przedsiębiorstwo i umożliwić jego powrót do efektywnej działalności biznesowej. Dodatkowo w połowie 2020 roku wprowadzono postępowania pozasądowe, które mają na celu pomóc firmom znajdującym się w trudnej sytuacji płynnościowej w związku z pandemią. Rzeczywiście te postępowania w znacznym stopniu zyskały na popularności – obecnie to około połowy wszystkich postępowań. Jeżeli zsumujemy dwa rodzaje postępowań – czyli upadłości i restrukturyzację – w pierwszym półroczu 2022 roku ich łączna liczba wzrosła aż o 38% w porównaniu z pierwszym półroczem roku ubiegłego.

– W ogólnym obrazie niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce mamy dosyć czytelny wniosek, że przedsiębiorstwom na rynku jest coraz trudniej działać. Wpływa na to sytuacja, którą mamy obecnie – czyli wyższe ceny energii, wyższe ceny surowców, wciąż dosyć duże trudności i braki kadrowe – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. 

Patrząc na popyt – rosnąca inflacja już obecnie powoduje, że konsumenci bardziej ostrożnie podchodzą do zakupów. Do tego dochodzą konsekwencje wojny Rosja-Ukraina, jak i też ogólnie zawirowania w łańcuchach dostaw. To wszystko ma wpływ nie tylko na sytuację makroekonomiczną, ale właśnie na sytuację płynnościową przedsiębiorstw. Naszym zdaniem liczba niewypłacalności będzie wzrastała. Nominalnie już obecnie zbliżyła się do poziomu sprzed pandemii – a niestety w obliczu tylu wzywań, przed jakimi stoją przedsiębiorstwa, będzie rosnąć. Przed nami trudny rok 2023, który będzie rokiem spowolnienia gospodarczego. Należy więc oczekiwać dalszego wzrostu niewypłacalności przedsiębiorstw – prognozuje Sielewicz.

Podsumowanie wyników Grupy VRG S.A. za 1H2022 r.

W pierwszej połowie 2022 roku odzieżowo – jubilerska Grupa VRG wypracowała zysk netto w wysokości 36,4 mln zł (przy 2,8 mln zł zysku netto w roku 2021). Na rekordowe wyniki Grupy wpłynęły przede wszystkim wyniki sprzedaży i osiągnięte marże w drugim kwartale roku. Salony marek odzieżowych VRG notowały wzrost popytu na odzież formalną – co skutkowało znaczącą poprawą marży. Świetny drugi kwartał ma za sobą również segment jubilerski Grupy i marka W.KRUK.

Drugi kwartał 2022 roku VRG zamknęło sprzedażą na poziomie 341,8 mln zł (ponad 40 proc. wyższą niż w roku poprzednim). W okresie kwiecień – czerwiec przychody segmentu odzieżowego wzrosły o 36,9 proc. r/r, osiągając 192,1 mln zł. Przychody segmentu jubilerskiego wyniosły 149,6 mln zł (wzrost o 44,4 proc. r/r). W całej pierwszej połowie roku Grupa VRG wypracowała zysk netto w wysokości 36,4 mln zł (w porównaniu z 2,8 mln zł zysku netto w analogicznym okresie roku ubiegłego). Marża brutto na sprzedaży za pierwsze półrocze br. wyniosła 54 proc. i była o 2,9 p.p. wyższa r/r.

Janusz Płocica, prezes zarządu VRG ocenia, że Grupa dobrze wykorzystała odradzający się po pandemii popyt oraz okres licznych uroczystości rodzinnych i biznesowych.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników wypracowanych w drugim kwartale. Można powiedzieć, że był to dla nas wzorcowy kwartał, w którym do bardzo dobrego  wyniku wysoko kontrybuowały oba segmenty – odzieżowy  i jubilerski. Zanotowaliśmy istotny wzrost zakupów w salonach stacjonarnych oraz rosnący poziom sprzedaży i marży we wszystkich markach. Sprzedażowo i marżowo silnie odbudowaliśmy się w segmencie fashion. Wyraźnie widać było odwilż w odzieży formalnej, stanowiącej DNA części marek naszej Grupy. Drugi kwartał świetnie wykorzystał też W.KRUK osiągając kolejne wzrosty sprzedaży – wskazuje Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Lipiec i sierpień pod znakiem wyprzedaży

Przełom pierwszego i drugiego półrocza upływał w Polsce pod presją silnie rosnącej inflacji i pogorszenia nastrojów konsumenckich. W lipcu przychody VRG wzrosły o 1,5 proc. r/r, W tym okresie Grupa prowadziła w sklepach (stacjonarnych i online) letnie wyprzedaże.

– Lato to czas kiedy trudno oceniać realny popyt. O jego natężeniu  przekonamy się w kolejnych miesiącach. W pesymistycznym scenariuszu spodziewamy się w kolejnych okresach łagodnego spadku popytu. Chcemy wejść w nowe sezony jak najbardziej zdrowi, dlatego aktywnie wyprzedajemy zapasy posezonowe, aby uniknąć sytuacji, kiedy będziemy jednocześnie pod presją malejącego popytu i wysokich stanów magazynowych – mówi Janusz Płocica.

Aby zmniejszyć presję stokową, VRG zdecydowała się na silne przeceny. Jak podkreśla prezes, zarząd monitoruje otoczenie gospodarcze i podejmuje działania mające na celu jak najlepsze przygotowanie Grupy na ewentualny scenariusz pogorszenia koniunktury.

VRG gotowe na sezon jesienno-zimowy

Po publikacji wyników za pierwsze półrocze zarząd VRG podtrzymał cele na 2022 r., którymi są utrzymanie dwucyfrowych wzrostów sprzedaży, poprawa marży brutto w oparciu o efektywną politykę rabatową, wzrost marży operacyjnej, lepsze wyniki r/r Grupy Kapitałowej oraz zachowanie bezpiecznej sytuacji płynnościowej.

Od połowy sierpnia VRG rozpoczęło wprowadzanie do oferty kolekcji jesień-zima. W segmencie odzieżowym oferta ma być kwintesencją połączenia elegancji z komfortem noszenia. Zespoły marek segmentu fashion mocno koncentrują się na właściwościach funkcjonalnych poszczególnych modeli. Ma je zapewnić wykorzystanie naturalnych włókien i tkanin (jak kaszmir, jedwab czy organiczne bawełny) oraz charakterystyczna dla produktów z portfolio VRG jakość odszycia. Z perspektywy marketingowej ważnym wydarzeniem dla VRG będą w drugiej połowie roku mistrzostwa świata w piłce nożnej w Katarze, na które Vistula przygotuje stroje formalne Reprezentacji Polski (marka jest Oficjalnym Partnerem PZPN).

W segmencie jubilerskim W.KRUK stawia na dalszą dywersyfikację oferty i rozwój segmentu luksusowego, tak jeśli chodzi o biżuterię, jak i zegarki. W sklepach pojawią się nowe kolekcje ze złota i srebra (w tym kolekcja ambasadorska), szeroka oferta biżuterii z kamieniami szlachetnymi oraz nowa odsłona biżuterii modowej Picky Pica, kierowanej do młodszych klientów. W.KRUK zapowiada nowości w ofercie zegarków z segmentu luksusowego oraz rozwój portfolio luksusowej biżuterii takich marek jak: Bijoux Birks, Recarlo, Pasquale Bruni, Marco Bicego, Nanis czy Hulchi Belluni.

W ramach realizacji strategii omnichannel. Spółka zwiększa  możliwości realizowania dostaw i zwrotów (włącznie z dostawą ekspresową) oraz rozwija funkcjonalności stron i aplikacji sprzedażowych poprzez wprowadzenie bardziej intuicyjnych i czytelnych narzędzi. Spółka pracuje także nad programowaniem własnych rozwiązań, umożliwiających interaktywne dopasowanie rozmiarów w e-sklepach marek. Kontynuowana będzie również współpraca z Zalando.

Zmiany we władzach i pierwsza od 23 lat dywidenda

W ostatnich miesiącach ukształtował się obecny skład zarządu Grupy VRG. Rada Nadzorcza zakończyła 18 lutego proces wyłaniania prezesa zarządu VRG, powołując na to stanowisko Janusza Płocicę. Rozpoczął on wykonywanie swoich obowiązków 19 kwietnia. Tym samym przez większość drugiego kwartału Spółką zarządzał zespół w składzie: Janusz Płocica w roli prezesa zarządu, Marta Fryzowska jako wiceprezeska zarządu odpowiedzialna za segment fashion oraz Michał Zimnicki, pełniący funkcję wiceprezesa zarządu i CFO Spółki. W dniu 7 lipca 2022 Rada Nadzorcza VRG S.A. zdecydowała o powołaniu na funkcję wiceprezesa zarządu Grupy Łukasza Bernackiego. Nowy wiceprezes to osoba z wieloletnim doświadczeniem w branży oraz w Grupie. Przez ostatnie 2 lata pełni funkcję prezesa W.KRUK. Obecnie będzie ją łączył z zasiadaniem w zarządzie Grupy, nadzorując działalność jej segmentu jubilerskiego.

– Obecny zarząd składa się z managerów odpowiedzialnych za kluczowe dla Grupy dywizje biznesowe oraz doświadczonego CFO. Skład  Zarządu odzwierciedla aktualnie w przejrzysty sposób model funkcjonowania Grupy oparty o dwa segmenty biznesowe – odzieżowy i jubilerski – komentuje Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Jednym z celów zarządu Grupy jest dzielenie się wypracowywanym zyskiem z akcjonariuszami. W dniu 18 maja zarząd zdecydował o przyjęciu polityki dywidendowej, a 21 czerwca Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, zgodnie z rekomendacją zarządu podjęło uchwałę o pierwszej od 1999 roku wypłacie dywidendy w kwocie 0,17 zł na jedną akcję. Wypłata dywidendy została zrealizowana  29 lipca.

Rozpoczęła się konferencja w Jackson Hole

Rozpoczęła się wczoraj doroczna trzydniowa konferencja w Jackson Hole w Wyoming w USA. Ta konferencja organizowana jest od 1978 roku i początkowa poświęcona była kwestiom rolnictwa. Po tym jak w 1982 roku na konferencji pojawił się przewodniczący FED Paul Volcker, a w 1989 roku Alan Greenspan to wydarzenie stało się stopniowo kluczowym sympozjum w USA, na którym dyskutowane są kwestie polityki monetarnej. Uczestnicy i obserwatorzy rynków będą dziś po południu naszego czasu z uwagą słuchać wystąpienia obecnego przewodniczącego FED Jerome w Jackson Hole.

Amerykański rynek akcji nie wykazywał wczoraj objawów większych obaw przed wynikiem sympozjum w Jackson Hole (S&P 500 +1,41 proc., DJIA +0,98 proc., Nasdaq Composite +1,67 proc.). Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy minimalnie spadały (-0,07 proc. ok. godz. 9:35). Najwyższy poziom od ponad 3 lat osiągnął wczoraj chilijski IPSA Index.
Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały wzrosty głównych indeksów (najsilniej – o +0,81 proc. – zwyżkował dziś Hang Seng).

Na rynkach akcji w Europie dominowały dziś rano zwyżki (ok. 9:35 DAX +0,57 proc., CAC 40 +0,59 proc.).

Nadal dosyć słaba była GPW (ok. 9:35 WIG-20 -0,23 proc.). Swój historyczny szczyt ustanowiony 8 sesji temu wyrównał dziś rano kurs akcji Dino Polska. Po zwyżce o ponad 18 proc. najwyżej od listopada ub.r. był dziś kurs akcji Biomedu Lublin.

Powyżej poziomu 3 proc. pozostawały rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA. Rentowności polskich 10-latek spadała dziś rano, ale pozostawała powyżej poziomu 6 proc.

Na najwyższy poziom w historii wyszła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny na rynku brytyjskim notowane na ICE. (+9,31 proc.). Również ponad 9 proc. wzrosła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny notowanych na rynku holenderskim, ale w tym przypadku paniczne maksimum z 7 marca nie zostało jeszcze pokonane. Ceny kontraktów na ropę naftową (WTI, Brent) drożały dziś rano o ponad 1,2 proc.

Lekko umacniał się dziś amerykański dolara (USD/JPY +0,43 proc., EUR/USD –0,26 proc. ok. godz. 9:00).

Polski złoty lekko słabł względem dolara (USD/PLN +0,22 proc. ok. godz. 9-tej) i pozostawał stabilny względem euro (EUR/PLN -0,02 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po silnym ponad 10 proc. spadku z ubiegłego piątku już 7-my dzień utrzymuje się w wąskim przedziale 20766-21830 USD (dziś rano –0,75 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Hosso, trwaj! Rynek magazynowy z rekordową liczbą projektów w budowie

Sektor magazynowy po pierwszej połowie 2022 r. pozostaje w dobrej kondycji. Na rynku utrzymuje się wysoka aktywność najemców (3,7 mln mkw.; +12% r/r), którą generują głównie firmy z segmentów e-commerce, sieci handlowych i logistyki. Na koniec czerwca br. deweloperzy oddali kolejne 1,8 mln mkw. (+64% r/r), przy czym na rynku wciąż odczuwalny jest brak wolnej powierzchni. Wysoki współczynnik absorpcji wpływa na decyzje o rozpoczęciu nowych inwestycji, a wynik na poziomie 5,6 mln mkw. (+56% r/r) obecnie realizowanych projektów jest najwyższą wartością odnotowaną w historii całego sektora. Firma AXI IMMO prezentuje podsumowanie pierwszego półrocza na rynku magazynowym w raporcie „Polski Rynek Magazynowy w I połowie 2022 r.”.

Po pierwszej połowie 2022 r. wolumen transakcji inwestycyjnych z udziałem aktywów magazynowych zamknął się z wynikiem 0,7 mld EUR (-25% r/r). Niski rezultat jest skutkiem wysokiej bazy z 2021 r. oraz niskiej dostępności produktów na rynku. Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na obecny stan pozostają rosnąca inflacja oraz wojna na Ukrainie, która dzieli inwestorów na dwie grupy interesariuszy. W pierwszej znajdują się podmioty dopiero poznające realia rynku nieruchomości w Polsce, w drugiej natomiast są fundusze, które od lat inwestują w krajowe aktywa. Przykładami tych aktywności są zakupy portfeli 7R przez CTP (127 500 mkw.) czy Panattoni przez EQT Exeter (ok. 500 000 mkw.). Pomimo chwilowych zawirowań sytuacja w sektorze pozostaje stabilna. Produkty magazynowe w kolejnych kwartałach pozostaną interesującym aktywem przez wzgląd na rosnące stawki czynszu czy nadal wysoki popyt obserwowany na polskim rynku magazynowym.

Podkreślany przez nas od kilku kwartałów brak jakościowych projektów magazynowych do kupienia od zaraz spowodował oczekiwany spadek wielkości transakcji z udziałem tego sektora na rynku inwestycyjnym. Ewentualnych zmian i ponownego zainteresowania aktywami logistyczno-przemysłowymi należy spodziewać się bliżej końca bieżącego roku, kiedy to zostanie oddana znacząca część powierzchni będącej obecnie w budowie. W cenie pozostaną w pełni skomercjalizowane, spełniające wymagania ESG magazyny, które również otrzymały wysokie oceny w zakresie certyfikacji środowiskowych. Spodziewamy się, także, że obiekty nieco starsze, ale zlokalizowane na kluczowych rynkach logistycznych będą musiały przejść proces modernizacji, aby utrzymać status inwestycji core i core+,” wyjaśnia Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Na zakończenie 1 poł. 2022 r. popyt brutto na rynku magazynowym w Polsce wyniósł 3,7 mln mkw. (+12% r/r). Z kolei nowe umowy najmu i ekspansje (popyt netto) stanowiły 68% całości, co odzwierciedla wynik na poziomie 2,5 mln mkw. (0% r/r). W analizowanym okresie największą aktywność najemców zarejestrowano na Górnym Śląsku (725 000 mkw.), w regionie Warszawy (620 000 mkw.) i Poznaniu (506 000 mkw.). Z kolei na rynkach poza tzw. wielką piątką na uwagę zasługują Trójmiasto (360 000 mkw.) i Polska Zachodnia (290 000 mkw.). W kontekście najciekawszych podpisanych transakcji w 1 poł. 2022 r. należy wskazać nową umowę podpisaną przez klienta z sektora e-commerce w Panattoni Park Sulechów III (88 500 mkw.), przedłużenie i ekspansję sieci handlowej w Segro Logistics Park Gliwice (65 300 mkw.) czy dwie transakcje z udziałem logistyków kolejno w Mapletree Wrocław I (przedłużenie; 64 000 mkw.) i P3 Poznań I (przedłużenie; 53 000 mkw.).

Aktywność deweloperów na rynku magazynowym w drugim kwartale br. wyniosła prawie 700 500 mkw., co pozwoliło na uzyskanie wyniku 1,8 mln mkw. (+63% r/r) na koniec czerwca 2022 r. i powiększenie całkowitych zasobów sektora do poziomu niemal 27 mln mkw. (+25% r/r). W trójce makroregionów z największą nową podażą w 1 poł. 2022 r. znalazły się Poznań (prawie 333 000 mkw.), Polska Centralna (blisko 329 000 mkw.) oraz Górny Śląsk (ponad 295 000 mkw.). Natomiast wśród najciekawszych zrealizowanych projektów można wymienić największy ze zrealizowanych projektów w pierwszym półroczu 2022 r. Hillwood Bydgoszcz (BTS) o powierzchni 105 000 mkw., P3 Poznań II (82 300 mkw.), Panattoni Park Sosnowiec III (78 000 mkw.), 7R Park Goleniów II (62 500 mkw.) czy Exeter Park Szczecin II (45 000 mkw.).

„Zarówno wolumen powierzchni oddanej w 1 poł. 2022 r., jak i skala projektów będących obecnie w realizacji są niemałym zaskoczeniem dla wszystkich obserwatorów rynku magazynowego w Polsce. Zdecydowana większość spodziewała się, że czynniki takie jak utrzymujące się wysokie cen materiałów budowlanych czy wynikające przez wojnę na Ukrainie trudności z łańcuchami dostaw wpłyną na niewielkie spowolnienie w nowej podaży. Rynek magazynowy rozwija się dynamicznie w każdym zakątku Polski, zarówno w tzw. wielkiej piątce, jak i bardziej niszowych lokalizacjach tj. w Kielcach, Opolu czy Radomiu,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Na koniec czerwca 2022 r. według zapowiedzi deweloperów w trakcie realizowanych obecnie inwestycji znajduje się ponad 5,3 mln mkw. (56% r/r), czyli rekordowa w historii powierzchnia magazynowa w budowie. Najwięcej projektów w początkowych lub zaawansowanych fazach rozwoju jest na Górnym Śląsku (ponad 887 000 mkw.), w Polsce Zachodniej (niemal 801 000 mkw.), a także w Warszawie (prawie 727 000 mkw.). Z kolei ok. 53% z obecnie realizowanej powierzchni to inwestycje spekulacyjne. Nowa podaż nieznacznie wpłynęła na poziom pustostanów, który na koniec czerwca br. wyniósł 3,4% (-2 p. proc. r/r). Najmniej powierzchni do wynajęcia od zaraz znajduje się w Poznaniu (2,3%), a najwięcej na Górnym Śląsku (4,6%). Wysokie koszty budowy wpływają na politykę cenową deweloperów, czego rezultatem jest wzrost stawek czynszów we wszystkich rodzajach projektów. Na rynku obserwuje się wzrost stawek średnio o 0,2 do 0,5 EUR/mkw./miesiąc.

Rosnące koszty budowy i wydłużający się średnio o 3-4 miesiące termin dostarczenia gotowych inwestycji magazynowych może mieć bezpośrednie przełożenie na wynik popytu na koniec 2022 r. Przy bardzo niskim poziomie pustostanów, rezultat na poziomie 4,5 mln mkw. wynajętej powierzchni zostanie odnotowany jako duży sukces. Nastroje w sektorze regulują także rosnące stawki czynszów i różnica w kosztach najmu pomiędzy nowymi projektami a tymi już istniejącymi. W kolejnych miesiącach roku spodziewamy się kontynuacji tego trendu, przy czym duże znaczenie w tym zakresie będą miały ceny materiałów i wykonawstwa. Na koniec, sektor magazynowy pozostaje pod czujną obserwacją inwestorów. Oczekujemy, że finalizacja procesu sprzedaży kilku dużych projektów będzie tradycyjnie miała miejsce w IV kw. roku,” podsumowuje Renata Osiecka.

Praca zdalna w Kodeksie Pracy. Jakie nowe obowiązki pracodawców?

Praca zdalna rozwinęła się podczas pandemii i jest już z pracownikami i pracodawcami od ponad 2 lat. Co prawda w kodeksie pracy są zapisy dotyczące telepracy – ale pozostają one praktycznie martwe. Praca zdalna natomiast została uregulowana przepisami tymczasowymi, tak zwaną ustawą covidową. Art. 3 daje możliwość powierzenia pracownikowi pracy zdalnej w okresie właśnie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego, albo stanu epidemii ogłoszonego w związku z Covid-19. Obecnie trwają zaawansowane prace nad wprowadzeniem zdalnej pracy na stałe do Kodeksu pracy – projekt ustawy jest procedowany w Sejmie. Czy ten projekt idzie we właściwym kierunku i czy zapisy wprowadzone w Kodeksie pracy rzeczywiście pomogą pracownikom i pracodawcom? Założenia projektu są dość jasne. Praca zdalna będzie polegała na wykonywaniu pracy całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą. Pracodawca będzie zobowiązany do zapewnienia pracownikowi zdalnemu materiałów i narzędzi pracy – w tym urządzeń technicznych, czyli w większości przypadków komputera. Pracodawca będzie też zobowiązany do pokrycia kosztów bezpośrednio związanych z wykonywaniem pracy zdalnej. Jeśli taki obowiązek zostanie określony w porozumieniu lub regulaminie, praca zdalna będzie mogła mieć charakter hybrydowy – czyli częściowo z domu, a częściowo w biurze.

– Podniosły się krytyczne głosy wskazujące, że te przepisy są bardzo szczegółowe, bardzo sformalizowane i nie jest to praca zdalna – tylko telepraca bis. Można się zgodzić ze stwierdzeniem, że będzie to instytucja dosyć sformalizowana. Pracodawca będzie musiał przygotować na przykład ocenę ryzyka zawodowego, określić zasady wykonywania pracy zdalnej w porozumieniu ze związkami lub w regulaminie. Będzie też musiał opracować procedurę ochrony danych osobowych – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Będzie też musiał uzgodnić wykonywanie pracy zdalnej przez pracownika przy zawieraniu umowy, albo w trakcie zatrudnienia w porozumieniu z pracownikiem. Więc projekt wprowadza szereg obowiązków, które pracodawca będzie musiał wykonać, aby wdrożyć pracę zdalnąNiestety, znowu pozostawiono pracodawcom bardzo mało czasu na wprowadzenie zmian w dokumentacji. Projekt zakłada, że ustawa zmieniająca Kodeks pracy wchodzi w życie w terminie 14 dni od ogłoszenia. Jest to zbyt krótko na wdrożenie wszystkich procedur, regulaminów i określeniu tych zasad. Tym bardziej, że nowe regulacje usuną regulacje tymczasowe z tak zwanej ustawy covidowej. Kolejna problematyczna kwestia to rozliczanie kosztów pracy zdalnej. Co prawda projekt przewiduje wypłatę ryczałtu – jeżeli nie określono szczegółowo zasad określających zwrot kosztów wykonywania pracy zdalnej – ale oznacza to konieczność ustalania każdorazowo wysokości tego ekwiwalentu z każdym pracownikiem. Postuluje się, żeby to było przypisane do grup zawodowych – analizuje mec. Bocianowski.

Co dalej z dolarem i euro?

Sytuacja na rynku walutowym jest wyjątkowa ponieważ przełamany został parytet, dolar jest droższy od euro. Czy po raz pierwszy taka sytuacja może utrzymać się przez wiele miesięcy, to zależy od tego, jak mroźna będzie tegoroczna zima.

Gaz będzie w okresie jesienno-zimowym bronią polityczną Kremla. Wprawdzie Europa szykuje się na taki scenariusz gromadząc zapasy i dywersyfikując dostawy, jednak zużycie gazu w okresie jesienno-zimowym rośnie 3-krotnie i bez rosyjskiego gazu może być bardzo trudno. Efekt widać w notowaniach kontraktów nie tylko europejskiego, ale także amerykańskiego gazu.

Sytuacja nie sprzyja wspólnej walucie. Przełamany został parytet na parze euro/dolar. Stało się to już w lipcu, ale było to zdarzenie jednodniowe. W sierpniu sytuacja powtórzyła się, ale para EURUSD w kolejnych dniach próbowała nieskutecznie wracać powyżej parytetu. Takiej sytuacji nie było odkąd istnieją monety i banknoty euro (dolar był droższy, gdy euro było „niewidzialną” walutą wykorzystywaną tylko w celach obrachunkowych).

– Trend jest niekorzystny dla euro i na obecny moment nie widać czynników, które miałyby go odwrócić i jest to związane z kryzysem energetycznym, który jest szczególnie dotkliwy w Europie, a niestety Rosja nadal czerpie ogromne zyski z eksportu ropy i politycznie rozgrywa ceny gazu, który dla niej jest mniej ważny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Skutek jest taki, że rośnie ryzyko chaotycznej recesji w Europie.

Zwykle zmiany na parze EURUSD wywierały różnice w polityce pieniężnej banków centralnych. Jednak obecnie głównym krótkoterminowym wyznacznikiem stały się stawki kontraktów terminowych na prąd.

Czy kurs na tej parze walut będzie więc uzależniony od tego jak mroźna okaże się zima? I dolar może okazać się silniejszy od euro aż do zakończenia sezonu grzewczego?

– Niekoniecznie, bo pamiętajmy, że rynki starają się wyprzedzić rzeczywistość wyceniając to, co dopiero się wydarzy – komentuje ekspert XTB. – Gdyby na przykład doszło do zawieszenia wojny w Ukrainie, rynki zaczęłyby korzystniej wyceniać sytuację strefy euro.

Obecna sytuacja nie jest dobra dla złotego, także ze względu na przełamanie parytetu, bo im słabsze euro, tym słabsza jest polska waluta. Dolar jest najdroższy od dwóch dekad.

Złotego osłabia też polityka fiskalna rządu. Teraz w Polsce mamy hojne dopłaty do ogrzewania (podobnych ruchów należy spodziewać się w innych europejskich krajach). To oczywiście oznacza, że w gospodarstwach domowych będzie relatywnie więcej pieniędzy, co będzie zwiększać ryzyko utrwalenia presji inflacyjnej.

– Złotemu nie pomaga też konflikt polskiego rządu z krajami UE, a konsekwencją jest brak bardzo dużych środków finansowych z KPO – dodaje P.Kwiecień.

Dyrektywa drugiej szansy dla przedsiębiorców zagrożonych niewypłacalnością

Proponowane zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym – dyrektywa drugiej szansy dla przedsiębiorców zagrożonych niewypłacalnością.

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo restrukturyzacyjne oraz ustawy Prawo upadłościowe. Celem nowelizacji jest implementacja do polskiego systemu prawnego tzw. dyrektywy drugiej szansy, czyli dyrektywy PE i Rady (UE) 2019/1023 zawierającej regulacje z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej, niewypłacalności, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności gospodarczej. Pozwala ona na wstrzymywanie czynności egzekucyjnych i na zatwierdzenie układu pomimo sprzeciwu grupy wierzycieli. Z katalogu postępowań restrukturyzacyjnych zostanie wyjęte postępowanie sanacyjne.

Jakie zmiany wprowadzi do postępowania restrukturyzacyjnego implementowana dyrektywa?

Chodzi o unijną dyrektywę 2019/1023 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów, a także zmieniającej dyrektywę (UE) 2017/1132 (dyrektywa o restrukturyzacji i upadłości) (Dz. Urz. UE z 26.06.2019 r. L 172/18). Jej celem jest zagwarantowanie rentownym przedsiębiorcom, oraz takim, którzy znajdują się w trudnej sytuacji finansowej, dostępu do skutecznych krajowych ram restrukturyzacji zapobiegawczej, które umożliwią im kontynuowanie działalności. Unia, zgodnie z ideą drugiej szansy, chce by uczciwi a niewypłacalni, lub nadmiernie zadłużeni przedsiębiorcy mogli korzystać z całkowitego umorzenia długów po upływie rozsądnego terminu. W tym celu powinna również ulec poprawie skuteczność postępowań restrukturyzacyjnych, w tym skrócenie czasu ich trwania.

Dyrektywa stanowi, że restrukturyzacja powinna umożliwiać dłużnikom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej kontynuowanie działalności w pełnym zakresie, lub chociaż częściowo, poprzez zmianę składu, stanu lub struktury aktywów oraz pasywów lub jakiejkolwiek innej części ich struktury kapitałowej, w tym również poprzez sprzedaż całości lub części przedsiębiorstwa lub poszczególnych aktywów.

Postępowanie sanacyjne poza postępowaniem restrukturyzacyjnym

Nowelizacja zmienia także art. 2 ustawy Prawo restrukturyzacyjne (dalej również „p.r.”), usuwając postępowanie sanacyjne z katalogu postępowań restrukturyzacyjnych zapobiegawczych i wyodrębniając je w ust. 2. W katalogu tym pozostaną więc tylko 3 rodzaje postępowań: układowe, o zatwierdzenie układu oraz przyspieszone postępowanie układowe. Wyraźne wyodrębnienie w osobnym ustępie 2, zgodnie z którym restrukturyzację sanacyjną przeprowadza się w postępowaniu sanacyjnym, ma na celu podkreślenie rozróżnienia postępowań restrukturyzacyjnych z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej od postępowania sanacyjnego, będącego postępowaniem o szczególnym charakterze. Zmiana sprawi, że postępowanie sanacyjne pozostanie poza zakresem stosowania dyrektywy 2019/1023. Sprawi również, że postępowania: układowe, o zatwierdzenie układu oraz przyspieszone postępowanie układowe będą mogły być prowadzone wobec dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością, zaś postępowanie sanacyjne tylko wobec niewypłacalnego.

Test zaspokojenia

Do ustawy – Prawo restrukturyzacyjne dodany zostanie art. 10a stanowiący, że nadzorca lub zarządca sporządza test zaspokojenia zawierający:

  1. wycenę wskazującą metody i założenia przyjęte w trakcie jej sporządzania, obejmującą:
  2. wartość przedsiębiorstwa dłużnika przy założeniu realizacji planu restrukturyzacyjnego i kontynuacji działalności gospodarczej;
  3. wartość jego majątku przy założeniu ogłoszenia upadłości i sprzedaży przedsiębiorstwa oraz odstąpienia od sprzedaży przedsiębiorstwa i sprzedaży poszczególnych składników majątku;
  4. informację o przewidywanym stopniu zaspokojenia wierzycieli, których wierzytelności są objęte układem, w postępowaniu upadłościowym, które byłoby prowadzone wobec dłużnika.

Ów test zaspokojenia ma za zadanie zasypać przepaść dzielącą uprawnienie wierzycieli do kwestionowania zasadności zawarcia układu, a prawem dłużnika do domagania się od sądu jego zawarcia wbrew sprzeciwowi części wierzycieli. Ma również przesunąć ewentualny spór co do dokonanych wycen z końcowego na wcześniejszy etap restrukturyzacji, tak by wierzyciele mieli możliwość zapoznania się z nimi, co umożliwi im świadome podjęcie decyzji o głosowaniu za lub przeciw układowi, oraz by mogli wysunąć własne propozycje.

Umowa z ekspertem zawierana bezpośrednio przez nadzorcę

Dyrektywa 2019/1023 wymaga, aby plany restrukturyzacji przedkładane do przyjęcia zawierały uzasadnienie dlaczego istnieje racjonalna szansa na to, że plan restrukturyzacji zapobiegnie niewypłacalności zadłużonego przedsiębiorstwa i zapewni jego rentowność, w tym warunki wstępne niezbędne dla powodzenia planu. Sporządzenia lub zatwierdzenia uzasadnienia powinien dokonać np. ekspert zewnętrzny. Nowe przepisy mają umożliwić zawieranie umów z ekspertami na wykonanie tych czynności bezpośrednio przez nadzorców restrukturyzacyjnych.

Nowy mechanizm zatwierdzania układu, także wbrew wierzycielom

Obecnie stwierdzenia przyjęcia układu dokonuje sędzia-komisarz. Następnie stwierdzenie to bada sąd. Na mocy nowelizacji stwierdzenia przyjęcia lub nieprzyjęcia układu zamiast sędziego-komisarza dokonywać miałby nadzorca lub zarządca. Dłużnikowi i wierzycielowi będzie natomiast przysługiwać prawo wniesienia wniosku do sądu o stwierdzenie przyjęcia i zatwierdzenie układu w terminie 14 dni od dnia obwieszczenia o nieprzyjęciu układu.

W nowym mechanizmie zatwierdzania układu, sąd będzie miał obowiązek, a nie jak dotąd pozostawione to było jego uznaniu, odmówienia zatwierdzenia układu, jeśli którykolwiek z wierzycieli, który nie zgadzał się z układem, w wyniku jego realizacji znalazłby się w gorszej sytuacji niż to miałoby miejsce w postępowaniu upadłościowym lub po przeprowadzeniu postępowania restrukturyzacyjnego przeprowadzonego bez przyjęcia układu. Stąd na postanowienie o zatwierdzenie układu będzie przysługiwać zażalenie. Nowelizacja dodaje również, że sąd będzie mógł dokonać zmian w układzie jeżeli nie będą one naruszać jego istotnych ustaleń.

Mechanizm cramdown

Do zawarcia układu może nie dojść w wyniku braku wymaganej większości głosów za jego przyjęciem w każdej grupie wierzycieli. Jednakże na wniosek dłużnika, lub za jego zgodą, sąd zatwierdzi układ, jeśli większość grup wierzycieli głosowała za, przy odpowiednim stopniu ważności głosów w hierarchii wierzytelności. Możliwość zatwierdzenia układu we wspomnianych okolicznościach wbrew sprzeciwowi grupy wierzycieli nazywany jest mechanizmem cramdown.

Obowiązkowy układ dla określonych typów wierzytelności

Ponieważ unijna dyrektywa wskazuje, które roszczenia państwa członkowskie mogą wyłączyć spod postępowania restrukturyzacji zapobiegawczej, oznacza to, że wszelkie inne kategorie roszczeń muszą zostać nim objęte. Dlatego też zmianie ulegną przepisy art. 151 p.r. poprzez usunięcie z katalogu roszczeń fakultatywnie podlegających restrukturyzacji zabezpieczającej, a mianowicie: wierzytelności zabezpieczonej na mieniu dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym lub hipoteką morską, i tym samym objęcie ich z mocy prawa układem. Obligatoryjnie układem zostaną również objęte wierzytelności zabezpieczone przeniesieniem na właściciela własności rzeczy, wierzytelności lub innego prawa.

Wyłom od zasady, że wszyscy wierzyciele traktowani mają być jednakowo

Regułą ogólną postępowania restrukturyzacyjnego jest, że skoro wszyscy wierzyciele powinni być traktowani na równi, to i wszystkie wierzytelności uczestniczące w układzie dają prawo do głosowania na tych samych warunkach. Na mocy omawianej nowelizacji ustęp 1 art. 161 p.r. ma otrzymać brzmienie, iż propozycje układowe mogą przewidywać podział wierzycieli na grupy obejmujące poszczególne kategorie interesów. Podział ten ma być determinowany obiektywnymi kryteriami i ustalany w oparciu o stosunki prawne łączące wierzyciela z dłużnikiem, i z uwzględnieniem przewidzianej w prawie upadłościowym kolejności zaspokojenia wierzycieli.

Ochrona majątku dłużnika

Od dnia przyjęcia układu do dnia zakończenia postępowania restrukturyzacyjnego lub prawomocnego umorzenia postępowania restrukturyzacyjnego:

  1. postępowania egzekucyjne skierowane do majątku dłużnika w celu zaspokojenia wierzytelności objętych układem będą zawieszone z mocy prawa;
  2. skierowanie egzekucji do majątku dłużnika oraz wykonanie postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia lub zarządzenia zabezpieczenia roszczenia na tym majątku będzie niedopuszczalne w odniesieniu do wierzytelności objętych układem.

Wierzyciel może domagać się uchylenia zawieszenia egzekucji, jeśli mogłoby ono skutkować rażącym pokrzywdzeniem wierzyciela. Z dniem uprawomocnienia się zatwierdzenia układu ww. postępowania zabezpieczające i egzekucyjne ulegają umorzeniu z mocy prawa. Objęcie wierzytelności układem spowoduje, że wykonalność stracą dotyczące ich tytuły wykonawcze lub egzekucyjne. Postępowanie egzekucyjne wszczęte przed dniem otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego ulegnie zawieszeniu z dniem otwarcia postępowania na okres 4 miesięcy. W okresie tym niedopuszczalne będzie skierowanie egzekucji do majątku dłużnika oraz wykonanie zabezpieczenia na tym majątku. W postępowaniu sanacyjnym ww. okresy wynoszą 12 miesięcy.

Na wniosek dłużnika, nadzorcy sądowego lub zarządcy, sędzia-komisarz może zawiesić postępowanie egzekucyjne na dłużej, jak również wydłużyć zakaz kierowania egzekucji do majątku dłużnika oraz zakaz wykonania zabezpieczenia, jeśli zostanie uprawdopodobnione, że w postępowaniu zostanie zawarty układ – pod warunkiem, że wydłużenie to nie spowoduje pokrzywdzenia wierzycieli.

Gwarancja ochrony finansowania udzielonego dłużnikowi i finansujących

Nowelizacja prawa upadłościowego ustanawia gwarancję, że finansowanie udzielone dłużnikowi w postępowaniu restrukturyzacyjnym w celu realizacji planu restrukturyzacyjnego uwzględnione w tym planie, lub finansowanie udzielone w celu zapewnienia kontynuowania działalności, bądź utrzymania lub zwiększenia wartości przedsiębiorstwa, nie może być uznane za bezskuteczne w stosunku do masy upadłości lub niepodlegające wykonaniu, jeżeli zostało udzielone za zgodą sędziego-komisarza lub rady wierzycieli. Dodatkowo, finansujący nie będą ponosić odpowiedzialności za ewentualne pokrzywdzenie ogółu wierzycieli spowodowane swoim finansowaniem udzielonym dłużnikowi.

Podsumowanie

Opublikowana 4 lipca nowelizacja, która ma wejść w życie po upływie 18 miesięcy od dnia ogłoszenia, jest dość obszerna i wprowadza jeszcze szereg innych zmian do postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych, m.in. zastrzeżenie, że propozycje układowe nie mogą przewidywać wyższego zaspokojenia wierzyciela niż wartość jego wierzytelności, czy uelastycznienie zawarcia układu likwidacyjnego poprzez możliwość przeprowadzenia likwidacji majątku dłużnika ze skutkami sprzedaży egzekucyjnej.

Unijna dyrektywa precyzyjnie określając przesłanki jak najszybszej identyfikacji problemów finansowych przedsiębiorstw, dąży do tego, by prawo państw członkowskich było wyposażone w instrumenty pozwalające na szybką reakcję na te problemy poprzez wdrożenie skutecznych działań naprawczych, jeśli tylko istnieje szansa na ich podjęcie. A jeśli działania takie miałyby okazać się niesłuszne, niecelowe, powinno się uruchamiać procedury zmierzające do jak najszybszej likwidacji przedsiębiorstwa przy możliwie najwyższym stopniu zabezpieczeniu roszczeń wierzycieli.

Dla przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej objęcie nowym postępowaniem restrukturyzacji zapobiegawczej będzie oznaczać przede wszystkim wstrzymanie egzekucji i realizacji tytułów zabezpieczających na zakreślonym układem majątku. Prezesi spółek i inne osoby odpowiedzialne w przedsiębiorstwach borykających się z problemami powinni być zainteresowani przystąpieniem do restrukturyzacji, bowiem w dniu publikacji obwieszczenia o ustaleniu dnia układowego wyłączona zostaje ich odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną wskutek niezłożenia w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz za zaległości podatkowe i inne zobowiązania spółki.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Cyfryzacja w branży chemicznej i farmaceutycznej rośnie wolniej niż w innych sektorach

  • Branża chemiczna i farmaceutyczna to jeden z nielicznych sektorów, który odnotował bardzo dynamiczny wzrost w okresie pandemii – w 2021 roku przełożyło się to m.in. na najwyższy wynik uzyskany w badaniu DIGI INDEX – tegoroczna edycja badania pokazuje jednak, że inwestycje w cyfryzację prowadzone w tym sektorze wyhamowują.
  • W porównaniu do wyników z 2021 roku, wskaźnik DIGI INDEX 2022 dla branży chemicznej i farmaceutycznej wzrósł jedynie o 0,4 pkt. – z 2,0 do 2,4 pkt. – jest to najmniejszy wzrost spośród wszystkich badanych branż. 
  • Zaledwie 66,7% firm z sektora twierdzi, że inwestuje w cyfryzację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel – jednocześnie branża chemiczna i farmaceutyczna planuje przeznaczyć na digitalizację 7,1% swoich zysków.

Wyniki tegorocznego badania DIGI INDEX pokazują, że inwestycje w cyfryzacje realizowane w branży chemicznej i farmaceutycznej wyhamowują. W 2022 roku byliśmy świadkami wzrostu wskaźnika DIGI INDEX o zaledwie 0,4 pkt. – z 2,0 pkt. w 2021 r. do 2,4 pkt. Pomimo relatywnie dobrego wyniku jest to branża, w której współczynnik digitalizacji wzrósł w 2022 roku najmniej. Związane jest to z wcześniejszym, częściowym nasyceniem rynku oraz potrzebą czasu na konsolidację już wdrożonych systemów. Oprócz tego znaczącą rolę odgrywają drożejące surowce (gaz, ropa naftowa), które dodatkowo wpływają na niepewność rynkową całego sektora.

Branża chemiczna i farmaceutyczna inwestuje w cyfryzację

Reprezentanci sektora Chemistry&Pharmacy przeznaczają średnio 7,1% zysków na digitalizację (w zeszłym roku liczba ta wynosiła 9,63%). Połowa pytanych deklaruje, że w najbliższych 12 miesiącach zwiększy budżet przeznaczony na cyfryzację (w 2021 r. było to 30% respondentów). Z kolei 23,3% twierdzi, że planuje utrzymać inwestycje na ten cel na dotychczasowym poziomie, a 10% zamierza je zmieszać. Chemisty&Pharmacy to również branża z najmniejszą liczbą deklaracji o inwestycjach w cyfryzację. Zaledwie 66,7% firm twierdzi, że inwestuje w digitalizację i jest w stanie dokładnie określić procent nakładów na ten cel.

Czy negatywne zjawiska makroekonomiczne, wyrażające się m.in. istotnym wzrostem cen czynników produkcji, wpłyną na ograniczenie inwestycji w digitalizację? Czy też odwrotnie – możliwość poprawy produktywności, jakości produktów, bezpieczeństwa przełożą się na kontynuację, inicjowanie czy też przyspieszenie transformacji cyfrowej? Cykle koniunkturalne występowały, występują i będą występować. A zatem okresy ożywienia będą pojawiały się po okresach kryzysu. Natomiast zjawiska demograficzne (ujemny wzrost naturalny i starzenie się społeczeństwa), społeczne (oczekiwania młodych ludzi w stosunku do pracodawców), jak i ekologiczne (produkcja neutralna dla środowiska) pokazują jednoznacznie, że nie ma innej drogi niż cyfrowa transformacja – powiedział dr n. ekon. Bartłomiej Rodawski, Członek Zarządu Adamed Pharma S.A., Dyrektor Operacyjny.

DIGI INDEX: cyfryzacja w Polsce wystartowała z bloków

W 2022 roku uśredniony wskaźnik DIGI INDEX dla wszystkich badanych branż wzrósł z 1,8 do 2,4 pkt. Z wynikiem 2,6 pkt. najlepiej uplasowały się sektory Automotive oraz Machinery. Na kolejnym miejscu znalazł Chemistry&Pharmacy (2,4 pkt.). Z kolei najgorzej pod względem ucyfrowienia wypadła branża Food&Beverages (2,2 pkt.). Wyniki te dowodzą, że większość firm przeszła już z etapu przygotowań do tworzenia podstaw cyfryzacji.

Czym jest cyfryzacja?

Transformacja cyfrowa, to integracja technologii cyfrowej we wszystkich obszarach biznesu, mająca na celu zmianę sposobu działania przedsiębiorstwa i dostarczanie klientom nowych wartości w nowy sposób. To również wykorzystywanie rozwiązań cyfrowych do tworzenia nowych modeli biznesowych i strategii umożliwiających monetyzację danych. Jest to także zmiana kulturowa, która wymaga eksperymentowania i dostosowywania się do nowej rzeczywistości. Efektem digitalizacji jest dużo szybszy przepływ informacji, co przekłada się na podniesienie współczynnika efektywności wszystkich procesów w firmie.

Pliki cookie. Cyberprzestępcy sięgają po ciasteczka

Ataki z wykorzystaniem plików cookie coraz popularniejsze.

Cyberprzestępcy coraz częściej stosują pliki cookie do omijania uwierzytelniania wieloskładnikowego. Według raportu Sophos, atakujący mogą uzyskiwać dostęp do zasobów firm dzięki wykradzionym sesyjnym „ciasteczkom”. Pozwalają one podszywać się pod prawdziwych użytkowników i swobodnie poruszać w firmowej sieci.

Dlaczego cyberprzestępcom zależy na ciasteczkach?

Sesyjne pliki cookie, zwane też „ciasteczkami”, są zbierane i przechowywane przez przeglądarkę internetową do momentu jej zamknięcia lub wylogowania się ze strony internetowej. Zawierają m.in. informacje o otwieranych stronach internetowych i identyfikują przeglądarkę, z której użytkownik łączy się z serwisem.

W ostatnim roku zauważyliśmy, że kradzieże plików cookie są coraz częstsze. Przejęcie takich uwierzytelniających „ciasteczek”, znanych również jako tokeny dostępu, pozwala obejść dwuskładnikowe uwierzytelnianie stosowane przez coraz więcej firm – mówi Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos. – Jeśli atakujący wejdą w posiadanie sesyjnych plików cookie, zyskują możliwość swobodnego poruszania się po sieci, podszywając się pod prawdziwych użytkowników.

Po uzyskaniu dostępu do firmowych systemów, atakujący mogą wykorzystać pliki cookie do dalszych działań, takich jak przejęcie dostępu do poczty elektronicznej, modyfikacja danych lub repozytoriów kodu źródłowego czy próby wyłudzenia dostępu do dodatkowo zabezpieczonych zasobów.

Ciasteczka wyjątkowo groźną bronią w arsenale cyberprzestępców

Skradzione pliki cookie mogą posłużyć do ataku typu „pass-the-cookie”. Przestępcy z ich pomocą oszukują przeglądarkę i podają się za uwierzytelnionego użytkownika, np. pracownika firmy, co pozwala też ukryć ich złośliwe działania w firmowej sieci. Jest to możliwe, ponieważ token dostępu jest tworzony i przechowywany w przeglądarce podczas korzystania z uwierzytelniania wieloskładnikowego.

Problem jest o tyle poważny, że wiele legalnych aplikacji internetowych posiada stałe pliki cookie, które są przechowywane do momentu wylogowania się użytkownika, a czasem nigdy nie tracą one ważności.

Cyberprzestępców ogranicza jedynie kreatywność

Nawet początkujący cyberprzestępcy mogą skutecznie przejmować dane uwierzytelniające. Wystarczy kupić trojana wykradającego informacje, aby masowo zbierać takie dane jak hasła i ciasteczka, a następnie sprzedawać je na czarnym rynku. Tego typu informacje mogą być przydatne dla innych przestępców, na przykład operatorów oprogramowania ransomware – tłumaczy Grzegorz Nocoń. – Lista złośliwych działań, które atakujący mogą przeprowadzić za pomocą skradzionych plików cookie, właściwie nie ma końca. Jedynym ograniczeniem jest ich kreatywność.

Rozwiązaniem zapewniającym większe bezpieczeństwo może wydawać się regularne czyszczenie plików cookie i innych informacji uwierzytelniających w przeglądarkach. Jednak zaostrzenie zasad dotyczących ciasteczek wiąże się z pewnymi kompromisami. Skrócenie okresu ich ważności oznacza konieczność częstego logowania się przez użytkowników.

Według eksperta Sophos, aby zapewnić sobie odpowiednią ochronę, firmy powinny korzystać z narzędzi, które umożliwiają skuteczne wykrywanie złośliwego oprogramowania, zwłaszcza za pomocą analizy behawioralnej.

Czy kawiarnie przetrwają wzrost cen gazu?

Ziarna kawy arabika są obecnie najdroższe od 10 lat. Także rosnące koszty pracy i energii, w tym gazu, wywołują presję na wzrost cen kawy w kawiarniach. Niedługo przekonamy się, czy konsumenci z powodu wzrostu kosztów utrzymania, nie będą masowo rezygnować z kawy na mieście.

Ostatnie kilkanaście lat przyniosło globalną ekspansję kultury picia kawy w kawiarniach. W ten sposób swój wolny czas spędzają już nie tylko mieszkańcy Rzymu czy Paryża, ale także Warszawy, Opola czy Zamościa. Dla miłośników „małej czarnej” nadchodzą jednak trudniejsze czasy. A to za sprawą dwóch zjawisk. Z jednej strony, drożeją ziarna kawy arabika, których cena jest najwyższa od prawie 10 lat. A z drugiej rosnące koszty utrzymania mogą skłaniać konsumentów do ograniczenia swoich wydatków, a wtedy kawa na mieście może okazać się jedną z pierwszych ofiar takiego działania. Odpowiedź na to, czy kultura picia kawy okaże się silniejsza od potrzeby ograniczenia wydatków, poznamy pewnie w ciągu kilkunastu najbliższych miesięcy.

Ziarna arabiki są obecnie na najwyższym poziomie od prawie 10 lat, a to z powodu wciąż niesłabnącego zainteresowania konsumentów oraz gorszych jej zbiorów w Brazylii, co obniża bieżące dostawy i zapasy. Arabika zdrożała bardziej, niż druga z odmian kawy robusta, co spowodowało, że powiększyła się premia za wykorzystywanie tej drugiej (arabika jest obecnie o około 60 proc. droższa niż robusta). W związku z tym wielu producentów zwiększa udział robusty w swoich mieszankach, a także konsumenci chętniej wybierają ją w celu ograniczania kosztów. Wysokie ceny zwiększyły także presję na marże pobierane przez firmy, dla których kawa stanowi ważny składnik ich biznesu takich jak Starbucks czy Nestle.

Koszt samych ziaren stanowi tylko małą część ceny kawy dla konsumenta. Jednak poza cenami kawy, na całym świecie rosną też koszty energii i ceny pracy. A dzieje się to gdy wydatki konsumentów są ograniczane z powodu znacznego wzrostu kosztów utrzymania. W Europie mamy obecnie przed sobą mocny wzrost cen ogrzewania i utrzymania mieszkań, który będzie kolejnym ciosem dla domowych budżetów. A w Europie pije się właśnie najwięcej kawy, prawie 25 proc. światowej produkcji. Skutki tego już widać w ostatnich kwartalnych raportach spółek. W przypadku Starbucks, który używa tylko ziaren arabiki, wyższe ceny obniżyły marże spółki. Natomiast Nestle w swoim raporcie donosi o spadku popytu na kapsułki Nespresso po podniesieniu ich cen. Ta firma jest natomiast także największym producentem kawy rozpuszczalnej, co zabezpiecza ją przed znacznym spadkiem dochodów w czasie recesji.

Bardziej delikatna i trudniejsza w uprawie Arabika dominuje na rynku kawy mielonej, podczas gdy Robusta na rynku kawy rozpuszczalnej. Brazylia jest liderem w handlu kawą jako największy producent arabiki, odpowiadający za 40 proc. światowego eksportu. Największym producentem robusty jest Wietnam, który odpowiada za 16 proc. światowego eksportu. Międzynarodowa Organizacja Kawy notuje w tym roku wzrost konsumpcji o 3,3 proc., jednak jej podaż spadła o 2,1 proc., co prowadzi do prawie rekordowego deficytu wynoszącego 3,1 miliona 60 kg worków.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Branża cyfrowa z uwagami do planowanych zmian w prawie dotyczących podpisu elektronicznego

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branżę cyfrową i nowych technologii, skierował do Kancelarii Premiera swoje stanowisko w związku z rządowymi planami wprowadzenia zmian w Kodeksie cywilnym dotyczących m.in. wykorzystywania podpisu elektronicznego. Organizacja proponuje wprowadzenie nowej „szczególnej formy dokumentowej” i przestrzega przed zmianami, które mogą obniżyć bezpieczeństwo cyfrowe e-podpisu.

Rządowe plany dotyczące zmian w Kodeksie cywilnym obejmują swoim zakresem elektroniczne formy czynności prawne. Zdaniem Cyfrowej Polski nowelizacja będzie miała fundamentalne znaczenie dla polskiego prawa, w szczególności stosunków cywilnoprawnych oraz kwestii dowodowych w postępowaniach sądowych. Dlatego organizacja uważa, że niezbędna jest poważna dyskusja nad proponowanymi zmianami. Jej pismo w tej sprawie trafiło w tym tygodniu do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Możliwe odejście od wysokich standardów bezpieczeństwa cyfrowego

W opinii Związku Cyfrowa Polska, proponowane przez rząd zmiany, choć są istotne, mogą stanowić niebezpieczny precedens, który będzie prowadził do odejścia od obecnych trendów związanych z cyberbezpieczeństwem. – Projektodawca wskazuje w uzasadnieniu założeń planowanego projektu, że w stosunkach cywilno-prawnych, z punktu widzenia bezpieczeństwa, wystarczająca wydaje się weryfikacja na poziomie wymaganym dla zaawansowanego podpisu elektronicznego. Jest to ewidentna koncepcja równania w dół, obniżania standardów i wymogów, na dodatek w tak szczególnym momencie, gdy projekt unijnego rozporządzenia eIDAS2 zaostrza wymagania dotyczące identyfikacji – podkreśla dr hab. Dariusz Szostek, prof. Uniwersytetu Śląskiego z Rady Ekspertów Cyfrowej Polski.

Organizacja w piśmie do rządu wskazuje ponadto, że dziś powszechność wykorzystania kwalifikowanego podpisu elektronicznego nie ma miejsca nawet w obrocie profesjonalnym, bowiem nawet w środowisku prawniczym nadal wiele osób nie rozróżnia skutków prawnych użycia podpisu bankowego, podpisu zaufanego, podpisu osobistego czy kwalifikowanego. Cyfrowa Polska obawia się, że projektowana zmiana Kodeksu cywilnego nie tylko nie zmieni tej sytuacji, ale wręcz ją pogorszy.

W piśmie przesłanym do Kancelarii Premiera, Związek odnosi się również do propozycji zrównania podpisu własnoręcznego z podpisem osobistym. Choć rozwiązanie to na pierwszy rzut oka jest bardzo atrakcyjne i w teorii daje szansę na szerokie wykorzystanie podpisu osobistego, który jest osadzony w nowych dowodach osobistych, to po dogłębnej analizie eksperci Cyfrowej Polski twierdzą, że taka zmiana nie wygląda wcale optymistyczne. Powód? W ten sposób rząd rezygnuje z wysokiego poziomu bezpieczeństwa. – Nie wiadomo, jak będzie kształtowała się odpowiedzialność za wadliwe działanie podpisu osobistego. A przecież w zakresie kwalifikowanego podpisu elektronicznego jest ona rygorystycznie uregulowana – zauważa dr hab. Dariusz Szostek.

Propozycje branży cyfrowej

Cyfrowa Polska proponuje, by rząd wprowadził nieco inne rozwiązania. Przede wszystkim organizacja jest za wprowadzeniem kwalifikowanego podpisu elektronicznego do dowodu osobistego. Takie rozwiązanie, w opinii dr hab. Dariusza Szostka, byłoby optymalne i ułatwiłoby zawieranie umów w formie elektronicznej. Związek proponuje też wprowadzenie nowej formy dla czynności prawnej, nazwanej roboczo „szczególną formą dokumentową”. Będzie ona miała niższe wymagania niż elektroniczna forma czynności prawnej, natomiast silniej będzie zabezpieczona od „zwykłej” formy dokumentowej.

Dr hab. Dariusz Szostek przypomina, że aktualnie obowiązująca forma dokumentowa może być różna: począwszy od przesłania maila, na podstawie którego można ustalić osobę składającą oświadczenie, po użycie zaawansowanego podpisu elektronicznego. Dowód z dokumentu opatrzonego podpisem zaawansowanym (a takim jest podpis osobisty) jest znacznie wyższy od dowodu z dokumentu sporządzonego w formie dokumentowej, opartej o login, hasło czy też SMS bądź e-mail. – Obniżenie wymogów dotyczących formy powinno zostać wprowadzone do wybranych, dokładnie przeanalizowanych sytuacji prawnych, w tym umów, ale nie tylko. Proponujemy wprowadzenie odpowiedniej modyfikacji przepisów postępowania cywilnego oraz wprowadzenie domniemań prawnych powiązanych z nową formą – podkreśla ekspert Cyfrowej Polski.

Dolewanie do inflacji

W ostatnim czasie pojawiło się trochę sygnałów świadczących o łagodzeniu presji inflacyjnej. Jednak szczyt inflacji, a dojście do celu inflacyjnego to dwie różne kwestie.

Sygnały, o których mowa to przede wszystkim spadek cen paliw. Od połowy czerwca notowania ropy były w trendzie spadkowym, a to przełożyło się na zauważalny spadek cen paliw – tak w USA, jak i w Polsce. Ruch był na tyle duży, że przeniknął nawet do kategorii inflacji bazowej. Mniejszą presję widać jednak także w globalnym przemyśle. Stopniowy spadek popytu oznacza, że tanieją surowce przemysłowe, spadają stawki frachtowe, maleją kolejki po deficytowe komponenty. To wszystko mogłoby oznaczać, że szczyt inflacji za nami i na taki scenariusz ostatnio mocno grały rynki. Spadały rentowności obligacji, rosły ponownie indeksy giełdowe – głównie w USA. Jednak w ostatnich dniach wahadło znów zaczęło się odchylać w drugą stronę.

Po stronie energii staje się jasne, że gaz będzie w okresie jesienno-zimowym bronią polityczną Kremla. Co prawda, Europa szykuje się na taki scenariusz gromadząc zapasy i dywersyfikując dostawy, jednak zużycie gazu w okresie jesienno-zimowym rośnie 3-krotnie i nadal bez rosyjskiego gazu może być bardzo trudno. Efekt widać w notowaniach kontraktów nie tylko europejskiego, ale także amerykańskiego gazu. Do tego znów zaczęły rosnąć ceny ropy. Pomimo wizyty Bidena w Arabii Saudyjskiej OPEC nie zamierza iść na rękę i ostatnio zaczął wysyłać sygnały, że przy dalszym spadku cen ropy ograniczy produkcję. Po drugiej stronie jest polityka popytowa. W USA właśnie uchwalono umorzenie części kredytów studenckich. W Polsce mamy hojne dopłaty do ogrzewania i podobnych ruchów należy spodziewać się w innych europejskich krajach. To oczywiście oznacza, że w gospodarstwach domowych będzie relatywnie więcej pieniędzy, co będzie zwiększać ryzyko utrwalenia presji inflacyjnej.

Na rynkach decyzja o umorzeniu długu została ciepło przyjęta – notowania indeksów odbijają, para EURUSD próbuje wracać powyżej parytetu. W tych okolicznościach stabilizują się notowania złotego. Dziś poznamy protokoły z posiedzeń EBC i RPP, co być może rzuci nieco nowego światła na najbliższe decyzje tych banków. EBC dopiero zaczyna cykl podwyżek i rynek zastanawia się, czy wobec zbliżającej się recesji w ogóle będzie w stanie go przeprowadzić. W Polsce natomiast pytanie brzmi, czy do kolejnych podwyżek w ogóle dojdzie. O 9:40 euro kosztuje 4,7585 złotego, dolar 4,7575 złotego, frank 4,9413 złotego, zaś funt 5,6379 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Euro znów droższe od dolara

Spokojna środa na Ukrainie pomimo potencjalnych ryzyk związanych z Dniem Niepodległości nie wpłynęła negatywnie na rynki. Jeżeli dołożyć do tego korzystne dane dla euro, nie może dziwić korekta.

Słabsze dane z USA

Po tak długiej serii dobrych danych na rynku często do korekty wystarczy mała iskra i mamy wybuch. Tak właśnie było wczoraj. W normalnych warunkach skoro zamówienia na dobra bez środków transportu się nie zmieniły zgodnie z oczekiwaniami, a zamówienia na dobra trwałego użytku okazały się 0,5% słabsze od oczekiwań, nie działoby się za dużo. Tym bardziej że półtorej godziny później wyraźnie mniej od oczekiwań spadł indeks podpisanych umów kupna domów. Wystarczyło to jednak do zmiany trendu i zamiast atakować pułap 0,99 na EURUSD, kurs zaczął znów zmierzać w stronę parytetu. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że czas jest realizować zyski.

Spokojny Dzień Niepodległości

Ku sporemu zaskoczeniu wielu analityków Rosjanie nie przeprowadzili żadnej spektakularnej akcji militarnej w trakcie ukraińskiego święta niepodległości. To z powodu potencjalnej eskalacji rynki zachowywały się defensywnie przed samymi uroczystościami. Nie może zatem dziwić, że skoro nic się nie wydarzyło, jest korekta. Wpłynęło to dodatkowo na umocnienie euro względem dolara. Dodatkowym efektem jest dzisiejsze bardzo dobre otwarcie na giełdzie, czy zainteresowanie polskimi obligacjami przez inwestorów. Nie zabrakło też reakcji na polskiej walucie. Zamiast atakować poziom 4,79 zł za euro, jak miało to miejsce wczoraj, dzisiaj schodzimy już do 4,76 zł.

Lepsze dane z Niemiec

Na deser dobre dane pokazali Niemcy. Finalny odczyt wzrostu PKB okazał się wyraźnie wyższy od wstępnych szacunków. Zarówno 1,8%, jak i 1,5% wzrostu w skali roku to nie jest jakiś szczególny powód do dumy, ale biorąc pod uwagę potencjalne spowolnienie, nie jest to coś, czego powinien się ten kraj obecnie wstydzić. Lepsze od oczekiwań dane były też kolejnym elementem działającym na korzyść dolara a niekorzyść euro. Nie można się zatem dziwić, że na jakiś czas wróciliśmy powyżej granicy parytetu wymiany euro na dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – produkt krajowy brutto.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inwestorzy redefiniują strategie

W pierwszej połowie br. inwestorzy równie chętnie lokowali kapitał w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, jak na zachodnich rynkach nieruchomości. Globalne przemiany gospodarcze i niepewność, jaką niosą powodują jednak, że decyzje inwestycyjne są teraz coraz częściej wstrzymywane. Wyniki roczne mogą już nie być tak dobre jak półroczne, uważają doradcy Walter Herz.

Poziom inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych w regonie CEE w pierwszym półroczu tego roku, podobnie jak w całej Europie, był bardzo wysoki. Wartość wolumenu transakcyjnego była wyższa niż rok temu i wyniosła około 5,4 mld euro. Polska miała w nim największy udział, prawie 3 mld euro. Był to jeden z najlepszych wyników półrocznych w historii polskiego rynku.

Dobra pierwsza połowa roku

– Wyniki odnotowane w regionie CEE oraz na rynkach zachodnioeuropejski po pierwszych 6 miesiącach br. oznaczają powrót do wartości, jakie rejestrowane były przed pandemią. Zmiany geopolityczne, które wciąż nam towarzyszą, coraz mniej sprzyjające otoczenie biznesowe oraz ryzyko globalnej recesji mają jednak negatywny wpływ na rynek i decyzje inwestorów. Było to widoczne już w drugim kwartale br., który był wyraźnie słabszy niż pierwszy. Spadek optymizmu zauważalny jest, nie tylko w Polsce i regionie CEE, ale i całej Europie, gdzie wartość wolumenu inwestycyjnego w II kw. br. wyniosła 68 mld euro, podczas gdy w I kw. przedmiotem transakcji były aktywa o wartości 84 mld euro – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Świetne wyniki, jakimi zamknęło się pierwsze półrocze tego roku na europejskich rynkach inwestycyjnych to efekt finalizowania transakcji, które zainicjowane zostały przed wybuchem konfliktu w Ukrainie. Wtedy inwestorzy nie musieli mierzyć się jeszcze z wysoką inflacją, podwyżkami stóp procentowych i liczyć z prognozami mówiącymi o wyraźnym pogarszaniu się wskaźników makroekonomicznych.

– Wiele podmiotów strategicznie wstrzymuje teraz swoje działania, biernie obserwując zmiany gospodarcze zachodzące na świecie, co prawdopodobnie zaowocuje spadkiem wartości wolumenu inwestycyjnego w drugiej połowie roku. Inwestorzy przyglądają się wahaniom głównych czynników, wpływających na rentowność inwestycji, jak koszty finansowania projektów i zabezpieczenia kredytów inwestycyjnych, czy nakłady operacyjne i koszty utrzymania nieruchomości. Wyraźnie widoczne jest schłodzenie rynku – informuje Bartłomiej Zagrodnik. – W Polsce hamowanie działań inwestycyjnych może mieć mniejszą skalę niż na innych rynkach w Europie. Motywacją do aktywności dla inwestorów będą z pewnością konkurencyjne ceny nieruchomości komercyjnych w porównaniu z innymi rynkami europejskimi oraz podwyżki stawek czynszowych, których wzrost niesie większą rentowność nieruchomości. Około 99 proc. aktywów na polskim rynku pozostaje w rękach zagranicznych funduszy, czynsze liczone są w euro, a tym samym koszty finansowania inwestycji są znacznie niższe, ponieważ mogą być realizowane w euro, a nie w złotych – dodaje.

Polska najlepsza w regionie

Polska nadal pozostaje liderem w regionie CEE. W pierwszej połowie roku wartość inwestycji nad Wisłą była dwa razy wyższa niż suma transakcji odnotowanych łącznie na Węgrzech i w Rumunii. W Europie Środkowo – Wschodniej inwestował głównie kapitał czeski i węgierski oraz pochodzący z Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Największym powodzeniem inwestorów w tym roku cieszyły się aktywa biurowe i handlowe. – Nadal widoczne jest wśród zagranicznych inwestorów duże zainteresowanie parkami handlowymi z czynszami w euro, które postrzegane są jako najbardziej stabilne aktywa w obecnych warunkach, szczególnie w perspektywie dalszych zmian na rynku handlowym, idącym w stronę lokalnej obsługi klientów – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Jako 38 milionowy kraj mamy przewagę nad innymi państwami w regionie ze względu na duży rynek wewnętrzny. Siła nabywcza w Polsce zwiększyła się jeszcze dzięki napływowi migrantów z Ukrainy.

Kondycja polskiego rynku, szczególnie w sektorze magazynowym i biurowym, jest bardzo dobra, co również powinno pozytywne oddziaływać na decyzje inwestycyjne w kolejnych miesiącach. W Polsce brakuje powierzchni magazynowo-przemysłowych do wynajęcia, mimo sukcesywnie zwiększającej się podaży w tym segmencie. Przypomnijmy, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat krajowe zasoby powierzchni logistycznych wzrosły ponad dwukrotnie.

Bartłomiej Zagrodnik informuje, że inwestorzy przygotowują się do wyboru inwestycji i procesu realizacji projektów na długo wcześniej niż w latach poprzednich. – Poszukują teraz gotowych, przygotowanych pod budowę gruntów z decyzjami środowiskowymi, uzgodnieniami WZ, czy PnB. Widoczne jest duże zainteresowanie zakupem działek po niższych cenach do banków ziemi – wskazuje. Zauważa również, że deweloperom magazynowym, z uwagi na trudności w poszukiwaniu finalnych inwestorów, wygasają umowy przedwstępne na grunty. – Oznacza to, że ciekawe parcele pojawiają się ponownie na rynku stwarzając okazję inwestorom posiadających kapitał do zakupu w optymalnych cenach. Podobnie jest w mieszkaniówce, w której widoczne jest duże zainteresowanie sprzedażą projektów pod PRS. Dotąd wiązało się to z ryzykiem wzrostu kosztów budowy, co znacząco utrudniało realizację projektów. Teraz jednak Generalni Wykonawcy coraz częściej akceptują umowy z zamkniętymi katalogami cen – dodaje.

Nieruchomości biurowe na topie

W stronę deficytu powierzchni, jak wskazują doradcy Walter Herz, zmierza też  warszawski rynek biurowy. W Warszawie w tym roku notowany jest wyjątkowo duży popyt na biura przy drastycznym spadku nowej podaży. Coraz niższa dostępność powierzchni, zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych stwarza potencjał do wzrostu stawek czynszowych, co przełoży się na wyższe zwroty z inwestycji.

W tym roku w Polsce to właśnie aktywa biurowe cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów, przede wszystkim obiekty biurowe zlokalizowane w regionach. Transakcje związane z ich zakupem odpowiadają za największy udział w wolumenie inwestycyjnym w pierwszym półroczu br.

Najgłośniejszą transakcją zrealizowaną w tym sektorze w pierwszych 6 miesiącach br. był zakup biurowej części warszawskiego kompleksu The Warsaw Hub przez Google. Była to akwizycja pojedynczego budynku o największej wartości w historii polskiego rynku. Właściciela zmienił też poznański biurowiec Nowy Rynek D, co również przyniosło rekordową wartość transakcji w regionach.

36% pracowników w Polsce chce od pracodawców więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego

Z nieopublikowanego jeszcze raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy” wynika, że 36% polskich pracowników oczekuje od swoich pracodawców więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. Ponad połowa (51%) respondentów oczekuje większej liczby dni urlopu w ramach zapobiegania wypaleniu zawodowemu. W jakich nastrojach są pracownicy i co odczuwają w miejscu pracy? W jaki sposób pracodawcy mogą zapobiegać wypaleniu zawodowemu?

47% polskich pracowników odczuwa w miejscu pracy pewność siebie, niemal połowa (45%) bezpieczeństwo, a 39% motywację. Z drugiej jednak strony 3 na 10 (27%) respondentów jest znudzonych i brakuje im motywacji, 19% czuje się niepewnie, a 18% brakuje poczucia bezpieczeństwa – to dane z nieopublikowanego jeszcze raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”. Badanie zostało zrealizowane w czerwcu 2022 roku, zatem dostarcza najnowszych danych na temat postaw i potrzeb osób zatrudnionych. Z analizy ManpowerGroup wynika, że 30% pracowników odczuwa stres w pracy – jest to o 9 punktów procentowych mniej, niż rok temu (39% w marcu 2021), ale też więcej, niż przed pandemią (24% w marcu 2020).

– Pandemia miała niebagatelny wpływ na pracowników i zauważalnie zmieniła ich hierarchię wartości. Wraz z wybuchem globalnego zagrożenia zdrowotnego, dbałość o dobrą kondycję psychiczną i fizyczną dla wielu osób stała się priorytetem. Szukając jednak rozwiązań na zapobieganie wypaleniu wśród pracowników należy się pochylić przede wszystkim nad jego przyczynami. Warto tutaj zaznaczyć, że są one bardzo różnorodne i zależą zarówno od indywidualnych predyspozycji danej osoby, jak i środowiska biznesowego, w którym się obraca – mówi Jolanta Jastrzębska, ekspertka ds. rozwoju i zarządzania karierą z Right Management w ManpowerGroup.

Co możemy zaliczyć do głównych przyczyn wypalenia zawodowego? Zdaniem ekspertki są to między innymi nieskuteczne strategie radzenia sobie ze stresem, a także stawianie sobie zbyt wysokich wymagań. Należy więc zwracać szczególną uwagę na te dwa powyższe obszary. Warto zadbać o równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, efektywny wypoczynek, taki który sprawi, że naprawdę poczujemy się zrelaksowani. W momencie pojawienia się pierwszych symptomów świadczących o wypaleniu lub złym samopoczuciu psychicznym, należy pochylić się nad zadaniami realizowanymi w pracy oraz nad tym, jak organizujemy sobie dzień, a także czy nie bierzemy na swoje barki zbyt dużo. W przypadku, gdy jesteśmy przytłoczeni zadaniami, warto popracować nad asertywnością – dodaje Jolanta Jastrzębska.

Z badania ManpowerGroup wynika także, że 36% pracowników w Polsce oczekuje od firm więcej wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. W jaki sposób mogą zapobiegać wypaleniu zawodowemu zatrudnionych osób? Ponad połowa (51%) pracowników wskazała, że pomocna byłaby tutaj większa pula dni urlopowych, a 44% mówi o zapewnieniu elastyczności w pracy, jak na przykład wybór czasu i miejsca pracy. 39% zatrudnionych chciałoby się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, a 36% oczekiwałoby od organizacji dodatkowych dni wolnych w celu zadbania o zdrowie psychiczne.

Zdaniem ekspertki, managerowie chcący zatroszczyć się o zdrowie psychiczne pracowników i zapobiec ich wypaleniu zawodowemu powinni wziąć pod lupę między innymi przejrzystość procedur, jakie obowiązują w zespole oraz sposób codziennego działania, by nie generować dodatkowego napięcia oraz stresu. – Bardzo istotna przejrzysta komunikacja, która bezpośrednio przekłada się na pozytywną atmosferę w pracy, będącą często kluczowym aspektem dobrego samopoczucia pracowników w firmie. Ważne jest także przydzielanie zadań zgodnie z poziomem kompetencji pracownika, a w przypadku pojawienia się trudności należy o nich rozmawiać i wspierać pracowników w radzeniu sobie ze stresem. Liderzy mogą także zadbać o wzmacnianie poczucie własnej wartości pracowników zauważając osiągnięcia i udzielając pozytywnej informacji zwrotnej – podsumowuje Jolanta Jastrzębska.