II Konferencja Specjalistów Logistyki

Niestety sytuacja w Polsce jest poważna i Rząd wprowadza obostrzenia, które zmuszają organizatorów do przełożenia terminu II Konferencji Specjalistów Logistyki. Poniżej komunikat w tej sprawie.

Szanowni Państwo,

jak Państwo wiecie, w ciągu ostatniego tygodnia doszło do drastycznego wzrostu zakażeń wirusem COVID-19 i pogorszenia ogólnej sytuacji epidemicznej w Polsce.

Rząd zapowiedział objęcie całego kraju obostrzeniami, właściwymi dotychczas dla tzw. żółtych stref, co wiąże się w szczególności z wprowadzeniem ograniczeń przy organizacji konferencji, a praktycznie uniemożliwia zorganizowanie Konferencji na oczekiwaną przez uczestników i partnerów skalę. Nie można również pominąć prognoz dla Warszawy (tj. miejscowości w której konferencja ma się odbyć) na najbliższy okres. Wskazują one, że bardzo prawdopodobne jest, że w dniu, na który Konferencja była planowana (27 października 2020), teren całej stolicy znajdował będzie się w tzw. „czerwonej strefie”. Sytuacja taka, zgodnie z obowiązującymi przepisami, wykluczałaby organizację Wydarzenia.

Prowadzone w ostatnich dniach rozmowy wskazywały, że w aktualnej sytuacji epidemiologicznej znaczna część uczestników, partnerów, prelegentów i partnerów odwołałoby swój udział w wydarzeniu, z związku z czym wielu z nich zwróciło się do nas o zmianę jej terminu na późniejszy okres, sugerując wiosnę 2021 roku.

Mając powyższe na uwadze, organizator „Drugiej Konferencji Specjalistów Logistyki” podjął decyzję o przesunięciu Wydarzenia na inny termin. Była to decyzja trudna, jednak konieczna. Wierzymy dodatkowo, że dzięki przesunięciu daty Konferencji możliwe będzie nadanie jej odpowiedniej rangi. Dokładny termin wskażemy po przeanalizowaniu prognoz dotyczących sytuacji epidemiologicznej oraz kalendarza branżowych imprez.

Informujemy jednocześnie, że w związku z przesunięciem terminu, okres działań marketingowych związanych z promocją Państwa, jako naszego Partnera, zostanie wydłużony do dnia nowej daty Wydarzenia.

Swoje hipoteczne długi spłacimy do 2050 roku?

Komisja Nadzoru Finansowego niedawno opublikowała ciekawe dane na temat mieszkaniowego zadłużenia Polaków. Sugerują one, że stosunkowo duża liczba rodaków ma mieszkaniowy dług wyższy niż 500 000 zł.

Wszystko wskazuje na to, że w 2020 r. mieszkaniowe długi Polaków urosną o wiele wolniej niż poprzednio. Jak podsumowuje portal RynekPierwotny.pl ogólna wartość tych zobowiązań obecnie wynosi już około 450 mld zł i jest porównywalna z wielkością budżetu centralnego. Komisja Nadzoru Finansowego niedawno opublikowała ciekawe informacje, które pozwalają ocenić, jak „rozkłada się” takie zadłużenie. Dane KNF wskazują, że bardzo wielu dłużników hipotecznych wciąż ma do spłacenia 200 000 zł – 300 000 zł. Ze spłatą obecnych długów mieszkaniowych Polacy powinni uporać się do 2050 r. Zadłużenie w złotym będzie spłacane znacznie szybciej.

Sytuacja „frankowiczów” nie przedstawia się najlepiej

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Komisję Nadzoru Finansowego mówią, że pod koniec 2019 r. polskie gospodarstwa domowe spłacały około 2,29 mln kredytów mieszkaniowych. Liczba takich zobowiązań rozliczanych we franku oraz euro wynosiła odpowiednio 438 000 i 88 000. Zdecydowanie popularniejsze były „hipoteki” niepowiązane z kursem żadnej waluty obcej (1,76 mln umów). Co ważne, kredyty „złotówkowe” cechowały się o wiele mniejszą średnią kwotą długu pozostałego do spłaty (177 400 zł), niż ich „frankowe” odpowiedniki (224 300 zł).tabela

Powyższa tabela przygotowana przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl prezentująca rozkład kredytów mieszkaniowych względem pozostałego zadłużenia obejmuje zarówno „złotówkowe” zobowiązania, jak i „hipoteki” z wartością uzależnioną od kursu franka szwajcarskiego. Jak nietrudno zauważyć, kredyty rozliczane we franku częściej cechują się wysoką sumą pozostałą do spłaty. Aż 28% takich kredytów pod koniec 2019 r. miało jeszcze wartość przekraczającą 500 000 zł. Analogiczny wynik dla „hipotek” w złotym wynosił zaledwie 11%. „Złotówkowicze” w grudniu 2019 r. o wiele częściej mieli do spłaty kwotę nieprzekraczającą 200 000 zł.

Statystyki niepokojąco również w kontekście kryzysowego wzrostu notowań franka. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że liczba „frankowiczów” doświadczających poważnych problemów ze spłatą długu pozostaje relatywnie mała. Do końca 2019 r. krajowe banki przymusowo przewalutowały na złote około 7500 kredytów we franku oraz euro. Przymusowe przewalutowania mają związek z opóźnieniami w spłacie rat.wykres

Kredyty w CHF posiadają znacznie dłuższy okres spłaty

W swoim najnowszym raporcie dotyczącym sytuacji banków, KNF przedstawił także ciekawą symulację, która prezentuje tempo spłaty obecnego zadłużenia mieszkaniowego Polaków. Mowa o długach z końca 2019 r. W 2020 r. oczywiście pojawiają się kolejne zobowiązania, które również powinny zostać spłacone. Tym niemniej, powyższy wykres zasługuje na uwagę. Zaprezentowana na nim symulacja pokazuje bowiem, że całość długów mieszkaniowych z końca 2019 r. zostanie spłacona w ciągu kolejnych 31 lat (do 2050 r.). W rzeczywistości mogą nastąpić odchylenia od tego scenariusza związane ze zmianami kursów walut obcych oraz stóp procentowych i kwestionowaniem części długu przez „frankowiczów”.

Zgodnie z symulacją Komisji Nadzoru Finansowego, planowa spłata będzie przebiegała wolniej w przypadku kredytów „frankowych”. Doświadczenia pokazują bowiem, że takie kredyty rzadziej są nadpłacane. Co więcej, cechują się one również dłuższym okresem spłaty. Wynika to między innymi z faktu, że część „frankowiczów” stanowią raczej niezamożne osoby, dla których wybór szwajcarskiej waluty oraz długiego okresu spłaty miał stanowić sposób na znaczące podniesienie zdolności kredytowej.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PGNiG: biometan i wodór to przyszłość

Potencjał rynku biometanu w Polsce sięga 8 mld metrów sześciennych rocznie. Jego rozwój to ograniczenie importu gazu, budowanie bezpieczeństwa energetycznego w oparciu o własne zasoby – powiedział w trakcie Kongresu Energetycznego we Wrocławiu Jarosław Wróbel, wiceprezes PGNiG. Spółka zamierza również inwestować w technologie związane z magazynowaniem i transportowaniem wodoru.

Już za pięć PGNiG zamierza produkować biometan – produkt oczyszczania biogazu, czyli gazu powstałego w wyniku fermentacji materii organicznej – na poziomie miliarda metrów sześciennych rocznie. Biznesowym celem koncernu jest osiągnięcie pułapu 4 miliardów metrów sześciennych rocznie w 2030 r.

Strategia PGNiG zakłada rozwój rynku biometanu poprzez system franczyzowy, oparty na umowach dotyczących budowy lokalnych wytwórni. Do 2030 może powstać nawet 1,5-2 tys. takich instalacji. Koncern powołał już spółkę celową: PGNiG Biometan, która między innymi będzie organizować wsparcie finansowe dla potencjalnych franczyzobiorców – pełna oferta zostanie przedstawiona w I kwartale 2021.

„Stawiamy na bardzo istotne novum, czyli nie przetwarzanie kukurydzy, kiszonek różnego typu, które są normalnymi uprawami, tylko chcemy bazować na gnojowicy, tzw. pofermencie kurzym i resztkach organicznych” – zaznaczył Jarosław Wróbel.

PGNiG zaczyna praktycznie od zera: obecnie w Polsce nie ma żadnej biometanowni, podczas gdy na terenie Europy jest już ich ponad 700. Także liczba biogazowni, służących głównie do produkcji energii elektrycznej i cieplnej, w porównaniu do UE jest w naszym kraju niewielka, wynosi bowiem nieco powyżej 100. W Niemczech, gdzie biogaz wykorzystuje się od ponad 30 lat, jest ich blisko 9,5 tys. Tymczasem niezagospodarowane odpady organiczne samoistnie wytwarzają metan, który ucieka do atmosfery i wzmaga efekt cieplarniany.

PGNiG postrzega sektor biometanu przede wszystkim jako biznes. Zdaniem wiceprezesa Wróbla bariery w rozwoju tego obszaru to brak jasnych i czytelnych regulacji prawnych oraz myślenie że „gaz był, jest i będzie”.

Udział biometanu w polskim miksie energetycznym jest obecnie zerowy, a udział biogazu w instalacjach gazowych wynosi zaledwie 2,6 proc. „Jeżeli nie zabezpieczymy odpowiedniego poziomu dostaw biometanu w perspektywie najbliższych 30 lat, polski przemysł chemiczny, petrochemiczny może stać się niekonkurencyjny czy bardzo mało konkurencyjny na rynkach europejskich i rynkach światowych” – stwierdził Jarosław Wróbel.

Rynek biometanu nie jest jedyną zieloną inicjatywą PGNiG. Koncern stawia również na wodór. Zdaniem Arkadiusza Sekścińskiego, wiceprezesa zarządu PGNiG ds. Rozwoju, magazynowanie wodoru w dużych kawernach solnych i transportowanie wodoru w sieciach gazowniczych stało się specjalizacją PGNiG.

„W maju 2020 zarząd koncernu upublicznił koncepcje naszego programu wodorowego, podzielonego na kilka segmentów. Chcemy zajmować się jego produkcją, ale również oferowaniem klientom czy to w segmencie transportu, czy w energetyce” – powiedział Arkadiusz Sekściński.

Wiceprezes PGNiG ds. Rozwoju przedstawił również program poprawy efektywności energetycznej, która w ramach zielonej transformacji koncernu stanie się ważnym elementem strategii grupy kapitałowej.

„Jesteśmy przekonani, że w latach 2021-2026 możemy zaoszczędzić nawet 50 mln zł rocznie na działaniach związanych z efektywnością naszych kopalń, naszej produkcji czy dystrybucji gazu. Takim przykładem jest chociażby oddział w Odolanowie, który dzięki stosunkowo prostym rozwiązaniom oszczędza 13 mln zł rocznie w zakresie zarządzania energią” – powiedział Arkadiusz Sekściński.

Dane z Wysp lepsze, ale wciąż słabe

Poznaliśmy dzisiaj pakiet danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii. Pokazują one, jak gospodarka radzi sobie z pandemią i nie jest to szczególnie dobry obraz. Analitycy spodziewali się, że poradzi sobie znacznie lepiej.

Stabilizacja bezrobocia za oceanem

Tygodniowe dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA opublikowane wczoraj pokazały poprawę, aczkolwiek nie tak dużą, jak dotychczas sądzono. W ciągu tygodnia pojawiło się 840 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Dla przypomnienia, przed pandemią było to zaledwie ćwierć miliona. Dążymy zatem do pewnej normalności, ale czeka nas jeszcze długa droga.

Dane z Wysp

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. W ujęciu rocznym produkcja przemysłowa spada o 6,4%. To mniej o 1% niż jeszcze miesiąc temu, ale analitycy spodziewali się większej poprawy. Dane na temat PKB zachowywały się podobnie. Recesja na poziomie 9,3% nie jest niczym nadzwyczajnym w dzisiejszych czasach, szczególnie biorąc pod uwagę 11,7% miesiąc temu. Nie zmienia to jednak faktu, że analitycy spodziewali się lepszych danych. Po samych danych funt był dość stabilny, jednakże niedługo po nich emocję na rynku puściły inwestorom i doszło do około 3 groszowej przeceny brytyjskiej waluty.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

Dzisiaj w nocy poznaliśmy dane na temat polityki monetarnej w drugim najludniejszym kraju na świecie. Główna stopa procentowa została utrzymana na poziomie 4%. Jest to znacznie wyższy poziom niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie, ale jest to typowa prawidłowość dla krajów o słabiej rozwiniętych gospodarkach. Osiągnięcie zbyt niskich poziomów mogłoby skutkować niekontrolowanym wyskokiem inflacji, która i tak wynosi obecnie niemal 7%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Przyszłość gospodarek UE i USA wciąż niepewna

W tym tygodniu nie ukazało się zbyt wiele danych makroekonomicznych. Rynki raczej reagowały na wiadomości, które mogłyby w jakikolwiek sposób zapowiedzieć rozwój gospodarczy w przyszłości.

Niemiłe zaskoczenie spotkało rynek amerykański, kiedy Donald Trump ogłosił, że do czasu wyborów zostaną zawieszone negocjacje w sprawie pakietu fiskalnego, który powinien postawić gospodarkę USA na nogi po kryzysie wywołanym koronawirusem. Prezydent wkrótce jednak złagodził swoje oświadczenie, dlatego można wnioskować, że na niektóre negocjacje jest otwarty. Należy wspomnieć, że do wyborów najprawdopodobniej nie uzyskamy konkretów.

Z kolei UE obiecała pomoc fiskalną swoim krajom członkowskim i państwa pracują obecnie nad planami, jak tę pomoc wykorzystać. Ostatecznie wygląda na to, że wsparcie może być potrzebne bardziej, niż pierwotnie oczekiwano, ponieważ druga fala koronawirusa uderza z coraz większym impetem. Sytuacja ta przede wszystkim negatywnie wpłynęła na sektor usług, gdzie stopniowo zaczyna się pojawiać nerwowość i pesymizm, co potwierdza również indeks PMI. We wrześniu spadł on z 50,5 na 45 pkt. Oznacza to, że o ile w sierpniu przedstawiciele firm działających w usługach postrzegali sytuację raczej optymistycznie, teraz wręcz przeciwnie – spodziewają się jej pogorszenia. Natomiast w przemyśle pojawia się coraz znaków zapytania w kwestii przyszłego rozwoju.

Złoty w tym tygodniu się umocnił i w piątek rano w stosunku do euro wynosił 4,48 PLN/EUR. Na kurs złotego nie wpłynęła decyzja NBP, który zdecydował się na ostatnim posiedzeniu utrzymać obecną politykę pieniężną. Kurs eurodolara wzrósł i na koniec tygodnia był poziomie 1,177 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Powstał PZS – Polski Związek Solaryjny

Na początku lipca br. w Warszawie przedstawiciele polskiej branży solaryjnej ostatecznie przypieczętowali założenie organizacji pracodawców branży solaryjnej o nazwie PZS. Polski Związek Solaryjny[1], podpisując statut oraz wybierając władze stowarzyszenia.  Członkowie-założyciele to głównie przedsiębiorcy z całej Polski, właściciele salonów oraz dystrybutorzy sprzętu solaryjnego, kosmetyków do opalania, producenci urządzeń oraz przedstawiciele branżowych firm zagranicznych. 

PZS. Polski Związek Solaryjny jest organizacją pracodawców zrzeszającą branżę solaryjną. Główny cel związku to doprowadzenie do implementacji dyrektywy Unii Europejskiej dotyczącej regulacji promieniowania w lampach solaryjnych, tzw. normy 0,3[2]. Opracowana przez Unię Europejską dyrektywa ma na celu przede wszystkim ochronę zdrowia korzystających z solariów konsumentów.  W Polsce brak jest przepisów wykonawczych co do stosowania normy oraz jej egzekwowania w salonach solaryjnych. Związek szacuje, że obecnie normy przestrzega zaledwie około 10% salonów opalania wewnętrznego w całym kraju.

Prezesem zarządu organizacji została Magdalena Marzec-Mróz, managerka biznesu z ponad 25-letnim doświadczeniem w konsultingu w kluczowych sektorach gospodarki. Wiceprezesem związku jest Andrzej Chmielewski, właściciel jednej z pierwszych firm branży solaryjnej powstałych w Polsce po 1990 roku.

Związek chce jasnej regulacji prawnej tak, aby każde łóżko solaryjne w kraju spełniało wymogi bezpieczeństwa. Fakt założenia związku to poniekąd odpowiedź na szkalujące kampanie pseudoedukacyjne prowadzone po raz kolejny przez Ministerstwo Zdrowia, w których instytucja wprowadza w błąd obywateli i bezpośrednio łączy zachorowalność na czerniaka skóry oraz długość życia z korzystaniem z solarium.  PZS chce tym samym, aby branża sama na siebie nałożyła obostrzenia tak, aby organy władzy nie mogły jej oczerniać. Nie ma bowiem żadnych jednoznacznych dowodów na to, że korzystanie z solarium bezpośrednio przyczynia się do rozwoju nowotworów i innych chorób.

Powstanie PZS to pierwszy krok w kierunku obrony interesów przedsiębiorców branży solaryjnej w Polsce. Obecnie skupia ona ponad kilkanaście tysięcy aktywnych, odprowadzających co miesiąc podatki przedsiębiorców. Dzięki powstaniu PZS przedsiębiorcy ci w końcu będą godnie reprezentowani przez oficjalną instytucję broniącą ich interesów, mówi Magdalena Marzec-Mróz, Prezes PZS. Zadaniem Związku jest ochrona branży i przeciwdziałanie szkalującym, niepopartym żadnymi dowodami kampaniom prowadzonym pod patronatem Ministerstwa Zdrowia. Nie udowodniono bowiem żadnej korelacji pomiędzy korzystaniem z solarium a zachorowalnością na raka skóry, a mimo to MZ już drugi raz w ciągu 3 lat prowadzi niszczącą branżę solaryjną kampanię tzw. „prozdrowotną”, dodaje Marzec-Mróz.

Związek podkreśla, że umiarkowana, kontrolowana ekspozycja na promieniowanie UV, które jest identyczne zarówno w solarium, jak i na zewnątrz, niesie ze sobą szereg korzyści zdrowotnych. Przyczynia się przede wszystkim do produkcji witaminy D w organizmie, która jest odpowiedzialna za wytwarzanie endorfin i serotoniny.

Wizyty w solarium mogą także zastąpić ekspozycję na słońce, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym kiedy jest go stosunkowo mało[3]. Udowodniono, że witamina D może mieć wpływ na zapobieganie rożnym rodzajom nowotworów, chroni także przed chorobami układu sercowo-naczyniowego, cukrzycą, Alzheimerem czy depresją[4].

Ponadto jest wiele wstępnych badań, które sugerują, że niedobór witaminy D może mieć wpływ na zachorowalność na COVID-19. Witamina D chroni bowiem przed infekcjami wirusowymi i może łagodzić symptomy choroby[5]. Warto podkreślić, że niedobór witaminy D jest bardzo częsty i dotyka nawet 30% populacji europejskiej[6].

Pozostałe cele statutowe związku to m.in. poprawa wizerunku branży solaryjnej w Polsce poprzez wdrażanie programów edukacyjnych i informacyjnych, integracja wewnętrzna branży solaryjnej na terenie Polski oraz ochrona praw pracodawców tego sektora. Ponadto, PZS stawia sobie za cel podniesienie co najmniej dwukrotnie liczby salonów solaryjnych, które opalają zgodnie z normą 0,3 do końca przyszłego roku.

PZS. Polski Związek Solaryjny będzie przede wszystkim dążył do regulacji, wraz z delegacją ustawową do stworzenia przepisów wykonawczych do ustawy prezydenckiej z dnia 15 września 2017 r. o ochronie zdrowia przed następstwami korzystania z solarium.

[1] Wniosek o rejestrację organizacji został złożony w dniu 17 lipca 2020 r. do XII Wydziału Gospodarczego Krajowego Rejestru Sądowego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. Stowarzyszenie obecnie czeka na wpis do KRS.

[2] Nowa europejska norma opalania 0.3 W/m2 została opracowana przez ekspertów w UE. 1 kwietnia 2009 r. weszła w życie zmiana do technicznej normy zharmonizowanej EN 60335-2-27 dyrektywy niskonapięciowej LVD 2006/95/WE, wyznaczając nowy standard bezpieczeństwa lamp montowanych w nowych urządzeniach. Mimo że dyrektywa wiąże kraje członkowskie, w Polsce została jedynie opublikowana w dzienniku Polskiego Komitetu Normalizacyjnego, a nie zaimplementowana do obowiązującego stanu prawnego. Wobec tego brakuje do niej przepisów wykonawczych, które pozwoliłyby na kontrolę łóżek solaryjnych w salonach, dlatego też dyrektywa w rzeczywistości nie jest egzekwowana.

[3] Por. de Gruil FR, Pavel S. The effects of a mid-winter 8-week course of sub-sunburn sunbed exposures on tanning, Vitamin D status and colds. December 2012. Photochemical & Photobiological Sciences.

[4] Hoel DG, de Gruijl FR. Sun exposure public health directives. December 2018. International Journal of Environmental Research and Public Health.

[5] Grant et al. Evidence that vitamin D supplementation could reduce risk of influenza and COVID-19 infections and deaths. March 2020. Nutrients.

[6] Lips P et al. Current vitamin D status in European and Middle East countries and strategies to prevent vitamin D deficiency: a position statement of the European Calcified Tissue Society. April 2019. European Journal of Endocrinology.

Ograniczone chęci

Po rynku akcji widać ambitne próby wymazania wrześniowej korekty i dyskontowania „błękitnej fali”, jednak rynek walutowy jest bardziej zachowawczy w odbudowie pro-ryzykownego kursu. Jakkolwiek dla rynków akcji każdy scenariusz finalnie zwiastuje pompowanie większej ilości pieniędzy na rynek, tak dla walut liczy się co, jak i kiedy? Nadmiar pytań zniechęca do przyjmowania zakładów na zapas.

EUR/USD znalazł sufit na 1,18, ale też nie widać zamiarów rynku, by wrócić pod 1,17. Zrobiło się ciasno. W szerszym ujęciu założenia, które stały z wakacyjnym rajdem do 1,20, w dalszym ciągu w większości obowiązują. Tryb odbudowy globalnego ożywienia po wiosennym lockdownie, w wolniejszym czy szybszym tempie, będzie obowiązywał w raz z utrzymaniem ekspansji monetarnej i fiskalnej. To oznacza finansowanie bezpiecznym dolarem inwestycji na innych, bardziej ryzykownych rynkach. Co uległo zmianie we wrześniu, to wprowadzenie zamieszana wokół wyborów prezydenckich w USA, gdzie wynik stał się niepewny, a razem z nim perspektywy pakietu fiskalnego. Pakiet jednak zostanie wprowadzony, najprawdopodobniej w styczniu, choć może i wcześniej, gdyż każdy dzień przynosi zupełnie inne doniesienia z Białego Domu. Najpierw prezydent Trumpa nakazał zerwać negocjacje handlowe, potem chciał podpisać ustawy na cząstkowe wydatki z budżetu, by wczoraj wrócić do apelowania o szerszy pakiet. Rzekomo Trump wystraszył się negatywnej reakcji Wall Street. Albo przeraziła go „błękitna fala”, czyli rosnące poparcie dla Demokratów i ich kandydata – Joe Bidena? Z perspektywy EUR/USD zostały jeszcze 3 tygodnie, gdzie każdy dzień może przynieść zwrot akcji wywołany humorami prezydenta USA. W takich warunkach nie każdemu chce się zajmować większe pozycje walutowe. W efekcie październik może przynieść kontynuację trendu bocznego.

W podobny sposób zblokowany jest GBP/USD. Strona dolarowa, podobnie jak w przypadku EUR/USD, cierpi przez wybory w USA. Ale wydarzenia w Wielkiej Brytanii także nie ułatwiają inwestowania w „kabla”. Negocjacje umowy handlowej brexitu miały nieformalny deadline 15 października, który ostatecznie okazał się próbą wywarcia presji przez premiera Wielkiej Brytanii Johnsona na negocjatorach z Unii Europejskiej. Jednak Bruksela powiedziała „sprawdzam”, nie zamierza rezygnować ze swoich postulatów i nawet dała Johnsonowi możliwość odejścia od rozmów. Po prawdzie obu stornom zależy na porozumieniu, ale nikt nie chce zgodzić się na więcej niż musi i testuje uległość drugiej strony. Mimo że UE ma silniejszą rękę w tym rozdaniu, to ma także miększe serce, co razem prawdopodobnie doprowadzi do przeciągnięcia negocjacji do przyszłego miesiąca. Inwestorzy starają się trzeźwo podchodzić do informacji o przebiegu rozmów i trafiające do serwisów prasowych przecieki wywołują minimalne reakcje. Jednak nawet jeśli do porozumienia ma dojść i na tej podstawie funta powinien czekać rajd ulgi, to i tak nieprzewidywalność polityki nakazuje albo wyczekiwać na fakty, albo lepsze poziomy po negatywnym szoku (bliżej 1,28 może?).

Imadło konsolidacji zacisnęło się także na złotym. Pomimo generalnej poprawy apetytu na ryzyko na rynkach zewnętrznych, waluty krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie załapały się na mini-rajd. Przeszkodą stało się nagłośnienie zagrożeń wynikających z drugiej fali koronawirusa. Specjalnie podkreślam słowo „nagłośnienie”, gdyż wzrost liczby zachorowań ani nie jest czymś, co zaczęło się wczoraj, ani nie wyróżnia Europę Środkowo-Wschodniej od reszty kontynentu. Jakkolwiek ogłoszenie „żółtej strefy” dla całej Polski jest istotne dla nas tutaj w kraju, tak z perspektywy rynków wrzuca Polskę do tego samego zbioru, co inne kraje z Europe Zachodniej, jak Francja, Hiszpania, czy Wielka Brytania. Nie widzę w tym powodu, by dodatkowo „karać” polskie aktywa, kiedy wszyscy jadą na tym samym wózku. Drugi ogólnokrajowy lockdown jest wykluczony, a zatem i nie ma powodu, by przeceniać złotego. Ale o skorzystanie na poprawie nastrojów globalnych będzie trochę trudniej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przemysł meblarski pomimo pandemii pracuje blisko potencjału swoich możliwości produkcyjnych

  • Rentowność branży meblarskiej w lipcu osiągnęła poziom z końca 2019 roku.
  • Produkcja sprzedana polskiego przemysłu meblarskiego znalazła się powyżej poziomów z rekordowego 2019 r.
  • Branża ma szansę zamknąć 2020 rok na podobnym do 2019 r. poziomie, dzięki szybkiemu odbiciu rynku krajowego.
  • W 2021 roku eksport mebli wróci do wzrostów na poziomie 4+ proc. rok do roku.

Mocne uderzenie, skuteczna tarcza

Optymistyczne prognozy z początku 2020 roku spotkały się z niezwykle silnym uderzeniem kryzysu spowodowanego przez wirus COVID-19. W kwietniu, kiedy wpływ ograniczeń wynikających ze stanu zagrożenia epidemicznego był największy, produkcja sprzedana dużych i średnich przedsiębiorstw spadła o ok. 50 proc. rok do roku, natomiast wolumen produkcji mebli drewnianych o ponad 60 proc. w porównaniu z 2019 rokiem. Negatywne prognozy w takiej sytuacji rynkowej zakładały zmniejszenie wartości produkcji sprzedanej w całym 2020 r. o ponad 40 proc.

Uruchomienie środków pomocowych pozwoliło firmom z branży meblarskiej utrzymać płynność i zatrudnienie do momentu stopniowego otwierania gospodarek najważniejszych krajów eksportowych. To spowodowało, że już od końca czerwca produkcja sprzedana polskiego przemysłu meblarskiego znalazła się powyżej poziomów z rekordowego 2019 roku, zaś w samym lipcu wzrost ten wyniósł aż 10 proc. powyżej średniej miesięcznej ubiegłego roku. Kluczowym pytaniem powinno być to na ile jest to realizacja odłożonego popytu z okresu największych obostrzeń, a na ile rzeczywista poprawa koniunktury – mówi Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.

Licząc od początku roku branża meblarska odrobiła część strat z kwietnia, przez co wartość produkcji sprzedanej po 8 miesiącach 2020 r. jest mniejsza jedynie o 4,8 proc. w porównaniu z 2019 rokiem.

Zatory płatnicze najistotniejszą barierą wzrostu

Kryzys spowodowany przez pandemię koronawirusa zmienił czynniki, które firmy branży meblarskiej wskazują jako bariery dalszego rozwoju. Z danych GUS wynika, że presja związana z kosztami zatrudnienia zmalała w porównaniu z początkiem 2020 roku. Unormowała się również ocena popytu zagranicznego, która dla większości przedsiębiorstw wróciła do przed-pandemicznych poziomów.

Niepewność i opóźnienia płatności, to efekt obaw ze strony firm dotyczących zachowania płynności. Wskazują na to odczyty z czerwca i lipca. We wcześniejszych miesiącach nie było to widoczne we wskaźnikach, z uwagi na płynącą wtedy pomoc finansową z Tarczy Finansowej PFR. Wygląda jednak na to, że to także przejściowa sytuacja biorąc pod uwagę fakt, że niedostateczny popyt zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym nie jest bieżącą barierą dla coraz większej liczby producentów mebli – tłumaczy Kamil Mikołajczyk.

Załamanie eksportu, ale poprawa rentowności

Do czerwca 2020 r. wartość dostaw polskich mebli na rynki zagraniczne spadła o 15,7 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Dostawy do Niemiec, największego importera polskich mebli spadły „tylko” o 14,5 proc. rok do roku wobec 15,7 proc. spadku eksportu ogółem.

– Załamaniu eksportu w marcu towarzyszyła utrata rentowności dla ok. 10 proc. dużych i średnich producentów mebli, którzy dotychczas nie mieli takich problemów. W efekcie w tym czasie aż co czwarta firma była poniżej progu rentowności. Największy wpływ pandemii można zaobserwować w pierwszym kwartale 2020 r. Sytuacja finansowa firm w drugim kwartale wyglądała już stosunkowo normalnie na tle wyników z poprzednich lat wskazuje Maciej Nałęcz, analityk sektorowy z Santander Bank Polska.

Kolejnym czynnikiem, który mógł wspierać rentowność sprzedaży w pierwszym kwartale 2020 roku był trend spadkowy cen płyt drewnopochodnych na rynku unijnym. Brakuje szczegółowych danych z rynku krajowego, jednak na poziomie Unii Europejskiej spadki cen płyt rozpoczęły się jeszcze przed pandemią, w drugiej połowie ubiegłego roku.

Przed pandemią tempo wzrostu wynagrodzeń utrzymywało się w branży na poziomie ok. 6-7 proc. rok do roku, zaś w kwietniu i maju br. spadki sięgały ok. 6 proc. rok do roku. W tych miesiącach liczba pracujących w przeliczeniu na pełnoetatowych pracowników spadła o ok. 3,6 proc. wobec stanu z początku roku. Częściowo redukcja ta wynika z ograniczania wymiaru godzin pracy, co obrazuje również spadek przeciętnego wynagrodzenia. Dane wskazują, że od czerwca liczba zatrudnionych zaczęła rosnąć, co jednoznacznie świadczy o poprawiającym się nastroju producentów i stopniowym powrocie do normalności.

Wzrost produkcji przy niższym zatrudnieniu

W lipcu średnie wynagrodzenie w branży wróciło już do trendu 6 proc. wzrostu rok do roku jednak produkcja sprzedana była aż 23 proc. ponad poziomem z lipca 2019 r. Oznacza to, że bardzo szybkiej odbudowie produkcji nie towarzyszył adekwatny powrót zatrudnienia.

W lipcu liczba pracujących w przeliczeniu na pełne etaty była wciąż na poziomie z maja. Powoduje to, że w samym lipcu wskaźnik wydajności, rozumiany jako wartość produkcji sprzedanej przypadająca na jednego pracującego był o 14 proc. wyższy od średniej dla całego 2019 r., zaś w sierpniu o ok. 8 proc. – dodaje analityk Santander Bank Polska.

Spektakularny wzrost produkcji w lipcu częściowo wynika z faktu, że jest to sezon wakacyjny, kiedy normalnie produkcja jest na obniżonym poziomie, co daje relatywnie niską bazę porównawczą z 2019 r. Jednak nawet odnosząc lipcowe wyniki branży do bardziej typowych miesięcy będzie to drugi najwyższy wynik od początku 2018 r. pod względem wartości produkcji sprzedanej. Oznacza to, że przemysł meblarski pracuje blisko potencjału swoich możliwości produkcyjnych.

Podsumowując, w okresie od kwietnia do maja branża meblarska zaliczyła potężny cios w niemal każdej statystyce śledzącej kondycję sektora. Jednak od czerwca sytuacja wyraźnie się poprawia, zarówno pod względem wolumenu produkcji, wartości, dynamiki eksportu oraz zatrudnienia i płac.

Potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego przez Santander Bank Polska wśród wybranych przedstawicieli branży. Zdecydowana większość firm spodziewa się że pozostała cześć br. będzie równie dobra jak ostatnie miesiące. Bank zapytał producentów mebli m.in. o to jak oceniają poziom zamówień na czwarty kwartał 2020 roku wobec poziomu z pierwszego kwartału br. Aż 83 proc. z pytanych zauważyło wzrost zamówień, a tylko 17 proc. stwierdziło, że liczba zamówień pozostała bez znaczących zmian, przy czym nikt nie zauważył ich spadku[1].

Perspektywy na 2021 rok

Na perspektywy producentów mebli w drugiej połowie 2020 roku oraz w kolejnym roku będzie mieć wpływ podaż mieszkań i co być może ważniejsze, skłonność do remontów, tzn. wymiany mebli w istniejącym parku mieszkaniowym.

Dane wskazują, że w przypadku Holandii, obecnie trzeciego najważniejszego rynku eksportowego, wskaźniki konsumenckie dotyczące rynku mieszkaniowego nie zmieniły się znacząco od początku roku, co pozwala sądzić, że sprzedaż na tym kierunku może notować kolejne, nieznaczne wzrosty.

Z kolei Francja, która jest jedynym z głównych odbiorców polskich mebli, należy do grupy państw najmocniej dotkniętych pandemią koronawirusa w Europie. Dobitnie świadczy o tym bardzo głęboki spadek wolumenu planowanej powierzchni budynków mieszkalnych w drugim kwartale tego roku. Jeszcze bardziej pesymistyczne informacje płyną z Wielkiej Brytanii, gdzie aktywność budowlana w segmencie mieszkaniowym spada, zaś wydane pozwolenia na budowę nie wskazują na odbicie tego trendu. Negatywnego obrazu dopełnia najniższa od 2014 r. skłonność konsumentów do budowy lub zakupu domu.

– Podsumowując perspektywy z najważniejszych rynków eksportowych spodziewamy się, że odbicie popytu w drugiej połowie 2020 roku związane z rozluźnianiem restrykcji i powrocie aktywności gospodarczej, w miarę tego jak firmy i konsumenci oswoiły się z obecnością koronawirusa, pozwoli odrobić dużą część strat z drugiego kwartału. Zakładając kontynuację obecnej ścieżki odbicia produkcji sprzedanej i powiązanej z nią ścieżki odbicia eksportu spodziewamy się, że wartość eksportu na koniec roku może wynieść od -5 proc. do 0 proc. wyniku za 2019 r. Ze względu na szybsze tempo wychodzenia rynku krajowego z kryzysu wywołanego pandemią spodziewamy się, że produkcja mebli może zamknąć rok wynikiem pomiędzy ok. -3 proc rok do roku a nieznacznym wzrostem (0-1,5 proc.) w scenariuszu pozytywnym – podsumowuje Maciej Nałęcz.

[1] Badanie własne Santander Bank Polska, wrzesień 2020.

Nie ma rzeczy niemożliwych. Technologią trzeba się bawić

Cyfryzacja i automatyzacja w dzisiejszym świecie są powszechnym zjawiskiem. Nawet na pozór najprostsze procesy wymagają bogatego backstagu. Przeważnie wdrażanie kolejnych rozwiązań opiewa w miesiące przygotowań i testów. Udostępnianie coraz to nowszych koncepcji jest skutkiem przyspieszeniem tempa życia. Społeczeństwo wybiera możliwości, które będą proste a jednocześnie szybkie. Pozwolą na sfinalizowanie transakcji w krótkim czasie bez potrzeby angażowania w kolejne skomplikowane procesy.

Nierzadko nie mamy świadomości ile za danym rozwiązaniem kryję się algorytmów. Dla standardowego użytkownika jest to kolejny krok w zakończeniu konkretnej procedury. Liderzy z zakresu rynku fintech czy lendetech udostępniają innowacyjne projekty dzięki, którym upraszczane są codzienne, popularne konwenanse.  W konsekwencji działalności fintechowych podmiotów korzystamy z takich udogodnień jak blik, pay-by-link, google pay czy apple pay. Konfiguracja szeregu aplikacji umożliwia wyszukiwanie wielu opcji jednocześnie w miedzy czasie proponując kolejną. Np. rezerwując bilet na samolot jeden z dostawców wyszukuje hotel w najlepszej cenie i lokalizacji. Przykłady można mnożyć.

Mimo nasyconego rynku kolejne przedsiębiorstwa udowadniają, że są wstanie maksymalnie wspierać sektor technologiczny. Spółka Provema wprowadziła na rynek produkt o nazwie LoanByLink. Ma on umożliwić szybkie przekształcenie każdej witryny internetowej w sklep e-commerce bez dodatkowych nakładów finansowych. Dodatkowo pozwala na zakup droższych produktów w formie ratalnej bez konieczności wizyty w oddziale partnerskim czy wypełnienia skomplikowanych wniosków.

Przedsiębiorstwo zapewnia, że tym co wyróżnia loan-by-link  na tle konkurencji jest prosta konfiguracja systemu ze stroną potencjalnego partnera. Provema stawia na formułę 3×3.

3 minuty do integracji strony, 3 minuty na złożenie wniosku oraz 3 minuty do wypłaty środków. Dział IT odpowiedzialny za projekt , deklaruje, że nie jest wymagane posiadanie sklepu on-line. Wystarczy witryna internetowa. Kod umożliwiający dokonywanie zakupów w formie ratalnej jest opracowany prosto aby bez większych trudności umieścić go w witrynie. Osoby nieposiadające sklepu internetowego w platformie dla partnerów mają możliwość monitorowania zakupionych produktów i udzielonych finansowań. Jest to z pewnością spore uproszczenie dla osób prowadzących działalności na rykach lokalnych i nie tylko.

Provema twierdzi, że przyszli kontrahenci mogą liczyć na pełne wsparcie technologiczno- techniczne. Ewentualne usterki techniczne mają być rozwiązywane w trybie ASAP. Środki z zawartych transakcji przekazywane są szybkimi płatnościami co ma pozwolić bez zwłoki realizować zamówienia.  Obsługę pożyczkobiorców zapewnia support przedsiębiorstwa a klienci chcący skorzystać z ofert ratalnej wszelkie pytania mogą kierować za pomocą czatu, połączeniu z infolinią oraz drogą mailową.

„LoanByLink powstało z myślą o wszystkich przedsiębiorcach, którzy chcieli aby ich oferta była możliwa do zakupu w formie on-line ale nie mogli sobie pozwolić na kolejne koszty w swoich firmach. Zdecydowaliśmy, że zrobimy to co potrafimy najlepiej czyli technologię”- mówi Małgorzata Szulik, Project Manager w Provema.

Jak skutecznie tworzyć strategie badań i rozwoju w polskim przemyśle?

Jak wykorzystać doświadczenia mijającej perspektywy finansowej do tego, aby lepiej przygotować się na możliwości, jakie przyniosą nam kolejne lata? Czy trudny okres pandemii daje szansę na realizację innowacyjnych projektów i wypracowanie swojej przewagi konkurencyjnej? Skąd czerpać inspirację i motywację do działania? To tylko niektóre zagadnienia, które zostaną poruszone podczas IV edycji konferencji z cyklu „Jak skutecznie tworzyć strategie badań i rozwoju w polskim przemyśle?”, która odbędzie się 14 października 2020 roku po raz pierwszy online.

Inicjatywa jest skierowana do firm, które już rozwijają lub w najbliższej przyszłości chcą rozwijać swoją innowacyjną działalność i aplikować o fundusze europejskie. Organizatorem wydarzenia jest Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE. Patronami konferencji są: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej oraz liczni partnerzy. Wezmą w niej udział przedstawiciele Komisji Europejskiej oraz przedstawiciele resortów, samorządu i biznesu. Podczas konferencji uczestnicy zapoznają się z osiągnięciami polskich przedsiębiorców z minionych lat dzięki środkom z Programu Ramowego Horyzont 2020, a także funduszy strukturalnych POIR i RPO. Zaprezentowane zostaną także ostatnie konkursy, w tym Green Deal w Horyzoncie 2020. Ponadto, uchylimy rąbka tajemnicy, co przyniesie przyszłość – kolejna perspektywa, kiedy otwarte zostaną najbliższe nabory oraz które priorytety będą wspierane.

Podczas wydarzenia poznamy ofertę projektu Innovation Coach oferującym przedsiębiorcom bezpłatną współpracę z ekspertem branżowym, który wskaże firmie ścieżki rozwoju innowacji, jak również możliwe źródła dofinansowania ze środków publicznych. Sesjom plenarnym towarzyszyć będzie cykl warsztatów, poświęconych m.in. partnerstwom w Horyzoncie 2020, Green Deal Call, przyszłym naborom w ramach EIC Accelerator w programie Horyzont Europa oraz serii kompetencji niezbędnych do skutecznego aplikowania i realizowania projektów. Firmy, które odniosły sukces zaprezentują swoje projekty i opowiedzą, jak zaczynały. Wydarzenie będzie przestrzenią networkingową, umożliwiającą poznanie oferty instytucji wspierających przedsiębiorstwa oraz budowanie kontaktów.

Cyfrowa teczka zamiast szafy z dokumentami

Niemal nieograniczona pojemność, dostęp z każdego miejsca, bezpieczeństwo i możliwość pracy kilku osób naraz. E-teczki to szereg korzyści i w znacznym stopniu ułatwienie bieżącej pracy. Trzeba tylko posiadać wiedzę, jak je wytworzyć. Dzięki nim setki tysięcy dokumentów znajdują się w jednym, strukturalizowanym miejscu. Praca z nimi przebiega szybko i sprawnie.

Akta osobowe pracowników to jeden z najobszerniejszych zasobów dokumentów przechowywanych w firmie. Ze względu na ich objętość, istotność i wymogi prawne wiele firm decyduje się na ich przechowywanie w przestrzeni cyfrowej (dyski, serwery, chmury), zamiast tradycyjnego przechowywania dokumentów w szafie lub na regale. W tym celu przeprowadza się proces digitalizacji, w efekcie którego powstaje elektroniczna teczka z dokumentami.

Proces – wbrew pozorom – wykracza poza klasyczną cyfrową archiwizację dokumentów, polegającą tylko i wyłącznie na ich zeskanowaniu i przechowywaniu w formie elektronicznej. E-teczka umożliwia ponadto bieżącą pracę z dokumentami, oferując m.in. łatwość wyszukiwania, filtrowanie różnego rodzaju danych wraz z raportowaniem, możliwość aktualizacji danych czy rozszerzenia bazy o nowo utworzone dokumenty.

Cyfrowa teczka zamiast stosu dokumentów

Elektroniczna teczka pracownicza to przede wszystkim duże ułatwienie dla osób na co dzień pracujących ze znaczną i zróżnicowaną ilością danych. Problematyczne i czasochłonne przeszukiwanie papierowych stosów dokumentów, często w nieuporządkowanych zbiorach, nie jest już koniecznością. Podobnie jak uciążliwe wyszukiwanie konkretnych informacji na stronie. Ponadto podczas pracy z dokumentem papierowym należy uważać, by go nie uszkodzić. W wielu przypadkach zdarza się – zwłaszcza przy wieloletnich dokumentach – że jest duże ryzyko uszkodzenia ich, a tym samym utraty danych, z niemożnością ich odtworzenia.

Kolejną wartą wymienienia korzyścią jest możliwość równoległej pracy kilku osób na jednym dokumencie. Dostęp do e-teczki jest niczym nieograniczony, można pracować z jej użyciem z dowolnego miejsca i o dowolnej porze, pod warunkiem dostępu do łącza internetowego i posiadając stosowne uprawnienia do przetwarzania danych. Ma to niebagatelne znaczenie dla firm posiadających strukturę rozproszoną np. ze znaczną liczbą oddziałów lub biur terenowych, pomiędzy którymi zachowany musi być sprawny i przede wszystkim szybki obieg dokumentów. Dodatkowo w wyniku digitalizacji uwalniamy przestrzeń biurową, ponieważ dokumenty w procesie cyfryzacji są dostarczane do wykonawcy usług, gdzie są skanowane, a następnie mogą być docelowo przechowywane. Ta korzyść zyskuje na znaczeniu również w dobie pracy zdalnej, kiedy po ogłoszeniu pandemii wiele firm zdecydowało się na przeprowadzkę do mniejszego biura lub zupełnie z niego zrezygnowała, tym samym nie mając już możliwości fizycznego przechowywania dokumentów.

Trzysta tysięcy dokumentów do zeskanowania

Pozornie łatwe zadanie utworzenia e-teczki musi być dobrze zaplanowane i w sposób przemyślany przygotowane, aby zostało wykonane z zamierzonym efektem. Doskonale wiedzą o tym specjaliści z firmy Impel Business Solutions Sp. z o o., która zajmuje się m.in. digitalizacją dokumentów w Grupie Impel oraz u obsługiwanych przez nią klientów. W centrali spółki we Wrocławiu obecnie jest dokonywana transformacja cyfrowa ok. 30 000 akt osobowych, które docelowo mają tworzyć e-teczki. Za realizację zadania odpowiedzialny jest Dział Zarządzania Dokumentacją. – Ważne, aby digitalizację powierzyć w ręce ekspertów, którzy posiadają odpowiednie doświadczenie, wiedzę specjalistyczną i potrafią optymalnie wykorzystać profesjonalny sprzęt – zaznacza Paweł Ocibiński, kierownik ds. zarządzania dokumentacją w spółce Impel Business Solutions Sp. z o. o. – W przeciwnym razie mogą wystąpić niespodziewane problemy, wynikające m.in. ze stanu fizycznego dokumentów, który czasami uniemożliwia ich masowe zeskanowanie, trudności w indeksowaniu różnorodnych dokumentów, które powinny być przed indeksacją odpowiednio posegregowane i oznaczone – dodaje.

Zazwyczaj proces digitalizacji rozpoczyna się od weryfikacji zasobu tj. ilości, rodzaju dokumentów, ich stanu fizycznego oraz danych jakie posłużą później do opisu dokumentów w systemie, a następnie ich transportu do jednego miejsca skanowania. – Centralizacja dokumentacji jest pierwszym etapem przygotowania procesu. Podobnie jak etap weryfikacji dokumentów, który w wielu przypadkach jest kluczowy w celu dalszego zaplanowania procesu – wskazuje Aleksandra Pacyna, lider sekcji e-teczka w spółce Impel Business Solutions Sp. z o. o.

Po przetransportowaniu dokumentów najczęściej zostają one posegregowane i przygotowane do zeskanowania tj. pozbawiane są elementów metalowych, rozszyte, ułożone alfabetycznie i oznaczone kodami kreskowymi. – W cztery miesiące zeskanowaliśmy około 2500 akt osobowych, uzyskując wysoką jakość pracy. To bardzo dobre tempo  – ocenia Aleksandra Pacyna. – Niektóre rodzaje dokumentów pozwalają na skanowanie większymi partiami nawet po 250 dokumentów. To zajmuje nie więcej niż trzy, cztery minuty, w zależności od bieżącej konfiguracji sprzętu, a więc już nawet w trackie procesu jesteśmy w stanie optymalizować jego wydajność – mówi.

Impel Business Solutions korzysta z wysokowydajnych skanerów tzw. półprzemysłowych, które są dostarczane w pakiecie z kompatybilnym oprogramowaniem, umożliwiającym spersonalizowany dla danego klienta dobór parametrów skanowania m.in. rozdzielczości obrazu, prędkości skanowania, formatu zapisu, czy wyboru palety koloru skanowanych dokumentów. Właściwa konfiguracja skanera i oprogramowania pozwala w bardzo dużym stopniu ułatwić sprawne skanowanie i zminimalizować ryzyko wystąpienia błędów.

Podczas skanowania dokumenty zapisywane są do wcześniej ustalonego formatu plików, który może posłużyć w dalszym kroku np. do aktywacji funkcji wyszukiwania tekstu i odczytywania jego treści (OCR). – Wykorzystanie wytworzonych plików w połączeniu z technologią OCR rozszerza możliwości wdrożenia kolejnych działań związanych z owymi technologiami, np. robotyzacji czy automatyzacji – zwraca uwagę Paweł Ocibiński. Po zeskanowaniu dokumenty są przywracane do stanu pierwotnego i w teczkach składowane w archiwum ponieważ według obowiązujących przepisów prawa muszą być przechowywane nawet przez 50 lat.

Szczególną procedurą objęte są dokumenty, które poprzez ich długoletnie przechowywanie uległy degradacji, a których w aktach osobowych niestety nie brakuje. – Najstarszy dokument, jaki zeskanowaliśmy, pochodził z 1968 roku, kiedy nie istniała jeszcze nasza grupa – zauważa Aleksandra Pacyna. Stan tego typu dokumentów jest bardzo zły, dlatego przy skanowaniu trzeba zachować szczególną ostrożność, by nie pogorszyć ich jakości. Ostrożność jest bezwzględnie konieczna, ponieważ większość z tych dokumentów może okazać się niemożliwa do odzyskania.

Warto podkreślić, że właściwie zrealizowany proces digitalizacji przyniesie pozytywne efekty dla firmy. Każdy, kto się na niego zdecyduje doceni wygodę i bezpieczeństwo pracy z plikami elektronicznymi, a pracownicy, którzy na co dzień będą ich używać, z pewnością nie będą chcieli powrotu do tradycyjnego modelu przetwarzania dokumentów papierowych.

Branża centrów handlowych jest przygotowana do bezpiecznej obsługi klientów

Stanowisko Polskiej Rady Centrów Handlowych w związku z wprowadzeniem dodatkowych ograniczeń na terenie całego kraju.

W okresie pandemii na branży handlowej spoczywa obowiązek zapewnienia klientom bezpiecznego dostępu do dóbr i usług, koniecznych do codziennego funkcjonowania. Najemcy, właściciele i zarządcy centrów handlowych podjęli szereg działań zapewniających wysoki poziom bezpieczeństwa sanitarnego podczas zakupów, m.in. regularną dezynfekcję, stały dostęp do środków dezynfekujących, czy bieżące komunikaty i piktogramy na terenie obiektów handlowych  przypominające o konieczności zachowania dystansu społecznego . Dzięki wdrożonym rozwiązaniom jako branża jesteśmy przygotowani do bezpiecznej obsługi klientów w obecnej sytuacji.

Galerie handlowe, dysponując dużymi powierzchniami, są w stanie umożliwić klientom zachowanie dystansu społecznego oraz komfortowe zaspokojenie wielu potrzeb w jednym miejscu. Już od momentu ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego w obiektach handlowych obowiązuje zaostrzony rygor sanitarny. Regularnie i wielokrotnie w ciągu dnia dezynfekowane są tzw. „gorące punkty”, z którymi mają kontakt dłonie klienta, czyli klamki, poręcze, dozowniki, przyciski i inne miejsca często dotykane przez odwiedzających. Klienci mają ciągły dostęp do niezbędnych środków ochronnych. Galerie zapewniają mydła antybakteryjne oraz płyny odkażające. W wielu punktach na terenie obiektów handlowych można otrzymać lub zakupić jednorazowe maseczki ochronne. Osoby odwiedzające centra są informowane poprzez radiowęzły i nośniki multimedialne o obowiązujących zasadach bezpieczeństwa. Dodatkowo, by ułatwić przemieszczanie się, w sklepach i na terenie pasażu  znajdują się piktogramy wskazujące konieczność zachowania bezpiecznego dystansu. Pracownicy ochrony obiektów zwracają uwagę i informują klientów o konieczności zakrywania nosa i ust.

Ponadto w ramach ogólnopolskiej akcji PRCH #kupujebezpiecznie, nad którą patronat objęło Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Rozwoju, promujemy dobre praktyki podczas przebywania w obiektach handlowych, np. prawidłowe noszenie maseczek, mycie rąk, czy płacenie bezgotówkowo. Wszystko po to, aby osoby znajdujące się w naszych przestrzeniach mogły czuć się bezpiecznie i wygodnie realizować potrzeby konsumenckie.

Dziękujemy wszystkim pracującym w centrach handlowych, najemcom, ich pracownikom oraz osobom zatrudnionym przez firmy obsługujące obiekty, za dbanie o bezpieczeństwo klientów, pełne zaangażowanie i przestrzeganie procedur.

Dziękujemy także wszystkim klientom, którzy troszczą się o innych i respektują obowiązek zasłaniania nosa i ust oraz przestrzegają zaleceń służb sanitarnych. W tych trudnych czasach kierujmy się rozsądkiem i chrońmy najbliższych oraz szanujmy pracę pracowników wszystkich miejsc handlu i usług.

Wzrost liczby zachorowań na Covid-19 – co to oznacza dla rynku złota?

Ostatnio inwestorzy mieli doskonałą okazję do powiększenia swoich zasobów o złoto. Ceny kruszcu nieco zmalały po okresie lockdownu. Jednak po informacjach napływających ze świata odnośnie rosnącej liczby zachorowań ponownie na rynku złota zyskała strona popytowa. Co więcej, niepewność potęguje również sytuacja w USA związana z wyborami oraz pozytywnym wynikiem na koronawirusa u Donalda Trumpa. Na razie zwyżki są relatywnie niewielkie, ceny utrzymują się na stałej pozycji 1900 USD +/- 2%.

Chwilowe zmniejszanie zainteresowania w tym sektorze wynikało najprawdopodobniej ze zróżnicowanych doniesień z amerykańskiej polityki i gospodarki. Inwestorzy obecnie czekają na istotne informacje, które mogłyby być impulsem do wyraźniejszego trendu wzrostowego na rynku kruszcu.

Rośnie ryzyko ponownego lockdownu. W związku z tym można spodziewać się utrudnień w transporcie co następnie spowoduje ponowne zwiększenie marż. Jest to cenna informacja dla dealerów złota, którzy powinni być przygotowani na potencjalną izolacje gospodarek i zapewnić dostępność swoich produktów.

Warto pamiętać, że ceny złota mają ograniczony potencjał spadkowy ze względu na status tzw. bezpiecznej przystani. Jednak nadal utrzymująca się siła dolara nie pozwala kruszcowi powrócić do maksimów, które obserwowaliśmy wiosną tego roku.

Musimy uważnie obserwować notowania aktywów. Przed nami wybory w USA oraz ciąg dalszy pandemii i/lub udostępnienie szczepionki. W tak niepewnych czasach istotne jest, aby na bieżąco śledzić wykresy i skierować się ku inwestycjom, które mogą nas zabezpieczyć.

Autor: Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

RAPORT: Firmy badawcze powinny bardziej stawiać na dodatkową weryfikację swoich respondentów

Eksperci przekonują, że jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla trafności wyników badań online są zawodowi respondenci. Panele kuszą ich do zbierania punktów za wypełnianie jak największej liczby ankiet. Jednak firmy badawcze walczą o wysoką jakość uzyskiwanych danych, stosując m.in. kwarantannę czasową i pytania kontrolne. Inwestują w nowoczesną technologię, by rozpoznawać osoby, które figurują w kilku panelach na raz. Do tego obserwują zachodnie praktyki. W zależności od projektu, łączą różne techniki kontroli. Własne analizy prowadzą też klienci. Zdarza się, że zgłaszają problem zbyt szybkich odpowiedzi na pytania.

Konieczna weryfikacja

Jak podkreśla Mariusz Mroczek z Grupy 4P, klienci firm badawczych przykładają ogromną uwagę do szczegółów. Niektórzy samodzielnie analizują spójność odpowiedzi ankietowanych na pytania w otrzymywanych bazach. Trudno się temu dziwić. Wyniki badań często wpływają na kluczowe decyzje biznesowe. Dlatego badacze muszą mieć pewność, że uniknęli ewentualnych błędów na każdym etapie prac.

– Transparentny proces realizacji badania i kontroli respondentów daje klientowi nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także pozwala wspólnie szukać rozwiązań najlepiej dopasowanych do specyfiki danego projektu. Zamawiający zarówno z biznesu, jak i administracji publicznej czy trzeciego sektora jest coraz bardziej doświadczony. Wie, czego potrzebuje. Dzięki temu staje się partnerem, z którym razem projektujemy cały proces badawczy – zauważa Jakub Wróblewski z ProVision Solutions.

Należy jednak pamiętać o tym, że użytkownicy paneli internetowych otrzymują wynagrodzenie za wypełnianie ankiet lub inne zadania udostępniane przez agencje badawcze. W opinii Olgi Orzechowskiej z firmy badawczej PBS, dążenie tych osób do zdobycia jak największej liczby punktów za aktywność jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla jakości uzyskiwanych danych. Dlatego istotne jest, by zwrócić szczególną uwagę na sposób doboru grupy docelowej. Kluczowe są takie elementy, jak treść zaproszeń do udziału w badaniu, kwestionariusz rekrutacyjny oraz wskazówki i instrukcje dla respondentów, które pozwalają minimalizować ryzyko uzyskiwania nierzetelnych odpowiedzi.

– Wysyłając zaproszenie do badania online, wiadomo, jaka jest grupa docelowa. W systemie można wskazać, że pytania zostaną skierowane np. wyłącznie do kobiet w wieku od 30 do 40 lat. Odpowiedzi metryczkowe z poszczególnych projektów są weryfikowane z danymi systemowymi. Ale i tak zdarza się, że w kwestionariuszach są sprzeczne ze sobą treści. Takie ankiety badacz musi odrzucać. Jednocześnie powinien mieć na uwadze to, że respondenci mają różne opinie na poszczególne tematy, czasem na pozór mało logiczne, ale jednak prawdziwe – mówi Łukasz Zieliński z SYNO Poland, firmy dostarczającej badaczom dane i respondentów.

Światowe standardy

Natomiast Alina Lempa z IQS zapewnia, że wszędzie na świecie weryfikacja badanych osób wiąże się z konsolidacją danych o respondencie pochodzących z różnych źródeł, w tym z analizy zachowań w Internecie. Polski rynek nie odbiega w tym względzie od innych. Jednak systemy kontroli i ich złożoność każdorazowo leżą w gestii firm prowadzących badania. Procesy weryfikacji nie są więc jednolite, a zasady ich prowadzenia stanowią swoiste know-how firm badawczych.

– W mojej ocenie, rodzime panele internetowe nie odbiegają jakością i standardami od zagranicznych. Współpracując z takimi firmami nie tylko w Polsce, ale również za granicą, zauważam, że procesy weryfikacji uczestników i samego wypełnienia ankiet są bardzo zbliżone – przekonuje Daniela Jasińska-Kłoda z Research&Grow.

Zdaniem Agaty Woźniakowskiej z Zymetrii, godną naśladowania praktyką zachodnią jest tworzenie społeczności badawczych. Pozwalają one na długoterminowe budowanie lojalności i poczucia wspólnoty panelistów. To zdecydowanie podnosi jakość uzyskiwanych danych. Ponadto warto wprowadzać elementy gamefikacji zarówno do treści ankiet, jak i do uczestnictwa w panelu.

Kwarantanna czasowa

– Niektórzy zakładają, że respondent powinien dostawać ankiety np. co 2-3 dni. Część branży mówi, że nie może on brać udziału w badaniach częściej niż raz na pół roku. Takie wytyczne zwykle dotyczą jednak wywiadów bezpośrednich face-to-face w miejscu zakupu lub w domu i obejmują raczej testy produktów – tłumaczy Łukasz Zieliński.

Tymczasem Damian Badzmirowski Prezes agencji CeBRiS uważa, że kwarantanna czasowa ma sens tylko wtedy, kiedy trwa minimum dwa miesiące. Ekspert tłumaczy, że taka przerwa jest konieczna z uwagi na zawodowych panelistów. Dla większości ankietowanych główną motywacją do udziału w projektach badań marketingowych są punkty, zniżki albo pieniądze. Nikt do tej pory nie zbadał, jaki procent stanowią autentyczni pasjonaci, gotowi do bezinteresownego dzielenia się opiniami.

– Liczba realizowanych wywiadów, ich tematyka i kryteria rekrutacji powodują, że karencyjność wynika z celów projektu badawczego. Samo zarządzanie panelem polega na utrzymywaniu odpowiedniej motywacji respondentów i właściwego wskaźnika response rate. Należy więc szukać złotego środka między częstotliwością wysyłania zaproszeń do badania i jakością otrzymywanych danych, w zależności od poszczególnych grup ankietowanych – zwraca uwagę ekspert z SYNO Poland.

Technologiczne weryfikacje

W branży coraz częściej mówi się też o konieczności prowadzenia dodatkowej weryfikacji, czy dana osoba nie wypełniała czasem więcej niż jednej ankiety. Monika Kunkowska ze Spotlight Research twierdzi, że można zapobiegać takiemu zjawisku. Bardziej zaawansowane narzędzia badawcze mają możliwość wykrywania „zawodowych respondentów” i fałszerstw, w oparciu o pliki cookie oraz unikalne identyfikatory przechowywane w HTML5, eTAG oraz Flash.

– Obecna technologia wychwytuje przypadki, w których jeden człowiek jest zarejestrowany w kilku panelach pod różnymi adresami e-mailowymi. Ustala się to np. po adresie IP, strefie czasowej, godzinie i innych parametrach komputera. O takich możliwościach często rozmawia się z nowymi klientami. Fakt, że o nie pytają, wiele mówi o oczekiwaniach wobec badań online – zaznacza Łukasz Zieliński.

Z kolei Monika Kunkowska informuje, że niektórzy dostawcy narzędzi badawczych pracują nad rozwiązaniem strict detection, opartym na tzw. cyfrowych odciskach palców przeglądarki i komputera.  Jednak korzystanie z niego wymaga zainwestowania w zaawansowaną technologię.

– Weryfikacja respondentów wymaga ciągłego inwestowania w najnowsze rozwiązania technologiczne, m.in. w sztuczną inteligencję czy uczenie maszynowe. Bardzo pomocne są algorytmy mierzące czas odpowiedzi na poszczególne pytania oraz identyfikujące te same osoby z kilku paneli – ocenia ekspert z SYNO Poland.

Pytania sprawdzające

Weryfikację respondentów można prowadzić też w samej ankiecie, np. zadając pytania kontrolne, sprawdzające skupienie i zaangażowanie respondenta. Według eksperta z PBS, to dobra praktyka, o ile nadmiernie nie wydłuża czasu badania i nie odwraca uwagi ankietowanego od podstawowego zadania. Tego typu rozwiązania zalecane są przy długich kwestionariuszach. W krótkich są wprowadzone inne sposoby weryfikacji. Jednym z nich jest np. kontrola wizualna czy captcha.

– Pytania kontrolne powinny być standardem w badaniach, szczególnie dotyczących konsumenta mainstreamowego. Niekiedy nie są one praktykowane, gdyż wydłużają samą ankietę. Mogą być też źle odebrane przez respondenta, który zda sobie sprawę z tego, że jest kontrolowany. Myślę jednak, że włączenie kilku nietuzinkowych pytań sprawdzających może wręcz uatrakcyjnić ankietę – twierdzi Marta Bierca z Frost & Sullivan.

W opinii eksperta z SYNO Poland, w ankietach warto zadawać pytania sprawdzające, na które badacz zna odpowiedź. Respondent jest pytany m.in. o to, na jakim urządzeniu wypełnia ankietę lub gdzie się znajduje. Czasem można prosić go np. o podanie miesiąca, którego nazwa zaczyna się na konkretną literę. Według Krzysztofa Zycha z UCE RESEARCH, tego typu pytania powinny podnosić poziom koncentracji respondenta poprzez element zaskoczenia. I można je zastosować na każdym etapie kwestionariusza.

Za szybkie odpowiedzi

– Punktem krytycznym jest zazwyczaj czas wypełnienia ankiety przez wszystkich respondentów. Poniżej 40% mediany jest oznaczony jako podejrzany. Niewiarygodni są też respondenci, którzy na skalach 1-5 odpowiadają w ten sam sposób oraz bezsensownie uzupełniają pytania otwarte. Prawdopodobnie wypełniają ankietę głównie w celu zdobycia punktów, a nie podzielenia się swoją faktyczną opinią – wskazuje Piotr Szeryński z Frost & Sullivan.

Z obserwacji Olgi Orzechowskiej z PBS wynika, że zdarzają się rozbieżności między oczekiwanym a rzeczywistym czasem odpowiedzi na pytania. W celu rozwiązania tego problemu warto oszacować minimalny zakres czasowy. Ekspert dodaje, że prawidłowe zrozumienie pytania to nie tylko kwestia tempa jego czytania. Treść musi być dobrze skonstruowana i jednoznaczna. Natomiast ekspert z UCE RESEARCH ostrzega, że sprawdzanie uważności respondenta poprzez stosowanie skomplikowanych zdań może skutkować obniżeniem jakości odpowiedzi lub wręcz ich brakiem.

– Klienci firm badawczych sami zwracają uwagę na to, że respondenci zbyt szybko odpowiadają. Obawiają się, że przez to wyniki mogą być zafałszowane. Oczywiście są możliwości techniczne do tego, aby przechodzenie do kolejnych pytań następowało po kilku sekundach. Jednak wtedy też nie ma 100% pewności, że respondent dokładnie zapoznał się z treścią. Tak naprawdę nie istnieje jedna skuteczna metoda weryfikacji ankietowanych. W zależności od projektu badawczego jest to połączenie kilku ww. technik kontroli – podsumowuje Łukasz Zieleński z SYNO Poland.

Sondaż: Prawie co piąty Polak (17%) uważa, że nie ma żadnej epidemii koronawirusa

Prawie co piąty Polak (17%) uważa, że nie ma żadnej epidemii koronawirusa i to tylko wymysł polityków, mediów i firm farmaceutycznych. A wśród osób między 18 a 34 rokiem życia ten pogląd podziela już prawie co trzecia osoba. 21% Polaków w ogóle nie boi się zakażenia koronawirusem, a 82% deklaruje, że zawsze zakłada maseczki w sklepach i środkach komunikacji publicznej – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Niemal co piąty badany (17%) nie wierzy w epidemię koronawirusa i jest zdania, że to tylko wymysł polityków, mediów i firm farmaceutycznych. Z kolei 7% twierdzi, że epidemia nie jest żadnym zagrożeniem dla ludzi. Prawie połowa Polaków (47%) uważa natomiast, że epidemia koronawirusa jest bardzo poważnym zagrożeniem dla ludzi, a 29% – że stanowi umiarkowane zagrożenie.

Najwięcej osób uważających, że epidemia koronawirusa jest bardzo poważnym zagrożeniem dla ludzi jest wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej (60%). Niewiele mniej jest takich osób wśród wyborców Lewicy (57%) oraz Prawa i Sprawiedliwości (54%). Na przeciwnym biegunie znajdują się wyborcy Konfederacji. Wśród nich zaledwie 17% uważa, że pandemia jest bardzo poważnym zagrożeniem dla ludzi, a łącznie prawie połowa wyborców tej partii twierdzi, że epidemia nie jest zagrożeniem dla ludzi (24%) lub że nie ma jej wcale (21%).

Zauważalna jest zależność między wiekiem a zdaniem na temat epidemii koronawirusa. Wśród osób z najstarszej grupy wiekowej 55 plus, dla których zakażenie koronawirusem jest wyjątkowo groźne, zdecydowanie dominuje pogląd, że epidemia jest bardzo poważnym zagrożeniem dla ludzi. Twierdzi tak 69% badanych. Z kolei wśród osób z najmłodszej badanej grupy wiekowej 18-24 lata, uważa tak zaledwie 23%, a prawie co trzeci (30%) twierdzi, że epidemia nie istnieje i jest to wymysł polityków, mediów i firm farmaceutycznych. Pogląd ten podziela również prawie co trzecia osoba w wieku 25-34 lata (29%).Sondaż Prawie co piąty Polak (17%) uważa, że nie ma żadnej epidemii koronawirusa

Badanie pokazuje, że 21% dorosłych Polaków w ogóle nie boi się zakażenia koronawirusem. Z kolei prawie połowa (48%) boi się trochę, a 31% – bardzo.

Niemal połowa zwolenników Konfederacji (46%) w ogóle nie boi się zakażenia koronawirusem, podczas gdy w pozostałych elektoratach takich „odważnych” jest od kilku do kilkunastu procent (KO – 9%, PiS – 14%, Lewica – 18%).

Najwięcej osób, które nie boją się zakażania koronawirusem, podobnie jak tych, którzy nie wierzą w jego istnienie, jest w najmłodszych grupach wiekowych. Zakażenia nie boi się 36% osób w wieku 18-24 lata i 33% osób w wieku 25-34 lata.koronawirus a polacy

„Badanie pokazuje, jak dużo osób w Polsce wierzy w teorie spiskowe. Bardzo niepokojąca jest beztroska młodego pokolenia, które w największym stopniu nie wierzy w istnienie koronawirusa, nie boi się go i nie przestrzega obowiązku noszenia maseczek. Młodzi są mniej narażeni na dotkliwe skutki zakażenia koronawirusem, ale absolutnie nie może ich to zwalniać z odpowiedzialności za zdrowie i życie starszych ludzi, w tym swoich najbliższych” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl

W badaniu pytano także o noszenie maseczek w sklepach i środkach komunikacji publicznej (pociągach, autobusach, tramwajach). Zdecydowana większość osób (82%) twierdzi, że zawsze zakłada maseczki w takich sytuacjach, a kolejne 13%, że czasem je zakłada, a czasem nie. Natomiast 5% badanych oświadczyło, że nigdy nie zakłada maseczki.

Tutaj znów najbardziej wyróżniają się zwolennicy Konfederacji, z których tylko 67% deklaruje, że zawsze nosi maseczki, a 11%, że nie zakłada ich wcale. Najwięcej osób deklarujących, że zawsze noszą maseczki jest wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej (92%). Na trochę niższych, ale zbliżonych poziomach były deklaracje wyborców PiS i Lewicy (odpowiednio 86% i 87%).

Podobnie, jak w poprzednich pytaniach, osoby z najmłodszych grup wiekowych (18-24 i 25-34) negatywnie wyróżniają się na tle pozostałych i w najmniejszym stopniu deklarują, że zawsze zakładają maseczki w sklepach i środkach komunikacji publicznej (64% i 70%).

Osoby, które nigdy nie zakładają maseczki w sklepach i środkach komunikacji publicznej, jako najczęstszy powód takiego postępowania wskazywały, że nie wierzą w epidemię koronawirusa (32%). Na drugim miejscu znalazło się przekonanie, że nie są chorzy, więc nikogo nie zarażą (20%).koronawirus a polacy 3 koronawirus a polacy 2

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1073 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 2 – 5 października 2020 roku. Metoda: CAWI.

Podatek majątkowy dla najbogatszych remedium na trudne czasy?

Podatek dla najbogatszych to temat tak ekonomiczny, co polityczny. Szczególnie żywy jest w debacie na scenie politycznej w USA – gdzie coraz więcej osób gromadzi ogromne majątki, a nierówności społeczne dramatycznie się pogłębiają. Pojawia się coraz więcej argumentów za tym, że wprowadzenie podatku dla najbogatszych pozwoli rozdystrybuować majątek w społeczeństwie i zmniejszyć liczbę osób żyjących w ubóstwie. Nie jest to jednak pierwsze podejście do takiego podatku w historii. W latach ‘60 ubiegłego wieku podatek od majątku najbogatszych osób funkcjonował w kilkunastu państwach z grupy OECD – powstałej w tamtym okresie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zrzeszającej 17 państw z Europy Zachodniej, USA, Kanadę i Turcję. Większość odeszła od tego podatku, gdyż nie spełnił on swojego zadania i był łatwy do uniknięcia. W ostatnich latach jednak, a szczególnie w miesiącach kryzysu epidemicznego, temat podatku dla najbogatszych wrócił do bieżącej debaty politycznej.

– Majątki najbogatszych rosną w coraz szybszym tempie – a osobom, którym wiedzie się gorzej, jest coraz trudniej odbić się od dna. Najbogatsi tego świata sami deklarują, że byliby skłonni taki podatek zapłacić, zwłaszcza w kontekście trwającej pandemii – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Wincewicz-Price, kierowniczka zespołu ekonomii behawioralnej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Jest to jednak dość skomplikowany podatek do operacjonalizacji, konstrukcji i egzekucji. W zasadzie na każdym szczeblu projektowania takiego rozwiązania zaczynają się wątpliwości i pytania – jak definiować majątek? I co dokładnie w tym majątku opodatkować? W Polsce mamy łatwiejszą sytuację, gdyż w naszym systemie podatkowym już funkcjonują połowiczne rozwiązania tych problemów. Mamy podatek od dochodów kapitałowych i podatek od darowizn – które w dużym stopniu redystrybuują majątek i zmniejszają nierówności. Opracowania OECD i innych ośrodków badawczych dowodzą, że takie rozwiązania mogą sprawdzać się lepiej niż podatek majątkowy – są lepiej skalibrowane, łatwiej się je egzekwuje i są mniej kontrowersyjne – wskazuje Wincewicz-Price.

W Dniu Bezpiecznego Komputera: ostrzegamy przed wyłudzeniami

Codziennie do Internetu zagląda aż 95% Polaków, korzystając z komputera, tabletu lub smartfona. Największe obawy użytkowników budzą trzy zagrożenia: wirusy i złośliwe oprogramowanie, utrata pieniędzy z konta bankowego oraz kradzież tożsamości. Dzień Bezpiecznego Komputera, przypadający na 12 października to inicjatywa, która ma na celu zwrócenie uwagi na zagrożenia płynące z sieci oraz promowanie bezpieczeństwa informatycznego.

Przynajmniej jeden komputer w domu w 2019 r. posiadało 83,1% polskich gospodarstw domowych. Jak informuje GUS, wskaźnik ten z roku na rok systematycznie zwiększa się, podobnie jak dostęp do Internetu, który ma 86,7% gospodarstw domowych (to 2,5 p. proc. więcej niż w roku poprzednim).

Niemal wszyscy korzystają z Internetu codziennie, a co trzeci Polak zwiększył liczbę płatności online – potwierdzają to badania opinii, realizowane na zlecenie BIK we wrześniu 2020 r. Pandemia oraz konieczność zachowania dystansu społecznego skłoniła wiele osób do częstszego korzystania ze zdalnych zakupów, przekonali się także ci, którzy do tej pory w ogóle nie korzystali z tej formy dostępu do towarów sklepowych.

Nasze zachowania w sieci dzielą się na kilka głównych kategorii. Najczęściej sprawdzamy pocztę elektroniczną (87%), zaglądamy na portale społecznościowe (72%) oraz używamy różnych aplikacji (59%). Zdalnie realizujemy także coraz częściej płatności – transakcje bankowe dokonujemy w niemal równym stopniu korzystając z komputera (56%), jak i w aplikacjach banków, instalowanych w telefonie (55%).

Cały dzień w internecie

Korzystanie z Internetu w obecnych czasach potrafi uzależniać. Tylko 9% osób przyznało, że nie robi żadnych transakcji zakupowych w Internecie – tak wykazało badanie „Cyberbezpieczeństwo Polaków 2020 r.”, zrealizowane przez Quality Watch dla Biura Informacji Kredytowej. Tymczasem niemal cały dzień z Internetu korzysta 46% osób poniżej 25 roku życia i 20% osób liczących 55 lub więcej lat.

Dla wielu osób „bycie online” jest tak naturalne, iż nie zastanawiają się nad czyhającymi niebezpieczeństwami. W sieci robimy zakupy, załatwiamy sprawy urzędowe, kontaktujemy się z bankiem, zaciągamy zobowiązania, szukamy pracy, nawiązujemy i utrzymujemy relacje. Dodatkowo poszukujemy informacji, subskrybujemy wiele newsletterów, wysyłamy i odbieramy maile, bierzemy udział w konkursach czy badaniach opinii.

Wszystkie te formy aktywności wykorzystują także przestępcy, podszywając się pod oryginalnych autorów publikacji czy witryny internetowe, próbują wejść w posiadanie cennych danych na temat naszej tożsamości, będących przepustką do wyłudzenia kredytów, pożyczek oraz zawierania umów abonamentowych na przykład z firmą telekomunikacyjną w celu wyłudzenia drogiego smartfona.

Obawy Polaków o bezpieczeństwo finansowe

Każdy jest narażony na kradzież danych, co więcej, Polacy zdają sobie z tego sprawę. W stosunku do 2019 r. wzrósł poziom obaw dotyczący niemal wszystkich zagrożeń związanych z cyberprzestępczością. Uczestnicy ankiety wskazali wszystkie zagrożenia, jakie towarzyszą im w internecie.

Największe obawy budzą: wirusy i złośliwe oprogramowanie (7,40/10 pkt), kradzież pieniędzy z konta (7,26/10 pkt) oraz kradzież tożsamości (7,18/10 pkt). Co drugi ankietowany wskazał także lęk przed wyłudzeniem kredytu. Pierwszą piątkę zamykają zagrożenia związane z podejrzanymi mailami oraz kradzież danych podczas płatności kartą kredytową. Obawy Polaków o bezpieczeństwo finansoweWyższy poziom obaw względem wszystkich analizowanych zagrożeń cechuje kobiety, a poczucie zagrożenia rośnie wraz z wiekiem respondentów.

I nic dziwnego, skoro statystyki są alarmujące, rośnie skala prób wyłudzeń. Jak podaje raport InfoDok, opracowany przez ZBP, codziennie blokuje się 18 prób wyłudzeń kredytów. W samym II kwartale tego roku zablokowano blisko 1700 prób wyłudzeń kredytów na kwotę 63 milionów złotych – to najwyższa liczba od 5 lat.

Jednak nie zawsze udaje się powstrzymać wyłudzenie. Dlatego warto wiedzieć, jak chronić swoje dane.

Praktyczne porady odnośnie ochrony swoich danych

Warto wyrabiać sobie właściwe nawyki, wzmocnić ostrożność w Internecie, ale także poza siecią. Nadal szczególną uwagę należy przykładać do ochrony naszego fizycznego dokumentu, dowodu osobistego, który zawiera najważniejsze nasze dane: imię i nazwisko, adres, numer dowodu osobistego, PESEL czy datę urodzin. Pamiętajmy, że dowód możemy okazać, ale nie oddawać, ani tym bardziej pozostawiać w „zastaw”, w zamian za np.: wypożyczenie sprzętu sportowo-turystycznego. Nikt, poza szczególnymi przypadkami, którymi są np. banki, nie może żądać od nas dowodu w celu skserowania go lub zeskanowania.

Nie podawajmy złodziejom swoich danych „niczym na tacy” – trzeba pamiętać, by dokładnie niszczyć stare dokumenty, listy przewozowe czy etykiety na paczkach od kurierów, faktury itp., na których znajdują się nasze dane, które mogą wykorzystać złodzieje w celach przestępczych, w tym do wyłudzenia kredytu lub pożyczki.

Trzeba dokładnie weryfikować adresy stron internetowych, rozważnie wybierać sklepy internetowe, zachować czujność wobec wyjątkowo atrakcyjnych ofert i promocji, a płatności dokonywać wykorzystując certyfikowanych pośredników. Przestępcy bardzo często podstawiają nam fałszywe strony operatorów płatności, z których przechodzimy na strony banków – ulegamy złudzeniu, w pośpiechu nie zauważamy celowo wstawionych literówek, nie widzimy, że po drugiej stronie czeka na nas złodziej, a nie bank.

– Korzystając z Internetu, powinniśmy wyznawać zasadę, że im mniej danych podamy, tym lepiej. Ze szczególną ostrożnością podchodźmy do wszelkich formularzy, w których wymagane jest podanie danych osobowych, numeru pesel, telefonu czy adresu. Robiąc zakupy, warto unikać pośpiechu, zadać sobie pytanie, czy podawanie tzw. wrażliwych danych jest faktycznie niezbędne tej drugiej stronie do sprzedania nam jakiegoś produktu czy usługi? Rzeczą elementarną jest zachowywanie w poufności swoich haseł, nikomu nie powinniśmy ich podawać, podobnie jak loginów do naszych kont, a same hasła należy zmieniać cyklicznie – mówi Joanna Charlińska, ekspert Biura Informacji Kredytowej.

Powinniśmy wyrobić sobie określone przyzwyczajenia w zakresie korzystania z dobrodziejstw techniki. Nowoczesne technologie są pomocne, nie wolno się ich bać, ale należy ich używać świadomie. Czasem warto zadać sobie pytanie, co wolno zainstalować, w jakim przypadku wyrazić zgodę zanim zdecydujemy się na instalację jakiejś aplikacji. Zastanówmy się, czy potrzebujemy – wyszukanych wygaszaczy ekranu, programów zmieniających tło, bo często pod pozorem tych niewinnych gadżetów kryją się ukryte funkcje wykorzystywane później przez przestępców. W każdym z naszych urządzeń warto zainstalować programy antywirusowe i regularnie je aktualizować.

Źródła:

Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2019 roku, GUS, 21.10.2019 r.
Raport o dokumentach InfoDOK, ZBP, II kwartał 2020 r.

Wciąż trudno o szybki proces rozwodowy. Od złożenia pozwu do pierwszej rozprawy mija średnio dziewięć miesięcy

0

Największym problemem w sprawach rozwodowych jest długi czas oczekiwania na rozprawę oraz niepewność związana z terminem uzyskania decyzji sądu. – Zdarza się, że małżonkowie już układają sobie życie z nowym partnerem, a sprawa rozwodowa jeszcze nie została zakończona – mówi adwokat Karolina Marszałek. W Polsce orzeka się rocznie ok. 60 tys. rozwodów, z czego większość dotyczy mieszkańców miast.

– Pomoc prawnika podczas procesu rozwodowego nie jest wymogiem prawnym. Małżonkowie sami decydują, czy są w stanie sprostać wymaganiom formalnym i emocjonalnym. Jedno to jest poprawne złożenie pozwu rozwodowego, wniosków dowodowych oraz wypełnienie wszystkich wymogów proceduralnych, a drugie to emocje, które towarzyszą postępowaniom w sprawach o rozwód – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes adwokat Karolina Marszałek.

Brak prawnika nie zwalnia osób występujących przed sądem z dostosowania się do wymogów formalnych określonych w prawie. Jak przyznaje adwokat, zdarza się, że ludzie zwracają się po pomoc i poradę prawną już w toku postępowania rozwodowego. Niepewność budzi długi czas oczekiwania na rozprawę oraz nieznajomość przebiegu całego procesu. Wiele osób zwraca się do prawnika w nadziei, że w ten sposób można ten proces przyspieszyć.

– Prawnik nie ma żadnego wpływu na terminy wyznaczane przez sąd. Może jedynie spełnić wszystkie wymogi formalne tak, aby sąd nie wzywał do uzupełnienia braków i w ten sposób nie przedłużać postępowania. Rolą prawnika jest wsparcie, mówiąc potocznie, trzymanie za rękę oraz dopilnowanie, aby wszystkie wnioski dowodowe zostały złożone, a w efekcie postępowanie w miarę możliwości zakończyło się jak najszybciej – wyjaśnia adwokat.

W niektórych przypadkach rozwód jest w zasadzie formalnością. Szczególnie kiedy małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci i podejmują świadomą decyzję o rozwodzie, to jest duże prawdopodobieństwo, że taki rozwód będzie orzeczony na pierwszej rozprawie, po przesłuchaniu stron. W wielu jednak sprawach rozwodowych najtrudniejszym elementem są emocje towarzyszące małżonkom.

– Czasami małżonkowie są w bardzo głębokim konflikcie, a długotrwały stres i napięcie niestety mają odzwierciedlenie w ich zachowaniu podczas rozprawy na sali sądowej. Dlatego bardzo istotne jest, żeby te emocje jednak wyciszyć, czasami odczekać z decyzją o rozwodzie, aby nie była podjęta pod wpływem chwili oraz aby małżonkowie zdawali sobie sprawę, jakie niesie ze sobą konsekwencje – dodaje adwokat Karolina Marszałek.

To tym trudniejsze, że według polskiego prawa konieczne jest zaangażowanie małżonków w rozprawę.

– Z moich doświadczeń wynika, że w polskich warunkach nie ma możliwości orzeczenia rozwodu szybko i sprawnie. Ostatnio spotkałam się z koleżanką, która rozwodziła się w Stanach Zjednoczonych. Wyglądało to tak, że spotkała się z prawnikiem w restauracji, podpisała mu dokumenty i na dobrą sprawę nie uczestniczyła w postępowaniu rozwodowym. W polskim prawie jest tak, że małżonkowie muszą się stawić na rozprawę, dowód przesłuchania stron jest obligatoryjny, a to wydłuża czas postępowania. Sam czas oczekiwania na termin rozprawy wynosi około dziewięciu miesięcy – mówi adwokat.

Według najnowszego Rocznika Demograficznego publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny w 2018 roku w Polsce sądy orzekły ponad 62,8 tys. rozwodów, w tym ponad 45 tys. dotyczyło mieszkańców miast. Najwięcej rozwodów przypadło na województwo mazowieckie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie.

Przyczyną blisko 14 tys. spraw rozwodowych było niedochowanie wierności małżeńskiej, prawie 10 tys. przypadków miało związek z nadużywaniem alkoholu, a w 27 tys. spraw rozwodowych jako przyczynę podawano niezgodność charakterów. W większości przypadków stroną wnoszącą powództwo była żona (blisko 42 tys. rozwodów), a prawie 49 tys. spraw zakończyło się bez orzeczenia o winie.

Kilka słów o obiektywizacji sprzedaży

Liczby, cyfry, tabelki, cele i wskaźniki efektywności, czyli świat sprzedaży… Dla jednych są to narzędzia wspierające sprzedaż, dla innych cele same w sobie. O tym, czy osiąganie KPI’s powinno stać się „targetem” rozmawiamy z Robertem Lipińskim, mentorem w zakresie skutecznej sprzedaży BtoB.

W wielu firmach sprzedawcy ścigają się ze sobą, chcąc osiągnąć jak najlepsze wyniki. Czy świat sprzedaży to ciągły wyścig szczurów?

Ludzie są ambitni, każdy chce się wykazać – niby nic w tym złego… Ale pytanie, czy takie podejście na pewno prowadzi nas do celu? Spójrzmy na proces produkcji – od pierwszego etapu do chwili powstania finalnego produktu wszystko jest tu dokładnie opisane i ściśle przestrzegane. Żadnych odstępstw, które demaskują nieprawidłowości. Jeśli się pojawią, są natychmiast usuwane. Nikt nie wypuści wybrakowanego produktu z taśmy produkcyjnej. Każdy etap jest ważny. Każda czynność ma znaczenie. Liczą się fakty, a nie deklaracje.

Ale co to ma wspólnego ze sprzedażą? Tu chyba obowiązują nieco inne reguły gry?

Według mnie dokładnie te same! Spróbujmy spojrzeć na proces sprzedaży w ten sam sposób jak na produkcję i wyobraźmy sobie, że wszystkie aktywności sprzedawcy są dokładnie opisane i ściśle przestrzegane. Żadnych odstępstw! Fakty a nie deklaracje! Właśnie to nazywam obiektywizacją sprzedaży.

Jak na taśmie produkcyjnej? Brzmi trochę nudno…

Tak się tylko wydaje. Matrix sprzedaży zawsze będzie fascynujący i różnorodny, ale opisanie wszystkich powtarzalnych aktywności jest bardzo pomocne, jeśli nie kluczowe – szczególnie do tego, by w naszej branży być bardziej efektywnym i realizować zakładane cele. Sprzedaż to usystematyzowana dziedzina, taka sama jak inne obszary firmy i tak jak one obraca się wokół pewnej systematyczności, powtarzalności, a także przewidywalności.

Ale przecież nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć, czy umowa dojdzie do skutku?

Owszem, dlatego element ryzyka i adrenalina, którą tak lubimy w naszym zawodzie – pozostaną. Jednak dzięki zastosowaniu odpowiednich narzędzi oraz zmianie podejścia do sprzedaży z chaotycznego „każdy sprzedaje jak umie – a jak nie umie to nie sprzedaje” do podejścia bardziej uregulowanego i dokładnie opisanego procesem – zyskamy po pierwsze mnóstwo czasu a także zwiększymy szanse na to, że to, co zaplanowaliśmy – wyjdzie.
A przecież sukcesy wszystkich cieszą – czemu więc do nich metodycznie nie dążyć?

No dobrze, to proszę zdradzić sekret, który prowadzi do efektywnej sprzedaż?

Sprzedaż jest procesem i jako taki należy ją potraktować – oczywiście całościowo z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Działania i aktywności, które wykonujemy w tym procesie każdego dnia, mają być jasno opisane, wynikać z siebie nawzajem i prowadzić przez kamienie milowe do celu, jakim będzie podpisanie umowy i wdrożenie jej w życie. Sporo w tym elementów negocjacyjnych i psychologicznych – ale nadal jest to powtarzalny proces, którego etapy można przewidzieć i dokładnie zaplanować.

Ale chyba nie zawsze?

Zawsze pod warunkiem, że jesteśmy otwarci na zmianę sposobu myślenia a także głębokiej analizy tego, „jak dziś sprzedajemy”. To przy odpowiedniej asyście da nam odpowiedź jakie aktywności są skuteczne – te wzmacniamy a jakie przeciwskuteczne – te eliminujemy. W kolejnym kroku będziemy musieli wykazać się selektywością oraz proaktywnością w pracy z naszymi Klientami a także zamiast stawiania się w roli sprzedawcy, dążyć do tego, aby stać się dla niego zaufanym doradcą.

Jak to? Sprzedawca ma nie sprzedawać?

Dokładnie tak! Bo ludzie uwielbiają kupować a zarazem nienawidzą jak im się sprzedaje. Dlatego sprzedawca zamiast sprzedawać, powinien pomagać Klientowi kupować. Oczywiście, żeby to osiągnąć – sprzedawca musi pozyskać zaufanie Klienta, aby ten „dopuścił” go do uczestnictwa w swoim procesie zakupowym – a wtedy będzie mógł proponować Klientowi panaceum na ból, z jakim się on zmaga. Dzięki takiemu podejściu nasze prognozy zaczną opierać się na faktach a nie przypuszczeniach, co w konsekwencji spowoduje, że wystąpi większe prawdopodobieństwo doprowadzenia spraw do szczęśliwego końca.

Czy w takim razie liczby są wciąż istotne w sprzedaży?

Sprzedaż sprowadzona do osiągnięcia „cyfry” (target’u), z której rozlicza się sprzedawcę i na podstawie, której ocenia jego skuteczność, to w mojej opinii strategia krótkowzroczna. Przy takim podejściu nie zwraca się uwagi na to, jak sprzedawca osiąga cele i czy ich osiągnięcie nie wiąże się przypadkiem ze zbyt hojnym „rabatowaniem” lub tym, że sprzedawca negocjuje częściej z szefem niż klientem… Takie działanie na dłuższą metę mogą doprowadzić do tego, że zamiast przynosić zysk, zaczniemy generować koszty – pomimo świetnych przychodów ze sprzedaży. Psujemy też w ten sposób rynek. W sprzedaży oprócz przywiązywania się do liczb czy statystyk, trzeba zwrócić większą uwagę na jakość i sposób codziennej pracy sprzedawców – wyekstrahować kluczowe aktywności, które prowadzą do celu i starać się maksymalizować ich wykonywanie każdego dnia. To z kolei buduje nawyki – a te wprost prowadzą nas do zwiększenia zaufania i minimalizacji kontroli – której tak bardzo nie lubią sprzedawcy.

I do tego służą narzędzia typu CRM?

Narzędzia klasy CRM to według mnie za mało – na rynku są ich tysiące i wszystkie w mniejszym lub większym stopniu są do siebie bardzo podobne. Do tego, aby zwiększyć efektywność sprzedaży poprzez aktywności i nawyki potrzebne są zupełnie inne narzędzia – takie, które właśnie wspomagają sprzedawcę w jego codziennej pracy i to w czasie rzeczywistym – nie post factum. Począwszy od zwykłej notatki ze spotkania z Klientem (niezwykle ważnej, o czym często zapominamy) po opisane w precyzyjny sposób wszystkich sprzedażowych aktywności prowadzących do celu – możliwych do wykonania w czasie rzeczywistym, czyli podczas „egzekwowania” danej aktywności. Są to rozwiązania, które służą tego co nazywam obiektywizacją sprzedaży, czyli nowoczesnego podejścia do tematu. Obiektywizacja sprzedaży to spojrzenie na ten obszar jak na każdy inny proces, który jest realizowany w organizacjach. Proces ten można rozłożyć na czynniki pierwsze tak, abyśmy nie widzieli jedynie etapów sprzedaży, lecz mogli skupić się przede wszystkim na kluczowych aktywnościach, które prowadzą nas od punktu A do punktu B.

I wtedy osiągniemy rezultaty?

Wtedy nasza praca stanie się bardziej efektywna, czyli skoncentrowana na priorytetach, eliminująca działania nie rokujące i nastawiona na osiąganie możliwie maksymalnych rezultatów przy jednoczesnym angażowaniu możliwie najmniejszych zasobów w sposób nie obniżający jakości.

W takim ujęciu efektywności kluczowe jest to, czy sprzedaż dzieje się na zasadach określonych w firmie na początku a nie na zasadach klienta, które wymuszają konieczności dawania rabatów. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę aspekty produktywności osobistej sprzedawcy a nie oceniania go jedynie po wynikach.

Takie proludzkie podejście.

Jak najbardziej, bo same liczby nie zbudują zaufania pomiędzy szefem a sprzedawcą oraz pomiędzy sprzedawcą a Klientem – poza tym, wiemy, jak sprzedawcy nie lubią raportowania i uzupełniania tabelek po godzinach. Liczby są wciąż bardzo ważne – porządkują i konkretyzują sprzedaż – ale nie oczekujmy, że sprawią coś więcej niż to, co dają nam od dawna. W końcu to dzięki liczbom myślimy o sprzedaży jak o najważniejszej dziedzinie, bez której nie funkcjonuje żaden biznes i żadne przedsiębiorstwo. Ale jak powiedziałem, liczby to nie wszystko. Zacznijmy zwracać większą uwagę na codzienne, powtarzalne aktywności sprzedawcy. Dajmy sprzedawcom możliwość skupienia się w czasie rzeczywistym tylko i wyłącznie na bardzo konkretnych, obiektywnych sprawach, wynikających z faktycznych aktywności, których sprzedawca dokonał w kontakcie z danym klientem, i które prowadzą go do celu. Następnie monitorujmy je systemowo. Analizujmy. Wyciągajmy z nich wnioski i na tej podstawie prognozujmy sprzedaż. Dziś, dzięki narzędziom takim jak spinme, to wszystko jest już możliwe a przy odpowiednim nastawieniu, wierzę, że w ciągu najbliższych lat może to odmienić całkowicie postrzeganie zawodu sprzedawcy. Tak aby stał się zawodem, darzonym najwyższym zaufaniem.

Dzięki za rozmowę.

Robert Lipiński – nie trener sprzedaży –  raczej twardo stąpający po ziemi pragmatyk i sprawdzony w boju rzemieślnik. Entuzjasta efektywnej sprzedaży opartej na budowaniu wartości i zaufania oraz produktywności osobistej. Coach utrwalania dobrych nawyków sprzedażowych, mentor, konsultant, sapringpartner biznesowy. Twórca narzędzia spinme wspierającego efektywną sprzedaż w codziennej pracy sprzedawców i menadżerów.

Koronakryzys sprzyja przejmowaniu firm w problemach. To dla polskich przedsiębiorstw szansa na ekspansję na rynkach zagranicznych

0

W II kwartale nastąpił niewielki spadek fuzji i przejęć, jednak wraz z wygasaniem narzędzi pomocowych dla firm rynek M&A może się ponownie ożywić. Wpływ na to mogą mieć pojawienie się podmiotów do przejęcia i łatwo dostępne finansowanie. Dotyczy to także okazji zakupów na zagranicznych rynkach, dzięki czemu polskim przedsiębiorstwom łatwiej będzie prowadzić ekspansję za granicą. Prezes GPW przestrzega jednak, że akwizycję trzeba umiejętnie przeprowadzić, a potem zintegrować firmy, by korzystać z efektu synergii lub skali.

Fuzje i przejęcia to jest bardzo trudny rodzaj rozwoju firmy, dużo łatwiej rozwija się firmę organicznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Z kolei przejęcie, szczególnie konkurenta, daje nam skokowy wzrost biznesu, a przejęcie komplementarnej firmy dywersyfikuje nasze ryzyko i pozwala osiągnąć synergię, czyli łącznie mamy większą sprzedaż, a jednostkowe koszty mniejsze. W tym sensie jest to szansa, ale tylko dla tych, którzy potrafią taką fuzję zrobić, a co ważniejsze, jeszcze zintegrować przejęte podmioty.

Na polskim rynku w II kwartale 2020 roku dokonano 52 fuzji i przejęć, o trzy mniej niż w I kwartale i o 11 mniej niż w II kwartale ubiegłego roku – wynika z M&A Index Poland, publikowanego przez Navigator Capital Group i Fordata. Największą transakcją między marcem a czerwcem było przejęcie Grupy Energa za kwotę ok. 2,8 mld zł przez PKN Orlen. Inną dużą umowę podpisano na zakup Tesco Polska przez Salling Group, prowadzącą dyskonty pod szyldem Netto. Na razie jednak według autorów raportu na rynku nie widać wyprzedaży spowodowanych pandemią.

Dzisiaj gospodarka post-COVID i ekspansja monetarna prowadzą do tego, że mamy zmniejszoną aktywność gospodarczą, konsumpcję, inwestycje, szczególnie na zachodzie Europy, a jednocześnie bardzo dużo wydrukowanego pieniądza, który nie znajduje zastosowania w realnej gospodarce, więc pojawia się na rynkach kapitałowych  i publicznych, i niepublicznych. Dzięki temu łatwiej po ten pieniądz sięgnąć i firmy mają silny bodziec, żeby przejmować inne przedsiębiorstwa – wyjaśnia prezes GPW. – Jednak powinny to robić ostrożnie, bo sytuacja gospodarcza jest wciąż dość niepewna. Nawet jeśli uda się pozyskać finansowanie i wynegocjować w miarę dobrą cenę, to niekoniecznie fuzja przełoży się na wzrost wartości przedsiębiorstwa.

Obecnie wciąż zmieniają się jeszcze globalne łańcuchy dostaw i trudno przewidzieć, jak będzie zorganizowana światowa gospodarka za kilka lat. Sytuacja związana z pandemią i lockdownem ujawniła słabości struktur opartych na produkcji w odległych od siebie rejonach świata. Natomiast szansą dla polskich przedsiębiorstw i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej mogą być zdaniem prezesa GPW przetasowania na rynku unijnym. Ponieważ obecnie polskim markom trudno się przebić na rynkach zachodnich, przedsiębiorstwa z polskim kapitałem mogłyby przejmować silne zachodnie marki od firm, które ucierpiały przez COVID-19, i wykorzystywać ich rozpoznawalność do sprzedawania swoich produktów „made in Poland”.

– Mamy najlepsze w Unii Europejskiej relacje kosztów pracy do produktywności, jesteśmy bardzo konkurencyjni, a UE będzie się bardzo silnie starała, żeby dobra inwestycyjne były wytwarzane w jej ramach. Tym naturalnym miejscem jest właśnie Polska czy szerzej kraje Trójmorza – ocenia Marek Dietl. – Już w ostatnich latach między 60 a 80 proc. miejsc pracy w przemyśle w Unii Europejskiej było tworzonych w naszym kraju, a to może być jeszcze umocnione przez tzw. reshoring, czyli powrót i integrację produkcji na terenie UE. Ten powrót następuje i na poziomie zamówień publicznych, i na poziomie stabilności i percepcji konsumentów oraz firm, które chcą mieć dostawcę nawet trochę droższego, ale dużo bardziej odpornego na szoki takie jak COVID-19.

W efekcie pandemii coraz więcej dzieci jest uzależnionych od internetu i smartfonów. Negatywnie wpłynie to na ich rozwój i relacje społeczne

Wynikające z pandemii lockdown oraz ograniczenie innych aktywności mogły pogłębić problem uzależnienia dzieci i młodzieży od internetu i urządzeń elektronicznych. Tym bardziej że również nauka w dużej mierze przeniosła się do online’u. W konsekwencji wiele spośród najmłodszych dzieci zaczęło swoją przygodę z internetem dużo wcześniej, niż powinno, i masowo weszło w świat wirtualny. – By to niekorzystne zjawisko osłabić, trzeba zadbać o przestrzeganie tzw. higieny cyfrowej – radzą psychologowie. Najważniejszą rzeczą, o którą powinni zadbać opiekunowie, jest umiejętne budowanie realnej więzi z dzieckiem.

COVID-19 wpływa na funkcjonowanie dzieci. Te, które już wcześniej nadmiernie korzystały z internetu i urządzeń elektronicznych, teraz mają dodatkową wymówkę: siedzę przy komputerze, bo przecież mam lekcje. Rodzic jednak nie jest w stanie do końca kontrolować, co dziecko w tym komputerze robi – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Waszczyńska-Warda, psycholog, psychoterapeuta dzieci i młodzieży, specjalista terapii uzależnień. – Mamy takie sygnały, że u niektórych nastolatków lekcje wyglądały w ten sposób, że była wyłączona kamera i dźwięk, a dziecko grało w gry komputerowe.

Jak wynika z lipcowego raportu Krajowego Rejestru Długów, po wybuchu pandemii ponad połowa Polaków przyznała, że częściej sięga po telefon oraz więcej czasu spędza w internecie. Przed koronawirusem co trzeci badany wskazywał, że korzysta z internetu w celach prywatnych dwie–trzy godziny dziennie, co czwarty – jeszcze dłużej. Największą aktywność online wykazują się młodsi respondenci, w wieku 18–24 lata. Psychologowie podkreślają, że zjawisko to dotyczy także dzieci i młodzieży, co pociąga za sobą wzrost ryzyka uzależnienia od internetu, mediów społecznościowych czy gier.

Rodzic często traktuje korzystanie z mediów jako formę odpoczynku od zajmowania się dzieckiem i czasem nieświadomie kieruje je w tę stronę, a potem często jest już za późno, żeby to zatrzymać – mówi Magdalena Waszczyńska-Warda. – Takie uzależnienie bardzo wpływa na koncentrację. Dzieci są nadpobudliwe, mają więcej zachowań agresywnych, więc to źle wpływa na naukę i relacje z rodzicami.

Pierwszymi symptomami, które mogą oznaczać uzależnienie od urządzeń mobilnych czy internetu, są podenerwowanie, stres, napięcie i nerwowość pojawiające się po odłożeniu telefonu komórkowego czy odejściu od komputera. Część dzieci nie wysypia się z powodu nadużywania nowych technologii niezależnie od pory dnia. Bardzo wielu młodych kładzie się z telefonem do łóżka i rozpoczyna z nim dzień od razu po przebudzeniu. To powoduje zaburzenie zegara biologicznego. Uzależnienie dotyczy dzieci i młodzieży właściwie już w każdym wieku. Specjaliści alarmują, że ma ono działanie destrukcyjne. Zaburza rozwój psychospołeczny, ruchowy i emocjonalny.

– Przykładowo, dziecko, które prawidłowo się rozwija, powinno wychodzić na podwórko, bawić się na świeżym powietrzu, a tego się teraz nie widuje. Dzieci spędzają dużo czasu przy komputerze i mają później kłopot z radzeniem sobie z emocjami w realnych kontaktach społecznych. Później proponujemy im trening umiejętności społecznych, który kiedyś dzieci miały po prostu na podwórku. Zanikają podstawowe umiejętności, które kiedyś tworzyły się naturalnie – mówi psycholog.

Przedłużająca się pandemia i możliwe kolejne ograniczenia mogą wpłynąć na pogłębienie się tego problemu. Dzieci, które przebywają przez wiele godzin w domach przed komputerami i mają niewielki kontakt z rówieśnikami, mogą stać się zamknięte, a nawet agresywne.

To może wpłynąć na kontakty dzieci z rodzicami. Dzieci nie będą potrafiły z rodzicami rozmawiać, rodzice nie będą wiedzieli, co mają zrobić, jak sobie poradzić, jak do dziecka podejść, jak radzić sobie z jego agresją czy wycofaniem – mówi Magdalena Waszczyńska-Warda.

Odpowiedzialne cyfrowo dziecko używa nowych technologii w sposób kreatywny i bezpieczny, ale też potrafi się bez nich obejść, gdy ich stosowanie nie jest konieczne. Jeśli jest inaczej, może to świadczyć o problemie, a rodzice nie powinni tego bagatelizować. Najpierw mogą próbować radzić sobie z tym sami, np. wyznaczając dzienny limit korzystania z urządzenia i w zamian wprowadzając różnego rodzaju aktywności. Mogą też szukać pomocy u specjalisty.

Już samo przyjście rodzica do terapeuty daje dużo, bo może w ten sposób się dowiedzieć, na ile ten problem jest poważny i co może zrobić, żeby pomóc swojemu dziecku. Czasem już takie wsparcie rodzica powoduje zmianę w funkcjonowaniu całego systemu rodzinnego. Rodzic zaczyna z dzieckiem inaczej rozmawiać, poświęcać mu więcej czasu, uwagi i ono naturalnie odchodzi od tych urządzeń. Bo tak naprawdę dziecko zawsze woli wybrać relacje i drugiego człowieka, tylko my jako dorośli często nie potrafimy mu tego zapewnić – podsumowuje psycholog.

Praca zdalna wymusiła w wielu firmach digitalizację dokumentów na dużą skalę. Pliki cyfrowe dają spore oszczędności kosztów, czasu i miejsca

Wprowadzenie na szeroką skalę pracy zdalnej przyspiesza digitalizację dokumentów. – To oznacza łatwy i szybki dostęp do dokumentacji, większą ergonomię pracy i bezpieczeństwo oraz uwolnienie przestrzeni biurowej. Przyspiesza też transformację cyfrową – przekonują eksperci Impel Business Solutions. Cały proces – choć wydaje się trudnym przedsięwzięciem – można przyspieszyć.

– W dobie zdalnej pracy digitalizacja jest kluczowa dla większości aspektów. Praca na komputerze wymaga od nas dostarczenia wsadu elektronicznego. Jednak dziś wiele dokumentów wciąż ma formę papierową. Jeżeli chcemy realizować usługi w zakresie home office, wymagane jest od nas zdigitalizowanie ich tak, aby osoby pracujące w domu mogły spokojnie je przetwarzać – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Senger, menadżer ds. zarządzania dokumentacją w Impel Business Solutions. – W przeciwnym wypadku musielibyśmy te dokumenty do pracownika dostarczyć i w dodatku odpowiednio zabezpieczyć.

Dotychczas elektroniczny obieg dokumentów wprowadzały przede wszystkim przedsiębiorstwa o rozproszonej strukturze geograficznej czy największe korporacje, zwłaszcza z branży finansowej. W dobie koronawirusa i szerokiej popularyzacji pracy zdalnej na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej firm, m.in. te prowadzące dokumentację kadrowo-płacową.

– W tej chwili wprowadzane jest to w coraz szerszym zakresie, począwszy od cyfrowego obiegu faktur, poprzez coraz bardziej zaawansowane procesy, aż do digitalizacji akt osobowych. Realizujemy to dla coraz większej liczby klientów, nie tylko dużych, ale i małych – wskazuje Kamil Senger.

Grupa Impel podaje, że firmy, które z powodzeniem przeprowadziły transformację cyfrową, są w stanie przetwarzać nawet około miliona plików rocznie. Digitalizacja daje też wymierne korzyści. Pozwala obniżyć koszty przechowywania dokumentacji, oszczędza czas i zwiększa bezpieczeństwo, bo minimalizuje ryzyko zgubienia czy zniszczenia papierowych akt. Umożliwia też dostęp do dokumentów z dowolnego miejsca, co ma istotne znaczenie podczas pracy zdalnej.

– Digitalizacja to pierwszy krok w stronę cyfrowej transformacji przedsiębiorstwa, taka furtka dla innych nowych technologii, w tym robotyzacji czy automatyzacji procesów, które dziś budują realną przewagę przedsiębiorstwa. Jeszcze dwa lata temu w Impel Business Solutions pracowaliśmy głównie z dokumentami papierowymi, a odsetek digitalizacji był niewielki, natomiast dziś wynosi on ponad 90 proc., a dążymy do 100 proc. – podkreśla Paweł Ocibiński, kierownik ds. zarządzania dokumentacją w Impel Business Solutions.

Sam proces digitalizacji jest stosunkowo prosty, warto się do niego jednak odpowiednio przygotować – zaplanować zakres prac, skonfigurować dane i sprzęt, wszystko po to, by nie wstrzymywało to bieżącej działalności przedsiębiorstwa.

– Dobre zaplanowanie procesu pozwala zminimalizować ryzyko wystąpienia błędów w zasadzie do zera – ocenia Paweł Ocibiński.
Należy też ustalić, które dokumenty trzeba zeskanować, a następnie nadać im kod kreskowy. To nośnik informacji dla oprogramowania używanego do skanowania. Wskazuje, gdzie zaczyna się i kończy dokument, ułatwia też wyszukiwanie pliku w cyfrowym archiwum. Najczęściej skanuje się raporty kasowe, faktury, wyciągi bankowe, ale digitalizować można niemal każdy typ plików, np. paragony zakupu.

– Kolejnym krokiem jest weryfikacja poprawności skanowania, na tym etapie wychwytywane i korygowane są ewentualne błędy. Przeważnie proces kończy się indeksacją dokumentów i przywróceniem oryginałów do ich pierwotnego stanu – wskazuje kierownik ds. zarządzania dokumentacją w Impel Business Solutions.
Zwykle po zeskanowaniu dokumentów znaczną ich część można zniszczyć, co uwalnia przestrzeń biurową. To jedna z podstawowych korzyści digitalizacji.

Zbliża się era superszybkich, naddźwiękowych odrzutowców pasażerskich. Z Londynu do Nowego Jorku polecą w 3,5 godziny [DEPESZA]

Już wkrótce pierwsi komercyjni pasażerowie mogą podróżować z naddźwiękową prędkością. Zbudowany właśnie odrzutowiec poleci po raz pierwszy w 2021 roku i przejdzie przez program testów. – XB-1 to ważny kamień milowy w rozwoju naszego komercyjnego samolotu pasażerskiego Overture, wprowadzający zrównoważone loty naddźwiękowe do głównego nurtu – mówi Blake Scholl, założyciel i dyrektor generalny Boom. Odrzutowiec Overture ma mieć maksymalną prędkość 2700 km/h, dzięki czemu będzie w stanie przelecieć z Londynu do Nowego Jorku w zaledwie 3,5 godziny.

Superszybkie, naddźwiękowe odrzutowce pasażerskie to przyszłość lotnictwa. Pozwolą kilkukrotnie skrócić czas podróży pomiędzy światowymi metropoliami. Wszystko wskazuje na to, że era naddźwiękowych odrzutowców pojawi się wcześniej, niż można byłoby się spodziewać. Ponad 50 lat po tym, jak pierwszy na świecie naddźwiękowy samolot pasażerski odbył swój dziewiczy lot, start-up Boom zademonstrował XB-1, pierwszy niezależnie opracowany samolot naddźwiękowy. XB-1 to w pełni funkcjonalny prototyp samolotu, który pomoże firmie przetestować możliwości lotu. Dzięki temu naddźwiękowy samolot pasażerski Overture może wkrótce stać się rzeczywistością.

– Boom wciąż czyni postępy w realizacji naszej misji założycielskiej – dzięki czemu świat będzie znacznie bardziej dostępny – podkreśla Blake Scholl, założyciel i dyrektor generalny Boom. – XB-1 to ważny kamień milowy w rozwoju naszego komercyjnego samolotu pasażerskiego Overture, wprowadzający zrównoważone loty naddźwiękowe do głównego nurtu i przyspieszający kontakty między ludźmi. 

XB-1 to pomniejszona wersja tego, czym będzie Overture, bez kabiny pasażerskiej, z kokpitem dla pilotów testowych. Ma 71 stóp długości, a jego napęd zapewniają trzy wyprodukowane przez GE silniki J85-15. Rama XB-1 jest wykonana z kompozytu węglowego, dzięki czemu odrzutowiec jest lekki, a jednocześnie może wytrzymywać wysokie temperatury generowane podczas lotu z prędkością ponaddźwiękową.

Firma Boom, po zakończeniu obecnie trwających testów naziemnych, planuje przetestować XB-1 w porcie lotniczym i kosmicznym w Kalifornii. W tym samym czasie chce sfinalizować system napędowy Overture i przeprowadzić testy w tunelu aerodynamicznym, aby zweryfikować projekt samolotu. Docelowo Overture będzie latał z prędkością nawet 2700 km/h. Dzięki temu podróż z Nowego Jorku do Londynu zamiast 6–7 godzin zajmie nieco ponad 3 godziny. Overture ma być gotowy w 2025 roku.

– Loty naddźwiękowe zbliżają ludzi, czy to w pracy, w rodzinie, czy w ramach globalnej dyplomacji – wymienia Blake Scholl. – Skracając czas podróży, umożliwiamy dyplomatom i przywódcom wykonawczym częstsze kontakty osobiste, stawianie czoła wyzwaniom i łagodzenie potencjalnych kryzysów w formie face to face.

Ostatni lot ponaddźwiękowego samolotu pasażerskiego Concorde odbył się 26 listopada 2003 roku.

Blockchain wchodzi do polskiej administracji. Nowe unijne regulacje pozwolą szybciej wdrażać technologię na rynku finansowym

Komisja Europejska przymierza się do wdrożenia regulacji, które pomogą w pełni wykorzystać potencjał technologii blockchain oraz kryptowalut. Unijni urzędnicy pracują nad rozwiązaniami prawnymi, dzięki którym kryptowaluty staną się pełnoprawnym instrumentem finansowym akceptowanym we wszystkich krajach członkowskich. Blockchain czeka jednak także na zastosowanie w wielu innych branżach.

– W Polsce jest duży potencjał, żeby rozwijać blockchain w administracji publicznej. Proces jego rozwijania w administracji publicznej przyspieszy teraz dzięki inicjatywie Unii Europejskiej. W tym momencie w Polsce są wdrażane węzły europejskiej sieci blockchainowej i w różnych ministerstwach zaczyna się robić prototypy, pilotaże, małe sieci blockchainowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla, prof. Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Już na początku 2018 roku Komisja Europejska zainteresowała się wspieraniem rozwiązań z zakresu technologii blockchain, uruchamiając Unijne Obserwatorium i Forum ds. Blockchain. Nowy organ miał za zadanie wesprzeć innowacyjne projekty funkcjonujące w ramach tej technologii i wyznaczyć przyszłość rozwoju tego perspektywicznego rynku.

Obecnie prace nad uregulowaniem tego sektora unijnej gospodarki zmierzają w kierunku uruchomienia blockchainowej piaskownicy regulacyjnej. Komisja we współpracy z European Blockchain Partnership chce stworzyć do 2022 roku sandboksa o zasięgu ogólnoeuropejskim, co pomoże w promowaniu i wdrażaniu na lokalny rynek nowych blockchainowych technologii.

– Komisja Europejska próbuje tworzyć wspólną sieć blockchainową państw członkowskich np. do wymiany informacji o dyplomach na uczelni. Tworzą się wówczas różne węzły blockchainowe w każdym państwie i ta sieć jest zarządzana we wszystkich państwach, nie centralnie, ale jest wspólnie dystrybuowane zarządzanie w każdym państwie członkowskim – tłumaczy dr Jordi Mongay Batalla.

Wdrożenie europejskiej piaskownicy regulacyjnej będzie jednak dopiero pierwszym krokiem na drodze do pełnego uregulowania tej technologii. Zgodnie z unijnym harmonogramem do 2024 roku Unia Europejska planuje ustalić szczegółowe ramy funkcjonowania technologii rozproszonej księgi oraz aktywów kryptowalutowych, które pozwolą w pełni bezpiecznie korzystać z blockchaina na europejskim rynku finansowym.

– W Unii Europejskiej wprowadza się nowe regulacje odnośnie do prywatności tej sieci. Są też tworzone różne pilotaże w różnych zastosowaniach. Sama Unia Europejska jest, pod wieloma względami, zarządzana w sposób niescentralizowany – wiele obszarów życia publicznego jest zarządzanych ze stolic państw członkowskich i jest wspólny podział informacji. A to odpowiada samej technologii blockchain, której korzenie tkwią właśnie w niescentralizowanym zarządzaniu siecią – zauważa ekspert.

Według wstępnych założeń dostawcy finansowych usług blockchainowych oraz licencjonowani emitenci kryptowalut będą zobowiązani do zarejestrowania swojej osobowości prawnej oraz założenia siedziby na terenie Unii Europejskiej. Takie regulacje mają sprawić, że kryptowaluty staną się pełnoprawnym instrumentem finansowym, a europejska rezydencja podatkowa ma zredukować fragmentaryzację tego innowacyjnego rynku, gdyż kryptowaluta zatwierdzona w jednym państwi, będzie automatycznie honorowana we wszystkich krajach członkowskich.

Możliwe zastosowanie technologii blockchain wykracza jednak dalece poza rynek finansowy.

– Inną podobną technologią, która skorzysta z tych samych zasad jak blockchain, jest technologia księgi rozproszonej. Mocno się rozwija w różnych innych zastosowaniach. Myślę m.in. o niektórych szpitalach. Każdy szpital trzyma swoje dane i pojawia się pytanie, czy mają być zarządzanie centralnie, czy osobno, a kontrolowana byłaby tylko zmiana danych. W tym drugim przypadku zastosowanie technologii księgi rozproszonej byłoby jak najbardziej odpowiednie – wskazuje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku technologii blockchain w 2020 roku wyniosła 3 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 39,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 67 proc.

Co z ceną złota i srebra?

Inwestowanie w złoto już nie przynosi dużych zysków. Z ceną srebra jest jeszcze gorzej. Nowe poziomy cen poznamy po wyborach prezydenckich w USA.

Złoto jest wprawdzie o ponad 25 proc. droższe niż przed rokiem i o ponad 14 proc. niż przed sześcioma miesiącami, ale przez ostatnich 30 dni potaniało o 2,6 proc.

– Spadki cen złota to efekt mocnego amerykańskiego dolara- mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Ponieważ nie widać odwrotu spekulantów od złota, to nie spodziewam się tak dużej korekty ceny jak to było w marcu, gdy spadła do poziomów 1 500 USD za uncję.

Złoto powinno ponownie zyskiwać, a powodem jest polityka banków centralnych, z ich bardzo luźną polityką monetarną.

Po wyborach prezydenckich w USA rynki powinny się uspokoić i dojdzie do wyznaczenia nowych poziomów wycen.

– W tym roku scenariuszem bazowym jest powrót do poziomu powyżej 2 000 USD za uncję – ocenia ekspert XTB.

Większe spadki zaliczył we wrześniu rynek srebra, który charakteryzuje się większą zmiennością niż rynek złota. W ciągu miesiąca cena srebra spadła z 27 do 24 USD za uncję. I możliwe jest zejście do poziomu nawet 20 USD za uncję. Natomiast na wzrosty można bardziej liczyć dopiero w przyszłym roku. Istotny powinien okazać się dalszy wzrost zainteresowania fotowoltaiką, w której ten metal szlachetny jest wykorzystywany.

Pallad, czyli inny metal szlachetny, nie będzie już liderem wzrostów, jak to było w minionym roku, a to ze względu na trudną sytuację przemyśle motoryzacyjnym.

Polacy 5.0: otwarci na nowe technologie tylko na własnych warunkach

Pandemia koronawirusa sprawiła, że cyfryzacja przestała być kwestią wyboru. Stała się koniecznością, która pozwala nadążyć za szybko zmieniającym się światem. Jednak czy nastawienie Polaków do nowych technologii pozwoli nam go dogonić?

  • Mamy do czynienia z wielowymiarowym, globalnym, bolesnym i długotrwałym kryzysem, niepodobnym do tego wszystkiego, co do tej pory widzieliśmy – mówi prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
  • Sposobem na jego przetrwanie może być japońska koncepcja Społeczeństwa 5.0, które technologie traktuje jako narzędzie do rozwiązania strategicznych problemów i wyzwań państwa
  • Fundacja Digital Poland w najnowszym raporcie sprawdziła, w jakim stopniu Polacy są otwarci na innowacje i połączenie świata wirtualnego z realnym

Raport „Technologia w służbie społeczeństwu. Czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0?”, pokazuje nastawienie Polaków do nowych technologii. Druga edycja tego badania, powstała w wyjątkowym czasie, dlatego pokazuje wyjątkowe mechanizmy. Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces cyfrowej transformacji, która od lat stopniowo zmienia funkcjonowanie społeczeństw. Ostatnie miesiące pokazały, że nowe technologie są gwarancją skutecznych narzędzi antykryzysowych. Zauważyliśmy, jak ważna jest wydajność internetu, który umożliwił przeniesienie do wirtualnej przestrzeni pracy, edukacji oraz opieki zdrowotnej. Zaczęliśmy też masowo korzystać z płatności zbliżeniowych, cyfrowych zakupów i telemedycyny. Czy na zbudowanych w tym czasie cyfrowych fundamentach powstanie nowe społeczeństwo?Technologia w służbie społeczeństwu

Wybiórczy i pragmatyczni

Społeczeństwo 5.0 cechuje otwartość, innowacyjność i chęć współpracy. Polaków z pewnością częściowo wyróżnia pierwsza z cech, gdyż aż 97 proc. zgadza się z poglądem, że nowe technologie są potrzebne, a dzięki nim może rozwijać się polska gospodarka.

– Niezmiennie jednak patrzą na nie wybiórczo i silnie pragmatycznie – w jednych dziedzinach życia je cenią, a w innych nie widzą wartościowych zastosowań – tłumaczy dr hab. Urszula Soler, kierownik ośrodka w Akademickim Centrum Polityki Cyberbezpieczeństwa ASzWoj.Społeczeństwo 5Podobnie jak w ubiegłorocznym badaniu, Polacy najlepiej oceniają ułatwienia w podróży (94 proc.), domy energooszczędne (92 proc.) oraz nowe technologie w medycynie (92 proc.).
Jednym z głównych wyzwań krajów starego kontynentu w XXI wieku, jest starzejące się społeczeństwo. Rozwiązaniem tego problemu może być wykorzystanie robotów opiekujących się starszymi osobami. Jednak zaledwie 31 proc. Polaków chciałoby z tej opcji skorzystać. Równie nieprzychylnie nadal patrzymy na autonomiczne autobusy – tylko 29 proc. badanych zdecydowałoby się odbyć podróż pojazdem sterowanym przez komputer.
Nie straszne nam 5G i szczepionki

Nie straszne nam 5G i szczepionki

Z pewnością bez rozwoju sieci piątej generacji, nie uda nam się zostać społeczeństwem 5.0. To ona będzie główną siłą napędową przyszłych usług cyfrowych w najważniejszych obszarach życia. Pomimo fali fake newsów i dezinformacji, aż 65 proc. Polaków pozytywnie odniosło się do superszybkiego internetu dzięki nowej sieci komórkowej 5G. Co ciekawe, ponad 60 proc. badanych zgodziłoby się na zamontowanie w pobliżu swojego domu mikro anten pozwalających na jej rozwój.

Znacznych strat nie przyniosło również straszenie społeczeństwa chipami podłączonymi do 5G, które będą instalowane w ludzkim organizmie poprzez szczepionkę na koronawirusa. Aż 65 proc. Polaków deklaruje skorzystanie ze szczepionek przeciwko nowym wirusom np. COVID-19.

Zdalnie znaczy gorzej?

Zdaniem Polaków nauka zdalna przez internet w czasie pandemii nie zdała swojego egzaminu – pozytywną ocenę uzyskała jedynie wśród 41 proc. ankietowanych. Jednym z powodów może być brak dostępu do szybkiego internetu, który zauważa 54 proc. społeczeństwa, a także niewystarczających cyfrowych kompetencji. Dodatkowo w porównaniu do pierwszej edycji raportu, z 72 proc. do 51 proc. spadła liczba osób, która chciałaby skorzystać z edukacji online.

– Z perspektywy czasu wiemy, że szkoła do tego przewrotu nie była przygotowana. Niestety do tej pory niewiele było konstruktywnych działań, które zaznajamiają nauczyciela ze światem wirtualnym i jego możliwościami w zdalnej edukacji. I to pewnie dlatego po ciężkich doświadczeniach w trakcie pandemii pojawiła się tak krytyczna ocena nauki zdalnej – komentuje Eliza Kruczkowska, dyrektor departamentu rozwoju innowacji w Polskim Funduszu Rozwoju.

O wiele lepiej oceniliśmy natomiast możliwość pracy zdalnej, z której chciałoby skorzystać 70 proc. Polaków. – Głównym powodem, dla którego lepiej sprawdziła się niż zdalna edukacja, było zapewne to, że wykonywały ją głównie osoby z wyższym wykształceniem, a więc dobrze do niej przygotowane – zwraca w raporcie uwagę prof. Janusz Czapiński, wieloletni kierownik projektu „Diagnoza społeczna”.

Aplikacje tak, roboty nie

Niezmiennie 92 proc. Polaków pozytywnie ocenia nowe technologie, takie jak np. tomografia, rezonans magnetyczny czy szybkie sposoby wykrywania nowotworów. 71 proc. zainstalowałoby aplikację pozwalające kontrolować dietę oraz dobierać zakupy do stylu życia. Masowo korzystamy z e-recepty i e-zwolnienia, które w czasie pandemii pozwoliły pacjentom ograniczyć liczbę kontaktów z przychodnią. Wciąż przerażają nas jednak operacje dokonywane przez roboty – tylko 35 proc. zamieniłoby na nie swojego chirurga. Tyle samo osób korzysta ze zdalnych konsultacji medycznych z wykorzystaniem internetu. To bardzo słaby wynik, biorąc pod uwagę ostatnie miesiące lockdownu.

– Byliśmy świadkami ogromnego przyspieszenia w takich dziedzinach, jak m.in. rozwiązania telemedyczne ułatwiające zdalny dostęp pacjenta do diagnozy lekarskiej czy zdalne monitorowanie parametrów zdrowotnych. Aby jednak w perspektywie długofalowej były one skuteczne, należy określić ich rolę w systemie ochrony zdrowia w stosunku do innych form kontaktu pacjenta z lekarzem. Potrzebne są jednoznaczne wytyczne, które powinny określać, w jakich sytuacjach można stosować tele-lub wideokonsultacje, a kiedy konieczna jest osobista wizyta w gabinecie lekarskim – podkreśla Markus Sieger, prezes Polpharmy, która jest patronem raportu.

Jak ułatwić sobie życie?

Lubimy i wybieramy innowacje, które ułatwiają nam życie. Doceniliśmy je szczególnie w czasach koronawirusa. Prawie wszyscy Polacy korzystają z nawigacji online, a 93 proc. pozytywnie ocenia płatności kartą dodaną do aplikacji w telefonie. Z zakupów lub sprzedaży przez internet oraz oglądania filmów i programów telewizyjnych online korzysta prawie 75 proc. ankietowanych.Jak ułatwić sobie życie– Pandemia COVID-19 dodatkowo zwiększyła popularności platform VOD. Po pierwsze: zamknięcie w czterech ścianach sprzyja korzystaniu z serwisów wideo online. Po drugie: ich znaczenie i rola zaczęły rosnąć, gdyż w wyniku „lockdownu” przejęły one funkcje, które do tej pory pełniły kina, teatry czy inne instytucje kultury – tłumaczy Maciej Gozdowski, dyrektor zarządzający player.pl

Raport „Technologia w służbie społeczeństwu. Czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0?” został wydany przez Fundację Digital Poland we współpracy z IQS i pod patronatem Polpharmy. Jest dostępny do pobrania za darmo na stronie Fundacji Digital Poland. Jego premiera odbędzie się 7 października w trakcie Digital Summit, konferencji organizowanej w ramach Festiwalu Cyfryzacji. To unikatowa platforma współpracy i wymiany poglądów między przedstawicielami firm, światem nauki, politykami oraz liderami opinii. W trakcie wydarzenia zostanie przedstawiony stan cyfryzacji Polski oraz rekomendacje blisko 20 organizacji dla rządu do dalszych działań. Gośćmi tegorocznej konferencji jest m.in Christos Cabolis, główny ekonomista w IMD ze Szwajcarii, który omówi najnowszy ranking World Digital Competitiveness Ranking 2020 oraz zaprezentuje słabe i silne strony Polski.

Partnerami Strategicznymi Festiwalu Cyfryzacji są: VISA, TVN Grupa Discovery, T-Mobile, RASP, Player, Huawei. Partnerami są: UPC, Stroer, Sage, PwC, Polska Press, Polpharma, IdoSell, Fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości.

Czy gospodarkę zaatakowały czarne łabędzie?

Zjawisko czarnego łabędzia to wpływ zdarzeń wysoce nieprawdopodobnych. Informacji o takich zjawiskach jest ostatnio tak wiele, że sytuacja gospodarcza może wydawać się kryzysem na niewyobrażalną skalę. Tak nie jest. Jednak etap prawdy dopiero przed nami.

Dane napływające od maja pokazują, że nie jest tak źle, jak się wcześniej obawiano. Konsumpcja odbija, produkcja odbudowuje się, stopa bezrobocia nie rośnie, choć to byłaby sytuacja typowa dla recesji.

Jednak często jesteśmy bombardowani koszmarnymi projekcjami i bywa, że jest to spowodowane poszukiwaniem sensacji i to może zamącać obraz rzeczywistości.

– Porządkując sytuację, to najlepiej wyglądają dane dotyczące popytu konsumpcyjnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Popyt ten wrócił w okolice sprzed pandemii, choć sytuacja w różnych krajach jest różna. W USA sprzedaż detaliczna jest nawet większa niż przed wybuchem epidemii koronawirusa. Natomiast w Polsce wróciliśmy w te okolice.

W II kw. gospodarstwa domowe w USA miały więcej pieniędzy do wydania niż gdyby nie doszło do wybuchu pandemii. To także dlatego, że bardzo zwiększono zasiłki dla bezrobotnych.

Nie zaatakowały nas stada czarnych łabędzi. Na wyciąganie optymistycznych wniosków też jest jednak za wcześnie. Zwłaszcza dlatego, że skala odbicia gospodarek była zależna od tego jak duże były wprowadzone pakiety ratunkowe. I nie jest przypadkiem, że odbicia były największe w USA i Wielkiej Brytanii, bo tam pakiety te były ogromne w relacji do PKB, a na aż takie rozwiązania nie zdecydowała się na przykład Japonia.

– Warto zwrócić uwagę na dane dotyczące inwestycji – komentuje ekspert XTB. – Badania pokazują, że ta chęć do inwestowania nie powróciła. I jest niewiele wyższa niż to było w dołku recesji z lat 2008-2009. Bardzo ważne jest dlaczego firmy nadal powstrzymują się z inwestycjami

Pakiety pomocowe wyczerpują się, a w agresywnej polityce banków centralnych brak już miejsca na jej pogłębianie. Nie da się utrzymywać takiej skali wydatków państwowych bo niedługo cały system ległby w gruzach. To jest oczywiste i negatywne skutki nie byłyby wywołane przez „łabędzie”.

Etap prawdy jest więc dopiero przed nami. I szczególnie istotne okażą się właśnie dane o inwestycjach przedsiębiorstw, a te informacje napływają wolniej niż dane o bieżących wydatkach konsumpcyjnych.

Podsumowanie VI edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2020

W dniach 5-6 października 2020 r. w Lublinie odbyła się VI edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2020, poświęcona filarom polskiej gospodarki przyszłości, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

Dwa dni Szczytu zostały podzielone na cztery części: Sesję Plenarną, otwierającą obrady, zatytułowaną „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”, Sesję I (poświęconą tematom energetyki, rozwoju, inwestycji i innowacji, gospodarki 4.0), Sesję II (poświęconą tematom bezpieczeństwa, infrastruktury i transportowi) oraz Sesję III, która odbyła się w drugim dniu Szczytu i poświęcona była kwestiom OZE oraz Offshore, samorządów lokalnych a także szpitali. W pierwszym dniu debat OSG 2020 odbyła się uroczysta gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki”.

W ramach oficjalnej inauguracji Szczytu odczytane zostały listy do uczestników Szczytu od Marszałek Sejmu Ewy Witek (list został odczytany przez Posła na Sejm RP Sylwestra Tułajewa) oraz Prezesa Rady Ministrów RP Mateusza Morawieckiego (list został odczytany przez Sekretarza Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, Pełnomocnika Rządu ds. Transformacji Spółek Energetycznych i Górnictwa Węglowego Artura Sobonia). Pani Marszałek zwróciła uwagę na kluczową rolę firm i przedsiębiorców oraz ich dialogu z przedstawicielami administracji państwowej w procesie budowania kraju silnego i stabilnego gospodarczo. Z kolei Premier Morawiecki zwrócił uwagę, w jak szczególnym momencie znajduje się obecnie Polska, przez pandemię COVID-19. Walka z niespotykaną od czasów II wojny światowej recesją i powrót na ścieżkę szybkiego rozwoju to kluczowe wyzwanie, przed jakim stoją zarówno władze państwowe, jak i przedsiębiorcy.

Sesją otwierającą Szczyt była Sesja Plenarna pt. „Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”. Debata podzielona została na dwie części – w pierwszej wzięli udział: Małgorzata Jarosińska-Jedynak – Minister Funduszy i Polityki Regionalnej; Janusz Kowalski – Sekretarz Stanu i Pełnomocnik Rządu ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego nad Spółkami Skarbu Państwa, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii; Piotr Patkowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych; prof. dr hab. Grażyna Ancyparowicz – Członek Rady Polityki Pieniężnej; prof. dr hab. Gertruda Uścińska – Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W drugiej części zaś udział wzięli: Artur Soboń – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, Pełnomocnik Rządu ds. Transformacji Spółek Energetycznych i Górnictwa Węglowego; Olga Ewa Semeniuk – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Rozwoju; Michał Mulawa – Wicemarszałek Województwa Lubelskiego; Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Witold Naturski – Zastępca Dyrektora, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce; Jan Szewczak – Członek Zarządu ds. Finansowych, PKN ORLEN S.A.; Tomasz Zdzikot – Prezes Zarządu, Poczta Polska S.A. Moderatorem Sesji był Michał Adamczyk – Dziennikarz TVP. Początek sesji poświęcony został ogólnemu zarysowaniu sytuacji Polski na tle UE i świata, co stanowiło wstęp do nakreślenia kierunków i uwarunkowań zrównoważonego rozwoju. Pozwoliło to zwrócić uwagę na obecną rolę Państwa, jako kreatora i gwaranta rozwoju, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju społecznego w budowaniu nowoczesnej gospodarki. Następnie odniesiono się do kwestii strategii bezpieczeństwa Państwa z perspektywy najważniejszych sektorów gospodarki oraz nowej perspektywy budżetowej UE. Zastanawiano się także, jak polska gospodarka poradzi sobie wobec spowolnienia w Europie i na świecie, spowodowanego koronawirusem. Na koniec prelegenci próbowali odpowiedzieć na pytanie o wykorzystywanie swojego potencjału innowacyjnego przez Polskę w budowaniu silniejszej gospodarki.

W ramach Sesji Plenarnej odbyła się gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2020”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Gospodarki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Nagroda jest uhonorowaniem Laureatów za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy.

Laureatami tegorocznej nagrody „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2020” zostali:

Elżbieta Witek, Marszałek Sejmu RP

Michał Szaniawski – Prezes Zarządu, Polskiej Agencji Kosmicznej

Zakład Ubezpieczeń Społecznych (nagrodę odebrała Gertruda Uścińska, Prezes Zakładu)

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. (nagrodę odebrał Ireneusz Merchel, Prezes Zarządu PKP PLK S.A.)

Nagrodę „Bursztynowe Serce” otrzymała Polska Grupa Zbrojeniowa (nagrodę odebrał Hubert Stępniewicz, Członek Zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A.)

Sesja I składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Energetyka”, „Rozwój, inwestycje, innowacje” oraz „Gospodarka 4.0”.

Panel Energetyka poprowadzony został przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl, zaś w dyskusji wzięli udział: Paweł Cioch – Wiceprezes Zarządu ds. Korporacyjnych, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Paweł Gruza – Wiceprezes Zarządu, KGHM Polska Miedź S.A.; Tomasz Heryszek – Prezes Zarządu, Węglokoks S.A.; Jerzy Kwieciński – Prezes Zarządu, PGNiG S.A.; Paweł Jan Majewski – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Henryk Młodawski – Członek Zarządu, ExaloDrilling; Krzysztof Tchórzewski – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Komisji Gospodarki i Rozwoju; Jerzy Topolski – Wiceprezes Zarządu ds. Zarządzania Majątkiem i Rozwoju, TAURON Polska Energia S.A.; Józef Węgrecki– Członek Zarządu ds. Operacyjnych, PKN ORLEN S.A. Wstępem do debaty było ogólne omówienie przez prelegentów Polityki Energetycznej Państwa, dzięki czemu możliwe było odniesienie się do kwestii koniecznych zmian strategii grup energetycznych i ich głównych przyczyn. Odniesiono się także do pytania o zbliżający się kres dotychczasowego modelu gospodarki paliwowej w Polsce. W następnej części analizowano konieczność osiągnięcia balansu między bezpieczeństwem energetycznym, oczekiwaniami klientów, a interesem akcjonariuszy grup energetycznych. Zwrócono także uwagę na innowacje technologiczne wspierające zrównoważony rozwój i ich możliwy wpływ na modele rynkowe w poszczególnych podsektorach energetyki. Na koniec podjęto tematy synergii rozwoju z sektorem wydobywczym, transportem i energochłonnymi gałęziami przemysłu oraz uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia.

Panel Rozwój, inwestycje, innowacje moderowany był przez Wojciecha Jakóbika – Redaktora Naczelnego, BiznesAlert.pl. Gospodarzem Panelu była spółka PGNiG Termika S.A. Do dyskusji, w ramach powyższego panelu zasiedli: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii; Jarosław Głowacki – Członek Zarządu, Wiceprezes ds. Technicznych, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes, Dyrektor ds. Produkcji i Dystrybucji, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Tomasz Lesiewicz – Prezes Zarządu, Enspirion; Sławomir Mazurek  – Dyrektor Zarządzający, Główny Ekolog Banku, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Paweł Mazurkiewicz – Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; Jacek Smyczyński – Ekspert ds. Paliw Alternatywnych, PKN ORLEN S.A.; Michał Szaniawski – Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Tomasz Zapalski – Kierownik Biura Zarządu, Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego; dr inż. Krzysztof Zborowski– Wiceprezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej “RADPEC” S.A. W ramach debaty odniesiono się do kwestii wodoru, jako paliwa powszechnie wykorzystywanego w przyszłości, a także wykorzystania OZE w ciepłownictwie systemowym. W tym kontekście przeanalizowano program „Czyste powietrze” z perspektywy stanu zaawansowania, pierwszych efektów, niezbędnych korekt i stymulowania proekologicznych zachowań. Dzięki temu zaproszeni goście mogli odpowiedzieć na pytanie, jaki wpływ na gospodarkę będzie mieć „Zielony ład”. W dalszej części zastanawiano się nad podstawowymi trendy rozwojowymi oraz finansowaniem inwestycji, wraz ze wskazaniem największych barier inwestycyjnych. Co stanowiło wstęp do dyskusji nad jedną z najbardziej perspektywicznych gałęzi polskiej gospodarki, jaką jest sektor kosmiczny. Z jednej strony uczestnicy panelu starali się wskazać, dlaczego warto inwestować w sektor, z drugiej pokazano, jak świat korzysta z sektora kosmicznego, w kontekście Polskiej Strategii Kosmicznej.

Panel Gospodarka 4.0, zamykający Sesję I Szczytu został poprowadzony przez Izabellę Żyglicką – Rzecznika Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radcę Prawnego i Wspólnika Zarządzającego, Kancelaria Żyglicka i Wspólnicy. W roli prelegentów wystąpili: Edyta Demby-Siwek – Prezes Urzędu Patentowego RP; Andrzej Dulka – Prezes Zarządu, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji; Paweł Jaroszek – Członek Zarządu, Zakład Ubezpieczeń Społecznych; Michał Kanownik – Prezes Zarządu, Związek Cyfrowa Polska; Piotr Mróz – Zastępca Dyrektora ROLP w Lublinie ds. Ekonomicznych; Katarzyna Kreczmańska-Gigol – Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych, KGHM Polska Miedź S.A.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, Belse Sp. z o.o.; Paweł Niedzielski – Dyrektor ds. Sprzedaży, Sektor Energetyczny, Nokia Solutions and Network Sp. z o.o.; Grzegorz Słomkowski – Członek Zarządu, Polska Agencja Inwestycji i Handlu; Andrzej Ziółkowski – Prezes Urzędu Dozoru Technicznego. Początek debaty był próbą nakreślenia przez prelegentów priorytetów dla gospodarki w okresie pandemii oraz roli Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Następnie starano się odpowiedzieć na pytanie: innowacyjność jako ewolucja czy rewolucja? Rozwiązania przełomowe czy rozwój poprzez optymalizację. W dalszej części dyskusji rozwinięto temat kapitału w badania i rozwój a także inwestycji w bezpieczeństwo. Nie bez znaczenia była także kwestia dynamiki otoczenia regulacyjnego a bezpieczeństwo projektów inwestycyjnych oraz środków na innowacje w perspektywie unijnej 2014-2020. Na koniec poruszono tematy rynków inwestycyjnych i potencjału eksportowego Polski.

Sesja II składała się z dwóch paneli dyskusyjnych pt. „Bezpieczeństwo narodowe” oraz „Infrastruktura i transport”.

Panel Bezpieczeństwo narodowe był moderowany przez płk dr Piotra Potejko – Doradcę Zarządu ds. Bezpieczeństwa, Deloitte Advisory Sp. z o. o., zaś w dyskusji wzięli udział: gen. dyw. dr Jarosław Gromadziński  – Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej im. gen. broni Tadeusza Buka; gen. Leon Komornicki – Przewodniczący, Członek Rady Wykonawczej, Komitet Przemysłowy, Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie; dr Krzysztof Liedel – Dyrektor, Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas; Witold Skomra – Doradca, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa; Hubert Stępniewicz – Członek Zarządu, Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. Debata rozpoczęła się od tematu kształtowania polityki bezpieczeństwa państwa w aktualnej sytuacji międzynarodowej i pytania, czy Polska jest krajem bezpiecznym, w kontekście priorytetowych obszarów bezpieczeństwa narodowego. W szczególności odniesiono się do Narodowej Polityki Zbrojeniowej i jej fundamentalnego znaczenia dla modernizacji i rozwoju przemysłu obronnego.  W tym kontekście odniesiono się do aktywności Polski w NATO i aktywności NATO w Polsce oraz potencjału Polskiego przemysłu obronnego. Pozwoliło to dokonać szczegółowej analizy bezpieczeństwa Polski i regionu w kontekście niedawnych wydarzeń na Białorusi. Na koniec debaty zwrócono uwagę na rolę RCB i BBN w kształtowaniu bezpieczeństwa kraju oraz odniesiono się do problemu cyberzagrożeń i cyberbezpieczeństwa w czasie pandemii.

 

Panel Infrastruktura i transport moderowany był przez prof. Halinę Brdulak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W debacie wzięli udział: Maciej Brzozowski – Szef przedstawicielstwa, Manager, Hafen Hamburg Marketing e.V.; Jakub Faryś – Prezes Zarządu, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego; Sylwia Koch-Kopyszko – Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego; Grzegorz Malec – Dyrektor, Zarząd Transportu Miejskiego w Lublinie; Artur Martyniuk – Prezes Zarządu, POLREGIO Sp. z o.o.; Krzysztof Mleczak – Prezes Zarządu, exito Broker Sp. z o.o.; Jan Styliński – Prezes Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa; Krzysztof Szostek – zastępca dyrektora Biura Rozwoju i Standaryzacji Technicznej PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Początek debaty zdominowany został przez temat Centralnego Portu Komunikacyjnego jako wartościowego rozwiązania dla gospodarki i logistyki kraju. Następnie odniesiono się do kluczowych projektów kolejowych i drogowych z punktu widzenia gospodarki. Tematem o dużym znaczeniu był ten dotyczący transportu intermodalnego, z uwzględnieniem hubów i centrów logistycznych. Stanowiło to wstęp do rozważań nad rosnącym rynkiem prywatnych przewoźników cargo. Na koniec starano się odpowiedzieć na pytanie, czy nowelizacja Prawa zamówień publicznych odpowiada realiom rynkowym.

W drugim dniu Szczytu odbyła się Sesja III w ramach której odbyły się panele: „Offshore i OZE jako priorytetowe kierunki rozwoju”, „Funkcjonowanie szpitali w trakcie i po pandemii. Perspektywy na 2021 rok” oraz „Samorząd lokalny”.

 

Panel Offshore i OZE jako priorytetowe kierunki rozwoju poprowadzony został przez Piotra Ciołkowskiego – Partnera, CMS, zaś do debaty zasiedli: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Pełnomocnik Ministerstwa Aktywów Państwowych ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Stanisław Jabłoński – Prezes Zarządu, Ekobenz Sp. z o.o.; prof. Waldemar Kamrat – Politechnika Gdańska; Krzysztof Kidawa – Prezes Zarządu Baltic Power Sp. z o.o.; Marek Kulesa – Dyrektor Biura, Towarzystwo Obrotu Energią; Sławomir Mazurek– Dyrektor Zarządzający, Główny Ekolog Banku, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Włodzimierz Pomierny – Ekspert, Biuro Rozwoju Technologii, Agencja Rozwoju Przemysłu; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Mariusz Samordak – Dyrektor Sektora Energetycznego i Technologii, Bank Gospodarstwa Krajowego; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV; Maciej Tomaszewski – Dyrektor ds. Rozwoju, Ekoenergetyka-Polska Sp. z o.o. Zaproszeni prelegenci na początku odnieśli się do kwestii projektu ustawy o promocji morskiej energetyki wiatrowej i głównych obszarów regulacji. Następnie skupiono się na polityce klimatycznej i surowcowej oraz jego wpływowi na politykę gospodarczą i energetyczną. W dalszej kolejności przeanalizowano skalę i tempo zmian, jeżeli chodzi o morskie farmy wiatrowe i odnawialne źródła energii, odniesiono się również do potencjału rynkowego energetyki wiatrowej i fotowoltaiki. Druga część panelu poświęcona została zagadnieniom dofinansowania dla inwestycji w OZE (osoby prywatne vs podmioty prawne), miejscom energetyki rozproszonej i prosumentów jako istotnego elementu rynku OZE oraz magazynowaniu energii.

Panel Funkcjonowanie szpitali w trakcie i po pandemii. Perspektywy na 2021 rok moderowany był przez Juliusza Krzyżanowskiego – Senior Associate, Baker & McKenzie, zaś do debaty zasiedli: Waldemar Ferschke – Viceprezes Zarządu, MEDISEPT Sp. z o. o.; Paweł Hincz – Partner, Baker & McKenzie Krzyzowski i Wspolnicysp.k.; Maria Jolanta Korniszuk – Lubelski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Lublinie; Marcin Piróg – Prezes Zarządu, „BIOMED-LUBLIN” Wytwórnia Surowic i Szczepionek S.A.; Piotr Rybak – Dyrektor SP ZOZ w Puławach; dr n. med. Radosław Starownik – Dyrektor, Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie. Debata rozpoczęła się od funkcjonowania szpitali w warunkach pandemii, w szczególności odniesiono się do kwestii sposobów jej rozliczenia tj. finansowania działań w 2020 roku. Następnie rozważano perspektywy odnowienia sieci szpitali w 2021 w sposób ewolucyjny bądź rewolucyjny. W tym kontekście zapytano także prelegentów o ewentualne zmiany w strukturze własnościowej. Na koniec zaś dokonano oceny nowych regulacji prawnych wprowadzonych w 2020 roku, ich krótko- i długoterminowych konsekwencji.

Panel Samorząd lokalny poprowadzony został przez Jarosława Jóźwiaka – Adwokata w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, zaś w debacie wzięli udział: Grzegorz Benedykciński – Burmistrz Miasta i Gminy Grodzisk Mazowiecki; Krzysztof Burda – Prezes Zarządu, Polska Izba Rozwoju Elektromobilości; Dorota Cabańska – p.o. Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego; Jacek Jaśkowiak – Prezydent Miasta Poznań; Krzysztof Kosiński – Prezydent Miasta Ciechanów; Michał Litwiniuk – Prezydent Miasta Biała Podlaska; Krzysztof Wolny – Burmistrz Gminy Międzychód; dr Krzysztof Żuk – Prezydent Miasta Lublin. W pierwszej kolejności zaproszeni goście odnieśli się do realizowanych i planowanych inwestycji samorządowych w kontekście nowej perspektywy finansowej UE. Starano się przy tym nakreślić sposoby utrzymania tempa inwestycji w kolejnych latach w kontekście mniejszych środków pochodzących z funduszy europejskich. Następnie podjęto temat smogu jako problemu trudniejszego do rozwiązania niż się spodziewano. W tym kontekście prelegenci odnieśli się również do reformy śmieciowej. Kolejna część panelu poświęcona była  współpracy biznesu i samorządu a zwłaszcza skuteczności samorządów w budowaniu środowiska otoczenia biznesu. Koniec panelu poświęcony był Funduszowi Dróg Samorządowych i polityce klimatycznej UE w kontekście działań na poziomie samorządów: gospodarka wodna, gospodarka odpadami, elektromobilność, niska emisja.

VI edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Szczytu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu: Węglokoks S.A., Partnerowi Energetycznemu: TAURON Polska Energia S.A., Partnerom Głównym: Enea S.A., PKN Orlen S.A., Polregio Sp. z o.o.,  Partnerom: Agencji Rozwoju Przemysłu, Bankowi Gospodarstwa Krajowego, Bankowi Ochrony Środowiska S.A., firmie BELSE Sp. z o.o., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Grupie LOTOS S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, Poczcie Polskiej S.A., Polskiej Agencji Kosmicznej, PGNiG S.A., PGNiG Termika S.A., Stadler Polska Sp. z o.o., Urzędowi Dozoru Technicznego, Województwu Lubelskiemu, Partnerowi Społecznemu Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych. Dziękujemy także za współpracę Lubelskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu, Urzędowi Miasta Lublin,  18 Dywizji Zmechanizowanej im. gen. broni Tadeusza Buka, Kancelarii Baker McKenzie, Kancelarii CMS, MEDISEPT Sp. z o.o.

Szczyt objęty został Honorowym Patronatem przez Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Michała Gróbarczyka, Ministra Klimatu Michała Kurtykę, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Wojciecha Murdzka, Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rozwoju, Przewodniczącego Sejmowej Komisji Obrony Narodowej Michała Jacha, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad Tomasza Żuchowskiego, Generalnego Inspektora Transportu Drogowego Alvina Gajadhura, p.o. Główną Inspektor Nadzoru Budowlanego Dorotę Cebańską, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Polską Agencję Kosmiczną, Polską Agencję Inwestycji i Handlu S.A., Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego Piotra Samsona, Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasza Chróstnego, Prezes Urzędu Patentowego RP Edytę Demby-Siwek, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Rafała Gawina, Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego Ignacego Górę, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Wojewodę Lubelskiego Lecha Sprawkę, Wojewodę Łódzkiego Tomasza Bocheńskiego, Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego Artura Chojeckiego, Wojewodę Lubuskiego Władysława Dajczaka, Wojewodę Pomorskiego Dariusza Drelicha, Wojewodę Podkarpackiego Ewę Leniart, Wojewodę Dolnośląskiego Jarosława Obremskiego, Wojewodę Podlaskiego Bohdana Paszkowskiego, Wojewodę Mazowieckiego Konstantego Radziwiłła, Marszałka Województwa Lubelskiego Jarosława Stawiarskiego, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego Andrzeja Bętkowskiego, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego, Marszałka Województwa Zachodnio-Pomorskiego Olgierda Gemblewicza, Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika, Prezydenta Miasta Lublin Krzysztofa Żuka, Prezydenta Miasta Olsztyn Piotra Grzymowicza, Prezydenta Miasta Poznań Jacka Jaśkowiaka, Prezydenta Miasta Ciechanów Krzysztofa Kosińskiego, Prezydenta Miasta Biała Podlaska Michała Litwiniuka, Prezydenta Miasta Wrocław Jacka Sutryka, Prezydenta Miasta Białystok Tadeusza Truskolaskiego, Prezydenta Miasta Kielce Bogdana Wentę, Prezydenta Miasta Toruń Michała Zaleskiego, Prezydenta Miasta Świnoujście Janusza Żmurkiewicza, Prezydent Miasta Łódź Hannę Zdanowską, Dowódcę 18 Dywizji Zmechanizowanej im. gen. broni Tadeusza Buka gen. Jarosława Gromadzińskiego, Agencję Rynku Energii, Związek Cyfrowa Polska, Główny Instytut Górnictwa, Instytut Jagielloński, Instytut Kolejnictwa, Stowarzyszenie Krajowej Izby Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Drogownictwa, Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Polski Komitet Energii Elektrycznej, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne Polskie Towarzystwo Przemysłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego.

Podziękowania składamy także na ręce Patronów Medialnych: TVP3 Lublin, Portal Biznesalert.pl, Portal Businesspl.com, Portal CEO.com.pl, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Dziennik Gazeta Prawna, Dziennik Wschodni, Portale grupy Xtech: elektroinzynieria.pl i środowisko.pl, Magazyn Energetyka Cieplna i Zawodowa, Magazyn Energetyka Wodna, Portal Energetykon.pl, Portal INFOR.PL, Magazyn Kaizen, Kapitał Polski, Portal kierunekenergetyka.pl, Kurier Lubelski, Czasopismo Law Business Quality, Portal logistyczny.com, Czasopismo Magazynowanie i Dystrybucja, Portal Multimodalny.pl, Czasopismo Nowa Energia, Portal Nuclear.pl, Magazyn OZEON, Portal PolishBrief, Polskie Radio Lublin, Serwis Administracyjno-Samorządowy, Smart Grids Polska, Magazyn Świat Elit, Warsaw Business Journal, Portal TerazSrodowisko.pl, Magazyn Top Logistyk, Wiadomości Naftowe i Gazownicze, Portal WysokieNapiecie.pl.

Jesteś przedsiębiorcą i myślisz, że fiskus dużo o Tobie wie? No to teraz będzie wiedzieć jeszcze więcej

Podczas wprowadzania wielu głośnych zmian w prawie, głównie pod sztandarem niesienia pomocy przedsiębiorcom w obliczu kryzysu gospodarczego i w imię walki z koronawirusem, polskie władze, w tym przede wszystkim fiskus, po cichu forsują regulacje, które pozwolą zwiększyć i tak już rozległą inwigilację rynku, a zatem i tworzących go przedsiębiorców.

Do systemu Rządowego Centrum Legislacyjnego 9 lipca 2020 r. wpłynęło kilka projektów nowych aktów prawnych, m.in. takie jak: Projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie określenia dłuższego okresu pobierania zasiłku opiekuńczego w celu przeciwdziałania COVID-19, czy Projekt rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów w sprawie przeniesienia planowanych dochodów i wydatków budżetowych, w tym wynagrodzeń, określonych w ustawie budżetowej na rok 2020. Ogółem od 14 marca 2020 r., czyli od dnia ogłoszenia w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2, a zwłaszcza po wprowadzeniu niespełna tydzień później stanu epidemii, władze tworzyły nowe rozwiązania prawne mające przede wszystkim ratować polski rynek, miejsca pracy i polskich przedsiębiorców.

Dlatego też była spora szansa, że opublikowany 9 lipca projekt ustawy autorstwa Ministerstwa Finansów o zmianie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu UC33) przejdzie niezauważony i bez echa. Projekt wprowadza kilkadziesiąt zmian w:

  • ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi;
  • ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o nadzorze nad rynkiem kapitałowym oraz
  • ustawie z dnia 11 września 2015 r. o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej.

Po przekazaniu projektu do opiniowania, żadnych zastrzeżeń do niego nie zgłosił Bankowy Fundusz Gwarancyjny, jedynie na kilka formalno-proceduralnych aspektów uwagę zwróciły: Narodowy Bank Polski i Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Zastrzeżenia zgłosił natomiast Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Niedopowiedzenia dające furtkę do szerokiego naruszania praw ochrony danych osobowych

W piśmie z 21 lipca 2020 r. Prezes UODO (nr DOL.401.300.2020.WL.MW) wyraził swoje wątpliwości m.in. co do art. 1 pkt 9 projektu ustawy wprowadzającego nowe brzmienie art. 131k ust. 1 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, stwierdzające, że: „Na żądanie Komisji (chodzi o Komisję Nadzoru Finansowego – przyp. aut.) lub jej upoważnionego przedstawiciela osoby uprawnione do zatwierdzonego podmiotu publikującego lub zatwierdzonego mechanizmu sprawozdawczego (…) niezwłocznie sporządzają i przekazują, na koszt tego podmiotu, kopie dokumentów i innych nośników informacji oraz udzielają pisemnych lub ustnych wyjaśnień”.

Prezes UODO zwrócił uwagę, że nie zostało w tym przepisie dopowiedziane, czy ww. dokumenty i nośniki dotyczą także danych o charakterze osobowym podmiotu, na którego temat informacje mają być udzielone. A jeśli tak jest, to nowe przepisy muszą wyraźnie to wyjaśniać i jednocześnie wskazywać katalog informacji jakie mogą być sporządzane i przekazywane na temat tego podmiotu, a także cel i zakres ich przetwarzania. W przeciwnym razie proponowana regulacja silnie naruszy prawo ochrony danych osobowych, a dokładnie art. 5 ust. 1 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) [Dz.Urz UE z 4 maja 2016 r., L 119/1], zwanego potocznie RODO, poprzez złamanie zasad przetwarzania danych, takich jak: minimalizacja danych, ograniczeni celu, prawidłowości, ograniczenie przechowywania, rzetelności, przejrzystości, integralności i poufności.

Co to są „informacje niezbędne”?

Prezes UODO odniósł się krytycznie również do projektowanego art. 3 pkt 2 nowelizacji, który do ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej wprowadza art. 213a ust. 2 stanowiący, że „Organ nadzoru (którym również jest KNF – przyp. aut.) przekazuje niezwłocznie zainteresowanym organom nadzorczym informacje niezbędne dla właściwego funkcjonowania platformy”. Chodzi o platformę współpracy z EIOPA – Europejskim Urzędem Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych. Użyty w nim zwrot „informacje niezbędne” jest również nieprecyzyjny co do zakresu i katalogu informacji, jakie w ramach funkcjonowania platformy będą gromadzone na temat podmiotów i przekazywane do KNF. Zwrot ten pojawia się także w kolejnych z forsowanych przez Ministra Finansów przepisach zmieniających ustawę ubezpieczeniową – w art. 213b ust. 4 i art. 213c ust. 4. Zmiany prawa w takim kształcie również grożą naruszeniem zasad art. 5 RODO.

Czy jest się czego bać?

Komisja Nadzoru Finansowego sprawuje w Polsce nadzór nad rynkiem finansowym, poprzez m.in. nadzór:

  • bankowy;
  • ubezpieczeniowy;
  • nad rynkiem kapitałowym;
  • nad instytucjami płatniczymi, małymi instytucjami płatniczymi, dostawcami świadczącymi wyłącznie usługę dostępu do informacji o rachunku, biurami usług płatniczych, instytucjami pieniądza elektronicznego, oddziałami zagranicznych instytucji pieniądza elektronicznego;
  • nadzór nad spółdzielczymi kasami oszczędnościowo-kredytowymi;
  • nadzór nad pośrednikami kredytu hipotecznego oraz ich agentami,
  • a nawet nadzór emerytalny, sprawowany zgodnie z przepisami ustawy z dnia 28 sierpnia 1997 r. o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych.

Jednym słowem, KNF nadzoruje każdą istotną dziedzinę życia, w której dochodzi do obrotu pieniądzem. Nadzoruje zatem każdego, kto ma z tym pieniądzem styczność, przede wszystkim więc przedsiębiorców, bo przecież ideą podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej jest zarabianie pieniędzy.

Jak największa kontrola nad uczestnikami rynku

Zgodnie z art. 2 ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, celem tego nadzoru jest zapewnienie prawidłowego funkcjonowania przedmiotowego rynku, jego stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości, zaufania, a także zapewnienie ochrony interesów jego uczestników, również poprzez rzetelną informację dotyczącą funkcjonowania tego rynku. Tyle, że w przepisie tym chodzi o zapewnienie, poprzez rzetelne informowanie, ochrony interesów uczestników rynku, a nie zapewnienie władzy dostępu do wszelkich zażądanych przez nią informacji na temat tych uczestników. Warto zastanowić się nad tym kto wchodzi w skład KNF? To m.in.: Minister Finansów, minister właściwy do spraw gospodarki, minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego, przedstawiciel Prezydenta RP, przedstawiciel Premiera, a nawet, jeśli został wyznaczony, przedstawiciel ministra – członka Rady Ministrów właściwego do spraw koordynowania działalności służb specjalnych.

Trudno nie ulec wrażeniu, że władze forsując ustawy, takie jak omawiana, chcą poszerzać zakres inwigilacji i własnych uprawnień do kontroli nad uczestnikami obrotu gospodarczego. Komisja Nadzoru Finansowego jest naczelnym organem administracji państwowej.

Czego wymaga prawo w zakresie ochrony danych osobowych

Jakie zapisy znajdują się w art. 5 ust. 1 RODO? Zgodnie z tym przepisem, dane osobowe muszą być m.in.:

  1. a) przetwarzane zgodnie z prawem, rzetelnie i w sposób przejrzysty dla osoby, której dane dotyczą;
  2. b) zbierane w konkretnych, wyraźnych i prawnie uzasadnionych celach i nieprzetwarzane dalej w sposób niezgodny z tymi celami;
  3. c) adekwatne, stosowne oraz ograniczone do tego, co niezbędne do celów, w których są przetwarzane;
  4. d) przetwarzane w sposób zapewniający odpowiednie bezpieczeństwo danych osobowych, w tym ochronę przed niedozwolonym lub niezgodnym z prawem przetwarzaniem.

Dodatkowo, pkt 2. tego artykułu stanowi, że „Administrator jest odpowiedzialny za przestrzeganie przepisów ust. 1 i musi być w stanie wykazać ich przestrzeganie”. Czy będzie to możliwe w przypadku projektowanych przez Ministerstwo Finansów przepisów, zawierających sformułowania pozwalające odpowiednim organom władzy zbierać o przedsiębiorcach, jak i innych uczestnikach rynku, „niezbędne informacje”?

Kosmetyczne zabiegi poszerzające zakres inwigilacji

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zauważył nawet, że Ministerstwo Finansów proponowaną nowelizacją próbuje dokonać zmiany w regulacji działalności spółek prowadzących rynek regulowany w ten sposób, że z opisu zakresu uprawnień do prowadzenia przez nie działalności, do której należy obecnie m.in.: prowadzenie działalności jako dostawca usług w zakresie udostępniania informacji o transakcjach (art. 21 ust. 2 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi) – chce wykreślić zwrot: „o transakcjach”. Tym, wydaje się kosmetycznym, marginalnym, a jednak znaczącym, sprytnym zabiegiem, Ministerstwo Finansów sprawi, że spółka prowadząca rynek regulowany, nie będzie już mogła odmówić odpowiedniemu organowi udzielenia wszelkich żądanych przez niego informacji na temat uczestników tego rynku, bo nie będzie już mogła się powołać, na to, że nie jest do tego uprawniona, jako legitymowana jedynie do udostępniania informacji „o transakcjach”.

Czy to jeszcze demokracja?

Obecnie w Chinach coraz szerzej stosowany jest System Wiarygodności Społecznej (chn. Shehui Xinyong Xitong). Poprzez program punktowania i karania obywateli za ich określone zachowania, jak i dzięki setkom milionów kamer rozmieszczonych w całym kraju, umożliwia on komunistycznej partii całkowitą kontrolę społeczeństwa. Jak napisał Michał Banasiak z Instytutu Nowej Europy, którego słowa w artykule z 21 stycznia 2020 r. „Orwellowski system. Jak działa totalna inwigilacja w Chinach?” przywołało polskieradio24.pl: „Zaplusować można np. chwaląc rząd w Internecie. Punkty ujemne m.in. za oszukiwanie w grach online i protesty przeciwko władzy”.

W artykule z 4 września 2019 r. Dziennik.pl opisał działanie funkcjonującego w Polsce od kilku lat i użytkowanego przez służby, najprawdopodobniej CBA, systemu Pegasus: „Bez wiedzy użytkownika potrafi odczytywać dane z telefonu, nagrywa rozmowy czy obraz z kamery. (…) Opozycja twierdzi, że służby tego systemu używają nielegalnie” (www.technologia.dziennik.pl).

Ustawą z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie systemu ochrony zdrowia związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (Dz.U. 2020, poz. 567), pod egidą walki z koronawirusem wprowadzono w kraju obowiązek korzystania przez objętych kwarantanną obywateli, także u których nie wykryto zakażenia, a jedynie wjeżdżających do kraju, z aplikacji posiadającej geolokalizację, pozwalającą służbom śledzić każdy ruch jej użytkownika. Na początku sierpnia Minister Cyfryzacji Marek Zagórski w rozmowie z Onetem poinformował o stworzeniu, w ramach przeciwdziałania COVID-19 systemu, który bez wiedzy użytkowników telefonów komórkowych monitoruje ścieżki ich przemieszczenia się.

Czy to jest normalne, a przede wszystkim legalne?

W marcu 2020 r. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar poinformował, że poprosił Europejski Trybunał Praw Człowieka o zgodę na przedstawienie opinii tzw. przyjaciela sądu (amicus curiae) w sprawie wniesionych do tego Trybunału skarg przeciw Polsce, dotyczących zakresu dopuszczalnej inwigilacji stosowanej przez służby specjalne wobec obywateli. Jak napisał Rzecznik, w jego ocenie obecne przepisy zezwalające na skarżoną inwigilację naruszają kluczowe prawa i wolności obywatelskie, gwarantowane przez Konstytucję RP i prawo europejskie. Z końcem 2019 r. ETPC zwrócił się do polskiego rządu o złożenie wyjaśnień co do prowadzonej przez ww. służby inwigilacji w oparciu o przepisy ustawy o Policji oraz ustawy antyterrorystycznej.

„Na konieczność zmian co do zasad inwigilacji wskazał Trybunał Konstytucyjny w lipcu 2014 r. Jednak przyjęte w 2016 r. tzw. ustawa inwigilacyjna i ustawa antyterrorystyczna zwiększyły uprawnienia służb, nie wprowadzając mechanizmu kontroli” (Oświadczenie RPO nr VII.501.46.2020, www.rpo.gov.pl).

Przedsiębiorca przenoszący działalność za granicę, jak uciekinier z więzienia

Zaprojektowana przez Ministerstwo Finansów ustawa o zmianie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi oraz niektórych innych ustaw to kolejny z elementów, prób, dążeń władzy do przejęcia całkowitej, totalnej inwigilacji nad przedsiębiorcami, obywatelami, podatnikami, zacierające coraz mocniej istnienie w demokratycznym państwie prawa reguł swobody gospodarczej. Ba, nawet gwarantowanych swobód osobistych. To dlatego na całym świecie rządy takich właśnie „demokratycznych” państw zwalczają tzw. niewspółpracujące jurysdykcje przyjazne przedsiębiorcom. A w ostatnich miesiącach największym propagatorem tego zwalczania zagranicznych konkurencyjnych systemów podatkowo-prawnych są władze w Polsce. Bo jurysdykcje te dają schronienie przedsiębiorcom, którzy rozpoczynając prowadzenie swojej działalności wierzyli w istnienie wolnych rynków oraz w wolność i swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Pozwalają im uniknąć tej nieustannej inwigilacji, zapewniają dyskrecjonalne prowadzenie biznesu, najwyższy stopień poufności informacji na ich temat, jak i na temat samych podmiotów zawieranych transakcji. A nikt z inwigilujących, tudzież pilnujących – jak w zakładzie zamkniętym – nie lubi, gdy mu osadzony z tego zakładu ucieka.

Jeszcze w styczniu tego roku toczyła się zagorzała polityczna wojna o 2 mld zł przekazane przez rząd na telewizję publiczną. Czym są dziś te 2 miliardy w porównaniu do 312 mld zł, które teraz rząd rozdaje na walkę z koronawirusem. A każdy przedsiębiorca 5 tys. dostał (albo i więcej) i trzymiesięczne zwolnienie z ZUS. Nieważne, czy miał spadek przychodów, czy nie. Teraz władze, a przede wszystkim fiskus, chcą coś w zamian – pełną kontrolę i nadzór nad każdym z nich. W połączeniu z planami Ministerstwa Sprawiedliwości wprowadzenia tzw. konfiskaty prewencyjnej – pozwoli to tym władzom i fiskusowi robić co chcą i kiedy chcą z majątkami przedsiębiorców i samymi przedsiębiorcami.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec

Wyniki badania Gemius/PBI za wrzesień 2020

Liczba internautów w Polsce we wrześniu 2020 roku wyniosła ogółem 27,7 mln, z czego na komputerach osobistych i laptopach (komputery osobiste używane w domu oraz w pracy) – 22,4 mln, a na urządzeniach mobilnych (smartfony i tablety) 24,4 mln.

Wrzesień 2020 to ostatni miesiąc, którego wyniki udostępniliśmy w dotychczasowej formule. W październiku uruchomione zostało nowe badanie jednoźródłowe – Mediapanel – obejmujące pomiar internetu, radia i telewizji.

Wydawcy

Wszystkie urządzeniaPolski internet we wrześniu 2020

Komputery osobiste i laptopy

Wyniki badania Gemius PBI za wrzesień 2020

Urządzenia mobilneWyniki badania Gemius PBI za wrzesień 2020 urządzenia mobilne

Domeny

Wszystkie urządzeniaWszystkie urządzenia – domeny

Komputery osobiste i laptopyKomputery osobiste i laptopy domeny

Urządzenia mobilne

Urządzenia mobilne domeny

Aplikacje

Aplikacje

Liczebność próby: N=252574. Grupa objęta badaniem 7-75 lat. Do badania wykorzystano dane o strukturze internautów pochodzące z badania NetTrack Kantar MillwardBrown z III kwartału 2019r. i badania Maluchy z 2018r.

Polskie Badania Internetu Sp. z o.o. (PBI)

PBI wspiera rynek wiedzą pozwalającą podejmować lepsze decyzje biznesowe w środowisku cyfrowym. W tym celu organizacja prowadzi i udostępnia wyniki badań internetu –  standardu pomiaru widowni internetowej Gemius/PBI oraz badań własnych. Z danych PBI korzystają przedstawiciele wydawców, domów mediowych, działów badawczych dużych firm oraz agencje interaktywne. PBI przyczynia się do rozwoju cyfrowego rynku, dzieląc się także wiedzą ekspercką i nawiązując współpracę z organizacjami partnerskimi o zbliżonym profilu działalności.

PAIH ogłasza nabór firm do Polskiego Stoiska Narodowego podczas ITM Industry Europe 2020

Polskie Stoisko Narodowe to szyld oznaczający solidną markę i doświadczenie, a przede wszystkim bezpośrednie wsparcie polskich przedsiębiorstw przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu. Najlepsze firmy spośród działających w obszarze automatyzacji produkcji, metalurgii i obróbki metali, produkcji nowoczesnych maszyn lub technologii – zostaną zaprezentowane na Polskim Stoisku Narodowym podczas ITM Industry Europe 2020.

ITM Industry Europe to wiodące w tej części Europy targi kompleksowo prezentujące międzynarodową ofertę zgodną z ideą przemysłu 4.0. Wydarzenie od lat jest kluczowym miejscem spotkań i wymiany technologicznych doświadczeń liderów sektora innowacji. Tegorocznym targom, które odbędą się w dniach 3 – 6 listopada na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich w Poznaniu, będzie towarzyszył Kongres Industry NEXT. The New Reality. To pierwsza tego typu platforma dyskusji oraz prezentacji rozwiązań dla przemysłu mierzącego się z konsekwencjami kryzysu wywołanego COVID-19. O tarczy antykryzysowej, uldze na robotyzację oraz rozwiązaniach proinwestycyjnych dla Przemysłu 4.0 dyskutować będą przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej, Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Agencji Rozwoju Przemysłu. Podczas drugiej części Kongresu głos zabiorą zarządzający firmami, które dzięki wdrożeniu robotyzacji oraz automatyzacji procesów – w odpowiedzi na diametralną zmianę warunków prowadzenia działalności – zyskali podwójnie.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom polskich przedsiębiorców – szczególnie w kontekście wyzwań związanych z nową rzeczywistością – Polska Agencja Inwestycji i Handlu ogłasza nabór firm, które wprowadzają innowacyjne produkty lub rozwiązania. Rekrutacja zgłoszeń trwa do 15 października, po czym wyboru firm dokona specjalna komisja, która weźmie pod uwagę przede wszystkim profil działalności oraz atrakcyjność prezentowanej oferty. Co ważne, obszar aktywności zgłaszających się przedsiębiorstw musi pokrywać się z tematyką targów ITM Industry Europe. Wybrane firmy zostaną zaprezentowane na Polskim Stoisku Narodowym PAIH w dniach 3 – 6 listopada br.

Szczegółowe informacje, w tym wniosek oraz wymagane załączniki dostępne są na https://www.paih.gov.pl/20201006/rekrutacja_na_itm_europe
Wykaz firm wytypowanych do udziału w Polskim Stoisku Narodowym zostanie ogłoszony 19 października na stronie www.paih.gov.pl.

Saule Technologies pokazało produkt, który zrewolucjonizuje rynek rozwiązań fotowoltaicznych

Saule Technologies, polska spółka tworząca elastyczne ogniwa fotowoltaiczne na bazie technologii perowskitowej, zaprezentowała lamele – łamacze światła, które mogą zdefiniować przyszłość hi-tech. Prezentacja produktu odbyła się przy współpracy z partnerami – Somfy oraz Aliplast. Spółka zamierza skomercjalizować lamele we współpracy z firmą, która zostanie wyłoniona w przetargu.

Ogniwa słoneczne nawet na fasadach

Saule Technologies, polska spółka tworząca elastyczne ogniwa słoneczne na bazie technologii perowskitowej, oficjalnie wychodzi ze swoją ofertą do europejskiego biznesu. Spółka, która ma już podpisane listy intencyjne na kilkaset tysięcy m2 lekkich konstrukcji dachowych i fasadowych opartych na ogniwach perowskitowych, zaprezentowała kolejny komercyjny produkt oparty na własnym pomyśle: automatyczne lamele – łamacze światła wyposażone w perowskitowe ogniwa słoneczne. Po raz pierwszy zostały one zaprezentowane na torze Silesia Ring. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele kadry zarządzającej z kilkudziesięciu największych polskich firm z branż, takich jak: logistyka, retail, FMCG, telekomunikacja czy nieruchomości. Prezentowany podczas premiery produkt posiadał system automatyzacji i smart sterowania osłoną firmy Somfy i wykonany był na konstrukcji aluminiowej dostarczonej przez Aliplast.

Zaprezentowane przez Saule Technologies lamele mogą także współpracować z instalowaną na dachach stacją pogodową. Dzięki aktualizowanym na bieżąco danym automatycznie zmieniają swoje ustawienie względem pozycji Słońca, by zapewnić użytkownikom budynków komfort cieplny i wizualny niezależnie od pory roku. System pozwala na integrację z niemal każdą automatyką budynkową BMS (Building Management System) i w pełni wpisuje się w trendy smart building czy smart house. Lamele mogą być dostosowane do preferencji konsumentów, począwszy od użytego materiału, jak aluminium, drewno, szkło czy tworzywa sztuczne, przez kształt i szerokość, po kolor. Dodatkowo rozwiązanie zabezpiecza budynek przed przegrzewaniem czy wychłodzeniem, znacząco redukując koszty eksploatacji klimatyzacji i ogrzewania we wszystkich rodzajach budynków.

W przeciwieństwie do tradycyjnych ogniw krzemowych, ogniwa perowskitowe są elastyczne, lekkie, ultracienkie i półprzezroczyste. Ich wytwarzanie nie wymaga wysokich temperatur, co przekłada się na znacząco mniejsze zużycie energii, niższe koszty produkcji i możliwość wykorzystywania jako podłoża rozmaitych powierzchni, nawet folii lub tekstyliów. Ogniwa perowskitowe mogą generować energię ze sztucznego światła i, w odróżnieniu od paneli krzemowych, są wydajne nawet wtedy, gdy promienie słoneczne padają pod innym kątem niż 90 stopni. Dzięki tej przewadze nad ogniwami krzemowymi, a także wspomnianej bardzo małej wadze, można je montować nawet na pionowych elementach elewacji.Foto_Saule_Technologies 2

Rywalizacja o wysoką stawkę

Podczas premiery spółka Saule Technologies poinformowała o organizacji przetargu na licencję produktu na Europę. Jego zwycięzca zyska możliwość sprzedaży rozwiązania na wyłączność na całym kontynencie lub wybranych rynkach. Oferty można składać do 15.01.2021.

– To dla nas wyjątkowy moment. Nasze ogniwa perowskitowe opuszczają laboratorium i możemy zaprezentować światu, jak będą zmieniały otaczającą nas rzeczywistość – powiedział Piotr Krych, CEO Saule Technologies. – Udowadniamy, że polska firma jest w stanie przygotować produkt, który zrewolucjonizuje branżę fotowoltaiczną, spełniając wysokie wymagania klientów B2B utility scale. Nie bez powodu na miejsce premiery wybraliśmy tor Silesia Ring, gdzie w otoczeniu samochodów elektrycznych Porsche Taycan zaprezentowaliśmy nasze rozwiązanie – motoryzację i fotowoltaikę łączy coraz więcej. Zwłaszcza w odsłonie 2.0, pozwalającej dzięki ogniwom perowskitowym czerpać energię elektryczną ze światła niemal wszędzie. Teraz, chcąc wykonać kolejny krok w drodze do komercjalizacji lameli, ogłaszamy przetarg na partnera, z którym już wkrótce sprawimy, że to rozwiązanie pojawi się na elewacjach budynków biurowych, centrów handlowych, magazynów polskich i innych europejskich miast.

– Przygotowywaliśmy się do tej premiery od wielu miesięcy, tworząc system automatyki i smart sterowania, pozwalający na jak największą ekspozycję paneli fotowoltaicznych na światło dzienne – dodał Waldemar Niedziela, Business Developer CBS w Somfy. Łamacze słońca z ogniwami perowskitowymi to kolejny krok w stronę budownictwa zrównoważonego, które opiera się o efektywność energetyczną obiektów budowlanych przy jednoczesnym dążeniu do jak najwyższego poziomu well-being użytkowników przestrzeni biurowych, komercyjnych, a nawet mieszkalnych.

– Wykorzystując nasze kilkudziesięcioletnie doświadczenie, stworzyliśmy dla rozwiązania konstrukcję, która pozwoli przetrwać porywiste wiatry i niesprzyjające warunki atmosferyczne – podsumował Marek Sałaga, Dyrektor Handlowy w Aliplast. Cieszymy się, że nasze wspólne rozwiązanie ujrzało światło dzienne i jesteśmy dumni, że razem z Saule Technologies i Somfy stajemy się częścią rewolucji solarnej, która, mamy nadzieję, zmieni oblicze zielonej energii, nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Zaproszeni do Porsche Experience Center Silesia Ring goście mieli okazję nie tylko wziąć udział w prezentacji rozwiązań Saule Technologies, ale też przekonać się, pod czujnym okiem instruktorów z Porsche Experience, że rewolucja energetyczna to także samochody elektryczne będące w stanie przyspieszyć od 0 do 100 km/h w czasie 2,8 s.

Stopy procentowe wciąż najniższe w historii. Kampania prezydencka w USA na finiszu

Kampania prezydencka w USA jest już powoli na finiszu. Demokraci zyskują na nim wyraźnie, pomaga im epidemia koronawirusa oraz fakt, że nie ominęła ona samego prezydenta Donalda Trumpa.

Debata wiceprezydentów

Po wątpliwym, przynajmniej merytorycznie, widowisku jakim była pierwsza debata prezydencka, nie było dużych nadziei wobec debaty wiceprezydentów. Okazało się to błędnym podejściem, bo wbrew oczekiwaniom było znacznie bardziej merytorycznie niż w pierwszej debacie. Aż szkoda, że to jedyne takie spotkanie. Zaplanowano jeszcze jedną debatę, ale już pomiędzy głównymi kandydatami. Jak nietrudno się domyślić, większość tematów oscylowała pomiędzy koronawirusem a gospodarką. Po debacie dalej rośnie przewaga Demokratów, którzy już drugi raz w tej kampanii wychodzą na wyraźne prowadzenie. Dolar delikatnie traci na wartości, najwyraźniej rynki bardziej preferują kontynuację Republikanów u steru.

Stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Są one wciąż na poziomie 0,1%, czyli najniższym w historii. Problemem jest jednak relatywnie wysoka inflacja, która w pewnym horyzoncie powinna wymusić podwyżki stóp procentowych. Z drugiej strony nie cichną naciski z obozu rządowego na łagodną politykę monetarną, a być może wręcz ujemne stopy procentowe. Problemem jednak jest fakt, że przedsiębiorców przed inwestycjami na kredyt nie hamują wysokie koszty kredytu, bo te są obecnie najniższe w historii, ale brak pewności, co do sytuacji w kolejnych kwartałach.

Budżet na 2021 rok

Na razie pomimo eskalacji epidemii w Polsce budżet na 2021 rok pozostaje bez zmian. Deficyt na poziomie 82,3 mld zł wydaje się zresztą posiadać pewną rezerwę na walkę z negatywnym wpływem wirusa na gospodarkę. Co ciekawe, na 2021 zakładana jest inflacja w wysokości zaledwie 1,8% przy 4% wzroście PKB. Kolejne miesiące pokażą jak bardzo realne są to założenie. Gdyby doszło do negatywnych korekt może się do odbić na kursie złotego.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Image Power zmierza na NewConnect – debiut w I kwartale 2021 roku

Warszawskie studio Image Power S.A. planuje zadebiutować na NewConnect w I kwartale przyszłego roku. Obecna wycena spółki to ok. 30 mln złotych. Firma pracuje aktualnie nad 11 grami i ma w zanadrzu ogłoszenie kolejnych premier. Docelowo chce wydawać 4-5 produkcji rocznie, wykorzystując doświadczenie zdobyte zarówno w branży, jak i poza nią. Za doradztwo dla spółki odpowiedzialny jest Blue Oak Advisory, a domem maklerskim jest BDM.

Spółka jest już po trzech udanych emisjach. W 2019 roku 25,93 proc. akcji Image Power z serii B nabyła notowana na GPW spółka PlayWay. Większość emisji serii C nabyli dotychczasowi akcjonariusze, a emisję serii D, w kwocie miliona złotych, dwóch inwestorów, w tym firma inwestycyjna z Gdańska. W związku z dużym zainteresowaniem rynku, a także planowanym debiutem, na walnym zgromadzeniu podjęto decyzję o zaplanowaniu emisji akcji serii E. Pozyskane do tej pory środki zostały zainwestowane w produkcję 5 gier oraz pre-produkcję kolejnych. Image Power prowadzi także rozmowy z jednym z funduszy inwestycyjnych, aby dalej skutecznie realizować obraną strategię, chociaż władze Spółki nie wykluczają też skierowania oferty do osób fizycznych, w zależności od ostatecznych warunków.

Debiut na rynku NewConnect to ważny etap rozwoju Spółki i wywiązanie się z obietnicy złożonej inwestorom. Według oceny naszych doradców upublicznienie akcji powinno się odbyć w I kwartale 2021 r. Chcemy zasilić grono tych udanych debiutów z branży gamingowej, dlatego aby osiągnąć stabilne i długoterminowe wzrosty, chcemy intensywnie rozwijać ofertę Spółki, a także kończyć i wydawać kolejne zapowiedziane produkcje. Skupiamy się na kategorii symulatorów, ale realizujemy też inne pomysły, które zaskoczą graczy – zapowiada Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej Image Power.

Spółka zatrudnia kilkanaście osób. Posiada cztery w pełni produkcyjne zespoły wewnętrzne i jeden zespół zewnętrzny. Aktualnie trwają prace nad powołaniem kolejnego zespołu. Image Power współpracuje także z freelancerami oraz z jedną ze Spółek z grupy PlayWay przy produkcji Yacht Mechanic Simulator. Tematyka gry została wybrana na podstawie prywatnych doświadczeń i pasji członków zespołu. Duża część zapowiedzianych gier wykorzystuje motywy, które stanowią hobby przedstawicieli Zarządu oraz zespołu produkcyjnego, takie jak łucznictwo czy off-road.

Image Power w tym roku planuje wydać grę DieselPunk Wars, którego wersja demo została bardzo dobrze przyjęta przez graczy na platformie Steam. Z kolei wersja demonstracyjna Yacht Mechanic Simulator pokazana została 7 października w ramach Steam Festival. Niedługo dla gry zorganizowana zostanie kampania na Kickstarterze. Największe zainteresowanie graczy wzbudza natomiast Ambulance Simulator, którego nowy gameplay przyczynił się do rosnącej wishlisty dla tego tytułu na Steamie. Inne gry z portfolio spółki znajdujące się w produkcji i pre-produkcji to m.in. Archer: The Witch’s Wrath, Offroad Mechanic Simulator, Gaming Constructor Simulator i Eco Warrior.

Połowa firm z sektora MŚP rewiduje budżety flotowe w związku z COVID-19

Niemal 25 proc. małych i średnich firm w Polsce zamierza do końca roku ograniczyć do minimum lub całkowicie wstrzymać zakup nowych samochodów – wynika z badania zrealizowanego w 3. kwartale na zlecenie Carefleet S.A. To bezpośredni skutek pandemii wirusa SARS-CoV-2. Blisko 17 proc. przedsiębiorców, poszukując oszczędności, próbuje zminimalizować także koszty utrzymania już posiadanych pojazdów.

Jeszcze w pierwszym kwartale 2020 r. blisko 18 proc. z ponad 2 milionów podmiotów z sektora MŚP planowało inwestycje w rozwój firmowych flot. Gdyby przedsiębiorcy zrealizowali swoje deklaracje, do mikro, małych i średnich firm w Polsce trafiłoby nawet 800 000 nowych i używanych samochodów. Najnowsze badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research na zlecenie Carefleet S.A. pokazuje, jak bardzo pandemia wpłynęła na rewizję planów i budżetów flotowych w sektorze.(Infografika ) Połowa firm z sektora MŚP rewiduje budżety flotowe w związku z COVID-19

Mniejsze wydatki na zakupy, większe na bezpieczeństwo

Nieco ponad 50 proc. mikro, małych i średnich przedsiębiorców biorących udział w badaniu zadeklarowało, że pandemia wirusa SARS-CoV-2 nie wpłynęła w istotny sposób na rewizję budżetów flotowych w ich firmach. Druga połowa wdraża różnorodne działania związane głównie z ograniczeniem kosztów oraz poprawą bezpieczeństwa kierowców.

– W dobie recesji wiele firm podejmuje kroki, aby zminimalizować koszty działalności. Dotyczy to również szeroko rozumianej mobilności. Jak wynika z badania, 24,3 proc. przedstawicieli firm z sektora MŚP chce do końca roku ograniczyć do minimum lub wstrzymać całkowicie zakup samochodów, a 16,6 proc. próbuje obniżyć koszty związane już z posiadanymi autami, m.in. poprzez zmniejszenie liczby wyjazdów służbowych. To w konsekwencji ma przełożyć się np. na mniejszą liczbę napraw czy niższe koszty paliwa – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A. – Ponadto niemal 5 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP planuje zmianę dotychczasowych nawyków w zakresie finansowania floty, przechodząc od zakupu aut ze środków własnych do leasingu, różnych form abonamentu oraz wynajmu długoterminowego. Z kolei 3,1 proc. ankietowanych zadeklarowało, że zamiast zakupu samochodów nowych, zamierza nabywać auta na rynku wtórnym – dodaje Bartosz Olejnik.

Jednocześnie wraz z tendencją zmierzającą do optymalizacji kosztów zakupu i użytkowania samochodów, przedsiębiorcy deklarują zwiększenie budżetów na poprawę bezpieczeństwa korzystania z pojazdów służbowych, w tym częstsze mycie, ozonowanie czy zakup dodatkowych środków czystości. Takie działania wskazuje ponad 16 proc. respondentów biorących udział w badaniu.

– Dla wielu firm z sektora MŚP samochód to narzędzie pracy, bez którego niemożliwe jest funkcjonowanie firmy, a tym samym zarabianie pieniędzy. Zrozumiałe jest więc, że przedsiębiorcy inwestują dodatkowe środki, chcąc zapewnić bezpieczeństwo kierowcom i utrzymać mobilność floty na dotychczasowym poziomie – mówi Bartosz Olejnik.

Największe zmiany w mikro i małych firmach

Szczegółowa analiza wyników badania, uwzględniająca podział firm ze względu na wielkość zatrudnienia, wykazała, że rewizję budżetów flotowych rzadziej deklarują średnie firmy (50-249 pracowników) oraz osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą – odpowiednio 58 oraz 65,5 proc. przedstawicieli tych grup twierdzi, że pandemia nie spowodowała żadnych istotnych zmian w tym zakresie. W mikroprzedsiębiorstwach (2-9 pracowników) odsetek ten wynosi 44,5 proc., a średnich firmach (10-49 pracowników) – 46,7 proc. Podmioty te z kolei rzadziej niż pozostałe zamierzają ograniczać koszty eksploatacji posiadanych już pojazdów, za to częściej zwiększać budżety na poprawę bezpieczeństwa korzystania z nich.

– Jak pokazują wyniki badania, 13,4 proc. mikroprzedsiębiorstw oraz 15,7 proc. małych firm próbuje zminimalizować koszty flotowe, ograniczając eksploatacje posiadanych pojazdów. Dla porównania na takie działania decyduje się 20,7 proc. osób prowadzących jednoosobową działalność oraz 20,5 proc. średnich firm. Szczególnie widoczne jest to w firmach z branży produkcyjnej – mówi Bartosz Olejnik. – Mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy częściej natomiast deklarują zwiększanie budżetów na działania związane z poprawą bezpieczeństwa korzystania z samochodów służbowych – odpowiednio 17,6 oraz 19,8 proc. – dodaje.

Dodatkowo, jak wynika z badania, 13,8 proc. osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą rozważa korzystanie z samochodów finansowanych w formie wynajmu długoterminowego lub rozwiązań abonamentowych. Z kolei niemal 8,5 proc. małych firm planuje zrezygnować z zakupu nowych samochodów na rzecz pojazdów z rynku wtórnego.

Czy wkraczamy w erę Handlu 4.0? Wyniki 4. raportu Salesforce Research o stanie handlu

  • Pandemia zmusiła handlowców do szybkiej reakcji i weryfikacji planów sprzedażowych.
  • Przedstawiciele handlowi z powodu COVID-19 decydowali się na nowe sposoby sprzedaży.
  • 81 proc. pytanych jasno deklaruje, że wzrosły ich potrzeby w zakresie wykorzystywanych technologii, a to dopiero początek, ponieważ cyfryzacja znacznie przyspieszy.

W nowej edycji raportu „State of Sales” przygotowanego przez Salesforce Research przeprowadzono ankietę wśród 6 tys. specjalistów ds. sprzedaży na całym świecie. Pytano nie tylko handlowców, ale także przedstawicieli i kierowników działów sprzedaży. Firma chciała dowiedzieć się, jak branża handlowa działała podczas pandemii. Okazuje się, że COVID-19 znacząco zmienił strategie oraz przyspieszył decyzje producentów i handlowców dotyczące cyfryzacji.

Nowe okoliczności zmieniły taktyki stosowane dotychczas w handlu. Sprzedawcy dość szybko zareagowali na nową rzeczywistość, dokonując sporych zmian nie tylko wewnątrz swoich organizacji, ale także w przeprowadzanych transakcjach. Zdecydowana większość handlowców (79 proc.) twierdzi, że pandemia zmusiła ich do szybkiej reakcji i zmiany planów sprzedażowych.

Zmiana strategii (klientocentryzm)

Prawie 90 proc. badanych twierdzi, że obecne warunki ekonomiczne zwiększają znaczenie przewidywania potrzeb klientów. Dlatego na znaczeniu zyskuje strategiczne planowanie sprzedaży: – Kiedy zmienia się krajobraz rynku, a oczekiwania klientów rosną, kluczowe staje się funkcjonowanie zaplecza administracyjnego. Nagle pojawia się potrzeba dostosowania do nowej sytuacji, która wymaga szybkiego dostępu do aktualnych i rzetelnych danych związanych ze sprzedażą. Jeśli zmiana wiąże się z dostosowaniem zasobów i procesów, zdecydowanie wymaga wsparcia decyzji analizą w systemach Business Intelligence i rozwiązaniach IT – mówi Adam Sienkiewicz, Customer Development Director z firmy Sagra Technology, dostawcy systemów wspierających sprzedaż.

Aż 88 proc. przebadanych handlowców deklaruje, że operacje sprzedażowe zyskały w ostatnich miesiącach bardziej strategiczne znaczenie. Jednak wszelkie zmiany wcześniej ustalonego planu wymagają zaangażowania wielu działów firmy oraz precyzyjnej koordynacji wszystkich procesów. To właśnie zapewniają systemy wspierające sprzedaż, pomagające optymalizować pracę zespołów handlowych, trade marketingu, inspektorów czy serwisantów. Ułatwiają one także dotrzymywanie terminów i kontrolowanie zasobów. – Handel to system naczyń połączonych, żeby wszystko działało sprawnie, nie mogą pojawiać się zatory informacyjne. Nie jest to nic nowego, zawsze tak było. Pandemia była jak dobry audytor, który pokazał handlowcom, gdzie mają rezerwy i podsunęła rozwiązanie, którym jest IT – wyjaśnia Adam Sienkiewicz.

Nowe warunki, nowe obowiązki

Przedstawiciele handlowi z powodu pandemii COVID-19 decydowali się na nowe sposoby sprzedaży. 79 proc. z nich zadeklarowało, że musieli szybko dostosować się do nowych warunków rynkowych. Nowa rzeczywistość wiązała się z szeregiem zmian – nowymi obowiązkami, nowymi sposobami pomiaru poszczególnych wskaźników czy nowymi sposobami interakcji z klientami. Ponad połowa (58 proc.) sprzedawców spodziewa się, że zmiana ich roli i zakresu obowiązków będzie miała trwały charakter.

Lockdown i praca zdalna spowodowały, że tradycyjne metody monitorowania wyników sprzedaży straciły sens. O ile część procesów, np. związanych z produkcją czy kontrolą jakości musiała być realizowana w zakładzie, spora część przedstawicieli, managerów, pracowników administracyjnych wiosną i latem pracowała zdalnie. Stąd wzrost wykorzystania systemów wspierających sprzedaż i jej analizę. Już 73 proc. przebadanych firm coraz częściej monitoruje działania przedstawicieli handlowych za pomocą dedykowanego systemu IT. Dodatkowo 67 proc. twierdzi, że dyscyplina w ich organizacji dotycząca rejestrowania w systemie wszelkich aktywności jest bardziej rygorystyczna niż rok wcześniej.

Więcej automatyzacji i sztucznej inteligencji

COVID-10 niemal z dnia na dzień zmienił wszystkich sprzedawców w sprzedawców wirtualnych. Już 70 proc. organizacji szkoli swoich przedstawicieli handlowych w zakresie budowania relacji w formie online.

Co więcej, najlepsi handlowcy, aby zgłębić wiedzę o rynku na którym działają, wykorzystują dodatkowe źródła danych. 88 proc. z nich twierdzi, że ważne jest przewidywanie potrzeb klientów. Dlatego informacje, które gromadzą, zawierają min. historię zakupów, spostrzeżenia dotyczące konkurencji czy wyników oceny jakościowych parametrów współpracy. Coraz chętniej doceniają oni automatyzację i sztuczną inteligencję, które wykorzystują te dodatkowe dane, podpowiadając optymalne kolejne kroki w rozwijaniu współpracy.

Wyniki badania nie dziwią Adama Sienkiewicza z Sagra Technology, dostawcy systemów wspierających sprzedaż. – Zdolność firm sprzedażowych do poprawy dokładności prognoz, przyspieszenia cyklu sprzedaży, zaangażowania innych działów, np. marketingu, aby zwiększyć wartości dla klienta, mają ogromne znaczenie dla zespołów operacyjnych. Takie możliwości dają systemy IT, które zasilane bieżącymi i historycznymi danymi dotyczącymi sprzedaży i wieloma innymi informacjami pochodzącymi np. z inteligentnych półek czy z użycia narzędzi AI, są dziś nieodzownym narzędziem nowoczesnej organizacji handlowej. Systemy wsparcia sprzedaży pomagają nie tylko w organizacji podstawowych procesów firmy, ale także w komunikacji między działami.

Większy popyt na technologie AI

Liderzy sprzedaży deklarują, że w porównaniu z rokiem 2019, przyspieszyli realizację swoich planów związanych z transformacją cyfrową (77 proc.). Zdecydowanie głównym powodem była pandemia i nowe okoliczności biznesowe. 37 proc. badanych organizacji już używa sztucznej inteligencji, co stanowi aż 76-proc. roczny wzrost.  Powodem jest z pewnością większy dostęp do tych technologii, ale nie tylko.

– Korzyści z wykorzystania sztucznej inteligencji w handlu to niewątpliwie większe zrozumienie potrzeb klientów, większe możliwości prognozowania czy lepszy dostęp do różnego rodzaju danych i pogłębionych analiz. Jednak te informacje mają znaczenie, jeśli są zgromadzone w jednym miejscu i wykorzystywane we właściwy sposób, np. w systemie CRM działającym w oparciu o wiarygodną bazę danych o klientach – podkreśla Adam Sienkiewicz z Sagra Technology.  81 proc. respondentów twierdzi, że ich potrzeby w zakresie technologii sprzedaży w porównaniu do roku poprzedniego znacznie się zmieniły oraz że zmiany są wdrażane znacznie szybciej. Czy szumne zapowiedzi przełożą się na działania i wkrótce będziemy mieli Handel 4.0? Szanse na to są bardzo duże.

Platforma recyklingu plastiku – francuskie rozwiązanie dostosowuje plastik do potrzeb kupców

Istniejący łańcuch dostaw w recyklingu stanowi poważny problem dla potencjalnych nabywców polimeru z recyklingu. Edouard Garreau, współzałożyciel platformy Polytopoly.com, wyjaśnia, jak cyfrowe połączenie łańcucha dostaw wpłynie na poprawę doświadczeń klientów.

Co roku świat traci miliardy euro rocznie z powodu nieodpowiedniej gospodarki odpadami. Wskaźniki recyklingu znacznie różnią się w zależności od kraju i regionu; w EU wynoszą one około 30%, lecz według OECD tylko 14–18% wszystkich odpadów na świecie przeznacza się do recyklingu. Wskaźniki różnią się też w zależności od polimerów. Politetraftalan etylenu i polietylen o wysokiej gęstości są poddawane recyklingowi w około 10%, lecz polistyren i polipropylen prawie nigdy. Jeżeli polimery te nie podlegają recyklingowi, są spalane, składowane na wysypiskach odpadów lub zanieczyszczają środowisko. W zeszłym roku naukowcy donieśli, że plastik znaleziono nawet w Rowie Mariańskim, najgłębszym miejscu oceanu, na głębokości ponad 10 tys. metrów.

Do niedawna wiele krajów europejskich w znacznej mierze bazowało na eksporcie dużych ilości plastiku nadającego się do recyklingu, jednakże w marcu 2018 r. Chiny nałożyły poważne ograniczenia na jego import, co doprowadziło do restrukturyzacji światowego handlu tworzyw sztucznych. W kolejnych miesiącach wiele europejskich odpadów plastikowych wywożono za granicę, jednak nie wszystkie miejsca przeznaczenia były w stanie odpowiednio obsłużyć wzrost. Tylko w styczniu minister środowiska Malezji zawrócił 150 kontenerów nielegalnych odpadów z 13 krajów, w tym z Francji i Wielkiej Brytanii.

Od 2016 r. eksport plastiku zmniejszył się o połowę w wyniku wprowadzonego zakazu, co napędza rozwój nowego rozwiązania — cyfrowego łańcucha dostaw, który wykorzystuje możliwości na szczeblu znacznie bardziej lokalnym.

Kompleksowe wyzwanie techniczne

Sektor plastiku z recyklingu jest znacznie bardziej złożony niż sektor tworzyw sztucznych pochodzących z surowców pierwotnych. Branżowi giganci BP i Total, którzy prowadzą działalność od dziesięcioleci, ułatwili nabywcom polimerów możliwość bezpośredniego zakupu materiałów pierwotnych. Nieskomplikowany łańcuch dostaw zapewnia niezmiennie solidną jakość.

Gospodarka o obiegu zamkniętym, oparta na materiałach poddawanych recyklingowi, jest wciąż w powijakach i w stanie rozdrobnienia. W Europie działa tylko około 20 dużych graczy na rynku plastiku z surowców pierwotnych, natomiast istnieje ponad 800 podmiotów zajmujących się recyklingiem. Ponadto popyt na plastik z recyklingu utrzymuje się na niskim poziomie, stanowiąc jedynie 6% całkowitego popytu ze względu na przystępne ceny ropy. Z tego względu inwestycje w sektorze były jak dotąd ograniczane do minimum, przez co zmiana nie jest wyraźna, lecz przebiega stopniowo.

Transformację sektora plastiku z recyklingu komplikują dodatkowo wyzwania techniczne. Każdy podmiot zajmujący się recyklingiem plastiku zna trudności związane z gromadzeniem, ponownym rozdrabnianiem, mieszaniem i szukaniem nabywcy. To powolny proces, który dodatkowo komplikuje fakt, że branża jest w niewielkim stopniu znormalizowana. Chociaż większość podmiotów zajmujących się recyklingiem posiada podstawowe analizy dotyczące podstawowych surowców, nabywcy często sami muszą testować potencjalne źródła pod kątem dodatków, gęstości, szybkości płynięcia i zanieczyszczeń, aby znaleźć odpowiednią klasę lub odpowiednie zastosowanie. Zrozumiałe jest, że materiały z recyklingu przeznaczone do kontaktu z żywnością są szczególnie drogie. Z uwagi na potrzebę kompleksowej analizy zdobycie od jednego dostawcy dużych partii plastiku z recyklingu dowolnej klasy jest trudne lub niewspółmiernie drogie. Ponadto, nawet jeżeli nabywca może zabezpieczyć źródło, musi nagłowić się, jak rozwiązać problem jednorazowej logistyki z punktu A do punktu B.

Gospodarka o obiegu zamkniętym oparta na rozwiązaniach cyfrowych

Jeżeli Europa chce zbudować prawdziwą gospodarkę o obiegu zamkniętym, opartą na prężnie rozwijającym się sektorze gospodarowania odpadami plastikowymi, wartym wiele miliardów euro, konieczna jest lepsza współpraca między kluczowymi graczami w celu usprawnienia procesu już na starcie. Dlatego cyfrowe połączenie łańcucha dostaw na jednej platformie będzie stanowiło punkt zwrotny.

Poly to Poly, innowacyjne francuskie przedsiębiorstwo typu start-up działające zgodnie z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym, to jedna firma łącząca na jednej platformie blisko 300 podmiotów zajmujących się recyklingiem polimerów w całej Europie, w celu konsolidacji procesu zamówień. Firma ma własne laboratorium do analizowania i certyfikowania każdego źródła polimerów dostępnego na platformie pod kątem własnych rygorystycznych norm bezpieczeństwa i jakości, a także uregulowań Komisji Europejskiej. Mając pełny wgląd w jakość wyszczególnionych materiałów, Polytopoly.com może łatwo dopasować specjalne wymogi producenta dotyczące klasy, ceny, ilości, jakości i właściwości do różnych rozwiązań dostępnych u różnych podmiotów zajmujących się recyklingiem.

Gromadząc dane o różnych materiałach w jednym miejscu, platforma oferuje również nowy poziom przejrzystości rynku. Platforma automatycznie łączy dane o cenie i jakości, co znacznie ułatwia proces podejmowania decyzji. Wyświetlanie cen uwzględniających dostawę znacznie ułatwia porównanie różnych opcji materiałów z recyklingu w zestawieniu z materiałami pierwotnymi. Poprzez scalenie łańcucha dostaw platforma Polytopoly.com wytycza drogę ku łatwiejszej koordynacji i może wykorzystywać sieć do łatwiejszego wyszukiwania materiałów również z ramienia producentów.

Trafnym przykładem jest producent elementów kompozytowych, który zgłosił się do Polytopoly.com o pomoc w znalezieniu odpowiedniego źródła plastiku z recyklingu do wyrobu materiałów budowlanych. Producent miał dwa podstawowe wymogi. Po pierwsze materiały z recyklingu musiały nadawać się do łączenia z drewnem w określony sposób, tak aby zachować wytrzymałość, lecz równocześnie zapewniać plastyczność w procesie produkcji. Po drugie produkt końcowy musiał mieć specjalne cechy przepuszczalności. Połącznie tych dwóch wymogów stanowiło interesujące zamówienie. Opierając się na wiedzy fachowej laboratorium Poly to Poly, producent mógł przed złożeniem zamówienia przetestować potencjalne źródła materiałów posiadających wymagane cechy.

Oszczędność węgla

Produkcja elementów kompozytowych to jeden ze sposobów na wykorzystanie plastiku z recyklingu, przekładające się na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla i pozwalające uniknąć składowania milionów butelek i innych jednorazowych przedmiotów na wysypiskach odpadów oraz wyrzucania ich do oceanów. Jednak materiał ten można wykorzystać na tysiące sposobów na całym świecie. Dzięki połączeniu łańcucha dostaw oraz uzyskaniu niezbędnej wiedzy fachowej umożliwiającej dopasowanie specyfikacji do źródła dostaw, platforma Polytopoly.com może przyczynić się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla o miliony ton. A każda tona plastiku z recyklingu pozwala zaoszczędzić od trzech do pięciu baryłek ropy. Wreszcie, platforma może również pomóc w ograniczeniu transportu materiałów, ułatwiając kontakt między lokalnymi producentami i dostawcami. To model, który można powielić na całym świecie.

Ostatni spadek cen ropy, który przełożył się na obniżenie cen plastiku z surowców pierwotnych, nie osłabił zainteresowania plastikiem z recyklingu. Wiele problemów wciąż czeka na rozwiązanie, w tym wdrożenie technik recyklingu umożliwiających wykorzystanie polimerów z recyklingu do produkcji wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością. Jednak największym wyzwaniem stojącym przed tym sektorem będzie osiągnięcie korzyści skali i standaryzacja, dzięki którym producenci nie będą musieli martwić się o wiarygodność źródła dostawy lub wybierać między konkurencyjną ceną a zrównoważonym charakterem. Będą mogli mieć jedno i drugie.

Magazyny odpowiadały za 70% wartości transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w 3 kw.

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w trzecim kwartale 2020 roku szacowana jest wstępnie na 1,05 mld euro. Jak podała firma doradcza Savills za około 70% całkowitego wolumenu odpowiadał sektor magazynowy, co obrazuje aktualny sentyment inwestorów zwrócony w kierunku obiektów logistycznych, zwłaszcza dedykowanych sektorowi e-commerce.

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości magazynowych w trzecim kwartale 2020 r., według wstępnych analiz Savills, wyniosła około 740 mln euro, co stanowi zdecydowaną większość całkowitego wolumenu w tym okresie. Firma zaznacza, że udział sektora magazynowego może ulec zwiększeniu po finalnym podsumowaniu danych za trzeci kwartał.

Jednocześnie jest to już teraz najlepszy wynik sektora magazynowego w ujęciu rocznym. Dotychczas najwyższy wolumen na tym rynku odnotowano w 2018 r., kiedy wyniósł on 1,8 mld euro. Wartość transakcji, których przedmiotem były obiekty logistyczne od początku 2020 roku osiągnęła już poziom blisko 1,9 mld euro, co stanowi około połowę całego kapitału zainwestowanego na rynku nieruchomości w tym okresie. Od początku 2020 r. do końca trzeciego kwartału magazyny odnotowały jednocześnie blisko 200% wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

„Aktywność inwestorów w 2020 r. wyraźnie pokazuje dominację sektora magazynowego. Już teraz wiemy, że ten rok jest rekordowy dla magazynów, które nigdy wcześniej nie odnotowały tak wysokiego wyniku i również na koniec roku mogą pozostać liderem spośród wszystkich segmentów rynku nieruchomości komercyjnych pod względem wartości transakcji inwestycyjnych. Magazyny stały się klasą aktywów pierwszego wyboru wśród inwestorów, co przełożyło się na znaczny wzrost popytu inwestycyjnego, a ten z kolei przyczynił się do kompresji stóp kapitalizacji w przypadku najbardziej pożądanych aktywów” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Całkowity wolumen inwestycyjny odnotowany w trzecim kwartale dla wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych (1,05 mld euro) oznacza spadek o około 12% w stosunku do poprzedniego kwartału i o około 43% w relacji do trzeciego kwartału w roku ubiegłym. Wartość transakcji inwestycyjnych sfinalizowanych od początku 2020 roku do końca trzeciego kwartału szacowana jest na poziomie około 3,98 mld euro, czyli o około 14 pkt. proc. mniej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

 

Według analityków Savills spowolnienie aktywności inwestorów w trzecim kwartale jest efektem pandemii Covid-19. Na wynik w drugim kwartale złożyły się w przeważającej części transakcje rozpoczęte jeszcze w 2019 roku lub na początku 2020.  Relatywnie niski wolumen w trzecim kwartale jest efektem ograniczenia aktywności uczestników rynku podczas lockdownu i wywołanego pandemią spowolnienia gospodarczego mającego bezpośredni wpływ na spadek nastrojów inwestorów.

Sektor biurowy uplasował się na drugim miejscu z wolumenem transakcji w trzecim kwartale wynoszącym około 210 mln euro i 1,54 mld euro w okresie od początku roku. Aktywność inwestorów w segmencie nieruchomości handlowych pozostaje na niskim poziomie. W trzecim kwartale w sektorze tym zainwestowano zaledwie około 90 mln euro, a od stycznia jedynie 535 mln euro, co stanowi tylko 13% całkowitej wartości transakcji i odzwierciedla spadek o 43% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

„Prognozujemy, że tradycyjnie ostatni kwartał roku będzie kluczowy dla całorocznego wolumenu transakcji inwestycyjnych. Szacujemy, że na koniec roku wartość transakcji może przekroczyć 6 mld euro, co przełoży się na spadek o 20-25% rok do roku. Z dużym prawdopodobieństwem będzie to jednak trzeci najwyższy wynik w historii rynku inwestycyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce, pomimo wyzwań związanych z Covid-19” – podsumowuje Tomasz Buras z Savills.

Nowe technologie redukują korzyści wynikające z ekonomii skali

Wygląda na to, że w najbliższym czasie w bardzo wielu gałęziach gospodarki możemy się spodziewać rozproszenia struktur rynkowych. Widać to wyraźnie w branżach, w których tradycyjnie powstawały naturalne monopole.

Najlepszym przykładem jest rynek energii. Przez dziesiątki lat uważano, że zbudowanie na danym terenie elektrowni oznacza, że w określonym promieniu budowa drugiej będzie nieopłacalna. Gdyby powstała druga, nierentowne byłyby obie. Elektrownie stawały się więc naturalnymi, lokalnymi monopolistami, co – nawiasem mówiąc – doprowadziło do konieczności daleko idących regulacji rynku energetycznego.

Podobna sytuacja miała miejsce na rynku sklepów wielkopowierzchniowych. W Stanach Zjednoczonych zawsze uważano, że otwarcie pełnowymiarowego hipermarketu ma sens tylko w miejscowościach, które mają co najmniej 20 tysięcy mieszkańców. Charles P. Rumelt w swojej doskonałej książce „Good Strategy / Bad Strategy” opisuje, w jaki sposób ta reguła została złamana przez Walmart. Dzięki innowacyjnym na owe czasy procedurom oraz ekonomii skali sieć do tego stopnia ograniczyła koszty operacyjne, że zaczęła otwierać sklepy w znacznie mniejszych miejscowościach, stając się lokalnym monopolistą.

Te reguły gry zmieniają się wraz z pojawieniem się nowych technologii. Na rynku energetycznym coraz ważniejszą rolę pełnią drobni wytwórcy. Proces ten będzie postępował wraz ze wzrostem wydajności paneli fotowoltaicznych oraz pojawieniem się elektrowni wiatrowych dużej mocy. Giganci rynku e-commerce tacy jak Amazon bez kompleksów rywalizują z Walmartem i innymi dużymi sieciami handlowymi.

Przeniesienie procesów biznesowych do Internetu powoduje, że będą się musiały zmienić struktury przedsiębiorstw. Przede wszystkim swoją przewagę konkurencyjną stracą firmy, które mają rozbudowane struktury regionalne. Do tej pory lokalne oddziały były świetnym narzędziem do pozyskiwania klientów. Obecnie, gdy klientów pozyskuje się przez internet, stają się głównie źródłem kosztów. Wzrastające możliwości w zakresie zdalnej obsługi klienta spowodują, że firmy ograniczą zatrudnienie i skoncentrują obsługę klienta w wyspecjalizowanych centrach.

W kolejce do zmian stoją branże, które do tej pory miały strukturę oligopolu (kilku dominujących dostawców). Drobni producenci zaczną wkrótce atakować koncerny motoryzacyjne. Rozwój komunikacji bezprzewodowej spowoduje, że startupy telekomunikacyjne będą odbierać klientów wielkim telekomom. Koncerny medialne już od dawna tracą na znaczeniu, a korzystają z tego blogerzy oraz inni niezależni twórcy ciekawych treści.

Ekonomia skali jako źródło przewagi konkurencyjnej będzie tracić na znaczeniu, a najszybciej stanie się to w państwach najbardziej rozwiniętych. Trudno o dokładne statystyki, ale według różnych źródeł w USA małe przedsiębiorstwa w 2019 roku wypracowały od 44 proc. do 50 proc. produktu krajowego brutto. Tworzą one miejsca pracy, są niezastąpionym źródłem innowacji, przyczyniają się do aktywizacji zawodowej kobiet czy mniejszości etnicznych.

Bez wątpienia czekają nas zmiany na lepsze. Miejmy nadzieję, że dzięki nim światowe i lokalne struktury gospodarcze staną się bardziej demokratyczne, a podział produktu krajowego bardziej zdywersyfikowany.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Pandemia oszczędza ceny mieszkań za to uderza w rynek najmu

Sprzedający nie odczuwają jeszcze spadku popytu na tyle żeby redukować ofertowe ceny mieszkań. Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych jest na pewno lepsza od oczekiwań sprzed sześciu miesięcy. Popyt na zakup mieszkania z pomocą kredytu hipotecznego jest niewiele mniejszy niż przed rokiem, jednak banki efektywnie hamują kupujących w wyniku czego akcja kredytowa wyraźnie się zmniejszyła. Pandemia szybciej uderzyła jednak w rynek najmu, dlatego III kwartał nie przyniósł pozytywnych informacji.

Na rynku wtórnym lekkie wzrosty cen w trzecim kwartale

Oczekiwania sprzedających mieszkania na rynku wtórnym w trzecim kwartale bieżącego roku były nieco wyższe niż w przypadku kwartału poprzedniego. Tempo wzrostu przeciętnych cen ofertowych na największych rynkach w Polsce wynosiło od 1% do 2,3%. Największa zmiana była zaobserwowana w Krakowie, cena średnia za 1m2 lokalu mieszkalnego osiągnęła w okresie od lipca do września poziom 9 313 złotych, czyli o 212 złotych więcej niż w II kw. bieżącego roku (zmiana o 2,3% kw./kw.). Podobny wzrost o niespełna 2% odnotowano jedynie w Gdyni. W Warszawie ceny ofertowe zmierzały do średniego poziomu 11 tys. zł/m2, a dokładnie w III kw. tego roku średnia cena ofertowa wynosiła 10 956 zł/m2.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w III kwartale 2020 r.

II kw. III kw. zmiana kw./kw.
Warszawa 10 802 10 956 1,4%
Kraków 9 101 9 313 2,3%
Gdańsk 9 265 9 362 1,0%
Gdynia 8 000 8 144 1,8%
Poznań 7 383 7 485 1,4%
Wrocław 7 966 8 095 1,6%

źródło: SonarHome.pl

W samym wrześniu przeciętny poziom cen oferowanych mieszkań w stolicy przekroczył poziom 11 tys. zł/m2. Pozostałe większe zmiany cen miały miejsce jedynie w Gdańsku, Gdyni i Krakowie, gdzie wzrost ceny wynosił od 1 do 1,2% w porównaniu do sierpnia. W Poznaniu i Wrocławiu ostatni miesiąc kwartału nie przyniósł żadnych zmian. Pozytywny wpływ na sytuację na rynku mieszkań, mają rekordowo niskie stopy procentowe oraz wysoka wartość gotówki w obiegu, przez co Ci, którzy źle czują się na rynkach kapitałowych wciąż myślą o przechowaniu wartości pieniądza w nieruchomościach.

Banki wciąż efektywnie blokują popyt na kupno mieszkania z pomocą kredytu hipotecznego. Aktualnie dostępne dane (na dzień 08.10.20r.) dają nam informację o akcji kredytowej do sierpnia bieżącego roku. Zgodnie z danymi BIK liczba udzielonych kredytów w sierpniu wciąż była o 21,5% niższa od tej z ubiegłego roku. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że spadek liczby wniosków (świadczący o wielkości popytu) nie jest aż tak wysoki, przykładowo w sierpniu wynosił jedynie 7%. Oznacza to, że wiele wniosków zostaje rozpatrzonych negatywnie przez banki, a sprzedający dłużej muszą czekać na zawarcie transakcji – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego we wrześniu 2020 r.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego we wrześniu 2020
źródło: SonarHome.pl

Niełatwo jest otrzymać aktualne informacje na temat cen transakcyjnych. W dużej mierze jest to spowodowane opóźnieniem w digitalizacji tych danych w powiatowych rejestrach cen i wartości. Krótko po zakończeniu danego kwartału trzeba bazować jedynie na szacunkach. Dlatego dynamika i kierunek zmiany cen średnich w poszczególnych miastach potrafią się często różnić w zależności od instytucji publikujących raporty cen transakcyjnych (np. NBP; PKO BP; GUS). Co ciekawe różnice dla danych miejscowości potrafią być znaczne i dobrze jest zwrócić na to uwagę. Obecnie, na początku października, jedyne dostępne dane transakcyjne dotyczą II kw. 2020 roku. Śledząc publikacje wspomnianych wcześniej instytucji, mimo znaczących różnic w dynamice zmian cen pomiędzy poszczególnymi raportami, można wyciągnąć jeden spójny wniosek – w większości miast wojewódzkich w II kw. 2020 roku doszło do wzrostu cen mieszkań z rynku wtórnego. Na dane z III kw. br. musimy poczekać przynajmniej do końca listopada.

Pandemia odciska piętno na czynszach najmu

Choć ceny ofertowe mieszkań na ten moment nie spadają, to zmiany są widoczne w przypadku czynszów najmu. Trzeci kwartał nie był łaskawy nawet dla największych rynków w Polsce. Zgodnie z danymi Rentier.io stawki czynszów w III kw. 2020 były niższe od tych sprzed roku niezależnie od wielkości wynajmowanego mieszkania. Największe zmiany dotyczyły mieszkań do 60 m2, ponieważ tych na rynku najmu jest najwięcej. Czynnikiem, który wpływał na spadek kwot, jakie najemcy będą płacili za najem mieszkania był wzrost podaży, który nastąpił po konwersji mieszkań wynajmowanych krótkoterminowo, na te wynajmowane w długim terminie. Ponadto szczyt sezonu, który zawsze przypadał na okres wakacyjny od lipca do września w tym roku nie miał miejsca. Niektórzy studenci wrócili do dużych miast, w głównej mierze Ci pracujący bądź kontynuujący naukę w formie hybrydowej. Dłuższe oczekiwanie na najemcę zmusiło część właścicieli mieszkań do obniżki czynszów już na etapie oferty.

Roczna zmiana stawek czynszów najmu w III kw. 2020 w podziale na wielkość mieszkania

  < 35 m2 35 – 60 m2 > 60 m2
Warszawa -4,0% -5,6% 0,0%
Kraków -5,0% -4,0% 0,0%
Gdańsk -2,3% -4,5% -3,0%
Gdynia -5,3% 5,0% -4,3%
Poznań 4,0% 2,4% -3,1%
Wrocław -5,0% -5,0% -0,9%
Łódź -0,5% 0,2% 8,4%
Średnia -2,6% -1,6% -0,4%

źródło: SonarHome.pl na podstawie danych Rentier.io