Żywność przyszłości będzie produkowana ekologicznie, a przy tym bogata w składniki odżywcze. Przed wejściem na europejski rynek czeka ją długi proces certyfikacji

Innowacje i technologie wkraczają do świata żywności. Trwają prace nad stworzeniem pełnowartościowych posiłków w formie tabletek. Coraz więcej mówi się o drukowaniu żywności w 3D. Można też wyhodować mięso bogate w białko wyłącznie z komórek. Przyszłością jednak jest żywność wyprodukowana bez szkody dla środowiska naturalnego, ograniczenie zużycia wody i niemal całkowita rezygnacja z plastiku. Powstają więc opakowania, które można skonsumować. Coraz częściej na rynek trafiają też nowe produkty, które mogą mieć korzystny wpływ na nasze zdrowie.

– Przemysł żywieniowy podąża przede wszystkim w kierunku zmniejszenia oddziaływania na środowisko naturalne. Tworzymy coraz bardziej wydajne sposoby produkowania żywności, przechodzimy z produkcji zwierzęcej na produkcję bakteryjną. To o wiele bardziej efektywne. Obecnie krowa jest dużym bioreaktorem, który służy do produkcji mleka, ale prawdopodobnie za kilka–kilkanaście lat mleko będziemy produkować w dużych reaktorach biochemicznych. Będą to robiły bakterie, zużywając znacznie mniej energii i innych zasobów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Jandziak, prezes VitaSynth.

Jeszcze kilka lat temu głośno było o tabletkach, które w przyszłości będą mogły zastąpić pełnowartościowe posiłki. Teoretycznie mogłoby wystarczyć kilka tabletek, aby dostarczyć odpowiednie ilości kalorii, witamin i substancji odżywczych. Choć pomysłu jeszcze całkowicie nie odrzucono, wszystko wskazuje na to, że przyszłość będzie inna. Coraz częściej do produkcji żywności wykorzystuje się druk 3D. W tym zakresie są już pierwsze sukcesy – amerykańscy piekarze wydrukowali np. jadalne dekoracje na tort weselny. Także mięso roślinne jest drukowane w 3D. Niemiecka firma wykorzystała zaś drukarki 3D do stworzenia posiłków dla seniorów, którzy mają trudności z przetworzeniem stałych pokarmów.

Żywność jest też coraz bardziej ekologiczna, do jej produkcji zużywa się mniej wody i energii, a przy tym staje się łatwiej dostępna.

– Trudno powiedzieć, czy wymyślimy coś zupełnie nowego. Na pewno ochrona środowiska, dbałość o planetę, zmniejszenie zużycia plastiku to są trendy, które dominują wśród producentów żywności, bo tego oczekują konsumenci – tłumaczy Piotr Jandziak.

Innowacyjna żywność to też ta łatwiej dostępna, w każdym miejscu świata, a przy tym dopasowana do zmieniającego się trybu życia. Stąd popularność gotowych dań, do których przygotowania wystarczy kilka minut.

– Wszystko to, co pojawia się na półkach sklepów typu convenience store, charakteryzuje się łatwością konsumpcji, możliwością spożywania w biegu, łatwością przygotowania, a także różnorodnością składników – wskazuje ekspert.

Zgodnie z unijnymi przepisami nowa żywność to ta, która nie była spożywana w znacznym stopniu przez ludzi w UE przed 1997 rokiem, kiedy weszło w życie pierwsze rozporządzenie w jej sprawie. Może to być nowo opracowana, innowacyjna żywność, wyprodukowana przy użyciu nowych technologii i procesów produkcyjnych.

Przykłady novel food obejmują nowe źródła witaminy K, ekstrakty z istniejącej żywności (np. bogaty w fosfolipidy olej z kryla antarktycznego) czy produkty rolne z krajów trzecich (nasiona chia, sok owocowy noni) i żywność poddana działaniu promieniowania UV. Przed wprowadzeniem jej na rynek konieczna jest zgoda UE.

– Novel food to bardzo szczegółowa regulacja unijna, która chroni konsumentów przed ryzykiem związanym z wprowadzeniem nowych składników żywności na rynek. Producenci takich nowych składników muszą przygotować szczegółowe badania, zwłaszcza toksykologiczne, a także analizę ryzyka związaną z wprowadzeniem takiego składnika do żywności. Około 10 lat temu taki proces weryfikacji przeszła np. witamina K2 – mówi Piotr Jandziak.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 23.11-27.11.2020

Powszechnym przekonaniem na rynkach jest, że przyszły rok będzie lepszy, ale optymizm jest hamowany przez niepewność, jak bardzo pogorszy się sytuacja bieżąca. W międzyczasie spory polityczne po obu stornach Atlantyku blokują pomoc fiskalną, podczas gdy wskaźniki gospodarcze tracą wzrostowy impet. Zatrzymanie na szczytach rodzi ryzyko korekty, szczególnie w tygodniu skróconym w USA przez Święto Dziękczynienia.

Przyszły tydzień: zaufanie konsumentów i zamówienia z USA, dochody/wydatki Amerykanów, minutki FOMC, PMI z Eurolandu/Wlk. Brytanii, brexit, Riksbank

USA

W USA pięciodniowy tydzień publikacji upakowany jest w pierwsze trzy w związku ze Świętem Dziękczynienia w czwartek. Wstępne PMI (pon) prawdopodobnie wykażą spadek względem poprzedniego miesiąca, ale niewielki z uwagi na brak nowych restrykcji w okresie badania. Indeks zaufania konsumentów (wt) prawdopodobnie obniży się ze względu na polityczną niepewność po wyborach i wzrost liczby zakażonych COVID-19. Zaraportowany silny wzrost produkcji przemysłowej w październiku przemawia za równie mocnym odczytem zamówień na dobra trwałe (śr). Dochody Amerykanów (sr) kurczą się przez ograniczenia transferów publicznych, przez co też spadają wydatki – sugeruje to słaba sprzedaż detaliczna w ubiegłym miesiącu. W minutkach FOMC (śr) intersujące będą szczegóły dyskusji na temat przyszłości programu skupu aktywów. Od czasu posiedzenia kilku członków wskazywało potrzebę wzmocnienia ekspansji monetarnej, potencjalnie przez skup aktywów. Protokół może wskazać, że część członków uzależnia decyzję o wzmocnieniu QE od pogorszenia w danych makro, co w obecnej sytuacji podnosi prawdopodobieństwo ruchu Fed w grudniu.

Strefa euro

Surowe obostrzenia i lockdowny na terenie Europy znajdą swoje odbicie w spadkach indeksów PMI (pon) z większym wpływem na sektor usługowy. Dane o mobilności wskazują na istotne spowolnienie aktywności, ale nie tak silne jak wiosną. Firmy są lepiej przygotowane na restrykcje, a lockdown nie uderzył tak mocno w sektor wytwórczy. W rezultacie efekty jesiennych restrykcji powinny być mniejsze niż wiosennych. Niezależnie od tego spadek indeksów poniżej granicy 50 pkt. tylko potwierdzi, że w IV kw. recesja wróciła do strefy euro. Niemiecki indeks Ifo (wt) prawdopodobnie potwierdzi pogorszenie się oceny sytuacji bieżącej, ale subindeks oczekiwań powinien już ujmować optymizm związany z rewelacjami o szczepionkach i mniejszą korektę względem października. Dane gorsze od oczekiwań będą osłabiać, choć na nich samych EUR/USD raczej nie wyrwie się z konsolidacji 1,18-1,19.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii odczyty PMI (pon) będą słabe, jak w całej Europie, szczególnie w usługach wraz z ujawnieniem się skutków drugiego lockdownu. Negocjacjom brexitu nie ma końca, a ostatnią przeszkodą stało się wykrycie COVID-19 u jednego z członków unijnego zespołu negocjacyjnego. Najnowsze przecieki mówią, że finał ma nastąpić na początku przyszłego tygodnia, ale w tym procesie wszystko jest możliwe. Bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie porozumienia i rajd GBP, ale ryzyko negatywnego zaskoczenia jest nie do zignorowania.

Polska

Z Polski napłyną październikowe dane o sprzedaży detalicznej (pon), podaży pieniądza (wt) i stopie bezrobocia (czw), ale dobre dane za ubiegły miesiąc straciły na znaczeniu, kiedy istotniejsza jest skala spowolnienia w listopadzie i grudniu w związku z zarządzonymi restrykcjami. Wraz z malejącym ryzykiem narodowej kwarantanny schodzi ze złotego premia za ryzyko, co może sprowadzić EUR/PLN do 4,45, ale warunkiem koniecznym jest utrzymanie co najmniej neutralnego klimatu na rynkach zewnętrznych.

Szwecja

Przed posiedzeniem szwedzkiego Riksbanku (czw) konsensus zakłada brak zmian w polityce pieniężnej. W ostatnich wystąpieniach przedstawiciele banku prezentowali dość pesymistyczne nastawienie, co podnosi ryzyko po stronie gołębich zaskoczeń, choć dane z rynku pracy (lepsze od prognoz Riksbanku) i perspektywa szczepionki powinny przemawiać za utrzymaniem status quo. Jeśli SKE otrzyma pretekst do osłabienia, nie powinien być to trwały ruch.

Australia i Nowa Zelandia

Bilans handlowy z Nowej Zelandii (śr) i wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw z Australii (czw) to ważne składniki wzrostu gospodarczego obu krajów, ale dane historyczne mogą mieć teraz mniejszą istotność dla NZD i AUD, które podlegają pod globalne wahania nastrojów. Przy zdefiniowanym nastawieniu banków centralnych na kilka miesięcy do przodu, głównym motorem dla kiwi i aussie będzie trwałość rajdu ryzyka i presja na sprzedaż USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wicepremier Jarosław Gowin spotkał się z przedsiębiorcami podczas posiedzenia Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP

W dniu 20 listopada br. odbyło się XIX posiedzenie Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców z udziałem Wicepremiera, Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina, Rzecznika MŚP Adama Abramowicza oraz kilkuset przedsiębiorców. Tematem spotkania była sytuacja gospodarcza w trakcie epidemii koronawirusa, propozycje zmian systemowych składanych w ramach tzw. Dziesiątki Rzecznika MŚP oraz bieżące problemy przedsiębiorców.

Na wstępie spotkania Wicepremier Jarosław Gowin przychylnie ocenił postulaty „Dziesiątki Rzecznika MŚP”. Absolutnie podzielam tę filozofię w ekonomii i w gospodarce, ten kierunek działania, który zawarty jest w Dziesiątce Rzecznika – powiedział Jarosław Gowin. Jest ona w duchu gospodarki opartej na prywatnej własności, prostym prawie, niskich podatkach i swobodnej konkurencji. Jesteśmy jako Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii zwolennikami takiego sposobu myślenia – dodał.

W dalszej części spotkania Jarosław Gowin  jeszcze raz podkreślił, że jest przeciwny całkowitemu  zamknięciu gospodarki. Zapowiedział, że rząd już wkrótce przedstawi plan odmrażania branż na najbliższe tygodnie, uzależniony jednak od aktualnej sytuacji epidemicznej. Zaznaczył również, że należy wspomóc tych przedsiębiorców, którzy przez obostrzenia nie mogą normalnie prowadzić działalności gospodarczej. Prawdopodobnie podczas prac w Senacie rozszerzymy liczbę branż objętych Tarczą Branżową. Dla turystyki, gastronomii, hoteli może przygotujemy osobny pakiet pomocy na zachowanie i restart – wspomniał w swoim wystąpieniu.

To odpowiedź na apele Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Adama Abramowicza, który postuluje rozszerzenie branż objętych pomocą.

– Przygotowałem listę 40 kodów PKD, które naszym zdaniem niesłusznie zostały pominięte przy przyznawaniu pomocy. Sejm przychylił się tylko do dodania jedynie 5 kodów PKD z tej listy. Liczymy, że kolejne kody będą ujęte w poprawkach Senatu lub rozporządzeniu, którego wydanie umożliwia aktualnie procedowana ustawa – powiedział podczas posiedzenia Rady Przedsiębiorców Adam Abramowicz.

Na spotkaniu zapewniono także o kontynuowaniu prac nad projektem nowelizacji ustawy o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Trafi ona już wkrótce na posiedzenie rządu, a następnie pod obrady parlamentu. Projekt daje Rzecznikowi MŚP możliwość występowania w interesie przedsiębiorców w sprawach cywilnych dotyczących ubezpieczeń społecznych.

Przemysł nie poddaje się drugiej fali pandemii

Październik przyniósł relatywnie dobre wieści z przemysłu. Produkcja sprzedana wzrosła o 1% r/r i 3,7% m/m – podał GUS.

Po korekcie o czynniki sezonowe (m.in. liczbę dni roboczych) produkcja wzrosła odpowiednio o 3,8% r/r i 1,6% m/m. Dodatni wzrost w perspektywie roku notuje m.in. przetwórstwo przemysłowe (1,7% r/r). To bardzo dobry znak. Na tle usług przetwórstwo pozostaje więc relatywnie odporne na skutki pandemii.

Nie oznacza to automatycznie, że wszystkie branże mogą wykazać się dynamiką wzrostu w skali roku – wręcz przeciwnie: udział takich jest wciąż niski – 56% branż, 73,8% wartości dodanej. Najlepiej wśród nich radziły sobie takie działy przemysłu jak: produkcja urządzeń elektrycznych (wzrost o 17,4% r/r) oraz elektronicznych (8,2%), a także wyroby z drewna (7,4%), mebli (5,5%) i tekstyliów (7,1%).
Duży spadek odnotowała z kolei produkcja maszyn i urządzeń (-14,3% r/r). W ślad za zmianami konsumpcji, ujawniają się wzorce popytu na produkty przetwórstwa. O ile produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych wzrosła (7,8% r/r), o tyle dóbr inwestycyjnych – spadła (1,4% r/r). Struktura produkcji sugerowałaby, że eksport pozostaje motorem naszej gospodarki.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

PKN ORLEN planuje zakup za ok. 89 mln zł największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce

PKN ORLEN umacnia pozycję na rynku przewozów drogowych oraz inwestuje w rozwój i optymalizację procesów logistycznych. Jednym z elementów strategii w tym obszarze jest zakup spółki OTP – największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce. Powstał on na bazie aktywów ORLEN Transport, którego sprzedaż do Grupy Trans Polonia została zainicjowana w listopadzie 2015 r. Transakcja umożliwi wzrost efektywności dotychczasowych procesów logistycznych w całej Grupie ORLEN. Z kolei pozostawienie marży przewoźnika w strukturach Koncernu pozwoli na ograniczenie kosztów. Przejęcie doświadczonego podmiotu z wysokimi kompetencjami w obszarze przewozów drogowych to efekt wnikliwych analiz branży transportowej i zachodzących w niej zmian w ostatnich latach. Wartość transakcji szacowana jest na ok. 89 mln zł. trans polonia

– Logistyka to jeden z najbardziej kapitałochłonnych obszarów działalności firm. Dlatego każda optymalizacja kosztów w tym zakresie korzystnie przekłada się na osiągane wyniki. W ramach Grupy ORLEN na bieżąco prowadzimy integrację procesów logistycznych i szukamy nowych rozwiązań, które umocnią naszą pozycję na konkurencyjnym rynku i zwiększą jakość usług. Proces dezinwestycji spółki transportowej Grupy ORLEN realizowany był jeszcze w 2015 r. Dziś widzimy, że tworzenie własnych kompetencji w tym obszarze to skuteczny sposób na rozwój aktywów logistycznych, zwiększanie konkurencyjności i optymalizację kosztów. Stąd nasza decyzja o odzyskaniu perspektywicznych aktywów i zakupie przewoźnika drogowego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zakup OTP jest spójny z zakładanymi kierunkami rozwoju oraz celami strategicznymi logistyki Grupy ORLEN. Rozbudowa własnych zasobów transportowych pozwoli na zachowanie pełnej kontroli nad produktem w całym łańcuchu logistycznym. Pozwoli też uzyskać wysoką elastyczność operacyjną w zależności od sytuacji podażowo-popytowej na rynku. Uzyskany efekt skali umożliwi zwiększenie synergii w segmencie transportu drogowego pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN. Ograniczone zostaną także koszty transportu poprzez wzrost utylizacji floty.

Celem PKN ORLEN jest wzmocnienie pozycji na rynku przewozów drogowych. Dalszy rozwój spółki transportowej będzie możliwy dzięki poszerzeniu zakresu działalności w obszarze LPG, JET oraz sprzedaży hurtowej paliw, a także o dodatkowe grupy produktowe. Plany i strategia rozwoju logistyki Grupy ORLEN pozostawiają przestrzeń do współpracy z przewoźnikami zewnętrznymi. Docelowy model zakłada dywersyfikację mocy transportowych i osiągnięcie optymalnego poziomu struktury floty własnej do zewnętrznej.

Spółka OTP od czasu wejścia do Grupy Trans Polonia była intensywnie rozwijana zdobywając większe doświadczenie i rozszerzając kompetencje w obszarze transportu drogowego. Decyzja o przejęciu doświadczonego przewoźnika przez PKN ORLEN to efekt wnikliwych analiz branży transportowej i zachodzących w ostatnich latach zmian na rynku transportu. Zbudowanie własnych kompetencji logistycznych w ramach Grupy ORLEN pozwoli skutecznie odpowiedzieć na obecne, nowe wyzwania związane np. z potrzebą skracania łańcucha dostaw, czy szybkiego dostosowania się do oczekiwań klientów. Transakcja wpisuje się również w prowadzone przez PKN ORLEN procesy akwizycyjne, szczególnie przejęcie Grupy LOTOS. Połączona baza logistyczna w przypadku realizacji procesu będzie wymagała dużo większej elastyczności po stronie Grupy ORLEN, którą może zapewnić właśnie własna flota. Docelowo PKN ORLEN planuje konsolidację transportu drogowego w ramach jednego wyspecjalizowanego podmiotu.

Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.
Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

OTP funkcjonując w ramach Grupy Trans Polonia od 2016 r. konsekwentnie rozwijało kompetencje w zakresie przewozu płynnych produktów niebezpiecznych (ADR) – mówi Dariusz Cegielski Prezes Zarządu Grupy Trans Polonia. Spółka uczestniczyła w tym czasie w intensywnym wzroście wolumenu przewożonych produktów, co było wynikiem dobrej koniunktury gospodarczej i rozwoju rynku krajowego w zakresie konsumpcji paliw płynnych. Poza sektorem paliwowym, w Trans Polonii funkcjonują inne istotne dywizje, które wymagają dalszego rozwoju i otwierają przed spółką szereg możliwości dalszego funkcjonowania na rynku międzynarodowym. Spółka realizuje z powodzeniem strategię rozwoju opublikowaną w 2017 roku, która zakłada wieloletni program inwestycyjny, związany przede wszystkim z międzynarodową logistyką płynnych produktów chemicznych oraz międzynarodowymi przewozami intermodalnymi płynnych surowców.  Sprzedaż OTP wpłynie pozytywnie na realizację tych planów, ponieważ pozyskane ze sprzedaży środki finansowe pozwolą przyspieszyć realizację ww. celów.

Jako podmiot specjalizujący się w logistyce płynnych surowców, współpracujący z wieloma światowymi koncernami, szanujemy koncepcję PKN ORLEN, która będzie realizowana przy wykorzystaniu OTP. Cieszymy się iż Spółka znajdzie się w strukturach koncernu, dzięki czemu będzie mogła dalej prężnie się rozwijać – dodaje Prezes Cegielski.

Budowa własnych kompetencji przewozowych ułatwi też politykę kadrową w tym obszarze. Obecnie branża transportowa napotyka na trudności związane z deficytem kierowców autocystern na rynku pracy. Aż 40 proc. kierowców jest w wieku przedemerytalnym. Doświadczona kadra spółki OTP uzupełni zespół Grupy ORLEN i zyska możliwość dalszego rozwoju w silnej firmie o międzynarodowym znaczeniu.

Jednym z warunków zawieszających transakcję zakupu OTP przez PKN ORLEN będzie zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

OTP (dotychczas w Grupie Trans Polonia) jest jednym z największych w Polsce dostawców usług transportu drogowego. W 2019 r. spółka przewiozła prawie 6 mln m3 paliw, paliw lotniczych oraz LPG. Dysponuje nowoczesną flotą ponad 200 zestawów do przewozu towarów niebezpiecznych ADR klasy II i III. Zatrudnia blisko 700 pracowników, w tym ponad 550 kierowców. Przychody spółki w 2019 roku wyniosły 160,6 mln zł, EBITDA 36,1 mln zł, a zysk netto 13,3 mln zł. Przychody OTP generowane są głównie w oparciu o długoterminowe umowy z Grupą ORLEN i innymi koncernami paliwowymi.

Do tej pory przewozy samochodowe Grupy ORLEN rozwijane były w ramach spółki ORLEN Paliwa. Wielkość jej floty transportowej to około 100 pojazdów. Z końcem 2019 r. spółka pozyskała 6 nowych autocystern do przewozu paliw płynnych. Natomiast w 2020 r. wprowadziła do ruchu logistycznego 42 nowe naczepy-cysterny do przewozu i dystrybucji LPG. W wyniku tych inwestycji zdolności przewozowe ORLEN Paliwa w obszarze logistyki wtórnej LPG wzrosły z około 3 proc. do około 40 proc.

Głos biznesu podczas Global e-Mobility Forum 2020

Zielony Ład, elektromobilność w obliczu COVID-19, nowe modele biznesowe, przyszłość branży motoryzacyjnej, perspektywy rozwoju technologii wodorowych – na te i inne tematy rozmawiali przedstawiciele branży elektromobilności podczas Global e-Mobility Forum 2020. Jak rozwój elektromobilności na świecie widzi biznes?

Global e-Mobility Forum odbyło się 19 listopada w formule online gromadząc 52 prelegentów z 22 krajów, wysokich przedstawicieli UE, UN, UNFCCC, ministrów, przedstawicieli nauki i biznesu z całego świata. Wzięli w nim udział m.in. Zastępca Sekretarza Generalnego ONZ i Dyrektor Wykonawcza Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska Inger Andersen, Komisarz ds. Transportu Komisji Europejskiej Adina Vălean czy Minister Przedsiębiorczości i Przemysłu Wielkiej Brytanii Nadim Zahawi. Polskę reprezentował minister Michał Kurtyka, który był także gospodarzem konferencji. Podczas Global e-Mobility Forum odbył się szereg paneli dyskusyjnych, podczas których reprezentanci wiodących światowych firm sektora e-mobilty rozmawiali o najważniejszych trendach światowego sektora transportu i kierunkach jego rozwoju. Jakie są główne wnioski z konferencji?

Elektromobilność kluczem do realizacji Zielonego Ładu

Europejski Zielony Ład zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej przez państwa Unii Europejskiej do 2050 r. Uczestnicy Global e-Mobility Forum 2020, podkreślali, że bez dekarbonizacji sektora transportu realizacja tego celu nie będzie możliwa. W celu obniżenia emisji powinna rozwijać się zarówno flota pojazdów elektrycznych, jak i sieć infrastruktury ładowania. Szczególne znaczenie ma w tym kontekście zeroemisyjny transport publiczny, wzrost znaczenia odnawialnych źródeł energii oraz regulacje prawne stymulujące rozwój elektromobilności.

Espen Hauge, Prezydent Avere – największej europejskiej organizacji branżowej związanej z rynkiem zeroemisyjnego transportu – zaznaczył, że Europejski Zielony Ład ma przede wszystkim przeciwdziałać zmianom klimatycznym i degradacji środowiska. – Naszym celem jest redukcja emisji o 50-55% do 2030 r. i przejście do zeroemisyjnej gospodarki w 2050 r. – powiedział Espen Hauge.

Andreas Unterstaller, reprezentant Europejskiej Agencji Środowiska wskazał, że elektryfikacja transportu cały czas przyspiesza.

– W krajach Europy Zachodniej jeździ już naprawdę wiele pojazdów elektrycznych, a infrastruktura ładowania staje się coraz bardziej powszechna. Plan Europejskiego Zielonego Ładu jest co prawda bardzo ambitny, ale również możliwy do zrealizowania. Obecnie znajdujemy się na początku tej drogi, więc musimy przedsięwziąć wszelkie konieczne środki, by wspomagać elektryfikację całej branży transportowej, zarówno pod względem infrastruktury jak i flot pojazdów – stwierdził Andreas Unterstaller.

Javier Calleja, CEO Solarisa, podkreślił istotne znaczenie transportu publicznego na drodze ku osiągnięciu neutralności klimatycznej. Od 2011 r. firma z siedzibą w Bolechowie dostarczyła ok. 1 000 elektrobusów do 18 państw Europy.

– Autobusy elektryczne są bardzo ważnym elementem w drodze do zerowej emisji, ponieważ z transportu publicznego korzysta wiele osób. Zauważamy, że coraz więcej państw europejskich stawia na elektryfikację tego sektora, składając w naszej firmie coraz więcej zamówień zarówno na autobusy elektryczne jak i wodorowe – powiedział Javier Calleja.

Tą opinię podzieliła Monica Araya z Transport Lead for Climate Champions, podkreślając jednocześnie znaczenie wzrostu udziału OZE w europejskim miksie energetycznym.

– Pochodzę z Kostaryki, gdzie prawie 100 proc. energii pochodzi właśnie ze źródeł odnawialnych i uważam, że dążąc do zeroemisyjności na całym świecie musimy równolegle obok elektromobilności rozwijać ekologiczną energetykę – powiedziała Monica Araya.

Adam Mutwil, kierujący wydziałem elektromobilności w niemieckim Ministerstwie Transportu i Infrastrutury Cyfrowej, zwrócił uwagę, że rozwój zeroemisyjnego transportu napędzają przede wszystkim odpowiednie regulacje prawne i programy wsparcia. Według danych ACEA, przez pierwsze dziewięć miesięcy 2020 r. w Niemczech zarejestrowano 204 492 nowe, osobowe samochody z napędem elektrycznym (+174,3% r/r) – najwięcej w Europie.

– W zeszłym roku w Niemczech zarejestrowano więcej pojazdów elektrycznych niż w będącej dotąd europejskim liderem w tym zakresie Norwegii. Ulgi podatkowe, dopłaty do aut elektrycznych, czy infrastruktury pozwoliły rozpędzić proces elektryfikacji transportu – podkreślił Adam Mutwil.

Zdaniem Franka Mühlona, szef działu infrastruktury ładowania w ABB, jednego z globalnych liderów w zakresie stacji ładowania EV, rozwój zelektryfikowanych flot powinien iść w parze z zakrojoną na szeroką skalę rozbudową infrastruktury ładowania.

– Jest tylko kwestią czasu aż pojazdy elektryczne wyprą samochody spalinowe. Dlatego tak ważne jest, aby równolegle transformacji przemysłu motoryzacyjnego, być przygotowanym na elektromobilność pod względem infrastruktury – powiedział Frank Mühlon.

Branża motoryzacyjna musi stawiać na innowacje

Przyszłość i wzywania stojące przed branżą motoryzacyjną w obliczu zaostrzających się norm emisji spalin, stanowiły temat przewodni kolejnego panelu pod nazwą „Producenci Samochodów w Nowej Erze”. Wzięli w nim udział przedstawiciele największych koncernów motoryzacyjnych na świecie oraz aspirujących start-upów. Debatę moderował Jens Hoerning z PwC. Paneliści wyrazili przekonanie, że branża samochodowa musi inwestować w innowacyjne rozwiązania technologiczne, ale konieczne jest również zwiększanie świadomości społecznej w zakresie zeroemisyjnego transportu wśród potencjalnych nabywców EV.

Rafał Budweil, prezes polskiej firmy Triggo, która zaprojektowała nowatorski pojazd elektryczny o zmiennym rozstawie kół, ułatwiającym jazdę w ruchu miejskim, stwierdził, że zmiany w sektorze transportu tworzą okazję dla popularyzacji nowych rozwiązań mobilnościowych.

– Triggo stanowi odpowiedź dla tych, których chcą poruszać się w sposób neutralny dla klimatu w miastach wciąż jeszcze zdominowanych przez nadmierny ruch samochodowy. Przyszłość nowej mobilności i kierunek, w którym podążają koncerny motoryzacyjne, to również przestrzeń do rozwoju dla takich firm jak polskie Triggo – powiedział Rafał Budweil.

Na innowacyjne rozwiązania stawiają również wielkie koncerny motoryzacyjne przeznaczające coraz większe sumy na sektor R&D.

Wolfgang Bremm von Kleinsorgen, CEO Mercedes-Benz w regionie Europy Środkowej, stwierdził, że producent z Stuttgarttu przeznacza na badania i rozwój blisko 7 miliardów euro, czyli prawie tyle, co gospodarki niektórych państw.

– Oprócz środków rezerwowanych na innowacje przez koncerny motoryzacyjne oraz wsparcia ze strony administracji publicznej, rozwój zeroemisyjnego transportu wymaga zwiększenia świadomości społecznej. Na szczęście klienci w coraz większym stopniu przekonują się do zalet nowej mobilności – wskazał Wolfgang Bremm von Kleinsorgen.

Znaczne inwestycje na badania i rozwój ponosi również Volkswagen AG. Dr Wolf-Stefan Specht, prezes zarządu Volkswagen Group Polska powiedział:

– Przez kolejne pięć lat zainwestujemy w rozwój elektromobilności 35 mld euro, a do 2030 r. wprowadzimy na rynek około 70 modeli z napędem elektrycznym. Do tego czasu zamierzamy wyprodukować 26 mln pojazdów elektrycznych.

Friederike Kienitz, wiceprezes Nissana w regionie Afryki, Bliskiego Wschodu, Indii, Europy i Oceanii wskazała, że strategia koncernów motoryzacyjnych w nadchodzących latach wymaga znacznej elastyczności.

– Inwestycje producentów muszą dotrzymywać tempa działaniom administracji, wdrażaniu nowych technologii i popytu ze strony konsumentów, ale muszą też wyjść dalej, poza sam pojazd. Bardzo istotnym segmentem dla dekarbonizacji i implementacji ważnych programów takich jak Europejski Zielony Nowy Ład jest obszar produkcji baterii. Możliwość magazynowania energii elektrycznej jest ważna nie dla sektora transportu, ale również dla wszystkich innych obszarów codziennego życia – mówiła Friederike Kienitz.

COVID-19 nie powstrzyma rozwoju rynku pojazdów elektrycznych

Skutki pandemii koronawirusa odczuwa cała gospodarka, w tym sektor motoryzacyjny. Uczestnicy kolejnego Round Table rozmawiali o wpływie COVID-19 na tempo rozwoju zeroemisyjnego transportu.

Patrik Andersson, CEO Grupy Garo, zwrócił uwagę, że skutki pandemii, sprawiły, że społeczeństwa całego świata przywiązują większą wagę do kwestii środowiska i ochrony zdrowia. W konsekwencji branża e-mobility rozwija się coraz szybciej.

– Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy fabryka Garo w Szczecinie wyprodukowała 30 tys. stacji ładowania samochodów elektrycznych. Przewidujemy dalszy wzrost popytu na nasze rozwiązania – powiedział  Patrik Andersson.

Pablo Fajnzybler, Global Director for Transport z Banku Światowego, podkreślił, że zrównoważony rozwój pozostanie dominującym trendem w sektorze transportu.

– Mimo pandemii bez dekarbonizacji tego sektora osiągnięcie celów klimatycznych będzie bardzo utrudnione. W obliczu COVID-19 elektromobilność pełni jeszcze jedną bardzo istotną rolę, jako trend sprzyjający rozwojowi gospodarki i kreowaniu nowych miejsc pracy – dodał  Pablo Fajnzybler.

Elektromobilność szansą na rozwój biznesu

Nowa mobilność oznacza nowe modele biznesowe, o których dyskutowali paneliści kolejnej debaty w formule Round Table.  Uczestnicy dyskusji zgodzili się co do jednego: przyszłość transportu to już nie tylko samochód, lecz również każdy inny rodzaj mobilności alternatywnej.

Moderujący spotkanie dr. Jose Serras-Pereiraz z międzynarodowej firmy doradczej Frost&Sullivan  wskazał: – Obecnie obserwujemy dużą zmianę w sposobie życia i zachowań społeczeństw ze względu na COVID-19, co wpływa znacząco na myślenie osób zarządzających firmami o biznesie i jego modelu.

Rafał Brzoska, CEO InPost, wyjaśnił, że obecnie ważną rolę w kształtowaniu modeli biznesowych firm odgrywa idea zrównoważonego rozwoju i ograniczenia śladu węglowego w logistyce.

– Każde dostarczenie 100 milionów przesyłek do naszych paczkomatów pozwala nam zredukować emisję CO2 o 75 tys. ton. Ludzie to doceniają i dzięki temu zaufały nam tysiące lojalnych klientów – powiedział Rafał Brzoska.

Javier Mateos Castro, CEO ZITY, jednego z największych operatorów car-sharingu w Europie, zauważył, że zeroemisyjne technologie sprzyjają rozwojowi mobilności współdzielonej: – Od momentu wybuchu pandemii COVID-19 obserwujemy 30% wzrost liczby klientów. Obecnie większość osób wybiera transport indywidualny i często decyduje się na opcję car sharingu, nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale także proekologicznych pobudek – powiedział.

Transport w miastach przyszłości

Car-sharing, pojazdy autonomiczne oraz elektromobilność – kolejny panel dyskusyjny poświęcono trendom, które mają potencjał by usprawnić funkcjonowanie miast na całym świecie i podwyższyć komfort życia ich mieszkańców.

Gilles Normand, wiceprezes Renault, podkreślił, że w 20 miastach europejskich w systemach car sharingu jeździ obecnie 20 tys. samochodów elektrycznych francuskiego koncernu.

– Jednymi z najważniejszych wyzwań przed jakim stają współczesne miasta są poprawa stanu powietrza, obniżenie poziomu emisji, usprawnienie ruchu i jednocześnie zapewnienie optymalnego poziomu mobilności ich mieszkańcom. Jako europejski lider rynku samochodów elektrycznych jesteśmy przekonani, że receptą na wspomniane wyzwania jest rozwój transportu zeroemisyjnego oraz współdzielonego. Grupa Renault rozwija oba te obszary m.in. wprowadzając do sprzedaży najtańszy model elektryczny na rynku – Dacię Spring idealnie nadającą się do car-sharingu – stwierdził Gilles Normand.

Jacek Woźnikowski, reprezentujący Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię, podkreślił, iż fundamentem rozwoju zeroemisyjnego transportu w miastach jest rozbudowa infrastruktury ładowania:

– Katowice zostały pierwszym miastem w Polsce, które wypełniło wymogi ustawowe w zakresie sieci ogólnodostępnych punktów ładowania. Wdrożyliśmy również działania w celu promocji i edukacji na temat elektromobilności – stwierdził.

Uri Wainshtain, Dyrektor Regionalny Mobileye w krajach CEE, Rosji i WNP, zauważył, że trendem, który pozwoli podwyższyć poziom bezpieczeństwa na miejskich drogach mimo stale rosnącego natężenia ruchu jest autonomizacja.

– Już w 2022 r. Mobileye zamierza wprowadzić usługi przewozu osób świadczonych przez samosterujące taksówki-roboty, początkowo we Francji, Korei Południowej oraz Izraelu. Z naszej technologii korzysta już teraz 28 producentów samochodów. Kluczem do przeprowadzenia autonomicznej rewolucji na szerszą skalę jest instalacja odpowiedniej, cyfrowej infrastruktury drogowej, umożliwiającej komunikowanie się pojazdów – powiedział Uri Wainshtain.

Wodór czy baterie?

Uczestnicy ostatniej debaty dyskutowali nad kierunkami rozwoju napędów alternatywnych, koncentrując się na technologiach magazynowania lub wytwarzania energii. Zdaniem ekspertów, przyszłość transportu to przede wszystkim pojazdy bateryjne, ale nie można zapominać o potencjale technologii wodorowych, które będą rozwijane równolegle.

Tezę o dominującej roli technologii bateryjnych w światowym przemyśle motoryzacyjnym w kolejnych latach potwierdzają słowa Petera Carlssona, prezesa Northvolt – firmy budującej jedną z największych fabryk ogniw litowo-jonowych na świecie, która zostanie uruchomiona do końca 2021 r. z początkową wydajnością na poziomie 16 GWh rocznie.

– Już w niedalekiej przyszłości, wraz z rozwojem elektromobilności, spodziewamy się znacznego wzrostu popytu na ogniwa litowo-jonowe. Docelowo planujemy zwiększyć moce naszej fabryki do 40 GWh rocznie – stwierdził Peter Carlsson.

Andy Walker, dyrektor technologiczny brytyjskiego koncernu Johnson Matthey, który w okolicy Konina buduje zakład wytwarzający tlenek litowo-niklowy (eNLO), będący jednym z komponentów ogniw li-ion, dodał:

– Rozwijamy zarówno biznes związany z bateriami, jak i wodorowymi ogniwami paliwowymi. Nie ulega wątpliwości, że w ekosystemie transportu przyszłości te dwie technologie będą się wzajemnie uzupełniać.

Roger Hodgkiss Prezesem Zarządu Generali Polska

19 listopada 2020 roku, podczas posiedzenia Rady Nadzorczej, Roger Hodgkiss został powołany, ze skutkiem natychmiastowym, na nowego Prezesa Zarządu spółek ubezpieczeniowych Generali w Polsce. Decyzja Rady Nadzorczej podlega zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Obecny Prezes Zarządu spółek Generali Polska, Maciej Fedyna, ustąpił ze wszystkich stanowisk, które zajmował w Grupie Generali w Polsce, z powodów osobistych.

Luciano Cirinà, Dyrektor regionu Austria, Europa Środkowo-Wschodnia i Rosja oraz Prezes Generali CEE Holding, skomentował: „Cieszę się, że mam możliwość, by postawić na doskonałe kwalifikacje zawodowe Rogera, który jest kandydatem wewnętrznym. Przyczyni się on do realizacji strategii i dalszego dążenia do doskonałości we wszystkich obszarach działalności Grupy Generali w Polsce. Życzę Rogerowi wszystkiego najlepszego w realizacji nowych obowiązków. Pragnę również podziękować Maciejowi Fedynie za jego wieloletni wkład i zaangażowanie. W imieniu Grupy Generali życzę mu wszystkiego najlepszego zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.”

Roger Hodgkiss dołączył do Generali w listopadzie 2019 roku jako członek zarządu odpowiedzialny za sprzedaż produktów majątkowych i marketing. Zdobył dyplom inżyniera (z wyróżnieniem) na Uniwersytecie w Liverpoolu i posiada uprawnienia biegłego rewidenta certyfikowanego w Wielkiej Brytanii. Przed pracą w Polsce był Dyrektorem Handlowym Intouch Insurance i Prezesem AAS Balta na Łotwie. W latach 2009-2015 Roger był prezesem Link4 i przeprowadził transformację firmy z ubezpieczyciela wyspecjalizowanego w sprzedaży bezpośredniej w wielokanałowego, sprawiając, że Link4 stał się wiarygodnym graczem na polskim rynku. W 2016 roku dołączył do Zarządu PZU SA i PZU Życie.

W 2019 roku, Generali Polska, piąty największy ubezpieczyciel w kraju, miało swój rekordowy rok od momentu powstania, zarówno pod względem przypisu składki, jak i rentowności. Składka przypisana brutto (GWP) wyniosła 2,9 mld zł w 2019 r., z czego 2 mld zł przypadało na ubezpieczenia majątkowe i 0,9 mld zł na ubezpieczenia na życie. Generali Investments w Polsce osiągnęło 141 mln zł przychodu ze sprzedaży. Generali Polska, zatrudniające 1600 pracowników, z powodzeniem realizuje strategię rentownego wzrostu i ekspansji w segmentach pozakomunimacyjnych.

W Polsce Generali wspiera również inicjatywy na rzecz społeczności lokalnych, w tym akcję „Wdzięczni Medykom” Caritas Polska. W ramach tej akcji Generali sfinansowało 48 ze 100 respiratorów zakupionych przez Caritas dla polskich szpitali. We współpracy z innymi ubezpieczycielami Generali w Polsce wspierało również Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie.

Zmiany w zarządzie Banku Pocztowego S.A.

19 listopada 2020 r. Rada Nadzorcza powołała do składu Zarządu Banku Pocztowego S.A. XI kadencji z dniem 1 grudnia 2020 r.: Michała Leskiego, powierzając mu pełnienie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego oraz  Marcina Ledworowskiego, powierzając mu pełnienie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego.

Michał Leski złożył rezygnację z pełnienia funkcji Członka Rady Nadzorczej Banku Pocztowego S.A. z dniem 30 listopada 2020 r.

Skład Zarządu Banku Pocztowego S.A. od 1 grudnia 2020 r. będzie przedstawiał się następująco:

  • Jakub Słupiński – Wiceprezes Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu,
  • Marcin Ledworowski – Członek Zarządu,
  • Michał Leski – Członek Zarządu,
  • Piotr Piechota – Członek Zarządu.

UNICEF: Pandemia COVID-19 zagraża przyszłości całego pokolenia

Według najnowszego raportu organizacji, co dziewiąte zakażenie COVID-19 dotyczy dziecka lub nastolatka. UNICEF ostrzega, że pandemia koronawirusa może mieć tragiczny, długofalowy wpływ na życie dzieci.

UNICEF w przeddzień Międzynarodowego Dnia Praw Dziecka, opublikował raport „Averting a Lost COVID Generation”, w którym przedstawia tragiczne i ciągle rosnące negatywne skutki pandemii na życie najmłodszych. Chociaż przebieg infekcji COVID-19 u dzieci jest najczęściej łagodny, to liczba zakażeń wśród najmłodszych rośnie, a długoterminowe konsekwencje pandemii na edukację, zdrowie i warunki życia dzieci mogą być druzgoczące i zagrażać całemu pokoleniu.

Przez całą pandemię COVID-19 utrzymuje się mit, że dzieci praktycznie nie są dotknięte przez chorobę. Nic bardziej mylnego. Dzieci chorują i przenoszą wirus, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Utrudnienia w dostępie do podstawowych usług i rosnący poziom ubóstwa to największe zagrożenie dla dzieci. Im dłużej trwa ten kryzys, tym większy ma wpływ na edukację, zdrowie, odżywianie i warunki życia najmłodszych. Przyszłość całego pokolenia jest zagrożona, powiedziała Henrietta Fore, Dyrektor Generalna UNICEF.

Według raportu UNICEF (stan na 3 listopada br.), w 87 krajach, dla których były dostępne dane porównawcze, na COVID-19 zachorowało łącznie 25,7 mln osób. Wśród nich, dzieci i młodzież poniżej 20. roku życia stanowiły 11%. To znaczy, że co dziewiąty zakażony był dzieckiem. Konieczne są bardziej wiarygodne dane dotyczące liczby testów, zakażeń i zgonów z podziałem na grupy wiekowe, aby przeanalizować wpływ koronawirusa na najbardziej zagrożone grupy dzieci.

Eksperci UNICEF zauważają w raporcie, że utrudnienia w dostępie dzieci do podstawowych usług medycznych i opieki społecznej to poważne zagrożenie. Opierając się na danych ze 140 krajów UNICEF stwierdza, że:

w większości analizowanych krajów odnotowano utrudnienia w dostępie do usług medycznych takich jak rutynowe szczepienia, wsparcie psychologiczne czy opieka ambulatoryjna dla najmłodszych cierpiących na skutek chorób zakaźnych wieku dziecięcego. Główną przyczyną tej sytuacji jest obawa przed zakażeniem koronawirusem;
nastąpił spadek o 40% w dostępie do wsparcia żywnościowego dla kobiet i dzieci. W październiku br. 265 mln dzieci na świecie wciąż nie miało dostępu do posiłku w szkole, a ponad 250 mln dzieci poniżej 5. roku życia nie zostało objęte suplementacją witaminą A;
utrudniony jest dostęp do 70% usług w zakresie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, co w czasie pandemii koronawirusa i braku wsparcia ze strony szkoły stanowi ogromne zagrożenie.

Jeszcze bardziej alarmujące dane, jakie zawiera raport mówią, że:

  • w listopadzie 2020 r. 572 mln uczniów nie mogło chodzić do szkół z powodu zamknięcia placówek w 30 krajach. To 33% wszystkich uczniów w systemie edukacji;
  • w ciągu najbliższych 12 miesięcy, z powodu zakłóceń w dostępie do podstawowych usług i rosnącej skali niedożywienia, dodatkowo może dojść do 2 mln zgonów wśród dzieci i 200 tys. martwych urodzeń;
  • liczba dzieci poniżej 5. roku życia, które cierpią na skutek ostrego niedożywienia lub zaburzenia przyrostu masy ciała może się zwiększyć o ponad 6 milionów;
  • w połowie 2020 r., na całym świecie, liczba dzieci dotkniętych wielowymiarowym ubóstwem, czyli brakiem dostępu do edukacji, opieki medycznej, zakwaterowania, żywności, sanitariatów czy wody, zwiększyła się o 150 mln, czyli o ok. 15%.

Aby skutecznie walczyć z kryzysem wywołanym pandemią COVID-19, UNICEF apeluje do rządów państw o:

  • Zapewnienie wszystkim dzieciom dostępu do edukacji, w tym wyeliminowanie nierówności w dostępie do edukacji zdalnej.
  • Zagwarantowanie dostępu do opieki medycznej, wsparcia żywnościowego i szczepień dla każdego dziecka.
  • Wsparcie i ochronę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży oraz walkę z wykorzystaniem, przemocą i zaniedbaniem najmłodszych.
  • Zwiększenie dostępu do czystej wody pitnej i sanitariatów oraz ochronę środowiska i walkę ze zmianami klimatu.
  • Zahamowanie rosnącej skali ubóstwa dzieci.
  • Podwojenie wysiłków na rzecz ochrony i wsparcia dzieci oraz rodzin dotkniętych przesiedleniami oraz żyjących na obszarach konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych.

W tym roku, z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Dziecka apelujemy do rządów państw, organizacji partnerskich i sektora prywatnego, aby wsłuchali się w głos dzieci i wzięli pod uwagę ich potrzeby. Jeśli patrzymy w przyszłość i wyobrażamy sobie świat po pandemii, to dobro dzieci musi być na pierwszym miejscu, dodaje Henrietta Fore.

Pogorszenie nastrojów konsumenckich w Polsce

Polacy odraczają większe zakupy, bo boją się o swoje dochody. Pogorszenie sytuacji epidemicznej oraz ograniczenia administracyjne wprowadzone na szerokie spektrum działalności gospodarczej wywołują spadek ufności konsumentów, zarówno w warstwie diagnozy, jak i prognoz na kolejne 12 miesięcy. Wskaźnik bieżący wyniósł -29,2, wskaźnik wyprzedzający -30,1 (w październiku odpowiednio -20,0 oraz -19,2).

Gospodarstwa domowe oceniają swoją sytuację jako ulegającą pogorszeniu, przy czym ocena z ostatniego roku notuje osłabienie trzeci miesiąc z rzędu (obecnie -13,2), a ocena nadchodzącego roku – piąty (-15,5). Jest to ewidentnie powiązane z oceną indywidualnego ryzyka bezrobocia i utratą dochodów. 37% ankietowanych uznaje szanse na utratę pracy jako możliwe albo prawdopodobne (25,9% w październiku).

Przewaga pesymistów nad optymistami wygląda gorzej niż w czerwcu br. W efekcie, niemal 70% respondentów uważa, że sytuacja epidemiczna tworzy co najmniej przeciętne zagrożenie dla tej finansowej (przed miesiącem 63,4%).

Naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy jest odraczanie ważnych (jednostkowo dużych) wydatków, na które jednoznacznie wskazuje rosnący odsetek gospodarstw domowych. To sygnał, że konsumenci niepewni swoich dochodów preferują płynność. Jednocześnie jednak skłonność do oszczędzania nie rośnie.

O tym, że tegoroczny sezon bożonarodzeniowy nie będzie dla handlu i wytwórców dobry, wskazują nie tylko ograniczenia administracyjne, ale przede wszystkim sentyment klientów. Święta odbędą się w mniejszym gronie, zapotrzebowanie na prezenty jest małe, a do tradycyjnych zakupów zniechęcać będzie poczucie zagrożenia dla osobistego zdrowia (w listopadzie 84,7%). Jak podaje NBP, nawet w okresie rozluźnienia, ruch w galeriach handlowych spadł o 10-20%. Tych spadków nie udaje się równoważyć handlem przez Internet. Przełom jest bardzo mało prawdopodobny – potrzeba byłoby spadku liczby zachorowań, zgonów, zniesienia ograniczeń aktywności gospodarczej, a także pewności, że skutki obecnego obniżenia popytu mogą zostać zniwelowane przez wsparcie kolejnych odsłon tarcz.

Wydaje się jednak, że konsumenci mają pełną świadomość, że taki impuls drugi raz się nie wydarzy. Dowodem na to jest, że mimo znacznego pogorszenia ich indywidualnej sytuacji, oceniają swoje perspektywy dużo lepiej niż całej polskiej gospodarki.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

W listopadzie zatrudnienie i płace dostaną zadyszki

W październiku 2020 roku w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób pracowało 6318,3 tys. osób – podał GUS. To nieco więcej niż miesiąc wcześniej, kiedy zatrudnionych było 6312,4 tys. Mimo przyjęć do pracy nowych pracowników i dalszego przywracania wcześniejszych wymiarów etatów sprzed pandemii, zatrudnienie jest nadal niższe niż rok wcześniej o 1%.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 5458,88 zł i było o 4,7% wyższe niż przed rokiem. To wzrost zarówno w stosunku do września br. (5371,56 zł), jak i października 2019 roku (5213,27 zł). Można to tłumaczyć zakończeniem stosowania regulacji pozwalających na obniżenie wymiaru czasu pracy, co wiązało się bezpośrednio z obniżką płac pracowników. Wpływ na politykę płacową pracodawców mogła też mieć poprawa nastrojów konsumenckich i skuteczność negocjacji płacowych pracowników.

Powyższe dane, mimo że są dość optymistyczne, nie powinny stanowić podstawy do twierdzenia, że sytuacja na rynku pracy jest dobra. Po pierwsze, dane publikowane przez GUS dotyczą firm zatrudniających powyżej 9 osób. Z niepewnością gorzej radzą sobie firmy małe, często bez „poduszki bezpieczeństwa” w postaci zasobów finansowych. Nawet jeśli firmy te skorzystały z rozwiązań proponowanych w ramach pierwszych tarcz antykryzysowych, obecnie – próbując przetrwać na rynku – będą ograniczały wynagrodzenia lub nawet zwalniały pracowników. Po drugie, dane dotyczą października, kiedy jeszcze poziom zachorowań był niższy niż obecnie, a ograniczenia prowadzenia działalności nie były tak rygorystyczne jak w tej chwili.

Wprowadzone restrykcje niewątpliwie odbiją się na poziomie dochodu wielu firm, co przełoży się na zatrudnienie i wypłacane pracownikom wynagrodzenia. Bez realnej pomocy państwa dla firm w sektorach najbardziej dotkniętych skutkami pandemii Covid-19 możemy spodziewać się spadku zatrudnienia, szczególnie w mikrofirmach i wzrostu bezrobocia.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

40% firm dobrze sobie radzi w czasie pandemii

  • 40% firm dobrze sobie radzi w czasie pandemii i nie obawia się o przyszłość, ale większość uważa, że przy drastycznych ograniczeniach działalności lub wprowadzeniu głębokiego lockdownu nie poradzi sobie bez pomocy państwa.
  • Przedsiębiorstwa spodziewają się w najbliższych miesiącach pogorszenia sytuacji gospodarczej. 45,2% firm będzie zmuszona nadal wprowadzać nadzwyczajne oszczędności, a 32,2% angażować własne pieniądze, aż 2/3 oczekuje pomocy dla najbardziej dotkniętych pandemią – wynika z badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan.

– Przedsiębiorstwa, wskazując na problemy związane z dalszym funkcjonowaniem, szczególnie obawiają się zwiększenia obciążeń fiskalnych i biurokratycznych (83,5%), wzrostu kosztów pracy, w tym podniesienia płacy minimalnej, planowanego pełnego ozusowania umów zleceń i działalności gospodarczej (77%), wprowadzenia dodatkowych podatków branżowych, jak podatek cukrowy czy od handlu (11,3%) oraz opodatkowania spółek komandytowych (11%). Nowe obciążenia oznaczają poważne kłopoty firm – podkreśla prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Ankietowane firmy spodziewają się pogorszenia koniunktury. Blisko 20% planuje redukcje zatrudnienia o 10-20%, a kolejne 20% uważa, że będzie zmuszona ograniczyć wysokość wynagrodzeń pracowników. Największym wyzwaniem będzie utrzymanie płynności finansowej (tak twierdzi blisko 81%), utrzymanie łańcuchów dostaw (prawie 20%) oraz dostępu do pracowników (20%).

– Wysoki poziom zachorowań na Covid-19 budzi obawy biznesu. Przedsiębiorcy boją się drastycznego ograniczenia działalności gospodarczej. Blisko trzy czwarte firm uważa, że w obliczu poważnego zagrożenia pandemią konieczne są zdecydowane działania rządu. Jednocześnie uważają, że wprowadzenie obostrzeń nie musi wiązać się z bezpośrednim ograniczeniem ich działalności. Biznes zwraca uwagę, że nadal potrzebna jest pomoc firmom dotkniętym kryzysem, a blisko 60% wskazuje, że najważniejsze są dopłaty do zatrudnienia oraz zawieszenie zobowiązań ZUS. Firmy uważają, że wprowadzane ograniczenia muszą być wcześniej komunikowane i poprzedzone konsultacjami z biznesem i ekspertami. Prawie dwie trzecie przedsiębiorstw podkreśla, że w okresie pandemii państwo powinno powstrzymać się od zmian legislacyjnych, które spowodują wzrost podatków, kosztów pracy i biurokracji – dodaje prof. Jacek Męcina.

Badanie zostało przeprowadzone na przełomie października i listopada na ogólnopolskiej próbie 230 firm, reprezentujących kluczowe branże.

Polska drugim najaktywniejszym rynkiem magazynowym w Europie

Trzeci kwartał na rynku magazynowym w Polsce przyniósł umiarkowanie pozytywne nastroje wśród najemców i deweloperów. Do końca września byliśmy drugim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie, jeśli chodzi o wysokość popytu netto oraz ilość oddanej do użytku powierzchni. Rekord pobiły natomiast inwestycje w magazyny – w okresie od stycznia do listopada wartość transakcji wyniosła ok. 2,2 mld euro. To najlepszy wynik w historii rynku, nawet jeśli odnieść go do skali całego roku.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec trzeciego kwartału 2020.

Popyt – rynek odporny na pandemię

Polski rynek magazynowy płynnie przechodzi przez rok 2020. Popyt brutto na koniec trzeciego kwartału osiągnął solidny wynik 3,4 mln mkw. Ponad 75% całkowitego zapotrzebowania na magazyny było związane z nowymi umowami i ekspansjami, co uplasowało nas na drugim miejscu wśród najbardziej aktywnych rynków magazynowych w Europie. Doskonała lokalizacja, jakość dostarczanych powierzchni magazynowych oraz dojrzałość polskiego rynku to doceniane wśród najemców i deweloperów atuty, które dobrze wróżą na nadchodzące miesiące. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Najbardziej aktywnym rynkiem między pierwszym a trzecim kwartałem był Górny Śląsk z popytem netto na poziomie 565 000 mkw. Drugie miejsce zajęła Warszawa, gdzie najemcy podpisali nowe umowy lub dokonali ekspansji na ponad 510 000 mkw. (łącznie w mieście i okolicach). Ponadto w każdym z regionów Polski Centralnej, Wrocławia, Trójmiasta, Poznania i Lubuskiego popyt nie uwzgledniający przedłużeń dotychczasowych kontraktów przekroczył 200 000 mkw. W sumie umowy podpisane na rynkach tzw. Wielkiej Piątki stanowiły ponad 70% całkowitego popytu netto obserwowanego do tej pory w 2020 roku.

Podaż – 20 mln mkw. za nami

Z końcem września całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły próg 20 mln mkw., a w samym trzecim kwartale rynek powiększył się o dodatkowe 700 000 mkw., co daje ponad 1,75 mln mkw. nowej podaży w 2020 roku. Biorąc pod uwagę te wyniki, Polska była drugim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie z 19% udziałem nowo oddanych powierzchni. Na koniec września w budowie pozostawało natomiast 1,54 mln mkw., z czego 70% było zabezpieczone umowami najmu. – Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL

Najwięcej powierzchni w tym roku dostarczono na razie w Warszawie, na Górnym Śląsku i we Wrocławiu, co łącznie stanowiło 70% nowej podaży w Polsce. Co więcej, ponad 100 000 mkw. nowej powierzchni przypadło na Trójmiasto.

Pomimo zawirowań związanych z pandemią COVID-19 rynek pozostaje stabilny. Dynamicznie rosnące zasoby magazynowe, w dużej mierze za sprawą inwestycji spekulacyjnych, w ciągu ostatnich dwóch lat powiększyły się o prawie 40%. Silny, mimo pandemii, nowy popyt pozwolił zapełnić znaczącą część tej powierzchni, ale nie na tyle, aby zapobiec wzrostowi stopy pustostanów, która na koniec trzeciego kwartału wyniosła 8,6%. Ta pewnego rodzaju nierównowaga została jednak zauważona przez rynek i w konsekwencji wpłynęła na ograniczenie kolejnych inwestycji spekulacyjnych z 42% na koniec marca do 30% we wrześniu. Można oczekiwać, że przy utrzymanym popycie, niewynajęta powierzchnia powinna znaleźć najemców w nadchodzących miesiącach. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Rynek inwestycyjny – najlepszy rok w historii

W sektorze magazynowym sfinalizowano do tej pory ponad 30 transakcji o wartości ok. 2,2 mld euro. To wynik nie notowany dotąd na rynku nawet w odniesieniu do skali całego roku. Ponadto, w okresie od stycznia do września magazyny odpowiadały za blisko 48% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce. Zainteresowanie funduszy nieruchomościami magazynowymi zlokalizowanymi w Polsce jest tak wysokie, że rynek może mówić już o wyzwaniach związanych z dostępnością produktu. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Na tak mocny wynik wpłynęły głównie duże transakcje portfelowe. Największą z nich było przejęcie europejskiego (CEE) portfolio Goodman przez GLP, z czego za ponad połowę tego wolumenu odpowiadały aktywa zlokalizowane w Polsce. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 1 mld euro.

Czynsze

Czynsze utrzymały się na stabilnym poziomie. Warszawa i inne lokalizacje miejskie pozostały najdroższymi rynkami. W Warszawie czynsze bazowe wahały się między 4,3 a 5,25 euro/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki oferowane były w pozamiejskich lokalizacjach w ramach Polski Centralnej (2,6-3,2 euro/mkw./miesiąc).

Rynek Cloud AI będzie wart ponad 13 mld $ do 2025 r.

Sztuczna inteligencja coraz mocniej przenika do świata dedykowanych biznesowi usług IT. Abstrahując od coraz bardziej inteligentnych chatbotów, przewidywania popytu na produkty i usługi a nawet automatycznego inwestowania na giełdach warto zastanowić się co jeszcze może nam zaoferować jej połączenie z chmurą obliczeniową?

To oczywiście nie jest żadne wybieganie w przyszłość i prognozowanie możliwości jakie stoją za mariażem chmury i AI. To dzieje się już dzisiaj, a doskonałym potwierdzeniem tej tezy jest fakt istnienia dedykowanego rynku inteligentnych rozwiązań w chmurze. Cloud AI Market, gdyż tak określają go firmy analityczne, ma przed sobą wręcz imponujące perspektywy wzrostowe. Zgodnie z danymi Mordor Intelligence w ubiegłym roku był on wart 5,2 mld dolarów. Do 2025r ma jednak zwiększyć się blisko trzykrotnie, osiągając poziom 13,1 mld $, notując w tym okresie roczny przyrost o wartości 20%. To z pewnością daje do myślenia i uświadamia, że usługi chmurowe „napędzane AI” będą obszarem rozwiązań wartym śledzenia ze szczególną uwagą. Już dziś nie brakuje zresztą przykładów skuteczności tego połączenia, nie tylko w automatycznej analityce ogromnych zbiorów danych – dodaje Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Analityka na sterydach

Jednym z kluczowych wniosków wynikających z opracowania McKinsey Notes from the AI frontier: Applications and value of deep learning jest ten, że potencjał wykorzystania sztucznej inteligencji w aż 19 sektorach światowej gospodarki jest o co najmniej 30% większy niż jakichkolwiek innych znanych technik automatyzacji procesów. Wśród nich, nie zabrakło takich, gdzie procent ten rósł do 80-90%, jak choćby w przypadku branży motoryzacyjnej, wydobywczej, handlowej czy transporcie i logistyce.

Co więcej, wspomniana firma doradcza przeanalizowała aż 400 konkretnych przykładów użycia AI w poszczególnych obszarach działania firm i instytucji. Wniosek? Sztuczna inteligencja była niedościgniona w przypadku aż 70% z nich. Warto zauważyć, że doskonałym testerem prawdziwych możliwości AI jest zwykle jej zdolność do analizowania i przeszukiwania wielkich i zróżnicowanych źródeł danych, pochodzących z różnych okresów,
i odnajdowania w nich konkretnych korelacji w błyskawicznym tempie. – Dzięki temu, nic nie przewidzi nam szybciej m.in. potencjalnej awarii na linii produkcyjnej, zainteresowania danym produktem w najbliższym czasie czy wskazaniem, które trasy dostarczania przesyłek będą szybsze i bardziej optymalne kosztowo. Biorąc pod uwagę fakt, iż firmy coraz częściej stają się przedsiębiorstwami typu Cloud Born, czyli od podstaw stawiającymi na przechowywanie danych w chmurze, ze względu na znacznie niższe koszty i pełną przewidywalność finansową, oraz rosnącą popularność AI, „związek” ten już na pierwszy rzut oka ma ogromne szanse być udanym i długotrwałym – przekonuje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Według Gartnera, do 2022 roku usługi chmury publicznej będą naturalnym ekosystemem aż 90% globalnych danych i podstawą innowacji w analityce. Już dziś, znaczna liczba firm odchodzi od pilotażu wdrażania rozwiązań AI do ich realnego użytkowania w wielu obszarach swojego działania, oddając jej coraz więcej odpowiedzialności za często kluczowe procesy. Do końca 2024r już trzy czwarte przedsiębiorstw wykona takich ruch, zwiększając jednocześnie liczbę procesowanych informacji (strumieni danych) pięciokrotnie. To jeden z zasługujących na podkreślenie sygnałów zwiastujących zwrot w stronę bardziej „samodzielnych” środowisk i systemów IT.

Autonaprawa

Marzeniem niejednego kierowcy było z pewnością posiadanie auta, które w przypadku wystąpienia jakiejkolwiek awarii wyświetla na ekranie komputera pokładowego np. taki komunikat: „Wystąpiła awaria układu chłodzenia. Przechodzę w tryb naprawiania, do gotowości ponownego ruszenia w trasę zostało 3 minuty”. Oczywiście brzmi to jak totalna abstrakcja, ale jest trafnym zilustrowaniem tego, jak AI i chmura pozwalają na tworzenie „samoobsługowych” rozwiązań IT, wykraczając poza samą analitykę czy prognozowanie.

Konkretnym przykładem takiego narzędzia może być autonomiczna, chmurowa baza danych. Taka, która dzięki zdolności machine learing’u potrafi nie tylko samoczynnie zarządzać swoimi rekordami, ale właśnie naprawiać się w przypadku, gdy odnajdzie błąd swojego działania czy sama się aktualizować do lepszych wersji. Poszukując także potencjalnych luk mogących być wykorzystanymi przez cyberprzestępców i „łatając” je. – To zaledwie jeden z przykładów rozwiązania zdolnego do funkcjonowania w pełni autonomicznym trybie. Z łączenia cloud computingu i AI z czasem otrzymywać będziemy coraz więcej rozwiązań zdolnych do zwiększania autonomii całych, rozległych systemów IT przedsiębiorstw. To drugi aspekt funkcjonalności Cloud AI, poza błyskawiczną analityką wspomagającą procesy operacyjne, produkcyjne czy marketingowe – stwierdza Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

AI On Demand

Według ostatniego badania Synergy Research, poszczególne rynki usług chmurowych już teraz notują wzrosty od co najmniej 10 do 40%, zaś roczne wydatki z nimi związane mają się podwoić już w ciągu czterech lat. Do wspominanych rozwiązań, w obliczu coraz mocniejszego zacieśniania się związku cloud computingu ze sztuczną inteligencją, dołącza więc właśnie kolejne.

Mianowicie, AI as a Service (AIaaS). Dotąd, przedsiębiorstwa chcące robić prawdziwy użytek z możliwości sztucznej inteligencji musiały uruchamiać długotrwałe i angażujące duże budżety projekty wdrożeniowe. Sytuacji nie pomagał także niedostatek specjalistów IT z tego obszaru. Z pomocą przychodzi więc chmura i udostępniane za jej pośrednictwem funkcjonalności sztucznej inteligencji, wynajmowane tak jak serwery czy przestrzeń dyskowa, bez konieczności posiadania know-how, inwestowania w infrastrukturę czy wykwalifikowanych ekspertów.

Dzięki temu, dostęp do potencjału AI znajdzie się w zasięgu nie tylko dużych przedsiębiorstw i korporacji, ale także mniejszych podmiotów oraz startupów, które także będą mogły pozwolić sobie na przyspieszanie wszystkich operacji i większą autonomię swojego środowiska IT – podsumowuje Marcin Zmaczyński.

30 lat po tym jak do Polski dotarł pierwszy e-mail, elektroniczna i mobilna bankowość to nasza codzienność

Dokładnie 30 lat temu, czyli 20 listopada 1990 roku, został wysłany pierwszy w historii Polski e-mail. Wiadomość do Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie wysłali dwaj naukowcy z Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN) w Genewie. Nadawcami byli dr Grzegorz Polok i mgr Paweł Jałocha, a odbiorcą inż. Andrzej Sobala. Wysłanie historycznej wiadomości poprzedziło nadanie numeru IP dla Instytutu przez Departament Obrony USA. E-mail, który przyszedł ze Szwajcarii był pierwszą prawdziwą wiadomością elektroniczną odebraną w Polsce. Co więcej był to pierwszy e-mail w całej Europie Wschodniej, ponieważ nasz kraj był pierwszym w bloku wschodnim, który uzyskał połączenie z siecią internetową.

Po 30 latach od tego wydarzenia Internet jest nam niezbędny na co dzień – w pracy, podczas zakupów, gdy szukamy informacji czy rozrywki. Stał się też nieodłączną częścią nowoczesnej bankowości – jak podaje Związek Banków Polskich[1] z bankowości internetowej korzysta ponad 19 mln klientów banków, a niemal 13 mln co najmniej raz w miesiącu loguje się do bankowości mobilnej.

We wrześniu br. z usług bankowości elektronicznej w Santander Bank Polska korzystało dziennie od 570 tys. do 1,1 mln klientów[2]. Zdecydowanie chętniej wybierali oni kanał mobilny niż internetowy – z tego drugiego korzystało codziennie od 160 tys. do 480 tys. osób, podczas gdy mobilnie od 430 tys. do nawet 720 tys. klientów dziennie.

Wolimy bankować internetowo w dni robocze niż w weekendy

Z kanałów elektronicznych w Santander Bank Polska można korzystać 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Od poniedziałku do piątku nasi klienci najczęściej zaczynają bankować już od godziny 6.00 rano, a najwięcej logowań następuje w okolicach południa – między godziną 12.00 a 13.00. Potem, w godzinach wieczornych równie chętnie korzystają oni z kanału internetowego i mobilnego, czasem do północy, a nawet dłużej – mówi Tomasz Batko, data scientist w Santander Bank Polska.

Rozkład logowań do Santander Online i Santander Mobile_niedzielaCo ciekawe, analiza danych Santander Bank Polska potwierdza, że w weekendy śpimy dłużej.

W niedzielę nasi klienci zaczynają korzystać z kanałów elektronicznych w okolicach godziny 8.00 rano. Natomiast zdecydowanie najwięcej aktywności w Santander mobile i Santander internet obserwujemy między godziną 19.00 a 22.00 – wyjaśnia Tomasz Batko, data scientist w Santander Bank Polska.Rozkład logowań do Santander Online i Santander Mobile_dni robocze

Android czy iOS?

Klienci Santander Bank Polska korzystający z aplikacji najchętniej przy użyciu smartfona z systemem Android. Z tej platformy na co dzień korzysta 77% z nich. Natomiast, we wrześniu br., 23% klientów banku wykorzystywało produkty firmy Apple do korzystania z Santander mobile.Popularność platform Android i iOS

[1] https://www.zbp.pl/getmedia/3a94c50d-83fc-451f-b6ea-d2e6d4617d15/Raport-Netbank_Q2-2020

[2] Dane własne Santander Bank Polska za okres 1-30.09.2020

Zbliża się głosowanie dotyczące Brexitu

Po kilku bogatych w dane makroekonomiczne tygodniach, ostatnie dni nie przyniosły większych nowości. Po pozytywnych wynikach szczepionki spółki Pfizer i BioNTech z ubiegłego tygodnia pojawiły się kolejne optymistyczne informacje. Firma Moderna również ogłosiła pozytywne wyniki swoich badań nad szczepionką. Według spółki ich szczepionka przeciwko koronawirusowi ma 95% skuteczności.

Kolejnym ważnym wydarzeniem tego tygodnia było posiedzenie Rady Europejskiej, które rozpoczęło się w czwartek. Głównym tematem posiedzenia była pandemia i wspólne działanie przeciwko niej. Poruszono także dwa ważne tematy gospodarcze, jakimi są Europejski Fundusz Ratunkowy i Brexit. Negocjatorzy Brexitu powinni podać swoją końcową decyzję w ciągu kilku następnych dni, w czasie których musi zostać potwierdzone porozumienie. W innym przypadku dojdzie do twardego Brexitu, ponieważ zabraknie czasu na podpisanie umowy z porozumieniem. Twardy Brexit nie tylko zaszkodziłby gospodarce europejskiej, ale zwłaszcza gospodarce brytyjskiej. Prawdopodobnie, wywołałby sporo zamieszania we wzajemnym handlu, które trwałoby co najmniej kilka miesięcy.

Funt brytyjski w piątek i na początku następnego tygodnia może być w związku z powyższym stosunkowo niestabilny.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

J.W. Construction podsumowuje III kwartał 2020 roku

W III kwartale 2020 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 55 mln zł, wypracowała zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 8 mln zł oraz wykazała stratę netto na poziomie 9,5 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży była równa 14,6 proc.

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.:

Wykazane wyniki, istotnie gorsze niż przed rokiem, są pokłosiem małej liczby przekazanych lokali gotowych, co jest ściśle związane z cyklem realizacji inwestycji. Specyfiką działania branży deweloperskiej jest cykliczność, a wykazywany wynik jest zawsze skorelowany z liczbą przekazanych lokali na zakończonych inwestycjach. Trzeci kwartał upłynął pod znakiem realizacji wcześniej rozpoczętych inwestycji. Na etapie prac budowlanych było ponad 2 500 lokali. Przede wszystkim dotyczy to Hanzy Tower, najwyższego budynku w Szczecinie, w którym znajduje się 509 lokali, Osiedla Nowe Tysiąclecie etap III w Katowicach z 345 lokalami i Willi Wiślanej na warszawskim Tarchominie na 141 lokali oraz 54 domów w Osiedlu Villa Campina koło Ożarowa Mazowieckiego. Lokale z kończących się wkrótce inwestycji, zostaną rozpoznane w wynikach w najbliższych okresach, tym bardziej, że są prawie całkowicie sprzedane.

Ponadto kontynuowana była budowa ostatniego etapu flagowej inwestycji Spółki, osiedla Bliska Wola etap D w Warszawie. Bliska Wola Tower, z 27 kondygnacjami naziemnymi, to prawie 1 500 lokali o łącznej powierzchni blisko 62 tys. m kw. Efekty przekazania tych lokali będą widoczne również w wynikach roku 2021.

Spółka ma potencjał do uruchomienia ponad 5 200 lokali z czego 2 600 planuje rozpocząć w przyszłym roku. Projekty znajdują się w różnych lokalizacjach, największe z nich to projekt w Gdańsku na 636 lokali i Pruszkowie na 462 lokali.
Istotnym elementem strategii Spółki jest stawianie na domy w technologii prefabrykacji drewnianej, w oparciu o własną fabrykę ekologicznych prefabrykatów w Tłuszczu. Na osiedlu Villa Campina docelowo powstanie 175 luksusowych domów ekologicznych i energooszczędnych. Jest to wstęp do produkcji wielorodzinnych domów w technologii prefabrykowanej, szkieletowej, eko-budownictwa, dopracowanego do perfekcji przez Skandynawów, trwałego i doskonale sprawdzającego się w naszych warunkach klimatycznych.

Dobre dane z polskiego przemysłu

Produkcja przemysłowa w Polsce ma się dobrze, a przynajmniej na tle tego, jak ma się w innych państwach świata w czasie pandemii. To ona odpowiada za dzisiejsze umocnienia złotego.

Znów przybywa bezrobotnych w USA

Wczorajsze dane z rynku pracy w USA znów negatywnie zaskoczyły rynki. Po tym, jak kilka tygodni z rzędu liczba bezrobotnych spadała, spodziewano się, że ten trend się utrzyma i nawet jak nie tym razem to następnym będziemy mieć kolejne minima od początku roku. Faktyczny wynik to jednak 742 tysiące, czyli 31 tysięcy powyżej wyniku z ostatniego tygodnia. Dane te przełożyły się na osłabienie dolara względem euro. Powodem jest strach inwestorów o przyszłość gospodarki z tak wysokim bezrobociem.

Produkcja przemysłowa w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj wyniki produkcji przemysłowej. Z jednej strony wynik jest lepszy od oczekiwań, co powinno oczywiście cieszyć. Z drugiej strony jest to 1% zamiast 0,5%, co nie jest ani imponującym wynikiem, ani różnicą. Warto jednak przypomnieć, że to dane za październik 2020 i nie można porównywać tych danych do tych sprzed pandemii, bo wszędzie na świecie są one wyraźnie gorsze. Rynki przyjęły zresztą tę informację bardzo dobrze, a złoty po raz kolejny zbliżył się przez chwilę do poziomu 4,46 zł.

Dane z Azji

Dzisiaj w nocy poznaliśmy istotne dane zarówno z Chin, jak i Japonii. W kraju kwitnącej wiśni opublikowano dane o zmianie cen oraz indeks PMI dla przemysłu. Deflacja wyniosła 0,4%, z kolei indeks 48,3 pkt, co stanowi wynik o 1,1 pkt słabszy od oczekiwań. W państwie środka z kolei nie doszło do zmian stóp procentowych. Była to decyzja zgodna z oczekiwaniami analityków, stąd nie wywołała większego zamieszania na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Które miasto ma najlepsze warunki mieszkaniowe? Ranking 218 miast

Portal RynekPierwotny.pl znów przygotował ranking warunków mieszkaniowych w miastach liczących sobie ponad 20 000 mieszkańców. Warto sprawdzić, w którym z nich są one najlepsze.

Miniony rok upłynął pod znakiem rekordowej aktywności inwestorów mieszkaniowych (głównie deweloperów i osób prywatnych). Warto zatem sprawdzić, czy ta sytuacja przełożyła się na istotne zmiany w rankingu warunków mieszkaniowych, który portal RynekPierwotny.pl przygotowuje co roku. Dzięki najnowszym danym Głównego Urzędu Statystycznego można już zaprezentować taki ranking, który dotyczy sytuacji z końca 2019 roku. Eksperci RynekPierwotny.pl znów wzięli pod uwagę 218 polskich miast o liczbie ludności przekraczającej 20 000 osób. Tym razem rankingowa czołówka się nie zmieniła.

Ranking uwzględnia dwa bardzo ważne wskaźniki

Zasady przygotowywania rankingu warunków mieszkaniowych przez portal RynekPierwotny.pl nie uległy zmianie względem poprzednich lat. Mimo tego, warto je przypomnieć. Podobnie jak wcześniej, analitycy RynekPierwotny.pl wzięli pod uwagę liczbę mieszkań (lokali i domów) przypadającą na 1000 osób i średnią powierzchnię użytkową mieszkań w przeliczeniu na jedną osobę. Dla tych dwóch wskaźników znów została obliczona mediana. Cząstkowy wynik każdego z 218 badanych miast ustalono w następujący sposób:

  • pozytywne odchylenie od mediany wskaźnika o 1% oznaczało plus 10 punktów
  • negatywne odchylenie od mediany wskaźnika o 1% oznaczało minus 10 punktów

Końcowy wynik dla każdego miasta stanowił sumę punktów związanych z nasyceniem mieszkaniami oraz średnim metrażem w przeliczeniu na jedną osobę. Przykładowe miasto cechujące się liczbą mieszkań na 1000 osób o 25% wyższą od mediany oraz średnim metrażem na osobę o 30% większym od medianowej wartości (dla 218 miast), uzyskałoby końcowy wynik na poziomie 550 punktów.  

Pierwsze pozycje zajęły cztery te same miasta …

Po sprawdzeniu wyników rankingu bazujących na danych GUS z końca 2019 r. okazało się, że tym razem zmiany w czołówce są minimalne. Wystarczy wspomnieć, że pierwsze cztery miejsca znów zajmują te same miasta – Kołobrzeg, Wrocław, Sopot i Warszawa. Ogólnie rzecz biorąc, pierwsza dziesiątka rankingowa okazała się identyczna, jak przed rokiem. Uzupełniają ją następujące ośrodki miejskie: Zakopane, Świnoujście, Józefów, Piaseczno, Poznań oraz Łódź. Na uwagę zasługuje też wynik Krakowa (11 miejsce) oraz Gdańska (13 miejsce), czyli dużych miast, które uplasowały się zaraz za czołówką. Swoją pozycję poprawił Szczecin (21 miejsce, +3 pozycje) oraz Lublin (29 miejsce, +1 pozycja). Jeżeli zaś chodzi o ostatnie miasto z liczbą ludności większą niż 300 000 osób, czyli Bydgoszcz, to odnotowało ono niewielki spadek względem końca 2018 r. (na 90 pozycję).

Pewne zmiany są widoczne w grupie dziesięciu miast zajmujących ostatnie miejsca rankingowe. Ta grupa ośrodków miejskich wygląda jednak podobnie jak przed rokiem. W większości przypadków są to poprzemysłowe miasta z negatywnymi tendencjami demograficznymi. Deweloperzy nie chcą budować w takich miejscach, a skala działania innych inwestorów mieszkaniowych jest mocno ograniczona. Właśnie dlatego ośrodkom miejskim z końcówki rankingu trudno jest awansować wyżej. Tabela – Warunki mieszkaniowe 2019Warunki mieszkaniowe 02 Warunki mieszkaniowe01

Piotr Stański Prezesem Concept Energy

Nowy Prezes objął stanowisko z początkiem listopada br. Jakie plany na rozwój spółki Concept Energy ma Piotr Stański?

Sunrise Energy to jedna z najszybciej rozwijających się grup kapitałowych z branży energii odnawialnej w Polsce. Rynek fotowoltaiki w kraju wciąż przecież rośnie, a to wiąże się z coraz większą konkurencją. Moje doświadczenie w sprzedaży z pewnością umocni pozycję Concept Energy. Pozwoli nam też rozwijać biznes na inne sektory. Chcemy coraz więcej pracować z przemysłowymi instalacjami PV, ale jednocześnie wciąż bardzo aktywnie działać na rynku rolniczym i B2B – mówi nowy Prezes.

– Pragniemy być coraz bliżej naszych Klientów, dlatego już teraz wykorzystujemy różne kanały komunikacji marketingowej i stale je rozszerzamy. Dzięki takim działaniom jesteśmy w stanie dotrzeć do bardzo konkretnych grup docelowych. Wciąż będziemy czynnie uczestniczyć w najważniejszych branżowych konferencjach. Przedstawiciele Concept Energy stale są też obecni w mediach. W trakcie pracy z Klientami biznesowymi dokładnie poznaliśmy ich potrzeby, co przełoży się na jeszcze bardziej dopasowaną ofertę produktową, nad którą obecnie pracujemy. Będzie ona dedykowana przedsiębiorstwom oraz rolnictwu i dostosowana do ich specyficznych potrzeb – mówi Piotr Stański.

Rynek fotowoltaiki w Polsce rozwija się znakomicie także w okresie pandemii. Interesując się pozyskiwaniem energii ze słońca warto postawić na sprawdzonego wykonawcę.

– Nie czas na ryzyko utraty pieniędzy w postaci inwestowania w niewystarczająco sprawne czy bezpieczne instalacje. W Concept Energy przygotowując projekt dokładnie wyliczamy zużycie energii tak, by nie narażać inwestorów na niepotrzebne koszty. Za naszą wizytówkę uznajemy całą instalację, dlatego tak bardzo dbamy, by jakość i dostępność oferowanego przez nas sprzętu była jak najwyższa. Troszczymy się też o bezpieczeństwo naszych Klientów. Nawiązaliśmy współpracę w tym zakresie ze Strażą Pożarną. Mamy stały dostęp do monitoringu pracy zamontowanych przez nas instalacji, dbamy również o opiekę posprzedażową – podkreśla Piotr Stański.

– Warto posłuchać choćby naszych podcastów, które pozwalają zapoznać się z realizacjami i poznać prawdziwe opinie naszych Klientów – dodaje.

Ekologiczne rozwiązania energetyczne to bezdyskusyjne ekonomiczne korzyści.

– Dzięki fotowoltaice przedsiębiorcy i rolnicy znacznie obniżają koszty prowadzenia biznesu. Uniezależniają się także od firm energetycznych i unikają dodatkowych kosztów. Mowa tu nie tylko o regularnych podwyżkach, ale i chociażby o opłacie mocowej, która doliczona będzie do rachunków już od stycznia 2021 roku. Jej wysokość nie jest jeszcze znana, ale wiadomo, że będą musieli ją zapłacić wszyscy odbiorcy końcowi energii elektrycznej. Pewnikiem jest także to, że rynek instalacji przemysłowych, B2B i dla rolnictwa w przyszłym roku jeszcze bardziej się rozwinie. Concept Energy jako firma z dużym doświadczeniem w tym obszarze będzie idealnym partnerem do nowych inwestycji – zauważa Piotr Stański.

Mamy czasy zdalnego i ograniczonego kontaktu, dlatego coraz cenniejsze stało się to, co mamy blisko. Także jeśli chodzi o handel czy usługi.

– Nie bez znaczenia jest znajomość lokalnej specyfiki biznesu. Choć nasi Doradcy Klienta są obecni w całej Polsce, to i tak planujemy jeszcze większy rozwój kanału partnerskiego. Każdy Klient będzie mógł skontaktować się z Doradcą ze swojego regionu – dodaje.

Inwestycja w odnawialne źródła energii nie musi wiązać się z koniecznością posiadania dużych środków finansowych.

– Planujemy rozszerzenie oferty finansowania, choć już dziś, dzięki współpracy z największymi firmami leasingowymi w Polsce, mamy znakomitą ofertę dla przedsiębiorców. Dzięki odpowiedniemu dopasowaniu leasingu lub pożyczki raty mogą spłacać się same z oszczędności na rachunkach, a wkład własny jest naprawdę minimalny – poleca Piotr Stański.

Piotr Stański jest absolwentem Politechniki Warszawskiej i Politechniki Gdańskiej. Posiada ponad 20-letnie doświadczenie w sprzedaży i marketingu w różnych sektorach biznesowych. Zawodowo związany był m.in. z takimi markami jak Honda, Volvo, Husqvarna czy MAN Truck & Bus Polska.

Trzeba edukować konsumentów i biznes z pełnego potencjału smart urządzeń

– Smart Home to najszybciej rosnący segment rynku Internetu Rzeczy na całym świecie, w tym w Polsce. Jego wartość do 2022 r. wzrośnie globalnie do 123 mld USD – mówił podczas konferencji prezentującej raport „Smart home, smart cities, smart world. Rozwój Internetu Rzeczy” prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Na potencjał tego rynku wskazywali przedstawiciele firm członkowskich.

Jak podkreślił Michał Kanownik, rewolucja dla rozwoju Internetu Rzeczy nastąpi wraz z nadejściem sieci piątej generacji. – W sieci 5G upatrujemy ewolucyjny zwrot i przyśpieszenie. Do 2022 r. z technologii 5G na całym świecie będzie korzystało ok. 540 mln użytkowników, a w 2025 r. – już 1,1 mld – mówił prezes Związku. I zaznaczył, że Polska powinna wykorzystać ten potencjał. – Wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na urządzenia wykorzystujące rozwiązania typu smart home w polskich domach, coraz więcej sprzętu AGD i RTV powstającego w Polsce produkowane jest właśnie w tej technologii. Ich produkcją zajmuje się łącznie 17 fabryk znajdujących się w naszym kraju – dodał Michał Kanownik.

Z kolei pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska podkreśliła, że rozwój rynku IoT jest jednym z priorytetów rządu. – Cieszy mnie to, że Polska wpisuje się w ten trend wzrostu rynku IoT. Dopinguje nas fakt, że Polacy są chętni przemian technologicznych. Wspólnymi siłami musimy wypracować takie regulacje, by IoT oraz AI mogły jak najlepiej się w Polsce rozwijać – zaznaczyła Justyna Orłowska.

5G szansą dla IoT. Zyskają przedsiębiorcy

Szacuje się – na co zwrócił uwagę ekspert Związku Cyfrowa Polska Tomasz Chomicki z Samsung Electronics Polska – że do 2022 r. w ramach Internetu Rzeczy będzie podłączonych bilion urządzeń. – Telekomunikacja nowej generacji spowoduje, że powszechność zastosowań IoT wzrośnie. Nowe ewolucja będzie powodować ze w przyszłości to maszyny będą za pomocą sztucznej inteligencji wykonywały za nas najróżniejsze procesy. Przyszłością jest to, że będziemy mogli sterować domem dzięki usługom głosowym – mówił Tomasz Chomicki. A Robert Sejda, New Business Development Manager w AB S.A. dodał, że na automatyzacji procesów zyskają też przedsiębiorstwa. – Zastosowanie IoT w biznesie to inwestycja, która się zwraca. Urządzenia przynoszą oszczędności, dzięki czemu automatyzacja daje wymierne przychody firmie – stwierdził Robert Sejda. – Rola przedsiębiorcy będzie skupiała się do funkcji kontrolnych, a mniej do ręcznego sterowania danym przedsiębiorstwem – dodał.

Jednak rynek IoT boryka się dziś z różnymi problemami. Jednym z nich jest brak standardu dla urządzeń smart. – Brak standardu powoduje ze klienci maja problem z doborem odpowiedniego sprzętu. Brak standardu wprowadza klientów w błąd, bo często nie ma informacji od producentów, z jakimi urządzeniami dany sprzęt będzie kompatybilny – zauważył Andrzej Repczyński, Product Manager w Komputronik S.A. Zaznaczył jednak, że już niektóre firmy, np. Google czy Amazon, pracują już nad stworzeniem jednego standardu. – Ten nowy protokół komunikacyjny powinien pomóc, przez co dobór sprzętu powinien być łatwiejszy. Kompatybilność urządzeń się powiększy – powiedział Andrzej Repczyński.

W pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy

Kolejnym problemem jest to, że konsumenci nie wykorzystują dziś pełnego potencjału urządzeń smart.

Spora część ludzi zdaje sobie sprawę z możliwości urządzeń smart, ale czasem ze względu na brak kompatybilności czy lękk przed podawaniem danych w pełni nie korzystamy z funkcjonalności urządzeń smart – tłumaczył Rafał Kupis, Business Development Manager IoT & Analytics Poland & East Region w Tech Data Polska Sp. z o.o. Dlatego warto edukować konsumentów z możliwości urządzeń smart i tego, że warto budować z nich pełne ekosystemy. – Należy edukować konsumentów, czym jest smart i inteligentna automatyka budynkowa. Produkty smart pozwalają osiągać oszczędności i wpływać na ochronę środowiska. Trzeba wskazywać konsumentom korzyści, jakie wynikają z połączenia urządzeń w jeden ekosystem – podkreślił Dariusz Figarski, Product Manager, Action Business Center w ACTION S.A.

Trzeci najlepszy wynik w historii na rynku inwestycji w nieruchomości w Europie środkowo-wschodniej

Z najnowszego raportu firmy doradczej Savills wynika, że pomimo ogólnoświatowej pandemii Covid-19 całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynkach nieruchomości komercyjnych Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii wyniósł w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku 7,6 mld euro, co stanowi trzecią najwyższą wartość w historii. Do końca bieżącego roku może on przekroczyć 10 mld euro i będzie tym samym zbliżony do pięcioletniej średniej.

Do wzrostu przyczynił się szereg transakcji portfelowych zawartych od początku bieżącego roku, które stanowiły 44% łącznych obrotów na rynku inwestycyjnym w porównaniu z 24% w ubiegłym roku. Szczególnie duży udział miały one w Polsce (47%) i Czechach (67%). Na tych dwóch rynkach sfinalizowane zostały jedne z największych transakcji 2020 roku, między innymi zakup portfolio mieszkań Residomo o wartości 1,3 mld euro w Czechach w pierwszym kwartale oraz sprzedaż regionalnego portfolio nieruchomości magazynowych grupy Goodman w trzecim kwartale za 1 mld euro.

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, nieruchomości biurowe nadal mają największy udział w obrotach na rynku inwestycyjnym (38%), ale obiekty logistyczne odpowiadają już za 30% całkowitego wolumenu transakcji i pod tym względem wyprzedziły nieruchomości handlowe, na które przypada jedynie 11%. Wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowym za pierwsze trzy kwartały wyniosła 2,3 mld euro i jest już wyższa od odnotowanej za cały ubiegły rok.

„Wśród inwestorów działających na rynku Europy Środkowo-Wschodniej najbardziej aktywni byli ponownie inwestorzy zagraniczni i to pomimo obostrzeń związanych z pandemią Covid-19. Zachęceni przez atrakcyjne stopy kapitalizacji i korzystne wskaźniki długoterminowe w regionie, wygenerowali 87% wolumenu transakcji inwestycyjnych w okresie od pierwszego do trzeciego kwartału 2020 roku, czyli więcej, niż wynosi średnia pięcioletnia (84%)” – mówi Chris Gillum, dyrektor działu nieruchomości biurowych, zespół doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

„Przykładem jest zakończona sukcesem transakcja sprzedaży dwóch budynków biurowych w Budapeszcie: Buda Square i Margit Palace, przy której firma Savills, we współpracy z lokalnym biurem stowarzyszonym Eston International, doradzała Adventum, węgierskiej firmie zarządzającej funduszami inwestycyjnymi. Nieruchomości te zostały sprzedane brytyjskiej spółce Resolution Property i chińskiemu konglomeratowi Fosun International. Oczekiwania kupujących i sprzedających stopniowo zbliżają się do siebie, co powinno przełożyć się na wzrost liczby transakcji w segmencie inwestycji typu core” – dodaje Chris Gillum, Savills.

„Całkowita wartość transakcji inwestycyjnych w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku w analizowanych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła ok. 7,6 mld euro, z czego ponad 50% przypada na Polskę, czyli większość kapitału zainwestowanego w tym czasie w nieruchomości komercyjne. Drugim największym rynkiem z blisko 30-procentowym udziałem w wolumenie inwestycyjnym są Czechy. Inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej nadal aktywnie działali w Polsce w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku, o czym świadczy między innymi nabycie udziału większościowego w GTC przez węgierską firmę Optimum. Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach także zaznaczą swoją obecność na naszym rynku. Obserwujemy rosnące zainteresowanie alternatywnymi sektorami nieruchomości, takimi jak apartamenty na wynajem instytucjonalny, domy studenckie i centra danych, które prawdopodobnie utrzyma się również w przyszłym roku” – komentuje Marek Paczuski, dyrektor, zastępca dyrektora działu doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska.

„Bieżący rok w Europie Środkowo-Wschodniej upłynie pod znakiem wzrostu inwestycji w nieruchomości logistyczne i najlepsze budynki biurowe. Sektor mieszkaniowy także zyskuje na znaczeniu, ale ograniczeniem jest brak produktów inwestycyjnych. Natomiast w sektorze nieruchomości handlowych największym zainteresowaniem będą cieszyły się obiekty handlowe typu convenience i sklepy ogólnospożywcze” – dodaje Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich, Savills.

„Według najnowszych prognoz Oxford Economics, gospodarki pięciu analizowanych krajów mogą się skurczyć o 5,4% w porównaniu ze spadkiem PKB o 7,4% dla całej Unii Europejskiej. Pomimo korekt w dół, przewidujemy, że stolice państw Europy Środkowo-Wschodniej wyprzedzą inne stolice europejskie pod względem wzrostu PKB, a liderem wśród miast, które najlepiej poradzą sobie z zawirowaniami spowodowanymi przez pandemię koronawirusa, będzie Warszawa” – podsumowuje Eri Mitsostergiou z SavillsCEE markets record third highest Real Estate investment volume on record

Własność przemysłowa a Brexit – co się zmieni od stycznia 2021?

Na nurtujące pytania o kwestie związane z prawami własności przemysłowej, po zakończeniu okresu przejściowego w procedurze Brexit, odpowiada mec. Maciej Priebe, rzecznik patentowy, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Posiadam zarejestrowany znak towarowy w Unii Europejskiej. Czy po 31 grudnia 2020 r. ochrona ulegnie jakimś zmianom?
Tak. Po 31.12.2020 unijne znaki towarowe przestaną obejmować obszar Wielkiej Brytanii.

W jaki sposób mogę utrzymać ochronę znaku towarowego w Wielkiej Brytanii?Zgodnie z porozumieniem między UE i UK, wszystkie znaki towarowe i wzory przemysłowe, które w dniu 31.12.2020 będą podlegały ochronie na obszarze Unii, zostaną zarejestrowane w brytyjskim urzędzie UKIPO jako odrębne prawa.

Co w sytuacji gdy mój znak towarowy w dniu 31.12.2020 będzie nadal w trakcie rozpatrywania przez unijny urząd EUIPO?
W takiej sytuacji, do września 2021 r. należy podjąć decyzję i rozpocząć odrębne postępowanie przed brytyjskim urzędem UKIPO. Niestety w takim przypadku należy wnieść także dodatkowe opłaty urzędowe oraz wyznaczyć pełnomocnika.

Czy od stycznia 2021 można spodziewać się obniżenia opłat urzędowych za zgłoszenia unijnych znaków towarowych i wzorów przemysłowych, w związku z wyłączeniem obszaru Wielkiej Brytanii?
Nie. Zgodnie z informacją potwierdzoną przez EUIPO, w najbliższym czasie nie jest planowana żadna redukcja opłat urzędowych.

Czy brytyjski urząd UKIPO będzie wymagał wskazania lokalnego pełnomocnika lub adresu do korespondencji w Wielkiej Brytanii?
Jeżeli dane prawo podlega już ochronie w UE i zostanie automatycznie „sklonowane” jako odrębne prawo krajowe w UK, urząd UKIPO deklaruje iż nie będzie wymagał wyznaczenia lokalnego pełnomocnika bądź adresu korespondencyjnego w Wielkiej Brytanii. Sytuacja ta może jednak ulec zmianie w przyszłości.

Tylko 6% Polaków inwestuje w fundusze, a 17% jest zdania, że dają one wysokie zyski

Podczas pandemii Polacy zmniejszyli poziom oszczędności zgromadzony na lokatach i poszukują nowych form pomnażania majątku. Ponieważ jednak w nasze finansowe DNA wpisane jest unikanie ryzyka, wśród sposobów lokowania nadwyżek finansowych w perspektywie 12 miesięcy najczęściej wskazywano nieruchomości, lokaty i inwestycje w złoto.

Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wiemy, że Polacy unikają ryzyka inwestycyjnego. To właśnie główny czynnik wpływający na decyzje dotyczące pomnażania majątku. Dotychczas prawie ¾ Polaków gromadziło swoje oszczędności na depozytach bankowych[1]. Ten rok spowodował jednak, że nawet najbardziej zachowawcze osoby szukają nowych sposobów lokowania swoich pieniędzy.

W 2020 r. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zadecydowała o zmianie polityki monetarnej i trzykrotnie obniżyła stopy referencyjne, po raz pierwszy w historii do prawie zerowego poziomu. Decyzja ta miała wpływ na obniżenie oprocentowania lokat. W konsekwencji klienci zaczęli zastanawiać się nad alternatywą dla swoich pieniędzy, kierując uwagę na rynek nieruchomości, złota i walut.

Warto zaznaczyć, że jedynie 6% Polaków posiada jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Brak własnych doświadczeń i umiarkowana wiedza na temat tych produktów sprawia, że niemal co drugi Polak niesłusznie obawia się, że jest to inwestycja raczej dla zamożnych i posiadających fachową wiedzę, a także wiążąca na długie lata. Tymczasem fundusze mogą być jedną z metod budowania majątku. Polscy klienci mają dzięki nim dostęp do inwestycji w różne instrumenty finansowe – od akcji po obligacje – oraz możliwość dywersyfikacji geograficznej. Pierwsza wpłata może wynosić od 50 do 1 000 zł, a wycofanie środków w większości funduszy trwa do 7 dni.

W aktualnych warunkach rynkowych znaczna część Polaków stoi przed wyzwaniem, w jaki sposób zarządzić swoimi oszczędnościami, dotychczas deponowanymi wyłącznie na lokatach. Około 3% inflacja powoduje, że pieniądze znajdujące się na kontach i depozytach realnie tracą na wartości. W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na fakt, że fundusze inwestycyjne są jedną z dostępnych alternatyw lokowania pieniędzy i budowania własnego majątku. Są produktem elastycznym, który daje szanse na zyski i wybór akceptowanego poziomu ryzyka, poprzez inwestycje w różne instrumenty finansowe. Jednocześnie próg wejścia jest niski, w większości funduszy wystarczy kilkaset złotych. Wśród Polaków nadal jednak dość powszechne są błędne przekonania, m.in. że to rozwiązanie dla osób zamożnych czy wiążące na długie lata – mówi Monika Szlosek, Lider Obszaru Oszczędności i Inwestycje w Santander Bank Polska.

Co wiemy o funduszach?

Okazuje się, że wiedza Polaków na temat funduszy inwestycyjnych jest niewielka, co powoduje często postrzegane ich w sposób niezgodny z rzeczywistością. Tylko 17% badanych wie, że fundusze są produktem elastycznym i nie wymagają zamrażania środków na długi czas. Także 17% badanych uważa ten sposób inwestowania za dający wysokie zyski. 32% zgadza się ze stwierdzeniem, że inwestując w fundusze powierza pieniądze profesjonalistom.

Opinie Polaków na temat funduszy

Warto także pamiętać, że fundusze inwestycyjne należą do najlepiej nadzorowanych instrumentów finansowych na rynku. Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych są prawnie zobligowane do badania wiedzy i poziomu akceptacji ryzyka klienta (MIFID), a także rzetelnego informowania o aktywach, w które lokują środki oraz o potencjalnym zysku i ryzyku.

Zysk pewny czy wysoki?

Jak wiemy z badań, Polacy wybierają inwestycje bezpieczne i stronią od ryzyka, większość woli go unikać. Aż 82% badanych, gdy mowa o inwestowaniu, woli wybrać mniejszy, ale pewny zysk. Sprawdziliśmy też jak nasi rodacy zachowują się, gdy inwestycja zaczyna tracić na wartości – prawie połowa (46%) zadeklarowała, że w takiej sytuacji wycofuje środki. 60% badanych twierdzi, że oszczędzając lub inwestując swoje środki dzieli pieniądze na różne produkty finansowe.

Te odpowiedzi wpisują się w preferencje Polaków, którzy wolą jak najbezpieczniejsze sposoby budowania majątku. Na lokatach bankowych i kontach oszczędnościowych było zgromadzone 232 mld zł (dane na koniec września 2020 r.). To o około 75 mld zł więcej niż we wszystkich funduszach inwestycyjnych[2]. Polacy zdają sobie jednak sprawę, że jest to zyskowna inwestycja – 67% badanych stwierdziła, że lokaty są mało lub bardzo mało zyskowną formą lokowania pieniędzy.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA. Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Dane dotyczące udziału aktywów finansowych gospodarstw domowych w 2019 r. pochodzą z Europejskiego Banku Centralnego i EFAMA.

[2] Dane NBP na koniec września 2020, za Analizy.pl

W pandemii Polacy częściej korzystają z cyfrowej bankowości

  • 96% ankietowanych jest pozytywnie nastawionych do rosnącej roli cyfryzacji w bankowości i finansach, przy czym 44% zwraca uwagę na istotność kwestii bezpieczeństwa
  • 55% Polaków twierdzi, że dziś częściej niż przed pandemią dokonuje transakcji finansowych online lub mobilnie
  • Już 68% Polaków korzysta z bankowych aplikacji mobilnych – więcej niż z aplikacji mediów społecznościowych
  • 63% badanych słyszała o koncepcji otwartej bankowości, a wielu z nich jest zainteresowanych opartymi na niej usługami finansowymi

Mastercard opublikował wyniki trzeciej edycji badania poświęconego popularności bankowości online i mobilnej[1]. Wynika z niego, że szybko postępująca cyfryzacja życia w warunkach pandemii pociągnęła za sobą wzrost popularności bankowości elektronicznej. Jednocześnie po stronie konsumentów pojawiają się nowe oczekiwania względem dostawców usług finansowych.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że ewolucja w kierunku cyfryzacji znacznie przyspieszyła. To z kolei spowodowało skokowe upowszechnienie usług bankowości online i mobilnej, jako sposobu na bezpieczny, szybki i wygodny dostęp do pieniędzy oraz na zdalne zarządzanie finansami osobistymi.  Ponad połowa Polaków częściej niż przed pandemią „bankuje” dziś online lub mobilnie, a niemal co czwarty rozważa zmianę swojego banku na w pełni cyfrowy.

Powyższe obserwacje pokrywają się z wnioskami z innego nowego badania Mastercard pt. „Stan Płatności”[2]. Jego wyniki potwierdzają, że dziś konsumenci częściej niż przed wybuchem pandemii korzystają z bankowych aplikacji mobilnych. Dodatkowo Polacy odchodzą od płatności gotówkowych: 53% z nich twierdzi, że z powodu pandemii będzie używać mniej gotówki, 68% uważa, że w porównaniu z innymi metodami płatności gotówka nie jest wygodna, a z kolei 43%, że sprawdza się ona tylko przy płaceniu niewielkich kwot. Ponadto prawie połowa (49%) badanych z Polski uważa, że popularyzacja płatności zbliżeniowych pomoże zmniejszyć rozprzestrzenianie się COVID-19.

Mobilność w czasach zarazy

W związku z pandemią Polacy zdecydowanie częściej niż przed nią korzystają dziś z cyfrowych usług, takich jak wideokonferencje, zakupy online czy zdalna edukacja. To samo dotyczy bankowości, ponieważ utrudniony dostęp do placówek bankowych skłania ich do szukania nowych rozwiązań, pozwalających łatwo i bezpiecznie wykonywać operacje finansowe w internecie. Prawie wszyscy (96%) ankietowani w badaniu Mastercard są pozytywnie nastawieni do rosnącej roli cyfryzacji w bankowości i finansach, przy czym 44% zwraca jednocześnie uwagę na fakt, że nowe rozwiązania muszą zapewniać odpowiedni poziom bezpieczeństwa.

Zainteresowanie klientów bankowości rozwiązaniami cyfrowymi przekłada się ich powszechniejsze wykorzystanie. Ponad połowa (55%) Polaków twierdzi, że dziś częściej niż przed wybuchem pandemii dokonuje transakcji finansowych online lub mobilnie. Jest to najwyższy wynik w Europie. Jako najważniejsze zalety bankowości elektronicznej i mobilnych płatności ankietowani najczęściej wymieniają: oszczędność czasu (77%), prostotę i łatwość użytkowania (71%), dostępność zawsze i wszędzie (55%), bezpieczeństwo (38%) oraz niskie koszty (30%).

W sytuacji, w której wszyscy dostosowujemy się do nowej rzeczywistości, jedno jest pewne: nasze życie toczy się teraz przede wszystkim w sferze cyfrowej. Liczba użytkowników bankowości mobilnej w Polsce wynosi już ponad 15 milionów, a więc niemal o 3 miliony więcej niż rok temu. Polacy oczekują dziś prostych i bezpiecznych usług finansowych, na miarę czasów tzw. nowej normalności. W Mastercard pracujemy zarówno z fintechami, jak i z tradycyjnymi instytucjami finansowymi,  pomagając im sprostać nowym potrzebom w zakresie ucyfrowienia usług finansowych” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Nowocześni klienci szukają cyfrowych banków

W badaniu Mastercard zwrócono uwagę również na oczekiwania klientów banków w Polsce dotyczące dalszej cyfryzacji ich usług. Prawie wszyscy (97%) ankietowani z Polski są zainteresowani korzystaniem z rozwiązań z zakresu bankowości cyfrowej, co jest najwyższym wynikiem w Europie. Wyprzedzamy pod tym względem mieszkańców Europy Zachodniej, szczególnie Niemcy i Francję, gdzie zainteresowanie takimi rozwiązaniami jest mniejsze o 9 pkt. proc.

Niemal co czwarty ankietowany (22%) rozważa zrezygnowanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy z  usług oferowanych przez tradycyjny bank na rzecz instytucji finansowej, oferującej usługi wyłącznie online i mobilnie. Dodatkowo 29% deklaruje, że w takim w pełni cyfrowym banku chciałoby mieć rachunek bieżący. Równocześnie 79% twierdzi, że od swoich dostawców usług finansowych oczekuje zmian w ofercie. 29% ankietowanych chciałaby, żeby była ona bardziej dostępna i prostsza w obsłudze. Z kolei 25% badanych zgłasza potrzebę większej kontroli nad wydatkami w czasie rzeczywistym, a 23% większej elastyczności, która przejawiałaby się m.in. brakiem długoterminowych umów czy możliwością konsultacji 24h na dobę.

Wybierając spośród różnych dostawców i ofert cyfrowych usług finansowych, Polacy największą uwagę zwracają na bezpieczeństwo swoich pieniędzy i danych (55%). Inne istotne dla nich kryteria wyboru to niskie koszty i dodatkowe korzyści (39%), wygoda (30%) oraz przejrzystość i kontrola nad finansami (26%).

Otwarci na otwartą bankowość

Nowe rozwiązania finansowe to również te oparte na koncepcji otwartej bankowości, gdzie poszczególne instytucje finansowe za zgodą klienta wymieniają się danymi na jego temat, aby zaoferować mu lepsze lub zupełnie nowe usługi. 63% Polaków ankietowanych w badaniu Mastercard deklaruje, że słyszała o koncepcji otwartej bankowości, a wielu z nich wykazuje zainteresowanie opartymi na niej usługami finansowymi. 42% respondentów chciałoby korzystać z aplikacji, która umożliwia kontrolę i nadzór nad wszystkimi kontami w różnych bankach, 33% jest zainteresowanych usługą pozwalającą zarządzać finansami na bazie wszystkich dotychczasowych wydatków, a 28% rozwiązaniami, które oferują wysoką personalizację usług finansowych w oparciu o dane finansowe zebrane z różnych źródeł.

W kontekście bankowości otwartej warto zwrócić uwagę, że Polacy największym zaufaniem obdarzają nie graczy technologicznych, ale właśnie banki. 66% z nich uważa swój bank za najważniejsze źródło informacji i porad finansowych. Pod tym względem Polacy ufają bankom bardziej niż inni Europejczycy. Wśród badanych z Polski bankowe aplikacje mobilne są popularniejsze nawet od aplikacji mediów społecznościowych (68% vs 56%). Na wysokie zaufanie do banków wskazują również wyniki badania „Stan Płatności”. Aż 79% ankietowanych jest bardziej skłonnych do korzystania z telefonu przy płaceniu, jeśli usługa jest świadczona przez ich własny bank, a 56% z większym prawdopodobieństwem wybrałoby dostawcę usługi płatniczej polecanego przez ich bank. Z drugiej strony 48% Polaków wyraża zainteresowanie przekazywaniem pieniędzy znajomym za pośrednictwem aplikacji społecznościowej, takiej jak na przykład WhatsApp. To pokazuje, że chociaż konsumenci najbardziej ufają bankom, to swoje codzienne, drobne płatności są stanie powierzyć firmom technologicznych (tzw. BigTech).

[1] Badanie „Banking Evolution Study” zostało przeprowadzone na zlecenie Mastercard we wrześniu 2020 r. Próba obejmowała 9,605 respondentów z dwunastu krajów Europy, w tym z Polski, Niemiec, Holandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Węgier, Bułgarii i Rosji. Badanie zostało przeprowadzone metodą ankiety online wśród internautów powyżej 18 r.ż.

[2] Raport pt. „What people want in 2020/21”, oparty na badaniu “State of Pay”:   https://mastercardcontentexchange.com/perspectives/featured-topics/the-global-state-of-pay/

Od 1 grudnia Białorusini będą mogli pracować w Polsce na podstawie wiz humanitarnych

Od 1 grudnia Białorusini będą mogli pracować w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, ale jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o konkurencji z Ukraińcami 

1 grudnia 2020 roku w Polsce wejdą w życie zmiany w ustawie o cudzoziemcach. Obywatele Białorusi, posiadający wizę humanitarną do Polski, będą mogli podjąć pracę w Polsce na równi z obcokrajowcami, którzy legitymują się wizą pracowniczą. Wymagane będzie tylko pozwolenie na pracę od pracodawcy. Również Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii opracowało projekt ustawy dla medyków z Białorusi oraz osób z branży IT, które przyjeżdżają do Polski z wizą humanitarną i znakiem „Poland Business Harbour”. Ta grupa nie będzie potrzebowała zezwolenia na pracę od pracodawcy, więc będzie mogła pracować lub otworzyć firmę w Polsce, tak jak robią to osoby posiadające Kartę Polaka.

„Od początku masowych protestów na Białorusi obserwujemy wzrost zainteresowania zatrudnieniem w Polsce ze strony obywateli tego kraju. Jednak tylko w ostatnim miesiącu liczba zgłoszeń wzrosła około 10-krotnie. W tej chwili 20 proc. zgłaszających się posiada wizy humanitarne i liczba ta stale rośnie. W najbliższym czasie można przewidywać stały wzrost liczby obywateli Białorusi, którzy będą szukać zatrudnienia w Polsce. Ustawa, która wejdzie w życie 1 grudnia, istotnie wpłynie na wzrost tej liczby. Nie możemy jednak jeszcze powiedzieć, że pod względem liczby zatrudnionych Białorusini mogą stanowić pełnoprawną alternatywę dla ukraińskiej siły roboczej, której liczba w 2020 roku osiągnęła rekordowy poziom. Liczba wniosków o karty pobytu również rośnie dynamicznie wśród Ukraińców.” – zauważa Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Biuro prasowe agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal 

Sektor obsługi obiektów (facility management) zatrudnia w Polsce 630 tysięcy pracowników

Sektor obsługi obiektów (facility management) zatrudnia w Polsce aż 630 tysięcy pracowników – wynika z najnowszego raportu Polskiej Rady Facility Management (PRFM), powstałego przy wsparciu Hays Poland i Pracuj.pl. Według analiz ekspertów w tej branży pracuje obecnie więcej osób niż w budownictwie. Mimo pandemii koronawirusa sektor dalej się rozwija, oferuje coraz bardziej dojrzałe usługi oraz nowe role wykorzystując przy tym potencjał zatrudnionych pracowników. Raport PRFM jest pierwszym opracowaniem skali i roli tej branży w polskiej gospodarce.

Raport w skrócie:

Branża obsługi obiektów zatrudnia 630 tysięcy pracowników.

  • To więcej osób niż w sektorze budowlanym.
  • 13% kadr sektora stanowią menedżerowie i eksperci, ich liczba ma rosnąć.
  • Pandemia zwiększyła zapotrzebowanie na nowe kompetencje i doświadczenie wśród kadr i przyspieszyła proces lepszego dopasowania branży do potrzeb biznesu.
  • Usługi z obszaru FM stanowią ok. 40% wszystkich kosztów ponoszonych przez organizacje.

Polska Rada Facility Management opublikowała raport podsumowujący działalność polskiego sektora obsługi obiektów (ang. facility management – FM) oraz perspektywy jego rozwoju. Jego partnerami są Hays Poland – wiodąca globalna firma doradztwa personalnego oraz Pracuj.pl – największy polski serwis rekrutacyjny. Raport jest pierwszym polskojęzycznym opracowaniem przedstawiającym podstawowe definicje oraz specyfikę tego sektora polskiej gospodarki, grupującego usługi i procesy związane z utrzymaniem oraz zarządzaniem obiektami, budynkami i infrastrukturą.

Według naszych analiz w branży obsługi obiektów pracuje obecnie w Polsce około 630 000 osób. Sektor ten zatrudnia więcej niż firmy budowlane oraz podobną liczbę pracowników, co branża transportowa i magazynowa, czyli uznany filar polskiej gospodarki. Raport Polskiej Rady Facility Management to efekt kilkuletnich konsultacji środowiska firm świadczących usługi utrzymania i zarządzania obiektami. Wypracowane przez nie kryteria autonomii branży nie są jednak kopią modeli znanych z innych gospodarek, a rozwiązaniem opartym o krajowe realia biznesowe. Podkreślenie odrębności oraz specyfiki branży obsługi obiektów jest ważne, by zrozumieć jej strategiczną i kluczową rolę dla wielu przedsiębiorstw w Polsce. – Krzysztof Kogut, prezes zarządu PRFM

Według definicji PRFM branża obsługi obiektów zajmuje się świadczeniem zintegrowanych usług utrzymania oraz zarządzania obiektami dla wszystkich branż i sektorów polskiej gospodarki. Do najważniejszych usług oferowanych przez firmy FM setkom tysięcy organizacji należą m.in. utrzymanie skomplikowanych instalacji budynkowych i nadzór techniczny obiektów, zarządzanie mediami, usługi czystości, ochrona i bezpieczeństwo budynków, administracja i usługi wsparcia dla firm użytkujących budynki czy też realizacja projektów budowlano-remontowych.

630 tysięcy miejsc pracy

Według szacunków PRFM w polskiej branży obsługi obiektów pracuje około 630 000 osób. Około 87% z nich (550 000) stanowią pracownicy zajmujący podstawowe stanowiska w obszarze utrzymania technicznego obiektów i instalacji budynkowych, utrzymania czystości i ochrony, zarządzania zużyciem mediów, serwisów IT, cateringu, zarządzania odpadami, zarządzania obszarem workplace i corporate wellness, zaopatrzenia biur i administracji biurowej, doradztwa technicznego i inżynierskiego oraz renowacji i remontów.

Jak szacują eksperci PRFM, dzięki swojej różnorodności branża zatrudnia około 80 000 osób z wykształceniem technicznym kierunkowym bądź wyższym – na stanowiskach eksperckich i menedżerskich. Pełnią oni zróżnicowane role: od techników, specjalistów i brygadzistów, przez kierowników obszaru, budynku czy też całego kontraktu, aż po stanowiska dyrektorów całych linii biznesowych.

Raport podkreśla wielorakość kompetencji wykorzystywanych w branży, a także przestrzeń do rozwoju kwalifikacji zawodowych dla pracowników sukcesywnie zwiększaną przez pracodawców. Absolwenci studiów wyższych znajdują w sektorze obsługi obiektów zatrudnienie na stanowiskach m.in. związanych z ochroną środowiska i BHP, technicznym utrzymaniem instalacji przemysłowych, instalacji budynkowych, infrastruktury IT, jak i tych związanych z technicznym zarządzaniem obiektami komercyjnymi.

Dynamika zatrudnienia w branży

Według danych Pracuj.pl w całym minionym roku i w pierwszym kwartale obecnego branża obsługi obiektów zwiększała zaangażowanie rekrutacyjne. Wybuch pandemii w marcu przyniósł tymczasowe zamrożenie wielu rekrutacji w całej polskiej gospodarce. Nie inaczej było w przypadku firm wspierających zarządzanie obiektami, jednak w maju i czerwcu liczba ogłoszeń zaczęła ponownie rosnąć.

Niewątpliwie obecne, związane z pandemią turbulencje na rynku nieruchomości utrudniają dokładniejsze prognozy dotyczące najbliższych trendów rekrutacyjnych. Jednak zapotrzebowanie na pracowników facility management może być w najbliższych miesiącach pobudzane przez rosnące potrzeby usług zapewnienia czystości i bezpieczeństwa budynków, w obliczu powrotów do siedzib po pandemii – napędzając rekrutacje kadry na niższych szczeblach. Firmy mogą także więcej inwestować w technologie wspierające automatyzację zarządzania budynkami, usprawniające procesy i ograniczające ryzyko błędów. Dałoby to szansę na wzrost zapotrzebowania na ekspertów od nowych technologii, wdrażających tego typu systemy. – Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter, ekspert Grupy Pracuj

Według Krzysztofa Koguta w okresie pandemii wzrosło zapotrzebowanie na specjalistyczną wiedzę menedżerską integrującą wiele dziedzin biznesowych i wiedzy branżowej w ramach jednego obszaru jakim jest FM. Eksperckie podejście do zarządzania złożonym łańcuchem usług w ramach obsługi obiektów, podczas pandemii zyskało zupełnie nowy wymiar. Zarówno zamawiający jak i dostawcy z tego rynku dostrzegają potrzebę podnoszenia kompetencji swoich zespołów, co finalnie przekłada się na bardziej efektywne i elastyczne podejście do realizacji modelu dostarczania usług.

Wzrósł popyt oraz zwiększyły się wymagania nie tylko wobec serwisów dozoru, ochrony i czystości, ale także wysokopoziomowych usług opartych o zaawansowany project management oraz strategiczne zarządzanie obszarem wsparcia klienta. Usługi utrzymania i zarządzania obiektami stały się kluczowe dla zapewniania wymogów związanych z reżimem sanitarnym, a tym samym zachowania ciągłości biznesowej organizacji. Przewidujemy, że zmiana podejścia do standardów w utrzymaniu nieruchomości oraz potrzeba przeformatowania organizacji miejsc pracy, będą impulsem dla wzrostu zatrudnienia w pierwszej połowie 2021 r. – Krzysztof Kogut, prezes zarządu PRFM

Dalsza perspektywa rozwoju branży

Prognozy dotyczące najbliższej przyszłości sektora obsługi obiektów – pomimo utrzymującej się niepewności i zagrożenia związanego z Covid-19 – są optymistyczne. Dotychczasowy popyt na usługi FM, według szacunków PRFM rósł średnio 15% w stosunku rok do roku. Chociaż wzrost ten wyhamował w tym roku, to w pierwszych miesiącach 2021 r. nadal spodziewane jest powrót trendu wzrostowego.

Również umiejętność wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych służących do lepszego zarządzania środowiskiem pracy, w celu ponownego przyjęcia pracowników, będzie silnym sprzymierzeńcem sektora obsługi obiektów. Nowe podejście do obszaru workplace pozwoli wyraźniej zaznaczyć strategiczną rolę i podkreślić wartości biznesowe generowane przez FM po ustaniu pandemii.

Okres pandemii sprzyja zdobywaniu cennych doświadczeń. Młode pokolenie, które obecnie zbiera pierwsze szlify w branży FM, ma możliwość mierzenia się z bezprecedensowymi wyzwaniami natury technicznej, jak chociażby utrzymanie instalacji na jak najbardziej wydajnym i zoptymalizowanym kosztowo poziomie, a także koniecznością budowania dobrych relacji z zarządcami i właścicielami nieruchomości w obliczu dynamicznie zmieniających się okoliczności biznesowych. Tym samym nowa generacja facility managerów będzie łączyła zalety inżynierów i techników, dojrzewających biznesowo w pierwszej dekadzie XXI w., oraz atuty przypisywane młodemu pokoleniu, które w pracy stawia na budowanie relacji i rozwój kompetencji menedżerskich. – Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawczy Hays

Definicja branży

Branża obsługi obiektów zajmuje się świadczeniem zintegrowanych usług utrzymania i zarządzania obiektami dla wszystkich branż i sektorów polskiej gospodarki. Zgodnie z rekomendacją Polskiej Rady Facility Management terminu „obsługa obiektów” używać należy do określenia branży i biznesu, zaś terminu „facility management” – w odniesieniu do usług i funkcji. Branża obsługi obiektów realizuje usługi i funkcje facility management.

Obsługa obiektów świadczy oraz integruje różne usługi i procesy biznesowe w ramach funkcjonowania budynków oraz ich najemców. Współczesnym celem tego sektora jest zatem nie tyle utrzymanie podstawowych funkcjonalności obiektów, co zwiększenie komfortu najemców oraz ich satysfakcji z najmu przestrzeni. Przykładowo, w przypadku budynków biurowych jednym z kluczowych zadań podmiotów sektora obsługi obiektów jest zapewnienie najemcom komfortu, wspieranie ich efektywności, a przede wszystkim zagwarantowanie bezpieczeństwa miejsca pracy. – Wiktoria Bożek, Przewodnicząca Grupy ds. HR przy PRFM

Dla zrozumienia istoty branży obsługi obiektów ważne jest rozróżnienie dziedzin facility management jako zarządzania procesami utrzymania obiektów oraz property management jako zarządzania własnością.

5G Made By Poland: już 26 listopada konferencja o udziale polskich firm w budowie sieci 5G

Nadchodząca sieć piątej generacji może być rewolucją na polskim rynku cyfrowym i IT. Duże oczekiwania wiązane są m.in. z Open RAN i możliwością powstawania sieci prywatnych. Ale czy polskie firmy są na to gotowe? Czy Polska ma szansę stać się jednym z liderów innowacyjnych rozwiązań we wdrażaniu sieci 5G – m.in. na te pytania odpowiedzą eksperci podczas konferencji „5G Made By Poland: Open RAN i polskie technologie 5G” organizowanej 26 listopada przez Związek Cyfrowa Polska i IS-Wireless.

Perspektywa sieci 5G niesie ze sobą wiele sprzyjających warunków związanych z przeformatowaniem dotychczasowego modelu, w którym działają dziś dostawcy i operatorzy telekomunikacyjni. Nowe możliwości otwiera m.in. Open RAN i możliwość powstawania sieci prywatnych, co niewątpliwie zmieni cały rynek usług cyfrowych i IT, ale też może wpłynąć na całą naszą gospodarkę. – 5G to duża szansa dla innowatorów z branży cyfrowej. Na polskim rynku są dziś firmy, które oferują całkowicie nowe modele do wdrażania 5G. Warto wykorzystać ich potencjał, bo mamy szansę powalczyć o rolę lidera nie tylko w kraju, ale też na rynkach europejskich – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.  I dodaje: – Dlatego warto się zastanowić, co zrobić, by pomóc polskim przedsiębiorcom w budowaniu ich pozycji m.in. poprzez sprzyjające regulacje.

Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski, myśląc perspektywicznie o budowie i wdrażaniu sieci 5G w Polsce, należy wziąć pod uwagę wszelkie możliwe korzyści, jakie będą mieć wpływ na krajową gospodarkę.

-5G ma wprowadzić rewolucję w zakresie jakościowym, a jego właściwy rozwój będzie mieć strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki. Kluczową kwestią w debacie o 5G powinna być rola naszego kraju. Czy będzie to miejsce konsumenta cudzych technologii i podwykonawcy czy może jednak twórcy i dostawcy własnych technologii na rynek polski i rynki zagranicznych partnerów? Od tego zależy nasza przyszłość. Możemy z powodzeniem iść własną drogą, z wykorzystaniem polskiej myśli technicznej. A modelem biznesowym, który w dłuższym horyzoncie gwarantuje najlepsze efekty jest właśnie Open RAN, którego jesteśmy nie tylko orędownikiem, ale przede wszystkim jedynym w Polsce dostawcą. Że sukces z wykorzystaniem Open RAN jest możliwy, pokazuje choćby przykład japońskiego operatora Rakuten – tłumaczy dr Sławomir Pietrzyk, współzałożyciel i CEO IS-Wireless

Partnerami wspierającymi wydarzenie jest Accenture oraz PTI. Konferencja wraz z debatą ekspertów odbędzie się 26 listopada br. od godz. 10 w trybie online. Rejestracja na wydarzenie prowadzona jest na stronie https://konferencja.cyfrowapolska.org

Czy pracodawcy będą mogli kontrolować trzeźwość pracowników?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) otrzymuje wiele sygnałów, że pracodawcy często mają problemy z trzeźwością pracowników. Nic dziwnego, że temat alkoholu w miejscu pracy jest dla przedsiębiorców trudny – to oni są odpowiedzialni za bezpieczeństwo osób zatrudnionych i klientów, a nietrzeźwy pracownik stanowi poważne zagrożenie. Dotyczy to głównie szczególnych stanowisk – które zajmują kierowcy, operatorzy sprzętu ciężkiego i pracownicy zakładów produkcyjnych. Jednak nietrzeźwy pracownik w biurze lub obsłudze klienta również stanowi zagrożenie dla siebie i dla otoczenia. Nie jest bowiem w stanie świadomie i wydajnie wykonywać swoich obowiązków. Dlatego przedsiębiorcy domagają się, by kontrola trzeźwości pracowników była łatwiejsza i mniej obostrzona przepisami.

– Sposób i dopuszczalność kontroli przez pracodawcę rodzi wiele wątpliwości. Według ostatniego orzecznictwa Sądu Najwyższego stan pracownika mogą kontrolować tylko właściwe organy, takie jak policja. Pracodawca ma w tym zakresie ograniczone możliwości – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Jednak to pracodawcy odpowiedzialni są za bezpieczeństwo pracowników. Zrozumiałe jest więc, że chcą podejmować świadome decyzje o odsunięciu nietrzeźwej osoby od pracy. W związku z tym oczekujemy stosownych zmian w prawie, umożliwiających prowadzenie takich kontroli. Oczywiście powinny one być realizowane w odpowiednim trybie oraz w sposób zachowujący godność i prawa prywatne pracownika. Przepisy powinny jednak dopuszczać możliwość kontroli trzeźwości przez pracodawcę, który jest odpowiedzialny za organizację i bezpieczeństwo w miejscu pracy. Mówimy bowiem o sytuacji, w której rzetelne i sumiennie wykonywanie swoich obowiązków jest konieczne do funkcjonowania przedsiębiorstw – podsumowuje Spytek-Bandurska.

Inwestowanie bez ryzyka?

Niczym odkrywczym będzie stwierdzenie, że sektor usług finansowych w Polsce nie cieszy się zbytnim zaufaniem Polaków. Na pewno nie na tyle, aby z chęcią lokowali tam swoje oszczędności. Wbrew powszechnej opinii pieniądze wolimy przechowywać w przysłowiowej skarpecie, podczas gdy mogłyby one pracować na właścicieli i przynosić wymierny zysk.

Według najnowszych danych oszczędności w Polsce posiada co drugi Polak. W ciągu roku zwiększyły się one o ponad 50 mld zł (wzrost o prawie 4 proc. ). W porównaniu do poprzedniego roku największy procentowy wzrost zanotowały środki w gotówce i depozyty bieżące oraz obligacje. Niewiele jednak z tego korzyści, biorąc pod uwagę mało atrakcyjne z perspektywy inwestorów propozycje inwestycyjne banków. Wynika to między innymi z dość asekuracyjnej polityki banków.

Można oczywiście zaryzykować trochę bardziej niż otwarcie konta oszczędnościowego czy założenie lokaty, a mianowicie zagrać na agresywnych funduszach. Zwykle jednak obiecywany szybki zysk w ramach funduszy – poparty poważnym, finansowym, międzynarodowym autorytetem – kończy się utratą pieniędzy. Może być to wynikiem braku komunikacji ze strony opiekuna klienta, który zobowiązuje się do pilnowania ruchów na rynkach i w razie zawirowań, informowania, aby w porę interweniować. Często jednak teoria znacznie odbiega od praktyki.  Istnieją oczywiście skrajne przykłady związane z inwestowaniem, jak na przykład afera Amber Gold. Można także zainwestować w rynek nieruchomości ze stopą zwrotu pod koniec wieku produkcyjnego.

Z podejmowaniem ryzyka bywa u Polaków różnie. Ponad połowa, czyli 55 proc. deklaruje, że nie akceptuje żadnego ryzyka, a za najbardziej ryzykowny produkt uważa fundusze inwestycyjne. Tak wynika z najnowszego badania Kantaru na zlecenie UOKiK. Nieco mniej, bo 42 proc. badanych byłoby w stanie zaakceptować małe lub średnie ryzyko, jeśli istniałaby pewność, że odzyskają całość lub większość zainwestowanych pieniędzy. Z tym też bywa jednak różnie. Co więc zrobić, żeby nie dać inflacji przejeść swoich oszczędności? Można oczywiście czekać, aż coś drgnie w gospodarce. Jest jednak alternatywna droga, nie tak agresywna jak fundusz. Słyszeliście kiedyś o startupach?

Stopa zwrotu sięgająca nawet kilkuset procent

Jak pokazują wyniki badań, przeciętny właściciel startupu to 38-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem, z czteroosobowej rodziny, który ma ciekawy pomysł na biznes i chce wykorzystać doświadczenie zdobyte w dotychczasowej pracy. Jego głównym motywem podjęcia działalności biznesowej jest chęć uzyskania niezależności i zwiększenia dochodów osobistych. Tyle z teorii.  Według raportu „Startup Poland 2016” cztery lata temu w bazie Fundacji Startup Poland było zarejestrowanych 2,7 tys. startupów. Na świecie najwięcej startupów funkcjonuje w Dolinie Krzemowej (12,7–15,6 tys.), Nowym Jorku (6,3–7,8 tys.), Londynie (4,3–5,9 tys.), Pekinie (4,8–7,2 tys.), Tel Avivie (2,2–2,7 tys.) oraz Berlinie (1,8–2,4 tys.). Biorąc pod uwagę powyższe dane na temat liczby startupów w lokalnych ekosystemach, można przyjąć, że wartość dla Polski (z głównymi miastami Warszawą i Łodzią) znajduje się w przedziale 3–6 tys. firm w zależności od przyjętej definicji startupu.

Te wszystkie dane dają nam w miarę spójny obraz rynku starupów, choć od czasu publikacji raportu minęło już trochę czasu, a rynek starupowy cały czas się rozwija. To, co wyróżnia go na tle standardowych i znanych Polakom rozwiązań, to zysk, który potrafi wypracować. W dodatku w bardzo krótkim – jak na nasze warunki – czasie. Jak wynika z ostatniego badania Fundacji Startup Poland, przeprowadzonego na grupie ponad 760 młodych innowacyjnych spółek, aż 17 proc. z nich rośnie w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. Jednak żeby startupy przynosiły faktyczne zyski inwestorom, warto aby wspierali oni nie jeden, a wiele takich organizacji. W tym tkwi siła inwestowania w startupy: w różnorodności i wielowymiarowości.

Stołeczna grupa Assay rozłożyła swój portfel startupów na trzy główne branże: software, elektromobilność  i stacjonarną. Aby jednak firmy mogły się w pełni rozwijać, potrzebują wsparcia finansowego inwestorów. Nie muszą to być od razu gigantyczne pieniądze. Warto podkreślić, że wymierną korzyścią po stronie inwestora jest stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, która sięgać może nawet kilkuset procent.

Kryzys może zadziałać motywująco

Może więc warto przyjrzeć się temu rozwiązaniu, zwłaszcza w tych niepewnych czasach. Paradoksalnie to właśnie dziś jest najlepszy czas do tego, aby przekonać się o możliwościach, jakie tkwią w tych małych, nowatorskich przedsiębiorstwach. W chwili, kiedy startupy przebiją się do szerszej świadomości, zdecydowanie wyhamują dynamikę swoich zysków. Jednak obecnie w Polsce wciąż pozostają awangardą na rynku finansowym, choć zapewne mają dużo bardziej demokratyczne ambicje. Swoją drogą, to musi być bardzo pozytywne odczucie, kiedy inwestuje się w projekt, w który samemu nie miało się śmiałości wejść za młodu, albo nie wpadło się nań wystarczająco szybko, a dziś ktoś to robi za nas i dla nas. Trochę jak George Lucas, który kręcił swoje epizody „Gwiezdnych Wojem” nie po kolei, bo czekał, aż technika na tyle się rozwinie, żeby jego wizje miały szanse być zrealizowane i nakręcone jak trzeba.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Jakub Karnowski, b. prezes PKP: CPK może kosztować kilka razy więcej niż zakładano

Koszt budowy Kolei Dużych Prędkości (HS2) w Wielkiej Brytanii miał początkowo wynieść 32.7 mld. GBP. W 2015 roku kwota ta urosła do 56 mld. GBP. Zaraz potem wzrosła do 106 mld. GBP. A teraz niezależna wycena przygotowana przez Lorda Berkeley wykazuje kwotę 170 mld. GBP, czyli ponad 5 razy więcej niż założenia początkowe[1].

1 mila KDP w UK ma więc kosztować blisko 0.5 miliarda GBP, czyli 1 km – ponad 300 mln. GBP (około 1.5 miliarda PLN).

Warto też przypomnieć, że budowa lotniska w Berlinie opóźniła się o 8 lat.

Jak wynika z moich informacji, władze CPK posiadają ekspertyzy, z których wynika, że tylko 2% tego typu tzw. megaprojektów jest realizowana w terminie i w ramach założonego budżetu.

W tym kontekście warto zadać pytania:

– Czy polski rząd jest lepiej przygotowany do takich projektów jak CPK niż Brytyjczycy lub Niemcy?

– Czy rząd aktualizuje założenia finansowe projektu, czy podtrzymuje oryginalne plany?

– Czy przygotowano już niezależną wycenę CPK w Baranowie uwzględniającą nowe przewidywane potoki podróżnych po pandemii?

– Jak wiarygodne są rządowe wyceny całego projektu?

Jakub Karnowski był w latach 2012-15 Prezesem Zarządu PKP S.A. oraz Przewodniczącym Rady Nadzorczej PKP Cargo S.A. Obecnie pracuje jako konsultant Banku Światowego ds. restrukturyzacji kolei w Kazachstanie i Tanzanii.

[1] https://www.newcivilengineer.com/latest/hs2-review-deputy-demands-ministerial-meeting-over-170bn-cost-claims-13-11-2020/

Jak pandemia wpłynie na sytuację pracowników transgranicznych

Pandemia koronawirusa bardzo mocno wpłynęła na rynek pracy. Rynek pracowników transgranicznych przeżywa kryzys. Wynika to z kilku aspektów. Po pierwsze wszyscy żyjemy w dynamicznej rzeczywistości, przepisy zmieniają się niemal z dnia na dzień. W takich okolicznościach bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Swego czasu testy dla osób przekraczających granicę polsko – niemiecką w większości landów były obligatoryjne, w niektórych obszarach obowiązkowa była również 14-dniowa kwarantanna. Obecnie restrykcje są zróżnicowane w zależności od landów i często się zmieniają. Zarówno pracownikom jak i pracodawcom trudno cokolwiek zaplanować.

Problematyczna jest również kwestia kwarantanny. Nawet jeżeli pracownik zdecyduje się na wjazd i odbycie dwutygodniowej kwarantanny pozostaje pytanie, kto płaci za zakwaterowanie w tym czasie, pracownik czy pracodawca. Jeśli pracownik wyjeżdża prywatnie, bez pomocy agencji pośrednictwa, za ten czas płaci sam. Jeżeli w wyjeździe pośredniczy agencja pracy, opłaty najczęściej są po jej stronie. Do tej pory, pomimo konieczności odbycia kwarantanny w większości landów, wiele osób decydowała się na wyjazd.  W najbliższych tygodniach ta tendencja będzie spadkowa. Listopad zwykle był miesiącem, w którym wiele osób decydowało się na wyjazd, chcąc podreperować budżet przed świętami. W tym roku jest inaczej. Wyjazd w tym czasie będzie wiązał się prawdopodobnie z koniecznością odbycia kwarantanny zarówno na obszarze Niemiec oraz prawdopodobnie po powrocie do kraju. Biorąc to pod uwagę, jeżeli pracownik chciałby spędzić święta z rodziną, realnie mógłby pracować tylko dwa tygodnie, co jest nieopłacalne. Jestem przekonana, że sytuacja ustabilizuje się w styczniu. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę z nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady. Drugą zmianą, jaką wprowadzają firmy jest dokładniejsza analiza zagadnień prawnych. Działy prawne, które do tej pory składały się z 1-2 prawników, zatrudniają dodatkowe osoby do weryfikacji przepisów, które dynamicznie się zmieniają. Przepisy dotyczące zatrudniania są dużo dokładniej weryfikowane, analizowana jest sytuacja prawna poszczególnych przypadków. Z jednej strony może to opóźniać proces zatrudnienia, jednak pracodawcy starają się, aby w tym trudnym czasie wszystko odbywało się zgodnie z najwyższymi standardami.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.

ATAD2 – praktyczne konsekwencje, obowiązki i potencjalne problemy wynikające z nowych regulacji

Głównym założeniem wdrożenia dyrektywy Rady (UE) 2017/952 z 29 maja 2017 r. (ATAD 2) jest dostosowanie polskiego systemu podatkowego do międzynarodowych standardów przeciwdziałania unikaniu opodatkowania poprzez ograniczenie celowego unikania opodatkowania dochodu w dwóch państwach przy jednoczesnym prawie do odliczenia. Innymi słowy, ustawodawca unijny ograniczył możliwości korzystania ze struktur hybrydowych, polegających na różnej klasyfikacji podatkowej w jurysdykcjach różnych krajów w zakresie tych samych zdarzeń. Nowe regulacje zostały implementowane do polskiego porządku prawnego i wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2021 r. Wiążą się z dużą odpowiedzialnością i sankcjami dla osób zarządzających przedsiębiorstwami.

Najważniejsze pojęcia

Do najważniejszych pojęć związanych z nowymi przepisami należą: podmiot hybrydowy, hybrydowy instrument finansowy oraz pominięty zagraniczny zakład.

Pojęcie podmiotu hybrydowego sprowadza się do różnego ujęcia prawnego tego samego podmiotu w różnych krajach. W jednym kraju podmiot może być traktowany jako podmiot transparentny, podczas gdy w drugim traktuje się go jako podmiot nietransparentny.

Hybrydowy instrument finansowy to instrument odmiennie traktowany na potrzeby podatkowe w różnych krajach. Przykładowo w jednym kraju dane zdarzenie będzie rozpatrywane jako instrument dłużny, w stosunku do którego możliwe jest ponoszenie odsetek traktowanych jako koszt podatkowy, a w innym jako dokapitalizowanie spółki/wniesienie wkładu. W przeszłości do hybrydowych instrumentów finansowych należały m.in. długoterminowe pożyczki, gdzie odsetki były płacone wówczas, gdy były otrzymywane zyski, z kolei np. w Holandii tego typu pożyczki traktowano jako quasi dywidenda i były one zwolnione z podatku dochodowego.

Pominięty zagraniczny zakład powstaje wówczas, gdy jedno państwo uzna dane uzgodnienie za zakład na podstawie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, podczas gdy w rozumieniu przepisów państwa siedziby substancja zgromadzona w danym kraju nie będzie zakładem.

Przypadki rozbieżności

Na wstępie warto wskazać, że hybrydyzacja dotyczy dwóch sytuacji:

  • podmiotów powiązanych (co najmniej 50% udziałów, praw głosu lub praw uczestniczenia w zysku lub wchodzenie w skład grupy kapitałowej zobowiązanej do sporządzenia skonsolidowanego sprawozdania finansowego) oraz
  • uzgodnienia strukturalnego, czyli jakiejkolwiek sytuacji wykorzystującej różnice w ujęciu struktur hybrydowych lub uzgodnienia prowadzącego do powstania takiej struktury.

Przypadki występowania rozbieżności są różne i można je podzielić na następujące sytuacje:

  • rozbieżności w kwalifikacji podmiotów hybrydowych – przykładowo niektóre spółki w Stanach Zjednoczonych mogą dokonywać wyboru w zakresie traktowania swoich spółek córek; i tak w przypadku potraktowania polskiej spółki jako podmiotu transparentnego (możliwość rozpoznania przychodów i kosztów spółek zależnych) można dokonywać odliczenia odpisów amortyzacyjnych w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce na podstawie przepisów „check the box”;
  • rozbieżności w kwalifikacji hybrydowych instrumentów finansowych – przykładowo pożyczka podporządkowana, udzielona przez holenderskiego udziałowca;
  • rozbieżności w kwalifikacji stałych zakładów hybrydowych – przykładowo w Polsce powstał zakład (np. projekt o charakterze inżynieryjno-instalacyjnym) w rozumieniu przepisów o unikaniu podwójnego opodatkowania, który w kraju siedziby właściciela tego przedsiębiorstwa nie jest traktowany jako odrębny zakład;
  • importowane rozbieżności;
  • przeniesienie hybrydowe;
  • rozbieżności w kwalifikacji wynikające z podwójnej rezydencji, czyli przykładowo podwójne odliczenia kosztów i strat w dwóch jurysdykcjach.

Kluczowe konsekwencje i skutki

U podatników może wystąpić brak prawa do zaliczenia określonych płatności do kosztów podatkowych, brak prawa do zwolnienia z opodatkowania wybranych przychodów czy brak ulgi w zakresie podatku u źródła. Dodatkowo naruszenia w zakresie ATAD2 będą skutkowały odpowiedzialnością karno-skarbową członków zarządów.

Z założenia nowe regulacje są nakierowane na zwalczanie i ograniczanie podwójnych przywilejów podatkowych, jednak wszyscy przedsiębiorcy powinni przygotować się na ich wejście w życie. W pierwszej kolejności przedsiębiorcy powinni podjąć działania celem identyfikacji sytuacji powodujących rozbieżności w kwalifikacji struktur hybrydowych. W szczególności przedsiębiorcy winni dokonać weryfikacji struktury kapitałowej, zawartych umów, dokonywanych płatności lub świadczeń na rzecz podmiotów zagranicznych, planowanych zmian w strukturze kapitałowej czy planowanych transakcji. Następnie należałoby zidentyfikować obszary związane z ryzykiem oraz elementy generujące największe wątpliwości. Ostatnim elementem jest zebranie odpowiedniej dokumentacji, wdrożenie procedur czy wystąpienie z wnioskami o indywidualne interpretacje podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sądy zawieszają spłaty rat kredytów frankowych

  • Kurs franka szwajcarskiego podczas drugiej fali pandemii podlega mocnym wahaniom i idzie w górę – raty hipoteczne mogą być już o kilkadziesiąt złotych wyższe niż miesiąc temu.
  • Frankowicze szturmują sądy w nadziei, że te nie zostaną „zamrożone” tak jak w marcu. Głównym założeniem wytaczanych powództw jest unieważnienie umów kredytowych z uwagi na zawarte w nich klauzule niedozwolone.
  • Wnioski kredytobiorców o zawieszenie spłat kredytu na czas trwania procesu są w sądach traktowane przychylnie.

Rata kredytu frankowego wyższa o kilkadziesiąt złotych

Kredytobiorcy zadłużeni we franku szwajcarskim przeżywają deja vu z marca. W ciągu dwóch tygodni w drugiej połowie października kurs franka szwajcarskiego wzrósł o 18 groszy. Wraz z nim rosną raty kredytów frankowych. W listopadzie na spłatę raty trzeba przeznaczyć o kilkadziesiąt złotych więcej niż jeszcze miesiąc wcześniej. Lock down gospodarki może spowodować dalsze osłabienie kursu złotówki. W takiej sytuacji raty umów kredytowych waloryzowanych do CHF będą dalej rosły. Wraz z nimi wzrośnie niepokój frankowiczów o możliwość terminowego regulowania zobowiązań hipotecznych.

Frankowicze idą do sądów, póki te jeszcze działają

Rosnący kurs franka zwiększa motywację frankowiczów do pozbycia się ciążącego kredytu poprzez wystąpienie na drogą sądową. Liczba osób wnoszących pozwy do Sądów przeciwko bankom stale rośnie. Nie bez znaczenia jest sytuacja ekonomiczna wielu zadłużonych, która w dodatku pogarsza się w miarę pogłębiania lock downu. Głównym założeniem wytaczanych powództw jest unieważnienie umów kredytowych z uwagi na zawarte w nich klauzule abuzywne (czyli niedozwolone). W przypadku uzyskania korzystnego rozstrzygnięcia kredytobiorcy nie będą musieli już spłacać kredytu. Niezależnie od końcowego wyniku sporu z bankiem, już początek tej drogi może przynieść zadłużonym realną korzyść i ulgę w budżecie domowym.

– Coraz więcej osób jest zainteresowanych zaprzestaniem spłaty uciążliwego kredytu już w trakcie trwania procesu. Pomocne może być sądowe zawieszenie spłaty rat na czas procesu. Zgodnie z art. 730 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, w każdej sprawie cywilnej podlegającej rozpoznaniu przez sąd można żądać udzielenia zabezpieczenia. Złożenie takiego wniosku jest możliwe także w przypadku spraw związanych z kredytami hipotecznymi, a koszt operacji jest niski – opłata sądowa wynosi 100 zł. Konsument, który chce uzyskać decyzję o zawieszeniu spłaty, musi uprawdopodobnić swój interes prawny i konieczność ochrony praw majątkowych – wyjaśnia Piotr Maciągowski – Prezes Zarządu E-Kancelaria Grupa Prawno – Finansowa sp. z o.o.  

Wstrzymanie przez sąd konieczności spłaty rat jest bardzo prawdopodobne

Pozwy o zawieszenie spłat kredytu na czas trwania procesu — jak pokazuje wiele tego typu spraw już przeprowadzonych w Polsce — mają duże szanse na pozytywne rozpatrzenie. Sądy udzielały kredytobiorcom zabezpieczenia roszczeń na czas trwania procesu wstrzymując obowiązek dokonywania przez kredytobiorców spłat rat kredytu do czasu uprawomocnienia się wyroku w sprawie frankowej. Dodatkowo, Sądy zakazywały bankom wypowiadania umów kredytowych.

Klienci banków chętnie korzystają z takiej możliwości, tym bardziej że akceptacja przez Sąd wniosku o zabezpieczenie roszczeń następuje w większości zgłoszonych wniosków.

Jak i kiedy złożyć wniosek o wstrzymanie spłaty rat

Wniosek o zabezpieczenie roszczeń (czyli w uproszczeniu o wstrzymanie rat kredytowych) można złożyć w trakcie sprawy o nieważność umowy lub nawet jeszcze przed złożeniem pozwu. W odpowiedzi na taki wniosek, bank — zgodnie z art. 755 k.p.c. — powinien umożliwić unormowanie praw i obowiązków kredytobiorcy na czas trwania sprawy sądowej. W praktyce oznacza to wstrzymanie rat kredytu i zakaz wypowiedzenia przez bank umowy.

– Najważniejsze jest wykazanie, że w umowie z bankiem zawarte są niedozwolone klauzule. Jest to o tyle łatwe, że mamy coraz więcej zakończonych spraw sądowych potwierdzających wpływ konkretnych klauzul na niekorzyść kredytobiorcy — mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria.  — To najważniejszy argument sprzyjający uzyskaniu zabezpieczenia. Liczą się też spłacone dotychczas raty kredytu. Możliwość otrzymania zabezpieczenia zwiększa się również, gdy klient banku spłacił wartość nominalną zaciągniętej kwoty kredytu. W kilku prowadzonych przez nas sprawach udało się nie tylko uzyskać wstrzymanie spłaty rat, ale i zabezpieczenie w postaci zakazu dokonywania przez bank wpisów w rejestrach biur informacji gospodarczej (BIK) oraz zakazu przekazywania do BIK informacji o zadłużeniu. Sąd zakazywał też bankom składania wypowiedzenia umowy, którego podstawą byłoby powołanie się na brak realizacji świadczenia w postaci płatności rat kapitałowo-kredytowych – dodaje ekspert E-Kancelarii.

Biorąc pod uwagę tegoroczną sytuację związaną z pandemią koronawirusa, wsparcie udzielane kredytobiorcom przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i wcześniejsze przychylanie się Sądów do spraw kredytobiorców w sprawie udzielania zabezpieczeń – wniosków o zabezpieczenie powództwa będzie coraz więcej. Wstrzymanie płatności rat kredytów hipotecznych staje się dla wielu ludzi sposobem na utrzymanie finansowej płynności w niepewnym gospodarczo czasie.

⅓ Polaków planuje zakupy podczas Black Friday

Tegoroczny Black Friday przypada na 28 listopada, co oznacza, że odbędzie się online. Wszystko to przez pandemię koronawirusa i wprowadzone ograniczenia — zamknięcie większości sklepów. Dlatego ExpertSender sprawdził, co Polacy uważają na temat tego święta zakupowego i czy planują w tym roku zakupy. I tak według raportu “Polacy i Black Friday” 61 proc. osób odpowiedziało, że choć raz w życiu skorzystało z ofert dostępnych tego dnia. ⅓ ankietowanych stwierdziła, że robi to zwykle online. Jednak w tym roku 23 proc. badanych twierdzi, że nie zrobi zakupów, a 46 proc. jeszcze nie wie.

Polacy i Black Friday 2020 (2) Polacy i Black Friday 2020 (1)

Święta zakupowe z roku na rok są coraz popularniejsze w Polsce. Obecnie, aż 94,8 proc. badanych przez ExpertSender stwierdziło, że wie czym jest Black Friday. To pokazuje, że globalne trendy zakupowe – w tym zakupów online – dobrze adaptują się także w Polsce. Jednak w tym roku sytuacja może być nieco inna. W tym momencie dużo osób nie wie, czy zrobi zakupy w tym czasie. Dlatego tak ważne jest wdrożenie przez sklepy odpowiednich działań marketingowych, które zachęcą do zakupów — mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender.

Black Friday rządzi w Internecie

Jak twierdzi 77,7 proc. ankietowanych, nie ma dla nich znaczenia, kiedy zrobi zakupy. Z kolei 22,4 proc. czeka na święta zakupowe, takie jak Black Friday, żeby nabyć wcześniej upatrzone produkty lub usługi. Co więcej, prawie 40 proc. osób nigdy w swoim życiu nie kupiło nic w tym czasie. Prawie połowa osób twierdzi, że nie nastawia się na większe zakupy niż normalnie, a aż ⅓ jeszcze tego nie wie.

Zakupy w czasie Black Friday chętnie ankietowani robią w Internecie (26 proc.) lub zarówno online, jak i sklepach stacjonarnych (29 proc.). To oznacza, że tylko sklepy stacjonarne z tej okazji wybierano niechętnie (8 proc.). Prawdopodobnie wynika to z faktu, że w Internecie są dużo lepsze oferty niż w sklepie stacjonarnym. Za lepszymi ofertami online opowiedziało się trzy razy więcej osób niż za tymi offline.

Obniżki cenowe i oferty mailowe skłaniają do zakupów

57 proc. osób twierdzi, że będzie śledziła oferty, które otrzymają mailowo z okazji Black Friday. To może być szansa dla sklepów na przekonanie osób, które deklarują, że jeszcze nie wiedzą, czy zrobią zakupy w tym roku. Co ciekawe, dla ponad połowy ankietowanych (58 proc.), oferty, które otrzymują, są atrakcyjne. Natomiast 42 proc. badanych z nich korzysta.

Warto jednak zauważyć co najbardziej zachęca Polaków do zakupów. Dla 78,1 proc. ankietowanych najatrakcyjniejsze są obniżki cenowe. Znacznie mniej przyciągają gratisy (9,7 proc.), darmowa dostawa (7,6 proc.) czy rabat na kolejne zakupy (3,2 proc.). To oznacza, że cena produktu ma w tym momencie największe znaczenie.

Maciej Plichta dołączył do Colliers International. Wzmocni zespół ds. nowych technologii

Do Colliers International dołączył Maciej Plichta, który objął stanowisko New Technology Solutions Manager. Do jego obowiązków będzie należało wsparcie firmy oraz jej klientów w doradztwie w zakresie nowych technologii, a także prezentowanie oraz wdrażanie konkretnych rozwiązań. Pod opieką Macieja znajdą się także rozwiązania z zakresu PropTech oferowane przez Colliers m.in. aplikacja do zarządzania biurem Office App i platforma do rezerwacji przestrzeni w coworkach – Colliers Mobility Pass.

– Pandemia zdecydowanie przyspieszyła tempo zmian w zakresie nowych technologii, także w sektorze nieruchomości. Colliers od dawna znajduje się w czołówce branży nieruchomości komercyjnych, a teraz jest wiodącym graczem, który wspiera rozwój PropTechu. Cieszę się, że mogę stać się jego częścią i wraz z moimi współpracownikami szukać najbardziej innowacyjnych rozwiązań, aby współtworzyć technologiczną przyszłość inteligentnych budynków i środowiska pracy – mówi Maciej Plichta, New Technology Solutions Manager w Colliers International.

– Dołączenie Macieja do zespołu jest kontynuacją naszej strategii, w ramach której skupiamy się m.in. na wyszukiwaniu i wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych dla naszych klientów. Tylko w tym roku wprowadziliśmy do oferty dwa rozwiązania wspierające funkcjonowanie firm w nowej rzeczywistości – aplikację Office App, która dzięki 70 funkcjonalnościom, takim jak: mobilny dostęp do budynku i nawigacja po nim, smart parking czy wirtualna recepcja pomaga zarządzać powierzchnią biurową oraz Colliers Mobility Pass – pierwszą w Polsce platformę dającą dostęp do ponad 5000 coworków na świecie, w tym do ponad 60 w naszym kraju. Wiedza i doświadczenie, które Maciej wnosi do Colliers pozwolą nam jeszcze bardziej umocnić naszą pozycję w obszarze PropTech – mówi Sylwia Pędzińska, senior partner, odpowiedzialna za obszar Innovation & Knowledge w Colliers International.

Maciej jest specjalistą w dziedzinie innowacji i inwestycji w startupy. Ma ponad 10-letnie doświadczenie w zakresie venture capital, rozwoju biznesu, a także doradztwa w ramach zróżnicowanych projektów. Przed dołączeniem do Colliers pracował m.in. w innogy Innovation Hub, gdzie  zajmował się głównie tematyką PropTech i ConsTech. Do jego zadań należało również aktywne poszukiwanie innowacyjnych technologii odpowiadających na wyzwania sektora nieruchomości w startupowych ekosystemach w Europie i Izraelu. Nawiązywał również współpracę pomiędzy wybranymi startupami a klientami i partnerami z branży nieruchomości, co doprowadziło do wdrożenia nowych technologii w środowisku biznesowym. Jako inwestor venture capital Maciej pozyskiwał startupy technologiczne i realizował transakcje inwestycyjne. Ponadto był aktywnym członkiem sceny technologicznej i startupowej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, mentorem globalnych i regionalnych programów akceleracyjnych, a także zasiadał w jury wielu konkursów skierowanych do startupów.

Maciej uzyskał tytuł magistra na wydziale finansów i bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Jest posiadaczem jednego z najbardziej prestiżowych certyfikatów w świecie finansów – Chartered Financial Analyst (CFA). Czynnie udziela się również w polskim stowarzyszeniu CFA Society Poland.

Maleją wpływy z VAT-u. Eksperci: Winna jest obawa przed lockdownem i ograniczanie konsumpcji

Jak szacuje resort finansów, o 1,2% zmalały dochody z podatku VAT w pierwszych trzech kwartałach br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Wcześniej prognozowano, że w 2020 roku państwo zyska z tego tytułu ok. 195 mld zł. Według prof. Modzelewskiego, należy oczekiwać co najwyżej 180 mld zł, tj. o ok. 10% mniej. Inni dodają, że w obecnym kwartale pewny jest dalszy spadek wpływów z VAT-u, choć końcówka roku zazwyczaj bywa dobra pod tym względem. Powód jest dość prosty. Obecnie społeczeństwo zaczyna bardziej oszczędzać, spada konsumpcja, a to z reguły niekorzystanie wpływa na gospodarkę. Jednak eksperci uspokajają, że państwo jest przygotowane na taki scenariusz.

VAT w dół

Od stycznia do końca września 2020 roku dochody budżetu państwa były wyższe o 8,5 mld zł w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Natomiast wpływy z podatku VAT były niższe o 1,2% r/r, tj. ok. 1,6 mld zł. Tak wynika z komunikatu Ministerstwa Finansów nt. szacunkowego wykonania budżetu państwa w okresie styczeń-wrzesień 2020 roku.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– W ubiegłym roku wpływy z podatku VAT wyniosły 186 mld złotych, a na ten zapowiadano ok. 195 mld zł. To prognoza zupełnie nierealna ze względu na to, co się dzieje od marca br. Po tych wszystkich przedłużających się, pełzających i narodowych lockdownach może w tym roku osiągniemy ok. 180 mld złotych. To jest więc regres prawie 20 mld w optymistycznym wariancie – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BBC
Stanisław Gomułka, główny ekonomista BBC

Jak podkreśla prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, na dochody z podatku VAT powinniśmy patrzeć w relacji do PKB. W latach 2016-19 mieliśmy dobrą koniunkturę, więc one rosły szybciej niż produkt krajowy brutto. Teraz jest recesja i należy oczekiwać zmiany tej sytuacji. Ekspert zaznacza, że w tym roku prognozowany jest spadek PKB o 3-4% w stosunku do ubiegłego roku, a VAT może skurczyć się jeszcze bardziej.

– W czwartym kwartale br. pewny jest spadek wpływów z VAT. Jednak dziś trudno oszacować skalę tego zjawiska, ponieważ nie wiemy, jakie obostrzenia będą obowiązywać w najbliższych tygodniach. W Polsce około 50% PKB to jednak eksport, ale pozostałą część generujemy naszą pracą i dokonywanymi zakupami – mówi Piotr Kuczyński, wieloletni analityk rynków finansowych.

Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Z kolei prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, zaznacza, że czwarty kwartał jest z reguły korzystny dla dochodów budżetu państwa z tytułu VAT. Dzieje się tak m.in. ze względu na rosnące obroty w związku ze świętami i zwyczajami zakupowymi Polaków. Co prawda pandemia zmienia modele naszego życia, w tym zakupów w gospodarstwach domowych, ale jednak duża część aktywności pozostaje. Istotne przy tym jest to, że działania rządu ukierunkowane są na wspieranie zatrudnienia i przeciwdziałanie zwolnieniom pracowników w przedsiębiorstwach.

– Wpływy z VAT to jest średnio około 7% PKB, a jednocześnie ok. 40% dochodów podatkowych i około 18% dochodów publicznych. W przypadku tych ostatnich największą część stanowią składki emerytalno-rentowe. Oprócz tego są tzw. dochody niepodatkowe. I okazuje się, że one w pierwszym półroczu były całkiem duże – analizuje prof. Gomułka.

Ratunkowy dług

Jak zaznacza Piotr Kuczyński, Polacy są przestraszeni i obawiają się drugiego lockdownu. Niektórzy mówią o trzeciej, czwartej i kolejnych falach zakażeń. Jeśli zwykły Kowalski ma możliwość odłożenia jakiejś kwoty z wynagrodzenia, to raczej stara się tak robić, a nie szuka kolejnych wydatków. Ekspert podkreśla, że gospodarka mocno odczuje to, że spadnie chęć do wydawania pieniędzy i zaciągania kredytów. Jeżeli ograniczymy kupowanie, to oczywiście zmniejszy się również produkcja. Dlatego w tej sytuacji najważniejsza jest postawa konsumenta.

– Widać, że gaśnie popyt konsumpcyjny. Głównym czynnikiem decydującym o spadku dochodów z VAT-u jest sytuacja na rynku paliw. Zawsze pierwszym podatnikiem tej daniny i akcyzy był PKN Orlen, a w ostatnich miesiącach mniej jeździliśmy. Wszystkie branże konsumpcyjne objęte stawkami podstawowymi już notują spadki na poziomie 15-20%. Przy kolejnych ograniczeniach będzie to powyżej 20% patrząc rok do roku. A przecież są też branże w stanie katastrofy, m.in. eventowa czy weselna – dodaje prof. Modzelewski.

Gospodarka to złożony system naczyń połączonych. Problemy jednej branży wpływają też na inne podmioty, co podkreśla prof. Mączyńska. Prezes PTE zaznacza, że np. gastronomia była jednym z największych odbiorców drobiu. Teraz zmuszona jest ograniczyć zakupy, co odczuwa ten sektor. Ale jednocześnie są branże zwiększające obszar aktywności. Dotyczy to m.in. szeroko rozumianej branży cyfrowej, ale też deweloperów, którzy wciąż wykazują wysoką aktywność w budowaniu nie tylko obiektów mieszkalnych, lecz także powierzchni magazynowych.

–  Ogólnie sytuacja budżetu centralnego nie jest specjalnie zła w stosunku do planów. Jeśli pojawią się odchylenia od prognoz dot. podatku VAT, to będą prawdopodobnie w skali niewielkiej w relacji do ogólnej sumy wydatków państwa. Możliwości finansowania potrzeb budżetu centralnego w roku 2020 są pewne. Ministerstwo Finansów bezpośrednio i pośrednio poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polski Fundusz Rozwoju sprzedało bardzo dużo skarbowych papierów wartościowych NBP i bankom komercyjnym. I w związku z tym ma na swoich kontach całkiem duże kwoty rezerw do wykorzystania w najbliższych miesiącach – mówi główny ekonomista BCC.

Z kolei według Piotra Kuczyńskiego, na pewno państwo jest przygotowane do sytuacji związanych z mniejszymi wpływami. Rząd zawsze może np. zadłużyć się, a NBP – dopisać zero przed przecinkiem i mieć 10 razy więcej pieniędzy. Jak zaznacza ekspert, nasz dług wynosi sześćdziesiąt kilka procent do PKB. To stosunkowo niewiele w porównaniu z Niemcami – 85% czy Stanami Zjednoczonymi – 106%.  Kolejne 2% PKB, czyli 40 mld zł, nie zmieni radykalnie sytuacji. Rząd będzie miał pieniądze do momentu, w którym rynki finansowe nie zaczną atakować najbardziej zadłużonych.

– Czym więcej się zadłużymy, tym mniej będziemy biedni – taka jest prawda, a nie odwrotnie. Najbardziej zadłużeni na świecie są najbogatsi. Bo swoje bogactwo budują m.in. na długu. Pieniędzy na świecie jest dużo, instytucje finansowe mają nadpłynność gigantyczną, bo gospodarka siada. Będziemy się więc zadłużać – przekonuje były wiceminister finansów.

Zdaniem prof. Mączyńskiej, sam proces zadłużenia nie powinien być traktowany jako zjawisko wyłącznie negatywne. Dług to jest narzędzie i to od zadłużającego się zależy, czy i w jakim stopniu je wykorzysta. Jeżeli zostanie on efektywnie zagospodarowany, to będzie sprzyjał rozwojowi. Ale dłużnik może też znacznie pogorszyć swoją sytuację, jeśli wymagana należność nie zostanie wykorzystana na cele prorozwojowe.

Znaczenie identyfikacji wizualnej w obiegu rynkowym

Znaczenie rynkowe marek w brandingu firmowym

Nie da się ukryć, iż identyfikacja wizualna jest w dzisiejszych czasach jednym z najważniejszych elementów, potrzebnych do sprawnego funkcjonowania firmy. Dzięki temu, że wyróżnia się ona (znakowo, symbolicznie lub w innych kreatywny sposób, zależnie od firmy, która odpowiedzialna jest za branding swoich produktów) na tle pozostałych, konkurencyjnych usług, klient, widząc znajome oznaczenia, jest w stanie zapłacić więcej z coś o podobnych parametrach bądź funkcjach, zyskując przy tym nic więcej, jak jedynie komfort psychiczny. Warto przyjrzeć się więc dokładnemu znaczeniu marki na rosnącym z roku na rok rynku ekonomicznym.

Czy marka, to jedyny element, który odpowiada za sukces firmy?

Natychmiastowo na to pytanie można by było odpowiedzieć zwyczajnym „nie”.

Nie da się oczywiście ukryć, że jest to niezbędna część każdego dobrze prosperującego biznesu, jednakże nawet najlepsza kampania marketingowa, najpiękniej stworzone kolorystycznie logo, najlepsi ludzi, odpowiedzialni za branding nie wypromują tego, co można spieniężyć, jeśli po prostu jest słabe.

Do pewnego stopnia oczywiście przez pewien czas można oszukać spore grono ludzi na zakupywanie słabych, partacko wykonanych usług bądź dóbr, jednakże prędzej czy później zła passa, roznoszących się potocznie nazywaną „pocztą pantoflową” wieści na dobre pogrąży nieuczciwego bądź nieodpowiedzialnego sprzedawcę.

O ile marka może działać niczym katalizator marketingowy na przeciętnej jakości produkt rynkowy, tak bubel, wykonany po to, tylko by napchać się szybkim kosztem, na pewno nie zwiedzie konsumentów, nawet jeśli zauroczą się oni przez chwilę solidnie wykonaną reklamą.

Dlaczego, skoro identyfikacja wizualna marki jest tak ważna, to nie każdy ją posiada?

Niektórzy zwyczajnie nie zdają sobie sprawy z potęgi, jaką daje dobra kampania, zrzeszająca wybrane dobra lub usługi pod szyldem swoich projektów graficznych. Początkujący przedsiębiorcy żyją niestety czasem przez bardzo długi okres w przekonaniu, iż nie powinni się wychylać, nie chwalić wiedzą, a po prostu zwyczajnie „robić swoje”, a produkt swoją jakością obroni się sam.

Niestety, jest to totalną bzdurą. Z jakiegoś powodu ludzie są skłonni zapłacić znacznie więcej za nowego Iphona, mimo iż, nie jest to telefon znacznie odbiegający od standardów technologicznych innych flagowych smartphonów, kiedy są głodni, częściej decydują się na konsumpcje posiłków w McDonalds bądź KFC, nawet jeżeli restauracje bliżej ich domu oferują jedzenie w mniejszej cenie o niemalże identycznym smaku. Te marki potrafiły się sprzedać, zyskały wręcz istniejący w społeczeństwie monopol, który pozwala im dominować wśród innych, mniejszych firm. Są dzisiaj gigantycznymi koncernami, zgarniającymi około 80% wszystkich zasobów pieniężnych.

Jaki jest więc wniosek?

Identyfikacja wizualna firmy to bardzo ważny element, o który powinieneś zadbać, jeśli planujesz wypłynąć ze swoją firmą na głębokie wody.

Błędne przekonania przedsiębiorców, myślenie, że jeżeli będzie się wystarczająco dobrym, to klient znajdzie się sam, jest, wobec tego największym kłamstwem, jakie ciągle przewija się w społeczeństwie. Niektórym może nie podobać się taki stan rzeczy, jednakże każdy z czasem będzie musiał się do niego przystosować.

Brak subkultur tworzonych przez współczesne osoby pozwala firmą na skuteczniejszą strategię zjednywania sobie fanów

We wcześniejszych latach dało zauważyć się pewne dosyć naturalnie formujące subkultury, identyfikujące się, chociażby z poszczególnym stylem życia albo słuchaniem konkretnego stylu muzycznego.

Kiedyś nie było tak szerokiego dostępu do konsumpcji dosłownie wszystkiego, na co przyjdzie ochota człowiekowi. Hermetyczne grupy miały dostęp do produktów wypuszczanych bardziej lokalnie, co z czasem w ramach powiększającej się globalizacji rynkowej skutecznie zwiększyło dostępność usług dla przeciętnych ludzi.

Wcześniej ktoś utożsamiał się na przykład z muzyką metalową, zapuszczał długie włosy, nie korzystając zbyt często z usług fryzjerski, kupował płyty zespołów jedynie kilku nurtów muzycznych oraz zaopatrzał w skurzane stroje, nie przywiązując uwagi do innych trendów modowych.

Teraz dostępność utworów zwiększyła się tak drastycznie, iż w serwisach streamingowych typu YouTube bądź Facebook ma się do wyboru stworzenie własnych składanek, gdzie najpierw można usłyszeć w słuchawkach ostre brzmienia, by następnie przejść do bardziej uspokajających rytmów z muzyki klasycznej.

Jednakże gdzieś bądź na czymś takich utworów trzeba słuchać, należy posiadać etui do telefonu danej firmy, bądź torbę na swój ulubiony model laptopa. Firmy dosłownie zawładnęły nowymi kręgami, zmniejszając zasięgi wcześniejszych ugrupowań.

Codziennie w internecie można natrafić na dyskusje, jaka dystrybucja Linuksa jest lepsza, czy macOS jest szybszy od Windowsa, na jakich platformach streamingowych puszczane są lepsze seriale bądź czy coca-cola smakuje lepiej niż pepsi (mimo iż co ciekawe obie marki należą do tego samego holdingu, kryjącego się pod nazwą Altria).

Marki gigantów nie tylko technologicznych potrafią czasem naprawdę mocno podzielić ludzi. Sytuacja rynkowa mniejszych firm stara się jak może przystosować do zmieniających trendów, narzucanych im odgórnie przez przedsiębiorstwa bardziej monopolistyczne. Firmy prawnicze ciągle prześcigają się w ocenach, co już jest plagiatem, a co tylko inspiracją produktu, chcącego upodobnić się do najpopularniejszych rynkowych trendów.

Przyszłość rynkowa z perspektywy istniejących obecnie marek

Eksperci z całego świata obawiają się zbyt wielkiego wpływu pojedynczych podmiotów na globalną sytuację rynkową. Niczym odkrywczym nie będzie stwierdzenie, iż coraz ciężej wybić się małym firmą, które dopiero rozpoczynają przygodę w podbijaniu świata swoimi usługami.

Ludzie dosyć szybko przyzwyczajają się do jednej rzeczy. Nie lubią nowości, nie chcą ryzykować, że utopią ciężko zarobione pieniądze w coś, co nie zostało przez nich sprawdzone. Wolą być pewni, iż nabywając określone dobro, dostaną to, czego faktycznie oczekiwali. Taka sytuacja wcale nie ułatwia lokalnym przedsiębiorstwom zaoferowaniu światu innowacyjnych pomysłów.

Nieświadome (bądź, być może jednak zaplanowane) blokowanie nowych biznesów budzi nastroje niepokoju u ludzi, którzy na co dzień zajmują się badaniem marek nad rynkami globalnymi.

Niedługo Google może wiedzieć jakiej muzyki słuchamy, jaki jest nasz obecny stan zdrowia, które jedzenie smakuje nam bardziej, Apple odda nam do dyspozycji telefon, który połączy się tylko z ich Macami, bądź słuchawkami, a Altria zaproponuje napój, który tak naprawdę został wyprodukowany w kontenerze, gdzie godzinę wcześniej wymieszano emulsję coli, bądź pepsi z wodą i wlano do miliona nowych butelek, które pewnie sprzedadzą się w najbliższych kilku dniach.

Ważnym jest więc, by uświadamiać osoby, którym zależy przede wszystkim na jakości, aby dawały większą szansę mniejszym działalnością. Być może właśnie teraz w okolicy kolejnego McDonalda otworzyła się kolejna restauracja fast foodowa, która za kilka lat zadziwi wszystkich smakiem swoich potraw? Koniec końców to ludzie wciąż mają największy wpływ na to, jak wygląda obecny rynek i nawet największa marka nie jest w stanie przeciwstawić się całemu społeczeństwu.

Arval Service Lease Polska z tytułem Lidera Elektromobilności 2020

Firma Arval Service Lease Polska z grupy BNP Paribas została wyróżniona tytułem Lidera Elektromobilności 2020. Nagroda przyznawana jest na podstawie badania przeprowadzanego przez PwC Polska oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA). Tegoroczna ceremonia ogłoszenia zwycięzców odbyła się 19 listopada, w pełni wirtualnie, podczas wydarzenia Global e-Mobility Forum 2020.

Nagroda przyznawana jest corocznie, a jej laureatami zostają podmioty szczególnie zaangażowane w rozwój polskiego transportu zero- i niskoemisyjnego, które w ciągu dwunastu miesięcy poprzedzających badanie zrealizowały najwięcej działań w obszarze elektromobilności. Na podstawie nadesłanych ankiet, organizatorzy oceniali m.in. w jaki sposób pandemia Covid-19 wpływa na plany firm, dotyczące inwestycji w elektromobilność, którzy uczestnicy rynku najlepiej odnajdują się w nowej rzeczywistości i w jaki sposób branża automotive może minimalizować negatywne skutki pandemii.

Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że nasze zaangażowanie w rozwój elektromobilności jest nie tylko zauważane, ale także doceniane przez eksperckie gremia. Budowanie społecznej świadomości na temat ekologicznej mobilności jest wpisane w naszą strategię rozwoju biznesu. Jako lider branży car fleet management w Polsce, chcemy pozostać pionierem pozytywnych zmian. Stawiamy sobie ambitne cele – globalna strategia Arval Beyond zakłada, że do 2025 roku co czwarte auto wynajmowane przez Arval będzie zelektryfikowane, co sprawi, że ilość CO2 emitowanego przez zarządzane przez nas floty zmniejszy się o 30%. Biorąc pod uwagę nasze plany zwiększenia floty w Polsce do 100 tys. pojazdów w ciągu pięciu lat, oznacza to, że będziemy zarządzać parkiem 25 tysięcy zelektryfikowanych pojazdów – mówi Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

W ciągu ostatniego roku Arval w Polsce systematycznie zwiększał liczbę aut elektrycznych dostępnych w wynajmie i rozwijał ofertę wspierającą rozwój elektromobilności. Od lipca, we współpracy z EVBox, firma dostarcza klientom samochody elektryczne wraz z inteligentnymi ładowarkami. Pakiet, samochód i ładowarka, jest oferowany zgodnie z ideą kompleksowej obsługi one-stop-shop. We wrześniu Arval zorganizował wydarzenie Energy Mix Experience, pierwsze na polskim rynku porównanie tego samego modelu auta (Hyundai Kona) w wersji benzynowej, hybrydowej i elektrycznej. W ramach programu Arval Driving Academy klienci lidera rynku wynajmu długoterminowego pojazdów mogą wziąć udział w specjalnych szkoleniach z jazdy pojazdy elektrycznymi. Kursy prowadzone są we współpracy z Akademią Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Firma oferuje też usługi pozwalające w innowacyjny sposób rozwijać mobilność. Arval Bike Lease daje możliwość długoterminowego wynajmu rowerów elektrycznych z pełną obsługą, a Arval Car Sharing to szansa na współdzielenie samochodu elektrycznego wewnątrz firmy. Oprócz tego Arval wspiera klientów w transformacji energetycznej ich flot. Wykorzystuje do tego metodologię SMaRT (Sustainable Mobility and Responsibility Targets, czyli Zrównoważoną Mobilność oraz Odpowiedzialne Cele), która pomaga zmniejszać negatywny wpływ na środowisko i optymalizować wykorzystanie energii.

Arval podejmuje także różnorodne działania komunikacyjne, których celem jest promocja elektromobilności. Raporty i analizy dotyczące rynku EV, w tym m.in. Barometr Flotowy 2020, w kompleksowy sposób przybliżają odbiorcom najistotniejsze trendy rynkowe. Firmowa strona poświęcona elektromobilności (https://www.arval.pl/o-arval/elektromobilnosc) to baza wiedzy i praktycznych porad z zakresu użytkowania pojazdów EV i infrastruktury do ich ładowania, a seria „Pogromcy Elektromobilnych Mitów” rozprawia się ze stereotypami na temat pojazdów elektrycznych poprzez przystępne komentarze eksperckie w mediach.

Polscy producenci okien i drzwi podczas pandemii umacniają swoją pozycję w Europie

  • Stolarka z Polski w trakcie pandemii zwiększyła udział w rynku unijnym korzystając na większej wrażliwości cenowej inwestorów i osłabieniu złotego do euro. Główne rynki eksportowe to Niemcy (ok. 34 proc.), Francja (14 proc.), Wielka Brytania (7 proc.), Belgia (6 proc.) i Włochy (6 proc.).
  • W 2020 roku eksport stanowił silne wsparcie dla producentów okien i drzwi, jego udział może przekroczyć 60 proc. produkcji sprzedanej wobec około 55 proc. w ostatnich 3 latach.
  • Analitycy Santander Bank Polska prognozują 3 proc. wzrost wartości eksportu stolarki w tym roku. Ich zdaniem można się spodziewać, że w przyszłym roku dynamika eksportu przekroczy 5 proc. rok do roku.

Pandemia COVID-19 spowodowała przyspieszenie wielu trendów, które od pewnego czasu stopniowo zmieniały polski sektor produkcji stolarki otworowej. Najważniejszymi z nich, które już mają i będą miały największy wpływ na producentów okien i drzwi są: rosnące znaczenie eksportu, zwiększające się zainteresowanie oknami z PCV i aluminium oraz zmniejszający się popyt na okna drewniane, a także hamowanie krajowego rynku deweloperskiego po latach hossy.

Pandemia szansą dla polskich producentów

Trudna sytuacja gospodarcza w wielu krajach unii, rosnące zadłużenie państw i słaba sytuacja na rynku pracy, powodują znaczący wzrost wrażliwości cenowej inwestorów. Mogą na tym skorzystać polskie firmy, które są w europejskiej czołówce pod względem stosunku ceny do jakości. Dodatkowym czynnikiem wzrostu jest też mocne osłabienie złotego względem euro, przez co zagraniczni dystrybutorzy mogą zejść z cen, a polscy producenci zachować swoje marże. W efekcie polscy producenci notowali najwyższą stopę wzrostu eksportu wśród czołowych dostawców stolarki na rynek Unii Europejskiej. Od marca, kiedy cała branża weszła w spadki, dla polskich firm były one relatywnie mniejsze niż na przykład dla producentów z Włoch czy Niemiec. Natomiast od czerwca eksport stolarki otworowej z Polski jest już na plusie, co wynika przede wszystkim ze wzrostu sprzedaży na rynki unijne. Z kolei sprzedaż poza UE jest wyraźnie poniżej poziomu z ubiegłego roku. W efekcie, po siedmiu miesiącach tego roku, wartość eksportu polskiej stolarki otworowej jest na zaledwie 0,7 proc. minusie, podczas gdy część krajów notuje nawet kilkunastoprocentowe spadki. Największy wkład we wzrost sprzedaży polskich firm miał rynek niemiecki, odpowiadał on za blisko 40 proc. tegorocznego wzrostu – to prawie tyle ile wzrosła sprzedaż na pozostałych 50 rynkach.

Polski eksport okien coraz mocniejszy

Między 2009 a 2019 rokiem nastąpiło podwojenie sprzedaży polskiej stolarki otworowej. Mimo, że od 2016 roku obserwujemy rosnący rynek krajowy m. in. dzięki boomowi na rynku mieszkaniowym, to jednak największą różnicę stanowi wzrost dostaw na rynki Unii Europejskiej. Sprzedaż na eksport wzrosła w ostatniej dekadzie o ponad 200 proc., podczas gdy na rynku krajowym zanotowano około 30 proc.  wzrost sprzedaży. Dzięki tak znaczącym wzrostom eksport od 6 lat odpowiada za ponad połowę obrotów całej branży. W ostatnich latach wskaźnik ten był na poziomie 55-57 proc., jednak w 2020 roku nastąpiła wyraźna zmiana tego trendu.

Nie dysponujemy jeszcze pełnymi danymi porównywalnymi z 2019 rokiem, jednak na zmianę trendu wskazują informacje dotyczące wolumenów krajowej produkcji i eksportu. Po 9 miesiącach tego roku krajowa produkcja spada o 5 proc. rok do roku, podczas gdy eksport rośnie o 3 proc. rok do roku. Z tych danych wnioskujemy, że udział eksportu może przekroczyć nawet 60% produkcji polskich wytwórców okien i drzwi – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Co ciekawe, wzrost sprzedaży na eksport nie został osiągnięty poprzez zdobywanie nowych rynków zbytu, ale poprzez zwiększenie dostaw do państw Unii Europejskiej. W minionych latach wiele mówiło się o potrzebie otwarcia się na nowe rynki takie jak Azja, USA czy Bliski Wschód. Pandemia pokazała jednak, że w krajach Unii Europejskiej wciąż jest potencjał wzrostu.

Rynek wewnętrzy już nie rośnie tak szybko

Liczba mieszkań w budowie na polskim rynku nieruchomości rośnie od ponad 4 lat, bijąc kolejne rekordy i napędzając sprzedaż produktów budowlanych i wykończeniowych. Mimo, że to eksport ma dominujący udział w sprzedaży stolarki wyprodukowanej w Polsce, to sytuacja na naszym rynku nieruchomości ma także duży wpływ na branżę.

W 2019 roku obserwowaliśmy stopniowe hamowanie podaży mieszkań, co przyczyniło się też do ograniczenia tempa, w jakim rosły przychody firm produkujących stolarkę. W ubiegłym roku produkcja sprzedana producentów wzrosła o 7,6 proc. wobec 9,8 proc. wzrostu w roku 2018 roku. W bieżącym roku, z powodu pandemii COVID-19, podaż nowych mieszkań spowolniła jeszcze mocniej, zaś kwiecień br. przyniósł jeden z najniższych poziomów liczby mieszkań oddanych do użytkowania oraz rozpoczętych budów od lat – wyjaśnia Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.

Wygląda jednak na to, że branża deweloperska szybko zaczęła odrabiać straty po pandemii. W lipcu i wrześniu obserwowaliśmy jedne z najlepszych historycznie wyników miesięcznych. Dzięki tak spektakularnym wynikom, po lockdownie w marcu i kwietniu, ten rok może nie być do końca stracony dla producentów materiałów budowlanych, w tym stolarki otworowej. Analitycy Santander Bank Polska spodziewają się, że na koniec roku liczba mieszkań w budowie utrzyma się na nieznacznym plusie, dając podstawy do wzrostu sprzedaży stolarki na rynku krajowym w przyszłym roku. Jednak trend osłabienia polskiego rynku nieruchomości jest zauważalny.

Dobre prognozy na przyszły rok

Po 9 miesiącach tego roku wolumen produkcji stolarki otworowej jest na około 5 proc. minusie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zdaniem analityków Santander Bank Polska wyrównanie wyniku z zeszłego roku jest jednak mało prawdopodobne, z kilku powodów. Po pierwsze październik 2019 roku był wyjątkowo udany i trudno będzie w tym roku znacząco poprawić ten wynik. Tradycyjnie pod koniec roku jest też niższy popyt na stolarkę okienną. Negatywny wpływ może mieć też wprowadzony w listopadzie częściowy lockdown. Nie ma on bezpośredniego przełożenia na prace budowlane, ale może przyczynić się do odłożenia takich prac na przyszły rok, gdy sytuacja związana z pandemią będzie bardziej przewidywalna.

Dużo większe powody do optymizmu dają wyniki eksportu branży. W bieżącym roku, po zaledwie 7 miesiącach, eksport stolarki jest już niemal na poziomie z ubiegłego roku. To bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę, że wliczany jest w to okres kwietnia i maja, a więc miesięcy, w trakcie których większość rynków była zamrożona lub popyt był mocno ograniczony. Kluczowa będzie sytuacja gospodarcza na najważniejszych rynkach eksportowych, tj. przede wszystkim w Niemczech (ok. 34 proc. eksportu), ale również we Francji (14 proc.), Wielkiej Brytanii (7 proc.), Belgii (6 proc.) i we Włoszech (6 proc.).

Produkcja w najbardziej proeksportowych segmentach jest już na plusie po 9 miesiącach. Analitycy Santander Bank Polska prognozują w tym roku około 3 proc. wzrost wartości eksportu stolarki, wynikający przede wszystkim ze wzrostu udziału polskiego eksportu w rynku unijnym.

Bazując na prognozach PKB dla 9 największych odbiorców polskiej stolarki, odpowiadających za 80 proc. sprzedaży w tym roku, można się spodziewać, że w przyszłym roku dynamika eksportu przekroczy 5 proc. rok do roku. Dodatkowo, rynek krajowy może skonsumować obserwowane w drugiej połowie tego roku odbicie w liczbie wydanych pozwoleń i rozpoczętych budów mieszkań. To powinno przełożyć się na kontynuację wzrostu przychodów producentów stolarki, szybki rozwój całej branży, a także na umacnianie pozycji największych graczy na naszym rynku.

Konsolidacja rynku producentów okien i drzwi wydaje się nieuchronna. Największe przedsiębiorstwa już dzisiaj rozwijają się szybciej niż rynek. Firmy te stają się coraz bardziej istotnymi partnerami dla producentów szyb czy okuć, mają również potencjał, aby uruchomić samodzielną produkcję tych komponentów. To skróci ich łańcuch dostaw i pozwoli przejąć marżę dotychczasowego dostawcy. Przewaga na rynku europejskim, rosnący eksport, większe nastawienie na energooszczędność i sytuacja na rynku nieruchomości powodują, że polskie firmy z tej branży mogą być atrakcyjne dla inwestorów finansowych oraz branżowych – uważa Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej w Santander Bank Polska.