Compliance w małych i średnich firmach

Prowadząc działalność gospodarczą coraz częściej można spotkać się z pojęciem compliance. Dla dużych przedsiębiorców pojęcie to jest znane. Jednak dla małych i średnich, brzmi tajemniczo i nie wszyscy zdają sobie sprawę z korzyści, jakie przynosi.

Słowo compliance pochodzi od angielskiego słowa „to compy”, czyli przestrzegać (stosować się do czegoś). Compliance zatem to nic innego jak zgodność, przy czym pojęcie to rozumie się szeroko, jako zgodność zarówno z obowiązującymi przepisami prawa, jak i ze standardami pozaprawnymi, takimi jak zasady uczciwości, normy moralne, reguły postępowania, kodeksy etyczne, zasady społecznej odpowiedzialności biznesu. Obszar zgodności obejmuje zarówno te normy, które przedsiębiorca musi spełniać (bo nakazują mu to obowiązujące przepisy), jak i te dobrowolne, ale ważne w kontekście budowania reputacji (np. kodeks dobrych praktyk).

Compliance oznacza sposób organizacji przedsiębiorstwa mający na celu zapewnienie działania zgodnego z prawem i normami pozaprawnymi.

Aby zapewnić swojej firmie compliance, pomocny jest system zarządzania compliance (compliance management system – CMS).

CMS to powiązane i współdziałające ze sobą polityki i procesy, które pozwalają osiągnąć określone cele. Chodzi przede wszystkim o zapobieganie naruszeniom, a jeśli już do nich dojdzie, by zapewnić jak najszybsze wykrycie, ustalenie osób odpowiedzialnych, usunięcie skutków naruszenia i wyeliminowanie ryzyka jego wystąpienia w przyszłości.

Wobec mnożących się regulacji prawnych i licznych pułapek, w które może wpaść przedsiębiorca, pojawiła się potrzeba opracowania wytycznych dla systemu compliance. Zaowocowało to przyjęciem przez Międzynarodową Organizację Normalizacyjną (International Organization for Standardization ISO) w grudniu 2014 r. standardu ISO 19600 Compliance Management Systems. Norma ta ma charakter niewiążących zaleceń i nie daje podstaw do certyfikacji. Zawiera jednak wytyczne pomocne przy tworzeniu CMS, a co istotne dla małych i średnich przedsiębiorców, ma charakter elastyczny, pozwalający na indywidualne podejście i stosowanie środków proporcjonalnych do wielkości, charakteru i złożoności organizacji.

Jakie obszary powinny być objęte compliance?

Najistotniejsze jest zdefiniowanie ryzyk, które mogą wiązać się z zakresem działalności danego przedsiębiorcy i dopasowanie tworzonego systemu zarządzania zgodnością do jego indywidualnych potrzeb. Jako przykładowe obszary, które mogą generować ryzyko odpowiedzialności (karnej, cywilnej, lub administracyjnej), a przez to powinny być objęte systemem compliance można wskazać:

  • prawo pracy
  • ochrona danych osobowych
  • prowadzenie ksiąg i rachunkowość oraz prawo podatkowe
  • wypełnianie wymogów wynikających z prawa spółek
  • prawo konkurencji
  • ochrona środowiska
  • regulacje sektorowe
  • relacje z kontrahentami
  • odpowiedzialność związana z korupcją

 

Powyższe wyliczenie jest przykładowe. Każdy przedsiębiorca, decydując się na wdrożenie CMS, powinien przeprowadzić własną analizę ryzyka i ocenić, na jakich polach narażony jest na największe zagrożenie nieprawidłowościami. Te zakresy działalności, gdzie ryzyko jest największe, powinny być włączone do CMS.

Korzyści z compliance dla małej i średniej firmy

Plusów z zastosowania tego instrumentu jest sporo – oto niektóre z nich.

  • Compliance wpływa na zwiększenie poziomu ochrony przedsiębiorcy, jego kadry zarządzającej, pracowników, a także kontrahentów przed nieprawidłowościami, naruszeniami prawa czy działaniami nieetycznymi.
  • CMS pozwala na szybką identyfikację naruszeń, ustalenie osób odpowiedzialnych i sprawne przeprowadzenie procedury naprawczej.
  • Compliance ma też znaczenie informacyjne i edukacyjne dla pracowników – określa wzorce postępowania, uczy jak zachować się w określonych przypadkach (przykładowo kontroli). Aby jednak ten cel został osiągnięty, konieczne jest nie tylko szkolenie pracowników z wdrażanych procedur, ale także przestrzeganie tych procedur przez przełożonych tak, by dawać przykład z góry.
  • Ponadto compliance ułatwia bieżącą weryfikację zgodności z prawem działania przedsiębiorcy. Ustalone procedury stanowią swego rodzaju check listę, wymagają jednak stałej kontroli pod względem aktualności.
  • W wielu przypadkach fakt, że w firmie wprowadzony jest CMS, jest argumentem na obronę przy wymierzaniu sankcji za naruszenie, a niekiedy nawet wykazanie, że w firmie stosowane są procedury i we właściwy sposób przypisano odpowiedzialności pracownikom może zwalniać z odpowiedzialności za naruszenie.
  • Gromadzona w ramach CMS dokumentacja pełni także funkcję dowodową – procedury, audyty wewnętrzne, protokoły szkoleń, notatki służbowe mogą być wykorzystywane na potrzeby kontroli czy postępowań przeciwko przedsiębiorcy jako dowody należytej staranności w prowadzeniu działalności.
  • Compliance pozwala także budować reputację i zapewnia gwarancję jakości, może też stanowić przewagę konkurencyjną jako element wpływający na zaufanie do przedsiębiorcy.

Dodatkowe korzyści dla kadry zarządzającej i jednoosobowych firm

Wprowadzenie CMS ma szczególne znaczenie z punktu widzenia kadry zarządzającej – osób decyzyjnych w firmie, członków zarządu, osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą).

CMS, który przewidując właściwe procedury, chroni przed popełnieniem błędu, a jeśli do nieprawidłowości jednak dojdzie, pozwala szybko je wykryć i podjąć niezwłocznie działania naprawcze. W konsekwencji może to ochronić osobę zarządzającą od naruszenia prawa i odpowiedzialności za naruszenie.

Mniejsze ryzyko prawne, większe bezpieczeństwo

Za opracowaniem i wdrożeniem CMS, przemawiają także czynniki obiektywne, niezależne od przedsiębiorcy. Rosnąca liczba aktów prawnych, niestabilność prawa, stopień skomplikowania regulacji i ich zawiłość wpływa na wzrost zainteresowania compliance, jako narzędzia ochrony bezpieczeństwa prawnego firmy, pozwalającego wypracować mechanizmy śledzenia na bieżąco istotnych zmian. Istotne jest także, że coraz więcej regulacji prawnych przewiduje kary w przypadku niewypełnienia obowiązków. Rysuje się też tendencja wzrostu wysokości kar faktycznie nakładanych. Tym bardziej warto zaopatrzyć się w narzędzia minimalizujące ryzyko naruszeń mogących takimi karami skutkować.

Compliance w małej i średniej firmie? Naprawdę warto!

Dobrze przemyślany, opracowany pod kontem indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy i uwzględniający dotyczące go ryzyka CMS, będzie bez wątpienia bardzo wartościowym narzędziem. Zapewni właściwą organizację i bezpieczeństwo funkcjonowania przedsiębiorstwa oraz większy komfort osobom zarządzającym. Elastyczność normy IOS 19600, której wytyczne dają możliwość dopasowania rozwiązań do wielkości, charakteru i złożoności organizacji – także tej z mniejszymi zasobami osobowymi i finansowymi, czyni ją przydatną także dla małych i średnich przedsiębiorców. Warto, by sięgali oni częściej po to rozwiązanie, budując w ten sposób swoją przewagę rynkową nad konkurentami.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej, posiada certyfikat Approved Compliance Officer (ACO).

Zawirowanie na złotym. Ropa najdroższa od marca

Ostatnie dni przynoszą kolejny wzrost cen ropy. W styczniu produkcja ropy naftowej wzrośnie, ale o 0,5 mln baryłek dziennie, co (patrząc na zachowania inwestorów) jest wartością poniżej oczekiwań, skoro surowiec drożeje.

Lepsze dane stabilizują dolara

Wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań. Spodziewano się 775 tysięcy wniosków, publikacja wskazała jednak 63 tysiące mniej. Opublikowany później raport ISM dla usług niby wypadł gorzej od oczekiwań, ale to zaledwie 0,1 pkt, co przeważnie nie jest traktowane jako różnica. Po tych danych dolar zaczął się stabilizować, co w tym wypadku oznacza raczej, że traci on mniej na wartości niż w poprzednich dniach.

Zawirowanie na złotym

Stabilne dane w USA to jedno, ale od rana znowu byliśmy świadkami lepszych danych z Niemiec, które powodują, że inwestorzy ponownie przychylniej patrzą na naszą stronę oceanu. Mowa tu o zamówieniach w przemyśle, które w skali roku rosną nie o 0,2%, jak oczekiwano, a o 1,8%. Jeżeli popołudniowe dane z USA nie będą przyzwoite, możemy spodziewać się kolejnych wzrostów euro względem dolara.

Ropa blisko 50 dolarów za baryłkę

Państwa należące do tak zwanego OPEC+ (czyli koalicja OPEC oraz największe nienależące do kartelu państwa produkujące ropę oprócz USA) zawarły umowę w sprawie wydobycia ropy naftowej. Wzrost w styczniu ma wynieść zaledwie 0,5 mln baryłek ropy dziennie. Jest to wartość, która mocno uspokoiła rynki. Zapowiedziano również kolejne przeglądy miesięcznego wydobycia, jednakże ograniczono na nich maksymalny wzrost, również do wspomnianego 0,5 mln baryłek. W tle tych wydarzeń mamy wybuch w rafinerii w RPA, która produkuje około ¼ wspomnianej wartości, co tymczasowo zmniejsza ilość surowca na rynku. Giełdy zareagowały wzrostem cen. Surowiec kwotowany na londyńskim parkiecie otarł się dzisiaj niemal o 50 dolarów za baryłkę, czyli najwyższy poziom od początku pandemii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Andrzej Oślizło obejmie stanowisko prezesa Develii

Rada Nadzorcza powołała z dniem 4 grudnia Andrzeja Oślizło na stanowisko prezesa zarządu Develii. Nowy prezes ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu spółkami, w przeszłości kierował m.in. Expander Advisors, był też wiceprezesem Schenker i członkiem zarządu Aviva. Od 30 maja 2020 r. obowiązki prezesa Develii pełnił Paweł Ruszczak.

Cieszę się, że w dobie zawirowań rynkowych firma zyskuje mocnego lidera, który posiada kompetencje niezbędne do umacniania pozycji naszej firmy. Jestem przekonany, że Andrzej Oślizło z powodzeniem zrealizuje stawiane przed nim cele. To doświadczony menedżer specjalizujący się w rozwijaniu przedsięwzięć biznesowych o dużej skali, który wielokrotnie udowodnił swoją skuteczność na stanowiskach zarządczych – mówi Jacek Osowski, przewodniczący rady nadzorczej Develii.

– Jednym z pierwszych zadań jakie sobie stawiam, jest przygotowanie nowej strategii spółki nakierowanej na wzrost wartości poprzez m.in. wykorzystanie szans rynkowych i zwiększenie udziału w rynku przy zachowaniu wysokiej rentowności. Będziemy pracować też nad zwiększeniem zwrotów z kapitałów własnych i przyśpieszeniem rotacji aktywów – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Andrzej Oślizło jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Katowicach (kierunek ekonomia) oraz Politechniki Śląskiej w Gliwicach (kierunek informatyka). Ukończył również studia MBA na European University w Montreux w Szwajcarii.

Andrzej Oślizło w swojej karierze z sukcesem pełnił funkcje prezesa i członka zarządu spółek z branż: ICT, TSL, lotniczej, finansów i bankowości (m.in. Schenker, LOT, Aviva, Expander, Burietta – Grupa Inelo). Jego doświadczenie zawodowe obejmuje także współpracę z funduszami private equity m.in. Trinity Management i Innova Capital, z ramienia których pełnił funkcje nadzorcze i zarządcze w organach spółek portfelowych, a także odpowiadał za wzrost ich wartości i wyjścia kapitałowe. Zasiadał w radach nadzorczych: Burietta (Grupa Inelo), SGB SSO, Intrum, Gold Finance, BZ WBK – Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A, Expander Advisors, Casinos Poland.

W zarządzie Develii pozostają dotychczasowi członkowie zarządu: Paweł Ruszczak, Mirosław Kujawski i Tomasz Wróbel.

NBP jest gotowy do ponownego poluzowania polityki pieniężnej

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem dla polskiej waluty było posiedzenie Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło ono żadnych zmian w polityce pieniężnej. Członkowie banku centralnego wskazali jednak, że są gotowi do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej, ponieważ nie spodziewają się w najbliższym czasie powrotu polskiej gospodarki do poziomu sprzed kryzysu. Biorąc pod uwagę, że przyszłe obniżki stóp procentowych w Polsce mogą być dość ograniczone, to łagodzenie może przybrać formę wzrostu skupu obligacji. Można więc oczekiwać, że stopy procentowe nie wzrosną w ciągu najbliższego roku. Co prawda jeden z członków RPP, Jerzy Kropiwnicki, zasugerował w przeszłości, że wzrost stóp procentowych może nastąpić już w drugiej połowie przyszłego roku, jednak scenariusz ten, po wspomnianym posiedzeniu, wydaje się mało prawdopodobny.

Wyczekiwane są również decyzje Europejskiego Banku Centralnego. Obecnie stoi on w obliczu deflacji w strefie euro. Według wstępnych wyników indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych poziom cen w strefie euro spadł w listopadzie o 0,3% rok do roku. Dodatkowo, w ostatnim czasie euro dość znacząco się umacniało, co widać np. po utrzymującym się wzroście kursu euro w stosunku do dolara. Jednak EBC nie ma już więcej możliwości dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

W tym tygodniu złoty skorzystał na spadku awersji do ryzyka na rynkach i w piątek rano osiągnął wartość 4,47 PLN/EUR. Eurodolar wzrósł i na koniec tygodnia osiągnął poziom 1,216 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Niemal 90 mln zł. dofinansowania z NCBR na innowacyjne projekty z obszaru cyberbezpieczeństwa

Struktura bezpieczeństwa sieci 5G, ochrona użytkowników urządzeń internetu rzeczy, wczesna detekcja i unieszkodliwianie złośliwego oprogramowania – między innymi te projekty otrzymają dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach czwartego już konkursu CyberSecIdent – Cyberbezpieczeństwo i e-Tożsamość. W wyniku pozytywnej oceny wniosków, NCBR przeznaczy niemal 90 milionów złotych na wsparcie łącznie 10 projektów B+R.

– Szczególnie teraz w czasie pandemii, gdy zdecydowana część życia społecznego przeniosła się do internetu, komunikacji zdalnej, pojawiają się zagrożenia dla bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Skuteczne wykrywanie i walka ze złośliwym oprogramowaniem, w celu zapewnienia bezpieczeństwa, ochrony użytkowników w cyberprzestrzeni, potrzebuje innowacji. Konkurs NCBR pokazał, że są w Polsce podmioty gotowe stawić czoła zagrożeniom poprzez rozwój nowoczesnych technologii – komentuje wyniki konkursu Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek.

W czwartym konkursie programu do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju wpłynęło 15 wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów. Po dokonaniu wnikliwej oceny eksperckiej, 10 z nich zostało rekomendowanych do dofinansowania.

Wskaźnik sukcesu w czwartym konkursie wynosi aż 66% – pokazuje to, że trafiły do nas wysokiej jakości, przyszłościowe projekty. Dlatego, mając na uwadze entuzjastyczne opinie ekspertów oceniających wnioski oraz istotę działań w nich przewidzianych, zdecydowaliśmy o zwiększeniu budżetu na dofinansowanie – z zakładanych 70 milionów złotych na niemal 90 – wyjaśnia przyczyny zwiększenia budżetu konkursu Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekty bezpiecznej przyszłości cyfrowej

Wśród pozytywnie ocenionych projektów część koncentruje się na rozwiązaniach dotyczących sieci 5G. Tego zagadnienia dotyczą m.in.: najlepiej oceniony projekt konsorcjum z Politechniką Warszawską w roli lidera pod tytułem „Struktura bezpieczeństwa sieci 5G opartej na wielu dostawcach: specyfikacja, wdrożenie i rozwój procesu ewaluacji” czy projekt konsorcjum z Wojskowym Instytutem Łączności im. prof. Janusza Groszkowskiego jako liderem p.n. „Zaawansowanie metody i techniki wykrywania i przeciwdziałania atakom na infrastrukturę dostępową i aplikacje sieci 5G”. Część projektów dotyczy zakresu internetu rzeczy (lider konsorcjum: Sieć Badawcza Łuksiewicz – Instytut Technik Innowacyjnych EMAG, projekt „Budowa narzędzia dedykowanego dla ochrony użytkowników, systemów i urządzeń internetu rzeczy, w oparciu o uczenie maszynowe i analizę behawioralną”), jak również zabezpieczeń przed atakami (lider konsorcjum: Timsi Sp. z o.o., projekt: uniwersalny system wczesnej detekcji i unieszkodliwiania złośliwego oprogramowania typu ransomware). Projekty otrzymają od 4 do 13 milionów złotych wsparcia z NCBR. Maksymalny okres ich realizacji to 3 lata.    

Lista rankingowa projektów wybranych do dofinansowania znajduje się na stronie NCBR.

Cyberbezpieczeństwo i e-Tożsamość

Program CyberSecIdent koncentruje się na rozwiązaniach technologicznych ułatwiających współpracę i koordynację działań między różnymi domenami bezpieczeństwa cyberprzestrzeni ze szczególnym uwzględnieniem cyfrowej tożsamości. Jego celem jest wsparcie projektów, które w największym stopniu przyczynią się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa cyberprzestrzeni Polski przez zwiększenie dostępności narzędzi sprzętowo-programistycznych (z wyłączeniem rozwiązań tj. platformy zarządzania cyfrową tożsamością).

Czwarty konkurs skierowany był do konsorcjów. O dofinansowanie mogły ubiegać się konsorcja naukowe, złożone z co najmniej dwóch jednostek naukowych lub naukowo-przemysłowe, w skład których wchodzą co najmniej jedna jednostka naukowa oraz co najmniej jeden przedsiębiorca. Każdy ze zgłoszonych projektów musiał obejmować zarówno fazę badawczą, jak i fazę przygotowań do wdrożenia. Zakres tematyczny konkursu zawierał takie zagadnienia, jak: technologie i rozwiązania w zakresie wykrywania, prezentacji oraz ochrony przed zagrożeniami w cyberprzestrzeni i skutkami ich wystąpienia na poziomie państwa; technologie i rozwiązania w zakresie tożsamości cyfrowej, z uwzględnieniem aspektów prywatności; metodyki, techniki i procesy w obszarze analizy cyberbezpieczeństwa i cyfrowej tożsamości oraz ich wdrożenia.

Właściciele biurowców muszą dobrze wykorzystać czas pandemii

Na rynku nieruchomości komercyjnych coraz bardziej widoczne są skutki pandemii Covid-19. Najnowszym dane wyraźnie pokazują spowolnienie w sektorze biurowym. Co zatem powinni zrobić właściciele biurowców, aby po zakończeniu pandemii nie zostać z budynkami bez najemców?

„Właściciele budynków biurowych przed podjęciem jakichkolwiek działań powinni odpowiedzieć sobie na pytania, czy ich budynek jest w stanie sprostać nowym oczekiwaniom najemców oraz czy jest konkurencyjny do coraz szerszej i atrakcyjniejszej oferty wynajmu. Są to bardzo kluczowe pytania biorąc pod uwagę, że w największych ośrodkach biznesowych w Polsce oferta powierzchni niewynajętej powiększyła się o 300 000 m kw. od marca do września 2020 roku”- komentuje Janusz Garstka, Dyrektor w Dziale Agencji Komercyjnej Knight Frank.

Ostatnie dane rynkowe mogły zaniepokoić niektórych właścicieli biurowców. W III kw. 2020 roku w Warszawie najemcy wynajęli najmniej powierzchni od dekady. W głównych miastach regionalnych zostało wynajęte o 40% mniej powierzchni niż w analogicznym okresie przed rokiem. Dodatkowo prawie połowa wynajętej powierzchni biurowej była renegocjacjami wcześniejszych umów najmu.

„Pandemia to bardzo dobry czas, aby pomyśleć o nowej strategii dla budynku biurowego. Rekomenduję się nad tym pochylić nawet przy w pełni wynajętym budynku. Warto nie tylko porozmawiać z najemcami, agentami komercjalizującymi budynek czy zarządcą, ale również prześledzić obecnie panujące trendy i badania rynkowe, aby mieć pewność, że budynek będzie konkurencyjny po zakończeniu pandemii i dostosowany do oczekiwań najemców”- dodaje Janusz Garstka.

Czasami wystarczy przeprowadzenie częściowej modernizacji, czy wdrożenie technologii pomagającej zapewnić bezpieczeństwo pracownikom najemców. Tego typu działania zwiększają szansę, że najemca po wygaśnięciu umowy nie będzie szukał nowej siedziby, tylko ją przedłuży.

Pandemia jest dobrym czasem na przeprowadzanie wszelkich prac remontowych na budynku. W biurowcach jest mniej pracowników, dlatego remonty nie wpływają negatywnie na ich pracę. „Dodatkowo, to również dobry czas na przygotowanie materiałów marketingowych. Na powierzchniach wspólnych jest mniej osób, dlatego łatwiej zorganizować nagranie i sesję zdjęciową budynku, która nie zakłóci pracy najemców. Przygotowanie dobrej jakości materiałów ułatwi znalezienie chętnych do wynajęcia wolnych powierzchni” – dodaje Janusz Garstka.

Jeżeli mamy do czynienia z budynkiem, z którego niedawno wyprowadził się najemca, to możemy na zwolnionej przez niego powierzchni małym nakładem finansowym zrobić tzw. showroom, który również wpłynie na zwiększenie szansy wynajęcia wolnej powierzchni.

Z ankiety przeprowadzonej przez Knight Frank, w której wzięło udział 225 firm posiadających łącznie 927 biur w Europie wynika, że dla większości respondentów biura są niezbędne. Przy czym 80% ankietowanych zaznacza, że chce przywiązywać większą wagę do zdrowia i bezpieczeństwa. Wykorzystanie w miejscu pracy nowych technologii rozważa 44% ankietowanych.

Na podstawie powierzchni w budowie do 2022 roku w Polsce oddanych będzie 1,7 mln m kw. powierzchni biurowych, dlatego warto wykorzystać czas pandemii na zwiększenie atrakcyjności budynku w oczach dotychczasowych i potencjalnych najemców.

Milion pracowników na pokładzie. Amazon notuje kolejne rekordy

Pandemia na całym świecie winduje wyniki branży e-commerce. Trudno się więc dziwić, że Amazon, światowy lider tego rynku, notuje kolejne rekordy w swej działalności. Washington Post doniósł właśnie, że firma zatrudnia już ponad milion pracowników.

Do Gwiazdki bez śniegu większość z nas zdążyła się już przyzwyczaić. Jednak trudno nam wyobrazić sobie Święta bez upominków dla najbliższych i przyjaciół. Koronawirus skutecznie jednak odbiera części kupujących chęć odwiedzania sklepów stacjonarnych. Stąd prezenty w sieci zamierza w tym roku kupić 57% klientów dokonujących zakupów w Internecie, wynika z badania przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów (KRD) i serwis ChronPESEL.pl. To zaś między innymi, jak i zwykłe, codzienne zakupy, które coraz większa grupa klientów robi w sieci, napędza rozwój e-handlu. Jak bardzo? Jak donosi GUS, udział zakupów przez Internet w sprzedaży detalicznej wzrósł z 6,8 proc. całości sprzedaży w sierpniu br. do 7,3 proc. w październiku br. Wartość sprzedaży przez Internet w Polsce wzrosła o 9,1 proc. w ujęciu miesięcznym. I choć to dane tylko dla naszego kraju, to przecież trend ten zauważalny jest na całym świecie.

W efekcie rynek wzrasta z dnia na dzień, na czym zyskują i ci duzi, i ci mali. Gigant tego rynku, Amazon, w tym roku zwiększył swój poziom zatrudnienia łącznie o 400 tys. osób. Tylko od lipca do września zatrudnił 250 tys., a w samym październiku aż 100 tys. Osoby te w większości zasiliły szeregi pracowników magazynów oraz personelu odpowiedzialnego za realizowanie dostaw do klientów. – Te dane doskonale obrazują, jaki potencjał wciąż znajduje się w rynku e-commerce i jakich wzrostów można się jeszcze spodziewać. Nie znam bowiem drugiej takiej firmy, która w ostatnich latach tylko w ciągu jednego miesiąca zatrudniłaby liczbę osób odpowiadającą mniej więcej ilości mieszkańców Legnicy czy Kalisza – komentuje Aleksandra Szarmach, Chief Marketing&Sales Officer w firmie Nethansa, specjalizującej się we wsparciu sprzedaży na Amazonie, i dodaje – A jeśli ktoś myśli, że zatrudnienia te związane były tylko z zachorowaniami na Covid-19 wśród pracowników Amazona – o czym donosiły media – i koniecznością uzupełnienia wynikłych stąd braków kadrowych, to jest w błędzie. Od początku pandemii, jak podaje firma, zakażenie koronawirusem potwierdzono co prawda u 20 tys. pracowników, jednak liczba ta, jak widać, to tylko ułamek tego, ile zatrudnił Amazon.

Braki kadrowe jak najbardziej są. Tylko są one efektem rozwoju Amazona, wynikającego ze wzrostów w e-commerce. Tylko u nas, nad Wisłą, jeszcze przed gorączką Black Friday i Cyber Monday, Amazon deklarował, że zatrudni w znajdujących się tu centrach logistycznych 10 tys. osób jako pracowników sezonowych, aby wesprzeć, jak to określa branża doręczeń kurierskich “szczyt paczkowy”. W rezultacie w Polsce dzięki Amazon pracę znalazło 18 tys. osób, którzy mogą liczyć na minimum 20 PLN brutto za godzinę plus premia miesięczna do poziomu maksymalnie 15 proc. wynagrodzenia. Firma przewidziała także świąteczny dodatek dla wszystkich, którzy pracować będą w dniach 8 listopada – 26 grudnia, w wysokości 4 zł. Do tego dochodzą benefity, takie jak m.in. ciepłe posiłki za 1 zł, ubezpieczenie na życie i prywatna opieka medyczna. Wysiłków, aby przyciągnąć potencjalnych pracowników firma podejmuje więc wiele, wiedząc doskonale, że bez nich trudno byłoby bić kolejne rekordy sprzedaży.

Rok żniw

A Amazon rośnie jak na drożdżach, wykorzystując wzrosty w e-commerce spowodowane pandemią. W bieżącym kwartale firma zarobiła 6,3 mln USA. W tym czasie ogólna wartość sprzedaży na platformie, jak podaje S&P Global Market Intelligence, wzrosła o 37 proc., sięgając astronomicznej kwoty 96,1 mld USD. Jak zauważa Aleksandra Szarmach z Nethansy: – To pieniądze, które trafiły do szeregu podmiotów z całego świata, korzystających ze sprzedaży na Amazon. Cześć z nich popłynęła także do naszego regionu, do Polski i Niemiec, bo także tu nie brakuje sklepów e-commerce, które postanowiły wypłynąć na szerokie wody handlu internetowego i skorzystać z możliwości sprzedawania na cały świat swoich produktów. Wzrosty Amazon są więc także ich wzrostami i ich zyskiem.

Ekspertka spodziewa się także, że biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój polskiej branży e-commerce, liczba sklepów internetowych z naszego regionu, które zdecydują się na rozpoczęcie handlu na Amazonie, będzie sukcesywnie wzrastać. – Jak podała ostatnio firma, tylko od Black Friday do Cyber Monday przychody niezależnych sprzedawców na Amazon przekroczyły 4,8 mld USD, co daje wzrost aż o 60 proc. w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Oczywiście jest to tort do podziału na szereg podmiotów, sprzedaż poprzez Amazon prowadzi bowiem ok. 71 tys. sklepów. Jednak dziś nic nie stoi na przeszkodzie, aby spróbować zawalczyć o swój kawałek tego tortu prowadząc e-sklep w Polsce, w Niemczech czy gdziekolwiek indziej. Dzięki Internetowi przestały istnieć jakiekolwiek granice. Wszystko zależy tylko od skuteczności działań marketingowych i widoczności ofert – konkluduje Aleksandra Szarmach.

Bank Millennium zadeklarował uczestnictwo w Tarczy Finansowej PFR 2.0

Deklaracja ta oznacza, że firmy z wybranych branż, które znalazły się w trudnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, będą mogły złożyć wniosek o wsparcie  w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju w bankowości elektronicznej Banku Millennium. W styczniu bank udostępni swoim klientom wygodne i przyjazne rozwiązanie, dzięki któremu złożenie wniosku będzie maksymalnie proste i intuicyjne.

Bank Millennium włącza się w wiele rządowych projektów i również w przypadku Tarczy 2.0 udostępni swoje systemy, dzięki którym możliwe będzie wygodne wnioskowanie o wsparcie oraz sprawne i szybkie rozdystrybuowanie funduszy do firm, które znalazły się w trudnej sytuacji. Ta pomoc jest dla nas naturalna, ponieważ dobrze rozumiemy naszych klientów oraz konsekwentnie wspieramy polską gospodarką i budowę cyfrowej administracji publicznej. Systemy bankowe stały się oknem na cyfrowy świat polskiej administracji, klienci z dużym zadowoleniem korzystają z możliwości, jakie daje współpraca między bankami, a administracją państwową – mówi Andrzej Gliński, Członek Zarządu Banku Millennium.

Subwencje finansowe, oferowane przez Polski Fundusz Rozwoju w ramach Tarczy 2.0 kierowane będą do mikro, małych i średnich firm z prawie 40 branż identyfikowanych na podstawie Polskiej Klasyfikacji Działalności, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Łączna wartość pomocy w ramach Tarczy Finansowej 2.0 wyniesie 35 mld zł, z czego dla mikro i MSP trafi ok. 10 mld zł. Rozpoczęcie przyjmowaniu wniosków planowane jest od 15 stycznia 2021 r., pod warunkiem uzyskania przez program notyfikacji Komisji Europejskiej.

O subwencję będą mogły starać się firmy, które w okresie kwiecień-grudzień 2020 r. lub październik-grudzień 2020 r. odnotowały spadek obrotów o min. 30% w stosunku do analogicznego okresu w roku 2019. Przy spełnieniu określonych warunków subwencja z Tarczy Finansowej 2.0 może zostać umorzona w całości. Program jest również przeznaczony dla firm, które otrzymały subwencję z Tarczy 1.0.

Dla mikrofirm zatrudniających od 1 do 9 pracowników, które osiągnęły obrót lub sumę bilansową za 2019 r. do 2 mln euro subwencje finansowe będą wynosić 18 tys. zł lub 36 tys. zł  na zatrudnionego do maksymalnej kwoty 324 tys. zł. Ich wysokość zależna będzie od liczby pracowników i spadku obrotów.

Dla firm zatrudniających do 249 pracowników, których obrót za 2019 r. był mniejszy lub równy kwocie 50 mln euro, a suma bilansowa mniejsza niż 43 mln euro subwencje będą zależne od prognozy kosztów i przychodów oraz straty brutto do maksymalnej kwoty 3,5 mln zł. Pokrywać one będą 70% ich start.

Zwycięstwo podchorążych WAT w prestiżowym konkursie „HackYeah 2020”

Drużyna z Wojskowej Akademii Technicznej – w składzie: plut. pchor. Bartłomiej Pieróg (kapitan zespołu), st. kpr. Emil Mąka i st. kpr. Kacper Prawda – zwyciężyła w ogólnoeuropejskim hackathonie „HackYeah 2020”. Zmagania odbyły się 27-29 listopada br. To już kolejny sukces studentów Wydziału Cybernetyki WAT w zakresie programowania w przeciągu ostatniego miesiąca.

Zwycięska drużyna „Doggers” startowała w kategorii „Veteran’s app”. Zadaniem studentów było stworzenie aplikacji, która pomaga wyszukać miejsca przyjazne weteranom wojennym, dodanie tych miejsc do interaktywnej mapy i zbudowanie społeczności przyjaznej dla kombatantów. Podchorążowie 11 kompanii 2 Batalionu Szkolnego WAT wywiązali się z zadania w regulaminowym czasie – 40 godzin.

Aplikacja „Ścieżka weterana” opracowana przez studentów WAT została oceniona najwyżej w kategorii aplikacji adresowanych do weteranów. „Aplikacja wskazuje weteranom miejsca, gdzie otrzymają zniżki np. w sklepach lub restauracjach, aby następnie dodać takie miejsce do mapy. Każdy weteran używając tej aplikacji będzie wiedział, gdzie może otrzymać upust lub inne usługi zarezerwowane dla bohaterów wojennych” – tłumaczy plut. pchor. Bartłomiej Pieróg, kapitan zwycięskiej drużyny.

W hackathonie wzięło udział 1500 programistów z całej Europy. Drużyny rywalizowały w 16 kategoriach.  W zmaganiach „Veteran’s app” brali udział najlepsi zawodnicy z całego kraju. W finale znalazły się dwie drużyny reprezentujące WAT, ale laureatem mogła zostać tylko jedna.

„Podchorążowie Wydziału Cybernetyki WAT nieustannie doskonalą kompetencje techniczne, czego dowodzą w kolejnych konkursach informatycznych. Tym razem zwyciężyli w jednej z kategorii bodajże największego hackathonu w Europie. To naprawdę wielki sukces! Dziękuję podchorążym za ich niegasnący entuzjazm do zdobywania wiedzy w boju, bo właśnie taki charakter mają konkursy typu hackathon. Właśnie tego typu konkursy są szczególnie wartościowe dla przyszłych żołnierzy Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Gratuluję, a jednocześnie dziękuję naszym zwycięzcom. Dziękuję również dowódcom plutonów, kompanii i batalionu, którzy nieustannie mobilizują podchorążych do właściwego wykorzystania czasu ku chwale Ojczyzny i naszej Alma Mater” – mówi ppłk Rafał Kasprzyk, zastępca dziekana Wydziału Cybernetyki WAT.

„Jestem bardzo dumny ze zwycięstwa podchorążych WAT. To wielki sukces całej uczelni. Jednak muszę przyznać, że kolejna wygrana moich podwładnych była wyłącznie kwestią czasu. Niecierpliwie czekam na następne sukcesy!” – dodaje por. Przemysław Kamela, dowódca 11 kompanii 2 Batalionu Szkolnego WAT.

Na początku listopada zespół studentów Wydziału Cybernetyki WAT – „Coddiers” zwyciężył w ogólnopolskim hackathonie Best Hacking League. Nagrodzona aplikacja „GeoTrashing” pomaga oszczędzić czas, pieniądze i środowisko.

Sunday Energy rozpoczyna emisję akcji i planuje pozyskać do 4 mln zł

Sunday Energy S.A., dostawca rozwiązań z rynku fotowoltaiki, 4 grudnia 2020 roku rozpoczął przyjmowanie zapisów na akcje w ramach I transzy emisji akcji skierowanej do większych inwestorów. Od 10 grudnia zapisy będą przyjmowane w II transzy na platformie Crowdconnect.pl, na której dzisiaj zostały zaprezentowane informacje o warunkach nabycia akcji. Zamiarem spółki jest pozyskanie środków w łącznej wysokości do 4 mln zł, które będą przeznaczone na rozszerzenie oferty handlowej, ekspansję zagraniczną, budowę portfela farm fotowoltaicznych i innowacyjnych usług dla uczestników rynku fotowoltaicznego. Firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji jest Dom Maklerski INC S.A.

Działalność Sunday Energy opiera się na podstawowym filarze fotowoltaicznym, bazującym na imporcie i sprzedaży klientom hurtowym paneli fotowoltaicznych (PV) oraz innych komponentów (m.in. inwertery, pompy ciepła). Spółka oferuje asortyment fotowoltaiczny także odbiorcom indywidualnym poprzez sklep e-commerce www.sundayenergy.pl i rozwija projekty deweloperskie własnych farm fotowoltaicznych.

W drugim obszarze new business spółka chce rozwijać innowacyjne usługi dla rynku PV – tj. rozwiązania poprawiające komunikację oraz rozwój narzędzi do zarządzania ofertami i usługami w relacjach B2C i B2B oraz usługi wsparcia dla instytucji finansujących rynek OZE (w zakresie demontażu, testowania, serwisu, magazynowania i dalszej sprzedaży paneli i urządzeń PV). Niezależnie od rozwoju nowych linii, główną działalnością spółki jest sprzedaż rozwiązań PV, która będzie generować synergie z nowymi kierunkami
i obszarem farm fotowoltaicznych.

– Dzisiaj zaczynamy ofertę publiczną akcji. Środki pozyskane z emisji akcji będą przeznaczone przede wszystkim na wzrost skali biznesu fotowoltaicznego, tj. sprzedaży paneli PV i inwerterów, ekspansję zagraniczną na Węgrzech, rozwój projektów farm PV oraz nowych innowacyjnych linii biznesowych. Liczymy na zaufanie i zainteresowanie naszą ofertą, której potencjalny sukces i realizacja celów emisyjnych będą owocować wzrostem pozycji rynkowej spółki i jej wartości. Atrakcyjny model biznesowy, współpraca ze światowymi producentami urządzeń – m.in. chińskim producentem DAH Solar i japońską firmą Leapton Solar, rosnący rynek wspierany wymaganiami UE i ekspozycja na sektor e-commerce to wybrane czynniki budujące potencjał komercyjny naszej spółki – mówi Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Emisja obejmuje do 160 tys. akcji spółki o łącznej wartości 4 mln zł. Dzisiaj, tj. 4 grudnia rozpoczyna się pierwsza transza dedykowana większym inwestorom. Na stronie spółki (www.emisja.sundayenergy.pl) oraz na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC S.A., zostały opublikowane informacje dotyczące warunków zapisów na akcje dla wszystkich inwestorów. Odbędą się one w dniach 10-17 grudnia. Celem minimalnym emisji jest pozyskanie 2,5 mln zł, a maksymalnym 4 mln zł.

Sunday Energy skokowo zwiększa sprzedaż paneli i urządzeń PV. Spółka w październiku 2020 roku wypracowała 1,35 mln zł przychodów ze sprzedaży, wobec 0,62 i 0,55 mln zł odpowiednio we wrześniu i sierpniu 2020 roku. Z kolei w całym III kwartale br. firma osiągnęła łącznie 1,69 mln zł przychodów, wobec 1,07 mln zł w II kwartale i 0,1 mln zł w okresie styczeń-marzec 2020 roku. Firma oczekuje w 2021 roku kontynuacji dotychczasowych trendów sprzedażowych.

– Generowane wzrosty przychodów to pochodna autorskiego modelu współpracy, który oferujemy naszym klientom – firmom instalatorskim. Działają one pod własnym brandem, zachowując swoją tożsamość i autonomię. Na sprzedaż wpływa także rozpiętość i jakość oferty paneli i urządzeń, pochodzących od uznanych producentów. Nie bez znaczenia są także sprzyjające warunki rynkowe, których w br. nie zaburzyła sytuacja epidemiczna. Według nas fotowoltaika dalej będzie zyskiwać na popularności, zarówno w ujęciu prosumenckim, jak i wśród podmiotów instytucjonalnych i hurtowych – wyjaśnia Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Spółka współpracuje z globalnymi producentami wysokiej jakości ogniw słonecznych, jak Anhui Daheng Energy Technology Co., Ltd., znany pod marką DAH Solar. Koncern posiada sieć sprzedaży w ponad 50 krajach, istnieje na rynku od 2009 roku i dynamicznie buduje portfel rozwiązań patentowych. Panele DAH Solar zostały zatwierdzone przez międzynarodową certyfikację TUV, CE, CEC, INMETRO, FIDE. Z kolei Kehua Tech to założony w 1988 r. wiodący dostawca rozwiązań energetycznych w Chinach, którego produkty zostały zainstalowane w 104 krajach. Spółka notowana na giełdzie w Schenzhen, której produkty wyróżniają się stabilną pracą oraz szybką reakcją układów zabezpieczeń. Leapton Solar to japońska firma zaliczana do prestiżowego grona producentów modułów Tier-1 według Bloomberg New Energy Finance.

Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.
Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

– Kolejnym krokiem Sunday Energy na rynku kapitałowym jest debiut na NewConnect w 2021 roku. Odczytujemy go jako naturalny i kolejny etap rozwoju, który pozwoli nam zwiększyć wiarygodność i rozpoznawalność spółki, jak też stworzy możliwości wyceny rynkowej obecnej wartości i przyszłości Sunday Energy – wskazuje Michał Sochacki. – W najbliższych miesiącach chcemy skupić się na dalszej budowie skali biznesu i realizacji celów emisyjnych, przede wszystkim obejmujących core biznes tj. sprzedaż paneli i urządzeń PV, jak też nowe innowacyjne obszary.

Sunday Energy S.A., jesienią br. rozpoczęła działania operacyjne i sprzedażowe na Węgrzech. Ekspansja spółki na rynkach zagranicznych będzie opierać się na współpracy z partnerami z rynków lokalnych, oferującymi urządzenia PV pod marką Sunday Energy. Wybór Węgier do programu pilotażowego wynika z relacji handlowych spółki oraz dynamicznego rozwoju segmentu OZE w tym kraju. Spółka chce zrealizować pierwszą sprzedaż (pod własną marką) na tym rynku na przełomie 2020 i 2021 roku.

Wysoki wzrost GIP60 w listopadzie

Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) w listopadzie wzrósł o 16,52% do 811,65 pkt. Napływ świeżego kapitału do warszawskiej GPW nie ominął polskich producentów, którzy odbudowali część utraconej wartości rynkowej. Odmrożenie gospodarki i poprawiająca się od stosunkowo szybko koniunktura w przemyśle daje nadzieję na kontynuację wzrostu wartości polskich producentów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc listopad. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Sprawdziły się nasze ostatnie prognozy i przedostatni miesiąc roku był dla akcji polskich producentów bardzo korzystny. Ponad połowa spółek z GIP60 zanotowała dwucyfrowy wzrost cen, a akcjom 10 spółek udało się wzrosnąć nawet o 30% i więcej. Na przeciwległym biegunie jedynie pięć spółek, które kończą listopad z niższą ceną niż go zaczynali, w tym kolejny gwałtowny spadek na akcjach spółki Biomed-Lublin (-30,57%).

W przekroju branżowym średnie miesięczne stopy zwrotu na dwucyfrowym poziomie zaobserwowano w listopadzie we wszystkich branżach z wyjątkiem producentów mebli i wyrobów drewnianych (średnio wzrost o 1,66% m/m) oraz producentów z branży farmaceutycznej (średnio spadek o 5,2% m/m), którzy zmagają się z solidnymi spadkami już drugi miesiąc z rzędu. Najwyższe stopy zwrotu zaobserwowano wśród projektantów, czyli producentów odzieży, którzy rośli w listopadzie średnio o 37,75%, głównie za sprawą 61% wzrostu na akcjach polkowickiej CCC, ale również dzięki LPP (+31,11% m/m) i Vistuli (+21,12% m/m). Również wśród producentów z branży motoryzacyjnej nie zabrakło przypadków gwałtownego odbicia cen akcji – o 68,3% wzrosła wartość wieluńskiego Wieltonu, a spółki Sanok o 35,83%.

Pozostałe branże także obfitowały w niesamowite okazje inwestycyjne, akcje producentów z branży metalurgicznej zyskiwały średnio 24,47%, producentów z przemysłu lekkiego 20,70%, elektromaszynowego 16,56%, materiałów budowlanych 15,27%, spożywczej 13,14%, chemicznej 12,17% a producenci z branży tworzyw sztucznych zyskiwali średnio 11,82%.

Duże polskie marki produkcyjne docenione przez inwestorów

Pierwsze miejsce w listopadowej klasyfikacji GIP60 dla grupy Wielton za miesięczny wzrost ceny akcji o 68,30%. Po licznych akwizycjach Grupa Wielton zwiększyła dywersyfikację portfela produktowego oraz rynków zbytu, dzięki czemu stosunkowo dobrze broni się przed konsekwencjami problemu epidemiologicznego, czego do tej pory nie odzwierciedlał kurs akcji. Otwarcie nowego zakładu produkcji specjalistycznych naczep niskopodłogowych w głównej siedzibie spółki w październiku pokazuje, że przejęcia były przemyślane i wpisują się w długofalową strategię spółki, która jest konsekwentnie realizowana. Akcje spółki mają ciągle jeszcze duży potencjał do wzrostów, gdyż obecnie wartość rynkowa grupy znajduje się mniej więcej na poziomie kwartalnych przychodów, a przecież mówimy tu o jednym z europejskich liderów branży i firmie z globalnego Top 10.

Drugie miejsce listopadowego rankingu przypadło spółce CCC za miesięczny wzrost o 61,03%. Akcje producenta i dystrybutora obuwia w listopadzie odrobiły niemalże całość spadków kumulowanych od początku czerwca. W najtrudniejszym okresie spółka aktywnie ograniczała ryzyko utraty płynności, a obecnie odpracowuje zaległości notując solidne odbicie sprzedaży – w październiku przychody wzrosły o 16% r/r. Informacja o otwarciu galerii handlowych na kilka tygodni przed świętami dodatkowo pobudziła apetyt inwestorów na akcje tej spółki. Na uwagę zasługuje też rosnąca w siłę w strukturze spółki gałąź sprzedaży e-Commerce, co do której pojawiły się ambitne plany dalszego rozwoju.

Podium klasyfikacji GIP60 w listopadzie zamyka Rafako w restrukturyzacji za wzrost ceny akcji o 58,80%. Akcjom spółki pomogła informacja o oddaniu do eksploatacji nowego bloku energetycznego w Jaworznie. Również upubliczniony w trakcie miesiąca Plan Restrukturyzacyjny został dobrze odebrany przez rynek. Wyniki spółki za III kw. ujawniły niewielki wzrost przychodów w porównaniu z III kw. ubiegłego roku, ale także wzrost straty netto o ponad połowę, na co kurs akcji zareagował niewielkimi, ale systematycznymi spadkami w kolejnych dniach po ogłoszeniu wyników.

Pozytywne sygnały na najbliższe miesiące

Do końca listopada wiele spółek opublikowało swoje wyniki z III kwartału 2020 roku. Stało się to niezłą okazją do weryfikacji przez inwestorów tego jak emitenci radzili sobie w kolejnym kwartale niełatwego 2020 roku. Wyniki polskich spółek przemysłowych potwierdziły względnie wysoką odporność na zawirowania rynkowe wywołane przez pandemię koronawirusa. W III kwartale zaobserwowano wzrost przychodów względem analogicznego okresu poprzedniego roku, a wynik netto był w branży średnio aż o 70% wyższy niż w ubiegłym roku (sic!). Polskie spółki produkcyjne wyróżniają się nie tylko na tle innych dużych i średnich spółek notowanych na GPW, ale również wypadają korzystnie na tle innych krajów Unii Europejskiej, gdzie wzrost produkcji był wolniejszy niż u nas.

Poprawę koniunktury przemysłowej widać również w badaniach nastrojów panujących wśród kadry menedżerskiej spółek z tej branży. Korzystny wynik wskaźnika PMI® utrzymuje się już trzeci miesiąc w Polsce (50,8), a u naszych najważniejszych partnerów handlowych osiągnął w listopadzie rekordowe wartości (Niemcy 57,8, Czechy 53,9, Holandia 52,2, USA 56,7, Chiny 54,9). Znaczny wzrost zaobserwowano również na globalnym agregacie wskaźnika PMI®, współtworzony przez J.P.Morgan, którego wartość w listopadzie wyniosła 53,7 – najwyżej od końca 2017 roku.

Rada Polityki Pieniężnej utrzymała podstawowe stopy procentowe na niezmienionym poziomie bliskim zera, co powinno przełożyć się na utrzymanie stosunkowo niskiego kursu złotówki, co ma bezpośredni wpływ na konkurencyjność polskich eksporterów, a więc również polskich spółek produkcyjnych.

Równolegle sytuacja epidemiologiczna wydaje się poprawiać, a przynajmniej rozpoczęto proces luzowania obostrzeń ekonomicznych. Przy dobrych wiatrach powinno to pobudzić gospodarkę w ostatnim miesiącu roku, a także przyciągnąć kapitał inwestorów do polskich spółek produkcyjnych, które radzą sobie podczas tego kryzysu bardzo dobrze. Mimo sporego odbicia w ostatnim miesiącu wyceny polskich spółek produkcyjnych są ciągle relatywnie niskie dlatego można oczekiwać dalszych wzrostów w kolejnych miesiącach. O ile znowu nie zaskoczy nas kolejna zmiana sytuacji epidemiologicznej.”

Dolar słabnie i słabnie

Dobre nastroje nie opuszczają rynków finansowych, a porozumienie OPEC+ o utrzymaniu cięć wydobycia pomaga w rajdzie rynku akcji. Tryb risk-on w dalszym ciągu jest zasilany sprzedażą dolara i dzisiejsze dane z rynku pracy USA raczej mu nie pomogą.

Indeks dolarowy DXY pogłębia spadki i do 2,4 proc. utraconych w listopadzie w pierwszych dniach grudnia dokłada kolejne 1,4 proc. Szeroki wskaźnik siły dolara jest najniżej od kwietnia 2018 r. Na czołówkach informacji z rynku walutowego wyróżnia się EUR/USD rosnący do 1,2160, ale przecena USD zaznacza się w relacji do wszystkich walut z grupy G10. Panuje powszechny konsensus, że globalne ożywienie podparte dystrybucją szczepionki i ekspansja fiskalna i monetarna na masową skalę będzie napędzać rajd ryzykownych aktywów. A dolar będzie idealnym źródłem finansowania. Coraz więcej sygnałów z Kongresu sugeruje, że pakiet fiskalny może być uzgodniony jeszcze przed 11 grudnia, kiedy politycy udadzą się na przerwę świąteczną. Prezydent-elekt Biden zapowiada, że po inauguracji będzie prosił o zwiększenie pomocy. Gospodarka USA dostanie wsparcie, ożywienie będzie mocniejsze, a razem z nim presja inflacyjna. Tymczasem Fed zamierza przez lata dopuszczać do wyższej inflacji i nie podnosić stóp procentowych – negatywna mieszanka dla USD.

Jak na tym tle wypadną dziś dane z rynku pracy? Konsensus rynkowy przewiduje spowolnienie tempa odbudowy miejsca pracy do 475 tys. (w sektorze pozarolniczym) z 638 tys. miesiąc wcześniej. Bez wątpienia wzrost liczby zachorowań na koronawirusa w USA będzie odbijał się na sytuacji na rynku pracy, jednak złe dane będą postrzegane z uwzględnieniem szykowanego pakietu fiskalnego i nadziei na sprzedaż szczepionek. Stąd rozczarowujące dane z przeszłości powinny być zignorowane. Gdyby jednak odczyty wypadły lepiej, jest bardziej realne, że entuzjazm inwestorów będzie wyrażał się w kupowaniu ryzykownych aktywów, co podtrzyma negatywną presję na USD.
Złoty ustabilizował się blisko 4,47 za euro, a w notowaniach nie widać nasilania negatywnej presji w reakcji na sygnały z Brukseli, gdzie rzekomo szykowany jest scenariusz awaryjny na wypadek utrzymania weta Polski i Węgier. Według planu B, pozostałe 25 państw Unii miałaby zawiązać sojusz, w ramach którego zdecydowałyby o wspólnym zadłużeniu dla finansowania Funduszu Naprawczego. Jakkolwiek w takim scenariuszu Polska utraci dostęp do 34 mld EUR pożyczki i 23 mld EUR bezzwrotnej dotacji, to z punktu widzenia stabilności kursu złotego ważniejsze jest uruchomienie pomocy dla państw UE. W wycenie złotego nie ma uwzględnionej dużej premii z tytułu otrzymania środków z Funduszu, jednak pomyślność całej UE opiera się na zapewnieniu środków ratunkowych na odbudowę po pandemii. Całkowite zablokowanie wypłat uderzyłoby nie tylko w EUR i gospodarkę Eurolandu, ale pośrednio w kraje silnie powiązane gospodarczo ze strefą euro, także w Polskę. Rynek w dalszym ciągu liczy na wypracowanie porozumienia i uniknięcie weta. Jeśli skończy się na planie B, nie będzie to tragiczny rezultat dla Polski. Można oczekiwać, że wstępna reakcja złotego będzie negatywna, ale nie spodziewam się załamania kursu, a raczej osłabienia o ok. 1 proc. Jednocześnie brak dodatkowych miliardów z UE, nawet jeśli częściowo zostaną uzupełnione przez indywidualną emisję długu przez Polskę, obniży (ale nie wyeliminuje) potencjał do umocnienia złotego w dłuższym horyzoncie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyzwanie 2021 roku – wpływ rozwiązań edge computing na naszą rzeczywistość

Rok 2021 będzie należał do sieci 5G, która jeszcze bardziej przyczyni się do rozwoju Internet of Things (Internetu rzeczy). Coraz inteligentniejsze urządzenia w naszych domach i w przestrzeni miejskiej sprawią, że życie stanie się jeszcze łatwiejsze. Oznacza to również, że dostawcy usług w chmurze będą musieli otwierać więcej tzw. edge locations, aby być bliżej użytkowników, zmniejszyć opóźnienia, zwiększyć wydajność i moc nowych rozwiązań. W jaki sposób gospodarka odpowie na te wyzwania?

Edge locations to mniejsze centra danych zlokalizowane w pobliżu użytkowników. Zamiast korzystać z jednego dużego, często przeciążonego data center, można uruchomić 20 mniejszych serwerów, jednocześnie obniżając koszty i zwiększając wydajność, ponieważ użytkownicy zaczną łączyć się z serwerami znajdującymi się nieopodal.

Dane MarketsandMarkets pokazują, że rynek rozwiązań, które działają na brzegu sieci, wzrośnie do roku 2024 do 9 mld USD (z 2,8 mld USD w roku 2019). Oznacza to wzrost w ciągu najbliższych lat o 26,5%. Kluczowy wpływ na jego rozwój mogą mieć: popyt na rozwiązania wymagające niskich opóźnień (np. w związku z wdrożeniem autonomicznych samochodów), zastosowanie w wielu sektorach czujników IoT, czy zautomatyzowane rozwiązania do podejmowania decyzji w czasie rzeczywistym.

Dane generowane na brzegu sieci – jak zarządzić ich ilością?

Szybkie przyjęcie i wdrożenie rozwiązań edge computing wiąże się z coraz większą ilością generowanych danych. Duże zakłady produkcyjne muszą synchronizować z informacjami historycznymi duże ilości danych generowanych z czujników IoT i urządzeń wykonawczych, które są podłączone do ich fizycznych aktywów, jak maszyny czy turbiny. To pomaga w wykryciu lub przewidzeniu awarii w możliwie najkrótszym czasie, aby uniknąć przestojów i strat w procesie produkcyjnym. Migracja do chmury całej infrastruktury IT stwarza jednocześnie problemy związane z opóźnieniami oraz zasadnością ekonomiczną takich decyzji. Na popularność edge computingu wpływa też rosnące zapotrzebowanie pracowników na szeroki dostęp do zasobów i aplikacji obliczeniowych, przy jednoczesnej gwarancji prawidłowego przechowywania danych.

Z perspektywy operatorów sieci internetowych kluczowe jest, aby przezwyciężyć prognozowany wzrost ruchu sieciowego i ilości przesyłanych danych. Stąd pojawia się potrzeba lekkich ram i systemów do zwiększenia wydajności rozwiązań obliczeniowych na krawędzi sieci, a to z kolei tworzy duże możliwości dla dostawców rozwiązań edge computing. Największy udział w tym rynku będzie miał w najbliższych latach sprzęt, w tym serwery i systemy pamięci masowych.

Możliwe zastosowania rozwiązań edge computing

Aplikacje, które wykorzystują przetwarzanie brzegowe, wymagają możliwie wysokiej przepustowości oraz niskiego poziomu opóźnień. Te warunki spełnia architektura sieciowa Multi-Access Edge Computing (MEC). Ponieważ platforma MEC może bezpośrednio wchodzić w interakcję z radiową siecią dostępową (RAN), może to zmniejszać przeciążenia pasma transmisji. W efekcie nastąpi lepsza wydajność aplikacji wymagających wysokiej przepustowości, takich jak rzeczywistość rozszerzona (Augmented Reality), lokalna dystrybucja treści i prawie wszystko, co przyczynia się do szybkiego rozwoju internetu rzeczy (IoT). Architektura MEC udostępnia też nowe rynki deweloperom oraz programistom, którzy projektują innowacyjne aplikacje oraz usługi mające działać w ramach rozwiązań brzegowych.

Możliwych zastosowań dla MEC jest wiele. Przykładem mogą być autostrady, na których działają systemy poboru opłat, takie jak funkcjonujący w Polsce viaTOLL. Generalnie zastosowanie edge computing sprawdza się w każdym środowisku, gdzie rejestrowana jest duża ilość drobnych zdarzeń. Dzieje się tak, ponieważ informacja o każdym z nich nie jest przesyłana bezpośrednio do centrali, dzięki temu zapobiegamy skokowemu wzrostowi ruchu w sieciach telekomunikacyjnych. Przesyłamy nie cały „ładunek” danych, który powstał w miliardach czujników IoT, ale maksymalnie 10% przetworzonych wstępnie danych.

Obecnie Polacy dopiero badają możliwości infrastruktury edge computing. Sprawdzają, w jaki sposób zastosować tego typu rozwiązania i jakie korzyści przyniosą one w przyszłości.

Wzrost ruchu w sieciach telekomunikacyjnych – jak go ograniczyć?

Już wkrótce, szczególnie w obliczu rozbudowy sieci 5G, wzrośnie zapotrzebowanie na infrastrukturę edge computing także wśród operatorów sieci komórkowych. Komercyjne uruchomienie sieci 5G spowoduje lawinowy wzrost ilości przetwarzanych danych, a obecna przepustowość sieci może temu nie sprostać. Najlepiej pokazuje to rzeczywistość pandemiczna, w której wszyscy zaczęli masowo uczyć się i pracować w domu.
Jeden z największych operatorów sieci komórkowych w kraju, Orange Polska, już kilka lat temu, oceniając na trzeźwo sytuację, wieszczył konieczność budowy kilkunastu tzw. Distributed Data Center, twierdząc, że w niedalekiej przyszłości żaden operator nie będzie w stanie zarządzać danymi w modelu scentralizowanym. Centra te miały być rozlokowane w odpowiednich miejscach w Polsce, tam, gdzie jest najwięcej klientów sieci. Celem było przejęcie większości lokalnego ruchu związanego z przesyłem danych. Firmy ograniczane są bowiem przez przepustowość łączy i rosnące ze zwiększającym się ruchem opóźnienia. Stąd większość ruchu należy przetwarzać lokalnie.

Ważne jest zatem wywieranie presji na firmy telekomunikacyjne, aby przyspieszyły budowę infrastruktury brzegowej, opartej na rozwiązaniach chmurowych. Ich sukces zależy od stworzenia sposobu na wykorzystanie nowych rozwiązań i możliwości w taki sposób, aby nie tylko zaoszczędzić, ale i wygenerować nowe źródła przychodów.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Santander Bank Polska deklaruje przyjmowanie wniosków o nowe subwencje z Tarczy finansowej PFR 2.0

Santander Bank Polska planuje udostępnić mikro, małym i średnim firmom wnioskowanie o subwencje z Tarczy Finansowej PFR 2.0 w bankowości internetowej dla firm.

Rozpoczęły się prace nad uruchomieniem Tarczy Finansowej PFR 2.0, która ma być wsparciem dla firm z branż poszkodowanych w drugiej fali pandemii. Udostępnienie wniosku planowane jest w styczniu 2021 r., pod warunkiem uzyskania przez program notyfikacji Komisji Europejskiej.

PFR podaje, że planowana, łączna wartość pomocy w Tarczy Finansowej 2.0 to 35 mld zł, z czego 10 mld przeznaczone jest dla mikrofirm oraz firm z sektora MŚP. Środki, za pośrednictwem banków biorących udział w programie, trafią do prawie 40 branż, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z pandemią. Przyznanie subwencji uzależnione będzie od spadku obrotów oraz utrzymania funkcjonowania firmy i poziomu zatrudnienia.

W Santander Bank Polska prawie 53 tys. klientów firmowych i korporacyjnych otrzymało dotację za naszym pośrednictwem. Wartość środków przekazanych naszym klientom w pierwszej edycji Tarczy PFR przekroczyła 9,5 mld zł. Wówczas najwięcej wniosków napłynęło do nas od firm z sektora handlu detalicznego i hurtowego, z sektora przetwórstwa przemysłowego oraz sektora budowlanego. Jako bank planujemy pomóc przedsiębiorcom także w ramach Tarczy PFR 2.0. PFR będzie ją kierować do firm z branż, które musiały zawiesić lub znacząco ograniczyć działalność – m.in. do właścicieli hoteli i obiektów turystycznych, restauracji oraz firm zajmujących się organizacją targów czy kongresów – mówi Adrian Kaczmarek, menedżer w segmencie MŚP Santander Bank Polska.

W miarę postępu prac, bank będzie udostępniał informacje dla przedsiębiorców na swojej stronie santander.pl. Informacje będą też dostępne na stronie pfr.pl

Warto przypomnieć, że PFR za pośrednictwem banków prosi przedsiębiorców, którzy skorzystali z Tarczy 1.0 o dokumenty, które potwierdzają ich umocowanie do zawarcia umowy. Jeśli klient nie dopełni tej formalności do 31 grudnia 2020 roku, będzie musiał zwrócić całą subwencję.

System polityczny w Polsce nie działa. Widać to po spektakularnej porażce systemu opieki zdrowotnej

W państwie, w którym rząd pozuje na wszechmogący i zachowuje się autorytarnie, obarcza się go w całości odpowiedzialnością za porażki. Tak dzieje się właśnie z rządem PiSu, który mierzy się z ogromnymi protestami obywatelskimi na ulicach polskich miast. Upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że jego wyrok w oczach opinii publicznej jest wyrokiem rządu. Doprowadzając do takiej sytuacji władza sama ściągnęła na siebie złość społeczeństwa. W tej chwili podsyca zaś ją spektakularna śmierć państwowej służby zdrowia, w środku kryzysu pandemicznego. 

– Nie gwarantuje się obywatelom ich podstawowych praw i wolności. Normalne procedury państwa demokratycznego najzwyczajniej nie działają, bo popełniono w międzyczasie wiele fundamentalnych błędów. Do jednych z nich należy to, że przez trzy dekady nie zreformowano rządowej służby zdrowia. Zwiększano tylko poziom pieniędzy, które w tym systemie zostały zmarnowane bez zauważalnie lepszych efektów jakościowych – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Dzisiaj opieka zdrowotna jest takim organem rządowym, z którym każdy obywatel chce mieć pozytywny kontakt – a nie może z niego skorzystać. To w dużej mierze spowodowało, że obywatele wykazują tak duże zniecierpliwienie, agresję i chęć wyjścia na ulice. Wbrew zaklęciom, że opieka zdrowotna zdała egzamin podczas kryzysu – okazuje się, że ten system zwyczajnie nie działa. Niestety z bardzo tragicznymi następstwami dla wielu polskich rodzin. Dopóki nie będzie wizji dużej zmiany w państwie – atrakcyjnej dla kolejnych pokoleń, które nie doświadczyły biedy PRLu – trudno będzie uzyskać przyzwolenie i spokój w dalszym rządzeniu – podsumowuje Sadowski.

Szef nie wierzy w pandemię i nie chce pozwolić pracownikom na pracę zdalną

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom regularnie trafiają sprawy związane z faktem, że nie wszyscy pracodawcy uznają zasadność kierowania pracowników na pracę zdalną. Nisko oceniają jej efektywność i wolą bezpośrednio kontrolować tryb działania pracowników. Czy pracownik ma prawo żądać trybu Home Office jeżeli czuje się zagrożony zakażeniem? – Jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia to praca zdalna pozostaje dobrą wolą pracodawcy. Należy jednak pamiętać, że odwołujemy się tutaj do silnych emocji pracownika takich jak lęk przed chorobą – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – W takich przypadkach najlepiej jeżeli dochodzi do rzeczowego dialogu między pracownikiem, a pracodawcą – dodaje.

„Szef boi się, że będąc w domu marnujemy czas za jego pieniądze”

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłosiła się mieszkanka Szczecina pracująca w jednej z firm zajmujących się dystrybucją mebli oraz artykułów wyposażenia wnętrz. Pracownica stwierdziła, że szefostwo ma poważny problem z wydawaniem pozwoleń na pracę zdalną, gdyż szefostwo nie ma przekonania do jej efektywności. Co więcej, pracownica twierdzi, że szef publicznie mówi, że „nie wierzy w żadną pandemię”.

– Tydzień temu był przypadek, że jedna z koleżanek miała objawy koronawirusa, zrobiła test i okazało się, że jest zakażona. Jej współpracownicy nie mieli żadnej kwarantanny, tylko trzy chętnie osoby skierowano na Home Office. Siedzimy biurko w biurko oddzieleni plandeką, korzystamy ze wspólnej kuchni, wspólnej łazienki. Niektórzy czują się zagrożeni, ale ciągle słyszymy, że mamy pracować w biurze, bo praca z domu jest nieefektywna i to jest strata czasu i pieniędzy – wyjaśnia kobieta.

Jakich argumentów używają pracownicy? Lęk przed zakażeniem. Jakich argumentów używa szefostwo? Brak efektywności pracowników i brak wiary w to, by koronawirus był niebezpieczny. – Nie wierzy w koronawirusa, nie przejmuje się zupełnie epidemią. Szef boi się, że będąc w domu marnujemy czas za jego pieniądze, wszystko co robimy w biurach jest weryfikowane, a w przypadku Home Office on czuje, że nie będzie mieć kontroli – dodaje. Skarżąca dodaje także, że dział HR miał sugerować żeby osoby poddające się kwarantannie nie informowały o tym współpracowników żeby „nie siać paniki”. Takie osoby miały być wysyłane na prace zdalną.

Przede wszystkim rozsądek! Specjaliści o trudnych relacjach pracownik-pracodawca w czasie pandemii

Praca zdalna w roku 2020 nie jest już niczym niezwykłym, ale dla wielu przedsiębiorców wciąż jest to zmiana, której nie rozumieją i nie akceptują. Wynika to zwykle z bardzo hierarchicznej kultury organizacyjnej w przedsiębiorstwie, gdzie szef ma bezpośrednią kontrolę nad pracownikami i lubi oceniać efekty ich pracy na bieżąco. Dla takich szefów praca zdalna jest „marnowaniem pieniędzy”, bo pracownik fizycznie nie przebywa w zakładzie pracy, a przecież w domu może robić, co mu się podoba bez kontroli.

– Nie ma obowiązku kierowania pracowników na pracę zdalną. Pracodawca może to zrobić, ale pamiętajmy, to jest jego dobra wola – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Nie możemy zapominać jednak o zdrowym rozsądku. Trzymanie kilkunastu pracowników w jednym biurze, gdy np. część osób albo nawet wszyscy równie efektywnie mogliby pracować z domu to narażanie całego zespołu na zakażenie. Przedsiębiorca powinien pamiętać: jeżeli zachoruje jedna osoba, to na kwarantannę mogą iść wszyscy, a wtedy praca się zatrzyma całkowicie – dodaje Prezes Marczulewska.

Sprawa została skonsultowana z prawnikami współpracującymi ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom.  Mec. Grażyna Wódkiewicz zwraca uwagę, że sugestia, by nie informować współpracowników o kwarantannie obciążona jest ryzykiem, że niektórzy mogą nie być czujni, a potencjalnie mogą okazać się zakażeni lub narażeni na zakażenie. –  Całą sprawę należałoby ocenić przez pryzmat tego czy doszło do sytuacji, w której możliwe było zarażenie się pozostałych pracowników wirusem od pracownika, który udał się na kwarantannę. Mogło być tak, że ww. pracownik oczekiwał na wynik testu i pracownik polecił mu zachowanie dyskrecji do czasu uzyskania wyniku. Jeśli doszło do sytuacji potencjalnego zarażenia, to niewłaściwym byłoby ukrywanie tego przed pracownikami, bo tak naprawdę byłoby to narażanie ich życia i zdrowia.  Jeśli natomiast nie doszło do takiej sytuacji – przykładowo nikt nie miał kontaktu z tym pracownikiem, pracownik uzyskał negatywny wynik testu –  to nie ma powodu, aby nakazywać pracownikowi „milczenie o swoim stanie zdrowia” – wyjaśnia mec. Wódkiewicz.

Okolicznością łagodzącą dla pracodawcy jest fakt, że skierował on osobę na kwarantannie na pracę zdalną bez żadnych komplikacji.

Opodatkowanie spółek komandytowych mocno uderzy w sektor MŚP

Spółki komandytowe opodatkowane od 2021 roku. Północna Izba Gospodarcza krytycznie o tempie zmian w tym temacie.

Opodatkowanie spółek komandytowych staje się faktem w roku 2021. To fatalna wiadomość dla setek firm, szczególnie sektora MŚP, dla których forma komandytowa była najbardziej korzystną formą rozliczenia. Dlaczego Rząd RP zdecydował się na zmiany? W opinii ekspertów Północnej izby Gospodarczej jest to próba poszukiwania pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców w trudnych czasach pandemii koronawirusa. Efekt gospodarczy może być taki, że wiele firm straci stabilność finansową. Niektóre przestaną gromadzić kapitał i inwestować w rozwój, a jeszcze inne mogą stracić płynność finansową.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie od momentu ogłoszenia planu podwójnego opodatkowania spółek komandytowych aktywie działała w temacie lobbując za rozwiązaniami korzystnymi dla przedsiębiorców. Autorem izbowej koncepcji merytorycznej dla projektu zatrzymania rządowych planów był Michał Wojtas, ekspert podatkowy z Kancelarii EOL oraz członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Spółki komandytowe opodatkowane w roku 2021. Głęboka ingerencja w system podatkowy, która mocno uderzy w sektor MŚP

Dyskusja nad reformą trwała zaledwie kilkanaście tygodni. Rząd RP nie wysłuchał głosu przedsiębiorców i w ostatnim możliwie terminie nowe przepisy zostały uchwalone. Wszystkie spółki komandytowe w roku 2021 staną się podatnikami podatku CIT, co oznacza, że dochody wspólników będą opodatkowane podwójnie: – Zmiany zostały wprowadzone w takim tempie, że nie jestem przekonany czy wszyscy wspólnicy spółek komandytowych mają świadomość, że od 2021 roku będą opodatkowani podwójnie. Jest to zmiana bardzo głęboko ingerująca w system podatkowy. Spółki komandytowe to bardziej zaawansowana forma działalności, ale nie tak jak spółki z.o.o czy akcyjne. Taką formę wybierały najczęściej firmy rodzinne, co jest prawdziwym dramatem, bo te zmiany podatkowe z zaskoczenia dotykać będą firmy, które mają kredyty, horyzont zaplanowanych zdarzeń i często sporo problemów wynikających z bieżącej sytuacji gospodarczej (pandemia). Jestem przekonany, że wprowadzona zmiana w znaczący sposób wpłynie na efektywność i zyski przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej.

Oczywiste jest, że Rządowi RP zależy na zwiększenie wpływów do budżetu Państwa, który jest mocno uszczuplony przez pandemię koronawirusa. Przedsiębiorcy czują się potraktowani niesprawiedliwie, bo używana jest argumentacja konieczności uszczelniania systemu właśnie w tej przestrzeni: – Te zmiany wprowadzane są tak dynamicznie, że przedsiębiorcy nie mieli szans na to, by się do nich przygotować, zebrać kapitał dodatkowy, zmienić formułę przychodów czy zrewidować swoje plany zarobkowe. Z dnia na dzień muszą wziąć pod uwagę w swoich zyskach zupełnie nowy podatek. To sięganie głęboko do kieszeni przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas. – Firmy wybierają sposób prowadzenia działalności dopuszczony przez prawo, planują projekty z dużym wyprzedzeniem, wspólnicy zostali potraktowani partykularnie niczym oszuści podatkowi. Zarzucono niektórym firmom „unikania płacenia podatków” przez zagranicznych właścicieli, a to tak naprawdę 1% spółek komandytowych, których dotyczy cała sprawa – dodaje.

„Nie da się planować inwestycji i zaciągać zobowiązania mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy”

Północna Izba Gospodarcza bardzo aktywnie zabierała głos w tej sprawie od początku pojawienia się tematu w agendzie publicznej. Zorganizowaliśmy spotkanie Zachodniopomorskiego Zespołu Parlamentarnego w tej sprawie. Aktywnie lobbowaliśmy u ekspertów ekonomicznych czy u posłów. Spotkaliśmy się także z Marszałkiem Senatu prof. Tomaszem Grodzkim: – Pomimo naszego ogromnego zaangażowania i ekspresowego tempa prac zespołu działającego przy Północnej Izbie Gospodarczej nie udało się zatrzymać rządowego ekspresu, który zdawał się zupełnie nie słuchać głosu przedsiębiorców. Liczyliśmy, że ten pomysł uda się anulować lub chociaż dać nam jeszcze rok byśmy dopasowali się do nowej formuły opodatkowania. Żyjemy w dynamicznych czasach, w podatkach zmiana jest pewną stałą, jesteśmy tego świadomi. Nie da się jednak planować inwestycji, zaciągać zobowiązania, rozwijać firmę, mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy. Tak nie może być, to nie sprzyja przedsiębiorczości – mówi Michał Wojtas.

Północna Izba Gospodarcza przeprowadziła dużą akcję informacyjną. Tematem zainteresowaliśmy osoby z naszego regionu, ale podjęliśmy także rozmowę z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem. Podmioty z którymi podjęliśmy dyskusję bardzo pozytywnie oceniły nasze pomysły i zaangażowanie Izby w tym temacie. Efekt gospodarczy tej zmiany widoczny będzie szybciej niż się spodziewamy. Niestety prawdopodobnie negatywne.

Małe firmy przestają planować – funkcjonują z dnia na dzień

Firmy z sektora MŚP w czasie pandemii porzuciły długookresowe planowanie – tylko 5% z nich planuje działania na przyszły rok. Dwukrotnie wzrosła grupa przedsiębiorców, którzy nic nie zakładają, a zamiast tego wolą podejmować decyzje z dnia na dzień. Brak myślenia o rozwoju to działanie na granicy egzystencji – wskazują eksperci z Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG.

Grudzień to czas, w którym spisujemy swoje postanowienia noworoczne, a firmy zamykają budżety i harmonogramy działań na kolejny rok. Zazwyczaj, bo tym razem spora część z nich tego nie zrobi. Dalekosiężne plany są luksusem, z którego firmy rezygnują w czasie pandemii.

Ubywa długodystansowców

Jak wskazuje badanie IMAS International przeprowadzone wśród przedsiębiorców w IV kwartale br. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG „Płynność finansowa MŚP w pandemii”, przedsiębiorcy porzucają długoterminowe strategie na rzecz podejmowania doraźnych decyzji. Przy czym planowanie działań z wyprzedzeniem nie było priorytetem mikro, małych i średnich firm także i w czasach prosperity.

Blisko co czwarty przedsiębiorca (24,8%) przed pandemią tworzył harmonogram działań na najbliższy miesiąc. Ponad 31% firm planowało swoje działania z kwartalnym wyprzedzeniem. Co piąty (19,8%) planował najbliższe pół roku, a tylko 17% planowało odważnie cały najbliższy rok. 7% respondentów podejmowało decyzje ad hoc.

W czasie pandemii w widoczny sposób zwiększyła się grupa firm, które podejmują decyzje z dnia na dzień (+8 pp.) oraz z miesięcznym wyprzedzeniem (+7,2 pp.). Zdecydowanie malał natomiast odsetek przedsiębiorców, którzy planują działania na najbliższy rok (-11,2 pp.) i tych, którzy planują najbliższe pół roku (-6,6, pp.).

– Bez wątpienia wpływ na to ma pandemia, która gwałtownie zweryfikowała plany przedsiębiorców – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i dodaje: – Firmy w krótkim czasie musiały stawić czoła recesji, wiele koncepcji biznesowych legło w gruzach, część branż, jak: HoReCa, MICE, fitness, beauty z dnia na dzień straciły źródło dochodu. Przedsiębiorcy, którzy wcześniej poczynili plany na najbliższy rok, nie uwzględnili w nich światowego kryzysu wywołanego przez pandemię. A ponieważ nikt tak naprawdę nie wie, kiedy się ona zakończy, dużo ostrożniej podchodzą do planowania działań z wyprzedzeniem. Przybywa natomiast firm, które wolą podejmować decyzje z dnia na dzień, co może mieć niestety negatywne konsekwencje dla całej gospodarki.plan dzialania firmy

Plany są bezużyteczne, ale planowanie jest koniecznością

Niespodziewane problemy finansowe firm w pandemii spowodowały, że część z nich zaniechała również planowania budżetów. O ile przed pandemią 7% firm w ogóle tego nie robiło, tak teraz grono rezygnujących wzrosło do 12,2% firm.

Wcześniej niemal tyle samo firm (ok. 20%) planowało budżet z wyprzedzeniem miesięcznym co rocznym czy półrocznym. Największą grupę przedsiębiorców stanowili zwolennicy planowania finansów na najbliższy kwartał (30,4%). Pod wpływem pandemii różnice w tworzeniu budżetu stały się bardziej widoczne. Nadal większość, bo 37,2% stanowią firmy, które ustalają swój budżet na 3 miesiące do przodu i jest to wzrost o 6,7 pp., ale spadł wyraźnie odsetek firm, które budżetują najbliższe pół roku (-6,2 pp.) i rok (-12,2 pp.).

Wiele firm, nawet jeśli przygotowuje budżet na przyszły rok, to rezygnuje w nim z inwestycji. Z kilku powodów: po pierwsze nie wiedzą, kiedy się skończy pandemia i związane z nią problemy, po drugie wielką niewiadomą jest znalezienie pieniędzy na rozwój. Polityka kredytowa banków i firm leasingowych może się w każdej chwili zmienić. Sami przedsiębiorcy też nie chcą zaciągać zbyt wielu zobowiązań, nie mając pewności, że będą mieli je z czego spłacać. Większy komfort daje pożyczanie pieniędzy akonto już wystawionych faktur, bo te już zarobili, tylko czekają na zapłatę. W czasach niepewności faktoring staje się najpewniejszym źródłem finansowania – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.plan budzet

Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG przeprowadzone przez IMAS International na przełomie października i listopada 2020 r. metodą CAWI na grupie 500 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Answear.com o krok od debiutu na GPW

Answear.com, wiodąca platforma cyfrowej sprzedaży odzieży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej finalizuje postępowanie prospektowe i przygotowuje się do rozpoczęcia pierwszej oferty publicznej. Spółka planuje zadebiutować na rynku głównym do końca 2020 roku.

– Wejście na giełdę to dla nas naturalny krok związany z dynamicznym rozwojem biznesu, dużą skalą działania, a także apetytem na więcej. Dzięki ofercie publicznej pozyskamy środki na realizację naszych strategicznych celów. Mam tu na myśli przede wszystkim powiększenie oferty produktowej, rozwój działalności na nowych rynkach, a także zwiększenie świadomości marki Answear.com wśród potencjalnych klientów. To główne filary rozwoju, które bezpośrednio będą wpływać na budowę wartości spółki dla naszych akcjonariuszy. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Debiut Answear.com związany będzie z emisją nowych akcji oraz sprzedażą do 50 proc. pakietu akcji przez fundusz MCI Capital (MCI. TechVentures 1.0). Większościowy akcjonariusz – Fundusz Forum X, powiązany z prezesem Krzysztofem Bajołkiem oraz członkiem rady nadzorczej Arkadiuszem Bajołkiem, nie będzie uczestniczył w transakcji. Akcjonariusze zobowiążą się nie sprzedawać akcji Spółki przez okres 12 miesięcy od transakcji.

Answear.com to internetowa platforma sprzedażowa z markową odzieżą̨, obuwiem oraz akcesoriami, która działa od 2011 r. Spółka prowadzi obecnie działalność w 7 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki. Answear.com oferuje około 90 tys. produktów z ponad 350 światowych marek.

Osiągnęliśmy już dużą skalę działalności, za ostatnie 12 miesięcy (liczone od końca września) nasze przychody wyniosły 369 mln zł. Jednocześnie utrzymujemy wysokie, kilkudziesięcioprocentowe dynamiki wzrostu. W listopadzie osiągnęliśmy rekordowe wyniki sprzedaży w historii platformy, przychody wzrosły o przeszło 60 proc. rdr. Pozwala to nam z dużym optymizmem patrzeć na wyniki za IV kwartał. – mówi Krzysztof Bajołek.

Szczegóły dotyczące oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Po publikacji prospekt zostanie również udostępniony na stronie internetowej Spółki https://answear.com/relacje-inwestorskie.

W połowie września złożyliśmy prospekt emisyjny do Komisji Nadzoru Finansowego. Obecnie finalizujemy to postępowanie. Liczymy, że uda nam się zadebiutować jeszcze w obecnym roku.– dodaje Krzysztof Bajołek.

Globalnymi Koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski. Doradcą prawnym Spółki w tym procesie jest Kancelaria Prawna Dubiński Jeleński Masiarz i Wspólnicy. Audytorem Spółki jest Grant Thornton.

Bezpłatna Konferencja ONLINE – Cyfrowa Transformacja w Biznesie

Jak rozpocząć proces zmiany i zadbać o rozwój technologiczny firmy?

Już 10 grudnia o godzinie 9:30 odbędzie się konferencja, podczas której zostaną przedstawione najnowsze trendy w zakresie udoskonalania procesu cyfrowej transformacji. Analityka danych, digitalizacja procesów wewnętrznych, automatyzacja oraz sztuczna inteligencja, to obszary, które stają się niezbędne, aby firmy funkcjonowały efektywniej.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję ONLINE

Wśród wystąpień m.in.:

  • Czy Twoja firma jest gotowa na nieuchronną cyfryzację?

Hubert Turaj – Grant Thornton

  • Droga do innowacji – modele funkcjonowania komórek innowacyjnych w organizacji – doświadczenia i dobre praktyki

Paulina Skrzypińska – BNP Paribas

  • Jak przygotować organizację, aby transformacja cyfrowa mogła zakończyć się sukcesem – Case study

Natalia Suska – NeuroHM

  • Podpis elektroniczny i forma elektroniczna umów – dlaczego digitalizacja zawierania umów idzie wolniej niż myśleliśmy?

Tomasz Zalewski – Bird & Bird

  • Jak stać się data-driven organization?

Łukasz Grala – TIDK

Biznesowym celem cyfrowej transformacji jest niewątpliwie redukcja kosztów oraz poprawa jakości i uatrakcyjnienie oferty. Warto zaznaczyć, że zachodząca na naszych oczach cyfrowa rewolucja, zakłada postawienie klienta w centrum uwagi. To stwierdzenie wiąże się ze stałym monitorowaniem i zbieraniem danych o potrzebach i nastawieniu konsumentów, a nawet przewidywaniem ich zachowań, Stosowanie najnowszych rozwiązań technologicznych niewątpliwie wpływa na pozyskiwanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Właśnie te firmy, które staną się przedsiębiorstwami cyfrowymi, będą liderami zmian w biznesie, w swoim sektorze.

Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

9:30 | Czwartek, 10 grudnia 2020

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji ONLINE, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://kongrestransformacji.pl/

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

Monika Strogulska-Dwojak nową PR Manager w IAA Polska

Od 1 grudnia 2020 r. do zespołu IAA Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy dołączyła Monika Strogulska-Dwojak, która objęła stanowisko PR Managera. Zajmie się zarówno komunikacją wewnętrzną, jak i zewnętrzną, skierowaną do wszystkich interesariuszy Stowarzyszenia, a także zaangażuje się w nowe projekty przygotowywane przez organizację.

Monika Strogulska-Dwojak ma kilkunastoletnie  doświadczenie w komunikacji. Pracując jako Group Head i copywriterka w agencji reklamowej IQ Marketing, obsługiwała takie marki jak: PLL LOT, MasterCard, Citibank, Żywiec Zdrój, czy marki koncernu Unilever.  Pracowała również jako koordynator komunikacji w fundacji korporacyjnej oraz jako PR Manager w agencji eventowej i w wydawnictwie.

Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego (socjologia), Szkoły Głównej Handlowej (podyplomowe studia Public Relations) i Szkoły Trenerów INTRA (uprawnienia do prowadzenia szkoleń komunikacyjnych).

Doświadczenie i entuzjazm Moniki są obietnicą ciekawej i owocnej współpracy. Jestem przekonany, że nasi członkowie bardzo szybko dostrzegą efekty jej pracy – mówi Jerzy Minorczyk, Dyrektor Generalny stowarzyszenia.

CASE: W długim terminie możemy spodziewać się wzrostu bezrobocia. Na razie przed zwolnieniami firmy powstrzymują warunki pomocy publicznej

Według badania Diagnoza.plus, przeprowadzonego pod koniec października, bezrobocie jesienią nie spadło, choć normalnie w tym okresie jest niższe ze względu na sezon przedświąteczny. Rodzi to obawy o zachowanie rynku pracy po Nowym Roku. Według prezes Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych trudna sytuacja na wielu firmach wymusiłaby redukcję etatów, ale pracodawcy nie mogą tego zrobić ze względu na otrzymaną pomoc państwa. To może pogłębić ich problemy finansowe.

Nasze badanie Diagnoza.plus (D+) wskazuje na zatrzymanie się wzrostu stopy bezrobocia. Oscyluje ona obecnie na poziomie około 6 proc. Jest to ten sam poziom, który obserwowaliśmy w wakacje i w czerwcu. Uważam, że to jest trend niepokojący – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Izabela Styczyńska, prezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. – W normalnej sytuacji powinniśmy oczekiwać spadku bezrobocia ze względu na prace sezonowe związane z okresem przedświątecznym, które w tej chwili powinny mieć miejsce. 

Badanie przeprowadzone przez naukowców z UW we współpracy z think-tankami, m.in. CASE, uwzględnia nie tylko osoby, które są zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne i szukające pracy, ale także te, które z różnych przyczyn, np. opieki nad dziećmi, nie mogą ani wykonywać, ani poszukiwać zajęcia. Z badania wynika, że choć bezrobocie w danych rejestrowych nie zmieniło się od lipca, to w tym czasie wzrosła liczba osób gotowych do podjęcia pracy, lecz chwilowo jej nieposzukujących. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) także pokazuje głównie wzrost liczby osób biernych zawodowo, a nie bezrobotnych.

W porównaniu do wcześniejszych edycji badania D+ spada gotowość do podjęcia pracy. Obecnie deklaruje ją ok. 33 proc. bezrobotnych. To mniej niż na początku pandemii, ale i tak trzy razy więcej niż przed nią. Niepokojącym zjawiskiem jest fakt, że jesienią zaledwie co szósta osoba bez pracy była zarejestrowana w urzędzie pracy, a to mniej niż latem. Z drugiej strony osoby, które chcą pracować, bardziej angażują się w poszukiwanie zajęcia w porównaniu do czasu sprzed pandemii. Normalnie aktywnie poszukuje pracy ok. 8 proc. badanych, podczas gdy w czasie koronawirusa ich odsetek wzrósł do 40 proc.

Zdaniem dr Izabeli Styczyńskiej w długim terminie możemy się spodziewać wzrostu bezrobocia.

Przedsiębiorstwa, które otrzymały finansowanie w ramach tarczy ochronnej na początku tego roku, zostały zobowiązane do tego, że nie zwolnią pracowników. One dalej borykają się z różnego rodzaju obostrzeniami, spowolnieniem rynku, co powoduje, że powinny zwolnić te osoby, bo inaczej zbankrutują. Jednak formalnie nie mogą tego zrobić, bo będą musiały zwrócić dofinansowanie, co znowu wiąże się z ryzykiem bankructwa, a więc te osoby i tak pracę stracą – tłumaczy.

Spośród osób objętych badaniem mniej więcej co piąta prowadziła działalność gospodarczą. Z tej grupy 30 proc. zadeklarowało, że pandemia i lockdown nie miały wpływu na ich funkcjonowanie. Jednak aż 20 proc. mikroprzedsiębiorców musiało zamknąć działalność, choć przed pandemią tylko co piąta z nich borykała się z kłopotami. Nieco ponad 21 proc. przedsiębiorców, którzy zaniechali działalności, utrzymuje, że lepiej zorganizowana pomoc państwa pomogłaby im w zachowaniu firmy.

70 proc. firm skorzystało z programu wsparcia, 30 proc. firm nie mogło z nich skorzystać z powodu różnego rodzaju kryteriów, które były wprowadzane. Nie mogły z tego korzystać start-upy, firmy, które zostały założone w 2019 bądź 2020 roku, ponieważ nie mogły wykazać spadku przychodu – wyjaśnia  prezes CASE. – 8 proc. firm oceniło programy pomocowe jako bardzo istotne dla ich egzystencji programy, które pozwoliły im przetrwać. Około 30 proc. firm powiedziało, że pomogły im one przetrwać, ale nie były kluczowe w niezamykaniu działalności.

Pozytywna informacja płynie z badania na temat sytuacji finansowej pracowników. Spada wśród nich odsetek tych, którzy otrzymują niższe pensje niż przed pandemią.

O ile w ostatnim badaniu 30 proc. pracowników deklarowało niższe pensje, o tyle obecnie jest to połowa mniej, czyli około 15–16 proc. – mówi dr Izabela Styczyńska. – Głównie są to osoby, których wynagrodzenia są powiązane z systemem bonusowym za wyniki, osoby, które dostają wynagrodzenie w tzw. kopercie bądź pod stołem, oraz takie, które są wynagradzane za przepracowane godziny.

Na wejście do branży IT decyduje się coraz więcej młodych. Większość programistów to samoucy, a co trzeci zaczynał od studiów kierunkowych

Ponad 60 proc. polskich programistów deklaruje, że samodzielnie stawiało pierwsze kroki w zawodzie. Tylko 35 proc. zgłębianie IT zaczynało na studiach, a 4 proc. – od kursów programowania – wynika z Antybadania firmy Just Join IT. Wbrew stereotypom programiści to nie zamknięci w domach introwertycy mieszkający z rodzicami, ale ludzie, którzy mają lub planują założyć rodzinę, lubią integrację z zespołem i sport. Co drugi pracownik podkreśla, że bardzo ceni sobie work–life balance.

Okazuje się, że stereotypowy programista nie istnieje, a kilka łatek, które im przylepiliśmy, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – podkreśla inicjator badania Piotr Nowosielski, prezes Just Join IT, portalu gromadzącego oferty pracy z branży IT. – 85 proc. polskich programistów lubi spędzać czas wśród innych, integrować się z zespołem, jeździć na wyjazdy integracyjne. Nie są więc oni introwertykami, jak wskazują stereotypy.

Kolejny mit to pogląd, że programista mieszka z rodzicami. Według Antybadania tylko 16 proc. pracowników IT nie wyprowadziło się jeszcze z rodzinnego domu. Nie są też zadeklarowanymi samotnikami. Blisko połowa chce mieć dzieci, a co czwarty przyznaje, że gdyby nie praca, już skupiłby się na rodzinie. Zdecydowana większość deklaruje, że ma lub chce mieć w przyszłości zwierzaka.

– Wbrew pozorom polski programista to człowiek, który lubi sport. Uprawia go 80 proc. z nich [43 proc. regularnie, czyli co najmniej dwa razy w tygodniu, a 42 proc. sporadycznie – red.] wyjaśnia Piotr Nowosielski. – Cenią sobie także work–life balance, na co również bardzo często wskazywali w naszym Antybadaniu.

Programiści nie kodują całą dobę. Ponad połowa pracuje po sześć–osiem godzin dziennie. Wolny czas – jak przedstawiciele innych branż – spędzają najchętniej na oglądaniu filmów i seriali (67 proc. wskazań), głównie na Netfliksie oraz HBO Go.

Antybadanie wskazuje także, że kariera w IT często nie zaczyna się od specjalistycznego wykształcenia, a wejście do branży staje się coraz prostsze. Tylko 35 proc. badanych w zawodzie startowało od kierunkowych studiów, a częściej uczyli się samodzielnie (prawie 61 proc.). To oznacza, że wielu pracowników IT zaczęła programować, zanim wybrała studia informatyczne. Według deklaracji respondentów wykształcenie wyższe powiązane z zawodem ma prawie 55 proc. z nich.

Co najczęściej skłania młode osoby do kariery w IT? Prawie 80 proc. przyznało, że było to zainteresowanie technologiami. Dla blisko połowy motywacją były perspektywy rozwoju zawodowego, a także zarobki.

W zarobkach sytuacja jest dosyć mocno zróżnicowana. Kiedy mówimy o osobie, która wchodzi na rynek bez doświadczenia i chce przede wszystkim otrzymać szansę od pracodawcy, to zarabia około 2,5–3 tys. zł netto na start. Jeżeli jej nauka będzie szła harmonijnie, to po roku–dwóch te zarobki mogą sięgać 5–7 tys. zł, natomiast później mogą dojść do nawet 15–20 tys. zł, a ci najlepsi zarabiają już od dawna ponad 30 tys. zł netto na polskim rynku – mówi prezes Just Join IT.

Co ciekawe, większość programistów przyznaje, że ich praca to nie tylko nudne wklepywanie kodów. Trzy czwarte uważa, że mają ciekawe zajęcie. O tym, że programiści lubią swoją pracę, może świadczyć fakt, że duża grupa badanych w odpowiedzi na to, co robiliby w życiu, gdyby nie musieli zarabiać pieniędzy, przyznała, że dalej by programowała – prawie 42 proc. dla własnej satysfakcji.

Zawód programisty cały czas się zmienia i jest na tyle dynamiczny, że wymaga nie tylko umiejętności ścisłych, ale też miękkich – mówi Piotr Nowosielski. – Pojawiają nam się nowe dziedziny nauki takie jak sztuczna inteligencja, Big Data, Data Science. Obecnie programista musi mieć zdecydowanie więcej kompetencji miękkich, które polegają również na tym, aby komunikować się w zespole, z osobami odpowiedzialnymi za projekt i pracować bardziej kreatywnie nad tymi rozwiązaniami, które dopiero będą kształtować naszą przyszłość.

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, <a title=stres i noszenie maseczek" title="Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek" />

Prawie połowa pacjentów ze schorzeniami dermatologicznymi ogranicza lub rezygnuje z wizyt u lekarzy specjalistów w czasie pandemii COVID-19 – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii #WłączLeczenie. – Przewlekłe choroby skóry nieregularnie kontrolowane mogą się zaostrzyć,  a wtedy ich terapia jest bardzo trudna – przestrzega dermatolog, dr Ivana Stanković. Już teraz ponad połowa pacjentów dostrzega pogorszenie kondycji skóry w czasie pandemii. Wpływ na to może mieć nie tylko brak opieki dermatologicznej, lecz również stres i noszenie maseczek.

– Zasadniczo pandemia koronawirusa źle wpłynęła na skórę Polaków. To wynika przede wszystkim z lęku przed przychodzeniem na wizyty i spotkaniem się z innymi ludźmi w poczekalni. Jeśli pacjenci kontaktują się z lekarzem, to jedynie w przypadku dokuczliwej choroby albo bardzo gwałtownych zaostrzeń chorób przewlekłych skóry – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Ivana Stanković, właścicielka kliniki Dermea.

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez SW Research na zlecenie firmy Galderma, inicjatora kampanii HASHWłączLeczenie, 53,2 proc. badanych zauważyło pogorszenie kondycji swojej skóry (13,3 proc. podkreśla, że stan ten jest zdecydowanie gorszy) w porównaniu do sytuacji sprzed pandemii. Co trzecia osoba nie zauważyła zmian, a 15 proc. dostrzegło poprawę.

– Negatywnie na kondycję skóry wpływają również stres wywołany pandemią i częste noszenie maseczek – wymienia dermatolog. – Wszystkie te czynniki powodują, że nasza skóra jest mniej zadbana.

Regularne wizyty są szczególnie ważne w przewlekłych chorobach skóry, np. trądziku, trądziku różowatym, atopowym zapaleniu skóry czy łuszczycy.

– Te choroby nieleczone i nieregularnie kontrolowane mogą się bardzo mocno zaostrzyć, a wtedy terapia jest bardzo trudna. Poza tym mogą one zostawić przewlekłe ślady, takie jak blizny potrądzikowe czy przebarwienia, które też trudno leczyć – wyjaśnia dermatolog. – Głównym celem kampanii #WłączLeczenie jest edukacja naszych pacjentów, aby nie przerywali terapii przewlekłych chorób skóry.

Tym bardziej że w badaniu SW Research cała grupa badanych pacjentów dermatologicznych podkreśliła, że ich choroba w ostatnich miesiącach wymagała konsultacji dermatologa. W badaniu z czerwca br. 61,4 proc. deklarowało, że z niej skorzystało w trakcie zalecanej izolacji społecznej. W listopadowej edycji odsetek ten wzrósł do 79 proc., co może wynikać właśnie z obserwowanego pogorszenia stanu skóry.

Osoby, które nie korzystały z konsultacji dermatologicznej w czasie pandemii, najczęściej uzasadniały to tym, że wizyty u lekarzy zostały czasowo zawieszone (45,9 proc.). Prawie 40 proc. wskazało, że możliwe były konsultacje zdalne, ale taka forma im nie odpowiadała.

– Każda e-wizyta może być równie skuteczna jak wizyta tradycyjna. Dla pacjentów największą przeszkodą jest to, że nie mogą osobiście spotkać się z lekarzem, dlatego wielu z nich uważa, że e-konsultacja nie jest tak samo wartościowa jak wizyta tradycyjna – mówi dr Ivana Stanković. – Zapewniam jednak, że jest tak samo wartościowa.

Najczęstszą formą konsultacji dermatologicznych w czasie pandemii były wizyty stacjonarne – prawie połowa badanych korzystających z porady w tym czasie wskazywała na taką ich formę. Na konsultacje online oraz rozmowy telefoniczne wskazało po około 40 proc. badanych. Połowa badanych uważa, że wie, jak przygotować się do takiej wizyty, co piąta osoba przyznaje, że nie posiada takiej wiedzy.

– Przy łączeniu online warto zadbać o dobre warunki techniczne, czyli dobre oświetlenie, dobrą kamerę i mikrofon, żebyśmy mogli bez przeszkód porozmawiać – podpowiada dermatolog.

Osoby, które zdecydowały się na tele- lub wideoporadę, najczęściej twierdziły, że była to jedyna dostępna opcja. Decydowali się na nią także pacjenci, którzy konsultowali się ze swoim stałym lekarzem znającym ich problemy, oraz ci, którzy potrzebowali jedynie e-recepty na kontynuację leczenia.

Badanie SW Research pokazało także, że za najważniejsze cechy dobrej konsultacji dermatologicznej odbywającej się online pacjenci uznają: krótki czas oczekiwania (52,1 proc. wskazań), zaangażowanie ze strony lekarza (49,2 proc.) oraz zapewnienie o możliwości zrobienia dodatkowych badań laboratoryjnych w razie potrzeby (prawie 39 proc.).

Technologiczna rewolucja w handlu przyspieszyła dzięki pandemii. Skanowanie i płatności w aplikacji mobilnej mają zwiększyć bezpieczeństwo zakupów

Pandemia sprawiła, że podczas zakupów przykładamy większą wagę do własnego bezpieczeństwa i zachowywania dystansu. Choć w rekordowym tempie rośnie rynek e-commerce, Polacy wciąż kupują także w sklepach stacjonarnych, które w dobie koronawirusa zaczęły zbroić się w nowe technologie. Sieci handlowe wprowadzają rozwiązania, które pomagają zachować dystans i zwiększają bezpieczeństwo, takie jak np. mobilne kasy samoobsługowe. Całkowicie bezdotykowe płatności od 1 grudnia uruchomiła sieć Rossmann. Artykuły w popularnej drogerii można skanować za pomocą telefonu i zapłacić za nie aplikacją mobilną.

– Rossmann GO to nowy sposób robienia zakupów w naszych drogeriach, z możliwością płacenia przy użyciu płatności mobilnych w telefonie, bez konieczności podchodzenia do kasy – mówi Marcin Grabara, wiceprezes Rossmanna.

Z badania KPMG wynika, że przed koronawirusem stosunek jakości do ceny był najważniejszym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji zakupowej dla 80 proc. Polaków. Wybuch pandemii zmienił ich oczekiwania w tym względzie, a na znaczeniu zyskało własne bezpieczeństwo, na które zaczęło zwracać uwagę o 58 proc. więcej osób niż przed pandemią. Coraz więcej klientów (wzrost o 41 proc.) oczekuje także łatwości dokonywania zakupów. Wśród niedogodności, które nam ten proces utrudniają, 60 proc. osób wymienia zbyt duże kolejki do kas uniemożliwiające zachowanie dystansu społecznego. Dlatego też coraz więcej sklepów wprowadza rozwiązania, które mają ułatwić zakupy i uczynić je bezpieczniejszymi.

– Podczas pandemii nie wstrzymaliśmy inwestycji. Odpowiedzieliśmy na sygnalizowaną przez naszych klientów potrzebę zakupów jeszcze bardziej bezpiecznych, bezdotykowych. W każdej z 1500 naszych drogerii wprowadziliśmy kasy samoobsługowe. 1 grudnia wystartowaliśmy z nową formą zakupów, dzięki której będą one jeszcze prostsze i także bezpieczniejsze. Klient skanuje produkty telefonem dzięki aplikacji Rossmann PL, wkłada je do swojej torby i płaci online. Jeśli chce, ma też możliwość zapłacenia w kasie samoobsługowej lub tradycyjnej – tłumaczy Marcin Grabara.

Aby skorzystać z Rossmann GO, należy zainstalować aplikację Rossmann PL, wstąpić do Klubu Rossmann, a podczas zakupów wyrazić zgodę na udostępnienie lokalizacji lub zeskanować kod QR sklepu. Funkcję skanera pełni smartfon, po zakończeniu zakupów należy wybrać sposób płatności, np. przez przelew, BLIK-iem czy kartą płatniczą, którą można podpiąć do aplikacji. Z badania KPMG wynika, że 41 proc. Polaków od momentu wybuchu pandemii koronawirusa rzadziej płaci za zakupy gotówką. 24 proc. respondentów częściej wykorzystuje w tym celu cyfrowy portfel.

Branża handlowa dzięki sztucznej inteligencji i inteligentnym algorytmom przechodzi transformację. Pandemia tylko ją przyspieszyła. Część sieci wprowadziła np. mobilne kasy samoobsługowe, które same skanują produkty, a należność jest automatycznie pobierana z konta.

Przedstawiciele firmy liczą, że Rossmann GO spotka się z podobnym zainteresowaniem, co sama aplikacja sieci, która w ciągu kilku miesięcy od pojawienia się na rynku trafiła do czołowej dziesiątki najpopularniejszych aplikacji mobilnych w Polsce.

– Rossmann jest w Polsce liderem nowoczesnych rozwiązań technologicznych w sklepach i drogerii online. Z naszej aplikacji zakupowej korzysta już 7 mln użytkowników – podkreśla wiceprezes Rossmanna.

Coraz bliżej powstania Polskiej Doliny Medycznej. Już w pierwszym kwartale 2021 roku rusza polski hub biotechnologiczny

Agencja Badań Medycznych we współpracy ze szwedzko-brytyjskim gigantem farmaceutycznym buduje polski hub biotechnologiczny. Dzięki niemu rodzimy dorobek naukowy w dziedzinie biotechnologii nie będzie już eksportowany, lecz doczeka się komercjalizacji w kraju. Budowana jest także fabryka osocza, która uniezależni nas od importowanych preparatów wytwarzanych z krwi. Obie inwestycje pomogą zawalczyć o udział Polski w rynku, który w najbliższych latach niemal podwoi swoją wartość. Czuwać nad nimi będzie prezes ABM, powołany właśnie na nowe stanowisko pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii.

– Przede mną dwa bardzo ważne sektorowe zadania – rozwój biotechnologii, którego pierwszym namacalnym efektem będzie stworzenie w Warszawie hubu biotechnologicznego. Drugie zadanie to budowa polskiej fabryki osocza. Bardzo duży, skomplikowany projekt, który od wielu lat nie doczekał się realizacji. Mam nadzieję, że tym razem uda się z pełną determinacją doprowadzić go do szczęśliwego końca, bo to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa polskich pacjentów i samowystarczalności Polski w tym zakresie – mówi agencji Newseria Innowacje dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych i pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych.

Warsaw Health Innovation Hub ma być platformą przeznaczoną do wykorzystywania rozwiązań informatycznych w celu poprawy opieki zdrowotnej w Polsce. Projekt prowadzony będzie przez firmę farmaceutyczną AstraZeneca we współpracy z Agencją Badań Medycznych. Brytyjsko-szwedzki koncern ma już na koncie podobne realizacje między innymi w Rosji, Brazylii czy Argentynie.

– Z partnerami prywatnymi, w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, chcemy wpierać innowacje w systemie ochrony zdrowia, wspierać i akcelerować polskie start-upy tak, żeby te technologie, które już są obecne na naszym rynku, znalazły właściwe źródło finansowania, mogły być w szerokiej skali wdrożone do polskiego systemu ochrony zdrowia. I po to potrzebni nam są wszyscy interesariusze tego systemu, żeby wspólnie zaplanować te inicjatywy – mówi dr Radosław Sierpiński.

W zespole roboczym dedykowanym projektowi WHIH znaleźli się przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Zdrowia, AstraZeneca Pharma Poland, a także Agencji Badań Medycznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Centrum e-Zdrowia. Hub ma rozpocząć działalność jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku. Ambicją jego twórców jest jednak doprowadzenie do powstania Polskiej Doliny Medycznej, w której uda się zintegrować wiedzę naukową z biznesem i instytucjami publicznymi.

– Sektor biotechnologiczny w Polsce na pewno ma bardzo duży potencjał. Widzimy to również w analizach, jeżeli chodzi o potencjał kadrowy oraz infrastrukturalny. Dostępność do laboratoriów, do mikroskopów wysokiej klasy jest w Polsce zabezpieczona. I to niewątpliwie cieszy. Natomiast dopiero ostatnie lata przynoszą wyraźne zainteresowanie rozwojem tego sektora, zarówno pod kątem gospodarczym, jak i naukowym – twierdzi prezes ABM.

Drugie z zadań stawianych przed pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych to stworzenie polskiej fabryki osocza, a właściwie Polskiego Frakcjonatora Osocza. Pozwoliłoby to Polsce uniezależnić się od zagranicznych dostawców preparatów krwiopochodnych. Obecnie krew pozyskiwana od krwiodawców musi być sprzedawana do zagranicznych producentów i odkupowana po przerobieniu na produkty lecznicze. Z danych ABM wynika, że jest to 200 tys. litrów osocza rocznie.

– Działania, które podjęliśmy, zaowocują w ciągu kilku lat dynamicznym wzrostem tego sektora, wsparciem polskich naukowców i umożliwieniem rozwijania technologii medycznych w naszym kraju. Pandemia pokazała, jak ważny jest ten sektor nie tylko z punktu widzenia gospodarczego, ale również z punktu widzenia bezpieczeństwa krajowego. Wszystkie oczy zwrócone są na naukowców, na lekarzy, na biotechnologów. Zarówno szczepionka, jak i lekarstwa odmieniane są teraz przez wszystkie przypadki. Być może jest to dobry czas, żeby inwestować w biotechnologię i pokazywać, że to jest dla nas ważne – ocenia Radosław Sierpiński.

Według analityków z Fior Markets światowy rynek biotechnologii osiągnie do 2027 roku wartość ponad 833 mld dol. Dla porównania wycena za 2019 rok opiewała na niespełna 448 mld dol.

Innowacyjne kryształy oczyszczają wodę z metali bez usuwania przy tym cennych jonów. To szansa na rozwiązanie problemu niedoboru wody

Zespół naukowców z Lawrence Berkeley National Laboratory przy Uniwersytecie Kalifornijskim opracował krystaliczny materiał zwany ZIOS, który potrafi błyskawicznie i z dużą dokładnością wychwytywać atomy miedzi ze ścieków. Upowszechnienie tej technologii pozwoli zauważalnie poprawić proces uzdatniania poprzemysłowej wody i usunąć z niej metale ciężkie z atomową precyzją. To z kolei może przyczynić się do rozwiązania coraz poważniejszego problemu niedoboru wody na świecie.

Tradycyjne procesy uzdatniania wody kopalnianej są kosztowne, czasochłonne i często nie są w stanie usunąć metali ciężkich z atomową dokładnością. Rozwiązaniem tego problemu może okazać się innowacyjny materiał krystaliczny opracowany na Uniwersytecie Kalifornijskim, który pozwoli zwiększyć precyzję systemów uzdatniających wodę zanieczyszczoną pierwiastkami metali ciężkich.

– ZIOS ma wysoką zdolność adsorpcji i najszybszą kinetykę adsorpcji miedzi spośród wszystkich znanych dotychczas materiałów wszystko w jednym – podkreśla Jeff Urban, który kieruje zakładem nanostruktur nieorganicznych w centrum badawczym Molecular Foundry w Berkeley Lab (Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley).

Naukowcy z centrum badawczego Molecular Foundry opracowali innowacyjną strukturę krystaliczną, imitującą procesy selektywnego doboru metali zachodzące w świecie natury. ZIOS swoim zachowaniem przypomina białka tworzące komórki bakteryjne, które wyspecjalizowały się w procesie wychwytywania konkretnych metali na potrzeby regulowania procesów metabolizmu komórkowego.

– ZIOS pomaga nam wybierać i usuwać tylko miedź – zanieczyszczenie w wodzie, które jest powiązane z chorobami i niewydolnością narządów, bez usuwania pożytecznych jonów, takich jak składniki odżywcze lub niezbędne minerały – dodaje dr Ngoc Bui, adiunkt w dziedzinie inżynierii chemicznej, biologicznej i materiałowej na Uniwersytecie Oklahomy.

Tym, co wyróżnia tę nowatorską strukturę, jest jej wysoka odporność. Kryształy ZIOS wykazują wysoką stabilność aż do 52 dni od zanurzenia w wodzie. Ponadto znacznie lepiej radzą sobie w kwaśnym środowisku niż struktury metaloorganiczne.

– W nauce o wodzie i przemyśle wodnym wiele rodzin materiałów zostało zaprojektowanych do odkażania ścieków, ale tylko nieliczne są przeznaczone do usuwania metali ciężkich z odwadniania kopalni kwaśnych. Mamy nadzieję, że ZIOS pomoże to zmienić – wskazuje Jeff Urban.

Największą zaletą ZIOS-a jest jego efektywność w procesie uzdatniania. Eksperymenty laboratoryjne wykazały, że nowe kryształy są w stanie wychwycić jony miedzi z wody od 30 do 50 razy szybciej niż wiodące adsorbenty miedzi wykorzystywane obecnie. Tak wysoka skuteczność zaskoczyła naukowców ze względu na niewielką powierzchnię kryształów.

– Zgodnie z dotychczasową wiedzą materiał, który ma wysoką zdolność adsorpcji, powinien mieć dużą powierzchnię właściwą, podobnie jak rodziny adsorbentów takie jak struktury metaloorganiczne lub porowate struktury aromatyczne, dysponujące niezwykle szybką kinetyką adsorpcji – wskazuje Ngoc Bui.

Aby potwierdzić wysoką skuteczność ZIOS-a, zespół opracował symulację dynamiki molekularnej, która miała wyjaśnić, dlaczego materiał przewyższa dotychczasowe metody wychwytywania metali ciężkich. Jak się okazało, ZIOS w wilgotnym środowisku funkcjonuje na podobnej zasadzie co gąbka absorbująca wodę. Materiał nie rozszerza jednak swojej struktury w sposób losowy, tylko robi to w specyficznym kierunku, co pozwala adsorbować cząsteczki wody.

Tę unikalną cechę potwierdziły badania za pośrednictwem promieniowania rentgenowskiego, które wykazały, że ZION składa się z niewielkich nanokanalików o rozmiarach cząsteczek wody, które po zanurzeniu w wodzie rozszerzają się. Dzięki temu przez materiał mogą przedostać się cząsteczki wody z jonami miedzi i w rezultacie wejść z ZIOS-em w reakcję chemiczną zwaną wiązaniem koordynacyjnym.

Naukowcy liczą na to, że dzięki rozwojowi tej technologii będzie można stworzyć zaawansowane systemy selektywnego uzdatniania wód, przystosowane do pracy z konkretnymi metalami ciężkimi.

– Dzisiejsze systemy uzdatniania wody to technologie separacji masowej – usuwają wszystkie substancje rozpuszczone, niezależnie od ich zagrożenia lub wartości – wskazuje Peter Fiske, dyrektor National Alliance for Water Innovation (NAWI) i Water-Energy Resilience Institute (WERRI) w Berkeley Lab. – Wysoce selektywne, trwałe materiały, które mogą wychwytywać określone składniki śladowe bez obciążania ich innymi substancjami, będą miały kluczowe znaczenie dla obniżenia kosztów i energii potrzebnej do procesu uzdatniania wody. Mogą również umożliwić nam wydobywanie ścieków w poszukiwaniu cennych metali lub innych składników śladowych.

Według firmy badawczej Meticulous Market Research wartość globalnego rynku technologii uzdatniania wody do 2025 roku wzrośnie do 221,3 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 6,5 proc. w skali roku.

Podwójne opodatkowanie spółek komandytowych już pewne

Los spółek komandytowych został przesądzony i od 1 stycznia 2021 r. będą musiały płacić podatek CIT. Szybkie tempo prac legislacyjnych sprawiło, że nowa ustawa budzi wiele wątpliwości dotyczących interpretacji nowych przepisów.

Sejm odrzucił poprawki Senatu i uchwalił ustawy wprowadzające m.in. „estoński CIT” oraz podwójne opodatkowanie spółek komandytowych. 30 listopada 2020 r., w ostatnim konstytucyjnie możliwym terminie, została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw.

Nowe przepisy są niejasne dla przedsiębiorców. Tempo w jakim odbywał się proces legislacyjny, brak szerokich konsultacji z przedsiębiorcami – spowodowały, że przepisy powodują problemy zanim jeszcze weszły w życie.

– Nie wiadomo np. czy wypłata środków ze spółki komandytowej będzie korzystała ze zwolnienia tak jak dywidenda czy niekoniecznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, doradca podatkowy. – Z jednej strony w przepisach przejściowych jest odniesienie do takiego rodzaju wypłaty, że powinna być traktowana jak dywidenda. Z drugiej strony w samej już ustawie o podatku dochodowym brakuje uregulowania tego tematu, a każda taka wątpliwość tworzy pole do interpretacji dla organów podatkowych.

Kolejnym istotnym tematem są spółki jawne. Z ustawy wynika, że o ile spółki jawne mają wspólników składających się nie tylko z osób fizycznych i złożą oświadczenie do właściwego dla siebie naczelnika urzędu skarbowego, to nie będą traktowane jak podatnik CIT. Niestety, analizując przepisy przejściowe, widzimy pewne niejasności w tym temacie.

– Spółki jawne, powstałe z przekształcenia spółek komandytowych, które zostaną zarejestrowane po 31 stycznia 2021 r., będą miały problem z dochowaniem takiego obowiązku, nie będą mogły bowiem fizycznie złożyć takiego oświadczenia przed rozpoczęciem swojego roku podatkowego. Wynika to z faktu, że nie ma takiego konceptu jak spółka jawna w organizacji, nie będzie więc osoby, która mogłaby reprezentować taką spółkę. Tutaj więc również pojawia się pole do różnych interpretacji – podsumowuje A. Turska-Tomczykowska.

Wśród poprawek Senatu znalazła się również propozycja, aby spółki komandytowe mogły skorzystać z „estońskiego CIT”. Jednak poprawkę tę odrzuciło Ministerstwo Finansów. Zdaniem Anny Turskiej-Tomczykowskiej jest pewne wyjście z tej sytuacji:

– Jedyną opcją, aby spółka komandytowa mogła skorzystać z „estońskiego CIT” jest jej przekształcenie w spółkę kapitałową, ponieważ tylko spółki kapitałowe będą uprawnione do skorzystania z tego rozwiązania. Jest tu jednak pewien haczyk. Jeżeli przekształcenie nastąpi w tym samym roku, co chęć skorzystania z tzw. estońskiego CIT, spółka będzie musiała zapłacić podatek w wysokości 19% od różnicy pomiędzy wartością rynkową jej aktywów a wartością podatkową.

Polska gospodarka nieźle sobie radzi z pandemią

Bankowe depozyty przedsiębiorstw nadal szybko rosną. To dlatego, że firmy bardzo ograniczyły inwestycje. Jest to problem dla polskiej gospodarki, gdy koniunktura na świecie właśnie się poprawia.

W Polsce w III kw. inwestycje spadły o 9 proc. r/r, a popyt krajowy o 3,2 proc. Wyniki te są względnie lepsze, bo w II kw. w inwestycjach regres był 12 proc., a konsumpcja obniżyła się wówczas o 9,9 proc.

Jak polska gospodarka wygląda na tle innych państw walczących ze skutkami pandemii? Za nami publikacja niemal wszystkich wskaźników aktywności za listopad. Ze względu na wprowadzane restrykcje należało spodziewać się spadku aktywności i faktycznie, w ujęciu globalnym takowy nastąpił. Dotyczył on jednak niemal wyłącznie sektora usług, gdzie restrykcje bardzo bezpośrednio dają się we znaki. Przemysł nie odczuł tego niemal wcale, a w wielu krajach wręcz odnotowana została poprawa.

– Indeks pięciu potęg przemysłowych, który liczę dla Chin, Japonii, Niemiec, Korei i Meksyku, odnotował siódmy miesiąc poprawy i znajduje się najwyżej od… lutego 2018 – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Oczywiście przemysł ma mniejsze znaczenie dla PKB niż usługi, ale często zmiany tam zachodzące mają charakter sygnalny dla kierunku cyklu koniunkturalnego.

Skąd taka niezwykła kondycja przemysłu i co z niej wynika? Wytłumaczeń może być kilka. Samo mniejsze znaczenie restrykcji nie tłumaczy jeszcze tak konsekwentnej poprawy. Po pierwsze, specyfika tego indeksu oznacza, że po silnym wstrząsie z wiosny może on przez pewien czas pokazywać sporą poprawę, ale wcale nie będzie to znaczyło, że warunki są tak dobre jak na początku 2018 r. (i patrząc np. na niemiecką czy japońską produkcję widać, że nie są). Po drugie, przez pandemię wzrósł popyt na dobra trwałego użytku (a nie mogąc wydawać takich sum na usługi ludność ma więcej pieniędzy na takie dobra), a to pomaga firmom przemysłowym.

Można też zaryzykować tezę, że firmy przygotowywały się do kolejnego lockdownu, choć ta raczej nie broni się w przypadku Chin czy Korei, gdzie takiego zagrożenia nie ma.

Bardzo ekspansywna polityka pieniężna i fiskalna mogły znaleźć swoje ujście przede wszystkim właśnie w przemyśle. Jest to z pewnością pozytywna tendencja, pytanie jednak jak trwała – na razie nie przekłada się specjalnie na intencje związane z inwestycjami, a w ten sposób przemysł mógłby pociągnąć całą gospodarkę.

– Polska gospodarka korzysta z dobrej koniunktury w światowym przemyśle. PMI dla polskiego przemysłu, pomimo licznych ograniczeń związanych z epidemią, ponownie utrzymał się powyżej granicznego poziomu 50 pkt. Gdy popyt na usługi jest ograniczony, Polacy więcej wydają na dobra trwałego użytku i to właśnie napędza koniunkturę w przemyśle – komentuje ekspert XTB. – Zagrożeniem na dłuższa metę są natomiast niskie inwestycje, a warto zauważyć, że depozyty przedsiębiorstw bardzo wzrosły na rachunkach bankowych.

Szczepionkowy optymizm przekłada się właśnie na koniunkturę gospodarczą na świecie, ale przedsiębiorstwa zachowują się ostrożnie.

IQS i Gameset: Kobiety stanowią 47% graczy w Polsce. Marki dostrzegają ich potencjał marketingowy

Według autorskich badań IQS realizowanych pod nazwą Game Story w Polsce jest 17 milionów graczy w grupie wiekowej 9-55 lat. Niemal połowę z nich, bo 47%, stanowią kobiety. Oznacza to, że na wszystkich platformach w Polsce mamy już około 8 milionów graczek.

Wbrew popularnym stereotypom gry wideo to nie tylko domena mężczyzn. Badania pokazują, że kobiety w bardzo dużym stopniu uczestniczą w kulturze gamingowej i lubią różne gry, także kojarzone z mężczyznami gry sportowe czy strzelanki.

Kobiety stanowią 53% wszystkich graczy sięgających po wirtualną rozrywkę od 4 do 6 razy w tygodniu i 42% tych, którzy grają codziennie. Dla ponad ⅕ z nich granie jest tak ważne, że nazywają je swoją pasją. Wśród powodów dla których grają, wymieniają możliwość zrelaksowania się i oderwania od rzeczywistości, spędzenia czasu z przyjaciółmi w grach czy wcielenie się w rolę innej osoby i związane z tym adrenalinę i emocje.

Panuje także przekonanie, że kobiety grają raczej okazjonalnie, na telefonach komórkowych. Wyniki raportu Game Story pokazują, że rzeczywistość jest inna. Około 2,4 miliona kobiet gra codziennie na komputerze lub konsoli*. Wśród wybieranych typów gier na konsole i komputery wymieniane są przygodowe gry akcji i gry symulacyjne (43%) oraz strzelanki (41%). Najpopularniejsze gry na PC i konsole wśród respondentek to The Sims, FIFA oraz GTA V.

Około 40% grających kobiet ogląda w sieci treści gamingowe, takie jak streamy z gier. Wśród polskich gwiazd streamingu pojawia się coraz więcej kobiet, a najpopularniejsze z nich, takie jak: Brunecia, Nieuczesana czy UrQueeen mają 150 tysięcy i więcej subskrybentów na platformie Twitch. Wiele kobiet tworzy także gamingowe kanały na YouTube z setkami tysięcy czy nawet milionami subskrybujących, a do najpopularniejszych należą MagdalenaMariaMonika i Ewela.

IQS i Gameset Kobiety stanowią 47% graczy w PolsceKobiety zyskują głos

Badania z polskiego rynku nie odbiegają od tych dotyczących demografii graczy w ujęciu globalnym. Agencja analityczna Newzoo ocenia, że kobiety stanowią 46% wszystkich osób na świecie zainteresowanych gamingiem.

Nie tylko coraz więcej kobiet sięga po gry, a także podejmuje karierę zawodową w obszarze produkcji gier, marketingu gamingowego czy w świecie esportu. Ogromne znaczenie dla uczestnictwa kobiet w branży gamingu mają kobiece idolki, z którymi mogą się utożsamiać. Do takich należeć może z pewnością Amy Henning, legenda branży gamedev i scenarzystka serii Uncharted. W świecie esportu ogromny sukces inspirujący wiele kobiet odniosła prezenterka i modelka Eefje 'sjokz’ Depoortere. Wiele znanych kobiet coraz częściej mówi o swojej pasji do gier. Należą do nich m.in. amerykańska kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez czy aktorka Mila Kunis. W Polsce są to: zawodniczka sztuk walki Joanna Jędrzejczyk, prezenterka Izabella Krzan czy piosenkarka Margaret.

W popularnych tytułach coraz częściej wcielić można się w silne postacie kobiece – dość wspomnieć o Larze Croft z serii Tomb Raider, Kassandrze z Assassin’s Creed: Odyssey czy Ellie i Abby z nagrodzonego wieloma nagrodami The Last of Us Part II. Analiza Feminist Frequency pokazuje, że w 18% zapowiedzianych w 2020 roku gier pojawiały się kobiece protagonistki, co jest absolutnym przełomem. W poprzednich latach rzadko wynik ten zbliżał się do 10%.

Aktywność gamerek zauważają marki

Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w gamingu, bo kobiety dochodzą w nim do głosu bardziej niż kiedykolwiek i na niego coraz większy wpływ – jako specjalistki na to jakie gry powstają, jak wyglądają w nich kobiety, a jako konsumentki na sukces sprzedażowy poszczególnych tytułów. Gaming i esport rozwijają się także dzięki sponsorom i firmom, które wśród fanów gamingu widzą swoich odbiorców. Już czas na to, aby patrzeć na ten rynek całościowo, nie tylko przez pryzmat mężczyzny-gracza. Dla naszych klientów przygotowaliśmy już specjalną ofertę na działania w gamingu skierowane do kobiet i będziemy zachęcać ich do większego zaangażowania w tym obszarze. Wszelkie kroki podjęte przez marki będą miały także niebagatelny wpływ na wyrównywanie szans i kreowanie pozytywnych postaw w społeczności graczy. – Karolina Kałużyńska, Gameset.

Chociaż kobiety stanowią niemal połowę wszystkich graczy, to raczej sporadycznie stają się odbiorcami kierowanych do nich działań marketingowych. Przytłaczająca większość kampanii skierowanych jest do mężczyzn i pozbawiona udziału kobiet. Jednak sytuacja się zmienia i globalne marki zaczęły dostrzegać potencjał graczek jako grupy docelowej i rozpoczęło dialog z nimi. Aktualnie przodują w tym marki kosmetyczne – Benefit, inicjator akcji Game Face, M.A.C. Cosmetics, który swoją ofertę prezentował na Twitchcon, czy Sephora, która od kilku lat sponsoruje jeden z niewielu międzynarodowych turniejów esportowych dla kobiet. Streamowanie gier wiąże się z prezentacją influencerek przed kamerą, popularny jest cosplay, czyli tworzenie strojów i stylizacji inspirowanych postaciami z gier. Tworzy to naturalne konteksty dla marek z typowo kobiecych kategorii produktowych, jednak nie tylko one powinny brać pod uwagę kampanie skierowane do gamerek.

Dane pochodzą z badań Game Story zrealizowanych przez IQS metoda CAWI: N=1000 ogólnopolskie badanie mieszkańców Polski w wieku 9-55 lat oraz N=886 ogólnopolskie badanie graczy w wieku 9-55 lat. *estymacje z badania Game Story 2020, 25-26 listopad 2020, N=1050 ogólnopolskie badanie graczy w wieku 9-55 lat.

Gaz ziemny paliwem przejściowym w energetyce

W swoim najnowszym Raporcie eksperci Dolnośląskiego Instytutu Studiów Energetycznych analizują możliwe warianty ścieżek transformacji z wykorzystaniem gazu ziemnego jako paliwa pomostowego, wyznaczają perspektywę osiągnięcia neutralności klimatycznej oraz szacują koszt przyjęcia Europejskiego Zielonego Ładu w Polsce.

Transformacja energetyczna to wyzwanie, którego realizacja wciąż rodzi wiele znaków zapytania. Na postawione pytania nie mamy jednoznacznej odpowiedzi pomimo tego, iż jak mogłoby się wydawać, wartości leżące u podstaw ochrony klimatu są elementem globalnego konsensusu. Nasilające się zmiany klimatyczne stają się przedmiotem wzrastającej aktywności ekologów, a czynniki te stały się kołem zamachowym zdecydowanych działań ze strony Unii Europejskiej, która wdraża nową wizję rozwoju gospodarczego Europy. Europejski Zielony Ład to wyzwanie dla wszystkich państw członkowskich, a w szczególności dla Polski. Nadrzędny cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. powoduje konieczność podjęcia radykalnych zmian, a przede wszystkim wyeliminowania wysokoemisyjnych paliw z miksu energetycznego.

Odejście od węgla jest możliwe w polskiej gospodarce w 2035 r. Ze względu na koszty inwestycji nie jest to scenariusz optymalny. Bardzo wiele zależeć będzie od tego jak wykorzystamy gaz ziemny.

Dolnośląski Instytut Studiów Strategicznych (DISE) w swoim raporcie „Gaz ziemny w procesie transformacji energetycznej w Polsce” porównuje skutki różnych scenariuszy pożegnania z węglem.

– Przeanalizowaliśmy dwa możliwe scenariusze, ten który nazywamy odnawialnym, zakłada odejście od węgla w 2035 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Remigiusz Nowakowski, prezes zarządu DISE. – W tym scenariuszu większość potrzeb energetycznych będzie pokrywana ze źródeł odnawialnych i gazu ziemnego, z udziałem również elektrowni jądrowych.

Drugi scenariusz, określono w raporcie jako zdywersyfikowany. Zakłada odstąpienie od paliwa węglowego po 2040 r. W świetle pogłębionej analizy zapisów klimatyczno-energetycznych strategii wspólnoty europejskiej i Polski w zakresie transformacji gospodarki w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej, zdaniem autorów najbardziej optymalnym jej scenariuszem, godzącą interesy i oczekiwania wszystkich stron globalnych przekształceń, jest scenariusz zdywersyfikowany.

Zdywersyfikowany scenariusz transformacji energetycznej stanowi najkorzystniejszą opcję w zakresie zaspokojenia obecnego i przyszłego, tj. do roku 2040, zapotrzebowania na energie elektryczną. Scenariusz ten zachowuje również racjonalność wydatków inwestycyjnych i ograniczeń emisji CO2 na poziomie akceptowalnym.

W obu scenariuszach gaz ziemny będzie wypełniał lukę po węglu oraz wspierał znaczenie źródeł odnawialnych.

– Aby zapewnić dostawy gazu ziemnego w potrzebnych ilościach potrzebna jest rozbudowa terminali i połączeń transgranicznych – wyjaśnia ekspert. – Bardzo istotna jest więc realizacja inwestycji Baltic Pipe.

Ranking perspektywicznych rynków dla polskich inwestorów

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne mogą odegrać istotną rolę w odbudowaniu gospodarki po recesji spowodowanej pandemią COVID-19. Chociaż obecnie większość polskich BIZ zlokalizowana jest w Europie, potencjał innych – również bardziej odległych krajów – jest ogromny. Potwierdza to raport „W poszukiwaniu okazji inwestycyjnych” oraz wyniki rankingu najbardziej atrakcyjnych kierunków ekspansji dla polskich przedsiębiorców, przygotowany przez PwC we współpracy z PFR TFI. Podium zestawienia zajmują Indie, Malezja i Rumunia.

Polska gospodarka i przemysł potrzebują przestrzeni inwestycyjnej, która może zagwarantować rozwój technologiczny i produkcyjny oraz dostęp do surowców. Potrzebują także odwagi i determinacji przedsiębiorców w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Dziś Niemcy i Czechy jako potencjalne kierunki inwestycji są rozwiązaniem dla konserwatywnych inwestorów. Dobrze je znamy i potrafimy bardzo precyzyjnie zdefiniować związane z nimi szanse i zagrożenia. Warto jednak popatrzeć trochę szerzej na naszą część Europy oraz świata i poszukać ciekawych okazji inwestycyjnych. – Ewa Małyszko, prezes PFR TFI.

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC i PFR TFI, skumulowana wartość polskich bezpośrednich inwestycji za granicą w 2019 r. wyniosła 96,5 mld zł i była o 4 mld zł wyższa niż rok wcześniej. Z danych opublikowanych przez NBP wynika, że zdecydowana większość inwestycji (ponad 90%) zlokalizowana była w Europie. Pod względem wartości transakcji z tytułu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które w 2019 roku wyniosły 5 mld złotych dominowały Szwecja, Niemcy, Hiszpania, Czechy i Rumunia. Pokazuje to, że polskie przedsiębiorstwa skupiają swoje inwestycje głównie wokół pobliskich kierunków europejskich.

Niepewność na rynkach wywołana pandemią skłoniła przedsiębiorstwa do ostrożności w podejmowaniu decyzji o dalszej ekspansji. Zgodnie z szacunkami OECD przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2020 roku mogą spaść o nawet 30%. Obecna sytuacja może jednak skłonić przedsiębiorstwa do poszukiwania nowych kierunków geograficznych dla swoich inwestycji i większej dywersyfikacji, aby minimalizować ryzyko związane z inwestowaniem tylko w jednym państwie czy ograniczając możliwość wystąpienia zakłóceń w łańcuchach dostaw.

Polskie firmy potrafią skutecznie konkurować na rynkach w Europie i na pozostałych kontynentach. Wyniki naszego rankingu pokazują, że potencjalne kierunki działalności polskich firm za granicą dotyczą nie tylko europejskich sąsiadów, ale także bardziej odległych rynków. Kluczowe jest dobre rozpoznanie charakterystyki tych rynków, żeby ograniczyć ryzyko i wykorzystać przewagi konkurencyjne polskich przedsiębiorstw. – Agnieszka Gajewska, partner PwC, lider zespołu ds. sektora publicznego i infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej.

Autorzy raportu „W poszukiwaniu okazji inwestycyjnych” przygotowali ranking najbardziej atrakcyjnych kierunków ekspansji kapitałowej dla polskich firm ze szczególnym uwzględnieniem kierunków nieoczywistych, czyli z wyeliminowaniem największych gospodarek świata lub gospodarek już teraz bardzo często wybieranych przez inwestorów.

Pięć pierwszych miejsc w rankingu ogólnym dotyczącym kierunków BIZ zajmują: Indie, Malezja, Rumunia, Chile i Tajlandia. Są to szybko rosnące rynki, przeprowadzające wiele reform w celu podniesienia swojej atrakcyjności biznesowej dla zagranicznych inwestorów.

Polskie firmy mogą rozwijać bezpośrednie inwestycje zagraniczneFirmy podejmując decyzje o inwestycjach zagranicznych często nie biorą pod uwagę interesujących możliwości, jakie otwierają się zarówno w odległych krajach, jak też w państwach bliższych nam geograficznie, ale mniej dotychczas popularnych pod względem inwestycyjnym. Atrakcyjność tych rynków dla polskich przedsiębiorców wynika z różnych czynników. W przypadku niektórych krajów będzie to bliskość geograficzna, kulturowa, jak też podobne doświadczenia związane z transformacją gospodarczą. Bardziej odległe kierunki, takie jak Indie czy Malezja charakteryzują się dynamicznie rosnącym rynkiem oraz coraz bardziej przyjaznym otoczeniem biznesowym i z tego powodu zasługują na zainteresowanie. – Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego w PwC Polska

Polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Inwestycje zagraniczne są ważne dla rozwoju gospodarki, przynosząc wiele korzyści zarówno dla kraju przyjmującego, jak i państwa, z którego pochodzi inwestor. Dla kraju przyjmującego bezpośrednie inwestycje zagraniczne mogą oznaczać nie tylko bezpieczną formę napływu kapitału, pozwalającą na wzrost inwestycji, ale również rozwój nowych technologii, transfer know-how oraz poprawę standardów dotyczących organizacji pracy i produkcji, pozytywnie wpływając na produktywność i tym samym, wzrost gospodarczy. Podmioty inwestujące za granicą mogą z kolei zyskać dostęp do nowych rynków zbytu oraz zoptymalizować swoją efektywność operacyjną m.in. poprzez oszczędności w procesie produkcji.

Najwięcej polskich bezpośrednich inwestycji za granicą (według stanu należności) ulokowanych było przez firmy z branży finansowej i ubezpieczeniowej. W 2019 roku ich stan należności wyniósł 20,7 mld zł, co stanowiło 21,5% wartości wszystkich inwestycji w tym okresie. Pod tym względem dominowała finansowa działalność usługowa (m.in. banki), z wyłączeniem ubezpieczeń i funduszy emerytalnych. Na drugim miejscu, biorąc pod uwagę „szerokie” rodzaje działalności gospodarczej, dominowała działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (19,9 mld zł, 20,6% wszystkich należności), za co odpowiadała głównie działalność firm centralnych. Ważnymi branżami dla polskich inwestycji za granicą są też przetwórstwo przemysłowe oraz handel hurtowy i detaliczny.

Pod względem rocznej wartości kapitału zainwestowanego przez firmy z Polski za granicą na pierwszym miejscu znalazł się handel hurtowy i detaliczny (2,8 mld zł). Co ciekawe, największe dezinwestycje (wycofanie kapitału) odnotowano wśród firm z działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, co jednak nie zmieniło ich dominującej pozycji wśród firm inwestujących za granicą pod względem skumulowanej wartości w 2019 roku.

W raporcie uwzględniono także ranking według sektorów, w których realizowane są inwestycje. W analizie uwzględniono pięć sektorów gospodarki: przetwórstwo dóbr konsumpcyjnych, przetwórstwo dóbr produkcyjnych, budownictwo, handel oraz usługi ICT. Zgodnie z wynikami rankingu, najbardziej atrakcyjnym kierunkiem dla przetwórców dóbr produkcyjnych oraz firm budowlanych są Indie, dla przetwórców dóbr konsumpcyjnych i firm z sektora ICT – Dania, zaś dla firm handlowych – Korea Południowa.

Wsparcie polskich inwestycji zagranicznych

Jak podkreślają autorzy raportu, przedsiębiorcy, którzy decydują się na ekspansję kapitałową na rynki zagraniczne, nie muszą brać na siebie całego ryzyka inwestycji. W Polsce działają podmioty, których celem jest wspieranie umiędzynarodowienia polskich przedsiębiorstw. Jednym z nich jest Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR TFI, który wspiera polskie firmy w bezpośrednich inwestycjach zagranicznych.

Rolą Funduszu Ekspansji Zagranicznej jest ułatwienie ekspansji inwestycyjnej polskich firm na rynki zagraniczne. Fundusz dzieli ryzyko z polskimi przedsiębiorcami podejmującymi wyzwanie inwestycji zagranicznych i dostarcza finansowania equity. Fundusz współinwestuje z polskimi firmami w ich zagraniczne spółki zależne, zawsze jako inwestor mniejszościowy, pozostawiając zarządzanie w rękach partnera. Do tej pory Fundusz zawarł z polskimi partnerami umowy inwestycyjne na kwotę 342 mln zł.

5 najważniejszych trendów w branży sieciowej w 2021 r.

Sieci oparte na chmurze, 5G, praca hybrydowa? Jakich trendów technologicznych możemy się spodziewać? Eksperci Zyxela przewidują trendy sieciowe na przyszły rok.

Rok 2020 był rokiem znaczących zmian, zarówno pod względem zmienności rynku, jak i masowej transformacji cyfrowej wykorzystującej przejście na pracę zdalną jako okazję do zwiększania asortymentu oferowanych przez firmy produktów czy usług i utrzymania ciągłości biznesowej.

Pandemia nie spowolniła innowacji. Branża sieciowa jest stosunkowo odporna, ale także pomysłowa. Dostawcy usług zarządzanych (MSP) i integratorzy (VAR) odgrywają kluczową rolę w pomaganiu firmom w utrzymaniu ciągłości biznesowej i dostosowaniu się do nowych wyzwań. Wyzwaniem dla wielu firm jest obecnie napływ nowych urządzeń i potrzeba wdrażania powszechnych operacji zdalnych.

Jakich trendów technologicznych z tym związanych możemy się spodziewać w 2021 roku?

  1. Wi-Fi 6 dla środowisk z dużą liczbą urządzeń

Wprowadzanie standardu Wi-Fi 6 pozwala uzyskać odczuwalną poprawę wydajności sieci. Wszystko poprzez zwiększenie ogólnej przepustowości przy jednoczesnym zmniejszeniu opóźnień w sieci. Wi-Fi 6 pomaga również w zapewnieniu szybszych połączeń dla każdego użytkownika – nawet w środowiskach, gdzie jest wiele podłączonych urządzeń. Oznacza to, że więcej użytkowników i urządzeń może się podłączyć do sieci bez pogorszenia wydajności lub czasu odpowiedzi.

  1. Sieci oparte na chmurze – rozwiązanie i sposób myślenia w jednym

Wprowadzenie chmury zrewolucjonizowało sposób działania firm, zapewniając im nowy poziom elastyczności i dostępu do zasobów w sytuacji pracy zdalnej. Praca w chmurze może umożliwić firmom zdalne zarządzanie usługami IT, zwiększając wydajność przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Oferuje również bezpieczniejsze rozwiązanie – hosting systemów na zdalnych serwerach chroni informacje i zapobiega utracie danych. Ponieważ nadal pracujemy z domu, jest to doskonała okazja dla usługodawców MSP do zdalnej obsługi klientów.

 Potrzebna tu jest zmiana sposobu myślenia. Przeniesienie infrastruktury sieciowej do chmury jest czasochłonne i wymaga dostosowania się osób na wszystkich poziomach w firmie. Organizacje dowolnej wielkości muszą mieć jasno określoną strategię i cele biznesowe stojące za ich przejściem do chmury. Zarówno dostawcy VAR, jak i MSP muszą ściśle współpracować ze swoimi klientami końcowymi, aby zapewnić im płynne przejście do chmury– mówi Aleksander Styś, VAR Account Manager w Zyxel Networks.

  1. 5G – najszybsza autostrada danych

5G ma również zrewolucjonizować sieci dla firm i będzie idealnym rozwiązaniem dla dostawców usług, ponieważ zapewnia szybsze prędkości w porównaniu do sieci światłowodowych. Pracując ze średnią szybkością 150-200 Mb/s, 5G zapewnia też mniejsze opóźnienia, większą pojemność, lepszą elastyczność i usługi w czasie rzeczywistym, które mogą zrewolucjonizować biznes dowolnej wielkości.
Rozprzestrzenianie się sieci 5G o zwiększonej przepustowości ułatwi przesyłanie dużych ilości danych w firmie, otwierając tym samym większe możliwości dla  nowoczesnych sieci. Przy wkraczaniu w erę 5G, zmieni się sposób, w jaki dane są przejmowane, przetwarzane i dostarczane do milionów urządzeń. Jest to szczególnie korzystne dla firm, ponieważ zmniejsza się ilość danych przesyłanych do serwerów w chmurze i na odwrót.

  1. Sieć hybrydowa jako złoty środek w obliczu pracy zdalnej

Zmienia się rola sieci IT. Tradycyjne modele trzeba dostosowywać i zmieniać wraz ze zmieniającymi się potrzebami organizacji i nowymi technologiami. Przy większej liczbie rozproszonych pracowników niektórzy będą łączyć się przez sieć Ethernet, niektórzy za pomocą Wi-Fi a ci, pracujący z domu – przez Internet lub bezprzewodowo 4G / 5G. Korzystając z technologii, takich jak Cloud Managed Networking lub SD-WAN, firmy mogą z łatwością zarządzać ruchem z różnych połączeń i kierować go do sieci centralnej.

Wdrożenie zróżnicowanej infrastruktury sieciowej zmniejsza ryzyko awarii sieci. Sieci hybrydowe oferują również większą elastyczność, pojemność, większą wydajność aplikacji i niższe ceny. MSP muszą być ekspertami branżowymi i zaufanymi doradcami, pomagając klientom w planowaniu i zarządzaniu tymi środowiskami hybrydowymi.

  1. Bezpieczeństwo i prywatność danych pozostaną priorytetem

W 2021 roku dla małych i średnich firm bezpieczeństwo musi pozostać najwyższym priorytetem. Cyberprzestępcy stają się coraz bardziej wyrafinowani, a ich metody ataków bardziej złożone. To oznacza, że nadal będzie potrzeba zwracania szczególnej uwagi na bezpieczeństwo sieciowe. Może to być też coraz trudniejsze w przypadku rozproszonych pracowników, łączących się z siecią z różnych lokalizacji i urządzeń.
W czasie pandemii wiedza, doświadczenie i zestaw umiejętności MSP mają kluczowe znaczenie. Według statystyk 59% dostawców usług zarządzanych oferuje więcej ofert w zakresie zabezpieczeń niż jakikolwiek inny model biznesowy. 

Przyszłość branży

Obecnie jest duże zapotrzebowanie na technologie sieciowe, do których wielu klientów odnosiło się wcześniej ambiwalentnie. Według statystyk 41% pracowników prawdopodobnie będzie dalej pracować zdalnie, przynajmniej przez część etatu po pandemii. Zapotrzebowanie na dostęp do sieci będzie nadal ewoluować, a MSP będą nadal odgrywać kluczową rolę w utrzymaniu jej ciągłości w zmieniającym się środowisku.

Coraz więcej firm będzie polegać na zewnętrznych ekspertach w zakresie wiedzy informatycznej. Trzeba zaspokoić tę potrzebę i dlatego sprzedawcy VAR i MSP powinni inwestować w szkolenia i podnoszenie kwalifikacji swoich zespołów, aby dostarczać klientom cennych porad i wiedzy w zakresie nowych trendów i technologii.
MSP, którzy dobrze prosperują, w 2021 roku będą inwestować w szkolenia a znajomość nowych technologii stanowić będzie ich wyróżnik. Oznacza to jednak wyjście poza strefę komfortu i dostosowanie się do aktualnych trendów, zanim będzie za późno.

Koronawirus przyczynił się do wzrostu nadużyć w obszarze świadczeń dla bezrobotnych

Kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa sprawił, że wzrasta bezrobocie w Unii Europejskiej. Ma sięgnąć 7,7 proc. w tym i 8,6 proc. w przyszłym roku. Kłopoty nie omijają polskich firm. Jak wynika z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz Ministerstwa Rozwoju, w samym październiku bieżącego roku zawieszono ponad 18 tys. działalności gospodarczych. Urzędy pracy i agencje zatrudnienia zmagają się z rosnącą liczbą wniosków, a przestępcy wykorzystują tę sytuację, przez co nasila się liczba nadużyć.

Potrzeba szybkiego zapewnienia wsparcia osobom, które straciły pracę lub nie są w stanie kontynuować prowadzenia działalności gospodarczej, sprawiła, że wiele instytucji uprościło procedury pozyskiwania pomocy finansowej. Jednocześnie braki kadrowe sprawiają, że trudniej jest starannie weryfikować wszystkie zgłoszenia. A cyberprzestępcy nie próżnują. Świadczą o tym chociażby dane ze Stanów Zjednoczonych, z których wynika, że liczba nadużyć, wskutek których pobierane są nienależne świadczenia dla bezrobotnych, wzrosła 28-krotnie w bieżącym roku w porównaniu do roku 2019, powodując straty Departamentu Pracy USA w wysokości 6 miliardów dolarów.

Cyberprzestępcy wykorzystując ukradzione dane osobowe, składają fałszywe wnioski i proszą o przekazanie środków na założone przez nich konta. Walka z tym procederem wymaga wsparcia technologii, w tym systemów analitycznych, które przetwarzając miliony danych, z jednej strony pomagają szybciej zakwalifikować prawidłowe zgłoszenia, a z drugiej zlokalizować te wymagające dodatkowej weryfikacji.

Nadużycie w 4 krokach

Nadużycia podobnie jak inne formy przestępstw finansowych, wskutek których przestępca uzyskuje świadczenie dla bezrobotnych, to pewien proces, który zaczyna się dużo wcześniej, niż dojdzie do samego złożenia wniosku w odpowiedniej instytucji. SAS prezentuje schemat, według którego najczęściej przebiegają nadużycia:

Krok 1 – kradzież danych

Według firmy RiskIQ specjalizującej się w tematyce cyberbezpieczeństwa, w ciągu jednej minuty w 2020 roku cyberprzestępcy uzyskują dostęp do ponad 16 000 danych. Wycieku informacji w obecnym roku doświadczyły takie firmy jak Twitter, Marriott czy Zoom.

Krok 2 – zakup danych na dark web

Skradzione dane są następnie sprzedawane w ukrytych zasobach Internetu, w tzw. dark webie, co ciekawe, w relatywnie niskich cenach. Przykładowo numer ubezpieczenia społecznego obowiązujący w Stanach Zjednoczonych można kupić już za 1 dolara, a numer karty kredytowej lub debetowej za 5 dolarów. Zestaw informacji o danej osobie to koszt ok. 8 dolarów.

Krok 3 – kradzież tożsamości

Do kradzieży tożsamości dochodzi dopiero wtedy, gdy przestępcy wykorzystają skradzione dane osobowe, a nie w momencie ich pozyskania. Szacuje się, że 1 na 4 osoby, której dane znalazły się puli objętej wyciekiem z większej bazy, pada ofiarą kradzieży tożsamości.

Krok 4 – przestępstwo finansowe

Nadużycia są tak samo dużym problemem w administracji publicznej, jak i w biznesie. Jak wynika z danych FTC (ang. Federal Trade Commission – agencji rządowej Stanów Zjednoczonych), chroniącej prawa konsumentów, 22 proc. przypadków kradzieży tożsamości ma związek z nadużyciami względem instytucji rządowych. Wyższy odsetek występuje tylko w sektorze bankowym. Dane te pochodzą sprzed pandemii COVID-19. Zdaniem ekspertów SAS obecnie skala nadużyć w administracji publicznej może być znacznie wyższa.

Przygotowania do nadużyć z wykorzystaniem skradzionych danych osobowych mogły trwać tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Cyberprzestępcy czekali na dogodną okazję, aby wykorzystać pozyskane nielegalnie informacje, a pandemia COVID-19 stworzyła idealne warunki, aby dokonać przestępstw, co do których jest szansa, że pozostaną niewykryte.

RPP bez niespodzianek. Zawirowania na walutach

Po pewnym uspokojeniu po wyborach w USA na wykresach walut po raz kolejny robi się bardzo interesująco. Cały czas trwa słaba passa dolara, a na złotym znowu widać silne ruchy.

Dane z USA ciążą dolarowi

Ostatnia seria danych makroekonomicznych z USA wyraźnie nie pomaga amerykańskiej walucie. Wczorajsze dane z rynku pracy (gdzie z jednej strony powstało obiektywnie dużo miejsc pracy, a z drugiej to tylko ¾ tego, czego oczekiwali analitycy) wcale nie pomogły. W rezultacie, przez dobre dane ze starego kontynentu jesteśmy świadkami bardzo silnego ruchu na parze EURUSD. Po tym, jak we wtorek EURUSD przebiło 1,20; dzisiaj mamy już ponad 1,21. Wydawać by się mogło, że to bardzo dużo, ale pamiętajmy, że po kryzysie z 2008 roku notowano poziomy ponad 1,50.

Zawirowanie na złotym

Po tym, jak we wtorek niespodziewanie złoty umocnił się o niemal 4 grosze względem euro, wczoraj nastąpiła korekta tego ruchu. Obydwa ruchy były nieracjonalnie silne (jak na dane makroekonomiczne i sygnały płynące z rynków w tym czasie). Najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia albo z przerzucaniem na rynku bardzo dużych wolumenów przez jakieś fundusze, albo z realizacją zleceń automatycznych wywołujących efekt kuli śnieżnej. Trwało to zresztą we wtorek do wieczora, a w środę rano byliśmy świadkami wyraźnej korekty.

Decyzja RPP bez niespodzianek

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła rynków. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie zgodnie z oczekiwaniami analityków. To, co wzbudziło największe zainteresowanie na rynku to bardzo późne ogłoszenie tej decyzji. Zwyczajowo było tak, że komunikat znaliśmy około 13:00-13:30, nie była to, co prawda, wcześniej ustalana godzina. Dodatkowo o godzinie 16:00 była konferencja z udziałem prezesa NBP. W tym wypadku publikacja miała miejsce dopiero o 16:15, co jest niespotykanym opóźnieniem. Analitycy spekulują, że mogło to być spowodowane przedłużającą się dyskusją o wprowadzeniu ujemnych stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska krajem przyjaznym dla dronów

Według rankingu firmy konsultingowej DRONEII.com (Drone Industry Insights), Polska jest najbardziej przyjaznym krajem w Europie do prowadzenia działalności z wykorzystaniem dronów. W skali świata nasz kraj zajmuje 2. lokatę wśród 35 badanych gospodarek, tuż za Singapurem. Firma doceniła wysoką liczbę operatorów dronów oraz prostotę procedur służących nabywaniu uprawnień do kierowania maszynami. Najwyższe noty uzyskała też integracja krajowej infrastruktury lotniczej.

Polska krajem przyjaznym dla dronów

Ranking składa się z sześciu komponentów. Wyniki Polski na tle Singapuru oraz najwyższych osiągnięć globalnie przedstawione są na wykresie 3. Dobry wynik Polski związany jest z wysokimi ocenami w 3 spośród 6 kategorii, dotyczącymi przepisów, HR oraz integracji infrastruktury. Pierwszy komponent bada istnienie i ostatni okres rewizji przepisów lotniczych. Polska wraz z 20 spośród 35 krajów uzyskała najwyższą możliwą ocenę. Nasz kraj osiągnął także 3. najwyższy wynik wśród ba-danych gospodarek w ocenie kompetencji HR. Komponent ten ocenia liczbę operatorów dronów w stosunku do populacji oraz proces ich szkolenia. Lepszymi wynikami mogą pochwalić się jedynie Włochy i Norwegia, choć różnice do liderów są niewielkie.

Polska wyznacza standardy w integracji infrastruktury lotniczej. DRONEII doceniła wdrażanie w Polsce systemu PansaUTM pozwalającego na zarządzanie w czasie rzeczywistym przestrzenią powietrzną [8].

Porównywalną ocenę uzyskała tylko Szwajca-ria, a pozostałe gospodarki uzyskały średnio o dwa punkty mniej.

Ranking wskazuje też trzy kierunki, w których konieczne jest usprawnienie przepisów. Są to: umożliwienie zautomatyzowanych lotów nad miastami (operacje), ułatwienie czynności administracyjnych oraz poprawę ochrony prywatności osób trzecich (akceptacja społeczna). W przypadku pierwszych dwóch kategorii Polska uzyskała zbliżony wynik do mediany państw UE. Problem ochrony prywatności jest natomiast słabością wszystkich państw Unii. Zaradzić temu mają nowe przepisy rekomendowane przez Agencję Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Ich wdrożenie planowane jest w 2021 r. [9].

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[8] Informacje na temat systemu dostępne są na stronie https://www.pansa.pl/pansautm/ [dostęp: 01.12.2020].
[9] Plan harmonizacji przepisów w UE oraz planowane zmiany opisane są na stronie: https://www.easa.europa.eu/ drones-regulatory-framework-timeline [dostęp: 01.12.2020].

Dassault Systèmes ogłasza przejęcie NuoDB

  • Dassault Systèmes rozbudowuje możliwości platformy 3DEXPERIENCE o funkcje związane z chmurą obliczeniową i analizą danych
  • NuoDB opracowuje najbardziej zaawansowane, a przy tym elastyczne rozproszone bazy danych dla środowisk opartych na chmurze
  • NuoDB może obsługiwać duże wdrożenia SaaS na dynamicznie rozwijającym się rynku rozproszonych baz danych SQL

Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: #13065, DSY.PA), posiadająca dotychczas 16% udziałów w firmie NuoDB, ogłosiła jej przejęcie.

Powstała w 2010 r. firma NuoDB, z siedzibą w Cambridge w stanie Massachusetts, działa w sektorze rozproszonych baz danych SQL w chmurze. Jej rozwiązania wykorzystują wszystkie korzyści chmury, jak skalowalność na żądanie, ciągła dostępność i transakcyjność, a ponadto jest ukierunkowana na aplikacje krytyczne.

– Cieszymy się z trwającej od dawna strategicznej współpracy z Dassault Systèmes i jesteśmy dumni, że możemy świadczyć usługi rosnącej bazie klientów Dassault Systèmes korzystających z chmury obliczeniowej. Rozpoczynamy nowy etap naszego partnerstwa, który zapewni NuoDB szereg ekscytujących możliwości biznesowych – mówi Bob Walmsley, dyrektor generalny NuoDB. – Dzięki połączonym, zwiększonym zasobom możemy przyspieszyć prace nad rozwojem produktu, co pozwoli wzmocnić wartość wielochmurowych, rozproszonych baz danych SQL dostarczanych jako usługa naszym strategicznym klientom.

– Jednym z celów platformy 3DEXPERIENCE w chmurze jest dostarczanie maksymalnie skalowalnej i odpornej infrastruktury dla branż i klientów na całym świecie – mówi Florence Hu-Aubigny, wiceprezes ds. badań i rozwoju w Dassault Systèmes. – Nasza współpraca z NuoDB rozpoczęła się w 2013 r., a dziś pogłębiamy ją, podkreślając jednocześnie unikatowe możliwości rozproszonych baz danych SQL, które są ponadto doskonale przystosowane do obsługi natywnych środowisk chmurowych.

– Firmy Temenos i NuoDB współpracują ściśle od zawiązania partnerstwa strategicznego w 2018r. Będziemy kontynuować współpracę, aby oferować naszym klientom najlepsze w branży rozwiązania NuoDB z zakresu rozproszonych baz danych SQL, które wchodzą w skład portfolio chmury obliczeniowej i SaaS – mówi Colin Jarrett, dyrektor ds. chmur obliczeniowych i usług w Temenos. – Dzięki rozwiązaniom NuoDB nasi klienci mogą korzystać z elastycznej i stale dostępnej bazy danych za pośrednictwem preferowanego dostawcy chmury obliczeniowej przy niemal zerowych przerwach w przypadku awaryjnego przełączenia. Z ostatnio przeprowadzonych testów wzorcowych wynika, że banki korzystające z oprogramowania Temenos obsługującego technologię baz danych NuoDB mogą czerpać korzyści z nieograniczonej mocy obliczeniowej i wyraźnie niższych kosztów posiadania. Cieszymy się z możliwości kontynuowania naszego partnerstwa z NuoDB.

Transakacja między Dassault Systèmes i NuoDB ma zostać sfinalizowana w grudniu. W 2019 r. firma NuoDB wykazała dochody na poziomie 6 milionów dolarów.

Budowa deklaracji podatkowej PIT-28 od „A do Z”

Przygotowując się do pracy nad zeznaniem podatkowym w 2021 już teraz podatnik może przejrzeć formularze do wypełnienia. W zakresie zeznania o wysokości uzyskanego przychodu, wysokości dokonanych odliczeń i należnego ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych za rok – PIT-28 – najnowszym dostępnym drukiem podatkowym jest PIT-28 o numerze 22, który dotyczy formularzy składanych od 1 stycznia 2020 roku za rok 2019. Możliwe, że podatnicy będą rozliczać się na tym samym druku w 2021 roku (niektóre formularze obowiązują nawet kilka lat), nie mniej przed jego wypełnieniem należy zweryfikować czy nie pojawił się nowy wzór. Należy jednak zakładać, że nawet jeżeli pojawi się kolejny dokument, jego główne elementy będą powtarzać obecnie znane rozwiązania. Dlatego jeżeli podatnik chce wiedzieć jakie informacje i dane powinien przygotować do pracy nad PIT-28, można to już teraz spróbować przewidzieć na podstawie budowy obecnej deklaracji podatkowej.PIT-28

PIT-28 od „A do Z”

Powiedzenie budowa deklaracji podatkowej PIT-28 od „A do Z” jest już pewną nieścisłością. Faktycznie części deklaracji podatkowej zostały oznaczone kolejnymi literami alfabetu, ale po pierwsze PIT-28 składa się z części od „A” do „S”, a po drugie natomiast jeszcze przed częścią A znajdują się 4 pozycje, które wypełnia urząd i podatnik. W tym określenie identyfikatora podatkowego podatnika (NIP lub PESEL) oraz wskazanie roku, który rozliczany jest danym drukiem księgowym.

Opis części i charakterystyka ich rodzajów

Każdą deklarację można podzielić ze względu na charakter części i pozycji z którymi przychodzi się mierzyć podatnikowi. Jest to podział nieformalny i mający na celu jedynie uproszczenie zrozumienia funkcji i sposobu działania formularza. Można go przedstawić następująco:

1 – części formalno- identyfikujące;

2 – części danych i finansów;

3 – części obliczeniowe.

Części formalno–identyfikujące

Części i pozycje formalno-identyfikujące mają na celu przydzielenie danego druku do konkretnej osoby (lub firmy), oraz właściwego organu podatkowego. Stanowią również potwierdzenie podawanych danych (jak np. część „S” podpis). Roboczo do tej grupy zaliczyć można:

  • Część wstępna – czyli pozycje 1-4 deklaracji PIT-28 w których podatnik powinien podać identyfikator podatkowy oraz za który rok przygotowywane jest zeznanie;
  • A – czyli część do podania miejsca oraz celu składania zeznania;
  • B – część dotycząca danych identyfikacyjnych podatnika oraz jego aktualnego adresu zamieszkania;
  • O – to miejsce informacja o załączonych formularzach (załączniki);
  • P – to miejsce informacja o posiadaniu karty dużej rodziny (nieobowiązkowe);
  • R – tutaj podatnik wskazuje swój rachunek osobisty;
  • S – w „S” podatnik lub jego pełnomocnik składają swój podpis.

Części dotyczące danych i finansów

To miejsce, w którym podatnik podaje konkretne dane finansowe, ale z założenia nie musi (jeszcze) dokonywać jeszcze żadnych obliczeń. Informacje te stanowią podstawę dalszej pracy (obliczeniowej) nad PIT-28.

  • C – tu podatnik podaje swoje przychody, które objęte będą ryczałtem i wskazuje według której stawki to będzie miało miejsce;
  • D- gdzie podatnik podaje informacje o odliczeniach od przychodów;
  • J – ewentualne zwolnienie w roku podatkowym;
  • L – tutaj podatnik podaje: kwoty ryczałtu, obliczone i wykazane przed z podatnika w ewidencji przychodów w poszczególnych miesiącach (kwartałach), a także obliczone przez podatnika z art. 15 ust 2 ustawy;
  • M – w części „M „podatnik może zdecydować o przekazaniu 1% podatku do OPP;
  • N – tutaj można podać informacje uzupełniające (na przykład cel szczegółowy do 1% podatku).

Części obliczeniowe

Czyli crème de la crème deklaracji, miejsce, w którym podatnik dokonuje odpowiednich obliczeń finansowych i poznaje oraz przedstawia swoje zobowiązania wobec organów podatkowych.

  • E – tu podatnik podaje obliczenie kwot przysługujących mu odliczeń od przychodów;
  • F – to element, gdzie podaje się podstawy opodatkowania na podstawie odpowiednich obliczeń dotyczących podstawy opodatkowania;
  • G – miejsce realnego obliczenia ryczałtu po odliczeniach od przychodów;
  • H- tutaj podatnik wskazuje i oblicza odliczenia od ryczałtu;
  • I – podatnik oblicza należny ryczałt;
  • K – to część, gdzie podatnik podaje końcowy ryczałt do zapłaty;
  • Q – podatnik podaje informacje dodatkowe.

Grupa USP przejmuje większość udziałów w firmie Vanatari International

Grupa USP przejmuje większościowe udziały w firmie Vanatari International. Vanatari International, właściciel marki Vegavero należy do grona firm, które w ostatnich latach odniosły sukces na rynku suplementów diety w kanale e-commerce w Europie. Firma, istniejąca od 2014 roku, zbudowała imponujący portfel 140 wegańskich produktów obecnych na kilku rynkach europejskich w kanale sprzedaży internetowej.
Przejęcie Vanatari jest kolejnym krokiem Grupy USP w umacnianiu pozycji firmy w obszarze zdrowia oraz budowaniu zaawansowanych kompetencji w obszarze digital.

„Jesteśmy bardzo dumni, że możemy ogłosić tę transakcję i rozpocząć współpracę z zespołem Vanatari. Obie firmy, Grupa USP i Vanatari kierują się podobnymi wartościami, mają zbieżne misje oraz cele: dostarczanie najlepszych rozwiązań zdrowotnych naszym konsumentom. To przejęcie jest częścią naszej strategii budowania obecności w szeroko pojętym obszarze dbania o zdrowie” komentuje Katarzyna Kuśmierz, Prezes Grupy USP.

„Poprzez nawiązanie współpracy z Grupą USP, będziemy mogli zapewnić dalszy rozwój naszej firmy na rynkach międzynarodowych oraz lepsze dotarcie do obecnych i nowych konsumentów. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że znaleźliśmy partnera, który podziela naszą wizję na przyszłość” komentuje Katrin Horstmann, współzałożycielka i Dyrektor Zarządzająca Vanatari International.

Vanatari International będzie funkcjonowało w ramach Grupy USP jako niezależny biznes w strukturach Nowych Biznesów Grupy USP, zarządzanych przez Tomasza Fochtmana.

Zebra Global Shopper Study: Pandemia przyspiesza realizację planowanych wydatków technologicznych wśród sześciu na dziesięciu ankietowanych sprzedawców detalicznych

Ponad 80 proc. decydentów postrzega kasy samoobsługowe, oprogramowanie dla pracowników i analitykę jako kluczowe nowe technologie do 2025 r.

Coroczne badanie firmy Zebra wykazało, że kupujący oczekują bezproblemowej komunikacji pomiędzy sklepami stacjonarnymi i ich odpowiednikami online. Coraz częściej składają zamówienia w sieci ze względu na większą dostępność produktów, co skutkuje wzrostem liczby zamówień w handlu elektronicznym, a prawie 60 proc. klientów składało zamówienia w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Ponad jedna piąta kupujących zwraca produkt zakupiony online, co dla 57 proc. pracowników sklepu stanowi duże wyzwanie w pracy. Braki magazynowe również pozostają wyzwaniem, szczególnie gdy 41 proc. kupujących twierdzi, że jest to główny powód opuszczania sklepów bez dokonania zakupu. Kolejnym powodem są długie kolejki do kasy (32 proc.) i brak możliwości znalezienia produktów na półce (31 proc.), co oznacza wyraźny wzrost w porównaniu z zeszłym rokiem.

Rozwój zamówień mobilnych
Sprzedawcy detaliczni i pracownicy sklepów zauważyli gwałtowny wzrost zapotrzebowania na zapewnienie wygody i wydajności. Pandemia  spowodowała, że kupujący zaczęli chętniej korzystać z rozwiązań mobilnych do składania zamówień i kas samoobsługowych. Zamówienia składane za pomocą urządzeń mobilnych —smartfonów i tabletów – odnotowały ogromny wzrost i odegrały kluczową rolę w utrzymaniu dystansu społecznego i przestrzeganiu lokalnych regulacji. 72 proc. kupujących korzystało z zamówień mobilnych, a 82 proc. z nich, prawdopodobnie będzie nadal z nich korzystać. Chociaż to głównie milenialsi (88 proc.) i reprezentanci pokolenia X (79 proc.) wykorzystywali urządzenia mobilne do składania zamówień, to na ten sposób składania zamówień zdecydowała się również prawie połowa (47 proc.) przedstawicieli pokolenia baby boomers , a 74 proc. prawdopodobnie będzie korzystać z nich w przyszłości. 64 proc. kupujących uważa, że więcej sprzedawców detalicznych powinno oferować zamówienia mobilne, podczas gdy zdecydowana większość decydentów (90 proc.) i pracowników sklepów (83 proc.) potwierdza, że zamówienia mobilne pomogłyby spełnić oczekiwania klientów.

Kasy samoobsługowe prowadzą do lepszych wrażeń z zakupów
Około połowa (47 proc.) respondentów z grupy kupujących miała styczność z kasami samoobsługowymi w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, a ponad sześciu na dziesięciu (63 proc.) kupujących zgadza się, że rozwiązania samoobsługowe zapewniają lepszą obsługę klienta. Chociaż zgodność jest najwyższa wśród przedstawicieli pokolenia milenialsów i wynosi 73 proc., 66 proc. kupujących z pokolenia X i 50 proc. osób z pokolenia baby boomers również zauważyło na przestrzeni ubiegłego roku poprawę poziomu obsługi klientów dzięki rozwiązaniom samoobsługowym. Tymczasem 86 proc. decydentów w handlu detalicznym i 71 proc. pracowników sklepów zgadza się, że kasy samoobsługowe poprawiają jakość obsługi klienta. Prawie dziewięciu na dziesięciu ankietowanych i ponad siedmiu na dziesięciu pracowników uważa, że kasy samoobsługowe pozwoliły na wykonywanie zadań o wyższym priorytecie i skupieniu się na lepszej obsłudze klientów, jednocześnie pomagając spełnić wymagania dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwo stanowi obecnie ważny element zakupów
Zaufanie konsumentów i pracowników można zwiększyć, gdy zostaną wprowadzone środki bezpieczeństwa. Obecnie istnieje znaczna luka w zaufaniu pomiędzy sprzedawcami detalicznymi, kupującymi i pracownikami, jeśli chodzi o zdrowie i zapewnienie bezpieczeństwa.
Podczas gdy około 90 proc. decydentów uważa, że pracownicy sklepów i klienci ufają, że traktują oni ich zdrowie i bezpieczeństwo priorytetowo, tylko 65 proc. kupujących i 77 proc. pracowników zgadza się z tym twierdzeniem. Prawie dwie trzecie (67 proc.) kupujących martwi się stanem sanitarnym lub ilością kontaktów społecznych w sklepach, a 59 proc. kupujących preferuje sklepy z opcjami płatności zbliżeniowych. Siedmiu na dziesięciu pracowników sklepów twierdzi, że aplikacje do utrzymywania dystansu społecznego i śledzenia kontaktów pozwoliłyby im zapewnić lepszą obsługę klienta.

„Nasze badanie wykazało, że satysfakcja kupujących zarówno w sklepie stacjonarnym jak i tym online w tym roku znacznie spadła z powodu braków magazynowych, niedostatecznej różnorodności produktów, kosztów i czasu dostawy online oraz zwrotów” – powiedział Jeff Schmitz, Senior Vice President and Chief Marketing Office, Zebra Technologies. „Sprzedawcy detaliczni są świadomi, że sukces zależy od poprawy doświadczenia kupujących, a inwestycje w analitykę, zamówienia mobilne i kasy samoobsługowe zapewnią bardziej płynną i satysfakcjonującą obsługę wielokanałową”.

KLUCZOWE USTALENIA REGIONALNE
Azja i Pacyfik
• Siedmiu na dziesięciu (70 proc.) kupujących preferuje bezpośrednią dostawę produktów zamiast odbierania ich w sklepie.
• 65 proc. kupujących woli robić zakupy w sklepach z opcjami płatności zbliżeniowych.

Europa i Bliski Wschód
• Ponad ośmiu na dziesięciu (83 proc.) decydentów twierdzi, że pandemia przyspieszyła ich plany wdrożeniowe dla urządzeń i rozwiązań mobilnych, co jest najwyższym wynikiem ze wszystkich regionów.
• Około trzy czwarte (76 proc.) kupujących woli robić zakupy w sklepach internetowych, które mają również sklepy stacjonarne.

Ameryka Łacińska
• 87 proc. kupujących zgadza się, że korzystanie z technologii pomaga sprzedawcom detalicznym zapewnić bezpieczne, komfortowe i wygodne zakupy – jest to najwyższy wynik ze wszystkich regionów.
• Prawie 90 proc. kupujących korzystało z zamówień mobilnych i zamierza nadal z nich korzystać.

Ameryka Północna
• 72 proc. pracowników sklepu woli mieć wyznaczone zadania niż czytać raporty, pomaga im to zarządzać swoim dniem.
• Ponad trzech na czterech (77 proc.) decydentów stwierdziło, że odczuwa presję dotyczącą poprawy operacji realizacji zamówień i wydajności, w celu zapewnienia możliwości oferowania różnorodnych opcji i szybkości dostawy.

TŁO BADANIA I METODOLOGIA
Trzynaste coroczne badanie Global Shopper firmy Zebra obejmowało około 4175 kupujących, 577 pracowników sprzedaży detalicznej i 412 przedstawicieli kadry kierowniczej wysokiego szczebla z branży handlu detalicznego z Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, Azji i Pacyfiku, Europy i Bliskiego Wschodu, z którymi wywiad przeprowadziła w okresie od sierpnia do września 2020 r. firma Azure Knowledge Corporation.