Preferencje podatkowe dla przedsiębiorców pomagających obywatelom Ukrainy

Preferencje podatkowe czekają na tych przedsiębiorców, którzy zdecydują się na pomoc obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Co ważne, nowe przepisy weszły w życie z chwilą ich ogłoszenia i obowiązują z mocą wsteczną, czyli od 24 lutego 2022 roku.

Dokładnie 12 marca br. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. W pakiecie działań znalazły się również rozwiązania podatkowe, poszerzające katalog wcześniejszych preferencji, z których podatnicy mogą korzystać.

Jak podkreśla Ministerstwo Finansów, wraz z nowymi przepisami wprowadzone zostają w życie takie rozwiązania podatkowe, które są korzystne nie tylko dla samych obywateli Ukrainy, lecz również i dla tych przedsiębiorstw, które pomagają osobom pokrzywdzonym skutkami działań wojennych. – Jak wynika z ustawy, polscy podatnicy, udzielający pomocy obywatelom Ukrainy, nie zapłacą podatku dochodowego. Co ważne, pomoc będzie rozliczana w podatkowych kosztach przedsiębiorstw. Oprócz tego, wprowadzone rozwiązania poszerzają również te preferencje, które obowiązywały do tej pory – mówi Teresa Warska, specjalistka ds. księgowości w Systim.pl

Do takich należy między innymi możliwość odliczania darowizn, które zostały przekazane na działalność pożytku publicznego (prowadzą je zarówno organizacje pozarządowe, jak i fundacje oraz stowarzyszenia). – Wartość darowizny odliczyć należy od kwoty dochodu, gdzie w przypadku osób fizycznych (PIT) odliczenie może wynieść maksymalnie do 6 proc. dochodu, zaś w przypadku firm (CIT) do 10 proc. dochodu. Odliczeniu od podstawy opodatkowania podlegają również darowizny, które zostały przekazane na cele krwiodawstwa realizowanego przez honorowych dawców krwi – dodaje Teresa Warska z Systim.pl.

Dodatkowo, na mocy ustawy zwolnione z podatku dochodowego będą świadczenia pieniężne od rządu dla tych podatników, którzy udzielają pomocy uchodźcom. Ministerstwo Finansów informuje, że chodzi o te przedsiębiorstwa i osoby, które przyjmą uchodźców wojennych z Ukrainy i będą otrzymywać od państwa dodatkowe środki na każdego przyjętą osobę. W ramach tej preferencji podatkowej otrzymywane świadczenia będą wolne zarówno od PIT, jak i  CIT.

Korzystne rozwiązania podatkowe czekają również na tych przedsiębiorców, którzy niosą pomoc dla Ukrainy za pośrednictwem organizacji pozarządowych (również z Ukrainy), jednostek samorządu terytorialnego, Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych oraz podmiotów wykonujących działalność leczniczą, a także z zakresu ratownictwa medycznego na terytorium Polski i Ukrainy. Powyższe rozwiązanie obowiązywać będzie od 24 lutego do 31 grudnia 2022 roku.

Narodowy Bank Czeski wesprze koronę

Banki centralne przygotowują się do ostrej walki z inflacją. Węgierski MNB w tym tygodniu podniósł podstawową stopę procentową o 1% na 4,4%. Stopa inflacji w lutym mierzona za pomocą wskaźnika cen konsumpcyjnych wyniosła na Węgrzech 8,3%. W najbliższych miesiącach spodziewany jest kolejny wzrost – zarówno cen, jak i stóp procentowych. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Czechach, gdzie inflacja w lutym osiągnęła 11,1%, a wzrost cen przewiduje się w tym roku na poziomie 13-14%. Dlatego przedstawiciele banku centralnego muszą być bardziej stanowczy w zacieśnianiu polityki pieniężnej. Do tej pory, jako główny instrument walki z inflacją, CNB stosował stopy procentowe. Główna stopa procentowa w Czechach wynosi obecnie 4,5%, ale bez wątpienia wzrośnie powyżej 5, a może nawet powyżej 6% w ciągu najbliższych miesięcy. CNB oświadczył, że jest skłonny wykorzystać kurs walutowy jako narzędzie do walki z inflacją. Ta słowna interwencja pomogła w tym tygodniu koronie w dalszym umacnianiu. Dzięki zacieśnianiu polityki pieniężnej czeska waluta umacnia się i jest realna szansa, że będzie dalej się umacniać w kolejnych miesiącach. To, czy umocni się wobec złotego, będzie zależało od wojny w Ukrainie i jej eskalacji/deeskalacji oraz chęci CNB do zacieśnienia polityki pieniężnej.

Złoty w tym tygodniu skorygował część zysków z ostatnich dwóch tygodni i osłabił się na poziom 4,74 PLN/EUR. Eurodolar lekko się osłabił i w piątek rano jego kurs wynosił 1,101 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Instytucja prekarium – rozwiązanie, które powinien poznać każdy, kto chce nieść pomoc uchodźcom

Ostatnie tygodnie pokazały olbrzymią falę dobroci Polaków płynącą w stronę Ukrainy i jej obywateli, uciekających z ogarniętego wojną kraju. Wsparcie płynie zarówno od osób prywatnych, jak i firm. Przekazywane są środki finansowe, dary rzeczowe, a także udostępniane są lokale mieszkalne dla uchodźców. Specustawa, czyli ustawa z dnia 12 marca 2022r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terenie tego państwa, reguluje wiele istotnych obszarów prawnych związanych z tym wsparciem, jednak wciąż wątpliwości budzą zapisy z zakresu regulacji prawa pobytowego. Dlatego też na popularności zarówno wśród osób prywatnych, jak i przedsiębiorców niosących pomoc uchodźcom, zyskuje instytucja prekarium.

Brak precyzyjnych przepisów z zakresu regulacji prawa pobytowego, uwzględniających nietypową i nieoczywistą sytuację w jakiej się znaleźliśmy, budzi obawy głównie w wymiarze ochrony wynajmującego mieszkanie. Rodzi się pytanie, czy chęć bezinteresownej pomocy w postaci użyczenia lokalu dla uchodźców nie przerodzi się w długoterminowe i niestety przykre konsekwencje w postaci trudności z odzyskaniem dostępu do swojej własności i koniecznością przeprowadzenia procesu eksmisyjnego. Osoby prywatne i przedsiębiorcy niosący pomoc, przede wszystkim chcą pomagać świadomie i z głową, pamiętając o swoich prawach. Wskazanym byłoby zatem, aby ustawodawca uwzględnił wyjątkowość sytuacji i zadbał o ochronę także wynajmujących, zwłaszcza w sytuacji wciąż rosnącego popytu na mieszkania dla uchodźców, czy to do wynajmu czy do bezpłatnego użyczenia.

Odpowiedź – prekarium

Odpowiedzią na zaistniałą sytuację jest instytucja prekarium. Nie jest to nowe zjawisko – wywodzi się jeszcze z prawa rzymskiego. Obecnie nie istnieje jednak definicja prekarium. Co więcej, nie jest ono ustawowo uregulowane. Jego istnienie, a co za tym idzie możliwość powoływania się na niego w sytuacjach, takich jak obecna, potwierdza jednak orzecznictwo sądowe.

Żeby wyjaśnić, czym jest prekarium najlepiej wymienić jego nieodłączne cechy, co jednocześnie wyjaśni, dlaczego instytucja ta zyskuje na znaczeniu i jest rekomendowana dla osób, które chcą przyjąć pod swój dach uchodźców.

Prekarium jest nieodpłatne – mamy z nim do czynienia, gdy pojawiają się względy grzecznościowe i humanitarne, a nie chęć zarobku. Korzystający z lokalu uchodźca nie ponosi w związku z tym żadnych kosztów.

Tym prekarium różni się od umowy najmu, gdzie najemca płaci czynsz, czy też użyczenia, w którego przypadku zgodnie z kodeksem cywilnym biorący w użycie ponosi koszty utrzymania rzeczy używanej, czyli np. koszty eksploatacyjne związane ze zużyciem mediów: gazu, prądu, wody.

Prekarium jest faktyczne – dla uznania, że mamy z nim do czynienia istotny jest fakt zaistnienia takiej gościny, a nie zawarcia dokumentów i oświadczeń na piśmie. Między innymi dlatego mówimy o instytucji, a nie umowie prekarium, które nie jest stosunkiem prawnym.

Niemniej jednak, choć nie jest to konieczne, także przy prekarium warto spisać jakiś dokument, przy czym nie będzie to ani umowa, ani porozumienie, a oświadczenie. Jego spisanie niesie korzyści dla obu stron – właściciel lokalu wie komu go użycza, natomiast uchodźcy, korzystający z gościny, mogą potwierdzić, że mają tymczasowe lokum.

 

Prekarium jest krótkoterminowe – raczej nie określimy w ten sposób sytuacji, gdy w lokalu należącym np. do firmy ktoś przebywa nieodpłatnie rok, a tym bardziej dłużej. Jak wskazał to wyrok Sądu Najwyższego z 1 września 1958 roku w takiej sytuacji mielibyśmy już do czynienia ze stosunkiem prawnym. Przy czym brak w polskim prawie domniemania istnienia stosunku prawnego sprawia, że nie trzeba zakładać, że zawsze taka długotrwała gościna zostanie uznana za użyczenie. W wyjątkowej sytuacji, w jakiej się obecnie znaleźliśmy, udostępnienie lokalu uchodźcy, nawet na długi okres, może być raczej oceniane w kategoriach grzecznościowych i chęci pomocy.

W kontekście umów najmu czy użyczenia ważnym elementem jest określenie okresu ich obowiązywania. W sytuacji, gdy chcemy bezinteresownie pomóc, a tym bardziej w przypadku uchodźców, którzy nie wiedzą, kiedy będą mogli wracać do Ukrainy lub kiedy staną na własne nogi, by samodzielnie zadbać o swoje utrzymanie w Polsce (a więc także zakwaterowanie), trudno jest określać okres obowiązywania umowy.

 

Prekarium jest odwołalne – właściciel w łatwy i szybki sposób może odzyskać oddany w gościnę lokal. Przedsiębiorca czy osoba prywatna w każdej chwili może odebrać swoją własność, a osobie, która z niej korzystała nie przysługuje ochrona prawna. To najważniejsza cecha prekarium pod względem ochrony i korzyści dla przekazującego mieszkanie.

Odwołalność to zasadnicza różnica w porównaniu z najmem czy użyczeniem, które często zawierane są na czas określony. Poza tym oba stosunki prawne podlegają przepisom dotyczącym eksmisji z ustawy z 21 czerwca 2001 roku o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego. Proces eksmisyjny może być bardzo długi, ponieważ po wyroku trzeba czekać na zapewnienie lokatorowi lokalu socjalnego przez gminę, a z tymi były trudności, a obecnie są jeszcze większe właśnie w związku z napływem obywateli z Ukrainy. Trzeba też pamiętać o obowiązującej wciąż specustawie covidowej, która wprowadzała czasowy zakaz przeprowadzania eksmisji. Przepisy te wciąż działają w stosunku do umów najmu. Na mocy ustawy z 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, zakaz eksmisji został zniesiony w stosunku do umów użyczenia zawieranych z uchodźcami z Ukrainy. Tym niemniej wciąż aktualnym pozostaje problem z uzyskaniem wyroku eksmisyjnego i zapewnienie lokalu socjalnego.

 

Podsumowując, warte pochwały i docenienia są wszelkie akty wsparcia dla uchodźców ze strony firm i osób prywatnych. Nie możemy jednak zapominać, że pomoc nie powinna być za wszelką cenę i narażać osób i firm, które chcą podzielić się tym, co posiadają. Dziwi zatem fakt, że od samego początku ustawodawca nie widział takiej potrzeby, nie umieszczając w specustawie precyzyjnych przepisów, które chroniłyby także prawa właścicieli lokali. Na szczęście praktycy prawa znajdują rozwiązania właściwe dla obu stron, jak prekarium, które w obecnej sytuacji zyskuje na znaczeniu, jako rozwiązanie właściwe pod kątem moralnym. Skoro firma chce pomóc bezinteresownie uchodźcom powinna wybrać opcję, która rzeczywiście zakłada nieodpłatną pomoc. Nie powinna jednak zapominać o własnych potrzebach i korzyściach, a prekarium okazuje się rozwiązaniem najbardziej bezpiecznym.

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Firmy leasingowe ostrzegają przed nowym sposobem działania przestępców

Klienci firm leasingowych bywają namawiani przez pośredników, zajmujących się wywożeniem pojazdów z Polski do Francji, do zawierania umów leasingowych, a następnie podnajęcia aut. Z takiej inwestycji obiecywane są ogromne zyski, reklamowane jako dochód pasywny. Często jednak klient firm leasingowej nie ma świadomości ryzyka, jakie za tym idzie oraz kontroli nad tym, co się dzieje z pojazdem. Nie wie, gdzie się znajduje, ani kto go użytkuje.

Na naszym rynku pojawili się pośrednicy, którzy wyszukują klientów firm leasingowych (często są to lekarze, pracownicy branży IT czy inni dobrze opłacani specjaliści) z pozytywną historią kredytową i proponują im wejście w zyskowny biznes – ostrzega Związek Polskiego Leasingu. Polega on na wzięciu w leasing samochodu i podnajęciu go pośrednikowi z przeznaczeniem na zagraniczne rynki (głównie francuski). Początkowo, przez kilka miesięcy, biznes działa poprawnie, aż do momentu w którym okazuje się, że aktywo zostało całkowicie zniszczone np. podczas nielegalnych wyścigów samochodowych lub jest wykorzystywane do przemytu narkotyków czy wyłudzania ubezpieczenia. Łamane są przepisy drogowe i kodeks karny.

Przestępcy koncentrują się na drogich, sportowych samochodach, najczęściej takich marek jak: Audi,  BMW, Mercedes, Porsche, Volkswagen, które następnie są wywożone poza granice Polski i wynajmowane w tamtejszych wypożyczalniach. Samochody są kierowane głównie do Francji, choć mogą trafić także do innych krajów np. do Hiszpanii czy Holandii.

Auta są wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem i ulegają zniszczeniu, a w takich przypadkach zakłady ubezpieczeń odmawiają wypłaty odszkodowania z tytułu AC. Auta uczestniczące w przestępstwach są zatrzymywane przez organy ścigania i mogą być skonfiskowane. Konsekwencją takiej sytuacji jest konieczność zapłaty całego zobowiązania w stosunku do firmy leasingowej przez klienta, który zdecydował się użyczyć auto innemu podmiotowi bez uprzedniej zgody leasingodawcy, nie spełniając tym samym innych warunków kontraktu leasingowego.

Przykłady:

  1. Sportowy samochód został wzięty w leasing przez klienta, który od razu przekazał go na potrzeby wynajmu we Francji. Po dwóch miesiącach okazało się, że samochód został wywieziony do Burkina Faso, a tam rozbity. Wysokie koszty sprowadzenia takiego pojazdu obciążają klienta.
  2. Klient wziął w leasing sportowy samochód, który po kilku miesiącach został odnaleziony całkowicie spalony na terenie Francji. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania.
  3. Na początku września 2021r., we francuskiej Marsylii, policja zatrzymała osiem pojazdów. Samochody były użytkowane przez handlarza narkotyków na podstawie kontraktów „ręcznie” spisywanych na krawędzi maski. Samochody były zarejestrowane w Polsce, ale nie posiadały drogowego ubezpieczenia wymaganego przez francuski kodeks drogowy i ubezpieczeniowy. Policja skonfiskowała osiem pojazdów, w tym Audi Q8, a następnie zostały one wystawione na licytację. Odzyskanie samochodów nie jest możliwe.

Na tym etapie nie można wskazać jednego schematu postępowania. W proceder zamieszani bywają zarówno klienci firm leasingowych, jak i dostawcy czy pracownicy dostawców. Eksperci Związku Polskiego Leasingu zwracają uwagę, że sprawa może dotyczyć również klientów, którzy mają pozytywną historię kredytową w danej firmie leasingowej.

Co powinno wzbudzić czujność klientów?

  1. Propozycja zyskownego biznesu, związanego z podnajęciem leasingowanego samochodu z przeznaczeniem na zagraniczny rynek (opłata za podnajęcie znacznie przewyższa ratę leasingu).
  2. Propozycja wydania samochodu osobie / podmiotowi trzeciemu.
  1. Propozycja uregulowania opłaty za najem za dłuższy okres, np. za rok z góry.
  1. Oferowanie na start do kilkunastu tysięcy zł zwrotu kosztów z tytułu rabatu uzyskanego przy zakupie samochodu. W praktyce klienci i tak zapłacą za ten rabat, który zostanie wkalkulowany w raty leasingowe.
  2. Przedmiotem umowy ma być sportowa wersja popularnej marki samochodów (np. Mercedes AMG, Audi RS i S, BMW M).
  3. Auto powinno zostać skonfigurowane w najbogatszej wersji wyposażenia.
  4. Auto nie ma rozszerzonej polisy ubezpieczeniowej o ryzyko podnajmu, jazd wyścigowych itp.
  5. Brak informacji dotyczącej tego, co się będzie działo z autem, kto je będzie użytkował.

Prawie 300 mln zł przychodów Grupy R22 w 2021 r.

Grupa R22 kontynuuje dynamiczny rozwój, zwiększając skalę działalności oraz osiągane wyniki finansowe. W ubiegłym roku przychody wzrosły o 33 proc. do 296,6 mln zł, a skorygowana EBITDA zwiększyła się o 26 proc. do 77,2 mln zł. Skorygowany zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej był o 28 proc. większy niż rok wcześniej i wyniósł 28,9 mln zł, czyli 2,06 zł na jedną akcję. Dynamiczny wzrost wyników Grupy wspierany jest przez korzystne trendy rynkowe w zakresie cyfryzacji i automatyzacji gospodarki oraz ekspozycję na szybko rosnącą branżę e‑commerce.

– Ubiegły rok w Grupie R22 obfitował w wiele ważnych momentów i udanych działań rozwojowych. Najbardziej widocznym wydarzeniem było z pewnością IPO i giełdowy debiut Vercom, ale warto wyróżnić również nasze nowe inwestycje. Dołączenie do Grupy spółek SellIntegro, Zenbox, Freshmail oraz PushPushGo przyczyniło się do istotnego zwiększenia bazy klientów i poszerzenia oferty produktowej, w szczególności w obszarze e-commerce. Wpływ na dynamiczny wzrost wyników miały również skuteczne działania na obecnej bazie klientów. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22.

Skorygowana EBITDA segmentu cyber_Folks wzrosła w 2021 r. aż o 32 proc. r/r do 40 mln zł, co było możliwe dzięki 11 proc. wzroście przychodów oraz wyraźnemu wzroście rentowności segmentu. Jest to efektem przeformatowania bazy klientów – przy zbliżonej rok do roku liczbie klientów zdecydowanie więcej jest tych aktywnie korzystających z oferty, w szczególności z branży e‑commerce.

Grupa cyber_Folks obsługuje już ponad 40 tys. sklepów internetowych. To ważny dla nas segment, który charakteryzuje się wyższym stopniem wykorzystania oferty oraz większym potencjałem dalszego wzrostu. Systematycznie rozszerzamy naszą ofertę w tym obszarze – zarówno poprzez rozwój nowych produktów, jak i poprzez inwestycje – m.in. zrealizowana w ubiegłym roku inwestycja w SellIntegro. – komentuje Jakub Dwernicki.

Dynamicznie rośnie również skala działalności Profitroom. W 2021 r. wartość rezerwacji hotelowych dokonanych za pośrednictwem tej platformy wyniosła 716,7 mln zł, co oznacza wzrost o 60 proc. r/r. Przełożyło się to na 38,2 mln zł przychodów oraz 8,9 mln zł EBITDA, co stanowi prawie 3-krotny wzrost względem roku 2020 r. Obecnie Profitroom koncentruje się na działaniach zwiększających skalę działalności i generowanych przychodów, w szczególności poprzez ekspansję zagraniczną w krajach hiszpańskojęzycznych.

– Intensywnie pracujemy nad rozwojem naszej Grupy, w głównie w obszarze rozwiązań technologicznych i usług dla e-commerce. Jest to dla nas szczególnie ważne, ze względu na dynamiczny wzrost tego rynku oraz możliwość zaproponowania klientom tego segmentu szeregu usług dodatkowych i wsparcie ich w rożnych aspektach prowadzenia biznesu. Wspomniane wcześniej transakcje wzmacniają nasze wysiłki w zakresie wzrostu organicznego. Nasza Grupa opiera się na trzech głównych filarach: Grupa cyber_Folks, Grupa Vercom i segment SaaS. – podsumowuje Jakub Dwernicki.

(tys. zł) 2020 2021 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 222 724 296 600 33%
EBIT 40 993 48 556 18%
Skorygowana EBITDA* 61 357 77 211 26%
Koszty transakcyjne 1 027 2 555 149%
ESOP Vercom 0 1 796
Organizacja oferty publicznej Vercom 0 297
Korekta przychodów przyszłych okresów 0 373
Zysk netto 27 479 33 029 20%
Skorygowany zysk netto 29 666 38 878 31%
Zysk netto dla akcjonariuszy jednostki dominującej 20 469 25 437 24%
Skorygowany zysk netto dla akcjonariuszy jedn. dom. 22 509 28 856 28%

 

Pracodawcy: osoby z Ukrainy muszą pilnie uczyć się języka polskiego. Od tego zależy ich powodzenie na rynku pracy

Eksperci rynku pracy: „Natychmiast należy umożliwić uchodźcom wojennym intensywną naukę języka polskiego”.

Najpierw ważne było, by zapewnić osobom z Ukrainy schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Od momentu rozpoczęcia brutalnego ataku Rosji na Ukrainę minął miesiąc i powoli do głosu dochodzą też głosy sugerujące, że czas myśleć o tym, jak zapewnić uchodźcom wojennym szansę na godne życie. Eksperci nie mają wątpliwości, że praca daje im niezależność, poczucie przynależności do społeczeństwa oraz godność. – Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że wiele osób z Ukrainy zgłasza się do nas i prosi o pomoc w znalezieniu pracy. To pielęgniarki, fryzjerki, osoby doskonale gotujące i zajmujące się cukiernictwem. Nie brakuje też osób, które szukają jakiejkolwiek pracy, która da im szansę na szybką wypłatę np. po tygodniu pracy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy, prokurent w Idea HR Group. Zaskakujące może być, że na rynku pracy nie ma wysypu ofert dla pracowników z Ukrainy. – Przedsiębiorcy są ostrożni. Obawiają się, że osoby, które teraz przybyły do Polski za kilka tygodni odejdą. Pojawiły się także inne postulaty np. dotyczące nauki języka – dodaje ekspertka.

Nie ma jeszcze zbyt wielu ofert pracy dla osób z Ukrainy. To się może zmienić w każdej chwili

Przedsiębiorcy przyglądają się sytuacji z dużą ostrożnością. Niektórzy mogą być zaskoczeni tym, że z jednej strony rynek pracy narzeka na braki kadrowe, a z drugiej strony nie ma takiej sytuacji, że masowo ruszyły rekrutacje wśród osób, które dotarły do Polski uciekając przed wojną. Z czego może to wynikać? Przedsiębiorcy są bardzo asekuracyjni.

– Wygląda to trochę jak sytuacja w pierwszych tygodniach pandemii COVID-19. Nie wiemy co dalej, czy te osoby zostaną w Polsce, czy wrócą do ojczyzny, czy może konflikt będzie dalej eskalować i trzeba będzie zweryfikować swoje plany rozwojowe. Przedsiębiorcy mają trudną sytuacje i wiele rekrutacji zostało tymczasowo zawieszonych – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Rekrutacje w handlu, przemyśle, turystyce czy gastronomii lada dzień mogą ruszyć. Wtedy sytuacja osób z Ukrainy będzie pewniejsza i na pewno będą mogły liczyć na pracę. O ile w tzw. „międzyczasie” nie nastąpi żadna niespodziewana sytuacja. Eksperci przyznają, że najpoważniejszym problemem jest obecnie język. – W niektórych zawodach to bariera trudna do pokonania. Apelujemy o to, by natychmiastowo uruchomić środki, które pozwolą na to, by osoby z Ukrainy intensywnie uczyły się języka polskiego. Nie może to być wyłączny koszt przedsiębiorców, a wolontariat uczelni wyższych i organizacji pozarządowych nie jest wystarczający. Nauka języka to podstawa w dobrym onboardingu pracowników z Ukrainy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

„Osoby z Ukrainy powinny być agregowane przez rynek pracy nie „na chybił trafił” a zgodnie ze swoim wykształceniem i kompetencjami”

Język to podstawa w takich zawodach jak: handel, opieka społeczna, opieka medyczna, turystyka czy zawody usługowe.  – Ostatnie tygodnie pokazują, że osoby z Ukrainy mają bardzo dużą wiedzę i wysokie kompetencje. Powinny być agregowane przez rynek pracy nie „na chybił trafił” a zgodnie ze swoim wykształceniem i kompetencjami. Oczywiście może być tak, że niektórzy będą podejmować pracę tymczasowo poniżej swoich kompetencji, ale dlaczego zatrudniona przy sprzątaniu ma być świetna pielęgniarka czy nauczycielka? Uważam, że szybkie przełamanie bariery językowej będzie korzystne dla rynku pracy i dla samych pracownic z Ukrainy – mówi Siedziniewska – Brzeźniak.

– Przed nami bardzo ciekawe tygodnie. Życzymy Ukrainie zwycięstwa w walce o wolność. Musimy być jednak gotowi na to, że osoby z Ukrainy zostaną z nami na dłużej. To właśnie ciągłości i gotowości do pracy na dłużej niż kwartał oczekują przedsiębiorcy – dodaje ekspertka.

W Polsce jest już ponad 2 miliony uchodźców wojennych i ta liczba z każdym dniem rośnie. Szacuje się, że nawet ponad 70% osób przyjeżdżających do Polski planuje szybko podjąć tutaj zatrudnienie.

Sytuacja na rynkach finansowych

Dziś rozpoczyna się dwudniowa wizyta prezydenta USA Joe Bidena w Polsce. Piątkowe notowania na GPW rozpoczęły się niewielkimi spadkami (WIG-20 -0,2 proc.). Wyjątkiem był sWIG-80, ale i tu zmiana była niewielka (+0,11 proc.). Dziś rano najwyższy poziom od 2,5 roku zaliczył WIG-CHEMIA, w który przekraczający 50 proc. udział mają akcje Grupy Azoty, której główną działalnością jest produkcja nawozów. Akcje tej spółki zajmują wśród składników mWIG-u 40 pierwsze miejsce pod względem skali tegorocznych wzrostów (+31,6 proc.).

Wśród składników WIG-u 20 nadal liderem pod względem skali tegorocznych wzrostów są akcje JSW (+117 proc.), wyprzedzając KGHM (+30,2 proc.) oraz PGE (+22 proc.). Na przeciwnym biegunie są akcje CCC (-42,41 proc.) oraz LPP (-34,19 proc.).

Wcześniej rano na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji (Nikkei 225 +0,14 proc.), ale zwracały uwagę nieco mocniejsze spadki chińskich indeksów (Hang Seng -2,47 proc.). Najwyżej w historii był dziś indonezyjski JCI, ale kończył sesję -0,67 proc. spadkiem.

Na giełdach europejskich lekką przewagę miały spadające indeksy, ale nie były to duże zniżki (DAX -0,18 proc., CAC 40 -0,15 proc.).

Po miesiącu odwieszone zostały notowani na rosyjskiej giełdzie. Ok. 9:30 RTS spadał w porównaniu do zamknięcia z 25 lutego o 11,68 proc. Kontrakty na amerykańskie indeksy lekko dziś rano spadały (S&P 500 -0,16 proc.).

Dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Korei Południowej wyszły na najwyższy poziom od 8 lat. Rentowności 10-latek w strefie euro i USA, które w ostatnich dniach osiągały swe nowe cykliczne szczyty lekko dziś rano spadały.

Ropa naftowa, która wcześniej drożała przez 5 sesji, lekko taniała dziś drugi dzień z rzędu (-1,9 proc.). Wczoraj najwyższy poziom od 5 lat osiągnęły ceny białego cukru.

Kurs USD/JPY zaczynał dzień na najwyższym od 6 lat poziomie powyżej 122, a później spadał (-0,64 proc.). Od początku roku umacnia się brazylijski real i wczoraj kurs USD/BRL spadł do najniższego poziomu od 2 lat.

Rosyjski rubel, który do 7 marca stracił połowę swojej wartości względem amerykańskiego dolara (kurs USD/RUB wzrósł z ok. 75 przed wojną do 150), od tamtej pory odrabiał część tych strat i dziś rano notowany był do USD na poziomie 98,7.

Złoty odrabiał dziś rano straty z dwu poprzednich dnia (EUR/PLN -0,76 proc., USD/PLN -0,89 proc.).

Kurs BTC/USD minimalnie dziś rano spadał (-0,13 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Na rynkach znów spore zamieszanie

Konflikt na Wschodzie, mimo że od rosyjskiej agresji minął już ponad miesiąc, dalej rządzi rynkami. W tle nieśmiało otwarto giełdę w Moskwie.

Złoty niespodziewanie traci i odrabia straty

Wczoraj wieczorem doszło do niespodziewanego osłabienia polskiej waluty. W szczytowym momencie euro podskoczyło nawet do 4,79 zł. Dzisiaj od rana jesteśmy z kolei świadkami gwałtownego ruchu powrotnego. Przez moment euro zbliżało się nawet do 4,73 zł. Biorąc pod uwagę nadchodzący weekend, może się okazać, że to nie koniec emocji. Na pozostałych walutach efekty były podobne. Trzeba też pamiętać, że przed weekendem inwestorzy mogą wykazywać się większą awersją do ryzyka i mniej chętnie kupować ryzykowne aktywa, w tym złotego. To z kolei może spowodować, że zaraz zobaczymy kolejny silny ruch.

Dobre dane ze Stanów

Wczoraj poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych za oceanem. 187 tysięcy to bardzo niska wartość jak na ten wskaźnik. Jest to niski parametr, nawet biorąc pod uwagę standardową sytuację, w jakiej znajdowała się amerykańska gospodarka przed pandemią. Dobra kondycja amerykańskiego rynku pracy tym bardziej uwiarygadnia plan podwyżek stóp procentowych. Głównym powodem, dla którego Rezerwa Federalna mogłaby teraz wstrzymać podwyżki, jest ryzyko wypędzenia gospodarki w recesję. Przy tak dobrej kondycji rynku pracy i innych parametrach ryzyko to jest minimalne.

Rosyjska giełda otworzyła się

Dzisiejsze otwarcie głównego rosyjskiego parkietu po miesięcznej przerwie określić można mianem dość spokojnego. Oczywiście przeszło 12% spadku to nie jest nic dobrego, z drugiej strony, jak na to co się działo z rosyjskimi spółkami notowanymi na zagranicznych parkietach, operacja zamrożenia giełdy na miesiąc jest sukcesem. Pamiętać też trzeba, że inwestorzy są w Rosji w pewnej pułapce. Nawet jak sprzedadzą akcje, to co zrobią teraz z pieniędzmi? W rezultacie może się okazać, że to nie koniec spadków. Z drugiej strony nie zanosi się na razie na włączenie SWIFT w Rosji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

AWS uruchamia dwa nowe programy akceleracyjne dla startupów

Amazon Web Services (AWS) uruchamia dwa programy AWS Global Accelerator dla startupów rozwijających technologie kosmiczne oraz tych działających na rzecz zrównoważonego transportu miejskiego. Uczestnicy programów, oprócz mentoringu specjalistów, mogą liczyć na wsparcie w ramach AWS Activate Credits o wartości do 100 tys. USD na pokrycie kosztów infrastruktury AWS.

Startupy odgrywają istotną rolę w rozwoju innowacji – także tych poprawiających jakość życia i rozwiązujących wyzwania, które stoją przed społeczeństwem, przemysłem i klimatem. Od piętnastu lat przedsiębiorcy współpracują z AWS, którego programy i usługi dają szansę ambitnym inicjatywom przeistoczyć się w stabilne firmy.

W obrębie AWS działa specjalny zespół składający się z byłych założycieli, inwestorów venture capital, specjalistów w zakresie technologii, liderów produktów i ekspertów merytorycznych, którzy codziennie wspierają startupy na różne sposoby, także poprzez programy akceleracyjne.

Jednym z nich jest AWS Startup Loft Accelerator, czyli wirtualny, dziesięciotygodniowy program, przygotowany z myślą o startupach z regionu EMEA we wczesnej fazie rozwoju. Opiera się on na czterech filarach: technologii, produkcie, wejściu na rynek oraz finansowaniu, i daje startupom dostęp do zasobów technologicznych AWS, inwestorów i liderów branży, którzy służą pomocą przy walidacji biznesowej (zaprojektowaniu i rozwinięciu produktów, udoskonaleniu biznesplanów i marketingu).

Podobnych programów w obrębie firmy jest więcej. Obecnie Amazon Web Services przyjmuje zgłoszenia do dwóch nowych:

  • AWS Space Accelerator – uruchomionego we współpracy z AlchemistX, dla startupów z całego świata rozwijających technologie kosmiczne,
  • oraz AWS Sustainable Cities Accelerator – dla startupów skoncentrowanych na dostarczeniu czystych, zrównoważonych technologii w zakresie mobilności i transportu dla szybko rozwijających się ośrodków miejskich.

Programy akceleracyjne AWS to szansa dla startupów z całego świata na pozyskanie niezbędnych środków na skalowanie swoich biznesów. Dzięki kilkutygodniowym warsztatom z profesjonalistami, firmy zyskują techniczną wiedzę, dostęp do infrastruktury AWS oraz cenne kontakty, dzięki którym będą mogły osiągnąć swoje indywidualne cele i urzeczywistnić swoje innowacyjne pomysły. Liczę, że wśród tegorocznych zgłoszeń zobaczymy też aplikacje polskich startupów – mówi Marek Zamłyński, AWS CEE Startup & VC manager.

Założenia programów akceleracyjnych AWS

Do udziału w dwóch nowych programach akceleracyjnych AWS zostanie wybranych dziesięć startupów, które wyróżniają się innowacyjnym pomysłem i wartością dla branży.

Każdy z nich otrzyma wsparcie w postaci:

  • AWS Activate Credit do nawet 100 tys. USD, do wykorzystania na infrastrukturę chmury AWS i zaawansowane usługi,
  • możliwość współpracy z klientami AWS oraz członkami AWS Partner Network,
  • specjalistyczne szkolenia i mentoring ekspertów AWS,
  • wsparcie marketingowe oraz w wejściu na rynek,
  • wytyczne dotyczące rozwoju biznesu i pozyskiwania funduszy od współpracowników AWS i programu akceleracyjnego,
  • możliwość nawiązania współpracy z innymi startupami, które zmagają się z podobnymi wyzwaniami.

Zgłoszenia do obu programów są otwarte do 15 kwietnia do godz. 23:59.

AWS Space Accelerator

Dokładnie 75 lat temu kamera na pokładzie rakiety V-22 udostępniła pierwsze zdjęcie wykonane tuż nad Linią Karmana – oficjalną granicą między atmosferą ziemską a przestrzenią kosmiczną. Postępy w inżynierii pomagają przenieść ludzką technologię daleko poza ziemską atmosferę. AWS wierzy, że wraz z utrzymywaniem się szybkiego tempa innowacji w globalnym przemyśle lotniczym, wiele z nich nadal będzie pochodziło od startupów.

Właśnie dlatego uruchomiony zostaje kolejny Akcelerator kosmiczny AWS. Jest to czterotygodniowy program, utworzony ponownie we współpracy z AlchemistX, opierający się na sukcesie grupy startupów z 2021 roku, która reprezentowała niesamowitą gamę rozwiązań związanych m.in. z: obserwacją Ziemi, robotyką, sprzętem i oprogramowaniem dla statków kosmicznych, operacjami satelitów, podróżami w kosmos i operacjami startowymi.

Do udziału w czterotygodniowym programie zostanie wybranych dziesięć startupów z całego świata, które chcą wykorzystać technologię AWS do przekształcenia przyszłości kosmosu i pomocy w rozwiązywaniu największych wyzwań branży.

AWS Sustainable Cities Accelerator

Miasta zajmują zaledwie 3 proc. powierzchni Ziemi, a mimo to odpowiadają za 75 proc. emisji dwutlenku węgla. Przy spodziewanym wzroście populacji miejskiej z czterech do sześciu miliardów do roku 2045, rozwój zrównoważonych miast jest kluczowym elementem walki ze zmianami klimatycznymi.

Akcelerator Zrównoważonych Miast AWS został uruchomiony we współpracy z Freshwater Advisors (doradcą ds. słodkiej wody) i Public Spend Forum (forum wydatków publicznych). Jego celem jest znalezienie dojrzałych startupów z całego świata, specjalizujących się w czystej technologii, które pracują nad mikromobilnością, logistyką ostatniej mili, optymalizacją parkingów miejskich i tras, infrastrukturą i aplikacjami do ładowania pojazdów elektrycznych, transportem Internetu Rzeczy (IoT) i optymalizacją ruchu, a także innymi rozwiązaniami promującymi zrównoważony transport i mobilność w środowisku miejskim.

W ramach sześciotygodniowego programu, AWS pomoże wybranym startupom w nauce wprowadzania innowacji i przyspieszenia ich rozwoju dzięki zaawansowanym technologiom opartym na chmurze. Wraz z zeszłorocznym Akceleratorem Czystej Energii AWS, jest to drugi program akceleracyjny ukierunkowany na zrównoważony rozwój.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów wybrał nowe władze

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), jedyna organizacja w Polsce reprezentująca branże wynajmu długoterminowego aut oraz Rent a Car, wybrał nowe władze. Prezesem Zarządu organizacji został ponownie wybrany Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Polska, pełniący tę funkcję od marca 2020 roku. Swoją pracę w Zarządzie PZWLP kontynuuje również Paweł Piórkowski, na co dzień Prezes wypożyczalni samochodów Hertz Polska (Motorent Sp. z o.o.). Do władz organizacji dołączyło ponadto kilka nowych twarzy. Wśród nowych Członków Zarządu PZWLP znaleźli się Rogier Klop, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału firmy LeasePlan, Frederic Lustig, Prezes Carefleet oraz Tomasz Kulesza, Wiceprezes Masterlease.

Zarząd PZWLP został wybrany przez Walne Zebranie organizacji na kolejną dwuletnią kadencję, upływającą w marcu 2024 roku. Na czele Związku po raz drugi z rzędu stanął Robert Antczak, na co dzień Dyrektor Generalny firmy Arval Polska. Robert Antczak jest szefem polskiego oddziału Arval od końca 2019 r., a z Grupą BNP Paribas, której częścią jest Arval, jest związany od 5 lat.

W skład pięcioosobowego Zarządu PZWLP po raz kolejny wszedł również Paweł Piórkowski, Prezes Hertz w Polsce (Motorent Sp. z o.o.), który funkcję Członka Zarządu PZWLP sprawuje nieprzerwanie od blisko 5 lat.

W Zarządzie organizacji pojawiło się również kilka nowych osób, które są dobrze rozpoznawalne i cenione w polskiej branży flotowej oraz kierują jednymi z największych firm wynajmu długoterminowego aut na krajowym rynku. Wśród nowych Członków Zarządu PZWLP znalazł się m.in. Rogier Klop, na co dzień Dyrektor Zarządzający firmy LeasePlan Polska, który pełnił już analogiczną funkcję we władzach PZWLP w latach 2019 – 2020. Rogier Klop posiada długoletnie doświadczenie w obszarach General Management, finansów, M&A, restrukturyzacji i startupów. W trakcie swojej kariery w LeasePlan przez ostatnie 23 lata był odpowiedzialny za otwieranie nowych rynków w Rumunii, Meksyku i Rosji przy jednoczesnym uruchamianiu działalności typu greenfield w poszczególnych krajach. Prowadził również działania restrukturyzacyjne dla LeasePlan w kilku krajach. W ciągu ostatnich 5 lat Rogier Klop pełnił funkcję Globalnego Dyrektora Finansowego Shared Service w Rumunii, Dyrektora Finansowego i Dyrektora Zarządzającego w Rosji, a od 3 lat jest Dyrektorem Zarządzającym LeasePlan Polska.

Ponadto, w Zarządzie Związku, obejmując stanowiska Członków Zarządu, zasiadły osoby debiutujące w tych funkcjach, czyli Frederic Lustig, Prezes Carefleet, a także Tomasz Kulesza, Wiceprezes Masterlease.

Frederic Lustig karierę zawodową w Polsce rozpoczął w 1997 roku pracując na stanowisku kierowniczym w Schneider Electric. Od 1999 roku jest związany z branżą Car Fleet Management i brał udział w uruchomieniu najstarszej firmy z branży na rynku polskim, Arval, na stanowisku Dyrektora Handlowego. W 2006 roku objął stanowisko prezesa zarządu w należącej do Europejskiego Funduszu Leasingowego spółce Carefleet S.A. aby rozwinąć markę na rynku.

Tomasz Kulesza jest od października 2019 roku wiceprezesem spółek z Grupy Masterlease.
Z branżą Car Fleet Management jest związany od 20 lat. Swoje doświadczenie zdobywał pracując w jednej z pierwszych firm wynajmu długoterminowego na polskim rynku – Debis Car Fleet Management (późniejszy Daimler Fleet Management) oraz w Masterlease. Od 2007 roku jest związany z grupami bankowymi m.in. z Grupą Santander, a od marca 2010 roku w strukturach Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego. W PKO Leasing zarządza Departamentem Sprzedaży. Był odpowiedzialny za połączenie spółek Raiffeisen Leasing oraz PKO Leasing w obszarze biznesowym.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów istnieje już blisko 17 lat i ma obecnie kluczowy wpływ na kształtowanie oraz rozwój polskiego rynku i branży wynajmu długoterminowego samochodów oraz branży Rent a Car – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – W skład nowego Zarządu PZWLP wchodzą bardzo doświadczeni menadżerowie i eksperci branży flotowej oraz wypożyczalni aut w Polsce, reprezentujący największe i najważniejsze firmy tego typu na naszym rynku. Wierzymy, że dzięki tak silnemu składowi władz naszej organizacji będziemy w stanie skutecznie odpowiadać na liczne, trudne wyzwania, które obecnie stoją przed polskim rynkiem wynajmu samochodów, m.in. ograniczona dostępność nowych aut, wdrażanie elektromobilności, a także problemy wynikające z wojny
w Ukrainie.

Poza Zarządem, na kolejną dwuletnią kadencję, wybrana została również Komisja Rewizyjna PZWLP. W jej skład weszli ponownie Hubert Laszczyk, Prezes firmy Express, Dariusz Tucharz, Dyrektor Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w mLeasing oraz Marcin Nivette, Prezes firmy NFM.        

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) to jedyna w Polsce organizacja branżowa, skupiająca aktualnie 17 podmiotów, wśród których znajdują się największe i najważniejsze firmy wynajmu długoterminowego aut oraz duże, sieciowe wypożyczalnie samochodów. W PZWLP funkcjonuje kilka eksperckich zespołów roboczych oraz odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car.

Organizacja ma znaczący i wciąż rosnący wpływ na rozwój oraz obecny i przyszły kształt rynku flotowego w Polsce. W 2017 r. we współpracy PZWLP i SKFS (Stowarzyszenie Kierowników Flot Samochodowych) na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej uruchomione zostały pierwsze w kraju, rozbudowane programowo, podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”. Program studiów był współtworzony przez organizację, a znaczną część wykładowców stanowią eksperci z firm należących do Związku. PZWLP angażuje się w działania podnoszące bezpieczeństwo i promujące ekologię w polskich flotach, a także wpływające na jakość usług oferowanych na rynku flotowym. Od 14 lat Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów przyznaje swoje prestiżowe w branży Nagrody PZWLP. Organizacja jest członkiem Związku Polskiego Leasingu, Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Ile faktycznie oszczędzimy dzięki ogłoszonej obniżce podatków?

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział kolejne zmiany podatkowe, które mają wejść w życie 1 lipca 2022 br.  Pierwszy próg podatkowy dla osób rozliczających się na zasadach ogólnych ma wynieść 12%. Zlikwidowana zostanie też kontrowersyjna i sprawiająca wiele problemów pracownikom i pracodawcom ulga dla klasy średniej.

Zapowiedziana zmiana opodatkowania dotyczy:

  • pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, umowy o dzieło, umowy zlecenie, osób pobierających emeryturę, a także wszystkich innych korzystających ze skali podatkowej;
  • przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą rozliczających się na zasadach ogólnych (skali podatkowej lub progresji).

Aby skorzystać z obniżki, podatnik rozliczający się według skali nie musi spełnić żadnych dodatkowych warunków.

Likwidacja ulgi dla klasy średniej

Kolejną decyzją rządu jest likwidacja ulgi dla klasy średniej. Jest to w mojej opinii bardzo dobra decyzja, jako że było to rozwiązanie, które przysparzało kłopotów wszystkim: pracownikom, przedsiębiorcom i księgowym.

Czy po usunięciu tej ulgi dla obniżka stawki podatku nadal będzie korzystna? Warto pokazać to na przykładzie:

Podatnicy znajdujący się w pierwszym progu podatkowym, a więc do kwoty dochodu 120 000 zł, zapłacą podatek 12% zamiast obecnych 17%. Jednocześnie kwota wolna od opodatkowania pozostanie na poziomie 30 000 zł. Opodatkowaniu przy pierwszym progu podatkowym podlega zatem 90 000 zł. Różnica pomiędzy 15 300 zł (90.000 x 17%) a 10 800 zł (90.000 x 12%) to 4500 zł. Tyle mogłaby wynieść maksymalna korzyść podatkowa.

Jednak wraz z likwidacją ulgi dla klasy średniej, korzyść ta rzeczywiście będzie mniejsza. Przykładowo dla podatnika, który osiąga dochód roczny na poziomie 100 tys. zł, wyniesie niecałe 500 zł. To właśnie w okolicach 100 tys. zł dochodu rocznie, gdzie ulga dla klasy średniej przyjmuje swoją maksymalną wartość, korzyść z obniżenia stawki podatku kosztem likwidacji ulgi będzie najmniejsza.

Zmiana już w połowie roku?

W październiku 2019 roku obniżona została stawka pierwszego progu podatkowego z 18% na 17%. W związku z tym, że zmiana weszła w życie 1 października, a więc po tym, jak minęło ¾ roku, to efektywna stawka opodatkowania za cały 2019 rok wyniosła 17,75%.

Bazując na tym przykładzie można się spodziewać, że stawka opodatkowania za cały 2022 rok nie wyniesie zapowiadanych 12%, lecz 14,5%, jako że obniżka ma nastąpić po połowie roku.

Składkę zdrowotną można będzie wrzucić w koszty

Rząd zapowiedział również udogodnienia dotyczące składki zdrowotnej na podatku liniowym, ryczałcie i karcie podatkowej.

  • podatek liniowy – rozliczenie składki zdrowotnej w kosztach działalności. Przedsiębiorca będzie mógł obniżyć podstawę opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne w kwocie maksymalnie do 8 700 zł. Oznacza to, że podatnicy na liniowce, którzy osiągają dochód miesięczny do kwoty 14 795 zł, będą mogli wrzucić swoją składkę zdrowotną w koszty, tak samo jak składki społeczne. Korzyść podatkowa z takiej zmiany wyniesie do 1 653 zł rocznie.
  • ryczałt – podatnik będzie mógł obniżyć przychód, będący podstawą opodatkowania, o połowę zapłaconych składek zdrowotnych. Oznacza to, że przy najwyżej wysokości składki zdrowotnej na ryczałcie (1 007,81 zł), będzie można obniżyć przychód do opodatkowania o 503,91 zł miesięcznie. Korzyść podatkowa dla ryczałtowców wyniesie od 60 do 1028 zł rocznie. Jest to uzależnione od stawki ryczałtu oraz wysokości składki zdrowotnej.

Pozostałe zmiany

Zapowiedziano także powrót do możliwości preferencyjnego rozliczenia podatku dla osób samotnie wychowujących dzieci. Będą one mogły, tak jak w poprzednim roku, skorzystać z podwójnej kwoty wolnej od podatku i przejść na drugi podatkowy dopiero przy kwocie dochodu wynoszącej 240 tys. zł. Maksymalna korzyść podatkowa w ciągu roku to dla nich 3 600 zł.

Będzie także możliwość złożenia PIT-2 u maksymalnie trzech pracodawców. Oznacza to, że osoby posiadające kilka umów o pracę bądź umów zlecenie, będą mogły rozliczać kwotę wolną od podatku u więcej niż 1 pracodawcy. Będzie to: 300 zł przy jednej umowie, 2 razy po 150 zł przy dwóch umowach i 3 razy po 100 zł przy trzech umowach.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Wydatki na konsumpcję wyraźnie spadają, a inflacja utrzymuje się

Dane dotyczące zakupów w lutym, pochodzące od ponad miliarda konsumentów na całym świecie z wykorzystaniem platformy Salesforce Commerce Cloud, pokazują, że ze względu na mniejszą siłę nabywczą konsumenci złożyli mniej zamówień oraz kupili mniej artykułów niż w tym samym czasie w zeszłym roku. Ponieważ jednak inflacja spowodowała wzrost cen, przychody sprzedawców detalicznych z tytułu handlu elektronicznego wzrosły. Z drugiej strony w tym samym okresie globalne przychody z działalności online spadły o 5% rok do roku.

Towarami, które drożeją najszybciej są produkty z grupy meble, sprzęt AGD oraz akcesoria kuchenne i wystrój wnętrz. Najwolniej rosły natomiast ceny obuwia czy elektroniki. Regionami, w których konsumenci najbardziej ograniczyli swoje wydatki zakupowe oraz drastycznie ograniczyli liczbę składanych zamówień są Holandia oraz kraje skandynawskie – tu spadki sięgają nawet 45% (Holandia).

Co ciekawe, rynki Europy Wschodniej (w tym Polska) zachowują się nieco inaczej, niż wskazują dane globalne. Nasz region charakteryzuje wyraźnie większy spadek w cyfrowych kanałach sprzedaży (o 13%) niż ma to miejsce w ujęciu globalnym, jednak nie aż tak wysoki jak we wspomnianej wyżej Holandii. W lutym zaobserwowano u nas także mniejszy wzrost cen niż np. w USA, Kanadzie.

 Problemy, z którymi konsumenci borykali się podczas świąt, takie jak inflacja i niski poziom zapasów, nie zniknęły w nowym roku – powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny ds. sprzedaży detalicznej w firmie Salesforce. – Chociaż handel cyfrowy nadal dominuje, to oczywiste jest, że inflacja ma wpływ na ogólne wydatki konsumentów. W obliczu tych utrzymujących się niekorzystnych czynników sprzedawcy detaliczni muszą eliminować problemy i usprawniać obsługę klienta poprzez łączenie zakupów offline i online.

Luty w liczbach:

  • Po okresie świątecznym, który charakteryzował się umiarkowanym wzrostem, sprzedaż w kanałach cyfrowych w lutym wzrosła o 6% rok do roku w Stanach Zjednoczonych, a spadła o 5% rok do roku na całym świecie.
  • Wolumen zamówień w lutym był niższy o 11% rok do roku, a liczba artykułów przypadająca na jedno zamówienie zmniejszyła się o 1,3% rok do roku (3,79 szt. w porównaniu z 3,84 szt. w 2021 r.).
  • Ceny detaliczne w Stanach Zjednoczonych wzrosły w lutym o 11,2% rok do roku, podczas gdy ceny na świecie wzrosły o 4,4% rok do roku.
  • Zapasy produktów w lutym zmniejszyły się o 1% w Stanach Zjednoczonych i o 5% na całym świecie, ponieważ sprzedawcy detaliczni i konsumenci nadal zmagają się z problemami związanymi z łańcuchem dostaw.
  • Kategorie produktów, których ceny w lutym wzrosły najbardziej w ujęciu rok do roku, to m.in.:
    • Dom, meble (21,8%)
    • Dom, sprzęt AGD (17,9%)
    • Dom, akcesoria kuchenne i wystrój wnętrz (11%)
  • Kategorie produktów, których ceny w lutym wzrosły najmniej, to m.in.:
    • Obuwie sportowe (1,3%)
    • Obuwie ogólnego zastosowania (0,8%)
    • Elektronika i akcesoria (0,5%)

Inne ciekawe dane

Dane globalne i kluczowe dane rynkowe

  • Wzrost wolumenu sprzedaży brutto
    • Po okresie świątecznym, w którym odnotowano niewielki wzrost, sprzedaż w kanałach cyfrowych w lutym spadła na całym świecie o 5% rok do roku (-13% w Europie Wschodniej).
      • Największy spadek odnotowano w krajach skandynawskich i Holandii – o 39% w każdym z tych regionów.
      • Kolejne miejsca zajęły Belgia (24%) i Kanada (21%).
    • Z kolei sprzedaż w kanałach cyfrowych wzrosła w regionie APAC-EANZJ (14%), Ameryce Łacińskiej (13%) i USA (6%).
  • Liczba zamówień
    • W skali globalnej wzrost zamówień zmniejszył się o 11,1% rok do roku (+2,5% w Europie Wschodniej).
    • Największy spadek liczby zamówień odnotowano w Holandii i krajach skandynawskich – odpowiednio o 43,5% i 37,1%.
    • W niektórych krajach/regionach odnotowano jednak wzrost liczby zamówień pomimo globalnego spadku, przy czym w krajach Ameryki Łacińskiej odnotowano największy wzrost liczby zamówień o 5,6%, a w Wielkiej Brytanii o 5,3%.
  • Wzrost cen
    • Ceny detaliczne na całym świecie wzrosły o 4,4% rok do roku (-1,6% w Europie Wschodniej).
    • Krajem, w którym odnotowano największy wzrost cen, były Stany Zjednoczone (11,2%), a następnie Kanada (10,4%).
    • Regionem o najniższym wzroście cen były kraje skandynawskie, gdzie odnotowano wzrost o -2,3%, a następnie Japonia z wynikiem -1,8%.
  • Wzrost wskaźnika UPT (ang. Unit Per Transaction, liczba jednostek na transakcję)
    • W ujęciu globalnym liczba jednostek przypadających na jedną transakcję zmniejszyła się o 1,3% rok do roku (+2,1% w Europie Wschodniej).
    • Największy spadek odnotowały Hiszpania (-8,2%) i Kanada (-5%).
    • Regiony, w których odnotowano największy wzrost wskaźnika UPT, to APAC-EANZJ (6%) i Europa Wschodnia (2,1%).
  • Wzrost stanu zapasów
    • Zapasy produktów w lutym zmniejszyły się o 5% w skali globalnej, ponieważ sprzedawcy detaliczni i konsumenci nadal zmagają się z problemami związanymi z łańcuchem dostaw.
      • Największe straty poniosły kraje skandynawskie (-35%), Kanada (-22%) i Belgia (-15%).

Szersza perspektywa: Sprzedawcy detaliczni i konsumenci zmagają się z wyższymi cenami, ponieważ koszty pracy, problemy z zapasami i koszty dostaw powodują wzrost cen towarów. Prezydent Joe Biden poświęcił znaczną część swojego pierwszego orędzia o stanie państwa na omówienie problemu inflacji oraz obiecał obniżenie kosztów ponoszonych przez amerykańskie rodziny.

Obligacje tracą na wartości najbardziej od lat

Rosnąca inflacja i podwyżki stóp procentowych przez FED wywołały w tym roku bezprecedensową wyprzedaż na rynku amerykańskich obligacji. Cena 30-letnich amerykańskich obligacji spadła
o 14 proc. Także polskie obligacje tanieją – od początku roku o 4,9 proc.

Na największym na świecie – amerykańskim rynku obligacji od początku roku trwają poważne spadki. Cena 30-letnich obligacji USA spadła o 14 proc., dwa razy więcej niż wyniósł spadek cen globalnych akcji (czyli instrumentu o wyższym ryzyku). Straty przynoszą także, tradycyjnie najbezpieczniejsze, krótkoterminowe amerykańskie bony skarbowe. Jest to najgorszy początek roku dla amerykańskich obligacji od ponad 30 lat. W środowisku wysokiej inflacji, która utrzyma się prawdopodobnie przez dłuższy czas, inwestorzy zamiast obligacji preferują obecnie surowce, nieruchomości oraz spółki value i dywidendowe. To także efekt obaw o pojawianie się stagflacji, czyli okresu wysokiej inflacji i niskiego wzrostu gospodarczego, który najlepiej pomagają przetrwać takie właśnie aktywa.

Także w Polsce obserwujemy spadki cen obligacji, choć nie tak wysokie jak w USA. Od początku roku TBSP Indeks – oficjalny (dochodowy – uwzględniający odsetki) indeks polskich obligacji skarbowych spadł o prawie 4,9 proc., a w ciągu ostatniego roku o 13,5. Wraz z obligacjami tanieją także polskie fundusze obligacji. Dla porównania indeks WIG20, od początku roku stracił 6,4 proc., ale za to w ciągu ostatnich 12 miesięcy zyskał 10,3 proc.

Rentowność amerykańskich obligacji jest też wyznacznikiem ryzyka wystąpienia recesji. Jest to ważne dla inwestorów giełdowych, bowiem pieniądze zarabia się zwykle poza okresami recesji, które przynoszą istotne straty. Każdy z ostatnich 10 okresów recesji w USA trwał średnio 11 miesięcy
i przynosił 30-procentową stratę kapitału. Najlepszym prognostykiem recesji jest wystąpienie negatywnej różnicy między rentownością 10-letnich i 3-miesięcznych obligacji USA. Obecnie oprocentowanie obligacji 10-letnich w USA wynosi 2,29 proc., a 3-miesięcznych 0,44 proc. To oznacza, że różnica jest dodatnia i wynosi bezpieczne, z punktu widzenia ryzyka recesji, 1,85 p.p. Wydaje się zatem, że fundamenty amerykańskiej gospodarki są nadwątlone wysoką inflacją, ale bezpieczne. Warto jednak przyglądać się także różnicy między rentownością obligacji 10- i 2-letnich, ta wynosi tylko 0,20 p.p. i jest znacznie bliżej spadku poniżej zera. A to może być źródłem dodatkowej zmienności
na rynku.

Osoby poszukujące ekspozycji na instrumenty zapewniające stały dochód, mają obecnie na rynku wiele opcji zależnie od perspektywy inwestycyjnej i profilu ryzyka. Pierwszym wyborem mogą być w takiej sytuacji tanie i szeroko dostępne fundusze ETF. Na przykład fundusze ETF SPDR Bloomberg Barclays 1-3 Month T-Bill (BIL) lub iShares Short Treasury Bond (SHV) oferują ekspozycje na instrumenty o stałym dochodzie i niskim ryzyku. Koncentrują się one bowiem na instrumentach krótkoterminowych o najmniejszej ekspozycji na długoterminową inflację. Natomiast osoby, które uważają, że inflacja w USA będzie jeszcze rosnąć, mogą rozważyć fundusze ETF z obligacjami chroniącymi przed inflacją takie jak iShares TIPS Bond ETF (TIP) lub Vanguard Short-Term Inflation-Protected Securities (VTIP). Alternatywnie gdy, ktoś wierzy natomiast w rychły spadek inflacji, może rozważyć inwestowanie w ETF-y oparte o bardziej narażone na ryzyko inflacyjne obligacje długoterminowe, takie jak iShares 7-10 Year Treasury Bond ETF (IEF) lub nawet iShares 20+ Year Treasury Bond ETF (TLT).

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polski Ład a neutralność podatkowa restrukturyzacji

Większość działań reorganizacyjnych spółek, takich jak połączenia, podziały, wymiany udziałów, jest neutralna podatkowo. Obowiązek podatkowy powstaje dopiero z chwilą osiągnięcia przez wspólnika lub spółkę zysku z tytułu zbycia udziałów. Autorzy Polskiego Ładu i tu dostrzegli możliwość podejmowania działań optymalizacyjnych polegających na przesuwaniu w czasie terminu powstania obowiązku podatkowego. Nowy ład wprowadza więc regulacje uszczelniające dotychczasowe przepisy w zakresie neutralności podatkowej restrukturyzacji spółek.

Uszczelnienie opodatkowania zysków kapitałowych

W uzasadnieniu Polskiego Ładu napisano, że unijna Dyrektywa 2009/133/WE regulująca kwestie opodatkowania reorganizacji spółek nie zalicza transakcji: łączenia, podziału i podziału przez wydzielenie do podstawy opodatkowania zysków kapitałowych obliczanych poprzez odniesienie do różnicy między wartością rzeczywistą przekazanych aktywów i pasywów, a ich wartością do celów podatkowych. Mogą jednak wystąpić sytuacje, gdy spółka przejmując aktywa, uwzględni w swoich rozliczeniach związane z nimi odpisy amortyzacyjne lub zyski, czy też straty. W tym przypadku reguła neutralności podatkowej restrukturyzacji spółek mogłaby przynieść spółkom przejmującym korzyść w postaci zwolnienia z opodatkowania konkretnych zysków kapitałowych.

Autorzy Polskiego Ładu dostrzegli również, że restrukturyzacja przedsiębiorstwa, w ramach której dochodzi nie tylko do wymiany udziałów, ale i przeniesienia zarządu do innego państwa, nie powinna skutkować utratą przez macierzyste państwo prawa do opodatkowania rezerw kapitałowych wypracowanych na jego terytorium.

Polski Ład a neutralność podatkowa reorganizacji spółki

Mając na uwadze ww. pobudki restrukturyzacje spółek o charakterze transgranicznym zostały objęte regulacjami podatku od niezrealizowanych zysków (tzw. exit tax). W ustawach o podatku dochodowym dokonano zmian przepisów, na mocy których neutralne podatkowo są obecnie restrukturyzacje spółek, także o charakterze transgranicznym w przypadku:

  • kontynuacji wyceny restrukturyzowanego majątku;
  • pierwszej wymiany udziałów, łączenia lub podziału.

Obecnie więc, jeśli spółka przejmowana była już kiedyś restrukturyzowana poprzez połączenie, podział, czy wymianę udziałów to każda następna taka transakcja, której ta spółka jest podmiotem, może skutkować opodatkowaniem.

Dwa nowe warunki neutralności podatkowej

Przed wejściem w życie Polskiego Ładu, by skorzystać ze zwolnienia z opodatkowania wymiany udziałów, restrukturyzacja spółek musiała spełniać dwa warunki:

  • spółka nabywająca oraz spółka zbywająca musiały być podmiotami wymienionymi w załączniku nr 3 do ustawy o CIT lub ustawy o PIT, lub spółkami podlegającymi opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania, w innym niż państwo członkowskie Unii Europejskiej państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz
  • wspólnik musiał być podatnikiem podatku dochodowego i wnoszone przez niego udziały (akcje) musiały stanowić wkład niepieniężny przeznaczony w całości lub w części na podwyższenie kapitału zakładowego spółki nabywającej.

Na mocy Polskiego Ładu od 1 stycznia 2022 roku taka reorganizacja przedsiębiorstwa musi spełniać dwa dodatkowe warunki:

  • zbywane przez wspólnika udziały nie mogą zostać nabyte lub objęte w wyniku innej transakcji wymiany udziałów, albo przydzielone wcześniej w wyniku łączenia lub podziału podmiotów, oraz
  • wartość nabywanych przez wspólnika udziałów przyjęta dla celów podatkowych nie może być wyższa niż wartość zbywanych przez tego wspólnika udziałów, jaka byłaby przyjęta dla celów podatkowych, gdyby nie doszło do ich wymiany.

Co wprowadzone zmiany oznaczają dla przedsiębiorców?

Po pierwsze, w przypadku restrukturyzacji transgranicznych spółek poprzez połączenie, podział czy wymianę udziałów, co do których fiskus ustali, że powstała rezerwa kapitałowa, a której beneficjentem została zagraniczna spółka przejmująca, skutkiem może być konieczność zapłacenia 19% podatku od niezrealizowanych zysków (exit tax).

Po drugie, 19% podatek może obciążyć każdą kolejną (nie pierwszą) restrukturyzację spółki. Chodzi o każde połączenie, podział lub wymianę udziałów spółki, która już wcześniej dokanała takich transakcji. Podatek obarczy każdą kolejną wymianę udziałów, czy podział spółki, bez względu na to, jaki jest cel i uzasadnienie tej restrukturyzacji.

Zmiany w zakresie uszczelniania przepisów dotyczących neutralności podatkowej reorganizacji spółek dotyczą również samych wspólników, oddziałując odpowiednio na ich sytuację prawną w zakresie zobowiązania w podatku dochodowym od osób fizycznych. – wskazuje Paweł Chmielowiec Manager zespołu doradztwa podatkowego w Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Wspólnik, który wcześniej objął już udziały w wyniku restrukturyzacji spółki, przy późniejszej ich wymianie może zostać pozbawiony prawa do zwolnienia kolejnej transakcji z opodatkowania. Przed nowelizacją przepisów generalnie ewentualne przysporzenia po stronie wspólnika powstałe z tytułu objęcia udziałów w wyniku ich wymiany, przydzielenia wskutek połączenia lub podziału spółki, podlegały opodatkowaniu dopiero przy odpłatnym zbyciu udziałów, a podstawę opodatkowania wspólnik pomniejszał o koszt nabycia udziałów dzielonej lub przejmowanej spółki. Polski Ład to zmienia. – dodaje.

Po trzecie, by móc skorzystać z neutralności podatkowej restrukturyzacji spółki i przesunąć moment powstania obowiązku podatkowego do chwili zbycia udziałów, przedsiębiorcy będą musieli pamiętać o konieczności spełnienia dwóch nowych, wprowadzonych Polskim Ładem warunków (wskazanych wyżej w p. 3 i 4).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ryzyka wracają – złoty słabnie, ropa drożeje

Z rynku dobiega wiele negatywnych sygnałów. Złoty słabnie przez wydarzenia na Wschodzie. Ropa drożeje. Wzrastają prognozy docelowych stóp procentowych, a na deser rząd pracuje nad reformą podatkową.

Na rynek wraca ryzyko

Pomimo dobrego początku tygodnia inwestorzy znów zaczynają uciekać od ryzyka. Powodów nie trzeba dzisiaj daleko szukać. Jest to brak porozumienia pokojowego w rosyjskiej agresji na Ukrainę. Widać to bardzo dobrze po zachowaniu pary EURCHF. Inwestorzy wyraźnie chowają swoje środki we franku szwajcarskim, uciekając z bardziej ryzykownych rynków. Również wczoraj byliśmy świadkami przeceny złotego, euro kosztuje w nocy 4,73 zł po 5-groszowym wzroście w środę. Nieciekawie jest również na rynku ropy. Cena baryłki ponownie idzie gwałtownie w górę. Przekroczyła już 120 dolarów za baryłkę, co przekłada się od razu na wzrosty na stacjach benzynowych.

Ile będzie wynosił WIBOR?

Spekulacje na temat tego, jak daleko zajdzie WIBOR, wciąż trwają. Biorąc pod uwagę panikę wśród kredytobiorców, którzy nie zakładali tak dużego wzrostu rat, jest to zrozumiałe. Pewnym punktem odniesienia są kontrakty terminowe na stawkę WIBOR. Te niestety za pół roku pokazują wyraźnie powyżej 6%, oznaczałoby to, że czeka nas jeszcze minimum 5 podwyżek stóp procentowych po 0,5%. W rezultacie osoby, biorące 30-letni kredyt w trakcie rekordowo niskich stóp procentowych w trakcie pandemii, będą musiały się liczyć z podwojeniem raty kredytowej. Z drugiej strony tak mocny wzrost stóp procentowych będzie najprawdopodobniej powodował umocnienie złotego. To jednak nastąpi, o ile uspokoi się sytuacja na Wschodzie.

Jeszcze nowszy ład

W mediach pojawiły się dzisiaj doniesienia z prac nad nowszą wersją polskiego nowego ładu. Jeżeli coś budzi niepokój ekonomistów to właśnie manipulacje przy systemie podatkowym. Szczególnie takie subtelne jak tegoroczne. Zapowiedzi są oczywiście dobre, aczkolwiek wielu sceptyków powoli zaczyna nazywać ten program “księgowi+”. Zmiany te tworzą bowiem olbrzymi popyt na usługi tej grupy zawodowej. Z drugiej strony zawsze jest nadzieja, że po blamażu, bo jednak to słowo ma tutaj uzasadnienie, może w końcu doczekamy się uproszczenia podatków. Rozważana jest podobno likwidacja niesławnej ulgi dla klasy średniej w zamian za obniżki podatków dla większych grup. Cokolwiek oznacza to w praktyce. Nie zmienia to faktu, że biorąc pod uwagę wojnę w sąsiednim państwie nie jest to idealny moment na zmiany systemu podatkowego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

TMF Group kończy współpracę z rosyjskimi klientami na całym świecie i utrzymuje działanie ukraińskiego zespołu

TMF Group kończy współpracę na całym świecie z klientami rosyjskimi. Jednocześnie firma nie przerywa działania ukraińskiego zespołu, którego część wraz z dziećmi trafiła do Warszawy.

W momencie podejmowania decyzji przez zarząd TMF Group, sankcjami nakładanymi głównie przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię oraz Unię Europejską objętych było łącznie około 750 firm. W TMF Group funkcjonuje globalny dział zgodności, na którego czele stoi Polka Katarzyna Saganowska, który stale monitoruje listę podmiotów objętych sankcjami. Dotychczas tym, które znalazły się na liście, a były klientami TMF Group, firma automatycznie wypowiadała umowę o współpracy.

Od teraz TMF Group podjęła decyzję o zakończeniu współpracy ze wszystkimi podmiotami posiadającymi rosyjski UBO (a więc tymi, których właścicielami są Rosjanie), nawet jeśli nie znajdują się one na liście sankcji. Jednocześnie firma kontynuuje działalność swoich biur w Rosji, które wspierają klientów ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji w ich działaniach na tym rynku.

– Kiedy organy regulacyjne ustalają nowe standardy dotyczące rodzaju klientów i działalności, jaką chcą widzieć w swoim kraju, my odpowiadamy za ich spełnienie. W związku z tym stanowimy pierwszą linię obrony zarówno dla naszych klientów, jak i dla krajów, w których działamy. Nasza decyzja dotycząca klientów o kapitale rosyjskim jest ważnym sygnałem, że zamierzamy w pełni odgrywać tę rolę – powiedział Mark Weil, CEO TMF Group.

Pracę kontynuuje również ukraiński oddział TMF Group.

– Część naszego ukraińskiego zespołu zdecydowała o pozostaniu w kraju i kontynuacji pracy w trybie zdalnym, wtedy i gdzie jest to możliwe. Jesteśmy w stałym kontakcie. W Warszawie gościmy grupę naszych pracowników z rodzinami, którzy zdecydowali się na wyjazd z Ukrainy – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor zarządzająca TMF Group w Polsce i w Ukrainie.

Firma zapewniła pracownikom z Ukrainy i ich rodzinom środki na zamieszkanie w Polsce, zorganizowała mini przedszkole w swoim oddziale oraz zapewniła opiekę medyczną, szczególnie ważną dla matek, które do Warszawy przyjechały ze swoimi dziećmi.

Deloitte: Banki mogą odegrać kluczową rolę w ograniczeniu emisji dwutlenku węgla

Transformacja gospodarki w stronę neutralności klimatycznej to największe wyzwanie na najbliższe dekady. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte Tackling the challenges of the net-zero transition, instytucje finansowe mogą odegrać istotną rolę w realizacji ambitnych celów europejskiej polityki net zero. Zmiana strategii rozwoju tak, aby odpowiadała na potrzeby dążenia do neutralności to wyzwania, przed którymi stoi branża finansowa. Najważniejsze jest jednak uznanie neutralności klimatycznej za nowy obszar odpowiedzialności sektora finansowego.

Osiągnięcie zerowej emisji gazów cieplarnianych netto do 2050 r. to światowa próba ograniczenia negatywnych skutków zmian klimatu poprzez utrzymanie globalnego wzrostu temperatury poniżej 1,5°C. Aby osiągnąć ten cel, emisja CO2 powinna spaść o około 45 proc. do 2030 roku. Niestety według analizy ONZ, do zmniejszenia o połowę globalnych emisji jest jeszcze daleko. Zmierzamy ku ociepleniu w wysokości 2,7°C, czyli powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Instytucje finansowe, dostosowując działalność do scenariusza globalnego wzrostu temperatury poniżej 1,5°C, mogą mieć istotny wpływ na przyspieszenie ogólnosystemowych zmian i osiągnięcie zerowych emisji netto. Sektor już wykazuje gotowość do podjęcia wyzwania i aktywności pro-ekologicznej, zaś wiele instytucji finansowych dołącza do ważnych inicjatyw branżowych.

Największym wyzwaniem dla sektora jest konieczność przebudowy portfeli kredytowych i inwestycyjnych pod względem ich emisyjności. Zbadanie jej wymaga dużej ilości danych, odpowiedniej technologii oraz powszechnej bazy danych. Pomimo tych wyzwań, instytucje finansowe muszą poczynić znaczne postępy w pierwszej połowie tej dekady, aby spełnić ambitne cele europejskiej polityki zero net – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Banki znajdują się pod coraz większą presją regulacyjną, aby wykazać postępy na drodze ku neutralnej gospodarce i przełożyć swoje strategiczne zobowiązania na zrównoważone przepływy kapitałowe. Realizację ambitnych celów w zakresie neutralności klimatycznej w określonym tempie i skali umożliwi długoterminowa polityka krajowa i międzynarodowa w sektorze finansowym. Trudno natomiast przewidzieć, w jaki sposób będą rozwijać się technologie redukcji emisji. Nie jest także jasne, jak szybko i w jakim stopniu wpłyną one na sektory o wysokiej emisyjności dwutlenku węgla.

Wszystkie organizacje będą musiały ujednolicić swoje strategie w zakresie dbania o czynniki ESG (środowisko, społeczeństwo oraz ład korporacyjny), aby udzielane kredyty i prowadzone inwestycje zmierzały w stronę neutralności klimatycznej. Firmy świadczące usługi finansowe muszą także zobowiązać się do przestrzegania jednego globalnego standardu pomiaru emisji i korzystania ze wspólnej bazy danych, z której będzie można czerpać informacje, a także do jednolitych zasad raportowania.

Pomiar śladu węglowego banków trudny, ale możliwy

Osiągnięcie celów zerowej emisji wymaga szybkich i dalekosiężnych zmian we wszystkich sektorach, które angażują się w dekarbonizację. Wyzwanie jest ogromne. Rosnąca liczba interesariuszy, w tym pracownicy, inwestorzy, decydenci i klienci oczekują od instytucji finansowych, aby odegrały rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Proces ten rozpoczyna się od zbadania poziomu emisji, w celu zrozumienia jaki wpływ na środowisko ma dotychczasowa działalność sprzedażowa, pożyczkowa i inwestycyjna.

Dziś nieliczne instytucje finansowe mierzą ślad węglowy całego swojego portfela, a jeszcze mniej to raportuje. Jednak presja ze strony interesariuszy, by wdrożyć plany w zakresie dążenia do neutralności klimatycznej, osiąga punkt krytyczny. Aby spełnić oczekiwania i wymagania prawne dotyczące pomiaru i ujawniania emisji portfeli kredytowych, instytucje finansowe muszą nauczyć się zbierać szczegółowe dane dotyczące emisji ze wszystkich źródeł, w tym od klientów oraz dokładnie mierzyć ślad węglowy wszystkich inwestycji i działań, uwzględniając różne scenariusze klimatyczne. Powinny też stosować metodologię, która umożliwia porównanie z innymi instytucjami finansowymi.

– Pomiar śladu węglowego instytucji finansowych związanego z ich działalnością jest skomplikowany. Istnieją metodologie ujęte w Porozumieniach Paryskich PACTA czy inicjatywie SBTi, które są stopniowo implementowane i wykorzystywane. Bez ujednoliconego systemu badania i zarządzania danymi, sektor będzie miał duże trudności z realizacją ambitnych obietnic zielonej transformacji, które już złożył – mówi Irena Pichola, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Oprócz zmian regulacyjnych, jest coraz więcej inicjatyw branżowych ujawniających zagrożenia, czego dobrym przykładem może być protokół GHG. Standard ten obejmuje rozliczanie i raportowanie gazów cieplarnianych, umożliwiając organizacjom na całym świecie wiarygodne pomiary i raportowanie emisji, bazując na doświadczeniach i wiedzy 350 ekspertów reprezentujących biznes, organizacje pozarządowe i sektor publiczny. Wyznacza on najczęściej stosowane ramy raportowania, uznane m.in., przez Komisję Europejską oraz Grupę Zadaniową ds. Ujawniania informacji Finansowych Związanych z Klimatem (TCFD). Chociaż są to zalecenia dobrowolne, to coraz bardziej zyskują na popularności. Wielka Brytania planuje stać się pierwszym krajem G20, który wprowadzi obowiązek ujawniania informacji zgodnych z TCFD w 2022 r.

Pięć kroków do zielonej transformacji sektora finansowego

Instytucje finansowe zobowiązane do mierzenia i raportowania emisji dwutlenku węgla mogą wykorzystać jeden z powstających standardów pomiarowych takich jak: SBTi, PACTA, EBA czy PCAF. Jednak nawet wtedy szacowanie emisji związane z całym portfelem handlowym, pożyczkowym i inwestycyjnym może być bardzo złożone i skomplikowane.

– Choć wiele nowych metodologii jest stale w fazie rozwoju zastosowanie każdej z nich wymagać będzie dużej mobilizacji w zakresie pozyskania odpowiednich informacji od swoich klientów. Tym samym zbieranie danych, ocena integralności, identyfikacja problemów może wydawać się czasochłonna. Ale instytucje finansowe składające zobowiązania strategiczne w obliczu obowiązków regulacyjnych muszą poczynić postępy w gromadzeniu własnych danych dotyczących emisji – mówi Przemysław Szczygielski.

Obecnie instytucje finansowe mogą zwiększyć wiarygodność swoich postępów niskoemisyjnych, stosując solidne podejście do pomiaru emisji w czterech praktycznych krokach:

  1. Dostosowanie strategii rozwoju i modelu biznesowego firmy do Celów Porozumienia Paryskiego
  2. Określenie zakresu aktywów o wysokiej emisji dwutlenku węgla.
  3. Zdefiniowanie źródeł danych, obliczenia przybliżone w razie braku informacji.
  4. Pomiar emisji, wykorzystujący wybraną metodologię.

Aby w pełni przyczynić się do osiągnięcia światowego celu zerowego netto i spełnić wymogi regulacyjne, branża musi zjednoczyć się w celu opracowania rozwiązań w zakresie pomiaru, zarządzania i łagodzenia finansowanych emisji oraz ryzyka związanego z klimatem w ramach systemu finansowego.

Media i gospodarka w czasie wojny, oczekiwania konsumentów vs obawy menedżerów firm

Agresja Rosji wobec Ukrainy oraz napływająca do Polski fala uchodźców z terenów wojny, w naturalny sposób rodzą obawy Polaków. Czasem te niepokoje mogą powodować irracjonalne zachowania konsumentów. Sytuacja jest na tyle bezprecedensowa, że spowodowała już duży chaos wśród przedsiębiorców, którzy obserwując zarówno sytuację polityczną na świecie, ale przede wszystkim nastroje społeczne, coraz częściej zawieszają realizację zaplanowanych działań i inwestycji. Czy Polacy są gotowi na „odblokowanie” normalności? Agencja komunikacji LoveBrands Group wraz z agencją badawczą SW Research postanowiły zbadać nastroje Polaków i przeanalizować je z pomocą ekspertów w dziedzinie gospodarki oraz psychologii biznesu[1].

Newsfeed pełen wojny

To, że zawartość naszych newsfeedów w portalach społecznościowych się zmieniła, dostrzec łatwo. Jednak nie jest to tylko zasługa mediów, NGO’sów czy zwykłych ludzi, którzy komentują sytuację i próbują pomóc uchodźcom. To także efekt zmiany komunikacji marek, którą według badania SW Research i LoveBrands Group, dostrzegło blisko 2/3 Polaków. 4 na 10 dostrzega, że w ostatnim czasie działaniom komunikacyjnym firm oferujących produkty lub usługi towarzyszą informacje na temat możliwości wsparcia obywateli Ukrainy.  To właściwa reakcja firm na kryzys wywołany wojną i naturalny sposób na włączenie w swoje działania z obszaru CSR aktywności na rzecz uchodźców. Wiele firm zastanawia się jednak, czy wypada im w tak trudnym okresie kontynuować działania reklamowe, które promowałyby nie tyle ich aktywności CSR, co produkty lub usługi oferowane na co dzień konsumentomkomentuje Joanna Niemiec, strateg i wiceprezes w LoveBrands Group.

Wyniki wspomnianego badania potwierdzają taką ocenę sytuacji. Ponad połowa konsumentów (56 proc.) zwraca uwagę, że wszystkie marki i producenci powinni aktywnie angażować się w pomoc na rzecz uchodźców. Jednocześnie 2/3 z nich (65 proc.) deklaruje, że nie widzi nic złego w tym, że marki reklamują swoje produkty tak samo, jak przed wybuchem wojny. Co więcej, 6 na 10 badanych jest zdania, że reklama o lekkiej lub rozrywkowej treści jest nam wszystkim potrzebna, aby w tym trudnym czasie oderwać się choć na chwilę od wywołującej stres sytuacji. W czasie wojny milczą muzy – te słowa klasyka można z powodzeniem odnieść do sytuacji, w których sztuka komunikacji i reklamy schodzi na dalszy plan. Mimo to, ostatnie badania pokazują, jak silna jest tęsknota konsumentów za normalnością, której jednym z wyznaczników są zwykłe, standardowe działania komunikacyjne marek. Przytaczając wyniki badań, większość z nas deklaruje, że potrzebuje w tym trudnym czasie treści o lekkim charakterze. Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem, jeszcze większa grupa konsumentów spojrzy przychylnie na zwyczajną, standardową komunikację, do której przywykła przed wybuchem wojnykomentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes i główny analityk SW Research.

Panika konsumentów zaburza gospodarkę

Aż 58 proc. badanych podkreśla, że ilość informacji na temat wojny jest według nich przytłaczająca.  Co drugi konsument (53 proc.) chciałby, aby świat w mediach i przekazywane treści wróciły do normalności, nawet mimo trwającej wojny. Tym bardziej, że nieustanne wystawienie na informacje o wojnie i jej skutkach wzmaga lęk i sprzyja działaniom, które nie zawsze są racjonalne. Jak pokazują badania konsumenci, w pierwszej kolejności szukają możliwości istotnych oszczędności. Najczęściej wiąże się to ze wstrzymaniem większych inwestycji (np. zakupu auta czy domu) – 51 proc, rzadziej sprzętów AGD (39 proc.) odzieży czy butów (39 proc.). Inna strategia konsumencka to rezygnacja z niekoniecznie niezbędnych dóbr i usług, np. rozrywki (47 proc.) czy alkoholu (35 proc.). Wreszcie, trzecią taktyką jest gromadzenie zapasów – aż 4 na 10 konsumentów przyznaje się, że w wyniku niepokojących informacji zdecydowało się na nadprogramowy zakup podstawowych produktów spożywczych, a 28 proc. uczyniło to samo z lekami. Z punktu widzenia stabilności gospodarki skutki tego typu strategii mogą być katastrofalne.

 

Firmy także panikują

To jak rozwija się potencjalny kryzys finansowy czy gospodarczy często zależy nie tylko od czynników o charakterze makroekonomicznym i instytucjonalnym, ale też od tych natury psychologicznej. Te ostatnie czasem powodują, że zarówno zwykli obywatele, jak i doświadczeni inwestorzy czy menedżerowie, mogą podejmować nieracjonalne decyzje. Decyzje te w czasach kryzysu często podyktowane są strachem, a nawet paniką i powodują wzrost awersji do ryzyka – a zatem także do inicjowania nowych przedsięwzięć, czy to inwestycyjnych, czy komunikacyjnychtłumaczy prof. Marcin Rzeszutek z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie niestety wszyscy, łącznie z firmami, są w takim stanie „emocjonalnego wzburzenia” i racjonalność ich zachowań jest bardzo ograniczona. W szczególności chodzi o to, że obserwowane różnego rodzaju nieracjonalne zachowania, czy to firm czy poszczególnych ludzi stanowią formę radzenia sobie z stresem emocjonalnym w sytuacji, na które nie ma rady. Obserwowaliśmy to podczas pandemii, w której ludzie desperacko szukali jakichś rozwiązań, by mieć choć iluzoryczną kontrolę nad niekontrolowalną rzeczywistością. Dziś podobnie jest z kryzysem wojennym – kontynuuje.

Skutki paniki groźne dla firm i gospodarki

Nieprzemyślane decyzje menedżerów firm mogą mieć negatywny wpływ nie tylko na same firmy, ale także na ich pracowników, kontrahentów i w rezultacie na całą gospodarkę. Jak wskazują badania SW Research, zauważają to także sami konsumenci: blisko 3/4 z nich (72 proc.) uważa, że z punktu widzenia stabilności całej polskiej gospodarki ważne jest, aby mimo wojny firmy nadal działały normalnie, a dla 4/5 kluczowe jest, aby firmy miały środki na rozwój, zakup nowych sprzętów (78 proc.) oraz utrzymanie i zatrudnianie nowych pracowników (80 proc.).

Co więcej 83 proc. konsumentów rozumie, że wstrzymanie działań reklamowych przez firmę może doprowadzić do zmniejszenia jej obrotów, a 80 proc. z nich dostrzega fakt, że efektem wstrzymanych działań reklamowych może być konieczność poniesienia przez firmę dodatkowych nakładów, by powrócić na rynek i odbudować dawny wizerunek marki. Konsumenci zdają sobie także sprawę z tego, że w dłuższej perspektywie taką firmę może czekać redukcja zatrudnienia – 74 proc., a w opinii7 na 10 ankietowanych może mieć negatywny wpływ na kontrahentów takiej firmy.

W obecnej sytuacji jeszcze bardziej niż dotąd potrzebujemy racjonalnej i pozbawionej emocji oceny uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych prowadzonej działalności gospodarczej. Uleganie panice prowadzi do przesadnych reakcji oraz pochopnych decyzji również w sferze biznesowej, czego skutkiem może być ponoszenie zbędnych kosztów i strat lub utrata przyszłych przychodów w efekcie zaniechanych inwestycji oraz innych działań zauważa Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i dodaje: Utrzymywanie normalnej działalności operacyjnej firm długoterminowo umacnia ich pozycję rynkową i w żadnym stopniu nie wyklucza możliwości dalszego zaangażowania w realną pomoc ofiarom konfliktu zbrojnego.

Konsumenci do polskich przedsiębiorców – „Róbcie swoje”

Z badania SW Research wynika jasno, że aż 2/3 Polaków uważa, że mimo wyjątkowej i trudnej sytuacji firmy powinny nadal „robić swoje”, tj .działać i reklamować się jak dawniej. Za istotnym ograniczeniem lub zaniechaniem przekazu reklamowego opowiada się tylko 29 proc. respondentów, a blisko połowa (43 proc.) uważa, że tego typu działania to wyrządzanie sobie krzywdy na własne życzenie.  Jak podsumowuje prof. Marcin Rzeszutek, „Ważne jest, aby osoby podejmujące ważne decyzje gospodarcze zdawały sobie sprawę ze swoich ograniczeń, tj. ograniczeń swojej racjonalności. Już samo wzięcie pod uwagę, że nasze emocje i psychika zaburzają właściwą ocenę sytuacji grają dużą rolę”

[1] Nota metodologiczna: 

Badanie zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 9-10.03.22 techniką CAWI na panelu badawczym SW PANEL, na reprezentatywnej próbie n=1004 dorosłych Polaków.

Czym jest biuro serwisowane?

Biura serwisowane w Polsce są jeszcze mało znane, pomimo tego, że już od kilkunastu lat istnieją w naszych kraju. W stolicy Polski można znaleźć około 20 tego typu powierzchni biurowych zlokalizowanych w Śródmieściu, Mokotowie, a także na Woli. Biura serwisowane są wynajmowane nie tylko przez prawników, czy zagraniczne firmy, ale także przez innych przedsiębiorców, którym zależy na prestiżu miejsca. Zamiast wynajmować powierzchnie biurową w lokalu mieszkalnym, decydują się na biuro serwisowane.

Czym jest biuro serwisowane?

Biuro serwisowane to gotowe do pracy biuro, gdzie potrzebny jest Tobie jedynie własny komputer. Ten nowoczesny typ powierzchni biurowej zawiera najczęściej recepcję obsługiwaną przez operatora, poczekalnię dla gości, sale konferencyjne, toalety, aneksy kuchenne, no i oczywiście same biura. Korzyści wynikające z wynajmu takiej powierzchni biurowej to m.in. recepcja, gdzie sekretarka odbierze telefon, pokieruje do Twojego biura gości, odbierze pocztę dla firmy, podczas spotkania w Sali konferencyjnej otrzymasz kawę lub inny napój.

Ponadto nie musisz się martwić o sprzątanie, bo do tego typu czynności zaaranżowany jest specjalnie przeznaczony do tego serwis. Nie trzeba martwić się o opłaty licznikowe, internet, koszty eksploatacji, czy telefony. Może zdarzyć się sytuacja, że Twoja firma zacznie szybko rosnąć i będziesz musiał zatrudnić nowych pracowników. W biurze serwisowanym istnieje duża elastyczność wynajmu biur, możesz zwiększać lub zmniejszać liczbę gabinetów w zależności od Twoich potrzeb.

Gdzie są zlokalizowane biura serwisowane?

Biura serwisowane można znaleźć w prestiżowych miejscach w mieście. Powierzchnie biurowe tego typu znajdują się biurowcach wyższych klas. Można też znaleźć biura serwisowane w starszych, ale zrewitalizowanych budynkach. Tego typu biura wyszukać można na stronie investmap.pl.

Kto ma dostęp do biura serwisowanego?

Poza częściami wspólnymi powierzchni biurowej takimi jak recepcja, aneksy, hall, toalety, do których dostęp mają również inni użytkownicy, to dostęp gabinet dostępny jest przez Ciebie na wyłączność. Dużym plusem w biurowcach wysokiej klasy są karty magnetyczne, za pomocą której dostaniesz się do swojego gabinetu. W tych biurowcach o niższych standardzie otrzymasz kluczyk. Dostęp do swojego gabinetu masz 24h na dobę, jednak w niektórych przypadkach istnieje limit dostępności tylko do godziny 20-tej. Na takie szczegóły trzeba zwracać uwagę przy podpisywaniu umowy najmu. Istotne jest również to, że do twojego gabinetu ma dostęp serwis sprzątający. Zatem jeśli nie wyrażasz zgody, aby takie usługi były świadczone podczas Twojej nieobecności, możesz ograniczyć to i poinformować, że serwis sprzątający ma wykonywać swoje usługi tylko w godzinach Twojej pracy. Dostęp do Twojego gabinetu będzie miał również serwis techniczny. Jednak takie wizyty będą odbywały się tylko w przypadku wcześniejszego umówienia się.

Ile kosztuje wynajęcie biura serwisowanego?

Ceny biura serwisowanego przeliczane są na stanowiska pracy. Wiele też zależy od miasta, w którym będziesz chciał wynająć powierzchnie biurową, klasy budynku oraz jego położenia. Przeciętny koszt gabinetu dla 2 osób powinien zamknąć się w przedziale 3 500 – 4 000 zł za miesiąc wliczając w to kilka godzin wynajmu Sali konferencyjnej. Wynajęcie biura serwisowanego dla 3 osób może kosztować w przedziale 5 000 – 7 000 zł/miesiąc.

Warto dodać, że ceny stanowiska pracy mogą różnić się o ok. 30% w zależności od liczby stanowisk pracy – im więcej tym taniej, długości umowy najmu – im dłuższa, tym taniej.

Rekordowe wyniki roczne Grupy Kapitałowej KGHM za 2021 rok

Wzrost produkcji, wzrost przychodów, rekordowy wynik operacyjny oraz solidny wynik netto – Grupa Kapitałowa KGHM podsumowuje 2021 rok, który zamknęła m.in. najwyższą w historii wartością skorygowanej EBITDA w wysokości 10,3 mld zł. Miedziowy gigant zanotował 6 proc. wzrost produkcji miedzi w całej grupie.

Doskonałe wyniki produkcyjne i finansowe

W 2021 r. GK KGHM zanotowała wzrost produkcji miedzi o 6,3 proc., tj. o 44,6 tys. ton więcej w relacji do 2020 roku. Wzrost dotyczył wszystkich segmentów Grupy, w szczególności Sierra Gorda SCM (+22,6 tys. ton dla udziału 55 proc.) oraz Polskiej Miedzi (+17,2 tys. ton). Wzrost wolumenów produkcji i sprzedaży, w połączeniu z dobrą koniunkturą na miedź, przełożył się na ponad 26 proc. wzrost przychodów grupy, które wyniosły 29,8 mld zł.

Grupa Kapitałowa KGHM zamknęła ubiegły rok wysoką wartością skorygowanej EBITDA, która wyniosła 10,3 mld zł. Aktywa netto wzrosły w stosunku do 2020 r. o 6,1 mld zł, osiągając na koniec 2021 r. poziom 27,1 mld zł. Wpływ na takie wyniki miało m.in. zwiększenie przychodów na skutek korzystniejszych cen metali, obniżenie kosztów podstawowej działalności operacyjnej oraz skuteczne zarządzanie.

Miniony rok Grupa Kapitałowa KGHM zakończyła bardzo wysokim – drugim takim w historii – skonsolidowanym wynikiem netto, który wzrósł w stosunku do roku ubiegłego aż o 242,5 proc., do kwoty 6,2 mld zł. Wynik netto jednostkowy KGHM wzrósł o 190,6 proc. do 5,2 mld zł.

Zagraniczne projekty na plusie

W Sierra Gorda wzrosła zarówno produkcja miedzi płatnej (+28 proc.), jak i zysk operacyjny w wysokości 3,2 mld zł (prawie 2,4-krotny wzrost na 55 proc. udziale KGHM Polska Miedź). Sytuacja finansowa chilijskiej kopalni KGHM pozwoliła, pierwszy raz w historii, na odwrócenie przepływów finansowych do spółki matki.

Bezpieczeństwo na najwyższym poziomie

Pomimo zagrożenia spowodowanego pandemią, liczba zdarzeń wypadkowych w KGHM spadła z 213 w 2020 roku do 165 na koniec 2021 roku. Zmniejszyła się przede wszystkim liczba wypadków powodowanych przez ludzką nieostrożność.

W KGHM w 2021 roku odnotowany został rekordowo niski wskaźnik wypadkowości LTIFR KGHM (Lost Time Injury Frequency Rate KGHM). Ukształtował się on na poziomie 5,63, co oznacza spadek o 23 proc. w porównaniu do 2020 roku i aż o 70 proc. w stosunku do 2010 roku.

Strategia i Polityka Klimatyczna

W 2021 roku zarząd KGHM przyjął Politykę Klimatyczną, a następnie zaktualizował strategię spółki, dodając do 4e (elastyczność, efektywność, ekologia, e-przemysł), kolejne e, czyli energię. Wpisuje się to w plany inwestycyjne firmy związane z transformacją. Polityka Klimatyczna dotyczy redukcji emisji gazów cieplarnianych i osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

Ambicją KGHM jest skuteczne zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii i produkcji własnej w pokryciu zapotrzebowania na energię. Spółka posiada własne niskoemisyjne źródła wytwórcze zasilane paliwem gazowym. Rozwija też projekty OZE, w tym elektrownie fotowoltaiczne na terenach należących do KGHM.

Jednym z kluczowych projektów KGHM będzie wdrożenie małych modularnych reaktorów jądrowych (SMR – Small Modular Reactor). Spółka podpisała w tej sprawie umowę z amerykańskim dostawcą technologii, firmą NuScale Power. Do tego KGHM przystąpił do porozumienia sektorowego na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Firma zaangażowana jest również w budowę Dolnośląskiej Doliny Wodorowej, widząc potencjał do wykorzystania wodoru m.in. w hutach.

Branża Pogrzebowa: lawinowo rosnące ceny energii uderzają w nas. Rozwiązanie – w nowelizacji Polskiego Ładu

Branża Pogrzebowa odczuwa coraz dotkliwiej skutki lawinowych podwyżek cen energii elektrycznej, gazu i paliwa. Są one ściśle związane ze świadczeniem przez pogrzebowych przedsiębiorców swoich usług i dotyczą np. transportu, przechowywania czy kremacji zwłok. – Dziś stajemy przed podjęciem kluczowych decyzji, jak dalej działać – informuje Robert Czyżak – prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Negatywny trend mógłby zostać zatrzymany przez  zapowiedziane właśnie przez rząd zmiany podatkowe, a w szczególności umieszczenie sektora pogrzebowego na liście branż objętych nowelizacją Polskiego Ładu.

Trwający od kilku miesięcy, a nasilający się zwłaszcza teraz – podczas wojny w Ukrainie, wzrost cen nośników energii, Polska Izba Branży Pogrzebowej nazywa lawinowym.

– Dziś stajemy przed podjęciem kluczowych decyzji, jak dalej działać – informuje Robert Czyżak – prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Lawinowo rosnące koszty

Koszty utrzymania swoich firm rosną niemal z tygodnia na tydzień. Pogrzebowi przedsiębiorcy mówią, że coraz ciężej utrzymać im jest obecne warunki cenowe, oferowane swoim klientom. Skutki widoczne są gołym okiem. Ceny zakupywanych trumien urn i utensyliów pogrzebowych drożeją już z dostawy na dostawę, zaczyna brakować również surowca do produkcji trumien.

– Naszym celem jest teraz zminimalizowanie ewentualnych negatywnych skutków, jakie odczuwać w związku z tym mogą nasi klienci. To ogromne, a przy tym główne w tej chwili wyzwanie dla wszystkich naszych przedsiębiorców – uważa Robert Czyżak.

Coraz droższa energia i paliwa

Rachunki za energię elektryczną i gaz wzrosły nawet 3 – 4 krotnie, cena paliwa poszybowała w ciągu tygodnia o kilkadziesiąt procent. Jeśli sytuacja taka utrzyma się jeszcze przez kolejny miesiąc, przełoży się to zapewne na ceny usług pogrzebowych. – Już dzisiaj niektórzy przedsiębiorcy pogrzebowi mają problemy z regulowaniem podstawowych płatności – ostrzega Robert Czyżak i przypomina, że zasiłek pogrzebowy po osobie zmarłej wypłacany jest średnio po 3 tygodniach, a przez ten czas to właśnie firmy pogrzebowe kredytują koszty pogrzebu.

Rozwiązanie – nowelizacja Polskiego Ładu

Negatywny trend mógłby zostać zatrzymany przez  zapowiedziane właśnie przez rząd zmiany podatkowe. – Jak najbardziej urządzałoby nas obniżenie stawki PIT do 12 procent, jak również umożliwienie odliczania od podstawy opodatkowania pełnej składki zdrowotnej – zaznacza Robert Czyżak, licząc, że rząd umieści sektor pogrzebowy na liście branż objętych nowelizacją Polskiego Ładu.

Putin szachuje, gaz drożeje

Putin ponownie zaskoczył Europę i chyba cały świat. Zapowiedział, że w przyszłości za eksport gazu do „nieprzyjaznych” państw będzie można płacić jedynie rublami. Tymi nieprzyjaznymi państwami jest oczywiście Zachód. Oznacza to, że popyt na rosyjską walutę pojawi się i może go umocnić w dłuższej perspektywie. Na tę wiadomość cena gazu na Starym Kontynencie zareagowała wzrostami.

Żeby zdobyć ruble, firmy nie muszą łamać sankcji wobec Rosyjskiego Banku Centralnego. Waluta jest dostępna w bankach komercyjnych (również bezpośrednio lub pośrednio w rosyjskich). Nie wszystkie są objęte sankcjami. Putin mógłby zakazać bankom sprzedaży rubli Zachodowi, ale dla obu stron jest jasne, że uniknięcie załamania handlu zagranicznego jest możliwe jedynie wtedy, kiedy możliwości płatności jakieś pozostaną. Europa potrzebuje gazu, Rosja pieniędzy – to oczywiste.

W tym momencie kontrakty na dostawy, które nie mogą być honorowane, muszą zostać spisane na nowo. Europejscy importerzy, którzy wcześniej byli chronieni przed wzrostem cen gazu dzięki długoterminowym kontraktom na dostawy, będą narażeni na pogorszenie warunków.

Rosja zdała sobie sprawę, że należności, które otrzymała od Zachodów w ostatnich latach stały się po części bezużyteczne. Zostały zamrożone częściowo aktywa Banku Centralnego, konta firm czy majątek osób prywatnych. Putin chce pozbyć się tego ryzyka, dlatego zmienia warunki gry. Ruble, które będą służyć do przyszłych transakcji muszą skądś pochodzić. Jeśli będą one płynęły z komercyjnych banków rosyjskich, wówczas naturalnie zachód zapłaci za nie dolarem i euro. Wówczas twarde waluty będą znajdować się w instytucjach nie objętych sankcjami, czyli teoretycznie w bezpiecznym miejscu.

Putin ratuje się jak może. Zdaje sobie sprawę, że dalsze osłabienie rubla będzie wzmagać kryzys gospodarczy w Rosji dlatego chce złagodzić konsekwencje ekonomiczne dla swojego kraju. Ruch prezydenta Rosji to też chęć rozbicia jedności Zachodu oraz uniemożliwienie nałożenia nowych sankcji, które forsuje USA. Putin dał podobno tydzień importerom na znalezienie rubli do realizacji płatności. Teraz ruch po stronie Europy oraz USA.

Już wczoraj rubel w relacji do dolara wykonał ruch aprecjacyjny. Para walutowa USD/RUB spadła w okolice 95.60. Gaz europejski podrożał do ponad 114 euro za MWh.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Kredyt hipoteczny dla singla – sprawdź, czy masz szansę

Banki coraz chętniej zgadzają się na udzielenie kredytu hipotecznego singlom. Marzysz o małym mieszkaniu, ale nie jesteś w związku małżeńskim? Nic straconego – osoby niezamężne mają takie same szanse na pozytywne rozpatrzenie wniosku kredytowego, co wielodzietna rodzina. Dowiedz się więcej o warunkach kredytu dla singla i zacznij budować swoją przyszłość!

Kredyt hipoteczny dla singla – warunki przyznania

Od lat panuje przekonanie, że to małżeństwa z kilkuletnim stażem mają większe szanse na otrzymanie kredytu hipotecznego, niż osoba samotna. W rzeczywistości szanse na uzyskanie pozytywnej decyzji kredytowej są takie same – różnica polega na procedurach składania wniosku oraz warunkach, które powinien spełnić singiel. Oprócz badania zdolności kredytowej brane są pod uwagę m.in.:

  • rodzaj zatrudnienia – etat na podstawie umowy o pracę daje większe szanse na dostanie kredytu hipotecznego;
  • wysokość i ciągłość uzyskiwania dochodów – w trakcie składania wniosku należy przedstawić stosowne dokumenty o wynagrodzeniu;
  • dodatkowe obciążenia finansowe – m.in. nieuregulowane zakupy na raty czy comiesięczne opłaty związane z wynajmem mieszkania mogą wpłynąć na ostateczną decyzję banku;
  • aktualne miejsce zamieszkania – osoby, które na stałe mieszkają w dużych aglomeracjach miejskich, mają większe szanse na podpisanie umowy kredytowej.

Oczywiście warto pamiętać, że każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Na ostateczną decyzję banku wpływa niezwykle wiele czynników, w tym m.in. wiek kredytobiorcy oraz wielkość wkładu własnego. Jeżeli chcesz sprawdzić swoją zdolność kredytową i wysokość hipotetycznych rat kredytu hipotecznego dla singla, skorzystaj z kalkulatora na mFinanse.pl: https://mfinanse.pl/oferta-indywidualna/kredyt-hipoteczny/.

Kredyt na singla – jak zwiększyć swoje szanse?

Dla wielu placówek bankowych udzielanie kredytu hipotecznego osobie samotnej lub niebędącej w związku małżeńskim może wiązać się z ryzykiem nieregularnego spłacania zobowiązania. Wynika to m.in. z jednego źródła dochodów singla – w wielu małżeństwach zarówno mąż, jak i żona pracują, a w przypadku problemów finansowych o wiele łatwiej zachować ciągłość w regulowaniu rat.

Warto wiedzieć:

Przy udzielaniu kredytu hipotecznego istotna jest wysokość wkładu własnego. Może wynosić od 10% do 20% wartości nieruchomości – im mniejszy, tym większe prawdopodobieństwo, że bank będzie wymagał od kredytobiorcy dodatkowego ubezpieczenia.

Nieważne, czy planujesz kupno mieszkania, czy rozglądasz się za kredytem na dom dla singla – istnieje kilka sposobów na to, aby zwiększyć swoje szanse na pozytywne rozpatrzenie Twojego wniosku przez bank:

  1. Ureguluj wszystkie zaległe należności – im mniej będziesz mieć aktywnych zobowiązań kredytowych, tym lepiej;
  2. Postaraj się o dodatkowe źródło dochodu – np. pochodzące z wynajmu czy dzierżawy;
  3. Zmniejsz limity na kartach kredytowych – to sprawi, że zmniejszą się Twoje miesięczne wydatki związane z opłacaniem należności;
  4. Postaraj się pozyskać żyranta – poręczyciel zobliguje się do spłaty kredytu hipotecznego w przypadku problemów finansowych kredytobiorcy; .
  5. Sprawdź raport BIK – poznaj szczegóły weryfikowanej przez bank historii kredytowej i przygotuj wyjaśnienia dotyczące negatywnych wpisów BIK oraz opóźnień w regulowaniu zobowiązań.

Kredyt mieszkaniowy dla singla to szansa na realizację marzeń – ilość dostępnych ofert dla osób niezamężnych stale rośnie! Obawiasz się długoterminowych zobowiązań? Znajdź eksperta mFinanse, który odpowie na wszystkie Twoje pytania i rozwieje wątpliwości dotyczące tej formy finansowania nieruchomości: https://mfinanse.pl/eksperci-mfinanse/?lat=51.919437&lng=19.145136&zoom=6.

Unfold.vc zamiast Venture INC – zmiany w funduszu VC notowanym na GPW

  • Notowany na GPW Venture INC debiutuje w nowej odsłonie. Łączy się to ze zmianami w funduszu. Cel? Unfold.vc chce umacniać swoją pozycję jako „first choice” w regionie.
  • Wrocławski VC rozszerza kategorie inwestycyjne i aktywnie szuka kolejnych projektów. Powiększył też zespół zarządzający oraz wzmacnia międzynarodowy network.
  • Fundusz Venture INC powstał z inicjatywy Jakuba Sitarza, Mariusza Ciepłego i Macieja Jarzębowskiego (współzałożyciele LiveChat Software). Początkowo jako inkubator inwestował na poziomie kilkudziesięciu tysięcy zł. Od 2010 r. notowany był na NewConnect, by po 7 latach przenieść się na główny parkiet. Dziś ma w portfelu takie spółki jak Brand24, Infermedica, Timecamp, Intelliseq, Sundose, Poley.me czy GibLib. W tym roku planuje kolejnych kilka inwestycji.
  • Ubiegły rok wrocławski VC zakończył z zyskiem na poziomie blisko 46 mln zł, co daje sześciokrotny wzrost r/r.
  • Nowa nazwa Funduszu Unfold.vc zostanie formalnie poddana pod głosowanie na najbliższym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Po restrukturyzacji portfela i ze wzmocnionymi kompetencjami menedżerskimi, giełdowy fundusz venture capital z Wrocławia przechodzi rebranding: zmienia nazwę na Unfold.vc, odświeżając strategię i intensyfikując działania inwestycyjne. Nowe otwarcie funduszu oznacza m.in. rozszerzenie zakresu poszukiwanych projektów czy aktywne wspieranie ekosystemu startupów na rodzimym rynku. Unfold.vc ma przy tym ambitne międzynarodowe plany.

– Stawiamy na ciągły rozwój. Rebranding jest pokłosiem starannie zaplanowanych zmian, które w ostatnim czasie konsekwentnie wdrażaliśmy. Od zmian organizacyjnych po restrukturyzację portfela i poszerzenie zespołu. Dysponujemy nowymi narzędziami i znacznie większym networkiem międzynarodowym oraz lokalnym, co pozwala nam oceniać dużo więcej projektów. To właśnie dla dalszego poszerzania portfolio, wzrostu kompetencji i zakresu poszukiwanych spółek postanowiliśmy pokazać się na nowo branży technologicznej jak i inwestorom. Unfold.vc powstał w duchu nowych priorytetów, ale i obserwowanych trendów rynkowych po to, by zintensyfikować działania inwestycyjne – podkreśla Jakub Sitarz, prezes zarządu w Unfold.vc.

Fundusz powiększył też zespół zarządzający: do Unfold.vc dołączyła Magdalena Surowiec, wcześniej związana m.in. z funduszem VC Leonarto i była prezeska Lemon Sky. Jako managing partner wniesie do spółki swoje wieloletnie doświadczenie w tworzeniu strategii biznesowych i budowaniu efektywnie działających zespołów zwłaszcza w środowisku technologicznym.

– Decydujemy się na ogłoszenie rebrandingu w trudnych czasach. Obecna sytuacja ekonomiczna czy geopolityczna niesie ze sobą dużą niepewność. Ale dziś tym bardziej jako zespół jesteśmy przekonani, że to dobry moment na jeszcze większe zaangażowanie i wsparcie liderów z mądrymi pomysłami biznesowymi, którzy stawią czoła nowym wyzwaniom. Ze świeżą tezą inwestycyjną otwieramy nowy rozdział – tak dla nas jak i dla liderów spółek, z którymi się wiążemy. Mamy im wiele do zaoferowania. Chcemy je rozwijać i pomagać komercjalizować. Zespół Unfold.vc już nie raz udowodnił swoją wartość, mnożąc zainwestowany kapitał w takich spółkach jak Infermedica, Intelliseq, TimeCamp czy Exit Plan komentuje Magdalena Surowiec.

Software? Nie tylko

Dotychczas fundusz skupiał się na wspieraniu projektów IT szczególnie w modelu SaaS. Teraz odświeżona strategia Unfold.vc zakłada m.in. rozszerzenie kategorii inwestycyjnych, czego dowodem jest choćby ostatnia inwestycja we wrocławską spółkę Poley.me, rozwijającą technologię – tzw. baru przyszłości – w modelu RaaS (Robot as a Service). Unfold.vc zakłada jednocześnie inwestowanie w projekty bez określonego horyzontu czasowego i na różnych etapach rozwoju: pre-seed i seed, jak i w późniejszej fazie, inwestując w wykup akcji lub udziałów.

– Rozszerzamy nasze cele inwestycyjne. Do tej pory koncentrowaliśmy się na firmach software’owych i sprzedających usługi w modelu subskrypcyjnym, ale jako Unfold.vc otwieramy się na nowe obszary. Nie wykluczamy przy tym większych inwestycji, jeśli widzimy w projekcie duży potencjał. Chętnie wspieramy startupy w ramach kilku kolejnych rund finansowania. Nasze zaangażowanie w spółkę sięga 4,5 mln zł. Co nas wyróżnia? Nie mamy określonego horyzontu inwestycyjnego. Możemy być z daną spółką całą dekadę, a nawet dłużej. Szukamy liderów, budujących dla swoich klientów długofalowe wartości. Wiemy, że to wymaga czasu. Przeglądamy kilkaset potencjalnych inwestycji rocznie, a realnie w tym czasie inwestujemy w kilka projektów tak, by móc poświęcić wystarczająco dużo uwagi liderom z naszego portfela – podkreśla Rafał Sobczak, managing partner w Unfold.vc.

Nie liczba, a jakość

Ostatnie 4 lata to dla wrocławskiego funduszu intensywne budowanie portfolio i aktywne wspieranie spółek w rozwoju ich biznesów. Pod swoimi skrzydłami Unfold.vc ma obecnie blisko 20 spółek technologicznych, wśród nich nie brakuje rozpoznawalnych na międzynarodową skalę projektów o dużym potencjale rozwoju i wzrostu. To innowacje z sektora medtech, biotech, martech, foodtech, ale i spółki gamingowe. Fundusz wspiera więc m.in.: Timecamp, Brand24, Sundose, Infermedicę, Primetric, PixelRace, Exit Plan Games czy Giblib.

– Mocno wierzymy w liderów spółek, w które zdecydowaliśmy się zainwestować. Miarą naszej skuteczności jest ich sukces. Nasza “liderocentryczność” procentuje – osiągamy wysoką efektywność i wzrost wartości wyrażony ponadprzeciętnym zyskiem. W ostatnich miesiącach z tą myślą zainwestowaliśmy w 7 projektów – 3 nowe inwestycje i 4 rundy kontynuacyjne – wylicza prezes Unfold.vc.

Mowa tu m.in. o inwestycjach we wrocławski Boostsite – startup z autorskim software’m do automatycznej analizy SEO stron internetowych; wyłożonym kapitale na PixelRace tworzący studio z technologią virtual production do produkcji wideo; czy inwestycji we wrocławski Poley.me z autorskim „barem przyszłości”.

Giełdowy Unfold.vc zrealizował ponadto kolejne, udane i wielomilionowe rundy inwestycyjne w Exit Plan Games, Primetric, Giblib i Intelliseq, potwierdzając niezmienny element strategii funduszu, w ramach którego wspiera on spółki portfelowe w kilku kolejnych rundach finansowania.

Ubiegły rok wrocławski VC zakończył z zyskiem na poziomie blisko 46 mln zł, co daje sześciokrotny wzrost r/r.

Najbliższe plany

Najnowsza inwestycja Unfold.vc to wsparcie kapitałowe dla niemieckiej neurocare group. Spółka rozwija platformę DTP (Digital Therapy Platform), integrującą zaawansowane procesy i technologie dla terapii pacjentów cierpiących na choroby o podłożu psychicznym. Neurocare group wspiera jednocześnie rozwój badań nad medycyną spersonalizowaną czy neuromodulacją. Obecnie spółka wyceniana jest na blisko 100 mln USD.

– Szacujemy, że w bieżącym roku w naszym portfelu pojawi się 5-7 nowych spółek. Rundę zagraniczną lub debiut na NewConnect bierze pod uwagę choćby bioinformatyczny Intelliseq, w który inwestujemy od 2018 roku – podkreśla Jakub Sitarz.

Fundusz zaangażowany

Dla Unfold.vc rozwój to nie tylko konsekwentny wzrost wartości aktywów. To też realny wkład w środowisko startupów i VC przy jednoczesnym budowaniu międzynarodowych relacji – tak, by wspierać spółki portfelowe w obszarach kluczowych dla budowania ich wartości.

Nasze wsparcie wykracza daleko poza inwestycję kapitałową. Stale poszerzamy sieć kontaktów, aby oferować spółkom faktyczną wartość dodaną. Właśnie wróciłem z kilkumiesięcznego pobytu w Stanach Zjednoczonych, podczas którego nawiązałem kilka obiecujących relacji. Efektem międzynarodowego networkingu jest też nawiązanie nowych kontaktów inwestycyjnych w Niemczech. Wierzymy, że takie działania realnie wzmacniają spółki, na które postawiliśmy – mówi Rafał Sobczak z Unfold.vc.

Na co dzień, menedżerskim i inwestycyjnym know-how oraz szerokim doświadczeniem zespół Unfold.vc dzieli się też ze studentami, uczestnicząc w programach edukacyjnych wspierających aspirujących młodych liderów.

Współpracujemy m.in. z wrocławskimi uczelniami, które uruchomiły własne programy startupowe dla studentów. Prowadzimy też zajęcia w jednym z programów akceleracyjnych dla kobiet planujących uruchomić własne biznesy, Shesnovation – mówi Magdalena Surowiec. – W związku z obecną sytuacją geopolityczną, postanowiliśmy postawić kolejny zdecydowany krok, wpisujący się w naszą strategię zaangażowania społecznego. Od teraz, systematycznie będziemy przekazywać darowiznę na wybrany cel charytatywny. Tegoroczna kwota zasili konto wybranego programu wspierającego osoby przybywające do naszego kraju z Ukrainy – podsumowuje menedżerka w Unfold.vc.

Nowa nazwa Funduszu Unfold.vc zostanie formalnie poddana pod głosowanie na najbliższym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Jakie ułatwienia rząd powinien jeszcze wprowadzić dla uchodźców z Ukrainy?

Przygotowana przez rząd ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy przybywającym do Polski, w związku z prowadzonym na terenie tego kraju konfliktem zbrojnym, zawiera szereg bardzo potrzebnych i pilnych rozwiązań. Ustawa ta zawiera rozwiązania otwierające szeroko dostęp do polskiego rynku pracy i eliminuje wszelkie formalności związane z zatrudnianiem tych osób. Mogą one swobodnie podejmować pracę na terenie Polski – natomiast obowiązkiem ciążącym na pracodawcach będzie zgłoszenie w terminie siedmiu dni od powierzenia pracy faktu zatrudnienia uchodźców do właściwego urzędu pracy. Zabrakło jednak w ustawie zachęt do tworzenia dodatkowych miejsc pracy, w których uchodźcy z Ukrainy mogliby znaleźć zatrudnienie – co jest ważne zważając na ich dużą liczbę. Przydałyby się instrumenty podatkowe czy rozszerzenie istniejących rozwiązań, aby w kluczowych sektorach gospodarki stworzyć zachętę do tworzenia nowych miejsc pracy nikogo nie faworyzując.

– Trzeba też wziąć pod uwagę, że około połowa osób napływająca do Polski to dzieci, konieczne jest zapewnienie im opieki. Ustawa zawiera kilka rozwiązań ułatwiających tworzenie miejsc opieki – natomiast zabrakło przepisów ułatwiania zatrudnienia opiekunów do przedszkoli, żłobków czy klubów dziecięcych. Jest to ważne, ponieważ obecne przepisy stawiają wysokie wymagania osobom sprawującym opiekę nad młodszymi i uzasadnione jest złagodzenie tych wymagań – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).  W ustawie uzgodniono również pakiet rozwiązań podatkowych, które zwalniają z opodatkowania uchodźców otrzymujących wsparcie czy darowizny. Z drugiej strony są to też rozwiązania kierowane do przedsiębiorców, którzy mogą zaliczać w poczet podatkowe koszty uzyskania przychodów. Chodzi o wszelkiego rodzaju wsparcie i dotacje przekazywane za pośrednictwem organizacji pożytku publicznego, jednostek samorządowych, placówek leczniczych czy Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Tutaj jednak rząd nie wykazał się zaufaniem do przedsiębiorców, ponieważ w tych kosztach nie mogą być odejmowane podatki z pomocy bezpośrednio udzielanej uchodźcom – na przykład przez zapewnienie noclegu, zakwaterowania i miejsc opieki nad dziećmi. Dobrze by było, aby uzupełniono ustawę również o ten aspekt – wskazuje Kozłowski.

Uchodźcy z Ukrainy mogą dostać mieszkania komunalne

Napływ setek tysięcy osób z Ukrainy zaatakowanej przez Rosję stanowi spore wyzwanie między innymi pod względem mieszkaniowym, zdrowotnym i logistycznym. Uchodźcy z Ukrainy nierzadko próbują szukać lokali na wolnym rynku. Najnowsze sygnały wskazują jednak, że w Warszawie i Krakowie liczba dostępnych do wynajęcia mieszkań bardzo szybko zmalała. Chodzi zwłaszcza o lokale, w przypadku których łączne koszty najmu nie przekraczają 2500 zł – 3000 zł. Trudno się dziwić, że na rynku najmu brakuje lokali, skoro do Warszawy w krótkim czasie napłynęło ponad 200 000 osób. Niewykluczone, że sytuacja wymusi relokację przybyszów zza wschodniej granicy do mniejszych miast. Tamtejsze rynki najmu są mniej rozwinięte, a dość dużą rolę odgrywa wynajem komunalnych mieszkań. Wyjaśniamy, czy uchodźcy z Ukrainy mogą otrzymać mieszkanie komunalne.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Obywatelstwo ukraińskie nie wyklucza możliwości skorzystania z mieszkaniowej pomocy w Polsce. Chodzi zarówno o mieszkania komunalne oraz socjalne, jak i dodatki mieszkaniowe.
  • W praktyce uchodźcy z Ukrainy mogą mieć poważny problem dotyczący korzystania z komunalnego zasobu mieszkań. Chodzi po prostu o brak dostępnych lokali. W wielu miastach kolejki po mieszkanie komunalne są kilkuletnie.
  • Problemów nie będzie natomiast z dodatkami mieszkaniowymi. Trzeba jednak pamiętać, że osoba wnioskująca o taką pomoc, najpierw musi znaleźć jakieś lokum.

Poniżej prezentujemy więcej informacji, które mogą zainteresować nie tylko uchodźców z Ukrainy. Ze względu na problemy z dostępnością komunalnych mieszkań i ograniczenia podażowe na rynku najmu, takie osoby będą musiały liczyć na niekomercyjne zakwaterowanie u Polaków i ukraińskich krewnych oraz znajomych.

Obywatelstwo innego państwa nie stanowi żadnej przeszkody

Jeżeli chodzi o kwestie typowo prawne, to uchodźcy z Ukrainy teoretycznie znajdują się w dobrej sytuacji. Obowiązujące przepisy nie wykluczają bowiem możliwości wynajmu mieszkań komunalnych i socjalnych osobom nieposiadającym polskiego obywatelstwa. „Ograniczeń dotyczących narodowości najemcy nie przewiduje ustawa z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733)” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniana ustawa wskazuje, że zadaniem gminy jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych osób o niskich dochodach (niekoniecznie Polaków). Zatem uchwały gmin określające zasady najmu mieszkań komunalnych i socjalnych nie powinny wskazywać innych kryteriów zawarcia umowy niż te dotyczące aktualnej sytuacji lokalowej wnioskodawcy oraz jego dochodów. „Taką interpretację przepisów potwierdzają sądy administracyjne” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ukrainiec z lokum bez problemu otrzyma dodatek mieszkaniowy

Jeżeli chodzi o dodatek mieszkaniowy jako pomoc dla uchodźcy z Ukrainy, to warto natomiast zajrzeć do ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o dodatkach mieszkaniowych (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 734). Wspomniany akt prawny również nie zawiera przepisów, które mogłyby być wykluczające dla uchodźcy z Ukrainy potrzebującego pomocy. „Zgodnie z aktualnymi przepisami, taka osoba może otrzymać dodatek mieszkaniowy na identycznych zasadach, jak polski obywatel” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto jednak pamiętać, że wnioskodawca najpierw musi posiadać jakieś lokum. Oprócz własności lokalu/domu chodzi również o najem, podnajem i użyczenie nieruchomości mieszkaniowej, a także spółdzielcze prawa do mieszkania (lokatorskie oraz własnościowe). Dodatek mieszkaniowy przysługuje także osobom zajmującym lokal mieszkalny bez tytułu prawnego i oczekującym na przysługujący im lokal zamienny albo lokal socjalny. „Według danych GUS, przeciętna wartość opisywanego dodatku wynosiła w 2020 r. około 225 zł miesięcznie” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W wielu miastach niestety nie ma już wolnych „M” od gminy …

Dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat gospodarki mieszkaniowej i komunalnej wyjaśniają również, dlaczego w praktyce uchodźcy z Ukrainy mogą długo czekać na mieszkanie komunalne. GUS podaje, że pod koniec 2020 r. na gminne lokum czekało aż 136 156 gospodarstw domowych z całego kraju. Sytuacja dotycząca mieszkań gminnych nie przedstawia się dobrze nawet jeśli pomniejszymy podaną liczbę o 74 859 gospodarstw potrzebujących lokalu socjalnego o niższym standardzie. „Niestety, w wielu miastach kolejka po mieszkanie komunalne, a nawet socjalne jest kilkuletnia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pod koniec stycznia bieżącego roku mogliśmy się na przykład dowiedzieć, że w kolejce po mieszkanie komunalne czeka około 2000 stołecznych rodzin i osób samotnych. Aktywiści społeczni czasem wskazują, że w największych miastach znajdziemy sporo komunalnych pustostanów. Według informacji GUS, pod koniec 2020 roku sama Warszawa miała 10 167 mieszkaniowych pustostanów. W skali całego kraju pustostany stanowią około 7% – 8% mieszkań komunalnych. Trzeba jednak pamiętać, że te puste lokale znajdują się w różnym stanie (często kiepskim), a ich przystosowanie do celów dłuższego pobytu, jakiego mogą potrzebować uchodźcy z Ukrainy będzie wymagało czasu i pieniędzy. „Mowa o czasie dłuższym niż dwa miesiące, przez które rząd chce wypłacać 40 zł dziennie osobom goszczącym uchodźców” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Sprzedaż kredytów w Polsce – luty 2022 r.

W lutym 2022 r., w porównaniu do lutego 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych o (+5,5%). Spadek o (-35,4%) odnotowały limity w kartach kredytowych, kredyty mieszkaniowe (-24,3%) i kredyty ratalne (-7,3%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość w dwóch produktach kredytowych: w kredytach gotówkowych (+4,7%) oraz ratalnych (+1,4%). Natomiast o (-18,1%) spadła wartość przyznanych limitów w kartach kredytowych i o (-14,4%) kredytów mieszkaniowych.

W relacji do stycznia 2022 r. w lutym 2022 r. banki udzieliły mniej dwóch rodzajów produktów kredytowych. Spadki odnotowały kredyty ratalne (-22,8%) oraz kredyty mieszkaniowe (-10,0%). Również w ujęciu wartościowym w porównaniu do stycznia 2022 r. banki udzieliły w lutym 2022 r. niższą wartość tych dwóch produktów: kredytów ratalnych (-4,0%) oraz kredytów mieszkaniowych (-11,4%). Dodatnią dynamikę m/m, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały kredyty gotówkowe (+0,4% oraz +7,3%) oraz karty kredytowe (+7,4% oraz +8,7%).

W dwóch pierwszych miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku ujemne dynamiki w obu ujęciach odnotowały karty kredytowe (-32,9% oraz 15,5%) i kredyty mieszkaniowe (-13,8% oraz -1,8%). Dodatnie dynamiki r/r zanotowano w przypadku kredytów gotówkowych (+11,3% oraz 9,1%) a także ratalnych (+9,6% oraz +9,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę trzy ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lutowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w lutym 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lutym 2022 r. jest efektem wniosków składanych w grudniu 2021 r. i styczniu 2022 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w lutym 2022 r. w porównaniu do lutego ubiegłego roku, musimy pamiętać, że w lutym 2021 r. nadal obserwowaliśmy spadki zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów gotówkowych także w porównaniu do lutego 2019 r. oraz lutego 2020 r.

Po trzecie, duże problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Kredyty gotówkowe w dobrej formie – wzrost liczby i wartości

Dodatnie lutowe odczyty dynamiki rocznej w kredytach gotówkowych o 5,5% w ujęciu liczbowym i o 4,7% w ujęciu wartościowym trzeba odebrać pozytywnie. Częściowo jednak dodatnie dynamiki są efektem niskiej bazy z lutego zeszłego roku.

– W dwóch pierwszych miesiącach br. kredyty gotówkowe we wszystkich przedziałach kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Tym razem to jednak nie kredyty wysokokwotowe, jak to miało miejsce w całym 2021 r., ale niskokwotowe są głównym motorem napędzającym wzrosty. Odnotowały one najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Dynamika kredytów niskokokwotowych tj. z dwóch przedziałów kwotowych do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł wyniosła odpowiednio (+19,4% L) i (+15,3% W) oraz (17,8% L) i (17,2% W). Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,3% wartości sprzedaży w okresie styczeń-luty 2022 r. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to już prawie połowa liczby udzielonych kredytów gotówkowych w dwóch pierwszych miesiącach 2022. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym jest wyższa niż wartościowym – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Po słabszym styczniu, w którym już od wielu lat obserwujemy tzw. „efekt stycznia”, w lutym pomimo tego, że stopy procentowe po czterech podwyżkach wróciły do poziomu sprzed 9 lat, a rynek oczekuje dalszych podwyżek, kredyty gotówkowe odnotowały w ujęciu m/m dodatnie dynamiki. W mojej opinii to jednak nie wysokość stóp procentowych będzie determinować zainteresowanie kredytami, w tym kredytami gotówkowym w najbliższych miesiącach, lecz wojna w Ukrainie. Trzeba bowiem pamiętać, że w lutowej sprzedaży nie widać jeszcze pełnego wpływu działań wojennych. To dopiero marcowa sprzedaż pokaże nam pełen obraz – puentuje prof. Rogowski.

Lekka zadyszka w kredytach ratalnych

W lutym 2022 r. kredyty ratalne odnotowały wzrost r/r w ujęciu wartościowym (+1,4%), ale spadek w ujęciu ilościowym (-7,3%).

– Podobnie jak w przypadku kredytów gotówkowych, dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych mają zróżnicowany charakter dla różnych przedziałów kwotowych. W ujęciu liczbowym najwyższe dodatnie dynamiki w okresie styczeń – luty 2022 r. w porównaniu do stycznia – lutego 2021 r. dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (19,1%). W ujęciu wartościowym za dodatnie dynamiki odpowiadają kredyty z najwyższych przedziałów kwotowych: 5-10 tys. zł (+15,2%), a powyżej 10 tys. zł (+9,2%). Kredyty ratalne z tych dwóch wysokokwotowych przedziałów mają 61,7% udział w całej wartości udzielonych kredytów ratalnych – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2022 r. to 4 998 zł i jest ona wyższa niż w lutym rok temu o 9,4%.

Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość udzielonego kredytu w lutym 2022 r. wyniosła 22 024 zł – to spadek o 0,8% w stosunku do lutego 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o BIK Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,12%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,61%.

– W porównaniu do lutego 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,88 pkt proc. Od jedenastu miesięcy w ujęciu m/m Indeks polepsza się (spada), co niewątpliwie jest sygnałem bardzo pozytywnym, informującym o spadku ryzyka kredytowego tych kredytów. Na uwagę zasługuje również bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,05 p.p. Jednak z uwagi na trzy czynniki ryzyka, tj. ryzyka stopy procentowej, ryzyka pojawienia się stagflacji oraz ryzyka geopolitycznego, w kolejnych miesiącach należy bardzo uważnie obserwować poziom ryzyka kredytów ratalnych i gotówkowych – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – nieoczekiwany negatywny czynnik psychologiczny może dodatkowo pogłębić spadki akcji kredytowej

W lutym br. w porównaniu z lutym 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych wystąpił duży spadek liczby (-24,3%) oraz wartości (-14,4%) udzielonych kredytów. Średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 345,08 tys. zł i była wyższa w ujęciu rocznym o 13,1%, co odpowiada w przybliżeniu średniej rocznej dynamice wzrostu cen nieruchomości.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego w okresie styczeń – luty 2022 r. widać duże zróżnicowanie.

Dodatnie dynamiki dotyczyły jedynie kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (+36,5%) i wartościowym (+41,4%). W pozostałych przedziałach kwotowych dynamika liczby i wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych jest ujemna.

– Dla kredytów mieszkaniowych luty 2022 r. był słaby. A w ujęciu liczbowym nawet zły, bowiem w porównaniu do lutego 2021 r. banki udzieliły aż o 24,3%, a do lutego 2020 r. o 24,6% mniej kredytów mieszkaniowych. Jest to spowodowane przede wszystkim spadkiem liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, co obserwowaliśmy już od kwietnia zeszłego roku. Trend spadkowy popytu na kredyty mieszkaniowe zaczął się więc jeszcze przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Głównym powodem był wówczas wzrost cen nieruchomości, co przy 20% wkładzie własnym powodowało wzrost kwoty zaciąganego kredytu, a tym samym część potencjalnych kredytobiorców utraciła zdolność kredytową. Trend ten jeszcze przyśpieszył od października 2021 r., kiedy to RPP po raz pierwszy podniosła stopy procentowe. Obecnie jesteśmy już po pięciu podwyżkach. Ostatnia marcowa nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w akcji kredytowej. Podwyżki stóp procentowych jeszcze bardziej obniżają zdolność kredytową. Do tego dochodzą działania KNF. Już w lipcu zeszłego roku KNF nakazał bankom ograniczyć okres kredytowania do 25 lat, który jest uwzględniany do liczenia zdolności kredytowej. W marcu br. doszły jeszcze dwa działania, tj. zwiększenie z 2,5 do 5 p.p. bufora na zmianę wysokości stóp procentowych uwzględnianego przy liczeniu zdolności kredytowej oraz wzrostu wysokości kosztów utrzymania uwzględnianych w algorytmie liczenia zdolności kredytowej. Dodatkowo poziom DSTI (relacja środków przeznaczanych na obsługę zobowiązań kredytowych i innych zobowiązań finansowych do dochodu kredytobiorcy) przy niższych dochodach został ustanowiony na poziomie 40%, a przy wyższych – na 50%. Wszystkie te czynniki negatywnie wpłyną na poziom zdolności kredytowej, istotnie ją obniżając. I na koniec ostatni element – niepewność związana z wojną w Ukrainie. Ten zestaw w mojej opinii będzie miał ogromny negatywny wpływ na rozmiary akcji kredytowej w kolejnych miesiącach – komentuje prof. Rogowski i dodaje, że w ujęciu wartościowym sytuacja również nie jest dobra. Wyniki lutego są niższe zarówno w porównaniu do lutego 2021 r. (-14,4%), jak i lutego 2020 r. (-9,1%).

– Rynek kredytów mieszkaniowych odnotowuje spadki również w ujęciu wartościowym. Wiąże się to z ujemnymi dynamikami kredytów ze wszystkich przedziałów kwotowych, poza wysokokwotowym (500 tys. zł). Spada również średnia wartość udzielonego kredytu w porównaniu do stycznia br. o (-1,5%). O takim negatywnym scenariuszu tj. spadku liczby osób wnioskujących i spadku średniej kwoty udzielanego kredytu ostrzegałem już w wielu komentarzach w zeszłym roku – stwierdził prof. Rogowski.

– W mojej opinii kolejne miesiące będą jednymi z ciekawszych w całej historii polskiego rynku kredytów mieszkaniowych, bowiem na wartość akcji kredytowej będzie łącznie oddziaływać kilka negatywnych zjawisk. Oprócz wyżej wymienionych dochodzi dodatkowo element rynku nieruchomości. Przez stopy procentowe ograniczony będzie nie tylko popyt lewarowany, ale również gotówkowy – potencjalny wzrost atrakcyjności mi.in. depozytów bankowych. Dużą niepewnością w obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej obarczone są decyzje inwestorów instytucjonalnych związanych z inwestowaniem w polskie nieruchomości. Z drugiej strony, wzrosty cen materiałów budowalnych i robocizny jeszcze pobudzone sytuacją w Ukrainie, w tym odpływem 30% pracowników z budów, to czynniki, które przełożą się na wzrost kosztów wybudowania PUM (Powierzchni Użytkowej Mieszkalnej). Jak w tej sytuacji zachowają się deweloperzy? Już w 2021 r. obserwowaliśmy spadek liczby wydanych pozwoleń na budowę. Reasumując, jeżeli spadkowi popytu będzie towarzyszyć spadek podaży na podobnym poziomie, ceny nieruchomości ustabilizują się. W przypadku, gdy podaż spadnie mniej niż popyt to ceny nieruchomości powinny spaść. Jednak, gdy spadek podaży będzie większy niż popytu, to ceny nieruchomości będą rosnąć. Trzeba więc obserwować sytuację na rynku nieruchomości. Bowiem oba rynki tj. rynek mieszkaniowy i kredytów mieszkaniowych bezpośrednio na siebie oddziałują – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2022 r. wyniósł 0,57%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2021 r. do lutego 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,03 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie w przyszłości wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych są podwyżki stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Efekt będzie jednak opóźniony. Wzrost oprocentowania nastąpi bowiem po trzech (WIBOR 3M) lub 6 miesiącach (WIBOR 6M). Jeżeli dodamy do tego jeszcze konieczność wystąpienia opóźnień powyżej 90 dni to negatywny efekt może pojawić się dopiero na jesieni. Szczególnie na obniżenie jakości narażone będą kredyty zaciągnięte w okresie historycznie rekordowo niskich stóp procentowych przez pojedynczych kredytobiorców, którzy dodatkowo posiadają do spłaty inne zobowiązania. Wyższym poziomem ryzyka będą prawdopodobnie charakteryzować się również kredyty wysokokwotowe powyżej 1 mln zł oraz kredyty osób z wysoką wartością wskaźnika DSTI – powyżej 50%. Z uwagi na wojnę wzrósł również kurs franka szwajcarskiego, co powoduje wzrost wysokości raty, tak więc i w tym przypadku mamy podwyższony poziom ryzyka kredytowego – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – nadal nie ma powrotu do sytuacji sprzed pandemii

W lutym 2022 r. banki wydały 37,9 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 301 mln zł.

– W lutym 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal utrzymują się ujemne odczyty zarówno w ujęciu liczbowym (-35,4%), jak i wartościowym (-18,1%). W ujęciu liczbowym ujemne dynamiki dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. Wartościowo dodatnią dynamiką charakteryzowały się jedynie limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+6,8%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Choć wartość Indeksu Jakości w lutym br. wyniosła 3,13%, to w ujęciu rocznym wartość Indeksu polepszyła się o (-0,12 p.p.) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu

Branżę transportową znów czeka trudny czas. Wojna w Ukrainie może postawić część firm pod ścianą. Wyzwań nie brakuje, rosnące ceny paliw, zakłócenia w łańcuchach logistycznych, brak rąk do pracy oraz ryzyko opóźnień w regulowaniu zobowiązań przez zleceniodawców. I to wszystko w sytuacji, gdy już teraz branża ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości wobec banków i kontrahentów – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK.

Najpierw pandemia, która szczególnie w początkowej fazie mocno pogorszyła sytuację branży transportowej, a teraz wojna w Ukrainie, która w swoich skutkach może okazać się jeszcze bardziej dotkliwa. Transport zwykle jako pierwszy odczuwa negatywne skutki wszelkiego rodzaju zawirowań, tym razem dostał naprawdę silny cios.

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, szczególnie pierwszy rok pandemii dał się branży we znaki. Jej zaległości wzrosły wówczas o prawie 111 mln zł. Ale już w 2021 r. sytuacja się poprawiła. Od stycznia 2021 do stycznia 2022 przeterminowane zobowiązania wobec dostawców i banków nawet nieznacznie zmalały, choć większość innych branż zanotowała spore wzrosty. – Na utrzymanie tego pozytywnego trendu nie ma już jednak większych szans. Transport zawsze stoi na pierwszej linii działalności gospodarczej, na którą szczególnie silnie wpływają zmiany i komplikacje na rynkach międzynarodowych. Tak było w 2020 roku, gdy pandemia COVID-19 przynosiła kolejne lockdowny i tak będzie teraz – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Widać to zresztą po wynikach badań na temat obaw przedsiębiorstw przed skutkami wojny. W branży transportowej lęki są największe, 4 na 10 firm bierze nawet pod uwagę upadłość, wśród wszystkich firm są to trzy na 10 – dodaje.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK pokazują, że o ile w pierwszym roku epidemii COVID-19, ale też przed pandemią zaległości sektora Transport i gospodarka magazynowa rosły o wiele bardziej niż ogółu przedsiębiorstw, to już później działo się coraz lepiej. W drugim roku koronakryzysu i na początku bieżącego roku, transport znalazł się wśród sektorów, których przyrost przeterminowanych zobowiązań wobec dostawców i banków wyhamował. Od stycznia 2021 do stycznia 2022, doszło nawet do nieznacznego spadku zaległości z 2,174 mld zł do 2,165 mld zł, ubyło też 261 firm niesolidnych dłużników i obecnie problemy z rozliczeniami ma 32 776 przedsiębiorstw transportowych. W rezultacie udział firm transportowych (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) niepłacących w terminie spadł w styczniu br. do 8,6 proc. z 8,9 proc. na koniec 2020 r.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu

Zdecydowana większość przeterminowanych zobowiązań Transportu i gospodarki magazynowej przypada na transport drogowy towarów – 1,66 mld zł. W tym przypadku też w ostatnich 12 miesiącach doszło do niewielkiego spadku wartości zaległych zobowiązań, o blisko 11 mln zł. Ale mimo tego ponad 11 proc. podmiotów o tym profilu działania ma opóźnienia w rozliczeniach z kontrahentami i bankami. Jest to jeden z najwyższych wskaźników ryzyka niedotrzymania terminu płatności wśród wszystkich sektorów, dwa razy wyższy niż w całej gospodarce. Zaległości ma 23 659 aktywnych, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw. Średnio na firmę przewożącą towary przypada obecnie 70 165 zł.

– Jeśli chodzi o skalę zaległości, to zmiany jakich doświadczył transport najlepiej pokazują, że gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Zwykle większe kłopoty z zaległościami firm transportowych miały uzasadnienie w słabszej dyscyplinie płatniczej ich zleceniodawców. Niestety rosnąca inflacja i turbulencje związane z konfliktem nie wróżą tu niczego dobrego – przestrzega Sławomir Grzelczak.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu
Źródło: badanie Keralla Resarch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Na początku 2020 r., gdy zaległości transportu przyrastały gwałtownie, ponad połowa firm przewozowych skarżyła się na problemy ze ściąganiem należności pow. 60 dni od wyznaczonego terminu, w tym czasie w innych sektorach, firm posiadających tak niesolidnych klientów było ok. 30 proc. Wyjątek stanowił jeszcze handel, w którym 43 proc. zmagało się z należnościami przeterminowanymi o ponad dwa miesiące. – W zeszłym roku jednak odsetek firm transportowych doświadczonych przez niesolidnych kontrahentów spadł do 33-36 proc. I pod tym względem, w transporcie było już lepiej niż w handlu czy przemyśle. Przynajmniej częściowe uporządkowanie sytuacji w relacjach rozliczeniowych z klientami i większa ostrożność inwestycyjna w niepewnych czasach przełożyły się też na spadek zaległości. Ten rok dla transportu zapowiadał się jeszcze lepiej, bo ostatnio jedynie 28 proc. przedstawicieli tej branży miało kłopoty z kontrahentami ociągającymi się z przelewami, podczas gdy w handlu była to prawie połowaJednak w obliczu nowych wyzwań, szanse na utrzymanie się obserwowanego ostatnio pozytywnego trendu są znikome. Dlatego, warto na nowo z dużą uwagą podejść do tematu ściągania należności – radzi Sławomir Grzelczak.

FPP: Konstytucja Biznesu nie chroni przedsiębiorców. Trzeba wprowadzić ochronne zapisy do Kodeksu karnego

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że Konstytucja Biznesu nie chroni przedsiębiorców zgodnie z jej zapisami o domniemaniu uczciwości przedsiębiorcy oraz rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść przedsiębiorcy. Niestety, urzędnicy w obawie przed odpowiedzialnością wynikającą z art. 231 Kodeksu karnego nie stosują korzystnych dla przedsiębiorców rozwiązań i niemal każda sporna sprawa trafia do sądu. Utrudnia to działalność gospodarczą i zwiększa niepewność prawną dla firm. Rozwiązaniem jest wprowadzenie zapisów Konstytucji Biznes do Kodeksu karnego i zwolnienie urzędników z odpowiedzialności, jeśli stosują te konkretne przepisy Konstytucji Biznesu.

FPP postuluje dodanie do Kodeksu karnego §5 w brzmieniu: „§5. Nie popełnia przestępstwa określonego w §1 i 3 funkcjonariusz publiczny, który, biorąc udział w przygotowaniu lub wydaniu rozstrzygnięcia w postępowaniu określonym ustawą, przekroczył uprawnienia lub nie dopełnił obowiązków przy ustaleniu stanu faktycznego lub treści normy prawnej wskutek usprawiedliwionego błędnego przekonania, że zachodzi wątpliwość podlegającą rozstrzygnięciu na korzyść przedsiębiorcy albo podatnika.”

„Istotny krok naprzód można wykonać przez zmianę Kodeksu karnego w kontekście odpowiedzialności urzędniczej. Obecnie bowiem dyrektywy zakodowane w Prawie przedsiębiorców – domniemanie uczciwości przedsiębiorcy oraz rozstrzyganie wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy – napotykają na barierę w postaci art. 231 Kodeksu karnego, czyli przestępstwa nadużycia władzy. Stąd propozycja uzupełnienia tego przepisu. W ten sposób można urzeczywistnić gwarancje zawarte w Prawie przedsiębiorców i sprawić, by urzędnicy podejmujący decyzje w indywidualnych sprawach przedsiębiorców zyskali autentyczną swobodę decyzyjną w ramach obowiązujących przepisów. Mówiąc wprost, by w razie powzięcia wątpliwości co do prawa nie obawiali się podjąć decyzji na korzyść przedsiębiorcy. Jeśli ta kwestia pozostanie nierozwiązana – nie będzie można winić urzędników za to, że zamiast podejmować decyzje domagają się przedstawienia kolejnych dokumentów, opracowań, ekspertyz czy oczekują na interpretację przepisów w celu rozwiania wątpliwości” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ogólne założenia i kierunkowe rozwiązania „Konstytucji biznesu”, w tym katalog zasad takich jak „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone” czy „domniemanie uczciwości przedsiębiorcy” były godne poparcia i słusznie uwzględniono je w ustawie – Prawo przedsiębiorców, stanowiącej trzon pakietu „Konstytucji biznesu”. Zasady te pozwoliły nieco wzmocnić pozycję przedsiębiorcy względem administracji państwowej różnych szczebli.

Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania

Ponad 41 tys. punktów ładowania może funkcjonować w Polsce do 2025 r. To ok. 10 razy więcej niż obecnie (3,9 tys.). Impulsem do dynamicznego rozwoju rynku będzie m.in. wdrożony przez NFOŚiGW program dofinansowania do budowy ładowarek, jednak na znaczny wzrost ich liczby poczekamy co najmniej do roku 2023 – wynika z najnowszej edycji raportu PSPA „Polish EV Outlook 2022 r.”. Jak twierdzą eksperci, mimo rozbudowy sieci, przy ładowarkach już wkrótce mogą zacząć tworzyć się kolejki – w 2022 r. na 1 punkt ładowania będzie przypadać ok. 15 samochdów elektrycznych.Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3) Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3) Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3)

Pod koniec lutego 2022 r. kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce mieli do dyspozycji 2034 ogólnodostępne stacje ładowania (3963 punkty). Od początku roku uruchomiono 104 nowe ładowarki. W jakim tempie infrastruktura będzie rozwijać się w kolejnych latach? Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) udziela odpowiedzi na to pytanie w najważniejszej w Polsce publikacji poświęconej rynkowi elektromobilności – „Polish EV Outlook 2022”.

W przyszłym roku liczba nowo oddanych do użytku punktów ładowania może sięgnąć 9 tys. Będzie to przede wszystkim konsekwencja odnotowywanego już od II połowy 2021 r., rosnącego popytu na usługi ładowania, a także wspierania rozbudowy infrastruktury ze środków publicznych oraz coraz mocniejszego zaangażowania na polskim rynku operatorów międzynarodowych, w tym koncernów paliwowych. Do 2025 r. sieć infrastruktury w Polsce będzie składać się z prawie 42 tys. punktów. Do końca 2022 r. spodziewamy się podwyższenia liczby EV przypadających na 1 punkt ładowania do ok. 15 pojazdów. Pod koniec 2021 r. ta proporcja wynosi 1 do mniej niż 11  – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

PSPA podkreśla, że uruchomiony w styczniu przez NFOŚiGW program subsydiów w 2022 r. nie wpłynie jeszcze na rynek w decydującym stopniu. W celu dynamizacji rozwoju sieci ładowarek Fundusz przeznaczył na dofinansowanie 700 mln zł (oraz 100 mln zł na infrastrukturę tankowania wodoru). Budżet naboru obejmującego ładowarki ultraszybkie (o mocy co najmniej 150 kW), został zarezerwowany zaledwie w dwa tygodnie.

Mimo funkcjonowania wsparcia operatorzy wciąż stają przed szeregiem poważnych wyzwań związanych m.in. z niedostępnością infrastruktury elektroenergetycznej odpowiedniej mocy (w tym na Miejscach Obsługi Podróżnych). Prowadzi to do konieczności ponoszenia znacznych kosztów dodatkowych na budowę takiej infrastruktury, które w niektórych przypadkach przewyzszaja kilkukrotnie nakłady na zakup i instalację stacji ładowania.

Warto również zwrócić uwagę na przewlekłość procedur przyłączeniowych do sieci elektroenergetycznej, która sprawia, że proces uruchamiania stacji ładowania w Polsce jest procesem długotrwałym. W przypadku urządzeń DC trwa średnio od 18 do 24 miesięcy, w niektórych przypadkach przedłuża się do 36 miesięcy. Dofinansowanie ze środków NFOŚiGW stanowi impuls do wdrażania nowych inwestycji, jednak bariery natury systemowej ograniczają skuteczność dopłat. Kompleksowa zmiana obowiązujących przepisów to jedno z najpoważniejszych wyzwań, przed którymi stoi obecnie polski sektor e-mobility, zwłaszcza w kontekście planowanej rewizji Dyrektywy 2014/94/UE i zastąpieniu jej rozporządzeniem, które nałoży na każde państwo członkowskie określone wymogi dotyczące rozbudowy sieci ładowarek  – podkreśla Maciej Mazur.

 

Mimo licznych ograniczeń, rozbudowa ogólnodstępnej infrastruktury ładowania w Polsce stopniowo przyspiesza, a sieć ładowarek rozwija się zarówno w ujęciu ilościowym jak i jakościowym. Operatorzy inwestują w coraz więcej ultraszybkich ładowarek DC, podwyższają moc funkcjonujących punktów, jak również instalują dodatkowe stacje w już wcześniej zajętych lokalizacjach.

 

W 2021 r. łączna liczba ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce powiększyła się o 42%. Co istotne, Polska nadal posiada jeden z największych udziałów stacji DC w Europie (30%). Stale rośnie  liczba ładowarek o mocy co najmniej 100 kW zlokalizowanych wzdłuż sieci TEN-T. W grudniu kierowcy EV w Polsce mieli do dyspozycji 74 takie urządzenia. Stacje ultraszybkie wiążą się  z najdroższymi jednostkowo inwestycjami, ale jednocześnie cieszą się zdecydowanie największym zainteresowaniem wśród kierowców samochodów elektrycznych. To sprawia, że wielu operatorów  w Polsce skupia się w coraz większym stopniu przede wszystkim na instalowaniu ładowarek prądu stałego – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

 

Jak wynika z najnowszej edycji „Polish EV Outlook” w ostatnim czasie zdecydowanie – do 88% – wzrósł odsetek ładowarek dostępnych odpłatnie. Podobnie, odnotowano wzrost udziału stacji funkcjonujących w ramach sieci 10 wiodących operatorów. Wynosi on już 61,1%. Liderem na krajowym rynku pozostaje GreenWay Polska z 16,8% udziałem. W pierwszej dziesiątce znajdują się również Energa Orlen, PKN Orlen, Tauron, NOXO, PGE, EV+, Revnet,  GO+EAuto oraz e.on. Ponad połowa – 57% – wszystkich ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce funkcjonuje w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców.

Ranking miast z największą liczbą ładowarek niezmiennie otwiera Warszawa. Kolejne pozycje zajmują: Gdańsk, Katowice, Poznań i Kraków. W podziale na województwa, najwięcej ogólnodostępnych stacji zlokalizowanych jest na terenie województwa mazowieckiego, śląskiego, pomorskiego, dolnośląskiego i pomorskiego. 39,5% ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce znajduje się na publicznych parkingach, 19% w obrębie galerii handlowych, 15,5% na terenach hoteli, a 11% na stacjach paliw. Zdecydowana większość (93%) stacji ładowania w Polsce otwarta jest 24 godziny na dobę, a 11% stacji DC zostało zlokalizowane w ramach sieci TEN-T – dodaje Jan Wiśniewski.

Polska znów z najniższymi stopami w regionie

Wczorajszy wzrost stóp procentowych na Węgrzech ponownie spowodował, że Polska ma niższe stopy nie tylko od Czechów, ale i od Węgrów. Co więcej, różnica jest tak duża, że utrzymując tempo, potrzebujemy dwóch podwyżek, by nadrobić dystans.

Ceny rosną na Wyspach

Poranny odczyt inflacji konsumenckiej z Wielkiej Brytanii pokazał nam dobitnie, dlaczego w zeszłym tygodniu podnoszono stopy procentowe. Biorąc pod uwagę wzrost cen o 6,2% w skali roku, czyli 0,7% więcej niż miesiąc temu i 0,3% więcej niż oczekiwania analityków, wciąż możemy mieć wątpliwości, czy wzrost o 0,25% nie był zbyt ostrożny. Z drugiej strony główny partner handlowy Brytyjczyków, czyli strefa euro, wciąż udaje, że problemu nie ma i prowadzi swoistą wojnę walutową. Jeżeli wyspiarze zbyt szybko podnosić będą stopy procentowe, to będą cierpieć z powodu nadmiernie umacniającego się funta. W rezultacie pomimo opuszczenia Unii Europejskiej dalej pozostają w pewnym sensie zakładnikiem jej polityki.

Bezrobocie bez zmian

Dzisiaj zgodnie z oczekiwaniami rynków zobaczyliśmy wynik bezrobocia na poziomie 5,5%. Nie są to jeszcze poziomy sprzed pandemii, kiedy to bezrobocie wynosiło zaledwie 5%, ale już dużo do tego nie brakuje. Tym bardziej biorąc pod uwagę opublikowany ostatnio wzrost zatrudnienia. Jeżeli tempo to się utrzyma, w te wakacje powinniśmy znowu znaleźć się na podobnych poziomach. Należy pamiętać, że w Polsce mierzymy bezrobocie rejestrowane. Na Zachodzie znacznie popularniejsza jest metoda BAEL. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności odrzuca osoby zarejestrowane jako bezrobotne, ale nieszukające aktywnie zatrudnienia. W tej metodzie nagle bezrobocie spada w Polsce poniżej 3%.

Węgry podnoszą stopy procentowe

Wzrost stopy procentowej na Węgrzech nie powinien nikogo dziwić. W końcu spodziewali się tego właściwie wszyscy analitycy. Zdziwiła natomiast wysokość samej podwyżki. Wczoraj główna stawka wzrosła z 3,4% na 4,4%. Była to podwyżka wyższa od oczekiwań o 0,25%. Tym samym Węgry nie dogoniły naszego lokalnego lidera wzrostu stóp, którym są Czechy, ale brakuje im do poziomów z Pragi 0,1%, a nie 1% jak Polsce. Pokazuje to tylko, jak bardzo banki centralne boją się zwiększonej inflacji wywołanej nagłymi wzrostami cen paliw.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy deweloperzy będą waloryzować ceny mieszkań?

Prognozy inflacyjne dla polskiej gospodarki w 2022 roku nie napawają optymizmem. Szybko drożejące surowce energetyczne w połączeniu z zawirowaniami wywołanymi wojną w Ukrainie z dużym prawdopodobieństwem przełożą się na dalszy wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych.

Inflacja w lutym nieco wyhamowała – według danych Głównego Urzędu Statystycznego wyniosła 8,5 proc. w ujęciu rocznym. W styczniu wskaźnik ten kształtował się na poziomie 9,4 proc. i był najwyższy od ponad 21 lat. Nie mamy jednak dużych powodów do optymizmu – spadek jest efektem działania uruchomionej 1 lutego rządowej Tarczy Antyinflacyjnej 2.0 i ma charakter tymczasowy. Ekonomiści są zgodni, że niebawem wrócimy do dwucyfrowych odczytów. Według prognoz Narodowego Banku Polskiego inflacja w 2022 roku wyniesie 10,8 proc., ze szczytem w III kwartale (12,1 proc.). Będzie to przekładać się na rosnące koszty materiałów budowlanych, a w konsekwencji również na ceny mieszkań.

Na trwające od miesięcy podwyżki stawek surowców energetycznych nakładają się ównież wydarzenia za wschodnią granicą. Dynamika działań militarnych, politycznych i gospodarczych utrudnia formułowanie długoterminowych prognoz dla segmentu nieruchomości, jednak już teraz można stwierdzić, że wojna w Ukrainie będzie miała dla niego wyraźne skutki. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w 2021 r. w sektorze budownictwa na podstawie tzw. oświadczeń o powierzeniu pracy i zezwoleń na pracę pracowało ok. 373 tys. Ukraińców (+21 proc. r/r), co stanowi blisko 80 proc. zatrudnionych w ten sposób osób z zagranicy. Od momentu wybuchu konfliktu tysiące pracowników z Ukrainy opuściły place budów. Podobna sytuacja ma miejsce w transporcie i logistyce, gdzie byli zatrudniani jako kierowcy. Po ustabilizowaniu sytuacji obywatele Ukrainy zaczną wracać do pracy, ale może dojść do opóźnień w realizacjach inwestycji, co z kolei wpłynie na powiększanie luki podażowej na rynku mieszkaniowym.

Kolejnym problemem będą także rosnące ceny materiałów budowlanych, które drożały jeszcze przed rosyjską agresją w Ukrainie. Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa czeka nas dalsza aprecjacja stawek ropy naftowej, miedzi, aluminium i rud żelaza, co przełoży się na wyższe koszty produkcji asfaltu, kabli i przewodów elektrycznych, wyrobów stalowych oraz konstrukcji aluminiowych. Drożejące surowce energetyczne zwiększą również stawki za produkcję materiałów oraz w istotny sposób podwyższą nakłady na eksploatację maszyn i sprzętu budowlanego. Nie bez znaczenia pozostanie fakt, że w ostatnich latach Polska importowała z Ukrainy, Rosji i Białorusi duże ilości stali, cementu i kruszyw do produkcji betonu.

Zarówno drożejące surowce energetyczne, jak i wojna w Ukrainie będą wywierać dodatkową presję na wzrost cen materiałów na polskim rynku i mogą utrudniać realizację niektórych inwestycji. Z pewnością nie pozostanie to bez wpływu na podaż i wycenę nowych lokali – mówi Andrzej Oślizło, prezes zarządu firmy deweloperskiej Develia.

 

W obliczu postępującej inflacji, rosnących kosztów wykonawstwa i związaną z nimi możliwością opóźnień na budowach deweloperzy mogą zabezpieczać się przed utratą rentowności inwestycji, wprowadzając do umów deweloperskich klauzule waloryzujące ceny mieszkań, oparte np. o oficjalne wskaźniki GUS. Nie jest to nowe rozwiązanie, ale do tej pory stosowano je sporadycznie. Należy się spodziewać, że w obecnych warunkach ekonomicznych będziemy się z nim stykać częściej. Develia nie ma w planach takiego posunięcia – ceny naszych projektów są stałe. Warto jednak pamiętać, że rosnące stopy procentowe wpływają nie tylko na zdolność kredytową potencjalnych nabywców, ale podwyższone zostają również koszty finansowania nieruchomości dla deweloperów. Przy tak dużej kumulacji czynników cenotwórczych – do inflacji, podwyżek stóp i drożejących materiałów dodałbym wprowadzenie w tym roku Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego oraz spodziewany istotny popyt na mieszkania ze strony ukraińskich uchodźców – 2022 będzie kolejnym rokiem, w których wzrosty cen lokali w ujęciu rocznym będą znaczące – dodaje Andrzej Oślizło.

Widmo ataku Rosji na Polskę, czyli jak zwiększyć zdolności obronne Polski „na cito”?!

Sytuacja na Ukrainie jest niepewna i może rozwinąć się w różnych kierunkach, włącznie z formą agresji rosyjskiej wobec Polski. Nie będzie to możliwe w perspektywie najbliższych tygodni czy miesięcy, biorąc pod uwagę, że około 75% całych rosyjskich wojsk lądowych i powietrznodesantowych jest obecnie zaangażowanych w atak na naszego sąsiada i siły te ponoszą ogromne straty. Ale niebezpieczeństwo może pojawić się w perspektywie roku, dwóch czy trzech. Gdyby do tego doszło, wówczas Siły Zbrojne Rzeczpospolitej musiałyby stawić czoła agresorowi niemalże z tym samym uzbrojeniem, które posiada obecnie, wzmocnione w relatywnie niewielkim stopniu dotychczasową modernizacją. Będzie to jednak kropla w morzu potrzeb.

Pojawia się więc pytanie: jak realnie poprawić obronność Polski nie w ciągu najbliższych lat, ale kilkunastu miesięcy? Wydaje się, że takie możliwości istnieją, ale w wielu przypadkach będzie trzeba odrzucić dotychczasową politykę pozyskiwania sprzętu najnowocześniejszego i najbardziej perspektywicznego. Wydaje się, że inwestycje powinny zostać przeprowadzone w następujących obszarach:

Kontynuacja zakupów istniejącej już krajowej broni i wyposażenia, do których istnieją już w Polsce gotowe linie produkcyjne (w przemyśle prywatnym i państwowym).

Polska dysponuje gotowymi rozwiązaniami w niektórych obszarach, z których większość już jest produkowana, więc nie ma potrzeby tworzenia linii produkcyjnych. Na większość z tego wyposażenia zamówienia zostały już złożone i trwa ich produkcja. Obecnie powinny nastąpić jednak działania mające na celu zwiększenie jej intensywności. Chodzi tutaj przede wszystkim o efektory, ponieważ w najbliższym czasie – biorąc pod uwagę pomoc amerykańską dla Ukrainy – Polska mogłaby w takiej sytuacji liczyć na pomoc z zakresu rozpoznania czy walki elektronicznej.

Chodzi więc o: przenośne systemy przeciwlotnicze (MANPADS) typu Piorun, z których część została niedawno przekazana Ukrainie, więc tym bardziej trzeba uzupełnić ich zapasy, a zapewne także zwiększyć nasycenie tego rodzaju uzbrojeniem. Systemy te uniemożliwiają swobodne działanie lotnictwa przeciwnika i śmigłowców, co oznacza, że nie byłby on w stanie prowadzić śmiałych operacji powietrznodesantowych, ani niszczyć polskich celów za pomocą tanich klasycznych bomb i musiałby do tego wykorzystywać kosztowną (i nieliczną) amunicję precyzyjną.

W oparciu o Pioruna przygotowywane są też wozy OPL Poprad, których produkcja dobiega już do końca, a także systemów OPL Pilica, których dostawy niedawno się rozpoczęły. W ich przypadku także można rozważyć zwiększenie zamówienia i skrócenie terminów dostaw oraz optymalizację kosztu i czasu dostaw. W Popradzie można byłoby np. rozważyć zmianę używanego obecnie ciężkiego pojazdu Żubr na lekki, gabarytowo odpowiadający HMMWV (ang. high-mobility multipurpose wheeled vehicle, czyli wielozadaniowy pojazd kołowy o wysokiej mobilności, potocznie Humvee). Być może wyrzutnie można byłoby montować nawet na posiadanych dzisiaj pojazdach opancerzonych, takich jak np. zakupione niedawno MRAP-y Cougar czy właśnie HMMWV.

Przyspieszenie powinno objąć produkcję dostarczanej od kilku lat z powodzeniem artylerii – modułów ogniowych z systemami armatohaubic 155 mm Krab (przede wszystkim) i moździerzy samobieżnych Rak. Artyleria, jak pokazał konflikt ukraiński, jest we współczesnych konfliktach głównym elementem zadającym straty nieprzyjacielowi. Radykalne zwiększenie jej produkcji w krótkim czasie nie będzie jednak możliwe (zwykle rocznie do służby oddawane są 1–2 moduły ogniowe Krabów i 2–3 moduły Raków, każdy po osiem wozów artyleryjskich plus pojazdy towarzyszące), stąd nacisk być może powinien zostać położony raczej na zapewnienie tym, które już są, skutecznej amunicji precyzyjnej i rozpoznania, które stanowią mnożnik wartości każdej posiadanej lufy i które mogą zostać dostarczone w dużej ilości. Rozważyć można też zakup precyzyjnej amunicji 155 mm za granicą, co powinno być dzisiaj wykonalne, biorąc pod uwagę, że armia ukraińska posiada artylerię kalibru 152 mm, więc nie otrzymuje amunicji 155 mm z zapasów naszych sojuszników.

Skuteczność artylerii zwiększają też rozpoznawcze systemy bezzałogowe. W Polsce wykorzystywane są systemy FlyEye krajowej produkcji (WB Electrionics) współpracujące z systemem artyleryjskim Topaz. Rozwiązania te są od pewnego czasu znów zamawiane. Jako stosunkowo niedrogie powinny zostać zamówione w dużej ilości i powinno to iść w parze z rozbudową ich linii produkcyjnej, zatrudnieniem personelu itp., tak aby osiągnąć optymalne nasycenie tym środkiem walki. Zwiększone zakupy FlyEye’ów mogłyby się odbyć np. kosztem zamówionych pod koniec ubiegłego roku bezzałogowców w ramach programu Wizjer. Ich dostawy rozpocząć się mają dopiero w 2024 roku, co pozwala powątpiewać w to, czy wyrób ten jest dopracowany (państwowy przemysł zbrojeniowy notuje już wielkie opóźnienia związane z większymi systemami bezzałogowymi programu Orlik). W dodatku linia produkcyjna Wizjera po prostu nie istnieje.

Zakupy w WB Electronics powinny objąć także rozwiązania z zakresu łączności (m.in. radiostacje Fonet), która w SZ RP kuleje (znów: jest to kolejny mnożnik możliwości sił zbrojnych), a także BBSP (amunicja krążąca) Warmate, oręż zdolny do niszczenia celów opancerzonych lub logistyki nieprzyjaciela z dużej odległości i w efektywny kosztowo sposób. Te ostatnie, podobnie jak FlyEye, są już w Wojsku Polskim, jednak w niewielkich ilościach. Co ciekawe złożono kiedyś zamówienie na 100 aparatów latających w 10 systemach plus 900 aparatów latających zapewne w 90 systemach w ramach pewnej opcji. Opcję tę warto teraz wykorzystać i pomyśleć o kolejnych zakupach, w tym także wraz z systemem działania Warmate’ów w roju w ramach tzw. systemu Wampir, a także o większym aparacie latającym – Warmate 2. Zamówienie powinno to zostać także złożone wraz z inwestycjami w rozwój linii produkcyjnych. Warto tutaj dodać, że wszystkie wymienione systemy są przetestowane bojowo, a duża część z nich jest obecnie używana na Ukrainie. Nasycenie Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej (dalej: SZ RP) amunicją krążącą można też zwiększyć zakupami w firmach amerykańskich (np. Switchblade) i ewentualnie izraelskich, pod warunkiem, że byłyby one w stanie dostarczyć swoje wyroby w krótkim czasie.

Kluczowa dla obrony Polski jest także obrona przeciwpancerna. W zakładach Mesko istnieje linia, na której można produkować na licencji kierowane pociski przeciwpancerne Spike. W SZ RP jest ich zbyt mało, ale jest to broń o dobrej opinii i – co ważne – jest już znana polskim żołnierzom. Wzmożona produkcja mogłaby przynajmniej częściowo zmniejszyć ten problem. Drugim rozwiązaniem jest krajowy, przetestowany już z sukcesem, choć jeszcze nie zamówiony, system przeciwpancerny rozwinięty przez Telesystem Mesko, który mógłby być produkowany w zakładach Mesko. Chodzi o niedrogi, naprowadzany laserowo system Pirat. Wątpliwości w kontekście szybkiego podnoszenia zdolności SZ RP budzi tutaj tylko czas, jaki musiałoby zająć przygotowanie do produkcji.

W Polsce jest też firma Lubawa posiadająca jedne z najlepszych na świecie, o ile nie najlepsze, wyniki, jeżeli chodzi o produkcję multispektralnych kamuflaży, chroniących żołnierzy i pojazdy przed wykryciem w spektrach podczerwieni. Rozwiązania te są kupowane dla SZ RP, udaje się je także eksportować. Ich zastosowanie, w przypadku masowego wyposażenia zwiększa zdolność sił własnych do przetrwania na polu walki, pozwala ukryć przemieszczenia wojsk, a także skutecznie przeprowadzać zasadzki, tak jak ma to miejsce na Ukrainie. Wydaje się, że masowe zamówienia kamuflażu multispektralnego mogłyby zostać zrealizowane w krótkim czasie ze względu na niskie skomplikowanie procesu produkcyjnego i istniejące zakłady gotowe do produkcji.

Modernizacja posiadanego uzbrojenia

Chcąc zwiększyć możliwości SZ RP w krótkim czasie, trzeba pamiętać, że produkcja wielu skomplikowanych rodzajów broni i wyposażenia wojskowego jest bardzo czasochłonna. Do tej kategorii sprzętu należą wszystkiego typu wozy bojowe, śmigłowce czy samoloty. Zamawianie fabrycznie nowego sprzętu tych klas w sytuacji, kiedy chcemy szybko podnieść zdolności obronne, mija się z celem. Zamiast tego można jednak położyć nacisk na modernizację lub modyfikacje posiadanych starych (przyznajmy – czasem nieprzyzwoicie wręcz starych) platform.

Chodzi przy tym nie o modyfikacje mające na celu podniesienie ich przeżywalności na polu bitwy (co jest czasochłonne i kosztowne), ale o zwiększenie ich możliwości ofensywnych. Chodzi tutaj o dozbrojenie w kierowane pociski przeciwpancerne (najlepiej produkowanych Polsce typów), a być może w lepsze uzbrojenie lufowe (armata automatyczna) sędziwych bojowych wozów piechoty BWP-1 (około 1000 w służbie), które dodatkowo powinny otrzymać nowoczesne środki łączności i kamery umożliwiające operowanie w nocy. Z kolei nowoczesne KTO Rosomak (też niemal 1000 w służbie) z wieżą Hitfist powinny zostać dozbrojone w kierowane pociski przeciwpancerne – bez oczekiwania na wieżę bezzałogową ZSSW-30, którą oczywiście należy wprowadzać równolegle. Dozbrojenie wież Hitfist w pociski Spike oferowała włoska forma Oto Melara (część grupy Leonardo).

Modernizację polegającą przede wszystkim na zintegrowaniu z kierowanymi pociskami przeciwpancernymi, a być może i innym uzbrojeniem (naprowadzane laserowo lekkie rakiety) powinny przejść też przynajmniej niektóre z posiadanych śmigłowców W-3 Sokół.

Przyspieszony powinien zostać program rakietowych niszczycieli czołgów Otokar-Brzoza, dla którego platformą powinny być istniejące już podwozia – KTO Rosomak (pozyskane np. z marnujących się wozów tego typu wykorzystywanych do przewozu piechoty z ppk, tzw. Spikobusów), BWP-1 albo transporterów z rodziny MT-LB. Tego rodzaju pomysły były już prezentowane przez polski przemysł jako tańsze przejściowe alternatywy dla tworzenia kosztownych niszczycieli czołgów od podstaw.

Można się też zastanowić nad zakresem prowadzonej obecnie modyfikacji około 330 przestarzałych czołgów T-72 prowadzonych w formie Bumar Łabędy. Wozy te powinny otrzymać skuteczniejszą amunicję, nowoczesne przyrządy celownicze i łączność, a także wzmocnione opancerzenie. W wielu zakresach podobnymi pracami można objąć wszystkie 233 czołgi PT-91 Twardy.

Zakup gotowego sprzętu wojskowego zagranicznego „z półki”

Na świecie pojawiają się co jakiś czas możliwości pozyskania uzbrojenia z demobilu bądź zapasów różnych państw. Często są to zakupy w okazyjnej cenie, choć sprzęt wymaga potem dużych nakładów eksploatacyjnych i trzeba ponieść duże nakłady pracy i środków, żeby zintegrować go z posiadanym już systemem logistycznym. W przypadku kiedy chcemy szybko zwiększyć zdolności Sił Zbrojnych, takie zakupy wydają się jednak celowe. W ostatnim czasie Polska dokonała kilku tego rodzaju inwestycji: w czołgi Abrams (które mają być dostarczone szybko, bo w oparciu o istniejące skorupy) i w MRAP-y Cougar. Cougary nie dość, że mają zostać dostarczone „od ręki” to dodatkowo jeszcze zostały zaoferowane Polsce przez Stany Zjednoczone w ramach EDA praktycznie za darmo (30 mln USD za 300 wozów).W celu szybkiego zwiększenia zdolności obronnych należy szukać tego rodzaju okazji (bardziej czasowych niż finansowych) w krajach zachodnich, a czasami samemu wychodzić z zapytaniami. Przykładowo Korpus Piechoty Morskiej USA wyłączył niedawno z użytku 27 nowoczesnych śmigłowców bojowych AH-1Z Viper i 26 śmigłowców pola walki UH-1Y Venom, a Departament Stanu nie ma dodatkowo co zrobić z 12 nowymi śmigłowcami Viper wyprodukowanymi kilka lat temu dla Pakistanu. Polska mogłaby zacząć starania o pozyskanie tych maszyn od ręki. Na rynku są też np. używane samoloty F-16AM/BM, które wycofują obecnie państwa europejskie. Są one podobne do polskich F-16C/D więc wdrożenie ich do służby mogłoby się odbyć relatywnie szybko (znacznie szybciej niż np. wzięcie używanych myśliwców Eurofighter starych wersji).

Polska dysponuje też dużą ilością sprzętu pancernego produkcji niemieckiej wraz ze stworzoną do niego logistyką. Pozyskanie pewnych elementów do tego systemu z demobilu takich państw jak: Niemcy, Austria, Holandia czy Szwajcaria także jest warte rozważenia. Ostatnio np. firma KMW oferowała Ukrainie kilkadziesiąt pojazdów obrony przeciwlotniczej Gepard, które ostatecznie nie zostały tam wysłane.W SZ RP brakuje także nowoczesnych granatników przeciwpancernych. W tym zakresie powinny być czynione próby jak najszybszego zakupu odpowiednich rozwiązań wraz z przeszczepieniem produkcji do kraju, szczególnie że jest to niedrogie uzbrojenie. Do rozważenia jest rozwiązanie przejściowe w postaci zakupienia nowocześniejszej amunicji do posiadanych obecnie w Polsce granatników RPG-7.

Model „francuski”

W ostatnich latach Francji udało sprzedać się na świecie liczne samoloty wielozadaniowe Dassault Rafale. Wiele z tych sukcesów eksportowych (do Grecji, Egiptu, Chorwacji) wynikało z tego, że Francuzi oferowali używane samoloty tego typu dostępne praktycznie „od ręki”. Zauważyli bowiem, że z powodu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej wiele państw chce otrzymać przynajmniej pierwsze samoloty jak najszybciej tak, aby móc rozpocząć przeszkalanie swoich pilotów i personelu technicznego. Dzięki temu maszyny tego typu znacznie szybciej będą mogły osiągnąć gotowość operacyjną.

Nie chodzi przy tym o namawianie do kupna samolotów Rafale, a o poszukiwanie podobnych modelów zakupu sprzętu. Ważne jest, by częścią transakcji było wypożyczenie jakiejś jego części od razu. Częściowo takim zakupem była polska inwestycja w bezzałogowce bojowe Bayraktar TB2, których pierwszy fabrycznie nowy zestaw ma trafić do Polski zaledwie półtora roku po zamówieniu i ten czas dostawy mógł być z polskiego punktu widzenia kluczowy.

Dzięki temu mógłby on zostać wdrożony do systemu obrony bardzo szybko i z czasem zostałby wymieniony na docelowy, fabrycznie nowy. Taki model, który nazywam „francuskim”, powinien dotyczyć wyposażenia, którego Polska nie będzie w stanie pozyskać w krótkim czasie – baterii obrony powietrznej średniego zasięgu Patriot (poza tymi dwiema, które zamówiono w pierwszej fazie programu Wisła i które pojawią się w Polsce już niedługo), baterie OPL krótkiego zasięgu Narew, ale np. także systemy ppanc Javelin czy czołgi Abrams starszych wersji z zapasów US Army.

Reasumując, istnieje wiele możliwości zwiększenia szybkości uzbrajania i modernizacji SZ RP, a część z nich już została uruchomiona w ubiegłym roku, co poskutkowało m.in. zaskakującymi dla branży zamówieniami zagranicznymi (Bayraktar TB2, Abrams, Cougar). Narzędzia te mogą zostać uruchomione jednak niekiedy kosztem programów długofalowych związanych z tworzeniem zaawansowanych technicznie i kosztownych produktów polskich, które nie doczekały się jeszcze rozpoczęcia produkcji seryjnej.

Maciej Szopa z Defence24.pl dla Warsaw Enterprise Institute

Hakerzy atakują kraje NATO z chińskich IP. Kto stoi za cyberatakami?

W zeszłym tygodniu doszło dynamicznego wzrostu cyberataków wymierzonych w kraje NATO, które pochodziły z chińskich adresów IP – informują eksperci ds. bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research. Analizując trendy przed i po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, badacze ustalili, że cyberataki z chińskich IP wzrosły o 116 proc. na kraje NATO oraz o 72 proc. na całym świecie.

Tygodniowa ilość wszystkich cyberataków pochodzących z chińskich IP, była w zeszłym tygodniu wyższa o 72 proc. w porównaniu do okresu przed rosyjską inwazją oraz o 60 proc. wyższa niż w pierwszych trzech tygodniach wojny. Jeszcze wyższy odsetek ataków zaobserwowano na kraje stowarzyszone w NATO – udokumentowano tu odpowiednio 116 proc. i 86 proc. wzrost. W przypadku Polski był to wzrost o 112 proc. względem okresu przed inwazją i o 110 proc. w porównaniu do pierwszych trzech tygodni wojny.

O tym, jak skuteczni potrafią być chińscy hakerzy, przekonał się w styczniu 2022 roku koncern medialny News Corp., wydawca dziennika „Wall Street Journal”. 20 stycznia br. atak dał hakerom dostęp do maili i dokumentów pracowników koncernu, w tym dziennikarzy. Zhakowano m.in. materiały Wall Street Journal, Dow Jones, New York Post, News Technology Services, News UK – napisał wydawca w mailu wysłanym do personelu.

Choć adresy IP wskazują na Chiny, to analitycy Check Point Research zaznaczają, że nie może przypisać cyberataków chińskim podmiotom cyberprzestępczym. Ich obserwacje mówią jedynie, że po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej hakerzy, zarówno w Chinach jak i spoza Chin, coraz częściej wykorzystują chińskie adresy IP jako źródło ataków.

– W miarę nasilania się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego zaciekawiły nas cyberataki pochodzące z Chin, a w zasadzie z chińskich adresów IP. Należy podkreślić, że nie możemy dokonać atrybucji podmiotom chińskim, ponieważ w cyberbezpieczeństwie trudno jest ją ustalić bez dodatkowych dowodów. Jasne jest jednak to, że hakerzy wykorzystują chińskie adresy IP do przeprowadzania cyberataków na całym świecie, zwłaszcza w krajach NATO. Adresy IP są prawdopodobnie używane przez hakerów w Chinach i spoza granic Chin. Trend może mieć wiele znaczeń. Na przykład może pokazywać, gdzie obecnie łatwo lub tanio skonfigurować i operować pewnymi usługami lub gdzie najłatwiej ukryć prawdziwe źródła ataku. Może również wskazywać, w jaki sposób globalny ruch cybernetyczny jest obecnie kierowany – wyjaśnia Omer Dembinsky, kierownik grupy analizy danych w firmie Check Point Software.

Ponad 70 proc. Polaków nie zdecydowałoby się dziś na zmianę pracy – badanie Nationale-Nederlanden

Trwająca od blisko miesiąca wojna w Ukrainie niesie za sobą wiele implikacji dla światowej gospodarki – dotyczy to również Polski. Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzącym czasie spore zmiany czekają także rynek pracy. Dostrzegają to nie tylko jego baczni obserwatorzy, ale sami pracownicy. Zgodnie z badaniem Nationale-Nederlanden przeprowadzonym kilkanaście dni po rosyjskiej napaści na Ukrainę, aż 84 proc. Polaków jest zdania, że wpłynie ona na sytuację związaną z zatrudnieniem w kraju. W obliczu tak dużej niepewności na świecie, tylko nieco ponad jedna czwarta odważyłaby się teraz na zmianę pracy.

Zmiana nastrojów na rynku pracy

Napięta sytuacja geopolityczna zasadniczo wpłynie na różne sektory gospodarki. Szacuje się, że w wyniku dużej fali migracji z Ukrainy do Polski może trafić nawet kilka milionów obywateli tego kraju – już teraz polską granicę przekroczyło ponad 2,1 mln uchodźców. Zdaniem ekspertów, ale także samych pracowników, może się to wiązać również ze zmianami na rynku pracy. Potwierdzają to wyniki najnowszego sondażu zrealizowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Zdaniem 53 proc. zatrudnionych wojna w Ukrainie i związana z nią niepewność, wpłyną na ten obszar w znacznym stopniu. Niewielkich zmian w tym zakresie spodziewa się jedna trzecia pracowników, z kolei co dziesiąty uważa, że obecne okoliczności nie będą miały w ogóle przełożenia.

Z badania wynika również, że ze względu na trwający konflikt zbrojny w Ukrainie aż 71 proc. Polaków nie zdecydowałoby się aktualnie na zmianę pracy.  – Tocząca się za wschodnią granicą wojna to sytuacja, która również wśród Polaków budzi obawy o bezpieczeństwo – nie tylko osobiste, ale także to finansowe. Wielu z nas zaczęło zastanawiać się, jak może zabezpieczyć się na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Utrzymanie miejsca pracy, a co za tym idzie stałego źródła dochodu, wydaje się więc pierwszym działaniem w tym zakresie. To zrozumiałe, że aż tak wysoki odsetek respondentów deklaruje, że nie szukałoby dziś zatrudnienia w innej firmie. Równowaga i stabilizacja są tym, czego wszyscy dziś potrzebujemy – mówi Anna Kwiatkowska, menadżer ds. produktów grupowych i oferty benefitowej w Nationale-Nederlanden.

Polacy w wirze zmian zawodowych

Nie oznacza to jednak, że Polacy są niechętni do podejmowania nowych wyzwań. Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez Nationale-Nederlanden pod koniec ubiegłego roku, aż 63 proc. ankietowanych było wówczas zdania, że ludzie częściej niż jeszcze 5 lat temu decydują się na zmianę pracy. Co ciekawe, częściej na taką odpowiedź wskazywały osoby, które wykonują swoje obowiązki całkowicie zdalnie. Wśród nich odsetek wynosił 48 proc., podczas gdy wśród pracowników działających z biura było to 41 proc.

Wyższa płaca – nowa praca

Czynniki wpływające na to, że ludzie częściej zmieniają pracę są bardzo zróżnicowane, choć nie powinny budzić większych zaskoczeń. Zgodnie z wynikami badania motywacją do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia jest przede wszystkim ciągła potrzeba zwiększania zarobków. W obliczu rosnącej inflacji czy drożejących chociażby kredytów hipotecznych na taką odpowiedź wskazało już 62 proc. ankietowanych. Kolejnym aspektem, który skłoniłoby blisko 40 proc. Polaków do podjęcia nowych wyzwań zawodowych, jest nieustanna potrzeba rozwoju. Jedna trzecia zdecydowałaby się na nowe miejsce, gdyby oferowało ono lepsze świadczenia pozapłacowe.

Nie są to jednak jedyne czynniki, na które wskazali pod koniec ubiegłego roku respondenci. Już wtedy niemal co drugi ankietowany był zdania, że do zmian skłania także niepewna sytuacja na rynku pracy. Jednocześnie dla jednej trzeciej powodem było dotykające coraz większą grupę Polaków wypalenie zawodowe. Przeciągający się stan epidemiologiczny, długotrwałe przeciążenie obowiązkami, brak wsparcia przy trudnych zadaniach zbierają dziś swoje żniwo. Pracownicy cenią sobie pracodawców, którzy dają obietnicę poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa – dodaje Anna Kwiatkowska.

***

W tekście powołano się na wyniki dwóch badań przeprowadzonych na zlecenie Nationale-Nederlanden. Pierwsze z nich zostało opracowane przez Smartscope na przełomie listopada i grudnia 2021 roku. Wywiady zrealizowano przy użyciu techniki CAWI na pracownikach w wieku 16+ (N = 1086). Drugie badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 11-12 marca 2022 r. W ramach badania ilościowego zrealizowano wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

IDEAS NCBR i Politechnika Łódzka podpisują umowę o współpracy

IDEAS NCBR oraz Politechnika Łódzka będą współpracować w zakresie edukacji nowego pokolenia specjalistów w obszarze sztucznej inteligencji. Umowa obejmuje utworzenie dodatkowych miejsc dla uczestników studiów doktorskich. Studenci wyłonieni we wspólnym procesie rekrutacji rozpoczną już jesienią b.r. naukę w Interdyscyplinarnej Szkole Doktorskiej PŁ i jednocześnie otrzymają wsparcie merytoryczne i finansowe ze strony IDEAS NCBR.

Zapotrzebowanie na dobrze wykształconych specjalistów IT, w tym tych, którzy specjalizują się w sztucznej inteligencji czy uczeniu maszynowym, od lat rośnie. Ich obecność na rynku pracy jest dziś konieczna, również w obszarach, które do tej pory nie były kojarzone informatyką. W ciągle zmieniającym się świecie i przy ciągłej presji modernizowania usług i produktów to od ekspertów technologii informacyjnych często zależy „być, albo nie być” firmy czy organizacji. Brak specjalistów ICT to olbrzymia luka, która wymaga zagospodarowania. Z tego powodu coraz więcej uczelni uzupełnia ofertę studiów o kierunki dedykowane sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu, czy decyduje się na interdyscyplinarną współpracę z uczelniami lub ośrodkami badawczo-rozwojowymi reprezentującymi odmienne dyscypliny lub profile działalności.

„IDEAS NCBR to powołany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ośrodek badawczo-rozwojowy, którego celem jest m.in. kształcenie nowego pokolenia naukowców zajmujących się sztuczną inteligencją oraz zapewnienie im atrakcyjnego środowiska do prowadzenia prac badawczych. Zależy nam, żeby kompleksowo spojrzeć na edukację młodych badaczy i wspierać ich zarówno w rozwoju naukowym, jak i biznesowym. Dopiero takie połączenie kompetencji pozwoli im na pełne wykorzystywanie potencjału, jaki posiadają jako przyszli wynalazcy przełomowych technologii, które znajdą zastosowanie w gospodarce” – mówi dr Remigiusz Kopoczek, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Współpraca z uczelniami będzie oparta na zapewnieniu przyjaznych przyszłemu doktorowi warunków realizacji badań naukowych i mentoringu w trakcie trwania studiów doktorskich. Oferta skierowana jest do studentów zainteresowanych prowadzeniem badań w takich obszarach jak uczenie maszynowe, inteligentne kontrakty, robotyka, blockchain czy uczące się struktury danych. Celem współpracy jest zapewnienie studentom atrakcyjnych warunków edukacji, zarówno od strony finansowej, jak i merytorycznej. Studenci będą mogli realizować swoje projekty badawcze pod okiem promotora, przy jednoczesnym wsparciu zespołu ekspertów IDEAS NCBR. Praca lub staż w organizacji to szansa na uczestnictwo w projektach badawczo-rozwojowych, które mają praktyczne zastosowanie w różnych sektorach gospodarki,  a także na współautorstwo publikacji w prestiżowych czasopismach oraz wymianę informacji w międzynarodowym środowisku.

„Praca informatyków jest obecnie bardzo ekscytująca. Stają się oni częścią zespołów, które pomagają rozwiązać skomplikowane problemy – biznesowe, społeczne czy środowiskowe. Można powiedzieć, że zmieniają świat. Kompetencje z obszaru AI czy ML są wykorzystywane np. w branży medycznej, technologicznej czy finansowej. Aby tworzyć innowacje na skalę światową bez wyjeżdżania z kraju, Polsce potrzebni są wyedukowani specjaliści, których dziś jest zbyt mało. Współpraca IDEAS NCBR z uczelniami wyższymi ma na celu wsparcie w tworzeniu sprawnie funkcjonującego systemu AI w kraju. Dlatego tak cieszymy się, z podpisanej z Politechniką Łódzką umowy partnerskiej. To kolejny krok, który zbliża nas do budowy w Polsce światowej klasy ekosystemu innowacji w obszarze SI” – tłumaczy dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, prezes IDEAS NCBR.

Jednym z naszych strategicznych celów jest wzmocnienie pozycji naukowej uczelni w międzynarodowym środowisku akademickim. Technologie ICT, na których zapotrzebowanie jest dziś praktycznie w każdej branży, stanowią jeden z głównych priorytetów badawczych dla rozwoju Politechniki Łódzkiej, a rozwijamy go także w zakresie kształcenia. Nową propozycją w aktualnej rekrutacji jest kierunek Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. Jednocześnie, w myśl przyjętej strategii, zdecydowanie wspieramy młodych naukowców, których potencjał jest szansą na rozwój innowacji ważnych dla polskiej gospodarki. Umowa z IDEAS NCBR przyczyni się kształcenia specjalistów na światowym poziomie. Chcemy wspólnie stymulować doktorantów do tworzenia rozwiązań istotnych problemów społecznych i gospodarczych. Ważną rolę przypisujemy włączaniu osób będących na początku kariery naukowej do prac badawczo-rozwojowych w obszarze sztucznej inteligencji i rozwiązań informatycznych dla ekonomii cyfrowej”– mówi prof. Krzysztof Jóźwik, rektor Politechniki Łódzkiej.

W ciągu najbliższych lat IDEAS NCBR zatrudni 200 naukowców, którzy będą prowadzili badania w ramach grup roboczych związanych z sektorami nauki i gospodarki takimi jak m.in.: medycyna, ekonomia, grafika komputerowa, robotyka czy rozszerzona rzeczywistość. Oprócz działań edukacyjnych, istotnym obszarem działalności spółki jest rozwijanie współpracy naukowców z biznesem oraz komercjalizacja wyników realizowanych projektów (np. przez współtworzenie spółek spin-out, w których badacze mogą zostać udziałowcami).

Europa szuka surowców, aby uniezależnić się od Rosji i zadbać o bezpieczeństwo energetyczne

Wojna w Ukrainie sprawiła, że Rosja, będąca do tej pory głównym dostawcą w sektorze ropy naftowej i gazu ziemnego, przestała być zaufanym partnerem dla rządów wielu państw. Kraje europejskie, w tym Polska, muszą szukać alternatyw, aby zachować bezpieczeństwo energetyczne. Nowe odkrycia złóż na Morzu Czarnym sprawiają, że Stary Kontynent może myśleć o dywersyfikacji dostaw tych surowców.

W latach 20. XX wieku Polska odgrywała istotną rolę na rynkach ropy naftowej i gazu ziemnego. Jednak wyczerpywanie się dojrzałych złóż tych surowców, a także ograniczone działania poszukiwawcze w połączeniu ze stale rosnącą konsumpcją napędzaną przez rozwój technologiczny, doprowadziły do coraz większego uzależnienia od importu. Ten prowadzony był głównie z Rosji, co biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. W 2020 roku zaledwie 3,6% zapotrzebowania zakładów produkcyjnych nad Wisłą zostało zaspokojone lokalnie. Jak podkreślają analitycy EMIS, Polska musi szukać nowych partnerów, a także przejść transformację energetyczną i przyspieszyć kluczowe inwestycje.

Złoża nie tylko w Rosji, nowe odkrycia w Europie

W Europie od wielu lat najważniejszą rolę w globalnym sektorze ropy naftowej i gazu ziemnego odgrywa Rosja. Na terenie tego kraju znajdują się jedne z największych na świecie rezerw węglowodorów, co czyni go głównym dostawcą surowców energetycznych na rynek globalny. Kraj produkuje dwa razy więcej ropy, niż potrzebuje do wewnętrznego użytku, a nadwyżkę tego surowca wciąż sprzedaje głównie do Europy i Azji. Komisja Europejska zaprezentowała plan szybkiego ograniczenia importu rosyjskiego gazu do państw wspólnoty. W wielu krajach trwa dyskusja jak uniezależnić lokalny rynek od dostaw z Rosji. Eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group podkreślają, że jest to stopniowy proces, który może przebiegać inaczej w poszczególnych gospodarkach. Przykładowo Bułgaria nie planuje przedłużenia długoterminowego kontraktu z Gazpromem, który kończy się już w lipcu tego roku. Z kolei rząd Niemiec przyznał, że całkowite uniezależnienie nie może nastąpić w jednej chwili, gdyż gospodarka tego kraju w ogromnym stopniu polega na rosyjskiej energii. Jak wynika z danych BP Statistical Review of World Energy, w 2020 r. aż 55% gazu było importowane właśnie z Rosji.

Twórcy raportu EMIS „Emerging Europe Gas and Oil Sector 2022/2023” wyróżniają inne kraje, które w najbliższych latach mogą zyskać na znaczeniu w sektorze naftowym i gazowym. Według ekspertów Rumunia jest jednym z najbardziej zasobnych w ropę państw w regionie CEE. Jednak pomimo szacunkowych 0,6 Bbbl ropy naftowej i 3,7 tcf rezerw gazu ziemnego na koniec 2020 roku, dojrzewanie złóż i niewystarczająca ilość przyrostu wydobycia węglowodorów, sprawiają, że kraj musi jeszcze wiele zainwestować, aby wzmocnić ten sektor gospodarki. Mimo to prezydent Klaus Iohannis stwierdził, że Rumunia jest gotowa zapewnić własną infrastrukturę, aby zdywersyfikować dostawy gazu ziemnego z wielu źródeł w Europie. W Turcji natomiast szacowane rezerwy ropy naftowej określono na poziomie 0,4 Bbbl, a gazu ziemnego 0,1 tcf na koniec 2020 roku. Perspektywy na wykorzystanie zasobów w celu zwiększenia lokalnej produkcji są obiecujące. Ponadto pod koniec sierpnia 2021 roku Turcja ogłosiła odkrycie pola gazowego Sakarya na Morzu Czarnym, co wraz z dodatkowymi rezerwami ujawnionymi w czerwcu tego samego roku zwiększyło szacunkowe złoża do 540 miliardów m3. Rozpoczęcie produkcji planowane jest na 2023 rok i po pełnym zagospodarowaniu może zaspokoić około 30% krajowego zapotrzebowania na gaz.

W 2016 roku spółki OMV Petrom i Exxon Mobil dokonały znaczącego odkrycia na Morzu Czarnym, co w 2026 roku ma wnieść do rumuńskiej produkcji 10 mld m3 gazu rocznie. Byłaby to niemal równowartość rocznego zużycia tego surowca w całym kraju. Z kolei amerykańska grupa Carlyle, poprzez swoją spółkę zależną Black Sea Oil and Gas, ma rozpocząć produkcję w ramach projektu Midia Gas Development Project na Morzu Czarnym. Szacuje się, że już w tym roku z tamtejszego złoża będzie się wydobywać miliard m3 gazu rocznie.

Nowe inwestycje w Polsce pomogą zyskać niezależność energetyczną

Polska jest obecnie jednym z państw o najniższym potencjale wykorzystywania złóż w Europie Wschodniej. Do lat 20. ubiegłego wieku odgrywała wiodącą rolę na Starym Kontynencie, jednak obecnie musi mierzyć się z wieloma problemami, które wpływają na jej pozycję na rynku. Dodatkowo, jesteśmy jednym z niewielu krajów w regionie, który nie posiada elektrowni jądrowej. W opinii ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group sytuację w Polsce poprawiłyby między innymi nowe inwestycje w rozwój zasobów gazu ziemnego i ropy naftowej oraz rozbudowa mocy rafineryjnych i sieci gazowych.

Najważniejszym czynnikiem ograniczającym przemysł naftowy i gazowy w Polsce są małe udokumentowane zasoby konwencjonalne ropy naftowej i gazu ziemnego. W 2020 roku bowiem krajowe wydobycie ropy naftowej stanowiło zaledwie 3,6% dostaw do lokalnych rafinerii, a polski gaz ziemny zaspokajał jedynie około jednej czwartej zapotrzebowania. Niestety, oznacza to, że kraj jest w znacznym stopniu uzależniony od importu węglowodorów. Kolejną przeszkodę stanowi monopol w branży największych spółek państwowych. PGNiG posiada około 90% rynku wydobycia węglowodorów w Polsce, a dwie inne spółki państwowe, PKN Orlen i Grupa Lotos, są właścicielami wszystkich czterech polskich rafinerii. Transport oraz dystrybucja gazu ziemnego są także kontrolowane przez rząd, co tworzy bariery dla rozwoju konkurencji i zniechęca inwestorów do wejścia na rynek.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) przewiduje, że do 2030 r. zapotrzebowanie na gaz ziemny w Polsce wzrośnie o 50%, do około 30 miliardów m3. Najsilniejszym motorem wzrostu może okazać się transformacja energetyczna Polski. Oznacza to m.in. przyłączenie do sieci nowych elektrowni gazowych. W tym celu spółka GAZ-SYSTEM S.A. do roku 2025 planuje wybudować ponad 2000 kilometrów gazociągów w zachodniej, południowej i wschodniej części Polski. Ponadto wdrożono przyspieszoną ścieżkę inwestycyjną dla budowy terminalu gazowego na Zatoce Gdańskiej.

Dalsze plany inwestycyjne, czyli rozbudowa krajowej sieci przesyłowej, będą stanowiły istotny wkład w rozwój europejskiego systemu, a co za tym idzie – mogą pomóc Polsce osiągnąć ważniejszą rolę w branży energetycznej, a także umożliwić uniezależnienie dostaw kluczowych surowców od decyzji politycznych. Polski rząd potwierdził plan przejęcia węglowych elektrowni przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa Energetycznego. Wicepremier Jacek Sasin zapewnia, że Polska jest przygotowana na odcięcie dostaw gazu przez jednego ze światowych gigantów, a krajowe magazyny są obecnie zapełnione w 80%. Rząd przewiduje, że całkowite uniezależnienie od Rosji ma nastąpić do 2023 roku, kiedy wygaśnie kontrakt jamalski. Pomóc w tym ma budowanie infrastruktury, która zwiększy bezpieczeństwo energetyczne. Plany obejmują między innymi powstanie gazoportu w Świnoujściu czy zakończenie prac nad Baltic Pipe, siecią gazociągów z Norwegii. Głównym celem tej inwestycji jest umożliwienie zawarcia sojuszu energetycznego państw Unii Europejskiej. Uruchomienie przesyłu przez Baltic Pipe może nastąpić już w listopadzie bieżącego roku.

Źródło: Raport EMIS “Emerging Europe Gas and Oil Sector Report”

WIG-20 atakuje kluczowy poziom oporu

WIG-20 wznowił swój szturm na wyznaczaną przez jego „przedwojenne” dołki z listopada, grudnia, stycznia i lutego minima (w strefie poniżej poziomu 2200 pkt.). W ok. pół godziny po otwarciu zwyżkował o +1,1 proc. osiągając najwyższy poziom od 21 lutego (2145 pkt.).
Zwyżkowały – chociaż nieco słabiej niż WIG-20 – zaraz po otwarciu również pozostałe główne indeksy polskiego rynku akcji. Za wyjątkiem WIG-MEDIA (-0,86 proc.) zwyżkowały dziś rano wszystkie indeksy sektorowe GPW.

WIG-20 rósł dziś rano najsilniej wśród głównych europejskich indeksów (DAX +0,29 proc., CAC 40 +0,12 proc.).

Ciekawostką było osiągnięcie przez portugalski PSI 20 Index najwyższego poziomu od 2015 roku. Indeks ten właśnie osiągnął ważny poziom oporu wyznaczany przez jego szczyty z 2018 i 2021 roku.

Wcześniej na giełdach w Azji i Oceanii również przeważały wzrosty cen akcji (najsilniej – o 3 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225, który osiągnął najwyższy od połowy stycznia poziom.

Kontrakty na główne amerykańskie indeksy notowały dziś rano minimalne spadki.
Dziś rano cykliczne szczyty rentowności ustanawiały 10-letnie obligacje skarbowe w Australii, Południowej Korei i Singapurze. Rentowność amerykańskich 10-latek (2,39 proc.) była na początku dzisiejszych notowań najwyżej od maja 2019.

Drożała lekko ropa naftowa.

W okolicach najwyższego od 6 lat poziomu utrzymywał się kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena.

Lekko – o +0,2-0,3 proc. – drożały względem złotego USD i EUR.

Minimalnie spadała kurs BTC/USD, który nadal przebywał w obrębie 2-miesięcznej formacji „trójkąta symetrycznego”.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Vivid Games wybrało motyw przewodni dla nowego tytułu. Kolejna gra przeniesie użytkowników w świat walk karate

Zgodnie z ogłoszoną w listopadzie 2021 strategią, spółka planuje wydać w 2023 roku kolejną dużą grę własną, nawiązującej do serii Real Boxing 2. Tytuł będzie korzystał ze zbudowanej przez ostatnie lata wiedzy i doświadczeniu oraz danych analitycznych z Real Boxing 2. Zespół developerski rozwija obecnie prototyp, który powstał w ostatnich miesiącach.

W związku z zakończeniem pierwszego etapu prac koncepcyjnych chcemy zdradzić kilka szczegółów nowego projektu. Tytuł nie tylko wykorzysta przetestowane w Real Boxing 2 mechanizmy, ale przede wszystkim istotnie je rozwinie. Zdecydowaliśmy się postawić na karate jako temat przewodni. Pozostaniemy w uniwersum sztuk walki, ale jednocześnie unikniemy kanibalizacji Real Boxing 2. Otworzymy się też zarówno na nowych użytkowników, jak i możliwe do zaimplementowania IP. Mamy prototyp, który zespół developerski zaczął już rozwijać. Pracujemy nad tytułem, także od strony biznesowej i marketingowej. Weryfikujemy niestandardowe kanały promocji i możliwości implementacji w grze znanych IP.” – mówi Piotr Gamracy, członek zarządu Vivid Games.

Spółka zapowiada, że do czasu soft launchu gry będzie przekazywała publicznie tylko najbardziej istotne informacje dotyczące nowego tytułu.

Chcemy uniknąć szumu informacyjnego i w kolejnych miesiącach, do pierwszego SL, będziemy przekazywać tylko najbardziej istotne i potwierdzone kwestie związane z nową grą. Tytuł znajduje się obecnie we wczesnej fazie rozwoju, więc wiele aspektów koncepcyjnych czy technicznych może jeszcze ulec zmianie. Podsumowanie najważniejszych informacji zamieścimy w raportach okresowych. Naszym celem jest stworzenie dużego wysokiej klasy tytułu, którego potencjał komercyjny w pełni wykorzystamy”. – dodaje Piotr Gamracy.

PGE publikuje wyniki za 2021 rok – rekordowa EBITDA w Energetyce Odnawialnej

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za 2021 rok. Powtarzalny zysk EBITDA w 2021 roku wyniósł 8,1 mld złotych, czyli o 31 proc. więcej niż w roku 2020. Finalne rezultaty nie odbiegają istotnie od wcześniej opublikowanych wyników szacunkowych. Poprawa wyników finansowych jest przede wszystkim efektem zwiększonej produkcji i dystrybucji energii elektrycznej. Te z kolei były rezultatem dynamicznego odbicia polskiej gospodarki w 2021 roku wraz z równoczesnym wzrostem eksportu energii elektrycznej. Rekordowy wynik osiągnął segment Energetyki Odnawialnej, którego powtarzalna EBITDA wyniosła 1 mld złotych, czyli o 70 proc. więcej niż w 2020 roku.

W świetle agresji Rosji na Ukrainę oraz jej możliwych następstw, dobre wyniki wypracowane w ubiegłym roku przez Grupę PGE zyskują tylko na znaczeniu. Zwiększają one stabilność organizacji, która musi sprostać nowym wyzwaniom, równolegle z procesami transformacji energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – Ze szczególną satysfakcją prezentujemy rekordowe wyniki finansowe segmentu Energetyki Odnawialnej. Świadczą one o rosnącej roli, jaką pełnią odnawialne źródła energii w Grupie PGE – podkreśla Wojciech Dąbrowski.

Szczegółowe wyniki finansowe

W efekcie zdecydowanie wyższej produkcji ze źródeł konwencjonalnych segment Energetyki Konwencjonalnej wypracował powtarzalny zysk EBITDA na poziomie 2,6 mld złotych, czyli wyższy o 37 proc. w porównaniu z rokiem 2020.

Zwiększenie ilości dystrybuowanej energii elektrycznej o 6 proc. przyczyniło się do poprawy wyniku segmentu Dystrybucji. Wygenerował on 2,7 mld złotych EBITDA powtarzalnej, czyli więcej o 18 proc. w skali roku.

Segment Ciepłownictwa, pomimo wyższego zapotrzebowania na ciepło, wobec rosnących kosztów CO2 oraz gazu ziemnego, osiągnął powtarzalny zysk EBITDA na poziomie 0,8 mld złotych, co oznacza spadek o 9 proc.
w porównaniu do 2020 roku.

Powtarzalna EBITDA segmentu Energetyka Odnawialna wyniosła 1 mld złotych, co stanowi wynik o 70 proc. wyższy w odniesieniu do roku poprzedniego.

Powtarzalny wynik EBITDA segmentu Obrót wyniósł 0,9 mld złotych i był
o 42 proc. wyższy w skali roku, na co wpływ miała przede wszystkim niska baza 2020 roku.

Utworzony w 2021 roku segment Gospodarka Obiegu Zamkniętego osiągnął zysk EBITDA w wysokości 45 mln złotych.

Na poziomie EBITDA raportowanej Grupa PGE odnotowała wynik
w wysokości 9,5 mld złotych, na co główny wpływ miała zmiana szacunków rezerwy rekultywacyjnej, jako efekt rosnących rynkowych stóp procentowych, będących podstawą do kalkulacji wysokości rezerwy. Zdarzenie o charakterze niegotówkowym wsparło wynik raportowany o ok. 1,5 mld złotych.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w 2021 roku wyniósł 4 mld zł wobec 0,1 mld zł w 2020 roku. Nakłady inwestycyjne wyniosły ok. 4,7 mld złotych, wobec 5,5 mld złotych w porównywalnym okresie 2020 roku.

Poziom zadłużenia netto Grupy PGE wyniósł 4,2 mld zł, co oznacza wzrost
o 1,7 mld zł w stosunku do III kwartału 2021 roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 0,44x.

Szczegółowe wyniki operacyjne

Łączna produkcja energii elektrycznej netto w 2021 roku w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 68,8 TWh, czyli o 18 proc. więcej niż w 2020 roku. Produkcja z węgla brunatnego wyniosła 37,2 TWh (o 25 proc. więcej r/r), z węgla kamiennego 24,3 TWh (wzrost r/r o 20 proc.), a z gazu ziemnego 4,2 TWh (mniej o 16 proc. względem 2020 roku). Łączna produkcja ze źródeł odnawialnych Grupy PGE utrzymała się pomimo gorszych warunków wietrznych na poziomie 2,3 TWh. Dodatkowo produkcja w elektrowniach szczytowo-pompowych wyniosła 0,7 TWh, o 9 proc. mniej niż w 2020 roku.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej wyniósł 37,7 TWh. Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 37,5 TWh, mniej o ok. 9 proc. w skali roku. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 55,1 PJ, rosnąc o 13 proc. w porównaniu do 2020 roku.

Dane niefinansowe

W sprawozdaniu niefinansowym z działalności Grupy PGE za 2021 rok,
po raz pierwszy, PGE opublikowała szczegółowe dane dotyczące śladu węglowego Grupy, który został wyliczony w trzech zakresach – czyli obejmuje również emisje pośrednie związane z funkcjonowaniem PGE. Wypracowanie metodologii liczenia śladu węglowego jest wstępem do określenia precyzyjnych celów dekarbonizacyjnych Grupy PGE.

Znaczenie sprawozdania z działalności niefinansowej systematycznie wzrasta wraz z coraz szerszym zainteresowaniem opinii publicznej czynnikami ESG.

PGE jako lider zrównoważonej transformacji energetycznej szczególną wagę przykłada do wpływu swojej działalności na otoczenie – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – W obszarze społecznym szczególną uwagę przywiązujemy do transformacji regionów węglowych, aby zapewnić nowe perspektywy dla naszych pracowników i mieszkańców tych terenów.

Niezależnie od postępów w procesach inwestycyjnych, dekarbonizujących Grupę, dążymy do zwiększenia poziomu naszej świadomości klimatycznej, aby efektywnie działać w kierunku ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, a zarazem budować odporność organizacji na zmiany – dodaje Wojciech Dąbrowski.