Polska gospodarka potrzebuje potencjału seniorów, a tylko co szósty Polak w wieku 60+ pracuje

Zdecydowana większość seniorów (68 proc.) dobrze ocenia swoją kondycję fizyczną, a zaledwie 8 proc. osób w wieku 60+ nie korzysta z urządzeń cyfrowych. Jednocześnie, 68 proc. ma poczucie jakiejś formy wykluczenia społecznego, a ponad połowa (57 proc.) odczuwa gorsze traktowanie na rynku pracy. W 2020 r., wśród Polaków w wieku 60+ pracę zawodową wykonywało tylko 17,7 proc. osób. Zwiększenie aktywności życiowej i zawodowej seniorów będzie możliwe, jeżeli z jednej strony uda się zmienić ich przyzwyczajenia, a z drugiej wykorzenić powszechne stereotypy dotyczące osób starszych – twierdzą analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, autorzy raportu „Behawioralnie o polityce aktywizacji seniorów” oraz policy paper „Srebrząca się gospodarka. Jak uwolnić potencjał seniorów?”.

Głównym celem obu  opracowań poświęconych polityce senioralnej jest diagnoza zakresu aktywności  seniorów ze szczególnym uwzględnieniem ich potencjału społeczno-gospodarczego oraz przedstawienie umocowanych na gruncie nauk behawioralnych rekomendacji, których wdrożenie pomogłoby zoptymalizować wykorzystanie tego potencjału. Do podstawowych barier utrudniających aktywność ekonomiczną seniorów zaliczają się te związane z wykluczeniem społecznym: transportowym, cyfrowym
i zdrowotnym. Barierom strukturalnym towarzyszą ograniczenia behawioralne utrudniające utrzymanie aktywności gospodarczej osób starszych, takie jak np. oddziaływanie negatywnych stereotypów czy poczucie nieprzydatności wśród osób starszych. Zaproponowane przez analityków PIE rekomendacje opierają się zarówno na sprawdzonych empirycznie rozwiązaniach, jak i na inicjatywach szerzej odnoszących się do wyzwań behawioralnych, które warto przetestować w polskim kontekście.

Poprawa jakości polityki senioralnej w Polsce jest zauważalna, ale zbyt powolna. Wciąż brakuje wykorzystania perspektywy lokalnej oraz bardziej skutecznego włączania organizacji pozarządowych w proces aktywizacji seniorów. W organizacjach senioralnych brakuje wyszkolonych i kompetentnych przywódców, motywacji do podejmowania niestandardowych inicjatyw oraz wspólnych działań poszczególnych podmiotów, a skomplikowane procedury rozliczania projektów oraz zlecanie świadczenia niektórych usług społecznych organizacjom spoza obszaru danej gminy przyczyniają się do obniżenia ich efektywności. – mówi Agnieszka Wincewicz, kierownik zespołu ekonomii behawioralnej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Aktywność zawodowa i umiejętności cyfrowe niewystarczające, ale potencjał jest

Zgodnie z danymi Eurostatu, w latach 2005-2019 wskaźnik zatrudnienia wśród mieszkańców UE w grupie osób 55-64 lat wzrósł z 40 proc. do 59 proc. Również w Polsce odnotowano w tym okresie wzrost, z 27 proc. do ok. 50 proc. Jednak obraz wyłaniający się z badań PIE jest mniej optymistyczny. Wynika bowiem z niego, że wśród Polaków
w wieku 60+, pracę zawodową wykonywało 17,7 proc. osób. O ile w grupie 60-64 latków pracujących jest 39 proc., to w przypadku osób w wieku 65 lat i więcej jest to już tylko 6 proc.

Z badań PIE wynika, że poziom ucyfrowienia polskich seniorów jest relatywnie wysoki. 73 proc. osób powyżej 60. roku życia korzysta ze smartfona, a 70 proc. z komputera lub laptopa. Ponadto, zaledwie 8 proc. seniorów nie korzysta z żadnych urządzeń cyfrowych. Częściej ze smartfonów oraz komputerów korzystają młodsi seniorzy (60-64 lata).

Wykluczenie społeczne główną barierą aktywności seniorów

Istotnym problemem wpływającym na aktywność seniorów jest wykluczenie społeczne. Aż 68 proc. osób w wieku 60+ żyje w poczuciu całkowitego lub częściowego wykluczenia,
a zaledwie 12 proc. badanych nie doświadczyło żadnej formy wykluczenia. Najczęściej zgłaszanym problemem jest dyskryminacja na rynku pracy, które dotknęła aż 57 proc. seniorów.

W zdrowym ciele zdrowy duch

Dla skutecznej aktywizacji seniorów konieczne będzie uwzględnienie ich potrzeb oraz barier, z jakimi osoby 60+ się stykają. Ponad 90 proc. seniorów deklaruje, że żyje
w poczuciu sensu życia i lubi dzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi. Aż 85 proc. twierdzi, że lubi się uczyć nowych rzeczy, a 82 proc. uważa, że ma jeszcze w życiu wiele do zrobienia.

Polska gospodarka potrzebuje potencjału seniorów

Ważnym zastrzeżeniem jest jednak w tym przypadku stan zdrowia. Większość seniorów (60 proc.) pozytywnie ocenia swój stan zdrowia, a 68 proc. pozytywnie widzi swoją sprawność fizyczną. Jednak wśród tych, którzy swój stan zdrowia postrzegają jako niekorzystny, występuje również obniżone poczucie sensu życia oraz znacznie słabszy potencjał do doskonalenia umiejętności i rozwoju.

Ewolucja modelu aktywizacji sposobem ograniczania behawioralnych barier aktywności seniorów

Barierom strukturalnym blokującym aktywność seniorów towarzyszą ograniczenia behawioralne utrudniające utrzymanie aktywności gospodarczej osób starszych, takie jak np. oddziaływanie negatywnych stereotypów, częstsze poleganie na uproszczonych metodach wnioskowania, przeciążenia poznawcze, ale także niedostosowanie procesów rekrutacyjnych czy pośrednictwa pracy. Tymczasem popularne stereotypy dotyczące seniorów (mniejsza motywacja do pracy, niechęć do udziału w szkoleniach i rozwoju kariery, niechęć do zmian, nieufność, słaba kondycja zdrowotna i większa trudność w godzeniu obowiązków zawodowych i osobistych) w większości nie znajdują potwierdzenia w badaniach empirycznych. Co więcej, osoby starsze mają często lepsze predyspozycje do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej niż osoby wchodzące w wiek produkcyjny.

Wśród najważniejszych rekomendacji dotyczących możliwości pełniejszego wykorzystania potencjału seniorów, znajdują się przede wszystkim: wdrożenie kompleksowej strategii zwalczającej stereotypy dotyczące seniorów wśród pracodawców i samych seniorów, modyfikacje w procesach pośrednictwa pracy zwiększające szansę powrotu na rynek pracy, wizualizacja konsekwencji możliwego przejścia na emeryturę, wykorzystanie społeczności lokalnych do angażowania seniorów w działalność gospodarczą oraz wprowadzenie mechanizmu stopniowego przechodzenia na emeryturę. Istotnym czynnikiem poprawiającym status seniorów byłyby także działania na rzecz podniesienia ich kompetencji w podejmowaniu decyzji związanych z kontynuacją aktywności zawodowej  – podsumowuje Radosław Zyzik, analityk z zespołu ekonomii behawioralnej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Sektor usług biznesowych stabilizuje gospodarkę

Warszawa, 15 czerwca 2021 r.: Z najnowszego raportu ABSL Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2021 wynika, że tylko w 2020 r., w czasie pandemii w centrach usług biznesowych stworzonych zostało łącznie 13 500 nowych miejsc pracy. Udział sektora w PKB Polski jest szacowany na poziomie 3,5% a wartość eksportu usług na poziomie 22,9 mld USD. Wyniki sektora dowodzą, że jest jednym z filarów stabilizujących polską gospodarkę – podczas, gdy inne sektory notowały spadki, usługi biznesowe cały czas się dynamicznie rozwijały.

Sektor usług biznesowych pomimo pandemii jest wciąż jednym z najszybciej rosnących sektorów polskiej gospodarki. Wzrost zatrudnienia w sektorze wyniósł w ubiegłym roku 3,9%, podczas gdy cała polska gospodarka skurczyła się o 2,7%. W 2020 r. wzrosło zatrudnienie do 355 000, zrealizowane zostały nowe inwestycje i reinwestycje. Działalność rozpoczęły 74 nowe centra usług, które stworzyły 4 800 nowych miejsc pracy. Najwięcej nowych miejsc pracy przybyło w Trójmieście (14,1 tys.), Warszawie i Poznaniu.

Obecnie udział sektora nowoczesnych usług biznesowych w PKB wynosi ponad 3,5%. Ze względu na międzynarodowy charakter usług, gros centrów świadczy usługi na rzecz klientów z całego świata i tym samym sektor pozostaje ważnym eksporterem. Szacunkowa wartość eksportu usług biznesowych w 2020 roku wyniosła prawie 23 mld USD (22.9) co oznacza wzrost o 10.2%. Udział sektora w eksporcie ogółem z uwzględnieniem dóbr kształtuje się na poziomie 6,9%.

Popyt na „kompetencje przyszłości”

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce tworzy obecnie 355 000 miejsc pracy w 1602 centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrach badawczo-rozwojowych (R&D). Najnowsze dane potwierdzają, że systematycznie wzrasta stopień złożoności usług realizowanych w Polsce. Widoczny jest wyraźny trend w kierunku większej roli kompleksowych procesów i dalsze przechodzenie z back-office do middle-office generujące wyższą wartość dodaną. Jednocześnie zmiany wynikające z trendów powodują wzrost popytu na pracowników posiadających kompetencje cyfrowe.

Na rynku pracy widać zwiększone zapotrzebowanie na specjalizacje, które można uznać za kompetencje przyszłości i są one związane z automatyzacją procesów, architekturą chmury, analizą i eksploracją dużych zbiorów danych. Uwagę zwraca zapotrzebowanie na pracowników mogących pełnić globalne funkcje. Kompetencjami stanowiącymi o ich sukcesie są umiejętności miękkie takie jak praca zespołowa, komunikacja czy krytyczne myślenie.

Nasze analizy potwierdzają wzrost kompleksowości zadań wykonywanych w centrach usług, które wymagają coraz wyższych kwalifikacji i kompetencji pracowników. Jednym z głównych wyzwań rozwoju w perspektywie czasu jest dostępność odpowiednio przygotowanych kadr. Do utrzymania konkurencyjności Polski i transformacji z ośrodków rozliczeniowych do centrów wspomagających podejmowanie decyzji, potrzebne są systemowe, często długoterminowe rozwiązania obejmujące poszerzanie bazy talentów. Musimy zadbać o rozwój kompetencji związanych z innowacyjnością, nowoczesnymi technologiami, cyfryzacją, a także o przemyślane rozwiązania zachęcające wysokokwalifikowanych specjalistów do pozostania w Polsce. Brak wykwalifikowanych pracowników, którzy mogliby wprowadzać innowacje jest też postrzegany jako bariera dla rozwoju innowacyjności – podkreśla Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Trójmiasto liderem w tworzeniu nowych miejsc pracy

Wśród głównych ośrodków usług biznesowych w latach 2016-2021 największy procentowy wzrost zatrudnienia odnotowano w Trójmieście (o 88,4 proc., czyli o 14,1 tys. osób), przy czym znaczny wzrost odnotowano również w Warszawie (85,6 proc.) i Poznaniu (72,0 proc.).

Coroczne badanie ABSL obejmujące ocenę czynników, które mają wpływ na prowadzenie działalności w poszczególnych miastach w Polsce wskazują też, że Trójmiasto obroniło pozycję lidera w kategorii percepcji jakości życia – na kolejnych miejsca znalazł się Wrocław i Poznań – oraz lidera w kategorii oceny współpracy z lokalną jednostką obsługi inwestora, gdzie kolejne miejsca zajmują odpowiednio Łódź i Wrocław.

Sektor usług biznesowych jest jednym z kluczowych elementów strategii promocji gospodarczej i pozyskiwania inwestycji dla województwa pomorskiego, realizowanej przez Agencję Rozwoju Pomorza, w ramach inicjatywy Invest in Pomerania. Wzrost zatrudnienia w sektorze na Pomorzu to efekt obiektywnych przewag mających odzwierciedlenie w danych statystycznych, prężnie działających firm będących najlepszymi ambasadorami naszej lokalizacji i wsparcia ze strony powołanych do tego instytucji. Razem z naszymi partnerami samorządowymi, pod patronatem Samorządu Województwa, 10 lat temu podjęliśmy zobowiązanie, że województwo pomorskie będzie regionem stabilnym, bezpiecznym, otwartym i przyjaznym dla wszystkich mieszkańców i gości. Wspierając postawy życzliwości, troski o siebie nawzajem i działania dla dobra wspólnego, tworzymy atrakcyjną przestrzeń do życia dla mieszkańców i do prowadzenia działalności dla przedsiębiorców, zgodnie z deklaracją „Wartości w biznesie i życiu codziennym w Trójmieście i Województwie Pomorskim” przyjętą przez Samorząd Województwa oraz władze poszczególnych miast, tworzących metropolię – mówi Piotr Ciechowicz, Wiceprezes Zarządu Agencji Rozwoju Pomorza S.A.

Od roli naśladowcy do roli innowatora

Z badania ABSL Foresight Strategiczny 2021 wynika, że Polska nie jest już uważana za lokalizację o niskich kosztach, a raczej za lokalizację o optymalnych kosztach w przeliczeniu na wygenerowaną wartość. W najbliższym czasie kluczowe znaczenie będzie mieć zdolność do innowacji, ciągłej komercjalizacji ulepszonych i nowych usług oraz rozwiązań wprowadzanych na rynek światowy, na którym działają już polskie centra. Innowacyjność stanie się dominującą metodą działania.

Z raportu ABSL wynika, że sektor nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce charakteryzuje wysoki poziom innowacyjności. 72,9 proc. przedstawicieli sektora zadeklarowało wprowadzenie innowacji w ciągu ostatnich 3 lat w porównaniu do 26,1 proc. odnotowanych przez GUS w sektorze przedsiębiorstw. Innowacje dotyczyły zmian w produkcie, asortymencie, procesach lub w organizacji firmy. Z analiz wynika, że obecnie jednym z głównych wyzwań sektora usług biznesowych jest przejście od roli naśladowcy do roli kreatora globalnych trendów, co oznacza konieczność znaczącej zmiany mentalności w kierunku większej kreatywności i innowacyjności oraz poszerzania kompetencji decyzyjnych.

Ważnym czynnikiem w rozwoju gospodarki jest rosnący i innowacyjny sektor usług, który wraz z nowoczesnym i konkurencyjnym przemysłem tworzą synergię kluczową dla dalszego rozwoju i przyszłości Polski. Motorami rozwoju obu sektorów będą cyfryzacja, skracanie łańcuchów dostaw oraz pula talentów dostępnych na rynku o kompetencjach dopasowanych do potrzeb biznesu – zaznacza wiceminister rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka.

Popyt na hybrydowe biura

Przyspieszenie cyfryzacji, zmiana modelu pracy na hybrydowy lub całkowicie zdalny, potrzeba poszukiwania nowych talentów, nacisk na rozwój kompetencji miękkich – to główne trendy, które wynikają z raportu ABSL. Post-pandemiczna rzeczywistość będzie wymagała nowych wzorców zachowań i na nowo zdefiniowanej roli biur. Obecnie powierzchnia biurowa jest szacowana na 11,9 mln mkw. Polska jest niekwestionowanym liderem na rynku biurowym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i jednym z globalnych liderów. Pomimo spowolnienia gospodarczego, w 2020 r. oddano do użytku ponad 707 tys. mkw. nowych obiektów, co stanowi poziom porównywalny z 2019 r. Rynki regionalne podążają za rozwojem stolicy i czerpią z tego korzyści, zachęcając jednocześnie inwestorów zagranicznych do otwierania biur regionalnych po uruchomieniu działalności centrali.

O RAPORCIE

Raport został przygotowany przez Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) we współpracy z The Adecco Group, Colliers i Mercer. Patronem honorowym publikacji „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2021” jest Polska Agencja Inwestycji i Handlu. Partnerem merytorycznym publikacji „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2021” w zakresie opracowania danych o sektorze nauki i szkolnictwa wyższego jest Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy.

Rothschild & Co Polska przygotuje spółkę Columbus do IPO

Jedna z największych na świecie niezależnych grup doradztwa finansowego – Rothschild & Co Polska, zapewni spółce Columbus Energy doradztwo w zakresie przygotowania do publicznej oferty akcji

W ostatnich dniach Columbus Energy S.A. podpisał z Rothschild & Co Polska Sp. z o.o. umowę w zakresie pozyskania kapitału udziałowego. Oznacza to, że Spółka rozpoczęła działania związane z przeprowadzeniem oferty publicznej nowych akcji.

Zdecydowaliśmy się na wybór Rothschild & Co Polska jako naszego partnera w procesie IPO, ponieważ chcemy przygotować się do tego procesu jak najrzetelniej i połączyć go  z przeniesieniem notowań na rynek główny GPW. Robimy wszystko, żeby maksymalnie przyspieszyć nasze działania w tym kierunku, a opieka tak uznanej firmy doradczej z pewnością nam w tym pomoże – komentuje Janusz Sterna, Wiceprezes Columbus Energy S.A.

Zarząd Columbus podkreśla, że na tym etapie nie można jeszcze określić wysokości planowanego do pozyskania kapitału, terminu przeprowadzania oferty i jej harmonogramu, ponieważ będzie to wynikało  z kolejnych potrzeb Spółki oraz możliwości rynkowych.

Rothschild & Co to światowy lider w dziedzinie niezależnego doradztwa finansowego. Zatrudnia ponad 3 600 pracowników w ponad 50 biurach na całym świecie. Główne obszary działalności Rothschild & Co to fuzje i przejęcia, pozyskiwanie finansowania, restrukturyzacje oraz transakcje rynku kapitałowego.

Rusza Millennium Bank Hipoteczny

Po uzyskaniu w maju zgody Komisji Nadzoru Finansowego na rozpoczęcie działalności operacyjnej dziś czyli w poniedziałek 14 czerwca startuje Millennium Bank Hipoteczny.

Rozpoczynamy działalność bankową. Millennium Bank Hipoteczny nie będzie samodzielnie udzielał kredytów hipotecznych, lecz będzie  wehikułem do emisji listów zastawnych. Listy zastawne są jednymi z najbezpieczniejszych instrumentów finansowych na świecie oraz najtańszym średnio i długoterminowym źródłem finansowania. Dzięki rozpoczęciu działalności Banku Hipotecznego jako Grupa uzyskamy dostęp do finansowania aktywów za ich pomocą. Pozwoli to na dywersyfikację struktury finansowania dla kredytów hipotecznych w Grupie Banku Millennium – powiedziała Agata Chrzanowska, Prezes Millennium Banku Hipotecznego.

Kapitał zakładowy Millennium Banku Hipotecznego wynosi 40.000.000 zł i został w całości pokryty przez Bank Millennium.

W największych miastach deweloperzy nie nadążają z budową mieszkań

W maju dramatycznie skurczyła się podaż nowych mieszkań. Czy w tej sytuacji warto się pospieszyć się z ich zakupem. Przykład Bydgoszczy wskazuje, że… niekoniecznie. Wyjątkiem jest Warszawa. Perspektywy dla tych, którzy rozważają zakup mieszkania w stolicy są fatalne. Muszą się oni liczyć z tym, że będą kosztowały coraz więcej.

Popyt

W 8 analizowanych przez nas miastach deweloperzy sprzedali w maju łącznie 4661 mieszkań, czyli o 12% mniej niż miesiąc wcześniej. To już kolejny miesiąc, w którym odnotowaliśmy spadek sprzedaży nowych mieszkań.

Tradycyjnie najwięcej – 1727 – znalazło nabywców w Warszawie. Warto jednak podkreślić, że o ile w kwietniu sprzedaż warszawskich deweloperów skurczyła się aż o jedną czwartą w porównaniu z marcem, to w maju mogli oni zacierać ręce, bo ich wynik był o 11% lepszy niż miesiąc wcześniej.

Wyższą sprzedażą mogą się też pochwalić deweloperzy w Łodzi, Bydgoszczy i Katowicach. Podobnego powodu do zadowolenia nie miały natomiast firmy deweloperskie z Wrocławia, Krakowa, Gdańska i Poznania. Spektakularny spadek sprzedaży, aż o blisko 48%, odnotowaliśmy w stolicy Dolnego Śląska. Z drugiej strony kwiecień był dla wrocławskich deweloperów bardzo udany, więc trudno na razie osądzić, czy maj zapoczątkował odwrót kupujących.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Poznaniu. Natomiast w Krakowie i Gdańsku deweloperzy mają już chyba powody do zmartwień, bo sprzedaż maleje tam od dwóch miesięcy. Np. w Gdańsku skurczyła się ona w tym czasie niemal o połowę.Wykres 1

Nie można jednak wykluczyć, że popyt przenosi się do miejscowości okalających aglomeracje, gdzie mieszkania są po prostu tańsze. Np. z pozwoleń na budowę wydanych deweloperom w okresie styczeń-kwiecień 2021 r. wynika, że w okolicach Gdańska najwięcej mieszkań powstanie w powiatach gdańskim i kartuskim. Tymczasem Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że w kwietniu banki udzieliły ok. 22,7 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o blisko 8% mniej niż w marcu.Wykres 2

Także w kolejnych miesiącach nie można wykluczyć spadku akcji kredytowej. Według BIK, w kwietniu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało ponad 50,9 tys. potencjalnych kredytobiorców, czyli o ok. 9% mniej niż w marcu.

Podaż

Niepokoi także podaż nowych mieszkań. W 8 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło łącznie zaledwie 1938 lokali, czyli aż o 58% mniej niż w kwietniu!Wykres 3

Podaż spadła we wszystkich analizowanych przez nas miastach, bez wyjątku. Nawet w tych, w których sprzedaż w maju wzrosła, czyli m.in. w Warszawie i Łodzi.

W Katowicach deweloperzy nie wprowadzili w maju do sprzedaży ani jednego mieszkania. Niepokoi też fakt, że w każdym z tych miast deweloperzy sprzedali więcej mieszkań niż wprowadzili na rynek.Wykres 4

Czy w kolejnych miesiącach będzie ich więcej? Statystyki budowlane GUS dla większości miast mogą napawać optymizmem. Np. krakowscy deweloperzy uzyskali w pierwszych czterech miesiącach tego roku pozwolenia na budowę 4262 mieszkań, czyli przeszło dwukrotnie więcej niż przed rokiem w tym samym czasie.Wykres 5

Niestety, na ryzyko zmniejszenia podaży wskazują dane GUS dla Warszawy i Wrocławia.

Oferta

W maju odnotowaliśmy więc spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Np. warszawscy deweloperzy pod koniec lutego oferowali tu ok. 9,6 tys. mieszkań, zaś pod koniec maja – niespełna 8 tys. Wykres 6

Ceny

Wzrost liczby chętnych na nowe mieszkania w warunkach ich ograniczonej podaży zwykle skutkuje wzrostem cen. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy średnia cena mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła w maju aż o 4%, a w Krakowie i Łodzi – o 3%.

Natomiast w Gdańsku i Poznaniu podwyżki wyhamowały, zaś w Bydgoszczy już drugi miesiąc z rzędu odnotowaliśmy spadek średniej ceny nowych mieszkań.

Wykres 7Pamiętajmy jednak, że sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest dynamiczna. W zależności od dnia, w którym dokonamy pomiaru, te średnie mogą się nieco różnić. Analizowanie zmian w strukturze cenowej mieszkań utrudnia też fakt, że niektóre firmy deweloperskie nie podają ceny ofertowej w swoich ogłoszeniach. W naszych analizach takie lokale nie są więc uwzględnione.

Na podstawie danych, którymi dysponujemy, widać wyraźnie, że w Bydgoszczy deweloperzy starają się dopasować swoją ofertę do oczekiwań i możliwości finansowych nabywców. W tym mieście najchętniej kupowane są mieszkania, których cena nie przekracza 7 tys. zł za m kw.Wykres 8

Deweloperzy zareagowali zwiększeniem podaży właśnie takich mieszkań. W maju stanowiły one aż 55% w puli wprowadzonych na rynek. W efekcie spadła średnia cena mieszkań, a wzrosła ich sprzedaż.Wykres 9

Czy podobnie będzie w innych miastach? Być może odpływ kupujących uświadomi deweloperom, że przekroczyli akceptowalny dla nich próg cenowy. W Łodzi na razie nic na to nie wskazuje. W tym mieście, podobnie jak w Bydgoszczy, najlepiej sprzedają się mieszkania z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw.

Jednak tutejsi deweloperzy wprowadzali w maju do sprzedaży głównie mieszkania w przedziale cenowym 8-9 tys. zł za m kw., na które – póki co – nie było wielu chętnych. Najpewniej to dlatego, że w ofercie łódzkich deweloperów wciąż największy odsetek stanowią mieszkania z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw.

Problem w tym, że w kwietniu stanowiły one 62% wszystkich ofert z ujawnioną ceną, zaś w maju – 57%. Wygląda więc na to, że ci, dla których liczy się każda złotówka, nie powinni zbyt długo zwlekać z podjęciem decyzji zakupowej.Wykres 10

Warto śledzić zmieniającą się strukturę cenową ofert także dlatego, żeby nie dać się zwieść pozornej stabilizacji. Np. w Gdańsku zastopowanie wzrostu średniej ceny (w kwietniu nowe mieszkania podrożały tam średnio o 5%) zawdzięczamy najpewniej temu, że na rynku pojawiły się mieszkania, które najczęściej jej nie przekraczały.

Z kolei bardzo drogich mieszkań, które zawyżają średnią, w maju pojawiło się niewiele. Słaba to jednak pociecha, skoro w ofercie gdańskich firm deweloperskich wyraźnie skurczył się udział mieszkań najtańszych, czyli za mniej niż 8 tys. zł za m kw.

Komentarz eksperta

Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl

Kluczowa dla stabilności rynku mieszkaniowego jest równowaga pomiędzy popytem a podażą. To właśnie ta równowaga przez ostatnie lata zapewniała wzrost polskiej mieszkaniówce. Niestety, wiele wskazuje na to, że właśnie runęła. W Warszawie powinien już głośno zabrzmieć sygnał SOS. Deweloperzy oferują tu bowiem tylko niespełna 8 tys. mieszkań. Hipotetycznie wyprzedałyby się one w niespełna pięć miesięcy, gdyby budowy stanęły. Tymczasem o równowadze rynkowej można mówić wtedy, gdy zapasy mieszkań wystarczają na rok, góra półtora roku sprzedaży.

 

Obecna sytuacja nie jest na rękę ani kupującym, bo płacą za mieszkania coraz więcej, ani deweloperom, którym zależy na stabilnym rozwoju. Niektórzy decydują się na sprzedaż projektów funduszom i firmom inwestującym w mieszkania na wynajem. Np. Budimex Nieruchomości sprzedał w maju szwedzkiej firmie Heimstaden Bostad 13 projektów realizowanych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. W tych miastach w sprzedaży nie pojawi się więc prawie 2,5 tys. mieszkań. Na zlecenie inwestorów budują je także m.in. Echo Investment, Vantage Development, Eiffage Immobilier, Marvipol Development, Matexi Polska, czy Golub Gethouse.

Skoro popyt na mieszkania jest duży, to dlaczego więc deweloperzy nie budują ich więcej? Twierdzą, że skrzydła podcina im zbyt mała podaż gruntów oraz nadmierna biurokracja. Najwyższy czas zadać pytanie miejskim urzędnikom: czy i co robią w tej sprawie?

Polityka pieniężna to nowy sport narodowy

W okresie wielkich imprez sportowych z udziałem narodowej reprezentacji polscy kibice przechodzą przemianę w sezonowych ekspertów w danej dyscyplinie, którzy dla obrony wyższości swoich opinii gotowi są przejść do rękoczynów. Mam wrażenie, że w ostatnich tygodniach nowym sportem narodowym stała się polityka pieniężna. Nie brakuje głosów, co Narodowy Bank Polski powinien (lub musi) zrobić, często zapominając, że za taktykę odpowiada trener. Znaczy prezes.

Mistrzostwa świata w walce z inflacją trwają, a wynik Polski po maju to 4,8 proc. r/r. Jak jednak mogliśmy się przekonać po piątkowej konferencji prasowej prezesa NBP Adama Glapińskiego nie są planowane zmiany w taktyce. Prezes w dalszym ciągu nie jest zaniepokojony wysoką inflacją i w jego ocenie w maju został osiągnięty szczyt, a wszystkie prognozy wskazują na spadek inflacji w przyszłym roku. Podtrzymał zdanie, że inflacja powyżej celu wynika wyłącznie z negatywnych szoków podażowych i czynników spoza oddziaływania polityki pieniężnej. W rezultacie nie ma mowy o przyspieszonej normalizacji polityki pieniężnej, gdyż jest na to za wcześnie. Uzasadnieniem dla utrzymywania niskich stóp procentowych jest dbanie o ożywienie, które choć przyspiesza, to niepewność dotycząca prognoz pozostaje wysoka. W rezultacie spekulacje o sygnalnej podwyżce stóp procentowych są bezzasadne, taki krok byłby nieskuteczny i nie zwiększyłby wiarygodności prowadzenia polityki pieniężnej. Prezes przypomniał też, a o czym zapomnieli niektórzy obserwatorzy, że elastyczność programu skupu aktywów działa w obie strony, nie tylko poprzez zwiększanie zakupów. Odrzucenie ofert na majowym przetargu wynikało z rażąco wysokich cen przedstawionych przez banki i nie sygnalizuje startu procesu wygaszania programu skup aktywów. Prezes dodał też, że program będzie musiał zostać zawieszony zanim dojdzie do podwyżki stóp procentowych.

Wszystko, co przekazał prezes Glapiński brzmiało gołębio, ale też nie była to zmiana nastawienia prezesa. Negatywna reakcja złotego (EUR/PLN wzrósł do 4,50) bierze się wyłącznie z tego, że uczestnicy rynku przesądzili ścieżkę, która będzie musiał podążać bank centralny. Przeświadczenie o wyższości swojej ekspertyzy przesłoniła prawdę, kto faktycznie podejmuje decyzje. Tak jak w sporcie, rozczarowania biorą się z wygórowanych oczekiwań i spodziewam się, że w kolejnych miesiącach dyskusja o słuszności prowadzonej przez NBP polityki nie przycichnie. Różnica zdań między prezesem Glapińskim a rynkiem będzie generować niepotrzebną zmienność złotego. I celowo wskazuję na samego prezesa. By przełamać jego opór do podwyżki stóp procentowych wcześniej niż w połowie przyszłego roku potrzeba aż sześciu z dziesięciu członków Rady Polityki Pieniężnej (w przypadku remisu głos prezesa jest decydujący), a takiej siły w RPP obecnie nie ma. Dziś rano dwóch członków RPP wprawdzie sugeruje, że do rewizji polityki może dojść wcześniej (wrzesień – Kropiwnicki, listopad – Łon), ale póki prezes Glapiński nie da sygnału, że takie opcje mogą być w grze, komentarze członków można traktować tylko jako szum. Trener… znaczy prezes jest jeden.

Usunięcie z wyceny złotego premii za jastrzębi zwrot NBP niemal w całości już się dokonało, ale polska waluta będzie teraz bardziej podatna na ewentualne negatywne impulsy zewnętrzne. Na horyzoncie najważniejszym jest oczywiście posiedzenie FOMC (wt-śr), gdzie wprawdzie punktem wyjścia jest gołębi przekaz, ale jednocześnie oznacza to większe zaskoczenie w przypadku wystąpienia jastrzębich wzmianek. Wzrostowa reakcja dolara to zawsze zła wiadomość dla waluty rynków wschodzących. Dziś jednak rynek może się pokusić o kupowanie złotego po cenach niewidzianych od co najmniej dwóch tygodni.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Vercom z programem motywacyjnym na lata 2021-2024

Spółka Vercom ogłosiła program motywacyjny na lata 2021-2024 dla kluczowych menedżerów oraz wszystkich pracowników Grupy. Zakłada on m.in. osiągnięcie 37 mln zł znormalizowanej EBITDA w 2021 r. oraz istotny wzrost kapitalizacji. Jego głównym celem jest budowa wartości Spółki oraz umożliwienie pracownikom partycypacji w tym wzroście.

Jesteśmy spółką technologiczną, gdzie największą wartością są nasi pracownicy, ich wiedza, doświadczenie i know-how. Pracujemy z najlepszymi ludźmi na rynku w tej branży i takich też chcemy przyciągać. Naturalnie program motywacyjny jest jednym z kluczowych elementów ekosystemu benefitów, które oferujemy naszym pracownikom. Dzięki temu liczymy na ich rozwój oraz umożliwienie partycypacji we wzroście wartości firmy, którą na co dzień budują. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

W programie motywacyjnym uczestniczą wszyscy pracownicy i współpracownicy Grupy, bez względu na formę zatrudnienia, łącznie blisko 100 osób. Każdy z pracowników stał się poniekąd współwłaścicielem firmy, co także jest wyrazem podziękowania za 15-letnią historię budowania Grupy Vercom. Realizacja programu motywacyjnego będzie polegała na przyznaniu warunkowego prawa do nabycia indywidualnie określonej przez zarząd (w przypadku zarządu przez radę nadzorczą) liczbie akcji Vercom po cenie nominalnej z puli 126 850 akcji uprzednio nabytych przez Spółkę. Osoby biorące udział w programie motywacyjnym będą uprawnione do realizacji odpowiednio 40 proc. łącznej liczby przyznanych uprawnień w związku z realizacją celu wynikowego, analogicznie 20 proc. w przypadku spełnienia celu rynkowego i 40 proc. w odniesieniu do celu indywidualnego.

Cel wynikowy zakłada wartość znormalizowanej EBITDA* 37 mln zł w 2021 r., 45 mln zł w 2022 r., 60 mln zł w 2023 r. i 75 mln zł w 2024 r. Z kolei cel rynkowy odnosi się do zachowania kursu akcji Vercom na GPW. W 2021 r. cel ten będzie spełniony jeśli średnia arytmetyczna kursów akcji na zamknięciu dnia sesyjnego od pierwszego dnia notowania akcji do 31 grudnia 2021 r. nie będzie niższa niż 115 proc. ceny emisyjnej akcji serii D (45 zł). W 2022 r. nie niższym niż 120 proc. odpowiednio wyznaczonego kursu w 2021 r. Analogicznie w 2023 i 2024 r. nie niższym niż 120 proc. kursu akcji wyznaczonego odpowiednio w 2022 r. i 2023 r. Cele indywidulane będą określane indywidulanie według uznania zarządu, z uwzględnieniem charakteru zajmowanego stanowiska i wykonywanej pracy.

Status spółki publicznej umożliwia nam efektywną realizację programu motywacyjnego. Dlatego zaoferowaliśmy 84 472 uprawnień do nabycia akcji po cenie nominalnej 0,02 zł. Patrząc na aktualny kurs akcji uważamy, że jest to jeden z atrakcyjniejszych programów motywacyjnych na rynku z realnymi do osiągnięcia założeniami. Dzięki temu chcemy docenić naszych kluczowych pracowników i wzmocnić ich więzi z Grupą Vercom. – dodaje Adam Lewkowicz, wiceprezes zarządu Vercom.

Warunkiem uczestnictwa w programie będzie podjęcie przez zarząd uchwały w sprawie włączenia osoby do programu. Oprócz wyżej wymienionych celów, pod uwagę będzie brane także kryterium lojalnościowe, które zakłada związanie ze Spółką przez minimum 12 miesięcy od czasu realizacji uprawnień z programu motywacyjnego.

Połączenie Zortrax z notowanym na NC Corelens stało się faktem

Połączenie Zortrax z notowaną na NewConnect spółką Corelens stało się faktem – 14 czerwca Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy, XIV Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego dokonał wpisu w rejestrze przedsiębiorców KRS połączenia obu spółek. Po dokonaniu wpisu rozpoczną się kolejne formalne działania dotyczące wprowadzenia nowo emitowanych akcji Spółki do obrotu na NewConnect.

Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy, XIV Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego 14 czerwca dokonał wpisu w rejestrze przedsiębiorców KRS połączenia Corelens z dostarczającą kompleksowe rozwiązania w zakresie druku 3D firmą Zortrax. Zgodnie z podpisanym 30 września 2020 roku Planem Połączenia zostało ono dokonane poprzez przeniesienie całego majątku (na zasadach sukcesji uniwersalnej) Zortrax (spółka przejmowana) na Corelens (spółka przejmująca) w zamian za akcje, które Corelens wyemitował dla akcjonariuszy Zortrax. Corelens zmienił jednocześnie swoją nazwę na Zortrax. Emisja była dokonana z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy spółki przejmowanej. W związku z połączeniem nastąpiło podwyższenie kapitału zakładowego Spółki z dotychczasowej kwoty 348.500,00 zł do kwoty 11.542.250,00 zł.

Z optymizmem patrzymy w przyszłość i krok po kroku realizujemy naszą strategię biznesową osiągając wyznaczone cele. Uzyskanie statusu spółki publicznej pozwoli nam zwiększyć transparentność, przejrzystość biznesu oraz uzyskać wycenę rynkową spółki – mówi Małgorzata Misiewicz, Prezes Zarządu połączonych spółek.

Dotychczasowa działalność Corelens stanie się jedną z linii biznesowych Zortrax w segmencie healthcare.

Uważnie obserwujemy globalne trendy i zmieniające się otoczenie rynkowe, analizujemy sytuację, a to z kolei wskazuje nam atrakcyjne obszary biznesowe dla naszych rozwiązań w zakresie druku trójwymiarowego. Widzimy ogromny potencjał w dynamicznie rozwijających się branżach. W ostatnich miesiącach zwiększamy swoją obecność na rynku stomatologicznym poprzez spółkę Zortrax Dental, myślimy w przyszłości o rozwijaniu się w sektorze kosmicznym. Wykorzystujemy własne możliwości, zasoby i know-how, oferując rozwiązania w zakresie druku 3D dla atrakcyjnych biznesowo sektorów –  dodaje Małgorzata Misiewicz.

W 2021 roku została zawiązana spółka zależna – Zortrax Dental, która ma zajmować się rozwojem oferty dedykowanej klientom z branży stomatologicznej, protetycznej i ortodontycznej, rozbudową sieci dystrybucji, działalnością B+R w obszarze oprogramowania i urządzeń dedykowanych branży stomatologicznej.

W ostatnich tygodniach producent drukarek 3D poinformował o podpisanej umowie między Zortrax i Skriware. W ramach współpracy  firmy planują wyposażenie szkół w Irlandii w laboratoria SkriLab, w skład których wchodzą m.in. drukarki 3D Zortrax M200 Plus, a także wspólne przygotowanie oferty zgodnej z wymogami rządowego programu Aktywna Tablica. Program ten daje możliwość dofinansowania 4,5 tys. polskich szkół, dzięki czemu w wielu z nich pojawić może się nowoczesne laboratorium edukacyjne SkriLab, wartość umowy pomiędzy Zortrax i Skriware to ok. 4,8 mln zł.

Dolar się umacnia; rynek obligacji nie przejmuje się danymi o inflacji

Raport o inflacji w USA przyćmił czerwcowe posiedzenie EBC, ale reakcja rynku była, delikatnie mówiąc, sprzeczna z intuicją. Mimo że inflacja w Stanach wynosi obecnie 5% w skali roku, a wiele cen nadal rośnie, inwestorzy zaakceptowali retorykę Rezerwy Federalnej o tymczasowości tego stanu. W konsekwencji doszło do spadku rentowności amerykańskich obligacji.

W przypadku rynków wschodzących sytuacja była zróżnicowana. Generalnie najgorzej radzące sobie w tym roku waluty odnotowały dobry tydzień, zaś radzące sobie najlepiej – zły, co według nas wygląda na zamykanie pozycji.

Wszystkie oczy są teraz zwrócone ku czerwcowemu posiedzeniu Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, 16 czerwca wieczorem. Deklaracja decydentów zakładająca ignorowanie odczytów inflacji w krótkim terminie będzie wystawiona na próbę ze względu na wyjątkowo wysokie wyniki z ostatnich dwóch miesięcy. Mimo to oczekujemy, że Fed dotrzyma słowa i odsunie poważną dyskusję na temat ograniczenia skali zakupów na wrzesień, kiedy będzie mieć jaśniejszy obraz sytuacji.

W środę poznamy także odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii w maju, który pokaże, do jakiego stopnia otwarcie gospodarki powoduje podobną presję cenową jak w USA. Z kolei w piątek odbędzie się posiedzenie Banku Japonii, w kontekście którego nie oczekuje się żadnych istotnych decyzji.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu wyraźnie osłabił się w parze z euro, tracąc blisko 1%. Słabość waluty, która uprzednio doświadczyła wielu tygodni aprecjacji, należy wiązać przede wszystkim z dwiema kwestiami: po pierwsze, gołębim polskim bankiem centralnym, po drugie, z wyraźnym umocnieniem dolara amerykańskiego pod koniec tygodnia.

Rada Polityki Pieniężnej w komunikacie po środowym posiedzeniu położyła silny nacisk na kwestię tymczasowości czynników stojących za wzrostem cen oraz nie wspomniała o możliwości zacieśniania polityki pieniężnej. W piątek, odpowiadając na wybrane pytania dziennikarzy na konferencji prasowej, przewodniczący RPP Adam Glapiński odniósł się do tej kwestii, niemniej z jego tonu nie wynikało, aby zmiana stóp procentowych była bliska. Obecna retoryka decydentów może hamować umocnienie złotego, niemniej, biorąc pod uwagę, że docelowo, po znormalizowaniu sytuacji gospodarczej, cykl podwyżek powinien się rozpocząć, nie sądzimy, żeby miała potencjał do istotnego osłabienia waluty. W kontekście zachowania złotego w najbliższych dniach będziemy zwracać uwagę przede wszystkim na sytuację zewnętrzną.

EUR

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Europejski Bank Centralny podczas posiedzenia 10 czerwca nie wprowadził żadnych zmian w swojej polityce, a jego prezes Christine Lagarde przyjmowała naprzemiennie niezobowiązujący i nieco gołębi ton. Opublikowano jednak wyraźne rewizje w górę prognoz inflacji i wzrostu PKB w 2021 r. – co ważne, EBC przewiduje powrót gospodarki strefy euro do poziomu sprzed pandemii do końca tego roku. Bank, podobnie jak Fed, postrzega inflację jako przejściową. Tempo skupu aktywów w ramach programu PEPP pozostaje bez zmian.

Podsumowując, jest to gołębi wynik. Spodziewamy się, że debata między jastrzębiami i gołębiami w EBC zyska na sile i stanie się istotna w czasie wrześniowego posiedzenia. Jest prawdopodobne, że dane o inflacji do tego czasu będą zaskakiwać w górę.

USD

Reakcja rynku na nad wyraz wysoką inflację w USA była dla nas nieco zaskakująca. Jedyne, lecz niezadowalające, wyjaśnienie tej sytuacji to „regulowanie pozycji” przez inwestorów. Rentowności obligacji znacznie spadły, mimo że inflacja osiągnęła poziom 5% w ujęciu rocznym, a co prawdopodobnie istotniejsze, inflacja bazowa wyniosła 3,8% w skali roku i aż 8,3% w ujęciu zanualizowanym w okresie ostatnich trzech miesięcy. Po tych wydarzeniach dolar doświadczył lekkiego umocnienia, zaś inwestorzy czekają z podjęciem decyzji na kluczowe posiedzenie Fedu w tym tygodniu.

Retoryka przewodniczącego Jerome’a Powella prawdopodobnie pozostanie gołębia i lekceważąca wzrosty inflacji. Spodziewamy się jednak zmian w dot plocie, obrazującym oczekiwania każdego z członków FOMC dotyczące tego, jak wysokie będą stopy procentowe na koniec każdego z najbliższych trzech lat. Uważamy, że większość będzie spodziewać się ich wzrostu nie później niż w 2023 r. Widzimy też możliwość, by rynek obligacji utracił wszystkie zeszłotygodniowe zyski, a nawet więcej, co może mieć dość nieprzewidywalny wpływ na dolara.

GBP

Najważniejsza publikacja z Wielkiej Brytanii opublikowana w zeszłym tygodniu, czyli miesięczny raport o PKB, była dość dobra. Okres luty–kwiecień przyniósł wzrost PKB o 1,5% w porównaniu do spadku o 1,5% w pierwszym kwartale tego roku, co obrazuje pozytywny wpływ zniesienia lockdownu na aktywność w gospodarce. Było to w dużej mierze zawarte w cenie funta, więc nie doświadczył on w zeszłym tygodniu istotnych zmian względem innych walut G10.

Publikowany we wtorek 15 czerwca raport dotyczący zatrudnienia będzie pokazywał obraz zaburzony przez różne systemy wsparcia i nie spodziewamy się, by miał wpływ na rynek. Inaczej może być jednak ze środowymi danymi o inflacji. Niespodzianki w tym zakresie stają się wszędzie normą i jeśli podobnie będzie w Wielkiej Brytanii, na rynku mogą narastać głosy, że Bank Anglii zacieśni politykę wcześniej, niż oczekiwano, co byłoby pozytywne dla funta.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu poszybował w górę, co było możliwe dzięki istotnemu spadkowi rentowności amerykańskich obligacji. Dziesięcioletnie w pewnym momencie obniżyły się do 1,43%, a szwajcarska waluta wzrosła do najsilniejszej pozycji względem euro od lutego.

W tym tygodniu uwaga będzie zwrócona ku Szwajcarskiemu Bankowi Narodowemu. Raczej nie zobaczymy większych zmian w jego ocenach, ale rewizja w górę projekcji inflacji wydaje się dość prawdopodobna, szczególnie ze względu na wzrost cen ropy. Biorąc pod uwagę, jak wrażliwy na zmiany rentowności amerykańskich obligacji jest frank, waluta może reagować na sygnały płynące z Fedu, który w środę znajdzie się w centrum uwagi inwestorów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Adam Glapiński trzęsie rynkiem

Wystąpienie publiczne prezesa NBP słusznie było umieszczane w kalendarzach danych makroekonomicznych. Informacja o braku możliwości podwyżek stóp procentowych doprowadziła do osłabienia złotego.

Prezes NBP w centrum uwagi

Piątkowe wystąpienie prezesa NBP nie było obojętne dla rynków walutowych. Starał się on obniżyć oczekiwania inwestorów względem podwyżki stóp procentowych. Zanegował on nawet symboliczne ich podwyższenie. Wyklucza to zatem nawet taki scenariusz jak podwyżka z 0,1% na 0,25%. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Odwrót od złotówki był natychmiastowy. Do końca dnia euro podrożało względem złotego o 3 grosze. W górę szły też pozostałe waluty.

Lepsze dane zza oceanu

W piątek poznaliśmy lepszy od oczekiwań indeks Instytutu Michigan. Wynik 86,4 punktów był aż o 2,9 pkt lepszy od przewidywań analityków. Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów na rynku dane te wreszcie miały wpływ na kursy walut. W rezultacie za jedno euro trzeba było płacić już zaledwie dolara i dwadzieścia jeden centów. Dolar podrożał również względem złotego. Było to kumulacją działań prezesa NBP oraz ruchu na EURUSD. Poziom 3,72 zł jest najwyższy od połowy maja.

Kolejny rekord cen ropy

Czarne złoto notowane w USA przebiło poziom 71 dolarów. Są to najwyższe poziomy od dwóch lat, a prognozy mówią o dalszych wzrostach. Z drugiej, strony patrząc na notowania kontraktów terminowych, to im późniejszy kontrakt tym jest on tańszy. Konsensus rynkowy jest zatem niższy niż i wynosi w perspektywie roku około 66 dolarów. Wzrosty ropy przekładają się zwyczajowo na umocnienie rosyjskiego rubla. Od początku czerwca rosyjska waluta podrożała z 5 groszy na 5,14 grosza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Lawinowo rośnie liczba spraw frankowych wnoszonych do nowego wydziału Sądu Okręgowego w Warszawie

Jak wynika z danych Sądu Okręgowego w Warszawie, w ostatnich dwóch miesiącach do nowo utworzonego wydziału dla frankowiczów wpłynęło ponad 6,4 tys. pozwów. Z tego prawie 3 tys. przesunięto z innych wydziałów. Zatem rzeczywistego wpływu było blisko 3,5 tys. W analogicznym okresie ub.r. wniesiono o ok. tysiąc spraw mniej. Niemniej komentujący to prawnicy pozytywnie oceniają pierwsze działania nowego wydziału. Jednak nie spodziewają się, że kilka tysięcy spraw zostanie natychmiast rozpatrzonych. Według rynkowych prognoz, liczba nowych z pewnością nie będzie malała, tym bardziej że na postepowanie sądowe zdecydowało się dopiero niecałe 10% frankowiczów. Widać więc, że rezerwy są dość duże.  

Od 1 kwietnia do 31 maja ub.r. do wydziałów Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęły 2572 sprawy frankowe. Natomiast w analogicznym okresie br. odnotowano aż 6417 spraw wpływu statystycznego. W tym 2923 wpisano ponownie, tj. przekazano z różnych wydziałów do nowego, utworzonego do tego typu postępowań. To oznacza, że faktycznie zarejestrowano 3494 rzeczywistych spraw.

– Wzrost liczby spraw frankowych wynika z ogromnego społecznego i medialnego zainteresowania tym tematem. Sądy powszechne w całej Polsce rozpoznają ich bardzo wiele. Kwestie te są też przedmiotem szeroko relacjonowanych rozstrzygnięć TSUE czy Sądu Najwyższego. Informacje o ich wynikach są jawne i docierają do osób, które łączą z bankami tego rodzaju umowy. Brak porozumienia co do sposobu rozwiązania powstałego na tym tle sporu powoduje, że kredytobiorcy decydują się na drogę sądową – relacjonuje Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z kolei zdaniem adwokata Jakuba Bartosiaka z warszawskiej Kancelarii MBM Legal, czynnikiem motywującym do składania pozwów jest utrzymujący się – pomimo medialnego szumu – brak propozycji ugodowych ze strony banków. Obecnie jedynie dwa podmioty są skłonne do jakichkolwiek rozmów. Jednak dzieje się to już na etapie sądowym, a proponowane warunki bardzo rzadko są atrakcyjne dla frankowiczów. Według eksperta, w ostatnim czasie przybyło spraw, ponieważ wiele osób czekało z pozwem właśnie do utworzenia nowego wydziału. Chcieli mieć pewność, że ich sprawy trafią do sędziów znających temat kredytów frankowych.

– Samo utworzenie XXVIII Wydziału Cywilnego nie powinno mieć znaczenia dla wpływu spraw, zwłaszcza że funkcjonuje on zaledwie 2 miesiące, a przygotowanie powództwa z reguły trwa nieco dłużej. Nowe rozwiązanie organizacyjne powstało jako skutek wpływu dużej liczby tego rodzaju spraw. Wydział został utworzony w celu sprawnego ich rozpoznawania przez wyspecjalizowanych sędziów i stosuje dokładnie te same przepisy co inne sądy w Polsce. Dodam też, że nie było żadnych przeszkód do składania pozwów w sprawach frankowych przed 1 kwietnia 2021 roku – komentuje sędzia Urbańska.

Pojawia się zatem pytanie, czy nowy wydział dla frankowiczów wraz z jego wszystkimi zasobami podoła szybkiemu rozpatrywaniu ponad 6 tys. spraw. Niektórzy eksperci przewidują, że jeszcze przez kilka lat liczba kolejnych spraw kredytowych wpływających do sądu nie będzie malała. Może nawet rosnąć, biorąc pod uwagę to, że zdecydowana większość frankowiczów jeszcze nie zaczęła dochodzić swoich praw.

– Pierwsze działania wydziału frankowego pozwalają na delikatny optymizm. Sprzyja temu to, że Sąd Najwyższy i TSUE doprecyzowały przesłanki nieważności umów kredytowych. W efekcie kredytobiorcy wyrażają wolę unieważnienia umowy, a sędziowie coraz częściej przychylają się do tego stanowiska. Dzięki temu postępowanie dowodowe może być szybkie. Sprawę można rozpoznać i zakończyć na jednej rozprawie, a nawet na posiedzeniu niejawnym. Jeśli taka procedura będzie powszechnie stosowana, czas rozpoznawania spraw znacząco się skróci. Być może wpłynie to także na gotowość banków do zawierania ugód – twierdzi mec. Anna Wojdyna z Kancelarii MBM Legal.

Zgodnie z danymi Sądu Okręgowego w Warszawie, w ubiegłym roku w stolicy rozpatrywano aż 60-70% spraw frankowych z całego kraju. Trzeba podkreślić, że w ostatnich latach kredytobiorcy decydowali się na wniesienie sprawy przeciwko bankom do ww. sądu, ponieważ taki panował trend. Sędziowie orzekający tam mieli też największe doświadczenie w tego typu procesach. Jak wynika z obserwacji ekspertów z MBM Legal, coraz częściej jednak kredytobiorcy decydują się na wniesienie takiego pozwu, według właściwości swojego miejsca zamieszkania, a nie siedziby banku, jak to było wcześniej.

Dobre praktyki funkcjonowania rad nadzorczych powinny być dopasowane do możliwości spółki

Rady nadzorcze i komitety audytu to obecnie nie tylko organy ściśle kontrolne, ale także jednostki, które mogą mieć realny wpływ na funkcjonowanie organizacji. Uczestnicy debaty „Dobre praktyki komitetów audytu – nowe wyzwania”, będącej częścią konferencji „Nowoczesne Rady Nadzorcze”, zgodzili się, że wśród polskich komitetów audytu szczególnie wyróżniają się te z instytucji finansowych, podczas gdy spółki z innych branż dopiero rozwijają się w tym obszarze. Jak wskazują eksperci Deloitte – współorganizatora debaty, ze względu na rosnącą częstotliwość występowania sytuacji kryzysowych, jednym z zadań rad nadzorczych musi być przygotowanie organizacji do wszelkich niespodziewanych zdarzeń, które mogą zaburzyć jej funkcjonowanie.

