Wojna obcięła obroty co piątej firmie

56 proc. firm uważa, że konflikt w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję oraz Białoruś będą negatywnie wpływać na ich kondycję finansową. W wielu przypadkach skutki są natychmiastowe, co piąte przedsiębiorstwo już musiało ograniczyć działalność, tyle samo boi się, że z czasem sytuacja zmusi ich nawet do zamknięcia. Nie jest dobrze, ale w porównaniu z odczuciami jakie towarzyszyły biznesowi na początku pandemii zdecydowanie lepiej. Wtedy od razu spadek sprzedaży odczuło 72 proc. podmiotów, 71 proc. musiało stawić czoła kłopotom z utrzymaniem płynności finansowej – wynika z badań w sektorze MŚP, zrealizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Firmy nie podniosły się jeszcze po pandemii, a już muszą obmyślać jak poradzić sobie z konsekwencjami wojny. Po trzech tygodniach od ataku Rosji na Ukrainę, większość z nich, 56 proc. (w tym 18 proc. zdecydowanie) jest przekonana, że nie uniknie negatywnych skutków konfliktu. Wojny boją się prawie wszyscy, zarówno powiązani z Ukrainą, Rosją i Białorusią (72 proc.), handlujący z innymi państwami (69 proc.) oraz działający wyłącznie na krajowym rynku (47 proc.). Bo wojna to również uderzające w biznes wzrost cen paliw, energii (76 proc.), problemy z dostępnością surowców, półproduktów (38 proc.) oraz droższe finansowanie i wzrost kosztów podwykonawców (po 31 proc.) – pokazują wyniki badania zrealizowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Wojna obcięła obroty co piątej firmie
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

W największym stopniu negatywnych skutków konfliktu obawiają się firmy transportowe i logistyczne (61 proc.), tuż za nimi zajmujące się budownictwem, usługami i przemysłem (57 proc.), stosunkowo najmniej handlowe, ale i tak jest to niemal co druga (48 proc.). W transporcie kłopoty pojawiły się zresztą bardzo szybko. Wielu ukraińskich kierowców by walczyć, zrezygnowało z pracy. Trudno też mówić o przewozach na Ukrainę, a obecnie coraz bardziej realne staje się ograniczenie dostaw towarów do Rosji i Białorusi. Odpływ pracowników natychmiast odczuły też firmy budowlane, o czym informowały publicznie, w badaniu jednak częściej na wakaty po ukraińskich pracownikach wskazywali przedstawiciele przemysłu i usług. Jeśli chodzi o region kraju, to największy stres towarzyszy obecnie przedstawicielom firm z Podkarpacia i woj. świętokrzyskiego, gdzie źle widzi perspektywy biznesu ok. 80 proc. sektora MŚP, ale już w drugim z graniczących z Ukrainą województw, woj. lubelskim jest to obawa jedynie 39 proc. przedsiębiorstw.

Co piątej firmie wojna zwolniła obroty

Już po trzech tygodniach konfliktu co piąta firma informuje też, że ze względu na wojnę, działa w ograniczonym zakresie. Główny problem to zerwanie łańcuchów dostaw, utrata klientów, pracowników oraz kłopoty z transportem i wzrost kosztów. Zakłócenia w misternie tworzonych powiązaniach to ryzyko, które już dotyczy części firm przemysłowych, a z czasem może dotknąć nawet połowę z nich, wynika z badania. Zerwane łańcuchy dostaw odbiją się też według ankietowanych na 43 proc. firm usługowych. Boi się tego też jedna trzecia ankietowanych z branży handlowej i budowlanej.

Z kolei utrata klientów z Ukrainy, Rosji czy Białorusi to głównie bolączka transportu, bo więcej niż co czwarta firma przewozowa ma lub za chwilę będzie miała mniej zleceniodawców, w przemyśle utratę kontrahentów prognozuje co piąta, a w handlu co dziesiąta. Wśród wszystkich badanych mikro, małych i średnich firm 19 proc. zadeklarowało, że ma powiązania z rynkiem ukraińskim, rosyjskim i białoruskim.

20 proc. boi się też upadłości

Reprezentanci aż 20 proc. przedsiębiorstw mówią, że mogą zostać zmuszeni nawet do zawieszenia czy zamknięcia działalności. – Wiele zależy od skali uzależnienia i powiązań, choć aż połowa firm przemysłowych deklaruje relacje z rynkami za wschodnią granicą, ich kierunki działania są na tyle zdywersyfikowane, że wojna nie zagraża tak bardzo ich istnieniu. Natomiast w części firm transportowych, których działalność mocno opierała się na krajach ogarniętych wojną i sankcjami, pojawił się ogromny problem. Niestety z czasem może się też okazać, że bezpieczni wydawałoby się kontrahenci również mogą być w jakiś sposób uzależnieni od Ukrainy, Rosji i Białorusi i negatywnie oddziaływać na swoich dostawców i zleceniodawców – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Na razie ewentualność zamknięcia przewiduje co trzecia firma transportowa i co czwarta handlowa. Wśród przemysłowych, usługowych i budowlanych czarny scenariusz rozpatruje od 14 do 18 proc. badanych.

Ograniczenie inwestycji i redukcje zatrudnienia

Jeszcze więcej firm niż zamknięcie (20 proc.), bierze pod uwagę problemy z płynnością finansową, 29 proc. Myśl o tym, popycha przede wszystkim do zawieszania inwestycji (35 proc.) i poszukiwania nowych rynków zbytu (25 proc.). Przedsiębiorcy sięgną też po rezerwy (27 proc.), ale będą również ciąć koszty rezygnując z różnego rodzaju zakupów, które nie są niezbędne (23 proc.). Zapowiadają też zwolnienia pracowników (20 proc.) i podjęcie prób obniżek wynagrodzenia (10 proc.), szczególnie, że aż co szósta firma przewidująca kłopoty z powodu wojny, zakłada, że przetrwa ograniczając działalność (16 proc.). Inny, wcale nierzadki pomysł na ratowanie płynności to opóźnianie płatności faktur i rat kredytowych (13 proc.), a to już cios w płynność finansową innych firm. – Najczęstszą przyczyną powstawania zatorów płatniczych jest właśnie brak zapłaty, nie płacą mnie, nie zapłacę też innym. Tak powstaje zabójczy dla niektórych efekt domina, który może doprowadzić do upadłości – ostrzega Sławomir Grzelczak.

Wojna obcięła obroty co piątej firmie
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

COVID-19 wystraszył bardziej

Patrząc na to, co się obecnie dzieje przychodzi na myśl szok jakim dla wszystkich, również dla biznesu okazała się pandemia. Porównanie panujących wówczas nastrojów i obaw firm z dzisiejszymi pokazuje, że COVID-19 budził zdecydowanie większy strach. W pierwszym tygodniu od ogłoszenia bardzo restrykcyjnego lockdownu w 2020 r., aż 71 proc. informowało, że działało w ograniczonym zakresie. Dziś, z powodu wojny jest to doświadczenie 20 proc. firm. Również ponad 70 proc. spodziewało się wówczas prędzej czy później problemów z płynnością finansową a blisko połowa rozważała zwolnienia pracowników. Teraz perturbacje z płynnością finansową to prognoza niecałych 30 proc., a zwolnienia 20 proc. Próbę na jaką wystawiła biznes pandemia najdobitniej pokazywały odpowiedzi o spodziewanej skali spadku obrotów, niemal co druga firma wskazywała, że obniżą się one o ponad 50 proc. W konsekwencji konfliktu wojennego, niższej sprzedaży o ponad połowę oczekuje 8 proc. badanych, a 18 proc. zakłada, że będzie to ubytek w granicach 25-50 proc.

– W czasie pandemii sytuację ratowały Tarcze Antykryzysowe, wakacje w spłacie rat kredytowych, nierzadko też leasingowych i przyspieszenie rozwoju handlu online oraz zdalnie świadczonych usług. W rezultacie nie sprawdziły się m.in. obawy o powszechną utratę płynności finansowej czy też część czarnych wizji na temat załamania się sprzedaży. Ostatecznie według naszych danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, w pierwszym roku pandemii, w 2020 zaległości ogółu przedsiębiorstw podwyższyły się nieznacznie, bo o 4 proc. do 33,5 mld zł. Choć oczywiście były wyjątki jak kultura i rozrywka, rolnictwo, działalność administracyjna i wspierająca (gdzie mieści się turystyka, administrowanie biurowcami, działanie firm sprzątających, czy agencje pracy) czy transport, którym to sektorom zaległości wobec kontrahentów i banków podwyższyły się od kilkunastu do 30 proc. – mówi Sławomir Grzelczak. – W minionym roku wzrost zaległości był już jednak znacznie wyższy i przekroczył 11 proc. Nie można też ignorować faktu, że cały czas jedna trzecia firm informuje, że nie odbudowała sprzedaży do poziomu sprzed pandemii. Warunki by to zrobić stają się coraz trudniejsze – dodaje.

Zawsze można też zyskać

Po dwóch latach funkcjonowania z COVID-19 – 11 proc. firm zwiększyło swoją sprzedaż, choć początkowo tylko nieliczni spodziewali się, że skorzystają na tej sytuacji (1,5 proc.). W przypadku wojny już na starcie 7 proc. przedsiębiorstw zintensyfikowało swoje działania. Budownictwo i transport wskazują, że na skutek odcięcia przez konflikt rynków wschodnich, zwiększyło się zainteresowanie zagranicznych kontrahentów przedsiębiorstwami z Polski. Z kolei usługom i produkcji przemysłowej pomaga wprowadzenie nowej oferty, na którą wojna tworzy zapotrzebowanie. Handel korzysta na większej sprzedaży i pozyskiwaniu nowych pracowników wśród uchodźców.

Badanie wykonane przez Quality Watch metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród przedstawicieli sektora MŚP (osoby zarządzające i kierownictwo firm). Próba: 321. Termin realizacji: 10-14 marca 2022 r.

Badanie wykonane przez Research and Grow metodą CATI na próbie mikro, małych i średnich firm – do 250 pracowników. Próba: 251. Termin realizacji 16-18 marca 2020 r.

Dane z sądów: Na razie fala upadłości lekko dryfuje. Eksperci ostrzegają: Najgorsze wciąż przed nami

Z danych sądów rejonowych wynika, że w ubiegłym roku wpłynęło do nich w sumie o około 18% mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm niż w 2020 roku. Jednocześnie pod koniec 2021 roku weszły w życie przepisy dotyczące Krajowego Rejestru Zadłużonych. Najwięcej ww. przypadków odnotowano w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Natomiast najmniej było ich w Elblągu oraz Piotrkowie Trybunalskim. Jednak eksperci prognozują, że nie ma co popadać w euforię, bo 2022 rok mimo wszystko będzie gorszy pod tym względem.

Upadające firmy

Jak wynika z danych pochodzących z sądów rejonowych, w 2021 roku wpłynęło do nich niespełna 4 tys. wniosków o ogłoszenie upadłości firm. W 2020 roku takich przypadków stwierdzono ponad 4,8 tys. Jednocześnie sądy zaznaczają, że zestawienia za ub.r. są niepełne, ponieważ 1 grudnia wszedł w życie Krajowy Rejestr Zadłużonych. Ministerstwo Sprawiedliwości podaje, że w okresie od 1 do 31 grudnia ub.r. w KRZ zarejestrowano 93 sprawy dotyczące ogłoszenia upadłości przedsiębiorstw.

– W mojej opinii, odnotowany spadek nie ma znaczącego związku ze wzrostem gospodarczym, jaki nastąpił wskutek zluzowania obostrzeń pandemicznych. Mniejsza liczba wniosków o ogłoszenie upadłości podyktowana jest ekonomicznym uzasadnieniem wyboru ścieżki oddłużenia. Przedsiębiorcy prowadzący jednoosobowe działalności gospodarcze decydują się na skorzystanie z instytucji upadłości konsumenckiej. Ponadto część właścicieli firm wybrało drogę restrukturyzacji w formie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei jak stwierdza Piotr Bijański, prezes sieci kancelarii Twój Prawnik 24, jeśli przedsiębiorstwo znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, to upadłość gospodarcza jest coraz rzadziej wybieranym rozwiązaniem. Ustępuje miejsca restrukturyzacji, która w wielu przypadkach jest bardziej korzystna. Firmy ogłaszające upadłość to zazwyczaj te, które nie mają dużych szans na to, aby ponownie zacząć przynosić zyski oraz się rozwijać. Ekspert też dodaje, że dla drobnych przedsiębiorców z niewielkim majątkiem istnieje również możliwość zamknięcia działalności i ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Ale osoby, które nadal posiadają status przedsiębiorcy, nie mogą jej ogłosić.

– Dużą część przedsiębiorców stanowią osoby fizyczne prowadzące biznes w oparciu o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Po wyrejestrowaniu się z CEIDG, mają one ułatwioną możliwość ogłoszenia upadłości. W takiej sytuacji nie muszą korzystać z kłopotliwej i kosztownej procedury przewidzianej dla właścicieli firm – podkreśla Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Natomiast Łukasz Goszczyński zwraca uwagę na utworzenie Krajowego Rejestru Zadłużonych. Z założenia jest to korzystne dla stron postępowania upadłościowego. Elektronizacja tego procesu pozwoli dłużnikom i ich wierzycielom na łatwiejszy udział w sprawie, a także na większą kontrolę nad prowadzonym postępowaniem.

– Krajowy Rejestr Zadłużonych to nowoczesny i wygodny system, w którym jest możliwość przesyłania wniosków oraz dokumentów online. Jednak jeszcze chwilę musimy poczekać, aż zacznie funkcjonować tak, jak trzeba. Naprawdę wierzę, że znacznie ułatwi oraz usprawni proces upadłości, zwłaszcza w trudnej sytuacji pandemicznej – dodaje prezes sieci kancelarii Twój Prawnik 24.

Od kilku do kilkuset

W ubiegłym roku najwięcej wniosków o ogłoszenie upadłości firm wpłynęło do sądu w Warszawie – 526. Następnie w zestawieniu widać Kraków – 169, Poznań – 140, Katowice – 122 i Gdańsk – 106. Natomiast na końcu znajdują się takie miasta, jak Elbląg – 7, Piotrków Trybunalski – 13, Radom, Jelenia Góra i Gorzów Wielkopolski – po 14.

– Na obszarach działania sądów, do których wpłynęło najwięcej wniosków, jest większe skupienie firm. I to przekłada się na przedstawione statystyki. Z kolei tam, gdzie tego typu spraw było najmniej, działa relatywnie mniejsza liczba firm. Tym samym w tych rejonach jest niewiele firm niewypłacalnych – analizuje radca prawny Parol.

Jak podkreśla Łukasz Goszczyński, Krajowy Rejestr Zadłużonych nie jest pozbawiony błędów technicznych, które są na bieżąco usuwane. W ocenie eksperta, należy się spodziewać zwiększonej liczby wniosków o ogłoszenie upadłości w połowie br. Natomiast w całym 2022 roku może być ich więcej niż w ubiegłym roku. Zagrożone są firmy prowadzące produkcję rolną oraz z branży transportowej, przede wszystkim ze względu na wzrost obciążeń podatkowych, cen nośników energii i kosztów obsługi finansowania.

– Mam nadzieję, że wniosków o upadłość gospodarczą będzie z roku na rok coraz mniej. A jeśli zostaną złożone, to tylko jako ostateczność. Wynika to z faktu, iż coraz częściej i chętniej przedsiębiorcy korzystają z dobrodziejstwa, jakim aktualnie jest postępowanie o zatwierdzenie układu. Natomiast sytuacja gospodarcza w kraju w dalszym ciągu jest bardzo zła dla przedsiębiorców. Na pewno szeroko pojęte rolnictwo czy transport będą potrzebować rozwiązania, dzięki któremu można uzdrowić sytuację finansową danej firmy – mówi Piotr Bijański.

Zdaniem mecenasa Adriana Parola, z uwagi na obecną sytuację gospodarczą wzrośnie liczba wniosków o ogłoszenie upadłości, w szczególności spółek prawa handlowego. Będzie to dotyczyło firm z branży automotive i gastronomicznej z woj. małopolskiego, mazowieckiego i śląskiego. Według eksperta, wzrost upadłości będzie spowodowany dużą liczbą takich przedsiębiorstw w tych rejonach kraju, a także znaczącym pogorszeniem sytuacji gospodarczej oraz zachwianiem łańcuchem dostaw.

Centrum Medycyny Konopnej pozyskało nowego inwestora i członka zarządu

Fundusz WP2 Investments został nowym udziałowcem Centrum Medycyny Konopnej – placówki wyspecjalizowanej w świadczeniu usług w oparciu o terapie medyczną marihuaną. Do zespołu zarządzającego spółki dołączył nowy członek zarządu, Grzegorz Ciężadło – manager doświadczony w rozwoju innowacyjnych biznesów na rynku medycznym. To intensywny czas dla CMK, które w najbliższych tygodniach uruchomi pierwszą klinikę stacjonarną w Warszawie.

– Cieszymy się, że do grona naszych udziałowców dołączyło WP2 Investments – fundusz inwestujący w spółki i branże, dla których innowacyjność jest motywem przewodnim. Pozyskane środki pomogą nam realizować dalsze działania związane z rozbudową marki. Przeznaczymy je m.in. na rozwój technologii ułatwiającej terapię, promocję kliniki stacjonarnej w Warszawie oraz otwarcie kolejnych placówek, które planujemy uruchamiać w innych miastach w Polsce – mówi Konrad Gładkowski, prezes Centrum Medycyny Konopnej.

WP2 Investments kapitałowo i strategicznie wspiera firmy w ich rozwoju. Najczęściej prowadzą one działalność w branżach takich jak Fintech, Biotechnologia czy Zielona Energia.

– W Centrum Medycyny Konopnej innowacyjność, potencjał biznesowy i jakość kadry managerskiej- uzupełnia realna i bardzo istotna potrzeba społeczna. Dla naszego funduszu jest to kolejny ważny krok w stronę świadomego impact investing – podkreśla Wojciech Pysiewicz, Co-Founder WP2 Investments.

Centrum Medycyny Konopnej wkrótce zaprosi pacjentów do swojej pierwszej kliniki stacjonarnej, która zlokalizowana będzie w Mennica Residence przy ul. Grzybowskiej w ścisłym centrum Warszawy. Firma będzie też kontynuować swoją działalność online, oferując pacjentom tzw. telewizyty. CMK dysponuje zespołem lekarzy i specjalistów z różnych dziedzin medycyny, łączących doświadczenie lekarskie z misją świadomego i bezpiecznego udostępniania pacjentom nowoczesnych form terapeutycznych zwłaszcza w tych obszarach, gdzie tradycyjne formy leczenia nie są wystarczające.

Intensywny rozwój Centrum Medycyny Konopnej niesie ze sobą także zmiany w zarządzie spółki. Dołączył do niego Grzegorz Ciężadło, manager z wieloletnim doświadczeniem w sektorze ochrony zdrowia i farmacji, który poprzednio pełnił funkcję Dyrektora ds. Strategii, M&A i Innowacji w Grupie Scanmed. Nowy członek zarządu będzie odpowiadać za budowanie długoterminowej strategii rozwoju firmy, realizację planowanych inwestycji oraz nadzorowanie i optymalizację kluczowych procesów operacyjnych.

To dla mnie przyjemność wspierać tak ambitny i ciekawy projekt, jakim jest Centrum Medycyny Konopnej. Terapia z wykorzystaniem medycznej marihuany jest niezwykle skuteczna, zwłaszcza jeśli chodzi o zwalczanie objawów lub opóźnienie postępu wielu chorób. Już dziś zalecana jest w leczeniu pacjentów cierpiących m.in. na depresję, migrenę, zaburzenia lękowe, a nawet w przypadku osób zmagających się nowotworami czy też chorobą Alzheimera. Na bieżąco poznajemy jej nowe zastosowania i tą wiedzą chcemy dzielić się z pacjentami – mówi Grzegorz Ciężadło, członek zarządu Centrum Medycyny Konopnej.

W Polsce terapia medyczną marihuaną jest legalna od 2017 roku. W styczniu br. sejm skierował do dalszych prac jeden z trzech projektów ustaw zmierzających do uregulowania kwestii upraw i zbioru konopi innych niż włókniste w celu uzyskania surowca farmaceutycznego. Projekt zakłada umożliwienie uprawy marihuany medycznej przez instytuty badawcze znajdujące się pod nadzorem Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Pojawił się w nim także postulat, aby dopuszczalny poziom stężenia THC w legalnych produktach z konopi wzrósł do 0,3%.

Z danych brytyjskiej firmy Prohibition Partners tworzącej opracowania o globalnej branży cannabis – wartość rynku marihuany medycznej do 2028 roku może wzrosnąć do nawet 2 mld euro.

Ceny OC w lutym 2022 r.

Eksperci już od pewnego czasu ostrzegają, że obecna sytuacja gospodarcza związana m.in. z inflacją zmusi ubezpieczycieli do podniesienia składek za OC dla kierowców. Nadzór finansowy również sygnalizuje, że będzie dbał o rentowność rynku OC, by nie dopuścić do kolejnego cyklu bolesnych wzrostów składek. Wbrew pozorom, to dobra wiadomość dla kierowców pamiętających gwałtowne podwyżki kosztów OC z lat 2015 – 2017. Na razie takie zmiany nie mają miejsca. Niemniej jednak, warto uważnie przyjrzeć się wynikom barometru cenowego Ubea.pl z drugiego miesiąca 2022 r.

W 2022 r. barometr nadal będzie obliczany tak samo

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl podobnie jak co roku, dopiero w marcu opublikowali pierwsze informacje na temat średniego miesięcznego kosztu ubezpieczeń OC dla kierowców. Takie postępowanie wynika z faktu, że styczniowy odczyt barometru jest zawsze identyczny i wynosi 100. Średnia składka OC ze stycznia obliczona na podstawie ponad 100 000 kalkulacji internautów, stanowi bowiem punkt wyjściowy dla wskazań barometru cenowego z kolejnych miesięcy. „Jeżeli zatem w jakimś miesiącu 2022 r. średni poziom składki OC (z ponad 100 000 indywidualnych wyliczeń) będzie o 3% większy od styczniowego wyniku, to barometr wskaże poziom 103” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Na rynku widzimy powolne wzrosty kosztów polis OC

Przed zaprezentowaniem lutowych danych warto wspomnieć, że średnia składka OC z grudnia 2021 r. (1218 zł) oraz stycznia 2022 r. (1219 zł) była praktycznie taka sama. To sugeruje brak poważnych zmian cenowych na przełomie roku. Lutowe wyniki potwierdzają, że później sytuacja zaczęła się nieco zmieniać. W lutym eksperci Ubea.pl zaobserwowali bowiem wzrost średniej składki OC o 1,0% (z 1219 zł do 1231 zł). „Na razie trudno wyrokować, czy ten jednomiesięczny kierunek zmian zostanie podtrzymany. Wskazuje na to jednak kilka czynników o charakterze zewnętrznym dla rynku ubezpieczeń OC” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Prognozy inflacyjne są coraz bardziej niepokojące …

Na politykę zakładów ubezpieczeniowych w kwestii cen OC, na pewno może wpływać ogólny poziom inflacji. Od pewnego czasu widzimy, że prognozy inflacyjne stają się coraz bardziej niepokojące. W świetle oczekiwań analityków, prawdopodobna wydaje się inflacja na poziomie 9% – 11% zarówno w bieżącym, jak i następnym roku. Podwyżki stóp procentowych NBP będące odpowiedzią na ryzyko inflacyjne zapewniają ubezpieczycielom coraz wyższe zyski z lokat. Trzeba jednak pamiętać, że inflacja oznacza też wyższe koszty naprawy pojazdów. „Co więcej, od połowy 2022 r. ubezpieczyciele będą musieli likwidować szkody zgodnie z nowymi rekomendacjami KNF” – przypomina Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Eksperci Ubea.pl podkreślają również, że większa liczba pojazdów na polskich drogach (związana z napływem obywateli Ukrainy) prawdopodobnie przełoży się na wzrost liczby wypadków drogowych i stłuczek. W kontekście wypadkowości, znaczenie może mieć też malejące ryzyko epidemiczne, które zwiększy mobilność naszych rodaków. „Wszystkie wymienione czynniki podwyższają prawdopodobieństwo systematycznych wzrostów składek OC” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Marcin Mandryk z awansem w globalnych strukturach Iron Mountain. Objął stanowisko Head of Sales Operations Europe & South Africa

Marcin Mandryk, dotychczasowy Sales Operations Executive CEE & Product Manager w Iron Mountain, objął nowe stanowisko w globalnych strukturach firmy. Z początkiem roku pełni funkcję Head of Sales Operations, będąc odpowiedzialnym za obszar całej Europy oraz RPA.

