Sektor TSL poważnie odczuwa konsekwencje wojny w Ukrainie

Budownictwo i transport – to dwa sektory gospodarki najmocniej dotknięte przez gospodarcze konsekwencje wojny w Ukrainie. Transport boryka się z problemem zerwanych łańcuchów dostaw, wzrostem cen paliwa i z poważnym odpływem kierowców z Ukrainy. Jak mówią eksperci, w tej chwili każdy kierowca jest na wagę złota. – Damy ładunek każdej firmie transportowej, która przestała obsługiwać kierunek rosyjski i białoruski. Sektor TSL jest rozpędzony, staramy się odpowiadać na potrzeby inwestycyjne i np. rozwój sektora e-commerce. Bez kierowców jednak sprostanie wszystkim oczekiwaniom będzie ciężkie. Póki co trwa gaszenie pożarów, czyli próba terminowego dostarczania jak największej ilości transportów. Robimy to mając do dyspozycji zdecydowanie mniejszą ilość firm dostawczych i kierowców do dyspozycji – przyznaje Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.

TSL w obliczu zarządzania kryzysowego

Wiele firm sektora TSL zmuszonych było do wprowadzenia interwencyjnego systemu pracy. Podobnie, jak wtedy, gdy spustoszenie w gospodarce siała pandemia COVID-19. Sprawna i terminowa obsługa wielu klientów jest niemożliwa bez kierowców, a tych z rynku zniknęło – według różnych szacunków – od 25 do nawet 35%. Załatanie tej dziury jest niemożliwe, ale firmy z sektora TSL starają się jak najszybciej uzupełniać braki kadrowe podnosząc stawki czy proponując dobre warunki pracy firmom, które dotychczas kursowały na Ukrainę, Rosję i Białoruś.

– Sektor TSL nauczył się zarządzania kryzysowego w czasie pandemii koronwirusa. Teraz mamy kolejną rewolucję w postaci wojny w Ukrainie. Rynek transportowy bardzo odczuwa to, co się dzieje. Przewoźnicy nie przemieszczają się po terenie Ukrainy, Rosji i Białorusi. Z powodu wojny ukraińscy kierowcy wrócili do swoich krajów, wiele firm transportowych ma problem z odpowiednim układem kadrowym. Najpoważniejszy problem jest na wschodzie Polski oraz w centrum – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL. – Jest więcej ładunków do przewożenia, ale nie ma wydolności, by wszystkie towary przewozić – dodaje Laura Hołowacz.

Sektor TSL wprowadza działania interwencyjne: – Opóźnienia mogą sięgać nawet 20% wszystkich transportów w Europie. Co piąty transport w Europie może nie być dostarczony na czas. Skracamy terminy płatności, zatrudniamy dodatkowych spedytorów, prowadzimy bardzo szeroką rekrutacje, podnieśliśmy wynagrodzenia. Liczymy na ustabilizowanie się tej sytuacji, bo widzimy, że cały sektor TSL mocno odczuwa wojnę. Transport to krwioobieg gospodarki, nie możemy sobie pozwolić na zatory, bo może to spowodować konsekwencje dla niemal wszystkich innych branż – dodaje Laura Hołowacz.

Najpierw logistyka, potem budownictwo, a potem handel? Tak może wyglądać mapa wojennego kryzysu gospodarczego

Jak dodaje Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie sektor TSL nie jest jedyny, który ma poważne problemy z bieżącą działalnością operacyjną z powodu konfliktu zbrojnego wywołanego przez Rosję.

– Przedsiębiorcy z dużą niecierpliwością wyczekują na obiecany przez Premiera RP pakiet wsparcia gospodarczego i osłonowego dla firm, które odczuwają konsekwencje wojny w Ukrainie. Transport jest dotknięty bardzo mocno, bo zrywane łańcuchy dostaw czy brak kierowców do pracy to powody bezpośrednie, które blokują działalność operacyjną i znacznie podnoszą koszty funkcjonowania. Problemy ma również budownictwo i przemysł. Cena stali bije właśnie wszelkie rekordy, ceny betonu, ceny wszelkich surowców niezbędnych do prowadzenia inwestycji infrastrukturalnych. Za moment obudzimy się w rzeczywistości masowego wypowiadania umów inwestycyjnych. Alarmujemy, że również w handlu sytuacja wygląda nieciekawie. Do Północnej Izby Gospodarczej zgłaszają się już firmy, które obawiają się, że brak importu produktów spożywczych z Ukrainy przełoży się np. na ceny mąki, a to spowoduje, że chleb będzie kosztował 10 złotych nie z powodu cen gazu, a właśnie z powodu braku mąki. Prosimy o interwencje, bo biznes przygotowuje się do poważnego kryzysu – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dyrektywa MCP

  • Niecałe trzy lata – tyle czasu pozostało niektórym firmom produkcyjnym na spełnienie restrykcyjnych założeń dyrektywy MCP
  • Jeśli tego nie zrobią, grożą im kary, które mogą postawić działanie przedsiębiorstw pod dużym znakiem zapytania
  • Jaka może być wysokość kary? Za każdy przekroczony kilogram emisji pyłów, przedsiębiorstwo zapłaci 20-krotność stawki emisyjnej, czyli 7,8 zł/kg.

Ograniczenie emisji – ważna rola biznesu

Główną przyczyną zmiany klimatu jest ciągły wzrost stężenia w atmosferze CO2 oraz innych gazów cieplarnianych, w tym m. in. takich jak metan czy podtlenek azotu. Tymczasem biznes odpowiada za ponad 70 proc. emisji szkodliwych gazów do atmosfery, dlatego też niezbędne są natychmiastowe działania mające na celu zahamowanie ich produkcji.

Założenia unijne zakładają neutralność klimatyczną Starego Kontynentu do 2050 r., a Porozumienie Paryskie z 2015 r. ma zahamować wzrost globalnego ocieplenia z 2 stopni Celsjusza do 1,5 stopnia. Możliwe jest to dzięki stopniowemu odchodzenia od najbardziej szkodliwego gazu CO2 (dekarbonizacja), ale też ograniczeniu emisji pozostałych. Ważne obowiązki zostały nałożone w tym zakresie na przedsiębiorstwa produkcyjne, choćby w postaci dyrektywy MCP.

Dyrektywa MCP – czym jest i kogo dotyczy

Dyrektywa MCP to skrócona nazwa dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) ws. ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania.

Dyrektywa dotyczy podmiotów, które użytkują tzw. średnie obiekty spalania paliw, czyli kotły o mocy cieplnej od 1 MW – 50 MW, jednocześnie różnicując terminy wejścia przepisów w życie z uwagi na moc instalacji:

  • 1 stycznia 2025 r. – dla instalacji o mocy większej niż 5 MW.
  • 1 stycznia 2030 r. – dla instalacji o mocy nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 5 MW.

– Przepis ten ma kluczowy wpływ na firmy w obszarze stosowanych przez nie rozwiązań energetycznych, służących wytworzeniu ciepła na potrzeby procesów produkcyjnych. Zwróćmy uwagę, że w przypadku większych mocy, przedsiębiorcy mają niecałe trzy lata na dostosowanie instalacji do nowych wymogów. Czasu jest niewiele, a pamiętajmy, że przejście na alternatywy jak np. gaz również jest procesem czasochłonnym – mówi Krzysztof Kowalski prezes DUON Dystrybucja.

Kary – czy należy się ich obawiać?

Na przedsiębiorstwa, które na czas nie dostosują swoich instalacji do nowych wymogów, czekać będą kary w postaci biegnącej kary finansowej zależnej od ilości substancji wyemitowanej do atmosfery lub nawet konieczność zamknięcia instalacji.

Karę nakłada Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, po kontroli, podczas której stwierdza przekroczenie lub naruszenie norm dyrektywy. Wymiar kary ustala się uwzględniając przekroczenia lub naruszenia w skali doby. Za przekroczenie ilości lub rodzaju gazów lub pyłów wprowadzonych do powietrza wymiar kary biegnącej określa się uwzględniając przekroczenie w skali godziny!

– Obie kary mogą okazać się druzgocące dla przedsiębiorstwa, które albo nie będzie mogło korzystać z zasilania z kotłowni niespełniającej wymogów dyrektywy, albo narażone będzie na drakońskie kary finansowe w wysokości 20-krotności jednostkowej stawki opłat za wprowadzenie pyłów do powietrza, czyli 7,8 zł / kg. Za emisję dwutlenku siarki czy tlenków azotu kara jest odpowiednio wyższa.

Kara może być naliczona wstecz, jeśli inspektor będzie mógł ustalić poziomy emisji np. na podstawie specyfikacji technicznej instalacji i informacji o intensywności jej eksploatacji. Taki sposób naliczania powoduje, że sumy nałożonych kar mogą być niebagatelne – precyzuje Krzysztof Kowalski, prezes DUON Dystrybucja.

Świadomość przedsiębiorców

Tymczasem mimo realnej groźby kar, duża grupa przedsiębiorców nie ma świadomości co do nowych przepisów, co potwierdzają wyniki badania “Transformacja energetyczna w polskich firmach produkcyjnych” przeprowadzonego przez Duon i Kerallę.

Otóż okazuje się, że aż 38% przedstawicieli firm nie zapoznało się dotąd z założeniami dyrektywy MCP, a dla 29% przedstawicieli zapisy dyrektywy są trudne i stanowią wyzwanie.

Wynajem z możliwością wykupu mieszkania. Na rynek powraca pomysł sprzed lat

Pomysł nie jest nowy, był odpowiedzią na przewidywany ponad dekadę temu kryzys na rynku nieruchomości. Deweloperzy i instytucje finansowe szukały wówczas niestandardowych ofert dla pozyskiwania klientów i stymulacji wzrostu sprzedaży. W przeszłości wynajem z możliwością wykupu cieszył się sporym zainteresowaniem. Jednak z czasem, gdy minęła dekoniunktura, stopniowo tracił na popularności, ponieważ zwiększyła się liczba osób zainteresowanych zakupem nieruchomości w ramach kredytu hipotecznego.

Krajowi deweloperzy mieszkaniowi od lat budowali mieszkania głównie z myślą o sprzedaży. Bardzo dobra koniunktura na rynku pierwotnym powodowała, że firmy inkasowały z tego tytułu od 20 do 30 proc marży. W samym ub.r. w całym kraju oddano do użytku rekordowe 235 tys. nowych domów i mieszkań. Dobra passa i duży popyt wynikał nie tylko z faktu, że na rynku wciąż brakuje ponad 2 mln mieszkań, przy jednoczesnym wskaźniku jednej z najniższych średniej liczby pokoi na osobę w UE, ale również z faktu ucieczki przed utratą wartości lokat bankowych. Z drugiej strony Polacy posiłkowali się kredytami mieszkaniowymi, których dostępność została teraz mocno ograniczona.

Obecnie rynek mieszkaniowy znajduje się pod dużą presją – z jednej strony inflacji i wzrostu cen, z drugiej ograniczenia popytu przez co czeka go czasowe wychłodzenie i zmniejszenie podaży. Jednak dobra kondycja czołowych graczy deweloperskich pozwala na przeprowadzenie niezbędnej korekty i przezwyciężenie okresowych trudności. Sygnałem do wzrostu popytu na mieszkania może być planowany na maj start programu kredytów bez wkładu własnego, w br. banki powinny udzielić ich nawet 185 tys.

Niestabilność rynku pracy, drożejące kredyty i rosnące ceny powodują, że rośnie znaczenie modelu PRS, czyli oferty mieszkań do wynajmu długoterminowego. Firmy  widzą coraz większy potencjał w tym sektorze. W ubiegłym roku już niemal 1 na 5 mieszkań zostało sprzedanych z takim przeznaczeniem. Już ponad dekadę temu w dobie koniunkturalnego spowolnienia, znajdowali się deweloperzy, którzy zapowiadali uruchomienie programów wynajmu wybudowanych przez siebie i wykończonych pod klucz lokali z możliwością ich późniejszego nabycia na korzystnych warunkach. Miało to stanowić panaceum na wyraźny spadek popytu na mieszkania na rynku pierwotnym. To rozwiązanie niosło ze sobą sporo korzyści. Jednak zanim przyszło co do czego, rynek się ożywił i cały temat zupełnie przepadł. Jak będzie tym razem, pokaże nam najbliższy czas.

Istotne, że nawet w czasach kryzysu branża nieruchomości widzi więcej możliwości niż przeszkód. Firmy, które najszybciej odpowiednio zareagują na obecną sytuację, będą w stanie zoptymalizować swój rozwój. Liderzy sektora deweloperskiego szacują, że w tym roku ubytek ich przychodów wyniesie od 15 do 25 proc. Rosnące ceny mogą stanowić okazję dla większych podmiotów i inwestorów, którzy są w stanie odebrać aktywa od firm z mniejszymi portfelami, na które w większym stopniu wpłyną podwyżki.

Autor: Adam Białas – ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy. 

Ceny ofertowe a ceny transakcyjne mieszkań w Warszawie. Ile kupujący może wynegocjować?

Cena ofertowa nie jest najczęściej tą ostateczną. W naszym najnowszym raporcie SonarHome pokazujemy, jak wyglądały różnice pomiędzy cenami ofertowymi i transakcyjnymi we wszystkich dzielnicach Warszawy. Odpowiadając na pytanie jak bardzo kupującym udało się wynegocjować niższą cenę mieszkania. Zwracamy również uwagę na zdolności nabywcze warszawiaków, które w ostatnich latach nieco spadły.

Czego dowiesz się z artykułu?

  • W jakich dzielnicach Warszawy ceny ofertowe najbardziej różniły się od transakcyjnych.
  • O ile można było obniżyć cenę mieszkania?
  • Jak przeciętne wynagrodzenie osób pracujących w stolicy i wzrost cen mieszkań wpływają na zdolności nabywcze?

Negocjacje cenowe w Warszawie

Różnice pomiędzy ceną ofertową a ceną transakcyjną mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie nie były zbyt duże w badanym okresie. Może to oznaczać, że sprzedający nie byli skłonni do wyraźnego obniżania ceny sprzedaży.

Drugi scenariusz zakłada, że ogłoszenia mocno przeszacowane nie znalazły kupującego i pozostały w ofercie. Transakcje były przeprowadzane częściej w przypadku mieszkań z wyceną adekwatną do stanu nieruchomości, lokalizacji itp.

Zgodnie z danymi SonarHome największą różnicę pomiędzy ceną ofertową i transakcyjną w 2021 roku można zaobserwować na Ochocie i Wilanowie – odpowiednio 7% i 6%. Zaskakująca była sytuacja na Żoliborzu. W tej dzielnicy średnia cena ofertowa była niższa (kosmetycznie, różnica 2%) od średniej ceny transakcyjnej. Na Żoliborzu mamy do czynienia ze stosunkowo małą ofertą (niska podaż w skali miasta) i wysokimi cenami mieszkań. Osoby decydujące się na zakup lokalu mieszkalnego w tej dzielnicy są zazwyczaj świadomymi kupującymi, którzy poznali te realia. Możliwe, że spośród oferty, jaka była dostępna w danym okresie, kupujący wybrali mieszkania droższe. Stąd przeciętna cena mieszkań sprzedanych była wyższa niż średnia cena mieszkań z puli będącej w ofercie.Negocjacje cenowe w Warszawie

Różnice pomiędzy średnimi cenami ofertowymi a transakcyjnymi mieszkań z rynku wtórnego były wprawdzie dość niskie (w 2021 roku wynosiły zaledwie kilka procent), jednak biorąc pod uwagę ceny całkowite, nawet te kilka procent może złożyć się na znaczącą sumę.

Symulacja zmiany ceny całkowitej mieszkania o powierzchni 55 m2 w 2021 roku

Najwyższą różnicę pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną w 2021 odnotowaliśmy na Ochocie. Przeciętna cena w ogłoszeniach była wyższa o 7% od średniej ceny transakcyjnej. Realnie oznacza to, że w drodze negocjacji można było przeciętnie obniżyć kwotę zakupu mieszkania o ponad 44 tys. zł.

Podobną nominalną różnicę pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną można było zaobserwować na Wilanowie. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk SonarHome.

W całej Warszawie różnica pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną wyniosła przeciętnie 20 tys. zł. Różnice w cenach całkowitych pomiędzy dzielnicami są znaczące. Za mieszkanie o metrażu 55 m2 na Śródmieściu zapłacimy przeciętnie o 260 tys. zł więcej niż za mieszkanie w najtańszej Wesołej (patrząc na ceny transakcyjne).Negocjacje cenowe w Warszawie 2

Możliwości nabywcze kupujących w Warszawie

W 2021 roku pracujący w stolicy zarabiali średnio 7 226 zł brutto. Z kwoty brutto po odliczeniu podatków oraz zaliczek, które razem stanowią około 30% wypłaty, osobie pracującej w Warszawie zostało na rękę około 5 200 zł miesięcznie.Negocjacje cenowe w WarszawieWzrost transakcyjnych cen mieszkań w Warszawie w 2021 wyniósł 6% w porównaniu do 2020, był więc o 2 pp. niższy od wzrostu wynagrodzeń netto (czyli na rękę). Zdolność nabywcza warszawiaków przez ostatnie dwa lata trwała w trendzie bocznym. Oznacza to, że w niektórych kwartałach pojawiały się wahania zdolności nabywczej, jednak w ogólnym rozrachunku możemy założyć, że wyniosła przeciętnie około 0,44 m2. Tym samym za średnie miesięczne wynagrodzenie netto można było kupić 0,44 m2 mieszkania. To oznacza, że na zakup mieszkania o powierzchni 50 m2 zarabiający średnią miesięczną pensję w Warszawie musiałby odkładać całość wynagrodzenia przez 9,5 roku.

Rząd łata dziury w Polskim Ładzie

Przy przygotowywaniu przepisów podatkowych warto korzystać z konsultacji i rozwiązań proponowanych przez ekspertów od podatków. Dotyczy to szczególnie dużych zmian – jak np. Polskiego Ładu. Najnowsze zmiany w tej obszernej legislacji to na pewno dobry kierunek zmian – uproszczenie i naprawienie błędów jest słuszne. Niestety nie wiadomo, czy tym razem Rząd ustrzeże się błędów. Znowu poprawki wprowadzane są w zawrotnym tempie i w dodatku w trakcie roku podatkowego – co jest ewenementem i może generować kolejne problemy.

– Zmiany, które Pan Premier zaproponował, trudno nazwać inaczej niż próbą łatania dziur, jakie się zrobiły w Polskim Ładzie. Zresztą nazwa Polski Ład zdaje się ma być zapomniana przez wszystkich – bo Pan Premier już jej nie używa. Nie da się ukryć, że tamta nazwijmy to reforma była przygotowana w sposób tak nieprofesjonalny i niechlujny, jak tylko można było – to rzeczywiście dość kompromitująca sprawa – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Trzeba było ratować albo w ogóle się wycofać. To, co mnie niepokoi to to, że prawdopodobnie zmiany wprowadzają teraz ci sami ludzie, którzy zmajstrowali Polski Ład. Co więcej – znowu zastosowana ma być ta sama metoda bez konsultowania się, czy z fikcyjnymi konsultacjami skróconymi. To jest bardzo niepokojące, bo być może będzie potrzebne kolejne łatanie – zaznacza Orłowski

Forint słabnie po wyborach na Węgrzech. Dolar zyskuje

Na koniec dnia w piątek mieliśmy pozytywną niespodziankę z amerykańskiego rynku pracy. Zmiana ratingu Polski nie zatrzęsła rynkiem. Wiadomością weekendu były jednak wybory parlamentarne na Węgrzech.

Dobre dane z USA

W piątek byliśmy świadkami lepszych od oczekiwań danych z amerykańskiego rynku pracy. Na szczególną uwagę zasługuje stopa bezrobocia, która spadła z 3,8% na 3,6%. Jest to nie tylko wartość o 0,1% niższa, niż oczekiwali analitycy. Jest to przede wszystkim także zaledwie 0,1% więcej niż w dołku przed pandemią. To z kolei było najniższe bezrobocie od końca lat 60-tych. Ponieważ dane te były lepsze od oczekiwań analityków, po samej publikacji inwestorzy kupowali dolara. Było to widać szczególnie na parze EURUSD, gdzie po publikacji kurs dolara zyskiwał około ćwierć centa względem euro. Względem złotego nie było widać tej zmiany, gdyż w tamtym czasie złoty umacniał się względem głównych walut światowych.