Komitet audytu wybierany jest spośród członków rady nadzorczej, a obowiązki tego organu kojarzą się głównie ze sporządzaniem sprawozdań finansowych. W czasie debaty „Dobre praktyki komitetów audytu – nowe wyzwania” Krista Parsons, liderka programu Komitety Audytu, Deloitte US zaznaczyła, że ich zadania są zdecydowanie bardziej rozbudowane i zróżnicowane. Oprócz wspomnianych kwestii finansowych, w Stanach Zjednoczonych są to: nadzór nad ryzykiem, audytem, a także kwestie związane z etyką i zgodnością działania (z ang. compliance).

Rynek amerykański działa w monistycznym modelu zarządzania spółkami. Oznacza to, że funkcjonuje tam tylko jeden organ zarządzająco-nadzorczy, jakim jest Rada Dyrektorów. Natomiast w Polsce mamy do czynienia z systemem dualistycznym, czyli z wyraźnym oddzieleniem funkcji zarządzania i nadzoru. Jeśli chodzi o zadania komitetów to są one bardzo zbliżone do rynku amerykańskiego. Główne zadania polskich komitetów audytu to nadzór nad sprawozdawczością, monitorowanie skuteczności systemów kontroli wewnętrznej, systemu zarządzania ryzykiem i zgodności działania, nadzór nad audytem zewnętrznym. Warto zaznaczyć, że zakres obowiązków stale się zwiększa – mówi Dorota Snarska-Kuman, partner w dziale Audit & Assurance, liderka programu Rady Nadzorcze, Deloitte.

Eksperci wskazali, że ze względu na dosyć późno wprowadzone regulacje dotyczące obowiązku posiadania komitetu audytu w spółce, polski rynek w tym obszarze jest jeszcze niedojrzały.

Instytucje finansowe na czele

Są jednak spółki, które z powodzeniem działają zgodnie z dobrymi praktykami stosowanymi na bardziej rozwiniętych rynkach. To głównie firmy z branży finansowej, które czerpią doświadczenie m.in. od swoich inwestorów zagranicznych. W przypadku instytucji finansowych w komitetach audytu często zasiadają przedstawiciele akcjonariuszy, którzy mają bardzo duże doświadczenie i wiedzę na temat ładu korporacyjnego i dobrych praktyk funkcjonowania organizacji. Natomiast komitety audytu, które nie mają wzorców zagranicznych, często korzystają tylko z praktyk obecnych na polskim rynku i nie są tak rozwinięte.

Z perspektywy banku można powiedzieć, że jesteśmy przyzwyczajeni do wszelkich regulacji związanych z szeroko pojętym ładem korporacyjnym. Mamy do czynienia z ugruntowaną agendą rady nadzorczej i wysoką transparentnością wszystkich działań. Z kolei w przypadku instytucji niefinansowych należy zastanowić się, jakie priorytety ma obecnie spółka, a obowiązkiem komitetów audytu jest zaadresowanie najważniejszych zadań w pierwszej kolejności. Bez względu na branżę, najważniejsza jest jednak dobrze zbudowana agenda, dostosowana nie tylko do regulacji i dobrych praktyk, ale odpowiadająca na wyzwania stojące przed spółką. A odpowiedź powinna być adekwatna do sytuacji finansowej spółki, jej otoczenia zewnętrznego czy kultury organizacyjnej – mówi dr hab. Agnieszka Słomka-Gołębiowska, przewodnicząca rady nadzorczej, mBank.

Zadania na miarę możliwości

Eksperci zgodzili się, że przeszkodą jest brak dopasowania dobrych praktyk i zadań komitetów audytu do wielkości organizacji czy branży. – Większość spółek obecnych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie należy w skali europejskiej do mikroprzedsiębiorstw. Z mojego doświadczenia wynika, że zadania dla komitetów audytu powinny być dostosowane do skali działalności danej spółki oraz stopnia ryzyk tej organizacji. Brakuje praktyk, które byłyby stworzone na miarę spółek, które obserwujemy na polskim rynku, czyli małych i niedoświadczonych. Jestem przekonany, że komitet audytu powinien funkcjonować nawet w mikrofirmach, ale zakres działalności musi być dostosowany do możliwości każdej organizacji – mówi dr Wiesław Rozłucki, prezes zarządu, Fundacji Polski Instytut Dyrektorów.

Kluczem do sprawnego funkcjonowania komitetu audytu jest również wybór odpowiednich osób, które będą w nim zasiadać. Powinny posiadać nie tylko odpowiednią wiedzę i kwalifikacje, ale również pewne cechy charakteru, które pozwolą im sprawnie wykonywać liczne obowiązki.

Ustalenie składu rady nadzorczej i komitetu audytu to zadanie dla akcjonariuszy. Ustawa o biegłych rewidentach ściśle określa, jaką strukturę powinien mieć komitet audytu, jakimi umiejętnościami i kwalifikacjami powinny się cechować osoby wybrane do pełnienia tej funkcji. Jednak to sam kandydat powinien być pewny, że ma dostateczną wiedzę, ale również gotowość do wykonywania tak wielu zadań. Obecnie nie wystarczy jedynie zasiadać w radzie czy komitecie audytu, na pierwszym miejscu należy postawić działanie – mówi Agnieszka Gontarek, dyrektor działu emitentów, Giełda Papierów Wartościowych S.A.

Przygotowanie do kolejnych wyzwań

Uczestnicy debaty zgodzili się, że częstotliwość sytuacji kryzysowych w ciągu ostatnich 15 lat drastycznie wzrosła. – Dlatego właśnie rady nadzorcze i komitety audytu muszą być zawczasu przygotowane na wszelkie ryzyka. W tym przypadku warto również współpracować z zarządem, bo to właśnie ten organ powinien mieć przygotowany plan zarządzania kryzysowego. Muszą to być konkretne wytyczne, poczynając od zwołania specjalnego komitetu, a kończąc na sposobach kontaktu z interesariuszami – mówi Dorota Snarska-Kuman.

Sytuacją nie do przewidzenia bez wątpienia była pandemia. W tym przypadku kluczowa jest obserwacja działań zarządu, natomiast wśród zadań rady nadzorczej i komitetu audytu powinny znaleźć się m.in. opracowanie planu sukcesji, monitorowanie sytuacji finansowej i płynnościowej czy wpływu zakłóceń w łańcuchach dostaw na funkcjonowanie organizacji. Jak podkreślili uczestnicy debaty, sytuacje kryzysowe mogą być coraz częstsze i bardziej różnorodne. Zaliczyć można do nich ataki cybernetyczne, ale nie można również wykluczyć kolejnych pandemii. Konieczne jest więc wypracowanie odpowiednich procedur, które bez względu na sytuację pozwolą zachować ciągłość w organizacji.

Polacy dorobili się na hossie bitcoina. Gdzie zapłacą podatki?

Elon Musk i rząd Chin, dość mocno chwieją kursem bitcoina, ale nie zmienia to faktu, że kryptowaluty przeżywają swój złoty czas. Na świecie ujawniają się pierwsi miliarderzy, którzy dorobili się tylko na wirtualnym pieniądzu, a w Polsce jest coraz więcej krypto-milionerów. Najczęściej nie odprowadzają oni podatków do polskiej kasy, bo są już rezydentami innych państw. 

Bitcoin, najstarsza i najbardziej popularna kryptowaluta świata w 2021 roku bije swoje rekordy, a co najważniejsze dla jej posiadaczy również ustabilizowała się na bardzo wysokim poziomie. Choć naturą kryptowalut jest to, że ich kurs jest dość chwiejny, to przez długi czas mieliśmy do czynienia ze stabilizacją na poziomie ok. 50 tys. dolarów. Co więcej, był też moment, w którym bitcoin był wart nawet 65 tys. dolarów.

Nic dziwnego, że niektóre osoby inwestujące w kryptowaluty chcą je teraz sprzedać w okresie wzrostów. Czeka ich jednak niemiła niespodzianka. Od sprzedaży i wypłaconych sobie środków należy zapłacić podatek nawet, jeśli środki przeznaczymy na kolejne inwestycje – przestrzega Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się m.in. w obsłudze klientów korporacyjnych, doradztwie podatkowym oraz ochronie majątku.

Musk chwieje bitcoinem

Świat ma już swoich pierwszych kryptowalutowych miliarderów. Z reguły ich nazwiska nie są znane. Rynek kryptowalut lubi ciszę medialną. Szczególnie wtedy, gdy przekaz bywa niespójny. Jeszcze na przełomie marca i kwietnia słynny wizjoner Elon  Musk, twórca Tesli, zapowiedział, że za jego produkty będzie można płacić bitcoinem i to jego firma wydała prawie 1,5 mld dolarów na zakup wirtualnego pieniądza. Jednak w maju Musk odwrócił narrację. Wycofał możliwość płatności bitcoinem, a wpływ na to miały wyniki badań University of Cambridge Centre for Alternative Finance. Według nich do produkcji bitcoina obecnie zużywane jest około 149 TWh energii elektrycznej rocznie. To więcej niż zużycie prądu w Argentynie czy Holandii.

Jesteśmy zmartwieni szybko rosnącym zużyciem paliw kopalnych w trakcie wykopywania i transakcji bitcoinem, szczególnie węgla, który jest najgorszy pod względem emisji wśród tych paliw – napisał Musk na Twitterze. Dodawał, że kryptowaluty to dobry pomysł i nie zamierza sprzedawać swojego e-portfela, ale nie może być on realizowany tak wielkim kosztem środowiska. Również Bill Gates często wypowiadał się negatywnie o niektórych aspektach kryptowalut, ale przyznaje też, że to świetna inwestycja z ogromnym potencjałem. Słowa Muska zachwiały wartością bitcoina, która chwilowo spadła do poziomu ok. 46 tys. dolarów. Następnie swoje “trzy grosze” dorzuciły Chiny, które zakazały instytucjom korzystania z kryptowaluty. Spowodowało to dalsze spadki wartości bitcoina. Nawet do 29 tys. dolarów, ale później cena znowu rosła i przekroczyła 40 tys. dolarów.

Milionerzy rosną jak na drożdżach

Jednak to nie Gates ani Musk, którzy tak chętnie mówią i jak widać też czasami i chwieją rynkiem, zarobili swój pierwszy miliard na kryptowalutach. Na początku maja ogłoszono, że 27-letni Vitalik Buterin osiągnął status miliardera po tym, jak waluta cyfrowa Ethereum przekroczyła cenę 3 tys. dolarów. Buterin jest współzałożycielem Ethereum, czyli drugiej co do wielkości kryptowaluty po Bitcoinie, która przyciągnęła ogromną rzeszę zwolenników w świecie zdecentralizowanych finansów dzięki szybszym czasom transakcji w porównaniu ze starszą odpowiedniczką.

W Polsce najprawdopodobniej nie możemy mówić o bitcoinowych miliarderach. Lista milionerów jednak rośnie. – Trzeba zaznaczyć, że jest to lista tajna, choć oczywiście nie możemy mówić o fizycznym dokumencie. Od czasu do czasu pojawia się plotka, że jakiś polski celebryta inwestuje w kryptowaluty, ale większość posiadaczy chce być anonimowa. Powód jest prozaiczny. Nadal bardzo niekorzystne rozwiązania podatkowe, które budzą obawy posiadaczy kryptowalut tym, że ich majątek zostanie przejęty przez fiskusa – mówi Maciej Oniszczuk.

Zuzanna, jedna z polskich krypto-milionerek w rozmowie z nami zastrzega sobie anonimowość. Zmieniliśmy też jej imię. – W krypto zainwestowałam zaraz po tym jak Bitcoin pojawił się na rynku. Pracowałam w branży IT, więc przy kawce coraz częściej pojawiał się ten temat. Na start zainwestowałam śmiesznie małe – z dzisiejszej perspektywy – pieniądze. Góra dwa tysiące złotych – opowiada Zuzanna i dodaje: – Początkowo nawet nic z tym nie robiłam, ale mijały miesiące i zaczęłam dostrzegać potencjał. Sama nawet zaczęłam “kopać krypto”. Zyskiwałam na tym ułamki bitcoina, ale wraz z rosnącą ceną, nawet taka część stawała się ogromną wartością. W końcu odeszłam z korporacji. Zaczęły się jednak problemy. Te podatkowe. 

Turystyka podatkowa kwitnie

Zasadą jest, że jeśli posiadamy polską rezydencję podatkową to od całych naszych dochodów zapłacimy podatek PIT w Polsce. Jest to niezależne od tego w jakim zakątku świata znajduje się nasze źródło dochodu i czy np. pochodzi on z zagranicznej spółki czy giełdy. W Polsce już w momencie sprzedaży powstaje dochód do opodatkowania, nawet jeśli środki przeznaczy na dalsze inwestycje. Jako przychód z kapitałów pieniężnych zapłacimy 19 % podatku. – Dlatego zdecydowałam się na wyjazd na Maltę i staranie się tam o status rezydenta. Ponad pół roku spędzam poza Polską. Zostawiłam znaczną część przyjaciół, rodzinę. Finansowo jestem ustawiona do końca życia. Wady? Koronawirus zamknął mnie na kilka miesięcy na Malcie. Bałam się wyjechać stamtąd, bo nie wiedziałam czy będę mogła wrócić na wyspę i czy wyrobię te wymagane 183 dni poza Polską. Rodziny nie widziałam blisko rok – mówi Zuzanna.

Maciej Oniszczuk przekonuje, że przykład Zuzanny nie jest odosobniony i coraz więcej osób zgłasza się do prawników w celu optymalizacji podatkowej. Hossa na rynku kryptowalut sprawia, że ludzie są w stanie jeszcze więcej zainwestować, żeby ich przychód był większy i co najważniejsze w pełni legalny. – Trzeba pamiętać, że wyjazd za granicę też kosztuje. Trzeba zainwestować w mieszkanie, w ułożenie sobie tam życia, obsługę prawną, to nie jest osiągalne dla każdego amatora kryptowalut – zaznacza Oniszczuk.

Nie wystarczy też tylko nie przebywać w Polsce przez 183 dni, żeby nie być polskim rezydentem podatkowym. Rezydentem można być uznanym nie tylko na podstawie czasu przebywania na terenie Polski, ale też na ważne jest tzw. centrum interesów życiowych. Urząd Skarbowy podchodzi do tego zazwyczaj bardzo skrupulatnie i może pod to podciągnąć nawet rodzinę mieszkającą w kraju. Nie ma wątpliwości, że również posiadanie nieruchomości na terenie Polski wzbudzi uzasadnione pytania urzędników. – Wyjeżdżając na Maltę zrobiłam to oczywiście z partnerem i naszym dzieckiem. Sprzedaliśmy mieszkanie. Gdy jestem w Polsce mieszkamy u rodziny czy znajomych. Raz nawet wynajęliśmy pokój w hotelu. Może to przesasda, ale zlikwidowałam również kartę biblioteczną i zrezygnowałam abonamentu “multisport”, do którego dopisana byłam na koncie koleżanki – opisuje Zuzanna.

Zmiana rezydencji podatkowej to sposób stosowany jest od lat przez najbogatszych. W USA wielu milionerów mieszka w Teksasie czy Newadzie, gdzie nie ma podatku PIT. W Europie przez lata najpopularniejszym kierunkiem przeprowadzek milionerów było Monaco. Koszt takiej operacji odstraszał jednak większość zainteresowanych.

Podatkowe przeprowadzki rząd chciał ograniczyć wprowadzając podatek tzw. exit tax, ale kryptowaluty ciężko zaliczyć do aktywów nim objętych. Co istotne, ciężko też przypisać je do konkretnego właściciela. Natomiast w konsekwencji daniny solidarnościowej czy zniesienia ulgi abolicyjnej nastąpił prawdziwy rozkwit turystyki podatkowej – mówi Maciej Oniszczuk.

Trzy najpopularniejsze kierunki to Cypr, Portugalia i wybrana przez Zuzannę Malta. Warto pamiętać, że nie wystarczy tylko nie posiadać polskiej rezydencji. Należy też spełnić wiele wymagań państwa, którego chcemy być rezydentem. Bywa, że proces trwa nawet kilkanaście miesięcy. – Jednak uzyskanie certyfikatu rezydencji podatnika Malty przez cudzoziemca pozwala założyć na Malcie biznesowe konto bankowe. Przede wszystkim jednak, posiadając status rezydenta maltańskiego, nie płaci się podatku od dochodów uzyskanych ze źródeł znajdujących się poza terytorium Republiki Malty. Odnosi się to też do dochodów z kryptowalut – zaznacza ekspert z kancelarii Oniszczuk & Associates.

Szczyt G7 – Polska wygra najwięcej ?!

Przed szczytem G7, który odbędzie się w ten weekend, sprawdziliśmy, kto zyska, a kto straci na proponowanej ostatnio minimalnej stawce podatkowej dla firm na poziomie co najmniej 15%. Spośród dużych krajów zaangażowanych w działania mające zapobiegać erozji podstawy opodatkowania oraz transferowi zysków (base erosion and profit shifting – BEPS) dla których dostępne są dane, okazuje się, że zwycięzcami są – czyli najwięcej na proponowanych rozwiązaniach zyskają Polska, Hiszpania, Chiny i Holandia; USA, Wielka Brytania, Rosja i Włochy są względnymi beneficjentami; Francja, Japonia i Kanada nie odnoszą ani zyskują ani nie stracą, a Irlandia, Brazylia i Węgry wyraźnie stracą w efekcie tego porozumienia.

Decyzja grupy G7 będzie początkiem kluczowego procesu negocjacyjnego, który obejmie wirtualne spotkanie ponad 130 państw w dniu 30 czerwca w celu uzgodnienia zmian zaproponowanych przez OECD w odniesieniu do globalnego opodatkowania w ramach inicjatywy BEPS. Następnie w dniu 9 lipca w Wenecji odbędzie się szczyt G20, na którym zatwierdzone zostaną te porozumienia, a ewentualne podpisanie spodziewane jest w październiku 2021 roku podczas kolejnego spotkania G20. W międzyczasie, wobec poparcia przez USA propozycji OECD miały miejsce napięte debaty i negocjacje w takich krajach jak Meksyk (konieczność ograniczenia luk podatkowych), Irlandia (konieczność podniesienia 12,5% stawki podatku od osób prawnych), Węgry i Wielka Brytania (propozycja wyłączenia z umowy działalności finansowej).

Inicjatywa BEPS ma na celu odwrócenie długoterminowego spadku ustawowej stawki podatku od osób prawnych (Wykres nr. 1) w kontekście kryzysu Covid-19, który spowodował gwałtowny wzrost światowego długu publicznego i w związku z tym stworzył ogromną potrzebę znalezienia nowych zasobów fiskalnych.

Wykres nr. 1 – Ustawowe stawki podatku od osób prawnych (%)

Ustawowe stawki podatku od osób prawnych
Źródła: OECD, Allianz Research

Chociaż ostateczne wdrożenie tej umowy zajmie dużo czasu ze względu na kwestie ratyfikacyjne, inicjatywa ta jest wyjątkowym momentem globalnej konwergencji podatkowej. W dłuższej perspektywie globalna minimalna stawka podatkowa dla przedsiębiorstw wielonarodowych może wpłynąć na potencjalny wzrost gospodarek różnymi drogami:

 

  • Poprzez repatriację kapitału (powrotu do kraju pochodzenia) lub wzrostu produktywności: kraje, w których stawki podatku od osób prawnych wynoszą poniżej 15 %, będą mniej atrakcyjne, a przedsiębiorstwa wielonarodowe mogą być skłonne do powrotnej alokacji kapitału w swojej gospodarce macierzystej. Taka repatriacja prawdopodobnie spowoduje pozytywny szok wydajności w gospodarce, która z niej skorzysta, podczas gdy w kraju, w którym następuje odpływ kapitału, wystąpi negatywny szok wydajności z długoterminowymi konsekwencjami.
  • Poprzez warunki wymiany handlowej (terms of trade): kraje korzystające z repatriacji kapitału wzmocnią również swój potencjał produkcyjny, a tym samym zmniejszą swoją zależność od importu (odwrotnie w przypadku krajów o stopie podatkowej poniżej 15 %, które mogą stanąć w obliczu większej zależności od importu).
  • Poprzez dług publiczny: repatriacja kapitału przyczyni się do wzmocnienia potencjału wzrostu gospodarek, do których kapitał napływa z powrotem. Stworzy to nowe zasoby fiskalne i przyczyni się do zmniejszenia poziomu zadłużenia jako odsetka PKB lub przynajmniej do zmniejszenia tempa jego wzrostu. Z kolei kraje, w których konkurencyjność podatkowa ulega pogorszeniu z powodu wprowadzenia minimalnego podatku światowego, mogą mieć większe trudności z ustabilizowaniem długu publicznego.
  • Poprzez inwestycje publiczne lub efekt pobudzania/wypierania inwestycji prywatnych (crowding-in/crowding-out effect): kraje, które zyskują na konkurencyjności dzięki globalnemu przywróceniu równowagi, mogą mieć większą motywację do zwiększenia wielkości inwestycji publicznych jako odsetka PKB, w szczególności w kontekście oczekiwanego wzrostu popytu na dobra publiczne po Covid-19. Ten kanał transmisji jest niejednoznaczny pod względem wpływu, ponieważ w efekcie mogą wystąpić zarówno efekty „pobudzania”, jak i „wypierania” (dop. towarzyszących inwestycji sektora prywatnego). Zakładamy kontynuację pięcioletniego trendu poprzedzającego wprowadzenie ujednoliconego podatku.
  • Poprzez dochody z podatku od osób prawnych lub przez redystrybucję: wyższe dochody z podatku od osób prawnych jako procent PKB mogą wynikać z repatriacyjnego (powrotnego) przepływu kapitału w przypadku krajów o (dotychczasowej) stawce podatku od osób prawnych powyżej 15%. Kraje ze stawkami podatku od osób prawnych poniżej 15 % ucierpią z powodu niższego poziomu konkurencyjności i odnotują odpływ kapitału, a następnie poprzez niższe dochody fiskalne uzyskiwane zwykle z zysków firm zagranicznych.

 

Aby zidentyfikować zwycięzców i przegranych tej przełomowej decyzji (o konwergencji podatkowej)i, zaczęliśmy od oszacowania potencjału wzrostu na podstawie próby 16 wybranych gospodarek (za okres od I kwartału 1993 r. do IV kwartału 2020 r.) w zależności od: wzrostu produktywności, wzrostu liczby ludności aktywnej zawodowo, udziału importu w gospodarce ogółem, udziału inwestycji publicznych jako odsetka PKB, długu publicznego jako odsetka PKB oraz udziału dochodów podatkowo-fiskalnych od osób prawnych jako odsetka PKB (dokładne wyniki naszych szacunków znajdują się w załączniku 1). Następnie przeanalizowaliśmy wpływ na każdą ze zmiennych po wystąpieniu szoku (ujednoliceniu opodatkowania), co pozwala nam uwzględnić różne kanały transmisji wspomniane powyżej.

Zakładamy, że wielkość szoku dla każdej wspomnianej drogi oddziaływania na wzrost będzie zależała od różnicy między stawką podatku od osób prawnych w danym kraju w 2020 r. a poziomem 15%. W związku z tym wyróżniamy trzy grupy krajów: Grupa 1 (mały dystans) ma dystans przyjęty w pierwszym tercylu wszystkich różnic, Grupa 2 ma średni dystans, a Grupa 3 wysoki dystans w stosunku do progu 15% (zob. tabela 1 oraz załącznik dla pełnej informacji o innych założeniach).

Tabela 1: Dystans pomiędzy obecną stawką podatku od osób prawnych a minimalną stawką podatkową na poziomie 15%

Odległość wg tercyla Kraj
Grupa 1: pierwszy tercyl Wielka Brytania, Irlandia, Polska, Węgry, Rosja
Grupa 2: drugi tercyl USA, Hiszpania, Holandia, Włochy, Chiny, Kanada
Grupa 3: trzeci tercyl Francja, Niemcy, Japonia, RPA, Brazylia

Źródła: Allianz Research, obliczenia Euler Hermes, OECD

Oszacowaliśmy wpływ na potencjał wzrostu osobno każdego z wyróżnionych wcześniej kanałów transmisji (dop. na gospodarkę efektów ujednoliconego podatku), biorąc pod uwagę różne wielkości szoków determinowanych przez odległość między krajową stawką podatkową a globalnym podatkiem minimalnym w wysokości 15%. W tym względzie uprościliśmy skrajnie analizę wrażliwości, stwierdzając na przykład, że kraj należący do grupy 1 (bliższa odległość od 15% poziomu podatku) zarejestrowałby szok produktywności o wartości 1,5 odchylenia standardowego (wobec 1 i 0,5 odchylenia standardowego szoku produktywności dla krajów z grupy 2 i 3). Nasze wyniki zakładają, że „wszystkie inne czynniki są równe” i mają na celu przede wszystkim przedstawienie niektórych wrażliwych obszarów (patrz tabela 2) w odniesieniu do projektu globalnej minimalnej stawki podatkowej dla przedsiębiorstw.

Tabela 2 – Wpływ na potencjalny wzrost ze względu na globalną minimalną stawkę podatku od osób prawnych w wysokości 15%

Wpływ na potencjalny wzrost ze względu na globalną minimalną stawkę podatku od osób prawnych
Źródła: Allianz Research, obliczenia Euler Hermes

Większość krajów, w których stawka podatku dochodowego od osób prawnych wynosi obecnie powyżej 15% skorzystałaby na porozumieniu w takiej formie. Jednak kraje ze stawkami podatku od osób prawnych poniżej 15% odczułyby negatywny wpływ na swój potencjał wzrostu.

 

Na podstawie naszych badań uważamy, że największym beneficjentem ujednoliconego podatku w zaproponowanej formie byłaby Polska (+0,8pp przy potencjale średniego rocznego wzrostu w okresie ostatnich 5 lat na poziomie 3,4%), następnie Hiszpania (+0,77pp ze średniego potencjału 0,7%) i Chiny (+0,67pp ze średniego potencjału 6,6%). Potencjalna produkcja USA wzrosłaby o 0,34 pkt proc. dzięki przejściu ze średniego poziomu 1,80 w latach 2015-2019 do 2,1. W przypadku krajów o stawce podatku dochodowego od osób prawnych powyżej 25%, takich jak Japonia, Francja i Brazylia, nasza analiza podkreśla, że ich potencjalny przyrost wariancji wzrostu jest niższy i niemal pomijalny, a w przypadku Brazylii nawet ujemny. Na przykład, potencjalna zmiana wzrostu we Francji w wyniku wprowadzenia minimalnej stawki podatku od osób prawnych w wysokości 15% byłaby bliska zeru (-0,05 pkt proc. ze średniego potencjału 1,3%). W tym kontekście jasne jest, dlaczego ta kategoria krajów nalega na podniesienie proponowanej globalnej minimalnej stawki podatkowej.

Ogólnie rzecz biorąc, uważamy, że do osiągnięcia nowego poziomu potencjału wzrostu, odzwierciedlającego ostatecznie nowy stan konkurencyjności lub atrakcyjności, wymagane byłoby średnie tempo konwergencji. Na przykład w przypadku Stanów Zjednoczonych, zarejestrowanie pozytywnego szoku o wartości +0,3 punktu procentowego na poziomie 1,8% potencjału wzrostu wymagałoby od 2 do 3 lat, aby był on w pełni widoczny.

Kraje, w których stawka podatku od osób prawnych wynosi poniżej 15%, w dużej mierze straciłyby na wprowadzeniu globalnej minimalnej stawki podatkowej. Irlandia – której obecna stawka podatkowa wynosi 12,5% – mogłaby odnotować spadek potencjalnego wzrostu o -2,14pp (z potencjalnego wzrostu na poziomie 5,9%). Tak duży spadek należy interpretować z ostrożnością, ale może on dać wyobrażenie o tym, dlaczego Dublin sprzeciwia się europejskiej harmonizacji podatków. Podobnie Węgry, których obecna stopa podatkowa wynosi 9%, mogą odnotować spadek potencjału wzrostu o -1,85 pkt. proc. (ze średniego potencjału wzrostu na poziomie 2,9%).

 

Załącznik 1. Oszacowane współczynniki naszych równań szacujących potencjał wzrostu

 

  Trend produktywności Ludność w wieku produkcyjnym Dochody z podatków od przedsiębiorstw (% PKB)) mport – towary i usługi Dług (% PKB) Inwestycje rządowe (% PKB) Współczynnik R-kwadrat F-statistics
USA 0.097** 0.423** 0.235** -0.27** -0.03** -2.179** 0.79 71.26**
W. Brytania 0.511** 0.338 -0.037* 0.219** -0.037** -0.699** 0.8 78.93**
Francja 0.54* -0.56** -0.0690 0.0510 -0.034** 0.54* 0.83 95.4**
Hiszpania 0.587** 0.947** 1.025 -0.108** -0.069** -7.038** 0.72 49.85**
Niemcy 0.294** 0.443** 0.277 0.013 -0.034** 0.78 0.45 15.41**
Irlandia 0.461** 1.772** 2.147 0.046 0.073** 0.484 0.27 7.07**
Holandia 0.21** 0.96** -0.818 -0.025* -0.03** -3.113** 0.71 31.59**
Japonia 0.155** -2.439** 3.524** -0.146** -0.02** -0.825** 0.63 33.04**
Włochy 0.34** 0.181** -0.321 -0.075** -0.026** 0.199 0.69 42.94**
Rosja 0.049** 3.308** 1.006** -0.06 0.149** 0.224 0.93 168.07**
Chiny 0.382** 2.325** -0.07 -0.104** -0.187** 1.286** 0.85 261.33**
RPA 0.145** 1.055** 1.834** 0.107** -0.069** -1.601 0.64 34.45**
Brazylia 0.106** 7.314** 1.804** 0.034 -0.021** -20.724** 0.85 91.02**
Polska 0.194** 0.093 -1.613 -0.003 -0.01 -1.265** 0.31 5.34**
Węgry 0.002 -0.761** -1.9** -0.004** -0.085** -0.524** 0.25 6.5**
Kanada 0.225** 0.52* -0.815** 0.206** -0.008** -0.456** 0.94 360.05**

Źródła: Allianz Research, obliczenia Euler Hermes, Oxford economics.

Zmienne z ** są silnie istotne, * są istotne.

Załącznik 2: Stawki podatku od osób prawnych i wpływ globalnej minimalnej stawki podatku w wysokości 15%

Stawki podatku od osób prawnych i wpływ globalnej minimalnej stawki podatku
Źródła: Allianz Research, obliczenia Euler Hermes, Tax Foundation Data (2020) w celu zapewnienia jednorodnej bazy danych.

Załącznik 3: Dalsze założenia naszego modelu

  • Założenia dotyczące szoku produktywności. Francja znajduje się w grupie 3: pozytywny szok konkurencyjności na produktywność związany z repatriacją będzie trzykrotnie mniejszy w porównaniu z Wielką Brytanią (zachęta do repatriacji kapitału do Francji będzie znacznie mniejsza dla firmy francuskiej korzystającej z niższego podatku w danym kraju zagranicznym w porównaniu z firmą brytyjską korzystającą z tych samych korzyści w tym samym kraju zagranicznym. Rzeczywiście, zainteresowanie powrotem jest mniejsze, biorąc pod uwagę dość wysoki poziom podatku we Francji, podczas gdy warto ocenić przypadek repatriacji kapitału w Wielkiej Brytanii, jeśli nie ma dużej różnicy między 15% a obecnym poziomem podatków w Wielkiej Brytanii..
  • Założenia dotyczące szoku w zakresie dochodów podatkowych. Dochody podatkowe jako procent PKB rosną w przypadku krajów, w których stawka podatku od osób prawnych przekracza 15%. W grupie 1 obserwuje się wzrost tego wskaźnika o 1,5 odchylenia standardowego (ostatnie pięć lat przed 2020 r.) (odpowiednio 1 odchylenie standardowe dla grupy 2, 0,5 odchylenia standardowego dla grupy 3). Dochody podatkowe maleją w przypadku krajów, w których stawki podatku od osób prawnych wynoszą poniżej 15%.
  • Założenia dotyczące szoku związanego z długiem publicznym. Dług w relacji do PKB spada o 1,5 odchylenia standardowego w stosunku do poziomu w kraju w ostatnich pięciu latach poprzedzających rok 2020, jeśli kraj znajduje się w grupie 1 (odpowiednio 1 odchylenie standardowe dla grupy 2 i 0,5 odchylenia standardowego dla grupy 3) i powyżej 15% pod względem stawki podatku od osób prawnych, (odpowiednio wzrasta o 1,5 (odpowiednio 1 i 0,5) odchylenia standardowego, jeśli kraj znajduje się poniżej 15% pod względem stawki podatku od osób prawnych.
  • Założenia dotyczące szoku związanego z warunkami handlu. Oczekuje się, że import jako procent PKB zmniejszy się o 1,5 odchylenia standardowego poziomu kraju w ciągu ostatnich pięciu lat poprzedzających rok 2020, jeśli kraj należy do grupy 1 (odpowiednio 1 odchylenie standardowe dla grupy 2 i 0,5 odchylenia standardowego dla grupy 3) i powyżej 15% pod względem stawki podatku od osób prawnych, (odpowiednio wzrasta o 1,5 (odpowiednio 1 i 0,5) odchylenia standardowego, jeśli kraj znajduje się poniżej 15% pod względem stawki podatku od osób prawnych.
  • Założenia dotyczące wzrostu liczby ludności aktywnej zawodowo oraz wagi inwestycji publicznych. Wzrost liczby ludności aktywnej zawodowo oraz inwestycji publicznych jako procent PKB. Na wzrost liczby ludności aktywnej zawodowo nie będzie miała wpływu globalna minimalna stawka podatkowa. Dlatego w naszych obliczeniach wykorzystujemy trend z ostatnich pięciu lat. W odniesieniu do inwestycji publicznych jako odsetka PKB zakładamy, że ich tendencja w ciągu pięciu lat poprzedzających rok 2020 utrzyma się.

ALEXIS GARATTI
Kierownik Badań Ekonomicznych – Euler Hermes

FLORENTIN LAVAUD
Asystent ds. badań naukowych – Euler Hermes

Fundusze dłużne – IPOPEMA SFIO Subfundusz Obligacji Korporacyjnych liderem rankingu

IPOPEMA SFIO Subfundusz Obligacji Korporacyjnych otrzymał najwyższe (5a) oceny pośród 26 funduszy papierów dłużnych w majowym rankingu Analizy.pl. Jak podkreślają autorzy rankingu, w pierwszych pięciu miesiącach tego roku tylko nieco ponad 1/3 funduszy polskich papierów dłużnych zdołała wypracować zysk.

Zarządzającym subfunduszem IPOPEMA SFIO Subfundusz Obligacji Korporacyjnych udało się – dzięki restrykcyjnemu podejściu do ryzyka i dbałości o wysoką płynność aktywów – wyjść obronną ręką z największej przeceny obligacji korporacyjnych na przestrzeni ostatnich lat w II kwartale 2020 roku i znacząco ograniczyć ryzyko dla inwestorów. Po szybkim odrobieniu strat subfundusz zakończył ubiegły rok z najwyższym wynikiem w grupie +4,6%. Także w tym roku radzi sobie bardzo dobrze, a jego 12-mies. stopa zwrotu na koniec kwietnia sięgnęła 5,5% – podkreśla ranking Analizy.pl.Ranking

Celem subfunduszu IPOPEMA SFIO Subfundusz Obligacji Korporacyjnych jest zarabianie na inwestycjach w obligacje emitowane przez przedsiębiorstwa, których udział w portfelu ma być nie niższy niż 66% aktywów. Uzupełnienie portfela mogą stanowić obligacje skarbowe, ETF oraz depozyty. Obecnie w portfelu subfunduszu znajduje się 40 instrumentów wyemitowanych przez podmioty, reprezentujące różne sektory gospodarki min. finanse, banki, deweloperzy, przemysł oraz obligacje skarbowe. Istotny składnik portfela funduszu stanowią instrumenty wyemitowane przez tzw. obligacje covidowe. Obligacje te stanowią ciekawą alternatywę dla wielu innych instrumentów w tym obszarze. Rentowność tych papierów w niektórych przypadkach przewyższa (nawet o ponad 1%!) rentowność obligacji z sektora bankowego.

Ponadto na uwagę inwestorów zasługuje fakt, iż subfundusz generuje dodatnią stopę zwrotu nie tylko z otrzymywanych płatności kuponowych, lecz również ze wzrostu cen posiadanych obligacji. Dla przykładu obligacje 3-letnie z rentownością 3,5% przy cenie 100 i kuponie odsetkowym 3,5%, po roku zwykle wyceniane są przez rynek wyżej. Wynika to z niższego ryzyka inwestycyjnego, ze względu na krótszy (o rok) termin do wykupu. Istotnym elementem polityki inwestycyjnej analizowanego subfunduszu, jest wykorzystywanie tradingu dla generowania dodatkowej stopy zwrotu. Jest to element będący przewagą nad innymi funduszami korporacyjnymi o zdecydowanie większych aktywach, gdzie ten element strategii nie ma zastosowania.

Wysoko w zestawieniu znalazły się również Aviva Investors Dłużnych Papierów Korporacyjnych (Aviva Investors FIO) oraz Santander Prestiż Obligacji Korporacyjnych (Santander Prestiż SFIO). Oba zarobiły powyżej 5,5% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Podobnie jak IPOPEMA SFIO Subfundusz Obligacji Korporacyjnych, fundusze te wyróżniają się dywersyfikacją portfela i ekspozycją na płynne rynki zagraniczne.

Źródło: https://www.analizy.pl/raporty/27617/ranking-funduszy-inwestycyjnych-maj-2021

Raport po decyzji EBC: projekcje wzrostu PKB i inflacji w górę

Wczorajsze wypowiedzi prezes EBC Christine Lagarde charakteryzował niezobowiązujący ton. Jednocześnie bank centralny zrewidował w górę zarówno projekcje wzrostu gospodarczego, jak i inflacji w strefie euro na ten i kolejny rok.

Ze względu na ostatnie sukcesy w zwalczaniu kryzysu zdrowotnego i ponowne otwieranie gospodarek w Europie bilans ryzyk zgodnie z retoryką EBC nie jest już „skierowany w dół” ale „zasadniczo zrównoważony”. Decydenci są również nastawieni bardziej optymistycznie niż w marcu do perspektyw strefy euro – Lagarde stwierdziła, że bank spodziewa się silnego odbicia gospodarczego w drugiej połowie 2021 r.

Projekcje wzrostu i inflacji na ten i kolejny rok zgodnie z przewidywaniami zostały podniesione. Obecnie oczekiwany jest wzrost gospodarczy rzędu 4,6% w 2021 r. i 4,7% w 2022 r., podczas gdy wcześniejsze, marcowe projekcje zakładały odpowiednio 4% i 4,1%. Być może istotniejsza jest rewizja w górę prognoz inflacji, które znacząco wzrosły: do 1,9% w 2021 r. i 1,5% w 2022 r. z odpowiednio 1,5% i 1,2% ogłoszonych w marcu.

Projekcje inflacji EBC w proc. (czerwiec 2021)

Projekcje inflacji EBC w proc. (czerwiec 2021)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10.06.2021

Prezes Lagarde nie wydawała się jednak przejęta ryzykiem rozlania amerykańskiej inflacji na drugą stronę Atlantyku, co naszym zdaniem może stanowić delikatne niedoszacowanie ze strony EBC. W szczególności biorąc pod uwagę najświeższe dane o cenach w USA opublikowane w czwartek po południu, które pokazały, że inflacja CPI w maju wzrosła o 5% w ujęciu rocznym.

Mimo optymistycznego nastawienia do perspektyw EBC potwierdził, że nadal będzie skupować aktywa w szybszym tempie w ramach programu PEPP. Inwestorzy nie dowiedzieli się, czy bank uważa, że wkrótce konieczne będzie ograniczenie zakupów ani czy PEPP może zostać wydłużony poza marzec 2022 r. Uważamy, że ogłoszenie tych decyzji jest planowane na wrześniowe posiedzenie, na którym EBC przedstawi kolejne projekcje makroekonomiczne. Bank powinien mieć wtedy znacznie jaśniejszy obraz stanu kryzysu zdrowotnego – w szczególności jego wpływu na inflację w strefie euro. Ze względu na nasze oczekiwania, że inflacja nie przestanie zaskakiwać w górę spodziewamy się, że to wrześniowe spotkanie będzie kluczowe. Jastrzębie w Radzie Prezesów nie będą długo czekać w bezruchu.

Jeśli chodzi o reakcję rynku walutowego, nie zaobserwowaliśmy zbyt dużej zmienności euro po opublikowaniu wczorajszego ogłoszenia. Uważamy, że jest to spowodowane brakiem zaskoczeń ze strony EBC – podniesienie prognoz wzrostu i inflacji było w dużej mierze spodziewane. Niewielu uczestników rynku przygotowywało się też na natychmiastowe wieści o możliwym zmniejszeniu skupu aktywów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Przemysł kosmiczny w Polityce Przemysłowej Polski

Bardziej efektywne wykorzystanie danych satelitarnych, budowa systemu bezpieczeństwa kosmicznego oraz zwiększenie liczby absolwentów kierunków technicznych – to główne założenia zaprezentowanej 9 czerwca br. przez premiera Jarosława Gowina Polskiej Polityki Przemysłowej w zakresie rozwoju sektora kosmicznego.

Sektor kosmiczny w Polsce to ok. 100 podmiotów zajmujących się m.in. oprogramowaniem naziemnym oraz stosowanym w przestrzeni kosmicznej i, mechaniką precyzyjną, rozwiązaniami robotycznymi, optyką, optoelektroniką, obserwacją Ziemi i przestrzeni kosmicznej, awioniką, systemami orientacji na orbicie i korekcją orbity, systemami zasilania, technologiami materiałowymi oraz technologiami materiałów pędnych.

W całym kraju 262 podmioty zajmują się produkcją statków powietrznych, statków kosmicznych i podobnych maszyn. Pracuje w nich ok. 20 tys. osób.

– Przemysł kosmiczny należy do branż bardzo innowacyjnych. Firmy z sektora sprzedają swoje rozwiązania do Europejskiej Agencji Kosmicznej, czy też do najlepszych firm na świecie. Dlatego zaliczyliśmy go w Polityce Przemysłowej Polski do obszarów wzrostu – powiedział podczas konferencji wiceminister rozwoju, pracy i technologii Robert Tomanek. Dodał, iż przemysł kosmiczny zostanie wsparty poprzez instrumenty Krajowego Programu Kosmicznego, którego powstawanie koordynuje MRPiT i POLSA.

– Dodatkowo, zastosujemy szyte na miarę ulgi podatkowe na badania i rozwój. Będziemy też stymulować popyt sektora publicznego na rozwiązania przemysłu lotniczo-kosmicznego np. w zakresie tzw. segmentu naziemnego, czyli rozwiązań służących cyfryzacji państwa. Mamy również zamiar wspierać rozwój kierunków zamawianych, na których będą kształcone kadry dla tego przemysłu i rozwijać szkolnictwa branżowe i kształcenie dualne – podsumował wiceminister Robert Tomanek.

W przedstawionym dokumencie wskazano, że istotną rolę w rozwoju polskiego sektora kosmicznego będą odgrywać dane satelitarne i ich wykorzystanie. Poprzez instrumenty Krajowego Programu Kosmicznego, ulgi podatkowe na B+R oraz stymulowanie popytu sektora publicznego nastąpi rozwój technologii gromadzenia, przetwarzania i wykorzystania danych cyfrowych pochodzących z obserwacji Ziemi.

Jednym z priorytetów będzie także budowanie systemu bezpieczeństwa kosmicznego oraz finansowanie prac badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych w zakresie kluczowych technologii. Istotna jest bowiem synergia przemysłu kosmicznego i obronnego, bezpieczeństwo, w tym cyberbezpieczeństwo, od których zależy nie tylko powodzenie działalności naukowej, gospodarczej, ale i bezpieczeństwo pracowników i klientów.

Wskazano także konieczność zwiększenia liczby absolwentów kierunków technicznych, gotowych do podjęcia pracy w branży lotniczo-kosmicznej. Ma w tym pomóc rozwój szkolnictwa branżowego, kształcenia dualnego oraz kierunki zamawiane, zgodne z potrzebami sektora.

Dokument określa także mocne i słabe strony sektora kosmicznego oraz przedstawia jego szanse i zagrożenia

– Jednym z głównych wyzwań polskiej branży kosmicznej jest szersze włączanie się w międzynarodowe łańcuchy dostaw. Małe i średnie przedsiębiorstwa stają się istotnym graczem w sektorze. Rozwój technologii, miniaturyzacja systemów pozwalają im tworzyć instrumenty dostarczające istotne dla gospodarki i nauki dane – powiedział prezes POLSA prof. Grzegorz Wrochna. Jego zdaniem ogromną szansą dla sektora jest rozwój New Space oraz nowych technologii, dostępność krajowych i unijnych funduszy oraz wysoka jakość polskiego kształcenia w obszarze nauk technicznych.

W przedstawionym dokumencie wskazano również, iż istotne jest stworzenie odpowiednich warunków do intensyfikacji współpracy pomiędzy zaawansowaną technologicznie i procesowo polską branżą lotniczą a branżą kosmiczną. Może się to przyczynić do zwiększenia udziału polskich przedsiębiorstw w międzynarodowych projektach badawczych oraz stworzyć odpowiednie zaplecze przemysłowe.

Transhumanizm – to się dzieje już dziś. Czy człowiek staje się technologią?

Naukowcy są krok od przełomu. Już parę miesięcy temu Elon Musk połączył mózg świni z komputerem i nie zamierza się na tym zatrzymać. Transhumanizm nie zbliża się jednak do nas. Ta idea już z nami jest. Internet of Bodies stawia przed nami kolejne pytania o bezpieczeństwo człowieka w świecie sztucznej inteligencji. 

Mózg to komputer z najdoskonalszym procesorem – to hasło, które nieco trąci już truizmem, ale nadal technologia nie jest w stanie dorównać sile natury. Naukowcy są zgodni, że jest tylko jedno „ale”. Człowiek nie wykorzystuje tego ogromnego potencjału. I tylko mała część prawdy tkwi w braku chęci w przekraczaniu kolejnych barier. Więcej prawdy jest w analogii do samochodów. Silnik Ferrari nie da nam wielkiego zysku, gdy włożymy go do podstarzałego modelu busa. Justin Sanchez z Battelle Memorial Institute zwraca uwagę na to, że jesteśmy ograniczeni w naszej percepcji i interakcji ze światem przez podstawową prędkość naszego układu nerwowego. Jak jednak przekonuje nasz mózg mógłby przystosować się do innego niż ludzki nośnik. Połączenie mózgu z komputerem – transhumanizm – to już nie jest tylko wytwór fantazji pisarzy czy scenarzystów.

Zrozumieć maszyny – zrozumieć człowieka

– Jest wiele definicji transhumanizmu. Jedna z nim mówi o tym, że jest to interakcja człowieka z maszynami, robotami, komputerami czy po prostu ze sztuczną inteligencją. Dystans między człowiekiem i maszyną zmniejsza się i w pewnym sensie ludzie stają się zależni od tych systemów nie mogąc np. podjąć decyzji bez wsparcia maszynowego. Jeśli tak spojrzymy na transhumanizm, to już jest to era w której żyjemy, a którą przedstawiał nam w swoich opowiadaniach czy powieściach choćby Stanisław Lem – mówi dr Maciej Kawecki, ekspert w dziedzinie nowych technologii i prezes Instytutu Lema, który 15 czerwca wystąpi na konferencji online Człowiek 4.0 organizowanej przez SI-Consulting.

Globalny rynek wspomagania rozwoju ludzkiego osiągnął 84 miliardy dolarów w 2020 roku. Według Expert Market Research – jednej z czołowych firm zajmujących się badaniem rynku i analizą biznesową – będzie on rocznie rozwijał się na poziomie 23%, aby osiągnąć 298 miliardów dolarów do 2026 roku.  W tych kwotach mieszczą się wydatki m.in. na rozwijanie wirtualnej rzeczywistości, internetowych asystentów czy technologie, które możemy nosić przy sobie zawierające w sobie zaawansowaną elektronikę.

– Człowiek jest coraz mocniej nie tylko uzupełniany, ale i zastępowany przez maszyny i trend ten był i jest widoczny w czasie pandemii COVID-19. Wystarczy choćby spojrzeć na technologię VR. To dzięki niej specjaliści wysokiej klasy mogli ze swojego miejsca zamieszkania wspomagać czy wręcz instruować techników np. przy konserwacji maszyn. Nie musieli podróżować do fabryk, a i tam mniej osób mogło przebywać w jednym czasie na terenie hali produkcyjnej. Zmniejszano przy tym ryzyko zachorowań, które mogłyby doprowadzić do zatrzymania całej linii – opisuje Paweł Wala z SI-Consulting, firmy specjalizującej się we wdrożeniach rozwiązań IT, które wspierają zarządzanie i optymalizują procesy biznesowe przedsiębiorstw.

Zagramy w Cyberpunka z małpami?

Jednak użycie sztucznej inteligencji jako pomoc w przemyśle, edukacji czy wojsku, to tylko jeden krok do wcielenie transhumanizmu w praktyce. Roboty, które zastępują człowieka w powtarzalnych pracach czy skomplikowane algorytmy, które analizują tysiące danych, żeby na końcu podać człowiekowi rozwiązanie na tacy, nikogo już nie szokują. Nadal jednak z niedowierzaniem podchodzimy do możliwości „przeszczepienia” ludzkiego mózgu do nieśmiertelnej tkanki mechanicznej. Według naukowców największym problemem pozostaje neuroplastyczność naszego mózgu. Mechanizm, który doskonale nadąża za naturalnym otoczeniem, ale stawia zapory przy próbie połączenia go z komputerem.

Bardzo ciekawe dane przynosi raport firmy Kaspersky, która już od 1997 roku zajmuje się cyberbezpieczeństwem. Szeroko zakrojone badanie na próbie 14 500 dorosłych z 16 krajów w Europie i Afryce Północnej przyniosło jednoznaczne wyniki. Większość ludzi jasno stwierdziła, że ​​chce, aby ludzkie ulepszenia były wykorzystywane dla dobra ludzkości, a 53% osób twierdziło, że powinno się je stosować do poprawy jakości życia. We wszystkich krajach celem każdej augmentacji człowieka była poprawa ogólnego stanu zdrowia fizycznego (40%) lub wzroku (33%). Niektórzy respondenci wyrazili nawet chęć podłączenia smartfonów do swoich ciał.

To właśnie technologia Brain–Computer Interface (BCI) opracowywana m.in. w wojskowych laboratoriach może przynieść ogromny skok prędkości między myślą, a jej końcową realizacją. To co może ułatwić działania wojenne i pozwolić na sterowanie bronią zaledwie „siłą umysłu”, może też w przyszłości umożliwić funkcjonowanie wszystkim tym, których ciało (poza mózgiem) nie spełnia swoich podstawowych funkcji. Przykłady? W Australii naukowcy z Monash University w Melbourne w Australii zapowiedzieli, że już niebawem zaczną testy kliniczne bionicznego oka na ludziach. Dzięki temu rozwiązaniu osoby niewidome będą miały szansę na przywrócenie wzroku. Natomiast francuski startup NextMind wprowadził na rynek urządzenie do noszenia wyposażone w interfejs mózg–komputer, które zapewnia kontrolę w czasie rzeczywistym nad urządzeniami elektronicznymi.

Nie można też nie wspomnieć o Elonie Musku, którego firma Neuralink podłączyła mózgi świń do komputerów.  Musk zapowiada, że już niedługo – przy pomocy tej samej technologii – małpy stoczą swój pierwszy pojedynek w świecie gier komputerowych. Kto wie czy ekscentryczny wizjoner nie pójdzie dalej i do rywalizacji zwierząt nie zaprosi też ludzi.

Już dziś stajemy się trans…

Sztuczna inteligencja gasząca światło, gdy nie przebywamy w danym pomieszczeniu? Lodówka podpowiadająca co trzeba kupić, bo kończą się zapasy? Internet Rzeczy czy – jak wolą inni – inteligentne urządzenia również nikogo już nie dziwią. Smartfon, smart dom, czy wiele innych urządzeń z przedrostkiem smart przestają być „kosmiczną” technologią.  Są coraz powszechniejsze, a możliwości są ograniczone tylko przepustowością sieci internetowej. Co oczywiście zmienia się wraz z nadejściem ery 5G.

Firmy zastanawiają się, jak wykorzystać tego typu technologie, by lepiej zrozumieć klienta i właściwie odpowiedzieć na jego potrzeby oraz oczekiwania. Pojawiają się również pytania o rolę pracowników. O wymagania, przed którymi będą postawieni za sprawą nowych technologii oraz ich potrzebach na zmieniającym się dynamicznie rynku pracy – dodaje Paweł Wala, który również wystąpi 15 czerwca na konferencji Człowiek 4.0.

Już dziś pozwalamy, żeby elektronika badała nasze czynności życiowe i tworzyła na tej podstawie coraz dalej idące analizy dotyczące naszego zdrowia.

Internet of Bodies jest już z nami i nie ważne, że większość z nas nie ma takiej świadomości. Firma Walletmor, za którą stoi Wojciech Paprota, opracowała chipy, które zastępują karty płatnicze. Natomiast jedna ze szwedzkich korporacji wszczepiła chętnym urządzenia, którymi mogą otwierać drzwi i uruchamiać sprzęty biurowe. Jak nigdy wcześniej wraca pytanie o bezpieczeństwo naszych danych.

To, że sztuczna inteligencja już dziś jest w stanie skuteczniej przeanalizować informacje na temat naszego zdrowia i postawić szybciej diagnozę od lekarza powinniśmy brać z dobrodziejstwem inwentarza. Jednak czy mamy pewność, że dane z naszego smartwatcha nie wpadną w ręce ubezpieczyciela, który na ich podstawie wyliczy wyższą składkę? Czy inwigilacja pracownika nie pójdzie o krok za daleko, jak o każdym jego ruchu będzie informował chip umieszczony w palcu? Dość szybko powinniśmy zacząć odpowiadać sobie na te pytania, bo Internet of Bodies to nie są wynalazki przyszłości, a teraźniejszości – przestrzega Paweł Wala z SI–Consulting.

Etyka w ślad za technologią

Widzimy już szeroką gamę praktycznych technologii wdrażanych w codziennych obszarach naszego życia, takich jak opieka zdrowotna i społeczna, sport, edukacja i transport.  Niepokojące tendencje odżywają w przypadkach próby wykorzystania siły ludzkiego umysłu w wojsku. „Siły Kosmiczne Stanów Zjednoczonych”, to najnowsza gałąź amerykańskiej armii i najbardziej zależna od zaawansowanej technologii. Trwają tam prace m.in. nad stworzeniem „zrobotyzowanych agentów”, którzy otrzymaliby większą autonomię w podejmowaniu decyzji przy jednoczesnym zmniejszeniu obciążenia ludzkiego czynnika kontrolującego.

Warto spojrzeć szerzej i zastanowić się gdzie proces doskonalenia człowieka i świata został pomyślnie przeprowadzony, a w którym momencie wkraczamy w nowy świat, w którym ludzie starają się nadążyć za maszynami, stworzonymi tylko w celu uzyskania przewagi nad innymi ludźmi – kończy Wala.

Człowiek 4.0

Miejsce człowieka w procesie automatyzacji i cyfryzacji to kluczowy temat wydarzenia, które odbędzie się 15 czerwca. Konferencja Człowiek 4.0 będzie prowadzona całkowicie online, a rejestracja chętnych jest już otwarta i odbywa się poprzez specjalnie przygotowaną stronę internetową: czlowiek.czteryzero.pl. Na liście gości specjalnych konferencji Człowiek 4.0 znajdują się eksperci wysokiej klasy: Thomas Duschek, prezes zarządu SAP Polska, Anna Streżyńska, prezes Zarządu MC2 Innovations, była Minister ds. Cyfryzacji czy Grzegorz Dzik, prezes zarządu Grupy Impel. Głos zabiorą również m.in. Mateusz Kusznierewicz, mistrz olimpijski i dyrektor generalny Star Sailors League, a całość współprowadzić będzie dr Maciej Kawecki, ekspert w dziedzinie nowych technologii i prezes Instytutu Lema.

Wyniki sprzedaży Ford Polska – maj 2021

Maj 2021 r. to kolejny, bardzo udany miesiąc dla Forda w Polsce. Marka sprzedała w tym okresie łącznie 2 740 nowych samochodów osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Oznacza to wzrost względem maja ubiegłego roku o 88,58%.

Po pięciu miesiącach 2021 roku Ford zajmuje w Polsce wysokie, czwarte miejsce wśród najchętniej wybieranych marek samochodów osobowych i dostawczych o DMC do 3,5 tony. W tym okresie sprzedaż nowych samochodów marki wyniosła 13 373 egzemplarze, czyli wzrosła o 66,39% względem analogicznego okresu 2020 roku. To największa procentowo zmiana wśród pięciu najpopularniejszych marek. Pozwoliła ona zwiększyć udział Forda w rynku z 4,91% do 5,79%.

W przypadku samochodów osobowych, marka nadal może pochwalić się znaczącym i stabilnym wzrostem. W maju nabywców znalazły 1 882 nowe samochody osobowe Forda, co oznacza przyrost względem maja 2020 r. o ponad 101%. W całym 2021 roku marka sprzedała 9 081 samochodów osobowych, co z kolei oznacza wzrost o 68,23%. Najważniejszy jest jednak wzrost udziału w rynku – obecnie wynosi on 4,55% w porównaniu do 3,75% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Hitem marki pozostaje Focus, który w całym 2021 roku sprzedał się w ilości 2 467 egzemplarzy, co stanowi ponad 27% sprzedaży samochodów osobowych marki, ale doskonale radzą sobie także SUV-y Forda. W maju nowych nabywców znalazły 363 egzemplarze Forda Pumy, co jest zdecydowanie najlepszym miesięcznym wynikiem dla modelu w 2021 roku. W pierwszej piątce znalazła się również Kuga oraz EcoSport, a sprzedaż wszystkich modeli z TOP5 wzrosła względem maja 2020 roku o ponad 100%.

Ford doskonale radzi sobie także na rynku samochodów dostawczych. W maju nabywców znalazło 858 nowych samochodów Forda, co oznacza wzrost względem maja 2020 r. o 66%. Marka cały czas jest wiceliderem tego rynku, utrzymując udział w nim na poziomie 13%. W całym 2021 r. Ford sprzedał 4 292 sztuki samochodów dostawczych, co oznacza wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 62,6%.

Liderami wśród samochodów dostawczych marki pozostają Transit i Transit Custom, jednak w maju świetny wynik zanotował także Transit Connect, który sprzedał się w ilości 188 egzemplarzy – tylko o 6 mniej od Transita Customa. Oznacza to także drugie miejsce w segmencie kombivanów w maju 2021 roku. Wszystkie modele dostawcze zanotowały znaczący wzrost sprzedaży względem ubiegłego roku – w przypadku Transita Connecta i Transita Couriera przekraczający 100%.

W maju nabywców znalazło też 129 egzemplarzy Rangera, co w połączeniu z poprzednimi miesiącami, oznacza 583 sztuki sprzedane w całym 2021 roku. Warto zauważyć także, że model ma ogromny udział w segmencie pick-upów, wynoszący aż 40,54%.

Marka jest także zdecydowanym liderem rynku minibusów, od miesięcy sprzedając najwięcej takich pojazdów. W maju nowych nabywców znalazły 172 minibusy Forda, a w całym 2021 roku ich liczba wynosi już 906. Oznacza to wzrost o 110,21% względem analogicznego okresu ubiegłego roku i wzrost udziału w rynku o blisko 9 punktów procentowych – z 18,25% do 27,01%.

EUR/USD w klinczu

Wczorajsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego było mało spektakularne. Instytucja ogłosiła (czego rynek oczekiwał), że w ramach programu PEPP nadal będzie skupować z rynku więcej aktywów niż na początku roku. Z kolei inflacja w USA przebiła prognozy i uplasowała się na poziomie 5 proc. Beneficjentem danych okazało się złoto, które urosło do 1900 dolarów.

Wczoraj zgodnie z naszymi oczekiwania zmienność na rynku pojawiła się w okolicach godz. 14:30. Mieliśmy mieszankę wydarzeń. Twarde dane makro z USA przeplatały się z trwającą konferencją Prezes EBC Christine Lagarde. Na EUR/USD widzieliśmy ruch w górę i w dół. Finalnie para walutowa jest na podobnych poziomach na jakich była przed publikacją. Dwukrotnie EUR/USD odbiło się od 1,2150 nie mogąc skutecznie przełamać technicznego wsparcia. Widzieliśmy klasyczne przeciąganie liny. Można powiedzieć, że obóz byków uzyskał lekką przewagę. Złoto zareagowało w sposób modelowy jako aktywo chroniące przed inflacją. Notowania surowca testują aktualnie szczyty z 8 czerwca a ich przełamanie otworzy drogę do poziomu 1916 USD/oz.

Wracając do wczorajszych wydarzeń makro, W trakcie konferencji szefowej EBC Lagarde opublikowane zostały prognozy inflacji na 2021 rok. Widać w nich wyraźnie wyższą trajektorię wzrostu cen. Oczekuje się, że na koniec roku inflacja wyniesie 1,9 proc., a w kolejnych latach będzie spadać, do 1,5 proc. w 2022 roku. . Wpływ na to będzie mieć niska dynamika wzrostu płac oraz kurs euro. Cały czas inflacja znajduje poniżej celu w terminie prognozy. W tym samym czasie dynamika PKB przyspieszy do 4,6 proc. oraz 4,7 proc. w 2022 roku. Lagarde podkreśliła, że jest za wcześnie na rozmowy na temat wyjścia z programu PEPP. Wczorajszy przekaz maiła zatem wydźwięk bardziej „gołębi”. Euro zyskało (nieznacznie) co prawda do dolara, jednak straciła do innych walut, takich jak NOK, SEK czy GBP.

Brak zdecydowanego kierunku na parze EUR/USD to z pewnością efekt działania danych inflacyjnych z USA, które finalnie osłabiły dolara amerykańskiego. Na parze GBP/USD można było zaobserwować ruch w górę o ok 100 pkt.  Wskaźnik CPI dla Stanów Zjednoczonych wzrósł w maju do 5 proc r/r. Oczekiwania były uplasowane na poziomie 4,7 proc. Inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii urosła do 3,8 proc. (prognoza 3,5 proc.). Dane pokazały silną presję cenową. Z kolei bazowy CPI w maju wzrósł bardziej niż oczekiwano bo o 0,7 proc. m/m. Podobnie jak w kwietniu, również w maju pojawiły się elementy „przejściowe”, które spowodowały wzrost cen. W szczególności ceny samochodów używanych wzrosły o 7,3 proc. m/m, wynajem aut o 12,1 proc m/m a bilety lotnicze o 7 proc. m/m. Czynsze urosły o 0,24 proc. m/m po wzroście o 0,2 proc. w kwietniu. Wysoka inflacja będzie niekorzystna dla dolara dopóki Fed nie zareaguje w odpowiedni sposób. Dopóki retoryka Fed, która zakłada obniżenie się inflacji w kolejnych miesiącach, nie zmieni się, dolar będzie pod presją.

Wciąż mocno gołębie nastawienie obydwu banków będzie skutkować trendem bocznym na głównej parze walutowej.

W piątek wydarzeniem dnia pozostaje publikacja protokołu z majowego posiedzenia RPP, a także konferencja prezesa Glapińskiego (15:00). Przypomnijmy, że w środę Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna aktualnie wynosi 0,1 proc. Pozostają na niezmienionym poziomie od marca 2020 roku. Na wczorajszej sesji PLN zyskał nieznacznie względem euro w drugiej części dnia. Aktualnie EUR/PLN na poziomie 4,47.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Zasiłek czy zachęta? W USA brakuje rąk do pracy. W tle automatyzacja

W USA trwa spór pomiędzy administracją federalną, a niektórymi stanami. Administracja Joe Bidena utrzymuje, że specjalny zasiłek w wysokości 300 dolarów tygodniowo jest konieczny, aby zapewnić bezpieczeństwo ludziom bez pracy. Jednak w wielu stanach rąk do pracy brakuje i stosowane są zachęty, żeby ludzie wrócili na rynek. Problem ma szczególnie branża produkcyjna, która przyspieszając automatyzację szuka “autonomicznych” pracowników.

W ciągu pierwszych dwóch tygodni od uruchomienia inicjatywy “Colorado Jumpstart” blisko osiem tysięcy ludzi powróciło na rynek pracy w stanie Kolorado. Zachęta była prosta. Bezrobotni mogli liczyć na dodatkowe środki z budżetu stanowego – w wysokości od 1 200 do 16 000 dolarów – tylko za to, że zdecydują się na zatrudnienie i będzie ono trwało co najmniej osiem tygodni.

Mimo to wiele branż nadal ma problem z zatrudnieniem. Branża hotelarska, restauracje, a nawet kasyna nie pracują na pełnych obrotach. Właściciele parku rozrywki “Biegun Północny” – jednej z większych atrakcji turystycznych w stanie Kolorado – przekonują, że chętnych do odwiedzenia parku jest więcej niż latem 2019 roku, ale wesołe miasteczko pracuje tak jakby sezonu nie było. Ograniczenie godzin otwarcia wymusiły brak rąk do pracy.

Podobnie wygląda sytuacja w stanie Illinois, gdzie od 11 czerwca zniesiono większość obostrzeń sanitarnych, a to oznacza więcej klientów i ożywienie gospodarki. A także brak wystarczającej liczby pracowników, aby ich obsłużyć. Tak jest m.in. na legendarnym torze wyścigowym Arlington Park, gdzie nadal jest ponad 100 wolnych miejsc pracy i to pomimo podwyżek rzędu 20% względem 2019 roku.

Jednak jak przekonuje w rozmowie z “Daily Harald” Robert Bruno, profesor stosunków pracy na University of Illinois, częściowo winni są sami pracodawcy, bo w momencie otworzenia gospodarki planują działać od razu tak, jakby nic wcześniej się nie wydarzyło. – Pracodawcy chcą przejść z poziomu zera od razu do 100. Wznawiają swoją działalność w sposób do tej pory nieznany w historii, ale w czasie pandemii doszło do zerwania milionów stosunków pracy i nawiązanie nowych po prostu wymaga czasu – tłumaczy ekspert w “Daily Harald”.

Jak wynika z danych zebranych przez agencję Bloomberga do końca maja Stany Zjednoczone odzyskały 14,7 miliona (65%) z 22,4 miliona miejsc pracy utraconych zeszłej wiosny, czyli to nadal 7,6 miliona miejsc pracy poniżej poziomu sprzed pandemii.

Gdzie są pracownicy?

Ekonomiści ankietowani przez Bloomberg oszacowali, że w maju w USA pojawiło się blisko 700 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej, bo blisko 300 tys. osób powróciło do pracy w restauracjach i barach, a także w edukacji (ok. 150 tys.) ze względu na to, że wiele szkół wznowiło zajęcia stacjonarne. Część stanowisk nadal jest jednak nieobsadzonych.

Według danych amerykańskiego odpowiednika Głównego Urzędu Statystycznego ok. 3,5 miliona Amerykanów nadal boi sie powrotu do pracy ze względów na ryzyko zachorowania na COVID-19 lub dalszego rozprzestrzeniania się pandemii.

Dość ważnym czynnikiem jest też trudny powrót na rynek pracy kobiet, które przez ostatnie kilkanaście miesięcy zajęły się opieką nad dziećmi. Tylko w stanie Illinois 40% pracujących matek straciło zajęcie lub musiało zmniejszyć liczbę zawodowych godzin, w momencie gdy szkoły przeszły na naukę zdalną, a ośrodki opieki nad dziećmi zostały zamknięte. Eksperci podkreślają, że wiele z nich może mieć problem z powrotem do pracy, choćby dlatego, że…pracodawcy będą krzywo patrzyli na ich długotrwałe (powyżej sześciu miesięcy) bezrobocie.

Prezydent dorzucił kasę. Ludzie nie chcą pracować?

Jednak amerykańscy przedsiębiorcy sugerują, że sporym problemem jest też dodatkowe ubezpieczenie na wypadek bezrobocia, które przez 90 dni mogą otrzymywać ci, którzy stracili pracę. Wysokość świadczenia to 300 dolarów tygodniowo. Około połowa stanów już zrezygnowała z tej federalnej pomocy. Natomiast według Indeed Hiring Lab w stanach, w których ogłoszono, że federalne zasiłki dla bezrobotnych wygasną wcześniej (pomoc możliwa jest do września), aktywność poszukiwania pracy wzrosła w stosunku do trendu krajowego. W dniu ogłoszenia rezygnacji z dodatkowego zasiłku “kliknięć” w ogłoszenia o pracę było o blisko 5% więcej niż w dwóch poprzedzających tygodniach. Jednak wzrost był tymczasowy. Trwał zaledwie nieco ponad tydzień w każdym stanie, który zrezygnował z dodatkowej pomocy.

Robert Bruno, ekspert University of Illinois, przekonuje jednak, że większość ludzi nie siedzi w domu tylko dlatego, że otrzymują zasiłek, a dlatego że większość wolnych miejsc pracy jest w sektorze rozrywki i hotelarstwa, gdzie zarobki są niskie.  – Rzeczywistość jest taka, że ​​wiele osób poszukujących pracy chce godnego wynagrodzenia, dzięki któremu mogą utrzymać rodzinę, oraz świadczeń, takich jak opieka zdrowotna, urlop i emerytura –  zaznacza Bruno cytowany przez “Daily Harald”.

Podobnego zdania jest administracja Bidena, która przekonuje, że zasiłek pomógł ludziom, którzy stracili pracę nie z własnej winy i którzy nadal mogą być w trakcie procesu szczepienia  i dlatego odkładają powrót do pracy. Zawodową aktywizację opóźniają też ze względów na problemy zdrowotne po przebyciu choroby i z powodu braku wystarczającej opieki nad dziećmi.

Produkcję czeka szybka automatyzacja?

Problemy ma jednak też branża produkcyjna. Jeden z amerykańskich producentów części dla przemysłu motoryzacyjnego od kilku miesięcy szuka operatorów wózków widłowych czy operatorów maszyn. Pandemia sprawiła bowiem, że mniej osób mogło przebyć odpowiednie kursy, które przygotowują do specjalistycznej pracy.

Dlatego jak wynika z raportu ManpowerGroup 35 proc. firm na świecie w obliczu pandemii decyduje się na przyspieszenie decyzji o digitalizacji i automatyzacji.  W Polsce według tego samego badania tych przedsiębiorstw jest 27%, ale co piąte nie zamierza podjąć na razie takich działań. 

– Choćby technologia VR pozwala na to, żeby przeprowadzać szkolenia pracowników w ścisłym reżimie sanitarnym, a przecież możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji by zmniejszyć liczbę potrzebnych pracowników jest więcej. W czasie epidemii Covid-19 najlepiej na rynku odnalazły się firmy, które miały przygotowane rozwiązania inteligentnej logistyki i zarządzania łańcuchem dostaw, a także doprowadzili do zdalnej kontroli linii produkcyjnej czy posiadały bezzałogowe magazyny – tłumaczy Zbigniew Czajkowski z NMG S.A., polskiej firmy IT, tworzącej oprogramowanie dla przemysłu i energetyki oraz zarazem lidera wdrożeń w zakresie smart metering w energetyce w Polsce. Wśród naukowców panuje przekonuje, że człowiek nie stanie się nagle zbędny, lecz jego rola ulegnie zmianie.

Widzimy, że coraz częściej pracownicy mają dość nudnej i powtarzalnej pracy, a często też jest ona nisko płatna. Z drugiej strony czują oni strach, że zostaną zastąpieni przez roboty. W konsekwencji na swojej drodze coraz częściej spotykamy osoby, które są sfrustrowane i narzekają na nużący charakter powierzonych im obowiązków. Jako pracodawcy musimy zastanowić się, jak, wykorzystując nowoczesną technologię, zagwarantować rozwój pracowników, ale też zadbać o wykonanie potrzebnej pracy, czy to przez ludzi czy przez roboty – kończy ekspert z NMG S.A.

Scenariusz makroekonomiczny Euler Hermes – II kw. 2021 r.

Grupa Euler Hermes, będąca światowym liderem ubezpieczeń należności, co kwartał aktualizuje swój scenariusz makroekonomiczny. W niniejszym raporcie światowy lider w ubezpieczeniach kredytów kupieckich publikuje nowe prognozy dotyczące globalnego wzrostu i handlu, ale także przedstawia perspektywy dla krajów i regionów. Ten najnowszy raport jest tym ważniejszy teraz, gdy światowa gospodarka stopniowo wychodzi z kryzysu Covid-19. Szczepienia, ponowne otwarcie, systemy wsparcia, napięcia geopolityczne, wąskie gardła w handlu: które czynniki będą napędzać lub hamować globalny wzrost w latach 2021 i 2022?

Podsumowanie: W 2021 r. globalny PKB wzrośnie o +5,5%, a handel światowy o +7,7% w ujęciu ilościowym

  • Bezpieczeństwo szczepień w celu ukształtowania Wielkiego Ponownego Otwarcia. Podczas gdy zaawansowane gospodarki przeprowadziły kampanie szczepień, niechęć do szczepień i szczepionki drugiej generacji są priorytetami pierwszego rzędu. W międzyczasie niedostateczne szczepienie w Azji i na rynkach wschodzących może spowodować rozsynchronizowanie ścieżek wzrostu.
  • Wieloaspektowe ożywienie: ekonomia wysokiego ciśnienia w USA, ekonomia niskiego ciśnienia w Europie. Ekonomiści Euler Hermes spodziewają się, że globalny PKB wzrośnie o +5,5% w 2021 r., przy czym Stany Zjednoczone wyraźnie wysuną się na prowadzenie. W Europie powrót do poziomów sprzed kryzysu zajmie rok więcej w porównaniu z USA (I kw. 2022 r.), a powrót do ścieżki wzrostu sprzed Covid-19 dodatkowe cztery lata.
  • Odłożone wydatki są realizowane, ale pozostałe oszczędności sięgają 500 mld euro w Europie i 1 bln dolarów w USA. Konsumpcja doprowadzi do ożywienia, ale zachowania związane z gromadzeniem pozostaną ze względów ostrożnościowych, komplikując dalsze decyzje polityczne.
  • Inflacja, jaka inflacja? Wąskie gardła w zakresie podaży (surowców, zdolności transportowych, pracowników) prawdopodobnie utrzymają inflację kosztową do końca 2021 r na poziomie najwyższym od pięciu lat. Moc cenowa firm pozostaje ograniczona, zwłaszcza w Europie. Z analiz ekonomistów Euler Hermes wynika, że siła nabywcza gospodarstw domowych będzie pod presją, ponieważ luka w zatrudnieniu (ubytek 4 mln miejsc pracy w strefie euro i 10 mln w USA) będzie niwelować w pewnym stopniu inflację płacową. Z kolei inflacja monetarna nie jest prawdopodobna, ponieważ prędkość obiegu pieniądza jest rekordowo niska.
  • Pakt faustowski, czyli kontrakt z diabłem pozostanie: między ekspansywną polityką fiskalną i monetarną. Spodziewamy się, że banki centralne będą cierpliwe przed podwyżką stóp procentowych w 2023 r. (niektóre wyjątki: Norwegia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania do września 2022 r.). Rynki wschodzące są bardziej narażone na nagłą zmianę nastrojów rynkowych, która narzuci nieuporządkowaną korektę walut i zadłużenia.
  • Europę czekają polityczne rozdroża, ale w 2022 r. nie będzie powtórki kryzysu z 2012 r. W strefie euro fundusz Nowej Generacji UE i EBC będą wspierać ożywienie gospodarcze i powstrzymać napięcia finansowe, podczas gdy wybory w Niemczech i we Francji mogą wywołać niespodzianki polityczne. Należy uważać na niejednorodność.
  • Ryzyko kredytowe pod kontrolą. Zagadka niewypłacalności trwa nadal, ponieważ zadłużenie przedsiębiorstw wzrosło do nowych maksimów, ale wzrosły także środki pieniężne w bilansie, a wsparcie płynności dla firm będzie kontynuowane do 2022 r. Europejskie firmy niefinansowe będą musiały zwiększyć swoje marże średnio o 1,5 p.p., aby zrównoważyć swój dług.
  • Zielony to nowa czerń, nowy węgiel polityki przemysłowej. Przejście w kierunku czystszego modelu wzrostu będzie wymagało zdefiniowania prawdziwej nowej polityki przemysłowej, polegającej na generowaniu nowych zasobów fiskalnych, subsydiowaniu transformacji, ochronie krajowych producentów i inwestowaniu w infrastrukturę. W latach 2021-50 roczne inwestycje w sektorze energetycznym muszą wzrosnąć o około 1% światowego PKB w porównaniu z dzisiejszymi poziomami, aby umożliwić przejście na zerowe zużycie energii netto. Przy 1,3 bln USD inwestycji w odnawialną energię elektryczną będą musiały przekroczyć najwyższy poziom, jaki kiedykolwiek wydano na dostawy paliw kopalnych (1,2 bln USD w 2014 r.).
  • Ryzyko polityczne pozostaje: w obliczu nowego paternalizmu USA i taktycznego multilateralizmu – uważają eksperci Euler Hermes. Stany Zjednoczone rozpoczęły nową falę globalnych i wielostronnych inicjatyw na rzecz zmian klimatycznych i polityki podatkowej. Ale takie ożywienie zaangażowania międzynarodowego nie musi oznaczać nieselektywnego multilateralizmu: jak dotąd w 2021 r. Stany Zjednoczone były najbardziej aktywne w zakresie środków protekcjonizmu handlowego, a najbardziej atakowane były Chiny i Niemcy (w ujęciu netto). Chociaż w regionie Azji i Pacyfiku można zauważyć pewne przyspieszenie w rozszerzaniu i wdrażaniu umów o wolnym handlu (np. RCEP, CPTPP itp.), nie jest on odporny na istniejące wcześniej napięcia geopolityczne, które pogłębiły się wraz z kryzysem Covid-19 (np. Chiny i „Quad”).
  • Z analiz Euler Hermes wynika, że Polska jest w najlepszej sytuacji spośród gospodarek wschodzących w zakresie oczekiwanej zdolności obsługi zadłużenia (mierzone na podstawie porównania wzrostu gospodarczego w przeszłości a bieżącego kosztu długu – odsetki, mierzone jako średni kupon długu państwowego). Niskie stopy procentowe są kluczowe dla utrzymania obecnego poziomu zadłużenia, zwłaszcza gdy programy walki z Covid-19 i jego trwałymi skutkami mogą wymagać większego finansowania. Polska (obok Węgier i Rumunii w Europie Środkowej) napotyka jednak podwyższone ryzyko inflacyjne – ekonomiści Euler Hermes spodziewają się więc dwóch podwyżek stóp procentowych w Polsce do połowy 2022 roku

Gracz online wygrał spór z bukmacherem o 1,7 mln funtów

Andrew Green, brytyjski gracz internetowy, wygrał sądową batalię z firmą hazardową Betfred o nagrodę w wysokości 1,7 mln funtów po tym, jak bukmacher odmówił mu jej wypłaty za trzykrotne trafienie jackpota w jednej z oferowanych przez siebie gier w kasynie online.

Gracz trzykrotnie trafił główną wygraną

Green wygrał pieniądze w grze o nazwie Frankie Dettori’s Magic Seven Blackjack w styczniu 2018 r. na platformie online hostowanej przez Betfred. Przez 5 dni sądził, że jest milionerem. Ale kiedy próbował wypłacić swoją wygraną, spotkał się z odmową. Firma bukmacherska podniosła, że 54-letni gracz z Lincolnshire wygrał takie pieniądze z powodu wady gry, która zwiększała prawdopodobieństwo wypłacenia wyższych kwot wygranych. Jak wyjaśnił rzecznik Betfred: „Pan Green wygrał jackpota trzy razy podczas gry w grę dostarczoną przez jednego z naszych dostawców zewnętrznych. Dostawca zgłosił nam problem z oprogramowaniem i doradził, że powinniśmy wstrzymać płatność”.

Sąd orzekł na korzyść gracza

Ponieważ więc gra zawierała ową „wadę”, w opinii prawników Betfred jej organizator nie był zobowiązany do wypłaty nagrody. Trwający 3 lata spór zakończył się na początku kwietnia 2021 r. Brytyjski sąd najwyższy nakazał bukmacherowi wypłatę na rzecz gracza kwoty 1 722 923,54 funtów wygranej plus odsetki, orzekając, że jeden z punktów regulaminu gry, na który powołuje się Betfred, nie ma w ogóle zastosowania w okolicznościach tej sprawy.

Brak klauzuli w regulaminie, która pozwoliłaby bukmacherowi nie wypłacać wygranej

Podczas rozprawy w październiku 2020 r., prawnicy Greena poprosili sędzię Justice Foster o orzeczenie na korzyść klienta. Z kolei prawnicy Betfred argumentowali, że spór powinien zostać rozstrzygnięty w pełnym procesie. Sędzia stanęła jednak po stronie gracza. W swoim orzeczeniu stwierdziła: „Jestem jednoznacznego zdania, że te klauzule w regulaminie gry nie stanowią podstawy, aby zwolnić Betfred z obowiązku wypłaty wygranej”. Komentując ten wyrok, rzecznik Betfred powiedział: „Będziemy przestrzegać decyzji sądu i nie będziemy się odwoływać. Chcielibyśmy przeprosić pana Greena za opóźnienie w otrzymaniu jego pieniędzy”.

Wyrok ważny dla wszystkich graczy

W oświadczeniu po swoim zwycięstwie na sali sądowej szczęśliwy gracz w kasynie online powiedział, że przez ostatnie 3 lata był zdruzgotany i czuł się okradziony, ale teraz jest zwyczajnie zachwycony, że w końcu udało mu się wygrać tę sprawę. Przyznał, że był oszołomiony po swoim zwycięstwie i zachęcał innych, którzy zostali oskarżeni o nieprzestrzeganie zasad zakładów bukmacherskich, aby stawili tym pomówieniom czoło, bo jego przypadek pokazał, że można skutecznie dochodzić sprawiedliwości. „To nie jest tylko wygrana dla mnie, ale wygrana dla każdego w podobnej sytuacji. Nie zrobiłem nic złego, zagrałem w grę, przez pięć dni gratulowano mi, że jestem milionerem, a potem mi to wyrwano”.

Podsumowanie

O problemach graczy z firmą bukmacherską Betfred zrobiło się głośno blisko rok temu. Ta jedna z najbardziej znanych brytyjskich marek w branży hazardowej została oskarżona o wycofanie się z zobowiązania do honorowania zaległych sald klientów upadłego bukmachera internetowego MoPlay po tym, jak zakupiła listę klientów tej firmy od jej likwidatora na Gibraltarze.

MoPlay przestał działać w lutym 2020 r., gdy jego spółka macierzysta Addison Global została postawiona w stan likwidacji. Klienci posiadający środki na swoich kontach nie byli w stanie ich wypłacić, ale po licytacji listy klientów MoPlay w połowie marca wydało oświadczenie, że wypracowało porozumienie, na mocy którego inny operator będzie honorował saldo gotówkowe gracza, tak aby mógł wypłacić swoje środki i kontynuować grę. Z zarejestrowanymi w Wielkiej Brytanii i Irlandii klientami miał się skontaktować Betfred. Z MoPlay do Betfred zostało przeniesionych ok. 180 tys. kont. Jednak wielu graczy zgłaszało skargi, że ich konta nie przeszły do Betfred. Dwóm takim saldom przyjrzał się brytyjski dziennik The Guardian. Jak ujawnił w artykule z 19 kwietnia 2020.r., jedno opiewało na kwotę 27 tys. funtów, drugie na 680 funtów, ale z gwarancją dożywotniej wypłaty 300 funtów miesięcznie, a które zostało zamknięte przez bukmachera dwa dni po ogłoszeniu transakcji zakupu listy klientów MoPlay.

Jak widać, przykład Andrew Greena nie jest odosobniony, i wielu graczy online napotyka problemy z wypłatą swoich wygranych oraz w ogóle z wypłatą środków zgromadzonych na bukmacherskich kontach. Tak działo się np. w Polsce 4 lata temu, gdy tzw. ustawa antyhazardowa zakazała od 1 kwietnia 2017 r. gry u bukmacherów nieposiadających polskiej licencji, a 3 miesiące później wprowadziła rejestr domen zakazanych, powodując, że po 1 lipca 2017 r. środki klientów zgromadzone na kontach takich zagranicznych bukmacherów zostały zablokowane.

Sprawa Greena, który przy wsparciu zespołu prawników odzyskał od giganta fortunę, pokazuje, że walka z bukmacherami nie musi być skazana na porażkę. W tego typu sprawach najistotniejszą rolę odgrywa znajomość krajowych i zagranicznych uregulowań prawnych dotyczących gier hazardowych, w tym oferowanych online, w zależności chociażby od siedziby firmy organizującej zakłady. Jak powiedział po rozprawie adwokat Greena: „Jestem absolutnie zachwycony szczęściem Andy’ego i jego rodziny. Nasz wymiar sprawiedliwości dostarczył najlepszy możliwy wyrok w tej sprawie, dając nadzieję tym wszystkim, którzy sądzą, że zawsze wygrywają tylko wielcy i bogaci”.

Źródło: The Guardian: Online gambler wins court case to claim £1.7m prize after Betfred refused to pay”, 7 kwietnia 2021 r. oraz BetFred accused of withholding funds from punters despite pledge”, 19 kwietnia 2020 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Oczekiwana liczba podwyżek stóp procentowych do połowy 2022 r. w gospodarkach wschodzących – analiza Euler Hermes

W całym regionie wschodzącej Europy prognozowany roczny wzrost realnego PKB wyniesie +4,6% w 2021 r. (znacznie kompensując spadek o -2,7% w 2020 r.), a następnie +3,7% w 2022 r. – wynika z analiz Euler Hermes Dotychczasowe dane o aktywności gospodarczej w 2021 r. ujawniły rozbieżności w wynikach gospodarczych między gospodarkami w obliczu trzecich fal Covid-19 występujących w różnym czasie. Węgry, Rumunia, Bułgaria i Turcja osiągnęły lepsze wyniki w I kw., ale powinny odnotować umiarkowane wyniki w II kw., ponieważ liczba zakażeń ponownie osiągnęła najwyższy poziom w kwietniu, a zakłócenia w łańcuchu dostaw nieco osłabiły potencjał wzrostu. Rosja również osiągnęła lepsze wyniki na początku roku i nadal będzie korzystać z wyższych cen ropy, co przeważa nad wpływem groźby potencjalnych nowych sankcji.

Kraj Oczekiwana liczba podwyżek stóp procentowych Kraj Oczekiwana liczba podwyżek stóp procentowych
Chiny

Indie

Indonezja

Tajlandia

Filipiny

Malezja

Rosja

Polska

Rumunia

Czechy

Węgry

Ukraina

1

1

1

0

0

0

2

2

3

3

1

2

Brazylia

Meksyk

Argentyna

Kolumbia

Chile

Peru

Nigeria

RPA

Egipt

Algieria

Maroko

Kenia

3

2

2

2

2

2

3

3

2

3

1

2

Wraz z poprawą sytuacji epidemicznej w 2 półroczu, możliwością osiągnięcia odporności stadnej na Covid-19 do jesieni i przywróceniem łańcuchów dostaw ekonomiści Euler Hermes spodziewają się, że regionalne ożywienie nabierze tempa w drugiej połowie 2021 r. Inflacja wzrośnie w II kw., głównie ze względu na efekty bazowe związane z cenami energii, które spadły rok temu, i są obecnie relatywnie znacznie wyższe, ale także z powodu rosnących płac w warunkach niedoskonałej realokacji siły roboczej.

Wzrost cen powinien następnie spowolnić, częściowo dzięki pewnym ostrożnym podwyżkom stóp procentowych, chociaż ryzyko inflacyjne pozostaje podwyższone w Turcji (ze względu na deprecjację waluty), a także na Węgrzech, w Polsce i Rumunii, które zaangażowały się w łagodzenie ilościowe i od tego czasu doświadczyły silnego wzrostu podaży pieniądza od 2020. Bezrobocie wzrośnie w 2021 r., ponieważ niektóre środki państwowe są wycofywane. Powinno to powstrzymać wzrost płac w późniejszym okresie, a także w pewnym stopniu złagodzić presję cenową. Ponadto w tym roku w Europie Środkowej zelżała presja walutowa.

Odłożona konsumpcja nadrabiająca zaległości w 2021 r., % PKBOdłożona konsumpcja nadrabiająca zaległości w 2021

Rynki wschodzące – różnica między wzrostem gospodarczym w przeszłości
a bieżącym kosztem zadłużenia*

Rynki wschodzące – różnica między wzrostem gospodarczym w przeszłości
*Dodatnia różnica wskazuje na przyszłe zagrożenia dla zdolności obsługi zadłużenia.
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Wykres pokazuje różnicę pomiędzy wzrostem gospodarczym w przeszłości a bieżącym kosztem długu (odsetki, mierzone jako średni kupon długu państwowego). Jeśli ostatni wzrost stóp procentowych na rynkach wschodzących (Emerging Markets – EMs) utrzyma się, może to mieć szkodliwy wpływ na stabilność zadłużenia. Niskie stopy procentowe są kluczowe dla utrzymania obecnego poziomu zadłużenia, zwłaszcza gdy programy walki z Covid-19 i jego trwałymi skutkami mogą wymagać większego finansowania.

 

Aby to przeanalizować, ekonomiści Euler Hermes przeprowadzili analizę różnicy między stopami procentowymi a stopami wzrostu. Jest to powszechna miara zdolności obsługi zadłużenia, ponieważ koszt długu jest porównywany z zyskami (wzrostem PKB), które zapewnia. Do obliczeń wykorzystujemy średni kupon, jaki kraje EM płacą za swój dług państwowy oraz średni nominalny roczny wzrost gospodarczy w latach 2015-2019 (jako przybliżenie przyszłego średniorocznego wzrostu gospodarczego). Kraje, które na wykresie wykazują dodatnią różnicę między średnim kuponem a przeszłym wzrostem gospodarczym, mogą mieć problemy w nadchodzących latach, jeśli nie uda im się zmienić jednej lub obu zmiennych. Ponieważ punkt startowy PKB w 2020 roku jest niski, potencjalny wzrost jest wyższy. Ale czy to wystarczy, aby zrównoważyć koszt długu? Na dzień dzisiejszy obserwujemy pewne podwyżki stóp procentowych, które mogą to utrudnić, a sytuacja ta może się pogorszyć w przypadku taper tantrum. Na wykresie przedstawiono, od góry do dołu, kraje o największej nierównowadze.

Dodatnia różnica wskazuje, że oczekiwany wzrost jest zbyt niski, aby utrzymać dług publiczny na stabilnym poziomie lub sprowadzić go na ścieżkę spadkową (jeśli dług rośnie szybciej niż PKB, stosunek długu do PKB wzrasta). Rysunek pokazuje, że kluczowe rynki w Afryce i Ameryce Łacińskiej, a także Rosja i Ukraina mogą stanąć w obliczu (poważnych) problemów ze spłacalnością długu, biorąc pod uwagę już wysoką różnicę między kuponami płatnymi a wzrostem gospodarczym. Po przeciwnej stronie znajdują się gospodarki azjatyckie oraz środkowoeuropejskie, przy czym z analiz Euler Hermes wynika, że Polska jest w najlepszej sytuacji spośród wybranych gospodarek. Ich powody są jednak różne: podczas gdy kraje Europy Środkowej charakteryzują się niskimi stopami procentowymi i umiarkowanym wzrostem gospodarczym, niektóre z gospodarek azjatyckich, jak Indie, Indonezja i Filipiny, charakteryzują się silnym wzrostem gospodarczym, który rekompensuje stopy procentowe powyżej 5%.

Startuje kolejna edycja „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”

Ruszyła rejestracja do tegorocznej 22. edycji „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Promujący innowacyjność program, który skierowany jest zarówno do przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i tych, które działalność rozpoczęły stosunkowo niedawno, od ponad dwóch dekad organizuje firma doradcza Deloitte. Po raz drugi zostanie przyznana również nagroda Impact Stars dla firmy, której technologie, produkt lub usługi mają pozytywny wpływ na otoczenie. Termin zgłoszeń do „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” upływa 31 sierpnia. Zwycięzców poznamy w listopadzie.

„Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” to program, który plasuje 50 najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Polsce i Europie Środkowej, publicznych lub prywatnych, w oparciu o procentowy wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat. W tegorocznym rankingu analizowane będą przychody w latach 2017-2020. – A to oznacza, że w zestawieniu ujęte będą także wyniki z roku zdominowanego przez pandemię. Spółki technologiczne odegrały ogromną rolę w przystosowaniu się do tzw. nowej normalności. One nie tylko stymulują wzrost biznesów, ale też pozwoliły nam funkcjonować w  czasie izolacji. Pandemia COVID-19 sprawiła, że wiele rozwiązań, wydających się być technologiami przyszłości, już teraz znajduje zastosowanie. Wystarczy wspomnieć opiekę zdrowotną, rozwiązania biurowe, e-commerce czy nauczanie zdalne. Liczymy, że to przyspieszenie technologiczne znajdzie odzwierciedlenie również w naszym rankingu – mówi Agnieszka Zielińska, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, liderka programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

Od kilku lat firmy z Polski dominują w rankingu Deloitte. Na przestrzeni dwóch dekad wysokie miejsca zajmowały m.in. CD Projekt, home.pl, eCard, Pracuj.pl czy LiveChat. W ubiegłorocznej edycji w głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 15 firm z Polski, a na czele rankingu stanął Packhelp – twórca platformy pozwalającej projektować i zamawiać spersonalizowane opakowania online. Oprócz niego do pierwszej dziesiątki trafiły aż cztery polskie firmy: EGZOTech (5. miejsce), Solution4Labs (7. miejsce), Zdrowegeny.pl (8. miejsce) oraz Tylko (9. miejsce).

Tegoroczna edycja przynosi pewne zmiany w regulaminie. Ranking obejmie dwie kategorie „Fast 50” i „Companies to Watch”. Dodatkowo firmy mogą aplikować do nagrody specjalnej „Impact Stars”.

Każda spółka, która stara się o udział w kategorii głównej „Fast 50” musi spełniać następujące kryteria:

  • działać na rynku od co najmniej czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2016 r.;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w roku 2017, 2018, 2019 oraz przychód w roku 2020 nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • zajmować się opracowywaniem lub produkcją technologii autorskich lub ponosić istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Z kolei w kategorii „Companies to Watch” oceniane będą przedsiębiorstwa młodsze, niespełniające jeszcze kryteriów uczestnictwa w rankingu głównym. Dzieli się ona na dwie podkategorie: „Investment Stars” i „Growth Stars”.

  • Podkategoria „Investment Stars” obejmuje 10 spółek, które zdobyły największy kapitał inwestycyjny w okresie od 1 stycznia 2018 roku do 31 maja 2021 roku.
  • Podkategoria „Growth Stars” obejmuje 10 spółek, które wykazały naturalny wzrost w okresie trzech ostatnich lat.

Firm ubiegających się o nagrodę specjalną „Impact Stars” nie dotyczą kryteria przychodowe oraz długość prowadzonej działalności. Kategoria została wprowadzona z myślą o przedsiębiorstwach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. W ubiegłym roku spośród polskich firm to wyróżnienie otrzymały spółki: Divante i Netguru (za wspólną inicjatywę „Tech to the rescue”, czyli wsparcie branży IT dla sektora organizacji pozarządowych w czasie pandemii), EGZOTech oraz Laparo. – Pandemia i wyjątkowość ostatnich dwóch lat niewątpliwie znajdzie odzwierciedlenie również w kategorii „Impact Stars”. Szukamy firm, których działalność miała znaczący wpływ na ich otoczenie. Każda edycja Technology Fast 50 Central Europe to wielkie wydarzenie zarówno dla nas, jak i zgłaszających się spółek. Zapewne będzie tak również w tym roku – mówi Agnieszka Zielińska.

NBP nie zmienił stóp procentowych

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem dla złotego było posiedzenie Narodowego Banku Polskiego, podczas którego Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła ustawienia polityki pieniężnej bez zmian. Taką decyzję podjęto pomimo faktu, że wzrost inflacji w maju (według szacunków międzyrocznych) sięgał 4,8%. Jednak zdaniem większości przedstawicieli banku centralnego inflacja powinna ponownie zacząć zwalniać. Przeciwko podwyższeniu stóp przemawia również całkiem silna polska waluta.

Założeń polityki pieniężnej nie zmienił również Europejski Bank Centralny. Podstawowa stopa procentowa pozostała na poziomie 0%, stopa kredytowa na 0,25%, a depozytowa na -0,5%. EBC będzie kontynuować programy, które zapewniają płynność finansową na rynkach strefy euro. Polityka pieniężna w strefie euro nie uległa zmianie i jest mała szansa, aby w najbliższym czasie do tego doszło. Według EBC, w tym roku PKB w strefie wzrośnie o 4,6%, a inflacja o 1,9%. W kolejnym roku prognozowany jest wzrost PKB o 4,7%, a inflacji o 1,5%.

W tym tygodniu złoty nieco się osłabił i w piątek rano jego kurs wynosił 4,47 PLN/EUR. To osłabienie może być wynikiem korekty technicznej po silnym umocnieniu, które rozpoczęło się na przełomie marca i kwietnia. Kurs eurodolara w tym tygodniu również nie zmienił się mocno i pod koniec tygodnia wynosił 1,218 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Branża turystyczna się odradza – czy warto w nią inwestować?

Wydatki na bilety lotnicze amerykanów wzrosły o 548 proc. r/r. Powoli odradza się turystyka krajowa w USA i Chinach, a wolniej turystyka międzynarodowa. Także w Polsce, gdzie sektor turystyczny odpowiada za około 4,5 proc. PKB, widać ożywienie w branży.

Turystyka to jedna z największych globalnych branż. Jej obroty przed pandemią wynosiły 9 bln. dolarów i odpowiadały za 10,4 proc. globalnego PKB. COVID-19 uderzył w branżę z ogromną siłą, powodując jej spadek w poprzednim roku o 49 proc. Obecnie powoli się odradza, pozostaje jednak w dużym stopniu zależna od szybkości akcji szczepień. W pierwszej kolejności odradza się turystyka krajowa, szczególnie w miejscach, gdzie zawsze była najpopularniejsza jak w USA i Chinach. To turystyka krajowa odpowiada za 70 proc. globalnych przychodów z turystyki, reszta to turystyka międzynarodowa. Także w Polsce ze względu na pandemię obserwujemy zwiększone zainteresowanie wyjazdami w kraju, jednak widać też powoli odradzającą się turystykę międzynarodową. Dużym wsparciem dla branży będzie powszechne uznanie unijnego paszportu szczepionkowego, które nastąpi od 1 lipca. Kolejnym krokiem będzie uznanie tego paszportu przez inne kraje np. USA i vice versa.

Turystyka wypoczynkowa odpowiada za 80 proc. przychodów branży, podczas gdy resztę stanowi turystyka biznesowa. Meksyk jest krajem, w którym turystyka ma największy udział w PKB (15 proc). Kolejne miejsca zajmują Hiszpania (14 proc.), Włochy (13 proc.), Chiny (11,5 proc.), i Turcja (11 proc.). W Polsce ten udział wynosi około 4,5 proc.

W USA widać rosnący poziom wydatków na wyjazdy. Bieżące raporty z wydatków amerykanów z wykorzystaniem kart kredytowych pokazują, że wydatki na loty wzrosły o 548 proc. r/r, wynajem samochodów 301 proc., hotele 277 proc. Dzieje się to przy ogólnym wzroście wydatków konsumenckich o 36,2 proc.

Ważny element branży turystycznej stanowią linie lotnicze. Według danych Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) za kwiecień 2021 roku, globalne przychody przewoźników przeliczone na 1 km (RPK) są 65,5 proc. niższe niż w tym samym miesiącu w 2019 roku. W przypadku podróży międzynarodowych jest to -87,3 proc., a krajowych -27,7 proc. Co ciekawe rynek przelotów krajowych w Chinach wzrósł o 6,8 proc., a w Rosji o 11 proc. i jest powyżej poziomu sprzed pandemii.

Do budowy portfela inwestycyjnego opartego o branżę turystyczną możemy wykorzystać fundusze ETF na przykład US Global Jets, inwestujący w linie lotnicze. Można także zbudować portfel z poszczególnych spółek jak sieci hoteli np. Hyatt czy Melia, czy firmy oferujące rejsy wycieczkowe np. Royal Caribbean, czy Norwegian Cruise Line. Także całe gospodarki krajów z dużym udziałem turystyki w PKB np. Meksyk czy Hiszpania powinny odczuć efekt odradzania się branży. Można w nie inwestować poprzez ETF lub indywidualne akcje z branż, niekoniecznie związanych z turystyką.

Inwestując swoje środki, warto postawić na dywersyfikację, czyli na zróżnicowanie swojego portfela inwestycyjnego w taki sposób by znalazły się w nim zarówno spółki krajowe, jak i zagraniczne, a także spółki z różnych sektorów gospodarki. Z uwagi na wzrost gospodarczy, rosnącą inflację i zwiększające się prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych mamy ostatnio do czynienia z rotacją zainteresowania poszczególnymi branżami. Zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie w większym stopniu na branżach i spółkach cyklicznych, czyli takich, które są w największym stopniu beneficjentami wzrostu gospodarek.

Analiza branżowa to popularny i bardzo pomocny inwestorom sposób służący analizie sytuacji na giełdzie. Najpierw wybieramy konkretną branżę, która wydaje nam się atrakcyjna w obecnej sytuacji.

A później dokonujemy szczegółowej analizy poszczególnych spółek z danej branży, sprawdzając przede wszystkim wskaźniki finansowe takie jak np. C/Z czy EPS (zysk na jedną akcję), jak i model biznesowy firmy oraz strategię. W ten sposób dobieramy spółki do naszego portfela inwestycyjnego. Możemy także w niektórych wypadkach inwestować w całe branże na przykład wtedy, kiedy kupujemy fundusze ETF lub portfele tematyczne dedykowane dla konkretnego sektora. To może być ciekawa opcja dla mniej doświadczonych inwestorów.

Bieżące dane dotyczące wydatków z dnia 3.06.2021, 7-dniowa średnia r/r.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Nuda na głównej parze walutowej

Wielu ekspertów sugerowało, że czwartek może być przełomowym dniem dla trwającej stabilizacji na parze EURUSD. Pomimo posiedzenia EBC i ważnych danych z USA nic takiego jednak nie miało miejsca.

EBC nie zmienia nastawienia

O ile nie ma 100% pewnych decyzji banków centralnych, o tyle wczorajsza decyzja EBC w sprawie stóp procentowych była bardzo bliska tego stanu. Zmian stóp procentowych nie było w Europie od ponad 5 lat i pandemia koronawirusa nic w tym nie zmieniła. Co więcej, zapowiedziano, że minimum do września utrzymane zostaną programy skupu aktywów. Rynki przyjęły tę wiadomość raczej spokojnie, tym bardziej że trzy kwadranse później publikowane były ważne dane z USA.

5% inflacji w USA!

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty zza oceanu. Ważniejsza wydaje się inflacja, która zgodnie z oczekiwaniami rośnie, ale wbrew oczekiwaniom osiągnęła 5%. Należy pamiętać, że wzrosty cen ropy w USA są znacznie wyższe niż w Europie. Dołek ropy Amerykańskiej ze względu na problem z realizacją kontraktów i odbiorem surowca w USA na początku pandemii był znacznie głębiej. Teraz z kolei ropa jest na bardzo zbliżonych poziomach zarówno w USA, jak i w Europie. To właśnie wzrost cen ropy jest jednym z najważniejszych czynników pchających ceny w górę. W dodatku do tych danych poznaliśmy kolejny najniższy wynik liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych od początku pandemii. Rynki zareagowały na te dane bardzo ostrożnie. W USA dalej nie widać oczekiwań wzrostu stóp procentowych. Widać to zarówno na kursie walut, gdzie dolar się nie umacniał, jak i na giełdach, które (pomimo słabszego zakończenia dnia wczoraj) dzisiaj są już ponad tymi poziomami.

Wielka Brytania poniżej oczekiwań

Od rana poznaliśmy pakiet danych z Wielkiej Brytanii. Dane, patrząc na wartości bezwzględne, są jak w większości państw podających odczyty rok po najgorszych spadkach covidowych, rewelacyjne. Wzrost produkcji przemysłowej o 27,5%, czy miesięczny PKB rosnący o 27,6%, to są odczyty, których w standardowych warunkach nie osiągały nawet Chiny. Z drugiej strony, wiedząc jak duże były spadki rok temu, analitycy spodziewali się nawet większego odbicia, bo o odbiciu w przypadku tych danych trzeba mówić.  Funt jednak przyjął je dość dobrze, reagując tylko delikatnym osłabieniem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – protokół z posiedzenia RPP,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rzecznik MŚP wnioskuje do Wicepremiera Gowina o rekompensatę za ostatnie miesiące lockdownu

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Wicepremiera Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina zwrócił się z wnioskiem o przedłużenie o miesiąc wypłaty rekompensat z tarczy branżowej dla branż, które nie mogły osiągać przychodów w maju, m.in. klubów nocnych i dyskotek. Należy pamiętać o rekompensatach za czerwiec, w stosunku do tych branż, które nadal nie zostały otwarte. – W dalszym ciągu istnieje kilka działalności, które dalej nie mogą osiągać przychodów, funkcjonujących pod kodem PKD 93.29.Z. Dlatego proszę o rekompensaty z tarczy branżowej dla tych branż za czerwiec – pisze w piśmie Rzecznik MŚP.

Rzecznik MŚP wraz z 300 organizacjami zrzeszonymi w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku wielokrotnie apelował, aby do końca kwietnia br. otworzono cała gospodarkę. Rząd podjął jednak inną decyzję. Jednak zdaniem Adama Abramowicza koszt przedłużenia restrykcji nie może zostać przerzucony na przedsiębiorców. Rzecznik MŚP w piśmie do Wicepremiera Gowina wnosi o niezwłocznie wydanie kolejnego rozporządzenia do Tarczy Branżowej przedłużającego stosowanie mechanizmów pomocowych, które uwzględni kody PKD branż będących w maju zamkniętych proporcjonalnie do okresu blokady.

– W czerwcu stan prawny pozwala już na prowadzenie działalności gospodarczej zdecydowanej większości firm ale w dalszym ciągu istnieje kilka takich działalności, które dalej nie mogą osiągać przychodów. Nalezą do nich m.in. kluby nocne i dyskoteki, działające pod kodem PKD 93.29.Z. Dlatego proszę o rekompensaty z tarczy branżowej dla tych branż za czerwiec. Mam nadzieję, że w miesiącu lipcu wszystkie branże będą mogły już działać i rekompensaty nie będą potrzebne – podsumowuje w piśmie Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Lokalność znów w cenie – również w sektorze usług dla biznesu

Niepewność wywołana pandemią kieruje uwagę inwestorów na strategie oparte na nearshoringu. Beneficjentem tego trendu, podobnie jak dekadę temu, może być Polska.

Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw wywołane przez COVID-19, skłoniły firmy do zweryfikowania swoich strategii outsourcingowych. Na fali ponownie jest nearshoring1, a to kieruje uwagę wielu zachodnioeuropejskich inwestorów (choć nie tylko) na Polskę. Argumentami działającymi na korzyść rodzimego rynku są m.in. jeden z najatrakcyjniejszych w Europie systemów zachęt inwestycyjnych, rozwinięty rynek pracy, a także konkurencyjny i zróżnicowany rynek biurowy, wynika z najnowszego raportu JLL i HAYS Onshore, Nearshore, Offshore: Unsure?.

Według raportu Klimat inwestycyjny w Polsce, przygotowanego przez PAIH, Grant Thornton oraz HSBC w 2019 roku, aż 94% międzynarodowych firm było zadowolonych z decyzji o zainwestowaniu w Polsce i zrobiłoby to ponownie. Pandemia ten trend wzmocniła.

Z naszych obserwacji wynika, że firmy, które świadczyły usługi biznesowe z krajów oddalonych geograficznie, np. państw azjatyckich, mierzyły się z nieporównywalnie większymi zakłóceniami, aniżeli te, które wcześniej postawiły na tworzenie swoich europejskich hubów. To ponownie kieruje uwagę wielu zagranicznych firm na nearshoring oraz wzmacnia zainteresowanie Polską, która jest postrzegana jako bezpieczny przyczółek dla wielu strategicznych procesów biznesowych. W efekcie, podobnie jak po światowym kryzysie finansowym, możemy się spodziewać napływu nowych inwestycji outsourcingowych, czego w ostatnich miesiącach dowodzi rosnąca liczba potencjalnych inwestorów ze Skandynawii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Szwajcarii, komentuje Mateusz Bonca, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Wygrywamy stabilnością

Miniony rok, dla wielu firm stojący pod znakiem pracy zdalnej i dążenia do utrzymania ciągłości biznesowej, zamknął się wyjątkowo dobrym wynikiem pod względem przyrostu nowych inwestycji. Spośród bezpośrednich inwestycji zagranicznych obsługiwanych przez PAIH w 2020 roku, najwięcej, bo aż 44, dotyczyło sektora BSS.

Strategiczna lokalizacja Polski w samym sercu Europy, nowoczesna infrastruktura IT, zasobny rynek pracy oraz atrakcyjny system grantów to niewątpliwe atuty, które mogą przyciągnąć nowych inwestorów. W ubiegłym roku ponownie udowodniliśmy, że jesteśmy stabilną lokalizacją także pod względem gospodarczym, zdolną do zachowania ciągłości krytycznych procesów biznesowych. Mimo że spadki na światowych rynkach były nieuniknione, spadek PKB w Polsce w 2020 roku wyniósł jedynie 2,7% i był jednym z najniższych wśród krajów UE, zwłaszcza w porównaniu z największymi gospodarkami w Europie, podkreśla Iwona Chojnowska-Haponik, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia dla Biznesu w regionie EMEA, JLL.

Co więcej, w rankingu Doing Business 2020, w którym ekonomiści Banku Światowego oceniają regulacje ułatwiające prowadzenie działalności gospodarczej, Polska uzyskała 76,4 pkt na 100, co przełożyło się na 40. lokatę wśród analizowanych 190 światowych gospodarek – to najlepszy wynik wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Co ważne, Polska znalazła się tuż za krajami Europy Zachodniej, takimi jak Niemcy i Francja, które uzyskały w rankingu odpowiednio 79,7 i 76,8 punktów.

W 2019 roku napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski wyniósł 13,9 mld USD, co oznacza, że całkowite zasoby inwestycji wzrosły o 26% w porównaniu do 2010 roku (wg UNCTAD). Czołowe miejsce naszego kraju potwierdza również EY Europe’s Attractiveness Survey, zgodnie z którym w 2020 roku Polska zajęła pierwsze miejsce w regionie oraz siódme w Europie pod względem liczby napływających inwestycji zagranicznych. Co ważne, prognozy dotyczące prawdopodobieństwa realizacji inwestycji mówią o utrzymaniu planowanych przez międzynarodowe firmy projektów na poziomie nawet do 80%. To znacznie więcej niż średni wskaźnik realizacji inwestycji w całej Europie, który wynosi 65%.

Decydujący potencjał rynku pracy

Niezmiennie, od ponad dekady, kluczowym argumentem dla lokowania przez międzynarodowe firmy operacji w Polsce, jest dobrze rozwinięty rynek pracy. Decyzje w dużej mierze opierają się zarówno na dostępności kandydatów o określonych umiejętnościach, jak i potencjale rozwojowym danego regionu.

Polska jest postrzegana przez inwestorów jako dojrzała i zdywersyfikowana lokalizacja biznesowa, oferująca szeroki dostęp do wykwalifikowanych pracowników. W efekcie, zagraniczne firmy coraz częściej decydują się na przenoszenie do Polski stanowisk wyższego szczebla, aby wspierać realizację coraz bardziej zaawansowanych procesów i funkcji, a to umożliwia tworzenie w naszym kraju kluczowych centrów decyzyjnych. Co więcej, Polska przyciąga uwagę nie tylko organizacji z sektora IT, nowoczesnych technologii czy finansów. W ostatnim czasie branża farmaceutyczna i urządzeń medycznych coraz częściej postrzega nasz kraj jako lokalizację o dużym potencjale do rozwoju sektora badań klinicznych, informuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director – Client Relations, Hays.

Należy zaznaczyć, że o projekty inwestycyjne w sektorze usług dla biznesu Polska konkuruje przede wszystkim z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej, ale coraz częściej także z Portugalią, Hiszpanią i Francją.

Granty wzmacniają apetyt inwestorów

Obniżone progi wejścia, uproszczona ocena jakościowa projektów inwestycyjnych oraz wyższy poziom wsparcia w wybranych lokalizacjach to główne zmiany w rządowym programie grantów, które wpisują się w trendy kształtujące sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

Spodziewany wzrost zatrudnienia w obecnych w Polsce centrach i rosnące zainteresowanie ze strony nowych zagranicznych inwestorów mogą zostać dodatkowo wzmocnione dzięki uatrakcyjnieniu dostępnych instrumentów wsparcia inwestycji.

Wcześniej wymogiem otrzymania wsparcia finansowego przez centrum usług biznesowych, było utworzenie 250 miejsc pracy i zainwestowanie 1,5 mln zł. Aktualnie, duży inwestor realizujący pierwszą inwestycję bądź ekspansję na polskim rynku może zadeklarować zatrudnienie 100 pracowników i poniesienie nakładów inwestycyjnych w wysokości miliona złotych w ciągu maksymalnie pięciu lat. Od oceny jakościowej projektu zależy natomiast, jak wysokie będzie wsparcie, komentuje Rafał Szajewski, Dyrektor ds. Doradztwa Lokalizacyjnego i Programów Wsparcia dla Biznesu w regionie EMEA, JLL.

Co istotne, Polska jest jednym z krajów UE, który oferuje najwyższy możliwy poziom wsparcia dla nowych inwestycji, od 10% w Warszawie do nawet 50% w czterech województwach Polski Wschodniej.

Usługi idą w parze z biurami

Na tle innych krajów CEE przewagą sektora biurowego w Polsce jest jego zróżnicowanie. Polska oferuje aż dziewięć głównych destynacji biurowych, w tym Warszawę, która została sklasyfikowana na 11. miejscu wśród najbardziej konkurencyjnych lokalizacji na świecie pod względem kosztów najmu obiektów klasy premium. Jak wynika z danych JLL, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu kluczowych rynkach w kraju wynoszą już prawie 12 mln mkw. W puli tej 6 mln mkw. przypada na Warszawę, a 5,8 mln mkw. na miasta regionalne. To sprawia, że polski rynek oferuje szereg ciekawych opcji najmu większych modułów (powyżej 1500 mkw.), zarówno w istniejących, jak i powstających obiektach.

Obecnie w budowie znajduje się ponad 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, w tym aż 800 tys. mkw. w głównych ośrodkach poza Warszawą. Dzięki tak bogatej podaży firmy z sektora usług dla biznesu, które rozwijają swoją działalność w Polsce, mają dostęp do atrakcyjnych biur w lokalizacjach, gdzie znajdują się poszukiwani przez nie pracownicy. Co więcej, są to nieruchomości najwyższej klasy, w których zastosowano rozwiązania w zakresie zrównoważonego rozwoju, a także poprawiające komfort przyszłych użytkowników. A to ważne aspekty dla inwestorów w związku z coraz bardziej świadomym podejściem – szczególnie młodszych pokoleń pracowników – do kwestii środowiskowych, znajdującym odbicie w strategiach działania zarówno globalnych, jak i lokalnych pracodawców, podkreśla Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL.

Rozwija się również rynek powierzchni elastycznych, które mogą stanowić atrakcyjną propozycję dopełnienia portfela powierzchni wynajmowanej przez firmy z segmentu BSS.

Polska ma wszystkie argumenty, aby potwierdzić swoją mocną pozycję wśród głównych lokalizacji dla sektora usług dla biznesu na świecie. Jednak to dziś, bardziej niż przed dekadą, wygrywamy innowacyjnością, wysoką jakością i specjalizacją procesów realizowanych w polskich centrach. Aby dobrze wykorzystać tę szansę, należy zadbać o efektywne wykorzystanie zachęt inwestycyjnych i grantów, a także pracować nad utrzymaniem atrakcyjności krajowego rynku pracy. Ponadto, zrównoważone inwestycje na rynku biurowym to obszar, który w najbliższej przyszłości będzie zyskiwał na znaczeniu, szczególnie w zakresie przyjaznego dla środowiska procesu budowy, a także ekologicznych rozwiązań, wdrażanych z myślą o przyszłych użytkownikach biurowców, podsumowuje Mateusz Bonca.

1 Przenoszenie procesów biznesowych do rejonów mniej odległych pod względem geograficznym i kulturowym

KRD: Przedsiębiorcy planują nowe inwestycje i zatrudnienie, maleje przy tym liczba chętnych do organizacji szczepień

W momencie luzowania kolejnych obostrzeń przedsiębiorcy myślą intensywnie o tym, jak najlepiej wykorzystać sytuację rosnącej konsumpcji. Blisko 18 proc. firm planuje inwestycje, głównie w sprzęt i maszyny. Równocześnie już co piąta firma zamierza w najbliższym czasie zatrudnić nowych pracowników. Spadła natomiast liczba przedsiębiorców planujących organizację szczepień dla swoich pracowników. Takie wnioski płyną z VIII edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”.

Najważniejsze wnioski:

  • 17,6 proc. firm planuje inwestycje w ciągu najbliższych 3 miesięcy. Dotyczy to głównie średnich przedsiębiorców i branży produkcyjnej.
  • 52,8 proc. przedsiębiorców planujących inwestycje, dodatkowe środki chce przeznaczyć na nowy sprzęt i maszyny. Dotyczy to przede wszystkim małych firm (68 proc.) i przedstawicieli sektora produkcyjnego (71,4 proc.).
  • O 7,3 pp. wzrósł odsetek firm, które planują w najbliższym czasie zatrudnienie nowych pracowników. Aktualnie myśli o tym 22 proc. przedsiębiorców, głównie z średnich firm (43,3 proc.) i branży budowlanej (46,4 proc.).
  • O 39,5 pp. spadł odsetek chętnych do organizacji szczepień dla pracowników w swojej firmie. Aktualnie chciałoby to zrobić niewiele ponad 30 proc. przedsiębiorców. Przeciwko jest 52,8 proc.
  • Wśród przeciwników ponad połowa uważa, że decyzję o szczepieniu powinni podjąć sami pracownicy (52,2 proc.), a prawie co czwarte przedsiębiorstwo (23,3 proc.) ma za małą załogę, żeby zorganizować akcję szczepień w firmie.

Rośnie liczba firm, które planują w najbliższym czasie zainwestować w swój rozwój. Jak wynika z ósmej edycji badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „KoronaBilans MŚP”, myśli o tym już 17,6 proc. przedsiębiorców. W poprzedniej edycji badania odsetek ten wyniósł 13 proc. Swoje środki najchętniej zainwestowałyby średnie przedsiębiorstwa (36,7 proc.) oraz firmy z branży produkcyjnej (25,5 proc.). Najmniej chętne do tego się mikroprzedsiębiorstwa (81 proc. negatywnych odpowiedzi) oraz przedstawiciele branży budowlanej (78,6 proc.).koronabilans

Z myślą o inwestycjach w ciągu najbliższych 3 miesięcy, ponad połowa firm zamierza kupić sprzęt lub maszyny. To główny cel inwestycji przedsiębiorstw od pierwszej edycji badania (kwiecień 2020 r.). Nowy sprzęt najchętniej pozyskają mali przedsiębiorcy (68 proc.) oraz przedstawiciele sektora produkcyjnego (71,4 proc.).

Plany inwestycyjne firm są odpowiedzią na poprawiającą się koniunkturę i ożywienie gospodarcze wynikające z luzowania obostrzeń. Rosnąca liczba przedsiębiorców, którzy myślą o rozwoju, to z pewnością jeden z efektów tarcz antykryzysowych, które zapewniły firmom środki potrzebne do przeżycia. Planowane inwestycje wymagać będą jednak większych nakładów. Część z tych środków jest zamrożona w niezapłaconych fakturach i rachunkach. Dlatego nie można o nich zapomnieć ani czekać, aż kontrahent sam zapłaci. Zlecając windykację nieopłaconych faktur, przedsiębiorcy szybciej przywrócą do obiegu pieniądze, które zarobili i będą mogli je przeznaczyć właśnie na inwestycje, które do tej pory przekładali. A potrzeby jak widać są duże, bo oprócz najczęściej wskazywanych w badaniu maszyn i sprzętu, 17 proc. firm planuje zakup systemów IT, a ponad 13 proc. myśli o remontach budowlanych oraz o nowych materiałach – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

KoronaBilans MŚP Maj 2021

Budowlanka będzie zatrudniać

Najnowsza edycja „KoronaBilansu MŚP” pokazuje też, że od września rośnie odsetek firm otwartych na zatrudnianie nowych pracowników. W porównaniu z poprzednią edycją badania, odsetek ten wzrósł o ponad 7 pp. z 14,7 proc. w lutym do 22 proc. w maju. Nowych zatrudnionych można spodziewać się głównie w średnich przedsiębiorstwach, z których rekrutację pracowników planuje ponad 43 proc., oraz w firmach budowlanych. O zatrudnieniu nowych osób myśli blisko połowa z nich (46,4 proc.). Większość firm, które planują nowe rekrutacje (71,2 proc.), zamierza zwiększyć skład obecnej załogi najwyżej o 10 proc.KoronaBilans MŚP 2021

Zwolnienia dotychczasowych pracowników rozważa 8 proc. firm, czyli w porównaniu z ostatnim badaniem odsetek ten nieznacznie spadł. W lutym 2021 r. takie plany miało bowiem 11 proc. przedsiębiorstw. Najczęściej (41,7 proc.) chodzi o uszczuplenie maksymalnie 10 proc. załogi. Prawie 17 proc. spośród firm, które planują to zrobić, chce zwolnić ponad połowę zespołu.

Również dane GUS-u o sukcesywnie malejącym poziomie bezrobocia potwierdzają, że liczba przedsiębiorców nastawionych na zatrudnianie nowych osób rośnie. Firmy zdają sobie sprawę z tego, że w sytuacji, w której gospodarka powoli się odbudowuje, już za chwilę będą potrzebować większej załogi, żeby sprostać potrzebom rynku oraz rosnącej konsumpcji. Już teraz wiele branż nie nadąża z obsługą bieżących zamówień, dlatego większa otwartość przedsiębiorców na nowych pracowników nie powinna dziwić – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Firmy zostawiają decyzję o szczepieniu swoim pracownikom

Ponad połowa firm (52,9 proc.) deklaruje obecnie, że nie zorganizowałaby punktu szczepień dla swoich pracowników nawet, jeśli miałaby taką możliwość. Widoczny jest zatem znaczny spadek odsetka firm gotowych na takie działanie w porównaniu z edycją lutową badania o blisko 40 pp. Ponad połowa firm niechętnych do organizacji szczepień wskazała, że powinny być one indywidualną decyzją każdego pracownika. Wśród innych powodów znalazły się również m.in. niewielka liczba zatrudnionych pracowników (23,3 proc.) oraz brak potrzeby organizacji z uwagi na to, że pracownicy zaszczepili się już w ramach rządowych akcji szczepień. Najmniej chętni do organizacji szczepień są mikroprzedsiębiorcy (62 proc.) oraz firmy handlowe (60 proc.).Firmy zostawiają decyzję o szczepieniu swoim pracownikom

Spośród tych, którzy chcą szczepić swoich pracowników, 2/3 (67,7 proc.) uzasadnia to chęcią zwiększenia poczucia bezpieczeństwa. Podobny odsetek (65,6 proc.) chce zabezpieczyć swoich pracowników przed powikłaniami oraz zakażeniem wirusem COVID-19. Prawie 40 proc. planuje to zrobić dla wygody pracowników. Najchętniej szczepić się chcą małe i średnie przedsiębiorstwa, szczególnie z branży produkcyjnej.

VIII edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International na przełomie kwietnia i maja 2021 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęła grupę 301 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

Marcin Roszkowski: Polska chce systemowo uniezależnić się od Rosji

Usytuowanie jako kraj sąsiedzki Rosji daje się Polsce we znaki od setek lat. Pamiętamy dekady spędzone pod sowiecką okupacją oraz wszystkie przeszłe konflikty i spory z tym dużo silniejszym od nas mocarstwem. Dlatego teraz, gdy Rosja zmieniła narzędzia kontrolowania sąsiadów ze zbrojnych na gospodarcze – Polska robi wszystko, by uwolnić się spod jej wpływów. W przeciwieństwie do niektórych krajów Europy Zachodniej bardzo uważamy na to, by polscy politycy nie stawali się członkami zarządów wielkich rosyjskich spółek paliwowych. Uniezależniamy się także systemowo od Rosji, rezygnując z kupowania od niej gazu i ropy na dużą skalę.

– Wymiana handlowa i relacje handlowe z Rosją są niezwykle utrudnione. W wielu sektorach wsparcie sprzedaży nie dotyka tylko podaży i popytu na dany produkt, ale wiąże się z zaangażowaniem agentury i próbą wpływu na lokalną politykę. Tego typu elementy Polska odrzuca – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Uniezależnienie w sektorze gazowym pozwala nam rozwiązać długofalowe relacje z Rosją, które bardzo mocno psuły polską politykę i gospodarkę. W ciągu następnych 2 lat otworzy się kolejna droga przesyłu gazu, tak zwany Baltic Pipe. Wraz z już zbudowanym Gazoportem zaopatrzy nas w paliwo z innych kierunków niż tylko Federacja Rosyjska, która bardzo chętnie w tym sektorze stosowała szantaż. Według mnie to dobra decyzja, bo Rosja – chociaż chcielibyśmy, żeby była jak każdy z naszych sąsiadów – jest partnerem nieprzewidywalnym i bardzo agresywnym. Widzimy to między innymi na przykładzie Gruzji, krajów bałtyckich i Ukrainy – wskazuje Roszkowski.

Badanie: Cudzoziemcy chętnie przedłużają pobyt i pracę w Polsce na czas pandemii, ale co potem?

Ponad 37% pracowników zagranicznych zatrudnionych obecnie w Polsce skorzystało z automatycznego przedłużenia pozwolenia na legalny pobyt i pracę w naszym kraju na czas pandemii COVID-19. Świadczą o tym wyniki trzeciej edycji badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” przeprowadzonego w kwietniu i maju 2021 przez agencję EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. 

Badanie pokazało, że ponad 90% pracujących w Polsce obcokrajowców wie o możliwości automatycznego przedłużenia pobytu i pracy w naszym kraju. Skorzystało z niej ponad 37% cudzoziemców, a przeszło 17% imigrantów zamierza z niej skorzystać. Co trzeci respondent nie jest zainteresowany tym rozwiązaniem.

Zgodnie z sondażem, liberalne przepisy dotyczące migrantów ekonomicznych oraz wprowadzone na czas pandemii szczególne rozwiązania dla cudzoziemców pozwoliły po wybuchu epidemii zatrzymać w kraju wielu pracowników zagranicznych.

Jednak warto pamiętać, że regulacje zawarte w tzw. «ustawach covidowych» są czasowe, a przeszło co trzeci imigrant ekonomiczny wiąże swój pobyt i pracę w Polsce właśnie z terminem zakończenia epidemii i funkcjonujących w związku z nią rozwiązań – podkreśla Mariya Kuzenko, kierowniczka Działu Legalizacji EWL Group.

Zdaniem ekspertki powinniśmy już teraz zastanowić się co zrobić, aby zapobiec masowemu odpływowi migrantów po zakończeniu pandemii. Jako rozwiązanie proponuje wydłużenie okresu obowiązywania ułatwień dla cudzoziemców z obecnych 30 dni do 6 miesięcy od dnia zakończenia pandemii.

„Na wydłużeniu okresu obowiązywania specjalnych rozwiązań dla cudzoziemców z 30 dni do 6 miesięcy skorzystaliby wszyscy. Pracodawcy mieliby możliwość zaplanować strukturę kadrową, określić wymiar rotacji i zapewnić zastępstwo. Pracownicy zyskaliby dodatkowe pół roku pewności i stabilności pracy. Rządzący natomiast dostaliby możliwość opracowania nowych rozwiązań dla obcokrajowców i usprawnienia oraz cyfryzacji obecnie obowiązujących procesów” – oświadcza Mariya Kuzenko.

Ekspertka podkreśla również, że w przeciwnym razie polskie urzędy mogą zostać zasypane wnioskami od kilkuset tysięcy cudzoziemców, którym nagle zakończy się prawo do legalnego pobytu i pracy w Polsce. Pracodawców może czekać masowy „exodus” pracowników zagranicznych, którzy w obawie przed karą za przekroczenie terminu legalnego pobytu będą wyjeżdżać z Polski. Wreszcie linie produkcyjne i centra logistyczne staną, ponieważ nie będzie miał ich kto obsługiwać.

Dodajmy, że trzecia edycja badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” została przeprowadzona w kwietniu i maju 2021 roku przez EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 620 pracujących w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Rosji i Gruzji.

 

Badanie_EWL_przedluzenie_dokumentow

Robert Antczak dołączył do Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (ZPL)

Robert Antczak, Prezes Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) oraz Dyrektor Generalny Arval Polska dołączył do Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (ZPL). Na stanowisku zastąpił Rafała Merka.

To nie jedyna zmiana, jaka nastąpiła w ostatnim miesiącu we władzach Związku Polskiego Leasingu. Obok Roberta Antczaka, do Komitetu Wykonawczego ZPL dołączyli: Alicja Żyła, Prezes Zarządu ING Lease oraz Rafał Piskorski, Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions Polska, Dyrektor Departamentu Leasingu w BNP Paribas Bank Polska. Zgodnie ze statutem ZPL, Komitet Wykonawczy Związku Polskiego Leasingu liczy obecnie siedmiu prezesów, wybieranych przez delegatów Walnego Zebrania ZPL oraz jednego członka, wskazywanego przez PZWLP. Ta organizacja jest z kolei członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu o specjalnym statusie i odrębnej strukturze.

Robert Antczak, nowy Wiceprzewodniczący KW ZPL, pracując społecznie na rzecz polskiej branży leasingowej, będzie dążył do wzmocnienia i zacieśnienia współpracy pomiędzy Związkiem Polskiego Leasingu, a Polskim Związkiem Wynajmu i Leasingu Pojazdów „Związek Polskiego Leasingu to kluczowy partner dla naszej organizacji, z którym od wielu lat współpracujemy w najważniejszych dla polskiej branży leasingowej obszarach” – powiedział Robert Antczak. –Obecnie branża leasingowa w Polsce ma przed sobą bardzo trudne, być może nawet najbardziej wymagające w całej swojej historii zadanie, tj. odbudowę po okresie spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią koronawirusa. COVID-19 wpłynął jednak na branżę nie tylko w sposób negatywny, ale również wyzwolił i przyśpieszył wiele procesów, zmiany modeli działalności, stał się motorem napędowym do szybszego wdrażania szeregu rozwiązań zwiększających elastyczność usług leasingowych oraz ich szeroko pojętą cyfryzację. Są to strategiczne obszary dla rozwoju polskiej branży leasingowej oraz wynajmu aut w przyszłości, wymagające często szerokiego porozumienia oraz reprezentacji interesów całej branży wobec legislatora. Z tego względu, w mojej ocenie, współpraca ZPL i PZWLP nabiera aktualnie szczególnego znaczenia”.   

Pełny skład Komitetu Wykonawczego ZPL:

  • Paweł Pach, Przewodniczący KW ZPL i Prezes Zarządu PKO Leasing,
  • Robert Antczak, Wiceprzewodniczący KW ZPL, Prezes Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, Dyrektor Generalny Arval Polska,
  • Marcin Balicki, Wiceprzewodniczący KW ZPL i Prezes Zarządu Millennium Leasing,
  • Szymon Kamiński, Wiceprzewodniczący KW ZPL i Prezes Zarządu PEKAO Leasing,
  • Rafał Piskorski, Wiceprzewodniczący KW ZPL i Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions Polska,
  • Cezary Raczyński, Wiceprzewodniczący KW ZPL i Prezes Zarządu mLeasing,
  • Radosław Woźniak, Wiceprzewodniczący KW ZPL i Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego,
  • Alicja Żyła, Wiceprzewodnicząca KW ZPL i Prezes Zarządu ING Lease (Polska).

Komitet Wykonawczy będzie pracował w obecnym formacie do czasu wejścia w życie nowego statutu Związku Polskiego Leasingu.  Na mocy tego dokumentu na czele polskiej organizacji leasingowej stanie Prezes Zarządu, który będzie organizował prace Związku i reprezentował go na zewnątrz, ale nie będzie pełnił funkcji zarządczej w żadnej ze spółek leasingowych. Po wejściu w życie wszystkich zmian, organami ZPL będą: Walne Zebranie ZPL, Rada Związku, Zarząd, Komisja Rewizyjna oraz Sąd Koleżeński. Obecnie działający Komitet Wykonawczy ZPL zostanie przemianowany w Radę Związku, która to Rada będzie sprawowała stały nadzór nad działalnością nowego Zarządu ZPL.

Biogramy nowego wiceprzewodniczącego KW ZPL

Robert Antczak pełni funkcję Dyrektora Generalnego Arval Service Lease Polska od grudnia 2019 r. Z Grupą BNP Paribas związany jest od 2017 roku. Wcześniej pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego Pionu Rozwoju Biznesu i Organizacji w obszarze MŚP i Bankowości Korporacyjnej. Swoją karierę w bankowości rozpoczął w 2002 r. w Banku Handlowym w Warszawie S.A. (Citigroup). Od 2004 do 2009 r. pracował tam jako Dyrektor Departamentu Leasingu. W latach 2009-2013 był Dyrektorem Zarządzającym w Departamencie Bankowości Przedsiębiorstw w Kredyt Banku S.A. a w latach 2013-2017 Dyrektorem Departamentu Sprzedaży Produktów w Pionie Biznesowo-Korporacyjnym w Santander Bank Polska S.A. i odpowiadał za Zarządzanie Środkami Pieniężnymi, Sprzedaż Produktów Finansowania Handlu oraz Obsługę Działu Międzynarodowego.

Polski Ład – ryczałt szansą dla przedsiębiorców?

Konferencja Premiera Mateusza Morawieckiego z 2 czerwca br. na temat Polskiego Ładu przyniosła nowe wskazówki odnośnie zmiany zasad opodatkowania jednoosobowych działalności gospodarczych od 2022 roku. Z zapowiedzi wynika, że promowaną przez rządzących formą opodatkowania zarobków przedsiębiorców podatkiem PIT będzie ryczałt.

Pierwsze przesłanki pojawiły się na początku tego roku – 1 stycznia 2021 zaczęły obowiązywać nowe przepisy dotyczące ryczałtu. Znacznie rozszerzono katalog zawodów, które mogą korzystać z takiej formy opodatkowania, zwiększył się też limit przychodów, do których można ją stosować (od 2021 roku to 2 mln euro). Jednocześnie obniżono stawki dla niektórych grup.

Na konferencji Premier Morawiecki wyraźnie zaakcentował korzyści z opodatkowania ryczałtem. Z pewnymi argumentami można polemizować – jak choćby tymi o pozbyciu się przez firmy „bólu głowy” związanego z fakturami kosztowymi i kwestionowaniem ich przez urząd podatkowy. Większość przedsiębiorców oprócz PIT i ZUS rozlicza bowiem podatek VAT, dla którego faktura kosztowa nadal będzie ważna. Ryczałt rzeczywiście upraszcza rozliczenie podatku PIT. Jest też bardziej przewidywalny pod kątem planowania przepływów podatkowych, zwłaszcza dla firm, których zarobki są powtarzalne. Zmniejsza się więc ryzyko szukania kosztów „na siłę”. Wszystkie te elementy nie są jednak nowością i nie wynikają z założeń Polskiego Ładu.

Zapowiedź obniżki stawek zachętą dla przedsiębiorców

Tym, co od roku 2022 może skłonić przedsiębiorców do uznania ryczałtu za najkorzystniejszą formę opodatkowania podatkiem PIT, jest zapowiedź kolejnego obniżenia stawek. Premier wskazał m.in., że dla podatników płacących aktualnie 17% ryczałtu stawka obniży się do poziomu 14%. Zyska więc szeroko rozumiana grupa tzw. wolnych zawodów: lekarzy, księgowych, prawników, architektów itp. Dla osób pracujących w sektorze kreatywnym, marketingowym, twórczym czy innowacyjnym nowa stawka ma zostać obniżona z obecnych 15% na 12%.

Ryczałt może stać się najczęściej wybieraną przez firmy formą opodatkowania PIT. Rodzi się jednak pytanie, czy będzie to faktyczna korzyść, czy wybór tzw. „mniejszego zła”. Ryczałt będzie się przedsiębiorcom opłacał, jeżeli nie zmieni się sposób ustalania dla niego składki zdrowotnej. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Większe są szanse na wprowadzenie rozwiązania pośredniego: zostawienie składki zdrowotnej w formie wyższej niż obecnie stałej kwoty, której nie można odliczyć od podatku. Dziś składkę oblicza się na podstawie 75% średniego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw z IV kwartału poprzedniego roku. Po zmianach punktem odniesienia byłoby 100%.

Przy takich założeniach w roku 2021 składka zdrowotna wzrosłaby z 381,81 zł do ok. 509 zł. Podwyżka byłaby jednak realnie dużo wyższa przez brak możliwości odliczenia składki od podatku PIT. Faktyczny miesięczny wzrost obciążenia daninami publicznymi wynosiłby nie 127, ale ok. 456 zł (127 zł podwyżki plus 328,78 zł jako część składki odliczanej dotąd od PIT). Takie rozwiązanie dla rozliczających się liniowo lub na zasadach ogólnych może ograniczyć wzrost płaconych danin, ale go nie wyeliminuje.

Komu ryczałt obniży podatki?

Dla niektórych branż pomimo wzrostu składki zdrowotnej łączne obciążenie mogłoby nawet spaść. Za przykład może posłużyć programista z przychodami 18 000 zł netto miesięcznie, który rozlicza się 15% ryczałtem i opłaca „duży ZUS” z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym (łącznie 998,37 zł składek społecznych, które pomniejszą podstawę opodatkowania).

Według dotychczasowych zasad przedsiębiorca zapłaci w 2021 roku 2 603,27 zł z tytułu PIT i składki zdrowotnej: (18 000-998,37) x 15% – 328,78 + 381,81. Po obniżce ryczałtu z 15% do 12%, podwyżce składki zdrowotnej do 509,08 zł i braku możliwości jej odliczenia zapłaciłby natomiast 2 548,28 zł miesięcznie: (18 000-998,37) x 12% + 509,08. W przypadku tej grupy podatników im wyższy przychód, tym większa będzie oszczędność na ryczałcie[1].

Jakie byłyby konsekwencje powiązania ryczałtu z przychodem?

Sytuacja byłaby dla firm znacznie mniej korzystna, gdyby po zmianach w roku 2022 składkę zdrowotną przy ryczałcie wyliczano podobnie jak przy podatku liniowym i zasadach ogólnych. Nadal nie wiadomo, od jakiego poziomu zarobków trzeba byłoby ją wówczas opłacać. Jeżeli od przychodów, straciliby na tym wszyscy podatnicy rozliczający się teraz ryczałtem. Ich realne obciążenia zwiększyłyby się o ok. 9%, czyli o stopę oprocentowania składki zdrowotnej. Jeśli najniższa stawka pozostałaby na obecnym poziomie 2%, a najwyższa zmieniłaby się na 14% lub 15% (o ile obniżenie do 12% nie dotknęłoby wszystkich branż przyporządkowanych do tej stawki), nowy poziom obciążenia PIT wraz ze składką zdrowotną wyniósłby w uproszczeniu 11%–24%.

Największe obciążenie po zmianach mogliby odczuć przedsiębiorcy niskomarżowi. Wysoki poziom wydatków względem przychodów (niskie dochody) oznaczałby płacenie składki zdrowotnej de facto od poziomu swojej straty. Prawdopodobnie nie zyskaliby też przedsiębiorcy, którzy wybraliby ryczałt zamiast podatku liniowego – np. tzw. wolne zawody. Obecne dochody ze względu na wysoki poziom kosztów bardziej opłaca się rozliczać na 19% podatku liniowym niż 17% ryczałcie liczonym od przychodów. W przyszłym roku po obniżce ryczałt miałby wynosić 14%, ale przez możliwe powiększenie go o 9% składki zdrowotnej w rezultacie opodatkowanie wzrosłoby do 23%.

Wciąż poruszamy się jednak w sferze domysłów i hipotez, gdyż nie ma konkretnych projektów ustaw. Pojawiają się odpowiedzi na niektóre wątpliwości, ale wraz z nimi rodzą się kolejne pytania. Może to budzić uzasadniony niepokój i wątpliwości wśród przedsiębiorców.

Marcin Kurpiewski, doradca podatkowy współpracujący z firmą inFakt

[1] Pominięto fundusz pracy w kwocie 77,31 zł, gdyż nie ma on wpływu na wyliczenie.

Do końca 2022 roku co drugi smartfon będzie obsługiwał sieć 5G

realme we współpracy z Counterpoint Research, przygotowało raport zatytułowany „Making 5G Global: Accessibility for All”. W raporcie przedstawiono kwestie popularyzacji smartfonów 5G w ujęciu globalnym, aktualne perspektywy rynkowe oraz trendy techniczne odgrywające rolę w ewolucji 5G.

Globalna sprzedaż smartfonów 5G nadal rośnie, ale jest to jeszcze rozwój dwóch prędkości

Według raportu, globalny rozwój 5G dokonuje się znacznie szybciej niż miało to miejsce w przypadku poprzednich generacji sieci telekomunikacyjnej. W pierwszym kwartale 2021 r., a więc zaledwie rok od uruchomienia pierwszej na świecie komercyjnej sieci 5G, prawie co trzeci smartfon sprzedany na świecie obsługiwał sieć 5G. Aktualnie to rozwinięte rynki napędzają rozwój sieci, jednak według raportu ten trend może się zmienić z uwagi na coraz więcej wdrożeń komercyjnych usług 5G na rynkach wschodzących.

Gwałtowny spadek cen smartfonów przyczynia się do wzrostu wskaźników

Raport wskazuje zaskakujące tendencje związane z trendami zakupowymi smartfonów 5G. Dotychczas segment flagowców dominował na wczesnym etapie wdrażania nowej generacji. W przypadku 5G mamy do czynienia z nową dynamiką rynku. W 2020 r. telefony w segmencie cenowym od budżetowego do średniego stanowiły prawie 40% wszystkich sprzedanych urządzeń 5G. Zakładając, że średnie ceny sprzedaży będą dalej spadać, przewiduje się, że do końca 2022 r. co drugi smartfon sprzedawany na świecie będzie obsługiwał 5G.

Młodzi użytkownicy zwracają uwagę na design i wydajność urządzeń 5G

W opracowaniu znalazły się wyniki badania realme na temat trendów użytkowania i oczekiwań młodych ludzi w odniesieniu do telefonów 5G. Wynika z nich, że przystępna cena wciąż jest ważna, ale młodzi użytkownicy są bezkompromisowi w kwestii wyglądu i wydajności. Oczekują, że telefony 5G pokażą, jak bardzo różnią się w stosunku do poprzednich generacji, w tym poprzez unikalny design i nowe funkcje. Młodzi chcą korzystać z cieńszych, lżejszych i bardziej atrakcyjnych konstrukcji, a także z ulepszonych elementów funkcjonalnych, takich jak nowoczesne ekrany czy większa pojemność baterii.

Raport przedstawił także udziały w globalnym rynku sprzedaży telefonów 5G w 2020 r., gdzie realme określono mianem najszybciej rozwijającego się gracza na świecie z 65% wzrostem rok do roku. realme zostało jednym z dziesięciu największych dostawców smartfonów 5G w pierwszym kwartale 2020 r., głównie dzięki intensywnym działaniom firmy w Internecie i solidnemu portfolio w segmencie średniopółkowców.

W wysoce konkurencyjnym przedziale cenowym od 100 do 199 USD realme zajęło trzecie miejsce oraz zdobyło znaczny udział w rynku w przedziale cenowym od 200 do 299 USD.

To świetna informacja, że globalny wskaźnik przyjmowania 5G stale rośnie, a rynki rozwinięte odnotowują poziom adopcji zbliżający się do 80%-90%. Cieszy nas także fakt, że gospodarki wschodzące mają stać się kolejnym dużym motorem wzrostu 5G. realme angażuje się w popularyzację 5G i ma do tego dobrą pozycję, dzięki silnej globalnej obecności, szczególnie na rynkach wschodzących, wyjątkowej relacji z młodym pokoleniem i doświadczonymi konsumentami, znaczącym inwestycjom w badania i rozwój naszych produktów oraz zróżnicowanemu portfolio urządzeń 5G. – Sky Li, CEO realme

Konsolidacja rynku taxi – Wicar Taxi dołącza do sieci iTaxi

iTaxi.pl oraz Wicar Taxi Sp. z o.o. – jeden z liderów rynku taxi na Dolnym Śląsku, działający na terenie Wrocławia i Legnicy, zawarły umowę o strategicznej współpracy. Jej celem jest konsolidacja rynku i oferowanie usług przejazdów taksówkowych w oparciu o jak największą flotę pojazdów prowadzonych przez licencjonowanych kierowców, z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi do zamawiania i raportowania przejazdów. Podpisana umowa otwiera proces stopniowej integracji i włączania aktywów Wicar Taxi do struktur organizacyjnych i marki iTaxi.pl.

Konsolidacja Wicar Taxi w aplikacji iTaxi stanowić będzie znaczące wzmocnienie dostępności i jakości usług oferowanych przez iTaxi w regionie Wrocławia i całego Dolnego Śląska, świadczonych przez blisko 400 licencjonowanych taksówkarzy.

iTaxi to polska platforma technologiczna, łącząca taksówkarzy i pasażerów poprzez nowoczesną aplikację mobilną, która działa na rynku od ponad 9 lat, obejmując swym zasięgiem największe miasta w Polsce. W listopadzie 2019 r. iTaxi przejęła jednego z liderów rynku Małopolski – Krakowską sieć Radio Taxi Barbakan. Firma kieruje swoją ofertę przede wszystkim do klientów biznesowych, zapewniając im rozbudowaną platformę do zarządzania licencjonowanymi przejazdami taxi w firmie. Na swoim koncie ma liczne nagrody, w tym m.in. Marketer Roku, Laur Konsumenta, Dobry Wzór czy certyfikat Rzetelna Firma. Została też dostrzeżona w konkursie branżowym – Mobile Trends Awards 2018 oraz znalazła się na liście „Top Polish startups to follow in 2020”, przygotowanym przez portal Sifted, należący do Financial Times.

Wicar Taxi to jedna z największych i najbardziej renomowanych korporacji taksówkowych w regionie. Jedna z pierwszych zaoferowała usługi taksówkowe dostępne w stałej cenie przez całą dobę. Specjalizuje się w obsłudze klientów indywidualnych i biznesowych, posiada stale rosnącą flotę aut hybrydowych i współpracuje wyłącznie z licencjonowanymi kierowcami taxi. Wicar to również jeden z głównych sponsorów klubu żużlowego WTS Sparta Wrocław.

„Włącznie floty Wicar Taxi – jednego z liderów rynku w regionie – do naszej platformy technologicznej to znaczący krok w rozwoju iTaxi na terenie Wrocławia i całego Dolnego Śląska. Kontynuujemy w ten sposób strategię konsolidacji rynku usług przewozowych, skierowanych do biznesu oraz klientów indywidualnych” – komentuje Jarosław Grabowski, CEO iTaxi.

„Połączenie potencjału naszych marek to znaczące rozszerzenie możliwości obsługi w regionie oraz wprowadzenie nowoczesnych narzędzi technologicznych do zamawiania kursów dla klientów indywidualnych na terenie Dolnego Śląska. Z kolei, dla współpracujących z Wicar Taxi kierowców, wejście w struktury systemowe iTaxi to szansa na obsługę zarówno wielu ogólnopolskich, jak i regionalnych firm czy instytucji, których obsługa jest z kolei specjalnością iTaxi” – stwierdza Wojciech Czyżyk, dotychczasowy Wiceprezes Wicar Taxi, a od teraz Dyrektor Oddziału iTaxi.

„Integracja ta to znaczący i fundamentalny krok w kierunku konsolidacji polskiego rynku przejazdów taxi. Wierzymy, że zmiany w branży, wynikające z połączenia Wicar Taxi i iTaxi, będą zachodziły sprawnie i z korzyścią dla finalnego odbiorcy usługi. Będzie to możliwe dzięki bliskiej współpracy z dotychczasowymi Członkami Zarządu Wicar Taxi, którzy będą od teraz kierować operacjami iTaxi w regionie Dolnego Śląska.” – dodaje Jarosław Grabowski, CEO iTaxi

Jednym z etapów połączenia jest zwiększenie potencjału iTaxi w oparciu o wykorzystanie zasobów ludzkich i rzeczowych Wicar Taxi w regionie, rozbudowa centrali telefonicznej we Wrocławiu, rozszerzenie możliwości obsługi kierowców i klientów biznesowych w regionie Dolnego Śląska.

Północna Izba Gospodarcza apeluje o uwolnienie ruchu na polsko-niemieckim pograniczu. „W tym temacie panuje wzajemne niezrozumienie”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie kolejny raz zabiera głos w sprawie sytuacji mieszkańców na polsko-niemieckim pograniczu i przyłącza się do apelu Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza, by jak najszybciej rozpocząć rozmowy na temat przywrócenia ruchu przygranicznego pomiędzy Pomorzem Zachodnim, a Meklemburgią Pomorzem Przednim. Ta blokada jest niezrozumiała, psuje doskonałe dotychczas przygraniczne relacje społeczne i gospodarcze, a także ma duże znaczenie dla swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej dla wielu przedsiębiorców. – Pandemia koronawirusa ustępuje, statystyki zakażeń w naszym regionie są bardzo niskie. Niezrozumiałe jest dla nas dlaczego restrykcje są utrzymywane, skoro jeszcze dwa lata temu rozmawialiśmy o utworzeniu wspólnego euroregionu metropolitalnego, który granice państw będzie traktować tylko umownie. Dzisiaj wydaje się, że ta granica od lat nie była tak wyraźnie naznaczona jak teraz. To bardzo przykre – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza wspiera apel Marszałka Województwa o zmiany na pograniczu

We wtorek Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego opublikował list otwarty do Premier landu Meklemburgii-Pomorze Przednie Pani Manueli Schwesig. Czytamy w nim między innymi takie słowa: „Utrzymywanie przez Państwa niezrozumiałych regulacji prowadzi do postępujących, niekorzystnych zmian gospodarczych i społecznych w pasie przygranicznym, a w szczególności grozi zanikiem wspólnoty mieszkańców całego obszaru pogranicza i Transgranicznego Regionu Metropolitalnego Szczecina”. Północna Izba Gospodarcza w pełni zgadza się z treścią listu i apeluje o to, by zarówno turystyka jednodniowa jak i ruch gospodarczy został usprawniony. W obecnej sytuacji nie ma logicznych podstaw do tego, by utrzymywać obostrzenia.

– Pandemia jest w odwrocie. Nie ma więc już lęku, że odmrożenie ruchu turystycznego spowoduje wzrost ilości zakażeń. To wielki sukces, że udało się wypracować takie relacje, które pozwalały nam na wspólne inwestycje, zatrudnianie pracowników czy umożliwiały Polakom osiedlanie się po niemieckiej stronie granicy. Dzisiaj te relacje są bardzo złe, panuje wzajemne niezrozumienie – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

„Relacje gospodarcze schłodzone do minimum”

Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński zwraca uwagę, że Meklemburgia – Pomorze Przednie konsekwentnie wyróżnia się na tle innych niemieckich landów i utrzymuje wysokie restrykcje, mimo że przepisy centralne pozwalają na liberalizację przepisów. Obostrzenia dotyczą nie tylko Polaków, ale i obywateli innych krajów. Dla nas jest to jednak najbardziej odczuwalne ze względu na dotychczasową, bardzo szeroką współpracę.

– Te regulacje Rządu Meklemburgii źle wpływają na potencjalne inwestycje w tym regionie. Pasewalk np. mocno zabiega o nowych inwestorów i takie obostrzenia zniechęcają potencjalnych inwestorów, bo utrudniają życie ludności pogranicznej. Trudno zrozumieć dlaczego takie sytuacje mają miejsce, relacje gospodarcze zostały schłodzone do minimum i trzeba wielkiej pracy po stronie polskiej i niemieckiej, by to zmienić – komentuje wiceprezes Tarczyński.

Mec. Malujda: Brakuje prac nad konkretnymi rozwiązaniami. Boimy się, że kolejny lockdown znowu wszystkich „zaskoczy”

    Jak pisze w komentarzy dla Północnej Izby Gospodarczej mec. Rafał Malujda, prawnik i ekspert ds. pogranicza sytuacja jest cały czas skomplikowana. Pod względem prawnym, gdyż przepisy po obu stronach granicy cały czas się zmieniają i dochodzą nowe warstwy regulacji – wielokrotnie już same służby graniczne mają trudność z oceną danej sytuacji.

–  Wiele osób nie wie, jak w ich przypadku lub w przypadku ich rodziny zareaguje służba graniczna lub policja sprawdzająca dokumenty – pomimo, że kontroli jest mniej wskutek spadającej liczby zakażeń covid-19. Na szczęście obecnie osoby dojeżdżające w celach zarobkowych lub w celu odwiedzania rodziny nie mają okresowo wątpliwości czy przekroczą granicę. I tutaj dotykamy sedna problemu – panuje wśród mieszkańców pogranicza przeświadczenie, że politycy, szczególnie na poziomie samorządowym, nie wyciągnęli wniosków i już szykują się do urlopów, więc okres letnich spadków infekcjami nie zostanie wykorzystany na rozpoczęcie dynamicznych prac, aby rozpocząć krok po kroku uregulowanie ważnych dla mieszkańców pogranicza aspektów. Istnieje więc realne zagrożenie, że tak samo jak zima znowu zaskoczy drogowców, tak polityków „zaskoczy” kolejny lockdown i jak co jesień powtórzy się sytuacja związana z przekraczaniem granicy – mówi mec. Rafał Malujda.  – Przerzucanie się w tym momencie listami pomiędzy granicznymi samorządami, nic wymiernego – poza iluzją dziania i wrażeniem zainteresowani – nie przyniesie – brakuje cały czas konstruktywnego dialogu bazującego na jakimkolwiek pomyśle i planie działania – dodaje ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Odwiedzalność centrów handlowych od 31 maja do 6 czerwca

  • W ostatni dzień maja i w pierwszy czerwca poprzedzających święto Bożego Ciała odwiedzalność centrów handlowych przekroczyła wyniki z analogicznego okresu sprzed pandemii (2019 rok).
  • Średnia liczba wizyt w dni handlowe w tygodniu od 31 maja do 6 czerwca pokazuje, że footfall był jedynie o 9 proc. niższy od rezultatów z 2019 roku i przewyższał wyniki odwiedzalności z 2020 roku aż o 25 proc.
  • Kupujący najliczniej odwiedzali obiekty handlowe w piątek, 4 czerwca, kiedy odwiedzalność była o około 25 proc. wyższa niż w pozostałe dni robocze tego tygodnia i sięgnęła 95 proc. rezultatu z analogicznego dnia 2019 roku.

Dane dotyczące odwiedzalności centrów handlowych zebrane przez PRCH w tygodniu od 31 maja do 6 czerwca pokazują, że aktywność klientów w poszczególne dni dorównuje lub przewyższa wyniki z analogicznych dni sprzed pandemii. W dniach poprzedzających Boże Ciało – 31 maja footfall przekroczył poziom z 2019 roku o 5 proc., a 1 czerwca aż o 12 proc. Największą aktywność kupujących odnotowano w piątek. Odpowiedzialność tego dnia była o około 25 proc. wyższa od pozostałych dni roboczych badanego tygodnia. Średnia odwiedzalność centrów handlowych w dni robocze osiągnęła poziom o zaledwie 9 proc. niższy od wyników z 2019 i przekroczyła o 25 proc. footfall z analogicznego okresu 2020 roku.

Wyniki odwiedzalności prezentowane przez PRCH pochodzą z obiektów handlowych, których łączna powierzchnia (4,05 mln mkw. GLA) stanowi prawie 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Klienci odwiedzający centra handlowe są zliczani za pomocą  kamer 3D zlokalizowanych przy każdym wejściu do obiektu oraz w dodatkowych wybranych miejscach, by zminimalizować możliwość błędu. Te same systemy zarządcy obiektów handlowych wykorzystują do monitorowania i egzekwowania limitów osób przebywających jednocześnie w obiekcie, a wynikających z obecnie obowiązującego rozporządzenia epidemicznego. Liczne kontrole odpowiednich służb potwierdziły, że ten sposób liczenia klientów pozwala określać rzeczywistą liczbę klientów odwiedzających centra  handlowe.

Biorąc pod uwagę wielkość obiektu, największą liczbę odwiedzających po raz kolejny zarejestrowano w centrach o średniej wielkości – o powierzchni od 20 do 40 tys. mkw. GLA. Odwiedzalność tych obiektów w badanym okresie sięgnęła 95 proc. wartości z 2019 roku. W tygodniu od 31 maja nieznacznie mniejszy ruch w dni robocze odnotowano w dużych centrach handlowych, których powierzchnia przekracza 60 tys. mkw. GLA – ich średnia odwiedzalność w dni handlowe wyniosła 87 proc. rezultatów sprzed pandemii. Najszybciej do poziomów odwiedzalności sprzed pandemii wracają regiony Północny, Północno-Zachodni i Centralny, gdzie średnie wyniki z dni handlowych z wyłączeniem weekendów przekraczały 100 proc. odwiedzalności z 2019 roku. W pozostałych częściach kraju powrót klientów, w zwłaszcza w dni powszednie, był nieco słabszy.

TMS wprowadza do oferty akcje z GPW

TMS Brokers odpowiada na potrzeby inwestorów i rozszerza swoją ofertę o możliwość kupna prawdziwych akcji spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych.

– Stale się rozwijamy, dlatego po wprowadzeniu prawdziwych akcji spółek z giełd amerykańskich, teraz przyszedł czas na udostępnienie naszym klientom możliwości inwestowania w akcje z GPW – mówi Marcin Niewiadomski,  prezes Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Oferta kupna polskich akcji dołącza do i tak już szerokiej oferty TMS. Dom maklerski oprócz udostępniania prawdziwych akcji polskich i amerykańskich, umożliwia także inwestowanie w kilkaset instrumentów z 6 klas aktywów, w tym kontrakty na złoto, surowce, indeksy, waluty i popularne kryptowaluty. Firma cały czas pracuje nad dalszym rozwijaniem oferty.

– Zauważamy duże zainteresowanie inwestycjami na giełdzie. W związku z tym podjęliśmy decyzję, aby do naszej oferty dodać akcje spółek notowanych na GPW. Poszerzenie oferty wpisuje się w strategię spółki i jest związana z rozwojem TMS jako części OANDA Group – dodaje prezes TMS Brokers.

Nowa oferta dostępna jest na konkurencyjnych warunkach. Prowizja to tylko 0,19% lub 5zł minimum. W TMS inwestorzy mogą również inwestować w akcje amerykańskie zupełnie bez prowizji na kontach prowadzonych zarówno w PLN jak i EUR.

Nowoczesne inwestowanie w akcje polskie i amerykańskie

Dom maklerski oferuje inwestowanie w akcje za pomocą specjalnie zaprojektowanej aplikacji mobilnej TMS Brokers , aby móc z każdego miejsca i w dowolnym czasie kontrolować swoje inwestycje.

– Aplikacja TMS została zaprojektowana dla osób, które cenią sobie wygodny dostęp do inwestowania w każdym momencie. Po pobraniu aplikacji użytkownik może otworzyć konto do inwestowania na tysiącach instrumentów, w tym prawdziwych akcjach, kontraktach na złoto, surowce, indeksy, waluty i kryptowaluty. Może przeglądać i analizować wykresy notowań na żywo spółek z polskiej i amerykańskiej giełdy. Dodatkowo może korzystać z rekomendacji ekspertów, śledzić rynkowe wiadomości i sprawdzić sentyment inwestorów na rynku. Aby ułatwić użytkownikom wyszukiwanie ciekawych spółek zostały one podzielone na tematyczne listy. Dodatkowo spółki można filtrować np. po kapitalizacji czy wolumenie obrotu – opisuje Piotr Kardasz, dyrektor marketingu i kierownik ds. rozwoju mobile w TMS Brokers

Rozwój oferty jest kolejnym krokiem w budowie intuicyjnego, nowoczesnego i prostego narzędzia dającego klientom dostęp do wielu klas instrumentów finansowych.

Chcemy kompleksowo odpowiadać na potrzeby różnych grup inwestorów. Na platformach TMS można handlować na tysiącach instrumentów finansowych. Stale pracujemy na rozwojem oferty produktowej i narzędzi do inwestowania – mówi Marcin Niewiadomski.

Handel na nowych instrumentach dostępny jest dla obecnych i nowych klientów TMS a prowadzenie i otwarcie rachunku jest darmowe.

Usługi świadczone przez brokera objęte są nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego i regulacjami unijnymi.