W 2021 r. polskie firmy ubezpieczyły obroty handlowe o wartości prawie 650 mld zł

W zeszłym roku polskie firmy ubezpieczeniowe objęły ochroną 645,2 mld zł należności handlowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To o 12 proc. więcej niż w 2020 r. Suma ubezpieczonych w 2021 r. obrotów handlowych odpowiada 25 proc. PKB Polski.

Dobra sytuacja na rynku płatniczym spowodowała znaczący spadek wartości wypłacanych odszkodowań. W 2021 r. wyniosły one 147 mln zł, czyli aż o 60 proc. mniej, niż w roku 2020.

– Na ten wynik złożyły się sprzyjające warunki makroekonomiczne, będące przede wszystkim efektem programów pomocowych dla przedsiębiorstw. Programy stworzone w krajach UE, Wielkiej Brytanii i USA stymulowały gospodarkę i w dużej mierze zapobiegły zatorom na rynku płatniczym. Nie bez znaczenia była też polityka banków centralnych, utrzymująca stopy procentowe na niskim poziomie – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W 2021 r. polscy ubezpieczyciele zebrali dzięki ubezpieczeniom należności 911,5 mln zł składki. To wzrost aż o 20 proc. rok do roku. Ma to przede wszystkim związek z rosnącymi cenami surowców i półproduktów.

– Wzrost wartości transakcji wynikających z wysokiej dynamiki cen na rynkach towarowych przełożył się na zainteresowanie przedsiębiorców podwyższeniem limitów ubezpieczeniowych, przyznanych firmom. To wpłynęło na wzrost ogólnej ekspozycji ubezpieczycieli kredytu kupieckiego. W 2021 r. urosła ona o prawie 30 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym – mówi Andrzej Maciążek.

Sytuacja na rynku ubezpieczeń płatności pogorszyła się w 2022 r. Ubezpieczyciele notują już wyższą liczbę upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych.

– Środowisko wysokich stóp procentowych, inflacja oraz presja na rosnące koszty surowców i półproduktów będzie źródłem zakłóceń w płatnościach między partnerami handlowymi – tłumaczy Andrzej Maciążek.

Ubezpieczenia należności odgrywają fundamentalną rolę w budowaniu stabilności finansowej przedsiębiorstw. Dynamika rozwoju gospodarczego zanotowana w 2021 r. byłaby trudna do osiągnięcia bez wsparcia zakładów ubezpieczeń, w szczególności w przypadku eksportu.

O tym, że przedsiębiorcy doceniają ubezpieczenia kredytu kupieckiego świadczy również fakt, że od 2015 r., czyli od czasu gdy PIU zbiera dane o ubezpieczeniach należności, zarówno wartość ubezpieczanych obrotów jak i ekspozycja ubezpieczycieli rosły szybciej niż polskie PKB.

Tabela nr 1. Dane dotyczące ubezpieczeń należności za rok 2021

2021

(dane w mln zł)

Dynamika 2020/2021
Ekspozycja krajowa (31 grudnia) 134 742 127%
Ekspozycja eksportowa (31 grudnia) 81 033 130%
Ekspozycja łączna (31 grudnia) 215 775 128%
Ubezpieczone obroty krajowe 503 239 112%
Ubezpieczone obroty eksportowe 141 970 112%
Ubezpieczone obroty łącznie 645 209 112%
Składka przypisana brutto 911,5 120%
Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto 147,8 39%

 

Słowniczek:

Ekspozycja – jest to ryzyko finansowe, jakie ponoszą zakłady ubezpieczeń. Innymi słowy jest to suma limitów kredytowych przyznanych przez ubezpieczycieli dla wszystkich przedsiębiorstw korzystających z ubezpieczeń należności handlowych

Ubezpieczone obroty – łączna wartość obrotów, które były objęte ochroną ubezpieczeniową w danym okresie

Jak działa ubezpieczenie należności handlowych?

Standardem wśród przedsiębiorców jest sprzedaż produktów i usług z odroczonym terminem płatności, czyli stosowanie kredytu kupieckiego. Ubezpieczenie należności handlowych zapewnia firmom ochronę finansową w przypadku strat wynikających z niewypłacalności kontrahentów. Co więcej, dzięki know-how ubezpieczyciela, przedsiębiorstwo otrzymuje profesjonalny i stały dostęp do monitoringów informujących o aktualnej kondycji finansowej kontrahenta.

Fala popytu na najem. Jak zmienił się rynek w Polsce na przestrzeni ostatnich lat?

Wojna w Ukrainie i ogromna ilość uchodźców przekraczających naszą wschodnią granicę, spowodowała, że z rynku najmu zniknęła większość mieszkań, a w niektórych miastach zaczyna ich brakować. Nigdy wcześniej oferty mieszkań na wynajem nie znikały w tak szybkim tempie jak teraz. Ceny ofertowe, skoczyły nawet o jedną trzecią, a właściciele żądają podwójnych kaucji. Już teraz widać, że nadchodzą spore zmiany. Jak zmienił się na przestrzeni ostatnich lat krajobraz na polskim rynku najmu i jaka czeka go przyszłość?

Spadek liczby ofert mieszkań nastąpił miesiąc temu, tuż po przypływie pierwszej fali uchodźców do Polski. Początkowo było to wynikiem przekazania mieszkań bezpłatnie, przez prywatnych właścicieli w odruchu serca. Obecnie zapotrzebowanie jest tak wielkie, że z portali nieruchomościowych z minuty na minutę, lawinowo zniknęło tysiące ofert, a uchodźców szukających u nas dachu nad głową jest z każdym dniem coraz więcej – podkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Pandemia zmieniła rynek najmu

Rynek najmu w 2020 roku został znacząco rozchwiany w wyniku pandemii COVID-19 oraz kryzysu gospodarczego. Większość osób wykonywała swoją pracę zdalnie lub hybrydowo, ograniczając w ten sposób swoją obecność w biurze. Z tego powodu, wielu z nas zdecydowało się na zmianę dotychczasowego miejsca zamieszkania. Dodatkowo, lockdown spowodował, że z rynku najmu zniknęli nie tylko studenci, pracownicy gastronomi, handlu i hotelarstwa, ale także turyści i biznes.

– Rynek najmu wyjątkowo mocno odczuł pandemię, w przeciwieństwie do sprzedaży, gdzie popyt był większy od podaży, mimo wysokich cen. Najmocniej ucierpiał rynek najmu krótkoterminowego, który z dnia na dzień praktycznie przestał istnieć, co było efektem locdownu. Ludzie przestali podróżować, a to właśnie najmy związane z podróżami generowały duży ruch w tym segmencie. Przez pandemię również zmieniły się potrzeby. Praca zdalna spowodowała, że Polacy bardziej zaczęli doceniać spokojniejsze życie wśród natury na przedmieściach dużych miast. Dodatkowym atutem jest fakt, że często za te same pieniądze można wynająć kawalerkę w ścisłym centrum lub duże mieszkanie, czy dom na obrzeżach. Widać, że ten trend będzie się nadal utrzymywał, bo wielu pracodawców, pomimo zniesienia obostrzeń, nadal decyduje się na pracę zdalną lub hybrydową swoich pracowników – podkreśla Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

„Ciasne, ale własne”

W Polsce nadal panuje kult własności. Większość osób woli kupić „ciasne, ale własne” mieszkanie, niż je wynajmować. Jednak społeczeństwo się starzeje, a co za tym idzie oczekiwania też są inne niż kiedyś. Jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie można było zaobserwować rosnący popyt na rynku najmu. Bardzo duży wpływ na to ma wysoka inflacja, kolejne podwyżki stóp procentowych, a co za tym idzie spadająca zdolność kredytowa.

Rynek najmu kształtował się przez lata. Początkowo był duży boom na kawalerki, które w szybkim tempie znikały z rynku najmu. Potem dużym powodzeniem cieszyły się mieszkania dwu pokojowe. Na przestrzeni ostatnich 15 lat znacznie zwiększyła się liczba studentów, którzy często od ciasnego pokoiku w akademiku, woleli wspólnie wynająć 3-4 pokojowe mieszkanie i podzielić się kosztami. Młode pokolenie jest zdecydowanie bardziej otwarte na rynek najmu, nie przywiązuje się do jednego miejsca na całe życie. Również mieszkanie „u kogoś” nie traktuje, jako gorsze, czy tymczasowe, a raczej, jako poczucie wolności związanej z brakiem konieczności spłacania kredytu do końca życia zauważa Katarzyna Tworska

Przyszłość rynku najmu

Rynek najmu, czeka długofalowy proces zmian, który właśnie nabiera prędkości.  Wynajem instytucjonalny ze względu na zmianę nastawienia potencjalnych najemców, stał się coraz bardziej popularny. Nie wiadomo jak długo będzie trwała wojna w Ukrainie.  Do naszego kraju przed wojną uciekają często całe rodziny, dlatego rynek najmu stara się odpowiadać na ich potrzeby.

Nawet, jeśli wojna zakończy się szybko, czego wszyscy byśmy sobie życzymy, to wielu uchodźców zostanie u nas na dłużej. Będą uczyć się języka, znajdą pracę i będą szukać mieszkań, głównie na wynajem, tylko nieliczni zdecydują się na zakup. Już teraz widać wyraźnie, że jest zapotrzebowanie na mieszkania 3,4 pokojowe, a także domy na peryferiach miast, gdzie zamieszkają wspólnie spokrewnione ze sobą rodziny na większej przestrzeni – dodaje Katarzyna Tworska.

Paliwowe „L4”

Przełom lutego i marca przyniósł rekordowe ceny paliw w Polsce. Jak wynika z danych BM Reflex, za litr benzyny Pb95 płacono wtedy średnio 7,05 zł, a olej napędowy podrożał aż do 7,94 zł za litr. Skutki inflacji i wysokich cen odczuwają nie tylko zwykli kierowcy, ale także przedsiębiorcy – wyższe są ceny towarów i energii. Coraz częściej drogie tankowanie powoduje również chęć do pobierania fikcyjnych „L4” wśród pracowników dojeżdżających do pracy samochodami. To generuje dodatkowe komplikacje na liniach produkcyjnych i straty finansowe dla pracodawców, którzy zaczynają otwarcie mówić o problemie.

Sytuacja gospodarcza w kraju, a więc regularne wzrosty cen gazu, ropy i paliwa, wpływają na wzrost tzw. absencji chorobowej kalkulowanej. Praca w wielu przypadkach nie będzie się opłacała, ponieważ pieniądze, które pracownik mógłby wypracować lub utracić względem chorobowego, wydałby na paliwo.

Pracownicy pobierają „L4” często nawet powyżej 10 dni, choć w rzeczywistości nie są chorzy – chcą po prostu dać ulgę swoim portfelom. Wychodzą z założenia, że dojeżdżając do zakładu pracy np. 50 kilometrów w jedną stronę samochodem bez gazu, to żadna strata dostać 80% wypłaty za dni na zwolnieniu chorobowym. Mogą oni w tym czasie zająć się czymś innym m.in. pracą dorywczą lub po prostu odpoczywają i nie muszą kupować paliwa. Myślę, że pracowników z tego typu podejściem będzie w Polsce przybywać – prognozuje Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowej.  

Jak wskazuje, problem dotyczy w największym stopniu pracowników produkcyjnych niższych szczebli. To właśnie oni najczęściej dojeżdżają do pracy – od kilkudziesięciu, do nawet powyżej 100 kilometrów w jedną stronę. Co prawda większość z nich posiada auta z instalacją gazową, to jednak i w tym przypadku odnotowujemy rekordy cenowe. Magiczna bariera 3 złotych za litr już dawno została pobita. Na przełomie lutego i marca autogaz tankowano średnio po 3,66 zł.

– Podczas przeprowadzania jednej z kontroli w miejscu zamieszkania pracownika, on sam przyznał kontrolerowi, iż prowadzi zeszyt, w którym zapisuje wydatki na benzynę, zarobione pieniądze oraz utracone wynagrodzenie. W niektórych firmach są wyspecjalizowani pracownicy, którzy prowadzą tego typu zeszyty kalkulacyjne również innym kolegom i koleżankom – dodaje Mikołaj Zając.

Procederowi sprzyja łatwość w pobieraniu „L4” – m.in. poprzez teleporady. Najbardziej stratni pozostają pracodawcy. Z szacunków Conperio wynika, iż zakład produkcyjny zatrudniający 500 osób, przy absencji chorobowej pracowników na poziomie 10% może tracić miesięcznie aż 450 000 zł!

– Jednym z pomysłów na rozwiązanie problemu paliwowych „L4” może być zapewnienie transportu lub dofinansowanie do paliwa. Skierowanie pracowników do kontroli niesie za sobą jeszcze jeden cenny aspekt poza tym oczywistym – wyłapaniem naciągaczy. Pracodawca pokazuje w ten sposób pozostałym, uczciwym pracownikom, często obarczonym dodatkową pracą, iż dostrzegł proceder w swojej firmie i się na niego nie godzi – podsumowuje Mikołaj Zając. 

Optymizm na rynkach

Czytając, co udało się ustalić wczoraj w Turcji, widać, że to dobry początek, ale można nie zrozumieć entuzjazmu na rynkach. Wczoraj przez kilka godzin wydawało się, jakby inwestorzy właśnie zakończyli etap wojny i zaczęli w pośpiechu kupować ryzykowne aktywa.

Małe sukcesy w negocjacjach z dużym wpływem na rynki

Wczorajsze negocjacje w Turcji spowodowały niesamowity entuzjazm na rynkach. Nie wiadomo w sumie dlaczego. Teoretycznie Ukraina zgodziła się na neutralność. Fajnie, ale ta neutralność wygląda, jak gwarancje NATO dla swoich członków tylko bez baz na terenie Ukrainy. Rosjanie za to zapowiedzieli zmniejszenie aktywności wojskowej w określonych rejonach, nawet nie zawieszenie broni. Wydawać by się mogło, że bez decyzji geograficznych to wszystko farsa. Patrząc na wykresy widać, że inwestorzy odebrali to zupełnie inaczej. Wczoraj euro zaczęło dzień od próby osiągnięcia 4,72 zł, potem inwestorzy założyli różowe okulary. Euro spadło do 4,63 zł na chwilę i ustabilizowało się w okolicach 4,66 zł. To najniższe poziomy od początku inwazji.

Reszta rynków też szalała

Nagły przypływ optymizmu nie dotyczył tylko złotego i walut naszego regionu. Widać było wyraźne ruchy na EURUSD. Na głównej parze walutowej świata jasno malował się obraz powrotu kapitału na naszą stronę oceanu. Sporo działo się też na parze EURCHF. Franki są traktowane jako walutowy substytut złota. Stąd, gdy dzieje się na rynku źle, inwestorzy chowają tam środki. Wczoraj widzieliśmy wyraźny odwrót od franka, co pokazuje zwiększony apetyt na ryzyko. W górę szły również indeksy giełdowe. Przez chwilę do zabawy przyłączyła się ropa naftowa. Tutaj jednak po spadkach przyszła korekta przywracająca baryłkę do poziomów z początku dnia.

Co się dzieje w rosyjskich finansach?

Wczoraj mieliśmy trzeci dzień ograniczonego, ale jednak działania rosyjskiej giełdy. Była ona zamknięta przez niemal miesiąc. Przed włączeniem jej 25 marca ostatnie notowania były również 25, ale lutego. Obecnie utrudnienia w przesyle kapitału powodują, że łatwiej jest stabilizować kursy, jednakże giełda jest podejrzanie stabilna. Notowania oscylują od otwarcia w okolicach zamknięcia w lutym, a wczorajszy niespodziewany optymizm na rynkach przeszedł tutaj prawie bez echa. Mocno za to zyskuje rubel, aczkolwiek jest to manipulacja. Eksport rosyjski został zmieniony na ruble, a firmy, które eksportują w walutach, muszą 80% środków wymieniać na ruble. W ten sposób sztucznie stworzony popyt na walutę sztucznie zawyża jej kurs, szczególnie przy odcięciu od handlu rublem większości systemu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:15 – USA – raport ADP z rynku pracy,
14:30 – USA – PKB, dane finalne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Outsourcing logistyczny – na czym polega i kiedy się opłaca?

Według raportu „Logistics Outsourcing Market: Global Industry Analysis, Trends, Market Size, and Forecasts up to 2027”, prognozowany jest wzrost outsourcingu logistycznego o prawie 5% w skali roku. Takie statystyki nie zaskakują, gdy pozna się wszystkie korzyści wynikające z całego procesu logistycznego- optymalizacja łańcucha dostaw, kosztów oraz bezwzględna koncentracja na głównej działalności przedsiębiorstwa. W dzisiejszym artykule prezentujemy wpływ usługi na sektor transportu, spedycji oraz branży e-commerce.

Czym jest outsourcing logistyczny?

Aby udzielić wyczerpującej odpowiedzi, należy skoncentrować się na pierwszym ogniwie terminu. Wykorzystanie angielskiej formuły wynika z celnego przedstawienia istoty procedury, a słowo podkreśla zewnętrzny charakter zasobów operatora logistycznego.

Uwzględniając powyższe informacje, outsourcing logistyki polega na wyznaczeniu wszystkich funkcji przedsiębiorstwa w tym obszarze, a następnie oddelegowaniu tych zadań do wyspecjalizowanej firmy.

Podstawowe zadania i sektory, w których działa outsourcing logistyczny:

  • transport i spedycja,
  • sprzedaż,
  • magazynowanie,
  • e-commerce,
  • usługi znakowania towarów,
  • konsolidacja przesyłek,
  • paletyzacja,
  • obsługa celna,
  • serwis finansowy
  • recycling opakowań,
  • dystrybucja i projektowanie łańcucha dostaw,
  • opracowywanie wewnętrznych systemów informatycznych.

Outsourcing logistyczny dla e-commerce

Powyższe zestawienie potwierdza ogromny potencjał i wszechstronność operacji, ale na szczególną uwagę zasługuje branża e-commerce. Według dostępnych bilansów, ten rynek przekroczy globalną wartość 5 bilionów dolarów w perspektywie bieżącego roku! Oznacza to, że partnerski sklep internetowy zyskuje szansę na poważne zwiększenie generowanych obrotów. W jaki sposób?

Outsourcing logistyczny dla e-commerce kreuje przewagę w 2 kulminacyjnych obszarach:

  1. Logistyka magazynowa, czyli ważny segment dla każdego rodzaju handlu wirtualnego. Przestrzeń hali wymaga odpowiedniego i systematycznego zarządzania, a wszelkie zaniedbania wiążą się z ryzykiem sporych kosztów.

    Outsourcing logistyki pozwala na eksploatację powierzchni, która odpowiada aktualnemu zapotrzebowaniu na asortyment. Takie rozwiązanie redukuje sezonowość i zmiany w popycie, a także opłaty za wykwalifikowanych pracowników.

    Warto podkreślić specjalistyczne wymagania infrastruktury. Wiele z oferowanych produktów narzuca uzyskanie specjalnych zgód i pozwoleń oraz nadzwyczajnych warunków przechowywania. Fulfillment gwarantuje spełnienie wszelkich obostrzeń w zakresie temperatury oraz stałego nadzoru nad niezbędnymi czynnikami.

  2. Inteligentny system magazynowy jest potężnym wsparciem dla nowoczesnego biznesu. Dane zgromadzone przez portal Stitchlabs alarmują, że w 67% przypadków, nieprawidłowe kierowanie stanem dostępnych towarów przyczyni się do utraty klientów.

    Wydajny Warehouse Management System (System Zarządzania Magazynem) musi być skonfigurowany pod indywidualny temperament i sposób funkcjonowania użytkownika. W konsekwencji, każdy etap realizacji zamówienia jest ściśle monitorowany, a faktyczny status zlecenia nieustannie uaktualniany.

Jakie działania obejmuje outsourcing logistyczny?

Outsourcing logistyki powstał po to, żeby sprostać wyzwaniom sektora TSL (transport, spedycja, logistyka). Wspomniane dziedziny skupiają się na sprawnym dostarczaniu ładunków, niezawodnej wymianie informacji, gospodarowaniu zapasami, redukcją kosztów, a także utrzymaniu pierwszorzędnej jakości obsługi klienta.

Właśnie dlatego, outsourcing logistyczny integruje wiele rodzajów i poziomów aktywności. Pierwszy etap uwzględnia planowanie i organizowanie spodziewanego zapotrzebowania, wielkości inwentarzy oraz produkcji, czyli faktorów uzależnionych od prognozowanego popytu.

Kolejna faza to obsługa bieżących zleceń. Realizowanie zamówienia wymaga fachowych warunków magazynowych oraz kadry ekspertów. Logistyka kontraktowa umożliwia bezpieczne zapakowanie towaru oraz wykonanie pozostałych czynności manipulacyjnych, które wpływają na tok procesu. Końcowa część inicjuje transport, gospodarkę odpadami oraz serwis posprzedażowy, czyli ewentualne zwroty i reklamacje.

Zalety outsourcingu logistyki

Firmy outsourcingowe oferują wiele walorów. Delegacja zadań umożliwia zaangażowanie się w pierwotną misję działalności gospodarczej, a w konsekwencji- lepsze dopasowanie do oczekiwań nabywców. Co więcej, obecność ekspertów jest świetną okazją do czerpania wiedzy i inspiracji dla przyszłych projektów. Jest to praktyczne dla wszystkich przedsiębiorców, których interesuje transport, spedycja i magazynowanie.

Jednak, outsourcing logistyczny znacznie wykracza poza ramy logistyki. Wprowadzane modyfikacje równoważą kompleksowe zarządzanie biznesem, co zwiększa jego elastyczność, dyspozycyjność kadr administracyjnych, a nawet moce przerobowe personelu do zarządzania zasobami ludzkimi. Takie podejście sprawia, że organizacja jest nowoczesna, wydajna i zdolna do szybkiej reakcji na nieprzewidziane okoliczności.

Outsourcing logistyki wpływa pozytywnie również na generalny kapitał instytucji. Korzystanie z zewnętrznego potencjału powoduje redukcję kosztów pracy oraz zmianę ich rangi- ze stałych na zmienne. To jednak nie wszystko, ponieważ oszczędności uzyskane na gotowych rozwiązaniach logistycznych, mogą zasilić nowatorskie inwestycje.

Tego typu zestaw wartości sprawia, że przedsiębiorstwo buduje silną przewagę konkurencyjną oraz wiarygodność dla kontrahentów. Czy jest to istotne? Według danych Stacka, 86% ankietowanych wskazało autentyczność, jako główną motywację do wsparcia danej marki, co przekłada się na realne zyski. Outsourcing logistyczny pomaga zapewnić satysfakcję konsumentów oraz ekspansję usług.

Wady outsourcingu logistyki

Wszystkie zagrożenia łączą się z podjęciem niewłaściwej współpracy. Outsourcing logistyki oznacza bowiem rezygnację z kontroli nad częścią procesów zamówieniowych, a w rezultacie- brakiem bezpośredniego kontaktu z klientem.

Obawy wynikają również z konieczności wymiany danych wrażliwych oraz raportów ekonomicznych. Skuteczność tego mechanizmu opiera się na częściowym uzależnieniu od partnera zewnętrznego.

Rezultat podjętych decyzji bazuje na wcześniejszym przygotowaniu i rzetelnym przestudiowaniu dostawców usług. Wybór zawodowego i doświadczonego operatora może zamienić ukazane zagrożenia w mocne strony.

Z jakimi kosztami wiąże się wdrożenie outsourcingu logistycznego w firmie?

Outsourcing logistyczny jest niekwestionowanym wsparciem i solidną inwestycją dla wielu korporacji, co wiąże się z pewnymi opłatami. E-commerce, transport, spedycja- każda działalność wyróżnia się własnym formatem kosztów, ale istnieją także wspólne wydatki. Jakie?

Marża operatorów zależy od umiejętności, doświadczenia i kompetencji, ale warto zwrócić uwagę na inny rodzaj opłat. Koszty niewłaściwej strategii, ciągłego śledzenia zachowania podwykonawców, nieplanowanych działań, obniżonej jakości i zwrotów.

Takie formy niezrównoważonego finansowania sprawiają, że rentowność ulega zmniejszeniu. W celu wyeliminowania przykładów niegospodarności, warto dokładnie przeanalizować ofertę i predyspozycje wyspecjalizowanych podmiotów. Wówczas, outsourcing logistyczny jest lokatą w przyszłość.

Kiedy outsourcing logistyki jest opłacalny?

Dochodowość całego procesu nie posiada ograniczeń lub limitów. Outsourcing logistyczny przyniesie wartość każdej firmie, która pragnie skupić się na podstawowym kierunku pracy, bez angażowania najpotrzebniejszej siły roboczej.

Korzyści płyną z dwóch źródeł- zdobywania nowych kontraktów i obsługi bieżących oraz oszczędności, które wynikają z użytkowania zewnętrznej infrastruktury, ludzi oraz know-how. Skuteczny outsourcing logistyki gwarantuje zwrot kapitału oraz stabilizację pozycji rynkowej.

Dlaczego warto zainwestować w pozycjonowanie stron internetowych?

Zastanawiasz się właśnie, czy pozycjonowanie stron internetowych to coś dla twojej firmy? A może SEO i optymalizacja to pojęcia, które brzmią obco i niezrozumiale? Trafiłeś w dobre miejsce, ponieważ dziś wyjaśniamy wszystko, co powinieneś wiedzieć o pozycjonowaniu i SEO.

Dlaczego twoja strona potrzebuje pozycjonowania?

Pozycjonowanie strony internetowej jest ściśle powiązane z SEO. To jedna z najskuteczniejszych form marketingu internetowego, która niesie za sobą wiele pozytywnych, a co najważniejsze mierzalnych efektów. 

Co to SEO?

SEO to skrót od Search Engine Optimization, co  w wolnym tłumaczeniu oznacza optymalizację treści pod kątem wyszukiwarek. A konkretnie wyszukiwarki Google. SEO to nic innego jak proces, który pozwala poprawić ilość i jakość ruchu na stronie (szczególnie ważne przy sklepach internetowych) przychodzącego z wyników organicznych wyszukiwarki. 

To między innymi dzięki szeroko pojętym działaniom SEO (praca z treścią i optymalizowanie jej tak, by roboty indeksujące zostały na nią odpowiednio naprowadzone) twoja strona jest widoczna na wysokich pozycjach w wyszukiwarce Google po wpisaniu konkretnego hasła, związanego z branżą, w której działasz. 

Pozycjonowanie – co to takiego?

Samo pozycjonowanie strony to natomiast proces, który zaczyna się od dokładnej analizy wybranego portalu. Nie ma szans na odpowiednie i efektywne działania, dopóki nie poznasz słabych aspektów twojej witryny. Niezbędna jest również analiza konkurencji, co pozwoli ci na wdrożenie właściwych kroków (m.in. poprawienie struktury portalu, ingerencja w kod, szablon strony, układ, linkowanie wewnętrzne), dzięki czemu twoja strona zyska lepszą pozycję w sieci. 

Warto zaznaczyć, że algorytm Google nieustannie ewoluuje, a co za tym idzie, zmieniają się również wytyczne, wpływające na pozycję strony w wyszukiwarce. Dlatego pozycjonowanie to nieustanny proces, polegający na skoordynowanych działaniach w obrębie marketingu internetowego. 

Możesz więc mieć najbardziej przejrzystą i czytelną stronę w internecie, oraz najniższe ceny w sklepie, przy dobrej jakości produktów. Nic ci jednak po tym, jeśli potencjalny konsument nie trafi na twoją witrynę po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwy przedmiotu lub usługi, która go interesuje, a które ty akurat oferujesz. I tutaj właśnie z pomocą przychodzą optymalizacja i pozycjonowanie, prowadzone przez ekspertów: https://sempai.pl/oferta/pozycjonowanie-i-optymalizacja/

pozycjonowanie SEO

Jakie korzyści dają pozycjonowanie i optymalizacja?

Ustaliliśmy już, że SEO i optymalizacja sprawiają, że twoja strona jest lepiej widoczna w sieci dla wszystkich tych, którzy poruszają się w tematycznym obrębie twojego biznesu. W jaki sposób jednak dokładnie przekłada się to na twoje zyski oraz jakie korzyści ma z tego tytułu marka?

  • Rośnie wartość ruchu na stronie.
  • Zyskujesz nowych użytkowników, a co za tym idzie, potencjalnych klientów.
  • Świadomość marki rośnie.

Im częściej twoja witryna będzie pojawiać się w kontekście wpisywanych w wyszukiwarkę haseł, związanych z usługami lub produktami, które oferujesz, tym większe prawdopodobieństwo, że wejdzie tam użytkownik i dokona zakupu. To pierwszy i najważniejszy krok w budowaniu świadomości konsumentów i rozpoznawalności marki. 

Więcej o pozycjonowaniu i SEO znajdziesz tu: https://sempai.pl/blog/seo-a-pozycjonowanie-stron-co-to-jest-i-jakie-sa-roznice/ 

Działania SEO on-site oraz off-site

Działania on-site to wszelkie procesy i zmiany, których możesz dokonać w obrębie strony. To one znacząco wpływają na jej pozycję w wyszukiwarce. Zalicza się do nich, między innymi:

  • tworzenie tekstów na stronę, nasyconych słowami kluczowymi,
  • dbanie o szybkość ładowania strony,
  • optymalizacje zawartych tam treści: jej unikalność, różnorodność i odpowiednia długość,
  • optymalizacja obrazków i kodu witryny.

Natomiast działania zaliczane do off-site to wszystkie te kroki, które podejmujesz poza twoim serwisem, czyli np.:

  • link building,
  • tworzenie wizytówki firmy w Google,
  • dbanie o zgodność danych NAP w różnych miejscach w sieci,
  • prowadzenie mediów społecznościowych.

Pozycjonowanie i optymalizacja to długotrwałe procesy, które wymagają doświadczenia i wiedzy eksperckiej. Ponieważ algorytm Google nieustannie się zmienia, tak ważne jest bieżące śledzenie trendów i wprowadzanie na czas odpowiednich modyfikacji, aby wdrożone kroki przyniosły oczekiwany efekt. 

Zmiany w fotowoltaice od 1. kwietnia 2022 r.

Nowe przepisy wchodzące w życie 1 kwietnia 2022 roku zmieniają rzeczywistość fotowoltaiczną dla nowych inwestycji. Do tej pory nadwyżki energii mogły być przekazywane do sieci energetycznych i odbierane w momencie, kiedy produkcja z instalacji fotowoltaicznych nie pokrywała lokalnego zapotrzebowania na energię elektryczną. System „net-billing” zmienia dotychczasowe sposoby rozliczenia, co sprawi, że myślenie o opłacalności instalacji fotowoltaicznych przyjmuje nowy kierunek.

Z czym wiąże się net-billing?

Net-billing jest systemem rozliczenia instalacji prosumenckich do 50 kilowatów. Nadwyżki energii sprzedawane są przez spółki obrotu, z którymi klienci mają podpisane umowy. Pieniądze przekazywane są w formie depozytu do rozliczenia następnego rachunku za energię elektryczną. Depozytem natomiast jest produkcja energii elektrycznej sprzedana na rynku dnia następnego, która rozliczana jest w miesiącu kolejnym. Wedle nowych przepisów można będzie odebrać 20% nadwyżki depozytu na koniec okresu rozliczeniowego.

Wprowadzenie net-billingu spowodowało dużo zamieszania, które wynika z niepełnej wiedzy i obaw przed zmianą i nowym, do którego nie jesteśmy przekonani. To naturalne. Fotowoltaika po 1 kwietnia nadal będzie opłacalnym trendem, Taki sposób rozliczania obowiązuje obecnie w większości krajów europejskich i nie jest to nowością w OZE. Jest to jedynie pewna nowość, która weszła do Polski. Potrzebujemy trochę czasu, aby zaadoptować się do zmian i wyciągać właściwe wnioski – mówi Piotr Kisiel, dyrektor zarządzający Manitu Solar Sp. z o. o.

Ceny energii są następstwem coraz większego zapotrzebowania

Na wzrost cen energii elektrycznej składa się wiele czynników, a głównym jest wzrost cen surowców do produkcji energii.  Wzrost produkcji energii obserwowany jest na całym świecie co bezpośrednio spowodowane jest rosnącym zapotrzebowaniem na energię.

Zamiast „kopciuchów” częściej instalujemy pompy ciepła, latem używamy klimatyzatorów, podgrzewamy wodę, w coraz większej liczbie domów montujemy sauny.
W ostatnim czasie, podczas ogromnych wichur, kiedy słupy energetyczne zostały uszkodzone, ludzie zostali odcięci od prądu na kilka dni. Oprócz tych, którzy mieli prąd z własnych instalacji fotowoltaicznych.

Czas bezawaryjności starych instalacji energetycznych minął. Koszt ich wymiany nie jest ani tani, ani szybki. Zatem takie sytuacje mogą zdarzać się częściej. Posiadanie własnej instalacji fotowoltaicznej z magazynem energii częściowo zabezpiecza przed sytuacjami kryzysowymi. Jest to ważne dla każdego gospodarstwa domowego, czy przedsiębiorstw – dodaje Piotr Kisiel.

Zapotrzebowanie na energię rośnie, co wiąże się bezpośrednio z cenami energii i surowców, które również rosną. Już w ubiegłym roku obserwowaliśmy znaczący wzrost cen ropy.  Ostatnie wydarzenia w skali światowej potwierdzają wymownie ten trend. Sytuacja w każdej dziedzinie gospodarczej dynamicznie się zmienia. W sektorze fotowoltaiki te zmiany są również nieuniknione.

Nowy system prosumencki nadal będzie opłacalny

Rok 2021 pokazał, że net biling nie jest tak straszny jak go niektórzy malowali. Eksperci patrzyli przez pryzmat I kwartału. Pierwsze doświadczenia rynkowe i ostatni kwartał pokazały jednak, że jest on nadal korzystny, biorąc pod uwagę rachunki rocznego zużycia prądu.

Jak wiadomo konsumenci nie kupują bezpośrednio energii od elektrowni węglowej. Dokonują zakupu na towarowej giełdzie elektrycznej, a nadwyżki nieskonsumowanej energii sprzedają. Nowy system prosumencki polega na tym, że po średnich cenach bazowych będzie odkupowana od nas energia po średniej cenie z danego miesiąca.

Sposób rozliczeń się zmienia, ale nie sposób wykorzystania energii. Nowe technologie oparte są na wykorzystaniu energii i warto być uniezależnionym od rynkowych potentatów energetycznych. Ważne, aby w taki sposób dobierać instalacje fotowoltaiczne, aby dopasowane były do naszych potrzeb – radzi Piotr Kisiel.

Stopa zwrotu instalacji fotowoltaicznej przy założeniu nowych warunków i średniej ceny energii elektrycznej z roku 2020 to nadal około 8-9 latach bez dofinansowań i ulg. Pomimo tego, że UE wymagała zmian prawnych dopiero od początku 2024 roku, nasz rząd zdecydował się na taki ruch już teraz. Nie zmienia to faktu, że ekologia to temat bardzo ważny, dlatego dofinansowania i różnego rodzaju ulgi, będą towarzyszyć sektorowi OZE jeszcze przez długi czas. W związku z tym, ewolucja również w fotowoltaice będzie stale następować.  Warto pogodzić się z tym co już nie wróci i skupić się na rozwiązaniach nowego systemu w taki sposób, aby nie przysłoniło to postępu i oszczędności.

Czy kontekst klimatyczny w tworzeniu przepisów prawnych umożliwi lepszą adaptację do zmian klimatu?

Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy zaprezentował zbiór wytycznych, które w procesie kreowania polityk sektorowych czy tworzenia prawa mogą stanowić wsparcie realizacji przez Polskę założeń unijnej polityki klimatycznej. Eksperci zwracają szczególną uwagę na adaptację do zmian klimatu jako kryterium klimatyczne, które powinno stanowić ważny element podczas procesu prawodawczego, co aktualnie nie zawsze jest uwzględniane.

Zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz adaptacja do skutków postępujących zmian klimatu to dwa największe wyzwania współczesnego społeczeństwa. W zakresie mitygacji, czyli ogółu działań mających na celu ograniczenie skali lub tempa globalnego ocieplenia, a pośrednio jego skutków, prawodawstwo unijne tworzy grunt pod działania zmierzające do osiągnięcia globalnego celu w zakresie zredukowania emisji i eliminowania paliw kopalnych z procesów gospodarczych. Co jednak w przypadku zmian klimatu, które już są realnym wyzwaniem? Odpowiedzią jest adaptacja. Obecnie Unia Europejska w tej kwestii wyznacza wyłącznie ogólne kierunki w tym obszarze, pozostawiając szczegółowe rozwiązania w gestii państw członkowskich.

Jednym z kluczowych obszarów, w ramach którego należy wykonać znaczną pracę, zmierzającą do uwzględnienia kryterium klimatycznego są regulacje prawne. W odpowiedzi na tak zakreśloną potrzebę, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy ekspertów Fundacji Ekonomistów Środowiska i Zasobów Naturalnych do pomocy przy opracowaniu wskaźników (wraz z wytycznymi ich monitorowania), które pozwolą na uwzględnienie problematyki adaptacji do zmian klimatu w toku projektowania dokumentów strategicznych i przepisów prawnych. W założeniach stworzony materiał powinien dać także podstawę do oceny efektywności podjętych działań w zakresie dostosowania społeczeństwa, gospodarki oraz środowiska naturalnego do zmieniającej się rzeczywistości.

– Walka ze zmianami klimatu musi mieć dwuwymiarowy charakter. Równolegle powinniśmy skupić się na podjęciu środków zmniejszających poziom emisji gazów cieplarnianych oraz postawić na działania mające na celu wdrożenie odpowiednich strategii i działań legislacyjnych w zakresie adaptacji do negatywnych konsekwencji wywołanych zmianami klimatu. Tylko działania adaptacyjne oparte o przemyślaną strategię oraz ramy prawne są właściwą odpowiedzią na konsekwencje zmian zachodzących w środowisku, a musimy pamiętać, że beneficjentami działań dostosowawczych staniemy się nie tylko my – będą nimi również kolejne pokolenia. Wskaźniki opracowane w ramach projektu badawczego realizowanego przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy w ramach projektu Klimada 2.0 stanowią narzędzie analityczne, które właściwie wykorzystane z pewnością wspomoże proces podejmowania decyzji w zakresie planowania i tworzenia prawa. W ocenie Instytutu może ono dać szansę na wypracowanie takiego kształtu regulacji, który zapewni zwiększenie zdolności przystosowawczych polskiej gospodarki i społeczeństwa do zmian klimatuwyjaśnia dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB.

Wskaźniki adaptacyjne zaproponowane do wykorzystania w procesie legislacyjnym ujęto według sektorów: środowiskowego, gospodarczego oraz społecznego. Grupa wskaźników środowiskowych uwzględnia obszar rolnictwa, gospodarki wodnej oraz środowiska w zakresie ochrony przyrody i zachowania różnorodności biologicznej. Wskaźniki gospodarcze dotyczą efektywności energetycznej Polski, energii w zakresie infrastruktury energetycznej, a także przemysłu i transportu. Wskaźniki społeczne skupiają się na budownictwie, mieszkalnictwie, planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, zdrowiu oraz turystyce.

Odporność UE na zmiany klimatu do 2050 roku

W czerwcu 2021 r. Komisja Europejska opublikowała Europejskie Prawo o Klimacie (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/1119 z dn. 30 czerwca 2021 r.), które tworzy „ramy służące osiągnięciu postępów w realizacji globalnego celu w zakresie przystosowania się do zmiany klimatu ustanowionego w art. 7 porozumienia paryskiego” (art. 1 akapit 2). Dodatkowo Rozporządzenie zobowiązuje państwa członkowskie do zintensyfikowania działań mających na celu osiągnięcie rezultatów w zakresie obranego celu. Chcąc wyegzekwować realizację założeń, regulacja przewiduje przegląd postępów w realizacji celu poczynionych przez kraje UE. Co ważne, również w ramach porozumienia paryskiego uregulowano prawnie ustalenia stron UNFCCC z 2010 roku w zakresie ograniczenia przyszłego globalnego ocieplenia do wartości znacznie poniżej 2°C w stosunku do poziomu sprzed rewolucji przemysłowej, dając tym samym podstawy legislacyjne do działań w zakresie mitygacji.

Jedno jest pewne. Przystosowanie polskiej gospodarki i społeczeństwa zarówno do adaptacji do zmian klimatu, jak i docelowego ich ograniczenia ich efektów, wymaga opracowania stosownych strategii i stworzenia ram prawnych, umożliwiających praktyczną realizację założeń strategicznych. Niezwykle ważne jest włączenie do tego procesu narzędzi analitycznych, które wykorzystują wskaźniki adaptacyjne, określają zasady ich monitorowania i sposób interpretacji pozyskanych wyników. Dyskusja będąca przyczynkiem do dalszych prac nad tymi rozwiązaniami  jest niezwykle istotna. Dzięki niej, tworzący prawo będą mogli projektować akty normatywne w sposób zapewniający Polsce osiągnięcie ambitnych celów adaptacyjnych, ale też i mitygacyjnych wyznaczonych przez Unię Europejską.

Wpływ wojny na wschodzie na sytuację małych firm produkcyjnych

Aż 81% procent firm produkcyjnych odczuło negatywny wpływ wojny na Ukrainie, a w 12% produkcja została całkowicie zatrzymana. Prodio przebadało ponad 100 firm, aby zobrazować skalę problemu.  

Konflikt zbrojny u naszych wschodnich sąsiadów może znacząco wpłynąć na działalność polskich firm produkcyjnych. Firma Prodio zdecydowała się przeprowadzić anonimowe badanie w celu zobrazowania wyzwań, przed jakimi stanęli polscy przedsiębiorcy. Na opracowany przez firmę raport składa się ponad 100 anonimowo wypełnionych ankiet, w których zapytano osoby zarządzające firmami m.in. o zagadnienia związane z pozyskiwaniem surowców, sprzedażą, planowanymi inwestycjami, zatrudnieniem, a także o zaangażowanie firmy w pomoc Ukrainie.

,,Zdecydowaliśmy się szerzej zbadać rynek, zweryfikować które obszary działalności firm produkcyjnych najbardziej cierpią, dzięki czemu być może uda się wypracować wnioski mogące pomóc zachować stabilność biznesu w obecnej sytuacji.” – komentuje inicjatywę Marek Mrowiec, CEO Prodio.

Prawie 75% firm mocno lub zdecydowanie odczuwa presję kosztową w związku z rosnącymi cenami energii. W tym nawet 25% ankietowanych widzi ryzyko „wywrócenia biznesu”. Najbardziej zagrożone branże to produkcja z metali, firmy powiązane z branżą automotive oraz zakłady stolarskie, a także firmy produkujące skomplikowane produkty o rozbudowanej logistyce, złożonych łańcuchach dostaw, etc.

Najmocniej przeszkadza utrudniony dostęp do stali, półfabrykatów oraz płyt meblowych kupowanych na wschodzie. Wskazywano, że np. Rosja była jednym z głównych dostawców niklu – co w przyszłości może mieć wpływ na cenę i dostępność zawiasów. Dodatkowo w branży obróbki metali czy tworzyw sztucznych mamy kumulację braku dostaw oraz wysokiej chłonności energetycznej; nie tylko energia, ale i ceny granulatów powiązane są z cenami ropy. “Od dwóch tygodni nie ma skąd kupić wyrobów hutniczych, ceny poszły w górę o około 300%. Przestaliśmy produkować jeden z kluczowych detali bo nie mamy z czego. Podwyżki prądu odnotowaliśmy od jakiegoś czasu, natomiast zamówiliśmy butlę gazu i czekamy od 2 tygodni – zwykle płaciliśmy 55 złotych, a teraz aż teraz 90 złotych”. – komentuje obecną sytuację jeden z uczestników badania.

Horrendalne ceny to nie jedyny problem. Również ceny transportu poszły w górę, a także ceny materiałów budowlanych – to z kolei ma wpływ na inwestycje i rozwój. Sporo firm zamraża środki finansowe na zakup surowców, a wolne fundusze przeznaczają na zakupy. I tak tworzy się przysłowiowe “błędne koło”.

Wśród ankietowanych aż 54% firm wstrzymuje się z inwestycjami (rozbudowa firmy / zakup maszyn / zakup oprogramowania/ sprzętów) na czas kilku miesięcy (13%) lub bezterminowo (24%). Nie jest niespodzianką, że największe zatrzymania dotyczą branż odczuwających najdotkliwiej skutki problemów z zaopatrzeniem i obciążonych wzrostami cen energii.

Dla 42% firm obecna sytuacja jest bez znaczenia. Można powiedzieć, że wszystko toczy się według wcześniejszego planu, bez większych zmian. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że realizowane obecnie działania są wynikiem planowania wcześniejszego (połowa/ostatni kwartał 2021) lub inwestycje są realizowane w ramach wydatków zaplanowanych na pierwsze trzy miesiące 2022.

Do tej kategorii można także zaliczyć firmy, które są w trakcie realizacji szeroko zakrojonych projektów (budowa nowej hali, gruntowna modernizacja) – tu przysłowiowa “machina” poszła już w ruch i trudno jest ją tak po prostu zatrzymać w trakcie zmian, gdy poniesiono już konkretne koszty.

Tak więc choć koniec roku zakończył się w przemyśle z delikatnym optymizmem, poszedł on szybko w zapomnienie wraz z podwyżkami cen energii i cen surowców energetycznych.

Mimo problemów z surowcami dla większości firm – 55% badanych – sprzedaż pozostała na tym samym poziomie, czyli właściwie nie odnotowały one większych zmian. Tylko 25% respondentów stwierdziło, że sprzedaż nieznacznie spadła, a 10% ankietowanych firm zanotowało duży spadek sprzedaży.

Utrata rynku ukraińskiego oraz zamknięcie rosyjskiego miały bardzo podobne skutki, jeśli chodzi o sprzedaż – dla około 60% firm nie miały żadnego wpływu, a tylko 35-38% ma skutki negatywne.

Wbrew medialnym doniesieniom o obywatelach Ukrainy masowo wyjeżdżających na wojnę i pozostawiających dotychczasowe miejsca pracy okazało się, że tylko dla 16% firm był to problem, a jedynie 4% ankietowanych znacząco odczuło odpływ takich pracowników. Przeważająca większość firm produkcyjnych bezpośrednio nie odczuła odpływu pracowników z Ukrainy (69.5%). Ucierpiały najbardziej branże powiązane ze stolarstwem oraz skomplikowanymi produktami/produkcją seryjną, gdzie na małych liniach produkcyjnych przy bardziej ustandaryzowanych pracach pracowało najwięcej osób ze wschodu.

Z kolei tylko około 10% firm widzi bardzo dużą szansę na zatrudnienie kobiet napływających z Ukrainy. Dla 43.8% badanych jest to mało realna możliwość. Prawdopodobnie wynika to ze specyfiki branżowej i warunków pracy na produkcji – to środowisko trudne i często wymagające siły fizycznej, stąd preferencyjne zatrudnienie dla pracowników płci męskiej. Jednocześnie w branżach, gdzie taka praca jest możliwa, pojawiły się oferty skierowane do kobiet z Ukrainy, a 20% firm widzi spore możliwości ich zatrudnienia. Są to branże dalekie od zdominowanej przez mężczyzn prostej obróbki metali i jej pochodnych. Pracę kobiety mogłyby znaleźć w branży reklamowej, szwalniach i innych, powiązanych z produkcją seryjną / usługami około produkcyjnymi. “Nie zatrudniliśmy do tej pory żadnych pracowników pochodzenia ukraińskiego. Myślę, że jeżeli będą znali się na robocie, to będziemy zatrudniali, ale na pewno nie za niższe stawki” – komentuje możliwość zatrudnienia imigrantów ze wschodu przedstawiciel jednej z badanych firm.

Prawie połowa respondentów (44.8%) nie była w stanie określić czy finalnie koszt zatrudnienia pracownika wzrośnie czy zmaleje. Padały komentarze, że to “wróżenie z fusów”,  gdyż sytuacja jest dynamiczna i nie do przewidzenia.

Szanse na zatrudnienie zwiększają się wraz z wielkością przedsiębiorstwa: jeśli firma zatrudnia powyżej 25 pracowników, częściej deklarowano chęć zatrudnienia pracowników z Ukrainy.

Pytanie otwarte o rządowy program wsparcia firm w związku z sytuacją na Ukrainie wzbudziło sporo emocji. I choć zdania były podzielone, około połowa badanych spodziewałaby się jakiś działań ze strony rządzących. Pytani o sugerowaną formę wsparcia najczęściej wskazywali na pomoc finansową, ulgi podatkowe i odliczenia, dotacje unijne, wsparcie merytoryczne.

Dodatkowo aż 30% firm okazało frustrację z powodu tzw. “Nowego Ładu”.

Zaskakującym wynikiem jest fakt, że 58% firm nie wzięło bezpośrednio udziału w działaniach pomocowych dla Ukrainy, choć 48% z nich deklaruje zaangażowanie do 20% posiadanych zasobów, a jedynie 2% poświęciło ponad 50% zasobów. Przy czym zaznaczono, że prywatnie zaangażowanie w pomoc było dużo większe. Organizowano głównie pomoc rzeczową (zbiórki / przekazywanie sprzętów) – 43.6%, finansową (przekazy pieniężne) – 29.8%, logistyczną (transport) – 25.5% oraz udostępnianie powierzchni noclegowej- 16% czy nieodpłatne udostępnienie własnych produktów/ usług – 13.8% badanych. Wspominano też o pracowniczych urlopach dla tych najbardziej zaangażowanych w pomoc, aktywnym wsparciu pracowników biurowych czy ofertach pracy.

Jeśli firma zatrudniała przed wojną pracowników z Ukrainy to wtedy zaangażowanie było bardzo duże – powyżej 51% zasobów. Pomagano rodzinom pracowników, ściągano ludzi do Polski, organizowano transporty na granicę, przygotowywano miejsca noclegowe i dedykowane stanowiska pracy. Im większa firma, tym większe zaangażowanie w pomoc dla Ukrainy.

Wśród większości respondentów pojawia się “tęsknota za normalnością”: “oby się to już skończyło jak najszybciej i żebyśmy wrócili do rzeczywistości nawet sprzed pandemii”, abyśmy „targali rynek” i po prostu pracowali, robili swoje. W czasie pandemii skutki lockdownów i wyłączenia poszczególnych branż usługowych, rozrywkowych czy wreszcie branży gastronomicznej były odczuwalne niemal od razu. Jedzenie w restauracji trzeba było zastąpić zamówieniami na telefon i/lub “jedzeniem na wynos”, a wizytę u fryzjera znacznie odłożyć w czasie. Prace na budowach zwolniły, wydłużył się czas oczekiwania na zamówienia ze sklepu internetowego czy później już po otwarciu lokali – obsługę w restauracji. Masowo współczuliśmy hotelarzom, firmom z branży fitness i beauty. Skutki wojny na Ukrainie i sytuacja na wschodzie może nie będą tak od razu  odczuwalne, choć mają ogromne przełożenie na produkcję. Przeciętny Kowalski odczuje je na własnej skórze znacznie później – kiedy nie będzie mógł kupić zestawu mebli czy nowego auta, albo będzie mógł je zakupić, ale po wygórowanej cenie, znacznie przewyższającej planowany na zakup budżet i finansowe możliwości.

Raport dostępny jest bezpłatnie: https://bit.ly/35k35Xl

Zwiększona niepewność w prognozach dot. światowego rynku nieruchomości

  • Wojna na Ukrainie osłabiła niedawny optymizm i wywołuje obawy przed dalszym wzrostem i utrzymaniem się inflacji oraz przesunięciem środków publicznych.
  • Koszty materiałów budowlanych i koszty pracy mogą spowodować dalsze opóźnienia w realizacji projektów, które utknęły w martwym punkcie podczas pandemii oraz inicjatyw mających na celu zmianę przeznaczenia budynków.

W kontekście drugiego poważnego wstrząsu gospodarczego, spowodowanego tym razem wojną w Ukrainie i utrzymujących się obaw związanych z inflacją, raport Emerging Trends in Real Estate® Global Outlook 2022 koncentruje się na globalnych perspektywach dla branży nieruchomości, zwiększając nacisk na finansowanie wspierające dekarbonizację nieruchomości. Branża zwraca się do kredytodawców i organów regulacyjnych z prośbą o przyznanie środków na modernizację istniejących budynków i zwiększenie skali niezbędnych technologii klimatycznych.

Emerging Trends in Real Estate® Global Outlook 2022 powstał w oparciu o trzy regionalne raporty Emerging Trends in Real Estate (Stany Zjednoczone i Kanada, Azja i Pacyfik oraz Europa), które zostały opublikowane pod koniec 2021 r. oraz uwzględnił dodatkowe wywiady przeprowadzone przez Urban Land Institute (ULI) i PwC z liderami globalnego sektora nieruchomości, którzy podzielili się swoimi oczekiwaniami na nadchodzący rok. Raport jest kluczowym wskaźnikiem nastrojów w globalnym sektorze nieruchomości oraz trendów inwestycyjnych i rozwojowych na całym świecie.

Prezes ULI Europe, Lisette van Doorn, powiedziała:

„Mając za sobą dwa lata pełne wyzwań, branża nieruchomości szykuje się na jeszcze większą niepewność, i to nie tylko w perspektywie krótkoterminowej. Branża po raz kolejny stoi w obliczu spowolnienia gospodarczego, jednocześnie starając się sprostać długoterminowym trendom strukturalnym, które zostały wzmocnione lub przyspieszone przez pandemię, a teraz także przez inwazję Rosji na Ukrainę. Jedno z kluczowych pytań dotyczy tego, w jaki sposób obecny kryzys wpłynie na program działań ESG. Pandemia już wzmocniła znaczenie ESG dla wszystkich podmiotów związanych z nieruchomościami. Wywiady przeprowadzone dla Global Emerging Trends wskazują w tym roku na jeszcze większe obawy związane z wydatkami kapitałowymi i operacyjnymi, a także z ryzykiem związanym z dostosowaniem nieruchomości do potrzeb.”

Gareth Lewis, Dyrektor, PwC Real Estate, powiedział:

„Nasze badania przeprowadzone na potrzeby tegorocznego raportu Global Emerging Trends in Real Estate uwypukliły pewne zjawiska znane z ostatnich kilku lat. Po zakończeniu pandemii obserwowaliśmy ogólnie wysoki poziom zaufania dla perspektyw dla inwestorów na rynku nieruchomości, spowodowany przede wszystkim dostępnością kapitału poszukującego zysków. Jednak podobnie jak w poprzednich latach, w tle stale obecne są obawy związane z utrzymującymi się skutkami pandemii, trwałością wydłużonego cyklu koniunkturalnego na rynku nieruchomości oraz skutkami zmian strukturalnych, które dotknęły ten sektor. Kryzys w Ukrainie dał jednak nowy powód do obaw, zwłaszcza tych związanych z rosnącą inflacją i stopami procentowymi – wywołując napięcia, z którymi świat nieruchomości nie musiał się zmagać od dziesięcioleci.”

Perspektywy rynkowe

Inwazja Rosji na Ukrainę jeszcze bardziej zwiększa poziom niepewności gospodarczej i rodzi oczekiwania dot. spowolnienia globalnego wzrostu oraz wyższej i bardziej długotrwałej inflacji.

Nuta optymizmu odnotowana przez ULI i PwC pod koniec 2021 r. jest teraz podszyta większą ostrożnością. W branży dominuje pogląd, że wzrost gospodarczy będzie umiarkowany, inflacja osiągnie szczyt i będzie wyższa przez dłuższy czas, a problemy z łańcuchem dostaw będą długotrwale.

Jeszcze przed informacjami o inwazji na Ukrainę wielu przedstawicieli branży „zaczynało obniżać oczekiwania” co do roku 2022 po rekordowych inwestycjach z ubiegłego roku. Oczekuje się, że nowa fala obaw uderzy w zaufanie konsumentów, najemców i inwestorów, co spowoduje spowolnienie procesu zawierania transakcji, zwłaszcza w Europie.

Branża obawia się, że może być zmuszona do radzenia sobie z bardzo szybkimi zmianami w wydatkach rządowych na rzecz polityki obronnej i energetycznej, z pominięciem obszarów, które przynoszą bezpośrednie korzyści nieruchomościom, takich jak infrastruktura i budownictwo mieszkaniowe.

Zarządzanie inflacją

Ponieważ skutki wojny w Ukrainie przybierają na sile, inflacja, która była jednym z głównych powodów do niepokoju w ubiegłym roku, jest obecnie jeszcze większym wyzwaniem, przynajmniej w Europie i USA, a niepewność w tym roku jest jeszcze większa niż w ubiegłym.

Podwyższony poziom inflacji pozostaje problemem, jeśli chodzi o rozwój, właśnie w momencie, gdy branża chce wznowić opóźnione przez pandemię projekty lub realizować inicjatywy mające na celu zmianę przeznaczenia budynków. Koszty materiałów budowlanych i pracy należą do najbardziej odczuwalnych czynników ryzyka dla branży w 2022 roku. Nawet w regionie Azji i Pacyfiku inflacja stanowi dodatkowe wyzwanie, zwłaszcza w odniesieniu do logistyki.

Perspektywy sektora

Większość ankietowanych nadal podtrzymuje tradycyjny pogląd, że nieruchomości są dobrym zabezpieczeniem przed inflacją, ale są znacznie ostrożniejsi w kwestii oceny ryzyka. Może to przyczynić się do wzrostu popytu na operacyjne sektory nieruchomości, ponieważ wiele z nich jest mniej cyklicznych i w większym stopniu zabezpiecza przed inflacją niż główne sektory dzięki możliwości oferowania usług i korygowania ich cen.

Niektórzy inwestorzy myślą raczej o dywersyfikacji – rozłożeniu ryzyka na sektory i regiony geograficzne, co może spowodować, że już i tak silne przepływy kapitału z Zachodu do Azji i Pacyfiku nabiorą większego tempa.

Logistyka pozostaje głównym magnesem dla inwestorów, chociaż wolumen inwestycji w logistykę będzie prawdopodobnie spadać, podobnie jak w przypadku pozostałych nieruchomości. Wyzwaniem dla inwestorów jest ocena różnicy między cenami usług logistycznych na koniec cyklu a niecyklicznym przejściem w kierunku handlu elektronicznego.

Sektor biurowy w Azji nie stoi w obliczu takiego kryzysu egzystencjalnego związanego z pracą zdalną, jak rynki zachodnie. Z kolei w ubiegłym roku wartość transakcji na rynku biurowym po raz pierwszy wyniosła mniej niż 20% łącznej wartości inwestycji w nieruchomości w USA, co oznacza zaskakujący spadek. Po dwóch latach od wybuchu pandemii COVID-19 w Europie i obu Amerykach nadal nie ma jasnego kierunku rozwoju. Jednak w każdym możliwym scenariuszu, firmy będą w przyszłości wynajmować mniej powierzchni. Jest mało prawdopodobne, aby nowozatrudnieni pracownicy i dodatkowa przestrzeń niezbędna do zachowania dystansu społecznego zapełniły powstałe w ten sposób pustostany.

W 2021 r. po raz pierwszy na świecie więcej kapitału zainwestowano w mieszkania niż w biura. Rosnąca atrakcyjność sektora mieszkaniowego od kilku lat znajduje odzwierciedlenie w raportach Emerging Trends w Ameryce Północnej i Europie. Zainteresowanie inwestorów sektorem mieszkaniowym nie słabnie w 2022 r., ale nie słabną również obawy związane z przystępnością cenową. Ankietowani sugerują, że ta sama dynamika podaży i popytu, która doprowadziła do problemu przystępności cenowej mieszkań, z perspektywy rynków kapitałowych jest czynnikiem decydującym o ich odporności. Na przykład takie segmenty, jak mieszkania dla seniorów, mieszkania studenckie i co-living, korzystają z niższego poziomu pustostanów i atrakcyjnych stóp zwrotu skorygowanych o ryzyko w porównaniu z aktywami komercyjnymi.

Przesunięcie kapitału w kierunku budownictwa mieszkaniowego ma jeszcze jeden ważny aspekt społeczny/przystępny cenowo, przy czym trend ten jest bardziej widoczny w Ameryce Północnej i Europie niż w regionie Azji i Pacyfiku. Inwestowanie w budownictwo socjalne jest coraz częściej postrzegane przez inwestorów jako możliwość połączenia stabilnego dochodu z „S” w ESG. Innymi słowy, jest to mądra strategia zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej.

W ciągu ostatniego roku inicjatywy w zakresie zmiany przeznaczenia nieruchomości nabierały tempa, ale istnieje prawdopodobieństwo, że w związku z większą niepewnością na rynku, dynamika w tym zakresie wyhamuje.

Finansowanie dekarbonizacji

Ostatnie wywiady wskazują na jeszcze większą niż rok temu wagę kwestii związanych z ESG i wynikającym z tego ryzykiem przestarzałych lub wyeksploatowanych aktywów. Większa koncentracja najemców na zdrowych budynkach, ich brandach i własnych celach w zakresie zrównoważonego rozwoju przyspiesza starzenie się istniejących budynków.

W raporcie stwierdzono, że organizacje zapewniające kapitał i finansowanie mają możliwość wpływania na podejście branży nieruchomości do kwestii dekarbonizacji i skutków społecznych. Już teraz dokonuje się ogromna realokacja kapitału w kierunku eko-nieruchomości, ale jeśli branża ma osiągnąć swoje cele, pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, zwłaszcza przez kredytodawców i organy regulacyjne.

Na pytanie, czy zrównoważony rozwój środowiskowy ma sens z punktu widzenia biznesu, w dużej mierze udzielono już odpowiedzi. Natomiast „S” w ESG, czyli wpływ społeczny, dopiero raczkuje. Rośnie jednak finansowanie nieruchomości, których celem jest poprawa sytuacji społecznej. Jednak nadal istnieją podstawowe problemy do rozwiązania na rynkach finansowych, zanim rozpocznie się realokacja, która zapewni, że nieruchomości przyczynią się do rozwiązania problemów związanych z kryzysem klimatycznym. Wiodącą rolę odgrywają inwestorzy kapitałowi, którzy w dużej mierze starają się wyprzedzić nadchodzące regulacje. Natomiast podmioty udzielające finansowania, poza godnymi uwagi wyjątkami, wydają się czekać na wprowadzenie regulacji, zachowując się raczej reaktywnie niż proaktywnie, w wykorzystywaniu swoich wpływów, aby pomóc w dekarbonizacji nieruchomości. Wstrzymywanie się kredytodawców z wykorzystaniem swoich wpływów w tym kluczowym momencie historii to naprawdę stracona szansa.

Czasami rynki finansowe tworzą bariery, zamiast je przełamywać. Obfitość płynności finansowej w gospodarce światowej stwarza historyczną okazję do przeznaczenia kapitału na ekologiczne budynki i projekty. Ta sama płynność może jednak zmniejszyć pilną potrzebę działania wśród kredytodawców i inwestorów. Sposób, w jaki nieruchomości definiują budynek ekologiczny, może wprowadzać w błąd inwestorów i kredytodawców, którzy mogą chcieć działać w dobrej wierze, ale w efekcie działają w sposób, który raczej utrudnia niż pomaga w hurtowej dekarbonizacji.

Ankietowani nie są zgodni co do tego, czy ekologiczny kredyt na istniejące aktywa oferuje obniżoną marżę; niektórzy uważają, że tak, inni, że nie. W każdym razie obniżone marże kredytowe, z których czasami mogą korzystać kredytobiorcy, nie są główną korzyścią. Równocześnie bardzo realna staje się „brązowa przecena”, czyli budynki, które nie mają szans na spełnienie standardów zrównoważonego rozwoju określonych przez najemców, inwestorów, organy regulacyjne lub kombinację wszystkich powyższych czynników.

Mnogość norm i przepisów jest postrzegana przez ankietowanych jako główna przeszkoda. Brak porozumienia co do poziomu referencyjnego emisji dwutlenku węgla z budynku lub pomiaru emisji operacyjnej i ucieleśnionej utrudnia finansującym żądanie poprawy lub wyznaczenie celów.

Inną kwestią hamującą rozwój ekologicznych pożyczek jest brak popytu, a przynajmniej brak produktów, na które można by udzielić pożyczki. Jeśli kredytodawcy ograniczą swoje programy kredytowania ekologicznego do istniejących już energooszczędnych nieruchomości, szybko zabraknie im dostępnych budynków do finansowania; w ten sposób nie wprowadzą zmian.

Branża nieruchomości musi współpracować z organami regulacyjnymi na szczeblu miejskim, krajowym i międzynarodowym, aby ujednolicić definicję „zerowej emisji dwutlenku węgla”, sposób pomiaru emisji dwutlenku węgla, klasyfikację budynków ekologicznych, rodzaje celów, które organy regulacyjne i władze zamierzają egzekwować, oraz to, co stanowi kredyt ekologiczny.

Jak stwierdza większość osób biorących udział w raporcie, w idealnym świecie termin „kredyt ekologiczny” nie byłby potrzebny – każdy kredyt byłby kredytem ekologicznym. Ale ten świat jest jeszcze bardzo odległy.

Przyszłość to modernizacja

Dla inwestorów istniejące budynki, które wymagają nakładów kapitałowych w celu zwiększenia ich efektywności energetycznej, stanowią największe wyzwanie i największą szansę. Niektórzy rozmówcy twierdzą, że nigdy nie było lepszego momentu, aby przy niskich stopach procentowych wydawać pieniądze potrzebne na dekarbonizację istniejących budynków.

W branży nieruchomości rośnie świadomość roli, jaką odgrywa węgiel wbudowany w ogólną emisję dwutlenku węgla przez budynek – węgiel emitowany podczas tworzenia i transportu materiałów potrzebnych do jego budowy oraz podczas procesu rozbiórki. Stworzenie nowego, superekologicznego budynku prawie nigdy nie jest najbardziej ekologiczną opcją ze względu na emisję dwutlenku węgla związaną z wyburzeniem tego, co było wcześniej i stworzeniem nowego budynku.

Większość respondentów uważa, że kredytodawcy, a zwłaszcza banki, pozostają w tyle, jeśli chodzi o finansowanie renowacji i ulepszania istniejących zasobów. Często to właśnie fundusze zapewniają finansowanie programów renowacji z wartością dodaną. W przeciwieństwie do wielu banków, te nieregulowane fundusze są postrzegane jako mniej skłonne do posiadania określonej strategii lub ram zrównoważonego rozwoju. Jednak finansując takie renowacje, odgrywają one swoją rolę w zielonej transformacji, nawet jeśli udzielony dług nie jest określany jako „zielona pożyczka”. Ponadto wielu kredytodawców udziela „zielonego finansowania rozwoju” projektom, które po ukończeniu będą miały wysoki wskaźnik efektywności energetycznej, bez uwzględnienia emisji dwutlenku węgla związanej z realizacją projektu. W tym sensie zapewniają oni finansowanie projektu, który wytwarza znaczną ilość dwutlenku węgla, ale mimo to jest uważany za „zielony”.

Inwestorzy nastawieni na wzrost wartości i oportunistyczni o krótkich horyzontach czasowych mogą stać się potencjalnymi orędownikami modernizacji, mimo że nie podlegają regulacjom prawnym i jest mniej prawdopodobne, że mają zdefiniowaną strategię zrównoważonego rozwoju. Ich podejście polegające na kupnie-sprzedaży-remoncie może teraz obejmować również inicjatywy mające na celu wdrożenie standardów zrównoważonego rozwoju w modernizowanych budynkach.

 

Łańcuch dostaw akumulatorów EV – perspektywa 2030

Kraje azjatyckie posiadają około 3/4 zdolności produkcyjnych ogniw baterii. Według raportu „Analiza łańcucha dostaw akumulatorów pojazdów elektrycznych”, opublikowanego przez Automotive from Ultima Media we współpracy z operatorem logistycznym GEFCO, w 2030 roku zdolności produkcyjne Azji wyniosą nieco ponad 55%, podczas gdy Europa i Ameryka Północna będą posiadały według prognoz odpowiednio 33,25% i 9,8% rynku.

Rosnąca w szybkim tempie popularność pojazdów elektrycznych powoduje, że znaczenie lokalizacji produkcji akumulatorów oraz tworzenie łańcuchów dostaw rosną na znaczeniu. Logistyka i koszty dostaw odgrywają tutaj kluczową rolę, ponieważ akumulatory są ciężkie, kosztowne i skomplikowane w transporcie ze względu na przepisy dotyczące transportu towarów niebezpiecznych.

Łańcuch dostaw narażony na wiele zakłóceń

Pandemia bardzo mocno uwidoczniła słabą stronę zakupów z jednego źródła, filozofii szczupłych zapasów i nadmiernego polegania na ograniczonych bazach dostaw. Dodatkowo wyzwania branży potęgują braki na rynku półprzewodników. Ryzyko skoku cen akumulatorów podnoszą tzw. wąskie gardła w dostawach litu oraz niektórych surowców i minerałów. Wreszcie, im dalej źródła dostaw, tym większe ryzyko utraty widoczności przepływów. Takie problemy z dostawami mogą prowadzić do spadków sprzedaży, dodatkowych kosztów i niższych zysków producentów.

Nearshoring w Europie: rzeczywistość w ruchu

Jak czytamy w raporcie Automotive from Ultima Media, opublikowanym we współpracy z GEFCO, szacunkowa wartość kompletnego, europejski łańcucha dostaw baterii, od surowców po recykling, to nawet 250 miliardów euro rocznie i 4 miliony miejsc pracy w całej Unii Europejskiej. Opracowywanie i rozwój akumulatorów jest szczególnie ważne dla państw unijnych w kontekście ograniczania wpływu motoryzacji na środowisko i podnoszenia konkurencyjności sektora motoryzacyjnego.

W 2019 roku Komisja Europejska przedstawiła raport dotyczący strategicznego planu działania na rynku baterii. Strategiczny plan jest oparty na sześciu filarach:

  • zapewnienia zrównoważonych dostaw surowców,
  • wspierania europejskich projektów, obejmujących różne segmenty łańcucha wartości baterii, w tym produkcję ogniw,
  • wzmocnienia wiodącej pozycji w przemyśle poprzez zintensyfikowane wsparcie UE w zakresie badań i innowacji obejmujące cały łańcuch wartości,
  • rozwijania i wzmacniania wysoko wykwalifikowanej siły roboczej we wszystkich częściach łańcucha wartości,
  • wspierania zrównoważonego łańcucha wartości baterii, tj. wymogów dotyczących bezpiecznej i zrównoważonej produkcji baterii, jako kluczowego czynnika stymulującego konkurencyjność UE,
  • zapewnienia spójności z szerszymi ramami regulacyjnymi.

Specjaliści GEFCO podkreślają, że logistyka baterii do pojazdów elektrycznych jest z natury przykładem doskonałości w łańcuchu dostaw. Opiera się bowiem na coraz większej różnorodności geograficznych miejsc zaopatrzenia i szerokim zakresie czasów tranzytu, co sprawia, że dostarczenie odpowiedniej ilości części w określonym czasie jest bardzo wymagającym zadaniem. Poza tym operatorzy logistyczni, tacy jak GEFCO – którzy specjalizują się w obsłudze branży motoryzacyjnej – muszą podejmować szereg dodatkowych działań i inwestycji, aby dobrze przygotować się na rosnące wyzwania łańcuchów dostaw pojazdów EV. Na przykład, pod koniec 2021 roku, GEFCO poinformowało o realizacji końcowej fazy ambitnego projektu instalacji 290 stacji ładowania pojazdów elektrycznych (EV) na placach składowych w wielu krajach Europy.

Produkcja baterii EV w Europie – uniezależnienie się od dostawców spoza UE

W grudniu 2020 r. Komisja Europejska ustaliła listę ekologicznych kryteriów, które będą musiały spełniać importowane baterie, począwszy od zrównoważenia produkcji surowców po energię używaną w produkcji. Do 2023 roku zasady nie ulegną zmianie. W latach 2024 do 2027 kluczowe elementy baterii – takie jak katody, anody oraz chemikalia, muszą pochodzić z UE. Celem wyznaczonym na 2027 rok jest pełne zaopatrzenie w Europie, odporne i niezależne od dostaw zagranicznych. W konsekwencji Europa zakłada plan wybudowania nowych fabryk akumulatorów do pojazdów elektrycznych, aby docelowo w 2030 roku funkcjonowało 37 podmiotów produkcyjnych o mocy 950 GWh. Nawet jeśli wówczas udział Azji w rynku zmniejszy się do 56,95%, ten kontynent pozostanie liderem na rynku akumulatorów dla EV.

Jak pokazują statystyki, popyt na pojazdy elektryczne w Europie sukcesywnie rośnie. Według danych Licznika Elektromobilności, liczba osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym sprzedanych w 2021 roku  w Polsce wzrosła o 93% (r/r). Z kolei na świecie w 2021 roku samochody elektryczne stanowiły już 6,3% sprzedaży, co oznacza dynamiczny, trzykrotny wzrost w porównaniu do 2019 roku.

PRCH: pandemiczna fala omikron widoczna w odwiedzalności centrów handlowych

  • Wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych w lutym 2022 roku wyniósł 89 proc. w porównaniu do analogicznego miesiąca w 2019 roku i był o 8,3 proc. wyższy od odwiedzalności z lutego 2021 roku
  • Obroty w centrach handlowych w styczniu 2022 roku osiągnęły poziom 87,6 proc. w porównaniu do pierwszego miesiąca 2019 roku
  • Zmiana w rosnącym trendzie obrotów i odwiedzalności centrów handlowych jest spowodowana omikronową falą pandemii, która zamknęła setki tysięcy Polaków w domach na kwarantannie lub w izolacji. Nie bez znaczenia pozostaje również niesprzyjająca sytuacja gospodarcza: rosnąca inflacja, rosnące stopy procentowe, a także obawy konsumentów spowodowane zmianami podatkowymi i  nadspodziewanie wysokimi opłatami za media i energię elektryczną

W styczniu 2022 roku PRCH Turnover Index (wskaźnik obrotów w centrach handlowych) był o 12,4 proc. niższy w porównaniu z analogicznym miesiącem w 2019 roku. Odnotowane na początku bieżącego roku wyniki są przełamaniem dotychczasowego trendu systematycznie rosnących, od maja 2021 roku, obrotów. W minionych miesiącach wzrosty obrotowe sięgały nawet 102 proc. wartości sprzed pandemii. Obroty w centrach handlowych w okresie od maja do grudnia 2021 roku były jedynie o 0,75 proc. niższe niż w 2019 roku i stanowiły 130 proc. obrotów z tego samego okresu w 2020 roku.

Analiza pod kątem wielkości obiektów handlowych wykazała, że najmniejszy (o 6,6 proc.) spadek obrotów w stosunku do 2019 roku zaobserwowano w kategorii dużych centrów handlowych (o powierzchni 40-60 tys. mkw. GLA). Największą (19,6 proc.) różnicę w porównaniu do okresu sprzed rozpoczęcia pandemii odnotowano w obiektach o średniej wielkości (o powierzchni 20-40 tys. mkw. GLA).

Nie wszystkie branże odnotowały negatywne skutki styczniowo-lutowej pandemicznej fali. Najlepiej poradziły sobie firmy z kategorii Żywność, które wypracowały obroty na poziomie 125,8 proc. wyników ze stycznia 2019 roku oraz firmy z kategorii Art. Elektroniczne i AGD, których wynik był lepszy o 9,9 proc. niż wynik tej kategorii w roku 2019.

– Niższa odwiedzalność i obroty w centrach handlowych na początku bieżącego roku są konsekwencją omikronowej fali pandemii, która w styczniu i lutym zatrzymała setki tysięcy Polaków w domu. Nie bez znaczenia pozostaje także sytuacja gospodarcza Polski, która wpływa na nastroje konsumenckie. Kupujący dotknięci przez inflację i rosnące stopy procentowe ograniczyli w pierwszych miesiącach tego roku wydatki na zakupy. W pierwszej kolejności konsumenci zaspokajają podstawowe potrzeby, stąd wzrost obrotów u najemców sprzedających żywność – podsumowuje Krzysztof Poznański, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Oświadczenie prezesa Google i Alphabet Sundara Pichaia po spotkaniu z Mateuszem Morawieckim oraz Premierem Słowenii Janezem Jansą i przedstawicielem rządu Republiki Czeskiej

  • Przede wszystkim pragnę podziękować premierowi Mateuszowi Morawieckiemu oraz premierowi Janezowi Janšy za tę bardzo ważną rozmowę. Dziękuję zwłaszcza za podzielenie się spostrzeżeniami z ich ostatniej wizyty w Kijowie i za zwrócenie uwagi całego świata na straszliwą katastrofę humanitarną, którą obserwujemy w wyniku rosyjskiej inwazji.
  • Nasze myśli niezmiennie są z mieszkańcami i mieszkankami Ukrainy. To naprawdę porażające, gdy widzimy to, przez co przechodzą. Wśród nich są także nasi pracownicy i pracowniczki, którzy mieszkają w tym regionie i mają tam swoje rodziny.
  • Jednocześnie jesteśmy wszyscy zainspirowani tym, jak ludzie w Polsce i całym regionie rzucili się do pomocy, otwierając swoje domy dla uchodźców czy angażując się jako wolontariusze w punktach recepcyjnych. Skala tego wsparcia jest bardzo mocnym przykładem dla świata.
  • Jako Google zobowiązujemy się robić wszystko, co możemy, by pomóc w tej sytuacji. Od początku wojny skupiliśmy się na wsparciu działań humanitarnych, dostarczaniu zaufanych informacji i zwalczaniu dezinformacji.
  • W ramach naszych działań humanitarnych, do tej pory, Google.org oraz pracownicy i pracowniczki Google przekazali ponad 35 milionów dolarów wsparcia finansowego oraz rzeczowego dla organizacji pomagających uchodźcom, w tym ponad 10 milionów dolarów w grantach dla organizacji non-profit odpowiadających na bezpośrednie potrzeby uchodźców przybywających do Polski.
  • Miałem dzisiaj okazję spotkać się z wolontariuszami i przedstawicielami tych organizacji pozarządowych oraz uchodźcami podczas wizyty w naszym Campusie Google for Startups w Warszawie. Trzy tygodnie temu udostępniliśmy część tej przestrzeni na potrzeby organizacji, które chcą świadczyć wsparcie prawne i psychologiczne tym dotkniętym przez wojnę. Poruszające było dla mnie wysłuchać ich bezpośrednich relacji. Jeden z przedsiębiorców dzwonił do nas ze swojej piwnicy w Kijowie. Możliwość wysłuchania relacji o tym, jak angażuje się we wspieranie Ukrainy była jednym z najbardziej wzruszających i inspirujących momentów.
  • Chciałbym dzisiaj ogłosić także kolejne wsparcie, w tym grant przeznaczony na wsparcie uchodźców z niepełnosprawnościami oraz grant i stypendium Google.org dla Tech to the Rescue, polskiej organizacji non-profit, która pomaga łączyć firmy technologiczne i ekspertów-wolontariuszy z organizacjami świadczącymi pomoc humanitarną.
  • Poza wsparciem wysiłków humanitarnych, pracujemy nad zapewnieniem, że sprawdzone i pomocne informacje trafiają do ludzi za pośrednictwem naszych produktów. W Ukrainie robimy to m.in. poprzez wysyłanie informacji o alarmach przeciwlotniczych oraz udostępnienie wskazówek dotyczących lokalizacji schronów i miejsc świadczenia pomocy humanitarnej.
  • Jednocześnie, w ramach tych działań, koncentrujemy się na wyzwaniu, jakim jest walka z dezinformacją. Wagę tej sprawy słusznie podkreślił na naszym dzisiejszym spotkaniu Pan Premier.
  • Przekazałem im, że inwestujemy dodatkowe 10 milionów dolarów w sfinansowanie nowych partnerstw z regionalnymi ośrodkami analitycznymi i organizacjami obywatelskimi oraz we wsparcie społeczności fact-checkerów.
  • Ponadto, nasza jednostka Jigsaw, zajmująca się tworzeniem technologii przeciwdziałających zagrożeniom w sieci, będzie współpracować z lokalnymi ekspertami i naukowcami nad rozwojem nowych metod walki z dezinformacją, a także wspierania ludzi w samodzielnym jej identyfikowaniu.
  • Te inicjatywy stanowią uzupełnienie naszych działań na rzecz walki z dezinformacją.
  • Na YouTube, usunęliśmy już ponad 1200 kanałów oraz 30 tysięcy wideo za naruszenie naszych surowych zasad dotyczących błędnych informacji, mowy nienawiści oraz drastycznych treści. Zablokowaliśmy również na całym świecie kanały, a także aplikacje powiązane z rosyjskimi mediami finansowanymi przez państwo.
  • Będziemy kontynuować współpracę z rządami, aby dalej inwestować w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej oraz wspierać dotkniętych przez wojnę ludzi i ich firmy. A kiedy ta wojna się skończy – będziemy tu – dla Ukrainy i dla regionu – gotowi do wsparcia na dłuższą metę.

Holcim wychodzi z Rosji

29 marca 2022 r. Rada Dyrektorów Holcim podjęła decyzję o rozpoczęciu procesu wychodzenia z rosyjskiego rynku. Decyzja o zbyciu rosyjskiego biznesu jest następstwem wcześniejszej zapowiedzi Holcim o wstrzymaniu wszelkich inwestycji kapitałowych w Rosji.

Prawie ¾ badanych wskazało, że zamierza bojkotować przynajmniej jedną firmę, która nie wycofała się z Rosji na skutek wojny w Ukrainie

Najczęściej deklaracje bojkotu padają w kierunku takich marek, jak: Leroy Merlin, Auchan, Danone, Nestle i Decathlon.

Należy zwrócić uwagę, że badanie wykonano przed deklaracjami firm Nestle i Decathlon o zawieszeniu działalności w Rosji i ograniczaniu działalności Leroy Merlin

Konsumenci zamierzają bojkotować firmy i marki, które nadal chcą działać w Rosji
74 proc. badanych zamierza bojkotować marki, które nadal prowadzą działalność w Rosji pomimo jej napaści na Ukrainę.

Częściej taki zamiar deklarują mieszkańcy miast powyżej 500 tys. oraz osoby powyżej 35 roku życia.

bojkot marek 2022

Opinie popierające bojkot

Wyraźnie więcej badanych wskazywało opinie za bojkotem firm zostających w Rosji. Średnia wartość wyniosła dla nich 57 proc. W przypadku opinii nie wspierających bojkotu było to 38 proc.

Blisko dwie trzecie badanych oczekuje, że polskie firmy przestaną handlować z firmami działającymi w Rosji, a dodatkowo 62 proc. wspiera postulat, że firmy działające w Rosji powinny mieć w Polsce zakaz reklamowania się.

Niewielu mniej respondentów (60 proc.) popiera pomysł, aby polskie sklepy specjalnie oznaczały produkty firm, które nadal działają w Rosji. Tyle samo badanych jest przekonana, że firmom, które nadal działają w Rosji trudno będzie odbudować ich zaufanie.

Polacy wierzą w skuteczność zbiorowego bojkotu ,tzn, że przełoży się on na zmianę decyzji firm działających nadal na rynku rosyjskim – taką postawę przejawia 59 proc. badanych.

Ponad połowa badanych (52 proc.) uważa, że managerowie i kluczowi pracownicy firm kontynuujących działalność w Rosji powinni się zwolnić z pracy.

Oczekiwania społeczne są kierowane nie tylko do osób decyzyjnych, ale również do samych pracowników firm. 57 proc. uważa, że pracownicy polskich firm, które działają w Rosji powinni móc zastrajkować i odmówić wypełniania służbowych obowiązków, a 45 proc. wspiera opinię, że pracownicy takich firm w Polsce powinni wręcz zmienić pracę.

marki bojkotowane przez wojnę w ukrainie
Opinie zdystansowane do bojkotu

Średnia dla opinii akceptujących pozostanie firm w Rosji wyniosła 38 proc. Jest to znacznie mniej niż dla opinii wspierających bojkot.

Sceptycyzm najmocniej jest uwidoczniony jest w opinii że większość krytykujących i tak będzie sięgać po marki firm działających nadal w Rosji (51 proc.)
Tuż za nią uplasował się pogląd, że bojkot przyniesie niewielki skutek, gdyż Rosja zarabia głównie na surowcach energetycznych. Odpowiedziało tak 47 proc. badanych.

Kolejne opinie można rozumieć w kategoriach warunkowego przyzwolenia 47 proc. badanych zgodziło się, ze stwierdzeniem, że są w stanie zaakceptować dalszą działalność firmy w Rosji pod warunkiem, że dostarcza produktów niezbędnych do życia, jak leki, szczepionki, artykuły higieniczne. 42 proc. jako warunek dalszej akceptacji działania w Rosji wybrało zdanie postulujące przeznaczanie istotnych zysków takich firm na pomoc Ukrainie.

Mniejsza część badanych (29 proc.) wskazała, że będzie im trudno zrezygnować z marek działających w Rosji, a co czwarty respondent przyznał, ze odczuwa presję otoczenia, żeby się przyłączyć do bojkotu. Taki sam odsetek badanych stwierdziło, że pomimo wyrzutów sumienia zamierza nadal kupować marki działające w Rosji.

Polacy zapowiadają bojkot marek, które nie wycofały się z Rosji

Deklaracje bojkotu, a realne zachowania

Bojkot konsumencki w reakcji na wojnę w Ukrainie to nie pierwsza taka sytuacja w Polsce i na świecie. W przeszłości wielokrotnie mieliśmy z nim do czynienia w mediach, ale rzadziej w rzeczywistości. Bardzo wielu respondentów deklarowało bojkot, ale faktycznie go nie realizowało. Ich aktywność ograniczała się do aktywności w social mediach.

Tym razem może być inaczej. Jak podał bank PKO BP, w jego danych transakcyjnych widać, że dynamika obrotów kart płatniczych tego banku jest niższa w sieciach handlowych, które pozostały w Rosji, w stosunku do tych, które nie prowadzą tam działalności.

Deklaracje bojkotu, a realne zachowania
Dalsze dane pokażą jak bardzo trwała będzie to tendencja.
Powód bojkotu jest tym razem znacznie ważniejszy niż jakikolwiek wcześniej przypadek. Teraz miliony obywateli odczuwa realny strach o własne bezpieczeństwo i życie. Nie tylko w mediach ale i w rzeczywistości stykają się ofiarami wojny z Uchodźcami.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 21-23.03.2021 r. przez agencję badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie n=1057 Polaków w wieku 16 lat i więcej. Metoda: wywiady online, CAWI. Źródło próby: panel badawczy SW PANEL.

Podstawa wyboru marek na podstawie: https://som.yale.edu/story/2022/over-400-companies-have-withdrawn-russia-some-remain (dostęp 21 marca 2021).

Budżet dostaje nowe obciążenie. Huśtawka na złotym

Dużo rzeczy amortyzujemy ostatnio w Polsce wydatkami budżetowymi. Wiele osób zastanawia się, kto za to wszystko zapłaci. Możemy oczywiście emitować obligacje, te jednak ostatnio zrobiły się mocno kosztowne, co będzie sporym problemem dla naszych finansów.

Huśtawka na złotym

Wczoraj zachowanie polskiej waluty względem głównych walut światowych było mocno zaskakujące. Najpierw od rana byliśmy świadkami wyraźnej przeceny polskiej waluty. Dzień zaczął się z wyceną euro po 4,69 zł, po czym niespodziewanie o 12:00 oglądaliśmy już niemal 4,74 zł. Kolejnym krokiem był powrót w godzinach wieczornych znów poniżej 4,70 zł. Jest to drugi element tego tygodniowego fenomenu. Najpierw byliśmy świadkami piątkowego wyraźnego umocnienia polskiej waluty. Teraz byliśmy świadkami przeceny na otwarciu, która mogłaby sugerować potencjalnie dużą intensyfikację działań bojowych, tej jednak nie było.

Ropa nadal w dół

Czarne złoto zajmuje na rynku miejsce kryptowalut, jeżeli chodzi o inwestycję z największą zmiennością. Od początku konfliktu na Ukrainie dzieje się na tym surowcu bardzo dużo. Wczoraj byliśmy świadkami nie tylko 5-dolarowej luki na otwarciu, ale dodatkowych 7 dolarów przeceny. W rezultacie surowiec, który kończył piątek przy 119 dolarach za baryłkę, poniedziałek zakończył w okolicach 107 dolarów. W tle tego całego zamieszania pojawiły się wyniki ankiety Dallas FED jasno wskazującej na problemy ze zwiększaniem produkcji w USA. To może sugerować, że zaraz zobaczymy ruch w drugą stronę.

Drogi kredyt dla Polski

Wzrost stóp procentowych to nie tylko problem posiadaczy hipotek i powoli pojawiające się lokaty. To również kwestia kosztów obsługi długu. Rentowność 10-letnich obligacji jest obecnie najwyższa od 2012 roku. Jeżeli kolejny miesiąc dołożymy podobny wzrost rentowności, okaże się, że ten rok będzie trzeba kolejny raz zaktualizować. Oznacza to, że budżet zaczyna płacić bardzo istotne odsetki od rolowania zadłużenia. Nasz kraj, pomimo lekkiej ręki obecnej ekipy rządowej, zadłużony jest na szczęście relatywnie nisko w Europie. Nie zmienia to faktu, że będzie nas to drogo kosztować. Węgrzy mają ten sam problem, a mają o ponad ⅓ więcej zadłużenia niż Polska, licząc procentowo względem PKB.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

FPP: Polski Ład – podatek przychodowy do poprawy. Trzeba upraszczać, a nie mnożyć wyjątki

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o poprawienie mechanizmu podatku przychodowego, który został wprowadzony w ramach Polskiego Ładu. Wadliwości mechanizmu podatku minimalnego w formie wprowadzonej w ramach Polskiego Ładu dowodzą stale pojawiające się doniesienia o tym, że jednymi z jego najistotniejszych płatników będą m.in. szpitale wykazujące ujemny wynik finansowy. Wiele grup spółek, takich jak wydobywcze, energetyczne czy lotnicze, zostały już wyłączone z podatku w ramach pospiesznych korekt ustawy. Nie tędy jednak droga – zamiast mnożyć wyjątki należy usunąć podstawowe mankamenty tego podatku.

FPP proponuje wyłączenie z podstawy opodatkowania podatkiem minimalnym najbardziej kontrowersyjnego elementu, czyli przychodu. W zamian za to, aby zrekompensować utracone wpływy do budżetu państwa, proponujemy zwiększyć stawkę podatku od tzw. nadmiarowych płatności pasywnych z obecnych 10% do 20%. W efekcie danina ta obciążałaby wyłącznie podmioty płacące niski CIT, które faktycznie dokonują operacji mogących mieć związek z działaniami optymalizacyjnymi – takich jak płatności odsetkowe na rzecz powiązanych kapitałowo jednostek, lub dokonywanie opłat licencyjnych i zakup usług doradczych powyżej określonego limitu.

„Najważniejszym elementem Polskiego Ładu w CIT, który wymaga pilnej naprawy, jest tzw. minimalny podatek dochodowy. Podatek ten obciąża firmy, które ponoszą straty lub ich poziom rentowności brutto nie przekracza 1% – a wielkość daniny do zapłaty jest uzależniona od wielkości obrotu przedsiębiorstwa. Mechanizm ten od samego momentu jego uwzględnienia w projekcie Polskiego Ładu budził poważne wątpliwości – gdyż w równym stopniu prowadził on do obciążenia podmiotów stosujących mechanizmy daleko idącej optymalizacji podatkowej, jak i tych, które działają w niskomarżowych branżach lub wykazują stratę z przesłanek czysto ekonomicznych, np. spadku popytu. W konsekwencji podatek minimalny w obecnej formie eliminuje w ramach CIT mechanizm automatycznego stabilizatora koniunktury i nakłada dodatkowy ciężar na przedsiębiorstwa znajdujące się w danym momencie w najtrudniejszej sytuacji finansowej. Dzięki wprowadzeniu propozycji FPP w konstrukcji podatku minimalnego, będzie on funkcjonować na zasadach analogicznych do tych wprowadzonych w krajach rozwiniętych, np. USA – przyczyniając się do ograniczania zjawiska unikania opodatkowania, ale jednocześnie nie uderzając w małe krajowe firmy oraz przedsiębiorstwa z niskorentownych branż, doświadczające przejściowych trudności finansowych” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych, zakładający obniżenie pierwszej stawki podatkowej w ramach skali z 17% do 12% oraz zniesienie ulgi dla klasy średniej. Dla osób uzyskujących przychody z indywidualnej działalności gospodarczej przewidziano natomiast możliwość odliczenia co najmniej części zapłaconej składki zdrowotnej od podstawy opodatkowania.

Zaproponowane zmiany stanowią krok w dobrym kierunku, gdyż korygują część najpoważniejszych problemów spowodowanych przez wprowadzony wraz z początkiem bieżącego roku podatkowy Polski Ład, realizując tym samym postulaty zgłaszane m.in. przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Propozycja Ministerstwa Finansów odnosi się jednak tylko do PIT, podczas gdy wiele problemów dla podatników przysparza również część nowych rozwiązań funkcjonujących na gruncie ustawy o CIT. Aby korekta najbardziej palących problemów Polskiego Ładu była kompletna, konieczne jest również znowelizowanie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Jak wynika z szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, wartość transferów zagranicznych z Polski, stanowiących element luki CIT, w 2018 r. wynosiły 17 mld zł, co odpowiadało 0,8% PKB. W warunkach 2022 r., przy założeniu stałej wielkości transferów do PKB, ich wartość można szacować na 21,8 mld zł. Przyjmując, że połowa transferów zostałaby zaliczona jako podstawa zmodyfikowanego podatku minimalnego, wpływy z tego tytułu można szacować na ok. 2,2 mld zł rocznie. Oznaczałoby to, że podniesiona stawka podatku od płatności pasywnych z nawiązką rekompensowałaby dla budżetu państwa rezygnację z przychodowej części podatku minimalnego. Łączny szacowany przez rząd skutek finansowy wprowadzenia podatku minimalnego, jeszcze przed wprowadzonymi wyjątkami dla kolejnych branż, kształtował się na poziomie 2 mld zł rocznie.

Wojna w cyberprzestrzeni

Ważnym elementem w kontekście wojny w Ukrainie jest prowadzona, równolegle do działań militarnych, wojna informacyjna. Informacyjna w zakresie medialnym – czyli przekazu telewizyjnego, prasowego, a także przez internet. To oddziaływanie na podnoszenie morale społeczeństwa ukraińskiego. Stąd rosyjskie ataki na wieżę telewizyjną w Kijowie – jako próba odcięcia administracji ukraińskiej od możliwości przekazu do własnych obywateli. Atakowane są również sieci komórkowe, aby zakłócić wymianę informacji na każdym możliwym poziomie. Dodatkowo mamy jeszcze obszar cyberzagrożeń, prowadzenia wojny w cyberprzestrzeni. Czyli prowadzenia ataków cybernetycznych na infrastrukturę, na środki łączności. Tutaj na pewno struktura NATO bardzo wspiera Ukraińców.

– Społeczeństwo rosyjskie może się okazać istotnym elementem, który może wspomóc w rozwiązaniu tego konfliktu. Bo widzimy, że Rosja bardzo mocno stara się, aby rzeczywiste informacje o prowadzeniu konfliktu, specyfice działań, bezwzględności działania Rosjan nie przedostały się do ich społeczeństwa. Dlatego Ukraina walczy o prawdę i chce doinformować społeczeństwo rosyjskie, spowodować opór, protest i oddziaływanie na decydentów – na prezydenta Putina i na strukturę administracyjną – powiedział serwisowi eNewsroom pułkownik rezerwy Maciej Matysiak, były zastępca Służby Kontrwywiadu Wojskowego. – W zakresie cyberataków mówimy zaś o konkretnych działaniach. To nie są tylko grupy typu Anonymus – czyli wolontariusze, którzy działają z potrzeby własnej woli i chęci. Bardzo dobre doświadczenie posiadają służby krajów bałtyckich – szczególnie Litwy, które same doświadczyły takich ataków i posiadają dobre środki rozpoznania i oddziaływania. Wojna w cyberprzestrzeni na pewno też ma miejsce – ocenia Matysiak.

O ponad 50% mogą w tym roku wzrosnąć w Polsce ceny opakowań kartonowych. Wpłynie to na dalszy wzrost cen np. leków czy artykułów spożywczych

Nawet o ponad 50% mogą w 2022 roku wzrosnąć w Polsce ceny opakowań kartonowych prognozuje Zarząd Grupy Akomex. To przede wszystkim efekt wzrostu cen surowców, w szczególności kartonu i papieru oraz kosztów materiałów eksploatacyjnych, w tym opłat za prąd i gaz, a także między innymi ograniczeń transportowych, w szczególności w transporcie morskim i drogowym. Na podwyżki niewątpliwie wpływ będzie miała także wojna w Ukrainie. Dla niektórych producentów surowców oznacza ona przerwanie łańcucha dostaw ich surowców, kolejne zachwianie cen gazu i energii.  Obserwowane podwyżki w sektorze będą miały także wpływ na wyższe ceny na przykład za leki czy artykuły spożywcze, do których używa się opakowań kartonowych. Zarząd Akomexu przewiduje dalszy wzrost cen opakowań w perspektywie najbliższych miesięcy, to efekt zapowiadanych kolejnych podwyżek głównego surowca, czyli kartonu. Warto także wspomnieć o problemach z realizacją dostaw – producenci kartonu, abstrahując od nieustannych podwyżek cen, nie są w stanie zapewnić terminowej i całościowej realizacji zamówionych wolumenów.

W sektorze opakowań kartonowych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nastąpił gwałtowny wzrost kosztów surowca (nawet o 100%) oraz wszystkich materiałów eksploatacyjnych. Palety używane w transporcie zdrożały o 170%, folia do pakowania o 60%, lakiery i farby używane w procesie produkcji opakowań kartonowych o 20% a same pudła tekturowe używane w transporcie o 40%. Oczywiście trudno też nie zauważyć wzrostu ogólnopolskich opłat za energię, gaz czy makulaturę. Dodatkowo doszły też zmiany w innych sektorach gospodarki, które mają ogromny wpływ na większy popyt na rynku opakowań kartonowych. Zdecydowanie wzrosły wolumeny zakupów przez internet między innymi wskutek pandemii. Nastąpiło także ogromne zapotrzebowanie na opakowania do żywności w okresie ożywienia gospodarczego, kiedy zaczęto znosić obostrzenia wprowadzone wcześniej z powodu zachorowań na Covid. Dodatkowo w Chinach obserwowaliśmy ogromny wewnętrzny popyt na papier, a papiernie w USA wstrzymały produkcję surowca, co znacząco podniosło marżę więc europejscy producenci papieru wolą sprzedawać swoje wyroby klientom ze Stanów Zjednoczonych.

Główny surowiec używany przez nas w czasie produkcji, czyli karton podrożał w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ponad 50% a niektóre jego rodzaje ponad 100%. Nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała się ustabilizować. Niestety także wojna w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję negatywnie wpływają na cały sektor. Co więcej zakłady papiernicze już teraz zapowiadają kolejne podwyżki. To niesie za sobą problemy w ofertowaniu i wycenie naszych wyrobów nawet w perspektywie kwartalnej, nie mówiąc już o półroczu czy roku. Możliwe, że z tego powodu będziemy podpisywać umowy krótkoterminowe z naszymi klientami. Ponieważ w obecnej sytuacji, gdy ceny rosną z dnia na dzień ciężko dokonywać nawet wycen w perspektywie miesiąca. Wszystkie te czynniki zapewne wpłyną na wzrost cen opakowań kartonowych nawet  ponad 50% co może przełożyć się na ceny np. leków czy artykułów spożywczych. Akomex nie ma obecnie większych problemów z realizacją dostaw i nie sprzedajemy bezpośrednio naszych produktów do Ukrainy czy Rosji” – komentuje Grzegorz Łajca, Prezes Grupy Akomex.

Zdecydowanie wzrastają także koszty transportu międzynarodowego. W 2021 roku ceny frachtów wzrosły średnio o ok 10%. Początek 2022 przyniósł kolejne podwyżki w granicach 5%, ale należy spodziewać się kolejnych podwyżek związanych ze wzrostem ceny paliwa i brakiem wykwalifikowanych kierowców. Szacuje się, że w całej Europie brakuje około 400 tysięcy kierowców a w samej Polsce około 120 tys. więc to na pewno przełoży się na dalszy wzrost cen usług transportowych.

„Dodatkowo dochodzą przepisy wprowadzone w Unii Europejskiej mające na celu zmniejszenie zużycia opakowań z tworzyw sztucznych. Są one zastępowane właśnie opakowaniami kartonowymi. To oczywiście dobre, ekologiczne rozwiązanie, ale zwiększony popyt z tego powodu kumuluje się z innymi czynnikami, które powodują wzrost cen w łańcuchu dostaw. Od kilkunastu dni w zasadzie codziennie dostajemy informacje i pisma od naszych dostawców, w tym także producentów papieru, którzy podnoszą nam ceny różnych surowców. My też niestety musimy podnosić ceny naszych produktów, aby zbilansować rachunek ekonomiczny”dodaje Grzegorz Łajca, Prezes Akomexu.

Według różnych szacunków europejski rynek opakowań kartonowych jest wart ponad 10,5 mld USD. Polskie firmy z tego sektora gospodarki należą do najprężniej rozwijających się na Starym Kontynencie dostarczając swoje produkty do wielu krajów. Wartość polskiego rynku opakowań kartonowych szacowana jest na ponad 800 mln USD.

Answear z rekordowymi wynikami za 2021 r.

Answear.com,  wypracował 281,9 mln zł sprzedaży online w IV kwartale 2021 roku, co oznacza wzrost o 77,8 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. Sprzedaż online w całym 2021 r. wyniosła 721,2 mln zł i wzrosła o 66,6 proc. w porównaniu do 2020 r., co przełożyło się na osiągnięcie przychodów ze sprzedaży wg. sprawozdawczości MSSF w kwocie 683,5 mln zł – wzrost o 66,9 proc. w porównaniu do 2020 r. Zaraportowana EBITDA osiągnęła wartość  46,3 mln zł, a zysk netto wyniósł 22,9 mln zł. Osiągnięte w 2021 r. wyniki stawiają Answear.com w czołówce podmiotów z branży e-commerce fashion pod względem dynamiki rozwoju.

Miniony rok pod wieloma względami był dla nas przełomowy. Osiąnęliśmy rekordowe wyniki zarówno pod względem wzrostu sprzedaży  jak i rentowności, pomimo że dla spółki był to rok duzych inwestycji i zagospodarowywania środków pozyskanych w IPO. Z dumą możemy stwierdzić, że w 2021 r. spełniliśmy wszystkie założenia komunikowane w prospekcie, realizując każdy z zapowiadanych celów, a niektóre nawet z nawiązką. Przede wszystkim dynamicznie zwiększyliśmy ofertę produktową z 87 tys. produktów znajdujących się w sprzedaży pod koniec 2020 roku do 145 tys. na koniec 2021 r. Planowane na okres 2-3 lat zwiększenie proponowanej klientom liczby 150 tys. produktów i  500 marek zrealizowaliśmy niemalże w całości w ciągu 1 roku. Ofertę powiększyliśmy głównie w segmencie marek premium oraz średniej półki cenowej, a nasi klienci mogą teraz wybierać spośród takich nowych marek jak: Penny Black, Max Mara Leisure, Victoria Beckham, Stella McCartney, Samsoe Samsoe, Sisley, United Colors of Benetton, Superdry, Boss, Paul&Shark, Tiger of Sweden, Aeronautica Militare, Marella,  Eton,  Lyle&Scott, Chiara Ferragni, Weekend Max Mara, Burton i wiele innych.

Ponadto pod koniec roku rozpoczęliśmy budowę nowego segmentu produktów home&living dla osób szukających inspirujących produktów do domu i na prezenty. Oferta dostępna na Answear została starannie wyselekcjonowana, ograniczona do produktów pasujących do segmentu fashion i lifefstyle zgodnie z naszą strategią marketingową. Kontynuowaliśmy też rozwój marki własnej Answear_Lab, zwiększając jej sprzedaż w 2021 r. o 43% względem poprzedniego roku i powiększając liczbę produktów do ponad 10 tys.

W sposób istotny umocniliśmy pozycję Answear na rynku  przeprowadzając  trzy szeroko zasięgowe kampanie marketingowe z udziałem TV i video on-line na wszystkich rynkach na których spółka funkcjonuje. Otworzyliśmy też z sukcesem trzy nowe rynki – Grecję, Chorwację oraz Cypr – z potencjałem dotarcia do 15 milionów stosunkowo zamożnych mieszkańców – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Rok 2021 r. to również okres dalszych inwestycji w infrastrukturę IT i logistykę. Spółka zwiększyła swoje zdolności operacyjne rozbudowując wielopoziomową antresolę i powiększając powierzchnię składowania w centrum logistycznym w Kokotowie do ponad 50 tys. mkw., oraz uruchamiając nowe studio foto -video.  Answear jako spółka technologiczna, szczególny nacisk kładzie na rozwój systemów IT, posiada własny zespół deweloperów odpowiadających za projektowanie głównych systemów spółki.  W ubiegłym roku zakończony został  proces przepięcia na nową własną platformę e-commerce z zaawansowanymi rozwiązaniami, wykorzystującymi osiągnięcia sztucznej inteligencji. Powyższe inwestycje, jak również uruchomienie aplikacji mobilnej na każdym z rynków, podnoszą sprawność operacyjną i poprawiają doświadczenie zakupowe klientów, co jest  widoczne w znaczących wzrostach wskaźników operacyjnych takich jak konwersja, średnia wartość zamówienia, częstotliwość zakupów, czy powracalność klientów.

– Poczynione inwestycje w obszarze produktowym, marketingowym, uruchomienia nowych rynków, jak również w zakresie rozwoju infrastruktury systemowej IT i logistyki z pewnością będą katalizatorem dalszego wzrostu przychodów również w następnych latach i z powodzeniem powinny niwelować ewentualny brak sprzedaży na Ukrainie, lub okresowo zmmniejszony popyt konsumencki niektórych rynków. Udane otwarcia nowych ryków powodują, że zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w następnych latach będziemy kontynuować dalszą ekspansję zagraniczną, aby również w ten sposób zabezpieczyć sobie przyszłe wzrosty. Cieszymy się również z licznych nagród które zdobylismy w ostatnim czasie, jak również z wejścia spółki w skład indeksu sWIG80. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Budownictwo mieszkaniowe wyprowadza się z dużych miast. Drożeją mieszkania w mniejszych miastach

Ceny mieszkań w ciągu ostatnich lat rosły jak na drożdżach. Gwałtowne podwyżki stóp procentowych mogą zahamować ten trend. Prognostykiem w tej sprawie będą dane za 1 kw. 2022. Do końca minionego roku, a także na początku obecnego nie było jednak widać cenowego hamowania. Według analityków deweloperzy coraz chętniej realizują projekty mieszkaniowe w peryferyjnych lokalizacjach i mniejszych miastach. Ceny mieszkań w takich ośrodkach idą w górę.

Za nami ostatni rok stabilnej, mocnej koniunktury. Początek roku 2022 przyniósł wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Niepewność związana z rosnącymi kosztami kredytowania, wojną na Ukrainie, inflacją i pozostałymi czynnikami przekłada się na wyraźne wyhamowanie akcji kredytowej, co musi uderzyć w popyt.

Eksperci PKO BP podkreślają, że choć zeszły rok jeśli chodzi o akcję kredytową zakończył się rekordowo –  wartość sprzedanych kredytów wyniosła 85,7 mld zł – najwięcej w historii rynku hipotecznego w Polsce – to jednak widać już wyraźne symptomy hamowania. W lutym 2022  wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe zmalała aż o 29,2% rok do roku, a liczba zapytań – o 36,3%.

Do końca ubiegłego roku ceny mieszkań rosły. Jak będzie w tym? Eksperci przyznają, że wszelkie przewidywania obarczone są dużą dozą niepewności. Mimo trudnej sytuacji gospodarczo – politycznej, ciągle jeszcze zakładają, że mieszkania –  choć wolniej – to jednak będą drożeć. Wszystko dlatego, że wysokie ceny gruntów i robocizny będą ograniczały podaż nowych nieruchomości, co powstrzyma ceny przed spadkiem. Warto dodać, że w niepewnych czasach nieruchomości ciągle postrzegane są jako dobra alternatywa inwestycyjna.

Co więcej – eksperci wskazują na ciągle wysoką koniunkturę na rynku najmu, wzmacnianą jeszcze przez fale uchodźców, którzy docierają do Polski (docelowo nawet 3 mln osób). Eksperci PKO BP podkreślają, że: Na rynku wynajmu w 4q 21 stawki wyraźnie kształtowały się powyżej poziomu z 1q 20, tj. przed wybuchem epidemii COVID-19 w Polsce. Powrót do sytuacji sprzed epidemii potwierdzają też notowania stawek ofertowych wynajmu. Od sierpnia 2021 we wszystkich analizowanych miastach stawki rosną. 

Taki stan rzeczy będzie skutkował zainteresowaniem zakupami mieszkań w celach inwestycyjnych. W zeszłym roku wzrost cen wynosił kilkanaście procent. Wg analityków PKO BP w scenariuszu bazowym mieszkania zdrożeją w tym roku tylko o około 3 procent, na co będzie się składać przede wszystkim spadek zainteresowania i zdolności kredytowej kupujących. Spadkom cen zapobiegnie jednak ograniczenie podaży mieszkań związane ze wzrostem kosztów realizacji inwestycji mieszkaniowych.

Co ciekawe – eksperci zauważyli, że w ostatnim kwartale minionego roku – gdy mieszkania ciągle mocno drożały , to wśród lokalizacji wojewódzkich najszybciej szły do góry ceny w mniejszych stolicach regionów. O ile na koniec zeszłego roku na głównych rynkach – w Warszawie i w 6 największych aglomeracjach mieszkania podrożały o 10 – 13 proc. rok do roku, to w mniejszych miastach wojewódzkich odnotowano wzrost cen na poziomie  13-16%.

Takie dane mogą wydają się korespondować z informacjami o rosnącej podaży mieszkań w lokalizacjach “drugorzędnych”, a więc poza głównymi miastami. Deweloperzy obecnie w większym stopniu stawiają na inwestycje właśnie w takich miejscach. Ceny nieruchomości w mniejszych ośrodkach są oczywiście wyraźnie niższe niż w wiodących aglomeracjach, ale również rosną.

Budownictwo wyprowadza się z miast

Eksperci wskazują na to, że w 2021 roku  w stosunku do roku wcześniejszego zwiększył się odsetek mieszkań oddawanych w powiatach ziemskich kosztem powiatów grodzkich. Udział tych pierwszych spadł z 48 proc. w 2020 roku do 43 proc. w roku ubiegłym. Wg analityków PKO BP jest to zjawisko spójne z rosnącym popytem na nieruchomości poza głównymi metropoliami, co z kolei przekłada się na ich ceny. Analitycy zaznaczają, że nie chodzi tu o inwestycje w miejscowościach satelickich bezpośrednio przyległych do aglomeracji. Rośnie podaż nieruchomości deweloperskich w drugim kręgu wokół największych miast.

Eksperci podkreślają, że  taki stan rzeczy ma zarówno przyczyny podażowe, jak i popytowe:

Z jednej strony, pandemia wzmocniła trend poszukiwania mieszkania w regionach o walorach przyrodniczych czy atrakcyjnych turystycznie. Z drugiej strony, istotną barierę dla budowania w dużych miastach stanowi ograniczona dostępność gruntów i ich wysokie ceny. Przypomnijmy, że w okresie ostatniego boomu mieszkaniowego cena gruntu w przeliczeniu na metr kwadratowy PUM rosła nawet dwukrotnie szybciej niż cena metra kwadratowego mieszkania. Nie bez znaczenia dla zjawiska przesuwania się aktywności budownictwa z miast w kierunku powiatów ziemskich jest również odczuwalna poprawa infrastruktury komunikacyjnej w ostatnich latach napisano w analizie “Puls Nieruchomości: budownictwo mieszkaniowe wyprowadza się z dużych miast”.

Prowincja w budowie

Analitycy zaznaczają, że nie wszędzie w mniejszych ośrodkach widać ożywienie budownictwa deweloperskiego. Dotyczy to – jak już wspomnieliśmy – głównie drugiej linii miejscowości okalających metropolie. Wzmożona podaż nie występuje już jednak w bardziej oddalonych lokalizacjach – chyba, że wyróżniały się istotnymi inwestycjami infrastrukturalnymi, bądź potencjałem turystycznym. Przykładem może być choćby Kotlina Kłodzka na Dolnym Śląsku.

Zmiany nasilenia budownictwa deweloperskiego pokazuje poniższa mapa, z raportu PKO BP.

Wykres 1 budownictwo deweloperskie

Za ile mieszkania na “prowincji”?

Z całą pewnością w związku z ciągle dużym zapotrzebowaniem na mieszkania (także do wynajęcia) i jednocześnie rosnącymi kosztami kredytowania, lokalizacje nie-wielkomiejskie będą zyskiwać na popularności. Ceny mieszkań w takich miejscowościach w ostatnim czasie mocno rosły. Czy tak będzie nadal – to się okaże. Jak już wspomnieliśmy -mimo wyraźnego spadku zainteresowania kredytami, a więc finalnie osłabienia popytu na mieszkania, pole do obniżek cen nieruchomości przez deweloperów nie jest duże, z uwagi na koszty pracy, materiałów budowlanych i ziemi. Firmy więc najprawdopodobniej będą ograniczać podaż, co z kolei przełoży się na wyhamowanie spadku cen.

Jak kształtują się stawki za mieszkania w mniejszych lokalizacjach? Sprawdziliśmy to na przykładzie ofert z portalu RynekPierwotny.pl w województwie mazowieckim, w drugiej linii miejscowości sąsiadujących z Warszawą. Mowa więc o dystansie około 20 – 30 km od centrum stolicy.

Ostatnie dane kwartalne NBP odnoszące się do stawek za mieszkania na rynku pierwotnym w Warszawie dotyczą IV kw. 2021. W tamtym okresie średnia cena transakcyjna 1 mkw. nowej nieruchomości wynosiła 11630 zł.

W miejscowościach oddalonych o 20 – 30 km. rzeczywistość cenowa jest zupełnie inna. Dla przykładu – w Błoniu – nieco ponad 30 km na zachód, za metr kw. nowego mieszkania w projekcie Apartamenty nad Stawami trzeba zapłacić od 5850 zł/mkw.

W nieco bliżej położonym Ożarowie Mazowieckim ceny okazują się już wyższe. Metr kwadratowy nowego mieszkania w projekcie Osiedle Arche kosztuje od 7000 zł wzwyż. W Jankach – na południe od stolicy – za 1 mkw. mieszkania w zabudowie szeregowej płaci się od 6200 zł w górę. Za 123 – metrowy dom należy zapłacić od 789 000 do 839 000 zł. Im bliżej miasta, tym oczywiście drożej. Nie bez znaczenia jest dobre połączenie drogowe. W Starej Miłosnej, niecałe 20 km na wschód od centrum Warszawy, metr kwadratowy mieszkania w projekcie Raveli Residence kosztuje już blisko 10 tys. zł.

W Wołominie – 25 km na północy wschód, nowe mieszkania w inwestycji Toruńska Wołomin zaczynają się od 6300 zł/mkw. Za nieruchomości o metrażach 57 do 78 mkw. Trzeba zapłacić od 385 do 494 tys. zł.

Podsumowanie

Przegląd ofert z miast sąsiadujących z Warszawą pokazuje, że mimo zwyżki cen nieruchomości w takich ośrodkach ciągle pozostają bardzo atrakcyjne cenowo względem metropolii. Widać też jednak, że coraz więcej inwestycji zbliża się pod względem stawek do poziomu z warszawskich peryferii. Tak więc tzw. prowincja, choć nie głęboka, ciągle pozostająca w sąsiedztwie dużych miast i wyróżniająca się dobrym skomunikowaniem – również drożeje. Jak będzie dalej, w obliczy zawirowań gospodarczo – politycznych? Pierwsze wskazówki na ten temat otrzymamy wraz z danymi za I kw. 2022.

Dane z sądów: Frankowicze odpuszczają Warszawę. Walka z bankami przenosi się do innych miast

Z danych uzyskanych z ponad 40 sądów okręgowych wynika, że od początku stycznia do końca lutego br. wpłynęło do nich niemal 10 tysięcy tzw. spraw frankowych. To o blisko 2% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Do tego widać, że w większości sądów wzrosty rdr. są na poziomie kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu procent, ale odnotowano też większe. Prawie połowa pozwów trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie. Na kolejnych miejscach znajdują się jednostki w Gdańsku i Poznaniu oraz we Wrocławiu. 

Niewielki wzrost

Jak wynika z danych udostępnionych przez 45 sądów okręgowych, w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. wpłynęło do nich blisko 10 tys. spraw frankowych. To nieznacznie więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 9,8 tys. Patrząc na statystyki z poszczególnych miesięcy, widzimy, że w styczniu br. nastąpił wzrost rdr. o 31% (2021 rok – ok. 4,8 tys. złożonych spraw, 2022 rok – niespełna 6,3 tys.). Natomiast w lutym br. odnotowano już spadek o 26,2% (2021 rok – ok. 5 tys. pozwów, 2022 rok – prawie 3,7 tys.).

– Wpływ 10 tys. spraw w ciągu dwóch miesięcy to naprawdę dużo. Natomiast niewielki wzrost w stosunku do roku poprzedniego może wynikać z wysokiego kursu franka szwajcarskiego. Część kredytobiorców liczy na zawarcie ugód z bankiem. Może także działać polityka niektórych kredytodawców, polegająca na masowym pozywaniu klientów w celu osiągnięcia efektu odstraszającego wobec osób, które nie wystąpiły jeszcze na drogę sądową. W wielu przypadkach bankom to się udało. Często kredytobiorcy wstrzymują się z decyzją o wniesieniu pozwu do sądu. Moim zdaniem, niepotrzebnie się wahają, gdyż roszczenia banków są nieuzasadnione – komentuje warszawski adwokat Jacek Mikołajonek.

W większości sądów okręgowych widać rok do roku wzrost liczby złożonych spraw frankowych, przeważnie o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent rdr. Ale są też większe wyniki. W Sądzie Okręgowym w Siedlcach odnotowano skok o 109,1% (początek 2021 roku – 33, początek 2022 roku – 69), a w Suwałkach – o 100% (odpowiednio 9 i 18).

– Coraz większa liczba pozwów w sposób oczywisty prowadzi do wydłużenia czasu rozpoznania sprawy, gdyż nie zwiększa się liczba sędziów i pracowników administracyjnych sądów. Kredytobiorcy muszą się uzbroić w cierpliwość, oczekując na wyznaczenie terminu rozprawy. Pozywający chciałby, by jego sprawa została rozpoznana jak najszybciej. Natomiast bank ma interes w przedłużeniu procesu i odroczeniu w czasie konieczności zapłaty określonej kwoty wynikającej z wyroku sądowego – analizuje adwokat Milena Mocarska, specjalizująca się m.in. w prowadzeniu spraw frankowych.

Ruch w Warszawie

Zdecydowanie najwięcej spraw frankowych wpływa do Sądu Okręgowego w Warszawie. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku złożono 4542 pozwy, a w analogicznym okresie ub.r. było ich 4658. Jak podkreśla Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych SO w Warszawie, niewątpliwe stały, bardzo duży wpływ nowych spraw do XXVIII Wydziału Cywilnego przekłada się negatywnie na tempo rozpoznania. Obecnie w ww. Wydziale orzeka 21 sędziów, a liczba czynnych spraw przekracza 23,5 tys. W kilku referatach terminy rozpraw są już wyznaczane nawet na wiosnę 2023 roku.

– Do niedawna mówiło się, że najlepiej złożyć pozew w Warszawie z uwagi na liczne przychylne dla konsumentów orzeczenia. Z czasem do klientów zaczęły docierać informacje o kolejnych korzystnych wyrokach w innych sądach. Dzięki temu kredytobiorcy coraz częściej decydują się na złożenie pozwu w sądzie znajdującym się w okręgu ich miejsca zamieszkania. To będzie prowadzić do zmniejszenia udziału pozwów składanych w Warszawie w stosunku do innych jednostek – zaznacza mec. Mocarska.

Biorąc pod uwagę liczbę złożonych spraw frankowych w pierwszych dwóch miesiącach tego roku, widać, że na kolejnych miejscach znajdują się sądy okręgowe w Gdańsku – 725 (analogiczny okres 2021 roku – 504), w Poznaniu – 511 (500) oraz we Wrocławiu – 461 (400). Dalej plasuje się Warszawa Praga – 407 (263) i Kraków – 326 (303). Jak stwierdza adwokat Jacek Mikołajonek, najwięcej spraw dotyczących kredytów frankowych trafia do sądów w dużych miastach, z uwagi na miejsce zamieszkania pozywających. W mniejszych miastach kredyty frankowe nie były tak popularne. Mieszka tam także mniej kredytobiorców. Ponadto siedziby kancelarii specjalizujących się w ochronie praw konsumentów przeważnie znajdują się w większych ośrodkach. Według eksperta, często bezpieczniej jest wystąpić z pozwem do sądu, którego orzecznictwo się zna, niż tam, gdzie tego rodzaju spraw jeszcze się nie rozpoznaje.

– Kredytobiorcy powinni zdecydowanie w pierwszej kolejności kierować sprawy frankowe do sądów właściwych ze względu na ich miejsce zamieszkania. Dotyczy to także oczywiście powództw o ustalenie nieważności umów kredytu. Taką możliwość zapewnia im art. 37(2) § 1 kpc oraz dyrektywa 93/13. Skala obciążenia tego typu sprawami w innych sądach okręgowych jest znacznie niższa niż w Sądzie Okręgowym w Warszawie – podkreśla sędzia Sylwia Urbańska.

Z kolei zdaniem warszawskiego adwokata Jakuba Bartosiaka, należy spodziewać się dalszego wzrostu spraw frankowych. Znaczna część kredytobiorców jeszcze nie rozpoczęła walki z bankiem. Odstrasza ich przede wszystkim konieczność wejścia w spór sądowy i długi czas postępowania. Do rozpoczęcia procesu zachęcają ich kolejne korzystne orzeczenia sądów powszechnych, Sądu Najwyższego i TSUE. Rosnące raty i obciążenia budżetów domowych również mogą motywować do wszczęcia działań. I jak dodaje mec. Bartosiak, w drugiej połowie br. oraz w przyszłym roku sądy mogą być jeszcze bardziej obłożone tego typu sprawami.

Sentyment wrócił do poziomu neutralnego

Wczoraj główne amerykańskie indeksy zamknęły się na najwyższych poziomach od 6-7 tygodni (S&P 500 +0,71 proc, DJIA +0,27 proc., Nasdaq Composite +1,31 proc.). Po raz trzeci z rzędu swój historyczny rekord ustanawiał indeks Dow Jones Utilities, który w piątek po raz pierwszy w historii wyszedł powyżej poziomu 1000 pkt. Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeks lekko zwyżkowały (S&P 500 +0,23 proc.).

W Azji dziś rano lekko przeważały wzrosty. Najsilniejszy – +1,1 proc. – notował japoński Nikkei, który być może „cieszył się” z wczorajszego silnego spadku ceny ropy naftowej. Swój nowy historyczny rekord zanotował dziś indonezyjski JCI, ale na koniec sesji tracił 0,44 proc.

Główne indeksy polskiego rynku akcji otworzyły się dziś na lekkich minusach. Wśród składowych sWIG-u zwracał dziś rano uwagę najwyższy od 2011 roku kurs akcji spółki Arctic Paper.

Zwyżka głównych indeksów giełd w strefie euro była silniejsza. DAX (+1,56 proc. przed 10-tą) i CAC 40 (+1,65 proc.) wyszły dziś rano na najwyższe poziomy od końca lutego. Norweski OSE Index był dziś ponownie najwyżej w historii. Portugalski PSI 20 był dziś najwyżej od 2015 roku. Zwracał uwagę silny wzrost rosyjskiego RTS-a (+9,38 proc.).

Wczoraj rentowność 10-letnich obligacji polskiego rządu sięgnęła najwyższego od prawie 10 lat poziomu 5,5 proc. Czeskie 10-latki miały wczoraj najwyższą rentowność od końca 2011 roku (3,98 proc.), a rentowność 10-letnich obligacji rządu Węgier była najwyżej od 2013 roku (6,515 proc.). Rentowność 10-latek Federacji Rosyjskiej stabilizowała się od kilku dni w strefie 13-14 proc. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA wyszła wczoraj na swoje prawie 3-letnie maksimum (2,39 proc.). Podobnie były w przypadku tamtejszych 10-latek, których rentowność przekroczyła wczoraj na chwilę poziom 2,5 proc., a dziś lekko spadała. W Azji nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rentowności 10-latek rządów w Australii i Malezji.

Po wczorajszym silnym spadku (WTI -6,97 proc., Brent -9,25 proc.) dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową minimalnie spadały. O ile w ostatnim czasie mogliśmy się przyzwyczaić do wieloletnich lub historycznych rekordów cen kontraktów na zboża, cukier czy bawełnę, o tyle dziś najwyższy poziom od 2014 roku notowały ceny kontraktów na wieprzowinę („lean hogs”) i były już blisko wyjścia na poziom historycznych rekordów.
Amerykański dolar lekko tracił dziś rano do euro (EUR/USD +0,18 proc.). Złoty minimalnie słabł (EUR/PLN -0,04 proc., USD/PLN -0,21 proc.). Silnie umacniał się dziś rosyjski rubel (USD/RUB -6,67 proc.).

Po osiągnięciu wczoraj najwyższego poziomu od początku roku kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara minimalnie spadał dziś rano (-0,17 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Lokalizator GPS do samochodu – niewielkie urządzenie o ogromnych możliwościach. Czym kierować się przy zakupie?

Na rynku dostępnych jest mnóstwo urządzeń do śledzenia pojazdów, a każde z nich oferuje różne funkcje. Bez trudu znajdziesz sprzęt dopasowany do swoich potrzeb niezależnie od tego, czy należysz do grona tych mniej lub bardziej wymagających klientów. W tym artykule podpowiemy jakie podstawowe parametry powinno spełniać takie urządzenie.

Bateria podtrzymująca pracę — mała rzecz, a cieszy

Szukając idealnego lokalizatora GPS do samochodu, powinniśmy zwracać uwagę na to, czy oferuje on wbudowany akumulator. Jest to rozwiązanie, które pozwoli urządzeniu przez określony czas działać bez źródła zasilania. Dostępne urządzenia monitorujące oferują pracę na energii dostarczanej z baterii od 12 godzin do nawet sześciu miesięcy! Świetnie sprawdzi się to w awaryjnych sytuacjach, kiedy trzeba będzie ustalić położenie pojazdu lub w momencie, kiedy lokalizator jest zamontowany w aucie z naczepą.

Szukając zasięgu w polu, czyli wzmocnione zasięgi GPS i GSM

Nowoczesne urządzenia do śledzenia samochodu wyposażone są w mocniejsze anteny, które bez problemu prześlą precyzyjne informacje o położeniu do aplikacji. Dzięki poprawionemu modułowi GPS, lokalizatory aut oferowane przez Navifleet nie tracą zasięgu nawet w miejscach, gdzie sygnał jest zakłócony lub słaby. Solidnie wykonana metalowa obudowa czujnika GPS w samochodzie również nie stanowi problemu. Zaawansowane sprzęty posiadają zewnętrzne anteny GPS i GSM.

Wbudowana pamięć wewnętrzna — czarna skrzynka w Twoim samochodzie

Niektóre urządzenia lokalizujące oferują zapis trasy i lokalizacji na zintegrowanej pamięci. Funkcja ta sprawdzi się w momencie, kiedy utracimy dostęp do sieci i nie będzie możliwości przesyłania danych na bieżąco. Informacje zostają zapisane na dysku urządzenia z możliwością późniejszego odczytu. Lokalizatory GPS do samochodu mają możliwość zapisania nawet do 30 dni pracy.

Rozbudowany system antykradzieżowy. Lepiej zapobiegać niż leczyć

Złodziejom niestraszny jest zwyczajny lokalizator GPS umieszczony w samochodzie. Mając do dyspozycji odpowiednie narzędzia zagłuszające pracę nadajnika, bez problemu ukradną każdy pojazd. Bardziej zaawansowane lokalizatory samochodów oferują wbudowany immobiliser.

Uruchomienie silnika będzie możliwe jedynie wtedy, kiedy zaufany identyfikator znajdzie się blisko ukrytego czujnika. Urządzenie do śledzenia samochodu ze wbudowanym modułem antykradzieżowym, dzięki swoim małym wymiarom, jest trudne do znalezienia. Rozwiązanie świetnie sprawdzi się nie tylko przy monitorowaniu flot samochodowych, ale i w ochronie pojazdów osobowych.

Zintegrowany akcelerometr jako czujnik ruchu

Wbudowany sensor umieszczony w urządzeniu do śledzenia pojazdów bardzo dobrze sprawdzi się przy kontrolowaniu pozycji kontenera transportowego lub naczepy. Jednostki pozostawione bez opieki kierowcy mogą być nadal kontrolowane z poziomu aplikacji. Jeżeli czujnik wykryje próbę przemieszczenia obiektu, lokalizator GPS natychmiast wysyła powiadomienie do właściciela.

Powiadomienia o zdarzeniach w czasie rzeczywistym

Najnowsze czujniki GPS do samochodu mają możliwość powiadamiania właściciela o podejrzanych incydentach. Urządzenie samoczynnie monitoruje pracę pojazdu i zachowanie kierowcy. Jeżeli dojdzie do zdarzenia awaryjnego, system od razu wysyła powiadomienie SMS lub e-mail.

Oprócz monitorowania zdarzeń takich, jak przekroczenie prędkości lub odłączenie zasilania, system przypomina o upływie terminu przeglądu lub ubezpieczenia. Posiadanie wszystkich informacji pod ręką jest bardzo wygodne i nie wymaga prowadzenia od nas terminarza.

Sprzedaż kredytów dla mikrofirm w lutym 2022 r.

W lutym 2022 r., w porównaniu do lutego 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-11,4%), jak i wartościowym (-5,8%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W ujęciu liczbowym banki przyznały aż o (-33,8%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-18,6%) mniej kredytów w rachunku bieżącym. W przypadku kredytów obrotowych ujemna dynamika była niższa i wyniosła (-3,4%). Spadła w porównaniu do lutego 2021 r. wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-19,6%) oraz kredytów w rachunku bieżącym o (-6,1%). Wartość kredytów obrotowych udzielonych w lutym 2022 r. w porównaniu do lutego 2021 r. spadła o (-1,0%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Lutowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,37% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w lutym 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,37%, kredyty w rachunku bieżącym 3,21%, oraz kredyty obrotowe 8,09%. W lutym 2022 r. w porównaniu do stycznia 2022 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,31). Indeks polepszył się (spadł) również w porównaniu do lutego 2021 o (-0,54). Nadal jest on na bezpiecznym poziomie.

W okresie 12-miesięcznym polepszyły się Indeksy dwóch rodzajów kredytów. Najwyższe polepszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (-1,19). W okresie 12-miesięcznym pogorszył się (wzrósł) Indeks kredytów w rachunku bieżącym (+0,20).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 12,1 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lutym br., 5,6 tys. zaciągnęły firmy usługowe (46,3%) i 3,0 tys. handlowe (24,8%). Łącznie więc 71,1% udzielonych w lutym 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,630 mld zł, banki udzieliły 634 mln zł (38,9%) kredytów firmom z sektora usług oraz 494 mln zł (30,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w lutym 2022 r. 69,2% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W lutym 2022 r. najniższe spadki r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-8,3%). W przypadku produkcji dynamika wyniosła (-13,5%) a handlu (-15,7%). W ujęciu wartościowym w lutym 2022 r. w porównaniu do lutego 2021 r. dodatnia dynamika dotyczyła jedynie kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora usługowego (+3,8%). Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firm produkcyjnych (-24,2%). W handlu dynamika wyniosła (-3,6%) a w budownictwie (-11,0%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów BIK Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lutym 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe– wartość Indeksu wyniosła 4,79%. W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiło polepszenie – spadek Indeksu o (-0,31).

Najlepszy (najniższy) odczyt w lutym br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcja i wyniósł 3,83%.

W porównaniu do lutego 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) w przypadku dwóch branż: budownictwa o (+0,41) oraz produkcji (+0,16). W porównaniu do lutego 2021 r. Indeks polepszył się w dwóch branżach: usługach o (-0,93) i handlu o (-0,55).

Efekt Tesli na rynku samochodów elektrycznych

Na rynku amerykańskim wyceny spółek, które mają zająć się bądź już się zajmują produkcją samochodów elektrycznych, są absurdalne w wielu przypadkach. Po ubiegłorocznym IPO spółki Rivian żartobliwie mówiło się, że jej wycena sięga miliarda dolarów na każdy wyprodukowany samochód. Mowa jest o podmiocie, który jeszcze nic nie produkując przez chwilę był wart więcej niż Volkswagen. Jego kapitalizacja sięgała prawie 150 mld dolarów. Po części jest to na pewno efekt Tesli, która jest historią spektakularnego sukcesu spółki – też bardzo długo wydającej się absurdalnie drogą. Tesla stopniowo na ten sukces pracowała, w ubiegłym roku już bardzo wyróżniając się na tle sektora. Zanotowała wzrost zysków z ok. 700 mln dolarów do 5,5 mld dolarów. W kontekście milionowej kapitalizacji nie są to niezwykle duże wartości – natomiast należy podkreślić, że jest to kilkukrotny wzrost, który Tesla osiągnęła w roku bardzo trudnym dla sektora motoryzacyjnego. Tesla wyprodukowała i sprzedała zaskakująco dużo samochodów – podczas gdy większość producentów borykała się z kryzysem na rynku półprzewodników. Wycena tego producenta jest bardzo wysoka – natomiast wydaje się uzasadniona pod jednym warunkiem, będącym jednocześnie największym ryzykiem dla Tesli: albo Tesla zostanie liderem i potentatem na rynku samochodów autonomicznych, albo tak się nie stanie.

– Jeżeli Tesla faktycznie miałaby być pierwszą firmą, która wyprodukowałaby autonomiczne samochody, obecna kapitalizacja wydaje się mieć sens – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Cisowski, Dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego Xelion. – Rywalizacja jest jednak bardzo duża, co więcej nie brakuje głosów, że przy zastosowaniu technologii Tesli samochodu prawdziwie autonomicznego nie da się wyprodukować. To, co wydaje się absurdalne, to oczekiwanie, że kolejne spółki ogłaszające projekt samochodu elektrycznego powtórzą ten sukces. Doszło już do spektakularnych porażek w krótkiej historii tego rynku – jak np. spółka Nikola, w oczywisty sposób nawiązująca nawet w nazwie do Tesli. W przypadku spółek takich, jak Lucid czy Rivian historia bardzo bolesnych i silnych spadków prawdopodobnie się powtórzy. Producenci europejscy bardzo szybko doganiają Teslę i przedstawiają bardzo ciekawe rozwiązania na rynku samochodów elektrycznych. Z kolei producenci koreańscy i japońscy skupili się na technologiach hybrydowych. Niektórzy z nich, jak np. Mazda, bardzo długo walczyli, aby pracować nad bardziej efektywnymi silnikami spalinowymi. Nie było to dobrze widziane przez rynek i ma określone konsekwencje. Jest jednak spora szansa na to, że największe marki w branży – funkcjonujące z sukcesami od kilkudziesięciu lat – zatrzymają klientów i nie oddadzą ich Amerykanom. Na rynku europejskim Volkswagen już w 2020 sprzedał więcej samochodów elektrycznych niż Tesla. Niemieccy producenci aut nie są daleko w tyle – zaznacza Cisowski.

Waluty EM zyskują mimo brutalnej wyprzedaży obligacji

Globalne środowisko inflacyjne wspiera waluty rynków wschodzących i G10, których emitenci są eksporterami netto surowców – obecnie zwłaszcza brazylijskiego reala. Dla krótkoterminowych perspektyw złotego, euro i dolara ważne będą m.in. nadchodzące dane inflacyjne.

Wyprzedaż na globalnych rynkach obligacji przybrała w zeszłym tygodniu jeszcze gorszy obrót niż dotychczas. Rentowności amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych zbliżyły się do psychologicznego poziomu 2,50%, a na początku tego tygodnia znalazły się jeszcze wyżej. Rynki akcji radzą sobie jednak nieźle, inwestorzy szukają bowiem aktywów zapewniających jakąkolwiek ochronę przed rosnącymi cenami.

Najbardziej zyskują na tym waluty krajów eksportujących surowce, których ceny rosną, podbijane dodatkowo przez ich niedobór. Widać to szczególnie na przykładzie rynków wschodzących (EM). Specjalne wyróżnienie należy się naszemu wieloletniemu faworytowi, realowi brazylijskiemu, który względem dolara zyskał w ostatnim tygodniu 5%, a w ciągu tego roku zdumiewające 18%.

Najgorzej ponownie radził sobie jen japoński, ponieważ rośnie różnica między gołębim Bankiem Japonii a pozostałymi bankami G10, które w przeciwieństwie do niego zmierzają w kierunku zacieśnienia polityki pieniężnej.

W tym tygodniu najważniejsze będą dane inflacyjne, szczególnie dla strefy euro, gdzie spodziewamy się zobaczyć w piątek, że dynamika cen w marcu osiągnęła kolejną rekordową wartość. W czwartek poznamy raport o inflacji PCE w USA, lecz będzie to odczyt za luty, więc nie dostarczy nam bieżącego kontekstu. W piątek po południu zaś opublikowany zostanie raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls). Najważniejsza w nim będzie dynamika płac, które do tej pory pozostawały w tyle za cenami i podsycały niezadowolenie wyborców z administracji Demokratów w Waszyngtonie.

Analitycy rewidują w górę swoje prognozy dla walut surowcowych – zgodnie z naszymi długotrwałymi optymistycznymi prognozami. Środowisko inflacyjne pozostanie z nami na dłużej i powinno zapewniać wsparcie walutom rynków wschodzących i G10, których emitenci są eksporterami netto surowców.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. Kurs EUR/PLN po przejściowym zbliżeniu się niemal do okolic 4,80 znalazł się 10 groszy niżej. Dowodzi to, że okres podwyższonej zmienności jeszcze w pełni nie minął mimo spadku rynkowych obaw w kontekście wojny Rosji i Ukrainy i związanej z tym korekty w kursie.

Jeśli chodzi o sytuację krajową, warto wspomnieć o planowanych przez rząd zmianach podatkowych, w tym obniżce podstawowej stawki podatku od osób fizycznych z 17% do 12%. W krajowym środowisku ekonomicznym jest ona uznawana za nieodpowiednie rozwiązanie w obecnej sytuacji bowiem grozi zwiększeniem nierównowag w gospodarce, w tym jeszcze większym podbiciem inflacji. Rozluźnienie polityki fiskalnej, jeśli dojdzie do skutku, prawdopodobnie będzie musiało zaowocować większym zacieśnieniem polityki monetarnej, jeśli bank centralny nie chce godzić się na słabszy kurs – a byłoby to sprzeczne z jego obecnymi intencjami.

W tym tygodniu oprócz informacji z Ukrainy skupimy się na krajowym odczycie inflacji konsumenckiej, który poznamy w piątek. Po automatycznym spadku w lutym związanym z wprowadzeniem kolejnej tarczy antyinflacyjnej i redukcją części danin w marcu inflacja ma wzrosnąć, wzmacniana przez silnie rosnące ceny energii. Dynamika cen ma znaleźć się w okolicy poziomu dwucyfrowego, a niewykluczone, że nawet przebije 10%.

EUR

Indeksy PMI za marzec pokazały poziomy lepsze od oczekiwań i wskazujące na jedynie niewielkie spowolnienie aktywności gospodarczej w strefie euro w wyniku wojny w Ukrainie. Wskaźniki nastrojów Ifo były gorsze, lecz uważamy, że te pierwsze stanowią trafniejsze wskazanie przyszłego wzrostu gospodarczego.

Polityki monetarna i fiskalna pozostaną w przewidywalnej przyszłości wysoce stymulacyjne, a recesja pozostaje naszym zdaniem bardzo nieprawdopodobna. Odczyt inflacji w marcu, który zostanie opublikowany w piątek, może znacznie przekroczyć 7% ze względu na gwałtowny wzrost cen energii. Oczekiwany jest również wzrost inflacji bazowej.

Jesteśmy coraz bardziej sceptyczni odnośnie do tego, że EBC może czekać z podwyżkami stóp do końcówki 2022 r., tak jak wycenia to rynek. Uważamy za całkiem możliwe, że nadchodzące dane zmuszą bank centralny do podjęcia działania przed latem. Jeśli tak się stanie i dojdzie do zmiany rynkowych wycen, euro powinno uzyskiwać wsparcie w miarę wzrostu oczekiwań rynku w tym zakresie.

USD

Wyprzedaż na amerykańskim rynku obligacji spowodowała jedną z najszybszych zmian rentowności obligacji skarbowych od wielu dekad, a straty indeksów obligacji obserwowane od początku tego roku są rekordowe. Ten gwałtowny wzrost rentowności przyniósł dolarowi mniejsze wsparcie niż wcześniej w podobnych sytuacjach.

Wielu oficjeli Fedu sygnalizuje rynkom, że podwyżki stóp procentowych na każdym spotkaniu to nie wszystko – mogą one być dwukrotnie wyższe niż standardowe, czyli wynosić 50 pb. Publikowane w tym tygodniu raporty dotyczące inflacji PCE oraz amerykańskiego rynku pracy powinny zgodnie z oczekiwaniami być bardzo mocne i tym samym nie powinny stanąć na drodze do podwyżek stóp. Rynki wyceniają już jednak duże zacieśnienie w tym roku i trudno wyceniać więcej, więc wpływ raportów na dolara powinien być ograniczony.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nowy Polski Ład. Niższy PIT od 1 stycznia 2022, ale opodatkowanie i tak wyższe niż przed rokiem

Obniżona 12% stawka PIT dla osób rozliczających się na skali podatkowej będzie obowiązywała nie od 1 lipca, a z mocną wsteczną od 1 stycznia. W czwartek wieczorem na stronach rządowych ukazał się projekt, który doprecyzował terminy zmian. Oznacza to również, że ulga dla klasy średniej przestanie obowiązywać 1 lipca, z mocą wsteczną od 1 stycznia br.

Podatnicy rozliczają się obecnie z podatku PIT według przepisów Polskiego Ładu, które obowiązują od 1 stycznia. Dlatego też mogą stosować m.in. ulgę dla klasy średniej i stawkę 17%. Obniżenie PIT do 12% ma kompensować likwidację tej ulgi. Z drugiej strony u wielu podatników rozliczających się na skali może powstać przez te pierwsze pół roku nadpłata podatku. Odzyskają ja jednak w rozliczeniu rocznym.

Wprowadzenie stawki 12% i likwidacja ulgi dla klasy średniej to z pewnością dobry krok. Dlaczego ustalono ją na takim poziomie? Każda wyższa stawka, np. 13% czy 14%, powodowałaby, że podatnicy byliby stratni. Poziom 12% jest pewnym buforem, który zapobiegnie stratom mimo likwidacji ulgi dla klasy średniej. Maksymalny zysk podatników w związku ze zmianami na skali podatkowej może wynieść 4500 zł, ale tyle zyskają osoby uzyskujące dochód w okolicach co najmniej 10 tys. złotych miesięcznie.

Czy nowe przepisy są korzystne? W mojej ocenie tak. Ulga dla klasy średniej mogła powodować niedopłatę podatku w zeznaniu rocznym, gdyby ktoś w ciągu roku podatkowego przekroczył dolną lub górną granicę uprawniającą do jej stosowania. Ponadto sama jej konstrukcja budziła wiele wątpliwości i problemów ze stosowaniem.

Trzeba też jednak pamiętać, że ustawodawca od pierwszego stycznia wprowadził w ramach Polskiego Ładu zapis uniemożliwiający odliczanie składki zdrowotnej od podatku. Można powiedzieć, że na skali podatkowej składka zdrowotna zdrożała o 7,75%. W związku z tym, jeżeli do 12% podatku PIT dodamy 9% składki zdrowotnej, to opodatkowanie tymi składnikami wyniesie 21%.

W poprzednim systemie, czyli do końca ubiegłego roku, podatek (17%) wraz ze składką zdrowotną (1,25%) wynosił w pierwszym progu skali podatkowej 18,25%. Można więc powiedzieć, że pomimo obniżki PIT i tak podatek będzie sumarycznie wyższy o 2,75% miesięcznie, czyli różnicę między 21% a 18,25%. Oczywiście, podniesiony został pierwszy próg podatkowy do 120 tys. złotych oraz kwota wolna do 30 tys. złotych. Sprawia to, że zyskają podatnicy znajdujący się w pierwszym progu. Propozycja nowych zmian w PIT powoduje, że dopiero po przekroczeniu kwoty rocznego dochodu w wysokości 171.200 zł., podatnicy będą tracić.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Zatrudnienie programisty staje się coraz większym wyzwaniem

Zawód programisty jest dzisiaj jednym z najlepiej opłacanych, ale i wymagających. Specjaliści od kodu cenią swoje umiejętności i doświadczenie, a jeżeli zmieniają pracę, to na tę z wyższym wynagrodzeniem i możliwościami szybszego rozwoju. Profesję łatwo znaleźć na listach zawodów deficytowych, co nie ułatwia zrekrutowania programisty do pracy. Gdzie szukać odpowiednio wykwalifikowanych pracowników?

Sytuacja programistów na polskim rynku pracy

Jak wskazuje badanie Barometr zawodów, które jest ogólnopolską prognozą zapotrzebowania na pracowników, opracowywaną przez Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie, w 2022 roku programiści niezmiennie od lat widnieją na liście najczęściej poszukiwanych specjalistów. W pierwszym kwartale 2022 roku najtrudniej było znaleźć programistę we Wrocławiu i powiecie wrocławskim. Deficyt specjalistów od kodu nie powinien dziwić, skoro coraz więcej aspektów codziennego życia ze świata rzeczywistego przenosi się do wirtualnego.

Jeżeli poszukujesz programistów, którzy doskonale orientują się w najnowszych technologiach i nieustannie poszerzają swoją wiedzę w trakcie szkoleń i konferencji, na pewno doskonale wiesz, jak trudno jest znaleźć pracownika o odpowiednich kompetencjach, zaoferować mu interesującą ofertę zatrudnienia i zatrzymać w Twojej firmie na dłużej. Szczególnie duży problem widać w miastach wojewódzkich, w których wprawdzie liczba pracowników IT jest największa, ale i nie brakuje miejsc, w których mogą oni znaleźć zatrudnienie.

Czym zachęcić programistę do pracy w Twojej firmie?

Rekrutacja pracowników IT jest czasochłonna i kosztowna. Specjalistów, którzy wykonują ten deficytowy zawód, do zmiany miejsca zatrudnienia może przekonać kilka kwestii, które coraz częściej pojawiają się w ofertach pracy. Bez wątpienia należy do nich możliwość pracy zdalnej.

Znajomość języka angielskiego pozwala specjaliście na pracę dla firmy z dowolnego miejsca na świecie. Programistów brakuje bowiem nie tylko w Polsce i Unii Europejskiej. W naszym kraju coraz więcej jest utalentowanych programistów np. zza wschodniej granicy, dla których kluczowe jest porozumiewanie się po angielsku, a nie po polsku. O ile mają odpowiednie umiejętności techniczne i znają mowę Brytyjczyków, o tyle mogą szukać pracy w korporacjach albo międzynarodowych software house’ach.

Wykonywanie zawodu programisty wymaga podążania za nowinkami w świecie technologii i nieustannego dokształcania się, dlatego poszukujący nowej pracy często zwracają uwagę na budżet edukacyjny i szkoleniowy, możliwość udziału w konferencjach branżowych czy firmową biblioteczkę.

Dla przyszłych pracowników znaczenie ma także liczba dni wolnych od pracy, a warto zaznaczyć, że w branży IT widać coraz większą tendencję do proponowania kandydatom nielimitowanego urlopu. Istotna jest jeszcze, co oczywiste, lista technologii, z którymi przyszły pracownik będzie miał styczność na co dzień, a także wielkość i struktura zespołu. Programiści, jako osoby wykonujące zawód deficytowy, mogą też liczyć na atrakcyjne wynagrodzenie, które może być kartą przetargową przyszłego pracodawcy. Wiele ciekawych ofert znajdziesz, klikając link https://teamquest.pl/praca-w-it. Warto sprawdzić, co oferują pracodawcy.

Jak widzisz znalezienie programisty to nie tak łatwa sprawa, jak mogłoby się wydawać. Rekrutację programistów najlepiej oddać w ręce specjalistów, których znajdziesz w teamquest.pl.

TeamQuest – zaufaj specjalistom od rekrutacji programistów

Branża IT uznawana jest za mało przyjazną juniorom i za otwartą dla osób z minimum 2-letnim doświadczeniem. Programiści mid (tzw. midzi), którzy pracują nad kodem od 2 do 4 lat, są najbardziej rozchwytywani. Nie brakuje też ofert dla seniorów i ekspertów, czyli osób z odpowiednio minimum 5- i 10-letnim doświadczeniem w branży. Zajrzyj na stronę https://teamquest.pl/dla-pracodawcow i przekonaj się, że TeamQuest prowadził rekrutacje programistów z różnym doświadczeniem i wyspecjalizowanych w wielu technologiach.

Do najważniejszych zalet skorzystania z usług TeamQuest należą jakość pracy i bogata baza kandydatów. Możemy już chwilę po zleceniu rekrutacji skontaktować się z najbardziej odpowiednimi osobami spośród ponad 58 tysięcy specjalistów z różnych obszarów IT, zdecydowanych na zmianę pracy. Zdarza się, że niektóre rekrutacje zamykamy nawet w ciągu kilku dni.

Profil każdego kandydata oceniają profesjonalni rekruterzy i specjaliści z branży IT. Dzięki temu masz pewność, że każdy kandydat, bez względu na decyzję o zatrudnieniu lub nie, będzie zadowolony z poziomu przeprowadzonych rozmów i feedbacku. Ty, jako pracodawca, poczujesz satysfakcję z zatrudnienia pracownika, który okaże się odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i szybko stanie się ważnym członkiem Twojego zespołu.

Od wielu lat prowadzimy rekrutacje w IT, dlatego znamy tę branżę jak mało kto. Wiemy, że w IT od wielu lat panuje rynek pracownika i że programista 10K czy 15K to nie mrzonka ani hasło z internetowych memów, ale realia wymogów finansowych kandydatów. Doradzamy, jak przygotować ofertę pracy, aby przyciągnęła uwagę odpowiednich kandydatów. Pracujemy w oparciu o model Success Fee, co znaczy, że nie pobieramy zaliczek, a klienci płacą tylko za zrealizowaną rekrutację.

Cloud Technologies kontynuuje skup akcji w trybie ciągłym

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na monetyzacji cyfrowych danych, podsumowała pierwszą transzę skupu akcji własnych i zdecydowała o kontynuacji procesu w trybie ciągłym. Spółka w ramach transzy trwającej od 15 lutego do 25 marca skupiła od inwestorów 14,5 tys. akcji własnych o łącznej wartości 379,2 tys. zł. Przeprowadzenie skupu akcji w ramach programu motywacyjnego jest jednym z elementów  strategii spółki na lata 2021 – 2023.

Konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju, co przekłada się na coraz lepsze wyniki finansowe oraz pozwala nam z optymizmem myśleć o długofalowej perspektywie rozwoju naszego biznesu. Akcje nabyte w ramach skupu zostaną przeznaczone na program motywacyjny przeznaczony dla kluczowych pracowników i współpracowników, którzy angażując się w dynamiczny rozwój spółki przybliżają nas do osiągnięcia celów określonych w naszej strategii rozwoju – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. – Dotychczas skup przebiega zgodnie z przyjętym harmonogramem. Dostrzegamy również pozytywny wpływ tego działania na obroty na rynku i tym samym na płynność akcji – dodaje.

Zarząd Cloud Technologies upoważniony jest do dokonania skupu 250 tysięcy akcji własnych za nie więcej niż 15 milionów złotych. Taką decyzję podjęli akcjonariusze spółki 31 stycznia br. podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy. Skup akcji jest powiązany z programem motywacyjnym, który stanowi jeden z elementów strategii spółki przyjętej na lata 2021 – 2023. Beneficjentami programu będą członkowie wyższej kadry kierowniczej i organów zarządczych spółki. Uczestnicy programu zostaną upoważnieni do objęcia do 250 000 akcji w 2024 roku przy spełnieniu KPI w postaci skumulowanego EBITDA w wysokości 55 mln zł.

Pozytywne efekty realizacji strategii widać już w wynikach za 2021 rok oraz wynikach sprzedaży danych do kluczowych klientów w styczniu br. Wzrosły one o 64% r/r, co jest najlepszym wynikiem na przestrzeni sześciu ostatnich miesięcy. Skup akcji, na który przeznaczyliśmy do 15 mln zł, to jedno z działań, które w ramach strategii realizujemy w tym roku. Jednocześnie, zgodnie z zapowiedzią, inwestujemy w rozwój naszej technologii oraz poszukujemy ciekawych okazji akwizycyjnych, mających na celu szybkie zwiększenie dystrybucji naszych danych – dodaje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Cloud Technologies ma za sobą rekordowy rok. EBITDA wyniosła 17,5 mln zł, blisko trzykrotnie więcej niż w roku 2020. Zysk netto wzrósł do 8,7 mln zł, czyli o 8,1 mln zł r/r. Przychody osiągnęły poziom 55 mln zł, gdzie za 45% wyniku, o 19 p.p. więcej niż przed rokiem, odpowiadała sprzedaż danych, cechująca się najwyższą marżowością i mająca największy wpływ na dynamiczny rozwój spółki.

Pod koniec ubiegłego roku Cloud Technologies ogłosiło przyjęcie nowej strategii na lata 2021 – 2023, której nadrzędnym celem jest dynamiczny rozwój spółki przy jednoczesnym budowaniu wartości dla akcjonariuszy. W ramach strategii Cloud Technologies skoncentrowało swoją działalność na obszarze sprzedaży danych, w którym marża wynosi blisko 70% oraz rozwija globalne kanały dystrybucji cyfrowych informacji.

Grupa Deutsche Post DHL zamknęła transakcję przejęcia Grupy Hillebrand

Grupa Deutsche Post DHL sfinalizowała transakcję przejęcia J.F. Hillebrand Group AG (Hillebrand) i jej spółek zależnych za kwotę 1,5 mld euro. Po uzyskaniu wszystkich niezbędnych zgód regulacyjnych od organów antymonopolowych, przejęcie zostało sfinalizowane. Firmy podpisały umowę kupna w sierpniu 2021 roku. Hillebrand należy teraz w 100 proc. do dywizji DHL Global Forwarding, Freight.

„Doświadczenie Hillebrand w logistyce napojów, piwa, wina i alkoholi spirytusowych doskonale uzupełnia nasze portfolio. Zgodnie ze Strategią Grupy 2025, możemy jeszcze bardziej wzmocnić naszą podstawową działalność logistyczną i zapewnić akcjonariuszom korzyści w postaci rentownego, długoterminowego wzrostu” mówi Frank Appel, CEO Deutsche Post DHL Group. „To przejęcie jest dla nas doskonałą okazją, aby dodać szereg usług do naszej oferty wysokiej jakości serwisu frachtu morskiego, co od początku wzmocni zyski i długotrwałe relacje z klientami”.

Hillebrand jest teraz częścią DHL Global Forwarding, Freight zarządzanej przez Tima Scharwatha, który będzie również stać na czele połączonych firm Hillebrand i Gori jako prezes zarządu. Cees van Gent, który z powodzeniem zarządzał Hillebrand od 2017 roku, zrezygnował ze stanowiska przewodniczącego rady nadzorczej oraz prezesa zarządu i opuści grupę. Hillebrand i Gori będą ściśle współpracować, wykorzystując efekt synergii wynikający z bogatego doświadczenia obu firm, zwłaszcza w zakresie logistyki napojów, piwa, wina i alkoholi spirytusowych. Gori, firma wyspecjalizowana w usługach dla rynku win i napojów spirytusowych, już od 1998 roku jest częścią DHL Global Forwarding, Freight. Zintegrowane firmy będą działać pod nową marką „Hillebrand Gori – a DHL company”. Pomyślne zakończenie transakcji wzmocni pozycję Grupy na dynamicznie rozwijającym się rynku spedycji morskiej.

„Fuzja doskonale się sprawdza, gdyż łączy mocne strony globalnej sieci DHL Global Forwarding, Freight z najlepszymi w swojej klasie rozwiązaniami Hillebrand i Gori. Pozwoli nam to na zapewnienie naszym klientom wielu korzyści. Ponieważ modele biznesowe Hillebrand i Gori wzajemnie się uzupełniają, spodziewamy się bezproblemowej integracji. W połączeniu z Gori możemy wykorzystać potencjał synergii i przygotować jeszcze lepsze rozwiązania transportowe dla naszych klientów w przyszłości” mówi Tim Scharwath, prezes DHL Global Forwarding, Freight.

Cobepa, większościowy akcjonariusz Hillebrand, po 16 latach posiadania akcji, sprzeda wszystkie swoje udziały w Hillebrand. W czasie, gdy firma była udziałowcem, zarząd Hillebrand znacząco wzmocnił swoją pozycję lidera na rynku usług spedycyjnych dla beverage i masowych transportów płynów. Zarówno przez rozwój organiczny jak i zewnętrzny a także przez koncentrację na świadczeniu najwyższej jakości usług i orientacji na klienta.

Hillebrand, działając w ponad 90 krajach i zatrudniając ponad 2700 pracowników, ma ogromne doświadczenie w spedycji morskiej i transporcie piwa, wina, napojów spirytusowych i bezalkoholowych oraz innych napojów i substancji płynnych. Najlepsze w swojej klasie systemy IT i narzędzia do obsługi klienta stanowią w Hillebrand podstawę dla wysokiej jakości usług i wyjątkowej obsługi klienta. Hillebrand, oferujący dedykowane rozwiązania w  transporcie płynnych towarów masowych, jest też producentem flexitanków, które wyznaczają standardy w tym obszarze usług. Grupa Deutsche Post DHL będzie korzystać z bogatej wiedzy i doświadczenia Hillebrand w dostarczaniu rozwiązań spedycyjnych dopasowanych do indywidualnych potrzeb klientów.

„Koncentrując się na dochodowym filarze działalności i modernizując infrastrukturę IT, DHL Global Forwarding, Freight osiągnął niespotykany dotychczas poziom i znacząco przyczynił się do uzyskania przez Grupę rekordowego zysku 8 mld euro w 2021 roku. Przejęcie Hillebrand dodatkowo wzmocni zorientowane na klienta portfolio usług frachtu morskiego DHL Global Forwarding, Freight i wesprze rozwój biznesu w przyszłości” mówi Melanie Kreis, CFO Deutsche Post DHL Group.

Ważnym elementem Strategii 2025 Grupy Deutsche Post DHL jest wzmocnienie tych filarów działalności, które przynoszą dochód i dalszy rozwój logistycznego biznesu z ukierunkowaniem na  zrównoważony wzrost poziomu marży. To potwierdza, że Hillebrand jest atrakcyjnym partnerem, który może przyczynić się do osiągnięcia długoterminowego, dochodowego wzrostu.

Bitcoin przełamuje złą passę

Bitcoin przełamał złą passę w zeszłym tygodniu i wzrósł w nocy w niedzielę.

Największe na świecie kryptoaktywo odbiło się w marcu. Rozpoczęło ubiegły tydzień od poziomu poniżej 41 000 dolarów, ale teraz kosztuje około 46 400 dolarów – wzrost o ponad 13 proc. Odbił się ubiegłej nocy i osiągnął poziom około 44 000 dolarów przez większą część tygodnia. Osiągnął teraz najwyższy poziom od trzech miesięcy i jest bliski odrobienia wszystkich strat z 2022 r. Przy cenie BTC na poziomie 45 000 dolarów wszystkie oczy będą zwrócone na poziom, jaki osiągnie w tym tygodniu.

W międzyczasie Ethereum również zaliczył skok. W tygodniu kształtował się poniżej 2900 dolarów, w niedzielę notowano go do około 3100 dolarów. Ale z dnia na dzień również poszybował w górę i obecnie jest notowany na poziomie nieco poniżej 3300 dolarów.

Silne odbicie w przypadku większości głównych kryptoaktywów jest obecnie szczególnie zachęcające w obliczu rosnących stóp procentowych i globalnej niepewności geopolitycznej – oba mają tendencję do odsuwania inwestorów od ryzykownych aktywów i do bezpiecznych przystani.

W szczególności stopy procentowe mogą mieć wpływ na drenaż rynków kapitałowych, więc obserwowanie silnych wyników kryptowalut pomimo tego, jest świadectwem organicznie mocnych stron, które inwestorzy widzą teraz w przyszłości kryptowalut.

Simon Peters – analityk kryptowalut eToro

Wzrosty na kryptowalutach, huśtawka na walutach

Wydarzenia na Wschodzie w dalszym ciągu są głównym motorem wydarzeń na rynkach. Z drugiej strony coraz więcej wydarzeń, jak chociażby covid w Azji, przebijają się na pierwszy plan.

Niespodziewany piątek

Ostatnie tygodnie miały wspólną charakterystykę. Inwestorzy sprzedawali aktywa ryzykowne pod koniec tygodnia, by nie zostawać z ryzykiem. W trakcie rosyjskiej agresji na Ukrainie wiele rzeczy może się podziać bowiem w weekend. Ostatni tydzień był jednak zupełnie inny. W piątek euro staniało niespodziewanie o 9 groszy. Wiele osób wiąże to z informacjami o rokowaniach pokojowych, które miały się odbywać w związku z przyjazdem Joe Bidena do Polski. Na razie efekt tych działań jest niestety czysto wizerunkowy.

Wzrosty na kryptowalutach

W niedzielę doszło do niespodziewanego wyskoku notowań głównej kryptowaluty. Trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do większości tradycyjnych aktywów notowania bitcoina nie są zawieszane na weekend. Pomimo tych wzrostów od początku roku nadal bitcoin jest obecnie niemal na tym samym poziomie. Wielu analityków wskazuje, że zmniejszane programy skupu aktywów odbijają się negatywnie na tym rynku. Dotychczas tani kapitał rozlewał się również po innych rynkach. Teraz z kolei wraz z pojawianiem się stóp zwrotu na aktywach tradycyjnych wielu analityków zapowiada pewne problemy rynku kryptowalut. Z drugiej strony wiele osób sugeruje, że rynek ten może rosnąć jako obejście rosyjskich sankcji.

Weekendowa przecena ropy

Dzisiaj na otwarciu rynków okazało się, że notowania ropy otworzyły się imponujące 5 dolarów za baryłkę niżej, niż się w piątek zamknęły. Do tego warto dodać jeszcze, że od tego czasu spadki się nawet pogłębiły. Jest jednak istotny powód tej przeceny, jest to rozwój koronawirusa w Chinach. To właśnie zamknięcie okolic Szanghaju powoduje, że na rynkach spodziewamy się mniejszego zapotrzebowania na ropę naftową. To z kolei jest powodem, przez który doszło do korekty mocno wywindowanych cen. Obecny poziom 113 dolarów za baryłkę wciąż jest wysoki, ale wyraźnie niższy niż ten wynikający ze strachu przed odcięciem Rosji od rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Euler Hermes to teraz Allianz Trade

„Jesteśmy teraz Allianz Trade. Co to oznacza dla naszej spółki i pracowników? Jedno słowo: „więcej”. Więcej globalnych kompetencji i wiedzy, które inspirować będą więcej lokalnych rozwiązań. Więcej ufności w przyszłość i większe możliwości wspierania rozwoju firm. Więcej zdolności przewidywania i usług dostosowanych do potrzeb klienta. Większe możliwości w jeszcze lepszym nadążaniu za zmianami technologicznymi. Większa rozpoznawalność pozwalająca przyciągać nowe talenty i więcej możliwości w zakresie rozwoju zawodowego naszych pracowników. Jest się czym ekscytować, a dopiero zaczęliśmy analizować stojące przed nami możliwości”mówi Clarisse Kopff, CEO Allianz Trade.

Chris Townsend, członek Zarządu Allianz SE, dodaje Jesteśmy podekscytowani faktem, że Euler Hermes staje się Allianz Trade i jesteśmy o tym przekonani, że ta zmiana przyniesie wiele korzyści w zakresie rozpoznawalności, rozwoju biznesu, wzrostu i innowacji. Allianz Trade to wyjątkowy, oparty na danych i zaawansowany technologicznie biznes, z którego jesteśmy niezwykle dumni.”

Stając się Allianz Trade: cenny atut na przyszłość

Nowa nazwa marki będzie bezpośrednio wspierać realizację naszego planu strategicznego do  2025 roku. Plan ten jest wyrazem naszej dużej ambicji wzrostu we wszystkich liniach biznesowych i regionach geograficznych, opierając się w tym celu na trzech filarach:

  • Poszerzanie działalności podstawowej: chcemy zwiększyć naszą przewagę konkurencyjną w segmencie ubezpieczeń kredytów kupieckich. Będziemy kontynuować pracę nad dostarczaniem usług na najwyższym poziomie we wszystkich sektorach rynku, opierając się na naszych bezkonkurencyjnych narzędziach oceny ryzyka a także na umiejętnościach i infrastrukturze oraz wielokanałowej dystrybucji, obejmującej także siec agentów Allianz. Naszym celem jest również przyspieszenie penetracji rynku w USA.
  • Siła napędowa wzrostu: będziemy również stawiać na rozwój głównych czynników wzrostu w ostatnim czasie, takich jak gwarancje i rozwiązania specjalistyczne (Transactional Cover Unit & Excess of loss). Już teraz jesteśmy ekspertami w tych rozwiązaniach biznesowych, ale będziemy kontynuować nasze inwestycje, aby dalej się rozwijać i szybko zwiększać nasze udziały w rynku.
  • Gotowość na nadejście nowego: nasz trzeci priorytet to koncentracja na aspektach długoterminowych, ponieważ jesteśmy przekonani, że przygotowanie się na przyszłość w handlu jest kluczowe. By nie zostać z tyłu musimy wykorzystać możliwości, jakie stwarza przejście na handel online B2B i stać się kluczowym graczem w tym nowym ekosystemie.

„Rozwój jest w centrum naszej nowej strategii. Poszukujemy rozwiązań dla klientów działających zarówno na poziomie gospodarki krajowej jak i globalnej, ponieważ to transakcje z odroczonym terminem płatności legitymizują obecnie wymianę handlową, są jej podstawą i stanowią o jej bezpieczeństwie. Jesteśmy zdeterminowani, by nadal realizować naszą misję dostarczania aktualnych, dokładnych informacji oraz świadczenia stabilnych i opartych na nich oraz naszym doświadczeniu usług. Wkraczamy w nowy etap dla naszej firmy i jestem podekscytowana, że mogę rozpocząć tę podróż stając się częścią Allianz Trade”mówi Clarisse Kopff.

Bank Japonii wspiera rynek obligacji kosztem kursu jena

Bank centralny Japonii stanął przed koniecznością dokonania wyboru: czy pozwolić rentownościom japońskich obligacji skarbowych wzrosnąć w ślad za rentownościami obligacji rządu USA czy krajów strefy euro i w ten sposób umocnić jena, czy też skupując na masową skalę obligacje japońskiego rządu z rynku narzucić rynkowi limit wzrostu rentowności tych papierów. Dziś BoJ się zdecydował.

W poniedziałek bank centralny Japonii złożył ofertę zakupu nieograniczonej ilości japońskich obligacji skarbowych o terminach wykupu od 5 do 10 lat. W rezultacie kurs japońskiego jena względem amerykańskiego dolara spadł dziś rano o prawie 1 proc. osiągając najniższy poziom od grudnia 2015 (123,59 po godz. 9-tej rano naszego czasu).

Pozostając w Azji należy wspomnieć o wprowadzeniu przez władze Chin kwarantanny w Szanghaju. To największe miasto w Chinach (26 milionów mieszkańców) i finansowa stolica tego kraju. W pierwszym etapie ścisłą kwarantanną objęta zostanie dzielnica finansowa Szanghaju Pudong.

Opisane powyżej wydarzenia nie wywarły jakiegoś większego wrażenia na azjatyckich rynkach akcji. Nikkei 225 stracił dziś 0,73 proc., a wartość Shanghai Composite Index praktycznie nie uległa zmianie (+0,07 proc.).

Europejskie giełdy otwierały się generalnie na plusach (ok. 9:30 DAX +1,12 proc., CAC 40 +0,77 proc.). Portugalski PSI 20 – chyba ciesząc się ze swej dużej odległości od Rosji – osiągnął dziś najwyższy poziom od 2014 roku. Rosyjski RTS tracił 0,63 proc. Wszystkie główne polskie indeksy polskiego rynku akcji były dziś przed 10-tą na plusach (WIG-20 +0,9 proc.).

Na rynkach obligacji skarbowych w Azji i Oceanii nowe cykliczne maksima ustawiały dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządów Południowej Korei, Singapuru, Malezji oraz Australii. Rentowność amerykańskich 10-latek osiągnęła dziś po raz pierwszy poziom 2,5 proc. (najwyżej od prawie 3 lat). Nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rano również rentowności 10-latek wielu krajów strefy euro.

Na rynkach towarowych taniała dziś rano ropa (WTI -3,85 proc., Brent -6,03 proc.). W piątek ok. 10 proc. straciły ceny kontraktów na gaz ziemny w zachodniej Europie. Tego dnia ceny kontraktów na węgieł kamienny w Rotterdamie spadły o 4,54 proc. Nowe cykliczne rekordy osiągnęły w piątek ceny kontraktów m.in. na śrutę sojową („soybean meal”) i biały cukier. Dziś rano najwyżej od 2011 roku była cena kontraktów na bawełnę.

Najsłabszy od końca 2020 roku względem amerykańskiego dolara był dziś rano tajwański dolar. Na drugim biegunie był brazylijski real, który w piątek był najsilniejszy względem amerykańskiego dolara od 2 lat. Kurs EUR/USD lekko dziś spadał (-0,22 proc.). Za euro podążał zwyczajowo złoty (EUR/PLN +0,57 proc., USD/PLN +0,8 proc.).

Kurs BTC/USD wybił się w niedzielę do najwyższego poziomu od początku stycznia, a dziś rano zwyżkował o +0,9 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Joanna Bartosiewicz w dziale Reprezentacji Najemców Biurowych w firmie Newmark Polska

Joanna Bartosiewicz, ekspertka rynku nieruchomości komercyjnych, dołączyła do działu Reprezentacji Najemców Biurowych w firmie doradczej Newmark Polska, obejmując stanowisko Senior Associate. Do jej głównych obowiązków będzie należało prowadzenie procesów relokacji i renegocjacji umów najmu w imieniu najemców powierzchni biurowych.

Joanna Bartosiewicz jest związana z rynkiem nieruchomości od 12 lat. W tym czasie zdobyła bogate doświadczenie w zakresie zarówno współpracy z wynajmującymi i deweloperami, jak i reprezentacji najemców. Przed dołączeniem do Newmark Polska pracowała w firmie CPI Property Group Polska, gdzie pełniła funkcję Leasing Managera odpowiedzialnego za komercjalizację budynków biurowych (Eurocentrum Office Complex, Prosta 69, Moniuszki 1a).  W Liebrecht & wooD Group była Sales Managerem obsługującym cały portfel nieruchomości, szczególnie Centrum Praskie Koneser. W firmie Colliers International, w której pracowała blisko 9 lat, odpowiadała za reprezentację najemców na stanowisku Associate. Joanna ukończyła studia ekonomiczne w Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

– Bardzo się cieszę, że Joanna dołączyła do naszej firmy. Jest znaną i niezwykle cenioną ekspertką rynku nieruchomości biurowych. Jestem przekonany, że jej duże doświadczenie i dotychczasowe osiągnięcia będą stanowiły silne wsparcie dla naszego zespołu oraz przyczynią się do dalszego umacniania pozycji Newmark Polska na rynku nieruchomości komercyjnych – mówi Piotr Kaszyński, Partner Zarządzający, Newmark Polska.

Zmiany w Polskim Ładzie – czy podatnicy skorzystają?

Rząd przedstawił propozycję zmian w systemie podatkowym, w którym głównym elementem jest wprowadzenie niższej stawki podatkowej PIT w pierwszym przedziale – obniżenie stawki 17% do 12% i zastąpienie w ten sposób mechanizmu ulgi dla klasy średniej. Jest to rozwiązanie, które częściowo eliminuje pewne problemy związane z funkcjonowaniem Polskiego Ładu. Jest to zmiana na korzyść podatników, ponieważ w przeciwnym razie nie byłoby możliwe w ogóle jej wprowadzenie w czasie trwania roku podatkowego – orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego wyklucza wprowadzanie zmian niekorzystnych dla podatników. Skorzystają nie tylko te osoby, które rozliczają podatek dochodowy według skali – lecz również osoby prowadzące działalność gospodarczą – wykonywaną na przykład w ramach podatku liniowego czy ryczałtu. Dla tych osób dedykowane jest inne rozwiązanie – a mianowicie odliczenie części składki zdrowotnej od podstawy opodatkowania.

– To powoduje, że nie będziemy mieli do czynienia z taką sytuacją w której, jak słusznie zresztą wskazywano, składka zdrowotna stanowiła również podstawę opodatkowania. Innymi słowy, od tej składki również liczono podatek dochodowy – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Pewnego rodzaju korzyści mogą osiągnąć z tego tytułu również osoby prowadzące działalność gospodarczą i nieopodatkowujące się w oparciu o zasady ogólne. Maksymalna korzyść dla podatnika skali podatkowej to jest 375 zł w skali miesiąca. Dla podatnika typu liniowego niecałe 138 zł. W przypadku podatnika ryczałtu – tutaj skala tej korzyści jest różna w zależności od tego jaką stawkę stosuje, jaką składkę płaci – natomiast maksymalnie jest to kwota rzędu około 85zł miesięcznie. Więc są to dosyć spore korzyści dla podatników wynikające z cofnięcia niektórych rozwiązań Polskiego Ładu i w tym sensie jest to z pewnością krok w dobrym kierunku – komentuje Kozłowski.

Trendy cenowe na warszawskim rynku mieszkaniowym

Ostatnie dwa lata na rynku mieszkaniowym były czasem wielu perturbacji. W 2020 roku rynek szybko pozbierał się po nagłych zawirowaniach związanych z pandemią. W 2021 roku wszystko wskazywało na to, że wracamy do czasów, kiedy koronawirus jeszcze nie zagościł w naszym codziennym życiu. Znowu czekały nas zmiany. Najpierw te, które były do przewidzenia – czyli podwyżki stóp procentowych przez RPP. Teraz te nagłe – czyli atak Rosji na Ukrainę. W naszym opracowaniu pokazujemy, jak minął ubiegły rok na wtórnym rynku mieszkaniowym i jak sytuacja wygląda teraz.

  • Podaż na rynku wtórnym w ostatnich dwóch latach utrzymywała się na stałym poziomie
  • Średnie ceny ofertowe w stolicy ponownie wzrosły dwucyfrowo
  • Przeciętna cena transakcyjna za 1m2 mieszkania w Warszawie przekroczyła w 2021 roku 12,2 tys. zł
  • 2022 rok będzie rokiem zmian na rynku mieszkaniowym. Czy czekamy na korektę?

Oferta na warszawskim rynku wtórnym w 2021 roku

Unikalna liczba nowych ogłoszeń i średnie ceny ofertowe w Warszawie

Podaż na rynku wtórnym w ostatnich dwóch latach utrzymywała się na stałym poziomie. W 2021 roku liczba unikalnych ogłoszeń sprzedaży[1] mieszkań wzrosła w Warszawie o 3% w porównaniu do 2020 roku (49 tys. unikalnych ogłoszeń w 2020 r. vs 50,4 tys. w 2021 r.) Najwięcej lokali wprowadzono do oferty w I kw. 2021 roku. Od II kw. 2021 liczba mieszkań w ofercie rynku wtórnego spadła przeciętnie do poziomu 12 tys. ofert na kwartał. Po pierwszym kwartale obserwowaliśmy więc spadkowy trend liczby nowych ofert, który potrwał do końca roku.

W czasie, gdy liczba unikalnych ofert mieszkań malała, ceny ofertowe wciąż rosły. W IV kwartale 2021 roku przeciętna cena ofertowa za 1 m2 mieszkania z rynku wtórnego w segmencie popularnym[2] w Warszawie wyniosła 12,6 tys. zł. Wzrost cen na koniec roku wyniósł 11%. (IV kw. 2021 vs IV kw. 2020).

Unikalna liczba ogłoszeń sprzedaży mieszkań w Warszawie I kw. 2020 – IV kw. 2021Unikalna liczba ogłoszeń sprzedaży mieszkań w Warszawie I kw. 2020 – IV kw. 2021

Zmiana średniej ceny ofertowej w Warszawie [zł/m2]

Zmiana średniej ceny ofertowej w Warszawie

Transakcje zawierane na rynku wtórnym w 2021 roku

Średnie ceny transakcyjne 1 m2 mieszkania w Warszawie

Dynamika wzrostu cen transakcyjnych mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie była niższa niż wzrost cen ofertowych. W 2021 roku ceny lokali w stolicy wzrosły średnio o 6%. Na koniec roku szacowana cena transakcyjna w całym mieście wyniosła ponad 12 tys. zł/m2 mieszkania.[3]  W IV kw. 2021 roku za 1m2 lokalu mieszkalnego w Warszawie trzeba było zapłacić o 780 zł więcej niż w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Przy zakupie mieszkania o metrażu 50m2 cena sprzedaży była zatem przeciętnie wyższa o 40 tys. zł.

Średnie ceny transakcyjne mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie [zł/m2]Średnie ceny transakcyjne mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie

Rok 2022. Czy czekamy na korektę?

Nie da się ukryć, że etap wzmożonego popytu na mieszkania mamy już za sobą. Jest to naturalna sytuacja na rynku nieruchomości, który jest rynkiem cyklicznym. Cały 2021 rok był rokiem „odreagowania” rynku po nagłej sytuacji związanej z Covid-19 w 2020. Pesymistyczne prognozy dla rynku nieruchomości, jakie pojawiły się na początku pandemii, nie sprawdziły się. Ponadto obniżenie stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu 0,1% przyczyniło się do ponownego zwiększenia zakupów na rynku mieszkaniowym, zarówno na potrzeby własne i inwestycyjnie. W tym klimacie mijał kolejny rok.

Aktywność flipperów zwiększyła się w porównaniu do sytuacji z 2020 roku. Choć rosnące ceny – lub raczej wysokie wymagania sprzedających i trudności z wynegocjowaniem niższej ceny – dawały się im we znaki. Inwestorzy planujący wynajem musieli również dokładniej przyglądać się ofercie, ponieważ wzrost cen wpływał na stopę zwrotu z inwestycji, jednak w porównaniu do 2020 kupno na wynajem również wróciło do łask.

Ponadto biorąc pod uwagę osoby z gotówką, na rynku mieszkaniowym częstszym przypadkiem byli kupujący traktujący mieszkanie jako możliwość zachowania wartości pieniądza w czasie, czy kupujący dla dzieci, na przyszłość itp. Niska stopa referencyjna – 0,1% – była utrzymywana w Polsce przez większość roku, aż do października, a lokaty bankowe nie dawały zarobić.

Końcówkę 2021 roku można ocenić jako początek zmian. Na dobrą sprawę dopiero 2022 rok przynosi informację o możliwej i realnej korekcie popytu. Widać to szczególnie w obszarze zakupów finansowanych za pomocą kredytów, które wciąż stanowią wysoki odsetek w zakupach mieszkań przez Polaków. Z relacji doradców kredytowych wynika również, że mniej klientów pojawia się w ich biurach, co potwierdza dużo niższa liczba wniosków o kredyt mieszkaniowy złożonych w styczniu bieżącego roku

Ceny mieszkań rosły dynamicznie już od około 7 lat, obecnie osiągnęły wysoki poziom, choć tylko pod względem nominalnym. Realnie, czyli po uwzględnieniu zmian wynagrodzeń Polaków i inflacji, w czasie boomu 2007-2008 różnica między zarobkami Polaków a cenami nieruchomości była wyższa niż obecnie. W tym cyklu dopiero 2021 rok był czasem, kiedy relacja pomiędzy zarobkami Polaków a cenami mieszkań zaczęła się pogarszać. Najtrudniej jest przewidzieć, jak mogą się zmienić ceny mieszkań w przyszłości. Takie prognozy są też nie do końca wartościowe, czego powinien nauczyć nas 2020 rok, gdy sytuacja na rynku zmieniła się nagle. Pojawiła się również w tym czasie masa prognoz mówiących o spadkach cen rzędu 15%-20% w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Dziś już wiemy, że żadna z tych prognoz się nie potwierdziła. Co więcej, w ciągu kolejnego roku ceny wzrosły, w niektórych miastach – nawet w tempie dwucyfrowym.

Rynek mieszkań dzieli się na pierwotny i wtórny. Do tej pory działania cenowe na rynku pierwotnym korelowały z rynkiem wtórnym, ale to sprawdzało się w warunkach wysokiego popytu. Na rynku pierwotnym przy odpowiednim doborze podaży, utrzymanie rosnących cen jest łatwiejsze niż na rynku wtórnym, który jest rozproszony (duża liczba indywidualnych jednostek sprzedających). W rezultacie na rynku wtórnym rządzi prawo popytu i podaży. Przy utrzymującej się podaży i równoczesnym spadku popytu trzeba obniżać ceny. Zanim to nastąpi, można jeszcze zaobserwować wydłużający się czas sprzedaży lokali.

Dopiero druga połowa roku może przynieść konkretne informacje. Istotne będzie, na jakim poziomie zatrzymają się podwyżki stóp procentowych kontynuowane przez RPP. W wariancie łagodnym seria podwyżek stóp zostanie zatrzymana, nastąpi też lekki spadek inflacji, co wpłynie na stabilizację popytu w dalszej przyszłości (perspektywa kolejnego roku). Możemy też mieć do czynienia ze scenariuszem bardziej pesymistycznym, gdy główna stopa procentowa rośnie powyżej oczekiwań i nakładają się na to inne czynniki gospodarcze działające hamująco. Wtedy na rynku możliwa będzie korekta cen. Wiele mieszkań gorszych jakościowo ma dziś wysokie ceny, nieadekwatne do standardu, więc taka zmiana może w pierwszej linii objąć te nieruchomości.

Czynników hamujących popyt będzie w bieżącym roku więcej niż tych, które go generują. Jeszcze do niedawna były to zadowalający wzrost gospodarczy i dobre prognozy dla Polski; obecnie rezultaty wojny są jednak nie do przewidzenia, a prognozy dla naszej gospodarki – dość mocno rozproszone.

Mniejszy wpływ na popyt, ale z tendencją rosnącą w czasie, będą miały zakupy nieruchomości przez obcokrajowców (w tym większa migracja z powodu sytuacji na Ukrainie; może wzrosnąć popyt na kupno i najem mieszkań).

Na popyt będzie mieć też wpływ fakt, że dla wielu osób wciąż brakuje alternatyw dla ochrony kapitału przed inflacją (choć atrakcyjność lokat bankowych powinna rosnąć). Niektórzy traktują też inwestycję w nieruchomości jako dywersyfikację lokowania gotówki – kupno lokalu jest wtedy jedną z wielu innych form inwestycji. Pewne znaczenie będzie mieć również rządowy program Mieszkanie bez wkładu własnego choć przy rosnących stopach dla samych konsumentów może być pułapką, skoro beneficjentami są osoby bez oszczędności.

Na końcu mamy jeszcze czynniki nie do przewidzenia, choć mogą one z czasem mocno ingerować w sytuację na rynku. Atak Rosji na Ukrainę stał się faktem. Konflikt bezpośrednio wpływa na wzrost inflacji (rynki surowców już reagują, w tym surowców rolnych i energetycznych). Dla banku centralnego jest to duży dylemat i może oznaczać większą skalę podwyżek stóp procentowych.

Nagłe sytuacje oczywiście od razu nie mają wpływu na polski rynek nieruchomości. Jakiekolwiek zmiany zauważamy po kilku miesiącach. Na podwyżki stóp procentowych już jesteśmy przygotowani, ponieważ RPP je zapowiadała. Jednak kluczowa jest ich skala, a w przyszłości ważne będą również nastroje konsumenckie u nas w kraju. Jeśli mocno się obniżą, może to wpłynąć na rynek. Z drugiej strony konflikt na Ukrainie oznacza większą imigrację do naszego kraju, a więc popyt na najem.

[1] liczba nowych unikalnych ofert mieszkań wystawionych na sprzedaż w danym kwartale. liczba ofert utworzonych w danym okresie (czyli przykładowo, jeśli mieszkanie weszło na rynek w Q1 2020 i było ciągle aktywne w Q2 2020 to zaliczane jest tylko do Q1 2020)

[2] Czyli z wyłączeniem mieszkań z segmentu premium

[3] Z uwagi na opóźnienia w rejestrowaniu danych transakcyjnych przekazywanych przez powiatowy RCiWN (Rejestr Cen i Wartości Nieruchomości) cena średnia z III i IV kw. 2021 roku może ulec zmianie po uzupełnieniu braków. Wciąż trwa proces zasilania bazy w transakcje zawarte we wspomnianych kwartałach. Cena za III i IV kw. została prognozowana na podstawie średniego tempa wzrostu cen oraz przeciętnego wzrostu cen mieszkań w Warszawie na podstawie danych NBP.

SatRevolution wybuduje fabrykę nanosatelitów w Australii

SatRevolution, czołowy polski podmiot z sektora kosmicznego, dostarczy nowoczesną platformę satelitarną CubeSat 6U oraz będzie odpowiadać za jej obsługę dla Australijskiej Sieci Produkcji Kosmicznej (Australian Space Manufacturing Network, ASMN). W ramach realizacji programu o wartości 157 mln USD spółka planuję budowę fabryki nanosatelitów w Australii. Projekt zyskał finansowanie australijskiego rządu w wysokości 52 mln USD.

Australijska Sieć Produkcji Kosmicznej (ASMN) to inicjatywa australijskiej firmy Gilmour Space Technologies, która przy wsparciu funduszy VC, rządu australijskiego i innych podmiotów, planuje zrealizować projekt o wartości 157 mln USD, w ramach programu rządu federalnego Modern Manufacturing Initiative – Collaboration (MMI-C). Inicjatywa ta ma na celu utworzenie trzech nowych obiektów na potrzeby rozwoju australijskiego sektora kosmicznego:

  • wspólnego ośrodka testowego i produkcyjnego, umożliwiającego członkom przyspieszyć proces badawczo – rozwojowy przy niższych kosztach,
  • zaawansowanej fabryki rakiet i satelitów, który zarządzany będzie przez Gilmour Space,
  • orbitalny port kosmiczny w Abbot Point w północnej części Queensland, dzięki któremu będzie możliwe wysłanie obiektów w przestrzeń kosmiczną

Całkowita wartość programu MMI-C opiewa na kwotę 1,3 mld USD.

SatRevolution, które zostało jednym z partnerów inicjatywy MMI-C, dostarczy platformę satelitarną CubeSat 6U oraz zintegruje ją z napędem przygotowanym specjalnie do projektu przez Neumann Space. W kolejnym kroku polska firma ma poprowadzić misję kosmiczną i przyjąć rolę operatora powstałego satelity.

– Bardzo cieszymy się z nawiązanej współpracy w ramach programu oraz uzyskania rządowego finansowania dla projektu. Ta współpraca otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju, zarówno na rynku australijskim, jak i stanowi punkt odniesienia w naszej globalnej ekspansji. Prace przygotowawcze do projektu rozpoczną się już wkrótce, a jego realizacja planowana jest na trzeci kwartał 2022 roku.  – komentuje Grzegorz Zwoliński, prezes i współzałożyciel SatRevolution.

Celem ASMN jest stworzenie wiodącego na świecie ośrodka produkcji i współpracy, który połączy możliwości ponad 30 partnerów w celu dostarczenia najnowocześniejszych rakiet nośnych i technologii dla małych satelitów. Wśród firm zaangażowanych w przedsięwzięcie tylko dwie są spoza Australii, w tym właśnie SatRevolution. To niewątpliwie wielkie osiągnięcie dla polskiej spółki i docenienie jej rozwiązań na globalnym rynku kosmicznym.

Rekordowy wzrost przychodów 4fun Media. Miesięczna sprzedaż spółki urosła w lutym o 52%. Przychody grupy kapitałowej wzrosły od początku roku o 40%

Przychody 4fun Media SA (w trakcie zmiany nazwy na Digital Network) wzrosły w lutym o 52% r./r. W przypadku spółki Screen Network SA, odpowiedzialnej za 90% sprzedaży Emitenta, wzrost był jeszcze wyższy i wyniósł 54% r./r. Od początku 2022 roku łączna sprzedaż na poziomie grupy kapitałowej wzrosła o 40%, natomiast jej lider – Screen Network – odnotował wzrost wynoszący 44,5%.

4fun Media SA podała szacunkowe wyniki sprzedaży za luty br. Przychody skonsolidowane wyniosły 2,93 mln zł i były o 52% wyższe w stosunku do lutego 2021 roku. W przypadku spółki zależnej – Screen Network, lidera rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej – wzrost sprzedaży okazał się jeszcze wyższy i wyniósł 54%. Przychody grupy kapitałowej od początku 2022 roku są szacowane na poziomie 4,976 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 40%.

Doskonałe wyniki sprzedaży umacniają nas na pozycji lidera rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej i potwierdzają słuszność decyzji, aby skoncentrować się w całości na najszybciej rosnącym segmencie reklamy zewnętrznej. Rekordowy wynik sprzedaży za luty cieszy tym bardziej, że I kwartał ze względu na specyfikę branży, tradycyjnie należy do najsłabszych w roku. Pokazuje to potencjał do dalszych wzrostów w 2022 r. – komentuje Wojciech Bieńkowski, prezes 4fun Media. – Wyróżnikiem naszego modelu biznesowego jest rosnąca rentowność zysku netto przy rosnącej utylizacji wykorzystania sieci ekranów cyfrowych – dodaje Bieńkowski.

Grupa kapitałowa 4fun Media w zeszłym roku uporządkowała aktywa i zdecydowała o koncentracji działalność wokół spółki Screen Networ SA – lidera cyfrowej reklamy zewnętrznej w Polsce. Cyfrowa reklama zewnętrzna jest nowoczesnym wydaniem reklamy zewnętrznej z wykorzystaniem ekranów LED zamiast klasycznych nośników typu bilbord. 4fun Media poprzez swoją spółkę zależną Screen Network SA zarządza największą w Polsce siecią ponad 20 tysięcy ekranów reklamowych LED, docierającą codziennie z przekazem reklamowym do 6,2 mln konsumentów.

Udział reklamy cyfrowej w reklamie zewnętrznej w Polsce wynosi 15% i według naszych szacunków ulegnie podwojeniu w ciągu najbliższych 5 lat. Ponadto, rynek cyfrowej reklamy zewnętrznej rośnie podwójnie – rośnie zarówno wartość rynku całej reklamy zewnętrznej, a dodatkowo rozpędza go transformacja z tradycyjnych bilbordów do nowoczesnych ekranów LED.  Jako lider segmentu cyfrowego w Polsce będziemy głównym beneficjentem tej transformacji – zaznacza Wojciech Bieńkowski, prezes 4fun Media.