Zemsta nieobecnych

Weekend nie przyniósł żadnych istotnych informacji makro-politycznych, które mogłyby nas oderwać od śledzenia sportowych wydarzeń w Rosji. Na rynkach wyczuwalna jest jednak lekka nerwowość, choć głównie jako skutki wymiany ciosów przez USA i Chiny na polu nowych ceł importowych. Kalendarz publikacji dziś, jak i przez resztę tygodnia, jest dość ubogi, choć sympozjum bankierów centralnych w Sintrze i szczyty OPEC mogą dostarczyć wrażeń.

Kto uważnie ogląda futbolowe Mistrzostwa Świata w Rosji, ten nie mógł przeoczyć reklamy sklepu internetowego z udziałem piłkarzy. W tej reklamie Francuz Paul Pogba jest zasypywany wiadomościami od Gianluigi’ego Buffona z Włoch, Robina van Persie z Holandii, Tima Howarda z USA i Garetha Bale’a z Walii. Przekaz reklamy jest taki, że piłkarze nieobecni na Mundialu mają za dużo wolnego czasu. Hasło to bardzo mi odpowiada w kontekście oceny ostatnich wydarzeń okołorynkowych, a za nadmiar wolnego czasu można oskarżyć prezesa EBC Draghiego, prezydenta USA Trumpa i prezydenta Chin Xi. Konsekwencje decyzji EBC opisywaliśmy w piątkowym komentarzu porannym, więc tam odsyłam po szczegóły. Piątkowa decyzja administracji Donalda Trumpa o nałożeniu ceł importowych na ponad 1000 dóbr z Chin wartych 50 mld USD stała się podstawą do odkurzenia obaw o wojny handlowe. Nie minęło pół godziny, a Chiny odpowiedziały listą produktów z USA, na które nałożą cła o podobnej sile rażenia. Rynki nie przechodzą jeszcze w pełnowymiarowy tryb paniki, gdyż gdzieś na boku tli się nadzieja, że to wszystko jest częścią pokręconej polityki negocjacyjnej Trumpa, z której nie wyniknie nic szkodliwego dla globalnego wzrostu. Mimo to kwestia wojen handlowych nie poprawia klimatu inwestycyjnego, stąd nerwowość na rynkach akcji i prawdopodobna presja na walutach ryzykownych.

W tym tygodniu nieplanowane doniesienia serwisów informacyjnych mogą być istotniejsze od publikacji makro. Idąc tokiem teorii zarysowanej w poprzednim akapicie, bardziej uważałbym na wydarzenia związane z krajami, których nie ma na mistrzostwach. Startujące w portugalskiej Sintrze sympozjum bankierów centralnych skupia moją uwagę. Konferencję dziś wieczorem (19:30) otwiera prezes EBC Mario Draghi, który jutro o 10:00 ma swój panel. Czy Draghi może więcej namieszać na EUR ponad to, co zrobił w czwartek? Powiedziałbym, że nie, ale przed czwartkową decyzją też nie liczyłem na fajerwerki. Dziś interesujące mogą być też komentarze członków Fed Williamsa i Bostica, jeśli rzuca więcej światła na tempo podwyżek stóp procentowych. Dalej w tygodniu minutki RBA (wt) i BoJ (śr) powinny przejść bez echa, ale PKB z Nowej Zelandii (czw) przy rozczarowaniu spotęguje kiełkującą niechęć inwestorów do walut surowcowych. W czwartek mamy decyzję SNB, Norges Banku i Banku Anglii, ale że tylko reprezentacji Norwegii nie ma na Mistrzostwach, to prędzej tam może faktycznie coś się zadziać. Norges Bank szykował się na podwyżkę we wrześniu i pytanie, czy nowa strategia EBC nie pokrzyżowała tych planów?

Teoria obawiania się decyzji nie-uczestników Mistrzostw Świata ma jednak skazę, jeśli będziemy próbować ją odnieść do rynku ropy naftowej. Propozycja Rosji i Arabii Saudyjskiej przed szczytem OPEC 22-23 czerwca o zwiększeniu wydobycia przyniosła prawie 5-proc spadek ceny WTI, a chińskie cła na import ropy z USA nie pomagały. Iran, Irak i Wenezuela już wyraziły sprzeciw wobec pomysłu, więc finalnie szczyt OPEC może nie przynieść wstrząsających postanowień. Ale do tego czasu na rynku ropy może nie być spokojnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści

Polacy ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści 1

Poziom piractwa spada, ale w Polsce wciąż niemal połowa oprogramowania jest używana nielegalnie. Użytkownicy prywatni z pirackich wersji programów, ale także muzyki i filmów pochodzących z nielegalnych źródeł, korzystają jeszcze częściej, nie zdając sobie sprawy z zagrożeń. Walka z piractwem przybiera różne formy, w tym zaostrzenia prawa antypirackiego. Przykłady nakładania większych restrykcji pokazują, że skala piractwa rośnie jeszcze bardziej. Rozwiązaniem może być upowszechnienie się w wielu dziedzinach subskrypcyjnych modeli płacenia za treści. Dla firm, szczególnie narażonych na ataki cyberprzestępców, wykorzystujących luki w nielegalnym oprogramowaniu, pomocne mogą się okazać systemy zarządzania oprogramowaniem.

– Skala korzystania z nielegalnego oprogramowania w przypadku prywatnych użytkowników jest większa. To rodzi większe ryzyka, włącznie z kradzieżą tożsamości, z przejęciem danych do bankowości elektronicznej i szeregiem innych ryzyk – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Bartłomiej Witucki, przedstawiciel Business Software Alliance w Polsce.

Obecnie pobieranie pirackich treści na tzw. własny użytek nie jest w Polsce przestępstwem, o ile w tym samym czasie nie udostępnia się tych lub innych pirackich treści (np. w modelu p2p). Pobieranie nielegalnego oprogramowania czy treści multimedialnych z niepewnych źródeł rodzi ryzyko zaszycia w kodzie przez cyberprzestępców złośliwego oprogramowania, przez które uzyskają oni dostęp do komputera ofiary, a co za tym idzie – do bardzo wrażliwych danych. Tymczasem skala korzystania z nielegalnego oprogramowania na świecie nieznacznie spada, ale w Polsce trend niestety jest odwrotny. Z raportu opracowanego przez The Software Alliance wynika, że w zeszłym roku odsetek nielegalnego oprogramowania na świecie spadł o 2 proc. do poziomu 37 proc. W przypadku Polski wskaźnik ten jest zauważalnie wyższy i wynosi aż 46 proc.

Według raportu opracowanego przez holenderską firmę Ecorys na zlecenie Komisji Europejskiej aż 51 proc. dorosłych i 72 proc. niepełnoletnich użytkowników internetu korzysta z nielegalnych treści. Pod lupę wzięto obywateli sześciu państw europejskich (Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Szwecji i Wielkiej Brytanii) oraz cztery rodzaje najczęściej piraconych treści: filmów, muzyki, gier i książek. W trakcie badań oszacowano, że ze względu na piractwo internetowe sprzedaż filmów spadła o ok. 5 proc., a sami respondenci przyznali, że skłonni byliby kupować filmy i muzykę legalnie, gdyby ich ceny były o 80 proc. niższe.

– Problem korzystania z nielegalnego oprogramowania najczęściej jest wynikiem poszukiwania oszczędności, czyli w wielu wypadkach postawy roszczeniowej, ujęcia dostępu do nowinek technologicznych jako konstytucyjnie gwarantowanego dostępu do dóbr kultury. To zbyt szeroka interpretacja i wydaje się, że należy prowadzić działania świadomościowe, które po pierwsze wskażą, jakie znaczenie ma własność intelektualna w dzisiejszym świecie i jakie negatywne skutki niesie za sobą brak tej ochrony – twierdzi ekspert.

Wprowadzenie ostrzejszego prawa antypirackiego nie musi rozwiązać problemu korzystania z nielegalnego oprogramowania. Opracowany przez antypiracką grupę ALPA, firmę telemetryczną Mediametrie oraz dystrybutora filmów National Film Board raport pokazuje, że po zaostrzeniu przez Francję prawa antypirackiego odsetek nielegalnie strumieniowanych treści w 2017 roku wzrósł o 15 proc., a piractwo smartfonowe aż o 50 proc.

Znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem problemu piractwa może się okazać popularyzacja przystępnych cenowo usług strumieniujących. Już dziś za kilkadziesiąt złotych możemy otrzymać nieograniczony dostęp do bogatej biblioteki filmów w Netfliksie, muzyki w Spotify, gier w PS Plus lub Xbox Live Gold czy audiobooków Storytel. W przeciwnym wypadku piractwo może mieć poważne konsekwencje na poziomie zarówno państwa, jak i zwykłego obywatela.

– Mówiąc o skutkach w skali ogólnej, z punktu widzenia państwa, mówimy o mniejszych wpływach z podatków, ale i z perspektywy Kowalskiego negatywną konsekwencją piractwa jest zmniejszenie tempa powstawania nowych miejsc pracy czy nowych miejsc pracy lepiej płatnych – twierdzi Bartłomiej Witucki.

Badania brytyjskiej firmy antypirackiej Muso wykazały przyczyny wzrostu zainteresowania nielegalnymi filmami, serialami oraz muzyką. 86 proc. respondentów korzysta z usług serwisów pokroju Netfliksa czy Amazon Video, a mimo to 51 proc. badanych wciąż świadomie sięga po pirackie treści. Powód takiego postępowania jest dość prosty – aż 83 proc. użytkowników nie może znaleźć legalnego sposobu na zakup cyfrowych dóbr. Rozwiązanie problemu braku powszechnej dostępności tych treści powinno wpłynąć na obniżenie poziomu piractwa.

Jeśli zaś chodzi o użytkowników biznesowych, to w tym segmencie gospodarki z piractwem można walczyć poprzez upowszechnianie systemów zarządzania zasobami oprogramowania.

– Software Assets Management (SAM) zyskuje coraz większą popularność dzięki korzyściom, jakie zapewnia firmom. Z jednej strony redukuje w zasadniczy sposób ryzyko bycia ofiarą cyberataku, z drugiej zaś generuje pewne oszczędności. Te dwie zalety wdrożenia takiego programu zarządzania zasobami informatycznymi trudno przecenić – przekonuje ekspert.

Według prognoz The Software Alliance wartość łączna wartość nielegalnego oprogramowania w 2017 roku wyniosła 415 mln dol.

Polska weźmie udział w komercjalizacji kosmosu. W dalszych planach jest górnictwo i turystyka kosmiczna

Polska weźmie udział w komercjalizacji kosmosu. W dalszych planach jest górnictwo i turystyka kosmiczna 2

W długoterminowych planach Polskiej Agencji Kosmicznej ujęto tzw. trend Space 4.0, czyli komercjalizację kosmosu. Do 2030 r. Polska ma mieć 3 proc. udziału w obrotach europejskiego segmentu kosmicznego, co w praktyce oznacza wyhodowanie polskich odpowiedników takich firm, jak SpaceX, z zachowaniem naszych możliwości. W dalszej perspektywie PAK nie wyklucza uczestnictwa Polski w górnictwie i turystyce kosmicznej. `

– Jeżeli określimy termin 2030 rok, to celem jest wykonanie Polskiej Strategii Kosmicznej, która definiuje 3 proc. obrotu europejskiego wykonywane przez polskie podmioty. W praktyce oznacza to załapanie się na tzw. trend Space 4.0, czyli trend komercjalizacji kosmosu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Kosmos 4.0 to kolejny etap rozwoju sektora kosmicznego. Ma on polegać na wprowadzeniu ułatwień w dostępie do technologii kosmicznych nie tylko dla podmiotów rządowych, ale także dla prywatnych firm, instytutów naukowych oraz zwykłych ludzi. Zgodnie z założeniami ery Kosmos 4.0 branża kosmiczna ma się stać ważną częścią światowych gospodarek, w tym także polskiej. Komisja Europejska chce w ramach kolejnego długoterminowego budżetu UE na lata 2021–2027 przeznaczyć 16 mld euro na sektor kosmiczny.

W ramach budżetu 9,7 mld euro ma być przeznaczone na programy Galileo i EGNOS – unijne globalne i regionalne systemy nawigacji satelitarnej,          5,8 mld euro trafi do unijnego programu obserwacji Ziemi – Copernicus, co ma znacznie ułatwić małym i średnim przedsiębiorstwom oraz startupom opracowywanie innowacyjnych aplikacji.

– Warto popatrzeć na przykłady firm typu SpaceX i zwrócić uwagę na nasze rodzime start-upy. Należy wyakcelerować je w specjalnych programach inkubacyjnych, tak żeby w przyszłości nie tylko był SpaceX w USA, ale i podobne polskie firmy, może nie tej skali, ale odpowiadające naszym warunkom – twierdzi dr hab. Grzegorz Brona.

Polskie przedsiębiorstwa i start-upy już dziś coraz mocniej zarysowują swoją obecność na rynku technologii kosmicznych. Opracowane przez naszych naukowców paliwo rakietowe, dzięki wykorzystaniu gazu rozweselającego, czyli podtlenku azotu, znacząco obniży toksyczność spalin. Na koncie Polaków jest też opracowanie paliwa wykorzystującego jako utleniacz nadtlenek wodoru w stężeniu 98 proc.

Polska myśl techniczna obecna jest ponadto w urządzeniach wykorzystywanych w europejsko-rosyjskiej misji Trace Gas Orbite, badającej możliwości występowania życia na Marsie. Zasilacz do wykorzystywanej w tym przedsięwzięciu kamery CaSSIS powstał w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Polacy zapewnili do niej również elementy zasilania. W Ożarowie Mazowieckim powstały natomiast detektory podczerwieni obecne na pokładzie lądownika misji TGO.

Z kolei w planach wynikających z Krajowego Programu Kosmicznego, który ruszy już we wrześniu, jest budowa narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi oraz stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Program zakłada również wyszkolenie wykwalifikowanych kadr. Te osiągnięcia i cele można jednak określić mianem krótkofalowych. W dalszej perspektywie plany obecności polskiej nauki w kosmosie są jeszcze bardziej ambitne.

– W perspektywie 2050 roku być może jest to górnictwo kosmiczne, być może turystyka kosmiczna, być może jeszcze inne projekty, które na dzień dzisiejszy wydają się szalone, ale w perspektywie 30 lat nabierają już swojej realności – przewiduje prezes PAK.

Prognozy Bank of America Merrill Lynch zakładają, że w ciągu najbliższych 30 lat wartość światowej branży kosmicznej może wzrosnąć do 2,7 bln dol.

Inteligentne słuchawki zmierzą tętno, temperaturę i saturację. Urządzenia monitorujące parametry życiowe przyszłością domowej medycyny

Inteligentne słuchawki zmierzą tętno, temperaturę i saturację. Urządzenia monitorujące parametry życiowe przyszłością domowej medycyny 3

Rynek medycznych urządzeń wearables, czyli inteligentnych akcesoriów do noszenia na ciele, rośnie bardzo dynamicznie. Coraz więcej urządzeń do monitorowania parametrów życiowych projektuje się w formie słuchawek. Pomiar w wewnętrznym przewodzie słuchowym należy do niezwykle precyzyjnych. Na rynek trafiają słuchawki, które oprócz słuchania muzyki, pozwalają także nieustannie kontrolować temperaturę ciała, tętno, a także natlenienie organizmu. Wyniki wyświetlane są na smartfonie. Wkrótce pojawią się także słuchawki przeznaczone dla dzieci, które firma Cosinuss zapowiedziała na targach CEBIT 2018 w Hanowerze. Urządzenia typu wearables mogą być przyszłością medycyny domowej.

– Pracujemy nad bardzo precyzyjnym urządzeniem, umieszczanym w przewodzie słuchowym, które służy do monitorowania różnych parametrów życiowych, takich jak tętno, temperatura ciała czy nasycenie tlenem. Umieszczając urządzenie wewnątrz kanału słuchowego możemy uzyskać wyższą precyzję monitorowania tętna w sposób ciągły i wygodny – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CEBIT 2018 w Hanowerze dr Johannes Kreuzer, prezes zarządu firmy Cosinuss.

Badanie parametrów życiowych poprzez urządzenia douszne jest coraz popularniejsze. Na rynku za kilkadziesiąt złotych dostępny jest czujnik tętna Grove. Zestaw zawiera klips na ucho z przewodem oraz moduł odbiornika. Wynik można wyświetlić na monitorze przez port szeregowy. Za nieco ponad 200 zł można natomiast kupić douszny czujnik saturacji, czyli nasycenia hemoglobiny tlenem. Na rynku nie brakuje również elektronicznych termometrów dousznych.

Słuchawki Cossinuss łączą funkcjonalność dostępnych na rynku urządzeń, a przy tym pozwalają sluchać ulubionej muzyki ze smartfona. Ich koszt to ok. 120 euro.

– Słuchawki można podłączyć przez Bluetooth do praktycznie każdego smartfona, ale oprócz możliwości słuchania muzyki, posiadają zintegrowane i dostosowane czujniki do monitorowania zdrowia. Można korzystać z naszej aplikacji, ale również z innych aplikacji sportowych – zapewnia Johannes Kreuzer.

Rynek medycznych urządzeń wearbles (inteligentna odzież i akcesoria do noszenia na ciele do celów medycznych) rozwija się bardzo dynamicznie. Najszybciej rosnącym segmentem według analiz marketsandMarkets, są właśnie urządzenia do monitorowania aktywności i parametrów życiowych. Wysoki wzrost w tym segmencie to efekt z jednej strony coraz większej liczby prowadzących niezdrowy styl życia i większej liczby chorób cywilizacyjnych, a z drugiej rosnąca świadomość w zakresie zdrowia i kondycji.

We wrześniu zadebiutuje wersja słuchawek Cosinuss przeznaczona dla dzieci.

– Opracowaliśmy także wersję dla dzieci, którą można zakładać do snu, by w sposób ciągły mierzyć temperaturę, na przykład gdy dziecko gorączkuje. W przypadku chorego dziecka możemy obserwować, czy gorączka spada, czy wzrasta, a także czy zastosowane leczenie jest skuteczne W przypadku przekroczenia ustalonej wartości otrzymamy powiadomienie. Jednocześnie na smartfonie możemy obserwować barwną prezentację mierzonego zakresu temperatur – informuje prezes zarządu Cossinuss.

Według analityków marketsandMarkets, rynek medycznych urządzeń wearables do 2022 roku osiągnie wartość 14,5 mld dolarów, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 18,5 proc.

Alternatywne spółki inwestycyjne nowością na polskim rynku kapitałowym. Stawiają na start-upy i mogą szybko pomnożyć swoją wartość

Alternatywne spółki inwestycyjne nowością na polskim rynku kapitałowym. Stawiają na start-upy i mogą szybko pomnożyć swoją wartość 4

Nowością na polskim rynku jest format inwestycyjnych spółek alternatywnych, czyli funduszy typu private equity/venture capital, ale o mniejszym zakresie działania i pozyskującym środki na inwestycje z emisji własnych akcji. Taki model działania umożliwia inwestycje o drobniejszym zakresie, ale podlega kontroli KNF, co podnosi bezpieczeństwo inwestycji. Jeden z takich funduszów właśnie planuje pozyskanie z emisji publicznej 2 mln zł.

– Naszym zamiarem jest inwestowanie w spółki z sektora nowych technologii, generalnie z szeroko rozumianej branży farmaceutycznej i edukacyjnej. Mamy zamiar inwestować w spółki z dużym potencjałem wzrostu, z dużą dynamiką tak, żeby w skali 3–5 lat ten wzrost był bardzo wyraźny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Piasecki, prezes zarządu Polskich Inwestycji Technologicznych Alternatywnej Spółki Inwestycyjnej. – W ciągu kilku miesięcy działalności rentowność naszego portfela osiągnęła 343 proc.

Zysk netto spółki od momentu rozpoczęcia działalności w listopadzie 2017 roku wyniósł 7,4 mln zł. PIT ASI zapowiada też wypłacanie dywidendy. 18 czerwca rozpoczną się zapisy na akcje spółki w ramach emisji skierowanej do inwestorów indywidualnych. Potrwają do 28 czerwca. Przydział akcji, które następnie zostaną wprowadzone do obrotu na alternatywnym rynku NewConnect, nastąpi do 3 lipca. Ich cena emisyjna to 1 zł.

Docelowo fundusz zamierza inwestować w nie więcej niż 5–6 wyselekcjonowanych projektów rocznie. Pierwotnie zamierzał w pierwszym roku osiągnąć wartość portfela na poziomie 5–10 mln zł, w kolejnych dwóch latach 10–50 mln zł, a ostatecznie 50–100 mln zł. Założenia te zostały jednak zrewidowane w górę, odpowiednio do przedziałów 15–30 mln zł, 30–80 mln zł i powyżej 100 mln zł.

– Planowaliśmy się rozwijać na poziomie wyceny portfelowej 10 mln, 50 mln i 100 mln zł w najbliższych latach, ale już teraz jesteśmy szybsi i mamy wyższe wyceny – informuje Łukasz Piasecki. – Zamierzamy się rozwijać z taką jak obecnie dynamiką. Planujemy teraz pozyskać 2 mln zł oraz do 4 mln zł z oferty prywatnej. W tym roku to powinno być wszystko. W kolejnych latach będziemy przeprowadzali emisje w zależności od tempa rozwoju.

Polskie Inwestycje Technologiczne są alternatywną spółką inwestycyjną, czyli nową na polskim rynku formą funkcjonowania funduszu inwestycyjnego w ramach spółki kapitałowej. Ten model funkcjonowania umożliwia inwestycje o drobniejszym zakresie, ale podlega kontroli KNF, co podnosi bezpieczeństwo inwestycji.

– Działamy w formie alternatywnej spółki inwestycyjnej, co oznacza, że pozyskujemy finansowanie wyłącznie z emisji naszych akcji – zaznacza prezes PIT ASI. – Emisje te możemy przeprowadzać albo w ramach oferty publicznej, albo kierować je do klientów profesjonalnych – teraz przeprowadzamy ofertę publiczną, będziemy pozyskiwali z tego środki, które będziemy inwestowali w kolejne wyszukane przez nas spółki. Mamy na razie krótką listę obejmującą trzy takie podmioty.

Aktualnie fundusz ma w portfelu dwie spółki technologiczne. Pierwsza z nich to Advanced Cinema Robotic Systems. Jest to spółka produkująca tzw. gimbale, czyli stabilizatory do kamer, uniezależniające działanie kamery od ruchów operatora i zapewniające ostry obraz. Do PIT ASI należy 14,56 proc. udziałów w kapitale ACR Systems.

Drugą spółką jest F1 Pharma – firma farmaceutyczna zajmująca się działalnością badawczo-rozwojową leków oraz usługami związanymi z tą dziedziną. Tu fundusz ma 23,75 proc. udziałów. Nie wyklucza zwiększenia stanu posiadania w obu podmiotach, szuka też kolejnych okazji inwestycyjnych.

– Mamy zespół współpracowników, którzy na bieżąco poszukują ciekawych ofert inwestycyjnych. Polski rynek spółek technologicznych nowych jest bardzo szeroki, więc na podaż nie narzekamy. Natomiast żeby wśród tych spółek wynaleźć rodzynki, które będą miały odpowiednią stopę wzrostu i będą warte zainwestowania, to już wymaga szczegółowych analiz – zastrzega Łukasz Piasecki. – Mamy już dwie spółki tego typu w portfelu, trzy spółki mamy na bardzo krótkiej liście i w najbliższym czasie będziemy niewątpliwie o tym informowali, bo chcemy być transparentną spółką.

Polacy muszą gromadzić dokumenty o osiąganych zarobkach na bieżąco. To pozwoli im otrzymać wyższą emeryturę

Polacy muszą gromadzić dokumenty o osiąganych zarobkach na bieżąco. To pozwoli im otrzymać wyższą emeryturę 5

Miliony Polaków mają problem z udokumentowaniem wysokości zarobków sprzed wielu lat. Jeśli jednak nie uda im się zebrać kompletu dokumentów, mogą liczyć, że ZUS przy ustalaniu wysokości emerytury zamiast okresów zerowych przyjmie wynagrodzenie minimalne. Eksperci podkreślają jednak, by z gromadzeniem dokumentów nie czekać na ostatnią chwilę.

 Jednym z problemów osób ubiegających się o przyznanie emerytury, renty bądź o ustalenie kapitału początkowego jest udokumentowanie okresów pracy przed 1999 rokiem, a zwłaszcza wynagrodzenia uzyskiwanego w tym okresie. Do wniosku o świadczenia emerytalno-rentowe trzeba dołączyć zaświadczenia pracodawców, świadectwa pracy, legitymację ubezpieczeniową bądź inne dokumenty, z których będą wynikały osiągane zarobki – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych Centrali ZUS.

Do wyliczenia emerytury potrzebne są więc nie tylko świadectwa pracy, które potwierdzą okresy składkowe, lecz także dokumenty o zarobkach. Te dokumenty są również niezbędne do wyliczenia kapitału początkowego dla osób pracujących przed 1999 rokiem.

 Kapitał początkowy dotyczy okresów przed 1999 r. i podlegał wielokrotnie waloryzacji. W przypadku większości osób, które obecnie nabywają uprawnienia emerytalne, kapitał ma decydujący wpływ na wysokość emerytury. Składki, które odprowadzaliśmy kilka lat temu, w znacznie mniejszym stopniu ważą na wysokości naszego świadczenia – podkreśla Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

Jeśli firma, w której pracowała dana osoba, została zlikwidowana czy przekształcona, nie musi to oznaczać, że uzyskanie dokumentów jest niemożliwe. Gdy firma została przekształcona, najlepiej udać się do miejsca, w którym ona działała. Być może jest tam podmiot, w który nasza firma się przekształciła, lub są osoby, które wskażą nam, gdzie szukać dokumentów.

Na stronie www.zus.pl jest wyszukiwarka, która podpowiada, gdzie szukać dokumentacji osobowej i płacowej pracowników zlikwidowanych lub przekształconych zakładów pracy. NIK podaje, że ZUS dysponuje informacjami o 23 tys. firm zlikwidowanych lub przekształconych. Zdaniem ekspertów ich liczba może sięgać kilku milionów.

– Na przestrzeni wielu lat zakłady pracy ulegały likwidacji, przekształceniom, w związku z tym były niszczone bądź gubiły się różne dokumenty świadczące o okresie wykonywanej pracy bądź o uzyskiwanych zarobkach. Dokumenty te powinny trafić do archiwum bądź do innego przechowawcy. ale nie zawsze tak było. Dlatego osoby zainteresowane mają kłopoty z uzyskaniem tych dokumentów i jednocześnie z ustaleniem uprawnień do świadczeń i ich wysokości –zaznacza Wiesława Lempska.

Zgodnie z przepisami ZUS przy wyliczaniu kapitału początkowego uwzględnia dokumentację płacową zlikwidowanych zakładów pracy, jednak tylko wtedy, gdy podmioty uprawnione do jej przechowywania poświadczyły, że jest zgodna z oryginałem. Często, gdy zakład pracy był likwidowany, dokumentacja płacowa ginęła. Tracili na tym emeryci, bo nie mogli przedstawić w ZUS dokumentów o wysokości wynagrodzenia.

 Dla takich osób przepisy przewidują korzystne rozwiązanie. Od 1 stycznia 2009 roku w miejsce tzw. okresów zerowych (gdy nie możemy udokumentować osiąganego wynagrodzenia), można przyjąć wynagrodzenie minimalne. Wówczas wysokość świadczenia jest trochę wyższa. Nie jest wprawdzie taka, jak ustalona na podstawie naszych prawdziwych zarobków, ale nie są to okresy zerowe – przypomina Wiesława Lempska.

 Teoretycznie RMUA, a obecnie zaświadczenie o zatrudnieniu i wynagrodzeniu, nie jest nam do niczego potrzebne, bo mamy indywidualne konta emerytalne. Jednak z ostrożności radzę wszystkim klientom ZUS-u zbierać te dokumenty. Są one dziś gromadzone są w formie elektronicznej, ale nie wiemy, czy dojdzie do awarii i czy będzie problem z systemem – mówi Renata Robaszewska, radca prawny, wspólnik w kancelarii Robaszewska i Płoszka Radcowie Prawni.

Zwolnienia lekarskie coraz większym problemem dla budżetu państwa. Konieczne zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia

Zwolnienia lekarskie coraz większym problemem dla budżetu państwa. Konieczne zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia 6

Dane ZUS pokazują, że ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby dni, które Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich. Było ich 229 mln – czyli o 9 mln więcej niż rok wcześniej. Koszty z tym związane, ponoszone zarówno przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, jak i samych pracodawców, są liczone w miliardach złotych. Dlatego nakłady na system ochrony zdrowia powinny być traktowane nie jako wydatek, lecz jako długoterminowa inwestycja w PKB. Jeśli nie zaczniemy mądrze wydawać na zdrowie, to zbankrutujemy – mówi dr Mariusz Gujski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

– Choroby mają gigantyczny wpływ na rozwój gospodarki. Chore społeczeństwo nie ma się szans rozwijać gospodarczo, nie generuje wzrostu PKB. Generuje za to wydatki na leczenie, dlatego głównym celem działań we współczesnym świecie jest to, żebyśmy nie stawali się pacjentami, żebyśmy starzeli się zdrowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. n. med. Mariusz Gujski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

Wydatki na system ochrony zdrowia to długoterminowa inwestycja, bez której niemożliwy jest rozwój polskiej gospodarki – to główny wniosek z raportu „Zdrowie priorytetem politycznym państwa – analiza i rekomendacje” opracowanego przez Instytut Ochrony Zdrowia. Autorzy podkreślają, że do 2035 roku populacja Polski skurczy się o 5,5 proc., a w tym samym czasie popyt na świadczenia zdrowotne wzrośnie o 12 proc. Dlatego aby gospodarka mogła się rozwijać, niezbędny jest wzrost efektywności całego systemu opieki zdrowotnej.

– Każdy pracodawca wie, jak dużym problemem jest absencja pracowników. Jeśli ktoś idzie na zwolnienie lekarskie, to nie może świadczyć pracy. Pracodawca nie produkuje i nie świadczy usług, a po stronie państwa generuje to koszty i wydatki. Ale absenteizm, czyli klasyczne zwolnienie lekarskie, to jedno, a prezenteizm to drugi istotny problem. Ludzie źle się czują, są skupieni wokół swoich problemów zdrowotnych, bo boli ich głowa czy wątroba, cierpią na depresję. Stawiają się w pracy, ale ich myśli nie są skupione wokół pracy – mówi dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Koszty chorób i związanej z nimi absencji pracowników już teraz są dużym obciążeniem dla gospodarki. Przykładowo, całkowite koszty niewydolności serca, na którą w Polsce cierpi 600–700 tys. pacjentów, wyniosły w 2015 roku 3,9 mld zł („Ocena kosztów niewydolności serca w Polsce z perspektywy gospodarki państwa” Instytut Innowacyjna Gospodarka). W tym przypadku koszty pośrednie – takie jak renty i zasiłki, utracona produktywność, brak wpływów z podatków – są aż pięciokrotnie wyższe niż koszty bezpośrednie związane z leczeniem.

W krajach rozwiniętych zaburzenia psychiczne odpowiadają za 30–40 proc. chronicznych zwolnień lekarskich. W Polsce w 2017 roku stanowiły blisko jedną piątą wszystkich świadczeń z tytułu niezdolności do pracy. Według Najwyższej Izby Kontroli utracona produktywność jest także największym kosztem w leczeniu cukrzycy typu 2, na którą cierpi w Polsce ponad 1,6 mln pacjentów („NIK o profilaktyce i leczeniu cukrzycy typu 2”). Wydatki ZUS na świadczenia związane z niezdolnością do pracy spowodowaną cukrzycą typu 2 wyniosły w 2016 roku blisko 120 mln zł. Łączne koszty leczenia sfinansowane przez NFZ wyniosły w tym czasie 1,7 mld zł. W przypadku przewlekłego wyprysku rąk średnia absencja w pracy wynosi 47 dni w roku. Do konsekwencji tej choroby należy spadek produktywności, częste przebywanie na zwolnieniu lekarskim – to z kolei dane z raportu „Choroba jak na dłoni”, przygotowanego przez Instytut Arcana na zlecenie GSK.

– W Europie i na świecie działania zmierzają w kierunku skrupulatnego liczenia kosztów i efektów zdrowotnych. W Polsce ta tendencja się zaczęła i jest dla nas nieuchronna. Jeśli nie zaczniemy mądrze wydawać na zdrowie, to zbankrutujemy. Jak pogodzić kwestie ekonomiczne i merytoryczne? Doskonale wiemy, że są opłacalne technologie medyczne i takie, które są kosztowo nieefektywne. Zawsze musimy zmierzyć efektywność danej technologii medycznej – na ile ona jest skuteczna, jaki jest jej koszt, zestawić jedno z drugim. Okazuje się, że czasami warto zapłacić dwa razy więcej za trzykrotnie lepszy efekt –podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Ekspert Instytutu Ochrony Zdrowia podkreśla, że część pracodawców na własną rękę inwestuje już w zdrowie swoich pracowników, finansując np. karnety sportowe czy abonamenty na opiekę zdrowotną dla zatrudnionych w firmie i ich rodzin. Zapewnienie pracownikom dostępu do profilaktyki i opieki medycznej pozwala zmniejszyć skalę absencji chorobowych i związanych z nimi kosztów, które ponosi przedsiębiorstwo. Z ubiegłorocznego raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia”, opublikowanego przez Medicover, wynika, że w firmach, w których pracownicy byli objęci opieką medyczną, oszczędności na kosztach choroby wyniosły średnio 623 zł rocznie w przeliczeniu na pojedynczego pracownika.

– Gdybyśmy zmienili nasz styl życia, gdybyśmy nauczyli się zdrowo żyć, rozwiązalibyśmy około 80 proc. problemów zdrowotnych. Nie wyobrażam sobie przyszłości, czyli okresu za 30–50 lat, bez zmiany naszego stylu życia. Jeżeli nie zaczniemy się ruszać, mądrze jeść, unikać cukru, jeść więcej warzyw, to jako społeczeństwo i całe państwo zbankrutujemy, bo nie będzie nas stać na leczenie – podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Rola kapitału ludzkiego jako podstawy rozwoju społeczno-ekonomicznego państwa to główny motyw VI edycji kongresu Szczyt Zdrowie, który odbędzie się 20 czerwca pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia. Szczyt Zdrowia jest organizowany przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego – PZH. Podczas kongresu eksperci będą dyskutować m.in. o kierunku innowacji w służbie ochrony zdrowia i współpracy sektora publicznego z prywatnym po to, aby wypracować strategię skutecznego leczenia polskich pacjentów i zabezpieczyć rozwój gospodarczy Polski.

Co roku 50 tys. dzieci trafia do szpitala z powodu infekcji rotawirusem. Jedyną formą zapobiegania zarażeniu są wciąż nieobowiązkowe szczepienia

Co roku 50 tys. dzieci trafia do szpitala z powodu infekcji rotawirusem. Jedyną formą zapobiegania zarażeniu są wciąż nieobowiązkowe szczepienia 7

Rotawirusy odznaczają się wyjątkową zaraźliwością i odpornością na środki dezynfekujące. Dziecko może się zarazić nawet poprzez kontakt z zanieczyszczoną zabawką w przedszkolu. Rocznie infekcja objawiająca się ciężką biegunką dotyka 170 tys. polskich maluchów, z czego 50 tys. wymaga hospitalizacji. Jedyną skuteczną formą ochrony przed ciężkim przebiegiem choroby jest szczepionka, wciąż pozostająca poza obowiązkowym kalendarzem szczepień ochronnych. Zdaniem ekspertów wprowadzenie populacyjnego, bezpłatnego szczepienia mogłoby zmniejszyć liczbę hospitalizacji nawet o 90 proc.

Rotawirusy to grupa wirusów będących jedną z głównych przyczyn infekcji układu pokarmowego u dzieci i niemowląt. Zarazić się może każdy, jednak 90 proc. przypadków dotyczy dzieci do 4. roku życia. Szczególnie mocno narażone są maluchy między 6. a 24. miesiącem życia. Rotawirusy przenoszone są najczęściej drogą pokarmową i kropelkową, zarazić się można również przez kontakt z zanieczyszczonymi przedmiotami, np. zabawkami. Wirusy te są wyjątkowo zaraźliwe i odporne na środki dezynfekujące, mogą również długo przeżyć poza organizmem człowieka, na dłoniach do czterech godzin, na zabawkach nawet do dziesięciu dni.

– To choroba brudnych rąk. Dziecko ma styczność z wirusem przez kał czy inne wydzieliny, bierze brudną rękę do ust i w ten sposób błyskawicznie się zaraża. Nawet na oddziałach pediatrycznych lekarze boją się mieć dzieci chore na rotawirusy, bo to jest niesłychanie zaraźliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Mirosław Wysocki, konsultant krajowy ds. zdrowia publicznego, przedstawiciel Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Rotawirusy są znaczącym zagrożeniem epidemiologicznym, na świecie co roku powodują bowiem śmierć ok. 200 tys. dzieci do 5. roku życia. Dotyczy to głównie krajów ubogich z niewielkim poziomem wyszczepialności. W Polsce zachorowalność jest bardzo wysoka, rocznie infekcję diagnozuje się u ponad 170 tys. maluchów. Objawami choroby, które mogą wystąpić nawet po trzech dniach od zakażenia, są gwałtowne wymioty i ostra biegunka, wysoka gorączka oraz bóle brzucha. Organizm osób dorosłych jest w stanie samodzielnie zwalczyć wirusa, u małych dzieci układ odpornościowy nie jest jeszcze wykształcony, przebieg choroby może być więc bardzo gwałtowny.

– To, co jest rejestrowane, czyli te 170 tys. rocznie, to są ciężkie przypadki, gdzie lekarz rozpoznaje zakażenie gastroenteritis rotawirusowe. Z tego 50 tys. musi zostać szpitalu, bo są w na tyle ciężkim stanie. Jest kilkanaście czy kilkadziesiąt epizodów, które się źle kończą, ale na ogół po nawodnieniu i podaniu leków hamujących biegunkę wszystko przechodzi – mówi prof. Mirosław Wysocki.

Jedyną skuteczną formą zapobiegania ciężkiej infekcji rotawirusem jest szczepionka podawana w ciągu pierwszych miesięcy życia dziecka i niedająca negatywnych skutków ubocznych. Szczepienie to mimo rekomendacji ze strony środowisk lekarskich w Polsce wciąż nie jest obowiązkowe. Działa wyłącznie jako szczepienie zalecane przez Ministerstwo Zdrowia. Tymczasem zdaniem ekspertów dzięki populacyjnemu szczepieniu liczba hospitalizacji mogłaby spaść do kilku tysięcy rocznie. Przykładem jest Finlandia, w której od momentu wprowadzenia szczepionki niemal całkowicie wyeliminowano ciężkie, wymagające hospitalizacji przypadki zachorowań u dzieci poniżej 5. roku życia.

 Szczepienia przeciwrotawirusowe w tych krajach, w których zostały wprowadzone, doprowadziły do znacznego spadku zachorowalności, sięgającego 80–90 proc., ale też liczby hospitalizacji. Szczepienie nie chroni przed samym zachorowaniem, ale przed ciężkim jego przebiegiem, ciężkim odwodnieniem, wymagającym hospitalizacji w celu nawadniania – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Albrecht, konsultant wojewódzki w dziedzinie gastroenterologii dziecięcej, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Konieczność hospitalizacji powoduje stres u małych pacjentów, niesie za sobą również konsekwencje społeczne i finansowe. Doba pobytu dziecka w szpitalu kosztuje budżet państwa nawet 500 zł, co w skali roku daje 50–130 mln kosztów z budżetu państwa. Jednocześnie roczne wydatki na obowiązkowe szczepienia wyniosłyby ok. 80 mln zł., przy 95-proc. poziomie wyszczepialności. Z punktu widzenia gospodarki istotne są również koszty związane z nieobecnością rodziców lub opiekunów w pracy. Nie bez znaczenia jest ponadto fakt, że mały pacjent stanowi zagrożenie dla innych hospitalizowanych dzieci.

 W ramach szpitala jest to bomba zegarowa. Mamy bardzo dużo takich przyjęć i w związku z tym w polskich warunkach dzieci są przyjmowane do wszystkich możliwych oddziałów, również do tych, w których tacy pacjenci nie powinni się znaleźć. Są pewnym zagrożeniem dla już leżących chorych dzieci i to czasem bardzo dużym – mówi prof. Piotr Albrecht.

W Polsce zarejestrowane zostały dwie doustne szczepionki przeciwko rotawirusom, zalecane dzieciom od 6. tygodnia życia. Środowiska lekarskie rekomendują ich wprowadzenie jako obowiązkowe do Programu Szczepień Ochronnych. Jest to jeden z priorytetów wskazanych przez Radę Sanitarno-Epidemiologiczną od 2019 roku. Pediatryczny Zespół Ekspertów ds. Programu Szczepień Ochronnych, działający przy Ministerstwie Zdrowia, również postuluje wprowadzenie obowiązkowych szczepień przeciwko rotawirusom.

– Czy jest szansa? Trudno powiedzieć. Pediatryczna Grupa Ekspertów o wprowadzeniu szczepień powszechnych przeciwko pneumokokom przekonywała Ministerstwo Zdrowia blisko 10 lat. Po raz pierwszy powszechne szczepienia przeciw pneumokokom zostały wprowadzone w zeszłym roku. Mam nadzieję, że nasze starania w tym roku sprawią, że zostaną wprowadzone kolejne szczepienia – mówi prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii, ordynator Klinicznego Oddziału Pediatrycznego Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Panorama Firm pomoże znaleźć strefę kibica na Mundial 2018

Już 19 czerwca Reprezentacja Polski rozpocznie rywalizację w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej meczem z Senegalem. Dla polskich kibiców będzie to doskonała okazja do spotkań i wspólnego wspierania biało-czerwonych. Z myślą o sympatykach futbolu lokalna wyszukiwarka Panorama Firm udostępniła wykaz miejsc, w których będzie można grupowo oglądać transmisje z meczów. Co istotne, właściciele lub zarządcy tych miejsc podpisali umowę licencyjną z nadawcą transmisji, więc we wskazanych lokalizacjach obejrzymy mecze nie tylko w dobrym towarzystwie, ale i legalnie.

Jak to działa? Po wejściu na wyszukiwarkę Panoramy Firm należy wpisać frazę „strefy kibica” i określić lokalizację. Wówczas wyświetla się lista miejsc – łącznie jest ich obecnie blisko 200 w Polsce, ale stale dodawane są nowe. Każdą strefę kibica można zlokalizować na mapie oraz zaplanować do niej dojazd z dowolnej lokalizacji.

Cieszymy się, że możemy pomóc kibicom w oglądaniu meczów drużyny narodowej w niepowtarzalnej atmosferze strefy kibica. Zdecydowana większość z nich ogląda spotkania w kraju, najchętniej w miejscach dysponujących różnymi udogodnieniami np. duże ekrany, zadaszenie, duża liczba miejsc siedzących. Tegoroczne mistrzostwa są rozgrywane w Rosji, więc mecze będą transmitowane w dogodnym czasie i zapewne zbiorą dużą publikę w strefach kibica. Panorama Firm ułatwi im znalezienie takich miejsc w pobliżu i dotarcie do nich najkrótszą drogą. Jesteśmy wyszukiwarką lokalną i wspieramy każdą inicjatywę istotną dla lokalnej społeczności. Ja sam także wybieram się do najbliższej strefy kibica, aby dopingować zespół Nawałki. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl w Eniro Polska.

Mistrzostwa Świata potrwają do 15 lipca. To pierwsze mistrzostwa rozgrywane na terenie Europy Wschodniej i bierze w nich udział 32 zespołów, w tym Polska. Polacy, grający w grupie H, rozpoczną rywalizację meczem z Senegalem (19 czerwca), a potem zagrają z Kolumbią (24 czerwca) i Japonią (28 czerwca). W tych dniach będą organizowane strefy kibica w miejscach prezentowanych w Panoramie Firm.

PanoramaFirm.pl jest jedyną wyszukiwarką lokalną w Polsce, która udostępniła funkcjonalność wyszukiwania stref kibica. Jest ona dostępna bezpłatnie zarówno dla użytkowników wersji mobilnej, jak i desktopowej. Panorama Firm co miesiąc notuje ponad 5 milionów wizyt, w trakcie których użytkownicy poszukują usług, produktów, firm, i ich lokalizacji.

Sprzedaż udziałów w Skarbiec Holding przez Murapol S.A.

W dniu 15 czerwca 2018 roku Murapol S.A. sprzedał na rzecz spółki Aoram Sp. z o.o. pakiet 2.251.152 akcji spółki Skarbiec Holding S.A. o wartości nominalnej 0,80 zł każda i łącznej wartości nominalnej 1,8 mln zł. Cena za jedną akcję wynosi 28,23 zł, a łącznie transakcja opiewa na kwotę 63,55 mln zł. Sprzedany pakiet akcji stanowi 32,99 proc. kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów na WZA Skarbiec Holding.

Sprzedaż Akcji na rzecz Aoram została poprzedzona sprzedażą 100% udziałów w tej spółce przez Murapol S.A. na rzecz osób trzecich.

– Murapol powinien pozostać w klasycznym segmencie deweloperskim. Dysponując pełnym zapleczem zasobów i kompetencji możemy budować mieszkania w powtarzalny sposób, jednocześnie stale obserwując rynek i odpowiadając na potrzeby lokalowe każdej miejscowości, w której realizujemy projekty. To są nasze priorytety i tylko na nich powinniśmy się koncentrować. Poprzez sprzedaż zasobów spoza „core businness”, uwalniamy spore środki finansowe, które posłużą pozytywnemu wzmocnieniu i uatrakcyjnieniu naszej podstawowej działalności. – mówi Nikodem Iskra, Prezes zarządu Murapol S.A.

Sprzedaż akcji Skarbiec Holding S.A. jest podyktowana procesem przygotowań spółki do debiutu giełdowego i porządkowania struktury organizacyjnej i podmiotowej GK Murapol S.A. Spółka dostrzega ponadto, że przesunięcie zasobów i skupienie się wyłącznie na działalności deweloperskiej daje największe efekty w budowaniu wartości firmy dla obecnych, jak i przyszłych akcjonariuszy na rynku publicznym. Rynek mieszkaniowy w Polsce rozwija się doskonale, ceny mieszkań mają nadal potencjał do wzrostu, stopy procentowe utrzymują się na niskim poziomie, co w połączeniu ze wzrostem wynagrodzeń Polaków, zwiększa ich zainteresowanie zakupami mieszkań, zarówno na własne potrzeby, jak i w celach inwestycyjnych. Murapol chce ten czas maksymalnie wykorzystać do realizacji projektów przynoszących powtarzalne marże w oparciu o wypracowany przez kilkanaście lat działalności unikatowy know-how i atrakcyjny aktywny bank ziemi.

– Obecne kierunki rozwoju naszej spółki opierają się na koncentracji wokół podstawowego biznesu deweloperskiego. Tego oczekiwać będą od nas przyszli inwestorzy giełdowi i to na rynku kapitałowym oczywiste. Pomimo bardzo wysoko ocenianego przez nas potencjału i dokonanych w ostatnim roku zmian w spółce, uznaliśmy, że Skarbiec Holding nie tworzy synergii z działalnością Murapol S.A., a w drodze do IPO może być nawet motywem do dyskonta. Z drugiej strony sam Murapol nie był dla Skarbca typowym inwestorem branżowym. Mamy zatem nadzieję, że nasze drogi biznesowe i tak kiedyś się zejdą, lecz na zupełnie neutralnej płaszczyźnie, a także, że wiedza jaką przekazaliśmy w zakresie potrzeb finansowania firm deweloperskich, pozostanie z korzyścią dla jego polityki produktowej powiedziała Iwona Sroka, członek zarządu Murapol S.A. i rady nadzorczej Skarbiec TFI S.A.

W okresie ostatniego roku Skarbiec TFI (którego jedynym akcjonariuszem jest Skarbiec Holding) znacząco zmienił swoje oblicze – nastąpiły pozytywne zmiany w zakresie wzrostu aktywów pod zarządzanie, wprowadzono profesjonalny i rozpoznawalny na rynku finansowym management, rozbudowano zespół sprzedażowy, zakomunikowano nową strategię odpowiadająca na wyzwania MIFID II oraz zdobyto uznanie rynku, w tym za innowacyjność oraz rentowność zarządzanych funduszy. W 2017 roku Skarbiec TFI zostało wybrane drugim najlepszym TFI w Polsce według gazety Rzeczpospolita, a w roku 2018 nagrodzone jako najlepsze TFI 2017 (Parkiet – Byki i Niedźwiedzie) oraz wyróżnione nagrodą Złote Portfele dla dwóch funduszy zarządzanych przez Skarbiec TFI. Skarbiec Holding uhonorowany został natomiast tytułem Rekina Biznesu 2017 w kategorii „Spółka Dywidendowa” podczas dorocznej gali organizowanej przez inwestorzy.tv. Skarbiec TFI powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

Kurs euro do dolara powinien utrzymywać się w okolicy bieżącego poziomu lub nieco poniżej przez większość 2018 r.

Ostatnie dni obfitowały w same istotne dla rynku walutowego wydarzenia. Spotkania Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego dostarczyły istotnych informacji dotyczących dalszych działań kluczowych banków centralnych świata.

W środę FOMC zdecydował o podniesieniu stóp procentowych o kolejne 25 punktów bazowych. Jednocześnie sugerując, że bank jest gotowy na jeszcze dwie podwyżki w bieżącym roku, co sugeruje szybsze tempo zacieśniania polityki pieniężnej, niż rynki wyceniały jeszcze przed spotkaniem.

„Dot plot” FOMC, ilustrujący indywidualne oczekiwania decydentów banku centralnego względem kształtowania się poziomu stóp procentowych w przyszłości, pokazał wzrost oczekiwań w krótkim okresie. Mediana oczekiwanego poziomu w bieżącym roku wzrosła do poziomu 2,375%, co sugeruje, że do końca roku czekają nas jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych. Bank prawdopodobnie zdecyduje się na nie we wrześniu i w grudniu, czyli przy okazji publikacji nowych prognoz ekonomicznych.

Przewodniczący FOMC, Jerome Powell wypowiadał się pewnie oraz w optymistycznym tonie odnosił się do stanu amerykańskiej gospodarki. W trakcie konferencji prasowej stwierdził, że Stany Zjednoczone są w „świetnej formie”. FED nieco podniósł prognozę wzrostu gospodarczego, przewiduje również nieco wyższą inflację – co powinno sprawić, że stopy przez pewien czas będą nieco wyższe od szacowanego poziomu w długim okresie. Prognoza stóp procentowych w długim okresie sugeruje, że wyniosą ok. 2,9%, z kolei mediana szacowanego poziomu na koniec 2020 r. podskoczyła do 3,4%.

Wydźwięk samego spotkania był dość optymistyczny. Pozwala nam to wzmocnić pogląd dotyczący tego, że w bieżącym roku w USA nadejdą cztery podwyżki stóp procentowych. Do tej opinii przychyla się również rynek, który ocenia, że wystąpienie czterech ruchów w 2018 r. jest bardziej prawdopodobne niż to, że dojdzie do trzech takich operacji.

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych ze strony FED (marzec 2018-czerwiec 2018)

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych ze strony FEDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/06/18

W czwartek po południu kurs euro doświadczył silnej wyprzedaży. Zmiany na parze EUR/USD przełożyły się również na słabość polskiej waluty, która traciła w relacji do głównych walut. PLN i EUR największej wyprzedaży doznały w parze z USD. Gwałtowne zmiany na rynku miały miejsce po tym, jak Europejski Bank Centralny zdecydował się zaskoczyć inwestorów podając bardzo konkretne informacje dotyczące swoich przyszłych działań.

Kurs USD/PLN oraz USD/EUR (15/06/2018)

Kurs USD-PLN oraz USD-EURŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 15/06/18

Tak jak oczekiwano przed spotkaniem, bank centralny poinformował, że wygaszanie programu luzowania ilościowego potrwa nieco dłużej niż sugerował wcześniejszy termin jego zakończenia (program miał trwać do września br.). Od września Bank będzie skupował aktywa o wartości 15 mld EUR (o połowę mniej niż obecnie), a w grudniu program się zakończy.

Mimo konkretnego komunikatu o planowanym zakończeniu programu QE, wspólna europejska waluta dość mocno się osłabiła. Bank centralny ogłosił bowiem, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się podwyżek stóp procentowych w strefie euro. EBC stwierdził jednoznacznie, że strefa euro „wciąż potrzebuje znaczącej stymulacji”, a same stopy zostaną utrzymana na dotychczasowym poziomie „co najmniej w trakcie lata 2019 roku”, sugerując, że do podwyżek stóp dojdzie najwcześniej w drugiej połowie przyszłego roku.

Konferencja prasowa EBC miała zdecydowanie gołębi wydźwięk. Mario Draghi podkreślił, że mamy do czynienia z rosnącą niepewnością wywołaną przez informacje z zagranicy, stwierdził również, że niedawne osłabienie gospodarcze może się utrzymać w części krajów strefy euro również w drugim kwartale. EBC obniżył dość istotnie prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w 2018 r. Obecnie bank oczekuje, że gospodarki strefy euro urosną w bieżącym roku o 2,1%, przy poprzedniej prognozie zakładającej wzrost na poziomie 2,4% rocznie. EBC podniósł jednocześnie prognozy inflacji, spodziewając się, że dynamika cen na przestrzeni trzech kolejnych lat (2018-20) wyniesie 1,7% rocznie. Uprzednio Bank zakładał, że dynamika cen w tym i kolejnym roku będzie wynosiła 1,4%, a poziom 1,7% osiągnie dopiero w 2020 r.

Sądzimy, że spotkanie Europejskiego Banku Centralnego uwypukliło przesadny nacisk, jaki rynki kładły na zaskakująco wysoką dynamikę wzrostu gospodarczego w strefie euro. Nieraz wskazywaliśmy, że najważniejszym czynnikiem kierującym polityką monetarną EBC jest poziom i perspektywy wzrostu inflacji bazowej. Bazowy wskaźnik dynamiki cen utrzymuje się znacznie poniżej poziomu określonego przez cel inflacyjny, skąd wynika, że EBC nie musi spieszyć się nawet z samym rozważaniem podwyżek stóp procentowych. Uważamy, że podwyżek należy się spodziewać najwcześniej dopiero w drugiej połowie 2019 roku, w związku z czym w naszej opinii kurs EUR/USD powinien utrzymywać się w okolicy bieżącego poziomu lub nieco poniżej przez większość 2018 r.

Autorzy – analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Jak zabezpieczyć majątek wspólny na wypadek upadłości konsumenckiej małżonka?

Polskie przepisy przewidują możliwość złożenia wniosku o upadłość konsumencką przez oboje małżonków lub przez każdego z nich osobna. Ogłoszenie upadłości choćby jednego z małżonków powoduje powstanie rozdzielności majątkowej, a majątek wspólny wchodzi w skład masy upadłości. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej ma zatem istotny wpływ na majątek wspólny małżonków. Czy ich dorobek można zabezpieczyć przed utratą?

Planując złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, małżonkowie powinni bardzo skrupulatnie i rozsądnie przeanalizować konsekwencje związane z podjęciem takiej decyzji. Wydanie przez sąd postanowienia o ogłoszeniu upadłości sprawia przede wszystkim, że majątek wspólny staje się masą upadłości, która przeznaczana jest na zaspokojenie wierzycieli pod nadzorem syndyka. Od tej chwili żadnemu z małżonków nie przysługuje prawo rozporządzania zgromadzonym przez nich dorobkiem.

Poza tym z dniem ogłoszenia upadłości pomiędzy małżonkami powstaje rozdzielność majątkowa, a próby dokonania jakiegokolwiek podziału majątku są niedopuszczalne. Dotyczy to przypadków, w których upadłość związana jest z małżonkiem będącym tak konsumentem, jak przedsiębiorcą.

Wniosek o złożenie upadłości – zgoda współmałżonka nie jest wymagana

Postanowienie o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej wydawane jest przez wydział gospodarczy do spraw upadłości, który działa w strukturze sądu rejonowego. Obowiązujące przepisy przewidują, że odpowiedni wniosek wszczynający postępowanie o upadłość może zostać złożony wspólnie przez oboje małżonków lub przez jednego z nich. Skuteczność wszczęcia postępowania przez jednego z małżonków nie jest zależna od wyrażenia zgody przez drugiego współmałżonka.

Choć cała procedura dotyczy majątku wspólnego, przepisy nie przyznają małżonkowi uprawnienia, które pozwoliłoby skutecznie powstrzymać złożenie odpowiedniego wniosku o ogłoszenie upadłości przez drugiego z małżonków. Małżonek upadłego nie ma też statusu uczestnika postępowania. Tym samym pozbawiony zostaje on możliwości składania wyjaśnień, zażaleń na postanowienia sądu czy prawa wyjaśniania istotnych wątpliwości, które mogą mieć realny wpływ na majątek wspólny małżonków. Formalnie bowiem procedura upadłości konsumenckiej skierowana jest tylko i wyłącznie do jego współmałżonka, który jest niewypłacalny.

Wpływ ogłoszenia upadłości na stosunki majątkowe małżeńskie

Ustrój małżeńskiej wspólności majątkowej powstaje wraz z momentem zawarcia małżeństwa i zakłada współwłasność przedmiotów majątkowych nabytych przez małżonków w trakcie jego trwania, które stanowią jedną całość gospodarczą.

Ustawa z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe (Dz.U. 2017 poz. 2344, dalej jako „pr. upadł.”) określa konsekwencje ogłoszenia upadłości w zakresie stosunków majątkowych małżeńskich. Pierwszy skutek uregulowany został w art. 124 ust. 1 pr. upadł., który stanowi, że „z dniem ogłoszenia upadłości jednego z małżonków powstaje między nimi rozdzielność majątkowa. Należy przez to rozumieć, iż dochodzi do sytuacji określonej w art. 53 § 1 Ustawy z dnia 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. 2017 poz. 682, dalej jako „k.r.o.”).”

Wątpliwości interpretacyjne – czy cały majątek wspólny wchodzi do masy upadłości?

Kolejny skutek jest taki, że całość majątku wspólnego małżonków wchodzi w skład masy upadłości (art. 124 ust. 1 zdanie drugie). To konsekwencja bardzo surowa dla małżonka upadłego – z majątku wspólnego będą zaspokajane zobowiązania tylko jednego z małżonków. Mogą dotyczyć one również długów wynikających z działalności gospodarczej prowadzonej przez niewypłacalnego małżonka, chociażby „niewinny” małżonek nie przyczynił się do powstania zadłużenia.

Co gorsza, małżonek upadłego nie jest klasyfikowany w żadnej grupie wierzycieli z pierwszeństwem zaspokojenia. Jego status jest identyczny jak pozostałych wierzycieli – i to bez względu na to, czy dotyczy małżonka będącego konsumentem, czy przedsiębiorcą.

Na gruncie wspomnianej regulacji powstało wiele rozbieżności interpretacyjnych. Wątpliwości dotyczą sytuacji, w której upadłość ma związek z osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Dyskusja toczyła się wokół tego, czy w postępowaniu upadłościowym konsumenckim powinno się przeznaczać całość majątku małżonków na spłatę zobowiązań wobec wierzycieli. Niektórzy byli zdania, że nie można skierować egzekucji do całego majątku współmałżonków, jeżeli drugi małżonek nie wyraził zgody na powstanie zobowiązania. Przedstawiciele tego stanowiska odwoływali się do art. 41 § 2 k.r.o., który przy ustalaniu odpowiedzialności małżonka za zobowiązania zaciągnięte przez współmałżonka przewiduje badanie, czy zobowiązanie zostało zaciągnięte za jego zgodą.

Zważywszy jednak na przeważającą praktykę i wykładnię obowiązujących przepisów, trzeba uznać, że w przypadku upadłości konsumenckiej cały majątek wspólny małżonków stanowić będzie składnik masy upadłości. Okoliczność, że upadły małżonek nie prowadzi działalności gospodarczej, nie może wpływać na zakres jego odpowiedzialności wobec wierzycieli. W tym miejscu należy się odwołać do woli samego ustawodawcy – gdyby ten chciał wyłączyć stosowanie art. 124 ust. 1 zdanie drugie wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, przewidziałby to wprost jako kodeksowy wyjątek, podobnie jak ma to miejsce w sytuacjach określonych w art. 4912 ust. 1 pr. upadł.

Odpowiedzialność za zobowiązania współmałżonka rozciągać się zatem będzie na cały majątek wspólny, nawet gdy jeden z małżonków nie wyrażał zgody na zaciąganie długów przez drugiego ani nigdy nie miał statusu współdłużnika. Zasadne jest więc podejmowanie wszelkich działań mogących ochronić majątek małżonków, stanowiący często oszczędności ich całego życia.

Czy jeden małżonek może próbować ochronić majątek wspólny małżonków?

Nieuprawnione jest inicjowanie działań dążących do podziału majątku wspólnego małżonków, który ma stanowić masę upadłości. Współmałżonek upadłego nie jest jednak całkowicie pozbawiony możliwości ochrony swoich praw majątkowych.

Przede wszystkim małżonek ma prawo zgłosić sędziemu-komisarzowi wierzytelność w majątku wspólnym z tytułu swojego udziału. Na mocy art. 43 § 1 k.r.o. przyjmuje się, że udziały małżonków są równe, a tym samym roszczenie współmałżonka odpowiadać będzie połowie wartości majątku dorobkowego. Przy zgłaszaniu wierzytelności uprawniony małżonek powinien poddać szczegółowej analizie, czy może powołać się na art. 43 § 2 i 3 k.r.o., a zatem czy ma dowody, które mogą przemawiać za ustaleniem nierównych udziałów w majątku wspólnym. Tym sposobem mógłby bowiem doprowadzić do wykazania wierzytelności w kwocie wyższej niż równowartość połowy majątku wspólnego.

Poza tym z mocy prawa wyłączone z masy upadłości pozostają przedmioty służące prowadzeniu działalności gospodarczej oraz pracy zawodowej – również wtedy, gdy objęte są majątkową wspólnością małżeńską (art. 124 ust. 5 pr. upadł.).

Skutecznym środkiem ochrony może być też odpowiednio wcześniej zaplanowana i przeprowadzona procedura ustanawiająca rozdzielność majątkową. Ważność dokonanej czynności w przypadku upadłości konsumenckiej zależna jest jednak od upływu określonego czasu – rozdzielność majątkowa musi powstać pomiędzy małżonkami co najmniej dwa lata przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości. W przeciwnym wypadku będzie ona bezskuteczna i współmałżonek nie będzie mógł skorzystać z możliwości wyłączenia określonego majątku z masy upadłości.

Postępowanie o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, mimo bardzo doniosłych konsekwencji dla majątku wspólnego małżonków, stanowi bardzo dobry sposób na rozwiązanie istniejących problemów finansowych. Trzeba jednak pamiętać, że postępowanie upadłościowe należy odpowiednio zaplanować, uwzględniając obowiązujące przepisy i opierając się o doświadczenie w prowadzeniu takich postępowań.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs euro w dół. Kurs dolara w górę

Europejski Bank Centralny zapowiedział dalsze działania co spowodowało, że euro gwałtownie traci na wartości. Dobre dane z USA dodatkowo ciążą europejskiej walucie. Wraca temat wojny handlowej USA z Chinami.

Draghi osłabia euro

Bieżący tydzień był bogaty w ważne konferencje prasowe. W środę wieczorem poznaliśmy decyzję Amerykanów podnoszącą stopy procentowe. Inwestorzy wówczas byli tak bardzo przekonani, że Europa również da komunikat umacniający swoją walutę, że zachowali się bardzo dziwnie. Pomimo podwyżki stóp i wyraźnie lepszych od oczekiwań prognoz makroekonomicznych oraz zapowiedzi dwóch kolejnych podwyżek do końca roku sprzedawali dolara a kupowali euro. Europejski Bank Centralny nie spełnił jednak oczekiwań. Co prawda doszło do ograniczenia o połowę programu skupu aktywów, za to co prawda wydłużono czas jego działania. Drugie i ważniejsze to zapowiedź utrzymania obecnych stóp procentowych do połowy 2019 roku. Z jednej strony wreszcie znamy jakiś horyzont czasowy, z drugiej analitycy nie spodziewali się, że będzie on tak odległy. Jak zareagowały rynki? Euro wyraźnie osłabiło się szczególnie wobec dolara. Konferencja rozpoczynała się gdy za jedno euro można było otrzymać 1,1820 dolara. Dzień zakończył się gdy za jedno euro płacono 1,1570. Złotówka względem euro była w miarę stabilna, straciła relatywnie niewiele, ale skoro euro traciło względem innych walut to tracił również złoty. Za franka trzeba było dzisiaj rano zapłacić ponad 3,70 zł. Funt przekroczył 4,90 zł a dolar dotarł przez moment powyżej 3,70 zł.

Dobre dane z USA

Dodatkowym elementem, który wspierał wczoraj dolara były dane na temat sprzedaży detalicznej oraz liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Oba te wskaźniki okazały się delikatnie lepsze od oczekiwań. Ciężko określić reakcję inwestorów na te dane, gdyż zostały one opublikowane dokładnie w tym samym momencie co rozpoczynała się konferencja prasowa Mario Draghiego po decyzji EBC.

Wojna handlowa znów trwa

Ledwo ucichły echa konferencji banków centralnych a już na pierwszy plan wraca Donald Trump. Dzisiaj mamy poznać listę towarów objętych nowymi sankcjami. Jak nietrudno się domyślić Chińczycy już zapowiedzieli, że zastosują odpowiednie sankcje w drugą stronę. Dotychczas wielu analityków sądziło, że wynegocjowana umowa handlowa zwiększająca chiński import jest satysfakcjonująca, ale jak widać byli w błędzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja bazowa,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

o12.pl, spółka córka nazwa.pl, wypowiada pełnomocnictwo HRD.pl w związku z wyciekiem danych

Do groźnego wycieku danych abonentów doszło podczas migracji systemów przeprowadzonej przez HRD.pl, markę firmy CONSULTING SERVICE sp. z o.o., pośredniczącej w rejestracji domen. Skala problemu jest poważna, ponieważ CONSULTING SERVICE sp. z o.o. w samym tylko rejestrze .pl posiada ponad 130 tys. abonentów, obsługując ponad 275 tys. nazw domen*. 

Pierwsze doniesienia o zaistniałej sytuacji pojawiły się na portalu zaufanatrzeciastrona.pl. Planowana od miesięcy przez HRD.pl migracja danych pomiędzy systemami rozpoczęła się w piątek (08.06.2018 r.) i trwała do niedzieli (10.06.2018 r.). Mimo pojawiających się sygnałów, także od klientów, firma CONSULTING SERVICE sp. z o.o. zarządzająca marką HRD.pl nie przedstawiła żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie wycieku danych czy innych problemów, które pojawiły się podczas operacji.

Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl
Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl

Na sytuację stanowczo zareagowała spółka o12.pl, wchodząca w skład grupy kapitałowej nazwa.pl. Firma korzysta z usług HRD.pl, jednak w związku z rażącymi nieprawidłowościami wypowiedziała firmie CONSULTING SERVICE sp. z o.o. pełnomocnictwo do reprezentowania swoich klientów przed NASK, EURid i ICANN. W praktyce skutkuje to zakończeniem możliwości przetwarzania danych osobowych przez ten podmiot. Spółka o12.pl wydała oświadczenie, w którym uzasadnia swoją decyzję. Utracony brak zaufania spowodowany jest przede wszystkim informacją o wycieku danych klientów o nieokreślonej skali. Wśród listy błędów po stronie HDR.pl firma wymienia także brak możliwości przedłużenia ważności domen po dacie ich wygaśnięcia oraz brak spójności informacji na temat domen pod względem dat ich ważności w systemie HRD.pl z systemem NASK. Według o12.pl oba te zdarzenia mogły skutkować poważnym ryzykiem utraty domeny. – W trosce o bezpieczeństwo i w interesie swoich Klientów firma o12.pl podjęła aktywne kroki mające na celu zaradzić tej skrajnie zagrażającej Klientom sytuacji – mówi Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl. Firma zażądała od CONSULTING SERVICE sp. z o.o. wydania wszystkich kodów Authinfo do domen klientów spółki o12.pl zarejestrowanych za pośrednictwem CONSULTING SERVICE sp. z o.o. – Celem o12.pl jest przeniesienie obsługi domen Klientów firmy w odpowiedzialne ręce. Bezpieczeństwo danych jej Klientów to absolutny priorytet, firma nie jest w stanie iść na kompromis w tym obszarze. Ponadto spółka o12.pl zwróciła się do NASK, EURid i ICANN o interwencję i przetransferowanie obsługi domen Klientów o12.pl do akredytowanego wiarygodnego partnera – tłumaczy Krzysztof Cebrat.

Firma o12.pl to spółka córka największego rejestratora domen w Polsce, czyli nazwa.pl sp. z o.o.  Jest ona wiarygodnym partnerem NASK, posiadającym akredytację umożliwiającą bezpośrednią rejestrację domen w rejestrze .pl. Jednak rejestracja części abonentów odbywała się  poprzez CONSULTING SERVICE. Sytuacja ta ma zaszłość historyczną i wynika z faktu, że abonenci byli wcześniej klientami firmy Proscape sp. z o.o., wchodzącej obecnie w skład o12.pl, która – nie mając bezpośredniej umowy z NASK – korzystała z usług HRD.pl. – Jak dobitnie pokazuje powyższa sytuacja, nie ma żadnego powodu, dla którego domeny Klientów o12.pl mają być rejestrowane za pośrednictwem trzeciego podmiotu. W związku z tym oczywistym jest, że domeny należy przenieść do wiarygodnego partnera – podkreśla Cebrat.

Takim partnerem z pewnością jest spółka NetArt Registrar sp. z o.o., należąca do grupy kapitałowej nazwa.pl, która od 9 lat jest jedynym w Polsce akredytowanym partnerem ICANN. – Akredytacja ICANN to świadectwo najwyższych standardów, a w Polsce spełnia je tylko NetArt Registrar – tłumaczy Krzysztof Cebrat  –  Zarząd o12.pl ma nadzieję, że NASK i pozostali partnerzy – EURid i ICANN – przychylą się do rozwiązania, które ma na celu przede wszystkim ochronę bezpieczeństwa Klientów i przetransferują domeny w miejsce, które zapewni Abonentom należytą ochronę. Takim miejscem z pewnością jest zaproponowana przez o12.pl spółka NetArt Registrar  – podkreśla Cebrat.

*https://www.dns.pl/NASK-raport-rynek-nazw-domeny-pl-2017.pdf

JR HOLDING S.A. podpisuje list intencyjny ws. współpracy z SETANTA ASI S.A.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała list intencyjny w sprawie współpracy z SETANTA ASI S.A. – spółką notowaną na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Oba podmioty zamierzają współpracować w wielu obszarach w celu osiągnięcia zysków oraz wzrostu wartości.

Zgodnie z założeniami podpisanego listu intencyjnego JR HOLDING S.A. oraz SETANTA ASI S.A. zamierzają współpracować na poziomie operacyjnym, biznesowym oraz kapitałowym. Głównym celem planowanej współpracy jest osiągnięcie przez obie spółki korzyści oraz zysków z wspólnie prowadzonych działań, które przełożą się pozytywnie na ich wyniki finansowe oraz na wzrost wartości. Obie strony będą dążyły do wykorzystania w jak największym stopniu swoich kompetencji, doświadczeń, know-how oraz obecności na rynku publicznym, aby wspólnie osiągnąć efekty synergii i efekty skali.

„Bardzo optymistycznie oceniam potencjał dla naszej współpracy ze spółką SETANTA ASI S.A., która jest notowana na GPW w Warszawie. Wspólnie dostrzegliśmy kilka obszarów do kooperacji, dzięki czemu obie spółki powinny odnieść znaczące korzyści. Posiadamy dobrze uzupełniające się kompetencje, których odpowiednie wykorzystanie może pozwolić nam wspólnie realizować perspektywiczne projekty inwestycyjne, zwiększając w ten sposób wartość obu spółek. Dzięki obecności obu podmiotów na rynku publicznym oraz dużemu doświadczeniu kadry menadżerskiej łatwiej będzie nam prowadzić nowe przedsięwzięcia biznesowe.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

SETANTA ASI S.A. oraz JR HOLDING S.A. będą angażować się kapitałowo w spółki publiczne notowane na rynku NewConnect oraz na rynku regulowanym GPW w Warszawie, które posiadają wysoki potencjał do osiągnięcia wzrostu wartości oraz generowania ponadprzeciętnych zwrotów z inwestycji, poprzez zakup znacznych pakietów ich akcji. Podjęte działania będą zgodne z polityką inwestycyjną obu podmiotów.

SETANTA ASI S.A. to konsekwentnie budowana Grupa Kapitałowa (Jednostka Inwestycyjna), skoncentrowana na trzech obszarach: projekty globalne, projekty lokalne oraz nieruchomości. Spółka zadebiutowała na Głównym Rynku GPW w styczniu 2017 r., przechodząc na niego z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r. Głównym celem Spółki jest długoterminowy wzrost wartości jej aktywów netto. Zarząd SETANTA ASI S.A. podjął w lutym 2018 r. decyzję o przeanalizowaniu opcji strategicznych dla Spółki, które mogą umożliwić jej kapitałowe wzmocnienie.

Po posiedzeniu EBC kurs euro spada względem dolara do 1,156

Gołębi przekaz EBC dał podstawy do odreagowania wcześniejszych wzrostów rentowności. Decyzje EBC rozczarowały rynek, spychając EURUSD do 1,156 i ostatecznie podnosząc notowania EURPLN do 4,286.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek, najważniejszym wydarzeniem było posiedzenie EBC, które ostatecznie rozczarowało rynek, spychając EURUSD do 1,156 i podnosząc notowania EURPLN do 4,286. Jeszcze w oczekiwaniu wynik, euro umacniało się względem dolara, podczas sesji europejskiej rosnąc do 1,183 USD.

Towarzyszące środowej decyzji Fed istotne zredukowanie komunikatu zostało najprawdopodobniej przez rynki odebrane jako nieuchronne zbliżanie się amerykańskich stóp procentowych do neutralnego poziomu. W rezultacie, dostrzeżenie perspektywy końca cyklu zaostrzania polityki w USA, na tle rosnących oczekiwań na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp w Europie zważyło na osłabieniu dolara. EBC nie sprostał jednak oczekiwaniom rynkowym. W komunikacie podano, że do września 2018 miesięczna skala programu QE wyniesie 30mld EUR, a następnie do grudnia zostanie obniżona do 15mld EUR i z końcem roku program zostanie zakończony. Ponadto, w ocenie EBC stopy procentowe na obecnym poziomie powinny zostać utrzymane do końca lata 2019 roku, co dodatkowo ostudziło nadzieje na szybki koniec niekonwencjonalnej polityki pieniężnej ECB. Prezes M. Draghi nie chciał sprecyzować, kiedy w strefie euro rozpocznie się podwyższanie stóp procentowych.

Posiedzenie EBC należy odebrać jako wyraźnie gołębie. Dodatkowo obniżone zostały prognozy PKB na ten rok (do 2,1% r/r z 2,4%). Na taki odbiór posiedzenia wskazywała też reakcja rynku długu, gdzie rentowności europejskich papierów spadały o około 5pb. Niemieckie 10-letnie Bundy w szczycie sesji sięgały 0,50%, a po południu sięgały 0,43%. Polskie papiery podążały torem wytyczonym przez EBC. Papiery 5-letnie zbliżały się do 2,40%, a 10-letnie do 3,20%.

Wsparciem dla notowań polskich obligacji może być też piątkowa aukcja zamiany. Ministerstwo Finansów powinno zaoferować papiery za nie więcej niż 5mld PLN. Warto zaznaczyć, że MF w czerwcowym planie podaży podkreślił możliwość odwołania regularnego przetargu sprzedaży, co wynika z dobrej sytuacji budżetowej. Lepsza od założeń realizacji budżetu (nadwyżka po kwietniu wyniosła 9,3mln PLN) może skutkować obniżeniem tegorocznych potrzeb pożyczkowych. W najbliższych dniach rentowności papierów skarbowych powinny utrzymywać się blisko 1,60% w sektorze 2-letnim, 2,40% w 5-letnim i 3,20% w 10-letnim.

Z wydarzeń krajowych w czwartek opublikowane zostały ostateczne wyniki dla CPI. Zgodnie z wstępnymi szacunkami GUS inflacja wyniosła w maju 1,7% wobec 1,6% notowanych miesiąc wcześniej. W piątek poznamy inflację bazową. Ekonomiści banku wskazują na poziom 0,5-0,6% r/r, co pokazywałoby zaskakującą odporność cen (po wyłączeniu cen żywności i energii) na ożywienie obserwowane w krajowej gospodarce. Na dane inflacyjne złoty nie zareagował, były one bowiem zgodne z wstępnymi szacunkami GUS. W piatek poznamy inflację bazową CPI, która zapewne też potwierdzi brak presji cenowej w gospodarce, wspierając wyczekującą postawę RPP.

Wykres dnia: Relatywnie niska podaż na piątkowej aukcji będzie wynikać z dobrej sytuacji budżetowej, co może dodatkowo wspierać notowania obligacji.

Relatywnie niska podaż na piątkowej aukcji będzie wynikać z dobrej sytuacji budżetowej, co może dodatkowo wspierać notowania obligacji
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Solidarna odpowiedzialność – czy inwestor musi płacić dwa razy?

 

  • Na koniec I kwartału 2018 r. liczba budowlanych dłużników wyniosła blisko 40 tys., a ich zaległości wobec banków i kontrahentów osiągnęły 4,57 mld zł*.
  • W przypadku, gdy podwykonawca nie otrzyma wynagrodzenia od wykonawcy, może zwrócić się do inwestora o zapłatę z tytułu solidarnej odpowiedzialności.
  • Uprzednie wypłacenie wynagrodzenia wykonawcy nie zwalnia inwestora z solidarnej odpowiedzialności i uregulowania należności także wobec podwykonawcy.

 

Branża budowlana jest jedną z tych, które najczęściej mają problemy z płynnością finansową oraz z terminowym regulowaniem należności. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, m.in. zmiennymi cenami materiałów budowlanych, problemami z opóźnieniami i odbiorem robót czy roszczeniami z tytułu rękojmi. Zdarza się, że z powodu braku płynności finansowej wykonawców, wydłuża się także czas oczekiwania na wynagrodzenie przez podwykonawców. W trudnej sytuacji znajduje się wtedy inwestor, który może zostać wezwany do uregulowania tej należności.

4,5 mld zł zaległości w branży budowlanej

Z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba budowlanych dłużników wyniosła na koniec I kw. 39 382, a ich zaległości wobec banków i kontrahentów osiągnęły 4,57 mld zł. Natomiast odsetek firm budowlanych z kłopotami wśród ogółu firm budowlanych wzrósł przez 6 miesięcy z 4,9 proc. do 5,7 proc. Specjaliści tłumaczą, że taka sytuacja spowodowana jest między innymi kumulacją inwestycji publicznych, co wpłynęło z kolei na podwyżkę cen materiałów budowlanych, urządzeń, surowców oraz kosztów pracy.

Jeżeli podwykonawca z różnych powodów nie otrzyma od wykonawcy wynagrodzenia z tytułu wykonanych przez niego robót budowlanych, to inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za jego wypłacenie, mówi o tym art. 6471 Kodeksu cywilnego. Szczegółowy przedmiot tych robót musiał być jednak zgłoszony inwestorowi przez wykonawcę lub podwykonawcę przed przystąpieniem do ich wykonywania. Zgodnie z nowelizacją tych przepisów z marca 2017 r., inwestor ponosi odpowiedzialność za zapłatę podwykonawcy wynagrodzenia w wysokości ustalonej w umowie między podwykonawcą a wykonawcą, chyba że kwota ta przekracza wysokość wynagrodzenia należnego wykonawcy – mówi Jacek Kosiński z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Z solidarnej odpowiedzialności nie zwalnia uprzednia wypłata dla wykonawcy

W sytuacji, gdy podwykonawca nie otrzyma wynagrodzenia od wykonawcy, obowiązek ten przechodzi na inwestora, nawet jeśli wypłacił on wcześniej wszelkie należności wykonawcy. Istnieje zatem ryzyko, że inwestor będzie musiał zapłacić podwójnie – wykonawcy i podwykonawcy. Wyjściem z tej sytuacji jest wystąpienie z roszczeniem regresowym, dzięki czemu inwestor będzie mógł żądać zwrotu wypłaconych pieniędzy od wykonawcy lub jeśli nie wypłacił mu jeszcze wynagrodzenia, potrącić z niego należną sumę. Problem pojawia się, jeśli wykonawca okaże się być niewypłacalnym.

Należy pamiętać, że w celu zaangażowania w daną inwestycję podmiotu trzeciego, czyli podwykonawcy, inwestor musi wyrazić na to zgodę. Bardzo ważne jest dopilnowanie tej kwestii przez inwestora, ponieważ zgodnie z nowym brzmieniem ustawy, istnieje domniemanie zgody inwestora na wykonywanie określonych robót za pomocą tego podwykonawcy, tak więc milczenie w tym przypadku oznacza zgodę. Zarówno zgłoszenie podwykonawcy, jak i odmowa inwestora muszą być w formie pisemnej pod rygorem nieważności, a inwestor ma 30 dni na zgłoszenie sprzeciwu. Niestety, przepisy regulujące solidarną odpowiedzialność mają charakter bezwzględnie obowiązujący, to znaczy, że nie można ich zmienić poprzez odpowiednie zapisy w umowie – dodaje Jacek Kosiński.

*Dane BIG InfoMonitor oraz BIK

Źródło: Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

OVH: Konsumenci bardziej chronią swoje dane przed marketerami niż przed hakerami

RODO zrewolucjonizowało świadomość społeczną w kwestii ochrony i przetwarzania danych. Ten fakt odzwierciedlają raporty firm zajmujących się bezpieczeństwem. Eksperci wskazują także, że odpowiednia infrastruktura, służąca do przechowywania danych, jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Najsłabszym ogniwem w systemach zabezpieczeń pozostaje użytkownik.

Wejście w życie unijnego rozporządzenia sprawiło, że dane osobowe stały się głównym tematem debaty publicznej. Wcześniej te kwestie interesowały raczej wąskie kręgi specjalistów, np. prawników czy naukowców. O popularności przetwarzania danych świadczy też wzrost liczby rozpraw sądowych związanych z ich ochroną, co podkreśla Blandine Poidevin, prawniczka OVH. „Uwrażliwienie opinii publicznej nastąpiło wraz ze wzrostem wiedzy europejskich użytkowników, którzy są obecnie lepiej poinformowani, wyposażeni w stosowne narzędzia i gotowi na egzekucję swoich praw”.

Wzrost świadomości konsumentów

Celem badania poświęconego ochronie danych i ich bezpieczeństwu, autorstwa RSA, zajmującej się bezpieczeństwem sieci komputerowych i sieciowych, była diagnoza europejskich konsumentów na temat ich prywatności. RSA zależało również na odpowiedzi, w jaki sposób trendy dotyczące zbierania, przechowywania, zgodności i bezpieczeństwa danych mogą wpływać na działalność firm. Wnioski z raportu są interesujące.
Aż 73% respondentów twierdzi, że obecnie są bardziej świadomi naruszeń danych niż choćby pięć lat temu. Odnośnie utraty danych, najbardziej obawiają się o informacje dotyczące finansów i bankowości, co zaznacza 80% z nich. 76% uczestników badania obawia się wycieku swoich haseł, natomiast 72% utraty tożsamości w postaci kradzieży danych z dowodu osobistego, paszportu czy prawa jazdy. Co drugi, młodszy respondent, tzw. Millennials ma z kolei obawy, że informacje prywatne zostaną wykorzystane w celu szantażu. Natomiast jedynie co dziesiąty badany przyznał, że kwestia ochrony danych i polityki prywatności interesuje go w kontekście firmy, w której pracuje.

Zachowania konsumentów w zakresie gromadzenia danych ciągle się zmieniają. 41% respondentów badania RSA przyznało się do celowego sfałszowania danych w Internecie podczas rejestracji konta. Najczęściej podawali niepoprawny numer telefonu, datę urodzenia, adres e-mail, adres zamieszkania, wiek czy nawet imię. Co ciekawe, najczęściej robili to w celu uniknięcia niepożądanych działań promocyjnych (59%) oraz nachalnych działań marketingowych (55%). Jedynie co trzeci respondent sfałszował swoje dane, działając z pobudek bezpieczeństwa i ataków hakerskich.

Prywatność stała się kwestią globalną

Odpowiedzi uczestników badania oraz ostatnie Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) pokazują, że kwestia prywatności i bezpieczeństwa danych została podniesiona do rangi globalnej.

„Użytkownicy zaczynają się interesować, co się dzieje z danymi, które powierzają podmiotom zewnętrznym, i w jaki sposób są one wykorzystywane. Ponadto oczekują możliwości większej kontroli, o czym świadczy obserwowany ostatnio wzrost zainteresowania narzędziami udostępnionymi przez Facebook i Google, a służącymi m.in. do wglądu, pobierania i ewentualnie usuwania informacji powierzanych tym platformom” – wskazuje Blandine Poidevin.

RODO zostało powołane w celu ochrony interesów użytkowników Internetu. Jego celem jest zabezpieczenie nie tylko przed hakerami, ale również przed spamem i niepożądanymi kontaktami ze strony telemarketerów.

Dane użytkowników mogą być przechowywane w sposób analogowy na nośnikach typu płyta DVD, pendrive, karta pamięci czy dysk przenośny. Ta forma wydaje się być jednak archaiczna i utrudniająca szybki dostęp do zasobów w przypadku, w którym nie mamy akurat w zasięgu tych przedmiotów. Innym sposobem może być przechowywanie danych na serwerach centrów danych lub w chmurze.
CISPE

Dostawcy usług chmurowych muszą mieć świadomość, że w rozumieniu dyrektywy RODO są procesorami danych. Oznacza to, że są podmiotami zajmującymi się przetwarzaniem informacji, które powierzył im administrator. Procesor powinien wykorzystywać dane jedynie w celach uzgodnionych z administratorem. W celu zwiększenia pewności, że dany dostawca usług cloud spełnia wymogi dotyczące ochrony danych wdrożony został Kodeks Postępowania CISPE (Cloud Infrastructure Services Providers in Europe). Wśród firm, działających zgodnie z wymogami CISPE, można wyróżnić grupę wiodących dostawców chmurowych w Europie, w tym OVH – jednego z pomysłodawców całej inicjatywy.

EBC zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił głównych stóp procentowych

Na posiedzeniu wyjazdowym w Rydze EBC zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił głównych stóp procentowych (refinansowa: 0,00%, stopa kredytu w EBC: 0,25%, depozytowa: -0,40%).

EBC jednocześnie zdecydował, że skup aktywów (netto) zostanie zakończony w grudniu, a w okresie październik-grudzień zostanie zmniejszony do 15 mld EUR miesięcznie (z 30 mld EUR obecnie). Począwszy od stycznia 2019 EBC będzie tylko reinwestować środki z zapadających papierów. Dodatkowo EBC wzmocnił dotychczasowy forward guidance stwierdzając, że stopy procentowe pozostaną bez zmian przynajmniej do końca lata 2019 (wobec poprzednio „dłuższego okresu czasu”).

W komunikacie oceniono, że niższe tempo wzrostu gospodarczego utrzyma się w niektórych krajach strefy w 2q18, ale jest ono nadal spójne z celami polityki EBC. Jednocześnie niższa niż w 2017 dynamika PKB oznacza w ocenie banku normalizację tempa wzrostu. Czynnikiem osłabiającym kondycję europejskiej gospodarki może być podwyższona niepewność (głównie z powodu ryzyk geopolitycznych).

Wobec powyższego prognoza wzrostu PKB w 2018 została obniżona (do 2,1% z 2,4% w marcu, wykresy poniżej). Prognozy dynamiki PKB na 2019 i 2020 (odpowiednio 1,9% i 1,7%) nie zmieniły się.projekcja PKB EBC

Prognoza inflacji HICP została podniesiona w 2018 i 2019 (z 1,4% do 1,7%) głównie ze względu na droższą ropę, podczas gdy założenia na 2020 nie zmieniły się (1,7%).

Wypowiedzi M. Draghiego podczas konferencji prasowej dotyczące programu QE ,a także stóp procentowych, były ostrożne i warunkowe względem tego, czy napływające dane będą potwierdzać oczekiwania EBC.

Podsumowując, nadal zakładamy, że program QE (z wyłączeniem reinwestycji) zostanie wygaszony w 2018 zgodnie z intencją EBC, po ograniczeniu jego skali w samym 4q18. Jednocześnie uważamy, że podwyżki stóp pozostają odległą przyszłością i nie spodziewamy się ich wcześniej niż w końcu 2019.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Nowe propozycje resortu finansów – czy leasing przestanie się opłacać?

Niedawna zapowiedź Minister Finansów – Teresy Czerwińskiej, odnosząca się do nowego limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych oraz zrównania progu kosztów amortyzacji samochodów osobowych z kosztami leasingu, spowodowała szereg komentarzy odnoszących się do korzyści podatkowych związanych z usługami leasingowymi i przyszłości tych usług po ewentualnych zmianach przepisów podatkowych.

Związek Polskiego Leasingu z zadowoleniem ocenia zapowiedź podwyższenia do kwoty 150 tysięcy złotych limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych. Jego obecny poziom został ustalony w 2002 roku i od tamtej pory nigdy nie był zwiększany. Przez ostatnie 16 lat istotnie wzrosły zaś zarówno ceny samochodów osobowych, jak i finansowe możliwości polskich przedsiębiorców. Zdecydowanemu przesunięciu uległa również granica dzieląca samochody luksusowe od samochodów klasy średniej. Należy zaś pamiętać, że intencją wprowadzenia ograniczenia kwotowego w zakresie kosztów amortyzacji samochodów osobowych było m.in. ograniczenie możliwości pełnej amortyzacji samochodów „premium”, których klasa znacznie przewyższała gospodarcze przeznaczenie takiego środka trwałego. Dziś dysponując kwotą 20 tysięcy euro nie jest łatwo kupić nowy samochód klasy średniej, zaś zakup samochodu powszechnie uważanego za „luksusowy” nie jest w ogóle możliwy.

Podwyższenie limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych przy jednoczesnym ew. analogicznym ograniczeniu sumy rat leasingowych, jakie stanowić będą koszty uzyskania przychodu, będzie miało symetryczny wpływ na cały rynek sprzedaży samochodów. Limit dotyczyć będzie wszystkich użytkowników samochodów osobowych niezależnie do tego, czy źródłem ich finansowania będą środki własne użytkownika, czy też uzyskane w związku z umową kredytu, pożyczki, leasingu operacyjnego lub finansowego. Z tej perspektywy, nawet po wprowadzeniu przedmiotowych zmian, leasing postanie atrakcyjnym środkiem finansowania nabycia samochodów osobowych, stanowiąc alternatywę dla umów kredytu czy pożyczki. Pozwoli przedsiębiorcom zyskać możliwość korzystania z samochodu bez konieczności jednorazowej zapłaty jego ceny, zaś z uwagi na swą konstrukcję prawną i finansową będzie nadal łatwo dostępny dla znacznie szerszej liczby klientów niż alternatywne sposoby finansowania.

W zapowiedziach Ministerstwa Finansów zabrakło wyraźnego potwierdzenia, że omawiane ograniczenie kosztów amortyzacji i leasingu samochodów osobowych nie będzie się dublować, tj. obowiązywać zarówno finansującego amortyzującego przedmiot leasingu, jak i korzystającego, który przedmiotu tego używa. Jak należy zakładać, dążąc do uzyskania systemowej spójności tego rozwiązania, przy jego ew. wprowadzeniu, limit kosztów amortyzacji przedmiotów leasingu będących samochodami osobowymi zostanie zniesiony dla finansujących, podobnie jak limity odliczenia podatku VAT nie dotyczą finansujących przy nabyciu samochodów osobowych na potrzeby umów leasingu.

Dyskusję na temat potencjalnego ograniczenia kosztów uzyskania przychodu z tytułu korzystania z samochodów osobowych do 50% ponoszonych kosztów (co odnosiłoby się zarówno do amortyzacji, jak i rat leasingowych) uznać należy za przedwczesną. Nie wynika ona bowiem z prezentowanych przez Panią Minister Teresę Czerwińską zapowiedzi Ministerstwa Finansów. Spekulacje na ten temat nie wydają się uzasadnione. Z pewnością jednak potencjalne wprowadzenie takiego dodatkowego ograniczenia równolegle z awizowanym ograniczeniem kwotowym, w żaden sposób nie wpisuje się w strategię rządu zmierzającą do wsparcia małych i średnich przedsiębiorców. Dodatkowo co najmniej zaskakujące byłoby jednoczesne podwyższanie limitu odpisów amortyzacyjnych od samochodów osobowych oraz ograniczanie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu, kosztów z tytułu korzystania z tych samochodów.

Póki co nie znamy szczegółów zapowiadanych rozwiązań. Z jakimikolwiek ocenami należy się więc powstrzymać do chwili pojawienia się pierwszych projektów aktów prawnych. Będziemy śledzić przebieg prac legislacyjnych w przedmiotowym zakresie.

Andrzej Sugajski – Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu

Kurs dolara z opóźnieniem zaczął maszerować w górę

Mario Draghi ograł inwestorów optymistycznie nastawionych do perspektyw EUR. Ogłoszenie końca QE kompletnie traci na znaczeniu, jeśli przy tym zmiażdżone są wszelkie nadzieje na przybliżenie terminu podwyżki stóp procentowych. Kombinacja jastrzębi Fed-gołębi EBC zamieszała na rynku walutowym, ale to mógł być ostatni zryw zmienności przed letnim uspokojeniem.

Posiadacze długich pozycji w EUR po wczoraj czują się, jak piłkarze Arabii Saudyjskiej – dopuszczali myśl, że decyzja EBC może być wyzwaniem, ale nie spodziewali się takiej klęski. Zgodnie z komentarzami członków EBC z zeszłego tygodnia, bank centralny na poważnie wziął się za temat wygaszania programu skupu aktywów: na ostatnie trzy miesiące tego roku tempo skupu spadnie z 30 mld EUR do 15 mld EUR, po czym program zostanie zamknięty (choć środki dotychczas wydane na zakup aktywów będą dalej reinwestowane). Co w pierwszej chwili odebrano za jastrzębią decyzję, szybko przerodziło się w rozczarowanie, kiedy inwestorzy odczytali zmiany w forward guidance, według których stopy procentowe pozostaną niezmienione co najmniej do późnego lata 2019 r. Niepisana zasada, że między podwyżką a końcem QE minie ok. 6 miesięcy, została wyrzucona do kosza, a nawet racjonalne projekcje podwyżki we wrześniu przyszłego roku stanęły pod dużym znakiem zapytania.

EBC wypracował konsensus, który w Radzie Prezesów zadowala jastrzębi (chcących końca QE) i gołębi (optujących za pozostawieniem bardzo łagodnej polityki na dłużej). Dla rynku jednak jest to zaskakujące podkreślenie gołębiości, które niweczy próby odreagowania wcześniejszego pesymizmu zbudowanego na włoskim kryzysie politycznym. EUR/USD zostało znokautowany, choć efekt potęguje przebudzenie rajdu dolara. Potwierdziło się niejako to, o czym pisałem wczoraj rano – gdyby posiedzenie FOMC było jedynym wydarzeniem w tym tygodniu, powinno umacniać dolara, zatem usuwając z równania ryzyko konstruktywnego przekazu EBC, USD z opóźnieniem zaczął maszerować w górę. W czwartek pomógł też fantastyczny raport o sprzedaży detalicznej z USA, który wzmacnia przekonanie Fed, że drugi kwartał przyniesie solidne odbicie wzrostu gospodarczego. Pomimo tego wszystkiego staram się chłodno oceniać wczorajsze masywne zmiany na rynku FX. Poza istotnymi wahnięciami wartości EUR i USD, reszta aktywów pozostawał w miarę stabilna. Rentowności długu USA nie wsparły rajdu dolara, złoto balansuje blisko 1300 USD/oz, rynek akcji jest stabilny, a rynki wschodzące nie wykazują paniki (co najwyżej dostosowanie do aprecjacji dolara). Skłaniam się do opinii, że kombinacja jastrzębi Fed-gołębi EBC zaoferowała ostatni silny impuls przed okresem wygasania zmienności w związku ze zbliżającym się okresem wakacyjnym. W tym roku spokój może przyjść wcześniej ze względu na start Mundialu, co w przeszłości ograniczało zmienność rynkową (bo przecież wszyscy lubimy oglądać mecze). Stąd jest prawdopodobne, że wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin wymusiły przetasowania w pozycjach inwestorów i to raczej w stronę domykania nietrafionych pozycji niż budowania nowych trendów. Czas pokaże, jak będzie trwałość technicznych poziomów, więc na razie preferuję śledzić zachowanie cen z równym skupieniem, co wydarzenia na rosyjskich boiskach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

25% dynamika wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm w maju 2018 r.

Euler Hermes zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W maju 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 70 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 56 w maju 2017 r. (wzrost o 25%). Od początku roku opublikowano informacje o niewypłacalności 406 polskich przedsiębiorstw wobec 347 w tym samym okresie ubiegłego roku (+17%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Dynamika wzrostu liczby niewypłacalnych polskich firm nie zwalnia, co najwyżej zmienia się ich rozkład w skali miesiąca (w maju największy wzrost ich liczby miał miejsce w sektorze produkcyjnym i usługowym).
  • Wspólne przyczyny to niska rentowność – słaba kondycja finansowa wielu polskich firm, zmiany otoczenia biznesowego oraz duża liczba postępowań naprawczych. Do tego dodać można specyficzne dla branż problemy – wzrost kosztów działalności w budownictwie czy koncentracja w handlu, skutkująca dodatkową presją cenową na producentów.
  • Największa grupa niewypłacalnych firm, o których informacje opublikowano w maju to te z sektora usługowego. Bardzo zdywersyfikowana grupa, w której da się wyróżnić firmy specjalizujące się: w obsłudze nieruchomości i inwestycji, naprawie i konserwacji maszyn, zbieraniu odpadów, naprawie samochodów, gastronomii i turystyce, reklamie i doradztwie dla firm.
  • Niewypłacalne w maju firmy produkcyjne oprócz wyrobów dla budownictwa (z betonu, tarcicy, tw. sztucznych) zajmowały się pw. obróbką metali; produkcją profili, konstrukcji i narzędzi; produkcją żywności.
  • Wciąż najwyższy wzrost liczby niewypłacalności dotyczył spółek akcyjnych – za pięć miesięcy wzrost aż o 53% r/r (podczas gdy np. niewypłacalnych sp. z o.o. było w tym czasie więcej o 10% r/r). Świadectwo postępującej koncentracji, a może potwierdza to także słabość polskiego rynku kapitałowego?
  • Liczba niewypłacalności w V wzrosła r/r podobnie jak w kwietniu najbardziej w województwach pomorskim (najliczniejsze – firmy usługowe), wielkopolskim (tutaj głównie – firmy produkcyjne i handlowe) oraz kujawsko-pomorskim.
niewypłacalności firm w maju 2018
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Dynamika niewypłacalności polskich firm nie zwalnia – w maju w porównaniu rok do roku ich liczba wzrosła aż o 25%. Aktualnie największy w tym udział miała branża usługowa oraz produkcyjna. Pod względem skali efektu finansowego – niewypłacalności stosunkowo dużych firm wskazać można budownictwo (największa w tym zestawieniu firma, osiągająca nie tak dawno obroty rzędu 300 mln złotych), sektor wytwórczy (zwłaszcza materiałów budowlanych – obroty rzędu 60-100 mln złotych) jak i w obróbce oraz handlu złomem i metalami (obroty niewypłacalnych firm rzędu 100 do 200 mln złotych).

Trzy elementy ryzyka: niska rentowność, zmiany otoczenia biznesowego, efekt domina postępowań restrukturyzacyjnych

Najczęściej wspomina się o kłopotach budownictwa, wskazując sektorowe przyczyny jego problemów, takie jak wzrost kosztów materiałów czy wynagrodzeń pracowniczych i generalnie niedobór pracowników. Tymczasem mniej ewidentne niż budownictwa (widocznego w przestrzeni publicznej z powodu nie tylko trwających ale też co gorsza – zawieszonych remontów i inwestycji) są problemy innych branż. W przekroju kilku miesięcy okazuje się, że pośród nich nie ma tych wyraźnie bardziej bezpiecznych (za to mniej bezpieczny jest – przynajmniej na razie sektor produkcyjny). Zmieniają się co najwyżej akcenty na mapie ich problemów – niewypłacalnościach w poszczególnych miesiącach, ale w dłuższym okresie czasu skala tych problemów jest zbliżona. Świadczy to o tym, iż również ich przyczyny mogą być wspólne, a są to m.in. niska rentowność prowadzonej działalności, zwiększanie jej skali a nie wypracowywanego zysku, konkurowanie głównie ceną a nie innowacyjnością czy chociażby serwisem – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. Ponadto zwiększone obroty – nie tylko w budownictwie, ale też np. w branżach konsumenckich – przed przychodami generują najpierw koszty, eksponując przy okazji słabość finansową wielu polskich firm.

niewypłacalności firm w maju 2018 – 1
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalności firm w maju 2018 – 3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Na to nakłada się przebudowa prawa w wielu obszarach: podatkowym, prawa pracy, ochrony danych osobowych itd., co samo w sobie nie powinno rodzić problemów dla przedsiębiorców, ale na pewno nie pomaga firmom, które po prostu trwają, a nawet mówiąc wprost – egzystują na rynku. Wielu przedsiębiorców korzysta w takiej sytuacji (świadomie z wyprzedzeniem bądź w ostateczności) z dużo obecnie prostszego i szybszego w realizacji prawa naprawczego. Nie jest to oczywiście fakt negatywny sam w sobie, a nawet – pozytywny. Tym niemniej postępowanie naprawcze odbywa się kosztem dostawców, narażając ich na straty i w efekcie powodując efekt domina. To trzeci element ryzyka, po wspomnianej chronicznej słabości finansowej polskich firm i systemowej zmianie warunków ich działania, stojących za większością niewypłacalności polskich firm. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości któryś z tych elementów miał stracić na aktualności.niewypłacalności firm w maju 2018 – 2

W przyszłym tygodniu rząd może przyjąć specustawę mieszkaniową. Dzięki niej inwestycje mają być prostsze, a lokale tańsze

W przyszłym tygodniu rząd może przyjąć specustawę mieszkaniową. Dzięki niej inwestycje mają być prostsze, a lokale tańsze 8

Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, czyli tzw. specustawy mieszkaniowej. Ma ona zwiększyć podaż mieszkań oddawanych rocznie do użytku i spowodować spadek cen na rynku. Dzięki niej program Mieszkanie Plus zyska dostęp do atrakcyjnych lokalizacji.

 Przyjęta specustawa mieszkaniowa pozwoli zrealizować dwa cele. Z jednej strony zwiększy dostępność tanich gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, dzięki temu mieszkania będą tańsze i będzie ich więcej. Będziemy mogli budować na gruntach kolejowych, których kolej już dziś nie wykorzystuje, poprzemysłowych, powojskowych, rolnych – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Soboń, wiceminister infrastruktury i rozwoju. – To są zwykle tereny bardzo atrakcyjnie położone. Natomiast ich przekształcenie w grunty mieszkaniowe trwałoby bardzo długo.

Zgodnie z założeniami ustawy ułatwienia w przygotowaniu do inwestycji mają skrócić czas trwania tego etapu z około 5 lat dzisiaj do roku. W efekcie liczba oddawanych do użytku mieszkań wzrosłaby o ok. 100 tys. rocznie. Zgodę na inwestycję – po spełnieniu przez inwestora przewidzianych ustawą warunków, takich jak zapewnienie infrastruktury czy przeznaczenie minimum 80 proc. powierzchni w budynkach na lokale mieszkalne – wydaje gmina, a nie wojewoda.

– Wszystko będzie opierać się na opiniach. Te opinie zbiera inwestor, przygotowuje on koncepcję, która idzie do rady gminy. Ta mówi tak lub nie, oczywiście pod warunkiem zachowania ustawowych standardów urbanistycznych, które będą zawsze wiązały tę inwestycję mieszkaniową z dostępem do komunikacji publicznej, do drogi, szkoły, przedszkola, placówek handlowych. W ten sposób nie będziemy budować osiedli bez odpowiedniej komunikacji i podstawowych funkcji, do których każdy mieszkaniec musi mieć dostęp, a dziś z tym bywa różnie – wyjaśnia Artur Soboń.

Jak podkreśla, nowe przepisy, które mają obowiązywać przez kolejne 10 lat, dają ogromną szansę na odblokowanie terenów pod Mieszkanie Plus, czyli program budowy tanich mieszkań na wynajem.

– To są tereny często bez planu zagospodarowania przestrzennego albo ten plan jest stary i zakłada funkcje, które są inne niż funkcja mieszkaniowa – tłumaczy Artur Soboń. – Takie tereny będzie można bardzo szybko przekształcić pod budownictwo mieszkaniowe. Samo PKP ma takich terenów nas interesujących w różnych miastach Polski na co najmniej kilkadziesiąt tysięcy mieszkań, które moglibyśmy tam wybudować. Ale potrzeba do tego przepisów, które z jednej strony zachowają wysokie standardy urbanistyczne, a z drugiej – pozwolą na wykorzystanie tańszych gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Możliwe, że specustawą rząd zajmie się już na najbliższym posiedzeniu.

– Przed nami ostatni etap prac legislacyjnych rządowych. Kierujemy ją do parlamentu, który – mam nadzieję – będzie w lipcu procedował tę ustawę. Gdyby tak było, od jesieni byłoby można korzystać z tych przepisów – dodaje wiceminister infrastruktury i rozwoju.

W I kwartale 2018 roku oddano do użytkowania niespełna 45 tys. mieszkań, co wprawdzie jest wynikiem o 10,6 proc. wyższym od tego sprzed roku, ale celem Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju jest zwiększenie puli rocznie oddawanych lokali do 250 tys., jak miało to miejsce w latach 70. i 80. Tymczasem w 2017 roku do nowych wnętrz wprowadziło się niecałe 178,5 tys. rodzin. Nawet gdyby tempo wzrostu zostało utrzymane, i tak próg 200 tys. nie zostanie osiągnięty.

W budowie na koniec marca było 762 tys. mieszkań, przy czym średni czas budowy lokalu w mieście wynosi 32,6 miesiąca, a na wsi, gdzie zazwyczaj budowa jest realizowana metodą gospodarczą – niemal 52 miesiące.

Wcześniejsze ustalenie kapitału początkowego może przyspieszyć otrzymanie emerytury. Dotyczy to prawie 2 mln uprawnionych Polaków

Wcześniejsze ustalenie kapitału początkowego może przyspieszyć otrzymanie emerytury. Dotyczy to prawie 2 mln uprawnionych Polaków 9

Z ubiegłorocznych danych NIK wynika, że jeszcze 2 mln Polaków nie ma ustalonego kapitału początkowego. Nie należy zwlekać ze złożeniem wniosku i niezbędnych dokumentów. Wiele firm, które działały przed 1999 r., już nie istnieje, dlatego już teraz należy odszukać dokumentację potwierdzającą staż pracy i wysokość zarobków. Dzięki temu emerytura będzie wyższa, a uzyskanie świadczenia szybsze.

– Ustalenie kapitału początkowego jest bardzo ważne, ponieważ wpływa na wysokość przyszłej emerytury. Osoby, które urodziły się po 1948 roku i pracowały w Polsce przed 1999 rokiem, powinny ten kapitał ustalić. Przede wszystkim nie należy czekać z tym do osiągnięcia wieku emerytalnego. Jeśli zrobią to teraz, w znaczny sposób przyspieszy to i ułatwi późniejsze uzyskanie emerytury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Szabliński z Departamentu Rent Zagranicznych w Centrali ZUS.

Prawo do ustalenia kapitału początkowego mają osoby, które rozpoczęły pracę przed 1999 rokiem. Wystarczy złożyć wniosek o ustalenie kapitału początkowego.

– Na stronie internetowej www.zus.pl jest specjalny formularz wniosku o ustalenie kapitału początkowego o symbolu EKP. Należy pobrać i wypełnić ten formularz oraz dołączyć dokumenty potwierdzające zatrudnienie i osiągane wynagrodzenie w Polsce przed 1999 rokiem – wyjaśnia Szabliński.

Do wyliczenia kapitału początkowego, a następnie emerytury potrzebne są m.in. świadectwa pracy lub zaświadczenia od pracodawców, inne dowody o okresach składkowych i nieskładkowych przed 1999 r., dokumenty o zarobkach, zaświadczenia o zatrudnieniu i wynagrodzeniu wystawiane przez pracodawców na formularzu ZUS Rp-7.

Utrudnione zadanie w odnalezieniu tych dokumentów mogą mieć  osoby, które wyjechały z kraju.

– Już  teraz powinny wystąpić do swoich byłych pracodawców o wydanie zaświadczeń o zatrudnieniu i wynagrodzeniu,. Mogą wysłać list do pracodawcy o  wydanie formularza ZUS Rp-7 – mówi ekspert ZUS.

O ustalenie kapitału początkowego warto zadbać już dziś. W ten sposób można zapobiec kłopotom z uzyskaniem wszystkich potrzebnych dokumentów. Zakłady pracy są likwidowane, przekształcane. Dokumenty mogą być niekompletne lub trzeba ich poszukać.

– Osoby, których zakłady pracy zlikwidowano, mogą próbować odnaleźć dokumentację płacową i osobową w archiwach przechowujących dokumentację zlikwidowanych zakładów pracy. Na stronie internetowej ZUS jest wyszukiwarka archiwów zlikwidowanych zakładów pracy. Można odszukać, w którym archiwum przechowywane są dokumenty. Można listownie wystąpić o wydanie kopii dokumentów i przesłać je do ZUS – podkreśla Tomasz Szabliński.

Możliwość odnalezienia wszystkich potrzebnych dokumentów bez konieczności wizyt w dawnym zakładzie pracy to ważna informacja zwłaszcza dla osób mieszkających poza granicami Polski. Dla nich taka wizyta wiązałaby się ze znacznymi wydatkami.

Polska firma opracowała prototyp radaru 3D do eksploracji Marsa. Technologię wykorzystuje się także w meteorologii czy geologii

Radary 3D są coraz częściej wykorzystywane nie tylko na Ziemi, lecz także w kosmosie. Polska firma opracowała prototyp trójwymiarowego skanera, w który zostaną wyposażone łaziki marsjańskie. To pozwoli precyzyjniej określać rodzaj powierzchni, którą będą penetrować podczas misji na Czerwonej Planecie. Podobna technologia wykorzystywana jest m.in. w satelitach, a także w geologii i meteorologii. Korzysta z niej już także wojsko.

Radar 3D jest to radar, który jest w stanie stworzyć mapę głębi, czyli zobrazować dany element w przestrzeni, może być to skała, może być odpad kosmiczny. Stosuje się je na satelitach oraz w misjach międzyplanetarnych, na m.in. łazikach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Tuzimek z firmy Hertz Systems.

Polska firma wyposaży w radar 3D łazika marsjańskiego, który będzie penetrował obcą planetę. Dzięki trójwymiarowemu skanowaniu będzie można określić m.in. rodzaj powierzchni, na którą łazik ma wjechać. Radar 3D stanowi część platformy złożonej z kamer, czujników i mikrofonów. Jego rola w całości to pełnienie funkcji sensora wspomagającego. Podobną technologię wykorzystuje się w satelitach kosmicznych, ale również na Ziemi – korzysta z niej wojsko w ochronie powietrznej i przechwytywaniu wrogich lub podejrzanych obiektów.

– Radar jest oczami łazika, który jest w stanie zobaczyć, co znajduje się przed nim, w jakiej jest odległości, jakiej jest to wielkości i jak szybko się do tego zbliża. Tak samo jest w przypadku satelitów, możemy określić prędkość, z jaką zbliżamy się do stacji dokującej, czy wykryć nawet najmniejsze elementy, które mogłyby przeszkodzić w dokowaniu satelity tłumaczy Paweł Tuzimek.

Funkcjonalność radarów trójwymiarowych przydaje się również w meteorologii. Z urządzeń tego typu korzysta system NEXRAD wykrywający opady atmosferyczne, przemieszczanie się mas powietrza i wiatr. Kolejne zastosowanie radarów 3D to geodezja. Przykładem może być radar GeoScope, który dzięki technologii step-frequency umożliwia szybkie przechwytywanie danych 3D o wysokiej gęstości, a także głęboką penetrację podpowierzchniową z zapewnionym obrazem w wysokiej rozdzielczości. Tego typu urządzenia znalazły szerokie zastosowanie między innymi w wydobyciu surowców i archeologii, a także w kontroli prędkości czy kontrolowaniu balastów na kolei.

Polskie łaziki marsjańskie są doceniane na arenie międzynarodowej. Na odbywających się niedawno w Stanach Zjednoczonych zawodach University Rover Challenge na najwyższym stopniu podium stanął zespół Politechniki Częstochowskiej, a na najniższym – Politechniki Świętokrzyskiej.

Z analiz dostarczanych przez analityków Markets and Markets wynika, że rynek radarów 3D jest bardzo perspektywiczny. Zgodnie z ich przewidywaniami jego wartość w ciągu najbliższych 4 lat wzrośnie ponaddwukrotnie i osiągnie w 2022 r. poziom 1,8 mld dol.

Prawo o działaniu i finansowaniu fundacji wymaga zmian. Obecne pochodzi jeszcze z czasów PRL

Prawo o działaniu i finansowaniu fundacji wymaga zmian. Obecne pochodzi jeszcze z czasów PRL 10

Zamieszanie wokół Fundacji Wolni Obywatele RP oraz Fundacji XX. Czartoryskich wywołało publiczną debatę o modelu funkcjonowania i prawa takich podmiotów. Obecne normy prawne pochodzą sprzed 34 lat i nie doczekały się od tego czasu żadnej większej nowelizacji. Potrzebne są nowe regulacje, które sprawią, że duże fundacje z polskim kapitałem będą zakładane w kraju, a nie poza jego granicami.

 W ramach koncepcji prawa fundacyjnego w Polsce fundacje mają służyć realizacji interesów państwa, a nie interesów społeczeństwa. Przesądziła o tym konstytucja z 1997 roku, zaliczając fundacje w artykule 12. do instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego mamy do czynienia z dwoma rozbieżnymi modelami fundacji: modelem ustawowym i modelem konstytucyjnym. Z tym wiąże się problem z całym instrumentarium dotyczącym nadzoru nad fundacjami, ze sposobem kontroli wydatkowania środków przez fundacje czy ze sposobem zarządzania tymi środkami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Przemysław Litwiniuk, ekspert prawa fundacyjnego, adiunkt w Zakładzie Finansów Publicznych i Prawa SGGW.

Polskie ustawodawstwo fundacyjne pochodzi z 1984 roku – to ponad 34 lata regulacji, która w tym czasie nie doczekała się żadnego głębszego przeglądu ani zmiany. Dotyczące jej nowelizacje dotyczyły w zasadzie tylko zmiany słów „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” na „Rzeczypospolitej Polskiej”. Jak podkreśla ekspert, duch tej regulacji pozostał ten sam i niewątpliwie wymaga zmiany. Dzisiaj ani fundator, ani destynariusze, ani służby skarbowe nie są w stanie według litery prawa określić, jaka część środków włożonych do fundacji ma być rozdysponowana na cele związane z jej statutowymi zadaniami, a jaka może być np. wykorzystana na koszty administracyjne czy na wynagrodzenia pracowników.

 Orzecznictwo dorobiło się pewnych reguł tylko w zakresie opodatkowania środków niewydatkowanych z tytułu działalności gospodarczej na cele statutowe. To za mało. Państwo powinno się interesować tym, czy fundacje rzeczywiście działają w sferze społecznie użytecznej, czy też są jedynie wydmuszkami powołanymi ze względu na optymalizację podatkową albo akumulację kapitału poza majątkiem osoby, która chociażby ma długi – mówi Przemysław Litwiniuk.

Jak podkreśla, dobre wzorce można zaczerpnąć np. z Austrii albo z innych, małych państw Europy Zachodniej, w których ochrona celu, woli fundatora, kapitału, a w zasadzie konieczności jego przeznaczania na cele zgodne ze statutem danej fundacji, odgrywają wiodącą rolę.

– W Polsce prawem fundacji rządzi praktyka, a nie litera tego prawa, praktyka sądów rejestrowych i służb skarbowych. To jest zbyt poważna instytucja, aby powierzać los fundacji zjawiskom niezależnym od ustawodawcy, zjawiskom, które nie mają zagwarantowanej stabilności, a stabilność przesądza o tym, czy ludzie zechcą fundować fundacje i czy darczyńcy zechcą składać w nich środki z przeznaczeniem na realizację chociażby działalności pożytku publicznego – podkreśla Przemysław Litwiniuk.

W ocenie eksperta w Polsce potrzebne jest takie prawo fundacyjne, które sprawi, że swoje środki zechcą angażować zarówno ludzie majętni, jak i drobni darczyńcy, którzy odpisują 1 proc. swojego podatku i wpłacają darowizny.

– Oni muszą mieć pewność, że ich środki nie zostaną skonsumowane przez funkcjonariuszy fundacji, a trafią do osób, do których adresuje się działalność tego rodzaju podmiotu. To instrumentarium zostało niejako zapomniane, odłożone na bok i czeka od lat na refleksję, na zmiany ustawowe – mówi ekspert prawa fundacyjnego.

Dyskusje o modelu funkcjonowania i prawa fundacji w Polsce wywołały m.in. wniosek MSWiA o zmianę władz Fundacji Wolni Obywatele RP, które według ministerstwa łamie prawo, a także zamieszanie medialne wokół Fundacji XX. Czartoryskich, której Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił wniosek o likwidację.

Za kilka lat pracownicy w nowo powstałych firmach będą mogli pracować całkowicie zdalnie

Za kilka lat pracownicy w nowo powstałych firmach będą mogli pracować całkowicie zdalnie 11

Już za kilka lat każda nowo tworzona firma może działać zdalnie. Już teraz nowe technologie umożliwiają pracę z dowolnego miejsca na świecie. Dzięki nowym aplikacjom zespół może być cały czas w kontakcie, a wideorozmowy umożliwiają interakcje. Narzędzia do project managementu pozwalają jasno wyznaczać zadania i kontrolować ich wykonanie. Pracodawcy w Polsce niechętnie jednak patrzą na pracę zdalną, ta zaś może przynieść wiele korzyści biznesowych – nie tylko ograniczyć koszty, lecz także zwiększyć efektywność i zadowolenie pracowników. 

– W pracy zdalnej kluczem do sukcesu jest komunikacja, narzędzia typu Slack, Skype, Google Hangouts, aby zespół zawsze był ze sobą w kontakcie. Kolejny aspekt to narzędzia do project managementu takie jak Asana, dzięki którym manager może w bardzo jasny i klarowny sposób wyznaczać konkretne zadania przy projektach, przypisywać, wiedzieć, kiedy te zadania będą dowiezione, mieć wszystko w jednym miejscu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Iwo Szapar z Remote-how.

Z najnowszego badania Grupy IWG wynika, że na świecie już 62 proc. pracowników korzysta z telepracy, a ok. 70 proc. specjalistów czy właścicieli firm pracuje zdalnie przynajmniej raz w tygodniu. Jest to możliwe tylko dzięki udogodnieniom, jakie dają nowe technologie. Szybki dostęp do internetu wystarczy, by móc połączyć się z biurem z każdego miejsca na świecie, a specjalne aplikacje umożliwiają sprawne przypisywanie zadań czy kontrolę ich wykonania. W pracy przydatne są też media społecznościowe, zwłaszcza te, które umożliwiają grupowe połączenia czy wideorozmowy.

 Rozmowy wideo to jest bardzo istotny element komunikacji. Przez znaczną poprawę szybkości internetu w ciągu ostatnich lat, coraz popularniejszą formą komunikowania się są wideorozmowy. To daje pracownikom możliwości lepszej interakcji, jak pokazują badania 70 proc. to mowa ciała – mówi Iwo Szapar.

Badanie firmy Virgin Media Business wskazuje, że zdaniem większości pracodawców za kilka lat już 60 proc. pracowników mogą stanowić będą osoby pracujące poza biurem. Z kolei Softchoice podaje, że w Ameryce Północnej już 85 proc. pracowników wymaga dostępu do takich technologii, które umożliwiają wykonywanie pracy z dowolnie wybranego miejsca, a zdecydowana większość bez wahania zmieniłaby pracę na taką, która na to pozwala.

– Kilka lat temu pojawili się cyfrowi nomadzi, osoby, które mogą być w dowolnym miejscu na świecie i pracować z tego miejsca. To osoby, które napędza pasja podróżowania, doświadczania i towarzyszy im praca z każdego miejsca na świecie. Każdy może zostać digital nomadem, potrzebuje komputera, internetu, pasji i chęci zmiany życia – przekonuje ekspert Remote-how.

Badanie „Rynek pracy zdalnej a oczekiwania pracowników” firmy Kantar TNS przy współpracy z Remote-how wskazuje, że tylko co trzeci Polak (32 proc.) ma możliwość pracy zdalnej. Choć 76 proc. deklaruje, że chętnie pracowałoby poza biurem, to pracodawcy niechętnie patrzą jednak na pracę zdalną. Hays Poland podaje, że 55 proc. firm umożliwia pracę zdalną, jednak tylko wybranej grupie osób, tylko 14 proc. zachęca do takiego modelu wszystkich pracowników.  Jak jednak przekonuje Szapar – od pracy zdalnej nie ma ucieczki.

– Jesteśmy de facto dopiero na początku, na palcach jednej ręki możemy policzyć duże firmy, które są całkowicie zdalne, są to firmy zazwyczaj ze Stanów. Badania na rynku w USA pokazują, że freelancerów jest coraz więcej, w tym roku będzie to już prawie 40 proc., więc zdecydowanie dynamiczny rozwój jest po stronie pracownika, a pracodawca musi się dostosowywać, również od strony technologicznej i procesów. W futurystycznej wizji za 5–10 lat możemy sobie wyobrazić, że każda tworzona nowa firma, tak jak teraz działa dużo start-upów, będzie całkowicie zdalna – ocenia ekspert.

E-recepty początkiem poważnych zmian w służbie zdrowia. Pacjenci otwarci na technologiczne nowinki

E-recepty początkiem poważnych zmian w służbie zdrowia. Pacjenci otwarci na technologiczne nowinki 12

Z badań wynika, że pacjenci są otwarci na cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia. Prezes Grupy Polpharma ocenia, że takie działania wymagają dobrej woli po stronie rządzących oraz współpracy ze środowiskiem naukowym, medycznym i biznesem, który może odegrać rolę inkubatora nowych pomysłów i pomóc w ich komercjalizacji.

– System opieki zdrowotnej to bardzo złożony ekosystem, w którym działa wiele podmiotów i interesariuszy. Jego transformacja wymaga przede wszystkim woli politycznej ze strony rządu, którą – moim zdaniem – możemy zaobserwować. Obecnie strona rządowa podejmuje stosowne działania transformacyjne, szczególnie w zakresie rozwiązań cyfrowych, w celu usprawnienia usług i poprawy ich przejrzystości dla pacjentów. Pierwsza faza ma polegać na wdrożeniu e-recept, a dalsze etapy przyjdą później – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Markus Sieger, prezes Grupy Polpharma.

Od maja w Siedlcach i Skierniewicach wystawiane są pierwsze e-recepty. Na razie w ramach pilotażu, ale od stycznia 2020 roku elektroniczne recepty mają być już wystawiane we wszystkich gabinetach lekarskich w Polsce. To ułatwi pracę lekarzy i poprawi bezpieczeństwo pacjentów, ponieważ system automatycznie sprawdzi, czy np. pacjentowi nie przepisano leków, które mogą wchodzić w niebezpieczne dla zdrowia interakcje z innymi przyjmowanymi preparatami. System zlikwiduje także problem zgubionych albo nieczytelnie wypisanych recept i umożliwi wgląd w historię wcześniej wystawionych e-recept.

Jak wynika z tegorocznych badań „E-zdrowie oczami lekarzy” oraz „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzonych przez LekSeek Polska, pacjenci są otwarci na cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia. Za najbardziej atrakcyjne uważają możliwość wprowadzenia rejestracji online na refundowane wizyty (59 proc) oraz otrzymywanie recept i zwolnień lekarskich drogą elektroniczną (72,7 proc.).

– Najważniejszą kwestią jest bezpieczeństwo. Dlatego uważam, że bezpieczeństwo danych i przestrzeganie odpowiednich przepisów ma absolutnie zasadnicze znaczenie. Myślę, że dopiero dzisiaj – dzięki usługom i technologiom takim jak blockchain – bezpieczeństwo jest możliwe do osiągnięcia. To krok w bardzo dobrym kierunku, którego nie mogliśmy postawić wcześniej. Dzisiaj, kiedy technologie te są dostępne, a ludzie bardziej im ufają, możemy aktywnie z nich korzystać – mówi Markus Sieger.

Grupa Polpharma zamierza wkroczyć na rynek zintegrowanej opieki zdrowotnej, w którym będzie łączyć produkowane przez siebie leki z usługami medycznymi. Dlatego firma zamierza się otworzyć na współpracę ze start-upami i innymi usługodawcami w celu świadczenia na rzecz pacjentów możliwie najlepszych usług.

– Współpraca ta może obejmować również zagadnienia profilaktyki, która jest moim ulubionym tematem. Mam na sobie urządzenie, które mierzy mój puls, pokazuje, ile kroków przeszedłem etc. Myślę, że warto podążać za obecnym trendem na zdrowsze życie – mówi prezes grupy Markus Sieger.

Prezes Grupy Polpharma wspominał także o rozwijaniu w Polce sektora leków biologicznych. Podkreślił, że efektywne konkurowanie Polski na globalnym rynku biotechnologicznym wymaga głębokiej współpracy pomiędzy administracją publiczną, światem nauki a biznesem.

– Tworzenie takich nowych obszarów działalności jest bardzo ważne, co zostało zresztą odzwierciedlone w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Mateusza Morawieckiego. W tym kontekście naprawdę potrzebujemy partnerstwa między sektorem biotechnologii, nauki, rządem a światem biznesu, który nie tylko odegra rolę inkubatora nowych pomysłów, lecz także pomoże w ich urzeczywistnieniu i skutecznej komercjalizacji. W efekcie powstanie nowa branża, co jest moim zdaniem celem tej inicjatywy – mówi Markus Sieger.

Kryptoprocesor opracowywany przez polską firmę skutecznie zabezpieczy m.in. e-paszport i dowody osobiste. Dostęp do kodu źródłowego mają tylko 3 osoby

Kryptoprocesor opracowywany przez polską firmę skutecznie zabezpieczy m.in. e-paszport i dowody osobiste. Dostęp do kodu źródłowego mają tylko 3 osoby 13

W dobie Internetu rzeczy zabezpieczenia na poziomie oprogramowania, czyli np. antywirusy, mogą już nie wystarczyć. Potrzebny jest wyższy poziom zabezpieczeń przed coraz bardziej wyrafinowanymi atakami hakerskimi. Dotyczy to przede wszystkim firm. Polska firma opracowuje kryptoprocesor bazujący na autorskiej architekturze, o której wiedzę i dostęp mają wyłącznie 3 osoby. To, oprócz najnowszych i najbardziej zaawansowanych zabezpieczeń na poziomie sprzętowym, gwarancja bezpieczeństwa danych.

CryptOne jest innowacyjnym, w 100 proc. bezpiecznym kryptoprocesorem, bazującym na naszej autorskiej architekturze. Stworzyliśmy D32Pro, czyli pierwszy w historii Polski, 32-bitowy komercyjny procesor. Łącząc możliwości procesora D32Pro oraz algorytmy kryptologiczne opracowane przez naszych naukowców z wyższych uczelni, opracowujemy procesor CryptOne, który będzie miał oficjalną premierę we wrześniu tego roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Ćwienk z Digital Core Design.

Zdaniem specjalistów od cyberbezpieczeństwa, powszechnie stosowane zabezpieczenia na poziomie oprogramowania są niewystarczające, ponieważ hakerzy nie mają większego problemu z ich złamaniem. W dobie dynamicznie rozwijającego się internetu rzeczy, a także digitalizacji dokumentów osobistych i rosnącej popularności smartfonów, na których przechowujemy coraz więcej poufnych informacji, takie zabezpieczenie musi stać się podstawą. Miniaturowy procesor CryptoOne może zabezpieczać także inne, wrażliwe dane np. w e-dokumentach.

Procesor CryptOne znajdzie zastosowanie właściwie w każdym aspekcie naszego życia, począwszy od dowodów elektronicznych, przez paszporty biometryczne, ale także w komunikacji, motoryzacji, w urządzeniach satelitarnych. Słowem – wszędzie tam, gdzie jest elektronika, tam znajdzie zastosowanie. Bezpieczeństwo staje się tą rzeczą, która jest w chwili obecnej bezcenna jeżeli mówimy o elektronice w każdym aspekcie naszego życia. Nasz procesor w zupełności wystarczy, żeby zabezpieczyć całkowicie przesył danych np. z dowodu osobistego czy z paszportu biometrycznego, ale równie dobrze może być wykorzystany np. w pendrivie, w karcie pamięci czy podczas łączności bezprzewodowej – twierdzi ekspert.

Na rynku dostępnych jest szereg rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo danych zapisanych na urządzeniach takich, jak np. twarde dyski komputerów. Mogą to być klucze szyfrujące wpinane do komputera przez gniazdo USB, które odblokowują dostęp do aplikacji zawierających cenne z punktu widzenia użytkownika dane. Na rynku są też chipy służące do zapisywania certyfikatów i kluczy wykorzystywanych w procesie uwierzytelnienia. Projektowany przez polską firmę procesor ma być jeszcze bezpieczniejszy, niż oferowane na rynku zabezpieczenia sprzętowe.

Możemy całkowicie wykluczyć ataki typu backdoor oraz szereg innych zagrożeń, które są potencjalnym niebezpieczeństwem dla współczesnej elektroniki. Żaden z odbiorców nie będzie miał dostępu do kodu źródłowego. Mamy go tylko my, czyli na chwilę obecną zaledwie 3 osoby. Nawet odbierając już gotowe produkty, nikt nie otrzyma kodu źródłowego, tylko będzie otrzymywał gotowe rozwiązania, bez możliwości wejścia w poszczególne zakamarki samego procesora – zapewnia Tomasz Ćwienk.

Przewidywania analityków z Grand View Research zakładają, że rynek mikrokontrolerów zabezpieczających urządzenia Internetu rzeczy osiągnie do 2022 roku wartość ponad 3,5 mld dol.

Instytucje rządowe na celowniku hakerów. Brakuje odpowiednich zabezpieczeń i scenariuszy na wypadek awarii

Instytucje rządowe na celowniku hakerów. Brakuje odpowiednich zabezpieczeń i scenariuszy na wypadek awarii 14

W tym tygodniu całkowicie przestały działać główne państwowe systemy informatyczne. Niedostępne były m.in. ePUAP, CEPiK i obywatel.gov.pl. Przyczyny nie są znane, ale wiceprezes Atende Jacek Szczepański ocenia, że mógł nią być błąd kluczowego elementu infrastruktury albo zmasowany atak DDoS. Liczba takich cyberataków na instytucje rządowe, infrastrukturę krytyczną i portale użyteczności publicznej zwiększa się z roku na rok. Zarówno dla firm, jak i instytucji państwowych warunkiem koniecznym, by się na to przygotować, jest przeprowadzanie stress testów i posiadanie scenariuszy postępowania na wypadek takiego ataku.

– Zagrożenia dla e-państwa, czyli instytucji publicznych, są w zasadzie tożsame z tymi, z którymi boryka się świat komercyjny. Mamy do czynienia głównie z atakami na infrastrukturę bądź z próbami wykradzenia danych. Inne są natomiast motywacje atakujących – do chęci zysku, zdobycia sławy i sprawdzenia się dochodzą jeszcze pobudki polityczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szczepański, wiceprezes ds. operacyjnych, Atende SA.

Ubiegły rok był rekordowy pod względem aktywności hakerów i liczby cyberataków na całym świecie. Jak wynika z ostatniego raportu F-Secure, liczba ataków ransomware wzrosła w zeszłym roku aż o 400 proc. Cyberataki są już zjawiskiem powszechnym – 82 proc. działających w Polsce firm odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent, a 37 proc. stwierdziło znaczny wzrost liczby cyberataków na przestrzeni ostatniego roku – to z kolei dane z ostatniego „Barometru bezpieczeństwa” firmy doradczej KPMG. Najgroźniejsze cyberzagrożenia z punktu widzenia przedsiębiorstw to malware (APT, wycieki danych, ransomware), kradzieże danych i phishing oraz ataki na aplikacje. Według prognoz Bitdefendera – w tym roku szkody powodowane przez cyberprzestępczość sięgną 180 mld dol., a w 2019 przekroczą już nawet 2 bln dol.

Z drugiej strony hakerzy za cel obierają sobie już nie tylko firmy i korporacje, kierując się chęcią zysku, lecz także infrastrukturę krytyczną i serwisy rządowe. W ubiegłym roku celem zmasowanych ataków wirusem ransomware, znanym jako Petya, stały się firmy i instytucje publiczne m.in. w Wielkiej Brytanii, Rosji, USA i na Ukrainie, gdzie ucierpiały rządowe sieci, system bankowy, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie i elektrownie oraz metro w Kijowie.

W tym tygodniu, we wtorek rano, całkowicie przestały działać główne państwowe systemy informatyczne. Niedostępne były ePUAP, CEPiK i obywatel.gov.pl. W Centralnym Ośrodku Informatyki został powołany sztab kryzysowy, który pracował nad usunięciem awarii.

 Ostatnia awaria unieruchomiła wiele usług dla obywateli. Trudno zgadywać, co było jej powodem. Na dzisiaj nie są znane oficjalne przyczyny wystąpienia tej awarii. Zwykle powodem jest błąd w projektowaniu systemów informatycznych, brak redundancji. W związku z tym mógł, kolokwialnie mówiąc, paść jakiś krytyczny element infrastruktury. Bądź też mieliśmy do czynienia ze zmasowanym atakiem DDoS – ocenia Jacek Szczepański.

Dla państwa konsekwencją takich incydentów jest nie tylko niedostępność infrastruktury, i w związku z tym niedostępność usług, lecz także straty wizerunkowe i ryzyko wycieku wrażliwych danych.

Istotną konsekwencją takich awarii może być także wyciek danych. Tutaj problem jest jeszcze większy niż w przypadku firm komercyjnych z uwagi na to, że instytucje publiczne gromadzą i przetwarzają dane bardzo wrażliwe. Zdecydowanie bardziej wrażliwe niż te, które przetwarzają firmy komercyjne – mówi Jacek Szczepański.

Wiceprezes Atende podkreśla, że systemy administracji publicznej, podobnie jak wszelkie inne systemy informatyczne, powinny być projektowane w sposób zapewniający ciągłość działania. Dzisiaj zdecydowanie nie wystarcza już ochrona tzw. brzegu sieci, czyli firewalle czy ochrona stacji roboczych.

– Systemy administracji publicznej powinny być projektowane w modelu wysokiej dostępności, gdzie mamy do czynienia z klastrami, z zapasowymi centrami danych. Z drugiej strony powinny być projektowane tak, aby systemy bezpieczeństwa działały na wielu warstwach. Chronione muszą być również warstwy wewnętrzne systemu informatycznego. Wchodzimy więc na pole systemów bardziej zaawansowanych, badających, analizujących zachowanie sieci, szukających pewnych wzorców zachowań, które odbiegają od normy – mówi Jacek Szczepański.

Eksperci są zgodni co do tego, że liczba cyberzagrożeń będzie rosnąć. Zarówno dla firm, jak i instytucji państwowych warunkiem koniecznym jest posiadanie scenariuszy postępowania na wypadek takiego ataku cybernetycznego.

Dziś pytanie nie brzmi już, czy ten atak bądź awaria wystąpi, ale kiedy wystąpi? W związku z tym musimy być do tego przygotowani. Musimy mieć sprawdzone procedury na taką okoliczność, poddawane stress testom, testom penetracyjnym. To jest chyba jedyne remedium na dziś. Zakładając, że mamy właściwie zaprojektowany system informatyczny i bezpieczeństwa, zdecydowanie musimy się oprzeć na procedurach stworzonych na okoliczność wystąpienia takich awarii – podkreśla Jacek Szczepański.

Inteligentne systemy transportowe ułatwiają podróżowanie w miastach. Wkrótce mogą pojawić się także w polskich pociągach

Inteligentne systemy transportowe ułatwiają podróżowanie w miastach. Wkrótce mogą pojawić się także w polskich pociągach 15

Tradycyjne rozkłady jazdy zostały już zastąpione przez aplikacje mobilne, które potrafią zaplanować dojazd, uwzględniając m.in. przesiadki oraz tymczasowe zmiany w trasie poszczególnych linii. Kolejnym krokiem są inteligentne systemy transportowe, które sprawią, że będziemy w stanie precyzyjnie zlokalizować wszystkie pojazdy i przewidzieć, jak szybko uda im się dotrzeć na miejsce przez zakorkowane miasto.

Inteligentne systemy transportowe i rozwiązania dla transportu głównie publicznego, umożliwiają efektywne zarządzanie flotą. Są systemami informacji pasażerskiej, które przedstawiają pasażerom miejsce bądź czas przybycia tramwaju, autobusu na przystanek, są w stanie też dostarczyć informację jak szybko ten tramwaj dojedzie do punktu docelowego. Jeżeli chodzi o zarządzanie flotą od strony właściciela floty, czyli np. ZTM w Warszawie, osoby zarządzające widzą gdzie znajdują się autobusy, w jakiej są kondycji fizycznej, czy kierowca jedzie zgodnie czy niezgodnie z planem – są wtedy w stanie szybko zareagować, np. wysłać zapasowy autobus, jeżeli ten się zepsuje. Żeby to było możliwe, w autobusie musimy zainstalować zarówno odbiornik danych GPS, bądź odbiornik sieci komórkowej GSM, jak również nadajnik, żebyśmy mogli nadać do bazy informację o tym, gdzie jesteśmy, co robimy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Miedzik z firmy GMV.

Rozbudowane systemy informacji pasażerskiej współpracujące z inteligentnymi systemami zarządzania flotą powoli wkraczają do polskich miast, można znaleźć je m.in. w Bydgoszczy, Gdańsku, Szczecinie czy w Warszawie. Dzięki tablicom informacyjnym można w czytelny sposób poinformować podróżnych, za ile minut na przystanku pojawi się pojazd, na który czekają. Warszawskie tablice – funkcjonujące na niektórych trasach tramwajowych – wyposażono także w system informacji głosowej opracowane z myślą o osobach niewidomych. Takie rozwiązanie znacząco ułatwia poruszanie się po mieście.

Inteligentne systemy zarządzania flotą sprawdzą się jednak nie tylko w tablicach przystankowych. Wykorzystując zbiorcze dane o lokalizacji floty pojazdów, można usprawnić aplikacje komunikacyjne, z których korzystamy na co dzień. Jakdojade.pl wykorzystuje dane o lokalizacji, aby na bieżąco śledzić nasze położenie i informować nas, kiedy powinniśmy wyjść z domu, aby zdążyć na dany autobus, nie sięga jednak do informacji o rzeczywistym położeniu pojazdów. Nie oznacza to jednak, że na polskim rynku nie istnieją takie programy.

Jednym z popularniejszych jest aplikacja BusLive, która w jednym miejscu zbiera informacje ze wszystkich miejskich systemów zarządzania flotą. Jej użytkownicy mogą sprawdzić, gdzie w danym momencie znajdują się autobusy, tramwaje, rowery miejskie czy samochody wypożyczane na minuty. Niestety, oprogramowanie to ma jedną zasadniczą wadę – choć pomoże nam zlokalizować pojazdy wyposażone w systemy lokalizacyjne, nie zaplanuje optymalnej trasy dojazdu.

Kolejnym krokiem może być podobne rozwiązanie stworzone dla pociągów.

To rozwiązanie pokazuje wszystkie dane dotyczące pociągu: z jaką prędkością się porusza, czy nie przekracza prędkości na torze, na którym nie powinien jechać za szybko, jest pełen kontakt z maszynistą, jest to komunikacja dwukierunkowa. Taki system w przypadku pociągów pozwala zaoszczędzić czas, pozwala znaleźć rozwiązanie dla krytycznej sytuacji, która nastąpi w bardzo krótkim czasie – przekonuje ekspert. Polska firma GMV wdrożyła system zarządzania flotą ponad 200 pociągów u jednego z przewoźników w Hiszpanii. Obecnie szuka także klienta w Polsce.

Z raportu „Intelligent Transportation System Market – Global Forecast to 2023” wynika, że wartość rynku inteligentnych systemów transportu wyniesie w 2018 roku 23,23 mld dol, a do 2023 roku wzrośnie do 30,74 mld dol przy rocznym wskaźniku wzrostu na poziomie 5,65 proc.

Luka pokoleniowa w zawodzie pielęgniarki – potrzeba młodej kadry

W polskim systemie zdrowia jest zdecydowanie za mało pielęgniarek. Obecnie mamy do czynienia z luką pokoleniową w zawodzie – średnia wieku wynosi 51 lat. Przy okazji powstania strategii dla polskiego pielęgniarstwa opracowywanej wspólnie z Ministerstwem Zdrowia przez cały ubiegły rok Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych podkreślała potrzebę wykształcenia młodej kadry.

– Zawód pielęgniarki i położnej postrzegany jest przez społeczeństwo bardzo dobrze. Pod tym względem Polska zajmuje wysokie miejsce w rankingu społecznego odbioru. Problemem jest jak przekonać młodzież, że warto studiować pielęgniarstwo i pozostać w zawodzie – powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – To, co warto podkreślić i o czym musi pamiętać przyszła kadra, to piękno i samodzielność tej profesji. Pielęgniarki i położne pracują w oparciu o ustawę o tych zawodach. Wykonują czynności lecznicze, diagnostyczne, rehabilitacyjne oraz pielęgnacyjne. Stanowią część zespołu terapeutycznego, obok lekarzy, diagnostów laboratoryjnych i fizjoterapeutów. Obecnie spoczywa na nich wiele czynności samodzielnych, jak ordynowanie, przepisywanie leków, środków pielęgnacyjnych, skierowania pacjentów na badania. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych zachęca młode koleżanki do podejmowania kształcenia kierunkowego i pozostawania w zawodzie, w którym mogą się spełniać i realizować – podkreśla Małas.

Branża hotelarska rośnie w siłę. Rosną też jej długi

Dynamicznie rośnie rynek turystyczny. W I kwartale br. ruch turystyczny był większy od zeszłorocznych o 6,2 proc., a liczba udzielonych noclegów w hotelach o 8,3 proc. Przez pierwsze trzy miesiące z oferty obiektów hotelowych skorzystało ponad 5 mln turystów, z czego prawie 1,2 mln gości z zagranicy. Jednak jednocześnie rośnie też zadłużenie branży hotelarskiej.

Najnowsze dane GUS pokazują, że w sektorze zakwaterowanie i gastronomia w I kwartale tego roku zanotowano znaczące osłabienie wskaźnika rentowności obrotu netto z 3,8 proc. do 0,1 proc. Problemem pozostają również coraz większe trudności w dostępie do wykwalifikowanych pracowników, a także konkurencja w postaci prywatnych mieszkań i apartamentów na wynajem.

Z danych Biura Informacji Kredytowej oraz Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że po I kwartale 2018 r. przeterminowane zadłużenie kredytowe i pozakredytowe występowało w co 11. przedsiębiorstwie oferującym usługi hotelowe. 779 „hotelarzy” miało ponad 970 mln zł zaległości, co oznacza, że na jedną firmę w tym sektorze przypada ponad 1,2 mln zł niespłaconych należności. Przede wszystkim są to nieopłacone na czas raty kredytów. Najwięcej niesolidnych dłużników prowadzi lub prowadziło działalność w województwie mazowieckim oraz dolnośląskim.

– Niemal 9 proc. firm hotelarskich ma problemy z obsługą bieżących płatności, a ich łączne zaległości to 970 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Rekordzista jest zadłużony na blisko 200 mln zł.

Przez dziewięć miesięcy zaległości branży wzrosły o 93 mln zł, czyli blisko 11 proc. a liczba niesolidnych firm zajmujących się tego typu działalnością o 119 (18 proc.). Dynamika zmiany pokazuje jednak, że dobra koniunktura gospodarcza w większym stopniu sprzyja hotelarstwu niż innym branżom i problem z nieterminowym regulowaniem zobowiązań hoteli pogłębia się wolniej niż w przypadku ogółu przedsiębiorstw. W omawianym okresie, zaległości wszystkich firm widocznych w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK, wzrosły bowiem o 39 proc., a liczba przedsiębiorstw w kłopotach powiększyła się o prawie 30 proc. 227 350 firm ma razem 26,5 mld zł.

Branża hotelarska rośnie w siłę i wzrost skali działania również wiąże się ze wzrostem zaległych płatności. Kapitałochłonność i czasochłonność hotelowych inwestycji sprawiają, że wielu przedsiębiorców nie jest w stanie sprostać zobowiązaniom finansowym, które na nich spadają. Być może dlatego firm, które zawiesiły lub zamknęły działalność hotelarską jest drugie tyle, co przedsiębiorstw wciąż przyjmujących gości.

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji TRAN

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji Transportu i Turystyki (TRAN) dotyczącym sprawozdań delegowania pracowników, czasu jazdy i odpoczynku kierowców, a także kabotażu w ramach prac nad Pakietem Mobilności podczas posiedzenia plenarnego w Strasburgu.

Mandaty do negocjacji z Radą zostały podważone dla wszystkich trzech przyjętych przez TRAN 4 czerwca raportów Europosłów Wim Van de Camp, Merja Kyllönen i Ismail Ertug dotyczących aspektów rynkowych i socjalnych Pakietu Mobilności – czasu pracy kierowców, delegowania w transporcie, a także dostępu do rynku.

Jednym z najważniejszych dla polskich przewoźników i kierowców przyjętych 4 czerwca przez TRAN zapisów było wyłączenie tranzytu i transportu międzynarodowego spod dyrektywy o delegowaniu pracowników (PWD). Dzisiaj podczas posiedzenia plenarnego 343 posłów zagłosowało przeciwko wyłączeniu transportu międzynarodowego i tranzytu z zasad delegowania, a 263 było za. Z 751 posłów Parlamentu Europejskiego w głosowaniu wzięło udział 630.

Podważenie trzech raportów Europosłów Wim Van de Camp, Merja Kyllonen i Ismail Ertug przyjętych demokratycznie w Komisji TRAN jest złą wiadomością, co najmniej z kilku powodów, nie tylko dla europejskich przewoźników, ale również kierowców i konsumentów. Raporty były dobrze wyważonym kompromisem uzyskanym podczas miesięcy rozmów na forum Parlamentu Europejskiego” – podsumowuje zaraz po głosowaniu Agata Boutanos z Przedstawicielstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Brukseli.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców aktywnie współpracował przez ostatni rok z innymi organizacjami logistycznymi, transportu, pracodawców, a także przewoźników w Unii Europejskiej. Wypracowujemy stanowiska, organizujemy wydarzenia, a także przygotowujemy materiały informacyjne – w tym zaadresowaną wczoraj do wszystkich 751 posłów do Parlamentu Europejskiego broszurę przekonującą do wsparcia mandatu dla trzech sprawozdań przyjętych dziesięć dni wcześniej przez Komisję TRAN.

Należy podkreślić, że wbrew założeniom posłów głosujących zapewne w dobrej wierze dzisiaj przeciwko wyłączeniu tranzytu oraz transportu międzynarodowego z zasad delegowania, a także sprawozdaniu dotyczącemu czasu pracy i odpoczynku stracić mogą właśnie kierowcy. Raport proponował dużą elastyczność odbioru odpoczynków w domu,
a także przejrzyste zasady wynagradzania kierowców
” – dodaje Agata Boutanos.

Otwarto możliwość składania poprawek do sprawozdań. Zgodnie z Regulaminem Parlamentu Europejskiego poprawki powinny zostać poddane głosowaniu podczas kolejnej sesji plenarnej zaplanowanej na lipiec.

Polski Stomil planuje rozwój w Polsce i na rynkach zagranicznych

Stomil Bydgoszcz działa zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Udział sprzedaży za granicą to prawie 40 proc. całkowitych przychodów. Firma planuje bardzo intensywny rozwój na rynkach zagranicznych, w tym angielskim, niemieckim czy francuskim. Już dziś jest wyraźnie obecna na Białorusi i Ukrainie. Tam także znajdują się pewne, nie do końca zbadane jeszcze, możliwości rozwoju. Stomil Bydgoszcz wytwarza produkty na bazie gumy. Są to węże hydrauliczne, przemysłowe, produkty formowe, płyty, wykładziny itp. dla różnych gałęzi przemysłu. Znajdują one zastosowanie w takich sektorach, jak: górnictwo, przemysł samochodowy, produkcja maszyn rolniczych, urządzeń hydraulicznych, podnośników, czy przemysł spożywczy. Branża, w której spółka działa, od wielu lat dynamicznie się rozwija. Potwierdzają to wskaźniki wzrostów na rynkach międzynarodowych. Taka sytuacja stwarza obiecujące perspektywy rozwoju dla Stomilu.

– Choć nie należymy do największych graczy, chcemy dobrze wykorzystać sprzyjającą koniunkturę poprzez zwiększenie penetracji rynku i poszerzenie portfela produktów. Dzięki temu uda się zwiększać przychody znacznie szybciej, niż wynikałoby to ze wskaźników rynkowych – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Rędaszka, prezes Stomil Bydgoszcz – Ostatnie działania ukierunkowane na zintensyfikowanie sprzedaży – zarówno w kraju, jak i za granicą – spowodowały, że dziś spółka w niektórych asortymentach jest w stanie zrealizować jedynie ok. 50-60 proc. wszystkich spływających do niej zamówień. Przyczyną są niewykorzystane techniczne moce produkcyjne w wyniku braków kadrowych w obszarze produkcji i magazynów. Stomil chce inwestować i zatrudniać nowych pracowników, budować kompetencje. Rozwiązanie tych problemów pozwoli na skokowy wzrost skali działalności. Inwestycje w kapitał ludzki i nowe technologie wymagają jednak pozyskania środków finansowych. Dlatego Spółka musi położyć najpierw nacisk na zmaksymalizowanie wykorzystania majątku produkcyjnego, który dziś posiada. Konieczne jest także zbudowanie sprzedaży na poziomie, który zagwarantuje znaczny przyrost marży, zwiększenie EBITDA. Stomil planuje zadbać o zwiększenie penetracji rynku, dystrybucji i poprawę jakości obsługi klienta. Należy jednak pamiętać o głównych przeszkodach w rozwoju spółki – konieczności pozyskania nowych pracowników, ograniczeniach technologicznych i finansowaniu. Spółka powinna szybko wprowadzać niezbędne zmiany. To pozwoli jej powrócić na wysoką pozycję w branży, jaką zajmowała przed laty – dodał Rędaszka.

Obligacje skarbowe idą jak woda, oszczędzający czekają na premie

Wciąż mocno rośnie zainteresowanie oszczędzających obligacjami skarbowymi. Wyniki w pierwszych pięciu miesiącach wskazują, że po rekordowych zakupach w 2017 roku, ten rok zapowiada się jeszcze lepiej.

W maju oszczędzający kupili obligacje skarbowe o wartości 852,4 mln zł, czyli mniej więcej tyle, co w poprzednich dwóch miesiącach, a od początku roku wydali na ten cel już ponad 4,6 mld zł, czyli o ponad 84 proc. więcej niż w tym samym czasie w 2017 r. i niemal tyle samo co w całym 2016 r. Zainteresowanie tymi papierami rośnie więc coraz mocniej, mimo że ministerstwo finansów nie kwapi się do podwyższania ich oprocentowania, które od dawna utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Jak się okazuje, nawet skromne wydawałoby się 1,5 proc. w skali roku uzyskiwane przy zakupie obligacji trzymiesięcznych, jest dla wielu osób bardziej atrakcyjne, niż lokata bankowa. Już w kwietniu przebiły pod względem popularności najchętniej wcześniej kupowane obligacje dwuletnie o stałym oprocentowaniu, wynoszącym 2,1 proc., oraz dominowały nad papierami czteroletnimi indeksowanymi wskaźnikiem inflacji, które w pierwszym rocznym okresie odsetkowym przynoszą 2,4 proc. W maju najkrótsze papiery trzymiesięczne umocniły pozycję lidera sprzedaży, w której ich udział wyniósł aż 42,6 proc. (w kwietniu było to 33,9 proc.). Dziesięcioletnie obligacje indeksowane wskaźnikiem inflacji, które w pierwszym roku ich posiadania pozwalają zarobić solidne 2,7 proc. odsetek, wciąż pozostają w niełasce. W ubiegłym roku ich udział w sprzedaży wynosił zaledwie 8,2 proc., a w pierwszych pięciu miesiącach obecnego roku zwiększył się do 9,2 proc. Jeszcze mniejsze powodzenie mają papiery trzyletnie, których oprocentowanie uzależnione jest od wysokości sześciomiesięcznej stawki WIBOR, choć w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym dają 2,2 proc. Ich udział w całkowitej sprzedaży wyniósł w 2017 r. jedynie 3,2 proc., a w tym maleje do 1,4 proc. Wciąż zupełnie marginalne jest zainteresowanie obligacjami przeznaczonymi dla beneficjentów programu 500+, do których zniechęca zapewne długi czas, na który trzeba zamrozić pieniądze (6 lub 12 lat), a tej niechęci nie rekompensuje najwyższe na rynku skarbówek i mocno konkurencyjne wobec oferty banków oprocentowanie, wynoszące 2,8 proc. w przypadku papierów sześcioletnich i 3,2 proc. dla obligacji dwunastoletnich. Najbardziej do niedawna popularne obligacje dwuletnie o stałej stopie stanowiły jedynie 25,4 proc. całkowitej sprzedaży, a udział indeksowanych inflacją czterolatek obniżył się do 22,3 proc.

W czerwcu w ofercie po raz pierwszy znalazły się w pilotażowej sprzedaży dziesięciomiesięczne obligacje premiowe. Ich oprocentowanie wynosi 1,5 proc. w skali roku, ale biorą one udział w losowaniu premii w wysokości 10, 100, 1000 lub 10 000 zł. Poziom zainteresowania  oszczędzających tym innowacyjnym na naszym rynku papierem jest na razie sporą zagadką, ale można przypuszczać, że zostaną one dobrze przyjęte, pamiętając że w poprzednich latach każdy incydentalnie oferowany rodzaj obligacji o stosunkowo krótkim terminie wykupu (od 7 do 13 miesięcy) cieszył się bardzo dużym wzięciem, mimo że nie zawierał elementu losowania premii.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Triggo zapowiada IPO na NewConnect

Zarząd Triggo S.A., spółki opracowującej pojazd elektryczny dedykowany rynkom car-sharing, planuje na przełomie 2018 i 2019 r. pozyskać środki w drodze oferty publicznej i zadebiutować na NewConnect. Spółka kończy prace nad prototypem PB3 i przygotowuje się do zamówienia w III kwartale pierwszej pilotażowej serii pojazdów, na które już dziś istnieje zapotrzebowanie ze strony instytucji publicznych i partnerów handlowych.

Triggo S.A. od 8 lat rozwija unikatową technologię w pełni elektrycznego polskiego pojazdu łączącego cechy jednośladów i samochodów, którego ochrona patentowa obejmuje obszar Europy, Azji i Ameryki Północnej. Projekt dedykowany jest głównie klientom car-sharing i wpisuje się w globalne trendy w zakresie rozwoju elektromobilności. Kluczową cechą Triggo jest zmienna geometria podwozia, pozwalająca poruszać się w dwóch trybach: drogowym i manewrowym (różnice w prędkości, szerokości pojazdu i jego specyfikacji). Ponadto pojazd jest przyjazny dla środowiska.

–  Wraz z kolejnymi etapami rozwoju pojazdu Triggo nabieramy pewności co do osiągnięcia
w perspektywie lat globalnego sukcesu naszego projektu. Podjęliśmy ważną decyzję w zakresie wejścia na NewConnect wraz z pozyskaniem do 10 mln zł środków przeznaczonych finansowaniu badań R&D i rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produkcji. Jednocześnie zbliżamy się do zakończenia budowy prototypu PB3, czyli I wersji w pełni mobilnego, sprawnego pojazdu, która będzie bazą do produkcji serii pilotażowej. Jej dostawy spodziewamy się w 2019 r. i już widzimy duży popyt na ten produkt –
powiedział Rafał Budweil, Prezes Zarządu i Założyciel Triggo S.A.

Model biznesowy spółki zakłada koncentrację na polskim i europejskim rynku car sharing. Spółka dostrzega rosnący popyt ze strony potencjalnych partnerów biznesowych na tego typu rozwiązania, zwłaszcza wpisujące się w ideę przyjaznych dla środowiska aut elektrycznych.

– Dokładnie śledzimy trendy w światowej branży usług car sharingu. Na wielu rynkach takie usługi dopiero raczkują i dostrzegamy tu bardzo duże możliwości wzrostu zainteresowania wśród klientów. Co więcej, sprzyjającym aspektem są globalne trendy w zakresie rosnącej popularności aut elektrycznych. Już dziś można zaobserwować wycofywanie się światowych koncernów z produkcji aut z silnikami diesla, a stawianie na rozwój pojazdów przyjaznych środowisku. Takim pojazdem jest Triggo – dodał Rafał Budweil.

Według raportu Keralla Research oraz danych Frost&Sullivan, ilość użytkowników korzystających z usług car sharing na świecie wzrośnie z 7 mln osób w 2015 r. do 36 mln w 2025 r. Jednocześnie w analogicznym okresie flota pojazdów będzie wyższa o 280 proc. (wzrost ze 112 do 427 tys. szt.).

Triggo S.A. w I kwartale pozyskała finansowanie w drodze emisji prywatnej, dedykowane dalszym badaniom. Spółka korzysta także z modelu dotacyjnego NCBiR (programy Innomoto), PAPR (Inteligentny Rozwój). Sprzyjającym czynnikiem jest otoczenie legislacyjne (Ustawy o elektromobilności, innowacyjności itd.).

Premium RE Summit już za nami!

11 czerwca w hotelu Sheraton w Warszawie odbyła się konferencja Premium RE Summit organizowana przez Executive Club. Wydarzenie to zrzeszyło grono przedstawicieli polskich i zagranicznych spółek, którzy debatowali podczas czterech paneli dyskusyjnych. Wśród tematów podejmowanych podczas wydarzenia były: rozwój powierzchni biurowych i magazynowych w Polsce, wyzwania stojące przed branżą handlu detalicznego oraz kierunki rozwoju rynku nieruchomości z perspektywy inwestora.

Szczyt otworzyło wystąpienie Katarzyny Włodek-Makos – Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego Urzędu m. st. Warszawy, która w swoim przemówieniu zwróciła szczególną uwagę na szeroką współpracę stolicy z inicjatywami wspierania rozwoju gospodarczego oraz z przedstawicielami biznesu. „Rozwój gospodarczy stolicy to siła lokalnych firm oraz ich kreatywnych menadżerów i pracowników. Warszawa pozostaje liderem na rynku inwestycyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej i widoczny jest stały napływ globalnych graczy, ale naszą ambicją jest konkurowanie z innymi, zachodnioeuropejskimi miastami na polu tworzenia otoczenia sprzyjającego inwestorom”.

Polska liderem regionu CEE

Pierwszy panel dyskusyjny zainicjowała moderatorka, Mira Kantor-Pikus – Partner, szef Doradztwa funduszowego, dłużnego i finansowania strukturyzowanego, Rynki Kapitałowe, Cuchman&Wakefield, która odniosła się do statystyk dotyczących rynku inwestycyjnego w Europie Centralnej i Wschodniej (CEE) w ostatnich latach. Prelegenci zwrócili uwagę, że tylko w ubiegłym roku suma wszystkich transakcji nieruchomościowych w Polsce wyniosła 5 mld euro, co stanowiło najwyższy wynik w rejonie CEE. Prelegenci wśród, których byli Anna Duchnowska – Starszy Dyrektor ds. zarządzania aktywami, Szef Operacji w Polsce, Invesco Real Estate, Adam Gola – Prezes Zarządu, Pocztylion – Arka Powszechne Towarzystwo Emerytalne S.A, Mirosław Januszko – Prezes Zarządu, 6B47 Poland, Bartosz Puzdrowski – Dyrektor Zarządzający, Marvipol Logistics, Mariusz Rodak – Dyrektor Generalny, BPI Real Estate Poland, Christopher Siemienski – Szef Departamentu Rozwoju Biznesu i  Marketingu, CFE Polska podkreślili rekordowo niską stopę kapitalizacji na rynku nieruchomości. Doszli również do wniosku, że inwestorzy instytucjonalni w Europie muszą szukać alternatywnych rozwiązań na rynku, ponieważ produktów typowo komercyjnych jak biura i centra handlowe czy logistyczne, jest za mało względem panującej konkurencji. Dyskutanci zauważyli też, że należy ostrożnie podchodzić do inwestycji, zwłaszcza na polu finansowania, ponieważ przegrzany rynek powoduje ryzyko związane z niewypłacalnością.

Rola nowych technologii w branży retail

Tematem drugiego panelu dyskusyjnego prowadzonego przez Grzegorza Furtaka – założyciela PricingLAB był rynek handlu detalicznego, rola Big Data oraz wielkopowierzchniowe obiekty handlowe i postępujący wpływ e-commerce na sektor handlowy. Paneliści podzielili się cennymi spostrzeżeniami oraz przedstawili prognozy na przyszłość. Rewolucja cyfrowa, której jesteśmy świadkami dostarcza branży retail ogromne możliwości dotyczące wykorzystania danych o potrzebach klienta. Wśród szans rozwoju wymienia się programy lojalnościowe, social media, systemy informatyczne czy też platformy dyskusji i kanały wymiany informacji. Sylwia Bilska – Dyrektor ds. konsumentów, Europa Centralna, Członek Zarządu Tesco zwróciła uwagę na fakt, że 50% Polaków kupuje w Internecie, jednak jest to ciągle za mały rynek aby traktować go jako główny kanał sprzedaży. Pozostali dyskutanci panelu, czyli Agnieszka Nowak – Dyrektor Generalny Galerii Północnej, Globe Trade Centre, Tomasz Szewczyk – Partner Zarządzający, Acteeum Central Europe, Przemysław Wierzbicki – Adwokat, KKLW Kurzyński Łyszyk Wierzbicki i Paulina Żur – Dyrektor Zarządzający, Katharsis Development wspólnie obstawali przy zdaniu, że nowe modele zakupowe klientów mają duży wpływ na galerie handlowe, oraz że e-commerce stymuluje rozwój tradycyjnych form handlu.

Nowoczesne biuro = większa efektywność pracy

W trzecim panelu moderowanym przez Tadeusza Bracha – zastępcę kanclerza SGH, udział wzięli: Joanna Blumert – Associate, Cushman & Wakefield, Michał Dobrowolski – Dyrektor Zarządzający, BREMA, Beata Osiecka – Prezes Zarządu, Kinnarps Polska, Ryszard Podgorski – Wiceprezes Zarządu, Konsalnet Security, Artur Pollak – Prezes Zarządu APA Group. Prelegenci poruszyli temat powierzchni biurowych a konkretnie obecnych trendów na rynku, efektywnego zarządzania biurem, optymalizacją jego kosztów, a także przedstawiali swoje wizje biur przyszłości. Podczas dyskusji padło kilka ciekawych liczb, m.in. efektywny czas pracy to jedynie 25% czasu spędzonego w biurze, a 80% pracowników chce zobaczyć swoje biuro, zanim podpiszą umowę. Dane te zdaniem panelistów oznaczają, iż nowoczesne biura muszą w dużym stopniu skupiać się na zapewnianiu pracownikom miejsca odpoczynku, które stymulowałoby ich kreatywność oraz efektywność. Uczestnicy panelu zgodnie doszli też do wniosku, że w tworzeniu biura przyszłości będą brali udział sami pracownicy.

Polski rynek magazynowy żyłą złota?

Moderatorem ostatniego panelu dyskusyjnego był prof. dr hab. Bogdan Klepacki – Kierownik Katedry Logistyki, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, który na wstępnie zaprosił do dyskusji następujących ekspertów: dr hab. Halina Brdulak​, prof. nadzw. SGH – Katedra Zarządzania Międzynarodowego, Kolegium Gospodarki Światowej, Bartłomiej Czuba – Wicedyrektor Departamentu Finansowania Strukturalnego i Mezzanine, mBank, Robert Dobrzycki – Partner Zarządzający, ‎Panattoni Europe, Andrzej Kozłowski – Członek Zarządu, ROHLIG SUUS Logistics SA, Dr hab. Krzysztof Rutkowski Prof. SGH – Kierownik Katedry Logistyki, Joanna Sinkiewicz – Head of Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield. Dyskusja dotyczyła m.in. obecnej koniunktury na rynku powierzchni magazynowych, która jak wskazali prelegenci, jest bardzo korzystna. Jako jeden z głównych czynników takiego stanu rzeczy wymieniono bardzo prężnie rozwijający się rynek e-commerce. Ponadto debatowano nad ideą mobilnego magazynu, optymalizacją kosztów w branży logistycznej oraz nad przyszłością rynku magazynowego, którego dynamiczny rozwój według prelegentów dzieje się na naszych oczach poprzez automatyzację fabryk znaną m.in. z obiektów firmy Amazon.

Podsumowując, z pełnym przekonaniem możemy przyznać iż konferencja zakończyła się pełnym sukcesem. Zarówno poziom merytoryczny jak i frekwencja na wydarzeniu stały na wysokim poziomie co zawsze daje nam największą satysfakcję. Jesteśmy przekonani, że zarówno liczne wystąpienia, inspirujące dyskusje, które wywiązały się w trakcie paneli oraz networkingowe konwersacje wniosły bezcenną wartość dodaną do przedsiębiorstw naszych klubowiczów.

Patroni Honorowi: Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Polska Izba Handlu, Polska Rada Centrów Handlowych, Polska Rada Facility Management, Polskie  Stowarzyszenie Zarządców Nieruchomości w Warszawie

Partner Strategiczny: Globe Trade Centre

Partnerzy Główni: Cushman & Wakefield, Panattoni Europe

Partnerzy Złoci: Canon Polska, Skanska
Partnerzy: APA Group, CFE Polska, Kinnarps Polska, Kancelaria KKLW Kurzyński, Łyszyk, Wierzbicki, Konsalnet Holding S.A., Lyreco Polska, Marvipol Development, Robyg, Rohlig Suus Logistics S.A., Vivenge

Partner Wspierający: Wprost Nieruchomości

Patroni Medialni: Wprost, Polska The Times, Biznes na fali, Business&Prestige, Capital24.tv, Warsaw Business Journal, CEO.com.pl, e-biurowce, Flesz.news, Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Investing.com, Inwestorzy.tv, Kariera w Finansach, Law Business Quality, Outsourcing Magazine, Polish Market, QBusiness, Real Estate Manager

Grupa AWBUD wykonawcą hotelu „By The Sea Resort” w Międzyzdrojach

Grupa AWBUD podpisała umowę z firmą Minde Sp. z o.o. na realizację prac budowlanych w ramach obiektu hotelowego „By The Sea Resort”, który powstanie przy Alei Gwiazd 15 w Międzyzdrojach. Przedmiotem kontraktu jest wykonanie budynku hotelu wraz z towarzyszącą infrastrukturą. Zawarta umowa jest następstwem podpisanego w lutym br. listu intencyjnego, na podstawie którego strony negocjowały warunki kontraktu. Zlecenie opiewa na kwotę 70,5 mln zł netto.

Czterokondygnacyjny obiekt hotelowy „By The Sea Resort”, który będzie realizowany przez Grupę Awbud, powstanie w rejonie ulic Promenada Gwiazd i Campingowej, tuż przy plaży i morzu. Budynek będzie pełnił funkcję aparthotelu z 207 pokojami, zapleczem konferencyjnym i medycznym oraz SPA.

W ramach kontraktu Grupa AWBUD wykona prace związane z przygotowaniem terenu pod budowę oraz będzie odpowiedzialna za kompleksową realizację obiektu hotelowego, wraz z parkingiem podziemnym. Prace obejmą również wykończenie pomieszczeń, części wspólnych, wykonanie SPA hotelowego z basenem i saunarium, a także instalacji elektrycznych i sanitarnych. Umowa zakłada ponadto budowę osobnego obiektu przeznaczonego na klub jachtowy oraz bar, a także zagospodarowanie terenu wokół budynku, wykonanie dróg, chodników i małej architektury. Prace budowlane rozpoczną się w terminie 30 dni od uregulowania niezbędnych formalności poprzedzających uruchomienie inwestycji. Termin realizacji prac ustalono na koniec maja 2020 roku.

Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A.
Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A.

– Strategia rozwoju Grupy AWBUD zakłada koncentrację na tych segmentach rynku budowlanego, które pozwalają uzyskiwać zadawalający nas poziom rentowności, a budownictwo komercyjne niewątpliwie do takich należy. W bieżącym roku pozyskaliśmy kilka kontraktów z tego obszaru, m.in. od firmy Rossmann na budowę magazynu wysyłkowego, czy od spółki CD LOCUM INWESTYCJE Sp. z o.o. na realizację prac instalacyjnych w powstającej w Jarosławiu Galerii Handlowej „Stara Ujeżdżalnia” – mówi Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A. – Posiadamy pełen zakres kompetencji niezbędnych do realizacji przedsięwzięcia, jakim jest budowa hotelu w Międzyzdrojach. Na przestrzeni 28 lat naszej działalności zebraliśmy bogate doświadczenie w realizacji obiektów hotelowych, a także innych budynków z przeznaczeniem komercyjnym, takich jak np. galerie handlowe, przestrzenie konferencyjno-biurowe i inne obiekty użyteczności publicznej, co było dodatkowym atutem przemawiającym za wyborem Grupy AWBUD do realizacji tej inwestycji – dodaje Michał Wuczyński.

Grupa AWBUD posiada, w swoim portfolio projektów z zakresu budownictwa komercyjnego, realizacje obiektów hotelowych, zarówno w formule generalnego wykonawstwa, jak i w zakresie robót żelbetowych czy prac instalacyjnych. Wykonywała prace m.in. przy budowie hotelu Poziom 511 w Ogrodzieńcu, hotelu Piramida w Tychach czy hotelu Haston we Wrocławiu. Ponadto, Instal-Lublin, spółka należąca do Grupy, realizowała instalacje w Grand Hotelu Lublinianka oraz Hotelu Orbis Zamoyski w Zamościu.

Rezerwa Federalna podnosi stopy i sygnalizuje dwie kolejne podwyżki

Podczas wczorajszego spotkania, członkowie FOMC zdecydowali o podniesieniu stopy depozytowej o 25 punktów bazowych. Zasugerowano również, że bank centralny jest gotowy na dwie kolejne podwyżki w 2018 r. – wskazuje to na szybsze tempo cyklu zacieśniania polityki monetarnej niż rynki wyceniały jeszcze przed spotkaniem.

„Dot plot” FED’u, ilustrujący indywidualne oczekiwania decydentów banku co do poziomu stóp procentowych, wzrósł umiarkowanie w krótkim okresie. Mediana „dot plot” podwyższyła się od marca do 2,375%, z czego wynika prawdopodobieństwo jeszcze dwóch podwyżek w 2018 r. Oznacza to, że bank osiągnie konsensus w sprawie dalszego zacieśniania polityki monetarnej we wrześniu i w grudniu, czyli przy okazji opublikowania kolejnych prognoz ekonomicznych.

Przewodniczący Powell wypowiadał się pewnie i optymistycznie co do stanu amerykańskiej gospodarki. W czasie konferencji prasowej stwierdził, że Stany Zjednoczone są w „świetnej formie”. Fed podniósł prognozę wzrostu, przewidując również nieco wyższą inflację – co powinno skutkować tym, że w krótkim okresie czasu, realne stopy będą nieco wyższe od tych długookresowych. Można to było zaobserwować w wieloletniej prognozie stóp procentowych, która utrzymała się na poziomie 2,9%, podczas gdy mediana została zrewidowana w górę do poziomu 3,4% na koniec 2020 r.

Spotkanie FOMC miało sentyment jastrzębi, a nam pozwoliło wzmocnić pogląd o czterech podwyżkach amerykańskich stóp procentowych w 2018 r. Umocnienie dolara, które nastąpiło zaraz po jastrzębim ogłoszeniu banku centralnego, okazało się jednak krótkotrwałe. Inwestorzy wyczekują bowiem niespodzianek wynikających ze spotkania Europejskiego Banku Centralnego, które pozwolą im na zaobserwowanie nowych trendów w kursie EUR/USD.

Autorzy: Eksperci Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk