Gorący sezon w HoReCa między trzecią a czwartą falą pandemii. Hotelarze i restauratorzy w najlepszych nastrojach od ponad 2 lat

Subindeks Barometru EFL na III kwartał br. dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 59,9 pkt. To niemal dwa razy wyższy wynik niż w II kwartale br. (37,2 pkt.) i najlepszy od ponad 2 lat (II kwartał 2019 rok – 63 pkt.). Na taki wynik największy wpływ miały rekordowe prognozy dotyczące sprzedaży. Aż 77,5% hotelarzy i restauratorów spodziewa się jej wzrostu w związku z sezonem wakacyjnym i zniesieniem ograniczeń COVIDowych. Jedno od wielu kwartałów pozostaje jednak niezmienne – spośród 6 badanych sektorów, w HoReCa najwięcej ankietowanych twierdzi, że pandemia koronawirusa spowoduje zamykanie biznesów hotelarskich i gastronomicznych (aż 85 proc.).

Barometr EFL dla branży HoReCa na III kwartał 2021:

  • Subindeks: 59,9 pkt. (+22,7 pkt. kw./kw.- największa dynamika wśród 6 badanych sektorów); najwyższy wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 94 proc. przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co miesiąc wcześniej
  • Sprzedaż: 77,5 proc. przedsiębiorców prognozuje wzrost sprzedaży; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Płynność finansowa: 60 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Finansowanie zewnętrzne: 12,5 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne;
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 72,5 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy (najwyższy wynik wśród 6 sektorów)

– Od początku realizacji projektu Barometr EFL, w III kwartale opinie przedstawicieli sektora HoReCa były jednymi z najwyższych, co wiąże się z czynnikiem kalendarzowym. Wakacje, sezon urlopowy to więcej gości, większe przychody, lepsza płynność finansowa. W tym roku doszło do tego jeszcze zniesienie ograniczeń pandemicznych, stąd hotelarze i restauratorzy oceniają najbliższe miesiące najlepiej nie tylko od rozpoczęcia pandemii, ale od ponad dwóch lat. Taki odczyt nie oznacza jednak, że huraoptymizm w tym sektorze powrócił na stałe. Rok temu również w III kwartale optymistyczne prognozy „poszybowały w górę”, aby w kolejnych odczytach spaść poniżej progu ograniczonego rozwoju. Z obiektywną oceną sytuacji poczekajmy do kolejnego pomiaru, który będzie miał miejsce na przełomie września i października br. Wówczas przekonamy się, jak silna okaże się kolejna fala koronawirusa oraz jakie będą decyzje rządowe dotyczące nowych restrykcji. To te czynniki zaważą na prognozach przedsiębiorców – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Koronawirus zrobił sobie wakacje

Na wysoką dynamikę wartości subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na III kwartał br. (59,9 pkt., +22,7 pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży. Zdecydowana większość zarządzających hotelami, restauracjami i firmami cateringowymi (77,5 proc.) prognozuje wzrost zamówień od lipca do września br., Nikt nie spodziewa się zmniejszenia obrotów. Jest to zdecydowanie odmienny obraz od tego z końca marca i początku kwietnia tego roku, kiedy ponad połowa przedstawicieli HoReCa (52,5 proc.) obawiała się mniejszej sprzedaży, a na jej wzrost liczyło tylko 12,5 proc. zapytanych. Wówczas HoReCa najpesymistyczniej wyobrażała sobie swoją przyszłość, teraz jest odwrotnie.

Większe zamówienia pozytywnie wpływają na płynność finansową. Jej poprawy spodziewa się 60 proc. przedsiębiorców, również najwięcej wśród 6 badanych sektorów. Na duże odbicie w inwestycjach jeszcze nie ma co liczyć – zdecydowana większość zapytanych (94 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie co ostatnio.

Za wcześnie, żeby założyć różowe okulary

Opinie przedsiębiorców z sektora HoReCa dotyczące wpływu COVID-19 na ich działalność nie są już tak optymistyczne. Aż 3 na 4 zapytanych twierdzi, że koronawirus ma zdecydowanie niekorzystny wpływ na ich firmę (72,5 proc.), na raczej niekorzystny wpływ wskazali pozostali ankietowani (27,5 proc.), co oznacza, że nie ma ani neutralnych ani pozytywnych opinii. Tak słabych ocen nie ma w żadnej innej branży.

Po raz kolejny HoReCa pozostaje także tą gałęzią gospodarki, w której najwięcej przedstawicieli obawia się upadków biznesów. Aż 85 proc. hotelarzy i restauratorów prognozuje, że największym skutkiem gospodarczym pandemii będzie zamknięcie działalności gastronomicznych i hotelarskich. To także najwyższy odsetek wśród 6 badanych sektorów.

Ponadto, przedstawiciele HoReCa bardzo obawiają się tego, co będzie pod koniec tego roku. 2 na 3 zapytanych jest zdania, że w kolejnych 6 miesiącach sytuacja w ich branży pogorszy się. Taka ocena ma wpływ na spodziewany powrót koniunktury. Prawie połowa przedsiębiorców (49 proc.) uważa, że nastąpi to dopiero w ciągu najbliższych 2-3 lat, a prawie co trzeci (29 proc.) – w przyszłym roku.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na III kwartał 2021 roku wyniosła 53,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,7 pkt. wyższy niż w drugim kwartale tego roku i jednocześnie najwyższy od II kwartału 2019 roku (54,52 pkt.).

Sprzedaż działki a VAT i PIT – sprzedaż prywatna czy działalność gospodarcza?

Sprzedaż kilku działek, które należą do majątku prywatnego może zostać uznana przez organy skarbowe za działalność gospodarczą. W takim przypadku sprzedający będzie zobowiązany do zapłaty podatku VAT oraz podatku dochodowego, nawet wtedy, gdy od nabycia nieruchomości upłynęło więcej niż 5 lat.

Ze względu na stosunkowo dużą swobodę pozostawioną przez przepisy prawa podatkowego, interpretacje organów skarbowych często się zmieniają. W ostatnim czasie organy coraz częściej orzekają na niekorzyść podatników. Powyższy brak konsekwencji doprowadził do sytuacji, w której podatnicy nie wiedzą czy w swojej sprawie powinni zapłacić PIT i VAT czy też nie. Sprzedający często nie biorą nawet pod uwagę, że ich czynności mogą być potraktowane jako wykonywanie działalności gospodarczej.

Sprzedaż prywatna po upływie 5 lat od nabycia nieruchomości – bez PIT

Sprzedający, który zbywa nieruchomość po upływie 5 lat od momentu jej nabycia, może skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego, pod warunkiem, że sprzedaż ta mieści się w granicach zwykłego zarządu majątkiem prywatnym, czyli – nie jest dokonywana w ramach działalności gospodarczej sprzedającego.

Okres od nabycia nieruchomości należy liczyć w latach podatkowych, a nie kalendarzowych, co oznacza, że początek naliczania 5 lat powinien nastąpić z końcem roku kalendarzowego, w którym podatnik nabył nieruchomość.

Przykładowo: jeżeli podatnik nabył działkę w maju 2018 roku, to sprzedaż bez obowiązku zapłaty podatku dochodowego będzie możliwa dopiero od stycznia 2024 roku.

Przepisy przewidują również możliwość zwolnienia z obowiązku zapłaty z podatku dochodowego w przypadku sprzedaży nieruchomości przed upływem 5 lat od momentu jej nabycia. Warunkiem jest przeznaczenie uzyskanych środków na realizację własnych celów mieszkaniowych w ciągu 3 lat od końca roku kalendarzowego, w którym podatnik sprzedał nieruchomość.

Zakwalifikowanie sprzedaży jako prywatnej, czyli niedokonanej w ramach działalności gospodarczej, oznacza również, że sprzedający nie będzie zobowiązany do zapłaty podatku VAT.

Zwolnienie nie dotyczy sprzedaży nieruchomości w ramach działalności gospodarczej

Jeżeli sprzedaż nieruchomości zostanie dokonana w ramach działalności gospodarczej, to sprzedający nie będzie mógł skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego. Niestety często nie można jednoznacznie stwierdzić czy w danej sprawie mamy do czynienia z działalnością gospodarczą.

Wykonywanie działalności gospodarczej może dotyczyć zarówno osób, które są zarejestrowane w CEiDG (Centralnej Ewidencja i Informacji o Działalności Gospodarczej), ale również osób, które nie są wpisane do żadnego rejestru czy ewidencji. Z punku widzenia prawa podatkowego przedsiębiorcą może być nawet osoba, która od wielu lat pracuje na podstawie umowy o pracę i nigdy nie prowadziła żadnej działalności gospodarczej. Warunkiem jest uznanie przez organy skarbowe, że w danej sprawie podatnik działał jak przedsiębiorca.

Ze względu na niejednolite orzecznictwo organów skarbowych oraz sądów administracyjnych, nie jest możliwe stworzenie uniwersalnego wzorca zachowań, który pozwoliłby na ocenę czy dane zachowanie można kwalifikować jako działalność gospodarczą. Przepisy nie określają przykładowo wartości lub ilości działek, którą może sprzedać podatnik, aby czynności te nie zostały zakwalifikowane jako obrót profesjonalny.

Z wyroków sądów administracyjnych wynika, że do oceny powinny być brane pod uwagę czynniki takie jak: indywidualne cechy danej nieruchomości, okoliczności życiowe, w jakich znajdował się sprzedający, które wpłynęły na jego decyzję, fakt zarejestrowania przez podatnika działalności gospodarczej w zakresie obrotu nieruchomościami, charakter czynności podejmowanych przez podatnika w celu podniesienia wartości nieruchomości oraz jej sprzedaży oraz wiele innych czynników – w zależności od szczegółów danej sprawy.

Okoliczności, które mogą przemawiać za zakwalifikowaniem czynności podatnika jako działalności gospodarczej, to na przykład:

  1. Dotychczasowa działalność sprzedającego – np. podejmowanie przez sprzedającego w przeszłości czynności związanych z profesjonalnym obrotem nieruchomościami.

2. Historia nieruchomości, której dotyczy sprzedaż – np. gdy materiał zgromadzony w postępowaniu dowodowym świadczy o tym, że sprzedający nabył nieruchomość w celach inwestycyjnych.

3. Podnoszenie wartości nieruchomości – np. podejmowanie przez sprzedającego czynności zmierzających do podniesienia wartości nieruchomości lub zlecenie takich czynności profesjonaliście poprzez podział nieruchomości, doprowadzenie mediów, wydzielenie dróg wewnętrznych, uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy, uzyskanie pozwolenia na budowę, wystąpienie o opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego dla sprzedawanego obszaru itd. W niektórych przypadkach fiskus uznawał, że nawet jeśli sprzedający nie poniósł żadnych kosztów związanych z przeprowadzeniem takich czynności, to sam fakt udzielenia pełnomocnictwa do ich wykonania jest równoznaczny z przygotowaniem nieruchomości do sprzedaży dokonanym w ramach działalności gospodarczej.

4. Promowanie oferty sprzedaży. Posługiwanie się przez sprzedającego wieloma narzędziami marketingowymi w celu promowania oferty sprzedaży nieruchomości może stanowić kolejną okoliczność przemawiającą za uznaniem czynności za działalność gospodarczą. Z jednej strony normalną praktyką jest wystawianie ogłoszeń o ofercie sprzedaży przez osoby, które zamierzają zbyć swój majątek prywatny. Jednak z drugiej strony wykorzystywanie wielu ogłoszeń w prasie, radiu, Internecie itd. może być w danej sprawie potraktowanie jako działanie profesjonalne, szczególnie wtedy, gdy czynności takie wymagają większych od zwyczajowo przyjętych nakładów finansowych.

Podatek VAT

Uznanie sprzedającego za przedsiębiorcę może również spowodować konieczność zapłaty VAT. Dotyczy to nawet sytuacji, w której podatnik nie jest zarejestrowany jako podatnik VAT, a nawet przypadku, gdy sprzedający nie zarejestrował się jako przedsiębiorca.

Kryteria zakwalifikowania sprzedaży do czynności dokonywanych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej są w przeważającym zakresie analogiczne, jak w przypadku przepisów regulujących podatek dochodowy.

Analiza powyższych kwestii powinna dotyczyć zawsze konkretnej sprawy. Przyjmowanie ogólnych założeń czy też modeli nie jest możliwe. Wszystkie czynności podatnika powinny być rozpatrywane całościowo. Podejmowanie pojedynczych czynności, które nie są ze sobą w żaden sposób powiązane nie może przesądzać o zaklasyfikowaniu danej sprzedaży jako dokonanej w ramach działalności gospodarczej.

Podatkowa interpretacja indywidualna

Podatnik może wystąpić o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej. Zastosowanie się do interpretacji przed jej zmianą, stwierdzeniem jej wygaśnięcia lub przed doręczeniem organowi podatkowemu odpisu prawomocnego orzeczenia sądu administracyjnego uchylającego interpretację indywidualną nie może zaszkodzić wnioskodawcy.

W tym kontekście bardzo istotne jest, aby stan faktyczny sprawy odpowiadał temu, który został podany przez wnioskodawcę we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej.

Przed przystąpieniem do jakichkolwiek czynności związanych ze sprzedażą nieruchomości, warto skonsultować się z prawnikiem, który wskaże potencjalne ryzyka transakcji oraz zaproponuje możliwe rozwiązania.

Autorem artykułu jest Jakub Al-Shaick, Aplikant adwokacki KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni SP.P.)

Geopolityka i czynniki makroekonomiczne kształtują ceny gazu ziemnego w Polsce

Ceny gazu na rynkach światowych są najwyższe od 2008 r. i rosną nawet 15 proc. na tydzień. Nic na razie nie wskazuje na zahamowanie tego trendu: najniższe od 10 lat stany wypełnienia magazynów, niska podaż i bardzo wysoki popyt na gaz w 2021 r. powodują narastającą nerwowość i obawę przed dalszym wzrostem cen. Do tego wszystkiego wmieszana jest geopolityka i pokerowe zagrania największych graczy.

Na europejskich giełdach towarowych ceny gazu biją rekordy. Wrześniowe kontrakty terminowe powiązane z cenami gazu w największym hubie Unii – holenderskim TTF przekroczyły rekordowy poziom 44,8 EUR/MWh, wykazując w porównaniu do 23 lipca wzrost o 28 proc. w ciągu tygodnia i nadal rosną, średnio o 3 proc. dziennie. Cena gazu w ostatnim tygodniu lipca (35,5 EUR/MWh) wzrosła o 113 proc. w stosunku do mroźnego stycznia – i prawie dziewięciokrotnie w porównaniu do 15 lipca 2020 r., kiedy wynosiła 4,2 EUR/MWh.

„Nowe rekordy czy to na kontraktach krótkoterminowych, czy na tych dłuższych to przede wszystkim pochodna mroźnej i długiej zimy, czyli okresu grzewczego 2020/2021. Po 2 latach łagodnej zimy teraz mieliśmy bardzo długi sezon grzewczy. To wydrenowało zapasy gazu na świecie. W Europie jesteśmy na minimach, jeżeli chodzi o wypełnienie magazynów” – mówi Kamil Kliszcz, analityk giełdowy Biura Maklerskiego mBanku.

Na wysokie ceny w Europie wpływ ma niska podaż gazu przed kolejnym sezonem grzewczym i najniższe od 10 lat wypełnienie unijnych podziemnych magazynów. 31 lipca 2021 r. magazyny były zapełnione zaledwie w 56,85 proc. – podczas gdy w roku ubiegłym o tej samej porze było ok. 85 proc, natomiast średnia z 10 lat wynosi ok.73 proc. Zmagazynowane jest 632,6 TWh gazu – o 315,25TWh mniej niż w pandemicznym lecie 2020 r.

Za niską podaż gazu do Europy odpowiedzialny jest m.in. Gazprom, który mając w perspektywie ukończenie gazociągu Nord Stream 2 jeszcze w tym roku, nie jest zainteresowany kupowaniem tranzytu gazociągiem Jamalskim przez Polskę czy Ukrainę. M.in. nie przystąpił do zorganizowanej przez stronę ukraińską aukcji na dodatkowe moce przesyłowe.

„Gazprom, przez to zamieszanie z bookingiem przepustowości tranzytowych przez Polskę czy przez Ukrainę nakręca spekulacje, ile tego gazu będzie dostępnego w sezonie zimowym w Europie – a gracze na rynku dyskontują przyszłe niedobory” – wyjaśnia Kamil Kliszcz i dodaje, że w sytuacjach gdy bilans podaży i popytu jest zachwiany, niepewność nakręca nerwowe reakcje.

Sytuację na europejskich rynkach pogarszają również np. nieplanowane zakłócenia w dostawach z norweskiego złoża Troll, które jest jednym z kluczowych źródłem gazu ziemnego dla Europy.

Na wzrost światowych cen gazu ziemnego mają także wpływ zmiany, jakie nastąpiły na globalnym rynku gazu skroplonego (LNG). Jego import do Europy zmalał o 20 proc. w stosunku do 2020 r., ponieważ cały wolny LNG przejmuje Azja, w szczególności Chiny. Azjaci płacą za LNG nawet 2,5 razy więcej niż w Europie – na rynku spot azjatyckie ceny sięgają 539 USD/m3, a kontrakty terminowe na luty 2022 są już po 600 USD. Popyt na LNG zwiększyły również Indie oraz Brazylia.

„Chiny to jest kluczowy rynek jeżeli chodzi o zwiększanie popytu na gaz na świecie. W zeszłym roku, po słabszym początku, Chiny wróciły na dwucyfrowe poziomy wzrostu” – podkreślił ekspert.

Wyspecjalizowany w zagadnieniach związanych ze światową energetyką analityk zauważa, że na ceny gazu ma również wpływ cena ropy, która wzrosła o ok. 84 proc. w porównaniu do lipca 2020 r. i wynosi obecnie ok. 74 USD za baryłkę: „Na świecie jest jeszcze sporo długoterminowych kontraktów na dostawy LNG, które są powiązane z ceną ropy. Np. u nas, w starym kontrakcie katarskim, ceny gazu są indeksowane do cen ropy” – mówi.

Sytuacja na rynkach światowych ma bezpośrednie przełożenie na ceny gazu w Polsce. Notowania gazu na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie są mocno skorelowane z cenami tego paliwa na rynkach europejskich, zwłaszcza niemieckim i holenderskim.
W lipcu ceny gazu ziemnego mocno wzrosły. Na rynku dnia następnego TGE płaci się obecnie powyżej 200 zł za 1 MWh, przed miesiącem cena wynosiła 160 zł, a dwa miesiące temu 120 zł. Firmy zajmujące się obrotem gazem ziemnym w Polsce, kupują paliwo na TGE, płacąc ponad 540 proc. więcej niż rok temu, gdy cena wynosiła średnio 29,8 zł/MWh.

Na wzrost cen gazu wpływ mają również ceny uprawnień do emisji CO2, które wzrosły dwukrotnie w stosunku do lipca 2020 r. – z 26,6 do 53,3 EUR. O 127 proc. podrożał także węgiel energetyczny.

Wierzyciele a upadłość konsumencka ich dłużnika

Rola wierzycieli w upadłości konsumenckiej zwiększyła się na skutek wejścia w życie przepisów w dniu 24 marca 2020 r. Niemniej, większość opracowań, czy artykułów dotyczących upadłości osoby fizycznej skupia się głównie na dłużniku. Dla zachowania równowagi warto wspomnieć o tym w jaki sposób wierzyciele w upadłości konsumenckiej mogą wpływać na losy upadłego w toku procedury.

Większość wierzycieli dowiaduje się o wydaniu postanowienia o ogłoszeniu upadłości ich dłużnika z MSiG. Co do zasady, dłużnicy nie informują wierzycieli o fakcie złożenia wniosku o upadłość konsumencką. Wielu z nich obawia się bowiem zdeterminowanych działań windykacyjnych do momentu rozpoznania wniosku przez sąd. W momencie wydania postanowienia o upadłości do dokonania obwieszczenia o upadłości konkretnej osoby zobligowany zostaje syndyk. Następnie jego zadaniem jest zawiadomienie znanych mu wierzycieli upadłego. Zanim dotrą jednak pisma kierowane przez syndyka, obwieszczenie winno już jakiś czas widnieć w Monitorze Sądowym i Gospodarczym.

Upadłość konsumencka jest postępowaniem, które w niekwestionowany sposób faworyzuje samego upadłego. Szczególnie takiego, który pozostaje bez stałego zatrudnienia i nie posiada przy tym żadnego majątku. Występują mechanizmy, które pozwalają na umorzenie postępowania upadłościowego lub nawet wydania postanowienia o odmowie oddłużenia, lecz nie oszukujmy się – ma to miejsce w sytuacjach skrajnych. Obecne przesłanki umożliwiające oddłużenie konsumenta są na tyle zliberalizowane, że zdecydowana większość upadłych, nawet tych którzy doprowadzili do swojej niewypłacalności umyślnie lub na skutek rażącego niedbalstwa, wychodzi finalnie „na plus”. Kolejną istotną kwestią jest to, że na ewentualne zaspokojenie z masy upadłości mogą liczyć jedynie Ci wierzyciele, którzy wykazują jakąkolwiek aktywność. Pewnym minimum, które warto wykonać jest zgłoszenie swojej wierzytelności syndykowi. Wierzyciele są informowani o takiej możliwości w treści obwieszczenia w MSiG oraz w piśmie kierowanych przez syndyka. Co do zasady, wierzycielom nie przysługuje uprawnienie do kwestionowania postanowienia sądu o upadłości. Istnieje jedynie możliwość wniesienia zażalenia w zakresie jurysdykcji polskiego sądu.

Co w sytuacji, gdy wierzyciel nie dokona zgłoszenia? W przypadku upadłego nieposiadającego majątku, który dodatkowo nie posiada żadnych perspektyw zarobkowych, nie będą w zasadzie występowały poważniejsze skutki. Należy bowiem pamiętać, że wierzyciele mogą być zaspokojeni w ramach planu podziału, gdy syndyk zgromadzi środki do masy upadłości, albo na skutek wykonania przez upadłego planu spłaty wierzycieli. W przypadku drugiego wariantu dochodzi jednak do minimalnego spłacenia zobowiązań, ponieważ plan ten pełni funkcję bardziej wychowawczą, aniżeli windykacyjną. Gdyby jednak plan spłaty wierzycieli, w ocenie wierzycieli, był zbyt skromny to istnieje możliwość kwestionowania projektu przygotowanego przez syndyka.

Autor: Filip Kozik – doradca restrukturyzacyjny z KL Law Polska Sp. z o.o.

Granat w ręku fiskusa. Optymalizacja podatków pod ostrzałem

„Polski Ład” przyniesie rewolucję fiskalną. Najwięcej stracą ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej. Ich podatki wzrosną nawet o 50%. Wielu zastanawia się jak obejść podwyższone daniny. Fiskus ma jednak potężne narzędzie, żeby zastopować takie działania.

Nowy plan podatkowy partii Jarosława Kaczyńskiego oparty został na trzech filarach. W projekcie zapisano podniesienie drugiego progu podatkowego – z 85 tys. do 120 tys. zł. PiS chce też podwyższyć kwotę wolną do 30 tys. zł. Trzecim fundamentem „Polskiego Ładu” ma być likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej w rozliczeniu PIT. Dziś z 9% składki aż 7,75% można odjąć od podatku, który płacimy. Co więcej, przedsiębiorcy, w tym ponad 2,5 miliona prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, przestaną płacić zryczałtowaną składkę zdrowotną, która niezależnie od przychodu wynosi w 2021 roku 382 zł. Po zmianach wszyscy zapłacą 9% i to bez odpisu.

Przedsiębiorco bądź ostrożny…

Najbardziej na zmianach ucierpią ci, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, a którzy do tej pory rozliczali się 19% podatkiem liniowym. Brak możliwości odpisu składki zdrowotnej podwyższa daninę prawie o 50%, aż do 28%.

Moment ogłoszenia projektów ustaw do „Polskiego Ładu” był kolejnym, gdy przedsiębiorcy zaczęli się zgłaszać do nas z pytaniem, jak można zoptymalizować podatki po horrendalnych wręcz podwyżkach – mówi Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Oniszczuk przestrzega jednak: – Informujemy jednak potencjalnych klientów, że działania nie mogą być podjęte zbyt szybko. Uzasadnienie podatkowe to zdecydowanie za mało dla fiskusa, który bardzo dokładnie sprawdzi naszą działalność. Klauzula o unikaniu opodatkowania to granat w ręku fiskusa, który może zdemolować nasz biznes — przestrzega Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Klauzula o unikaniu opodatkowania w polskim systemie prawnym funkcjonuje od 2016 roku, a przepisy dodatkowo zostały znowelizowane trzy lata później. – Przedsiębiorcy muszą liczyć się z kłopotami, jeśli Urząd Skarbowy dopatrzył się tego, że przeniesienie firmy do innego kraju odbywa się tylko w celu osiągnięcia korzyści podatkowej lub jest ona jednym z głównych celów. Według klauzuli nie możemy osiągnąć korzyści, jeżeli sposób działania był sztuczny. Warto jednak podkreślić, że nie chodzi tylko o fikcyjne przeniesienie firmy poza Polskę, ale też o działania wewnątrz Polski, którymi może zainteresować się Urząd Skarbowy np. nagła zmiana sposobu rozliczeń— tłumaczy Maciej Oniszczuk.

Fiskus może „sztuczność działania” wyinterpretować z wielu czynności np. gdy przedsiębiorca ponosi ryzyko gospodarcze, przewyższające spodziewane korzyści inne niż podatkowe w takim stopniu, że należy uznać, że działający rozsądnie podmiot nie wybrałby tego sposobu działania. Fiskus przyjrzy się też sytuacjom, gdy przedsiębiorca rozpocznie współpracę z podmiotem, który nie prowadzi rzeczywistej działalności gospodarczej lub też posiada siedzibę czy też miejsce zamieszkania w kraju bądź na terytorium stosującym szkodliwą – według urzędników – konkurencję podatkową.

A to tylko niewielka część haczyków na przedsiębiorców. Prowadzenie biznesu w polskich realiach, a może wręcz reżimie prawnym, jest bardzo utrudnione. Choćby dlatego warto zastanowić się nad innymi rozwiązaniami, ale nie można działać zbyt szybko. Przeniesienie firmy poza Polskę musi mieć przede wszystkim uzasadnienie biznesowe – podkreśla Maciej Oniszczuk.

…bo kary mogą zaboleć

Co ważne, przedsiębiorcy nie chroni wcześniej uzyskana interpretacja podatkowa. Urząd Skarbowy może podjąć ostatecznie inną decyzję i to na niekorzyść podatnika. Może natomiast wnioskować do dyrektora Krajowej Administracji Skarbowej o opinię zabezpieczającą, ale samo wystąpienie o dokument to koszt 20 tysięcy złotych. Pozytywna opinia nie zostanie wydana jeśli urzędnicy uznają, że przedstawione we wniosku okoliczności wskazują, że do korzyści podatkowej wynikającej z czynności nie mają zastosowania przepisy dotyczące unikania opodatkowania.

Strachy na lachy? Absolutnie nie. Z ostatnich oficjalnych informacji KAS, do końca września 2020 roku zamknięto 20 postępowań i 12 firmom zarzucono obejście prawa podatkowego. Musiały zwrócić aż 82 miliony zaległego podatku.

Podsumowanie II kw. 2021 roku na polskim rynku biurowym

  • Na koniec II kw. 2021 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach w Polsce przekroczyły wartość 12 milionów mkw., utrzymując wzrost na poziomie 7%.
  • Miano największej transakcji na rynkach regionalnych przypadło umowie renegocjacji
    i ekspansji Rockwell Automation w A4 Business Park III w Katowicach (19 500 mkw.).
  • Poziom pustostanów na koniec II kw. 2021 roku wyniósł 12,9%.
  • Na skutek niepewności gospodarczej spowodowanej wybuchem pandemii, na rynku utrzymuje się wysoki poziom podnajmów oferowanych na rynku.

Podaż – obecnie w budowie jest 1,16 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej

W ciągu pierwszego półrocza 2021 nowa podaż w Warszawie wyniosła ponad 226 000 mkw. w 10 inwestycjach biurowych. Wśród największych ukończonych projektów znalazły się wieżowce Warsaw Unit, Skyline oraz Generation Park Y. W miastach regionalnych oddano do użytku identyczną liczbę projektów, lecz z uwagi na mniejszą powierzchnie poszczególnych budynków, sumaryczna podaż była o ponad 40% mniejsza niż w stolicy i wyniosła blisko 126 500 mkw. Największe ukończone projekty znajdują się w Poznaniu – Nowy Rynek D (35 800 mkw. – Skanska) oraz Gdańsku – Palio Office Park A (16 500 mkw. – Cavatina).

Według szacunków Cushman & Wakefield do końca 2021 roku w Polsce ukończonych zostanie dodatkowe 420 tys. mkw., natomiast w 2022 roku – ok. 545 tys. mkw. Biorąc pod uwagę obecną sytuację pandemiczną i mniejszą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzonych na rynek z terminem oddania do użytku w latach 2023-2024 – mówi Vitalii Arkhypenko, Junior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Wzrost poziomu pustostanów

Jak przedstawia międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield, wzrost wskaźnika pustostanów w II kwartale spowodowany jest wysokim poziomem nowej podaży oraz niższym popytem notowanym od początku pandemii. Na koniec drugiego kwartału 2021 r. stopa powierzchni niewynajętej osiągnęła 12,9%, co oznacza wzrost o 0,7 pp. w ujęciu kwartalnym oraz o 3,9 pp. rok do roku.

Na skutek niepewności wywołanej wybuchem pandemii, niezmiennie utrzymuje się wysoki poziom podnajmów oferowanych na rynku. Według szacunków ekspertów Cushman & Wakefield, na koniec II kwartału 2021 roku, na rynku warszawskim oferowano w tej formie blisko 147 000 mkw. powierzchni biurowych, natomiast w miastach regionalnych – 141 000 mkw., co jest wartością o 3 000 mkw. niższą niż w ubiegłym kwartale – dodaje Katarzyna Lipka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Popyt nadal z wysokim udziałem renegocjacji

Struktura popytu w pierwszej połowie 2021 roku charakteryzowała się dużym udziałem renegocjacji, na poziomie 43%. Umowy dotyczące nowych powierzchni, zarówno w istniejących jak i realizowanych budynkach stanowiły 51% natomiast ekspansje – 6%.

Na rynku widoczny jest spadek aktywności najemców – łączny wolumen umów najmu podpisanych w pierwszym półroczu 2021 wyniósł 513 500 mkw., co jest wartością niższą o 22% niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Niższy poziom popytu wynika przede wszystkim z zachowawczego podejścia najemców do relokacji oraz najmu dodatkowej powierzchni, co można tłumaczyć niepewnością dotyczącą przyszłej sytuacji gospodarczej.

Stawki bazowe czynszów pozostają bez zmian

Stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie nie uległy zmianie po korekcie stawek na początku pandemii – ceny utrzymały się na poziomie 23,00-25,00 EUR/mkw./miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/mkw./miesiąc w strefie Poza Centrum. W miastach regionalnych czynsze za najlepsze powierzchnie, podobnie jak i w Warszawie, pozostały na dotychczasowym poziomie 12,00-15,00 EUR/mkw./miesiąc. W kolejnych kwartałach spodziewana jest stabilizacja czynszów bazowych, na co powinna wpłynąć stopniowa poprawa sytuacji pandemicznej oraz rosnąca aktywność najemców aktywnych na rynku.

Sierpniowy MIK najlepszy od początku roku: poprawa w sprzedaży, płynności finansowej oraz inwestycjach

Miesięczny Indeks Koniunktury wzrósł w sierpniu o kolejne 3,9 pkt., a jego poziom wynosi obecnie 110,9 pkt. Oznacza to dalszą poprawę koniunktury oraz wskazuje na wyraźną przewagę pozytywnych nastrojów przedsiębiorców. To trzeci – od początku roku – odczyt MIK powyżej poziomu neutralnego. Od czerwca wartość wskaźnika systematycznie rośnie. O wyższym wyniku MIK w ósmym tegorocznym odczycie w największym stopniu zadecydowały: wzrost wartości sprzedaży (+3,2 pkt.), płynności finansowej (+13,3 pkt.) oraz inwestycji (+19,6 pkt.). – wynika z sierpniowego notowania wskaźnika przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.

W sierpniowym odczycie wszystkie komponenty MIK – poza inwestycjami – osiągnęły poziom powyżej odczytu neutralnego. Najwyższe wartości wskaźnika dotyczyły płynności finansowej (135,6) oraz zatrudnienia (116,8) i wynagrodzeń (109,7). Jedynym komponentem pozostającym poniżej odczytu neutralnego od początku roku są inwestycje. Jednak wartość tego wskaźnika sukcesywnie wzrasta od maja, a w odczycie sierpniowym osiągnęła poziom 93,1 pkt., czyli o 19,6 pkt. więcej niż w lipcu i aż o 44 pkt. więcej niż w maju. W porównaniu z lipcem, poprawę wyników zaobserwowano w sprzedaży i w płynności finansowej przedsiębiorstw, natomiast pogorszenie – w liczbie nowych zamówień. Moce produkcyjne pozostały na podobnym poziomie jak w poprzednim miesiącu.Sierpniowy MIK

Już od trzech miesięcy MIK pokazuje dobrą koniunkturę, a w sierpniu osiągnął najwyższy poziom z dotychczas przez nas notowanych. W sierpniu nastroje wzrosły zwłaszcza
w branży TSL i budowlanej, co jest uzasadnione sezonowym ożywieniem ich działalności. Wskaźnik dla produkcji nadal pozostaje na najwyższym poziomie spośród wszystkich branż, chociaż w sierpniu nastąpił jego niewielki spadek. Wystąpiła więc zgodność odczytu MIK ze wskaźnikiem PMI dla polskiego przemysłu, który również uległ obniżeniu. Przedsiębiorstwom coraz trudniej zaspokoić popyt, co potwierdza rosnąca liczba firm deklarujących zbyt małe moce produkcyjne. Zrozumiały jest więc zdecydowany wzrost wskaźnika inwestycji. Warte podkreślenia jest to, że firmy nie tylko korzystnie oceniają obecną sytuację, ale patrzą z optymizmem w przyszłość. Wzrósł zarówno indeks prognostyczny, jak i diagnostyczny, a oba indeksy przekraczają poziom neutralny. Fakt, że prognostyczny jest znacznie wyższy od diagnostycznego może świadczyć o tym, że przedsiębiorstwa nie obawiają się powrotu obostrzeń stosowanych podczas dotychczasowych fal pandemii i nauczyły się funkcjonować w trudnych warunkach pandemii
– mówi Piotr Ważniewski, analityk z zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Największa poprawa widoczna w małych firmach i branży TSL

W sierpniu zaobserwowano poprawę sytuacji małych przedsiębiorstw, które jeszcze miesiąc temu wskazywały odczyt poniżej neutralnego. W ich przypadku odczyt koniunktury wzrósł o 11,6 pkt. Wzrost nastąpił również wśród dużych podmiotów (o 4,3 pkt.) i uplasował je na pierwszym miejscu pod względem oceny koniunktury gospodarczej. Pogorszenie nastrojów w sierpniu obserwujemy w średnich firmach, jednak, mimo spadku nastrojów (-8,4 pkt.), nadal są one powyżej odczytu neutralnego. Dość pesymistycznie koniunkturę nadal oceniają mikrofirmy.

Poprawa nastrojów najsilniej ujawniła się wśród firm branży TSL (+7,9 pkt. m/m) oraz budowlanych (+6 pkt.) i handlowych (+4,7 pkt.). Natomiast nieznaczny spadek nastrojów odnotowały firmy produkcyjne (-1,8 pkt.) i usługowe (-3,2 pkt.), ale nadal w tych branżach poziom MIK jest znacznie powyżej odczytu neutralnego.

Co piąta firma więcej inwestuje, co dziesiąta planuje podwyżki

Z sierpniowego odczytu wynika, że aż 89 proc. firm w najbliższych trzech miesiącach planuje pozostawić wynagrodzenia na niezmienionym poziomie, a co dziesiąte przedsiębiorstwo chce je zwiększyć. Największy odsetek wskazań dotyczących podniesienia wynagrodzeń dotyczy dużych przedsiębiorstw (16 proc.). Na podwyższenie wynagrodzeń najczęściej gotowa jest branża budowlana (16 proc. wskazań, podobnie jak w poprzednim miesiącu) oraz handel (11 proc. wskazań, niemal dwukrotnie więcej względem poprzedniego miesiąca).

W sierpniowym badaniu udział przedsiębiorstw, które poniosły wydatki inwestycyjne to 48 proc. (o 2 pkt. proc. więcej m/m), a udział przedsiębiorstw nie inwestujących to 52 proc.. Wydatki inwestycyjne deklarują i nie zmniejszają przede wszystkim firmy duże (67 proc. wobec 62 proc. w lipcu) oraz produkcyjne (50 proc. wobec 45 proc. w lipcu). Wyższy poziom wydatków inwestycyjnych niż w poprzednich trzech miesiącach dotyczy 22 proc. firm. Systematycznie zmniejsza się również udział przedsiębiorstw, które nie inwestują.

Przy optymistycznej teraźniejszości, przyszłość również rysuje się optymistycznie

Po raz pierwszy od stycznia indeks diagnostyczny osiągnął wartość przekraczającą odczyt neutralny. Wyniki indeksu diagnostycznego i prognostycznego wskazują, że zarówno obecna koniunktura, jak i przyszła są dobrze postrzegane Indeks diagnostyczny, wyznaczony na podstawie aktualnej wartości sprzedaży, liczby nowych zamówień, mocy produkcyjnych oraz poziomu inwestycji, wynosi w sierpniu 103,6 pkt.
i jego wartość wzrosła od pomiaru w lipcu o 4,3 pkt. Z kolei indeks prognostyczny, wyznaczony na podstawie ocen planowanej wielkości sprzedaży, zatrudnienia, wynagrodzeń pracowników oraz oceny płynności finansowej, wynosi 115,9 pkt., co również oznacza wzrost w porównaniu z lipcem o 2,4 pkt.

MIK wyraźnie wyższy od neutralnego poziomu potwierdza solidny stan krajowej koniunktury. Niemniej, biorąc pod uwagę sektorową strukturę, w tym wzrost składowej dla budownictwa, sierpniowa poprawa ma po części charakter sezonowy. Można zauważyć wygasanie efektu nadrabiania strat z pierwszej części roku związanych
z wcześniejszymi restrykcjami epidemicznymi. Wiele wskazuje, że koniunktura przechodzi w stan stabilizacji na wysokim poziomie. Sygnalizują to, mniej dynamiczne niż
w poprzednich miesiącach,  deklarowane wzrosty sprzedaży oraz ostrożniej formułowane w tym względzie oczekiwania. Przedsiębiorstwa nieco wolniej zwiększają zatrudnienie, czemu towarzyszy stabilna presja płacowa. Zwiększenie aktywności przedsiębiorstw
w ostatnich miesiącach skutkuje uwidocznioną poprawą ich sytuacji płynnościowej.
W sierpniu jej oceny były najlepsze w bieżącym roku. Daje to nadzieję, że kolejne miesiące przyniosą sygnały silniejszego ożywienia w inwestycjach, w zakresie których wyniki badania MIK pozostawiają spory niedosyt. W tym kontekście odnotować można także stopniowo rosnący niedobór mocy produkcyjnych w przemyśle
– konkluduje Piotr Dmitrowski z departamentu badań i analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

Serwisy z ogłoszeniami puchną od nowych ofert. W IT wzrosty są nawet na poziomie blisko 600%

W I połowie br. w serwisie OLX opublikowano ponad 25% więcej ofert pracy niż w analogicznym okresie ub.r. W portalu Praca.pl liczba takich ogłoszeń zwiększyła się o przeszło 32%. Natomiast w przypadku Pracuj.pl nastąpił wzrost o 45% w porównaniu z drugim półroczem 2020 roku. Pracodawcy poszukiwali m.in. do branży IT. Sporo propozycji było również związanych z gastronomią, budownictwem oraz remontami. Natomiast niewielki wybór dotyczył roznoszenia ulotek, franczyzy i własnego biznesu oraz hostess.

Od stycznia do czerwca 2021 roku w serwisie OLX zostało zamieszczonych ponad 541 tysięcy unikalnych ofert pracy. W analogicznym okresie ub.r. było ich niespełna 430 tysięcy. Więcej tego typu ogłoszeń mieli do wyboru również internauci odwiedzający portal Praca.pl. Ostatnio liczba ogłoszeń wyniosła blisko 272 tysiące, a rok wcześniej – przeszło 205 tysięcy. Natomiast ponad 440 tysięcy propozycji zamieścili pracodawcy w pierwszym półroczu br. w serwisie Pracuj.pl. W stosunku do II połowy 2020 roku wzrost wyniósł 45%.

– Pierwsze miesiące ub.r. to początek pandemii i okres ogromnej niepewności. Pracodawcy analizowali, czy trzeba zwalniać ludzi, czy też jakiś czas odczekać, aby skorzystać z ich usług. Generalnie przedsiębiorstwa bardzo cenią pracowników z wysokimi kwalifikacjami i raczej z nich nie rezygnują. Skupiono się więc na utrzymaniu personelu, a nie na szukaniu nowych kandydatów. Wstrzymanie się z zatrudnianiem kogokolwiek było najprostszym rozwiązaniem, żeby ograniczyć ryzyko – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Jak zaznacza Paulina Rezmer z OLX, w pierwszym półroczu ub.r. pracodawcy praktycznie zaprzestali dodawać ogłoszenia w tak kluczowych kategoriach, jak gastronomia, hotelarstwo oraz praca sezonowa. Szczególnie to było widoczne w marcu i kwietniu. Natomiast Aleksandra Skwarska z Grupy Pracuj, podkreśla, że od początku br. liczba ofert rosła z miesiąca na miesiąc. W czerwcu opublikowano ich prawie 83,5 tysiąca. Ma to związek z sytuacją wywołaną COVID-19 – zniesieniem restrykcji, a także coraz lepszymi prognozami na przyszłość zachęcającymi pracodawców do zatrudniania nowych osób.

– Jeszcze pod koniec ub.r. była ogromna niepewność ws. programu szczepień. W drugim kwartale br. on wyraźnie przyspieszył. Zostały uruchomione punkty szczepień na dużą skalę. Nawet część z nich utworzono w zakładach pracy. To jest ważna niespodzianka in plus w tym okresie rocznym. To sprawiło, że dziś sytuacja na rynku pracy jest lepsza – dodaje prof. Gomułka.

Od stycznia do czerwca br. najwięcej nowych i przedłużonych ogłoszeń w serwisie OLX dotyczyło budownictwa i remontów. Ta kategoria była też najpopularniejsza rok wcześniej, o czym informuje Paulina Rezmer. Ostatnio drugie miejsce w zestawieniu należało do gastronomii, a trzecie, tak jak rok wcześniej, do transportu oraz spedycji. Natomiast w portalu Praca.pl ostatnio poszukiwano przede wszystkim pracowników w obszarze informatyki i programowania. Dalej znalazły się takie obszary, jak sprzedaż, praca fizyczna, budownictwo i inżynieria oraz projektowanie.

– Porównując I półrocze 2021 roku z analogicznym okresem ub.r. odnotowaliśmy wzrost o 370% liczby ogłoszeń w IT. Jeśli weźmiemy pod lupę tylko II kwartał, zobaczymy zmianę aż o 597%. Przybyło też ofert w gastronomii, od kwietnia do czerwca było ich o 47% więcej niż rok wcześniej. Związane jest to z poluzowaniem obostrzeń w maju i otwarciem, początkowo ogródków restauracyjnych, a następnie – samych restauracji. Dodatkowo branża boryka się z trudnościami ze znalezieniem pracowników. Wynika to m.in. z utraty zaufania wśród ludzi młodych, będących głównymi adresatami publikowanych ogłoszeń – podkreśla Aleksandra Wesołowska z serwisu Praca.pl.

Według danych Pracuj.pl w I półroczu br. firmy najchętniej poszukiwały pracowników zajmujących się handlem i sprzedażą (29% wszystkich ogłoszeń). Dalej widzimy IT (20%) oraz obsługę klienta (15%). Dużym zainteresowaniem pracodawców cieszyli się także pracownicy fizyczni (11%), inżynierowie (10%) i specjaliści ds. finansów (9%).

– Usługi, w tym gastronomia, zostały najmocniej dotknięte na początkowym etapie pandemii. Ale niedawno rząd się zdecydował na zmniejszenie restrykcji, zakładając spadek liczby zachorowań. Można przypuszczać, że istotnie zaczyna się odbicie gospodarcze. Rośnie produkcja, nie tylko przemysłowa czy w budownictwie. Coraz lepiej radzą sobie różne usługi, a ludzie chcą z nich korzystać. A przecież nie było pewności, czy Polacy wrócą do hoteli czy restauracji. I to widać też na rynku pracy – zaznacza główny ekonomista BCC.

W serwisie OLX od stycznia do czerwca br. najrzadziej były dodawane propozycje związane z roznoszeniem ulotek. Na kolejnych miejscach znalazły się ogłoszenia dotyczące franczyzy i własnego biznesu, a także skierowane do hostess. Taka sama kolejność była rok wcześniej. W portalu Praca.pl najmniej ofert, podobnie jak w analogicznym okresie ubiegłego roku, dotyczyło obszaru prawa, a także ochrony, sportu, tłumaczeń oraz mediów.

Inflacja rozpala wyobraźnię

Dzisiejsza dane inflacyjne na wakacyjnym rynku wydają się być najważniejszym wydarzeniem. Szczególnie istotna będzie publikacja ze Stanów Zjednoczonych. To ona zdecyduje o dalszym kierunku EUR/USD. Para walutowa znajduje się na kluczowym wsparciu 1,1710. CPI jednak będzie miało przede wszystkim wpływ na to, w jaki sposób potoczy się przyszłość polityki monetarnej Fed-u – kluczowej instytucji światowej, na której działania spogląda cały świat.

Przypomnijmy, że pod koniec sierpnia 2020 roku Rezerwa Federalna ogłosiła nową strategię. Przed tą datą bank centralny miał na celu utrzymane inflacji (mierzonej deflatorem PCE) jak najbliżej granicy 2 proc. Po zmianie Fed stara się osiągnąć średnią inflację na poziomie 2 proc (wartości annualizowane). Mówiąc w skrócie po okresach, kiedy inflacja znajdowała się poniżej 2 proc. (przez długi czas) w tym momencie instytucja akceptuje wyższe poziomy, żeby podnieść średnią.

Niestety nie wiemy, w jakim okresie czasu nastąpi uśrednienie, o którym myśli Fed. Ze słów przedstawicieli FOMC nie dowiadujemy się zbyt wiele. Okres ten jest z pewnością ustalany i być może niedługo zostanie to zakomunikowane (może w Jackson Hole albo na posiedzeniu we wrześniu).

Długi okres niskiej inflacji został już w dużej mierze zrekompensowany wyższymi odczytami. Spoglądając na okres od 2015 roku widzimy, że inflacja przez dług okres utrzymywała się średnio na poziomie nie mniejszym niż 2 proc.

Jeśli Rezerwa Federalna podeszła by do sprawy nieco inaczej i chciałaby uśredniać wzrost cen od momentu zmiany strategii (sierpień 2020),  urzędnicy musieliby dążyć do tego, aby stopa przez dłuższy czas była poniżej 2 proc. (co jest teraz mało prawdopodobne). Średnia krótkoterminowa jest w okolicach 4,1 proc. czyli zdecydowanie wyżej od celu. Problem polega na tym, że polityka Fed jest asymetryczna.

Wracając do dzisiejszych danych oczekiwania CPI pokazują lekki spadek dynamiki rok do roku do poziomu 5,3 proc. oraz bazowej do 4,3 proc. Zdecydowanie mocniej ma wyhamować zmiana miesiąc do miesiąca, odpowiednio do poziomu 0,5 proc. i 0,4 proc. (bazowa). Scenariusz dla EUR/USD wydaje się dość oczywisty, choć na FX nigdy nie możemy być niczego pewni w 100 proc. Odczyty wyższe od konsensusu powinny ponownie umocnić dolara i wówczas prawdopodobnie zobaczymy przełamanie poziomu 1,17. Jeśli dynamik wzrostu cen spowolni mocniej od oczekiwań, wówczas pokuszę się o prognozę odbicia EUR/USD i ukształtowania średnioterminowego dołka właśnie we wspominanych okolicach. Moim zdaniem to nie przypadek, że właśnie w dzień publikacji szczególnie istotnych danych makro dla dolara, główna para walutowa znajduje się w interesującym miejscu pod kątem technicznym. Ale być może to tylko moja interpretacja.

Wszystko wskazuje na to, że niebawem na EUR/PLN ponownie zobaczymy graniczny poziom 4,60. Złoty osłabia się kolejny dzień z rzędu. Dziś o poranku para walutowa jest już blisko 4,59. Zatem pozostał jeden grosz do technicznego oporu. PLN nie był w stanie umocnić się trwale po słowach Kropiwnickiego z RPP, którego wypowiedź miała zdecydowanie jastrzębi charakter. W Radzie nadal obóz osób opowiadających się za podwyżkami stóp stanowi mniejszość, dlatego też nikt nie wierzy, że w tym roku może dojść do podwyżek kosztu pieniądza ani do redukcji QE. Zatem aprecjacja dolara osłabia waluty naszego regionu, w tym złotego. Do tego dochodzi sprawa Lex TVN. Ustawa ma zmusić właściciela stacji do sprzedania swoich udziałów podmiotowi przychylnemu władzy. To osłabia demokratyczny wizerunek Polski.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Pekao Leasing uzyskało nowy kredyt od BGK na finansowanie MŚP

Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) uruchomił dla Pekao Leasing nowy, czteroletni kredyt na kwotę 350 mln zł. To czwarta tego rodzaju umowa, a łączna wartość finansowania przyznanego Pekao Leasing przekroczyła już 1,5 mld zł. Środki z kredytu przeznaczone zostaną na finansowanie inwestycji polskich małych i średnich przedsiębiorstw.

– Bardzo cenimy sobie naszą wieloletnią współpracę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, dzięki której realnie wzmacniamy polską gospodarkę. Grupa Pekao aktywnie wspiera małe i średnie firmy, między innymi dzięki współpracy z partnerami takimi jak Bank Gospodarstwa Krajowego. Nowa umowa pozwoli nam kolejny raz zaproponować preferencyjne warunki finansowania dla polskich przedsiębiorstw – mówi Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Małe i średnie przedsiębiorstwa często borykają się z trudnościami w dostępie do zewnętrznego finansowania; w sposób szczególny dotknięte zostały dodatkowo kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa.

Środki z kredytu przeznaczone zostaną na finansowanie i refinansowanie konkurencyjnych cenowo umów leasingu zawieranych przez Pekao Leasing z klientami z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Przedmiotem leasingu mogą być samochody dostawcze, ciężarowe i osobowe, przyczepy i inne pojazdy oraz linie produkcyjne, maszyny i urządzenia.

– Leasing to istotne źródło finansowania potrzeb mikro, małych i średnich firm. Całkowita kwota środków trwałych sfinansowanych przez firmy leasingowe w Polsce wyniosła w 2020 r. 70 mld zł. Pieniędzmi z kredytu Pekao Leasing sfinansuje zakup pojazdów i urządzeń, które trafią finalnie do polskich przedsiębiorców. To dla nich dodatkowe wsparcie w prowadzeniu biznesu, szczególnie ważne w czasie trwania kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Angażując się w takie transakcje wspieramy zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy – mówi Włodzimierz Kocon, członek zarządu BGK.

Czy automatyzacja procesów produkcyjnych sprosta wyzwaniom branży automotive?

Zaawansowana robotyka w połączeniu z technologiami automatyzacji i modułami edukacyjnymi umożliwia wykonywanie zadań z większą precyzją niż kiedykolwiek i zwiększa produktywność w przemyśle. Chociaż wiele technologii robotyki, takich jak sztuczna inteligencja czy IoT, jest jeszcze w powijakach, nadal jest to kolosalny skok w porównaniu z tym, czym dysponowała branża jeszcze pod koniec lat 80. XX wieku. Jak wygląda dziś automatyzacja procesów produkcyjnych w branży automotive? Z jakimi wyzwaniami musi się zmierzyć? Sprawdzamy.

Roboty współpracujące, ramiona robotyczne i Internet Rzeczy w połączeniu ze sztuczną inteligencją już teraz w wielu firmach produkują dużą część podwozi samochodowych, układów napędowych i innych komponentów, z wyjątkiem kilku prostszych części, które mogą być wykonane przez ludzi. Automatyzacja procesów produkcyjnych dzieje się na naszych oczach. Roboty, które opanowały dziś branżę motoryzacyjną, radzą sobie nawet z najbardziej złożonymi zadaniami produkcyjnymi i wykonują je kilka razy szybciej niż ludzie. Tym bardziej, że coraz trudniej o  znalezienie wykwalifikowanych operatorów produkcji. To jeden z powodów, dla których w fabrykach coraz więcej procesów jest automatyzowanych. Brak siły roboczej staje się coraz bardziej dotkliwy. Kiedy zaś popyt przewyższa podaż, automatyzacja procesów produkcyjnych staje się prawdziwym remedium na te problemy.

Automatyzacja procesów produkcyjnych w trosce o ludzi

Sektor motoryzacyjny zapewnia bezpośrednie i pośrednie miejsca pracy 13,8 mln Europejczyków, co stanowi 6,1% całkowitego zatrudnienia w UE. Co ciekawe, tylko 2,6 miliona osób jest bezpośrednio zatrudnionych przy produkcji pojazdów silnikowych. To oznacza, że przemysł motoryzacyjny nie tylko bezpośrednio zatrudnia dużą liczbę pracowników produkcyjnych, ale także tworzy dodatkowe miejsca pracy w innych branżach łańcucha dostaw. – Krzywa urodzeń pokazuje, jak będzie się kształtował rynek pracowników w przyszłości. Wyraźnie widać, że liczba urodzeń spada z roku na rok nie tylko w Europie Zachodniej, ale także w Polsce. Nie ma więc innej drogi niż automatyzacja procesów produkcyjnych. Im szybciej i lepiej przygotujemy się do tych wyzwań już dziś, tym sprawniej firmy będą działać w przyszłości. – zauważa Artur Burian, manager w firmie Fitech, posiadający 12-letnie doświadczenie w zarządzaniu projektami w branży budowy maszyn (Automotive) i instalacji przemysłowych.

Liczy się jakość

Pierwszą linię produkcyjną uruchomiono ponad 100 lat temu. Od tego czasu liczba samochodów poruszających się po drogach diametralnie wzrosła. Automatyzacja procesów produkcyjnych w branży automotive  to dziś nie tylko odpowiedź na skalę i chłonność rynku. Istotna jest wydajność oraz wysoka jakość. Wrażliwe układy, produkowane w fabrykach a następnie montowane w samochodach, wpływają bezpośrednio na bezpieczeństwo ludzi. Firmy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jak pokazują wyniki badań, ponad 90% firm z tej branży automatyzuje się. Branża motoryzacyjna jest też jedną z najszybciej rozwijających się pod kątem wykorzystania robotów. Jakie inne technologie są tu ważne? – Coraz ważniejszym elementem stają się stacje testujące. Weryfikują nie tylko to, czy produkt jest dobrze zmontowany, ale też czy poprawnie działa. Wiedza na ten temat pozwala uniknąć np. kosztownego serwisowania. – tłumaczy Artur Burian z Fitech. – Równie ważne są systemy traceability, czyli proces śledzenia i identyfikacji produktu, który w połączeniu z systemami bazodanowymi pozwala na archiwizowane wszelkich parametrów produkcyjnych budowanych podzespołów. – dodaje Burian.

Pionierska branża w zakresie automatyzacji procesów produkcyjnych

Motoryzacja była jedną z pierwszych branż, która zastosowała systemy wizyjne na linii produkcyjnej. Te stosowane obecnie spełniają wiele funkcji, bardzo szybko się rozwijają i mają coraz większe możliwości. Jedną z nich jest  kontrola tego czy produkt został zamontowany kompletnie i w sposób prawidłowy. Co jest ważne dla producentów samochodów i ich komponentów? Najważniejsza jest stabilność produkcji. Cykl życia produktu jest dziś krótki, a duża dynamika wymusza elastyczność linii produkcyjnej, która musi być gotowa do dalszych modyfikacji. Ważna jest możliwość adaptacji do zmian, tak więc dynamiczna rekcja dostawcy jest tutaj kluczowa. Automatyzacja procesów produkcyjnych zdecydowanie ją ułatwia.

Przeciętny właściciel kredytu CHF traci rocznie ponad 11 tys. zł

  • Ponad 11 tys. złotych traci w ciągu roku posiadacz hipotecznego kredytu frankowego nie podejmując żadnych działań w kontekście swojej umowy kredytowej.
  • 11 tys. złotych to kwota, za jaką właściciel mieszkania sprzed kilkunastu lat mógłby zrobić solidny remont czy wymianę kuchni.
  • Sądy w sporach banków z frankowiczami coraz bardziej skłonne są brać stronę kredytobiorców. W przypadku procesu zakończonego tzw. „odfrankowieniem” właściciel kredytu na 300 tys. zł mógłby liczyć na zwrot nadpłaconych rat w wysokości 116 tys. zł.

Wyliczenia przygotowała E-Kancelaria Grupa Prawno Finansowa w oparciu o konkretny kredyt jednego z jej klientów. „Frankowicz” zdecydował się złożyć pozew przeciwko bankowi, który udzielił mu kredytu w 2008 roku.

Wyliczenia opierają się na danych: wartość kredytu 300 000 zł, aktualna wysokość zadłużenia 374 837,23 zł, aktualna wysokość raty 1978,96 zł.

Ten sam kredyt po sprawie sądowej zakończonej tzw. odfrankowieniem: wysokość zadłużenia 182 527,61 zł (zmniejszenie salda o 192 309,62 zł), wysokość raty po odfrankowieniu 936,51 zł. Różnica w wysokości raty wynosi 1042,45 zł.

Do analizy środków jakie kredytobiorca może stracić na zwlekaniu z wyplątaniem się z toksycznego kredytu w szwajcarskiej walucie wybraliśmy zobowiązanie na 300 tys. zł. zawarte w 2008 roku. Sporo do myślenia daje aktualna wysokość zadłużenia znacznie przewyższająca kwotę zaciągniętego kredytu (300 tys. zł vs 374 tys. zł). Taki przypadek jest normą i jest to ogromny kłopot dla właścicieli nieruchomości, szczególnie w małych miastach. Tam wartość ich mieszkań rosła znacznie wolniej niż w Warszawie czy Krakowie. Wyliczenia pokazują, że każdy kolejny rok odkładania odfrankowienia kredytu to strata kilkunastu tysięcy złotych. To kwota jaką można przeznaczyć np. na remont mieszkania. Kilkunastoletnie lokale zazwyczaj już tego wymagają – mówi Andrzej Sałuda – Dyrektor Sprzedaży E-Kancelarii.

W przypadku analizowanego kredytu wygrana sprawa sądowa przynosi dodatkowy zysk – zwrot nadpłaconych rat w wysokości 116 093,76 zł.

Coraz więcej frankowiczów idzie z bankiem do sądu

Z danych Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, że od stycznia tego roku liczba toczących się postępowań sądowych przeciwko bankom w sprawach hipotecznych kredytów frankowych zwiększyła się o 12 tys. Na koniec kwietnia było ich w sądach 51 tys. Specjalny nowo utworzony wydział w Warszawskim Sądzie Okręgowym, który w zamierzeniu miał przyspieszyć rozstrzygnięcia, zatkał się w wyniku dużej liczby składanych pozwów. W ciągu zaledwie trzech miesięcy do wydziału wpłynęło prawie 8 tys. pozwów. Pomimo dużej liczby spraw to jednak tylko kilka procent wszystkich zawartych umów kredytowych. Wkrótce będzie ich znacznie więcej.

Obserwujemy efekt kuli śniegowej. Kolejne rozstrzygnięcia zapadające w sądach na korzyść kredytobiorców, działania Rzecznika Finansowego czy UOKiK wpływają na decyzje kolejnych kredytobiorców. Po prostu nie sposób dłużej ignorować faktu, że odfrankowienie kredytu to duża korzyść dla spłacających raty kredytów w CHF. Oczywiście można zyskać mniej lub więcej, w zależności od tego, jak skonstruowana jest umowa kredytowa i jakie są w niej klauzule abuzywne. Jeżeli efektem procesu będzie ofrankowanie zysk może być taki, jak na przedstawionym przykładzie. W przypadku kredytu na pół miliona złotych byłoby to oczywiście proporcjonalnie więcej – mówi Andrzej Sałuda z E-Kancelarii.

Jesienią czas oczekiwania na rozprawę wydłuży się

Jesienią pozwów frankowiczów może być jeszcze więcej. Wielu kredytobiorców odkłada moment uporządkowania swoich spraw finansowych na czas po wakacjach. Inni zaczną się tym zajmować pod koniec roku. Duża liczba spraw wygrywanych przez kredytobiorców będzie napędzać trend. Dane zebrane przez ZBP mówią o 79 proc. wygranych spraw przez frankowiczów. Inne dane podają nawet, że kredytobiorcy wygrywają 93% spraw rozstrzygniętych wiosną tego roku.

Problemem i barierą dla zadłużonych jest w tej chwili nie orzecznictwo sądów, które sprzyja kredytobiorcom, ale czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy. Przebieg sprawy frankowej trwa około dwóch lat, biorąc pod uwagę sąd w I i w II instancji, ale obecnie trzeba do tego dodać długi czas oczekiwania na wejście sprawy na wokandę. Z każdym miesiącem czas oczekiwania na rozstrzygnięcie będzie się dodatkowo wydłużał.

Deloitte: Presja zewnętrzna i otoczenie regulacyjne istotne dla działalności funduszy private equity

– Inwestorzy przywiązują coraz większą wagę do czynników ESG (środowiskowych, społecznych i w zakresie ładu korporacyjnego) – wynika z badania Deloitte „Central Europe Private Equity Confidence Survey”. Zdaniem ekspertów firmy doradczej pozostaje jednak wiele do zrobienia, aby fundusze realnie włączały te aspekty w swoje strategie inwestycyjne i decyzje biznesowe. Przewiduje się, że spółki korzystające z finansowania funduszy PE, które uwzględnią te czynniki w swoich modelach biznesowych, mogą skutecznie zwiększyć swoją wycenę po wyjściu inwestora.

  1. edycja regionalnego badania Deloitte „Central Europe Private Equity Confidence Survey” prezentuje wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów private equity działających w krajach Europy Środkowej. Poza kwestiami dotyczącymi zrównoważonego rozwoju i klimatu, pokazuje również nastroje i oczekiwania funduszy PE odnoszące się m.in. do: sytuacji ekonomicznej, rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz planowanych aktywności w kolejnych sześciu miesiącach.

Bardziej klimatycznie świadoma polityka inwestycyjna jeszcze przed PE

Zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższej przyszłości w sektorze finansowym czynniki ESG coraz częściej i powszechniej będą wykorzystywane w procesach oceny opłacalności potencjalnych inwestycji. Odzwierciedleniem tego, jak postrzegane jest znaczenie tego obszaru, jest rosnąca presja w tym zakresie ze strony udziałowców (limited partners). W efekcie ponad połowa (56 proc.) ankietowanych przez Deloitte potwierdziła, że ich fundusz wdrożył politykę inwestycyjną, która obejmuje właśnie te kwestie. Co jest jednak dość zaskakujące, w poprzedniej edycji badania twierdziło tak aż 76 proc. uczestników.

W tegorocznych odpowiedziach wyraźnie widać zwrot w deklaracjach i konkretnych działaniach podejmowanych przez fundusze. W porównaniu do poprzedniej edycji spadł odsetek ankietowanych, którzy sygnalizowali, że już mają wdrożone polityki uwzględniające czynniki ESG. Znacząco wzrósł natomiast, z 4 proc. do prawie 30 proc., udział respondentów stwierdzających, że jeszcze nie zastosowali polityki w tym zakresie, ale zamierzają to zrobić. Nie oznacza to, że kwestia włączenia czynników ESG w procesy decyzyjne traci na znaczeniu, przeciwnie – firmy traktują je coraz poważniej. Być może późniejsze deklaracje w większym stopniu uwzględniają znaczenie czynników ESG w procesie tworzenia wartości dodanej w okresie trwania inwestycji, co może być przyczyną tak istotnego wzrostu liczby przedsiębiorstw deklarujących chęć wdrożenia odpowiednich strategii – mówi Agnieszka Zielińska, Partnerka w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Jak wynika z badania, tylko około jedna dziesiąta (11 proc.) nie wdrożyła takiego podejścia, ani nie planuje tego zrobić, a 6 proc. stwierdziło, że polityka inwestycyjna ich funduszu w ogóle nie uwzględnia czynników ESG.

Wkład funduszy PE w neutralność klimatyczną

Gdy spojrzymy na konkretne rozwiązania w sferze ESG, dotyczące klimatu, zaledwie 11 proc. ankietowanych przez Deloitte wdrożyło formalne zobowiązania w zakresie dekarbonizacji, mimo że prawie połowa respondentów jest świadoma tego problemu i potwierdziła, że będzie się poruszać w tym kierunku. Co zaskakujące, ponad 30 proc. respondentów zadeklarowało, że obecnie nie koncentruje się na wpływie swojego portfela na klimat i raczej nie będzie tego robić w przyszłości.

Zmiana klimatu może być postrzegana jako wyzwanie, które przynajmniej dla części funduszy private equity nie jest istotne, chociażby ze względu na stosunkowo krótki okres inwestowania w poszczególne spółki. Jednak zagrożenia i możliwości związane z kwestiami ekologicznymi będą w rzeczywistości miały istotny wpływ na ich bieżącą aktywność. Dlatego obserwujemy, że coraz więcej funduszy zdaje sobie sprawę z wyzwań związanych z dążeniem do uzyskania neutralności klimatycznej, a niektóre już podejmują aktywne kroki w celu zmniejszenia swojego śladu węglowego – mówi Agnieszka Zielińska.

Inwestycje pozytywnego wpływu

Siłą funduszy private equity jest możliwość wywierania wpływu na te sektory gospodarki, które muszą zmienić swoje podejście do mitygacji zmian klimatu. Zdaniem ekspertów Deloitte w obliczu coraz powszechniejszych i bardziej restrykcyjnych regulacji, ale też presji zewnętrznej, będą one zobligowane do aktywnego działania w obszarze zrównoważonego rozwoju oraz ograniczania emisyjności swoich inwestycji.

– Czynniki ESG, dążenie do neutralności klimatycznej i działania mające na celu zmniejszenie śladu węglowego są i będą w przyszłości coraz powszechniej uwzględniane w decyzjach biznesowych i inwestycyjnych podejmowanych przez organizacje, nie tylko w efekcie rosnącej presji regulacyjnej i społecznej. Zakorzenienie zrównoważonego rozwoju w działalności – na poziomie firmy, funduszu i portfolio – oferuje bowiem nowe możliwości i obiecujące partnerstwa. Szybko rozwijająca się branża private equity jest pod wieloma względami dobrze przygotowana do wykorzystywania swoich mocnych stron, pozycji rynkowej i możliwości wywierania pozytywnego wpływu dla społeczeństwa, jednocześnie generując zwrot dla inwestorów i przyczyniając się do rozwoju odpornych i odnoszących sukcesy firm – podkreśla Irena Pichola, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Polski Ład – firmy krytyczne wobec zmian podatkowych – raport KPMG

Rok 2021 przyniósł podatnikom CIT wiele fundamentalnych zmian. Zdaniem firm w Polsce najistotniejszą było wprowadzenie obowiązku sporządzenia i opublikowania informacji o realizacji strategii podatkowej. Najwięcej czasu i zasobów w celu sporządzenia informacji o realizacji strategii podatkowej organizacje poświęcają na informacje o stosowanych procesach i procedurach dotyczących zarządzania wykonywaniem obowiązków, wynikających z przepisów podatkowych i zapewniających ich prawidłowe wykonanie. W 2022 roku Ministerstwo Finansów planuje wprowadzenie nowych ulg podatkowych związanych z Polskim Ładem. Firmy biorące udział w badaniu KPMG najlepiej oceniają planowaną ulgę na automatyzację i  robotyzację, rozszerzenie ulgi B+R oraz zakresu IP Box.

2021 rok przyniósł wiele zmian w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych. Wg firm biorących udział w badaniu KPMG, najistotniejszą zmianą wprowadzoną na początku roku w CIT jest obowiązek sporządzania i publikowania informacji z realizacji strategii podatkowej. Duże znaczenie miało również odroczenie mechanizmu pay and refund w podatku u źródła, które już po przeprowadzeniu badania zostało ponownie przesunięte z 30 czerwca na 31 grudnia 2021 roku. Na kolejnych miejscach respondenci wymieniali ograniczenia w rozliczaniu strat podatkowych oraz „estoński CIT”.

Firmy minimalizują negatywne skutki wprowadzenia nowych przepisów dot. spółek komandytowych

W styczniu 2021 roku spółki komandytowe i niektóre spółki jawne zostały objęte podatkiem dochodowym od osób prawnych (zgodnie z nowelizacją, spółki komandytowe mogły postanowić, że nowe przepisy obejmą je dopiero od 1 maja 2021 roku). W związku ze zmianą, dochody generowane przez spółki komandytowe (i niektóre spółki jawne), które były dotychczas podmiotami transparentnymi podatkowo, zostały opodatkowane podatkiem dochodowym od osób prawnych na poziomie spółki.

Okazuje się, że większość respondentów badania (87% wskazań) przyznaje, że w swojej działalności nie korzysta ze spółek komandytowych. 5% ankietowanych firm zadeklarowało, że wykorzystuje spółki komandytowe i skorzystało z możliwości odroczenia uzyskania przez nie statusu podatników CIT do końca kwietnia 2021 roku. 7% firm dokonało zmiany formy prowadzenia działalności poprzez przekształcenie spółek komandytowych (w spółkę z o.o. lub spółkę jawną).

Objęcie spółek komandytowych opodatkowaniem podatkiem dochodowym to fundamentalna zmiana dla organizacji, które wykorzystują tę formę prawną w swoich strukturach. Nic zatem dziwnego, że niemal wszyscy respondenci korzystający ze spółek komandytowych postanowili ograniczyć skutki tej zmiany poprzez opóźnienie jej wejścia w życie lub modyfikację struktury swoich grup – mówi Anna Sińczuk, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.

Realizacja strategii podatkowej – 29% firm rozpoczęło już stosowne działania

Na początku roku wszedł w życie obowiązek sporządzania i publikowania informacji o realizowanej strategii podatkowej. Nowy obowiązek sprawozdawczy dotyczy zarówno pojedynczych podatników CIT, których przychody w roku podatkowym przekroczyły 50 mln euro oraz podatkowych grup kapitałowych bez względu na osiągane przychody. Obowiązek informowania o realizacji strategii podatkowej został nałożony zarówno na całą grupę podatkową, jak i na pojedyncze spółki wchodzące w jej skład. Zgodnie z wynikami badania KPMG, 39% respondentów zadeklarowało, że ich firma nie ma obowiązku sporządzania informacji o realizacji strategii podatkowej. Z kolei 29% respondentów przyznało, że ich firma prowadzi już stosowne działania nad przygotowaniem takich informacji we własnym zakresie lub z pomocą zewnętrznych doradców, a 32% badanych organizacji planuje wkrótce rozpoczęcie podobnych działań.

Najbardziej problematycznymi obowiązkami związanymi z przygotowaniem informacji o realizacji strategii podatkowej, które jednocześnie wymagają poświęcenia największej liczby zasobów, są informacje o stosowanych procesach i procedurach dotyczących zarządzania wykonywaniem obowiązków wynikających z przepisów podatkowych i zapewniających ich prawidłowe wykonanie. Równie wymagające są informacje o transakcjach z podmiotami powiązanymi, których wartość przekracza 5% sumy bilansowej aktywów. Z kolei najmniej angażujące, zdaniem badanych firm, są zagadnienia dotyczące złożonych wniosków o wydanie interpretacji podatkowych, informacji stawkowych i akcyzowych oraz informacji na temat rozliczeń w krajach stosujących szkodliwą konkurencję podatkową.

Obowiązek sporządzania i publikowania informacji o realizowanej strategii podatkowej to kolejny z obowiązków administracyjnych nakładanych na polskich podatników. Należy jednak podkreślić, że spółki mogą skorzystać z okazji i nie tylko pochwalić się wysokością podatków płaconych w Polsce, ale także faktem przestrzegania złożonych polskich regulacji prawa podatkowego. Istnieje zatem możliwość przekucia uciążliwości w PR-owy pozytyw – mówi Wojciech Majkowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.

Ocena zapowiedzianych nowych ulg podatkowych w Polskim Ładzie

W 2022 roku, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów, zostaną wprowadzone nowe ulgi związane z Polskim Ładem. Planowane jest m.in. rozszerzenie ulgi B+R oraz IP Box. Nowością ma być m.in. ulga na IPO czy ulga na zatrudnienie nowych pracowników wykonujących prace badawczo-rozwojowe, ulga na prototyp lub na robotyzację, jednak szczegóły dotyczące planowanych rozwiązań nie są na razie znane. Wśród zapowiadanych nowych ulg, firmy biorące udział w badaniu, najlepiej oceniają planowaną ulgę na automatyzację i robotyzację, rozszerzenie ulgi B+R oraz rozszerzenie zakresu IP Box. Z kolei najgorzej firmy oceniają zapowiadane zmniejszenie restrykcji dotyczących tzw. „estońskiego CIT” (53% negatywnych ocen), ulgę dla Venture Capital (44% negatywnych ocen) lub ulgę konsolidacyjną, którą źle ocenia 40% badanych.image002

Podatek u źródła – będzie łatwiej?

Od 2018 roku polscy płatnicy podatku u źródła w celu zastosowania zwolnienia lub preferencyjnej stawki opodatkowania są obowiązani do dochowania należytej staranności przy weryfikacji spełnienia warunków uprawniających do zastosowania takiej preferencji. Zdecydowana większość (59% wskazań) respondentów badania KPMG w Polsce zdeklarowała, że w celu zastosowania zwolnienia lub uzyskania preferencyjnej stawki podatku WHT, dokonuje weryfikacji i analizuje płatności we własnym zakresie. 15% firm biorących udział w badaniu zadeklarowało, że skorzystało z pomocy zewnętrznego doradcy i uzyskało opinię o możliwości zastosowania zwolnienia z WHT lub zastosowania preferencyjnej stawki podatku. 1 na 10 badanych organizacji uzyskała z kolei opinię o zastosowaniu zwolnienia w podatku u źródła. 

Obowiązek zachowania należytej staranności przy zastosowaniu zwolnienia lub preferencyjnej stawki opodatkowania przy podatku u źródła jest powszechnie uważany za dodatkowe wyzwanie stawiane osobom odpowiedzialnym za rozliczenia podatkowe. Jest to wyzwanie o tyle istotne, że niedopełnienie obowiązków może wiązać się nie tylko z zapłatą przez płatnika zaległego podatku, odsetek za zwłokę oraz dodatkowego zobowiązania podatkowego (10% wartości brutto należności podlegającej podatkowi u źródła), ale także sankcjami karnoskarbowymi nakładanymi na konkretne osoby fizyczne – mówi Przemysław Szywacz, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego w Zespole ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych w KPMG w Polsce.

W ostatnim czasie Ministerstwo Finansów zapowiedziało wprowadzenie zmian w podatku u źródła od 2022 roku, których celem ma być przede wszystkim ograniczenie uciążliwych procedur i ułatwienie rozliczeń. Tymczasem najczęściej wskazywaną przez firmy oczekiwaną zmianą w przepisach dot. podatku u źródła jest odstąpienie od zastosowania mechanizmu pay and refund, na którą wskazało 39% badanych firm. 13% firm przyznało, że oczekiwałoby możliwości zastosowania mechanizmu pay and refund wyłącznie do płatności z podmiotami powiązanymi, a 11% zwiększenia limitu warunkującego konieczność zastosowania tego mechanizmu. Zdaniem 8% respondentów dobrym rozwiązaniem byłoby rozszerzenie możliwości uzyskania opinii o zastosowaniu zwolnienia z podatku u źródła.

Zarządzanie funkcją podatkową w firmie – 40% firm nie podjęło działań w tym zakresie

Zarządzanie funkcją podatkową jest związane m.in. z prawidłowym naliczeniem i regulowaniem podatków, zapewnieniem zgodności z prawem, a także ze związaną z tym odpowiedzialnością na podstawie kodeksu karnego skarbowego. W badaniu KPMG w Polsce, jedna piąta respondentów przyznała, że ich organizacja wdrożyła i zatwierdziła wewnętrzną procedurę dotyczącą realizacji określonych obowiązków, w związku z zarządzaniem funkcją podatkową firmy. Kolejne 35% planuje rozpoczęcie działań w tym zakresie w najbliższej przyszłości. Z drugiej strony, 40% badanych respondentów zadeklarowało, że ich firmy nie podjęły żadnych działań w tym obszarze.

PURO Hotels robotyzuje procesy biznesowe z krakowskim WEBCON

Technologia low-code polskiego producenta pozwala zrobotyzować wewnętrzne procesy biznesowe sieci PURO Hotels. Wdrożenie narzędzia WEBCON przyspieszyło obieg dokumentów, obniżyło koszty i pozwoliło skupić się na działaniach wpływających bezpośrednio na satysfakcję klientów sieci.

Co ma ze sobą wspólnego obsługa faktur, zarządzanie korespondencją i guest experience? Jak pokazuje doświadczenie sieci PURO Hotels, w branży hotelarskiej – bardzo wiele. Podczas gdy wielu rynkowych konkurentów zamroziło swoje decyzje inwestycyjne, sieć PURO wykorzystała okres pandemii by rozpocząć robotyzację procesów biznesowych z wykorzystaniem technologii low-code. Efektem wdrożenia platformy dostarczonej przez polskiego producenta, firmę WEBCON, jest przyspieszenie procesu obsługi dokumentów, oszczędność czasu i energii pracowników oraz zwiększenie transparentności, skutkujące transformacją kultury organizacyjnej firmy.

PURO Hotels to pierwsza w Polsce lifestylowa marka hotelowa, posiadająca obecnie w swoim portfolio siedem nowoczesnych obiektów hotelowych. W skali roku, przez działy księgowości firmy przechodzi średnio 42 000 faktur. W obliczu pandemii i związanego z nią lockdownu, oparcie administracji o dokumenty papierowe stanowiło wyzwanie utrudniające efektywne funkcjonowanie organizacji. Dlatego, w celu usprawnienia codziennej pracy, firma zdecydowała o wdrożeniu elektronicznego obiegu dokumentów oraz digitalizacji i robotyzacji procesów biznesowych przy pomocy platformy WEBCON BPS.

Sytuacja PURO wymagała spełnienia wielu wymagań jednocześnie: pozbycia się papieru, cyfrowego usprawnienia procesu, wsparcia dla wielospółkowego i wielojęzycznego charakteru organizacji, a przy tym krótkiego czasu wdrożenia. Tego typu zestaw potrzeb to solidny test dla każdej platformy klasy low-code i tym bardziej napawa mnie satysfakcją fakt, że byliśmy w stanie sprostać im wszystkim na raz – komentuje Michał Rykiert, Head of Business Development w WEBCON.

Wdrożenie cyfrowego obiegu faktur pozwoliło zoptymalizować i ustandaryzować proces, co znacząco przyspieszyło jego obsługę. W wyniku usprawnień tylko w tym jednym obszarze, firma szacuje oszczędności na poziomie ponad dwóch tysięcy godzin w skali roku. To w praktyce oszczędność dwóch pełnych etatów. Ważniejsze jest jednak to, że korzyści z automatyzacji rozciągają się poza obręb działu księgowości. Dzięki elektronicznemu obiegowi faktur, pracownicy operacyjni i menadżerowie innych departamentów, mogą dziś skupić się na najistotniejszym zadaniu: obsłudze gości hotelowych i dbaniu o najwyższej jakości guest experience.

W PURO zawsze stawiamy naszych gości na pierwszym miejscu. Zatrudniamy świetnych specjalistów, których zadaniem jest dbanie o doświadczenia podczas pobytu w naszych hotelach. Chcemy, aby mogli z pasją realizować to, w czym są najlepsi, dlatego postanowiliśmy wdrożyć technologię, która im to umożliwi, odciążając ich od zadań administracyjnych i tzw. pracy papierkowej – mówi Siren Knudsen, Director of Office and Internal Processes w PURO.

Dzięki robotyzacji, procesowanie dokumentów jest nie tylko szybsze, ale też dużo bardziej transparentne. Przejrzyste procedury oraz łatwiejszy dostęp do informacji spowodowały również korzystną transformację kultury organizacyjnej firmy.

W trakcie procesu digitalizacji zaobserwowaliśmy pozytywne zmiany w kulturze organizacyjnej. Na naszych oczach polepszyła się jakość współpracy między poszczególnymi działami. Pracownicy zdecydowanie lepiej komunikują się między sobą, mają większą wiedzę na temat tego, czym zajmują się ich koledzy i koleżanki z innych zespołów, dzięki czemu łatwiej im docenić siebie nawzajem czy zaoferować wsparcie. Świadomość tego, że funkcjonujemy jako jeden organizm przekłada się na lepsze doświadczenia zarówno dla pracowników, jak i dla naszych gości – wskazuje Siren Knudsen.

Firma pracuje już nad kolejnymi projektami robotyzacji z wykorzystaniem technologii low-code polskiego producenta. Najbliższe plany obejmują m.in. automatyzację obiegu delegacji i obszaru zarządzania aktywami, uproszczenie procesów on i off-boardingu oraz cyfryzację archiwum dokumentów. Działania te nie tylko ułatwią pracownikom wykonywanie codziennych obowiązków i wpłyną pozytywnie na środowisko, eliminując dokumenty papierowe, ale przede wszystkim pozwolą organizacji jeszcze zwinniej reagować na zmiany zachodzące w otoczeniu biznesowym, gospodarczym i społecznym.

Przez wiele lat i dla wielu organizacji hasło ‘cyfrowa transformacja’ pozostawało nic nieznaczącym, pustym sloganem. W PURO Hotels widać wyraźnie, co ono oznacza w praktyce i jak istotny ma wpływ na prowadzony przez firmę biznes. Cieszymy się, że nasza platforma tak doskonale wpasowała się w organizację – mówi Łukasz Wróbel, Wiceprezes WEBCON.

W pandemii dynamicznie rośnie internetowa sprzedaż artykułów dla zwierząt

Firma Ceneo.pl przedstawiła raport dotyczący internetowej sprzedaży produktów dla zwierząt. Najpopularniejszymi produktami kupowanymi przez Polaków są: karmy dla psów i kotów oraz artykuły higieniczne, w tym obroże przeciw pchłom i kleszczom oraz preparaty odrobaczające.

Niezmiennie od 2019 roku najpopularniejszym produktem dla zwierząt jest obroża przeciw pchłom i kleszczom Bayer Foresto. Produkt ten występuje w dwóch wersjach, dla zwierząt powyżej i poniżej 8 kilogramów. Obie wersje posiadają w serwisie Ceneo w sumie ponad 22 tysiące opinii użytkowników oraz bardzo wysokie średnie oceny (odpowiednio 4,84 i 4,87). Ogółem wśród 20 najpopularniejszych produktów są aż cztery obroże przeciw pchłom i kleszczom.

Aż sześć produktów z top 20 należy do kategorii karmy dla psów. Dominuje tutaj trzech producentów: Wiejska zagroda, Brit oraz Royal Canin. Ponadto popularnymi produktami są również kuwety, klatki, ozdoby akwariowe oraz odżywki i suplementy dla zwierząt.

Od początku pandemii internetowa sprzedaż artykułów dla zwierząt rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie

Na portalu Ceneo.pl drugi kwartał 2020 roku to okres największej dynamiki ruchu internetowego związanego z artykułami dla zwierząt. Miesięczne wzrosty rok do roku w kategorii „karmy i akcesoria dla psów” kształtowały się w tym czasie pomiędzy 57% a 85%, z kolei w kategorii „karmy i akcesoria dla kotów” wynosiły pomiędzy 61 i 87%. Największy wzrost zanotowała jednak kategoria „artykuły zoologiczne’, zainteresowanie nią rosło w tempie od 87% do 167%.

Ogółem, klikalność kategorii „karmy i akcesoria dla psów” w 2020 roku wzrosła o 47% w stosunku do roku 2019. Identyczny wynik zanotowała kategoria „karmy i akcesoria dla kotów”, jednak największy wzrost klikalności, aż o 77%, zanotowała branża „artykuły zoologiczne”.

O dynamice branży świadczy to, że w 2020 roku, w porównaniu z rokiem 2019, ruch internetowy związany z wieloma produktami rósł w tempie trzycyfrowym. Zainteresowanie internautów legowiskami dla psów wzrosło o 137%, drapakami dla kotów o 158%, klatkami dla małych zwierząt o 158%, klatkami i kojcami dla psów o 195%, klatkami dla ptaków o 187%, terrariami o 227%. Rekordowym produktem pod względem wzrostu popularności w 2020 roku były budy dla psów, związany z nimi ruch internetowy wzrósł aż o 307%.

Branża staje się coraz bardziej konkurencyjna

Jednocześnie od 2019 roku nieznacznie spada średnia wartość koszyka zakupowego. W kategorii „artykuły zoologiczne” spadła z 85 zł w roku 2019 do 78 zł w roku 2021. Oznacza to spadek o 5% w roku 2020 i kolejne 3% w roku 2021. Podobnie jest w kategorii „karmy i akcesoria dla kotów” – spadek ze 115 do 92 zł, o 10% w roku 2020 i 12% w roku 2021 oraz w kategorii „karmy i akcesoria dla psów” – spadek ze 151 do 137 zł o 4% w roku 2020 i o 6% w roku 2021. Te dane mogą świadczyć o tym, że w szybkim tempie rośnie konkurencyjność rynku oraz zaostrza się walka cenowa między producentami.

Najważniejszą grupę wiekową nabywców są konsumenci w wieku pomiędzy 25 a 34 lata. Stanowią oni aż 31,1% wszystkich nabywców. Drugą największą grupą są konsumenci w wieku 35-44 lata – 21,8% ogółu. Prawie dwie trzecie klientów we wszystkich kategoriach wiekowych stanowią kobiety.

Kobiety najczęściej kupują karmy i akcesoria dla psów (58,7%), karmy i akcesoria dla kotów (22,3%) oraz artykuły zoologiczne (19%). Mężczyźni również najbardziej są zainteresowani artykułami dla psów (49,3%), jednak na drugim miejscu znajdują się artykuły zoologiczne (35,3%) a dopiero na trzecim miejscu artykuły dla kotów (15,4%).

Jak biznes w Polsce może pozyskać tańsze źródła energii

Dużym przywilejem dla Polski jest możliwość handlu energią z krajami Unii Europejskiej. Pozyskiwanie w ten sposób energii jest przede wszystkim bezpieczniejsze i daje pewność w sytuacjach, gdy własne źródła zawiodą. Eksperci są zdania, że opłacalny dla Polski okaże się handel energią z Ukrainą. Wszystko to za sprawą potrzeby znalezienia tańszej mocy wytwórczej, aby biznes w Polsce mógł obniżyć wysokie rachunki, spowodowane między innymi dominacją węgla w krajowym miksie energetycznym.

– Polska ma możliwość handlu na wewnętrznym rynku energii Unii Europejskiej i ta możliwość niejednokrotnie uratowała nas, gdy krajowe moce wytwórcze nie wystarczyły do realizacji konkretnych potrzeb – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Jest to współzależność, która pozwoliła utrzymać cywilizowane warunki na rynku energii w Unii Europejskiej. To sprawia, że nie musimy się obawiać krajów unijnych tak, jak na przykład Federacji Rosyjskiej. Natomiast handel energią z Ukrainą jest perspektywą na przyszłość. Nawet bez synchronizacji dzięki projektowi Harmony Link, byłoby to możliwe po wielkich nakładach inwestycyjnych i wdrożeniu różnych rozwiązań technologicznych, które umożliwiłyby handel między różnymi systemami. Tu pojawia się kwesta finansowa – ponieważ Ukraina nie ma wystarczających środków, a Polska nie jest na razie zainteresowana wymianą energii z Ukrainą. Mimo to pewne jest, że biznes w Polsce – ze względu na jedną z najwyższych cen energii w Unii Europejskiej – będzie szukał źródeł taniej energii za granicą lub stworzy własne, mało emisyjne źródła, które pozwolą obniżyć rachunki – zapowiada Jakóbik.

Zaległości seniorów przekroczyły 10 mld zł

Osoby w wieku 65 lat i więcej najczęściej wskazywały, że odczuły negatywne skutki Covid-19. Wybuch pandemii nie pozostał też bez wpływu na kondycję budżetów domowych najstarszych Polaków. W ciągu pięciu ostatnich kwartałów w tej grupie najbardziej przybyło niesolidnych dłużników, w największym stopniu wzrosła też kwota zaległości, o niemal 0,9 mld zł, do 10,2 mld zł – wynika z danych dostępnych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK.

Badanie Quality Watch przeprowadzone na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor pokazuje, że na tych właśnie respondentach ostatnie miesiące i zmiany wywołane przez Covid-19 odcisnęły szczególnie negatywne piętno. Osoby w wieku 65 lat i starsze najczęściej w porównaniu z innymi grupami wiekowymi (57 proc.) doświadczały złych stron pandemii. Przede wszystkim skarżyły się na utrudniony dostęp do usług medycznych (55 proc.), nieznacznie mniej badanych wskazało na wymuszone ograniczenie możliwości bezpośredniego kontaktu z bliskimi (47 proc.), a 38 proc. wymieniało konieczność zdalnego przeprowadzania konsultacji lekarskich. Jednocześnie 3 na 10 respondentów w wieku 65 lat i więcej wskazało zwiększenie w czasie pandemii wydatków na usługi medyczne. Co piąty badany z tej grupy wiekowej deklaruje też, że w związku  doświadczeniami wyniesionymi z ostatniego półtora roku będzie w przyszłości osobą bardziej oszczędną.

Zaległości seniorów przekroczyły 10 mld zł
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Miniony czas nie był dla seniorów najlepszy. To oni najczęściej byli odpowiedzialni za pogarszające się statystyki dotyczące nieopłaconych bieżących rachunków oraz pożyczek i kredytów. To wśród nich nastąpił też największy skok liczby nierzetelnych płatników o ponad 8 tys. zł, do 384,5 tys. Jeszcze bardziej w górę poszła kwota ich zaległości, o 0,85 mld zł, do 10,2 mld zł i to w warunkach, gdy wśród ogółu Polaków przeterminowane zobowiązania spadły o niemal 1,2 mld zł, a liczba dłużników zmalała o ponad 92 tys. – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Należy jednak zaznaczyć, że sytuacja najstarszych pogarszała się głównie w ciągu trzech pierwszych kwartałów pandemii, w tym roku już się nieco unormowała – dodaje.

Udział dłużników w poszczególnych grupach wiekowych
Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, odsetek osób w wieku 65+, które nie dają rady terminowo regulować zobowiązań, wzrósł w tej grupie wiekowej z 5,59 proc. do 5,71 proc. Nieznacznie podwyższył się jeszcze w przypadku 45-54 latków, przekraczając 11,8 proc. W pozostałych przypadkach zanotowano niewielkie spadki.

Z badań można wnioskować, że przynajmniej w okresie pandemii seniorów do kłopotów nie doprowadziła oczekująca finansowej pomocy rodzina. O wspieraniu najbliższych mówiło jedynie 3 proc. z nich, jednocześnie też 3 proc. przyznało, że korzystało z materialnej pomocy bliskich. Dla porównania w grupie 18-24 latków dofinansowanie otrzymywało 8 proc. – zauważa Halina Kochalska.

Struktura zadłużenia seniorów

Większość z ponad 10 mld zł zadłużenia przypada na najmłodszą część grupy wiekowej 65+. Dłużnicy między 65. a 70. rokiem życia mają do uregulowania 5,92 mld zł, a im starsi, tym zaległych zobowiązań jest mniej, na osoby w wieku 71-75 lat przypada – 2,7 mld zł, na 76-80 latków – 0,93 mld zł, a przypadku grupy 81+ jest to 0,63 mld zł.

Co istotne, zdecydowana większość seniorów ma do oddania nie więcej niż 5 tys. zł. Tej kwoty nie przekracza prawie trzy czwarte zobowiązań pozakredytowych i blisko dwie trzecie kredytowych, choć średnie wielkości zadłużenia wynoszą odpowiednio 18 732 zł i 24 923 zł. Rekordziści mają do uregulowania kwotę 12,1 mln zł w pierwszym i aż 74,2 mln zł w drugim przypadku.

Struktura zadłużenia seniorów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Największy udział seniorów ze zobowiązaniami pozakredytowymi jest w woj. dolnośląskim (4,54 proc.), a z kredytowymi w woj. kujawsko-pomorskim (4,44 proc.).

Niechlubnym rekordzistą jest 65-letni mieszkaniec Lubelszczyzny, którego zaległości sięgnęły kwoty 74,2 mln zł. Druga na liście jest 68-letnia mieszkanka Mazowsza (28,1 mln zł), a trzeci 71-latek też z woj. mazowieckiego (28 mln zł). Najstarszy w dwudziestce najbardziej zadłużonych jest 82-latek, który ma 10,7 mln zł zaległych zobowiązań.

Niewykluczone, że niektórzy z rekordzistów dojrzeją do tego, by ogłosić upadłość konsumencką. Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku zrobiło to 1 252 osób w wieku 65+ na 8 823 wszystkich, którzy sięgnęli po to rozwiązanie. Udział najstarszych bankrutujących, od 2015 r. gdy działają przepisy umożliwiające upadłość, do połowy tego roku przekroczył 15 proc. Było ich 7 314 na 47 617 upadłych łącznie.

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 18-21 czerwca metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1048.

Wykorzystanie transformatorów sieciowych

Transformatory energetyczne wykorzystywane są w celu przetwarzania energii i późniejszego przesyłania energii elektrycznej do poszczególnych jednostek wykorzystujących napięcie elektryczne np. w domowych gniazdkach. W zależności od zapotrzebowania wykorzystuje się transformatory jednofazowe, transformatory dwufazowe lub transformatory trójfazowe. Ze względu na swoje zastosowanie mogą zwiększyć lub obniżyć napięcie przewodzonego prądu w sieci elektrostatycznej. Jednym z wielu urządzeń, jakie wykorzystują transformatory sieciowe, są zasilacze UPS, które wykorzystywane są jako awaryjne zasilanie komputerów, urządzeń elektrycznych, które w przypadku braku prąd narażone są na utratę zapisanych danych.

Czym są transformatory energetyczne

Urządzenia, sieci elektryczne, tak naprawdę wszystko, co potrzebuje wykorzystania prądu do uruchomienia urządzeń, potrzebuje również wykorzystania transformatorów do przekształcania wysokiego napięcia znajdującego się w sieciach elektrycznych, do niższych wartości mocy, tak, aby sprzęty znajdujące się w gospodarstwach domowych, fabrykach i innym miejscach wykorzystujących działanie urządzeń zasilanych prądem, mogły działać prawidłowo, będąc zasilane odpowiednim natężeniem.

Wdrażając transformatory energetyczne, można również zwiększyć natężenie płynącego prądu w sytuacji, kiedy moc przesyłana jest zbyt niska do zasilenia wskazanego sprzętu. Idealnym przykładem będą żarówki energooszczędne lub popularne w wielu miejscach LEDy.

Transformatory jednofazowe – wykorzystanie

Jako urządzenia przetwarzające energię elektryczną z napięcia pierwotnego do mocy o niższym natężeniu, wykorzystywane są w przetwarzaniu napięcia o mocy 220 V, nadając napięcie wyjściowe odpowiadające odbiornikom. Ładowanie akumulatorów, zasilanie odbiorników przenośnych, wykorzystywane w sprzętach takich jak spawarki i zgrzewarki, wykorzystują transformatory jednofazowe, zmieniając napięcie zasilania.

Rdzeń transformatora wykonany jest z blachy elektrostatycznej, która wzbogacona jest w krzem. Cienkie i odizolowane blaszki zmniejszają generowane straty podczas wytwarzania prądu.

Zasilanie z wykorzystaniem energii elektrycznej

Transformatory mocy montowane są już podczas budowy bloków mieszkalnych. Zaraz po ociepleniu i najważniejszych elementach konstrukcyjnych, ważne jest odpowiednie położenie sieci energetycznej, w tym zastosowanie transformatorów umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie zamontowanych urządzeń RTV i AGD przez wprowadzających się mieszkańców.

Istotnymi urządzeniami wymagającymi zastosowania urządzeń, jakimi są transformatory blokowe to wideodomofony, sprzęty komputerowe i cała sieć multimedialna domostwa. Wykorzystanie zmienności prądu zapewnia nie tylko prawidłowe funkcjonowanie urządzeń, ale także bezpieczeństwo domowników.

Transformatory przemysłowe – o jakiej skali mowa

Charakterystyczne dla transformatorów przemysłowych będzie zastosowanie trójkolumnowego rdzenia, ponieważ wielkie procesy przemysłowe generują spore zapotrzebowanie na energię elektryczną, dlatego transformator musi być wyposażony w dodatkowe rdzenie zwiększające jego wydajność.

Ekonomiczne wykorzystanie energii za pomocą transformatorów trójfazowych umożliwia połączenie sieci urządzeń przemysłowych, które wyposażone są w napięcia o różnym natężeniu i generowanie energii tak, aby pierwotna częstotliwość każdej z maszyn nie uległa zmianie. Dodatkowo transformatory elektryczne wyposażone w trzy rdzenie, generują zdecydowanie mniejsze straty energetyczne przekaźników jednofazowych, co powoduje tak częste wykorzystanie ich w przemyśle i na  budowach. Istotną rolę odgrywa prawidłowe dobranie transformatorów tak, aby dostarczanie tak dużej ilości energii elektrycznej przebiegało w sposób stabilny i pozbawione było jakikolwiek zakłóceń oraz spadków, które mogą powodować chwilowe zaniki prądu.

Podział transformatorów

Transformator można podzielić na dwa typy. Pierwszym z nich będzie transformator olejowy, który wyposażony jest w uzwojenia oraz rdzeń, który częściowo zanurzony jest w oleju. Olej pełni funkcję izolacyjną oraz chłodniczą dla całego urządzenia. Drugi rodzaj to transformatory suche żywiczne, którego uzwojenia są zalane żywicą. Taki transformator idealnie sprawdzi się do zmiany natężenia prądu mniejszych urządzeń oraz jako przekaźnik prądu urządzeń o charakterystycznym zastosowaniu.

Transformatory podzielone zostały na strony pierwotną i wtórną, które odpowiednio wykorzystywane są do podłączenia napięcia zasilającego i dostarczania energii elektrycznej w celu zasilenia urządzeń. Oznaczenia indeksów 1 i 2 pozwalają bez problemu określić, jak powinno się prawidłowo podłączyć transformatory.

W budowie przekaźników prądu istotne jest to, że prąd nie przepływa bezpośrednio od strony pierwotnej do strony wtórnej, poprzez izolację galwaniczną prąd jest zatrzymywany, niwelując w ten sposób ryzyko porażenia.

KNF nałożyła na Pawła Trybuchowskiego, pełniącego od 19 kwietnia 2012 r. do 1 grudnia 2017 r. funkcję członka zarządu GetBack SA, karę pieniężną w wysokości 850 000 zł

Komisja Nadzoru Finansowego („Komisja”) wydała 16 lipca 2021 r. decyzję nakładającą na Pawła Trybuchowskiego, pełniącego w okresie od 19 kwietnia 2012 r. do 1 grudnia 2017 r. funkcję członka zarządu GetBack SA („Spółka”, „Emitent”) karę pieniężną w wysokości 850 000 zł za naruszenia obowiązków informacyjnych przez Spółkę w zakresie sporządzania śródrocznych raportów okresowych za 2017 r., tj. sporządzenie skonsolidowanego raportu półrocznego za I półrocze 2017 r., raportu półrocznego za I półrocze 2017 r., skonsolidowanego raportu kwartalnego za III kwartał 2017 r. i raportu kwartalnego za III kwartał 2017 r.

Wydanie decyzji nakładającej karę pieniężną na Pawła Trybuchowskiego jest konsekwencją wydania 17 grudnia 2019 r. decyzji nakładającej na GetBack SA karę pieniężną w wysokości 500 000 zł m.in. w związku z nienależytym wykonaniem obowiązków informacyjnych w zakresie sporządzenia skonsolidowanego raportu półrocznego za I półrocze roku obrotowego 2017, raportu półrocznego za I półrocze roku obrotowego 2017, skonsolidowanego raportu kwartalnego za III kwartał roku obrotowego 2017 oraz raportu kwartalnego za III kwartał roku obrotowego 2017 oraz nieopublikowaniem skonsolidowanego raportu rocznego za rok obrotowy 2017, raportu rocznego za rok obrotowy 2017 oraz skonsolidowanego raportu kwartalnego za I kwartał roku obrotowego 2018.

Komisja podkreśla, że w przypadku ustanowienia wieloosobowego zarządu w spółce akcyjnej, członkowie zarządu solidarnie odpowiadają za zarządzanie spółką, a ich obowiązkiem jest wspólne dbanie o należyte wykonywanie wszystkich obowiązków nałożonych przez prawo, w tym informacyjnych. Ewentualne ograniczenie odpowiedzialności członka zarządu za poszczególne kategorie czynności związanych z prowadzeniem spraw spółki może przewidywać statut spółki akcyjnej. Statut Emitenta nie przywidywał ograniczenia odpowiedzialności Pawła Trybuchowskiego do określonych kategorii spraw, zatem ponosi on odpowiedzialność za naruszenie przez Spółkę obowiązków informacyjnych.

Paweł Trybuchowski nadzorował w Spółce obszar relacji inwestorskich (do 28 sierpnia 2017 r., tj. przed publikacją raportów okresowych Spółki), obsługi klienta i marketing, ryzyka i analiz, IT, biuro projektów oraz biuro pomocy i wsparcia dłużnika. Oznacza to, że jego kompetencje dotyczyły zarządzania sferą działalności Spółki w zakresie raportowania informacji bieżących i poufnych.

Paweł Trybuchowski nadzorując obszar relacji inwestorskich, był zaangażowany, do 28 sierpnia 2017 r., w kluczowe procesy w Spółce i odpowiadał za prawidłowe wypełnianie obowiązków informacyjnych w Spółce. Mimo, że Paweł Trybuchowski nadzorował obszar relacji inwestorskich do 28 sierpnia 2017 r., a więc jeszcze przed publikacją raportów półrocznych za 2017 r., tj. przed 20 września 2017 r., dysponował wystarczającą wiedzą na temat działalności Spółki, odzysków z wierzytelności, sposobów jej finansowania, skali przeprowadzonych emisji obligacji, a także pogarszającej się kondycji finansowej, aby móc w krytyczny sposób ocenić, że wyniki finansowe przedstawiane inwestorom w raportach finansowych Spółki są nierzetelne i nie odzwierciedlają jej faktycznej sytuacji finansowej.

Ponadto Paweł Trybuchowski był świadomy generalnej złej sytuacji Spółki. Mimo to akceptował kolejne przedkładane jej sprawozdania finansowe, prezentujące wysokie zyski i przychody z działalności Spółki. Zatwierdzał zatem sprawozdania finansowe Spółki, co do rzetelności których, zgodnie z jego wiedzą, powinien mieć zastrzeżenia.

Działania Pawła Trybuchowskiego, który nie wypełniał należycie swoich obowiązków związanych z pełnieniem funkcji członka Zarządu Spółki, Komisja oceniła jako całkowicie nieakceptowalne, w związku z czym spotkały się ze stanowczą reakcją organu nadzoru. Komisja podkreśla, że stwierdzone naruszenia są bardzo poważne, a ich skala i skutki dotyczą szerokiej grupy inwestorów indywidualnych, którzy inwestowali środki pieniężne w akcje i obligacje Emitenta, opierając swoje decyzje na nierzetelnych informacjach przekazywanych przez Spółkę. Z tego względu nakładana kara powinna mieć charakter adekwatny.

Członkowie organów spółek publicznych powinni być świadomi rangi odpowiedzialności, jaka na nich ciąży w związku z pełnioną funkcją oraz nieuchronności sankcji administracyjnych w przypadku nieprzestrzegania prawa.

Maksymalny wymiar kary w przypadku wskazanych naruszeń wynosi 1 000 000 zł.

Sieć ładowania kluczem do rozwoju elektromobilności

Przejście wielu sektorów gospodarki na pojazdy zeroemisyjne i powstrzymanie zmian klimatycznych wymaga rozbudowy paneuropejskiej infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. Nasz region ma w tym zakresie wiele do nadrobienia, ale dobra wiadomość jest taka, że ładowarek w Polsce wciąż przybywa.

Komisja Europejska wyznaczyła jasny cel – co najmniej 30 milionów pojazdów o zerowej emisji do 2030 roku oraz do 2050 roku park samochodowy w przeważającym stopniu bezemisyjny. Zgodnie z założeniami pakietu Fit for 55 średnie emisje z nowych samochodów powinny ulec redukcji o 55 proc. od 2030 r. i o 100 proc. od 2035 r.

To ambitne przedsięwzięcie, zważywszy, że w 2020 roku w Unii Europejskiej
(razem z Wielką Brytanią) zarejestrowano ponad milion elektrycznych samochodów[i] osobowych (1 045 000 sztuk), z których 51,5 proc. stanowiły odmiany czysto elektryczne.
O ile wskaźniki ich sprzedaży systematycznie rosną –w pierwszym półroczu 2021 roku rynkowy udział hybryd typu plug-in (PHEV) oraz pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) wyniósł 15 proc.[ii] – to „wdrażanie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych przez Unię Europejską nie jest wystarczająco szybkie, aby osiągnąć zamierzone cele” – stwierdził w kwietniu tego roku Europejski Trybunał Obrachunkowy (ECA).

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA), również zauważa nierównomierny rozwój sieci punktów ładowania samochodów elektrycznych w Europie.
70 proc. wszystkich ładowarek w Unii Europejskiej jest zlokalizowana w trzech krajach: Holandii (66 665), Francji (45 751) i Niemczech (44 538). Ta dysproporcja niepokoi tym bardziej, gdy względni się fakt, że ww. kraje obejmują tylko 23 proc. całkowitej powierzchni UE. Pozostałe 30 proc. infrastruktury ładowania jest rozproszone na 77 proc. terytorium regionu.

Obecna sytuacja jasno wskazuje dwutorowość tempa rozwoju infrastruktury, wyznaczając granicę między państwami Europy Zachodniej, a krajami o niższym PKB w Europie Wschodniej, Środkowej i Południowej. Takim przykładem może być m.in. Polska (0,8 proc. ładowarek w UE) czy Hiszpania (3,3 proc.). Po drugiej stronie są natomiast np. Niemcy oraz Włochy, które posiadają odpowiednio – 19,9 oraz 5,8 proc. punktów ładowania.

Liczba publicznych stacji ładowania samochodów elektrycznych dostępnych w Polsce znacząco odbiega od standardów innych krajów UE. Chodź ich liczba stale rośnie, daleko nam do zachodnich czy północnych sąsiadów. Oczywiście taki stan rzeczy negatywne wpływa na popularność aut elektrycznych. Z drugiej strony projekty budowy dedykowanej infrastruktury dla flot cieszą się dużym powodzeniem wśród klientów biznesowych – komentuje Michał Baranowski, CEO firmy Elocity.

Pod koniec czerwca w Polsce funkcjonowało 1 521 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 964 punkty). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. Jak wynika z Licznika elektromobilności PSPA i PZPM, tylko w czerwcu br. uruchomiono 23 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (33 punkty).

3000 ładowarek w tydzień

Koncerny prognozują sześciokrotny wzrost produkcji pojazdów elektrycznych na Starym Kontynencie w latach 2019-2025. To ponad 4 miliony samochodów osobowych i dostawczych rocznie, co stanowi około jedną piątą rocznej produkcji w krajach UE[iii]. Komisja Europejska (KE) widząc zwiększający się potencjał produkcyjny, chce również utrzymać tempo rozwoju infrastruktury. W tym celu wyznaczyła cel miliona punktów ładowania do 2025 roku. Ten plan może być jednak zagrożony, uważają przedstawiciele Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA. Jego realizacja wymagałaby instalacji około 150 000 nowych ładowarek rocznie, czyli prawie 3000 tygodniowo.

– Upowszechnienie samochodów elektrycznych wymaga bardzo dużych inwestycji. Przede wszystkim w infrastrukturę ładowania oraz w sieć elektroenergetyczną. Niezbędne jest także wsparcie dla operatorów ogólnodostępnych stacji w postaci dotacji na budowę ładowarek, a także na wprowadzenie ułatwień w procesie inwestycyjnym, w tym w zakresie odbiorów stacji przez Urząd Dozoru Technicznego. Za równie istotny element uznaję także przygotowanie możliwości szybkiej rozbudowy infrastruktury ładowania w Miejscach Obsługi Pasażerów przy drogach szybkiego ruchu. Wymaga to uporządkowania kwestii własności istniejącej infrastruktury energetycznej oraz rozpoczęcia inwestycji przez OSD – komentuje Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

Zdynamizowania działań domaga się też ACEA oraz pozarządowa organizacja Transport&Environment (T&E). Instytucje wystosowały wspólny apel do Komisji Europejskiej, w którym dopominają się o zwiększenie liczby ładowarek również dla pojazów ciężarowych. Argumentują, że do 2025 roku w całej UE powinno powstać 11 000 punktów ładowania elektrycznych ciężarówek, a do 2030 roku – 42 000. Autorzy petycji chcą, by do 2025 roku były to stacje o dużej mocy z minimum 4 punktami ładowania, rozlokowanymi co 100 km. Pięć lat później sieć miałaby być jeszcze gęstsza – co 50 km – podano w liście od ACEA i T&E.

Jesteśmy świadomi niedoskonałości istniejącej infrastruktury ładowania oraz dysproporcji
w tym obszarze pomiędzy poszczególnymi krajami. Europejska jedność wymaga działań
na szczeblu centralnym, ale nieodzowna jest również aktywność regionalna. Dlatego wspólnie z Polskim Stowarzyszeń Paliw Alternatywnych (PSPA) podpisaliśmy 25 czerwca porozumienie o współpracy na rzecz zdynamizowania promocji rynku e-mobility w Europie Środkowo-Wschodniej. Inicjatywa na rzecz Zielonego Transportu (The CEE Green Transport Initiative – CEE GTI) jest odpowiedzią na potrzeby tego regionu w zakresie dekarbonizacji transportu drogowego – mówi Patrik Krizansky, Dyrektor Słowackiego Stowarzyszenia Pojazdów Elektrycznych (SEVA).

Oczekiwania rynku

Na podstawie wyników opracowanego przez PSPA Barometru Nowej Mobilności 2020/21, w zakresie stanu wiedzy o pojazdach i infrastrukturze, w dalszym ciągu zauważalne są znaczące braki podstawowych informacji w społeczeństwie na temat ładowania pojazdów elektrycznych. Spośród badanych osób, nie będących użytkownikami samochodów zasilanych wyłącznie energią elektryczną, aż 89,9 proc. respondentów nie wie, jakie są typy złącz i gniazd. 88,9 proc. miałoby problem ze wskazaniem rodzajów dostępnych ładowarek, a 86,5 proc. nie jest świadoma od czego zależy czas ładowania.

Niska świadomość społeczna warunkuje funkcjonowanie w społeczeństwie mitów m.in. dotyczących stopnia rozbudowy  infrastruktury ładowania. Zgodnie z wynikami „Barometru” prawie 67 proc. Polaków uważało, że w Polsce funkcjonowało nie więcej niż 500 punktów ładowania, tymczasem na koniec września 2020 roku – dwa miesiące przed opublikowaniem raportu – było dostępnych 2445 takich punktów. Pod koniec czerwca 2021 r. ta liczba wzrosła do niemal 3 000komentuje Albert Kania z PSPA.

Ekologia i technologie

Warto przypomnieć, że około jedna czwarta wszystkich emisji gazów cieplarnianych w Unii pochodzi z transportu, a sektor transportu drogowego odpowiada za 72 proc. nich. Działacze na rzecz ochrony środowiska oraz organizacje pozarządowe tj. T&E, PSPA czy SEVA od dawna wzywają władze unijne i rządy poszczególnych państw do tworzenia dedykowanego prawa oraz ambitnych planów na rzecz rozwoju elektromobilności, w tym zwiększania liczby punktów ładowania pojazdów elektrycznych.

Inicjatywy takie jak np. CEE Green Transport Initiative, tworzone m.in. przez PSPA i SEVA, wspiera również UE. „Elektryfikacja i dekarbonizacja transportu drogowego są kluczowym elementem naszego planu na zieloną Europę. Przed nami jednak wiele różnych wyzwań, dlatego projekty takie jak Green Transport Initiative są tak ważne. Przedstawiciele branży w Europie Środkowo-Wschodniej znają lokalne uwarunkowania i dostrzegają olbrzymi potencjał w tym regionie. Ważne jest, aby wasz głos został usłyszany w Brukseli” – powiedział podczas podpisywania inicjatywy Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyinstytucjonalnych i Prognozowania.

Tylko w ten skonsolidowany sposób można rozwiązać problem kryzysu klimatycznego, a przy okazji ożywić gospodarki poszczególnych krajów. E-mobility to nie tylko ekologia. To również innowacyjne technologie (np. nowe typy baterii), inteligentne sieci oraz nowatorskie rozwiązania w budownictwie i przemyśle z zastosowaniem zielonych technologii, które stanowią około 60 proc. wszystkich patentów – wynika z analiz Europejskiego Urzędu Patentowego i Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

[i] Transport&Environment

[ii] ACEA

[iii] Euractiv

13 mln mkw. powierzchni biurowej w Polsce | RAPORT LIPIEC 2021

Zasoby powierzchni biurowej w Polsce przekroczyły w lipcu 13 mln mkw. – wynika z opublikowanego raportu firmy REDD. Jak wskazują analitycy największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, tylko w obiektach oddanych, na najemców czekają 2 mln mkw. wolnej powierzchni.

– W statystykach dotyczących aktywności użytkowników na platformie REDD widzimy, że sukcesywnie rośnie zainteresowanie najemców wynajmem, jednak cały czas zauważalna jest ostrożność firm w podejmowaniu decyzji, głównie w przypadku zwiększania swojej obecnej w przestrzeni biurowej – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD1

Jak pokazuje raport REDD, w sumie Warszawa dysponuje obecnie 6,9 mln mkw. powierzchni biurowej, a miasta poza stolicą 6 mln mkw.

W sumie w całym kraju buduje się ponad 1 mln mkw. z czego w samej Warszawie powstaje 504 tys. mkw. biur. Najwięcej nowej powierzchni pojawi się w stolicy na Woli, jest to 52 proc. wszystkich warszawskich powierzchni w budowie. Według analityków REDD, komercjalizacja budowanych budynków może potrwać nieco dłużej niż przed pandemią. Wiele firm poświęca więcej czasu niż przed COVID-19 na analizę zapotrzebowania na powierzchnię biurową.

Potwierdza to także REDD INDEX. Wynosi obecnie 343 dni, a to wzrost o 10 proc. w porównaniu z czerwcem. Przypominamy, że REDD INDEX – to liczony w dniach wskaźnik średniego czasu jaki potrzebny jest na wynajęcie powierzchni biurowej.REDD2

Poziom pustostanów wynosi obecnie w Warszawie 12,19 proc. Najwyższy wskaźnik wolnych biur ma obecnie Łódź (ponad 21 proc.), a najniższy Katowice (12 proc.).

– Duża liczba projektów w budowie i wolniejszy proces komercjalizacji mogą spowodować, że poziom pustostanów w kolejnych miesiącach jeszcze wzrośnie – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Czynsze pozostają na stabilnym poziomie i w Warszawie  w najlepszych budynkach wynoszą 13,8 euro za metr kwadratowy.

Digitalizacja: nowe role, nowe kompetencje, nowi liderzy

Transformacja cyfrowa przyspiesza, zmieniając gospodarkę, rynek pracy i codzienne życie. Wpływa na sposób zarządzania firm, zmusza pracowników i menedżerów do zdobywania nowych kompetencji. Zmienia też sposób rekrutacji. To najważniejsze wnioski z międzynarodowego raportu „Digital transformation” przygotowanego przez firmę Wyser, wyspecjalizowaną w ramach Gi Group w rekrutacji na najwyższe stanowiska menedżerskie.

Raport, który przygotował zespół ekspertów – rekruterów Wyser na podstawie rozmów z klientami z trzynastu krajów: Brazylii, Bułgarii, Chin, Francji, Węgier, Włoch, Portugalii, Rumunii, Rosji, Serbii, Hiszpanii, Turcji oraz Polski podsumowuje globalne trendy transformacji cyfrowej i wyzwania, jakie stoją przed organizacjami. Wskazuje też konkretne role oraz umiejętności, które będą niezbędne, by zapewnić sobie rozwój kariery zawodowej.

Digitalizacja ma dziś różne oblicza. Niektóre firmy rozumieją ją jako usprawnienia procesów w organizacji, implementację narzędzi ułatwiających pracę, np. podpisu elektronicznego. Inne, gdy mowa o cyfryzacji, myślą o takiej transformacji, która w dłuższej perspektywie zmienia całą firmę i powoduje, że staje się ona bardziej innowacyjna i konkurencyjna – mówi Joanna Wyrębowska, polska ekspertka raportu „Digital transformation”, Partner Wyser Digital.

Czym jest obecnie digitalizacja dla pracodawców i pracowników? „Transformacja cyfrowa, która w zakresie globalnym dotyczy przemysłu, usług, edukacji, pojazdów, domów i dotyka właściwie każdego aspektu naszego życia, nie powinna już nikogo dziwić. Ale jest kilka cech tej transformacji, które sprawiają, że pozostaje ona ogromnym wyzwaniem. To tempo, w jakim nabiera rozpędu, jej wszechobecność, a także niedobór specjalistów i konkretnych kompetencji cyfrowych, z czym konfrontują się firmy, które weszły już w digitalowy świat. To także nowe wyzwania stojące przed niezdigitalizowanymi jeszcze organizacjami, by mogły odpowiadać na potrzeby klientów” – czytamy m.in. w raporcie „Digital transformation”.

Pandemia przyspieszyła proces digitalizacji. To, co i tak by nastąpiło na przestrzeni kolejnych lat, wydarzyło się w ciągu zaledwie miesięcy, np. upowszechnienie pracy zdalnej, zdalnego zarządzania, szkoleń online, telemedycyny. Bezpośrednio zwiększyła też tempo pracy i zachęciła organizacje do wdrożenia rozwiązań technologicznych lub szerszego ich stosowania, np. rozwiązań chmurowych. Te działania wymagają nowych, cyfrowych kompetencji, które pracownicy będą musieli cały czas rozwijać. W najbliższej przyszłości technologia w jeszcze większym stopniu wpłynie na strukturę rynku pracy – powstaną miliony nowych miejsc pracy, które zastąpią lub zmienią istniejące. Transformacji już ulega to, co jest esencją pracy – kompetencje wymagane przez pracodawców.

Kompetencje cyfrowe będą niezbędne we wszystkich branżach, nie tylko IT jako takiej. Będą związane przede wszystkim z pozyskiwaniem, przetwarzaniem i interpretacją danych. Zwiększy się zapotrzebowanie na pracowników w takich obszarach, jak  e-commerce, digital marketing, automatyzacja procesów i wielu innych. Cyfryzacja stworzy lub zmieni stanowiska pracy. Niektóre z nich już znamy, np.:

  • Chief Digital Officer
  • Chief Customer Experience Officer/Customer Experience Manager
  • Head of Innovation
  • Chief of Growth
  • Head of People
  • Head of Digital Platform
  • Head of Digital Acceleration
  • Customer Success Manager
  • Enterprise Architect
  • Cloud Architect
  • E-commerce Manager

Żeby móc pracować na stanowiskach przyszłości niezbędne jest pozyskanie nowych, kluczowych kompetencji. Jakie umiejętności powinnni mieć pracownicy firm, które się digitalizują? –  Jako pierwsze wskazałabym kompetencje analityczne, które pomagają zbierać dane i dają przestrzeń, żeby się nimi posługiwać i na ich podstawie podejmować trafne decyzje biznesowe. Po drugie   chęć ciągłego uczenia się, po trzecie   otwartość i kreatywność – mówi Joanna Wyrębowska.

Bez ludzi i bez przekonania ich o potrzebie oraz korzyściach digitalizacji, transformacja cyfrowa się nie uda. – Digitalizacja jest nieunikniona, to wiemy. Oznacza olbrzymią zmianę w funkcjonowaniu firm i pracowników. Żeby skutecznie zdigitalizować firmę to, poza przygotowaniem strategii, zatrudnieniem pracowników o nowych, niezbędnych kompetencjach, trzeba przekonać do niej dosłownie każdego pracownika. Tranformacja będzie przebiegać tak szybko, jak mały opór będą stawiali ci, którzy najwolniej będą adaptować się do dynamicznie zachodzących zmian. Nikt nie oczekuje, że pracownicy zrozumieją jej rolę i przekonają się do niej od razu. To rolą zarządu jest wdrożyć tę zmianę oraz przeprowadzić zespoły przez cały proces transformacji. Tym bardziej, że to projekt, który będzie nam towarzyszył przez kolejne lata, a nawet dekady  – dodaje Joanna Wyrębowska.

Transformacja cyfrowa wymusza radykalną zmianę w sposobie zarządzania, co może okazać się wyzwaniem dla menedżerów, członków zarządów oraz prezesów firm. – W toczącej się dyskusji – co jest ważniejsze: człowiek czy technologia, w cyfrowym świecie właściwa odpowiedź jest tylko jedna: człowiek. Dlatego digitalizacja daje niesamowitą możliwość bycia szefem, który na pierwszym miejscu zawsze stawia człowieka. Właśnie takich szefów dziś poszukujemy i rekrutujemy. Przełożeni, którzy są blisko pracowników, aktywnie słuchają, zadają dużo pytań, dają przestrzeń na popełnianie błędów, są coachami i motywatorami, są dziś na wagę złota. Czas nieempatycznych, wydających polecenia menedżerów oraz autorytatywnego stylu zarządzania nieuchronnie dobiega końca  – komentuje Joanna Wyrębowska.

Raport „Digital transformation” przygotował zespół ekspertów – rekruterów Wyser w pierwszej połowie 2021 roku na podstawie rozmów z klientami z Brazylii, Bułgarii, Chin, Francji, Węgier, Włoch, Portugalii, Rumunii, Rosji, Serbii, Hiszpanii i Turcji oraz Polski. Dostępny jest tylko w języku angielskim.

Bitcoin znów rośnie, Frank szwajcarski najtańszy od tygodni

Mniejszymi problemami z covidem tłumaczy się wzrosty euro względem franka a większymi słabość ropy. Ta sprzeczność jest związana z różnymi regionami geograficznymi, ale patrząc na globalność pandemii można się spodziewać, że szybko się to wyrówna.

Ropa naftowa w odwrocie

Sytuacja na rynkach jest zadziwiająca. Z jednej strony ropa naftowa wczoraj testowała najniższe poziomy od maja, schodząc poniżej 68 dolarów za baryłkę. Jako powód analitycy wskazują rozwój pandemii w Chinach. O ile procentowo są to bardzo istotne wzrosty, o tyle kwotowo mówimy o przekroczeniu 100 przypadków na całe Chiny. Z drugiej strony analitycy obawiają się silnego zaniżania chińskich danych. Poprawa covidowa w Europie jest odpowiedzialna za wzrost w tej części świata. Zanosi się, że szybko, któryś z tych argumentów straci na znaczeniu, oba na raz nie mogą długo egzystować, bo są sprzeczne.

Bitcoin znów rośnie

Nic tak nie pomaga kryptowalutom jak wiara ludzi w to, że inflacja niszczy wartość ich pieniędzy. To właśnie niskie stopy procentowe napędzają na ten rynek kolejnych inwestorów. Na rynku zresztą pomimo negatywnych sygnałów z Chin nie brakuje pozytywów. Zarówno ze strony technologicznej, jeżeli chodzi o zmiany w Ethereum (czyli drugiej najpopularniejszej kryptowalucie). Są też spodziewane korzystne zmiany w ramach rozliczeń podatkowych w USA. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy kupują. Bitcoin pierwszy raz od maja przekracza 45 000 dolarów.

Frank szwajcarski najtańszy od tygodni

Poprawa nastrojów na rynku, a przede wszystkim odwrót inwestorów od franka szwajcarskiego na rzecz euro to coś, co powinno przywrócić nadzieję kredytobiorcom frankowym. Tylko wczoraj frank szwajcarski staniał o 3 grosze i jest najtańszy od niemal miesiąca. Co ważne, euro w tym czasie staniało zaledwie 1 grosz, co pokazuje jak mały jest w tym ruchu udział samego złotego. Patrząc na zakres ostatnich umocnień euro względem franka, ruch ten nie ma już za bardzo miejsca do kontynuacji. Pozostało do szczytów z połowy lipca jakieś pół centa. To z kolei przy niezmienionej relacji euro do złotego powinno spowodować około 2 grosze tańszego franka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zbliża się coroczny Kongres Firm Rodzinnych we Wrocławiu

Na początku września we Wrocławiu spotkają się przedstawiciele biznesów rodzinnych. Podczas dwudniowego Kongresu Firm Rodzinnych „Gotowi na jutro” będą dyskutować, jak uodpornić swoje firmy na kryzysy i przygotować się do nowych wyzwań.

To coroczne spotkanie przedsiębiorców rodzinnych należy do największych w Polsce i przyciąga przedstawicieli firm z całego regionu. W Kongresie biorą udział założyciele i przedstawiciele zarówno dużych przedsiębiorstw, jak i małych, działających lokalnie firm. Wielkość i branża nie mają jednak znaczenia. Tym, co ich łączy jest rodzinny charakter i wspólne wyzwania, z którymi się mierzą.

Czwarta już edycja Kongresu Firm Rodzinnych pod hasłem przewodnim „Gotowi na jutro” odbędzie się w dniach 2-3 września w Kinie Nowe Horyzonty. W programie dwudniowego wydarzenia są cztery panele dyskusyjne, prezentacje kluczowych trendów biznesowych, seminarium oraz sześć warsztatów. Ponadto wystąpienia gości specjalnych i stoiska wystawiennicze, a wszystko to bezpłatnie dla uczestników. Uroczystego otwarcia wydarzenia dokonana patron honorowy Kongresu Marszałek Województwa Dolnośląskiego Cezary Przybylski.

Dolny Śląsk należy do najdynamiczniej rozwijających się regionów w Europie. Swą wysoką pozycję w dużej mierze zawdzięcza sektorowi biznesowemu, zarówno dużym, ale też małym, średnim czy mikroprzedsiębiorstwom. Doceniając znaczenie lokalnych firm, mocno wspieraliśmy je podczas pandemii. Służył temu Dolnośląski Pakiet Gospodarczy – warty ponad miliard złotych system pomocy finansowej dedykowanej przedsiębiorcom. Zależy nam również na tym, by właściciele firm potrafili sami rozwijać swoje działalności, uodparniać je na kryzysy i podejmować nowe wyzwania. To ważne szczególnie w obecnych, trudnych czasach. Dlatego szczerze zachęcam do udziału w Kongresie, życząc jednocześnie wszystkim uczestnikom owocnych spotkań i dyskusji zachęca Cezary Przybylski, Marszałek Województwa Dolnośląskiego.

Kryzys może być szansą

Siłą firm rodzinnych jest elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania na zmiany. Dzięki temu są zdolne do przetrwania kryzysów, nabierania odporności oraz uczenia się na błędach. Kongres stanowi dla nich okazję do wymiany doświadczeń, dyskusji i korzystania z wiedzy ekspertów z obszarów zarządzania, finansów, marketingu, prawa czy HR.

– Szczególnie ważnym czynnikiem w długoterminowym, stabilnym rozwoju firm rodzinnych jest komunikacja między pokoleniami i właśnie temu obszarowi poświęcona będzie osobna część Kongresu. Żeby pokazać, jak ta komunikacja wpływa na działalność firm, ale też jak należy ją prowadzić, zaprosiliśmy do współtworzenia programu zawodowych aktorów, którzy – wcielając się w role członków rodziny – podzielą się z nami historiami wziętymi z życia. Wprowadzą nas w świat dobrze znany nestorom i sukcesorom, lecz rzadko obserwowany z zewnątrz. Eksperci z Grant Thornton, pełniący zaś rolę obserwatorów, podzielą się refleksjami nad poszczególnymi epizodami, a także wiedzą i doświadczeniem, jak skutecznie zapewnić trwałość firmy rodzinnej mówi Dariusz Bednarski, wiceprezes i partner zarządzający departamentem doradztwa Grant Thornton, Głównego Partnera Merytorycznego Kongresu.

Tematyka tegorocznej edycji jest odpowiedzią na bieżące problemy firm oraz szanse, jakie się przed nimi otwierają w związku z nowymi trendami pojawiającymi się na rynku. Dyskusje, prelekcje i warsztaty poświęcone będą m.in.: pokonywaniu barier rozwojowych w oparciu o zewnętrzne źródła finansowania czy internacjonalizację działalności, optymalizacji procesów, zarządzaniu zespołem w dobie kryzysu, sukcesji, interim management (tymczasowemu menedżerowi w firmie), zielonym technologiom, prawie pracy i nowym rozwiązaniom prawnym dla przedsiębiorców rodzinnych, a także cyberbezpieczeństwu i budowanie marki firmy.

– Nie odejdziemy od podsumowań i wskazania prostych rozwiązań naprawczych, ale naszą uwagę skupimy na wyciąganiu lekcji z obecnej sytuacji. Wskażemy na przykłady reorientacji biznesowej, na nowe koncepcje zarządzania, na modele współpracy i współdziałania, na oczekiwania i nowe potrzeby rynku – klientów i pracowników. Serdecznie Państwa zapraszam na to wyjątkowe wydarzeniezachęca dr hab. Krzysztof Safin, prof. WSB i Dyrektor Centrum Biznesu Rodzinnego, inicjator Kongresu.

Kongres Firm Rodzinnych jest wspólną inicjatywą środowiska biznesowego, samorządowego
i akademickiego, skupia dwudziestu partnerów merytorycznych i instytucjonalnych. Głównym Organizatorem jest Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu, Głównym Partnerem Merytorycznym firma Grant Thornton, Sponsorem Strategicznym PKO Bank Polski.

Szczegółowy program wydarzenia oraz formularz zapisu dla uczestników dostępne są na stronie www: kfr.com.pl.

Mafia nadgodzinowa – wykryj zanim stracisz

Zmowa pracowników, aby bez uzasadnienia biznesowego pracować w nadgodzinach, może narazić przedsiębiorstwo na poważne straty. To rzeczywistość, z którą mierzy się już sporo firm, ale – mimo że problem “mafii nadgodzinowej” niewątpliwie w nich występuje – niewiele się o tym mówi.  O tym, jak powstaje “mafia nadgodzinowa”, jak jej zapobiegać i jakimi narzędziami zwalczać, pisze ekspert eq system Łukasz Zaborowski, certyfikowany doradca w zakresie zwinnych metod i ram postępowania oraz zarządzania projektami opartych na produktach.

“Mafia nadgodzinowa” – motyw działań

Pod pojęciem „mafii nadgodzinowej” kryje się grupa pracowników, którzy celowo nie wykonują swoich zadań w podstawowym czasie pracy po to, by móc je dokończyć w dodatkowo płatnych godzinach. Motyw jest więc oczywisty – pieniądze. Możliwość dodatkowego zysku, wynikającego z nieuzasadnionej pracy w nadgodzinach powoduje, że w wielu organizacjach pracownicy zrzeszają się w ukryciu w grupy, które wykonują swoje obowiązki znacznie dłużej niż to konieczne. Badania prowadzone w trakcie audytów przez ekspertów eq system pokazują, że nieuzasadnione nadgodziny, zgłaszane przez pojedynczych pracowników, stanowią od 10 do 25% wszystkich nadgodzin w firmie. Z tego aż 3-7 % to nadgodziny wypracowywane na skutek zmowy pracowników. Zazwyczaj idzie to w parze ze „sztucznym” obniżeniem efektywności w normatywnym czasie pracy.

Struktura “mafii”

Na szczycie „mafii nadgodzinowej” stoi capo di tutti, a więc osoba, która pełni rolę szefa grupy pracowników pozostających w zmowie nadgodzinowej. Najczęściej to pracownik średniego szczebla w strukturze firmy. Obsadzona jest także rola consigliere, czyli prawej ręki szefa grupy – zwykle jest to osoba z największym doświadczeniem i obdarzona dużym zaufaniem przez właścicieli firmy lub zarządu. Pozostałe osoby zaangażowane w ten proceder to soldato – żołnierze, którzy pilnują, by cały proces był realizowany zgodnie z ustaleniami. Cel jest jasny: wygenerowanie jak największej liczby nadgodzin, które zostaną wypłacone przez pracodawcę.

Przyczyny powstawania zjawiska „mafii nadgodzinowej”

Czynników sprzyjających powstawaniu takiego zjawiska jest kilka. Do szczególnie ważnych należy zanik odpowiedzialności oraz deficyt uwagi organizacji. – W organizacjach, które badałem, pracownicy nie wiedzieli, w jakim stopniu realizują cele przedsiębiorstwa, nie mieli też świadomości, w jaki sposób ich praca przekłada się na nie. W efekcie nie widzieli sensu swojej pracy i brakowało im motywacji, by uczciwie wykonywać swoje obowiązki. Zanik odpowiedzialności w takich przypadkach objawia się tym, że w normatywnym czasie pracy pracownik wykonuje innego rodzaju zadania; niezaplanowane lub zwyczajnie niepotrzebne – mówi Łukasz Zaborowski.

Z kolei deficyt uwagi organizacyjnej wiąże się z nienależytym nadzorem lub kontrolą pracy pracowników. Zarząd może więc wiedzieć o nadgodzinach, ale nie o tym, czy są one uzasadnione, ponieważ wskaźniki efektywności pracy, nie są dostatecznie kontrolowane.

W tworzeniu zmowy pracowniczej pomagają także tzw. „silosy”. Dana jednostka (dział, wydział, departament) realizuje tylko swoje cele lub wskaźniki, nie biorąc pod uwagę celów pozostałych części firmy. Oczywiście – są one zbieżne z celami biznesowymi całego przedsiębiorstwa, ale przez oderwanie od innych komórek organizacyjnych mamy do czynienia z zanikiem współpracy pomiędzy działami, co wspiera takie zjawiska jak „mafia nadgodzinowa”.

Rozwiązaniem problemu może być system, który pokaże pracownikowi, jak jego praca wpływa na koszty przedsiębiorstwa oraz w jaki sposób realizuje cele biznesowe pracodawcy. Taki, który w jasny i transparentny sposób zakomunikuje, ile pracownik może zarobić w danym miesiącu, uwzględniając zmienne składniki wynagrodzenia.

Proces powstawania i działania „mafii nadgodzinowej”

Nie zawsze można dokładnie odtworzyć, w jaki sposób zmowa pracownicza powstawała lub kto był jej inicjatorem.  Zazwyczaj pierwszym krokiem jest wypuszczenie tzw. „balonów próbnych”. Osoba z największym doświadczeniem w danej komórce organizacyjnej, ciesząca się dużym zaufaniem w firmie i budząca najmniej podejrzeń, zaczyna zostawać po godzinach. Robi to systematycznie, obserwując równocześnie, w jaki sposób reaguje na to organizacja – czy nadgodziny są wypłacane, w jakim czasie, czy są kontrolowane, kwestionowane, czy zaczyna to wzbudzać zainteresowanie ze strony przełożonych wyższego szczebla. Jeśli nikt w firmie nie zwróci na to uwagi, jest to sygnał do rozszerzenia działań.

Drugim krokiem są tzw. „misje wywiadowcze”. Zaangażowanych w nie jest już więcej osób, zaczynających zostawać po standardowych godzinach pracy. Teoretycznie można znaleźć racjonalne uzasadnienia ich pracy w nadgodzinach, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Przykładowo: kilka osób bierze w tym samym czasie urlop, nadgodziny przepracowywane są podczas ich nieobecności. Pracownicy uważają, że nadgodziny są potrzebne, by wykonać dany zakres pracy i by zapobiec zaległościom. Na tym etapie ponownie zaczyna się sondowanie reakcji organizacji. Jeśli jest nią nagroda, czyli wypłacone nadgodziny, to „mafia” zaczyna działać bardziej regularnie i systemowo.

Systemowe działanie wymaga „zasłony dymnej”, czyli kilku solidnych uzasadnień, które pokazują, że pracownicy działu czy komórki organizacyjnej muszą zostawać po godzinach. Wprowadza się więc procesy mające na celu zmniejszenie efektywności pracy pracowników danego działu: czynności dodatkowe, kolejne czasochłonne rejestry, raporty, działania, które muszą być wykonane.

W analizowanych przez nas przedsiębiorstwach zdarzają się nawet zjawiska blokady ze strony mafii nadgodzinowej przy zatrudnieniu nowego pracownika do danego działu – mówi Łukasz Zaborowski. Pracownicy negują kwalifikacje nowo zatrudnionych pracowników, albo, tak jak ma to miejsce w prawdziwych strukturach mafijnych, przyjmowani są pracownicy rekomendowani przez osoby z danej komórki organizacyjnej.

Skutki działania „mafii nadgodzinowej” w przedsiębiorstwie

Ten proceder może trwać latami. Generuje potężne, całkowicie nieuzasadnione koszty dla firmy, które są całkowicie nieuzasadnione. Oprócz czynników finansowych, są jeszcze inne skutki działania “mafii nadgodzinowej” w organizacji – już nie tak oczywiste i nie tak łatwe do oszacowania, ale równie szkodliwe dla firmy.

Jednym z nich jest „kryzysowa mentalność”. Polega na tym, że pracownicy nastawieni są na przetrwanie. W przypadku struktury „mafii nadgodzinowej”, komórka organizacyjna staje się swego rodzaju bastionem, który musi bronić swoich przywilejów oraz niepisanej umowy wewnętrznej. Pracownicy nie są zmotywowani do tego, by szukać usprawnień w organizacji, zwiększać efektywność swojej pracy, bo mogłoby to prowadzić do utraty możliwości dodatkowego zarobku. Chęć utrzymania status quo może nawet doprowadzić do sytuacji, w której pracownicy będą torpedować pomysł dodatkowych zatrudnień (który może się pojawić w związku z dużą liczbą nadgodzin).

Analizując procesy w przedsiębiorstwach, niejednokrotnie zauważyliśmy, że te konsekwencje i niekorzystne zjawiska w danej organizacji zaczynają się rozpowszechniać także na inne działy czy komórki organizacyjne – mówi Łukasz Zaborowski. Pracownicy innych działów zaczynają brać przykład z “mafii”, widząc, że nieprawidłowe działania są w pewien sposób wynagradzane. Spada morale w całej organizacji, gdyż pracownicy spoza „układu” widzą niesprawiedliwość w zakresie rozliczania pracy i wysokości wynagrodzeń. Następuje utrata zaufania do przełożonych, do przedsiębiorstwa oraz zanik priorytetów.

„Mafia nadgodzinowa” powoduje coraz to większe utrudnienia w komunikacji. Brak swobodnego przepływu informacji pomiędzy działami wpływa na spowolnienie procesów zachodzących w przedsiębiorstwie oraz deficyty w pracy zespołowej i w przywództwie. Pogarszają się przez to warunki działania, podejmowania decyzji, a w rezultacie firma przestaje realizować swoje cele biznesowe. Równocześnie generowane są dodatkowe, nieuzasadnione koszty (już nie tylko te bezpośrednio związane z nadgodzinami).

Jak zapobiegać powstawaniu „mafii nadgodzinowej” w przedsiębiorstwie?

Podstawowym obszarem, który pozwala wyeliminować zjawisko „mafii nadgodzinowej”, jest właściwe zarządzanie czasem pracy, zarówno w kontekście planowania, ewidencji, jak i rozliczania.

W zakresie planowania czasu pracy należy zwrócić uwagę na odpowiednie plany pracy, ich połączenie z celami produkcyjnymi, sprzedażowymi czy innymi celami biznesowymi przedsiębiorstwa. Warto też upewnić się, czy istnieje możliwość odpowiedniego planowania obsady – w jakich godzinach i dniach występuje większe zapotrzebowanie na pracowników usługowych (np. w branży handlowej), w jakim czasie – na pracowników produkcyjnych (sezonowość produkcji, planowane przyszłe zlecenia). Niezbędna jest elastyczna reakcja na zmiany w zapotrzebowaniu na obsadę.

W zakresie ewidencji czasu pracy, konieczny jest wgląd w to, w jakich godzinach pracownicy rzeczywiście pracują (np. ewidencja czasu pracy połączona z kontrolą przebywania w odpowiednich pomieszczeniach czy pracy na poszczególnych maszynach) i w jakich miejscach przebywają (aby zweryfikować, które czynności wykonywane przez pracownika są zbędne). Ewidencja czasu pracy jest również kluczowa w przypadku pracy zdalnej.

W zakresie rozliczania czasu pracy należy mieć na uwadze okres rozliczeniowy oraz sposób wypłaty nadgodzin (np. czy nadgodziny wypłacane są zgodnie z okresem rozliczeniowym). W przypadku braku odpowiedniego systemu rozliczania czasu pracy, zintegrowanego z modułem naliczania płac, gdy do działu kadrowo-płacowego spływają informacje z różnych źródeł, np. w postaci plików Excel, bardzo łatwo o przeoczenia i pomyłki.

Narzędzie do precyzyjnego zarządzania czasem pracy

Aż o 96% ograniczone zostaną straty finansowe firmy z tytułu nieuzasadnionych nadgodzin, jeżeli zarządzanie czasem pracy będzie miało właściwy przebieg. Właściwy tj. sprawny, jasny dla obu stron (pracownika i pracodawcy) i zgodny z aktualnie obowiązującymi przepisami prawa pracy. Platformą, która ułatwia zarządzanie czasem pracy pracowników oraz wspiera komunikację wewnętrzną, zapobiegając tym samym powstawaniu takich grup jak “mafia nadgodzinowa”, jest xprimer. Umożliwia kompleksowe rozliczanie czasu pracy w jednym miejscu, obsługuje zagadnienia premiowania, potrąceń, „miękki HR” oraz obieg dokumentów pracowniczych. W kontekście zjawiska “mafii” to o tyle istotne, że to wychwytujący nieprawidłowości system umożliwia prawidłowy przebieg procesów w całej organizacji. Stworzone w nim poprawne plany pracy sprawiają, że pracownicy wykonują swoje obowiązki o 22% efektywniej (co wykazują generowane raporty), a sam proces ich ewidencjonowania, rozliczania, premiowania oraz budżetowania jest zautomatyzowany, przebiega więc znacznie szybciej.

Korzystanie z platformy powoduje obniżenie nieplanowanych braków w obsadzie aż o 87%, co minimalizuje ryzyko, by któryś z pracowników pracował w nadgodzinach, tłumacząc się nadmiernym obciążeniem pracą z tytułu nagłej absencji innej osoby.

Co ważne, system xprimer zapewnia dostęp do modułów i funkcjonalności na różnych szczeblach organizacji, zarówno dla działów HR oraz kadry zarządzającej, jak i dla pracowników w ramach portalu samoobsługowego. To m.in. ten czynnik odpowiada za obniżenie nakładów finansowych oraz oszczędność czasu poświęcanego na obsługę procesów zarządzania pracownikami.

Podczas wdrożeń naszego systemu xprimer rozwiązujemy wiele problemów. Jedno z wdrożeń u klienta pozwoliło stworzyć odpowiedni system premiowania, który umożliwiał pracownikom przewidywanie wysokości premii miesięcznej w zależności od już wykonanych zadań i zadań, które miały być zrealizowane do końca danego miesiąca – mówi Łukasz Zaborowski. Pracownicy mają możliwość wglądu w kioskach pracowniczych lub na odpowiednich stanowiskach, na których pracują, w jakiej wysokości będzie premia miesięczna, jeśli będą pracować z odpowiednio określoną efektywnością (np. dotychczasową). Wiedzą, co zrobić, by zwiększyć swoją efektywność, wiedzą też, jak wpłynie to na ich miesięczne wynagrodzenie. Wdrożenie dopasowanego systemu definitywnie zwalczyło więc pokusy, by zwiększać swoje wynagrodzenie poprzez realizowanie pracy w godzinach nadliczbowych, a z drugiej strony sam system stał się idealnym narzędziem motywacyjnym.

Platforma rozwija się razem z przedsiębiorstwem. W razie potrzeby można ją rozbudować o kolejne moduły. Jeżeli więc tą potrzebą jest większa kontrola każdego etapu procesu zarządzania czasem pracy oraz powiązanie zadań dla pracowników z planami i celami przedsiębiorstwa, xprimer posiada odpowiednie funkcjonalności, by temu sprostać i wyeliminować ewentualny problem “mafii nadgodzinowej”.

Kluczem do uniknięcia lub eliminacji „mafii nadgodzinowej” jest więc dbałość o transparentność systemu do zarządzania czasem pracy w połączeniu z odpowiednimi narzędziami motywowania i zarządzania zespołem.

Polska zakończyła Igrzyska na 17. miejscu, ale spada na 30., gdy uwzględnimy czynnik ekonomiczny

Polska zakończyła Igrzyska na 17. miejscu w kwalifikacji medalowej. Gdy jednak zważymy liczbę medali względem czynników ekonomicznych, Polska spada dopiero na 30. miejsce. Najlepsze w tej kwalifikacji, podobnie jak w generalnej, są Chiny i Rosja. Z czołówki wypadają USA i Wielka Brytania.

Polska zdobyła na Igrzyskach 14 medali, co dało jej 17. miejsce w kwalifikacji medalowej. Gdy jednak uwzględnimy poza liczbą medali także zamożność danego kraju w postaci PKB na głowę mieszkańca, Polska spada na 30. miejsce. Okazuje się, że nasz sport olimpijski nie jest tak efektywny, jak ten uprawiany w innych krajach – szczególnie tych mniejszych i mniej rozwiniętych.

Liczba „realnych” medali  (Medale na średni PKB per capita) (Liczba mediali x (Średnie światowe PKB per capita – 10925,7/PKB per capita państwa)
PKB per capita w dolarach amerykańskich w 2020 r. % średniego światowego PKB per capita Liczba medali olimpijskich (2012 r.) Medale ekonomiczne
Chiny 10500,4 96,1% 88 92
Federacja Rosyjska /RKO 10126,7 92,7% 71 77
Kenia 1838,2 16,8% 10 59
Ukraina 3726,9 34,1% 19 56
Uganda 817,0 7,5% 4 53
Etiopia 936,3 8,6% 4 47
Indie 1900,7 17,4% 7 40
Brazylia 6796,8 62,2% 21 34
Iran 2282,6 20,9% 7 34
Uzbekistan 1685,8 15,4% 5 32
Kirgistan 1173,6 10,7% 3 28
Wenezuela 1690,65 15,5% 4 26
Jamajka 4664,5 42,7% 9 21
Gruzja 4278,9 39,2% 8 20
Stany Zjednoczone 63543,6 581,6% 113 19
Egipt 3547,9 32,5% 6 18
Azerbejdżan 4214,3 38,6% 7 18
Kuba 9099,7 83,3% 15 18
Zjednoczone Królestwo 40284,6 368,7% 65 18
Turcja 8538,2 78,1% 13 17
Japonia 40113,1 367,1% 58 16
Indonezja 3869,6 35,4% 5 14
Włochy 31676,2 289,9% 40 14
Węgry 15899,1 145,5% 20 14
Filipiny 3298,8 30,2% 4 13
Burkina Faso 830,9 7,6% 1 13
Serbia 7666,2 70,2% 9 13
Białoruś 6411,2 58,7% 7 12
Mongolia 4007,3 36,7% 4 11
Nigeria 2097,1 19,2% 2 10
Kolumbia 5332,8 48,8% 5 10
Armenia 4267,5 39,1% 4 10
Polska 15656,2 143,3% 14 10
Australia 51812,2 474,2% 46 10
Kazachstan 9055,7 82,9% 8 10
Francja 38625,1 353,5% 33 9
Niemcy 45723,6 418,5% 37 9
Holandia 52304,1 478,7% 36 8
Dominikana 7268,2 66,5% 5 8
Korea Południowa 31489,1 288,2% 20 7
Hiszpania 27057,2 247,6% 17 7
Tunezja 3319,8 30,4% 2 7
Bułgaria 9975,8 91,3% 6 7
Republika Południowej Afryki 5090,7 46,6% 3 6
Chorwacja 13828,5 126,6% 8 6
Kanada 43241,6 395,8% 24 6
Ekwador 5600,4 51,3% 3 6
Czechy 22762,2 208,3% 11 5
Meksyk 8346,7 76,4% 4 5
Nowa Zelandia 41791,8 382,5% 20 5
Jordania 4282,8 39,2% 2 5
Kosowo 4287,2 39,2% 2 5
Taiwan 26910,23 246,3% 12 5
Wybrzeże Kości Słoniowej 2325,7 21,3% 1 5
Ghana 2328,5 21,3% 1 5
Fiji 4881,5 44,7% 2 4
Argentyna 8441,9 77,3% 3 4
Maroko 3009,2 27,5% 1 4
Rumunia 12896,1 118,0% 4 3
Tajlandia 7189,0 65,8% 2 3
Namibia 4211,1 38,5% 1 3
Grecja 17676,2 161,8% 4 2
Mołdawia 4551,1 41,7% 1 2
Słowacja 19156,9 175,3% 4 2
Słowenia 25179,7 230,5% 5 2
Malezja 10401,8 95,2% 2 2
Dania 60908,8 557,5% 11 2
Portugalia 22439,9 205,4% 4 2
Szwecja 51925,7 475,3% 9 2
Macedonia Północna 5888,0 53,9% 1 2
Belgia 44594,4 408,2% 7 2
Szwajcaria 86601,6 792,6% 13 2
Botswana 6711,0 61,4% 1 2
Austria 48105,4 440,3% 7 2
Turkmenistan 7612,0 69,7% 1 1
Hongkong SRA, Chiny 46323,9 424,0% 6 1
Norwegia 67294,5 615,9% 8 1
Łotwa 17620,0 161,3% 2 1
Grenada 9680,2 88,6% 1 1
Izrael 43610,5 399,2% 4 1
Estonia 23312,3 213,4% 2 1
Bahamy 28607,9 261,8% 2 1
San Marino 47731,2 436,9% 3 1
Katar 50805,5 465,0% 3 1
Litwa 19997,6 183,0% 1 1
Arabia Saudyjska 20110,3 184,1% 1 1
Irlandia 83812,8 767,1% 4 1
Bahrajn 23443,4 214,6% 1 0
Finlandia 49041,3 448,9% 2 0
Portoryko 32290,9 295,5% 1 0
Kuwejt 32373,3 296,3% 1 0
Bermudy 117098,4 1071,8% 1 0
Syria brak danych brak danych 1 0
Korea Północna brak danych brak danych 0
Jemen brak danych brak danych 0
Afganistan 508,8 4,7% 0
Albania 5215,3 47,7% 0
Algieria 3310,4 30,3% 0
Samoa Amerykańskie 11534,6 105,6% 0
Andora 40897,3 374,3% 0
Angola 1895,8 17,4% 0
Antigua i Barbuda 14450,0 132,3% 0
Bangladesz 1968,8 18,0% 0
Barbados 15191,2 139,0% 0
Belize 4435,6 40,6% 0
Benin 1291,0 11,8% 0
Bhutan 3122,4 28,6% 0
Boliwia 3143,0 28,8% 0
Bośnia i Hercegowina 6031,6 55,2% 0
Brunei Darussalam 27466,3 251,4% 0
Burundi 274,0 2,5% 0
Wyspy Zielonego Przylądka 3064,3 28,0% 0
Kambodża 1512,7 13,8% 0
Kamerun 1499,4 13,7% 0
Kajmany 91392,6 836,5% 0
Republika Środkowoafrykańska 476,9 4,4% 0
Czad 614,5 5,6% 0
Chile 13231,7 121,1% 0
Komory 1402,6 12,8% 0
Demokratyczna Republika Konga 556,8 5,1% 0
Kongo 1972,5 18,1% 0
Kostaryka 12076,8 110,5% 0
Curacao 19701,3 180,3% 0
Cypr 26623,8 243,7% 0
Dżibuti 3425,5 31,4% 0
Dominika 6526,8 59,7% 0
Salwador 3798,6 34,8% 0
Gwinea Równikowa 7143,2 65,4% 0
Eswatini 3415,5 31,3% 0
Wyspy Owcze 64225,3 587,8% 0
Gabon 7005,9 64,1% 0
Gambia 787,0 7,2% 0
Guam 37723,8 345,3% 0
Gwatemala 4603,3 42,1% 0
Gwinea 1194,0 10,9% 0
Gwinea Bissau 727,5 6,7% 0
Gujana 6955,9 63,7% 0
Haiti 1176,8 10,8% 0
Honduras 2405,7 22,0% 0
Islandia 59260,9 542,4% 0
Irak 4157,5 38,1% 0
Kiribati 1670,8 15,3% 0
Laos 2630,2 24,1% 0
Liban 4891,0 44,8% 0
Lesotho 861,0 7,9% 0
Liberia 583,3 5,3% 0
Libia 3699,2 33,9% 0
Luksemburg 115873,6 1060,6% 0
Madagaskar 495,5 4,5% 0
Malawi 625,3 5,7% 0
Malediwy 7455,9 68,2% 0
Mali 858,9 7,9% 0
Malta 27884,6 255,2% 0
Wyspy Marshalla 4073,1 37,3% 0
Mauretania 1672,9 15,3% 0
Mauritius 8622,7 78,9% 0
Mikronezja 3585,4 32,8% 0
Monako 190512,7 1743,7% 0
Czarnogóra 7686,1 70,3% 0
Mozambik 448,6 4,1% 0
Mjanma 1400,2 12,8% 0
Nauru 10983,2 100,5% 0
Nepal 1155,1 10,6% 0
Nikaragua 1905,3 17,4% 0
Niger 565,1 5,2% 0
Mariany Północne 20659,6 189,1% 0
Oman 15343,0 140,4% 0
Pakistan 1193,7 10,9% 0
Palau 14907,8 136,4% 0
Panama 12269,0 112,3% 0
Papua-Nowa Gwinea 2636,8 24,1% 0
Paragwaj 4949,7 45,3% 0
Peru 6126,9 56,1% 0
Rwanda 797,9 7,3% 0
Samoa 4067,5 37,2% 0
Wyspy Świętego Tomasza i Książęca 2157,8 19,7% 0
Senegal 1487,8 13,6% 0
Seszele 11425,1 104,6% 0
Sierra Leone 484,5 4,4% 0
Singapur 59797,8 547,3% 0
Wyspy Salomona 2258,4 20,7% 0
Somalia 309,4 2,8% 0
Sri Lanka 3682,0 33,7% 0
Saint Kitts i Nevis 17435,9 159,6% 0
Saint Lucia 9276,1 84,9% 0
Saint Vincent i Grenadyny 7297,9 66,8% 0
Sudan 595,5 5,5% 0
Surinam 6491,1 59,4% 0
Tadżykistan 859,1 7,9% 0
Tanzania 1076,5 9,9% 0
Timor Wschodni 1381,2 12,6% 0
Togo 915,0 8,4% 0
Tonga 4903,0 44,9% 0
Trynidad i Tobago 15384,0 140,8% 0
Turks i Caicos 23879,9 218,6% 0
Tuvalu 4143,1 37,9% 0
Zjednoczone Emiraty Arabskie 43103,3 394,5% 0
Urugwaj 15438,4 141,3% 0
Vanuatu 2783,0 25,5% 0
Wietnam 2785,7 25,5% 0
Zachodni Brzeg i Gaza 3239,7 29,7% 0
Zambia 1050,9 9,6% 0
Zimbabwe 1128,2 10,3% 0

Dokonaliśmy modyfikacji tabeli medalowej w ten sposób, że liczbę medali otrzymaną na Igrzyskach w Tokio (chodzi o sumę medali bez rozróżniania na ich kolor) przez poszczególne kraje dzielimy przez współczynnik, który stanowi stosunek PKB na głowę mieszkańca do średniej wartości PKB na głowę mieszkańca dla wszystkich krajów (jest to 10 925,7 dolara za 2020 rok). Wzięliśmy pod uwagę PKB na głowę mieszkańca w dolarach w cenach bieżących za 2020 rok podawane przez Bank Światowy. W nielicznych przypadkach uwzględniliśmy dane za 2019, jeśli nie było nowszych. W przypadku Tajwanu korzystaliśmy z danych lokalnego urzędu statystycznego, a Wenezueli z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W zestawieniu nie uwzględniliśmy Syrii, która zdobyła medal, ale nie ma dla niej wiarygodnych danych porównawczych.

Jak to działa w praktyce? W przypadku Polski PKB na głowę mieszkańca wyniósł 15 656,2 dolarów, czyli 143 proc. średniej światowej. Oznacza to, że wygrane przez polskich sportowców w Tokio 14 medali dzielimy przez 143 proc., otrzymując po zaokrągleniu 10 medali. W ten sposób sprowadzamy wyniki osiągnięte przez kraje o różnej zamożności do wspólnego mianownika. W przypadku USA, którego PKB na głowę mieszkańca stanowi 582 proc. średniej, liczba medali spada z 113 do 19. A USA spadają z pierwszego miejsca w kwalifikacji medalowej na 15 miejsce. To samo dotyczy Wielkiej Brytanii, która spada z 4. miejsca ogólnego rankingu na 16. Miejsca na podium naszego rankingu zajmują natomiast kraje o niższym PKB na mieszkańca, a istotnym sukcesie sportowym. Prowadzą Chiny i Rosja (występująca pod flagą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego). Kolejne miejsca zajmują kraje Afrykańskie takie jak Kenia, Uganda czy Etiopia, które zdobywają znacznie więcej medali wobec swojej pozycji ekonomicznej. Jest wśród tych krajów także Ukraina, która zdobyła więcej medali niż Polska, a jej PKB na głowę mieszkańca wynosi 38 proc. światowej średniej. Można stwierdzić, że te kraje bardziej efektywnie wykorzystują swoje sportowe talenty oraz mniejsze pieniądze na rozwój sportu. Oczywiście jest to stwierdzenie ogólne, które nie uwzględnia faktu, jak wielu sportowców z danego kraju trenuje i przygotowuje się do startów poza jego granicami.

Nasza zmodyfikowana tabela medalowa pozwala spojrzeć na sukces we współczesnym sporcie z trochę innej perspektywy. Choć czynniki ekonomiczne odgrywają w sporcie coraz istotniejszą rolę, wraz z jego większą profesjonalizacją i komercjalizacją, to może okazuje się, że pieniądze to nie wszystko. Liczy się jeszcze to, jak efektywnie są wydawane.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

FBI stworzyło fałszywego operatora usług telefonicznych

Federalne Biuro Śledcze USA stworzyło fałszywego dostawcę usług telefonicznych celem przeprowadzenia tajnej światowej operacji, znanej jako Trojan Shield. Operacja rozpoczęła się w 2018 r. i angażowała ponad 9 000 funkcjonariuszy organów ścigania w 18 krajach. Jej cel był dwojaki: rozbicie zorganizowanych syndykatów przestępczych za pomocą dowodów uzyskanych z podsłuchów oraz szerzenie chaosu i nieufności wobec urządzeń szyfrujących w przestępczym podziemiu.

W ramach operacji utworzono fikcyjną firmę pod nazwą ANØM, która reklamowała telefony komórkowe, specjalnie zaprojektowane dla zapewnienia szyfrowania peer-to-peer, co rzekomo miało uniemożliwiać rządom i służbom odczytanie przechwyconych wiadomości lub rozmów. FBI i organy ścigania w Australii i Nowej Zelandii wykorzystywały tajnych funkcjonariuszy do rozpowszechniania informacji o ANØM w przestępczym półświatku. Modus operandi fałszywej firmy polegał na przyjmowaniu nowych użytkowników dopiero po ich weryfikacji przez dotychczasowych klientów. W ciągu dwóch lat na całym świecie pozyskano 10 000 użytkowników ANØM, a największą liczbę w Australii – około 1 500.

W dniu 8 czerwca 2021 r. we wszystkich zaangażowanych krajach, począwszy od Nowej Zelandii i Australii, przeprowadzono ponad 500 nalotów na przestępców, w wyniku których aresztowano 224 osoby. W samej Australii, w ramach operacji Ironside, w ciągu 24 godzin skonfiskowano ponad 45 mln dolarów w gotówce. FBI zapowiedziało, że wyniki operacji w skali światowej zostaną zaprezentowane w późniejszym terminie.

Australijski premier Scott Morrison opisał tajną operację jako „moment przełomowy w historii australijskich organów ścigania”, który „odbije się echem na całym świecie”.

Źródło: Portal IntelNews.org. z 08.06.2021 [za:] San Diego Union Tribune z 08.06.2021 r.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Mocny rynek pracy w USA

Wydarzeniem minionego tygodnia był comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy, który okazał się bardzo dobry. Stopa bezrobocia spadła do 5,4% wyraźnie bijąc oczekiwania analityków, a liczba nowych miejsc pracy zbliżyła się do miliona również bijąc oczekiwania. Mimo pozytywnego silnego zaskoczenia, rynki akcji i obligacji przyjęły odczyt spokojnie. Warto pamiętać, że FED podkreśla, że dziś rynek pracy jest tym elementem , który szczególnie bierze pod uwagę w kontekście przyszłej ścieżki zacieśniania polityki monetarnej. Spokojna reakcja inwestorów w kontekście bardzo silnych danych jest zaskakująca. Jedynie dolar amerykański wyraźnie się umocnił, wywierając dodatkową presję na ceny metali szlachetnych.

W tym tygodniu inwestorzy z niecierpliwością będą czekać na środowe dany CPI w USA. Jeśli odczyty inflacji po raz kolejny przebiją oczekiwania może to negatywnie wpłynąć na sentyment rynkowy i nasilić obawy o szybsze od oczekiwań zacieśnianie polityki monetarnej przez FED. Z kolei w piątek poznamy wstępne dane o PKB za II kw. W Polsce.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Dane z UOKiK-u: Rośnie liczba skarg na przedsiębiorców. Liczba skarg konsumentów rok do roku zwiększyła się o 20%

W pierwszym półroczu br. do UOKiK-u zgłoszono łącznie przeszło 9 tys. skarg, czyli o ponad 1,5 tys. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Poprzednio Urząd podjął 173 działania w kwestii naruszeń zbiorowych interesów konsumentów i uznania wzorców umów za niedozwolone. I tu również nastąpił wzrost w relacji rocznej. Natomiast spadła ilość działań wszczętych ws. przewagi kontraktowej i zatorów płatniczych. To wynikało z tego, że większość tego typu spraw rozpoczętych w pierwszej połowie 2020 roku kontynuowano w br. Do tego liczba nałożonych kar zwiększyła się z 56 do 59, ale zmniejszyła się ich łączna suma – z ponad 142,8 do przeszło 84,3 mln zł.

Od 1 stycznia do 30 czerwca 2021 roku do centrali UOKiK zgłoszono łącznie 9 tys. skarg (najwięcej w marcu – ponad 1,8 tys.). To o przeszło 1,5 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, gdy było ich blisko 7,5 tys. (najwyższy wynik również odnotowany w marcu – 1,7 tys.). Zdaniem pracowników Urzędu, to może świadczyć o rosnącej świadomości konsumentów, którzy coraz lepiej orientują się w tym, jakie prawa im przysługują i komu należy zgłaszać naruszenia. Co roku składają coraz więcej skarg i aktywniej korzystają z pomocy oferowanej za pośrednictwem infolinii i e-porad.

– Wzrost liczby skarg jest spowodowany nagłaśnianiem problemów klientów z firmami, w tym z bankami. Znaczenie ma też to, że dotychczasowe orzecznictwo jest niekorzystne dla instytucji finansowych. Z każdym miesiącem rośnie też świadomość konsumentów w zakresie ich uprawnień i potencjalnych zagrożeń ze strony profesjonalnych podmiotów. Od początku pandemii mieli więcej czasu nie tylko na robienie domowych porządków, ale też we wzmożonym zakresie zajęli się swoimi sprawami prawnymi – komentuje Anna Wojdyna z Kancelarii MBM Legal.

Patrząc na sprawy dotyczące naruszenia zbiorowych interesów konsumentów i uznania wzorców umów za niedozwolone, można zauważyć, że w pierwszej połowie 2020 roku UOKiK rozpoczął 173 działania, tj. postępowania wyjaśniające, właściwe oraz wystąpienia do przedsiębiorców na podstawie art. 49a. Z kolei w I półroczu br. odnotował ich 180.

– Ilość zainicjowanych postępowań na podstawie art. 49a ochrony konkurencji i konsumentów w I połowie 2021 roku nie zwiększyła się w radykalny sposób w relacji rocznej. W br. było znacznie więcej skarg mogących wskazywać na pewne nieprawidłowości, które należało zbadać. Nie jest to niepokojącym zjawiskiem. Można wręcz wyrazić optymizm, że konsumenci znają swoje prawa i coraz częściej analizują tego typu zagadnienia – komentuje Anna Wojdyna.

Natomiast dane dotyczące podjętych działań ws. przewagi kontraktowej (w I półroczu ub.r. – 34, rok później – 9) oraz zatorów płatniczych (najpierw – 51, potem – 8) pokazują wyraźne spadki. Urząd zaznacza jednak, że większość spraw rozpoczętych w I półroczu 2020 r. kontynuowano w br. I tak w pierwszej połowie 2021 roku z zakresu przewagi kontraktowej prowadzono 16 postępowań, które zostały zainicjowane w 2020 r. Wraz z nowymi działaniami z pierwszego półrocza br. było ich 25. Jeśli chodzi o zatory płatnicze, to w 2020 roku dopiero weszły w życie przepisy antyzatorowe.

– Dane dotyczące praktyk ograniczających konkurencję pokazują tak nieznaczny spadek, że nie sposób mówić o poprawie sytuacji na rynku. Z kolei jeśli chodzi o zatory płatnicze, pandemia z pewnością pogłębiła problem związany z nadmiernym spóźnianiem się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych. Można też przypuszczać, że Urząd obciążony jest sprawami z poprzedniego roku – stwierdza adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal.

Prezes UOKiK w pierwszej połowie 2020 roku nałożył 56 kar o łącznej wartości ponad 142,8 mln zł, a rok później – 59 na kwotę przeszło 84,3 mln zł. Średnia kara w pierwszym z wymienionych okresów była niemal dwa razy wyższa niż ostatnio. Na sumę w pierwszej połowie ub.r. największy wpływ miały kary nałożone na Volkswagen Group Polska za naruszanie zbiorowych interesów konsumentów. Razem wyniosły ponad 120 mln zł. Z kolei w pierwszej połowie br. najmocniej ukarano, również za tego typu praktykę, Jeronimo Martins Polska. Kwota wyniosła ponad 60 mln zł. Po odjęciu obu sum średnia z każdego roku jest na podobnym poziomie.

– Sprawy zakończone decyzją w 2021 r. mogły dotyczyć postępowań wszczętych znacznie wcześniej. Zatem niższa wartość kar w I połowie br. nie świadczy o poprawie sytuacji na rynku. Poniekąd na ich wysokość mogła jednak wpłynąć pandemia. UOKiK może nałożyć na przedsiębiorcę kary pieniężne za naruszenia reguł konkurencji w wysokości do 10% obrotu osiągniętego przez niego w roku obrotowym poprzedzającym wydanie decyzji stwierdzającej stosowanie ww. praktyk. Mniejsze zyski w czasie lockdownów siłą rzeczy oznaczają w tym przypadku niższą karę – zauważa mec. Mocarska.

Jak podsumowuje prof. Paweł Wojciechowski, wiceprezydent i Główny Ekonomista Pracodawców RP, pandemia mogła przyczynić się do wzrostu liczby naruszeń interesów konsumentów, co pokazują dane UOKiK. Jednak Urząd miał zapewne większe trudności w organizacji własnej pracy, a to, zdaniem eksperta, skutkowało gorszą jakością postępowań i niższymi karami. Dlatego Rada Przedsiębiorczości, która zrzesza 9 organizacji pracodawców, apelowała o lepsze zorganizowanie pracy UOKiK-u w okresie pandemii. Przedsiębiorcy sygnalizowali przewlekłość toczonych postępowań i brak właściwego dialogu z kontrolowanym podmiotem.

Kurs franka poniżej 4 zł – długoterminowa prognoza

Kurs CHF/PLN cofnął się z tegorocznych szczytów najmniej spośród wszystkich najpopularniejszych par walutowych ze złotym. Za franka wciąż trzeba płacić blisko 4,25 zł, a przecież jeszcze w czerwcu kosztował mniej niż 4,05 zł. Co stoi za 20-groszowym wzrostem kursu szwajcarskiej waluty?

Nic nie boli wielu polskich kredytobiorców bardziej niż wysoki kurs franka. Nie ma co ukrywać, że obecna sytuacja nie jest dla nich korzystna.

Waluta słaba i bez parasola

Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że złoty wypadł z łask inwestorów. Tego lata bywały tygodnie, gdy znajdował się wręcz w ogonie walutowej stawki. Na światowych rynkach skończył się okres sielanki, gdy polska waluta dynamicznie zyskiwała na wartości i odrabiała starty z pierwszego kwartału, a przypomnijmy, że wtedy za euro płaciliśmy nawet 4,70 zł, czyli najwięcej od 12 lat.

Po drugie: złoty pozbawiony jest parasola ochronnego ze strony Rady Polityki Pieniężnej. Pomimo 5-procentowej inflacji RPP nie kwapi się z podwyżkami stóp procentowych, choć na takie dość stanowcze ruchy zdecydowali się ostatnio m.in. Czesi i Węgrzy. Tymczasem polscy bankierzy centralni bardziej niż wzrostu cen boją się potencjalnej nowej fali koronawirusa. Oczekują także potwierdzenia, że presja cenowa nie odpuszcza w kolejnej, listopadowej projekcji inflacyjnej. Co więcej, przed zmianą kosztu pieniądza chcą porzucić ilościowe luzowanie, czyli kryzysowy skup obligacji.

Po trzecie: złotemu, jak i całemu koszykowi walut rynków wschodzących, nie pomagają także najświeższe informacje ze Stanów Zjednoczonych. W lipcu odzyskano najwięcej etatów od niemal roku, mocno obniżyła się również stopa bezrobocia. Otwiera to drogę do szybkiego ogłoszenia wyhamowania tempa prowadzenia skupu aktywów przez Rezerwę Federalną i w rezultacie wspiera dolara.

– Niemal każde wzmocnienie dolara w walutowym świecie przekłada się na straty złotego. Niemniej jednak ostatniego zepchnięcia polskiej waluty ze wzrostowej ścieżki nie rozpatrujemy w kategoriach początku spadkowego trendu i sytuacji, w której coraz więcej musielibyśmy płacić za waluty innych państw. Nie spodziewamy się ponownego przełamania przez kurs EUR/PLN bariery 4,60. Uważamy, że na koniec kwartału za wspólną walutę płacić będziemy 4,50 zł – prognozuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Nie tylko o słabość złotego tu chodzi

Sprawa ma jednak drugie dno. Wysokich pułapów kursu CHF/PLN nie tłumaczy wyłącznie gorszy okres złotego. Frank ma swoje pięć minut. Szczególnie wyraźnie widać to w notowaniach EUR/CHF. W marcu kurs tej pary walutowej zbliżał się do poziomu 1,12, ale później obrał spadkową trajektorię. I tylko w tym kwartale osunął się o ponad 2 proc. W efekcie kurs zniżkuje w kierunku 1,07 i osiąga najniższe poziomy od listopada ubiegłego roku.

Źródeł siły franka na tle euro – w konsekwencji także na tle złotego i wyższych rat dla polskich kredytobiorców – należy szukać w położeniu wspólnej waluty, która stała się mniej atrakcyjna dla inwestorów i traci do dolara, funta, jena czy właśnie helweckiej waluty. Tarapaty euro zakorzenione są w przekonaniu, że Europejski Bank Centralny jeszcze długo prowadzić będzie skrajnie łagodną politykę. Zostało ono ugruntowane po zmianie strategii EBC i przejściu na 2-procentowy cel inflacyjny z symetrycznym odchyleniem.

– Profil presji cenowej w strefie euro – średnioroczna dynamika cen konsumenckich w kolejnych latach ma nie zbliżyć się do 2 proc. r/r – sprawia, że rynek nie wycenia pełnej podwyżki stóp procentowych nawet w horyzoncie trzyletnim. A przecież frank najmocniej tanieje do euro w okresach, gdy EBC zmierza do zaostrzenia kursu. Uniwersalnym i głównym czynnikiem wpływającym na kursy par walutowych jest relatywna wycena zamierzeń banków centralnych w horyzoncie kilku kwartałów. Można także przyjąć, że siłę poszczególnych głównych walut oraz ich hierarchię w najbliższych miesiącach tłumaczyć będzie skłonność do porzucenia kryzysowych narzędzi i obranie ścieżki w kierunku podwyżek stóp procentowych. Na tym polu atrakcyjność euro została w ostatnich miesiącach mocno podkopana. Inwestorzy nie mają też wątpliwości, że stopy procentowe w Szwajcarii zostaną podniesione długo po podwyżkach w Eurolandzie. By zrozumieć dlaczego tak jest, wystarczy spojrzeć na inflację. Gdy z kolejnych zakątków świata dobiegają głosy, że może ona wymykać się spod kontroli, w alpejskiej gospodarce ceny nie rosną nawet w 1-procentowym tempie – tłumaczy analityk Cinkciarz.pl.

W sile franka znaczną rolę odgrywa też powrót strachu o sytuację epidemiczną i o to, że nowe warianty koronawirusa uderzą w globalny wzrost gospodarczy. Są to jednak naczynia połączone, ponieważ rynki finansowe widzą, że w gronie głównych banków centralnych najbardziej podatne na niepokoje są władze EBC.

Kurs franka na radarze SNB

Ważny element całej układanki stanowi też wycena franka kontrolowana przez szwajcarski bank centralny (Swiss National Bank). Ze względu na mały rynek lokalnych obligacji i jego charakterystykę, SNB nie zdecydował się na skup aktywów, co dobie pandemii robiły niemal wszystkie banki centralne na świecie. Szwajcarzy zamiast tego, obok skrajnie niskich stóp procentowych (minus 0,75 proc.), prowadzą na międzynarodowym rynku interwencje walutowe. Mają one z zasady osłabiać franka, by poprawiać konkurencyjność eksportu i łagodzić zagrożenie deflacją.

Aktualne notowania CHF z całą pewnością niepokoją szwajcarskie władze monetarne i skłaniają do silniejszego oddziaływania na siłę waluty. Na początku sierpnia frank względem euro był wszak tylko o 2 proc. słabszy niż w epicentrum paniki na globalnych rynkach finansowych z pierwszej połowy 2020 r. Co więcej, w oficjalnej komunikacji SNB waluta oceniana była jako przewartościowana i wrześniowe posiedzenie władz pieniężnych powinno przynieść zaostrzenie stanowiska w tym zakresie.

Długoterminowa prognoza Cinkciarz.pl: frank tańszy niż 4 zł

– Zakładamy, że SNB nie dopuści do dalszego umocnienia franka, a jednocześnie obawy o perspektywy światowego wzrostu i wpływ sytuacji pandemicznej na koniunkturę okażą się przesadzone. W wyniku ich rozwiewania na rynku walutowym zmniejszy się popyt na tzw. bezpieczne przystanie, czyli m.in. franka. Wprawdzie na ostry ruch kursu EUR/CHF i wykrystalizowanie się trwałego trendu przyjdzie poczekać, aż Europejski Bank Centralny zmieni nastawienie i zasygnalizuje, że zbliża się momentu odcinania monetarnej kroplówki. W najbliższych miesiącach wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Nie musi to jednak oznaczać, że do drogiego franka trzeba po prostu przywyknąć. Główną siłą napędową spadków kursu CHF/PLN w najbliższym czasie stanie się przede wszystkim powrót złotego na wzrostową ścieżkę. Polska waluta jak czuje się ryba w wodzie w tym samym środowisku, w którym frank zazwyczaj słabnie. Po stronie czynników krajowych, umocnieniu złotego będzie sprzyjać silny 5-procentowy wzrost gospodarczy, pozytywne tendencje w bilansie płatniczym i zbliżająca się perspektywa podwyżki stóp procentowych. Spodziewamy się, że na koniec grudnia za euro zapłacimy 4,45 zł. W rezultacie, nawet przy dość skromnych zwyżkach EUR/CHF w najbliższych tygodniach, frank powinien stanieć o kilkanaście groszy, a w przyszłym roku kosztować mniej niż 4 zł – zapowiada analityk Cinkciarz.pl.

Duża aktywność deweloperów skutkuje rekordowym poziomem powierzchni magazynowych w budowie

Polski rynek powierzchni magazynowych w pierwszej połowie 2021 r. stymulował silny popyt na poziomie 3,3 mln mkw., gdzie jak w poprzednich kwartałach najwięcej transakcji zawarli najemcy e-commerce i operatorzy logistyczni. Z kolei po stronie podażowej dostarczenie w zaledwie pół roku ponad 1,1 mkw. nowej powierzchni świadczy o solidnych fundamentach sektora. Wypadkową tej aktywności jest szybka absorpcja, która wpływa na spadek poziomu pustostanów (5,4%). Niemniej ilość powierzchni w budowie jest rekordowa, deweloperzy realizują inwestycje o łącznej powierzchni 3,4 mln mkw. Firma AXI IMMO prezentuje wyniki raportu „Polski Rynek Powierzchni Magazynowych w I poł. 2021r.”.

Magazyny nie tracą na popularności wśród inwestorów

Na zakończenie pierwszej połowy 2021 r. wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce osiągnął poziom 2 mld EUR (60 transakcji), z czego ponad 40% (900 mln EUR), stanowiły zmiany właścicielskie w sektorze przemysłowo-logistycznym. Wśród największych transakcji w analizowanym okresie znalazły się sprzedaż portfela AEW, w którym znalazło się pięć nieruchomości o łącznej powierzchni 166 000 mkw. zlokalizowanych na Górnym Śląsku, w Poznaniu i Łodzi. Nowym właścicielem parków magazynowych zostały REINO Capital & IO Asset Management w imieniu Grosvenor Group. Drugie miejsce zajmuje przejęcie przez poufnego nabywcę nieruchomości w Warszawie i Wrocławiu, których właścicielem była firma Panattoni. Podium domyka transakcja z I kw. 2021., w której to Savills Investment Management zakupił od Tritax EuroBox, Castorama BTS Stryków o powierzchni 101 500 mkw. Na uwagę zasługują także zmiany właścicieli obiektów w segmencie logistyki miejskiej. Aktywnym graczem okazał się deweloper 7R, który sprzedał swoją inwestycję w Tczewie (39 000 mkw. plus ok. 10 000 mkw. do wybudowania) kanadyjskiemu funduszowi inwestycyjnemu BentallGreenOak, a także pozbył się praw do 7R City Flex Sosnowiec i 7R Siemianowice Śląskie o powierzchni 22 500 na rzecz paneuropejskiego podmiotu inwestycyjnego M7 Real Estate. Duże zainteresowanie nieruchomościami logistycznymi powoduje kompresję stóp kapitalizacji, co skutkuje wycenami na poziomie 5,3-5,5% w ujęciu netto za obiekty prime typu big box, z kolei za magazyny miejskie należy spodziewać się ok. 4,75%.

– Głównym czynnikiem determinującymi dobre nastroje inwestorów i duże zainteresowanie sektorem przemysłowo-logistycznym jest przede wszystkim wolumen transakcji najmu z udziałem najemców reprezentujących e-commerce, który utrzymuje popyt na wysokim poziomie. Co warte zauważenia w pierwszej połowie br. rynek inwestycyjny w sektorze logistycznym zdominowały nieruchomości typu prime odpowiadające za ok. 80% całkowitego wolumenu. Symptomatyczne jest również to, że wraz z rozwojem e-commerce wśród inwestorów rośnie apetyt na mniejsze obiekty z segmentu logistyki miejskiej. Trend ten był zwłaszcza widoczny w II kw. 2021 r. Niemniej, tego, co najciekawsze spodziewamy się na zakończenie roku, kiedy to rozpoczęte jeszcze pod koniec ubiegłego lub na początku br. transakcje powinny zostać sfinalizowane – analizuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Na zakończenie czerwca br. deweloperzy dostarczyli 1,1 mln mkw. (-2% r/r) nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej, przez co całkowite zasoby polskiego rynku nieruchomości przemysłowych osiągnęły poziom 21,7 mln mkw. (+11% r/r). Z kolei wg. zapowiedzi deweloperów na koniec I poł. 2021 r. w budowie znajdowało się 3,4 mln mkw. (+96% r/r), co jest najlepszym wynikiem w historii rynku. Klasyfikację największych parków magazynowych o powierzchni powyżej 100 000 mkw. otwiera Panattoni BTS Amazon w Świebodzinie (203 500 mkw.), przed Panattoni CEL HUB – BTO Media Expert w Łodzi (158 000 mkw.) Hillwood Rokitno w regionie Polski Zachodniej (112 500 mkw.), Panattoni Poznań X – BTS DHL (108 000 mkw.) i Hillwood Bydgoszcz (102 000 mkw.). Na koniec I poł. 2021 r. udział modelu spekulacyjnego w nowej podaży wynosił 29%.

 

Na koniec czerwca 2021 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej spadł do poziomu 5,4% (-1,3 p. proc. r/r), przy czym to region Górnego Śląska charakteryzuje się najwyższym poziomem pustostanów (8,7%), natomiast po drugiej stronie osi znajduje się w Polska Zachodnia (1,2%).

Szybka absorpcja powierzchni i brak stabilizacji w kosztach materiałów budowlanych wpływaj na ograniczenia zachęt ofertowych dla najemców ze strony deweloperów na rynkach o najniższej dostępności w projektach z rynku pierwotnego. Póki co, duży popyt nie wpływa znacząco na wzrost średniej wysokości stawek czynszów, które w ostatnich 6 miesiącach pozostały na stabilnym poziomie. Niemniej spodziewamy się, że część właścicieli nieruchomości przy niskim poziomie pustostanów może zdecydować się na korektę i podwyżkę stawek wyjściowych – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Magazynowych.

Aktywność najemców w pierwszej połowie 2021 r. zakończył się wynikiem 3,3 mln mkw. (+40% r/r) wynajętej powierzchni w ramach długoterminowych umów. Z kolei popyt netto nieuwzględniający przedłużenia na koniec czerwca br. wyniósł 2,5 mln mkw. (+40% r/r), w porównaniu do 1,8 mln mkw. rok wcześniej. W całkowitym wolumenie najmu wśród 15 największych transakcji w analizowanym okresie aż 11 dotyczyło powierzchni przeznaczonej w zupełności lub w dużej części do obsługi handlu e-commerce. Największą podpisaną umową jest najem przez DHL budynku Panattoni BTS w Poznaniu (109 000 mkw.), następnie internetowy sklep z meblami zdecydował się na zajęcie 82 300 mkw. w P3 Poznań II, a podium domyka globalny gracz e-commerce, który podpisał umowę najmu w budynku Panattoni BTS Gorzyczki (Górny Śląsk) o powierzchni 82 200 mkw.

W strukturze popytu najaktywniejszymi grupami najemców w okresie pomiędzy styczniem 2020 r. a czerwcem 2021 r. byli logistycy (30%), e-commerce (23%) tradycyjny handel (22%), produkcja (8,4%) i budownictwo/wyposażenie wnętrz (5,5%).

Na polskim rynku magazynowym obserwujemy kontynuację silnego trendu związanego z szybkim rozwojem handlu w internecie, który uczestniczy już w 23% zawieranych umów najmu, przy czym transakcje te dotyczą zarówno powierzchni wynajmowanej bezpośrednio przez sklepy internetowe, jak i przez obsługujące je firmy logistyczne. Niemniej pod względem wynajętej powierzchni w ujęciu największych rynków logistycznych liderem na koniec I poł. 2021 r. pozostaje Poznań z wynikiem 650 tys. mkw., który wyprzedza Górny Śląsk – 552 tys. mkw. i Warszawę – 546 tys. mkw. – komentuje Anna Głowacz.

Dobre wyniki makro i mikro ekonomiczne polskiej gospodarki będą wpływać na wzrost zawieranych transakcji najmu, przy czym możemy spodziewać się, że to sprzedaż towarów i produkcja przemysłowa będą główną siłą napędową popytu na nieruchomości przemysłowe. W konsekwencji poziom powierzchni dostępnej do wynajęcia od ręki będzie spadać, co pozwoli deweloperom w drugiej połowie roku na rozpoczęcie wielu nowych inwestycji, w tym projektów spekulacyjnych na najbardziej dojrzałych rynkach. Z dużym zainteresowaniem należy obserwować ewentualne zmiany wysokości w cenach materiałów, które mogą zwiastować presję czynszową i podwyższenie kosztów budowy nowych obiektów – podsumowuje Renata Osiecka.

Vivid Games opublikował wyniki za lipiec

Spółka wygenerowała w lipcu przychody na poziomie 2,16 mln zł i 150 tys. zł straty netto. EBITDA narastająco za siedem miesięcy wynosi 1,8 mln zł. Największy udział w przychodach ma nadal marka Real Boxing, ale na drugim miejsce w ciągu miesiąca od debiutu znalazł się Eroblast. 

Przychody wygenerowane w lipcu są najwyższymi w tym roku. Głównym kosztem obciążającym wynik były wydatki na płatne pozyskanie użytkowników. Zainwestowaliśmy w ten cel niemal dwukrotnie więcej niż w czerwcu i widzimy coraz wyższe zwroty z inwestycji. Zwrot wydatków poczynionych w ostatnich dniach lipca powinien być widoczny w wyniku za sierpień – podkreśla prezes zarządu Jarosław Wojczakowski.

Real Boxing 2 zainstalowało w lipcu 730 tys. nowych użytkowników, a przychody z gry to ponad 260 tys. USD. Jesteśmy ogromnie zadowoleni z efektów naszej pracy. Lipiec to kolejny z rzędu miesiąc, w którym tytuł poprawia metryki w konsekwencji dokonywanych aktualizacji. Retencja krótkoterminowa zwiększyła się do ponad 30%, co w połączeniu ze wzrostem efektywności UA zapewnia dobre perspektywy na kolejne miesiące – mówi Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing.

Cegiełkę do wysokich przychodów Spółki dołożyły też pozostałe projekty – Knight Fights 2 i Eroblast.

Od momentu premiery Eroblast pobrało już niemal 0,4 mln użytkowników. Tytuł najlepiej monetyzuje się w USA, skąd pochodzi ponad połowa płacących graczy. Widzimy pozytywny wpływ kolejnych aktualizacji na zaangażowanie użytkowników. W planach na sierpień mamy dużą kampanię UA i kolejny update. W Knight Fights 2 wprowadzamy eventy, które także powinny pozytywnie wpłynąć na zaangażowanie. W lipcu przeprowadziliśmy testy nowych metod płatnego pozyskiwania użytkowników a tytuł pobrało niemal 600 tys. nowych graczy – podsumowuje Patryk Batko, product owner tytułów.

Spółka pracuje też nad kolejnymi pozycjami. Mythical Showdown znajduje się w fazie decydujących o przyszłości projektu testów. Mobbles Cards trafiło do trzeciego etapu soft launch. Rozwijane są też dwa tytuły wzbogacone o postać OmNom’a – OmNom Golf i OmNom Crafters.

Ponad 10 tys. zł miesięcznie! W tych miastach pensje dla inżynierów są najwyższe

Nawet 16 tys. zł brutto dla inżyniera procesu w Małopolsce, 13 tys. zł brutto dla R&D Engineera w Warszawie, 10 tys. zł brutto dla inżyniera jakości Gdańsku. Lista stanowisk, na których specjaliści z tytułem inżynierskim mogą liczyć na pięciocyfrowe zarobki, jest znacznie dłuższa.

Branża IT zdążyła już przyzwyczaić do dobrych warunków pracy i świetnych wynagrodzeń. Rynek pracy nie jest jednak aż tak bardzo zdominowany przez technologie informatyczne. Oprócz programistów na wysokie pensje mogą liczyć także inżynierowie i to z wielu różnych sektorów. Ich zarobki z uwzględnieniem lokalizacji miejsca pracy przeanalizowali eksperci Bergman Engineering.

Jak podkreśla Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering, to zasłużone wynagrodzenie, bo dzięki takim ekspertom rozwija się cała gospodarka.

Oczywiście pod warunkiem, że ktoś oprócz dyplomu ma odpowiednie umiejętności i potrafi je wdrożyć. Pracodawcy doskonale wiedzą, że warto dbać o takich specjalistów i to ma swoje odbicie w pensjach. Polscy inżynierowie dostają średnio 9% podwyżki pensji po 16 miesiącach pracy, podczas gdy średnia światowa to 3%. W 2020 inżynierowie w Polsce zarabiali ok. 32% powyżej mediany krajowej. Mediana płac całkowitych wyniosła 5100 zł brutto, a mediana zarobków inżynierów 6725 zł brutto — komentuje Szpikowski.

Kogo i gdzie szukają firmy produkcyjne?

Z obserwacji firmy rekrutacyjnej Devire wynika, że postępująca automatyzacja zakładów produkcyjnych powoduje, iż rośnie zapotrzebowanie na stanowiskach wysokospecjalistycznych. Chodzi o osoby, które łączą kompetencję z różnych obszarów, m.in.: automatyki, elektroniki i IT. Same zarobki inżynierów pracujących w największych miastach, są bardzo atrakcyjne.

Najlepiej płatne stanowiska inżynierskie w Warszawie (mediana zarobków):

  • R&D Engineer – 13 000 zł
  • inżynier automatyk/programista – 13 000 zł
  • inżynier procesu – 11 000 zł

TOP inżyniersko-produkcyjnych stanowisk w Gdańsku to m.in.:

  • inżynier procesu (ekspert) – 10 000 zł
  • inżynier jakości dostawców – 10 000 zł
  • inżynier rozwoju dostawców – 10 000 zł

Z kolei Górny Śląsk, Dolny Śląsk i Małopolska to:

  • inżynier procesu (ekspert) – 16 000 zł
  • inżynier rozwoju dostawców – 16 000 zł
  • inżynier symulacji – 13 000 zł
  • inżynier projektu – 13 000 zł

Firmy stale poszukują pracowników, takich jak: automatycy, inżynierowie, specjaliści ds. utrzymania ruchu i elektrotechnicy. Główną przyczyną jest nieustanny i prężny rozwój nowoczesnych technologii oraz ich coraz szersze zastosowanie w wielu sektorach. Jak wiadomo, koszty związane z procesami automatyzacji zwracają się stosunkowo szybko i coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na realizacje inwestycji automatyzowania produkcji. Po wdrożeniu zrobotyzowanych stanowisk produkcyjnych zmienia się struktura zatrudnionego personelu — zmniejszeniu ulega liczba pracowników niewykwalifikowanych.

Tomasz Szpikowski przyznaje, że promowani są przede wszystkim inżynierowie z dużym doświadczeniem oraz wysokimi kwalifikacjami i to o nich walczą pracodawcy.

Widzimy to w zestawieniach rynkowych, na przykład tych przygotowanych przez Sedlak&Sedlak. Magister inżynier z doświadczeniem nieprzekraczającym jednego roku może liczyć na medianę zarobków w wysokości 4130 zł. Doświadczenie 4-5 lat to już niemal 2000 zł więcej. Powyżej 16 lat doświadczenia daje z kolei medianę na poziomie 9000 zł.

Mediana wynagrodzeń magistrów inżynierów z różnym stażem pracy w 2020 roku (brutto w PLN)

Mediana wynagrodzeń magistrów inżynierów z różnym stażem pracy w 2020 roku
Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń (OBW) przeprowadzone
przez Sedlak & Sedlak w 2020 roku

Którzy inżynierowie i gdzie zarabiają najlepiej?

Według danych Sedlak&Sedlak najwyższe płace inżynierowie otrzymują w wiodących branżach: bankowość (mediana 10 000 zł brutto), telekom (mediana 9245 zł brutto), a także IT (mediana 9100 zł brutto), energetyka (mediana 7000 zł brutto), przemysł ciężki (mediana 7000 zł brutto).

Zarobki inżynierów wg województw (2020)

Zarobki inżynierów wg województw (2020)
Źródło: Sedlak&Sedlak

Jeśli chodzi o lokalizacje, przodują tutaj największe ośrodki przemysłowe i technologiczne. Najwyższe wynagrodzenia dla inżynierów są kolejno w województwach: mazowieckim, dolnośląskim, małopolskim, pomorskim, wielkopolskim i śląskim.

 

Widać też różnice w zarobkach między poszczególnymi regionami. O ile w stolicy medianę określono na 6200 zł, to na dole stawki znalazło się województwo świętokrzyskie z pułapem 4350 zł, czyli prawie 2000 zł mniej. Wiele zależy od wielkości firmy, branży, w której działa i oczywiście jej pozycji na rynku. Ale duże znaczenie ma również poziom samych kandydatów.

Zdaniem Tomasza Szpikowskiego każda branża zawsze będzie potrzebowała inżynierów zajmujących się rozwojem produktu i to od nich zależy, czy się w danym sektorze sprawdzą.

Duże przedsiębiorstwa wcale nie lokują się w centrach wielkich miast, ale na ich obrzeżach, skąd blisko jest także do mniejszych miejscowości. Praca na stanowisku inżyniera to szansa dla wszystkich zdolnych ludzi, bez względu na to, skąd pochodzą. Najważniejsze jest to, co umieją i co mogą dać od siebie firmie, która ich za to sowicie wynagrodzi – podsumowuje ekspert.

Rynek napędzany danymi

Wczoraj dolar kontynuował  falę aprecjacyjną, którą wywołał piątkowy raport z rynku pracy. Zmienność jednak jest zdecydowanie mniejsza. Na kolejny większy ruch trzeba poczekać do jutra, kiedy to poznamy dane inflacyjne z USA. EUR/USD jest już coraz bliżej 1,1710. To również efekt wczorajszych jastrzębich wypowiedzi Rosengren oraz Bostica z Fedu. W przypadku niższego, jutrzejszego CPI możemy liczyć na odreagowanie głównej pary walutowej.

Główna para walutowa zbliża się do kluczowego wsparcia 1,1710, czyli miejsca, w którym to zakończył się ruch spadkowy na przełomie marca i kwietnia. To bariera, która nie tak łatwo może zostać pokonana. Siła dolara, którą obserwujemy od końca maja była napędzana kilkoma czynnikami. Pierwszym z nich był lipcowy FOMC i jastrzębi wydźwięk konferencji  Powella. Następnie rynek został zaskoczony wysoką inflacją czerwcową na poziomie 5,4 proc. co dodatkowo umocniło USD. Potem widzieliśmy próby szefa Fed-u, który zapewniał przed Komisją Bankową Senatu USA, że inflacja ma charakter przejściowy. Ta retoryko została powtórzona na lipcowym posiedzeniu FOMC, co spowodowało chwilowe osłabienie  „zielonego”. Słabość USD nie trwałą jednak zbyt długo. Ostatnie dane NFP dodały kolejny argument tym wszystkim, którzy oczekują wcześniejszej normalizacji polityki pieniężnej. Eurodolar na przełomie lipca i sierpnia był na poziomie 1,1900. Po danych z rynku pracy znaleźliśmy się w okolicach 1,1750. Zbliżamy się do psychologicznego, technicznego poziomu położonego 40 pkt. niżej. Jest duża szansa, że to właśnie w tym obszarze rozegrają się  dalsze losy EUR/USD.  Jutrzejsze oczekiwania co do CPI z USA (14:30)  oscylują wokół 4,9 proc. To oznacza, że rynek zakłada spowolnienia dynamiki wzrostu cen. Konsensus zmiany rok do roku jest niższy,  ale również CPI w relacji do czerwca (zmiana m/m) ma spowolnić do 0,5 proc. Uważam, że do tego czasu główna para walutowa osiągnie poziom 1,1710 i o przełamaniu dołka z przełomu marca i kwietnia zadecydują dane makro. Wszystko poniżej 4,9 r/r oraz 0,5 m/m powinno skutkować odreagowanie EUR/USD i ruchem w kierunku północnym. Inflacja wyższa niż prognozy, umocni ponownie dolara. Wówczas jest szansa, że zobaczymy poziomy najniższe od listopada 2020 roku.

Wczoraj chiński bank centralny opublikował swój kwartalny raport z realizacji polityki monetarnej. Słowem kluczowym pozostaje „stabilność. PBoC powiedział, że będzie kontynuował ostrożne nastawienie w polityce pieniężnej. Hang Seng rośnie na dzisiejszej sesji 1,06 proc. Czwarta fala pandemii oczywiście nie znika, ale w tym momencie nie jest czynnikiem wywołującym awersję do ryzyka.

Na uwagę zasługuje siła bitcoin-a. Główna kryptowaluta zredukował niemal w 50 proc. dynamiczne spadki kwietniowo majowe. Na wykresie ukształtowała się formacja potrójnego dołka. Przestrzeń do wzrostów nadal istnieje. W piątek został przełamany horyzontalny opór na 41 100 USD co dodatkowo wzmocniło scenariusz wzrostowy na najbliższe dni. Wczoraj bitcoin zyskał  ponad 3,3 proc. Najbliższa bariera znajduje się na 47 700 USD.

Dziś brakuje publikacji makro z krajowej gospodarki. Złoty porusza się na fali globalnego sentymentu. PLN jest silniejszy w porównaniu do wyceny z piątkowego wieczoru. Bez wątpienia o dalszych poziomach na EUR/PLN oraz USD/PLN zdecydują jutrzejsze publikacje z USA. Niższe wartości od konsensusu rynkowego dotyczącego CPI powinny umocnić polską walutę.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz TMS Brokers

Świetny raport z rynku pracy wzmocnił dolara

Do czasu publikacji kluczowego raportu z amerykańskiego rynku pracy (NFP) na rynku walutowym panował typowy letni marazm. Piątkowe dane zapoczątkowały jednak znaczne zmiany na rynku walutowym. Na koniec tygodnia dolar umocnił się do większości walut G10, a aprecjacja USD negatywnie odbiła się na wycenie polskiej waluty.

Zmienność na rynku przez większość tygodnia nie była duża. Wielu pracowników instytucji finansowych odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji jest na wakacjach, a przez większą część tygodnia istotnych wieści nie było wiele. Wszystko zmieniło się w piątek (6 sierpnia) po południu, po publikacji wyjątkowo dobrego raportu non-farm payrolls, który dostarczył dowodów, że ożywienie amerykańskiej gospodarki znajduje się na właściwych torach. Rentowności amerykańskich obligacji gwałtownie wzrosły, a inwestorzy skupili się na dolarze. Był on niekwestionowanym wygranym zeszłego tygodnia. Zyskał w stosunku do niemal wszystkich walut G10. Inną walutą charakteryzującą się siłą był dolar nowozelandzki, który umocnił się w parze z dolarem amerykańskim ze względu na oczekiwanie przez rynek rychłej podwyżki stóp procentowych przez Bank Rezerwy Nowej Zelandii.

Oczy wszystkich są teraz skierowane ku środowym odczytom inflacji w USA. Spodziewamy się kolejnego świetnego raportu, w którym miesięczna stopa inflacji (również bazowa) pokaże wzrost o ponad 5% w ujęciu zanualizowanym. Wielką niewiadomą jest to, jak dolar zareaguje na wieści i jak zostanie wyceniona reakcja Rezerwy Federalnej, która dotąd niespecjalnie przejmowała się presją inflacyjną.

PLN

Większa część ubiegłego tygodnia upłynęła dość spokojnie i charakteryzowała się umocnieniem polskiej waluty. Wspierały ją m.in. rosnące zakłady dotyczące podwyżek stóp procentowych w Polsce. Obecnie rynek w pełni wycenia podwyżkę stóp o 25 pb. w perspektywie sześciu miesięcy. Zakłada jednocześnie, że są też spore szanse na dwukrotnie większy wzrost w tym horyzoncie. Oczekiwania rynkowe zdają się odzwierciedlać zmieniającą się retorykę niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy wcześniej byli wyjątkowo niechętni podwyżkom stóp.

W piątek nastąpił jednak zwrot sytuacji na rynku walutowym. Złoty utracił wszystkie dotychczasowe zyski, osłabiając się wraz z aprecjacją dolara amerykańskiego, która została wsparta przez świetne dane z amerykańskiego rynku pracy. Oprócz tego doszło też do wzrostu rentowności amerykańskich obligacji skarbowych z lokalnych minimów, co samo w sobie nie jest pozytywne dla walut emerging markets, takich jak złoty.

Obecny tydzień złoty rozpoczyna od stabilizacji po piątkowym szoku. W kontekście sytuacji waluty oprócz ewentualnych sygnałów ze strony członków RPP będziemy skupiać się głównie na sytuacji zewnętrznej. Pod koniec tygodnia jednak zwrócimy uwagę na dane z Polski, szczególnie na wstępny odczyt PKB w II kwartale, którego publikacja zaplanowana jest na piątek.

EUR

Letni zastój zarówno w danych makroekonomicznych, jak i informacjach dotyczących działań decydentów ze strefy euro sprawia, że handel wspólną walutą w większości zależy od wieści z reszty świata. Nie spodziewamy się, że ten tydzień będzie się pod tym względem wyróżniał – jedyna istotna publikacja to dane ZEW opisujące nastroje ekonomiczne. Obniżyliśmy nasze oczekiwania co do aprecjacji wspólnej waluty w krótkim terminie, ponieważ presja inflacyjna w strefie euro nie rośnie tak jak w innych rejonach świata, a EBC nie spieszy się z przyjęciem bardziej jastrzębiego kursu.

USD

Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy okazał się pozytywną niespodzianką. W lipcu utworzono blisko milion miejsc pracy a stopa bezrobocia spadła znacznie mocniej niż oczekiwano. Płace nominalne również wzrastają, a w połączeniu z większą liczbą miejsc pracy będą stanowić istotną rekompensatę po zakończeniu zatwierdzonego w czasie pandemii programu dodatkowych zasiłków dla bezrobotnych. Silny raport inflacyjny w tę środę powinien dostarczyć kolejnych dowodów na to, że gospodarka USA rośnie w siłę, a stymulacja monetarna i fiskalna powinny być wygaszane wcześniej niż się spodziewano. Ograniczenia polityczne w tym zakresie oznaczają jednak, że inflacja pozostanie na wyższym poziomie prawdopodobnie dłużej, niż oczekiwał Fed, a jego reakcja na to będzie kluczowa dla rynków walutowych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

W Polsce mamy jeszcze dużo miejsca na automaty paczkowe

Dla prawie 16 mln Polaków najbliższy punkt odbioru paczki znajduje się w odległości ponad 10 minut pieszo. Same tylko paczkomaty InPost są wciąż poza zasięgiem 20 mln klientów, a w niektórych rejonach klienci muszą przejechać aż 27 km do najbliższego – wynika z raportu Automaty paczkowe i punkty odbioru w Polsce – nowa rzeczywistość świata dostaw opracowanego przez firmę dataplace.ai

Dynamiczny rozwój rynku odbioru paczek to efekt wzrostu popularności e-commerce. Wygodne paczkomaty i punkty odbioru paczek rywalizują z firmami kurierskimi. Jak faktycznie wygląda dostępność punktów odbioru paczek i paczkomatów w Polsce sprawdziła firma dataplace.ai – specjalizująca się w usługach typu “location intelligence”.

Z raportu Automaty paczkowe i punkty odbioru w Polsce – nowa rzeczywistość świata dostaw wynika, że na polskim rynku wciąż są miejsca, gdzie brakuje usług samoobsługowego odbioru zakupów. Najbliższy automat paczkowy lub punkt odbioru jest dalej niż 10 min spacerem dla 15 673 126 osób. – Wbrew pozorom, niekoniecznie chodzi o mieszkańców wsi i małych miejscowości. Choć sieci punktów odbioru paczek najprężniej rozwijają się w dużych miastach, to z uwagi na dużą liczbę mieszkańców, rynek nawet tam jest wciąż daleki od nasycenia – zauważa Hubert Guzera, CEO i współzałożyciel dataplace.ai. Najmniejsze zagęszczenie punktów występuje w północno-zachodnim obszarze Polski.

Wygodny dostęp do punktów odbioru – w odległości 10 minut pieszo – ma 21 354 455 osób. Największe skupiska punktów odbioru, oprócz miast, znajdują się w okolicach Warszawy i na południu kraju.

InPost najpopularniejszy mimo białych plam

Liderem jest firma InPost, jej paczkomaty zajmują 45 proc. powierzchni kraju względem analizowanych dostawców. Na podium znajduje się Żabka – 23 proc. i Poczta Polska – 16 proc.pokrycie automatami paczkowymi

Z punktu widzenia usługodawców, innowacje są równie ważne jak lokalizacje nowych punktów. InPost “nie dociera” – czyli wciąż nie jest szybko-dostępnym punktem – dla 20 626 353 potencjalnych klientów. Najwięcej (3 054 720) osób, które do najbliższego paczkomatu mają dalej niż 10 min pieszo, znajduje się w województwie mazowieckim. Kolejne jest województwo śląskie, w którym 2 583 279 mln osób nie ma szybkiego dostępu do paczkomatu. Co ciekawe, oba rejony zbudowały gęstą sieć, jednak są to tereny licznie zamieszkałe, o dużej powierzchni, dlatego wciąż jest tam przestrzeń dla nowych usług.

Najdalej do paczkomatu InPostu jest z obszaru, który znajduje się w województwie lubelskim i jest oddalony od najbliższego miasta – Chełma – o 27 km. W tej okolicy znajdują się takie wsie jak: Sarniak, Poniatówka, Huta, czy Turowiec.

Inni liderzy innego wyścigu

Silnym konkurentem InPostu jest sieć Odbiór w punkcie czy DHL. Sieci reprezentują kolejny trend widoczny na branżowej mapie. Oprócz własnych punktów stawiają na umowy z dostawcami, tworząc infrastrukturę składającą się z wielu niezależnych firm, budując tak rynkową przewagę. Dlatego udział w rynku DHL, licząc tylko własne punkty w miastach, nie przekracza 2 proc., jednak po dodaniu punktów, z którymi DHL ma podpisane umowy na usługi, jego udział w rynku rośnie do około 20 proc.

Największa liczba punktów odbioru

Dataplace.ai sprawdziła, w których miastach jest najwięcej punktów odbioru. Ranking układa się dokładnie według wielkości miast pod względem liczby mieszkańców: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław i Poznań.automaty paczkowe w polsce

Najpopularniejsze punkty odbioru paczek w wybranych miastach:

· w Warszawie liderem jest Inpost (36 proc.), Żabka (31 proc.), DPD (12 proc.).
· w Krakowie prowadzi Inpost (37 proc.), na kolejnych miejscach jest Żabka (35 proc.), Poczta Polska (12 proc.).
· we Wrocławiu: Żabka (41 proc.), Inpost (37 proc.), Poczta Polska (10,4).
· w Trójmieście: Inpost (39 proc.), Żabka Poczta (38 proc.) oraz Poczta Polska i DPD ( 9 proc.).

Najwięcej mieszkańców / paczkomat

Zaskoczeniem może być zwycięzca zestawienia 5 miast z największą liczbą mieszkańców na jeden paczkomat InPostu. Jest nim Wrocław z liczbą 2246 osób na paczkomat, następnie Warszawa z liczbą 2190 osób, Gdańsk 2171 osób, Kraków 2164 i Poznań z liczbą 2143 osób.
Najwięcej mieszkańców paczkomat

***
Raport Automaty paczkowe i punkty odbioru w Polsce – nowa rzeczywistość świata dostaw powstał w oparciu o analizę 45 tysięcy placówek i automatów paczkowych na terenie Polski w czerwcu 2021, na podstawie informacji zawartych na oficjalnych stronach dostawców.
W raporcie dokonano podziału na:

· dostawców – czyli firmy posiadające własne punkty odbioru lub przestrzenie do tego przeznaczone. To DPD, DHL, InPost, Poczta Polska, Żabka i kioski RUCH.

· sieci – czyli podmioty, które podpisują umowy partnerskie z dostawcami. Sieci to DHL (POP, POK i Locker), Odbiór w Punkcie (Poczta Polska, Żabka, PKN Orlen oraz RUCH), DPD Pickup, Paczka w Ruchu oraz InPost.

· uwaga: dostawca może być jednocześnie członkiem sieci.

Przyjęty podział na dostawców i sieci był niezbędny, aby odpowiednio ocenić wybrane wartości np. pokrycie Polski punktami odbioru. Udział w rynku szacowano na podstawie danych od dostawców.

Rozwój e-commerce wyzwaniem dla logistyki magazynowej

W ciągu ostatniej dekady diametralnie zmienił się krajobraz e-handlu oraz działań logistycznych. Dziś logistyka jest, tak naprawdę, jednym z priorytetowych elementów wpływających na efektywną sprzedaż. Mimo że procesy magazynowe odbywają się w tle, mają ogromny wpływ na zadowolenie klienta. Aby zbudować skuteczny model zarządzania logistyką w branży e-commerce, warto wykorzystać profesjonalny system WMS.

Dynamiczny rozwój sektora e-commerce

Według raportu opublikowanego przez firmę Prologis, wraz z rozwojem branży e-commerce, zwiększył się popyt na powierzchnię logistyczną. Jak wskazują różne dane, już w trzecim kwartale 2020 roku łączna podaż powierzchni magazynowych w Polsce przekroczyła 20 milionów m2. Dla porównania, w 2000 roku zajmowała om jedynie setki tysięcy metrów kwadratowych. Warto dodać, że polski rynek e-commerce rósł do 2019 roku średnio o ponad 18 proc. procent rocznie, jednak w ciągu ostatniego 1,5 roku liczba się ta wzrosła aż do 35 proc.

Niewątpliwie tak dynamiczny rozwój branży związany jest m.in. z pandemią. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wielu osób przeszło nie tylko na pracę zdalną, ale też gruntownie zmieniło nawyki zakupowe. Wielu konsumentów odważyło się w końcu kupować przez internet. Klienci coraz częściej oczekują też błyskawicznych dostaw, terminowości oraz precyzyjnych informacji na temat dostępności produktów. Okazuje się również, że nie mają oni już problemu z odsyłaniem dużych paczek. Rynek musiał zatem dostosować się do nowych potrzeb konsumentów.

Nie bez znaczenia jest również to, że żyjemy w epoce chronicznego braku czasu. Chcąc nie chcąc, klient czasem musi skorzystać z oferty sklepów internetowych. Taka forma zakupów jest również relatywnie komfortowa oraz bezpieczna, co z kolei konsumenci coraz częściej dostrzegają i doceniają.

Aby sprostać potrzebom klientów, sklepy internetowe starają się m.in. skrócić łańcuch dostaw, zminimalizować dystans pomiędzy jego poszczególnymi ogniwami, ale też usprawnić przepływ informacji między nimi. Ważne jest również, aby zautomatyzować możliwie jak najwięcej procesów podczas sprzedaży – w tym celu przyda Ci się narzędzie xSale. Aby sklep internetowy mógł sprawnie funkcjonować, liczba realizowanych transakcji nie doprowadzała do przestojów, a przestrzeń magazynowa była w pełni wykorzystywana, potrzebny jest również także niezastąpiony, profesjonalny system WMS, jak np. WMS Futuriti.

System WMS – co to jest?

System WMS (ang. Warehouse Management Software) to, innymi słowy, system do zarządzania magazynem. Dzięki niemu można kontrolować, koordynować, usprawniać i optymalizować odbywające się w nim procesy oraz działania. Pozwala on efektywnie wykorzystywać przestrzeń magazynową oraz nią zarządzać, prowadzić racjonalną gospodarkę zapasami, zapewniać odpowiedni przypływ informacji oraz obieg dokumentacji, a także usprawniać proces inwentaryzacji – to jednak zaledwie początek jego szerokiego wachlarzu możliwości.

Każdy program do zarządzania magazynem powinien być wyposażony w następujące funkcjonalności.

  • Zarządzanie lokalizacją – funkcja ta służy do zarządzania zleceniami dotyczącymi umieszczania towarów w magazynie; dzięki niej można się dowiedzieć, jaka lokalizacja dla danego produktu będzie najlepsza, np. w zależności od jego wymiarów oraz właściwości.
  • Przyjmowanie towaru – polega na ewidencjonowaniu oraz kontrolowaniu towarów, które zostały zakupione od dostawcy bądź wysłane z innego magazynu, a także zwrócone przez klienta; w ramach przyjęcia pobierane są również dane logistyczne towaru (np. data ważności, numer partii czy numer seryjny).
  • Kontrola stanu magazynowego – pozwala ustalić lokalizację, liczbę oraz stan magazynowanych towarów w czasie rzeczywistym.
  • Zarządzanie wysyłką towaru z magazynu – w ramach tej funkcji system WMS zbiera i grupuje zamówienia tak, aby ich realizacja była jak najkrótsza, etykietuje też paczki (dzięki czemu ich identyfikacja jest łatwiejsza) oraz umożliwia zarządzanie załadunkiem towarów na pojazdy (dzięki czemu są one wysyłane do odpowiednich klientów).
  • Kompletowanie towaru – program do zarządzania magazynem pokazuje pracownikom zoptymalizowaną ścieżkę kompletacji, co z kolei usprawnia proces realizacji zamówienia.
  • Inwentaryzacja towaru – profesjonalny system WMS pozwala na przeprowadzenie inwentaryzacji całego magazynu bądź też inwentaryzacji szczegółowej konkretnego artykułu, lokalizacji lub strefy.

Kiedy wdrożyć system WMS? Dla kogo będzie on odpowiedni?

Warto zdecydować się na wdrożenie systemu WMS głównie wtedy, gdy liczba zamówień zaczyna wykraczać poza możliwości osób zatrudnionych. Jeśli w Twoim sklepie internetowym pojawia się coraz więcej zamówień, a oferta jest nieustannie rozbudowywana, zdecydowanie czas na zmiany – jeśli ich nie wprowadzisz, w pewnym momencie zauważysz, że dotychczas szybko rosnące statystyki zaczną po prostu zwalniać.

Korzyści z wdrożenia systemu WMS

System WMS to rozwiązanie, które pozwala przyspieszyć rozwój firmy, zwiększyć wydajność pracowników oraz ustandaryzować pracę magazynu. Poniżej podajemy najważniejsze korzyści z wdrożenia systemu WMS.

Usprawnienie pracy magazynu

Zdecydowanie największą zaletą omawianego rozwiązania jest usprawnienie pracy magazynu. Program do jego zarządzania ułatwia pracę i sprawia, że zdecydowanie łatwiej jest odnaleźć określone towary, które przypisane są do konkretnych lokalizacji, a do tego opatrzone odpowiednimi kodami kreskowymi. Jest to istotne zwłaszcza wtedy, gdy artykułów w magazynie jest bardzo dużo i rozlokowane są one na dużej powierzchni. Dzięki temu można też ograniczyć ryzyko ewentualnych pomyłek, a w konsekwencji – ograniczyć liczbę zwrotów.

Lepsza obsługa klientów

System do zarządzania magazynem pozwoli Ci skrócić czas realizacji zamówień oraz sprawi, że przesyłki będą szybciej wysyłane do klientów. Dzięki temu będą oni bardziej usatysfakcjonowani i być może kupią w przyszłości kolejne produkty w Twoim sklepie. Możliwość szybszej wysyłki związana jest z kolei z szybką rejestracją przez program zapotrzebowania wysyłkowego, na bazie którego pracownik przygotowuje zamówienie.

Optymalizacja przestrzeni magazynowej

Odpowiedni program do zarządzania magazynem pozwala lepiej i efektywniej wykorzystać jego przestrzeń. Można powiedzieć, że „uczy się” on magazynu, dzięki czemu sposób rozmieszczania konkretnych towarów jest zawsze dopasowany do aktualnych, panujących w nim warunków. Warto zaznaczyć, że wiele firm po wdrożeniu systemu WMS zauważyło, iż można pomieścić w magazynie nawet dziesięć razy większą liczbę produktów bez potrzeby zwiększania jego powierzchni.

Szybsze wdrażanie nowych pracowników

Dokładne informacje na temat przechowywanych w magazynie produktów i ich lokalizacji, a także propozycje najbardziej optymalnych tras pozwalających na szybkie dotarcie do określonego towaru sprawiają, że wdrażanie nowych pracowników przebiega o wiele szybciej – cały proces zajmuje zaledwie kilka godzin. To pozwala z kolei zminimalizować koszty. Osoby zatrudnione nie muszą „uczyć się” magazynu, ponieważ robi to za nich system WMS.

Podsumowanie

System WMS to, tak naprawdę, system naczyń połączonych, który nie tylko pozwala zautomatyzować wiele procesów, ale i sprawdza się jako istotny element szeroko pojętej strategii magazynowej. Z pewnością pomoże Ci zbudować model biznesowy, który zwiększy wydajność i przyspieszy działanie Twojej firmy, a do tego zminimalizuje ryzyko rozmaitych pomyłek. Jeśli Twoja firma zaczyna sobie nie radzić z coraz większą liczbą zamówień, WMS Futuriti będzie przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Mercedes-Benz i GROB rozpoczynają „akumulatorową” współpracę

Mercedes-Benz intensyfikuje współpracę z GROB-WERKE na polu technologii produkcji nowej generacji akumulatorów. Tym samym marka spod znaku trójramiennej gwiazdy wzbogaca swoje know-how w tym zakresie i może zwiększyć moce produkcyjne.

Lokalna produkcja akumulatorów jest kluczowym wyróżnikiem Mercedes-Benz i jego elektrycznej ofensywy. Globalna sieć produkcji baterii producenta będzie obejmować 9 fabryk na 3 kontynentach, co podkreśla jego ambicję, aby przed końcem dekady w całości „przestawić się” na zasilanie prądem wszędzie tam, gdzie pozwalają na to warunki rynkowe. W celu uprzemysłowienia produkcji przyszłej generacji akumulatorów Mercedes-Benz intensyfikuje współpracę ze swoim wieloletnim partnerem – niemiecką firmą GROB-WERKE GmbH & Co. KG, liderem na światowym rynku wysoce innowacyjnych systemów produkcji akumulatorów i automatyzacji.

„Globalna sieć produkcji akumulatorów Mercedes-Benz jest kluczowym filarem ofensywy modelowej Mercedes-EQ i podstawą naszej strategicznej zmiany z »pierwszeństwa prądu« na napędy wyłącznie elektryczne. Dzięki naszemu partnerstwu z GROB-WERKE chcemy wykorzystać dalszy potencjał technologii produkcji w zakresie efektywności, cyfryzacji i zrównoważonego rozwoju, a tym samym dalej rozwijać nasze zdolności produkcji akumulatorów” – powiedział Jörg Burzer, członek zarządu Mercedes-Benz AG ds. zarządzania produkcją i łańcuchem dostaw.

Współpraca koncentruje się na wspólnym rozwoju oraz konstrukcji wysokowydajnych instalacji do wytwarzania baterii dla globalnej sieci ich produkcji i obejmuje montaż zarówno modułów, jak i pakietów. W ten sposób Mercedes-Benz wzmacnia swoje możliwości budowania akumulatorów, a przy okazji poszerza know-how w zakresie innowacyjnych technologii produkcji. Systemy produkcyjne firmy GROB-WERKE są już zresztą stosowane w fabrykach akumulatorów Mercedes-Benz. W przyszłości partnerzy będą ściśle współpracować nad rozwojem i budową wysokospecjalistycznych fabryk.

„Mercedes-Benz i GROB-WERKE z powodzeniem współpracują od wielu lat. Dzięki tej współpracy chcemy pozostać silnym partnerem Mercedesa w przyszłości, z wykorzystaniem innowacyjnych koncepcji montowania modułów i pakietów akumulatorów” – powiedział German Wankmiller, prezes zarządu GROB-WERKE GmbH & Co. KG.

Współpraca będzie skupiać się na systemowej technologii przyszłych generacji akumulatorów Mercedes-Benz, które będą stosowane w pojazdach Mercedes-EQ od 2025 r.

Globalna sieć produkcji akumulatorów Mercedes-Benz

Baterie do elektrycznych aut Mercedes-EQ będą w przyszłości dostarczane przez globalną sieć produkcji akumulatorów, obejmującą 9 fabryk w 7 lokalizacjach na 3 kontynentach. Już teraz Mercedes-Benz produkuje akumulatory w swoich zakładach w Kamenz (Saksonia), Hedelfingen (Stuttgart), a także w Bangkoku (Tajlandia), Pekinie (Chiny) oraz Jaworze (Polska). Koledzy z Brühl (Stuttgart) i Tuscaloosy (USA) przygotowują się właśnie do rozpoczęcia produkcji baterii w 2022 r. Ponadto fabryka akumulatorów ma powstać w zakładach w Sindelfingen pod Stuttgartem.

Najbardziej niebezpieczna pułapka inflacji

Od ostatniej stagflacji, której skutki zszokowały inwestorów minęło już czterdzieści lat. Ze względu na wysoką inflację pojawiają się obawy, że taki scenariusz może powtórzyć się właśnie teraz, a będzie wywołany rekordowym drukowaniem pieniędzy.

Stagflacja to wyjątkowo nieprzyjemne zjawisko. To wolny wzrost lub stagnacja gospodarcza w połączeniu z szybkim wzrostem cen. Jak się można domyślać, jest to nieprzyjemne tak dla uczestników życia gospodarczego, jak i dla inwestorów.

– Nie jest to sytuacja częsta, bo zwykle jest tak, że do wygenerowania presji cenowej potrzebny jest wzrost gospodarczy i mocny popyt i dzięki temu firmy mogą podnosić ceny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jeżeli jednak utrwalą się oczekiwania inflacyjne, bo konsumenci akceptują wzrost cen i domagają się podwyżek wynagrodzeń, to może okazać się, że wzrost gospodarczy zwolni, natomiast inflacja nie zatrzyma się. Najsłynniejszy jest okres stagflacji w USA w drugiej połowie lat 70. XX wieku, bardzo nieprzyjemny dla rynków finansowych.

Ostatnio inflacja w wielu krajach na świecie mocno wzrosła (w Polsce w lipcu wynosiła 5,0% r/r). W USA w czerwcu wyniosła 5,4% r/r. Oczywiście przynajmniej częściowo jest ona przejściowa, a do tego popyt jest bardzo silny. W czym więc problem? W tym, że popyt stymulowany jest ekspansją fiskalną niczym podczas wojny i kiedy ten efekt ulegnie wyczerpaniu popyt może nagle się załamać.

Sprzedaż w USA jest znacząco powyżej trendu sprzed pandemii, a to dlatego, że dochody gospodarstw domowych wzrosły skokowo – dzięki programom rządowym.

Sztuczna eksplozja popytu i covidowe restrykcje sprawiły, że dziś problemem dla firm nie jest popyt, a brak dostaw, rąk do pracy i rosnące koszty (i w tym oczywiście mają pomóc zerowe stopy procentowe i dodruk). Ryzyko jest takie, że inflacja się utrwali, a popyt ostatecznie „siądzie”, akurat wtedy, gdy firmy podniosą swoje zdolności produkcyjne.

Rekordowe drukowanie pieniędzy trwa w wielu krajach, a symbolem takiej polityki stał się Fed. Można oceniać, że stał się wzorem dla NBP, skoro w I półroczu 2021 r. dodruk pieniędzy wynosił 53 mld zł, co oznacza wzrost o 7,4 % r/r.

– Ta skrajnie luźna polityka pieniężna NBP, gdy mamy zerowe stopy procentowe na pewno wspiera inflację, sam NBP to przyznaje mówiąc o tym „otwartym” tekstem – komentuje ekspert XTB. – Kwestią dyskusyjna jest czy takie działanie obecnie jest nadal potrzebne i jakie mogą być jego efekty.

Co na to rynki, jak reagują na politykę banków centralnych? Rynek przede wszystkim jest zalany pieniądzem. Zarządzający, rozliczani z benchmarku (takiego jak S&P500) muszą martwić się tym, co zrobić z pieniędzmi aby nie zostać z tyłu, a nie tym, co za kilka miesięcy (a może nawet dalej) wydarzy się z globalną gospodarką. Oczywiście, wszelkie historyczne relacje biją po oczach, ale przy takiej manipulacji stopami procentowymi ze strony banków centralnych inwestorzy muszą zobaczyć, że grunt dosłownie sypie się im pod nogami.

Natomiast Chiny robią rzeczy sprytnie i myślą długofalowo. A to oznacza, że podczas gdy Zachód (szczególnie USA) bezmyślnie pompują popyt, Chiny wciskają hamulec. Ma to sens, bo pozwoli im nieco skorygować własne nierównowagi, jednocześnie korzystając z popytu zagranicznego. Natomiast istnieje ryzyko, że ściągną spowolnienie akurat wtedy, gdy popyt w USA i Europie również wytraci impet.

Czy stagflacja to bazowy scenariusz? Jednak nie. Co wiemy? Polityka pieniężna deformuje proces alokacji zasobów (rządy i nieefektywne firmy wydają pieniądze, których normalnie trafiłyby do efektywnych firm), a ogromny interwencjonizm wywołał skok przejściowego popytu (szczególnie w USA). Jest jasnym, że ten przejściowy popyt spadnie. Jest jasnym, że polityka centralnego planowania, szczególnie gdy priorytetem są krótkowzroczne cele polityczne, jest mniej skuteczna niż alokacja rynkowa prowadzona w ramach rozsądnych regulacji. To przełoży się na wolniejszy wzrost gospodarczy w przyszłości – ale kiedy? Czy już jesienią, bądź z początkiem 2022? Czy rządy nie będą chciały ugrać jeszcze trochę czasu, wymyślając nowe programy pomocowe finansowane dodrukiem? (np. pod przykrywką 4-tej fali) Czy ewentualne spowolnienie nie będzie dezinflacyjne bo spadnie popyt na surowce, a firmy (które w międzyczasie rozbudują zdolności produkcyjne) będą walczyć o klienta? Jesteśmy w sercu (niefortunnego) eksperymentu, który może mieć wielorakie skutki, prawdopodobnie nieopisane jeszcze przez historię ekonomiczną.

– Żyjemy w bardzo nieprzewidywalnym okresie, cykl koniunkturalny został bardzo zaburzony i nie bardzo wiadomo w jakim jego momencie obecnie jesteśmy – dodaje P.Kwiecień. – Tak wysoki popyt nie utrzyma się, to wtedy dowiemy się, gdzie jesteśmy.