Rating dla Polski

W piątek poznaliśmy raport agencji S&P w sprawie Polski. Z jednej strony zarówno rating, jak i nastawienie na przyszłość pozostało bez zmian. Z drugiej strony wyraźnie obniżono prognozy danych makroekonomicznych dla Polski. Nie powinno być to zaskoczeniem, skoro jeden z naszych sąsiadów najechał drugiego. W związku z czym mamy do czynienia ze stratami wynikającymi z sankcji na Rosję oraz z osłabieniem stratami wojennymi na Ukrainie. Oczekiwany jest również wyższy deficyt, co w obecnej sytuacji nie powinno dziwić. Nie są to jednak na tyle poważne zmiany, by wpłynąć na perspektywy wypłacalności Polski. Z tego właśnie powodu po publikacji złoty lekko zyskiwał na wartości.

Zwycięstwo Orbana

W weekend odbyły się wybory parlamentarne na Węgrzech. Zgodnie z oczekiwaniami zwyciężył, kierowany przez Victora Orbana, Fidesz. Wygląda na to, że uzyskał ponad 53% głosów. Należy pamiętać, że przy obecnej ordynacji przełoży się to na około 65-70% miejsc w parlamencie. Nota za styl nie jest tematem tego tekstu. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcję rynków. Na otwarciu widać było wyraźne umocnienie się węgierskiego forinta. Potem jednak zaczęła się przecena. Od optymistycznego otwarcia z rana kurs forinta spadł już 1%. Zdaniem analityków wynika to z tego, że inwestorzy z niepokojem patrzą na tak dużą dominację tej formacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – USA – zamówienia w przemyśle.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy będzie możliwa zmiana formy opodatkowania za 2022 rok?

Rząd dość niespodziewanie zdecydował się na ogłoszenie daleko idących zmian w podatkach: obniżeniu stawki PIT do 12% dla pierwszego progu skali podatkowej i likwidacji ulgi dla klasy średniej. Zmienią się również zasady dotyczące rozliczenia składki zdrowotnej przez podatników na liniówce, ryczałcie i karcie podatkowej. Stanie się to jednak już w trakcie roku podatkowego, a więc po terminie, kiedy przedsiębiorcy mogli wybrać formę opodatkowania na 2022 rok. Czy będą mieli szansę, aby raz jeszcze zmienić sposób rozliczania się z fiskusem na najbardziej dla siebie korzystny?

25 marca uczestniczyłem w spotkaniu konsultacyjnym z udziałem wiceministra finansów Artura Sobonia. Przedstawiciele rządu zaprosili do rozmów reprezentantów różnych środowisk: przedsiębiorców, księgowych czy doradców podatkowych. Mieliśmy okazję przedstawić swoje wątpliwości dotyczące nowych przepisów ustawy. Ministerstwo zaproponowało z kolei opracowanie roboczego dokumentu, w którym zostaną zebrane wszystkie wątki i sugestie do omówienia po zakończeniu konsultacji.

Jednym z tematów na piątkowym spotkaniu była możliwość zmiany formy opodatkowania dla przedsiębiorców w związku ze zmianami na skali podatkowej. Wedle zapowiedzi stawka PIT na pierwszym progu podatkowym zostanie obniżona do 12%. Składka zdrowotna pozostanie bez zmian
i nadal będzie wynosić 9%, jednak będzie ona rekompensowana przez niższy podatek. Z moich wyliczeń wynika, że w przypadku skali podatkowej i liniówki dopiero przy dochodzie na poziomie 171 tys zł. zaoszczędzimy więcej wybierając tę drugą formę. W poprzednim roku progiem dającym korzyść
z przejścia na liniówkę było 100 tys. zł. Proponowane zmiany sprawiają też, że skala podatkowa będzie korzystniejsza niż w roku 2021 dla tych, którzy uzyskują roczny dochód do kwoty 171 200 zł.

Podatnicy mogliby wybrać inaczej, gdyby znali nowe przepisy

Opisywane zmiany wejdą w życie1 lipca 2022 r. z mocą wsteczną od 1 stycznia. Ich działanie odczujemy dopiero w pełni podczas rozliczenia za rok 2022. Tymczasem większość podatników w lutym tego roku dokonała zmiany formy opodatkowania, bazując na zasadach Polskiego Ładu obowiązujących od 1 stycznia. Dziś, już w trakcie trwania roku podatkowego, mając wiedzę o nowych, korzystnych dla skali przepisach, nie mogą dokonać tej zmiany ponownie.

Należy więc zadać pytanie, czy w związku z tak istotnymi reformami nie powinno się umożliwić podatnikom ponownej możliwości zmiany formy opodatkowania, jeśli okazało się, że ich wybór z lutego okazał się niekorzystny? Będąc na spotkaniu z Ministerstwem Finansów zadałem właśnie takie pytanie. Być może wielu podatników podjęłoby inną decyzję, gdyby wiedzieli, na jakich zasadach będą rozliczać się z końcem roku.

Czy ponowna zmiana opodatkowania będzie możliwa?

Przepisy mają zadziałać wstecz, ale czy zadziała również zasada, że prawo w trakcie roku nie powinno się zmieniać na niekorzyść podatnika? Wszak podatnicy na zmianach z 1 lipca skorzystają względem Polskiego Ładu, jednak być może dokonaliby innego wyboru. Wiceminister Soboń poinformował mnie, że ze względów formalnych przywrócenie możliwości zmiany formy opodatkowania czy też wydłużenie go byłoby problematyczne. Z tym należy się oczywiście zgodzić – mogłoby to przysporzyć problemów urzędom i samym podatnikom.

Wiceminister wskazał również, że taka możliwość mogłaby pojawić się na zakończenie roku. W praktyce oznacza to, że podatnicy przy składaniu deklaracji PIT, mieliby jeszcze raz szansę, żeby określić wybraną formę opodatkowania. Taką chęć wyrażałoby się na formularzu PIT. Natomiast już od lipca podatnicy mogliby płacić zaliczkę na podatek według nowej formy, co później wykazaliby w zeznaniu rocznym. W mojej opinii jest to dobry pomysł.

Oczekiwany i korzystny precedens

Trzeba jednak pamiętać, że byłby to precedens w historii kształtowania się prawa podatkowego w Polsce. Pomysł jak najbardziej należy pochwalić, zobaczymy jednak, jaka będzie jego realizacja. Dużo może się jeszcze wydarzyć w trakcie procedowania ustawy przez Sejm i Senat.Liniówka po 1 lipca Ryczałt po 1 lipca Skala po 1 lipca a Polski Ład Skala po 1 lipca Składka zdrowotna w kosztach po 1 lipca

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Prosta droga do stagflacji? Przedsiębiorcy o rosnącej inflacji

Inflacja w górę. Eksperci: „Stagflacja coraz bardziej prawdopodobna. To poważna choroba gospodarki”.

Bieżący odczyt inflacyjny Głównego Urzędu Statystycznego w żaden sposób nie zaskakuje. Przedsiębiorcy spodziewali się wzrostów. Wojna w Ukrainie to wielkie wyzwanie gospodarcze dla całej Europy. Jak mówią eksperci nasza gospodarka jest narażona na perturbacje z kilku powodów: nasza narodowa waluta jest mniej stabilna niż waluta wspólnoty, a już wcześniej inflacja galopowała do góry jak szalona. – Nie ma perspektyw uspokojenia sytuacji pod kątem inflacyjnym, a to w perspektywie musi oznaczać kolejne wzrosty cen. Przedsiębiorcy są bardzo niespokojni i wielu ogranicza inwestycje lub ostrożniej planuje kolejne miesiące działania. Wojna przynosi wielkie zmiany. Społeczeństwu łatwiej wytłumaczyć pewne mechanizmy, które sterują cenami i gospodarką, ale przedsiębiorcy wiedzą, że nie mogą podnosić cen zbyt radykalnie, bo to droga do kryzysu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Konsumpcja wzrośnie, ale nie zatrzyma ona inflacji”

Według najnowszego odczytu inflacyjnego Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wynosi 10,9% i jest najwyższy od 2000 roku. Wzrost w porównaniu z lutym jest gigantyczny – to był miesiąc działania tarcz antyinflacyjnych, gdzie wskaźnik drożyzny udało się zbić do 8,5%.

– Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że inflacja rośnie przez wojnę na Ukrainie. Już wcześniej spodziewano się, że ta statystyka może wzrosnąć do nawet 12%. Moim zdaniem taka liczba jest prawdopodobna już w kwietniu, bo wojna się rozpędza. Najpierw widzieliśmy kryzys humanitarny, potem polityczny, a teraz czas na echa wojny w gospodarce. Turbulencje będą silne, bo brakować będzie surowców oraz materiałów składowych do produktów spożywczych. Należy się spodziewać ograniczenia eksportu i komplikacji w imporcie. To musi wygenerować wzrost cen na poziomie przynajmniej kilkunastu procent. Oczywiście obecność osób z Ukrainy w Polsce powinna zwiększyć konsumpcję i uspokoić rynek pracy, ale nie mam przekonania, by były to ruchy tak silne, by zatrzymać inflację – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Ile kosztowałoby paliwo gdyby nie tarcza antyinflacyjna? Ile kosztowałaby żywność gdyby nie obniżka vat? Rządowe inicjatywy dotyczą czasu przedwojennego, a trochę zakłamują gospodarczą rzeczywistość w Polsce. Ceny byłoby bowiem jeszcze wyższe niż są obecnie. Wisi więc nad nami widmo tego, że gdy skończą się programy wspierające to wyskok cen będzie gigantyczny. Przedsiębiorcy czują zbliżające się problemy gospodarcze, stąd liczne apele organizacji otoczenia biznesu, by możliwie mocno zniwelować czynniki negatywne zależne od Rządu. Nie mamy wpływu na pandemię czy wojnę, ale na Polski Ład czy ceny mediów już owszem – mówi Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Zagrożenie stagflacją w Polsce jest dzisiaj bardzo realne, a większość prognoz czy analiz scenariuszowych uznaje ryzyko stagflacji za wysoko prawdopodobne”

Przed 24 lutego, wszystko wskazywało na to, że w Polsce odbicie gospodarcze po pandemii jest bardzo dynamiczne. Prognozy i scenariusze dla Polski były optymistyczne, choć spokój zakłócały trochę silna presja inflacyjna i związane z nią konieczne podnoszenie stóp procentowych, czyli ceny pieniądza.

– Inwazja na Ukrainę stała się „game changerem” i radykalnie odmieniła uwarunkowania gospodarcze. Dzisiaj trzeba się przygotować na zjawisko od dawna (bo od lat 80. poprzedniego wieku) w gospodarce światowej niewidziane, czyli na tzw. stagflację. Termin stagflacji pochodzi z połączenia dwóch przebiegających paralelnie zjawisk: stagnacji gospodarczej i wysokiej inflacji, czyli oznacza wzrosty cen w warunkach spowolnionego wzrostu gospodarczego, a nawet w warunkach recesji. To zaskakujące połączenie, bo zwykle inflacja towarzyszy fazom silnego wzrostu gospodarczego. Zwykle, dobrej koniunkturze towarzyszą wzrosty cen, bo rośnie popyt, rośnie produkcja, rosną inwestycje. Tymczasem stagflacja oznacza wzrost cen mimo kiepskiej koniunktury i jako taka jest poważną „chorobą” gospodarki, bardzo trudną do wyleczenia – komentuje prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

– Zagrożenie stagflacją w Polsce jest dzisiaj bardzo realne, a większość prognoz czy analiz scenariuszowych uznaje ryzyko stagflacji za wysoko prawdopodobne. Dlaczego? Główną przyczyną zjawisk stagflacyjnych mają być: utrzymująca się wysoka dynamika wzrostu cen surowców, w tym głównie cen nośników energii, ale także zakłócenia w handlu międzynarodowym – dodaje prof. Zelek.

Polski Ład wprowadza 10 proc. minimalny CIT dla firm i spółek

Luka w podatku dochodowym od osób prawnych powodowana sztucznym transferowaniem zysków do innych państw przez przedsiębiorców, zwłaszcza przez międzynarodowe korporacje, to wg autorów Polskiego Ładu główna przyczyna konieczności wprowadzenia w Polsce minimalnego, 10 proc. CIT. Podatek ma dosięgnąć firmy, które nieadekwatnie do skali i rodzaju prowadzonej działalności, wykazują niskie dochody, lub nawet straty. Sprowadza się to do opodatkowywania firm za zbyt małe zyski. Czym jest i kogo obejmie nowy, minimalny CIT?

Na celowniku firmy wykazujące niskie dochody

Wprowadzone Polskim Ładem zmiany w przepisach uszczelniające system podatkowy mają wygenerować wymierne wpływy do budżetu państwa i zasilić sektor finansów publicznych. Według twórców nowego ładu nie do zaakceptowania jest sytuacja, gdy przedsiębiorstwa z dużymi obrotami wykazują niski przychód z działalności operacyjnej, albo nawet straty. Według ustawodawcy jest to symptom działań optymalizacyjnych, których konsekwencją jest zmniejszenie zobowiązań w podatku dochodowym.

Minimalny podatek dochodowy od osób prawnych

Polski Ład wprowadza więc nowy, minimalny podatek dochodowy w wysokości 10 proc. podstawy opodatkowania, obarczający spółki mające siedzibę lub zarząd na terytorium Polski oraz podatkowe grupy kapitałowe, a także podmioty niemające siedziby lub zarządu w Polsce, ale prowadzące tu działalność poprzez położony na jej terytorium zakład zagraniczny (w zakresie osiąganych przez ten zakład przychodów), które ponoszą straty ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych albo wykazują niski dochód z działalności operacyjnej, tzn. nieprzekraczający 1% przychodów.

Podstawa opodatkowania

Podstawę opodatkowania minimalnym 10 proc. CIT stanowi suma:

  1. 4% wartości przychodów ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych,
  2. kosztów finansowania dłużnego poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych, przekraczających wartość 30% tzw. EBITDA,
  3. odroczonego podatku dochodowego zwiększającego zysk brutto lub zmniejszającego stratę netto, oraz
  4. poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych, podmiotów z państwa lub terytorium stosującego szkodliwą konkurencję podatkową, kosztów nabycia określonych usług lub praw niematerialnych, przekraczających wartość 3 mln złotych plus 5%.

W praktyce nowy ciężar podatkowy może dotknąć wielu przedsiębiorców nie dystrybuujących sztucznie zysków za granicę celem optymalizacji opodatkowania, a po prostu nie przekraczających 1% wymaganego przez autorów Polskiego Ładu progu rentowności z uwagi na specyfikę swojej działalności. Przykładem mogą tu być liczne gałęzie handlu, w których firmy obracają towarami o wartości milionów złotych, jednak sam czysty zysk, po potrąceniu kosztów jego uzyskania, jest procentowo niewspółmiernie niski do wartości tego obrotu.

Pomniejszenia podstawy opodatkowania

Wprowadzając nowy, minimalny podatek dochodowy od osób prawnych Polski Ład przewidział możliwość stosowania odpisów zmniejszających podstawę opodatkowania. Chodzi np. o darowizny na cele pożytku publicznego i kultu religijnego oraz dochody uwzględniane przy kalkulacji dochodu zwolnionego w ramach działalności w specjalnej strefie ekonomicznej lub z realizacji nowej inwestycji określonej w decyzji o wsparciu.

Firmy, które obawiają się, że mogą nie osiągnąć 1 proc. progu dochodowości uwalniającego od obowiązku ponoszenia nowego ciężaru, mogą przy obliczaniu straty oraz procentowego udziału dochodów w przychodach nie uwzględniać zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów, w tym poprzez odpisy amortyzacyjne, kosztów wynikających z nabycia, wytworzenia lub ulepszenia środków trwałych.

Przedsiębiorcy będą musieli wykazywać w zeznaniu podatkowym podstawę opodatkowania, dokonane pomniejszenia, a także kwoty minimalnego podatku dochodowego. Kwotę zapłaconego minimalnego CIT przedsiębiorca będzie mógł odliczyć od standardowego zobowiązania w CIT w zeznaniu podatkowym za kolejne 3 lata.

Ile stracą przedsiębiorcy?

Przyjmijmy, że spółka uzyskała roczny przychód w wysokości 10 mln zł. Odliczając koszty nabycia towarów, materiałów i niezbędnych do sprzedaży usług, dochód netto zamknęła wynikiem 99 tys. zł. Standardowo, przy 19 proc. podatku CIT jej podatek wyniósłby 18 810 zł. Od nowego roku będzie jednak zmuszona zapłacić nowy, minimalny 10 proc. CIT, liczony od podstawy opodatkowania, a więc np. od 4 proc. osiągniętego przychodu. Podatek dochodowy wyniesie więc 40 000 zł.

Według opublikowanych przez Ministerstwo Finansów danych na temat największych podatników CIT, w 2020 roku 64 firmy wykazujące obroty przekraczające 1 miliard zł nie przekroczyły 1-procentowego progu rentowności.

Polski Ład likwiduje przepis art. 15e ustawy o CIT limitujący wysokość możliwych do odliczenia kosztów uzyskania przychodów ponoszonych przez podatnika na nabycie określonych usług lub praw niematerialnych. W głównej mierze materię, którą przepis ten regulował, Polski Ład przeniósł do art. 24ca tej samej ustawy dotyczącego minimalnego 10 proc. CIT. Od 1 stycznia 2022 r. koszty nabycia określonych usług lub praw niematerialnych poniesione na rzecz podmiotów powiązanych czy podmiotów z państwa lub terytorium stosującego szkodliwą konkurencję podatkową nie będą podlegać ograniczeniom w zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodu, ale będą powiększać podstawę opodatkowania nowym podatkiem minimalnym.

Niejasne przepisy rodzą wątpliwości

Jak widać już samo ustalenie podstawy opodatkowania może nastręczać przedsiębiorcom spore trudności, a przecież to oni są zobowiązani do obliczania minimalnego CIT-u i wpłacania go na rachunek urzędu skarbowego. Wątpliwości budzi również samo klasyfikowanie czy dany przedsiębiorca podlega nowemu, minimalnemu podatkowi dochodowemu od osób prawnych, czy nie. Zgodnie bowiem z art. 24ca ust. 14 ustawy o CIT, podatek ten nie obejmuje przedsiębiorców:

  • w pierwszym roku prowadzenia swojej działalności i w dwóch kolejnych latach podatkowych;
  • będących przedsiębiorstwami finansowymi;
  • którzy w roku podatkowym uzyskali przychody niższe o co najmniej 30 proc. w stosunku do przychodów uzyskanych w roku podatkowym bezpośrednio poprzedzającym ten rok podatkowy;
  • których udziałowcami, akcjonariuszami albo wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne i jeżeli nie posiadają udziałów (akcji) w kapitale innej spółki, tytułów uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną oraz innych praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym;
  • którzy w roku podatkowym większość uzyskanych przychodów innych niż z zysków kapitałowych osiągnęli z transportu morskiego, lub powietrznego, oraz eksploatacji kopalin;
  • wchodzących w skład grupy co najmniej dwóch spółek, w której jedna spółka posiada przez cały rok podatkowy bezpośrednio 75% udział odpowiednio w kapitale zakładowym, kapitale akcyjnym lub udziale kapitałowym pozostałych spółek wchodzących w skład tej grupy.

Doprecyzowaniu, czy nawet korekcie powinien ulec ostatni z ww. warunków niepodlegania nowemu, minimalnemu CIT. Trudno bowiem uwierzyć, że pomysłodawcom Polskiego Ładu chodziło o posiadanie 75-procentowego udziału w kapitale zakładowym, a nie o spółki posiadające co najmniej 75-procentowy udział.

Podsumowanie

Jak ujawnił Business Insider, w 2019 roku spośród największych podatników podatku dochodowego od osób prawnych w Polsce aż 536 odnotowało straty lub miało rentowność niższą niż 1%. Z czego 283 to były firmy polskie. Twórcy Polskiego Ładu tłumacząc się dążeniem do zatamowania wycieku za granicę wypracowanego w Polsce kapitału, walką ze sztucznym transferowaniem zysków, zwłaszcza przez międzynarodowe korporacje tak naprawdę uderzyli więc w polskich przedsiębiorców.

Wiele firm, by zrekompensować nowe daniny na rzecz łatania dziur w budżecie państwa, do tego nakładane za zbyt niskie dochody, może próbować chronić się przed tymi działaniami w najprostszy sposób – podwyższając ceny. Jeszcze innym sposobem jest cięcie kosztów, w tym zwłaszcza kosztów zatrudnienia. Gdy i to nie pozwoli wytrzymać ciężaru nowych obciążeń, dla wielu jedynym wyjściem może okazać się zmiana rezydencji podatkowej i przeniesienie biznesu za granicę.

Autor: Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Betsys wypłacił dywidendę STS SA

Betsys s.r.o. w marcu br. wypłacił 13,3 mln zł w formie dywidendy do STS SA, spółki zależnej STS Holding SA. Spółki wchodzą w skład Grupy STS – jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce. EBITDA Betsys w 2021 roku wyniosła 21,8 mln zł, przed rokiem było to 14,5 mln zł. Oznacza to wzrost o 50,1% rok do roku. Dywidenda Betsys wpłacona do STS SA docelowo zasili wynik finansowy STS Holding SA i zostanie wypłacona akcjonariuszom zgodnie z polityką dywidendy.

Zyski wypracowywane przez spółki z Grupy STS będą trafiać do STS Holding i następnie, zgodnie z polityką dywidendy tej spółki, będą wypłacane akcjonariuszom. Polityka dywidendy STS Holding zakłada wypłatę 100% jednostkowego zysku netto.

Betsys z Grupy STS działa na terenie Czech i Polski. Spółka zatrudnia zdecydowanie ponad 100 specjalistów od technologii, w tym deweloperów w Pradze, Brnie i Katowicach. Jest największym dostawcą rozwiązań IT dla branży bukmacherskiej w Europie Środkowej. Betsys zapewnia rozwój technologii i niezależność w tym aspekcie spółkom operacyjnym w Grupie STS.

Tylko najwięksi operatorzy na świecie posiadają własną platformę bukmacherską i niezależne zaplecze technologiczne. Tymczasem Betsys z Grupy STS dostarcza pełne spektrum rozwiązań dla zakładów sportowych. Jest największym dostawcą tego typu w naszej części kontynentu. Platforma Betsys obsługuje wszystkie kanały sprzedaży – mobile, online, retail. Naszym celem jest jej dalszy rozwój oraz budowanie naszych przewag i nowych kompetencji w tej kategorii mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W 2021 roku NGR Grupy STS wzrósł do rekordowych ok. 565 mln zł. Rok wcześniej było to ok. 434 mln zł. Oznacza to wzrost wskaźnika o ok. 30% rdr. NGR to wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier.

Grupa STS poinformowała, że odnotowała wzrost kluczowych danych operacyjnych w rekordowym 2021 roku. W zeszłym roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła blisko 4,5 mld zł, gdy w 2020 roku było to niemal 3,6 mld zł. Rok do roku wzrost wyniósł 25%. Spółka podtrzymuje dotychczasowe cele i plany rozwoju oraz zamierza dzielić się całym wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami.

Na koniec zeszłego roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 693 tys., gdy przed rokiem było ich 557 tys., co oznacza wzrost o 24%. Od stycznia do grudnia 2021 roku Grupa odnotowała 370 tys. nowych rejestracji, gdy rok wcześniej było ich 314 tys. Wzrost rok do roku wyniósł zatem 18%.

Co więcej, wzrosła również liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu. W 2021 roku było ich 249 tys., gdy rok wcześniej ich liczba wynosiła 205 tys. Oznacza to wzrost o 21% rok do roku.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2020 r. 27,1 mln PLN, w 2019 r. 19,5 mln PLN oraz w 2018 r. 6,5 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Bitcoin stoi w miejscu

itcoin odnotował w zeszłym tygodniu odbicie cen, ale te ostatnie wzrosty ustały. Kryptowaluty rozpoczęła tydzień handlu poniżej 47 000 dolarów, osiągając w poniedziałek najwyższy poziom 47 635
dolarów na eToro. Jednak jego wyniki ucierpiały przez resztę tygodnia, spadając w piątek poniżej 44 000 dolarów. Jednak w weekend nieco się odbił i obecnie kosztuje około 45 800 dolarów.
Ethereum w międzyczasie kontynuował stabilne wzrosty w ciągu tygodnia, pomimo ogromnego odwrotu w piątek. Kryptowaluta rozpoczęła tydzień handlu około 3250 dolarów, wzrastając do 3370 dolarów
w czwartek. Jednak w piątek token uległ znacznemu spadkowi, kształtując się zaledwie na poziomie 3192 dolarów. Jednak w weekend szybko odrobił straty i obecnie notuje się znacznie powyżej 3450
dolarów.

Wydaje się, że rynki kryptowalut w ostatnim miesiącu podążały podobną drogą co akcje, które zostały dotknięte przez napięcia geopolityczne i rosnące stopy procentowe. Odbicie z ostatniego miesiąca jest zachęcające, ale tokeny nadal działają w dość ograniczonym zakresie, szukając bardziej pozytywnych wskaźników, aby umocnić cenę.

Inwestorzy będą cieszyć się z bieżących wiadomości, że operatorzy stablecoinów, tacy jak Terra, nadal kupują duże wolumeny tokenów, ale poza tym rynek nadal znajduje się w okresie niepewności,
w obliczu wydarzeń na świecie.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Stanowisko branży ICT w sprawie projektowanych zmian podatkowych w Polskim Ładzie

Branża ICT dołącza do konsultacji społecznych w sprawie projektowanych zmian podatkowych, ogłoszonych 24 marca br. przez Ministerstwo Finansów. Organizacja Pracodawców Usług IT SoDA wraz ze Stowarzyszeniem ITCorner oraz Stowarzyszeniem Klaster ICT Pomorze Zachodnie wystosowała wspólne stanowisko dotyczące projektu noweli tzw. Polskiego Ładu. W dokumencie, poza odniesieniem się do planowanej nowelizacji w obszarze podatku od osób fizycznych, zawarte zostały również postulaty odnośnie innych kwestii, które w ocenie branży wymagają zmian czy doprecyzowania, jak choćby wprowadzone z początkiem 2022 roku ulgi podatkowe.

Komentarz Konrada Weiske, Wiceprezesa SoDA:

Rozumiemy potrzebę wprowadzenia zmian w rozliczaniu PIT i co do zasady, są one pozytywne, a niektóre wręcz pożądane. Mamy jednak pewne wątpliwości, które zawarliśmy w naszym piśmie do Ministerstwa Finansów. Podnosimy w nim między innymi kwestię zabezpieczenia podatników, którzy w oparciu o dotychczasowe przepisy zdecydowali się na zmianę formy rozliczenia. Dotyczy to na przykład osób samotnie wychowujących dziecko, które na początku roku, wiedząc, że nie będą mogły rozliczać się z razem z nim, odeszły od opodatkowania skalą na rzecz podatku liniowego czy ryczałtu. Podobnie jest z planowaną rezygnacją z ulgi dla klasy średniej czy częściowym odliczeniem składek na ubezpieczenie zdrowotne od przychodu (w przypadku podatników ryczałtu i karty podatkowej) oraz zaliczenia składek do kosztów uzyskania przychodów (dla podatników w ramach podatku liniowego). Każdy z tych punktów stanowił z pewnością istotny element kalkulacji przyszłego opodatkowania i wpłynął na podjęcie takiej, a nie innej decyzji. Projekt w obecnym kształcie nie przewiduje żadnej ochrony ani mechanizmu rekompensującego dla takich osób.

Korzystając z otwartości na zmiany w prawie podatkowym i rachunkowym, zwracamy również uwagę na potrzebę wprowadzenia zmian w przepisach dotyczących przedsiębiorców, w tym uproszczenia oraz ujednolicenia stawek stosowanych przez podatników rozliczających się w formie zryczałtowanego podatku dochodowego w branży IT. Doprecyzowania wymagają także przepisy w zakresie tzw. estońskiego CIT-u. Praktyka ostatnich miesięcy ujawniła wiele problemów, wątpliwości oraz niejasności, nad którymi warto się pochylić.

Postulujemy też o rozszerzenie zakresu ulg wprowadzonych w Polskim Ładzie i objęcie nimi również usług obok produktów i towarów. Polska branża IT jest jedną z najprężniej rozwijających się dziedzin gospodarki. Została jednak pominięta przy projektowaniu ulg mających wspierać polskich przedsiębiorców, którzy ponoszą koszty prac badawczych i rozwojowych. W przepisach podatkowych zabrakło bowiem wsparcia dla firm, które tworzą rozwiązania mające postać oprogramowania, które co do zasady kwalifikowane jest jako usługa. Wprowadzenie proponowanych zmian pozwoliłoby polskiemu sektorowi IT jeszcze wyraźniej zaistnieć i konkurować myślą technologiczną na rynku międzynarodowym.

GfK: 4 na 5 polskich gospodarstw wsparło Ukrainę w czasie wojny

Aż 80 proc. polskich gospodarstw domowych podjęło działania na rzecz pomocy Ukrainie, ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia dla uchodźców. Najchętniej w działania pomocowe angażowały się duże rodziny, a najpowszechniejszą formę wsparcia stanowiły zakupy kupowane osobiście – takie dane płyną z najnowszego badania Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Według danych Straży Granicznej od 24 lutego do 31 marca do Polski napłynęło z Ukrainy około 2,4 miliona uchodźców. Od samego początku konfliktu polskie społeczeństwo podjęło olbrzymie starania na rzecz wsparcia przybyszów ze Wschodu. Według badania Panelu GfK, przeprowadzonego na grupie 750 polskich gospodarstw domowych, zdecydowana większość z nich – bo aż 80 proc. – bezpośrednio zaangażowała się w pomoc w związku z sytuacją w Ukrainie.

Głównymi rodzajami pomocy pośród polskich gospodarstw domowych były osobiste zakupy (56 proc.), zaangażowanie w zbieranie najpotrzebniejszych produktów (33 proc.), pomoc finansowa (21 proc.) oraz osobiste wsparcie działań organizacji humanitarnych na rzecz uchodźców z Ukrainy (20 proc.). 7 proc. gospodarstw zadeklarowało ponadto chęć przyjęcia lub przyjęło uchodźców do swojego domu.

Najczęstszymi kategoriami kupowanymi na rzecz uchodźców z Ukrainy były: środki do higieny osobistej (62 proc.), żywność o długim okresie ważności (62 proc.), higiena kobieca (44 proc.) oraz leki i materiały opatrunkowe (32 proc.).

Firma GfK sprawdziła również, które gospodarstwa najchętniej angażowały się we wsparcie dla Ukrainy. Okazuje się, że taką postawę zadeklarowało 67 proc. gospodarstw jednoosobowych, 88 proc. gospodarstw liczących trzy osoby i aż 90 proc. największych gospodarstw z pięcioma lub więcej domownikami.

Skala bezinteresownej, proaktywnej pomocy udzielonej dotychczas Ukrainie jest ogromna i poraża swoją powszechnością. Największy odsetek wsparcia wśród dużych rodzin mogą tłumaczyć zapewne najlepsze warunki do przyjmowania uchodźców, które wiążą się m.in. z większym metrażem mieszkania, ale też i wysoki poziom empatii rodzin wobec sytuacji innych rodzin. Pomoc płynie z każdej strony na miarę możliwości i patrząc na ten obraz możemy powiedzieć, że jako społeczeństwo sprawdziliśmy się w tym nieoczekiwanym wyzwaniumówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 7-14 marca 2022 roku.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2022 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 22,4% rdr do 43,8 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 50,7% rdr do poziomu 985,6 tys. szt.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na akcje o 18,7% rdr do poziomu 292,8 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 305,7% rdr do 878,6 mln zł
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 30,2% rdr do 55,4 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 64,8% rdr do 465,1 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu ETF-ami o 56,8% rdr do 110,4 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 24,6% do 13,9 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 1,7% rdr do 10,2 TWh

W marcu 2022 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 44,3 mld zł, czyli o 8,3% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 22,4% rdr do poziomu 43,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 904,7 mln zł, o 22,4% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca wyniosła 64 900,36 pkt i była o 11,7% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 61,9% rdr do poziomu 319,2 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 62,0% rdr i wyniosła 315,6 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w marcu wyniósł 1,78 mln szt., czyli o 15,8% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 50,7% rdr do poziomu 985,6  tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 18,7% rdr do 292,8  tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty spadł o 23,3% rdr do 465,2 tys. szt.

W marcu odnotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 64,8% rdr do poziomu 465,1 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 56,8% rdr do 110,4 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 98,3 mld zł, wobec 102,8 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 305,7% rdr do poziomu 878,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 55,4 mld zł wobec 42,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 30,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w marcu br. 13,9 TWh, co oznacza spadek o 24,6% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 3,4% rdr do poziomu 3,1 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 29,0% rdr do poziomu 10,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 1,7% rdr do 10,2 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 24,3% do poziomu 2,5 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 14,2% rdr do poziomu  7,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,5  TWh, co oznacza spadek o 17,2% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 24,3% rdr do poziomu 8,6  ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 2,7% rdr, do wolumenu 4,9 TWh.

Kapitalizacja 380 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w marcu 2022 r. wyniosła
656,3 mld zł (141,1 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 426 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 249,6 mld zł (268,6 mld EUR).

W marcu 2022 r. na GPW odbyły się 23 sesje giełdowe, tyle samo co rok wcześniej.

Na Głównym Rynku w marcu 2022 r. zadebiutowały akcje spółki SPYROSOFT (przejście z NewConnect).

Na rynku NewConnect w marcu br. zadebiutowały akcje spółki SDS OPTIC S.A. (wartość oferty:
11 mln zł).

Na rynku Catalyst w marcu 2022 r. zadebiutowały obligacje komunalne: Gminy Miejskiej Mielec (wartość oferty: 58 mln zł), Gminy Słupsk (wartość oferty: 13,3 mln zł) oraz miasta Kielce (wartość oferty:
167,5 mln zł).

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

“Niezależność polityczna” oprogramowania a zagrożenia ze strony Rosji

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego w nowym piśmie sektorowym zaleca instytucjom nadzorowanym uważne przeanalizowanie ryzyk związanych z wykorzystywaniem oprogramowania komputerowego pochodzącego z Federacji Rosyjskiej bądź Białorusi. W obecnej sytuacji nikt nie zdecyduje się na korzystanie z software’u pochodzącego z Rosji lub Białorusi. Jednak problemem może być świadomość użytkowników, a raczej jej brak, na temat tego, gdzie powstał wykorzystywany program – komentuje Tomasz Klecor, prawnik, partner w kancelarii Legal Geek, specjalizującej się w obsłudze rynku finansowego.

Informacje, że antywirus Kaspersky jest rosyjski, i że różne służby ostrzegają przed instalowaniem go, są już dość rozpowszechnione. Ale co z przeróżnymi “małymi” narzędziami, których nie nazywamy nawet programami? Kto weryfikuje pochodzenie aplikacji do edycji zdjęć lub alternatywy dla notatnika, nie wspominając już o wtyczkach i rozszerzeniach do przeglądarek internetowych? Niestety tego typu oprogramowanie może też być instalowane na stacjach roboczych w instytucjach nadzorowanych przez KNF (np. w Biurach Usług Płatniczych i agentów Małych i Krajowych Instytucji Płatniczych czy agentów towarzystw ubezpieczeniowych).

KNF wskazuje na konieczność samooceny ryzyka związanego z używaniem oprogramowania pochodzącego z Rosji lub Białorusi. Pisma sektorowe Komisji nie są formalnie wiążące. Jestem jednak przekonany, że jeśli w którejś z nadzorowanych instytucji doszłoby teraz do incydentu w związku z wykorzystywaniem takiego oprogramowania, ocena tego zdarzenia byłaby zupełnie inna, niż jeszcze przed opublikowaniem tego pisma.

Warto przy tym zwrócić uwagę na “niezależność polityczną” oprogramowania i hardware’u w szerszym kontekście. Ufamy, że dane o nas zbierane przez Google, Amazon czy Microsoft na swoich serwerach we Frankfurcie, a niektóre nawet w Warszawie, są zabezpieczone przed dostępem służb amerykańskich. Jednocześnie korzystamy z komputerów i smartfonów składanych w Chinach. Nawet te z jabłuszkiem w logo są przecież montowane w Kraju Środka. I tak naprawdę nie wiemy co ten nasz sprzęt ma w środku, bo przecież oprogramowanie szpiegujące można zaimplementować w BIOS-ie lub nawet procesorze. I nie jest to ryzyko abstrakcyjne. Mieliśmy już przykłady podobnych działań ze strony Chin.

Innego rodzaju zagrożeniem mogą stanowić technologie open-source, które dziś są wszędzie. Na to ryzyko Komisja również wskazuje. Nawet systemy pisane „od zera” często nie są pisane od zera, bo w tle jest jakiś framework. O ile w samym otwartym oprogramowaniu nie ma nic złego, to problemem jest weryfikacja źródeł. Jeśli program korzysta z otwartych bibliotek, to przy jego kompilowaniu lub aktualizacji najczęściej sięga się do źródła w serwisach typu GitHub. A nad nimi instytucja nadzorowana nie ma kontroli. Teoretycznie przy każdym takim sięgnięciu do źródła trzeba by je ponownie weryfikować. A to nie jest zapewne powszechna procedura.

KNF ostrzega przed oprogramowaniem z Rosji i Białorusi

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego wydał ostrzeżenie w kontekście korzystania z oprogramowania rosyjskich i białoruskich firm. Urząd wskazuje na możliwe zagrożenia w związku z nasilaniem się działań mających znamiona cyberwojny, a także zwraca uwagę na ryzyka biznesowe – między innymi możliwość wystąpienia braku ciągłości aktualizacji oprogramowania lub nawet nagłego przerwania jego funkcjonowania – komentuje Maciej Cieśla, Head of Cybersecurity HackerU Polska.

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego wysłał do instytucji nadzorowanych pismo mające na celu uświadomić i uczulić adresatów na ryzyka i zagrożenia związane z korzystaniem z oprogramowania pochodzącego z Rosji lub Białorusi. UKNF wskazuje na nie w związku z nasileniem się działań mających znamiona cyberwojny. Nie posunął się jednak tak daleko, jak amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) i niemiecki Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Informatycznego (BSI), które wprost uznały za niebezpieczne programy konkretnego dostawcy, nie podając na to żadnych technicznych dowodów.

UKNF nie wskazał produktów pochodzenia rosyjskiego, czy białoruskiego jako szczególnie niebezpieczne, ale zalecił, aby uznać je za „szczególnie wymagające stałego monitorowania”. Tego typu informacja jest niezwykle cenna dla organizacji i firm. Pozwala zwiększyć świadomość oraz zaplanować dalsze kroki w kierunku tworzenia coraz bardziej bezpiecznych infrastruktur i aplikacji. Oprócz elementów związanych z potencjalnym zaistnieniem incydentów w sferze cyberbezpieczeństwa, UKNF wskazał także na ryzyka biznesowe, takie jak brak ciągłości aktualizacji bądź nagłe, związane z sytuacją geopolityczną, zakończenie subskrypcji danego oprogramowania.

Oznacza to jednocześnie, że instytucje nadzorowane wcale nie muszą natychmiast rezygnować z tego typu oprogramowania, ale powinny ocenić, czy dodatkowe działania monitorujące i sprawdzające pozwalają na utrzymanie opłacalności korzystania z tych produktów.

UKNF rekomenduje, aby rozpocząć proces analizy od oceny ryzyka i zagrożeń. Warto jednak pójść o kilka kroków dalej, by jeszcze bardziej zwiększyć bezpieczeństwo w firmie czy urzędzie. Po identyfikacji ryzyka najlepiej wykonać jeszcze skan podatności oraz manualne testy penetracyjne. Dzięki temu zdobędziemy wiedzę dotyczącą tego, od czego powinniśmy rozpocząć zabezpieczenie naszych aktywów (np. czy najpierw wdrożyć zmianę w kodzie, czy zaimplementować uwierzytelnianie określonego typu do danego serwera lub aplikacji), jakie dokładnie działania podjąć, aby podnieść poziom bezpieczeństwa. Wszystkie te kroki można wykonać korzystając z usług profesjonalnych firm audytowych i certyfikowanych audytorów. Oprócz samego audytu i pentestów, coraz częściej specjaliści oferują również pomoc w działaniach naprawczych i zabezpieczeniach. A wszystko to w kierunku coraz lepszego i skuteczniejszego cyberbezpieczeństwa w naszym otoczeniu.

Producenci opakowań – długi jeszcze niskie, ale presja coraz większa

Polska jest ważnym producentem opakowań, a branża od lat utrzymywała niskie zadłużenie w stosunku do wielkości swojego sektora. Przez pierwszy rok pandemii zdołała zachować dobrą kondycję finansową, jednak następny rok przyniósł już oznaki lekkiego pogorszenia. Długi producentów wzrosły o 13,6 proc. r/r, do kwoty 56 mln zł – podaje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej. W najbliższym czasie wytwórców opakowań czekają kolejne wyzwania, jak drożejące surowce czy konieczność inwestycji w ekologiczne linie produkcyjne.

W 2020 r. sektor opakowań okazał się wyjątkowo odporny na zawirowania, jakie przyniosła pandemia. Według raportu „Jak opakować przyszłość? Branża opakowań w czasach zielonej transformacji” przygotowanego w listopadzie 2021 r. przez analityków Banku Pekao, udało jej się w tym czasie utrzymać trend wzrostowy dla wartości sprzedanej produkcji (+1,2 proc. r/r), podczas gdy w całym przemyśle produkcja spadła o 3,4 proc. r/r. Sektor imponował dobrą kondycją także na przestrzeni ostatniej dekady. W ciągu 10 lat polskim producentom udało się podwoić wartość sprzedaży do poziomu blisko 45 mld zł.

Branża opakowań w Polsce charakteryzuje się bardzo niskim zadłużeniem, jak na jej wielkość. Jednak w ciągu ostatniego roku widzimy w KRD przyrost zaległości. Liczba wpisanych do naszego rejestru producentów zwiększyła się o ponad jedną czwartą. Teraz to 736 firm. O 6,7 mln zł wzrosła też kwota zadłużenia i obecnie produkujący opakowania są winni swoim wierzycielom 56 mln zł. Warto zauważyć, że wcześniej branża nie odnotowywała tak dużych skoków zadłużenia. Największe zaległości, wynoszące 33,8 mln zł, mają do spłacenia twórcy opakowań z tworzyw sztucznych. Producenci opakowań z papieru lub tektury powinni oddać swoim wierzycielom 15,1 mln zł. Z kolei 6,8 mln zł do spłacenia mają producenci opakowań drewnianych. Najmniej zadłużone są firmy wytwarzające je z metalu. Do uregulowania pozostaje im zaledwie 269 tys. zł – wskazuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Leasing głównym wierzycielem

Ponad połowa sumy zadłużenia branży należy do spółek z ograniczoną odpowiedzialnością (29,2 mln zł). Na drugim miejscu plasują się jednoosobowe działalności gospodarcze z kwotą ponad 15,1 mln zł do spłacenia.

Firmy produkujące opakowania zadłużyły się najbardziej u firm leasingowych. W Krajowym Rejestrze Długów zaległości wobec nich sięgają niemal 20 mln zł. Na spłacenie ponad 11 mln zł czeka z kolei branża finansowa, w tym głównie banki. Ponad 7,7 mln zł próbują odzyskać wtórni wierzyciele (firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne).

W podziale na regiony, najwyższy poziom zadłużenia notuje województwo pomorskie, gdzie wytwórcy opakowań powinni uregulować ponad 19 mln zł. Kolejne jest Mazowsze z 9,3 mln zł zaległości. W pierwszej trójce znalazło się także Podkarpacie z 6,8 mln zł przeterminowanych zobowiązań. Najmniejsze zadłużenie notują kolejno województwa: opolskie, podlaskie i lubelskie.

Branża opakowaniowa sama jest też wierzycielem. Dłużnicy są jej winni 18 mln zł. Na największe sumy producenci czekają od innych przetwórców przemysłowych (6,9 mln zł) oraz od handlu (6,5 mln zł).

Coraz większe obowiązki dla producentów

Kondycja finansowa producentów opakowań jest ważna w kontekście czekających ją wyzwań. Jednym z nich jest legislacja. Od 1 lipca 2021 r. UE wprowadziła nakaz wyeliminowania z obrotu wielu jednorazowych produktów, w tym opakowań np. pojemników styropianowych (The Single-Use Plastics Directive). Zakaz już obowiązuje w wielu krajach, ale Polska nie zdążyła jeszcze uchwalić odpowiednich przepisów. Według zapowiedzi mają one wejść w życie w 2022 r.

Z kolei z początkiem bieżącego roku weszły w życie dwa nowe rozporządzenia dotyczące recyklingu odpadów opakowaniowych. Jedno z nich określa dla producentów roczne poziomy recyklingu ich wyrobów w perspektywie od 2022 do 2030 r. Co roku będą oni zobowiązani do osiągania coraz wyższych pułapów.

Trwają też prace nad ustawą o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), która zakłada, że wprowadzający opakowywania na rynek będą musieli zadbać o nie także po ich przetworzeniu przez konsumenta. Oznacza to ich udział w kosztach selektywnej zbiórki odpadów opakowaniowych, ich segregacji i przygotowaniu do recyklingu. Nowością na polskim rynku będzie także system kaucyjny, nad którym pracuje obecnie rząd. Na razie jest on w fazie szeroko zakrojonych konsultacji, w których uczestniczą przedstawiciele wielu sektorów.

Nowe regulacje dotyczące opakowań to nie tylko kwestia samych producentów, ale również innych gałęzi gospodarki, takich jak handel, branża spożywcza czy jednostki samorządu terytorialnego, które obecnie są odpowiedzialne za gospodarkę odpadami w regionach. Presja ekologiczna stanowi dziś największe wyzwanie sektora opakowań, ale nie pozostanie ona bez wpływu na innych uczestników rynku, w tym także na końcowych użytkowników produktów. Nasze podejście do ekologii jest więc kluczowe i dobrze, aby największa zmiana w tym zakresie dokonała się najpierw w świadomości konsumentów. Przykładowo, projekt systemu kaucyjnego ma sprawić, że objęte nim opakowanie będzie miało wartość dla konsumenta, który zamiast je wyrzucić, odniesie je do punktu detalicznego, w którym odzyska kaucję. System musi być więc nie tylko proekologiczny, ale też przyjazny dla konsumentów, po to, by chcieli się włączyć we wspólny wysiłek. Dopiero zaangażowanie wszystkich interesariuszy będzie kluczem do sukcesu efektywnego działania systemu – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Jednocześnie na sytuację branży wpływa także otoczenie rynkowe. Producenci opakowań muszą mierzyć się z wahającymi się cenami surowców oraz ich niedoborami na rynku. W 2021 wiele podstawowych materiałów do produkcji notowało rekordowe stawki (na przykład polimery służące do produkcji tworzyw sztucznych).

Haitong Securities notuje coraz lepsze wyniki

Haitong Securities wypracował w 2021 r. zysk netto na poziomie 1,8 mld EUR, co oznacza wzrost o niemal 18 proc. r/r. Poprawie uległy również przychody oraz ogólny poziom aktywów. Mimo wymagającego otoczenia rynkowego w 2021 roku Haitong Securities efektywnie rozwijał swoją działalność w zakresie bankowości inwestycyjnej, zarządzania aktywami, a także leasingu finansowego, umacniając tym samym swoją pozycję na rynku.

Haitong Securities, właściciel Haitong Banku (z centralą w Lizbonie oddziałem również w Warszawie), odnotował w 2021 roku zysk netto w wysokości 1,8 mld EUR. To niemal 18 proc. więcej w porównaniu do 1,4 mld EUR wypracowanych w 2020 roku. Zysk przed opodatkowaniem wyniósł z kolei 2,6 mld EUR. Przychody i inne dochody operacyjne banku wyniosły łącznie 8,0 mld EUR, co oznacza wzrost o 6,5 proc. rok do roku. Do końca 2021 roku aktywa ogółem osiągnęły wartość 103,5 mld EUR, a więc o 7,3 proc. wyższą niż na koniec 2020 roku.

Pomimo stopniowego wychodzenia z pandemii ubiegły rok nadal naznaczony był niepewnością sytuacji makroekonomicznej. W takim otoczeniu rynkowym Haitong Securities udało się utrzymać stabilne wyniki finansowe przy solidnej strukturze aktywów i wysokim poziomie płynności. To potwierdza zdolnośćdo efektywnego dostosowania się do panujących warunków. To także dobry prognostyk i baza do wzmocnienia pozycji rynkowej na rynkach na którch działa Haitong – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking Haitong Bank w Polsce.

Haitong Securities wypracował solidne wyniki operacyjne we wszystkich swoich liniach biznesowych. Bank uplasował się na czele branży pod względem liczby IPO, jak i wielkości ofert. Osiągnął również ponadprzeciętną łączną wartości aktywów w zarządzaniu (AuM) – około 264 mld EUR. Bank wypracował także rekordowo wysoki zysk netto z tytułu leasingu finansowego, a łączna wartość aktywów Haitong Securities zaangażowanych w tą działalność przekroczyła 14 mld EUR.

Sytuacja na rynkach finansowych

W trakcie łikendu z map Ukrainy obrazujących sytuację na froncie wojny Rosji przeciwko temu krajowi zniknęły rosyjskie pozycje na zachód od Kijowa. Można spekulować, że w najbliższych dniach siły rosyjskich najeźdźców zostaną również usunięte z pozostałych północnych obwodów Ukrainy czernichowskiego i sumskiego. Media spekulują, że Rosjanie wycofani z północy te siły by skoncentrować się na próbie poszerzenia swoich zdobyczy we wschodnich obwodach Ukrainy lugańskim i denieckim.

Według ostatnich szacunków na Węgrzech wybory parlamentarne zdecydowanie wygrała koalicja Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej, która może liczyć na 135 mandaty. Zjednoczona opozycja zdobyła 56 mandatów, a Nasza Ojczyzna siedem. Do parlamentu dostał się jeszcze przedstawiciel narodowości niemieckiej.

W piątek główne indeksy amerykańskiego rynku akcji zanotowały lekkie wzrosty (S&P 500 +0,34 proc., DJIA +0,4 proc., Nasdaq Composite +0,29 proc.). Zwracały uwagę nowy historyczny rekord Dow Jones Utilities Average (+1,47 proc.) oraz silny spadek Dow Jones Transportation Average (-4,74 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii nowy tydzień rozpoczął się z przewagą wzrostów (najsilniej – o +1,86 proc. – zwyżkował dziś rano Hang Seng). Nieco traciły dziś rano jedynie główne indeksy giełd w Malezji i na Nowej Zelandii.

Na giełdach w Europie sytuacja w poniedziałek rano nie była już tak jasna. Co prawda przeważały wzrosty (najsilniej – o +1,5 proc. – zwyżkował węgierski BUX), a na drugim miejscu – +0,96 proc. – był rosyjski RTS, ale niemiecki DAX tracił -0,67 proc., a francuski CAC 40 spadał o -0,6 proc.

Wszystkie główne indeksy polskiego rynku akcji otworzyły się dziś rano na plusach (WIG-20 +0,38 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rano ceny akcji Arctic Paper, Grodna i Instalu Kraków.

W Azji dziś rano do najwyższego poziomu od 2014 roku wzrosły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Korei Południowej. W USA najwyżej od 3 lat były rentowości 2-letnich obligacji tamtejszego rządu. Utrzymywała się strasząca gospodarczą recesją w Stanach Zjednoczonych inwersja rentowności pomiędzy amerykańskimi 10-latkami (2,408 proc.) i 2-latkami (2,4648 proc.).

Cena ropy naftowej lekko dziś rano odbijała w górę po ostatnich spadkach (WTI +1,19 proc., Brent +1,22 proc.).

Kurs EUR/USD spadał dziś 3-cią sesję z rzędu (-0,17 proc). Podążając za słabnącym euro złoty również dziś rano lekko spadał (EUR/PLN +0,14 proc., USD/PLN +0,3 proc.).
Kurs BTC/USD spadał dziś rano o 1,38 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Jakie perfumy podarować na Święta?

Tytuł tego artykułu zawiera w sobie pytanie, które stwarza naprawdę poważny problem i to na wielu płaszczyznach. Postaram się go rozdzielić na kilka mniejszych aspektów. Po pierwsze „podarować komuś perfumy”.  Już na wstępie zostajemy zmuszeni do pierwszych działań. Otóż musimy rozróżnić, czy jest to osoba młoda, starsza, pracująca ucząca się, czy też jest kobietą lub mężczyzna. Po drugie musimy podarować tej osobie perfumy na “święta”. Zazwyczaj mamy na myśli Święta Bożego Narodzenia, ale  mogą być też to inne święta, które celebrujemy, jak np. Wielkanoc, Walentynki, a może Dzień Kobiet/Mężczyzn. W tym momencie Warto zwrócić uwagę na porę roku. W szczególności w okresie Bożego Narodzenia będą to perfumy cechujące się nieco cięższymi aromatami pasującymi do panującej zimy. Z drugiej strony, może ktoś potrzebuje perfum na inny okres? Warto mieć na uwadze. Jak można zauważyć, Samo pytanie, jakie perfum wybrać na święta i jest problematyczne dla nas jako osób, które będą to kupowały, gdyż wymaga od nas wiele pracy i doprecyzowania poszczególnych elementów. Dlatego też poniższy artykuł pozwoli wam poznać szereg perfum, które sprawdza się idealnie w okresie świąteczno-zimowym i będą stanowiły doskonały pomysł na prezent. Co więcej, będzie on na tyle bezpieczny, że dopasuje się do większości potencjalnych obdarowanych. Dlatego też przyjrzymy się temu, co możemy znaleźć w świątecznym koszyku.

Kilka słów wstępu

Nim przejdziemy do opisu zapachów perfum, zastanówmy się na temat tego, jak powinny pachnieć perfumy na zimę. Kojarzy nam się  ona zazwyczaj z wyobrażeniem śniegu, mrozu, ponurego nastroju, ciemności i zmęczenia. W takich sytuacjach tym, co nas rozgrzewa będą wszelkiego rodzaju ciepłe zapachy, pełne między innymi korzennych składników, które jak herbata rozgrzeją nasze ciała i serca. Doskonałym tego przykładem jest gałka muszkatołowa i kardamon. Dodając do tego między innymi elementy nut drzewnych, paczula, drzewo sandałowe oraz tych orientalnych uzyskujemy idealne zapachy na zimę. Musimy mieć świadomość, że aby taka kompozycja nie była zbyt ciężka, bardzo często dodaje się w nich kompozycje zapachów kwiatowych (w szczególności w perfumach damskich), dzięki czemu całość jest zrównoważona i idealnie otuli nas w tym chłodnym okresie. Mając taką wiedzę, możemy przejść dalej i sprawdzić, jakie są idealne perfumy dla kobiet i mężczyzn pod choinkę.

Najpiękniejsze damskie perfumy pod choinkę

Szukając idealnych perfum w perfumerii internetowej dla kobiet na okres zimowy, musimy mieć świadomość dwóch rzeczy. Najlepszym rozwiązaniem są perfumy, które będą wyjątkowe. Skierujemy więc swoją uwagę na znane marki, które cechują się dużą rozpoznawalność, a także, które zagwarantują nam odpowiednią trwałość. Co więcej muszą to być perfumy z nutami kwiatowymi, dzięki czemu będą one kobiece a ponadto powinny być intensywne, aby mógł przebić się przez tą ciężką i zimą atmosferę. Takim doskonałym przykładem tego typu rozwiązań są perfumy od Carolina Herrera Good Girl. Produkt ten już na starcie wyróżnia się nietypowym flakonem, który powali każdego kto go zobaczył. Całość ma postać pięknej szpilki rozświetlonej kolorami, która będzie naprawdę idealnym prezentem dla każdej miłośniczki mody i wyjątkowych perfum. Przemawia tutaj przede wszystkim orientalny kwiatowy zapach, który pełen jest między innymi jaśminu i tuberozy, zaś całość jest zwieńczona migdałami, kakaem oraz fasolą tonką. Nietypowa nuta sprawia, że zyskujemy kompozycje podkreślające  kobiecą stronę. Dlatego też będą one idealnym prezentem. Innym również bardzo interesującym rozwiązaniem są produkty od Dior Miss Dior.  Stykamy się tutaj z niezwykle pięknym zapachem, w którym naprawdę idzie się zakochać. Możemy odnaleźć w nim takie nuty jak między innymi piwonia, konwalia, czy też róża. Całość tworzy bardzo uroczą kompozycją, która pokaże, że nie sposób idzie się nam oprzeć. W efekcie tego, jeśli poszukujemy czegoś wyjątkowego, warto uwzględnić tą perfumę w prezencie dla bliskiej nam kobiety.

Idealne perfumy dla mężczyzn

Panowie również posiadają szereg interesujących perfum wobec, których nie sposób przejść obojętnie. Na pierwszy plan wyróżnia się między innymi Paco Rabanne Phantom. Jest to niezwykle luksusowa perfuma, która również wyróżnia się niepowtarzalnym flakonem zachęcającym pod wieloma względami. Znajdujemy tutaj między innymi takie nuty jak skórka cytryny, lawenda, czy też wanilia i wetyweria. Perfuma ta jest uniwersalna, gdyż sprawdzi się nie tylko zimą, ale  również w innych porach roku. Idąc dalej natrafiamy na nieco tańsze choć wciąż interesujące połączenie jakim jest James Bond 007 Quantum. Mamy możliwość spotkać się z produktem, który bardzo mocno nawiązuje do filmów o tytułowym agencie Jej Królewskiej Mości. Same w sobie jednak perfumy cechują się swego rodzaju unikalnością. Mamy tutaj bergamotki oraz skóra. Jest to takie idealne połączenie dla nowoczesnych mężczyzn, którzy podobnie jak Bond są w stanie zrobić naprawdę wiele rzeczy. Na koniec coś prostego, ale  wyjątkowego. Mowa jest tutaj o zapachu, jakim jest Givenchy Gentleman Only. Stykamy tutaj z wodą toaletową, która ma w sumie takie nuty jak gałka muszkatołowa, kadzidło, kwiaty, piżmo, czy wetyweria. Całość stanowi nawiązanie do klasycznego zapachu od tej marki, jednak ma coś oryginalnego, przez co perfuma jest bardziej intensywna i korzenna. Stanowi ona idealne rozwiązanie dla pewnych siebie mężczyzn, lubujących się w silnych zapachach.

Kryptowaluty – czy warto w nie inwestować?

Inwestowanie pieniędzy jest indywidualną decyzją, którą każdy będzie podejmował według swoich osobistych preferencji. Nie ma tu jednej zasady, w co najlepiej zainwestować, co przyniesie największe zyski i korzyści. Wszystko zależy od tego, w jakim kierunku chcesz iść, oraz jakie są Twoje predyspozycje, na czym najbardziej się znasz i co jest dla Ciebie najbardziej interesujące. Kryptowaluty są znacznie bardziej powszechne, niżeli było to kiedykolwiek wcześniej. Większości może się to kojarzyć z podejmowaniem ogromnego ryzyka, które w najlepszym wypadku może przynieść naprawdę ogromne zyski. W końcu przeszło 10 lat temu bitcoin, który jest najpopularniejszą kryptowalutą, był równy wartości jednego dolara, natomiast w 2021 roku było to już 40 tys. dolarów. Jest to naprawdę imponujący wynik. Podczas gdy kursy walut zaliczają swoje wzloty i upadki, ta stale wzrasta!