Marcin Mandryk jest związany z Iron Mountain od ponad 10 lat. Do firmy dołączył w 2012 r., obejmując stanowisko Business Development Managera odpowiedzialnego za sektor finansowy w Polsce. W tym okresie trzykrotnie został nagrodzony najważniejszym wyróżnieniem za efektywne działania sprzedażowe – Chairman’s Club. Bezpośrednio przed awansem pełnił funkcję Sales Operations Executive CEE & Product Managera, która umożliwiła egzekwowanie celów sprzedażowych wraz z jednoczesnym zarządzaniem i rozwijaniem portfolio produktowego.

W nowej roli Marcin Mandryk będzie kierował regionalnym zespołem ds. operacji sprzedaży w rejonie ESA (Europe & South Africa), będąc przy tym wsparciem dla działów handlowych funkcjonujących na lokalnych rynkach. Kluczowy obszar działania stanowi stymulowanie rozwoju organizacji poprzez zwiększanie efektywności sprzedaży.

Głównym celem zespołu pod moim kierownictwem jest dostarczenie danych, narzędzi i pełnego wsparcia dla regionalnych działów handlowych, odciążając je z obowiązków administracyjnych. Skupiając się na krytycznych dla dalszego rozwoju firmy działaniach, sprzedaż istotnie zwiększy swoją efektywność. Dążymy do zbudowania silnego partnerstwa, które doprowadzi do jeszcze lepszej współpracy między działami. Moim priorytetem jest również opracowanie strategii, w ramach której wdrożymy unifikację źródeł wykorzystywanych danych i standaryzację oceny wydajności – mówi Marcin Mandryk, Head of Sales Operations Europe & South Africa w Iron Mountain.

Marcin Mandryk jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Przed dołączeniem do Iron Mountain pracował dla firm, takich jak Nordea Bank, Expander Advisors i Polbank EFG. Posiada ponad 15-letnie doświadczenie w obszarze sprzedaży, głównie w branży technologicznej i usługowej. Specjalizuje się w zarządzaniu sprzedażą, procesami i projektami, a jego kompetencje w zakresie Product Managementu oraz Product Marketingu potwierdzają liczne międzynarodowe certyfikaty.

7 faktów na temat kondycji rynku magazynowego w Polsce w 2021 r.

W 2021 r. rynek magazynowy w Polsce zanotował kolejne imponujące wyniki w swojej historii. Wśród siedmiu najistotniejszych faktów znalazły się rekordowy wolumen transakcji inwestycyjnych, popyt i powierzchnia pozostająca w budowie. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec grudnia 2021 r. wynosiły ponad 25 mln mkw., przy czym współczynnik pustostanów wskazał jedynie 3,72% w skali kraju. Firma AXI IMMO zachęca do zapoznania się z najnowszą publikacją „Raport: Polski Rynek Magazynowy w 2021 r.”

W 2021 r. ponownie byliśmy świadkami przesuwania się kolejnych granic dotyczących polskiego rynku magazynowego. Zanotowaliśmy kilka spektakularnych transakcji najmu na ponad 100 000 mkw., gdzie to znów segment e-commerce oraz operatorzy logistyczni okazali się najaktywniejszymi graczami. Dobra koniunktura na rynku sprzyja budowie nowych powierzchni magazynowych, przy czym rosnące od drugiej połowy 2021 r. koszty materiałów i wykonawstwa pośrednio wpływają na wzrost wyjściowych stawek czynszów. Polski rynek magazynowy w 2021 r. udowodnił, że każdy rekord może zostać ustanowiony na nowo i tego życzymy sobie również w 2022 r.,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

  1. Duże transakcje portfelowe na rynku inwestycyjnym

Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w 2021 r. wyniósł 5,9 mld EUR (+5% r/r). Sektor magazynowy odpowiadał za 53% całości popytu, co przełożyło się na kwotę około 3 mld EUR (+15% r/r). Najwięcej kapitału na polskie nieruchomości logistyczne i produkcyjne przeznaczyły fundusze azjatyckie (ok 30%) oraz amerykańskie. W strukturze popytu dominowały transakcje portfelowe. Wartym uwagi jest liczba zawieranych transakcji, która wzrosła o 40% w ujęciu rok do roku. Inwestorzy, jak przed rokiem byli najbardziej zainteresowani wieloformatowymi, w pełni wynajętymi magazynami zlokalizowanymi na największych rynkach. Stopy kapitalizacji dla takich inwestycji osiągnęły wartość 5,0-5,5% na rynkach regionalnych i 4,0-4,3% w rejonie Warszawy. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także projekty z segmentu logistyki miejskiej oraz nieruchomości BTS/BTO. Wśród trzech największych transakcji znalazły się sprzedaż portfolio EQT Exeter do singapurskiego funduszu GIC (ok. 330 000 mkw.*), zakup nieruchomości Panattoni w ramach Projektu Phoenix (285 000 mkw.) przez amerykański fundusz Ares Management oraz sprzedaż przez Elite Partners Capital’s praw do portfela nieruchomości Elite Logistics Fund I (250 000 mkw.*), którego właścicielem został fundusz Blackstone.

  1. Popyt ponownie z rekordem

Całkowita aktywność najemców na koniec 2021 r. w ramach długoterminowych umów najmu osiągnęła wysokość 6,8 mln mkw. (+31% r/r). W okresie od stycznia do grudnia ubiegłego roku podpisano także 446 000 mkw. (-25% r/r) w ramach umów krótkoterminowych, co pozwoliło na uzyskanie rekordowego w historii całego rynku wolumenu na poziomie 7,25 mln mkw. Ponad 70% umów najmu zostało zawartych w pięciu głównych regionach magazynowych, gdzie najwyższą aktywność zarejestrowano w Warszawie i okolicach (1,2 mln mkw.), Poznaniu (1,12 mln mkw.) oraz na  Górnym Śląsku (1,1 mln mkw.).

 

  1. E-commerce napędza rynek magazynowy

Ponownie jak przed rokiem to najemcy z segmentu e-commerce oraz operatorzy logistyczni odpowiadali za ponad 50% całkowitego popytu. Wśród największych transakcji przekraczających 100 000 mkw. znalazły się dwie umowy podpisane przez Zalando (ponad 100 000 mkw. w Białych Błotach w parku Hillwood i ponad 140 000 mkw. w Bydgoszczy w parku Panattoni). Z kolei poufny najemca z segmentu e-commerce zdecydował się na wynajem 130 000 mkw. w Panattoni BTS Iłowa. Ponadto reprezentujący operatorów logistycznych DHL zajmie ok. 105 000 mkw. w budynku Panattoni BTS w Poznaniu (Żerniki).

  1. 25 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, wciąż z apetytem na więcej

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec 2021 r. wyniosły ponad 25 mln mkw. i był to wzrost o 26% rok do roku. Od stycznia do grudnia ubiegłego roku deweloperzy dostarczyli 2,8 mln mkw. (34% r/r), z czego najwięcej oddano na rynku górnośląskim (709 tys. mkw.), warszawskim (ponad 350 tys. mkw.) i w Polsce Zachodniej (336 tys. mkw.). Wśród największych zrealizowanych inwestycji znalazły się BTS Panattoni dla firmy Amazon (ponad 200 tys. mkw.), Hillwood Rokitno (112 tys. mkw.) oraz GLP Lędziny (111 500 mkw.). W 2021 r. znacząco wzrósł odsetek powierzchni spekulacyjnej w budowie (do ok. 50%), a wielkoformatowe projekty magazynowe zaczęły częściej powstawać poza głównymi rynkami regionalnymi.

  1. W drodze po 30 mln mkw.

Według zapowiedzi deweloperów na rynku magazynowym w budowie znajduje się 4,8 mln mkw. (+152% r/r), z których zdecydowana większość trafi na rynek w 2022 roku. Najwięcej nowej podaży powinno zostać oddane na Dolnym Śląsku (823 000 mkw.) Górnym Śląsku (780 000 mkw.), w Polsce Centralnej (770 000 mkw.), w Warszawie i okolicach (698 000 mkw.) oraz w Poznaniu (558 000 mkw.).

  1. Pustostany najniżej w historii

Niesłabnący popyt na powierzchnie magazynowe i logistyczne ponownie obniżył poziom pustostanów do 3,72% w skali kraju, przy czym to najniższy w historii wynik od III kw. 2018r., który wtedy osiągnął 4,3% całkowitych zasobów. Największą dostępnością powierzchni charakteryzują się regiony Górnego Śląska (7,8%, spadek o 2,4 pp. r/r),  woj. kujawsko-pomorskie (4,77%) oraz Warszawa i okolice (średnio 4,08% dla stref I-III). Na zakończenie 2021 r. w Polsce w ujęciu nominalnym znajdowało się ok. 961 000 mkw. wolnej powierzchni magazynowej. Najwięcej do wynajęcia od ręki znajduje się na Górnym Śląsku (345 000 mkw.), Warszawie i okolicach (234 000 mkw.) oraz w Polsce Centralnej (127 000 mkw.).

  1. Niewielki wzrost w wyjściowych stawkach czynszów

Od połowy 2021 r. zaobserwowaliśmy powolny wzrost wyjściowych stawek czynszów na rynku magazynowym. Wśród kilku powodów wskazuje się wysoki popyt, ograniczoną dostępność wolnej powierzchni, a także rosnące ceny materiałów i wykonawstwa. Średnie stawki w projektach typu big box wahają się w przedziale pomiędzy 3,0 – 3,9 EUR/mkw. na głównych rynkach, przy czym to wciąż Warszawa pozostaje najdroższą lokalizacją, w której czynsze zamykają się pomiędzy 4,9 a 5,3 EUR/mkw.

Prognozy

W 2022 r. polski rynek magazynowy może okazać się czasem wyzwań. Głównym czynnikiem, który będzie miał wpływ nie tylko na sektor, ale także na całą gospodarkę jest utrzymująca się wysoka inflacja. Wzrost kosztów materiałów oraz wykonawstwa mogą przyczynić się do wydłużenia terminu dostarczanej nowej podaży, przy czym spodziewamy się, że deweloperzy szybko znajdą rozwiązanie tej sytuacji. Rynek  będzie nadal stymulowany przez rozwój najemców z segmentów e-commerce oraz operatorów logistycznych, co wpłynie na optymalizację czasu dostawy towarów do odbiorców końcowych i budowę regionalnych centrów dystrybucji w byłych miastach wojewódzkich. Spodziewamy się także kontynuacji ekotrendów rozumianych jako spełnianie założeń i uwarunkowań ESG (eng. Environmental, Social and Corporate Governance) oraz dalszej zielonej certyfikacji budynków magazynowych.

*Część portfela, powierzchni magazynowa zlokalizowana w Polsce.

** Dane pochodzą z informacji uzyskanych przez AXI IMMO oraz podanych przez deweloperów.

Cła antydumpingowe na folię z Chin utrzymane

Od 11 marca 2022 Komisja Europejska przedłużyła na kolejne pięć lat cła antydumpingowe na import z Chin folii aluminiowej przeznaczonej do użytku domowego. Dochodzenie, które było prowadzone w tej sprawie wykazało dumping chińskich eksporterów, utrzymujący się mimo obowiązujących środków ochronnych. Gdyby UE zniosła te środki ochronny to przemysł unijny poniósłby ogromne straty – komentuje dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego.

Cła antydumpingowe na sprowadzaną z Chin folię aluminiową przeznaczoną do użytku domowego zostają utrzymane na obecnym poziomie czyli 6,4 % i 30%. Ich nałożenie ma eliminować nieuczciwą przewagę cenową, jaką charakteryzował się bardzo popularny import tego produktu.
„Gdyby Komisja Europejska podjęła decyzję o zniesieniu tych środków ochronnych, to doprowadziłoby to do utraty przez unijne przedsiębiorstwa znacznego udziału w rynku przemysłu UE oraz zagroziłoby miejscom pracy i rentowności zakładów produkcyjnych w kilku państwach członkowskich UE” – tłumaczy dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego.

Unia Europejska jest najbardziej atrakcyjnym rynkiem zbytu dla Chin jeśli chodzi o folię aluminiową, dlatego chińscy producenci angażują swoje wolne moce produkcyjne, aby zwiększyć eksport do UE. Komisja Europejska podaje, że w UE rocznie zużywa się folii aluminiowej do użytku domowego o wartości 200 mln euro.

Chińscy eksporterzy próbowali wcześniej obchodzić obowiązujące cła antydumpingowe w UE, modyfikując nieznacznie produkt lub wysyłając towary przez Tajlandię.

Jak wyjaśnia dr Tymińska – „Chińczycy łamali przepisy prawa wprowadzając naszych importerów w sankcje domiarowe”.

UE już w 2017 roku zajęła się tymi próbami obejścia ceł i rozszerzyła wówczas środki antydumpingowe na zmodyfikowany produkt, a w 2021 roku także na import produktu pochodzącego z Tajlandii w 2021 r.

Czy rynki zapominają o wojnie?

Od początku zeszłego tygodnia rynki akcji na świecie rosną. S&P500 wzrósł o 6,9 proc., WIG20 o 6,8 proc., a DAX o 3,8 proc. Czy rynki już przywykły do wojny na Ukrainie?

W zeszłym tygodniu oglądaliśmy największy giełdowy rajd w górę od listopada 2020 roku. Także w tym tygodniu ceny akcji utrzymują się na tym wyższym poziomie. Wzrosty dotyczyły zarówno USA, gdzie indeks S&P500 wzrósł od 14 marca do dziś o 6,9 proc., ale także innych rynków, w tym Polski. WIG20 w tym samym czasie wzrósł o 6,8 proc. Także niemiecki DAX zanotował wzrost o 3,8 proc.

Rynek w zeszłym tygodniu odczuł potrójną ulgę. Pierwsza dotyczyła decyzji FED o podwyżce stóp, zgodnie z oczekiwaniami o 0,25 p.p. Rynek od dłuższego czasu spodziewał się tej decyzji, obawiając się rozpoczęcia cyklu podwyżek. Teraz zareagował pozytywnie na realizację zapowiedzianego scenariusza, choć dalsze podwyżki stóp są prawie pewne, to ich skala w obecnej sytuacji jest trudna do oszacowania. Z jednej strony rosnąca inflacja, z drugiej jednak obawy o poziom wzrostu gospodarczego, dla którego obciążeniem pozostają wysokie ceny surowców oraz problemy w łańcuchach logistycznych. Pojawiają się obawy dotyczące pojawiania się stagflacji, podobnej do tej, jaka dotknęła USA w latach 70-tych XX wieku. Chwilowo jednak zwycięża narracja o zbijaniu inflacji i jastrzębim FED, co widać po poniedziałkowym wzroście rentowności amerykańskich obligacji. To pokazuje, że rynek spodziewa się, że podwyżki stóp mogą następować na każdym kolejnym posiedzeniu FED, do tego mogą pojawić się podwyżki o 50 p.b.

Druga ulga przyszła z Chin, gdzie indeks MSCI China wzrósł od 14 Marca o 16,3 proc. Jednak od początku roku nadal jest 15,5 proc pod kreską. Chiński rząd w końcu zdecydował się pomóc chińskim akcjom, które w zeszłym roku spadły o prawie 70 proc. wobec cen akcji w USA. A podobne spółki w Chinach były nawet o 50 proc. tańsze od ich amerykańskich odpowiedników. Wicepremier Liu He zapowiedział zakończenie presji administracyjnej na chińskie spółki technologiczne i nie tylko, a także rozwiązanie problemów ryzyka w branży deweloperskiej. Giełdzie pomaga także poprawiający się stan chińskiej gospodarki, co w połączeniu z niskimi wycenami stanowi o atrakcyjności chińskiej giełdy. Wzrosty w Chinach pozytywnie wpływają na wszystkie giełdy na Dalekim Wschodzie. A także na wybrane sektory, mocno zależne od sytuacji na chińskim rynku, np. dobra luksusowe czy e-commerce.

Trzeci element to fakt, że giełdy powoli przyzwyczają się do niepewności i ryzyk związanych z konfliktem na Ukrainie. Rynki wyczekują pierwszych efektów rozmów pokojowych, prowadzonych przez Ukrainę i Rosję, jednak stabilizują się, mimo braku jakichkolwiek pozytywnych efektów tych rozmów. Dotyczy to giełd na świecie, ale przede wszystkim giełdy w Warszawie, która na sytuacje za nasza wschodnią granicą jest najbardziej wyczulona. Giełda wydaje się umiarkowanie pozytywnie oceniać perspektywy gospodarcze do Polski, mimo zwiększonych wydatków budżetu na przyjęcie uchodźców oraz zbrojenia. Na przykład prawdopodobnie w ciągu najbliższych tygodni w polskich szkołach pojawi się 0,8-1 mln. nowych uczniów, co stanowi ogromny wysiłek logistyczny i finansowy, przy ogólnej liczbie 4,6 mln dotychczasowych uczniów. Rynek oczekuje jednak, że szybko dojdzie do odblokowania środków z Krajowego Programu Odbudowy, które zamiast na wsparcie firm po pandemii, trafią na wydatki związane z przyjęciem ukraińskich uchodźców.

Obecne wzrosty na giełdach najbardziej odczuły przecenione wcześniej spółki technologiczne oraz cykliczne spółki z rynku konsumenckiego (spółki samochodowe, nieruchomościowe, handlowe oraz entertainment). Nie ma jednak wątpliwości, że choć rynki rosną i są szczególnie wyczulone na pozytywne informacje, cały czas będziemy mieć do czynienia ze zwiększoną zmiennością. W przypadku wojny na Ukrainie rynki raczej przyzwyczają się do „nowej normalności” jaką jest wojna, niż wyceniają jakiekolwiek pozytywne informacje dotyczące konfliktu.

Dane rynkowe na dzień 22.03.2022 godz. 11:00

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Trei zwiększył wolumen inwestycyjny o 40% rok do roku do ok. 1,7 mld euro w 2021 r.

  • Wartość aktywów będących w zarządzaniu Trei pozostała na niezmienionym poziomie ok. 1,3 mld euro
  • Portfel Vendo Parków wzrósł z 31 do 39 aktywów, w tym 29 znajduje się w Polsce
  • Prawie 90 procent inwestycji w skali międzynarodowej stanowią budynki mieszkalne
  • Deweloper realizuje łącznie 6 000 mieszkań w Niemczech, Polsce i Stanach Zjednoczonych

Trei Real Estate, międzynarodowy deweloper i właściciel nieruchomości specjalizujący się w sektorach mieszkaniowym i handlowym, podsumowuje działalność w 2021 r. Łączna wartość portfela projektów deweloperskich firmy wynosiła 1,7 mld euro, co stanowi wzrost o 40% rok do roku (2020 r.: 1,2 mld euro). Na tę sumę składa się 1,5 mld euro w nieruchomościach mieszkaniowych i ok. 200 mln euro w obiektach handlowych. Wartość zarządzanych aktywów, pozostała na niezmienionym poziomie 1,3 mld euro. Z tego 1,2 mld euro przypada na portfel własny, natomiast około 100 mln euro zarządzanych jest w ramach zleceń podmiotów zewnętrznych.

W 2021 r. kontynuowaliśmy ekspansję, mimo że nadal utrzymywały się trudności spowodowane pandemią. Przygotowaliśmy szereg nowych projektów, a jednocześnie poczyniliśmy znaczne postępy w realizowanych obecnie inwestycjach mieszkaniowych. Rozwój naszej działalności zagranicznej przewyższa obecnie poziom inwestycji na rodzimym rynku niemieckim. W ostatnich latach rozpoczęliśmy wiele nowych projektów w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce, komentuje Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate.

Rozwój budownictwa mieszkaniowego pozostaje głównym filarem strategii Trei
Portfel projektów deweloperskich dla nieruchomości mieszkaniowych wzrósł o 50% w porównaniu z rokiem poprzednim, do 1,5 mld euro. Deweloper aktualnie ma 6 000 mieszkań w fazie planowania lub w budowie. Najważniejszymi rynkami dla firmy Trei pod względem rozwoju budownictwa mieszkaniowego pozostają Niemcy, a następnie Stany Zjednoczone i Polska.

Osiedle Bacciarellego 54 we Wrocławiu

Szczególnie w drugiej połowie roku wzmocniliśmy obecność w Stanach Zjednoczonych, gdzie nabyliśmy nowe grunty i rozpoczęliśmy inwestycje mieszkaniowe. W 2021 r. dzięki projektowi w Charlotte ukończyliśmy i sprzedaliśmy nasz pierwszy projekt w u USA. Obecnie w budowie mamy trzy inwestycje wielorodzinne – w Charleston w Karolinie Południowej, w Charlotte, w Karolinie Północnej oraz Nashville w stanie Tennessee. Ponadto rozpoczęliśmy prace na czterech kolejnych działkach zlokalizowanych w Cary (Karolina Północna), Charleston/SC i Nashville/TN, dodaje Pepijn Morshuis.

W Niemczech projekt mieszkaniowy „Port-o-Prenz” w Berlinie, ukończony pod koniec 2020 r., zyskał komplet najemców. Kolejne dwie inwestycje w tym mieście, jedna przy Winsstrasse, a druga przy Fürstenberger Strasse, zostaną oddane do użytku pod koniec 2022 r. Łącznie te trzy projekty dostarczą około 550 mieszkań. Trei realizuje również inwestycje w Berlinie, Hamburgu, Moguncji, Monachium, Wiesbaden i Düsseldorfie, które są w fazie planowania lub w trakcie budowy.

Osiedle Kraft w Łodzi

Równocześnie firma kontynuuje ekspansję w Polsce, gdzie aktualnie realizuje dwie inwestycje mieszkaniowe. Pierwsza, zlokalizowana jest we Wrocławiu, gdzie w budowie jest już czwarty i ostatni etap osiedla Bacciarellego 54, a całość inwestycji dostarczy 277 mieszkań. Drugie osiedle mieszkaniowe – Kraft na łódzkim Teofilowie – zaoferuje 550 mieszkań. Deweloper rozpoczął tu drugi z czterech etapów budowy. Kolejne trzy projekty, zlokalizowane w Warszawie, Poznaniu i podwarszawskim Milanówku są w przygotowaniu.

„Widzimy w tym kraju duży potencjał. W ubiegłym roku rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce pobił wszelkie rekordy. Popyt na nowoczesne mieszkania jest ogromny, podczas gdy podaż nadal jest raczej niewielka”, podsumowuje Pepijn Morshuis.

Dalszy rozwój w sektorze parków handlowych

Obok budowy nieruchomości mieszkalnych, projekty handlowe stanowią około 200 mln euro portfela deweloperskiego Trei. Firma aktualnie posiada 39 Vendo Parków w Polsce, Czechach i na Słowacji. W 2021 r. polska spółka Trei wybudowała, skomercjalizowała i otworzyła osiem Vendo Parków zlokalizowanych w Zielonce, Piekarach Śląskich, Koszalinie, Myśliborzu, Oświęcimiu, Inowrocławiu, Chorzowie i Radzyminie. Tym samym wzmocniła krajowe portfolio parków handlowych do 29 obiektów. Od listopada Trei rozwija część parków handlowych w Polsce wraz ze swoim partnerem joint venture, inwestorem Patron Capital Partners.

Parki handlowe, które budujemy pod marką Vendo Park pozostają ważnym elementem naszej strategii. Popyt na tego typu obiekty okazał się silniejszy niż oczekiwaliśmy, szczególnie w mniejszych miastach Polski. Choć wkrótce osiągniemy cel 50 Vendo Parków w naszym portfelu właścicielskim, czyli o 10 więcej niż pierwotnie planowaliśmy, to widzimy potencjał do dalszego rozwoju w Polsce. Planujemy budowę od 15 do 20 kolejnych Vendo Parków wraz z naszym partnerem Patron Capital, komentuje Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający, Trei Real Estate Poland.

W listopadzie ubiegłego roku Trei i Patron Capital utworzyły spółkę joint venture o wartości 140 mln euro na realizację nowych parków handlowych w naszym kraju. Z kolei w grudniu 2021 r. deweloper uzyskał finansowanie w wysokości 27,5 mln EUR od Pekao. Pozyskany kapitał dłużny jest przeznaczony na dalszą ekspansję firmy w Polsce, w tym na inwestycje mieszkaniowe oraz budowę Vendo Parków. Zabezpieczeniem kredytu jest siedem parków handlowych z portfela Trei zlokalizowanych nad Wisłą.

Istniejący portfel nieruchomości z naciskiem na Niemcy i Polskę

Aktywa zarządzane przez spółkę Trei Real Estate to 324 nieruchomości, których łączna wartość wynosi 1,3 mld euro. Większość z nich (prawie 80%) zlokalizowana jest w Niemczech i Polsce.

Rozliczenie kryptowalut w Polsce, a w innych jurysdykcjach podatkowych

Osoby obracające wirtualną walutą dobrze wiedzą jak duże problemy ze zrozumieniem charakteru tego obrotu mieli regulatorzy prawa w Polsce. Największym nonsensem było opodatkowanie podatkiem od czynności cywilnoprawnych każdego dokonanego obrotu. Twórcy tego regulacyjnego bubla przyznali się do błędu i poprawili prawo. Czy odpowiada ono na realia rynku i jest zadawalające dla handlujących bitcoinem zarówno profesjonalnie jak i amatorsko? A jak do rozliczeń kryptowalut podchodzi się w innych krajach?

