Sztuczna inteligencja to bajka dla dorosłych

O sztucznej inteligencji mówi się wiele, problem w tym, że wyłącznie dobrze
lub wcale. Nic dziwnego, że coraz więcej osób upatruje w tej technologii szansy dla biznesu; zintensyfikowanie operacji, przyspieszenie produkcji,
czy usprawnianie transportu. Niestety, dziś rzeczywistość odbiega od tego,
co się pisze o SI i na takie dobrodziejstwa, musimy jeszcze poczekać.

Sztuczna inteligencja w ciągu roku do półtora będzie funkcjonować w krytycznych obszarach i rozwiązywać kluczowe problemy przedsiębiorstw. Tak uważa zdecydowana większości (95 proc.) pytanych managerów, którzy wzięli udział
w badaniu AI Engineering Survey.

Skalowanie to wyzwanie

Co ciekawe, te same osoby deklarują, że wyzwaniem dla nich jest skalowanie aplikacji bazujących na SI. 76 proc. ankietowanych twierdzi, że ma z tym problemy.

Szybkie postępy w obszarze sztucznej inteligencji sprawiają, że każdy chce ją mieć, ale nie każdy potrafi wykorzystać jej możliwości. Prowadzenie bolidu F1 przerośnie kierowcę, który nigdy nie jeździł sportowym samochodem. Tak jest ze sztuczną inteligencją. — uważa Paweł Rutkowski z BPSC i dodaje: — Wdrażanie każdej technologii, wymaga odpowiedniego przygotowania i spokoju. Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą. Potencjał SI jest ogromny i choć tempo jej przyjęcia zaczyna przyspieszać, zrozumienie implementacji sztucznej inteligencji jest wciąż czymś, czego organizacje muszą się dopiero nauczyć. — podkreśla ekspert z katowickiej spółki IT.

Nic dziwnego, że w co trzeciej (32 proc.) firmie wdrożenie aplikacji wykorzystującej algorytmy sztucznej inteligencji zajęło więcej czasu, niż planowano. Tylko w co piątym (19%) przedsiębiorstwie prace skończyły się przed zakładanym terminem.

Sztuczna Inteligencja jak podatki?

Sztuczna Inteligencja ma być jak powietrze – wszędzie. Od takiej wizji przyszłości, jesteśmy dalej niż może się niektórym wydawać. Jak wynika z AI Engineering Survey, tylko 20 proc. kadry managerskiej deklaruje, że właśnie wdrożyło rozwiązanie wykorzystujące SI. 40 proc. respondentów twierdzi, że ma doświadczenie, ale implantacja sztucznej inteligencji wciąż trwa. Pozostałe 40 proc., o wdrożeniu dopiero myśli.

SI wbrew temu, co się o niej pisze, jest jeszcze niszową technologią. Oczywiście ma ogromny potencjał, ale daleko jej do powszechności. Prędko się to nie zmieni, a transformacja będzie miała zdecydowanie formę ewolucyjną, a nie rewolucyjną. — tłumaczy Paweł Rutkowski i podaje za przykład rynek systemów zintegrowanych: — Sztuczna inteligencja będzie podążała drogą, jaką jeszcze niedawno musiały przebyć ERP-y. Dziś powszechnie znane i używane, ale jeszcze 20 lat temu było zupełnie inaczej. — wyjaśnia ekspert BPSC.

Według PwC w 2023 roku globalne wydatki na sztuczną inteligencję osiągną poziom 500 miliardów dolarów. Szacuje się, że do 2030 r. potencjalny wkład sztucznej inteligencji w gospodarkę światową wyniesie 15,7 bln USD.

EUR/USD „rysuje” podwójny dołek?

Wczorajsza sesja przebiegała dość spokojnie. Amerykanie świętowali a europejskie indeksy odbijały od dna. Euro Stoxx 50 zyskał 0,9 proc. a DAX urósł o 1,1 proc. Na uwagę zasługuje zwyżka rentowności europejskich obligacji. Niemieckie są wyżej o 9 pb i wskazują 1,75 proc. a włoskie o 11 pb i osiągnęły poziom 3,7 proc.

Ten tydzień jest ubogi w dane makro i innego rodzaju wydarzenia. Ubiegły dostarczył inwestorom wielu emocji, dlatego w najbliższych kilku dniach rynki z pewności będą chciały złapać oddech, co może przełożyć się na mniejszą zmienność. Dolar kontynuuje osłabienie. Główna para walutowa przekracza właśnie poziom 1,0550 i zmierza w kierunku szczytu z 16 czerwca. Na USD wczoraj nie wpłynęły wypowiedzi James’a Bullarda z oddziału Fed w St. Louis, który ostrzegł, że oczekiwania inflacyjne w USA mogą się „odkleić” bez wiarygodnych działań Fed-u. Wskazał również, że inflacja w USA jest porównywalna z poziomem obserwowanym w latach 70-tych. Podkreślił również, że obecna sytuacja makroekonomiczna w USA nadwyręża wiarygodność Fedu w odniesieniu do celu inflacyjnego. Poza tym zostały powtórzone utarte frazy dotyczące zagrożeń dla gospodarki. Większość z tych rzeczy rynek już zdążył przetrawić.

Z powodu pustego kalendarza makro inwestorzy mogli skupić się na wystąpieniu Christine Lagarde. Prezeska EBC powtórzyła, że bank zamierza podnieść stopy procentowe w lipcu i wrześniu, sygnalizując, że Radę nie zniechęcą rosnące napięcie na rynkach finansowych. Podkreśliła, że przedstawiciele EBC muszą być absolutnie pewni, że obecne nastawienie w polityce monetarnej jest rzeczywiście kierowane do wszystkich krajów strefy euro. Lagarde nie podała żadnych szczegółów dotyczących narzędzia przeciwdziałania fragmentacji. Dyplomatycznie zostało zakomunikowane, że to zjawisko będzie zwalczane za pomocą odpowiednich instrumentów, z odpowiednią elastycznością. Temu tematowi było poświęcone ostatnie nadzwyczajne spotkanie w ubiegłym tygodniu. EBC jest mocno zaniepokojony dużą rozpiętością rentowności obligacji krajów strefy euro.
Główna para walutowa ostatecznie nie zdołała przełamać poziomu 1,0350. Na wykresie wyrysowuje się formacja podwójnego dołka, która może zapowiadać większe odbicie EUR/USD w kierunku 1,11. Ale żeby móc mówić o takim scenariuszu najpierw kurs będzie musiał poradzić sobie z oporem zlokalizowanym na 1,0780.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Nowoczesne armie szukają lekkiego sprzętu, co oznacza szansę dla polskiego rynku zbrojeniowego

Trwająca w Ukrainie wojna zmienia sposób, w jaki rządy podchodzą do obronności, która stała się jeszcze ważniejszym elementem polityki państw NATO. Na rynku brakuje sprzętu wojskowego, w szczególności lekkiego uzbrojenia, które okazało się niezwykle istotne podczas obrony przed rosyjską agresją. Zdaniem ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group zwiększony popyt stanowi szansę dla polskiego rynku zbrojeniowego.

Państwa wydają coraz więcej na obronność. Kraje członkowskie NATO zwiększyły wydatki z poziomu 911,654 mln USD w 2016 r. do 1,174,240 mln USD w 2021 r. Polska w 2021 r. przeznaczyła na obronność 2,1% PKB, co stawia nas na 7. miejscu wśród państw NATO za Estonią, Litwą czy Chorwacją. Po wybuchu wojny w Ukrainie rozpoczęły się problemy z dostawami sprzętu, którego zaczęło brakować. Strategie państw polegające na opracowanych kilkadziesiąt lat wcześniej doktrynach wojennych, opierających się głównie na broni ciężkiej, nie przeszły próby czasu. Co więcej, obecne zaopatrzenie okazuje się niekiedy przestarzałe w stosunku do tego, jak zmieniają się realia konfliktów zbrojnych.

Rosja ponosi koszty wojny w Ukrainie

Jak wskazują eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group, w pierwszych tygodniach wojny w Ukrainie szczególne znaczenie odgrywały lekkie pojazdy wystrzeliwujące przeciwpancerne pociski kierowane (ang. ATGM – Anti-Tank Guided Missile) i przenośne systemy obrony przeciwlotniczej (MANPADS). To właśnie im w dużej mierze przypisuje się udaremnienie rosyjskich prób zdobycia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Według szacunków ukraińskiego Forbesa od początku inwazji na pełną skalę Rosja straciła ponad 10,8 mld USD w sprzęcie wojskowym. Rosjanie ponoszą ogromne straty, ponieważ ich drogi, ciężki sprzęt niszczony jest przez tańsze rakiety, którymi dysponuje ukraińska armia. Przykładowo w koszt rosyjskiego czołgu T72 to ok. 1,2 mln USD, a ukraińskiej rakiety Stugna-P to ok. 20 tys. USD.

Armie stawiają na zaawansowany technologicznie, lekki sprzęt

We współczesnych wojnach coraz większe znaczenie ma aspekt technologiczny. W obronie Ukrainy kluczową rolę odgrywają m.in. drony, które stały się wręcz symbolem walki z rosyjskim agresorem, skutecznie niszcząc ciężki sprzęt. Wyciągając wnioski z sytuacji na wschodzie Europy, państwa NATO starają się dostosować politykę obronną do współczesnych realiów i inwestują w bardziej zaawansowany technologicznie, lżejszy sprzęt. To z kolei stwarza szansę dla mniejszych firm z branży zbrojeniowej, która w przeszłości była wyłączną domeną gigantów dysponujących budżetami na badania i rozwój. Eksperci ISI Emerging Markets Group wskazują, że dla biedniejszych krajów, które nie dysponują budżetem na myśliwce w cenie F35 lub czołgi M1 Abrams, bezzałogowe statki powietrzne i nowoczesna broń przeciwpancerna (ang. ATGW – Anti-Tank Guided Weapon) wydają się bardziej niż kiedykolwiek atrakcyjną alternatywą.

Szansa dla polskich firm zbrojeniowych

Polska w obliczu wojny w Ukrainie również zintensyfikowała działania mające na celu poprawę obronności kraju. Przyspieszono dostawy sprzętu dla Wojska Polskiego co ma m.in. wzmocnić obronę przeciwlotniczą. To dla rodzimych firm szansa na kontrakty, które pozwolą im się rozwinąć. Jak poinformował minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, firma Mesko S.A. z siedzibą w Skarżysku-Kamiennej otrzyma od Ministerstwa Obrony Narodowej zamówienia na wykorzystywane m.in. w Ukrainie systemy klasy MANPADS – Pioruny (przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe).

Polska produkuje również cenione przez wojsko Beryle – podstawowe karabinki automatyczne używane przez krajową armię. Ich produkcja na potrzeby Wojska Polskiego została wprawdzie zakończona w 2018 r., ale jak poinformowało Ministerstwo Obrony Narodowej, dalsza współpraca z Fabryką Broni „Łucznik” – Radom obejmować będzie dostawę części zamiennych oraz konserwację już posiadanych egzemplarzy. W zeszłym roku broń trafiła na amerykański rynek, gdzie cieszy się dużą popularnością. Do użytku powoli wchodzić będą Groty, również produkowane w Radomiu odpowiedniki Beryli. Także polskie Zakłady Mechaniczne „Tarnów” odgrywają niezwykle ważną rolę w zaopatrywaniu Sił Zbrojnych RP, produkując uniwersalne karabiny maszynowe UKM-2000.

Polskie firmy z branży zbrojeniowej mogą również liczyć na zyski z eksportu. Polska Grupa Zbrojeniowa to jeden z największych koncernów obronnych w Europie. W ramach Grupy zrzeszonych jest ponad 50 mniejszych producentów. W 2020 roku przychody PGZ wyniosły 6,5 mld zł i wzrosły o 9% r/r.

Turcja jako przykład biznesowego podejścia do obronności

Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group wskazują, że Turcja może stanowić przykład tego, jak kraje powinny podchodzić do zagadnienia obronności napędzając jednocześnie lokalną gospodarkę. W styczniu 2022 r., podczas wodowania pierwszego tureckiego okrętu sygnałowo-wywiadowczego, TCG Ufuk, prezydent Erdoğan przypomniał, że głównym celem jego rządu jest osiągnięcie całkowitej niezależności krajowego przemysłu obronnego oraz wyprodukowanie sprzętu i technologii niezbędnych tureckiej armii. Potwierdzając, że Ankara nie zabiega już o bezpośrednie pozyskiwanie systemów obronnych z zagranicy, prezydent ogłosił, że Turcja osiągnęła około 70% samowystarczalności. Obecnie najważniejszym graczem tureckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego jest Baykar Defence, twórca dronów Bayraktar. Imponujący sukces na polu bitwy tych bezzałogowych statków powietrznych otworzył bezprecedensowe możliwości dla przemysłu obronnego znad Bosforu.

Cały świat obserwuje obecnie rozwój konfliktu w Ukrainie, który już teraz zmienia sposób, w jaki rozmawia się o obronności. Rządy państw, mimo że w ostatnich latach i tak wydawały na uzbrojenie wojskowe coraz więcej, zauważyły braki, które teraz będą starały się jak najsprawniej uzupełnić. Nowoczesne armie polegają w dużej mierze na lekkim sprzęcie, który okazuje się niezwykle skuteczny na polu bitwy. Jego produkcja nie jest domeną wyłącznie wielkich firm, ale również mniejszych organizacji, które dysponują know-how technologicznym przydatnym w opracowywaniu rozwiązań dla wojska.

Źródło: EMIS Insights – War in Ukraine – A Seismic Shift in Warfare and Attitudes Towards Defense

Ubezpieczenie szyb samochodowych – ile kosztuje?

Niestety, ale czasem wystarczy jeden mały kamyk na drodze, aby szyba w Twoim samochodzie uległa uszkodzeniu. Trudno też o znalezienie sprawcy szkody, gdyż mały element może wystrzelić spod opon dowolnego pojazdu, który mija Twoje auto. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na ubezpieczenie szyb samochodowych. Dowiedz się, ile możesz kosztować taka polisa.

Ubezpieczenie szyb samochodowych – czy warto je wykupić?

Wiele osób zastanawia się, czy warto poszerzać zakres ochrony ubezpieczenia samochodu, ponad obowiązkową polisę OC. W tym celu najlepiej zastanowić się ile kosztowałaby wymiana całej szyby w aucie? Sama wycena usługi może wynosić około 200-250 zł. Do tego także należy doliczyć wartość oryginalnego elementu. W zależności od marki pojazdu szyba czołowa może kosztować od 300 do nawet 1000 zł. Zatem w przypadku zniszczenia tego elementu, właściciel samochodu jest narażony na duży wydatek.

Taką awarię należy usunąć niezwłocznie, gdyż jazda autem z uszkodzoną szybą jest niebezpieczna. W razie kontroli policji kierowcę spotkają nieprzyjemności w postaci nałożenia mandatu o wartości nawet 500 zł oraz odebrania dowodu rejestracyjnego. Zatem warto nie lekceważyć nawet drobnego pęknięcia. Ubezpieczenie szyb samochodowych pozwoli Ci na szybką ich naprawę.

Ubezpieczenie szyb samochodowych – co może obejmować?

Wykupienie ubezpieczenia na szyby samochodowe pozwoli kierowcy na uzyskanie zabezpieczenia podczas zniszczenia ich:

  • przez działanie osób trzecich,
  • w kolizji samochodowej, bez względu na to, kto jest jej sprawcą,
  • przez gałęzie lub kamyki,
  • w wyniku opadu gradu czy przez inne zdarzenia atmosferyczne.

Warto wiedzieć, że uszkodzenie może nastąpić nawet przez niewłaściwą pielęgnację. Na szczęście możesz wybrać takie ubezpieczenie szyb samochodowych, które pokryje szkodę. Należy jednak dobrze zastanowić się przed wykupieniem polisy, gdyż może ona obejmować tylko elementy przednie, boczne lub wszystkie z wyłączeniem szyberdachu. Warto zatem przemyśleć, jaki zakres ochrony będzie najkorzystniejszy.

Ile może kosztować ubezpieczenie szyb samochodowych?

Jednym z najważniejszych aspektów przy zakupie polisy na szyby samochodowe, jest jej cena. Na rynku można znaleźć wiele ofert towarzystw ubezpieczeniowych, które różnią się kosztem i zakresem ochrony. Najłatwiej możesz znaleźć najatrakcyjniejszą polisę, korzystając z porównywarek internetowych. Wystarczy wejść na kalkulator ubezpieczeń samochodowych, aby przejrzeć propozycję od nawet 18 towarzystw ubezpieczeniowych. Cały proces trwa tylko kilka minut i możesz to wykonać z dowolnego miejsca na ziemi. W efekcie uzyskasz czytelne zestawienie, które pozwoli Ci na łatwy wybór dobrej oferty na ubezpieczenie szyb samochodowych.  Wystarczy, że podasz dane dotyczące:

  • rodzaju pojazdu,
  • jego roku produkcji,
  • modelu i marki pojazdu,
  • daty obowiązywania polisy,
  • zakresu ochrony.

Tylko tych kilka kroków dzieli Cię od uzyskania porównania ofert. Korzystanie z internetowych porównywarek jest w pełni bezpłatne i nie zobowiązuje Cię do zakupu ubezpieczenia.

Zarządzanie nieruchomościami – jak zacząć wynajem krótkoterminowy?

Twoja nieruchomość jest już gotowa. Wszystko zostało przygotowane na przyjęcie pierwszych gości. Czekasz na zainteresowanych, a to… trwa dłużej, niż myślałeś. Jak poradzić sobie na samym początku z rozwinięciem biznesu, jakim jest wynajem krótkoterminowy? W jaki sposób zadbać o marketing, z jakich rozwiązań warto skorzystać i co zrobić, aby ułatwić sobie zarządzanie całym biznesem? Z tego artykułu dowiesz się: od czego zacząć?

Daj się poznać potencjalnym klientom

Siłą biznesu w dzisiejszych czasach jest rozwinięty marketing, który nadąża za wszystkimi nowościami. Nieustannie wprowadzane są coraz to nowsze aplikacje czy platformy, które umożliwiają stworzenie własnego miejsca w sieci. Bądź tam, gdzie jest Twój potencjalny klient. Daj się zauważyć. Stwórz ciekawe story, które będzie opowiadać historię wynajmowanego przez Ciebie obiektu. Zadbaj o wysokiej jakości zdjęcia, ciekawe opisy. Wchodź w interakcję z ludźmi zainteresowanymi podróżami, poznawaniem nowych miejsc czy z innymi wynajmującymi. Wymieniajcie się spostrzeżeniami, dzięki czemu twój biznes zacznie być rozpoznawalny.

Inteligentny asystent obiektu noclegowego

Szczególnie na początku nie możesz pozwolić sobie na rażące błędy i niedociągnięcia. Niestety dbanie o nieruchomość oraz poprawny system jej wynajmowania wymaga poświęcenia dużej uwagi. W tym dokładnej analizy planowanych działań. Coraz częściej natknąć się można na inteligentne systemy, aplikacje czy firmy, które umożliwiają opiekę nad prowadzonym przez nas biznesem. Zarządzanie każdym jego aspektem może być trudne… chyba że oddelegowujemy zadania tym, którzy znają się na tym najlepiej. Inteligentny asystent obiektu noclegowego pomaga gospodarzom oraz automatyzuje ich pracę. To system, który przypomina o zameldowaniu gości, niedokończonych płatnościach za wynajmowanie obiektu, umożliwia podział zadań między pracownikami czy tworzy raporty według zapotrzebowania. Przypomnienie o sprzątaniu, zautomatyzowana komunikacja z klientem, stworzenie gotowych szablonów komunikacyjnych, mobilna wtyczka… To wszystko dzięki dedykowanym rozwiązaniom, które zmieniły świat biznesu wynajmu nieruchomości na lepsze oraz prostsze.

Lista FAQ Twojego biznesu

Prowadzenie biznesu wiąże się także z byciem do dyspozycji klienta o każdej porze dnia i nocy. Jak usprawnić proces rozwiązywania problemów czy rozwiewania wątpliwości potencjalnych wynajmujących? Stwórz listę pytań, które zadawane są najczęściej, wraz z przygotowanymi przez siebie odpowiedziami. Pamiętaj o regularnym aktualizowaniu FAQ oraz zaimplementuj go na swojej stronie www, w zakładce na platformie, z której korzystasz czy w formie ciekawych infografik na social mediach. Na ostateczny wybór klienta ma wpływ cały proces rezerwacji, a w tym intuicyjność strony. Oszczędź sobie nieustannych telefonów oraz mnóstwa maili, które mogą okazać się zbędne w przypadku stworzenia listy najczęściej zadawanych pytań oraz odpowiedzi.

Zaczynając jakikolwiek biznes – musimy być na bieżąco. Nadążać za tym co nowe oraz wprowadzać ulepszone rozwiązania. Wszystko po to, aby podnosić jakość świadczonych usług, a przy tym budować pozycję naszej marki. Często również po to, aby oszczędzić sobie pracy i móc spożytkować ten czas na inne aspekty prowadzonych biznesów. Szczególnie na początku nasz biznes związany z wynajmem nieruchomości musi być wszędzie widoczny. Ma o sobie przypominać oraz wyróżniać się nowoczesnym podejściem do klienta czy łatwym procesowaniem finalizacji rezerwacji. Obserwuj działania konkurencji i wyciągaj wnioski. Traktuj każdy case jako lekcję i możliwość na przemyślane oraz skrupulatnie zaplanowane działanie. Dzięki aktywnym profilom w mediach społecznościowych, nowoczesnym rozwiązaniom oraz ułatwieniom tworzonym z myślą o kliencie, twoja nieruchomość zyska na popularności wśród podróżujących. Daj się poznać od najlepszej strony i rób to w zgodzie z trendami!

39 proc. Polaków przyznaje, że nie starcza im pieniędzy do następnej wypłaty

Według badań GFK aż 39% Polaków w ciągu ostatnich 12 miesięcy musiało pożyczać drobne sumy pieniędzy przed wypłatą – czyli nie starczało im pieniędzy do wypłaty. Ponad 65% tych osób pożyczało pieniądze kilkukrotnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pracownicy, którzy szukają pieniędzy i mają problemy przed wypłatą, najczęściej szukają tych pieniędzy na 7 dni przed wypłatą. Potrzebują niewielkich kwot – bo średnia kwota, która im brakuje, to jest około 700 zł. Wynika to z faktu, że nie mają oszczędności – ponad 30% Polaków nie ma w ogóle oszczędności. Najczęściej szukamy tych pieniędzy albo u rodziny, albo u przyjaciół, albo u instytucji finansowych – pozabankowych, czyli tak zwanych chwilówek. Bardzo rzadko możemy liczyć na swoich pracodawców – prawie 80% Polaków twierdzi, że pytanie pracodawcy o zaliczkę jest dla nich zbyt stresujące. To jakby przyznanie się do problemów przed pracodawcą – ale problem jest też po drugiej stronie. Pracodawcy po prostu nie udzielają takich zaliczek, bo to jest zbyt skomplikowane systemowo. Pracodawca musiałby mieć też dodatkową poduszkę płynnościową, by wypłacać takie zaliczki.

– W Polsce co miesiąc udzielanych jest ponad 700 mln złotych krótkoterminowych pożyczek. W skali rocznej jest to 3 mln umów pożyczek. Krótki termin to 30 dni, czasem 60. Niestety, koszty takich pożyczek są bardzo duże i pracownicy wpadają w spiralę zadłużenia. Dlatego zbudowaliśmy naszą usługę – znaleźliśmy lukę i możliwość dostarczenia taniego pieniądza pracownikom – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Nowak, prezes i założyciel Flexee. – Wypłacamy pracownikom wypłatę na życzenie za pomocą aplikacji Flexee. Dla pracodawcy to atrakcyjny benefit pracowniczy, a dla pracownika ogromna ulga w zarządzaniu domowym budżetem. Wypłącamy tak naprawdę ich własne, zarobione u pracodawcy pieniądze, a koszt naszej usługi jest ponoszony przez pracodawcę a nie przez pracownika. Dzięki temu jest ponad 10 krotnie niższy niż koszt finansowania z rynku pozabankowego, czyli chwilówek. Pracownik nie ponosi dodatkowych kosztów i nie płaci odsetek za za korzystanie ze swoich pieniędzy – wystarczy, że pracodawca podpisze z nami umowę i zarejestruje pracowników w aplikacji – podkreśla Nowak.

PSNPH: Centra handlowe żądają opłat za sprzedaż w internecie

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) alarmuje, że właściciele centrów handlowych – forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.

PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].

„Sklep internetowy każdej firmy – nawet takiej, która ma wiele placówek stacjonarnych – to zupełnie odrębny byt marketingowy, wymagający wielu nakładów finansowych, oddzielnych, dedykowanych zespołów i oddzielnej strategii marketingowej. Nie można łączyć takiej działalności ze sprzedażą w galeriach handlowych. A już na pewno kuriozalne wydaje się żądanie opłat za obroty w internecie przez właścicieli galerii handlowych. Nakłady na sprzedaż w internecie – takie jak inwestycje w IT, promocje, dotarcie do klientów, obsługa magazynowa czy dostawy – są zupełnie nie powiązane z placówkami w galeriach handlowych. A jeśli teraz centrum handlowe będzie sobie liczyć dodatkowe -opłaty  za sprzedaż w internecie, to najemca zapłaci – kilkukrotnie za ten sam obrót. Przestrzegam najemców przed takimi umowami – to bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder. Co więcej – ewentualne odbiory zakupów internetowych w sklepach stacjonarnych to sama korzyść dla centów handlowych – które w ten sposób mogą liczyć na zwiększenie notorycznie malejącego ruchu w galeriach, a także na opcje innych zakupów dokonywanych przy okazji odbiorów” – mówi Zofia Morbiato, prezes Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:

  • Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
  • Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
  • Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
  • Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie

Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z  ZPPHIU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]

[1] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-na-pandemii-straca-wlasciciele-centrow-handlowych/j6sy24y

[2] https://zpphiu.pl/koszty-ciagna-na-dno-biznes-w-galeriach-handlowych/

Czy polski biznes jest zrównoważony? Wyniki badania EY

Aż 79% polskich przedsiębiorców ma świadomość, że w najbliższych latach działania związane z ochroną środowiska będą zyskiwały na znaczeniu. Według badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – do trzech największych wyzwań w tym obszarze rodzime organizacje zaliczają problem zanieczyszczenia plastikiem (49%), smogu (46%) i zanieczyszczeń odpadami (40%). Równocześnie jedynie 31% ankietowanych wymienia kwestię globalnego ocieplenia i zmian klimatu, co wskazuje na znaczący rozdźwięk pomiędzy międzynarodowymi wyzwaniami, a lokalnymi realiami. Znajduje to potwierdzenie w działaniach podejmowanych przez polskie firmy. Najwięcej przedsiębiorstw ( 91%) angażuje się w recycling , 83% w korzystanie z energooszczędnych rozwiązań, a 80% w ograniczanie ilości odpadów. Jedynie 60% deklaruje działania mające na celu ograniczenie śladu węglowego.

Jak wynika z badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony ­– 79% polskich przedsiębiorstw ma świadomość, że działania związane z ochroną środowiska będą zyskiwały na znaczeniu w ich branży w przeciągu 3-5 lat, a 66% uważa, że są one strategiczne dla ich sektora. Mimo to, aż 18% organizacji nie planuje podjęcia żadnych kroków w zakresie ograniczenia śladu węglowego. Wskazuje to na znaczącą rozbieżność pomiędzy pro-środowiskowymi aktywnościami firm wynikającymi z ich działalności biznesowej, a próbą wyjścia poza schemat i podejmowaniem szerszych inicjatyw z zakresu zrównoważonego rozwoju.

Jednocześnie rodzime przedsiębiorstwa większą uwagę przekładają do lokalnych problemów. Doskonałym przykładem jest smog, który 46% ankietowanych wskazuje jako największe wyzwanie środowiskowe. Równocześnie w przypadku organizacji o polskim kapitale ten odsetek wynosi 49%, a mieszanym lub zagranicznym – 38%. Zdecydowana większość jest również notowana na giełdzie (64%). Co więcej, w przypadku właśnie tej grupy aż 88% organizacji już wdrożyło odpowiednie rozwiązania.

– Podejmowane przez polskie firmy ekologiczne działania są w dalszym ciągu dość rozbieżne z najpilniejszymi wymogami światowymi. Wynika to z ich bezpośredniego powiązania z bieżącą działalnością biznesową organizacji, a nie długofalową, holistyczną strategią. Zmiana w tym zakresie jest nieunikniona. Ograniczanie się do minimum im nie wystarcza już coraz bardziej świadomym konsumentom. Rosnący odsetek polskich firm zaczyna to dostrzegać, rozbudowując swoje aktywności nie tylko o działania ekologiczne, ale i społeczne. – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

Recycyling przed śladem węglowym

Polskie firmy jako priorytet stawiają rozwiązywanie lokalnych wyzwań, co w wielu przypadkach wynika również z obowiązków regulacyjnych. Najwięcej – 91% – angażuje się w działania związane z segregacją odpadów. Na drugim miejscu wymienione zostało inwestowanie w energooszczędne rozwiązania (83%), a potem ograniczenie ilości odpadów (80%) i zanieczyszczeń powietrza (71%). Jedynie trzy na pięć firm wskazało na redukcję śladu węglowego. Wśród najważniejszych działań, które firmy deklarują wdrożyć w okresie najbliższych 5 lat warto wskazać wykorzystywanie innowacji ekologicznych (22%), odnawialnych źródeł energii (21%) oraz zmniejszenie emisji dwutlenku węgla (15%).

Rys. 1. Najważniejsze działania pro-środowiskowe, w jakie angażują się polskie firmyNajważniejsze działania pro-środowiskowe

– Postawa polskich przedsiębiorstw w kwestii ograniczania śladu węglowego ulega zmianie. Polski biznes coraz uważniej przygląda się konkretnym zagrożeniom i szansom, jakie zmiany klimatu stwarzają dla ich działalności i branż, przeprowadzając solidną analizę wpływu ryzyka biznesowego związanego z transformacją do gospodarki niskoemisyjnej. Rośnie świadomość, że konieczne jest wprowadzanie rozwiązań mających na celu walkę nie tylko z lokalnymi, ale również globalnymi wyzwaniami środowiskowymi – w tym w szczególności klimatycznymi. To pozytywna zmiana, która zwiastuje dalszy rozwój zrównoważonych inwestycji – dodaje dr Marcin Witkowski, menedżer EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Nowe priorytety interesariuszy

Firmy w naszym kraju coraz częściej dostrzegają, że zrównoważony rozwój nie kończy się na wątkach związanych z ekologią. W rezultacie, co potwierdzają wyniki badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – rodzime przedsiębiorstwa zaczynają przykładać coraz większą uwagę do dbałości o pracowników, klientów oraz społeczności lokalne. Przeważający odsetek badanych realizuje obecnie działania w zakresie uczciwych praktyk pracy (65%), bezpieczeństwa w miejscu zatrudnienia (61%), wsparcia społeczności lokalnych (60%), zdrowia (58%), dobrego samopoczucia (52%) oraz równowagi między życiem zawodowym i prywatnym (51%). Biorąc pod uwagę działania w zakresie ładu korporacyjnego, na pierwszym miejscu przedsiębiorstwa stawiają na etykę w biznesie (56%), a następnie na przejrzystość własności i struktury organizacji (54%) oraz przejrzystość danych (51%). Dane wskazują, że w tej dziedzinie istnieje znaczące pole do poprawy. Coraz częściej nie tylko inwestorzy, ale również klienci oczekują wysokich standardów we wszystkich obszarach ESG.

Rys. 2 Działania w wymiarze społecznym i korporacyjnego ładu realizowane w polskich firmach

Działania w wymiarze społecznym i korporacyjnego ładu realizowane w polskich firmach

– Firmy ignorujące odpowiedzialność środowiskową, ale także społeczną i korporacyjną, mogą znaleźć się pod większą presją ze strony regulatorów rynku, a także notować spadek zainteresowania ze strony coraz bardziej świadomych klientów, poszukujących i wybierających marki które prowadzą działalność zgodnie z ich przekonaniami. Dlatego nie dziwi fakt, że polskie firmy coraz chętniej, choć jeszcze wciąż w dość skromnym zakresie, podejmują działania spełniające wymogi ESG. Brak inicjatyw ze strony rodzimych przedsiębiorców do wdrażania realnych i mierzalnych działań niesie ze sobą ryzyko, że zarówno kapitał, klienci jak i najlepsi pracownicy będą odwracać się od firm. Bardziej atrakcyjnymi pracodawcami staną się te przedsiębiorstwa, które wdrażają działania długoterminowo i prowadzą je w sposób transparentny. Brak działań stanie się równoznaczny z ponoszeniem ogromnych kosztów, nie tylko wizerunkowych, ale także finansowych – podsumowuje Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

O Badaniu
Badanie – Czy polski biznes jest zrównoważony? – zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie EY w lutym 2022 roku na próbie 200 firm działających na rynku ogólnopolskim, zatrudniających minimum 200 pracowników.

Czy Kazachowie i Uzbecy zastąpią Ukraińców na polskim rynku pracy?

Z powodu sankcji i kryzysu gospodarczego w Rosji, rządy Kazachstanu Uzbekistanu szukają nowych kierunków migracji zarobkowej swoich obywateli oraz walczą z nielegalną migracją. Gremi Personal już aktywnie działa w tych państwach, lecz ostrzega, że o zatrudnieniu w Polsce obywateli państw Azji Środkowej warto decydować z wyprzedzeniem.

Pracownicy wracają z Rosji

Według Narodowego Biura Statystyk Republiki Kazachstanu, w 2021 r. do pracy za granicą wyjechało 1277 osób. Wyzwanie stanowią dokładne dane, ponieważ analizując statystyki krajów przyjmujących siłę roboczą z Kazachstanu oraz badań organizacji międzynarodowych, można stwierdzić, że migracja zarobkowa z Kazachstanu jest głównie nielegalna i pół legalna.

Dlatego pośrednio wzrost liczby pracowników za granicą można oceniać na podstawie przekazów pieniężnych. W samym tylko 2019 roku Kazachstan otrzymał z zagranicy 344,6 mld tenge (3,52 mld zł.). W 2020 roku – 286,9 mld tenge (2,93 mld zł), w 2021 roku – 233,4 mld tenge (2,38 mld zł). Głównym źródłem przekazów pieniężnych dotychczas również była Rosja – co najmniej jedna trzecia całkowitego wolumenu w ciągu ostatnich pięciu lat – podaje Centrum Analityczne agencji zatrudnienia Gremi Personal powołując na Strategię polityki migracyjnej Kazachstanu na 2022-2026 r.

Przyjęta przez rząd Kazachstanu w styczniu b.r. Strategia ma zapobiegać masowej nielegalnej migracji, m.in. za pomocą kampanii edukacyjnych. Szczególną uwagę w dokumencie zwrócono na działalność lokalnych agencji zatrudniających personel do pracy za granicą.

„Obecnie na rynku są firmy, które świadczą usługi niskiej jakości. W kraju przyjmującym nasi obywatele mogą pracować nielegalnie. Zdarzają się przypadki oszustwa – pobierania pieniędzy przez agencję bez świadczenia usług zatrudnienia” – podkreślają autorzy dokumentu.

Z kolei od stycznia do czerwca 2022 r. 6009 migrantów zarobkowych opuściło Uzbekistan. Tymczasem 133 tysięcy migrantów powróciło do kraju – podaje Centrum Analityczne agencji zatrudnienia Gremi Personal powołując się na Agencję ds. migracji Uzbekistanu.

Stabilność gospodarcza Uzbekistanu jest w dużym stopniu uzależniona od napływu przekazów pieniężnych od migrantów, a zatem od polityki migracyjnej krajów docelowych. Według Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, przekazy pieniężne z Rosji były wcześniej jednym z najważniejszych źródeł dochodów dla Uzbekistanu (11,4% PKB). Każdy szok ekonomiczny, który zmusza migrantów do powrotu do domu, dramatycznie zwiększy stopę bezrobocia w kraju i pogłębi ubóstwo poprzez odcięcie przekazów pieniężnych. Dlatego rząd Uzbekistanu szuka innych kierunków migracji zarobkowej dla swoich obywateli.

Agencja ds. migracji Uzbekistanu raportuje, że już wynegocjowała z różnymi krajami ok. 70 tysięcy miejsc pracy dla Uzbeków. Ponadto 22 tys. obywateli odbywa odpowiednie szkolenia do dalszej pracy dla zagranicznych przedsiębiorstw. Jednym z kierunków jest np. Kanada, która czeka na uzbeckich migrantów do pracy w sektorze rolniczym. Aby zachęcić ludzi do wyjazdu agencja zamierza też wypłacać pomoc materialną rodzinom migrantów zarobkowych.

Uzbecki Instytut Prognoz i Badań Makroekonomicznych ocenił nowe kierunki dla migrantów zarobkowych z Uzbekistanu w kontekście spadku przekazów pieniężnych z Rosji. Polska, Bułgaria, Litwa, Czechy i inne kraje Europy i Azji zostały wskazane jako najbardziej atrakcyjne.

Wcześniej głównymi kierunkami migracji były: Rosja (61,5%), Kazachstan (16,9%), Turcja (6,1%), Korea Południowa (2%) oraz ZEA (0,8%). Na 2 mln 356 tys. migrantów 75,9% stanowią mężczyźni, a 24,1% kobiety.

Czy Polski rynek pracy na tym skorzysta?

Mimo że poziom zapotrzebowania na pracownika na polskim rynku pracy w maju b.r. nieco spadł w porównaniu zarówno z kwietniem, jak i analogicznym okresem ubiegłego roku, historycznie wciąż jest na dość wysokim poziomie. Najwięcej aktywnych ogłoszeń dotyczy prostych prac, niewymagających wysokich kwalifikacji zawodowych czy znajomości języka polskiego.

Część takich wakatów obecnie wypełniają uchodźczynie z Ukrainy. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej już 209 tys. migrantów wojennych podjęło pracę w Polsce – zdecydowana większość z nich to kobiety. Jednak najbardziej na rynku pracy brakuje właśnie męskiej siły roboczej. Migranci z Azji Środkowej mogliby zastąpić mężczyzn z Ukrainy, które nieprędko wrócą do Polski z powodu wojny.

Polskie agencje zatrudnienia już aktywnie działają w państwach Azji Środkowej, ale nie jest to proste.

– Migracja zarobkowa w Kazachstanie i Uzbekistanie wygląda obecnie tak, jak w Ukrainie wyglądała piętnaście lat temu. Bardzo trudno jest znaleźć uczciwych partnerów i pośredników w rekrutacji. Połowa lokalnych agencji to po prostu oszuści, handlujący pozwoleniami na pracę bez świadczenia rzeczywistych usług zatrudnienia. Bardzo dokładnie weryfikujemy potencjalnych kontrahentów przed nawiązaniem współpracy. Czasem agencje proszą wręcz, żeby nauczyć ich wszystkich niuansów legalnego zatrudnienia migrantów. – mówi Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych agencji Gremi Personal.

Sami pracownicy, którzy prawie nie posiadają doświadczenia legalnej pracy za granicą, też obawiają się wyjeżdżać daleko od domu.

– Ani w lokalnych mediach, ani w internecie nie ma żadnych informacji o zatrudnieniu w Polsce – że to kraj Unii Europejskiej, więc o nielegalnym zatrudnieniu nie może być mowy, o realnych warunkach pracy tutaj, systemie ubezpieczeń społecznych, opiece medycznej, etc. Faktycznie ten rynek trzeba tworzyć od zera – uważa Anna Dzhobolda.

Największym wyzwaniem w procesie rekrutacji w Kazachstanie i Uzbekistanie jest okres oczekiwania na takiego pracownika – średnio ok. 3-5 miesięcy.

– Obywatele tych krajów nie posiadają paszportów biometrycznych, więc muszą jeszcze mieć czas na wyrobienie wizy. Głównym problemem jest oczekiwanie na zezwolenie na pracę typu A, którą wydają urzędy wojewódzkie. Obecne terminy wydawania zezwoleń na pracę, a potem oczekiwania na wizę roboczą powodują, że czas oczekiwania na pracowników to nawet pół roku. Duży jest również procent odmów w wydaniu wizy, bardzo często konieczne jest wysłanie dodatkowych dokumentów, co jeszcze bardziej wydłuża proces. Stąd pracodawcom, którzy będą potrzebowali męskiej siły roboczej w drugiej połowie roku i zastanawiają się nad zatrudnieniem pracowników z Azji Środkowej, radzę, żeby takie decyzje podejmowali już teraz – reasumuje Anna Dzhobolda.

MS chce zaostrzyć sankcje w Kodeksie karnym skarbowym

Najnowszy projekt nowelizacji Kodeksu karnego skarbowego autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości przewiduje podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami grzywien i więzienia za wybrane przestępstwa skarbowe. Jak tłumaczy ministerstwo, celem zaostrzenia kar jest lepsze zabezpieczenie interesów finansowych budżetu państwa.

Uszczelnianie systemu podatkowego

W uzasadnieniu do projektu ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny skarbowy oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu UD357) z dnia 9 marca 2022 r. autorzy wyjaśniają, że zmiany są konieczne z powodu uchwalenia w 2016 r. ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej pakietu paliwowego oraz nowelizacji ustawy o VAT i potrzeby dostosowania do nich przepisów karnych skarbowych. Zmiany mają na celu uszczelnienie systemu podatkowego oraz egzekwowanie innych należności Skarbu Państwa. Realizacji tego celu ma służyć m.in. podwyższenie górnych granic zagrożenia karą pozbawienia wolności lub grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe, jak również inne rozwiązania nastawione na odzyskanie należności publicznoprawnych.

Należy pamiętać, że w czasie, gdy kolejne niechlubne rekordy bije rosnąca inflacja, a wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę jest o odgórnie podnoszona – do 3010 zł w 2022 r. podniesienie kar nie jest jedyną podwyżką. Wspomniane okoliczności powodują, że kary będą dotkliwsze, bo wyższa stawka grzywny liczona od najniższego wynagrodzenia przy jednoczesnej niższej wartości pieniądza to tak naprawdę podwójna podwyżka. Minimalna kara grzywny może wynieść w 2022 roku 301 zł, a maksymalna 28 895 040 zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 280 zł i 26 880 000 zł.

Wymagalność należności publicznoprawnej

Pierwsza z zasadniczych zmian polega na rezygnacji z warunku „wymagalności” w zakresie uszczuplenia należności publicznoprawnej. M.in. z obowiązującego przepisu art. 41 § 2 Kodeksu karnego skarbowego (dalej: k.k.s.) w brzmieniu: „Umarzając warunkowo postępowanie karne za przestępstwo skarbowe, w związku z którym nastąpiło uszczuplenie należności publicznoprawnej i tej wymagalnej należności nie uiszczono, sąd określa także obowiązek uiszczenia jej w całości w wyznaczonym terminie”, nowelizacja usuwa słowo: „wymagalnej”. Zmiana ta może mieć swoje uzasadnienie jako wyraz dążenia do zwiększenia swobody orzekania przez sądy w sprawach karnych, podkreślając niezależność postępowania karnego skarbowego od postępowania podatkowego.

Jednocześnie jednak rezygnacja z przesłanki wymagalności może naruszać prawa podatników. Przepis art. 19 § 2 k.k.s. stanowi, że „Jeżeli w związku z przestępstwem skarbowym lub wykroczeniem skarbowym nastąpiło uszczuplenie należności publicznoprawnej, sąd może odstąpić od wymierzenia kary lub środka karnego (…) tylko wtedy, gdy ta wymagalna należność została w całości uiszczona przed wydaniem wyroku”. W tym przypadku usunięcie warunku wymagalności spowoduje, że wydanie korzystnego dla podatnika rozstrzygnięcia w przedmiocie odstąpienia od wymierzenia kary może zostać uzależnione od konieczności spełnienia przez niego zobowiązania publicznoprawnego, które uległo przedawnieniu. Podobny, naruszający prawa podatnika skutek zmiana ta wywoła np. w zakresie instytucji czynnego żalu (art. 16 § 2 k.k.s.), uzależniając możliwość skorzystania z niej od uiszczenia w całości należność podatkowej uszczuplonej czynem zabronionym.

Pociągnięcie odpowiedzialnego posiłkowo do zapłaty należności podatkowej

Określony podmiot (osoba fizyczna, jak i osoba prawna, przedsiębiorstwo) może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za karę grzywny wymierzoną sprawcy przestępstwa skarbowego, jeśli sprawca był pełnomocnikiem podmiotu, zarządcą lub jego pracownikiem, a podmiot ten uzyskał lub mógł uzyskać w wyniku tego przestępstwa jakąkolwiek korzyść majątkową. Na mocy omawianej nowelizacji odpowiedzialni posiłkowo zostaną obarczeni ryzykiem konieczności uiszczenia należności publicznoprawnej, jeśli ta zostanie uszczuplona w wyniku czynu zabronionego. Na mieniu tego kto uzyskał korzyść majątkową organy będą mogły zabezpieczyć jej zwrot. Możliwe będzie zastosowanie zarządu przymusowego celem zabezpieczenia uiszczenia tej należności, oraz innych określonych w ustawie obowiązków i środków karnych.

Zaostrzenie kar pozbawienia i ograniczenia wolności

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami Kodeksu karnego skarbowego kara pozbawienia wolności trwa najkrócej 5 dni, a najdłużej 5 lat. Przy nadzwyczajnym obostrzeniu kary może jednak wynieść 10 lat, a przy wymierzeniu kary łącznej – 15 lat.

W przypadku nadzwyczajnego obostrzenia kary nowelizacja proponuje podniesienie górnej granicy zagrożenia karą pozbawienia wolności do lat 15. Zgodnie z art. 38 § 2 k.k.s. sąd stosując to nadzwyczajne obostrzenie wymierza karę pozbawienia wolności w wysokości powyżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia, nie niższej niż 3 miesiące, do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego podwójnie. Ustawa zmieniająca zaostrza tę sankcję w ten sposób, że sąd będzie mógł wymierzyć karę pozbawienia wolności do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego potrójnie, a dodatkowe wymierzenie kary grzywny będzie możliwe tylko w wysokości nie mniejszej niż 100 stawek dziennych.

Podwyższeniu ulec ma również górna granica wymiaru kary łącznej pozbawienia wolności – z dotychczasowych 15 lat więzienia do lat 20. Kara łączna ograniczenia wolności będzie mogła wynieść maksymalnie do 2 lat, zamiast dotychczasowych 18 miesięcy. Autorzy projektu proponują również wydłużenie z trzech miesięcy do sześciu maksymalnego okresu wykonywania prac społecznych, na jakie sąd będzie mógł zamienić karę grzywny orzeczoną za wykroczenie skarbowe, jeśli jej egzekucja okaże się bezskuteczna.

Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej za posługiwanie się nierzetelną fakturą

Nowelizacja zaostrza przepisy ustanawiając, że zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej będzie mógł zostać orzeczony także za wystawienie lub posługiwanie się nierzetelną fakturą. Z kolei zakaz ten, a także zakaz wykonywania określonego zawodu lub zajmowania określonego stanowiska, oraz pozbawienie praw publicznych, będzie można wymierzyć w granicach od roku do lat 10, a nie jak dotąd do lat 5.

Łatwiejsze ściganie przestępstw skarbowych za granicą

Łatwiej będzie polskim organom ścigać sprawców popełnienia za granicą przestępstwa skarbowego skierowanego przeciw istotnym interesom państwa z całymi tego negatywnymi konsekwencjami. Obecnie obywatele polscy oraz cudzoziemcy w razie popełnienia za granicą przestępstwa skarbowego podlegają polskim sankcjom karnoskarbowym, jeśli ich czyn zabroniony zagraża budżetowi państwa powstaniem uszczerbku finansowego w wysokości co najmniej 10-krotnosci wielkiej wartości. Po zmianach ma to być tylko pięciokrotność wielkiej wartości.

Wyższe kary za uporczywe niepłacenie podatków

Dziś uporczywe niepłacenie podatków w terminie spenalizowane jest jako wykroczenie i podlega karze grzywny dopuszczalnej w granicach przewidzianych dla sankcji za wykroczenie, czyli do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia (20 x 3010 zł = 60 200 zł). Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje dodanie przepisu, zgodnie z którym jeśli kwota niewpłaconego podatku przekracza pięćdziesięciokrotność minimalnego wynagrodzenia, sprawca podlegać będzie karze grzywny do 720 stawek dziennych, a więc do 28 895 040 zł. Takie samo zaostrzenie kary autorzy nowelizacji proponują za niezgłoszenie przewozu.

Dłużej w więzieniu za paserstwo celne

W uzasadnieniu projektu nowelizacji Ministerstwo Sprawiedliwości wyjaśnia, że dotychczasowa sankcja za paserstwo towarami bez znaków skarbowych akcyzy nie zapobiega rozpowszechnianiu się tego procederu, stąd proponuje podwyższenie górnej granicy kary pozbawienia wolności grożącej za tego typu przestępstwa. Dotąd za paserstwo celne sprawcę można było skazać maksymalnie na 3 lata więzienia. Po zmianach sąd będzie mógł orzec karę pozbawienia wolności w maksymalnym wymiarze – czyli do lat 5. Oczywiście nie licząc przypadków nadzwyczajnego obostrzenia kary, wówczas kara więzienia może wzrosnąć do 10 lat, a przy karze łącznej – do lat 15.

Kara za udostępnianie lokalu lub innych środków do celów hazardu i za utrudnianie kontroli

Ministerstwo chce również ścigać osoby, które udostępniają środki lub nieruchomości do prowadzenia gier hazardowych. Jak tłumaczą autorzy projektu ustawy, osoby takie, często nie uczestnicząc w przestępczym procederze, a jedynie wynajmując swoją nieruchomość, mają świadomość tego, że taki proceder się tam odbywa. Obecnie karalne jest nielegalne posiadanie automatu do gier hazardowych. Jeśli zmiany wejdą w życie penalizowane będzie więc również już samo udostępnianie nieruchomości, lub bliżej nieokreślonych środków do prowadzenia lub urządzania gry hazardowej bez wymaganej koncesji lub zezwolenia. Grzywna za ten czyn wynosić ma do 360 stawek dziennych (a więc w teorii nawet do ponad 14 mln zł).

Samo utrudnianie urzędnikom kontroli celno-skarbowej w zakresie urządzania i prowadzenia gier hazardowych, nieudzielenie wyjaśnień lub nieudostępnienie wymaganych dokumentów mających znaczenie dla prowadzonej kontroli będzie zagrożone wysoką grzywną do 720 stawek dziennych.

Łatwiej zostać recydywistą

Również przypisanie sprawcy recydywy skarbowej specjalnej budzi kontrowersje. Dotąd o możliwości tej decydowało popełnienie kolejnego umyślnego przestępstwa skarbowego tego samego rodzaju w ciągu 5 lat od odbycia przez sprawcę co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności lub 6 miesięcy kary ograniczenia wolności albo uiszczenia grzywny wynoszącej co najmniej 120 stawek dziennych. Zatem sprawcę należało najpierw poddać karze, a dopiero potem, w przypadku ponownego popełnienia przez niego przestępstwa tego samego rodzaju uznać, że kara nie odniosła skutku, stąd należy orzec wobec niego surowszą karę. Autorzy omawianego projektu chcą usunąć przesłankę odbycia kary i kwalifikować kolejne przestępstwo jako recydywę, jeśli zostanie popełnione w okresie 5 lat od samego orzeczenia ww. kar. Kontrowersje wzbudza nie tylko sam fakt odstąpienia od wymogu poddania sprawcy karze i oceny jej oddziaływania na stopień zdemoralizowania przestępcy, ale i od strony technicznej – czy ów 5 letni okres próby płynąć będzie liczony od chwili prawomocnego skazania, czy już od nieprawomocnego wydania orzeczenia w tej sprawie.

Organy będą mogły dłużej ścigać dłużników

Omawiany projekt ustawy proponuje zmianę art. 44 k.k.s. poprzez uchylenie § 2, który stanowił, że karalność przestępstwa skarbowego polegającego na uszczupleniu lub narażeniu na uszczuplenie należności publicznoprawnej ustaje również, gdy nastąpiło przedawnienie tej należności. Autorzy proponując wykreślenie tego zapisu prawdopodobnie dążą do tego, by można było ścigać za narażenie Skarbu Państwa na uszczuplenie w nieskończoność, mimo obowiązującej ogólnej zasady cywilistycznej, ale i podatkowej, że wszystkie roszczenia majątkowe i podatkowe ulegają przedawnieniu.

Art. 44 § 5 k.k.s. stanowi, że jeśli w okresie biegu terminu przedawnienia przestępstwa skarbowego wszczęto postępowanie przeciwko jego sprawcy, to termin ten zostaje wydłużony dwukrotnie. Autorzy nowelizacji wykreślając słowa „przeciwko sprawcy” (in personam), chcą doprowadzić do tego, by każde postępowanie w sprawie (in rem), a więc bez konieczności postawienia konkretnych zarzutów oskarżonemu, wydłużało bieg terminu przedawnienia karalności przestępstw skarbowych.

Nowelizacja zaostrza też przepisy dotyczące karalności wszystkich przestępstw skarbowych, stanowiąc, że jeśli od czasu popełnienia upłynęło 5 lub 10 lat (w zależności od ciężaru przestępstwa), a w okresie tym wszczęto postępowanie, karalność ustaje z upływem lat 10 od zakończenia tego okresu, podczas gdy obecnie przepis ten mówi o upływie lat 5.

Zakaz wydania nakazu wobec nieobecnych

Na akceptację zasługuje również pomysł uzupełnienia katalogu przesłanek czyniących niedopuszczalnym wydanie wyroku nakazowego, jeśli sprawa podlega rozpoznaniu w postępowaniu w stosunku do nieobecnych. I tak już postępowanie nakazowe daje okrojoną, w porównaniu ze zwykłym trybem rozpoznania, ochronę oskarżonego.

Więcej przepadku na rzecz Skarbu Państwa

Realizując politykę lepszego zabezpieczenia interesów finansowych budżetu państwa, autorzy ustawy forsują rozszerzenie katalogu czynów zabronionych, w których będzie można orzec przepadek przedmiotów mających związek z przestępstwem skarbowym:

  • za stanowiące przypadek mniejszej wagi zorganizowanie loterii fantowej, gry bingo fantowe, loterii promocyjnej lub audiotekstowej i niezgłoszenie naczelnikowi urzędu celnego osiągnięcia tzw. nadwyżki z tych loterii, jeśli nadwyżka ta nie przekracza małej wartości;
  • za stanowiące przypadek mniejszej wagi posiadanie, przechowywanie, przewożenie, przesyłanie lub przenoszenie znaków akcyzy lub upoważnienia do odbioru banderol;
  • za przestępstwo dokonywania czynności poza składem podatkowym, jeśli sprawca odstąpił od przygotowania do niego;
  • za nabywanie, przyjmowanie, przechowywanie, przewożenie, przesyłanie lub przenoszenie wyrobów akcyzowych stanowiących przedmiot czynu zabronionego lub pomaganie w ich zbyciu lub ukryciu, jeśli kwota podatku narażonego na uszczuplenie nie przekracza ustawowego progu;
  • za paserstwo celne, jeśli kwota należności celnej lub wartość towaru w obrocie z zagranicą, co do którego istnieje reglamentacja pozataryfowa, nie przekracza ustawowego progu.

W przypadku tych dwóch ostatnich czynów zabronionych Kodeks karny skarbowy przewiduje już obecnie przepadek przedmiotów, ale tylko gdy zostały popełnione umyślnie. Po zmianach, przy wykryciu tych czynów przepadek będzie można orzec bez względu na to, czy działanie sprawcy było umyślne, czy nie.

Naruszenie zasady domniemania niewinności

W obecnym kształcie art. 33 § 2 k.k.s. stanowi, że w razie skazania za przestępstwo skarbowe, z którego popełnienia sprawca osiągnął, chociażby pośrednio, korzyść majątkową dużej wartości, albo przestępstwo skarbowe, z którego sprawca osiągnął lub mógł osiągnąć, chociażby pośrednio, korzyść majątkową, jest zagrożone karą pozbawienia wolności, której górna granica jest wyższa niż 3 lata, lub popełnione w zorganizowanej grupie albo związku mającym na celu popełnienie przestępstwa skarbowego za korzyść uzyskaną z popełnienia przestępstwa uważa się mienie, które sprawca objął we władanie lub do którego uzyskał jakikolwiek tytuł w okresie 5 lat przed popełnieniem przestępstwa skarbowego do chwili wydania chociażby nieprawomocnego wyroku, chyba że sprawca lub inna zainteresowana osoba przedstawi dowód przeciwny. Mienie to podlega przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa.

Już teraz przepis ten ustanawia więc domniemanie, że cały majątek, który sprawca nabył w okresie 5 lat przed popełnieniem przestępstwa skarbowego pochodzi z innych, nieujawnionych przestępstw. Wprowadzając w życie tę regulację zapomniano o fundamentalnej w demokratycznym państwie prawa zasadzie domniemania niewinności, przerzucając ciężar udowodnienia „nie przestępczego” pochodzenia swojego majątku na przedsiębiorcę.

Natomiast omawiana nowelizacja proponuje zmienić ww. regulację w ten sposób, że przepadkowi będzie podlegać korzyść majątkowa uzyskana z przestępstwa zagrożonego karą pozbawiania wolności, której górna granica jest nie niższa 3 lata. Tak więc forsowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiana Kodeksu karnego skarbowego nie tylko nie naprawia sytuacji przerzucania na oskarżonego ciężaru udowodnienia legalności pochodzenia swojego majątku, ale rozszerza zakres tej niezgodnej z konstytucyjnymi zasadami instytucji.

Wątpliwa instytucja zrzeczenia się prawa własności

Autorzy nowelizacji proponują ustanowienie instytucji zrzeczenia się prawa własności przedmiotów zatrzymanych przez organy ścigania. Sprawca wykroczenia skarbowego przyjmując mandat będzie mógł złożyć pisemne oświadczenie o przysługującym mu prawie własności do przedmiotów, które nie mogą zostać dopuszczone do obrotu (np. nie bo nie zostały opatrzone znakami skarbowymi akcyzy, albo nie odpowiadają krajowym warunkom dopuszczenia), zatrzymanych w związku z popełnieniem czynu zabronionego. Pomysłodawcy zmian chcą, by mógł on pisemnie zrzec się prawa własności tych przedmiotów. W razie zrzeczenia się prawa własności zatrzymanych rzeczy wygasałby obowiązek uiszczenia należności publicznoprawnej dotyczącej tych przedmiotów. Zatrzymane przedmioty przechodziłyby na własność Skarbu Państwa i podlegały zniszczeniu na jego koszt. W zamyśle miałoby to stanowić zachętę do zrzekania się prawa własności przedmiotów celu uniknięcia konieczności poniesienia kosztów w późniejszym terminie.

I tę propozycję należy ocenić krytycznie, a co najmniej sceptycznie. Bo choć właścicielowi rzeczy, zgodnie z fundamentalną zasadą prawa cywilnego, przysługuje swoboda do rozporządzania nią, to jednak w ramach postępowania w sprawach karnoskarbowych mamy do czynienia z pewnego rodzaju presją wywieraną na właścicielu. Można więc powziąć obawę, czy deklaracje zrzeczenia się swojego mienia w zamian za uniknięcie ciężaru kosztów jego zniszczenia oraz konieczności uiszczenia związanej z nim należności publicznoprawnej, nie będą na sprawcach przestępstw wymuszane, celem uniknięcia przez organy bardziej skomplikowanej procedury doprowadzenia do przepadku przedmiotów. Należy sobie również zadać pytanie jakiego wymiaru nabierze uprawnienie organów prowadzących postępowanie przygotowawcze do odbierania takich oświadczeń i ewentualne uzyskanie zrzeczenia się swojego majątku od osób, które w późniejszym etapie postępowania okażą się niewinne zarzucanych im czynów.

Niższa dolna granica wymiaru grzywny

Nowelizacja wprowadza zmianę, zgodnie z którą kara grzywny będzie mogła zostać wymierzona w granicach od jednej dwudziestej do dwudziestokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia, a nie jak dotąd od jednej dziesiątej.

Zapewne dzięki obniżeniu minimalnej dopuszczalnej wysokości grzywny projektodawcy dążą do tego, by sądy nie rezygnowały z wymierzenia kary grzywny z uwagi np. na ustalenie, że sprawca wykroczenia skarbowego nie będzie w stanie ponieść jej minimalnej wysokości. Również nie na rękę budżetowi państwa jest odbywanie przez sprawcę zastępczej kary pozbawienia wolności.

Zaostrzenie grzywien i kar pozbawienia wolności dla zabezpieczenia interesów finansowych państwa

Autorzy omawianej nowelizacji wyjaśniają w jej uzasadnieniu: „… proponuje się również podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami w postaci kary pozbawienia wolności lub kary grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe, tym niemniej w projekcie można spotkać wiele rozwiązań, które nastawione są przede wszystkim na odzyskanie należności publicznoprawnych. W zamierzeniu projektodawcy proponowane zmiany pozwolą lepiej zabezpieczyć interesy finansowe budżetu państwa…” [Projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny skarbowy oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu: UD357)].

Trafnie w swojej opinii do tego projektu 31 marca 2022 r. odniósł się Sąd Najwyższy przypominając, że choć surowość karania i ustalanie granic zagrożeń tym karaniem jest elementem polityki karnej państwa, to jednak nie ma ono w tym względzie pełnej swobody, bo kara w demokratycznym państwie musi spełniać warunek proporcjonalności, a także konieczności, o którym mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Inflacja bazowa przyspiesza, stopy procentowe w Polsce mogą wzrosąć bardziej niż oczekiwano

Temat wzrostu cen powtarzany jest już w mediach w tylu różnych aspektach, że powoli staje się banałem. To jednak ten banał powoduje presję na wzrost stóp procentowych a tym samym umocnienie waluty.

Ceny wciąż rosną

W ekonomii jest tak, że większość wskaźników ma jeszcze swoje warianty. Nie inaczej jest z inflacją. Tutaj, oprócz podziału na konsumencką i producencką, jest jeszcze jeden ważny element. Jest to inflacja bazowa. Pokazuje ona, jak mocno zmieniają się ceny po wykluczeniu zmian cen żywności i energii. Wskaźnik ten pokazuje nam zatem, ile realnie zmieniają się ceny bez wpływu skoku cen ropy i gazu oraz zmian cen żywności. Piątkowy wynik wynosi niestety 8,5% i jest o 0,8% wyższy niż miesiąc temu. O czym to świadczy? Potwierdza to coś, co wielu z nas widzi na co dzień – ceny zasadniczo rosną. Nieutrzymanie inflacji w ryzach na początkowym etapie powoduje, że teraz znacznie ciężej będzie ją zatrzymać. Co to oznacza w praktyce? Stopy procentowe mogą wymagać jeszcze większego podnoszenia. To z kolei jest jednym z powodów odzyskiwania przez złotego wartości w ostatnich dniach.

Inflacja to nie problem całego świata

Okazuje się, że pomimo tego, że na zachodzie z wysoką inflacją zmagają się obecnie wszyscy, nawet Szwajcarzy, to na świecie nadal są oazy spokoju. Hong Kong, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chiny czy Japonia. Japonia to akurat dość ryzykowny przykład, bo w ciągu miesiąca inflacja skoczyła z 1,2% na 2,5%. Z drugiej strony wspomniane już Chiny znajdują się na stabilnym poziomie 2,1%. By to utrzymać przez całą pandemię, utrzymywały stopy procentowe powyżej 3,5%, żeby nie zalać gospodarki zbyt tanim pieniądzem.

Kryptowaluty nurkują

W ostatnich dniach byliśmy świadkami spadku bitcoina poniżej granicy 18 000 dolarów. Oznacza to, że jesteśmy już niemal 75% w dół od ostatnich szczytów. Na rynku widać poważny niepokój. Analitycy wskazują, że głównym problemem kryptowalut, w tym bitcoina jest polityka podnoszenia stóp procentowych. Inwestorzy widzą bowiem lepsze miejsca do lokowania pieniędzy. Nie brak też dodatkowych alarmujących sygnałów. Jedna z największych giełd kryptowalutowych właśnie realizuje masowe zwolnienia. Do tego dochodzą problemy z wypłatami w firmach oferujących pożyczki kryptowalutowe. Na horyzoncie wciąż widać czarne chmury.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin i Ethereum osuwają się poniżej kluczowych poziomów

Zarówno Bitcoin, jak i Ethereum osunęły się poniżej kluczowych poziomów wsparcia. Stało się tak dlatego, że rynki kryptowalut nadal zmagają się ze znacznymi trudności wynikającymi z rosnącej inflacji i stóp procentowych.

W zeszłym tygodniu BTC gwałtownie spadł poniżej 20 000 dolarów, podczas gdy w sobotę cena ETH spadła poniżej 1 000 dolarów. Dziś rano, na platformie eToro Bitcoin jest notowany nieco poniżej 20 000 dolarów, podczas gdy eter porusza się nieco powyżej 1 000 dolarów.
Obecne warunki rynkowe nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na optymizm. Po tym jak w ciągu ostatnich 18 miesięcy notowały one bardzo dobre wyniki, wyceny są mocno zaniżone. Obecnie powróciliśmy do poziomu z 2020 r., ale ceny nadal utrzymują się powyżej poziomów, które obserwowaliśmy zaledwie 1,5 roku temu.

Od szczytów w grudniu 2017 r., Bitcoin cofnął się o około 84 proc., aż do najniższego poziomu w grudniu 2018 r. W obecnej sytuacji, z poziomu ATH wynoszącego około 69 000 dolarów, w stosunku do obecnego poziomu 20 000 dolarów, spadek wynosi 71 proc.

Podczas gdy wskazywanie długoterminowej perspektywy dla każdego aktywa nie zawsze jest łatwe dla inwestorów, którzy kupili je na wyższych poziomach, najważniejsze jest to, aby wszystkie długoterminowe argumenty inwestycyjne dotyczące kryptowalut pozostały niezmienione (zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę podstawowe idee i historyczne trendy cenowe).

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Badanie: Prawie jedna czwarta Polaków dostaje wiadomości po pracy od swoich przełożonych. Ponad 85 proc. reaguje na nie tego samego dnia

Według badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, niemal jeden na czterech pracowników przyznaje, że przełożony kontaktuje się z nim po godzinach pracy w służbowych sprawach. Doświadczają tego głównie osoby młode, zarabiające od 7 do 9 tys. zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, z największych miast. Blisko dziewięciu na dziesięciu ankietowanych odpowiada na taki kontakt od razu. Przeszło połowa respondentów zaznacza, że jeśli szybko nie dostarcza informacji zwrotnej, to przełożeni jeszcze tego samego dnia ponawiają kontakt lub bardziej stanowczo dopominają się udzielenia odpowiedzi. Eksperci komentujący wyniki ostrzegają, że takie praktyki mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego, co jest niebezpiecznym i coraz częściej pojawiającym się zjawiskiem na naszym rynku pracy.  3xzdrowie

Praca po pracy

23,9% respondentów informuje, że przełożony wysyła im e-maile lub SMS-y bądź wiadomości za pomocą komunikatorów po godzinach pracy w typowo służbowych sprawach. Z kolei nie doświadcza tego 56,5% badanych z grupy 1068 pracujących zawodowo Polaków. Ponadto 13% ankietowanych przyznaje, że dochodzi do takich kontaktów, ale tylko w awaryjnych sytuacjach. Natomiast 6,6% uczestników badania nie pamięta takich zdarzeń.

– Wysłanie SMS-a lub skorzystanie z komunikatorów nie powinno w ogóle mieć miejsca. Z poprzednich naszych badań wynika, że 65,3% Polaków skarży się na symptomy, które mogą bezpośrednio prowadzić do wypalenia zawodowego. W grupie wiekowej 18-22 lata jest to nawet 81%. Jednym z powodów jest właśnie brak właściwego odpoczynku, a także stałe poczucie bycia w pracy. Pandemia zatarła granicę między nią a życiem osobistym – komentuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak podkreśla radca prawny dr Karolina Mazur, wysyłanie wiadomości e-mailowych przez pracodawcę lub podejmowanie kontaktu telefonicznego poza godzinami pracy, co do zasady nie jest zakazane. Jednak pracownik nie jest zobowiązany do odpowiedzi w czasie wolnym, z wyjątkiem dyżuru pracowniczego. Ekspert też zaznacza, że angażowanie pracownika w sprawy służbowe poza godzinami pracy może zostać uznane za polecenie pracy w godzinach nadliczbowych. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy w następstwie kontaktu dana osoba musi zrealizować dodatkowe czynności zawodowe poza normalnymi godzinami. A za takie należy uznać udzielenie odpowiedzi na e-maila pracodawcy, odpisywanie na SMS-y lub rozmowę telefoniczną w sprawach służbowych.

– Żyjemy coraz szybciej, więcej pracujemy. Nie dbając o odpowiednią higienę pracy oraz balans, tj. czas na prawdziwy odpoczynek, zatem szybko może okazać się, że po jakimś czasie będziemy zupełnie wyczerpani fizycznie i psychicznie. W życiu każdego z nas mogą zdarzyć się okresy intensywniejszej pracy, co jest zrozumiałe. Jeżeli jednak sytuacja będzie utrzymywać się stale, to może odbić się negatywnie na naszym samopoczuciu i motywacji, np. w postaci zwiększenia ryzyka szybkiego wypalenia zawodowego – mówi psycholog Michał Murgrabia, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Akcja i reakcja

Z badania także wynika, że kontaktu po godzinach pracy (z wyłączeniem awaryjnych sytuacji) częściej doświadczają mężczyźni (wśród nich – 27,2%) niż kobiety (20,5%). Ponadto o takich sytuacjach mówią głównie osoby w wieku 23-35 lat (29,7%), z miesięcznymi dochodami netto 7000-8999 zł (39,1%), z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (29,4%) i mieszkające w miastach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (28,6%).

– Z tego typu komunikacji często korzystają młodzi i aspirujący pracownicy, którzy nie założyli jeszcze rodzin. Dla takich osób praca jest bardzo ważna. Mają świadomość tego, że ich zwiększone zaangażowanie może szybciej doprowadzić do awansu, a co za tym idzie – do wzrostu zarobków – analizuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Wiemy też, że 85,5% respondentów odpowiada na ww. korespondencję w dniu, w którym ją dostaje. 12,4% ankietowanych nie reaguje tak szybko. Z kolei 2,1% uczestników badania nie pamięta, jak się zachowuje w ww. sytuacji. Jak stwierdza Michał Murgrabia, to wynika z kultury organizacyjnej firmy, która zachęca do takich zachowań. Jeśli takie działania są akceptowane i promowane przez przełożonego, to pracownikowi jest niezmiernie trudno nie odpowiedzieć. Często firmy wymagają od zatrudnionych bycia w tzw. pogotowiu.

– Odpowiadanie na wiadomości po godzinach pracy może zostać uznane za tzw. nadgodziny. Pracownikowi przysługuje ekwiwalent w postaci odpowiedniego wynagrodzenia lub udzielenia czasu wolnego. Zgodnie z art. 151 kodeksu pracy, praca wykonywana ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy i przedłużony dobowy wymiar czasu, wynikający z obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy, stanowi pracę w godzinach nadliczbowych – podkreśla dr Mazur.

Pracownik pod presją

Ponadto 52,8% respondentów informuje, że jeżeli szybko nie odpowie na korespondencję, to przełożony ponawia jeszcze tego samego dnia wiadomość lub zdecydowanie dopomina się o udzielenie odpowiedzi. Natomiast 39,4% ankietowanych zaznacza, że nie dochodzi do ponowienia kontaktu, a 7,8% nie pamięta, jak to wygląda w takich sytuacjach.

– Funkcjonujemy w trybie tzw. natychmiastowości. Brak odpowiedzi generuje reakcje przełożonego. I nie jest to pozytywne doświadczenie. Pracownik, nie chcąc dopuścić do takiej sytuacji, podejmuje szereg działań. Dla przykładu, włącza wyświetlanie komunikatów w telefonie, cyklicznie sprawdza pocztę w poszukiwaniu nowych wiadomości – mówi Michał Pajdak.

Z kolei dr Karolina Mazur zwraca uwagę na rezolucję Parlamentu Europejskiego z 21 stycznia 2021 roku. Wskazano w niej potrzebę uregulowania w państwach członkowskich kontaktu między pracodawcą a pracownikiem po godzinach pracy. Poruszono też kwestię prawa pracownika do bycia offline. Jednak obecnie nie ma europejskich ram prawnych bezpośrednio definiujących i regulujących ten obszar.

– Presja nakładana na pracownika przez szefa może niejako wymuszać zmianę stylu życia na taki, który podporządkuje go przede wszystkim pracy. Niestety, menadżerowie ciągle nie dostrzegają tego, że pracownik w dłuższej perspektywie jest bardziej efektywny i zaangażowany, jeżeli ma również czas na zadbanie o własne sprawy, po skończonej pracy – podsumowuje Michał Murgrabia.

Polscy uczniowie dobrze diagnozują cyberzagrożenia, gorzej radzą sobie z obsługą Excela

IT Fitness Test – wielki szkolny test kompetencji cyfrowych, który po raz pierwszy odbywa się w Polsce jest na półmetku. Jak podaje Związek Cyfrowa Polska, koordynator sprawdzianu w naszym kraju, wstępne wyniki po dwóch miesiącach trwania sprawdzianu wskazują na dobrą znajomość przez polskich uczniów narzędzi ochrony przed cyfrowymi zagrożeniami. Jednak gorzej już wypada obsługa komputerowych narzędzi biurowych. Branża cyfrowa szykuje już rekomendacje działań, by podnieść poziom kształcenia w tym obszarze.

To najszersza do tej pory akcja, badająca umiejętności cyfrowe polskich uczniów i nauczycieli. Dzięki zaangażowaniu firm branży technologicznej z całej Grupy Wyszehradzkiej oraz wsparciu finansowemu Funduszu Wyszehradzkiego, IT Fitness Test swoim zasięgiem obejmuje wszystkie szkoły podstawowe i średnie nie tylko w Polsce, ale też w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. W naszym kraju jego organizatorem jest Związek Cyfrowa Polska; akcję wspiera także Ministerstwo Cyfryzacji i Nauki, Centrum GovTech oraz minister ds. cyfryzacji Janusz Cieszyński.

Cel? Sprawdzenie kompetencji cyfrowych w grupie teoretycznie najlepiej dostosowanej do cyfrowego świata. – Chcemy się dowiedzieć, jak w świecie cyfrowym radzi sobie młode pokolenie – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Interesuje nas, na ile są oni przygotowani do wejścia w życie zawodowe. To cenne informacje dla resortu edukacji, potencjalnych pracodawców, a przede wszystkim dla samych uczestników – zaznacza Michał Kanownik.

Narzędzia biurowe sprawiają uczniom największe problemy

Od dwóch miesięcy uczniowie podchodzą do testu na specjalnie zorganizowanych lekcjach. Znamy wstępne wyniki na jego półmetku. Jak podaje Związek Cyfrowa Polska, do 14 czerwca do egzaminu podeszło niemal 18 tys. polskich uczniów ostatnich klas szkół podstawowych i wszystkich klas w szkołach ponadpodstawowych. Jednak ich wyniki, poza wyjątkami, są na ogół przeciętne. Organizatorzy z Polski podają, że uczniowie szkół licealnych, technicznych i zawodowych radzą sobie tylko ze średnio 41 proc. zadań z cyfrowego testu.  Trochę lepiej jest w podstawówkach – tu średnia poprawnych odpowiedzi to 46 proc.

A w jakich obszarach wypadają najlepiej? Analizując do tej pory przeprowadzone egzaminy wynika, że najmniej trudności sprawia uczniom z obu poziomu szkół część określana jako „Internet”, która bada umiejętności posługiwania się narzędziami w sieci internetowej, oraz „Bezpieczeństwo i systemy komputerowe” (sprawdza wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa). Jednak już gorzej uczniom idzie radzenie sobie z „narzędziami biurowymi”, czyli programami jak np. Excel czy praktyczne wykorzystywanie narzędzi współpracy w sieci oraz sieciach społecznościowych.

Eksperci Cyfrowej Polski analizują te wyniki również pod względem regionów. Jak podają najlepiej do tej pory z cyfrowym testem kompetencji cyfrowych poradzili sobie uczniowie z województwa podkarpackiego, a najsłabiej – lubuskiego.

Jesienią raport z rekomendacjami

– Na mapie polskich szkół mamy też oczywiście wiele pozytywnych przypadków. W niektórych placówkach wyniki były bardzo wysokie, a niektórzy z uczniów odpowiedzieli poprawnie na 100 proc.  pytań – zaznacza Michał Kanownik. Jego zdaniem pozytywnym sygnałem wynikającym ze wstępnych danych jest również m.in. duża świadomość polskich uczniów dotycząca cyberzagrożeń we współczesnym świecie i ochrony przed nimi. – Niemniej te uśrednione wyniki po dwóch miesiącach od jego startu, wskazują, że podniesienie kompetencji cyfrowych wśród uczniów powinno być zadaniem priorytetowym. Jako branża przygotowujemy już pewnego rodzaju rekomendacje działań, które pozwolą w przyszłości poprawić ten wynik, szczególnie w tych obszarach, które wypadają w teście najgorzej. Przedstawimy je wraz z pełnymi wynikami egzaminu – zapowiada prezes Cyfrowej Polski.

Raport z IT Fitness Testu, który obejmie nie tylko Polskę, ale i pozostałe kraje uczestniczące w projekcie, poznamy wczesną jesienią. Sam test, pomimo rozpoczynających się lada dzień wakacji, będzie trwał jeszcze przez cały lipiec. Cyfrowa Polska będzie zachęcała do jego rozwiązywania na koloniach oraz półkoloniach. A dzieci i młodzież pozostającą w domu do sprawdzenia swoich kompetencji cyfrowych mają przyciągać specjalne nagrody rzeczowe.

Kolejna destabilizacja rynku – nowe postanowienia Pakietu Mobilności

Pakiet Mobilności już od początku roku stanowi jedną z głównych przyczyn problemów natury finansowej i prawnej dla branży TSL. W drugiej połowie maja weszły jego kolejne postanowienia, tym razem dotyczące tzw. lekkiego transportu drogowego. Te zmiany spowodowały destabilizację na rynku transportowym, która może potrwać przez kilka najbliższych miesięcy – stwierdza Katarzyna Syta, prezes zarządu KAES Logistics.

W tym roku Pakiet Mobilności już zdążył w znaczący sposób uderzyć w finanse polskiej branży TSL ‒ po zmianie przepisów w lutym 2022 roku kierowcy realizujący przejazdy na terenie Unii Europejskiej muszą otrzymywać wynagrodzenie adekwatne do kraju, w którym wykonują przewóz, a co więcej, diety i ryczałty za noclegi mogą zostać wliczone do płacy minimalnej tak, jak to miało miejsce dotychczas. Konsekwencje tych postanowień oczywiście najbardziej dotknęły już i tak mocno nadszarpnięte fundusze branży TSL. To pociąga za sobą dalsze reperkusje, wśród których może pojawić się utrata konkurencyjności. Większość mniejszych przedsiębiorstw nie udźwignie nowych wymagań, co będzie prowadzić do ich upadku lub wchłonięcia przez większe firmy. Niedawno Pakiet Mobilności znowu uderzył powodując kolejną destabilizację rynku.

Nowe postanowienia – nowe problemy

21 maja tego roku w życie weszły kolejne postanowienia Pakietu Mobilności, które wprowadzają nowe wymagania dla przedsiębiorców realizujących międzynarodowe przewozy pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 ton. Od teraz zajmujące się tym firmy muszą mieć zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika oraz licencję wspólnotową. Wśród kolejnych najważniejszych zasad, które muszą spełniać przedsiębiorstwa, jest posiadanie zdolności finansowej (1800 euro na pierwszy lekki pojazd i 900 euro na każdy kolejny), a to jest w tym momencie coraz trudniejsze. Jednym z kryteriów potwierdzających spełnienie tego warunku ma być polisa OC zawodowego przewoźnika drogowego, a w Polsce ponad 50 proc. firm transportowych realizujących przewozy towarowe funkcjonuje jako indywidualna działalność gospodarcza. Co więcej, obowiązkowe posiadanie zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika oznacza nie tylko konieczność finansowego zabezpieczenia każdego pojazdu, ale przede wszystkim zatrudnienie na stanowisku kierowniczym osoby z certyfikatem kompetencji zawodowych (o ile nie posiada go właściciel, co jednak jest rzadkością), a to będzie generowało kolejne wysokie koszty.