Czym tak właściwie są kryptowaluty?

Jest to waluta określana jako kryptograficzna, na prosty język mówiąc, wirtualna. Wszystko odbywa się poprzez drogę elektroniczną, można ją mieć na komputerze, bądź na aplikacji smatfonowej. Nie mogą przybrać one żadnej fizycznej formy, typu monety lub banknoty. Na ich istnienie nie ma wpływu żaden bank centralny, nie są zależne od żadnego kraju oraz mają zasięg czysto globalny. Wpływ na kryptowaluty ma tylko i wyłącznie mechanizm rynkowy. Tym samym można powiedzieć, że mają one bardzo duży stopień wolności, co jest zdecydowanie atrakcyjną cechą dla wszystkich zainteresowanych podjęciem się inwestowania w waluty wirtualne.

Działanie walut wirtualnych oraz ich rodzaje

Prawdą jest, że nie każdy ma świadomość tego, w jaki sposób dokładnie działają kryptowaluty. Są one dostępne w formie kodu informatycznego. Kod taki jest zaszyfrowany. Wszyscy użytkownicy mają przypisane klucze prywatne, których używają do potwierdzania dokonywanych przez nich transakcji. Każda kolejna transakcja jest dodawana do bloku, po czym każdy blok tworzy łańcuch, jest to tzw. technologia blockchain. Istnieje ponad 5000 kryptowalut, lecz są pewne najbardziej popularne. Jedną z nich jest wspomniany wcześniej bitcoin, był on pierwszą z walut wirtualnych, jego główną wadą jest ograniczenie w podaży, do dziś stanowi on najważniejszą, jak i najdroższą spośród walut wirtualnych. Poza bitcoinem są jeszcze altcoiny, stworzone na jego podobieństwo. Drugą najpopularniejszą kryptowalutą, która jest wspomnianym wcześniej altcoinem jest ethernum, uznawana za jedną z najbardziej opłacalnych do inwestowania, staje się bardziej atrakcyjna, gdyż jej wydobycie jest prostsze oraz tańsze. Ripple odznacza się tym, że korzystają z niej głównie instytucje bankowe i finansowe. Ostatnią, jedną z najstarszych jest litecoin, tak jak bitcoin ma ograniczoną podaż, lecz jest prostsza w wydobywaniu.

Czy warto w nie inwestować?

Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Może tu przynieść zarówno pozytywne skutki, jak i fatalne dla inwestora. Wiąże się to z dosyć sporym ryzykiem, jednak zyski, które może przynieść są naprawdę imponujące, niestety, tak samo jest w przypadku strat. Należy pamiętać o tym, że jeśli zainteresowanie kryptowalutami zmaleje, wykresy pójdą znacznie w dół. To samo stanie się w przypadku, gdy ludzie będą chcieli wyprzedawać swoje zyski. Jeśli jesteś pewien, że Twoim celem jest inwestycja w kryptowaluty, zdobądź odpowiednią wiedzę, bo bez tego jest to kompletnie nierozsądne oraz może przynieść wiele, długotrwałych, negatywnych skutków.

Jakie firmy tracą najwięcej na podwyżkach stóp procentowych

Podwyżki stóp procentowych zmieniają ocenę inwestorów dotyczącą branż i firm, w które warto inwestować. Na atrakcyjności zyskuje inwestowanie w obligacje korporacyjne, zwłaszcza deweloperów.

Podwyżki pozytywnie wpłynęły na wyceny banków i innych instytucji finansowych. Większość branż wolałaby stopy procentowe na niższych poziomach. Choć są firmy, które mają zamrożone nadwyżki gotówki, to jednak poprawiająca się rentowność z tego tytułu i tak pozostanie znacznie poniżej inflacji.

– Wraz z podwyżkami stóp procentowych coraz trudniejsza będzie sytuacja firm, które potrzebują dużej dźwigni finansowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – W tej grupie są firmy z sektora nowych technologii, a więc także startupy.

Podwyżki stóp procentowych niekorzystnie wpłyną także na wycenę deweloperów. Dotyczy to zwłaszcza deweloperów budujących nieruchomości komercyjne.

Firmy dywersyfikują ryzyko swojego finansowania, od 4-5 miesięcy wzrasta zainteresowanie emitowaniem obligacji korporacyjnych, właśnie przez firmy deweloperskie.

– Są to oferty o 4-5 pkt. procentowych powyżej trzymiesięcznego bądź sześciomiesięcznego WIBOR – wyjaśnia ekspert CMC Markets.

Sytuacja ta dotyczy przede wszystkim Polski i innych krajów Europy Środkowej, także giełd w tym regionie. To w Polsce inflacja w marcu wzrosła o 10,9% r/r i okazała się znacznie wyższa od konsensusu analityków. Reakcje na Wall Street są o wiele spokojniejsze, pomimo najnowszych decyzji Fed.

– W Polsce inflacja może zmienić skłonność do ryzyka, dotyczy to przede wszystkim rynku mieszkaniowego, popyt na mieszkania powinien okazać się znacznie mniejszy ze strony tych, którzy takie inwestycje finansowali kredytem – dodaje Ł. Wardyn. – Deweloperzy usiłują zaklinać rzeczywistość, ale już widać regres popytu, zwłaszcza na duże mieszkania.

Administracja publiczna, banki i firmy energetyczne na celowniku hakerów

  • Grupy APT El Machete, Lyceum i SideWinder zostały przyłapane na prowadzeniu kampanii spear-phishingowych w pięciu krajach
  • Przestępcy i ich ofiary nie są skoncentrowane w jednym regionie, ale obejmują cały świat, głównie Amerykę Łacińską, Bliski Wschód i Azję.
  • Grupy przestępcze wykorzystują programy, które umożliwiają m.in. key-logging, zbieranie poświadczeń przechowywanych w Chrome i Firefox, zbieranie informacji o plikach na dysku, wykonywanie zrzutów ekranu, zbieranie danych ze schowka czy wykonywanie poleceń.

Rosyjsko-ukraińską wojnę zaczynają wykorzystywać grupy cyberprzestępcze do rozprzestrzeniania złośliwego oprogramowania i wabienia swoich ofiar w celach szpiegowskich. W swoim najnowszym raporcie Check Point Research opisuje trzy grupy APT prowadzące kampanie spear-phishingowe. Wykorzystywały one „wabiki” w postaci podrobionych dokumentów, artykułów prasowych oraz ofert pracy. Celem cyberprzestępców ma być przede wszystkim kradzież poufnych informacji z rządów, banków i firm energetycznych.

Wiele z grup przestępczych wykorzystuje dokumenty o tematyce rosyjsko-ukraińskiej do rozprzestrzeniania złośliwego oprogramowania i wabienia ofiar w cyberszpiegostwo. W zależności od celu i regionu, napastnicy używają wabików, od dokumentów wyglądających oficjalnie po artykuły z wiadomościami z frontu i ogłoszenia o pracy. Specjaliści bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research uważają, że motywacją kampanii jest cyberszpiegostwo. Grupy zagrożenia i ich ofiary nie są skoncentrowane w jednym regionie, ale obejmują cały świat, głównie Amerykę Łacińską, Bliski Wschód i Azję.

W swoim badaniu Check Point Research opisuje trzy grupy APT, nazwane El Machete, Lyceum i SideWinder, które niedawno zostały przyłapane na prowadzeniu kampanii spear-phishingowych w pięciu krajach.

Nazwa grupy APT Pochodzenie grupy Obrany sektor Namierzone kraje
El Machete Kraj hiszpańskojęzyczny Finansowy, rządowy Nikaragua, Wenezuela
Lyceum Islamska Republika Iranu Energetyczny Izrael, Arabia Saudyjska
SideWinder Prawdopodobnie Indie Nieznany Pakistan

Analitycy zbadali również złośliwe oprogramowanie występujące w każdej z trzech grup APT, w szczególności pod kątem działań cyberszpiegowskich. Możliwości programów obejmują m.in. key-logging, zbieranie poświadczeń przechowywanych w Chrome i Firefox, zbieranie informacji o plikach na dysku, wykonywanie zrzutów ekranu, zbieranie danych ze schowka czy wykonywanie poleceń.

– Obserwujemy kampanie APT, które wykorzystują obecną wojnę do dystrybucji złośliwego oprogramowania. Kampanie są wysoce ukierunkowane i wyrafinowane, koncentrując się na ofiarach w sektorach rządowym, finansowym i energetycznym. W naszym najnowszym raporcie opisujemy i przedstawiamy przykłady z trzech różnych grup APT, które pochodzą z różnych części świata. Jestem przekonany, że kampanie są zaprojektowane w celu cyberszpiegostwa. Nasze ustalenia pokazują wyraźny trend, że tematyka wojny rosyjsko-ukraińskiej stało się przynętą wybieraną przez grupy zagrożeń na całym świecie. Gorąco polecam rządom, bankom i firmom energetycznym do ponownego informowania pracowników o świadomości i edukacji cybernetycznej oraz do wdrażania rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa, które chronią sieć na wszystkich poziomach – mówi Sergey Shykevich, Menedżer grupy wywiadu zagrożeń w Check Point Software

Niedawno Check Point Research opublikował aktualizację danych dotyczących cyberataków w trakcie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Miesiąc po wybuchu wojny 24 lutego 2022 r. zarówno Rosja, jak i Ukraina odnotowały wzrost liczby cyberataków o odpowiednio 10% i 17%. Zaobserwowano również 16-procentowy wzrost cyberataków na całym świecie w całym bieżącym konflikcie.

Grayling zamyka działalność w Rosji

W związku z inwazją Rosji na Ukrainę Grayling informuje, że wycofuje się z rynku rosyjskiego i zamyka swoje biuro w Moskwie.

Grayling prowadził działalność na rynku rosyjskim nieprzerwanie od 23 lat, zatrudniając 40 pracowników na umowę o pracę.

„W ciągu ostatnich tygodni intensywnie pracowaliśmy, aby zakończyć proces wycofywania się z rynku rosyjskiego. Chcieliśmy mieć pewność, że odpowiednio zadbaliśmy o naszych pracowników z rosyjskiego biura Grayling, którzy nie utożsamiają się z toczącą się wojną i podzielają powszechne uczucia oburzenia i przerażenia w związku z popełnianymi okrucieństwami. Po konsultacjach z kierownictwem rosyjskiego biura i naszym zespołem doszliśmy do wniosku, że jedynym wyjściem jest zamknięcie przedstawicielstwa Grayling w Rosji. Zrobimy to tak szybko, jak to będzie możliwe, zapewniając jednocześnie naszym koleżankom i kolegom jak największe wsparcie – mówi Richard Jukes, przewodniczący rady dyrektorów w Grayling.

PKN ORLEN i NCBR ogłosiły nabór do wspólnego programu grantowego NEON, czyli NEW ORLEN

Bioprodukty stanowią zrównoważoną alternatywę dla surowców kopalnych. Jako uzupełnienie polskiej bazy surowcowej stają się więc ważnym elementem transformacji systemu energetycznego opartego na odnawialnych źródłach. PKN ORLEN i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) ogłosiły nabór do wspólnego programu grantowego NEON, czyli NEW ORLEN – w pierwszym konkursie będzie można pozyskać 35 mln zł na projekty związane z produkcją ekologicznej biomasy z roślin, których uprawa nie zaburzy ekosystemu.

Zgodnie ze strategią ORLEN2030, koncern realizuje projekty w obszarze biopaliw, biomateriałów i recyklingu, wpisujące się w założenia gospodarki cyrkularnej. Program NEON wspiera rozwój tych technologii i osiągnięcie przez koncern celu neutralności emisyjnej do 2050 roku. Konkurs organizowany wspólnie z NCBR powoli wyłonić innowacyjne rozwiązania, które wzmocnią ten zaawansowany technologicznie obszar działalności PKN ORLEN.

Bioprodukty dodane po przetworzeniu do tradycyjnych paliw, przyczyniają się do ograniczenia śladu węglowego generowanego przy ich użyciu. Mogą też być stosowane w przemyśle petrochemicznym jako składniki tworzyw sztucznych, na czym również korzysta środowisko naturalne. Dlatego zależy nam na zwiększeniu udziału alternatywnych surowców w naszej bazie, szczególnie że rośliny niezbędne do ich wytworzenia mogą być uprawiane w Polsce. W programie NEON stawiamy na innowacyjne rozwiązania, ponieważ to one decydują o naszej przewadze konkurencyjnej. Liczymy więc na kreatywność uczestników konkursu, który kierujemy do konsorcjów jednostek naukowych i naukowo-przemysłowych. Najlepsze koncepcje zostaną przez nas wykorzystane. Dlatego spodziewamy się nowatorskich pomysłów, które pozwolą nam wzmocnić pozycję koncernu na rynku bioproduktów – mówi Arkadiusz Majoch, dyrektor Biura Innowacji i Rozwoju Nowych Technologii w PKN ORLEN.

W pierwszym konkursie programu NEON będą poszukiwane innowacyjne technologie produkcji biomasy i biokomponentów, a także nowe (biologiczne i biochemiczne) technologie otrzymywania wodoru. W sumie planowane są cztery konkursy, po dwa w 2022 r. i 2023 r. W tym roku będą one dotyczyły obszarów „Biomasa” oraz „Gospodarka Obiegu Zamkniętego”, natomiast w kolejnym „Dekarbonizacja” i „Przemysł 4.0”. PKN ORLEN oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczą na innowacyjne projekty badawczo-rozwojowe łącznie aż 200 mln zł.

Cieszę się, że możemy zaprosić przedsiębiorców i naukowców do pierwszego konkursu ogłoszonego we Wspólnym Przedsięwzięciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz PKN ORLEN – NEON. Dziś bardzo potrzebujemy technologii, które realizują założenia Europejskiego Zielonego Ładu i które można zastosować w przemyśle rafineryjnym, petrochemicznym oraz energetycznym. Konkurs stwarza możliwości na realizację projektów badawczo-rozwojowych, których wyniki mogą przynieść przełomowe praktyczne rozwiązania – mówi dr Remigiusz Kopoczek, p.o. dyrektor NCBR.

Pierwszy konkurs dotyczący innowacyjnych rozwiązań w zakresie biomasy wpisuje się w działania podejmowane przez całą Grupę ORLEN. Już teraz regionalnym liderem w produkcji nowoczesnych biopaliw jest spółka ORLEN Południe, która dzięki inwestycjom staje się zaawansowaną biorafinerią. W listopadzie 2021 r. w zakładzie w Trzebini uruchomiono największą w Europie instalację do produkcji ekologicznego glikolu. W 2023 roku w Trzebini wybudowana zostanie także instalacja do produkcji i destylacji UCO FAME, która z olejów posmażalniczych i tłuszczów zwierzęcych będzie produkować 30 tys. ton estrów drugiej generacji oraz 7 tys. ton gliceryny technicznej rocznie. Z kolei w zakładzie w Jedliczu w 2024 roku powstanie kompleks do produkcji bioetanolu nowej generacji ze słomy zbóż.

Dodatkowo czeski zakład ORLEN Unipetrol w Litvinovie uzyskał ostatnio certyfikację umożliwiającą produkcję petrochemiczną z wykorzystaniem uwodornionych olejów roślinnych (HVO). Te technologie zostaną również wdrożone w zakładzie PKN ORLEN w Płocku. Do 2024 roku powstanie tam instalacja HVO, w której na skalę przemysłową wprowadzona zostanie technologia uwodornienia oleju rzepakowego, oleju posmażalniczego (UCO) lub ich mieszanek. Produkt końcowy będzie stosowany jako dodatek do oleju napędowego lub paliwa lotniczego JET.

Nabór wniosków w konkursie programu NEON trwać będzie od 18 maja do 4 lipca br., do godz. 16:00.

Popyt spada, ceny dalej rosną. Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – marzec 2022 r.

W marcu 2022 r. eksperci GetHome.pl i RynekPierwotny.pl zaobserwowali w większości największych miast spadek popytu na nowe mieszkania oraz ich podaży. A jak zmieniły się ceny?

Wiele wskazuje na to, że również w 2022 r. sytuacja na rynkach mieszkaniowych będzie bardzo dynamiczna. Budownictwo mieszkaniowe znalazło się bowiem w kleszczach niesprzyjających mu czynników m.in. wzrostu oprocentowania kredytów i kosztów budowy. Jest to w dużej mierze skutkiem trwającej od ponad miesiąca wojny w Ukrainie. Np. na budowach znów zaczyna brakować rąk do pracy, bo wielu ukraińskich pracowników wróciło do swojej ojczyzny, aby jej bronić przed rosyjskim najeźdźcą. Z kolei skutkiem sankcji nakładanych na Rosję jest wzrost cen m.in. energii i paliwa oraz stali.

Popyt na mieszkania spada

Z marcowych danych wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie 3170 mieszkań, co jest wynikiem gorszym od lutowego o ok. 2%. Z kolei w porównaniu z marcem 2021 r. sprzedaż była mniejsza aż o 39%! Warto zwrócić jednak uwagę, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach wciąż jest bardzo zróżnicowana. Na przykład nie we wszystkich odnotowaliśmy spadek sprzedaży.ile mieszkań sprzedali deweloperzy

W porównaniu z lutym o 44% wzrosła ona w Gdańsku, a we Wrocławiu – aż o 65%! Dodajmy, że marcowe wyniki sprzedażowe w tych miastach są gorsze niż przed rokiem w analogicznym okresie. Gdańskich deweloperów optymizmem może jednak napawać fakt, że w ich mieście są one najlepsze od siedmiu miesięcy. Niestety, powodów do zadowolenia nie mieli w marcu zwłaszcza łódzcy i krakowscy deweloperzy. W Łodzi sprzedaż spadła o 43% w porównaniu z lutym. Ponadto również o 43% była ona mniejsza niż rok temu. Z kolei w Krakowie nabywców znalazło 447 mieszkań. Jest to wynik o 27% słabszy niż w lutym. Zaś w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. – aż o 49%.

Dane sprzedażowe w I kw. 2022 r. pokazują, że niemal we wszystkich analizowanych przez ekspertów GetHome.pl i RynekPierwotny.pl miastach – wyjątkiem są Poznań i Gdańsk – popyt na nowe mieszkania wyraźnie się zmniejszył. Najbardziej w Łodzi, Katowicach i Krakowie. W Warszawie sprzedaż maleje nieprzerwanie od roku.ile miszkań sprzedali deweloperzy

Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

A jak wyglądała w 7 analizowanych przez miastach sytuacja podażowa? We wszystkich do sprzedaży trafiło łącznie 3910 mieszkań, czyli o 13% mniej niż w lutym. Paradoksalnie aż o 27% skurczyła się nowa podaż w Gdańsku, a więc w mieście, w którym deweloperzy zwiększyli w marcu sprzedaż.Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

Największy spadek mieszkań wprowadzonych do sprzedaży – aż o 73% – odnotowano w Poznaniu. W Katowicach marcowa podaż była niższa od lutowej o 38%, a w Warszawie – o 26%. Pocieszeniem może być to, że w stolicy liczba mieszkań wprowadzonych w marcu na rynek była zdecydowanie wyższa od ubiegłorocznej średniej w poszczególnych miesiącach.

Dużym wzrostem nowej podaży zaskoczyli w marcu wrocławscy deweloperzy – wprowadzili na rynek 573 mieszkania, tj. o 154% więcej niż miesiąc wcześniej! Dodajmy, że Wrocław jest jedynym miastem wśród analizowanych, w którym wzrosła w marcu zarówno nowa podaż, jak i popyt.

Z prowadzenia przez deweloperów na rynek większej, niż miesiąc wcześniej, puli mieszkań mogli się cieszyć potencjalni nabywcy w Krakowie i Łodzi. Ponadto należy zwrócić uwagę, że w obu tych miastach, a także w Warszawie, Wrocławiu i Katowicach, deweloperzy wprowadzili do sprzedaży więcej mieszkań niż ich sprzedali.Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

Jednak biorąc pod uwagę cały I kw. 2022 r. sytuacja we Wrocławiu nie wygląda już tak różowo. Także w Poznaniu może niepokoić zbyt mała w stosunku do popytu podaż mieszkań.Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

Analizując rynki mieszkaniowe w największych miastach w dłuższej perspektywie zauważamy jednak rosnącą aktywność inwestycyjną deweloperów właśnie w Poznaniu, ale także w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Niestety, widać też jest jej spadek we Wrocławiu.Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

I właśnie w stolicy Dolnego Śląska odnotowano największy spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W marcu było ich już tylko 3930, czyli aż o 41% mniej niż przed rokiem. Oferta skurczyła się także w Poznaniu.Deweloperzy wprowadzili mniej mieszkań do sprzedaży

Z drugiej strony marzec przyniósł delikatną poprawę – we wszystkich miastach kupujący nowe mieszkania mieli do wyboru więcej mieszkań niż miesiąc wcześniej. Ich największy przyrost w ofercie firm deweloperskich odnotowalismy w Łodzi (o 9%). O 6% w porównaniu z lutym zwiększyła się ich oferta w Gdańsku i Katowicach, o 5% w Warszawie i Krakowie, o 4% we Wrocławiu i o 3% w Poznaniu.

Ceny lokali najmocniej wzrosły w Krakowie

Z danych BiG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Katowicach i Wrocławiu średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła w marcu o 1%. W przypadku Wrocławia może to trochę dziwić biorąc pod uwagę wspomniany wcześniej spadek oferty. Pamiętajmy jednak, że średnia zależy od jej struktury cenowej. W marcu do sprzedaży trafiła duża pula stosunkowo tanich – jak na wrocławski rynek – mieszkań. Ich średnia cena wynosiła niespełna 9 tys. zł za m kw., czyli znacznie poniżej średniej w tym mieście.Ceny lokali najmocniej wzrosły w Krakowie

Z kolei w Krakowie, Gdańsku i Poznaniu mieliśmy do czynienia z odwrotną sytuacją. Średnia cena mieszkań w ofercie krakowskich deweloperów wzrosła aż o 5% na skutek wprowadzenia na rynek drogich mieszkań, m.in. w dzielnicy Krowodrza. Ponadto średnią zawyżyły tu tzw. lokale inwestycyjne, które formalnie są lokalami użytkowymi, ale przeznaczonymi pod wynajem mieszkaniowy.

Dodajmy, że w Warszawie, Wrocławiu i Katowicach średnia wzrosła tylko o 1%, zaś w Łodzi utrzymała poziom z lutego. Oznacza, że w ostatnich dwóch miesiącach ceny mieszkań w tym mieście przestały rosnąć.

Porównując średnią cenę metra kwadratowego rok do roku, to liderem podwyżek jest Poznań. W marcu była ona aż o 30% wyższa niż w analogicznym okresie przed rokiem. We wszystkich miastach odnotowaliśmy dwucyfrową podwyżkę. Przy czym w Krakowie była ona o połowę niższa niż w Poznaniu.Ceny lokali najmocniej wzrosły w Krakowie

Rosnące koszty budowy powodują, że poprzeczka cenowa idzie w górę. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań. Przez ostatni rok we wszystkich miastach ubyło mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.Rosnące koszty budowy

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowaliśmy w Łodzi, gdzie w marcu ubiegłego roku aż 68% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało nawet mniej niż 7 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi 14%! W Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Autor: Marek Wielgo, ekspert Gethome.pl

VAT działalności rolniczej – ważny wyrok TSUE w sprawie C-697/20

24 marca 2022 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał ważny wyrok w sprawie C-697/20, mający istotne znaczenie dla opodatkowania VAT działalności rolniczej w Polsce.

Zgodnie z polskimi przepisami, podatnikiem VAT w związku z działalnością gospodarstwa rolnego może być tylko jeden ze współwłaścicieli.

– Praktyka była więc taka, że jeżeli małżonkowie opodatkowują swą działalność na zasadach ogólnych, to nie mogą prowadzić dwóch odrębnych działalności opodatkowanych VAT w ramach jednego gospodarstwa rolnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, adwokat, doradca podatkowy, Partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Nie ulega wątpliwości, że wprowadzenie powyższych regulacji miało chronić budżet państwa przede wszystkim przed nadużyciami wynikającymi z działalności współwłaścicieli/małżonków, z których jeden posiada status rolnika ryczałtowego (zwalniającego z VAT sprzedaż płodów rolnych), a drugi rozlicza VAT na zasadach ogólnych (korzystając z pełnego prawa do odliczenia VAT naliczonego).

Jednak ryzyka takich nadużyć obiektywnie nie ma w przypadku, w którym każdy ze współwłaścicieli rozlicza VAT na zasadach ogólnych.

Potwierdził to właśnie TSUE, wskazując, że faktycznie prowadzący odrębne „firmy” małżonkowie, którzy rozliczają się na zasadach ogólnych, nie powinni być pozbawiani możliwości „samodecydowania” o swoim statusie podatkowym jako podatnicy VAT w związku z prowadzeniem działalności rolniczej w ramach jednego gospodarstwa rolnego,

– Wyrok otwiera możliwość odzyskania nadpłaty lub wznowienia postępowań zakończonych wadliwymi decyzjami podatkowymi pozbawiającymi rolników prawa do odliczenia VAT naliczonego z powodu wcześniejszej rejestracji na VAT innego współwłaściciela gospodarstwa rolnego – wyjaśnia dr J.Matarewicz, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Grupa PGE powiększa portfel lądowych farm wiatrowych

PGE podpisała umowę warunkową na nabycie trzech lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy 84,2 MW. Po finalizacji transakcji moc zainstalowana Grupy PGE w tej technologii wzrośnie o 12 proc. do ponad 770 MW. Akwizycja zapewni Grupie PGE utrzymanie pozycji największego krajowego wytwórcy energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Po zakończeniu procesu przejęcia PGE będzie posiadać 11 proc. udziału zainstalowanych mocy w farmach wiatrowych w Polsce.

Segment Energetyki Odnawialnej w 2021 roku po raz pierwszy w historii działalności Grupy PGE wypracował zysk EBITDA przekraczający 1 mld zł. Uzyskany wynik świadczy o rosnącej roli, jaką pełnią odnawialne źródła energii w Grupie PGE. Zapowiadana przez nas duża akwizycja trzech farm wiatrowych o łącznej mocy 84,2 MW wzmacnia zielony kierunek transformacji energetycznej Grupy PGE.
Z mocą zainstalowaną ponad 770 MW w technologii lądowych farm wiatrowych umacniamy swoją pozycję lidera energetyki odnawialnej w Polsce
– mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Akwizycja trzech lądowych farm wiatrowych oznacza dla Grupy PGE wzrost mocy zainstalowanej w obszarze energetyki wiatrowej na lądzie z 688 MW do 772 MW oraz wzrost udziału w rynku z 9,6 proc do 10,8 proc. (wg danych Agencji Rynku Energii moc zainstalowana farm wiatrowych na koniec 2021 r. wyniosła blisko 7.117 MW).

Farmy będące przedmiotem akwizycji, znajdują się w trzech różnych województwach: województwie kujawsko-pomorskim (FW Radzyń o mocy 36,9 MW), województwie łódzkim (FW Ścieki o mocy 22 MW) i wielkopolskim (FW Jóźwin o mocy 25,3 MW). W sumie aktywa będące przedmiotem transakcji
to łącznie 32 turbiny o łącznej mocy 84,2 MW i średniej produkcji rocznej na poziomie 240 tys. MWh, co pozawala zabezpieczyć zapotrzebowanie 120 tys. gospodarstw domowych, czyli miasta wielkości Lublina. Wszystkie nabywane farmy posiadają długoterminowe umowy na zakup zielonej energii elektrycznej, które częściowo zabezpieczają wyprodukowane wolumeny nawet do 2030 r. Farmy do ok. 2030 r. będą korzystać z systemu wsparcia w formie zielonych certyfikatów.

Farmy charakteryzują się wysoką produktywnością, w szczególności Farma Wiatrowa Radzyń, której wykorzystanie mocy netto na poziomie powyżej 3 400 FLH (ang. full load hours) zbliżone jest do wartości osiąganych przez morskie farmy wiatrowe. Dodatkowo Farma Wiatrowa Ścieki zlokalizowana jest w bezpośrednim sąsiedztwie FW Skoczykłody nabytej przez PGE w 2020 r., co pozwoli wygenerować dodatkowe synergie w ramach Grupy.

Transakcja jest elementem realizacji Strategii Grupy PGE do 2030 roku, która zakłada, że w 2030 r. Grupa PGE będzie posiadać 1,7 GW mocy w lądowych farmach wiatrowych, co zostanie osiągnięte również poprzez akwizycje. Długoterminowym celem strategicznym jest osiągnięcie neutralności klimatycznej Grupy PGE do 2050 roku oraz dostarczanie 100 proc. zielonej energii dla klientów. Realizacja inwestycji w odnawialne źródła energii oraz akwizycje w tym obszarze przyczynią się do realizacji tego celu.

One Solution dynamicznie zwiększa wartość obsługiwanych wierzytelności

One Solution S.A., notowana na NewConnect spółka specjalizująca się w profesjonalnym zarządzaniu wierzytelnościami, podpisała umowę przyrzeczoną na nabycie nowego portfela wierzytelności o wartości nominalnej prawie 49,5 mln zł. Portfel, w skład którego wchodzą wierzytelności od 6150 osób został przez Spółkę nabyty przy wycenie ponad 2,5 mln zł. Jednocześnie spółka zwiększyła ponad 2-krotnie wartość nominalną obsługiwanych wierzytelności, która na dzień 31 grudnia 2021 roku wynosiła 44,8 mln zł.

Umowa przyrzeczona została podpisana ze spółką Tarinvest Sp. z o.o. Transakcja została poprzedzona podpisaniem umowy przedwstępnej, co miało miejsce 1 lutego br., w której oba podmioty uzgodniły wstępne jej warunki.

– Transakcja nabycia portfela wierzytelności o tak dużej wartości nominalnej stanowi dla nas duży czynnik rozwoju naszej działalności, a co za tym idzie osiąganych wyników. W naszym biznesie zarabia się na skutecznym odzyskiwaniu należności, dlatego celujemy w portfele o atrakcyjnej wycenie, aby maksymalnie zwiększyć stopę zwrotu z danego pakietu. Dzięki transakcji dwukrotnie powiększamy bazę do potencjalnych odzysków. Jednocześnie jesteśmy w trakcie negocjacji kolejnej umowy, dzięki której nominalna wartość wierzytelności przez nas zarządzanych wzrośnie o kolejne 48 mln zł – komentuje Paweł Wójcicki, Prezes Zarządu One Solution S.A.

Transakcja zawarta z Tarinvest jest pierwszą umową nabycia wierzytelności podpisaną przez One Solution w tym roku. Jednocześnie spółka prowadzi rozmowy z firmą FF Inkaso, z którą podpisała 22 lutego br. umowę przedwstępną. Intencją Spółki jest nabycie portfela wierzytelności o wartości nominalnej 48,9 mln zł obejmującego 3036 osób.

– Ponad 90 proc. obsługiwanych przez nas wierzytelności stanowią aktywa pochodzące z sektora bankowego. Ponadto zgodnie ze strategią rozwoju Spółki zamierzamy rozszerzyć naszą działalność o odzyskiwanie wierzytelności z sektora pozabankowego, jak na przykład pożyczki. Jesteśmy spółką, która elastycznie szuka atrakcyjnych portfeli w niszach, mniej popularnych wśród dużych, rynkowych podmiotów z naszej branży. Aktywnie  uczestniczymy w przetargach w ramach kolejnych transakcji nabycia portfeli wierzytelności z tytuły pożyczek pozabankowych. Atrakcyjne wyceny tego typu portfeli w połączeniu z naszym autorskim, efektywnym procesem odzyskiwania należności powinny w najbliższych latach istotnie wpłynąć na dynamikę stopy odzysku oraz na notowane przez nas wyniki – dodaje Paweł Wójcicki.

Strategia rozwoju grupy One Solution S.A. na lata 2021-2024 zakłada systematyczny wzrost skali działalności w zakresie nabywania i windykacji wierzytelności zarówno korporacyjnych (w systemie B2B), jak i detalicznych (w systemie B2C). Dodatkowo Spółka planuje zwiększyć skalę działalności w obszarze windykacji wierzytelności na zlecenie. Planowane zwiększenie aktywności w segmencie windykacji na zlecenie przejawiać się będzie współpracą z nowo pozyskiwanymi podmiotami działającymi w różnego typu branżach.

Względnie spokojny piątek

Pomimo tego, że mamy dzisiaj prima aprilis i w mediach roi się od “śmiesznych wiadomości”, na rynkach naprawdę panuje względny spokój. Nie znaczy to, że jedna decyzja na Wschodzie nie może tego zmienić.

Za oceanem stabilnie

Dzisiaj ważne dane z amerykańskiego rynku pracy. Wstęp do tych odczytów poznajemy już od kilku dni. Był to przede wszystkim raport ADP na temat zatrudnienia oraz wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Obydwa te odczyty były bardzo bliskie oczekiwań, były również na bardzo dobrych poziomach. Tym samym zejście dzisiaj stopy bezrobocia z 3,8% na 3,7% wydaje się pewne. Pytanie, czy redukcja nie będzie mocniejsza. Biorąc pod uwagę fakt, że dopiero zaczyna się okres prac sezonowych, możemy oczekiwać, że w tym roku i to szybko zobaczymy próby atakowania poziomu 3,5%, czyli najniższych wyników sprzed pandemii.

Rubel i rosyjska giełda powoli odrabiają straty

Polityka Kremla w sprawie zmiany waluty kontraktów na ruble przynosi efekt. Rosyjska waluta, pomimo tego, że armia rosyjska dalej atakuje Ukrainę, jest już blisko dołków sprzed inwazji. Problem w tym, że obecna cena wynika z wymuszonego zakupu rubli za waluty, zarówno na rynku zewnętrznym w płatnościach za surowiec, jak i wewnętrznym gdzie zysk walutowy musi być w minimum 80% wymieniany na rubla. Umocnienie waluty na takich podstawach jest mocno chwiejne. Z drugiej strony jeżeli się uda wariant porozumienia pokojowego z kosztami głównie personalnymi a nie krajowymi, kurs ten może się utrzymać.

Ropa szuka poziomu 100 dolarów

Jeszcze na początku tego roku informacja, że ropa zbliża się do poziomu 100 dolarów, mogłaby spowodować panikę na rynku. Obecnie jesteśmy po drugiej stronie tej granicy i wielu kupujących ma nadzieję, że tym razem dotrzemy do tej bariery. Pytanie, czy podobnie jak w zeszłym tygodniu piątek będzie dniem zmniejszania ryzyk, licząc na zawieszenie broni, przez nieodnoszącą oczekiwanych sukcesów armię rosyjskiego agresora. Ruch ten ma bardzo ważny wpływ na rynki światowe, gdyż już teraz mają one olbrzymie problemy z inflacją. Wzrost cen ropy tylko potęguje ten problem i może wymusić znacznie wyższe wzrosty stóp procentowych, niż pierwotnie sądzono.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Cushman & Wakefield wycofuje się z działalności w Rosji

Firma Cushman & Wakefield ogłasza, że zawarła ostateczne porozumienie w sprawie przekazania swojej działalności w Rosji lokalnemu operatorowi.

Transakcja ta nie ma istotnego znaczenia dla sprawozdań finansowych firmy ani dla jej przyszłej działalności.

Firma Cushman & Wakefield pragnie publicznie podziękować swoim współpracownikom za ich ciężką pracę i poświęcenie na rzecz klientów firmy, jednocześnie zdając sobie sprawę z obecnych nadzwyczajnych okoliczności i niepewności, z jakimi się borykają.

Firma Cushman & Wakefield nadal udziela pomocy swoim ukraińskim kolegom, mobilizując zasoby, w tym Globalny Fundusz Pomocy dla Pracowników. Ponadto firma wspiera wielu swoich pracowników w krajach sąsiednich, którzy na różne sposoby reagują na kryzys humanitarny.

Inflacja w strefie euro może przyspieszyć bardziej niż oczekiwano

W tym tygodniu na rynkach finansowych nastąpiło lekkie uspokojenie. Pomogło to również walutom środkowoeuropejskim, które dzięki temu się umocniły, a najbardziej z nich korona czeska. Pomógł jej w tym również czeski bank centralny (CNB), który podniósł (zgodnie z oczekiwaniami) główną stopę procentową z 4,5 na 5%. Sytuacja w czeskiej gospodarce pozostawia wiele do życzenia. Jednak wysoka inflacja w oczach CNB jest teraz większym ryzykiem niż wolniejsze ożywienie gospodarcze po kryzysie covidowym i szoku cenowym, który spowodowała wojna na Ukrainie.

Zaostrzenie polityki monetarnej pomogłoby również Niemcom. Za Odrą, według wstępnych danych, inflacja wzrosła w marcu o 2,5%, a ceny w skali roku są o 7,3% wyższe. Należy przyznać, że przerosło to szacunki rynkowe. O polityce pieniężnej w strefie euro decyduje jednak ECB i prawdopodobnie nie będzie chciał zbytnio zaostrzać polityki pieniężnej. I choć inflacja w strefie euro raczej nie osiągnie wartości takich jak np. w Czechach, to nadal będzie znacząco wyższa od celu EBC. Zaostrzenie polityki pieniężnej nie jest więc wcale wykluczone. Co więcej, jeśli inflacja w Niemczech będzie rosła szybciej niż oczekiwano, podobna sytuacja prawdopodobnie czeka również kraje w całej strefie euro. Nasuwa się więc pytanie, na ile EBC będzie skłonny zaostrzyć politykę pieniężną i podnieść stopy procentowe.

Jak już wspomniano, waluty regionalne umocniły się w tym tygodniu. W piątek rano notowania złotego wynosiły 4,65 PLN/EUR. Natomiast kurs głównej pary walutowej – eurodolara – wzrósł w tym tygodniu do poziomu 1,107 USD/EUR.

Magdalena Peterko, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Największa od 2 lat kwartalna strata WIG-20

WIG-20 zakończył ubiegły rok na poziomie 2266,92 pkt. Na koniec I kwartału br. ten indeks miał wartość 2133,05 pkt., a więc o 5,91 proc. niższą. To największy spadek tego indeksu w trakcie kwartału od I kw. 2020, kiedy to wskutek wybuchu epidemii COVID-19 WIG-20 stracił 29,64 proc. Wyraźnie silniej w pierwszym kwartale spadł – mocno „ubankowiony”? – mWIG-40 (-9,71 proc.), natomiast strata sWIG-u 80 była niewielka (-1,71 proc.).

Jeśli chodzi o indeksy sektorowe GPW, to potężne straty zanotowały w I kw. WIG-Spożywczy (-34,11 proc.), w którym ponad 55 proc. udział ma ukraiński Kernel, WIG-Odzież (-32,97 proc.), gdzie LPP ma ponad 77 proc. udział oraz WIG-Leki (-26,77 proc.). Na plusach pierwszy kwartał zakończyły WIG-Górnictwo (+33,3 proc.), gdzie akcje KGHM mają aż 83 proc. udział, WIG-Chemia (+15,4 proc.), WIG-Energetyka (+9,62 proc.) oraz WIG-Paliwa (+0,89 proc.).

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji przyniosła najsilniejszy od 7 marca spadek S&P 500 (-1,57 proc.). W trakcie ostatniej sesji swe historyczne rekordy zaliczyły Dow Jones Utility Average oraz kanadyjski S&P/TSX Composite Index, ale oba indeksy zakończyły czwartkową sesję na minusach. Najwyższej w historii był wczoraj meksykański IPC (+1,29 proc.). W piątek rano ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy lekko odbijały w górę (S&P 500 +0,31 proc.).

W Azji dziś rano brakowało jakiejś dominującej tendencji. Najsilniej – o ok. +0,9 proc. – rosły chińskie Shanghai Composite i Shanghai B-Share. Swój historyczne rekord zaliczył w trakcie sesji indonezyjski JCI. O prawie 1 proc. spadał dziś filipiński PSEi.

Również na giełdach europejskich pierwsza sesja kwietnia rozpoczynała się bez jakichś silnych ruchów (ok. 9:30 DAX +0,12 proc., CAC 40 -0,25 proc.). Nadal kontynuował odrabianie strat rosyjski RTS (+3,5 proc.)

Na GPW WIG-20 próbował dziś rano odrabiać wczorajsze straty (ok. 9:40 +1,04 proc.). W piątek rano wśród składników WIG-u 20 najsilniej – o +1,6-2,7 proc. – drożały akcje banków (Pekao, mBank, PKO BP). Wśród składników sWIG-u 80 zwracał uwagę dziś rano najwyższy od 2020 roku kurs akcji spółki Grodno (+5,71 proc.).

Rentowności 10-letnich obligacji rządów USA i krajów europejskich rosły dziś rano, ale pozostawały poniżej poziomów swych niedawnych cyklicznych maksimów.
Ropa lekko taniała na początku dnia (WTI -1,69 proc.).

Euro minimalnie dziś traciło względem amerykańskiego dolara (-0,13 proc.). Kurs złotego względem głównych walut zagranicznych pozostawał w okolicach wczorajszych zamknięć.
Bitcoin tracił wobec dolara 1,94 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

GfK: Drogie paliwo zniechęca Polaków do jazdy autem

Polscy konsumenci spodziewają się kolejnych podwyżek cen. W szczególności obawiają się większych wydatków na paliwo, energię elektryczną oraz gaz. Blisko połowa Polaków zakłada, że cena paliwa docelowo osiągnie lub przekroczy 10 zł za litr. Jednak już teraz badani deklarują, że w odpowiedzi na rosnące stawki ograniczą jazdę samochodem do niezbędnego minimum. Takie dane płyną z raportu „Current Consumer Mood” zrealizowanego przez GfK w marcu 2022 roku.

Od połowy 2021 roku Polacy stale spodziewają się wzrostów cen. Obecnie nasze obawy są na takim poziomie jak podczas wybuchu pandemii COVID-19 w marcu 2020 roku. – Wojna w Ukrainie oraz rosnąca inflacja silnie wpływają na nastroje konsumenckie Polaków. Połowa z nas spodziewa się, że w najbliższym roku ceny będą rosły znacznie szybciej niż obecnie. To z kolei realnie wypływa na decyzje zakupowe nabywcówmówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Najdroższy prąd i gaz

Według danych GfK do tej pory Polacy najdotkliwiej odczuli wzrost cen energii elektrycznej oraz gazu. Konsumenci obawiają się, że to nie koniec podwyżek. Dwóch na trzech Polaków uważa, że ceny energii elektrycznej czy gazu będą rosły nadal. – Jeszcze bardziej obawiamy się podwyżek cen paliw – tak deklaruje aż 75 proc. nabywców. Blisko połowa Polaków zakłada, że w najbliższym czasie cena paliwa może wynieść 10 zł lub więcej za litr dodaje Dominika Grusznic-Drobińska.

Rowery powrócą do łask?

Mimo stabilizacji kursu euro czy cen paliw, Polacy nadal zachowują ostrożność. Gwałtowne podwyżki okazały się skuteczną motywacją do zmiany przyzwyczajeń. Obecnie już ponad 60 proc. konsumentów deklaruje, że ograniczy podróże samochodem na tyle na ile to możliwe. – To jednak nie koniec pomysłów na zaoszczędzenie pieniędzy. Co trzeci konsument planuje częściej korzystać z roweru jako środka komunikacji, z kolei co piąty chce częściej jeździć transportem publicznym – podsumowuje Dominika Grusznic-Drobińska.

Medinice S.A. podsumowuje 2021 rok

Medinice S.A., spółka notowana na głównym parkiecie GPW, rozwijająca małoinwazyjne technologie medyczne w obszarze kardiochirurgii i kardiologii, opublikowała raport roczny za 2021 rok. Spółka podsumowała postępy w projektach naukowych, kluczowe działania i wydarzenia mające miejsce w raportowanym okresie.

Miniony rok był wymagający dla całego rynku MedTech – również dla Medinice. Niepewne nastroje, a także obowiązujące przez większość roku ograniczenia nie pozostały bez wpływu na naszą działalność biznesową i naukowobadawczą. Pandemia wpłynęła negatywnie na terminowe dostawy materiałów, kompletację prototypów, a w efekcie na ich testowanie co wymusiło przesunięcie zaplanowanych terminów badań przedklinicznych. COVID-19 wpłynął również na organizację badań klinicznych i wymusił zwiększenie ilości ośrodków w których prowadzone są badania. W związku z tą sytuacja postanowiliśmy skupić się na najbardziej zaawansowanych projektach tj. PacePress, MiniMax, CoolCryo, EP Bioptom oraz AtriClamp. Naszym głównym celem jest jak najszybsze doprowadzenie do komercjalizacji pierwszego produktu. Obecnie działalność Grupy Kapitałowej prowadzona jest bez większych zakłóceń, dzięki czemu swoją uwagę możemy koncentrować na realizacji kamieni milowych w priorytetowych projektach – mówi Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu i znaczący akcjonariusz Medinice.

Obecnie spółka Medinice koncertuje się na pięciu najbardziej zaawansowanych projektach ze swojego portfolio, które posiadają największy potencjał komercjalizacji. Są to: MiniMax – elektroda 2 w 1., posiadająca funkcje diagnostyczne i lecznicze do wykonywania zabiegów ablacji prądem, EP Bioptom – elektrofizjologiczna elektroda diagnostyczna do endomiokardialnej biopsji, PacePress – opatrunek uciskowy, którego celem jest zmniejszenie ryzyka wystąpienia krwiaka, CoolCryo – kriopalikator do wykonywania małoinwazyjnej krioablacji kardiochirurgicznej oraz AtriClamp – innowacyjna technologia zamknięcia uszka lewego przedsionka serca (LAAO).

Najważniejszymi osiągnięciami Spółki w 2021 roku było m.in. otrzymanie od Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych (URPL) zgody na przeprowadzenie badań klinicznych w projekcie PacePress. Jest to pierwsze badanie kliniczne jakie zostało rozpoczęte w historii działalności Grupy. W maju Spółka rozpoczęła nabór pacjentów do ww. badania po zakończeniu którego planowane jest przystąpienie do ostatniego etapu poprzedzającego wprowadzenie produktu na rynek tj. certyfikacji CE. W marcu 2021 r. Spółka rozpoczęła też działania mające na celu certyfikację urządzenia w USA (FDA).

Projekty CoolCryo i Minimax znajdują się na etapie badań przedklinicznych. W marcu 2021 r. zakończono pierwszą część przewlekłych badań przedklinicznych w projekcie CoolCryo, natomiast w listopadzie zakończona została faza ostra badania przedklinicznego w projekcie MiniMax. Jednocześnie została rozpoczęta pierwsza część badań fazy przewlekłej.

EP Bioptom, czyli projekt z obszaru elektrod elektrofizjologicznych znajduje się na etapie badań przemysłowych projektowania i przygotowania technologii produkcji prototypu. Medinice prowadzi postępowanie wyboru partnera strategicznego, który wyprodukuje elektrody zgodnie z przygotowanym projektem.

W obszarze nowych produktów w maju 2021 r. Medinice S.A. nabył udział w projekcie AtriClamp, którego celem jest dokończenie produktu – zacisku do procedury kardiochirurgicznej polegającej na zamknięciu uszka lewego przedsionka serca w celu zapobiegnięcia powstawania udarów mózgu.

Sytuacja finansowa Grupy w 2021 r.

Z racji na badawczo-rozwojowy profil prowadzonej działalności Medinice nie osiąga powtarzalnych, znaczących przychodów ze sprzedaży.

Swoją działalność Grupa Kapitałowa finansuje głównie kapitałem własnym. W czerwcu 2021 r. w ramach emisji 829 766 akcji serii J, Spółka pozyskała 24,89 mln zł na rozwój kluczowych produktów. Kwota ta zabezpiecza finansowanie projektów i doprowadzenie ich do fazy komercjalizacyjnej. Miało to bezpośredni wpływ na zwiększenie poziomu kapitałów własnych Spółki do 40,579 mln zł na koniec 2021 r. wobec 16,980 mln zł rok wcześniej.

Stan środków pieniężnych i ekwiwalentów na koniec 2021 r. wyniósł 31,922 mln zł wobec 11,537 mln zł rok wcześniej.

Spółka nie zmienia swoich planów strategicznych i w nadchodzących kwartałach, tak jak i w poprzednich, zamierza koncertować się na dalszym budowaniu wartości Grupy Medinice S.A. poprzez realizację kamieni milowych w priorytetowych i nowych projektach oraz poszerzaniu swojego portfolio o kolejne innowacyjne technologie medyczne.

Coraz więcej podmiotów składa oferty w urzędach pracy. Wzrost rok do roku jest na poziomie blisko 20 proc.

Według danych MRiPS, w 2021 roku przeszło 181 tys. pracodawców szukało pracowników za pośrednictwem urzędów pracy. To oznacza wzrost rok do roku o ok. 18% i spadek o 5% względem 2019 roku. W ub.r. było tam o ponad 22% więcej ofert pracy i aktywizacji zawodowej niż w 2020 roku. W stosunku do 2019 roku przybyło ich o 1%. Ostatnio najwięcej takich możliwości było w woj. mazowieckim, śląskim i łódzkim, a najmniej – w podlaskim. Poszukiwano kandydatów głównie do wykonywania prostych robót.

Urzędowy nabór

Z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej wynika, że w 2021 roku ponad 181 tysięcy pracodawców złożyło oferty pracy za pośrednictwem urzędów pracy. W 2020 roku taką aktywność wykazało przeszło 154 tys. podmiotów, a w 2019 roku – blisko 190 tys.

– Tuż przed pandemią mieliśmy długookresową dobrą koniunkturę i rynek pracy pracownika. Oczywiście to trzeba wziąć w cudzysłów, bo wiele zależy od zawodu i obszaru. Pracodawcy, którzy nie mogli znaleźć kandydatów w swoim kręgu, kontaktowali się z urzędami pracy. W 2020 roku pogorszyła się koniunktura przez lockdowny, problemy podażowe i popytowe. Pracownicy byli zwalniani lub sami odchodzili, zwłaszcza w sektorze usług. Potem nastąpiło odbicie na rynku pracy, ale ono jeszcze nie osiągnęło pułapu z 2019 roku – komentuje prof. Marek Bednarski z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS).

Jak zaznacza Monika Fedorczuk z Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan, część pracodawców ma przekonanie, że urząd pracy nie pomoże w rekrutacji nowego pracownika. Utarło się przekonanie, częściowo niestety słuszne, że tego typu instytucje mogą pośredniczyć co najwyżej w poszukiwaniu osób na stanowiska pomocnicze oraz niższe techniczne. Nie mają natomiast ani ofert pracy, ani kandydatów o wysokich kompetencjach, w zawodach, na które jest duże zapotrzebowanie na rynku. O tych pracowników zabiegają headhunterzy i wyspecjalizowane agencje zatrudnienia. Ekspert podkreśla, że w dyskusji publicznej słychać niekiedy nawoływania do likwidacji powiatowych urzędów pracy z powodu ich nieskuteczności. Niewątpliwie jest wiele do poprawy i jednym z tych obszarów jest pośrednictwo pracy.

– Pracodawcy poszukujący aktywnie kandydatów do pracy nie mogą zaniedbywać żadnego z kanałów rekrutacji. Urzędy przestały być już instytucjami zajmującymi się głównie wypłatą zasiłków, obsługą bieżącą i falami napływających nowych bezrobotnych. Musiały przemodelować swoją działalność i stać się wsparciem dla pracodawców. Wiele z nich fantastycznie wywiązało się ze swojej nowej roli – stwierdza Michał Podulski, ekspert Pracodawców RP.

Wolne miejsca

Z danych resortu wynika również, że w ub.r. do urzędów pracy zgłoszono ok. 1,362 mln wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej. To więcej niż w całym 2020 roku, kiedy wpłynęło ich ponad 1,115 mln. Natomiast w całym 2019 roku było to przeszło 1,347 mln.

– Duży popyt na pracę w 2021 roku związany jest z charakterem koniunktury gospodarczej, która była dość dobra. Ponadto przedsiębiorcy nauczyli się funkcjonować w warunkach pandemii, obostrzenia nie były tak dokuczliwe do prowadzenia działalności gospodarczej, nie było lockdownu takiego jaki obserwowaliśmy w 2020 roku. Niektóre segmenty rynku pracy stawały się rynkami pracowników, występowały problemy z naborem kadry. Pracodawcy w takiej sytuacji swoje oferty częściej zaczęli zgłaszać do urzędów pracy – mówi dr Iwona Kukulak-Dolata z IPiSS.

Jak zaznacza Michał Podulski, w 2020 roku doszło m.in. do zamknięcia gastronomii, hoteli, a także ograniczenia działalności handlu. Bankructwa i likwidacje firm spowodowały wstrzymanie akcji rekrutacyjnej praktycznie na całym rynku. Duża niepewność związana z pandemią i szybko topniejące oszczędności sprawiły, że wiele naborów przeszło w stan uśpienia.

– Według danych GUS za III kwartał 2021, nieobsadzonych pozostaje w Polsce 153,5 tys. miejsc pracy, czyli o  68,5% więcej niż rok wcześniej. W mojej ocenie, mamy raczej do czynienia z rosnącym popytem na pracę, choćby z uwagi na dobre wyniki eksportu i wzmożony popyt wewnętrzny – dodaje Monika Fedorczuk.

W ubiegłym roku najwięcej wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej zgłoszono w mazowieckim –182 tys. Następnie w zestawieniu widać śląskie – ok. 162,5 tysiąca, łódzkie –149,1 tysiąca, dolnośląskie – ok. 123 tys. i wielkopolskie – blisko 107 tys. Natomiast na końcu listy można zauważyć podlaskie – 23,1 tysiąca, świętokrzyskie – ponad 26 tys. i opolskie – ok. 35,3 tys.

– Byłabym zdziwiona, gdyby czołówka tego zestawienia wyglądała inaczej. Jeśli popatrzymy na liczbę podmiotów gospodarki narodowej, które są zarejestrowane w systemie REGON, to najwięcej mamy ich z mazowieckiego, śląskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego i małopolskiego. To świadczy, że tam są dobrze rozwinięte m.in. rynki pracy. One będą więc zgłaszać większe zapotrzebowanie na pracowników – analizuje dr Iwona Kukulak-Dolata.

Niskie kwalifikacje

Z danych resortu wynika, że w 2021 roku najwięcej ofert pracy w urzędach pracy było przeznaczonych dla pracowników z niskimi kwalifikacjami zawodowymi. Poszukiwani byli m.in. robotnicy wykonujący prace proste w przemyśle, magazynierzy, pakowacze ręczni, robotnicy gospodarczy i magazynowi, pomocniczy robotnicy budowlani, sprzedawcy czy robotnicy w przemyśle przetwórczym.

– Poszukiwanie kandydatów za pośrednictwem urzędów pracy nie jest pierwszorzędną preferencją pracodawców. Oni wolą inne formy naborów. Od lat struktura ofert się nie zmienia, to są głównie propozycje dla osób o niskich kwalifikacjach zawodowych. Takiego pracownika można szybko sprawdzić w okresie próbnym. Natomiast w przypadku np. managera wygląda to zupełnie inaczej. Owoce jego pracy pojawiają się po roku, dwóch, trzech, więc tutaj szczególnie się unika urzędów pracy – zaznacza prof. Marek Bednarski.

Z kolei Michał Podulski nie wie, czy urzędy pracy to najlepsza droga do znalezienia pracowników o niskich kwalifikacjach. Ale z pewnością nie należy jej wykluczać. Ekspert Pracodawców RP zwraca uwagę na trendy w edukacji. Większość młodych ludzi wiąże swoją karierę zawodową z sektorem white collar. Oblężenie, jakie przeżywają licea ogólnokształcące, a także szeroka oferta szkół wyższych, powodują, że powstaje potężna luka na rynku prostych ofert pracy. Szkoły branżowe stają się powoli niszowe albo całkowicie znikają z map naszych miast.

– Mamy rodzaj błędnego koła. Pracodawcy nie zgłaszają dobrych ofert pracy, bo nie ma odpowiednich kandydatów. Z kolei osoby o wysokich kompetencjach nie rejestrują się jako bezrobotni czy poszukujący pracy, bo urzędy nie mają dla nich ofert. To, niestety, również pokłosie niekorzystnego wizerunku urzędów pracy. Dla sporej grupy Polaków zgłoszenie się do tej instytucji jest traktowane jako przyznanie się do porażki. Natomiast dla pracodawców rekrutacja za ich pośrednictwem jest uznawana za ostatnią szansę na pozyskanie pracownika – podsumowuje Monika Fedorczuk.

Nie widać końca obniżek – OC 12% taniej

I kwartał 2022 r. na rynku OC zakończył się kolejnym wyraźnym spadkiem cen w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego. Średnia składka OC obniżyła się o 12,2% i wyniosła 542 zł. Tak niskiej stawki obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego nie odnotowano od 2016 roku. Kiedy ubezpieczyciele podniosą ceny?

To największy kwartalny spadek cen od 2017 roku. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.Zmiany średnich cen OC (1)

Jaka była średnia cena OC w I kwartale 2022 roku?

Średnia cena OC w I kwartale 2022 roku była niższa o 75 zł niż w tym samym okresie 2021 roku. W perspektywie miesięcznej widać jednak, że spadki powoli wyhamowują.Średnia cena ubezpieczenia OC (1)

– W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2022 roku wysokość średniej składki z tytułu OC pojazdu obniżyła się o kolejne 4,1% w stosunku do poprzedniego kwartału. Na rynku utrzymuje się trend spadkowy, pomimo wyraźnych ostrzeżeń KNF i PIU o możliwym zachwianiu rentowności tego segmentu. W ostatnim czasie pojawiły się nieśmiałe próby racjonalizacji polityki cenowej ze strony wybranych graczy, jednakże okazały się one nietrwałe – zapewne z powodu obaw o utratę udziałów rynkowych. Z czasem rosnąca inflacja i coraz wyższa wartość szkód mogą zmusić do podwyżek również największe towarzystwa, bez których działania odwrócenie trendu spadkowego na rynku OC nie będzie mogło nastąpić – mówi Tomasz Masajło, prezes zarządu rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Mazowszu

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (640 zł), mazowieckiego (599 zł) i dolnośląskiego (586 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (444 zł), opolskiego (452 zł) i świętokrzyskiego (465 zł). Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -9,3% (woj. pomorskie) do -15,2% (woj. lubuskie).Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC (1)

W województwach, gdzie średnie ceny OC były najniższe, odchylenie od przeciętnej składki w kraju wynosiło od -18,1% do -14,2%. Kilkunastoprocentowa różnica w składce (+18,1%) dotyczyła również woj. pomorskiego – najdroższego regionu pod względem cen OC. Najmniejsze odchylenie od średniej krajowej dotyczyło natomiast woj. łódzkiego (-0,4%) – wskazują dane porównywarki rankomat.pl.W których miastach wojewódzkich OC było najdroższe w I kwartale 2022 roku

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Gdańsk. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 733 zł. Na drugim biegunie znalazł się Rzeszów, gdzie płacono 503 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 18-latkowie płacili średnio 2056 zł. Największe zniżki otrzymują zaś osoby w wieku 58 – 65 lat (440 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (488 zł), najdroższe BMW (683 zł). Panny i kawalerowie płacili 771 zł, natomiast osoby żonate i zamężne 481 zł.Najwyższe i najniższe ceny OC w I kwartale 2022 r_Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych

Gdy bankomat Cię okrada, a pieniądze z karty znikają same – jak chronić oszczędności i dane przed skimmingiem?

Dane NBP wskazują, że w Polsce, z roku na rok bardzo szybko rosną kwoty wykradane z naszych kont bankowych w wyniku nieuprawnionego użycia kart płatniczych. W 2020 r. przestępcy uszczuplili w ten sposób oszczędności Polaków w sumie o 38,5 mln zł, a w 2021 r. już o 57,6 mln zł – można więc mówić o wzroście ponad 50 proc. r/r[1] !

Skala takich kradzieży także robi wrażenie: przez trzy kwartały ubiegłego roku odnotowano ich aż 172 tysiące. Te dane to sygnał, że przestępcy są nie tylko coraz bardziej skuteczni, ale i opracowują coraz więcej sposobów na to, by wzbogacić się, zyskując dostęp do cudzych kart płatniczych. Jedną z najczęściej stosowanych metod kradzieży jest kopiowanie danych wprost z paska magnetycznego karty, w celu stworzenia jej duplikatu. Posiadając te informacje, złodzieje mogą z łatwością dokonywać transakcji „sklonowaną” kartą bez wiedzy i zgody właściciela. Tak właśnie dochodzi do skimmingu, którego ofiarą możemy paść przy sklepowej kasie, korzystając z terminalu, ale też, gdy meldujemy się w hotelu lub używamy bankomatu, w którym zainstalowano urządzenia umożliwiające w konsekwencji kradzież naszych pieniędzy. Skimming to bardzo „dyskretny” sposób na kradzież: dzięki technologicznym sztuczkom przestępców, momentu kopiowania danych możemy nawet nie zauważyć, dlatego zaatakowane osoby, często dowiadują się o tym dopiero, gdy odkrywają, że ktoś właśnie wyczyścił im konto do zera. Co gorsza, gdy „łupem” przestępcy padnie karta kredytowa, na której ofiara ma otwarty limit, złodziej bez problemu może nie tylko pobrać bieżące środki, ale jeszcze zaciągać kredyt i obciążyć właściciela karty spłatą zobowiązań, na które nigdy się nie decydował. Na szczęście skimmingowi możemy skutecznie zapobiec. Co dokładnie powinno wzbudzić naszą czujność? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!

Jak najczęściej dochodzi do skimmingu karty płatniczej?

Na początek warto być świadomym, że skimming może mieć różne stopnie „zaawansowania”, w zależności od tego, jaki sposób ataku wykorzysta przęstępca. Wspomniane kopiowanie danych wprost z paska magnetycznego karty płatniczej, to definicja tzw. pośredniego skimmingu. Dlaczego „pośredniego”? Ponieważ w tym wypadku, przestępca uzyskuje wszystkie dane karty, oprócz kodu PIN. Złodziej „sczytuje” je z oryginalnej karty, przykładając do niej inny elektroniczny nośnik (skimmer) i w ten sposób wchodzi w posiadanie takich informacji jak: numer karty, data jej ważności, imię i nazwisko właściciela i jej kod CVV/CVC. Ale przestępca, aby dokonać skutecznego ataku, nie musi wcale używać technologicznych sztuczek! Te same informacje może pozyskać, „odciskając” powiechchnię karty na matrycy, zwanej imprinterem: to specjalny blankiet, rodzaj papieru samokopiującego. Dociska się go bezpośrednio do wypukłych danych na karcie, a one odbijają się na kalce. Obojętnie, czy przestępca wejdzie w posiadanie danych, kopiując je fizycznie, czy elektronicznie, może potem dzięki nim wykonać fałszywą kartę (white plastic), która zachowuje się jak oryginał i pozwala złodziejowi realizować transakcje zarówno w trybie card present, czyli podczas fizycznego użycia karty płatniczej w terminalu, ale też niestety może bez przeszkód używać danych podczas płatności w internecie (tryb card not present). W ten sposób złodziej wydaje nasze pieniądze w „realu”: przy użyciu fałszywej karty może zapłacić za zakupy stacjonarnie albo – nawet bez tworzenia nowego „plastiku” – podać skardzione dane w bramce płatności w internecie. Co zrobić, żeby do tego nie dopuścić? Oczywiście – po pierwsze nie spuszczać swojej karty z oka!

Kiedy płacimy kartą, nie oddawajmy jej w ręce sprzedawcy. Sytuacje, gdy ktoś znika z naszą kartą na zapleczu sklepu, powołując się na przykład na brak zasięgu w terminalu, są niedopuszczalne. Wystarczy chwila, by sfotografować nośnik z obu stron lub odcisnąć go w imprinterze. Ostrożność zachowujmy też, odpowiednio przechowując karty płatnicze: warto zaopatrzyć się w portfel/etui, które  blokuje sygnały NFC i RFID – zapobiegniemy utracie danych w razie, gdyby przestępca próbował je ścļągnąć, przykładając urządzenie skimmujace do naszej torby lub plecaka. Bądźmy też rozważni, korzystając
z mediów społecznościowych: zdarzają się niestety przypadki osób, które umieszczają tam zdjęcia swoich kart, przekazując przestępcom wrażliwe dane na tacy. Taka lekkomyślność wiele kosztuje – dosłownie, bo zanim zorientujemy się, jak wielki zrobiliśmy błąd, upublicznione dane mogą zostać wykorzystane jednocześnie przez wiele osób, dając im dostęp do naszych pieniędzy,  a to może zrujnować nasze bezpieczeństwo finansowe na wiele lat –
podkreśla Katarzyna Kulka, ekspert Intrum.

Jak dochodzi do skimmingu przy bankomacie?

Równie podstępną odmianą skimmingu jest skimming bankomatowy. Ten jest w dodatku o tyle groźniejszy, że oprócz przejęcia danych z paska magnetycznego karty, od razu dochodzi także do przejęcia PIN-u. To tzw. skimming bezpośredni, który jest możliwy dzięki szeregowi urządzeń, które złodzieje potrafią zainstalować w bankomatach – mogą to być nakładki na otwór, do którego wsuwamy kartę, dodatkowa klawiatura naklejana na tę prawdziwą czy kamera nagrywająca moment wpisywania PIN-u. Przy czym, co ważne – karty wyposażone jedynie w pasek magnetyczny są pod tym względem mniej bezpieczne niż te, na których dane do transakcji są dodatkowo zabezpieczone chipem. Dlaczego? Kiedy przestępcy w wyniku skimmingu bankomatowego stworzą duplikat karty, to będą mogli wypłacić pieniądze tylko w tych bankomatach, w których nie ma modułu EMV. Te sprawdzają bowiem, czy nośnik jest wyposażony w czip, którego podrobiony instrument przecież nie ma. Pocieszające jest, że w moduł EMV są wyposażone już prawie wszystkie bankomaty w naszym kraju. Czy to jednak znaczy, że wystarczy mieć kartę z chipem, aby czuć się przy bankomacie bezpieczniej? Bynajmniej, bo i na to przestępcy znaleźli sposób: złodzieje tworzą międzynarodowe siatki przestępcze i zlecają wypłaty pieniędzy w bankomatach zagranicznych, gdzie standardem nadal pozostaje karta z paskiem, np. w USA.

– Policja notowała przypadki, gdy w wyniku skimmingu, przerażony właściciel rachunku odkrył, że kiedy spokojnie spał, w środku nocy, na drugim końcu świata ktoś pobrał z konta wszystkie jego pieniądze, a jeśli złodziej zeskimmował kartę kredytową, to nawet więcej, bo mógł wykorzystać dostępny limit kredytowy i tym samym obarczył właściciela karty długiem do spłaty. A ofiara nawet nie spodziewała się ataku, bo przecież swoją kartę miała cały czas w portfelu – ostrzega Katarzyna Kulka, ekspert Intrum.

Uwaga też na podstępne skrytki w bankomatach…

Jest jeszcze jedna niebezpieczna sytuacja, której możemy doświadczyć przy bankomacie: przestępcy potrafią zamonotować w nim również blokadę, która „ukrywa” wypłacone przez nas pieniądze. Transakcja przebiega wtedy normalnie aż do momentu, gdy banknoty powinny wysunąć się z podajnika – wówczas widzimy na ekranie komunikat, że nastąpił błąd, a tak naprawdę gotówka trafia w tym momencie do zamontowanej w bankmacie skrytki. Klient najczęściej dzwoni na infolinię i zgłasza awarię. Dowiaduje się, że jej usunięcie potrwa kilka godzin, więc odchodzi. Wtedy złodziej wypłaca pieniądze, a fakt, że doszło do oszustwa wychodzi na jaw dopiero po przyjeździe serwisantów bankomatu.

– Zanim skorzystamy z bankomatu, warto mu się uważnie przyjrzeć, szczególnie tym, które są zlokalizowane poza placówkami banków. Jeśli zauważymy jakiekolwiek elementy urządzenia, które różnią się od innych, np. klawiatura wyraźnie wystaje, zrezynujmy z wypłaty pieniędzy. Sprawdźmy też, czy czytnik kart jest stabilnie zamocowany. Jeśli jest obluzowany lub można go wyciągnąć, tak z pewnoscią nie powinno być i najpewniej urządzenie zostało zmodyfikowane przez przestępców, chcących przechwycić dane naszej karty. W tym wypadku tylko spostrzegawczość może uchronić nas przed utratą pieniędzy oraz danych trwale przekopiowanych z naszego plastikowego środka płatniczego – dodaje Katarzyna Kulka ekspert Intrum.

Jak jeszcze możemy sktecznie bronić się przed skimmingiem?

Wymienione dotąd zasady bezpieczeństwa to kroki zupełnie podstawowe, ale warto również dodać do nich jeszcze kilka innych, które dodatkowo zminimalizują ryzyko ataku skimmingowego. Wszystkie poniższe zasady, stosowane razem, sprawią, że nasze karty płatnicze i wrażliwe dane nie wpadną w niepowołane ręce!

  1. Płać zbliżeniowo i nie oddawaj karty w ręce sprzedawcy, miej ją zawsze na oku!
  2. Podczas korzystania z bankomatów sprawdzaj, czy żadna część maszyny nie wygląda podejrzanie. W miarę możliwości pobieraj gotówkę z bankomatów przyoddziałowych (przy bankach), które są lepiej monitorowane pod kątem bezpieczeństwa. Zabieraj zawsze potwierdzenie wypłaty z bankomatu.
  3. Noś „plastiki” w specjalnym etui zagłuszającym sygnały NFC i RFID.
  4. Nie zamieszczaj zdjęć karty w Internecie, uważaj też na zdjęcia, na których karta widoczna jest przypadkowo, np. gdy leży gdześ na stole. Nawet część numeru karty może być przydatna dla przestępców!
  5. Upewnij się, że posługujesz się kartą z czipem i dezaktywuj w niej pasek magnetyczny. Zrobisz to w aplikacji banku albo poprzez infolinię.
  6. Ustal limity dla kart: zarówno maksymalną ilość dziennych transakcji, jak też maksymalną jednorazowo wypłacaną kwotę – gdyby ktoś próbował opróźnić konto, zdążysz w porę zareagować i zablokować kartę, a straty finansowe nie będą tak dotkliwe! Niektóre banki dają też możliwość ustawienia powiadomień SMS o każdej zmianie salda – warto je aktywować z tego samego powodu.

I na koniec, choć to wydaje się oczywiste, to:

  1. Nie ułatwiaj zadania przestępcom i nie noś przy sobie kartki z PIN-em!

Katarzyna Kulka, ekspert Intrum dodaje:

Używanie kart płatniczych jest bardzo wygodne, ale ważne, aby było również bezpieczne. Ten drugi aspekt w dużej mierze zależy od nas samych. By uniknąć utraty gotówki, a nawet długów, wyróbmy sobie odpowiednie nawyki. To niewielka cena za bezpieczeństwo finansowe.

[1]            Informacja o transakcjach oszukańczych dokonanych przy użyciu bezgotówkowych instrumentów płatniczych I-IV kwartał 2020 r. oraz I-IV kwartał 2021 r., Departament Systemu Płatniczego NBP.

Cavatina Holding publikuje wyniki za 2021 r.

Grupa Cavatina Holding S.A. – notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych – osiągnęła w 2021 r.  następujące wyniki finansowe:

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 279,5 mln zł, wzrost o 5% r/r
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 242,0 mln zł, spadek o 2% r/r
  • Skonsolidowany zysk netto: 189,6 mln zł, wzrost o 30% r/r

– Dobre wyniki osiągnięte w 2021 r. przez Grupę Cavatinę Holding S.A. potwierdzają solidne fundamenty na których opiera się nasza strategia. Komplementarny łańcuch kompetencji wewnątrz Grupy przynosi wymierne i oczekiwane efekty finansowe. W 2021 r. zakończyliśmy budowę czterech kolejnych inwestycji, podpisaliśmy umowy najmu na ponad 40 tys. mkw (do dnia publikacji raportu już ponad 60 tys. mkw) oraz pozyskaliśmy zdywersyfikowane finansowanie umożliwiające nam realizację kolejnych projektów. Oprócz zakończonej sukcesem oferty publicznej o wartości 187,5 zł, wyemitowaliśmy obligacje na blisko 100 mln zł, oraz pozyskaliśmy finansowanie w postaci kredytów i pożyczek – w tym na międzynarodowym rynku bankowym – na łączną kwotę ponad 550 mln zł – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Spółki Cavatina Holding S.A., która jest jednostką dominującą w Grupie.

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe

Narastająco [dane w mln zł] 2021 r. 2020 r. Zmiana%
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 279,5 266,8 +5%
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 257,3 233,8 +10%
Zysk z działalności operacyjnej 242,0 246,5 -2%
Zysk netto 189,6 145,7 +30%

 

Stan na dzień [dane w mln zł] 31 grudnia 2021 r. 31 grudnia 2020 r. Zmiana%
Kapitał własny  1 053,9 669,5 +57%
Suma aktywów 2 498,2 1 404,9 +78%

Grupa Cavatina Holding S.A. miała w 2021 r. 189,6 mln zł zysku netto, który był wyższy o 30% r/r. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 242,0 mln zł, co oznacza nieznaczny spadek o 2% w porównaniu z 2020 r. zysk z wyceny nieruchomości inwestycyjnych, który ma kluczowy wpływ na wyniki osiągane przez Grupę wzrósł do 257,2 mln zł, czyli o 10% r/r.  Wzrost zysku z nieruchomości inwestycyjnych jest efektem postępującego zaawansowania budowy i komercjalizacji. Największy wpływ miały projekty Global Office Park A1 i A2, Palio Office Park A, Ocean Office Park A oraz Quorum D.

W 2021 r. Grupa zakończyła realizację trzech projektów: Palio Office Park budynek A w Gdańsku, Ocean Office Park budynek A oraz Equal Business Park budynek D w Krakowie o łącznej powierzchni prawie 40 tys. mkw. Po dniu bilansowym, w I kwartale 2022 r. do użytkowania oddano dwie wieże w kompleksie Global Office Park (A1 i A2) w Katowicach o łącznej powierzchni ponad 55 tys. mkw., a w realizacji znajdowały się projekty o łącznej powierzchni   ok. 170 tys. mkw.

Deweloper podpisał w całym 2021 r. i I kwartale 2022 r. umowy najmu i przednajmu łącznie na ponad 60 tys. mkw. Poziom najmu zakończonych projektów i przednajmu w przypadku nieruchomości inwestycyjnych w budowie wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za 2021 r.: Carbon Tower – 98%, Tischnera Office – 78%, Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 56%, Ocean Office Park A – 91%, Ocean Office Park B – 31%, Global Office Park A – 63%, Palio Office Park A – 43%, Palio Office Park B – 21%, Quorum D – 26%, Cavatina Hall A –82%, WIMA D – 100%.

Rok 2021 był okresem bardzo intensywnej pracy nad realizacją naszej strategii biznesowej oraz przygotowań do debiutu akcji Cavatina Holding S.A. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Naszym celem jest dalszy konsekwentny rozwój oraz umacnianie pozycji na rynku, a poprzez intensywną aktywność na rynku kapitałowym chcemy zwiększyć także rozpoznawalność zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A. – W najbliższych dniach opublikujemy pierwszy raport ESG Grupy Cavatina Holding, który podsumowuje dotychczasowe działania w obszarach związanych ze społecznością, środowiskiem oraz ładem korporacyjnym. ESG będzie jednym z głównych filarów działalności grupy w nadchodzących latach – dodaje.

W lipcu 2021 r. Cavatina Holding S.A. przeprowadziła pierwszą ofertę publiczną i weszła na Główny Rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Wartość oferty wyniosła 187,5 mln zł, a pozyskane z emisji środki są przeznaczane na dalszy rozwój działalności Grupy.

Zgodnie z przyjętą strategią dywersyfikacji źródeł finansowania Grupa przeprowadziła w 2021 r. także emisje obligacji o łącznej wartości  blisko 100 mln zł oraz ustanowiła dwa równoległe programy emisji obligacji na łączną kwotę 400 mln zł skierowane osobno do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych, które będą wykorzystywane w zależności od zapotrzebowania i sytuacji rynkowej. Na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF, w pierwszym kwartale 2022 r. Cavatina Holding przeprowadziła pierwszą emisja w ramach programu obligacji skierowanego do inwestorów indywidualnych i uplasowała obligacje serii P2022A o wartości ponad 40 mln zł, które zadebiutowały na Catalyst 11 marca 2022 r.

Kurs euro poniżej 4,65 zł

Optymizm na rynkach nie gaśnie. Przybywa za to odczytów wskazujących, że w wielu krajach presja na wzrost stóp procentowych rośnie. Po danych z Niemiec pojawia się ona nawet w strefie euro.

Na rynkach wiara wciąż silna

Skala optymizmu nie jest już tak duża, jednakże inwestorzy wciąż przychylnym okiem patrzą na aktywa ryzykowne. To właśnie dlatego EURPLN osiągnęła ostatnio poziom 4,64 zł, tym samym będąc na poziomach sprzed rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W przypadku polskiej waluty dołki są nawet głębsze niż we wtorek. Na większości rynków, szczególnie giełdowych, poziom optymizmu nie dorównuje jeszcze szczytom z wtorku. Widać jednak wyraźną tendencję do przepływania inwestycji na bardziej ryzykowne rynki. Nie dotyczy to tylko Polski, podobnie zachowuje się ostatnio węgierski forint czy nawet korona czeska.

Inflacja w Niemczech przyspiesza

Zdaniem analityków mieliśmy być wczoraj świadkami gwałtownego przyspieszenia wzrostu cen w Niemczech. Spodziewano się, że po tym, jak w lutym rosły one o 5,1%, w marcu będzie to 6,3%. Problem w tym, że odczyt wyniósł 7,3%. Jest to zatem nie tylko 1% powyżej oczekiwań rynków. Jest to również 2,2% wzrostu w skali jednego miesiąca. Jest też kwestia, jak zareaguje EBC. Dotychczas gospodarka niemiecka nie była dotknięta wysokimi wzrostami cen i to trzymało w ryzach średnią dla całej Unii. W rezultacie konieczne mogą się okazać, szybsze niż dotychczas sądzono, podwyżki stóp procentowych. Te z kolei mogą być bardzo bolesnym testem dla państw południa naszego kontynentu. Sytuacja gospodarcza Włoch czy Hiszpanii już teraz jest ciężka. Jak wzrosną koszty kapitału, będzie tylko gorzej.

Za oceanem stabilnie

Poznaliśmy wczoraj dwa ważne odczyty z USA. Pierwszy to raport ADP na temat zmian zatrudnienia. Był on niemal dokładnie równy oczekiwaniom. Ważniejsze jednak od tego, że je delikatnie przekroczył, jest to, że zdaniem tego raportu liczba miejsc pracy wzrosła o 455 tysięcy. Wartość ta odpowiada niemal 0,3% liczby pracujących, co powinno szybko odbić się, przynajmniej na stopie bezrobocia, która już teraz jest wyjątkowo niska. Drugi ważny odczyt to dane na temat PKB. Amerykanie niestety pokazują je w sposób annualizowany, co w obecnej sytuacji delikatnie mówiąc wypacza obraz. Są one jednak tylko symbolicznie słabsze niż wstępne. Pokazuje to zatem, że gospodarka amerykańska bardzo dobrze radzi sobie z wychodzeniem z problemów pandemii. Pozostaje jednak inflacja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – wydatki i dochody Amerykanów,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl