Silny frank

Para walutowa EUR/CHF kwotowana jest poniżej parytetu. Silny frank to efekt zaskakującego zwrotu SNB w polityce monetarnej, który nastąpił 16 czerwca. Szwajcarski bank centralny to instytucja, która dołączyła do grupy banków centralnych reagujących na globalny szok inflacyjny poprzez podniesienie stóp procentowych. Swoją ostatnią decyzją SNB wyprzedził w działaniu EBC, który zamierza wykonać podobny ruch dopiero w lipcu.

Decyzja SNB była kompletnym zaskoczeniem dla rynków. Podwyżka o 50 pb nie była brana pod uwagę i w związku z tym nie była wyceniana. Wzrost stóp proc. nie był jedynym zaskoczeniem. W połowie czerwca widzieliśmy 2 proc. spadki pary EUR/CHF co doprowadziło, że kurs był najniżej od I połowy kwietnia. W kolejnych dwóch tygodniach notowania sukcesywnie zmierzały w kierunku parytetu, który wczoraj został osiągnięty.

Prawdziwym zaskoczeniem było to, że SNB ogłosił, że teraz – w przypadku deprecjacji franka – będzie również skłonny sprzedawać rezerwy walutowe.

W Szwajcarii inflacja jest jeszcze stosunkowo niska. CPI wskazuje 2,9 proc. Bazowa jest na poziomie 1,7 proc.. Znaczna jest jednak dynamika jej wzrostu. Inflacja cen producentów i importu wynosi 6,9 proc. (stopa, której nie widziano w Szwajcarii od ponad 40 lat), zatem należy zakładać, że presja cenowa jeszcze się rozwinie a wskaźnik bazowy wzrośnie. Wówczas SNB znajdzie się poza strefą komfortu.

Ogólnie rzecz biorąc, wczesne działanie jest mądrym posunięciem w polityce pieniężnej. Dlatego motywacja SNB jest zrozumiała i wytłumaczalna.

SNB wyprzedził tym samym EBC, który to bank zamierza wykonać pierwszy tego typu ruch dopiero w lipcu. Można było zakładać, że szwajcarski podmiot będzie starał się utrzymać dystans między stopą depozytową EBC a własną. Taka strategia pozwoliłaby na kontrolowanie zmienności notowań pary EURCHF na niskim poziomie. W tym momencie jest ona jednak podwyższona i teraz pytanie brzmi na jak dużą aprecjację pozwoli SNB oraz w którym momencie nastąpi interwencja.

Autor: Łukasz Zembik TMS Brokers

E-klienci. Wydają, ale wymagają

Izba Gospodarki Elektronicznej prezentuje szczegółowe wyniki siódmej edycji badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie”. Analizie poddano zjawisko zakupów wielokanałowych i zmiany w zachowaniach zakupowych Polaków oraz nowości w e-commerce. Tegoroczna edycja raportu została wzbogacona o obszary płatności odroczonych oraz zakupów transgranicznych.

E-zakupy to już standard

W sieci zakupów dokonuje 87% internautów. Wzrosła zarówno częstość zakupów internetowych, jak i wartość e-koszyków zakupowych. 2 do 5 razy w miesiącu kupuje już 61% e-klientów, a ponad 5 razy w miesiącu – 16%. To o +6p.p. więcej regularnie kupujących w e-commerce. Największe jednorazowe wydatki w Internecie, czyli takie o wartości ponad 500 zł, rok temu były udziałem 2% konsumentów, a obecnie przyznaje się do nich aż 9%. Dodatkowo, ostatni zapamiętany przez konsumentów zakup w 2/3 przypadków został sfinalizowany w sieci, a wyłącznie offline – zgodnie z informacją od konsumentów – dokonanych zostało jedynie 29% zakupów. W przypadku osób, które kupują w sieci, czyli e-klientów, było to jeszcze mniej, bo 10%, czyli 9 na 10 koszyków zakupowych w tej grupie zapełniło się z udziałem Internetu.

New e-normal

Konsumenci nie tylko kupują w sieci więcej i częściej, ale także oczekują, że to e-commerce jako najprężniej rozwijająca się gałąź handlu i miejsce, gdzie wydają coraz więcej, będzie wyznaczał trendy i ustalał standardy zakupów. Z różnych nowoczesnych rozwiązań e-zakupowych, jak np. prezentacja produktów w formie wideo, wizualizacja produktu offline z wykorzystaniem smartfona, wirtualne przymierzalnie, czy mobilne formy płatności, korzysta już 79% badanych. Rok temu było to 56%. 22% internautów, a 38% e-kupujących skorzystało też z nowej możliwości jaką są płatności odroczone, zwiększając tym samym swoją zdolność zakupową. Coraz ważniejszy jest natychmiastowy kontakt z klientem. Ponad połowa konsumentów oczekuje, że w przypadku jakichkolwiek pytań czy problemów z zakupem, marka udzieli im odpowiedzi maksymalnie w ciągu 3 godzin. Dla co 4. klienta możliwy czas oczekiwania jest jeszcze krótszy i wynosi maksymalnie godzinę. Marka musi być też mobilna. 64% internautów oczekuje, że będzie dostępna w tym kanale. W innym przypadku aż 2/3 klientów zniechęci się do niej i uda do konkurencji lub podzieli negatywną opinią.

Tegoroczna edycja raportu wyraźnie pokazuje, iż rośnie wartość średnia dla wydatków konsumentów on-line. W sieci wydajemy więcej w ujęciu skumulowanym oraz kupujemy pojedyncze produkty o większej wartości. Jednocześnie przy rosnących parametrach zakupowych, zwiększają się świadomość i wymagania konsumentów w zakresie obsługi i jakości transakcji. Dlatego e-sklepy będą musiały inwestować w obszarach przyjazności procesów, dostępności, doświadczeń i obsługi posprzedażnej, żeby zagwarantować sobie powrót klienta przy kolejnej potrzebie zakupowej. -Zbigniew Nowicki, Przewodniczący Rady Izby Gospodarki Elektronicznej

Off nie wyłącza wymagań

Dlaczego ten – obserwowany na wielu polach – wzrost wymagań jest ważny nie tylko dla sprzedawców internetowych, ale także podmiotów sprzedających w sklepach stacjonarnych? Dotyczy on nie tylko Internetu. Po pandemii rośnie wyraźnie skala zakupów wielokanałowych. 61% badanych kupuje te same marki w wielu kanałach i chce, by rozpoznawać ich i traktować tak samo dobrze niezależnie od miejsca zakupowego. I dodatkowo, okazuje się, że 9 na 10 konsumentów oczekuje, że różne rozwiązania, z jakich korzystają podczas e-zakupów, będą dostępne także offline. Co to za oczekiwania? Konsumenci chcą przede wszystkim w sklepach stacjonarnych korzystać z atrakcyjnych promocji online’owych. Wymagają też, aby sklepy stacjonarne uznawały programy lojalnościowe, z jakich korzystają już online i mobilnie. Polacy chcą też mieć możliwość korzystania offline z szerszego wachlarza metod płatności. 32% badanych chciałoby móc skorzystać w sklepie stacjonarnym z opcji płatności odroczonych oferowanych obecnie online. W przypadku tych, którzy już zakupili coś w sieci z wykorzystaniem tej metody jest to jeszcze więcej, bo aż 77%. Nie lubimy już też płacić w sklepach stacjonarnych gotówką. Preferujemy rozwiązania kartowe, zbliżeniowe i BLIKA. Najwyraźniej e-commerce – tak jak mówią konsumenci – zaczął już wyznaczać standardy, oferując możliwość dokonywania zakupów wygodnie, bezpiecznie i szybko.

Partnerzy merytoryczni publikacji: Adyen, Modivo, PayU, Przelewy24, Tpay.

Źródło: Dane pochodzą z badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2022” zrealizowanego na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej przez firmę badawczą Mobile Institute. Badanie przeprowadzone zostało na próbie 2466 internautów. Opinie zebrano metodą CAWI, wykorzystując responsywne ankiety elektroniczne. Dane zostały zebrane w dniach 11-22 kwietnia 2022 roku. Są reprezentatywne dla internautów w Polsce po względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.
Marta Zagożdżon

Rynek dóbr luksusowych odrabia straty po pandemii. W 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych

Stale powiększa się grono polskich konsumentów dóbr luksusowych, czyli przede wszystkim osób bogatych, o zarobkach brutto przekraczających 50 tys. zł miesięcznie. W 2020 roku było ich 77 tys., czyli o 11,6% więcej niż rok wcześniej. Z kolei Polaków, którzy zarabiają rocznie powyżej 1 mln zł brutto, było już ponad 35 tys.  W 2021 roku rynek dóbr luksusowych w Polsce osiągnął wartość blisko 30 mld złotych. Wydatki konsumentów na produkty i usługi luksusowe okazały się wyższe niż przed pandemią, ale przyczynił się do tego wyłącznie jeden, największy segment – samochody premium i luksusowe. Ponad 4/5 ankietowanych przedstawicieli branży uważa, że zrównoważony charakter dobra luksusowego poprawia jego poziom prestiżu. Chociaż firmy przywiązują coraz większą uwagę do kwestii zrównoważonego rozwoju, to nie przekłada się to na ambitne cele osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 roku – wynika z raportu KPMG w Polsce pt. „Rynek dóbr luksusowych. Luksus w dobie zrównoważonego rozwoju”.

216 tys. zł średnio miesięcznie zarabiają bardzo bogaci Polacy

Pandemia COVID-19 nie zatrzymała wzrostu liczby osób zamożnych oraz bogatych, które są kluczowymi odbiorcami rynku dóbr luksusowych. W 2020 roku mieszkało 284 tys. osób zamożnych o dochodach powyżej 20 tys. zł miesięcznie – o 7% więcej niż w 2019 roku, a ich łączne dochody były z kolei wyższe o 15,1% r/r i wyniosły 201 mld złotych.  Z kolei liczba osób bogatych, o dochodach brutto przekraczających 50 tys. zł miesięcznie wzrosła o 11,6% do 77,1 tys. Przeciętne zarobki w tej grupie wyniosły prawie 134 tys. zł miesięcznie, co oznacza, że dochody osób bogatych rozliczających się w Polsce w całym 2020 roku wyniosły 124 mld zł i były o 20% wyższe niż w 2019 roku.

Kolejną grupą docelową dla firm z branży dóbr luksusowych są osoby bardzo bogate. W 2020 roku w Polsce mieszkało ponad 35 tys. osób zarabiających ponad 1 mln złotych brutto rocznie, a ich łączne dochody wyniosły 92 mld zł. Zarobki osób bardzo bogatych zwiększyły się o 23,8% względem 2019 roku, a liczebność tych osób powiększyła się o 10,3%. Średnio miesięcznie osoby bardzo bogate zarabiały 216 tys. złotych. Najwięcej bardzo bogatych Polaków zamieszkiwało w 2020 roku: Mazowsze (8,16 tys.), Wielkopolskę (4,19 tys.) oraz Małopolskę (3,19 tys.). Z kolei w województwie kujawsko-pomorskim wzrost liczby podatników o dochodach brutto przekraczających 1 mln zł rocznie był najwyższy i wyniósł 97,1% w stosunku do 2019 roku.

Rok 2021 upłynął pod znakiem rekordowej inflacji, która w grudniu przekroczyła 8% i osiągnęła najwyższy poziom od 21 lat, a pierwsze półrocze 2022 roku przyniosło w tym zakresie kolejne rekordy. Choć osoby zamożne i bogate są dotknięte inflacją w mniejszym stopniu niż reszta Polaków, ma ona przełożenie na decyzje zakupowe także tej grupy. Jednym z bezpośrednich efektów inflacji, który obserwujemy jest zwiększone zainteresowanie dobrami luksusowymi, jako lokatą kapitału czy też inwestycją. Jest to szczególnie widoczne w kategoriach takich jak nieruchomości, samochody czy luksusowa biżuteria – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Zespołu PIT w KPMG w Polsce.Rynek dóbr luksusowych w 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych

Blisko 150 tys. Polaków dysponuje majątkiem netto przekraczającym 1 mln dolarów

Na koniec 2020 roku Polskę zamieszkiwało ponad 149 tys. osób zaliczanych do grupy HNWI (ang. high net worth individuals), których majątek netto wynosi minimum 1 mln dolarów. Tylko w okresie od roku 2019 do 2020 liczba HNWI w Polsce zwiększyła się o 14,6 tys. osób. Ponad 91% milionerów w Polsce dysponuje majątkiem w przedziale 1-5 mln dolarów. Polska w bezwzględnej liczbie HNWI wyprzedza takie kraje jak Portugalia, Finlandia, Grecja oraz Czechy. W czołówce państw europejskich z największą liczbą HNWI po raz pierwszy Niemcy z liczbą ponad 2,9 mln HNWI wyprzedziły Wielką Brytanię oraz Francję (po 2,5 mln).

Z kolei na koniec 2021 roku suma majątku zgromadzonego przez gospodarstwa domowe w Polsce wyniosła 2 802 mld zł. Stanowi to wzrost o 9% względem 2020 roku. Wartość zobowiązań wyniosła 860 mld zł, o 5% więcej niż w przed rokiem. Dynamika zadłużenia okazała się mniejsza niż wzrost wartości aktywów, co przełożyło się na wzrost różnicy między tymi kwotami. Wartość aktywów netto gospodarstw domowych powiększyła się o 190 mld zł, czyli 11% w 2021 roku w porównaniu do roku poprzedniego.

Rynek dóbr luksusowych odrabia straty po pandemii COVID-19

Po załamaniu sprzedaży w 2020 roku, kolejny rok był czasem odbudowy na rynku dóbr luksusowych. W 2021 roku cały rynek dóbr luksusowych w Polsce był warty prawie 30 mld zł.

Bardzo dobre wyniki sprzedażowe samochodów premium i luksusowych zrekompensowały wciąż gorsze niż przed pandemią wyniki innych segmentów. Ten największy segment, który okazał się najbardziej odporny na skutki pandemii w 2020 roku, w 2021 roku osiągnął 25,3% wzrost wartości do poziomu 20,5 mld złotych. To także jedyny segment, na którym wartość sprzedaży przekroczyła już tę z 2019 roku – o 23,4%. W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano ponad 91 tys. nowych samochodów premium i 267 sztuk aut luksusowych.Rynek dóbr luksusowych w 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych 2

Branża luksusowa powoli odbudowuje przychody do poziomów sprzed pandemii. Jak na razie tylko segment samochodów marek premium i luksusowych przekroczył poziom z 2019 roku. Oprócz branży motoryzacyjnej najlepiej radzi sobie segment alkoholi, którego wartość w 2021 roku wyniosła 1,2 mld złotych i który prawdopodobnie już w 2022 roku osiągnie wartość sprzedaży sprzed załamania rynku. W znacznie gorszej sytuacji znajduje się segment luksusowych hoteli i SPA, który najboleśniej doświadczył obostrzeń w szczycie pandemii, a choć miniony rok przyniósł wzrost, przed branżą jeszcze długa droga do odrobienia strat. Wszelkie przewidywania o przyszłości obarczone są dozą ryzyka przede wszystkim ze względu na sytuację na Ukrainie, ogólną sytuację gospodarczą, a także ewentualną możliwość ponownego wprowadzenia obostrzeń w gospodarce, jeśli sytuacja epidemiczna w Polsce się pogorszy – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Rynek luksusowej odzieży i akcesoriów w 2021 roku powiększył się o 418 mln zł, czyli 16,6% r/r, tym samym odrabiając dużą część spadków odnotowanych w pierwszym roku pandemii. Wartość rynku wyniosła 2,9 mld zł, a prognozy wskazują, że odbuduje swoją rekordową wartość z 2019 roku (3,1 mld zł) już w 2023 roku. Z kolei wartość segmentu luksusowej biżuterii i zegarków wyniosła w 2021 roku 493 mln złotych i była wyższa o 15% niż w roku 2020. Warto zaznaczyć, że w ubiegłym roku sprzedaż luksusowych zegarków niemalże powróciła do poziomu przed wybuchem pandemii – wynosząc 224 mln zł. Najmniej optymistyczna jest sytuacja na rynku luksusowych usług hotelarskich i SPA. Rynek ten w 2020 roku stracił dwie trzecie swojej wartości, dlatego 13,1% wzrost osiągnięty rok później nie jest imponujący. W 2021 roku segment pozostawał przeszło o połowę mniejszy niż przed wybuchem pandemii, a jego wartość wyniosła 576 mln złotych.

52% firm z polskiej branży luksusowej posiada strategię ESG (ang. Environmental, Social and Governance)

Ponad połowa (58%) badanych firm z branży dóbr luksusowych deklaruje, że przykłada dużą lub bardzo dużą wagę do zagadnień ESG, a blisko jedna trzecia twierdzi, że umiarkowaną wagę. Co więcej, zdecydowana większość respondentów stwierdza, że zrównoważony charakter dobra luksusowego może zdecydowanie (36%) lub umiarkowanym w stopniu (48%) poprawić jego poziom prestiżu. Wśród najważniejszych czynników wpływających na uwzględnianie aspektów ESG w działalności firmy, przedstawiciele branży dóbr luksusowych wskazują głównie na oczekiwania ze strony klientów oraz systemowe regulacje formalnoprawne (po 36% wskazań). Oczekiwania ze strony inwestorów mają kluczowe znaczenie dla co dziesiątej firmy. Więcej, bo 18% respondentów odczuwa największą presję w tej kwestii ze strony swoich obecnych i przyszłych pracowników. Pomimo tak wyraźnego deklarowanego zainteresowania kwestiami ESG oraz dostrzegania potencjału zrównoważonego rozwoju w poprawienie prestiżu dobra luksusowego, niewiele więcej niż połowa firm biorących udział w badaniu posiada opracowaną strategię ESG.

Oczekiwania od marek i produktów luksusowych są zawsze wyższe niż od pozostałych. Obecnie nie mówimy już tylko o oczekiwaniach względem jakości, ale również o kwestiach ekologicznych i społecznych. Klientów tego rynku stać na zapłacenie za „dodatkową wartość”, a firmy mają większe pole do popisu będąc trendsetterem w zakresie wysokojakościowych, zrównoważonych rozwiązań. Jeżeli jednak przyjrzymy się wynikom badania to możemy dostrzec, że dużą i bardzo dużą wagę do zagadnień ESG przykłada 58% firm, jednak jeżeli chodzi o motywację to większość wdraża działania ESG ze względu na presję zewnętrzną, z czego 36% ze względu na zbliżające się obowiązkowe regulacje. Blisko połowa respondentów nie ma strategii uwzględniającej ESG, co przekłada się na nieliczne ambitne deklaracje osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 roku. Otoczenie i oczekiwania konsumentów oraz innych interesariuszy szybko się zmieniają, a przewagę zdobędzie ten, kto pierwszy wykorzysta nadarzające się okazje – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG w KPMG w Polsce.

W kwestiach środowiskowych firmy z branży luksusowej przykładają największą wagę do tzw. śladu węglowego, na które wskazało 65% uczestników badania. Jednak zaledwie 26% firm działających w segmencie luksusowym zamierza osiągnąć zerową emisję netto gazów cieplarnianych do roku 2030 lub wcześniej. 39% firm nie ma określonej daty, a kolejne 26% firm, zadeklarowało, że nie posiada takich planów. Z kolei wśród najważniejszych aspektów społecznych uczestnicy badania wskazali działalność charytatywną oraz kwestie związane z dbaniem o pracowników – wzrost satysfakcji i zaangażowania pracowników oraz inkluzywność – otwartość w zatrudnieniu. W przypadku ładu korporacyjnego większość organizacji wskazuje na obszar przejrzystości podatkowej oraz na kwestie zapewnienia różnorodności w zarządach i radach nadzorczych.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy PTWP zdecydowało o wypłacie blisko 3 mln zł dywidendy

W środę 29 czerwca br. odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy Kapitałowej PTWP. Spotkanie zgromadziło grono akcjonariuszy, które podjęło kluczowe dla spółki uchwały, w tym decyzję o wypłacie dywidendy.

Obradujące w Warszawie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy PTWP zdecydowało o przeznaczeniu całości zysku jednostkowego netto wypracowanego w 2021 r. (w wysokości 1 096 440,65 zł) oraz części kapitału zapasowego (w kwocie 1 896 598,83 zł), tj. łącznie blisko 3 mln zł (2 993 039,48 zł) na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy po 2,54 zł brutto na jedną akcję. W uchwale o podziale zysku za rok 2021 ustalono, że dniem dywidendy będzie 8 lipca 2022 r., natomiast 18 lipca 2022 r. będzie dniem jej wypłaty.

Uchwały, jakie przyjęło grono Akcjonariuszy dotyczyły m.in. zatwierdzenia sprawozdań finansowych i sprawozdań Zarządu za rok 2021 oraz udzielenia absolutorium członkom Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki. Wszystkie poddane głosowaniu projekty uchwał w tych sprawach, zostały przyjęte w niezmienionej formie.

– Mimo trudnych warunków zewnętrznych, perturbacji wywołanych pandemią i wahań gospodarczych, byliśmy w stanie wypracować znakomite wyniki. To bardzo duże osiągnięcie, świadczące o doświadczeniu naszej organizacji i skutecznym modelu biznesowym, dzięki któremu przy dużej skali działania, potrafimy szybko i sprawnie dostosować się do warunków rynkowych – ocenia prezes Wojciech Kuśpik. – nadrzędnym celem działalności Grupy PTWP jest sprawne funkcjonowanie w trzech głównych obszarach działalności (organizowanie wydarzeń, wydawanie serwisów online i zarządzanie obiektami) i umocnienie w obszarze digitalu, udowadniamy, że jesteśmy na najlepszej drodze ku osiąganiu założonych celów – dodaje.

Wypracowany w 2021 r. zysk brutto, przekraczający na poziomie skonsolidowanym wymagane 5 mln zł (przed opodatkowaniem), jest podstawą do uruchomienia zapowiadanego przed rokiem programu motywacyjnego, mającego na celu wynagrodzenie i motywowanie kluczowych i zasłużonych dla Grupy PTWP pracowników. Do członków organów spółki, kierowników oraz szerokiej kadry, współpracującej z Grupą nie mniej niż 3 lata, mogą trafić akcje – cena jednej to 11 złotych. Łącznie spółka przeznaczy na realizację programu motywacyjnego do 58 958 walorów, wdrożenie programu do realizacji nastąpi po zweryfikowaniu spełnienia warunku po Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu, które zatwierdziło skonsolidowane sprawozdanie finansowe za 2021 r.

Facility management w różnych obszarach przedsiębiorczości

Powołując do życia firmę, właściciel skupia się na opracowaniu dobrego produktu lub usługi i ma w głowie perspektywę rozwoju, może nawet ekspansji na rynki zagraniczne. Jeśli planuje wybudować siedzibę, myśli o źródłach finansowania inwestycji i projekcie przestrzeni. A przecież jakość codziennej pracy zależy w dużej mierze od niewidocznych z początku aspektów, które są pomijane w biznesplanie.

Warunki, w jakich pracownicy wykonują swoje obowiązki, bywają kluczowe w ocenie jakości pracodawcy. Jeśli przestrzeń wokół zatrudnionych osób jest zaniedbana, a oni sami nie będą czuli się bezpiecznie, trudno utrzymać na stanowisku dobrych specjalistów. Z tego względu zadaniem managera ds. organizacyjnych jest dbanie o zarządzanie obiektem. Pomocną dłoń w tym zakresie wyciągają firmy, które specjalizują się w usługach facility management. Poznajmy ten sektor na przykładzie przedsiębiorstwa Sodexo, które oprócz Polski działa również w 55 krajach na całym świecie.

Facility management w biurowcach

Zadaniem managerów budynków biurowych jest zapewnienie najemcom odpowiednich warunków. To na barkach zarządcy nieruchomości ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo osób znajdujących się we wszystkich lokalach. Często jest to też wymóg prawny. Mowa w tym miejscu o przepisach ochrony przeciwpożarowej, które wymagają wdrożenia sprawnych systemów oraz wytyczenia dróg ewakuacyjnych. Dodatkową korzyścią dla najemców jest całodobowa ochrona, która czuwa, aby do budynku np. nie przedostał się ktoś niebezpieczny. W udostępnianej przestrzeni biurowej powinno być także czysto, o co dbają firmy sprzątające.

Znalezienie solidnych usługodawców wbrew pozorom nie jest takie proste. Mimo wyraźnej poprawy sytuacji na rynku usługowym, część przedsiębiorstw wciąż daje się poznać ze złej strony i opieszale traktuje swoje obowiązki. Inną niedogodnością jest także konieczność podpisywania kilku kontraktów z przedstawicielami różnych branż – ochroniarskiej, sprzątającej i specjalizującej się w przepisach ppoż. i BHP.

Tymczasem główną korzyścią wynikającą z powierzenia wyżej wymienionych zadań firmie Sodexo jest możliwość skorzystania z kompleksowej oferty usług dla biznesu. Przedsiębiorstwo zawdzięcza to doświadczeniu, głównie międzynarodowemu. A jest to kilkadziesiąt lat praktyki, ponieważ założenie firmy miało miejsce w 1966 roku. Od tego czasu specjaliści z Sodexo doskonalili procesy w 56 państwach, co daje ogromną wiedzę o potencjalnych problemach organizacyjno-logistycznych i sposobach ich rozwiązywania.

Usługi facility management w sektorze MŚP

Wprawdzie ze względu na wielkość partnera biznesowego, jakim jest Sodexo, z usług dla firm korzystają głównie korporacje, fabryki oraz zarządcy największych biurowców, to przedsiębiorstwo jest otwarte na współpracę z sektorem małych i średnich przedsiębiorstw. Facility management może równie dobrze ograniczyć się do usług doradczych z zakresu zarządzania obiektem lub wdrażania konkretnych rozwiązań. Siła Sodexo tkwi w elastyczności na potrzeby klientów biznesowych. To właśnie ta cecha sprawiła, że przedsiębiorstwo w ciągu kilku dekad stało się globalnym potentatem w sektorze usługowym.

Sprawdź więcej na: https://pl.sodexo.com/uslugi/facility-management-obsluga-nieruchomosci.html

Najczęstsze sposoby cyberataków w Europie w pierwszym kwartale 2022

Próby zainfekowania telefonów i komputerów trojanami komputerowymi oraz oprogramowaniem adware były w pierwszym kwartale 2022 roku najczęstszymi formami cyberataków w Europie. Stanowiły one ponad 90% wszystkich działań podejmowanych przez cyberprzestępców. Allot, jeden z globalnych liderów w obszarze cyberbezpieczeństwa, zarejestrował i zablokował w tym czasie ponad 2.3 miliardy ataków na użytkowników indywidualnych, co stanowi wzrost o 618% w porównaniu do podobnego okresu rok wcześniej – wynika z raportu firmy „Cyber Threat Report Q1 2022”.

Raport Allot powstał w oparciu o dane zebrane od europejskich operatorów telefonicznych, dostawców internetu oraz usług z chmury, którzy korzystają z oprogramowania Allot NetworkSecure. Wszystkie te firmy mają zainstalowane rozwiązanie Allot na swojej infrastrukturze i dzięki temu mogą zapewnić swoim klientom automatyczną ochronę przed cyberzagrożeniami – bez konieczności instalowania oprogramowania przez użytkowników. Łącznie rozwiązanie Allot chroni ponad 20 milionów abonentów na całym świecie. Statystyki z zablokowanych prób ataków na tę grupę dają wiarygodny obraz tego, jakie są obecnie najpopularniejsze narzędzia wykorzystywane przez cyberprzestępców.

Trojany w natarciu

Na szczycie listy z najczęściej wykorzystywanymi przez cyberprzestępców narzędziami są obecnie trojany komputerowe. Ataki z ich wykorzystaniem stanowiły aż 62 proc. wszystkich zablokowanych prób infekcji komputerów i telefonów. Trojan podszywa się pod aplikacje używane przez użytkownika, a po zainstalowaniu pobiera na komputer lub telefon niepożądane elementy, które mogą wyrządzić poważne szkody.

„W ciągu ostatniego kwartału zaobserwowaliśmy w szczególności wzrost liczby trojanów bankowych. Są to złośliwe programy komputerowe zaprojektowane w celu uzyskania dostępu do informacji z systemu bankowości internetowej, takich jak dane logowania. Bardzo niepokojący jest przy tym fakt, że przestępcy wykorzystują wiele trojanów, o których myśleliśmy, że zostały już wyeliminowane” –  komentują autorzy raportu.

Do tego grona należą:

  • Beating Bian – ten typ trojana został po raz pierwszy wykryty w 2019 roku, ale potem nie notowano wielu prób ataków z jego wykorzystaniem. Od listopada 2021 roku nastąpiła tutaj zmiana i wygląda na to, że to złośliwe oprogramowanie ponownie stało się bardzo popularne wśród cyberprzestępców. Beating Bian jest trudny do wykrycia, bo nie komunikuje się z serwerem, a dane uwierzytelniające użytkowników zdobywa nagrywając ekran ich urządzenia. Nagranie jest potem pobierane przez przestępców w dogodnym dla nich momencie.
  • Coper – ten trojan bankowy został po raz pierwszy zidentyfikowany w Kolumbii, ale rozprzestrzenił się na inne części Ameryki Łacińskiej, a także został zidentyfikowany w Europie. Coper rozprzestrzenia się podszywając się pod oficjalną aplikację instytucji finansowej Bancolombia, używając podobnej ikonografii i marki. Po uruchomieniu aplikacji urządzenie jest infekowane, a po przyznaniu uprawnień aplikacja może przejąć kontrolę nad wiadomościami, zainstalować keylogger i wiele więcej.
  • Emotet – według EUROPOLu jest to najniebezpieczniejszy złośliwy program na świecie, który może zablokować komputer i telefon, a potem zażądać okupu. Podobno miał on zostać wyeliminowany już na początku stycznia 2021 roku. Wygląda jednak na to, że obecnie mamy nawrót ataków z wykorzystaniem tego wirusa.

Rośnie liczba ataków phishingowych i z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych

Według raportu Allot, w Europie aż o 37 proc. wzrosła także liczba ataków phishingowych, które w pierwszym kwartale br. zostały zablokowane 64 miliony razy w porównaniu z 47 milionami rok wcześniej. Obserwujemy także odrodzenie ataków z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych, które były popularne w 2017 roku, ale potem ich wykorzystanie zmalało.

„Liczba zablokowanych ataków z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych wzrosła o 600%. Zagrożenia z nimi związane nie obejmują jedynie złośliwego oprogramowania, które po zainstalowaniu wykorzystuje zasoby komputera użytkowników, aby kopać kryptowalutę. Cyberprzestępcy często tworzą także strony udające giełdy kryptowalut i za ich pomocą infekują komputery użytkowników innymi rodzajami złośliwego oprogramowania” – wyjaśniają autorzy raportu.

Adware nadal groźny

Niezmiennie bardzo popularnym wśród cyberprzestępców narzędziem jest adware, który służy do wyświetlania niechcianych reklam. Ataki wykorzystujące te narzędzia stanowiły w pierwszym kwartale aż 36 proc. wszystkich zablokowanych prób infekcji urządzeń użytkowników. Konsekwencje zainfekowania oprogramowaniem adware to nie tylko wyświetlanie irytujących reklam. Cyberprzestępcy bardzo często wykorzystują adware do nakłaniania nas do pobrania znacznie groźniejszego złośliwego oprogramowania.

W minionym kwartale nieco zmalała liczba ataków z wykorzystaniem strony Omnatuor.com, która jest automatycznie otwierana w przeglądarkach zainfekowanych specjalnym wirusem i wyświetla fałszywe komunikaty o błędach. Ich celem jest zachęcenie do zasubskrybowania powiadomień. Okazują się one potem niechcianymi reklamami stron dla dorosłych, serwisów z grami hazardowymi, a także fałszywych uaktualnień różnego rodzaju oprogramowania. Zwiększyło się za to wykorzystanie adware’a Fybian, który atakuje telefony z systemem Android przez gry, a potem wyświetla niechciane reklamy.

Forma opodatkowania a składka zdrowotna od 1 lipca. Które najbardziej opłacalne dla JDG?

1 lipca w życie wejdzie reforma systemu podatkowego. Jedną ze zmian będzie prawo do odliczania części składki zdrowotnej przez przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Jednocześnie obniżono pierwszy próg skali podatkowej do 12 proc. W związku z tym dano też przedsiębiorcom możliwość (jeśli uznają to za rozwiązanie lepsze) zmiany formy rozliczania się z fiskusem na skalę podatkową.

W Polsce prawo dopuszcza zmiany w podatkach w trakcie trwania roku jedynie jeśli są one dla podatników korzystne, ewentualnie neutralne. Wprowadzane od 1 lipca zmiany w podatkach powodują, że wybrana wcześniej przez przedsiębiorcę, najkorzystniejsza jego zdaniem, forma opodatkowania, od drugiej połowy 2022 r. może już taka nie być. Dlatego rozliczający się ryczałtem i liniowo będą mogli przejść na zasady ogólne. Jednak sami będą musieli zdecydować, która forma opodatkowania jest dla nich lepsza.

– Na chwilę obecną trudno ocenić czy wdrażane zmiany będą miały pozytywny czy negatywny wpływ na finanse przedsiębiorców, bo niezależnie od aktualnych wyborów, prawo pozwala im zmienić model rozliczania na koniec roku podatkowego – zauważa Krzysztof Pulkiewicz, Country Manager Unifiedpost Group, odpowiedzialny za rozwój platformy Banqup w Polsce. – Trzeba jednak podkreślić, że zmienianie zasad rozliczania w trakcie trwania roku podatkowego nie jest dobrym rozwiązaniem. Brak stabilności i przewidywalności systemu utrudnia przedsiębiorcom planowanie i efektywne zarządzanie swoimi firmami.

Liniowcy i ryczałtowcy oszczędzą na składce zdrowotnej

Kluczową zmianą dla przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych będzie możliwość częściowego odliczania składek na ubezpieczenie zdrowotne.

W wypadku liniowców opłacana przez nich składka zdrowotna będzie mogła być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów albo odliczona od dochodu do kwoty 8700 zł rocznie (limit ten ma być corocznie waloryzowany) . W efekcie obniży ona podstawę opodatkowania, a więc należny podatek zmniejszy się o 19 proc. zapłaconej składki. Maksymalna roczna oszczędność dla przedsiębiorcy z tego tytułu w 2022 r. wyniesie 1653 zł.

Rozliczający się ryczałtem obniżą podstawę opodatkowania o kwotę równą połowie zapłaconych składek na ubezpieczenie zdrowotne. W związku z tym, że maksymalna roczna składka dla rozliczających się w ten sposób w 2022 r. wynosi 12 094 zł, oszczędzą oni maksymalnie od 120 do 1028 zł, w zależności od wysokości ryczałtu.

– Warto zauważyć, że choć prawo do odliczania składki zdrowotnej wchodzi w życie od 1 lipca, to działa z mocą wsteczną od 1 stycznia 2022 roku. Dzięki temu zarówno rozliczający się liniowo, jak i ryczałtem, obniżą podstawę opodatkowania również o składki zapłacone w pierwszej połowie roku – podkreśla Krzysztof Pulkiewicz z platformy Banqup.Podatek liniowy Skala podatkowa Ryczałt

– Jeśli przedsiębiorca ma niskie koszty uzyskania przychodów i może rozliczać się ryczałtem z niskimi stawkami podatku, to zdecydowanie będzie dla niego najkorzystniejszy wybór. Z naszych wyliczeń wynika, że w przypadku dochodu wynoszącego do ok. 150 tys. zł rocznie bardziej opłacalne będzie wybranie przez przedsiębiorcę skali podatkowej, a przy wyższych kwotach – podatku liniowego – tłumaczy Krzysztof Pulkiewicz.

Możliwość zmiany formy opodatkowania

W związku z tym, że na ten moment nie ma pewności co do tego, że wprowadzone zmiany będą korzystne dla wszystkich przedsiębiorców, reforma da możliwość rozliczającym się liniowo i ryczałtem zmiany formy opodatkowania na zasady ogólne.

Ryczałtowcy będą mogli zdecydować się na to w dwóch terminach. Jeśli zrobią to do 22 sierpnia 2022 r., całe drugie półrocze rozliczą już na zasadach ogólnych. Oczywiście wtedy poza stawką podatku zmieni się również stawka i sposób wyliczania składki zdrowotnej.

Drugim terminem, w jakim zarówno ryczałtowcy, jak i liniowcy, będą mogli przejść na rozliczenie dochodów uzyskanych w 2022 r. według skali podatkowej, będzie składanie rocznego zeznania podatkowego za ten rok, a więc do 30 kwietnia 2023 r. W tej sytuacji całość dochodów uzyskanych w 2022 r. rozliczona będzie na zasadach ogólnych. Należy pamiętać, że w takiej sytuacji przedsiębiorca straci prawo do odliczenia składki zdrowotnej, zmieni się też jej wysokość do 9 proc. dochodu.

– Choć wprowadzane zmiany mogą ostatecznie okazać się dla przedsiębiorców korzystne, to będą wymagały od nich i ich księgowych sporo dodatkowej pracy. Zarówno teraz, przy wyliczaniu comiesięcznych zobowiązań podatkowych według nowych zasad, jaki później, przy rocznym zeznaniu podatkowym – zauważa ekspert z Banqup.

Rewolucyjne zmiany w prawie patentowym Unii Europejskiej

Pod koniec bieżącego roku spodziewany jest start całkowicie nowego systemu ochrony patentowej Unii Europejskiej. Projekt, którego początki sięgają lat 70-tych ubiegłego wieku, wprowadza pierwszy na świecie mechanizm udzielania patentu wywołującego jednolity i niepodzielny skutek w wielu krajach. Jednocześnie działalność rozpocznie Jednolity Sąd Patentowy (UPC). Nowe prawo patentowe stwarza szereg niewątpliwych korzyści, ale także ryzyka wynikające z rewolucji zachodzącej w systemie ochrony patentowej w UE.

Stan obecny

Unia Europejska wykształciła znakomite rozwiązania prawne umożliwiające uzyskanie praw wyłącznych w zakresie znaków towarowych oraz wzorów przemysłowych wywołujących skutek na obszarze wszystkich Państw Członkowskich. Jednak w zakresie wynalazków sytuacja wygląda odmiennie. Dotychczas nie istniała możliwość uzyskania „unijnego patentu” lub innego prawa wyłącznego podlegającego jednolitej i niepodzielnej ochronie na obszarze wielu państw. Obecnie zgłaszający może wystąpić o udzielenie ochrony w procedurze krajowej w wybranym przez siebie państwie, bądź też może skorzystać z systemu EPC (Konwencja o Udzielaniu Patentów Europejskich) w celu uzyskania Patentu Europejskiego. System EPC wymaga jednak przeprowadzenia tzw. walidacji, czyli potwierdzenia ochrony patentowej przez krajowe urzędy patentowe. W kolejnych krokach zgłaszający uzyskuje szereg niezależnych praw (patentów) podlegających ochronie krajowej w wybranych państwach. Proces walidacji jest niestety czasochłonny oraz bardzo kosztowny. Co więcej, egzekwowanie udzielonej ochrony, w tym unieważnianie kolizyjnych patentów, wymaga podejmowania działań przed odpowiednimi organami w każdym z państw, w którym przeprowadzono walidację.

Patent europejski o jednolitym skutku (Patent jednolity)

Nowy system patentowy nie oznacza możliwości uzyskania „unijnego” patentu, na wzór unijnych znaków towarowych i wzorów przemysłowych. Zakres terytorialny ochrony Patentów jednolitych obejmie tylko te Państwa Członkowskie UE, które ratyfikują Porozumienie w sprawie Jednolitego Sądu Patentowego (UPCA). Dokument został podpisany przez wszystkie Państwa Członkowskie UE za wyjątkiem trzech: Chorwacji, Hiszpanii oraz Polski. Dotychczas ratyfikacji dokonało 17 państw: Austria, Belgia, Bułgaria, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Holandia, Litwa, Łotwa, Luxemburg, Malta, Niemcy, Portugalia, Słowenia, Szwecja, Włochy.

Patent jednolity będzie udzielany przez EPO (Europejski Urząd Patentowy) i będzie wywoływał jednolity i niepodzielny skutek we wszystkich państwach uczestniczących w systemie, bez konieczności jego walidacji.

Polska w nowym systemie patentowym

Pomimo iż Polska nie przystąpiła do nowego systemu, to polscy przedsiębiorcy będą oczywiście mieli możliwość zgłoszenia patentu europejskiego do EPO, a następnie złożenia wniosku o nadanie mu jednolitego skutku, uzyskując tym samym patent jednolity obowiązujący we wszystkich państwach uczestniczących w tym systemie. Dzięki temu znacząco obniżą się koszty uzyskania patentu – nie będzie bowiem konieczności przeprowadzania jego walidacji.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że nowy system patentowy wywołuje również negatywne skutki. Wszelkie spory dotyczące patentu jednolitego będą rozstrzygane wyłącznie przez Jednolity Sąd Patentowy (UPC). Koszty takich postępowań są znaczne i mogą okazać się zbyt wysokie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Przykładowo, opłata za wniesienie pozwu wyniesie od 11.000 do nawet 325.000 EUR, w zależności od wartości przedmiotu sporu. Opłata od wniosku o unieważnienie patentu jednolitego ma wynieść 20.000 EUR. Dla porównania, opłata od wniosku o unieważnienie patentu przed Urzędem Patentowym RP wynosi obecnie 1.000 PLN. Co istotne, unieważnienie patentu jednolitego będzie możliwe w ramach jednego postępowania przed UPC i nie będzie wymagało żadnych dodatkowych działań przed organami krajowymi. Jeśli przedsiębiorca utraci ochronę patentu jednolitego, negatywne konsekwencje będą rozciągać się na terytorium wielu państw. Obecnie patent europejski po walidacji może podlegać unieważnieniu, jednak wymaga wszczęcia odrębnych postępowań przed organami w każdym państwie, w którym został walidowany.

Równie istotną kwestią jest odpowiedzialność polskiego przedsiębiorcy za naruszenie patentu jednolitego. Fakt, że Polska nie przystąpiła do nowego systemu nie oznacza wyłączenia odpowiedzialności polskich przedsiębiorców za ewentualne naruszenia patentów jednolitych. Co więcej, w globalnej gospodarce, opartej w dużej mierze o rozwiązania e-commerce i szeroką dostępność produktów i usług, możliwość pozywania polskich przedsiębiorców przed UPC wydaje się bardzo realna.

Bezapelacyjnie mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją w europejskim prawie patentowym od początku jego istnienia. Możliwość egzekwowania prawa wyłącznego przed Jednolitym Sądem Patentowym, pierwszym w historii międzynarodowym sądem właściwym dla rozstrzygania sporów pomiędzy podmiotami prawa prywatnego – z jednej strony niewątpliwie usprawni rozwój i prowadzenie biznesu, z drugiej jednak strony oznacza szereg negatywnych skutków, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Autor: Maciej Priebe – Rzecznik Patentowy, Partner w Kancelarii Chałas i Wspólnicy

Co możesz zyskać idąc na szkolenie menedżerskie?

Otrzymałeś awans na menedżera lub chcesz zwiększyć wydajność swoich podwładnych? Szkolenie menedżerskie prowadzone przez doświadczonych trenerów to sposób, aby zarówno zapoznać się z podstawami zarządzania, jak i rozwinąć swoje umiejętności w tym  zakresie.

Zdobądź umiejętności niezbędne po awansie na menedżera

Aby być dobrym menedżerem, posiadanie odpowiednich kompetencji miękkich nie wystarcza – potrzebna jest jeszcze znajomość obowiązków każdego z pracowników. Z tego względu wielu menedżerów jest wyłanianych w rekrutacji wewnętrznej. Właśnie otrzymałeś awans i masz zarządzać swoimi dotychczasowymi współpracownikami? Szkolenie menedżerskie pomoże Ci przygotować się do nowej roli.

Wielu menedżerów, którzy z dnia na dzień muszą odnaleźć się na stanowisku przełożonego, poszukuje narzędzi do motywacji lub chce nauczyć się delegować zadania. Szkolenia menedżerskie obejmują takie zagadnienia nie tylko od strony teoretycznej – to także warsztaty, podczas których menedżer ma szansę zastosować zdobytą wiedzę w praktyce i dzięki temu rozwijać swoje umiejętności.

Rozwiń swoje umiejętności interpersonalne

Asertywność, komunikatywność, odporność na stres i umiejętność rozwiązywania konfliktów – to przykładowe umiejętności miękkie, które musi posiadać menedżer. Niezależnie od tego, jak długo pracujesz na stanowisku menedżera, możesz mieć przekonanie, że zespół mógłby pracować jeszcze lepiej, gdybyś potrafił go efektywniej poprowadzić. Taka refleksja to dobry moment, aby zapisać się na szkolenie menedżerskie.

W trakcie szkolenia menedżerskiego będziesz miał szansę:

  • Poznać zasady efektywnej komunikacji i następnie wdrożyć nabyte kompetencje do swojego stylu zarządzania
  • Nauczyć się rozpoznawać, jaką postawę prezentują poszczególni podwładni i w rezultacie zastosować najbardziej skuteczną technikę motywacyjną

W firmie, dla której pracujesz, zwiększała się rotacja? Szkolenie menedżerskie to także sposób, aby zbudować autorytet przywódcy i poprawić kontakt z podwładnymi.

Planuj sprawniej i naucz się kontroli pracowników

Zadań stawianych przed menedżerami jest wiele. Jeżeli zajmujesz się zarządzaniem, to doskonale wiesz, że jednym z procesów jest nieustanne ulepszanie organizacji pracy. Delegowanie zadań, podejmowanie decyzji, pilnowanie terminów i kontrolowanie podwładnych – na tym, w dużym uproszczeniu, polega codzienna praca menedżerów. Jak zwiększyć efektywność zespołu i tym samym poprawić jego wyniki? Rozwiązaniem również jest dobre szkolenie menedżerskie, które będzie koncentrowało się na budowie skutecznego zespołu.

W czasie szkolenia zdobędziesz lub odświeżysz wiedzę o cechach efektywnych zespołów, ulepszysz też swój dotychczasowy sposób wyznaczania celów i podziału zadań wśród podwładnych. Ponowne zdefiniowanie priorytetów czy wprowadzenie zmian w dotychczasowym stylu zarządzania pozwoli Ci osiągnąć zamierzony cel.

Poznaj nowe trendy w zarządzaniu

Zmiany zachodzące na rynku powodują, że organizacje wciąż poszukują nowych metod i technik, których wdrożenie pozwoli im osiągnąć zamierzone cele, w tym zyskać miano lidera w swojej branży. Szkolenie menedżerskie to doskonały sposób, aby poznać nowe koncepcje zarządzania i określić, czy będą one przydatne w Twojej firmie.

Do nowoczesnych metod zarządzania zalicza się choćby:

  • Lean management – rozwiązania opierające się o model wypracowany przez japoński koncern motoryzacyjny Toyota
  • Just in time – technika zarządzania wykorzystywana przez firmy produkcyjne, które chcą mądrze zarządzać zapasami

Zmieniasz branżę – z firmy produkcyjnej przenosisz się np. do budowlanej? Szkolenie menedżerskie pozwoli Ci zapoznać się także ze specyfiką i wyzwaniami, z jakimi przyjdzie Ci się zmierzyć w nowej pracy.

Zwiększ swoją atrakcyjność na rynku pracy

W aktualnym miejscu pracy nie masz szansy na awans? Z uwagi na posiadane predyspozycje i umiejętności uważasz, że doskonale odnalazłbyś się na stanowisku menedżera? Szkolenie menedżerskie pozwoli Ci sprawdzić swoje umiejętności w praktyce. To dobry punkt wyjścia przed rozpoczęciem ubiegania się o nową pracę.

W zależności od wybranego szkolenia możesz m.in. nauczyć się nagradzać i dyscyplinować pracowników, efektywnie komunikować się z podwładnymi czy radzić sobie w sytuacjach konfliktowych. Mimo że własny styl zarządzania wypracujesz w praktyce, to w czasie szkoleń poznasz różne narzędzia i techniki oraz nauczysz się je stosować. To pozwoli Ci odpowiednio przygotować się do pracy w charakterze menedżera i pozwoli uniknąć wielu błędów.

Automatyzacja procesów sprzedaży – o czym mowa w praktyce?

Branża e-commerce na przestrzeni ostatnich lat mocno zyskała na popularności. W dużej mierze jest to wynik pandemii i związanych z nią obostrzeń, jednak handel internetowy od zawsze wykazywał ogromny potencjał. Dzięki niemu można z łatwością nabyć towary lub usługi bez wychodzenia z domu. Staje się on ogromną szansą na rozwój dla wielu przedsiębiorstw, które do tej pory polegały na działalności offline. Konkurencja w Internecie stale rośnie, dlatego warto wdrożyć narzędzia automatyzacji procesów sprzedaży.

Czym jest automatyzacja procesów sprzedaży?

Automatyzacja procesów sprzedaży to szereg działań mających na celu zwiększenie efektywności firmy poprzez wdrożenie odpowiednich narzędzi i systemów pozwalających na automatyzację wielu procesów – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Dzięki temu każdy przedsiębiorca może zaoszczędzić wiele czasu na manualnej koordynacji pracy i skorzystać z rozwiązań generujących większy ruch w biznesie. Z narzędzi automatyzacji sprzedaży online korzystają zarówno małe firmy stawiające swoje pierwsze kroki w świecie e-commerce, jak i duże korporacje mające ugruntowaną pozycję wśród konkurencji.

Automatyzacja sprzedaży w Internecie – jak działa?

Coraz większa konkurencja na rynku wespół z większą świadomością potencjalnych klientów sprawia, że coraz trudniej zdobyć ich zaufanie. Zwracają oni uwagę nie tylko na jakość oferowanych towarów czy usług, ale przede wszystkim czas realizacji zamówienia. W przestarzałych modelach biznesowych za organizację e-commerce na każdym szczeblu odpowiadał czynnik ludzki, jednak dzięki automatyzacji procesów sprzedażowych można ograniczyć jego udział do minimum. Wdrożenie wsparcia dla systemów ERP w postaci np. BaseLinkera pozwala m.in. błyskawicznie tworzyć dokumenty sprzedaży, synchronizować stany magazynowe i ceny, a także wysyłać wiadomości do klientów według ustalonego harmonogramu.

Automatyzacja sprzedaży – indywidualne podejście

Digitalizacja sprzedaży to obecnie jeden z najważniejszych czynników decydujących o rozpoznawalności marki. Większość konsumentów oczekuje natychmiastowego dostępu do interesujących ich towarów lub usług, co pozwala zaoszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze. Firmy zajmujące się komplekoswą automatyzacją sprzedaży takie jak m.in. https://ceo.com.pl/technologia oferują indywidualne podejście do klienta i proponują rozwiązania skrojone na miarę jego potrzeb. Można liczyć na fachowy doradztwo i doświadczenie specjalistów.

Sąd apelacyjny uchyla uniewinniający wyrok Sadu Okręgowego w głośniej sprawie WGI

Po blisko dekadzie od wniesienia aktu oskarżenia w sprawie WGI o sygnaturze sygn. akt XII K 294/12, w której jednymi z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych są prawnicy działającej w tej sprawie pro publico bono Kancelarii Prawnej Skarbiec, założonej przez Roberta Nogackiego, oraz po ponad roku od kiedy oskarżeni zostali, wbrew przytłaczającemu materiałowi dowodowemu, uniewinnieni wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie,  Sąd Apelacyjny w Warszawie, nie szczędząc krytyki, uchylił wyrok Sądu Okręgowego i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

W ustnym uzasadnieniu swojego wyroku Sąd Apelacyjny wyjątkowo trafnie stwierdził, że sprawa ta jest porażką wymiaru sprawiedliwości, a sposób procedowania sądu pierwszej instancji oraz uzasadnienie wydanego przez niego wyroku są przykładem jak sądy nie powinny działać. Jednak dzisiejszy wyrok nie zamyka sprawy. Sąd odwoławczy nie mógł zamienić wyroku uniewinniającego na wyrok skazujący nawet w przypadku swojego głębokiego przekonania o winie oskarżonych.

Sprawa powróci teraz do rozpoznania przez inny skład Sądu Okręgowego w Warszawie. Zarówno po stronie pokrzywdzonych w aferze WGI jak i pełnomocników na nowo zajaśniała nadzieja, że choć sprawiedliwość wymierzana jest powoli, to słuszny wyrok jest nieuchronny. Kancelaria Prawna Skarbiec z pewnością nie spocznie dopóki winni nie zostaną ukarani – podkreśla  Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Głównym zarzutem, który był podnoszony zarówno przez Prokuraturę jak i pełnomocników oskarżycieli posiłkowych – min. prawników z Kancelarii Prawnej Skarbiec, oraz pełnomocnika Komisji Nadzoru Finansowego dotyczył faktu, że Sąd Okręgowy ocenił obszerny materiał dowodowy w sposób w zasadzie dowolny, a nie swobodny.

Sąd nie jest skrępowany w swojej ocenie dowodów, natomiast ocena ta musi mieścić się w ramach przepisów, zasad logicznego rozumowania i być oparta na doświadczeniu życiowym oraz zawodowym sędziego. W sprawie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej sąd całkowicie wyszedł poza te granice. Ogólne i pobieżne uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji, było zupełnie oderwane od zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego co w zasadzie uniemożliwiło pełną kontrolę instancyjną skarżonego orzeczenia – komentuje Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec, która pro bono jest zaangażowana w sprawę. – Uzasadnienie Sądu Okręgowego, pomimo swej obszerności, okazało się merytorycznie puste i nieodpowiadające minimalnym wymaganiom określonym przepisami procedury karnej. Samo zestawienie zgromadzonych w sprawie opinii biegłych z treścią uzasadnienia sądu świadczy o fakcie, że sąd w ogóle nie podjął próby pogłębionej analizy zgromadzonego w sprawie materiału i jedynie powtórzył argumentacje oskarżonych. Należy pamiętać, że sąd miał ponad 8 lat by przyjrzeć się sprawie, czego niestety nie zrobił. Wobec takiego stanu rzeczy Sąd Apelacyjny wydał jedyne słuszne rozstrzygnięcie, które dla ponad tysiąca pokrzywdzonych, ponownie rozpaliło słuszne oczekiwanie, ze sprawiedliwości stanie się zadość – dodaje Nogacki.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Oświadczenie Akcjonariuszy ASM Group w sprawie działań Adama Stańczaka

W nawiązaniu do wcześniejszych informacji akcjonariusze reprezentujący ponad 65 proc. kapitału Spółki ASM Group oświadczają, że Adam Stańczak i Łukasz Stańczak nie są członkami Zarządu Spółki i nie są w żaden sposób uprawnieni do występowania w jej imieniu. Członkami Zarządu Spółki pozostają Dorota Kenny oraz Jacek Pawlak – co zostało potwierdzone w poniedziałek na podstawie głosowania Akcjonariuszy-Założycieli Spółki.

Jednocześnie Spółka ASM Group SA podjęła wszelkie niezbędne czynności zmierzające do wyeliminowania z obrotu dokumentów, którymi posługuje się pan Adam Stańczak i inne nieuprawnione osoby.

Uważamy, że obecne działania pana Stańczaka są obliczone wyłącznie na dalszą eskalację konfliktu i nie służą Spółce. Przypominamy, że pan Stańczak reprezentuje jedynie 30 proc. kapitału zakładowego ASM Group SA i nie ma poparcia pozostałych ponad 65 proc. akcjonariuszy działających w Porozumieniu, które zostało ogłoszone publicznie dnia 8 marca 2022 r. w raporcie ESPI – powiedziała Tatiana Pikula, jedna głównych Akcjonariuszy, reprezentująca także pozostałe ponad 65 proc. kapitału skupionych w Porozumieniu.

Spółka w poniedziałek, 27 czerwca, złożyła wniosek o zmianę danych w rejestrze przedsiębiorców KRS dotycząca składu Zarządu i oczekuje obecnie na wpis prawidłowego Zarządu Spółki, w którym zasiadają pani Dorota Kenny (Prezes Zarządu) i pan Jacek Pawlak. Zarząd ten został potwierdzony poniedziałkowym głosowaniem Akcjonariuszy-Założycieli Spółki przeprowadzonym na podstawie uprawnień wynikających ze statutu. Dopuszczają one możliwość odwołania i powołania dwóch członków Zarządu.

Ponadto Spółka niezwłocznie złoży odwołanie od postanowienia Sądu Rejestrowego o zmianę danych w rejestrze przedsiębiorców KRS dotyczącą składu Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki i będzie oczekiwać na cofnięcie nieprawidłowego wpisu.

Oświadczenie pana Adama Stańczaka, dotyczące wprowadzenia jego strategii w ASM Group, która zresztą nigdy nie została przedstawiona, nie ma poparcia ponad 65 proc. Akcjonariatu. Co więcej, Akcjonariusze są wysoce zaniepokojeni, że indywidualne działania pana Adama Stańczaka mogą po raz kolejny odbić się negatywnie na ASM Group. Tak było podczas akwizycji upadłej już grupy Vertikom, kiedy to pan Stańczak również nie uzyskał żadnych zgód korporacyjnych na przeprowadzenie transakcji, a ówcześni Akcjonariusze zostali przez niego wprowadzeni w błąd – powiedziała Tatiana Pikula.

Węgrzy jednak walczą z inflacją. Co zrobi RPP?

Bank Centralny Węgier przestał się bawić w półśrodki i stopy procentowe zostały podniesione o niemal 2%. Z drugiej strony Polski Instytut Ekonomiczny wieszczy szybki koniec podwyżek nad Wisłą.

Węgrzy nie biorą jeńców

Wczorajsza decyzja Banku Węgier mocno zaskoczyła rynki. Po ostatniej niemrawej podwyżce stóp procentowych o zaledwie 0,5% wczoraj spodziewano się podobnego ruchu. Stopy procentowe wzrosły jednak o 1,85%. Trzeba oczywiście pamiętać, że tamtejszy rynek nieruchomości ma specyficzne regulacje, zatem kredytobiorcy nie odczują w większości tego wzrostu. Państwo bowiem zamroziło wysokość odsetek, pozostawiając w bankach i ich budżetach olbrzymią dziurę, którą właśnie mocno powiększa. Forint po tej decyzji się umacnia. Nie jest to żadna niespodzianka. Po pierwsze waluta Węgier szoruje ostatnio dno i rynki czekały tylko na pretekst do odkupienia forintów. Po drugie rosnące znacznie silniej od oczekiwań stopy procentowe są ku temu idealnym pretekstem. Wczoraj forint zyskał na wartości imponujące 1,5% względem złotego.

Gdzie będzie zakres wzrostu stóp w Polsce?

Polski Instytut Ekonomiczny popełnił właśnie bardzo odważną prognozę mówiącą o tym, że stopy procentowe wzrosną na lipcowym posiedzeniu i 0,5% i będzie to koniec cyklu wzrostów. Jest to bardzo odważny pogląd przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze WIBOR na dłuższe okresy jest wyższy niż na krótsze, co sugeruje, że rynek spodziewa się dalszego wzrostu stóp. Po drugie kontrakty na stopę procentową są na wyraźnie wyższych poziomach. Nie bez znaczenia jest też obecny poziom inflacji. W dłuższym okresie jest oczywiście ważny czynnik duszący inflację w postaci spowolnienia gospodarczego. Rada Polityki Pieniężnej może się jednak bać stagflacji. Pod tą nazwą znajduje się stagnacja w gospodarce połączona z inflacją. Gdyby jednak prognoza PIE okazała się słuszna, byłby to sygnał silnie osłabiający złotego, gdyż rynki liczą na dużo wyższe wzrosty.

Absurdalna wycena rubla

Wydawać by się mogło, że sankcje i izolacja Rosji spowodują, że waluta tego kraju zaliczy gwałtowny spadek. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Dzisiaj rubel ustanowił kolejny rekord. 150% wzrostu od dołka z początku rosyjskiej agresji. Dlaczego piszemy o tym jako o absurdzie? Wycena rubla po odcięciu Rosji od rynków to okrutna fikcja. Napompowana w ten sposób gospodarka na papierze staje się nagle niesamowitym mocarstwem. Jeżeli w statystykach uwzględni się to nagłe wzbogacenie, Rosja może bardzo sprawnie wrócić na miejsce, gdzie była jeszcze przed poprzednim atakiem na Ukrainę. Po otwarciu rynków zobaczymy jednak najprawdopodobniej jedną z najbardziej brutalnych przecen w historii ostatnich lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Białorusini w Polsce – aktualne dane migracyjne

Obywatele Białorusi są drugą najliczniej reprezentowaną grupą cudzoziemców w Polsce. Liczba Białorusinów posiadających ważne zezwolenia na pobyt przekroczyła 50 tys. osób. Zdecydowany wzrost skali migracyjnej w tym przypadku zauważalny jest od sierpnia 2020 r.

Ułatwienia w wydawaniu wiz i dostępie do rynku pracy sprawiły, że Polska stała się bardzo atrakcyjnym kierunkiem dla białoruskich migrantów. Przedsiębiorcy i specjaliści z branży IT mogą korzystać z programu Poland.Bussines Harbour – kompleksowego pakietu ułatwiającego relokację na terytorium Polski. Posiadacze tzw. wiz humanitarnych mogą natomiast podejmować pracę bez konieczności posiadania dodatkowych zezwoleń.

W efekcie, od początku 2021 r. liczba obywateli Białorusi posiadających ważne dokumenty pobytowe wzrosła o ok. 90 proc. Większość Białorusinów dysponuje zezwoleniami na pobyt stały wydanymi w związku z posiadaniem polskiego pochodzenia i Kart Polaka. Systematycznie rośnie także liczba osób z zezwoleniami na pobyt czasowy. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy.

Z Białorusi do Polski emigrują w zbliżonej proporcji mężczyźni i kobiety. Z nieco ponad 50 tys. obywateli Białorusi posiadających ważne karty pobytu, ok. 55 proc. to osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat. Dzieci i młodzież poniżej 20. roku życia stanowią 17 proc., a osoby powyżej 40 lat – ok. 28 proc.

Rozmieszczenie terytorialne Białorusinów osiedlających się w Polsce jest dość nierównomierne. Większość zamieszkuje województwo mazowieckie – 19 tys. osób oraz podlaskie – 9 tys. osób. Ponadto, najczęściej wybieranymi regionami są: małopolskie (4,2 tys.), pomorskie (4 tys.) i lubelskie (3,2 tys.).

Od wyborów prezydenckich na Białorusi z sierpnia 2020 r., utrzymuje się również zwiększona liczba osób ubiegających się w Polsce o udzielenie ochrony międzynarodowej. Decyzje o przyznaniu takiej ochrony otrzymało już prawie 3 tys. Białorusinów.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo na podstawie wiz.

Deloitte: W Polsce 60 proc. konsumentów ocenia, że podwyżki cen nie do końca odzwierciedlają skalę inflacji

– W czerwcowej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, widać wyraźnie, że po okresie, gdy wojna w Ukrainie generowała poważne obawy dotyczące sfery politycznej czy społecznej, teraz na pierwszy plan wybija się niepewność finansowa – tak deklaruje 63 proc. ankietowanych w Polsce. Z drugiej strony jednak, choć obawy inflacyjne na świecie nadal powoli rosną – odsetek respondentów z Polski zaniepokojonych wzrostem cen spadł o 3 p.p. i jest o 5 p.p. mniejszy niż średnia globalnie.

W 31. odsłonie badania Global State of the Consumer Tracker, przeprowadzonej pod koniec maja 2022 r., pytani coraz powszechniej deklarują spadek obaw bezpośrednio wynikających z agresji Rosji na Ukrainę. Jako powód większego niepokoju niż tydzień wcześniej, zamiast sytuacji politycznej częściej wymieniają zagadnienia finansowe. W ostatniej ankiecie wskazało na nie 63 proc. respondentów z Polski i oznacza to wzrost o 2 p.p. Jednocześnie kwestie polityczne wymienia już tylko 53 proc. pytanych (spadek o 8 p.p.), a społeczne – 38 proc. (o 3 p.p. mniej).

Na dalszy plan zeszły też niepokoje dotyczące sfery zdrowotnej – o pandemii mówi zaledwie 18 proc. ankietowanych, podczas gdy w poprzedniej fali badania uzyskała ona 27 proc. wskazań. Od badania przeprowadzonego w lutym oznacza to spadek niepokoju dotyczącego COVID-19 aż o 27 p.p.

Choć minimalnie mniejszy niż w kwietniu, utrzymuje się jednak bardzo wysoki poziom obaw dotyczących potencjalnego wpływu wojny w Ukrainie na codzienne życie – tak ocenia 95 proc. respondentów badania przeprowadzonego w Polsce. 12 proc. wskazuje na delikatne zaniepokojenie sytuacją za naszą wschodnią granią, a 29 proc. trochę się nią martwi. Jednak odsetek mówiących, że bardzo boją się możliwego wpływu inwazji na ich bieżącą sytuację ponownie spadł, tym razem o kolejne 4 p.p. i wynosi teraz 37 proc. Może wynikać to rosnącego znaczenia dla respondentów innych czynników, o które byli pytani respondenci, np. obawy związane z rosnącymi cenami – mówi Anna Rączkowska, partnerka w dziale Doradztwa Podatkowego, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Uczestnicy badania przeprowadzonego w Polsce nie zmienili natomiast swoich opinii, jeśli chodzi o konkretne sfery życia, na które wpływ ma ich zdaniem sytuacja w Ukrainie. Odpowiedzi utrzymują się na poziomie podobnym do poprzedniego badania, a najpowszechniejszą poważną konsekwencją wojny jest nadal wzrost cen paliw, który wymienia 69 proc. Wpływ na możliwość ogrzewania domów wskazuje 65 proc. ankietowanych (wzrost o 3 p.p.), a większe wydatki na produkty spożywcze 59 proc. (o 2 p.p. więcej).

Obawy inflacyjne na świecie nadal powoli rosną

W ujęciu globalnym badanie konsumentów pokazuje, że od początku roku co miesiąc poziom zaniepokojenia sytuacją inflacyjną regularnie nieznacznie przyrasta – do 76 proc. wskazań w ostatnim badaniu. Ponownie takie wskazania są najczęstsze w RPA 90 proc. (wzrost o 1 p.p.), Hiszpanii 88 proc. (wzrost o 2 p.p.) i Irlandii 84 proc. (spadek o 1 p.p). Z takim samym wynikiem do tego grona dołączyli też respondenci z USA.

Zmiany zaszły też w trójce państw, których obywatele deklarują największy optymizm – na pierwsze miejsce wysunęła się Korea Płd., gdzie odsetek ankietowanych wskazujących na swoje obawy inflacyjne spadł o 2 p.p., do 58 proc. W tym samym czasie w Chinach i Japonii wyniósł on po 60 proc. – wzrost deklaracji o odpowiednio 3 p.p. i 2 p.p.

Wśród ankietowanych z Polski między poszczególnymi falami badania w tym roku da się zauważyć brak stałego trendu – wskazania raz rosną, a raz spadają: między lutym a marcem o 3 p.p. w dół, w kolejnym miesiącu o 4 p.p. w górę, a teraz ponownie o 3 p.p. w dół.

W odpowiedziach uzyskanych wśród polskich konsumentów utrzymuje się natomiast opinia, że doświadczane przez nich podwyżki nie do końca odzwierciedlają skalę inflacji. Na zbyt wysoki wzrost cen i wykorzystywanie przez firmy sytuacji do zwiększenia własnych przychodów wskazywało 60 proc. pytanych (wzrost o 2 p.p.), a jedynie co czwarty (spadek o 2 p.p.) ocenił, że dzięki podwyżkom przedsiębiorstwa pokrywają tylko własne rosnące koszty.

Rośnie poczucie bezpieczeństwa konsumentów

W majowej edycji badania Deloitte wszystkie wskazania dotyczące średniego deklarowanego przez konsumentów na świecie poczucia bezpieczeństwa podczas różnych aktywności wzrosły względem poprzedniej ankiety. Jedynym wyjątkiem są odpowiedzi dotyczące możliwości robienia zakupów w sklepach stacjonarnych – w tym przypadku odsetek utrzymał się na poziomie 70 proc. Równie dobrze konsumenci czują się tylko podczas wizyt w restauracjach 70 proc. (wzrost o 2 p.p.). O tyle samo zwiększyło się poczucie bezpieczeństwa w czasie udziału w wydarzeniach masowych (do 58 proc.). W przypadku korzystania z usług osobistych wskazania zwiększyły się o 1 p.p. (do 67 proc.). Najbardziej, o 3 p.p., wzrosło zaufanie do usług hotelowych (do 67 proc.) oraz podróżowania samolotem (do 55 proc.).

Choć rośnie poczucie bezpieczeństwa w sklepach stacjonarnych, w ostatnim badaniu wyraźnie spadł jednak odsetek konsumentów deklarujących, że w poszczególnych kategoriach produktów tylko w taki sposób dokonują zakupów: do 63 proc. w przypadku produktów spożywczych, 54 proc. – leków, 47 proc. – artykułów pierwszej potrzeby czy 44 proc. – środków higieny osobistej. Tym razem to nie obawy o zdrowie, ale kwestie cen i przekonanie o tańszych zakupach internetowych mogły zdecydować o takich opiniach ankietowanych – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy & Design w regionie Europy Centralnej, Deloitte Digital.

Więcej chętnych na zakup samochodu, szczególnie nowego

W maju zwiększył się odsetek konsumentów deklarujących chęć zakupu samochodu w nadchodzącym półroczu. W poprzednim badaniu tak odpowiedział niespełna co piąty pytany (19 proc.), teraz już 23 proc. Co ciekawe, w tym samym czasie o 2 p.p. spadł odsetek respondentów oceniających, że w przyszłości zamierzają częściej korzystać z własnego pojazdu – tak uważa 17 proc., a przeciwnego zdania jest niespełna co siódmy pytany.

Więcej chętnych do wymiany samochodu to może być efekt większej dostępności pojazdów. Po okresie pandemii, gdy na nowe auto trzeba było czekać wiele miesięcy, wreszcie o kupno jest trochę łatwiej. Możliwe też, że dopiero teraz dochodzi też do finalizacji transakcji zaplanowanych wcześniej i niemożliwych do zrealizowania. Może o tym świadczyć także fakt, że więcej ankietowanych deklaruje chęć zakupu pojazdu nowego – w kwietniu tak odpowiadało 40, a teraz 43 proc. pytanych – mówi Daniel Martyniuk, partner, lider doradztwa technologicznego Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec maja 2022 r. Była to 31. edycja przeprowadzona globalnie i 25., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.

W Europie brakuje 200 tys. specjalistów od cyberbezpieczeństwa, a w Polsce nawet 10 tys.

Praca zdalna, rozwój e-commerce i wojna w Ukrainie zwiększyły zapotrzebowanie na specjalistów IT zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Z raportu firmy (ISC)2 wynika, że choć od wybuchu pandemii na całym świecie przybyło nawet 700 tys. takich ekspertów, to braki wciąż wynoszą 2,7 mln, a w Europie około 200 tys. By zapełnić globalne wakaty, liczba specjalistów powinna wzrosnąć o 65 proc. Jak wskazuje DESI, w Polsce niedobór wszystkich ekspertów IT sięga 50 tys. Wśród nich nawet 20 proc. mogą stanowić osoby zajmujące się cyberbezpieczeństwem, wskazują eksperci HRS-IT, firmy specjalizującej się w rekrutacji i zatrudnianiu profesjonalistów z branży IT.

Firmy na całym świecie zmagają się z niedoborem specjalistów IT z obszaru cyberbezpieczeństwa. To niesie ze sobą szereg konsekwencji. Poczynając od błędów w konfiguracji systemów, poprzez brak czasu na naprawę błędów, odpowiednią analizę ryzyka i zarządzanie nim, po przemęczenie i wypalenie specjalistów. Wzrost zapotrzebowania na takich ekspertów był szczególnie widoczny  na początku pandemii, gdy wiele firm przechodziło na pracę zdalną i chciało dać swoim pracownikom możliwość bezpiecznego korzystania z danych firmy spoza biura. Rozwój handlu internetowego wpłynął na większy nacisk na bezpieczeństwo transakcji finansowych online. Obecnie kolejnym impulsem jest wojna za naszą wschodnią granicą, która toczy się równolegle w cyberprzestrzeni, a na ataki, oprócz Rosji i Ukrainy, narażona jest w szczególnym stopniu cała Europa Środkowo-Wschodnia – mówi Kinga Marczak, General Manager w HRS-IT.

Jak wskazują dane KPMG, liczba cyberataków rośnie. Już przed wybuchem wojny, w 2021 roku, niemal 7 na 10 firm w Polsce zanotowało incydenty dotyczące naruszenia bezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa w naszym kraju obawiają się przede wszystkim ataków socjotechnicznych (tzw. phishingu) oraz prób kradzieży danych z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania. Wojna, którą rozpoczęła Rosja spowodowała, że wzrosła obawa przed zaawansowanymi, ukierunkowanymi cyberatakami prowadzonymi przez zorganizowane grupy, często wspierane przez obce państwa.

– Zapewnienie polskim firmom odpowiedniej liczby wyspecjalizowanych pracowników IT z obszaru cyberbezpieczeństwa jest ważne podwójnie. Z jednej strony pozwoli nam skuteczniej działać w czasach zwiększonego ryzyka, na które jesteśmy narażeni jako aktywny sojusznik Ukrainy. A z drugiej strony zadbanie o bezpieczeństwo danych wesprze możliwości rekrutacji zdalnych pracowników IT, w tym z krajów Europy Wschodniej i Azji, dzięki poprawie bezpieczeństwa w korzystaniu z danych przez osoby przebywające za granicą – mówi Kinga Marczak.

Zgodnie z raportem Cybersecurity Workforce Study firmy (ISC)2, na całym świecie brakuje ponad 2,7 mln specjalistów z obszaru cyberbezpieczeństwa. W Ameryce Północnej niedobór sięga 402 tys., w Ameryce Południowej nawet 701 tys., a w Europie niecałych 200 tys. Za naszą zachodnią granicą, w Niemczech, potrzeba nawet 68 tys. takich specjalistów. Z szacunków HRS-IT, firmy zajmującej się rekrutacją specjalistów IT, wakaty w naszym kraju mogą sięgać nawet 8-10 tys.

Nowe talenty w cybersecurity

Pracownicy IT zajmujący się bezpieczeństwem na świecie mogą być pozyskiwani z różnych źródeł. Z raportu (ISC)2 wynika, że niemal połowa (47 proc.) specjalistów od cyberbezpieczeństwa to osoby z wykształceniem i doświadczeniem w IT. Natomiast 17 proc. pojawiło się w branży spoza IT, zmieniając swoją ścieżkę kariery, a po 15 proc. dostało możliwość wyedukowania się dodatkowo w tej gałęzi IT lub samodzielnie się jej nauczyło. Na przejście w stronę cyberbezpieczeństwa szczególnie otwarte są najmłodsze roczniki, z pokolenia Z. Jak wskazują eksperci HRS-IT, uzupełniając niedobory pracowników zajmujących się bezpieczeństwem warto szukać również osób, które chcą się przekwalifikować lub podjąć dodatkową ścieżkę rozwoju w IT.

Polacy pokochali Disney+ za cenę i dostępne seriale, chociaż krytykują go za błędy w aplikacji i jakość obrazu

Od dwóch tygodni Polacy nareszcie mogą legalnie korzystać z platformy streamingowej Disney+. Według analizy polskiego SentiOne aprobatę internautów wzbudziły zwłaszcza cena abonamentu oraz bogata zawartość biblioteki nowego serwisu – szczególnie cieszą się fani starych animacji oraz produkcji ze świata Marvela i Star Wars. W tej sytuacji część odbiorców deklaruje rezygnację z dwukrotnie droższego Netflixa, mimo że zdaniem internautów ma lepszą jakość obrazu.

Po bardzo długim oczekiwaniu – według pierwszych zapowiedzi polska wersja platformy miała zostać uruchomiona jeszcze w 2021 r. – od 14 czerwca Polacy mogą oficjalnie korzystać z Disney+. SentiOne, polska firma zajmująca się m.in. monitoringiem Internetu z wykorzystaniem zaawansowanej technologii sztucznej inteligencji, sprawdziła, co o wyczekiwanej premierze sądzą polscy internauci. W sumie od początku roku do końca czerwca pojawiło się blisko 40 tys. wypowiedzi na temat nowego serwisu.

Zainteresowanie serwisem wzrastało stopniowo. Liczba wzmianek na temat Disney+ skoczyła do 10 tys. 26 stycznia, czyli w dniu publikacji komunikatu potwierdzającego uruchomienie serwisu latem tego roku. Między lutym a majem liczba wzmianek utrzymywała się na  poziomie ok. 5-7 tys.dziennie – dyskutowano przede wszystkim o tym, jakie filmy i seriale zostaną udostępnione polskim użytkownikom. Największy skok zainteresowania przypada na dzień uruchomienia platformy 14 czerwca, kiedy zarejestrowano aż 23 tys. wypowiedzi, ponad połowę wszystkich wzmianek o Disney+ z tego roku.

Disney+ chwalony za cenę, krytykowany za działanie aplikacji

Wszystkie wypowiedzi na temat Disney+ wygenerowały zasięg poziomie 85 mln wyświetleń, z czego aż 11 mln zyskały wzmianki nacechowane pozytywnie, a tylko 5 mln te o nacechowaniu negatywnym. Internauci najbardziej zadowoleni byli z ceny abonamentu, fani Marvela i Star Wars zachwalali listę dostępnych seriali, usatysfakcjonowani byli również wielbiciele starych bajek oraz produkcji emitowanych na zlikwidowanych w zeszłym roku kanałach Fox. Z kolei negatywne wypowiedzi dotyczyły przede wszystkim braku polskich napisów w niektórych filmach oraz braku możliwości wyboru rozdzielczości 4K UHD. Najwięcej negatywnych opinii pojawia się w App Store i Google Play Store i dotyczy problemów z działaniem samej aplikacji.

Przy okazji analizy opinii polskich internautów na temat Disney+ SentiOne przetestował swoją nową funkcję – mierzenie zaangażowania odbiorców w mediach społecznościowych. Dzięki niej można zmierzyć średnią liczbę interakcji pod postami wskazanej marki na Facebooku, Instagramie i Twitterze, a w przyszłości również na TikToku. W tym porównaniu Netflix wypada lepiej, zbierając w tym roku średnio 2772 reakcje i 155 komentarzy pod swoimi postami. W przypadku Disney+ jest to średnio 311 interakcji i 55 komentarzy.

Należy pogratulować wejścia Disney+ na rynek, ponieważ zdecydowanie wygenerowali dużo szumu medialnego, dobrali odpowiednią ofertę cenową i bardzo szeroką gamę filmów i seriali – mówi Agnieszka Uba, Head of Product Marketing w SentiOneDotarli do grupy docelowej, która do tej pory była trochę zaniedbana na platformach streamingowych: pokolenia baby boomers i starszych millenialsów, którzy na Disney+ oglądają seriale święcące triumfy kilkanaście lat temu, jak „Kości”, lub klasyki lat 80., jak „MASH”. Wiele osób wraca też do ulubionych animacji z dzieciństwa. Kolejna zaopiekowana grupa to bardzo zaangażowani i lojalni fani Star Wars oraz Marvela. 

Polacy wolą Disney+ od Netflixa

Spośród wszystkich rozmów o nowym serwisie aż co dziesiąta porównuje go z Netflixem, przede wszystkim w kontekście ceny – 29 zł za miesiąc przy zakupie rocznego abonamentu Disney+ i 60 zł miesięcznie za Netflixa. Część komentujących deklaruje, że co miesiąc będzie wykupywać dostęp do innej platformy streamingowej, z kolei wielu rodziców wybiera Disney+ ze względu na treści atrakcyjne dla dzieci. Jednak pod względem jakości obrazu i dostępności napisów do filmów w opinii internautów wygrywa Netflix.

Subskrybentów coraz mniej stać na abonamenty na wszystkich dostępnych platformach streamingowych – mówi Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, autorka bloga o popkulturze „Zwierz Popkulturalny” Amazon Prime, HBO Max i Disney+ zaoferowały ostatnio klientom korzystne promocje zaś Netflix, w obliczu swoich problemów, głównie na rynku amerykańskim, zapowiada ograniczenia dla widzów, m.in. kontrolę dzielenia kont. Netflix musi się więc zmagać nie tylko z rosnącą konkurencją, ale także z coraz silniejszym poczuciem odbiorców, że jest to platforma droga – po uruchomieniu Disney+ wielu abonentów może przestać uważać go za główny serwis streamingowy. Szansą Netflixa są natomiast produkcje polskie, pod względem których  przoduje obecnie wśród dostępnych platform.

Opóźnienia ws. dyrektywy upadłościowej uderzą w dłużników, wierzycieli i Skarb Państwa

„Dyrektywa drugiej szansy” powinna zostać zaimplementowana do polskiego porządku prawnego w zasadniczej części do 17 lipca 2022 roku. Niestety regulacje, które mają pomóc przedsiębiorcom w szybkim i skutecznym reagowaniu na problemy finansowe i płynnościowe, same mogą paść ofiarą zbyt późnego wdrożenia. Konsekwencje tego mogą być poważne zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla Skarbu Państwa. Czy czeka nas fala roszczeń odszkodowawczych?

Od 2020 roku polscy przedsiębiorcy chętnie korzystają z uproszczonych przepisów dotyczących postępowania restrukturyzacyjnego. Regulacje, które pierwotnie miały być rozwiązaniem czasowym, stworzonym by przeciwdziałać negatywnemu wpływowi pandemii COVID-19 na gospodarkę, spotkały się z tak dużym zainteresowaniem przedsiębiorców, że ustawodawca przeniósł wiele jego elementów do ustawy Prawo restrukturyzacyjne, umieszczając w niej Postępowanie o zatwierdzenie układu.

W I kwartale 2022 roku rozpoczęto w sumie 381 postępowań restrukturyzacyjnych, niemal tyle samo, co w analogicznym okresie poprzedniego, rekordowego roku, a zdecydowaną większość ponownie stanowiły postępowania o zatwierdzenie układu. Dalszy spadek zanotowały zaś postępowania upadłościowe – ze 131 do 115.

Jeszcze przed wybuchem pandemii, narzędzia do walki z upadłościami przedsiębiorców przygotowały Parlament Europejski i Rada UE, przyjmując dyrektywę 2019/1023 z 20 czerwca 2019 roku w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów. Mimo kończącego się terminu na wdrożenie tych założeń do polskich przepisów, do tej pory dyrektywa została zaimplementowana w niewielkim zakresie, głównie przez utrudnienia związane z informatyzacją postępowań w ramach uruchomionego w tym celu Krajowego Rejestru Zadłużonych.

Idea dyrektywy opiera się w głównym stopniu na przyspieszaniu i ułatwianiu reakcji na zagrożenie przedsiębiorstwa niewypłacalnością. Stąd m.in. zawarta w niej regulacja zapewnienia dostępu do systemu wczesnego ostrzegania, w ramach którego ma istnieć szereg narzędzi alarmujących dłużników o pilnej potrzebie działania. Dla skuteczności postępowań restrukturyzacyjnych kluczowe jest bowiem ich odpowiednio wczesne rozpoczęcie, bo im późniejszy etap, tym większe zobowiązania i komplikacje dla  dłużników oraz wierzycieli. Dla tych drugich ważne jest też, by nierentowne przedsiębiorstwa bez perspektyw na przetrwanie były likwidowane jak najszybciej, po to, żeby nie generować dalszych strat – wyjaśnia Małgorzata Anisimowicz, ekspert PMR Restrukturyzacje. 

Dyrektywa kładzie szczególny nacisk na przywrócenie zagrożonym przedsiębiorstwom rentowności, wprowadzając rozróżnienie dłużników na „rentownych, znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej” i „uczciwych przedsiębiorców” – ma ono pomóc w dobraniu najodpowiedniejszego dla danego przedsiębiorcy rodzaju postępowania. Unijna regulacja przewiduje także stosowanie zasady pozostawienia zarządu własnego nad przedsiębiorstwem w całości lub w części dłużnikowi, a w niektórych przypadkach również obowiązek skorzystania z pomocy doradcy restrukturyzacyjnego.

Rozwiązania zawarte w dyrektywie są oczekiwane zarówno przez dłużników, jak i wierzycieli, dlatego brak implementacji w terminie będzie rodził poważne konsekwencje. Przede wszystkim może doprowadzić do upadku firm, które miałyby szansę na przetrwanie gdyby dyrektywa została w pełni wdrożona polskimi przepisami i w odpowiednim czasie umożliwiła im restrukturyzację. Co więcej, rośnie u polskich przedsiębiorców świadomość dostępnych rozwiązań prawnych pomagających w pokonywaniu trudności dla prowadzenia firmy. Dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo, że ci, którzy upadną przez brak możliwości zastosowania unijnych przepisów, wystąpią o odszkodowania od Skarbu Państwa, bo państwo członkowskie jest odpowiedzialne za skuteczne i terminowe wdrożenie regulacji wspólnotowych. Konieczna jest więc jak najszybsza, pełna implementacja dyrektywy drugiej szansy, zwłaszcza w obecnej, niezwykle trudnej dla przedsiębiorców sytuacji ekonomicznej – wskazuje mecenas Łukasz Jabłoński z Kancelarii FKK.

Dalsze spadki sprzedaży mieszkań

Z wstępnych, szacunkowych danych portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl za II kwartał tego roku wynika, że sprzedaż nowych mieszkań po gwałtownych majowych spadkach w czerwcu zanotowała dalsze spadki, ale ich dynamika znacznie wyhamowała.

W czerwcu 2022 roku na 6 największych rynkach w Polsce: Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź oraz Trójmiasto, sprzedano łącznie 2 485 mieszkań, co stanowi spadek o 56,6%  w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Trzeba jednak pamiętać, że rok temu rynek był w fazie hossy, a deweloperzy notowali zbliżone do rekordów poziomy sprzedaży. Natomiast, jeśli porównamy czerwiec do maja tego roku, to spadek wyniósł już tylko 13,5%. Największe spadki rok do roku zanotowały Warszawa i Łódź, najmniejsze zaś Kraków i Wrocław. Jeśli chodzi o dane miesiąc do miesiąca to największe spadki były w Łodzi, a najmniejsze w stolicy i we Wrocławiu.

Tab.1. Sprzedaż mieszkań w czerwcu 2022 r. w porównaniu do maja i czerwca 2021 r.

  Czerwiec 2021 Czerwiec
2022
zmiana r/r Maj
2022
Czerwiec 2022 zmiana m/m
Warszawa 2 058 658 -68,1% 722 658 -8,9%
Kraków 824 520 -36,9% 617 520 -15,7%
Wrocław 810 455 -43,8% 468 455 -2,8%
Poznań 560 245 -56,3% 280 245 -12,5%
Łódź 500 187 -62,6% 290 187 -35,6%
Trójmiasto 968 421 -56,5% 495 421 -15,1%
Razem – 6 rynków 5 720 2 485 -56,6% 2 872 2 485 -13,5%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Spadki sprzedaży mieszkań Spadki sprzedaży mieszkań Biorąc pod uwagę cały kwartał, to po raz pierwszy od wybuchu pandemii sprzedaż mieszkań na 6 największych rynkach w Polsce spadła poniżej 10 tys. lokali i wyniosła 8 876 mieszkań. W ciągu ostatnich 5 lat taka sytuacja miała miejsce tylko raz, w II kwartale 2020 roku w czasie lockdownu, kiedy sprzedano znacznie mniej, bo ok 7,7 tys. lokali. Spadek sprzedaży w II kwartale wyniósł prawie 50% w stosunku do analogicznego kwartału ubiegłego roku oraz 18,2% w stosunku do pierwszego kwartału bieżącego roku.

Tab.2. Sprzedaż mieszkań w II kwartale 2022 w porównaniu do I i II kwartału 2021 r.

  II kw. 2021 II kw. 2022 zmiana r/r I kw. 2022 II kw. 2022 zmiana kw/kw
Warszawa 6 051 2 563 -57,7% 3 307 2 563 -22,5%
Kraków 3 270 1 646 -49,7% 1 893 1 646 -13,1%
Wrocław 2 898 1 413 -51,2% 1 583 1 413 -10,7%
Poznań 1 717 971 -43,4% 1 124 971 -13,6%
Łódź 1 319 852 -35,4% 1 009 852 -15,6%
Trójmiasto 2 427 1 431 -41,0% 1 935 1 431 -26,0%
Razem –
6 rynków
17 682 8 876 -49,8% 10 851 8 876 -18,2%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Rynek mieszkaniowy przypomina dziś boksera, który przyjął na siebie kilka potężnych ciosów, najcięższy od rynku kredytów hipotecznych. Jest nieco oszołomiony, ale nie został znokautowany i nadal trzyma się na nogach. Spodziewamy się bardzo trudnych wakacji, ale jak przyjrzeć się dokładnie danym sprzedażowym to widać zróżnicowany obraz rynku, np. dobrze sprzedają się mieszkania gotowe lub prawie gotowe, niezależnie od powierzchni i układu funkcjonalnego. Generalnie panuje zasada – im bliżej do odbioru mieszkania tym lepsza sprzedażzauważa Robert Chojnacki, założyciel serwisu tabelaofert.pl.

Portal mieszkaniowy tabelaofert.pl opublikował także dane dotyczące cen sprzedanych mieszkań. Wynika z nich, że wraz ze spadkiem sprzedaży wyhamował też wzrost cen.

Ceny mieszkań sprzedanych publikowane dla okresów miesięcznych należy traktować, jako wartości orientacyjne, pokazujące ogólny trend na rynku. Przy obecnych poziomach sprzedaży zmiany zależą głównie od tego, co się sprzedało. Nie uwzględniają również rabatów, których obecnie zaczęli udzielać deweloperzy. Z naszych danych wynika jeszcze jedno, nastąpił gwałtowny spadek napływu na rynek nowych inwestycji. Deweloperzy wprowadzili na rynek mniej projektów niż ich sprzedali. Jeśli taka sytuacja będzie mieć dalej miejsce to za kilkanaście miesięcy praktycznie nie będzie mieszkań gotowych w ofercie – zaznacza Robert Chojnacki.

Tab.3. Średnie ceny ofertowe mieszkań sprzedanych w maju i czerwcu 2022

  maj 2022 czerwiec 2022 zmiana m/m
Warszawa 12 939 13 513 4,4%
Kraków 10 790 10 834 0,4%
Wrocław 10 821 10 057 -7,1%
Poznań 8 626 8 963 3,9%
Łódź 8 628 8 893 3,1%
Trójmiasto 11 039 10 808 -2,1%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Obecnie mamy rynek kupujących, którzy bardzo rozważnie i świadomie analizują przedstawiane im przez rynek oferty. Coraz częściej o wyborze klienta decyduje cena całkowita mieszkania, nawet, jeśli proponowany jest atrakcyjny rabat przez dewelopera. Kupujący dokładnie sprawdza, jaka jest ostateczna cena po rabacie i jeśli znajdzie atrakcyjniejsze mieszkanie u konkurencji to poziom rabatu nie ma znaczenia. Im mniejsze lokale o danej liczbie pokoi tym lepiej się sprzedają – podkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Polska dziesiątym Państwem na świecie i czwartym w Europie, w którym najtrudniej prowadzi się biznes

Wychodzenie z Covid-19, wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych i zwiększenie roli ESG będą miały istotny wpływ na globalny krajobraz biznesowy i środowisko regulacyjne w najbliższych miesiącach.

29 czerwca 2022 – Polska, głównie za sprawą Polskiego Ładu, po raz drugi z rzędu znalazła się na 10. miejscu na świecie i czwartym w Europie wśród państw posiadających najbardziej złożone przepisy regulujące prowadzenie biznesu, wynika z tegorocznego raportu opracowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. Najtrudniej na świecie prowadzić biznes w Brazylii, a w Europie we Francji. W raporcie wskazano również trzy kluczowe zagadnienia, które mają kształtować globalny krajobraz biznesowy i środowisko regulacyjne w kolejnych miesiącach.

Autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2022 wzięli pod lupę 77 jurysdykcji, na które przypada 92 proc. światowego PKB i 95 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto. Porównali 292 corocznie monitorowanych wskaźników dotyczących kluczowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku.

Polska po raz drugi z rzędu znalazła się w grupie dziesięciu państw, w których najtrudniej prowadzić biznes, zamykając tę stawkę. W Europie trudniej niż nad Wisłą prowadzi się biznes we Francji, Grecji i we Włoszech.

Jak wskazują autorzy raportu w ciągu ostatniego roku polski rząd wprowadził wiele aktów prawnych, które zostały uchwalone w krótkim czasie, jednocześnie nie zawsze łatwych do zinterpretowania w rzeczywistości biznesowej.  Największy pakiet z nich został wprowadzony w ramach „Polskiego Ładu”, który miał duże znaczenie, ponieważ gruntownie przebudował system podatkowy. Zmienił on nie tylko przepisy podatkowe dotyczące korporacji, przedsiębiorców i pracowników, ale także sposób naliczania wynagrodzeń. Z ich obliczaniem firmy miały ogromne problemy ze względu na niejasne wytyczne przekazane dodatkowo na krótko przed wejściem nowych regulacji w życie.

– Przepisy prawa pracy w Polsce już wcześniej były skomplikowane, a wprowadzenie w styczniu br. Polskiego Ładu zagmatwało je jeszcze bardziej. To kosztowne wyzwanie dla zagranicznych inwestorów, którzy cenią sobie przejrzystość i prostotę regulacyjną. Na zainteresowanie inwestycjami w Polsce mogą mieć również wpływ wyraźne dążenia przedstawicieli rządu do skupiania wielu aktywów w rękach państwa – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

– Polski rząd potrzebuje inwestycji zagranicznych, ale chciałby, aby to państwo utrzymało dominującą pozycję w zakresie posiadania aktywów. Mamy już kontrolowane przez Skarb Państwa Polski Holding Nieruchomości, czy Polski Holding Hotelowy oraz Krajową Grupę Spożywczą. To podmioty powołane w celu kontrolowania aktywów i uzyskania większej niezależności od przedsiębiorstw zagranicznych lub które mogą utrudnić innym działalność na polskim rynku. Mimo to, ze względu diametralną zmianę sytuacji geopolitycznej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, może dojść do wzmocnienia powiązań Polski z gospodarkami Europy Zachodniej i USA. – dodaje Joanna Romańczuk.

Najlepiej przeszkody w prowadzeniu biznesu na świecie eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Curaçao (terytorium zależne Holandii), Dania, Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej) i Brytyjskie Wyspy Dziewicze (brytyjskie terytorium zamorskie w Ameryce Środkowej). W czołowej dziesiątce jurysdykcji, w których najłatwiej prowadzi się biznes znalazły się również Jersey (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Norwegia i Wielka Brytania.

– Pod koniec 2020 roku Dania stworzyła cyfrowy „punkt kompleksowej obsługi”, w którym zakładanie i prowadzenie działalności odbywa się bez użycia papieru. Oznacza to, że przedsiębiorstwa potrzebują teraz tylko jednego loginu i portalu, aby uzyskać dostęp do różnych usług. Urząd skarbowy zaktualizował również interfejs strony głównej, aby uczynić go bardziej przyjaznym dla użytkownika – sukces Danii, najbardziej przyjaznego do prowadzenia biznesu kraju w Europie i jednego z trzech najbardziej przyjaznych na świecie (zeszłorocznego lidera) tłumaczy Joanna Romańczuk.

Na czele najmniej przyjaznych do prowadzenia biznesu państw w skali globu znalazły się odpowiednio Brazylia, Francja, Peru, Meksyk i Kolumbia. Kolejne są Grecja, Turcja, Włochy, Boliwia. „Czołową” dziesiątkę zamyka Polska.

– W znajdujących się na drugim końcu zestawienia Brazylii i Francji właściciele biznesu muszą zmagać się z ogromną biurokratyzacją i skomplikowaniem przepisów. W pierwszym z krajów napotkają m.in. trzy rodzaje podatków – na poziomie federalnym, stanowym i miejskim. We Francji natomiast wyzwaniem dla zarządzających firmami jest biegłe orientowanie się w mnogości przepisów mających za zadanie ochronę pracowników. Liczba regulacji w tym zakresie wzrosła dodatkowo w czasie pandemii – mówi Joanna Romańczuk.

Oba kraje utrzymały swoje zeszłoroczne pozycje w rankingu.

Oprócz analizy warunków prowadzenia biznesu w 77 jurysdykcjach, autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2022 zidentyfikowali trzy kluczowe zagadnienia, które mają kształtować globalny krajobraz biznesowy i środowisko regulacyjne w kolejnych miesiącach. 

Wychodzenie z Covid-19

W szczytowym okresie kryzysu w wielu jurysdykcjach wprowadzono zwolnienia z podatku od nieruchomości przedsiębiorstw. Jednak w 2022 roku 14 proc. jurysdykcji wymaga od niektórych lub wszystkich przedsiębiorstw płacenia tego podatku co najmniej raz na trzy miesiące, w porównaniu z 9 proc. jurysdykcji w 2021roku.

W czasie pandemii tendencja do pracy zdalnej wzrosła do tego stopnia, że jest ona legalna lub standardowa w większości branż w 31 proc. jurysdykcji, w porównaniu z 10 proc. w 2020 r.

Niektóre świadczenia związane z zatrudnianiem pracowników, takie jak na przykład ubezpieczenie zdrowotne wzrosły (58 proc. jurysdykcji) w porównaniu z poprzednimi latami. Ponadto w większej liczbie jurysdykcji firmy są zobowiązane do składania sprawozdań i informacji dotyczących równości, obejmujących takie obszary, jak różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz zatrudnianie osób niepełnosprawnych – 26 proc. w 2022 r. w porównaniu do 9 proc. w 2020 roku.

Złożoność przepisów a bezpośrednie inwestycje zagraniczne (ang. FDI – foreign direct investments)

Autorzy raportu w większym odsetku jurysdykcji (34 proc. w 2022 roku vs 28 proc. w 2021 roku) przewidują wzrost FDI w ciągu najbliższych pięciu lat, co odzwierciedla optymizm w tym zakresie.

Zastosowanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych może skutecznie zmniejszać skomplikowanie biznesu. 16 proc. jurysdykcji jest obecnie w stanie automatycznie powiadomić wszystkie odpowiednie organy o założeniu spółki.

Dla przedsiębiorstw pragnących założyć spółkę i prowadzić działalność transgraniczną kluczowym czynnikiem jest ujednolicenie przepisów, co umożliwia im prowadzenie podobnej działalności w wielu jurysdykcjach. Przyjmowanie międzynarodowych standardów, takich jak CRS (86 proc. jurysdykcji w 2022 roku w porównaniu z 82 proc. w 2020 roku) i FATCA (82 proc. jurysdykcji w 2022 roku w porównaniu z 76 proc. w 2020 roku) rośnie, odzwierciedlając stały globalny trend zmierzający w kierunku przejrzystości.

ESG na fali wznoszącej

Zagadnienia ESG (E – Środowisko, S – Społeczna odpowiedzialność i G – Ład korporacyjny) stają się coraz bardziej istotne dla biznesu na całym świecie.

Jednak pomimo wzrostu zainteresowania, prawne egzekwowanie praktyk ESG funkcjonuje jedynie w około 50 proc. jurysdykcji. Problem braku ich egzekwowania dotyczy w szczególności krajów spoza UE, co świadczy o braku międzynarodowego dostosowania. Wpływ ESG jest zatem trudny do zmierzenia.

Mimo że ESG rozwija się na całym świecie, jurysdykcje takie jak Francja od wielu lat są liderami w tej dziedzinie, podczas gdy niektóre rządy są na wczesnym etapie zaangażowania w ESG – wiele z nich dopiero przyjmuje inicjatywy i wytyczne w tym zakresie.

Mieszane dane z gospodarki, dynamiczne zmiany na rynku obligacji

W ostatnich dniach poznaliśmy sporo ważnych danych, dotyczących polskiej gospodarki. Obraz jest niejednoznaczny. Jednocześnie mieliśmy do czynienia z dużymi wahaniami rentowności obligacji skarbowych, które odzwierciedlają rosnącą niepewność w kwestii rozwoju sytuacji.

Po bardzo dobrych wynikach z pierwszych miesięcy roku, dynamika produkcji przemysłowej w Polsce zaczyna słabnąć. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w maju wyniosła ona 15 proc., ale po uwzględnieniu czynników sezonowych wzrost wyniósł jedynie 11,9 proc. To wciąż dobry wynik, lecz osłabienie jest widoczne. Spowolnienie widać także w dynamice wzrostu zatrudnienia, która obniżyła się do 2,4 proc., po kwietniowym wzroście o 2,8 proc. W tym przypadku możemy mieć jednak do czynienia ze skutkami niedoborów na rynku pracy. Zdecydowanie niższy był wzrost średniego wynagrodzenia w firmach, który wyniósł 13,5 proc., a więc był niższy niż wskaźnik inflacji. Z realnym spadkiem płac mieliśmy do czynienia po raz pierwszy od ponad dwóch lat, czyli okresu największego nasilenia negatywnych skutków pandemii koronawirusa, a wcześniej z takim zjawiskiem spotkaliśmy się w latach 2012-2013. Osłabienie się presji płacowej należy ocenić pozytywnie, z punktu widzenia perspektywy procesów inflacyjnych. W maju znacząco obniżyła się także dynamika sprzedaży detalicznej, która licząc w cenach stałych wyniosła 8,2 proc., a więc była o ponad połowę niższa niż w kwietniu. W tym przypadku prawdopodobnie widać skutki drożyzny i ograniczania konsumpcji. Za potwierdzeniem tej tezy przemawiają także dane GUS dotyczące badania nastrojów konsumentów. Zarówno wskaźnik nastrojów bieżących, jak i oceny przyszłej sytuacji gospodarstw domowych pogarszają się od kilku miesięcy, a w maju pierwszy z nich osiągnął poziom najniższy w historii jego wyliczania, czyli od 2000 r.

Pogarszające się perspektywy rozwoju koniunktury w polskiej gospodarce zaczęły wpływać na zmianę sytuacji na rynku długu, co może zwiastować zbliżający się koniec cyklu zaostrzania polityki pieniężnej. Na razie prezes Narodowego Banku Polskiego nadal deklaruje determinację w ograniczaniu inflacji poprzez podwyżki stóp procentowych. Reakcje uczestników rynku finansowego zaczynają jednak dawać pierwsze sygnały możliwych zmian. W pierwszych dniach minionego tygodnia rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych sięgała 8 proc., czyli poziomu najwyższego od czasów globalnego kryzysu finansowego z lat 2008-2009. Pod koniec tygodnia, po publikacji wspomnianej serii danych makroekonomicznych, rentowność gwałtownie obniżyła się do niespełna 6,8 proc. Dopóki stopy procentowe będą podnoszone, można liczyć na wzrost odsetek z lokat bankowych.  – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Czym są opcje binarne, kto i jak może z nich skorzystać? Najważniejsze informacje

Z roku na rok coraz więcej osób decyduje się na spróbowanie swoich sił na rynkach inwestycyjnych. Wiele z nich poszukuje sprawdzonego i dającego szansę na spory zysk rozwiązania. Od jakiegoś czasu na znaczeniu zyskują między innymi opcje binarne, które dla jednych są dość kontrowersyjną, dla innych bardzo atrakcyjną metodą inwestowania. Jaka jest prawda, czym są opcje binarne, kto może nimi handlować i jak przebiega cały proces? Wyjaśniamy!

Wiele osób na pewnym etapie swojego życia decyduje się na zainwestowanie zebranych oszczędności. Jak się okazuje, obecne czasy przynoszą w tym obszarze szerokie pole możliwości, dzięki czemu każdy znajdzie instrumenty finansowe, które będą odpowiadać jego potrzebom. Kluczowe jest tutaj określenie celów oraz maksymalnego poziomu ryzyka, jak się w stanie podjąć. Przed przystąpieniem do inwestycji warto ponadto zdobyć choćby podstawową wiedzę na ten temat i przygotować strategię, która pozwoli na kontrolowanie swojego portfela inwestycyjnego. Dotyczy to każdej formy inwestowania kapitału, w tym także opcji binarnych, które szczegółowo opisuje w dzisiejszym artykule. Zachęcamy do lektury!

Opcje binarne – o czym dokładnie mowa?

Zanim przejdziemy do konkretów, warto dokładnie wyjaśnić, czym są wspomniane już opcje binarne. Z pojęciem tym spotkało się z pewnością wielu z nas, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, co oznacza ono w praktyce. Tymczasem, opcjami binarnymi nazywamy pochodne instrumenty finansowe, które charakteryzują się niesymetrycznym profilem wypłaty. Prościej rzecz ujmując, pod pojęciem tym należy rozumieć instrument, którego wartość oparta jest na spekulacji, a inwestorzy jedynie stawiają na spadek lub wzrost kursu czynnika bazowego danej opcji. Z czysto prawnego i instytucjonalnego punktu widzenia opcje binarne nie są więc papierem wartościowym, ponieważ nie dochodzi tutaj do rzeczywistego nabycia danego aktywa, lecz jedynie spekulowania o jego wartości.

Handlowanie opcjami binarnymi – dla kogo?

Handel opcjami binarnymi jest dostępny zarówno dla dużych podmiotów, jak i mniejszych inwestorów indywidualnych. Tak naprawdę jedynym ograniczeniem jest to, że trader musi być pełnoletni, a także posiadać zdolność do czynności prawnych. Pośrednikami są brokerzy, którzy mogą polecić inwestorowi profesjonalną platformę tradingowej, dzięki której będzie mógł handlować opcjami w sposób przejrzysty oraz przede wszystkim bezpieczny. Handel nie wymaga specjalistycznej wiedzy na ten temat ani posiadania jakichkolwiek uprawnień, przez to rynek jest otwarty dla każdej osoby zainteresowanej tym tematem. Opcje binarne Polska to coraz popularniejsze rozwiązanie inwestycyjne, które nierozerwalnie łączy się między innymi z rynkami walutowymi, w tym przede wszystkim Forexem. Opcje binarne opierają się bowiem w znacznej mierze na spekulacjach dotyczących kursu par walutowych, np. EUR/USD. Wyróżniamy dwa główne rodzaje opcji – “call” (stawianie przez tradera na wzrost kursu aktywa bazowego) oraz “put” (tj. granie na spadek kursu). Opcje binarne są ponadto instrumentem opartym na określonym terminie zapadalności, a więc w każdym przypadku znany jest z góry dokładny czas wygaśnięcia opcji. Do tradera należy podjęcie decyzji co do przewidywanego dalszego losu kursy waluty bazowej. To właśnie z uwagi na to, że możliwe jest granie zarówno na wzrost, jak i spadek, opcje binarne zyskują tak wielką popularność i są uznawane za jedną z dynamiczniejszych form inwestowania.

Jak i gdzie handlować opcjami binarnymi?

Kluczem do sukcesu w przypadku opcji binarnych jest wybór odpowiedniego brokera, który cieszy się zaufaniem w środowisku i oferuje wyłącznie sprawdzone rozwiązania. Na rynku tym można trafić bowiem na oszustów, dlatego tak ważne jest zwrócenie uwagi na ten obszar. Obecnie można skorzystać z usług profesjonalnych platform inwestycyjnych, które są w pełni zautomatyzowane, co zwiększa szansę na finalny sukces. Trader jest informowany o najważniejszych kwestiach z odpowiednim wyprzedzeniem, może z jednego miejsca zarządzać wszystkimi swoimi inwestycjami, przeglądać raporty i analizy. Wszystko to sprawia, że inwestowanie staje się prostsze niż kiedykolwiek. Inwestorzy mają ponadto dostęp do niemal wszystkich światowych rynków i mogą śledzić zmiany w czasie rzeczywistym. To z kolei pozwala na szybką reakcję, od której bardzo często zależy to, czy trader zarobi, czy straci. Decydując się na tego typu narzędzia zyskuje się możliwość kontrolowania choćby najmniejszego aspektu każdej z inwestycji. Do największym atutów takie rozwiązania można zaliczyć przede wszystkim niski próg wejścia, całodobowe wsparcie techniczne, porady ekspertów, szybką wpłatę oraz wypłatę kapitału i wiele innych. Transakcje są realizowane 24/7, a z platformy można korzystać z dowolnego miejsca. Za pomocą kilku kliknięć uzyskuje się dostęp do ogromnych zasobów globalnych rynków finansowych.

Opcje binarne – wady i zalety

Opcje binarne, jak wszystkie instrumenty finansowe, mają oczywiście swoje mocne oraz słabsze strony. Do tych pierwszych można zaliczyć jeden z najwyższych współczynników zysku, możliwość gry zarówno na wzrost, jak i na spadek, a także szeroki wybór ofert i możliwości. Opcjami binarnymi mogą handlować nie tylko doświadczeni traderzy, ale również osoby, które dopiero stawiają pierwsze kroki. Inwestowanie pod kątem technicznym jest stosunkowo proste i opiera się wyłącznie na kilku powtarzanych za każdym razem działaniach. Największą wadą opcji binarnych jest oczywiście wysoki poziom ryzyka, jakie musi ponieść inwestor. Opcje binarne w praktyce są opcją “wszystko albo nic”, co oznacza, że jeśli trader dobrze wytypuje zachowanie kursu, wówczas może liczyć na spory zarobek, w przeciwnym razie – traci cały zainwestowany kapitał. Nie ma więc tutaj rozwiązania pośredniego, które choć w niewielkim stopniu zabezpieczyłoby część zainwestowanej kwoty. To dlatego tak istotne jest dokładne śledzenie rynku i inwestowanie wyłącznie do granicy możliwości finansowych. Wszystko po to, aby handlowanie opcjami binarnymi pozostało formą inwestowania, a nie stało się hazardem.

Czy na opcjach binarnych można zarobić?

Opcje binarne dają traderom wiele możliwości, w tym są okazją do zarobienia dużych pieniędzy. Z tego powodu cieszą się rosnącym zainteresowaniem, a wraz z popytem na tego typu usługi, rośnie podaż ze strony profesjonalnych podmiotów. Bardzo często inwestorzy mogą liczyć na zysk sięgający nawet kilku tysięcy procent i to w krótkim czasie. Biorąc to pod uwagę, opcje binarne są nieporównywalnie korzystniejsze od innych instrumentów. Dla przykładu handel akcjami czy obligacjami także wiąże się z ryzykiem, ale inwestycje są zazwyczaj długoterminowe. Opcje binarne są więc polecane przede wszystkim tym, którzy nie chcą zamrażać swojego kapitału na wiele miesięcy, a nawet lat, lecz liczą na zarobek “tu i teraz”.

Opcje binarne a bezpieczeństwo

Wielu inwestorów zastanawia się nad poziomem bezpieczeństwa transakcji opartych na opcjach binarnych. Największe zagrożenie może czekać na traderów nie tyle ze strony rynku, co nieuczciwych brokerów, którzy liczą na łatwy cel. Wielu z nich obiecuje bowiem intratne inwestycje, które w rzeczywistości są z góry skazane na porażkę. Pamiętajmy, że jeśli inwestor przegra, wówczas zarabia właśnie broker. Najlepszym rozwiązaniem jest więc handel za pośrednictwem nowoczesnych platform inwestycyjnych, które gwarantują wysoki poziom bezpieczeństwa danych oraz pieniędzy. Warto dodać, że w wielu krajach nad rynkiem finansowym czuwają specjalnie powołane do tego instytucje, które są w stanie wykryć nieprawidłowości i chronić inwestorów przed oszustami. Mimo to, zawsze lepiej jest liczyć na siebie i przed podjęciem decyzji o inwestowaniu, dwa razy sprawdzić wiarygodność pośrednika.

Czy warto handlować opcjami binarnymi?

Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Do każdego przypadku trzeba podchodzić bowiem w sposób indywidualny, uwzględniając wszystkie “za” oraz “przeciw”. Możemy spotkać zarówno zagorzałych przeciwników opcji binarnych, dla których jest to po prostu zwykły hazard, ale nie brakuje również traderów, którzy uczynili z tego nie tylko swoje hobby, ale nawet źródło zarobków. Z całą jednak pewnością, przed podjęciem decyzji co do inwestowania w opcje binarne należy zdobyć podstawową wiedzę na ten temat, a doświadczenie przyjdzie z czasem. Znając mechanizmy rządzące tym rynkiem zwiększa się szansę na wygraną, choć trzeba oczywiście mieć świadomość ponoszonego ryzyka. To ostatnie jest jednak nieodłącznym elementem wszelkich, nawet tych najbezpieczniejszych, form inwestowania. Jak we wszystkim, istotne znaczenie ma zdrowy rozsądek, odpowiedzialność i przygotowanie konkretnego planu inwestycyjnego, który pozwoli na kontrolowanie swoich finansów.

Więcej artykułów na ceo.com.pl

Mimo upałów sprzedaż piwa spada

Branża piwna nadal mierzy się z wyzwaniem związanym z malejącym popytem na popularny złoty trunek. W ciągu roku, w handlu tradycyjnym kupiono o 9,9% hektolitrów mniej tego alkoholu niż w roku poprzednim – wynika z najnowszego badania M/platform.

Analitycy M/analytics porównali sprzedaż piwa podczas ostatniego długiego weekendu w czerwcu z analogicznym weekendem sprzed roku.

Podczas tegorocznej „czerwcówki” i dni poprzedzających kupiliśmy łącznie o ponad 21 tysięcy hektolitrów piwa mniej niż przed rokiem, co przełożyło się na spadek o 4%.

Zarówno w dni przed „czerwcówką”, jak i w czwartek (Boże Ciało) oraz piątek konsumenci zdecydowanie rzadziej sięgali po piwo. Część strat została natomiast „odrobiona” w sobotę i niedzielę. Pod koniec weekendu wzrost rok do roku sięgnął 6,6%. Główny wpływ na to wywarła aura, czyli dwa upalne dni przynajmniej na terenie większości kraju – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektorka ds. analiz rynkowych M/platform.

W ubiegłym roku rekordowa sprzedaż piwa – ponad 113 hektolitrów – przypadła na środę oraz sobotę. W tym roku rekord padł jedynie w sobotę, osiągając poziom aż 116 hektolitrów piwa sprzedanych w ciągu dnia.
Mimo upałów, spadła sprzedaż piwaM/analytics monitoruje i analizuje dane z ponad 10 tys. sklepów tradycyjnych należących do M/platform.

Wsparcie dla inwestorów giełdowych – wnioski z analizy fundamentalnej

Kupowanie akcji spółek giełdowych można przyrównać do loterii i hazardu, jakich podejmują się inwestorzy. Tak jednak wygląda to tylko z zewnątrz, ponieważ większość graczy giełdowych przy wyborze akcji spółek, w jakie lokują swoje środki finansowe, podejmują się szeroko zakrojonych analiz, by wybór ten był możliwie jak najmniej obciążony ryzykiem inwestycyjnym.

Kupowanie akcji spółek giełdowych można przyrównać do loterii i hazardu, jakich podejmują się inwestorzy. Tak jednak wygląda to tylko z zewnątrz, ponieważ większość graczy giełdowych przy wyborze akcji spółek, w jakie lokują swoje środki finansowe, podejmują się szeroko zakrojonych analiz, by wybór ten był możliwie jak najmniej obciążony ryzykiem inwestycyjnym. Służą do tego między innymi wnioski wyciągane z przeprowadzonej analizy fundamentalnej. Nawet jeśli zajmuje ona sporo czasu i wymaga zaangażowania ze strony analityków i inwestorów, to warto przeprowadzić analizę tego rodzaju, by zwiększyć szanse na zysk.

Czym jest analiza fundamentalna?

Pojęcie analizy fundamentalnej nierozerwalnie związane jest z fundamentami funkcjonowania spółek w swoim otoczeniu, jak i z inwestowaniem środków finansowych na giełdzie. Fundamentami działania spółki, jakie badane są w ramach analizy fundamentalnej, są kondycja gospodarki danego kraju lub krajów, w jakich funkcjonuje spółka, jak i jej kondycja w branży. Uważa się, że im lepszą kondycję finansową ma emitent papierów wartościowych, w jakie chce zainwestować gracz giełdowych, tym wyższa powinna być wartość jego akcji. Jednocześnie rośnie atrakcyjność takich walorów dla inwestorów.

Podejmowanie inwestycji na bazie wyników analizy fundamentalnej ma sens przy przyjęciu długiego horyzontu inwestycyjnego. Taka analiza służy do wyszukiwania takich spółek, których akcje w dłuższej perspektywie czasowej będą osiągać wyższe niż obecnie ceny, na czym inwestor będzie mógł po prostu zarobić. Dowiedz się więcej: https://www.xtb.com/pl/edukacja/analiza-fundamentalna

Pięć kroków do analizy fundamentalnej

Zanim inwestor będzie mógł wnioskować na podstawie analizy fundamentalnej o tym, czy warto zainwestować pieniądze w akcje danej spółki, trzeba przeprowadzić kilkoetapową analizę fundamentalną. Składa się ona z analizy makroekonomicznej, analizy sektorowej, analizy sytuacyjnej spółki, analizy finansowej oraz wyceny akcji spółki. Wszystkie te kroki powinny być dokonywane jeden po drugim.

Pierwszym z etapów rozpoczynających analizę fundamentalną jest analiza makroekonomiczna, która ocenia w sposób ogólny atrakcyjność inwestowania na danym rynku akcji. Badane są przy tym takie czynniki jak sytuacja społeczno-polityczna w danym kraju, wraz z sytuacją ekonomiczną i bieżącą koniunkturą gospodarczą. Analityków interesuje wysokość dochodu narodowego, kształt budżetu danego kraju czy jego bilans handlowy i płatniczy. Analizowana jest polityka ekonomiczna, poziom inflacji, zatrudnienia czy bezrobocia.

Od ogółu analitycy przechodzą do szczegółu i dokonania analizy sektorowej oraz sytuacyjnej. Pierwsza część polega na ocenie atrakcyjności inwestowania nie w jedną, ale w różne spółki zaliczane do tego samego sektora gospodarki. Przewidują oni, czy takie działanie okaże się opłacalne i z jakim ryzykiem jest to związane. Brane są pod uwagę trendy rozwoju danej branży i otoczenie rynkowe.

Natomiast analiza sytuacyjna dotyczy konkretnej spółki bądź spółek, w które ma zamiar zainwestować dany gracz. Stanowi ona uszczegółowienie wcześniej dokonanej analizy sektorowej. Celem analizy sytuacyjnej będzie obiektywna ocena spółki na tle całej branży, jej pozycji na rynku i perspektyw rozwoju. W tym celu przeprowadzana jest analiza SWOT, czyli silnych i słabych stron spółki oraz zagrożeń i szans, jakie istnieją w jej otoczeniu.

Dla przygotowywanej analizy fundamentalnej ważnym krokiem jest analiza fundamentalna, ponieważ pozwala ona określić ile w rzeczywistości jest warta analiza spółka. Jak radzi sobie z zobowiązaniami, jaka jest jej kondycja finansowa, ale i zdolność do wygenerowania oczekiwanych zysków w przyszłości. Jeśli analiza finansowa wskazuje, że inwestycja w walory danej spółki będzie efektywna, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można uznać, że tak też będzie w istocie. Analiza ta bada trzy podstawowe sprawozdania finansowe spółki, a więc bilans, rachunek zysków i strat oraz sprawozdanie z przepływu środków pieniężnych, czyli cash flow.

Na koniec analizy fundamentalnej przeprowadzana jest wycena akcji, najczęściej z wykorzystaniem metody zdyskontowanych strumieni przepływów środków pieniężnych. Idea jest tu taka, że akcje mają taką wartość, jak suma wartości obecnych i wszystkich przyszłych przepływów gotówkowych generowanych przez dany papier wartościowy. Chodzi to o dochody z tytułu zmiany cen akcji w okresie inwestycyjnym, ale i z dywidendy.

Rosnące niepokoje pracownicze w związku z niższymi płacami

PŁACE: Wielka Brytania stoi w obliczu „lata niezadowolenia”, ponieważ po ogólnokrajowych strajkach, kolejno nasilają się strajki pracownicze. Sytuację pogarsza fakt, że wzrost płac pozostaje daleko w tyle za dziewięcioprocentową inflacją. Wielka Brytania może być światowym dzieckiem plakatu „stagflacji”, ale USA i kontynent nie pozostają daleko w tyle. W porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba dużych amerykańskich przestojów w pracy wzrosła o 30 proc. Jednak dzisiejsze niezadowolenie tylko w niewielkiej części dorównuje temu tego z lat 70-tych (patrz: wykres) i prawdopodobnie będzie trwać krócej. Banki centralne mają przewagę, długoterminowe oczekiwania inflacyjne są dobrze zakotwiczone, a rynki pracy będą się ochładzać. Ale siła robocza się zmieniła, a to stwarza możliwości inwestycyjne.

STRAJKI: Pomyślmy o latach 70., kiedy liczba strajków była 20 razy większa niż obecnie w USA i Wielkiej Brytanii. Spadek ten odzwierciedla obecnie spadek liczby członków związków zawodowych: do 10 proc. w USA i 23 proc. w Wielkiej Brytanii (obecnie skoncentrowanych w stosunku 4:1 w sektorze publicznym). Ponadto, powiększa się spektrum elastycznych form pracy. Na przykład, 27 proc. pracowników w Wielkiej Brytanii pracuje obecnie na czas określony, 13 proc. jest samozatrudnionych, a 6 proc. ma drugą pracę. Ponadto, wyższa i dłużej trwająca inflacja w latach 70. była bardziej chroniczna i trwała niż obecnie.

IMPLIKACJE: Rynek pracy uległ zmianom, a zjawisko to przyspieszyła niedawna pandemia. Jesteśmy świadkami zmian strukturalnych w kierunku pracy zdalnej, które napędzają popyt na rozwiązania w zakresie chmury, wideokonferencji i integracji pracowników. [Zobacz @RemoteWork]. Wraz z rozwojem freelancingu, pojawiły się również nowe modele biznesowe – od ridesharing’u po dostawy. [Zobacz @GigEconomy]. W międzyczasie, osłabiona demografia i rosnące płace stały się strukturalnym bodźcem dla automatyzacji i robotyki. [Patrz @5GRevolution]. To wszystko pomogło utrzymać marże zysku firm na poziomie bliskim historycznych rekordów.PŁACE: Wielka Brytania stoi w obliczu "lata niezadowolenia", ponieważ po ogólnokrajowych strajkach, kolejno nasilają się strajki pracownicze. Sytuację pogarsza fakt, że wzrost płac pozostaje daleko w tyle za dziewięcioprocentową inflacją. Wielka Brytania może być światowym dzieckiem plakatu "stagflacji", ale USA i kontynent nie pozostają daleko w tyle. W porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba dużych amerykańskich przestojów w pracy wzrosła o 30 proc. Jednak dzisiejsze niezadowolenie tylko w niewielkiej części dorównuje temu tego z lat 70-tych (patrz: wykres) i prawdopodobnie będzie trwać krócej. Banki centralne mają przewagę, długoterminowe oczekiwania inflacyjne są dobrze zakotwiczone, a rynki pracy będą się ochładzać. Ale siła robocza się zmieniła, a to stwarza możliwości inwestycyjne. STRAJKI: Pomyślmy o latach 70., kiedy liczba strajków była 20 razy większa niż obecnie w USA i Wielkiej Brytanii. Spadek ten odzwierciedla obecnie spadek liczby członków związków zawodowych: do 10 proc. w USA i 23 proc. w Wielkiej Brytanii (obecnie skoncentrowanych w stosunku 4:1 w sektorze publicznym). Ponadto, powiększa się spektrum elastycznych form pracy. Na przykład, 27 proc. pracowników w Wielkiej Brytanii pracuje obecnie na czas określony, 13 proc. jest samozatrudnionych, a 6 proc. ma drugą pracę. Ponadto, wyższa i dłużej trwająca inflacja w latach 70. była bardziej chroniczna i trwała niż obecnie. IMPLIKACJE: Rynek pracy uległ zmianom, a zjawisko to przyspieszyła niedawna pandemia. Jesteśmy świadkami zmian strukturalnych w kierunku pracy zdalnej, które napędzają popyt na rozwiązania w zakresie chmury, wideokonferencji i integracji pracowników. [Zobacz @RemoteWork]. Wraz z rozwojem freelancingu, pojawiły się również nowe modele biznesowe – od ridesharing’u po dostawy. [Zobacz @GigEconomy]. W międzyczasie, osłabiona demografia i rosnące płace stały się strukturalnym bodźcem dla automatyzacji i robotyki. [Patrz @5GRevolution]. To wszystko pomogło utrzymać marże zysku firm na poziomie bliskim historycznych rekordów.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Za atakami na Litwie stała grupa hakerów, która w ostatnich tygodniach atakowała Polskę

Promoskiewska grupa hakerska Killnet zaatakowała publiczne i prywatne strony internetowe na Litwie – poinformował w poniedziałek litewski minister obrony. Incydent miał miejsce tydzień po tym, jak rosyjscy urzędnicy zagrozili podjęciem działań odwetowych. Tymczasem rosyjskie ugrupowanie wcześniej prowadziło kampanie wymierzone przeciw Włochom i Polsce.

Atak typu DDoS (distributed-denial-of-service) był wymierzony w bezpieczną krajową sieć danych. Wśród agencji publicznych zmuszonych do zawieszenia usług online na kilka godzin znalazły się Państwowa Inspekcja Podatkowa i Departament Migracji. Zostały one ponownie uruchomione tego samego dnia.

Na początku miesiąca władze litewskie wprowadziły zakaz przewozu towarów objętych sankcjami Unii Europejskiej, co wywołało falę gniewnych odpowiedzi ze strony Moskwy. Kreml potępił to posunięcie jako bezprecedensowe i niezgodne z prawem. Moskwa oskarżyła Litwę i UE o łamanie umów międzynarodowych, grożąc „niedyplomatyczną” odpowiedzią, którą najprawdopodobniej był atak hakerski.

Litewskie ministerstwo nie podało kim byli hakerzy, jednak Baltic News Service poinformował, że do ataku przyznała się prokremlowska grupa „Killnet”, która miała przygotowywać się do ataku od 21 czerwca.

W poniedziałek ugrupowanie ogłosiło, że z powodzeniem przeprowadziło ataki DDoS na różne organizacje na Litwie, w tym operatorów telekomunikacyjnych, strony organów ścigania, bankowość internetową i transport. Wczoraj natomiast wskazali, że 70% zasobów internetowych na Litwie nie jest dostępnych spoza kraju. Grupa twierdzi, że ich botnet składa się z 4,5 miliona zainfekowanych urządzeń, które są w wykorzystywane do przeprowadzania masowych ataków DDoS.

– Killnet to polityczna, prorosyjska grupa hakerska, która co kilka tygodni wybiera inny kraj na swój cel, zgodnie z bieżącymi wydarzeniami geoplitycznymi. Jako prorosyjski lider w przestrzeni haktywizmu, wskazuje cele również dla innych prorosyjskich ugrupowań. Litwa nie jest pierwszym krajem, który był masowo atakowany. W ostatnich tygodniach Killnet skupiało się głównie na Włoszech i Polsce. Ugrupowanie hakerskie twierdzi, że kontroluje botnet składający się z 4,5 miliona urządzeń; jeśli to prawda, jest to jeden z największych na świecie aktywnych botnetów – mówi Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Od 1 lipca kolejne zmiany w Polskim Ładzie

Już od 1 lipca br. na podatników będą czekały kolejne zmiany w ramach Polskiego Ładu – między innymi obniżka stawki podatku dochodowego, likwidacja ulgi dla klasy średniej czy zmiany w zakresie odliczania składki zdrowotnej. Czy i w jaki sposób powyższe zmiany wpłyną na wynagrodzenie?

W dniu 9 czerwca br. Sejm przegłosował zmiany w Polskim Ładzie. Ustawa została już podpisana przez prezydenta, ogłoszona w Dzienniku Ustaw i aktualnie oczekuje na wejście w życie. Wśród najważniejszych modyfikacji znaleźć możemy między innymi obniżenie stawki PIT z 17 proc. do 12 proc. Dodatkowo przedsiębiorcy na podatku liniowym, ryczałcie oraz karcie podatkowej będą mogli pomniejszyć podstawę opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne do określonego limitu. Czy nadchodzące zmiany będą miały wpływ na wysokość wynagrodzenia? Jak najbardziej!

Obniżenie stawki podatku PIT

Kluczową modyfikacją jest niewątpliwie obniżenie stawki PIT z 17 proc. do 12 proc. – W tym miejscu należy podkreślić, że nowa stawka będzie obowiązywać z datą wsteczną, tj. od 1 stycznia 2022 roku. Mówiąc krótko na tych podatników, którzy rozliczali się według 17-procentowej stawki w pierwszym półroczu, za tenże okres czeka w ramach podatku dochodowego nadwyżka – mówi Maciej Blajer z Systim.pl.

Co ważne, zmiana dotyczy nie tylko tych podatników zatrudnionych na umowę o pracę, lecz również i tych, którzy mają umowy zlecenie bądź umowy o dzieło. Oprócz tego zmiana obejmuje także przedsiębiorców, którzy rozliczają się z fiskusem na zasadach ogólnych. W opisywanym rozwiązaniu nie brakuje jednak pewnego „ale”.

Zwrot środków? Tak, ale nie teraz

Choć obniżona stawka bez wątpienia będzie miała swoje przełożenie na wyższe wynagrodzenie w przypadku wielu podatników, to jednak na zwrot nadpłaty podatku za pierwsze półrocze trzeba będzie poczekać. – Wielu podatników oddawało państwu podatek na poziomie 17 procent. Niemniej, pomimo zmiany stawek, nie będą oni mieli możliwości natychmiastowego zwrotu nadpłaconego podatku. Wszystko za sprawą przepisów, które jasno stanowią, iż nastąpi to w momencie złożenia zeznania rocznego za 2022 rok. W praktyce oznacza to, że spora część podatników otrzyma zwrot nadpłaconego podatku dopiero wiosną przyszłego roku – podkreśla Blajer z Systim.pl.

W tym miejscu dodać należy, że osoby rozliczające się elektronicznie będą musiały poczekać na zwrot maksymalnie 45 dni. Te zaś osoby, które sięgną po papierową wersję rozliczenia, będą musiały poczekać blisko 3 miesiące, co może wydłużyć w niektórych przypadkach zwrot nawet do lipca-sierpnia przyszłego roku.

Zmiany w składce zdrowotnej

W nowelizacji przepisów Polskiego Ładu znalazł się również sposób obliczania składki zdrowotnej. Te osoby, które prowadzą działalność gospodarczą opodatkowaną podatkiem liniowym oraz ryczałtem będą mogły odliczyć składkę zdrowotną od dochodu. Warto jednak podkreślić, że – jak zapowiada Ministerstwo Finansów – dla tego rozwiązania będzie obowiązywał limit, który to dla „liniowców” wyniesie 8,7 tys. złotych, dla ryczałtowców zaś 50 proc. zapłaconych składek zdrowotnych. Z kolei podatnicy rozliczający się na tzw. zasadach ogólnych nie będą mogli w ogóle odliczyć składki w rozliczeniu PIT.

Koniec korekty wzrostowej na rynku akcji, czy tylko przerwa?

Trwający przez miniony tydzień wzrost cen akcji w USA został wczoraj gwałtownie przerwany. W jednym ruchu amerykańskie indeksy skasowały prawie połowę ostatnich wzrostów. S&P 500 stracił 2,01 proc., średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła o 1,56 proc., zaś Nasdaq Composite zniżkował o 2,98 proc.

Giełdy Azji i Oceanii w większości podążyły dziś rano śladami amerykańskiego rynku akcji, chociaż skala spadków była tu bardziej umiarkowana. Najsilniej spadał dziś Hang Seng (2,08 proc.) i koreański Kospi (-1,6 proc.).

Słabe były dziś rano również rynki akcji w Europie, ale skala spadków podobnie jak w Azji była mniejsza niż ta zanotowana wczoraj w USA (DAX –0,96 proc., CAC 40 –0,43 proc.).
WIG-20 tracił ok. 9:30 1,24 proc. W mniejszym stopniu spadały pozostałe główne indeksy GPW. Wśród indeksów sektorowych ponad 2 proc. traciły dziś rano WIG-Górnictwo (KGHM -2,23 proc.) i WIG-Gry (CD Projekt -2,92 proc.).

Na słabość rynków akcji długoterminowe obligacje reagowały dziś spadkami rentowności. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanu Zjednocznych, która 2 tygodnie temu wyszła na najwyższy poziom od 2011 roku wynosiła ok. 9:30 3,155 proc.

Kontrakty na ropę taniały dziś rano o ok. 0,3 proc. Trzecią z rzędu sesję rosła cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie (+3,59 proc.). Cena kontraktów na miedź na COMEX-ie balansowała tuż nad poziomem swych ostatnich rocznych minimów (-0,93 proc.).

Kurs EUR/USD flirtował z poziomem 1,05 (-0,13 proc.). Amerykański dolar ponownie ustanowił dziś swój historyczny szczyt względem indyjskiej rupii. Złoty nie wykonywał dziś rano większych ruchów (EUR/PLN -0,19 proc., USD/PLN +0,01 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ponownie spadł poniżej poziomu 20000 USD (-2,15 proc. ok. 9:15).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Przedsiębiorcy zapłacą mniejszy podatek już za czerwiec

Nowelizacja przepisów Polskiego Ładu wchodzi w życie 1 lipca 2022 roku. Jednak część przepisów będzie obowiązywała z datą wsteczną – od 1 stycznia bieżącego roku. Mimo tego przedsiębiorcy odczują zmiany w opłacanym podatku już od czerwca. Z czego to wynika?

Zaliczki na podatek dochodowy za czerwiec, które należy opłacić do 20. dnia po zamkniętym miesiącu, będą wyliczane już na nowych zasadach. W praktyce oznacza to, że podatnicy rozliczający się na skali, obliczając zaliczkę na podatek dochodowy za czerwiec, będą mogli zastosować nową 12% stawkę.

Zmiany dla rozliczających się liniowo

Zmiany bezpośrednio po ich wprowadzeniu odczują także opodatkowani liniowo. Obliczając zaliczkę na podatek dochodowy za czerwiec, będą mogli odliczyć składkę zdrowotną zapłaconą od stycznia do czerwca. Limit takiego odliczenia wynosi 8700 złotych w stosunku rocznym.

Zmiany podatkowe dla ryczałtowców

Rozliczający się na ryczałcie również mogą obniżyć podstawę opodatkowania o składkę zdrowotną zapłaconą między 1 stycznia a 30 czerwca 2022 roku. Wynika to z faktu, że ryczałtowcy mogą obniżyć podstawę opodatkowania o połowę zapłaconej składki zdrowotnej. W lipcu, kiedy zapłacą podatek za czerwiec, będą przeliczać je już na nowych zasadach. Dotyczy to nie tylko przedsiębiorców deklarujących rozliczenie miesięczne, ale także rozliczających się kwartalnie, którzy w lipcu będą opłacać podatek za drugi kwartał roku.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Dolar znów w odwrocie

Pomimo przyzwoitych danych ze Stanów i najgorszego w historii odczytu w głównej lokomotywie Europy dolar w dalszym ciągu słabo wygląda względem euro. W tle oczywiście oczekiwania na działania banków centralnych.

Lepsze dane nie pomagają dolarowi

Poniedziałek był bardzo ubogi w odczyty danych makroekonomicznych. Po południu na szczęście pojawiły się dany z USA. Zamówienia na dobra okazały się wyższe od oczekiwań. Biorąc pod uwagę, że to dane miesięczne, a różnica wynosiła w zależności od rodzaju wskaźnika 0,5%-0,7% nie jest to mało. Do tego lepszy od oczekiwań indeks podpisanych umów kupna domów i można było oczekiwać wyraźnego umocnienia dolara. Na koniec niestety indeks Dallas FED dla przemysłu ostudził optymizm. W rezultacie dolar znów jest w lekkim odwrocie względem euro. Powodem są nastroje przed lipcowymi podwyżkami stóp procentowych przez EBC. To właśnie to jest głównym motorem napędowym.

Pesymizm na Zachodzie

Dane z Niemiec niemiło zaskoczyły rynki. Mowa o indeksie zaufania konsumentów GfK. Jest to wynik ankiet Instytutu Badania Opinii i Rynku. Badane są spodziewane dochody i wydatki obywateli. Okazuje się, że Niemcy znacznie bardziej boją się inflacji niż pandemii. Obecny poziom wskaźnika jest najniższy w historii. Z drugiej strony jest lepszy od oczekiwań, które były jeszcze słabsze. Ostatnie miesiące to zresztą przegląd najsłabszych odczytów w historii. To właśnie fakt, że rynki spodziewały się tak złego wyniku, jest powodem tego, że nie widać nadmiernie negatywnej reakcji na kursach walut.

Karuzela na obligacjach

Mniej więcej tydzień temu na obligacjach większości państw widzieliśmy szczyty rentowności. W różnych krajach były to różne dni, ale albo był to koniec tygodnia kończącego się 17 czerwca, albo jak w przypadku Polski początek ubiegłego tygodnia. Od tego momentu inwestorzy przerzucili na rynek obligacji duże środki, chcąc skorzystać z rosnących rentowności. W tym tygodniu rentowności jednak znów rosną. Wzrosty są efektem z jednej strony wzrostu stóp procentowych i ich oczekiwanych poziomów. Z drugiej jest to kwestia słabszych danych makroekonomicznych i potencjału nawrotu recesji, co każe drożej pożyczać państwom pieniądze. Może to być dużym problemem dla wielu budżetów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rynek wchodzi w wakacyjny okres

Na wczorajszej sesji obserwowaliśmy spokojny handel na Wall Street. Indeksy lekko traciły. Również rynek eurodolara nie wykazywał jakiś większych zmian, choć widzieliśmy atak na poziom 1,06. Aktualnie główna para walutowa znajduje się tuż pod oporem – czyli górną banda średnioterminowego kanału spadkowego.

Większe zmiany było widać na rynku długu. Rentowności obligacji skarbowych rosły po dynamicznych spadkach w ubiegłym tygodniu. Rentowność amerykańskich obligacji rządowych 2-letnich wzrosła o 6 pb do 3,12%, a papierów 10-letnich o 7 pb do 3,20%. Niemieckie 10-letnie papiery zyskiwały 11 pb i wzbiły się do poziomu 1,55 proc. Amerykańskie indeksy lekko traciły, choć dziś rano kontrakty ponownie rosną i z wykresu wynika, że buduje się kolejny impuls wzrostowy. Być może odbicie piątkowe będzie miało swoją kontynuację.

Wczorajsze dane makro ze Stanów Zjednoczonych nie wpłynęły na dolara jakoś znacznie, mimo, ze majowe zamówienia na dobra trwałego użytku zaskoczyły na plus. Rozczarował jednak indeks aktywności Dallas Fed, który spadł do poziomu -17,7 pkt. To najniższy odczyt od maja 2020 roku – kiedy mieliśmy szczytowy moment pandemii. EUR/USD zaatakował poziom 1,06 ale kurs utrzymał się powyżej tego pułapu jedynie przez chwilę. Technicy zauważą z pewnością przebiegającą średnioterminową linię trendu spadkowego, która być może powstrzymała kupujących euro. Nadal możliwym scenariuszem jest większe odbicie EUR/USD, które sugeruje budująca się formacja podwójnego dołka. Te dwa minima, o których mówię, zostały wyznaczone na nieprzypadkowym poziomie, a mianowicie w okolicy 1,0350 – czyli dołka z przełomu 2016 i 2017 roku.

Być może więcej na temat polityk monetarnych EBC, Fed-u czy BoE dowiemy się z panelu Powella, Lagarde i Bailey’a, który odbędzie się jutro z okazji Forum Bankowości Centralnej EBC w Sintrze. Wiele jednak już zostało powiedziane i bankierzy centralni musieliby mocno się wysilić, żeby zwiększyć zmienność na FX.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Przedsiębiorcy najbardziej boją się wzrostu kosztów działalności

  • Wzrost kosztów działalności to największe zmartwienie małych i średnich przedsiębiorców po pierwszej połowie roku. Wskazało tak 62% badanych na zlecenie ERIF Biura Informacji Gospodarczej.
  • Niemal co trzeci ankietowany przedsiębiorca (32%) obawia się, że w nadchodzących miesiącach stanie przed koniecznością szukania dalszych oszczędności.
  • Niestety dane dotyczące przedsiębiorców-dłużników zgromadzone w biurze informacji gospodarczej pokazują stały wzrost wartości ich zobowiązań. Porównując do 2019 r. obecnie jest to niemal  60% więcej.
  • Wzrasta wartość średniego zadłużenia figurującego w bazie ERIF BIG. W 2019 r. było to 12,8 tys. zł, a w 2022 r. już 17,6 tys. zł. To wzrost o 38%.

Najpierw pandemia, a teraz wojna w naszym regionie – zdarzenia trudno wyobrażalne jeszcze trzy lata temu, dziś mają realny wpływ na działalność przedsiębiorców. Sytuacji nie poprawiły zmiany prawno-podatkowe. Efekt jest taki, że aż 62% przedsiębiorców odczuło wzrost kosztów prowadzenia działalności w pierwszym półroczu – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie ERIF Biura Informacji Gospodarczej. Rosnące koszty to zarazem najczęściej wskazywany przez małych i średnich przedsiębiorców czynnik, który wpływa negatywnie na ich firmy.

Początek roku przyniósł podwyższenie o 7,5% wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę. Kolejnym elementem był wzrost efektywnej składki zdrowotnej do 9% również od 1 stycznia 2022 r. Do tego dochodzi dwucyfrowa inflacja, najwyższa od ponad dwóch dekad i stale rosnące rachunki za gaz, energię, paliwa, surowce do produkcji. Kolejny czynnik to rosnące stopy procentowane jako konsekwencja wysokich odczytów inflacyjnych. Część firm odczuła także problemy z dostawą komponentów – co jest jeszcze przedłużonym efektem pandemii, a obecnie także wojny w Ukrainie. W takich warunkach prowadzenie działalności  jest  wyzwaniem dla wielu przedsiębiorców  – mówi Edyta Szymczak, prezes ERIF Biura Informacji Gospodarczej.

Ponad połowa badanych – 53% wskazała, że zmiany w systemie podatkowym negatywnie wpłynęły na ich firmę. Z kolei 46% ankietowanych wskazało na pandemię Covid-19, 33% na podwyżki stóp procentowych, a 28% na wojnę na Ukrainie.

Firma firmie nierówna

Opinie przedsiębiorców różnią się w zależności od rozmiarów firmy. Według wskazań najmniejsze firmy, liczące do 9 osób, bardziej niż ogół ankietowanych, dotknął wzrost kosztów działalności (66%) i zmiany w systemie podatkowym (58%). Dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób, te dwa czynniki były, co prawda nadal najbardziej istotne, ale wskazań było mniej niż wynosiła średnia dla ogółu przedsiębiorców (odpowiednio 52% i 44%). Z kolei firmy zatrudniające od 50 do 249 osób, bardziej niż ogół ankietowanych przedsiębiorstw, dotknęły podwyżki stóp procentowych (38% wskazań, przy 33% ogółem) oraz wojna w Ukrainie (36%, przy 28% ogółem).

– Te różnice  łatwo wytłumaczyć tym, że mniejsze firmy są mniej odporne na perturbacje w systemach podatkowych i społecznych oraz mniej elastyczne w skalowaniu swojej działalności i dostosowywaniu się do nowych, szybko zmieniających się warunków. W większości działają bardziej na lokalnych rynkach. Dla nich większe znaczenie mają więc czynniki wewnętrzne i istniejące powiązania kontrahenckie. Im większa firma i większa skala działalności, tym większe znaczenie czynników zewnętrznych np. wojny w Ukrainie – komentuje Edyta Szymczak.

Dlatego też najmniejsze firmy pytane o obawy z dalszym prowadzeniem firmy w najbliższym czasie, wyraźnie bardziej (76% wskazań) niż ogół firm (66% wskazań) obawia się dalszego wzrostu kosztów prowadzenia działalności. Bardziej niż inne firmy czują niepewność związaną ze zmianami przepisów podatkowych (59% wskazań, przy 50% ogółem).

Z ostatnich propozycji rządu wynika, że w przyszłym roku będą dwie podwyżki płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2023 r. najniższa pensja ma wynosić 3 383 zł brutto, a od 1 lipca 3 450 zł brutto. Przedsiębiorcy podpisując dziś długoterminowe kontrakty czy podejmując decyzję o inwestycjach, muszą brać ten parametr pod uwagę już teraz – mówi Edyta Szymczak.

Uwaga na zatory płatnicze

Niemal co trzeci ankietowany przedsiębiorca (dokładnie 32%) obawia się, że w nadchodzących miesiącach stanie przed koniecznością szukania dalszych oszczędności. Tym bardziej, że aż 22% obawia się opóźnień lub całkowitego braku zapłaty za faktury ze strony kontrahentów.

W naszych statystykach widzimy już pierwsze sygnały, że te obawy mają swoje uzasadnienie. Jeśli porównać dane z pierwszych kwartałów poszczególnych lat, to okaże się, że od 2019 r. wartość tzw. negatywnych wpisów do naszej bazy, czyli dotyczących zobowiązań nieuregulowanych w ciągu 30 dni od wyznaczonego terminu, wzrosła o niemal 60% – mówi Edyta Szymczak.

W I kwartale 2019 r. było to nieco ponad 1 mld zł, rok później 1,4 mld zł, w kolejnym roku 1,5 mld zł, a po I kwartale 2022 r. było to już prawie 1,7 mld zł. To oznacza wzrost o niemal 60%.

Niewielkim pocieszeniem jest, że liczba podmiotów wpisanych jako dłużnicy, po skokowym wzroście 2020 r., w kolejnych latach wykazuje tendencję spadkową. W I kwartale 2019 r. było ich 82 tys., podczas gdy w I kwartale 2020 r. już blisko 99 tys. W kolejnym omawianym okresie ta liczba spadała do 96 tys. Obecnie to 94 tys. podmiotów, więc wciąż o 15% więcej niż cztery lata temu. Wzrasta wartość średniego zadłużenia figurującego w bazie ERIF BIG. W omawianym okresie 2019 r. było to 12,8 tys. zł, a w 2022 r. już 17,6 tys. zł. To wzrost o 38%.

Nic więc dziwnego, że przedsiębiorcy patrzą w przyszłość z umiarkowanym optymizmem. W badaniu poproszono ich o określenie w skali od 0 do 10 w jakiej kondycji będzie ich firma na koniec 2022 r. Przy czym 0 – oznaczało bardzo złą sytuację, a 10 – bardzo dobrą. Średnia ogółu odpowiedzi wyniosła 5,42. Przy czym im większa firma, z tym większym optymizmem patrzyła na koniec roku. Dla najmniejszych firm średnia ocena wynosiła 5,14, a dla tych zatrudniających od 50 do 249 osób – 6,13.

Małe firmy czują większą presję niekorzystnych warunków w których funkcjonują. Przewaga dużych firm nad małymi polega na tym, że mają większe zdolności kapitałowe i zasoby organizacyjne, które dają możliwości lepszej adaptacji do zmieniających się warunków oraz mechanizmy skuteczniejszego reagowania i planowania  – podkreśla prezes ERIF.

Przywołane w tekście statystyki pochodzą z badania przeprowadzonego dla ERIF Biuro Informacji Gospodarczej w panelu Ariadna. Ankietę przeprowadzono na próbie ogólnopolskiej reprezentatywnej dla przedsiębiorstw liczącej N-524. Odpowiedzi udzielały osoby z sektora małych i średnich firm oraz jednoosobowych działalności gospodarczych, które są właścicielami, współwłaścicielami albo osobami decyzyjnymi w przedsiębiorstwach.

Centra handlowe z optymistycznymi wskaźnikami obrotów i odwiedzalności klientów

  • Obroty w centrach handlowych w kwietniu 2022 r. były o 13,4% wyższe niż w kwietniu 2019 r. W porównaniu do marca 2022 r. wzrost obrotów był jeszcze wyższy i wyniósł 16,2%.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: żywność (+75%), usługi (+50,3%) oraz gastronomia (+32,1%). Bazą porównawczą był kwiecień 2019 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. Największe centra handlowe (powyżej 60 tys. mkw. GLA) miały obroty o 19,1% wyższe niż w kwietniu 2019 r. Duże galerie (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 11,7%, najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 9%, a średnie obiekty (20-40 tys. mkw. GLA) o 7,1%.
  • W maju 2022 r. odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu była o 7,8% wyższa niż w maju 2019 r.

– Najnowsze dane o obrotach i odwiedzalności centrów handlowych w Polsce pokazują wyraźne przyspieszenie trendów, które zarysowały się przed miesiącem. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że Polacy w kwietniu bardzo chętnie robili zakupy stacjonarne, zwłaszcza w największych i dużych centrach handlowych, gdzie obroty rosły najszybciej. Odwiedzalność, prezentowana w oparciu o Footfall Density Index, w maju najszybciej rosła w dużych aglomeracjach, np. Trójmieście, Katowicach i Warszawie. Wzrost obrotów na poziomie 13,4% i odwiedzalności o 7,8%, w porównaniu do 2019 r., pokazuje, że umacnia się trend powrotu klientów do centrów handlowych – ocenia Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Podobnie jak w marcu, również w kwietniu za wzrost obrotów odpowiadają zwiększone zakupy spożywcze robione przez Polaków, w tym również dla ukraińskich uchodźców oraz bezpośrednio przez klientów z Ukrainy. Stąd bardzo wysoki, 75% wzrost obrotów w kategorii żywność. Z kolei duże wzrosty obrotów w usługach o 50% i gastronomii o 32% pokazują, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wracają do swoich przyzwyczajeń sprzed pandemii, w tym załatwiania istotnych dla nich spraw i spędzania wolnego czasu w galeriach, czyli aspekt społeczny centrów handlowych znów mocno nabiera znaczenia.

Równolegle ze zwiększonymi obrotami rośnie odwiedzalność. W majowych wynikach odwiedzalności centrów handlowych widać obecność grupy dodatkowych konsumentów, pochodzących z Ukrainy. Ich wpływ na odwiedzalność jest widoczny zwłaszcza w tych miejscach, gdzie koncentrują się uchodźcy. Dodatkowo Polacy goszczący czy wspierający Ukraińców, również robią częstsze zakupy.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Turnover Index – wskaźnik obrotów najemców w centrach handlowych podawany w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Dane pochodzą z raportów dostarczanych przez najemców właścicielom i zarządcom galerii handlowych. Ze względu na ich poufność i wrażliwość są one, podobnie jak wyniki odwiedzalności, gromadzone i weryfikowane przez PwC.

Deloitte: 40 proc. osób ze społeczności LGBT+ doświadcza w miejscu pracy zachowań dyskryminujących

Wprowadzenie przez pracodawców działań i inicjatyw na rzecz włączenia (inclusion) osób LGBT+ sprzyja otwartości na tą społeczność w całej organizacji. Prawie 80 proc. respondentów twierdzi, że ich pracodawcy zdecydowali się na takie podejście – wynika z raportu LGBT+ Inclusion @ Work: A Global Outlook, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Mimo tych postępów, przedsiębiorstwa nadal mają wiele do zrobienia, przede wszystkim, jeśli chodzi o umożliwienie wszystkim pracownikom ze społeczności queer prawdziwego rozwoju.

Aby zrozumieć, czy i w jaki sposób coraz powszechniej widoczne zaangażowanie świata biznesu w działania włączające osoby LGBT+ rzeczywiście wpływa na ich codzienne doświadczenie w miejscu pracy, firma Deloitte przeprowadziła ankietę wśród 600 przedstawicieli tej społeczności zatrudnionych w różnych sektorach. Respondenci badania, reprezentujący społeczność LGBT+, czyli lesbijki, geje, osoby biseksualne, transpłciowe oraz pozostałe osoby nieheteronormatywne (Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender and more) pochodzili z 12 krajów na całym świecie (Australii, Brazylii, Kanady, Francji, Niemiec, Hongkongu, Japonii, Meksyku, Holandii, RPA, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych). Jego celem było lepsze zrozumienie sposobu postrzegania zawodowej rzeczywistości przez osoby LGBT+ oraz tego, jak organizacje radzą sobie z tymi kwestiami i co mogą zrobić lepiej.

– Jak pokazują wyniki naszego badania, w wielu organizacjach działania włączające osoby LGBT+ znalazły się wśród biznesowych priorytetów z obszaru talentu i Human Resources. Jednak podczas gdy większość respondentów stwierdziła, że takie podejście przekłada się na znaczące wsparcie osób nieheteronormatywnych w miejscu pracy, zdecydowanie zbyt wielu zgłosiło również doświadczanie szeregu zachowań dyskryminujących. Co z kolei przyczyniło się do tego, że wiele tych osób nie zdecydowało się na ujawnienie swojej orientacji seksualnej lub identyfikacji płciowej w miejscu pracy, poza gronem najbliższych współpracowników – mówi Maja Zabawska, partnerka w dziale doradztwa podatkowego, liderka Diversity&Inclusion w Deloitte.

Zgodnie z wynikami badania Deloitte, ponad trzy czwarte (79 proc.) ankietowanych wskazuje, że ich pracodawcy wprowadzili działania i inicjatywy na rzecz włączenia osób LGBT+, a 86 proc. ocenia, że takie podejście miało pozytywny wpływ na ich bieżącą sytuację zawodową. Co więcej, inkluzywna polityka firmy, zdaniem prawie wszystkich (95 proc.) respondentów, doprowadziła do znaczącego wsparcia dla pracowników nieheteronormatywnych w całej organizacji.

Ankietowani wskazują na szeroki zakres podejmowanych przez firmy działań świadczących o zaangażowaniu w integrację społeczności LGBT+ w miejscu pracy. Najczęstszym jest otwarte mówienie przez zarządzających o kulturze włączającej w ramach ich organizacji (39 proc.), jedna trzecia pytanych wymienia istnienie programów tzw. sojusznictwa i tyle samo wskazuje na uwzględnienie podejścia inkluzywnego w ramach zewnętrznych procedur rekrutacyjnych. Wreszcie, niewiele mniej (31 proc.) twierdzi, że ich pracodawcy temat integracji osób LGBT+ poruszają podczas uczestnictwa w wydarzeniach biznesowych.

Badanie Deloitte pokazuje też, że polityka firm może przekładać się na ogólnospołeczny sposób postrzegania osób LGBT+. Zdecydowana większość (93 proc.) respondentów pracujących w organizacjach o zasięgu globalnym uważa, że działania włączające osoby nieheteronormatywne i ich komunikacja na poziomie organizacji zdecydowanie przyczyniają się do poprawy sytuacji społeczności queer w ich krajach.

Od niechcianych komentarzy po wykluczenie społeczne

Wyniki ankiety pokazują niestety, że pomimo wielu programowych działań włączających podejmowanych przez pracodawców, nadal 42 proc. respondentów ze społeczności LGBT+ zgłosiło, że doświadcza w pracy zachowań o charakterze dyskryminującym. Ponad 80 proc. tych ankietowanych uważa też, że ma styczność z takimi sytuacjami znacznie częściej niż ich heteronormatywni współpracownicy.

Niemal trzy czwarte spośród osób, które znalazły się w takich okolicznościach zgłaszało ten fakt swoim pracodawcom, a sześć na dziesięć było zadowolonych ze sposobu ich reakcji. Przy czym, znacznie częściej o zachowaniach wykluczających wspominają osoby identyfikujące się jako kobiety. 40 proc. z nich obawia się, że ich skargi nie zostaną potraktowane poważnie, a jedna trzecia, że sytuacja nie była wystarczająco poważna, aby ją zgłosić. W przypadku pytanych identyfikujących się jako mężczyźni ten odsetek wynosił odpowiednio 22 proc. i 16 proc. Ta grupa natomiast była bardziej zaniepokojona niż pierwsza, że zachowanie mogłoby się pogorszyć (38 proc. w porównaniu do 17 proc.).

Większość respondentów, którzy zgłaszali, że doświadczyli w pracy niechcianych zachowań, miało styczność z więcej niż jednym ich rodzajem. Wśród najczęściej wymienianych znalazły się komentarze lub żarty o charakterze seksualnym (33 proc.) oraz przekomarzanie się czy też żarty kosztem ankietowanych (31 proc.). Inne zachowania obejmowały niechciany kontakt fizyczny (21 proc.) lub wykluczenie społeczne (20 proc.).

Co ciekawe, występowanie tego rodzaju sytuacji nie ma bezpośredniego związku z modelem wykonywania obowiązków służbowych – jedna trzecia osób dyskryminowanych w pracy ze względu na swoją orientację doświadczyła tego zarówno podczas pracy zdalnej, jak i fizycznej obecności w siedzibie firmy.

Według wyników badania Deloitte, tego rodzaju doświadczenia są powodem, dla którego mniej niż połowa (45 proc.) pracowników ze społeczności LGBT+ zdecydowała się na ujawnienie swojej orientacji większości współpracownikom, a mniej więcej aż jedna piąta otwarcie nie rozmawia na ten temat z nikim z pracy.

Działania włączające a skłonność do zmiany pracodawcy

Działania inkluzywne podejmowane przez pracodawców przyczyniają się do powstania silnego poczucia przynależności osób LGBT+ do całej społeczności firmy. W efekcie, 72 proc. respondentów wskazuje, że jest bardziej prawdopodobne, że pozostaną w organizacji dzięki takiemu podejściu. Z drugiej strony jednak, aż 37 proc. aktywnie rozważa zmianę pracodawcy na takiego, który reprezentuje bardziej włączającą kulturę biznesową. Zadaniem firm jest więc tworzenie takiego otoczenia, które nikogo nie wyklucza. Dzięki temu organizacjom łatwiej będzie zatrzymać talenty – mówi Joanna Świerzyńska, partnerka w dziale doradztwa podatkowego, talent partnerka w Deloitte.

Pracownicy, którzy nie spotkali się z wykluczeniem, niemal dwukrotnie częściej są skłonni do pozostania na obecnym stanowisku dłużej niż pięć lat – tak ocenia co trzeci pytany, podczas gdy przeciwnego zdania jest 16 proc. ankietowanych.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby włączenie osób LGBT+ stało się rzeczywistością, konieczne jest spełnienie trzech warunków. Po pierwsze, niezbędne jest umożliwienie pracownikom swobodnego ujawnienia ich orientacji w miejscu pracy, także poza gronem najbliższych współpracowników. W tym celu należy zapewnić im pełne szacunku środowisko, wolne od krzywdzących ocen i potencjalnych negatywnych konsekwencji zawodowych. Po drugie, firmy powinny zadbać o politykę zera tolerancji dla zachowań dyskryminujących. Dużą rolę mają tu do odegrania liderzy w organizacjach, którzy swoim zaangażowaniem i konkretnymi działaniami powinni jasno określać, jakiego rodzaju inkluzywnego podejścia oczekują i jakie nastawienie jest w danej firmie nie do zaakceptowania. Wreszcie, nie do przecenienia jest siła bezpośredniego wsparcia ze strony współpracowników spoza społeczności LGBT+ w aktywności włączające osoby nieheteronormatywne (sojusznictwo).

ASM Group porządkuje biznes, planuje ogłosić nową strategię

Zarząd ASM Group, spółki której współzałożycielem i prezesem jest Adam Stańczak, rozpoczął działania mające na celu przywrócenie normalnej działalności Grupy ASM oraz jej dalszy rozwój. Spółka analizuje zakres i skalę bezprawnych czynności osób podających się za zarząd spółki od 22 kwietnia zeszłego roku,
a dzięki odzyskaniu dostępu do ESPI porządkuje komunikację z rynkiem.

ASM Group wraca na właściwe tory, a biznes, który budowałem przez 20 lat ma szansę dalej się rozwijać.  Cieszę się, że treść uchwał zeszłorocznego NWZ została finalnie ujawniona poprzez wpis do KRS. Mam nadzieję, że to kończy dyskusję dotyczącą składu Zarządu i Rady Nadzorczej ASM, a także otrzeźwi osoby, które przez ostatnie 14 miesięcy w sposób absolutnie bezpodstawny – wyłącznie poprzez faktyczne działania – uzurpowały sobie status reprezentantów ASM. Dziękuję wszystkim tym, którzy wierzyli w sens naszych działań i którym zależy na dalszym rozwoju ASM – komentuje Adam Stańczak, prezes Zarządu ASM Group.

Ostatnie trzy lata w spółce to czas niewykorzystanych szans, a fakt, że osoby niebędące zarządem spółki prowadziły bezprawne czynności i nie przekazywały danych prawowitym organom spółki dodatkowo skomplikował sytuację. Przed nami wiele wyzwań, ale dołożę wszelkich starań, by  ASM Group  ponownie stała się dobrze prosperującą  spółką, a wszelkie  niezgodne z prawem działania zostały wyjaśnione. Obecnie analizujemy sytuację zarówno pod kątem możliwości rozwoju działalności Grupy ASM, jak i skali bezprawnych działań osób podszywających się po 22 kwietnia zeszłego roku pod zarząd spółki oraz ich wpływu na kondycję ASM Group – dodaje prezes Adam Stańczak.

ASM Group to spółka holdingowa, zarządzająca grupą kapitałową w skład której wchodzą spółki specjalizujące się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży i outsourcingu. Grupa ASM działa na rynku polskim, włoskim, niemieckim, austriackim oraz szwajcarskim. ASM Group S.A. jest reprezentowana przez Zarząd w składzie: Adam Stańczak – Prezes Zarządu, Łukasz Stańczak – Członek Zarządu, dr Krzysztof Przybyłowski – Członek Zarządu oraz Weronika Wagner – Członek Zarządu. W jej Radzie Nadzorczej zasiadają: Michał Górski – Przewodniczący, Dorota Kaska, Krzysztof Ołdak, Marcin Tulejski oraz Rafał Mrozowski.

Osoby bezprawnie tytułujące się od 22 kwietnia 2021 r. członkami zarządu ASM Group, t.j.: Dorota Kenny, Jacek Pawlak oraz Andrzej Nowak, nie posiadały od ww. daty żadnego umocowania do reprezentowania spółki, w tym do przekazywania jakichkolwiek informacji lub oświadczeń w imieniu ASM Group. Dotyczy to w szczególności publikowania raportów bieżących i okresowych ASM. Jednocześnie osoby podszywające się pod zarząd po 22 kwietnia zeszłego roku nie przekazywały danych prawowitemu zarządowi, co uniemożliwiało prowadzenie normalnej działalności operacyjnej.

Przed zarządem ASM dużo pracy, między innymi z powodu opublikowania przez osoby niebędące w rzeczywistości członkami zarządu ASM Group, przez ostatnie 14 miesięcy, prawie 70 komunikatów rzekomo w imieniu ASM.  W istocie – nad czym boleję – system ESPI traktowano jako kanał komunikacji do tworzenia rzeczywistości pożądanej przez osoby, które miały do niego dostęp. Treść tych tzw. „raportów” z oczywistych względów może wprowadzać rynek w błąd. Będziemy sukcesywnie, w momencie uzyskania niezbędnych informacji i danych pozwalających na wypełnianie obowiązków informacyjnych, publikowali raporty bieżące i okresowe, dążąc do przywrócenia pełnej transparentności działań spółki. Chcemy odbudować pośród inwestorów na rynku zaufanie do ASM, które na skutek działań byłych członków Zarządu mogło zostać nadszarpnięte. Jednocześnie rozpoczynamy prace nad nową strategią rozwoju, którą planujemy ogłosić jesienią tego roku – podkreśla prezes Adam Stańczak.

„Mieszkanie bez wkładu” jest, ale kredytów bez wkładu wciąż nie ma! A czy są mieszkania?

Tylko pięć banków deklaruje chęć udzielania kredytów hipotecznych z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl sprawdził, jaka jest obecnie dostępność mieszkań do kupienia za taki kredyt, kiedy już wreszcie pojawi się on na rynku.

– Choć minął już miesiąc od dnia wejścia w życie ustawy o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym, to wciąż żaden z banków nie ma go w swojej ofercie – mówi Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl. Banki miały pół roku na przygotowanie oferty. Tymczasem chęć udzielania kredytów bez wkładu własnego zadeklarowało do tej pory tylko pięć: Bank Pekao SA, PKO Bank Polski, Alior Bank, Bank Polskiej Spółdzielczości i Bank Spółdzielczy Rzemiosła z Krakowa. Banki te podpisały już stosowną umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, który będzie im udzielał gwarancji. Problem w tym, że wciąż nie wiadomo, kiedy tego rodzaju kredyty pojawią się na rynku.

– Przyznaję, że mamy sporo zapytań w tej sprawie. Jednak niewiele możemy powiedzieć, bo żaden bank nie przedstawił oferty kredytowej. Z niej dowiemy się zaś m.in., ile wyniesie oprocentowanie, w tym marża, która jest jego stałym składnikiem – informuje Karina Nożykowska, Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse.

Kredyty bez wkładu najpewniej będą traktowane przez banki jako bardziej ryzykowne. Kredytobiorcy muszą więc liczyć się z koniecznością płacenia wyższej marży uwzględniającej to ryzyko. W praktyce oznacza to mniejszą zdolność kredytową oraz wyższe raty spłaty dla tych, którzy dostaną kredyt. – Oczywiście najpewniej znajdą się chętni, którzy dojdą do wniosku, że skoro mogą sobie pozwolić na kredyt, to wolą kupić mieszkania niż je najmować za wysoki czynsz – przyznaje ekspert GetHome.pl.

Pytanie, czy znajdą na rynku mieszkanie spełniające kryterium cenowe programu. Pamiętajmy, że pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego. Maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają żadnych oszczędności będą musieli znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł.

Warto zauważyć, że dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich limity cenowe dla miast wojewódzkich, gmin z nimi sąsiadujących i reszty województw są nieco wyższe niż dla mieszkań z rynku wtórnego. Np. w Warszawie za kredyt bez wkładu własnego można byłoby kupić od dewelopera mieszkanie w cenie do ok. 10 tys. zł za m kw. Na rynku wtórnym trzeba byłoby znaleźć takie z ceną poniżej ok. 9,2 tys. zł za metr.
– W największych miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie i Gdańsku, mieszkania z drugiej ręki kosztują średnio więcej od nowych. Tych drugich, za kredyt bez wkładu własnego, może więc tam być więcej. Choć zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym oferta jest skromna – komentuje Marek Wielgo. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie i okolicach mieszkania spełniające kryteria cenowe programu można obecnie znaleźć w 43 inwestycjach deweloperskich. We Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu i okolicach tych miast takich inwestycji doliczyliśmy się przeszło 30, ale w Krakowie i Łodzi – zaledwie w 7. Z kolei w Lublinie, Rzeszowie czy Szczecinie znacznie mniejszym wyzwaniem może być znalezienie mieszkania za kredyt bez wkładu na rynku wtórnym. Niestety, do tej pory czas działał na niekorzyść potencjalnych beneficjentów programu „Mieszkanie bez wkładu”. Wskutek rosnących cen mieszkań na rynku kurczył się udział takich, które spełniają kryteria cenowe.

Wykres 1. - Udział procentowy mieszkań kwalifikujących się do programu rządowego

Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Gdańsku. Jeszcze w październiku ubiegłego roku 39% mieszkań w ofercie firm deweloperskich byłoby do kupienia za kredyt z wkładem gwarantowanym przez państwo. Obecnie udział tak tanich lokali wynosi 26%. Najmniejsze szanse mają potencjalni nabywcy w Łodzi i Krakowie. Kryteria programu spełnia w tym mieście tylko 2% mieszkań z ujawnioną ceną.

– Kiedy na rynku pojawi się kredyt bez wkładu własnego, cześć firm deweloperskich zaoferuje więcej mieszkań spełniających kryteria cenowe programu. Będą to jednak mieszkania w lokalizacjach oddalonych od centrów miast – ocenia ekspert portalu GetHome.pl.

Rynki w oczekiwaniu na nowe dane o inflacji

W tym tygodniu uwaga skoncentruje się na inflacji. Odczyty w piątek 1.07 dla Polski i strefy euro ponownie mają być rekordowe. Jeśli miara bazowa w strefie euro przekroczy 4%, może to zwiększyć presję na Europejski Bank Centralny, by przyspieszył harmonogram podwyżek stóp procentowych.

Waluty G10 zakończyły ostatni tydzień na poziomach podobnych do tych, na których go rozpoczęły. Kalendarz ekonomiczny był prawie pusty, a inwestorzy trawili ostatnie sygnały z banków centralnych. Najlepiej w zeszłym tygodniu radziły sobie korona norweska i frank szwajcarski. Ten ostatni pozostaje wzmocniony przez wcześniejszy zwrot w podejściu Szwajcarskiego Banku Narodowego, który tydzień wcześniej niespodziewanie podniósł stopy procentowe. Wyniki walut emerging markets były mieszane, ale w większości radziły sobie one całkiem nieźle, jeśli weźmiemy pod uwagę ogromną wyprzedaż obserwowaną w zeszłym tygodniu na rynku surowcowym.

Wzrosty aktywów ryzykownych widoczne w zeszłym tygodniu sugerują, że obawy inwestorów o nieuchronność recesji nieco zmalały. Równocześnie banki centralne nadal mają trudności z utrzymaniem inflacji w ryzach i po obu stronach Atlantyku pod koniec tygodnia uwaga skupi się właśnie na danych o dynamice cen. Czwartkowy raport o inflacji PCE (mierze preferowanej przez Fed) w USA w maju prawdopodobnie potwierdzi to, co pokazały wcześniejsze dane CPI. Istotniejszy będzie piątkowy wstępny odczyt inflacji w strefie euro w czerwcu, który będzie pierwszym za ten miesiąc spośród wszystkich głównych stref ekonomicznych.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim osłabieniem w parze z euro i obecnie jego kurs oscyluje w okolicy 4,70. Obawy o pogorszenie sytuacji gospodarczej, spadek obaw w zakresie inflacji oraz związany z nimi repricing oczekiwań w zakresie podwyżek stóp procentowych doprowadziły do silnych wahań na rynku długu, gdzie obserwowaliśmy duże spadki rentowności. Rynek walutowy również reagował na zmiany w postrzeganiu sytuacji.

Przed nami w tym tygodniu dwa istotne odczyty. PMI dla przemysłu i czerwcowe dane o inflacji w piątek (01.07) powinny pokazać rozjazd. Istotne, aby nie był zbyt duży, wtedy bowiem obawy o realizację stagflacyjnego scenariusza mogą jeszcze wzrosnąć, co nie byłoby dobrym sygnałem dla rynku.

Nieco gorsze dane z gospodarki w kontekście podwyższonej dynamiki cen mogą być uznawane za dobrą wiadomość, sugerującą, że wewnętrzna presja na ceny może maleć. Jednocześnie rynek nie chce widzieć zbyt słabych odczytów, które wzmagałyby obawy o znaczne spowolnienie.

EUR

Wskaźniki PMI opisujące aktywność biznesową w czerwcu mocno rozczarowały, pokazując wyraźne spadki. Indeks zbiorczy dla strefy euro znalazł się na poziomie 51,9 pkt, najniżej od lutego 2021 r. Mimo, że wszystkie indeksy dla głównych gospodarek strefy euro pozostają w strefie ekspansji trend spadkowy wymaga uważnej obserwacji, biorąc pod uwagę, że są to najlepsze wskaźniki wyprzedzające dla wzrostu w Europie.

Ten tydzień może być bardzo istotny dla euro. Uwaga skupi się na czerwcowych danych o inflacji – wysoki odczyt bazowej miary może zwiększyć wyceny podwyżek stóp procentowych i wesprzeć euro. Obecnie rynek zakłada, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest podwyżka stóp o 25 pb. w lipcu i 50 pb. we wrześniu.

Oprócz tego w tym tygodniu odbędzie się coroczne forum EBC poświęcone bankowości centralnej. Rynki mają nadzieję, że poznają chociaż część szczegółów dotyczących nadchodzącego narzędzia mającego przeciwdziałać fragmentacji rynku długu, nad którym prace ogłoszono podczas niedawnego nadzwyczajnego posiedzenia banku. Jeśli inwestorzy uznają, że jest ono wystarczające, by doprowadzić do ograniczenia różnic między rentownościami obligacji między krajami peryferiów i centrum, euro może otrzymać wsparcie.

USD

Dolar w zeszłym tygodniu doświadczył delikatnego osłabienia z niemal wielodekadowych maksimów. Wydaje się, że ciążyły mu trzy czynniki. Po pierwsze, spadły rentowności amerykańskiego długu – wycenianie dodatkowych podwyżek Fedu w krótkim terminie wydaje się rynkom coraz mniej prawdopodobne. Po drugie, poprawił się ogólnie sentyment do ryzyka, co jest obecnie wyraźnie niekorzystne dla będącego safe haven dolara. Po trzecie, rynek wydaje się coraz mocniej pozycjonować w kierunku silniejszego dolara.

Wydaje się, że tworzy się niemal konsensus zakładający aprecjację waluty, co sprawia, że dolarowi trudniej się bardziej umocnić, a lekkie spadki aktywują stop lossy, powodując silniejsze ruchy. Mocny raport o inflacji w strefie euro ma szansę doprowadzić do silnej, przeczącej trendowi, wyprzedaży dolara pod koniec tygodnia.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Cavatina Holding S.A. z redukcją zapisów w ofercie obligacji

Cavatina Holding S.A. uplasowała w ofercie publicznej 3,5-letnie obligacje o wartości 40 mln zł. W ofercie złożono zapisy o wartości 63,4 mln zł, a stopa redukcji wyniosła około 37%.

– Bardzo dziękujemy wszystkim inwestorom, którzy złożyli zapisy na obligacje, dzięki czemu alokacja walorów zakończyła się wyraźną redukcją. Sukces ostatniej emisji, podobnie jak nasza wcześniejsza aktywność w zakresie pozyskiwania finansowania bankowego i obligacyjnego, pozwoli nam kontynuować wzrost portfolio realizowanych projektów. Zgromadzone kompetencje umożliwiają nam przemyślany rozwój każdego z projektów oraz ich sprzedaż w optymalnym momencie. Potwierdzają to podpisane w ostatnich dniach umowy przedwstępne sprzedaży projektów Carbon Tower, Ocean Office Park A oraz Tischnera Office o szacunkowej wartości 139,3 mln euro. Finalizacja transakcji sprzedaży tych trzech budynków, które oferują ponad 66 tys mkw. i są wynajęte w 90% planowana jest do końca listopada 2022 r. – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Cavatina Holding S.A. zaoferowała w ramach serii P2022B obligacje o wartości nominalnej 1 000 zł i oprocentowaniu bazującym na WIBOR 6M powiększonym o marżę 6 proc. Inwestorzy złożyli zapisy na 63 411 obligacji, co oznacza 37% redukcję. Papiery dłużne jednego z największych deweloperów powierzchni biurowych w Polsce trafią do ok. 696 inwestorów. Kupon będzie wypłacany co pół roku. Dzień Emisji obligacji przewidziany jest na 30 czerwca 2022, a obligacje zadebiutują na rynku Catalyst w lipcu 2022 r. gdzie notowane są już obligacje spółki serii E, E1 oraz P2022A.

Funkcję organizatora emisji pełni Michael / Ström Dom Maklerski S.A., zaś funkcję doradcy prawnego Kancelaria Gessel.

Była to druga emisja w ramach programu obligacji prowadzona na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 10 stycznia 2022 r. pozwalającego na emitowanie zabezpieczonych obligacji o łącznej wartości do 200 mln zł. W pierwszej emisji w ramach tego programu, która została przeprowadzona w pierwszym kwartale 2022 r spółka uplasowała obligacje serii P2022A o wartości ponad 40 mln zł.

Cavatina Holding S.A. to notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych. Spółka kontynuuje proces dywersyfikacji źródeł finansowania, mający na celu wsparcie realizacji strategicznego celu Grupy, czyli osiągnięcia 1 mln mkw. portfela inwestycji w 2025 r. Oprócz ustanowionego we wrześniu programu obligacji do 200 mln zł, w ramach którego przeprowadzana została obecna emisji, w grudniu 2021 r. spółka ustanowiła nowy, bezprospektowy program emisji obligacji do kwoty 200 mln zł, które mogą być oferowane wybranym inwestorom kwalifikowanym.

Widmo recesji przez agresywną politykę banków centralnych

Spadki cen surowców dają nadzieję na zmniejszenie presji inflacyjnej. Rośnie prawdopodobieństwo podwyżki stopy procentowej o 50 pkt bazowych w USA na lipcowym posiedzeniu. Słabe dane z gospodarek światowych ufają, że “łaskawe” banki centralne zejdą ze ścieżki zacieśniania monetarnego.

Lek na całe zło?

W ostatnich dniach ceny surowców szczególnie ropy i gazu dotarły do ważnych wsparć na wykresach. Spadki, które zaliczyliśmy miały dość silną dynamikę i niewykluczone, że ruchy w kierunku południowym mogą być kontynuowane. Jest to pokłosie obaw o szybką recesję na świecie, która miałaby się przełożyć na mniejszy popyt na te aktywa. Analitycy liczą, że spadki cen surowców mogą być zbawienne dla zmniejszenia presji inflacyjnej i w efekcie będziemy niżej na CPI, niż ostatnie szczyty.

Niższa podwyżka stóp w USA?

Wątek spadków cen ropy czy gazu jest powiązany z oczekiwaniami odnośnie do podwyżek stóp procentowych w USA. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że wzrost kosztu pieniądza o 75 pkt bazowych na lipcowym posiedzeniu jest przesądzony. W ostatnich dniach widzimy jednak zauważalny wzrost prawdopodobieństwa ruchu “tylko” o 50 pkt bazowych, które wynosi już 30%, podczas gdy kilka dni temu było na poziomie 10%. Czy Fed wykorzysta fakt spadków cen surowców i postanowi ostrożnie podejść do zacieśniania prowadzonej polityki monetarnej, czy jednak zareagować agresywniej i poczekać na efekt spadku presji inflacyjnej, tego dowiemy się już niebawem. Patrząc na notowania USD, widzimy, że na razie inwestorzy nadal wierzą w agresywną politykę amerykańskiego banku centralnego, EUR/USD utrzymuje poziom poniżej 1,06.

Nie idźmy tą drogą

Początkowo temat możliwej szybkiej recesji w efekcie zacieśniania monetarnego na świecie i wysokiej inflacji doprowadził do pogorszenia nastrojów. Słabe prezentowane dane szczególnie spadające PMI dla sektora przemysłu i usług sprawiały, że na giełdach widzieliśmy odwrót, a w cenach były aktywa bezpieczne. Szybko jednak inwestorzy, co zadziwiające, doszli do wniosku, skoro jest gorzej w gospodarkach, to banki centralne wstrzymają się z podwyżkami stóp procentowych, a wręcz zaczną obniżki, by znów zainicjować wzrost gospodarczy. Widać to szczególnie po prawdopodobieństwie podwyżki stóp w USA, gdzie na ten rok widzimy wzrost kosztu pieniądza, ale już na przyszły zakłada się obniżki. Co ciekawe, sprzymierzeńcem tego dość życzeniowego podejścia analityków, są ruchy na rynku długu, gdzie widzimy niższe rentowności.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

WIG-20 broni poziom majowego minimum

WIG-20 ok. 9:30 rósł dziś o 1,48 proc. próbując oddalić się od ubiegłotygodniowych minimów, które zostały ustanowione w okolicach dołka z 12 maja w strefie 1652,3 pkt. (minimum)-1691,62 pkt. Rosły dziś rano również pozostałe główne indeksy GPW. Wśród indeksów sektorowych GPW najsilniej dziś – o +3,37 proc. – rano zwyżkował WIG-Górnictwo (oczywiście głównie dzięki +4,01 proc. wzrostowi kursu akcji KGHM).

Ta zwyżka jest po części konsekwencją silnego wzrostu cen akcji, do którego doszło w piątek w USA (S&P 500 +3,06 proc., DJIA +2,68 proc., Nasdaq Composite +3,34 proc.) i kontynuacji tego ożywienia na giełdach Azji i Oceanii dzisiaj, gdzie zwyżki zanotowały wszystkie główne indeksy giełdowe (największy – o 2,26 proc. – koreański Kospi). Również w Europie na początku poniedziałkowej sesji dominowały zwyżki (DAX +1,45 proc., CAC 40 +0,87 proc.) będące kontynuacją piątkowego odbicia w górę.

Za rosnącymi cenami akcji podążały dziś w górę rentowności długoterminowych obligacji skarbowych, korygując spadki z okresu poprzedniego 1,5 tygodnia.

Dosyć rzadko obserwowana rozbieżność kierunków ruchów cen kontraktów na amerykańską (WTI) i brytyjską (Brent) ropę naftową miała miejsce dziś rano (WTI +0,4 proc., Brent -3,15 proc.). Drożały dziś metale szlachetne (pallad +3,29 proc.) próbując przełamać trwającą od pierwszej połowy marca słabość. W podobny sposób odbijała się w górę z poziomu ponad rocznego minimum cena miedzi.

Najsłabsze od 2005 roku było dziś względem USD filipińskie peso. Poza tym jednak amerykański dolar lekko słabł (USD/JPY -0,18 proc., EUR/USD +0,21 proc.). Podążając za euro lekko umacniał się złoty (EUR/PLN -0,22 proc., USD/PLN -0,44 proc.).

Kurs BTC/USD pozostawał powyżej poziomu 20000 USD (-0,24 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers