Kontrola technologicznych gigantów i efektywne e-usługi kluczem do rozwoju cyfryzacji w Polsce

Polska będzie odgrywała istotną rolę na europejskim rynku cyfrowych produktów i usług, a polski rząd będzie aktywnie współtworzył regulacje chroniące europejskie firmy przed dominacją USA i Chin. Konsultacje społeczne i otwieranie danych wspomogą realizację ambitnych zmian w systemach administracyjnych. Z kolei powszechna i intuicyjna w użyciu technologia nie tylko zwiększy poczucie kontroli pośród obywateli, lecz także skłoni władze do wychodzenia naprzeciw ich potrzebom. To najważniejsze elementy pozytywnych scenariuszy rozwoju cyfryzacji w Polsce zaprezentowane w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Foresight cyfrowy 2035. 12 scenariuszy dla Polski”.

Cyfryzacja to motor postępujących zmian wszystkich sektorów gospodarki, ale żeby odpowiednio wykorzystać oferowane przez nią szanse, należy stawić czoła szeregowi wyzwań. Polski Instytut Ekonomiczny przygotował 12 scenariuszy zaprezentowanych z perspektywy najbliższych 15 lat, podzielonych na trzy obszary: e-gospodarka (rynek, działania firm, regulacje, rynek pracy), e-państwo (relacja władza-obywatel, usługi publiczne i administracja) oraz e-społeczeństwo (kompetencje cyfrowe, dostęp do technologii, życia społecznego i kulturalnego).

Polska centrum decyzyjnym UE albo zakładnikiem Big Tech

W najbardziej optymistycznym scenariuszu przygotowanym dla obszaru e-gospodarki Polska ma szansę stać się poważnym graczem na arenie międzynarodowej, który współtworzy regulacje w zakresie etycznego przetwarzania danych oraz korzysta gospodarczo na  barierach wejścia na rynek wewnętrzny wobec firm spoza UE. Scenariusz ten może zostać zrealizowany w warunkach wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami, ale przy wysokim poziomie zaufania do instytucji krajowych i europejskich. Pozytywnemu rozwojowi sytuacji sprzyjać będzie mądra polityka przemysłowa (m.in. wykorzystania partnerstw publiczno-prywatnych do rozwiązywania wyzwań cywilizacyjnych czy mądrze stosowany protekcjonizm) oraz wzmacnianie konkurencyjności europejskich firm i wyznaczanie przez UE globalnych standardów w obszarze technologii.

Przy niskim zaufaniu do państwa i dużym wpływie sporu Stanów Zjednoczonych i Chin na politykę międzynarodową możemy stać się poddostawcą globalnych potęg. W tym scenariuszu Polska nie rywalizuje na arenie międzynarodowej jakością i innowacyjnością swoich produktów, a wyłącznie niską ceną. Z kolei przy wysokim poziomie zaufania do państwa oraz małym wpływie rywalizacji USA i Chin na politykę międzynarodową Polska mogłaby wypracować z innymi państwami wspólne standardy cyberbezpieczeństwa czy regulacji sztucznej inteligencji. Najczarniejszy scenariusz, zakładający niski poziom zaufania do państwa oraz niewielki wpływ wojny handlowej USA i Chin na politykę międzynarodową, to powrót globalizacji i hegemonii dużych firm technologicznych. W przypadku jego urzeczywistnienia w 2035 r. mielibyśmy do czynienia z monopolistycznymi koncernami Amazon-Alibaba czy Google-Baidu, które gromadzą ogromne ilości danych i błyskawicznie przejmują potencjalnych konkurentów. Polska w tym krajobrazie porzuciłaby ambitne plany niezależności energetycznej czy strategii budowania własnego IP na rzecz outsourcingu do najtańszych firm – wyjaśnia Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.rozwoj cyfryzacji w Polsce

Polska jako wzorowe e-państwo albo państwo z e-papieru

Dzięki powszechnej administracji cyfrowej oraz dbałości państwa o bezpieczeństwo i prawa obywatelskie, najkorzystniejszy scenariusz dla Polski jako e-państwa przewiduje wywołanie reakcji łańcuchowej przyspieszającej rozwój. Kluczowe dla jego realizacji jest zbudowanie zaufania do państwa oraz wysoki poziom inwestycji w działania prorozwojowe. Odpowiednia liczba środków, etatów i czasu w połączeniu z działaniami na rzecz zwiększania zaufania mogłaby też zaowocować zwinnym tworzeniem rozwiązań dla administracji w ciągłej współpracy z obywatelami.

Przy niskim poziom zaufania może dojść do presji społecznej na ograniczenie cyfryzacji i przekierowanie środków w inne obszary. Z kolei wysoki poziom zaufania przy braku odpowiednich inwestycji może doprowadzić do sytuacji, w której administracja będzie stawiać bardzo wysokie wymagania dla nowych usług, ale przez brak środków nie będzie w stanie im sprostać. W najczarniejszym scenariuszu obywatele uciekną do usług świadczonych przez podmioty prywatne, a zaniedbana administracja będzie musiała w coraz większym stopniu polegać na prywatnych kontraktorach – tłumaczy Jacek Grzeszak, starszy analityk w zespole gospodarki cyfrowej PIE.rozwoj cyfryzacji w Polsce 2

e-społeczeństwo: Polacy jako współrządzący e-obywatele albo bierni e-cynicy

Najbardziej pozytywny scenariusz dla Polski to silnie rozwinięta demokracja partycypacyjna, w której obywatele dzięki powszechnej i łatwej w użyciu technologii biorą aktywny udział w podejmowaniu decyzji. Aby jednak umożliwić im dostęp do informacji dobrej jakości, potrzeba zmian w postępowaniu największych platform internetowych.

W innym wypadku dojdzie do realizacji czarniejszych scenariuszy. Obywatele mogą zamknąć się w wąskim gronie znajomych i rodziny, a zachowania poza tym kręgiem będą kontrolowane przez państwo i prywatne firmy dzięki gromadzeniu dużych ilości danych. Istnieje też niebezpieczeństwo, że aktywni i pozbawieni informacji obywatele staną się podatni na populistów, bazujących na dezinformacji i bańkach informacyjnych – dodaje Ignacy Święcicki.rozwoj cyfryzacji w Polsce 3

Spadek zaufania w sektorze MŚP – winna pandemia

Pandemia spowodowała wyraźny spadek zaufania w biznesie, wykazało badanie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i Rzetelnej Firmy. Blisko połowa przedsiębiorców z sektora MŚP mniej ufa swoim kontrahentom niż przed jej wybuchem. Najczęściej wpływa na to obecna niepewność i nieprzewidywalność warunków prowadzenia biznesu. W oczach przedsiębiorców zyskała za to sumienność i uczciwość. Ponad trzy czwarte firm uważa, że rzetelność w biznesie ułatwia przetrwanie kryzysu.Zaufanie

Blisko połowa (47 proc.) firm z sektora MŚP deklaruje, że w pandemii mniej ufa swoim kontrahentom. W przypadku 44 proc. firm zaufanie pozostało na tym samym poziomie, a tylko w 8 proc. przedsiębiorstw wzrosło. Najczęstszym powodem ograniczenia zaufania do partnerów biznesowych stała się niepewność i nieprzewidywalność warunków prowadzenia biznesu w czasie koronakryzysu (75 proc. wskazań). W dużym stopniu przyczyniły się do tego także problemy finansowe partnerów biznesowych (44 proc.) oraz opóźnienia płatności (35 proc.) – wynika z badania „Rok biznesu w pandemii” przeprowadzonego wiosną 2021 r. przez Instytut MANDS na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy.Zaufanie_2

Sprawdzian dla biznesu

W czasach koronakryzysu i spadku wzajemnego zaufania w biznesie na znaczeniu zyskała rzetelność firm. 77 proc. MŚP stwierdziło, że pomaga ona w przetrwaniu tego trudnego czasu. Aż 91 proc. MŚP jest też zdania, że firmy mogą istotnie zyskać na takiej postawie.

Przedsiębiorcy zapytani o to, jakie korzyści niesie ze sobą rzetelność, na pierwszym miejscu najczęściej wymieniają zaufanie klientów i kontrahentów. Jest ono szczególnie ważne w przypadku małych firm, które swój biznes często opierają przede wszystkim na dobrych relacjach z innymi i w ten sposób się rozwijają. Zaufanie pozwala zbudować bazę stałych klientów i dzięki nim ją rozszerzać. Jak wskazali badani przez nas przedsiębiorcy, bycie uczciwym i sumiennym owocuje również rosnącą liczbą klientów oraz pozytywnymi opiniami. Pozwala osiągać wyższe dochody i chronić dobre imię firmy. Etyczna postawa przynosi korzyści na wielu polach i długofalowo wspiera biznes. To kolejny argument za tym, aby w trudnych czasach nie wybierać drogi na skróty i zawsze stawiać uczciwość i etykę na pierwszym miejscu – zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Rzetelny, czyli jaki?

Jak przypominają autorzy badania, rzetelność w biznesie jest szerokim pojęciem i może być różnie interpretowana. Dla większości ankietowanych firm przejawia się w jakości oferowanych przez kontrahentów towarów lub usług. W rankingu takich cech następne w kolejności jest wywiązywanie się z zawartych umów i zobowiązań z najwyższą starannością. Na trzecim miejscu znalazła się terminowość w realizacji zleceń. W kontekście rzetelności przedsiębiorcy często wskazywali także terminowe płacenie faktur, rachunków, rat kredytowych i leasingowych oraz dbałość o pracowników.

Większość przedsiębiorców zgadza się co do korzyści, jakie daje rzetelność w biznesie. Zdania są już jednak bardziej podzielone w kwestii tego, jak ją zweryfikować. Jak pokazały wyniki badania „Rok biznesu w pandemii”, w Polsce większość przedsiębiorstw ocenia rzetelność innych firm przez pryzmat rekomendacji lub otrzymanych przez nie poleceń. Dla około dwóch trzecich potwierdzeniem rzetelności danej firmy jest polecenie jej przez zaufanego kontrahenta lub pozytywna opinia w branży. Dla 39 proc. MŚP jest to pozytywna opinia w lokalnym środowisku. Podobny odsetek w swojej ocenie kieruje się opiniami w Internecie, zaś 37 proc. ufa posiadanym przez firmę certyfikatom – wskazuje Andrzej Kulik.

Przedsiębiorcy, dla których certyfikaty są istotne w ocenie kontrahenta, najczęściej zwracają uwagę na te świadczące o jakości usług lub produktów (73 proc. wskazań). 64 proc. badanych szuka certyfikatu potwierdzającego rzetelność finansową firmy. Dla 4 na 10 respondentów ważne są certyfikaty poświadczające posiadanie odpowiednich uprawnień. Co trzeci przedsiębiorca zwraca uwagę na zaświadczenie dotyczące bezpieczeństwa czy potwierdzenia pochodzenia produktów.

Certyfikat pod lupą

Firmy z sektora MŚP zapytane o trzy cechy idealnego certyfikatu potwierdzającego rzetelność finansową przedsiębiorstwa najczęściej wskazywały, że liczy się dla nich przede wszystkim, kto je wystawia. 4 na 10 firm uważa, że powinna być to znana instytucja, która sama uchodzi za godną zaufania. Dla co trzeciego uczestnika badania taki certyfikat powinien być przyznawany na jasno określonych kryteriach. Tuż za podium znalazły się również wskazania podkreślające, że najlepiej, aby takie zaświadczenie potwierdzało rzetelność finansową danej firmy siedem dni w tygodniu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę (27 proc.). Zdaniem ok. 22 proc. przedsiębiorców wartościowy certyfikat powinien być także trudno dostępny i uznawany przez partnerów biznesowych i klientów. Powinien również być odbierany firmie, która przestaje spełniać jego kryteria.

Oceniając wartość każdego certyfikatu należy kierować się nie tylko jego obecnością, ale i kryteriami, jakie firma musi spełnić, aby móc się nim posługiwać. Najbardziej wartościowe są te certyfikaty, które oceniają różne aspekty funkcjonowania firmy, a także wymagają regularnej weryfikacji. Dzięki temu pozwalają stwierdzić, czy poziom firmy nie uległ obniżeniu i czy wciąż zasługuje ona na dany certyfikat, co jest szczególnie ważne w obecnych czasach, gdy sytuacja w biznesie zmienia się niemal z dnia na dzień – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Badanie „Rok biznesu w pandemii” zostało przeprowadzone przez MANDS w marcu 2021 r. na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęło grupę 500 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CAWI.

Yellow Boson S.A. chce się połączyć z notowaną na rynku NewConnect spółką Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A.

Yellow Boson SA z siedzibą w Poznaniu podpisał list intencyjny ze spółką Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych SA, która jest notowana na rynku NewConnect, w następstwie czego Strony dostrzegając korzyści płynące z zacieśnienia współpracy, wykorzystania synergii płynącej z doświadczenia i potencjału Spółek podjęły negocjacje w sprawie połączenia obu Spółek.

Yellow Boson SA należy do holdingu Blue Boson United Kingdom Societas z siedzibą w Londynie, która szczyci się wartością intelektualną wycenianą na ponad miliard euro. To hardware multimedialna platforma efektywnosci energetycznej, która realizuje cele klientów w obszarach instalacji przemysłowych i domowych elektrowni fotowoltaicznych, zwiększania wydajności energii cieplnej i gazowej oraz zmiany parametrów cieczy dzięki własnej patentowanej technologii. Jej klientami są m.in. Skoda, Engie, Apleona, PAK Konin, CEZ Skawina czy Węglokoks Energia.

Grupa Yellow Boson swoje wieloletnie doświadczenie w branży energetycznej zyskała na przestrzeni ostatnich 15 lat na wielu rynkach europejskich. Pozwoliło to wypracować unikalne rozwiązania, które są udoskonalane, aby móc jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby przemysłu i gospodarstw domowych. Demonopolizując rynki energetyczne w wielu krajach Europy jej misją jest inspiracja i wspomaganie w osiąganiu niezależności energetycznej, obniżaniu kosztów wytwarzania i zakupu energii oraz ochrony środowiska naturalnego.

Na czele grupy stoi Robert Zagożdżon, który swoją drogę̨ biznesową rozpoczął w 1995 roku od założenia firmy zajmującej się̨ marketingiem bezpośrednim. Utworzona wtedy marka, która od 2007 roku skoncentrowała się̨ na branży energetycznej i otwierającym się̨ rynku energii odniosła sukces w kilkunastu krajach Europy i pozyskując prawie milion klientów została sprzedana w 2013 roku szwajcarskiemu funduszowi Cromicorn. Pozyskane w ten sposób środki zainwestowane zostały w rozwój polskich oddziałów grupy i te stały się liderami na rynku alternatywnych dostawców energii i gazu obsługując setki tysięcy klientów i długie lata z powodzeniem konkurując z największymi graczami w polskim biznesie.

Dziś grupa Yellow Boson SA zarządzana w Polsce przez ambitnego Dawida Putona zamierza pójść w podobnym kierunku ekspansji produktowej w ramach odnawialnych i regeneracyjnych źródeł energii i terytorialnej w ramach Polski i Europy, który doświadczony management grupy nadaje przedsięwzięciom od ponad 25 lat. Inwestując między innymi w jednego z liderów polskiej fotowoltaiki Wolna Energia Sp. z o.o., która pod okiem Mateusza Mroza słynie ze swojej rzetelności wytycza swoje cele rozwijając w ramach Yellow Boson SA kolejne platformy biznesowe oraz projekty inwestycyjne.

Swoją siłę grupa czerpie z innowacyjnego podejścia do zarządzania i sprzedaży. Z punktu widzenia managementu grupy Yellow Boson w ludziach tkwi olbrzymi niewykorzystany potencjał. Globalizacja i korporacje wychodzą najczęściej z założenia, że człowiek jest słabym ogniwem, a czynnik ludzki działa na szkodę efektywności. Z punktu widzenia przyszłego beniaminka na giełdzie należy na to spojrzeć z innej perspektywy. Indywidualność i godność człowieka nie może być pomijana. Tworzymy świat dla ludzi, a nie odwrotnie. I to się przejawia w jego strategii i codziennym działaniu.

Wojna o media trwa. Giganci tracą sojusznika

W Australii coraz więcej koncernów medialnych dochodzi do porozumienia z Google i Facebookiem w sprawie opłat za udostępnianie treści. To pokłosie przyjętej tam ustawy, która początkowo była nie do zaakceptowania dla “Big Tech”, a Facebook posunął się do blokady treści na Antypodach. Google i Facebook nie płacąc za treści jeszcze bardziej odjeżdżają technologicznie konkurencji, ale już nawet administracja Joe Bidena, coraz mniej przychylnie patrzy na zachłanność gigantów. 

Wielkie firmy technologiczne jak Google, czy Facebook i wydawcy mediów pisanych. Wydawałoby się, że jeśli nie jest to małżeństwo idealne, to na pewno powinien być to udany związek biznesowy. Jedni mają ogromne zasięgi, odbiorców, platformy, które jak kania dżdżu potrzebują treści, a drudzy te treści tworzą i potrzebują miejsc, żeby jak najszerzej rozprowadzić swoje treści.

Taki obraz jest jednak utopią. Firmy “Big Tech” mają na tyle uprzywilejowaną pozycję, że co do zasady za wiadomości, które umieszczane są w “Google News” czy na Facebooku nie płacą. Treści generują ruch, zyskują dzięki temu na reklamach, ale ci którzy wytwarzają informację muszą liczyć tylko na swoich organicznych czytelników, którzy wykupią subskrypcję internetową czy pofatygują się do kiosku. Bez twardych działań rządów i konkretnych rozwiązań prawnych wydawców czeka powolna śmierć. Produkując materiały, które firmy “Big Tech” agregują na swoich platformach, ponoszą przecież spore koszty.

Reklamy przynoszą rozwój

Jednak to nie wszystkie zagrożenia, które wywołują globalni giganci technologiczni. Według poertalu eMarketer.com – poza rynkiem chińskim – Google i Facebook pochłaniają aż 60% reklam internetowych na świecie. Kolejne 10% należy do Amazona, a dla reszty – w tym dla lokalnych mediów – pozostaje zatem zaledwie ok. 30%. Ponieważ cyfrowe reklamy online stanowią obecnie ponad połowę wszystkich wydatków na promocję (i przewiduje się, że będą dalej rosły), przyczyniło się to w znacznym stopniu do niedofinansowania branży informacyjnej w niemal wszystkich krajach świata.

Widzimy, że zasoby finansowe pozwalają firmom “Big Tech” jeszcze bardziej dbać o aspekt technologiczny. Przykład? Internauci, źle odbierają to, że strony internetowe ładują się dłużej niż trzy sekundy. Uciekają z nich i nie dokonują konwersji, czyli nie kupują produktu lub nie czytają treści. Są po prostu niecierpliwi – mówi Tomasz Dwornicki, założyciel firmy Hostersi, specjalizującej się w dostarczaniu rozwiązań IT w obszarach projektowania infrastruktury serwerowej, wdrażania chmury obliczeniowej, opieki administracyjnej i bezpieczeństwa danych.

Hostersi.pl przeprowadzili swoje badanie szybkości ładowania stron w polskim internecie. Najlepsze wyniki osiągnęły… google.pl i facebook.com , które w pełni ładują się w 1,1 sekundy. Już powyżej trzech sekund (3,2 i 3,3 sekundy) uruchamiają się serwisy Gazety Wyborczej i TVN24, a na to, żeby strona była w pełni funkcjonalna, portal Radia Zet potrzebuje blisko aż 9 sekund.

Australia przestrogą dla świata

Jednak nawet w przypadku wprowadzenia uregulowań prawnych “Big Techy” nie wywieszają białej flagi. Firmy z Doliny Krzemowej są w stanie posłużyć się szantażem i wyłączyć swoje usługi w krajach, gdzie sprawy nie idą po ich myśli. Tak było w Australii, która jako pierwsza przekonała się na czym polega siła gigantów. Kraj ten jest w otwartym sporze z Googlem czy Facebookiem od co najmniej trzech lat. Pod koniec lutego australijscy politycy przegłosowali ostatecznie ustawę, której regulacje mają sprawić, że firmy technologiczne będą płacić lokalnym mediom za udostępnione treści.

Tuż przed decydującymi pracami w australijskim parlamencie Facebook zablokował na kilka dni możliwość udostępniania artykułów. Nie mogli robić tego zarówno australijscy wydawcy jak i indywidualni użytkownicy platformy Marka Zuckerberga. Straty? Ogromne. Według analityków z firmy Chartbeat, którzy monitorują australijski rynek prasy i stron newsowych, ruch generowany przez wydawców z Facebooka spadł z 21% do…zaledwie 2%. Niewielkim pocieszeniem było to, że na stronach australijskich wydawców zwiększył się ruch pochodzący z platform należących do Google, który nie zdecydował się na tak drastyczne działania, a jedynie groził wycofaniem swojej wyszukiwarki. Był to skok z 26% do 34%.

W konsekwencji to znowu górą byli technologiczni giganci. Australijski parlament poszedł im na rękę i poluzował pierwotne rozwiązania. Początkowo media mogły niemal od razu rozpocząć procedurę wiążącego arbitrażu, która w założeniach miała doprowadzić do szybkiego ustalenia opłat za udostępnianie treści. Ostatecznie przyjęto jednak rozwiązanie, że arbitraż będzie stosowany jako ostateczność, po tym jak mediacje w dobrej wierze nie zakończą się sukcesem. Mediacje mogą trwać jednak miesiącami.

Wspólny front albo niebezpieczne precedensy

Pierwsze sukcesy jednak już za australijskimi wydawcami. Na początku maja konsorcjum telewizyjno-prasowe Seven West Media, które jest właścicielem największego dziennika w Australii, podpisało pięcioletnią umowę dotyczącą udostępniania treści z Googlem oraz trzyletnią z Facebookiem. Wcześniej podobną umowę podpisała grupa News Corp., należąca do medialnego potentata Roberta Murdocha. Jednak ta umowa – choć globalna – dotyczy tylko treści, które generują ruch poprzez wyszukiwarkę Google.

Jeśli mediacje czy arbitraż są następstwem zmian prawnych, to można ogłaszać sukces. Jednak należy uważać na sytuację, w której firmy “Big Tech” dochodzą do porozumienia z poszczególnymi wydawcami, tworząc pewien wyłom. Reszta może być z tego powodu pod większą presją i w ostateczności podpisywać mało korzystne umowy – ostrzega tłumaczy Marek Czyżewski, z serwisu Pravna.pl, który zajmuje się pomocą prawną skierowaną do sektora biznesu.

Biden uderzy w swoich?

Światełkiem w tunelu jest też administracja Joe Bidena, która na szczycie ministrów finansów państw z grupy G-20, zapowiedziała że rezygnuje z żądań poprzedniego prezydenta. Trump domagał się możliwości jednostronnego veta dla Google’a czy Facebooka w sprawie podatku cyfrowego. Szczególnie prawu do “bezpiecznej podatkowej przystani” protestowało część krajów UE. Decyzja administracji Bidena sygnalizuje otwartość na przyjęcie wspólnego podatku cyfrowego, z którego zyski mogłyby w części trafiać do medialnych wydawców.

Jednomyślność jest jednak potrzebna również w samej UE. Od 2019 roku obowiązuje dyrektywa o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Jednak zaimplementowana jest nadal tylko we Francji (i to nie w pełni). Również polski rząd zastanawia się w jakiej formie przyjąć europejskie rozwiązania. Partii Jarosława Kaczyńskiego nie podoba się jeden z artykułów dyrektywy, który zdaniem czołowego europosła PiS – Jacka Saryusza-Wolskiego – jest próbą “arbitralnej i niekontrolowanej cenzury w internecie, pod pozorem ochrony praw autorskich”. PiS jeszcze w 2018 roku mówił o dyrektywie jako “Acta2”, a tym samym określeniem posługiwały się firmy “Big-Tech”.

Jednak dyrektywa pozwoli wydawcom prasowym na zawieranie umów licencyjnych z agregatorami wiadomości, które udostępniają ich treści. Bez zgody wydawców platformy dalej będą mogły wyświetlać bardzo krótkie fragmenty materiałów. Przepis ten nie dotyczy prywatnego i niekomercyjnego korzystania z publikacji przez użytkowników indywidualnych czy linkowania. Google zaraz po przyjęciu przez Francję dyrektywy natychmiast zapowiedział, że nie zamierza za nic płacić i będzie publikował tylko dozwolone bezpłatne fragmenty.

Mimo nieprzychylnych sygnałów wysyłanych od partii rządzącej również i w Polsce trwają prace nad implementacją ustawy. – Ministerstwo Kultury najprawdopodobniej zaproponuje takie zmiany, które obejdą zapisy o rzekomej cenzurze, ale przyjęte zostaną rozwiązania, które spowodują, że Google i Facebook będą musiały partycypować w kosztach tworzenia materiałów prasowych, które udostępniają na swoich platformach – uważa Marek Czyżewski z Pravna.pl.

Całkowity koszt posiadania elektryka już po roku taki sam jak samochodu spalinowego

Całkowity koszt posiadania (TCO) samochodów elektrycznych i spalinowych może wyrównać się w pierwszym roku użytkowania, wynika z badania „ELAB Miasto Czystego Transportu” – największego projektu pilotażowego sektora elektromobilności w Polsce i w regionie Europy Środkowo Wschodniej. Projekt koordynowany był przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Za wsparcie merytoryczne badania odpowiadał Arval Service Lease Polska, lider na rynku wynajmu długoterminowego pojazdów z pełną obsługą.

W trakcie 18 tygodni testów 6 pojazdów łącznie przejechało 24,5 tys. kilometrów, w ramach 2300 podróży, głownie po ulicach Łodzi – gospodarza badania. Kluczowym elementem projektu ELAB była analiza porównawcza całkowitych kosztów posiadania (TCO) pojazdów elektrycznych i spalinowych w rzeczywistych warunkach użytkowania. Badanie wykazało, że nabycie elektrycznych samochodów osobowych oraz lekkich pojazdów dostawczych może być bardziej opłacalne niż ich konwencjonalnych odpowiedników, nawet przy założeniu braku obowiązywania programów finansowego wsparcia elektromobilności. Wyższe ceny samochodów elektrycznych są rekompensowane przez znacznie niższe koszty na etapie eksploatacji.

W ramach projektu przeprowadzono wieloetapowy pilotaż, który pozwolił na zgromadzenie obszernej bazy danych w realnych warunkach użytkowania samochodów elektrycznych i spalinowych. Wyniki pilotażu posłużyły do porównania całkowitych kosztów posiadania (TCO) samochodów elektrycznych i spalinowych, oceny ich wpływu na środowisko, a także analizy wyzwań związanych z wymianą parku samochodowego na elektryczny. Projekt pozwolił także ustalić wpływ masy przewożonych ładunków na zasięg pojazdów zeroemisyjnych, określić etapy planowania prywatnej infrastruktury ładowania oraz ocenić potencjał wdrożeniowy stacji ładowania zintegrowanych z oświetleniem miejskim – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Za wsparcie merytoryczne projektu odpowiadała firma Arval, której analizy posłużyły do ustalenia całkowitych kosztów posiadania testowanych samochodów. – Jesteśmy przekonani, że udział elektrycznych samochodów w ruchu, szczególnie miejskim będzie się wyraźnie zwiększał. Psychologiczną barierą dla części użytkowników jest cena takich pojazdów, zwykle dużo wyższa niż spalinowych odpowiedników. Badanie ELAB dowodzi jednak, że niższe koszty codziennego użytkowania oraz obsługi powodują, że różnica w cenie zakupu może się zwrócić już po niecałym roku – mówi Radosław Kitala, Consulting and Arval Mobility Observatory Manager. – Idealnym rozwiązaniem na użytkowanie samochodu elektrycznego jest wynajem długoterminowy z pełną obsługą. Użytkownik nie ponosi kosztów zakupu, znika bariera wejścia w elektromobilność, pozostają korzyści wynikające z niskich kosztów podróżowania. Nie trzeba się również zastanawiać co zrobić z elektrycznym samochodem po kilku latach – dodaje Radosław Kitala.

W ramach projektu ELAB testowano samochody Renault ZOE, o zasięgu do 395 km, dostarczone przez Renault Polska. Obsługę techniczną pojazdów zapewnił łódzki dealer Renault – firma JASZPOL. Samochody biorące udział w badaniu zostały wyposażone w urządzenie telematyczne firmy Webfleet Solutions, które monitorowały ich lokalizację oraz parametry pracy w czasie rzeczywistym.

Przeprowadzono również testy stacji ładowania pojazdów elektrycznych zintegrowanej z miejskim oświetleniem ulicznym. Badaniom w rzeczywistych warunkach użytkowania poddano urządzenie Combocharger dostarczone przez firmę EV Charge. Pilotaż wykazał ograniczenia dotyczące montażu takich urządzeń w miejscach, gdzie instalacja oświetleniowa nie przeszła modernizacji.

Wyniki badania udowadniają, że inwestycja w elektromobilność może przynieść wymierne korzyści finansowe. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania rynkowe, wprowadzenie dotacji ze środków publicznych pozostaje jednak kluczowym czynnikiem pozwalającym zachęcić do elektromobilności szerokie grono przedsiębiorców. Uwzględnienie dofinansowania w analizie całkowitych kosztów posiadania, prowadzi do wyrównania TCO samochodów elektrycznych i spalinowych we wszystkich segmentach przed upływem roku od momentu wprowadzenia pojazdu do floty – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Stopy procentowe NBP – co, gdyby nagle wróciły do poziomu sprzed serii cięć?

Stopy procentowe NBP bliskie zeru oznaczają realnie ujemne oprocentowanie lokat bankowych, ale też bardzo niskie oprocentowanie kredytów, a więc niskie raty kredytowe. Kredytobiorcy, którzy dziś spłacają kredyt, powinni jednak pamiętać, że nie trwa wiecznie. Jeszcze 9 lat temu, w 2012 roku podstawowa stopa referencyjna, od której zależy wysokość naszych rat wynosiła 4,75 proc., a powiązany z nią wskaźnik WIBOR 3M – blisko 5 procent. Co by było, gdyby obecnie stopa referencyjna wróciła do takiego poziomu? Dla wielu gospodarstw domowych byłby to finansowy szok.

Przypomnijmy: wiosna 2020 przyniosła nam nie tylko trzęsienie ziemi w gospodarce i życiu społecznym, ale również w kwestiach finansowych. Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na serię gwałtownych cięć stóp procentowych, które i tak od pięciu lat pozostawały na najniższym poziomie w historii.

Mowa o 1,5 proc. dla stopy referencyjnej. NBP obniżał sukcesywnie poziom stóp od listopada 2012, gdy stopa podstawowa została „ścięta” o 0,25 pkt. proc., do poziomu 4,5 proc. W tamtym okresie ówczesna Rada Polityki Pieniężnej próbowała pobudzić gospodarkę. Seria cięć przybrała na sile, gdy w Polsce zapanowała deflacja, a więc wartość pieniądza nadmiernie rosła, a ceny spadały. Taki stan rzeczy pozornie wydaje się dobry dla konsumentów, jednak wpływ na gospodarkę w skali makro jest negatywny. Deflacja może skutkować ograniczaniem produkcji i inwestycji, wzrostem bezrobocia i pogłębieniem recesji.

Tańszy pieniądz miał pobudzić gospodarkę i popyt. W końcu, po serii cięć stopy „dobiły” do poziomu 1,5 proc. dla stopy referencyjnej. Na tym poziomie – najniższym w historii – utrzymywały się aż do zeszłego roku, kiedy to w związku z kryzysem pandemicznym, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się – i tak już rekordowo niskie stopy – zmniejszyć jeszcze bardziej. Aktualnie, od maja zeszłego roku, podstawowa stopa procentowa NBP wynosi zaledwie 0,1 proc.

Niska stopa, niska rata

Co oznacza to dla kredytobiorców? Tzw. stopy procentowe to mechanizm kształtowania polityki pieniężnej państwa. Wpływa na ilość pieniądza w obiegu i na jego wartość. Może pobudzać akcje kredytową, a więc popyt i inwestycje, albo ją hamować.

Stopa referencyjna NBP określa, z jakim oprocentowaniem NBP pożycza pieniądze na rynku międzybankowym bankom komercyjnym. Jeśli stopy są niskie, pieniądz jest tani, co prowokuje banki do zwiększenia akcji kredytowej. Stopa procentowa ma wpływ na wskaźnik WIBOR mówiący o tym, z jaką ceną banki między sobą pożyczają pieniądze. WIBOR aktualizuje się każdego dnia. Jego wysokość przekłada się z kolei na raty kredytów dla konsumentów. Wzrost WIBORU będzie powodował wyższą ratę, spadek – jej obniżenie. Gdy stopy są niższe, kredyt jest tańszy, a nasza zdolność kredytowa rośnie.

Stopa procentowa ma również (tym razem negatywny) wpływ na oprocentowanie lokat bankowych. Ponieważ banki są „związane” WIBOREM, nie mogą nie reagować na niskie oprocentowanie udzielonych kredytów. Dlatego też obcinają oprocentowanie, a więc wysokość odsetek na lokatach.

Rekordowo niskie stopy procentowe a w efekcie tanie kredyty (i nieopłacalne lokaty), przyczyniły się w znacznym stopniu do „nakręcenia” obecnej koniunktury na rynku mieszkaniowym. Tani kredyt sprzyja zakupom, z kolei bardzo niska rentowność lokat (teraz już w związku z wysoką inflacją realnie ujemna) sprzyja wyprowadzaniu kapitału z banków i inwestowaniu w dobra, które są odporne na spadek wartości. Za takie uważa się nieruchomości.

Terapia szokowa

Z danych z raportu Amron-Sarfin z rynku mieszkaniowego (za IV kw. 2020) wynika, że średnie oprocentowanie kredytu hipotecznego w analizowanym okresie wynosiło 2,49 proc., z czego 2,3 proc. stanowiła marża. Zakładając, że nasz kredytobiorca pożyczy 300 tysięcy złotych na 30 lat, to przy takich kosztach kredytowania jego miesięczna rata wyniesie obecnie niecałe 1200 zł.

Nic jednak nie trwa wiecznie, także rekordowo niskie stopy procentowe. Nadmierny spadek wartości pieniądza, przegrzanie gospodarki – wszystkie te czynniki będą prowokować RPP do zmiany polityki w tym zakresie. Na razie RPP utrzymuje stopy, choć w komunikacie po ostatnim posiedzeniu rady przyznano, że inflacja znajduje się powyżej celu, jednocześnie sugerując, że dla stóp kluczowy może być przyszły rok.

Co by było, gdyby dziś kredytobiorca nagle musiał spłacać zobowiązanie z oprocentowaniem naliczonym względem poziomu stóp sprzed serii cięć? Już już powiedzieliśmy – w 2012 roku podstawowa stopa NBP wynosiła 4,75 proc., a WIBOR 4,90 proc. Dodając do tego aktualną marżę – a więc 2,30 proc. – uzyskujemy oprocentowanie kredytu na poziomie 7,20 proc. Przyjmując, że nadal chodzi o pożyczone na 30 lat 300 tysięcy złotych, średnia rata takiego zobowiązania wyniesie już 2000 zł miesięcznie, co stanowi wzrost aż o ponad 66 proc.

Jeśli natomiast stopy procentowe wróciłyby to poziomów sprzed ostatnich cięć, a więc 1,5 proc. dla stopy referencyjnej, to przy obecnej marży, oprocentowanie takiego kredytu wynosiłoby około 4 proc. W takiej sytuacji przeciętna rata naszego kredytu wyniosłaby około 1430 zł. Taki scenariusz, choć oczywiście mniej bolesny niż w wariancie wcześniejszym, ciągle oznacza rocznie dodatkowy ubytek z naszego domowego budżetu – rzędu ponad 2500zł.

Poduszka na wysokie stopy

Ostatnie, zeszłoroczne cięcia stóp procentowych były wyjątkowe nie tylko jeśli chodzi o ich nasilenie, ale i skalę. Zdecydowano się na cięcia drastyczne, ale w normalnych okolicznościach stopy spadają lub rosną

bardziej umiarkowanie – zazwyczaj o 0,25-0,5 pkt. proc. Tzw. Kowalski ma więc czas, by „zaadaptować się” do rosnących rat kredytowych, co nie znaczy, że nie będą one bolesne dla jego finansów.

Co więc robić, by ewentualna seria podwyżek stóp procentowych nie zachwiała naszym budżetem? W grę wchodzą dwie zasadnicze możliwości, gdy cieszymy się niskimi stopami procentowymi i niską ratą miesięczną. W takim okresie należy odkładać pieniądze i w ten sposób przygotowywać tzw. poduszkę finansową na czas, gdy stopy znów zaczną rosnąć. Nadpłata kredytu w tym okresie pozwoli zneutralizować finansowo wzrost stóp. Można też nadpłacać kredyt na bieżąco, choć symulacje pokazują, że lepszy efekt daje jednorazowa spłata większej kwoty.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Placeme pozyskało 2 mln zł na rozwój od funduszu bValue

Firma placeme – oferująca platformę “location intelligence” – pozyskane od funduszu bValue środki planuje przeznaczyć na rozbudowę oferty produktowej. Placeme w jeszcze szerszym zakresie niż dotychczas, będzie dostarczać firmom informacji o zachowaniach klientów w świecie rzeczywistym. Kolejnym planowanym krokiem spółki jest rebranding oraz ekspansja zagraniczna.

Placeme to młoda firma o polsko-portugalskich korzeniach, która powstała w 2017 roku. Jej założyciele określają ją jako Offline Analytics Company. Firma oferuje platformę zbliżoną do Google Analytics, ale dla świata rzeczywistego – na podstawie danych geoprzestrzennych dostarcza kompleksowych wskaźników o zachowaniu i natężeniu ruchu klientów w świecie offline, działań konkurencji oraz infrastrukturze dowolnie wybranej lokalizacji. Metryki pozwalają m.in. na tworzenie profili konsumenckich, prognozowanie zachowań grupy docelowej oraz monitorowanie mikro-rynku, dzięki czemu klienci aplikacji uzyskują rekomendację dotyczącą optymalizacji ich działań strategicznych, sprzedażowych, marketingowych, czy tych związanych z ekspansją.

· Na rynku dostępnych jest szereg rozwiązań, które pozwalają zrozumieć klientów online – jednak nie mają zastosowania do analityki świata rzeczywistego. Placeme oferuje narzędzie dostarczające informacji o zachowaniu konsumentów w świecie realnym. A musimy pamiętać, że znaczna część sprzedaży odbywa się stacjonarnie i dla tego obszaru brakowało odpowiednich narzędzi analitycznych. Stąd powstała idea placeme – Offline Analytics Company – komentuje Hubert Guzera, CEO i współzałożyciel. – Dostarczamy dane z milionów urządzeń mobilnych, łączymy je z setkami innych zestawów danych i analizujemy sposób interakcji ludzi ze sklepami i punktami usługowymi.

Spółka zyskała zaufanie inwestorów. Po otrzymaniu finansowania od inwestorów portugalskich na dalsze działania, firma pozyskała obecnie rundę finansowania w wysokości 2 mln PLN od funduszu bValue.

· Analizowanie danych w strategiach korporacji jest kluczowe, aby radzić sobie z tempem zmian i różnorodnością w otoczeniu biznesowym. Ta potrzeba jest widoczna szczególnie teraz, gdy pandemia powoduje nieodwracalne zmiany zarówno w sposobach dokonywania zakupów oraz mobilności konsumentów. Podejmowanie decyzji w oparciu o dane jest po prostu niezbędne aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widzimy więc ogromny potencjał rozwoju dla rozwiązań z obszaru location intelligence, które proponuje placeme, co potwierdza rosnące zainteresowanie firm ich platformą – podkreśla Marcel Animucki z bValue.

· W biznesie liczą się twarde dane. My je zbieramy, przetwarzamy i analizujemy na potrzeby użytkowników naszych narzędzi. Dzięki bliskiej współpracy z biznesem rozumiemy potrzeby rynku. Oferta jest odpowiedzią na wyzwania, przed którymi stoją nasi klienci. Ze wsparciem bValue możemy ten proces przyspieszyć – komentuje Tomasz Władziński, współzałożyciel placeme.

Dzięki wsparciu funduszu, firma będzie oferować nie jeden produkt, ale całą gamę rozwiązań dedykowanych dla strategicznych obszarów działania klientów korporacyjnych. Planowany w najbliższym czasie rebranding ma pomóc firmie w komunikacji nowej oferty produktowej. Działy ekspansji, czy też te związane z analityką i tworzeniem długofalowych strategii marketingowych i sprzedażowych mogą, dzięki danym od placeme, lepiej rozumieć zachowania klientów, a tym samym optymalizować swoje strategie i zwiększać ich efektywność.

Firma placeme zyskała zaufanie nie tylko inwestorów, ale także biznesu. Z rozwiązań spółki korzystają liderzy polskiego i międzynarodowego rynku retail, FMCG, usług czy bankowości tacy jak Carrefour, P&G, Coca-Cola, Adidas, PKO BP. Firma otwiera się także na rynki międzynarodowe. W 2021 roku planuje ekspansję we Francji i Niemczech. Placeme zdobyła także liczne nagrody w konkursach związanych z innowacyjnością m.in. Aulery w 2019 roku.

I kw. 2021 na rynku inwestycyjnym w regionie CEE

Jak wynika z raportu pt. „The CEE Investment Scene Q1 2021”, opublikowanego przez firmę doradczą Colliers, wszystkie kraje w regionie Europy Środkowo-Wschodniej odnotowały spadki wolumenów rok do roku w porównaniu do pierwszych kwartałów 2020 r. (z wyjątkiem Węgier) oraz do 2019 r. (z wyjątkiem Polski). Pomimo mało aktywnego początku roku, nastroje inwestorów zapowiadają wyraźne ożywienie na rynku w drugiej połowie roku. Przewiduje się, że wolumen inwestycji w krajach CEE na koniec roku 2021 osiągnie poziom zbliżony do roku 2020, a średnie tempo rozwoju ich gospodarek wyniesie w latach 2021 i 2022 ok. 4,3% rocznie.

– Wpływ pandemii na rynki kapitałowe spowodował, że przepływy inwestycyjne w Europie Środkowo-Wschodniej spadły o prawie 48% w porównaniu do I kw. 2020 r. i wyniosły ok. 2,0 mld euro. Szacujemy, że pomimo powolnego początku roku, wolumen na koniec 2021 r. w regionie CEE zwiększy się, osiągając poziom zbliżony do roku 2020, czyli około 10,0 mld euro. Wstępne prognozy zakładają, że w regionie EMEA wartość inwestycji odnotuje spadek o ok. 32% r/r – mówi Kevin Turpin, dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.

W I kw. 2021 r. Polska odpowiadała za ok. 65% całego wolumenu wypracowanego w regionie CEE, natomiast kolejne miejsca zajęły Czechy i Węgry z udziałami na poziomie odpowiednio 14 i 11%.

Najwięcej biur

Największy udział w wolumenie transakcji odnotował sektor biurowy (50%), w dalszej kolejności sektor magazynowy (28%) i handlowy (11%). Ceny utrzymały się na stosunkowo stabilnym poziomie, jednak w dalszej części roku spodziewana jest dalsza kompresja stóp kapitalizacji w sektorze powierzchni magazynowych w zależności od aktywności transakcyjnej, która będzie z kolei uzależniona od dostępności produktów.

Stopy bez znaczących zmian

Eksperci Colliers nie odnotowali znaczących zmian w stopach zwrotu dla najlepszych nieruchomości, w dużej mierze ze względu na brak danych transakcyjnych, które by takie zmiany potwierdziły.

– Naszym zdaniem, choć pewne zmiany są nieuniknione, to kluczowe, dobrze prosperujące aktywa powinny utrzymać swoją pozycję na rynku, przy większej presji na produkty niższej jakości. Ze względu na duże zainteresowanie inwestorów obiektami logistycznymi, spodziewamy się dalszej kompresji stóp w tej klasie aktywów – dodaje Kevin Turpin.

Najaktywniejszy kapitał

Fundusze z Europy Zachodniej i Północnej, zwłaszcza z Wielkiej Brytanii i Niemiec, zdominowały I kw. 2021 roku, odpowiadając za 50% wolumenu. Inwestorzy z regionu CEE, reprezentujący w większości kapitał polski, czeski i węgierski, również pozostają bardzo aktywni, szczególnie na swoich rynkach krajowych. Pomimo ograniczeń w podróżowaniu, które utrudniają wielu inwestorom monitorowanie potencjalnych możliwości inwestycyjnych i wpływają na ograniczenie wolumenu transakcji, inwestorzy z Singapuru i RPA także dokonali kilku transakcji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Szansa na odbicie

Jeżeli pandemia zostanie opanowana, a gospodarki – objęte obecnie licznymi ograniczeniami – zostaną odblokowane, można przewidywać, że kraje z regionu CEE powinny rozpocząć fazę odbudowy w latach 2021-2022, utrzymując średnie tempo rozwoju ok. 4,3% rocznie.

W 2020 r. nastąpił wzrost stopy bezrobocia, jednak mniejszy niż było to przewidywane. Sprzyja to prognozie wzrostu sprzedaży detalicznej co, miejmy nadzieję, wpłynie pozytywnie na sytuację w sektorze handlu i nieruchomości.

Czy naprawdę mamy najniższe bezrobocie w Europie?

Obserwowane aktualnie wskaźniki bezrobocia są niższe od przewidywanych. Prognozy mówiły o tym, że odsetek osób niezatrudnionych sięgnie od 7,5% do nawet 10%. GUS podaje jednak, że wskaźnik bezrobocia był w kwietniu na poziomie 6,2%. Eksperci wskazują, że te wyniki nie są do końca prawdziwe. Wytykają metodologii zbierania danych wykluczanie z nich osób, które przeszły do rolnictwa i które uznaje się za “bezrobotnych ukrytych”. Gdyby te osoby zaliczyć w poczet bezrobotnych, wskaźnik bezrobocia sięgnąłby przewidywanej wartości 7,5%. Jednak nawet po oficjalnych danych widać, że nie udało nam się powrócić do liczb, które widzieliśmy w bezrobociu przed pandemią – i nie zanosi się, byśmy do nich wrócili w najbliższym czasie.

– Wydaje się, że nie nadrobimy tego w najbliższym roku. Bezrobocie nie powróci do wskaźników obserwowanych w 2019 roku, czyli do poziomu 5,2% – powiedziała serwisowi eNewsroom Paula Kukołowicz, analityczka Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To prawda, że wskaźniki bezrobocia w pozostałych państwach członkowskich Unii są dużo wyższe. Dane Eurostatu wskazują, że podczas pandemii byliśmy państwem z najniższym poziomem bezrobocia lub drugim od końca. Odnotowaliśmy także wzrost zatrudnienia. Trzeba jednak pamiętać, że te wskaźniki – ze względu na programy, które miały chronić rynek pracy, a także na różne wykorzystywanie form zatrudnienia – są źródłem zadłużeń. Polska jest państwem, gdzie najwyższy odsetek osób pracuje w oparciu o niestandardowe formy. Są to przede wszystkim osoby, które przeszły na samozatrudnienie. Często zostały do tego zmuszone – więc pracują w warunkach, w jakich nie chciały pracować. Mamy więc niższe wskaźniki bezrobocia i wyższy wskaźnik samozatrudnienia – ale znaczny odsetek pracowników pracuje w formie, w jakiej nie chcielibyśmy, żeby pracowali, biorąc pod uwagę oskładkowanie tej pracy. To też powinniśmy wziąć pod uwagę, analizując poziom bezrobocia w Polsce – podkreśla Kukołowicz.

IBRiS: 80% Polaków oczekuje większych nakładów na leczenie pacjentów

Według badań IBRiS[1] aż 80% Polaków uważa, że polski system opieki zdrowotnej powinien otrzymywać więcej pieniędzy na leczenie pacjentów. Obszarem ochrony zdrowia, który najpilniej wymaga poprawy jest dostęp do lekarzy specjalistów (82 proc.), a także dostęp do diagnostyki, leczenia i nowych skutecznych leków (48 proc.), jakość opieki leczniczej (31 proc.), dostęp do lekarzy rodzinnych (29%), dostęp do opieki szpitalnej (28%) oraz wyższe wynagrodzenia służby medycznej (27%). FPP zaprezentowała pakiet dla ratowania zdrowia Polaków opracowany przez Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE). Pakiet obejmuje zwiększenie nakładów dzięki niewielkiemu wzrostowi składki zdrowotnej oraz wprowadzeniu Pracowniczych Planów Zdrowotnych.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że podstawową korzyścią z dofinansowania ochrony zdrowia będzie wzrost wydajności pracy, dłuższa aktywność zawodowa oraz mniej absencji chorobowych, ale także mniejsze obciążenie społeczeństwa kosztami pośrednimi związanymi z przedwczesnymi zgonami na skutek chorób. To wymierne korzyści dla wszystkich pracodawców oraz gospodarki całego kraju.

FPP zaprezentowała pakiet dla ratowania zdrowia Polaków opracowany przez Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE). Pakiet obejmuje zwiększenie nakładów dzięki niewielkiemu wzrostowi składki zdrowotnej oraz wprowadzeniu Pracowniczych Planów Zdrowotnych. Dzięki temu możliwe byłoby nie tylko uzyskanie nakładów na ochronę zdrowia w wysokości 6% PKB, ale nawet przekroczenie tych założeń – ponieważ rośnie dług zdrowotny, nowe wyzwania wymagają nowych technologii, potrzeby wynikające z pandemii są ogromne, a ponadto rośnie presja płacowa zawodów medycznych” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.IBRiS 80% Polaków oczekuje większych nakładów na leczenie pacjentów

Stworzenie powszechnego, dobrowolnego systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w formie Pracowniczych Planów Zdrowotnych oraz Indywidualnych Planów Zdrowotnych (PPZ) pozwoliłoby na finansowanie działań w zakresie profilaktyki i leczenia chorób nowotworowych oraz kardiologicznych. PPZ byłyby prowadzone przez towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, co dodatkowo zabezpieczałoby interes uczestników systemu. Bazowy zakres ubezpieczenia w ramach PPZ obejmowałby leczenie onkologiczne i kardiologiczne, dając dostęp do innowacyjnych terapii oraz gwarancję maksymalnego okresu oczekiwania na konsultacje u specjalistów. Istniałaby możliwość dokupienia rozszerzonego ubezpieczenia w ramach PPZ – wykraczającego poza bazowy zakres – przez uczestnika, pracodawcę lub w formule współpłacenia.

[1] IBRiS, badanie reprezentatywne CATI, N=1000, kwiecień 2021

Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce – kwiecień 2021 r.

W kwietniu 2021 r., w porównaniu do kwietnia 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: 97,4% więcej kredytów gotówkowych, 60,4% limitów na kartach kredytowych, 32,4% kredytów mieszkaniowych oraz o 24,2% kredytów ratalnych. Również w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: 132,6% kredytów gotówkowych, 85,6% limitów kartowych, 75,0% kredytów ratalnych oraz o 41,1% kredytów mieszkaniowych.

W okresie styczeń – kwiecień 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 881,2 tys. kredytów gotówkowych (+0,2%) na kwotę 19,84 mld zł (+10,9%) oraz 1 150,9 tys. kredytów ratalnych (+16,7%) na kwotę 5,31 mld zł (+34,4%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 83,4 tys. (+8,9%) na kwotę 25,83 mld zł (+15,6%).

Analizując dane zawarte w kwietniowym Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK bierze pod uwagę tym razem cztery aspekty.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, kwietniowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w kwietniu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym sprzedaż kredytów mieszkaniowych w kwietniu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w lutym i marcu 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w kwietniu 2021 r., w porównaniu do kwietnia ubiegłego roku musimy pamiętać, że kwiecień 2020 r. to największy w okresie pandemii dołek na rynku kredytowym w przypadku kredytów gotówkowych, kart kredytowych i kredytów ratalnych. Wystąpiło wówczas bardzo duże ograniczenie akcji kredytowej, szczególnie w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych. Skutkiem tego, w kwietniu 2021 r. mamy efekt niskiej bazy. Stąd częściowo wynikają wysokie dynamiki r/r w przypadku kredytów gotówkowych, limitów kartowych oraz kredytów ratalnych. W przypadku kredytów mieszkaniowych z uwagi na ich specyfikę opisaną powyżej dołek wypadł w lipcu 2020 r.

Po trzecie, problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości, dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni. Trzeba nadal pamiętać, że część portfela kredytowego, o wartości 82,15 mld zł (około 11,7%) i w liczbie 957 tys. rachunków kredytowych, objęta była moratoriami kredytowymi i spłaty były zawieszone w większości przypadków na 3 miesiące. Większość moratoriów już się skończyła – najwięcej moratoriów było bowiem udzielonych w maju (478 tys. rachunków na kwotę 42 mld zł) i kwietniu 2020 r. (276 tys. rachunków na kwotę 25 mld zł). Kwietniowe polepszenie odczytów Indeksów jakości nie jest już więc tak bardzo jak poprzednio związane z pozytywnym efektem moratoriów, lecz należy go również wiązać z poprawą sytuacji gospodarczej.

Po czwarte, w kwietniu 2021 r. było o dwa dni robocze mniej niż w marcu 2021 r. Miało to istotny wpływ na ujemne dynamiki sprzedaży w relacji kwiecień 2021 r. do marca 2021 r., które dotyczyły odczytów zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, oraz wszystkich grup produktowych.

Kredyty gotówkowe i ratalne

Czy to już początek hossy w wysokokwotowych kredytach gotówkowych?

Wzrostowe odczyty w kredytach gotówkowych o ponad 132% w ujęciu wartościowym i 97,4% w ujęciu liczbowym – robią wrażenie. Częściowo tak wysokie dynamiki są efektem niskiej bazy z kwietnia zeszłego roku. Ale nie tylko, bowiem jest jeszcze jeden powód – wzrost udziału kredytów udzielonych na wysokie kwoty oraz na dłuższy umowny okres finansowania.

– Najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej w kwietniu 2021 r. zarówno w ujęciu liczbowym (L), jak i wartościowym (W) dotyczyły kredytów wysokokwotowych z dwóch przedziałów kwotowych 30 – 50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł, odpowiednio (+16,7% L) i (+16,3% W) oraz (20,9% L) i (15,2% W). Dobra koniunktura na rynku kredytów gotówkowych dotyczy więc kredytów na wyższe kwoty, powyżej 50 tys. zł, które stanowią już 45% wartości sprzedaży w pierwszych czterech miesiącach 2021 r. Jeżeli dodamy do tego jeszcze kredyty z przedziału 30 – 50 tys. zł, to ich udział zwiększa się do 66%. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to ok. ¼ akcji kredytowej. Warto dodać, że kredyty na wyższe kwoty banki zazwyczaj udzielają znanym już sobie klientom – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Ujemne dynamiki liczby kredytów gotówkowych w okresie styczeń – kwiecień 2021 r., wystąpiły jedynie w dwóch najniższych przedziałach wartości udzielanych kredytów – do 5 tys. zł (-13,9%) oraz 5 – 10 tys. zł (-0,9%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika dotyczyła tylko kredytów do 5 tys. zł (-6,4%). Widzimy już to zjawisko od początku pandemii.

– Choć w pierwszym okresie pandemii banki bardzo ostrożnie udzielały kredytów gotówkowych na wyższe kwoty, to już od kilku miesięcy widzimy odwrotne zjawisko. Obecnie banki są mniej skłonne udzielać kredytów na niskie kwoty, które służą m.in. pokryciu luki w bieżącym budżecie domowym.

Ciekawym zjawiskiem jest również obserwacja w zakresie umownego okresu kredytowania, udzielanego przez banki w czasie pandemii. Bowiem od maja do września 2020 r. średni okres kredytowania uległ skróceniu w porównaniu z pierwszymi czterema miesiącami 2020 r. W mojej opinii, przyczyniło się to do ograniczenia akcji kredytowej w zakresie kredytów wysokokwotowych w początkach pandemii.

Od października 2020 r. banki zaczęły wydłużać umowny okres kredytowania, który obecnie wynosi już 53 miesiące. Takie działania, przy niskich stopach procentowych i stabilnych dochodach, umożliwiają udzielanie kredytów gotówkowych na wyższe kwoty. Konieczna jest jednak obserwacja tego trendu w kolejnych miesiącach. Kredyty powyżej 50 tys. zł mają szkodowość po 37 miesiącach od udzielenia na poziomie 9,5% przy szkodowości na poziomie 4,8% dla kredytów gotówkowych do 4 tys. zł. Pozytywną informacją jest to, że pandemicznej akcji kredytowej (kredyty udzielone w 2020 r.), jak na razie, to negatywne zjawisko nie dotyczy. Wysokokwotowe kredyty gotówkowe z tego okresu charakteryzują się niższą szkodowością od niskokwotowych. Może być to wynikiem udzielania tych kredytów bardziej wiarygodnym, znanym już bankowi klientom. Według mnie to właśnie segment wysokokwotowych kredytów gotówkowych nadal musi być stale i kompleksowo monitorowany w aspekcie potencjalnego wzrostu ryzyka kredytowego – puentuje prof. Rogowski.

Hossa w kredytach ratalnych trwa w najlepsze

W przypadku kredytów ratalnych możemy mówić o trwającej już od kilku miesięcy hossie. W kwietniu 2021 r. w ujęciu liczbowym banki udzieliły ich o 24,2% więcej w porównaniu z kwietniem 2020 r., czyli pierwszym pandemicznym miesiącem.

– W przypadku kredytów ratalnych wzrost akcji kredytowej w kwietniu wyniósł 75% w ujęciu wartościowym. W tym przypadku, podobnie jak w kredytach gotówkowych, dużą rolę odgrywa efekt bazy – kwietniowy dołek z 2020 r. Niemniej, wzrosty są bardzo duże, a wynikają w głównej mierze z braku jeszcze w kwietniu możliwości realizacji popytu na usługi, który w sposób naturalny przesunął się na popyt związany z dobrami trwałego użytku, gdzie nie ma tak dużych ograniczeń po stronie podażowej (e-commerce). Zakupom na raty sprzyja środowisko ultraniskich stóp procentowych, które skłaniają do zakupów (0% RRSO), a nie do oszczędzania – wyjaśnia główny analityk BIK.

Podobnie jak w przypadku kredytów gotówkowych, wysoki wzrost dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych ma charakter selektywny. Najwyższe, ponad 50%, dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – kwiecień br. dotyczyły kredytów ratalnych na wyższe kwoty, tzn. z przedziału 5- 10 tys. zł (+55,2%) oraz powyżej 10 tys. zł (+57,1%). Kredyty ratalne do 1 tys. zł mają dynamikę jedynie na poziomie (+1,2%). W ujęciu wartościowym występuje takie samo zjawisko.

W okresie styczeń – kwiecień 2021 r., w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, w ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów z przedziału 5-10 tys. na kwotę wyższą o (+54,1%), w przedziale powyżej 10 tys. zł o (+46,8%), natomiast kredytów niskokwotowych do 1 tys. zł – na kwotę wyższą jedynie o (+2,2%).

– Na raty finansowane są zakupy droższych aktywów. Zamożniejsze gospodarstwa domowe kupują w ten sposób, np. droższy sprzęt RTV/AGD, elektronikę czy meble, samochody. Jest to działanie racjonalne, bowiem przy rosnącej inflacji i ujemnych realnych stopach procentowych, wartość realna raty spada. Wysoka inflacja przy niskiej, a nawet zerowej stopie procentowej, jest sprzymierzeńcem kupowania na raty – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego w kwietniu 2021 r. to 4 755 zł i jest ona wyższa niż w kwietniu rok temu o 40,9%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość udzielonego w kwietniu 2021 r. kredytu to 23 325 zł – to wzrost o 17,8% w stosunku do kwietnia 2020 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – kwietniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,21%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Kwietniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,65%.

Pomimo wcześniejszych obaw, dotyczących dużego wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych z uwagi na pandemię, kwietniowy odczyt potwierdza pozytywne zjawisko związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości w okresie 12 miesięcy. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości w okresie roku jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach moratoriów kredytowych, udzielanych klientom przez banki i jedynie niewielkim wzrostem liczby kredytów opóźnionych powyżej 90 dni po zakończeniu moratoriów.

– W porównaniu do kwietnia 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 1,24 pkt proc. – najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Na odczyt kwietniowy wpływ ma bieżące zachowanie zarówno kredytów udzielonych przed pandemią, i to zarówno tych, które były objęte moratoriami jak i tych, które moratoriami nie były objęte, jak również „pandemicznych kredytów”. Po marcowym pogorszeniu odczytu w porównaniu do lutego 2021 r., w kwietniu w porównaniu z marcem 2021 r. mamy już polepszenie (spadek) Indeksu. Widoczne są więc rozbieżności w odczytach Indeksu z marca i kwietnia – na razie nie ma jednoznacznego trendu. W kolejnych miesiącach powinien on się już wykrystalizować – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – kontynuacja dynamicznego trendu wzrostowego zapoczątkowanego w lutym

W kwietniu br. w porównaniu z kwietniem 2020 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy wysokie dodatnie dynamiki zarówno w wartości (+41,1%), jak i liczbie udzielonych kredytów (+32,4%). W okresie styczeń – kwiecień 2021 r. już ponad połowa (53%) wartości udzielonych kredytów dotyczy przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł, w którym kredyty powyżej 500 tys. zł stanowiły 24,1%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w czterech pierwszych miesiącach 2021 r. widać duże zróżnicowanie. Wysokie dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczyły tylko kredytów z dwóch przedziałów tj.: od 350 do 500 tys. zł i powyżej 500 tys. zł, odpowiednio w ujęciu liczbowym (+18,2%) i (+39,6%) oraz wartościowym (+19,1%) i (+43,5%). W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki nie przekroczyły (+5%).

Wyniki kwietniowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z lutego oraz marca 2021 r. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już zarówno lutowy (+17,1%), jak i marcowy (+36,8%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– Dla kredytów mieszkaniowych, odmiennie niż w przypadku innych produktów kredytowych, kwiecień ub.r. nie był najgorszym miesiącem pod względem liczby i wartości akcji kredytowej w pandemii. Najwyższe spadki wystąpiły w ub.r. pomiędzy majem a sierpniem z dołkiem w lipcu, co wiąże się ze specyfiką udzielania tych kredytów. Nie ma więc w kwietniu 2021 r. efektu bardzo niskiej bazy. Stąd dodatnie dynamiki nie są może tak okazałe, jak w przypadku kredytów gotówkowych i kart kredytowych, czyli tzw. niecelowych produktów bankowych. Kredyty celowe – mieszkaniowe, a zwłaszcza ratalne, były mniej dotknięte i bardzo szybko wyszły z zapaści covidowej. Kredyty ratalne – już w maju 2020 r. – mówi prof. Rogowski.

Kwiecień br. to kolejny miesiąc, w którym kredyty mieszkaniowe odnotowują dodatnie dynamiki sprzedaży. Utrwaliła się już niewątpliwie hossa w tym segmencie finansowania. Widać to w średniej wartości udzielanego kredytu, która w kwietniu 2021 r. osiągnęła rekordowe 318,35 tys. zł i była wyższa o 6,6% od średniej z kwietnia 2020 r.

– Źródłem tak dobrej koniunktury jest zarówno ogromny wzrost popytu, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Wzrost średniej kwoty kredytu mieszkaniowego z grubsza odpowiada średniemu wzrostowi cen nieruchomości. W nowej sprzedaży rośnie udział kredytów udzielanych na 30 i więcej lat. Obecnie to 15,4% wartości wszystkich udzielanych kredytów, rok temu było to 13,8%. Zdolność kredytową, przy wzroście średniej kwoty zaciąganego kredytu oraz przy nadal niskim poziomie stóp procentowych, zapewniają dwa czynniki – pierwszym jest wydłużanie umownego okresu kredytowania a drugim wzrost wynagrodzeń. Według GUS, w pierwszym kwartale br., wynagrodzenia wzrosły o 6,6% r/r. I to właśnie te dwa czynniki determinują możliwość zaciągania wyższego kredytu mieszkaniowego przy wzroście cen nieruchomości – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w kwietniu 2021 r. wyniósł 0,56%.

W ostatnich 12 miesiącach (od kwietnia 2020 r. do kwietnia 2021 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,18). Pandemia nie wpłynęła więc negatywnie na jakość portfela kredytów mieszkaniowych.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nadal nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. W kwietniu w porównaniu do marca br. widać nawet poprawę jakości. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden w mojej opinii istotny czynnik, który w przyszłości może wpłynąć na wzrost ryzyka kredytów mieszkaniowych, a tym samym spowodować wyższą jego szkodowość. Jest nim wysoki wzrost wartości akcji kredytowej w przedziale kwotowym powyżej 500 tys. zł -ostrzega prof. Rogowski.

– Szkodowość kredytów mieszkaniowych wysokokwotowych jest dwukrotnie wyższa niż niskokwotowych w takim samym okresie po udzieleniu. Jeszcze gorzej wygląda to jeżeli zastosujemy miarę NPL. Udział klientów z opóźnionym kredytem mieszkaniowym zaciągniętym na kwotę z przedziału 500 tys. – 1 mln to 6,3% a powyżej 1 mln to aż 26,7% – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W kwietniu 2021 r. banki wydały 57,3 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 367 mln zł.

– W okresie styczeń – kwiecień 2021 r. mamy wyhamowanie dużego negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego w całym ubiegłym roku, w ujęciu liczbowym wynosi ona (-5,6%), a w wartościowym (-7,2%). Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych (wartość Indeksu Jakości w kwietniu wyniosła 3,37%) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Jak rok z koronawirusem wpłynął na konsumenta?

Zespół badaczy Havas Intelligence (Havas Media Group) w szóstej fali badania Koronabus podsumowuje zmiany nawyków konsumenckich i zwyczajów zakupowych Polaków po roku od ogłoszenia pandemii, a także bada podejście Polaków do szczepień, pandemii,  związanych z nią mitów i obaw dotyczących przyszłości.

Wysoki poziom lękuKoronabus_Stan_Psychiczny

Po 12 miesiącach w pandemii, niemal 70% badanych nadal czuje się zaniepokojonych sytuacją związaną z koronawirusem. Podobnie jak w marcu ubiegłego roku, ponad połowa Polaków deklaruje, że zarówno ich jakość życia jak i stan psychiczny pogorszyły się w porównaniu do czasu przed pandemią. Badani częściej niż przed pandemią odczuwają takie emocje jak irytacja, zmęczenie i złość a podobnie często jak w marcu i kwietniu ubiegłego roku czują lęk i strach. Polacy obawiają się przede wszystkim o wydolność służby zdrowia (87%) oraz zdrowie swoje i bliskich (82%). Od poprzedniego roku wzrosło zaniepokojenie badanych nauką zdalną w szkołach i na uczelniach (71%) oraz sytuacją polityczną (72%).

Postawy wobec szczepień i koronawirusa

Po niemal 13 miesiącach w pandemii, 8% Polaków deklaruje, że przeszło już Covid-19. Jeden na pięciu badanych uważa, że chorobę ma już za sobą, jednak nie potwierdził swoich przypuszczeń testem. Korzystanie z dostępnych w sklepach testów antygenowych, pozwalających na sprawdzenie posiadania przeciwciał, nie jest popularne wśród Polaków – do tej pory skorzystało z nich jedynie 5% badanych, a tylko 6% planuje ich zakup w przyszłości. 15% Polaków twierdzi, że zdążyli już zaszczepić się na Covid-19, w grupie najbardziej narażonej na ciężki przebieg choroby (55+ lat) jest to 24%. 35% zadeklarowało, że planuje zaszczepić się każdym dostępnym preparatem, jednak aż jeden na czterech Polaków chce skorzystać ze szczepienia tylko w sytuacji, gdy sam będzie mógł wybrać producenta szczepionki.Koronabus_Rodzice

Przed koronawirusem chronimy się także na inne sposoby – 85% badanych myje ręce po powrocie do domu, 81% korzysta z maseczki w miejscach publicznych. Bardziej rygorystycznie zasad sanitarnych przestrzegają kobiety i osoby z najstarszej grupy wiekowej (powyżej 55 roku życia) – częściej myją ręce (odpowiednio 90% i 94%) i korzystają z maseczek przebywając poza domem (87% kobiet i 91% badanych w wieku 55+).

Szukając źródeł informacji o koronawirusie najchętniej ufamy lekarzom, w szczególności tym pojawiającym się w mediach i pracującym w szpitalach covidowych – ponad połowa Polaków uważa ich za jedno z trzech najbardziej wiarygodnych źródeł informacji o pandemii. Ufamy także swoim najbliższym, przede wszystkim tym, którzy zetknęli się już z chorobą. Dla 33% Polaków rodzina, która przeszła już zakażenie koronawirusem jest jednym z trzech najbardziej wiarygodnych źródeł informacji. Najmniej ufamy politykom – jedynie 12% Polaków uważa ministra zdrowia za jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji, natomiast aż 41% uważa go za jedno z najmniej godnych zaufania źródeł informacji o pandemii.

Polacy wierzą w średnio 4 mity związane z koronawirusemKoronabus_Mity

Mimo uznawania lekarzy za jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji o pandemii, Polacy chętnie wierzą w mity związane z koronawirusem. 57% badanych sądzi, że koronawirus jest jedynie okazją do zarobku dla firm farmaceutycznych, a połowa Polaków uważa, że został on stworzony przez człowieka w laboratorium. Mit ten jest bardziej popularny wśród starszych Polaków – wierzy w niego 56% badanych w wieku 44-54 lata i jedynie 41% z grupy wiekowej 18-24. Aż jedna trzecia Polaków ma sceptyczny stosunek do szczepionek – według nich nie tylko nie zapewniają ochrony przed wirusem, mogą być także szkodliwe dla naszego zdrowia. Najrzadziej wierzymy w rzekomy wpływ sieci 5G na rozprzestrzenianie się wirusa.

– W przedłużającym się okresie wysokiego poziomu lęku zmniejsza się u ludzi możliwość racjonalnego myślenia. W tym czasie zwiększa się radykalizacja poglądów i zachowań, co stanowi podatny grunt dla teorii spiskowych, dodatkowo podsycanych przez algorytmy mediów społecznościowych, które stały się masowe nawet wśród osób 55+. Ludzie zmęczeni przedłużającą się niepewnością mają skłonność do poszukania winnych tej sytuacji i tym sposobem zamienienia lęku i bezradności na złość, która daje poczucie sprawczości i motywację do konkretnych działań, np. ignorowania obostrzeń pandemicznych czy odmowy przyjęcia szczepień. Dopóki będziemy mieć do czynienia z powszechną niepewnością, dopóty możemy się spodziewać wzrostu ilości teorii kontestujących fakty i naukę – mówi Alicja Cybulska, Chief Strategy Officer w Havas Media Group.

Zmiany w nawykach

Zmiany, jakie pandemia spowodowała w nawykach Polaków zostały z nami na dłużej. Podobnie jak w maju ubiegłego roku niemal połowa Polaków (48%) nadal deklaruje, że częściej niż przed pandemią samodzielnie gotuje w domu, 42% częściej korzysta z bankowości internetowej. Jeszcze częściej niż w 2020 korzystamy z możliwości zamówienia jedzenia do domu (32% vs. 26% w maju 2020) oraz zakupu ubrań czy dodatków online (32% vs. 25% w 4 fali badania).Koronabus_Online

W pierwszych miesiącach pandemii Polacy ograniczyli swoje zakupy, rezygnując przede wszystkim z produktów takich jak ubrania i obuwie (62%) czy artykuły wyposażenia wnętrz (55%). Rok później te kategorie nadal cieszą się mniejszą popularnością niż przed pandemią – 44% Polaków ogranicza kupowanie ubrań i dodatków, 40% rezygnuje z zakupu artykułów wyposażenia wnętrz. Chętniej niż przed pandemią i w kwietniu ubiegłego roku kupujemy produkty wspierające nasze zdrowie – 29% Polaków częściej kupuje preparaty na odporność, 21% częściej sięga po leki bez recepty.

Marki i media w czasach zarazy

O aktywności marek, wiążącej się ze wspomaganiem walki z koronawirusem, słyszało 45% badanych, a jedynie 6% potrafi wymienić ich konkretne nazwy. Podobnie jak we wszystkich poprzednich falach badania, najczęściej wymienianą przez nich marką prowadzącą tego typu działania był Orlen (17%).

– Czas pandemii sprowadza uwagę ludzi na rzeczy dla nich najważniejsze jak zdrowie, praca czy bezpieczeństwo finansowe, spada natomiast konsumpcja niebędąca realizacją potrzeb podstawowych. Dlatego marki, które jako pierwsze w szerokiej komunikacji zadeklarowały pomoc w zwalczaniu pandemii, zostały w tym kontekście zapamiętane. Po 12 miesiącach pandemii, przedłużającej się niepewności i bezradności znacznie mniej uwagi poświęcanej jest treściom reklamowym. Zmieniły się też priorytety i oczekiwania wobec marek. Znacznie większą uwagę poświęcamy temu, czy produkty są zdrowe, czy marki działają  odpowiedzialnie i czy nie szkodzą środowisku. Obecny czas nie sprzyja długofalowym strategiom, bardzo ważne staje się uważne obserwowanie emocji i nastrojów społeczeństwa i elastyczne dostosowywanie do nich taktyki komunikacji – mówi Alicja Cybulska, Chief Strategy Officer w Havas Media Group.Koronabus_samorozwój

Polacy rzadziej niż w ubiegłym roku postrzegają pandemię jako okazję do samorozwoju i poszukiwania ciekawych treści kulturalnych – obecnie uważa tak jedynie 30% badanych (39% w marcu ubiegłego roku, 43% w maju 2020r.). 44% Polaków słyszało o inicjatywach kulturalnych odbywających się w Internecie, a 29% badanych brało udział w tego typu wydarzeniu.

YouTube, telewizja i duże portale horyzontalne to media, po które w ostatnim czasie sięgaliśmy częściej. Polacy najczęściej poszukiwali treści rozrywkowych, takich jak filmy i seriale (36%), częściej niż w październiku ubiegłego roku szukaliśmy też treści związanych ze zdrowiem (36%) oraz dotyczących sytuacji w służbie zdrowia.

Przyszłość po koronawirusieKoronabus_Przyszłość

Podobnie jak rok temu, Polacy przewidują, że jeszcze długo będą się obawiać powrotu koronawirusa – uważa tak aż 70% badanych. Częściej niż rok temu boimy się także o możliwość powrotu do wcześniejszej sytuacji finansowej (68% vs. 58% w maju ubiegłego roku) oraz dalszego ograniczania kontaktów z rodziną i znajomymi ze względu na pandemię (42% obecnie, 32% w ubiegłym roku). Tylko 30% Polaków sądzi, że po epidemii wszystko szybko wróci do normalności.

Badanie Koronabus zostało zrealizowane techniką CAWI na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków (N=1000). Zawiera wnioski wynikające z porównania 6 kolejnych fal badania realizowanych na przestrzeni roku od marca 2020.

Polski Ład niesie nowe obciążenia dla przedsiębiorców, a liczba jdg spadła już o 1/3

Od początku pandemii liczba jednoosobowych działalności gospodarczych spadła o 1/3 – obecnie w Polsce jest ich 1,6 mln. Firmy, które przetrwały ostatnie trudne miesiące, liczyły zapewne na obniżenie obciążeń publicznoprawnych. Tymczasem zapowiedzi rozwiązań zaprezentowanych w ramach Polskiego Ładu wskazują, że przedsiębiorcy jeszcze stracą, zwłaszcza ci rozliczający się liniowo lub ryczałtem.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wprowadzenie rozwiązań Polskiego Ładu zmniejszy obciążenia dla przedsiębiorców. Po pierwsze, kwota wolna od podatku zostanie podniesiona niemal 10-krotnie. Bez wątpienia jest to słuszne posunięcie, gdyż nie była ona zmieniana od ponad 10 lat, a minimalne wynagrodzenie w tym czasie wzrosło blisko 2,5-krotnie.

Kolejna zmiana, która wydaje się nieść ze sobą zmniejszenie opodatkowania, to podwyższenie drugiego progu podatkowego z 85 528 do 120 000 złotych. Takie posunięcie jest niezbędne, gdyż próg pozostawał niezmieniony od 2009 roku. Pensje z roku na rok jednak rosły i w związku z tym coraz więcej podatników „wpadało” w drugi próg. W mojej ocenie powinien być on ustawowo przesuwany każdego roku. Jego wzrost można byłoby uzależnić od wysokości przeciętnego wynagrodzenia.

Na tym kończą się jednak pozytywne zmiany, które tak naprawdę tylko „nadrabiają” to, co powinno było zostać wprowadzone już dawno.

W zapowiedziach Polskiego Ładu szczególnie niepokojący jest brak możliwości odliczenia od podatku zapłaconej składki zdrowotnej. Spowoduje to znaczące zwiększenie obciążeń dla przedsiębiorców. Dodatkowo składka zdrowotna nie będzie już zryczałtowana, a wyliczana od kwoty dochodu. W mojej opinii przedsiębiorcy mogą na powyższych zmianach tylko stracić.

Według założeń programu, składka zdrowotna będzie wyliczana jako 9% miesięcznego dochodu (suma wystawionych faktur minus koszty działalności i składki społeczne ZUS). O Dla osób, których dochód jest niższy niż 4242,38 złotych miesięcznie oznacza to oszczędność.  Dla tych, którzy zarabiają więcej, składka zdrowotna wzrośnie. W połączeniu z brakiem możliwości odliczenia składki od podatku dochodowego, oznacza to realny wzrost opodatkowania w działalności gospodarczej. Ilustruje to poniższe wyliczenie:

Miesięczny dochód: 2000 zł -> Składka zdrowotna: 180 zł
Miesięczny dochód: 4000 zł -> Składka zdrowotna: 360 zł
Miesięczny dochód: 8000 zł -> Składka zdrowotna: 720 zł
Miesięczny dochód: 20 000 zł -> Składka zdrowotna: 1800 zł
Miesięczny dochód: 50 000 zł -> Składka zdrowotna: 4500 zł

Negatywne skutki tych zmian odczują też osoby zatrudnione na umowę o pracę, których wynagrodzenie przekracza 10 000 złotych brutto.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

PKN ORLEN rozważa przetwarzanie rolniczej biomasy w produkty petrochemiczne

PKN ORLEN analizuje możliwość zagospodarowania biomasy rolniczej pochodzącej z wytwarzania cukru oraz produktów zbożowych i przetwarzanie jej na wysokomarżowe produkty petrochemiczne, biometan oraz wodór. Spółka podpisała list intencyjny o współpracy w tym zakresie z Krajową Spółką Cukrową. Realizacja projektu wpisałaby się w strategię ORLEN2030 zakładającą rozwój „zielonej” petrochemii i paliw alternatywnych.

– Konsekwentnie podejmujemy działania, które maksymalizują zyski spółki i wzmacniają jej pozycję na międzynarodowym rynku, a jednocześnie przybliżają do osiągniecia neutralności emisyjnej do 2050 roku. Współpracę z Krajową Spółką Cukrową postrzegamy jako szansę na dalszy rozwój kluczowych obszarów naszej działalności i wdrożenie kolejnych projektów przyjaznych środowisku. Ich realizacja przyniosłaby nam wymierne korzyści biznesowe i stanowiła kolejny krok do osiągnięcia celów założonych w strategii. Podpisany list intencyjny to początek działań w tym kierunku i znakomity przykład łączenia interesów dwóch firm, których wspólnym mianownikiem jest polski kapitał – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

– Współpraca z PKN ORLEN to szansa dla Krajowej Spółki Cukrowej na dalszą dywersyfikację działalności w oparciu o nasz biotechnologiczny know-how. Podjęta inicjatywa utwierdza nas w przekonaniu, że obszar badań naukowych i innowacji, który rozwijamy, znajdzie komercyjne zastosowanie u najbardziej wymagających partnerów. Produkcja spożywcza pozostaje naszą podstawową działalnością, natomiast współpraca z PKN ORLEN zwiększy nasz potencjał w zakresie zagospodarowania produktów ubocznych, z korzyścią dla środowiska naturalnego – mówi Krzysztof Kowa, Prezes Zarządu Krajowej Spółki Cukrowej.

List intencyjny podpisany przez PKN ORLEN i KSC zakłada współpracę w zakresie badań nad przekształcaniem biomasy, będącej produktem ubocznym wytwarzania cukru (np. melasy i liści buraków cukrowych) oraz wyrobów zbożowych, w wysokomarżowe produkty petrochemiczne, np. wykorzystywane w rolnictwie nawozy, środki ochrony roślin czy komponenty pasz dla zwierząt, a także w „zielony” wodór i biometan, na które systematycznie rośnie zapotrzebowanie.

Efektem tych badań może być wdrożenie innowacyjnego projektu, który polegałby na budowie instalacji do przetwarzania biomasy zlokalizowanych przy zakładach produkcyjnych KSC. Spółka, która jest jedynym polskim producentem cukru, posiada siedem cukrowni, z czego pięć znajduje się w bliskiej odległości od zakładów PKN ORLEN w Płocku i Włocławku. Taka lokalizacja instalacji wpłynęłaby na optymalizację kosztów transportu, co dodatkowo zwiększyłoby opłacalność inwestycji.

Wspólna realizacja projektu wpisałaby się w globalny trend rozwoju zielonej energetyki, a także gospodarki obiegu zamkniętego. Biomasa pochodząca z gospodarstw rolnych w postaci przetworzonej do nawozów czy środków ochrony roślin, ponownie wracałaby do rolników.

Co 5 minut Polska zyskuje nowego specjalistę IT

Aż 105 tysięcy przeszkolonych profesjonalistów chmurowych w rok po ogłoszeniu inwestycji Microsoft w rozwój Polskiej Doliny Cyfrowej. To 12 nowych specjalistów co godzinę, a w skali miesiąca 9000 ekspertów chmurowych. Zobowiązanie jakie podjął Microsoft ubiegłego roku, przeszkolenia 150 tysięcy osób w 5 lat, realizuje się trzykrotnie szybciej niż zakładano. Kompetencje cyfrowe nie schodzą z agendy najważniejszych spotkań branżowych – dla 72% uczestników badania „BARIERY i TRENDY” to największe wyzwanie transformacji cyfrowej. Liderzy biznesu podczas Microsoft Envision Forum jednogłośnie podkreślali, że w świecie pracy hybrydowej nie trudno o utalentowanych pracowników, trzeba tylko zapewnić im dostęp do odpowiednich kompetencji i ciągłego doskonalenia.

W maju 2020 Microsoft ogłosił kompleksowy plan inwestycyjny o wartości 1 miliarda dolarów, którego celem jest przyspieszenie innowacji i cyfrowej transformacji na rzecz rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej. Fundamentami tego wielopoziomowego planu jest otwarcie nowego regionu data center Microsoft w Polsce, przeszkolenie 150 000 specjalistów IT oraz strategiczne porozumienie Microsoft i Operator Chmury Krajowej, którego celem jest zapewnienie eksperckiej wiedzy z zakresu transformacji cyfrowej i szerokiego dostępu do rozwiązań chmurowych dla wszystkich branż i przedsiębiorstw w Polsce.

Szkolenia przeprowadzone w ciągu ostatnich 12 miesięcy były skierowane do profesjonalistów IT na różnych poziomach zaawansowania, od administratorów rozpoczynających przygodę z chmurą poprzez szkolenia dla specjalistów w zakresie cyberbezpieczeństwa i developerów, na architektach kończąc. Poza wiedzą praktyczną przygotowują one do uznawanych i cenionych na całym świecie branżowych certyfikacji. Największym zainteresowaniem cieszyły się szkolenia i certyfikacje związane z Data and AI (wzrost ośmiokrotny w porównaniu z poprzednim rokiem) oraz Apps and Infra oraz Modern Workplace – wzrost o 250%.

Umiejętność wykorzystania potencjału technologii cyfrowych, w tym rozwiązań chmurowych – kompetencji cyfrowych przedsiębiorstw i ludzi – jest źródłem przewagi konkurencyjnej firm i gospodarek na całym świecie. Według najnowszego badania „BARIERY i TRENDY. Transformacja technologiczna firm w Polsce” przygotowanego przez Instytut Humanites*, dla 91 proc. rodzimych menedżerów cyfryzacja stała się wymogiem współczesnego świata. Potwierdzają to wdrażane na rynku strategie i projekty z zakresu wykorzystania chmury obliczeniowej. Aż 78 proc. organizacji z sektora średnich i dużych przedsiębiorstw jest w trakcie transformacji cyfrowej, a 36 proc. z nich jest na zaawansowanym etapie zmian. Są to przede wszystkim duże przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej 250 pracowników, w tym również Spółki Skarbu Państwa.

„Przy tak dynamicznym rozwoju technologii trudno wyobrazić sobie dalszy wzrost biznesu bez wysokiej klasy ekspertów IT. Już teraz Polska jest postrzegana jako kraj słynący z talentów technologicznych – 25% wszystkich programistów Europy Środkowo-Wschodniej znajduje się właśnie tutaj. Szkolenia przeprowadzone przez Microsoft są odpowiedzią na ogromne zapotrzebowanie rynku na cyfrowe kompetencje. Talent specjalistów, takich jak analitycy danych, programiści czy eksperci od sztucznej inteligencji, dzięki dodatkowej wiedzy i zdobytym certyfikatom pozwoli budować przewagi konkurencyjne biznesu nie tylko w Polsce.” – mówi Rafał Albin, członek zarządu polskiego oddziału Microsoft.

Stagnacja to wróg informatyka

Zapotrzebowanie na nowe umiejętności, związane z wykorzystaniem chmury obliczeniowej, ciągle rośnie. Cyfrowa agenda w jeszcze większym niż dotąd stopniu będzie przesądzać o sukcesie organizacji i kłaść na pracodawcach odpowiedzialność za aktualizowanie oraz zwiększanie kompetencji pracowników. Na konieczność szkolenia pracowników na każdym etapie cyfrowej transformacji firm wskazuje 77 proc. uczestników badania „BARIERY i TRENDY”. Co istotne, 42 proc. respondentów podkreśla wyzwanie, jakim jest brak właściwych kadr i kompetencji, koniecznych do wykonania technologicznego skoku przedsiębiorstw.

Informatyk, który się nie dokształca i nie poszerza wiedzy na temat nowych technologii, wkrótce przestanie być informatykiem – zgodnie ocenili uczestnicy dyskusji panelowej na Microsoft Envision Forum 2021 relacjonowanej w całości na blogu CIONET. Z kolei przedstawiciele Polskiego Funduszu Rozwoju podkreślają, że trend upskillingu istnieje już w świadomości studentów i absolwentów, przekonanych, że w dzisiejszych czasach konieczne jest ciągłe dokształcanie się, a studia są jedynie jednym z etapów w mającym trwać całe życie procesie zdobywania nowej wiedzy i doświadczeń.

„Patrząc, jak dziś wygląda świat, proces uczenia się jest ciągły i trudno oczekiwać, że kiedykolwiek się zakończy” – zauważa Radosław Ochotny, Skilling Program Manager w Microsoft Polska.

Firma, która chce odnieść sukces, musi przyciągać osoby, które potrafią i chcą się uczyć. Uczestnicy panelu skłaniają się w większości ku opinii, że samorozwój powinien być wpisany w kulturę pracy. „Teraz pracownik bierze rozwój w swoje ręce i sam go kreuje. Jako organizacja dajemy mu na to czas i przestrzeń” – mówiła Agnieszka Gramatyka, odpowiedzialna za rozwój oprogramowania w BNP Paribas Bank Polska.

Z podobnego założenia wychodzi firma DB Schenker. „To pracownik jest odpowiedzialny za rozwój, a menedżer ma mu pomagać i wspierać w tym procesie. Ludzie powinni wiedzieć, co chcieliby ze sobą zrobić i głośno komunikować swoje potrzeby, w tym również potrzebę wsparcia w tym obszarze” – wskazuje Marika Marcinkowska, HR BP w Schenker Technology Center.

W takim sektorze, jak IT, chęć samorozwoju jest powszechna. Pracownicy IT zdają sobie sprawę z tego, jak kształtują się trendy w branży i na jakie umiejętności panuje największe zapotrzebowanie. Stagnacja to wróg informatyka.

Wiedza z najwyższej półki

W coraz większym stopniu pracownicy sięgają po szkolenia z obszarów niezwiązanych bezpośrednio z ich zakresem odpowiedzialności. Pojawia się coraz więcej projektów i zespołów interdyscyplinarnych. Przedstawiciele biznesu czy sprzedaży coraz częściej sygnalizują potrzebę poznania rozwiązań sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego, co pozwoliłoby im czerpać korzyści z nowych, potencjalnie im przydatnych rozwiązań i systemów.

„Uwierzyliśmy w cyfrową formę szkoleń i przekazywania kompetencji. Mocno korzystamy z platformy LinkedIn Learning, większość szkoleń realizujemy w formule online – to tania możliwość zdobywania wiedzy z najwyższej półki” – mówił Michał Plechawski, CIO w mBanku.

* Badanie „BARIERY i TRENDY. Transformacja technologiczna firm w Polsce z uwzględnieniem perspektywy człowieka/pracownika/konsumenta” przygotowane zostało przez Gfk na zlecenie Instytutu Humanites, a partnerami projektu są Chmura Krajowa, Blue Media, Platforma Przemysłu Przyszłości, Polski Fundusz Rozwoju oraz Microsoft.

Programmatic, RTM, reklama kontekstowa i na Facebooku – to tematy kolejnej edycji DIMAQ Voice Online!

Zapraszamy na kolejne bezpłatne, wirtualne spotkanie dla entuzjastów digital marketingu. Majowa edycja DIMAQ Voice, który emitowany jest na platformie LiveWebinar, odbędzie się już 25 maja, w godzinach 15:00 – 16:30. Podczas spotkania ogłoszony zostanie konkurs, w którym do wygrania będzie bilet na Forum IAB 2021 – najbardziej inspirującą konferencję marketingową w Polsce.

Podczas dwudziestego pierwszego spotkania DIMAQ VOICE Online wysłuchamy trzech prelekcji. Wystąpią: Elżbieta Kondzioła z LOVEMEDIA, Martyna Jacewicz z KHS oraz Dagmara Kokoszka-Lassota z Magic Social Media.

Prelekcja I, godz. 15:05:

„Czym jest programatyczny zakup reklamy i jak bezpiecznie wykorzystać jego możliwości.”

Elżbieta Kondzioła, Online Sales Director LOVEMEDIA, Szefowa Grupy Roboczej Programmatic przy IAB Polska

Programmatic umożliwia precyzyjne i efektywne targetowanie reklam internetowych, jednak z uwagi na otwarty charakter ekosystemu, wymaga stosowania zabezpieczeń w trakcie emisji. Podczas prelekcji zostanie przybliżony, zarówno początkującym jak i średnio zaawansowanym słuchaczom, ten model zakupu reklamy i jego możliwości.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Jakie były wydatki na programmatic w Polsce i Europie?

– Jak wygląda udostępnianie powierzchni w modelu programatycznym?

– Jak zbudowany jest ekosystem programmatic?

– Jakie zmiany zachodzą w dostępie do danych?

– Na jakim poziomie jest bezpieczeństwo w automatycznym zakupie reklamy?

Prelekcja II, godz. 15:35:

„RTM czy marketing kontekstowy – jak nauczyć się rozróżniać te pojęcia”

Martyna Jacewicz, Social media and Digital Manager, agencja KHS

Zaczniemy od teorii: czym jest RTM, a czym marketing kontekstowy. Jakie są między nimi podobieństwa i różnice? Następnie na konkretnych przykładach spróbujemy zrozumieć, kiedy mamy do czynienia z kontekstem, a kiedy działaniami real time. Prezentacja zakończy się wylistowaniem kilku pytań, które pozwolą w przyszłości łatwiej odróżniać RTM od innych działań marketingowych.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Dlaczego ten temat jest ważny i kto najczęściej popełnia błędy w rozróżnieniu RTM od marketingu kontekstowego?

– Czym jest real time marketing?

– Czym jest marketing kontekstowy?

– Jakie są podobieństwa i różnice między RTM a marketingiem kontekstowym?

Prelekcja III, godz. 16:05:

„Dlaczego Twoje reklamy na FB nie działają.”

Dagmara Kokoszka-Lassota, Magic Social Media

Stawianie na reklamy na Facebooku nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, podczas prelekcji zostaną zaprezentowane najczęściej popełniane błędy podczas tworzenia i prowadzenia kampanii oraz przedstawione rozwiązania, jak robić to dobrze.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Jakie są błędne założenia dotyczące reklam na Facebooku?

– Dlaczego czasami reklama nie działa, a kiedy reklama jest skuteczna?

– Jak wykorzystać reklamy dla Twojego biznesu?

Weź udział w majowej edycji DIMAQ Voice Online i wygraj bilet na Forum IAB 2021! To 3-dniowe święto marketerów, które odbędzie się 8-10 czerwca w formie online. Więcej szczegółów znajdziesz na: https://forumiab.pl/

Akredytacja DIMAQ

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują od 5 do 7 punktów recertyfikacyjnych. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Link do bezpłatnej rejestracji jest TU.

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz.

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

Szwajcaria, Holandia…, ale kiedy Polska? Ciężarówki na wodór stają się standardem, choć nie nad Wisłą

Zrównoważony transport drogowy jest jednym z priorytetów polityki klimatycznej całej Unii Europejskiej, ale tylko niektóre państwa Wspólnoty realnie działają na rzecz m.in. promocji “pojazdów wodorowych”. Ponadto, również rządy państw, które formalnie nie należą do struktur UE, intensywnie rozwijają technologie proekologiczne — jak na razie niedostępne w takiej skali dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W jaki sposób możemy nadrobić zaległości?

Koreańska technologia na szwajcarskich drogach

Główną bolączką Unii w kontekście zmian klimatu jest ślad węglowy generowany przez transport ciężki. Według szacunków Parlamentu Europejskiego za 26,2 proc. emisji odpowiadają właśnie samochody ciężarowe, które stanowią mniej niż 5 proc. wszystkich pojazdów na drogach. Są to wskaźniki wyższe, aniżeli łączny stopień emisji transportu morskiego i lotnictwa cywilnego. Co więcej, tempo pogłębiania się śladu węglowego sektora może nabrać jeszcze szybszego tempa, ponieważ jak podają analitycy Europejskiej Federacji Transportu i Środowiska, do 2030 roku odsetek udziału jest w stanie sięgnąć aż 41 proc. W dyskusji o problemie emisyjnym zabrali głos zarówno przedstawiciele rządów, jak i sami producenci pojazdów ciężarowych.

Jednym z efektów takiego dialogu jest deklaracja koncernu Hyundai o dostarczeniu 30 TIR-ów całkowicie napędzanych zielonym wodorem na rynek holenderski. Dostawa ma być zrealizowana jeszcze w tym roku, a pełnią funkcjonalności modelu cieszą się już kierowcy ze Szwajcarii. Tam po krajowych drogach poruszają się pojazdy z 19-tonowym podwoziem Xcient Fuel Cell i zasięgiem 400 km oraz mocą silnika elektrycznego rzędu 476 KM. Początkowo Hyundai dostarczył Szwajcarom 7 sztuk, ale jeszcze na jesieni 2020 roku deklarowano dodatkowy rzut rzędu 50 pojazdów. Ponadto, do roku 2025 Koreańczycy chcą, aby do kraju trafiło 1600 pojazdów wodorowych, które mogłyby korzystać z zapowiadanej sieci 100 dedykowanych stacji (w lutym ub. r. działały wyłącznie 4) — a potencjał tego typu podmiotów jest naprawdę spory.

Europa na wodór?

Analitycy z McKinsey twierdzą, że do 2030 roku pojazdy na zielony wodór mogą dorównać kosztami utrzymania ciężarówek na olej napędowy. Takiej prognozie ma sprzyjać założenie, iż napełnianie zbiorników wodorem już teraz trwa od 8 do 20 minut w warunkach szwajcarskich, a liczba stacji ma konsekwentnie rosnąć z sezonu na sezon w całej Europie. Dla przykładu, we wcześniej wspomnianych Niderlandach działa 12 stacji, a według wyliczeń TÜV SÜD z 2018 roku w kraju ma powstać kolejne 17. W sąsiedniej Francji z kolei zapowiada się 12 nowych podmiotów, jednak obecnym rekordzistą są Niemcy z wynikiem 84 aktywnych stacji wodorowych, a celem jest aż 140. Dla porównania Polska jak na razie nie ma żadnej stacji, choć rząd przy okazji Krajowego Planu Odbudowy zapowiada szybkie wzrosty. Pytanie tylko — czy realne?

Dokładnie rządowy projekt „Polska strategia wodorowa do roku 2030 z perspektywą do 2040” przewiduje powstanie 32 dedykowanych stacji. Założenie jest jak najbardziej słuszne, ale aby realnie wpłynąć na krajowy rynek, do współpracy należy zaprosić również podmioty prywatne, co wcześniej zrobiła 12-krotnie mniejsza od nas Holandia. Efekt? Wraz z ITM Power, Phillips 66 Limited i Element Energy Niderlandy mogą liczyć na regularne dostawy wodoru z zielonej elektrolizy nie tylko od krajowych podmiotów, ale i m.in. przedsiębiorców z Danii (nie wspominając o omawianych już kontraktach na pojazdy z koreańskim Hyundaiem). Podobnie postępują Niemcy, a także Austria oraz Norwegia. Jak na razie w polskich realiach mówimy wyłącznie o transporcie wodorowym…, ale w przypadku transportu publicznego.

Autobusy to nie wszystko

Ireneusz Zyska, pełnomocnik rządu ds. OZE deklarował, że w Polskiej Strategii Wodorowej priorytetowym obszarem będzie transport, jednak najprawdopodobniej transport publiczny. W trakcie 13. Forum Gospodarczego TIME poinformowano o zgłoszeniu wniosków na zakup 102 autobusów zasilanych zielonym wodorem. Jest to wiadomość o tyle optymistyczna, że taka flota mogłaby realnie przyczynić się do realizacji idei smart-city, jednak z punktu widzenia całościowego — o wiele bardziej racjonalnym ruchem byłaby inwestycja w infrastrukturę wodorową i właśnie ekologiczny transport ciężki.

W kwestii rozwoju infrastruktury wodorowej takie zdanie podziela prof. Tomasz Szejner z Uniwersytetu Cambridge, który podczas panelu zaznaczył, iż optymalnym kierunkiem jest intensywny rozwój ośrodków i “ekosystemów innowacji”, które mogłyby zaopatrywać kraj w całkowicie zielony wodór, a dopiero później napędzać floty pojazdów transportu publicznego. Jak zaznaczał prof. Szejner, rozwiązania w polskich realiach muszą być spójne z założeniami europejskimi, tak też potraktujmy wodór jako paliwo przyszłości do wykorzystania przy najbardziej palących obszarach gospodarki.

Nie chodzi jednak o priorytetyzowanie gałęzi, które bardziej lub mniej wymagają zielonego wodoru, ale faktem jest, że najniebezpieczniejsze wskaźniki emisyjne towarzyszą właśnie transportowi ciężkiemu, nie komunikacji publicznej. Potencjał polskiego rynku jest naprawdę spory, tak więc inwestycje w wodór to krok w bardzo dobrym kierunku. Warunkiem jest tylko podążanie za sprawdzonymi wzorami, a nie usilne wytyczanie własnych ścieżek.

Autor: Julia Piątkowska, Kierownik biura marketingu i komunikacji, Respect Energy

Justyna Orłowska: Sztuczna inteligencja jednym z priorytetów rządu

Nowe technologie przenikają wszystkie obszary naszego życia, a sztuczna Inteligencja zajmuje wysoką pozycję w na liście priorytetów rozwoju. Świadczy o tym realny plan wdrażany w formie Uchwały Rady Ministrów – Polityki Sztucznej Inteligencji – powiedziała podczas konferencji Związku Cyfrowa Polska Polska tech-rewolucja i miejsce dla AI” Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska.

Konferencja została zorganizowana po to, aby z praktycznego punktu widzenia pokazać, jak sztuczna inteligencja już zmienia i wkrótce zmieni nasze życie. Jednocześnie była okazją do wręczenia nagród dla wyróżnionych uczniów szkół średnich w konkursie „Sztuczna inteligencja w moim życiu”, którego organizatorem byli Centrum GovTech Polska, Związek Cyfrowa Polska, Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna oraz Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy. Przedstawiciele tych instytucji we wtorek spotkali się w budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z lauratami.  Dzięki takim inicjatywom jak dzisiejsza konferencja, możemy sprawnie wdrażać politykę sztucznej inteligencji, angażując przy tym młodych ludzi – zaznaczyła Justyna Orłowska.

Podczas konferencji – Justyna Orłowska zainaugurowała także program Liderów Cyfryzacji – kolejną edycję płatnych staży w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Cenntrum GovTech.
– Zapraszamy wszystkich do składania prac konkursowych do 13 czerwca 2021r., a wszystkie informacje dostępne są na stronie gov.pl/staze – dodała szefowa Centrum GovTech Polska.

Sztuczna inteligencja jako element edukacji

Zdaniem prezesa Cyfrowej Polski Michała Kanownika w Polsce sztuczna inteligencja obok robotyki, 5G jest podstawowym filarem nowoczesnej cyfrowej gospodarki, która pozwoli uczynić polską i europejską gospodarkę konkurencyjną na globalnym rynku. – To zatem powinien być element także edukacji i przygotowania przyszłych kadr dla przemysłu przyszłości  – stwierdził prezes Związku. Jego zdaniem potrzebnych jest więcej inicjatyw, które skierowane są do młodych ludzi i mają na celu szerzenie idei cyfryzacji i rozwój innowacyjnych projektów. – W Polsce mamy wielu zdolnych młodych ludzi, którzy w przyszłości mogą się przysłużyć do powstania ciekawych rozwiązań z dziedziny sztucznej inteligencji – powiedział Michał Kanownik.

Z kolei prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Marek Michalik przypomniał, że jego Strefa stawia na rozwój i nowoczesne technologie. – Sztuczna inteligencja jest obecna w medycynie, motoryzacji, branży lotniczej czy kolejowej. Nieodłącznym elementem naszej przyszłości jest wykorzystanie jej, także w przemyśle, dlatego cieszy nas, że ten temat interesuje coraz młodszych innowatorów. Nadesłane prace pokazały, że świadomość młodych ludzi w zakresie nowoczesnych technologii jest bardzo duża – powiedział Marek Michalik, prezes ŁSSE S.A. – Wszyscy uczestnicy wykazali się kreatywnością, niezbędną w procesie tworzenia innowacji. Być może za kilka lat pojawią się w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, aby wspólnie z nami rozwijać i realizować swoje wizje nowoczesnych technologii – dodał Marek Michalik.

Jak z kolei przypomniała Joanna Kuszlik-Cichosz, zastępca dyrektora ds. administracji w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym z najnowszego raportu OPI PIB „Sztuczna inteligencja a sektor nauki i szkolnictwa wyższego. Przegląd dokumentów strategicznych i osiągnięć na świecie” wynika, że w latach 2010–2019 w bazie Scopus zidentyfikowano łącznie około 751,2 tysięcy prac naukowych związanych z tematyką AI.  Biorąc pod uwagę tylko polskich naukowców, to zajęli oni wysokie 6. miejsce w rankingu liczby prac związanych z tematyką sztucznej inteligencji w Unii Europejskiej.   – Doskonale zdajemy sobie sprawę, że AI wspiera rozwój społeczno-ekonomiczny, dlatego bardzo ważną rolę spełnia edukacja z zakresu nowych technologii. Powinniśmy kłaść nacisk na rozwój wiedzy i kompetencji już od najmłodszych lat – stwierdziła Joanna Kuszlik-Cichosz.

70 prac wysłanych na konkurs o AI

Konkurs „Sztuczna inteligencja w moim życiu” został zorganizowany w ramach GovTech Festival. Celem projektu było promowanie nowoczesnych technologii i upowszechnianie wiedzy o rozwiązaniach cyfrowych, które towarzyszą nam w życiu. Partnerem konkursu była też Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna.

Spośród ponad 70 wszystkich nadesłanych prac jury wybrało trzy najbardziej wyróżniające się projekty. Lauratami konkursu zostali Kacper Szczęsny, uczeń Zespołu Szkół im. Kazimierza Wielkiego w Mińsku Mazowieckim, Kamil Stępień, uczeń Zespołu Szkół nr 1 w Piotrkowie Trybunalskim , Michał Wencel, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego im. H. Sienkiewicza w Kędzierzynie-Koźlu, a także Adam Szepietowski z Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych nr 17 w Łodzi.

Wynajem długoterminowy aut i Rent a Car w I kw. 2021 r.

Wzrost branży mierzony finansowaną i zarządzaną flotą wyniósł w pierwszym kwartale 2,1% r/r, a liczba zakupionych i zarejestrowanych nowych aut powróciła do poziomu sprzed COVID-19.

Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce powoli zaczyna podnosić się po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19. Zgodnie z danymi PZWLP, branża wynajmu długoterminowego samochodów zakupiła w pierwszym kwartale 2021 r. o 10% więcej nowych aut osobowych niż przed rokiem, dzięki czemu powróciła pod tym względem do poziomu rejestracji nowych samochodów sprzed pandemii, a nawet nieznacznie go przewyższyła. Sygnały ożywienia są widoczne na całym rynku motoryzacyjnym w kraju. Łącznie z salonów wyjechało o 9,5% więcej samochodów aniżeli rok temu. Biorąc pod uwagę najważniejszy wskaźnik rozwoju w przypadku wynajmu długoterminowego, a więc tempo wzrostu łącznej floty samochodów w tej usłudze, branża w pierwszym kwartale urosła o 2,1% r/r, a więc utrzymała wzrost na zbliżonym poziomie trzeci kwartał z rzędu. Eksperci PZWLP przewidują jednak, że już w kolejnym kwartale roku możliwe jest wyraźne przyśpieszenie dynamiki rozwoju branży, a w drugiej połowie roku tempo rozwoju wynajmu długoterminowego może nawet powracać do poziomów sprzed pandemii koronawirusa. Poprawa sytuacji jest również widoczna w branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która w pierwszym kwartale odnotowała wprawdzie wciąż spadek 8,5% r/r, ale jego wartość była po raz pierwszy od roku jednocyfrowa i jednocześnie najniższa od 12 miesięcy. Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy aut do firm Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego Tempo rozwoju branzy Rent a Car Sprzedaz calkowita aut vs import aut uzywanych Rodzaje napedow w wynajmie dlugoterminowym – koniec I kw. 2021 Emisja CO2 – auta nabywane w wynajmie dlugoterminowym w I kw. 2021 Dynamika sprzedazy nowych aut do firm w I kw. 2021

Polska branża motoryzacyjna może po pierwszym kwartale bieżącego roku spoglądać w przyszłość z optymizmem, na razie wciąż umiarkowanym, ale jednak. Dane sprzedażowe z krajowych salonów wskazują na wzrosty. Na drogi wyjechało o ponad 10 tys. nowych aut osobowych więcej niż w analogicznym czasie rok temu, kiedy rozpoczynała się pandemia COVID. Wzrost ten został w całości wypracowany przez klientów instytucjonalnych (firmy), które odpowiadały łącznie za 71,5% wszystkich sprzedanych w tym czasie nowych pojazdów.

W pierwszym kwartale 2021 r. z salonów wyjechało łącznie (zakupy firm i osób prywatnych) prawie 118 tys. aut, podczas gdy w analogicznym czasie rok wcześniej było to blisko 108 tys. To niestety nadal dużo mniej niż w porównywalnym okresie przed pandemią, czyli pierwszym kwartale 2019 r., kiedy sprzedaż wyniosła blisko 140 tys. samochodów osobowych. Do osiągnięcia pułapu sprzed koronakryzysu wciąż wiele brakuje, ale pierwsze od roku wzrosty sprzedaży na rynku napawają optymizmem i skłaniają do pozytywnych prognoz już w niedalekiej przyszłości. Jedynym segmentem rynku motoryzacyjnego, w którym notowany był nadal spadek sprzedaży, byli klienci indywidualni. Przysłowiowy „Kowalski” nabywał w pierwszym kwartale 2021 roku ciągle o 4,3% mniej nowych aut niż rok wcześniej. W tym przypadku tempo spadku wyraźnie jednak wyhamowuje – w analogicznym czasie 2020 r. klienci indywidualni zakupili bowiem aż o ponad 27% r/r mniej samochodów. W pierwszym kwartale 2021 r. Polacy sięgali natomiast chętniej po używane auta sprowadzane zza granicy, import tego typu pojazdów do kraju wzrósł o 4,7% r/r.

Sprzedaż do firm zaczyna rosnąć, wynajem długoterminowy powraca do poziomów sprzed pandemii

W pierwszym kwartale bieżącego roku firmy zakupiły łącznie ponad 84 tys. nowych samochodów osobowych, o 16,2% więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Sprzedaż flotowa szybko rośnie, ale jej poziom jest wciąż niższy niż w pierwszym kwartale 2019 r., a więc przed kryzysem, kiedy wyniosła prawie 91,5 tys. aut. Wzrost został odnotowany we wszystkich dostępnych na rynku rodzajach finansowania pojazdów dla firm. W przypadku zakupu ze środków własnych, kredytu i klasycznego leasingu finansowego liczonych razem wyniósł on 18,4% r/r. Wynajem długoterminowy samochodów mógł pochwalić się w pierwszym kwartale 2021 roku 10% wzrostem kupowanych na potrzeby swoich usług aut w porównaniu z analogicznym czasem roku ubiegłego i co ważne osiągnął już poziom sprzedaży sprzed pandemii, a nawet go przewyższający. W pierwszym kwartale bieżącego roku na potrzeby wynajmu długoterminowego zakupionych zostało 21 tys. nowych samochodów osobowych – wobec 19,4 tys. w pierwszym kwartale 2019 r.

Co czwarte nowe auto nabywane przez przedsiębiorców w wynajmie długoterminowym

Dobre rezultaty w tym zakresie pozwoliły wynajmowi długoterminowego utrzymać wysoki udział w sprzedaży nowych aut osobowych do firm. W pierwszym kwartale 2021 r. co czwarty (24,9%) nowy samochód osobowy znajdował się w wynajmie długoterminowym. Oznacza to wzrost udziału tej formy finansowania o 0,9 punktu procentowego w stosunku do całego roku 2020 r. i spadek o 1,4 punktu procentowego w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 r., kiedy to udział wynajmu w sprzedaży aut do firm osiągnął najwyższy odsetek w ubiegłym roku i wynikał z gwałtownych zawirowań na rynku, zachodzących w początkowym okresie pandemii.

Tempo wzrostu wynajmu długoterminowego utrzymuje się na poziomie 2% r/r, ale na horyzoncie widać już przyśpieszenie

Pierwsze oznaki dobiegającego końca spowolnienia na rynku wynajmu długoterminowego wywołanego pandemią są widoczne również przez pryzmat najważniejszego wskaźnika dynamiki rozwoju tej branży, a więc łącznej liczby aut w usłudze Full Serwis Leasing. Na koniec pierwszego kwartału 2021 r. tempo wzrostu pod tym względem wynosiło 2,1% r/r i utrzymywało się na zbliżonym poziomie (około dwóch procent) już trzeci kwartał z rzędu. Na początku pandemii, tj. na koniec marca 2020 r., wynajem długoterminowy rozwijał się w tempie 7,7% r/r i sukcesywnie zwalniał do 2,8% r/r na koniec września i 2% r/r na koniec grudnia. Eksperci podkreślają, że utrzymanie – choć niewielkiego – ale jednak wzrostu – w zeszłym roku było bardzo pozytywnym zjawiskiem, które wyróżniało wynajem długoterminowy na tle całego rynku, notującego wówczas znaczące spadki.

 

Wiele wskazuje na to, że branża wynajmu długoterminowego zaczyna odbudowywać się po trwającym od roku spowolnieniu wywołanym pandemią – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Powrót do poziomów sprzedaży sprzed pandemii, a nawet nieznacznie je przewyższających, potwierdza tę tezę i jest to jednocześnie dobra informacja, pozwalająca na umiarkowanie optymistyczne prognozy w najbliższej przyszłości. Wprawdzie wzrost łącznej floty, czyli najważniejszy wskaźnik obrazujący dynamikę rozwoju wynajmu długoterminowego, utrzymuje się wciąż w okolicach 2% r/r, ale jest to normalne zjawisko. Wzrost floty zazwyczaj następuje z pewnym opóźnieniem od momentu podjęcia decyzji przez klientów i zamówienia aut. W naszej ocenie krzywa tempa wzrostu wynajmu długoterminowego przypomina kształt litery „U” i obecnie znajdujemy się nadal wciąż w jej najniższym punkcie, ale spodziewamy się, że już w drugim kwartale i drugiej połowie roku, będziemy obserwować wyraźne przyśpieszenie tempa wzrostu naszej branży. Paradoksalnie, to właśnie w okresie pandemii w 2020 r. wynajem długoterminowy, dzięki dużej elastyczności tej usługi, umocnił swoją pozycję na rynku. Odsetek nowych aut nabywanych przez przedsiębiorców w Polsce w wynajmie długoterminowym zwiększył się z 20 do blisko 25% (co czwarte auto we flocie). Dane po pierwszym kwartale pokazują, że tendencja ta się utrzymuje i niewykluczone, że wkrótce będziemy mieli do czynienia z kolejnymi wzrostami w tym zakresie.    

Elektryczna rewolucja w motoryzacji jest już faktem i nie omija wynajmu długoterminowego

Dane PZWLP po pierwszym kwartale 2021 roku potwierdzają, że tzw. elektryczna, czy też zielona rewolucja w motoryzacji jest niepodważalnym faktem, dzieje się na naszych oczach i nie omija branży wynajmu długoterminowego w Polsce. W liczącej niemal 183 tys. aut flocie w wynajmie długoterminowym firm PZWLP* udział poszczególnych rodzajów napędów nieustannie i szybko się zmienia. Najszybciej ubywa pojazdów wyposażonych w niegdyś dominujące we flotach silniki Diesla, a największe tempo wzrostu notują samochody z ekologicznymi (hybrydowymi i w 100% elektrycznymi) napędami. Auta z dieslowskimi jednostkami stanowiły na koniec marca 51,9% ogółu, a ich udział zmniejszył się w ciągu roku o 4,4 punktu procentowego. Równolegle zwiększył się o 1,5 punktu procentowego udział aut z silnikami benzynowymi i wynosił na koniec pierwszego kwartału 41,5%. Na uwagę zasługuje odsetek samochodów ekologicznych, które w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym stanowiły już 6,5%, a ich udział w ciągu roku niemalże się podwoił (wzrost o 2,9 punktu procentowego). Zdecydowaną większość pojazdów tego typu stanowią wszelkiego rodzaju hybrydy, a auta w pełni elektryczne to 0,4% ogółu.

Transformacja rynku motoryzacyjnego, w tym również branży wynajmu długoterminowego w Polsce, w kierunku samochodów przyjaznych środowisku to już dobrze widoczny i zaawansowany proces – mówi Jacek Studziński, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu LeasePlan Polska. – Elektryfikacja, częściowa lub pełna, przyśpiesza i należy się spodziewać, że tempo tego typu zmian będzie jeszcze wyższe w najbliższej przyszłości. Rośnie świadomość ekologiczna firm i przedsiębiorców, odpowiedzialność firm za środowisko naturalne, a oferta nowych aut ewoluuje jednoznacznie w kierunku jednostek choć częściowo zelektryfikowanych. Samochody hybrydowe to już codzienność w polskich flotach, a auta elektryczne, pomimo że relatywnie jest ich jeszcze bardzo mało, przestają być postrzegane jako nowinka technologiczna czy niestandardowe narzędzie marketingowe dla firmy, a zaczynają stawać się pojazdami, które z powodzeniem mogą na co dzień być wykorzystywane przez pracowników. Najlepszym przykładem jest fakt, że po auta elektryczne sięgają już nawet korporacje taksówkowe, czy nawet firmy kurierskie.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2021 roku była o 3,3% i 4,3 g/km wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 132,9 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 146,2 g/km i była niższa o 12,3% i 20,5 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2020.

Branża Rent a Car wciąż ze spadkiem, ale najniższym od roku

Lepszymi niż dotychczas rezultatami pierwszy kwartał bieżącego roku zakończyła również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która spowolnienie wywołane pandemią koronawirusa odczuła zdecydowanie najmocniej. Zgodnie z danymi PZWLP, rynek Rent a Car zanotował wprawdzie wciąż spadek -8,5% r/r, ale był on najniższy od roku i po raz pierwszy w tym czasie jego wartość była jednocyfrowa. Przez cały ubiegły rok ujemna dynamika rozwoju w przypadku wypożyczalni samochodów w Polsce wahała się od -13,4% r/r do nawet -25,5% r/r.

Dane po pierwszym kwartale pokazują, że w branży Rent a Car, podobnie jak na całym rynku motoryzacyjnym, sytuacja ulega poprawie – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA. – Niestety, w przypadku wypożyczalni samochodów mówimy wciąż o spadku i jesteśmy nadal daleko od poziomu sprzed pandemii. Prognozy na najbliższe miesiące wydają się jednak dość dobre. Przed nami okres wakacyjny, w który wkroczymy ze znacznie poluzowanymi obostrzeniami i ograniczeniami związanymi z COVID, nie tylko w Polsce, ale i prawdopodobnie w całej Europie. Jest więc duża szansa na znaczny wzrost ruchu turystycznego, w tym ruchu lotniczego, a są to najważniejsze czynniki napędzające wzrost w branży Rent a Car. Liczymy również, że będzie rosło zainteresowanie Polaków wynajmem krótkoterminowym samochodów oferowanych przez wypożyczalnie na potrzeby krajowych wyjazdów wakacyjnych.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2021 roku ponad 11,3 tys. aut.

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

PGE i Uniwersytet Morski w Gdyni podejmą współpracę na rzecz rozwoju Centrum Offshore

18 maja br. Uniwersytet Morski w Gdyni i PGE podpisały list intencyjny o współpracy eksperckiej w celu rozwijania morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Wspólne działania obejmują badania, analizy, wymianę doświadczeń, jak również utworzenie Centrum Offshore pod patronatem honorowym Ministra Edukacji i Nauki.

W ramach współpracy PGE będzie wsparciem dla Uniwersytetu Morskiego w Gdyni w tworzeniu bazy laboratoryjnej Centrum Offshore, które będzie mogło służyć wspólnym badaniom na rzecz rozwoju sektora morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Planowane Centrum będzie ośrodkiem tworzenia wiedzy i umiejętności niezbędnych w procesie kształcenia kadr dla polskiej gospodarki morskiej. W kwietniu br. projekt Centrum Offshore przy Uniwersytecie Morskim w Gdyni uzyskał patronat Ministra Edukacji i Nauki.

Wspólne działania Grupy PGE i Uniwersytetu Morskiego w Gdyni obejmą również m.in. realizację analiz hydrologicznych, hydrometeorologicznych, hydrochemicznych, geomorfologicznych, jak również badań z zakresu nawigacji, bezpieczeństwa i ratownictwa w transporcie morskim. UMG zapewni PGE wsparcie merytoryczne i badawcze przy planowaniu działań minimalizujących wpływ na środowisko przyrodnicze przy budowie morskich farm wiatrowych PGE. Współpraca obejmuje także wymianę doświadczeń ekspertów w zakresie kształcenia personelu dla operatorów morskich farm wiatrowych oraz rozszerzenie i doskonalenie programu nauczania UMG.

Aby budować rodzimy rynek morskiej energetyki wiatrowej, konieczna jest współpraca z ośrodkami naukowymi. Dzięki wspólnym działaniom będziemy w stanie odpowiednio dobierać technologie do budowy morskich farm wiatrowych do warunków panujących na polskim wybrzeżu, jak również będziemy mogli podnosić stan wiedzy i szkolić przyszłe kardy w obszarze nowoczesnych technologii – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Rektor Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, prof. dr hab. inż. kpt. ż.w. Adam Weintrit, zwrócił uwagę na ogromny potencjał dydaktyczny, jaki w ramach współpracy wniesie UMG na rzecz budowania wiedzy i szkolenia przyszłych kadr w obszarze nowoczesnych technologii: – Jedną z czterech uczelni wymienianych przez rząd, które mogą zapewnić kadry do obsługi farm wiatrowych, jest Uniwersytet Morski w Gdyni. Nasza silna pozycja wynika między innymi z ugruntowanej pozycji, doświadczenia i możliwości badawczych Instytutu Morskiego, który od ponad dwóch lat jest częścią Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. To właśnie poprzez Instytut Morski jesteśmy zaangażowani w badania środowiskowe dla większości aktywnych inwestorów sektora energetyki wiatrowej na morzu w Polsce – powiedział prof. dr hab. inż. kpt. ż.w. Adam Weintrit, rektor Uniwersytetu Morskiego w Gdyni.

PGE jest liderem zmian w polskiej energetyce. W nowej strategii Grupy PGE, Spółka przedstawiła plan transformacji Grupy i drogę do dekarbonizacji wytwarzania oraz ogłosiła cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Plan inwestycyjny Grupy PGE obejmuje największe w kraju inwestycje w morskie elektrownie wiatrowe. Program Offshore Grupy PGE zakłada wybudowanie do 2030 roku dwóch morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW. Według założeń Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. w 2030 r. moc morskich farm wiatrowych w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej osiągnie 5,9 GW. Po 2030 r. Grupa PGE wybuduje dodatkowo co najmniej 1 GW mocy w tej technologii.

UMG wychodzi naprzeciw rynkowym trendom i stawia na jeszcze lepsze i bardziej efektywne poszerzanie wiedzy i kompetencji swoich studentów i naukowców. Oprócz podpisanego listu intencyjnego z PGE, Uniwersytet Morski w Gdyni w najbliższym czasie zamierza otworzyć międzyuczelniany kierunek studiów dot. morskiej energetyki wiatrowej wspólnie z drugim wiodącym ośrodkiem naukowo-dydaktycznym w tym zakresie – Politechniką Gdańską.

Uczelnia z powodzeniem prowadzi też od kilkunastu lat studia drugiego stopnia Technologie Offshorowe na Wydziale Nawigacyjnym. Absolwenci kierunku zasilają kadrowo dynamicznie rozwijający się obszar offshore na całym świecie.

Uniwersytet Morski w Gdyni jest uczelnią wyższą posiadającą szerokie kompetencje
i doświadczenie w kształceniu kadr, a także realizacji prac naukowo-badawczych dla gospodarki morskiej, prowadzonych na Wydziale Elektrycznym, Wydziale Mechanicznym, Wydziale Nawigacyjnym, Wydziale Zarządzania i Nauk o Jakości oraz w Instytucie Morskim. Jednostki UMG przygotowane są do prowadzenia szerokiego zakresu badań z wykorzystaniem certyfikowanych laboratoriów. Potencjał badawczy Uniwersytetu Morskiego w Gdyni jest konsekwentnie rozwijany – stosownie do potrzeb gospodarki morskiej, czego przykładem są plany budowy Centrum Offshore.

Santander Bank Polska wprowadza nową bankowość elektroniczną dla dużych firm i korporacji

Rozbudowane centrum powiadomień, możliwość konfiguracji pulpitu, pracy grupowej oraz automatyzacja powtarzalnych czynności – to tylko niektóre z funkcji nowego systemu bankowości online dla firm, które dotąd korzystały z iBiznes24 w Santander Bank Polska.

Dotychczasowy system bankowości elektronicznej dla firm iBiznes24 został całkowicie przebudowany, a jego nowy wygląd i funkcjonalności są efektem konsultacji z przedsiębiorcami i uwzględnienia ich potrzeb. Nowy iBiznes24 zmienia sposób interakcji firm z bankiem i wprowadza innowacyjne funkcje, które znacznie usprawnią zdalne bankowanie dużym firmom i korporacjom. Proces tworzenia nowego systemu wspierała polska agencja badawczo-projektowa Symetria, która zadbała aby aplikacja była jak najbardziej przyjazna dla użytkowników. Nowa platforma jest już po fazie testowej i rozpoczęto proces przenoszenia pierwszych klientów biznesowych. Docelowo z nowej platformy korzystać będą wszyscy klienci firmowi i korporacyjni. Proces został rozłożony na fazy, podczas których udostępniane będą nowe funkcjonalności platformy i będzie kontynuowany w nadchodzących kwartałach. Każde przeniesienie klienta do nowej wersji bankowości elektronicznej dla firm zostanie poprzedzone bezpośrednim kontaktem ze strony bankiera.

– Aby nowy system jak najbardziej odpowiadał potrzebom klientów Santander Bank Polska, przeprowadziliśmy testy z użytkownikami i pogłębione wywiady z pracownikami firm z całej Polski. Dokładnie przyglądaliśmy się w jaki sposób klienci korporacyjni korzystają z bankowości elektronicznej i zidentyfikowaliśmy wyzwania z jakimi się mierzą. Zauważyliśmy, że wraz z rozwojem ich biznesu i ruchów, które w związku z tym, wykonują w bankowości online, potrzebują większej przejrzystości dostępnych funkcji i mechanizmów, które pomogą redukować możliwość popełnienia błędu podczas dokonywania operacji finansowych. Nowy system iBiznes24 wprowadziliśmy po to, aby korzystanie z serwisu było jak najbardziej intuicyjne i dopasowane do ich potrzeb. Dzięki przeprowadzonej analizie mogliśmy stworzyć rewolucyjny system bankowości elektronicznej dla klientów korporacyjnych, który zapewnia nie tylko intuicyjny design ale przede wszystkim wygodę użytkowania – mówi  Artur Chodacki,  Chief Corporate Clients Officer w Santander Bank Polska

W nowej odsłonie platforma iBiznes24 została poprawiona przede wszystkim pod względem warstwy UXowej. Wprowadzone zmiany mają służyć jeszcze szybszej i łatwiejszej obsłudze finansów online w Santander Bank Polska. Dla użytkowników przygotowano nowy wygląd pulpitu bankowości elektronicznej i powitalny system wdrożeniowy na platformie, tzw. „onboarding”, który szybko i sprawnie przeprowadzi klienta przez nowy układ strony, wszystkie dostępne funkcjonalności.

Dodatkowo, wprowadzona została bardzo przyjazna użytkownikom ikonka „pomoc”, która jest widoczna z dowolnego miejsca w systemie i pomaga szybko uzyskać podpowiedź do czego służą poszczególne przyciski i zakładki. Klienci mogą także korzystać z wyszukiwarki, która ułatwi odnalezienie niezbędnych informacji dot. wykonanych transakcji czy zleceń. W nowym centrum powiadomień, można znaleźć informacje o wygenerowanych raportach, ważnych wiadomościach w poczcie lub o pozostałym czasie do wygaśnięcia sesji.

Nowa funkcja ustawień domyślnych pozwala klientom na personalizację parametrów transakcji. Na przykład w przelewach można wybrać domyślne waluty, rachunki i określić tryb wysyłki.

Innowacyjną funkcją w nowym systemie jest możliwość pracy grupowej. Klienci banku mogą wymieniać się informacjami za pomocą wbudowanego systemu komentarzy ze swoimi współpracownikami. Mogą także śledzić, które elementy systemu, w jaki sposób i przez kogo zostały zmodyfikowane. Centrum powiadomień dostępne w nowym iBiznes24 zbiera te informacje, a następnie w zależności od sprawowanej przez użytkownika roli, przedstawia mu listę powiadomień.

Wprowadzone zmiany, których efektem jest innowacyjna na polskim rynku platforma bankowości elektronicznej dla firm, służą przede wszystkim podniesieniu efektywności samodzielnego zarządzania finansami przez przedsiębiorców. Powstałe narzędzie jest łatwe w obsłudze i zapewnia klientom oszczędność czasu, a także, poprzez liczne podpowiedzi systemowe, ogranicza możliwość popełniania błędów przy wykonywaniu transakcji.

Nowy iBiznes24 jest także dostosowany do urządzeń mobilnych. Został stworzony w systemie Responsive Web Design, dzięki któremu strona bankowości elektronicznej dostosowuje się do każdej przestrzeni roboczej ekranu, niezależnie od rodzaju urządzenia, na którym użytkownik będzie chciał z niej korzystać.

–  Z wielkim entuzjazmem podeszliśmy do ambitnego zadania, jakim było wsparcie Santander Bank Polska w zdefiniowaniu przyszłości bankowości korporacyjnej w Polsce. Plan projektu był prosty: czerpać z mocnych stron poprzedniej wersji serwisu, wyeliminować jego słabe strony i przekroczyć oczekiwania odbiorców docelowych nową odsłoną iBiznes24. Wykorzystując różne metody badawcze, z dużą dokładnością poznaliśmy potrzeby i kontekst użycia systemu. Dzięki pozyskanym informacjom i współpracy z użytkownikami stworzyliśmy wyjątkowe na polskim rynku narzędzie bankowości elektronicznej dla firm i korporacji. Obecnie dbamy o to, aby wysoki poziom UX był sukcesywnie osiągany przy wdrożeniu kolejnych modułów iBiznes24 – mówi Piotr Chwiedziewicz, Head of Growth w Symetrii

Automatyczne sortery wzmocnią sieć logistyczną Poczty Polskiej. Rusza postępowanie na zakup trzech nowoczesnych maszyn

Poczta Polska rozpoczyna jedną z najważniejszych inwestycji na przestrzeni ostatnich lat. Właśnie uruchomiono postępowanie na zakup 3 nowoczesnych, w pełni zautomatyzowanych maszyn sortujących. Maszyny pozwolą na efektywne sortowanie rosnącego wolumenu paczek. W ramach realizacji nowej strategii, Poczta Polska planuje przeznaczyć aż 1,2 mld zł na inwestycje w zakresie automatyzacji, cyfryzacji i rozbudowy architektury swojej sieci logistycznej.

Nowoczesne sortery posłużą do opracowania przesyłek KEP (kurierskich, ekspresowych i paczkowych) w sortowniach we Wrocławiu, Lisim Ogonie (pod Bydgoszczą) i Lublinie. Automatyzacja Poczty Polskiej jest jednym z kluczowych działań, zaplanowanych i ujętych w strategii Spółki na lata 2021–2023. W celu optymalizacji procesów logistycznych i rozwoju usług na rynku KEP, a także dostosowania procesów do rosnących oczekiwań klientów, Spółka inwestuje w nowoczesny park maszynowy.

– Poczta Polska rozwija swoją architekturę logistyczną. Spółka właśnie przystąpiła do wdrażania zmian strategicznych, które od kilkunastu lat były w Poczcie wyłącznie planowane, a teraz wymagają skutecznego wdrożenia – mówi Tomasz Zdzikot, prezes zarządu Poczty Polskiej i dodaje – Rynek kurierski się zmienia. To jeden z trzech, oprócz logistyki i cyfryzacji, głównych obszarów strategicznych, w jakich chcemy się dalej intensywnie rozwijać i które, zgodnie z przyjętą Strategią do roku 2023, stanowią dla nas priorytet ściśle związany z nowymi inwestycjami. Od początku pandemii rozwój e-commerce skokowo przyspieszył i Poczta również przyspiesza swoje inwestycje, w myśl naszego hasła, że: „Świat się zmienia, a Poczta razem z nim”. Zakup nowych maszyn sortujących pozwoli na efektywniejsze obsługiwanie rosnących wolumenów przesyłek kurierskich. Naszym celem jest Poczta nowoczesna i efektywna, która spełnia oczekiwania swoich klientów.

Nowe, w pełni zautomatyzowane maszyny do opracowywania przesyłek KEP, wyłonione w ramach ogłoszonego właśnie postępowania zakupowego, zasilą sieć logistyczną Poczty Polskiej. Wydajność nowych sorterów zaplanowano na poziomie od 8 do 11 tys. przesyłek na godzinę.

Poczta Polska planuje, że pierwsza maszyna sortująca zostanie oddana do użytku jeszcze w 2022 roku we Wrocławiu – który obsługuje przesyłki przychodzące i wychodzące w ramach obszaru Dolnego Śląska. Sorter ma posiadać 190 tzw. ześlizgów dla przesyłek będących precyzyjnie rozdzielanych do poziomu punktów oddawczych i rejonów doręczeń.

W 2023 roku kolejne nowe sortery rozpoczną pracę w sortowni w Lisim Ogonie pod Bydgoszczą (odpowiedzialnej za obsługę województwa kujawsko-pomorskiego) i sortowni w Lublinie (opracowującej przesyłki ze wschodniej części kraju, a także paczki transportowane koleją z Chin do Polski). Sorter w Lisim Ogonie będzie rozdzielał przesyłki dzięki 159 ześlizgom. Z kolei maszyna zaplanowana dla centrum logistycznego w Lublinie będzie dysponowała aż 178 ześlizgami.

Powyższe sortery będą jednymi z najnowocześniejszych na rynku. Będą stanowiły także element wsparcia dla pozostałych obszarów (regionów).

– Dążymy do tego, aby Poczta Polska Poczta stała się jeszcze nowocześniejsza, zarówno pod względem procesów i procedur operacyjnych, jak i posiadanej infrastruktury oraz parku maszynowego. Dzięki inwestycjom automatyzującym pracę, a w szczególności wspierającym procesy logistyczne, zwiększymy wolumen przesyłek opracowywanych automatycznie, gwarantując klientom jakość w zakresie terminowości, której obecnie oczekują – mówi Andrzej Bodziony, wiceprezes zarządu Poczty Polskiej.

Nowe inwestycje przełożą się również na ergonomię i poprawę organizacji pracy w ramach poszczególnych sortowni poprzez zmianę sposobu realizacji procesu rozdziału przesyłek z obecnie wykonywanego przez pracowników na maszynowy. Kolejnym działaniem Poczty Polskiej, w ramach automatyzacji procesów logistycznych, będzie zakup sortera dla nowej sortowni WER Warszawa 2, którą Spółka planuje uruchomić w ramach Strategicznego Projektu Automatyzacji Sieci Logistycznej.

Inwestycje Poczty Polskiej są m.in. odpowiedzią na systematycznie rozwijający się sektor e-commerce, który znacznie zwiększył swój udział w całym rynku zakupowym, realizowanym zarówno przez duże, jak i mniejsze podmioty.

Jeszcze w tym roku Spółka zamierza przeznaczyć 400 mln zł na inwestycje m.in. w automaty paczkowe, cyfryzację, logistykę i automatyzację procesów.

Od przedsiębiorców oczekujemy więcej niż tylko dobrych produktów i usług

Zaangażowanie w pomoc potrzebującym lub inne formy wspierania lokalnych społeczności to w coraz większym stopniu konieczność dla firm. Jak wynika z badania „Zaangażowanie społeczne przedsiębiorców” przeprowadzonego w ramach inicjatywy „Urodzeni Przedsiębiorcy” aż 76,2% Polaków chciałoby, aby przedsiębiorcy, z których usług lub produktów korzystamy, angażowali się w akcje wspierające lokalne potrzeby. 66,9 % badanych przyznaje również, że podejmując decyzje zakupowe chętniej wybrałoby firmę zaangażowaną społecznie. Ten trend jest widoczny szczególnie w przypadku kobiet, gdzie taką postawę zadeklarowało aż 72,4% respondentek.

Pandemia przyzwyczaiła nas do tego, że nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale i tysiące małych firm angażowały się w walkę z koronawirusem, niosąc finansowe i rzeczowe wsparcie służbie zdrowia i społeczeństwu. Wiele firm zainspirowanych działalnością konkurencji lub własnych pracowników, zaczęło dostrzegać, że tego typu działania są nie tylko dobrze odbierane, ale nawet pożądane przez społeczeństwo i mogą pozytywnie wpływać na budowanie wizerunku całego przedsiębiorstwa. Zaangażowanie się przedsiębiorców w życie i odpowiadanie na potrzeby lokalnej społeczności to coś, co zdecydowanie może firmom przynieść korzyści.

Kogo najlepiej wspierać?

Czy ma znaczenie komu pomagamy? Potrzebujących wokół najczęściej jest wielu. Jak wynika z badania „Zaangażowanie społeczne przedsiębiorców” przeprowadzonego w ramach inicjatywy „Urodzeni Przedsiębiorcy” wśród obszarów, które zdaniem badanych powinien wspierać przedsiębiorca, na pierwszym miejscu lokuje się pomoc dzieciom – tak wskazało 46% respondentów. Jednak oczekiwania w omawianym zakresie obejmują również inne dziedziny działalności charytatywnej i prospołecznej, a każda z nich ma stosunkowo silne poparcie. 39% osób wśród 3 najważniejszych obszarów wymieniło pomoc chorym, 38% pomoc osobom starszym, ubogim, potrzebującym, 37% respondentów wskazała wsparcie działań ekologicznych, a 35% pomoc zwierzętom. Prawie co trzecia osoba (32%) wymieniła wsparcie lokalnych potrzeb i społeczności.

Co ciekawe, hierarchia ważności poszczególnych obszarów różni się kiedy na wyniki spojrzymy przez pryzmat płci. Jedynie wsparcie dzieci jest najważniejsze dla obu. W dalszej kolejności dla kobiet liczy się ekologia, osoby starsze i ubogie oraz zwierzęta. Mężczyźni natomiast częściej oczekują od firm wsparcia osób chorych, starszych i ubogich, a w dalszej kolejności działań proekologicznych.

Lokalnie znaczy odpowiedzialnie

Zaangażowanie społeczne firm jest szczególnie istotne w przypadku lokalnych biznesów, które są nie tylko ważnym ogniwem polskiej gospodarki, ale również stanowią kluczowy element i motor rozwoju lokalnych ekosystemów. To swego rodzaju misja, którą poza prowadzeniem biznesu powinny realizować, będąc aktywnym członkiem lokalnej społeczności. Obecnie coraz częściej zarówno klienci, jak i sami pracownicy oczekują, że przedsiębiorstwa będą uczestniczyły w rozwoju społecznym. Często właśnie w ten sposób firmy muszą wykazać, że zasługują na społeczne zaufanie.

 – Bycie członkiem lokalnej społeczności i aktywne uczestniczenie w jej życiu nie może być przykrym obowiązkiem. Urodzony przedsiębiorca najczęściej ma to we krwi i wie, że poza skupieniem na rozwoju biznesu, ważna jest umiejętność dzielenia się. Jako sieć Lewiatan zrzeszamy właśnie takich właścicieli sklepów, znających potrzeby swoich sąsiadów i na miarę swoich możliwości odpowiadających na nie. Prowadząc Fundację PSH Lewiatan. Blisko Twoich potrzeb na co dzień staramy się wspierać szereg inicjatyw realizowanych przez naszych przedsiębiorców. Bo w DNA naszej sieci poza działalnością biznesową wpisana jest pomoc i wrażliwość na problemy lokalnej społeczności – komentuje Katarzyna Długa, Prezes Fundacji PSH Lewiatan. Blisko Twoich potrzeb.

Efektywne pomaganie

Dostrzeganie potrzeb i zaangażowanie we wspieranie lokalnej społeczności mogą pomóc w budowaniu marki danego przedsiębiorcy, prowadząc do zwiększenia rozpoznawalności, zaufania i lojalności wśród klientów. 3 na 4 badanych Polaków chce by firmy angażowały się społecznie, a 66,9% przyznaje, że może być to istotny czynnik przy wyborze produktów lub usług danego przedsiębiorcy. Badania pokazują, że nie bez znaczenia jest to również dla potencjalnych pracowników, którzy chętniej wybierają firmy aktywnie angażujące się w działania pomocowe. Jednak warunkiem by podejmowanie tego typu działań odbywało się z korzyścią dla obu stron, jest realizowanie ich w zgodzie ze strategią organizacji, w sposób naturalny i niewymuszony. Zazwyczaj doraźne, realizowane ad hoc i niezgodnie z przyjętą polityką i strategią rozwoju przedsiębiorstwa działania, w żaden znaczący sposób nie wpłyną na odbiór organizacji. Dlatego każdy urodzony przedsiębiorca wie, jak ważne jest odpowiednie dopasowanie i zaplanowanie takiego zaangażowania, które przyniesie długofalowe korzyści dla obu stron.

Ekspansja i rozwój ACCIONA – deweloper rusza w Polskę z nowymi projektami

Deweloper ACCIONA, znany z licznych projektów w Miasteczku Wilanów w Warszawie, umacnia swoją pozycję na rynku ogólnopolskim. W najbliższym czasie firma przekaże do odbiorów dwie inwestycje realizowane w Warszawie – osiedle U-City Residence przy ul. Henryka Brodatego oraz AR4 – inwestycję zlokalizowaną przy Alei Rzeczypospolitej 4 w Miasteczku Wilanów. W tym roku ACCIONA rozpoczyna realizację osiedla BLANCO w Pruszkowie i planuje dwa nowe projekty – Kamienna Grobla w Gdańsku na Dolnym Mieście oraz kolejny w Gdyni. Początek realizacji inwestycji BLANCO w Pruszkowie przewidziany jest na III kwartał tego roku, a zakończenie budowy nastąpi po 20 miesiącach.

Czas pandemii okazał się przełomowy dla warszawskiego dewelopera. Wzrost dynamiki zakupu mieszkań w ramach nieruchomości U-City Residence w dzielnicy Ursus-Gołąbki i błyskawiczna sprzedaż lokali w ramach osiedla AR4 w Miasteczku Wilanów, przyczyniły się do rozwoju firmy. Planowany rozwój oraz ekspansja ACCIONA zostały poszerzone o kolejne rynki, sprawiając, że firma rozpoczęła działalność ogólnopolską. Najnowszy projekt dewelopera to osiedle BLANCO w Pruszkowie. Siedem kameralnych budynków, 300 mieszkań, a to wszystko w ramach nowoczesnej i przyjaznej architektury, która jest znakiem rozpoznawczym ACCIONA.

Wybór Pruszkowa jako kolejnego miejsca na realizację naszej inwestycji nie był przypadkowy. Szukaliśmy terenu, który z jednej strony pozwoli nam zaoferować mieszkania w atrakcyjnej cenie, a z drugiej miejsca, z rozwiniętą i dobrze funkcjonującą infrastrukturą, które będzie bardzo dobrze skomunikowane z Warszawą. Terenu, na którym wiemy, że stworzymy atrakcyjną i komfortową przestrzeń dla naszych przyszłych mieszkańców – powiedziała Katarzyna Unold, Dyrektor Zarządzająca ACCIONA w Polsce.

Jednym z głównych czynników wpływających na wybór Pruszkowa jako kolejnej lokalizacji inwestycji dewelopera, jest dogodne połączenie z centrum stolicy. Zapewni to przyszłym mieszkańcom komfort mieszkania w podwarszawskiej okolicy. Wzrost popytu na nowe mieszkania w dużych miastach oraz rosnące zapotrzebowanie na praktyczne lokale, charakteryzujące się wysokim standardem wykończenia oraz przystępną ceną, przyczyniły się do decyzji ACCIONA o ekspansji również na inne rynki, w tym trójmiejski. Deweloper zakupił w Gdańsku tereny przy ul. Kamienna Grobla 28/29, które znajdują się na Dolnym Mieście, nad brzegiem rzeki Motławy.

Nasz wybór odnośnie realizacji inwestycji w Gdańsku był oczywisty. Błyskawicznie zauważyliśmy olbrzymi potencjał lokalizacji i samego miejsca. Od razu uznaliśmy ten projekt za klejnot, który wymaga odpowiedniego szlifu i oprawy. Usytuowanie budynku w pobliżu centrum Gdańska, przy samej Motławie, w okolicy niskiej zabudowy nawiązującej do tradycyjnych gdańskich kamienic i starych magazynów oraz fabryk budowanych z cegły – to połączenie tradycji i teraźniejszości. Po drugiej stronie Kamiennej Grobli znajduje się Wyspa Spichrzów, która w ostatnich latach rozwija się i modernizuje. Dodatkowo, ta część miasta coraz bardziej rozbudowuje się pod kątem infrastruktury – w planach jest powiększenie gdańskiej mariny żeglarskiej, odnowa mostu Stągiewnego czy rozbudowa podziemnych połączeń. W tym projekcie łączymy historię z nowoczesnością. Częścią działki od frontu brzegu rzeki są dwa budynki fabryki, które odrestaurujemy, tak, aby spełniały funkcję lokali mieszkalnych i apartamentów wraz z lokalami usługowymi na parterze. Działkę od strony ulicy Jałmużniczej wzbogacimy o nowoczesny budynek mieszkalny – tu stawiamy na minimalistyczną architekturę – podkreśla Katarzyna Unold, Dyrektor Zarządzająca w ACCIONA.

 

Deweloper zakupił tereny inwestycje z dawną Fabryką Batyckiego. Budynek zlokalizowany jest na Dolnym Mieście – części miasta Gdańsk położonej w dzielnicy Śródmieście. Przed wojną, w fabryce znajdowały się zakłady, takie jak: ślusarnie, lakiernie, tapicernie i stolarnie, a w późniejszym czasie odbywały się w niej spotkania ludzi ze świata kultury i biznesu. ACCIONA planuje renowację oraz przekształcenie dwóch budynków dawnej Fabryki Batyckiego na cele usługowo-mieszkalne. Łącznie, powstaną tutaj 33 apartamenty. Na terenie inwestycji pojawi się także, nowoczesny budynek mieszkalny.

Druga planowana inwestycja trójmiejska zakłada realizację osiedla mieszkaniowego w Gdyni. Ta inwestycja będzie w sobie łączyć bliskość miasta i natury. Jednocześnie, osiedle będzie dobrze skomunikowane, tak, aby przyszli lokatorzy mogli dostać się do centrum miasta w jak najkrótszym czasie. Planowane inwestycje w Trójmieście i wyjście poza rynek warszawski to jeden z etapów realizacji strategii ekspansji i rozwoju ACCIONA w Polsce.

Jako deweloper znany i doceniany na rynku warszawskim postanowiliśmy poszerzyć nasze portfolio o inwestycje w całej Polsce. Obawialiśmy się, że sytuacja pandemii pokrzyżuje nasze tegoroczne plany związane z ekspansją firmy. Jednak patrząc na sprzedaż naszych mieszkań, mogę z radością zapewnić, że ACCIONA poradziła sobie wyjątkowo dobrze w tych niepewnych dla naszej branży czasach. Świetnym przykładem jest sprzedaż mieszkań na osiedlu U-City Residence w Ursusie-Gołąbki – w I kwartale 2021 roku zanotowaliśmy tam 6-krotny wzrost sprzedaży. Renoma, którą może pochwalić się ACCIONA, pozwala nam tworzyć projekty, które już od pierwszych chwil cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Mamy nadzieję, że w najbliższych latach nasze portfolio poszerzy się o kolejne lokalizacje, cały czas szukamy nowych terenów pod inwestycje – dodaje Katarzyna Unold.

Intensywny rozwój to również czas zmian w strukturach ACCIONA. Do zespołu dołączyła szefowa działu Marketingu i PR, który zajmie się komunikacją zewnętrzną oraz wewnętrzną firmy, deweloper rozbudowuje też Dział Sprzedaży oraz Księgowości. W związku z nowo powstającymi inwestycjami pojawił się również trójmiejski Działy Sprzedaży w Gdańsku. Rok 2021 to dla ACCIONA także rok innowacji. Chcąc usprawnić proces zakupu mieszkań, deweloper wprowadził nowe narzędzia technologiczne, które pozwolą na szybką obsługę klientów przy zachowaniu jak najwyższej jakości usług.

Północna Izba Gospodarcza będzie współpracować z Agencją Rozwoju Przemysłu

Porozumienie o współpracy zostało podpisane w siedzibie ARP w miniony poniedziałek. Z ramienia Północnej Izby Gospodarczej sygnatariuszami porozumienia byli: Prezes Izby Hanna Mojsiuk oraz Skarbnik Michał Wojtas. Agencję Rozwoju Przemysłu reprezentowali: Wiceprezes Paweł Kolczyński oraz Dyrektor Zarządzający Zarządzającego Konrad Trzonkowski.

– Kontynuujemy dobrą współpracę dla zachodniopomorskich przedsiębiorców. Kompetencje ARP bardzo mocno zmieniły się w czasie pandemii koronawirusa. Instytucja stała się jednym z najsilniejszych ogniw wspierających przedsiębiorców w walce z gospodarczymi skutkami pandemii koronawirusa. Kilka wspólnych inicjatyw za nami, a wiele pomysłów jeszcze przed nami. Porozumienie o współpracy otwiera drzwi do jeszcze silniejszego wspierania zachodniopomorskich przedsiębiorców środkami i programami ARP. Bardzo się cieszę, że Izba kolejny raz może pokazać skuteczność swoich działań – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Porozumienie podpisane w poniedziałek jest kolejnym krokiem w zacieśnianiu współpracy pomiędzy Północną Izbą Gospodarczą, a Agencją Rozwoju Przemysłu. Wcześniej współdziałaliśmy przy organizowaniu wydarzeń networkingowych i warsztatów. – ARP to dla nas bardzo cenny partner do współpracy. Nasze wspólne inicjatywy były dotychczas bardzo owocne i z dużym sukcesem realizowane. Podczas podpisania umowy usłyszeliśmy wiele ciepłych słów o aktywności Izby, ale i mieliśmy okazję porozmawiać o tym z jakiego wsparcia oferowanego przez ARP będą mogli korzystać przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego. Wachlarz tego wsparcia jest bardzo szeroki i niebawem w Północnej Izbie Gospodarczej organizowane będą warsztaty i spotkania informacyjne skierowane do sektora MŚP – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Oferta ARP, która może interesować naszych przedsiębiorców to preferencyjne poręczenia bankowe, atrakcyjne pożyczki płynnościowe czy programy grantowe wspierające innowacje w przedsiębiorstwach. Agencja Rozwoju Przemysłu jest także dysponentem środków z Tarcz Antykryzysowych. Możemy więc powiedzieć, że to dla nas cenny, bardzo merytoryczny partner do współpracy i silne wsparcie dla naszych przedsiębiorców – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

– W ramach umowy będziemy efektywnie wspierać rozwój przedsiębiorców, między innymi poprzez szeroką ofertę instrumentów wsparcia, obejmującą doradztwo gospodarcze oraz różnego rodzaju instrumenty finansowe (zwrotne, kapitałowe i łączone), a także doradztwo w planowaniu i prowadzeniu inwestycji w sposób maksymalizujący wykorzystanie potencjału gospodarczego i kapitału ludzkiego – mówi Wiceprezes ARP Paweł Kolczyński.

W poniedziałek Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk oraz Skarbnik Izby Michał Wojtas spotkali się także Wiceprezesem Krajowej Izby Gospodarczej Markiem Kłoczko.

Inflacja wciąż straszy

W ostatnim tygodniu opublikowany został odczyt inflacji (wskaźnik CPI) w USA za kwiecień. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny średnio wzrosły o 4,2% (według CPI), co było aż 0,6 p.p. powyżej prognozy. Miesiąc wcześniej ten wskaźnik równy był 2,6%, a dwa miesiące temu wynosił zaledwie 1,7%. Tak wysoki wskaźnik CPI w okresie kwiecień 2020 – kwiecień 2021 jest efektem niskiej bazy, ponieważ mniej więcej rok temu miał miejsce najgorszy okres dla światowej gospodarki wywołany pandemią. W kolejnym miesiącu należy spodziewać także wysokiego odczytu inflacji, natomiast w drugiej połowie roku inflacja powinna się ustabilizować. Gospodarka USA jest największą gospodarką na świecie, więc jej kondycja ma wpływ na resztę rynków.

Odczyt inflacji powyżej prognoz spowodował wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych (spadek ich cen), a także umocnienie dolara do innych walut, co skutkowało spadkiem cen metali szlachetnych, a także akcji. Rynki finansowe są tak bardzo uzależnione od luźnej polityki monetarnej, że potencjalne podwyżki stóp procentowych mają wpływ na nastroje na wszystkich rynkach. Amerykańska Rezerwa Federalna już wcześniej zakomunikowała, że nie będzie podwyżek stóp procentowych do momentu aż gospodarka wróci do stanu sprzed pandemii, więc obawy rynku były przedwczesne, czego potwierdzeniem była reakcja rynków w kolejnych dniach.

W całym tygodniu dolar zyskał do inny walut, co skutkowało chociażby umacniającym się złotym. Rynki akcji odrobiły większość spadku wywołanego wzrostem rentowności w drugiej połowie tygodnia i ostatecznie S&P 500 w całym tygodniu stracił 1,39%, Nasdaq 100 spadł 2,38%, a polski WIG urósł 0,21%. Lepiej poradziły sobie sWIG80 i mWIG40 zyskując odpowiednio 1,71% i 1,10%.

Patrząc na inne aktywa, to był to stosunkowo dobry tydzień dla złota, które zyskało 0,67%. Wynik mógł być lepszy, natomiast rosnące rentowności amerykańskich obligacji skarbowych wywołały spadki na złocie. Niemniej jednak wykres złota wygląda coraz lepiej. Tydzień zamknął się na poziomie 1.843 dolary za uncję, co jest najwyższym poziomem od stycznia. Srebro zanotowało spadek o 0,10%, natomiast od początku roku wciąż wypada lepiej od złota. Jeżeli podwyższona inflacja pozostanie z nami na dłużej, to ceny metali szlachetnych wciąż są relatywnie atrakcyjne.

W kolejnym tygodniu inwestorzy będą śledzić przede wszystkim piątkowe dane PMI z Europy. Spodziewane są dane powyżej 50 pkt. zarówno dla usług, jak i dla przemysłu, co świadczy o wychodzeniu gospodarek z kryzysu. Przemysł radzi sobie bardzo dobrze w ostatnich miesiącach, natomiast usługi dopiero wracają na właściwe tory.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Kiedy opłaca się elektryfikować flotę?

18 tygodni, 6 samochodów, 24,5 tys. przejechanych kilometrów, 15 zaangażowanych partnerów – Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) podsumowało wyniki badania „ELAB Miasto Czystego Transportu”, największego projektu pilotażowego sektora elektromobilności w Polsce i w regionie CEECałkowity koszt posiadania (TCO) samochodów elektrycznych i spalinowych może wyrównać się już przed upływem roku od rozpoczęcia eksploatacji.

W ramach projektu przeprowadzono wieloetapowy pilotaż, który pozwolił na zgromadzenie obszernej bazy danych w realnych warunkach użytkowania samochodów elektrycznych i spalinowych. Badanie zaadresowało 6 obszarów kluczowych z perspektywy przedsiębiorców planujących elektryfikację firmowej floty. Wyniki pilotażu posłużyły do porównania całkowitych kosztów posiadania (TCO) samochodów elektrycznych i spalinowych, oceny ich wpływu na środowisko, a także analizy wyzwań związanych z wymianą parku samochodowego na elektryczny. Projekt pozwolił także ustalić wpływ masy przewożonych ładunków na zasięg pojazdów zeroemisyjnych, określić etapy planowania prywatnej infrastruktury ładowania oraz ocenić potencjał wdrożeniowy stacji ładowania zintegrowanych z oświetleniem miejskim – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

PSPA zainicjowało projekt „ELAB” wspólnie z Miastem Łódź, które było gospodarzem badania.

Łódź już nie raz pokazała, że nie boi się elektromobilności. Jako pierwsi w Polsce wprowadziliśmy specjalne piktogramy informujące, że auta elektryczne mają przywilej jeżdżenia po buspasach. Kupujemy też pierwsze 17 elektrycznych autobusów. W ubiegłym roku zostaliśmy zaś gospodarzem największego w Europie Środkowo – Wschodniej projektu badawczego „ELAB – Miasto Czystego Transportu”. Przez 18 tygodni testowaliśmy elektryczne auta. Wyniki badania potwierdzają, że inwestycja w elektromobilność może przynieść korzyści dla środowiska i klimatu, a co za tym idzie poprawę jakości życia dla mieszkańców. Dziękuję PSPA za współpracę przy tym projekcie – mówi Hanna Zdanowska, Prezydent Miasta Łodzi.

W projekt „ELAB” zaangażowało się 15 podmiotów z całego łańcucha wartości elektromobilności. Renault Polska dostarczyło samochody elektryczne (osobowe Zoe, a także dostawcze Kangoo Z.E. i Master Z.E.) oraz odpowiadające im modele spalinowe (Clio, Kangoo i Master). Pojazdy były użytkowane w ramach szeregu różnego rodzaju zastosowań. DHL Parcel, H&M, IKEA, InPost, Rhenus Delivery Services oraz Veolia eksploatowały testowane samochody przy realizacji celów związanych z bieżącą działalnością przedsiębiorstw, w tym m.in. usług serwisowych oraz dostaw ostatniej mili. W projekcie ELAB wzięły również udział Zakład Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi oraz Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi, a Urząd Miasta Łódź wprowadził testowane auta osobowe do floty Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa. Przeprowadzenie pilotażu wymagało zapewnienia dostępu do infrastruktury ładowania. Firma EVBox odpowiadała za dostawę i montaż naściennych stacji typu wallbox, zaś EV Charge dostarczył ładowarki zintegrowane z oświetleniem ulicznym. Partnerzy infrastrukturalni badania agregowali ponadto dane dotyczące ilości energii pobieranej przez pojazdy elektryczne. Za wsparcie merytoryczne projektu odpowiadał ARVAL, którego analizy posłużyły do ustalenia całkowitych kosztów posiadania (TCO) testowanych samochodów. Obsługę techniczną pojazdów zapewnił łódzki dealer Renault – firma JASZPOL. Samochody biorące udział w badaniu zostały wyposażone w urządzenie telematyczne firmy Webfleet Solutions, które monitorowały ich lokalizację oraz parametry pracy w czasie rzeczywistym.

– Renault, dostawca samochodów do projektu ELAB, oferuje już od wielu lat pełną gamę modeli elektrycznych. Przebieg badania udowodnił, że są one w stanie w pełni wykonywać wszechstronne zadania transportowe. Renault Zoe, łączące w sobie bezemisyjny napęd, bardzo duży zasięg – do 395 km (WLTP), szybkość ładowania – zwłaszcza prądem przemiennym o mocy do 22 kW, czy prądem stałym o mocy 50 kW, jest optymalnym pojazdem osobowym do poruszania się nie tylko w obszarach miejskich, ale też umożliwia bezproblemową podróż międzymiastową. Renault Kangoo i Master electric dzięki swoim parametrom użytkowym: ładowność, pojemność bagażowa, w połączeniu z elektrycznym napędem udowodniły, że w obszarach miejskich możemy już w pełni korzystać z dostaw realizowanych bezemisyjnym transportem – mówi Andrzej Gemra Ekspert ds. Public Affaires & Promocji Elektromobilności, Renault Polska.

– Testy pilotażowe w ramach projektu „ELAB” trwały łącznie 18 tygodni, podczas których badane pojazdy w ciągu ponad 600 godzin przejechały w sumie dystans 24 500 km, odbywając więcej niż 2300 różnych podróży – mówi Albert Kania z PSPA, Koordynator Projektu „ELAB”.

W trakcie badania przeprowadzono pogłębioną analizę porównawczą oddziaływania pojazdów elektrycznych i spalinowych na środowisko w realnych warunkach eksploatacyjnych. Wyniki badania potwierdziły pozytywne skutki ekologiczne wiążące się z elektryfikacją parku samochodowego. Badanie przeprowadzone w ramach projektu, wykazało, że pojazdy elektryczne zasilane energią ze źródeł odnawialnych mogą być w 100% zeroemisyjne w zakresie CO2. Dzięki zapewnieniu zielonej energii przez firmę Veolia, samochody elektryczne na etapie eksploatacji umożliwiły redukcję całej emisji dwutlenku węgla, która w przypadku pojazdów spalinowych wynosi 25,9 kg/100 km (segment samochodów dostawczych), 16,6 kg/100 km (segment lekkich samochodów dostawczych) oraz 13,1 kg/100 km (segment samochodów osobowych). W ramach projektu ELAB przeprowadzono również analizę porównawczą emisji hałasu dostawczych pojazdów elektrycznych i spalinowych. Badanie wykazało, że samochody elektryczne ograniczają emisje hałasu w największym stopniu przy niższych prędkościach przejazdowych. Przy prędkości 40 km/h średnia wartość poziomu ekspozycyjnego związana z poruszaniem się EV w przypadku lekkich pojazdów dostawczych była niższa niemal dwukrotnie.

Kolejnym, nowatorskim w skali Polski, elementem badania, była analiza wpływu masy przewożonego ładunku na zużycie energii przez dostawcze pojazdy elektryczne – mówi Albert Kania z PSPA. Model obliczeń w ramach projektu został oparty na danych pozyskanych empirycznie za pomocą urządzeń telematycznych firmy Webfleet Solutions podczas testów pojazdów w rzeczywistych warunkach eksploatacji. – Uzyskane wyniki wykazały, że w przypadku lekkich, elektrycznych samochodów dostawczych każde dodatkowe 100 kg masy ładunku wpływa na zwiększenie zużycia energii o ok. 7%, zaś w przypadku ciężkich, elektrycznych samochodów dostawczych o ok. 5,25%. To lepsze rezultaty, niż szacunki zakładane przed rozpoczęciem badania – dodaje Albert Kania.

W ramach projektu przeprowadzono również testy stacji ładowania pojazdów elektrycznych zintegrowanej z miejskim oświetleniem ulicznym. Badaniom w rzeczywistych warunkach użytkowania poddano urządzenie Combocharger dostarczone przez firmę EV Charge, które z powodzeniem uruchomiono 2 z 3 zaplanowanych lokalizacji. Pilotaż wykazał możliwość istnienia ograniczeń w miejscach, gdzie instalacja oświetleniowa nie przeszła modernizacji.

Kluczowym elementem projektu ELAB była analiza porównawcza całkowitych kosztów posiadania (TCO) pojazdów elektrycznych i spalinowych w rzeczywistych warunkach użytkowania. Badanie wykazało, że nabycie elektrycznych samochodów osobowych oraz lekkich pojazdów dostawczych może być bardziej opłacalne niż ich konwencjonalnych odpowiedników, nawet przy założeniu braku obowiązywania programów finansowego wsparcia elektromobilności. Wyższe ceny EV są rekompensowane przez znacznie niższe koszty obciążające ich posiadaczy na etapie eksploatacji.

Wyniki badania udowadniają, że inwestycja w elektromobilność może przynieść wymierne korzyści finansowe. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania rynkowe, wprowadzenie dotacji ze środków publicznych pozostaje jednak kluczowym czynnikiem pozwalającym zachęcić do elektromobilności szerokie grono przedsiębiorców. Uwzględnienie dofinansowania w analizie całkowitych kosztów posiadania, prowadzi do wyrównania TCO samochodów elektrycznych i spalinowych we wszystkich segmentach przed upływem roku od momentu wprowadzenia pojazdu do floty – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Porozumienie PKN ORLEN i Energi w sprawie inwestycji gazowej w Ostrołęce

PKN ORLEN i Energa intensyfikują wspólne działania, aby zrealizować umowę inwestycyjną dotyczącą bloku gazowego w Ostrołęce, którą zawarły z PGNiG w grudniu 2020 r. W podpisanym pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN porozumieniu określono podział przypadającej na nie puli udziałów w spółce celowej, uzgodniono potencjalne rozwiązania nakierowane na finansowanie projektu i gwarantujące realizację inwestycji. To kolejny krok na drodze do realizacji strategii PKN ORLEN do 2030 r. zakładającej rozwój niskoemisyjnych źródeł gazowych i zabezpieczenie systemu elektroenergetycznego opartego na odnawialnych źródłach energii.

– Skutecznie realizujemy projekty, które wpisują się w naszą strategię zrównoważonego rozwoju i będą długoterminowo wzmacniać naszą pozycję na rynku, w szczególności w branży energetycznej. Transformację energetyczną traktujemy jako szansę na potwierdzenie silnej pozycji Grupy ORLEN w Europie Środkowej, a inwestycja w Ostrołęce przybliża nas do tego celu. Finalizacja projektu przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski, ale też przyniesie wymierne korzyści dla naszych Akcjonariuszy – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W ramach realizacji budowy elektrowni w Ostrołęce w technologii gazowej w styczniu 2021 roku powołana została spółka CCGT Ostrołęka sp. z o.o., która będzie odpowiedzialna za realizację inwestycji. Docelowo, zgodnie z umową inwestycyjną, Energa i PKN ORLEN łącznie będą w niej posiadać większościowy udział na poziomie 51 proc., a pozostałe 49 proc. przypadnie na PGNiG. Podpisane właśnie porozumienie pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN przewiduje, że Energa obejmie 50 proc. udziałów plus jeden udział, a PKN ORLEN pozostałą część przysługującego im pakietu udziałów w CCGT Ostrołęka sp. z o.o.

W podpisanym właśnie porozumieniu spółki z Grupy ORLEN zabezpieczyły finansowanie inwestycji w Ostrołęce. Ustalono, że w przypadku, gdyby pojawiło się ryzyko naruszenia przez Energa wymogów z wiążących umów finansowych, PKN ORLEN udzieli Energa finansowania do kwoty nie wyższej niż 1,55 mld zł. Dodatkowo zabezpieczono ciągłość w realizacji budowy bloku gazowego w Ostrołęce w przypadku, gdyby nie spełniły się na czas przesłanki z umowy inwestycyjnej dotyczące przystąpienia PGNiG do inwestycji. W takim przypadku spółki z Grupy ORLEN wyprzedzająco uzgodniły, że pakiet udziałów przypadający PGNiG wraz z powiązanymi z nim obowiązkami obejmie PKN ORLEN.

Zgodnie z porozumieniem, to Energa będzie sprawować nadzór nad spółką CCGT Ostrołęka sp. z o.o. jako spółką zależną i wchodzącą w skład grupy kapitałowej Energa. Będzie ona odpowiedzialna m.in. za prowadzenie czynności administracyjnych, nadzór merytoryczny i organizacyjny oraz wszelkie ustalenia z PGNIG poza tymi, dotyczącymi finansowania realizowanego projektu.

Zaangażowanie PKN ORLEN w budowę elektrowni gazowej wpisuje się w strategiczne plany rozwoju niskoemisyjnych źródeł wytwarzania energii. Dlatego w maju 2020 r., Koncern, już jako właściciel Energi, zadeklarował chęć udziału w projekcie, ale wyłącznie w technologii gazowej. Porozumienie w sprawie kierunkowych zasad współpracy przy budowie elektrowni w technologii gazowej w Ostrołęce zostało podpisane jeszcze w czerwcu 2020 r., a we wrześniu chęć przystąpienia do projektu wyraziło PGNiG. Trójstronna umowa pomiędzy PKN ORLEN, Energą i PGNiG w sprawie realizacji inwestycji została podpisana w grudniu 2020 r. W styczniu 2021 r. powołana została spółka CCGT Ostrołęka sp. z o.o., która zrealizuje projekt, a w kwietniu 2021 r. zgodę na realizację wspólnej inwestycji z PGNiG wyraził UOKiK.

Wpływ pandemii na finanse Polaków

Po trzech falach pandemii 42 proc. Polaków przyznaje, że odczuwa negatywne skutki COVID-19 w portfelu. Najbardziej dotkliwa dla budżetów gospodarstw domowych okazała się pierwsza fala koronawirusa. W trakcie jego dwóch kolejnych uderzeń tylko o 3 p.p. zwiększył się odsetek osób deklarujących pogorszenie sytuacji finansowej.
O ile jednak w trakcie pierwszej fali to osoby młode najmocniej ucierpiały finansowo na zamrożeniu gospodarki, o tyle po trzeciej fali to konsumenci w wieku 45-54 lata najczęściej przyznają, że pandemia uderzyła ich po kieszeni – wynika z raportu Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Trwająca od ponad roku pandemia COVID-19 odciska piętno na budżetach polskich gospodarstw domowych, ale ─ przynajmniej dotychczas ─ nie niesie to ­­­za sobą poważniejszych konsekwencji, jak na przykład problem z terminową spłatą zobowiązań czy konieczność posiłkowania się kredytem lub pożyczką.

Pierwsza fala pandemii najmocniej dotkliwa

Z badania Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, w ramach którego sprawdzono, jak konsumenci radzą sobie finansowo po roku od wybuchu pandemii oraz co zmieniło się pomiędzy pierwszym a trzecim uderzeniem COVID-19, wynika, że największe tąpnięcie w finansach Polaków nastąpiło wraz z wybuchem pandemii. Po pierwszej fali COVID-19 negatywne skutki koronakryzysu odczuwało 39 proc. Polaków, zaś w trakcie drugiego i trzeciego uderzenia pandemii (jesień ’20 i wiosna ’21) odsetek ten wzrósł jedynie o 3 punkty procentowe – do 42 proc. Co jednak ciekawe, po pierwszej fali zakażeń wśród osób deklarujących pogorszenie sytuacji finansowej dominowały osoby młode, w wieku 18-34 lata, ale już po roku od pojawienia się nad Wisłą pierwszego przypadku SARS-COV-2 najliczniejszą grupą osób przyznających, że pandemia uderza ich po kieszeni, stanowią konsumenci w wieku 45-54 lata. Spośród tej grupy niemal co 2. respondent (49 proc.) twierdzi, że COVID-19 uszczuplił jego finanse. Głównym powodem jest wzrost wydatków.Wykres_Wpływ pandemii na finanse Polaków

Niemal co 3. młoda osoba straciła pracę

Konsumenci zapytani o przyczynę pogorszenia się ich sytuacji materialnej w czasie pandemii najczęściej skarżą się na wzrost wydatków – aż 52 proc. odpowiedzi. Na drugim miejscu wskazano obniżkę wynagrodzenia, której doświadczyła ponad ¼ badanych. Zmniejszenie wymiaru czasu pracy bądź czasowe zamknięcie miejsca pracy dotknęło odpowiednio 19 i 17 proc. ankietowanych. Natomiast co 8. osoba straciła pracę (12 proc. respondentów). Wykres_Przyczyny pogorszenie sytuacji finansowej

Utrata zatrudnienia to przede wszystkim problem osób młodych, do 24. roku życia. W tej grupie niemal co 3. badany przyznaje, że w związku z COVID-19 został zwolniony z pracy. Z kolei najstarsi najmocniej odczuwają wzrost cen – aż 8 na 10 seniorów przyznaje, że w ostatnich miesiącach wydaje znacznie więcej niż przed pandemią. 30-, 40- i 50-latkowie także w największym stopniu narzekają na wzrost wydatków, a w niemal równomiernym stopniu wskazują na pozostałe powody, dla których to ich domowe finanse stopniały w ostatnim czasie.

COVID-19 zmusza do dyscypliny finansowej

Niepewność jutra sprawiła, że Polacy mocniej zaczęli kontrolować swoje budżety, a to z kolei pozwoliło im zachować płynność finansową w tych trudnych czasach. Jak wynika z badania, mimo trzech fali pandemii i panujących od roku – z niewielkimi przerwami – obostrzeń w życiu gospodarczym ponad ¾ Polaków zaprzecza, by w czasie COVID-19 mieli problem z regulowaniem swoich stałych zobowiązań, takich jak czynsz za mieszkanie czy raty kredytu.

Pandemia nie zwiększyła też poziomu zadłużenia przeważającej części polskich gospodarstw domowych. Nadal ponad 82 proc. osób zaprzecza, by aktualna sytuacja zmusiła ich do sięgnięcia po kredyt lub pożyczkę. Jednocześnie pomiędzy pierwszą a trzecią falą pandemii wzrósł o 7 p.p. odsetek konsumentów, którzy zaciągnęli jakiekolwiek zobowiązanie finansowe w ciągu ostatnich covidowych miesięcy.

Wzrost odsetka konsumentów, którzy w trakcie drugiej bądź trzeciej fali pandemii skorzystali z jakiegoś rozwiązania kredytowego, może wynikać z dwóch powodów. Być może część osób, która ucierpiała finansowo w czasie COVID-19, była zmuszona czasowo wspierać się pożyczką, by w ten sposób uzupełnić luki w budżecie domowym. A być może część osób, która w trakcie pierwszej fali pandemii czasowo zrezygnowała z planów zakupowych i inwestycyjnych w obawie o stabilność dochodów wraz z dalszym rozwojem pandemii, zrealizowała je w kolejnych miesiącach, gdy poziom niepokoju i niepewności już znacznie osłabł w porównaniu do sytuacji z wiosny 2020 roku” – mówi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. „Biorąc jednak pod uwagę dane za ostatni kwartał dotyczące sprzedaży produktów kredytowych, z których wynika, że tylko kredyty mieszkaniowe i kredyty ratalne odnotowują wzrosty, a pozostałe produkty, jak np. kredyty gotówkowe czy pożyczki pozabankowe doznają spadków, to właśnie ten drugi scenariusz wydaje się bardziej prawdopodobny” – dodaje ekspertka.Wykres_Przyczyny pogorszenia sytuacji finansowej w podziale na wiek

Co 3. osoba sięga po oszczędności. Zaskórniaki najmocniej stopniały u 40- i 50-latków

Polacy stronią od długów w czasie niestabilnej sytuacji gospodarczej, a pojawiające się wydatki chętniej finansują z oszczędności. Po te ostatnie od momentu wybuchu pandemii musiała sięgnąć co 3. osoba.

Ciężar finansowy COVID-19 rozłożył się nierównomiernie wśród konsumentów. Jedna grupa nie odczuwa jakichkolwiek negatywnych skutków pandemii w swoim portfelu, a wraz z ograniczeniem aktywności i zmniejszoną liczbą okazji do wydawania pieniędzy ich saldo na koniec miesiąca jest dodatnie, zaś w kieszeni pojawią się nawet nadprogramowe oszczędności. Druga grupa konsumentów mierzy się natomiast z obniżonymi wpływami do domowego budżetu, przez co musi sięgać po zaskórniaki, aby pokryć z nich bieżące wydatki i zobowiązania” – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów. Jak dodaje „W efekcie u 33 proc. ankietowanych zgromadzone zasoby finansowe uległy zmniejszeniu, z kolei 10 proc. badanych deklaruje, że udało im się zwiększyć swój bufor finansowy w czasie pandemii”.

Pomiędzy pierwszą a trzecią falą koronawirusa stan oszczędności Polaków nie zmienił się znacząco. Tylko o 2 p.p. zwiększyło się grono osób, które musiały naruszyć swoją poduszkę finansową w ostatnim czasie. Wśród tej grupy dominują osoby w wieku 45-54 lata. Natomiast wśród osób, którym udało się zwiększyć poziom swoich oszczędności, przeważają osoby młode, w wieku 18-24 lata.

Bufor bezpieczeństwa finansowego polskich gospodarstw domowych nie jest jednak zbyt duży. Ankietowani zapytani o to, jak długo byliby w stanie utrzymać się ze zgromadzonych środków, zadeklarowali w większości, że byłby to okres poniżej 6 miesięcy. 28 proc. konsumentów mogłoby się utrzymać ze swoich zaskórniaków od 1 do 3 miesięcy, a kolejna ¼ badanych od 4 do 6 miesięcy. Zaplecze finansowe umożliwiające utrzymanie się powyżej pół roku udało się zbudować jedynie 33 proc. Polaków.

Delikatnie rośnie obawa o przyszłość

Wraz z drugim i trzecim uderzeniem pandemii wśród konsumentów delikatnie wzrósł poziom zaniepokojenia o stan swoich finansów w przyszłości. Po pierwszej fali COVID-19 obawę o stabilność przychodów w kolejnych miesiącach wyrażało 30 proc. osób, zaś w kwietniu 2021 r. odsetek ten zwiększył się do 34 procent. Równolegle zmniejszyło się grono osób niemartwiących się o swoją przyszłą kondycję finansową – podczas gdy jeszcze przed drugą falą zakażeń wynosił 42 proc., tak w trakcie trzeciej fali stopniał do 37 procent.

Najmniej o swoją sytuację materialną obawiają się seniorzy, zaś wśród osób odczuwających niepokój przeważają osoby w wieku 45-54 lata.

Ogólnopolskie badanie „Finanse Polaków w czasie COVID-19. Jak trzy fale pandemii wpłynęły na portfele i zwyczaje finansowe Polaków” zostało przeprowadzone w okresie marzec-kwiecień 2021 roku na reprezentatywnej próbie 1215 dorosłych Polaków przez firmę badawczą ABR Sesta na zlecenie Federacji Konsumentów i Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Badanie zrealizowano przy użyciu dwóch technik badawczych – CATI (640 wywiadów telefonicznych) i CAWI (575 ankiet internetowych). Próbę badawczą kontrolowano pod kątem następujących zmiennych: płeć, wiek, wielkość zamieszkiwanej miejscowości.

W stolicy nowe mieszkania kosztują już ponad 10 tys. zł/mkw. w połowie dzielnic

Koronawirus nie zatrzymał podwyżek cen mieszkań w stolicy, które według raportu opracowanego przez firmę Emmerson Evaluation w skali roku wzrosły na rynku pierwotnym średnio o 7%, a na wtórnym o 8%. Już w połowie dzielnic cena za mkw. od dewelopera przekroczyła pułap 10 tys. zł, a w co trzeciej takie stawki osiągały też lokale na rynku wtórnym. W ubiegłym roku warszawski rynek mieszkań dotknęły również spadki, jednak dotyczyły one całkowitego poziomu oferty, jak i liczby nowo wprowadzonych do oferty mieszkań.

Warszawa pozostała wiceliderem wśród najdroższych mieszkań w Polsce z medianą[1] ceny transakcyjnej mkw. zbliżającą się do 11 tys. zł. W ubiegłym roku za mkw. nowego lokalu trzeba było zapłacić 10,8 tys. zł, a za mieszkanie z drugiej ręki 9,8 tys. zł/mkw. Stolicę pod względem cen wyprzedza Sopot z medianą w wysokości 16,7 tys. zł. Podium najdroższych miast zamyka Kraków (9,8 tys. zł/mkw), wynika z raportu „Evaluer Index 2021”, w którym eksperci Emmerson Evaluation przeanalizowali rynki mieszkaniowe największych polskich miast oraz ich dzielnic.

Rekordowe ceny w dzielnicach

Na warszawskim rynku nieruchomości od lat liderem pod względem cenowym pozostaje Śródmieście, gdzie mediana cen mkw. w 2020 r. wzrosła o 4% osiągając wartość 20 tys. zł. Drogo było także w pozostałych dzielnicach centralnych, a także w rejonie I i II linii metra. Na Woli, która w ostatnich latach stała się bardzo popularna, mediana cen mkw. wzrosła o 9% i  wyniosła 13,4 tys. zł. Większość inwestycji deweloperskich zintensyfikowana jest na Odolanach, gdzie ceny mieszkań oscylują w granicach 11 tys. zł/mkw. Ze względu na intensywną rozbudowę wschodniej części Woli, w okolicy ronda Daszyńskiego pozostały w sprzedaży nieliczne inwestycje mieszkaniowe, które ze względu na bliskość Śródmieścia i standard są znacznie droższe – wymienia Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation

Największą podwyżkę cen odnotowano  na Bielanach, gdzie w ciągu roku wzrosły one aż o 16%, osiągając poziom 12,6 tys. zł/mkw. Takie stawki kupujący płacili również za mieszkania na Mokotowie, gdzie ceny wzrosły o 14% r/r. Na Ochocie odnotowano medianę cen mkw. w wysokości 13,5 tys. zł, czyli o 13% więcej niż w 2019 r.  Natomiast ceny mieszkań na Żoliborzu okazały się dość stabilne (wzrost o 3%), lokale w tej dzielnicy kosztowały 12,4 tys. zł/mkw. Deweloperzy w głównej mierze wprowadzają w tych rejonach projekty w podwyższonym standardzie, co także przekłada się na wyższe ceny nieruchomości, wskazują autorzy raportu.

W prawobrzeżnej części miasta najdroższymi dzielnicami pozostają obydwie Pragi. Na Pradze-Północ analitycy Emmerson Evaluation odnotowali medianę cen przekraczającą 13,5 tys. zł/mkw, co było kwotą o 11% wyższą niż jeszcze rok wcześniej. Jedne z droższych mieszkań w tej dzielnicy znalazły się w inwestycjach zlokalizowanych w rejonie ulicy Okrzei. Przyczyną wzrostu popularności, a w konsekwencji i podwyżek cen mieszkań mogło być przedłużenie II linii metra o stację Szwedzka, podobnie jak na Targówku (wzrost cen o 3% r/r), gdzie otwarto nowe stacje oraz planowane jest kolejne przedłużenie linii metra. Z kolei na Pradze-Południe mediana cen nowych lokali ukształtowała się na poziomie 10,2 tys. zł/mkw (wzrost o 6%). Nadal intensywnie rozwijają się tereny Kamionka i Grochowa. Znacznie droższe inwestycje znajdowały się na terenie Gocławia, gdzie za mkw. mieszkania trzeba było płacić ponad 12 tys. zł. Najtańsze mieszkania z pierwszej ręki można było znaleźć na Rembertowie (7,5 tys. zł/mkw.), Wesołej (7,7 tys. zł/mkw.) i Białołęce (7,9 tys. zł/mkw.), gdzie ceny w ciągu roku wzrosły nieznacznie, bo w granicach 4-5%W stolicy nowe mieszkania kosztują już ponad 10 tys zł mkw w połowie dzielnic

Podwyżki nie ominęły rynku wtórnego

Dobra sytuacja na rynku pierwotnym przełożyła się na rynek wtórny, gdzie odnotowaliśmy wzrost median cen we wszystkich częściach miasta. Dynamiczne wzrosty (9% r/r) cen zaobserwowaliśmy w dzielnicach bardzo dobrze skomunikowanych z centrum i od lat cieszących się powodzeniem wśród kupujących, jak Ochota, Wola, Praga-Północ. Na atrakcyjności zyskały również tereny, w których planowane są kolejne etapy II linii oraz powstanie III linii metra – wskazuje Robert Korczyński.

Na rynku wtórnym podium najdroższych dzielnic zajmują Śródmieście (12,7 tys. zł/mkw. ze wzrostem 3% r/r), Żoliborz (11,4 tys.), gdzie wzrost cen mieszkań (o 6%) był wyższy niż na rynku pierwotnym i Wola, gdzie w skali roku mieszkania zdrożały najmocniej, bo o 9% do poziomu 11 tys. zł/mkw. Najtańsze mieszkania z drugiej ręki, podobnie jak w przypadku nowych mieszkań, można było natomiast znaleźć na Rembertowie (6,9 tys. zł/mkw.) i Wesołej (7 tys. zł/mkw.) oraz na Wawrze (7,5 tys. zł/mkw.), gdzie ceny w ciągu roku wzrosły minimalnie, w granicach 2-3%.

Największe szanse na mieszkanie na Białołęce

Liderem pod względem wielkości oferty deweloperskiej w Warszawie pozostała Białołęka, gdzie na koniec ubiegłego roku znajdowało się ok. 19% wszystkich dostępnych mieszkań w Warszawie. To właśnie w tej dzielnicy w 2020 r. deweloperzy w największym stopniu zasilili ofertę w nową podaż mieszkań (ponad 3 tys. lokali). Najwięcej inwestycji prowadzonych było na Żeraniu, Tarchominie i Nowodworach. Inwestycje deweloperskie były przede wszystkim kolejnymi etapami realizowanych osiedli mieszkaniowych. Duża podaż nowych inwestycji występowała również na Mokotowie (15% wszystkich dostępnych mieszkań), gdzie deweloperzy w ubiegłym roku wprowadzili prawie 2,5 tys. nowych lokali mieszkalnych do sprzedaży.

Nadal intensywnie rozwijają się tereny na Stegnach i w rejonie Służewca. Praktycznie w każdym rejonie dzielnicy można znaleźć nowe inwestycje. Pod względem cenowym jedne z droższych odnotowaliśmy w rejonie I linii metra, w pobliżu Pola Mokotowskiego. Drogie były także mieszkania w okolicy Łazienek, gdzie powstają przede wszystkim kameralne inwestycje o podwyższonym standardzie – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Zdaniem ekspertów Emmerson Evaluation w perspektywie najbliższego roku można się spodziewać kontynuacji wzrostów cen mieszkań. Według prognoz z raportu Evaluer Index 2021 podwyżki na rynku mieszkań w największych miastach w Polsce mogą wahać się między 3-8%, a popyt jest wystarczająco duży, żeby odpowiednio napędzić rynek do kolejnych rekordów.

[1] W analizie cen mkw. przyjęto wartość środkową, czyli medianę, która lepiej niż średnia odzwierciedla informację na temat cen, gdyż na jej wartość nie wpływają pojedyncze, nietypowe transakcje (jak np. zakup jednej wyjątkowo luksusowej nieruchomości).

Co z tą inflacją?

Odczyt inflacji bazowej utrudni zaklinanie rzeczywistości decydentom, chociaż nadal panuje opinia o przejściowym charakterze wzrostu cen. Patrząc z perspektywy naszych portfeli, byłaby to bardzo dobra informacja, oby tak się wydarzyło.

Inflacja bazowa wciąż wysoka

W kwietniu wskaźnik inflacji bazowej wskazywał 2,6% i już był najwyższy od początku pandemii. Wczorajszy odczyt wynoszący 4% potwierdza jednak, że obecny wzrost inflacji nie jest pojedynczą anomalią i powinniśmy jeszcze przygotować się na przynajmniej kilka wysokich rezultatów. W tym miejscu warto zauważyć, że o ile inflacja w Polsce na tle Unii jest wyjątkowo wysoka, to nasi przyjaciele z Południa mają gorzej. Węgrzy pokazali ostatnio wynik wynoszący 5,1%. Inflacja rośnie zresztą w większości państw rozwiniętych, strefa euro trzyma się dobrze, ale USA też pokazują wysoki wynik wynoszący 4,2%. Nie można zatem tego problemu uprościć do polskiego podwórka, jak część osób stara się to zrobić. Nie znaczy to oczywiście, że rozwiązanie ograniczenia tego problemu nie znajduje się w Polsce. RPP ostatnio znacznie silniejszy akcent kładzie na stymulację wzrostu gospodarczego, dlatego nadal mało prawdopodobne jest nawet symboliczne podniesienie stóp procentowych. Pierwsze głosy za podwyżkami się pojawiają i niewykluczone, że wraz z kolejnymi odczytami będzie ich coraz więcej. To właśnie perspektywa podniesienia stóp procentowych stoi za ostatnim umocnieniem złotego.

Dolar najsłabszy od lutego

Wczorajsze dane zza oceanu okazały się zgodne z oczekiwaniami. Zarówno indeks NY Empire State, jak i indeks rynku nieruchomości NAHB nie zaskoczyły analityków. Widać było jednak, że część inwestorów tylko czekała na te dane, by ponownie rozpocząć sprzedaż dolarów. Ruch przyspieszył wyraźnie dzisiaj na otwarciu rynków w Europie, w rezultacie dolar jest już najsłabszy względem euro od końca lutego. Otwarcie rynków w USA pokaże nam, czy ten ruch się utrzyma, czy będziemy świadkami szybkiej korekty.

Rynek pracy na Wyspach

Poranne dane z Wielkiej Brytanii mogą napawać optymizmem. Wbrew oczekiwaniom analityków stopa bezrobocia spadła z 4,9% do 4,8%. Należy pamiętać, że szczyt z grudnia wynosił 5,1% i był głównie wynikiem strachu, co się stanie po brexicie. Patrząc na drugi odczyt, czyli spadającą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, można się spodziewać, że tendencja ta ma prawo się utrzymać. Nie może zatem dziwić, że funt znowu zyskuje na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – strefa euro – PKB,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fed nadal nie zamierza nic zmieniać

W ostatnim czasie otrzymaliśmy jastrzębie sygnały od niektórych banków centralnych. Przedstawiciele czeskiej instytucji w swoich komentarza napomknęli o normalizacji polityki pieniężnej. Z kolei Wiceprezes węgierskiego banku centralnego wczoraj wydał komunikat o planowanej pierwszej podwyżce stóp już w czerwcu. Bank Kanady z kolei podjął decyzję o redukcji wielkości skupu aktywów na początku kwietnia. Coraz więcej krajów budzi się z pandemicznego paraliżu i zaczyna reagować na poprawiającą się sytuację gospodarczą i rosnącą inflację. Rezerwa Federalna nadal jednak wstrzymuje się z jakąkolwiek zmianą parametrów prowadzonej polityki pieniężnej.

Na wczorajszym wystąpieniu wiceprzewodniczący Fed – Richard Clarida powtarzał do znudzenia, że podwyższony poziom inflacji jest tymczasowy i zasygnalizował, że jest zbyt wcześnie aby dokonać ograniczenia skupu aktywów. Cokolwiek innego z pewnością byłoby zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ostatnie rozczarowujące dane z rynku pracy. Niezmienione podejście Fed-u to niekorzystna konfiguracja dla dolara. EUR/USD jest dziś już kwotowany po 1,22. W tym tygodniu niewiele jest istotnych danych z USA. Wczoraj poznaliśmy indeks NY Empire State, który okazał się lepszy od konsensusu i wyniósł 24,3 pkt. To daje drugi najlepszy wynik od początku pandemii. Z pewnością oczy inwestorów będą skupione na jutrzejszych minutkach FOMC, które będą poprzedzone wystąpieniami innych członków FOMC, których wymieniałem wczoraj.

Słabość dolara i wysokie oczekiwania inflacyjne napędzają notowania złota, które osiągnęły już poziom 1870 USD za uncję. Cena bez problemu poradziła sobie z technicznym oporem i tym samym za królewski metal trzeba zapłacić najwięcej od początku lutego. Widać poprawę na rynku ETF. Do funduszy replikujących metal w fizyczny sposób napłynął w ostatnim tygodniu kapitał o wartości ponad 13 ton złota. Tu zdecydowanie na lidera wysunął się rynek europejski.

W przypadku funta widzimy kolejną falę aprecjacyjną. GBP umocnił się w relacji zarówno do USD jak i EUR. Funt pozostaje silny pomimo ostatnich komentarzy Gertjana Vliehe z BoE, który zasugerował, że gospodarka brytyjska nadal potrzebuje wielu bodźców. Indyjski wariant wirusa, który pojawił się w Wielkiej Brytanii nie stanowi jeszcze problemu dla rynku walutowego. Dominuje optymizm związany ze stworzoną przez rząd mapą drogową, która pokazuje w jaki sposób wyjść z sytuacji pandemicznej. Za około miesiąc na Wyspach mają zostać zniesione wszystkie ograniczenia. Optymizm do funta trwa w najlepsze. Przewaga UK nad innymi państwami w Europie ulega redukcji, zatem jak ten czynnik wygaśnie uwaga rynku może ponownie przenieść się na problemy wynikające z brexitu.

W przypadku EUR spekuluje się, że na czerwcowym posiedzeniu EBC może zapaść decyzja o redukcji programu PEPP. W ostatnim czasie rentowności niemieckich oraz włoskich obligacji ponownie wzrosły. Jednak pogorszenie warunków finansowania, w szczególności dl biedniejszych krajów członkowskich, będzie trudne do zignorowania przez europejską instytucję.
Złoty jest nieco silniejszy w relacji do EUR oraz USD. Nasza waluta traci jedynie do funta szterlinga. Wczoraj poznaliśmy wartość inflacji bazowej za kwiecień, która wyniosła 3,9 proc r/r. (prog. 3,7 proc. r/r). Wbrew oczekiwaniom wartość inflacji bazowej (po wyłączeniu cen energii i żywności) nie spadła, co sugeruje, że presja cenowa może utrzymać się w naszym kraju dłużej. EUR/PLN jest aktualnie na 4,5280.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Iwona Słomska dołączyła do zarządu Kredyt Inkaso SA

Do zarządu Kredyt Inkaso SA dołącza Iwona Słomska, menedżerka o bogatym doświadczeniu w branży zarządzania wierzytelnościami. Wesprze władze spółki w obszarach związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi, komunikacją korporacyjną, compliance, zarządzaniem projektami, procesami oraz zmianą.
W dniu 17 maja 2021 r. Rada Nadzorcza Kredyt Inkaso podjęła decyzję o powołaniu Iwony Słomskiej w skład zarządu spółki. W randze wiceprezes tego organu odpowiadać będzie za zarządzanie zasobami ludzkimi oraz kształtowanie kultury organizacyjnej w ramach grupy kapitałowej, strategię komunikacji zewnętrznej oraz wewnętrznej, compliance, zarządzanie projektami, procesami oraz zmianą.
„Cieszę się, że doświadczenie, jakie zdobyłam przez lata pracy w branży zarządzania wierzytelnościami będę mogła wykorzystać w spółce o tak dużym potencjale. Zdecydowałam się na ten krok, bo zespół zarządowy, do którego dołączam, jest naprawdę zgrany i doskonale komplementarny. Wierzę, że dobrze będę do niego pasować i wspólnie przyspieszymy rozwój spółki. Zarówno Kredyt Inkaso, jak i cała branża po ostatnich latach turbulencji, najlepsze czasy mają jeszcze przed sobą. Chciałabym uczestniczyć w tym wyzwaniu i maksymalizować jego efekty.
Jednocześnie chcę współtworzyć firmę z wyjątkową kulturą organizacyjną – atrakcyjną dla partnerów i pracowników ceniących sobie zarządzanie przez wartości, etyczne rozwiązania biznesowe, transparentną komunikację, rozwój osobisty i szacunek dla naszych klientów (osób zadłużonych). Wierzę, że takie podejście do biznesu zawsze procentuje wzmocnieniem pozycji rynkowej i lepszymi niż oczekiwane wynikami finansowymi” – powiedziała Iwona Słomska, wiceprezes zarządu Kredyt Inkaso SA.

„Wsparcie, jakie otrzymujemy wraz z pojawieniem się Iwony Słomskiej na pokładzie Kredyt Inkaso pomoże nam jako spółce w pełni wykorzystać perspektywy stojące przed branżą zarządzania – zarówno w Polsce, jak i na naszych rynkach zagranicznych. Osoba o tak wyjątkowej znajomości branży i tak szerokim doświadczeniu w zarządzaniu organizacjami o międzynarodowym zasięgu stanowi świetne uzupełnienie naszego zespołu. Z takim zarządem w komplecie nabieramy wiatru w żagle i stawiamy sobie ambitne cele biznesowe. Zwłaszcza, że w misji tej uczestniczy również grono zdolnych i mocno zaangażowanych menedżerów wszystkich szczebli. Mam poczucie, że z takim zespołem można przenosić góry” – powiedział Maciej Szymański, prezes zarządu Kredyt Inkaso SA.

Warto zauważyć, że wraz z powołaniem Iwony Słomskiej w skład zarządu Kredyt Inkaso w organie tym osiągnięta została pełna równowaga w zakresie reprezentacji kobiet i mężczyzn. Jest to obecnie jedyny podmiot z branży zarządzania wierzytelnościami w Polsce, w którym kobiety zajmują 50 proc. stanowisk w zarządach spółki. Sytuacja ta jest także wyjątkowa dla spółek z rynku kapitałowego.
Iwona Słomska jest menadżerką z bogatą znajomością branży zarządzania wierzytelnościami. Swoją karierę zawodową rozpoczęła jako dziennikarka radiowa, następnie zarządzała działaniami public relations i marketingu w bankach (GBPZ, BWE) oraz instytucjach pożyczkowych (SKK Kredyt). W latach 2004-2020 związana była z Grupą KRUK SA – liderem w branży zarządzania wierzytelnościami w Europie Centralnej. Początkowo jako dyrektor departamentu marketingu i PR, a od 2009 r. jako członek zarządu odpowiedzialny za zarządzanie zasobami ludzkimi, marketing, PR, obsługę prawną, compliance, ochroną danych osobowych, zarządzanie ryzykiem operacyjnym i bezpieczeństwem. Nadzorowała w tym zakresie zarówno rynek polski, jak i 6 rynków zagranicznych, na których Grupa KRUK działała operacyjnie. Specjalizuje się także w doskonaleniu procesów biznesowych, zarządzaniu kulturą organizacyjną oraz w zakresie rozwoju osobistego pracowników i menedżerów.

Iwona Słomska ukończyła studia magisterskie w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Wykształcenie wzbogacała w Polsko-Amerykańskim Studium Komunikacji Społecznej w Organizacji i Zarządzaniu (na Politechnice Wrocławskiej). Uzyskała dyplom MBA Wyższej Szkole Bankowej i Franklin University (USA). Płynie porozumiewa się w języku angielskim.

Co Polski Ład oznacza dla przedsiębiorców?

Rząd zaprezentował nowy plan rozwoju państwa – Polski Ład. Dotyczy on przede wszystkim rozwiązań gospodarczych, a wśród nich najbardziej odznaczają się reformy podatkowe. W planowanych ustawach rząd chce zawrzeć podwyższenie kwoty wolnej od podatku oraz drugiego progu podatkowego. Kwota wolna podskoczyć ma do 30 tys. złotych, a drugi próg do 120 tys. Według rządu ta zmiana ma znacząco podwyższyć poziom życia Polaków – szczególnie tych najmniej zarabiających i zostawić w ich portfelach więcej pieniędzy. Jest jednak grupa, której przyszłość finansową Polski Ład stawia pod znakiem zapytania – klasa średnia, a dokładniej przedsiębiorcy i samozatrudnieni.

– Składka zdrowotna będzie stanowić proporcję do dochodu przedsiębiorcy, wykazanego w zeznaniach podatkowych. To spowoduje, że duża część z nich zapłaci wyższą niż do tej pory składkę – dotychczas płaconą ryczałtowo. A nowe reformy sprawią, że nie będą mogli jej odliczyć od podatku. To spowoduje, że dla przedsiębiorcy zarabiającego miesięcznie powyżej 5 tys. zł obciążenia podatkowo-składkowe będą na wyższym poziomie – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – To otwiera pole do wielu pytań dotyczących tego, jak będą liczyć składki przedsiębiorcy płacący podatki w inny sposób. Na przykład w formie ryczałtu, karty podatkowej, czy korzystając z podatku liniowego. Czy im będzie przysługiwała kwota wolna od podatku? Obecnie im nie przysługuje. Jeśli w dalszym ciągu jednak będą pozbawieni możliwości dokonywania tego rodzaju odliczenia w podatku – to skutki podwyższenia składki zdrowotnej będą dla nich bardzo poważne. Efektywna stawka podatkowa tych przedsiębiorców wzrośnie nawet o 10 punktów proc – co jest dosyć poważną zmianą. Więc wyjaśnienie tych kwestii z pewnością jest bardzo istotne. Warto też pamiętać, że w zamian za wyższą składkę nie dostajemy nic konkretnego w zamian. W tym sensie bardziej przypomina ona podatek niż składki ubezpieczeniowe. Dlaczego przedsiębiorcy mieliby płacić wyższą składkę zdrowotną, często nawet wyższą niż składka emerytalna, a wciąż otrzymywać najniższą gwarantowaną przez państwo emeryturę? Liczymy, że rząd odpowie na pytanie, jaki faktycznie wpływ będzie miało wprowadzenie Polskiego Ładu na działalność gospodarczą – apeluje Kozłowski.

Spółka QubicGames sprzedała ponad 0,5 miliona gier pierwszym kwartale br

O 8% wzrosły jednostkowe przychody QubicGames ze sprzedaży w Q1 2021 w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku, natomiast jednostkowy zysk ze sprzedaży wzrósł o 70%. Jednocześnie spółka przeprowadziła szeroko zakrojone inwestycje związane z przyszłymi grami spółki oraz całej Grupy Kapitałowej QubicGames, w którą wchodzi m.in doświadczony zespół wydawniczy Untold Tales.

W pierwszym kwartale 2021 spółka wypracowała ponad 3,5 miliona złotych przychodu ze sprzedaży, wobec 3,3 milionów wygenerowanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. Równocześnie w okresie od stycznia do marca 2021 r. QubicGames sprzedał łącznie 522.118 sztuk gier na konsolę Nintendo Switch. Stanowi to wzrost o ponad 150% w stosunku do czwartego kwartału roku 2020, oraz o 5% w stosunku do rekordowego dotychczas pod względem sprzedaży pierwszego kwartału 2020 roku. Wyniki są tym bardziej imponujące w związku ze zmianami w sklepie Nintendo eShop, utrudniającymi agresywną politykę wyprzedażową. Pokazuje to, że QubicGames szybko przystosował się do zaistniałych zmian i wprowadził niezbędne korekty w sposobie sprzedawania gier na platformie Nintendo Switch..

– Mimo zmian w strategii sprzedażowej gier na Nintendo Switch związanych z wprowadzeniem znaczących modyfikacji w sklepie Nintendo eShop udało nam się wygenerować rekordowe w naszej historii wyniki sprzedażowe. Unikalna strategia promocyjna związana z 17. urodzinami QubicGames odniosła sukces i stanowiła ważne źródło przychodów spółki w tym okresie. Obecnie przygotowujemy się do kolejnego dużego wydarzenia – Summer Countdown, w skład którego będą wchodzić promocje dla naszych użytkowników, promocje dla wszystkich graczy Nintendo Switch oraz releasy trzech nowych gier – Tiny Lands, Arcane Arts Academy i Epistory: Typing Chronicles – komentuje prezes spółki Jakub Pieczykolan.

QubicGames zarówno w sprawozdaniu jednostkowym, jak i skonsolidowanym wykazał zysk z działalności operacyjnej mimo intensywnych inwestycji w kolejne projekty oraz spółki zależne. Główny podmiot grupy kapitałowej o tej samej nazwie do końca roku planuje ponad 20 premier, głównie na Nintendo Switch, z czego 3 gry ukażą się jeszcze w Q2 2021.

Projekty wydawane przez QubicGames nie stanowią jednak jedynych gier dystrybuowanych przez Grupę Kapitałową – już 28 maja na konsolach Nintendo Switch i PlayStation 4 zadebiutuje BEAUTIFUL DESOLATION, wydawana przez spółkę zależną Untold Tales.

Wielka Brytania po brexicie, czy obawy się sprawdziły?

Brytyjczycy rozpoczęli właśnie piąty miesiąc poza Unią Europejską. Oto właśnie mamy rzeczywistość brexitową w pełnej krasie. Już teraz na wstępie można powiedzieć, że niemal każdy w tej sprawie się mylił – mowa zarówno o zwolennikach brexitu, jak i przeciwnikach. Wiele dywagacji, jak będzie wyglądała Wielka Brytania po wyjściu z UE, po prostu się nie sprawdziło.

Przeciwnicy brexitu jako główne argumenty wskazywali długą i głęboką recesję, jaka nawiedzi Wielką Brytanię po wyjściu z UE. Nastąpi odpływ firm, spadną inwestycje, a także, że kraj mocno straci na arenie międzynarodowej. Do tego bali się, że po nowym referendum Szkocja opuści Zjednoczone Królestwo.

Z kolei zwolenników wyjścia z UE przekonywały takie tematy jak: koniec swobody przepływu osób z Unii i ochrona własnego rynku pracy, stanowienie swoich praw bez oglądania się na nikogo, swoboda w zawieraniu umów handlowych z kim się chce i na własnych warunkach, a także to, że równowartość wpłat członkowskich do unijnego budżetu może być skierowana do publicznej służby zdrowia i podnieść jej efektywność.

Mylili się wszyscy

W tym sporze zwolenników i przeciwników wyjścia z UE można powiedzieć, że nikt w całości nie miał racji. Faktem jest, że Wielka Brytania wpadła w recesję w II kwartale 2020 roku, ale nie można tego przypisywać tylko brexitowi, a raczej pandemii, która nawiedziła świat. Wyspiarze jednak „wstali z kolan” i są prymusem w walce z koronawirusem, a szczególnie w tempie szczepienia obywateli. Byli jednym z pierwszych krajów, gdzie udało się osiągnąć odporność stadną, czyli zaszczepienie ponad 60% obywateli. Dzięki temu szybko udało się wrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

Alarm się zaświecił

Obawa o masowe przenoszenie firm, szczególnie z sektora finansowego również się nie sprawdziła. Niemniej jednak sygnał ostrzegawczy wysłał ostatni raport o obrotach giełdowych. Okazuje się, że Londyn stracił pierwsze miejsce na rzecz Amsterdamu. W temacie umów handlowych, to również sytuacja w tej kwestii nie wygląda najgorzej. Owszem nadal nie podpisano umowy z USA, ale tutaj ważnym czynnikiem okazała się zmiana prezydenta za oceanem, co nieco przedłuża negocjacje. Jednak poza tym na polu umów handlowych Wielka Brytania co rusz chwali się podpisaniem nowych, ale są to raczej te, którymi była już objęta, będąc członkiem UE. Niemniej głosy o tym, że Brytyjczycy stracą na arenie międzynarodowej, były przesadzone. Wielka Brytania od lat pozycjonuje się jako lider walki ze zmianami klimatycznymi, co przy obecnym nastawieniu świata (polityki i biznesu) powinno przynieść tylko korzyści. „Zielona polityka” to również konik Joe Bidena, co może znacznie pomóc w transatlantyckich relacjach handlowych.

Zmiany w strukturze handlu

Wracając jeszcze do stosunków handlowych z UE, to zauważalna w ostatnich latach była zmiana udziału w handlu ogólnym. Zmniejszała się zależność od krajów Unii na rzecz państw trzecich i nie była to konsekwencja brexitu. Niemniej jednak warto zauważyć, że brexit o wiele bardziej „boli” Wielką Brytanię, aniżeli UE. Import z Unii stanowi 50% brytyjskiego importu, podczas gdy, z Wysp do UE zaledwie 4%. Załamanie się importu, szczególnie żywności, może oznaczać małą katastrofę gospodarczą. Dlatego też Brytyjczycy postanowili działać powoli, deklarując pełne kontrole celne na granicach dopiero od 1 października tego roku. Wprowadzenie kontroli już teraz mogłoby skutkować pustymi półkami w sklepach. Powód takiej sytuacji jest prosty: Wielka Brytania produkuje za mało. Jej produkcja przemysłowa to zaledwie 8,6% PKB, podczas gdy dla Niemiec wskaźnik wynosi 20%, w naszym kraju 17%. Wyspiarze są skazani na import, w szczególności żywności, i to może być największy problem, z którym po brexicie będzie się trzeba zmierzyć.

Wymiana handlowa „siada”

W tym miejscu warto się pochylić nad „sprawą polską” po brexicie. Wystarczy tylko spojrzeć na dane statystyczne i odpowiedź będzie prosta. Eksport w styczniu spadł o 24,9%, podczas gdy import o 57%. Warto wspomnieć, że listopad i grudzień 2020 roku były pod każdym względem rekordowe, ale miał tu znaczenie niebagatelny fakt, że do końca roku Wielka Brytania była jeszcze członkiem UE, więc brytyjscy producenci budowali zapasy w obawie, co będzie od nowego roku. Niemniej jednak widać, że handel zagraniczny z Brytyjczykami się kurczy, a Polacy zwracają uwagę na problemy biurokratyczne jako główny czynnik blokujący. Widać więc jak na dłoni, że po brexicie wymiana towarowa z Wielką Brytanią dla naszego kraju się zmieni, już widzimy zmianę w pozycji krajów, do których Polska eksportuje towary. Do niedawna Wyspiarze byli na drugim miejscu, a teraz spadli na piąte miejsce.

Problemy są i będą

Przed Zjednoczonym Królestwem czas pełen wyzwań. Można śmiało wysnuć tezę, że brexit w otoczeniu pandemii stał się jedną z większych korzyści. Brytyjczycy szybko poradzili sobie z epidemią, dzięki czemu jako jedyni w Europie mają już gotowy plan na odejście od restrykcji, podczas gdy Europa nadal zmaga się z biurokratycznymi problemami ze szczepionkami, czy programem odbudowy. Wielka Brytania dostała szansę na zdecydowanie szybsze odbicie gospodarcze i jeśli z niego skorzysta, to nikt o brexicie nie będzie myślał w złych kategoriach.

Rozpad Wielkiej Brytanii odległym zagrożeniem

Zagrożeń oczywiście na horyzoncie nie brakuje. Można w tym miejscu wskazać możliwą secesję Szkocji wskutek referendum, a być może nawet referendum w Irlandii i wyrażenie chęci połączenia z Irlandią Północną. Brexit dał Szkotom szczególnie duży argument na drodze do niepodległości. Wybory, które właśnie odbyły się w tym kraju i brak bezwzględnej większości wygranej partii (o nastawieniu niepodległościowym), może jednak utrudnić te zapędy. Wygląda więc na to, że droga do czarnego scenariusza i rozpadu Wielkiej Brytanii jeszcze długa i kręta.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl i Walutomat

Spowolnienie na regionalnych rynkach biurowych nadal trwa

Ostatnie 3 lata na regionalnych rynkach biurowych odznaczały się rekordową aktywnością najemców i przyzwyczaiły nas do dobrych wyników. W I kwartale 2021 r. na 8 rynkach wynajęto łącznie jedynie 98 300 m kw. powierzchni, z czego najwięcej w Trójmieście (głównie w Gdańsku) i w Krakowie. Rynek biurowy w regionach przez ponad rok trwania pandemii COVID-19 odczuł również systematyczny wzrost poziomu powierzchni niewynajętej, by na koniec I kwartału osiągnąć rekordowy poziom 12,9%.

Na koniec marca 2021 r. całkowite zasoby biurowe na ośmiu największych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin) wyniosły ponad 5,8 mln m kw. Jedynie 46 400 m kw. nowej powierzchni biurowej dostarczono w I kwartale tego roku, co oznacza spadek odpowiednio o 47% i 42% w porównaniu do IV kwartału 2020 r. i analogicznego okresu 2020 r. Tak niski poziom nowej podaży to efekt oddania do użytkowania nowej powierzchni tylko w 2 miastach: Trójmieście i Krakowie. Rynek krakowski powiększył się o trzy projekty biurowe: Equal Business Park D (11 650 m kw.), Ocean Office Park A1 (7775 m kw.) i Lubicz I Business Centre (2000 m kw.). Z kolei na rynek trójmiejski dostarczono: Palio A (16 500 m kw.) i wybudowany na potrzeby własne biurowiec LPP Fashion Lab I (8500 m kw.).
Na rynkach regionalnych łącznie w budowie znajduje się obecnie około 695 000 m kw., z terminem dostarczenia do końca 2022 r.

Realizowane obecnie projekty w większości przypadków zostały rozpoczęte jeszcze przed pandemią. Deweloperzy są obecnie bardzo ostrożni w podejmowaniu decyzji odnośnie rozpoczynania nowych inwestycji, obserwują rynek, analizują popyt, przysłuchują się dyskusjom o powrotach do biura i wyczekują dogodnego momentu na start nowej inwestycji. Taka sytuacja może jednak doprowadzić do wystąpienia luki podażowej w kolejnych latach. – Klaudia Okoń, Konsultant, Business Intelligent Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland

Katowice to obecnie rynek z największą ilością metrów w budowie, odpowiadający za 25% wszystkiego, co się dziś buduje w regionach. Do największych realizowanych inwestycji na tym obszarze należą: Global Office Park A1 i A2 (27 700 m kw. i 27 500 m kw.) oraz KTW II (42 000 m kw.). Drugim rynkiem, odpowiadającym za 22% powierzchni w budowie, jest Kraków z największym realizowanym projektem, którym jest Brain Park I faza (30 000 m kw.). Trójmiasto z kolei odpowiada za prawie 20% realizowanych obecnie biur, a największym realizowanym projektem jest 3T Office Park (38 500 m kw.).

W I kwartale 2021 r. w regionach wynajęto 98 300 m kw. powierzchni biurowej, co oznacza 54% spadek popytu w stosunku do analogicznego okresu w 2020 r., który jeszcze funkcjonował w realiach przed-pandemicznych. Obecna sytuacja spowodowała, że renegocjacje notują najwyższy – 45% udział w strukturze popytu w regionach. Nowe umowy z kolei odpowiadają łącznie za 42% zrealizowanego popytu. Największymi transakcjami zawartymi od stycznia do marca 2021 roku były umowy zawarte w Krakowie i Trójmieście, w tym: renegocjacja umowy klienta poufnego z branży IT w budynkach Galileo, Newton i Edison w Krakowie o łącznej powierzchni 11 300 m kw. oraz odnowienie umowy Intel w Tryton Business House w Gdańsku na 9800 m kw.

Rynek, z którym obecnie mamy do czynienia przechyla się na stronę najemcy, w postaci wielu różnorodnych zachęt jakie wynajmujący oferują podczas prowadzonych negocjacji. Dotyczy to zarówno długości trwania umowy, możliwości optymalizacji powierzchni podczas okresu najmu, atrakcyjnego okresu zwolnienia z czynszu, który bezpośrednio wpływa na poziom czynszów efektywnych czy też wyższe niż dotychczas dofinansowanie do prac aranżacyjnych. – Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec I kwartału 2021 roku współczynnik pustostanów oszacowany dla ośmiu głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 12,9%, co daje łącznie 753 000 m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz (poziom wyższy zarówno od tego w poprzednim kwartale – o 0,2 p.p. jak i od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,4 p.p.). Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (16,9%), zaś najniższy w Szczecinie – 7,4%.

W I kwartale 2021 roku wywoławcze stawki czynszu w miastach regionalnych pozostały na stabilnym poziomie, choć rynek najemcy może spowodować wzrost spreadu pomiędzy czynszami bazowymi i efektywnymi w kolejnych kwartałach.

Legimi z dynamicznym wzrostem przychodów w I kw. 2021 r.

Legimi, pionier na polskim rynku e-książki, podsumowuje I kw. 2021 r. W minionym okresie Spółka dynamicznie zwiększyła skalę swojego biznesu. Przychody wzrosły rdr. o 71 proc. do 10,7 mln zł. Z kolei EBITDA wyniosła 1,7 mln zł, a zysk netto ponad 1 mln zł. Dynamiczny wzrost przychodów to efekt powiększenia bazy abonenckiej, która w I kw. 2021 r. zwiększyła się o 67 proc. rdr.

Miniony kwartał ponownie zdominowany był pandemią COVID-19 i jej tzw. trzecią falą. Podobnie, jak w zeszłym roku, przełożyło się to na wzrost zainteresowania cyfrową rozrywką, w tym także usługą Legimi, co spotęgowane było dodatkowo m.in. przez fakt czasowego zamknięcia, w tym okresie, stacjonarnych punktów pozyskiwania publikacji książkowych, takich jak księgarnie czy biblioteki. Wpłynęło to na istotny wzrost po stronie przychodowej, ale również wiązało się ze zwiększonymi kosztami. Pomimo tego w I kw. 2021 r. wypracowaliśmy EBITDA na poziomie ponad 1,7 mln zł i zysk netto w wysokości przeszło 1 mln zł. – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.

W I kw. 2021 r. istotnie poprawiły się kluczowe KPI biznesu Legimi. Łączna liczba klientów (abonenci oraz klienci korporacyjni i biblioteczni) zwiększyła się rdr. o 55 proc. do 135,9 tys. Z kolei liczba abonentów wzrosła o 67 proc. rdr. i zbliżyła się do ważnego kamienia milowego 100 tys., wynosząc na koniec zeszłego kwartału 97,1 tys. Legimi konsekwentnie obniża zadłużenie i poprawia sytuację płynnościową, co widać m.in. poprzez obniżenie wskaźnika dług netto/EBITDA, który na dzień 31.03.2021 wyniósł 1,0 wobec 2,0 w zeszłym roku.

Obserwujemy także stabilizację wskaźników rentowności operacyjnej, co wskazuje na trwały trend zwiększania bazy płacących użytkowników, przy jednocześnie niskim wskaźniku rezygnacji. Możemy śmiało powiedzieć, że zdecydowana większość nowych klientów, pozyskana w okresie pandemii, zostaje z Legimi na dłużej i kontynuuje opłacanie abonamentu. – dodaje Mikołaj Małaczyński.

W minionym kwartale Legimi rozpoczęło prace nad nową wersją aplikacji określaną roboczo, jako Legimi 4.0. Nową odsłonę uzupełni technologia rekomendacyjna wykorzystująca algorytmy sztucznej inteligencji. Pomoże ona znacznie zwiększyć lojalność i rentowność bazy klientów. Legimi w kwietniu br. pozyskało na rozwój nowej technologii 3,7 mln zł dofinansowania z NCBiR.

W I kw. 2021 r. Legimi zrealizowało m.in. projekt „Legimi dzieciom”, który ma na celu popularyzację czytelnictwa wśród dzieci. Akcja ta cieszy się dużym zainteresowaniem. W pierwszych miesiącach od uruchomienia, program emitowany w mediach społecznościowych odnotował ponad milion wyświetleń. Dodatkowo w minionym kwartale trwały przygotowania do wydarzenia BookTarg – imprezy online dla czytelników, stanowiącej alternatywę dla braku możliwości organizacji Targów Książki w Warszawie. Współorganizatorami BookTargu były firmy Allegro, LubimyCzytać.pl, Legimi pod patronatem Polskiej Izby Książki.

Tegoroczne zbiory zmarnieją, jeżeli obcokrajowcy nie przyjadą do pracy – apelują polscy rolnicy

Rolnicy poszukują pracowników sezonowych ze Wschodu.  W Polsce pod koniec maja rozpoczyna się sezon zbiorów, truskawek, czereśni, porzeczek i malin. Przedsiębiorcy narzekają, że połowa ich zbiorów zmarnieje, jeśli obcokrajowcy nie wrócą do pracy sezonowej. Pomimo iż w Polsce z powodu pandemii zostają rodzimi pracownicy, którzy od lat wyjeżdżali do krajów europy zachodniej, nie rozwiązuje to problemu niedoboru rąk do pracy w rolnictwie. Dodatkowo branża HoReCa po zniesieniu części obostrzeń rządowych boryka się z brakami kadrowymi i pilnie potrzebuje pomocy.

Z informacji pozyskanych od Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw wiemy, że w szczycie sezonu polscy rolnicy potrzebują około 100 tys. pracowników, a są to w większości Ukraińcy. Polscy pracownicy sezonowi wyjeżdżają głównie do Niemiec, Holandii i krajów skandynawskich, gdzie płacą więcej dla Ukraińców te rynki są nadal niedostępne z powodu pandemii oraz braku członkostwa w UE.

Portale rekrutacyjne pełne są ogłoszeń poszukujących pracowników sezonowych: zbieranie rzodkiewki, ogórków, pomidorów, od połowy maja – truskawki, wiśnie do lipca, potem porzeczki i borówki.

“Pracę w rolnictwie charakteryzuje okresowość i sezonowość. O ile w niektórych porach roku gospodarstwa nie wymagają zatrudnienia osób trzecich i wystarczająca jest wyłącznie praca właścicieli, o tyle w innych zatrudnienie musi się zwiększyć nawet do kilkuset osób. Jednym z najpopularniejszych rodzajów pracy w Polsce wśród ukraińskich pracowników sezonowych są zbieracze warzyw i owoców,  pomoc w przetwórstwie warzywnym owocowym i mięsnym.” – tłumaczy dyrektor działu rekrutacji Gremi Personal, Anna Dzhobolda.

Z najnowszych danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że do 480 tys. wzrosła liczba obcokrajowców z ważnymi zezwoleniami na pobyt w Polsce. To o 5 proc. więcej niż pod koniec ubiegłego roku i prawie o jedną dziesiątą więcej niż wiosną 2020 r., gdy wybuch pandemii wywołał falę wyjazdów imigrantów zarobkowych. W tym roku rolnicy nie doświadczają tak dotkliwego niedoboru pracowników, ponieważ polski rząd rok temu uprościł procedury legalizacyjne związane z wydawaniem pozwoleń na pobyt  i pracę Ukraińców w Polsce. Była to odpowiedź na rozpaczliwy apel rolników i producentów.  Obecnie pracownicy sezonowi nie mają problemu z przekroczeniem granicy, wystarczy wykonać test na koronawirusa (wielu pracodawców rekompensuje jego koszty), po wcześniejszym załatwieniu pozwolenia na pracę sezonową i wyrobieniu paszportu biometrycznego albo uzyskaniu wizy robotniczej.

HoReCa

Podobny problem mają przedsiębiorcy z branży HoReCa, która to również ma sezonowy charakter. Portale społecznościowe pełne są ogłoszeń rekrutacyjnych. W tym roku pojawiło się dużo więcej niż zazwyczaj ofert pracy związanych z gastronomią i hotelarstwem – pilnie kelner, barman, barista, pokojowa, pomoc kuchenna, kucharz – potrzebuje od zaraz. Pandemia najbardziej uderzyła w HoReCa, która cofnęła się o kilka lat. Obostrzenia wprowadzone przez rząd wymusiły na przedsiębiorcach tych sektorów, wprowadzenie nagłych zmian lub cięcia kosztów. W efekcie dochodziło do zwalniania pracowników, wysyłania ich na bezpłatne urlopy, obniżania wymiaru czasu pracy lub zmniejszenia uposażenia. Z najnowszych danych GUS wynika, że w minionym roku w branży HeReCa zlikwidowano 24,1 tys. miejsc pracy, a utworzono 18,8 tys.  Z rynku zniknęło 5,3 tys. etatów. Wraz z nimi zniknęli także pracownicy, którzy zaczęli się przebranżawiać i szukać zajęcia w innych gałęziach gospodarki. W momencie ogłoszenia uwolnienia branży w maju, jak grzyby po deszczu namnożyły się oferty pracy, pilnie poszukujących rąk do pracy w branży.

”Rząd zapowiedział stopniowe znoszenie obostrzeń od połowy maja, można organizować imprezy okolicznościowe przy zachowaniu wymogów sanitarnych i ilościowych, rozpoczną się również wakacje, a wraz z nimi wyjazdy urlopowe. Duże restauracje i hotele rozpoczynają swoją działalność, problem może pojawia się z odpowiednią ilością obsługi, brakuje pracowników fizycznych i specjalistów, którzy zdążyli się już przekwalifikować i nie chcą wrócić na stanowiska do tak niepewnej w obecnych czasach branży. Brakuje im stabilizacji. Wrócą pojedyncze osoby, ale to nie wystarczy. Przedsiębiorcy dużych lokali gastronomicznych i hotelarskich zwracają się do naszej agencji, już od początku kwietnia przewidując odmrażanie wprowadzonych obostrzeń przez rząd, ponieważ nie są w stanie w krótkim czasie zatrudnić tak dużej ilości sezonowych pracowników. Ratunkiem są dla nich agencje zatrudnienia, które na podstawie outsourcingu w szybki, legalny i bezproblemowy sposób zapewniają odpowiednią ilość pracowników ze Wschodu. Zgłosiło się już do nas około 20 przedsiębiorców, którzy pilnie potrzebują od 5 do 20 pracowników”. – dodaje Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal

Pomimo powrotów polskich pracowników sezonowych z Niemiec, Wielkiej Brytani i Holandii praca sezonowa dla pracowników ze Wschodu jest. Wynika to między innymi z dużej rozbieżności płacowej, polski pracownik sezonowy zarobi 3 razy więcej za granica niż u siebie, a praca jest równie ciężka. Wracając do Polski, woli podjąć się mniej obciążającej pracy i zarobić więcej, albo nie pracować wcale, korzystając z zasiłków państwowych.

Kvarko inwestuje w inteligentną platformę medyczną Medtransfer

  • Medtransfer to internetowa platforma do przesyłania i odczytu dużych plików obrazowych.
  • Dofinansowanie kwotą 1 mln zł pozwoli na rozwój nowej funkcjonalności platformy, opartej na sztucznej inteligencji.
  • Rozwiązanie zoptymalizuje diagnostykę obrazową i zabiegi z zakresu chirurgii ortopedycznej.

Wrocławski fundusz Kvarko inwestujący w projekty związane z naukami ścisłymi, m.in. z zakresu medycyny i biotechnologii, wesprze rozwój internetowej platformy Medtransfer, usprawniającej komunikację między pacjentem a lekarzem i wspomagającej diagnostykę dzięki innowacyjnym metodom przetwarzania obrazów.

Medtransfer jest przełomową odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku obrazowania medycznego. Projekt jest umiejscowiony w obszarze telemedycyny i inteligentnych rozwiązań diagnostyki obrazowej. Według danych WHO na świecie wykonywanych jest rocznie ponad 3,5 mld badań obrazowych rocznie. Jak podaje OECD, w Europie wykonuje się ich co roku blisko 300 mln, z czego na Polskę przypada ok. 25 mln badań.

Tradycyjnie wyniki badań obrazowych – takie jak zdjęcia RTG, USG, wyniki rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej – wymagają zapisu na nośnikach fizycznych lub wydruku. Nierzadko pozyskanie kopii badania wiąże się z koniecznością osobistej wizyty pacjenta w placówce. Jest to uciążliwe, czasochłonne, generuje koszty i obciąża środowisko. W przypadku długofalowego procesu leczenia wymaga od pacjenta wielokrotnego przedkładania obszernej dokumentacji, a od lekarza jej każdorazowej analizy. Nawet posiadanie wyników badań obrazowych w formie elektronicznej nie załatwia sprawy; pozostaje problem przesyłania wielkich plików, kompatybilności oprogramowania do ich odczytu oraz przechowywania wrażliwych danych pacjenta. wyjaśnia Innocenta Dźwierzyńska, pomysłodawczyni Medtransfer oraz twórczyni Mednavi, platformy wspierającej procesy leczenia pacjentów onkologicznych od strony organizacyjnej. – Doświadczyłam tego typu utrudnień osobiście. Zdając sobie sprawę, że ich wyeliminowanie zwiększy szanse na szybkie, a więc i skuteczniejsze leczenie, zaprojektowałam narzędzie usprawniające komunikację lekarz-pacjent.

We współpracy z software housem – firmą Codete, Innocenta Dźwierzyńska stworzyła narzędzie służące przesyłaniu i odczytywaniu dużych plików obrazowych bezpośrednio z poziomu przeglądarki. Innowacja rozwiązuje również problem z przechowywaniem danych wrażliwych.

Dofinansowanie kwotą 1 mln zł. pozwoli twórcom platformy rozbudować jej nowe funkcjonalności – Medtransfer zostanie wzbogacony o algorytmy bazujące na metodach deep learning, wykorzystujące głębokie sieci neuronowe.

Medtransfer to platforma oparta na technologii chmurowej. Dzięki naszemu wsparciu powstanie pierwszy z planowanych modułów automatycznej analizy danych medycznych wspieranych przez sztuczną inteligencję. Zautomatyzowana zostanie jedna z najczęściej wykonywanych, a zarazem wymagających wysokiej precyzji procedur w diagnostyce medycznej – osteotomia. – informuje dr Paweł Wielgus, prezes funduszu Kvarko. – Pozwoli to rozwiązać szereg problemów, z którymi mierzy się obecnie rynek ochrony zdrowia. Przede wszystkim zoptymalizuje pracę lekarzy, co jest niezwykle cenne wobec niedoborów personelu medycznego, z jakimi borykamy się w kraju. Co więcej, dzięki wykorzystaniu metod data science, zebrane i zanonimizowanie dane medyczne pacjentów posłużą do dalszych badań i rozwoju nauki.

Wdrożenie platformy jest testowane w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.

Rozwiązanie Medtransfer przyniesie wymierne korzyści nie tylko indywidualnym pacjentom i lekarzom, ale całym placówkom medycznym – szpitalom publicznym czy prywatnym ośrodkom zdrowia. Pozwala ono przyspieszyć i usprawnić procesy diagnostyczne, a przy tym ograniczać koszty związane z przechowywaniem danych w archiwach i na serwerach. Rokrocznie wykonujemy w Polsce niezliczoną ilość badań obrazowych. Rezygnacja z fizycznych nośników przekłada się na realną oszczędność dla placówek, z jednoczesną korzyścią dla pacjentów. Wierzymy, że nowoczesne rozwiązania cyfrowe są przyszłością medycyny, dlatego z otwartymi ramionami przyjmujemy tego typu innowacje. – komentuje Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pozytywny pilotaż rozbudowanej platformy MedTransfer stworzy podstawy do rozszerzenia jej zastosowania na potrzeby innych dziedzin medycyny wykorzystujących diagnostykę obrazową, takich jak neurologia, onkologia, leczenie chorób wieńcowych i wielu innych.

Wartość globalnego rynku diagnostyki obrazowej w 2019 roku wyniosła ponad 33,5 mld USD. Do 2027 r. przewiduje się jej wzrost do 43 mld USD. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w badanym okresie wyniesie 5,1%.

Wartość europejskiego rynku telemedycyny w 2019 roku wyniosła 6 mld USD i będzie wzrastać w tempie 27,5% r/r. Przewiduje się, że w 2030 roku rynek ten osiągnie wartość 32,5 mld USD.

Inwestycja została zrealizowana w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez NCBR.