Polski chaos regulacyjny

W marcu 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że przychód ze sprzedaży bitcoina należy zakwalifikować jako przychód ze sprzedaży praw majątkowych (sygn. akt II FSK 488/16). Już miesiąc później Ministerstwo Finansów wydało komunikat, w którym w ślad za wyrokiem NSA ogłosiło, że zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 1b i 2b ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, każdorazowa sprzedaż lub zamiana kryptowaluty będzie podlegać 1% podatkowi od czynności cywilnoprawnych, tak jak podlega mu sprzedaż lub zamiana innych praw majątkowych.

Tyle, że ministerstwo nie rozumiało specyfiki obrotu wirtualną walutą. Charakteryzuje się on bowiem tym, że jedna osoba dokonuje jednego dnia nawet tysiące zautomatyzowanych transakcji, za każdym razem zarabiając, albo tracąc na kryptowalutowym handlu. Przy opodatkowywaniu 1% wartości obrotu każdej wymiany/kupna/sprzedaży bitcoina podatnik musiałby najpewniej dopłacać do swojego biznesu, bo tak ustalane obciążenia podatkowe wielokrotnie przekraczałyby wartość osiągniętego dochodu. Poza tym trudne do wyobrażenia byłoby składanie w urzędzie skarbowym deklaracji PCC z wykazanymi wielotysięcznymi transakcjami obrotu wirtualną walutą. Jednocześnie nie wolno zapomnieć o podatku dochodowym, którego fiskus też się domagał.

Przychody z kapitałów pieniężnych

Od 2019 r. przychody z obrotu kryptowalutami są zaliczane do źródła przychodów z kapitałów pieniężnych, a dochód z tego źródła jest opodatkowany stawką 19%. Wirtualnych walut nie można rozliczać w ramach działalności gospodarczej, a jedynie osobno, jako odrębne źródło przychodu w deklaracji PIT-38. Podatek można pomniejszyć o dające się przypisać do tego źródła, udokumentowane koszty uzyskania przychodu.

Na szczęście dla kryptowalutowych graczy, w odróżnieniu od pomysłów Ministerstwa Finansów z 2018 r., opodatkowaniu nie podlega każdy obrót ethereum, czy bitcoinem, a jedynie ich odpłatne zbycie. Zgodnie z art. 17 ust. 1f ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, przez odpłatne zbycie waluty wirtualnej rozumie się jej wymianę na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna, lub regulowanie innych zobowiązań walutą wirtualną. Opodatkowaniu podatkiem dochodowym nie będzie więc podlegać wymiana jednej kryptowaluty na inną.

W Polsce, tak jak i w pozostałych krajach członkowskich Unii Europejskiej, po wyroku TSUE z 22 października 2015 r., handel kryptowalutą jest zwolniony z opodatkowania VAT.

Estonia legalnym rynkiem dla kryptowalutowych firm

Jednym z państw szeroko otwierających ramiona dla handlujących wirtualną walutą jest Estonia. Jej prawo oferuje możliwość założenia firmy trudniącej się licencjonowanym obrotem kryptowalutą. Przy czym w Estonii nie ma de facto podatku dochodowego od osób prawnych. Podlegają mu jedynie wypłacone ze spółki zyski. Podatek ten wynosi 20% z 20/80 wypłaconego zysku netto. Firma może więc nie płacić podatków dopóty, dopóki inwestuje osiągane dochody w dalszą działalność.

Portugalska miłość do bitcoina

Władze Portugalii oznajmiły, że wirtualne waluty będą traktowane w ich kraju jak każda inna klasyczna waluta. W 2016 r. tamtejsze ministerstwo finansów oświadczyło, że handel detaliczny kryptowalutami nie będzie podlegał opodatkowaniu. Jedynie dokonane w jego ramach transakcje lub dochody uzyskane z działalności zawodowej są opodatkowane. Tak więc jedynie przedsiębiorca zmuszony jest do zapłaty podatku uzależnionego od wypracowanego w obrocie kryptowalutą zysku.

W kwietniu 2020 r. Portugalia przyjęła „Przejściowy plan działań cyfrowych” tworzący przyjazne środowisko dla innowacji cyfrowych, w tym wolne strefy technologiczne z pakietem zachęt dla rozwoju technologii blockchain.

W ramach programu NHR (Non-Habitual Residency) nowi rezydenci podatkowi Portugalii mogą korzystać z obniżonych stawek opodatkowania oraz niektórych zwolnień i ulg dla inwestorów zagranicznych. Warunkiem uznania za nowego rezydenta brak rezydentury w Portugalii przez 5 ostatnich lat. System NHR jest uznawany za jeden z najbardziej konkurencyjnych systemów podatkowych dla ekspatów i innych inwestorów indywidualnych. Oferuje zwolnienie z opodatkowania dochodów kapitałowych (odsetek i dywidend) oraz zysków kapitałowych ze sprzedaży papierów wartościowych pochodzących z zagranicy, pod warunkiem spełnienia pewnych wymogów.

Ponieważ wszystkie umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania zawarte przez Portugalię, zgodnie z Modelową konwencją OECD w sprawie podatku od dochodu i majątku, zezwalają państwu źródła na opodatkowanie dywidend i odsetek, w Portugalii nie jest należny żaden PIT w ramach systemu NHR.

Natomiast w odniesieniu do zysków kapitałowych ze zbycia aktywów finansowych uzyskanych poza terytorium Portugalii, większość zawartych przez nią umów o unikaniu podwójnego opodatkowania (jak również Modelowa konwencja OECD w sprawie podatku od dochodu i majątku) nie zezwala państwu źródła na opodatkowanie takiego dochodu, co oznacza, że z reguły będzie on opodatkowany w Portugalii według stawki 28% (która może zostać podwyższona do 35%, jeżeli dochód został uzyskany w rajach podatkowych). Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą obniżyć swoje zobowiązanie podatkowe dzięki 50% uldze, zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej nr C(2003) 1422 – zaznacza Agnieszka Stachurska, dyrektor Biura Rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Niemcy

Podobnie jak pod jurysdykcją portugalską, również za naszą zachodnią granicą obrót detaliczny bitcoinem przez osoby fizyczne dokonywany poza prowadzoną działalnością gospodarczą, zwolniony jest z opodatkowania. Warunkiem jest posiadanie kryptowaluty co najmniej przez rok. W przeciwnym razie sprzedając w Niemczech kryptowalutę podatnik zapłaci podatek od zysków kapitałowych liczony od kwoty transakcji przekraczającej 600 euro. Przedsiębiorcy trudniący się profesjonalnie obrotem kryptowalutą muszą odprowadzać podatek dochodowy od każdej transakcji, bez względu na jej wartość.

0% podatku na Wyspie Afrodyty

Stawka efektywnego opodatkowania zysku z handlu wirtualną walutą na Cyprze wynosi… 0%. Tak, to prawda. Zgodnie bowiem z tamtejszymi przepisami fiskalnymi cypryjski podatek od zysków z handlu akcjami lub innymi papierami wartościowymi, w tym forex lub bitcoinami, wynosi 0%”. Na Cyprze można więc obracać kryptowalutą bez podatku, bez znaczenia, czy występujemy jako osoba fizyczna, czy jako firma. Decydując się na założenie spółki na Wyspie Afrodyty przedsiębiorca będzie zobowiązany do ponoszenia ciężaru zryczałtowanego podatku korporacyjnego w wysokości 12,5% od wszystkich dochodów, jednak w podstawie opodatkowania nie znajdą się zyski wypracowane z handlu wirtualną walutą, jako niewygenerowane na terytorium Cypru.

Malta też kocha bitcoina

Były premier Malty Joseph Muscat już w lutym 2017 r. w przemówieniu skierowanym do całej Unii Europejskiej namawiał, by Europa stała się kontynentem bitcoina. Szansy dla małej wyspy na Morzu Śródziemnym upatrywał w rozwoju sektora technologii blockchain i branży finetech. Pomimo zmiany rządu w 2020 r. maltańskie władze nadal podążają w kierunku tworzenia środowiska przyjaznego dla rozwoju tej technologii, traktując kryptowaluty jako pełnoprawny środek rozliczeniowy.

Choć generalnie stawka opodatkowania wypracowanych pod maltańską jurysdykcją dochodów wynosi 35%, to jednak dzięki systemowi tzw. pełnej refundacji, podatek zapłacony przez spółkę zostaje zaliczony na poczet podatku płaconego przez udziałowców w momencie wypłaty dywidendy. Dlatego też efektywna stawka opodatkowania CIT spółek na Malcie może wynosić jedynie ok 5%. Co do PIT – w systemie podatkowym Malty dochody rezydentów uzyskane poza jej terytorium są z niego zwolnione.

Podsumowanie

To, która jurysdykcja będzie najbardziej opłacalna dla osoby handlującej bitcoinem zależy przede wszystkim od dwóch czynników, tj. czy obrót kryptowalutą prowadzi przedsiębiorca, czy niebędąca nim osoba fizyczna, oraz jakie koszty przeniesienia działalności i zmiany rezydencji jest w stanie ponieść. Dlatego kryptowalutowcy poszukujący alternatywy dla Polskiego Ładu, przed dokonaniem wyboru powinni przeprowadzić analizę własnej sytuacji materialno-prawnej, najlepiej nie tylko ze specjalistą od rozliczania wirtualnych walut, ale i z ekspertem od zagranicznych spółek i rachunków bankowych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

GfK: polscy konsumenci poszukują wygodnych i prostych rozwiązań

Wygoda była najważniejszym trendem konsumenckim w 2021 roku – wynika z najnowszego badania „Consumer Life” zrealizowanego przez GfK. Połowa Polaków deklaruje, że aktywnie szuka sposobów, aby ułatwić sobie życie. Chcemy zaoszczędzić czas, nawet kosztem większych nakładów finansowych. Coraz chętniej korzystamy więc z takich technologii jak sterowanie głosem czy inteligentne algorytmy.

Dynamiczny postęp technologiczny oraz rozwój e-commerce skutecznie przyzwyczajają konsumentów do łatwych i szybkich rozwiązań. W efekcie już 48 proc. Polaków deklaruje, że zawsze poszukuje sposobów, aby ułatwić sobie życie. – Chętnie korzystamy z nowoczesnych rozwiązań, które pozwalają nam zaoszczędzić czas. Pandemia i związane z nią wyzwania sprawiły, że poszukujemy udogodnień, nawet jeśli wymagają one większych nakładów finansowych. Już co trzeci konsument jest gotowy zapłacić więcej za tego typu produkty. Dla porównania, rok wcześniej taką deklarację składał co czwarty Polakmówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Polacy nie boją się technologii

W następstwie popularyzacji trendu „wygodnego życia” konsumenci coraz częściej sięgają po nowinki technologiczne. Obecnie ponad 20 proc. nabywców chce korzystać z technologii głosowej wszędzie, gdzie jest to możliwe, zamiast wprowadzania tekstu na klawiaturze lub naciskania przycisków. – Polacy nie boją się technologii i chętnie uczą się nowych rzeczy. Z badania „Consumer Life” wynika, że już ponad 30 proc. nabywców w ostatnim czasie użyło sterowania głosem na smartfonie. Doceniamy także inteligentne algorytmy, które obserwują nasze wybory zakupowe, a następnie rekomendują nam odpowiednie produkty i usługi. Oczywiście znaczną część zwolenników technologii stanowią młodzi Polacy. Jednak co ciekawe, takie rozwiązania docenia coraz więcej osób z pokolenia „baby boom”, czyli obecnych sześćdziesięciolatków – zauważa Dominika Grusznic-Drobińska.

Ważna dostępność 24/7

Według danych GfK, konsumenci przyzwyczaili się do zakupów online oraz oczekują bezpośredniego dostępu do produktów i usług. Dotyczy to również produktów spożywczych. – Polakom zależy, aby sklepy były dla nich dostępne o każdej porze. Co więcej, chętnie skorzystają z produktu lub usługi niższej jakości, jeżeli będą dostępne wtedy, kiedy ich potrzebują. Marki uważnie obserwują te wybory i wprowadzają coraz to nowsze udogodnienia dla klientów. Przykładem jest q-commerce, czyli „quick commerce”, w którym czas trwania dostawy liczony jest w godzinach, a nawet minutachwyjaśnia Dominika Grusznic-Drobińska.

Co natomiast zniechęca konsumentów do zakupów? Zdaniem ekspertki GfK jednym z takich czynników jest zbyt duży wybór. – Nabywcy podkreślają, że łatwiej im podjąć decyzję o zakupie, kiedy mają mniej możliwości wyboru. Jest to szczególnie ważne przy droższych produktach, takich jak sprzęt RTV&AGD, meble czy samochód. 27 proc. Polaków odczuwa wówczas nadmiar informacji – dodaje Dominika Grusznic-Drobińska.

Dolar znów rośnie w siłę, ropa znów szaleje, rusza wymiana hrywien w bankach

Bardzo długo w USA starano się unikać tematu podnoszenia stóp procentowych, by nie umocnić dolara, jednak ostatecznie nie udało się tego uniknąć. Wygląda na to, że wchodzimy w prawdziwy cykl.

Dolar znów rośnie w siłę

Amerykańska waluta od kilku dni zyskuje na wartości. Powodem są przewidywania względem znacznie większego, niż dotychczas szacowano, wzrostu stóp procentowych. Mówi się o tym, że do końca półrocza USA podniesie stopy procentowe jeszcze dwa razy o 0,5%, a do końca roku jeszcze 4 razy po 0,25%, finalnie osiągając 2,25%. Dlaczego spodziewanych jest 6 podwyżek? Dlatego, że Federalny Komitet Otwartego Rynku spotyka się dwa razy na kwartał, a nie co miesiąc. To właśnie 6 spotkań pozostało do końca roku. Podejście to potwierdza wczorajsza wypowiedź szefa Rezerwy Federalnej Jerome Powella. Powiedział on, że poprze podwyżkę o 0,5% w maju oraz zapowiedział ostrzejszą walkę z inflacją.

Ropa znów szaleje

Jeżeli komuś się wydaje, że pożegnaliśmy rekordowe ceny paliw, to niestety jest mocno w błędzie. Od tygodnia ropa niespodziewanie opuściła okolice 100 dolarów za baryłkę i dzisiaj zameldowała się już tuż poniżej 120 dolarów. Reakcję widać na hurtowych cenach paliw. Hektolitr podrożał już prawie 600 zł, to oznacza prawdopodobnie około 60 groszy droższe paliwo. Jak widać, oprócz taniego paliwa pożegnaliśmy się również ze stabilnymi cenami. Powodem wzrostów jest oczywiście strach przed odcięciem Rosji i brak alternatyw. Konkretnie jest to brak innych dyktatorów, którzy objęci są sankcjami już teraz, którym można pozwolić eksportować surowiec, by odciąć kolejnego dyktatora.

Rusza wymiana hrywien w bankach

Temat nie dotyczy co prawda rynków. Rozwiązuje on natomiast palący problem, który wciąż ma wielu ukraińskich uchodźców. Hrywna mianowicie nie jest bardzo popularną walutą, stąd olbrzymie problemy z jej sprzedażą. Szczególnie po rozsądnym kursie. Szkoda, że rozwiązanie problemu trwało niemal miesiąc, ale dobrze, że w ogóle się pojawia. Od piątku na razie tylko PKO BP (ale niewykluczone, że dołączą również inne banki) ruszą ze skupem ukraińskiej hrywny. Nie znamy dokładnego kursu, ale podobno ma to być zaokrąglony kurs rynkowy. Biorąc pod uwagę, że stacjonarne kantory potrafiły mieć ponad ⅓ marży, jest bardzo wątpliwe, by to rozwiązanie nie było zdecydowanie lepsze. Ma też wadę w postaci limitu kwotowego. Jest to 10 000 hrywien, czyli w zależności od przyjętego kursu 1300-1500 zł na dorosłego. Pozwoli to zatem zaspokoić podstawowe potrzeby.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Konkretny Powell bez wpływu na rynki

Na poniedziałkowym wystąpieniu podczas konferencji zorganizowanej przez National Association for Busienss Economics prezes Fed przedstawił argumenty przemawiające za serią podwyżek stóp procentowych oraz za podjęciem istotnych kroków w celu zmniejszenia bilansu banku centralnego. Na pytanie, co mogłoby powstrzymać Komitet Otwartego Rynku Fed przed podniesieniem stopy funduszy federalnych o 50 punktów bazowych od razu (zamiast zwyczajowych 25 punktów bazowych) na następnym posiedzeniu (4 maja), przewodniczący Jay Powell odpowiedział jednoznacznie: „Nic!”.

Trzeba sobie zdać sprawę, że taki ruch w tym momencie nie jest jeszcze przesądzony. Do maja może wiele się wydarzyć pod kątem gospodarczym oraz (głównie) na froncie wojennym. Pewne jest jednak to, że przewodniczący Fed chciał już teraz przygotować rynek i opinię publiczną na taki krok. Zatem wszystkie głosy, które słyszeliśmy od ostatniego posiedzenia w kierunku szybszego cyklu stóp procentowych, nie były jastrzębimi opiniami mniejszości, ale należy je traktować poważnie. Powell nie podziela obaw niektórych obserwatorów rynku, że amerykańska Rezerwa Federalna może doprowadzić do załamania gospodarki tak szybkimi podwyżkami stóp, ale wskazuje na rynek pracy, który – jego zdaniem – jest obecnie w dobrej kondycji. Powell jest przekonany, że tym razem – inaczej niż w przeszłości – Fed poradzi sobie ze spowolnieniem bez natychmiastowego zatrzymania gospodarki.

Obraz, który przywołuje szef Fed-u to gospodarka amerykańska ponownie uwikłana w stary konflikt między rozgrzaną gospodarką a nadmierną inflacją oraz Rezerwa Federalna, która przeprowadza ją przez ten konflikt za pomocą wystarczająco restrykcyjnej polityki monetarnej (w tym realnych stóp procentowych powyżej długoterminowych „normalnych” poziomów). Takiego stanu rzeczy nie widzieliśmy od 2008 roku.

Patrząc na rynek obserwujemy, że on nie do końca w to wierzy. Rynek pieniężny oczekuje spadku stopy funduszy federalnych ponownie w 2024 roku.

Przyczyn inflacji w USA należy szukać nie tylko w sytuacji gospodarczej ale może przede wszystkim w przesunięciach popytu spowodowanych zmianą wzorców konsumpcji w czasie pandemii oraz wąskich gardłach podaży. Teraz do tego dochodzi wojna i tlący się na horyzoncie kryzys energetyczny a może jeszcze bardziej niebezpieczny kryzys żywnościowy.

Rynek nie upatruje nowej siły dolara po jastrzębich słowach Powella Czy oznacza to, że podchodzi sceptycznie do wszystkich słów Powella? Dolar umocnił się kosmetycznie wczoraj popołudniu. Zmienność na głównej parze walutowej była symboliczna, można zaryzykować również stwierdzenie, że prawie jej nie było.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Grupa ORLEN rozpoczyna produkcję tworzyw z wykorzystaniem przepracowanych olejów spożywczych

Czeski zakład ORLEN Unipetrol w Litvinovie uzyskał certyfikację  umożliwiającą produkcję petrochemiczną z wykorzystaniem uwodornionych olejów roślinnych (HVO). Częściowe zastąpienie ropy naftowej alternatywnym surowcem umożliwia redukcję emisji i jest odpowiedzią na oczekiwania regulacyjne i rynkowe. Równolegle z rozpoczęciem przetwarzania HVO w Czechach, Grupa ORLEN rozwija innowacyjną technologię uwodornienia przepracowanych olejów spożywczych w rafinerii w Płocku.

Uwodornione oleje roślinne (HVO) są bio-surowcem, który może zastępować ropę naftową, jako wsad do produkcji biokomponentów do paliw oraz monomerów i polimerów. Do wytwarzania HVO można wykorzystywać między innymi powszechnie dostępne zużyte oleje posmażalnicze pochodzące z branży gastronomicznej i hotelarskiej, traktowane dotychczas jako materiały odpadowe. W ramach testów prowadzonych w zakładzie ORLEN Unipetrol w Litvinovie potwierdzono, że produkty uzyskiwane z użyciem HVO mają takie same właściwości jak materiały w całości wykonane z surowców konwencjonalnych.

– Zrównoważone inwestycje w segmencie petrochemicznym są kluczowym elementem strategii ORLEN2030, przybliżającym koncern do osiągnięcia neutralności emisyjnej. Wspieramy rozwój gospodarki w obiegu zamkniętym poprzez kolejne inwestycje w produkcję biomateriałów oraz wykorzystanie surowców z recyklingu. Do 2030 roku Grupa ORLEN osiągnie moce w recyklingu – przede wszystkim plastików – na poziomie do 0,4 mln ton – mówi Tomasz Wiatrak, Prezes Zarządu ORLEN Unipetrol.

– Po pierwszych testach oraz pomyślnym przejściu procesu certyfikacyjnego zrealizowaliśmy kolejne testy produkcyjne, w których uzyskaliśmy bio-cyrkularny polipropylen, tworzywo powszechnie wykorzystywane w branży budowlanej, motoryzacyjnej i opakowaniowej. Metoda ta może jednak posłużyć również do produkcji polietylenu, etylenu czy benzenu. Ze 100 ton materiału wsadowego uzyskaliśmy 95 ton certyfikowanego tworzywa. Obecnie jesteśmy w stanie przetwarzać ok. 5 tysięcy ton HVO rocznie, ale wkrótce nasze zdolności produkcyjne mają się podwoić – mówi Martin Růžička, dyrektor ds. rozwoju, technologii i efektywności w Grupie ORLEN Unipetrol.

Wyprodukowany w Czechach bio-cyrkularny polipropylen będzie wykorzystywany do dalszych testów i badań realizowanych we współpracy z wybranymi odbiorcami, którzy również są zobowiązani do przejścia procesu certyfikacyjnego, tak by cały łańcuch wartości był zgodny z założeniami certyfikacji. Zakończenie tego procesu umożliwi rozpoczęcie produkcji na skalę komercyjną.

Zgodnie ze strategią ORLEN2030 koncern realizuje szereg projektów w obszarze biopaliw, biomateriałów i recyklingu, wpisujących się w założenia gospodarki cyrkularnej. Technologie wykorzystujące uwodornione oleje roślinne zostaną również wdrożone w zakładzie PKN ORLEN w Płocku. Do 2024 roku powstanie tam instalacja HVO, w której na skalę przemysłową wprowadzona zostanie technologia uwodornienia oleju rzepakowego, oleju posmażalniczego (UCO) lub ich mieszanek. Produkt końcowy będzie stosowany jako dodatek do oleju napędowego lub paliwa lotniczego JET. Wydajność instalacji HVO może wynieść około 300 tys. ton uwodornionego oleju rocznie. To ekologiczne i innowacyjne rozwiązanie, zgodnie ze strategią ORLEN2030, wzmocni pozycję koncernu na rynku biopaliw. Szacowana wartość inwestycji to ok. 600 mln złotych.

Inwestycje wykorzystujące przetworzone oleje realizowane są również w biorafinerii ORLEN Południe w Trzebini. W listopadzie 2021 roku spółka podpisała umowę na budowę instalacji do produkcji i destylacji UCO FAME, która z olejów posmażalniczych i tłuszczów zwierzęcych będzie produkować 30 tys. ton estrów drugiej generacji oraz 7 tys. ton gliceryny technicznej rocznie. Inwestycja zostanie zrealizowana w pierwszym kwartale 2023 roku, a jej wartość jest szacowana na ok. 127.5 mln złotych.

W biorafinerii ORLEN Południe powstały również instalacje ekologicznego glikolu propylenowego produkowanego z roślin oleistych oraz kwasu mlekowego powstającego z melasy cukrowej.

W ORLEN Unipetrol w Litvinovie trwają testy recyklingu chemicznego z wykorzystaniem pirolizy, czyli rozkładu termicznego surowców w wysokich temperaturach. Technologia ta pozwoli wykorzystywać surowce odpadowe, takie jak tworzywa sztuczne do produkcji węglowodorów dla instalacji petrochemicznych.

TenderHut zamyka rok z przychodem 61 mln zł

Notowana na NewConnect, Grupa Kapitałowa TenderHut uzyskała w ubiegłym roku skonsolidowane przychody na poziomie 61 mln zł, co stanowi wzrost o 30% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. EBITDA za poprzedni rok wyniosła 6,7 mln zł, co oznacza spadek o 23% r/r.  Skonsolidowany zysk netto w 2021 roku spadł o 25% w stosunku do roku poprzedniego i wyniósł 4,4 mln zł. 

2021 rok dla technologicznej Grupy TenderHut stanowił ważny okres w rozwoju. W kwietniu grupa zadebiutowała na warszawskim rynku alternatywnym – NewConnect. Dwa miesiące później TenderHut przejął 100% udziałów programistycznej spółki Evertop, a także zainwestował w platformę crowdfundingową StockAmbit. Dodatkowo dwa start-upy wchodzące w skład grupy z sukcesem zakończyły rundy finansowania społecznego, zbierając z rynku kolejno 1,7 mln zł (Holo4Med) oraz 2,35 mln zł (Zonifero). W 2021 roku odbyła się także emisja akcji TenderHut przeprowadzona w okresie od 13 lipca do 12 października. Zakończyła się pozyskaniem do spółki nowego kapitału w kwocie 6,7 mln zł. Zgodnie z założeniami emisji serii D1 oraz strategii TenderHut pozyskany kapitał przeznaczony zostanie na realizację planów akwizycyjnych, których efekty można obserwować już w pierwszym kwartale roku 2022.

– Pod względem tempa rozwoju Grupa TenderHut utrzymała w ubiegłym roku wysoką dwucyfrową dynamikę wzrostu sprzedaży, z czego jestem bardzo zadowolony. Tak dobry wynik był zasługą zarówno silnego rozwoju organicznego, jak również efektem przeprowadzonej akwizycji. Zauważalny był jednak spadek rentowności niektórych obszarów naszej działalności, co skutkowało ujemną dynamiką zysków – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut.

Jak podaje zarząd spółki, odnotowany spadek rentowności niektórych obszarów działalności spowodowany był dwoma głównymi czynnikami. Z jednej strony, miało to związek ze wzrostem kosztów osobowych obserwowanym w całej branży informatycznej, z drugiej zaś były to zwiększone inwestycje w rozbudowę kadr, które będą kluczowe dla utrzymania dalszego tempa rozwoju i pozycji rynkowej w kolejnych latach.

Zadanie związane z utrwaleniem dalszego dynamicznego wzrostu, wspierane jest obecnie przez dwóch nowo pozyskanych i bardzo doświadczonych menagerów. W ubiegłym roku stanowisko COO całej Grupy TenderHut objął Piotr Bieńko wzmacniając nadzór i efektywność operacyjną spółek zależnych. Z kolei, za rozwój i zarządzanie sprzedażą całej grupy odpowiedzialny jest Bob Poole, który objął stanowisko CSO w Grupie TenderHut.  – Liczymy na to, że międzynarodowe doświadczenie nowego szefa sprzedaży wzmocni grupę we wszystkich trzech głównych liniach biznesowych. Jestem przekonany, że szybciej niż kiedykolwiek będziemy umacniali naszą pozycję na rynkach zagranicznych rozwijając globalną sieć sprzedaży Grupy TenderHut, co w konsekwencji pomoże nam zrealizować ambitne cele, jakie postawiliśmy sobie w Grupie na 2022 rok – podsumowuje Strzelecki.

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, działająca w szeroko rozumianym sektorze IT. Spółka rozwija się w oparciu o 3 filary działalności: outsourcing IT (Software Design and Development), wdrażanie systemów laboratoryjnych (Lab Systems) oraz Venture Building. W skład grupy wchodzi 15 spółek, w tym 5 podmiotów zagranicznych. W segmencie Software Design and Development spółka działa za pośrednictwem firm SoftwareHut, Evertop, BrainHint (systemy IT), ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Segment Lab Systems reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W segmencie Venture Building spółka rozwija głównie startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i HRTech – Grow Uperion.

Wojna w Ukrainie. Świat się jednoczy.

Mamy do czynienia z przyspieszeniem w transformacji geopolitycznej w skali globalnej. Zachód, wspólnota demokratyczna, zjednoczyła się w pomocy Ukrainie i w oporze wobec rosyjskiego agresora oraz rosyjskiej dominacji w regionie Azji i Europy. To ma ogromne konsekwencje. To także oznacza, że zjednoczona i skuteczna wspólnota państw demokratycznych – to taka, która potrafi odciąć wielkie mocarstwo, jakim mieni się być Rosja, od światowego obiegu finansowego, od światowego obiegu gospodarczego i światowego obiegu społecznego, politycznego.

– Ta wspólnota jest także w stanie w sposób skoordynowany i skonsolidowany konkurować z wielkim, rosnącym hegemonem – jakim mieni się być Chińska Republika Ludowa. To jest sytuacja bez precedensu i widać, że nie tylko Rosjanie, zwłaszcza elity władzy w Rosji, mają poważne powody by sądzić, że ich kres nadchodzi – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Także Chińczycy mają prawo oczekiwać, że wobec ewentualnych agresywnych działań wobec Tajwanu czy sąsiadów Chin, czy także wewnętrznych – wobec mniejszości religijnych czy narodowych, wobec Tybetu – społeczność międzynarodowa będzie bardziej skonsolidowana i bardziej jednomyślna. To jest niezwykła przemiana. Niezwykła przemiana, która jest wewnętrzną przemianą w społeczności demokratycznych państw świata – stwierdza Cydejko.

Polska na 11. pozycji w rankingu “Women in Work Index”. To jeden z lepszych wyników w regionie

W najnowszym rankingu przygotowanym przez PwC – Women in Work Index, oceniającym sytuację kobiet na rynku pracy w krajach OECD, Polska znalazła się na 11 miejscu. To znacznie wyżej niż inne państwa naszego regionu, takie jak: Węgry (22), Czechy (21), Estonia (17) czy Słowacja (25). Wyjątkiem jest Słowenia, która ponownie znalazła się na ostatnim miejscu podium, tym razem za Nową Zelandią i Luksemburgiem.

Przygotowywany co roku przez PwC raport „Women in Work Index” to analiza rynków pracy w 33 państwach OECD pod kątem warunków pracy dla kobiet i ich aktywności zawodowej. W tym roku obchodzimy jego dziesięciolecie. Pod uwagę brane są takie czynniki jak: różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn (gender pay gap), wskaźnik zatrudnienia i stopa bezrobocia w obu grupach, liczba osób pracujących w pełnym wymiarze godzin i na część etatu. Obecna edycja raportu PwC obejmuje dane za 2020 r. i daje nam możliwość przeanalizowania wpływu pandemii COVID-19 na życie kobiet, miejsca pracy i dobrobyt gospodarczy.

Zgodnie z opublikowanymi w raporcie danymi luka płacowa w Polsce na przestrzeni ostatnich lat uległa zmniejszeniu. Według zaktualizowanych danych Eurostatu i OECD gender pay gap, czyli zróżnicowanie wynagrodzenia ze względu na płeć, w Polsce wynosił w 2020 r. 6,5%, a w 2019 r. 8,5%. Jak podkreślają eksperci PwC, nie oznacza to, że luka na poziomie 6,5% w pełni oddaje skalę tego zjawiska, jest raczej pokazaniem trendu. Dane Eurostatu, na których w głównej mierze bazuje analiza PwC, mierzy różnicę w średnich godzinowych zarobkach wszystkich pracowników płci męskiej i żeńskiej dla wszystkich sektorów, oprócz rolnictwa i administracji publicznej. Warto nadmienić, że jest to tylko jeden ze stosowanych sposobów kalkulacji luki płacowej. Często występującym alternatywnym sposobem oceny luki płacowej jest uwzględnienie obiektywnych kryteriów, które obejmują wymogi związane z wykształceniem, wymogi zawodowe i szkoleniowe, umiejętności, wysiłek i odpowiedzialność, wykonywaną pracę oraz charakter wiążących się z nią zadań. Takie podejście znajdziemy m.in. w propozycji dyrektywy Equal Pay czy metodykach certyfikacji równości wynagrodzeń.

“Dlatego dla firm powinno stać się bardzo ważne – precyzyjne przyjrzenie się sprawie równych płac między kobietami i mężczyznami. W dojrzałych gospodarkach wchodzą w życie już stosowne regulacje i w ich oczekiwaniu polscy szefowie firm powinni rozważyć już teraz modyfikację swoich polityk wynagrodzeń” – mówi Katarzyna Komorowska, partnerka PwC Polska z zespołu People & Organization.

W najnowszym zestawieniu za 2020 r. gender pay gap Polskę wyprzedzają jedynie Luksemburg (1,3%), Grecja (3,6%), Nowa Zelandia (4,6%), Belgia (5%) i Włochy (5,5%). Autorzy raportu podkreślają, że na poziom luki płacowej wpływ ma co najmniej kilka czynników, w tym te makroekonomiczne. Niższa luka płacowa występuje w krajach, w których m.in. jest wyższy PKB, wyższe wydatki publiczne na świadczenia rodzinne oraz duży odsetek kobiet prowadzących własny biznes. Z kolei negatywny wpływ na lukę płacową mogą mieć długość płatnego urlopu macierzyńskiego i mniejsza liczba kobiet aktywnych zawodowo w porównaniu do aktywnych zawodowo mężczyzn.

Po dekadzie powolnego, ale systematycznego wzrostu udziału kobiet w rynku pracy w państwach OECD, Women in Work Index spadł po raz pierwszy w swojej historii. Dwa główne czynniki (w skali globalnej), które się do tego przyczyniły, to wyższe bezrobocie wśród kobiet oraz niższy poziom zatrudnienia wśród pań. Indeks szacuje „lukę COVID-19”, która porównuje utratę miejsc pracy ze wzrostem zatrudnienia przewidywanym przed pandemią. Według danych, gdyby nie doszło do pandemii, na rynku pracy byłoby o mniej 5,1 mln bezrobotnych kobiet i 0 5,2 mln więcej kobiet aktywnie uczestniczących w rynku pracy.

W porównaniu do danych z 2019 r. zmniejszyła się stopa bezrobocia wśród kobiet w Polsce z 3,7% do 3,3%. Pozostałe wskaźniki utrzymują się na zbliżonym poziomie. Zatrudnienie na pełen etat wzrosło z 91% w 2019 r. do 91,1% w 2020 r., a stopa zatrudnienia wzrosła z poziomu 63,4% do 63,6%. W porównaniu do 2019 r. znacznie zmalała reprezentacja kobiet w zarządach, z 19,9% do 13,7%.

Jak wynika z raportu, potrzeba większego zaangażowania rządów państw OECD w dążeniu do równości płciowej w miejscach pracy oraz wprowadzenia elastycznego i hybrydowego modelu pracy, zwłaszcza w kontekście pracy z domu i opieki nad dziećmi czy płatnych urlopów rodzicielskich, które pomagają rozłożyć ciężar odpowiedzialności związanej z wychowywaniem dzieci na obu rodziców. Ponadto, w ciągu najbliższej dekady gospodarki państw OECD będą przechodzić na emisję net-zero, co stworzy nowe miejsca pracy. Przy odpowiednim wsparciu rządów, można z wyprzedzeniem zadbać o procedury, dzięki którym reprezentacja kobiet i mężczyzn będzie na podobnym poziomie.

Według badań PwC, przejście gospodarek na emisję net-zero spowoduje ogólny wzrost liczby miejsc pracy w większości sektorów. Największych wzrostów spodziewamy się w usługach użyteczności publicznej, budownictwie i produkcji, w których reprezentacja kobiet jest niższa od średniej. W powyższych sektorach zatrudnienie znajduje niemal ⅓ mężczyzn i zaledwie 11% kobiet.

“Jeśli nie zostaną podjęte działania, które doprowadzą do zwiększenia reprezentacji kobiet w tych sektorach gospodarek, szacujemy, że różnica w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn w państwach OECD wzrośnie o 1,7% do 2030 r. Zarówno biznes jak i administracja publiczna mogą zrobić znacznie więcej, aby zapewnić kierunkowe wsparcie dla kobiet, zwłaszcza w obszarze nowopowstających, zielonych miejsc pracy. Wymaga to zidentyfikowania barier, systematycznego zwiększania kwalifikacji, pomocy przy ewentualnym przekwalifikowaniu pracujących kobiet i dostępu do finansowania dla kobiet prowadzących własne przedsiębiorstwa” – dodaje Katarzyna Komorowska.

Informacje o raporcie PwC „Women in Work Index 2020”

Raport „Women in Work Index” analizuje sytuację kobiet na rynku pracy oraz ich wpływ na gospodarkę w 33 państwach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Indeks powstaje w oparciu o dane OECD, Eurostatu oraz BLS i jest średnią ważoną wskaźników takich jak: różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn, stopa bezrobocia wśród kobiet, bezpieczeństwo zatrudnienia, forma zatrudnienia (pełny lub niepełny etat). Najnowsza edycja raportu obejmuje dane za 2020 rok. Pełna treść raportu jest dostępna na stronie www.pwc.co.uk/womeninwork

Aktualizacja danych pokazała, że Polska w poprzedniej edycji raportu „Women in Work Index” obejmującego dane za 2018 r. powinna znaleźć się na 11. pozycji, a nie na 8.

Przystąpienie do długu jako forma zabezpieczenia wierzytelności – co warto o nim wiedzieć?

Przystąpienie do długu to forma osobistego zabezpieczenia wierzytelności. W jakim celu stosuje się taką konstrukcję? Na czym polega w praktyce? Jak sporządzić umowę przystąpienia do długu? Podpowiadamy.

Przystąpienie do długu polega na przejęciu współodpowiedzialności za dług przez osobę trzecią. Jeśli tak właśnie się stanie, wierzyciel będzie miał prawo egzekwować spłatę zadłużenia nie tylko od pierwotnego dłużnika, ale także od współodpowiedzialnego. Przystąpienie do długu może nastąpić z mocy ustawy lub na skutek umowy zawartej pomiędzy dłużnikiem a osobą, która chce przystąpić do długu.

 Kto może przystąpić do długu?

Osobą współodpowiedzialną za zadłużenie może być każda osoba pełnoletnia posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych.

 Przystąpienie do długu a odpowiedzialność dłużników

Przystępując do długu dłużnika, przystępujący ponosi dokładnie taką samą odpowiedzialność jak pierwotny. Obaj dłużnicy odpowiadają więc za wierzytelność solidarnie, całym swoim majątkiem.

 Jakie korzyści dla dłużnika ma przystąpienie do długu osoby trzeciej?

Z perspektywy pierwotnego dłużnika przystąpienie do długu osoby trzeciej jest z reguły bardzo korzystne. Dlaczego? Dzięki takiej konstrukcji zyska on bowiem wartościowe wsparcie, które pomoże uniknąć negatywnych konsekwencji, jakie niesie za sobą zadłużenie. Może być to wpisanie danych do rejestru dłużników Biura Informacji Gospodarczej, np. BIG InfoMonitor, skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego czy egzekucja komornicza. Przystąpienie do długu pomoże tu także szybciej „wyjść na prostą”, odbudować swoją płynność finansową i odzyskać życiową stabilność.

 Czy przystąpienie do długu jest korzystne dla wierzyciela?

Instytucja przystąpienia do długu jest korzystna także dla wierzyciela. Dzięki temu, że do zadłużenia przystąpiła kolejna osoba, solidarnie odpowiedzialna z pierwotnym dłużnikiem, może on skuteczniej egzekwować wierzytelność, zabezpieczając tym samym swoje interesy.

 Czy przystąpienie do długu osoby trzeciej wymaga zgody wierzyciela?

Przystąpienie do długu osoby trzeciej nie wymaga zgody wierzyciela. O współodpowiedzialności za zadłużenie należy go jednak poinformować.

 Jak sporządzić umowę przystąpienia do długu?

Choć prawo nie nakłada obowiązku stworzenia umowy przystąpienia do długu w formie pisemnej, zdecydowanie warto to zrobić. Taka forma pozwoli uniknąć niedomówień, błędów interpretacyjnych i precyzyjnie ureguluje istotne dla obu dłużników kwestie. Tworząc dokument, zadbaj o to, aby zawierał on:

  • wskazanie stron umowy — pierwotnego dłużnika oraz dłużnika przystępującego do długu;
  • dane wierzyciela;
  • oświadczenie woli przystępującego o przyjęciu długu i solidarnej odpowiedzialności z pierwotnym dłużnikiem;
  • szczegółowe informacje o długu uwzględniające kwotę, tytuł, ewentualne odsetki i termin spłaty;
  • zasady rozwiązywania sporów;
  • podpisy obu dłużnikó

Dodatkowo:

  • jeśli strony zdecydowały, że każdy z dłużników weźmie na siebie określony procent sumy długu, w treści umowy koniecznie zawrzyj taką informację;
  • jeśli to dłużnik przystępujący spłaci cały dług, określ zasady zwrotu środków przez dłużnika pierwotnego.

 Czy przystąpienie do długu jest tym samym co poręczenie?

Wbrew obiegowej opinii przystąpienie do długu nie jest tym samym co poręczenie. Osoba, która jest poręczycielem, stanie w obowiązku uregulowania długu dopiero w momencie, kiedy pierwotny dłużnik nie ureguluje go w terminie. Przystąpienie do długu nakłada na obu dłużników obowiązek solidarnej odpowiedzialności aż do jego pełnej spłaty.

 Czym różni się przystąpienie do długu od przejęcia długu?

Jeśli jako dłużnik zawrzesz umowę przystąpienia do długu, poniesiesz solidarną z przystępującą do zadłużenia osobą odpowiedzialność. Instytucja przejęcia długu zwolni Cię natomiast z długu, przenosząc go w pełni na osobę trzecią.

Jak Polacy rozumieją pojęcie klasy średniej?

Do klasy średniej zalicza siebie 69% Polaków. Jednocześnie 59% uważa, że Polski Ład uderza w interesy tej grupy. Wyniki badania.

Badanie przeprowadzone przez serwis InterviewMe wykazało, że 69% Polaków uważa się za przedstawicieli klasy średniej. Jednocześnie 59% badanych krytykuje Polski Ład za to, że tę klasę osłabia. Według 61% państwo powinno ją szczególnie chronić.

Serwis kariery InterviewMe.pl przeprowadził badanie „Gra w klasy. Polacy definiują klasę średnią”, w którym zapytano 1000 respondentów o kryteria przynależności do klasy średniej, a także o to, z którą klasą społeczną się identyfikują.

Ankieta wykazała, że aż 85% Polaków rozumie pojęcie klasy społecznej. Jednocześnie badani mieli trudność ze wskazaniem konkretnych zawodów, charakterystycznych dla klasy średniej, z którą tak wielu z nich (69%) się identyfikuje.

Nie było też zgody wśród respondentów co do zarobków typowego przedstawiciela klasy średniej. Według 35% jest to kwota 6–8 tysięcy brutto. Nieco mniej, bo 29% respondentów wskazywało na zarobki 4–6 tys. zł brutto, a 22% na przedział 8–10 tys. brutto.

Respondenci deklarują, że o przynależności do klasy średniej decydują przede wszystkim niezłe zarobki. Wykształcenie, kapitał społeczny czy wykonywany zawód mają mniejsze znaczenie. Jednak, gdy zapytałam ich o to, czy świetnie zarabiający youtuber zalicza się według nich do klasy średniej — większość (57%) odpowiedziała przecząco. Jednocześnie aż 59% stwierdziło, że nauczyciel akademicki zarabiający nieco ponad 3 tys. zł brutto jest przedstawicielem klasy średniej. — komentuje wyniki ankiety jej autorka Marta Rojewska.

Co interesujące, aż 87% badanych twierdzi, że osoba bez wyższego wykształcenia może należeć do klasy średniej.

Z badania InterviewMe wynika, że Polacy identyfikują przedstawicieli klasy średniej przede wszystkim na podstawie zarobków. Wyraźnie widać, że właściwie przedstawiciel każdego zawodu może dołączyć do klasy średniej, jeśli tylko uda mu się osiągnąć ze swojej pracy odpowiednie dochody. Jednocześnie większość badanych negatywnie ocenia działania rządu, który według ankietowanych powinien klasę średnią chronić, zamiast obciążać kolejnymi podatkami. — zauważa Wojciech Martyński, ekspert kariery w InterviewMe.

Oto inne ciekawe wyniki analizy:

  1. Aż 87% Polaków uważa, że osoba bez dyplomu może należeć do klasy średniej.
  2. Tylko 3% Polaków identyfikuje się z klasą wyższą.
  3. Do aspirowania do klasy średniej przyznaje się 22% badanych.
  4. Najczęściej wymieniane zawody, charakterystyczne dla klasy średniej to nauczyciel, lekarz, pielęgniarka, fryzjer.

Niemal ¼ rekruterów uważa, że oczekiwania płacowe pracowników IT są za wysokie. 82 proc. ekspertów zarabia ponad 8 tys. zł netto

No Fluff Jobs wraz z Uniwersytetem SWPS w swoim badaniu postanowili m.in. skonfrontować wymagania rekruterów z rzeczywistymi oczekiwaniami oraz kompetencjami pracowników IT. Z raportu Kompetencje w IT. Perspektywy kandydatów, specjalistów i rekruterów” przygotowanego przez organizacje wynika, że dla niemal ¼ rekruterów oczekiwania finansowe specjalistów IT są za wysokie. Z kolei głównym motorem zmian pracodawcy dla 61 proc. specjalistów IT z doświadczeniem na poziomie średniozaawansowanym i zaawansowanym jest wysokość zarobków i management firmy (37 proc.). Sytuacja kształtuje się podobnie wśród najbardziej doświadczonych w branży, czyli ekspertów, którzy jednak częściej niż specjaliści zmieniają miejsce pracy ze względu na panującą w niej atmosferę (37 proc.) i brak wyzwań (34 proc.).

Deklarowane wynagrodzenia przez pracowników IT i forma zatrudnienia

W badaniu zapytano pracowników IT na różnych szczeblach kariery o ich poziom miesięcznych zarobków netto. Okazało się, że zdecydowana większość początkujących (79 proc.), czyli stażystów i juniorów, zadeklarowała zarobki w przedziale od 2001-6000 zł netto. Jedynie 4 proc. z nich zarabia poniżej 2000 zł netto, a 3,5 proc. jest na bezpłatnym stażu. W przypadku specjalistów IT – z doświadczeniem na poziomie średniozaawansowanym (tzw. midów) oraz zaawansowanym (tzw. seniorów) – blisko 71 proc. może liczyć na zarobki w przedziale od 6 do 10 tys. zł. Nieco ponad 20 proc. otrzymuje wynagrodzenia w przedziale od 10,1 do 16 tys. zł, a ponad 6 proc. – od 16,1 do 24 tys. zł. Ponad 24 tys. zł zarabia jedynie 2,6 proc. Z kolei w przypadku najbardziej doświadczonych w branży, na stanowiskach eksperckich, aż 81,6 proc. z nich deklaruje zarobki powyżej 8 tys. zł. Największy odsetek wskazań wśród tej grupy uzyskały przedziały od 8,1 do 10 tys. zł (16 proc.) i 10,1-12 tys. zł (13 proc.).

W ubiegłym roku umowę B2B oferowano w niemal ¾ ofertach pracy opublikowanych na portalu No Fluff Jobs. A jakie formy zatrudnienia zadeklarowali sami pracownicy IT? Jak wynika z badania, odsetek pracujących w oparciu o Umowę o pracę był niemal identyczny dla wszystkich poziomów doświadczenia (57 proc.). Różnice dostrzec można w przypadku umów B2B – tylko 11 proc. początkujących wskazało ten typ umowy. U doświadczonych specjalistów oraz ekspertów odsetek wskazań był podobny – kolejno 34,6 i 35,2 proc.

Dlaczego pracownicy IT zmieniają pracę? Ważne nie tylko finanse, ale i szef

W zależności od stażu pracy, powody zmian pracodawcy wśród pracowników IT są różne. Początkujących motywuje do tego najczęściej brak możliwości rozwoju (48 proc.) i zbyt niskie wynagrodzenie (46 proc.). Grupa ta, częściej niż pozostałe, wskazywała również na atmosferę w miejscu pracy (39 proc.). Dla średniozaawansowanych i zaawansowanych specjalistów motywatorem, skłaniającym ich do zmiany pracy jest wysokość wynagrodzenia (61 proc.) oraz kadra zarządzająca (37 proc.). Podobnie sytuacja wygląda w przypadku ekspertów, dla których zmiana pracodawcy spowodowana jest nie tylko niesatysfakcjonującym wynagrodzeniem (42 proc.). Częściej niż specjaliści wskazywali oni na atmosferę w miejscu pracy (37 proc. wskazań) i brak wyzwań (34 proc.). Jest to grupa, która częściej niż pozostałe wskazywała także na problem zarządzania w firmie (39 proc.).

O ile zmiana pracy najczęściej wiąże się z chęcią poprawienia sytuacji finansowej na lepszą, to dane z naszego kolejnego raportu pokazują, że równie istotnymi powodami są problem mikrozarządzania oraz niesprzyjająca atmosfera w pracy. Tzw. micromanagement najboleśniej dotyka tych najbardziej doświadczonych pracowników i pracowniczki ITmówi Magdalena Gawłowska-Bujok, COO w No Fluff Jobs. W zrealizowanym wspólnie z Uniwersytetem SWPS badaniu czytamy także, że największą bolączką juniorów(-ek) jest brak możliwości rozwoju. Jako firma stale podkreślamy, że wspieranie najmłodszych stażem to długofalowa inwestycja, która może przynieść niesamowite korzyści, zwłaszcza w dobie niedoborów kadrowych w branży IT.

Największe bolączki rekruterów z branży IT

Rekrutacja pracowników z branży IT nie należy do najłatwiejszych, co potwierdza raport przygotowany przez No Fluff Jobs i USWPS. Najczęściej poszukiwani, czyli doświadczeni specjaliści są trudno uchwytni. Największym utrapieniem jest dla rekrutujących duża liczba ofert pracy kierowanych do pracowników z sektora IT (27 proc.), a także ich zbyt wysokie oczekiwania płacowe (24 proc.). W pierwszej trójce znalazło się także wzbudzenie zainteresowania ofertą (18 proc.), część z rekruterów wskazało także na trudności w dotarciu do kandydata (15 proc.). Najmniej z nich zdaje się narzekać na kwestie takie jak niskie kwalifikacje kandydatów (10 proc.) czy ich niechęć do zmiany pracy (zaledwie 5 proc. wskazań).

–  W pracy spędzamy 8-10 godzin dziennie. To miejsce, w którym chcemy nie tylko realizować się zawodowo, ale też po prostu dobrze się czuć. A to jest ściśle powiązane z atmosferą, jaka panuje w zespole, dobrą komunikacją i zarządzaniem, które nie jest skupione jedynie na wyznaczaniu celów i zadań. Umiejętności intra- i interpersonalnych nie da się nauczyć z dnia na dzień. Powinien być to przemyślany proces. 56,3 proc. rekruterów podkreśla, że to właśnie kompetencje miękkie decydują o zatrudnieniu mówi Łukasz Skorupski, dyrektor kreatywny Uniwersytetu SWPS oraz pomysłodawca raportu. – Raport „Kompetencje w IT. Perspektywy kandydatów, specjalistów i rekruterów”  potwierdza, że to, na co zwracamy szczególną uwagę na Uniwersytecie SWPS, czyli kształcenie zdolności interpersonalnych, jest istotne na każdym etapie rozwoju zawodowego.  Dlatego dla pracowników branży IT ważne jest nie tylko wynagrodzenie finansowe, ale również zapewnienie im i ich przełożonym przestrzeni do rozwoju takich umiejętności jak komunikacja, asertywność, kreatywność czy dbanie o własny dobrostan.

Wyniki rynku pożyczkowego w lutym 2022 r.

W lutym 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 245,6 tys. nowych pożyczek na wartość 623 mln zł. W porównaniu do lutego 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o 43,2%, a w ujęciu liczbowym o 26,8% więcej.
Średnia wartość nowo udzielonej w lutym 2022 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 291 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w lutym 2021 r. o 12,3%.

W lutym 2022 r. 42,3% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 10,0% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 45,4% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty poniżej 1 tys. zł miały 10,5% udział w sprzedaży.

W lutym 2022 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki. Najwyższe dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym w porównaniu do lutego 2021 r. odnotowały pożyczki ze skrajnych przedziałów: niskokwotowe do 500 zł (+40,8%) oraz wysokokwotowe powyżej 5 tys. zł: (+31,5%). W ujęciu wartościowym najwyższą dynamiką charakteryzowały się pożyczki z przedziału powyżej 5 tys. zł (+48,0%) oraz niskokwotowe do 500 zł (+42,9%).

ID Logistics podsumowuje 2021 rok

Poprawa wszystkich wskaźników finansowych, w odniesieniu do dobrych wyników za 2020 r.:

  • Przychody: wzrost o 16,3% do 1,91 mld euro
  • Zysk z działalności operacyjnej: wzrost o 25% do 75,6 mln euro
  • Przepływy pieniężne: wzrost o 22,5% do 188,9 mln euro po inwestycjach operacyjnych
  • Zadłużenie finansowe: ograniczone do 0,9x EBITDA z wyłączeniem MSSF 16

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, ogłosiła wyniki finansowe za 2021 rok. Firma odnotowała wzrost przychodów o 16,3% do 1,91 mld euro. Zysk z działalności operacyjnej zwiększył się o 25% i wyniósł 75,6 mln euro.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny ID Logistics, komentuje: „W 2021 roku ID Logistics odnotował duży wzrost wszystkich wskaźników finansowych. Dobre wyniki odzwierciedlają siłę naszego modelu, zarówno we Francji, jak i na rynkach międzynarodowych, a zwiększenie wydajności magazynów pozwoliło nam zrównoważyć liczne start-upy. Wzmocnieni osiągnięciem dobrych wyników, byliśmy w stanie dokonać trzech strategicznych przejęć, w krajach Beneluksu, Stanach Zjednoczonych i w obszarze dystrybucji e-commerce do klientów indywidualnych we Francji”.

KOLEJNY ROK ZRÓWNOWAŻONEGO WZROSTU PRZYCHODÓW O 16,3%

W 2021 r. przychody ID Logistics wyniosły 1,91 mld euro, wzrastając o 16,3% i 17% w ujęciu like-for-like:

we Francji odnotowano wzrost przychodów o 7,6% do 775,9 mln euro, na co największy wpływ miała realizacja 14 projektów wdrażanych od 2020 r.,

– przychody z działalności na rynkach międzynarodowych, wyniosły 1,13 mld euro, o 23,1% więcej niż rok wcześniej. Wynik ten uwzględnia wpływ efektu walutowego, który ogólnie pozostaje niekorzystny, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, oraz konsolidację pod koniec ub.r. firmy GVT, przejętej w krajach Beneluksu. Z wyłączeniem tych pozycji, przychody wzrosły o 24,4%.

Wynik osiągnięty przez ID Logistics jest tym bardziej znaczący, że już w 2020 r. firma odnotowała wzrost o 7,1% w porównaniu z 2019 r. Obsługa i udział sektora e-commerce w działalności ID Logistics wciąż się zwiększa, w 2021 r. osiągając poziom 28%.

ZYSK Z DZIAŁALNOŚCI OPERACYJNEJ WZRÓSŁ O 25% DO 75,6 MLN EURO

Mimo kryzysu Covid-19 i kosztów związanych z uruchomieniem 22 nowych magazynów, rentowność operacyjna Grupy poprawiła się.  Zysk z działalności operacyjnej zwiększył się o 25% do 75,6 mln euro w porównaniu z 60,5 mln euro w 2020 r., co oznacza bazową marżę operacyjną w wysokości 4%, wyższą o 30 punktów bazowych:

We Francji zysk z działalności operacyjnej wzrósł do 32,2 mln euro, co stanowi 4,2% przychodów, w porównaniu z 26,6 mln euro i 3,7% w 2020 r. W ub.r. Grupa ID Logistics lepiej zrównoważyła bezpośrednie i pośrednie koszty dodatkowe związane z kryzysem Covid-19, zwiększono też wydajność nowych projektów przy jednoczesnej kontroli rozpoczętych start-upów.

– Wzrósł też zysk z działalności operacyjnej na rynkach międzynarodowych, osiągając poziom 43,4 mln euro, co stanowi marżę 3,8%, w porównaniu z 33,9 mln euro i 3,7% w 2020 r. Podobnie jak we Francji, skutki kryzysu Covid-19 zostały już całkowicie zniwelowane, a ostatnie projekty pokazują wyraźną, ogólną poprawę wydajności.

DOCHÓD NETTO WZRASTA O 26,6% DO 35,7 MLN EURO

Dochód netto uwzględnia koszty jednorazowe w wysokości 9,8 mln euro (w porównaniu z 3,4 mln euro w 2020 r.), w tym 7,2 mln euro kosztów, głównie socjalnych, związanych z zamknięciem wszystkich nierentownych operacji dla Opla w Hiszpanii.

Łącznie dochód netto za ub.r. wyniesie 35,7 mln euro, co oznacza wzrost o 26,6% w porównaniu z rokiem 2020.

ZARZĄDZANIE ŚRODKAMI PIENIĘŻNYMI I DUŻA ZDOLNOŚĆ INWESTYCYJNA

W 2021 r. ID Logistics udowodnił, że dobrze zarządza zapotrzebowaniem na kapitał obrotowy. Grupa przyspieszyła tempo inwestycji, o 82,4 mln euro w porównaniu z 57,8 mln euro w 2020 r. Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 188,9 mln euro, o 22,5% więcej niż rok wcześniej.

W grudniu ID Logistics sfinalizował przejęcie GVT w krajach Beneluksu za łączną kwotę 67,7 mln euro, z uwzględnieniem kosztów akwizycji.

Po tym przejęciu dług finansowy netto z wyłączeniem MSSF 16 pozostaje pod kontrolą na poziomie 105,1 mln euro na koniec 2021 r. w porównaniu z 61 mln euro na koniec 2020 r. Jest on ograniczony do poziomu 0,9x EBITDA.

PERSPEKTYWY ROZWOJU

W tym roku ID Logistics będzie koncentrować się na integracji ostatnich przejęć: GVT w krajach Beneluksu, Colisweb we Francji (finalizacja w styczniu 2022 r.), a przede wszystkim Kane Logistics w USA (akwizycja wciąż wymaga zatwierdzenia przez amerykańskie urzędy antymonopolowe).

ID Logistics skupi się też na wzroście wydajności najnowszych projektów i kontroli projektów, które dopiero zostaną uruchomione, na poziomie podobnym do ubiegłego roku. Jednocześnie ID Logistics kontynuuje realizację ambitnego programu CSR, w oparciu o cele przedstawione w październiku ub.r.

Prototyp komercyjnego bezemisyjnego statku średniej wielkości z ogniwami paliwowymi Toyoty

Firma EODev zaprezentowała prototyp statku średniej wielkości Energy Observer 2* z bezemisyjnym napędem wodorowym. Toyota jest współudziałowcem spółki EODev i jako dostawca ogniw paliwowych współuczestniczy w procesie wprowadzenia statku na komercyjny rynek. Nowy statek powstał na bazie doświadczeń i technologii wypracowanych podczas rejsu dookoła świata eksperymentalnego jachtu Energy Observer.

Energy Observer to samowystarczalny energetycznie eksperymentalny katamaran, wyposażony w przystosowane do pracy na morskim jachcie ogniwa paliwowe z Toyoty Mirai. Jacht realizuje od kilku lat rejs dookoła świata – wyprawa przez trzy oceany stanowi ekstremalny test, który pozwolił wypracować optymalne technologie i rozwiązania. Doświadczenie to stało się podstawą dla działalności spółki EODev, komercyjnego ramienia zespołu naukowców i inżynierów stojących za projektem Energy Observer. Toyota jest jednym z udziałowców tej firmy, która obecnie oferuje na rynku dwa wodorowe generatory prądu do zastosowań morskich i stacjonarnych na bazie ogniw paliwowych dostarczanych przez producenta sedana Mirai.

Energy Observer 2 z napędem wodorowym

Zespół Energy Observera zaprezentował niedawno swój nowy produkt, który przyspieszy dekarbonizację towarowego transportu morskiego. Energy Observer 2 to wielozadaniowy statek towarowy zasilany ciekłym wodorem, oferujący bardzo duże możliwości transportowe i znaczną autonomię. Jego bezemisyjny napęd wykorzystuje generator EODev RexH2 z ogniwami paliwowymi Toyoty.

Specyfikacja statku stanowi odpowiedź na pilną potrzebę odnowienia flot wielozadaniowych statków towarowych o nośności do 5000 ton. Używane na trasach przybrzeżnych i wewnątrzkontynentalnych, stanowią alternatywę dla transportu drogowego i mogą zawijać do mniejszych portów bez angażowania rozbudowanej logistyki. Statki tej wielkości stanowią prawie 37% światowej floty, a często są to stare jednostki, produkujące wiele zanieczyszczeń. Dlatego zespół Energy Observera oraz partnerzy projektu postanowili skoncentrować się właśnie na tej części rynku, aby przyspieszyć transformację branży morskiej w kierunku neutralności klimatycznej i środowiskowej.

Energy Observer 2 ma długość 120 metrów, szerokość 22 metry, zanurzenie 5,5 metra i nośność 5000 ton. Powierzchnia żagli wynosi 1450 m². Ekonomiczna średnia prędkość to 12 węzłów. Statek jest napędzany silnikiem elektrycznym o mocy 4 MW, zasilanym przez generator RexH2 z ogniwami paliwowymi Toyoty o mocy 2,5 MW. Wodór, który trafia do generatora RexH2, jest magazynowany w ciekłej postaci w zbiornikach o pojemności 1000 m3, które mieszczą 70 ton tego paliwa. Zapewniają one zasięg do 4000 mil morskich, czyli 7400 km.

„Dzięki prototypowemu statkowi chcemy przejść pełną drogę do dekarbonizacji średnich statków transportowych, wykorzystujących wodór jako paliwo. Wierzymy w zdolność francuskiego przemysłu morskiego, by stał się benchmarkiem dla całej branży dzięki współpracy z innowacyjnym hubem realizującym badania i rozwój oraz wdrożenia nowych technologii” – powiedział Victorien Erussard, założyciel i prezydent Energy Observer.

„Transformacja w kierunku dekarbonizacji transportu morskiego jest realizowana od kilku lat. Prowadzone są prace nad statkami napędzanymi LNG i wieloma innymi innowacjami, w tym powrotem do napędu wiatrowego. Na innowacyjnych rozwiązaniach Energy Observera 2, bezemisyjnego statku średniej wielkości o wielu zastosowaniach, skorzysta wiele branż powiązanych z transportem morskim, w tym armatorzy, stocznie, producenci różnego rodzaju sprzętu, dostawcy energii, porty, firmy usługowe, a także uczelnie i ośrodki badawcze. Jest to też istotny wkład w rozwój francuskiego przemysłu” – powiedział Frédéric Moncany de St-Aignan, prezes Cluster Maritime Français.

Znaczenie Energy Observera dla branży morskiej

Transport morski odpowiada za 3% rocznych emisji CO2 na świecie. Ambicją zespołu Energy Observera, Toyoty oraz pozostałych partnerów projektu było opracowanie i przetestowanie rozwiązań, które pozwolą transportować towary drogą morską bez żadnych emisji.

Technologia wodorowa to najważniejszy element projektu Energy Observer i główny powód zaangażowania Toyota Motor Europe. Toyota zaprojektowała dostosowaną do użytku na morzu wersję systemu ogniw paliwowych i zainstalowała ją w eksperymentalnym katamaranie. Koncern jest od początku partnerem tego projektu. System ogniw paliwowych Toyoty został zaprojektowany jako konstrukcja modułowa, którą łatwo zaadaptować do różnych zastosowań. Obecnie są one wykorzystywane w seryjnych autach osobowych, ciężarówkach, autobusach, jachtach morskich, pociągach i instalacjach stacjonarnych.

Po sześciu latach trwania projektu zastosowane na nim technologie są już dojrzałe i sprawdzone. Dotyczy to zarówno przystosowanych do morskiego środowiska ogniw paliwowych Toyoty, jak i masowej produkcji ogniw paliwowych czy systemu magazynowania ciekłego wodoru. Zespół Energy Observera wraz z partnerami rozwiązuje obecnie ostatnie kwestie technologiczne. EODev, spółka odpowiedzialna za komercjalizację technologii wypracowanych w projekcie Energy Observer, dzięki współpracy z Toyotą jest ekspertem w dziedzinie technologii wodorowych dla branży morskiej.

Energy Observer – francuski projekt badawczo-rozwojowy

Energy Observer to nazwa pierwszego bezemisyjnego, samowystarczalnego energetycznie jachtu napędzanego wodorem, który pełni rolę laboratorium transformacji ekologicznej. Rozwój niezawodnych, zrównoważonych, bezemisyjnych i przystępnych pod względem ekonomicznym rozwiązań energetycznych stanowi główny cel wyprawy i fundament działalności spółki EODev. Podróż Energy Observera dookoła świata trwa już 7 lat. Jacht zatrzymuje się w znanych na całym świecie miastach, by nawiązywać kontakty z pionierami i innowatorami, którzy pracują nad rozwojem zrównoważonych, ekologicznych rozwiązań. Jako pierwszy francuski ambasador 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, zespół Energy Observera realizuje misję podnoszenia świadomości w kwestii transformacji ekologicznej i poszukiwania rozwiązań, które umożliwią osiągnięcie neutralności klimatycznej i środowiskowej.

Energy Observer otrzymał Wysoki Patronat Prezydenta Republiki Francuskiej Emmanuela Macrona. Posiada oficjalne wsparcie Ministerstwa Transformacji Ekologicznej, UNESCO i Unii Europejskiej.

*Zdjęcia: Energy Observer 2 ©JB Epron Design / ©Kadeg Boucher.

Pyramid Games z 35 proc. wzrostem przychodów netto w 2021 roku

Ponad 3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży w 2021 roku wypracował notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych z Grupy PlayWay Pyramid Games. Oznacza to wzrost o 35 proc. w porównaniu r/r, kiedy w 2020 r. przychody spółki wyniosły ponad 2,2 mln zł. W najbliższych miesiącach br. lubelskie studio zapowiada premiery gier Dinosaur Fossil Hunter oraz Occupy Mars: The Game.

W ubiegłym roku Pyramid Games odnotowało stratę netto na poziomie prawie 385 tys. zł, a stan środków pieniężnych na koncie spółki na koniec grudnia 2021 roku wyniósł ponad 423 tys. zł.

– Na wynik finansowy w 2021 roku największy wpływ miała kontynuacja prac nad naszymi flagowymi projektami, a dodatkowy wkład pozwolił na znaczne podniesienie ich jakości. Ponadto zainwestowaliśmy w nowe projekty, które w naszej ocenie mogą wpłynąć pozytywnie na sytuację finansową spółki – podsumowuje Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games S.A.

W minionym roku Pyramid Games ukończyło prace nad trzema tytułami PC: Castle Flipper, DLC z łazikiem Perseverance, do gry Rover Mechanic Simulator oraz Farming Life. Spółka rozwinęła również dostępność Rover Mechanic Simulator na platformy konsolowe – w ubiegłym roku premiery miały wersje na konsole Xbox i Playstation, a w 2022 roku na Nintendo Switch. W 2021 roku lubelski developer zintensyfikował współpracę outsourcingową, w ramach której realizuje grafikę i modele 3D, animacje, usługi Motion Capture, postprocessing oraz efekty wizualne dla innych gier i spółek m.in. z grupy PlayWay. Pozwoliło to na lepsze zarządzanie płynnością finansową, a także na utrzymanie zatrudnienia ponad 60-osobowego zespołu.

W 2022 roku na rynku pojawią się nowe gry stworzone przez Pyramid Games, z którymi studio wiąże ogromne nadzieje Dinosaur Fossil Hunter i Occupy Mars: The Game. Obie są obecnie na etapie serii beta-testów, po których zostaną ustalone daty ich premier. Pierwszy tytuł zgromadził już ponad 90 tys. graczy na wishliście Steam, a drugi ponad 230 tys. Na graczy czeka też premiera gry ZooKeeper, która znajduje się na końcowym etapie prac obecnie trwa jej balansowanie i dodawanie do niej dodatkowych mechanik. Jednak to nie wszystkie tytuły, nad którymi aktualnie pracuje studio. 

Podczas zeszłorocznej jesiennej edycji Festiwalu Steam opublikowaliśmy po raz pierwszy wersję demo gry Soyuz Constructors. Po zebraniu feedbacku od graczy przystąpiliśmy do pracy nad prologiem, a także pełną wersją gry. W związku z aktualnym konfliktem rosyjsko-ukraińskim przyszłość projektu stanęła pod znakiem zapytania, ponieważ był kierowany w dużej części na rynek rosyjski. Rozważamy rebranding projektu, jednak prace nadal trwają – podkreśla Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games S.A.

W ub. roku Pyramid Games opublikowało również pierwszy trailer gry Car Mechanic Manager 2023. Projekt jest realizowany na zlecenie Manager Games S.A. Lubelskie studio podpisało także umowę ze spółką True Games Syndicate S.A. na wyprodukowanie gry pokazującej życie młodego gangstera o roboczej nazwie District.

Wiosną rekrutacje planuje co czwarta firma

Pomiędzy kwietniem a czerwcem rekrutacje nowych pracowników planuje 26% firm, natomiast o redukcji etatów mówi 23%. Blisko połowa badanych pracodawców (46%) chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie, a 5% organizacji nie ma jeszcze sprecyzowanych planów rekrutacyjnych. Największe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszają przedsiębiorcy reprezentujący sektor produkcji przemysłowej oraz IT & technologii, telekomunikacji, komunikacji i mediów. Szczególnie intensywnej rywalizacji o talenty należy spodziewać się w regionie Południowo-Zachodnim. Więcej w opublikowanym dziś raporcie ManpowerGroup „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, prezentującym prognozy rekrutacyjne firm na II kwartał roku.

ManpowerGroup opublikował dziś swój najnowszy raport, przedstawiający plany zatrudnienia firm. Prognoza netto zatrudnienia* prezentująca nastroje rekrutacyjne pracodawców na okres kwiecień-czerwiec firm wynosi +5%. Chociaż wynik wskazuje na pozytywne perspektywy dla osób poszukujących pracy to w porównaniu z ubiegłym kwartałem zgłaszana przez firmy chęć rozbudowywania zespołów znacząco się zmniejszyła. Jeszcze 3 miesiące temu wskaźnik wynosił +21% i odzwierciedlał bardzo duży optymizm przedsiębiorców oraz silną potrzebę intensywnego pozyskiwania nowych pracowników.

– W najnowszym raporcie przedstawiamy wyniki badania, które zostało zrealizowane w drugiej połowie stycznia. W tym czasie byliśmy świadkami niezwykle dynamicznego rozwoju kolejnej fali pandemii COVID-19, a prognozy epidemiologów były pesymistyczne dla polskiego rynku. Według ich przewidywań aż jedna trzecia pracowników miała wkrótce nie być zdolna do pracy, z powodu zachorowania, kwarantanny lub izolacji. Takie informacje niewątpliwie wpłynęły na pogorszenie się i tak niestabilnego z powodu pandemii otoczenia biznesowego. Z drugiej strony firmy znacznie zwiększały zatrudnienie w minionym roku, uzupełniając luki kadrowe z początków pandemii, dlatego wiele organizacji mogło zrealizować swoje potrzeby związany z pozyskaniem nowych kadr – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Na ochłodzenie się prognoz rekrutacyjnych firm niewątpliwie miały wpływ bieżące wydarzenia w naszym kraju, takie jak rosnąca inflacja, podniesienie stóp procentowych oraz rosnące ceny paliw. Obserwowaliśmy również wzrost kosztów związanych z prowadzeniem biznesu jak na przykład wzrost kosztów pracowniczych, rosnąca presja płacowa a jednocześnie bardzo niska dostępność pracowników. Wielu pracodawców wybiera bezpieczniejsze rozwiązanie w postaci przeczekania obecnego czasu i obserwacji rynku. To wszystko wprost przekłada się na wzrost odsetka firm, które w najbliższym czasie nie planują żadnych zmian personalnych – dodaje Tomasz Walenczak.

Pomiędzy kwietniem a czerwcem 2022 roku największe zapotrzebowanie na personel zgłaszają przedsiębiorcy reprezentujący sektor produkcji przemysłowej, z prognozą netto zatrudnienia wynoszącą +30%. Chęć intensywnego pozyskiwania nowych talentów prezentują także przedstawiciele IT, technologii, telekomunikacji, komunikacji i mediów (+13%) oraz innych branż (+14%). Nieco bardziej zachowawcze, lecz wciąż pozytywne plany rekrutacyjne deklarują pracodawcy z obszaru handlu hurtowego i detalicznego (+7%) oraz edukacji, służby zdrowia i administracji państwowej (+3%) i budownictwa (+2%). Należy jednak zaznaczyć, że nie we wszystkich sektorach przedsiębiorcy zamierzają zwiększać zatrudnienie. Firmy z obszaru bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości oraz pracodawcy reprezentujący inne usługi liczą się z koniecznością redukcji etatów, o czym świadczą prognozy na poziomie -3%. Największych zwolnień należy jednak spodziewać się w sektorze restauracji i hoteli (-6%) oraz produkcji podstawowej (-11%).Wiosną rekrutacje planuje co czwarta firma

Najbardziej intensywna rywalizacja o talenty przewidywana jest w regionie Południowo-Zachodnim (+12%). Duża liczb ofert pracy czekać będzie także na osoby poszukujące zatrudnienia w Centrum (+8%), na Północy (+8%) i na Wschodzie (+6%). Mniej korzystnych perspektyw dla kandydatów należy natomiast spodziewać się w regionie Północno-Zachodnim (0%) oraz na Południu, z prognozą netto zatrudnienia na poziomie -1%, wskazującą na potrzebę nieznacznej redukcji etatów w firmach.Wiosną rekrutacje planuje co czwarta firma

Niezależnie od regionu to duże firmy w Polsce są najbardziej otwarte na dalsze powiększanie swoich zespołów, zgłaszając prognozę zatrudnienia równą +10%. Nieco mniej aktywnie zamierzają pozyskiwać nowych pracowników organizacje średnie (+6%) i małe (+3%), natomiast w mikro przedsiębiorstwach (-3%) pracodawcy liczą się z koniecznością zwolnienia części personelu.

– Przyglądamy się temu, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, a jednocześnie prowadzimy działania w Polsce, aby wesprzeć uchodźców z Ukrainy i pomóc im w znalezieniu nowej pracy. To, co będzie kluczowe dla polskiego rynku pracy to usprawnienia w firmach, które dostosują miejsca pracy i umożliwią zatrudnienie kobiet, a z drugiej strony wsparcie systemowe, które pozwoli zorganizować opiekę nad ich dziećmi. Biorąc pod uwagę skalę niedoboru talentów, z którą mierzyliśmy się w ostatnich latach, nowe ręce do pracy będą niezwykle potrzebne. Ale niezbędne będzie wyposażenie kandydatów z Ukrainy w nowe kompetencje, które są pożądane przez pracodawców, ponieważ dzięki temu będą mieli szanse na zatrudnienie. Dlatego w Polsce uruchomiliśmy nasz autorski program rozwojowy MyPath dla osób z Ukrainy, który obejmuje naukę języka polskiego oraz wyposażenie w kompetencje potrzebne dziś na rynku pracy. Chcemy pomagać uchodźcom w ukończeniu niezbędnych szkoleń oraz pozyskaniu specyficznej wiedzy z konkretnych branż. Każdy pracodawca w Polsce ma możliwość dołączenia do tego projektu – podsumowuje Tomasz Walenczak.

W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) największe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszane jest przez przedsiębiorców ze Szwecji (+38%). Dużą chęć pozyskiwania nowych talentów deklarują także organizacje w Holandii (+36%), Belgii (+34%) oraz Irlandii (+32%) i RPA (+32%). Wśród naszych bezpośrednich sąsiadów najaktywniej zamierzają rekrutować niemieccy pracodawcy (+22%). Czechy i Słowacja zgłaszają prognozę netto zatrudnienia na identycznym poziomie +11%, natomiast Polska plasuje się w końcówce światowego rankingu, prezentującego rekrutacyjne plany przedsiębiorców.

W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) największe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszane jest przez przedsiębiorców ze Szwecji (+38%). Dużą chęć pozyskiwania nowych talentów deklarują także organizacje w Holandii (+36%), Belgii (+34%) oraz Irlandii (+32%) i RPA (+32%). Wśród naszych bezpośrednich sąsiadów najaktywniej zamierzają rekrutować niemieccy pracodawcy (+22%). Czechy i Słowacja zgłaszają prognozę netto zatrudnienia na identycznym poziomie +11%, natomiast Polska plasuje się w końcówce światowego rankingu, prezentującego rekrutacyjne plany przedsiębiorców.

* Prognoza netto zatrudnienia – obliczona na podstawie danych różnica między odsetkiem firm planujących wzrost a odsetkiem planującym spadek liczby etatów. Wskaźnik uwzględnia korektę sezonową.

Branża transportowa na zakręcie – brak pracowników i rosnące koszty coraz większym problemem

Branża transportowa zaliczyła udany powrót po pandemicznym 2020 roku. Mimo różnych wyzwań i trudności ubiegły rok napawał optymizmem na nadchodzące miesiące. Jednak wojna w Ukrainie całkowicie zmieniła sytuację, sprawiając, że na horyzoncie pojawiły się nowe wyzwania – brak pracowników i jeszcze szybciej rosnące koszty działania.

Ubiegły rok polscy przewoźnicy drogowi towarów mogą uznać za udany. Zwiększona została ilość przewozów, na co wskazują dane GUS o masie przewiezionych towarów (+1,4%), a także liczba kilometrów przejechanych po płatnych drogach w Niemczech (+11,2%). O rosnącym i wysokim popycie świadczą także dane z badania koniunktury dla Polski i UE, choć na przełomie roku 2021 i 2022 widać było pogorszenie nastrojów. Polska jest obecnie liderem w przewozach drogowych towarów w UE. Na przestrzeni lat 2011-2020 udział naszych przewoźników w przewozach UE według pracy przewozowej wzrósł z 13% do prawie 20%. W przewozach międzynarodowych udział Polski wzrósł o 12 pkt. proc. do 33%, jeszcze większe wzrosty i udziały uzyskano w cross-trade i kabotażu.Branża transportowa na zakręcie

Na podstawie liczby kilometrów przejechanych przez polskich przewoźników po płatnych drogach w Niemczech można domniemywać, że ten trend w skali całej Europy utrzymywał się również w 2021 roku. W minionym roku udział Polski w kilometrażu zagranicznych przewoźników wzrósł do 42% i do 17,5% wszystkich przewoźników. W obu przypadkach uzyskano wzrost o nieco ponad 1 punkt procentowy.

Po dobrym 2021, przed branżą wiele wyzwań

Jeszcze do niedawna prognozy na 2022 rok były optymistyczne. Komisja Europejska na początku lutego przewidywała dalszy wzrost gospodarki UE o 4,0% w tym i o 2,8% w przyszłym roku. Natomiast Transport Intelligence w listopadzie ubiegłego roku prognozował CAGR w latach 2021-2025 dla wartości europejskiego rynku transportu drogowego na poziomie 4,4%. Wybuch wojny w Ukrainie będzie jednak oznaczał spadek popytu na transport. Według przewidywań ekonomistów spowoduje zmniejszenie tempa wzrostu gospodarczego w Europie, w tym w Polsce.

Działania wojenne w Ukrainie hamują działalność tamtejszego przemysłu i handlu. Zawieszenie lub wycofanie się z eksportu do Rosji oraz prowadzenia w tym kraju działalności ogłosiło wiele międzynarodowych koncernów i regionalnych korporacji. Zerwanie łańcuchów dostaw wynika także z sankcji nakładanych na Rosję, co więcej podobnych działań można się spodziewać wobec Białorusi, w sytuacji jej większego zaangażowania w konflikt. Do tego sami przewoźnicy ograniczają wysyłanie pojazdów za wschodnią granicę, w trosce o bezpieczeństwo kierowców. Połączenie tych czynników może powodować znaczny i długotrwały spadek wolumenu przewozów na kierunku wschodnim – komentuje Radosław Pelc, analityk ds. sektora transportu i logistyki w Santander Bank Polska. 

Wojna znacznie ogranicza też przewozy tranzytowe, przede wszystkim Chiny-Europa, w tym istotne również dla przewoźników drogowych połączenia kolejowe. Zagrożeniem jest możliwość całkowitego zamknięcia wschodnich granic, a także zniszczenie infrastruktury – dróg, mostów, linii kolejowych. Jednak spadki wolumenów na wschodzie nie są głównym problemem polskiej branży z uwagi na stosunkowo małą ekspozycję na ten kierunek. Przewozy międzynarodowe realizowane w 2020 roku przez krajowych przewoźników dla Rosji, Ukrainy i Białorusi stanowiły zaledwie 2% wykonanej przez nich pracy przewozowej. Biorąc pod uwagę mimo wszystko nadal wysoki popyt na transport w Europie i relatywnie niską podaż, straty na kierunku wschodnim byłyby łatwe do zniwelowania.

Największym problemem dla krajowych przewoźników może być ograniczona dostępność kierowców z Ukrainy, w przypadku, gdy wojna będzie trwała kolejne tygodnie czy miesiące. Negatywny bilans migracji, który może wyniknąć z mobilizacji i zakazu opuszczania Ukrainy przez mężczyzn w wieku 18-60 lat, a do tego powrotu na Ukrainę kierowców pracujących wcześniej w Polsce, aby wstąpić do armii – to czynniki, które mocno wpłyną na możliwości przewozowe naszej branży. Szacuje się, że w pierwszych dniach wojny około 30% ukraińskich kierowców nie stawiło się do pracy i zgłosiło wyjazd na Ukrainę – dodaje Radosław Pelc, analityk ds. sektora transportu i logistyki w Santander Bank Polska. Branża transportowa na zakręcie

Spadek dostępności kierowców ma miejsce w sytuacji i tak już sporych strukturalnych problemów z zatrudnieniem w transporcie. Szacuje się, że w Europie brakuje około 400 tysięcy kierowców. W Polsce niedobór wynosi 60-80 tysięcy, podobnie jak w Niemczech, większe zapotrzebowanie jest tylko w Wielkiej Brytanii (80-100 tys.).

Szybki wzrost kosztów

Potencjalne braki kadrowe to nie jedyne problemy, z którymi będzie musiała poradzić sobie branża transportowa w najbliższych miesiącach. Już teraz widać na horyzoncie szybki wzrost kosztów na wielu polach – płac, paliwa czy leasingu.

Wysoki popyt na transport i strukturalne niedobory kadrowe powodowały, że wynagrodzenia kierowców od lat rosły szybciej niż średnio w sektorze przedsiębiorstw. Obecny exodus kierowców na Ukrainę może zwiększyć tempo tego wzrostu. Jeszcze przed wybuchem wojny obawiano się znacznego zwiększenia kosztów wynagrodzeń w związku z wejściem w życie kolejnych regulacji Pakietu Mobilności (zasady delegowania i wynagradzania). Szacuje się, że mogą one ulec zwiększeniu z tego tytułu o 17-30%, w zależności od rodzaju wykonywanych przewozów międzynarodowych. Przy udziale wynagrodzeń w kosztach na poziomie 20-30%, oznacza to wzrost kosztów o 4-9%.Branża transportowa na zakręcie

Wojna w Ukrainie ma jeszcze większy wpływ na koszt paliwa. Cena ropy wystrzeliła w marcu do ponad 130 USD za baryłkę, cena gazu podwoiła się wobec poziomów z lutego. Przy udziale paliwa w kosztach przewozów na poziomie około 30%, wzrost cen ropy o połowę (około 110 USD/bbl) w relacji do średniej z 2021 roku (70 USD/bbl) oznacza wzrost kosztów o 15%. Perspektywy dla ropy i gazu są bardzo niepewne. Można zakładać, że ceny będą się utrzymywały na wysokich poziomach, możliwa jest też ich duża zmienności zależnie od rozwoju sytuacji w Ukrainie, polityki wobec Rosji czy podaży z innych źródeł.

Dodatkowo, zakłócenia w łańcuchach dostaw ograniczające produkcję pojazdów przy wysokim na nie popycie powodowały wzrost cen o kilkanaście procent. Koszty nabywania taboru zwiększają również rosnące stopy procentowe, które według przewidywań mogą dalej rosnąć, z obecnych 3,5% (referencyjna) nawet do ponad 5% jeszcze w 2022 roku.

Wyzwanie – utrzymać rentowność

Utrzymanie dotychczasowej, wysokiej rentowności całego sektora stoi pod znakiem zapytania. Mimo wojny popyt powinien być nadal dosyć wysoki, jednak mniejsza podaż kierowców z Ukrainy może spowodować wzrost stawek, ale też spadek realizowanych wolumenów i wzrost wynagrodzeń. Co więcej, należy założyć utrzymanie się wysokich ceny paliw i taboru.

Szczególnie trudna do utrzymania może być rentowność małych przewoźników, to efekt m.in. dużej konkurencji, relatywnie małej siły przetargowej, niskiej dywersyfikacji klientów, niższej efektywności, regulacji zmuszających do inwestowania w nowoczesne technologie, dużego udziału kosztów stałych oraz większej podatności na grzywny czy mandaty. Mali przewoźnicy są również bardziej wrażliwi na pojedyncze kwarantanny i zachorowania kierowców, które mogą znacznie zmniejszać możliwości realizacji przez nich zleceń, co oznacza spadek przychodów, ale może też wiązać się z naliczaniem kar umownych. Wpływ może mieć także rosnąca skłonność dużych przewoźników do zlecania podwykonawstwa coraz większym podmiotom z uwagi na stabilność współpracy i mniejsze ryzyko związane z egzekwowaniem ewentualnych kar za niewywiązywanie się z umów.

Niska rentowność i materializacja powyższych zagrożeń w przypadku małych podmiotów może powodować problemy również z płynnością. Według KRD dług przeterminowany całego sektora TSL wzrósł od marca 2020 roku do listopada 2021 roku o 27%, tzn. do 1,24 mld PLN. Ponad 90% tej wartości (1,1 mld PLN) stanowiły zobowiązania transportu drogowego. Większość obejmowała przeterminowane zobowiązania małych podmiotów – zadłużonych było 21,2 tys. przewoźników drogowych, a około 3/4 wartości długu dotyczyło jednoosobowych działalności gospodarczych. Z drugiej strony badanie Coface pokazuje, że ponowienie rosła długość opóźnień w płatnościach wobec przewoźników.

Cały raport do pobrania znaleźć można na stronie: https://www.santander.pl/korporacje/rozwiazania-sektorowe/transport-i-logistyka#1=1

FREE NOW wprowadza usługę przejazdów taxi tylko dla kobiet i wyłącznie z kierowczyniami

“Dla niej” to nowa usługa w aplikacji FREE NOW, przeznaczona wyłącznie dla pasażerek, które chcą zamówić przejazd z kierowczynią taxi. To pierwsza tego typu usługa w Polsce, a jej celem jest promowanie kobiet w zawodach postrzeganych stereotypowo jako męskie, a także udostępnienie alternatywy dla tych pasażerek i kierowczyń, które preferują przejazd z kobietą. Aż 95% badanych kierowczyń współpracujących z platformą FREE NOW przyznaje, że pasażerki czują się bardziej komfortowo jadąc z kobietą, a 82% zgadza się, że taka usługa pozytywnie wpłynie na promowanie kobiet w branży taxi[1]. Usługa „Dla niej” we FREE NOW pojawia się testowo w Trójmieście.

Aż 7 na 10 badanych kierowczyń taxi przyznaje, że pasażerowie reagują zdziwieniem widząc kobietę wykonującą ten zawód. Taki sam odsetek uważa, że dobrym kierunkiem w promowaniu kobiet w zawodach stereotypowo uznawanych za męskie, jest zwiększanie ich widoczności. Co druga badana spotyka się ze stereotypem, że kobiety gorzej prowadzą auto. Kierowczynie FREE NOW zapytane o powody, dla których lubią swój zawód, aż w 70% wskazują na fakt, iż lubią prowadzić samochód, a także doceniają elastyczność czasową i niezależność tej pracy. Co czwarta przyznaje, że w branży taxi nie ma różnic płacowych pomiędzy płciami, a współpraca z aplikacją daje im poczucie bezpieczeństwa.

Jesteśmy dumni, że jako pierwsi na polskim rynku taxi wprowadzamy usługę przeznaczoną wyłącznie dla kobiet. Tym samym pragniemy zwrócić uwagę na nadal występujące w XXI wieku przekonanie jakoby branża taxi lub prowadzenie auta miało być domeną mężczyzn. Istnienie tego stereotypu zauważa aż 65% badanych przez nas kierowczyń taxi. Mamy nadzieję, że usługa “Dla niej” będzie impulsem dla wielu kobiet do podejmowania zajęć, które wciąż uznawane są za typowo męskie. Jednocześnie, obok wielu innych opcji zamówienia przejazdu dostępnych w naszej aplikacji, dajemy dodatkową alternatywę dla pasażerek, które z różnych powodów – w tym związanych z bezpieczeństwem – mogą preferować przejazd z kobietą – mówi Izabela Skonieczna, dyrektorka marketingu FREE NOW w Polsce. 

 

Trójmiasto zostało wybrane jako miasto pilotażowe dla usługi ze względu na wysoki odsetek kierowczyń współpracujących z platformą FREE NOW w tej lokalizacji. FREE NOW nie wyklucza rozszerzenia usługi “Dla niej” w kolejnych polskich miastach. Decyzja o udostępnieniu takiej usługi jest także motywowana rosnącą liczbą kobiet przybywających do Polski z Ukrainy.

Jeśli testy w Trójmieście przebiegną prawidłowo, rozwiniemy tę usługę w pozostałych polskich lokalizacjach, takich jak Warszawa i Kraków, gdzie notujemy stosunkowo wysoki odsetek kierowczyń. Spodziewamy się także, że w obliczu rosnącej liczby przybywających do Polski uchodźczyń z Ukrainy, praca w zawodzie taxi w usłudze FREE NOW “Dla niej” może być dla nich szansą na rozpoczęcie pracy zarobkowej w komfortowych warunkach. Mamy też świadomość, że dla pasażerek z Ukrainy, które są w naszym kraju od niedawna, korzystanie z usługi tylko dla kobiet może być bardziej preferowane. Z myślą o nich, w ostatnich dniach udostępniliśmy naszą aplikację także w języku ukraińskim mówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce. 

Usługa “Dla niej” w aplikacji FREE NOW widoczna jest dla wszystkich użytkowników w Trójmieście oraz wyłącznie dla kierowczyń taxi. Kierowczyni może odrzucić pojawiające się zlecenie na etapie jego przyjmowania w aplikacji – widząc męskie imię pasażera lub po przyjeździe na miejsce odbioru, bez konsekwencji w postaci opłaty anulacyjnej. Kierowczynie współpracujące z FREE NOW nadal mają dostęp do wszystkich innych zleceń pojawiających się na platformie, a ich przyjmowanie jest dla nich dobrowolne.

Ze względu na stosunkowo niski udział kierowczyń taxi we flocie FREE NOW, czas oczekiwania na taki przejazd może być dłuższy niż w innych usługach (np. Lite czy Comfort). Ceny za przejazd w usłudze “Dla niej”, podobnie jak w pozostałych opcjach FREE NOW, są gwarantowane i znane z góry.

[1]  Badanie w formie ankiety internetowej, przeprowadzone zostało w lutym 2022 roku, wśród ponad 100 kierowczyń taxi z różnych polskich miast, współpracujących z platformą FREE NOW.

Złoty zyskuje mimo wojny i jastrzębiego Fedu

Aprecjacja złotego w zeszłym tygodniu trwała. Wpływ rosyjskiej inwazji na Ukrainę na rynki jest mniejszy, a reakcja na jastrzębi Fed przypomina realizację słynnej rynkowej maksymy „kupuj plotki i sprzedawaj fakty”. Choć to sytuacja w Ukrainie będzie mieć nadal decydujący wpływ na wycenę polskiej waluty i skalę zacieśniania polityki monetarnej, w kontekście zachowania głównych walut warto obserwować również odczyty makro.

Ruchy na giełdzie i aktywach w zeszłym tygodniu były ogólnie imponujące. Przykładem optymizmu przenikającego rynek może być to, że europejskie indeksy akcji zamknęły tydzień blisko poziomów, na których były przed inwazją. Na rynku walutowym najlepiej radziła sobie korona szwedzka, zaś będący walutą safe haven jen japoński znalazł się na dole tabeli G10. Waluty rynków wschodzących wciąż zyskują. Dotyczy to w szczególności walut Ameryki Łacińskiej – zarówno ze względu na to, że gospodarki tamtejszych krajów są oparte na eksporcie surowców, jak i z uwagi na dużą odległość od wojny. Warto odnotować, że nasz faworyt, real brazylijski, góruje w tym roku w tabelach pośród głównych walut i zyskał już znacznie ponad 10% względem dolara amerykańskiego.

Poza informacjami dotyczącymi sytuacji w Ukrainie w tym tygodniu w centrum uwagi inwestorów będą czwartkowe odczyty wskaźników PMI dla aktywności gospodarczej w strefie euro i Wielkiej Brytanii. Pokażą one wpływ rosyjskiej inwazji, więc niepewność jest wyjątkowo wysoka. Konsensus oczekuje spadku indeksów, ale wciąż mają one pokazywać poziomy solidnej ekspansji. Poza tym w tym tygodniu przemawiać będzie co najmniej sześciu członków Rezerwy Federalnej – oczekujemy, że rozjaśnią kwestie dotyczące zacieśnienia polityki pieniężnej. Obecnie wydaje się, że punkt ciężkości planowanego cyklu będzie znajdować w jego początkowej fazie. Póki co dolar zdecydowanie nie zyskał na jastrzębich komunikatach Fedu w zeszłym tygodniu. Środowy raport dotyczący inflacji w Wielkiej Brytanii w lutym powinien zaś pokazać kolejny skok do wartości najwyższych od dziesięcioleci.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację umocnienia polskiego złotego, co wiążemy z tym, że rynek skupiał się głównie na pozytywnych sygnałach dotyczących rozmów Ukrainy i Rosji. Inwestorzy lgną do jakichkolwiek korzystnych informacji, jednocześnie jednak przyzwyczajają się do obecnej sytuacji, jakkolwiek tragiczna by ona nie była. Złoty reaguje i powinien nadal reagować głównie na zmiany nastrojów rynkowych w związku z wojną w Ukrainie. Zmienność jest mniejsza, rynek jest dość optymistyczny, niemniej niepewność pozostaje.

Mimo że z oczywistych względów dane makro straciły na znaczeniu, warto zwrócić uwagę na to, że niemal wszystkie lutowe dane z Polski z ostatnich dni pokazały odczyty wyższe od oczekiwań. Dotyczy to m.in. wszystkich odczytów inflacji (CPI, bazowej, PPI) oraz danych o płacach, pokazujących dwucyfrową, najwyższą od 2008 r. dynamikę (11,7%).

Wraz z danymi o produkcji sprzedanej przemysłu, które pokazały, że znajduje się ona znacznie powyżej przedpandemicznego trendu, odczyty te stanowią argument za kontynuacją zacieśniania polityki pieniężnej w Polsce. Niemniej tempo podwyżek stóp procentowych powinno zależeć przede wszystkim od sytuacji w Ukrainie: im lepsze wieści, tym podwyżki powinny być mniej agresywne, a maksymalny poziom stóp – niższy.

EUR

W strefie euro było w ostatnich dniach spokojnie – jedynymi odczytami były obecnie już mało aktualny raport o produkcji przemysłowej w styczniu i ogromny, lecz spodziewany spadek oczekiwań inwestorów dotyczących wzrostu gospodarczego po szoku spowodowanym rosyjską inwazją. Ten drugi wskaźnik nie był jednak ostatnio szczególnie pomocny w przewidywaniu wzrostu. Był to zmienny tydzień dla euro, które jednak zdołało się umocnić i zakończyło go powyżej poziomu 1,10 względem dolara.

Najważniejszym wydarzeniem kolejnych dni będzie publikacja wstępnych odczytów wskaźników PMI w marcu, które dadzą pierwszy ogląd stagflacyjnego wpływu wojny na europejską gospodarkę. Oprócz tego w tym tygodniu będą przemawiać prezeska EBC Christine Lagarde i główny ekonomista Philip Lane.

USD

Rezerwa Federalna potwierdziła oczekiwania podwyżki stóp procentowych na każdym z przyszłych posiedzeń w 2022 r. Dot plot pokazał, że członkowie FOMC spodziewają się łącznie 7 ruchów o 25 pb. w 2022 r. Prognozy dotyczące długiego okresu były bardziej gołębie, lecz biorąc pod uwagę ich dotychczasowy rozwój, nie pokładalibyśmy w nich szczególnego zaufania.

Dolar nie umocnił się w następstwie posiedzenia ze względu na dwa czynniki. Pierwszym jest ogólna poprawa sentymentu do ryzyka, która jest niekorzystna dla dolara, zachowującego się jak typowa waluta safe haven od początku inwazji na Ukrainę. Drugi zaś to poczucie rynków, że na obecnym poziomie wyceny rynkowe już są wysokie i przez to dalsza aprecjacja może być ograniczona. W tym tygodniu powinno się wyjaśnić, który z tych czynników jest decydujący.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Fabryka Plast-Box w Czernihowie na Ukrainie zniszczona podczas ataku rakietowego

Grupa Plast Box, jeden z najnowocześniejszych producentów opakowań z tworzyw sztucznych w Polsce i w Europie,  poinformowała o pożarze w zakładzie produkcyjnym Plast-Box Ukraina w Czernihowie, który wybuchł w wyniku prowadzonych działań wojennych wojsk rosyjskich. Zniszczeniu uległa hala produkcyjna i magazynowa, a także pomieszczenia biurowe. Obecnie, ze względu na utrzymujące się wysokie ryzyko zagrażające bezpieczeństwu, całość strat trudna jest do ustalenia.

Na naszych oczach zmaterializowało się ryzyko, które jeszcze kilka tygodni temu było trudne do oszacowania. W momencie rozpoczęcia rosyjskiej agresji na Ukrainę nasza fabryka znalazła się na terenach bezpośrednio narażonych na działania wojenne. W miniony weekend stała się ona celem ataku rakietowego. Zniszczenie fabryki, naszej dumy, stanowi dla nas ogromny cios. Stał za nią potężny wysiłek inwestycyjny, zaangażowanie, pasja wielu ludzi oraz ich miejsca pracy – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Jednak, tak jak Ukraina, my dalej będziemy walczyć. Mamy dużo wiary i siły, dlatego odbudujemy to miejsce i ten biznes – deklaruje.

Każdy kryzys to jednocześnie nowe otwarcie, które wyzwala determinację, siłę do działania i daje nowe szanse dla producentów i eksporterów. Już dzisiaj Plast-Box zastanawia się, jak racjonalnie zaangażować się w powojenną odbudowę biznesu w Ukrainie.

W tym trudnym czasie nasza solidarność i jedność mają większe znaczenie niż kiedykolwiek. Straty to nie tylko aktywa, ale przede wszystkim ludzie. Podjęliśmy już kroki w celu zapewnienia bezpieczeństwa naszym pracownikom pochodzącym z Ukrainy i ich rodzinom, tym, którzy ucierpieli w trakcie wojny. Na bieżąco monitorujemy sytuację i zadeklarowaliśmy wsparcie oraz podjęcie odpowiednich działań, aby jak najszybciej reagować na pojawiające się potrzeby – informuje Grzegorz Pawlak.

Mieszkaniówka odreagowuje po słabym początku roku

Najnowsza informacja GUS, prezentująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w lutym br., wskazuje na naturalne wzrostowe odreagowanie statystyk po ich styczniowym załamaniu. Pytanie jednak, czy oznacza to tylko krótkotrwałe odbicie czy początek powrotu do wysokiej formy, koniunktury inwestycyjnej na mieszkaniowym rynku pierwotnym.

Odreagowanie styczniowego tąpnięcia

Początek bieżącego roku bardzo wyraźnie zasygnalizował perspektywę słabnięcia koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego w kolejnych miesiącach. Mocno korekcyjny charakter styczniowych danych GUS solidarnie dotknął wszystkich trzech rodzajów statystyk inwestycyjnych mieszkaniówki, czyli:

  • mieszkań oddanych do użytkowania,
  • nowych pozwoleń oraz
  • inwestycji rozpoczętych.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl w przypadku budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od stanu koniunktury rynkowej, dość mocno utrwaloną od lat tradycją jest widoczne hamowanie aktywności inwestycyjnej w pierwszych tygodniach każdego roku. W efekcie miesiąc styczeń jest od lat regularnie i niezawodnie najsłabszym miesiącem w mieszkaniówce pod względem statystyk nowo rozpoczynanych budów. Pojawia się więc wątpliwość, czy styczniowe hamowanie do minimalnych kilkuletnich wartości było tylko wypadkiem przy pracy, czy też może początkiem cyklicznego spowolnienia inwestycyjnego w mieszkaniówce.

Zdecydowanie najgorzej wypadły z początkiem roku najważniejsze dane, z punktu widzenia oceny bieżącej koniunktury, dotyczące nowych budów deweloperskich. Pociągnęły one za sobą przedmiotowe statystyki ogółem do poziomu jednego z najgorszych wyników miesięcznych w historii, i najsłabszego od grudnia 2018 roku.

Tymczasem w lutym nastąpiło dość jednoznaczne odreagowanie wolumenu nowych budów mieszkaniowych do poziomu ogółem blisko 18 tys. jednostek, czyli o ponad połowę w stosunku do styczniowego dna. Na taki wynik solidarnie zapracowali inwestorzy indywidualni i budujący na sprzedaż lub wynajem. Jednak o ile ci pierwsi rozpoczęli w dwóch pierwszych miesiącach nawet nieco więcej mieszkań niż w analogicznym okresie ub. roku, to deweloperzy wciąż mają na koncie mniej rozpoczętych budów rdr o ponad 16 proc.

Nowe pozwolenia wciąż w cenie

Z kolei w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, luty zaowocował korekcyjnym odreagowaniem, o nieco mniej spektakularnym wymiarze, niż w przypadku mieszkań rozpoczętych. GUS doliczył się ich ogółem w ubiegłym miesiącu 25,5 tys., czyli 15 proc. więcej w relacji mdm, ale jednocześnie ponad 6 proc. mniej rdr.

Co ciekawe jednak, w przypadku deweloperów wynik za dwa pierwsze miesiące br. na poziomie ponad 33 tys. decyzji administracyjnych, jest niemal identyczny z osiągniętym w okresie styczeń-luty 2021. Czyli rusza  wyraźnie mniej nowych budów deweloperskich, ale nowe pozwolenia wciąż pozostają w cenie. A jak wiadomo statystyki nowych pozwoleń na budowę są bardzo wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów, nie sugerując tym samym spadku ich optymizmu inwestycyjnego.

Mieszkania oddane w kierunku średnich wartości

W ostatnich czasach bardzo mocnym ogniwem GUS-owskich danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego pozostawały statystyki mieszkań oddanych do użytkowania. Od siedmiu miesięcy ostro pięły się w górę aż do rekordowego od lat poziomu w ubiegłorocznym grudniu.

W tym przypadku po styczniowym osłabieniu mamy na tyle wyraźne odreagowanie, że bardzo prawdopodobny wydaje się powrót do średnich wartości z ostatnich miesięcy. Wynik w lutym ogółem 18,4 tys. był nie tylko wyższy mdm o jedną piątą, ale i rdr o kilkanaście procent. W rezultacie tegoroczny jak i zeszłoroczny okres styczeń-luty zaowocowały niemal identycznym wynikiem.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi budowlanemu w mieszkaniówce. W związku z tym, w tym przypadku, można liczyć na szybkie odbicie tych danych w kolejnych miesiącach, w odróżnieniu do bardziej problematycznych nowych pozwoleń i budów rozpoczętych.

Już za dwa tygodnie notowani na GPW deweloperzy mieszkaniowi zaprezentują swoje wyniki sprzedażowe za pierwszy kwartał br. Raczej przesądzony wydaje się istotny statystycznie spadek kontraktacji zarówno w relacji rok do roku jak i kwartał do kwartału. Trudno jednak jednoznacznie ocenić, czy bieżący, okresowy spadek popytu na nowe lokale będzie miał radykalny wpływ na długoterminowe widoki rodzimego mieszkaniowego rynku inwestycyjnego.

Prawdopodobnie już niebawem rozgorzeje medialna dyskusja nad wpływem wojny w Ukrainie na rozwój krajowej mieszkaniówki. Niekończący się strumień wojennych uchodźców, liczony już nie w setkach tysięcy, ale w milionach jednostek, zapewne nie pozostanie bez wpływu na jej perspektywy w długim terminie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Branża SEO w Polsce – coraz więcej firm pozycjonuje się w Google

Marketing w sieci rozwija się nieustannie, dotyczy to także rynku polskiego. Szczególnym powodzeniem cieszy się pozycjonowanie sklepów internetowych, które uwzględnia w swoich budżetach większość przedstawicieli sektora e-commerce. Zapoznaj się z poniższym artykułem i przekonaj się, jak wygląda obecnie branża SEO w naszym kraju!

Polska branża e-commerce

Zakupy online cieszą się powodzeniem na całym świecie, także w Polsce. Sklepy internetowe są odwiedzane nie tylko przez młode osoby, ale coraz częściej również przez seniorów. Znaczny wzrost popularności takiej formy nabywania towarów odnotowano w 2020 roku, kiedy to z powodu pandemii wiele stacjonarnych punktów sprzedaży przeniosło się do sieci. Jednak także wcześniej branża e-commerce przeżywała znaczny wzrost i wszystko świadczy o tym, że powinien on się utrzymać. 

Dane statystyczne z 2020 roku wskazują, że obecnie 73% Polaków regularnie robi zakupy w sieci. Nieustannie pojawiają się kolejne sklepy internetowe, które proponują konsumentom zróżnicowany asortyment towarów i usług. W naszym kraju funkcjonuje już ponad 400 000 punktów sprzedaży online i ta liczba najprawdopodobniej będzie stale rosnąć. 

Pozycjonowanie sklepów internetowych

Wzrost popularności sklepów online przekłada się na rozwój branży SEO. Optymalizacja serwisów www pod kątem widoczności w wynikach Google to sprawdzony sposób na promocję w sieci. Trudno z góry określić, jaki budżet należy przeznaczyć na pozycjonowanie – cennik jest uzależniony od kilku czynników. Kluczem do sukcesu jest wybór odpowiedniej agencji, która ma doświadczenie w działaniach SEO i korzysta z nowoczesnych narzędzi w swojej pracy. Taka firma zatrudnia też sztab specjalistów z różnych dziedzin, którzy wspólnie pracują nad projektami klientów. 

Na cennik pozycjonowania wpływa przede wszystkim rozmiar serwisu. Sklepy internetowe różnią się między sobą ilością sprzedanego towaru i tym samym liczbą podstron, które muszą zostać zoptymalizowane pod kątem widoczności w przeglądarkach. Na ostateczny koszt usługi wpływa też copywriting, czyli wypełnianie serwisu treściami zgodnymi z zasadami SEO. Zlecając tworzenie opisów agencji, można zwiększyć skuteczność jej pracy.

Coraz więcej firm z polskiej branży e-commerce decyduje się na sprzedaż swoich towarów za granicą. Tutaj kluczem do sukcesu jest także agencja SEO, która pomoże zoptymalizować serwis na potrzeby rynków w innych krajach. Taka opcja wymaga zwiększenia budżetu na pozycjonowanie, cennik musi bowiem uwzględniać m.in. tworzenie treści w języku obcym. 

Poza tym pozycjonowanie sklepów internetowych może obejmować też następujące działania.:

  • wybór i optymalizację grafik,

  • link building,

  • tworzenie artykułów blogowych. 

Pozycjonowanie sklepów internetowych dla branży e-commerce

Sprzedaż towarów online to prosty sposób na zwiększenie zysków firmy! Warto uwzględnić też pozycjonowanie sklepów internetowych, aby poprawić widoczność swojej oferty w wyszukiwarce Google. W tym celu najlepiej zgłosić się do agencji SEO, która przygotuje plan na pozycjonowanie – cennik, zakres prac oraz przewidziane rezultaty.

Rekordowe zainteresowanie magazynami w Polsce

Według najnowszego raportu pt. „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, wolumen transakcji w 2021 roku osiągnął rekordowy poziom 7,35 mln mkw., co stanowi wzrost o 41% rok do roku i 175% średniej rocznej z lat 2016-2020.

– W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z niespotykaną dotąd aktywnością zarówno deweloperów, jak i najemców. Odnotowane poziomy popytu, nowej podaży, jak i powierzchni w budowie nigdy w historii polskiego rynku magazynowo-przemysłowego nie były tak wysokie. Jednocześnie obserwowaliśmy szybko kurczącą się dostępność wolnej powierzchni magazynowej oraz presję na wzrost czynszów w całej Polsce – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Zasoby nowoczesnych powierzchni magazynowych i przemysłowych wyniosły 23,8 mln mkw. na koniec 2021 r., co oznacza wzrost o 15,1% w ciągu roku. Deweloperzy dostarczyli na rynek ok. 3,1 mln mkw. powierzchni, co jest rekordowym wynikiem. Najwięcej powierzchni oddano do użytku na Śląsku i Mazowszu, odpowiednio 618 100 mkw. i 426 100 mkw.

Na koniec IV kwartału 2021 r. w budowie pozostawała rekordowa ilość powierzchni magazynowej – prawie 4,65 mln mkw., tj. o 131% więcej niż pod koniec 2020 r. Najwięcej nowych obiektów powstawało w Centralnej Polsce (848 400 mkw.), na Dolnym Śląsku (814 600 mkw.) oraz na Górnym Śląsku (701 900 mkw.). Najbardziej aktywnym deweloperem pozostawał niezmiennie Panattoni, którego projekty w budowie obejmowały ponad 2,6 mln mkw., co stanowiło 56% całkowitego wolumenu powierzchni w przygotowaniu.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w 2021 r. osiągnął rekordowy poziom 7,35 mln mkw. (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi wzrost o 41% rok do roku i 175% średniej wartości rocznej z lat 2016-2020. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, śląskim i wielkopolskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 17,1%, 15,7% i 14,8%.

Największy udział procentowy w wolumenie transakcji miały nowe umowy najmu (60%), a w dalszej kolejności renegocjacje (22%), umowy dotyczące obiektów BTS (14%) oraz ekspansje (5%). W 2021 r. odnotowano zwiększoną liczbę umów najmu zawieranych na krótszy okres (do jednego roku), w ramach których najemcy wynajęli łącznie na ok. 437 500 mkw.

Udział najemców z sektora e-commerce wzrastał w ciągu roku w bardzo szybkim tempie. W 2021 r. odnotowano także zwiększony popyt ze strony operatorów logistycznych 3PL, firm kurierskich i dystrybutorów detalicznych prowadzących działalność e-commerce, a także lekkiej produkcji.

Wśród największych transakcji zawartych w 2021 r. znalazły się między innymi: realizacja przez Panattoni obiektu BTS o powierzchni 146 000 mkw. dla Zalando w Bydgoszczy, budowa magazynu BTS o powierzchni 109 tys. mkw. w Panattoni Park Poznań XI dla DHL Supply Chain czy obiektu BTS o powierzchni 104 400 mkw. w Hillwood Bydgoszcz dla Zalando.

Wskaźnik pustostanów dla całej Polski wyniósł 3,7% na koniec IV kwartału 2021 r., co oznacza spadek o 3,2 p.p. w ujęciu rok do roku. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 877 300 mkw. w porównaniu z 2 152 200 mkw. w obiektach będących w budowie. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano na Górnym Śląsku (7,8%) oraz w województwie lubelskim (6,2%) i mazowieckim (4,2%), natomiast brak dostępnej powierzchni bądź niewielki udział pustostanów w całkowitych zasobach odnotowano w Białymstoku, Olsztynie oraz Małopolsce.

Łączna wielkość transakcji na rynku inwestycyjnym w sektorze magazynowym i przemysłowym w 2021 r. była rekordowo wysoka i wyniosła blisko 3 mld EUR, co oznacza wzrost o 8% w porównaniu z rokiem poprzednim. Z uwagi na duże zainteresowanie inwestorów obiektami z sektora magazynowego, szczególnie tymi wynajętymi najemcom z sektora e-commerce, stopy kapitalizacji uległy kompresji w 2021 r.

PROGNOZA

– Wpływ inwazji Rosji na Ukrainę na rynek magazynowy w Polsce jest trudny do oszacowania. Z jednej strony obserwujemy zwiększony popyt na powierzchnie magazynowe, natomiast z drugiej strony jeszcze bardziej zakłócone będą łańcuchy dostaw materiałów budowlanych, w tym stali, co zapewne wydłuży procesy budowlane obiektów magazynowych. Najemcy już odczuwają skutki obecnej sytuacji – na ich działalność wpłynął zarówno wzrost cen paliw, jak i wysoki kurs EUR – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w 2022 roku mogą wzrosnąć do 30 mln mkw. Obok wielkiej piątki – Mazowsza, Górnego Śląska, Centralnej Polski, Dolnego Śląska i Wielkopolski – coraz szybciej będą się rozwijały też inne dobrze skomunikowane lokalizacje, takie jak Polska Zachodnia, a w szczególności województwa: lubuskie, zachodniopomorskie i kujawsko-pomorskie. Na coraz większym znaczeniu zyskuje Trójmiasto. W tyle nie pozostają również inne regiony – obecnie w województwach podlaskim, podkarpackim, świętokrzyskim i lubelskim znajduje się prawie 800 tys. mkw. magazynów.

– Spodziewamy się utrzymania relatywnie wysokiego poziomu aktywności deweloperów ze względu na duże zapotrzebowanie zgłaszane przez operatorów logistycznych 3PL, firmy kurierskie i dystrybutorów detalicznych, co związane jest z dalszą ekspansją sektora e-commerce. Wzrost kosztów materiałów budowlanych i eksploatacji obiektów magazynowych będzie skłaniał najemców i deweloperów magazynów do coraz powszechniejszego wdrażania rozwiązań z zakresu ESG oraz zaawansowanych technologii – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa w Newmark Polska.

Tarcza Antyputinowska w ocenie przedsiębiorców powinna być bardziej precyzyjna

– Inicjatywę „Tarczy Antyputinowskiej” oceniamy bardzo pozytywnie. Uważamy jednocześnie, że  skala tej pomocy powinna być jeszcze szerzej rozpostarta na cały sektor MŚP. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wojna dotyka całą gospodarkę, a nie tylko sektory, które bezpośrednio kooperowały z Rosją, Ukrainą czy Białorusią. Należy uczciwie spojrzeć, że inflacja i wzrosty cen surowców będą mocno odczuwalne zarówno w przemyśle, jak i np. handlu, usługach, produkcji, transporcie, budownictwie czy działalnościach pokrewnych. Postulujemy, by wsparcie osłonowe objęło te firmy, które będą w stanie wykazać, że sytuacja w Europie odbija się na ich działalności – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Jak mówi Hanna Mojsiuk firmy z Pomorza Zachodniego już zgłaszają problemy wynikające z bieżącej sytuacji geopolitycznej. To przede wszystkim znaczące wzrosty cen i problemy kadrowe.

Północna Izba Gospodarcza: więcej konkretów dla MŚP

Założenia ramowe „Tarczy Antyputinowskiej” Premier Mateusz Morawiecki zaprezentował w ostatni piątek. Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk pomysł należy oceniać pozytywnie,  czekamy jednakże  na  konkrety w  ustawie , które mogłyby usatysfakcjonować sektor MŚP.

– Przedsiębiorcy z jednej strony doceniają  inicjatywę rządu , choć  mają obawę, że lakoniczność komunikatu premiera nie przełoży się na żadne konkretne działania, a te już teraz są przez biznes bardzo oczekiwane. Premier mówił o dofinansowaniu rolnictwa i to nie budzi naszych wątpliwości, podobnie jak to, by stawiać na dywersyfikację energii. Mamy jednak obawy, czy wpisywanie 13 emerytury jako rozwiązania pro-gospodarczego jest dobrą diagnozą problemów przedsiębiorców. Zwiększanie konsumpcji w bezpośredni sposób nie przyczyni się do obniżania cen. Wręcz przeciwnie. Naszym zdaniem Rząd powinien zmierzać do tego, by jak najmocniej odciążyć przedsiębiorców, co pozwoli im utrzymać płynność finansową i operacyjną bez konieczności przerzucania kosztów na konsumentów. Obecnie widzimy, że czeka nas kolejna korekta cen. Rosną ceny energii, gazu i paliwa. To wszystko jest elementem koszyka cenowego, który powoduje, że MŚP nie mogą już utrzymywać cen w ryzach – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Pozytywnie należy ocenić działania mające na celu wyeliminowanie z polskiej gospodarki elementów rosyjskich  , to bardzo ważna decyzja rządu , która pokazuje kto w Europie jest solidarny z Ukrainą  wobec bezpardonowego  ataku ze strony  rosyjskiego agresora . Polscy obywatele i polski rząd w tym momencie jest przykładem właściwej postawy  , w obliczu zbrojnej napaści na Ukrainę i tej potwornej arogancji, jaką prezentuje Rosja wobec całego świata. Uczciwość nakazuje, by przestać handlować z wrogiem – dodaje Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy wskazują branże, które potrzebują pomocy i wsparcia

Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk zdanie Premiera „Różne branże podlegają różnym analizom” w kontekście wsparcia rządowego w ramach „Tarczy Antyputinowskiej” jest zdaniem zbyt ogólnym, by uspokoić przedsiębiorców.

– Podpowiadamy rządzącym  czego potrzebują przedsiębiorcy: pakietu osłonowego dla transportu, bo koszty cen paliwa i braki kadrowe zaraz zaczną wykańczać sektor gospodarki, który w ostatnich latach stał się jednym z flagowych w Polsce. Należy przyjrzeć się również sytuacji sektora budowlanego. Wydaje się, że to jest sektor, który nie będzie potrzebować dopłat, to byłaby arogancja, możliwe jednak, że konieczne będą np. gwarancje bankowe, które pozwolą pewne inwestycje odsunąć w czasie bez konsekwencji dla wykonawcy. W trudnej sytuacji jest handel, szczególnie mowa o firmach, które opierały swoją działalność na imporcie i eksporcie z krajami objętymi dzisiaj działaniami wojennymi – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak dodaje Hanna Mojsiuk pożądane są także działania mające na celu wspieranie przedsiębiorców zatrudniających osoby z Ukrainy. Powinny być tutaj w ofercie darmowe kursy  językowe i  różnego rodzaju kursy dokształcające. Obecnie na rynku pracy nie ma jeszcze wielkiego zainteresowania rekrutacjami, co powinno w najbliższym czasie się zmienić.

Ważny wyrok dla milionów kredytobiorców: Sankcja Kredytu Darmowego

9 lutego 2022 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że w sytuacji, gdy zasady, na podstawie których bank oblicza raty kredytu hipotecznego, nie są jednoznaczne, precyzyjnie opisane i zrozumiałe, kredytobiorca oddaje bankowi jedynie pożyczoną kwotę, bez odsetek i innych kosztów.

– Ale zacznijmy od początku – mówi Joanna Sułek, radca prawny z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy. – Sankcja kredytu darmowego (SKD) ma zastosowanie tylko do kredytów konsumenckich zawartych po 18 grudnia 2011 r. – uściśla.

Warto od razu doprecyzować, że pod pojęciem kredytu konsumenckiego rozumiemy kredyt udzielony osobie fizycznej na cele niezwiązane z jej działalnością gospodarczą, w wysokości do 255 500 zł lub równowartości tej kwoty w innej walucie.

– Przesłanką do skorzystania z sankcji kredytu darmowego jest wystąpienie w umowie kredytowej określonych błędów lub braków – wyjaśnia J. Sułek.

Wady te ustala się na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim. Art. 30 tej ustawy wskazuje bardzo dokładnie, jakie informacje (postanowienia) powinna zawierać każda umowa kredytowa. W przypadku braku którejś z informacji lub obecności informacji nieprawidłowej klient może złożyć kredytodawcy oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego.

– W takiej sytuacji mamy do czynienia z przekształceniem tego konkretnego kredytu w kredyt darmowy. Wówczas kredytobiorca zwraca jedynie kapitał kredytu (bez jakichkolwiek kosztów – odsetek, prowizji, innych opłat). Tym samym kredytodawca zostaje pozbawiony przychodu z tytułu takiej umowy – wyjaśnia mecenas Sułek.

Hipoteczne także

Warszawski Sąd Apelacyjny rozpatrywał jednak sprawę nie kredytu konsumpcyjnego, lecz hipotecznego. Uznał, że kredyt hipoteczny powinien być darmowy, ponieważ umowa zawierała błędną informację dotyczącą całkowitego kosztu kredytu (jest to jedna z obowiązkowych informacji, które powinny znaleźć się w umowie zgodnie z wyżej wspomnianymi wymogami ustawy o kredycie konsumenckim). Z możliwości dochodzenia swoich praw może skorzystać każdy, kto zawarł umowę kredytu hipotecznego w latach 2011–2017. Pierwsze korzystne dla klientów i prawomocne wyroki zapadały już w roku 2020[1].

– Podkreślam: sankcja kredytu darmowego dotyczy również kredytów hipotecznych, ale tylko tych zawartych w latach 2011–2017. W tym czasie obowiązywały bowiem stosowne przepisy ustawy o kredycie konsumenckim, umożliwiające zastosowanie tej sankcji. Ówczesny art. 35 ustawy o kredycie konsumenckim wskazywał, jakie elementy (informacje) powinna zawierać każda umowa kredytu hipotecznego. Z kolei art. 46 przewidywał, że w przypadku naruszenia obowiązków informacyjnych przez kredytodawcę poniesie on konsekwencje w postaci możliwości skorzystania przez kredytobiorcę z sankcji kredytu darmowego. Powyższe przepisy zostały uchylone w 2017 r., w związku z uchwaleniem odrębnej ustawy dla kredytów hipotecznych, tj. ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Ustawodawca nie zdecydował się już jednak na wprowadzenie do tej ustawy przepisów zezwalających na zastosowanie sankcji kredytu darmowego. Zatem w przypadku kredytów hipotecznych zawartych po 22 lipca 2017 r. (data wejścia w życie ustawy) brak jest możliwości skorzystania z sankcji kredytu darmowego – zaznacza wyraźnie mecenas Joanna Sułek i dodaje: – Jak wskazałam wyżej, możliwość zastosowania sankcji kredytu darmowego w przypadku kredytów hipotecznych wynika z przepisów prawa. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie potwierdza tę tezę, a nadto stanowi dobry sygnał dla kredytobiorców, że instytucja sankcji kredytu darmowego rzeczywiście znajduje zastosowanie w praktyce. Świadomość obecności sankcji kredytu darmowego nadal jest niewielka i każde kolejne orzeczenie sądu w tej kwestii będzie ważne i potrzebne.

Nie tylko w bankach

Czasem można się spotkać z pytaniem, czy w przypadku SKD znaczenie ma, czy kredyt został zaciągnięty w banku, czy w firmie pożyczkowej.

– Nie – odpowiada J. Sułek. – Sankcja kredytu darmowego ma zastosowanie zarówno w przypadku kredytów i pożyczek udzielanych przez banki, jak i w przypadku pożyczek oferowanych przez inne instytucje finansowe, zwane potocznie parabankami.

Zamiast podsumowania

Warto pamiętać, że sankcja kredytu darmowego dotyczy kredytów spłacanych i spłaconych. W przypadku tych drugich obowiązuje limit czasowy, tj. klient może skorzystać z SKD w terminie jednego roku od zakończenia umowy. Przez zakończenie umowy rozumiemy sytuację, w której żadna ze stron nie zalega już ze świadczeniami na rzecz drugiej. Tak że jeśli np. bank do tej pory nie zwrócił klientowi proporcjonalnej części prowizji w związku z wcześniejszą spłatą kredytu, to umowy nie uznajemy za zakończoną.

[1] https://www.money.pl/banki/darmowy-kredyt-hipoteczny-bank-odzyskal-tyle-ile-pozyczyl-6510379543623809a.html, dostęp: 17.03.2022.

JR HOLDING inwestuje w THE BATTERIES, które docelowo zadebiutuje na GPW

JR HOLDING ASI poinformowała o podpisaniu porozumienia Term-Sheet w sprawie inwestycji JRH do 12 mln zł w spółkę THE BATTERIES, a następnie wprowadzenia jej do notowań na GPW w drodze odwrotnego przejęcia spółki NEXITY GLOBAL. THE BATTERIES opracowała i opatentowała nowatorski proces produkcji cienkowarstwowych baterii półprzewodnikowych na rynek elektroniki użytkowej.

THE BATTERIES to polska spółka założona przez światowej sławy inżynierów, którzy wcześniej zaprojektowali niestandardowe urządzenia do produkcji próżniowej dla Apple, Samsung, Sharp i innych międzynarodowych korporacji. Spółkę stanowi zespół specjalistów z ponad 20-letnim doświadczeniem w technologii cienkowarstwowej, chemii i fizyce powierzchni, komercjalizacji technologii i operacjach w dużych firmach.

THE BATTERIES opracowuje nowy typ urządzeń do produkcji cienkowarstwowych baterii wykorzystujący proces parowania plazmowego. Ten przełom inżynieryjny w zakresie rozwoju tego typu technologii, umożliwi osiągnięcie znacząco niższych kosztów produkcji baterii.  Efektem jest ekonomicznie opłacalna produkcja i wynikająca z niej przewaga konkurencyjna zaawansowanych baterii cienkowarstwowych, która umożliwi ich szeroką komercjalizację na rynku elektroniki użytkowej.

Fundusze pozyskane od JR HOLDING umożliwią nam realizację kolejnych etapów projektu w tym uruchomienie linii pilotażowej do produkcji baterii cienkowarstwowych. Dodatkowo wejście do notowań na rynku głównym pozwoli nam na dalszy intensywny rozwój, w tym pozyskanie w przyszłości dalszych środków na skalowanie produkcji” – deklaruje Jacek Błoński, Przewodniczący Rady Nadzorczej THE BATTERIES.

Plan projektu dzieli się na trzy kluczowe etapy. Pierwszym z nich jest sfinalizowanie badań i pierwszego seryjnego rozwoju produktu polegającego na uzyskaniu certyfikatów, przejściu testów baterii z partnerami i przyszłymi klientami, a także skonfigurowaniu i wdrożeniu pełnoprawnej dystrybucji. Kolejnym kluczowym  etapem  jest opracowanie pilotażowej fabryki produkcyjnej in-line w laboratorium dla technologii demonstracyjnej w produkcji masowej. Ostatnim etapem jest masowa rozbudowa produkcji poprzez rozwój nowych zdolności produkcyjnych lub licencjonowanie technologii.

Jesteśmy przekonani, że technologia opracowana przez zespół THE BATTERIES jest przełomowa i znajdzie szerokie zastosowanie w produkcji baterii do urządzeń elektronicznych. Inwestycja ta pasuje do innych spółek z naszego portfela działających w sektorze innowacji w energetyce. Zakładamy, że te technologie wpiszą się w trend transformacji energetycznej i mają przed sobą perspektywę intensywnego rozwoju” – komentuje January Ciszewski, Prezes JR HOLDING ASI S.A.

Podpisane porozumienie zakłada przystąpienie JRH do inwestycji w THE BATTERIES i objęcie docelowo 12,5% kapitału spółki w zamian za 12 mln zł, w dwóch transzach, przy czym druga zostanie zrealizowana po osiągnięciu założonych celów. Strony porozumienia wstępnie ustaliły, że kolejnym krokiem będzie odwrotne przejęcie przez THE BATTERIES notowanej na GPW spółki NEXITY GLOBAL tj. wniesienie przedsiębiorstwa THE BATTERIES do NEXITY.

Dlaczego oprocentowanie lokat nie wzrasta?

Na marcowym posiedzeniu RPP po raz szósty z rzędu podniosła stopy procentowe. Referencyjna stopa procentowa wzrosła o 75 pb. do poziomu 3,5%. Jest to reakcja na gwałtowane osłabienie złotego oraz utrzymującą się wysoką inflację. Należy pamiętać, że od wysokości głównej stopy NBP uzależniony jest poziom WIBOR. Aktualnie stawka WIBOR3M wynosi 4,37%. Zestawiając ze sobą dwie wspomniane powyżej stopy można zauważyć, że obecna różnica pomiędzy nimi wynosi 0,87 p.p. Jest to wartość wyższa niż notowana na przestrzeni ostatnich lat, gdzie kształtowała się średnio w okolicach 0,2 p.p. Powodem wystąpienia tak dużej rozbieżności jest przede wszystkim wycenianie przez rynek scenariusza szybkiego tempa zacieśniania polityki pieniężnej. Bazując na notowaniach kontraktów FRA WIBOR 3M może wzrosnąć w ciągu kilku miesięcy do ponad 5%. W miarę upływu czasu, w przypadku, gdy rynek nie będzie wyceniał kolejnych podwyżek stóp procentowych, można się spodziewać, że różnica pomiędzy WIBOR 3M a stopą referencyjną powinna ustabilizować się na poziomie zbliżonym do 0,2 p.p.

Wykres: Różnica pomiędzy WIBOR 3M a stopą referencyjną NBP

Różnica pomiędzy WIBOR 3M a stopą referencyjną NBP
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP

Konsekwencje wzrastającej stopy WIBOR odczuwają m.in. kredytobiorcy. Zdecydowana większość kredytów hipotecznych bazuje na oprocentowaniu zmiennym, opartym na stawkach WIBOR 3M lub 6M. Oznacza to, że koszt kredytu rośnie wraz z podwyżką stóp procentowych. Z drugiej strony rosnący WIBOR nie przekłada się na istotny wzrost średniego oprocentowania lokat. Według danych NBP średnie oprocentowanie depozytów gospodarstw domowych z terminem pierwotnym do 3 miesięcy wyniosło w styczniu 0,91%. Różnica między stopą WIBOR 3M a średnim oprocentowaniem lokat* w tym okresie wyniosła więc ok. 2,11%. Od końca stycznia WIBOR 3M wzrósł ponadto o 1,3%. Dane o średnim oprocentowaniu lokat dla kolejnych miesięcy nie zostały jeszcze opublikowane, jednak nie wydaje się, żeby oprocentowanie wzrastało proporcjonalnie do WIBORU.

Wykres: Różnica pomiędzy WIBOR 3M a średnim oprocentowaniem depozytów*

Różnica pomiędzy WIBOR 3M a średnim oprocentowaniem depozytów
*depozyty gospodarstw domowych i instytucji niekomercyjnych działających na rzecz gospodarstw domowych z terminem pierwotnym powyżej 1 miesiąca do 3 miesięcy włącznie (dane do końca stycznia 2022)
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP

Powyższe wynika przede wszystkim z dużej nadpłynności polskiego sektora bankowego, czyli przewagi posiadanych depozytów nad udzielonymi kredytami. Należy zauważyć, że stosunek kredytów do depozytów wynosi około 80%.

Nadpłynność sektora, mierzona wartością popytu na bony pieniężne przedstawiono na wykresie poniżej.

Wykres: Popyt na bony pieniężne NBP (w mld zł)

Popyt na bony pieniężne NBP
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP

Nadpłynność na przestrzeni ostatnich lat mocno wzrosła. Aktualnie wynosi ok. 250 mld zł. W porównaniu do średniej z lat 2015-2019, która wynosiła 83 mld zł, popyt na bony pieniężne wzrósł trzykrotnie. Jest kilka czynników, które wpłynęły na wzrost płynności sektora bankowego. Znaczna część nadwyżki płynności pochodzi od przedsiębiorstw, które były beneficjentami rządowych tarcz pomocowych związanych z pandemią COVID. Konsekwencją powyższego jest także niski popyt na kredyty ze strony przedsiębiorstw. Dodatkowo banki uzyskały kolejne źródło płynności w postaci programu skupu aktywów. NBP rozpoczął 19 marca 2020 strukturalne operacje otwartego rynku (outright buy), których celem było utrzymanie płynności na rynku wtórnym obligacji skarbowych i poprawienie struktury płynności w sektorze bankowym w długim okresie. Ostatni przetarg przeprowadzony był w listopadzie 2021 r. Przez ten okres NBP skupił od banków komercyjnych obligacje o łącznej wartości nominalnej ok. 144 mld zł. Kolejnym czynnikiem, który już teraz ma istotny wpływ na płynność sektora, jest spadający popyt gospodarstw domowych na kredyty. Na podstawie najnowszych danych NBP można zauważyć, że wartość udzielonych nowych kredytów spada od października. Spadek popytu dotyczy wszystkich raportowanych kategorii kredytów (konsumpcyjne, mieszkaniowe, pozostałe).

Wskazana powyżej nadwyżka płynności banków oznacza, że nawet w środowisku rosnących stóp procentowych banki nie muszą podnosić oprocentowania lokat i pozyskiwać nowego kapitału. Średnie oprocentowanie lokat powinno istotnie wzrosnąć dopiero wtedy, gdy nadpłynność sektora się zmniejszy. Wpływ na jej częściowe ograniczenie będzie mieć podwyższenie stopy rezerwy obowiązkowej. Stopa od 31 marca wzrośnie z dotychczasowych 2% do 3,5%. Szacuje się, że taki ruch może prowadzić do ograniczenia nadpłynności sektora bankowego o ok. 25 mld zł. Wydaje się jednak, że skala powyższego będzie zbyt mała, biorąc pod uwagę, że banki każdego tygodnia lokują w bonach pieniężnych średnio 250 mld zł.

Po stronie kredytowej obserwujemy natomiast dwa podejścia do kryteriów udzielania kredytów i prognozowanego popytu, które są uzależnione od rodzaju kredytu. Zgodnie z przeprowadzoną w lutym ankietą NBP kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych ulegają zaostrzeniu. Jest to uzasadnione wzrostem stóp procentowych i pogorszeniem prognoz sytuacji gospodarczej. Natomiast wobec kredytów dla przedsiębiorstw i MŚP kryteria te mogą ulec złagodzeniu. Tym samym banki przewidują, że popyt na kredyty mieszkaniowe istotnie spadnie, a popyt na kredyty w sektorze przedsiębiorstw wzrośnie. Wydaje się jednak, że inwazja Rosji na Ukrainę wpłynęła, miejmy nadzieję, że krótkoterminowo, na popyt na kredyty i zrewidowała w dół oczekiwania banków. Dodatkowym aspektem wpływającym na popyt na kredyty mieszkaniowe jest nowa rekomendacja KNF. Komisja zaleca w niej zwiększenie bufora na wzrost stopy procentowej do co najmniej 5 p.p. Powyższe wpłynie na spadek zdolności kredytowej. W przedstawionej sytuacji ciężko oczekiwać, że banki będą chciały agresywnie pozyskiwać nowy kapitał oraz dynamicznie podnosić oprocentowanie lokat.

Powyższe okoliczności wpływają natomiast pozytywnie na wyniki finansowe banków. Wzrost oprocentowania udzielonych kredytów przy niższym wzroście kosztów odsetkowych z tytuły lokat widoczny jest przede wszystkim w uzyskiwanej marży odsetkowej netto. Banki już w ostatnim kwartale 2021 roku były beneficjentem rosnących stóp procentowych. W tych okolicznościach w całym 2022 roku wyniki odsetkowe banków mogą być jeszcze lepsze.

Bartosz Wałecki, Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Kolejny weekend bez eskalacji

Rosyjska ofensywa na Ukrainie wyraźnie się zatrzymała. Rynki wciąż jednak bardzo ostrożnie podchodzą do tematu, wiedząc jak niewiarygodnym partnerem stała się Rosja w ostatnich tygodniach. Złoty odzyskuje jednak coraz więcej swojej wartości.

Dane z Polski

W piątek poznaliśmy dwa ważne odczyty dla polskiego złotego. Był to wzrost produkcji przemysłowej oraz dane na temat wynagrodzeń i zatrudnienia. Produkcja przemysłowa rośnie o 17,6%, to wolniej niż miesiąc temu, ale i tak powyżej oczekiwań. Tak wysoki wzrost wynika głównie z korekty po poprzednich słabszych odczytach, do których się ta procentowa zmiana odnosi. Wynagrodzenia rosną o imponujące 11,7% rocznie, to ponad 3% szybciej niż inflacja. Trzeba jednak pamiętać, że o ile faktycznie rosną tyle, to jest to wartość średnia. Nie wszystkie pensje rosną o tyle. Z drugiej strony nadal widzimy wzrost zatrudnienia o 2,2% w skali roku.

Odbicie złotego

Piątek pomimo dobrych wskaźników makroekonomicznych był trudnym dniem dla złotego. Powodem był strach inwestorów, przed tym co przyniesie weekend. W rezultacie ponownie sprzedawali oni bardziej ryzykowne aktywa w tym polską walutę. Sytuacja na Wschodzie mimo heroicznego oporu Ukrainy w dalszym ciągu może eskalować, stąd by zmniejszyć ryzyko w piątek, byliśmy świadkami odwrotu. Dzisiaj jednak, skoro nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, mamy powrót do poprzednich poziomów. Euro po raz kolejny kosztuje poniżej 4,70 zł, powoli zbliżając się do wysokich stanów przed inwazją Rosji.

Egipt walczy z problemami

Ceny rosną o 8,8% w skali roku nad Nilem. To właśnie dlatego, bojąc się negatywnych wpływów wojny na Ukrainie, Bank Centralny Egiptu postanowił na nadzwyczajnym posiedzeniu podnieść stopy procentowe. Główna stawka poszła od razu 1% w górę i wynosi obecnie 9,25%. Jest to pierwsza podwyżka od czasu gwałtownych obniżek w czasie pandemii. Trzeba pamiętać, że w tym kraju nie są to jeszcze nadzwyczajne poziomy. Egipcjanie pamiętają jednak problemy z 2018 roku, gdy inflacja wynosiła ponad 30%, a stopy procentowe sięgnęły 18,75%. Z drugiej strony na egipskiego funta były ostatnio silne naciski, a dzisiaj mimo podwyżek stóp procentowych postanowiono zdewaluować walutę o 10%, by ustabilizować rynek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dobry pierwszy kwartał na rynku inwestycyjnym w Europie

Ze wstępnych danych międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie w pierwszym kwartale bieżącego roku wyniesie ok. 70 mld euro, co oznaczałoby wzrost o 19,5% rok do roku. Pomimo ostatnich wydarzeń geopolitycznych aktywność inwestycyjna w Europie do końca roku utrzyma się na wysokim poziomie, głównie za sprawą dużych transakcji portfelowych oraz fuzji i przejęć.

Według prognoz firmy Savills, wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2022 r. może zamknąć się w przedziale od 300 do 330 mld euro i być wyższy od średniej pięcioletniej o 5-10%, o ile wojna pomiędzy Rosją i Ukrainą nie potrwa zbyt długo i nie wpłynie długofalowo na gospodarkę europejską.

„Zważywszy na obecną sytuację, przewidujemy, że aktywność inwestycyjna w tym roku skupi się na rynkach Europy Zachodniej, a zwłaszcza Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. Z naszych wstępnych danych za pierwszy kwartał wynika, że udział tych trzech krajów w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych w Europie za pierwsze trzy miesiące wzrósł z 61,4% w ubiegłym roku do 66,6%” – mówi Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich, Savills.

„Działania wojenne w Ukrainie mają silniejszy wpływ na polski rynek nieruchomości niż na rynki Europy Zachodniej. Deweloperzy muszą się zmagać z poważnymi ograniczeniami w dostawach materiałów i zmniejszoną dostępnością pracowników na budowach. Najemcy już wcześniej odczuwali skutki inflacji i wzrostu cen energii, które obecnie zostały spotęgowane przez osłabienie złotówki w stosunku do euro, w którym denominowane są czynsze. Widać natomiast skok popytowy na rynku najmu mieszkań oraz zwiększoną ilość zapytań związanych z wynajmem powierzchni biurowych i magazynowych ze strony firm, które chcą lub są zmuszone przenieść swoją działalność do Polski. Zagraniczni inwestorzy mogą w najbliższych tygodniach wykazywać się większą ostrożnością. W konsekwencji może to doprowadzić do krótkotrwałego spadku wolumenów inwestycyjnych, ale z perspektywą dynamicznego odbicia, w przypadku szybkiego pokojowego zakończenia konfliktu” – Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

„Chyba pierwszy raz od wybuchu pandemii Covid-19 wysokiej klasy budynki biurowe są postrzegane jako coraz bardziej atrakcyjne i bezpieczne aktywa inwestycyjne, ponieważ zapewniają one względną ochronę przed wzrostem inflacji dzięki indeksacji czynszów w największych miastach europejskich. Z naszych wstępnych danych wynika, że stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych w pierwszym kwartale 2022 r. uległy dalszej kompresji o średnio 17 punktów bazowych rok do roku, obniżając się do poziomu 3,40%. Różnice w wysokości stóp kapitalizacji dla budynków biurowych i stopy wolnej od ryzyka wskazują na atrakcyjność sektora biurowego pomimo wzrostu rentowności obligacji w ostatnim czasie. Z tego względu uważamy, że możliwości dalszej kompresji stóp kapitalizacji są ograniczone, a ceny mogą utrzymywać się w całym 2022 r. na stabilnym poziomie” – dodaje James Burke, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

GUS o e-handlu w lutym – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w lutym 2022 r. w porównaniu ze styczniem odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 8,9%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej wyniósł 10% względem 11,1% na koniec stycznia.

Poniżej najnowsze dane komentują eksperci z Unity Group i Insightland:

Grzegorz Rudno-Rudziński – Managing Partner w Unity Group:

Końcówka lutego dla handlu pełna zawirowań. Kolejne miesiące pod znakiem niepewności

Jak co miesiąc, dane GUS – tym razem za luty – są tylko fotografią stanu na koniec analizowanego okresu. W rzeczywistości był to czas bez wyraźnego trendu, targany różnymi czynnikami wewnętrznymi i zewnętrznymi, często będącymi poza naszą kontrolą. Na kondycję narodowej gospodarki i portfeli Polaków wpływały z jednej strony galopująca inflacja, a z drugiej wojna w Ukrainie. Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie czynniki będą w równym stopniu odzwierciedlone w wynikach e-handlu, ponieważ w strukturze sprzedaży e-commerce w Polsce nadal największą rolę odgrywają dobra nie służące zaspokojeniu fundamentalnych potrzeb wg piramidy Maslowa. Nałożyły się na to również strukturalne zmiany w zakresie finansowania zakupów online obserwowane od lat a nasilające się teraz, a mianowicie rosnące znaczenie sprzedaży ratalnej i płatności odroczonych w e-commerce.

W związku z tym przyspieszająca inflacja i stale rosnące stopy procentowe spowodowały w przypadku wielu e-sklepów spadki obrotów, gdyż w takich warunkach klienci stracili zdolność kredytową i obniżyła się ich zdolność nabywcza. Ale są też takie, które w tym samym czasie notowały wzrosty wartości obrotów. To np. przedstawiciele branży budowlanej, gdzie wzrost kosztów materiałów został szybko przeniesiony na klientów końcowych, którzy zmuszeni byli, niezależnie od skali wzrostu wydatków, wykończyć rozpoczęte wcześniej inwestycje.

Wybuch wojny u naszych sąsiadów 24 lutego wywołał w pierwszych dniach lęki o przetrwanie i bezpieczeństwo osobiste oraz spowodował gwałtowną reakcję w postaci gromadzenia gotówki. W efekcie w ostatnich dniach minionego miesiąca konsumenci dodatkowo ograniczyli zakup dóbr, z wyjątkiem jedzenia oraz paliwa, którego przez internet nie są w stanie kupić, z dostawą do domu. Dlatego na ostatniej prostej lutego część firm znów zmniejszyła obroty i podniosła ceny, gdyż towary będą niedostępne, a część – obniżyła ceny, aby zacząć wyprzedawać towar przeznaczony na świadomie porzucone rynki Rosji i Białorusi. Bardzo ważnym aspektem całej sytuacji jest też potężne zaangażowanie firm w aktywną pomoc zarówno ludziom (swoim pracownikom i uchodźcom), jak i w logistykę wokół niesienia pomocy na Ukrainę. Za to należy im się wielki szacunek. Jednocześnie, biorąc pod uwagę chłodne, czysto biznesowe realia, na pewno w jakimś stopniu „odbije się” to na ich działalności w marcu, czego zapowiedź już widzieliśmy w samej końcówce lutego. Dalszej perspektywy nie sposób dziś analizować – zbyt wiele mamy niewiadomych i znaków zapytania.

Katarzyna Iwanich – prezes zarządu Insightland z grupy Hexe Capital:

Utrzymująca się wysoka inflacja nie zachęca do zakupów. Polacy mocno odczuwają jak siła nabywcza ich pieniędzy maleje i że podstawowe zakupy i bieżące opłaty pochłaniają coraz większą część ich domowych budżetów. Do tego dochodzą wzrosty cen paliw a rosnące stopy procentowe sprawiają, że dla coraz większej liczby osób spłata kredytów zaczyna być bardzo obciążająca.

Choć w całym lutym kluczowy jest ostatni jego tydzień i wybuch wojny w Ukrainie, bo jej skutki będą miały bardzo silny wpływ na kolejne miesiące. Osłabienie pozycji złotego i jeszcze większe podwyżki cen paliw odbiją się na cenach i nastrojach konsumenckich. Na te ostatnie wpływa też silnie ogromna fala uchodźców płynąca do Polski i zaangażowanie Polaków w pomoc Ukraińcom. Wielu z nas rezygnuje z zakupów ubrań czy akcesoriów do domu, przeznaczając część środków na produkty potrzebne w publicznych zbiórkach. To sytuacja bez precedensu, niemniej naprawdę silnie wpływa na wyniki firm z branży e-commerce. Niemal całe polskie społeczeństwo zaangażowało się w pomoc dla Ukrainy, a ta będzie widoczna w marcowych statystykach dotyczących handlu detalicznego.

Biden w piątek w Polsce. Czy rynki nie są zbyt optymistyczne?

W piątek WIG-20 lekko się odbił od „przedwojennych” minimów (nieco ponad poziomem 2100 pkt.) tracąc 1,22 proc. i zamykając tydzień +3,23 proc. wzrostem na poziomie 2113,08 pkt. Dziś rano ten indeks ponownie rósł (+1,06 proc. w okolicach 9:30). Wszystkie pozostałe główne indeksy polskiego rynku akcji również dziś rano zwyżkowały.

Zwracało dziś rano nowe cykliczne maksimum (najwyższe od 2019 roku) WIG-CHEMIA. W tym indeksie dominując akcje Grupy Azoty (55,2 proc. udziału; dziś rano +6,3 proc., najwyżej od 2019 roku) oraz Ciechu (28,3 proc. udziału, dziś rano +3,9 proc.).

Wcześniej rano na giełdach w Azji i Oceanii brak było jakiejś dominującej tendencji: najsilniej o +0,59 proc. zwyżkował główny indeks giełdy na Tajwanie, największy spadek notował filipiński PSEi (-1,1 proc.). W Europie na początku poniedziałkowej sesji również nie widać było jakichś silnych ruchów (w okolicach 9:30 DAX -0,15 proc., CAC 40 -0,3 proc.). Ceny kontraktów na amerykańskie indeksy minimalnie dziś rano spadały. W poprzednim tygodniu S&P 500 zanotował najsilniejszy od początku listopada 2020 +6,16 proc. wzrost.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych ponownie dziś rano rosły, ale nowe cykliczne maksima osiągnęły tylko te z Australii.

Dziś rano najwyższy poziom od 2011 osiągały ceny kontraktów na bawełnę. Ropa drożała o 2-4 proc.

Po lekkim osłabieniu w piątek złoty umacniał się dziś rano w stosunku do głównych walut o niecałe 0,5 proc.

Kurs BTC/USD od drugiej połowy stycznia tkwi w obrębie formacji „trójkąta symetrycznego” i nadal nie może się zdecydować na kierunek, w którym się z niej wybije (dziś rano -0,41 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers