Strajkuję, więc nie pracuje! Czy pracodawca może nas upominać za udział w protestach?

Ostatnie kilka dni to czas wielkiej aktywności społecznej – tysiące Polek i Polaków wychodzą na ulice miast w całym kraju, by wyrazić swoje stanowisko i oburzenie w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrza przepisy antyaborcyjne. Nasze Stowarzyszenie nie zajmuje się tematami politycznymi, ale z punktu widzenia obecnej sytuacji epidemicznej spodziewamy się szeregu pytań odnośnie tego czy pracodawca może pytać pracowników czy uczestniczą w tego typu wydarzeniach. – Mamy czas epidemii. Jeszcze tydzień-dwa tygodnie temu docierały do nas informacje o tym, że pracodawcy rozliczają swoich pracowników z udziału w weselach i uroczystościach rodzinnych. Obawiamy się, czy udział w manifestacjach nie będzie brany „pod lupę” pracodawców – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Zdezorientowani są zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Uczestniczyć? A jak tak, to czy komuś o tym mówić? – dodaje.

Pracownik ma prawo do udziału w manifestacjach. W czasie pandemii musimy jednak zachowywać się odpowiedzialnie

W minionym miesiącu do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dotarło kilkanaście skarg i podobna ilość pytań w związku z rozmaitymi „ankietami” oraz „dokumentami” do wypełnienia na okoliczność przeciwdziałania pandemii koronawirusa. Część pytań była standardowa: Czy mieliśmy kontakt z zakażonym? Czy czujemy się dobrze? Itp. Część pytań ingerowała w sferę prywatną pracowników i niektórzy wprost nazywali je inwigilacją, bo pracodawcy chcieli wiedzieć czy braliśmy udział w weselach lub pogrzebach, czy byliśmy w minionym czasie w teatrze lub kinie. Zdarzały się też pytania czy posiadamy w bliskiej rodzinie lekarzy lub ratowników medycznych.

Przez Polskę przechodzi fala protestów, z epidemicznego punktu widzenia uczestnictwo w nich może być traktowane jako zachowanie ryzykowne: – Pracodawcy chcieli wiedzieć czy uczestniczyliśmy w weselach, mogą więc też pytać o udział w manifestacjach. To, co robimy poza godzinami pracy jest naszą prywatną sprawą i podobnie jak w przypadku udziału w weselach czy w wydarzeniach kulturalnych nie musimy o tym mówić pracodawcy. Musimy jednak być odpoiedzialni i jeżeli czujemy się źle lub gdy podejrzewamy u siebie zakażenie, to pod żadnym pozorem nie należy iść do pracy. Wskazana jest tu po prostu samoizolacja lub badanie. Żyjemy w czasie epidemii i musimy być jednocześnie solidarni i odpowiedzialni, a to wiąże się często z podejmowaniem trudnych decyzji – przyznaje Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Kiedy udział w proteście może być powodem upomnienia ze strony pracodawcy?

– Kiedy np. wykonujemy pracę zdalną i nie informujemy pracodawcy o tym, że jesteśmy poza obszarem zasięgu, a jednocześnie w tym czasie jest zadanie do wykonania – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Nikt nie ma prawa zwracać nam uwagi na uczestnictwo w wydarzeniach, które mogą być identyfikowane z konkretnym światopoglądem czy opcją polityczną. Gdyby pracodawca zwrócił nam uwagę, że „to nie wypada” albo, że „pracując w instytucji publicznej nie powinniśmy”, to jest to oczywiste łamanie przepisów prawa pracy. Jesteśmy wolnymi ludźmi. Apeluję jednak o odpowiedzialność, bo o epidemii zapominać nie należy – dodaje.

Jak z punktu widzenia Prawa Pracy powinna być uregulowana sytuacja udziału pracownika w manifestacjach, kiedy te odbywają się w godzinach pracy?

Każdy pracownik ma prawo do czterech dni „urlopu na żądanie” w roku. Pracodawca nie ma prawa odmówić żadnemu pracownikowi urlopu w cztery wskazane przez pracownika dni w roku kalendarzowym. Warunkiem jest zgłoszenie przez pracownika żądania urlopu najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu oraz oczywiście posiadanie „w puli” niewykorzystanego urlopu w danym roku.

W pozostałych kwestiach pozostaje kwestia umownego ustalenia kwestii zwolnienia z obowiązku pracy z pracodawcą lub innej formy np. odebrania wolnego za wypracowane nadgodziny – mówi mec. Mateusz Galikowski, prawnik Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Nie możemy jednak powiedzieć szefowi: „Strajkuję, więc nie pracuję”: – Strajk w rozumieniu przepisów prawa jest „zbiorowym powstrzymaniem się pracowników od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu dotyczącego interesów wskazanych w art. 1” (art.17), tj. sporu „pracowników z pracodawcą lub pracodawcami” dotyczących warunków pracy, płacy lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup (art. 1) – w tym wypadku nie mamy więc do czynienia ze strajkiem wobec pracodawcy wobec czego nie widzę tu możliwości zastosowania przepisów o prawie do strajku w oparciu o tę ustawę – dodaje mec. Mateusz Galikowski.

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego już niedługo będzie możliwe

Wycofanie auta z ruchu i oszczędność na OC – teraz możliwe? Niedawna nowelizacja przepisów wprowadza możliwość tymczasowego wycofania auta z ruchu i obniżenia składki OC o przynajmniej 95%. Kto i kiedy może skorzystać z tej opcji?

Zdecydowana większość właścicieli prywatnych pojazdów opowiada się zapewne za nieskrępowaną możliwością czasowego wycofania samochodu lub motocykla z ruchu. Opisywane rozwiązanie pozwoliłoby bowiem wielu osobom na obniżenie kosztów obowiązkowego ubezpieczenia OC.

Na razie nie ma szans na aż tak liberalną regulację. Z możliwości czasowego wycofania samochodu z ruchu będą mogli już niebawem skorzystać jednak właściciele naprawianych aut. Dzięki temu obniżą swoją składkę OC o co najmniej 95%.

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl sprawdzają wymogi i ograniczenia związane z tym nowym rozwiązaniem.

Wycofanie auta z ruchu – dla kogo już teraz możliwe?

Już od dłuższego czasu wycofanie samochodu z ruchu jest możliwe dla właścicieli większych pojazdów mechanicznych. Konkretnie mowa o:

  • samochodach ciężarowych,
  • przyczepach o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony,
  • ciągnikach samochodowych,
  • pojazdach specjalnych,
  • autobusach.

Właściciele takich pojazdów mogą wycofać je z ruchu na czas od 2 do 24 miesięcy. Istnieje także możliwość przedłużenia tego okresu, ale łączny czas wycofania z ruchu nie może przekroczyć 48 miesięcy począwszy od pierwszej decyzji starosty.

Co ważne, aby wycofać pojazd z ruchu, ich właściciele nie muszą podawać żadnej konkretnej przyczyny takiej decyzji – podkreśla Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki Ubea.pl

Czasowe wycofanie z ruchu samochodu osobowego – kiedy będzie możliwe?

Niedawna nowelizacja ustawy prawo o ruchu drogowym wprowadziła możliwość czasowego wycofania z ruchu również dla samochodów osobowych będących w naprawie.

Kierowcy muszą jednak jeszcze nieco poczekać, zanim ta opcja stanie się faktycznie dostępna. Najpierw trzeba bowiem przygotować odpowiednią bazę danych – tłumaczy Paweł Kuczyński z Ubea.pl

Jakie będą warunki czasowego wycofania z ruchu samochodu osobowego?

  1. Wniosek o czasowe wycofanie auta z ruchu będzie można złożyć jedynie w przypadku poważnych uszkodzeń pojazdu (np. uszkodzenie zasadniczych elementów nośnych konstrukcji samochodu).
  2. Przepisy przewidują odpowiedzialność karną dla kierowcy, który wbrew prawdzie oświadczy o istnieniu takich poważnych uszkodzeń.
  3. Samochód osobowy będzie można wycofać z ruchu na czas od 3 do 12 miesięcy (bez możliwości przedłużenia).
  4. Wycofanie z ruchu auta będzie możliwe raz na 3 lata.
  5. Przed przywróceniem auta do ruchu właściciel będzie musiał wykonać badanie techniczne samochodu.

Ile zaoszczędzisz na OC?

Co ważne, auto czasowo wycofane z ruchu nadal będzie musiało posiadać ubezpieczenie OC, ale jego koszt będzie o wiele niższy. Ustawodawca zastosował bowiem te same zasady, które dotyczą większych pojazdów wycofanych z ruchu.

Właściciel auta wycofanego z ruchu, kupując OC, będzie więc mógł skorzystać z obniżki składki wynoszącej co najmniej 95%.

Warto jednak podkreślić, że wspomniane przepisy obligują ubezpieczyciela do okresowego obniżenia składki dopiero na wniosek kierowcy” – zaznacza Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Polacy chcą finansować samochody elektryczne leasingiem

61 proc. klientów posiadających aktualną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony, rozważa w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, i chce go sfinansować leasingiem – wynika z ankiet PKO Leasing.[1] Według badania PSPA, taką możliwość chciałoby mieć ok. 80 proc. potencjalnych beneficjentów kwalifikujących się do programu „Zielony samochód” w ramach wsparcia NFOŚiGW.

W związku z zakończeniem trzech programów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, obejmujących dopłaty do pojazdów elektrycznych, PKO Leasing postanowił zapytać swoich klientów o ich preferencje zakupowe związane z samochodami zeroemisyjnymi. Z ankiety przeprowadzonej w sierpniu br. wynika, że ponad połowa klientów jest zainteresowana finansowaniem samochodu elektrycznego przy kolejnej umowie leasingowej. Ponad 90 proc. respondentów wskazało, że chciałoby wyleasingować elektryczny samochód osobowy, a 10 proc. ankietowanych wykazało zainteresowanie nabyciem w leasingu samochodu dostawczego do 3,5 tony z napędem alternatywnym.

Bez dotacji, ale to powinno się zmienić

Leasing samochodów osobowych w programie „Zielony samochód” nie został objęty subwencją w ramach finansowania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Wśród trzech dostępnych programów tylko dwa zawierały finansowanie leasingiem, ze znacznym zakresem obostrzeń. Według wytycznych instytucji, obejmowały one elektryczne samochody dostawcze do 3,5 tony (program eVan) oraz samochody osobowe służące do przewozu osób w transporcie drogowym (program Koliber). Program zakończył się w lipcu br., a pula dofinansowania nie została wykorzystana.

Z danych Instytutu Samar wynika, że to firmy najczęściej kupują nowe samochody osobowe. Ich udział stanowi ok. 70 proc. całości rynku. Z kolei firmy finansują swoje flotowe inwestycje głównie za pomocą leasingu lub wynajmu długoterminowego.

– Leasing w istotny sposób finansuje motoryzację w Polsce. Samochody osobowe stanowią 40 proc. całości rynku aktywów leasingowych. To daje w przyszłości duży potencjał do zagospodarowania finansowania samochodów elektrycznych właśnie przez leasing. Firmy w sposób naturalny będą chciały finansować pojazdy z takim napędem w wynajmie lub leasingu – podkreśla Paweł Pach, prezes Grupy PKO Leasing.

Podobne wnioski wskazują badania przeprowadzane przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Z analiz podsumowujących programy NFOŚiGW wynika, że ok. 80 proc. respondentów uznała wykluczenie z dotacji pojazdów nabytych w drodze finansowania leasingiem za główną barierę ograniczającą popularność programu.

– Włączenie leasingu, jako jednej z form finansowania samochodów elektrycznych objętych dotacją jest jednym z głównych postulatów zgłaszanych przez PSPA – podkreśla Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Elektryfikacja polskich dróg musi się zacząć od przedsiębiorców, a oni korzystają głównie z finansowania leasingiem. Naszym celem jest ułatwienie im dostępu do dopłat również poprzez włącznie leasingu w realizowane programy.

Finansowanie, to jedno z wyzwań rozwoju

Rynek elektromobilności w Polsce rozwija się dynamicznie, ale samochody elektryczne wciąż stanowią niszę. We wrześniu do rąk klientów trafiły 444 egzemplarze EV. W stosunku do sierpnia br. jest to wzrost o ponad 50 proc. Do końca trzeciego kwartału 2020 roku, Polacy zarejestrowali 2 168 nowych aut osobowych na prąd, co oznacza 82 proc. wzrost liczony rok do roku. Co może wpływać na decyzje zakupowe klientów w przyszłości?

Ponad 80 proc. klientów w badaniu PKO Leasing wskazuje, że objęcie subwencją leasingu pozytywnie wpłynie na ich decyzję zakupową dotyczącą takiego pojazdu. Jednak klienci nie widzą elektromobilności tylko w „zielonych barwach”. Nadal 39 proc. badanych nie jest zainteresowana zakupem pojazdu elektrycznego. Co zatem zniechęca przedsiębiorców? Jak się okazuje, cena nie jest najistotniejszym z czynników blokujących taką decyzję. 59 proc. ankietowanych wskazało, że nie zdecydują się na zakup samochodu z alternatywnym napędem z powodu niedostatecznie rozwiniętej infrastruktury ładowania i wydajności takich pojazdów.

– Przed nami wiele wyzwań, ale elektromobilność już dzisiaj jest funkcjonalna i praktyczna – zapewnia Jan Wiśniewski z Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych. – Pod koniec czerwca br. na jedną stację ładowania w naszym kraju przypadało mniej niż 6 osobowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). To jeden z najlepszych wyników w Europie. Dla porównania, na jedną stację benzynową przypadało aż ok. 2 970 pojazdów osobowych. Stacji ładowania przybywa z dnia na dzień. Rozwija się też technologia. Jeszcze niedawno samochody elektryczne dysponowały stosunkowo niewielkim zasięgiem. To jednak przeszłość. Elektryki najnowszej generacji są w stanie przejechać ok. 500 km na jednym ładowaniu (WLTP), a średni zasięg elektrycznego, osobowego samochodu sprzedawanego w Polsce wynosi ok. 360 km.

Partnerstwo dla elektromobinlości

PSPA dostrzega potrzebę edukacji w zakresie elektromobilności, także przedsiębiorców. Wynikiem tego jest kampania społeczna elekromobilni.pl, realizowana wspólnie z Krajowym Ośrodkiem Zmian Klimatu. Jej celem jest wzrost świadomości społecznej, edukacja i propagowanie zeroemisyjnych rozwiązań w transporcie w Polsce. W ramach kampanii stworzony został serwis elektromobilni.pl. To źródło rzetelnej informacji na temat elektromobilności w Polsce, które dostarcza wiedzę i narzędzia, niezbędne do podejmowania świadomych decyzji o zamianie pojazdu na elektryczny – teraz lub w przyszłości. Grupa PKO Leasing, w skład której wchodzą PKO Leasing oraz spółka Masterlease, została partnerem strategicznym tego projektu. – Firmy leasingowe rozwijają ofertę dotyczącą samochodów elektrycznych. Do tej pory czynnikiem blokującym jej popularność była cena oraz trudność w ustaleniu prawidłowej wartości końcowej pojazdu na koniec kontraktu. Spółki z Grupy PKO Leasing posiadają ofertę na samochody eklektyczne zarówno w wynajmie długoterminowym, jak i w leasingu. Co ważne, nasz produkt jest dostępny dla osób fizycznych, co nie jest standardem na rynku. W planach mamy dalsze poszerzanie oferty w tym zakresie – podkreśla prezes PKO Leasing

– W serwisie docelowo znajdzie się 12 narzędzi ułatwiających podjęcie odpowiedzialnej decyzji o przejściu na elektromobilność, a także wiele treści edukacyjnych – dodaje Maciej Mazur.

[1] Ankieta przeprowadzona w sierpniu 2020 roku na próbie 1000 klientów PKO Leasing posiadających aktywną umowę leasingową na samochód do 3,5 tony.

Kontrowersje wokół interfejsów mózg – komputer

Interfejsy dawno wyszły już z wnętrz laboratoriów. Pojawiły się rozwiązania o znaczeniu komercyjnym. Odbiór sztuki przez człowieka poprzez bodźce audiowizualne, futurologiczne projekty pozwalające sterować dronami i maszynami bojowymi omawia w komentarzu eksperckim dr Dominika Kaczorowska-Spychalska z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Sama technologia nie wystarcza. Jej upowszechnienie wymaga najpierw ewolucji mentalnej człowieka i przełamania barier wobec tego, co nieznane. – dr Dominika Kaczorowska-Spychalska.

Interfejs mózg – komputer

Interfejs mózg – komputer to system komputerowy, który rozpoznaje sygnały mózgowe, analizuje je, przetwarza i przekazuje do urządzenia mającego podjąć określone działania. Czyta nasze myśli by przełożyć je na rozpoznawalną dla naszego otoczenia mowę, lub pozwolić nam sterować różnymi urządzeniami zewnętrznymi.

Takie interfejsy wydają się być doskonałym rozwiązaniem w przypadku dolegliwości wynikających z takich chorób, jak np. stwardnienie rozsiane czy udar mózgu. Ale idea interfejsu mózg – komputer może mieć jednak dużo szersze zastosowanie i to ono jest najczęściej przedmiotem wielu kontrowersji.

Kontrowersyjny Neuralink Elona Muska

Ekscentryczny właściciel Tesli pracuje nad trudną i ryzykowną metodą połączenia komputera z mózgiem za pomocą czipu. Musk chwali się bardzo dobrymi wynikami eksperymentów dokonywanych na zwierzętach i zapowiada rychłe testy z udziałem ludzi. Bardzo niewielkich rozmiarów implant byłby umieszczony pod skórą; implant łączyłby się z mózgiem wyposażonymi w elektrody polimerowymi nićmi o grubości ćwierci ludzkiego włosa.

Ponadto w ciele umieszczone byłyby cztery sensory – trzy w obszarach ruchowych, jeden w obszarze somatosensorycznym. Ponieważ łączność ma się odbywać bezprzewodowo, za uchem człowieka miałby się znajdować transmiter. Za jego pomocą możliwa byłaby łączność z komputerem lub telefonem.

Technologia opracowana przez Neuralink miałaby doprowadzić do pełnej symbiozy człowieka ze sztuczną inteligencją. Korzystać z niej mogłyby osoby z zaburzeniami pracy mózgu z powodu chorób (np. epilepsji) lub innych uszkodzeń.

Neuralink budzi oczywiste niepokoje, jak lęk o utratę kontroli nad wspomnieniami i myślami. Krytykowana jest też obrana przez startup inwazyjna metoda instalowania implantu. Naukowcy wskazują na wysoki stopień ryzyka uszkodzeń mózgu związany z umieszczaniem w nim przewodów. Firma boryka się z problemem znalezienia odpowiedniej powłoki, a także ze stworzeniem elektrod, które przetrwają dziesięciolecia i nie będą wymagały kłopotliwych wymian.

Czy Neuralinkowi uda się obejść istniejące problemy? Czy planowane na 2020 rok testy z udziałem ludzi dojdą do skutku? Czy Agencja Żywności i Leków (FDA) udzieli startupowi Muska stosownych pozwoleń? Te pytania wciąż pozostają otwarte.

Uniwersytet Łódzki bada nowe technologie

Tematyka interfejsów jest tylko jednym z zagadnień, które leżą w obszarze zainteresowań badawczych dr Spychalskiej. Naukowczyni raportowała ostatnio o nadchodzącej erze zetabajtów w kontekście sieci 5G, o algorytmach, którymi posługuje się sztuczna inteligencja, jak również o dyskryminacji człowieka przez A.I.

Ponadto, dr Kaczorowska-Spychalska reprezentowała Uniwersytet Łódzki w pierwszej edycji akcji „Posłuchaj naukowca” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki. Badaczka zmierzyła się z tematem fake newsów – sposobów odróżniania informacji rzetelnych od nieprawdziwych, konsekwencjach nieprawdziwych informacji, również w wymiarze politycznym i biznesowym.

Dominika Kaczorowska-Spychalska jest dyrektorem Centrum Mikser Inteligentnych Technologii CMIT na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Jako ekspert uczelni w obszarze technologii cyfrowych, zajmuje się w szczególności sztuczną inteligencją (AI) i Internetem Rzeczy (IoT) oraz ich implikacją w biznesie. Pasjonuje ją wpływ tych technologii na zachowania człowieka (Homo Cyber versus Homo Roboticus) oraz zakres i charakter interakcji między nim a technologią (Human-to-Machine, Machine-to-Human), w tym problematyka Digital Ethics.

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń w handlu doprowadzi do bankructw i zwolnień pracowników

Polska Rada Centrów Handlowych, która zrzesza ponad 200 największych podmiotów działających w branży nieruchomości handlowych, stoi na stanowisku, iż ewentualne wprowadzanie dodatkowych ograniczeń dla handlu jest obecnie nieuzasadnione. W ostatnich dniach klienci przychodzą do galerii po to, żeby zaspokoić najważniejsze potrzeby zakupowe, co potwierdza spadająca odwiedzalność w obiektach handlowych, obowiązują godziny dla seniorów oraz ograniczenia dotyczące liczby osób, mogących przebywać w sklepach. Wprowadzono zakaz korzystania z oferty restauracyjnej, poza zamawianiem posiłków na wynos. Obowiązkiem branży centrów handlowych jest zapewnienie klientom możliwości zrealizowania potrzeb zakupowych w maksymalnie bezpiecznych warunkach, zgodnie z obowiązującym zaostrzonym reżimem sanitarnym.

Sektor centrów handlowych był i jest przygotowany do bezpiecznej obsługi klientów także przy pogarszającej się sytuacji epidemiologicznej. Po pierwsze stosowane są najwyższe standardy sanitarne, w tym m.in.  nieograniczony dostęp do środków dezynfekujących, regularna i częsta dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi, po drugie zaawansowane technologie –systemy kamer zliczające klientów w czasie rzeczywistym, pozwalające na kontrolowanie liczby osób przebywających w obiekcie oraz po trzecie –prowadzone są intensywne działania informacyjno-edukacyjne kierowane do klientów.

Wiosenny lockdown mocno zdestabilizował sytuację finansową wielu podmiotów z branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, które mozolnie zaczęły odrabiać straty i nadal muszą mierzyć się z kolejnymi zagrożeniami. Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń może zagrozić przyszłości wielu podmiotów z sektora handlowego i doprowadzić do bankructw, a w konsekwencji do zwolnień pracowników.

W pierwszym półroczu 2020 roku PRCH Turnover Index wskazujący na poziom obrotów branży centrów handlowych był o jedną trzecią niższy (31,2 proc.) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to z lockdownu wprowadzonego od 14 marca do 4 maja. Rekordowo niskie obroty zanotowano w kwietniu br., kiedy indeks był niższy aż o 79,6 proc. rok do roku. Na tzw. lockdownie najbardziej ucierpiały usługi. Według danych PRCH Turnover Index, obroty w tej kategorii zakupowej w pierwszej połowie 2020 roku były niższe niż przed rokiem o ponad połowę, czyli o 58,8 proc. Z kolei moda i akcesoria odnotowały spadek obrotów o 38,6 proc. r/r. Trudna sytuacja pandemiczna najmniej wpłynęła na sklepy z żywnością, które w okresie wiosennym mogły działać nieprzerwanie. W tej kategorii odnotowano spadek obrotów o 12,2 proc. (r/r),

Skutki drugiej fali pandemii już widać w spadających wskaźnikach odwiedzalności w ostatnim tygodniu (19 – 25 października), kiedy PRCH Daily Footfall Index był niższy o 10 punktów proc. w porównaniu do wcześniejszego tygodnia (11-18 października) i wyniósł dla dni handlowych 70 proc. W zależności od dnia tygodnia i wielkości obiektu, odwiedzalność w ostatnim tygodniu była niższa nawet o 40 proc.

Pragniemy również wyrazić poparcie dla postulatów  branży gastronomicznej, fitness oraz rozrywkowej o uruchomienie realnej pomocy, która pozwoli przetrwać tym podmiotom nie tylko miesiąc, ale przede wszystkim kolejne tygodnie w oczekiwaniu na poprawienie się sytuacji epidemicznej.

Tarcza Branżowa nie osłoni biznesu. Pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów

26 października do Sejmu wpłynął poselski projekt tzw. Tarczy Branżowej. Przedsiębiorcy, m.in. z branży gastronomicznej czy rozrywkowej, fotografowie lub fizjoterapeuci, będą mogli liczyć na wsparcie w postaci zwolnienia ze składek ZUS za listopad oraz dodatkowego świadczenia postojowego. Zdaniem ekspertów inFakt proponowana przez rząd pomoc jest niewystarczająca wobec skali problemów, z jakimi zmagają się właściciele firm.

Poza zwolnieniem z ZUS i świadczeniem postojowym premier Morawiecki zapowiedział 5 000 zł bezzwrotnej dotacji. – Z tej formy pomocy mieliby skorzystać przedsiębiorcy, których przychód z działalności uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 roku będzie niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 roku. Niestety obecnie nie są znane pozostałe regulacje związane z dotacją, a nawet to, które branże będą mogły z niej skorzystać – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Zdaniem eksperta pomoc jest na pewno niezbędna, zwłaszcza w branżach, które nie mogą funkcjonować – jak kluby fitness –  lub funkcjonują tylko częściowo, jak np. gastronomia. – Jednak czy świadczenie postojowe w wysokości 2 080 zł i zwolnienie z ZUS pozwoli na wypłacenie pensji pracownikom i dokonanie opłat niezbędnych do utrzymania działalności gospodarczej? Firmy borykają się z utratą płynności finansowej, zaczynają się masowe zwolnienia. Dla wielu z nich proponowana przez rząd pomoc to za mało – ocenia Piotr Juszczyk.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS można składać do 31 stycznia 2021 r. Poniżej lista branży wg PKD, którym przysługuje zwolnienie za listopad:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiskach)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 90.01 Z (wystawianie przedstawień artystycznych)
  • 90.02.Z (wspomaganie przedstawień)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 93.29.A (działalność pokojów zagadek)
  • 93.29.B (pozostała działalność rozrywkowa niesklasyfikowana)
  • 93.29.Z (pozostała działalność rozrywkowa)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca był zgłoszony jako płatnik składek do dnia 30 czerwca 2020 r.,
  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego w listopadzie 2019 r.,
  • przesłanie deklaracji rozliczeniowych lub imiennych raportów miesięcznych należnych za listopad 2020 r. – do dnia 31 grudnia 2020 r., chyba że płatnik składek zwolniony jest z obowiązku ich składania.

 

Dodatkowe świadczenie postojowe za listopad również jest przeznaczone dla przedsiębiorców świadczących usługi określonych PKD:

  • 47.71.Z (sprzedaż detaliczna odzieży)
  • 47.81.Z (sprzedaż detaliczna żywności na straganach i targowiskach)
  • 47.82.Z (sprzedaż detaliczna wyrobów tekstylnych na straganach i targowiska)
  • 47.89.Z (sprzedaż detaliczna pozostałych wyrobów na straganach i targowiskach)
  • 56.10.A (restauracje)
  • 56.10.B (ruchome placówki gastronomiczne)
  • 56.29.Z (pozostała działalność gastronomiczna)
  • 56.30.Z (przygotowywanie i podawanie napojów)
  • 59.11.Z (produkcja filmów, nagrań wideo itp.)
  • 74.20.Z (działalność fotograficzna)
  • 77.21.Z (wypożyczanie sprzętu rekreacyjnego i sportowego)
  • 82.30.Z (organizacja targów, wystaw i kongresów)
  • 85.51.Z (pozaszkolna edukacja sportowa)
  • 86.90.A (działalność fizjoterapeutyczna)
  • 86.90.D (działalność paramedyczna)
  • 93.11.Z (działalność obiektów sportowych)
  • 93.13.Z (działalność obiektów dot. poprawy kondycji fizycznej)
  • 93.19.Z (pozostała działalność sportowa)
  • 93.21.Z (działalność wesołych miasteczek)
  • 96.04.Z (działalność usługowa dot. poprawy kondycji fizycznej).

Warunki:

  • przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą na dzień 30 września 2020 r.,
  • przychód z tej działalności w rozumieniu przepisów podatkowych uzyskany w październiku lub listopadzie 2020 r. był niższy co najmniej o 40% w stosunku do przychodu uzyskanego odpowiednio w październiku lub w listopadzie 2019 r.

Połowa Europy ma bardziej przyjazne od polskich przepisy księgowo-podatkowe dla biznesu

– Polska znalazła się na 17. miejscu w Europie i 37. na świecie wśród państw o najbardziej złożonych przepisach księgowo – podatkowych. Wśród „najprzyjaźniejszych dla biznesu” pod tym względem wyprzedza nas połowa Europy, w tym nasi najbliżsi sąsiedzi – Ukraina i Czechy.  To wyniki najnowszego raportu przygotowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. Krajem z najmniej przyjaznym systemem księgowo – podatkowym dla firm na Starym Kontynencie okazała się Grecja. Na najbardziej przyjaznym pod tym względem systemie w Europie mogą polegać przedsiębiorcy działający w Danii.

W raporcie zatytułowanym Accounting & Tax (z ang. Księgowość i Podatki) eksperci TMF Group porównali główne systemy księgowo-podatkowe w kontekście prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach, w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie. Tego typu opracowania brane są pod uwagę przez międzynarodowe firmy podejmujące decyzję o rozpoczęciu działalności w danym kraju.

W Europie krajami o najbardziej przyjaznych regulacjach księgowo – podatkowych dla biznesu są Dania (jednocześnie druga na świecie, przedzielając na podium Brytyjskie Wyspy Dziewicze i Curaçao), Szwajcaria, Irlandia, Norwegia i Holandia. Polska znalazła się daleko za nimi. Przyjaźniejszymi krajami pod względem systemu podatkowo – księgowego okazały się od nas również m.in. Ukraina, Rumunia i Czechy, z którymi przychodzi nam walczyć o zagraniczne inwestycje.

W ogonie Europy znalazła się Grecja (najniższa pozycja w Europie i trzecia najniższa na świecie), a także Portugalia, Węgry, Chorwacja i Słowacja.

Czynnikami wpływającymi na złożoność w zakresie rachunkowości i podatków są częste i szybko wprowadzane zmiany w ustawodawstwie, równie często niejasne i trudne do zrozumienia lub interpretacji. W krajach najbardziej przyjaznych dla biznesu pod tym względem organy podatkowe są partnerami dla firm. Relację tę cechuje elastyczność, jak na przykład możliwość wydłużania terminów raportowania finansowego oraz zasada zaufania do podatnika.

– Wiele organów podatkowych przeszło od sankcji do modelu bazującego na relacji partnerskiej z przedsiębiorstwami, współpracując z nimi w celu prawidłowego stosowania przepisów podatkowych i określenia właściwych podstaw opodatkowania. Z punktu widzenia kosztów tańsze jest pomaganie podatnikom w przestrzeganiu przepisów niż późniejsze sprawdzanie zgłoszeń i identyfikowanie błędów. Z perspektywy przedsiębiorcy działalność w takim kraju obarczona jest mniejszym ryzykiem, co jest jednym z magnesów przyciągających zagraniczne inwestycje – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska, lider praktyki Księgowości i Podatków na obszar CEE w TMF Group, obejmujący Polskę, Czechy, Słowację, Ukrainę, Rosję i Kazachstan.

Jednym z zauważalnych trendów w zakresie rozwiązań księgowo-podatkowych jest wprowadzanie sprawozdawczości w czasie rzeczywistym, w ramach której przedsiębiorstwa muszą zapewnić organom krajowym widoczność poszczególnych transakcji. Takie rozwiązania automatyzują proces rozliczeń podatkowych. Z drugiej strony dostosowanie się międzynarodowych firm do takich standardów wymusza wdrożenie systemów informatycznych zintegrowanych z portalami podatkowymi państw, w których prowadzą działalność.

– Kwestie sprawozdawczości w czasie rzeczywistym określiła OECD przygotowując międzynarodowy standard elektronicznej wymiany wiarygodnych danych księgowych z organizacji do krajowego organu podatkowego – JPK (ang. SAF-T). Polska jest jednym z kilku europejskich krajów, które przyjęły ten standard – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska z TMF Group.

Jak wskazują autorzy raportu na przyjazność jurysdykcji pod kątem podatkowo-księgowym, obok dobrej komunikacji z organami skarbowymi, ma również wpływ przejrzystość co do stanowienia regulacji w tym zakresie. Z punktu widzenia międzynarodowych inwestorów najbardziej przyjazne kraje to te skłaniające się do wdrażania międzynarodowych regulacji, bardziej niż skupiania się na lokalnych, często trudnych do zrozumienia i przestrzegania przez firmy niuansach.

Przykładem działań w kierunku internacjonalizacji są podatki od usług cyfrowych i alokacja zysków, zapewniające płacenie podatków w kraju, w którym powstaje wartość i uniemożliwiające przedsiębiorstwom przenoszenie zysków do innych jurysdykcji.

– Do najnowszych z nich należy MDR (ang. Mandatory Disclosure Reporting) – tzw. obowiązek raportowania schematów podatkowych. Jednak polskie przepisy mają znacznie szerszy zakres od tych zapisanych w dyrektywie Komisji Europejskiej i zawierają rozszerzoną definicję rozwiązań podatkowych podlegających obowiązkowi sprawozdawczemu, tak aby obejmowały nie tylko transgraniczne, ale również krajowe rozwiązania podatkowe. A to rozwiązanie jest dodatkowym obowiązkiem dla międzynarodowych inwestorów – mówi Dagmara Witt-Kuczyńska z TMF Group.

Utrudnieniem dla międzynarodowych firm jest też konieczność prowadzenia księgowości w języku danego kraju. W ponad 30 proc. jurysdykcji na świecie nie jest to konieczne. Polska nie należy do tej grupy. Kolejną barierą, z którą często borykają się przedsiębiorstwa prowadzące działalność międzynarodową, jest wymóg dokonywania płatności podatkowych z lokalnego konta bankowego. Nasz kraj znajduje się w tej grupie państw, które nakładają taki obowiązek na firmy międzynarodowe.

W krajach zabiegających o międzynarodowy biznes aktywnie stosuje się zasadę zaufania do podatników. W Irlandii, trzecim najprzyjaźniejszym pod względem regulacji księgowo-podatkowych kraju w Europie, występują znaczne uproszczenia w odniesieniu do obowiązku przeprowadzania procedur audytowych. Natomiast w USA istnieją relatywnie okrojone wymogi w zakresie sprawozdawczości podatkowej, a firmy mogą na ogół przedłużyć terminy składania dokumentacji księgowo-podatkowej w przypadku wejścia w życie istotnych zmian w przepisach. W niewielkiej grupie jurysdykcji (sześć procent), przedsiębiorcy mogą płacić VAT nawet rzadziej niż raz na kwartał –
w Europie możliwe jest to w Szwajcarii i w Wielkiej Brytanii. W Irlandii, Danii i Stanach Zjednoczonych dyrektorzy nie ponoszą osobistej odpowiedzialności za przestrzeganie przepisów podatkowych.

– Pozycja Polski w środku europejskiej stawki pod względem przyjazności przepisów księgowo – podatkowych nie jest przypadkowa. Nie mamy tak skomplikowanych regulacji pod tym względem, jak Grecja czy Portugalia, ale daleko nam do liderów, którzy obdarzają podatników dużym zaufaniem, są mniej zbiurokratyzowani, za to bardziej elastyczni w stanowieniu i egzekwowaniu przepisów podatkowych, a dodatkowo oddają do dyspozycji doskonale przygotowane narzędzia internetowe pozwalające skupić się przedsiębiorcom na swoim podstawowym biznesie, zamiast tracić ich energię i zasoby na czasochłonne i kosztochłonne procedury – podsumowuje Dagmara Witt-Kuczyńska.

Raport Accounting & Tax jest pogłębioną analizą Global Complexity Index 2020 w zakresie regulacji księgowo – podatkowych obowiązujących firmy w poszczególnych krajach. We wrześniu br. TMF Group opublikowała również raport Rules, Regulations and Penalties (z ang. Przepisy, Regulacje i Kary), w którym eksperci TMF Group porównali główne regulacje prawne i administracyjne dotyczące prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie.

Jak skutecznie reagować na kryzys wizerunkowy

Bieżący rok za sprawą pandemii zapewne przejdzie do historii także pod względem dużej ilości zleceń dotyczących działań kryzysowych. Zwykle stanowiły one kilka, zaś w tym roku nawet kilkadziesiąt procent zadań agencji PR. Od serii złych opinii, po poważny skandal, czy negatywny incydent, który może mieć potężny wpływ na reputację. Jeśli myślisz, że Twoja organizacja nigdy nie popełni błędu, ani nie doświadczy kryzysu wizerunkowego, skazujesz swoją markę na katastrofę. Kryzys wizerunkowy jest jak pożar – bez wcześniejszego przygotowania trudno skutecznie z nim walczyć oraz szybko i odpowiednio zareagować.

Zwykle wydarzenia kryzysowe „lubią” pojawiać się w czasie, kiedy firmy są zamknięte, jak np. w weekendy, święta czy pory wieczorowe. Wiąże się to z wzmożonym ruchem w aktywnościach  interpersonalnych, medialnych i społecznościowych.  Specyfiką działań kryzysowych jest bieżące reagowanie, zatem zdanych na przypadek, nie czeka nas nic dobrego, a chaos i panika będzie najgorszym doradcą, co zdecydowanie odbije się na nieproporcjonalnie dużych stratach dla organizacji.

Chowanie głowy w piasek i nadzieja, że problem sam zniknie to zwykle duży błąd, czego przykładem mogą być wielkie skandale z Volkswagenem czy FIFA, w których nieodpowiednia reakcja doprowadziła do jednych z największych i najkosztowniejszych katastrof wizerunkowych tej dekady.  Przyczyn kryzysów może być wiele: trudny klient, fake news, czarny PR konkurencji, czy pomówienie. Słowem – kryzysem jest wszystko, co może zaszkodzić reputacji Twojej organizacji i spowodować utratę zaufania. Wszelkie ryzyko dla zdrowia, życia lub bezpieczeństwa personelu, klientów, pacjentów, usługodawców lub innych interesariuszy.

Od naruszenia naszych danych na Facebooku, po skargi na molestowanie seksualne przez kierowcę Ubera-a, aż po np. wiodących deweloperów, z których niedawno jeden niejako rykoszetem został negatywnie skojarzony z czarnym PR dotyczący starych kwestii (tak naprawdę ich rozstrzygnięcie mogło jedynie poprawić wynik finansowy), a przez złe zarządzanie kryzysem odnotował gigantyczny spadek sprzedaży. Inny, który nie wdrożył działań CSR oraz osłonowych został niesłusznie zaatakowany przy jednym z nowych projektów i sporo stracił na ogólnym wizerunku swojej marki. Duża firma z sektora high-tech, której nowy produkt został negatywnie przyjęty przez rynek przez błędne zarządzanie kryzysem, straciła zespół mogący w trybie pilnym dokonać jego modyfikacji i wybrnąć zwycięsko z opresji. Celebryta, który oszukał swoich fanów nie będąc przygotowany na reakcje, doprowadził do utraty cennego wizerunku zamiast dynamicznie obrócić sytuację w żart i zyskać na tym pozytywny rozgłos, wobec czego głęboki kryzys spowodował utratę sponsorów.

Często, szczególnie w obszarze „trudnych klientów”, ten roszczeniowy i wymagający, agresywny, niecierpliwy, nadmiernie rozmowny i niezdecydowany, utrudniający zaoferowanie wysokiej jakości usługi “klient” wcześniej, czy później pojawi się w każdej organizacji. Bez przygotowania odpowiednich procedur oraz ze źle przeszkoloną obsługą klienta czy działem sprzedaży, firmy ryzykują obniżenie zysków, a nawet zniknięcie z rynku. Takie przykłady można by mnożyć… Prawie 30% konsumentów waha się przed zakupem produktów od marek, które doświadczyły negatywnej prasy.

Doświadczenie pokazuje, że przywództwo organizacyjne często nie rozumie, że w przypadku braku odpowiedniej komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej:

  • Reakcja operacyjna załamie się.
  • Interesariusze nie będą wiedzieć, co się dzieje i szybko stają się zdezorientowani, wściekli i negatywnie zareagują.
  • Organizacja będzie postrzegana w najlepszym przypadku jako nieudolna, a w najgorszym jako niedbała z powodu zaniedbań karnych.
  • Czas wymagany do pełnego rozwiązania problemu wydłuży się, często dramatycznie. Wiemy, jak dużo czasu w dużych korporacja wymagają niezbędne akceptacje.
  • Wpływ na wyniki finansowe i reputację będzie znacznie poważniejszy.

Firmy powinny opracować i aktualizować plany reagowania, aby móc odpowiednio je wdrożyć natychmiast po wystąpieniu kryzysu. Pamiętajmy też, aby dostosować strategię do rodzaju kryzysów, które generalnie dzielimy na trzy kategorie:

  1. Kryzysy pełzające – zapowiadające serię wydarzeń.
  2. Kryzysy powolnego spalania – pewne ostrzeżenie z wyprzedzeniem, zanim sytuacja spowoduje jakiekolwiek rzeczywiste szkody.
  3. Nagłe kryzysy – szkody już wystąpiły i będą się pogłębiać.

7 zasad, jak złagodzić skutki kryzysu i chronić organizację:

  1. Przewiduj kryzysy

Warto być proaktywnym i przygotować się na kryzysy, zebrać zespół ds.komunikacji kryzysowej i zrobić burzę mózgów na temat wszystkich potencjalnych kryzysów, które mogą wystąpić w Twojej organizacji.

To ćwiczenie przynosi co najmniej dwie bezpośrednie korzyści:

  • Możesz zdać sobie sprawę, że niektórym sytuacjom można zapobiec, po prostu modyfikując istniejące metody działania.
  • Możesz zacząć myśleć o możliwych reakcjach i najlepszych / najgorszych scenariuszach, itp. Lepiej opracować to bez presji rzeczywistego kryzysu.

Oczywiście są też kryzysy kontrolowane, ponieważ sam je planujesz – np. w celu zwolnienia pracowników, dokonania przejęcia konkurencji lub wycinki drzew pod inwestycje. Ten proces oceny powinien prowadzić do stworzenia planu reagowania kryzysowego, który jest dokładnie dopasowany do Twojej organizacji, obejmujący zarówno elementy operacyjne, jak i komunikacyjne. Angażując się na wczesnym etapie, Twoi pracownicy będą lepiej przygotowani do kontrolowania dialogu. Niewłaściwe postępowanie w sytuacji awaryjnej, na którą nie masz wpływu – na przykład podczas huraganu lub przestępstwa – może zmienić sposób postrzegania firmy przez klientów i partnerów. Dlatego ważne jest, aby wykorzystać siłę ludzkich kontaktów podczas każdego kryzysu. Istotne jest dodanie elementu ludzkiego do reakcji na kryzys, wnosząc ciepło i zrozumienie, bo w przeciwnym razie firma mogłaby wydawać się rozległą, pozbawioną twarzy korporacją. Podczas komunikacji i odpowiadania na komentarze, pytania lub skargi zespół powinien zawsze starać się być pozytywny, przyjazny i ciepły. Celem powinno być sprawienie, aby klient lub partner poczuł, że otrzymują osobistą uwagę od prawdziwego człowieka.

  1. Zachowaj spójność przekazu

Trudno zapewnić, aby organizacja była w stanie szybko reagować i mówić jednym głosem, gdy wiele osób zaczyna mówić w jej imieniu bez odpowiedniego przygotowania. Ważne jest, aby cała komunikacja była spójna i oparta na marce. Pomoże to zapewnić poczucie stabilności. Jednym ze sposobów zapewnienia spójności komunikatów jest uzyskanie wstępnej zgody na wszystkie komunikaty kryzysowe, w tym komunikaty prasowe, posty w mediach społecznościowych, aktualizacje witryn internetowych i inne istotne dokumenty lub oświadczenia.

Przygotuj dokumenty dla każdej potencjalnej sytuacji awaryjnej, z jak największą liczbą szczegółów. Następnie przekaż je do zatwierdzenia wszystkim zainteresowanym stronom. Gdy nadejdzie kryzys, zespół może dostosować te kluczowe komunikaty do konkretnej sytuacji i reakcji. Jednak rdzeń treści zostanie już napisany i zatwierdzony, co może zaoszczędzić niezliczone ilości czasu. Zespół PR również powinien pomagać w utrzymaniu spójności komunikatów mówionych, takich jak wywiady z kierownictwem czy konferencje prasowe i rozmowy telefoniczne z obsługą klienta. Partnerowi lub przedstawicielowi prasy może być ciężko zrozumieć lub błędnie zinterpretować wypowiedziane oświadczenie. Szkolenie rzeczników, aby pozostali na bieżąco z przesłaniem może pomóc w zachowaniu ogólnego tonu reakcji kryzysowej.

Wiele zespołów ds. public relations w zakresie zarządzania kryzysowego przeprowadza sesje szkoleniowe zanim nadejdzie kryzys, a następnie przekazuje każdemu rzecznikowi kluczowe punkty, które mogą przejrzeć i odwołać się do nich w razie potrzeby. Dzięki tego typu przygotowaniom, zespół może pomóc w upewnieniu się, że cała organizacja „mówi” dokładnie to, co powinna. Najbardziej efektywne zespoły składają się zarówno z wewnętrznych profesjonalistów, którzy mają wiedzę o firmie, jak i zewnętrznych ekspertów, którzy potrafią spojrzeć na tę sytuację z dziennikarskiej perspektywy.

3.Wyznacz zespół reagowania i opracuj strategię komunikacji kryzysowej

Protokół jest niezbędny do prawidłowego zarządzania działaniami w zakresie komunikacji kryzysowej. Oznacza to informowanie wszystkich pracowników, interesariuszy, członków zarządu itp. o tym, kto ma rozmawiać z mediami i jak mają kierować wszelkie zapytania. Dzięki temu firma nie będzie musiała wyjaśniać uwag nieoficjalnych przedstawicieli. Niezależnie od strategii, firma musi przekazywać protokół wszystkim osobom, do których można się zwrócić, aby zabrać głos w ich imieniu.

Należy wyznaczyć niewielki zespół managerów wyższego szczebla, który będzie pełnić funkcję zespołu ds. komunikacji kryzysowej w organizacji. Idealnie byłoby, gdyby dyrektor generalny organizacji przewodził zespołowi, a jego głównymi doradcami byli szefowie ds. public relations i radca prawny firmy.

Jeśli wewnętrzny dyrektor PR nie ma wystarczającej wiedzy i doświadczenia na temat komunikacji kryzysowej, może zdecydować się na zatrudnienie agencji lub niezależnego konsultanta w tej dziedzinie. Inni członkowie zespołu są zazwyczaj szefami głównych działów organizacyjnych, ponieważ każda sytuacja, która osiągnie poziom kryzysu, wpłynie na całą organizację. Czasami w skład zespołu muszą wchodzić również osoby posiadające specjalną wiedzę związaną z obecnym kryzysem, np. eksperci z danej dziedziny.

  1. Utwórz skrypty kryzysowe i przeszkol rzeczników

Organizacja powinna zapewnić, poprzez odpowiednią politykę i szkolenia, aby wypowiadali się w jej imieniu tylko upoważnieni rzecznicy. Jest to szczególnie ważne w czasie kryzysu. Każdy zespół ds. komunikacji kryzysowej powinien przygotować ludzi, którzy zostali wstępnie sprawdzeni i przeszkoleni, aby pełnić rolę wiodących i / lub zastępczych rzeczników w różnych kanałach komunikacji. Wszyscy rzecznicy organizacyjni w sytuacji kryzysowej muszą posiadać: właściwe umiejętności i  pozycję oraz zostać stosownie przeszkolonym.

Spotkałem menedżerów wyższego szczebla, którzy mogliby bez stresu występować przed wielotysięczną publicznością konferencyjną, ale nie radzili sobie w trakcie kameralnego  wywiadu w studio telewizyjnym. W dzisiejszych czasach do obowiązków rzecznika niezmiennie należy komunikacja online, a media społecznościowe są bardzo łatwym miejscem do popełnienia błędu. Kluczowe znaczenie ma dopasowanie umiejętności potencjalnych rzeczników do ich zadań jako członków zespołu ds. komunikacji kryzysowej. Niektórzy rzecznicy mogą naturalnie wyróżniać się we wszystkich formach komunikacji kryzysowej – w tradycyjnych mediach, mediach społecznościowych, B2B, wewnętrznych, itp. Tylko niektóre rodzaje bardzo wrażliwych kryzysów (np. te, w których doszło do ofiar śmiertelnych) praktycznie upoważniają dyrektora naczelnego do bycia głównym rzecznikiem.

Faktem jest, że niektórzy dyrektorzy generalni są błyskotliwymi liderami organizacyjnymi, ale niezbyt skutecznymi osobami w komunikacji. Decyzja o tym, kto powinien zabrać głos, zapada po rozpoczęciu kryzysu – lecz pula potencjalnych rzeczników powinna zostać wcześniej zidentyfikowana i przeszkolona.

Rzecznicy są potrzebni nie tylko do komunikacji medialnej, ale do wszystkich typów i form komunikacji, wewnętrznej i zewnętrznej. Obejmuje to zdjęcia przed kamerą, na spotkaniu publicznym, na spotkaniach pracowników, itp. Z doświadczenia wiem, iż nikt nie chce podejmować decyzji dotyczących tak wielu różnych rodzajów rzeczników, będąc „pod ostrzałem”.

Podczas gdy opracowanie pełnego przekazu musi czekać na wybuch rzeczywistego kryzysu, „oświadczenia wstrzymujące”, czyli komunikaty przeznaczone do użytku natychmiast po wybuchu kryzysu mogą być opracowane z wyprzedzeniem do wykorzystania w wielu różnych scenariuszach. Przykładem może być oświadczenie sieci hoteli z nieruchomościami dotkniętymi klęską żywiołową, zanim centrala organizacji otrzyma jakiekolwiek twarde informacje faktograficzne:

„Wdrożyliśmy nasz plan reagowania kryzysowego, który kładzie największy nacisk na zdrowie i bezpieczeństwo naszych gości i personelu. W pełni współpracujemy ze służbami ratowniczymi i wojewodą. Będziemy dostarczać dodatkowe informacje, gdy będą dostępne i umieszczać je na naszej stronie internetowej”.

Należy uzgodnić, w jaki sposób sformułujecie swoją odpowiedź o najbardziej przejrzystym sposobie zaradzenia tej sytuacji i tego, co firma zrobiła lub zrobi w tej sprawie.  Starbucks dobrze poradził sobie ze swoim ostatnim skandalem. To doskonały przykład tego, co należy zrobić: natychmiast przeproś, weź odpowiedzialność za zdarzenie i daj jasno do zrozumienia, że ​​to się więcej nie powtórzy. Jeśli firma ma wielu zwolenników w mediach społecznościowych, uczyń ją bardziej osobistą, prosząc prezesa lub dyrektora generalnego firmy o przeproszenie za błąd. Jednak w niektórych przypadkach lepiej nie publikować oświadczenia. Ważne jest, aby być cierpliwym, a jednocześnie reagować i nie wygłaszać zbyt wielu stwierdzeń. Często lepiej jest nic nie mówić w odpowiedzi na kryzys. W sytuacjach prawnych, w których przeprosiny są przyznaniem się do winy, to nie spowolnią cofnięcia się negatywnej historii. Wtedy komunikat prasowy może zalać internet treściami na temat kryzysu, który mówi SEO wyszukiwarkom, że jest to powszechny temat, więc może następnie utrudnić oczyszczenie reputacji firmy w internecie. Może też zintensyfikować falę negatywnych komentarzy, szczególnie bez odpowiedniego połączenia z działaniami buzz marketingu.

  1. Zidentyfikuj i zwrócić się do zainteresowanych stron

Należy zidentyfikować osoby, które muszą wiedzieć o sytuacji, takich jak pracownicy, interesariusze, partnerzy biznesowi, klienci i media.  Wysłać wiadomości lub informacje prasowe do przyjaznych dziennikarzy, którzy prawdopodobnie przedstawią tę historię w uczciwym lub korzystnym świetle. Powinieneś przygotować oświadczenia i komunikaty prasowe gotowe do publikacji, zanim zwrócą się inni reporterzy. Istotna jest też właściwa komunikacja do innych wybranych grup, które mogą okazać się swoistym rzecznikiem w rozwiązaniu problemu, ale też często pozwala to na uspokojenie sytuacji.

  1. Ustanów systemy powiadamiania i monitorowania

Kluczowym elementem skutecznej komunikacji kryzysowej jest zrozumienie tego, co w danym momencie mówią o organizacji różni odbiorcy i interesariusze. Nigdzie wiadomości o kryzysie nie rozprzestrzeniają się szybciej i bardziej poza Twoją kontrolą, niż w mediach społecznościowych. Ważne jest, aby śledzić, co  mówią o Twojej firmie w Internecie. Firmy są narażone na utratę 22 procent swojej reputacji, jeśli tylko zaindeksuje się jeden negatywny artykuł w top10 wyników wyszukiwania  Spójrz też na obrazy Google, witryny z recenzjami online, platformy mediów społecznościowych, a nawet własną witrynę internetową pod kątem wszelkich negatywnych treści generowanych przez użytkowników.

Musimy dysponować środkami, które pozwolą nam dotrzeć do naszych wewnętrznych i zewnętrznych interesariuszy przy użyciu wielu metod.  Przed kryzysem absolutnie konieczne jest ustanowienie systemów powiadamiania, które pozwolą na szybkie dotarcie do interesariuszy. Obecnie istnieje wiele technologii spełniających te kryteria.

Gromadzenie danych i śledzenie rynku jest zasadniczym elementem zarówno zapobiegania kryzysom, jak i reagowania na nie.

Wiedza o tym, co mówią o Tobie w mediach społecznościowych czy w mediach tradycyjnych, Twoi pracownicy, klienci i inni interesariusze często pozwala wychwycić negatywny „trend”, który, jeśli się go nie kontroluje, zamienia się w kryzys. Podobnie, monitorowanie informacji zwrotnych od wszystkich interesariuszy podczas sytuacji kryzysowej pozwala dokładnie dostosować strategię i taktykę. Oba działania wymagają wcześniejszego ustanowienia systemów monitorowania. W przypadku mediów tradycyjnych i społecznościowych bezpłatne alerty Google są ulubionym rozwiązaniem, ale są też bezpłatne aplikacje do śledzenia mediów społecznościowych. Istnieje wiele płatnych usług monitorowania, które zapewniają nie tylko monitorowanie, ale także możliwość raportowania wyników w wielu formatach. Monitorowanie innych interesariuszy oznacza szkolenie personelu, który ma bezpośredni kontakt z interesariuszami (np. działem obsługi klienta), w celu zgłaszania tego, co słyszą lub widzą decydentom z zespołu ds. komunikacji kryzysowej. Z doświadczenie dodam, że skuteczny monitoring zapewnia hybryda kilku narzędzi odpowiedzialnych za różne obszary. Rekomenduję stworzenie systemów monitorowania również marki i kluczowych słów kryzysowych, , influencerów i konkurencji, które szybko ujawnią negatywne trendy, zanim staną się większym problemem i przeniosą się do mediów.

  1. Dokonaj przeglądu sytuacji i wyciągnij wnioski

Po zakończeniu kryzysu warto przeprowadzić przegląd sytuacji i ocenę, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Standardem jest ewaluacja, jak pracownicy i kierownictwo poradzili sobie z sytuacją. Warto omówić, co można było zrobić inaczej i jakie zmiany są konieczne, aby zapobiec podobnej sytuacji w przyszłości. Kluczowe jest też zarządzanie reputacją czyli  skupienie się na odzyskaniu wiarygodności po kryzysie. Postaraj się przenieść sytuację na pozytywne wiadomości od Twojej marki.

Na co należy szczególnie uważać, czyli najczęstsze błędy:

Nie działaj pod wpływem emocji, myśl strategicznie. Częstym błędem jest „uderzenie”, nawet jeśli strona przeciwna powiedziała coś całkowicie fałszywego na temat Twojej firmy, to nigdy nie jest dobrym pomysłem udzielanie odpowiedzi negatywnej lub obwinianie skarżącego za sytuację.

Odpowiedzi typu „bez komentarza”. Brak odpowiedzi na potencjalne pytania, to także jedna z  najgorszych rzeczy, jaką można zrobić w czasie kryzysu. Choć czasami naprawdę nie możesz udzielić dobrej odpowiedzi na podstawie informacji, które obecnie posiadasz. Chociaż użycie „bez komentarza” jest lepsze niż wymyślanie czegoś tylko po to, aby udzielić „jakiejś” odpowiedzi. Łatwo jest zauważyć, jak można to błędnie zinterpretować jako próbę zatuszowania lub uniknięcia problemu. Jeśli nie masz wystarczających informacji, aby udzielić solidnej odpowiedzi, powiedz to i zapewnij osobę proszącą o wydanie oświadczenia, gdy będziesz mieć więcej szczegółów.

Odpowiadanie za szybko lub za wolno. Radzenie sobie z kryzysem wizerunkowym polega na wyczuciu czasu. Konieczność cofania się lub zaprzeczania wcześniejszym stwierdzeniem może później zaszkodzić reputacji. Opóźnienie czasu odpowiedzi również nie przyniesie żadnych korzyści. Cykl informacyjny jest krótki i sytuacja prawie na pewno się skończy. Okres „złej” prasy to często tylko czkawka na drodze do sukcesu – nie powinieneś też pozwolić, aby całkowicie odciągnął Cię od prowadzenia firmy. Ludzie mogą wybaczyć i zapomnieć o twoim błędzie, ale nie zapomną, jak się zachowywałeś. Zawsze pamiętaj, aby kierować się dobrym smakiem, bez względu na to, jak złe perspektywy się wydają, Okazuj empatię i współczucie.

Chociaż humor może być ryzykownym podejściem do kryzysu PR, może być również genialnym posunięciem. Na przykład Kentucky Fried Chicken doświadczył kryzysu z powodu błędu firmy kurierskiej, przez co  prawie 900 brytyjskich franczyz nie miało w ofercie kurczaków przez prawie 2 tygodnie. Chociaż reakcja sieci była nieco prymitywna, uzyskała pozytywny odbiór grupy docelowej na całym świecie,  zwiększając lojalność jej fanów.

Odpowiedzią KFC na kryzys był prosty obraz ze skróconą wersją słowa „F…”, które zastąpiło logo KFC. Czasami przekleństwo mówi wszystko….

Kampania zakończyła się nagrodą na Festiwalu Kreatywności Cannes Lions. To była doskonale zgrana w czasie i genialna odpowiedź dla publiczności. KFC przeszło przez kryzys i zdołało rozszerzyć swój zasięg, zyskując sympatię fanów na całym świecie.

Kryzys w KFC to doskonały przykład tego, jak poznanie docelowych odbiorców tworzy silny związek między klientami a marką.

Amerykański Czerwony Krzyż musiał zmierzyć się z kryzysem, z którym wcześniej nie miał do czynienia. Kryzys miał miejsce w mediach społecznościowych, kiedy to ich menedżer pomylił oficjalne konto Amerykańskiego Czerwonego Krzyża na Twitterze z kontem osobistym. Jak wiemy, umieszczanie prywatnych tweetów na temat alkoholu i nietrzeźwości nie jest najlepszym sposobem na promowanie tej kojarzonej z pomocą organizacji. Amerykański Czerwony Krzyż odpowiedział ponownie, używając swojego konta – najpierw usuwając oryginalny tweet, a następnie wyśmiewając się z własnego błędu przeprosił za jego omyłkową publikację.

Robert Gronkowski, który jest w USA popularny niczym Robert Lewandowski w Polsce, to gwiazda NFL grająca na pozycji skrzydłowego w zespole New England Patriots. Znany jest również jako rzecznik detergentu do prania produkowanego przez Procter & Gamble. W 2018 roku, użytkownicy Twittera i Instagramu – a wielu to dzieci lub nastolatki –  brali udział w tak zwanym #TidePodChallenge, w którym zjadali detergenty i publikowali filmy ze swoich prób w mediach społecznościowych. Sprawiło to, że marka znalazła się w ogólnokrajowym centrum uwagi ze wszystkich niewłaściwych powodów. Chociaż fakt ten nie był spowodowany przez samą „Tide Pod”, marka otrzymała złą prasę ze względu na ich zwykły związek z tą akcją, bo spowodowało to wiele obrażeń, a nawet kilka zgonów z powodu toksycznych chemikaliów obecnych w detergentach do prania. Procter & Gamble przedstawili Gronkowskiego w filmie, w którym zdecydowanie potępił konsumpcję Tide Pods. P&G uznało to za wielkie posunięcie, ponieważ Gronkowski był celebrytą, którego łatwo było rozpoznać wśród osób biorących udział w niebezpiecznym wyzwaniu.

Nie każda marka ma możliwości lub budżet, aby rekrutować i zatrudniać znaną osobę, taką jak Robert Gronkowski, ale każda marka może naśladować działania podjęte przez P&G. W przypadku mniejszych marek z mniejszymi budżetami reklamowymi taką „twarzą” może być dyrektor generalny, pracownik lub społeczność konsumentów, którzy mogą publicznie bronić reputacji marki, odcinając ją od działań grupy zewnętrznej.

Autor: Adam Białas, dyr. Agencji Core PR, dziennikarz, ekspert rynku.

Regiony wyprzedziły Warszawę w ilości wynajętej przestrzeni biurowej

W III kwartale 2020 r. największym zainteresowaniem najemców cieszył się Wrocław, który odpowiadał za 37% popytu brutto. Rynek wrocławski to także lider w ilości nowej podaży dostarczonej na rynek w III kwartale. W trzech nowych biurowcach przekazano najemcom do użytkowania prawie 49 000 m kw. powierzchni. W perspektywie następnych kilku kwartałów najdynamiczniej będą rosły rynki: krakowski i wrocławski, natomiast w 2021 r. Trójmiasto może przebić pułap 1 mln m kw. istniejących zasobów biurowych. Biorąc pod uwagę największe transakcje najmu wydaje się, że firmy z branży IT zdają się być najbardziej odporne na obecny koronakryzys.

Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP
Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Rynki regionalne aktualnie podlegają tym samym procesom ewaluacyjnym, co rynek w stolicy, choć naturalnie na mniejszą skalę. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w strukturze popytu, wskaźniku pustostanów czy wolumenie transakcji. W dłuższej perspektywie jednak, ośrodki regionalne, jak m.in. Kraków, Wrocław czy wyrosłe na czwartą potęgę regionalną Trójmiasto, które od strony biurowej wspierają rozwój sektora usług wspólnych, IT czy finansowego, nie stracą na swojej atrakcyjności. Trwająca pandemia spowodowała wprawdzie wstrzymanie ekonomicznego oddechu, a praca zdalna będąca naturalną konsekwencją, wywołała lawinę pytań o przyszłość biur, w naszej ocenie obecna sytuacja nie spowoduje jednak gwałtownego wyhamowania dalszego rozwoju rynków regionalnych, co najwyżej ich spowolnienia w następnych miesiącach. Liczne ośrodki akademickie, dobrze wykształcona kadra, rosnąca podaż nowoczesnej powierzchni biurowej, relatywnie niskie koszty najmu i pracy, a także postępujący trend near-shoring dla sektora usług będą czynnikami decydującymi o dużej atrakcyjności Polski na mapie Europy i miast regionalnych na mapie Polski- Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor ds. sektora biurowego & projektów strategicznych, BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec września 2020 r. całkowite zasoby biurowe na ośmiu największych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin) przekroczyły 5,7 mln m kw. Kraków, gdzie mieści się 1,52 mln m kw. powierzchni biurowej, co stanowi 26% całkowitego wolumenu biur istniejących w regionach, niezmiennie pozostaje liderem pod tym względem. Poziomem ponad 1 miliona m kw. może pochwalić się także Wrocław (ok. 1,2 mln m kw.), natomiast w pozostałych sześciu ośrodkach biurowych wielkość zasobów istniejącej powierzchni waha się od ok. 184 tys. m kw. w Szczecinie do ok. 900 tys. m kw. w Trójmieście.

W III kwartale br. oddano do użytkowania 14 nowych biurowców o łącznej powierzchni około 129 500 m kw. Najwięcej nowej podaży – 48 500 m. kw. – przypadło na rynek wrocławski, gdzie najemców przyjęły trzy nowe inwestycje: Centrum Południe (23 700 m kw.), I faza kompleksu West 4 Business Hub (14 400 m kw.) oraz City 2 (10 900 m kw.) w kompleksie City Forum. Obiekty te stanowią prawie 40% wolumenu nowej podaży zrealizowanej na ośmiu rynkach regionalnych w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Drugim rynkiem pod względem wielkości nowej podaży w III kw. 2020 r. jest Kraków z 38 200 m kw. powierzchni. Sektor biurowy w tym mieście powiększył się o cztery obiekty, m.in kolejną fazę kompleksu Podium Park (budynek B – 16 400 m kw.), etap B (12 800 m kw.) parku biurowego Zabłocie Business Park oraz Eastern Office Building (7700 m kw.) w kompleksie Unity Centre. Rynek w Trójmieście z 30 400 m kw. nowej powierzchni uplasował się na trzeciej pozycji. Sfinalizowane zostały trzy projekty w Gdańsku, z których największy, Wave A, mieści 23 600 m kw. nowej powierzchni biurowej. W ostatnim kwartale wzrost zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej zanotował również rynek łódzki, gdzie w sumie oddano do użytkowania 12 000 m kw. w trzech kameralnych biurowcach.

Chociaż w przeciągu ostatnich czterech lat rynki biurowe w regionach powiększyły się o 2 mln m kw. nowych zasobów, aktywność deweloperów wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Na koniec września na etapie budowy było 71 projektów o łącznej powierzchni biurowej ok. 800 000 m kw., z terminem ukończenia do 2023 r. Pod względem wielkości wolumenu nowej powierzchni w budowie prym wiodą: Kraków (ok. 24% wolumenu budowanych obecnie nowych zasobów) i Katowice (również ok. 24%).
W stolicy Małopolski największe z powstających obecnie biurowców to Kreo w strefie Południowy – Wschód oraz kolejny etap kompleksu Unity Centre – Unity Tower – w strefie Centrum. W Katowicach, które są wiodącym rynkiem Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej, powstaje 14 biurowców. Największym rozmachem mogą pochwalić się .KTW II, I faza Silesia 4 Business, Global Office Park, który po zrealizowaniu całego projektu zaoferuje niemal 50 000 m kw. biur oraz II faza kompleksu Face 2 Face, wszystkie usytuowane w największej w mieście i całym regionie strefie biurowej Korytarz DTŚ. We Wrocławiu, na który przypada ok. 13% realizowanej obecnie powierzchni biurowej, na etapie budowy jest Mid Point 71, mieszczący się na południowym obrzeżu ścisłego centrum miasta.

Do końca przyszłego roku najbardziej dynamiczny rozwój spodziewany jest w Krakowie i Wrocławiu, natomiast Trójmiasto może dołączyć do grona rynków regionalnych o wolumenie istniejących zasobów przekraczającym pułap 1 mln m kw. powierzchni biurowej.

Chociaż rynek stara się zachować racjonalny optymizm, wielkość popytu brutto w III kwartale i jego struktura w podziale na typy zawieranych umów odzwierciedlają niepokój spowodowany trwającym koronakryzysem. W okresie lipiec – wrzesień na ośmiu rynkach regionalnych wynajęto łącznie 126 500 m kw. powierzchni, czyli o 10% więcej niż w poprzednim kwartale, ale aż o prawie 40% mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. Kolejny kwartał z rzędu w strukturze najmu biur dominowały umowy odnowienia, na które przypadła ponad połowa wielkości popytu brutto. Wolumen umów podpisanych na nowe lokalizacje wyniósł ok. 36%, a około 17% dotyczyło powiększenia zajmowanej już powierzchni.

W III kwartale 2020 r. największym zainteresowaniem najemców cieszył się Wrocław, gdzie wynajęto ok. 46 000 m kw. powierzchni, czyli 37% wolumenu całkowitego popytu. Na drugim i trzecim miejscu pod względem ilości wynajętej powierzchni w III kwartale znalazły się: Trójmiasto (30 400 m kw.) i Kraków (25 400 m kw.). We Wrocławiu największe zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe pochodziło z sektora IT, który odpowiadał za ponad 60% wolumenu zawartych transakcji. W Trójmieście prawie połowa wynajętej powierzchni przypadł na sektor handlowy, natomiast w Krakowie za prawie 60% wolumenu podpisanych umów, mniej więcej w równych częściach, odpowiadały branża bankowa i handlowa.

Stopa pustostanów na 8 rynkach regionalnych osiągnęła poziom 11,9%, co w porównaniu z II kwartałem b.r. oznacza wzrost o 1,7 p.p., a w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. oznacza wzrost aż o 2,8 p.p. Duży wzrost powierzchni niewynajętej w III kwartale wynika między innymi z dostarczenia na rynek 129 500 m kw. nowej powierzchni, z czego najwięcej przypada na Wrocław i Kraków (odpowiednio 38% i 30% wolumenu). Najwyższe współczynniki powierzchni niewynajętej, wynoszące po 14,3% zarejestrowano we Wrocławiu i Łodzi (wzrost odpowiednio o 3,1 p.p i 1,1 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału), najniższy natomiast, wynoszący 7% odnotowano w Katowicach (wzrost o 0,9 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału). Rynek łódzki zanotował wzrost poziomu pustostanów ze względu na oddanie do użytkowania 12 000 m kw. powierzchni w trzech kameralnych biurowcach.

Nowe mieszkania w Poznaniu drożeją, ale wolniej niż w innych miastach

W Poznaniu w I półroczu 2020 r. na rynku pierwotnym wprowadzono do sprzedaży o 1/3 mniej nowych mieszkań niż pół roku wcześniej, a wolumen sprzedaży spadł w tym czasie o prawie 36%. To pierwsze oznaki wpływu pandemii COVID-19 na rynek nieruchomości w stolicy Wielkopolski. Mimo wyhamowania sprzedaży, wzrost cen mieszkań nie ominął żadnej dzielnicy miasta, wskazuje Emmerson Evaluation na podstawie danych z bazy Evaluer.

Średnio za mkw. nowego mieszkania w Poznaniu w pierwszej połowie roku trzeba było zapłacić rekordowe 7 802 zł. To o 5,2% więcej niż jeszcze pół roku wcześniej. – Lokale z pierwszej ręki w ciągu dwóch lat podrożały o 8%. To jeden z najniższych wzrostów spośród analizowanych przez nas największych polskich aglomeracji – zauważa Tomasz Kaźmierski, Business Development Director w Emmerson Evaluation.

Poznań znalazł się dość nisko w zestawieniu najdroższych rynków pierwotnych. Według średniej ceny za metr plasuje się na 3. miejscu od końca wśród 9 poddanych analizie miast. Tańsze okazały się tylko Katowice i Łódź.

Droższe mieszkania we wszystkich dzielnicach

Rosnące ceny poznańskich mieszkań były bezpośrednim efektem aktywności deweloperów sprzed epidemii. Analitycy Emmerson Evaluation odnotowali podwyżki we wszystkich dzielnicach miasta. Najdroższe lokale znajdowały się w dzielnicy Wilda, gdzie mkw. kosztował średnio 8 348 zł. W dzielnicy Nowe Miasto nowe lokale osiągnęły średnią cenę 7 888 zł/mkw. Na podium najdroższych dzielnic znalazły się też Jeżyce (7 837 zł/mkw).

Dzielnica Średnia cena za mkw. w I półroczu 2020 r.
Wilda 8 348 zł
Nowe Miasto 7 888 zł
Jeżyce 7 837 zł
Stare Miasto 7 759 zł
Grunwald 7 410 zł
Źródło: Baza Evaluer  

 

Najniższe ceny w Poznaniu odnotowano w dzielnicach Stare Miasto (7 759 zł/mkw) i Grunwald – tam w I pół. 2020 r. cena za nowe mieszkanie wyniosła 7 410 zł/mkw. Najmocniej natomiast wzrosły ceny na terenie Nowego Miasta (o 8,4%) i Jeżyc (7,1%). Najmniejszą dynamiką cen w analizowanym okresie charakteryzowało się Stare Miasto (wzrost o 1,2%).

Perspektywy dla poznańskiego rynku nieruchomości

W pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. w stolicy Wielkopolski sprzedaż nowych mieszkań spadła o 36% w porównaniu do II połowy 2019 r. To jeden z pierwszych symptomów wpływu koronawirusa na rynek nieruchomości, któremu uległa większość aglomeracji analizowanych przez Emmerson Evaluation. Deweloperzy nie rezygnują jednak z uruchomiania nowych inwestycji. Według danych GUS w okresie od stycznia do czerwca wydano o 1,9% więcej pozwoleń na budowę niż w okresie w okresie lipiec-grudzień 2019 r.

Na podstawie liczby wydanych pozwoleń można wnioskować, że w najbliższych miesiącach nie powinniśmy spodziewać się gwałtownego ograniczenia podaży w stolicy Wielkopolski. Rozwój rynku pierwotnego w tym mieście będzie zależny od tego, jak cały kraj stawi czoła drugiej fali pandemii, którą zaczynamy coraz dotkliwiej odczuwać. Mniejsza sprzedaż może także skłonić deweloperów do rozważenia obniżek cen – zauważa ekspert Emmerson Evaluation

Środki pomocowe dla przedsiębiorstw ze wsparciem BGK

W trudnym bieżącym okresie, gdzie wiele podmiotów ma trudności z pozyskaniem i odnowieniem finansowania, ciągle istnieje możliwość zabezpieczenia dodatkowego z Funduszu Gwarancji Płynnościowych Banku Gospodarstwa Krajowego. Wiele firm skorzystało ze wsparcia tarczy antykryzysowej i z programów oferowanych przez Polski Fundusz Rozwoju, co z pewnością zaspokoiło w większości ich potrzeby bieżące. Jednak niebawem może się okazać, że to zbyt mało, aby radzić sobie na rynku.

Wielu ekspertów uważa, że obecne wydarzenia mogą wróżyć nie do końca stabilną sytuację gospodarczą w nadchodzącym roku. Mając na uwadze bieżące zachowania banków, obserwujemy zainteresowanie transakcjami wyłącznie dobrze zabezpieczonymi. Pomijając typowe finansowanie kredytem obrotowym, z którego korzysta zwykle większość podmiotów, ciągle nie widzimy rosnącego apetytu na finansowanie w postaci faktoringu.

W 2019 roku polski rynek faktoringu urósł wprawdzie o 21 proc. w porównaniu do poprzedniego roku, jednak ciągle nie jest porównywalny do innych rynków na świecie. A szkoda, bo faktoring jest doskonałym rozwiązaniem pozabilansowym, więc firmy powinny być nim zainteresowane. Co ciekawe, rzadko jest wykorzystywany w eksporcie, co z pewnością pomogłoby potwierdzić wiarygodność nieznanych kontrahentów i zwiększyć bezpieczeństwo transakcji.  Wiele firm faktoringowych, które są członkami międzynarodowego zrzeszenia faktorów, oferuje bezpłatny wywiad lokalny nawet w dość egzotycznych krajach. To duża zaleta przy rozszerzaniu eksportu i ograniczaniu ryzyka transakcji oraz kursowego.

Ochrona przed utratą płynności

Nadal największym zainteresowaniem wśród przedsiębiorców cieszy się faktoring pełny, który jest szczególnie ważny w aktualnej sytuacji pandemii. To rozwiązanie chroni firmy przed ryzykiem utraty płynności i doskonale eliminuje zatory płatnicze. Okazuje się, że faktoring pełny jest najczęściej stosowany w firmach o profilach produkcyjnym i dystrybucyjnym. Zastanawiające jest natomiast to, że nadal nie jest zbyt popularny w firmach transportowych, budowlanych czy usługowych.

Warto podkreślić, że istnieje wiele możliwych wariantów budowania relacji firmy z kontrahentami z wykorzystaniem faktoringu. Zaliczają się do tego na przykład programy związane z budowaniem kanałów dystrybucji i działań lojalnościowych. Faktoring pełny to również doskonały sposób na prowadzenie działań z zakresu stock financing.

Zabezpieczenie do 80 proc. wartości limitu faktoringowego

Faktoring daje dużo możliwości, które na naszym rynku są wykorzystywane raczej przez firmy z segmentu korporacyjnego, natomiast nie są popularne w innych segmentach przedsiębiorstw. Teraz jest to tym bardziej łatwe, ponieważ do końca roku firmy mogą korzystać z gwarancji BGK, który zabezpiecza do 80 proc. wartości limitu faktoringowego. Program dostępny jest dla wszystkich firm bez względu na wielkość przychodów i branże.

Oferta gwarancji faktoringowych jest jednym z elementów pakietu pomocowego BGK dla polskich przedsiębiorców i ma ograniczyć negatywne skutki pandemii COVID-19. Całkowita wartość limitów zabezpieczonych przez BGK może wynieść 14,4 mld zł, a udzielonych gwarancji 11,5 mld zł. Oferta powstała przy współpracy z Polskim Związkiem Faktorów. Ta formuła dzielenia ryzyka pomiędzy faktorów a BGK jest zupełnie nowa. Program umożliwia firmom korzystniejsze od standardowych warunki finansowania np. niższe koszty, wyższe limity czy udzielenie limitu faktoringowego na dłuższy okres. Z programu gwarancji faktoringowych przedsiębiorcy mogą korzystać do końca 2020 r. Rynek spodziewa się wzrostu zapotrzebowania na takie finansowanie z uwagi na wolniejsze odbicie gospodarki w ostatnim kwartale i skutki pandemii odzwierciedlające się w wynikach finansowych podmiotów.

250 mln zł na pokrycie kredytu

Gwarancje płynnościowe oferowane przez BGK to również znane już gwarancje de minimis na spłatę kredytów dla firm niezależnie od branży. Gwarancje obejmują spłatę kapitału bez odsetek i kosztów związanych z udzieleniem finansowania. Prowizja za jej udzielenie gwarancji wynosi od 0,25 proc. do 1,15 proc. i jest uzależniona od wielkości firmy oraz czasu, na jaki zaciągany jest kredyt. Udzielana jest na finansowanie do 24 miesięcy. Zabezpieczenie stanowi weksel własny kredytobiorcy. Maksymalna kwota gwarancji to 200 mln zł, zaś maksymalna wielkość kredytu — 250 mln zł. BGK w systemie gwarancji zabezpiecza do 80 proc. kwoty na okres do 27 miesięcy (24 + 3 miesiące). Wszystkie produkty związane z gwarancjami płynnościowymi oferowanymi przez BGK są dystrybuowane przez banki i firmy faktoringowe, które podpisały umowy z bankiem BGK.

Pomoc specjalistów

Faktoring jest zawsze lepszą opcją w porównaniu do finansowania kredytem, co jest istotne z uwagi na pozabilansowość. Szczególnie w przypadku tych firm, które są zobowiązane do utrzymywania odpowiednich wskaźników zadłużenia ze względu na np. kredyt inwestycyjny lub inne produkty kredytowe. Jednak zrozumiałe jest, że w obecnej sytuacji przedsiębiorcy mogą nie nadążać nad szybko zmieniającymi się przepisami oraz programami pomocowymi. Dlatego ważne jest korzystanie z pomocy doświadczonych specjalistów w zakresie wyboru najlepszej formy finansowania. To zadanie wydaje się dziś szczególnie ważne, gdy patrzymy na otoczenie rynkowe i sytuację gospodarczą i związaną z bezpieczeństwem firm w sytuacji COVID-19.

Autor: Benedykt Wiśniewski , partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Sytuacja początkujących specjalistów IT na rynku pracy w 2020 roku

Ten rok nie jest łatwy dla młodych, początkujących specjalistów IT. Pandemia koronawirusa zahamowała wzrost zarobków i rozwój ich kariery, wstrzymała rekrutacje na stanowiska juniorskie, kosztem poszukiwania przez firmy doświadczonych pracowników.  Do 30 proc. juniorów w branży nie zarabia obecnie więcej niż 3 tys. zł na rękę, a pensje blisko 80 proc. nie przekraczają 5 tys. zł netto. Aż 77 proc. juniorów uważa, że znalezienie pracy w IT jest trudne – wynika z najnowszego raportu portalu z ogłoszeniami o pracę dla branży IT No Fluff Jobs.

Zarobki juniorów – oczekiwania a rzeczywistość77 proc juniorów ma lub miało ostatnio problem ze znalezieniem pracy

Połowa początkujących specjalistów IT  (niezależnie od płci) zarabia między 3 a 5 tys. zł netto, ale pensje aż jednej trzeciej nie przekraczają dolnych widełek. Zarobkami powyżej 8 tysięcy zł netto może pochwalić się jedynie 2 proc. juniorów ankietowanych przez portal No Fluff Jobs we wrześniu i październiku tego roku. Spośród pytanych, ile chcieliby zarabiać, niemal połowa zadeklarowała kwotę pomiędzy 5 a 8 tys. zł netto. Z kolei pensją w przedziale między 3 a 5 tys. zł netto zadowoliłoby się 45 proc. kobiet i 32 proc. mężczyzn.  O zarobkach powyżej 8 tys. zł netto marzy ponad 13 proc. mężczyzn i tylko 5 proc. kobiet.

Liczą się umowa o pracę i możliwości rozwoju

Z ankiety No Fluff Jobs wynika, że najbardziej pożądaną formą zatrudnienia przez juniorów jest umowa o pracę – takiej odpowiedzi udzieliło 71 proc. ankietowanych. Z kolei umowę zlecenie, jak i umowę B2B jak pierwszy wybór wskazuje ten sam odsetek początkujących – po 14 proc.

Czego młodzi specjaliści IT oczekują od pracodawców? Aż dla 97 proc. juniorów najważniejsze są możliwości rozwoju, a dla 80 proc. atmosfera w pracy. Najmłodsi stażem specjaliści IT liczą także na sukcesywny wzrost zarobków (65 proc. respondentów), równie ważna jest dostępność szkoleń (57 proc.) czy szansa na awans (54 proc.). Na dodatkowych benefitach zależy tylko co piątemu juniorowi.

Studia informatyczne i kursy programowania są podstawowym źródłem wiedzy dla juniorów w branży IT. 33 proc. uczyło się programowania na studiach licencjackich, a jedynie 7 proc. kontynuuje naukę na magisterskich. Uczestnictwo w kursach zadeklarowało 30 proc. młodych specjalistów, a 16 proc. zawodu uczyło się w szkołach programowania.

Juniorom coraz trudniej znaleźć wymarzoną posadę

Raport No Fluff Jobs pokazuje niepokojącą tendencję, na którą mogła wpłynąć pandemia i czasowe wstrzymanie rekrutacji juniorów.  – Aż 77 proc. respondentów na poziomie Junior miało lub ma problem ze znalezieniem pracy w branży.  Blisko połowa ankietowanych, nadal szuka pracy. Optymizmem napawają dane od tych, którzy zatrudnienie już znaleźli. Większości z nich (24 proc.) zdobycie pracy zajęło niespełna 3 miesiące, a maksymalnie pół roku szukało jej kolejne 8 proc. ankietowanych – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Juniorzy skarżą się między innymi na bardzo mały wybór ofert, dużą konkurencję na jedno miejsce i wysokie wymagania pracodawcy względem osób młodych stażem. Trudność stanowi też często brak doświadczenia komercyjnego, choć – jak wynika z ankiety – 47 proc. początkujących programistów ma już na swoim koncie przynajmniej jeden zrealizowany projekt komercyjny.

Zdalne rekrutacje i zdalna praca

Pandemia koronawirusa zmieniła rynek pracy – wiele firm nie wróciło do stacjonarnych form pracy, także pozyskiwanie nowych pracowników odbywa się online. Z badania No Fluff Jobs wynika, że aż 41 proc. juniorów w ostatnich kilku miesiącach, kiedy życiem zawodowym i społecznym rządzi koronawirus, brało udział w rekrutacjach zdalnych. Co trzeci młody specjalista IT dobrze ocenia przygotowanie firm do procesu rekrutacji na odległość, ale niektórzy mają też pewne zastrzeżenia co do przekazywanej przez rekruterów informacji zwrotnej, liczby stanowisk juniorskich i przygotowania do rozmów z kandydatami. Aż 2/3 juniorów pozytywnie ocenia pracę zdalną, a co czwarty wskazuje, że wykonywanie obowiązków spoza biura podnosi jego efektywność.

– Miejsce pracy nie determinuje jej jakości. Znajdziemy porównywalną ilość zwolenników i przeciwników tak pracy zdalnej, jak i pracy stacjonarnej. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji, a także warunków do pracy w trybie home office. Z naszych doświadczeń wynika, że choć przybywa ofert w trybie całkowicie zdalnym i skuteczność tych rekrutacji jest większa, to jednak nie wszyscy chcą i mogą pracować w trybie zdalnym – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Prognozy są optymistyczne?

Raport o sytuacji początkujących specjalistów IT na rynku pracy w 2020 roku od No Fluff Jobs wskazuje, że choć na ścieżce do pierwszej pracy i zdobywania doświadczenia w branży zawsze było mnóstwo zakrętów i wybojów, to w tym roku, na tej już i tak mocno problematycznej trasie, pojawiły się dodatkowe przeszkody,  jakimi są skutki pandemii koronawirusa. Skupienie się firm na poszukiwaniu doświadczonych pracowników oraz zaciekła rywalizacja o stanowisko to problemy, z jakimi mierzą się mniej doświadczeni kandydaci. Co czeka juniorów w najbliższej przyszłości? No Fluff Jobs w swoim raporcie pokusiło się o kilka prognoz:

Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs: Wymuszona przez pandemię przyspieszona cyfryzacja usług, zwiększone zapotrzebowanie na pracę zdalną oraz szybkość, z jaką firmy chcą realizować projekty, sprawiają, że skurczyła się przestrzeń dla juniorów na rynku pracy. Firmy szukające pracowników walczą o skończone zasoby doświadczonych programistów coraz bardziej zaciekle. Warto pamiętać o tym, że każdy doświadczony specjalista był kiedyś juniorem. Budowanie kompetencji młodszych stażem programistów to długoterminowa inwestycja w rozwój całej branży. Nie ma innej drogi do zwiększenia liczby doświadczonych specjalistów IT.

Aleksandra Kubicka, HR BP, No Fluff Jobs:  Wyniki naszego badania jasno wskazują na to, że pandemia zmieniła rynek pracy. Zmniejszenie ilości otwartych rekrutacji wśród stanowisk juniorskich wymusza zmianę podejścia do zdobywania i podnoszenia kompetencji u początkujących w branży IT. Gdy połowa juniorów obecnie szuka pierwszej pracy, nie wystarczy już skończyć szkoły czy kursu programowania. Warto zainwestować w umiejętności, które mogą się okazać asem w rękawie podczas rekrutacji. Mówię tutaj przede wszystkim o umiejętnościach technicznych, choć nie tylko. Motywacja do nauki i dążenie do ciągłego rozwoju zawsze są w cenie. Jako junior, warto nieustannie rozwijać swoje skille i budować portfolio np. pisząc proste aplikacje czy rozwiązując zadania na portalach pozwalających szlifować swoje umiejętności z danego języka programowania takich jak HackerRank. Warto również poznać wzorce projektowe i kluczowe zasady programowania, np. DRY, KISS i SOLID. Oczywiście nie bez znaczenia pozostają umiejętności miękkie takie jak komunikatywność, umiejętność współpracy w zespole czy samodzielność.

Karolina Pawłowska, Senior Tester i współautorka książki “Podróż przez świat testowania”: W najbliższych latach sytuacja może być podobna do obecnej. Jakość oprogramowania cały czas zyskuje na znaczeniu, więc specjaliści z tego zakresu będą potrzebni. Wiele firm działa i będzie działać w trybie zdalnym, przez co doceniane będą umiejętności miękkie. Zatrudniane będą osoby, które potrafią skutecznie się komunikować, zadawać trafne pytania oraz szybko się uczyć. Coraz bardziej pożądana będzie niezależność i samodzielność junior testera, a jednocześnie umiejętność pracy w zdalnym zespole.

Olga Stefaniuk, Frontend developer, koordynatorka girls.js w Krakowie, autorka bloga “Sowa Programuje”: Zdalne wdrażanie juniorów może być trudniejsze, ale przy dobrej organizacji jest najbardziej możliwe. Ważne, by od początku zachęcać taką osobę do zadawania pytań w razie niejasności co do powierzonych zadań. Konsultowanie na bieżąco kolejnych etapów pracy nad jakąś funkcjonalnością lub ticketem pozwala na wychwycenie błędnego toru na wczesnym etapie, bądź nakierowanie na optymalne rozwiązania. Wszelkie wskazówki oraz code review będą dla takiej osoby nieocenione.

Monika Pudło, Pega: Za sukcesem organizacji stoją ludzie, a za tym największym różnorodne zespoły, także pod kątem doświadczenia. To co często charakteryzuje juniorów, to ogromna chęć do nauki, zapał i otwarta głowa. Swoją postawą i pozytywnym podejściem zarażają innych, a to dobrze wpływa na dynamikę zespołu. Kluczem do sukcesu w zatrudnieniu juniora jest odpowiednio zaplanowane wdrożenie. Musimy mieć pewność, że nowo przyjęty junior będzie mieć swój indywidualny plan na rozwój, nad którym czuwa manager oraz mentor. Włączenie całego zespołu w proces onboardingu pomoże każdej ze stron. Każdy powinien znać swoją rolę w tym procesie. Dzięki temu wszyscy mogą odnieść z tego najlepsze dla siebie korzyści – seniorzy satysfakcję z dzielenia się wiedzą, a kompleksowo wdrożeni juniorzy, w konsekwencji dużą wartość do zespołu, i to szybciej niż byśmy się tego spodziewali. Ponadto mentoring prowadzony przez seniorów jest dla nich świetną okazją do rozwoju umiejętności miękkich, co jest nieodzowne na tym etapie rozwoju ich kariery.

Magda Markocka, JAMF: Ludzie z mniejszym doświadczeniem zawodowym wnoszą do zespołu nową energię, pomysły, są otwarci na zdobywanie wiedzy oraz poznawanie nowych narzędzi. Sami niejednokrotnie proponują wiele rozwiązań, które nie były do tej pory wdrożone lub po prostu nikt wcześniej się nad nimi nie zastanawiał. W interakcji z zespołem wymiana doświadczeń występuje w dwie strony i dzięki temu nawet bardziej doświadczeni pracownicy mogą czerpać z tego korzyści. W kontakcie rekruterów z Juniorami najlepiej być transparentnym i od razu przekazywać wszystkie informacje, zwłaszcza dotyczące dalszej ścieżki kariery czy możliwości rozwoju.

Metodologia:

Raport No Fluff Jobs powstał na bazie odpowiedzi ankietowych od 2100 specjalistów IT z Polski na poziomie junior lub stażysta. Ankietę przeprowadzono we wrześniu i październiku 2020 roku przy użyciu narzędzia online, a jej celem była diagnoza sytuacji zawodowej początkujących pracowników w sektorze IT. Błąd statystyczny w badaniu wynosi 2%.

Marcin Roszkowski: inny porządek

Przez pierwsze 20 lat po przemianach ustrojowych, które zaszły po roku 1989 wydawało nam się, że Polska znalazła się na peryferium światowych wydarzeń. Myślenie to dopełniało przesłanie Francisa Fukuyamy mówiące o „końcu historii” mającym nastać wraz z upadkiem „żelaznej kurtyny”, Układu Warszawskiego, a w efekcie całego zła w postaci Związku Sowieckiego. W świadomości Polaków jawiliśmy się jako państwo zbyt małe, aby odgrywać znaczącą rolę w światowej grze mocarstw. Postrzegani byliśmy jako zwyczajny przeciętniak. Przeciętność ta dawała nam jednak względne poczucie bezpieczeństwa. Wpływy z Zachodu zaczęto postrzegać jako „ofensywa dobra i nowoczesności”. Wszystko co nam dostarczał Zachód miało być lepsze i stanowić wzór do naśladowania. Naszym celem stało się bycie „Zachodem” w pełnym tego słowa znaczeniu, a przynajmniej jego młodszym bratem. Chcieliśmy być zachodnią gospodarką, żyć według zachodnich standardów i czuć się bezpiecznie jak zachodnie społeczeństwa. Kierunkiem naszych dążeń było NATO stanowiące podstawę bezpieczeństwa oraz Unia Europejska mająca stać się gwarantem naszego przyszłego ekonomicznego bogactwa. Szczególnie usilnie spoglądaliśmy na USA, które w nieodległej przyszłości stały się naszym najbliższym aliantem. Świat wydawał się niezbyt skomplikowany, jednak jedynie z pozoru. Szybko okazało się, że przestrzeń pozostawioną po upadłych sowietach i komunizmie zastąpiły lokalne siły, które nie miały analogicznych do polskich aspiracji. Zjawisko to sparafrazował doskonale amerykański historyk Robert Kagan w swojej książce „Dżungla Odrasta”. Ameryka jako hegemon zaczęła napotykać praktycznie w każdym zakątku świata opór, nie scentralizowany jak poprzednio, tylko rozproszony i lokalny. Jako próbę wyjścia z impasu George W. Bush stworzył pojęcie „Osi Zła”, do której zaliczył Iran, Irak oraz Koreę Północną. Ten zabieg działał na potrzeby wojny z terroryzmem, ale nie tylko wojna klasyczna była efektem podważania roli hegemona.

Poza działaniami zbrojnymi, Stany Zjednoczone zaczęły coraz chętniej korzystać ze swojej siły gospodarczej, wykorzystując między innymi uzależnienie świata od dolara pozostającego główną walutą rezerwową świata, w której rozliczna jest większość transakcji międzynarodowych. Poza „gorącymi wojnami” coraz częściej byliśmy świadkami wojen mniej spektakularnych, jednak znacznie bardziej brzemiennych w skutkach dla całych społeczeństw-wojen handlowych i walutowych.

Proces globalizacji świata postępuje nieubłaganie. Interesy ekonomiczne mieszają się z interesami politycznymi. Często pozostają one w sprzeczności. Czasem uderzają w podmioty, które nie są w nie bezpośrednio zaangażowane. Pomimo faktu przynależności do międzynarodowych sojuszy militarnych oraz organizacji gospodarczych nieustannie jako państwo doświadczamy krzyżowania się różnych interesów. Doskonałym przykładem jest budowa gazociągu Nord Stream 2 łączącego Rosję oraz Niemcy. Projekt ten pomimo faktu nazywania go przez obie strony projektem ekonomicznym, nacechowany jest mocno politycznie, zwłaszcza jeżeli przyjrzymy się polityce zagranicznej, jaką Federacja Rosyjska prowadzi wobec swoich sąsiadów. Gruzja, Ukraina, a ostatnio także Białoruś niejednokrotnie doświadczyły krwawej polityki rosyjskiej.

Działa to także w drugą stronę. Polityka światowa wpływa na naszą gospodarkę. Polskie przedsiębiorstwa narażone są na ryzyko strat przez globalne wojny handlowe. Jedna z największych polskich firm KGHM, która podpisała wielomiliardowe kontrakty z chińskimi przedsiębiorcami na eksport między innymi miedzi, może utracić rynek chiński przez spory polityczne, które nie dotyczą sektora metali półszlachetnych. Embarga, wojny handlowe ograniczają dostęp do rynku chińskiego.

Trudnością jaką niosą za sobą procesy globalizacyjne pozostaje dla Polski struktura polskiego długu, który w dużym udziale nie jest oparty o kapitał lokalny, polski.

Świat przestał być czarno-biały. Na naszym polskim poletku wciąż trwają podziały, określane przez wielu socjologów jako wybór pomiędzy frakcją „pro amerykańską” a „pro niemiecką”. Inaczej można to określić jako kierunek atlantycki oraz kierunek europejski. Tylko czy rzeczywiście świat tak wygląda? Wspólna kolacja ambasador USA Georgette Mosbacher i ambasadora RFN Arendta Freytaga von Loringhovena, która, sądząc po relacjach zdjęciowych zamieszczonych przez obydwu dyplomatów na Twitterze przebiegała w kordialnej atmosferze, przeczy nieco wykreowanemu medialnie wizerunkowi. Obie strony mają swoje partykularne interesy często ścierające się ze sobą oraz doprowadzające do różnorakich zgrzytów, jednak tam gdzie poglądy są zbieżne prowadzone są konieczne rozmowy. W polskich realiach, jak mogliśmy przeczytać, tematyką łączącą obydwa podmioty pozostaje zagadnienie praworządności (sic!), a także udział zarówno Niemiec, jak również USA w funkcjonowaniu inicjatywy Trójmorza i wolność mediów w Polsce (sic!).

Polska potrzebuje stabilnej sytuacji geopolitycznej, aby móc gospodarczo wzrastać. Nasze położenie wskazuje, że w czasie pokoju, pozostając pomostem pomiędzy wschodem oraz zachodem, północą i południem mamy niebagatelną rolę do odegrania. Projekty infrastrukturalne jak Via Baltica czy Via Carpatia pokazują, że coraz mocniej zwracamy uwagę na nasze strategiczne położenie. Pisał już o tym profesor Zbigniew Brzeziński w swoim dziele pt. „Wielka Szachownica”, nazywając region Europy Środkowej obszarem węzłowym świata, gdzie przecinają się różne szlaki komunikacyjne, skąd kontrolować można ruchy wielu graczy, w tym Rosji i Chin. Polska i Polacy potrzebują czasu, aby się bogacić i wzmocnić. Dopiero wtedy sukcesywnie wzrastać będzie nasza pozycja w międzynarodowej układance interesów, intryg i sporów. Bardziej zasobne państwo zawsze ma większe możliwości oddziaływania na otaczającą rzeczywistość, również w momentach kryzysowych, których przed nami na pewno będzie jeszcze sporo.

Marcin Roszkowski, prezes, Instytut Jagielloński

Ponad 90 proc. Europejczyków deklaruje, że chciałoby zrobić więcej, aby wspierać selektywną zbiórkę i recykling

Zdecydowana większość Europejczyków twierdzi, że po pandemii COVID-19, działania związane z ochroną środowiska będą ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – wynika z  sondażu przeprowadzonego w czternastu krajach europejskich przez agencję badawczą LUCID. Coraz większe znaczenie tematów środowiskowych wiąże się także ze zwiększeniem wysiłków w zakresie selektywnej zbiórki i recyklingu odpadów. Badania odbywały się we współpracy z inicjatywą Każda Puszka Cenna (eng. Every Can Counts), która ma na celu zwiększenie świadomości na temat korzyści płynących z recyklingu aluminiowych puszek po napojach.

„Wyniki badania pokazują, że rośnie świadomość potrzeby selektywnej zbiórki i recyklingu jak największej ilości odpadów, a pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła ten proces. Konsumenci zdają sobie sprawę, jak naglący jest to problem i są gotowi dołożyć swoich starań do stworzenia prawdziwej gospodarki o obiegu zamkniętym” – powiedział dyrektor Every Can Counts Europe, David Van Heuverswyn.

Pomimo spowolnienia gospodarczego spowodowanego COVID-19, 52% ankietowanych Europejczyków nie uważa wyzwań stojących przed gospodarką za ważniejsze niż ochrona środowiska naturalnego. Dwóch na trzech stwierdziło, że selektywna zbiórka i recykling odpadów to powszechny obowiązek i istnieje pilna potrzeba wzmocnienia działań w tym zakresie.

Polacy także przykładają dużą wagę do środowiska naturalnego. 62% badanych z Polski stwierdziło, że w trakcie pandemii segregowało odpady częściej niż zwykle. Jednocześnie aż 35% badanych dostrzegło utrudnienia związane z segregacją odpadów. Co ciekawe, my także przedkładamy ochronę środowiska nad kwestie gospodarcze. Zaledwie 47% Polaków stwierdziło, że gospodarka ma większy priorytet niż środowisko naturalne. To wynik niższy niż w Hiszpanii (60%), Wielkiej Brytanii (57%) czy Rumuni (56%).

              “Przejście na gospodarkę obiegu zamkniętego to słuszny kierunek i na szczęście coraz więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Odpadem, który już teraz funkcjonuje w myśl zasad GOZ są puszki aluminiowe. Opakowania te można poddawać recyklingowi w nieskończoność, ale żeby tak się stało muszą trafić w odpowiednie miejsce. To może być zarówno punkt skupu metali, żółty pojemnik na odpady czy punkt selektywnej zbiórki odpadów. Najtrudniej odzyskać te puszki, które trafią do odpadów zmieszanych. Dlatego tak ważna jest segregacja. Pamiętajmy, że możemy dać puszkom szansę na drugie życie i tym samym ograniczyć nasz wpływ na środowisko naturalne.” – podkreślił Bartłomiej Wojdyło, Członek Zarządu Fundacji RECAL.

W Polsce już dzisiaj zbieramy 80% puszek aluminiowych, ale wizją programu Każda Puszka Cenna jest aby 100% puszek po napojach konsumowanych w Europie trafiało do recyklingu. Podobne oczekiwanie wyraziło 90% respondentów sondażu LUCID.

Notka badawcza:

Badanie objęło 13 793 respondentów w wieku powyżej 16 lat, równomiernie zróżnicowanych pod względem wieku i płci w 14 krajach, w których Każda Puszka Cenna prowadzi działania (Belgia, Serbia, Austria, Węgry, Grecja, Rumunia, Polska, Czechy, Irlandia, Holandia, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Francja) w dniach od 5 sierpnia do 14 września 2020 r.

7Levels uplasował emisję akcji serii D. Krakowski producent i wydawca gier pozyskał 1,6 mln zł

7Levels, krakowski producent i wydawca gier, przydzielił akcje oferowane w drugiej publicznej ofercie akcji. Zdobyte fundusze zostaną przekazane m.in. zwiększenie zespołu odpowiadającego za rozwój kolejnego autorskiego tytułu oraz poszerzenie działalności wydawniczej.

Wyniki napawają nas optymizmem – inwestorzy wsparli nas funduszami, które pozwolą na realizację naszych planów związanych z wynikami emisji akcji serii D. Niezwłocznie podjęliśmy czynności związane z rejestracją akcji i dopuszczeniem ich do obrotu na giełdzie NewConnect. – skomentował Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Zebrane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na zwiększenie zespołu tworzącego najnowszą grę 7Levels. Prototyp gry został zaprezentowany wybranym wydawcom i już na bieżącym etapie zebrał pozytywne oceny. Tytuł ma do zaoferowania graczom rozbudowaną opowieść, zróżnicowane zadania, nietuzinkowe zagadki logiczne oraz walkę z wymagającymi przeciwnikami. Gra przeznaczona będzie dla nieco starszego odbiorcy niż dotychczasowe produkcjei będzie przedstawiona w charakterystycznym dla spółki widoku 2,5D.

– Produkcja naszego najnowszego tytułu potrwa co najmniej do przełomu 2021 i 2022 roku, i w zależności od etapu, pracuje nad nią od kilku do kilkunastu osób. Pragniemy powiększyć zespół o co najmniej kilku specjalistów, zasilając zarówno zespoły grafików, developerów, jak i designerów. Zarazem kontynuujemy pracę nad projektem GameINN, który wg naszych szacunków przyspieszy pracę nad przyszłymi projektami od 10 do nawet ponad 20%. Ostateczny finisz projektu szacujemy na wrzesień 2022 roku. – kontynuuje.

Ostatni kwartał 2020 stanowi okres premier w sektorze gier i nie inaczej będzie w przypadku 7Levels. Do końca roku spółka planuje minimum dwie premiery na Nintendo Switch oraz nie wyklucza debiutu gry Jet Kave Adventure na nowych platformach.

– Pracujemy nad dwoma premierami, które mają zadebiutować jeszcze w tym roku na konsoli Nintendo Switch, a także nad portem Jet Kave Adventure na komputery osobiste i konsole Xbox. – kończy wiceprezes 7Levels.

Złoty kontynuuje fatalną passę

Rynki finansowe przeżyły w tym tygodniu brutalne zderzenie z pandemiczną rzeczywistością a inwestorzy zostali zmuszeni do ponownej wyceny perspektyw wzrostu gospodarczego. Szok zdaje się jednak ustępować i inwestorzy swoją uwagę przenosić będą na dzisiejsze posiedzenie EBC i przyszłotygodniowe wybory prezydenckie w USA.

Kilkuprocentowemu załamaniu na europejskim rynku akcji i ostrym zniżkom kursu ropy towarzyszy stosunkowo przytłumiona reakcja rynku walutowego. Przynajmniej w przestrzeni G-10. Eurodolar utrzymał ubiegłotygodniowy przedział wahań 1,17 -1,19. Ba, pomimo gwałtownego spadku poniżej ważnego pułapu 1,18 nie został on poważnie zagrożony. GBP/USD szybko odbił ponad 1,30. USD/JPY pozostaje nisko i umocnienie jena powinno w najbliższych dniach postępować.

W zdecydowanie poważniejszych tarapatach jest złoty i poza zdecydowanym zwycięstwem Joe Bidena wytrącającym Trumpowi z ręki możliwość kontestowania wyniku wyborów i przybliżającym pakiet fiskalny trudno widzieć szanse na odmianę tego stanu rzeczy. EUR/PLN puka do wiosennych szczytów 4,63 i wszystko wskazuje, że lada moment wyjdzie na nowe maksima. Złą wróżbą jest fakt, że PLN w najmniejszym stopniu nie odrabia strat.
Dzisiejsze posiedzenie EBC ma miejsce w newralgicznym momencie. W III kwartale poprawa koniunktury w strefie euro przebiegała znacznie szybciej niż spodziewali się tego decydenci. Gwałtowne załamanie sytuacji epidemicznej nie pozostawia jednak szans, by w komunikacji EBC wybrzmiały optymistyczniejsze tony. Odwrotnie: ryzyka znów przeważają a sięgnięcie po dodatkowe wsparcie koniunktury staje się nieodzowne.

Sytuacja epidemiczna wymyka się spod kontroli w kolejnych państwach i rządy Włoch, Hiszpanii a następnie Francji i Niemiec kierują się ku nowym obostrzeniom. Obawy o kolejny kolaps wzrostu są żywotne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Październik nie jest jednak optymalnym terminem na ogłaszanie zmian. Na kolejnym posiedzeniu Rada Prezesów będzie przecież znać nowe prognozy. Niewiadomymi są oczywiście także przebieg negocjacji brexitowych oraz wynik wyborów prezydenckich w USA. Wartość ratunkowego PEPP (750 + 600 mld euro) jest wystarczająca by w obecnym a nawet bardziej intensywnym tempie skupować aktywa. Zwiększenie skali i wydłużenie ilościowego luzowania są dla rynków finansowych scenariuszem bazowym.
Perspektywa samego rozszerzenia i wydłużenie skupu aktywów nie jest realnym zagrożeniem dla euro. Stanie się nim dopiero chęć obniżenia stóp procentowych albo osłabiania wspólnej waluty. Choć nagłówki ostatnich dni nie mogą napawać optymizmem, to sądzimy, że Europejski Bank Centralny poprzestanie na silniejszym zaakcentowaniu zagrożeń w komunikacji i zapowiedzeniu kierunku modyfikacji polityki w grudniu.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W UE 50 tys. pracowników branży sportowej straciło już pracę. To głównie osoby młode

Wiosenne obostrzenia związane z pandemią dotknęły wiele sektorów rynku. Branża sportu i fitnessu była jedną z najbardziej ograniczanych – zamknięto w Polsce siłownie, baseny czy aquaparki. Podobnie było w całej UE, gdzie pracę straciło 50 tys. reprezentantów tych profesji (-6% kw/kw) – wynika z danych Eurostatu za II kwartał 2020 r. Jak zauważają eksperci Personnel Service, zwolnienia dotykają głównie ludzi młodych, których miejsca pracy znów są zagrożone przez nawrót pandemii i obostrzeń. 17 października ponownie zamknięto w naszym kraju obiekty sportowe.

W II kwartale 2020 roku w Unii Europejskiej w sektorze sportu i fitnessu było zatrudnionych ponad 800 tysięcy osób w wieku powyżej 15 lat – to 0,4% ogółu zatrudnionych. Większość w branży stanowią mężczyźni (57%), a niemal co drugi pracownik (48%) jest między 15. a 34. rokiem życia.

Przy obecnych ograniczeniach pracownicy siłowni czy basenów mierzą się z bardzo trudną sytuacją. W Unii Europejskiej pierwsza fala pandemii odebrała pracę 50 tys. ludzi, stanowiących 6% zatrudnionych w tym sektorze. Ucierpieli głównie młodzi. To właśnie w tej grupie wiekowej, w porównaniu do I kwartału 2020 r., zaszły największe zmiany. Odsetek zatrudnionych mężczyzn w wieku 15-34 lata spadł o 13%, a odsetek kobiet w tym wieku – aż o 18%. Spodziewamy się, że podczas drugiej fali koronawirusa problemy młodych pracowników branży sportowej mogą ulec znacznemu pogłębieniu. Nie wiemy bowiem ile te obostrzenia potrwają i jak zniosą je pracodawcy, których finanse już są nadwyrężone. Szukając oszczędności w pierwszej kolejności będą zwalniać osoby bez umowy o pracę, czyli zazwyczaj młodych – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Polski rynek sportu i fitness jednym z najmniejszych w UE

W UE, pod względem liczby pracowników branży przypadających na 100 000 mieszkańców danego kraju, sektor sportu i fitnessu jest zdecydowanie największy w Szwecji, gdzie wskaźnik ten wynosi 583 pracowników. Cypr (340), Irlandia (327), Finlandia (316) i Dania (310) także znalazły się w czołówce państw UE, ale nie mogą się równać ze Szwecją. Średnia dla Unii Europejskiej wyniosła 215 pracowników. Polska w zestawieniu uplasowała się na 3 miejscu od końca, wyprzedzając jedynie Rumunię (87) i Belgię (81). W naszym kraju na 100 000 mieszkańców przypada zaledwie 109 pracowników z branży sportu i fitnessu.

Chociaż w naszym kraju branża sportowa nie zalicza się do rynkowych gigantów, nie można lekceważyć jej problemów. Te biznesy zamknięto niemal z dnia na dzień, a trzeba dodać, że pandemia już w poprzednich miesiącach wpłynęła na mniejsze zainteresowanie zajęciami sportowymi wśród społeczeństwa. Niepokój o przyszłość i obawa przed bankructwem sprawiły, że część pracodawców w tym sektorze próbuje wykorzystać luki we wprowadzonych przepisach. Dlatego np. siłownie w ostatnich dniach zaczęły oferować możliwość przygotowania się do zawodów czy nawet… testowania sprzętu. Są to jednak działania doraźne i obarczone ryzykiem kar. Przedsiębiorcy czekają na rządowy plan pomocy dla branż zagrożonych – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Cena kredytu jesienią 2020 – sprawdzamy marże i oprocentowanie

Kredyt mieszkaniowy w czasach zarazy? Sprawdzamy jakie warunki banki oferują swoim klientom jesienią. Czy w związku z wyraźnym spadkiem popytu na kredyty w II kwartale roku, zdecydowały się nieco poluzować politykę w tym zakresie?

Z ostatniego raportu Amron Sarfin dla Związku Banków Polskich za II kw. 2020, a więc za okres przypadający na tzw. lockdown, czyli zamknięcie gospodarki i życia społecznego, w analizowanym okresie liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych przekroczyła poziom 45 tys. i była o blisko 20 proc. nisza niż w pierwszym kwartale, to samo dotyczy wartości udzielonych kredytów. Wyraźny spadek akcji kredytowej widoczny jest również przy porównaniu rok do roku.

Eksperci mimo to mają nadzieję, że tąpnięcie w akcji kredytowej nie będzie bardzo mocne, zwłaszcza, że zeszły rok był rekordowy. Wg Amron-Sarfin jest możliwe, by obecne 12 miesięcy zamknąć wynikiem akcji kredytowej na poziomie o 12-15 proc. niższym niż w 2019 roku, co byłoby rezultatem umiarkowanie optymistycznym, biorąc pod uwagę okoliczności. Na optymizm bankowców przekłada się fakt, że już w miesiącach letnich zauważono odbicie w akcji kredytowej. Kluczowe będą oczywiście jednak pozostałe miesiące.

W II kwartale 2020 banki zaostrzyły wymogi w zakresie dostępności kredytów mieszkaniowych. Przede wszystkim wzrósł minimalny wymagany wkład własny bez dodatkowych zabezpieczeń – z 20 do 30 procent wartości nieruchomości. Bankowcy znacznie ograniczyli również możliwości finansowania dla osób zarabiających na umowach cywilnoprawnych i w ramach działalności gospodarczej, a także w tych sektorach gospodarki, które mogą ucierpieć na kolejnym lockdownie – m.in. w gastronomii, fryzjerstwie czy turystyce.

W analizowanym okresie średnia marża ofertowa kredytu hipotecznego wyniosła 2,25%, a WIBOR pozostawał na poziomie 0,26 proc. Jak jest obecnie?

Kredyty – jesień 2020

Z informacji instytucji finansowych przede wszystkim wynika, że banki dość wyraźnie złagodziły swoją politykę odnośnie wkładu własnego. Część instytucji znów akceptuje 10 procentowy wkład, pojawiły się też oferty dla samozatrudnionych i osób na umowach cywilnoprawnych.

Są również i promocje skierowane do klientów, co oznacza, że banki postanowiły odrobić przynajmniej część start z wiosny. Obecnie już wszystkie banki, przynajmniej w ofertach promocyjnych, zmniejszyły swoje wymogi w zakresie wkładu własnego, jednak uzyskanie dobrych warunków kredytowania obwarowane jest wieloma wymogami m.in. posiadaniem konta w danym banku itp.

Ciągle też niewielka liczba instytucji finansuje kredyty z wkładem wynoszącym jedynie 10 proc. Takich kredytów udzielają obecnie: Bank Millenium, Alior Bank, Santander Bank, Credit Agricole i mBank.

Ile kosztują kredyty?

Im niższy wkład, tym są oczywiście droższe. Marże dla kredytów z wkładem na poziomie 10 proc. przekraczają już najczęściej 3 proc. Mimo to jednak całość oprocentowania będzie i tak niska biorcą pod uwagę , że aktualnie (początek października 2020) WIBOR 3M jeszcze spadł od czerwca o 6 punktów bazowych, do poziomu 0,22 proc. Tym samym najczęściej oprocentowanie kredytu z najniższym możliwym wkładem nie przekracza 3,30 proc.

Przeciętne marże kredytowe, przy wkładzie własnym na poziomie 20 proc., na okres 30 lat wynoszą obecnie około 2,5 proc. Najniższe zaczynają się od niecałych dwóch procent.

Zakładając, że zadłużamy się na okres 30 lat, w ratach równych, na kwotę 300 tysięcy złotych, a nasz wkład własny wynosi 20 proc., to średnie raty kredytów będących w ofertach banków wyniosą aktualnie 1150 – 1250 zł miesięcznie. Jeśli chodzi o całkowity koszt kredytu, to przy kwocie 300 tysięcy złotych i warunkach, jakie podaliśmy, wyniesie on od około 110 tysięcy złotych w najtańszych ofertach do nawet ponad 200 tysięcy w najdroższych.

Warto więc dobrze przejrzeć aktualne promocje i produkty w ofertach banków, pamiętając jednak, że wysokość marży to nie wszystko. Bardzo często uzyskanie odpowiednich warunków wiąże się z koniecznością np. wykupienia polisy na życie, ubezpieczenia pomostowego, opłacenia czasem wysokiej prowizji czy ubezpieczenia niskiego wkładu. Wszystko to przekłada się finalnie na koszty kredytowania.

Co dalej z rynkiem kredytowym?

Dziś ciężko powiedzieć, bo „karty” rozdaje tu pandemia. Jeśli nie dojdzie do lockdownu podobnego do tego z wiosny, który po prostu fizycznie „zablokował” dostęp ludzi do banków, być może finalnie na koniec roku uda się ograniczyć negatywne skutki pandemii. Należy pamiętać, że mimo pewnego poluzowania rygorów kredytowych, ciągle furtka do bankowego finansowania nie jest tak otwarta, jak było to wcześniej – zwłaszcza, gdy nie zarabiamy na podstawie umowy o pracę, a jesteśmy na własnej działalności.

Jeśli nie są to usługi dla byłego pracodawcy lub w branży, w której działaliśmy dotychczas – powinniśmy prowadzić firmę przynajmniej przez rok i z zeznaniem podatkowym rozpocząć starania o kredyt. Jeśli kontynuujemy wcześniejszą działalność, ale już na działalności, ten czas może być mniejszy – przeciętnie 6 miesięcy, ale w aktualnym okresie banki mogą zaostrzać wymagania w tym zakresie.

Opracowanie: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl.

Red Hat w firmie

Pomimo tego, że istnieje od dwóch dekad i jest jedną z najpopularniejszych dystrybucji serwerowych Linuksa, ceny Red Hat® Enterprise Linux® (RHEL), czasami nazywanego Red Hat Linux, są nadal powszechnym źródłem zamieszania, zarówno wśród jego obecnych użytkowników, jak i tych, którzy dopiero myślą o wdrożeniu tego rozwiązania.

Red Hat® Enterprise Linux® – w skrócie RHEL – wywodzi się od jednej z najstarszych i niegdyś najpopularniejszych dystrybucji Linuksa – Red Hat. Red Hat® Enterprise Linux® RHEL został wydany po raz pierwszy w 2000 roku. Z odsłoną nowej strategii produktowej pojawił się nowy model cenowy, a także Fedora Linux – wolna, wspierana przez społeczność dystrybucja Linuksa, która działa jako poligon doświadczalny dla systemu RHEL. Podczas gdy zarówno RHEL, jak i Fedora mogą być używane do celów komercyjnych, tylko Red Hat® Enterprise Linux® otrzymuje wsparcie komercyjne. 

Nowe funkcje są zazwyczaj najpierw udostępniane użytkownikom Fedory a następnie dopiero po ich przetestowaniu i dopracowaniu są wprowadzane do RHEL. Ten koncept przenoszenia technologii ze społeczności open source i przygotowywanie ich na potrzeby przedsiębiorstw przynosi korzyści zarówno społecznościom open source, jak i firmom, które dostosowują się do potrzeb nowoczesnego biznesu cyfrowego. 

RHEL jest dostępny w wielu wariantach, z których każdy skierowany jest do innej grupy użytkowników, oferując unikalny pakiet funkcji, w tym pewien poziom obsługi klienta. Rodzaj licencji na Red Hat Enterprise Linux zależny jest od rodzaju procesora jaki i środowiska, w którym będą one funkcjonowały.

Wybór właściwej dystrybucji Linuksa zależy od przypadku użycia i wymagań sprzętowych. Niektóre dystrybucje Linuksa działają lepiej dla różnych zastosowań. Niektóre dystrybucje są zaprojektowane jako środowiska graficzne, podczas gdy inne są przeznaczone do obsługi backendowych systemów IT (takich jak serwery korporacyjne lub internetowe).

System Red Hat Linux Enterprise udostępniany jest w wersji dla stacji roboczych (Desktop), serwerów (Server) oraz jako rozwiązanie przeznaczone do wdrażania prywatnych i publicznych chmur obliczeniowych na bazie oprogramowania OpenStack. Red Hat Enterprise Linux OpenStack Platform z funkcjami związanymi z wirtualizacją i obsługą sieci w chmurze. System Red Hat Linux Enterprise jest przeznaczony przede wszystkim dla firm i korporacji, które przetwarzają duże ilości danych.

Sprawdź aktualne ceny na dystrybucje Linux Red Hat

Wicepremier Gowin chce, aby RDS wypracowała wspólne stanowisko dot. uniknięcia lockdownu

Robimy wszystko, aby uniknąć całkowitego lockdownu polskiej gospodarki. Chciałbym, abyśmy razem ze stroną społeczną, reprezentowaną przez związki zawodowe i organizacje pracodawców, wypracowali rekomendacje i wspólne stanowisko w tej sprawie, które będzie można następnie przedstawić premierowi Mateuszowi Morawieckiemu – mówi wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin.

Kwestia ta była przedmiotem dzisiejszego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego pod przewodnictwem szefa MRPiT. Od minionego tygodnia Radzie przewodniczy strona rządowa.

Inne tematy posiedzenia RDS to: analiza aktualnej sytuacji gospodarczej oraz omówienie strategii walki z pandemią Covid-19 na kolejne tygodnie.

W spotkaniu uczestniczyła także wiceszefowa MRPiT Olga Semeniuk. Nawiązała do zapowiedzianej w tym tygodniu przez wicepremiera Gowina tzw. tarczy prawnej: – Poza tarczą branżową, w tej chwili przygotowujemy też tzw. tarczę prawną – katalog zamrożenia lub odroczenia niektórych regulacji prawnych. Ma ona pozwolić polskim przedsiębiorcom toczyć skuteczną walkę ze skutkami pandemii.

Co to jest Rada Dialogu Społecznego

Rada Dialogu Społecznego to najważniejsze krajowe forum współpracy rządu, związków zawodowych oraz organizacji pracodawców. W jej skład wchodzą przedstawiciele reprezentatywnych organizacji związkowych, reprezentatywnych organizacji pracodawców oraz rządu. Członków Rady powołuje Prezydent RP.

Przedstawicielami strony rządowej w RDS są:

  • Jarosław Gowin – Wicepremier, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii – przewodniczący RDS,
  • Jacek Sasin – Wicepremier, Minister Aktywów Państwowych,
  • Marlena Maląg – Minister Rodziny i Polityki Społecznej,
  • Andrzej Adamczyk – Minister Infrastruktury,
  • Mariusz Kamiński – Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji,
  • Adam Niedzielski – Minister Zdrowia,
  • Przemysław Czarnek – Minister Edukacji i Nauki,
  • Tadeusz Kościński – Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej,
  • Michał Kurtyka – Minister Klimatu i Środowiska.

oraz

  • Olga Semeniuk – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii odpowiedzialna za dialog społeczny
  • Sebastian Skuza – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za budżet.

Organizacje związkowe reprezentowane w RDS:

  • Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych,
  • Forum Związków Zawodowych,
  • NSZZ „Solidarność”
  • Reprezentatywne organizacje pracodawców:
  • Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej,
  • Konfederacja „Lewiatan”,
  • Związek Rzemiosła Polskiego,
  • Związek Pracodawców Business Centre Club,
  • Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
  • Z głosem doradczym przedstawiciele:
  • Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,
  • Prezesa Narodowego Banku Polskiego,
  • Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego,
  • Głównego Inspektora Pracy.

Małgorzata Jarosińska-Jedynak wiceministrem w MFiPR

Małgorzata Jarosińska-Jedynak 29 października 2020 r. została powołana na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Od 29 listopada 2018 r. do 15 listopada 2019 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Od 15 listopada 2019 r. do 6 października 2020 r. pełniła funkcję ministra funduszy i polityki regionalnej.

Wiceminister Jarosińska-Jedynak od początku swojej kariery związana jest z samorządem. Przez kilkanaście lat zajmowała się funduszami unijnymi, rozwojem regionalnym i wsparciem przedsiębiorczości. Pracowała w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podkarpackiego, gdzie przeszła wszystkie szczeble – od inspektora do dyrektora Departamentu Wspierania Przedsiębiorczości.

Wcześniej pracowała w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim i Urzędzie Gminy i Miasta Tyczyn. Jest absolwentką Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Rzeszowskiej, gdzie uzyskała dyplom magistra inżyniera w specjalności inżynieria komunalna. Ukończyła też Studia podyplomowe z zakresu zarządzania bezpieczeństwem i higieną pracy na tej samej uczelni.

Zna język angielski. Potrafi też rozmawiać w języku migowym.

Sławomir Peszko twarzą alkomatów Xblitz

Xblitz, jeden z największych producentów wideorejestratorów w Polsce, a także lider w kategorii alkomatów i zestawów głośnomówiących poinformował o rozpoczęciu współpracy ze znanym reprezentantem Polski w piłce nożnej. Sławomir Peszko sam zaznacza, że lubi dobrą zabawę, ale ma w niej pewne granice. Dlatego też zdecydował się wraz z marką Xblitz promować odpowiedzialną jazdę, a także walczyć o bezpieczeństwo na polskich drogach.

Sławomir Peszko, urodziny 19 lutego 1985 w Jaśle jest polskim piłkarzem, który obecnie występuje na pozycji pomocnika w klubie Wieczysta Kraków. Utalentowany zawodnik uczestniczył w Mistrzostwach Europy 2016, Mistrzostwach Świata 2018, a także był reprezentantem Polski w latach 2008 – 2018. Co ciekawe, rozpoczął karierę w wieku zaledwie 11 lat. W 2000 roku przeniósł się do Płocka by jako junior zacząć przygodę w klubie Orlen Płock. Podczas kariery seniorskiej mógł pochwalić się grą w klubach takich jak Wisła Płock, Lech Poznań, FC Koln, Wolverhampton Wanderers, czy Lechii Gdańsk. Rok temu trafił do Wisły Kraków, jednak w tym sezonie przeniósł się do Wieczystej Kraków. Dziś dowiedzieliśmy się o tym, że Sławek Peszko zdecydował się na podjęcie kooperacji z producentem alkomatów – polską marką Xblitz.

Sławomir Peszko ambasadorem marki Xblitz

Były reprezentant Polski w piłce nożnej poinformował swoich fanów o rozpoczęciu współpracy z Xblitz za pośrednictwem mediów społecznościowych. Informacja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem, czego dowodem są liczne komentarze. “Pełen szacunek za udział w akcji”, “Brawo, napić się zawsze można, ale życia nie wrócisz, warto dbać o siebie i innych ludzi”. Sławomir Peszko doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest bezpieczeństwo na drodze. Dlatego też został ambasadorem Xblitz. Firma oferuje alkomaty elektroniczne, które zapewniają pewność pomiaru. Jest ona zagwarantowana przez najwyższą jakość podzespołów.

MedApp przekracza próg rentowności w III kwartale br. Prawie 1 mln zł przychodów i 244 tys. zł EBITDA

MedApp S.A., polska spółka technologiczno-medyczna specjalizująca się w sztucznej inteligencji, mieszanej rzeczywistości oraz gromadzeniu dużych zbiorów danych opublikowała raport okresowy za III kwartał 2020 roku. W minionym kwartale Spółka odnotowała istotny wzrost przychodów oraz przekroczyła próg rentowności. Przychody wyniosły 950 tys. zł, EBITDA wyniosła ponad 244 tys. zł, a zysk netto osiągnął poziom 45 tys. zł. Spółka realizowała w tym czasie dotychczas zawarte umowy komercyjne, pracowała nad prospektem oraz nawiązała współpracę z kolejnymi placówkami medycznymi. Spółka kontynuuje komercjalizację rozwiązań CarnaLife Holo oraz CarnaLife System, poszerza ich funkcjonalności oraz pracuje nad prospektem, który umożliwi przeprowadzenie oferty akcji (Serii H) i wprowadzenie akcji na rynek regulowany GPW.

Na wyniki III kwartału miały wpływ zawarte dotychczas umowy oraz nowe komercyjne kontrakty zawarte w tym okresie. MedApp podpisał umowę dystrybucyjną z firmą WLOG Solutions Sp. z o. o., w ramach której partner zajmuje się dystrybucją rozwiązań CarnaLife Holo oraz CarnaLife System do polskich placówek medycznych oraz producentów urządzeń medycznych. Spółka kontynuuje również współpracę z NEO Hospital w ramach, której specjaliści Szpitala Na Klinach w Krakowie wykorzystują CarnaLife Holo do wsparcia m.in. zabiegów onkologicznych. Umowa jest realizowana w systemie Software as a Service (SaaS). Tego typu system rozliczeń pozwala Spółce generować regularne i powtarzalne przychody.

– Dobre wyniki finansowe oraz przekroczenie progu rentowności wynikają z systematycznej pracy nad komercjalizacją naszych rozwiązań. Staramy się wykorzystać szansę jaką dla naszych rozwiązań jest pandemia COVID-19. Realizujemy nowe umowy oraz kontynuujemy współpracę w ramach zawartych dotychczas kontraktów, co ma kluczowy wpływ na wzrost przychodów ze sprzedaży. Nie zwalniamy tempa. Zamierzamy poszerzać współpracę z aktualnymi placówkami partnerskimi oraz wprowadzać na rynek nowe usługi, takie jak ogłoszona niedawno Wirtualna Przychodnia. Warto zaznaczyć, że dodatni wynik finansowy został zrealizowany w warunkach zwiększającego się zatrudnienia, rosnących nakładów związanych z wdrożeniami nowych funkcjonalności naszych aplikacji oraz kosztów związanych z przygotowaniami do przejścia na rynek główny GPW. – komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Spółka kontynuuje komercjalizację swoich rozwiązań m.in. poprzez poszerzanie portfolio oferowanych rozwiązań. W grudniu Spółka planuje wprowadzać na rynek usługę Wirtualna Przychodnia. Jest to pierwsze oprogramowanie w Polsce umożliwiające lekarzom, placówkom medycznym i szpitalom prowadzenie zdalnej opieki polegającej nie tylko na konsultacji, ale przede wszystkim diagnostyki i monitoringu zdrowia pacjenta, który rejestruje wyniki badań przy pomocy urządzeń telemedycznych. Platforma przeznaczona dla specjalistów umożliwia specjalistyczną analizę wyników zarejestrowanych samodzielnie badań, ich opisy oraz generowanie raportów. Rozwiązanie wykorzystuje sztuczną inteligencję oraz analizę dużych zbiorów danych medycznych (big data analytics). Wirtualna Przychodnia bazuje na technologii analitycznego systemu telemedycznego CarnaLife, który oferowany jest w regularnej ofercie MedApp.

– W minionym kwartale wprowadziliśmy do oferty w ramach CarnaLife System min. wideokonsultacje, a od października br. w ramach holografii i wizualizacji 3D oferujemy nową aplikację, SurgeonEye wykorzystywaną do celów edukacyjnych, która opiera się na chmurze Azure Microsoftu i goglach HoloLens 2. W ten sposób dotykamy coraz bardziej popularnego obszaru edu-tech, który szczególnie teraz, w dobie Covidu cieszy się rosnącym zainteresowaniem – informuje Krzysztof Mędrala.

Ponadto wykorzystując naszą aplikację CarnaLife Holo przeprowadziliśmy już pierwsze zabiegi z wykorzystaniem najnowszych gogli Microsoft HoloLens 2, w których lekarze, na sali operacyjnej korzystali z tak zaawansowanych rozwiązań zarówno sprzętowych jak i software’owych. CarnaLife Holo wspomogło skuteczne zaplanowanie i przeprowadzenie zabiegów. Koncentrujemy się na pozyskiwaniu nowych klientów i skalowaniu biznesu nie rezygnując z rozwoju naszych technologii. Wierzymy, że w ten sposób będziemy mogli osiągać powtarzalne, skalowalne  wyniki finansowe – dodaje. 

Od października MedApp oferuje również aplikację SurgeonEye, która jest nowoczesnym, uniwersalnym narzędziem prowadzenia zajęć edukacyjnych jak i wszelakiego rodzaju prezentacji produktów dla potrzeb sprzedażowych i marketingowych. Aplikacja umożliwia jednoczesne przedstawienie różnej zawartości w postaci hologramów m.in. tekstu, prezentacji multimedialnych, filmów, modeli trójwymiarowych czy wizualizacji wolumetrycznych z pełną interakcją z obiektami. Świat widziany oczami użytkownika może być przesyłany do studentów czy klientów rozrzuconych po całym świecie. Jest to niezwykle istotne w dobie obecnej pandemii. Jest to idealne narzędzie do prowadzenia zajęć klinicznych, zajęć z zakresu anatomii czy fizjologii, ale również wykładów czy zajęć laboratoryjnych w uczelniach technicznych. Dodatkowo, SurgeonEye stanowi idealne rozwiązanie do prezentacji produktów i rozwiązań podczas spotkań z klientami zarówno bezpośrednio jak i w trybie zdalnym. Przyglądamy się zastosowaniu tej technologii w odniesieniu do e-commerce.

Miniony kwartał był również okresem przygotowań MedAppu do wejścia na rynek regulowany GPW oraz do towarzyszącej temu emisji akcji. Po przygotowaniu oraz złożeniu 20 lipca br. do Komisji Nadzoru Finansowego wniosku o zatwierdzenie prospektu, w Komisji trwa postepowanie w sprawie zatwierdzenie prospektu Spółki. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone m.in. na zwiększenie skali działalności poprzez rozpoczęcie procesu certyfikacji CarnaLife Holo przez Agencję Żywności i Leków (FDA) w Stanach Zjednoczonych, a następnie wprowadzenie produktów MedAppu do obrotu na rynku amerykańskim. Środki uzyskane w ramach emisji pozwolą również na prowadzenie dalszych działań związanych z rozwojem oraz komercjalizacją rozwiązań oferowanych przez MedApp S.A.

Czy warto ciągle się uczyć, dla kogo studia prawnicze – prof. Michał Kleiber z PAN i Agnieszka Durlik z KIG

Wyuczony dziś zawód za 10-20 lat nie będzie pewnie istniał – mówi prof. Michał Kleiber, członek Polskiej Akademii Nauk, były minister nauki i informatyzacji, w wypowiedzi dla platformy edukacyjnej Akademia Zarządzania i Rozwoju (azir.edu.pl). Według niego, aby odegrać pewną rolę w obecnym świecie, należy ciągle się uczyć i być gotowym do robienia w życiu różnych rzeczy. Z kolei Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, opowiada słuchaczom AZiR o specyfice studiów prawniczych. Jej zdaniem, by przekonać się, czy kariera prawnika to coś dla nas, warto już w szkole średniej brać udział np. w konkursach arbitrażowych.

Na platformie edukacyjnej azir.edu.pl co tydzień zamieszczane są nowe filmy z wypowiedziami znanych menadżerów, ludzi nauki i sztuki. Opowiadają oni o swoich studiach, radzą, jaki kierunek wybrać i jak rozpocząć biznes, a także dzielą się refleksjami dotyczącymi swojej kariery. Kilkuminutowe filmy, nagrane specjalnie dla Akademii, można oglądać bezpłatnie.

– Wszyscy widzimy, że świat, w którym żyjemy, jest pełen chaosu, strasznie dużo w nim znaków zapytania. W związku z tym prawie wszystkim wydaje się, że jest bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Ale trzeba pamiętać, że ta niepewność i dynamika rozwoju, którą dzisiaj obserwujemy na świecie, oferuje jednocześnie możliwości, które kiedyś nie były takie ważne – mówi prof. dr hab. Michał Kleiber z PAN w wypowiedzi dla Akademii Zarządzania i Rozwoju.

Podkreśla też, że niezwykle istotne jest, by ciągle się uczyć, być otwartym, elastycznym i gotowym do robienia bardzo różnych rzeczy. – Musimy pamiętać, że wyuczony dziś zawód po 10-20 latach pewnie w ogóle nie będzie istniał – zaznacza prof. Kleiber, który ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej oraz na Wydziale Matematyki, Mechaniki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego. Obronił doktorat i habilitację, a w 1989 r. uzyskał tytuł profesora nauk technicznych. Jest autorem ok. 250 publikacji naukowych i kilku książek poświęconych zastosowaniom nowoczesnych metod komputerowych w badaniach naukowych, technice i medycynie. Jak zdaniem prof. Kleibera dokonać wyboru studiów, czy wystarczy jeden kierunek? O tym można się przekonać słuchając jego miniwykładu dla AZiR: https://azir.edu.pl/wyklad/wyuczony-dzis-zawod-za-10-20-lat-nie-bedzie-pewnie-istnial/

Studia prawnicze przedstawia natomiast słuchaczom Akademii Agnieszka Durlik, dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Podyplomowego Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

– To studia trudne, wymagające bardzo dużo pracy, związanej z uczeniem się, powtarzaniem i zrozumieniem – zaznacza. Jej zdaniem, ukończenie studiów prawniczych pozwala jednak lepiej zrozumieć świat, a także czuć się bezpiecznie przy podpisywaniu umów. Absolwenci prawa mają również wiele możliwości zawodowych. – Na początku trzeba się nauczyć prawie wszystkiego i ze wszystkiego zdawać egzaminy, głównie z prawa cywilnego, które jest najtrudniejsze. Ale potem można się specjalizować – być doradcą przedsiębiorcy, adwokatem i bronić ludzi w sądzie karnym czy sądzie rodzinnym, można też pracować w administracji i wydawać decyzje, czy też przed sądem administracyjnym reprezentować tych, którzy z tymi decyzjami się nie zgadzają – podkreśla dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy KIG

Gwałtowny spadek kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom

We wrześniu 2020 r., w porównaniu do września 2019 r., banki udzieliły dużo mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-26,3%), jak i wartościowym (-17,8%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-34,7%) mniej kredytów w rachunku bieżącym, o (-21,6%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-9,3%) inwestycyjnych. Spadła także wartość udzielonych we wrześniu 2020 r. kredytów inwestycyjnych o (-22,8%), kredytów w rachunku bieżącym (-17,3%) oraz obrotowych (-11,4%).

W trzech pierwszych kwartałach 2020 r. banki udzieliły łącznie 98,2 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom (-32,1%) na łączną kwotę 12,712 mld zł (-28,9%), w tym: 6,8 tys. kredytów inwestycyjnych (-28,1%) na kwotę 2,052 mld zł (-38,8%), 34,5 tys. kredytów obrotowych (-30,3%) na kwotę 5,449 mld zł (-23,7%) oraz 26,8 tys. (-34,9%) kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 3,345 mld zł (-26,1%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Wrześniowy odczyt Indeksu Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,17% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości we wrześniu kształtowały się tak w ujęciu wartościowym – kredyty inwestycyjne 1,88%, kredyty obrotowe 8,1% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,36%. We wrześniu 2020 r. w porównaniu do sierpnia 2020 r. poprawił się (spadł) ogólny indeks jakości o (-1,42). Również polepszył się (spadł) indeks w okresie 12 miesięcy o (-1,73). Obecnie pozytywnym zjawiskiem jest jego polepszenie pomimo niekorzystnego stałego trendu pogarszanie się od czterech lat. Osiągnął on we wrześniu najniższą (najlepszą) wartość od 2016 r. Źródłem polepszenia są dwa czynniki: tarcze finansowe pozwalające zachować płynność finansową w obliczu spadku sprzedaży oraz korzystanie z wakacji kredytowych. Zmiana wartości Indeksu w okresie 12 miesięcy jest jednak zróżnicowana co do wartości. Najwyższe polepszenie o (-2,8) wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych oraz inwestycyjnych (-1,83), a najniższe w przypadku kredytów w rachunku bieżącym (-0,8).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 11,2 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom we wrześniu br., 5,3 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,3%) i 2,8 tys. handlowe (25,0%). Łącznie więc ponad 72% udzielonych we wrześniu kredytów przypada na te sektory. Z łącznej kwoty 1,496 mld zł, banki udzieliły 620 mln zł (41,5%) kredytów firmom z sektora usług oraz 394 mln zł (26,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 67,8% łącznej wartości udzielonych kredytów we wrześniu 2020 r.

W okresie styczeń – wrzesień 2020 r. najwyższe spadki liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-33,7%) oraz produkcji (-33,3%) i handlu (-32,2%). W ujęciu wartościowym w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. najwyższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora produkcyjnego (-32,5%). We wrześniu nie był jednak kontynuowany spadek zanotowany w sierpniu. We wrześniu w stosunku do sierpnia (m/m) we wszystkich sektorach BIK odnotował wysokie wzrosty. W ujęciu liczbowym, jak i wartościowym najwyższe wzrosty dotyczyły kredytów udzielanych firmom z sektora produkcji: (+20,3%) oraz (+33,5%). Najniższe, ale nadal dodatnie dynamiki, związane były z akcją kredytową skierowaną do firm z sektora handlu: odpowiednio (+11,7%) oraz (+10,2%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) we wrześniu 2020 r. spłacane były kredyty przez firmy handlowe – we wrześniu wartość indeksu wyniosła 4,44%. Wartość Indeksu jest najniższa od 2016 r. W okresie ostatnich 12 miesięcy Indeks polepszył się (spadł) o (-1,61). Najlepszy odczyt we wrześniu odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on tylko 2,65%, ponadto jego odczyt polepszył się (spadł) w okresie ostatnich 12 miesięcy o (-2,02).

Euler Hermes wprowadza nowe ubezpieczenia zabezpieczające transakcje handlowe

All Cover i Business Cover – to nowatorskie na naszym rynku, pierwsze tego typu rozwiązania ubezpieczeniowe dla wszystkich polskich firm, zarówno MSP jak i tych największych, jakie wprowadził Euler Hermes, lider ubezpieczeń należności handlowych na świecie i w Polsce. Zdecydowane uproszczenie mechanizmu ubezpieczenia transakcji ułatwia jego obsługę, a przede wszystkim poprawia płynność finansową jego użytkowników dzięki odformalizowaniu i przyspieszeniu procesów odszkodowawczych. Wychodzi to naprzeciw potrzebom firm, szukających obecnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej rozwiązań służących do monitorowania odbiorców i zabezpieczania swoich transakcji, ale także poprawienia swojej płynności finansowej, przyspieszenia obiegu należności i podniesienia efektywności wykorzystania kapitału.

Kluczowe wyróżniki nowych ubezpieczeń Euler Hermes:

  • Jeden wniosek sygnalizujący brak płatności, uruchamiający zarówno proces windykacyjny jak i odszkodowawczy, co zapewnia możliwie najszybszą wypłatę odszkodowania
  • Uproszczony proces weryfikacji roszczenia i szybsze przejście do etapu odszkodowawczego – wstępne rozliczenie szkody już w 5 dni po nadesłaniu wniosku
  • Zmniejszenie do minimum formalności i zaangażowania przedsiębiorcy – czynności operacyjne jedynie po stronie Euler Hermes
  • Większa elastyczność handlowa ubezpieczonych firm – jednocześnie z przyspieszeniem rozliczania szkód Euler Hermes oferuje najdłuższy na rynku, bo 180 dniowy okres ubezpieczonego kredytu kupieckiego
  • Wygodna obsługa i dodatkowe narzędzia: dostęp online do polis poprzez platformę serwisową Syntesys, mobilizujący odbiorców stempel lub elektroniczna pieczęć windykacyjna, atrakcyjne warunki uczestnictwa w najbardziej rozwiniętym na rynku Programie Analiz Branżowych

Euler Hermes wprowadził do swojej oferty dwa ubezpieczenia należności All Cover i Business Cover, będące kompleksową odpowiedzią na potrzeby ubezpieczeniowe firm w Polsce.

Przedsiębiorcy na całym świecie prowadzą obecnie działalność w nietypowych realiach, będących konsekwencją zmian społeczno-ekonomicznych spowodowanych pandemią Covid-19. Zakłócenia w łańcuchach dostaw, ograniczenia w dostępie do rynku, niepewny popyt – i w efekcie największe od dekad ryzyko niewypłacalności kontrahentów przekładają się na wzrost znaczenia zabezpieczenia należności, czyli własnego kapitału każdej firmy. Kluczowa jest jego ochrona przed nieoczekiwanymi stratami jakie mogą pojawić się w związku z brakiem płatności ze strony kontrahenta nawet za jedną – tak, jedną transakcję. Koniunktura na rynku nie sprzyja naprawie błędów, odrabianiu strat, dlatego tak ważne jest aby mieć pewność, że każdy dług zostanie spłacony. Ubezpieczenie należności ją daje, pozwalając skutecznie zarządzać ryzykiem handlowym i politycznym – mówi Maciej Harczuk, członek zarządu Euler Hermes.

Nowe podejście do ubezpieczenia transakcji – przed wszystkim odszkodowanie!

Przeanalizowaliśmy potrzeby firm w Polsce – charakter obecnej sytuacji wymusza na przedsiębiorcach zarówno ochronę, jak i optymalizację wykorzystania najbardziej dostępnego kapitału, czyli własnych środków obrotowych. W oparciu o nasze globalne doświadczenia opracowaliśmy dwa unikatowe rozwiązania ubezpieczeniowe wspomagające ich w jak najefektywniejszym dysponowaniu środkami własnymi poprzez przyspieszenie całego procesu rozliczeniowo-odszkodowawczego, zarówno zgłaszania przez klienta szkody, jak i po stronie ubezpieczyciela – jej weryfikacji. Dzięki temu przedsiębiorcy zyskują możliwość zwiększenia sprzedaży nie tylko dzięki pewności, ale i szybkości dysponowania swoimi należnościami – mówi Robert Dunaj, dyrektor marketingu w Euler Hermes.

Kluczową innowacją nowych ubezpieczeń Euler Hermes jest model „Claim First” co można tłumaczyć jako „przede wszystkim odszkodowanie”, zakładający jak najszybsze uregulowanie roszczeń przedsiębiorcy. Ubezpieczony poprzez platformę serwisową  składa jeden wniosek windykacyjno-szkodowy z tytułu nieuregulowanej należności rozpoczynający windykację i odzyskanie należności lub w przypadku już stwierdzonej niewypłacalności kontrahenta – wypłatę odszkodowania. Dzięki jednemu wnioskowi dla zgłoszenia windykacyjnego i szkody, wstępne rozliczanie następuje już w okresie 5 dni po zgłoszeniu.

Wdrożony mechanizm uprościł i skrócił czas odzyskiwania należności – stosowane dotychczas na rynku rozwiązania w pierwszej kolejności zakładały windykację, a zgłoszenie szkody było możliwe dopiero po stwierdzeniu wypadku ubezpieczeniowego. W przypadku naszego modelu Claim First obydwa procesy są realizowane jednocześnie, dzięki czemu także zaangażowanie posiadacza polisy zostało zmniejszone do minimum, gdyż czynności operacyjne są po stronie ubezpieczyciela.

– Model Claim First to pierwszy krok w procesie synchronizacji produktów i automatyzacji procesów tak by w przyszłości rozwiązania Euler Hermes stały się bezobsługowe i autonomiczne dla klientów korzystających z różnych usług. Upraszczanie i digitalizacja procesów to kierunek rozwoju w którym podąża Euler Hermes – potwierdza Maciej Harczuk i dodaje: – Proszę sobie wyobrazić, że przedsiębiorca korzystający w przyszłości z dedykowanych systemów rachunkowo-księgowych, monitoringowych i ubezpieczeniowych może pozostawić obsługę tego wszystkiego właśnie ubezpieczycielowi i skupić się na optymalizacji dostaw i sprzedaży.

Szybsze rozliczanie szkód dostosowane do profilu działalności firm

W ramach polisy All Cover dedykowanej drobnym przedsiębiorcom lub Business Cover przeznaczonej dla większych firm, przedsiębiorcy otrzymują ubezpieczenie należności z tytułu sprzedaży towarów i usług w kraju i za granicą z odroczonym terminem płatności nawet do 180 dni. Ochroną są objęte należności powstałe do 90 dni przed zawarciem umowy ubezpieczenia.

Warunki polisy All Cover są optymalnie – czyli samodzielnie dostosowywane do potrzeb każdej małej i średniej firmy spośród licznych opcji wyboru, a ponadto zostały wzbogacone o szereg rozwiązań dostępnych dotychczas głównie dla dużych przedsiębiorstw i międzynarodowych korporacji.

Business Cover to ubezpieczenie należności handlowych „skrojone na miarę” dla dużych przedsiębiorstw. Warunki i treść polisy są indywidualnie negocjowane, co pozwala na dopasowanie ubezpieczenia do specyfiki działalności firmy i transakcji z kontrahentami na całym świecie, według lokalnej specyfiki biznesu.

Oczywiście obsługa ubezpieczenia w serwisie klienta to standard. Przedsiębiorca ma dostęp online do najważniejszych funkcji ubezpieczania co pozwala zarządzać bezpieczeństwem należności o każdej porze dnia i nocy. Serwis klienta Euler Hermes poza funkcjami czysto związanymi z ubezpieczaniem odbiorców pozwala również analizować należności z perspektyw całej branży – jest to największy i najbardziej kompletny na rynku program zbierający i udostępniający informacje o wzajemnych rozliczeniach uczestników programu.

– Szeroka funkcjonalność, automatyzacja przydatnych schematów i szablonów opracowywania danych o odbiorcach pozwala szybko i w czytelny sposób znaleźć najsłabsze ogniwa w sprzedaży każdego przedsiębiorstwa – najdłużej zalegających odbiorców, koszty jakie oni generują, oszacować plan naprawy rozliczeń z nimi w porównaniu do średnich wskaźników branży. Ograniczanie ryzyka to mały wycinek funkcjonalności Programu Analiz – to narzędzie optymalizujące efektywność wykorzystania kapitału obrotowego w sprzedaży, pomagając dla przykładu znaleźć odbiorców najefektywniej rozliczających się, dzięki temu zwiększając rentowność sprzedaży – potwierdza Maciej Harczuk.

PKN ORLEN opublikował wyniki za 3 kwartał 2020 roku

PKN ORLEN w historycznie najtrudniejszym otoczeniu makroekonomicznym dla branży rafineryjnej osiągnął solidne wyniki finansowe. EBITDA LIFO spółki w trzecim kwartale 2020 roku wyniosła 2 mld zł, a zysk netto 0,7 mld zł. Był to głównie efekt wysokich wyników operacyjnych w segmencie Energetyki i Detalu, które łącznie w tym okresie poprawiły wynik EBITDA LIFO o blisko 0,6 mld zł w porównaniu do analogicznego kwartału roku ubiegłego.

Segment energetyczny wypracował EBITDA LIFO na poziomie 1 mld zł, co oznacza wzrost o 98 proc. (r/r). 75 proc. produkcji energii elektrycznej pochodziło z odnawialnych źródeł energii i gazu. Ponad 1 mld zł EBITDA LIFO odnotował również segment detaliczny. Oznacza to wzrost o 12 proc. (r/r). Solidne wyniki, pomimo trudnego otoczenia makroekonomicznego, wypracował także segment petrochemiczny, który w trzecim kwartale br. dodał 0,5 mld zł do EBITDA LIFO całego Koncernu.

Koncern utrzymuje stabilną sytuację płynnościową dywersyfikując źródła finansowania na działania inwestycyjne, w tym: modernizację rafinerii, rozbudowę i unowocześnienie petrochemii, wdrożenie innowacyjnych rozwiązań w obszarze sprzedaży detalicznej oraz rozwój nisko i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania. Jako pierwszy koncern paliwowy w Europie Środkowej zadeklarował redukcję emisji CO2 z obecnych aktywów downstream o 20 proc. oraz ambicję osiągnięcia neutralności emisyjnej w 2050 roku. Jednym ze źródeł finansowania tego programu będą obligacje z elementami ESG, które Koncern planuje wyemitować jeszcze w tym roku.

– Dywersyfikacja obszarów działalności przez PKN ORLEN umożliwia wypracowanie stabilnych wyników finansowych i dalszy zrównoważony rozwój. Dostosowujemy się do zmieniających się trendów poprzez intensywny rozwój segmentów petrochemicznego, detalicznego, a zwłaszcza energetycznego. To właśnie ten ostatni obszar, który w ostatnich latach ulegał istotnym zmianom, miał ogromny wpływ na wytrzymałość wyniku PKN ORLEN w tym trudnym kwartale. To potwierdza, że przejęcie Grupy Energa było dobrym, w pełni uzasadnionym biznesowo posunięciem. W celu uzyskania pełni synergii w Grupie, dążymy do przejęcia 100 proc. akcji Energii. To pozwoli na pełną integrację aktywów i wygenerowania dodatkowych korzyści dla naszych akcjonariuszy – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W trzecim kwartale 2020 roku PKN ORLEN osiągnął:

  • 23,9 mld zł przychodów ze sprzedaży
    • 2,0 mld zł zysku EBITDA LIFO
    • 0,7 mld zł zysku netto

Ujęcie Grupy ENERGA w konsolidacji Grupy ORLEN zwiększyło wyniki Segmentu Energetyki w trzecim kwartale o 486 mln zł. Łączna zainstalowana moc wytwórcza energii elektrycznej w Grupie ORLEN wyniosła na koniec trzeciego kwartału br. 3.246 MWe, w tym: 1.436 MWe przypadało na Grupę Energa.

Segment detaliczny PKN ORLEN osiągnął rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 1 mld zł w efekcie wzrostu marż paliwowych na rynku niemieckim i polskim przy porównywalnym poziomie marż na rynku litewskim. Największą dynamikę wzrostu marży paliwowej osiągnięto w Niemczach przy porównywalnej dynamice w Czechach i Polsce. W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku liczba punktów gastronomicznych Stop Cafe/star Connect (włączając sklepy convenience) wzrosła o 73 i na koniec września wynosiła łącznie 2181, w tym: 1710 Stop Cafe w Polsce (włączając 592 sklepy convenience), 310 Stop Cafe w Czechach, 131 star Connect w Niemczech, 28 Stop Cafe na Litwie oraz 2 Stop Cafe na Słowacji. Równolegle rozwijano segment detaliczny wdrażając innowacyjne rozwiązania. W sierpniu br. PKN ORLEN otworzył kolejny najnowocześniejszy w Europie format drive-through, który pozwala klientom skorzystać z oferty bez konieczności wysiadania z samochodu na odcinku Wrocław – Poznań. Planowane jest otwarcie dwóch kolejnych tego typu stacji w Warszawie i Wrocławiu. Z kolei w ramach przystosowania europejskiej sieci stacji w Grupy ORLEN do sprzedaży paliw alternatywnych: w trzecim kwartale funkcjonowały 182 punkty tego typu, co oznacza wzrost o 90 (r/r), w tym: w Polsce o 81, w Czechach o 6 i w Niemczech o 3. PKN ORLEN zapowiedział budowę jeszcze w tym roku punktów tankowania wodoru na dwóch czeskich stacjach Benzina – w Pradze i Litvinowie, z których kierowcy będą mogli skorzystać w przyszłym roku. W planach jest także otwarcie kolejnych stacji wodorowych – w Brnie, Pilźnie i w Pradze, na autostradzie D10. Inwestycje te wpisują się w ogłoszone przez koncern osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2050 roku.

Segment rafineryjny wypracował wynik EBITDA LIFO na poziomie (-) 370 mln zł, przy czym wynik rafinerii w Płocku, która sklasyfikowana jest jako Super Site wg WoodMackenzie był dodatni i wyniósł 18 mln zł. Był on obciążony m.in. przez spadek marż na lekkich i średnich destylatach, niższy dyferencjał Brent/Ural o (-) 1,1 USD/bbl oraz umocnienie złotówki względem dolara. Dodatkowym czynnikiem były niższe wolumeny sprzedaży benzyny, oleju napędowego i paliwa JET. Pozytywny wpływ na wyniki rafinerii miały m.in. wyższe marże na ciężkich frakcjach rafineryjnych oraz niższe koszty zużyć własnych w wyniku spadku cen ropy. Moce wszystkich rafinerii zostały wykorzystane w 93 proc., a łączny przerób ropy wyniósł 8,2 mln ton. Rafineria w Płocku przerobiła porównywalny (r/r) poziom ropy naftowej w wysokości 4,2 mln ton, pomimo presji rynku na poziom marż rafineryjnych.

W segmencie petrochemicznym w trzecim kwartale br. wolumeny sprzedaży utrzymane zostały na zbliżonym (r/r) poziomie 1,3 mln ton, co przełożyło się na EBITDA LIFO w wysokości 502 mln zł, z czego ANWIL wypracował 106 mln zł. W tym czasie w Polsce sprzedaż wzrosła o 7 proc. (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży olefin, nawozów i PCW, a na Litwie o 110 proc. (r/r) w związku ze zwiększonym udziałem rynkowym. Spadek o (-) 16% (r/r) odnotowano jedynie w Czechach głównie w efekcie obniżonego popytu ze strony sektora motoryzacyjnego i budownictwa oraz wpływu postojów remontowych.

Segment wydobycia wypracował rezultat EBITDA LIFO na poziomie 44 mln zł. W Polsce, w trzecim kwartale 2020 roku prace nad zagospodarowaniem złoża Bystrowice (projekt Miocen) weszły w fazę budowlano-montażową. Kontynuowano prace projektowe i formalno-prawne w ramach zagospodarowania złóż: Bajerze i Tuchola (projekt Edge). Na koniec trzeciego kwartału br. rozpoczęto także wiercenie otworu Grodzewo-1 (projekt Płotki). Wykonano prace przygotowawcze i zrealizowano akwizycje danych sejsmicznych Koczała-Miastko 3D w ramach projektu Edge. Ponadto rozpoczęto proces interpretacji danych sejsmicznych: Wilcze 3D (projekt Edge) i Brzezie-Gołuchów 3D (projekt Płotki), realizowano również przetwarzanie regionalnych profili sejsmicznych 2D w projekcie Karpaty. Z kolei w Kanadzie z końcem trzeciego kwartału br. przyśpieszono przygotowanie i rozpoczęto prace zmierzające do wykonania szczelinowana dwóch otworów w rejonie Kakwa.

Koncern utrzymuje stabilną sytuację płynnościową, dywersyfikując źródła finansowania. W ramach zawartego pod koniec lipca br. obrotowego kredytu odnawialnego, PKN ORLEN zabezpieczył finansowanie do kwoty 1,75 mld EUR, które przeznaczone może zostać między innymi na działania inwestycyjne, w tym rozwój nisko i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania, modernizację rafinerii i petrochemii oraz wdrożenie innowacyjnych rozwiązań w obszarze sprzedaży detalicznej. Jeszcze w tym roku PKN ORLEN planuje emisję obligacji o wartości nawet 1 mld zł. Jednym z rozważanych elementów jest wprowadzenie elementów ESG, umożliwiających emisję obligacji opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu. Jednocześnie na bezpiecznym poziomie pozostają również strategiczne wskaźniki finansowe. Uwzględniając akwizycję Grupy ENERGA poziom długu netto do EBITDA LIFO został utrzymany poniżej zakładanego w strategii Koncernu maksymalnego poziomu 1,5x. Dźwignia finansowa wyniosła na koniec okresu 28,4 proc., tj. poniżej progu ze strategii na poziomie 30 proc.

W ramach zadeklarowanej przez PKN ORLEN na początku września br. ambicji osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r., koncern przedstawił konkretne cele i narzędzia do jej osiągnięcia. Zgodnie z zapowiedziami, do 2030 roku koncern o 20 proc. zredukuje emisje CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33 proc. emisji przypadającej na jednostkę wyprodukowanej energii elektrycznej. Cel ten został oparty na filarach biznesowych, w których PKN ORLEN już obecnie posiada szerokie doświadczenie i silną pozycję rynkową, w tym: efektywności energetycznej produkcji, zeroemisyjnej energetyce, paliwach przyszłości oraz zielonym finansowaniu.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do maksymalnej neutralności ekologicznej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Rosnące kompetencje koncernu w obszarze ESG odzwierciedla wyższa ocena ratingowa agencji Sustainaltytics w 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie Koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG.

W trzecim kwartale br. kluczowe dla dalszego rozwoju i wzrostu innowacyjności w PKN ORLEN inwestycje przebiegały zgodnie z harmonogramem. Finalizowana jest budowa Centrum Badawczo-Rozwojowego w Płocku, które umożliwi wdrażanie własnych technologii i będzie nowoczesną platformą współpracy pomiędzy PKN ORLEN a światem nauki i biznesu. Trwają prace ziemne na instalacji Visbreakingu, która tuż po uruchomieniu zaplanowanym na koniec 2022 roku pozwoli wytwarzać więcej produktów wysokomarżowych, czyli benzyny i oleju napędowego. Instalacja Polietylenu 3 w czeskim zakładzie Grupy ORLEN w Litvínovie osiągnęła pełną wydajność, złożony został także raport środowiskowy i wybrano również projektanta morskiej farmy wiatrowej PKN ORLEN na Bałtyku.

Kontynuowano również procesy akwizycyjne, które umożliwią rozwój i wzmocnienie konkurencyjnej pozycji PKN ORLEN, nie tylko w regionie, ale w całej Europie i na świecie. Po zgodzie Komisji Europejskiej na przejęcie Grupy LOTOS przez PKN ORLEN w lipcu br., obie spółki w sierpniu br. podpisały porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące realizacji transakcji nabycia akcji gdańskiej grupy, a w konsekwencji przejęcia nad nią kontroli kapitałowej. W tym celu powstał zespół negocjacyjny, w którego zadaniem jest wypracowanie ostatecznego zakresu oraz struktury transakcji. Po zainicjowaniu przejęcia PGNiG 14 lipca br. prowadzone były prace zmierzające do złożenia wniosku koncentracyjnego do Komisji Europejskiej. Równolegle realizowany jest proces due dilligence tej spółki. Umożliwiło to podpisane w trzecim kwartale br. przez oba podmioty porozumienie o zachowaniu poufności. W tym czasie ogłoszone zostało również wezwanie na 100 proc. akcji Grupy Energa, które potrwa do 20 listopada br.

Gastronomia znów przed widmem bankructwa. Proponowana pomoc rządu nie rozwiązuje problemów

Branża gastronomiczna krótko miała możliwość prowadzenia biznesu. Już pierwszy lockdown spowodował spadek obrotów rzędu 80–90 proc., a przez wakacje restauratorom nie udało się odrobić strat. Branża spodziewa się, że nowy lockdown potrwa co najmniej do końca roku, a wiele firm go nie przetrzyma. Rządową pomoc, zaproponowaną w ramach branżowej tarczy antykryzysowej, ocenia jako dalece niewystarczającą. Wątpliwości budzą niejasne zasady postojowego, które de facto ograniczą grupę beneficjentów w porównaniu do poprzednich tarcz. Zabrakło również rozwiązania kwestii czynszów w czasie lockdownu. Ograniczona reakcja rządu przyczyni się do problemów z utrzymaniem miejsc pracy w branży zatrudniającej nawet ponad pół miliona osób.

Wraz ze wzrostem liczby zachorowań rząd tydzień temu zdecydował się na wdrożenie nowych obostrzeń w działalności przedsiębiorców, w tym ponowne zamknięcie restauracji, barów, kawiarni i innych placówek gastronomicznych, które mogą już serwować jedzenie tylko na wynos lub z dowozem. Branża spodziewa się, że nowy lockdown potrwa co najmniej do końca roku.

– Możemy sobie wyobrażać, że to potrwa kilka miesięcy, ale tego ani gospodarka, ani nikt z nas nie wytrzyma. Nie sądzę, żebyśmy wrócili do normalnej pracy i mieli otwarte lokale wcześniej niż od nowego roku, bo wszyscy wiemy, jaki jest grudzień. Są andrzejki, mikołajki, święta, sylwester. Nie sądzę, aby rząd pozwolił nam w tym okresie otwierać restauracje – mówi agencji Newseria Biznes Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska, przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa.

W ramach nowej, tzw. antykryzysowej tarczy branżowej rząd przygotował pakiet kolejnych ułatwień dla firm najbardziej poszkodowanych pandemią. Wśród nich znalazła się też gastronomia, która będzie mogła skorzystać m.in. ze zwolnienia ze składki ZUS za listopad oraz mikropożyczki do 5 tys. zł. Jest też propozycja wypłaty jednorazowego dodatkowego świadczenia postojowego w wysokości 2080 zł, ale obejmie ona tylko osoby prowadzące działalność gospodarczą, czyli de facto właścicieli punktów gastronomicznych, a nie ich pracowników, czyli – jak było poprzednio – również osoby zatrudnione na umowach cywilnoprawnych. Proponowaną pomoc branża gastronomiczna ocenia jednak jako dalece niewystarczającą.

– Forma postojowego zaproponowana przez rząd w jakiejś małej części pomoże, ale to jest o wiele za mało, żeby w dłuższej perspektywie gastronomia i miejsca pracy zostały uratowane – mówi Sylwester Cacek. – Oczekiwalibyśmy zwolnienia ze składek ZUS nie tylko za listopad, ale już za październik, bo część firm nie będzie mieć środków już na październikowe opłaty.

Druga istotna kwestia to wsparcie długoterminowe. Już po pierwszym lockdownie branża oceniała, że wychodzenie z dołka zajmie jej czas co najmniej do końca przyszłego roku, teraz bardziej realny wydaje się rok 2022. Jak podkreśla ekspert, bez długofalowego wparcia finansowego i systemowych rozwiązań prawnych wielu najemców po prostu nie przetrwa na rynku.

– To  chociażby kwestia pomocy w uregulowaniu spraw czynszowych, bo wychodzenie z kryzysu epidemicznego będzie dużo trudniejsze i bardziej długotrwałe niż sama epidemia – ocenia przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa. – Potrzebne są narzędzia do finansowania długoterminowego, wspierające płynność i możliwość funkcjonowania, stosunkowo tanie, bo jeżeli to będą drogie pożyczki, to nikt nie będzie chciał z nich korzystać. Bez tego będzie ciężko gastronomii, jak i wielu innym branżom detalicznym po tej sytuacji wracać do normy.

Jak podkreśla, w trudnej sytuacji jest aktualnie większość firm działających w branży gastronomicznej. Część zaczęła dopiero podnosić się po wprowadzeniu w 2018 roku ograniczenia handlu w niedziele, gdy na początku 2020 r. uderzyły w nie pandemia COVID-19 i zamrożenie gospodarki.

– Większość restauracji w centrach handlowych przez ostatnie miesiące pracowała na stratach albo na minimalnym zysku. Wiele restauracji miejskich też nie osiągało wyników dodatnich, choć tam sprzedaż wracała szybciej. Najgorsza jest sytuacja w tych restauracjach, które liczyły na turystów zagranicznych. Tam spadki były dramatyczne, nawet w ciągu lata, a sprzedaż wynosiła 20–30 proc. w porównaniu do ubiegłego roku – mówi Sylwester Cacek.

Z danych BIG InfoMonitor wynika, że już w pierwszy lockdown branża weszła z 647 mln zł zaległości, które teraz wzrosły o ponad 48 mln zł. Między marcem a wrześniem liczba zadłużonych firm wzrosła o 198, czyli znacznie więcej niż w ciągu wcześniejszych 12 miesięcy (132). Natomiast przyrost zadłużenia od początku kryzysu wywołanego pandemią wyniósł 7,5 proc. i był większy niż w przypadku ogółu firm (3,7 proc.).

– Teraz mamy drugie zamknięcie gospodarki, od marca praktycznie nie mamy możliwości odrobienia strat, nie mówiąc już o generowaniu zysków. To powoduje, że w zasadzie wszyscy jesteśmy u skraju wytrzymałości – mówi przewodniczący rady Związku Pracodawców HoReCa.

Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że już w pierwszej fali zamknięcie punktów gastronomicznych spowodowało w nich spadek obrotów rzędu 80–90 proc. Po tygodniach zamrożenia restauratorzy mogli wrócić do działalności z uwzględnieniem restrykcyjnych wymogów sanitarnych, ale lipcowe badanie Research & Grow dla BIG InfoMonitor pokazuje, że klienci wcale nie rzucili się tłumnie do ulubionych lokali. 39 proc. w ogóle nie poszło do restauracji w ciągu dwóch miesięcy od ich ponownego otwarcia, a 1/3 bywała w nich rzadziej niż przed pandemią. Wszystko to spowodowało, że restauracje, kawiarnie i bary nie miały kiedy odrobić strat. W efekcie wiele z nich musiało zamknąć działalność.

– Część restauracji nie wytrzymała i zniknęła z rynku, część zawiesiła działalność. Szacuje się, że zbankrutowało ok. 6 tys., a więc na rynku pozostało około 60 tys. różnej wielkości restauracji, stałych i sezonowych. Szacunki dotyczące zatrudnienia w branży są różne. Według GUS jest to ponad 300 tys. pracowników, ale może to być nawet dużo powyżej 500 tys. – mówi Sylwester Cacek.

Według ostatnich dostępnych danych GUS w Polsce jeszcze przed pandemią działało ok. 70 tys. stałych lub sezonowych placówek gastronomicznych. Wśród nich 38 proc. stanowiły punkty gastronomiczne, 28 proc. – restauracje, a 27,6 proc. – bary.

Według przytaczanego przez BIK raportu PMR „Rynek HoReCa w Polsce 2020” w ubiegłym roku polski rynek gastronomiczny był wart 32,6 mld zł. Prognozy sprzed pandemii zakładały, że w tym roku jego wartość urośnie do 34,4 mld zł, ale te są już mocno nieaktualne, bo branża jest jedną z tych, które najmocniej ucierpiały wskutek pandemii COVID-19.

Leczenie udarów mocno utrudnione w czasie pandemii. Mimo że są większym zagrożeniem dla życia niż COVID-19

Udar mózgu to w Polsce przyczyna śmierci ok. 30 tys. osób rocznie i główny powód niepełnosprawności dorosłych Polaków. Jeżeli osoba z udarem szybko trafi na szpitalny oddział, ma szansę tego uniknąć. – Udar mózgu wciąż stanowi większe zagrożenie niż COVID-19 – podkreśla neurolog prof. Adam Kobayashi. W tym roku po raz kolejny wystartowała kampania ALERT UDAROWY, która ma przypomnieć Polakom, jakie są charakterystyczne objawy udaru i jak na nie reagować.

W Polsce rokrocznie udar mózgu jest przyczyną śmierci ok. 30 tys. osób – trzecią najczęstszą po chorobach serca i nowotworach. To też pierwsza przyczyna trwałej niepełnosprawności osób po 40. roku życia.

Udar mózgu to stan zagrażający życiu, w którym liczy się błyskawiczna reakcja. Jeżeli osoba z udarem szybko trafi na szpitalny oddział, ma szansę uniknąć trwałych konsekwencji, niepełnosprawności, a nawet śmierci.

– Pacjent musi w takiej sytuacji wezwać pogotowie. Na szczęście jest ono poinformowane, które oddziały jeszcze przyjmują pacjentów – mówi prof. Adam Kobayashi, kierownik Klinicznego Oddziału Neurologii i Centrum Interwencyjnego Leczenia Udaru Mózgu, Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu. – Przed przyjęciem na oddział tacy pacjenci powinni być badani w kierunku COVID-19. W tej chwili są już testy, które w ciągu kilkunastu minut pozwalają przeprowadzić wstępny screening pacjenta i sprawdzić, czy jest zainfekowany. Trzeba pamiętać, że udar mózgu wciąż stanowi większe zagrożenie niż COVID-19. Śmiertelność w ostrej fazie udaru wynosi kilkanaście do 20 proc., a w przypadku koronawirusa oscyluje wokół 1–2 proc. w skali kraju.

Od tego, jak szybko pacjent z udarem mózgu trafi do szpitala, zależy to, czy uniknie niepełnosprawności, groźnych powikłań albo śmierci, którą kończy się 1/5 takich przypadków. Jak podkreśla prof. Kobayashi, z każdą minutą niedokrwienia w mózgu dochodzi do uszkodzenia kilku milionów komórek nerwowych.

– Metody skutecznego leczenia ostrej fazy udaru mózgu są dwie. Jest to tromboliza dożylna i w jej przypadku okno czasowe, w którym można podać pacjentowi lek, to cztery–pięć godzin od momentu wystąpienia objawów. Drugą metodą jest trombektomia mechaniczna, gdzie okno czasowe jest trochę dłuższe i wynosi około sześciu godzin – tłumaczy. – To jednak nie oznacza, że jeśli pacjent trafił do nas pół godziny po wystąpieniu pierwszych objawów, to mamy jeszcze trzy czy pięć godzin na podanie mu leku. Im szybciej podamy mu lek albo wykonamy trombektomię, tym lepiej dla niego. Pacjenci, którzy będą leczeni w pierwszej godzinie od wystąpienia objawów, rokują lepiej niż ci, u których leczenie jest podejmowane później.

Kluczowe objawy udaru mózgu można zapamiętać, wykorzystując akronim słowa UDAR: U jak utrudniona mowa, D jak dłoń/ręka opadająca, A jak asymetria ust i R – jak reaguj natychmiast 999 lub 112. W przypadku zaobserwowania takich symptomów u siebie bądź innej osoby nie można ich zbagatelizować, zwłaszcza że udar mózgu nie boli, i należy bezwzględnie, jak najszybciej wezwać pogotowie.

– To są najważniejsze objawy udaru, ale oczywiście mogą być też inne, mniej specyficzne, jak np. ból czy zawroty głowy, które występują nagle, drętwienie albo zaburzenia czucia po jednej stronie ciała – wymienia ekspert.

Przy okazji obchodzonego 29 października Światowego Dnia Udaru Mózgu organizacje pacjenckie i towarzystwa naukowe skupione wokół kampanii społecznej STOP UDAROM po raz kolejny startują ze specjalną akcją edukacyjną ALERT UDAROWY. Zaangażował się w nią m.in. aktor Jacek Rozenek, który w ubiegłym roku sam doznał udaru mózgu.

Organizatorzy tegorocznego ALERTU UDAROWEGO przypominają o najważniejszych objawach udaru mózgu i o tym, że w przypadku zaobserwowania ich u siebie lub innej osoby należy bezwzględnie zadzwonić pod numer 999 lub 112 i wezwać pogotowie ratunkowe. Zachęcają, by Polacy przekazywali sobie wiadomość ALERT UDAROWY w formie MMS-ów i przez media społecznościowe.

Do udaru niedokrwiennego mózgu, czyli jego częściowego obumarcia w wyniku zatrzymania dopływu krwi, dochodzi w Polsce statystycznie co 6,5 minuty, czyli u 220 osób dziennie. Błędnie uważa się, że problem dotyczy głównie osób starszych, bo udar może wystąpić u każdego, bez względu na wiek. Ryzyko znacznie zwiększają schorzenia układu sercowo-naczyniowego, takie jak nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca, miażdżyca, wysoki cholesterol czy migotanie przedsionków, ale też niezdrowy tryb życia, w tym cukrzyca, otyłość, brak aktywności fizycznej, nadużywanie alkoholu i palenie papierosów.

Udar może też dotyczyć pacjentów, u których dochodzi do uszkodzenia naczyń np. w wyniku urazów mechanicznych. Coraz częściej diagnozujemy pacjentów, u których np. w wyniku wypadków komunikacyjnych dochodzi do rozerwania ścian tętnic szyjnych, co też niesie ze sobą ryzyko udaru mózgu. Z pewnością nie jest to choroba, która omija młodych. Oni doznają udarów rzadziej niż starsi, ale coraz częściej widujemy 30- czy 40-latków – mówi prof. Adam Kobayashi.

Więcej informacji na temat kampanii społecznej STOP UDAROM dostępnych jest na stronie: https://stopudarom.pl/o-kampanii/alert-udarowy/

Koronawirus nie zahamował rolniczych inwestycji. Rośnie sprzedaż ciągników i przyczep rolniczych

Pandemia nie wstrzymała inwestycji rolników w sprzęt. We wrześniu sprzedaż ciągników wyniosła 873 sztuk i była o 123 większa niż przed rokiem. Od początku roku na pola wyjechało 7,4 tys. nowych maszyn, o ponad 20 proc. więcej niż w tym samym okresie 2019 roku. Rośnie też sprzedaż przyczep rolniczych. – Wydaje się, że trend wzrostowy zostanie utrzymany do końca roku. Szacujemy, że rynek wzrośnie o 8–12 proc. w zależności od segmentu maszyn rolniczych – ocenia Michał Spaczyński, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych. Najnowsze badanie nastrojów w branży pokazuje większy optymizm niż to przeprowadzone w kwietniu br.

– Sprzedaż maszyn i urządzeń rolniczych w Polsce nie zmalała, obserwujemy nawet delikatny wzrost. W porównaniu do innych branż nie zostaliśmy dotknięci sytuacją epidemiczną – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Spaczyński. – Pierwsze opady deszczu pojawiły się w maju, przełamały złą passę suszy i chłodu z początku roku. Największe obawy rolników co do tegorocznych zbiorów rozwiały się, potem kolejne deszcze poprawiły sytuację hydrologiczną i zbiory okazały się całkiem dobre. Z cenami również nie było najgorzej, w związku z tym również inwestycje w sprzęt i infrastrukturę na wsi również nie wyglądały tak źle.

W Polsce, jak wynika z danych CEPiK przytaczanych przez PIGMiUR, pandemia nie zmniejszyła inwestycji rolników w maszyny. We wrześniu 2020 roku zarejestrowano 873 szt. nowych ciągników, o 57 więcej niż w sierpniu br. i o 123 więcej niż we wrześniu ubiegłego roku. Ogółem od początku 2020 roku zarejestrowano 7547 nowych ciągników. To ponad 20-proc. wzrost w ciągu roku (6252 szt.). Dla porównania jednak – jeszcze w 2012 roku sprzedano ok. 20 tys. ciągników.

– Do tego rekordowego wyniku nam bardzo daleko i na pewno go w tym roku nie osiągniemy. Szacuje się, że to będzie około 8–9 tys. sprzedanych nowych ciągników w tym roku – wskazuje wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych.

Rośnie też sprzedaż przyczep rolniczych. We wrześniu zarejestrowano ich 439, przy 353 we wrześniu 2019 roku. Od początku roku to już 5342 nowych przyczep, co oznacza 28-proc. wzrost r/r.

– Producenci i dystrybutorzy maszyn rolniczych mają na swoich stanach magazynowych jeszcze maszyny do sprzedania, a więc ten ostatni kwartał będzie okresem wzmożonej pracy i poszukiwaniem klientów, ale nie możemy powiedzieć, że cały rynek i nasza branża jest w zapaści – ocenia Michał Spaczyński. – Szacujemy, że rynek wzrośnie o 8–12 proc. w zależności od segmentu maszyn rolniczych.

Według badania nastrojów branży przeprowadzonego przez izbę na przełomie września i października, nie widać jednak dużego optymizmu. Wiele firm negatywnie ocenia minione półrocze dla branży rolniczej, bardziej pozytywnie widzi za to przyszłość. 31 proc. badanych spodziewa się poprawy koniunktury, a 33 proc. – jej pogorszenia. Mniejsze obawy co do przyszłości widać w planach inwestycyjnych – prawie 42 proc. firm planuje inwestycje (przy ok. 31 proc. w kwietniu), a tylko 23 proc. zamierza zrezygnować z planowanych wcześniej przedsięwzięć (prawie 43 proc. w kwietniu). Wciąż 55 proc. przedsiębiorców twierdzi, że koronawirus będzie miał negatywny wpływ na rozwój branży.

Dane przytaczane przez PIGMiUR wskazują, że w tym roku rolnicy najczęściej kupują maszyny o mocy 71–100 koni mechanicznych (2097) i 101–140 KM (1765).

 Ciągniki o mocy do 130 KM są najpopularniejsze w naszym kraju, co nie oznacza, że również i te większe się nie sprzedają. To wynika wprost z wielkości danego gospodarstwa rolnego – im większe, tym większe zapotrzebowanie na moc maszyn, ale gospodarstw dużych jest w Polsce stosunkowo mało – tłumaczy ekspert.

Na stosunkowo wysoką sprzedaż nowych maszyn rolniczych mają również wpływ fundusze unijne. Łącznie na rozwój obszarów wiejskich w latach 2014–2020 trafiło 13,5 mld euro środków publicznych.

– Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma do przekazania rolnikom jeszcze dużo pieniędzy na modernizację gospodarstw rolnych. Te subsydia mocno wpływają na decyzje zakupowe rolników. Modernizacja gospodarstw rolnych przebiega też w sposób naturalny, następuje wymiana starych maszyn na nowoczesne, które znacząco ułatwiają pracę rolnikowi w gospodarstwie rolnym – mówi Spaczyński.

Inwestycje przyspiesza też zmiana pokoleniowa rolników.

– Młodzi rolnicy chętnie z tego korzystają po to, aby wybrać najlepsze rozwiązanie dla swojego gospodarstwa. Kierują się przede wszystkim tym, aby lżej im się pracowało. Na wsi brakuje rąk do pracy, więc maszyny muszą zastępować człowieka w bardzo wielu pracach i tak też się dzieje. Producenci prześcigają się w swoich rozwiązaniach po to, aby maksymalnie zautomatyzować pracę na wsi – podkreśla wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych.

Centralny Port Komunikacyjny ma przynieść 290 tys. nowych miejsc pracy. Aby zrealizować inwestycję, potrzebne są pieniądze publiczne i inwestor zagraniczny

Centralny Port Komunikacyjny „Solidarność” ma być węzłem transportowym, który zintegruje transport lotniczy, kolejowy i drogowy, a przy tym pobudzi rozwój innowacji, turystyki i przemysłu. – To nie jest zwykły projekt infrastrukturalny, to jest olbrzymi projekt cywilizacyjny – podkreśla Sławomir Majman, wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich. Jak pokazują analizy firmy Kearney dotyczące przyszłego funkcjonowania CPK, jego powstanie pozwoli stworzyć do 2040 roku 290 tys. nowych miejsc pracy i zapewni wzrost łącznej produkcji w Polsce nawet o 90 mld zł rocznie.

Jak wyliczają analitycy firmy Kearney, w 2028 roku CPK „Solidarność” zapewni w gospodarce 238 tys. nowych miejsc pracy. W 2040 roku liczba ta wzrośnie do 290 tys., z czego 217 tys. będzie związanych z lotnictwem, a 73 tys. – z koleją.

Wpływ Centralnego Portu Komunikacyjnego na polską gospodarkę będzie znaczący – mówi Sławomir Majman, wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich SA, organizatora konferencji „Lotnictwo Nowej Generacji 2020”. – Jeżeli ten projekt się uda, to oznacza co roku wzrost PKB o 1 proc., a to jest bardzo dużo. Podkreślam, jeżeli ten projekt się uda. To nie jest zwykły projekt infrastrukturalny, to jest olbrzymi projekt cywilizacyjny, rozpisany na kilka dziesięcioleci.

Na dziesięciolecia przewidziane są też korzyści gospodarcze z jego uruchomienia. Druga część raportu Kearney, obejmująca oddziaływanie na gospodarkę z fazy operacyjnej (pierwsza dotyczyła fazy inwestycyjnej), wskazuje, że już w pierwszym roku funkcjonowania lotniska i części inwestycji kolejowych całkowita produkcja w Polsce wzrośnie o 71 mld zł. Z kolei wartość dodana brutto, czyli dodatkowe zyski przedsiębiorstw, wynagrodzenia pracowników i amortyzacja środków trwałych, zwiększy się o ponad 50 mld zł w 2028 roku. W okresie 2028–2040 te wartości wzrosną odpowiednio do 986 mld zł (wartość produkcji) oraz 780 mld zł (wartość dodana brutto).

– Centralny Port Komunikacyjny jest jedyną szansą dla Polski, aby wygrać bitwę o tranzyt. Najcenniejszą częścią biznesu lotniczego są właśnie przewozy tranzytowe. Obecnie nie mamy argumentów, aby przyciągnąć je na polskie lotniska. A jest to możliwe – świadczy o tym choćby przykład lotniska w Helsinkach, które w ciągu dekady z malutkiego, prowincjonalnego lotniska na skraju Europy stało się jednym z większych hubów pomiędzy Europą a Azją Wschodnią – Koreą, Japonią i Chinami – przekonuje wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich.

Drugi istotny argument to wyczerpująca się przepustowość Lotniska Chopina. Jak podkreśla Sławomir Majman, za 10–12 lat będzie ono niewystarczające, aby obsłużyć tranzytowy ruch lotniczy. I to mimo trwającej rozbudowy stołecznego portu lotniczego. Eksperci Kearney wyjaśniają, że inwestycje zrealizowane w ramach programu CPK pozwolą wygenerować korzyści znacznie przewyższające maksymalny potencjał obecnego Lotniska Chopina.

Zwiększenie ruchu lotniczego i turystyki w Polsce dzięki temu, że jest przyzwoite, duże lotnisko, może zwiększyć także biznes polskich lotnisk regionalnych. Myślę, że przy dobrze wymyślonym lotnisku w Baranowie możliwe jest zdrowe współistnienie, zdrowa synergia między większością lotnisk regionalnych. Kłopot jest z Okęciem i lotniskiem w Łodzi – mówi Sławomir Majman.

Analitycy firmy Kearney jako główne korzyści podają m.in. poprawę dostępności komunikacyjnej kraju i regionu, rozwój turystyki, wzrost mobilności mieszkańców, pobudzanie innowacji i nowych technologii oraz rozwój segmentu cargo, przemysłu, biznesu.

Aby ten projekt został zrealizowany, potrzebne są pieniądze. Unia Europejska nie finansuje projektów lotniskowych, tylko część kolejową, czyli tzw. szprychy zbiegające się w lotnisku mogą liczyć na wsparcie UE. Po pierwsze więc, potrzebne są fundusze publiczne i inwestor zagraniczny. Po drugie, niezbędne jest właściwe podejście, aby ambicje i deklaracje polityczne zostały zastąpione przez wiedzę ekspercką. Czekamy, aż spółka CPK wyłoni twórcę tzw. masterplanu, czyli pomysłu, gdzie, co, jak i za ile, z kim budować, jak wyposażać itd. To nie może być projekt jednej partii, budzący wrogość wszystkich dookoła. To powinien być polski projekt ekumeniczny – zauważa wiceprezes Zarządu Targów Warszawskich.

CPK, jako członek europejskiego konsorcjum, otrzymało dofinansowanie na opracowanie zielonych, proekologicznych i inteligentnych rozwiązań dotyczących projektowania lotnisk. Wysokość grantu to 12 mln euro, a do Polski trafi ok. 500 tys. euro. Partnerami CPK są m.in. porty lotnicze w Kopenhadze, Rzymie i Wilnie. Dofinansowanie pochodzi z Programu Ramowego Badań i Rozwoju Horyzont 2020 w kategorii: „Budowanie niskoemisyjnej i odpornej na zmiany klimatu przyszłości: Bezpieczna, czysta i wydajna energia”.

Opracowano materiał zdolny do przechwytywania dwutlenku węgla z przemysłowych gazów cieplarnianych. To rewolucja w drodze do zeroemisyjności

Zgodnie z postanowieniami Europejskiego Zielonego Ładu, porozumienia wypracowanego przez Komisję Europejską w 2019 roku, państwa członkowskie zobowiązały się do redukcji emisji gazów cieplarnianych do zera nie później niż do 2050 roku. W realizacji tych założeń może pomóc innowacyjny materiał opracowany na Uniwersytecie w Bayreuth, który pozwala odseparować dwutlenek węgla z mieszaniny gazów.

– Naszemu zespołowi badawczemu udało się zaprojektować materiał, który spełnia jednocześnie dwa zadania. Z jednej strony fizyczne interakcje z dwutlenkiem węgla są wystarczająco silne, aby uwolnić i przechwycić ten gaz cieplarniany z mieszaniny gazów. Z drugiej strony jednak, są na tyle słabe, że pozwalają na uwolnienie CO2 z materiału przy niewielkiej ilości energii – podkreśla Martin Rieß, doktorant w grupie badawczej chemii nieorganicznej na Uniwersytecie w Bayreuth.

Materiał zaprojektowany na Uniwersytecie w Bayreuth może okazać się jedną z kluczowych innowacji na drodze do redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dzięki zdolności do wychwytywania dwutlenku węgla można go wykorzystać do separowania dwutlenku węgla z gazów przemysłowych, aby ułatwić jego recykling.

Nowy materiał ma znaczącą przewagę nad dotychczasowymi sposobami separacji – nie wymaga przeprowadzania jakichkolwiek reakcji chemicznych i pozwala usunąć cały dwutlenek węgla z mieszaniny gazów. Zamiast tego gaz akumuluje się w zagłębieniach materiału w wyniku interakcji o stricte fizycznym podłożu, a uwolnienie pierwiastka odbywa się przy minimalnym zapotrzebowaniu energetycznym. Po uwolnieniu dwutlenku węgla materiał może zostać wykorzystany po raz kolejny.

Nowatorska metoda precyzyjnej separacji gazów może sprawdzić się zarówno do filtrowania gazów przemysłowych pochodzenia naturalnego, jak i tych powstałych w procesie przemysłowej uprawy roślin bądź produkcji biogazu. Jego wysoka skuteczność absorpcyjna związana jest m.in. z tym, że wyłapuje wyłącznie cząsteczki dwutlenku węgla i przepuszcza wszystkie inne gazy.

– Wszystkie kryteria odnoszące się do oceny przemysłowych procesów separacji dwutlenku węgla zostały całkowicie spełnione przez nasz hybrydowy materiał. Można go produkować w sposób opłacalny i ma znaczący wkład w redukcję przemysłowych emisji dwutlenku węgla, ale także w przetwarzanie biogazu i kwaśnych gazów – przekonuje Martin Rieß.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rozwiązań do zarządzania śladem węglowym w 2020 roku wyniesie 9 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 12,2 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,2 proc.

Roboty pomogą osobom niepełnosprawnym w codziennym życiu. Wspomagane sztuczną inteligencją będą mogły nawet je karmić

Roboty monitorują statystyki życiowe pacjentów i ostrzegają pielęgniarki, wprowadzają też automatycznie informacje do elektronicznej karty zdrowia pacjenta. Inne pomagają podczas operacji lub całkowicie zastępują lekarzy. Roboty rehabilitacyjne pomagają zaś osobom niepełnosprawnym w codziennych czynnościach. Zespół naukowców ze Stanfordu opracował nowatorski sposób sterowania ramionami robotów. Inteligentne kontrolery pozwalają na precyzyjne ruchy, które umożliwią np. karmienie pacjentów.

Roboty rehabilitacyjne pomagają osobom ze znacznym stopniem niepełnosprawności uzyskać samodzielność w wykonywaniu codziennych czynności. Inne nie tylko wspomagają niepełnosprawnych, ale służą też do rehabilitacji. Instytut Biomechaniki i Ortopedii na niemieckim Uniwersytecie Sportowym w Kolonii opracowuje np. zrobotyzowane systemy treningowe do stymulacji fizycznej i poznawczej, które oprócz rehabilitacji mają też zapobiegać chorobom. Uniwersytet RWTH w Akwizgranie używa robota, który prowadzi przedramię chorego i ma umożliwić pacjentom po udarze samodzielne wykonywanie ćwiczeń i wzmocnić skuteczności terapii.

Wyzwaniem było dotychczas przystosowanie robotów do bardzo precyzyjnych czynności, jak np. karmienie. To o tyle istotne, że tylko w USA blisko milion osób korzysta z wózków inwalidzkich wyposażonych w robotyczne ramiona, które pomagają im w takich czynnościach jak ubieranie, mycie zębów czy właśnie jedzenie. Zespół naukowców ze Stanfordu opracował innowacyjny system sterowania ramionami robota, który pozwala na precyzyjne dopasowanie ruchu do określonej czynności.

– Z punktu widzenia robotyki jednym z trudniejszych problemów, nad którym trwają prace, jest karmienie. Wymaga bowiem precyzyjnej manipulacji, a przy tym jest to tak fundamentalne zadanie – musimy się codziennie odżywiać – podkreśla Dorsa Sadigh, adiunkt informatyki i elektrotechniki na Uniwersytecie Stanforda oraz członkini Stanford Institute for Human-Centered Artificial Intelligence (HAI). – To również jeden z moich ulubionych problemów, nad którymi pracuję. Korzyści z tego można zobaczyć na własne oczy.

Naukowcy opracowali kontroler, który łączy dwa algorytmy sztucznej inteligencji. Pierwszy umożliwia sterowanie w dwóch wymiarach za pomocą joysticka, wykorzystując przy tym kontekstowe wskazówki, aby określić, czy użytkownik sięga np. po klamkę czy kubek. Następnie, gdy ramię robota zbliża się do celu, uruchamia się drugi algorytm, umożliwiający bardziej precyzyjne ruchy. Inteligentne algorytmy sprawiają, że robot wie, po jaki przedmiot sięgamy, i może sam przejąć kontrolę nad ruchem. Eksperymenty pokazały, że system się sprawdza –  ramię robota wyposażone w widelec precyzyjnie wykonywało żądane czynności.

– Kluczowy wniosek jest taki, że w zależności od pewnych ograniczeń, takich jak kontekst, robot będzie wiedział, że naciśnięcie joysticka w prawo oznacza określoną rzecz, na przykład podniesienie filiżanki – tłumaczy Dorsa Sadigh. – Jeśli go w żaden sposób nie nakierujemy, sam rozpozna najważniejszą rzecz, na którą powinien zwrócić uwagę, zważywszy na aktualną sytuację.

Osoby niepełnosprawne mogą już od kilku lat korzystać z podobnych robotów. Zdecydowana większość, choć pomaga w codziennych czynnościach, innych – bardziej precyzyjnych – nie potrafi wykonać. Ramiona robotów są wyposażone w kilka przegubów. To zaś oznacza, że użytkownik musi przełączać się między różnymi trybami na joysticku. Sam proces jest więc czasochłonny i nie zawsze dokładny. System opracowany przez naukowców ze Stanfordu sprawia, że joystick wydaje polecenia tylko w dwóch kierunkach – góra/dół oraz lewo/prawo, a mimo to, dzięki inteligentnym algorytmom, może płynnie i szybko sterować robotem wieloprzegubowym.

– Roboty współpracujące są już dostępne, ale korzystanie z nich jest wciąż bardzo trudne – podkreśla badaczka. – Typowe roboty pomocnicze obecne na rynku mają sześć–siedem przegubów. Aby sterować każdym z nich, użytkownik przełącza się między różnymi trybami na joysticku, co jest nieintuicyjne, męczące psychicznie i zajmuje dużo czasu.

Kuehne+Nagel zaprasza na darmowe webinarium „Prawo i ubezpieczenia w spedycji”

  • Najpopularniejsze warunki spedycyjne w Polsce i Europie
  • Konwencje oraz inne przepisy regulujące różne formy transportu międzynarodowego
  • Zabezpieczenie przed szkodą
  • Ubezpieczenie cargo

Prawo i ubezpieczenia w spedycji to temat kolejnego, bezpłatnego webinarium organizowanego przez specjalistów Kuehne+Nagel, które odbędzie się 3 listopada o godzinie 14.00.

Sektor transportu składa się z tysięcy podmiotów, które każdego dnia przetwarzają niezliczoną liczbę informacji i dokumentacji. Wspiera gospodarkę i dba o to, aby transakcje handlowe były przeprowadzane zgodnie z obowiązującymi prawami. Spedycja, jako część branży TSL, rządzi się swoimi prawami, które określają warunki, na jakich zawiązywana jest umowa między zleceniodawcą a spedytorem.

Podczas webinarium Iwona Śliwińska i Anna Piasecka, obejmujące stanowisko Legal Counsel w polskim oddziale Kuehne+Nagel wyjaśnią dlaczego stosowanie przez spedytorów ogólnych warunków spedycyjnych zwiększa pewność obrotu i bezpieczeństwa przekazanych towarów. Przedstawią najpopularniejsze warunki spedycyjne obowiązujące zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz powiedzą o konwencjach i innych przepisach regulujących różne formy transportu międzynarodowego.

W drugiej części spotkania, uczestnicy webinarium Kuehne+Nagel dowiedzą się, jak zabezpieczyć się przed szkodą i dlaczego warto korzystać z ubezpieczenia cargo.

Webinarium odbędzie się 3 listopada o godzinie 14.00. Liczba miejsc jest ograniczona do 500. Podczas spotkania będzie możliwość zadawania pytań. Każdy zarejestrowany użytkownik otrzyma nagranie sesji live kilka godzin po jej zakończeniu. Na webinarium można zapisać się poprzez stronę internetową: https://register.gotowebinar.com/register/4711655125597951759

Uszczelnienie szarej strefy usług pogrzebowych to 700 mln zł rocznie dla budżetu

W branży usług pogrzebowych funkcjonuje jedna z największych szarych stref. Szacuje się, że prawie połowa zysków nie jest opodatkowana i nie zasila polskiego skarbu państwa. Trudno jest jednak oszacować wartość tego rynku, gdyż większość zakładów pogrzebowych funkcjonuje jako działalności indywidualne. Na rynku istnieje tylko kilka spółek, których dotyczą bardziej istotne obowiązki sprawozdawcze. Większość usługodawców pogrzebowych nieuczciwie rozlicza swoje zyski, a ich indywidualny charakter działania utrudnia śledzenie takich wykroczeń. Dlatego nie wiemy, ile pieniędzy w branży pogrzebowej pozostaje w szarej strefie. Oprócz budżetu państwowego szara strefa dotyka uczciwych przedsiębiorców, którzy – odprowadzając pełny podatek – nie mogą sprostać konkurencji na rynku. Tej praktyce sprzyjają niestety zasady rozliczania zasiłku pogrzebowego z ZUSu.

– Zasiłek pogrzebowy  w Polsce przysługuje w kwocie ryczałtowej, która jest niezależna od faktu udokumentowania tych wydatków. Jest to systemowy bodziec do tego, by te wydatki trafiały do szarej strefy. Obejmuje ona także obszary usług okołopogrzebowych – na przykład wykonywanie pomników i działanie zakładów kamieniarskich, gdzie duża część obrotu także nie jest rejestrowana – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – By ograniczyć szarą strefę i wyrównać warunki konkurencyjne dla uczciwych przedsiębiorców powinien zostać wprowadzony wymóg dokumentowania wydatków na organizację pogrzebu ze środków z zasiłku. Wtedy można by się także pokusić o podwyższenie tego zasiłku. Od marca 2011 roku wynosi on 4000 złotych, ale na przestrzeni tych 10 lat nastąpił spory wzrost cen usług pogrzebowych. Podniesienie zasiłku o około 500 złotych zwiększyłoby koszty ogólne o 200 milionów rocznie. Jednak korzyści dla finansów publicznych z uszczelnienia branży pogrzebowej mogłyby wynieść nawet 700 milionów rocznie. Skarb państwa wciąż byłby na plusie, a osoby odpowiedzialne za organizację pogrzebu dla swoich bliskich miałyby na to większe środki – proponuje Kozłowski.

PKN ORLEN planuje emisję obligacji do 1 mld zł

Jeszcze w tym roku PKN ORLEN planuje emisję obligacji do 1 mld zł. Środki mogą zostać wykorzystane m.in. na bieżące projekty inwestycyjne zgodne z przyjętą strategią osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. Z tego względu Koncern rozważa wprowadzenie do emisji elementów ESG, czyli opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

– Od transformacji energetycznej nie ma odwrotu. Traktujemy ją nie tylko jako wyzwanie, ale i szansę na rozwój. Jako pierwszy koncern paliwowy w Europie Środkowej przedstawiliśmy konkretny plan osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. i skutecznie go realizujemy. Mamy stabilną sytuację finansową, którą wzmacniamy m.in. poprzez dywersyfikację źródeł przychodów. Na bieżąco obserwujemy także rynek i szukamy potencjalnych okazji do pozyskania finansowania na korzystnych warunkach. Zgodnie z zapowiedziami chcemy koncentrować się m.in. na obligacjach zrównoważonego rozwoju, stąd plany wprowadzenia do emisji elementów z obszaru ESG – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Plany PKN ORLEN obejmują emisję obligacji na okaziciela z 5-letnim okresem zapadalności na rynku polskim. Zostałaby ona skierowana do inwestorów instytucjonalnych i przeprowadzona w ramach umowy istniejącego krajowego programu emisji obligacji spółki, którego założenia są obecnie aktualizowane. Jednym z rozważanych elementów jest wprowadzenie elementów ESG, umożliwiających emisję obligacji opartych na ocenie zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

Przeprowadzenie emisji obligacji będzie uzależnione od podjęcia stosownych zgód korporacyjnych, jak i z zastrzeżeniem wystąpienia odpowiednich warunków na rynku dłużnych papierów wartościowych.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do maksymalnej neutralności ekologicznej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Rosnące kompetencje koncernu w obszarze ESG odzwierciedla wyższa ocena ratingowa agencji Sustainaltytics w 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie Koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG.

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialny biznes to jednocześnie ważne elementy strategii neutralności emisyjnej spółki do 2050 r. W ramach jej realizacji, na początku września br. PKN ORLEN zadeklarował do 2030 r. redukcję emisji CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej. Zgodnie z założeniami, inwestycje realizowane w ramach strategii neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje zrównoważonego rozwoju i zielone obligacje emitowane przez PKN ORLEN na europejskim rynku kapitałowym.

Mieszkania miały być tańsze, ale nie są. Co dalej z cenami nieruchomości?

Po trzech kwartałach liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o 11 proc., a ich wartość o 5,4 proc. licząc rok do roku. Natomiast ceny mieszkań pozostały niemal bez zmian, choć spodziewano się ich spadku. Większe zmiany dotyczą cen najmu.

– Dla mnie brak spadku cen nie jest niespodzianką ponieważ inwestorzy instytucjonalni mają dużo pieniędzy i gdzieś muszą je lokować – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, prezes Catella Polska. – Nawet jeżeli inwestycje w nieruchomości przynoszą teraz mniejsze korzyści z najmu to perspektywicznie będą budowały wartość.  W przyszłości spodziewam się raczej stabilizacji cen.

Rynek mieszkaniowy jest nadal stabilny, jakby nie odczuł skutków pandemii, choć w marcu i kwietnie przerażenie na rynku było duże. Oczywiście sytuacja jest różna w dużych miastach, w niektórych ceny nieznacznie spadły.

– Rynek mieszkaniowy ożywił się od września, a my odczuliśmy to pozytywnie w przypadku akademików, w październiku nasz akademik w Krakowie był już zapełniony w 95 proc. – wyjaśnia D.Węglicki. – Natomiast sytuacja na rynku wynajmu mieszkań luksusowych zaczęła się dla nas poprawiać o miesiąc później, ale już doszliśmy do poziomów sprzed pandemii.

Możliwe jednak, że rzeczywiste skutki pandemii na rynku nieruchomości poznamy dopiero za kilkanaście miesięcy, ze względu na cykl budowlany, a więc po okresie jaki mija od decyzji o rozpoczęciu budowy do momentu, gdy mieszkania są sprzedawane bądź wynajmowane.

– Bardzo wiele będzie zależało od rozwoju pandemii, nie wiemy kiedy skończy się praca zdalna – komentuje dyrektor Catella Polska. – Tych, którzy kupują mieszkanie, aby w nim zamieszkać nadal będzie wielu, ale większa niepewność dotyczy mieszkań kupowanych pod wynajem.

Wiadomo, że na rynku nieruchomości najbardziej ucierpią galerie handlowe, a największym zwycięzcą okażą się ci, którzy zainwestowali w magazyny.

Inteligentne radio pożyczy sobie nieużywaną częstotliwość

Dla nowych systemów łączności komórkowej, telewizyjnej, radiowej zaczyna brakować częstotliwości. Naukowcy zastanawiają się nad tym, jak „pożyczyć” nieużywane pasmo w momencie, kiedy nie jest potrzebne właścicielowi. Tak powstaje inteligentne radio, które samo potrafi sobie wyszukiwać pasma, uczy się i wyciąga z własnych działań wnioski na przyszłość.

Droga do inteligentnego radia

Systemy radiowe mają coraz więcej użytkowników. Transmisja danych odbywa się nie tylko w ramach telefonii komórkowej, telewizji i radia. Nadawanie i wysyłanie sygnału umożliwia sterowanie i komunikowanie się dronami, kamerami lub platformami do kształcenia studentów na uczelniach. Firmy i instytucje otrzymują zasoby częstotliwości do dyspozycji na stałe. Ale nie wszyscy użytkownicy w pełni wykorzystują swój przydział.

„Kiedy zidentyfikujemy, że w danym paśmie na naszym obszarze nie nadają jego pierwotni użytkownicy, czyli ci, którym zostało ono przydzielone, wówczas moglibyśmy je wykupić i wykorzystać na potrzeby swoich transmisji” – tłumaczy dr inż. Krzysztof Malon z Wydziału Elektroniki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Zaznacza, że po opracowaniu nowego systemu radiowcy nie mogą rozpocząć pracy na dowolnych częstotliwościach, bez zgody instytucji centralnej. Każda transmisja radiowa musi być zgłoszona.

Opisany przez niego sposób działania to tzw. dynamiczny dostęp do widma. Aby zrozumieć pojęcie widma, należy wiedzieć, że fale elektromagnetyczne rozchodzą się w próżni z tą samą prędkością, za to różnią się częstotliwością i długością. Różne zakresy fal jako całość tworzą właśnie widmo promieniowania elektromagnetycznego. Obejmuje ono szeroki zakres długości fal: od promieniowania gamma do fal radiowych.

Choć jeszcze w Polsce takie „pożyczanie sobie” przestrzeni widmowej do komunikacji jest niezgodne z regulacjami, to na całym świecie trwają prace nad niezbędnymi rozwiązaniami technicznymi i prawnymi, które to umożliwią.

W poszukiwaniu dziur widmowych

Dr inż. Krzysztof Malon zbadał wykorzystanie pasma na terenie WAT. Jak wyjaśnia, instytucje wojskowe również nie mogą nadawać w paśmie, które zostało przydzielone innym. Badanie potwierdziło, że wykorzystanie zasobów wynosiło około kilkanaście procent. Naukowiec pokazał, że analizując przestrzeń czasowo – częstotliwościową na określonym obszarze, można wskazać tzw. dziury widmowe, gdzie nie ma żadnej transmisji.

W swojej pracy doktorskiej dr inż. Malon przedstawił metodę, która umożliwia rozpoznawanie środowiska radiowego. Opracowany przez niego algorytm ocenia poszczególne kanały częstotliwościowe i wskazuje te pasma, które są formalnie zajęte, ale w rzeczywistości nieużywane. Ponadto wskazuje przydatne w komunikacji kanały radiowe.

Badacz zdobył III nagrodę Fundacji Wspierania Rozwoju Radiokomunikacji i Technik Multimedialnych w ogólnopolskim konkursie na najlepszą pracę doktorską z tej dziedziny. Wyniki swoich badań wykorzystuje, uczestnicząc w pracach Europejskiej Agencji Obrony. Eksperci z całej Europy pracują nad stworzeniem inteligentnego radia, które będzie świadome swojego otoczenia i będzie umiało wchodzić z nim w interakcje.

Wykorzystanie widma w nauce i dydaktyce

Jak wyjaśnia dr inż. Malon, uczelnie wykorzystują przyznane pasma częstotliwości w pracach badawczo-rozwojowych. Kiedy inżynierowie tworzą nowe systemy i nowe techniki przetwarzania sygnału, potrzebują dostępu do widma. Dzięki temu mogą na przykład łączyć się z platformami lądowymi lub z dronami.

Osobne częstotliwości są potrzebne do kształcenia studentów w obsłudze radiostacji cywilnych i wojskowych. Często pracują one na częstotliwościach satelitarnych. Studenci uczą się w rzeczywistych warunkach, gdzie wszystko musi odbyć się zgodnie z regułami, także przydział pasma. W podobny sposób działają koła naukowe studentów konstruujących urządzenia radiowe.

Studenci WAT korzystają również z platform edukacyjnych zawierających radia definiowane programowo SDR (ang. Software Defined Radio). Opracowują własne nadajniki i odbiorniki radiowe, a także programują. „Taką platformę można na przykład zaprogramować do odbioru określonej stacji radiowej, wgrywając jedno oprogramowanie, a potem nie zmieniając sprzętu tylko pisząc inne oprogramowanie można ustalić że będzie odbierała sygnał telefonii komórkowej” – tłumaczy dr inż. Malon. Dodaje, że edukacyjna platforma radiowa może działać w wielu pasmach i właśnie dlatego potrzebuje przydziału częstotliwości w określonych zakresach.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk

Źródło informacji: Nauka w Polsce

Nowe zasady monitorowania dostaw wyrobów akcyzowych

  • Rada Ministrów przyjęła dziś projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez ministra finansów, funduszy i polityki regionalnej.
  • Wprowadzone zmiany mają uprościć zasady monitorowania wyrobów akcyzowych (e-DD).
  • Powstanie centralna, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych.

Upraszczamy zasady monitorowania dostaw wyrobów akcyzowych zwolnionych od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie (paliw lotniczych, paliw żeglugowych oraz gazu LPG) na podstawie elektronicznego dokumentu dostawy (e-DD), z użyciem Systemu EMCS PL2.

Jednocześnie wprowadzona zostanie centralna, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych. Objęte nią będą podmioty obecnie podlegające obowiązkowi rejestracji w podatku akcyzowym jak i te, których taki obowiązek nie dotyczył, w tym podmioty zużywające wyroby akcyzowe zwolnione od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie, m. in. jednostki pożytku publicznego, jednostki samorządu, jednostki organizacyjne wojska, Straży Granicznej, czy Policji.

Ponadto przedmiotowy projekt przewiduje m.in.:

Objęcie monitorowaniem z użyciem Systemu EMCS PL2 (system teleinformatyczny służący do obsługi przemieszczania wyrobów akcyzowych):

  • niektórych dostaw zwolnionych od akcyzy wyrobów węglowych,
  • przemieszczeń eksportowanych i wyprowadzanych poza obszar celny UE przez krajowy urząd celno-skarbowy wyrobów akcyzowych opodatkowanych zerową stawką akcyzy ze względu na ich przeznaczenie,
  • przemieszczeń importowanych wyrobów akcyzowych zwolnionych od akcyzy ze względu na ich przeznaczenie oraz opodatkowanych zerową stawką akcyzy ze względu na ich przeznaczenie.

    Uregulowanie zasad monitorowania z użyciem Systemu EMCS PL2 przemieszczania wyrobów energetycznych rurociągiem, na podstawie e-DD, z użyciem Systemu EMCS PL2.

  • Uregulowanie zasad dokonywania zmiany środka transportu wyrobów przemieszczanych na podstawie e-DD, z użyciem Systemu EMCS PL2.
  • Wprowadzenie możliwości dokonania podziału przemieszczenia poza terytorium kraju wyrobów energetycznych przemieszczanych transportem kolejowym, na podstawie e-AD, z użyciem Systemu EMCS PL2.

Projekt zakłada też przedłużenie do 31 stycznia 2022 r. terminu, w którym będzie możliwe alternatywne stosowanie dotychczasowej papierowej dokumentacji do ww. dostaw wyrobów akcyzowych. Przedłużenie tego terminu wychodzi naprzeciw postulatom przedsiębiorców, którzy w związku z panującą epidemią, potrzebują więcej czasu na dostosowanie swoich systemów informatycznych do zmian w Systemie EMCS PL2 w 2020 r.

ABW rozbiło grupę przestępczą wyłudzającą VAT w obrocie biopaliwami. Szacowane straty wynoszą co najmniej 120 mln zł

13 października 2020 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali kolejnych dwóch członków zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się popełnianiem przestępstw skarbowych i oszustw w zakresie podatku VAT w obrocie biopaliwami oraz praniem brudnych pieniędzy pochodzących z tego procederu. Szacowane straty Skarbu Państwa wynoszą co najmniej 120 mln zł.

W toku śledztwa ujawniono przestępczy mechanizm, polegający na pozorowanych czynnościach wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów (WNT) przez polskich przedsiębiorców. Łańcuchy odbiorców były w sposób celowy układane tak, aby część podmiotów pełniła rolę znikających podatników, a część – rolę buforów. Grupa przestępcza podejmowała działania, by wykazywać „legalność” nabycia oleju rzepakowego przez ostatecznych odbiorców. Były nimi trzy zarejestrowane w Polsce spółki.

13 października 2020 r. w Bydgoszczy funkcjonariusze Wydziału Zamiejscowego ABW we Wrocławiu zatrzymali dwie kolejne osoby w tym śledztwie – Marcina Z. i Michała P. oraz przeszukali miejsca ich zamieszkania. Zatrzymani, działając w ramach kolejnej spółki zaangażowanej w przestępczy proceder, brali udział we wprowadzaniu oleju roślinnego na terytorium RP z pominięciem należności publiczno-prawnych (VAT). Spółka, w której byli wspólnikami, była ogniwem w łańcuchu dostawców oleju do innych podmiotów pośredniczących w dostawach, a w części także bezpośrednio do końcowego odbiorcy.

Obu zatrzymanym przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz oszustw w zakresie podatku VAT. Wobec jednego z zatrzymanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji, zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz zakazu kontaktowania się z określonymi osobami. Drugi – na wniosek prokuratury – 15 października 2020 r. został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy.

Prowadzone przez funkcjonariuszy Delegatury ABW w Poznaniu czynności w powyższej sprawie skutkowały również wydaniem przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu postanowień o zabezpieczeniu majątkowym na mieniu podejrzanych o łącznej wysokości 527 tys. złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy. Dotychczas zarzuty przedstawiono 52 osobom.

kom/ mst/