Znaczenie transportu lekkiego

To jednak nie koniec problemów – wyrobienie licencji wspólnotowej trwa od sześciu do ośmiu tygodni, a według danych Biura ds. Transportu Międzynarodowego GITD ok. 70 proc. wniosków zawierało braki formalne, więc w konsekwencji nie mogły zostać zatwierdzone do dnia wprowadzenia nowych przepisów [1]. Poza tym wiele firm z różnych przyczyn bardzo późno zdecydowało się na załatwienie niezbędnych formalności, a sam proces jest długotrwały – jeszcze przed wystąpieniem o licencję trzeba zdać egzamin w Instytucie Transportu Samochodowego (ITS) i uzyskać Certyfikat Kompetencji Zawodowych w transporcie drogowym. Z tego powodu firmy, które do 22 maja nie otrzymały licencji wydawanej przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego, nie mogą wykonywać przewozów międzynarodowych. Tutaj warto wspomnieć, że auta o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, czyli tzw. transport lekki, stanowią ponad 70 proc. wszystkich samochodów ciężarowych zarejestrowanych w Polsce, dlatego braki w pojazdach związane z niewydaniem licencji spowodują problemy i to nie tylko dla tego sektora transportu – przyczynią się one do kolejnego wzrosty cen frachtów oraz do utraty miejsca pracy przez tysiące kierowców. Ostatnie brakujące licencje zostaną najprawdopodobniej wydane w lipcu, jednak do tego czasu musimy zmierzyć się z kolejną destabilizacją.

Konieczne zmiany?

Sytuacja branży TSL od dłuższego czasu jest bardzo trudna, a nastroje pracowników również się pogarszają w związku z pojawiającymi się bez końca zmianami. Pocieszenie w tej sytuacji stanowi fakt, iż nowe obowiązki dotyczą tylko firm, które wykonują międzynarodowy przewóz rzeczy, a nie osób oraz spod tych regulacji są wyłączone przewozy w krajowym transporcie towarów. Zezwolenie i licencja wspólnotowa nie będą również wymagane od tych przedsiębiorców, którzy używają busów do tzw. transportu towarów na własne potrzeby. W ostatnim przypadku muszą jednak zostać spełnione pewne wymagania, np. pojazdy będące własnością przedsiębiorcy muszą być prowadzone przez niego lub jego pracowników, a przewożony towar muszą stanowić rzeczy związane z funkcjonowaniem danej firmy, czyli chociażby kupowany lub sprzedawany przez nie towar. Jako zaletę wprowadzanych zmian wymienia się przede wszystkim zwiększenie bezpieczeństwa – zdaniem Resortu podniesienie kwalifikacji pracowników branży jest niezbędne, a jako argument koronny przedstawiane są wyniki kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Transportu Drogowego w 2021 r. w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Wówczas według udostępnionych danych na 8042 przeprowadzonych kontroli masy i wymiarów pojazdu nałożono łącznie 7305 mandatów karnych [2].

Czy wprowadzone postanowienia przyniosą zmiany na lepsze? A może to kolejny cios finansowy, który ostatecznie przyniesie więcej szkody niż pożytku? Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, trzeba niestety poczekać.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1]   https://logistyka.rp.pl/regulacje-ue/art36332351-busiarze-jada-na-luzie-i-dopiero-skladaja-wnioski-o-wydanie-licencji

[2]   https://logistyka.rp.pl/regulacje-ue/art36332351-busiarze-jada-na-luzie-i-dopiero-skladaja-wnioski-o-wydanie-licencji

Transakcje na rynku magazynów zwolniły, perspektywy jednak optymistyczne

Po rekordowym 2021 roku aktywność inwestorów na polskim rynku nieruchomości magazynowych chwilowo zwolniła za sprawą zawirowań makroekonomicznych i niepewności związanej z wybuchem wojny w Ukrainie, wynika z analiz kancelarii prawnej DLA Piper. W dłuższej perspektywie zainteresowanie inwestorów obiektami logistycznymi będzie jednak rosło dzięki popytowi najemców z sektora e-commerce i firm produkcyjnych, oraz wzrostowi czynszów.

Na polskim rynku magazynowym dominują inwestorzy zagraniczni, głównie z Unii Europejskiej i USA. Powoli rośnie też udział inwestorów z Azji, w tym Singapuru, Korei Płd. oraz Bliskiego Wschodu, twierdzą prawnicy DLA Piper, która jest czołową kancelarią pod względem obsłużonych transakcji na krajowym rynku nieruchomości magazynowych. W ubiegłym roku w Polsce zawarto rekordową liczbę transakcji portfelowych, a wartość inwestycji na rynku logistycznym osiągnęła 2,8 mld euro, wynika z danych firmy doradczej JLL.

Spodziewamy się, że w tym roku wolumen transakcyjny na rynku magazynowym będzie istotnie mniejszy. W ostatnich trzech miesiącach inwestorzy nie śpieszyli się do zakupów. Bez wątpienia wpływ na to ma niepewna sytuacja geopolityczna i gospodarcza. Wybuch wojny w Ukrainie i galopująca inflacja powodują, że inwestorzy zastanawiają się co robić dalej i szukają wskazówek, jak rozwinie się sytuacja – mówi Michał Pietuszko, partner oraz szef zespołu nieruchomości w warszawskim biurze DLA Piper.

Zagraniczni inwestorzy i biznes powoli zaczynają się oswajać z obecną sytuacją geopolityczną, podkreślają eksperci z kancelarii. Polska postrzegana jest  jako bezpieczne miejsce do lokowania inwestycji, a obecność kraju w strukturach Unii Europejskiej i NATO jest gwarancją stabilności w obliczu wojny w Ukrainie.

Pomimo spowolnienia gospodarczego utrzymuje się wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe i przemysłowe w Polsce ze strony operatorów logistycznych, spółek z sektora e-commerce, sieci handlowych i firm produkcyjnych. Spowolnienia nie widać też na rynku deweloperskim – polski rynek odpowiadał w I kwartale 2022 roku za jedną czwartą nowej podaży powierzchni magazynowych w Europie.

Logistyka jest wciąż najbardziej dynamicznie rozwijającym się ze wszystkich segmentów rynku nieruchomości i rośnie najszybciej. Zmiany zachodzące w gospodarce w wyniku globalizacji i digitalizacji powodują, że szybko rośnie zapotrzebowanie na nowe powierzchnie logistyczne i dystrybucyjne w Polsce. Taka sytuacja trwa już od kilku lat, a dodatkowo rozwój tego sektora przyspieszył podczas pandemii – twierdzi Agnieszka Lehwark, partnerka w zespole nieruchomości w warszawskim biurze DLA Piper.

Pozytywnym czynnikiem z punktu widzenia inwestorów jest także pierwszy od kilku lat znaczący wzrost stawek najmu powierzchni magazynowych spowodowany przede wszystkim rosnącymi kosztami materiałów budowlanych, płac oraz cenami działek. Trend ten będzie kontynuowany z powodu przyspieszającej inflacji, twierdzą prawnicy DLA Piper.

Pozostajemy optymistami, bo fundamenty tego rynku są silne, a perspektywy wzrostu obiecujące. Deweloperzy oddają do użytku rekordowe ilości nowych powierzchni, które momentalnie znajdują najemców. Wskaźnik pustostanów właściwie nie rośnie i utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. W dłuższym terminie spodziewamy się, że wolumeny transakcyjne w tym segmencie rynku powrócą do wcześniejszych poziomów – podsumowuje Jacek Giziński, partner współzarządzający warszawskim biurem kancelarii DLA Piper.

Deloitte: Rosnące koszty życia największym wyzwaniem dla millenialsów i pokolenia Z w Polsce

Trudna sytuacja finansowa to główna przyczyna niepokoju odczuwanego przez przedstawicieli pokoleń urodzonych pod koniec ubiegłego stulecia i na początku XXI wieku. Młodzi, również w Polsce, coraz częściej podnoszą problem zdrowia psychicznego i wypalenia zawodowego. Jednocześnie co piąty zoomer i co czwarty millenials na świecie wskazał, że jego pracodawca nie traktuje tego zjawiska należycie poważnie. Wyjście naprzeciw oczekiwaniom oraz potrzebom millenialsów i osób z pokolenia Z może być szansą dla pracodawców na przyciągnięcie nowych talentów – wynika z raportu Global 2022 Gen Z & Millennial Survey przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Najnowsza edycja corocznego badania Deloitte wskazuje, że poczucie niepokoju staje się nieodłącznym elementem codziennego życia młodych pokoleń. Wnioski te wyciągnięto na podstawie odpowiedzi udzielonych przez 14,8 tys. przedstawicieli pokolenia Z, czyli osób urodzonych między styczniem 1995 r. a grudniem 2003 r. oraz 8,4 tys. millenialsów (z roczników 1983-1994) pochodzących z 46 krajów świata, w tym z Polski. Ankieta została przeprowadzona na przełomie grudnia 2021 r. i stycznia 2022 r.

Największym wyzwaniem dla ankietowanych zarówno w Polsce, jak i na świecie jest kwestia rosnących kosztów życia. Tę kategorię w skali globalnej wskazało 29 proc. przedstawicieli pokolenia Z (tzn. zoomerów) oraz 36 proc. millenialsów (nazywanych również generacją Y). W przypadku Polski odsetek tego typu odpowiedzi był jeszcze większy i wynosił odpowiednio 47 i 49 proc. Jedną z zauważalnych różnic między polskimi a zagranicznymi respondentami jest obawa przed konsekwencjami braku społeczno-politycznej stabilności w regionie. Ta kwestia w ogóle nie pojawia się w najczęstszych odpowiedziach zebranych globalnie. Tymczasem w Polsce na takie źródło niepokoju wskazuje co czwarty przedstawiciel generacji Z i co piąty millenials.

– Konsekwencje rosnących kosztów życia coraz mocniej dotykają przedstawicieli najmłodszych pokoleń. Nie jest to jednak nowe zjawisko, ale trend utrzymujący się od dłuższego czasu. Przedstawiciele pokoleń Y i Z od dawna odczuwają brak stabilności finansowej. Młode pokolenia coraz głośniej mówią też o kwestii zdrowia psychicznego i wypaleniu zawodowym. Wszystkie te czynniki w coraz większym stopniu mają wpływ na ich decyzje zawodowe. Znaczenie zarządzania talentami zyskuje na znaczeniu. Liderzy, którzy chcą zatrzymać wykwalifikowanych pracowników, powinni już dziś zmienić swój sposób myślenia o nich i o nowym modelu pracy – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego, Deloitte.

Wyniki badania pokazują, że blisko połowa przedstawicieli obydwu pokoleń odczuwa wypalenie spowodowane rosnącą liczbą obowiązków zawodowych. Jednocześnie co piąty zoomer i co czwarty millenials wskazał, że jego pracodawca nie traktuje tego zjawiska należycie poważnie lub nie podejmuje żadnych kroków, żeby je powstrzymać.

Chociaż konsekwencje przepracowania budzą obawy wśród ankietowanych, to chęć znalezienia wymarzonej ścieżki kariery oraz konieczność zaspokojenia potrzeb finansowych skłania osoby urodzone w latach 80., 90. i na początku XXI wieku do podejmowania dodatkowego zajęcia zawodowego. Co czwarty Polak urodzony po 1995 r. wykonuje więcej niż jedną pracę. Odsetek ten jest jednak znacznie mniejszy w porównaniu z globalnymi wynikami – w ujęciu globalnym 43 proc. „zetek” trudni się dodatkowym zajęciem. W przypadku starszego pokolenia liczba osób pracujących na półtora lub więcej etatu wynosi ok. 1/3 ankietowanych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dla części osób praca na półtora lub dwa etaty ma wymiar nie tylko finansowy, ale również pozwala zaspokoić potrzebę rozwoju zawodowego poprzez podnoszenie swoich kompetencji.

Odpowiedzialni pracodawcy

Według ekspertów Deloitte, firmy chcące uchodzić za atrakcyjne miejsce pracy dla millenialsów i zoomerów muszą być gotowe spełnić nie tylko ich oczekiwania finansowe, ale również zapewnić wsparcie w obszarach takich jak rozwój zawodowy czy zdrowie mentalne oraz uwzględnić oczekiwania dotyczące sposobu organizacji pracy.

Wybierając pracodawcę, przedstawiciele pokoleń Y i Z kierują się znacznie większą liczbą czynników niż tylko finansami. Zarówno zoomerzy, jak i millenialsi liczą na to, że spełni on ich oczekiwania dotyczące budowania kariery w organizacji oraz umożliwi zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, m.in. poprzez elastyczne podejście do organizacji pracy. Kluczową rolę odgrywają tu liderzy, którzy powinni cechować się empatią i otwartością na potrzeby pracowników, jednocześnie wspierając ich w rozwoju. Równie istotna jest otwartość pracodawcy na tematy z zakresu zdrowia psychicznego, a także wdrożenie odpowiednich wspierających rozwiązań. Wszystkie te aspekty służą budowaniu kultury organizacyjnej opartej na wartościach – wskazuje Joanna Świerzyńska, partnerka w dziale doradztwa podatkowego, talent partnerka w Deloitte.

Inflacja na ustach wszystkich

Wszystko wskazuje na to, że inflacja w strefie euro jak i w Stanach Zjednoczonych osiągnie prawdopodobnie w czerwcu nowe maksima. W przypadku wskaźnika bazowego w średnim terminie także powinniśmy spodziewać się dalszych zwyżek. W tej sytuacji rynek prawdopodobnie podniesie swoje oczekiwania dotyczące kluczowych stóp procentowych w USA i strefie euro. Przed nami dalsze wzrosty rentowności obligacji rządowych.

Inflacja w strefie euro w maju wyniosła 8,1 proc i była znacznie wyższa, niż szacowali ankietowani wcześniej ekonomiści. Wówczas wielu pocieszało się faktem, że to prawdopodobnie szczyt. Prawdopodobnie jednak daleko nam do tego. W czerwcu zapowiada się jeszcze wyższy odczyt CPI. Wynika to z faktu, że ceny paliw w połowie miesiąca (kiedy zbierane są dane) były o około 4 proc. wyższe niż w połowie maja. W rezultacie inflacja w strefie euro wzrośnie i może wynieść nawet 8,4 – 8,5 proc.

Nie ma jeszcze oznak spowolnienia silnej presji wzrostowej na ceny producentów dóbr pośrednich. Z kolei oczekiwania inflacyjne rosną powszechnie – zarówno wśród przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Co niepokojące, ankieta Bundesbank-u wskazuje, że w ciągu najbliższych pięciu lat inflacja wyniesie średnio 5 proc. – o dwa punkty procentowe więcej niż tuż przed wybuchem pandemii. W takich warunkach firmom łatwiej jest podnosić ceny. Przez długi czas płace w strefie euro rosły jedynie w niewielkim stopniu. W pierwszym kwartale odnotowano jednak pierwszy znaczący wzrost, który nie był spowodowany wyłącznie specjalnymi płatnościami związanymi z COVID-19 w niemieckim sektorze publicznym. W międzyczasie związki zawodowe znacznie podniosły swoje żądania płacowe, i to nie tylko w Niemczech – co jest zrozumiałe w obliczu ogromnego wzrostu inflacji. Koszty pracy prawdopodobnie wkrótce wzrosną gwałtownie we wszystkich krajach, co spowoduje wzrost cen usług i towarów.

Podobna sytuację można zauważyć w USA. Odczyt ostatni na poziomie 8,5 proc. zaskoczył rynki. Fed zareagował wyższa podwyżką. W czerwcu jednak ten wynik jeszcze może zostać pobity. Przyczyni się do tego wzrost cen benzyny oraz znaczne zwyżki czynszów mieszkań.

W USA rynek pracy jest mocno napięty. Dla przykładu, na każdą osobę bezrobotną przypadają obecnie dwa wolne miejsca pracy, czyli więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Presja na wzrost wynagrodzeń jest więc nadal duża. Mediana wynagrodzeń obliczana przez Fed z Atlanty, będąca stosunkowo „czystą” miarą płac, była w maju o 6,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, co stanowi najwyższy wzrost w historii tej serii danych, która sięga 1997 r. Jeśli spojrzymy na oczekiwania inflacyjne amerykańskich konsumentów, to widać, że podniosły się one z 3 proc. na początku 2021 r. do 6,6 proc. obecnie. Długoterminowe oczekiwania na najbliższe trzy lata wzrosły o 1 punkt procentowy do poziomu nieco poniżej 4 proc.. Jeśli ceny energii wkrótce się nie uspokoją, wczesną jesienią inflacja w USA może nawet przekroczyć poziom 9 proc.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Zacieśnianie polityki monetarnej w USA nabiera tempa

Zgodnie z oczekiwaniami amerykański Fed podniósł zakres podstawowej stopy procentowej o 75 punktów bazowych, do 1,50-1,75%. To przede wszystkim reakcja na ubiegłotygodniowe dane o wyższej inflacji. Prognozy dotyczące stóp procentowych sugerują podwyżkę stóp do 3,4% w tym roku. Można spodziewać się, że w przyszłym roku podstawowa stopa procentowa wyniesie nawet 3,8%. Jest to wprawdzie wolniejsza podwyżka w porównaniu z bankami centralnymi takimi jak NBP, jednak dolar, jako waluta bezpieczna, potrzebuje podniesienia stóp, aby się umocnić. Co więcej, inflacja w USA jest niższa niż w Polsce. Oprócz oczekiwania wyższej inflacji, nowa prognoza Fed przewiduje także niższy wzrost PKB i wyższe bezrobocie w latach 2022-2024. Chociaż Fed jest ostrożniejszy niż NBP, to w porównaniu z EBC jego zachowanie jest bardzo jastrzębie. W istocie EBC jest postrzegany jako instytucja, która oprócz stabilności cen musi zająć się problemami gospodarczymi i zadłużeniem krajów, takich jak Włochy. W rzeczywistości EBC nie wprowadził żadnych zmian na nadzwyczajnym posiedzeniu i można się spodziewać, że podczas gdy do końca roku stopy procentowe wyniosą ok. 7% w Polsce i 3,4% w USA, to w strefie euro będą oscylować wokół 1%. Oczywiście nie pomoże to zbytnio fundamentom euro. Istnieje zatem realna szansa, że w dłuższej perspektywie euro osłabi się w stosunku do dolara. W stosunku do złotego będzie to zależało od tego, czy sytuacja polityczna w Europie i Ukrainie będzie się zaostrzać. Jeśli tak się nie stanie, złoty skorzysta na wyższych stopach i umocni się.

AKCENTA CZ a.s.

Największa podwyżka stóp FED od 1994 roku

Amerykański Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku („Federal Open Market Committee”) podniósł w środę wysokość głównej stopy procentowej w USA o 0,75 pkt. proc. do poziomu 1,5-1,75 proc. To największa podwyżka stóp w Stanach Zjednoczonych od 15 listopada 1994 roku, kiedy oprocentowanie funduszy federalnych zostało podniesione przez FED również o 0,75 pkt. proc. z 4,75 proc. do 5,5 proc.

Wysokość podstawowej stopy procentowej podniósł również – po raz piąty z rzędu – wczoraj Bank Anglii. Wzrosła ona z 1 do 1,25 proc. do najwyższego poziomu od 13 lat.
Stopy podniósł również Narodowy Bank Szwajcarii. Wzrosły one z -0,75 proc. do -0,25 proc.

W środę i czwartek kurs amerykańskiego dolara w stosunku do japońskiego jena spadł łącznie o 2,4 proc., co było najsilniejszy tego typu dwusesyjnych ruchem od końca marca 2020 roku. Dolar osłabił się również w środę i czwartek wobec euro. Dziś rano te straty dolara były częściowo odrabiane. Złoty był wczoraj najsłabszy względem amerykańskiego dolara od 3 miesięcy, a względem euro od ponad 2,5 miesiąca. Dziś rano te straty były odrabiane.

Wyprzedzając podwyżkę stóp FED rentowność amerykańskich 10-latek wzrosła na początku tego tygodnia do najwyższego poziomu od 11 lat (prawie 3,5 proc.), ale w środę i w czwartek lekko spadała. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu pokonała w tym tygodniu poziom swego maksimum z października 2008 zbliżając się do 8 proc.

Cena kontraktów na ropę naftową nadal trzymały się w pobliżu poziomu 120 dolarów) za baryłkę. Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie konsolidowała się po wtorkowym silnym tąpnięciu. Sytuacja w Europie był odwrotna, ceny kontraktów na gaz stabilizowały się dziś po silnym wzroście w środę i czwartek wywołanym ograniczeniem dostaw przez Rosję. Kolejnej 1,5 roczne minimum osiągnęły wczoraj ceny kontraktów na złom stalowy na LME.

Na najniższe poziomu od końca 2020 roku zeszły wczoraj główne amerykańskie indeksy. Dziś rano trwało ostrożne odreagowanie (S&P 500 +0,74 proc.). Na giełdach w Azji i Oceanii nowe przynajmniej roczne minima osiągnęły główne indeksy rynków akcji w Indiach, Nowej Zelandii, Korei Południowej, Tajwanie, Malezji i Australii. Najsilniej – o 1,77 proc. – spadł dziś australijski All Ordinaries. Rosły natomiast indeksy giełd chińskich (Hang Seng +1,15 proc.).

Głównie indeksy w Europie pomimo wczorajszych spadków nie zeszły poniżej poziomów marcowych dołków, a dziś rano lekko rosły (DAX +0,5 proc., CAC 40 +0,48 proc.). Wyjątkami były holenderski AEX i szwajcarski SMI, które osiągnęły wczoraj i dziś rano najniższe od ponad roku poziomy.

WIG-20 spadał po 10-tej o 1,27 proc., ale nadal trzymał się powyżej poziomu swego majowego dołka. Ta sztuka nie udała się mWIG-owi, który osiągnął w ostatnich dniach najniższy poziom od stycznia 2021. Na początku dzisiejszej sesji swe nowe cykliczne minima osiągnęły WIG-Leki, WIG-Motoryzacja i WIG-Media. Kurs akcji Cyfrowego Polsatu był dziś najniżej od marca 2020, zaś najwyżej od roku była dziś cena akcji PGE. Najdroższe od prawie 2 lat były dziś akcje XTB. Wśród składników mWIG-u na drugim biegunie były dziś akcje Millennium i Wirtualnej Polski, które osiągnęły swe nowe cykliczne minima.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Banki centralne rozdają karty

Wojna wywołana przez Rosjan na Ukrainie trwa nadal, ale to banki centralne rządzą obecnie rynkami. W ciągu ostatnich dwóch dni z ważnych posiedzeń zagranicznych banków centralnych zabrakło tylko Banku Anglii.

Nadzwyczajne zaskoczenie z EBC

W środę odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Sądząc po tym, że spotkanie miało miejsce tydzień po regularnym spotkaniu, na którym (delikatnie mówiąc) wiało nudą, rynek spodziewał się bomby. Bomba była. Nikt nie spodziewał się, że można zrobić tyle szumu o nic. W korporacji byłoby to określone spotkaniem, które powinno być mailem. Co zatem się wydarzyło? Poinformowano, że program skupu aktywów skupi się na krajach Południa strefy euro, by uniknąć nadmiernego wzrostu kosztów kredytowania. Owszem włoski dług ma już rentowność 4% rocznie. Można jednak zwrócić uwagę, że rozwiązaniem tego problemu nie jest subsydiowanie tylko wymuszenie spełniania pewnych standardów. Po coś powstały kryteria konwergencji z Maastricht. Włosi są jednak zadłużeni na 2,5 raza górnego limitu, a kryteriów nie spełnili nigdy za czasów ich istnienia. Z drugiej strony, po co mają się starać, skoro w razie czego EBC jest skłonne ich dofinansować.

Duża podwyżka od FED

Amerykanie podnieśli stopy procentowe o 0,75%. Docelowy poziom 1,5% nie jest może imponujący, ale jednorazowy wzrost wskazuje na pewną determinację. Na rynku od dłuższego czasu mniej lub bardziej nieśmiale sugerowano, że Amerykanie zaczną mocniej podnosić stopy procentowe. Powodem miało być między innymi osłabienie dolara względem euro. To z kolei powodowało, że pomimo podnoszenia stóp procentowych amerykańska waluta nie umocniłaby się zbyt mocno względem euro. Taki ruch mógłby znacząco obniżyć opłacalność amerykańskiego eksportu i pogarszać koniunkturę. Obecnie jednak z jakiegoś powodu inwestorzy ufają, że EBC zacznie realizować swoje działania statutowe i walczyć z inflacją. Głośno mówi się o dacie lipcowej, byłoby to już 9 miesięcy, po tym jak inflacja w strefie euro przekroczyła cel inflacyjny. Jak reagują rynki? Cały czas wierzą w EBC, a że 0,75% w górę było oczekiwane, nie było większej rewolucji po samej decyzji.

Niespodziewana bomba ze Szwajcarii

Szwajcarzy podnieśli wczoraj niespodziewanie stopy procentowe z -0,75% na -0,25%. Był to mocno niespodziewany ruch, o czym najlepiej świadczy reakcja rynków walutowych. Po samej decyzji w ciągu godziny frank umocnił się około 2% względem euro. Względem złotego ruch był mocniejszy. Po pierwsze w wyniku szoku kapitał uciekał z rozwijających się rynków. Po drugie dzień wolny powodował, że na rynku brakowało inwestorów. Tak duża wiadomość miała zatem możliwość znacznie silniejszego przesunięcia ceny. W czwartek frank szwajcarski przez chwilę dotarł powyżej 4,65 zł. Euro kosztuje obecnie nadal powyżej 4,70 zł mimo trwającej korekty po przyjściu traderów dzisiaj do pracy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Już co trzeciemu Polakowi brakuje pieniędzy na bieżące zobowiązania i podstawowe wydatki

Z powodu galopującej inflacji i drożyzny już niemal jednej trzeciej Polaków brakuje pieniędzy na bieżące zobowiązania i podstawowe wydatki. Jednocześnie ponad połowa obawia się, że w najbliższych miesiącach pojawią się lub pogłębią kłopoty finansowe. Gdy pieniędzy jest za mało, kusi aby ze sterty rachunków część odłożyć na później. Zdaniem Polaków, do schowania do szuflady najlepiej nadają się faktury za telewizję, telefon i internet. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor jest ponad 1,2 mld zł zaległych zobowiązań za różnego rodzaju niepłacone rachunki.

Energia, gaz, woda, śmieci, czynsz, telefon, internet, raty kredytów i wiele innych – co miesiąc co najmniej kilkaset złotych statystyczny Polak przeznacza na regulowanie bieżących zobowiązań. Według danych GUS przeciętne wydatki na bieżące utrzymanie, obejmujące również żywność, ubrania i transport wyniosły w zeszłym roku na osobę 1316 zł przy 2062 zł rozporządzalnego dochodu. Tyle średnia. W najuboższej, z podzielonych na pięć grup Polaków, dochód, wynosił jedynie 652 zł, a wydatki były o ponad połowę wyższe – 987 zł. Rok wcześniej różnica ta wynosiła 26,5 proc. – Podobnie jak w latach poprzednich, gospodarstwa najbiedniejsze nadal były zmuszone korzystać ze swoich oszczędności lub pożyczek, czy kredytów – zauważają autorzy raportu „Sytuacja gospodarstw domowych w 2021 r. w świetle wyników badania budżetów gospodarstw domowych”. – Dane GUS pokazują też pogłębiające się dysproporcje między osobami najuboższymi i najzamożniejszymi. Mogą wskazywać również na wzrost szarej strefy – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Z badania „Inflacja i wojna w Ukrainie a budżety domowe Polaków” przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, już na początku tego roku co trzeci Polak (30 proc.) przyznał, że w obecnych warunkach ma problemy by związać koniec z końcem. Tego, że sytuacja materialna będzie się pogarszać obawia się 56 proc. ankietowanych.

Galopująca inflacja sprawia, że koszty życia mocno idą w górę. W ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku gaz i opał, w stosunku do analogicznego okresu zeszłego roku, zdrożały ok. 50 proc. O prawie 10 proc. wzrosły ceny żywności. Za wywóz śmieci trzeba zapłacić o 11 proc. więcej, ścieków o 8 proc., usługi telekomunikacyjne ponad 4 proc., a za transport 18 proc.

O trudnościach finansowych wynikających m.in. z inflacji częściej mówią kobiety (34 proc.) niż mężczyźni (26 proc.) oraz osoby w wieku 25-44 lat (36 proc.) niż pozostali (ok. 27 proc.). Obawy o problemy w przyszłości także deklarują częściej panie (62 proc.) niż panowie (50 proc.). – Z pewnością sytuacja nieobserwowanego od lat gwałtownego wzrostu cen jest niekomfortowa i rodzi ryzyko, że przytłoczeni wydatkami konsumenci nie tylko zrezygnują z ekstrawagancji czy rozrywek, ale po prostu nie dadzą też rady regulować bieżących zobowiązań – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Jakie rachunki będą czekały na lepszy moment?

Najchętniej, na później odkładana jest opłata za telewizję, wskazało ją trzech na dziesięciu ankietowanych, następna w kolejności jest faktura za telefon i internet (23 proc.). Co piąty ankietowany, w razie trudności finansowych rozważy rezygnację z płacenia ubezpieczeń oraz regulowania kar za jazdę bez biletu czy mandatów. Bieżące domowe rachunki za media, gaz czy prąd znalazły się na dalszych pozycjach wydatków, które mogłyby poczekać w razie kłopotów z płynnością finansową. Wskazało je 15 proc. ankietowanych, tak samo jak opłaty czynszowe. Preferencje, czego nie zapłacić, gdy nie ma pieniędzy, nie zmieniły się znacząco w porównaniu z okresem pandemii, który również zagroził stabilności finansowej wielu gospodarstw domowych. Podobnie jak wtedy wciąż trudniej zdecydować się na opóźnienie spłaty rat pożyczek czy kredytów – jedynie po 9 proc. ankietowanych wzięło pod uwagę te zobowiązania. Z pewnością nie bez wpływu jest tu fakt, że opóźnianie raty odkłada się w historii kredytobiorcy i może mu szkodzić przez pięć lat od zakończenia spłaty opóźnianego kredytu.

Portfel co trzeciego Polaka nie wytrzymuje drożyzny
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor *procent liczony dla grupy osób posiadających dzieci

Warto jednak mieć świadomość, że informacje o odłożonych rachunkach też mogą ujrzeć światło dzienne i psuć wiarygodność płatniczą. Wierzyciele, szczególnie firmy świadczące usługi masowe, chętnie zgłaszają niesolidnych klientów do rejestrów.

– W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor jest prawie 278 tys. osób, które mają ponad 1,2 mld zł zaległych zobowiązań za niepłacone rachunki. W sytuacji, gdy będą chcieli zaciągnąć kolejne zobowiązanie mogą mieć problem, bo firmy przed podpisaniem umowy zwykle prześwietlają klientów. Tylko od początku tego roku pobranych zostało z BIG InfoMonitor ponad 7,7 mln raportów o konsumentach i aż 17,7 mln w całym ubiegłym roku. Z jednej więc strony firmy wpisują, a z drugiej sprawdzają czy mogą zaufać osobom zainteresowanym ich usługami – wyjaśnia Sławomir Grzelczak.

Nieopłacone rachunki czy czynsze to nie wszystko co widać w BIG InfoMonitor. Wraz z nieuregulowanymi alimentami, karami za jazdę bez biletu, długami wobec sądów czy firm windykacyjnych, zaległości o wartości 41,5 mld zł ma 2,13 mln Polaków. Średnio na osobę wypada 19 470 zł.

Najwyższe średnie zadłużenie, z uwagi na wchodzące tu w grę kwoty, związane jest z alimentami – 43 476 zł. Na drugiej pozycji znalazł się czynsz, stanowiący znaczący koszt dla każdego gospodarstwa domowego – 24 769 zł. Z kolei średnie zaległości za telefon i internet wynoszą – 3 577 zł, a za telewizję 1738 zł. Zaległe rachunki za media (woda, energia, gaz, wywóz nieczystości) to 407 zł na osobę. Gdyby założyć, że jedna osoba ma wszystkie rodzaje poniższych zobowiązań jej średni dług urósłby do prawie 102 tys. zł.

Portfel co trzeciego Polaka nie wytrzymuje drożyzny
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

– W czasie pandemii liczba dłużników jak i zaległości spadały. Sprzyjało temu mniej pokus i okazji do wydatków, programy socjalne, ale także większa skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania. W niejednym domu z pewnością pomogła poduszka finansowa. Jednak za sprawą inflacji i wojny, trudna sytuacja się przedłuża i jak przyznają ankietowani, z uwagi na wzrost cen wszystkiego, już trzy na dziesięć gospodarstw domowych ma problem z finansowaniem bieżących wydatków. Jak ostatecznie poradzą sobie Polacy, będzie widać w bazach dłużników za jakiś czas. Na pewno, by nie wpaść w kłopoty warto ograniczać zbędne zakupy i roztropniej podchodzić do zaciągania zobowiązań – dodaje Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch „Inflacja i wojna w Ukrainie a budżety domowe Polaków” zrealizowane zostało w dniach 25 – 28 marca 2022 roku, metodą CAWI, na próbie 1056 Polaków w wieku powyżej 18 lat.

20% Polaków zrezygnowało z wakacji z powodu inflacji. Prawie połowa wyda na urlopowy wyjazd nie więcej niż 3000 zł

71% Polaków przyznaje, że inflacja wpłynie w jakimś stopniu na ich plany wakacyjne. 33% turystów szuka oszczędności w kraju, a 10% zamierza wydać mniej na wakacje za granicą. Tegoroczne wakacje upłyną pod znakiem oszczędzania i szukania tańszych alternatyw.  

Tymczasem 7-dniowy urlop nad polskim morzem może kosztować nawet 5 000 zł. W zagranicznych kurortach wcale nie jest lepiej. Z uwagi na galopujące ceny lotów koszt wakacji poza Polską wzrósł drastycznie. Przykładowo, za tydzień wakacji w Chorwacji trzeba zapłacić od 4 000 zł w górę. Eksperci rankomat.pl sprawdzili, o ile wzrosły ceny nad Bałtykiem i w zagranicznych kurortach. Przeprowadzili także badania, w których zapytali Polaków, jak obecna sytuacja ekonomiczna wpływa na ich plany wakacyjne.

30% Polaków nie pojedzie na wakacje w tym roku

Z badania rankomat.pl wynika, że 20% polskich turystów całkowicie zrezygnowało ze swoich planów wakacyjnych z uwagi na obecną sytuację ekonomiczną. Nieco mniejsza grupa (10%) w ogóle nie planowała wyjazdowego urlopu w tym roku. Tylko 25% podróżnych nie zamierza oszczędzać podczas wakacji – 16% w Polsce, a 9% za granicą. Zmiana planów wakacyjnych

Ponad połowa badanych przyznaje, że wakacje planuje, biorąc pod uwagę obecną sytuację ekonomiczną. 33% turystów szuka oszczędności w kraju – wydając mniej na planowany urlop lub szukając tańszej alternatywy. 10% Polaków zamierza wydać mniej na wakacje za granicą, a tylko o jeden punkt procentowy mniej badanych zmieniło kierunek wakacji z Polski na zagranicę w celu szukania oszczędniejszych rozwiązań.

Zaciskanie pasa. 65% Polaków planuje urlop nie droższy niż 5 000 zł

Zmiana planów wakacyjnych z uwagi na rosnącą inflację nie dotyczy tylko kierunku urlopu, ale też konkretnych widełek budżetowych, w jakich Polacy zamierzają się zmieścić podczas odpoczynku. Zdecydowana większość nie chce wydać więcej niż 5 000 zł. 14% polskich turystów liczy, że zamknie się w kwocie do 1 000 zł. 27% badanych chce wydać na wakacje od 1 000 do 3 000 zł. 25% wyjeżdżających na urlop zamierza pozostać w przedziale od 3 000 zł do 5 000 zł. Wydatki na wakacje

Tylko 13% Polaków chce wydać na wakacje więcej niż 5 000 zł. Jedna dziesiąta turystów planuje budżet w przedziale od 5 000 zł do 10 000 zł, a tylko 3% chce przekroczyć granicę 10 000 zł.

Wakacje w hotelu nad Bałtykiem droższe niż rok temu. Najgorsza sytuacja w Łebie

Z badania wykonanego przez IPSOS na zlecenie Europ Assistance wynika, że aż 57% Polaków planuje odpoczynek nad Bałtykiem. Tymczasem inflacja dotyka nie tylko turystów, ale i przedsiębiorców. Zarówno w hotelach, jak i w kwaterach prywatnych odczuć można zauważalny wzrost cen.

Eksperci rankomat.pl na podstawie analizy danych z booking.com oraz nocowanie.pl sprawdzili, o ile podrożały ceny noclegów w najpopularniejszych polskich kurortach (Kołobrzeg, Łeba, Świnoujście, Międzyzdroje, Ustka i Sopot) i porównali je z danymi ubiegłorocznymi. Hotele w Polsce

Turyści, którzy chcą spędzić urlop w hotelu trzygwiazdkowym, muszą liczyć się z tym, że w tym roku budżet do 3 000 zł może okazać się niewystarczający. Najwięcej za siedmiodniowy nocleg ze śniadaniem dla dwóch osób zapłaci się w Łebie (niemal 4 000 zł) – to aż prawie o połowę więcej niż latem zeszłego roku. Niewiele taniej jest w Świnoujściu (3 816 zł, ceny wzrosły o 22% w porównaniu z sezonem letnim 2021) czy w Kołobrzegu (3 687 zł, wzrost o 49%). Najmniej podrożały noclegi hotelowe w Ustce (za tydzień ze śniadaniem dwójka turystów zapłaci 3 235 zł, tylko 2% więcej niż rok temu), Międzyzdrojach (3 320 zł, wzrost o 4%) i Sopocie (3 235 zł, wzrost o 10%).

Ceny w kwaterach ostro do góry. Najbardziej w Kołobrzegu

Turyści, wybierający kwatery, liczą na oszczędności – i to fakt, zapłacą mniej niż wypoczywający w nadbałtyckich hotelach, jednak ceny od zeszłego roku wzrosły drastycznie. Dwa lata pandemii, inflacja i wzrost cen zdecydowanie bardziej uderzyły w gospodarzy prywatnych niż sieci hotelowe. Kwatery prywatne w Polsce

Największe zaskoczenie czeka wybierających Kołobrzeg – rok temu za 7-dniowy pobyt w dwuosobowym pokoju kosztował zaledwie 560 zł, tego lata trzeba zapłacić już o 75% więcej! Prawie połowę więcej na nocleg muszą wydać także turyści w Świnoujściu (910 zł za siedem nocy, rok temu pokój dwuosobowy można było znaleźć za 630 zł).

Podobny wzrost cen można zauważyć w Ustce (33%) i Łebie (34%) – tygodniowy pobyt można tam zaplanować w przedziale 700-800 zł. Najmniej zdrożały kwatery w Międzyzdrojach – są droższe tylko o ¼ (siedem nocy kosztowało 560 zł rok temu, 700 zł w tym roku). O dziwo, dwuosobowy pokój u prywatnego gospodarza w tej samej cenie jak rok temu można znaleźć w Sopocie (770 zł za siedem nocy).

Do tych cen należy także doliczyć wydatki przeznaczane dojazd. Ceny paliwa są z dnia na dzień coraz wyższe. Ostateczny koszt wakacji w Polsce podbije też budżet na wyżywienie i atrakcje, które przecież również poszły do góry. Urlop nad Bałtykiem może więc kosztować ponad 5 000 zł.

Podróż do Grecji o 136% drożej! Ceny lotów szybują do góry

Spora grupa Polaków w badaniu dla rankomat.pl potwierdziła, że planuje wyjechać na wakacje za granicę. Bywało w poprzednich latach, że wakacje all inclusive lub noclegi w zagranicznych kurortach był znacznie tańsze nad Bałtykiem. Tak będzie i w tym roku, choć nie oznacza to, że będzie taniej niż latem 2021.

Największy wpływ na ceny wakacji poza Polską mają rosnące ceny lotów. W przypadku biletów na grecką wyspę Rodos ten wzrost ceny jest ogromny. Rok temu za lot tam i z powrotem płaciliśmy od 476 zł. W sezonie letnim 2022 najtańsze połączenie na wyspę zaczyna się od 1128 zł, co oznacza wzrost aż o 136%! W przypadku pozostałych kierunków analizowanych przez ekspertów rankomat.pl w ubiegłym roku nie jest aż tak drastyczny, ale nadal widoczny. Loty do Turcji podrożały o 56% (w 2021 958 zł, w 2022 1498 zł), a do Bułgarii o 41% (642 zł rok temu, 907 zł w 2022 r.).

Najmniejszy wzrost cen biletów na samolot widzimy w przypadku Albanii (lot z Warszawy do Tirany rok temu kosztował 785 zł, teraz trzeba zapłacić 897 zł, co oznacza wzrost o 14%) oraz Chorwacji (do Spilitu z Warszawy bilet w 2021 można było znaleźć od 720 zł, teraz najtańsze połączenia zaczynają się od 792 zł, co oznacza wzrost zaledwie o 10%).

Noclegi tańsze niż w Polsce, ale droższe niż rok temu. Największy wzrost cen w Bułgarii

Pobyt w hotelu trzygwiazdkowym ze śniadaniem za granicą można znaleźć taniej niż w Polsce. Niestety, inflacja nie oszczędziła popularnych kurortów europejskich i w efekcie za wakacje za granicą trzeba zapłacić więcej niż rok temu.Hotele za granicą

Największy wzrost cen noclegów odnotowała Bułgaria – i to aż o 150%. 7-dniowy pobyt w hotelu dla dwóch osób ze śniadaniem kosztuje 1412 zł, podczas gdy rok temu płaciliśmy zaledwie 564 zł. Więcej kosztują noclegi także w Turcji (w 2021 628 zł za siedem nocy w hotelu ***, w 2022 – 1281 zł, wzrost o 103%).

O 57% zdrożał pobyt w Grecji – tydzień w hotelu *** na Rodos kosztuje obecnie 2120 zł, podczas gdy rok temu 1348 zł. Najmniej wzrosły ceny w Albanii. Tam za 7-dniowe wakacje zapłaci się 961 zł, tylko 22% więcej niż latem 2021 roku (785 zł).

W porównaniu do ceny znanych nad z nadbałtyckich plaż i tak nie są to kwoty rujnujące portfel przeciętnego turysty. W przypadku wakacji zagranicznych da się zamknąć budżet w przedziale 3 000- 5000 zł.

Jeszcze mniej zapłaci się w przypadku nocowania za granicą w kwaterach prywatnych. Wakacje mogą wtedy kosztować nawet o połowę mniej. W Grecji można zaoszczędzić nawet 1300 zł przy tygodniowym pobycie dla dwóch osób. W Bułgarii 7-dniowy urlop u gospodarza prywatnego kosztuje zaledwie 663 zł dla dwóch osób. Kwatery prywatne w Turcji są dostępne od 675 zł przy tygodniowym pobycie.

Bez wydatków na testy. Wygasająca pandemia COVID-19 a wakacje 2022

Dwa poprzednie sezony wiązały się bardzo mocno z pandemią koronawirusa. Większość krajów utrzymywała zamknięte granice lub obostrzenia. Konieczne było wykonywanie testów na obecność SARS-Cov-2 lub okazanie paszportu zaświadczającego o przyjęciu szczepienia albo o przejściu COVID-19. W tym roku na szczęście jest już zupełnie inaczej.

Według portalu wakacje.pl w tym roku najbardziej popularnymi kierunkami będą Grecja, Turcja, Egipt, Hiszpania oraz Tunezja. Z tej piątki tylko w przypadku podróży do Egiptu i Tunezji trzeba liczyć się z obostrzeniami (wymagane jest zaświadczenie o szczepieniu, ozdrowieniu lub negatywny wynik testu, mogą być wykonywane także szybkie testy po przylocie).

Coraz dłuższa jest też lista państw, do których można swobodnie podróżować, bez testów, kwarantanny i innych wymogów. Na dzień 14 czerwca 2022 roku znajdują się na niej 54 kraje.

Akcje, obligacje i rynkowe reakcje na wysoką inflację

Jak kształtują się kluczowe wskaźniki ekonomiczne? Jak wygląda sytuacja na polskim rynku oraz rynkach globalnych w skomplikowanym i turbulentnym otoczeniu? Co dzieje się na rynkach akcji? Jaki wpływ na rynek obligacji wywarły ostatnie decyzje banków centralnych?

Rynki globalne – akcje

Po raz kolejny uwaga inwestorów jest skoncentrowana na skali wzrostów stóp procentowych. Inwestorzy zastanawiają się, jak daleko jesteśmy od szczytu inflacyjnego i kiedy skończy się cykl podwyżek stóp procentowych, który powinien wyznaczyć punkt zwrotny dla rynku ryzykownych aktywów. Pojawiają się opinie, że zakres podwyżek stóp procentowych jest ograniczony i wraz ze spowolnieniem gospodarczym przejdziemy w kierunku dyskusji o możliwych obniżkach.

Obecna dynamika wzrostu cen żywności jest wyższa niż w latach 70-ch XX w. Dodatkowo, nie było też większej dwuletniej zmiany procentowej w 75-letniej historii rynku surowcowego. Wysokie ceny żywności i ekstremalny wzrost cen surowców w tak krótkim czasie nie są najlepszym połączeniem. Implikuje to wzrost ryzyka geopolitycznego na całym świecie. W rezultacie, globalny indeks akcji (MSCI ACWI) spadł w maju o 0,1%. Indeks akcji rynków rozwiniętych (MSCI World) spadł o 0,2%, podczas gdy indeks akcji rynków rozwijających się (MSCI EM) wzrósł o 0,1%.

W opinii ekspertów VIG / C-QUADRAT TFI, akcje amerykańskie i europejskie nadal znajdują się w górnych poziomach wycen historycznych. Kluczowe jest dalsze tempo podnoszenia stóp % przez wiodące banki centralne w kontekście pogarszających się perspektyw makroekonomicznych oraz perspektywy biznesowe poszczególnych branż.

Rynek krajowy – akcje

W Polsce, głównymi tematami inwestycyjnymi są: embargo na węglowodory, nowe wsparcie dla kredytobiorców złotowych oraz wysoka inflacja, której będą towarzyszyć dalsze podwyżki stóp procentowych. Problemy są widoczne w szczególności w budownictwie i przemyśle (indeksacja umów o wzrost kosztów) oraz w sferze zwiększonych wydatków na większość kategorii dóbr wyższego rzędu (np.: meble, AGD i mieszkania). Z drugiej strony, relatywnie dobrze radzą sobie firmy z branży detalicznej (handel odzieżą, obuwiem czy spożywczy). Można to powiązać z napływem imigrantów do Polski w ostatnich miesiącach.

W rezultacie, indeks polskich spółek (WIG) spadł w maju o 0,6%. Indeksy dużych spółek (WIG20TR) i średnich (mWIG40) spadły odpowiednio o 0,6% i 0,5%, a indeks małych spółek (sWIG80) spadł o 2,1%. Aktualny poziom wycen spółek dla indeksu WIG znajduje się poniżej średnich poziomów historycznych (wskaźnik cena/wartość księgowa poniżej wartości 1,1x vs. średnia 10-letnia 1,2x), a szanse i ryzyka dla polskiego rynku akcji są zbilansowane.

Obligacje korporacyjne

W maju – podobnie jak kwietniu – na rynku obligacji korporacyjnych panował relatywny spokój. Ceny na rynku wtórnym nie ulegały większym wahaniom, a na rynku pierwotnym również niewiele się działo. Za to sporo działo się w temacie WIBOR. Do posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (5 maja) WIBOR 6M rósł bardzo dynamicznie, bo aż o 0,3 pkt proc. w 3 dni robocze. RPP zdecydowała się podwyższyć stopy o „jedyne” 0,75 pkt proc. (vs 1,00 pkt w kwietniu), co wyhamowało dynamikę wzrostu stawki referencyjnej. Do końca miesiąca wzrosła ona o kolejne 0,24 pkt proc., do poziomu 6,79 proc. Łączny wzrost WIBOR wyniósł zatem 0,54 pkt proc. w skali miesiąca, podczas gdy w kwietniu wzrósł o 1,2 pkt proc.

Majowy symboliczny (na tle kwietniowego) wzrost WIBOR zbiegł się w czasie ze szczegółami dotyczącymi programu wsparcia kredytobiorców, które zaczęły spływać na rynek. Rządzący usiłują usunąć stawkę referencyjną WIBOR z umów kredytowych/hipotek i zamienić ją nową lub istniejącą (np. POLONIA). Co więcej, osoby posiadające kredyt złotowy – nawet ten ze stałym oprocentowaniem – będą mogły bez opłat odsunąć w czasie spłatę 8 z 18 rat w okresie od lipca 2022 roku do grudnia 2023 roku. Odroczenie spłat rat w czasie to niewątpliwie silny bodziec proinflacyjny, który do zneutralizowania, zdaniem niektórych ekonomistów, potrzebuje dodatkowych podwyżek stóp procentowych w wysokości 1,5 pkt proc. Zdaje się, że rynek nie uwzględnia takiego ryzyka, ponieważ zarówno wcześniej wspomniany WIBOR, jak i kontrakty FRA (oczekiwana wartość WIBOR 6M za 6 miesięcy – wzrost o 0,12 pkt proc. do 7,94%) nie zareagowały na te doniesienia.

W minionym miesiącu większość funduszy obligacji korporacyjnych osiągnęła dodatnią stopę zwrotu. Dalszy wzrost WIBOR i brak wzrostów (lub spadki) rentowności obligacji skarbowych bardzo pozytywnie przekładają się na poprawę wyników tej klasy aktywów. Prognoza NBP zakłada inflację 9,0 proc. oraz 4,2 proc. w latach 2023-2024, co daje średnio 6,6 proc. rocznie. Eksperci VIG / C-QUADRAT TFI są zdania, że fundusze dłużne w perspektywie 2 lat mogą wygenerować zyski przewyższające prognozowaną przez NBP inflację.

Obligacje skarbowe

Pierwszy tydzień maja upłynął pod znakiem kontynuacji przeceny obligacji skarbowych, która została zapoczątkowana w marcu. Sytuacja uspokoiła się po posiedzeniu RPP, która  zaskoczyła rynek niższą od oczekiwań podwyżką stóp procentowych (0,75 pkt. proc. vs 1,0 pkt. proc. oczekiwane przez inwestorów). Pozostała część miesiąca upłynęła pod znakiem odreagowania ostatnich spadków cen i próbie stabilizacji rentowności na niższych poziomach. W szczególności beneficjentem decyzji RPP były obligacje krótkoterminowe z sektora dwóch lat i instrumenty o zmiennym oprocentowaniu.

Zdaniem ekspertów VIG / C-QUADRAT TFI w czerwcu możemy obserwować kontynuację stabilizacji sytuacji na polskim rynku dłużnym. W obecnym otoczeniu nie oczekujemy dynamicznych wzrostów cen obligacji, do momentu wykrystalizowania się sytuacji z ciągle rosnącą inflacją. To pozwoliłoby inwestorom na wypatrywanie końca cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Ewentualny dalszy wzrost rentowności obligacji o stałym oprocentowaniu (spadek cen) – jeśli się pojawi – będzie wywołany mocnym zaskoczeniem, ponieważ rynek zdyskontował już wiele negatywnych informacji płynących z gospodarki.

Nabierając trochę dystansu do bieżących wydarzeń rynkowych i patrząc z dalszej perspektywy na rynki obligacji skarbowych, eksperci VIG / C-QUADRAT TFI dostrzegają w nich pewien potencjał.

Z jednej strony obligacje oparte o zmienny kupon, po okresie dostosowania się kuponów do bieżących warunków rynkowych, prezentują ciekawy poziom rentowności dla inwestorów. Jeśli sprawdzą się prognozy banku centralnego i w perspektywie trzech lat inflacja wróci do celu, to w takim środowisku i przy takim horyzoncie inwestycyjnym rozwiązania oparte o instrumenty rynku pieniężnego pozwolą chronić oszczędności przed erozją ich realnej wartości.

Jeśli scenariusz silniejszego spowolnienia lub nawet recesji gospodarczej się zmaterializuje, fundusze oparte o stałokuponowe obligacje zaczną przynosić pokaźne zyski. To na pewno byłoby przyjęte z ulgą przez inwestorów, którzy w ostatnim roku doświadczyli znacznych strat w tym segmencie. Jednak na materializację tego scenariusza przyjdzie nam jeszcze poczekać. Tak jak wspomniano powyżej, inflacja prawdopodobnie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Brak stabilizacji wskaźnika CPI w perspektywie kolejnych miesięcy, a następnie jego oczekiwany spadek, nie pozwolą na osiąganie wysokich stóp zwrotu z produktów obligacyjnych o długim terminie zapadalności.

Tym niemniej ostatni proces dostosowawczy (wzrost rentowności), który miał miejsce na rynkach dłużnych od początku 2021 roku ponownie sprawił, że segment funduszy dłużnych staje się atrakcyjny dla inwestorów w kilkuletnim horyzoncie inwestycyjnym.

Wydłużony termin wdrożenia KSeF – czy księgowi zdążą?

Wydłużenie terminu wdrożenia KSeF pozwoli przedsiębiorcom i księgowym na przygotowanie się do tego wyzwania. Istnieje natomiast kilka bardzo ważnych obszarów, dla których mogłoby zabraknąć czasu, gdyby obowiązek ten był obligatoryjny od 2023 roku.

Na wstępie warto zaznaczyć, że wciąż zdecydowana większość biur rachunkowych pracuje na systemach stacjonarnych, które wymagałyby ręcznego zaczytywania danych z KSeF i wgrywania ich do systemów księgowych. To oznacza, że logowanie się do każdego Klienta byłoby zajęciem czasochłonnym i bardzo wymagającym dla księgowych.

Na dzień dzisiejszy biura rachunkowe nie posiadają narzędzi pozwalających na łatwe potwierdzenie przez Klienta prawidłowości faktur pobranych z KSeF. To oznacza, że pojawiłoby się duże ryzyko pobrania faktur bez ich autoryzacji przez Klienta. Mogłoby to  skutkować nieprawidłowym odliczeniem podatku VAT, co w efekcie wygenerowałoby duże ryzyko po stronie biur rachunkowych i nie tylko.

Kolejnym aspektem jest to, że sami Klienci biur rachunkowych w dużej mierze nie są gotowi na używanie cyfrowych narzędzi do wystawiania faktur. Warto podkreślić, że istnieje jeszcze całkiem spora grupa przedsiębiorców wykluczonych cyfrowo. Mimo wszechobecnej cyfryzacji, nie w każdym miejscu w Polsce działa internet. Dlatego też potrzeba czasu na przeszkolenie przedsiębiorców w zakresie używania nowoczesnych narzędzi oraz obsługi w sytuacji, gdy nie będą mieli dostępu do sieci.

Zwrócić należy uwagę również na fakt, że dostawcy oprogramowania nie są przygotowani do uruchomienia rozwiązania. Narzędzia udostępnione przez Ministerstwo Finansów wymagają czasu na przetestowanie i wyeliminowanie ewentualnych błędów oraz dodanie brakujących funkcjonalności. A na obecną chwilę nie ruszyły jeszcze szerokie testy platformy. Jak w przypadku każdego wdrożenia, testy nowego modelu elektronicznego obiegu dokumentów pomiędzy wystawiającym fakturę a odbierającym ją kontrahentem wymagają czasu – sprawdzenia i wdrożenia od nowa. A na końcu wprowadzenie nowych pełnomocnictw oraz konfiguracja uprawnień dla wszystkich uczestników procesu będzie jeszcze zweryfikowana w praktyce.

Autorem komentarza jest Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzający Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).

Virgin Orbit oficjalnie największym inwestorem SatRev

SatRev, podjęła kolejny krok w celu dostarczania jeszcze wyższej jakości obrazów ze swojej konstelacji satelitów do obserwacji Ziemi. Równolegle firma zakończyła proces inwestycji formalizując umowę z Virgin Orbit.

Z przyjemnością informuję, że SatRev i Virgin Orbit podpisały ostateczną umowę w ramach rundy inwestycyjnej i są jeszcze bliżej osiągnięcia globalnych sukcesów. Partnerstwo jest korzystne dla obu stron, a nasze firmy będą mogły jeszcze szybciej się rozwijać. Liczymy na nowych inwestorów w rudzie B – komentuje Grzegorz Zwoliński, prezes zarządu i założyciel SatRev.

Współpraca między obiema firmami rozpoczęła się od podpisania porozumienia w czerwcu ubiegłego roku i zaowocowała udziałem Virgin Orbit jako głównego inwestora w rundzie inwestycyjnej serii B. W jej wyniku, w grudniu 2021 roku wycena SatRev wyniosła 150 mln USD. Obecnie podpisano ostateczną umowę, opierającą się na czterech głównych filarach, obejmujących:

  • pełną integrację usług łańcucha wartości dla rozwiązań „pod klucz” w zakresie misji małych satelitów, w tym możliwości produkcji satelitów przez SatRev i ich wynoszenia ich na orbitę przez Virgin Orbit,
  • świadczenie przez Virgin Orbit usługi wystrzeliwania satelitów dla misji SatRev w latach 2021-2025, której celem jest rozwój konstelacji satelitów czasu rzeczywistego (Projekt REC),
  • komercjalizację satelitarnego systemu dystrybucji kluczy kryptograficznych dla sieci 5G z możliwością selektywnego wyboru obszaru działania,
  • dalszy wspólny rozwój misji w głęboki kosmos.

Obrazy przetwarzane przez oprogramowanie firmy PinkMatter i SatRev z odpowiednimi parametrami.

SatRev wkrótce będzie w stanie dostarczać klientom obrazy o rozdzielczości 5,8 m GSD w czterech pasmach (R, G, B, NIR). To osiągnięcie będzie możliwe dzięki ciągłemu doskonaleniu funkcji naszego satelity i stabilności systemu – komentuje postępy technologiczne David Street, CTO SatRev.

W przetwarzaniu obrazów firmę wspiera globalny partner Pinkmatter – lider w dziedzinie przetwarzania obrazów satelitarnych.

SatRev wspiera rządy i organizacje biznesowe poszukujące przewagi konkurencyjnej za pomocą technologii. Dane z obserwacji Ziemi umożliwiają ciągłe monitorowanie środowiska w celu zaspokojenia najróżniejszych potrzeb, począwszy od oceny upraw w czasie rzeczywistym w rolnictwie precyzyjnym, a skończywszy na działaniach obronnych.

Creotech Instruments ustalił cenę emisyjną akcji na 100 zł

Creotech Instruments ustalił cenę emisyjną akcji serii I w Ofercie publicznej na poziomie 100 zł za jedną akcję. Dzięki emisji nowych akcji firma planuje pozyskać 39,65 mln zł na dalszy rozwój, w tym ukończenie kluczowych projektów R&D w obszarze satelitarnym oraz systemów kwantowych, a także zwiększenie zdolności produkcyjnych i sprzedażowych. Dziś, 15 czerwca br., rozpoczynają się zapisy na akcje spółki w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych, które potrwają do 20 czerwca br. Kilka tygodni później, w lipcu 2022 r., Creotech Instruments planuje przeniesienie akcji spółki z NewConnect na Główny Rynek GPW w Warszawie.

– Nasz model biznesowy i prezentowana strategia rozwoju spotkały się ze sporym zainteresowaniem Inwestorów w trakcie spotkań road show, co pomimo negatywnego sentymentu na rynku akcji w ostatnich dniach pozwoliło nam na zbudowanie Księgi Popytu na nasze akcje. Dziękujemy za okazane nam zaufanie. Cieszymy się, że jesteśmy coraz bliżej zakończenia naszej Oferty publicznej. Właśnie ustaliliśmy cenę emisyjną na poziomie 100 zł za jedną akcję serii I. Zgodnie z tymi parametrami, w ramach emisji nowych akcji planujemy pozyskać 39,65 mln zł. Kapitał ten pozwoli nam na realizację głównych celów przedstawionych w Prospekcie, a także przybliży nas do jednego z głównych tegorocznych celów, jakim jest dołączenie do grona spółek notowanych na GPW w Warszawie. Debiut na rynku regulowanym planujemy w najbliższych tygodniach. – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Jednocześnie spółka określiła liczbę akcji oferowanych Inwestorom w poszczególnych transzach. Oferta publiczna Creotech Instruments obejmie łącznie 396.558 akcji serii I, czyli maksymalną liczbę akcji objętych uchwałą emisyjną, przy czym: 20.710 Akcji serii I oferowane jest w Transzy Inwestorów Detalicznych, a 375.848 Akcji serii I w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych. Informacja dotycząca ustalenia ceny emisyjnej akcji serii I oraz ostatecznej liczby akcji serii I oferowanych w ramach oferty publicznej oraz liczby akcji serii I oferowanych w poszczególnych transzach dostępna jest na stronie internetowej: https://creotech.pl/ipo/. Koordynatorem Oferty jest Dom Maklerski Navigator S.A. Rolę współkoordynatora pełni Noble Securities S.A. Doradztwo prawne zapewnia kancelaria WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy zarządu Creotech pełni CC Group.

Creotech Instruments to największa polska firma produkująca i dostarczająca na światowy rynek technologie kosmiczne oraz specjalistyczną elektronikę i aparaturę, m.in. na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej czy laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii.

W ramach sektora kosmicznego, w kwietniu 2022 r. firma zakończyła przegląd projektu PIAST pn. ,,System Requirements Review’’. Tym samym spółka zrealizowała I fazę tego strategicznego projektu, którego celem jest umieszczenie 3 satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej w 2024 roku. Obecnie Spółka pracuje również nad projektem EagleEye, w ramach którego opracowywany jest mikrosatelita obserwacyjny Ziemi. Jego wyniesienie na niską orbitę okołoziemską planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.

W ramach działalności spółki na rynku kwantowym, zespół inżynierów Creotech Instruments aktualnie rozpoczyna swój największy projekt, ponieważ międzynarodowe konsorcjum pod przewodem Uniwersytetu w Innsbrucku, którego członkiem jest Creotech, w maju br. zostało wybrane przez Komisję Europejską do projektu budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla UE. Celem przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 r. oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 r. Creotech w tym projekcie jest jedynym podmiotem z regionu Europy Środkowo – Wschodniej. Ponadto niedawno Spółka poinformowała o podpisaniu  z austriacką firmą ID Quantique Europe GMBH porozumienia o współpracy w obszarze telekomunikacji kwantowej na rzecz programu niezależności kwantowej Unii Europejskiej. Ma ono na celu współpracę przy tworzeniu nowych produktów oraz ewaluację możliwości produkcji i testowania systemów wdrażanych przez ID Quantique Europe, z wykorzystaniem linii montażowej Creotech Instruments.

Systemy projektowane przez Creotech Instruments wykorzystywane są w najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie instytucjach badawczych na świecie, tj. Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie, Instytucie Badań Ciężkich Jonów GSI, czy Centrum Badawczym DESY w Niemczech, a także w MIT, Berkley University, czy NIST w USA.

Ile mogą nad morzem zarobić kucharze, kelnerki i pracownicy hotelowi? Gorączkowe rekrutacje trwają

Kucharze, pomoce kuchenne i pracownicy hotelowi pilnie poszukiwani. Ofert pracy nie brakuje, ale nie ma rekordów w propozycjach pensji.

Restauracje, hotele i obiekty handlowe nadal gorączkowo rekrutują pracowników do pracy sezonowej. Ofert jest mnóstwo, a stawki wydają się być atrakcyjne. Eksperci przyznają jednak, że widoczne jest ustabilizowanie propozycji finansowych wobec kandydatów. – Jeszcze w maju rekordowe oferty sięgały nawet 60-70 złotych za godzinę pracy dla kucharza czy 13 tysięcy złotych miesięcznie za pracę sześć dni w tygodniu po dwanaście godzin. Dzisiaj takich ofert próżno już szukać, choć pracy dla kucharzy, pomocy kuchennych, osób do pracy w handlu czy przy sprzątaniu wciąż nie brakuje – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Kucharz do 40 złotych netto za godzinę, pomoc kuchenna i kelnerka do 30 złotych. W handlu podobne propozycje

Skąd ta zmiana w ofertach od przedsiębiorców? Eksperci nie mają wątpliwości, że również sektor hotelarski i gastronomiczny odczuwa inflację i konsekwencję wzrostu cen. Windowanie do góry presji płacowej i dumping w postaci „licytowania się o pracowników” powodował, że ostateczne ceny produktów również mocno rosły, a na to przedsiębiorcy już nie mogą sobie pozwolić.

– Teza, że mamy do czynienia ze zmniejszeniem się presji płacowej byłaby oczywiście przedwczesna. Widzimy jednak, że przedsiębiorcy trochę uspokoili się jeżeli chodzi o propozycje stawek dla pracowników gotowych do pracy w sezonie nad morzem – przyznaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy i prokurent w spółce IDEA HR Group. – Oferty dla kucharzy kształtują się na poziomie ok. 30-40 złotych netto za godzinę pracy w zależności od doświadczenia. Pomoce kuchenne mogą zarobić ok. 25 złotych, podobnie jak kelnerki. Wiele zależy właśnie od dyspozycyjności, wcześniejszych doświadczeń zawodowych czy od konieczności zapewnienia pracownikowi zakwaterowania. W przypadku wielu firm zarówno transport jak i kwatera jest jakby w standardzie oferty pracy – mówi ekspertka.

Czy możemy więc mówić o rekordowych wynagrodzeniach dla pracowników sezonowych? – Moim zdaniem stawki są bardzo podobne do ofert sprzed roku. Nie brakuje dobrych ofert dla osób z doświadczeniem. Szef kuchni w nadmorskiej restauracji może liczyć nadal na ok. 15 tysięcy złotych miesięcznie. Takich ofert jednak jest już mniej niż jeszcze miesiąc temu. Na pewno wciąż poszukiwane są osoby do pracy w handlu. Tutaj na pewno warto wspomnieć o dyskontach, które oferują nie tylko kwatery, ale i premie sezonowe – dodaje ekspertka.

Coraz więcej osób z Ukrainy gotowych do podejmowania pracy nad morzem

Czy wojna w Ukrainie ma wpływ na to jak kształtuje się struktura pracowników sezonowych w polskich kurortach nadmorskich? Eksperci nie mają wątpliwości, że to właśnie zachodniopomorski pas nadmorski jest często celem pracy sezonowej dla uchodźców wojennych. Przedsiębiorcy bardzo chętnie zatrudniają osoby z Ukrainy i korzystają z ich doświadczenia.

– W ofertach dla kelnerów, kucharzy czy pomocy kuchennych jest bardzo dużo propozycji pracy dla osób z Ukrainy. To bardzo pozytywne i budujące, że przedsiębiorcy chcą korzystać z doświadczenia pracowników z Ukrainy. Zgłasza się do nas mnóstwo osób gotowych do podjęcia pracy i są one często kierowane właśnie do nadmorskich hoteli czy firm odpowiedzialnych za obsługę gastronomiczną nad morzem – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak. – Na pewno można powiedzieć, że nadpodaż gotowych do pracy kobiet w sezonie letnim mogła się przyczynić do ustabilizowania się stawek wynagrodzeń za pracę sezonową. W te lato nie obserwujemy jeszcze podkupywania sobie pracowników, choć to dopiero przedsionek szczytu sezonu, więc być może lato jeszcze nas czymś zaskoczy – przyznaje Dorota Siedziniewska–Brzeźniak.

Najwięcej ofert pracy pochodzi obecnie z mniejszych miejscowości nadmorskich: Rewala, Pobierowa, Grzybowa, Międzywodzia. Mniej z kurortów mocno zurbanizowanych jak np. Świnoujście czy Kołobrzeg.

Po zapaści handel na lotniskach czeka rewolucja

  • Spadek ruchu pasażerskiego mocno uderza w handel detaliczny na lotniskach
  • Operatorzy sklepów lotniskowych muszą dostosować się do potrzeb młodszych, mniej zamożnych, ale dobrze odnajdujących się w cyfrowym świecie pasażerów
  • Bain & Company obniża prognozy przychodów linii lotniczych w 2022 r.

Handel na lotniskach przeżywa największe kłopoty od początku istnienia branży. Z analiz firmy doradczej Bain & Company wynika, że z powodu spowolnienia gospodarczego i spadku ruchu pasażerskiego przychody sektora travel retail nie powrócą w tej dekadzie do poziomów sprzed pandemii. Szansą na przetrwanie dla detalistów są inwestycje w strategię omnichannel i nowa aranżacja przestrzeni handlowej.

Pandemia i zawirowania gospodarcze sprawiają, że spada liczba zamożnych pasażerów podróżujących służbowo, osób korzystających z lotów międzykontynentalnych oraz turystów z Chin – czyli trzech największych grup klientów nabywających towary luksusowe na lotniskach. Jednocześnie, rośnie liczba pasażerów młodszych i mniej zamożnych, o których coraz mocniej walczą nie tylko tanie linie lotnicze. Prognozy Bain & Company wskazują, że do 2025 roku ta druga grupa podróżujących, czyli osoby z pokolenia Y i Z, stanowić będą już ponad połowę wszystkich pasażerów linii lotniczych.

Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom młodszych podróżnych, którzy w znacznie większym zakresie korzystają z nowych technologii, sklepy na lotniskach powinny postawić na rozwój propozycji wartości omnichannel, łączącej tradycyjną ofertę sprzedaży z kanałami online, twierdzą eksperci Bain & Company.

– Zmienia się profil podróżnych i zmieniają się ich zwyczaje zakupowe. Uwaga detalistów oferujących marki luksusowe w dużej mierze już przeniosła się z lotnisk do sklepów w centrach miast i na platformy omnichannel mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – By przetrwać, sklepy na lotniskach muszą otworzyć się na doświadczenia omnichannel oraz online. Z punktu widzenia detalistów, niezbędne jest zapewnienie odpowiedniego zakresu doświadczeń klienta w kanale online w ramach różnych ścieżek klienckich. Nie musi się on ograniczać do samego zakupu, istnieje dużo więcej punktów styku klienta z detalistą.

Eksperci Bain & Company spodziewają się, że sprzedaż towarów luksusowych w coraz mniejszym stopniu napędzana będzie przez zakupy dokonywane przez turystów i w sklepach lotniskowych. Eksperci szacują także, że do 2025 roku około 30 procent zakupów na lotniskach dokonywana będzie bezpośrednio pod wpływem oferty na stronie internetowej. Obecnie odsetek ten wynosi zaledwie kilka procent.

Odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania się podróżnych może być także nowa aranżacja przestrzeni lotnisk i dodanie nowych elementów. Przykładem może być lotnisko Changi w Singapurze, które oprócz restauracji i sklepów oferuje podróżnym wiele innych atrakcji w tym, sale kinowe, strefę spa i fitness z odkrytym basen, czy też place zabaw dla dzieci.

– Lotniska przyszłości zupełnie zmienią swój wygląd. Niewykluczone, że pojawią się tam kluby sportowe z krótkimi zajęciami fitness czy lekcjami jogi, sklepy kulinarne oferujące 30-minutowe kursy kuchni włoskiej, czy też cyfrowe przymierzalnie butów, które następnie mogą być dostarczone w dowolne miejsce na świecie. Wszystko po to, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom nowych segmentów klientów – powiedział Patryk Rudnicki.

Z analiz Bain & Company wynika, że klienci korzystający z platform omnichannel wydają dwa razy więcej pieniędzy niż klienci dokonujących zakupów w tradycyjny sposób, a ich Net Promoter Score (NPS), czyli opracowany przez Bain wskaźnik mierzący satysfakcję i lojalność klienta, jest dwa razy wyższy.

– Profil i oczekiwania przeciętnego pasażera na lotnisku zmieniają się diametralnie, ale wciąż niewielu sprzedawców to dostrzega. Firmy, które szybko się nie dostosują, mogą mieć poważne trudności. Dlatego już teraz część czołowych sprzedawców współpracuje z liderami branży cyfrowej, powoli zmieniając oblicze sprzedaży na lotniskach – powiedział Patryk Rudnicki.

Przykładem aliansów pomiędzy tradycyjnymi sprzedawcami i liderami sprzedaży cyfrowej jest współpraca chińskich gigantów e-commerce – Alibaba ze szwajcarską siecią sklepów duty-free Dufry oraz JD.com z francuskim koncernem Lagardère. Także Amazon szuka nowych możliwości rozwoju działalności detalicznej na lotniskach.

Tymczasem zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Rosją z powodu wojny w Ukrainie oraz nawrót pandemii w Chinach sprawiły, że w kwietniu Bain & Company po raz kolejny obniżył swoje prognozy tegorocznych przychodów linii lotniczych do $475 mld z $488 mld oczekiwanych miesiąc wcześniej. W ostatnim roku przed pandemią, łączne przychody linii lotniczych wyniosły $666 mld.

Kurs Bitcoina coraz bliżej granicy 20000 USD

Kurs BTC/USD jest coraz bliżej potencjalnego poziomu wsparcia wyznaczanego przez szczyt hossy z grudnia 2017. Wtedy rozpoczęta w 2015 roku fala wzrostowa kursu BTC/USD kulminowała na poziomie 19870 USD. Dziś rano Bitcoin kosztował 21315 USD w porównaniu do ponad 67000 USD w listopadzie ub.r.

Amerykański dolar zaliczył wczoraj swój najwyższy od 1998 roku poziomy kursu względem japońskiego jena, ale dziś rano kurs USD/JPY spadał poniżej poziomu 135 (-0,64 proc.). USD zdołał dziś musnąć również najwyższy od 2009 roku poziom względem koreańskiego wona. Euro drugi dzień z rzędu próbowało odrobić ostatnie straty względem dolara (EUR/USD +0,64 proc. dziś rano). Złoty był względnie stabilny (EUR/PLN +0,12 proc., USD/PLN -0,53 proc.).

Po wczorajszym potężnym – najsilniejszym od listopada 2018 – tąpnięciu cen gazu ziemnego na NYMEX-ie (-16,49 proc.) dziś rano cena tego surowca lekko odreagowywała o 1,17 proc. Ceny ropy naftowej nadal utrzymywały się w okolicach 120 dolarów (WTI 119,06, Brent +121,33).

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rosły nadal dziś w Azji i Oceanii (nowe cykliczne szczyty w Korei Południowej i Australii), ale dziś rano na rynkach Europy i USA dominowały lekkie spadki rentowności.

Koreański Kospi (-1,87 proc.) był dziś najniżej od 1,5 roku. Po zaliczeniu wczoraj swych nowych ponad rocznych minimów ceny kontraktów na S&P 500 rosły lekko dziś rano (S&P 500 +0,3 proc.). Nieco silniejsze wzrosty były obserwowane dziś rano w Europie (DAX +1,02 proc., CAC 40 1,15 proc.). Słabiej było na GPW. WIG-20 tracił ok. 9:30 0,65 proc. Najniżej od ponad roku był dziś WIG-Media.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Nadzwyczajne spotkanie EBC i decyzja FED już dzisiaj. Co może pójść nie tak?

Mamy super środę na rynku. Najpierw posiedzenie EBC. Potem posiedzenie FED. Do tego dzień wolny następnego dnia. Co może pójść nie tak?

Nadzwyczajne spotkanie EBC

Na rynek trafiła właśnie informacja o dodatkowym spotkaniu zarządu EBC. Celem ma być omówienie obecnej sytuacji na rynku monetarnym. Co to znaczy w praktyce? Tu zdania analityków są mocno podzielone. Gdyby chcieli się po prostu spotkać i porozmawiać mają kilka innych formuł. Rozsądnym jest zatem oczekiwanie jakiejś decyzji lub przynajmniej silnej deklaracji. Co może się zatem wydarzyć? Podwyżki stóp tydzień po regularnym posiedzeniu są mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Większość analityków skłania się jednak do pewnej mapy drogowej dalszych wzrostów stóp. Nie można oczywiście wykluczyć podniesienia oczekiwań na lipiec od razu do 0,5% w górę. Jest miejsce na takie działania, biorąc pod uwagę, że od ostatniej decyzji EBC tydzień temu dolar umocnił się już 3%. Nawet wzrost prognoz mógłby zatem nie wywindować go zbyt mocno. Tego bowiem boi się EBC. Zbyt silne euro może wywołać bowiem problemy w opłacalności europejskiego eksportu.

Decyzja FED już dzisiaj

Rynki coraz bardziej oczekują od FED podwyżki o 0,75%. Taki ruch, przy bierności EBC i pomimo rosnących oczekiwań, mógłby sprowadzić dolara po raz kolejny na najsilniejsze poziomy względem euro od wielu lat. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że FED spotyka się tylko dwa razy na kwartał. Efektywnie zatem nawet dwie podwyżki po 0,75% to odpowiednik comiesięcznych wzrostów o 0,5% przez kwartał w Polsce. Należy również pamiętać, że analitycy ekscytują się skalą jednorazowej podwyżki. Nie ma to jednak wpływu na to, że docelowy poziom po tym wzroście, czyli 1,5%-1,75% to raczej humorystyczne poziomy względem tego, ile powinny stopy procentowe wynosić, by walczyć z dzisiejszą inflacją. Nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie podniesie jednorazowo stóp procentowych o 5%.

Dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty od naszych zachodnich sąsiadów. Z jednej strony jest to inflacja, która zgodnie z oczekiwaniami wzrosła do poziomu 7,9%, czyli o 0,5% w ciągu miesiąca. Drugi ważny odczyt to słabszy od oczekiwań indeks instytutu ZEW. Tutaj pomimo spadkowych, czyli negatywnych danych, należy pamiętać, że miesiąc temu optymizm był jeszcze niższy. Tworzy to ciekawy zestaw informacji dla EBC. Z jednej strony główna lokomotywa strefy euro może znajdować się na równi pochyłej do recesji. Z drugiej strony dławi się inflacją. Obu tych problemów na raz ludzkość nie umie rozwiązać obecnie. Zobaczymy, co zrobi EBC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych są ważne odczyty, ale biorąc pod uwagę posiedzenia EBC i FED to one są dzisiaj najważniejsze.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rozliczenie udzielonego firmie bonusu na gruncie podatku CIT

Rozliczenie udzielonego firmie bonusu na gruncie podatku dochodowego od osób prawnych.

Czy w zakresie udzielonego firmie bonusu powinna ona rozliczyć go jako zmniejszenie kosztów uzyskania przychodów, czy jako zwiększenie przychodu? I w którym momencie przedsiębiorca jest zobligowany rozpoznać obowiązek podatkowy z tego tytułu?

Salon, koncern i dealer

Jedna ze spółek (dalej również: spółka sprzedająca) prowadzi sieć salonów sprzedaży samochodów. Podlega ona opodatkowaniu w Polsce i jest czynnym podatnikiem VAT. Firma w ramach swojej działalności współpracuje z oficjalnym dealerem jednego z globalnych koncernów samochodowych. Auta nabywa od wskazanej przez dealera spółki zależnej koncernu i to z nią zawiera umowy na dostawy towaru.

Bonus od wielkości sprzedaży

Dealer udziela autoryzacji na sprzedaż i serwis pojazdów, w tym każdego roku dyktuje warunki ich sprzedaży. W przypadku osiągnięcia przez firmę określonych progów sprzedaży dealer jest umocowany do udzielania jej bonusu, który firma przeznacza na zakup kolejnych samochodów od spółki zależnej koncernu. Bonus ten przedsiębiorca odbiera otrzymując wpłatę na konto, wraz z odpowiednią notą dokumentującą.

Jakie są skutki podatkowe bonusu?

Spółka sprzedająca zapytała organ podatkowy, czy w opisanej sytuacji powinna ów bonus rozliczyć jako zmniejszenie swoich kosztów uzyskania przychodu, czy jako zwiększenie przychodu, oraz w jakim momencie powinna rozpoznać skutek podatkowy z tego tytułu. Zdaniem przedsiębiorcy, ponieważ to nie zbywca (czyli spółka zależna koncernu), a dealer udziela mu bonusu, to nie ma on możliwości wystawienia faktury korygującej. Z drugiej strony, w związku z tym bonusem przedsiębiorca nie świadczy żadnych usług na rzecz dealera. Uzyskiwane przez firmę rabaty nie mogą więc obniżyć jej kosztów uzyskania przychodów, bowiem zakupu aut nie dokonuje od dealera, który rabatu udziela, a od spółki zależnej koncernu.

Stanowisko firmy

Odwołując się do językowego, słownikowego znaczenia pojęć „bonus” i „rabat”, i analizując je przez pryzmat art. 12 ust. 3 ustawy o CIT, przedsiębiorca wskazał, że wymienione w tym przepisie bonifikaty, skonta i rabaty odnoszą się wyłącznie do relacji z bezpośrednim kontrahentem, powodując obniżenie ustalonej z nim ceny. W sytuacji opisanej we wniosku o wydanie interpretacji taka relacja nie zachodzi, bowiem udzielający bonusu dealer nie jest bezpośrednim kontrahentem spółki nabywającej auta. Spółka nie będzie świadczyć żadnych usług na jego rzecz. Dlatego też, w opinii przedsiębiorcy powinien on zaliczyć przedmiotowy rabat do przychodów podatkowych swojej działalności w dacie otrzymania bonusu na konto.

Co na to fiskus?

Organ podatkowy nie zgodził się ze stanowiskiem przedsiębiorcy. Przyznał, że co prawda bonus przydzielany jest przez dealera niebędącego bezpośrednim sprzedawcą towaru, ale w oparciu o odpowiednie indywidualne ustalenia w rzeczywistości przybiera formę tzw. rabatu pośredniego w postaci zwrotu części ceny zapłaconej przez spółkę.

„…Wnioskodawca otrzymując rabat pośredni od Dealera, powinien skorygować koszty uzyskania przychodów poprzez zmniejszenie kosztów uzyskania przychodów poniesionych w okresie rozliczeniowym, w którym została otrzymana faktura korygująca, lub w przypadku braku faktury inny dokument potwierdzający przyczyny korekty. Zauważyć bowiem należy, że udzielany przez Dealera rabat pośredni faktycznie obniża koszty zakupu towaru” (interpretacja indywidualna z dnia 19 stycznia 2022 r. Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, Znak: 0111-KDIB1-1.4010.541.2021.2.BS).

 Interpretacja organu wbrew zasadom praworządności

Kwalifikując bonus jako przychód, firma rzetelnie go ujawnia i chce zapłacić od niego podatek. Podatek od zysku, który został osiągnięty dzięki intensyfikacji działań firmy i realizacji zwiększonych planów sprzedażowych. Zaliczając bonus jako rabat pośredni, obniżający koszty uzyskania przychodu, przedsiębiorca będzie zmuszony do skorygowania zamkniętych już ksiąg za poszczególne okresy rozliczeniowe, do składania korekty deklaracji, a to wiąże się kosztami odsetek za zwłokę.

Oczywiście urzędnicy mogą tłumaczyć, że takie rozumienie przepisów jest dopuszczalne i organy już wcześniej dokonywały takich interpretacji. Jednak interpretacja przyjęta przez przedsiębiorcę również znajduje potwierdzenie w opiniach organów podatkowych np. w wydanych przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28 czerwca 2018 r., Znak: 0111-KDIB2-3.4010.142.2018.2.LG i z 28 czerwca 2018 r., Znak: 0111-KDIB2-3.4010.157.2018.1.LG. oraz z 1 sierpnia 2018 r., nr 0111-KDIB1-1.4010.216.2018.1.ŚS. Co więcej, zagłębiając się w lekturę niektórych z rozstrzygnięć organów, w przedmiotowej sprawie przedsiębiorca powinien wręcz nabrać pewności, że jedynym słusznym rozliczeniem uzyskiwanego z tytułu sprzedaży bonusu jest zaliczenie go jako przychodu w momencie otrzymania. M.in. w 2016 r. Izba Skarbowa w Poznaniu uznała za nieprawidłowe stanowisko spółki, która chciała korygować koszty uzyskania przychodu. Wówczas organ stwierdził stanowczo: „…uzyskany przez Wnioskodawcę w ramach programu motywacyjnego bonus pieniężny od Generalnego dystrybutora nie powoduje po stronie Spółki konieczności korekty kosztów uzyskania przychodów, lecz będzie stanowić jej przychód. Z uwagi na fakt, iż Generalny dystrybutor nie sprzedaje pojazdów samochodowych bezpośrednio na rzecz Wnioskodawcy nie można uznać, że otrzymany bonus pieniężny odnosi się do konkretnych transakcji zakupu pojazdów samochodowych od Generalnego dystrybutora. Wartość bonusu nie obniża kwoty należnej zbywcy danego towaru, w konsekwencji czego nie można przyjąć, że obniża koszty uzyskania przychodu u nabywcy towaru, bowiem w przedmiotowej sprawie Spółka nabywa pojazdy od „D”, a nie od Generalnego dystrybutora” (interpretacja indywidualna z 20 lipca 2016 r., Znak: ILPB3/4510-1-242/16-2/AO).

Wydawanie przez organy skarbowe tak niezgodnych ze sobą, wręcz przeciwstawnych interpretacji wprowadza zamęt w obrocie gospodarczo-prawnym i z pewnością nie ułatwia przedsiębiorcom prowadzenia działalności. Trudno wyobrazić sobie, by w obliczu takich sprzeczności firmy mogły bezpiecznie funkcjonować bez pomocy i wsparcia księgowych czy doradców podatkowych. Podejmując się rozstrzygania podobnych spraw w przyszłości urzędnicy powinni mieć na uwadze, że w chwili zakupu towaru do odsprzedaży, firma nabywająca nie wie, i nie może mieć pewności, w jakiej wysokości rabat otrzyma i czy w ogóle go otrzyma. Jak trafnie stwierdził w wyroku z 26 marca 2014 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku: „… skutek w postaci obowiązku wyłączenia (korekty kosztów) powstaje z chwilą zwrotu wydatków (w rozliczeniu za okres, w którym zwrot wydatków został otrzymany). Bez tego (zwrotu) podatnik nie miał i nie ma obowiązku zmniejszania kosztów z tytułu amortyzacji” (sygn. akt I SA/Gd 41/14).

Jeśli w omawianej sprawie przedsiębiorca zdecyduje się zaskarżyć wydaną przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej interpretację, powinien powołać się na aktualną tezę zawartą w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 25 marca 2015 r.: „Uwzględniając zasady praworządności, trudno zgodzić się ze stanowiskiem, że po uzyskaniu rabatu potransakcyjnego korekta winna dotyczyć tych okresów, w których zaliczono wydatki w pierwotnej wysokości do kosztów uzyskania przychodów. W takiej sytuacji należałoby dokonać korekty wcześniejszego rozliczenia podatkowego ze wszelkimi konsekwencjami podatkowymi w postaci powstania zaległości i obowiązkiem zapłaty odsetek. Akceptacja tego stanowiska prowadziłaby do sytuacji, w której podatnik zostałaby obciążony negatywnymi konsekwencjami podatkowymi, mimo że jego działaniu nie można by zarzucić naruszenia prawa” (sygn. akt II FSK 955/14).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Marek Dietl powołany na stanowisko Prezesa Zarządu GPW na kolejną kadencję

15 czerwca 2022 r. na wniosek Ministra Aktywów Państwowych działającego w imieniu Skarbu Państwa, akcjonariusza reprezentującego 35,01% kapitału zakładowego Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie GPW podjęło uchwałę w sprawie powołania Pana Marka Dietla na stanowisko Prezesa Zarządu GPW na kolejną kadencję.

Dr Marek Dietl

Pan dr Marek Dietl jest od 2017 roku Prezesem Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie oraz od 2012 roku adiunktem w katedrze Ekonomii Biznesu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (SGH). W latach 2012-2013 był visiting fellow w Department of Economics University of Essex (UK).

Pan Marek Dietl jest absolwentem SGH, a tytuł doktora nauk ekonomicznych uzyskał w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN. Podczas studiów doktoranckich odbył staż w University of Glasgow jako junior fellow. W latach 2008-2012 zajmował się inwestowaniem w fundusze venture capital w Krajowym Funduszu Kapitałowym S.A. (KFK) najpierw jako menedżer inwestycyjny, a potem jako zastępca dyrektora inwestycyjnego. Przed dołączeniem do zespołu KFK Pan Marek Dietl pracował w międzynarodowej firmie doradczej, specjalizującej się w zarządzaniu cenami, Simon-Kucher & Partners w Bonn (Niemcy), a następnie w Warszawie. W tej firmie przeszedł wszystkie szczeble kariery od praktykanta (w roku 1999) do prokurenta i lidera warszawskiego biura przez trzy lata.

Pan Marek Dietl posiada duże doświadczenie związane z rynkiem finansowym. Oprócz wspomnianej powyżej 4 letniej pracy w Krajowym Funduszu Kapitałowym, ukończył specjalistyczne dwuletnie studia w zakresie finansów EY Executive Studies in Finance. W latach 2008-2013 był mediatorem w Sądzie Polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego, a w latach 2007-2008 członkiem Rady Nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego. Od stycznia do września 2017 roku zasiadał w Komitecie Selekcyjnym funduszu-funduszy PZU Witelo.

Ponadto, posiada doświadczenie w Radach Nadzorczych spółek notowanych:

  1. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.; Członek Rady Nadzorczej oraz Przewodniczący Komitetu Strategii, od czerwca 2016 roku do czerwca 2017 roku,
  2. Mercator Medical S.A.; Członek Rady Nadzorczej; od czerwca 2016 roku do września 2017 roku,
  3. Polnord S.A.; Członek Rady Nadzorczej; od czerwca 2016 roku do czerwca 2017 roku,
  4. BSC Drukarnia Opakowań S.A.; Członek Rady Nadzorczej oraz Przewodniczący Komitetu Audytu od czerwca 2013 roku do stycznia 2017 roku,
  5. Atende S.A.; Członek Rady Nadzorczej od czerwca 2013 roku do września 2017 roku,
  6. Midven S.A.; Członek Rady Nadzorczej w latach 2013-2014,
  7. Techmex S.A.; Członek Rady Nadzorczej w latach 2009-2011.

Pan Marek Dietl posiada również doświadczenie w organach spółek niepublicznych – zarządzał trzema spółkami, a w kolejnych dwunastu zasiadał w Radach Nadzorczych m.in. były to podmioty związane z rynkiem finansowym: Lib-Leasing (2005-2010); BA Seedfund (2006-2008); Inovo Venture Fund (2013-2014); Zernike Meta-Ventures (2013-2014). Od 2018 roku jest Przewodniczącym Rady Nadzorczej KDPW_CCP S.A.

Pan Marek Dietl podejmuje również działalność społeczną i ekspercką. W latach 2007-2010 był społecznym doradcą trzech kolejnych Prezesów Urzędu Regulacji Energetyki. W latach 2008-2013 był mediatorem w sądzie polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego, w latach 2006-2017 ekspertem (2006-2017) i członkiem zarządu (2015-2017) Instytutu Sobieskiego oraz w latach 2011-2017 ekspertem Business Centre Club, a obecnie jest społecznym doradcą ekonomicznym Prezydenta RP. Ponadto od 2018 roku jest członkiem Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych. W czasie studiów był współzałożycielem, członkiem zarządu oraz komisji rewizyjnej stowarzyszenie ConQuest Consulting.

Ile kosztuje dziś metr kwadratowy mieszkania w Warszawie?

Ceny mieszkań w Polsce rosną od lat i biją kolejne rekordy. Mimo że zakładano mniejszy popyt, na rynku pierwotnym brakuje przesłanek wskazujących na spadek cen. Wpływ na nie mają m.in. rosnące koszty budowy, surowców, utrudniony łańcuch dostaw, dwucyfrowa inflacja i tocząca się wojna za wschodnią granicą. Ile trzeba dzisiaj zapłacić za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie? Które dzielnice są najdroższe? Sprawdzamy w raporcie serwisu tabelaofert.pl.

Tab. 1. Ceny mieszkań w ofercie w WarszawieCeny mieszkań w Polsce rosną od lat i biją kolejne rekordy. Mimo że zakładano mniejszy popyt, na rynku pierwotnym brakuje przesłanek wskazujących na spadek cen. Wpływ na nie mają m.in. rosnące koszty budowy, surowców, utrudniony łańcuch dostaw, dwucyfrowa inflacja i tocząca się wojna za wschodnią granicą. Ile trzeba dzisiaj zapłacić za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie? Które dzielnice są najdroższe? Sprawdzamy w raporcie serwisu tabelaofert.pl.   Tab. 1. Ceny mieszkań w ofercie w Warszawie

Źródło: tabelaofert.pl

Z tabeli wynika, że od początku 2016 r. za metr kwadratowy mieszkań w Warszawie dostępnych w ofercie trzeba było zapłacić średnio 7-8 tys. zł. Nieznaczny wzrost nastąpił w IV kwartale 2017 r., a na koniec 2018 r. cena przekroczyła 9 tys. zł. W 2019 r. padł kolejny rekord: średnio 10-11 tys. zł. W pierwszym roku pandemii płaciliśmy kwotę 11 tys. zł, a na koniec 2021 r. już blisko 13 tys. zł. Średnia cena na koniec I kwartału bieżącego roku to już 13,3 tys. zł. Pokazane wartości dotyczą jednak cen ofertowych, a nie transakcyjnych, co oznacza duży margines negocjacyjny w propozycjach deweloperów.

W ciągu ostatnich siedmiu lat cena za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie prawie się podwoiła, mimo tego że po drodze rynek nieruchomości musiał się zmagać z kolejnymi problemami. Dwuletnia pandemia koronawirusa, wojna w Ukrainie, dwucyfrowa inflacja, kolejne podwyżki stóp procentowych, wchodząca za chwilę w życie ustawa deweloperska nie zahamowały wzrostu. Ta dynamika może nieco osłabnąć, ale nic nie wskazuje na to, że możemy liczyć na spadek w najbliższych miesiącach – Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

Tab. 2. Struktura cenowa mieszkań dostępnych w Warszawie na koniec 2020 – I kwartał 2022

Struktura cenowa mieszkań dostępnych w Warszawie na koniec 2020 – I kwartał 2022
Źródło: tabelaofert.pl

Z powyższej tabeli wynika, że w ciągu dwóch ostatnich lat z rynku nieruchomości w Warszawie praktycznie zniknęły mieszkania poniżej 8 tys. zł za metr kwadratowy. Aktualnie jest ich zaledwie 1%. Spadek liczby ofert, choć już nie tak duży, dotyczy także przedziału cenowego 8-10 tys. zł. Na koniec I kwartału tego roku było ich niecałe 19%. W porównaniu do I kwartału 2020 r. to o 16% mniej. Inaczej sytuacja wygląda, jeśli chodzi o mieszkania powyżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. W przedziale cenowym 10-12 oraz 12-14 tys. zł za metr kwadratowy, liczba ofert wzrosła kolejno o 10% i 9%. Mieszkania, za które trzeba zapłacić w granicach 14-16 tys. zł za metr kwadratowy, zajmują dziś na warszawskim rynku nieruchomości 11% – to wzrost w porównaniu do I kwartału 2020 r. o 5%. Najmniejszy, bo 3% wzrost w porównaniu z I kwartałem 2020 r., dotyczy mieszkań w przedziale 16-18 tys. za metr kwadratowy. Jest ich obecnie jedynie 5% na rynku. Zaś liczba tych najdroższych, powyżej 18 tys. zł za metr kwadratowy, w ujęciu kwartał do kwartału wzrosła blisko trzykrotnie i zajmuje obecnie 14% rynku.

W Warszawie widać tendencję wzrostową na rynku, jeśli chodzi o strukturę cenową. Na początku 2020 r. połowa dostępnych mieszkań kosztowała poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy, dziś jest ich zaledwie 20%. Bardzo mocno rozwinął się rynek nieruchomości luksusowych. Osoby majętne zaczęły mocniej inwestować w mieszkania, nie chcąc trzymać gotówki w banku. Ceny w Warszawie coraz bardziej zbliżają się do pozostałych europejskich stoliczauważa Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Żoliborz i Śródmieście z najdroższymi ofertami w Warszawie

Najdroższymi dzielnicami stolicy są nadal Żoliborz i Śródmieście. Na koniec marca można było tam znaleźć jedynie oferty powyżej 18 tys. zł za metr kwadratowy. Podium zamyka Ochota, gdzie ¾ mieszkań jest w najwyższej cenie, a reszta w kwocie 16-18 tys. za metr kwadratowy. Dla osób z nieco mniej zasobnym portfelem pozostają: Białołęka, Rembertów, Wawer, Wesoła oraz Wilanów. To jedyne spośród osiemnastu warszawskich dzielnic, w których możemy jeszcze kupić mieszkania w cenie poniżej 8 tys. zł za metr kwadratowy.

Tab. 3. Struktura cenowa oferty w podziale na dzielnice

Struktura cenowa oferty w podziale na dzielnice
Źródło: tabelaofert.pl

Warszawa na tle pozostałych dużych miast

Z poniższych danych przedstawionych przez serwis tabelaofert.pl wynika, że struktura cenowa ofert w Krakowie jest procentowo bardzo zbliżona do tej w stolicy. Różnią się one jedynie liczbą najdroższych mieszkań, których w Warszawie jest zdecydowanie więcej. We Wrocławiu mieszkań poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy jest blisko połowa, a w Poznaniu aż 61%. Za to w obu miastach jest bardzo mały odsetek najdroższych mieszkań. W Trójmieście 26% rynku stanowią oferty powyżej 14 tys. zł za metr kwadratowy, a 42% te poniżej 10 tys. zł.

Wyraźnie widać w Polsce przesunięcie w stronę droższych ofert. Tych najtańszych – poniżej 8 tys. zł za metr kwadratowy – w pięciu omawianych miastach jest najmniej i stanowią od 1 do 12 % rynku. Sytuacja ekonomiczna w kraju raczej nie wskazuje na to, że ceny będą spadać, wręcz przeciwnie. Trzeba pamiętać, że zarobki również idą w górę, a jakość życia w dużych aglomeracjach jest coraz wyższa i wciąż opłaca się inwestować w nieruchomości, bo to najlepsza ochrona naszego kapitału – podkreśla Katarzyna Tworska.

Tab. 4. Struktura cenowa oferty w wybranych miastach na koniec marca 2022 r.

Struktura cenowa oferty w wybranych miastach na koniec marca 2022
Źródło: tabelaofert.pl

Kiedy zaostrzać a kiedy luzować politykę fiskalną i monetarną?

Zazwyczaj kiedy myśli się o równowadze, kondycji gospodarki – to mówi się o tak zwanym politycy mix. Czyli o tym, co robi władza monetarna oraz władza fiskalna. Czasami mówi się, że jeśli jedna władza idzie troszkę w jedną stronę – to druga powinna to wyrównywać. Jeżeli na przykład polityka fiskalna jest zbyt łagodna, to trzeba zaostrzyć politykę monetarną i na odwrót. Czasami są takie sytuacje, że można prowadzić łagodną i jedną i drugą politykę – a czasami jest tak, że trzeba zaostrzyć obie. W tej chwili chyba jesteśmy w takiej sytuacji, że raczej powinniśmy być konserwatywni i w zakresie polityki fiskalnej, i w zakresie polityki monetarnej.

– Przede wszystkim od polityki monetarnej oczekujemy zaostrzenia od ultra łagodnej fazy, którą mieliśmy jeszcze kilka kwartałów temu. Dodatkowo dyskutowane jest to, czy administracja nie prowadzi zbyt łagodnej polityki fiskalnej – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Myślę jednak, że na to musimy popatrzeć przez pryzmat nie tylko poszczególnych podatków, które się zmieniają, ale całokształtu systemu podatkowego. Może się okazać, że owszem są spore transfery – ale na przykład w części zabezpieczonej wzrostem fiskalizmu. W takiej sytuacji nie można myśleć o łagodzeniu polityki fiskalnej – bo państwo musi zabezpieczyć wpływy do budżetu. Jeśli natomiast są dodatkowe możliwości wzrostu dochodów państwa, można wówczas rozważać luzowanie i dodatkowe zwolnienia podatkowe dla wybranych grup społecznych – podkreśla Soroczyński.

Fed może wpłynąć nie tylko na dolara, ale też na złotego

Podobnie jak większość ekonomistów zakładamy, że Rezerwa Federalna w środę ponownie podniesie stopy procentowe o 50 pb., rynek wycenia już jednak 75 pb. Wzrost oczekiwań rynku w zakresie skali podwyżki oznacza, że nie tylko komunikacja, ale też sama decyzja będzie miała znaczenie dla kształtowania się cen aktywów. Sygnały z Fedu mogą wpłynąć nie tylko na dolara, ale też na złotego.

Jeszcze na początku tygodnia na rynkach panowało silne przekonanie, że Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w tym tygodniu podniesie stopy o 50 pb. (z zakresu 0,75–1,00% do 1,25–1,50%), dokonując tak samo silnego ruchu jak w maju. Szacowane przez rynki prawdopodobieństwo ruchu o 75 pb. istotnie jednak wzrosło – we wtorek rano wynosiło już 100% (bazując na wycenach fed funds futures). Ostatni wzrost rynkowych oczekiwań miał związek m.in. z artykułem Wall Street Journal, w którym autor, Nick Timiraos, sugeruje, że Fed prawdopodobnie rozważy w tym tygodniu podwyżkę o 75 pb. Również część ekonomistów zaczęła się skłaniać ku temu scenariuszowi, aczkolwiek na chwilę obecną panuje mocny konsensus ekonomiczny za podwyżką o 50 pb. – my również spodziewamy się podwyżki o takiej skali.

Istotna dla rynku będzie zarówno skala samej podwyżki, jak i komunikacja banku w zakresie dalszych kroków. Rynek zakłada, że Fed będzie działał agresywnie, próbując przeciwdziałać gwałtownemu wzrostowi inflacji w USA, która w maju podbiła do 8,6% i była najwyższa od grudnia 1981 r.

Wykres 1: Wycena fed funds futures dotycząca podwyżki stóp w czerwcu (04.05.2022 – 14.06.2022)Wycena fed funds futures dotycząca podwyżki stóp w czerwcu

Źródło: Bloomberg Data: 14.06.2022

Nie przewidujemy zaskoczeń w komunikacji Fedu

Prezes Fedu Jerome Powell powtórzył w zeszłym miesiącu, że podwyżki o 50 pb. na dwóch najbliższych posiedzeniach (w czerwcu i lipcu) są prawdopodobne, zaś inni członkowie FOMC wskazali, że tego typu niestandardowo silne podwyżki możliwe są również po lipcu.

Na konferencji prasowej prezesa Powella i w komunikacji banku centralnego nie spodziewamy się dużych zaskoczeń. Oczekujemy kolejnej jastrzębiej oceny dotyczącej obaw związanych z nadwyżką inflacji i wskazania, że Fed będzie nadal „pospiesznie” podnosić stopy do neutralnego poziomu (lub powyżej niego), by złagodzić presję cenową. Prawdopodobnie będzie się w nich zawierać również sygnał, że podwyżka o co najmniej 50 pb. najpewniej będzie odpowiednia, gdy FOMC zbierze się po raz kolejny w lipcu.

Kluczowe pytanie dotyczy dalszych planów Fedu, w szczególności tego, na ile większych podwyżek zdecyduje się bank, zanim wróci do standardowych ruchów o 25 pb.

Agresywny ruch o 75 pb. mało prawdopodobny

Uważamy, że jest mało prawdopodobne, że Fed w środę zdecyduje się na ruch o 75 pb. Biorąc pod uwagę wycenę rynkową, w takiej sytuacji dolar powinien doświadczyć wyprzedaży. Jasny sygnał, że na kolejnych zebraniach, być może w lipcu, może dojść do podwyżki o takiej skali, mógłby pomóc dolarowi. Niemniej jesteśmy sceptycznie nastawieni do tego, że Powell na tym etapie będzie tak agresywny. Biorąc pod uwagę wspomniane wysokie oczekiwania rynku, który wycenia wzrost stóp łącznie o ok. 140 pb. na dwóch najbliższych posiedzeniach, brak deklaracji ze strony Powella powinien być negatywny dla amerykańskiej waluty.

Zawód dla rynku to szansa dla PLN

Biorąc pod uwagę, że raport o inflacji w USA i wzrost rynkowych wycen podwyżek stóp doprowadził do wzrostu niepokoju na rynku i osłabienia polskiego złotego, środowa decyzja Fedu może mieć istotne znaczenie nie tylko dla krótkoterminowych perspektyw kursu EUR/USD (a tym samym USD/PLN), ale też EUR/PLN. Oczekiwania rynkowe w zakresie działań banku centralnego są tak wysokie, że Fedowi trudno będzie je spełnić. W tym kontekście z naszej perspektywy jest większa szansa na to, że rynek się zawiedzie, co powinno mieć negatywny wpływ na amerykańską walutę i jednocześnie wspomóc polskiego złotego. O ile, oczywiście, sygnały z Fedu przełożą się na uspokojenie rynkowych nastrojów.

Jak rewizja dot plotu może wpłynąć na kurs USD?

Rewizje prognoz FOMC również będą istotne dla rynku. Podobnie jak w przypadku EBC prognoza inflacji Rezerwy Federalnej na 2022 r. prawdopodobnie wzrośnie. W marcu Fed przewidywał, że preferowana przez niego miara inflacji – indeks PCE – pokaże na koniec roku wzrost o 4,3%.

W świetle nadwyżki wzrostu cen istnieje ryzyko zrewidowania w dół prognozy PKB na ten rok. Warto jednak zauważyć, że dane ekonomiczne z USA, szczególnie te dotyczące rynku pracy, w znacznej mierze trzymają się dobrze, więc wszelkie rewizje w dół w tym zakresie mogą być niewielkie.

Jesteśmy również pewni, że projekcje stóp procentowych (dot plot) zostaną znacznie podniesione w stosunku do prognoz z marca, kiedy mediana na koniec roku wskazywała przedział 1,75–2,0% – zaledwie 1 p.p. wyżej niż obecnie wynoszą stopy. Uważamy, że reakcja dolara będzie zależeć w dużej mierze od skali tej rewizji. Przy założeniu podwyżki o 50 pb. w czerwcu wzrost mediany na koniec roku do 2,75–3,0% oznaczałby, że decydenci spodziewają się w tym roku ekwiwalentu trzech dodatkowych podwyżek o 50 pb. Nawet to może być jednak negatywne dla dolara, ponieważ obecne podwyższone wyceny rynkowe zakładają, że stopy w horyzoncie czerwiec–grudzień wzrosną o mniej więcej 275 pb., a więc cztery razy o 50 pb. i raz o 75 pb. Nie spodziewamy się, żeby oczekiwania decydentów przekroczyły oczekiwania rynku, zaś rozdźwięk między nimi może stanowić ryzyko dla dolara.

Wykres 2: Implikowana stopa fed funds na koniec 2022 r. (styczeń ‘22 – czerwiec ‘22)Implikowana stopa fed funds na koniec 2022

Źródło: Bloomberg Data: 14.06.2022

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 15.06, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Starzenie się polskiego społeczeństwa stwarza nowe wyzwania dla opieki zdrowotnej i sektora farmaceutycznego

Polska od dawna boryka się z niedofinansowaniem systemu opieki zdrowotnej, co uwidoczniła pandemia COVID-19. Niemal wszyscy Polacy doświadczają związanych z tym problemów, m.in. długiego czasu oczekiwania na wizytę lekarską czy odległych terminów zabiegów i operacji. Starzejące się społeczeństwo z jednej strony napędza rynek usług medycznych, gdyż coraz więcej osób z nich korzysta. Z drugiej, rosnąca liczba osób w wieku poprodukcyjnym stanowi wyzwanie dla niewydolnego systemu służby zdrowia.

Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, organizacji zajmującej się agregowaniem danych służących do pogłębionych analiz ekonomicznych, podkreślają, że ochrona zdrowia w Polsce stała się priorytetem interesu publicznego. Ma to związek z tzw. silver tsunami, czyli rosnącą liczbą obywateli powyżej 50. roku życia, którzy w większym stopniu niż ludzie młodzi korzystają z usług medycznych. Polskie społeczeństwo starzeje się niemal najszybciej w całej Unii Europejskiej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2021 roku w Polsce było ponad 20 proc. osób w wieku powyżej 60 lat.3xzdrowie

Polska musi zadbać o bezpieczeństwo lekowe

Według najnowszego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań, w latach 2011-2021 nastąpiły duże zmiany w grupach wiekowych. Spadł zarówno odsetek osób w wieku przedprodukcyjnym, jak produkcyjnym. Z kolei udział ludności w wieku poprodukcyjnym znacząco się zwiększył – z 16,9% w 2011 r. do 21,8% w 2021. To oznacza, że w ciągu dekady przybyło ponad milion osób, które mają ponad 60 lat. Starzenie się społeczeństwa w połączeniu ze wzrostem popytu na świadczenia medyczne, a także rosnącą częstotliwością występowania chorób przewlekłych, stały się głównymi czynnikami wzrostu zarówno dla sektora farmaceutycznego, jak i opieki zdrowotnej w Polsce. Do chorób, których ryzyko wystąpienia zwiększa się wraz z wiekiem, należą m.in. Alzheimer, na którego według badań choruje ponad pół miliona osób w Polsce. Jak wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, na setkę Polaków w wieku produkcyjnym, tj. 15-64 lata, przypada dwudziestu pięciu seniorów powyżej 65. roku życia. Prognozy zakładają, że do 2060 roku ta liczba wzrośnie już do 68.

Polski rząd dostrzega problem starzejącego się społeczeństwa. Nowelizacja ustawy refundacyjnej, która ma zostać wprowadzona w 2022 roku, może stanowić bodziec dla sektora farmaceutycznego. Nowe rozwiązanie ma na celu zwiększenie wydatków na refundacje powyżej 2,8 miliardów złotych oraz napędzenie popytu na leki produkowane w kraju. Dzięki temu ma wzrosnąć bezpieczeństwo lekowe Polski. Pandemia COVID-19 pokazała, że wzrost globalnego popytu na leki, może doprowadzić do niedoborów medykamentów importowanych z innych krajów. W 2020 r., gdy koronawirus dotarł do Europy, Polska zakupiła ponad 125 milionów ton farmaceutyków o wartości 33,6 miliardów złotych, a sprzedała ponad 85 milionów ton za 19,2 miliardów złotych.

Czynniki zagrażające polskiej służbie zdrowia

Rosnące zapotrzebowanie na kompleksową i długotrwałą opiekę zdrowotną ze strony starzejącego się społeczeństwa przyczynia się do wzrostu kosztów funkcjonowania publicznego systemu opieki zdrowotnej. W Polsce pozostaje on niedofinansowany, a środki przeznaczane na ten cel w przeliczeniu na jednego mieszkańca są cztery do pięciu razy niższe niż w krajach Europy Zachodniej. W 2021 roku wydatki publiczne na ochronę zdrowia wynosiły nieco ponad 5%, do 2027 roku mają wzrosnąć do 7%. Zdaniem ekspertów EMIS podwyższenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców niestety nie jest w stanie dać oczekiwanych rezultatów i nie przyczyni się do usprawnienia finansowania, a także nie poprawi jakości leczenia. Do 2030 roku unijna średnia wydatków ma wynieść aż 8,8%. Analitycy EMIS uważają, że Polska może przybliżyć się do tego pułapu przeprowadzając globalną reformę służby zdrowia, a także stopniowo podwyższając składkę zdrowotną, aby nie uderzyć w firmy.

„Przemysł medyczny w Polsce mógłby i powinien być kołem zamachowym gospodarki – mamy ku temu wielki potencjał – ale niestety jest od dziesięcioleci traktowany, jako piąte koło u wozu, a system opieki zdrowotnej jako koszt. Wyrazem tego jest zablokowanie wejścia w życie dwóch inicjatyw, które mogłyby znacząco zwiększyć inwestycje w przemysł medycznych w Polsce i doprowadzić do jego szybkiego rozwoju: Refundacyjnego Trybu Rozwojowego (RTR) oraz projektu ustawy o Refundacji Wyrobów Medycznych (RWM). Problemem jest również zła regulacja i brak nowoczesnych rozwiązań systemowych. Zaniżone wyceny, i nieadekwatne wielkości kontraktów z NFZ, brak nowoczesnych technologii medycznych dla seniorów w koszyku czy brak ubezpieczeń senioralnych to podstawowe kwestie, które wymagają pilnych działań i wdrożenia racjonalnych rozwiązań opartych na sprawdzonych wzorcach ze świata” – mówi lek. Krzysztof Łanda, Założyciel Fundacji Watch Health Care, Prezes MedInvest Scanner, Przewodniczący Komisji Zdrowia Business Centre Club.

Dodatkowym wyzwaniem jest rosnące zadłużenie wielu polskich szpitali, w tym specjalistycznych. Na koniec III kwartału 2021 roku wynosiło ono 17,2 miliardów złotych. Mała atrakcyjność Narodowego Funduszu Zdrowia jako pracodawcy, wynikająca głównie z niskich wynagrodzeń, powoduje zarówno odpływ doświadczonej kadry, jak i trudności w rekrutacji nowych pracowników. Przestarzały system teleinformatyczny, nadmiar zadań administracyjnych oraz nieefektywny proces komunikacji dodatkowo utrudniają wykonywanie obowiązków i przyczyniają się do wypalenia zawodowego oraz obniżenia zaangażowania. Czynniki te skutkują niedoborem personelu medycznego w Polsce oraz wysoką średnią wieku pracowników przychodni i szpitali.

Problemem polskiej służby zdrowia jest również nielegalny wywóz farmaceutyków z kraju. Eksperci EMIS wskazują, że wynika to z różnicy cenowej między Polską a Europą Zachodnią. Kraj posiada największy rynek farmaceutyczny w Europie Środkowej i szósty co do wielkości na Starym Kontynencie pod względem cen. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł podkreślił, że wartość rynku farmaceutycznego nad Wisłą przekracza obecnie 40 miliardów złotych rocznie, co sprawia, że jest on łakomym kąskiem dla grup przestępczych. Przewiduje się, że wartość tego sektora będzie rosła w tempie 9,2% w skali roku i osiągnie 86,3 miliardów złotych w 2025 r.

Trudnej sytuacji rynku farmaceutycznego nie ułatwiają ciągłe spory na temat polityki cenowej i refundacyjnej pomiędzy rządem a producentami leków. Nie ma pewności co do tego, w jaki sposób decydenci planują wspierać branżę i budować bezpieczeństwo lekowe w kraju. Polityka lekowa państwa dąży do zapewnienia jak najszerszego dostępu do medykamentów, które są skuteczne, bezpieczne i efektywne kosztowo. Jest to trudne do pogodzenia, ponieważ ochrony lekowej nie można budować w oparciu o cenę produktu, a nielegalny wywóz medykamentów ratujących życie i ich niedobór na polskim rynku stanowi duże zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju.

Pomysł rządu na uzdrowienie służby zdrowia

Polski rząd podkreśla, że służba zdrowia ma dla kraju kluczowe znaczenie i proponuje istotne zmiany systemowe. W 2021 roku ogłoszono „Plan naprawczy w dziedzinie zdrowia”, którego celem jest wyrównanie deficytów w zakresie opieki zdrowotnej, spowodowanych opóźnionymi lub niezrealizowanymi badaniami profilaktycznymi, zaniedbaniami w zakresie leczenia istniejących chorób, niedostatecznymi działaniami w obszarze zarządzania chorobami przewlekłymi oraz brakiem zmiany zachowań społeczeństwa, które mają negatywny wpływ na zdrowie (np. zwiększone spożycie alkoholu i zbyt mała aktywność fizyczna). W 2021 r. Polska wprowadziła także ustawę o zawodzie farmaceuty, która umożliwia aptekom świadczenie dodatkowych usług dla pacjentów i odciążenie personelu medycznego w zakresie prostych czynności, takich jak m.in. odnawianie recept, wykonywanie szczepień, monitorowanie postępów leczenia farmakologicznego oraz wspieranie programu profilaktyki chorób układu krążenia.

Źródło: EMIS Insights Poland Pharma and Healthcare Sector Report 2022/2023

Grupa Pracuj przejmuje softgarden za blisko 118 mln EUR

Grupa Pracuj przejmuje 100% udziałów w firmie softgarden, która jest jednym z liderów rynku systemów wspierających procesy rekrutacji w Niemczech. To największa od lat akwizycja zagraniczna zrealizowana przez polską firmę technologiczną w Niemczech i regionie DACH. Wartość transakcji to blisko 118 mln EUR.

Grupa Pracuj na nowych rynkach

Przejęcie jednego z liderów rynku w Niemczech oznacza wzmocnienie Grupy Pracuj w roli wiodącego podmiotu sektora HR Tech w Europie Środkowej i Wschodniej. softgarden, poza kluczową pozycją na rodzimym rynku, rozwija swoje struktury na pozostałych rynkach obszaru DACH i ma potencjał wzrostu w innych krajach europejskich. Akwizycja niemieckiego lidera oznacza dalszą konsekwentną rozbudowę cyfrowego ekosystemu technologii dla HR, który tworzy Grupa Pracuj. Składają się na niego obecnie serwisy rekrutacyjne: Pracuj.pl, the:protocol, Dryg.pl i Robota.ua oraz systemy wsparcia pracodawców w rekrutacji i rozwoju pracowników, oparte o model SaaS (eng. Software as a Service): eRecruiter oraz platforma benefitowa Worksmile.

Nasze doświadczenia w ekspansji zagranicznej pokazują, że kluczowe jest wejście we współpracę z lokalnym liderem, który ma dodatkowo sprawną i zaangażowaną kadrę zarządzającą. softgarden spełnia oba te kryteria. To jeden z największych graczy w Niemczech, działający także w innych krajach europejskich i notujący rokroczne wzrosty. Inwestując w nową spółkę, z solidną bazą klientów, skutecznym zespołem zarządzającym i bardzo dobrymi wynikami operacyjnymi, wchodzimy natychmiast do pierwszej ligi w obszarze wsparcia innowacyjnej rekrutacji w Niemczech, z dużym potencjałem do dalszych wzrostów, a także do skalowania biznesu na inne rynki – komentuje Przemysław Gacek, Prezes Zarządu Grupy Pracuj.

Jeden z liderów w Niemczech

softgarden należy do grona dostawców rozwiązań HR tech wspierających innowacyjną rekrutację (tzw. Talent Aquisition Systems). Marka oferuje m.in. narzędzia do zarządzanie rekrutacjami, tworzenia stron karier, generowania opinii o pracodawcach czy poleceń pracowniczych. Wśród narzędzi softgarden znajduje się również tzw. multiposting – zautomatyzowana publikacja ogłoszeń na wielu stronach z ofertami pracy. Łącznie z usług softgarden korzysta 1700 pracodawców głównie z Niemiec, ale także z regionu DACH i kilku innych krajów europejskich. Zespół składa się z ponad 140 wysokiej klasy specjalistów, którzy po akwizycji będą dalej rozwijać produkty i usługi na dotychczasowym, wysokim poziomie. Grupa Pracuj przejmuje softgarden od spółki kontrolowanej przez Investcorp, wiodącą globalną firmę, zajmującą się inwestycjami alternatywnymi (posiadającej 98.95% udziałów) oraz od założyciela firmy, Stefana Schüfflera (1.05% udziałów).

Wraz z akwizycją Grupa Pracuj przejmuje również absence.io – system oferujący dedykowane oprogramowanie HR dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw, wspierające zarządzanie nieobecnościami.

softgarden i absence.io to kolejne z rozwiązań HR Tech, które trafiają do cyfrowego ekosystemu Grupy Pracuj w ostatnich kilkunastu miesiącach – po ubiegłorocznym zakupie udziałów w Worksmile oraz wystartowaniu z nowymi serwisami rekrutacyjnymi the:protocol oraz Dryg.pl. Spółka inwestuje w następne rozwiązania HR Tech oparte na modelu SaaS (ang. Software as a Service), które tworzą spójny ekosystem i poszerzają możliwości wsparcia europejskich firm w wielu obszarach zarządzania talentami.

Wymiana know-how i autonomiczny rozwój

Po dołączeniu do Grupy Pracuj, softgarden pozostanie niezależną spółką. Model biznesowy firmy, jej oferta i zasady współpracy z klientami nie ulegną zmianie.

W softgarden możemy się poszczycić szybkim i stabilnym wzrostem w obszarze HR Tech na rynku niemieckim, gdzie jesteśmy jednym z liderów w obszarze oprogramowania wspierającego rekrutację. Kontynuujemy także rozwój na innych rynkach europejskich, z ambicją do wejścia na nowe. Dołączając do Grupy Pracuj, zyskujemy doświadczonego partnera, świetnie rozumiejącego nasz model działania, jak i stojące przed nami wyzwania i szanse. Wymieniając się doświadczeniami oraz dalej rozwijając się poprzez innowacje, mamy wspólny cel – zbudowanie kompleksowego ekosystemu rozwiązań wspierających na rynkach europejskich zarówno pracodawców, jak i kandydatów
-– mówi Mathias Heese, CEO softgarden.

Jak podkreśla Zarząd Grupy Pracuj, priorytetem softgarden będzie kontynuowanie działalności w Niemczech, umocnienie pozycji w Niemczech oraz w całym regionie DACH i wykorzystanie możliwości rozwoju w innych krajach europejskich.

Dostrzegamy bardzo duży potencjał w połączeniu naszych doświadczeń z know-how zgromadzonym przez softgarden. Może on dać nam wiele korzyści zarówno na dotychczasowych rynkach, jak i w nowych regionach, w których zaczyna działać Grupa Pracuj dzięki tej akwizycji. Jednocześnie jednak należy podkreślić, że wiodącym systemem Grupy Pracuj wspierającym rekrutacje, oferowanym dla rynku polskiego, pozostaje eRecruiter – największe w kraju i najlepiej zintegrowane rozwiązanie w modelu SaaS – komentuje Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny Grupy Pracuj.

Dynamiczny wzrost Grupy Pracuj

Inwestycja to kolejny krok w rozwoju Grupy Pracuj, która w grudniu 2021 roku weszła na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Rosnące zapotrzebowanie pracodawców na rekrutację online i nowoczesne technologie dla HR pozwoliły na wypracowanie przez spółkę w 2021 roku bardzo dobrych wyników finansowych. Zysk z działalności operacyjnej Grupy Pracuj wyniósł w minionym roku 227,5 mln zł (wzrost o 67,1% r/r), a skorygowana EBITDA sięgnęła 257,3 mln zł (wzrost o 73,5% r/r). Marża skorygowanej EBITDA wzrosła tym samym do 54% (z 50% w 2020 roku).

Jak głęboka może być obecna bessa

W poniedziałek na amerykańskim rynku rozpoczęła się bessa, spadki w ciągu ostatnich pięciu miesięcy przekroczyły 20 proc. Przeciętnie bessa oznacza spadek o 38 proc, trwający 19 miesięcy. Potem zwykle przychodzi jednak hossa, która trwa 4 razy dłużej i przeciętnie przynosi wzrost o 180 proc. Na hossę przyjdzie nam jeszcze poczekać, a tymczasem jutro czeka nas kolejne podwyżka stóp w USA.

W poniedziałek spadek amerykańskiego indeksu S&P500 przekroczył 20 proc., co oznacza rozpoczęcie bessy. To może jednak nie być koniec spadków, coraz bardziej realne staje się ryzyko recesji na świecie. A może nas czekać jeszcze kolejny 20 proc. spadek, ponieważ przeciętna bessa na S&P500, choć rzadka, trwała 19 miesięcy i zamykała się spadkiem o 38 proc. (patrz wykres). Obecnie mamy do czynienia z przeceną o 21 proc. w okresie 5 miesięcy. W tej sytuacji bazowym scenariuszem inwestycyjnym pozostaje stopniowe odradzanie się gospodarki (w kształcie litery U). Jednak powinniśmy inwestować w sposób defensywny, by dobrze radzić sobie z rosnącym ryzykiem.

Ryzyko recesji jest coraz poważniejsze, jednak jeszcze nie tak wysokie, by była ona nieunikniona. Jak dotychczas wzrost gospodarczy w USA pozostaje odporny, konsumenci mają spore oszczędności, a firmy rekordowe marże. Jednak im dłużej inflacja utrzymuje się na wysokim poziomie tym ryzyko recesji jest wyższe. Obecna wyprzedaż na rynku była związana głównie z urealnieniem wycen spółek, które były postrzegane jako zbyt drogie. Obecnie wskaźnik C/Z w USA spadł do prawie 16x, czyli poniżej średniej z ostatnich 10 lat. Na recesję nie wskazuje także sytuacja na amerykańskim rynku pracy, gdzie zarobki wzrastają od początku roku. Zwykle, w przypadku recesji, spadają o 20 proc.

Już jutro czeka nas decyzja dotycząca stóp procentowych USA, które zostaną najprawdopodobniej podniesione o 50 pb. Piątkowe dane o rosnącej inflacji w USA, skłaniają FED do szybszego podnoszenia stóp i to do wyższego poziomu, niż wcześniej się spodziewano. Wkrótce czeka nas także pierwsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro, gdzie stopy nie zostały jeszcze poniesione. Rosnące stopy będą wpływać na obniżenie wzrostu w Europie. Wydaje się, że póki co jedynym motorem wzrostu na świecie mogą w tej sytuacji stać się odradzające się po pandemii Chiny. W perspektywie wyższej inflacji i stóp procentowych rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji rządowych wzrosła do ponad 3,3 proc. Rosnący koszt kapitału wpływa na przepływy finansowe w firmach, a szczególnie dotyka to sektora technologicznego. Ropa pozostaje droga, a ponieważ podaż tego surowca w obecnej sytuacji jest ograniczona, to rynek nie zwraca uwagi na możliwe perspektywy spadku popytu w wyniku recesji.

Warto jednak pamiętać, jak wygląda długoterminowa prognoza bessy i hossy. Jak wspomnieliśmy, o ile przeciętna bessa na S&P500 trwa 19 miesięcy, to przeciętna hossa 60 miesięcy. W jej czasie ceny wzrastają przeciętnie o 180 proc. To właśnie bessa buduje ekonomiczne fundamenty pod hossę, obniżając wyceny i zmuszając firmy do bardziej efektywnego funkcjonowania. To właśnie dzieje się teraz, wyceny już uległy gwałtownemu obniżeniu, zaostrzają się finansowe warunki funkcjonowania przedsiębiorstw, a banki centralne podnoszą stopy by walczyć z uporczywie rosnąca inflacją.W poniedziałek na amerykańskim rynku rozpoczęła się bessa, spadki w ciągu ostatnich pięciu miesięcy przekroczyły 20 proc. Przeciętnie bessa oznacza spadek o 38 proc, trwający 19 miesięcy. Potem zwykle przychodzi jednak hossa, która trwa 4 razy dłużej i przeciętnie przynosi wzrost o 180 proc. Na hossę przyjdzie nam jeszcze poczekać, a tymczasem jutro czeka nas kolejne podwyżka stóp w USA.   W poniedziałek spadek amerykańskiego indeksu S&P500 przekroczył 20 proc., co oznacza rozpoczęcie bessy. To może jednak nie być koniec spadków, coraz bardziej realne staje się ryzyko recesji na świecie. A może nas czekać jeszcze kolejny 20 proc. spadek, ponieważ przeciętna bessa na S&P500, choć rzadka, trwała 19 miesięcy i zamykała się spadkiem o 38 proc. (patrz wykres). Obecnie mamy do czynienia z przeceną o 21 proc. w okresie 5 miesięcy. W tej sytuacji bazowym scenariuszem inwestycyjnym pozostaje stopniowe odradzanie się gospodarki (w kształcie litery U). Jednak powinniśmy inwestować w sposób defensywny, by dobrze radzić sobie z rosnącym ryzykiem.    Ryzyko recesji jest coraz poważniejsze, jednak jeszcze nie tak wysokie, by była ona nieunikniona. Jak dotychczas wzrost gospodarczy w USA pozostaje odporny, konsumenci mają spore oszczędności, a firmy rekordowe marże. Jednak im dłużej inflacja utrzymuje się na wysokim poziomie tym ryzyko recesji jest wyższe. Obecna wyprzedaż na rynku była związana głównie z urealnieniem wycen spółek, które były postrzegane jako zbyt drogie. Obecnie wskaźnik C/Z w USA spadł do prawie 16x, czyli poniżej średniej z ostatnich 10 lat. Na recesję nie wskazuje także sytuacja na amerykańskim rynku pracy, gdzie zarobki wzrastają od początku roku. Zwykle, w przypadku recesji, spadają o 20 proc.    Już jutro czeka nas decyzja dotycząca stóp procentowych USA, które zostaną najprawdopodobniej podniesione o 50 pb. Piątkowe dane o rosnącej inflacji w USA, skłaniają FED do szybszego podnoszenia stóp i to do wyższego poziomu, niż wcześniej się spodziewano. Wkrótce czeka nas także pierwsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro, gdzie stopy nie zostały jeszcze poniesione. Rosnące stopy będą wpływać na obniżenie wzrostu w Europie. Wydaje się, że póki co jedynym motorem wzrostu na świecie mogą w tej sytuacji stać się odradzające się po pandemii Chiny. W perspektywie wyższej inflacji i stóp procentowych rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji rządowych wzrosła do ponad 3,3 proc. Rosnący koszt kapitału wpływa na przepływy finansowe w firmach, a szczególnie dotyka to sektora technologicznego. Ropa pozostaje droga, a ponieważ podaż tego surowca w obecnej sytuacji jest ograniczona, to rynek nie zwraca uwagi na możliwe perspektywy spadku popytu w wyniku recesji. Warto jednak pamiętać, jak wygląda długoterminowa prognoza bessy i hossy. Jak wspomnieliśmy, o ile przeciętna bessa na S&P500 trwa 19 miesięcy, to przeciętna hossa 60 miesięcy. W jej czasie ceny wzrastają przeciętnie o 180 proc. To właśnie bessa buduje ekonomiczne fundamenty pod hossę, obniżając wyceny i zmuszając firmy do bardziej efektywnego funkcjonowania. To właśnie dzieje się teraz, wyceny już uległy gwałtownemu obniżeniu, zaostrzają się finansowe warunki funkcjonowania przedsiębiorstw, a banki centralne podnoszą stopy by walczyć z uporczywie rosnąca inflacją.

Źródło: S&P Global, eToro

Wyjaśnienie: Bessa to spadek cen o co najmniej 20 proc., Hossa to wzrost o co najmniej 20 proc., rok na dolnej osi oznacza rozpoczęcie się bessy, wynik procentowy oznacza poziom spadku podczas danej bessy oraz poziom wzrostu w następującym po nim okresie hossy.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Amerykańscy i izraelscy urzędnicy ofiarami irańskich hakerów

  • Irańscy cyberprzestępcy przeprowadzili kampanię spear-phishingową wymierzoną w izraelskich i amerykańskich urzędników
  • Hakerzy byli w stanie przechwycić korespondencję e-mail, a następnie wykorzystali ją do namierzenia urzędników wysokiego szczebla w celu kradzieży danych osobowych
  • Operacja trwała co najmniej od grudnia 2021 roku, a wstępne ustalenia sugerują, że jest powiązana, z przypisywaną Iranowi, grupą APT Phosphorus

Irańscy cyberprzestępcy przeprowadzili kampanię spear-phishingową wymierzoną w izraelskich i amerykańskich urzędników oraz kadrę kierowniczą. Hakerzy byli w stanie przechwycić korespondencję e-mail, a następnie wykorzystali ją do namierzenia urzędników wysokiego szczebla w celu kradzieży danych osobowych – informują badający sprawę analitycy bezpieczeństwa z Check Point Research.

Stosunki między Izraelem a Iranem z pewnością będą w najbliższym czasie jeszcze bardziej napięte. Powodem są kolejne ataki cybernetyczne prowadzone przez stronę irańską, a których ofiarami mogli być urzędnicy, wojskowi oraz menedżerowie z Izraela i USA. Check Point Research (CPR) ujawnił niedawno operację spear-phishingową, w ramach której hakerzy przejęli istniejące konta kadry kierowniczej oraz stworzyli kolejne – fałszywe, aby zachęcić swoje cele do wymiany e-maili, a następnie przejęcia ich danych logowania, skanów dokumentów i innych danych wrażliwych!

Wśród celów irańskich hakerów byli m.in.:

  • Tzipi Livni – była minister spraw zagranicznych i wicepremier Izraela
  • Były generał dywizji, który służył na bardzo wrażliwym stanowisku w IDF
  • Przewodniczący jednego z wiodących izraelskich think-tanków zajmujących się bezpieczeństwem
  • Były ambasador USA w Izraelu
  • Były przewodniczący znanego centrum badawczego Bliskiego Wschodu
  • Starszy dyrektor w izraelskim przemyśle obronnym

Zdaniem ekspertów Check Point Research celem operacji była kradzież danych osobowych, skanów paszportów oraz dostęp do kont e-mail. Początek operacji sięgał grudnia 2021 r., choć nie można wykluczyć, że całość planowana była jeszcze wcześniej.

Metodologia ataku polegała na uzyskaniu dostępu do rzeczywistych kont e-mailowych, a następnie przejęciu wiadomości i korespondencji z urzędnikami. Hakerzy następnie tworzyli podobne konta i mail oraz kontynuowali rozmowy z niczego nieświadomymi ofiarami. W kolejnych wiadomościach udostępniali łącza do dokumentów i formularzy (np. w formie zaproszenia na konferencję lub badania) z miejscem na wgranie skanów dokumentów.

Hakerzy podszyli się pod wysokiej rangi generała

Tzipi Livni, była minister spraw zagranicznych Izraela, otrzymała e-maila, w którym ktoś podszywał się pod dobrze znanego byłego generała dywizji IDF. Wiadomość zawierała łącze do pliku, o którego otwarcie i przeczytanie poprosił ją atakujący (sama wiadomość pochodziła z adresu, z którym już w przeszłości korespondowała). Ponieważ zwlekała, „fałszywy generał” kilkakrotnie zachęcał ją do otwarcia pliku przy użyciu jej hasła do poczty e-mail.  Wzbudziło to jej podejrzenia, więc przy najbliższej okazji skontaktowała się osobiście ze wspomnianym generałem, pytając go o wiadomość. Ten zaprzeczył, by wysyłał jakiekolwiek e-maile z prośbą o logowanie. W ten sposób ujawniono pierwszą próbę wyłudzenia i przekazano sprawę służbom, które wspierał w analizach CPR