Digitalizacja po Polsku – jak wypadamy na tle Europy?

Mateusz_Macierzyński_Konica_Minolta
Mateusz Macierzyński, IT/ECM Services Portfolio Manager w firmie Konica Minolta Business Solutions Polska

W opublikowanym przez Komisję Europejską raporcie dotyczącym stopnia digitalizacji państw członkowskich (DESI) Polska zajęła 24. miejsce wśród 28 krajów, wyprzedzając Włochy, Grecję, BułgarięRumunię. Indeks bierze pod uwagę pięć czynników, takich jak: infrastruktura sieciowa, wykorzystanie internetu, cyfrowe usługi publiczne, kompetencje internetowe oraz integracja technologii cyfrowych.

Cyfrowa transformacja w Polsce

W ogólnym zestawieniu krajów należących do Unii Europejskiej Polska zachowała pozycję z poprzedniego roku, lecz poprawiła swoje miejsce w szczegółowych klasyfikacjach odnośnie zarówno łączności, jak i kapitału ludzkiego.

Polska poczyniła postępy w prawie wszystkich wskaźnikach dotyczących łączności. Jesteśmy na poziomie unijnej średniej, jeśli chodzi o zasięg 4G. Zwiększa się zakres wykorzystania elektronicznej wymiany informacji, rozwiązań chmurowych czy e-faktur. Oprócz inwestycji na szczeblu państwowym, w najbliższych latach szczególnie istotne jest zaangażowanie firm w implementację rozwiązań cyfrowych. Z naszych obserwacji wynika, że proces transformacji mogą przyspieszyć oddolne inicjatywy w postaci nowych potrzeb pracowników, czy rosnącej świadomości klientów. Firmy, które wyjdą naprzeciw tym oczekiwaniom będą bardziej konkurencyjne – mówi Mateusz Macierzyński, IT/ECM Services Portfolio Manager w firmie Konica Minolta Business Solutions Polska.

Prawie 16 mln Polaków aktywnie korzysta z bankowości internetowej, a liczba użytkowników bankowości mobilnej wzrosła w ciągu ostatniego roku aż o 2 mln. Zakupy w e-sklepach robi już prawie każdy internauta (93%) i niemal połowa wszystkich Polaków (43% wg Eurostatu). Na popularności zyskują też cyfrowe usługi: według szacunków KPMG aż 56% Polaków chciało w tym roku złożyć PIT przez internet.

Polacy są otwarci na innowacje oraz usprawnienia z wykorzystaniem nowych technologii, w przeciwieństwie np. do mieszkańców Rumunii, gdzie zaledwie 8% robi zakupy i korzysta z bankowości online, ze względu na brak zaufania do tych usług.

W Europie dominuje Skandynawia</h2

Liderem rankingu od trzech lat jest Dania, przed Szwecją, Finlandią i Holandią. Państwa te, podobnie jak np. Belgia, wdrażają długoterminowe strategie cyfryzacji gospodarki i administracji. W ostatnich latach także Norwegia podejmuje działania m.in. w celu przyspieszenia transferu danych w sieciach komórkowych i zwiększenia prędkości mobilnego internetu do 52,6 Mb/s.

Postęp w digitalizacji jest mniejszy m.in. w państwach Europy Wschodniej, mimo iż swoje siedziby mają tam obecnie duże firmy technologiczne. Połączenia internetowe na wielu obszarach są niedostępne lub zbyt wolne, a rozwój infrastruktury i innowacji hamuje niedobór odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, szczególnie z zakresu IT.

– Od kilkunastu lat postępująca cyfryzacja zmienia społeczeństwa i gospodarkę w skali porównywalnej do rewolucji sprzed 200 lat. Transformacja cyfrowa wymaga wsparcia merytorycznego oraz infrastrukturalnego, związanego ze sprzętem czy oprogramowaniem. Jednak dzięki nowoczesnym rozwiązaniom takim jak systemy zarządzania treścią w przedsiębiorstwach, organizacje mogą lepiej zoptymalizować procesy, tak, aby więcej czasu poświęcić na rozwój biznesu i wyjście naprzeciw nowym oczekiwaniom klientów – podsumowuje Macierzyński.

Jak rozwijać cyfryzację?

Transformację cyfrową wspiera przede wszystkim konkurencja na rynku, co widać np. w branży telekomunikacyjnej. Równie ważna jest jednak stymulacja ze strony państwa. Przykładem są kraje takie jak Estonia, gdzie digitalizacja objęła już struktury rządowe, powstały m.in. e-ambasady i cyfrowe kopie najważniejszych dokumentów. W Polsce korzystanie z e-usług jest możliwe dzięki profilom zaufanym, które posiada już ponad milion osób. Zgodnie z projektem pl.ID, za rok powinny dostępne być również e-dowody osobiste z funkcją uwierzytelniania biometrycznego czy przez podpis elektroniczny.

Potrzebę zmian powinny również dostrzec przedsiębiorstwa. Kto nie podejmie wyzwania, może sporo stracić – według badania Global Center for Digital Business Transformation, cyfryzacja sprawi, że nawet 40% firm o ugruntowanej pozycji na rynku może zostać z niego wyparta w razie braku działań.

Więcej informacji:
http://blog.konicaminolta.pl/2018/04/14/kto-jest-na-czele-a-kto-zostaje-w-tyle-we-wdrazaniu-digitalizacji

Wstrzymany zwrot VAT – błędy fiskusa szansa dla przedsiębiorców

Podatnicy VAT wykazujący nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym do zwrotu na rachunek bankowy stają przed szczególnym wyzwaniem: zachować płynność finansową firmy. Przedsiębiorcy, składając deklarację podatkową z wnioskiem o zwrot VAT, nie mają bowiem pojęcia, czy otrzymanie przelewu z urzędu skarbowego jest kwestią dni, miesięcy czy lat. Co więcej, w ocenie fiskusa nie ma również określonego terminu, w którym podatnik winien zostać zawiadomiony o przedłużeniu terminu zwrotu VAT.

Zgodnie z ustawą o podatku od towarów i usług organy podatkowe, do których wpływają deklaracje z wykazaną kwotą VAT do zwrotu, są zobowiązane do zrealizowania zwrotu podatku VAT w terminie 60-dniowym. Przy spełnieniu ustawowych warunków, określonych w art. 87 ust. 6 ustawy o VAT, podatnik może ubiegać się o skrócenie terminu zwrotu do 25 dni. Jeżeli zasadność zwrotu wzbudza wątpliwości organu podatkowego, naczelnik urzędu skarbowego dysponuje odpowiednimi instrumentami prawnymi, aby zweryfikować swoje podejrzenia. Ordynacja podatkowa przewiduje bowiem kilka konkurencyjnych trybów weryfikacji zasadności zwrotu, takich jak czynności sprawdzające, kontrola podatkowa, czy postępowanie podatkowe. Niezależnie od tego, który tryb będzie miał zastosowanie,
w przypadku decyzji fiskusa o przedłużeniu terminu zwrotu VAT podatnik zawsze musi zostać o tym poinformowany w stosownym postanowieniu.

Praktyka organów podatkowych

Z reguły postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku wydawane są tuż przed upływem terminu do realizacji zwrotu, a korespondencja do podatnika przekazywana jest najczęściej drogą pocztową. W praktyce przedsiębiorcy dowiadują się o wstrzymaniu zwrotu podatku przez urząd skarbowy po upływie ustawowego terminu do jego realizacji, nierzadko z kilkutygodniowym opóźnieniem. Takie postępowanie organów podatkowych było regularnie kwestionowane przez przedsiębiorców. Wielokrotnie podnoszono, że skuteczne przedłużenie terminu zwrotu podatku, przez co należy rozumieć doręczenie podatnikowi stosownego postanowienia organu podatkowego, może nastąpić jedynie przed upływem terminu zwrotu.

Ten wniosek – wydawałoby się: dość oczywisty – nie wynika wyłącznie z zasad logicznego rozumowania. Ma on również podstawy w Ordynacji podatkowej i był formułowany
w orzeczeniach sądów administracyjnych. Jak stanowi art. 212 Ordynacji podatkowej, skutki prawne, wiążące zarówno organ podatkowy, jak i podatnika, powstają z chwilą doręczenia danego rozstrzygnięcia stronie postępowania. Momentem wprowadzenia danego postanowienia czy decyzji do obiegu prawnego jest zatem skuteczne ich doręczenie, sama zaś data wydania (podpisania) dokumentu ma walor czysto informacyjny – wskazuje jedynie, w jakim dniu zapadło rozstrzygnięcie w sprawie. I nie ma tu zastosowania art. 12 ust 6 pkt 2 Ordynacji podatkowej, bardzo często przywoływany przez administrację skarbową, zgodnie z którym termin uważa się za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej. Statuuje on jedynie prawa i obowiązki podatników. Odnoszenie jego treści (choćby per analogiam) do działań organów podatkowych nie znajduje zatem uzasadnienia.

NSA po stronie podatników

Praktyka organów podatkowych polegająca na nieśpiesznym podejmowaniu działań w sprawie zwrotu podatku VAT, w oparciu o chybione podstawy prawne i z naruszeniem przepisów proceduralnych, jest przyczyną licznych sporów sądowych z podatnikami. O ile organy podatkowe drugiej instancji z reguły odrzucają ich argumentację, utrzymując w mocy zaskarżone postanowienia urzędów skarbowych, o tyle sądy administracyjne często przyznają rację przedsiębiorcom. W kwietniu 2018 r. nad rozstrzygnięciem spornej kwestii pochylił się nawet siedmioosobowy skład sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. W wyroku z 22 kwietnia 2018 r. (sygn. I FSK 255/17) ten sąd orzekł, że do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT dochodzi wyłącznie w przypadku, gdy postanowienie organu podatkowego zostanie doręczone stronie przed upływem ustawowego terminu zwrotu podatku.

Wyrok NSA może poprawić sytuację podatników wykazujących w deklaracjach podatkowych kwoty podatku VAT do zwrotu na rachunek bankowy. Należy przypuszczać, że stanowisko wyrażone przez rozszerzony skład sędziów NSA ujednolici orzecznictwo sądów administracyjnych pierwszej instancji, a w konsekwencji wymusi na organach podatkowych działanie z poszanowaniem praw przedsiębiorców.

Poza tym w ocenie większości ekspertów podatkowych omawiany wyrok ma doniosłe znaczenie dla przedsiębiorców pozostających obecnie w sporze z fiskusem. Konsekwencją stanowiska wyrażonego przez NSA jest bowiem uznanie, że korespondencja fiskusa doręczana podatnikom po upływie ustawowego terminu zwrotu nie wywiera żadnych skutków prawnych. Skoro zatem organy podatkowe ze względu na swoją opieszałość częstokroć nie zdołały wprowadzić do obrotu prawnego postanowień przedłużających termin zwrotu podatku VAT, należy przyjąć, że w chwili obecnej przetrzymywanie środków pieniężnych podatników przez fiskusa w większości przypadków nie znajduje oparcia w żadnej podstawie prawnej, zaś termin do zwrotu podatku najczęściej dawno już upłynął. Wydaje się, że w tej sytuacji organy podatkowe powinny z własnej inicjatywy i w imię dbałości o budżet państwa kompleksowo sprawdzić, w ilu przypadkach zwrot podatku VAT nie został skutecznie przedłużony, a następnie – przystąpić do realizacji zwrotów, by ograniczyć do minimum potencjalne straty Skarbu Państwa z tytułu narastających odsetek za zwłokę.

Choć takie działanie byłoby uzasadnione regułami konstytucyjnymi oraz ogólnymi zasadami postępowania podatkowego, trudno podejrzewać fiskusa o zdolność do pogłębionej autorefleksji. W tej sytuacji warto natomiast rozważyć podjęcie – we współpracy
z wyspecjalizowaną kancelarią prawną – zintensyfikowanej walki o jak najszybszy zwrot podatku VAT, tym razem na skutek naruszeń natury stricte proceduralnej, sięgających często nawet kilku lat wstecz. I to z wysokimi odsetkami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

IOD zamiast ABI – jak wprowadzić tę zmianę

Dotychczasowy Administrator Bezpieczeństwa Informacji (ABI) został zastąpiony 25 maja tego roku przez Inspektora Ochrony Danych (IOD). RODO zmieniło nie tylko nazwę tej funkcji, ale także wymagania wobec osoby, która miałaby ją pełnić w organizacji oraz rozszerzyła zakres jej obowiązków. Wyznaczenie IOD jest obowiązkowe w wybranych sytuacjach jasno określonych w europejskim rozporządzeniu. Co warto wiedzieć o tej ewolucji oraz jak ją przeprowadzić w firmie we właściwy sposób – tłumaczy ekspert z ODO 24.

Powołanie i zadania inspektora

Obowiązek wyznaczenia IOD określony został w art. 37 ust. 1 RODO. Warto również zauważyć, że na podstawie art. 37 ust 7 RODO podmiot powołujący IOD zawiadamiania Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, nowy organ nadzorczy, o szczegółach kontaktowych inspektora. Ponadto zgodnie z art. 11 nowe ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 r. podmiot wyznaczający IOD podaje jego dane kontaktowe na swojej stronie internetowej lub w sposób ogólnie dostępny w miejscu prowadzenia działalności.

IOD ma być wyznaczany na podstawie kwalifikacji, wiedzy i doświadczenia. Funkcję tę będzie mogła pełnić zarówno osoba z personelu administratora, jak też zewnętrzna firma wykonująca zadania na podstawie umowy o świadczenie usług – mówi adw. Łukasz Pociecha, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24. ABI był powoływany jedynie fakultatywnie przez organizacje, które przetwarzały dane osobowe. Na gruncie obecnych przepisów wyznaczanie IOD jest obowiązkowe w ściśle określonych sytuacjach, zarówno dla administratorów danych jak i procesorów, czyli podmiotów, które przetwarzają dane w imieniu tego administratora. Może to stanowić dużą zmianę w kontekście rozwiązań kadrowych w organizacjach – dodaje adw. Łukasz Pociecha z ODO 24.

Podmiot powołujący IOD–a jest zobowiązany do jego włączania we wszystkie bieżące sprawy dotyczące bezpieczeństwa danych. Inspektor stał się również na mocy RODO punktem kontaktowym dla osób, których dane osobowe przetwarza firma oraz dla samego organu nadzorczego.

Zgłoszenie IOD

Administrator w terminie 14 dni od wyznaczenia inspektora powinien zawiadomić Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o jego wyznaczeniu. Wynika to wprost z art. 10 ust. 1 nowej ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 r . W zawiadomieniu powinien uwzględnić takie niezbędne elementy jak imię, nazwisko oraz adres poczty elektronicznej lub numer telefonu IOD.

Co istotne, nowa ustawa o ochronie danych osobowych w swych przepisach przejściowych, przewiduje, że osoby pełniące 24 maja 2018 r. funkcję ABI z dniem 25 maja 2018 r. automatycznie stają się IOD i będą pełnić swoją rolę do 1 września 2018 r., chyba że zostaną one odwołane przed tą datą lub przed tym dniem administrator zawiadomi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o wyznaczeniu innej osoby na IOD, w sposób określony w art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych – mówi Łukasz Pociecha z ODO 24.

Zgodnie z nową ustawą o ochronie danych osobowych, zawiadomienia o wyznaczeniu IOD należy dokonać poprzez internet i opatrzyć kwalifikowanym podpisem elektronicznym albo podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP. Pomocne w tym celu dla każdego przedsiębiorcy będą odpowiednie formularze umieszczone na oficjalnej stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Wszystkie podmioty, które przed 25 maja 2018 r. nie powołały ABI, a są obciążone takim obowiązkiem, mają na to czas do 31 lipca 2018 r. (art. 158 ust. 4 nowej ustawy o ochronie danych osobowych). Taki sam termin mają one na zawiadomienie Prezesa Urzędu o wyznaczeniu inspektora. To samo dotyczy procesorów tj. podmiotów przetwarzających dane na rzecz administratora danych, które to zobowiązane są na gruncie nowych przepisów do powołania IOD (art. 158 ust. 5 przywołanej w zdaniu poprzednim ustawy).

Inflacja przyspiesza zgodnie z planem

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS oraz prognozy analityków, dotyczące majowej inflacji. Wzrost o 1,7 proc. można uznać za umiarkowany. Wolniej zwyżkowały ceny żywności, za to mocno podrożał transport i paliwa.

W porównaniu do wyraźnego skoku inflacji w Niemczech i całej strefie euro oraz jej wysokiego poziomu w krajach naszego regionu, majowy wzrost naszego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych należy określić jako bardzo umiarkowany. Nie widać wciąż presji inflacyjnej związanej z dynamicznym wzrostem płac, a wskaźnik podbijają bardziej czynniki zewnętrzne. Silny wzrost notowań ropy naftowej w maju oraz osłabienie złotego wobec dolara, przełożyły się na sięgającą 4,8 proc. zwyżkę kosztów związanych z transportem oraz cen paliw. O 3 proc., a więc znacznie mniej niż w poprzednich w górę poszły ceny żywności i napojów. To najsłabszy ich wzrost od kwietnia ubiegłego roku, co można zawdzięczać korzystnym tegorocznym warunkom pogodowym.

Warto zwrócić uwagę na znaczny, sięgający 2,9 proc. wzrost cen w restauracjach i hotelach, związany wyraźnie z poprawą sytuacji materialnej Polaków. Ale jednocześnie bardziej dynamicznie niż w poprzednich miesiącach w górę poszły w maju ceny usług i wyrobów związanych ze zdrowiem (wzrost o 2,4 proc.) oraz z edukacją (wzrost o 2,2 proc.). W tej ostatniej kategorii wysokie tempo wzrostu utrzymuje się od początku roku, a poprzednio tak duże podwyżki miały miejsce w 2013 r., a więc pięć lat temu. Do tradycyjnie zniżkujących cen odzieży i obuwia (spadek o 3,8 proc.), dołączyły w maju koszty związane z łącznością, które poszły w dół o 1,9 proc.

Na razie nic nie wskazuje na możliwość poważniejszego wzrostu wskaźnika cen. Presja ze strony notowań ropy naftowej powinna wkrótce wyraźnie się zmniejszyć, można też liczyć na utrzymanie niższej dynamiki cen żywności. W najbliższych miesiącach na niewielki wzrost inflacji wskazują jedynie efekty statystyczne, czyli niższa baza porównawcza z letnich miesięcy ubiegłego roku.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Uczenie maszynowe – możliwości i wyzwania

Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit
Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit

Machine learning to obecnie jeden z najczęściej pojawiających się terminów w świecie technologicznym. I mimo, że koncepcja uczenia maszynowego jest znana od dawna, to dopiero rozwój technologiczny ostatnich lat spowodował, że zyskała ona na popularności i dzisiaj jest jednym z trendów, które zmieniają obraz współczesnego biznesu. Czy machine learning jest tylko dla dużych graczy? Nie. Jednak, żeby firma mogła w pełni wykorzystywać potencjał tej technologii, musi świadomie zmierzyć się z wyzwaniami jakie wiążą się z takim wdrożeniem.

Machine learning – aktualny etap rozwoju – szczyt oczekiwań

Technologie nieustannie poddawane są  procesom rozwojowym – od wynalezienia, przez wzbudzanie euforii, po stopniową komercjalizację. Dobrze obrazuje to model Gartnera ,,Hype Cycle for Emerging Technologies” (cykl szumu wokół technologii lub cykl dojrzałości technologii), który wyróżnia pięć faz przez które, zdaniem ekspertów instytutu, przechodzi każda nowa technologia w czasie swojego rozwoju. Najpierw mamy więc falę wznoszącą, czyli pierwsze informacje na temat technologii, badania, wdrożenia testowe, potem druga faza – dużo szumu oraz wielkie nadzieje i oczekiwania związane z technologią, tu mamy szerokie zainteresowanie ze strony prasy, pierwsze wdrożenia w firmach. Następnie ma miejsce trzecia faza – rozczarowania, wynikającego z pojawiających się ograniczeń danej technologii. Czwarta faza to naprawa tych ograniczeń i pojawiające się kolejne oczekiwania, zaś piąta faza to stabilizacja, faza dojrzała – czyli oczekiwania i możliwości są zbliżone, technologia osiąga pełną dojrzałość rynkową. W której fazie rozwoju jest teraz uczenie maszynowe? Według modelu cyklu szumu wokół technologii, jaki w 2017 roku zaprezentowała firma Gartner, machine learning znajduje się teraz w drugiej fazie rozwoju obok takich technologii jak m.in.: wirtualni asystenci, blockchain, autonomous driving (samochody autonomiczne), connected home (dom podłączony do internetu), czy cognitive computing.

Technologie potrzebują różnej ilości czasu, żeby przesunąć się od fazy 1 do 5, jednym zajmuje to kilka lat, innym więcej niż 10. Doskonale widać to na przykładzie uczenia maszynowego, którego koncepcja jest znana od lat. Termin machine learning został zdefiniowany w 1959 r. przez Arthura Lee Samuel’a, a w drugiej fazie modelu Hype Cycle Gartnera pojawił się dopiero w 2015 roku i obecnie nadal się tam znajduje. Co ciekawe trzy lata temu uczenie maszynowe było nawet bliżej fazy trzeciej niż w 2017 roku. Dlaczego dopiero niedawno machine learning zyskał na popularności i zrobił się taki duży szum wokół tej technologii? Wiąże się z tym rozwój technologiczny, który z jednej strony wygenerował olbrzymią ilość danych, która codziennie jest tworzona, a którą biznes chciałby analizować w celu tworzenia nowych produktów i usług oraz optymalizowania swoich procesów biznesowych. Z drugiej strony, dzięki coraz większej mocy obliczeniowej oraz tańszych nośnikach do przechowywania danych możemy wykorzystywać możliwości uczenia maszynowego, aby z tej olbrzymiej ilości danych wyciągać potrzebne nam wnioski. Faza druga w cyklu wzrostu technologii oznacza, że jest to etap, gdzie ilość szumu rośnie, gdzie jest bardzo duże zainteresowanie możliwościami, a temat jest bardzo na topie. Oczekiwania często rosną znacznie szybciej niż biznes jest gotów je wykorzystać, co może spowodować przesunięcie się ku fazie trzeciej, gdzie następuje rozczarowanie wynikające z błędnego rozumienia możliwości. Obecnie jednak uczenie maszynowe to zdecydowanie trend mocno rozgrzewający biznes i nadal mający olbrzymi potencjał – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Machine learning w biznesie

Pojawiają się coraz większe możliwości związane z wykorzystaniem machine learningu w biznesie. Człowiek nie jest wstanie poradzić sobie z natłokiem danych, których generuje się coraz więcej, dlatego to maszyna ma za zadanie je analizować i wyłuskać z nich te informacje, które są wstanie pomóc rozwijać się firmie. Co więcej dla algorytmów opartych na uczeniu maszynowym im więcej jakościowych danych tym lepiej. Według Deloitte, w roku 2018 wzrośnie wykorzystanie funkcji samouczenia się maszyn w średnich i dużych przedsiębiorstwach. Liczba wdrożeń i projektów pilotażowych opartych o tę technologię podwoi się w porównaniu z rokiem 2017, by ponownie dwukrotnie wzrosnąć do roku 2020. Machine learning ułatwia firmom skupienie wysiłków na optymalizacji procesów, tworzeniu nowych dochodowych rozwiązań dostosowanych do potrzeb klientów, przy jednoczesnym zwiększeniu ich zadowolenia z produktu i całościowej obsługi. Wdrożenie w firmie systemów machine learning może też poprawić zaangażowanie pracowników, zwiększyć ich produktywność, dzięki odciążeniu ich pracy przez chociażby chatboty. W jakich obszarach obecnie najczęściej wykorzystywane jest uczenie maszynowe? Oto kilka przykładów:

  • Finanse – automatyzacja procesów

Grupa banków w Australii i Nowej Zelandii, wdrożyła niemalże całkowitą automatyzację ponad 40 różnych procesów, w tym spłaty kredytów hipotecznych i tworzenia półrocznego audytu, zawierającego dane pobrane z kilkunastu różnych systemów, zyskując dzięki temu w niektórych obszarach nawet 30% oszczędności w skali roku. Branża finansowa wykorzystuje też uczenie maszynowe m.in. do wykrywania oszustów i zarządzania ryzykiem, oceny zdolności kredytowej, analizy i standaryzacji danych, wirtualnej obsługi klientów oraz ich profilowania.

  • Obsługa klienta

Jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych obszarów wykorzystania możliwości uczenia maszynowego w firmie, które dodatkowo stosunkowo łatwo wdrożyć. Korzyści? Obniżenie kosztów, poprawa jakości obsługi i usprawnienie jej, a z drugiej strony możliwość uniknięcia potencjalnych problemów. Już teraz wiele firm korzysta z chatbotów, analizuje historyczne dane z obsługi klienta, monitoruje ich aktywność w sieci, a na tej podstawie proponuje nowe produkty i usługi dostosowane do preferencji klienta.

 

  • Logistyka – sprawny łańcuch dostaw

 

Dzięki kompleksowej analizie opartej o machine learning, nie tylko można ulepszyć system zamówień, zapewnić terminową dostępność produktu, zautomatyzować zarządzanie asortymentem oraz zasobami, ale też przewidywać potencjalne problemy z dostawą zanim jeszcze powstaną.

 

  • Analiza danych w celu:

 

    1. Przewidywania popytu i predykcji problemów/awarii
    2. Rekomendacji produktów (marketing, reklamy), treści (np. Facebook, Netflix, Spotify)
    3. Określenia poziomu lojalność klienta
    4. Tworzenia nowych produktów i usług
  • Medycyna – wsparcie w wykrywaniu chorób, roboty pomagające przeprowadzać operacje, projektowanie leków
  • HR – usprawnienia procesu rekrutacji pracowników

Mimo coraz większej popularności machine learning, wciąż wiele firm nie wie jak odpowiednio wykorzystać jego możliwości w swoim rozwoju. Żeby wdrożyć uczenie maszynowe trzeba nie tylko posiadać odpowiednią infrastrukturę, wiedzę i dane, na których działamy, ale też mieć odpowiednio wykwalifikowany zespół, który jest w stanie zrealizować takie wdrożenie. Zanim zdecydujemy się na sięgnięcie po machine learning trzeba zrobić odpowiednią analizę, czy rzeczywiście dysponujemy odpowiednimi danymi. Wytrenowanie algorytmu może nie być możliwe, gdy będzie ich mało, nie będą reprezentatywne lub będą mocno zaszumione. Uczenie maszynowe nie naprawi danych, a jeśli ich jakość nie jest wystarczająca może to powodować problemy z jakością analizy i wniosków, które otrzymujemy w wyniku zastosowania algorytmu.

Maszynowe uczenie znalazło zastosowanie w najnowocześniejszych systemach decyzyjnych. AI trafiło do banków, ubezpieczalni, administracji rządowej, szkolnictwa i prywatnych firm. Zastąpiła tam człowieka pod obietnicą wyższej wydajności. Decydując o przyznaniu kredytu, przyjęciu na uczelnię, cenie ubezpieczenia, czy nawet ryzyku kryminalnej recydywy. Chcielibyśmy więc, by swoje decyzje systemy takie podejmowały w sposób neutralny i sprawiedliwy. Tylko czy jest to możliwe? Odpowiedź na to pytanie nie jest w tym momencie łatwa. Z jednej strony bowiem musimy dostarczyć dużą liczbę odpowiedniej jakości danych, na których będziemy pracować, a często się zdarza, że takich nie mamy. Przykładowo na dzień dzisiejszy trudno jest przewidywać ryzyko wystąpienia trzęsienia ziemi czy tsunami za pomocą algorytmów uczenia maszynowego, ponieważ nie mamy wystarczająco dużo danych, na podstawie których maszyna mogłaby się uczyć. Kolejne pytanie jakie należałoby zadać brzmi ,,Czy człowiek, który przygotował ten pierwotny zbiór danych do nauki jest skuteczny?” Ten okres intensywnego rozwoju technik maszynowego uczenia, który mamy już za sobą pokazał, że sztuczna inteligencja czasem podejmuje decyzje, z którymi mamy niestety problemy. Dlaczego? Niewinni ludzie byli oznaczani jako terroryści, kierowcy tracili prawa jazdy, pracownicy byli zwalniani, CV kandydatów odrzucane – tylko dlatego, że AI źle ich oceniło. Zła zaś ocena wcale nie wynikała z błędów w oprogramowaniu, lecz z bardzo trudnych do namierzenia błędów w szkoleniu, przede wszystkim dostarczenia zbioru danych, który sam w sobie zawierał to, co nazywamy w statystyce błędem systematycznym doboru próby (selection bias). Czasem zdarza się też maszynowa dyskryminacja w przypadkach, gdy sztuczna inteligencja jest szkolona na niewystarczająco losowej próbce populacji, dochodzi do sytuacji, w której niektórzy członkowie tej populacji są rzadziej, a inni częściej włączani do zbioru danych. Gdy zachodzi generalizacja tej wyuczonej selekcji, w decyzjach sztucznej inteligencji będą odzwierciedlały się te błędy, bez świadomości, że decyzje były niesprawiedliwe – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Uczenie maszynowe ma w sobie olbrzymi potencjał, ale trzeba je wdrażać w firmie mądrze. Złe zastosowanie machine learning może generować duże i w praktyce niepotrzebne koszty. Najpierw więc należy zrobić odpowiednią analizę czy w naszej firmie wdrożenie algorytmów uczenia maszynowego ma sens. Jeśli mamy odpowiednie dane, infrastrukturę i z biznesowego punktu widzenia istnieje możliwość, że w ten sposób nasze przedsiębiorstwo będzie się rozwijać,  to jak najbardziej warto zainwestować w machine learning.

RODO weszło w życie. Na co będą teraz zwracać uwagę regulatorzy?

Andrzej_Niziolek_Veeam
Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

Ostatnie tygodnie to początek nowej rzeczywistości zgodnej z RODO. O rozporządzeniu będzie jeszcze głośniej, kiedy pojawią się pierwsze doniesienia medialne o orzeczonych grzywnach, a to nastąpi zapewne w ciągu kilku następnych miesięcy. Mówi się zresztą o nich już dzisiaj. W styczniu 2018 r. brytyjski organ nadzoru w zakresie ochrony danych osobowych  Information Commissioner’s Office (ICO) wymierzył grzywny w wysokości 1,7 miliona funtów, co oznacza wzrost aż o 312 proc. w porównaniu z miesięczną średnią w 2017 r. Pokazuje to, że regulatorzy ostrzyli pazury przed wejściem w życie RODO, a ochrona danych przyciągnie znacznie większą uwagę mediów, rządów i opinii publicznej.

Wszystko to jest szczególnie istotne, jeśli rozważyć, jak pierwsze przypadki niezgodności z RODO wpłyną na dalszy przebieg wydarzeń. Organizacje na całym świecie będą przyglądać się tym, którzy pierwsi padną ofiarą nowych przepisów, i zastanawiać się, jak mogą uniknąć podobnych pomyłek i kar. Możemy więc oczekiwać dalszego napływu artykułów na temat RODO.

Nowe prawo nie musi to jednak oznaczać nadejścia najgorszego. W firmie Veeam panuje przekonanie, że nowe rozporządzenie należy traktować jako punkt wyjścia do bardziej kompleksowego zarządzania danymi osobowymi we współczesnym świecie. Dlatego właśnie działań zmierzających do osiągnięcia zgodności z RODO nie należy odkładać na ostatnią chwilę. Należy traktować je z tą samą atencją, jak każdą inną strategiczną decyzję biznesową, taką jak ekspansja albo inicjatywy podejmowane w ramach transformacji cyfrowej.

Aby to osiągnąć (i nie dać się przyłapać regulatorom), firmy muszą zabezpieczyć swoje procesy zgodnie z podejściem „privacy by design” (uwzględnianie prywatności danych w fazie projektowania). Można to zrobić na kilka sposobów. Wszystkie mają jeden cel: żeby firma nie znalazła się pod lupą regulatorów.

Zadbaj o transparentność i bezpieczeństwo

Kilka głośnych włamań w ciągu ostatnich lat sprawiło, że ludzie są znacznie bardziej świadomi i znacznie bardziej niepokoją się o bezpieczeństwo swoich danych niż kiedykolwiek przedtem. Na mocy RODO zgoda na gromadzenie danych będzie miała charakter aktywny – użytkownicy będą musieli jawnie na to zezwolić.

Podobnie użytkownicy zyskają szereg praw związanych z ich danymi osobowymi. Będą mogli ograniczyć używanie, gromadzenie oraz ujawnianie swoich danych osobowych. Administratorzy danych będą musieli spełnić te wymagania – nie tylko z przyczyn prawnych, lecz także z powodu dbałości o obsługę klienta i reputację marki.

Trzeba dysponować procesami i zasobami, które będą mogły wspierać tę ważną zmianę – klarowność i przejrzystość intencji to kluczowa sprawa. Należy jednak również zrównoważyć prywatność i bezpieczeństwo. Niedawny arykuł w magazynie CSO omawia ryzyko traktowania RODO jako nadrzędnego względem standardów bezpieczeństwa. Trzeba nieustannie monitorować bezpieczeństwo i dostępność danych, a także ich prywatność. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pierwsza grzywna wymierzona na mocy RODO będzie wynikiem tego podejścia.

Kompleksowe bezpieczeństwo

Jedną z pierwszych rad, jakie zaoferuje inspektor ochrony danych albo ekspert od RODO, będzie poświęcenie czasu i energii na stworzenie kompleksowej mapy danych. Powinna ona wyraźnie pokazywać, gdzie i w jaki sposób dane wchodzą do organizacji oraz jakie rozwiązania infrastrukturalne i pamięciowe wspierają ich istnienie.

Każda firma powinna była już to zrobić. Następnym krokiem jest zatem przyjęcie aktywnego, a nie pasywnego podejścia do zarządzania danymi, ich dostępności i bezpieczeństwa.

Jak to będzie wyglądać w praktyce, to już zależy od konkretnej firmy. Ale bez względu na rozmiar i strukturę, każda organizacja będzie musiała przyjść plan monitorowania i ochrony, który obejmuje strategie dostępności i backupu na wypadek naruszenia ochrony danych. Plany te muszą być wystarczająco elastyczne, aby uwzględnić nieustannie zmieniający się krajobraz danych. Będą też wymagały zaangażowania ze strony każdej jednostki organizacyjnej – nie tylko działu IT.

Nowa era RODO

Koszt niezgodności jest wysoki. Przypomnijmy raz jeszcze, że poważne naruszenie przepisów może skutkować grzywną w wysokości nawet 20 milionów euro lub 4 proc. rocznego obrotu – w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Pozostaje jednak pytanie: na kogo i na co będą patrzeć regulatorzy? Czy będą pobłażliwi, czy będą chcieli uczynić przykład z pierwszych, którym powinie się noga?

Czas pokaże. Możemy jednak pospekulować, jakiego typu organizacje mogą pójść na pierwszy ogień. Zapewne nie będzie to sektor publiczny, ponieważ grzywny mogłyby doprowadzić do bankructwa wielu kluczowych instytucji. Jednak inne sektory mogą mieć mniej szczęścia. Aby się zabezpieczyć, wszystkie organizacje muszą traktować RODO jako codzienny i stały obwiązek, a nie jednorazowe wydarzenie.

Autor: Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

W centrum uwagi EBC

Utrzymanie łagodnej retoryki przez EBC może wesprzeć europejski rynek długu. Złoty pozostaje stabilny w okolicach 4,27 na EURPLN. W czwartek w centrum uwagi EBC, który jeśli nie rozczaruje zbyt gołębim tonem przekazu może wzmocnić euro.

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynku walutowym było kończące się dwudniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W kwestii stóp procentowych niespodzianki nie było. Obecnie ożywienie w gospodarce USA jest na tyle solidne, że Fed wykorzystał moment i podniósł cel dla stopy rezerw federalnych o 25 pb do 1,75-2,00%. Idąc jeszcze dalej podał też, że w 2018 roku spodziewa się łącznie czterech podwyżek stóp, rezygnując jednocześnie z zapowiedzi utrzymania niskich stóp wspierających wzrost gospodarczy i sygnalizując, że może tolerować inflację powyżej celu co najmniej przez kolejne dwa lata.

W reakcji na wynik posiedzenia FOMC euro chwilowo osłabiło się do 1,1725 USD. Wspólna waluta szybko jednak zniosła cały spadek i dzisiaj od rana kurs EURUSD ponownie oscyluje w okolicach 1,18 gdzie „czekał” na decyzję. Pomimo, że Fed przesunął oczekiwania w stronę czterech podwyżek w całym 2018 roku, notowania złotego przez całą środę pozostawały relatywnie stabilne oscylując pomiędzy 4,27-4,285.

W oczekiwaniu na decyzję Fed-u w Europie opublikowane zostały dane produkcyjne. W kwietniu produkcja przemysłowa wyniosła 1,7% r/r i zmalała o 0,9% m/m, podczas gdy ekonomiści prognozowali wzrost o 2,8% w ujęciu rocznym i spadek o 0,5% w ujęciu miesięcznym. Słabsze dane (w marcu na poziomie 3,0% r/r i 0,5% m/m) potwierdziły, że gospodarka europejska traci momentum (wcześniej na wyhamowanie gospodarki wskazywał majowy indeks PMI aktywności europejskiego przemysłu), co wraz z brakiem presji inflacyjnej w gospodarce sprzyja utrzymaniu gołębiej postawy EBC. Jednakże rozbudzone przez głównego ekonomistę banku centralnego strefy euro oczekiwania na rozpoczęcie już w czerwcu dyskusji o strategii wygaszania QE w 2018 roku powodują, że nawet rozczarowujące doniesienia gospodarcze z Europy nie są w stanie zaburzyć obecnego, relatywnie stabilnego obrazu rynku głównej pary walutowej.

Jakkolwiek rozpoczęcie debaty o strategii wygaszania programu skupu aktywów jest prawdopodobne, nie wydaje się, aby EBC już w czwartek ogłosił szczegółowy plan działania. Podczas konferencji prasowej prezes M. Draghi może pozytywnie wypowiadać się o perspektywach gospodarczych (wskazując na przejściowość słabszych obecnie danych makro), ale raczej nie będzie podawał konkretnych terminów dot. czy to zamknięcia QE, czy tym bardziej pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro.

W kraju NBP opublikował w środę wynik na rachunku bieżącym. W kwietniu deficyt wyniósł 21 mln EUR, co zaskoczyło ekonomistów. Mediana oczekiwań wskazywała bowiem C/A na poziomie -243,5 mln EUR. Dane są pozytywne dla złotego, jednakże pozostały bez wpływu na bieżące notowania kursu EURPLN, który po nieudanym teście oporu na 4,2845 jeszcze przed publikacją C/A powrócił w okolice 4,275.

W czwartek poznamy finalne odczyty dla krajowej inflacji. Wg danych wstępnych indeks CPI wyniósł w maju 1,7% r/r wobec 1,6% w kwietniu.

Wykres dnia: Brak presji inflacyjnej w EZ (inflacja nadal poniżej 2,0% celu EBC) pozwala utrzymywać dotychczasową politykę pieniężną bez zmian w strefie euro.

Brak presji inflacyjnej w EZ (inflacja nadal poniżej 2,0% celu EBC) pozwala utrzymywać dotychczasową politykę pieniężną bez zmian w strefie
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Źródło: PKO Bank Polski

FOMC podniósł stopy procentowe

FOMC podniósł stopy procentowe (stopa fed funds do przedziału 1,75%-2,00%), usunął z komunikatu stwierdzenie, że stopy procentowe pozostaną poniżej poziomu długookresowego przez pewien okres czasu, a także „podniósł kropki” (dot plots), sygnalizując (zgodnie z naszymi oczekiwaniami) jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych w tym roku. Wynik posiedzenia należy uznać za „jastrzębi”, w przeciwieństwie do dokonywanych w przeszłości „gołębich” podwyżek.prognozy FOMC

Decyzja FOMC była jednomyślna. Jednocześnie podniesiono także stopę oprocentowania rezerw ponadnormatywnych (excessive reserves) o (tylko) 0,2pp do 1,9% (aby utrzymywać stopę fed funds bliżej środka przedziału 1,75-2,00% – ostatnio stopa ta utrzymywała się bliżej górnej granicy przedziału Fed.

Mediana oczekiwanej na koniec 2018 stopy procentowej Fed podniosła się w górę, sygnalizując, że do końca roku możliwe są jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych (oprócz marcowej i wczorajszej). Jednocześnie oczekiwana przez Fed stopa procentowa podniosła się także w 2019 sygnalizując trzy możliwe podwyżki w przyszłym roku. W długim okresie mediana oczekiwań członków FOMC nie zmieniła się. Nadal spodziewają się oni, że stopa procentowa wyniesie 3,4% na koniec 2020. Mediana stopy neutralnej w ocenie FOMC nadal wynosi 2,9%.

Zauważalne są zmiany tonu komunikatu. FOMC uważa, że gospodarka amerykańska rośnie w solidnym tempie (poprzednio: „w umiarkowanym”), a wzrost liczby zatrudnionych jest silny. Fed usunął z komunikatu stwierdzenie o tym, że stopa procentowa pozostanie poniżej poziomu długookresowego przez pewien czas, a także, że ścieżka stóp zależeć będzie od napływających danych. Sygnalizuje to, że Fed nabiera pewności w swoich działaniach.

Po posiedzeniu J.Powell powiedział, że w począwszy od stycznia 2019 konferencje będą się odbywać po każdym posiedzeniu Fed (co de facto oznaczałoby otwarcie drogi do podwyżek stóp w dowolnym momencie).

Naszym zdaniem Fed wykona dwa ruchy w 2019 (w górę, każdy po 0,25pp) ze względu na to, że cykl koniunkturalny wszedł już w USA w fazę dojrzałą. Trwa cykl podwyżek stóp (to była już siódma w tym cyklu), rosną ceny surowców (przede wszystkim ropy), rosną ceny akcji w USA (m.in. w sektorach finansowym oraz technologicznym), krzywa rentowności jest bliska odwróceniu, zacieśnia się rynek pracy (niektóre wskaźniki są najlepsze od 50 lat), rośnie inflacja, mocne są odczyty ISM, optymizm konsumentów jest blisko rekordowo dobrych poziomów, a dźwignia finansowa firm jest wysoka.

Naszym zdaniem po ustąpieniu efektów obniżki podatków gospodarka amerykańska zacznie zwalniać w drugiej połowie 2019, a Fed zdąży podnieść stopy procentowe w przyszłym roku dwa razy, aby następnie zatrzymać się. Nie można wykluczyć, że pogorszenie aktywności gospodarczej w USA może być na tyle istotne, że w 2020 wystąpi nawet płytka recesja, a to oznaczałoby, że Fed musiałby wtedy obniżać stopy procentowe.

źródło: PKO Bank Polski

Trendy i perspektywy globalnego sektora metalowego

Od połowy 2016 r. w branży metalowej panuje tendencja wzrostowa cen oraz ożywienie popytu. Rosnący protekcjonizm w Stanach Zjednoczonych i Europie oraz towarzyszące mu cła odwetowe ze strony Chin odcisnęły piętno na zaufaniu przedsiębiorstw i inwestycjach – jednak nie zahamowały jeszcze wzrostu gospodarczego. Oczekiwane zróżnicowane tendencje do końca 2019 r.: ceny metali nieszlachetnych najprawdopodobniej wzrosną, lecz metale żelazne odnotują spadek, jako że będą się one nadal zmagać się z nadwyżką mocy produkcyjnych.

 

 

Na rynku metali panuje tendencja wzrostowa, jednak ryzyko utrzymuje się na wysokim poziomie

Dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu występującemu w wielu krajach, przemianom technologicznym stymulującym gwałtowny wzrost wykorzystania metali oraz spadkowi podaży, branża metalowa zyskiwała na dobrej koniunkturze od połowy 2016 r. Wzrostu popytu na taką skalę nie zaobserwowano od okresu, który nastąpił po kryzysie z 2008 r. W połączeniu z deprecjacją dolara amerykańskiego, zjawisko to spowodowało gwałtowny wzrost cen metali. Aluminium odnotowało 37-procentowy wzrost od początku 2018 r., kobalt wzrost czterokrotny, ceny miedzi i niklu wzrosły odpowiednio o 44 proc. i 53 proc., natomiast  ceny cynku wzrosły dwukrotnie w porównaniu z początkiem 2016 r.

O ile wzrost i rentowność wróciły w większości segmentów na właściwe tory, przemysł metalowy pozostaje jednym z najbardziej ryzykownych w ocenie sektorowej Coface, z poziomem ryzyka kredytowego sklasyfikowanym jako „wysoki”. Słabsi uczestnicy nadal  uzależnieni są od sprzedaży hurtowej i zmagają się z brakiem równowagi w relacjach z największymi klientami.

Zróżnicowane tendencje w 2018 r. i 2019 r.

Ingerencje polityczne i zakłócenia geopolityczne zawsze były ważnymi czynnikami powodującymi niestabilność i gwałtowne podwyżki cen w sektorze metalowym. Niedawne środki protekcjonistyczne wprowadzone przez Stany Zjednoczone (jak chociażby cła na import stali i aluminium) oraz Unię Europejską (takie jak cła antydumpingowe na stal i żelazo) miały dotychczas ograniczony wpływ na producentów metali w Chinach, ponieważ zmienili oni swój profil produkcji, odchodząc od tych rynków, a koncentrując się na rynku wewnętrznym. Jest mało prawdopodobne, aby cła odwetowe Chin w odpowiedzi na środki USA – nałożone na rury stalowe, samoloty i samochody – miały znaczący wpływ na branżę motoryzacyjną. Na razie wzrost gospodarczy nie został zahamowany, jako że zagrożone jest mniej niż 1 proc. PKB Stanów Zjednoczonych oraz Chin. Jednak wojna handlowa z pewnością odciśnie piętno na ryzyku kredytowym przedsiębiorstw. Coface przewiduje, że apetyt na inwestycje oraz zaufanie przedsiębiorstw ucierpią w kontekście rosnącego protekcjonizmu w 2018 r.

Wszystkie oznaki sugerują, że gospodarka światowa znajduje się już w fazie po apogeum wzrostu, co teoretycznie powinno wywrzeć presję w kierunku obniżki cen, poczynając od 2019 r. W perspektywie krótkoterminowej rosnące napięcia z pewnością będą nadal windować ceny. Skorzysta na tym segment głównych metali nieszlachetnych, który jest stymulowany zwyżkami popytu na części do akumulatorów i części elektroniczne. W okresie od grudnia 2017 r. do grudnia 2019 r. aluminium ma odnotować wzrost o zaledwie 2 proc. Miedź powinna wykazać taką samą tendencję, odnotowując wzrost o 2,4 proc., podczas gdy wzrost cen niklu i cynku przewiduje się na odpowiednio 18 proc. i 14 proc.. Zmusi to użytkowników końcowych, takich jak producenci akumulatorów i samochodów, do poszukiwania innych materiałów w razie niedoborów lub wyższych cen.

Z kolei ceny stali prawdopodobnie spadną w tym samym okresie o 19 proc., ze względu na zwiększoną nadwyżkę mocy produkcyjnych i brak dyscypliny chińskich producentów, którzy nie ograniczą produkcji w okresach osłabienia cen. Ten scenariusz bazowy spadku cen metali żelaznych poparty jest wysokim poziomem zadłużenia przedsiębiorstw ogółem. Wskaźniki zadłużenia netto są szczególnie wysokie w Chinach, gdzie sektor ten zdominowany jest przez duże państwowe przedsiębiorstwa, jak i w Stanach Zjednoczonych (na poziomie 15 proc.), gdzie przedsiębiorstwa są znacznie bardziej narażone na ewentualne korekty przepływów pieniężnych.

Kurs dolara po posiedzeniu Fed. Jak zareaguje euro po decyzji EBC

Dolar próbował skorzystać na jastrzębim wydźwięku decyzji Fed, ale poniósł porażkę bez wsparcia rentowności obligacji skarbowych i przy natłoku innych spraw w tym tygodniu. Dzisiejsza decyzja EBC jest jedną z tych spraw, gdzie może nie brakować niespodzianek. A w odwodzie wciąż mamy napięcia handlowe.

Jestem rozczarowany reakcją USD po posiedzeniu Fed. Choć decyzja o podwyżce o 25 pb była pewna, to spodziewałbym się, że podwyższenie w projekcji tempa podwyżek w 2018 i 2019 r. i optymistyczne komentarze prezesa Powella odnośnie sytuacji gospodarczej będą wystarczającymi argumentami dla wzmocnienia dolara. Potwierdziły się moje obawy wyrażone we wczorajszym komentarzu poranny – Fed może być jastrzębi, ale na nic się to nie zda, jeśli rynek się do tego nie przekona. Szczególnie nieudana próba wyjścia rentowności 10-letnich obligacji ponad 3 proc. musiała podkopać zaufanie do odnowienia rajdu dolara. Sytuację komplikuje upchany kalendarz w tym tygodniu (i nawet nie chodzi mi o rozpoczynający się Mundial). Z uwagi na niepewność o wynik dzisiejszego posiedzenia EBC, rynek był bardziej skory szybko realizować zyski z wstępnej aprecjacji dolara (szczególnie na EUR/USD). Dodatkowo wciąż jesteśmy otoczeni napięciami związanymi z globalnym handlem, co podnosi premię za ryzyko i trzyma w ryzach wycenę bezpiecznych obligacji. Wczorajsze doniesienia WSJ, że Biały Dom szykuje na piątek prezentację finalnej listy chińskich towarów objętych cłami przypomina, w jakim klimacie odbywa się obecnie handel na rynkach finansowych. Z perspektywą nagłego skoku awersji do ryzyka utrzymywanie pozycji dłużej niż kilka godzin jest odważnym posunięciem. Jestem gotów się założyć, że gdyby w tym tygodniu posiedzenie FOMC było jedynym istotnym wydarzeniem, dolar byłby dziś rano silniejszy. Jastrzębi Fed i napięcia handlowe wciąż oferują warunki, w których USD pozostanie mocny względem walut surowcowych i rynków wschodzących, ale nie będzie to łatwy i jednorodny ruch.

Po tak zagmatwanej reakcji USD przewidywanie zachowania EUR po decyzji EBC będzie równie skomplikowane. Przed tygodniem uważaliśmy, że ryzyka dla EUR przed posiedzeniem przeważają po negatywnej stronie, gdyż zakładaliśmy, że waluta może umacniać się na oczekiwaniach jastrzębiego rezultatu posiedzenia, podczas gdy wydźwięk decyzji i konferencji może być mniej agresywny lub skutkować „sprzedażą faktów”. Potem kolejne kilka dni przyniosło stabilizację, jeśli nie nawet ostudzenie popytu na EUR, przez co nastawienie inwestorów przeszło w stan równowagi. Ale już siła odbicia EUR/USD po decyzji Fed skłania mnie do wniosku, że rynek ponownie ustawia się na jastrzębi przekaz. Dalej skłaniam się do opinii, że istnieje potencjał do pozytywnej reakcji na decyzję EBC niezależnie od tego czy poznamy konkretne szczegóły wydłużenia QE, czy decyzja zostanie odłożona do lipca a dziś będziemy musieli polegać na sugestiach Draghiego. W tym drugim przypadku (nasz scenariusz bazowy) wiele będzie zależeć od tego, jak bardzo optymistycznie Draghi będzie odnosił się do perspektyw przyspieszenia ożywienia i powrotu inflacji do celu przy jednoczesnym umniejszeniu znaczenia ryzyk wewnętrznych (Włochy, pogorszenie w danych) i zewnętrznych (polityka handlowa USA). Jeśli jednak EBC pokaże, że pozostaje na wcześniej wyznaczonym kursie, może to zaoferować inwestorom przekonanie do budowania oczekiwać postępującej normalizacji polityki monetarnej, co będzie ważnym filarem siły EUR w długim terminie. Ale podkreślę – to jest duże „jeśli”, szczególnie po wczorajszych wydarzeniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Tydzień wschodniej polityki i zachodnich banków centralnych

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ten tydzień jest bardzo bogaty w wydarzenia, które mogą wpłynąć na zachowania inwestorów. Na jego początku widać było wyraźnie skupienie na spotkaniu Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem w Singapurze. Niosło one ze sobą spory ładunek symboliczny oraz polityczny, ale z gospodarczego punktu widzenia pozostawało mało istotne. W tym względzie dziwić mogła stłumiona reakcja na niesmak, jaki pozostał po weekendowym spotkaniu państw G7.

Owszem, brak podpisu Donalda Trumpa na końcowym dokumencie był podyktowany chęcią stworzenia obrazu twardego gracza przed „szczytem” w Singapurze, ale trudno ignorować fakt, że żadnego „zawieszenia” wojny handlowej nie obserwujemy, a przecież niecały miesiąc temu taką intencję sygnalizował sekretarz skarbu Steven Mnuchin.

Zresztą jeszcze w tym tygodniu może się pojawić lista chińskich produktów, na których import USA chcą nałożyć 25-proc. cła. Powtarzana od tygodni negatywna retoryka przywódców coraz bardziej przekłada się na nastroje przedsiębiorców w krajach nastawionych na eksport. Dobrym tego przykładem jest dalszy wyraźny spadek niemieckiego indeksu ZEW. Główną jego przyczyną jest oczywiście eskalacja protekcjonizmu, ale nie bez znaczenia pozostaje napięta sytuacja we Włoszech oraz seria gorszych danych z Niemiec (słabsze odczyty produkcji przemysłowej, eksportu i zamówień w przemyśle). Instytut swoje wnioski zawarł w mało przyjemnej prognozie wskazującej, że półroczna perspektywa dla niemieckiej gospodarki wyraźnie się pogorszyła. W krótkim terminie tego typu sygnały można ignorować, ale w dłuższym już nie, szczególnie jeżeli retoryka handlowa się nie zmieni.

Druga część upływającego tygodnia zdominowana będzie przez poczynania głównych banków centralnych. Te powinny charakteryzować się wspólnym mianownikiem w postaci coraz ostrzejszej polityki monetarnej. W USA stopy po raz kolejny wzrosły, co nikogo specjalnie nie dziwi. Ważniejsze były sygnały towarzyszące decyzji o wyższym koszcie pieniądza, a w szczególności nieco bardziej jastrzębie oczekiwania członków FOMC co do trajektorii przyszłych zmian stóp.

Swoich stóp nie zmieni EBC, ale powinien zacząć sygnalizować koniec programu skupu aktywów oraz ukierunkować oczekiwania rynkowe odnośnie do terminu pierwszej podwyżki kosztu pieniądza. Zachowanie frankfurckiej instytucji może być nawet ważniejsze od Fedu, gdyż dane ze strefy euro są ostatnimi czasy słabsze. W tym względzie warto pamiętać, że okres rynkowej dekoniunktury często rozpoczynał się wówczas, gdy bank centralny na czas nie dostrzegł końca cyklu wzrostu gospodarczego i zacieśniał swoją politykę we wczesnej fazie spowolnienia, tym samym ją pogłębiając. W tym względzie polityka EBC niesie ze sobą ryzyka, które mogą być niedoceniane.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Polska na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Warszawie grozi ograniczenie funduszy europejskich i niechęć zagranicznych inwestorów

Polska na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Warszawie grozi ograniczenie funduszy europejskich i niechęć zagranicznych inwestorów 1

Polskę czekają długie i żmudne negocjacje budżetowe z Unią Europejską. Zagrożeniem może być powiązanie kwestii praworządności z wypłatą funduszy strukturalnych. Z tą propozycją Komisji Europejskiej nie zgadzają się przedstawiciele Polski. Eksperci oceniają, że już sama atmosfera wokół Polski związana z wątpliwościami o stan praworządności może negatywnie wpłynąć na jej pozycję na arenie międzynarodowej, również w znaczeniu gospodarczym. Może np. wywołać niechęć inwestorów zagranicznych.

– Pamiętajmy, że polska gospodarka nie funkcjonuje w próżni, tylko w całym obiegu europejskim, który jest wynikiem integracji europejskiej. Nie jest tak, że przedsiębiorcy zagraniczni, którzy chcą lokować swoje inwestycje, nie sprawdzają, jaka jest sytuacja w każdym konkretnym kraju. Mają dostęp do informacji, audytów o stanie polskiej praworządności, o tym, czy w przypadku sporu z państwem mogą liczyć na to, że sędzia będzie niezależny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Patryk Wachowiec, analityk prawny z Fundacji FOR.

Kilka miesięcy temu Komisja Europejska zainicjowała uruchomienie przeciwko Polsce procedury kontroli praworządności na podstawie artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskiej. To efekt przyjętych ustaw dotyczących sądów powszechnych, Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Na temat kompromisu przez wiele miesięcy trwały rozmowy między przedstawicielami polskiego rządu i Komisji Europejskiej, czego efektem jest modyfikacja przyjętych ustaw.

Praworządności w Polsce przygląda się również Trybunał Europejski. Rozprawa w tej sprawie odbyła się 1 czerwca.

Niedawno została zarejestrowana w Trybunale sprawa, a dokładniej pytanie zadane przez irlandzki sąd, dotyczące ekstradycji obywatela polskiego do Polski. Sędzia z Irlandii ma wątpliwości, czy nasz obywatel przekazany do Polski, będzie mógł liczyć na sprawiedliwy proces z tego względu, że władza polityczna w ciągu ostatnich 2,5 roku podporządkowała sobie sądownictwo w takim stopniu, w jakim chyba jeszcze nigdy sobie nie podporządkowała – tłumaczy Patryk Wachowiec.

Jak podkreśla, już samo rozpoczęcie takich spraw i nieformalna atmosfera, jaka tworzy się w związku z tym wobec Polski, może skutkować mniejszym zaufaniem do Polski. To może mieć poważne konsekwencje dla gospodarki.

To może skutkować na pewno mniejszym napływem kapitału do Polski, bo to będą weryfikować poszczególni przedsiębiorcy zagraniczni, ale też relacjom dwustronnym między państwami Unii a Polską – mówi Patryk Wachowiec.

Tym bardziej że w projekcie nowego rozdania finansowego UE na lata 2021–2027 pojawiła się ze strony Komisji Europejskiej propozycja powiązania wypłat środków wspólnotowych z praworządnością. Nie zgadzają się z nią przedstawiciele polskiego rządu, kwestionując podstawy prawne takiego rozwiązania. Według propozycji KE wniosek w sprawie zawieszenia lub ograniczenia funduszy dla danego kraju będzie składany przez Komisję i przyjmowany przez kraje członkowskie.

Samo pojawienie się jej na agendzie europejskiej świadczy o tym, że państwa członkowskie i instytucje unijne biorą na poważnie kwestie praworządności w poszczególnych państwach członkowskich – mówi analityk prawny FOR. – Poczekajmy kilka miesięcy, aż ta kwestia się wykrystalizuje, ale w mojej ocenie mniej lub bardziej konkretne powiązanie zasad państwa prawa i pobierania środków z budżetu unijnego w jakiś sposób nastąpi.

Jeśli do tego dojdzie, organy unijne będą mogły każdorazowo weryfikować, czy dysponenci funduszy europejskich spełniają odpowiednie kryteria.

– Na pewno będzie też dochodziło do skrupulatnego sprawdzania wszystkich rozliczeń środków pobranych z budżetu unijnego z Komisją Europejską i z jej agendami. To może mieć formę skrupulatnego sprawdzania i swego rodzaju strajku włoskiego ze strony KE, która zobaczy, że skoro państwo członkowskie według niej narusza zasady praworządności, to w takim razie będzie weryfikować, czy ta praworządność istnieje jeszcze w kolejnych drukach składanych do KE – mówi Wachowiec.

Godziny do meczu otwarcia Mistrzostw Świata w Rosji. Strefy kibica spodziewają się tłumów fanów

Godziny do meczu otwarcia Mistrzostw Świata w Rosji. Strefy kibica spodziewają się tłumów fanów 2

Mecz otwarcia mistrzostw świata, w którym reprezentacja Rosji zmierzy się z Arabią Saudyjską, rozpocznie się już za kilka godzin. Pięć dni później, 19 czerwca, biało-czerwoni zagrają pierwsze spotkanie fazy grupowej z Senegalem. – Czeka nas naprawdę trudny turniej, w którym nie ma słabych zespołów. Wyzwanie jest spore, ale w zasięgu drużyny trenera Nawałki – mówią eksperci sportowi. Wszystkie spotkania mistrzostw świata fani będą mogli śledzić w specjalnych ministrefach kibica, które będą działać we wszystkich hotelach Novotel w Europie Wschodniej. Na czas mundialu marka przygotowała szereg atrakcji dla fanów futbolu.

– Mocną stroną naszej reprezentacji jest na pewno dosyć dobra organizacja gry, zwłaszcza na tle przeciwników, którzy nas czekają w grupie na mistrzostwach świata. Myślę, że będziemy drużyną lepiej zorganizowaną zarówno od Japończyków, jak i Senegalczyków. Natomiast rywale, zwłaszcza Senegalczycy, biją nas na głowę siłą fizyczną, szybkością, skocznością i pewnie techniką piłkarską. Mamy w ataku gwiazdę światowego formatu, bardzo dobrych bramkarzy i ludzi otrzaskanych w bojach. Mam nadzieję, że trema ich nie zje. Na Mistrzostwach Świata trema, nerwy i adrenalina mogą przeszkodzić – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski.

W ostatnim sprawdzianie przed MŚ polska reprezentacja pokonała Litwę w towarzyskim meczu 4:0. W środę przed południem piłkarze wylecieli do Rosji, włącznie z Kamilem Glikiem, którego wyjazd z kadrą na mistrzostwa stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję barku. We wtorek 19 czerwca biało-czerwoni zagrają pierwszy mecz fazy grupowej z Senegalem.

 To spotkanie będzie miało kolosalne znaczenie, bo Senegalczycy potrafią rozgrywać pierwsze mecze. W 2002 roku na inauguracji z Francuzami wygrali 1:0, pokazali się z bardzo dobrej strony i teraz na pewno sobie o tym przypomną. Nasz drugi przeciwnik, Kolumbijczycy, też mierzy bardzo wysoko. Bardzo dobrze spisali się w eliminacjach. Oni mają problemy ze zdrowiem, przede wszystkim ich obrona nie wygląda tak, jakby sobie tego życzyli, mają kilka dni, żeby się wykurować. Przed trzecim spotkaniem z Japonią dużo kart będzie już odkrytych. Będziemy mądrzejsi i będziemy mogli zagrać to spotkanie pod kątem następnej fazy – mówi Leszek Ojrzyński, trener piłkarski.

Były szkoleniowiec Arki Gdynia po wtorkowym meczu z Litwą ocenia, że z drużynami, z którymi biało-czerwoni spotkają się w fazie grupowej, nie będzie już tak łatwo. Wśród mocnych stron reprezentacji wymienia dobrą grę w ofensywie.

– Przygotowanie fizyczne też pokazaliśmy na niezłym poziomie, a wiem, że to jeszcze nie jest optymalna forma. Najlepsza forma przyjdzie za siedem dni. Zgranie zawodników jest też coraz lepsze. Bardzo dobrze, że na tych mistrzostwach będziemy mieli system VAR, bo w meczu z Litwą były trzy decyzje sędziów, które zostały zmienione przez zapis i sędziów biorących udział w analizie – podkreśla Leszek Ojrzyński.

– Po spotkaniu z Litwą możemy bardzo optymistycznie – ale nie hurraoptymistycznie – podejść do tego turnieju. Trzeba patrzeć realnie, z tą świadomością, że czeka nas naprawdę duży i trudny turniej, w którym nie ma słabych zespołów. To są mistrzostwa świata, słabe zespoły zostały w domu, więc wyzwanie jest spore. Ale myślę, że to wyzwanie jest w zasięgu drużyny trenera Adama Nawałki – dodaje Wojciech Kowalewski, były bramkarz reprezentacji Polski.

Do meczu otwarcia tegorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej pozostały już tylko godziny. Turniej otworzy spotkanie Rosja–Arabia Saudyjska, które odbędzie się 14 czerwca o godz. 17 na stadionie Łużniki w Moskwie, na którym może zasiąść 81 tys. widzów (na tej arenie ma rozegrać się także finał mistrzostw).

– Kibice poszczególnych reprezentacji nadciągają, to święto piłkarskie powoli nabiera tempa. Myślę, że pierwszy mecz otwarcia, w którym reprezentacja Rosji zmierzy się z Arabią Saudyjską, będzie dużym wydarzeniem nie tylko piłkarskim, lecz także politycznym. To wielka impreza, która ma też na celu wypromowanie Rosji, zaprezentowanie jej z dobrej strony. Pamiętam, jak przebiegał w naszym kraju turniej EURO 2012, jak świetnie bawili się kibice wszystkich reprezentacji, jaka była atmosfera tych spotkań, jakie były później relacje i komentarze. Myślę, że czeka nas kolejne, duże święto piłkarskie i – mam nadzieję – same optymistyczne obrazki – mówi Wojciech Kowalewski.

Spotkania tegorocznych MŚ zostaną rozegrane na dwunastu stadionach w jedenastu miastach, m.in. w Moskwie (mecz otwarcia i finał), Jekaterynburgu, Kaliningradzie i Sankt Petersburgu. Miliony kibiców na całym świecie będą śledzić piłkarskie zmagania przez ponad cztery tygodnie, do 15 lipca. Fani w Polsce będą mogli obejrzeć wszystkie mecze w specjalnych ministrefach kibica we wszystkich hotelach sieci Novotel.

Planujemy wiele atrakcji podczas piłkarskich zmagań, które będą transmitowane codziennie. Będą konkursy, konferansjer, muzyka, możliwość zagrania w piłkę – planujemy duże piłkarskie show w hotelach Novotel w całej Polsce i Europie Wschodniej. Chcielibyśmy wspólnie przeżywać to wielkie wydarzenie. Ministrefa kibica – która będzie przez nas organizowana dwa lub trzy razy dziennie, w zależności od liczby meczów – to będzie duże piłkarskie show. Zachęcamy, żeby być z nami w tym wyjątkowym czasie, kibice nie będą zawiedzeni – mówi Vincent Dujardin, dyrektor generalny Hotelu Novotel Warszawa Centrum.

Oprócz transmisji na wielkim ekranie marka Novotel wprowadziła też specjalną ofertę dla kibiców na czas mistrzostw i – we współpracy z redakcją sportową Onet.pl – uruchomiła portal www.zgrupowaniekibicow.pl, który dostarcza kibicom aktualności i ciekawostek o futbolu. Wszystkie wydarzenia i atrakcje zaplanowane przez Novotel na czas mundialu są otwarte nie tylko dla gości hotelowych, lecz przede wszystkim dla mieszkańców i kibiców.

Nasi goście będą mogli wytypować wynik meczu dnia na tablicy i wygrać szereg atrakcyjnych prezentów. Przygotowaliśmy także specjalne przekąski. Nie zabraknie dekoracji z motywami wszystkich państw uczestniczących w mistrzostwach, więc jestem pewien, że atmosfera i otoczka wokół tego wydarzenia będzie wspaniała. Szczególnie w dniach, kiedy będzie grać reprezentacja Polski. Trzy mecze polskiej drużyny to będą duże wydarzenia ze specjalną oprawą. Mamy nadzieję na tłumy gości, zapraszam do nas – mówi Vincent Dujardin.

MON zapowiada przyspieszenie zakupu okrętów podwodnych. Program Orka niezbędny, by zapewnić bezpieczeństwo, szczególnie ze strony Rosji

MON zapowiada przyspieszenie zakupu okrętów podwodnych. Program Orka niezbędny, by zapewnić bezpieczeństwo, szczególnie ze strony Rosji 3

Dwa tygodnie temu morze wyrzuciło na polskie plaże pociski sygnalizacyjne z rosyjskiego okrętu podwodnego. Rosjanie wiedzą, że Marynarka Wojenna nie ma jak powstrzymywać tak jawnych demonstracji siły – będące na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają ponad pięćdziesiąt lat i są powoli wycofywane. Minister Błaszczak zapowiedział właśnie, że będą prowadzone rozmowy na temat zakupu okrętów podwodnych. Nie wiadomo jeszcze, co dalej z nowymi śmigłowcami czy programem korwet Miecznik. Zdaniem ekspertów bez tych programów rosyjskie okręty będą dalej bezkarnie buszowały po polskich wodach.

 Siły zwalczania okrętów podwodnych w polskiej Marynarce Wojennej są coraz słabsze. One się starzeją i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie ta sytuacja się zmieni – mówi agencji Newseria Biznes kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl.

W końcówce maja morze wyrzuciło na polskie plaże pociski sygnalizacyjne z rosyjskiego okrętu podwodnego, który prawdopodobnie zgubił je, pływając po polskiej części Bałtyku. Marynarka Wojenna nie ma dziś jak powstrzymać takich demonstracji siły – będące na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Tymczasem aby móc wykryć obce okręty podwodne, trzeba mieć takie same jednostki. Pomóc też mogą specjalistyczne korwety lub śmigłowce. Polska nie dysponuje ani jednym, ani drugim, ani trzecim.

– W polskiej Marynarce Wojennej funkcjonowały śmigłowce Mi-14 PŁ. Te śmigłowce są coraz starsze, w coraz gorszej kondycji i niedługo zostaną wycofane. Na razie nie zapowiada się, aby marynarka dostała nowe śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, które mogą reagować najszybciej i wyszukiwać obce jednostki – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Druga sprawa to okrętowe siły zwalaczania okrętów podwodnych.

Zarówno ORP Kaszub, jak i dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry to są okręty stare, które także powinny zostać wymienione – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. – W programie modernizacyjnym sił zbrojnych był Miecznik, czyli program okrętów obrony wybrzeża, ale ten program został zastopowany. Na razie nie wiadomo, czy i kiedy zostanie uruchomiony. 

Ekspert Defence24 podkreśla, że w tym miesiącu zostanie wycofany kolejny okręt podwodny typu Kobben. Na wyposażeniu marynarki zostaną wiec dwa stare okręty liczące 40–50 lat i okręt ORP Orzeł, który został wprowadzony do służby w połowie lat 80.

Minister obrony narodowej zapowiedział kilka dni temu, że po podpisaniu umowy na zestawy obrony powietrznej Patriot będą prowadzone rozmowy na temat zakupu okrętów podwodnych. Minister zaznaczył, że trzy kraje są zainteresowane przedstawieniem Polsce swoich ofert dotyczących okrętów podwodnych. Jednak te rozmowy MON prowadzi już od wielu lat. Zdaniem ekspertów bez zakupu okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi Polska jest bezbronna.

– Problem jest ogromny. Rosyjskie okręty będą dalej bezkarnie buszowały po polskich wodach – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

– Polska Marynarka Wojenna w obszarze podwodnym już właściwie nie istnieje. Przekazaliśmy na złom kolejny okręt typu Kobben. Doprowadziliśmy do całkowitego uniemożliwienia realizacji jakichkolwiek zadań na morzach i oceanach. Ministerstwo chyba nie rozumie zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa, roli nowoczesnych okrętów podwodnych na współczesnych polach walki, w programach odstraszania, w budowaniu potencjału, który Polska powinna mieć – dodaje dr Łukasz Kister, ekspert ds. bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

W ramach programu modernizacyjnego Orka MON zamierzał kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej, począwszy od 2024 roku. Jednostki miały być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów oraz zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. Zainteresowanymi dostarczeniem Polsce okrętów podwodnych były francuski koncern Naval Group, który zaoferował jednostki typu Scorpène, niemiecki holding stoczniowy TKMS oraz szwedzki Saab, który proponował okręty typu A26.

Umowa na zakup nowych jednostek miała zostać podpisana już w zeszłym roku. Potem MON poinformował, że realizacja programu Orka została przesunięta na okres po 2022 roku, teraz zaś pojawiła się informacja o powrocie do programu.

– Na stulecie polskiej Marynarki Wojennej nie mamy już żadnych zdolności operacyjnych na morzach i oceanach – ani tych podwodnych, ani nawodnych. Mamy też problem z realizacją zadań powietrznych. Śmigłowce morskie zostały zablokowane w sensie ich rozbudowy, unowocześniania, zakupu nowego wyposażenia i sprzętu. Polska marynarka staje przed realnym problemem: jak odpowiedzieć na działania Rosji, na współczesne zagrożenia na Morzu Bałtyckim, jak zapewnić bezpieczeństwo polskiej strefy przybrzeżnej – mówi dr Łukasz Kister.

Marynarka Wojenna obchodzić będzie w tym roku swoje setne urodziny. Jak przypominają eksperci, niewiele w tym temacie zrobiono, poza zapowiedzią w maju powrotu dowództwa Marynarki Wojennej do Gdyni. Zdaniem Maksymiliana Dury ta obietnica również ma niewielkie szanse na realizację.

 Jest to niemożliwe z kilku powodów. Po pierwsze, nie przewiduje tego ogłoszony niedawno program etapowego dochodzenia systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi do poziomu sprzed 2013 roku. Nie będzie na razie oddzielnego rodzaju sił zbrojnych, jakim jest Marynarka Wojenna. W związku z tym nie może być też dowództwa. Prawdopodobnie skończy się na tym, że do Gdyni zostanie przekazany Inspektorat Marynarki Wojennej, który w tej chwili jest w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych w Warszawie – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Drugi powód to brak specjalistów.

 Gdy rozwiązywano dowództwo Marynarki Wojennej w 2014 roku, wycięto większość specjalistów. W tej chwili brakuje ludzi w specjalnościach typowych dla MW, jak np. hydroakustyk, radiolokator, łącznościowiec. Trzeba odtwarzać je od początku i na pewno nie stanie się to w czasie, który zadeklarował pan premier, czyli do przyszłego roku. To jest niemożliwe – mówi ekspert Defence24.pl.

Własne awatary w grach komputerowych przyszłością domowej rozrywki. Dzięki specjalnej platformie stworzenie cyfrowej postaci na podstawie skanu ciała zajmie chwilę

Własne awatary w grach komputerowych przyszłością domowej rozrywki. Dzięki specjalnej platformie stworzenie cyfrowej postaci na podstawie skanu ciała zajmie chwilę 4

Stworzenie własnego awatara jeszcze nigdy nie było tak proste. Dzięki platformie start-upu po załadowaniu skanu głowy, można szybko zyskać trójwymiarowy obraz ciała. To rozwiązanie, które może zrewolucjonizować branżę e-commerce i pozwoli przymierzyć ubrania online. W przyszłości z technologii skorzystają też użytkownicy gier komputerowych. Przez platformę spersonalizują postać i w ten sposób wprowadzą do wirtualnego świata swoje cyfrowe odzwierciedlenie.

Tworzenie własnych awatarów cieszy się wśród internautów coraz większą popularnością. Użytkownicy gier komputerowych już od lat tworzą wersję samych siebie, by mieć poczucie, że uczestniczą w wirtualnej akcji. Dzięki specjalnej platformie awatar może mieć nie tylko naszą twarz, lecz także ciało. Platforma One Body pozwala załadować utworzone wcześniej skany twarzy (np. za pomocą smartfona lub dedykowanego do niego skanera) lub całego ciała (w specjalnych punktach skanowania) i błyskawicznie przekształcić je w animowanego awatara.

– Platforma One Body to platforma pomyślana dla klientów indywidualnych, ale również z grupy e-commerce, która oferuje swoim klientom możliwość załadowania surowych plików będących skanem ludzkiego ciała bądź głowy. Platforma przekształca surowy skan w plik, istnieje możliwość zastosowania animacji na takim ciele. Oferujemy około 45 wymiarów całego ciała, które można dopasować do skanu głowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karolina Pawłowska z Oneasme.

Na rynku pojawiają się rozwiązania, które umożliwiają stworzenie własnego awatara. Przeważnie jednak wykorzystują skan twarzy do stworzenia wirtualnego wizerunku. Platforma One Body idzie krok dalej. Pozwala stworzyć wirtualną postać, która do złudzenia będzie przypominała konkretną osobę – nie tylko z twarzy, lecz także z ciała. Wystarczy tylko zeskanować swoją głowę. Pozwalają na to najnowsze smartfony, gdzie wystarczy specjalna aplikacja i obrócenie telefonu dookoła głowy. Można też skorzystać z profesjonalnych stacjonarnych skanerów.

– Dla naszych awatarów widzimy bardzo szerokie pole zastosowań dla klientów indywidualnych, można ich używać w mediach społecznościowych, można je załadować do gier. Istnieje również możliwość skorzystania z wymiarów, które oferujemy, żeby wygodniej, pewniej dokonywać zakupów odzieży online, poprzez porównanie swoich wymiarów z wymiarami, które oferuje dana firma. Jeżeli chodzi o klientów e-commerce, widzimy zastosowanie w grach komputerowych, ale ten rynek dopiero się otwiera – ocenia Karolina Pawłowska.

Świat e-commerce coraz częściej korzysta z nowych technologii tak, by zakupy online pozwalały na takie same doznania, jak zakupy w rzeczywistym świecie. Dzięki stworzeniu awatara z twarzą użytkownika i wiernie odwzorowanym ciałem, będzie można wirtualnie przymierzyć ubrania i ocenić, czy warto je kupić. Specjalne aplikacje mogłyby pokazać, w których miejscach dane ubranie przylega do ciała, a gdzie się drapuje, czy ocenić, czy dany kolor pasuje do konkretnej osoby. Jednocześnie takie przymierzanie ubrań byłoby znacznie szybsze i wygodniejsze niż podczas tradycyjnych zakupów.

Platforma może też całkowicie odmienić awatary wykorzystywane w grach komputerowych. Dzięki skanowi całego ciała i stworzeniu trójwymiarowej postaci, do gry można wprowadzić postać o wyglądzie konkretnej osoby.

– Liczymy na to, że nasza platforma umożliwi klientom indywidualnym spersonalizowanie swoich bohaterów w grach. Czekamy na reakcję rynku, w zależności od tego, gdzie będzie większe zainteresowanie, tam będziemy się koncentrować – zapowiada Karolina Pawłowska. – Planujemy być gotowi tego lata, można odwiedzić naszą stronę internetową, klient może już dokonać rejestracji i dzięki temu ma obiecanego darmowego awatara – kończy ekspertka.

Ubezpieczyciele chcą zwolnienia z podatku od aktywów. Tylko wtedy będą mogli oferować pracownicze plany kapitałowe

Ubezpieczyciele chcą zwolnienia z podatku od aktywów. Tylko wtedy będą mogli oferować pracownicze plany kapitałowe 5

Kluczem do powodzenia pracowniczych planów kapitałowych jest ich dostępność – przekonuje prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Mogliby ją zapewnić ubezpieczyciele, którzy mają dobre relacje z pracodawcami, pracownikami i związkami zawodowymi. Nowa ustawa o PPK zakłada co prawda udział ubezpieczycieli w systemie, jednak przy stopie opodatkowania wyższej od limitu kosztów za zarządzanie w umowach PPK i braku zwolnienia z podatku od aktywów ubezpieczyciele będą praktycznie z systemu wykluczeni. Dlatego PIU wnioskuje o zwolnienie z podatku od środków zgromadzonych w PPK oraz nowych umów pracowniczych programów emerytalnych (PPE).

 Ubezpieczyciele mają bardzo ważną rolę do odegrania. Pracownicze plany kapitałowe, żeby odniosły sukces, muszą być powszechne. Znacząca liczba osób musi do nich przystąpić, żeby ten system zabezpieczenia emerytalnego spełniał swoją funkcję. Właśnie ubezpieczyciele, poprzez kontakty z pracodawcami, którym już dzisiaj oferują ubezpieczenia, mogą pełnić funkcję edukacyjną, oferując im PPK. Jednocześnie ubezpieczyciele mają świetne kontakty z pracownikami, pracodawcami i związkami zawodowymi. Dzięki temu będą bardzo istotną częścią systemu oferowania PPK – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Nowa ustawa przewiduje udział ubezpieczycieli w zarządzaniu PPK. Jak jednak podkreśla prezes PIU, przy tym kształcie przepisów udział ubezpieczycieli będzie czysto teoretyczny. Ubezpieczyciele są bowiem obciążeni podatkiem od aktywów, a do podstawy opodatkowania ustawa zalicza wszystkie aktywa, w tym także środki gromadzone w ramach PPK. Stopa opodatkowania jest wyższa od proponowanego limitu kosztów za zarządzanie w umowach PPK, tym samym w porównaniu z TFI i PTE ubezpieczyciele będą mieć wyższe koszty prowadzenia planów.

– Ubezpieczyciele są obciążeni podatkiem od aktywów. To podatek płacony przez instytucje finansowe i wszystkie aktywa ubezpieczycieli podlegają obecnie temu podatkowi. Jeżeli nie będzie on zniesiony w tej części aktywów gromadzonych w ramach PPK i w ramach nowych umów PPE, ubezpieczyciele nie będą mogli faktycznie uczestniczyć w tych programach. Podatek wynosi 0,52 proc., a maksymalna opłata, jaką można pobrać, to 0,5 proc., więc już na samym wejściu ubezpieczyciele traciliby pieniądze, oferując PPK – tłumaczy Prądzyński.

Nowa ustawa o PPK ogranicza też do 0,6 proc. koszty i opłaty pobierane przez ubezpieczycieli przy nowych umowach o prowadzenie PPE. Tym samym zakłady ubezpieczeń nie będą mogły zawierać nowych umów PPE. Obecnie z ponad 1,1 tys. programów PPE blisko 60 proc. prowadzą firmy ubezpieczeniowe. Jeśli ustawa wejdzie w życie w takim kształcie, to wszystkie PPE będą zarządzane przez instytucje, które w przeciwieństwie do ubezpieczycieli nie będą obciążone podatkiem.

Jest oczywiste, że w bardzo krótkim terminie, prawdopodobnie około roku, ubezpieczyciele będą musieli przekształcić dzisiejsze PPE w nowe, ponieważ opłata w tych nowych będzie niższa. Nie można proponować klientowi droższego produktu, jeśli ma możliwość otrzymania tańszego. Jeżeli ubezpieczyciele nie będą zwolnieni z podatku od aktywów w wysokości 0,52 proc., to nie będą mogli oferować nowych programów emerytalnych obciążonych opłatą 0,6 proc. To ekonomicznie nieopłacalne. Dlatego w części nowych PPE również wnioskujemy do Ministerstwa Finansów o zwolnienie ubezpieczycieli z podatku – mówi prezes PIU.

Jak ocenia Prądzyński, ubezpieczyciele mają doświadczenie w zarządzaniu dużymi grupami osób – prowadzą większość PPE, IKE i IKZE, oraz łączeniu różnych produktów. Tak samo mogłyby zrobić w przypadku PPK i dołączyć dodatkowe usługi, np. płacić składki za pracownika w czasie jego choroby.

– Dla młodych ludzi, dla których długoterminowe oszczędzanie emerytalne jest abstrakcyjne, ten element ochronny może mieć bezpośredni, konkretny wymiar. Także zaletą uczestniczenia ubezpieczycieli w tym systemie jest to, że my dorzucamy ochronę ubezpieczeniową do czystego produktu oszczędnościowego – wskazuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Prezes PIU podkreśla, że zwolnienie z podatku od aktywów środków gromadzonych w PPK i nowych PPE będzie neutralne z punktu widzenia budżetu państwa.

Kiedy po poradę do radcy prawnego?

Większość z nas dokłada wszelkich starań, by nie mieć problemów z prawem czy też nie musieć korzystać z usług radców prawnych, adwokatów czy notariuszy. Zazwyczaj to się nie udaje i w różnych okolicznościach musimy z pomocy skorzystać. Problem jest tym bardziej dotkliwy, że większość z nas na zawiłościach przepisów po prostu się nie zna, a świadomość, że za nieodpowiednie działania czy też nieterminowe pisma może nas spotkać kara, tym bardziej nie pomaga. Warto więc wiedzieć, do kogo możemy się udać z konkretnym problemem, ponieważ specjalistów od różnych zawirowań prawnych jest naprawdę dużo.

Czym zajmuje się radca prawny?

Niemalże każdy z nas spotkał się z zawodem radcy prawnego. Natomiast większość nie wie tak do końca, czym ten specjalista się zajmuje i co różni go od adwokata. Te dwie profesje mają niemalże ten sam zakres uprawnień i mogą reprezentować klientów w sprawach majątkowych, rodzinnych i ubezpieczeniowych. Zakres działań, jakimi radcy prawni zajmują się, od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku stale ewoluuje od tych związanych bezpośrednio z obsługą przedsiębiorstw państwowych aż do tego, czym obecnie zajmują się adwokaci. Radca prawny w Warszawie może nas bez problemu reprezentować w niemalże każdej sprawie zarówno z zakresu prawa administracyjnego, jak i rodzinnego czy cywilnego. Warto w tym momencie zaznaczyć, że jedynymi sprawami, w których radca prawny nie może nas reprezentować, są te z zakresu postępowań karnych lub karnoskarbowych. Te w dalszym ciągu pozostają w zakresie obowiązków adwokatów.

Możliwość wyboru

Poza sprawami karnymi możemy skorzystać z usług zarówno radców prawnych, jak i adwokatów. W pewien sposób więc te dwie profesje nakładają się na siebie kompetencjami. Co istotne radca prawny może być zatrudniany na podstawie umowy o pracę, udziela porad prawnych, sporządza opinie prawne, opracowuje projekty aktów prawnych oraz występuje przed sądami i urzędami w zakresie prawa cywilnego, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych czy prawa rodzinnego.

Najczęściej z pomocy radcy prawnego korzystamy na przykład w przypadku spraw rozwodowych i związanymi z nim komplikacjami w rodzaju podziału majątku, opieki nad dziećmi czy ustanowieniu alimentów. Poza tym radca doskonale będzie nas reprezentować w sprawach obejmujących spadki i darowizny, odszkodowania i ubezpieczenia, a także spory i roszczenia wobec pracodawcy. Jak widać, jest to większość spraw, z jakimi w życiu się spotykamy. Radcy prawni bardzo często są zatrudnieni na etacie w różnych firmach lub przedsiębiorstwach, ale coraz częściej możemy spotkać się z kancelariami, które udzielają wsparcia zwykłym ludziom. Poza tym coraz częściej radcy zostają ustanowieni z urzędu w różnego rodzaju sprawach – na przykład rozwodowych czy spadkowych.

Radca prawny to nie doradca

Podobne nazwy dla wielu ludzi są mylące. W przeciwieństwie do doradcy radca prawny jest wolnym zawodem, czyli w trakcie wykonywania pracy nie może ulegać żadnym naciskom, a jego praktyka musi być potwierdzona przez edukację. To jest wynikiem na przykład zrzeszenia we własnym samorządzie zawodowym, które dba o najwyższy poziom usług świadczonych przez radców. To one również przeprowadzają egzaminy na trzyletnią aplikację, szkolenia i egzaminy w jej trakcie i egzamin zawodowy, co jest doskonałą bazą praktyczną i teoretyczną do przyszłej pracy.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w maju 2018 roku?

W maju br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 43 158 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów: IT – rozwój oprogramowania, Inżynieria, Finanse/Ekonomia, Sprzedaż. Po raz pierwszy w tym roku w pierwszej piątce najbardziej poszukiwanych specjalistów znalazły się osoby z obszaru Produkcja. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów na GoldenLine. W maju 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji otrzymało 43 158 osób posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 18% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Inżynieria (12%), na trzecim zaś Finanse/Ekonomia (10%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze specjalizacją Sprzedaż (10%) i Produkcja (9% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji miało zaznaczoną na profilu tę specjalizację).

Rynek pracownika w obszarze produkcji?

Wyszukiwarka Kandydatów GoldenLine pomaga dotrzeć m.in. do kandydatów pasywnych i często jest wykorzystywana w rekrutacjach w tych branżach, w których panuje tzw. rynek pracownika. O ile od dawna mówi się w tym kontekście o pracownikach IT, to pojawienie się w maju w pierwszej piątce najbardziej poszukiwanych pracowników osób z obszaru Produkcji może wskazywać na nowy trend. Szczegółowa analiza profili zawodowych osób z obszaru Produkcja, które dostały w maju propozycję pracy bezpośrednio od rekrutera, pokazuje kilka zależności. Przede wszystkim poszukiwane były osoby głównie z województwa dolnośląskiego (16%), śląskiego (16%), wielkopolskiego (15%), oraz łódzkiego (12%). Analizując najbardziej popularne umiejętności opisane na profilu można zauważyć, że głównie poszukiwani byli kierownicy odpowiedzialni za optymalizację procesu produkcji. Jednymi z bardziej popularnych umiejętności na profilach były: znajomość praktyk Lean Manufacturing, w tym Kaizen; znajomość narzędzia 5S, stosowanego w Lean Management czy umiejętność zarządzania projektami. Drugą popularną grupą były osoby odpowiedzialne za projektowanie np. maszyn, o czym może świadczyć popularność znajomości oprogramowania Solidworks czy AutoCAD.

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W maju 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (55% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 13% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Co piąta osoba zaproszona bezpośrednio do procesu rekrutacji była między 37 a 44 rokiem życia.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

W maju na GoldenLine najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (26%), śląskim (15%), dolnośląskim (13%), małopolskim (11%), wielkopolskim (10%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne –  dokładnie połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 6 miast: 20% osób mieszka w Warszawie, 9% we Wrocławiu, 8% w Krakowie, 6% w Poznaniu, 4% w Łodzi oraz 3% w Katowicach.

Znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Znajomość języków obcych również jest istotna dla rekruterów. Wśród 43 158 osób, które otrzymały na GoldenLine wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 83% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 30% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji,  zaś 5% zna język hiszpański.

Zwinne rekrutacje z Jobile

W maju 2018 roku za pomocą usługi rekrutacyjnej Jobile rekruterzy szukali głównie kandydatów z obszarów Sprzedaż, IT oraz Finanse. Podstawą usługi rekrutacyjnej Jobile jest realizacja direct search w imieniu klienta. HR Researcher wykonuje direct search spośród ponad 2,6 mln profili zawodowych założonych na GoldenLine oraz przeprowadza selekcję nadesłanych aplikacji. Finalnie pracodawca dostaje dopasowane do oferty aplikacje od kandydatów, którzy nie szukają aktywnie pracy, ale zaproszeni bezpośrednio do rekrutacji podejmują decyzję o włączeniu się w proces.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W maju 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 4 009 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (21%), śląskie (13%), dolnośląskie (10%), małopolskie (9%) oraz wielkopolskie (7%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 24% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (16%), Obsługa klienta/Call Center (16% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (10% ofert), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (10%).

W 2017 było prawie 2,5 tys. spraw o dyskryminację i mobbing

Nieustająca emigracja Polaków, a przez to zwiększający się popyt na zagranicznych pracowników wśród przedsiębiorców prowadzących działalność w Polsce przekładają się na większą otwartość na tzw. „imigrantów zarobkowych”. Nie tylko uzupełniają luki na polskim rynku pracy, ale także uświadamiają Polakom liczne braki legislacyjne systemu prawnego oraz braki świadomości prawnej w zakresie prawa pracy, co jest często przyczyną stosowania dyskryminacji i mobbingu w środowisku pracy.

Wzrost liczby pracowników zagranicznych oraz aktualne nastroje społeczne sprawiły, iż dla polskich pracodawców zaktualizował się zapomniany i przez lata marginalizowany na polskim rynku pracy problem dyskryminacji i mobbingu w zatrudnieniu. Do katalogu naruszeń, które występowały dotychczas na polskim rynku, tj. do dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność czy orientację seksualną dołączyły nowe, dotąd mniej eksponowane – narodowość, rasa, religia czy pochodzenie etniczne. A problem przez ostatnie kilka lat wciąż się nasilał. Świadczy o tym fakt, iż w 2017 roku przed polskimi sądami toczyło się 2449 postępowań o odszkodowanie z tytułu dyskryminacji lub mobbingu.

Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Napływ nowej siły roboczej ujawnia nie tylko brak świadomości prawnej w tym temacie wśród pracowników, którzy często nie wiedzą, że zachowania pracodawcy czy kolegów mogą zostać uznane za mobbing i dyskryminację, bądź też nie wiedzą, gdzie mogą zgłosić się, aby walczyć o swoje prawa, ale również ujawnia zagrożenia, jakie brak świadomości pracowników mogą powodować dla samych pracodawców – mówi Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Według szacunków Departamentu Statystyki NBP w 2017 r. na terytorium RP średnio przebywało około 900 tys. obywateli Ukrainy i tylko w tym roku wydano w Polsce ponad 235 tys. zezwoleń na pracę dla obcokrajowców, w tym ponad 192 tys. obywatelom Ukrainy. Dla porównania w 2010 r. wydano 37 tysięcy zezwoleń, z czego zezwolenia wydane obywatelom Ukrainy wyniosły 13 tysięcy.[1] Zarobku w Polsce szukają również Białorusini, Nepalczycy, mieszkańcy Indii czy Bangladeszu. Niestety do migrantów mniej entuzjastycznie nastawieni są sami Polacy. Zgodnie z badaniami CBOS z początku 2018 r. 40% Polaków swoje odczucia do obywateli Ukrainy określiło jako „niechętne”, 32% niechęcią darzy również obywateli Białorusi, a 62% przybyszów z krajów określanych jako arabskie[2].

DYSKRYMINACJA A MOBBING

Pracodawcy nie potrafią rozróżniać dyskryminacji od mobbingu, a są to różne zjawiska i odpowiedzialność odszkodowawcza jest inna. O dyskryminacji mówimy, jeśli sytuację można opisać jako nieuzasadnione, nierówne traktowanie ze względu na konkretną cechę danej osoby. Natomiast do mobbingu dochodzi, gdy negatywne długotrwałe i uporczywe zachowania lub działania przełożonego, współpracownika czy podwładnego mające na celu bądź skutkujące poniżeniem lub ośmieszeniem pracownika są skierowane przeciwko jakiejś osobie bez względu na tę cechę lub cechy. Dodatkowo pracodawcy nie wiedzą, iż mają prawny obowiązek, nałożony przepisami kodeksu pracy, przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu oraz mobbingowi.

Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Każdy pracodawca powinien nie tylko szkolić swoich pracowników, ale również stworzyć odpowiednie procedury chroniące ich nie tylko przed pracodawcą, ale również przed innymi pracownikami. W każdym przedsiębiorstwie należy wprowadzać polityki antydyskryminacyjne oraz antymobbingowe. Dzięki temu większa świadomość prawna pracownika gwarantuje większe bezpieczeństwo pracodawcy. Dodatkowo niewielu pracodawców zdaje sobie sprawę z tego, iż w przypadku oskarżenia o dyskryminację przez pracownika to oni muszą udowodnić, że do dyskryminacji nie doszło, oraz że dołożyli wszelkich starań, aby zapobiec niechcianym działaniom – dodaje Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy rzadko mają świadomość, że odszkodowanie za mobbing, które jest należne pracownikowi nie posiada górnej granicy, do której sąd może je zasądzić. Dlatego skuteczne wykazanie przez pracownika naruszeń przepisów o dyskryminacji czy mobbingu może stanowić dla pracodawcy nie tylko problem wizerunkowy, ale również realne zagrożenie ekonomiczne.

Zmieniający się rynek pracy w Polsce, za sprawą napływu emigrantów zarobkowych, wymusza zwrócenie uwagi na jakość środowiska pracy. Przejrzyste i wykorzystywane w praktyce instrumenty prawa dotyczące dyskryminacji i mobbingu przekładają się na polepszenie warunków pracy w Polsce, a więc i jej lepszą renomę na świecie, dzięki której chętniej zatrudnienia szukać będą obywatele innych krajów.

[1] https://www.nbp.pl/aktualnosci/wiadomosci_2018/obywatele-Ukrainy-pracujacy-w-Polsce-raport.pdf

[2] https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2018/K_037_18.PDF

Pracodawcy RP: Zmiany w podatkach od leasingu samochodów wymagają zastanowienia

Minister Finansów zapowiedziała wprowadzenie uproszczeń w prawie podatkowym. Porządki w podatku VAT, obniżenie stawki CIT, ulga na innowacje – to na pewno rozwiązania korzystne dla przedsiębiorców. Ale czy ograniczenia w zaliczaniu leasingu samochodów do kosztów uzyskania przychodów – to na pewno uproszczenie?

Minister Finansów w wywiadzie prasowym przedstawiła szereg propozycji zmian legislacyjnych, których celem jest wprowadzenie uproszczeń dla wszystkich podatników. Oprócz zmian w podatku VAT i CIT ograniczona ma zostać zbędna biurokracja.

O ile wobec większości tych pomysłów trudno formułować jakiekolwiek zastrzeżenia, tak zmiany w rozliczeniach kosztów związanych z leasingiem operacyjnym samochodów osobowych wzbudzają już poważne wątpliwości przedsiębiorców.

Obecnie leasingobiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wszelkie opłaty ustalone w umowie leasingu, czyli przede wszystkim raty leasingowe i odsetki. Leasingobiorca ma prawo odliczyć od przychodu również koszty użytkowania samochodu w postaci wydatków na paliwo bądź naprawy. Limit odpisów amortyzacyjnych zaliczanych do KUP wynosi dzisiaj 20 tys. euro bez względu na to, czy pojazd wykorzystywany jest wyłącznie w ramach działalności, czy do celów mieszanych.

Natomiast z zapowiedzi Minister Finansów wynika, że co prawda resort chce zwiększyć limit odpisów amortyzacyjnych do 150 tys. zł, to jednocześnie planuje na takim samym poziomie ustanowić limit kosztów leasingu operacyjnego w rozliczeniach podatnika. Dzisiaj takie ograniczenie nie obowiązuje.

Ponadto w odniesieniu do samochodów wykorzystywanych do celów mieszanych resort planuje ograniczyć do 50 proc. zarówno limit odpisów amortyzacyjnych, jak i wydatków ponoszonych w związku z eksploatacją pojazdu. W praktyce wprowadzenie takich zmian będzie dla wielu przedsiębiorców oznaczało wzrost obciążeń publicznoprawnych. Trzeba zaznaczyć, że nie znamy jeszcze kształtu przepisów, które zapowiedziane zmiany wprowadzą. Należy mieć nadzieję, że Ministerstwo Finansów przeanalizuje podnoszone przez przedsiębiorców wątpliwości i ukształtuje przepisy w taki sposób, aby rzeczywiście uprościć system podatkowy i ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej. Resort finansów musi mieć również na uwadze, że największe oczekiwania podatników dotyczą jednak przede wszystkim takich zmian, które wreszcie spowodują, że polski system podatkowy stanie się spójny i sprawiedliwy. Ograniczanie biurokracji jest oczywiście istotne z punktu widzenia przedsiębiorców, jednak to brak pewności prawa jest największą barierą w prowadzeniu i rozwijaniu działalności.

Jaka firma jest idealnym kandydatem do bankructwa

  • Najczęstsze powody bankructw firm to błędna ocena rynku, ostra konkurencja, nietrafiony produkt czy przeinwestowanie.
  • Jednak nawet jeśli przedsiębiorca sam nie popełnił błędów, może zbankrutować przez zatory płatnicze.
  • Firma mająca dostęp do finansowania pomostowego staje się bezpieczniejsza i bardziej odporna na ryzyko bankructwa.

Początkująca firma często popełnia wszystkie błędy, które tylko są możliwe do zrobienia. Brak doświadczenia prowadzi do niewystarczającego lub błędnego rozpoznania rynku i przygotowania produktu, którego nikt nie potrzebuje. Czasem dzieje się tak dlatego, że produkt czy usługa są po prostu za drogie. Nieumiejętność konkurowania ceną i/lub jakością na rynku, na którym podobne możliwości czy oferty są już dostępne jest kolejną receptą na bankructwo. O ile niektóre lekcje początkujący, ale dobrze przygotowany przedsiębiorca może odrobić, np. przeanalizować rynek i konkurencję, o tyle regularnych płatności faktur na tydzień czy dwa od ich wystawienia zaplanować się nie da. Przedsiębiorcy, którzy rozpoczynając działalności tak właśnie zakładają zderzają się ze specyficzną cecha polskiej gospodarki, która opiera się na odroczonej płatności.

Pułapka na przedsiębiorcę – każdego dnia upadają trzy firmy

Przeciętne opóźnienia płatności wynoszą już średnio 62,5 dni i rosną*. Do opóźnień w płatnościach dochodzą w dodatku zatory płatnicze – to główna przyczyna upadków firm. W 2017 roku ogłoszono ich 900, czyli nie licząc świąt codziennie upadały trzy firmy (dane Monitor Sądowy i Gospodarczy). Jak wynika z analiz i obliczeń Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej odsetek przeterminowanych należności obecnie wynosi 22,3 procent, a pomiędzy 11 a 13% faktur jest płaconych 120 (lub więcej) dni po terminie określonym na dokumencie. To oznacza, że na każde 10 000 złotych na fakturze wystawionej przez statystyczną polską firmę, 2230 zł nie wpłynęło na jej konto wcale lub wpłynęło z opóźnieniem.

– Pułapka polegająca na zamrożeniu znacznych ilości pieniędzy w fakturach jest realna i bardzo groźna. Nieumiejętność zapewnienia firmie elastycznego finansowania niemal automatycznie stawia ją w gronie kandydatów do bankructwa. Takie są krajowe realia, a zatory płatnicze są codziennością w polskiej gospodarce. Przedsiębiorcy, którzy umieją to przewidywać i działają zanim firma jest na skraju bankructwa mogą spać spokojnie, finansowanie pomostowe pozwala przeczekać zatory – mówi Joanna Rembelska, Dyrektor ds. Ryzyka w eFaktor.

Finansowe sprzężenie zwrotne

Groźnych skutków zatorów płatniczych obawia się większość menadżerów z małych i średnich przedsiębiorstw, bo w tym sektorze jest to szczególnie zabójcze dla firm. Wiele z nich musi ograniczyć swój rozwój, inwestycje i ekspansję, te w najtrudniejszej sytuacji i bez finansowej poduszki powiększają grono bankrutów.

– Analiza sytuacji przedsiębiorstwa zgłaszającego się do nas po finansowanie pomostowe, a także nasze wieloletnie doświadczenie wynikające z rozmów z setkami przedsiębiorców pozwala nam precyzyjnie ocenić sytuację firmy. To działa jak sprzężenie zwrotne: firma, która otrzymuje od nas finansowanie w postaci faktoringu, dostaje tym samym potwierdzenie, że jej finanse są zdrowe. Patrząc z drugiej zaś strony firma mając dostęp do udzielonego przez nas finansowania staje się tym samym jeszcze bezpieczniejsza i bardziej odporna na ryzyko bankructwa – ocenia Joanna Rembelska, z eFaktor.

W ujęciu miesięcznym w kwietniu produkcja przemysłowa spadła o 6,8 proc, z punktu widzenia wielu polskich firm w obecnej sytuacji rośnie ich ekspozycja na ryzyko, a nie dochody, gdyż zwiększaniu się obrotów niekoniecznie towarzyszy wzrost zysku – rosną bowiem koszty pracy oraz surowców.

*Badanie płatności w Polsce przeprowadzone przez Coface w grudniu 2017 r

Zmiany w przedawnieniu roszczeń

Skrócenie ogólnych okresów przedawnienia roszczeń – to główny cel rządowego projektu zmian w Kodeksie cywilnym, nad którym trwają prace Sejmu.

W myśl obecnie obowiązującego art. 118 Kodeksu cywilnego termin przedawnienia wynosi 10 lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – 3 lata. Rządowy projekt zmian w Kodeksie cywilnym przewiduje skrócenie ogólnego terminu przedawnienia. Skrócenie okresów przedawnienia ma zmusić wierzycieli do szybszego prowadzenia procesów windykacyjnych.

Zmiana ogólnych terminów przedawnienia

Rządowa nowelizacja Kodeksu cywilnego oraz niektórych innych ustaw, nad którą trwają prace Sejmu, przewiduje zmianę art. 118 Kodeksu cywilnego i wprowadzenie krótszego ogólnego terminu przedawnienia. W myśl zmienionych przepisów ogólny termin przedawnienia będzie wynosił 6 lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe i roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej przepisy mają pozostać niezmienione, zatem termin przedawnienia będzie wynosić 3 lata.

Inaczej będzie także liczony upływ terminu przedawnienia. Koniec terminu przedawnienia będzie przypadał na ostatni dzień roku kalendarzowego, chyba że termin przedawnienia będzie krótszy niż 2 lata.

Odrębne reguły przedawnienia w sprawach konsumentów

Inne reguły przedawnienia będą dotyczyły konsumentów. Będą one uregulowane przepisami szczególnymi w stosunku do ogólnych reguł przedawnienia.

Sąd będzie mógł w wyjątkowych wypadkach nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi, jeżeli wymagają tego względy słuszności. „W takim wypadku sąd będzie brał pod uwagę:

  • długość terminu przedawnienia;
  • długość okresu od upływu terminu przedawnienia do chwili dochodzenia roszczenia;
  • charakter okoliczności, które spowodowały niedochodzenie roszczenia przez uprawnionego.”

W myśl zmienionych przepisów roszczenie stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu, sądu polubownego lub ugodą zatwierdzoną przez sąd będzie przedawniać się z upływem 6 lat, a w przypadku roszczenia okresowego lub roszczenia o świadczenia okresowe należne w przyszłości – z upływem 3 lat.

Nowelizacja zakłada, że roszczenie o usunięcie wady lub wymianę rzeczy sprzedanej na wolną od wad przedawnia się z upływem roku, licząc od dnia stwierdzenia wady. Do roszczeń, które powstaną przed wejściem w życie omawianej nowelizacji, stosowane będą przepisy nowelizacji. W przypadku gdy termin przedawnienia jest krótszy niż według przepisów dotychczasowych, bieg terminu przedawnienia będzie rozpoczynał się z dniem wejścia w życie nowelizacji.

Omawiana nowelizacja przewiduje również zmiany w zakresie egzekucji oraz w procedurze cywilnej.

Większość przepisów omawianej nowelizacji wejdzie w życie po upływie 30 dni od dnia jej opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

FOMC podniesie stopy. Słabe dane z Europy

Federalny Komitet Otwartego Rynku wedle wszelkich przewidywań podniesie dzisiaj stopy procentowe. Słabsze dane z niemieckich indeksów koniunktury.

Posiedzenie FOMC

FOMC to skrót od angielskiej nazwy Fedederalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to gremium, w ramach Rezerwy Federalne, które podejmie dzisiaj decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Dlaczego to posiedzenie jest takie ważne? Po pierwsze dlatego, że jest niemal pewne, że dojdzie do wzrostu stóp procentowych. Po drugie dlatego, że dalej rośnie różnica pomiędzy gospodarkami po obu stronach Atlantyku. Amerykanie wychodzą z kryzysu znacznie szybciej, normalizują politykę monetarną i wracają do normy. W Europie natomiast wciąż mamy ujemne stopy procentowe, a Europejski Bank Centralny skupuje papiery dłuższe utrzymując w ryzach rentowność obligacji południa kontynentu. To właśnie dlatego uwaga inwestorów przenosi się coraz bardziej za ocean. Z jednej strony gospodarka USA radzi sobie wyraźnie lepiej niż europejska, z drugiej strony wyższe stopy procentowe przekładają się na wyższe stopy zwrotu z bezpiecznych inwestycji. Jaki wpływ na rynki będzie mieć dzisiejsze posiedzenie? W krótkim okresie najprawdopodobniej niewielki, gdyż większość tych zmian jest już uwzględnionych w cenach patrząc chociażby na notowania kontraktów terminowych na stopę procentową. W długim okresie powinien być to jednak kolejny impuls umacniający dolara względem walut europejskich.

Słabszy sygnał z Niemiec

Jakby sama sytuacja ze stopami procentowymi nie ciążyła Europie wystarczająco mocno nadeszły jeszcze słabsze dane z głównej gospodarki eurolandu. Indeks instytutu ZEW obrazujący nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych w sprawie sytuacji gospodarczej Niemiec miał wynik -16,1 pkt. Był gorszy od oczekiwanych -13 pkt. Co oznacza ujemny rezultat. Oznacza to, że osoby te widzą więcej szans na pogorszenie sytuacji niż na jej poprawę w przyszłości. Rynki na razie nie reagują zbyt silnie na tą informację czekając na jutrzejsze wystąpienie Mario Draghiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:30 – Wielka Brytania – inflacja konsumencka,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – posiedzenie FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wakacje dodatkowo rozgrzeją rynek pracy

Od początku roku widać bardzo silny popyt na rynku pracy, ale i piętrzące się trudności. Bezrobocie jest na historycznie niskich poziomach, firmy stworzyły o 1/7 więcej ofert zatrudnienia niż przed rokiem. Jednocześnie liczba nieobsadzonych miejsc pracy przekroczyła granicę 150 tys. W takich warunkach rozpoczyna się tegoroczny okres prac sezonowych, który dla wielu przedsiębiorstw będzie czasem nie tylko większej aktywności rynkowej, ale także trudnych poszukiwań kandydatów. Oznacza to większą rywalizację o kadry, co widać w najnowszych danych Work Service. W czasie nadchodzących wakacji będą rekrutować także firmy niekojarzone z sezonem letnim, a średnie stawki godzinowe będą kształtować się w przedziale między 15 a 20 zł brutto.

Już pierwsze miesiące tego roku wskazywały na bardzo pozytywne trendy na rynku pracy. Z ostatnich danych GUS wynika, że w I kwartale tego roku powstało ponad 258 tysięcy nowych miejsc pracy, co stanowiło wynik o przeszło 14% wyższy niż przed rokiem. W takich warunkach rynek wchodzi obecnie w sezon prac wakacyjnych. Czerwiec to czas intensywnych poszukiwań kandydatów do prac sezonowych w wielu sektorach gospodarki, m.in. w hotelarstwie, gastronomii oraz w budownictwie i rolnictwie. Na wzmożone zapotrzebowanie na pracowników wpływa zarówno aura, jak i okres urlopowy. Co ciekawe, w tym roku większe plany rekrutacyjne występują również w handlu, produkcji, magazynach i pracach biurowych.

Biorąc pod uwagę, że stopa bezrobocia niedługo spadnie poniżej 6%, a w gospodarce lawinowo rośnie pula wakatów, firmy muszą zmieniać dotychczasowe strategie rekrutacyjne. Co roku sezon wakacyjny jest związany z napływem na rynek dodatkowej puli młodych pracowników, którzy na co dzień nie są aktywni zawodowo, bo się uczą. W tym roku wiele firm z sektorów potocznie niekojarzonych z pracą w okresie letnim, będzie chciało wykorzystać tę okazję próbując przyciągnąć do siebie sezonowych kandydatów. Jest to związane z jednej strony z potrzebą wypełnienia bieżących wakatów, ale także podjęciem pracy na zastępstwo za osoby, które udadzą się na urlopy – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.Wakacje dodatkowo rozgrzeją rynek pracy

Stawki nawet powyżej 20 zł

Tegoroczne średnie wynagrodzenia przy pracach wakacyjnych zaczynają się od poziomów 15 zł brutto za godzinę. Jest to wskazanie wyższe niż płaca minimalna, choć na niektórych stanowiskach i w części regionów Polski nadal można znaleźć stawki na poziomie 13,7 zł brutto za godzinę. Występują one m.in. na stanowiskach kasjera lub pakowacza, choć i przy tych zajęciach proponowane zarobki potrafią być wyraźnie wyższe. Najwyższe wynagrodzenia można znaleźć przy pracach w administracji i biurze, gdzie kandydaci mogą liczyć nawet na 25 zł brutto za godzinę. Konsultanci call center mogą zarobić od 14 do 23 zł za godzinę, a w zależności od regionu stawki na produkcji sięgają od 14 do 22,5 zł za godzinę pracy.

Wpływ na tegoroczne płace wakacyjne mają zarówno presja płacowa po stronie kandydatów, jak i zmiany w minimalnej stawce godzinowej. Jest to o tyle kluczowe, że większość osób podejmujących krótkotrwałą pracę w pierwszej kolejności patrzy na poziomy wynagrodzeń i to one stanowią główny argument przy wyborze oferty. Jednak w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się dodatkowe benefity ze strony pracodawców. Dlatego w ogłoszeniach coraz częściej zamieszczane są informacje o pełnym lub częściowym dofinansowaniu do zakwaterowania lub transportu do miejsca pracy. Część firm prowadzi też akcje rekrutacyjne skierowane do grup znajomych, którzy później mogą pracować razem w zespołach na jednej zmianie – dodaje Andrzej Kubisiak

Polska zatorami stoi – opóźnione płatności główną bolączką firm

Andrzej Malarczyk_Aforti Factor
Artur Malarczyk, Dyrektor Analiz i Ryzyka Faktoringowego Aforti Factor / Grupa AFORTI

Najwyższy od 9 lat Indeks Należności Przedsiębiorstw (INP) i jednocześnie najlepszy od 6 lat – sięgający 4,6 proc. – wzrost gospodarczy paradoksalnie stoją w opozycji do dyscypliny płatniczej rodzimych firm. Mimo dobrej koniunktury, destrukcyjne wręcz praktyki – zwłaszcza dla firm z sektora MSP – nierzadko niosą za sobą falę upadłości, a w najlepszym przypadku skutkują finansowymi zatorami na kolejnych poziomach firmowych zależności. Z danych Tax Care wynika, że w Polsce jest wystawianych rocznie ok. 1,5 mld faktur. Jaki odsetek z nich nie zostaje nigdy zapłacony lub płatność realizowana jest znacząco po terminie?

Tylko w 2017 roku – jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Euler Hermes – niemal 900 polskich firm zbankrutowało z powodu zatorów płatniczych, a jedynie w I połowie 2017 roku ponad 400 walczyło o przetrwanie w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych. To najgorszy wynik od 2012 roku. Według danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju już ponad 80 proc. przedsiębiorstw sygnalizuje problem z opóźnionymi płatnościami, które hamują rozwój więcej niż jednej czwartej przedsiębiorstw w Polsce.

Niewątpliwie zatory płatnicze najdotkliwiej odczuwają mikro- oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, które przez opóźnienia nie mogą się rozwijać czy inwestować, ale często przenoszą też powstałe opóźnienia w spłacie na swoich dostawców. Nie dziwi zatem fakt, iż problem zatorów płatniczych jest jednym
z najistotniejszych i najbardziej dotkliwych kwestii, zgłaszanych przez polskie firmy mimo, że Indeks Należności Przedsiębiorstw (INP) określający terminowość spłat jest najwyższy od 9 lat.

Z czego wynikają problemy firm, skutkujące zatorami płatniczymi? Według ekspertów Aforti Factor, firmy świadczącej usługi faktoringowe dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, największymi utrudnieniami w prowadzeniu dochodowego biznesu są:

  • wzrost kosztów działalności, m.in. poprzez wyższe koszty pracy i trudności z pozyskaniem wykwalifikowanej kadry
  • coraz dłuższe terminy płatności faktur, będące wynikiem konkurencji między firmami
  • wprowadzony od lipca 2018 roku mechanizm podzielnej płatności VAT utrudni im bieżące finansowanie tym podatkiem,
  • wzrost cen paliw

Co istotne – problem zatorów płatniczych najdotkliwiej odczuwają firmy usługowe, a w nieco mniejszym stopniu firmy produkcyjne o wysokim stopniu zautomatyzowania produkcji.

Jak uchronić się zatem przed zatorami i czy w ogóle jest to możliwe? Praktyka – a co więcej dobra sytuacja rynkowa – pokazuje, że problem można co najwyżej minimalizować, ale nie usunąć. Żeby ograniczyć ryzyko wystąpienia zatorów płatniczych przedsiębiorcy powinni:

  • prowadzić weryfikację i monitoring swoich kontrahentów
  • wdrożyć monitoring spływu należności
  • dbać o to, by cykl rotacji należności był krótszy niż cykl rotacji zobowiązań
  • wspierać się takimi rozwiązaniami, jak ubezpieczanie należności czy korzystać z dostępnych
    na rynku zabezpieczeń transakcji handlowych
  • korzystać z usług faktoringowych, dzięki którym nie tylko mają zapewnione finansowanie faktur zaraz po ich wystawieniu, ale otrzymują również dodatkowe wsparcie w kontroli swoich należności i ocenie kontrahentów

O ile samodzielna weryfikacja partnerów biznesowych czy rozbudowa wewnętrznych działów windykacji lub monitoringu może okazać się dla firmy zadaniem trudnym operacyjnie i kosztownym, o tyle faktoring może być dla firmy rozwiązaniem optymalnym i kompleksowym. Przy wyborze firmy faktoringowej warto jednak zwrócić uwagę na koszty dodatkowe, które nie zostały ujęte w podstawowych prowizjach oraz sprawdzić czy dana firma faktoringowa posiada wyspecjalizowany odrębny podmiot, który w razie narastających problemów zaoferuje przedsiębiorstwu dodatkowe wsparcie w czynnościach windykacyjnych oraz obsłudze prawnej.

Przedsiębiorcy w walce z zatorami płatniczymi mogą również liczyć na rozwiązania zgłaszane m.in. przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które opublikowało już „Zieloną Księgę” z propozycjami rozwiązań problemu zatorów płatniczych. Z pomocą przychodzą także Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Finansów. W ramach swoich uprawnień będą mogły dyscyplinować nierzetelnych kontrahentów po wdrożeniu projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw, w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym. Zakłada on m.in. to, że przedsiębiorstwo, które w ciągu 120 dni od terminu wyznaczonego w umowie lub na fakturze nie otrzyma płatności oraz w tym czasie nie sprzeda wierzytelności, będzie miała możliwość pomniejszenia podstawy opodatkowania o zaległą kwotę. Dzięki temu przedsiębiorca nie będzie zobowiązany do zapłaty podatku dochodowego od faktury, która nie została opłacona, a która dotychczas traktowana była jako przychód. Natomiast niesolidny kontrahent nie będzie mógł wliczyć w koszty nieopłaconej faktury, a dodatkowo będzie musiał zwiększyć swoją podstawę opodatkowania i tym samym zapłacić wyższy podatek dochodowy.

Problem zatorów płatniczych jest nieodłącznym elementem ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej i trudno w sposób racjonalny mówić o jego wyeliminowaniu, ponieważ za jego powstaniem stoi nie tylko sytuacja ekonomiczno-finansowa firm, ale w dużej mierze morale i brak dyscypliny płatniczej. Stąd tak ważne jest wsparcie i walka Państwa ze skutkami zatorów płatniczych, ale również wykorzystywanie dostępnych na rynku rozwiązań ograniczających ryzyko ich wystąpienia.

Do 2040 roku praca dostosuje się do nas

W przyszłości ludzie będą pracować w bardziej elastyczny sposób, decydując o tym gdzie, kiedy i jak długo chcą wykonywać służbowe obowiązki. Wszystko zgodnie z aktualnym samopoczuciem pracownika. W miejscu pracy dostępne będą rozwiązania odpowiadające zmieniającym się potrzebom np. dostosowane do nastroju oświetlenie czy usługi z zakresu zdrowego żywienia. Eksperci CBRE, organizatora konkursu OFFICE SUPERSTAR 2018, wskazują 5 trendów biurowych opartych na strategii dbania o dobrą kondycję pracowników, na które już teraz powinni zwrócić uwagę pracodawcy.

Zwiększone zainteresowanie dbałością o dobre samopoczucie w miejscu pracy to pochodna aktualnych trendów demograficzno-społecznych. Jednym z nich jest wzrost średniej długości życia, który powoduje, że w biurze należy pogodzić potrzeby różnych pokoleń. Rośnie również społeczna świadomość. Zatrudnieni dążą do obniżenia stresu i zachowania równowagi między życiem zawodowym a osobistym, przez co te dwa światy zaczynają się coraz bardziej przenikać. Firmy mają jeszcze około dwudziestu lat na dopasowanie się do tego trendu, bo właśnie wtedy granica między domem a pracą się zatrze. W konkursie OFFICE SUPERSTAR poszukujemy i wyróżniamy te organizacje, które wyprzedzają epokę i już teraz uznają biuro za coś więcej niż tylko miejsce pracy – mówi Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE.

Trend 1: Swoboda

Brak sztywnego harmonogramu pracy i biuro stanowiące przestrzeń do wymiany myśli
oraz wspólnych spotkań – to właśnie podstawy idei wellness. Jeżeli tylko pracownicy są w stanie dobrze współpracować z pozostałymi członkami zespołu, powinni sami zarządzać swoim czasem. A jak już dotrą do biura, warto zadbać o to, aby oprócz komfortowego miejsca do pracy, mieli również przestrzeń do relaksu lub wymiany myśli ze współpracownikami. Podstawową zaletą takiego podejścia jest możliwość wspólnej pracy ludzi rozproszonych po całym świecie. Jest to trend rosnący, bowiem coraz częściej zespoły projektowe składają się z pracowników z różnych lokalizacji.

Trend 2: Dbanie o starsze generacje pracowników

Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego zakładają, że już w 2050 roku w Polsce zabraknie nawet 10,5 mln pracowników w wieku produkcyjnym, niezbędnych do utrzymania aktualnego stosunku do osób w wieku emerytalnym. A to oznacza, że w interesie pracodawców jest budowanie programów zachęcających do pozostawania aktywnym zawodowo jak najdłużej. Ten trend również wpisuje się w strategię wellness. Warto postawić m.in. na większą elastyczność oraz szeroką gamę niekonwencjonalnych metod organizacji pracy. Umowy mogą precyzować liczbę godzin na rok, ale sposób ich przepracowania powinien już zależeć od samego pracownika – byle udało się dotrzymać terminów oraz uniknąć zatorów.

Trend 3: Zdrowy tryb życia

W interesie pracodawców jest troszczenie się o zdrowie swoich pracowników – dzięki temu m.in. obniża się wskaźnik absencji. Dlatego właśnie nowoczesne biura są projektowane w taki sposób, aby zachęcać do dbania o siebie. Pomysły są różne: od zapewnienia dostępu do porad dietetycznych w miejscu pracy, programów zachęcających do ćwiczeń, zdrowych przekąsek dostępnych w dystrybutorach z żywnością, siłowni w siedzibie firmy, po zajęcia gimnastyczne w przerwie obiadowej.

Coraz więcej biur jest tak projektowanych, aby spełniać założenia strategii wellness. Dbanie o zatrudnionych przyczynia się do poprawy ich stanu zdrowia, zwiększenia wydajności i poprawy produktywności. W dodatku „zdrowe” biuro to świetna karta przetargowa, w rynkowej rywalizacji o przyciągnięcie lub zatrzymanie najlepszych pracowników – podkreśla Kamil Tyszkiewicz.

Trend 4: Obniżenie poziomu stresu

Zakład Ubezpieczeń Społecznych podał, że w 2017 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich 229 mln dni, a stres był drugą najczęstszą przyczyną nieobecności. Ponadto, z sondażu CBRE wynika, że aż 79% pracowników uważa swoje starania
o wypracowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym za stresujące. Dlatego firmy, działając zgodnie ze strategią wellness, powinny pomóc pracownikom w obniżeniu poziomu stresu. Do możliwych rozwiązań należy m.in. oferowanie elastyczności w zakresie wyboru czasu i miejsca pracy czy zaaranżowanie stref relaksu.

Trend 5: Indywidualne podejście

Każdy pracownik ma inne potrzeby – czego innego oczekuje młody rodzic, a czego innego student, który godzi pracę z nauką. Dlatego firmy powinny podejść do tych osób indywidualnie. I to nie tylko w zakresie elastyczności godzin pracy. Można m.in. podejmować decyzje dotyczące przydzielania miejsc pracy w oparciu o liczbę godzin spędzanych w biurze (a nie pozycję w hierarchii organizacji) czy udostępniać stanowiska pracy przy oknach tym, którzy spędzają najwięcej czasu przy biurkach.

Warszawa – jedna z najtańszych stolic świata?

Mimo rosnących stale cen mieszkań, koszty życia w naszej stolicy wciąż są znacznie niższe niż w innych metropoliach. Są jednak rzeczy i usługi, za które Polacy muszą zapłacić dużo więcej niż inni.

Gdybyśmy chcieli wybrać najlepsze miejsce do życia pod względem kosztów utrzymania, Warszawa byłaby jednym z najbardziej atrakcyjnych miast na świecie. Codzienne życie w stolicy Polski – w porównaniu do innych światowych metropolii – jest niedrogie. Nawet po uwzględnieniu różnic w zarobkach, których wysokość netto (równowartość 1128 dolarów) plasuje nas na 35. miejscu wśród 50 miast badanych przez Deutsche Bank w corocznym raporcie „Mapping the World’s Prices”, pokazującym przeciętne dochody oraz uśrednione ceny wybranych dóbr i usług.

W tym roku autorzy raportu skoncentrowali się na wskaźnikach dotyczących nie tylko wysokości dochodów, kosztów mieszkania, transportu, posiłków i ubrań, ale również na tych odnoszących się do jakości życia. Należy do nich m.in.: siła nabywcza, ogólne koszty życia, ceny nieruchomości w stosunku do dochodów, indeks bezpieczeństwa, jakość i dostępność opieki zdrowotnej, zanieczyszczenie powietrza i zagęszczenie ruchu, czy ogólny „klimat miasta”.

– Mocne strony Warszawy to niskie koszty utrzymania (8. miejsce), dobry poziom bezpieczeństwa (11.) oraz nie najgorszy system komunikacyjny (17.). Relacja dochodów do cen nieruchomości oraz indeks zanieczyszczenia są na średnim poziomie w porównaniu do innych miast (odpowiednio 24. i 27. pozycja). Słabą stroną Warszawy jest niska jakość opieki medycznej (41.), niska siła nabywcza (37.) i umiarkowanie atrakcyjny klimat (34.) – podkreśla Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.

Pod względem jakości życia przegrywamy wprawdzie znacznie z nowozelandzkim Wellington, Zurichem, Kopenhagą, Wiedniem czy Edynburgiem, ale Warszawa została z kolei uznana przez autorów raportu za jedno z najlepszych miejsc na… randkę. Co wynika w dużym stopniu z jednych z najniższych na świecie cen posiłków w restauracjach, piwa w barze, papierosów, biletów do kina, czy komunikacji miejskiej. Taniej byłoby jedynie w New Delhi, Manili czy Mexico City.

Jak wynika z raportu „Mapping the World’s Prices”, bezwzględna wysokość cen niekoniecznie jest powiązana z lokalnymi średnimi dochodami. I tak, koszty wynajmu 2-pokojowego mieszkania w Warszawie, usług sprzątaczki, czy koszt kupna średniej klasy samochodu (np. Volkswagena Golfa) są skorelowane z przeciętną pensją netto. Biorąc pod uwagę naszą pozycję, jeśli chodzi o dochody do dyspozycji 2-osobowego gospodarstwa domowego (34. miejsce), stosunkowo dużo płacimy z kolei za paliwo (24.), wynajem samochodu (7.), czy niektóre produkty światowych marek. Przykładowo, za najnowszy model iPhone’a Polacy muszą w firmowym salonie zapłacić równowartość niemal 300 dolarów więcej niż w USA, Hong Kongu czy w Japonii. Relatywnie więcej zapłacimy też np. za parę dżinsów Levis’a. Nie mamy za to sobie równych, jeśli chodzi o karnety na siłownię w dzielnicach biznesowych. Taniej za „wyciskanie” stresu płacą tylko pracujący w Wellington, New Delhi i Bangalurze.

Klient cyfrowo dojrzały i jego wpływ na rynek pracy

Polski rynek e-commerce, który jest już wart 40 mld złotych, wchodzi obecnie w fazę dojrzałości. Równolegle ze zmianą zachowań konsumentów zmienia się filozofia prowadzenia biznesu. Organizacje coraz intensywniej prowadzą działalność w sieci, co wymaga od nich uwzględnienia w swoich strategiach działań zarówno elementów e- commerce’owych oraz digitalowych. Ekspertki z firmy rekrutacyjnej Michael Page – Anna Iwanicz oraz Elżbieta Sobiech – komentują zmiany w tych obszarach oraz ich wpływ na rynek pracy.

Klient w Internecie…

Regularna i coraz dłuższa obecność konsumentów w Internecie zmusza firmy do zaistnienia online.
Wprowadzenie e-kanału sprzedaży dotyka wszystkich firm niezależenie od sektora. Wynika to z jednej strony z potrzeby uniezależnienia się od tradycyjnego handlu, który obecnie musi się zmierzyć z pewnymi ograniczeniami takimi jak np. zakaz handlu w niedzielę. Z drugiej zaś, aby utrzymać pozycję na rynku trzeba sprzedawać w kanałach, które są wybierane przez konsumentów i dynamicznie rosną. Chodzi tu zarówno o obecność sprzedażową, jak i komunikacyjno-wizerunkową – tłumaczy Anna Iwanicz, z zespołu Digital & e-Commerce w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

E-commerce obecnie to nie tylko witryna internetowa umożliwiająca robienie zakupów online. To rozbudowany system rozwiązań, działań i treści pomagających użytkownikom w podejmowaniu decyzji zakupowych. Narzędzia, które jeszcze kilka lat temu znaliśmy tylko z filmów science fiction np. AI (sztuczna inteligencja), AR (rozszerzona rzeczywistość), VR (wirtualna rzeczywistość) oraz chatboty są obecnie wykorzystywane już nie tylko przez największych graczy e-commerce.

– Intensywny rozwój technologii to jednocześnie duże wyzwanie dla biznesu i pracodawców – nowe narzędzia i rozwiązania powstają tak szybko, że trudno jest wszystkim pracownikom za tymi zmianami nadążać i być na bieżąco z najnowszymi trendami. Z tego powodu poszukiwani są specjaliści z szeroką wiedzą digitalową, dobrym zrozumieniem technologii i IT, a także rozwiniętymi kompetencjami interpersonalnymi, którzy będą w stanie budować wzajemne zrozumienie pomiędzy światem biznesu i IT w organizacjach, a przede wszystkim skutecznie odpowiadać na potrzeby i oczekiwania klienta końcowego – dodaje Elżbieta Sobiech.

…i przed smartfonem

Czasy, gdy odpowiedzialność za aktywność w kanałach online przejmowali specjaliści z tradycyjnego marketingu czy sprzedaży, mijają. Tym bardziej, że obecnie nawet social media – Facebook czy Instagram, również w wersji mobile – skracają drogę konsumenta do zakupu produktu. Równolegle dynamicznie rozwija się bowiem obszar m-commerce.

– Zgodnie z danymi Gemiusa blisko połowa wszystkich odsłon stron internetowych w Polsce pochodzi ze smartfonów. Warto wziąć to pod uwagę, tym bardziej, że wg GlobalWebIndex, zakupy online robi już co druga osoba. Oznacza to tym samym, że specjaliści z doświadczeniem w obszarze m-commerce będą coraz intensywniej poszukiwani – wyjaśnia Anna Iwanicz.

Rywalizacja o najlepszego pracownika

Dynamiczny rozwój e-handlu powoduje, że sukcesywnie wzrasta zapotrzebowanie w firmach na nowych pracowników z odpowiednim doświadczeniem, co przekłada się na coraz atrakcyjniejsze oferty pracy.

Według przeglądu wynagrodzeń przygotowanego przez zespół Michael Page, dyrektor ds. e-commerce, w zależności od doświadczenia, może liczyć na pensję między 15 000 a nawet 35 000 zł brutto. – Firmy poszukują też specjalistów z zakresu digital customer experience. Wynagrodzenie miesięczne managera w takim obszarze kształtuje się na poziomie ok. 15 000 zł, ale może ono też sięgać nawet 25 000 zł. W cenie są również eksperci z obszaru marketing automation, których średnie zarobki wynoszą ok. 12 000 zł. Z kolei omnichannel manager, który odpowiada za spójną obecność firmy we wszystkich kanałach, może spodziewać się średnich zarobków na poziomie 18 000 zł, przy czym mogą one wynieść nawet 25 000 zł – wymienia Elżbieta Sobiech.

Ponadto, content marketing manager, który odpowiada za tworzenie treści wspierających decyzje zakupowe konsumentów oraz budujących obecność w sieci może liczyć na zarobki rzędu ok. 7 000 zł brutto miesięcznie. Natomiast oferty dla managerów od social mediów dotyczą kwot między 6 500 a 11 500 zł – dodaje Anna Iwanicz

Rynek magazynowy w rozkwicie

Rynek magazynowo – logistyczny w Polsce przeżywa prawdziwy rozkwit. Tylko w ubiegłym roku, całkowita ilość nowoczesnej powierzchni magazynowej powiększyła się o 21%. Dane z pierwszych trzech miesięcy 2018 r. pokazują, że rynek nie zwalnia.

Rekord za rekordem

Pierwszy kwartał przyniósł szereg rekordów. Stopa pustostanów osiągnęła historyczne minimum 4,9%, do czego przyczynił się rekordowo silny popyt najemców. Tylko od stycznia do marca tego roku wynajęto około 1,2 mln m kw. powierzchni magazynowej. Znakomita koniunktura zachęca do rozpoczynania kolejnych inwestycji. Efektem tego jest nieodnotowywana dotąd ilość powierzchni w budowie sięgająca prawie 1,9 mln m kw.
-Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Nowa podaż

Pod względem powierzchni oddanej do użytkowania w pierwszym kwartale prym wiódł region Polski Centralnej, który powiększył się o 212 900 m kw., co stanowi 54% nowej podaży w całym kraju. Największymi obiektami oddanymi do użytku były: magazyn typu BTS dedykowany firmie B/S/H (79 000 m kw.) oraz P3 Piotrków (62 200 m kw.). Oba te obiekty leżą w rejonie Polski Centralnej.

Powierzchnia w budowie

Analiza rozmieszczenia geograficznego wolumenu obecnie budowanej powierzchni pokazuje, że najwięcej pracy mają deweloperzy na Górnym Śląsku oraz w Polsce Centralnej. Odnotowano tam odpowiednio 419 400 m kw. i 360 200 m kw. powierzchni na etapie konstrukcji. Kolejnym pod względem wolumenu realizowanych inwestycji jest region Polski Zachodniej, ciągnący się wzdłuż granicy z Niemcami i budowanej trasy S3. Jest to jednocześnie najbardziej dynamicznie rosnąca lokalizacja obiektów magazynowo – logistycznych. W trakcie realizacji znajduje się tam łącznie 230 900 m kw., co stanowi aż 86% powierzchni istniejących obecnie obiektów.
-Patrycja Dzikowska, Dyrektor działu Analiz i Badań Rynkowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Pustostany

Niezmiennie najwyższy wskaźnik powierzchni niewynajętej odnotowano w strefie Warszawa I, obejmującej nieruchomości magazynowo – logistyczne usytuowane wewnątrz granic administracyjnych Warszawy. Na koniec I kwartału br. stopa pustostanów wyniosła tam 8,9%. Spośród głównych rynków magazynowych najmniej dostępnej powierzchni znajduje się w regionie Polski Centralnej (1,9%), gdzie duży udział w zasobach rynku stanowią w całości wynajęte projekty typu BTS. Jeszcze niższa dostępność wolnej powierzchni występuje na niektórych mniej rozwiniętych rynkach. Na koniec marca w regionach takich jak Bydgoszcz/Toruń, Szczecin czy Polska Zachodnia nie oferowano praktycznie żadnej wolnej powierzchni magazynowej w istniejących budynkach. Kluczowe powody takiej sytuacji to dominacja formatu BTS oraz obserwowany w tych rejonach wysoki popyt najemców  wspomagany stosunkowo dobrą dostępnością siły roboczej.

Co dalej?

Uczestnicy i obserwatorzy sektora magazynowo – logistycznego zadają pytanie, w jakim kierunku będzie następował dalszy rozwój rynku.

Czynnikami mającymi największy wpływ na branżę pozostaną w najbliższym czasie rosnące koszty pracy i materiałów budowlanych. Przełoży się to na wzrost kosztów budowy, a pośrednio na stawki czynszów. Niesłabnący popyt oraz rosnące koszty sprawią, że deweloperzy będą mniej skłonni do udzielania zachęt czynszowych. W rezultacie różnica między stawkami bazowymi a efektywnymi zacznie się stopniowo zmniejszać. Widocznym trendem jest również powstawanie magazynów w nowych lokalizacjach.
-Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Nowe lokalizacje

Dla docelowych użytkowników powierzchni magazynowych jednym z kluczowych kryteriów wyboru danej lokalizacji jest dostęp do wystarczającej ilości siły roboczej w regionie. W świetle coraz większego problemu ze znalezieniem pracownika, zwłaszcza w sąsiedztwie dużych ośrodków miejskich, deweloperzy decydują się na lokowanie swoich obiektów w regionach niekojarzonych dotąd z projektami magazynowymi. Poza dostępnością pracowników, warunkiem koniecznym do sprawnego funkcjonowania obiektu jest odpowiednia infrastruktura komunikacyjna.

Budowa nowych odcinków tras szybkiego ruchu staje się kluczem otwierającym możliwości rozwoju nowych lokalizacji. Można nawet wskazać konkretne przykłady. Budowa fragmentu trasy S8, łączącej Warszawę z Białymstokiem, przyczyniła się już do powstania m. in. kompleksów magazynowych Panattoni Park Radzymin, czy Panattoni Park Białystok. Z kolei, rozbudowa drogi S7 między Warszawą, a Trójmiastem oraz jej odnoga (S51) prowadząca do Olsztyna dały podstawy do budowy przez spółkę Hillwood centrum logistycznego Zalando pod Olsztynkiem, przeznaczonego dla e-commerce. Podobnie trasa S3 w zachodniej części kraju przyciąga liczne projekty typu BTS, często relokacje z Niemiec. Przewidujemy, że wraz z dalszym rozwojem sieci transportowej „otwarte” zostaną kolejne lokalizacje, które przyciągną zainteresowanie deweloperów.
-John Palmer, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, Sektor Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych oraz Wycen CEE, BNP Paribas Real Estate Poland.

Jak decyzja FED wpłynie na kurs dolara

Dziś środa z FOMC, gdzie podwyżka wydaje się pewna, ale diabeł będzie tkwił w szczegółach, a bilans ryzyk większe szanse daje jastrzębim zmianom. USD z wyprzedzeniem pokazuje optymistyczne budowanie pozycji, choć odliczanie do wieczora może w najbliższych godzinach przynieść wyraźne ograniczenie zmienności. W międzyczasie CPI z Wielkiej Brytanii może ożywić funta, który dodatkowo znajduje wsparcie w pomyślnych informacjach dotyczących Brexitu.

Postęp ożywienia USA jest na tyle solidny, że byłoby wielką niespodzianką, gdyby Fed nie wykorzystał okazji i nie podniósł dziś celu dla stopy rezerw federalnych o 25 pb do 1,75-2,00 proc. To jest jedna z pewnych decyzji na dzisiejszy wieczór, ale jest wiele innych aspektów, które nie są w pełni zdyskontowane.

Nierozstrzygniętą pozostaje dyskusja, czy w 2018 r. zobaczymy łącznie trzy, czy cztery podwyżki? Sądzimy, że dzisiejszy „dot plot” wskaże to drugie, ale równe szanse są na to, czy przesunięcie odbędzie się kosztem trzeciej podwyżki w 2019 r. Dodatkowe ryzyka dotyczą perspektyw całego cyklu (czy Fed widzi potencjał do dłuższego/szybszego cyklu?) oraz potencjalnej zmiany komunikat z odrzuceniem akomodacyjnego charakteru polityki na rzecz bliższego neutralnemu nastawieniu. Spekulacje dotyczą też ustalenia konferencji prasowych dla wszystkich posiedzeń FOMC. Obecnie tylko co drugie zebranie jest zwieńczone konferencją (w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu). Taka decyzja zwiększy elastyczność Fed i pozwoli a odejście od kwartalnego harmonogramu podwyżek, choć nie będzie to od razu oznaczać wzrostu szans na więcej podwyżek w tym roku. Mimo to rynek może zacząć przesuwać wycenę niektórych podwyżek np. z grudnia na listopad, a to już będzie nieść implikacje dla rynku pieniężnego, a dalej dla dolara.

Głównym ryzykiem dla dolara jest fakt, że sporo pozytywnych informacji jest już zdyskontowanych (solidne dane, podwyżka), więc wrażliwość na ewentualne gołębie sygnały może być większa, ale z drugiej strony Fed nie ma wyraźnie powodów, by takie sygnały wysyłać. Jednocześnie stabilizacja USD w ostatnich dniach ma miejsce poniżej ostatnich szczytów, jak również poziomy rentowności obligacji skarbowych USA są poniżej szczytów z połowy maja, kiedy nastąpiła kulminacja pozytywnych informacji dla USD. Istnieje zatem przestrzeń do tego, aby konfirmacja pozostawania Fed na kursie z szansą na jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych w tym roku pomogła w powrocie rajdu rentowności długoterminowych obligacji skarbowych, co dałoby wsparcie dolarowi. Mimo tego niższe na tle ostatnich szczytów rentowności częściowo odzwierciedlają wzrost premii za ryzyko rynkowe związane z czynnikami politycznymi i napięciami w handlu zagranicznym, stąd w oparciu o tą zależność może nie być łatwo pociągnąć USD wyraźnie wyżej. W skrócie, Fed może podnieść USD, ale rynek musi chcieć w to uwierzyć.
Funt w staje z kolan, gdyż brexitowy dramat zdaje się pokazywać pozytywne rozstrzygnięcia. Wczoraj premier Wielkiej Brytanii Theresa May wygrała głosowania nad poprawkami do ustawy o wyjściu z UE, co pokazało, że jest w stanie utrzymać jedność własnej partii i kontrolować parlament. Poprawki zostały odrzucone, ale May musiała zgodzić się na duże ustępstwa dla frakcji Torysów dążącej do miękkiego Brexitu. W najuważniejszym głosowaniu, May zgodziła się, że Izba Gmin będzie mogła przejąć negocjacje Brexitu, jeśli rząd nie porozumie się z Bruksela do końca listopada. W rezultacie październikowy szczyt UE staje się kluczowy dla finalnych porozumień. Jeśli Brexit wróci do parlamentu, oznacza to łagodniejsze podejście. Dziś głosowania nad kolejnymi poprawkami, ale ryzyka dla GBP wyraźnie spadły. Przed południem mamy jeszcze odczyt majowej inflacji, gdzie spodziewana jest stabilizacja CPI na 2,4 proc. r/r i bazowej na 2,1 proc. Zatrzymanie inflacji przy solidnych dnach o dynamice płac oraz mniejsze ryzyko polityczne zwiększają szanse na sierpniową podwyżkę BoE.
Złoty zamknął się w swoim cichym świecie płytkiej konsolidacji 4,26-4,30 za EUR. Posiedzenie FOMC jest czynnikiem ryzyka dla walut rynków wschodzących, ale nie sądzę, abyśmy mieli doświadczyć powtórki z majowej paniki. Inne gospodarki rozwijające maja więcej powodów do zmartwień i braków w fundamentach, więc ewentualne uderzenie może dotyczyć TRY, MXN, czy BRL. EUR/PLN powinien obronić sufit przy 4,30 jako preferowane przez inwestorów miejsce do taktycznej sprzedaży.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy nadal ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści

Polacy nadal ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści 6

Poziom piractwa spada, ale w Polsce wciąż niemal połowa oprogramowania jest używana nielegalnie. Użytkownicy prywatni z pirackich wersji programów, ale także muzyki i filmów pochodzących z nielegalnych źródeł, korzystają jeszcze częściej, nie zdając sobie sprawy z zagrożeń. Walka z piractwem przybiera różne formy, w tym zaostrzenia prawa antypirackiego. Przykłady nakładania większych restrykcji pokazują, że skala piractwa rośnie jeszcze bardziej. Rozwiązaniem może być upowszechnienie się w wielu dziedzinach subskrypcyjnych modeli płacenia za treści. Dla firm, szczególnie narażonych na ataki cyberprzestępców, wykorzystujących luki w nielegalnym oprogramowaniu, pomocne mogą się okazać systemy zarządzania oprogramowaniem.

– Skala korzystania z nielegalnego oprogramowania w przypadku prywatnych użytkowników jest większa. To rodzi większe ryzyka, włącznie z kradzieżą tożsamości, z przejęciem danych do bankowości elektronicznej i szeregiem innych ryzyk – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Bartłomiej Witucki, przedstawiciel Business Software Alliance w Polsce.

Obecnie pobieranie pirackich treści na tzw. własny użytek nie jest w Polsce przestępstwem, o ile w tym samym czasie nie udostępnia się tych lub innych pirackich treści (np. w modelu p2p). Pobieranie nielegalnego oprogramowania czy treści multimedialnych z niepewnych źródeł rodzi ryzyko zaszycia w kodzie przez cyberprzestępców złośliwego oprogramowania, przez które uzyskają oni dostęp do komputera ofiary, a co za tym idzie – do bardzo wrażliwych danych. Tymczasem skala korzystania z nielegalnego oprogramowania na świecie nieznacznie spada, ale w Polsce trend niestety jest odwrotny. Z raportu opracowanego przez The Software Alliance wynika, że w zeszłym roku odsetek nielegalnego oprogramowania na świecie spadł o 2 proc. do poziomu 37 proc. W przypadku Polski wskaźnik ten jest zauważalnie wyższy i wynosi aż 46 proc. 

Według raportu opracowanego przez holenderską firmę Ecorys na zlecenie Komisji Europejskiej aż 51 proc. dorosłych i 72 proc. niepełnoletnich użytkowników internetu korzysta z nielegalnych treści. Pod lupę wzięto obywateli sześciu państw europejskich (Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Szwecji i Wielkiej Brytanii) oraz cztery rodzaje najczęściej piraconych treści: filmów, muzyki, gier i książek. W trakcie badań oszacowano, że ze względu na piractwo internetowe sprzedaż filmów spadła o ok. 5 proc., a sami respondenci przyznali, że skłonni byliby kupować filmy i muzykę legalnie, gdyby ich ceny były o 80 proc. niższe.  

– Problem korzystania z nielegalnego oprogramowania najczęściej jest wynikiem poszukiwania oszczędności, czyli w wielu wypadkach postawy roszczeniowej, ujęcia dostępu do nowinek technologicznych jako konstytucyjnie gwarantowanego dostępu do dóbr kultury. To zbyt szeroka interpretacja i wydaje się, że należy prowadzić działania świadomościowe, które po pierwsze wskażą, jakie znaczenie ma własność intelektualna w dzisiejszym świecie i jakie negatywne skutki niesie za sobą brak tej ochrony – twierdzi ekspert.

Wprowadzenie ostrzejszego prawa antypirackiego nie musi rozwiązać problemu korzystania z nielegalnego oprogramowania. Opracowany przez antypiracką grupę ALPA, firmę telemetryczną Mediametrie oraz dystrybutora filmów National Film Board raport pokazuje, że po zaostrzeniu przez Francję prawa antypirackiego odsetek nielegalnie strumieniowanych treści w 2017 roku wzrósł o 15 proc., a piractwo smartfonowe aż o 50 proc. 

Znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem problemu piractwa może się okazać popularyzacja przystępnych cenowo usług strumieniujących. Już dziś za kilkadziesiąt złotych możemy otrzymać nieograniczony dostęp do bogatej biblioteki filmów w Netfliksie, muzyki w Spotify, gier w PS Plus lub Xbox Live Gold czy audiobooków Storytell. W przeciwnym wypadku piractwo może mieć poważne konsekwencje na poziomie zarówno państwa, jak i zwykłego obywatela.

– Mówiąc o skutkach w skali ogólnej, z punktu widzenia państwa, mówimy o mniejszych wpływach z podatków, ale i z perspektywy Kowalskiego negatywną konsekwencją piractwa jest zmniejszenie tempa powstawania nowych miejsc pracy czy nowych miejsc pracy lepiej płatnych – twierdzi Bartłomiej Witucki.

Badania brytyjskiej firmy antypirackiej Muso wykazały przyczyny wzrostu zainteresowania nielegalnymi filmami, serialami oraz muzyką. 86 proc. respondentów korzysta z usług serwisów pokroju Netfliksa czy Amazon Video, a mimo to 51 proc. badanych wciąż świadomie sięga po pirackie treści. Powód takiego postępowania jest dość prosty – aż 83 proc. użytkowników nie może znaleźć legalnego sposobu na zakup cyfrowych dóbr. Rozwiązanie problemu braku powszechnej dostępności tych treści powinno wpłynąć na obniżenie poziomu piractwa.

Jeśli zaś chodzi o użytkowników biznesowych, to w tym segmencie gospodarki z piractwem można walczyć poprzez upowszechnianie systemów zarządzania zasobami oprogramowania.

– Software Assets Management (SAM) zyskuje coraz większą popularność dzięki korzyściom, jakie zapewnia firmom. Z jednej strony redukuje w zasadniczy sposób ryzyko bycia ofiarą cyberataku, z drugiej zaś generuje pewne oszczędności. Te dwie zalety wdrożenia takiego programu zarządzania zasobami informatycznymi trudno przecenić – przekonuje ekspert.

Według prognoz The Software Alliance wartość łączna wartość nielegalnego oprogramowania w 2017 roku wyniosła 415 mln dol.

Pobyt dziecka w szpitalu nie musi oznaczać niepokoju i nudy. Może być okazją do rozbudzenia naukowych pasji i zdobycia wiedzy na temat medycyny

Pobyt dziecka w szpitalu nie musi oznaczać niepokoju i nudy. Może być okazją do rozbudzenia naukowych pasji i zdobycia wiedzy na temat medycyny 7

Hospitalizacja dziecka nie musi kojarzyć się wyłącznie negatywnie. Pobyt małego pacjenta w szpitalu można wykorzystać do rozbudzenia jego naukowych zainteresowań i poszerzenia wiedzy na temat medycyny. W ramach programu „Nauka ratuje życie” w całej Polsce powstają sale podań leków, w których najmłodsi pacjenci mogą korzystać z filmów, gier i książek propagujących wiedzę medyczną w przystępny sposób oraz stymulujących chęć do nauki. Dzieci mogą też korzystać z wirtualnych warsztatów stworzonych we współpracy z Centrum Nauki Kopernik.

Pobyt w szpitalu niemal zawsze łączy się z dyskomfortem psychicznym, zwłaszcza w przypadku najmłodszych pacjentów. Dzieci często nie rozumieją, co się z nimi dzieje, obawiają się bólu i samotności. Stres i niepokój może negatywnie wpływać na proces leczenia, dlatego wsparcie psychiczne i emocjonalne jest niezwykle ważne. Aby pomóc dzieciom zwalczyć stres związany z hospitalizacją, a jednocześnie poszerzać ich horyzonty, powstał unikatowy program edukacyjny „Nauka ratuje życie”. W jego ramach mali pacjenci szpitali poznają fascynujący świat medycyny i nauki.

Każda taka inicjatywa w czasie pobytu dziecka w szpitalu pozwala na zmniejszenie stresu u dziecka, zdecydowanie poprawia rokowania, system leczenia u dzieci, pozwala im na chwilę zapomnieć o tym, gdzie się znajdują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. med. Piotr Gietka, ordynator Kliniki i Polikliniki Reumatologii Wieku Rozwojowego w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.

Projekt „Nauka ratuje życie”, zainicjowany przez Roche Polska, składa się z trzech filarów. Pierwszym z nich jest program edukacyjny, którego celem jest rozbudzenie ciekawości nauki ze szczególnym naciskiem na wiedzę z obszaru medycyny, przedstawienie tej wiedzy w przystępny sposób, a także zaprezentowanie najmłodszym sylwetek najwybitniejszych naukowców. Tajniki medycyny dzieci poznawać będą m.in. z czterech interaktywnych zeszytów, zawierających zarówno informacje teoretyczne, jak również zabawy i ćwiczenia utrwalające wiedzę.

– Dostosowane do różnych grup wiekowych zeszyty były tworzone przy współpracy ze znanym popularyzatorem nauki Wojciechem Mikołuszko i Joanną Rzezak. Ten duet stworzył wspaniałe, ilustrowane, interaktywne zeszyty, które stymulują do działań poznawczych – mówi Agnieszka Kosowska, dyrektor ds. prawnych i komunikacji w Roche Polska.

Drugim elementem programu jest stworzenie innowacyjnych sal podań leków w szpitalach, Dzięki temu mali pacjenci nie tylko nie będą zmuszeni do przyjmowania leków w pustej sali szpitalnej lub przypadkowym gabinecie, ale otrzymają ponadto inspirację do twórczego myślenia i rozwijania zainteresowań. Podczas terapii dzieci będą mogły skorzystać z materiałów edukacyjnych stworzonych na potrzeby programu, książek, filmów i gier planszowych .

– Staramy się zapewnić dzieciom nie tylko najlepszą opiekę medyczną, ale również wszystkie atrakcje przynależne wiekowi dziecięcemu, tak żeby pobyt u nas kojarzył się im z jak najmniejszym stresem, żeby na pierwsze miejsce w głowie wysuwała się zabawa połączona z edukacją, a procedury medyczne były dalej – mówi dr n. med. Piotr Gietka.

Trzeci filar programu powstał we współpracy Roche Polska i warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Naukowcy z CNK przygotowali serię filmów z widowiskowymi doświadczeniami, które zostaną udostępnione we wszystkich salach podań. Ponadto mali pacjenci będą mogli zagrać w gry edukacyjne wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość

Jednak program „Nauka ratuje życie” to nie tylko nowoczesne, edukacyjne sale podań dla dzieci To szereg inicjatyw, których wspólnym mianownikiem jest innowacja, rozwój nauki i transfer know-how.

Jako Roche jesteśmy obecni w Polsce już od ponad 100 lat. Współpracujemy z uniwersytetami, jesteśmy bardzo dumni z Inkubatora Innowacji UW, którego jesteśmy partnerem. W zeszłym roku otworzyliśmy przy Centrum Onkologii w Warszawie pierwszy w Polsce onkologiczny oddział badań wczesnych faz – mówi Agnieszka Kosowska.

Dobra sytuacja branży poligraficznej w Polsce. Problemem nie jest niskie czytelnictwo, ale terminy płatności i kondycja finansowa wydawców

Dobra sytuacja branży poligraficznej w Polsce. Problemem nie jest niskie czytelnictwo, ale terminy płatności i kondycja finansowa wydawców 8

Blisko 40 proc. Polaków czyta przynajmniej jedną książkę w ciągu roku. Choć poziom czytelnictwa znajduje się na niskim poziomie, to coraz częściej kupujemy książki. Rośnie też liczba publikowanych tytułów, od roku 1991 – ponad trzykrotnie.  Dla przemysłu poligraficznego oznacza to dobrą koniunkturę, zwłaszcza na rynku książek z twardą oprawą, które gwarantują najwyższe marże. Jednocześnie spada średni nakład publikowanych tytułów, dlatego coraz więcej firm stawia na druk cyfrowy, znacznie tańszy niż tradycyjny.

– Niskie czytelnictwo to bolączka profesorów na polonistyce, a dla nas ważna jest ilość sprzedanych książek. Liczba książek nie jest jednoznaczna z czytelnictwem, np. biblioteki, które kupują książki, teraz dostają coraz więcej możliwości. Drukujemy również książki, które nie są do czytania, np. instrukcje lub tego rodzaju pozycje, które są w setkach tysięcy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Waldemar Lipka, prezes Kompap.

Na półkach księgarni pojawia się też coraz więcej tytułów – w 2017 roku ponad 36,2 tys. – wynika z „Ruchu Wydawniczego w Liczbach”. Oznacza to trzykrotny wzrost w porównaniu z 1991 rokiem. Najnowsze wyniki badań czytelnictwa w Polsce wskazują, że po wyraźnych spadkach w latach 2004–2008 poziom czytelnictwa w Polsce ustabilizował się na poziomie ok. 40 proc. Blisko co dziesiąty Polak czyta 7 lub więcej książek w ciągu roku. Co istotne, z danych Biblioteki Narodowej wynika, że częściej niż w ubiegłych latach czytamy książki kupione niż te z domowych księgozbiorów.

– Każdy z nas ma w domu dziesiątki książek, które kiedyś ma zamiar przeczytać. Jeśli ktoś mnie zapyta, ile czytam, to wcale nie będzie tożsame z tym, ile kupuję książek. Podobnie jest z albumami – to książki do posiadania, kupuje się je, żeby ładnie wyglądały, żebyśmy mogli sobie obejrzeć Bieszczady, Tatry czy piękne ptaki nad Narwią. Dlatego sytuacja rynkowa jest dla nas dość korzystna – przekonuje Waldemar Lipka.

Kompap specjalizuje się w druku dziełowym, a najważniejszą pozycję asortymentową zajmują książki, w tym albumy, wydawnictwa encyklopedyczne i podręczniki, które odpowiadają za blisko 84 proc. sprzedaży. W 2017 roku ich sprzedaż wzrosła do poziomu 55,31 mln zł. Po uruchomieniu pierwszej w Polsce linii do oprawy twardej produkcja książek w twardej oprawie może wzrosnąć do poziomu 7–8 mln egzemplarzy.

– Wyprzedziliśmy konkurencję i dzięki temu znacznie zwiększyliśmy sprzedaż z punktu widzenia marży bardzo atrakcyjnych produktów, czyli książek w oprawie twardej. Mamy ponad 25 proc. eksportu, który zwiększył się o ponad 10 proc., który jest bardzo opłacalny – podkreśla prezes Kompap.

Dla branży poligraficznej wyzwaniem jest jednak spadający nakład publikowanych tytułów. O ile jeszcze w 2010 roku średni nakład przekraczał 5,7 tys., to w 2014 roku już 3,2 tys., a obecnie ok. 2,5 tys. Jak podkreśla ekspert, zdecydowana większość tytułów to nakłady jeszcze niższe – około tysiąca i mniej. Tylko niewielką część stanowią te o nakładach przekraczających 100 tys.– książki popularnych autorów, o których wiadomo, że będą bestsellerami.

– Wszystkie nakłady poniżej 1 tys., a już na pewno 200–300, 500 to nakłady, które nadają się na druk cyfrowy. On moim zdaniem jest uzupełnieniem, w którym jakość już zaczyna dorównywać drukowi offsetowemu. Dlatego bacznie przyglądamy się drukowi cyfrowemu. Tym bardziej że zmienił się model dostawy książek, tzn. ktoś zamawia 1 tys. książek w pierwszym nakładzie, a następnie 100–300, żeby nie magazynować i nie ponosić kosztów z tym związanych – mówi Lipka.

Problemami branży poligraficznej są przede wszystkim opóźnienia w płatnościach i słaba kondycja wydawców. Z analizy Bisnode Polska wynika, że w ciągu roku odsetek firm zajmujących się wydawaniem i sprzedażą książek w słabej kondycji finansowej wzrósł z 44 do 53 proc. Raport BIG InfoMonitor wskazuje zaś, że zobowiązania wobec kontrahentów i banków ma 5,4 proc. wydawców książek i 3,7 proc. księgarzy. Łącznie zaległości wydawców i księgarzy, przeterminowane o co najmniej 30 dni, na kwotę min. 500 zł, wynoszą 35,3 mln zł.

– W kontekście tego, że ostatnio upadł Matras, gdzie wydawcy stracili nawet dziesiątki milionów złotych, jest to problem. My sobie z tym radzimy w ten sposób, że stosujemy faktoring, ale przede wszystkim mamy dobre relacje z wydawcami. Ponad 90 proc. wydawców, którzy z nami współpracują, jest w dobrej kondycji. Jestem umiarkowanym optymistą jeśli chodzi o płatności i rozwój tej branży. Wszyscy narzekają, ale jeśli wydawnictwo znajdzie super temat, to nagle sprzedaje się przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. Przykładem może być „Jadłonomia” wydawnictwa Marginesy z niesamowitą sprzedażą rzędu dziesiątek tysięcy – podkreśla Waldemar Lipka.

45-letni polski jacht bierze udział w najbardziej prestiżowych regatach na świecie. Copernicus popłynie w Wyścigu Legend

45-letni polski jacht bierze udział w najbardziej prestiżowych regatach na świecie. Copernicus popłynie w Wyścigu Legend 9

Copernicus to najstarszy jacht, który weźmie udział w ostatnim etapie regat Volvo Ocean Race. Ten etap będzie miał specjalną oprawę, ponieważ 21 czerwca razem z rywalizującymi obecnie jachtami wypłynie ze szwedzkiego Goeteborga do holenderskiej Hagi piętnaście jachtów, które brały udział we wcześniejszych edycjach tych regat. Copernicus uczestniczył w pierwszej edycji imprezy przed 45 laty i aby uczestniczyć w Wyścigu Legend przeszedł gruntowną renowację, m.in. otrzymał nowy takielunek, a jego powierzchnia została odmalowana.

Volvo Ocean Race to najbardziej prestiżowe załogowe regaty na świecie, odbywające się co 3 lata. Wyścig podzielony jest na etapy, a jego celem jest okrążenie Ziemi. Pierwsza edycja miała miejsce na przełomie 1973 i 1974 roku, pod pierwotną nazwą Whitbread Round The World Race. Wzięły w niej udział dwie polskie załogi na jachtach Otago i Copernicus. Obecna, trzynasta już edycja imprezy odbywa się w 45. rocznicę pierwszych zawodów. Z tej okazji organizatorzy postanowili wprowadzić do programu dodatkowe wydarzenie w postaci Wyścigu Legend.

 To coś niesamowitego, to święto żeglarstwa dla całego świata. Polski jacht w gronie legend jest dużym wydarzeniem, bo przez 45 lat żaden polski jacht nie stanął na starcie regat okołoziemskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Tarnacki, żeglarz, członek załogi jachtu Copernicus.

Wyścig Legend odbędzie się 21 czerwca, a jego uczestnicy – w sumie 15 łodzi – będą musieli pokonać liczącą blisko 500 mil morskich trasę ze szwedzkiego Goeteborga do holenderskiej Hagi. W imprezie wezmą udział uczestnicy i jachty z poprzednich edycji Volvo Ocean Race, w tym polski Copernicus pod dowództwem uczestnika regat z przełomu 1973 i 1974 roku, Bronisława Tarnackiego. Najstarsze jachty rozpoczną wyścig trzy kwadranse wcześniej niż nowsze jednostki. Członkowie polskiej załogi nie ukrywają, że ich celem nie jest zwycięstwo, lecz uczczenie pierwszego startu jachtu Copernicus sprzed 45 lat.

– Chcemy pokazać, że jacht, który 45 lat temu został w Polsce zbudowany, ma się dobrze, jest w bardzo dobrej kondycji i jest przygotowany do etapu regatowego, ale nie będziemy się aż tak bardzo ścigać – mówi Piotr Tarnacki.

Copernicus to najstarszy jacht biorący udział w obecnej edycji Volvo Ocean Race, jest jednak w doskonałym stanie technicznym. Łódź przez ponad pół roku była przygotowywana w jednym z gdyńskich klubów żeglarskich, przeszła wszystkie niezbędne testy i jest gotowa do wypłynięcia do Szwecji. W ramach renowacji Copernicus otrzymał nowy takielunek, a cała jego powierzchnia została odmalowana, o co zadbał producent farb i produktów chemicznych AkzoNobel. Przedstawiciele firmy twierdzą, że dla całego przedsiębiorstwa było to niezwykle ważne wydarzenie.

– Jesteśmy po raz pierwszy sponsorem tak dużego wydarzenia, nasza załoga cały czas dzielnie walczy o podium, a teraz dzięki Wyścigowi Legend możemy dodatkowo w Polsce zaprezentować te regaty oraz być widoczni jako firma – mówi Jarosław Spas, uczestnik Wyścigu Legend, przedstawiciel AkzoNobel.

AkzoNobel Polska włączyła się w Wyścig Legend, międzynarodowa ekipa firmy bierze natomiast udział w całym Volvo Ocean Race. Załoga firmy, złożona z siedmiu mężczyzn i dwóch kobiet, zwyciężyła nawet na jednym z etapów wyścigu, a także pobiła rekord prędkości na jednym z etapów. Udział w regatach związany jest z realizowaną przez przedsiębiorstwo strategią zrównoważonego rozwoju i z dwoma ważnymi inicjatywami: oczyszczaniem oceanów oraz walką z plastikiem.

– Jako firma jesteśmy liderem w zrównoważonym rozwoju, dzięki zmniejszeniu zanieczyszczenia środowiska przy produkcji naszych produktów chcemy mieć wpływ na ochronę środowiska w świecie. Do 2020 roku chcemy m.in. zmniejszyć ilość emisji CO2 oraz wzmocnić pozycję produktów eko – mówi Jarosław Spas.

Obecna edycja Volvo Ocean Race trwała osiem miesięcy, a jej uczestnicy zawitali do jedenastu miast. Ceremonia zakończenia regat będzie miała miejsce 30 czerwca w Hadze. Po tej uroczystości jacht Copernicus wróci do Gdyni.

30 proc. Polaków przynajmniej raz w tygodniu wyrzuca żywność. Rocznie to aż 9 mln ton produktów spożywczych

30 proc. Polaków przynajmniej raz w tygodniu wyrzuca żywność. Rocznie to aż 9 mln ton produktów spożywczych 10

W Polsce do wyrzucania jedzenia minimum raz w tygodniu przyznaje się 30 proc. ludności – rocznie na śmietnik trafia nawet 9 mln produktów spożywczych. Gospodarstwa domowe są odpowiedzialne za połowę marnowanej w Unii Europejskiej żywności. Świadomość społeczeństwa w zakresie odpowiedzialności za żywność jest jednak coraz większa, podobnie jak u producentów i dostawców artykułów spożywczych. Przedsiębiorstwa wdrażają strategie zapobiegające marnowaniu żywności. Kluczem do sukcesu jest jednak współpraca na różnych etapach dostaw.

Marnowanie żywności uważane jest za jeden z największych problemów XXI wieku, pociągający za sobą konsekwencje społeczne, ekonomiczne i ekologiczne. Wyrzucając produkty spożywcze, przyczyniamy się do wzrostu cen żywności, generowania nadmiernej ilości odpadków oraz zanieczyszczenia środowiska, a jednocześnie marnowania energii oraz wody – potrzebnych do wytworzenia jedzenia. Istotne znaczenie ma również etyczny wymiar problemu, biorąc pod uwagę kwestie głodu i niedożywienia, z jakimi wciąż boryka się wiele społeczeństw na całym świecie. Według statystyk rocznie z głodu umiera nawet 18 mln ludzi.

 Blisko 2 mld ludzi dotyka problem niedożywienia, jednocześnie prawie 2 mld ludzi ma nadwagę, a prawie jedna trzecia wyprodukowanej żywności się marnuje. Sytuacja jest więc tragiczna – powiedział agencji informacyjnej Newseria Matt Simister, prezes zarządu Tesco na Europę Środkową podczas Central Europe Food Waste Conference.

Według raportu Polityki Insight „Zgubione kalorie. Jak skutecznie walczyć z marnotrawieniem żywności” w Unii Europejskiej w marnowaniu żywności przoduje Holandia. Polska plasuje się na 5. miejscu rankingu jako państwo, w którym rocznie na śmietnik trafia blisko 9 mln ton żywności. Za połowę wyrzucanych produktów spożywczych odpowiedzialne są gospodarstwa domowe – w skali całej UE to ok. 45 mln ton, w Polsce ponad 4 mln ton. Badanie pokazuje, że do codziennego wyrzucania żywności przyznaje się 10 proc. Polaków, 30 proc. robi to przynajmniej raz w tygodniu. Do kosza trafiają przede wszystkim takie produkty jak pieczywo, wędliny, warzywa i owoce.

 Marnowanie żywności to odpowiedzialność nas wszystkich, w poszczególnych miejscach łańcucha: producentów, dystrybutorów, konsumentów. Ci ostatni  powinni myśleć o tym przy robieniu zakupów i planowaniu posiłków – mówi Marek Borowski, prezes zarządu Federacji Polskich Banków Żywności.

Aby zapobiec marnowaniu żywności, warto robić mniejsze zakupy, ale częściej, minimalizując ryzyko kupienia produktów niepotrzebnych lub o krótkiej dacie ważności. Istotny jest również sposób przechowywania jedzenia, m.in. ich prawidłowe rozłożenie w lodówce. Należy przy tym pamiętać o tym, że nie wszystkie owoce i warzywa dobrze znoszą niskie temperatury. Rodzice powinni edukować swoje dzieci i zwracać im uwagę na to, że niespożyte produkty przyczyniają się nie tylko do marnowania pieniędzy, lecz także do degradacji środowiska naturalnego.

Jako Banki Żywności istniejemy i  pomagamy od ponad 20 lat. Podejmowanie tematu marnowania żywności w dialogu publicznym m.in. poprzez kampanie edukujące rozpoczęliśmy 10 lat temu. Cieszy nas, że świadomość problemu od tego czasu rośnie w każdym miejscu, zarówno po stronie rolników, producentów, dystrybutorów, jak i konsumentów. Jednak propagowanie proaktywnej postawy społeczeństwa względem zjawiska marnowania żywności jest procesem długotrwałym i w dalszym ciągu stanowi wyzwanie, w realizację którego zaangażować powinni się wszyscy uczestnicy życia gospodarczego – dodaje Marek Borowski.

Duże sieci handlowe w coraz większym stopniu starają się ograniczyć marnowanie żywności, wdrażając odpowiednie strategie w tym zakresie. Równie istotna jest współpraca przedsiębiorstw z dostawcami i rolnikami, by skracać łańcuch dostaw dla zapewnienia świeżości produktów przez dłuższy czas. Taka strategia może być jednak wdrażana tylko w porozumieniu z producentami żywności.

 Musimy współpracować, aby dostosować naszą ofertę do potrzeb konsumentów i przez to zmniejszyć marnowanie żywności po naszej stronie, lecz także kupować od producentów gotowe towary, aby wprowadzać je do łańcucha żywnościowego zamiast pozwalać na ich zmarnowanie – wyjaśnia Matt Simister.

Odpowiedzialność spada również na producentów żywności. W przypadku owoców i warzyw przedsiębiorstwa powinny zadbać przede wszystkim o odpowiednie warunki transportu. Dobrym rozwiązaniem jest dostarczanie towaru od plantatora bezpośrednio do sieci handlowej, co skraca czas transportu nawet o dwa dni i zapewnia klientom dostęp do świeżych produktów. Istotne jest również wykorzystywanie całego zbioru.

– Jako producenci i dostawcy jesteśmy w stanie wykorzystywać wszystkie produkty. Nasi specjaliści, agronomiści, biorą pod uwagę wszystkie aspekty. Cytrusy, które nie spełniają wymogów estetycznych, także trafiają do naszej fabryki, gdzie przetwarzamy je na soki, produkujemy smoothie i różnego typu świeże napoje – mówi Marlena Chambers z AMT Fruit.

Z raportu Polityki Insight – zaprezentowanego podczas Central Europe Food Waste Conference – wynika, że w Unii Europejskiej sektor przetwórstwa żywności odpowiada za 19 proc. marnowanego jedzenia, usługi żywnościowe za 12 proc., rolnictwo – 11 proc., handel natomiast za 5 proc.

Warszawska konferencja, zorganizowana przez Tesco i partnerów, była jednym z najważniejszych wydarzeń 2018 roku, poświęconych tematyce niemarnowania żywności. Skupiła licznych przedstawicieli biznesu i instytucji rządowych oraz pozarządowych, a także mediów z Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Wielkiej Brytanii. Dyskusje podczas wydarzenia udowodniły, że efektywna walka z marnowaniem możliwa jest tylko w przypadku partnerstwa i zaangażowania zarówno sieci handlowych, jak i producentów i konsumentów.

Browary warzą coraz więcej piwa i ważą coraz więcej dla gospodarki. Największym zagrożeniem dla branży jest niestabilne prawo

Browary warzą coraz więcej piwa i ważą coraz więcej dla gospodarki. Największym zagrożeniem dla branży jest niestabilne prawo 11

Sektor piwowarski jest istotnym ogniwem polskiej gospodarki. W kraju działa ponad 200 browarów, które reprezentują światowy poziom technologiczny. 90 proc. wykorzystywanych surowców pochodzi od lokalnych dostawców. Polskie piwo jest znane i cenione w kraju i na świecie – w 2017 roku rodzimi producenci wyeksportowali złoty trunek do 88 krajów. W trakcie II Kongresu Pracowników Branży Piwowarskiej jej przedstawiciele wskazywali, że do stabilnego rozwoju potrzeba spokoju legislacyjnego.

– Branża piwowarska w Polsce jest dużą, ważną branżą, ogromną częścią przemysłu spożywczego.  To największa kategoria produktów żywnościowych szybkozbywalnych. Dość powiedzieć, że niecałe 30 zł w każdych 100 zł wydanych przez przeciętnego Polaka w małym sklepie trafia właśnie na piwo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Morzycki, Dyrektor Generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Polski rynek piwa wart jest 15,5 mld złotych. Statystyczny Polak wypija rocznie ok. 98 litrów złocistego trunku, co stawia nasz kraj na czwartym miejscu w UE. Pod względem produkcji Polska zajmuje trzecie miejsce, po Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Branża piwna jest solidnym filarem polskiej gospodarki, ale też solidnym płatnikiem podatków, zwłaszcza podatku akcyzowego, z którego budżet państwa ma prawie 3,5 mld zł rocznie – podkreśla Bartłomiej Morzycki. – Wiele browarów w Polsce zlokalizowanych jest w mniejszych miejscowościach, takich jak Brzesko, Leżajsk, Sierpc czy nawet Białystok, gdzie siła oddziaływania takiego pracodawcy na rynku pracy jest dużo większa niż np. w Warszawie. To również wpływa na siłę nabywczą rodzin, które żyją dzięki temu, że w mieście funkcjonuje browar.

W branży zatrudnionych jest ok. 10 tys. osób. Ale pośrednio sektor odpowiada za blisko 160 tys. miejsc pracy, m.in. w handlu, dystrybucji, hotelarstwie czy gastronomii.

 Liczby pokazujące, jak wielką rolę odgrywa branża piwowarska w Polsce, pochodzą nie tylko z bezpośredniej działalności branży, ale też z szerokiego łańcucha wartości – od zakupów po handel i dystrybucję. Najważniejsza liczba to blisko 20 mld zł kontrybucji do polskiej gospodarki i PKB – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, i podkreśla, że od 1995 roku branża poczyniła w gospodarce inwestycje o wartości blisko 13 mld zł.

Cechą charakterystyczną polskiego rynku piwa jest dominacja lagerów, czyli piw jasnych pełnych. Ten segment traci jednak na znaczeniu. W 2017 roku na rynek trafiło 1655 nowych piw, z których tylko sześć było lagerami. Najmocniej rośnie natomiast zainteresowanie piwami bezalkoholowymi i niskoalkoholowymi oraz specjalnościami. O ile jeszcze dziesięć lat temu branża była praktycznie podzielona między trzech głównych producentów – Kompanię Piwowarską, Grupę Żywiec i Carlsberg Polska, dziś konsumenci mogą cieszyć się także mnogością piw lokalnych i rzemieślniczych.

 Polska jest rynkiem w pełni samowystarczalnym. W niewielkim stopniu znajduje się na nim piwo importowane – stanowi nie więcej niż 2 proc. Dla przykładu, polski eksport piwa jest czterokrotnie większy od importu. Polacy piją piwo przede wszystkim rodzimej produkcji, piwo wytworzone w Polsce, z polskich składników – mówi Morzycki i podkreśla, branża w 90 proc. zaopatruje się w składniki u polskich dostawców.

Od  kilku lat rynek piwa jest dojrzały, co oznacza, że wartość i ilość spożytego trunku zmienia się w niewielkim stopniu, w zależności od okoliczności. Przykładowo, w ubiegłym roku słaba aura i brak dużych imprez sportowych lekko obniżyły popyt. W tym sezonie pogoda na razie sprzyja, a niebawem rozpocznie się mundial w Rosji, co powinno napędzić sprzedaż.

– Dla branży ważne są nie tylko kwestie gospodarcze, ale również odpowiedzialność społeczna – podkreśla Bartłomiej Morzycki. – 15 lat temu rozpoczęliśmy realizację kampanii edukacyjnych, których celem jest ostrzeżenie konsumentów, że napoje procentowe nie są przeznaczone dla kierowców, niepełnoletnich oraz kobiet w ciąży. Po latach dobrowolnych oznaczeń cieszy nas fakt, że są one nie tylko rozpoznawalne, ale że stosuje się do nich coraz więcej osób, o czym świadczą statystki. Nie spoczywamy na laurach i wciąż będziemy głosić np. to, że nigdy nie należy jeździć po alkoholu.

Uczestnicy Kongresu przewidują, że oprócz promocji odpowiedzialnej konsumpcji, w najbliższym czasie dla branży najważniejsza będzie ekspansja na rynki zagraniczne oraz przewidywalność otoczenia regulacyjnego. Tylko tyle i aż tyle potrzeba do jej dalszego rozwoju.

Przedsiębiorcy czekają na poprawę obsługi podatników

W ostatnich trzech latach Ministerstwo Finansów przeprowadziło ponad 20 istotnych zmian legislacyjnych. Wprowadzono m.in. pakiet paliwowy, pakiet energetyczny oraz zrealizowano inne projekty istotne z perspektywy działalności przedsiębiorców. Do najważniejszych zmian można zaliczyć nowelizację ustawy hazardowej, uszczelnienie systemu podatkowego w podatku VAT. Jednym z celów było wyrównanie konkurencji przez zwalczanie szarej strefy, jak również nielegalnej działalności gospodarczej.

– Kolejnym istotnym elementem działań Ministerstwa Finansów była reforma służb skarbowych. W jej ramach powstała Krajowa Administracja Skarbowa, która dość istotnie zmieniła sposób funkcjonowania organów – powiedział serwisowi eNewsrooom Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Przedsiębiorcy obecnie dostrzegają pozytywne zmiany, liczą również na kolejne działania przedstawicieli resortu finansów, które będą miały dobry wpływ na obsługę podatników. Należy mieć nadzieję, że będzie ona coraz lepsza, a Ministerstwo Finansów będzie w odpowiedni sposób nadzorować prace restrukturyzacyjne Krajowej Administracji Skarbowej tak, aby przedsiębiorcy mogli w swobodny sposób prowadzić biznes i rozwijać swoją działalność – dodał Korzeb.

Gruzja coraz wyżej w rankingu Doing Business

W 2018 roku Gruzja awansowała w rankingu Doing Business z 16 na 9 miejsce według wskaźnika łatwości prowadzenia działalności gospodarczej. To ogromny i zasłużony sukces. Działania rządu gruzińskiego – harmonizacja przepisów, coraz więcej inicjatyw gospodarczych dla zagranicznych inwestorów, które są coraz bardziej rozwijane – przyczyniają się do poprawy oceny państwa. Od czasu przejęcia władzy przez Micheila Saakaszwilego na arenie politycznej i w administracji publicznej rozpoczęła się ogromna zmiana.

– W ciągu ostatnich 14 lat w Gruzji nastąpił duży postęp. W 2003 roku znajdowała się na 126 pozycji w rankingu – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Rutowicz, wiceprezes Polsko-Gruzińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej – Znaczący wzrost obserwowaliśmy od 2008 roku. Sukces odniesiono w walce z korupcją. Pierwszym elementem był wydział drogowy policji, najbardziej skorumpowany w 2003 i 2004 roku. Drastyczna strategia odcięcia się od przeszłości wymagała całkowitego rozwiązania departamentu. Część policji przeniesiono do innych jednostek, niektórym postawiono zarzuty lub zostali zwolnieni. Sprawa ta była w tamtym czasie głośno komentowana w mediach. Wcześniejsze publiczne przyzwolenie na wręczanie łapówek zostało całkowicie wyeliminowane dzięki wysokim karom ze strony administracji publicznej. To zasługa gruntownych reform sądowniczych. Symbolem zmiany transparentności są przeszklone posterunki policji. Mają one podkreślać, że policjant jest dla obywateli i mogą oni skorzystać z jego pomocy. Zmiana systemu policyjnego związanego z korupcją widoczna jest w relacjach funkcjonariuszy z obywatelami i turystami, co stanowi świadectwo dla inwestorów zagranicznych – podsumował Rutowicz.

GPW ogłasza skład zarządu nowej kadencji

  • Rada Giełdy powołała dziś Członków Zarządu GPW nowej kadencji
  • Zarząd GPW nowej kadencji będzie się składać z pięciu osób, w tym dwóch nowych Członków Zarządu: Izabeli Olszewskiej oraz Piotra Borowskiego
  • Nowi Członkowie Zarządu Giełdy uzupełnią jego skład po uzyskaniu wymaganych zgód KNF

Rada Giełdy, w wyniku postępowań kwalifikacyjnych, podjęła decyzje o powołaniu czterech Członków Zarządu Giełdy na nową kadencję rozpoczynającą się 26 lipca 2018 r.

Do zarządu wejdzie dwóch członków obecnej kadencji: Jacek Fotek, który pozostanie na stanowisku Wiceprezesa Zarządu ds. finansów (CFO) oraz Dariusz Kułakowski, który obejmie stanowisko Członka Zarządu ds. informatyki (CIO). Do Zarządu GPW wejdą także dwie nowe osoby, od lat związane z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie i posiadające doświadczenia zawodowe na rynku kapitałowym. Są to Izabela Olszewska jako Członek Zarządu ds. rozwoju biznesu i sprzedaży (CSO) oraz Piotr Borowski, który został powołany na stanowisko Członka Zarządu ds. operacyjnych i regulacyjnych (COO).

W przypadku dwóch nowych Członków Zarządu decyzja Rady Giełdy wejdzie w życie pod warunkiem udzielenia zgody przez Komisję Nadzoru Finansowego na dokonanie zmian w składzie Zarządu Giełdy, jednak nie wcześniej niż 1 sierpnia 2018 r.

Na czele Zarządu GPW nowej kadencji w roli Prezesa stanie Marek Dietl, powołany przez Walne Zgromadzenie GPW 23 kwietnia 2018 r.

Skład Zarządu GPW nowej kadencji:

Marek DIETL

– jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Tytuł doktora nauk ekonomicznych uzyskał w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN. Podczas studiów doktoranckich odbył staż w University of Glasgow. Od 2012 r. jest adiunktem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2012-2013 odbył staż na Uniwersytecie Ekonomicznym w Essex. Ukończył także specjalistyczne dwuletnie studia w zakresie finansów EY Executive Studies in Finance. W latach 1999-2008 pracował w międzynarodowej firmie doradczej Simon-Kucher&Partners, w której przeszedł wszystkie szczeble kariery od praktykanta do prokurenta i lidera warszawskiego biura. W latach 2008-2012 pracował w Krajowym Funduszu Kapitałowym, najpierw jako menedżer inwestycyjny, następnie jako zastępca dyrektora inwestycyjnego. Marek Dietl zdobył doświadczenie w ponad dwudziestu radach nadzorczych, komisjach rewizyjnych, komitetach inwestycyjnych (selekcyjnych), m.in. Atende, Banku Gospodarstwa Krajowego, BSC Drukarnie Opakowań, Mercator Medical, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, PZU Witelo FIZAN.

Marek Dietl podejmował również działalność społeczną i ekspercką jako: Doradca Prezydenta RP, Doradca Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, mediatora w sądzie polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego, Radzie Edukacji Ekonomicznej Narodowego Banku Polskiego, ekspert Business Centre Club oraz Instytutu Sobieskiego. Kierował zespołami ds. Instrumentów Finansowych powołanymi przez Dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Jacek FOTEK

– jest absolwentem Handlu Zagranicznego w Szkole Głównej Handlowej. W 2002 r. ukończył studia na University od Quebec w Montrealu i uzyskał dyplom MBA. Większość kariery zawodowej poświęcił działalności na rynku pieniężnym i kapitałowym. Współtworzył międzybankowy rynek pieniężny i walutowy w Polsce. W latach 1989-1990 pracował w NBP i zarządzał operacyjnie rezerwami walutowymi państwa. W latach 1990-1996 pracował na stanowisku głównego dealera w Banku Handlowym w Warszawie. Następnie w latach 1996-1997 pełnił funkcję dyrektora finansowego w Polskim Banku Rozwoju. W latach 1997-1999 członek zarządu Citibank (Poland), a wcześniej dyrektor Departamentu Skarbu i dyrektor Departamentu ds. Kontaktów z Inwestorami. W latach 1999-2002 zatrudniony w Banku Handlowym w Warszawie na stanowisku doradcy prezesa zarządu, a później – dyrektora Departamentu Kontroli Wewnętrznej. W latach 2003-2009 pracował w PZU Asset Management, m.in. w randze wiceprezesa zarządu odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem, kontrolę wewnętrzną i audyt. W latach 2009-2012 oraz 2013-2016 prezes zarządu BondSpot. W okresie 2012-2013 – prezes zarządu Invista DM.

W grudniu 2016 r. został powołany na stanowisko wiceprezesa zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie pełni funkcję CFO oraz członka zarządu odpowiedzialnego za rozwój i sprzedaż.

We wrześniu 2017 r. został powołany przez Ministra Finansów w skład Komisji Nadzoru Audytowego. W przeszłości członek wielu rad nadzorczych, m.in. w PGE Polska Grupa Energetyczna S.A (2015-2016), Fundacji GPW (2015-2016), BondSpot  (2012-2013), IAiR  (2014-2016). Od 1997 r. wykładowca Warszawskiego Instytutu Bankowości, w latach 1993-2002 wykładowca Gdańskiej Akademii Bankowej, a w latach 2010 – 2013 wykładowca Instytutu Rynku Kapitałowego. Od 1993 r. członek założyciel Polskiego Stowarzyszenia Dealerów Bankowych – FOREX POLSKA (obecnie ACI Poland). Absolwent licznych staży i kursów międzynarodowych o tematyce związanej z rynkiem kapitałowym i pieniężnym, zarządzaniem ryzykiem, audytem i inwestowaniem.

Dariusz KUŁAKOWSKI

– jest absolwentem Cybernetyki Ekonomicznej i Informatyki w Szkole Głównej Handlowej. Ukończył również podyplomowe studia w Wyższej Szkole Bankowości i Ubezpieczeń oraz na Politechnice Warszawskiej.

Ukończył wiele kursów specjalistycznych o tematyce związanej z zarządzaniem IT oraz  prowadzeniem projektów. Posiada certyfikat ITIL Expert wystawiony przez EXIN (Examination Institute for Information Science).

Przez większość swojej kariery zawodowej związany jest z rynkiem kapitałowym.

Na Giełdzie Papierów Wartościowych pracował w latach 1993-2001, początkowo na stanowisku Kierownika Zespołu Systemów Giełdowych (do 1999 r.), następnie Zastępcy Dyrektora Działu Informatyki (do 2001 r.).

W latach 2001-2003 Dariusz Kułakowski pełnił funkcję Dyrektora Biura Integracji Informatyki w PZU  odpowiadając za wdrożenie Strategii Informatycznej Grupy oraz integrację w obszarze IT.

W latach 2003-2006 został zatrudniony na stanowisku Pełnomocnika Prezesa ds. Informatyki w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych nadzorując wszystkie departamenty informatyczne jednocześnie będąc Dyrektorem Departamentu Zasilania Informacyjnego i Koordynatorem Technicznym Projektu Kompleksowego Systemu Informatycznego ZUS.

W latach 2006-2013 rozpoczął ponownie pracę na GPW na stanowisku Dyrektora Generalnego ds. Technologii i odpowiadał bezpośrednio za nadzór nad Pionem Informatyki, a w szczególności za prawidłowe funkcjonowanie systemów informatycznych Giełdy oraz za zarządzanie projektami (m.in. wdrożenie systemu transakcyjnego UTP).

Do składu Zarządu Giełdy został powołany we wrześniu 2013 r. i jest odpowiedzialny głównie za obszar IT.

Został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi za budowę rynku kapitałowego w Polsce.

Izabela OLSZEWSKA

– jest absolwentką Wydziału Finansów i Statystyki w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studiów doktoranckich na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Była słuchaczką International Institute for Securities Market Development, zorganizowanego przez US Securities and Exchange Commission w Waszyngtonie.

Z rynkiem kapitałowym związana jest od 1992 roku, początkowo jako analityk w Centrum Operacji Kapitałowych Banku Handlowego, a od 1999 roku jako pracownik Giełdy Papierów Wartościowych. Na GPW pełniła różne funkcje menedżerskie w obszarze rozwoju biznesu i sprzedaży, współpracowała z inwestorami i przedsiębiorcami, krajowymi i zagranicznymi, z różnych dziedzin gospodarki, odpowiadała za poszerzanie oferty produktowej rynku regulowanego i rynków alternatywnych. Obecnie zajmuje stanowisko Dyrektora Zarządzającego ds. rozwoju.

Od października 2015 r. jest członkiem Rady Nadzorczej spółki Bondspot. Sprawowała także funkcje w organach nadzorczych Towarowej Giełdy Energii oraz spółki InfoEngine. Zarówno w Bondspot, jak i Towarowej Giełdzie Energii, została oddelegowana przez Radę Nadzorczą do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu spółki. Do czerwca 2018 r. była członkiem Rady Dyrektorów spółki Aquis Exchange z siedzibą w Londynie, pełniąc rolę Non-Executive Director.

Od wielu lat współpracuje z Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych jako członek Zespołu Doradczego.

Piotr BOROWSKI

– jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu oraz studiów podyplomowych w zakresie finansów i opodatkowania przedsiębiorstw w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, posiada licencję maklera papierów wartościowych.

Od początku kariery zawodowej związany z polskim rynkiem kapitałowym i Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie. Pracę na rynku kapitałowym rozpoczął jako makler giełdowy, w latach 1991-2006 pracował w bankach i domach maklerskich na stanowiskach samodzielnych i kierowniczych, w tym od 1993 r. do 2006 r. związany był z Grupą Kredyt Banku i KBC N.V., gdzie pełnił funkcje Dyrektora Inwestycyjnego Domu Maklerskiego Kredyt Banku, Zastępcy Dyrektora Generalnego KBC Securities N.V. Oddział w Polsce oraz Audytora Rynków Finansowych w KBC N.V. w Brukseli. W latach 1997-2007 był Członkiem Zarządu Izby Domów Maklerskich.

W latach 2007 – 2016 roku pracował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, m.in. pełniąc funkcje Dyrektora Działu Rozwoju i Współpracy Regionalnej, Relacji Inwestorskich i Analiz, Rozwoju Rynku Kasowego, ponadto reprezentował GPW w Komitecie Zarządzającym (Management Committee) Federacji Europejskich Giełd Instrumentów Finansowych (Federation of European Securities Exchanges) w Brukseli.

Od 2017 r. prowadzi własną działalność doradczą w zakresie relacji inwestorskich i rynków kapitałowych, od lutego 2018 r. współpracuje z brytyjską firmą doradczą BTA Consulting Ltd jako konsultant przy projektach doradczych związanych z rozwojem rynków kapitałowych.

Reklamacja nie służy nabyciu prawa

Już jutro Sąd Najwyższy odpowie na pytanie prawne Sądu Okręgowego w Lublinie dotyczące skutku prawnego przekroczenia przez instytucję finansową terminu na rozpatrzenie reklamacji (sygn. III CZP 113/17). Kwestia jest niezwykle istotna, ponieważ jedna z interpretacji problematycznego art. 8 ustawy o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym (Dz.U. z 2016 roku, poz. 892, t. jedn. ze zm.), dalej u.r.r., sprowadza się do fikcji uznania roszczenia. To z kolei stanowi podstawę do dochodzenia zgłoszonego w reklamacji żądania przed sądem. Taki pogląd prezentuje m.in. Rzecznik Finansowy. Przyjęcie takiej wykładni przepisu spowoduje, że instytucje finansowe będą przegrywać sprawy sądowe, nawet jeśli w procesie wykażą, że roszczenie klienta było całkowicie niezasadne.

Zbyt szeroka definicja reklamacji

Źródłem problemu jest brak precyzji ustawodawcy w tak wrażliwej materii jak usługi finansowe. Zgodnie z u.r.r. reklamacją jest każde wystąpienie skierowane do podmiotu rynku finansowego przez jego klienta, w którym klient zgłasza zastrzeżenia dotyczące usług świadczonych przez podmiot rynku finansowego. Ustawa nie zawiera żadnych ograniczeń owych „wystąpień”, ani choćby wymagań formalnych, jakie reklamacja ma spełniać. Może to więc być zarówno skarga na nienależnie pobraną opłatę bankową, zaniżone odszkodowanie, jak również choćby złe potraktowanie na infolinii. Brak również ograniczeń dotyczących żądań klienta – może to być więc żądanie zwrotu opłaty, uzupełnienie odszkodowania, jak również zapłata zadośćuczynienia o dowolnej wysokości za np. zbyt długie oczekiwanie na połączenie z konsultantem. Ten czynnik odróżnia u.r.r. od innych ustaw, w których przewidziano milczące uznanie reklamacji – m.in. prawo telekomunikacyjne, sprzedaż konsumencka czy usługi turystyczne. W tych przypadkach brak ustawowej definicji reklamacji nakazuje odnosić jej dopuszczalną treść do materii właściwych usług, a ta z kolei ogranicza zakres roszczeń.

Odpowiednia sankcja

Jako uzasadnienie dla tak daleko idącego skutku braku rozpatrzenia reklamacji w terminie wskazuje się konieczność zapewnienia odpowiedniej sankcji dla podmiotu rynku finansowego. Można by rzec: emanacja paremii dura lex, sed lex. Czy jednak takie regulacje są słuszne i skuteczne? Po pierwsze, już sama u.r.r. w art. 32 ust. 1 przewiduje dotkliwą sankcję administracyjną, którą Rzecznik Finansowy może stosować wobec podmiotów naruszających u.r.r. Rozsądne stosowanie tej regulacji może wystarczająco mobilizować uczestników rynku do poważnego traktowania reklamacji. Po drugie, brak marginesu błędu dla podmiotów rynku finansowego oraz brak ograniczeń dla klientów stanowi zachętę do nadużyć. Z jednej strony można wyobrazić sobie proces automatyzacji reklamacji, które, zachowując termin, tylko pozornie będą odpowiadać na wystąpienie klienta (skutek odwrotny od założonego), a z drugiej – seryjne wysyłanie wymyślonych roszczeń do podmiotów rynku finansowego w oczekiwaniu, że któreś nie zostanie rozpatrzone w terminie. Znany jest już przypadek klienta, który wysłał 400 reklamacji do jednego ubezpieczyciela licząc na jego błąd (vide SR w Gdyni, sygn. IC 1573/16).

Nadużycie prawa jako wentyl bezpieczeństwa?

Sam Rzecznik dostrzega zagrożenia płynące z restrykcyjnej interpretacji art. 8 u.r.r. Jako remedium na potencjalne wyłudzenia wskazuje art. 5 KC. Argument ten nie jest jednak przekonujący. Nadużycie prawa to jedynie zarzut procesowy, podlegający każdorazowej ocenie sądu. Jednakże samo zastosowanie tego zarzutu zakłada, że klient nabył prawo w wyniku milczącego rozpatrzenia reklamacji, niezależnie od jej merytorycznej słuszności oraz zasadności i proporcjonalności zgłoszonego żądania, a nawet choćby działania w dobrej wierze. Nieakceptowalna jest taka interpretacja przepisów, która prowadziłaby do powstawania nieograniczonych praw klienta wyłącznie na skutek złożenia reklamacji, w oderwaniu od pierwotnego stosunku prawnego. Reklamacja nie może być bowiem sposobem nabywania prawa oderwanym od szkody. Sąd musi badać, czy szkoda powstała i czy wysokość żądanego odszkodowania jest odpowiednia. Reklamacja nie może być źródłem wzbogacenia i nie może służyć obejściu art. 8241 § 1 KC. Rozwiązanie proponowane przez Rzecznika ujawnia wadliwość interpretacji przedstawionej w istotnym poglądzie.

Reklamacje liczone w milionach

Nietrafne jest również proste przekładanie doświadczeń z innych branż na usługi finansowe z uwagi na skalę działalności, wartość roszczeń i niewielką liczbę usługodawców. Według danych opublikowanych przez Rzecznika Finansowego tylko w 2017 r. do podmiotów rynku finansowego wpłynęło 1 mln 630 tys. reklamacji. Oznacza to, że w każdym miesiącu wpływało średnio 136 tysięcy reklamacji, co przekłada się na średnio 6 tysięcy reklamacji w każdym dniu roboczym. Przy tak ogromnej skali muszą zdarzać się błędy w obsłudze, skutkujące niedotrzymaniem ustawowego terminu. Za błędy trzeba płacić, ale czy słuszna (zgodna z Konstytucją?) jest zapłata według dowolnego życzenia klienta?

Autor: Jakub Sewerynik, Radca prawny w Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A. Vienna Insurance Group