W Polsce zarobki w budownictwie prawie pięć razy wyższe niż na Ukrainie, w transporcie trzykrotnie

Z „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że 3 na 4 Ukraińców pracuje w Polsce na stanowiskach niższego szczebla. Nadal jednak bardzo im się to opłaca. Eksperci Personnel Service wskazują, że za tę samą pracę wykonywaną nad Wisłą pracownicy z Ukrainy zarabiają od 3 do prawie 5 razy więcej niż w swojej ojczyźnie. Największe różnice w płacach widać w budownictwie, gdzie polska pensja jest nawet o 390% wyższa od ukraińskiej. Niemal cztery razy więcej Ukrainiec zarobi w Polsce jako kasjer lub sprzedawca i ponad trzy razy więcej w transporcie i logistyce.

Zarobki w Polsce i na Ukrainie_Porównanie

Pracownik z Ukrainy znajdując zatrudnienie w polskim hotelu i pracując legalnie przez 9 miesięcy jest w stanie zarobić tyle, ile na Ukrainie otrzymałby za prawie 3,5 roku tej samej pracy. Do tego oczywiście dochodzi niski koszt utrzymania na miejscu. Z naszego „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że aż 2 na 3 pracowników z Ukrainy na utrzymanie w Polsce przeznacza nie więcej niż 500 zł miesięcznie. Z jednej strony to pochodna tego, że wielu pracodawców oferuje Ukraińcom dodatkowe benefity, z drugiej strony, pracownicy ze Wschodu są nastawieni na krótkoterminowy zarobek, dlatego gromadzą a nie wydają kapitał – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Budownictwo najbardziej opłacalne

Raczej nie będzie zaskoczeniem, że listę najbardziej opłacalnych zawodów dla pracowników z Ukrainy otwiera budownictwo. Z porównania danych z urzędów statystycznych obu krajów (State Statistics Service of Ukraine oraz Główny Urząd Statystyczny) za I kwartał 2018 roku wynika, że średnia miesięczna pensja w branży budowlanej na Ukrainie wynosi zaledwie 976 zł[1], podczas gdy w Polsce 4747,27 zł. To oznacza, że Ukrainiec w kraju nad Wisłą może zarobić prawie 5 razy więcej niż w swojej ojczyźnie.

Budownictwo to jedna z tych branż, która zatrudnia najwięcej pracowników z Ukrainy. Tylko w  2017 roku złożono aż 214 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy kadrze ze Wschodu. Boom na pracowników z tego kraju jest oczywiście podyktowany ożywieniem na rynku nieruchomości. Ukraińcy natomiast chętnie do nas przyjeżdżają do pracy na budowie, bo wizja pięciokrotnie wyższych zarobków jest kusząca – mówi Krzysztof Inglot.

Gastronomia bardzo dobrze płaci

Emigracja zarobkowa do Polski jest korzystna dla Ukraińców pracujących w sektorze hotelarskim i gastronomicznym. Średnia miesięczna pensja w branży HoReCa na Ukrainie wynosi zaledwie 784 zł, podczas gdy w Polsce 3557,15 zł. Zatem różnica wynosi aż 350%.

Z danych Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2017 roku pracodawcy z sektora gastronomicznego i hotelarskiego złożyli 42 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom.

W przetwórstwie przemysłowym czterokrotnie wyższe zarobki niż na Ukrainie

Bardzo dobrze finansowo na wyjeździe do Polski wychodzą pracownicy z sektora przetwórstwa przemysłowego. Polskie zakłady płacą aż czterokrotnie lepiej niż ich koledzy na Ukrainie. W tym sektorze obywatel Ukrainy potrzebuje tylko tygodnia pracy, aby otrzymać równowartość ukraińskiej miesięcznej pensji, która wynosi zaledwie 1181 zł.

Polski przemysł się rozwija, dlatego zapotrzebowanie na pracowników rośnie, zwłaszcza tych wykwalifikowanych. Firmy zabiegają o kandydatów, ponieważ brak rąk do pracy skutkuje zastojami u dostawców, opóźnieniami w realizacji zamówień, a nawet odrzucaniem nowych zleceń. Na to wiele przedsiębiorstw nie może sobie pozwolić – mówi Krzysztof Inglot.

Pracodawcy z sektora przetwórstwa przemysłowego w 2017 roku założyli aż 217 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom.

W handlu ponad trzykrotna przebitka

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w I kwartale 2018 roku średnie zarobki w sektorze handlowym wynosiły 4600,15 zł. Oznacza to, że Ukrainiec zatrudniony w handlu, np. jako kasjer lub sprzedawca, na miesięczną pensję ukraińską, wynoszącą 1248 zł, musi pracować nieco ponad tydzień.

W ubiegłym roku 63 tys. pracodawców z sektora handlu złożyło oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Ukrainy.

W transporcie trzykrotność pensji ukraińskiej

Branża transportowa i magazynowa stale się rozwija, o czym świadczy rozbudowana flota transportu drogowego oraz rosnące zaplecze magazynowe. Z raportu CBRE „Rynek magazynowy w Polsce w I kwartale 2018” wynika, że powierzchnia magazynowa wynosi obecnie 13,9 mln mkw., czyli o ponad 20% więcej niż w analogicznym okresie 2017 roku. Co więcej, w budowie znajduje się rekordowa ilość powierzchni magazynowych (1,8 mln mkw.). To generuje zwiększone zapotrzebowanie na kadrę. Widać to m.in. w liczbie złożonych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom. Pracodawcy z sektora transportowego i magazynowego złożyli ich w 2017 roku aż 76 tys.

Pracownicy z Ukrainy mogą cieszyć się z polskich zarobków w firmach transportowych i logistycznych, bo są one o ponad 220% wyższe niż w ich ojczyźnie. W kraju nad Wisłą zarobki w I kwartale 2018 roku wyniosły 4166,10 zł, podczas gdy na Ukrainie zaledwie 1286 zł.

[1] Założony średni kurs: 1 zł – 7 hrywien.

…i wracamy do wojen handlowych

Tryb apetytu na ryzyko został wyłączony na rynkach finansowych wraz z ogłoszeniem nowej salwy w wojnie handlowej USA z Chinami. Wraca presja na waluty surowcowe i rynków wschodzących, przewagę odzyskuje USD, ale też JPY i CHF. Poza dyskusjami o sporach handlowych dziś pod obserwacją będą decyzje RPP i Banku Kanady.

Spokój w temacie wojen handlowych nie trwał długo, gdyż w nocy administracja USA poinformowała, że jego gotowa z listą wartych ok. 200 mld USD towarów importowanych z Chin, które będą analizowane pod kątem nałożenia na nie cła w wysokości 10 proc. Jest to kolejny krok w walce z deficytem handlowym po wdrożonych w ubiegłym tygodniu cłach w wysokości 25 proc. na towary warte 34 mld USD i kolejnych 16 mld USD czekających na uruchomienie (prawdopodobnie na początku sierpnia). Decyzja Białego Domu nie jest całkowitym zaskoczeniem – prezydent Trump przestrzegał wcześniej, że jeśli Chiny odpowiedzą na jego cła (a w piątek odpowiedziały), będą szykowane dalsze sankcje. Z rynków finansowych wyparował apetyt na ryzyko z największymi szkodami dla akcji, surowców i walut ryzykownych, ale nie widać szerszej paniki. Pekin jak na razie wstrzymuje się z bezpośrednią odpowiedzią i apeluje o współprace. Z drugiej strony juan traci dziś 0,5 proc. i tolerowanie takiego stanu rzeczy przez chińskie władze będzie w pewnym sensie działaniem odwetowym. Ogólnie jednak wracamy do handlu na podwyższonej nerwowości z preferencją bezpiecznych przystani. Sprzedaż AUD/USD i NZD/USD będą preferowanymi kanałami w ramach walut G10; USD/JPY będzie musiał przyhamować z zapędami na 112 (przez dołujący rynek akcji); nie są to też warunki, by EUR/USD piął się do 1,18, a EUR/PLN zbliżał do 4,30. Będzie za to łatwiej, by awersja do ryzyka zaiskrzyła pod pretekstem każdej małej informacji.

W tle wojen handlowych mamy decyzje dwóch banków centralnych. W Polsce przed nami kolejne mało wnoszące posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej bez zmian w poziomie stóp procentowych. Od ostatniego posiedzenia po stronie gospodarki realnej niewiele uległo zmianie. CPI odbija w oparciu o wyższe ceny ropy naftowej, ale poza tym nie widać nasilania presji inflacyjnej. Z kolei po stronie produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej widać mocne odczyty. Na konferencji prezes Glapiński może być zapytany o ostanie osłabienie złotego i czy NBP ma zamiar z tym cokolwiek robić, ale wątpimy, aby bank centralny miał zamiar ingerować w mechanizmy rynkowe.

Ciekawiej może być w Kanadzie, gdzie podwyżka stopy overnight o 25 pb do 1,50 proc. jest szeroko oczekiwana, ale też niemal w całości zdyskontowana. W przemówieniu w ubiegłym tygodniu prezes BoC Poloz brzmiał optymistycznie, wyrażając zadowolenie z ogólnego stanu gospodarki, jednocześnie bagatelizując jednorazowe „wyskoki” w danych miesięcznych. W tym ostatnim zdawał się odnosić się do rozczarowującego odczytu majowej sprzedaży detalicznej, podczas gdy dobrą kondycję gospodarki potwierdził wyższy od oczekiwań odczyt PKB za kwiecień. Ponadto kwartalna ankieta banku centralnego wśród przedsiębiorstw wskazała na wzrost ogólnego wskaźnika nastrojów do najwyższego poziomu od 2011 r. W badaniu widać było też wzrost oczekiwań inflacyjnych i napięć na rynku pracy z powodu niedoboru pracowników. Co może pójść źle? Ankiety wśród przedsiębiorstw były przeprowadzone zanim USA ogłosiły cła na import stali i aluminium. Stąd podwyżka może być okraszona ostrożnym komunikatem z podkreśleniem obaw o skutki globalnych konfliktów handlowych. Przy aktualnym klimacie inwestycyjnym jest realne, że większe ryzyko leży w „sprzedaży faktów” i realizacji zysków z ostatniej fali aprecjacji CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport UKE: W 2017 roku Polacy wysłali prawie 50 miliardów SMS-ów

Urząd Komunikacji Elektronicznej opublikował coroczny „Raport o stanie rynku telekomunikacyjnego w Polsce w 2017 roku” z którego wynika, że na koniec minionego roku aktywnych było ponad 53 milionów kart SIM, czyli o 4% mniej niż w 2016 roku. To jedna z prawdopodobnych przyczyn spadku liczby SMS-ów wysłanych przez użytkowników polskich sieci. W 2017 roku Polacy łącznie nadali 49,2 miliarda krótkich wiadomości tekstowych, o 2% mniej niż 12 miesięcy wcześniej. Innym powodem spadku liczby wysłanych SMS-ów jest rosnąca wciąż popularność mobilnych komunikatorów oraz portali społecznościowych.

– W raporcie UKE nie znajdziemy ani słowa na temat poszczególnych segmentów rynku SMS, ale my od dawna obserwujemy dynamiczny wzrost ruchu wiadomości wysyłanych w modelu a2p (application to person), który napędzają firmy oraz instytucje. – mówi Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip. – Mam na myśli tutaj ruch SMS-ów generowanych np. przez systemy bankowe, e-commerce, powiadomienia przesyłane przez gminy, a także kampanie mobilne realizowane z wykorzystaniem SMS-ów. Spodziewam się, że ten segment rynku nadal będzie rosnąć, tak samo jak marketing mobilny, po który sięga coraz więcej firm oraz instytucji w Polsce. SMS to wciąż najlepsze narzędzie dotarcia do klienta: skuteczne, nie liczone jako spam, dobrze widziane przez odbiorców. – dodaje.

Łączna liczba wysłanych SMS-ów
Łączna liczba wysłanych SMS-ów

Mimo spadku wysyłanych SMS-ów dane w raporcie wskazują, że wśród wybranych państw Unii Europejskiej Polska wciąż znajduje się znacznie powyżej średniej, z wykorzystaniem na poziomie 77 krótkich wiadomości tekstowych miesięcznie. Średnia dla wybranych państw europejskich jest niższa o 18 wiadomości i wynosi 59 SMS-ów przypadających na jednego aktywnego użytkownika.

Raport UKE wskazuje na wyraźny wpływ obowiązku rejestracji kart SIM na zmniejszenie się liczby kart prepaid na rynku. Na koniec 2017 roku ich liczba w porównaniu z 2016 rokiem spadła o 22,3% do wartości 17,8 milionów. Prawie 65% wszystkich użytkowników sieci mobilnych korzysta z usług w modelu postpaid.Liczba użytkowników kart SIM

MMS coraz bardziej popularny

Z raportu UKE wynika, że w 2017 roku użytkownicy polskich sieci mobilnych wysłali 1,4 miliarda MMS-ów, czyli aż o 39% więcej niż rok wcześniej. Średnio na jednego mieszkańca Polski przypadło 38 takich wiadomości wobec 27 w poprzednim roku i 19 wiadomościach MMS w 2015 roku.

– Ustalenia z raportu UKE dowodzą, że użytkownicy chętnie dzielą się swoimi zdjęciami nie tylko na Facebooku, Messengerze czy poprzez inne serwisy społecznościowe, ale również coraz częściej przesyłają taką zawartość bezpośrednio na numer telefonu odbiorcy. W niedalekiej przyszłości będą mogli udostępniać w taki sam sposób również wysokiej jakości zdjęcia, filmy, animacje i grafiki. Wszystko to dzięki rozwiązaniu Rich Communication Services (RCS), które jest kolejnym etapem rozwoju standardu SMS i MMS. Obserwujemy duże zainteresowanie polskich operatorów uruchomieniem infrastruktury RCS, która otworzy przed użytkownikami sieci nowe możliwości komunikacyjne. – mówi Zelijko Bak, Program Manager w firmie Infobip odpowiedzialny za rozwój standardu RCS.Średnia liczba wysłanych SMS-ów miesięcznie na jednego użytkownika w krajach UE

Ponad miliard SMS-ów wysłanych w roamingu

Według raportu UKE systematycznie zwiększa się łączna liczba wiadomości SMS wysyłanych w roamingu. Szczególnie gwałtowny wzrost odnotowano w 2017 r. Abonenci polskich sieci korzystający z roamingu za granicą wysłali ponad 1 mld SMS-ów, o ok. 65% więcej niż rok wcześniej.

Ruch wysyłanych wiadomości SMS napędziło wprowadzenie w czerwcu 2017 roku zasady „Roam Like At Home”, wyrównującej stawki za połączenia głosowe, wiadomości SMS i transmisję danych w Polsce i w innych krajach europejskich. Dzięki temu klienci polskich operatorów mogli korzystać z telefonu w Unii Europejskiej na tych samych zasadach co w kraju. Przełożyło się to na znaczący wzrost zainteresowania usługami w roamingu.

– Czas wakacji nie oznacza wcale, że turyści zostawiają swoje telefony w domu. Wręcz przeciwnie, aktywnie wykorzystują je podczas wyjazdów – nawigują nimi, przeglądają Internet, słuchają muzyki, uwieczniają wakacyjne chwile i oczywiście dzielą się nimi za pośrednictwem mediów społecznościowych. To wszystko oznacza, że cały czas są online, a smartfon mają przy sobie. – mówi Kamila Górna. –  Właśnie dlatego kampanie mobilne są takie skuteczne, bo docierają do odbiorców przez cały rok, również w wakacje. Pozostaje tylko odpowiednio dobrać temat kampanii i grupę docelową. – podkreśla.

Operatorzy coraz mniej zarabiają na SMS-ach

Spadek liczby wysłanych wiadomości tekstowych jest jednym z powodów od kilku lat malejących przychodów operatorów. Tendencja zapoczątkowana w 2012 roku potwierdziła się również w 2017 r. W roku ubiegłym z usług telefonii mobilnej operatorzy uzyskali łączny przychód na poziomie 15 mld zł i były o prawie 11% niższe niż rok wcześniej.Średnia liczba wysłanych SMS-ów miesięcznie na jednego użytkownika w krajach UE

Pełna treść raportu UKE – https://www.uke.gov.pl/akt/raport-o-stanie-rynku-telekomunikacyjnego-w-2017-roku,93.html

Decyzja RPP- prawdopodobnie bez zmian

W środowy poranek nasza waluta ponownie traci na wartości, wygląda na to że o umocnieniu złotówki możemy znów przynajmniej na chwilę zapomnieć.

Jest to najprawdopodobniej skutek kolejnych zapowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych w sprawie wojny handlowej. Administracja Donalda Trumpa poinformowała o chęci narzucenia kolejnych ceł na towary importowane z Chin. Wiadomość ta nie podziałała dobrze na rynki i spowodowała zmniejszenie apetytu na ryzyko wśród inwestorów. Wiąże się to oczywiście z tym, że waluty rynków wschodzących będą traciły na wartości.

Najprawdopodobniej również naszej walucie nie pomoże dziś kończące się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie ma praktycznie żadnych przesłanek ani głosów, by gołębie nastawienie jej członków miało się w najbliższym czasie zmienić. Analitycy zakładają, że po raz kolejny już stopy procentowe w Polsce pozostaną na niezmienionych poziomach. Również konferencja nie powinna przynieść żadnych zaskakujących informacji.

Tymczasem dolar wyceniany jest na 3,68 zł. Cena wspólnej waluty wzrosła do 4,32 zł. Funt brytyjski kosztuje aktualnie 4,89 zł, a za franka szwajcarskiego zapłacimy 3,71 zł.

Po południu Stany i Kanada

Dzisiejsze popołudnie będzie zdecydowanie ciekawsze od wczorajszego. W Stanach Zjednoczonych zaplanowano publikację dynamiki inflacji producenckiej, a także tygodniowej zmiany zapasów paliw. Nie są to jednak aż tak istotne dane dla inwestorów, niemniej jednak możemy zobaczyć nieco zwiększoną aktywność inwestorów w okolicy odczytów.

Nieco ciekawsze dane napłyną do nas z Kanady. Możemy spodziewać się znacznej zmienności na parach powiązanych z dolarem kanadyjskim. Będzie to miało związek z decyzją tamtejszego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Analitycy zgodnie twierdzą, że członkowie BoC zdecydują się na podniesienie jej z 1,25% do 1,5%.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Mariusz Glenszczyk nowym Prezesem Zarządu TiM S.A.

Mariusz Glenszczyk, Prezes Zarządu TiM S.A.
Mariusz Glenszczyk, Prezes Zarządu TiM S.A.

Rada Nadzorcza TiM S.A. powołała z dniem 1 lipca 2018 roku pana Mariusza Glenszczyka na stanowisko Prezesa Zarządu, pełniącego dotychczas funkcje: Wiceprezesa Zarządu, Dyrektora ds. Handlu i Marketingu oraz Pełnomocnika Zarządu ds. Zintegrowanego Systemu Jakości. Do zarządu Spółki dołączyła również pani Ewa Krzuś-Wiśniewska, która objęła stanowisko Członka Zarządu, Dyrektora ds. Handlu i Trade Marketingu.

Powyższe zmiany były konsekwencją przyjętej przez Akcjonariuszy polityki rozwoju organizacji, w ramach której pan Tomasz Jurczyk, jeden z założycieli Spółki oraz jej akcjonariusz, pełniący dotychczas funkcję Prezesa, podjął nowe wyzwania zawodowe, poza strukturami organizacji, z którą był związany od 28 lat.

Nowo powołany Prezes Zarządu Mariusz Glenszczyk, obejmujący jednocześnie stanowisko Dyrektora Generalnego, posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie budowy modeli oraz strategii: biznesowych, handlowych, marketingowych, a także tworzenia zintegrowanych systemów zarządzania jakością. W swej 30 letniej aktywności biznesowej z firmą TiM S.A. związany jest od niemal 25 lat.

Jest pasjonatem wiedzy i wina. Członek Rzeczywisty Stowarzyszenia Sommelierów Polskich. Absolwent Katedry Spawalnictwa Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Management College Akademii Ekonomicznej w Katowicach oraz Die Akademie für Führungskräfte der Wirtschaft Bad Harzburg, Instytutu Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a także Wydziału Farmaceutycznego UJ, na kierunku Enologia.

Spółka pod przywództwem Mariusza Glenszczyka rozwijać będzie strategię, która pozwoli utrzymać pozycję lidera w imporcie i dystrybucji win gronowych na rynku polskim oraz rozwijać koncepcję sprzedażową na rynkach azjatyckich tj. Chiny, Korea, Hong Kong, Tajwan.

TiM S.A. koncentrować się będzie na umocnieniu pozycji i rozpoznawalności marek z obecnego portfolio, a także na budowaniu nowych brandów, zgodnie z wykreślonymi trendami rynkowymi. Wartością kluczową dla TiM S.A. jest najwyższa jakość oferowanych produktów, dlatego też Spółka skupi się na rozwoju własnego laboratorium. Organizacja przygląda się również innym uczestnikom rynku i nie wyklucza rozmów w zakresie akwizycji.

Obecny Zarząd Spółki tworzą Mariusz Glenszczyk Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny, Maciej Jurczyk Wiceprezes Zarządu, Dyrektor ds. Rynku i Organizacji, Sebastian Smietana Członek Zarządu, Dyrektor ds. Finansów oraz Ewa Krzuś-Wiśniewska Członek Zarządu, Dyrektor ds. Handlu i Trade Marketingu.

Komputery miniPC wydajnością dorównują już zwykłym pecetom. Wyposażane są w mocne karty graficzne i wydajne procesory

Komputery miniPC wydajnością dorównują już zwykłym pecetom. Wyposażane są w mocne karty graficzne i wydajne procesory 1

Coraz bardziej postępująca miniaturyzacja w elektronice przekłada się na coraz mniejsze gabaryty komputerów stacjonarnych. Głównie dzięki wzrostowi wydajności komputery typu miniPC opierają się rynkowym trendom i w przeciwieństwie do tradycyjnych pecetów dynamicznie się rozwijają. Najnowsze modele miniaturowych komputerów wyposażane są w wydajne karty graficzne oraz procesory najnowszej generacji, dzięki czemu mogą obsłużyć np. wielkoformatowe ekrany w rozdzielczości 4K. Choć miniPC kierowane są głównie do zastosowań profesjonalnych, takich jak cyfrowa komunikacja, to coraz częściej sięgnąć po nie mogą zwykli użytkownicy, a nawet gracze.

– Naszym najbardziej zaawansowanym produktem jest komputer mieszczący się w obudowie o objętości 1,3 litra, w której zmieściliśmy kartę graficzną Nvidia GTX 1050. Jest to nasza najmniejsza platforma z procesorem z rodziny Core i5 i naprawdę wydają kartą graficzną z czterema wyjściami HDMI 2.0. To rozwiązanie, które może obsługiwać wielkie ekrany o rozdzielczości 4K, dzięki któremu możemy na przykład zbudować wideo ścianę dwa na dwa metry – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tom Seifferd z firmy Shuttle.

Model XPC slim DH02U5 trafia właśnie na rynek. Dzięki oddzielnej karcie graficznej i wyjściom HDMI jest w stanie obsłużyć jednocześnie nawet cztery ekrany o rozdzielczości Ultra HD. Ponadto urządzenie ma dwurdzeniowy procesor Intel Core i5 oraz miejsce na dysk twardy lub SSD. Propozycja Shuttle skierowana jest przede wszystkim do profesjonalnych zastosowań, ale może być stosowana także w innych celach.

– Taki komputer można wykorzystywać do dowolnych celów, w tym jako komputer biurowy, sprzęt do grania, odtwarzać treści 4K lub do zastosowań przemysłowych, gdzie trzeba sterować i zarządzać wielkimi maszynami. Skupiamy się na zastosowaniach profesjonalnych, rynku B2B, na przykład zastosowaniach biurowych lub w charakterze stacji roboczych. Widzimy też pole do zastosowania w przemyśle i digital signage, ale głównie koncentrujemy nasze działania na B2B – wyjaśnia Tom Seifferd.

Podczas gdy ogólna sprzedaż komputerów osobistych spada i według analityków nadal będzie spadać, sprzedaż mini PC rośnie. Zgodnie z przewidywaniami opublikowanymi przez PRNewswire sprzedaż PC spadnie z niemal 260 mln sztuk w 2017 roku do niemal 216 mln sztuk w roku 2023. Tymczasem według CONTEX w pierwszym kwartale 2017 roku sprzedaż mini komputerów wzrosła w ujęciu rok do roku o 26 proc. Tym samym wzrósł o 7 pkt proc. ich udział w ogólnej sprzedaży komputerów osobistych z 18 proc. w pierwszym kwartale 2016 roku do 25 proc. w pierwszym kwartale 2017 roku.

– Spodziewamy się, że rynek mini PC będzie rósł, bo wszelkie technologie ulegają pomniejszeniu. Wydajność platformy rośnie, wspieramy wyższe rozdzielczości, większe ekrany, a zapotrzebowanie na energię elektryczną maleje. W naszych urządzeniach staramy się zintegrować wszystkie najnowsze technologie. Może za pięć lat nie będzie już wielkich komputerów, bo i one ulegają pomniejszeniu – wskazuje ekspert.

Wypożyczalnie powerbanków będą działać jak miejskie wypożyczalnie rowerów. Pozwolą naładować telefon w 15 minut

Wypożyczalnie powerbanków będą działać jak miejskie wypożyczalnie rowerów. Pozwolą naładować telefon w 15 minut 2

Coraz mocniejsze i wydajniejsze telefony potrafią rozładować się po kilku godzinach intensywnej pracy.  Stworzenie zupełnie nowego źródła energii, wydajniejszego od powszechnie stosowanych ogniw litowo-jonowych, pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej elektroniki. Tymczasem jest coraz więcej miejsc, gdzie urządzenia można podładować, np. na lotniskach czy w restauracjach. Wciąż jednak użytkownik przywiązany jest do kabla ładowarki. Sieć zautomatyzowanych wypożyczalni powerbanków, która przypomina miejskie wypożyczalnie rowerów, ma zrewolucjonizować korzystanie ze smartfonów.

– Erly to całkowicie zautomatyzowana siatka wypożyczalni powerbanków, rozlokowana w największych miastach w Polsce. Polega na tym, że użytkownik, tak samo jak z Nextbike, może sobie za pomocą aplikacji mobilnej czy serwisu wypożyczyć powerbank z konkretnej lokalizacji w mieście, a następnie zwrócić go w całkowicie innej. Tutaj główną korzyścią dla użytkownika jest mobilność, szybki dostęp do energii, dodatkowo szybkie ładowanie telefonu dzięki zastosowanym technologiom w naszych powerbankach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Arkadiusz Terpiłowski, założyciel start-upu Erly.

Problem niewydajnych baterii w smartfonach ma charakter globalny. Zmagają się z nim zarówno producenci najtańszych, jak i najdroższych urządzeń. Wąskim gardłem systemu zasilania są bowiem przestarzałe ogniwa litowo-jonowe. Dopóki nie powstanie alternatywna, bardziej wydajna technologia magazynowania energii, użytkownicy będą skazani na szybko rozładowujące się baterie. Przeciętny smartfon z wyższej półki jest w stanie pracować ok. 24 h na jednym ładowaniu.

– Przeprowadziliśmy badania na próbce prawie 4,5 tys. mieszkańców dużych miast. 3/4 z nich nawet do trzech razy w tygodniu zmaga się z problemem rozładowanego telefonu, a 89 proc. z badanych potrzebuje szybkiego i natychmiastowego dostępu do energii w celu podładowania telefonu – zaznacza Arkadiusz Terpiłowski.

Usługa Erly dostępna jest zarówno z poziomu serwisu WWW, jak i aplikacji mobilnej, a zarejestrować można się do niej za pośrednictwem maila, konta Google bądź Facebooka. Aby móc opłacić wypożyczenie, należy zasilić konto użytkownika albo przypisać do niego kartę płatniczą. Po ustaleniu sposobu płatności zostaniemy przeniesieni do mapy wyświetlającej dystrybutory powerbanków znajdujące się w naszej okolicy.

– Na mapce wyświetla się, ile powerbanków jest dostępnych, które z nich się jeszcze ładują, które już można wypożyczyć, a także liczba możliwych miejsc, do których możemy zwrócić powerbank. Wystarczy się udać do takiej lokalizacji, przejść przez proces płatności, a powerbank będzie już na nas czekać. Po kliknięciu „wypożycz” wysunie się automatycznie. Nasze stacje są całkowicie zautomatyzowane – tłumaczy ekspert.

Powerbanki zostaną wyposażone w systemy szybkiego ładowania, dzięki którym baterię naładujemy w ciągu kilkunastu minut. Każde urządzenie wyposażono także w systemy zabezpieczające przed kradzieżą, które zminimalizują ryzyko jego utraty. Pierwsze masowe testy funkcjonalności systemu przeprowadzono na tegorocznych festiwalach Open’er i Pyrkon, wszystkie wypożyczone powerbanki zostały zwrócone. Koszt wypożyczenia powerbanku na trzy godziny to 8 zł.

– Na Open’erze i Pyrkonie ludzie nie mają problemu z tym, żeby za to płacić, bo mobilność, komfort i wygoda ładowania telefonu jest dla nich najważniejsza. 8 zł nie jest dla nich żadną bariera cenową. Doświadczenia z tych festiwali chcemy w pewnym stopniu przełożyć na miasto, gdzie usługa będzie się rozwijała – podsumowuje Arkadiusz Terpiłowski.

Firma badawcza Orbis Research szacuje, że w latach 2017–2024 rynek powerbanków wykaże średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 22,3 proc. i przekroczy wartość 32 mld dol.

Rozrywka coraz ważniejszą pozycją w budżetach Polaków. Co dziesiąty wydaje na ten cel ponad 500 zł miesięcznie

Rozrywka coraz ważniejszą pozycją w budżetach Polaków. Co dziesiąty wydaje na ten cel ponad 500 zł miesięcznie 3

Polski rynek usług rozrywkowych jest szacowany na 80 mld zł rocznie i dynamicznie rośnie wraz ze wzrostem wydatków Polaków na tego typu atrakcje. 26 proc. Polaków zapytanych przez portal PrezentMarzeń zadeklarowało miesięczny budżet na ten cel na poziomie do 100 zł. Kolejne 42 proc. wydaje na rozrywkę między 100 a 300 zł, a 11 proc. przeznacza ponad 500 zł. Wciąż jednak wydajemy kilka razy mniej niż mieszkańcy Europy Zachodniej.

– Aż 42 proc. ankietowanych wydaje na rozrywkę kwoty pomiędzy 100 a 300 zł. W takich kwotach też mamy szeroki wachlarz atrakcji, ponieważ możemy udać się na trening squasha, pobawić się na flyboardzie czy polatać w tunelu aerodynamicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Filip Sosnowski z portalu PrezentMarzen.com. – Grupą, która wydaje coraz więcej, są osoby mieszkające w większych miastach. Ich średnie zarobki plasują się na poziomie około 5 tys. zł.

Rosnące zarobki i moda na zdrowy styl życia – to czynniki, które powodują wzrost wydatków Polaków na rozrywkę i aktywność poza domem. To napędza rynek usług rozrywkowych.

Wystarczy, że zaobserwujemy, jaka ilość obecnie różnego rodzaju rozrywek jest dla nas dostępna, a ile mieliśmy tych rozrywek jeszcze 5–7 lat temu. Rynek usług jest szacunkowo określany na około 80 mld zł, przy czym ciągle rośnie. Na pewno jest to sektor z dużym potencjałem inwestycyjnym, co potwierdzają analizy i badania firm consultingowych – tłumaczy Filip Sosnowski.

Badanie potwierdza, że Polacy są coraz bardziej aktywni fizycznie i to również na ten cel wydają wyższe kwoty. Mimo że wśród najczęściej wybieranych form aktywności większość jest bezpłatnych. 35 proc. najchętniej wybiera bieganie, 19 proc. – jazdę na rowerze i ćwiczenia fitness lub siłownię. W piłkę nożną gra 14 proc. badanych, a spacery i nordic walking preferuje 9 proc.

Coraz częściej zwracamy się w stronę aktywności niestandardowych, np. skoków ze spadochronem. Coraz więcej z nas ma ochotę bądź próbowało sportów ekstremalnych. W badaniach firmy PrezentMarzeń ponad 50 proc. badanych stwierdziło, że miało styczność bądź chciałoby spróbować sportu ekstremalnego, a to już naprawdę bardzo dużo. To pokazuje, że nie chcemy siedzieć na kanapie, chcemy korzystać z tego, co oferuje nam rynek. Myślę, że to najbardziej wskazuje na to, jak duży potencjał ma ten rynek ma – podkreśla Filip Sosnowski.

27 proc. badanych podkreśla, że sporty ekstremalne są alternatywą dla standardowych aktywności fizycznych, a 22 proc. uważa je za ekscytującą przygodę.

Polacy w ostatnich latach bardzo otworzyli się na rynek nowych atrakcji, chcą próbować nowych rzeczy. Myślę, że mamy dosyć jałowego spędzania czasu na kanapie przed telewizorem, chcemy korzystać z możliwości, które daje nam rynek, a są one bardzo szerokie. Kiedyś, żeby skorzystać z jakiejś fajnej atrakcji w stylu przejażdżka sportowym autem, skok na bungee czy flyboard, trzeba było pojechać do większego miasta, a teraz praktycznie w całej Polsce możemy spotkać się z bardzo atrakcyjnymi formami spędzania wolnego czasu – wyjaśnia Filip Sosnowski.

Czas na rozrywkę Polacy znajdują najczęściej w czasie weekendów (27 proc.) i wieczorami (21 proc. ). 19 proc. badanych zadeklarowało, że z atrakcji korzysta w czasie urlopu. Najczęściej wybieramy formy rozrywki, z których możemy korzystać w towarzystwie partnerki lub partnera (37 proc.), przyjaciół lub znajomych (29 proc.) lub rodziny (21 proc.).

Mimo dynamicznego wzrostu wydatków na rozrywkę Polacy nadal wydają na atrakcje mniej niż obywatele innych krajów europejskich.

Wynika to z tego, że zarobki w Polsce są mniejsze niż w Europie Zachodniej. Uśredniając, mieszkaniec Europy Zachodniej wydaje na kulturę i rozrywkę 3–4 razy więcej niż Polak, natomiast jeżeli chodzi o turystykę, są to już kwoty 5–6 razy większe – mówi Filip Sosnowski.

Szybki rozwój przemysłu napędza transport ładunków ponadgabarytowych. W Polsce brakuje infrastruktury dla tego typu przewozów

Szybki rozwój przemysłu napędza transport ładunków ponadgabarytowych. W Polsce brakuje infrastruktury dla tego typu przewozów 4

Transport ładunków ponadgabarytowych – takich jak elementy turbin wiatrowych, dźwigi, stalowe przęsła mostów czy całe linie produkcyjne – to jedno z największych wyzwań dla spedytorów i firm transportowych. Wymaga uzyskania szeregu pozwoleń, ubezpieczenia, kredytowania tego typu przedsięwzięcia, a także współpracy ze służbami drogowymi i policją. W Polsce rozwój transportu ponadgabarytowego jest napędzany przez szybko rosnący przemysł. Z drugiej strony, hamuje go infrastruktura, jest bardzo stara albo całkiem nowa, przez co trudno jest uzyskać pozwolenie na ciężki transport. Brakuje też śródlądowych dróg wodnych i infrastruktury kolejowej. 

Eksport ładunków ponadnormatywnych to głównie produkcja lokalnych zakładów dużych międzynarodowych korporacji. To producenci turbin, transformatorów, generatorów i dużych konstrukcji stalowych. Odbywa się to też na zlecenie wspomnianych podmiotów – wtedy producentem jest polska manufaktura, która nie ma swojego produktu, ale realizuje zamówienie na konkretne konstrukcje stalowe bądź ciągi produkcyjne, montowane jako część większego projektu. Większość eksportu z Polski są to towary dostarczane na zachód Europy bądź do zachodnioeuropejskich portów morskich, skąd bezpośrednimi połączeniami żeglugowymi towary płyną praktycznie na wszystkie kontynenty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Bułka, dyrektor zarządzający Fracht FWO Polska.

Transport ładunków ponadnormatywnych, inaczej ponadgabarytowych, to istotna gałąź całej branży transportowej. Obejmuje ładunki, które wymiarami lub wagą (powyżej 42 ton) przekraczają dopuszczalne parametry, określone w przepisach ruchu drogowego. Mogą to być np. stalowe elementy konstrukcyjne elektrowni wiatrowych albo przęsła mostów, dźwigi, silosy, sprzęt górniczy czy elementy konstrukcji przemysłowych.

Dość powszechnym, wręcz standardowym ładunkiem, z jakim mamy do czynienia w naszej branży, są linie przemysłowe do budowanych w Polsce zakładów, które przyjeżdżają do nas w imporcie. Jest to związane z nowymi inwestycjami produkcyjnymi, których nie brakuje. Coraz częściej obserwujemy też eksport tego typu urządzeń – są to urządzenia second hand, takie jak stalownie, walcownie. To kolejny segment – poza produkowanymi w Polsce urządzeniami i konstrukcjami, w którym się poruszamy i który stanowi sporą grupę obsługiwanych przez nas ładunków – mówi Andrzej Bułka.

Ekspert przyznaje, że dalszy rozwój tego segmentu transportu zależy nie tylko od rozwoju zapotrzebowania, ale również kwestii infrastrukturalnych.

Mosty, wiadukty, autostrady, drogi ekspresowe czy gminne są dzisiaj często objęte gwarancjami i bardzo trudno jest uzyskać zezwolenia na ciężkie transporty. Gros transportów tego typu na zachodzie Europy odbywa się rzekami, kanałami i w ten sposób trafia do portów. W Polsce brakuje śródlądowych dróg wodnych, jak i infrastruktury kolejowej – mówi dyrektor zarządzający Fracht FWO Polska.

Ładunków ponadgabarytowych nie można przewozić bez specjalnych zezwoleń, dlatego przedsiębiorstwo transportowe bądź spedycyjne musi najpierw postarać się o ich uzyskanie, zadbać o ubezpieczenie, wyznaczyć odpowiednią trasę z uwzględnieniem wytycznych prawnych (nawierzchnia drogi musi wytrzymać nacisk kół), nawiązać współpracę ze służbami drogowymi i policją oraz precyzyjnie zaplanować załadunek i rozładunek.

Przygotowanie takiego transportu zależy od specyfiki ładunku. Jeżeli jest to seryjna produkcja, a mamy w Polsce takie zakłady, gdzie produkuje się seryjne transformatory, generatory, turbiny czy śmigła do elektrowni wiatrowych, – wtedy zajmuje to kilka tygodni. To kwestia uzyskania zezwoleń, doboru podwykonawcy i sprzętu. Dla doświadczonego organizatora tego typu transportów nie jest to duże wyzwanie. Natomiast duże inwestycje, bardziej kompleksowe ładunki, takie jak suwnice portowe czy skomplikowane zbiorniki, których montaż odbywa się zazwyczaj już w porcie, wymagają już miesięcy przygotowań. Często trzeba nawet sprowadzać do Polski odpowiednie środki transportu, ponieważ tego typu urządzenia nie są dostępne lokalnie – mówi Andrzej Bułka.

Podczas realizacji tego typu przedsięwzięć sam transport jest często najłatwiejszy w realizacji. Większe wyzwanie stanowi bezpieczny załadunek i rozładunek przewożonego towaru oraz konieczność wprowadzenia zmian w infrastrukturze, tak aby przewóz był w ogóle możliwy.

Mieliśmy nieraz sytuację, w której musieliśmy podnosić trakcję kolejową, wzmacniać mosty czy demontować kładki dla pieszych – mówi Andrzej Bułka.

Jak podkreśla, przy wyborze partnera logistycznego do takiego przedsięwzięcia należy uwzględnić kilka czynników, z których najważniejszym jest potwierdzone referencjami doświadczenie firmy w realizacji podobnych projektów. Kolejnym czynnikiem są zdolności ubezpieczenia i kredytowania tego typu transportów.

W czerwcu sprzedaż obligacji skarbowych najwyższa od 15 lat. Obligacje 10-miesięczne przyciągnęły rekordową liczbę Polaków

W czerwcu sprzedaż obligacji skarbowych najwyższa od 15 lat. Obligacje 10-miesięczne przyciągnęły rekordową liczbę Polaków 5

Polacy szukają alternatywnych dla bankowych lokat sposobów na lokowanie swoich oszczędności. Obligacje skarbowe notują rekordowe wyniki sprzedaży. Przez pierwsze pół roku sprzedano obligacje za blisko 5,8 mld zł. To więcej niż w całym 2016 roku. W czerwcu jak woda szły wprowadzone do sprzedaży 10-miesięczne obligacje premiowe. Oszczędzający zdecydowanie częściej preferują krótkie terminy, co pokazuje stosunkowo mała popularność 6- i 12-letnich obligacji dla beneficjentów programu 500 plus.

– Najnowsze dane dotyczące obligacji skarbowych wskazują na bardzo duże zainteresowanie ze strony oszczędzających. Ta tendencja zresztą widoczna jest już od 2015 roku, ale teraz bardzo mocno się nasila – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Obligacje skarbowe cieszą się rosnącym zainteresowaniem od 2015 roku, kiedy stopy procentowe zostały obniżone do poziomu 1,5 proc. Wówczas na obligacje przeznaczyliśmy 3,2 mld zł, w 2016 roku – 4,6 mld, a rok temu – 6,8 mld zł. Ubiegłoroczny rekord z pewnością zostanie pobity. Przez pierwsze sześć miesięcy 2018 roku sprzedano obligacje warte blisko 5,8 mld zł, czyli dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2017 roku.

– Powodem większego zainteresowania jest niskie oprocentowanie lokat bankowych. Widać przepływy oszczędności z lokat bankowych w kierunku obligacji. W ubiegłym roku dużym impulsem zwiększającym zainteresowanie było wprowadzenie do sprzedaży przez Ministerstwo Finansów obligacji o bardzo krótkim terminie wykupu, czyli 3-miesięcznych – wskazuje Roman Przasnyski.

Z badania Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH wynika, że wciąż na lokatach odkłada 43 proc. Polaków. Są stosunkowo bezpieczne, ale zarobić można na nich niewiele, a przy coraz większej inflacji przynoszą nawet straty. Obligacje, mimo że ich oprocentowanie utrzymuje się na stałym poziomie – w przypadku 3-miesięcznych wynosi 1,5 proc. – przyciągają znacznie więcej osób. Jeszcze w maju stanowiły 43 proc. sprzedaży. W czerwcu palmę pierwszeństwa odebrały im nowo wprowadzone do sprzedaży obligacje 10-miesięczne.

– W czerwcu resort finansów wprowadził pilotażową sprzedaż 10-miesięcznych obligacji premiowych, czyli takich które oferują i oprocentowanie w wysokości 1,5 proc. w skali rocznej, i krótki termin, bo 10-miesięczny. To w miarę krótki okres, pośredni między trzymiesięcznymi a dwuletnimi. To także dodatkowa zachęta w postaci losowania premii pieniężnych, których maksymalna wysokość może wynosić nawet 10 tys. złotych – mówi analityk Gerda Broker.

Na zakup tych obligacji oszczędzający przeznaczyli ponad 371 mln zł (32 proc. ogółu sprzedaży).  Dzięki wprowadzeniu do sprzedaży 10-miesięcznych papierów czerwcowa sprzedaż obligacji osiągnęła rekordowy poziom blisko 1,2 mld zł. To najwyższa miesięczna sprzedaż od 15 lat.

– Poprzednio takie eksperymenty Ministerstwo Finansów robiło z obligacjami o takich nietypowych, ale dość krótkich okresach wykupu i zawsze cieszyły się bardzo dużym powodzeniem. Przypuszczam, że również ta inicjatywa zakończy się wprowadzeniem na stałe tego typu obligacji do sprzedaży – ocenia Roman Przasnyski.

Stosunkowo dużym zainteresowaniem cieszą się papiery 2- i 4-letnie (odpowiednio 18 i 16 proc.). Znacznie rzadziej wybieramy dłuższe terminy:  3-letnie obligacje stanowią 1 proc., a 10-letnie – 5 proc. ogółu sprzedaży.

– Obligacje dwuletnie oprocentowane według stałej stopy wysokości 2,1 proc. były najbardziej popularne w okresie, kiedy mieliśmy do czynienia z deflacją. Wówczas najbardziej kalkulowało się lokowanie oszczędności w tych obligacjach – tłumaczy ekspert.

Zdaniem Przasnyskiego rozczarowaniem są 6- i 12-letnie obligacje przeznaczone dla beneficjentów programu 500 plus. Mimo wysokiego oprocentowania, zwłaszcza na tle innych obligacji (w pierwszym roku oszczędzania wynosi odpowiednio 2,80 i 3,20 proc.), w czerwcu na ich zakup wydano 2,3 mln zł.

– Generalnie oszczędzający preferują krótkie terminy, co widać po innego rodzaju obligacjach czy lokatach bankowych. Preferencja dużej płynności i mobilności kapitału jest jednak decydująca, mimo że z zamrożonych środków z obligacji rodzinnych można skorzystać nieco wcześniej, chociaż przy utracie pewnej części korzyści – mówi Roman Przasnyski.

Rząd chce wesprzeć firmy farmaceutyczne inwestujące w Polsce w badania i rozwój. Aby nie zaszkodzić firmom wsparcie musi być zgodne z przepisami unijnymi

Rząd chce wesprzeć firmy farmaceutyczne inwestujące w Polsce w badania i rozwój. Aby nie zaszkodzić firmom wsparcie musi być zgodne z przepisami unijnymi 6

Polski rząd dąży do stworzenia takiego ekosystemu, który w perspektywie kilkuletniej umożliwi rozwinięcie nowych leków biotechnologicznych w kraju. Odzwierciedleniem tych aspiracji jest tzw.  Refundacyjny Tryb Rozwojowy, w ramach którego firmy farmaceutyczne, które inwestują w Polsce i zasilają polską gospodarkę w unikalne, innowacyjne know-how mają mieć bardziej uprzywilejowaną pozycję w drodze po refundację swoich leków. Dużym wyzwaniem jest zapewnienie, aby ten mechanizm był zgodny z podstawowymi zasadami Unii Europejskiej. Przyznanie przedsiębiorcom jakichkolwiek korzyści, które są niezgodne z podstawowymi swobodami traktatowymi, będzie obarczone ryzykiem konieczności zwrotu tych środków – podkreślają eksperci.

– Refundacyjny Tryb Rozwojowy jest mechanizmem który ma uprzywilejować firmy farmaceutyczne, które dokonują inwestycji w Polsce, w szczególności inwestycji w badania i rozwój, czyli to, co jest najistotniejsze w erze przemysłu 4.0 – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes mec. Paweł Hincz z kancelarii Baker McKenzie.

Jak wynika z raportu McKinsey „Polska 2025 – Nowy motor wzrostu w Europie” rynek farmaceutyczny w Polsce notuje w ostatniej dekadzie stały wzrost i obecnie odpowiada za ok. 1 proc. PKB. Tym samym jest największym rynkiem w Europie Środkowej i szóstym co do wielkości w Unii Europejskiej. Jest też drugim sektorem (po przemyśle obronnym) pod względem największych inwestycji w badania i rozwój. Refundacyjny Tryb Rozwojowy ma jeszcze zwiększyć zainteresowanie branży polskim rynkiem, zachęcić do inwestycji w zamian za wsparcie w procesie refundacyjnym.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Technologii i Przedsiębiorczości oraz Ministerstwa Zdrowia, firmy farmaceutyczne, które uzyskają status „przyjaciela polskiej gospodarki”, będą miały lepszą pozycję negocjacyjną przy refundacji leków i będą mogły liczyć na dodatkowe korzyści.

Prace nad RTR trwają, nie są jeszcze znane dokładne założenia tego mechanizmu. Na tym etapie przed inicjatorami projektu stoi wiele wyzwań. Jednym z nich są kwestie natury etycznej, związane z dostępnością leków. Rozważania dotyczące zaangażowania inwestycyjnego firm farmaceutycznych nie mogą przysłonić kluczowej roli refundacji, jaką jest ratowanie życia i zdrowia pacjentów. Poważnym wyzwaniem jest również zapewnienie zgodności mechanizmu z przepisami unijnymi  Eksperci podkreślają, że istotne będzie upewnienie się, czy benefity wynikające z RTR nie będą stanowiły niedozwolonej pomocy publicznej w rozumieniu przepisów UE.

– Największe wyzwanie, jakie stoi przed ustawodawcą, to zapewnienie, aby mechanizm RTR był zgodny z podstawowymi zasadami UE, a zatem swobodą przepływu kapitału, a także by nie stanowił niedozwolonej pomocy publicznej – wskazuje Paweł Hincz. – Niewłaściwe zaimplementowanie przepisów, które będą stanowiły naruszenie swobód traktatowych czy niedozwoloną pomoc publiczną, wiąże się z bardzo dużym ryzykiem dla samych przedsiębiorców. Poza kwestią reputacji ustawodawcy, taka niedozwolona pomoc publiczna będzie obarczona ryzykiem konieczności zwrotu uzyskanej przez danego przedsiębiorcę korzyści.

Jeśli UE uzna, że nowe przepisy są sprzeczne z unijnymi, może to skutkować zwrotem finansowania. Dla mniejszych firm mogłoby to grozić utratą płynności finansowej, a w efekcie – nawet upadkiem.

– Każde państwo stara się przyciągnąć do siebie jak najwięcej inwestorów, szczególnie przedsiębiorców, którzy inwestują w branżę innowacyjną i nowe technologie. Ale każde państwo, w szczególności państwa UE, musi przestrzegać fundamentalnych zasad traktatowych czy kwestii dozwolonej lub niedozwolonej pomocy publicznej. Polska jako członek UE musi być świadoma, że każdy mechanizm, który w jakiś sposób ma uprzywilejowywać pewnych przedsiębiorców, musi być zgodny z tymi fundamentalnymi zasadami – podsumowuje Paweł Hincz.

Polska będzie wdrażać najnowsze systemy zarządzania ruchem lotniczym i zwiększy liczbę kontrolerów. Przyszłością są drony

Polska będzie wdrażać najnowsze systemy zarządzania ruchem lotniczym i zwiększy liczbę kontrolerów. Przyszłością są drony 7

Będziemy wzmacniać inwestycje w nowoczesne technologie, w tym w systemy do zarządzania trajektoriami 4D czy drony – zapowiada Janusz Janiszewski, nowo powołany prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Nowoczesne technologie mają pomóc polskiemu rynkowi lotniczemu dogonić europejską czołówkę. Zdaniem Mikołaja Wilda, pełnomocnika rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, zwłaszcza w sektorze dronów Polska ma szansę stać się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Inwestycje są konieczne, bo ruch lotniczy w Polsce dynamicznie rośnie.

– Nadzór nad ruchem lotniczym, który sprawuje PAŻP, jest dziedziną lotnictwa bardzo otwartą na innowacje, możemy mówić o rozwoju sektora statków bezzałogowych, czyli sektora dronowego. Polska ma tu szansę odgrywać rolę lidera w Europie Środkowo-Wschodniej – podkreśla w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Biznes Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego.

W 2017 roku na modernizację i budowę nowoczesnej infrastruktury lotniczej PAŻP wydała rekordowe 230 mln złotych. To największy w historii budżet inwestycyjny. Część tych środków trafiła na innowacyjne technologie nawigacyjne, np. instalację systemu GBAS (Ground Based Augmentation System), która umożliwia  równoczesne zapewnienie podejść do lądowania, czy elastyczność w projektowaniu procedur dolotowych na lotniskach.

 Naszym celem jest przede wszystkim realizacja i wzrost w służbach ruchu lotniczego, związany z gwałtownym wzrostem ruchu lotniczego, czyli obsługa w trakcie okresu letniego. Równolegle będą musiały się odbywać inwestycje w nowoczesne technologie. Będziemy budować nowe ośrodki badawczo-rozwojowe, które pozwolą nam na ich wytworzenie – zapowiada Janusz Janiszewski, nowy prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Eksperci podkreślają, że oprócz inwestycji w nowe technologie konieczny jest też wzrost liczby kontrolerów, adekwatny do intensywnego ruchu lotniczego. PAŻP odnotowuje dwucyfrowe przyrosty ruchu terminalowego rok do roku. Jednocześnie poprawia się punktualność operacji lotniczych wykonywanych w polskiej przestrzeni powietrznej. W 2017 roku opóźnienia były na rekordowo niskim poziomie – średni czas został zredukowany do 0,1 minuty (Europejska Organizacja ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej zakładała redukcję do 0,23 minuty). Aby utrzymać takie wskaźniki, konieczne jest zwiększenie zatrudnienia.

– Musimy zainwestować w nowoczesną technologię, tak żeby móc dogonić tych największych. Powinniśmy to zrealizować. Jesteśmy szóstym rynkiem UE, a produktywność naszych służb żeglugi powietrznej jest jedną z najwyższych w całej UE – zaznacza Janusz Janiszewski.

 Zwiększenie liczby kontrolerów, tak aby wszystkie stanowiska były w sposób trwały obsadzone, abyśmy byli przygotowani nawet na radykalny wzrost ruchu lotniczego nad Polską, to jedno z głównych zadań Agencji – dodaje Mikołaj Wild.

Ruch lotniczy nad Polską stale rośnie. Dane PAŻP wskazują, że w 2017 roku obsłużono 793 tys. operacji lotniczych, przy 755 tys. rok wcześniej, co oznacza ok. 5-proc. wzrost. W pierwszych pięciu miesiącach 2018 roku operacji było już 318 tys. Rośnie liczba pasażerów (w 2017 roku wzrost o 17 proc.), co odczuwa większość lotnisk regionalnych.

Polski rynek lotniczy jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się w całej UE. Wzrosty sięgają 11 proc. Dlatego będziemy wzmacniać procesy inwestycyjne w nowoczesne technologie, w tym nowoczesne systemy zarządzania ruchem lotniczym, polegające na zarządzaniu trajektoriami 4D. To także inwestycje związane z systemami zarządzania autonomicznymi pojazdami, w tym dronami – zapowiada Janusz Janiszewski.

Wakacje z rodziną – gdzie spędzić urlop i o czym pamiętać?

Wakacje to czas odpoczynku, relaksu, a najczęściej również długo wyczekiwanego wyjazdu. Jednak wyprawa na urlop z dziećmi to dla rodziców nie lada wyzwanie. Spakowanie wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy oraz wybór odpowiedniego miejsca spędza sen z powiek. Dowiedz się zatem, jak przygotować się na wakacje z dziećmi oraz jakie miejsca są do tego najlepsze.

Wakacje z rodziną to niezapomniany czas zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci. Dlatego warto zawczasu przygotować się do wyjazdu tak, by stres nie popsuł nam długo wyczekiwanego wyjazdu.

Wybierz miejsce wakacyjnego wyjazdu

Przede wszystkim zacznij od wyboru właściwego dla was miejsca. Nie jest to tak proste zadanie jak mogłoby się wydawać, bowiem nie każdy kurort jest odpowiednio przygotowany na pobyt rodzin z dziećmi. Dlatego warto zawczasu sprawdzić, czy wybrany ośrodek posiada na przykład płytki basen oraz plac zabaw dla najmłodszych. Należy też pamiętać, że w wielu kurortach często odbywają się huczne imprezy, a głośna muzyka oraz nietrzeźwi turyści nie stanowią dobrego towarzystwa dla dzieci.

Jeżeli zdecydujemy się na zagraniczną wycieczkę warto sprawdzić jakie rejony są polecane do podróżowania z dziećmi. Egzotyczne wakacje na drugim końcu świata będą wiązały się niestety nie tylko z długą i męczącą zarówno dla najmłodszych, jak i dla nas. Poza tym, musimy wziąć pod uwagę konieczność wykonania dodatkowych szczepień, a te, dzieci najcześciej kiepsko znoszą. Dlatego też, godnym rozważenia miejscem na urlop z dziećmi może okazać się Cypr (przykładową ofertę znajdziesz na: https://dreamtours.pl/wakacje/cypr, czy też Lanzarote (https://dreamtours.pl/wakacje/lanzarote ). Obie destynacje są polecane dla rodzin ze względu na spokojną okolicę, gwarantowaną pogodę, jak również niskie ceny.

Wybierz zaufane biuro podróży

Podróżując z rodziną nie warto ryzykować wybierając ofertę z pierwszego lepszego biura, nawet wtedy, gdy cena wycieczki jest wyjątkowo atrakcyjna. Zawsze dobrze jest uważnie sprawdzić opinie klientów, którzy pojechali na wakacje z wybraną firmą, dowiedzieć się jaką cieszy się renomą oraz czy biuro posiada ugruntowaną pozycję na rynku. Dobrym polecenia miejscem na poszukiwania wycieczek dla całej rodziny jest strona internetowa https://dreamtours.pl.

Sporządź listę

Jeżeli jesteś szczęśliwym posiadaczem kilkuosobowej rodziny, pomyśl o wcześniejszym sporządzeniu listy niezbędnych rzeczy do zabrania – przyda się również podczas kolejnych wyjazdów. Dzięki niej nie tylko usprawnisz pakowanie walizek, ale i unikniesz nieprzyjemnych niespodzianek. Wypisz zatem w wolnej chwili poszczególne kategorie potrzebnych rzeczy, na przykład ubrania, środki higieniczne, zabawki, stroje na plaże, kosmetyki, a następnie wypunktuj co koniecznie musicie ze sobą zabrać.

Awanse w Dziale Zarządzania Nieruchomościami Colliers International

Magdalena Filipczak i Anna Sienkiewicz awansowały na stanowiska Associate Director w Dziale Zarządzania Nieruchomościami Colliers International. Dotychczasowe obowiązki ekspertek poszerzą się o pozyskiwanie nowych klientów na terenie Warszawy oraz miast regionalnych.

Magdalena Filipczak
Magdalena Filipczak

Magdalena posiada ponad dziesięcioletnie doświadczenie zawodowe, zdobyte w pracy z klientami, takimi jak Tristan Capital Partners, Allianz Real Estate, Triuva, AmRest, Europolis. Do Colliers International dołączyła w styczniu 2010 roku. Od maja 2016 r. jest Starszym Zarządcą Nieruchomości i odpowiada za zarządzanie Warsaw Financial Center w Warszawie oraz zespołem dedykowanym do tego projektu. Dodatkowo pełni rolę mentora dla młodszych zarządców nieruchomości.

Anna Sienkiewicz
Anna Sienkiewicz

Anna Sienkiewicz ma ponad 17 lat doświadczenia na rynku nieruchomości komercyjnych. Pracę we wrocławskim biurze Colliers zaczęła w marcu 2008 roku. W roku 2015 awansowała na stanowisko Starszego Zarządcy Nieruchomości. Obecnie wraz z zespołem ma pod swoją opieką cztery wrocławskie kompleksy biurowe: Grunwaldzki Center, Green Towers, Dominikański oraz Green Day.

Obie Panie są laureatkami nagrody Eurobuild Award „Office Manager of The Year” – Anna w 2011 roku, a Magdalena w 2017 roku.

— Awanse obu ekspertek są w pełni zasłużone. Siłą Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers zawsze byli ludzie, którzy angażują się w swoją pracę i stale rozwijają swoje kompetencje, aby jeszcze lepiej wykonywać powierzone im obowiązki. Magdalena i Anna są wzorami w tej kwestii. Doceniają to zarówno współpracownicy, jak i najemcy zarządzanych przez nich budynków  — mówi Agnieszka Krzekotowska, dyrektor działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers International.

Dział Zarządzania Nieruchomościami Colliers funkcjonuje na polskim rynku już ponad 10 lat. W jego portfolio znajdują się nieruchomości w całej Polsce o łącznej powierzchni ponad 1 mln mkw. W tym roku do grona jego klientów dołączyły warszawskie budynki takie jak: Europejski, Cedet, Grzybowska 43 oraz Robyg Business Center. Ponadto dział mocno rozwija swoją działalność w miastach regionalnych. W ciągu ostatnich 6 miesięcy w portfolio firmy znalazły się: .KTW w Katowicach oraz wrocławskie biurowce Green Day i Silver Tower Center.

Globalworth Poland przejmuje od EPP zarządzanie częścią własnego portfela

GPRE Property Management to nowo powstała spółka w ramach Globalworth Poland, która jest odpowiedzialna za kompleksowe usługi zarządzania właścicielskiego. Jako pierwszy do jej portfela trafił w czerwcu tego roku wrocławski biurowiec West Link. Z początkiem sierpnia Globalworth przejmie od EPP zarządzanie trzema swoimi obiektami handlowo-biurowymi, czyli Halą Koszyki, Renomą oraz Supersamem. Globalworth Poland jest największym jednostkowym właścicielem nieruchomości biurowych w Polsce.

Powołana ostatnio spółka zarządcza GPRE Property Management skupia wszystkie procesy z obszaru zarządzania nieruchomościami, tj. świadczy na rzecz spółek celowych usługi z zakresu zarządzania majątkiem i relacjami z najemcami, utrzymania substancji nieruchomości, obsługi finansowej i raportowej. W ramach polskiej grupy Globalworth działa ponadto druga spółka, GPRE Management, która jest odpowiedzialna za długoterminowe zarządzanie wartością aktywów. Za rozwój wszystkich tych kompetencji jest odpowiedzialny Remigiusz Królikowski, który przez ostatnich 17 lat był zaangażowany w procesy akwizycji obiektów i budowania właścicielskich zespołów na potrzeby zarządzania nieruchomościami oraz aktywami w regionie Europy Środkowo – Wschodniej.

Remigiusz Królikowski, Dyrektor ds. Zarządzania Majątkiem i Aktywami, Globalworth Poland: „Dynamiczna ekspansja Globalworth Poland musi być wsparta jakościowym działaniem w zakresie zarządzania właścicielskiego, które będziemy świadczyć w ramach grupy. Obecnie jesteśmy w trakcie tworzenia zespołu, który docelowo będzie liczyć kilkadziesiąt osób z mocnym doświadczeniem menadżerskim, analitycznym i operacyjnym w obszarze nieruchomości komercyjnych. Centralizacja wszystkich procesów związanych z zarządzaniem portfolio Globalworth Poland pozwoli nam jeszcze lepiej i szybciej reagować na potrzeby najemców i kreować wartość naszych budynków.”

Edyta Bobek, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych w Globalworth Poland, komentuje: „Przejęcie wszystkich trzech obiektów to kontynuacja strategii nakierowanej na zarządzanie właścicielskie, którą przyjęliśmy w Globalworth Poland. Zarówno Hala Koszyki, wrocławska Renoma, jak i Supersam w Katowicach to flagowe już projekty na mapie handlowej w Polsce. Skupienie wszystkich procesów związanych z zarządzaniem tymi obiektami w ramach grupy Globalworth pomoże umocnić ich wiodącą pozycję w kraju i pozwoli jeszcze lepiej reagować na bardzo dynamiczną sytuację w sektorze nieruchomości komercyjnych. Jednocześnie dziękujemy za dotychczasową, niezwykle udaną współpracę z zespołem EPP”.

Legendarna Hala Koszyki została wzniesiona w latach 1906 – 1908, ponownie otwierając się dla mieszkańców Warszawy i turystów w 2016 roku. Kompleks obejmuje w całości ponad 22 000 tys. mkw. powierzchni handlowo-biurowej, mieszcząc kilkanaście konceptów restauracyjnych, spożywcze sklepy specjalistyczne, supermarket Piotr i Paweł oraz w którym swoje biura mają tak renomowani najemcy, jak Mindspace, HansGrohe, czy Symphar. Z kolei wrocławska Renoma, wybudowana w 1930 roku, to jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów na mapie handlowej Polski. Rozbudowana w roku 2009 obejmuje 42 000 mkw. powierzchni handlowo-biurowej zlokalizowanej w ścisłym centrum Wrocławia. W budynku znajduje się wyjątkowy dobór najemców, gdzie ekskluzywnym butikom marek premium towarzyszą znani sieciowi najemcy tacy jak Inditex Group, Tk Maxx, LPP Group czy Empik. Powierzchnię biur zajmuje firma DXC. Równie bogatą historię ma Supersam w Katowicach, którego początki sięgają lat 30. XX wieku. Dziś to jeden z ulubionych obiektów handlowych w tym mieście, który na ok. 23 000 mkw. zgromadził tak popularne marki, jak Aldi, Rossmann, sklepy grupy LPP, Media Expert, fitness klub Calypso, a w części biurowej firmy Groupon, CitySpace oraz Jampf.

IPOPEMA Gotówkowy SFIO wśród najlepszych funduszy rynku pieniężnego

Coraz częściej – szukając alternatywy dla lokat bankowych – inwestorzy kierują swoją uwagę w stronę funduszy gotówkowych i pieniężnych. Czy opłaca się bardziej inwestować w fundusze pieniężne, czy korzystać z najlepszych lokat bankowych?

Zestawienie wyników funduszy gotówkowych i pieniężnych w ostatnich miesiącach pokazuje znaczną przewagę nad standardowymi lokatami. Najlepsze fundusze wypracowują wynik na poziomie 3% rocznie, czyli 2 razy więcej niż standardowe lokaty bankowe. Na czele stawki w ciągu ostatnich miesięcy plasuje się IPOPEMA Gotówkowy, który w okresie 3, 6, 12 i 36 miesięcy charakteryzował się stabilnym wzrostem jednostki, zdobywając Ranking 4A, zarówno w okresie rocznym, jak i trzyletnim. Również Rating Analiz Online (4 gwiazdki) plasuje fundusz wśród najlepszych w swojej klasie.

Wyniki funduszu IPOPEMA Gotówkowy SFIO (Analizy.pl)ipop1

– Aktywa funduszu są lokowane wyłącznie w denominowane w walucie polskiej instrumenty rynku pieniężnego oraz depozyty. Ponad połowę portfela stanowią obligacje skarbowe o zmiennym oprocentowaniu. Jako uzupełnienie wykorzystujemy obligacje korporacyjne dużych i uznanych polskich emitentów, głównie to banki i liderzy w swoich branżach – podkreśla Mariusz Zaród, zarządzający funduszem IPOPEMA Gotówkowy SFIO.

Fundusz pieniężny przeznaczony jest dla osób i instytucji, które chcą osiągnąć stopę zwrotu wyższą niż w przypadku krótkoterminowych lokat bankowych. Polityka inwestycyjna funduszu jest konserwatywna, nawet w przypadku inwestycji w obligacje korporacyjne. Należy zaznaczyć, iż dotychczasowe wyniki funduszu potwierdzają bardzo ostrożne podejście i dużą dywersyfikację lokat. Na uwagę zasługuje również fakt, bardzo niskiej zmienności jednostki.ipopem2

Hamas zaatakował urządzenia mobilne izraelskiej armii

Świat wciąż ogarnia gorączka Mistrzostw Świata, tymczasem na początku lipca izraelskie agencje bezpieczeństwa ogłosiły, że organizacja terrorystyczna Hamas zainstalowała oprogramowanie szpiegujące na smartfonach izraelskich żołnierzy, usiłując zebrać informacje o armii. Około 100 osób padło ofiarą ataku, który przybrał formę fałszywych informacji o Pucharze Świata i internetowych aplikacji randkowych, które zostały przesłane do Google Play Store, oficjalnego sklepu z aplikacjami Google.

Po zainstalowaniu aplikacji na telefonach ofiar, bardzo inwazyjne złośliwe oprogramowanie było w stanie przeprowadzić szereg złośliwych działań, takich jak:

  • Nagrywanie połączeń telefonicznych użytkownika.
  • Robienie zdjęć, gdy użytkownik odebrał połączenie.
  • Kradzież kontaktów użytkownika.
  • Kradzież wiadomości SMS użytkownika.
  • Kradzież wszystkich obrazów i filmów przechowywanych na urządzeniu mobilnym wraz z informacjami o tym, gdzie zostały zrobione.
  • Przechwytywanie danych o lokalizacji GPS użytkownika.
  • Robienie losowych nagrań w otoczeniu użytkownika.
  • Kradzież plików i zdjęć z pamięci urządzenia mobilnego.

Atak ten dotyczył złośliwego oprogramowania, które omijało zabezpieczenia Google Play, co jest dobrym przykładem tego, jak hakerzy z łatwością wykorzystują aplikacje nawiązujące do najważniejszych popularnych wydarzeń, by przyciągnąć potencjalne ofiary.

Jak wskazuje firma Check Point Software Technologies, chociaż wiele osób wyobraża sobie i przewiduje „Cyber 9/11” oraz inne sposoby, w jakie terroryzm może odgrywać rolę w dzisiejszym hiper-połączonym świecie, ten najnowszy atak demonstruje bardziej właściwy obraz tego, w jaki sposób terroryści wykorzystują dziś złośliwe oprogramowanie do przeprowadzania ataków.

To nie pierwszy przypadek, kiedy tego typu taktyki zostały użyte przeciwko światowym agencjom rządowym. Check Point przypomina, że na początku 2017 roku Viperat spyware atakował żołnierzy izraelskich służących na terenie Strefy Gazy, wykorzystując techniki socjotechniczne do kradzieży zdjęć i plików audio ze smartfonów. W marcu 2016 r. „SmeshApp”, aplikacja wywołująca i wysyłająca wiadomości w sklepie Google Play, została rzekomo wykorzystana przez Pakistan do szpiegowania indyjskiego personelu wojskowego. W 2016 r. Rosyjska grupa APT była podejrzewana o używanie spyware na Androida do śledzenia ukraińskich jednostek artylerii polowej.

Jednak wszystkie te przypadki szpiegostwa nie tylko dotyczą sił zbrojnych i rządów, ale służą też jako kolejny przykład tego, jak rozwijają się zagrożenia cyfrowe przy użyciu mobilnych urządzeń. Co więcej, niezależnie od tego, czy zagrożenia te pochodzą od podmiotów niepaństwowych, czy z gangów hakerskich, często używają wyrafinowanych technik i złośliwego oprogramowania, by ominąć tradycyjne mechanizmy kontrolne i osiągnąć cel.

Niezależnie jednak od tego co jest celem tych kampanii, ataki przypominają nam, jak bardzo polegamy na naszych urządzeniach mobilnych jako naszym głównym narzędziu komunikacji oraz o tym, jak wiele informacji osobistych i związanych z pracą zawierają. Powinno to dać do myślenia organizacjom rządowym, siłom zbrojnym oraz przedsiębiorstwom aby podjęły dodatkowe wysiłki w celu ochrony swoich pracowników i sieci przed zagrożeniami.

Ponieważ zarówno konsumenci jak i pracownicy często używają smartfonów jako preferowanego sposobu przeglądania Internetu, zasobów firmowych, przechowywania informacji osobowych, priorytetem numer jeden w celu zapewnienia bezpieczeństwa powinno być poznanie jakie aplikacje są na te urządzenia pobierane. Co więcej, chociaż sklepy z aplikacjami innych firm robią wszystko, co w ich mocy, aby zablokować wysyłanie szkodliwych aplikacji, zaawansowane ataki tego typu zawsze znajdą nowy, zaskakujący sposób ich ominięcia, sprawiając, że ochrona urządzenia staje się jeszcze bardziej potrzebna.

Cyberprzestępcy wiedzą, że bez odpowiedniej ochrony informacje na temat naszych smartfonów i tabletów mogą być ich własnością. Ale jaka jest właściwa ochrona naszych urządzeń mobilnych?

Check Point twierdzi, że organizacje i konsumenci potrzebują innowacyjnego podejścia do bezpieczeństwa urządzeń przenośnych zarówno dla systememu iOS, jak i Android, które wykrywają i zatrzymują zagrożenia mobilne przed ich uruchomieniem. Niezależnie od tego, czy Twoje dane znajdują się w stanie bezpośrednio na urządzeniu, czy są dostępne w chmurze, funkcja Mobile Threat Prevention pomaga chronić się przed lukami w zabezpieczeniach oraz atakami, które mogą narazić te dane na ryzyko.

Wszędzie tam, gdzie są przechowywane poufne dane, niezależnie czy smartfon należy do żołnierza czy pracownika firmy, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli zyskać do nich nieautoryzowany dostęp. W związku z tym, organizacje rządowe i firmy wszystkich rozmiarów nie mogą pozwolić sobie na brak ochrony tych danych i zaleca się wprowadzenie ochrony już dziś, przed kolejną kampanią złośliwego oprogramowania.

Walutowy rollercoaster na brytyjskim funcie

Wczorajszy dzień był prawdziwym rollercoasterem dla brytyjskiej waluty. W efekcie zmian szterling istotnie osłabił się w parze z silniejszym polskim złotym.

W poniedziałek kurs funta charakteryzował się bardzo dużą zmiennością. Szterling doświadczył pierwszego spadku w trakcie sesji azjatyckiej, kiedy to rynki dowiedziały się o rezygnacji Davida Davies’a ze stanowiska głównego negocjatora ws. Brexitu. Zgodnie z informacjami nie był on w stanie dojść do wspólnego stanowiska z Theresą May. Po przetworzeniu tej informacji, inwestorzy zwrócili uwagę, że decyzja Daviesa może być na rękę premier Wielkiej Brytanii, która ma możliwość powołania na jego stanowisko sprzymierzeńca, który optowałby za bardziej łagodnym Brexitem. Z nominacji premier May nowym sekretarzem od Brexitu został Dominic Raab – wspierający Brexit były minister ds. mieszkalnictwa.

Kolejny cios spadł na szterlinga dużo później tego samego dnia. Do dymisji podał się minister spraw zagranicznych Boris Johnson, jeden z najbardziej zagorzałych zwolenników Brexitu. Wyraził on tym samym niezadowolenie z „łagodnego” podejścia Theresy May do Brexitu –  były minister spraw zagranicznych twierdzi, że w wyniku zaakceptowania ugodowego porozumienia Wielka Brytania zyska „status kolonii”. Kurs pary GBP/PLN stracił około 1% zaraz po rezygnacji Johnsona. Inwestorzy zaczęli ponownie obawiać się o to, jak silną pozycję we własnym rządzie ma Theresa May.

May wyszła jednak obronną ręką z kolejnej politycznej batalii. Co najmniej kilku posłów Partii Konserwatywnej poinformowało media, że obecnej premier nie grozi podważenie jej przywództwa, co pozwoliło szterlingowi na odrobienie części strat z tego dnia.

Para EUR/USD wyhamowuje wzrost, złoty reaguje na poprawę nastrojów

Kurs najpopularniejszej pary na świecie (EUR/USD) wzrósł w poniedziałek rano, co wynikało głównie z utrzymującej się słabości dolara. Inwestorzy powrócili do aktywów ryzykownych, stąd złoty i pozostałe waluty EM odnotowały umocnienie, na czym z kolei ucierpiał dolar. W czasie sesji europejskiej doprowadziło to kurs pary EUR/USD do poziomu bliskiego 1,18. Sytuacja zmieniła się jednak w drugiej połowie dnia. Dolar względem euro umocnił się, w wyniku wspomnianej rezygnacji Borisa Johnsona ze stanowiska ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii.

Z punktu widzenia makroekonomicznych publikacji, poniedziałek nie przyniósł żadnych nowych danych. Stąd inwestorzy byli skupieni na polityce i wypowiedziach członków banku centralnego. Mario Draghi potwierdził we wczorajszej wypowiedzi, że stopy procentowe pozostaną niezmienione do końca lata. Przewodniczący EBC wskazał na protekcjonizm jako główne ryzyko dla gospodarek strefy euro – nie powinno to jednak zakłócić wygaszania programu luzowania ilościowego. Jego słowa nie miały jednak istotnego przełożenia na cenę wspólnej waluty.

Dziś czekamy przede wszystkim na szczegółowy raport JOLTS z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy będą z uwagą obserwować rozwój sytuacji politycznej w Wielkiej Brytanii, jak i wszelkie informacji związane ze zmianami w światowym handlu.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

NSA uchylił interpretację indywidualną fiskusa – przedsiębiorca może ponownie odliczyć wydatek na zakup kasy fiskalnej

Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował, że organy skarbowe błędnie odmawiały prawa do ponownego odliczenia wydatku na kasę fiskalną w przypadku przekształcenia przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną w jednoosobową spółkę kapitałową. A zatem interpretacja fiskusa odnosząca się do przejmowania obowiązku prowadzenia ewidencji obrotu i kwot podatku należnego przy pomocy kas rejestrujących przez spółki powstałe w wyniku przekształcenia jest wadliwa.

Przełomowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) zapadł 2 marca 2018 r. (sygn. akt I FSK 726/16). Sentencja orzeczenia wskazywała na konieczność uchylenia w całości zaskarżonego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach, który oddalił skargę przedsiębiorcy na interpretację indywidualną Ministra Finansów z 5 sierpnia 2015 r. (znak: IPTPP3/4512-243/15-2/ALN) w zakresie podatku od towarów i usług. Naczelny Sąd Administracyjny, uchylając tę interpretację, uznał za błędną wykładnię przepisów prawa podatkowego dokonaną zarówno przez fiskusa, jak i przez sąd I instancji.

W ocenie sądu rozpoznającego skargę kasacyjną indywidualny przedsiębiorca może ponownie odliczyć wydatki na zakup kasy fiskalnej, jeżeli zdecydował się na przekształcenie w spółkę kapitałową. Wyrok NSA potwierdza, iż skorzystanie z takiej ulgi nie jest dopuszczalne przy innym rodzaju przekształceń, co znajduje potwierdzenie w dotychczasowym orzecznictwie sądów administracyjnych. NSA wyjaśnił również rozbieżności interpretacyjne przepisów podatkowych, które pojawiły się w związku z wcześniej ogłoszonym wyrokiem z 23 listopada 2017 r. (sygn. akt I FSK 279/16), gdzie analizie poddawane były kwestie sukcesji uniwersalnej.

Fiskus i WSA bezpodstawnie odmówiły spółce prawa do powtórnej ulgi

Omawiany wyrok wydany został przez Naczelny Sąd Administracyjny w następstwie rozpatrywanej skargi kasacyjnej, której podstawą było wykazanie, że organy podatkowe i Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach w sposób błędny i nieuprawniony odmówiły podatnikowi skorzystania z powtórnego prawa do ulgi z tytułu zakupu kas rejestrujących. W tym zakresie skarżąca spółka wywodziła, że na podstawie art. 111 ust. 4 Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2017 r. poz. 1221, dalej: „ustawa o VAT”) uprawniona była do otrzymania zwrotu kwot wydanych na zakup kas rejestrujących zgłoszonych na dzień rozpoczęcia ewidencjonowania w wysokości 90% jej zakupu bez podatku, ale w wysokości nie więcej niż 700 zł.

Stan faktyczny sprawy wskazywał, że w 2014 r. nastąpił wpis przekształcenia jednoosobowego przedsiębiorstwa w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego (KRS). Podstawą prawną dokonanego przekształcenia był art. 551 w zw. z art. 584 Ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1577, dalej: „k.s.h.”). Zmiana formy prawnej skutkowała zarejestrowaniem spółki w KRS i otrzymaniem przez nią nowych numerów NIP oraz REGON.

Po przekształceniu działalności gospodarczej nowa spółka wymieniła kasy fiskalne i poinformowała urząd skarbowy o rozpoczęciu obowiązku ewidencjonowania, wskazując liczbę urządzeń oraz miejsce ich używania. Jednocześnie powstała w wyniku transformacji spółka wystąpiła do fiskusa z zapytaniem o możliwość skorzystania z odliczenia wydatków poniesionych na zakup kas fiskalnych na podstawie art. 111 ust. 4 ustawy o VAT. Otrzymawszy negatywną interpretację indywidualną, podmiot zdecydował się złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach. Sąd I instancji podtrzymał wykładnię przepisów dokonaną przez Ministerstwo Finansów – uzasadnił to, twierdząc, że w rozpoznawanej sprawie nie doszło do likwidacji jednoosobowej działalności gospodarczej osoby fizycznej. Sąd administracyjny podkreślił za organem, że proces przekształcenia w istocie dotyczył zmiany formy prawnej prowadzonej działalności, a więc wystąpiła kontynuacja istniejącego obowiązku prowadzenia ewidencji obrotu i kwot podatku należnego przy zastosowaniu kasy rejestrującej. Uznawszy, że w przekształconej spółce nie powstał nowy obowiązek ewidencjonowania obrotu za pomocą ww. urządzeń, fiskus oraz WSA w Kielcach odmówiły spółce prawa do ponownego odliczenia poniesionego przez nią wydatku. Skarżąca spółka nie zgodziła się z tym stanowiskiem i zdecydowała się złożyć skargę kasacyjną.

NSA wskazał na dokonanie niewłaściwej wykładni przepisów prawa podatkowego

Na gruncie rozpatrywanej sprawy Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że zarówno w uzasadnieniu interpretacji indywidualnej, jak i wyroku sądu I instancji nie dokonano wykładni przepisów Ustawy dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2018 r. poz. 800, dalej: „Ordynacja podatkowa”). W szczególności nie dokonano prawidłowej analizy art. 112b Ordynacji podatkowej w związku z art. 93a § 4 tej ustawy. W konsekwencji pominięto fakt, że w niniejszej sprawie nie doszło do pełnej sukcesji podatkowej.

Sąd rozpoznający skargę kasacyjną zwrócił szczególną uwagę na to, że sukcesja praw podatkowych następuje z mocy przepisów ustawy (art. 93a § 4 Ordynacji podatkowej). Natomiast do przejęcia zobowiązań przez osoby trzecie niezbędne jest wydanie decyzji na podstawie art. 108 § 1 Ordynacji podatkowej. Zasadnicze znaczenie dla rozpatrywanej sprawy miała również właściwa wykładnia art. 112b Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym za osobę trzecią uznaje się jednoosobową spółkę kapitałową powstałą w wyniku przekształcenia przedsiębiorstwa będącego osobą fizyczną.

Tym samym NSA podkreślił, że organy rozpoznające sprawę w niższych instancjach nieprawidłowo przyjęły, że odpowiedzialność osoby trzeciej za zaległości podatkowe oznacza przejęcie obowiązków. NSA, rozpatrując skargę kasacyjną co do uprawnień spółki do ponownego skorzystania z ulgi na zakup kas rejestrujących, podkreślił: „Przytoczenie pełnej treści art. 93a Ordynacji podatkowej jest o tyle istotne, że w treści tego przepisu ustawodawca przewidział inny zakres sukcesji w zależności od formy prawnej przekształcenia. Nie ulega wątpliwości – co także dostrzegł organ i orzekający Sąd pierwszej instancji – iż w przypadku przekształcenia przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną w jednoosobową spółkę kapitałową (jak w niniejszej sprawie) spółka ta wstępuje jedynie w przewidziane w przepisach prawa podatkowego prawa przekształcanego przedsiębiorcy związane z prowadzoną działalnością gospodarczą, a nie obowiązki”.

Naczelny Sąd Administracyjny – przyznając rację skarżącej spółce – podkreślał konieczność prawidłowej wykładni art. 93a § 1, § 2 oraz § 3 Ordynacji podatkowej. Wskazane regulacje wskazują na zdarzenie sukcesji uniwersalnej, czyli przejęcia wszelkich praw i obowiązków przekształcanej osoby albo spółki. NSA zwrócił też uwagę na art. 93a § 4 Ordynacji podatkowej, który stanowi, że spółka po transformacji z mocy prawa przejmuje jedynie prawa wynikające z przepisów podatkowych dotyczące przekształcanego podmiotu. Tym samym odpowiedzialność osoby trzeciej za zaległości podatkowe nie może być utożsamiana ze wstąpieniem spółki w obowiązki osoby fizycznej, wobec czego błędna była interpretacja przepisów prawa podatkowego dokonana przez fiskusa i WSA w Kielcach.

Skoro skarżąca spółka nie kontynuuje obowiązku prowadzenia ewidencji obrotu i kwot podatku należnego przy zastosowaniu kas rejestrujących, to fiskus oraz sąd administracyjny I instancji niesłusznie postąpiły, odmawiając jej prawa do ulgi przy zakupie kas rejestrujących. Sąd jednoznacznie podkreślił, że nowa spółka stała się podatnikiem, który rozpoczyna ewidencjonowanie zgodnie z art. 111 ust. 4 ustawy o VAT, a tym samym uwzględnił argumenty podnoszone w treści skargi kasacyjnej.

Przekształcenie spółki w spółkę wyklucza powtórne prawo do ulgi

Powtórne skorzystanie z ulgi nie będzie możliwe w przypadku, kiedy nowa osoba prawna utworzona zostaje w wyniku przekształcenia, łączenia czy przejęcia spółek osobowych lub kapitałowych i wstępuje we wszystkie prawa i obowiązki poprzednika prawnego (sukcesja generalna). Stanowisko takie znalazło potwierdzenie w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 listopada 2017 r. (sygn. akt I FSK 279/16), który rozstrzygnął zagadnienie możliwości skorzystania z ponownej ulgi na zakup kasy rejestrującej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, która przejęła spółkę komandytową.

Stan faktyczny dotyczył połączenia spółek prawa handlowego w trybie przejęcia całego majątku spółki przejmowanej przez spółkę przejmującą (art. 492 § 1 pkt 1 k.s.h.). Spółka przejmowana prowadziła ewidencję obrotu i kwot podatku należnego przy zastosowaniu kas rejestrujących. W przeszłości, na podstawie art. 111 ust. 4 ustawy o VAT, odliczyła od podatku należnego kwotę wydatkowaną na zakup kas rejestrujących. Spółka przejmująca zdecydowała, że przed dniem połączenia zakupi kasy rejestrujące, natomiast w dniu poprzedzającym dzień połączenia zakończona zostanie praca „starych” kas fiskalnych. Planując zdarzenie przyszłe, spółka zdecydowała się zadać organowi podatkowemu pytanie, czy będzie mogła skorzystać z prawa odliczenia od podatku kwoty wydatkowanej na zakup każdej z kas rejestrujących.

Wojewódzki Sąd w Poznaniu wyrokiem z 12 listopada 2015 r. (sygn. akt I SA/Po 993/15) oddalił skargę na rozstrzygnięcie Izby Skarbowej w Poznaniu. Uznał bowiem, iż w takim stanie prawnym i faktycznym dochodzi do sukcesji uniwersalnej. Oznacza to przejęcie przez nową spółkę po jej poprzedniczce prawnej zarówno praw, jak i obowiązków, w tym zobowiązania ewidencji za pomocą kas rejestrujących. Organy podtrzymały dotychczasową praktykę, zgodnie z którą nabycie kolejnych kas po dacie powstania obowiązku ewidencjonowania nie uprawnia podatnika do skorzystania z ustanowionej ulgi (zob. wyrok WSA w Krakowie z 17 lipca 2014 r., sygn. akt I SA/Kr 729/14; wyrok NSA z 26 lutego 2013 r., sygn. akt I FSK 494/12). W świetle powyższego Izba Skarbowa w Poznaniu i WSA w Poznaniu uznały, że nie istnieją podstawy do ponownego odliczenia wydatku na kasę fiskalną, ponieważ w myśl art. 93 § 1 i § 2 Ordynacji podatkowej spółka nie rozpoczynała ewidencjonowania fiskalnego.

Stanowisko takie potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 23 listopada 2017 r. (sygn. akt I FSK 279/16), który zwrócił uwagę, że na gruncie art. 111 ust. 4 ustawy o VAT prawo do skorzystania z ulgi ma charakter jednorazowy, odnoszący się do całości dotychczasowej działalności gospodarczej podmiotu chcącego skorzystać z takiego uprawnienia. NSA uznał, że w przypadku przejęcia spółki komandytowej, która otrzymała w przeszłości ulgę na zakup kas, spółka ją przejmująca nie nabywa ponownie prawa do odliczenia. Istotą sukcesji z art. 93 Ordynacji podatkowej jest bowiem takie korzystanie z uprawnień poprzednika, jak gdyby w ogóle nie nastąpiło połączenie spółek przez przejęcie (wyrok NSA z 14 lutego 2014 r., sygn. akt II FSK 536/12).

Rodzaj przekształcenia ma zatem decydujące znaczenie, jeśli chodzi o prawo do ponownego odliczenia wydatków na kasę fiskalną. Nie będzie ono przysługiwało przekształconemu przedsiębiorstwu, jeżeli na gruncie przepisów prawa podatkowego dochodzi do sukcesji uniwersalnej (generalnej). Uprawnienie takie przysługuje natomiast indywidualnemu przedsiębiorcy, który przekształci swoją działalność w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złotówka zwalnia z rana

We wtorkowy poranek widzimy nieznacznie osłabienie złotówki. Oczywiście nie można już spisywać dzisiejszego dnia na straty, gdyż to dopiero pierwsze godziny handlu. Niemniej jednak odbicie dolara na szerokim rynku może pokrzyżować plany dalszych spadków na parach złotówkowych.

Z samego rana frank szwajcarski wyceniany jest na 3,70 zł. Funt brytyjski kosztuje aktualnie 4,86 zł. Za wspólną walutę zapłacimy 4,31 zł, a za dolara amerykańskiego 3,67 zł.

Nieciekawy kalendarz

Przeglądając dzisiejszą kartę z kalendarza można śmiało stwierdzić, iż na rynkach na dobre zagościł klimat wakacyjny. Nie ma bowiem zaplanowanych na dziś żadnych publikacji, mogących w znaczny sposób wpłynąć na rynki. Co prawda poznamy dane dotyczące bilansu handlu zagranicznego oraz wyniki produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii, jednakże odczyty te najprawdopodobniej pozostaną bez większego odzewu ze strony inwestorów. Może być to skutkiem weekendowej decyzji brytyjskiego ministra delegowanego do negocjacji brexitowych, który zrezygnował ze swojej funkcji. Do czasu poznania nowej osoby i stylu jej negocjacji najprawdopodobniej publikacje z Wysp nie będą miały aż tak dużego znaczenia dla inwestorów. Dodatkowo w godzinach przedpołudniowych warto jeszcze zwrócić uwagę na naszych zachodnich sąsiadów. Opublikują oni indeks instytutu ZEW, który ukaże obecne nastroje w niemieckiej gospodarce.

Kolejne dni ciekawsze

Następne dni tygodnia zapowiadają się już znacznie ciekawiej jeśli chodzi o odczyty makroekonomiczne. Do końca tygodnia poznamy dynamikę inflacyjną zarówno konsumencką, jak i producencką w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo opublikowany zostanie protokół z posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, a także poznamy decyzję Banku Kanady odnośnie stóp procentowych.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs funta pod wpływem politycznych zawirowań

Funt ponownie znalazł się w wirze niestabilności politycznej po tym, jak w ślad za rezygnacją sekretarza ds. Brexitu Davida Daivisa tą samą droga poszedł szef MSZ Boris Johnson. Uruchomiło to lawinę spekulacji poddających w wątpliwość możliwości premier May dalszego przewodzenia Torysom. Twardzi Brexitowcy mają jednak ograniczone pole działania, a jeśli Bruksela jest gotowa na kompromisy z Londynem, miękki Brexit staje się coraz bardziej realny.

Wczoraj funt znalazł się w spirali wyprzedaży, kiedy rezygnacja Borisa Johnsona obudziła spekulacje, że frakcja zwolenników twardego Brexitu rozpocznie teraz procedurę odwołania premier May. Do wieczora otrzymaliśmy potwierdzenie, że „pucz” na razie nie jest planowany. Z resztą, pole działa eurosceptyków jest ograniczone. By odwołać premiera, Torysi musieliby zakwestionować jej przywództwo w całej partii. Jakkolwiek potrzeba tylko 48 głosów do uruchomienia procesu, cała procedura głosowania i wyboru nowego lidera może zająć trzy miesiące. W tym czasie negocjacje Brexitu stanęłyby w miejscu, nic nie udałoby się ustalić przed październikowym szczytem UE, a według nowych poprawek do ustawy ws. wyjścia z UE, brak porozumienia do końca października powoduje, że prawo do dalszego prowadzenia negocjacji przejmuje parlament, w którym dominują zwolennicy miękkiego Brexitu i utrzymania Wielkiej Brytanii w unii celnej z UE. Kwestionowanie stabilności rządu także będzie bezowocne, gdyż przyspieszone wybory prawdopodobnie oddadzą władze Partii Pracy (tak wynika z sondaży). Stąd premier May powinna przetrwać powstałą burzę, w miejsce dezerterów już powołała swoich popleczników i teraz kluczowe jest, jaką strategię przyjmie Bruksela. Opór do propozycji przyjętej przez rząd brytyjski w ostatni piątek jest niemal pewny, gdyż May liczy na korzystny dla siebie porozumienia handlowe, ale bez włączania w to swobody przepływu ludzi, podległości pod ETS i wpłat do unijnego budżetu. Mimo to ze wszystkich potencjalnych scenariuszy coraz bliżej jesteśmy miękkiego Brexitu, co w dłuższym horyzoncie jest pozytywne dla funta. Ale wcześniej trzeba poradzić sobie z politycznym sztormem, co gwarantuje podwyższoną zmienność, a dla sporej części rynku ponownie odstrasza do angażowania się w handel GBP.

Reszta rynku FX także nie jest jakoś bardziej pociągająca. Co jeszcze wczoraj rano wyglądało na podsycane trybem risk-on wyprzedawanie USD względem innych walut, dziś straciło swój zapał. Tylko USD/JPY ponad 111 próbuje wyciągnąć dla siebie więcej z rosnącego rynku akcji, ale EUR/USD powrócił pod 1,1750 i zahamowały wzrosty m.in. AUD/USD i NZD/USD. Nadzieje, że obawy o wojny handlowe były tylko złym snem, gdzieś tam są, ale wydaje się zbyt słabe, by przekonać inwestorów do bardziej stanowczego kupowania walut ryzykownych. To w pewnym sensie potwierdza moje przekonanie, że ostatnie odreagowanie strachów o wojny handlowe jest oparte na słabych filarach i bardzo łatwo może zostać zburzone, np. jednym krótkim tweetem.

W zeszłym tygodniu pisałem, że złoty będzie jak Belgia w meczu z Japonia i z fatalnego stanu 0:2 (EUR/PLN 4,41) zdołała odwrócić wynik. Dziś rano byliśmy 10 groszy niżej, choć szczerze muszę przyznać, że sądziłem, że druga połowa meczu potrwa dłużej. Mimo wszystko wahania złotego potwierdzają nieuzasadniony charakter wcześniejszej wyprzedaży, która mogła być podsycana transakcjami zabezpieczającymi inwestorów niechcących uciekać z polskich aktywów (obligacji). Uspokojenie sentymentu zewnętrznego czyni zabezpieczenia niepotrzebnymi i ruch na walucie jest odwrotny. Możliwe też, że wczorajsze umocnienie dodatkowo było napędzane przesiadką inwestorów w regionie z TRY na PLN w obliczu bezprecedensowych zmian dziejących się w Turcji. Zmianie uległo prawo dot. wyboru władz banku centralnego, m.in. skrócenie kadencji obecnego prezesa, zablokowanie jego ponownej kandydatury i zabranie mu prawa rekomendacji wiceprezesów. Od teraz prezydent Erdogan może mianować kogo chce, nie zważając na kompetencje kandydatów. Co więcej ze stanowiska ministra finansów odwołany został dobrze odbierany przez rynek Mehmet Simsek, a jego miejsce zajął zięć Erdogana. W rezultacie lira zanurkowała, a dziś pozostaje na dużej huśtawce. Dalsza wyprzedaż TRY może być czynnikiem wspierającym złotego, choć baczną uwagę trzeba cały czas przywiązywać do sentymentu globalnego. Powrót obaw o wojny handlowe z pewnością nie pozostawi złotego obojętnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Europejski Fundusz Obronny pobudzi innowacje w zbrojeniówce. Polskie firmy z sektora mogą liczyć na wielomilionowe dofinansowania

Europejski Fundusz Obronny pobudzi innowacje w zbrojeniówce. Polskie firmy z sektora mogą liczyć na wielomilionowe dofinansowania 8

Unijna inicjatywa, powołana do życia w ubiegłym roku, to szansa na wielomilionowe dotacje dla polskich firm, które wezmą udział w projektach rozwijających nowe technologie i innowacje w przemyśle obronnym. Budżet Europejskiego Funduszu Obronnego wynosi 13 mld euro, z czego ponad 4 mld trafi na różnego typu projekty badawcze. – Wyzwaniem będzie taka alokacja tych środków, aby nie budziła kontrowersji politycznych, że niektóre państwa czy firmy europejskie korzystają z tych funduszy w większym stopniu, a inne pozostają na uboczu – mówi dr Beata Winter-Górka, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Pomysł finansowania projektów w dziedzinie obronności w końcu się w Unii Europejskiej zmaterializował. Przez wiele lat wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony – oprócz nielicznych wyjątków, jak mechanizm Athena – właściwie wykluczała wspólnotowość finansowania inicjatyw militarnych. Fakt, że po wielu latach sugestii, negocjacji, blokad stawianych przez różne państwa, ta pula na wspólne inicjatywy wojskowe będzie dostępna, to jest ogromny postęp, który należy docenić i wykorzystać w jak największym stopniu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Beata Górka-Winter, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Projekt budżetu na lata 2021–2027, przyjęty na początku maja br. przez Komisję Europejską, po raz pierwszy w historii uwzględnia wydatki na zbrojenia i obronność. W następnej siedmiolatce Wspólnota przeznaczy na ten cel w sumie ponad 20 mld euro. Główne zadanie to wzmocnienie pozycji i zdolności obronnych UE, szczególnie w kontekście m.in. zagrożenia ze strony Rosji, Państwa Islamskiego, niestabilnej sytuacji na Bliskim Wschodzie czy rosnącej liczby ataków terrorystycznych i cybernetycznych. Kolejnym czynnikiem jest Brexit, który mocno osłabi zdolności obronne UE.

Największy budżet, w sumie ok. 13 mld euro, otrzyma utworzony w zeszłym roku Europejski Fundusz Obronny, który ma finansować prace badawczo-rozwojowe i nowe technologie w dziedzinie obronności, prowadzone przez europejskie firmy. Utworzenie EDF oznacza zainicjowanie przez UE własnej polityki w przemyśle obronnym.

Wyzwaniem będzie taka alokacja tych środków, aby nie budziła ona kontrowersji politycznych czy biznesowych, że niektóre państwa czy firmy europejskie korzystają z tych funduszy w większym stopniu i są bardziej zaangażowane, a inne pozostają na uboczu. Polskie stanowisko w kwestii redystrybucji środków, między innymi właśnie z Europejskiego Funduszu Obronnego, było od początku klarownie określone – nie możemy dopuszczać do sytuacji, w której beneficjentami tych środków są wyłącznie największe i najzamożniejsze, ale też najbardziej konkurencyjne państwa i firmy zbrojeniowe. Wydaje się, że ten postulat został usłyszany, ale na jego realizację będziemy musieli poczekać, a także wykazać dużo własnej inicjatywy w procesie pozyskiwania tych funduszy – mówi dr Beata Górka-Winter.

EDF zapewni 4,1 mld euro głównie w formie dotacji na bezpośrednie finansowanie projektów badawczych. Na działania realizowane po zakończeniu fazy badań przeznaczone zostanie blisko 9 mld euro. To m.in. inwestycje krajów UE w opracowywanie prototypów, testowanie i certyfikację rozwiązań. Dzięki temu funduszowi UE stanie się jednym z czterech największych inwestorów w dziedzinie technologii obronnych.

Polskie firmy z sektora, które wezmą udział w projektach współfinansowanych przez EDF, mogą liczyć na wielomilionowe wsparcie. Polska Grupa Zbrojeniowa już w styczniu informowała, że wraz z czterdziestoma innymi europejskimi podmiotami będzie uczestniczyć w programie OCEAN 2020, jest to jeden z pierwszych wojskowych projektów badawczych finansowanych ze środków EDF. Jego celem jest rozbudowa potencjału bezzałogowych statków powietrznych i platform nawodnych oraz podwodnych w rozpoznaniu i nadzorze akwenów morskich.

Utworzenie EDF to jedna z inicjatyw mających wzmocnić wzmocnienia zdolności obronnych. Inną jest PESCO (Permanent Structured Cooperation), czyli stała współpraca strukturalna, która nie obejmuje tylko Wielkiej Brytanii (wychodzi z UE w 2019), Malty i Danii. W grudniu ubiegłego roku Rada Unii Europejskiej zgodziła się na uruchomienie tego mechanizmu przez dwadzieścia pięć spośród dwudziestu ośmiu członków UE. Polska notyfikowała przystąpienie do stałej współpracy strukturalnej, jednak polski rząd miał zastrzeżenia i obawy, czy nie zaszkodzi to naszym relacjom w ramach NATO.

– Od bardzo wielu lat  UE i NATO prowadziły dialog na temat możliwych form współpracy, jednak postęp w tej dziedzinie był dość powolny. Od niedawna ten impas jest już szczęśliwie zażegnany, mamy coraz lepszą współpracę w obszarze definiowania zagrożeń, proponowania pewnych rozwiązań. W tej chwili jest już kilkadziesiąt obszarów, w ramach których obydwie organizacje zadeklarowały swoją współpracę. Jeśli przyjrzymy się strategiom bezpieczeństwa czy dokumentom programowym, w których obie organizacje formułują swoje założenia, to widać coraz mniejsze rozbieżności i coraz większą wolę współpracy po obydwu stronach – mówi dr Beata Górka-Winter.

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2016 roku kraje Unii Europejskiej wydały na obronność łącznie blisko 200 mld euro. Najwięcej Wielka Brytania (47 mld euro), Francja (40 mld) oraz Niemcy (30 mld). Wielka trójka odpowiada za dwie trzecie sumarycznych europejskich wydatków na ten cel. Polska znalazła się na siódmym miejscu (6,8 mld euro).

Polscy producenci drobiu walczą z rosnącym problemem salmonelli. Liczba zachorowań rośnie od dwóch lat

Polscy producenci drobiu walczą z rosnącym problemem salmonelli. Liczba zachorowań rośnie od dwóch lat 9

Zachorowania na salmonellozę stanowią coraz poważniejszy problem – ich liczba od dwóch lat systematycznie rośnie, przekraczając 10 tys. przypadków rocznie. Jednym z głównych źródeł zakażeń są jaja i drób, w którego produkcji Polska zajmuje pierwsze miejsce w UE. Budżet państwa traci co roku duże sumy na pokrywanie strat poniesionych przez producentów drobiu z powodu salmonelloz. Od kilku miesięcy obowiązują nowe zasady krajowego programu zwalczania salmonelloz, które kładą większy nacisk na profilaktykę, bioasekurację i skuteczną eliminację bakterii u źródła, przerzucając większą odpowiedzialność na hodowców.

W 2017 roku produkcja mięsa drobiowego w Polsce mogła wynieść ok. 3 mln ton, co przekłada się na pierwsze miejsce w UE oraz ósme na świecie. Polska jest również jednym z największych eksporterów mięsa drobiowego (czwarte miejsce na świecie) oraz jaj (szóste miejsce). Jednak – podobnie jak wszystkie inne kraje produkujące drób – walczy z zakażeniami wywołanymi bakteriami salmonella. Są one naturalną częścią mikrobiomu jelitowego drobiu, którego równowaga może zostać zachwiana przez różne czynniki (spadek odporności, leczenie, presja środowiska) i stać się zagrożeniem dla zdrowia zwierząt oraz ludzi. W ubiegłym roku w europejskim systemie RASFF pojawiły się aż 64 ostrzeżenia o salmonellozach wykrytych w jajach konsumpcyjnych i mięsie drobiowym z Polski, co stanowiło prawie połowę (48 proc.) wszystkich zeszłorocznych alertów.

 Salmonella spośród mnóstwa bakterii wydaje się najbardziej istotna z punktu widzenia zagrożenia dla zdrowia. Jest to najbardziej powszechnie występujące zakażenie bakteryjne wśród ludzi. Są jeszcze inne zakażenia bakteryjne, ale nie występują tak masowo. Zagrożenia ze strony salmonelli generalnie ograniczają się do chorób układu pokarmowego, ale obserwuje się w tej chwili coraz więcej zakażeń, które przenikają przez sferę jelitową i doprowadzają do form chorobowych zagrażających życiu. Notuje się nawet przypadki śmierci, co prawda pojedyncze, spowodowane zatruciami bakterią salmonella – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Franczak, dyrektor ds. komercyjnych Proteon Pharmaceuticals, autora Białej Księgi ws. sytuacji w branży drobiarskiej związanej z zachorowaniami na salmonellozy.

Salmonella jest w tej chwili drugim pod względem częstości występowania patogenem bakteryjnym odpowiedzialnym za zakażenia przewodu pokarmowego u ludzi. W 2016 roku na terenie UE miało miejsce 128 zgonów spowodowanych zakażeniem tą bakterią. Według danych Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) od 2015 roku na terenie Unii Europejskiej obserwuje się tendencję wzrostową salmonelloz.

 Zagrożenie ze strony salmonelli wynika z globalnego, narastającego zjawiska antybiotykoodporności. Salmonella w swojej populacji ponad 60 proc. bakterii jest oporna na dostępne antybiotyki. Stąd istnieje prawny zakaz stosowania antybiotyków w leczeniu salmonelli, bo z jednej strony takie leczenie nie przynosi pozytywnego skutku, a z drugiej – zwiększa antybiotykoodporność. Jeżeli nie zostaną podjęte żadne odpowiednie działania ograniczające występowanie salmonelli, skala tego zjawiska będzie narastać. Przypadki zachorowań będą coraz częstsze i coraz trudniej będzie je wyleczyć. Jest to jeden z pilnych problemów dla zdrowia publicznego, którym należy się tym zająć – podkreśla Stanisław Franczak.

Tradycyjne metody walki z salmonellozą, w tym stosowanie antybiotyków, są ściśle regulowane przez Unię Europejską. Również konsumenci, coraz bardziej świadomi, domagają się zmniejszenia użycia antybiotyków w hodowli zwierząt. Choć oficjalnie istnieje zakaz używania antybiotyków w walce z bakteriami salmonella, wciąż odnotowuje się nowe przypadki antybiotykoopornych szczepów zarówno u zwierząt, jak i u ludzi.

Od początku tego roku w Polsce obowiązują nowe zasady krajowego programu zwalczania salmonelloz. Ich celem jest przede wszystkim poprawa standardów sanitarnych produkowanej żywności. Wynika to z epidemiologii – liczba zachorowań na salmonellę w Polsce rośnie, a według danych Państwowego Zakładu Higieny w ostatnich dwóch lat przekraczała ona 10 tys. przypadków rocznie.

– To bardzo duży wzrost w stosunku do wcześniejszych lat, kiedy liczba zachorowań była na poziomie 6–7 tys. rocznie. Trzeba podkreślić, że nie wszystkie zachorowania są odnotowane przez system. Można przypuszczać, posługując się danymi amerykańskimi, że realny problem może dotyczyć dwukrotnie większej liczby zachorowań – podkreśla Stanisław Franczak.

Konsumenci są narażeni na salmonellozę poprzez konsumpcję produktów pochodzenia zwierzęcego: jajek, mleka czy mięsa.

– Drugim źródłem zakażeń mogą być produkty pochodzenia roślinnego, jak sałata czy orzeszki ziemne – statystycznie jest to pół na pół zachorowań. Dla własnego bezpieczeństwa konsumenci powinni stosować domowe środki bioasekuracji, czyli myć te produkty, obrabiać termicznie i przede wszystkim kupować z bezpiecznych źródeł, gdzie prowadzona jest urzędowa kontrola salmonelli ­– radzi ekspert Proteon Pharmaceuticals.

Jak podkreśla, starty w gospodarce powodowane przez salmonellozy są liczone nawet w setkach milionów złotych. Są to zarówno koszty po stronie systemu służby zdrowia, koszty społeczne, jak i te ponoszone przez hodowców i producentów.

– Koszt leczenia jednego pacjenta w Polsce szacuje się na około 2 tys. zł. Z drugiej strony, nie szacuje się strat niezwiązanych z leczeniem, czyli absencji w pracy i innych strat ekonomicznych. Dla porównania w USA wyliczono, że gospodarka amerykańska traci rocznie ponad 2,5 mld dol. z tytułu zakażeń bakteriami salmonella – mówi Stanisław Franczak.

W 2016 roku w związku z wykrytymi w hodowlach bakteriami salmonella polscy hodowcy otrzymali z budżetu państwa odszkodowania w wysokości blisko 10 mln zł brutto dla kur hodowlanych oraz ponad 30 mln zł brutto dla kur niosek.

– Salmonellozy powodują istotne straty w rolnictwie, w hodowli zwierząt z tytułu obniżonej jakości artykułów spożywczych. Z drugiej strony powodują też bardzo duże straty ekonomiczne w produkcji. Wzrasta spożycie paszy powodowane biegunkami i wzrasta śmiertelność powodowana śmiertelnymi formami salmonelloz. Kolejnym elementem są straty po stronie budżetu państwa, który wydaje około 100 mln zł na program zwalczania salmonelli i odszkodowania, które musiał wypłacić farmerom za straty. Co istotne, bez większego pozytywnego wpływu, ponieważ notowana liczba salmonelloz od kilku lat rośnie. Dlatego wydaje się, że te pieniądze nie są najlepiej wydawane – ocenia Stanisław Franczak.

Obowiązujące od stycznia nowe zasady krajowego programu zwalczania salmonelloz kładą większy nacisk na profilaktykę, bioasekurację i skuteczną eliminację bakterii salmonella u źródła. Główna odpowiedzialność w całym łańcuchu dostaw żywności została przeniesiona na hodowców, co z kolei wymaga od nich większych niż do tej pory nakładów finansowych. Producenci, którzy nie zastosują skutecznych (innych niż antybiotyki) form walki z bakteriami salmonella i odpowiednio dobranych programów kontroli salmonelloz w stadach, muszą się liczyć z kosztami. Pomimo początkowych kosztów w dłuższej perspektywie przełoży się to na pozytywne efekty ekonomiczne, m.in. dzięki ograniczeniu strat w produkcji.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii wspiera inwestycje w sektorze farmaceutycznym. Wspólnie z branżą chce zmieniać system refundacji

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii wspiera inwestycje w sektorze farmaceutycznym. Wspólnie z branżą chce zmieniać system refundacji 10

Wsparcie biotechnologii i rozwoju branży farmaceutycznej to priorytety Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, bo to napędza innowacyjność gospodarki – podkreśla minister Jadwiga Emilewicz. Temu służyć ma m.in. ogłoszony program akceleracyjny i zamiar uruchomienia hubu biotechnologicznego. W planach jest także zmiana systemu refundacji.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że biotechnologia i produkcja nowych leków jest tym, co przynosi dziś największe zyski do budżetów wielu państw na świecie. To jest też napęd machiny, o której ciągle mówimy, czyli innowacyjności. To, co udało się zrobić przez ostatnie dwa lata, to przede wszystkim zanalizować potencjał tej branży, gdzie jesteśmy w zakresie produkcji leków generycznych, a z drugiej strony, czy jesteśmy w stanie rozwijać nowe komórki i formuły, które zaspokajają najbardziej wyszukane potrzeby – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Jak podkreśla, polski rynek to podatny grunt dla inwestycji firm farmaceutycznych, a wsparcie dla biotechnologii jest jednym z rządowych priorytetów.

– Kilka tygodni temu ogłosiliśmy konkurs na program akceleracyjny dla branży biotechnologicznej, dzięki czemu wiele spółek będzie mogło rozwijać innowacyjne produkty. Chcielibyśmy uruchomić coś, co nazywamy hubem biotechnologicznym. Mamy nadzieję dokończyć ten projekt w tym roku. Uruchomiliśmy fundusz biotechnologiczny w BGK, a dodatkowo w PFR został powołany fundusz Life Science, który już zainwestował w dwie spółki biotechnologiczne, a kolejne są w trakcie oceny. Z drugiej strony mamy projekt realizowany wspólnie przez Roche i Centrum Onkologii w Warszawie. Kolejne tego typu inwestycje globalnych liderów świata farmaceutycznego są planowane w najbliższym czasie w Polsce – wylicza minister Jadwiga Emilewicz.

Jedną z palących kwestii w polskim systemie ochrony zdrowia jest zwiększenie dostępności nowych leków i terapii dla polskich pacjentów.

– Staramy się przemodelować budżet refundacyjny. Przypominam, że w Polsce produkujemy 50 proc. leków zaspokajających nasze potrzeby zdrowotne, a płacimy za to 27 proc. całej naszej refundacji. Chcielibyśmy tę politykę refundacyjną nieco zmienić wspólnie z branżą farmaceutyczną – mówi Jadwiga Emilewicz.

Przyspieszenie procesów refundacji jest jednym z postulatów zawartych w dokumencie „15 Tez dla Zdrowia” stworzonym przez Radę Ekspertów think-tanku Medycznej Racji Stanu. Jest wśród nich także propozycja utworzenia Funduszu na rzecz Walki z Rakiem oraz odrębnego Funduszu na rzecz Chorób Rzadkich i Ultrarzadkich. Na takie schorzenia w Polsce cierpi około 6 proc. społeczeństwa, czyli nawet trzy miliony osób.

– Sytuacja, w której ktoś żyje w nowoczesnym społeczeństwie opartym na humanitarnych zasadach, gdzie wszystkie osoby publiczne, politycy i dziennikarze, codziennie się do tych zasad odwołują, ale państwa nie stać na jego leczenie, to wielka hańba społeczna – podkreśla dr Paweł Kowal, ekspert Instytutu Studiów Politycznych PAN, były wiceminister spraw zagranicznych.

Jednym z głównych postulatów jest przyjęcie zasady zdrowie w polityce. Jak dotąd służba zdrowia nie była priorytetem żadnej z ekip rządzących po 1989 roku, ta tematyka nie pojawia się nawet w trakcie wyborów prezydenckich czy parlamentarnych. Eksperci proponują, żeby zapisać w regulaminie Sejmu zasadę corocznego exposé premiera, poświęconego kwestiom szeroko rozumianej polityki społecznej i służby zdrowia, wygłaszanego 11 lutego w Światowym Dniu Chorego.

– Pomysł jest taki, żeby coraz szersze kręgi interesowały się problemami reformy służby zdrowia – brzmi nudno, a dotyczy nas wszystkich. Wierzymy, że w trakcie wyborów można mówić o służbie zdrowia, o ochronie zdrowia, o tym, jak ją zmienić, jak zapewnić ludziom dostęp do szpitala, wiedzę o możliwościach leczenia, jak dać im podstawowe poczucie bezpieczeństwa – mówi dr Paweł Kowal.

Według ekspertów dobrym pomysłem jest przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum, poprzedzonego dyskusją o najważniejszych problemach w służbie zdrowia. Polaków należałoby zapytać m.in. o to, jak wydatkować środki publiczne przeznaczane na zdrowie i czy zgadzają się na dobrowolne ubezpieczenia komplementarne albo pokrywanie części kosztów za określone świadczenia. Po referendum powinna zostać podpisana umowa społeczna – pod patronatem Prezydenta RP – z udziałem wszystkich znaczących sił politycznych zobowiązująca kolejne rządy do kontynuowania reform w służbie zdrowia.

– Od dawna kołacze się pomysł na to, aby pewne rozwiązania w zakresie ochrony zdrowia zaproponować jako europejskie, podobnie jak kiedyś powstała Unia Bankowa czy Unia Energetyczna, która opierała się o struktury Unii Europejskiej i proponowała rozwiązania ponadpaństwowe. To byłby ruch odświeżający naszą aktywność wewnątrz UE – mówi dr Paweł Kowal.

Jedną z propozycji jest stworzenie solidarnościowej, europejskiej listy leków dla całej UE i zrównanie dostępu do leków refundowanych. Założenia EUZ (oparte o doświadczenia takich rozwiązań jak np. Europejska Unia Energetyczna) mogłyby się stać częścią budowania polskiej koalicji wewnątrz Wspólnoty.

– Ochrona zdrowia to element bezpieczeństwa narodowego. Nie można mówić o bezpieczeństwie tylko w kategoriach zamówień na czołgi, samoloty i okręty, ale również w kategoriach tego, jak zmniejszyć kolejki do lekarza, jak zapewnić wszystkim chorym na raka możliwość szybkiej, taniej i skutecznej terapii. To jest możliwe – są państwa rozwinięte, które lepiej się zorganizowały, mają dobre wzorce i trzeba zacząć myśleć nad tym, jak je wprowadzić w Polsce, uwzględniając naszą specyfikę i możliwości budżetowe – mówi dr Paweł Kowal.

Wśród pozostałych propozycji think-tanku Medyczna Racja Stanu znalazły się m.in. postulaty wsparcia systemowego dla osób walczących z nadwagą i otyłością, propagowanie wiedzy na temat zapobiegania chorobom cywilizacyjnym, wsparcie dla POZ i opieki środowiskowej, wprowadzenie równości podmiotów leczniczych wobec płatnika (NFZ), umożliwienie pozabudżetowego dopływu środków finansowych na ochroną zdrowia i zrównanie składek wszystkich grup społecznych, znowelizowanie koszyka świadczeń gwarantowanych oraz skrócenie czasu oczekiwania na refundację leków i realizację programów lekowych.

W najbliższych miesiącach „Tezy dla Zdrowia” zostaną poddane konsultacjom i przedstawione zainteresowanym resortom. Równolegle toczy się zainicjowana przez Ministerstwo Zdrowia debata, która ma potrwać do wiosny 2019 roku i wyznaczyć kierunek reform w służbie zdrowia na kolejnych 15–30 lat.

Mobilne urządzenia medyczne są coraz bardziej zaawansowane. Przenośny analizator ciała zmierzy m.in. tkankę tłuszczową i masę mięśniową

Mobilne urządzenia medyczne są coraz bardziej zaawansowane. Przenośny analizator ciała zmierzy m.in. tkankę tłuszczową i masę mięśniową 11

Coraz więcej inteligentnych rozwiązań wspiera osoby aktywne fizycznie. Urządzenia noszone na ciele lub w kieszeni pozwalają monitorować stan organizmu, informując np. o składzie wydychanego powietrza, tętnie czy saturacji. Nowością jest przenośny analizator tkanki tłuszczowej, który błyskawicznie zmierzy poziom tkanki tłuszczowej, masy mięśniowej, a nawet określi typ metaboliczny. Mobilne urządzenia medyczne są coraz bardziej zaawansowane. Potrafią już mierzyć jakość wydychanego powietrza, a nawet wykrywać wczesne objawy raka czy Parkinsona.

– Opracowaliśmy przenośny analizator tkanki tłuszczowej o nazwie One SmartDiet. Potrafi on mierzyć skład ciała, czyli tkankę tłuszczową, masę mięśniową, podstawową przemianę materii i wskaźnik masy ciała.  Posiada też czujnik aktywności, więc użytkownik może sprawdzać powyższe informacje w zakładkach, gdy np. urządzenie znajduje się w kieszeni – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Seungmin Yoo z koreańskiej firmy OneSoftDigm.

Mobilny analizator zbiera dane o kondycji ciała za pomocą czterech elektrod. Według producenta, urządzenie podaje wyniki z dokładnością nawet 98,8 proc. Zmierzy w procentach i kilogramach poziom tkanki tłuszczowej, a w kilogramach poziom masy mięśniowej. Obliczy także BMI i dzienne zapotrzebowanie na kalorie. Za opracowanie danych z czujników odpowiedzialne są autorskie algorytmy stworzone przez producenta.

– Wyciągając ramiona i trzymając analizator przed sobą będziemy mogli zważyć górne partie ciała, a aplikacja wyświetli wynik pomiaru. Wykorzystujemy technologię analizy impedancji bioelektrycznej, dzięki czemu urządzenie analizuje dane o impedancji w organizmie, a aplikacja wyświetla wynik bazujący na naszym własnym algorytmie, którego opracowanie zajęło nam cztery lata – tłumaczy Seungmin Yoo.

Trwają prace nad kolejną generacją urządzenia, które będzie wyposażone dodatkowo w pulsometr, czujnik stresu oraz termometr mierzący temperaturę skóry. Producent planuje również opracować kompleksowy system wsparcia, dzięki któremu użytkownicy zyskają dostęp do jeszcze bardziej zaawansowanych funkcji i analiz.

– Pracujemy nad platformą i funkcjonalnościami, dzięki którym użytkownicy będą mogli wysyłać dane do serwera w chmurze, a my, w oparciu o silnik big data, będziemy je analizować, a następnie przesyłać użytkownikowi porady dotyczące jego zdrowia – zapowiada ekspert.

Rynek medycznych urządzeń wearables rozwija się bardzo dynamicznie. To już nie tylko opaski mierzące puls, czy inteligentne zegarki z zaawansowanymi czujnikami mierzącymi np. puls. Do końca 2018 roku na rynku ma się pojawić system VitaScale. Składa się on z dwóch elementów – systemu słuchawek z czujnikami analizującymi skład wydychanego powietrza oraz analizującej te dane aplikacji mobilnej. Na podstawie zebranych informacji użytkownik dowie się ile spala tłuszczu i węglowodanów.

Na rynku dostępne są również bardziej zaawansowane mobilne rozwiązania, pozwalające nawet na wykrycie raka, czy Parkinsona. Jedno z nich opracowali naukowcy z Izraelskiego Instytutu Technologii. Działający również w oparciu o analizę wydychanego powietrza analizator jest w stanie wykryć markery ośmiu nowotworów, a w sumie może przyczynić się do zdiagnozowania siedemnastu różnych chorób, w tym między innymi choroby Parkinsona.

Według analityków marketsandMarkets rynek medycznych urządzeń wearables do 2022 roku osiągnie wartość 14,5 mld dolarów.

Sztuczna inteligencja na sieciowych serwerach ułatwi pracę m.in. lekarzy. Specjalny pakiet oprogramowania ułatwi jej wdrażanie w firmach i instytucjach

Sztuczna inteligencja na sieciowych serwerach ułatwi pracę m.in. lekarzy. Specjalny pakiet oprogramowania ułatwi jej wdrażanie w firmach i instytucjach 12

Rozwijanie i wdrażanie technologii sztucznej inteligencji to jeden z głównych trendów w IT. Ponad połowa organizacji na świecie jest na etapie gromadzenia informacji, które pozwolą im na stworzenie własnych strategii wdrażania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Dla firm, które planują takie wdrożenia, problemem są kwestie kosztów i logistyki. Pakiet oprogramowania przeznaczony do obsługi sztucznej inteligencji może zrewolucjonizować proces wdrażania nowych rozwiązań. W pierwszej kolejności skorzysta z niego medycyna.

– QuAI to pakiet oprogramowania działający na serwerach NAS (Network Attached Storage – przyp.red.), przeznaczony do obsługi sztucznej inteligencji. Oferujemy oprogramowanie dla deweloperów, aby mogli wdrażać swoje rozwiązania sztucznej inteligencji bez względu na to, do czego chcą ją wykorzystać – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mathias Fürlinger z firmy QNAP Systems.

Raport Gartnera „Top 10 Strategic Technology Trends for 2018” wskazuje sztuczną inteligencję jako jedną z czołowych technologii 2018 roku. Wciąż jednak aż 59 proc. organizacji jest dopiero na etapie gromadzenia informacji, które pozwolą im na stworzenie własnych strategii wdrażania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Pozostałe testują lub faktycznie stosują takie technologie. Problemem przy wdrożeniu są koszty i logistyka – przede wszystkim wyposażenie w sprzęt z odpowiednią mocą obliczeniową.

– Serwery NAS z technologią GPU passthrough pozwalają instalować dodatkowe karty graficzne. Mamy więc system działający na serwerze QNAP, który charakteryzuje się znaczną modularnością. Poprzez centrum aplikacji można dodać nasze oprogramowanie, a w nim możemy zaprogramować i zainstalować kod oprogramowania do sztucznej inteligencji, którą można wykorzystać np. w służbie zdrowia – tłumaczy Mathias Fürlinger.

W serwerach NAS można zainstalować oddzielną kartę graficzną, a specjalna aplikacja umożliwia podłączenie jej do maszyny wirtualnej, która w ten sposób zwiększy moc obliczeniową systemu, niezbędną do korzystania ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Zainstalowany na serwerze pakiet oprogramowania QuAI pozwala zaś programistom na optymalizowanie modeli sztucznej inteligencji, które zostały uruchomione na serwerze. Pierwsze wdrożenia pakietu wykorzystywane są w medycynie.

– Gdy lekarz musi przefiltrować tysiące zdjęć rentgenowskich, aby znaleźć niewielką plamkę wskazującą na potencjalną chorobę u pacjenta, pomóc może sztuczna inteligencja, automatycznie filtrując obrazy, ucząc się przy tym bazy danych, aby czynność ta była wykonywana w tle – przekonuje Mathias Furlinger.

Prawdopodobnie już ok. 2040 roku sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom, a roboty coraz częściej zastępują człowieka, przede wszystkim w produkcji i przemyśle. Badania Oxford Martin School wskazują, że w konsekwencji postępu technologicznego w ciągu 10–20 lat niemal połowa wszystkich amerykańskich zawodów może zostać skomputeryzowana.

– Sztuczna inteligencja może wykonywać o wiele sprawniej wszystkie czynności, które wymagają znacznych nakładów pracy manualnej, w tym czasochłonne prace, takie jak porównywanie danych z bazą danych – wskazuje ekspert.

Według raportu „Artificial Intelligence Technologies 2018” wartość rynku technologii sztucznej inteligencji ma wzrosnąć z 2,4 mld dol. w 2017 roku do 59 mld dolarów w 2025 roku.

Przybywa fanów żeglowania. Inwestycje w jachty na wynajem zyskują na popularności

Przybywa fanów żeglowania. Inwestycje w jachty na wynajem zyskują na popularności 13

Relaks pod żaglami staje się coraz bardziej popularną aktywnością. Ponad pół miliona Polaków uprawia żeglarstwo sportowo, a 1,3 miliona ma uprawnienia do kierowania łodzią. Ze względu na koszty tylko niewielki odsetek ma własną jednostkę pływającą. Choć używaną żaglówkę można kupić już za kilka tysięcy złotych, motorowe jednostki pełnomorskie to koszt kilkuset tysięcy. Dlatego coraz częściej decydujemy się na czarter. To szansa dla inwestorów. Zwrot z inwestycji w jacht może wynieść od kilku do nawet 16 proc.

– Polacy coraz więcej podróżują, coraz częściej wybierają destynacje bardziej odległe od Polski i decydują się na różne formy wypoczynku, również żeglarstwo – mówi agencji Newseria Biznes Leszek Zięba, menadżer ds. kluczowych partnerów w mFinanse, przedstawiciel Związku Firm Pośrednictwa Finansowego. – To sport uprawiany przez ludzi, którzy nawet nie mają patentu. Można wynająć łódź ze sternikiem i popłynąć w dłuższy czy krótszy termin, nie znając się zupełnie na żeglarstwie.

Z raportu „Polski rynek żeglarski” wynika, że ponad pięć milionów Polaków co najmniej raz na kilka lat uczestniczy w rejsach jako rekreacyjna, bierna załoga. W sumie aż 70 proc. Polaków miało w życiu większą lub mniejszą styczność z żeglarstwem. Liczbę osób, które biorą udział w zawodach lub uprawiają ten sport profesjonalnie, szacuje się na ponad pół miliona. Na własną łódź lub jacht stać jednak nielicznych. Dlatego łodzie są coraz chętniej czarterowane. To zaś okazja dla tych, którzy szukają ciekawych możliwości inwestycyjnych.

– Inwestycja w jacht jest dobrym pomysłem, dlatego że Polacy coraz chętnie podróżują. Pływamy i na Bałtyku, i na Morzu Śródziemnym. Jest wielu Polaków, którzy żeglują, część osób zastanawia się więc nad tym, czy nie warto na tym zarobić – wskazuje Leszek Zięba.

Za wynajem łodzi trzeba zapłacić od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Wszystko zależy od rodzaju łodzi, wielkości i wyposażenia. Przy wynajmie jachtu powyżej 7,5 metra konieczne jest posiadanie specjalnych uprawnień. Jeśli takich nie mamy, można wypożyczyć łódź razem z opieką skipera. Wówczas koszty rosną.

Nie brakuje osób, które decydują się na zakup jachtu z myślą o inwestycji. Zwłaszcza że może przynieść znacznie większe zyski niż np. najem mieszkania. Z analizy Róży Wiatrów wynika, że np. z jednostki o wartości 150 tys. zł właściciel może uzyskać około 25 tys. zł rocznie przychodu z samych tylko czarterów krajowych. Zwroty z inwestycji sięgają od 5 proc. do nawet kilkunastu procent.

– Jeśli nie mamy własnych środków, warto pomyśleć nad kredytem bądź leasingiem. Jeśli mamy działalność gospodarczą i chcemy czerpać z tego korzyści jako firma, to leasing bądź kredyt inwestycyjny będzie dobrym pomysłem. Osoby fizyczne, które chcą skorzystać z tego typu inwestycji, powinny zastanowić się nad kredytem gotówkowym – mówi ekspert ZFPF.

Używaną żaglówkę można mieć już za kilka tysięcy złotych. Większe jednostki to już koszt kilkuset tysięcy złotych i więcej. Do tego dochodzą dodatkowe wydatki, m.in. koszt utrzymania, remontów czy opłaty portowe.

– Koszty takiej inwestycji to przede wszystkim zakup samego jachtu czy łodzi motorowej, bo w przypadku pełnomorskich, dużych łodzi motorowych koszty idą już w setki tysięcy. Im nowsza łódź, im bardziej bogato wyposażona, tym koszty będą wyższe. Oprócz tego musimy się liczyć z kosztami całorocznego utrzymania takiej jednostki, a jeśli pływamy nie tylko w Polsce, to także z kosztami cumowania w portach, względnie dodatkowymi kosztami wynikającymi z przeliczeń walutowych – wymienia Zięba.

Na rynku jest coraz więcej firm specjalizujących się w wynajmie łodzi, nie brakuje też prywatnych inwestorów, którzy albo korzystają z pomocy specjalistów, albo sami zajmują się najmem łodzi.

– Wyspecjalizowane firmy, które pomogą nam znaleźć wynajmujących, pomogą też ustalić grafik, który zapewni nam maksymalne korzyści z tej inwestycji – zaznacza Zięba.

Ekspert radzi, by przed podjęciem decyzji opracować biznesplan, określić ryzyko i potencjalny zysk. Warto też pamiętać o tym, że koszty inwestycji może zwrócić nie tylko czarter łodzi, lecz także np. sprzedaż powierzchni reklamowej.

Specjalny plecak stworzy trójwymiarowy obraz otoczenia za pomocą lasera. Technologia sprawdzi się wśród architektów, a także w autonomicznych pojazdach

Specjalny plecak stworzy trójwymiarowy obraz otoczenia za pomocą lasera. Technologia sprawdzi się wśród architektów, a także w autonomicznych pojazdach 14

Systemy trójwymiarowego obrazowania przestrzeni w ciągu ostatnich kilku lat znacząco ewoluowały. Dzięki upowszechnieniu się rozwiązań inteligentnych w branży motoryzacyjnej udało się je zminiaturyzować do tego stopnia, że z powodzeniem zmieszczą się w niewielkim plecaku. Takie rozwiązanie umożliwi zeskanowanie trudno dostępnych miejsc oraz spopularyzuje tę technologię wśród geodetów, architektów czy firm budowlanych. W niektórych przypadkach dobrze zobrazowany przestrzennie teren może ratować życie.

Leica Pegasus to przenośna platforma do skanowania zamknięta w obudowie z włókna węglowego. Plecak łączy pięć kamer oferujących w pełni skalibrowany widok 360 stopni oraz dwa profilery LiDAR. Synchronizuje obrazy i chmury punktów, dostarczając pełną dokumentację budynków podczas całego cyklu ich użytkowania.

– Plecak Pegasus to mobilna platforma pomiarowa umożliwiająca mobilną rejestrację otoczenia użytkownika. Urządzenie wyposażono w pięć kamer rejestrujących obraz w zakresie 180 stopni, a także dwa skanery LIDAR Velodyne, skanujące przestrzeń z częstotliwością 600 tys. punktów na sekundę. Dzięki technologiom GPS i IMU nakreślamy trajektorię, w oparciu o którą nakładamy trójwymiarową chmurę punktów – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Viktor Milev z Leica Geosystems.

Z technologii lidarowej, czyli laserowego pomiaru odległości, najczęściej korzystają policjanci do pomiaru prędkości kontrolowanych pojazdów. Jednak coraz częściej wykorzystuje się ją także do obrazowania trójwymiarowej przestrzeni w branży motoryzacyjnej. Sięgnął po nią m.in. Elon Musk podczas projektowania inteligentnych samochodów. Lidar jest jednym z najważniejszych elementów systemu rozpoznawania obiektów w trójwymiarowej przestrzeni, dzięki któremu pojazdy Tesli potrafią rozpoznawać pasy ruchu, innych uczestników ruchu drogowego czy pieszych, którzy bez uprzedzenia wtargną na jezdnię.

Technologia laserowego obrazowania terenu ma jednak znacznie szersze zastosowanie – z lidarowych map lotniczych korzysta się m.in. przy prowadzeniu badań geomorfologicznych. Mobilne obrazowanie terenu w 3D znajdzie również zastosowanie przy mapowaniu planów i tras ewakuacji. Osoby reagujące na klęski żywiołowe mogą pieszo pozyskiwać dane 3D o katastrofie. Krótsze czasy reakcji mogą się przełożyć na ochronę życia i minimalizację szkód.

– Plecak przeznaczony jest przede wszystkim dla ekip geodezyjnych, firm budowlanych i biur architektonicznych do sporządzania dokumentacji obiektów lub budynków, jak również do pomiarów w tunelach i miejscach, gdzie korzystanie z GNSS nie jest możliwe. W razie niedostępności GNSS, Pegasus pozwala też na georeferencjonowanie chmury punktów – dodaje rozmówca.

Wraz z rozwojem branży autonomicznych pojazdów zainteresowanie obrazowaniem laserowym będzie rosło. Projektanci Volvo otwarcie przyznali, że nie wyobrażają sobie tworzenia inteligentnych samochodów bez wykorzystania lidarów. Podobnego zdania są naukowcy z instytutu Leti, którzy planują rozwijać technologię lidarową z francuskim przewoźnikiem Transdev, aby umożliwić wprowadzenie na rynek autonomicznych pojazdów transportu publicznego.

– To bardzo przyszłościowa technologia, która znajdzie zastosowanie w pojazdach samojezdnych, gdzie rejestrowanie całego otoczenia tak, aby samochód rozpoznawał poszczególne obiekty, stanowi duże wyzwanie. Poza tym może się ona przydać do tworzenia dokumentacji wszelkich budynków i budowli, pozwalając na tworzenie trójwymiarowych modeli – podsumowuje Viktor Milev.

Szacuje się, że rynek technologii obrazowania laserowego dla urządzeń autonomicznych osiągnie w 2026 roku wartość 2 mld dol. Według raportu Transparency Market Research średnioroczny wskaźnik wzrostu w tym okresie przekroczy 35 proc.

Polska w unijnej czołówce pod względem liczby reklam alkoholu w telewizji. Przekładają się one na zachowanie młodych ludzi

Polska w unijnej czołówce pod względem liczby reklam alkoholu w telewizji. Przekładają się one na zachowanie młodych ludzi 15

Liczba reklam piwa w Polsce znacznie przekracza średnią europejską. W ciągu 10 miesięcy 2017 roku przekroczyła 780 tys.,  a w ciągu 16 lat – blisko 4 mln. Rośnie też czas antenowy przeznaczany na reklamy piwa zarówno w telewizji publicznej, jak i prywatnej. Te wzrosty przekładają się na większe spożycie złotego trunku, szczególnie wśród młodzieży – podkreśla dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Dlatego jego zdaniem reklamy piwa należałoby wyeliminować w ogóle z życia publicznego, zarówno z tradycyjnych mediów, jak i mediów społecznościowych.

Nowelizowana ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi ma ograniczyć reklamę piwa tylko do godzin 23.00–6.00 (zamiast od godz. 20.00, jak dotychczas). Zdaniem dyrektora PARPA to zbyt mało.

W Polsce prawnie dozwolona jest reklama piwa, ale niestety jest tak, że inne alkohole są również reklamowane, w związku z tym problem reklamy powinien być potraktowany kompleksowo. Problem jest duży, bo reklama ma przemożny wpływ na zachowanie młodych ludzi, którzy uczą się przez obserwowanie środowiska i to, co serwuje im się w mediach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że pod względem liczby reklam alkoholu w telewizji Polska zajmuje miejsce w unijnej czołówce. Udział takich spotów w całości emitowanych reklam wyższy jest tylko w Chorwacji, Rumunii, Bułgarii i Czechach, a łączna liczba reklam alkoholowych wyższa jest tylko w Wielkiej Brytanii.

Łącznie w ciągu ostatnich 16 lat (od 2001 roku prawo umożliwia reklamowanie piwa) wyemitowano 3,8 mln spotów. W ciągu 10 miesięcy 2017 roku było ich ponad 780 tys., a ich udział w reklamach ogółem wyniósł 3,21 proc. Jeszcze w 2010 roku było to 1,21 proc. Dom mediowy Starcom podaje, że wydatki firm piwowarskich na promocję w telewizji systematycznie rosną i w ubiegłym roku sięgnęły 112 mln zł.

Bez względu na to, w jakich porach te reklamy są emitowane, młodzi ludzie je oglądają. Rzecz w tym, że reklamy w moim przekonaniu należałoby wyeliminować w ogóle z życia publicznego, i to zarówno w nadajnikach typu telewizja, jak i w mediach społecznościowych. To istotne, ponieważ liczba reklam emitowanych w Polsce przekracza wszelkie europejskie osiągnięcia, skutki tego niestety już mamy – mówi Krzysztof Brzózka.

Choć przedstawiciele branży alkoholowej przekonują, że reklamy nie są skierowane do dzieci i młodzieży, to najmłodsi mają z nimi kontakt. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że dziesięcioletnie dzieci doskonale orientują się w markach piw, a ich wiedza jest w tym zakresie większa niż w przypadku marek chipsów czy ciastek.

– Młodzi ludzie w okresie rozwojowym mają swoje problemy, wątpliwości dotyczące siebie, swojej pozycji w grupie. Poprzez reklamy pokazujemy młodzieży, jak łatwo być pięknym, uśmiechniętym, zadowolonym, mieć sukces towarzyski, dobrze się czuć w otoczeniu, być rozmownym. Pokazujemy, że wystarczy sięgnąć po kufel piwa – podkreśla dyrektor PARPA.

Zdaniem eksperta konieczne jest nie tylko całkowite zabronienie reklam napojów alkoholowych w telewizji, lecz także w mediach społecznościowych. Zwłaszcza że najmłodsi są tam bardzo aktywni. Potrzebne są jednak odpowiednie przepisy.

Jeżeli zostawimy ściganie reklam organom publicznym, państwowym i każdemu emitentowi mielibyśmy wytaczać proces, to będzie to nieskuteczne. Liczba reklam ukazujących się w mediach społecznościowych jest przeogromna i śledzenie każdego przypadku jest po prostu niemożliwe – mówi Krzysztof Brzózka. – Ale tak jak możliwe jest nałożenie filtrów dotyczących przemocy czy pornografii przez media społecznościowe, tak samo jest możliwe nałożenie filtrów dotyczących reklam alkoholu. 

PARPA podaje, że od 2001 do 2016 roku całkowite spożycie alkoholu wzrosło o 40 proc. Jeszcze w 2001 roku Polak wypijał średnio 6,63 litra 100 proc. etanolu zawartego we wszystkich napojach alkoholowych (3,66 litra w piwie). W 2016 roku było to już 9,37 litra, z czego piwo wyniosło 5,7 litra (wzrost o blisko połowę).

Wzrost spożycia notowany jest także wśród młodzieży. Według badań, na które powołuje się PARPA, w jej przypadku przy reklamach skierowanych do młodych prawdopodobieństwo sięgnięcia po konkretne marki alkoholu było pięciokrotnie większe niż w przypadku tych osób, które reklam nie widziały.

Średni wiek inicjacji alkoholowej w Polsce wynosi 12 lat. Rzecz w tym, żebyśmy nie wychowywali dzieci w kulcie sięgania po alkohol, kiedy mają jakiś problem życiowy albo dlatego że panuje taka moda. Warto pamiętać, że reklama tytoniu została zakazana i wśród młodych palenie przestaje być modne. I o to chodzi, o wytworzenie społecznej atmosfery, która podobnie jak w przypadku tytoniu będzie miała swój efekt w przyszłych zachowaniach młodych ludzi – podkreśla Krzysztof Brzózka.

Tydzień odpoczynku dla giełd

Początek lipca przyniósł odreagowanie na rynkach akcyjnych. Wzrostom sprzyjał brak nowych doniesień związanych z wojną handlową. Dodatkowo, piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się korzystne dla akcji. Silny przyrost miejsc pracy i powrót na rynek aktywnie jej poszukujących, przy braku większej presji na wzrost płac sprzyja rynkom akcyjnym. W Europie indeks DAX zyskał w przeciągu tygodnia 1,55%, francuski CAC40 0,98%, a brytyjski FTSE100 znalazł się delikatnie pod kreską uzyskując -0,25%. W Stanach Zjednoczonych, podobnie jak w większości krajów europejskich, dominował kolor zielony. Indeks S&P500 wzrósł o 1,52%, DJIA 0,76%, a indeks giełdy Nasdaq zyskał aż 2,37% ponownie wkraczając na miesięczne maksima.

W Polsce indeks szerokiego rynku również znalazł się na plusie, jednak wzrosty były napędzane głównie poprzez największe spółki co pokazuje siłę zagranicznego kapitału. Mniejsze spółki nie radziły sobie jednak równie dobrze co nie najlepiej świadczy o krajowym parkiecie. W skali całego tygodnia indeks WIG zyskał 0,97%, wyceny największych spółek wzrosły o 0,78%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikiem, odpowiednio, 0,48% i -0,53%.

W tym tygodniu w środę zakończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, które prawdopodobnie nie przyniesie żadnych zaskoczeń, a w piątek opublikowane zostaną finalne dane o inflacji CPI za czerwiec. W gospodarce globalnej we wtorek istotne mogą okazać się dane o inflacji z Chin, produkcji przemysłowej we Francji i Wielkiej Brytanii oraz odczyty indeksu ZEW dla gospodarki niemieckiej. W środę warto zwrócić uwagę na odczyt inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych, natomiast w czwartek będzie mieć miejsce najważniejszy odczyt tygodnia – inflacja CPI z USA, a także produkcja przemysłowa ze strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Agencja ratingowa EuroRating podsumowała 2017 rok w Grupie Murapol wydając ocenę ratingową na poziomie BB-

Agencja ratingowa EuroRating podsumowała 2017 rok w Grupie Murapol wydając ocenę ratingową na poziomie BB- z perspektywą stabilną, zwracając uwagę na dokonane w 2017 roku wysokie nakłady inwestycyjne. Warto jednak podkreślić, że w pierwszym półroczu 2018 roku Murapol zrealizował dezinwestycje aktywów niezwiązanych z podstawową działalnością oraz osiągnął rekordowe poziomy sprzedaży mieszkań. Grupa Murapol w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku sprzedała blisko 1,8 tys. mieszkań, czyli o ok. 12 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. W całym 2018 roku Spółka planuje przekazać klientom rekordowe 2,6 tys. lokali mieszkalnych, o ponad 120% więcej niż w 2017 roku, co zostanie rozpoznane w wynikach II półrocza 2018 roku. Biorąc pod uwagę założone plany sprzedaży oraz przekazań mieszkań, zarząd spółki Murapol oczekuje relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.

Agencja EuroRating obniżając ocenę ratingową Grupy Murapol do BB- z BB zwróciła uwagę m.in. na wysokie nakłady inwestycyjne poczynione przez Grupę w 2017 roku, szczególnie związane z zaangażowaniem kapitałowym w Skarbiec Holding S.A oraz Polnord S.A. Należy jednak zwrócić uwagę, że w ramach prowadzonej przez nowy zarząd Spółki strategii upraszczania struktury bilansu, Grupa wyszła z tych inwestycji. Transakcje te zostały zrealizowane z ceną wyższą niż średnia cena giełdowa tych akcji z ostatniego kwartału. Poczynione dezinwestycje z aktywów niepracujących wpłyną pozytywnie na sytuację wskaźnikową i profil kredytowy Grupy.

Agencja zwróciła uwagę także na wzrost zadłużenia związanego z istotnym wzrostem wartości aktywów, jaki nastąpił w ciągu ostatnich kilku kwartałów. Poczynione nakłady inwestycyjne spowodowały wzrost zobowiązań – w tym długu oprocentowanego. Poza powyższymi inwestycjami kapitałowymi, znaczna część inwestycji dotyczy transakcji związanych ze wzrostem skali podstawowej działalności – deweloperskiej, czego wyrazem jest posiadany portfel zarówno projektów w budowie, jak i w przygotowaniu. Na zakończenie pierwszego półrocza 2018 roku, portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6236 lokali mieszkalnych powstających w 36 projektach. Dodatkowo dokonano znacznego rozbudowania aktywnego banku ziemi, który obecnie jest jednym z największych banków ziemi w relacji do skali rocznej sprzedaży wśród krajowych deweloperów. Odnosząc się do parametru konwersji gotówki i stanu zapasów, warto zauważyć, iż mamy do czynienia z efektem kumulacji inwestycji, gdzie zdecydowana większość projektów ma wysoki poziom zaawansowania. Cel przekazań w 2018 roku wynosi 2,6 tys. lokali mieszkalnych, wobec 1,15 tys. w ub.r. Ten ponad dwukrotny wzrost przekazań będzie odzwierciedlony w wynikach finansowych Grupy – ze względu na typową dla deweloperów sezonowość w II półroczu 2018 roku.

Oceniający zwrócił także uwagę na ryzyko niekorzystnych zmian prawnych tj. postulowanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zmian tzw. ustawy deweloperskiej, zakładających likwidację funkcjonowania otwartych rachunków powierniczych. W naszej ocenie istnieje wiele czynników, które sprawiają, że ryzyko to nie będzie miało tak istotnego wpływu na działalność Grupy Murapol, przynajmniej w horyzoncie oceny ratingowej. Po pierwsze, harmonogram potencjalnej implementacji ustawy może dotyczyć biznesu deweloperskiego najwcześniej w 2020 roku (o ile zostanie ona w obecnym kształcie uchwalona). Ponadto ustawa dotknęłaby całą branżę, ale w stopniu relatywnie mniejszym największych deweloperów. Ponadto spółka rozważa wdrożenie rozwiązań, które pozwolą minimalizować jej ewentualne skutki – np. kredyty projektowe.

Agencja EuroRating przyznała Grupie Murapol perspektywę stabilną, która oznacza, iż według obecnych ocen nadany spółce rating w horyzoncie kolejnych 12 miesięcy najprawdopodobniej nie powinien ulec zmianie. Jest to wyrazem oczekiwań agencji co do pozytywnych efektów poczynionych dezinwestycji kapitałowych oraz finalizacji realizowanych obecnie dużych projektów deweloperskich na przełomie 2018 i 2019 roku, co sprawi że pozycja kapitałowa i płynnościowa Murapolu powinna ulec poprawie.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Rozumiemy stanowisko agencji ratingowej, która oceniając stan obecny operuje danymi historycznymi. Aktualnie jesteśmy na etapie zmian wewnętrznych, reorganizacji strukturalnej, która pozwoli Grupie stać się typowym podmiotem deweloperskim, zarówno pod względem zakresu prowadzonej działalności, jak i ujęcia finansowego jej efektów. Dlatego mając na uwadze wyjścia z inwestycji pasywnych, niezwiązanych wprost z naszym podstawowym biznesem, mamy ambicje, które uważamy za jak najbardziej realne do spełnienia, że w wyniku kolejnej weryfikacji, wrócimy do poprzedniej oceny ratingowej, a w kolejnych okresach poprawimy ją. Tak bowiem oceniamy naszą obecną kondycję oraz perspektywy działalności w kolejnych okresach, czego potwierdzeniem są opublikowane w ostatnim czasie wyniki i cele sprzedażowe. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

W ocenie Grupy Murapol jej sytuacja finansowa jest stabilna, a trend należy ocenić jako zdecydowanie pozytywny, co jest efektem realizowanej od początku br. strategii koncentracji na podstawowym biznesie deweloperskim oraz wzmocnienia struktury bilansu, m.in. w drodze dezinwestycji aktywów nieoperacyjnych, a czego potwierdzeniem jest sprzedaż akcji Skarbiec Holding S.A. oraz Polnord S.A. W pierwszej połowie 2018 roku, pomimo niesprzyjających zjawisk na rynku finansowym, Spółka zabezpieczyła potrzeby cash flow w średnim terminie. Należy także zwrócić uwagę, że spółka spodziewa się znacznych wpływów z podpisanych z klientami umów dot. sprzedaży mieszkań, które będą wydawane w kolejnych miesiącach, co daje stabilną perspektywę dla dalszej poprawy profilu kredytowego Grupy w średnim terminie. Warto podkreślić, że przyjęty przez Grupę Murapol model biznesowy w zakresie akwizycji gruntów pozwoli jej zachować ponadprzeciętne rentowności na realizowanych projektach inwestycyjnych, pomimo zauważalnego na rynku wzrostu cen nieruchomości.

Pierwszy raport analizujący sytuację finansową Murapol S.A. agencja EuroRating opublikowała 25 stycznia 2016 roku, nadając Spółce ocenę BB z perspektywą stabilną. Od tego czasu agencja przeprowadziła dziewięć weryfikacji, w ośmiu utrzymując rating na niezmienionym poziomie, a w bieżącej obniżając o jedną klasę – do poziomu BB- z perspektywą stabilną.

Inflacja w Wenezueli przekroczyła 41 tys. proc.

Ceny w Wenezueli rosną w tak szalonym tempie, że inflacji nie sposób policzyć stosując statystyczne metody. Zastąpiono je porównaniem ile kosztuje filiżanka kawy. Jej cena wzrosła w ciągu dwóch lat o 41 tys. proc. To efekt niszczenia mechanizmów wolnego rynku.

Przed dwoma laty kubek kawy kosztował 400 boliwarów, teraz kosztuje 1 mln boliwarów. W ciągu zaledwie miesiąca cena wzrosła z 800 tys. właśnie do miliona.

Jest to efekt zmian, które w gospodarce od 1998 r. wprowadzał Hugo Chavez, gdy został wybrany prezydentem Wenezueli. Zmiany te przez kilka lat były wychwalane przez lewicowych intelektualistów. Wenezuela teoretycznie mogłaby należeć do państw zamożnych, ze względu na złoża ropy naftowej. Cóż więc się stało?

– W 1998 r. prezydent Hugo Chavez rozpoczął demontaż mechanizmów rynkowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Działanie rynku zostało zastąpione realizacją populistycznych haseł.

– Wenezuela to przykład tego, jak ryzykowne jest centralne planowanie, w wykonaniu kilku osób, które rządzą krajem – komentuje ekspert.

Czy PLN wróci do łask inwestorów?

Ostatni kwartał nie był zbyt udany dla polskich inwestorów. WIG 20 nie zachwycił, tak samo jak polska waluta. Dlatego dzisiaj zastanowimy się, czy polski złoty powróci do łask inwestorów i od czego to zależy. Na samym początku spójrzmy na wykres PLN-a.

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Pierwszy impuls wzrostowy na notowaniach USDPLN przypadł na połowę kwietnia, trwał przez 7 tygodni. Został zakończony minimalną korektą. Po dwóch tygodniach po raz kolejny zobaczyliśmy impuls wzrostowy, aczkolwiek był bardzo słaby. Ostatnie Pin Bary mogą sugerować na możliwe odwrócenie ostatniego ruchu.

Scenariusz ten sugerowany jest także przez oscylator stochastyczny, który wskazuje na mocną negatywną dywergencję. Przy takim scenariuszu celem sprzedających jest poziom w okolicy 3.52 zł. Natomiast czy jest to scenariusz możliwy? W odpowiedzi na to pytanie warto spojrzeć na indeks WIG 20.

WIG 20, interwał dzienny

WIG 20, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na chwile obecną polski indeks WIG 20 w dalszym ciągu znajduje się w trendzie spadkowym. Ostatni ruch wzrostowy możemy uznać jedynie za korektę. Dopiero pokonanie oporu 2130-2180 będzie oznaczało zmianę trendu. Warto również zauważyć, że w tym samym miejscu przebiega linia trendu spadkowego, co może przeszkodzić kupującym w wypchnięciu indeksu WIG 20 na wyższe poziomy.

Ponadto dopiero przebicie 200-okresowej średniej kroczącej od dołu mogłoby świadczyć o zmianie długoterminowego trendu na wzrostowy.

Zatem mamy trzy możliwe scenariusze zachowania pary walutowej USDPLN.

Scenariusze 1: WIG 20 wybije opór oraz linię trendu spadkowego. W takim przypadku celem dla sprzedających na USDPLN byłby poziom w okolicy 3.52 zł.

Scenariusz 2: WIG 20 wraca do trendu spadkowego i przebija ostatnie minima z okolicy 2053 punktów. Jest to scenariusz bardziej pesymistyczny. Przy dalszym odpływie kapitału z polskiej giełdy USDPLN poszybowałby w górę w okolicę 3.81 zł. Kolejnym celem byłby poziom psychologiczny w okolicy 4.00 zł.

Scenariusz 3: WIG 20 znalazł się w konsolidacji. W tym przypadku z dużym prawdopodobieństwem USDPLN również znalazłby się w konsolidacji.

Poniżej została przedstawiona grafika indeksu WIG 20 na tle pary walutowej PLNUSD (odwrócony kurs USDPLN).

bloomberg

Źródło: Bloomberg

Jak widać WIG 20 (kolor żółty) często wyprzedzał umocnienie bądź też osłabienie polskiej waluty. Z tego względu warto obserwować zarówno indeks jak i parę walutową USDPLN.

Dział Analiz Admiral Markets

Inwestorzy wyprzedają dolara, zyskuje na tym kurs złotego

Globalne rynki finansowe ostatecznie nieco bardziej optymistycznie nastawiają się do kwestii konfliktu handlowego między największymi potęgami świata. Indeksy giełdowe poszły w górę, a rentowności amerykańskich papierów dłużnych nieco się obniżyły.

Połączenie niższych rentowności w Stanach Zjednoczonych z rosnącym apetytem na ryzyko przełożyło się na umocnienie większości walut względem dolara amerykańskiego.

W tym tygodniu inwestorzy powinni wyczekiwać raportu o amerykańskiej inflacji w czerwcu. Niższy od oczekiwanego przez konsensus czerwcowy wzrost płac, o którym dowiedzieliśmy się przy okazji publikacji ostatniego raportu o rynku pracy, sugeruje, że dane o dynamice cen w Stanach Zjednoczonych znów mogą rozminąć się z opinią konsensusu. W czwartek światło dzienne ujrzą również „minutki” z ostatniego spotkania EBC, które będą kolejnym ważnym wydarzeniem tygodnia.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w relacji do głównych walut. Warto jednak zaznaczyć, że umocnienie nadeszło po tym jak kurs EUR/PLN osiągnął najwyższy poziom od stycznia ubiegłego roku. Umocnieniu PLN w drugiej części tygodnia sprzyjał wzrost kursu EUR/USD i poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych, których część w konsekwencji ostatniej wyprzedaży znalazła się na poziomach nieuzasadnionych przez fundamenty.

Dane z Polski, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu sugerują wzrost aktywności w sektorze przemysłowym w czerwcu – indeks PMI wzrósł niespodziewanie z poziomu 53,3 do 54,1. W czerwcu wzrosła również inflacja, jednak jej dynamika była nieco niższa od oczekiwań i zgodnie z wstępnym odczytem w czerwcu wyniosła 1,9% rocznie.

Wydarzeniem tygodnia w Polsce będzie środowa decyzja w sprawie stóp procentowych i konferencja Rady Polityki Pieniężnej. Oprócz tego warto będzie zwrócić uwagę na piątkowe dane inflacyjne, które powinny potwierdzić odczyt z poprzedniego tygodnia. Dla polskiego złotego znaczenie oprócz danych makroekonomicznych będzie miała cały czas kwestia zmian sentymentu do ryzyka i rynków wschodzących i zmiany na głównych parach walutowych.

GBP

Rynki nadal przywiązują największą wagę do braku postępu w negocjacjach ws. Brexitu. Nie przejmując się nadto zarówno pozytywnymi odczytami aktywności biznesowej PMI, jak i optymistycznym tonem przewodniczącego BoE, Marka Carneya podczas przemówienia w zeszłym tygodniu. Kurs funta brytyjskiego względem dolara niemal dokładnie odwzorowywał ruch pary EUR/USD. Tym samym na przestrzeni tygodnia szterling umocnił się o ponad 1%.

Warto wspomnieć o rezygnacji głównego negocjatora ds. Brexitu z ramienia Wielkiej Brytanii, Davida Davisa, który zdecydował się na odejście, cytując brak porozumienia z premier May. Jego odejście początkowo było odbierane jako czynnik wprowadzający dodatkowy niepokój i nie sprzyjający szterlingowi, jednak obecnie wygląda na to, że może wzmocnić pozycję May, co wspiera funta.

Mimo, iż ostatnio mają nieco mniejsze znaczenie, warto wspomnieć o tym, iż w najbliższym tygodniu poznamy kilka interesujących odczytów z Wielkiej Brytanii. Warto będzie zwrócić uwagę w szczególności na wtorkowe dane o produkcji przemysłowej w maju. Lepsze dane powinny mieć potencjał wzmocnienia brytyjskiej waluty.

EUR

Stosunkowo spokojny tydzień w strefie euro przyniósł jednakowoż pozytywne zaskoczenie w postaci dobrych danych o zamówieniach i produkcji niemieckiego przemysłu. Raport ten sugeruje, że niedawne spowolnienie w aktywności gospodarek strefy euro było raczej krótkim wahaniem aniżeli zmianą trendu. W czwartek opublikowane zostaną „minutki” z ostatniego spotkania EBC, które rzucą nieco światła na oczekiwany przez członków banku centralnego termin podniesienia stóp procentowych. Rynki spodziewają się, że pierwsza podwyżka nastąpi we wrześniu 2019. Nabieramy jednak przekonania, że EBC może zdecydować się na ten krok nieco wcześniej

USD

Raport z amerykańskiego rynku pracy był niejednoznaczny. Kluczowe dane pokazały, że w czerwcu powstało 213,000 nowych miejsc pracy, w porównaniu z oczekiwanym odczytem na poziomie 195,000. Warto zwrócić uwagę, że w wyniku rewizji wzrósł również odczyt z poprzedniego miesiąca. Zaskoczeniem okazał się wzrost bezrobocia – w maju wynosiło ono 3,8%, natomiast już w czerwcu podniosło się o 0,2 punkta procentowego. Zmianę wskaźnika należy jednak przypisać ponownemu wejściu na rynek ludzi dotychczas biernych zawodowo, którzy liczą na zdobycie nowej posady. Tempo wzrostu wynagrodzeń spadło z 0,3% do 0,2% w ujęciu miesięcznym. Natomiast w ujęciu rocznym, płace wzrosły o 2,7%, co po raz pierwszy od kilku lat jest poziomem niższym od inflacji w tym samym okresie. Jeżeli w czwartek dane o dynamice cen mierzonej wskaźnikiem CPI również rozczarują, rynki mogą zacząć rozważać potencjalny spadek szans na planowane dwie podwyżki stóp procentowych w tym roku i kontynuować wyprzedaż dolara.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Passus SA zadebiutuje w lipcu na NewConnect

Zarząd GPW dopuścił do obrotu na rynku NewConnect akcje Passus SA, producenta i integratora specjalistycznych rozwiązań do poprawy bezpieczeństwa i wydajności sieci teleinformatycznych. Data debiutu giełdowego jest planowana na 17 lipca 2018 r. o godzinie 11:30 na Sali Notowań GPW. Pozyskane na giełdzie środki spółka chce przeznaczyć na rozwój systemu do automatyzacji testów wydajności aplikacji www oraz rozwój nowych produktów przez budowę grupy kapitałowej.

Passus, przy pomocy autoryzowanego doradcy INC SA, wprowadzi do obrotu na rynku NewConnect 71 400 akcji zwykłych na okaziciela serii B, 63 400 akcji zwykłych na okaziciela serii D, a także 248 300 akcji zwykłych na okaziciela serii F. Wartość nominalna każdej akcji ze wszystkich trzech serii to 10 gorszy każda.

Na początku stycznia br., w ramach przeprowadzonej za pośrednictwem Domu Maklerskiego INC SA subskrypcji, przydzielono inwestorom 248 300 akcji serii F po 5,07 zł za akcję.

„Środki pozyskane z emisji akcji serii F w kwocie 1,259 mln złotych chcemy przeznaczyć na rozwój rozwiązania AppStresser, które umożliwia automatyczne prowadzenie testów wydajności aplikacji w oparciu o rzeczywisty ruch sieciowy. Na rozwój tego projektu pozyskaliśmy wcześniej dotację z UE. Chcemy także rozwijać naszą ofertę przez budowę grupy kapitałowej. W naszych rozwiązaniach planujemy wykorzystać uczenie maszynowe do analizy ruchu sieciowego. To innowacyjne podejście otworzy nowe możliwości wykrywania zdarzeń oraz znacznie ułatwi codzienną pracę użytkownikom systemu” – mówi Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus SA.

Jedną ze spółek z grupy kapitałowej Passus jest Chaos Gears, która specjalizuje w realizacji projektów z wykorzystaniem chmury publicznej dla dużych firm i instytucji, a także szybko rozwijających się start-upów. Firma buduję swoją ofertę z wykorzystaniem technologii Amazon Web Services (AWS), udostępniając szereg usług i narzędzi służących automatyzacji procesu migracji i zarządzania infrastrukturą i aplikacjami w chmurze. Passus poinformował o włączeniu tej spółki do grupy kapitałowej w kwietniu br.

„Debiut na NewConnect jest dla nas ważnym etapem w drodze na parkiet główny. Zwiększy się nasza transparentność dla polskich i zagranicznych kontrahentów, a także uwiarygodni wycena firmy i akcji. Ta wiarygodna wycena jest dla nas ważna m.in. w kontekście programu motywacyjnego, jaki prowadzimy dla kluczowych pracowników firmy” – mówi Dariusz Kostanek, członek zarządu Passus SA.

Złoty kontynuuje umocnienia, a Erdogan zwalnia

Kolejny z rzędu dobry dzień dla złotego. W Turcji jednym dekretem zwolniono prawie 20 000 pracowników. Minister odpowiedzialny za twardy kurs w Brexicie zrezygnował.

Złoty nadal się umacnia.

Poniedziałek rozpoczął się od kolejnego zainteresowania inwestorów walutami naszego regionu. Euro kosztuje już mniej niż 4,33 zł. Kredytobiorcy walutowi, widząc franka już niemal po 3,72 zł zaczynają znów mieć powody do radości. Do minimów z początków tego roku wciąż jest jeszcze daleko, ale od szczytów z zeszłego tygodnia odbiliśmy się już niemal 10 groszy. Mocniej traci dolar. Od szczytów z 3,80 zł stracił już 12 groszy. Powodem jest nie tylko odbicie na złotym, ale również korekta na samym dolarze względem głównych walut. W rezultacie zmiana względem złotego jest sumą tych dwóch czynników. Funt zbliża się dzisiaj do granicy 4,90 zł.

Turcja kontynuuje represje

Po zwycięskich wyborach pojawił się kolejny wyraźny sygnał jak będzie wyglądać teraz Turcja. Dekretem prezydenckim zwolniono bowiem ponad 18 tysięcy osób. Głównie policjantów oraz wojskowych. Nie obyło się jednak bez dużej redukcji w ministerstwie sprawiedliwości, edukacji narodowej a także niemal 200 wykładowców uniwersyteckich. Decyzją zamknięto również kilkanaście organizacji, stację telewizyjną oraz trzy gazety. Podobno dekret ten ma być wstępem do zniesienia przedłużanego stanu wyjątkowego. Wydawać by się mogło, że na rynkach informacja wzbudzi panikę. Nic bardziej mylnego. Inwestorów najwyraźniej ucieszyły jasne zasady gry, bo od rana lira turecka wyraźnie zyskuje na wartości.

Minister do spraw Brexitu zrezygnował

Kolejna zmiana w brytyjskim rządzie. Theresa May od zeszłorocznych wyborów musi wymienić już szóstego ministra. Tym razem zrezygnował David Davis. Jest to jedna z ważniejszych osób dla rynków walutowych, gdyż odpowiadał za negocjacje w sprawie Brexitu. Do dymisji podał się również jego zastępca, co utrudni wyłonienie kolejnej osoby na to stanowisko. Co było powodem rezygnacji? Zdaniem obserwatorów był to konflikt pomiędzy koncepcją twardego rozwodu ze wspólnotą prezentowanego przez Davida Davisa, a miękkim Brexitem Theresy May i ministra finansów Philipa Hammonda. Jak zareagowały rynki? Inwestorzy znacznie spokojniej reagują na miękki Brexit, stąd nie może dziwić, że pomimo zawirowania na tak ważnym stanowisku funt nie tylko nie osłabił się, ale wręcz się umocnił.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwszy rok działalności Krajowej Administracji Skarbowej

W marcu 2018 minął rok funkcjonowania Krajowej Administracji Skarbowej. Z tej okazji na stronie Ministerstwa Finansów pojawiło się podsumowanie jej działalności. Wynika z niego, że KAS jest połączeniem najlepszych doświadczeń administracji podatkowej, kontroli skarbowej i służby celnej, a jej utworzenie było reakcją na oczekiwania podatników.

Misja, wizja, ambicja

Podsumowanie MF to obszerna, 43-stronicowa prezentacja opisująca liczne dokonania KAS. Rzec można, że jest to list pochwalny przybliżający pomysł stworzenia i sposób wdrożenia nowej struktury administracji państwowej. Według tej prezentacji misją KAS jest „zapewnienie stabilnych, efektywnych i zrównoważonych finansów publicznych oraz wysokiej jakości świadczonych usług”. Dalej czytamy o wizji, jaka przyświeca KAS – „nowoczesna, skuteczna w egzekwowaniu podatków oraz ciesząca się zaufaniem społecznym organizacja, wspierająca uczciwych podatników i przedsiębiorców, zwalczająca oszustwa podatkowe i celne oraz chroniąca rynek i społeczeństwo”.

Podsumowanie MF a rzeczywistość

Według Ministra Finansów KAS już w pierwszym roku dokonała wręcz niemożliwego – uszczelniła system podatkowy i zmniejszyła liczbę kontroli podatkowych dzięki zwiększeniu ich efektywności. Najważniejszym osiągnięciem jest jednak to, że KAS przyczyniła się do zdecydowanego wzrostu wpływów do budżetu państwa.

Tu pojawia się pytanie: czy ten wzrost wpływów do budżetu rzeczywiście został spowodowany efektywnym, realnym i zgodnym z obowiązującymi przepisami działaniem organów KAS?

W podsumowaniu czytamy: „Przedsiębiorcy mają prawo oczekiwać, że państwo stworzy im dobre warunki do prowadzenia legalnej działalności i KAS realizuje to uprawnienie. Oprócz skutecznej walki z przestępczością gospodarczą i oszustwami podatkowymi naszym priorytetem jest ochrona legalnego biznesu i wsparcie uczciwych podatników”. Tymczasem, jak pokazuje doświadczenie, już przy założeniu działalności gospodarczej i wniosku o wpis na listę podatników VAT czynnych zaczynają się schody. Pracownik urzędu skarbowego podejmuje bowiem czynności sprawdzające. Teoretycznie taka procedura może pozwolić na wykrycie oszustwa już na samym początku. Jednak nie każdą osobę, która chce zostać przedsiębiorcą, powinno się traktować jak oszusta.

W Polsce zaś procedura sprawdzania wygląda tak, że pracownik urzędu skarbowego nie tylko dzwoni do danej osoby i wypytuje o każdy najmniejszy szczegół dotyczący przyszłej działalności, ale też może złożyć wizytę w miejscu zarejestrowania siedziby – i to bez uprzedzenia. Pojawia się szereg pytań. Czy aby na pewno dana osoba ma zamiar w tym miejscu prowadzić działalność? Czy właśnie tu będzie przyjmowała klientów? Czy rzeczywiście będzie wykonywała taką, a nie inną działalność? Pytania są z pozoru nieszkodliwe. Uzasadniona jest jednak obawa o to, czy na podstawie odpowiedzi urzędnik nie zmusi nas do zmiany naszych zamiarów dotyczących takiej działalności.

Wspomniane w podsumowaniu „dobre warunki dla prowadzenia działalności” z pewnością nie obejmują możliwości wykreślenia podmiotu z listy podatników czynnych VAT bez jakiegokolwiek powiadomienia. Część przedsiębiorców, w obawie przed tym, że zostaną wykreśleni, co jakiś czas nerwowo sprawdza, czy aby na pewno widnieją jeszcze w systemie. Jest to niepotrzebny stres.

MF chwali się zmniejszeniem liczby wszczętych kontroli podatkowych i jednoczesnym zwiększeniem ich efektywności. W podsumowaniu czytamy, że „w 2017 r. efektywność kontroli podatkowych, liczona stosunkiem liczby kontroli zakończonych do liczby kontroli, w których stwierdzono nieprawidłowości wyniosła 86% i była większa niż w 2016 r. Czas trwania kontroli został skrócony średnio o 10 dni. Średni czas trwania kontroli – do 45 dni”. Te dane obrazują prawdziwy cel KAS. Dla fiskusa efektywność kontroli oznacza jedno: stwierdzanie coraz większej liczby nieprawidłowości. Czy na pewno zawsze jest to uzasadnione? Czy kontrolujący rzeczywiście mają odpowiednie kwalifikacje, aby interpretować przepisy prawne i wykładać sposób ich stosowania?

Czas kontroli – 45 dni. Pamiętajmy jednak, że nie chodzi tylko o dni następujące po sobie. Protokół kontroli może zawierać wskazanie 45 konkretnych dni np. w przeciągu roku, przy czym coraz częściej organy podatkowe zawieszają kontrole na czas uzyskania danych –zwłaszcza od administracji skarbowych zagranicznych państw właściwych dla zagranicznych kontrahentów przedsiębiorcy. A czasu zawieszenia również nie wlicza się do czasu trwania kontroli. W dalszym ciągu istnieją przypadki, że kontrola podatkowa trwa już kilka lat i wcale nie zmierza ku końcowi. Nadal zdarza się też, że protokół stwierdzający nieprawidłowości nie zawiera stosownego uzasadnienia faktycznego ani prawnego. Czy na tym polega efektywność? Prawdą jest, że kontrola została zakończona i stwierdzono podczas niej nieprawidłowości – ale czy aby na pewno kontrolujący działali w granicach prawa?

Z czego wynika zmniejszenie liczby wszczętych kontroli? W latach 2013–2016 znaczna część kontroli była wszczynana w związku z oszustwami podatkowymi mającymi za przedmiot obrót paliwem, stalą czy elektroniką. Od tamtego czasu sukcesywnie wprowadza się mechanizm odwróconego obciążenia w VAT. W związku z tym sukcesywnie zmniejsza się też liczba wszczynanych kontroli (z uwagi na przedawnienie czy brak możliwości organizacji oszustwa karuzelowego w kolejnych latach). Do zmniejszenia liczby kontroli z pewnością przyczyniło się również wdrożenie jednolitego pliku kontrolnego. Narzędzie to pozwala organom na efektywne i niejako automatyczne wykrywanie oszustw podatkowych. Zgodnie z podsumowaniem MF, w 2017 r. zidentyfikowano „faktury wystawione przez podmioty nie mające otwartego obowiązku w podatku VAT o łącznej wartości ok. 2 mld zł”. Przypomnieć jednak trzeba, że JPK to nadal forma kontroli – i to dotycząca wszystkich przedsiębiorców!

„UCS to trudny przeciwnik dla przestępców podatkowych” – czytamy w podsumowaniu. Rozwinięcie tezy wskazuje m.in., że w 2017 r. w wyniku kontroli UCS wstrzymano zwrot VAT lub zmniejszono kwotę zwrotu VAT na kwotę ponad 1,5 mld zł. Jaka jest natomiast łączna wartość wstrzymanych zwrotów VAT? Kwota ta z pewnością w jakimś stopniu załatała lukę budżetową. Należałoby jednak liczyć się z tym, że znaczną część będzie trzeba w końcu oddać podatnikom (z odsetkami!).

Podsumowanie „podsumowania”

Sam w sobie cel działania KAS jest rzeczywiście słuszny. Niewątpliwie utworzenie tej instytucji przyczyniło się do zwiększenia wpływów do budżetu państwa i wzrostu efektywności walki z przestępczością gospodarczą i oszustwami podatkowymi. Nasuwa się jednak pytanie, czy środki realizacji celu KAS są odpowiednie i czy nie godzą również w uczciwych podatników? Odczuwalna jest dziś wzmożona podejrzliwość – nie tylko wobec przedsiębiorców działających już od dawna, ale również wobec tych nowych. Niepokoją coraz większe ingerencje państwa w swobodę działalności gospodarczej. A MF niestety nie zauważa problemów, z jakimi borykają się przedsiębiorcy właśnie w związku z nowymi przepisami i nową organizacją administracji podatkowej. Czy KAS jest zatem organizacją cieszącą się zaufaniem społecznym? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sam.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Spadek aktywności IPO w Europie w II kwartale 2018 r.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w II kwartale 2018 r. wyniosła 9,3 mld euro – to spadek aż o 43% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (16,2 mld euro). Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale odnotowano 10 ofert o łącznej wartości 43 mln euro – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

W II kwartale 2018 r. w Polsce miało miejsce 10 pierwotnych ofert publicznych (IPO) – trzy debiuty na rynku głównym GPW oraz siedem na alternatywnym rynku NewConnect. Największą pod względem wartości ofertą publiczną był debiut wydawcy gier komputerowych Ten Square Games (94,0 mln zł). Drugim warszawskim debiutem było IPO spółki biotechnologicznej OncoArendi Therapeutics  (58,0 mln zł). Na trzecim miejscu uplasowała się oferta spółki z rynku fotowoltaiki ML System (34,6 mln zł). Łączna wartość IPO przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect wyniosła 15,2 mln zł, z czego 8,0 mln zł dotyczyło debiutu spółki Creativeforge Games.

Warszawski parkiet przyciągnął w ostatnich miesiącach emitentów z innowacyjnych sektorów gospodarki (m.in. gry i technologie IT, biotechnologia), co z pewnością jest bardzo dobrą wiadomością dla kolejnych innowacyjnych spółek rozważających debiut giełdowy. Mimo to, nie był to z pewnością udany kwartał, który zwykle jest jednym z najaktywniejszych okresów w ciągu roku. Warszawska GPW od niemal roku czeka na znaczące IPO o wartości przekraczającej 100 mln euro, które przyciągnęłoby uwagę inwestorów zagranicznych i pobudziło aktywność na rynku. W pierwszym półroczu 2018 r. pozycję naszego rynku w zakresie liczby debiutów ratował głównie NewConnect i powracający na rynek alternatywny inwestorzy. Natomiast jeśli chodzi o łączną wartość ofert, Warszawa była po raz kolejny jednym z najmniejszych rynków spośród tych, na których przeprowadzono co najmniej jedno IPO. Perspektywy na kolejne miesiące są niepewne, brak przy tym jasnych i wyraźnych zapowiedzi dużych transakcji w drugiej połowie roku, a luki po nich nie wypełnią kolejne debiuty na rynku alternatywnym” – mówi Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w II kwartale 2018 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie wyniosła 9,3 mld euro i spadła w minionym kwartale (w porównaniu do drugiego kwartału 2017 r.) aż o 6,9 mld euro. Odnotowano 99 debiutów (wobec 106 w drugim kwartale 2017 r.). W analizowanym okresie miała miejsce jedna mega oferta (IPO o wielkości przekraczającej 1 mld euro) przeprowadzona w maju na giełdzie w Szwajcarii – IPO CEVA Logistics AG (1,061 mln euro). Drugim największym IPO była oferta spółki Ayden BV (947 mln euro, debiut na giełdzie Euronext w Amsterdamie), a trzecim – IPO Avast Plc (788 mln euro, giełda w Londynie).

Aktywność na europejskim rynku IPO w I poł. od 2009* r.Aktywność na europejskim rynku IPO w I poł. od 2009

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2014Aktywność na europejskim rynku IPO

* Dane przed 2011 r. nie uwzględniają giełd w Stambule, Zagrzebiu i Bukareszcie

Pierwsza połowa roku zakończyła się wzrostem wartości IPO o 5% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, głównie dzięki mega ofertom przeprowadzonym na rynkach europejskich w pierwszym kwartale 2018 r. W drugiej połowie roku perspektywa wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a jej partnerami, a także trwające negocjacje w sprawie Brexitu, mogą spowodować powrót niepewności i negatywnie wpłynąć na rynek ofert publicznych. Jednak pomimo dość stonowanej aktywności w zakresie IPO w drugim kwartale oraz niepewnych nastrojów gospodarczo-politycznych, europejski rynek IPO jest nadal otwarty na emitentów, a kolejne transakcje są wciąż przeprowadzane. Otwartą kwestią pozostają wyceny uzyskiwane w procesie IPO przy coraz bardziej selektywnym podejściu inwestorów. Mimo to spodziewamy się, że aktywność w zakresie IPO na europejskich rynkach w drugiej połowie roku wzrośnie” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2017.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Islandii, Norwegii, Turcji i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2018 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

 

W tym tygodniu kurs złotego może jeszcze się umacniać

W piątek weszła w życie pierwsza „partia” zapowiadanych ceł na chiński eksport do USA. Resort handlu w Pekinie oświadczył, że Chiny zaczęły już stosować cła odwetowe, aby bronić kluczowych interesów kraju. Tym samym wojnę handlową pomiędzy USA a Chinami można uznać za rozpoczętą. Reakcja rynków, choć była stonowana, niemniej jednak wskazywała na utrzymujące się obawy o ekonomiczny wpływ globalnego protekcjonizmu na gospodarkę światową. Napięcie w stosunkach handlowych są bowiem nie tylko na linii USA-Chiny, ale też pomiędzy USA a Unią Europejską. Ponadto Donald Trump cłami objął również produkty pochodzące z Kanady oraz Meksyku. Najbliższe miesiące pokażą, czy wojna faktycznie przybiera na sile, czy jest jedynie próbą sił, niemniej w piątek od rana dało się zauważyć wzrost awersji do ryzyka, m.in. w postaci osłabiającego się chińskiego juana oraz innych walut EM, w tym polskiego złotego, czeskiej korony, czy węgierskiego forinta.

Wzrosty złotego wspierało nadal umacniające się euro wspierane kolejnymi lepszymi raportami z Niemiec. W czwartek wyższe od oczekiwań odczyty pokazały dane nt. zamówień w przemyśle, w piątek zaś dane nt. produkcji przemysłowej. Ponadto, piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy podobnie, jak czwartkowe rozczarowały, co dodatkowo ograniczało wzrosty notowań kursu EURPLN. W czerwcu w amerykańskiej gospodarce wykreowano 177 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym (prognozowano 190 tys.). Choć w tym samym miesiącu stworzono 213 tys. nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem (prognozowano 195 tys.), solidnie rozczarowała stopa bezrobocia (w czerwcu wzrost do 4% z 3,8% miesiąc wcześniej) oraz wysokość tygodniowych zarobków (w czerwcu spadek do 0,2% m/m z 0,3% miesiąc wcześniej). W reakcji na dane dolar zaczął się osłabiać (kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,176 już podczas sesji europejskiej), zaś EURPLN spadł poniżej 4,35.

Biorąc pod uwagę dobre dane dot. krajowej gospodarki złoty nadal utrzymuje relatywnie niskie poziomy. Od dłuższego czasu na kurs polskiej waluty w znacznie większym stopniu wpływają czynniki zewnętrzne niż lokalne (w tym solidne dane gospodarcze wskazujące na możliwy wzrost PKB kraju o ponad 5% w II kwartale 2018 roku).  Opublikowany w zeszłym tygodniu wskaźnik PMI dla przemysłu, choć za czerwiec pokazał wynik na poziomie 54,2 (wyraźnie lepszy od oczekiwań analityków) został przyćmiony obawami o skutki sporów handlowych oraz tarcia na tle polityki azylowej w koalicji rządzącej w Niemczech.

W tym tygodniu złoty może jeszcze umocnić się (poniżej 4,34 na EURPLN) bazując na pogorszeniu sentymentu do dolara w reakcji na słabsze dane z rynku pracy oraz braku gołębich zaskoczeń podczas wtorkowo-środowego posiedzenia RPP.

Wykres dnia: Złoty w znacznie większym stopniu reaguje na czynniki zewnętrzne niż lokalne, w tym solidne dane gospodarcze. Poniżej kurs EURPLN (linia niebieska, l.oś) na tle rynkowego indeksu „strachu” VIX.

kurs
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

5 kierunków rozwoju handlu w Polsce

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

W 2018 roku spodziewamy się dużego wzrostu na rynku powierzchni handlowych. Szacujemy, że do użytku zostanie oddanych 460 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej, czyli aż o 27% więcej niż w 2017 roku. Dodatkowo, modernizacji ulegną dotychczasowe obiekty, bo w sektorze handlowym do głosu dochodzą nowe trendy.

Polski rynek centrów handlowych rozwija się dynamicznie w pięciu kierunkach.

Kierunek #1: centra społecznościowe

Centra handlowe przestają być wyłącznie destynacją zakupową, a stają się centrami społecznościowymi. Zyskują rozbudowane funkcje rozrywkowo-rekreacyjne, kulturalne, są wzbogacane o przestrzeń publiczną. Dzięki temu klienci traktują je jako miejsce spotkań i różnorodnych form spędzania wolnego czasu. Przykładem może być nowo otwarte Forum Gdańsk.

Kierunek #2: wygodne zakupy na małej przestrzeni

Lokalne centra handlowe typu „convenience” są coraz popularniejsze. To mniejsze obiekty umożliwiające szybkie i sprawne zakupy pierwszej potrzeby. Centra tego typu muszą być dobrze zlokalizowane i oferować łatwy dostęp do parkingu. Najczęściej są budowane w mniejszych miastach, do 20 tys. mieszkańców.

Kierunek #3: remonty i modernizacje

Budowa tradycyjnego obiektu handlowego, ze względu na dużą konkurencję czy brak dostępności odpowiednich działek, będzie możliwa coraz rzadziej. Z tego powodu właściciele istniejących centrów handlowych skupią się na możliwościach rozbudowy i modernizacji istniejących obiektów oraz dopasowaniu ich oferty do potrzeb klientów. Przykładem jest warszawskie Blue City, które zainwestowało w rozwój funkcji gastronomicznej i rozrywkowej, a ostatnio zawarło umowę z siecią IKEA, która otworzy tam swój butikowy koncept.

Kierunek #4: wielofunkcyjne projekty

Powierzchnie handlowe są coraz częściej elementem projektów wielofunkcyjnych, tzw. „mixed-use”, które często powstają w rewitalizowanych, pofabrycznych budynkach, nadając im nowy postindustrialny charakter. Najlepszym przykładem jest powstająca Bohema na warszawskiej Pradze, gdzie będzie m.in. część biurowa, rozrywkowa – aparthotel czy sklepowa. Takie obiekty są odpowiedzią na główne trendy na rynku nieruchomości, takie jak rewitalizacja, demografia czy rozwój nowych technologii.

Kierunek #5: oglądamy w sklepie, kupujemy w Internecie i odwrotnie

Centra handlowe stawiają na łączenie sprzedaży internetowej z tradycyjnymi kanałami. Zjawisko „showromingu” przenika się z „webroomingiem”. Klienci często odwiedzają sklepy stacjonarne, aby obejrzeć i przymierzyć produkt, a następnie dokonują zakupu w Internecie (showrooming). Z drugiej strony, sprzedawcy, poprzez spersonalizowaną obsługę klienta, starają się zachęcić go, aby po obejrzeniu produktu online dokonał zakupu w ich sklepie tradycyjnym (webrooming).