Bank Japonii bez zmian. Nerwowo na rynku ropy

Stenogramy z posiedzenia Banku Japonii potwierdzają, że nie należy spodziewać się tam gwałtownych zmian. Węgrzy nie zmienili stóp procentowych. Na rynku ropy naftowej znów duża zmienność.

Minutki z posiedzenia Banku Japonii

Większość członków Banku Japonii potwierdziła to co uważa większość obserwatorów – Bank obecnie czeka na rozwój sytuacji. Pojawił się jednak jeden głos odrębny nawołujący do zwiększenia programu luzowania ilościowego. Taki ruch najprawdopodobniej miałby szansę pobudzić inflację. Z drugiej strony wielu członków zauważa, że program skupu aktywów już teraz jest bardzo duży, a jego skutki uboczne nie są znane. Jaki wpływ na walutę mają te działania? Gdyby udało się zwiększyć skalę luzowania ilościowego najprawdopodobniej byłby to czynnik osłabiający jena.

Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

Wczoraj poznaliśmy decyzję Banku Węgier w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków nie zmienił stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 0,9% i patrząc na sytuację w Europie pozostanie najprawdopodobniej niezmieniona do końca roku. Większość banków centralnych naszego regionu wstrzymuje się z podwyżkami aż Europejski Bank Centralny będzie gotowy do normalizacji polityki monetarnej eurolandu. Patrząc jednak na sytuację południa Europy horyzont czasowy takiej decyzji się oddala.

Nerwowo na rynku ropy

Na rynku czarnego złota są w tej chwili dwie ważne niewiadome. Po pierwsze nie wiadomo jak rozwinie się sytuacja z wojną handlową. Gdyby zwolnił wzrost gospodarczy spowolnił powinno się to odbić negatywnie na konsumpcji ropy. Drugim ważnym czynnikiem jest piątkowe posiedzenie OPEC, na którym wedle plotek może dojść do zwiększenia wydobycia. To właśnie ta pogłoska niedawno pociągnęła ceny ropy wyraźnie w dół. Z drugiej strony część państw boi się, że zwiększenie produkcji w tej chwili może w połączeniu z wojną handlową gwałtownie zbić ceny ropy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 15:30 – wspólna dyskusja prezesów banków centralnych na forum gospodarczym,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prawie 90% firm doświadczyło naruszenia bezpieczeństwa systemów przemysłowych

Już prawie 3/4 firm łączy środowiska OT (technologii operacyjnych) i IT, aby skutecznie konkurować na cyfrowym rynku, efektywnie wykorzystywać dane i szybko reagować na zmiany. Jednak takie rozwiązanie naraża na cyberataki systemy sterujące produkcją, które nie są odporne na złośliwe oprogramowanie przypadki naruszenia bezpieczeństwa miały miejsce w aż 88% przedsiębiorstw.

OT na celowniku cyberprzestępców

Systemy automatyki przemysłowej (OT – operational technology) służą do monitorowania, kontrolowania i prowadzenia procesów w przemyśle (np. komputerów sterujących produkcją). Badanie zlecone przez firmę Fortinet wykazało, że aż pięć sygnalizowanych przez menedżerów ds. bezpieczeństwa obaw w kwestii ataków na systemy jest związanych z OT. Najwięcej firm wskazuje na wirusy (77%), hakerów wewnętrznych (73%) lub zewnętrznych (70%), wycieki danych (72%) oraz brak uwierzytelniania urządzeń (67%).

Jak się okazuje, niepokój menedżerów jest uzasadniony – aż 88% badanych przedsiębiorstw doświadczyło przynajmniej raz naruszenia bezpieczeństwa systemów przemysłowych, a ponad połowa tych incydentów miała miejsce tylko w ciągu ostatniego roku. Skutki były szeroko odczuwalne, w 63% przypadków atak wpłynął nie tylko na funkcjonowanie firmy, ale i na bezpieczeństwo pracowników.

Wraz ze zmianami modelu zarządzania produkcją, otoczenia biznesowego i cyfryzacją gospodarki wyizolowane dotąd systemy przemysłowe są włączane do otwartych środowisk informatycznych – tłumaczy Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce. – W sieciach OT powszechnie działają starsze systemy, jak np. Windows XP czy NT bez odpowiednich łatek i zabezpieczeń, co sprawia, że można do nich dotrzeć nawet wykorzystując luki w stronach internetowych służących do obsługi klientów.

Świadomy przedsiębiorca, niedoświadczony specjalista

Większość firm zdaje sobie sprawę z konieczności ochrony systemów przemysłowych. Aż 77% z nich planuje zwiększyć wydatki na ten cel w przyszłym roku Pojawia się jednak problem braku specjalistycznej wiedzy, jak zabezpieczyć OT połączone z IT. Dotyczy to nie tylko pracowników firm, ale również zewnętrznych dostawców usług z zakresu bezpieczeństwa. Nawet wśród ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa niewielu jest takich, którzy mają doświadczenie w pracy ze środowiskiem OT. Systemy przemysłowe są bardzo zróżnicowane. Działają na specyficznym oprogramowaniu i aparaturze. Nawet zwykłe skanowanie pod kątem złośliwego oprogramowania może spowodować ich nieprawidłowe działanie, prowadząc do strat finansowych czy środowiskowych (np. zanieczyszczenia ekosystemów lub powietrza), a nawet zagrażać bezpieczeństwu ludzi.

Jak się chronić?

Samo zwiększanie wydatków nie wystarczy, aby zapewnić ochronę. – Bezpieczna integracja systemów OT z siecią IT wymaga współdziałania wielu specjalistów i działów, uwzględnienia wielu technologii oraz specyfiki otoczenia biznesowego – wskazuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Firma powinna zdefiniować spójną strategię dotyczącą ochrony przed zagrożeniami, a także neutralizacji skutków naruszeń bezpieczeństwa i szybkiego odtworzenia infrastruktury na wypadek ataku czy zakłóceń w działaniu.

O badaniu

Badanie przeprowadzone zostało przez Forrester Consulting w imieniu Fortinet w styczniu 2018 roku, wśród 429 globalnych decydentów z różnych branży, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo firmowej infrastruktury i jej ochronę na poziomie IP, urządzeń z zakresu IoT i/lub systemu SCADA.

Ostatnie lata to solidny wzrost gospodarczy, jednak utrzymanie trwałego wzrostu będzie niemożliwe

Reprezentacja Polski znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych reprezentacji świata rankingu FIFA, a polska gospodarka ma duże ambicje awansować jeszcze wyżej. Inwestorzy zagraniczni i zagraniczne podmioty inwestycyjne oceniają polską gospodarkę coraz lepiej i przez wiele takich podmiotów jesteśmy postrzegani jako kraj rozwinięty. Pomagają w tym stabilne ramy prawne – w konstytucji mamy ustalony limit 60% zadłużenia publicznego. W ostatnich latach możemy mówić o solidnym wzroście gospodarczym, natomiast jest on wciąż zasilany konsumpcją gospodarstw domowych. Inwestycje ruszyły – ale są one głównie publiczne i wspierane finansowaniem ze środków unijnych.

– Inwestycje firm bez wykorzystania środków unijnych, to nadal brakujące zjawisko w polskiej gospodarce – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Obecne inwestycje to konsumpcja w przyszłości i inwestowanie w bardziej trwały wzrost gospodarczy. Patrząc na strukturę naszej gospodarki – mimo, że wyróżnia się pozytywnie na tle innych gospodarek Europy Środkowej i Wschodniej – mamy do czynienia z negatywnymi zmianami demograficznymi, które będą powodowały słabnący wzrost gospodarczy w Polsce – nawet przy napływie siły roboczej z innych krajów. Utrzymanie trwałego wzrostu gospodarczego na dosyć wysokich poziomach w kolejnych latach nie będzie możliwe – ocenił Sielewicz.

Rosnąca na świecie awersja do ryzyka nie sprzyja złotemu

Poza możliwym wzrostem ryzyka kredytowego, w najbliższych dniach otoczenie rynkowe sprzyjać będzie krajowemu rynkowi długu. Lepsze od oczekiwanych krajowe dane produkcyjne nie zdołały wesprzeć złotego, któremu coraz bardziej ciąży rosnąca na świecie awersja do ryzyka. 

Złoty poddał się negatywnym nastrojom, jakie towarzyszą rynkom finansowym od początku bieżącego tygodnia. We wtorek kurs EURPLN wzrósł do 4,319 co miało miejsce przy EURUSD notowanym poniżej 1,16.

W kontekście globalnej sytuacji gospodarczej inwestorzy obawiają się skutków coraz ostrzejszej („cło za cło”) retoryki w handlu pomiędzy USA, a Chinami. W poniedziałek Donald Trump zagroził Chinom (w reakcji na decyzję Pekinu o podniesieniu od 6 lipca taryf celnych na amerykańskie towary rolne i samochody) wprowadzenie dodatkowych 10% ceł na kolejne importowane towary chińskie wartości 200 mld dolarów, eskalując tym trwającą już od dłuższego czasu „przepychankę słowną”. Chiny z miejsca odpowiedziały, że użyją „wszechstronnych środków ilościowych i jakościowych, aby udzielić silnej odpowiedzi”. W rezultacie, notowania EURUSD pomimo podejmowanych prób (na bazie sytuacji technicznej pary) na razie nie są w stanie utrzymać się powyżej  1,16 (poziomu, do którego sprowadził euro gołębi EBC). Biorąc pod uwagę obecny etap rozwoju gospodarki strefy euro, dla której spowolnienie aktywności w biznesie jest niebezpieczne, wyższe cła są dla niej sporym zagrożeniem. Z kolei wolniejsze PKB wraz z niską presją inflacyjną to skuteczne hamulce przed szybką normalizacją polityki monetarnej, co osłabia euro wobec dolara. We wtorek prezes M. Draghi zapowiedział, że do podwyżek stóp EBC będzie podchodził „cierpliwie” i „stopniowo” w miarę, jak inflacja w eurolandzie będzie przyspieszała, czego na razie nie ma.

Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie, w tym dane z polskiej gospodarki. Patrząc jednak na wrażliwość złotego na krajowe publikacje i tak niewiele pomagają one naszej walucie. Bieżące odczyty, nawet lepsze, nie są bowiem w stanie wpłynąć na zmianę gołębiego nastawienia RPP, przez co nawet jeśli wypadają dobrze, mają jedynie chwilowo pozytywny wpływ na złotego, którego notowania przede wszystkim zależą obecnie od nastrojów na szerokim rynku.

We wtorek GUS opublikował wyniki dla produkcji. Tym razem dane zaskoczyły w górę. Produkcja przemysłowa w maju wzrosła o 5,4% r/r wobec 3,5% szacowanych. Niemniej zgodnie z oczekiwaniami skala wzrostu była dużo słabsza niż miesiąc wcześniej (w kwietniu na poziomie 9,3% r/r). Na wciąż solidnym dwucyfrowym poziomie utrzymała się dynamika produkcji budowlano-montażowej (wzrost o 20,8% r/r) i w tym wypadku również przekroczyła ona średnie oczekiwania rynkowe. Biorąc pod uwagę, że wynikom produkcyjnym ciążył niekorzystny układ kalendarza kwiecień/maj i długie majowe weekendy, dodatkowo pozwala to uznać dane za relatywnie dobre wskazujące, że gospodarka wciąż solidnie rozwija się.

Wykres dnia: Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie w tym dane z polskiej gospodarki. W maju produkcja przemysłowa zaskoczyła w górę, wzrostem o 5,4% r/r wobec 3,5% oczekiwanych.Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie w tym dane z polskiej gospodarki. W maju produkcja przemysłowa zaskoczyła w górę
Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Niepewność na rynkach. Kurs funta w oczekiwaniu na decyzję Izby Gmin

W środę chiński rynek zachował się wbrew swojej naturze i dziś nie kontynuuje panicznej ucieczki od ryzyka. Brak nowych niespodzianek w temacie wojen handlowych sprzyja uspokojeniu nastrojów, ale handel wciąż pozostaje w oparach niepewności. Dziś dalej pozostajemy bez drogowskazów w ważniejszych kalendarzu, ale taka swoboda nie zawsze jest czymś dobrym.

Po wczorajszej tragedii na chińskiej giełdzie (Shanghai Composite stracił 3,8 proc., choć przejściowo spadki sięgały prawie 5 proc.) już dziś przyszło uspokojenie, co jest dość osobliwe, biorąc pod uwagę, jak silne tendencje do przereagowania przejawiają tamtejsi inwestorzy. Główny indeks giełdy w Szanghaju odbija dziś o 0,3 proc., co powinno wysyłać pozytywne wibracje na parkiety europejskie. Powód do wczorajszego skoku awersji do ryzyka nie zniknął – USA i Chiny dalej pozostają w poważnym konflikcie handlowym – ale jeden dzień bez informacji o eskalacji pozwala zatrzymać się i ocenić sytuację. Pomocnym w niepopadaniu w panikę było wyznaczenie fixingu kursu chińskiego juana wyżej niż oczekiwano – oznacza to, że albo presja na wyprzedaż renminbi nie jest tak duża, jak się obawiano; albo chińskie władze nie chcą podsycać sporu handlowego i (na razie) zamierzają trzymać walutę w ryzach. Kurs USD/CNY może w przyszłości stać się narzędziem, którym Chiny posłużą się w wojnie handlowej z USA, ale na ten moment istotniejsze może być niedopuszczenie do załamania rynku akcji. Jeden dobry fixing nie przykryje powodów, dla których rynki pierwotnie pogrążyły się pesymizmie. Handel wciąż pozostaje w oparach niepewności, a przy braku punktów zaczepienia w kalendarzu inwestorzy zdani są na własną wyobraźnię. To zarówno może oznaczać konsolidację lub ponowny atak awersji do ryzyka. Wątpię w trzeci, pozytywny scenariusz.

EUR/USD jest mniej więcej tam, gdzie był wczoraj, bez oznak chęci wyjścia ponad 1,16. Sprzedaż jest dominującą stroną, która jednocześnie może być rozczarowana brakiem kontynuacji spadków po tym, jak naruszone zostały minima po EBC. Osłabienie JPY zahamowało też zjazd EUR/JPY, który wczoraj był główną siłą napędową sprzedaży euro (uwaga na 127,80). Najbardziej „spowinowacony” z tematem Chin AUD miał wczoraj fatalny dzień, ale zdołał odbić do 0,74; presja spadkowa jednak pozostaje. Uspokojenie nastrojów zatrzymało przecenę złotego przed 4,32 za euro, ale wczorajsza siekanina w przedziale 4,30-4,32 nie jest normą dla złotego i pokazuje, że na rynku silnie działają obie strony. Osobiście mam wątpliwości, czy kapitał ot tak wróci do kupowania PLN bez wsparcia w poprawie globalnego sentymentu.

Dziś w kalendarzu sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA nie jest pozycją, która ruszy dolarem. W Sintrze kończy się sympozjum bankierów centralnych z licznymi wystąpieniami członków EBC (Villeroy, Lauteschlaeger, Coeure, Knot) oraz panelem z udziałem prezesów EBC, Fed, BoJ i RBA. W Wielkiej Brytanii Izba Gmin ponownie głosuje nad poprawką do ustawy ws. Brexitu, która daje parlamentowi prawo do negocjacji wyjścia z UE, jeśli rząd nie porozumie się z Brukselą przed końcem października. Jeśli rząd wygra (odrzuci poprawkę) od strony ryzyka politycznego dawałoby to impuls do umocnienia GBP. W przeciwnym wypadku skala spadków raczej jest ograniczona, biorąc pod uwagę, ile funt już oddal w tym tygodniu. Jednak w dłuższym horyzoncie przyjęcie poprawki oznacza, że bardziej koncyliacyjny parlament uzgodni łagodniejszą formę Brexitu, co ekonomicznie powinno być pozytywne. Póki co wynik popołudniowego (ok. 15:30) głosowania jest trudny do przewidzenia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Janusz Krawczyk w Radzie Nadzorczej GPW

19 czerwca 2018 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie dokonało zmian w składzie Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (Rada Giełdy). Powołano nowego członka Rady – Janusza Krawczyka.

Powołanie nowego członka Rady nastąpiło w związku z rezygnacją z pełnienia funkcji Prezesa Rady Giełdy Wojciecha Nagela.

Janusz M. Krawczyk – Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, gdzie po studiach był pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Radny Rady Miasta Krakowa pierwszej kadencji (1990-1994), w latach 1990-1992 członek Zarządu Miasta Krakowa odpowiedzialny za przedsiębiorstwa komunalne. Karierę menedżerską w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi w międzynarodowych korporacjach rozpoczął w 1992 roku w Coca Cola Poland; kontynuował w Pepsi Co. w Polsce, a następnie w europejskiej centrali tego koncernu w Wiedniu, gdzie był dyrektorem regionalnym. Potem był dyrektorem ds. zasobów ludzkich w AHOLD Polska. Odbył liczne szkolenia i staże specjalistyczne w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i organizacji pracy zespołów pracowniczych w Polsce i zagranicą (w tym w Wielkiej Brytanii, Japonii, Francji, Szwecji, Austrii, Belgii). Od czerwca 2000 roku był dyrektorem banku w Banku Zachodnim, we wrześniu 2000 roku został członkiem Zarządu Banku Zachodniego, a następnie Banku Zachodniego WBK. Kierował Pionem Strategicznego Zarządzania Zasobami Ludzkimi. W latach 2012 – 2013 pełnił funkcję doradcy Prezesa Zarządu ds. połączenia Banku Zachodniego WBK z Kredyt Bankiem. Posiada wieloletnie doświadczenie w sprawowaniu funkcji członka rady nadzorczej.

Ailleron rozwija wirtualny oddział LiveBank w mBanku

Ailleron, krakowski fintech, który w 2013 roku wdrożył w mBanku wirtualny oddział LiveBank pod nazwą Ekspert Online, wzbogacił go o kolejne przydatne funkcje. Od niedawna klienci banku mogą komunikować się z nim z urządzeń mobilnych, również w kanale wideo, natomiast pracownik banku wspierany jest przez sztuczną inteligencję.

Flagowy produkt firmy Ailleron – LiveBank Wirtualny Oddział – został uruchomiony w mBanku już pięć lat temu pod nazwą Ekspert Online. Nowy wówczas kanał obsługi klientów szybko zyskał popularność, a jego umiejętne wykorzystanie i możliwości jakie on daje zostały wyróżniane i nagrodzone na konferencjach Finovate w Nowym Jorku i Londynie.

Obecnie, w związku z rozwojem systemu, bank zdecydował się na implementację dodatkowych funkcji, które zarówno wspierają pracę Eksperta, jak i pomagają klientowi.

Wideorozmowy i „nieprzerwany” chat w aplikacji mobilnej

Początkowo Ekspert Online dostępny był w przeglądarkach komputerowych, umożliwiając bezpieczną rozmowę wideo, audio i czat, uwierzytelnianie klientów oraz autoryzowanie operacji podczas trwającego połączenia. Wydajną i interaktywną współpracę wspierały takie funkcje jak współdzielenie ekranów, prezentacja dokumentów, predefiniowane linki czy narzędzia graficzne. Całość interakcji we wszystkich formach komunikacji jest rejestrowana i archiwizowana.

Niedawno Ailleron zintegrował system z aplikacją mobilną banku, umożliwiając klientom korzystanie z Eksperta Online z urządzeń mobilnych z systemami iOS i Android. Dodatkowo moduł komunikacyjny został wzbogacony o funkcję „nieprzerwanego” czatu, znaną z popularnych komunikatorów tj. Facebook Messenger. Umożliwia on przechowywanie na czacie całej historii konwersacji wraz z przesyłanymi materiałami i linkami, co daje klientowi poczucie „ciągłego połączenia” z Ekspertem i możliwość wysyłania pytań nawet wówczas, gdy Ekspert nie jest dostępny. Natomiast doradca banku ma wgląd w przesłane wcześniej informacje i może na prośbę klienta np. zmienić rozmowę na czacie na wideorozmowę.

Trendy rynkowe ostatnich lat wskazują wyraźnie na wzrost popularności kanałów mobilnych jako miejsca, gdzie możliwa jest nie tylko komunikacja, ale również realizowanie coraz szerszego zakresu dyspozycji, które klient dotychczas realizował za pośrednictwem kanału telefonicznego lub podczas wizyty w placówce. Komunikatory, takie jak np. Messenger, WhatsApp, HangOut stały się nieodłącznym „partnerem” w codziennej komunikacji. Mając powyższe na uwadze i realizując strategię budowania jak najlepszego doświadczenia klienta w kontakcie z mBankiem postanowiliśmy udostępnić w naszej aplikacji mobilnej możliwość połączenia z Ekspertem Online w kanale video i czat. Szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy czatowi, aby jego funkcjonalności stanowiły dla naszego klienta odzwierciedlenie tego, z czym codziennie spotyka się np. w komunikacji na Messengerze. Historia rozmów, informacje o oczekującej wiadomości to jedynie przykłady rozwiązań, jakie zaimplementowaliśmy w ramach projektu realizowanego we współpracy z Ailleronem. Bardzo pozytywne reakcje naszych klientów pokazują nam, że obraliśmy dobry kierunek, co z kolei stawia przed nami kolejne wyzwania w zakresie dalszego rozwoju produktu. – mówi Jarosław Ścigała, Manager Wydziału Rozwoju Contact Center mBanku.

Inteligentne wsparcie dla Eksperta Online

Rosnąca popularność czatu, zwiększające się oczekiwania klientów w zakresie dyspozycji, jakie mogą realizować w tym kanale oraz możliwie najkrótszy czas oczekiwania na odpowiedź konsultanta to wyzwania, przed którymi stoi nie tylko mBank, ale również cały sektor bankowy. Dlatego zespół Data Scientist mBanku rozpoczął w 2017 r. prace nad stworzeniem inteligentnego asystenta, którego zadaniem ma być wsparcie konsultantów podczas rozmowy z klientem na czacie. W efekcie tych prac powstała mAIA – sztuczna inteligencja, która stwarza potencjał do sprostania tym wyzwaniom, poprzez automatyzację obsługi części interakcji. Dzięki współpracy z Ailleronem nowe rozwiązanie zostało z sukcesem wdrożone w 2018 roku w Contact Center mBanku.

Cieszę się, że wraz z mBankiem możemy rozwijać i wdrażać najbardziej innowacyjne rozwiązania na rynku. Nasza wieloletnia współpraca to wspaniała przygoda i niezmiernie cieszę się, że mamy swój mały udział w uznaniu mBanku za jeden z najbardziej nowoczesnych banków na świecie. W Ailleron cały czas przyglądamy się globalnemu rynkowi bankowemu, aby jak najlepiej dostosowywać naszą platformę i jej możliwości do wymagań klientów bankowych. Na pewno jeszcze niejedno przełomowe rozwiązanie przyjdzie nam zaprezentować światu. – mówi Piotr Skrabski, Wiceprezes Ailleron SA oraz Dyrektor Generalny LiveBanku.

Współpraca z Ailleronem, firmą otwartą na nowe wyzwania, aktywnie dostosowującą się do zmieniającego otoczenia rynkowego, daje nam niepowtarzalną możliwość budowania nowej jakości obsługi w kanałach CC. Cieszy nas fakt, że wraz z kolejnymi latami współpracy, pojawiają się nowe pomysły i wyzwania, które wspólnie możemy rozwijać i realizować, budując dla naszych mBankowych klientów przyjazne, dostępne i profesjonalne miejsce kontaktu w każdej sprawie, z jaką się do nas skierują. – mówi Aleksandra Buczkowska, Dyrektor Contact Center mBanku.

Ogólnopolski Szczyt Gospodarczy OSG 2018

Europejskie Centrum Biznesu oraz Prezydent Miasta Siedlce, mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w IV edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018. Szczyt odbędzie się w dniach 18-19 października br. w Siedlcach na Uniwersytecie Przyrodniczo-. Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”.

headJuż po raz czwarty Europejskie Centrum Biznesu pragnie zaprosić czołowych przedstawicieli świata polityki, gospodarki, nauki i biznesu na Ogólnopolski Szczyt Gospodarczy. W ramach tegorocznej edycji Szczytu pragniemy skoncentrować się na filarach polskiej gospodarki przyszłości, czyli branżach, firmach i instytucjach, które swoją działalnością i determinacją  przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju. Pragniemy w ramach zaplanowanych debat przeprowadzić dyskusje ukierunkowane na zabezpieczenie polskiej gospodarki pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa (gospodarczego, energetycznego, finansowego) jak również potencjału infrastrukturalnego i innowacyjnego. Temat przewodni Szczytu: Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo to wspólny mianownik dla wielu inicjatyw, projektów i strategii realizowanych przez Prezydenta RP, Rząd i poszczególne resorty, a tym samym doskonały temat zapewniający niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję na wielu płaszczyznach. Na zakończenie pierwszego dnia Szczytu odbędzie się Gala wręczenia statuetek Bursztyn Polskiej Gospodarki 2018.

Szczegółowe informacje: www.osg2018.pl

Sztuczna inteligencja pomoże udoskonalić narzędzia zapewniające bezpieczeństwo. Narzędzie z SI jest w stanie zastąpić pracę kilkuosobowego zespołu

Sztuczna inteligencja pomoże udoskonalić narzędzia zapewniające bezpieczeństwo. Narzędzie z SI jest w stanie zastąpić pracę kilkuosobowego zespołu 1

Praca kilkuosobowego zespołu może być wykonana szybciej i precyzyjniej w ciągu zaledwie kilku minut. Platforma wspierana sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym potrafi wykonywać żmudne, powtarzające się procesy, zastępując w ten sposób całe zespoły pracowników. Narzędzie Holmes przede wszystkim jednak wykrywa i przewiduje potencjalne zagrożenia w oprogramowaniu i usługach IT. Przyda się także w wielu innych branżach, takich jak ubezpieczenia czy bankowość.

Dzięki wykorzystaniu algorytmów uczenia maszynowego platformy sztucznej inteligencji są się w stanie nauczyć powtarzalnych procesów i przetwarzać duże liczby danych, a w rezultacie usprawnić pracę, zoptymalizować koszty przedsiębiorstwa, a także lepiej i skuteczniej niż człowiek analizować dane i wykrywać nieprawidłowości. Ma to szczególne znaczenie zwłaszcza w sferze bezpieczeństwa.

– Wipro Holmes jest narzędziem bazującym na sztucznej inteligencji, które ma zastosowanie głównie w segmencie usług IT w zakresie automatyzacji zabezpieczeń. Obecnie bezpieczeństwo stanowi jeden z najpoważniejszych problemów na rynku. Problemy związanie z testowaniem i usługami IT i omijaniem zabezpieczeń mogą zostać rozwiązane przy użyciu sztucznej inteligencji. Holmes jest narzędziem, które umożliwia łatwe przewidywanie i wykrywanie potencjalnych zagrożeń – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Manoj Krishnan Nair z Wipro.

Dzięki algorytmom uczenia maszynowego firma ubezpieczeniowa może w znaczący sposób zredukować liczbę niesłusznych roszczeń odszkodowawczych poprzez ich wczesne wykrycie na podstawie krytycznych punktów zdarzeń. Dzięki temu można osiągnąć nawet czterdziestokrotną poprawę wykrywalności nieuczciwych roszczeń, a tym samym przyspieszyć proces wypłaty słusznie zgłaszanych odszkodowań oraz własną rentowność.

– Opracowanie narzędzia, które pracuje jak człowiek i zarazem umożliwia automatyzację procesów, było przełomem. Pracę, którą wykonuje zespół pracowników, Holmes może wykonać w kilka minut z większą dokładnością i precyzją za to przy mniejszych nakładach pracy. Narzędzie to jest wykorzystywane przez wielu naszych klientów w Indiach, Europie, Stanach Zjednoczonych w sektorze usług bankowych, usług IT, a także w zakresie podnoszenia bezpieczeństwa – wymienia Manoj Krishnan Nair.

Narzędzie było już wykorzystywane m.in. do kontrolowania tytułów własności w oparciu o kilkudziesięciostronicowe dokumenty różnych typów, takich jak akty przeniesienia własności, indeksy nieruchomości czy akty notarialne. Platforma może być wykorzystywana również do kontroli w celu wykrycia błędów w nowo opracowywanych technologiach.

– Zazwyczaj po opracowaniu jakiegoś produktu jest on testowany przez grupę specjalistów od oprogramowania w celu identyfikacji potencjalnych błędów. Holmes może także sam przeprowadzić konieczne testy i z dużą dozą dokładnością wykryć wszelkie błędy oraz określić ich przyczynę. Proste błędy mogą zostać automatycznie usunięte, natomiast bardziej skomplikowane usterki zostaną oznaczone, aby odpowiedni specjaliści mogli się nimi zająć – zapewnia przedstawiciel Wipro Limited.

Zgodnie z analizami Markets and Markets wartość rynku usług i produktów opartych na uczeniu maszynowym ma wzrosnąć z 1,41 mld dol. w 2017 roku do 8,81 mld dol. w 2022 roku. Szacowane średnioroczne tempo wzrostu to 44,1 proc.

Nowoczesne zabezpieczenia na ekrany smartfonów są niemożliwe do stłuczenia. Technologię tę wykorzystuje się m.in. w wojsku i na podwodnych platformach wiertniczych

Nowoczesne zabezpieczenia na ekrany smartfonów są niemożliwe do stłuczenia. Technologię tę wykorzystuje się m.in. w wojsku i na podwodnych platformach wiertniczych 2

Polacy coraz chętniej decydują się na ochronę ekranu w smartfonie. Przybywa urządzeń wyposażanych w fabryczne zabezpieczenia ekranu, takie jak Corning Gorilla Glass, jednak dodatkowe zabezpieczenie na telefon zwiększa jego ochronę. Tymczasem porysowany ekran jest znacznie podatniejszy na pęknięcia przy ewentualnym upadku. Polska firma do zabezpieczenia smartfonów używa tej samej technologii, którą wykorzystuje się w wojsku czy na platformach wiertniczych. Producenci zabezpieczeń ekranów są już gotowi na elastyczne wyświetlacze.

– Polacy chętnie zabezpieczają swoje telefony. Rozumieją, że wydłużamy w ten sposób życie urządzenia. Możemy taki telefon sprzedać drożej, nie będzie on tak szybko tracił na wartości, a poza tym zabezpieczamy ekran przed stłuczeniem, przed zarysowaniem. To wcale nie jest tak, że ekrany się dzisiaj nie rysują. Pomimo, że jest Gorilla Glass, to tak naprawdę możemy dosyć łatwo taki ekran porysować zwykłym piaskiem. Kwarc jest bardzo twardy i bardzo szybko rysuje nasze ekrany. Według naszych badań ekran zarysowany dużo szybciej się tłucze – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marcin Gawłowski, właściciel firmy 3mk.

Uszkodzenie dotykowego wyświetlacza zwykle sprawia, że telefon staje się bezużyteczny, a jego naprawa często bywa nieekonomiczna. Na rynku od wielu lat pojawiają się więc zabezpieczenia w postaci hartowanego szkła naklejanego na ekran. Te najtańsze można kupić nawet za kilka złotych. Coraz więcej smartfonów już fabrycznie ma zamontowane szkło ochronne, np. Corning Gorilla Glass, jednak dodatkowa ochrona zwiększa bezpieczeństwo wyświetlaczy. Polski producent stawia na technologię hybrydową – połączenie folii ze szkłem.

– To tworzywo bardzo odporne na zarysowania, ale zarazem niemożliwe do stłuczenia. Taka ochrona służy nam znacznie dłużej. Nie możemy jej roztłuc, nie możemy się o nią skaleczyć, jest to tworzywo bezpieczne, a do tego proekologiczne. Co prawda mamy folię, która jest wykonana często z PET, ale są to tworzywa, które można recyklingować. Szkło jest obojętne dla środowiska, natomiast smartfon z chronionym ekranem to urządzenie, którego używamy znacznie dłużej. Możemy potem takie urządzenie odsprzedać, nie musimy wyrzucać je do kosza. Nie musimy produkować, kupować nowego – tłumaczy Marcin Gawłowski.

Hartowane szkło ochronne, takie jak Corning Gorilla Glass, jest obecnie montowane już w większości smartfonów, nie tylko tych z najwyższej półki cenowej. Według Market Research Future, aż 90 proc. smartfonów na całym świecie ma ochronę wyświetlacza. Mimo to Polacy chętnie korzystają z dodatkowej ochrony, by zabezpieczyć swoje smartfony. Warto podkreślić, że obecne zabezpieczenia do smartfonów wykorzystują tę samą technologię, którą wykorzystuje wojsko i przemysł.

– W tej chwili ochraniamy ekrany, które znajdują się pod wodą na platformach wiertniczych. Mamy realizację dla Wojska Polskiego, do samochodów bojowych, gdzie są wyświetlacze, które mogą się uszkodzić. Zabezpieczamy też linie produkcyjne, gdzie wyświetlaczy jest coraz więcej i są one bardzo drogie. W wojsku oraz do ochrony smartfonów używamy tych samych technologii, różnice są tylko w niuansach, takich jak siła klejenia czy grubość materiału – twierdzi ekspert.

Coraz popularniejsze stają się telefony z zakrzywionymi ekranami. Pomimo zakrzywionych kształtów, zabezpieczenia na ekran dopasują się do wyświetlacza. Producenci są już także gotowi na kolejny etap ewolucji smartfonów – elastyczne wyświetlacze.

– To, na co jesteśmy przygotowani już w tej chwili, co wydaje mi się, że będzie trendem na rynku, to elastyczne wyświetlacze. My już dziś jesteśmy gotowi na to, żeby je zabezpieczać elastycznymi ochronami na ekran. Komponent użyty do produkcji elastycznych ochron jest zupełnie inny. Inna jest ich baza, są to materiały z pamięcią kształtu – mówi właściciel 3mk.

Według analityków z Market Research Future rynek zabezpieczeń wyświetlaczy dla smartfonów będzie wart w 2022 roku ponad 49 mld dol.

Osoby przewlekle chore wykluczone z rynku pracy. Niezbędne zmiany w prawie pracy oraz dostęp do nowoczesnego leczenia

Praca zawodowa ma dla osób przewlekle chorych ogromne znaczenie ze względu zarówno na zwiększone potrzeby finansowe, jak i samopoczucie psychiczne. Większość pacjentów jest jednak wykluczana z rynku pracy. Ponad 70 proc. menadżerów przyznaje, że choroba może stanowić przyczynę odrzucenia kandydata – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii „Choroba? Pracuję z nią!”. Aby zwiększyć szanse tej grupy pracowników, niezbędne są modyfikacje w prawie pracy umożliwiające m.in. pracę zdalną, a także dostęp do nowoczesnych terapii oraz zmiana stereotypowego postrzegania osób przewlekle chorych.

Choroby przewlekłe to schorzenia odznaczające się długim okresem utrzymywania się objawów, wolnym postępem zmian chorobowych oraz częstymi nawrotami. Do najczęściej występujących chorób chronicznych należą cukrzyca, choroba wieńcowa, przewlekłe choroby układu oddechowego i neurologiczne, a także ze względu na dostęp do coraz lepszego leczenia – nowotwory. Z badań GUS wynika, że w Polsce z powodu chorób lub dolegliwości przewlekłych cierpi ponad 54 proc. społeczeństwa. 23 proc. z nich to osoby w wieku produkcyjnym, które najczęściej są eliminowane z życia społecznego, w tym także zawodowego, mimo że stan zdrowia pozwala im na podjęcie zatrudnienia.

– To jest pewien czynnik psychoterapii dla tych ludzi, którzy nie są marginalizowani społecznie. Oni też się czują społecznie aktywni, potrzebni, w związku z tym waga zagadnienia jest olbrzymia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Adam Stępień, kierownik Kliniki Neurologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Zdaniem ekspertów obecnie w Polsce nie można mówić o optymistycznych perspektywach dla osób chorujących przewlekle. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym na potrzeby kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” 71 proc. specjalistów HR przyznaje, że stan zdrowia bywa powodem odrzucenia kandydata do pracy, a 11 proc. twierdzi, że takie sytuacje mają miejsce często. Blisko 40 proc. respondentów przyznało ponadto, że dla pracodawców absencje chorobowe stanowią problem, ponad 48 proc. stwierdziła natomiast, że widzi wyzwania związane z zatrudnieniem osoby przewlekle chorej.

– Widzimy brak zrozumienia po stronie pracodawców, zarówno na poziomie mikro- i małych firm, jak i większych przedsiębiorstw. Są pewne stereotypy, że takie osoby będą non stop na zwolnieniu lekarskim, nie będą się angażować w pracę zespołu, tacy pracownicy będą mało efektywni, będą rodzić konflikty – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego, Pracodawcy RP.

Badanie pokazało, że pracodawców niepokoi sama choroba i możliwość jej negatywnego wpływu na efektywność pracy podwładnego, a także postawy samych chorych, którzy mogliby wykorzystywać swój stan zdrowia do usprawiedliwiania niedociągnięć i błędów.

Zdaniem ekspertów poprawę sytuacji osób niepełnosprawnych na rynku pracy można osiągnąć wyłącznie przez skorelowanie kilku istotnych czynników. Jednym z nich jest zmiana nastawienia samych pracodawców. Równe istotne są zmiany na rynku pracy, dopuszczające elastyczne godziny pracy lub pracę zdalną, co umożliwiałoby łączenie życia zawodowego z leczeniem.

– W sytuacji, kiedy choroba jest zaostrzona, musimy być u lekarza raz w miesiącu, czasami dwa razy w miesiącu, wiąże się to z nieobecnością w pracy. Dodatkowo przy naszych chorobach występuje kwestia rehabilitacji. Mówimy o osobach, które mają problemy z narządem ruchu, więc same inwestują w swoją rehabilitację, ale te gabinety też są czynne w godzinach, kiedy normalnie się pracuje – mówi Monika Zientek, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”.

Niezbędne jest ponadto wsparcie ze strony polityki zdrowotnej państwa. Lepszy dostęp do innowacyjnych terapii, możliwość spersonalizowanego leczenia oraz nowoczesna rehabilitacja mogą sprawić, że pracodawcy otworzą się osoby przewlekle chore. Nowoczesne formy leczenia nie tylko znacznie poprawiają stan zdrowia pacjenta, lecz także są coraz mniej obciążające – można stosować je rzadziej, a czasem nie wymagają nawet hospitalizacji. Na dostęp do innowacyjnych terapii czekają m.in. osoby ze stwardnieniem rozsianym, na które choruje ok. 55 tys. Polaków, głównie młodych i w pełni sprawnych zawodowo. Choroba ta jest główną przyczyną nieurazowej niepełnosprawności wśród osób młodych. W tym roku zarejestrowano pierwszy lek, który może być stosowany u chorych z różnymi postaciami tej choroby – zarówno rzutowo-remisyjnej, jak i pierwotnie postępującej.

– Pojawił się nowy lek, który jest oferowany pacjentom w fazie przewlekle postępującej, pierwotnie albo wtórnie, redukuje on ich niesprawność o około 25 proc. To duży sukces terapeutyczny. Jeżeli u nas w kraju zostanie wprowadzony do terapii ten preparat, to będziemy mogli poszerzyć grupę osób aktywnych zawodowo o kolejne setki, jeśli nie tysiące chorych – mówi prof. Adam Stępień.

Zwrócenie uwagi na problemy, z jakimi borykają się osoby przewlekle chore na rynku pracy, jest celem kampanii „Choroba? Pracuję z nią!”. W tegorocznej, 3. już edycji akcji organizatorzy skupiają się na takich kwestiach, jak poprawa relacji między pracodawcą i pracownikiem oraz budowa świadomości pracodawców w zakresie chorób przewlekłych.

Wsparcie dla start-upów priorytetem resortu przedsiębiorczości. Na zastrzyk finansowy może liczyć nawet czterysta innowacyjnych firm

Wsparcie dla start-upów priorytetem resortu przedsiębiorczości. Na zastrzyk finansowy może liczyć nawet czterysta innowacyjnych firm 3

Rozwój programu wsparcia dla start-upów, prace nad strategią produktywności i krajowych inteligentnych specjalizacji, a także fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości – to wspierające przedsiębiorczość inicjatywy, na których koncentruje się Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Resort zapowiada, że strategia produktywności zostanie już niedługo upubliczniona. W ramach programu akceleracyjnego zamierza w tej rundzie wesprzeć finansowo nawet czterysta polskich start-upów.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii chce umocnić polskich przedsiębiorców na arenie międzynarodowej, oferując pakiet ustaw. Jedną z tych, które zostały już wcielone, jest ustawa robotyzacyjna, która pozwala polskim przedsiębiorcom, zwłaszcza tym małym i średnim, wejść na arenę międzynarodową poprzez amortyzację i zakup wysokotechnologicznych maszyn. Jednym z twardych mechanizmów prawnych jest też ustawa o innowacyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Nowicki, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Zapisy tzw. dużej ustawy o innowacyjności, która wprowadziła szereg ułatwień i ulg podatkowych dla przedsiębiorców inwestujących w badania i rozwój, zaczęły obowiązywać z początkiem tego roku. Firmy mogą między innymi odliczać sobie od podstawy opodatkowania 100 proc. wydatków na B+R. Ustawa  rozszerzyła też katalog kosztów kwalifikowanych, umożliwiła skorzystanie z ulgi przedsiębiorcom działającym poza specjalnym strefami ekonomicznymi oraz wprowadziła mechanizmy ułatwiające funkcjonowanie start-upów.

Główny cel obowiązujących od półrocza przepisów to rozwój współpracy między nauką a biznesem i stymulowanie wydatków na działalność innowacyjną, dzięki czemu mam się umocnić pozycja polskich firm na globalnym rynku. To samo zadanie ma przyjęta w połowie roku tzw. ustawa o robotyzacji, która wprowadziła możliwość dokonania jednorazowego odpisu amortyzacyjnego na zakup urządzeń i maszyn na kwotę do 100 tys. zł rocznie, co ma zachęcić przedsiębiorców do inwestowania, a w rezultacie podnosić ich konkurencyjność. Oba dokumenty to część szerszego pakietu ustaw, które mają stymulować innowacje i umacniać biznes.

Aktualnie resort współuczestniczy też w pracach legislacyjnych nad tzw. Ustawą 2.0, czyli dużym pakietem ustaw, który wywoła rewolucję na uniwersytetach – ma nie tylko podnieść jakość kształcenia, lecz także zwiększyć produktywność z korzyścią dla gospodarki.

W tej chwili trwają prace nad tzw. Konstytucją dla Nauki (Ustawa 2.0), w których wiodącą rolę pełni resort nauki, ale my je aktywnie wspieramy w zakresie proprzedsiębiorczości, bo należy pamiętać, że przedsiębiorczość rodzi się na uczelniach – mówi Robert Nowicki.

Program akceleracyjny ScaleUp będzie kontynuować pilotaż w ramach Start In Poland, a – jak zapowiedziała w tym tygodniu minister Jadwiga Emilewicz na kongresie Impact’18 – resort zamierza dofinansować nawet czterysta start-upów. Młode spółki mogą liczyć na dofinansowania w wysokości sięgającej 250 tys. zł, a budżet całego programu akceleracyjnego to 120 mln zł. Program ma działać do 2021 roku.

Do tej pory program Start In Poland okazał się dużym sukcesem. Wzięło w nim udział sześćdziesiąt sześć firm i blisko trzysta start-upów, a jak poinformowała minister Emilewicz, liczba wdrożeń przekroczyła sto pięćdziesiąt.

Jako ministerstwo planujemy ewaluację programu Start in Poland. To największy program w Europie Środkowo-Wschodniej oferujący pomoc od inkubacji do rozrostu, do działalności bieżącej poszczególnych przedsiębiorstw. Myślę, że te działania realizowane przez Polską Agencję Handlu i Inwestycji służą wszystkim, pozwalają przedsiębiorcom na efektywne dotarcie do klienta na zewnątrz – mówi Robert Nowicki.

Zastępca dyrektora w Departamencie Innowacji MPiT podkreśla, że resort nie wyznacza sobie celów tylko do końca obecnej kadencji, lecz także planuje horyzontalnie. Ramy czasowe dla realizowanych działań resortu wyznacza uchwalona w ubiegłym roku Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, której perspektywa sięga 2030 roku.

– Programy tam ujęte w obszarze innowacji, poprawy konkurencyjności i ekspansji zagranicznej są projektami ułożonymi pod polskich przedsiębiorców i producentów – podkreśla Robert Nowicki.

Jednym z dokumentów, który wyznaczy produktywność polskiego sektora gospodarczego, będzie też strategia produktywności. Obecnie trwają prace nad koncepcją zarówno strategii produktywności, która ma zostać niedługo upubliczniona, jak i krajowych inteligentnych specjalizacji.

Myślę, że to jest dokument, który pozwala na ocenę polskiej gospodarki, ale też spojrzenie w przyszłość. To dokument, który niebawem upublicznimy. Strategia produktywności zawiera elementy transformacji polskiej gospodarki. Polska gospodarka, tak jak gospodarka światowa, stoi w dobie rewolucji 4.0. Strategia produktywności w wyniku konsultacji i szerokich analiz razem z przedsiębiorcami, z eksperckimi ośrodkami, pozwala na pokazanie kierunków, gdzie my, jako państwo, powinniśmy dążyć – podkreśla Robert Nowicki.

Innym przykładem inicjatywy wspierającej przedsiębiorczość jest procedowana ustawa o fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości, która ma wspierać przemysł w procesie transformacji cyfrowej.

Warunki w szpitalach dziecięcych wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Prawie połowa rodziców była zmuszona spać na krzesłach lub karimatach

Warunki w szpitalach dziecięcych wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Prawie połowa rodziców była zmuszona spać na krzesłach lub karimatach 4

Stała obecność rodziców pomaga hospitalizowanym dzieciom wrócić do zdrowia oraz zwiększa ich poczucie bezpieczeństwa. W większości polskich szpitali brakuje jednak odpowiednich warunków noclegowych dla opiekunów małych pacjentów. Na konieczność spania na krzesłach lub karimatach skarży się prawie 50 proc. rodziców. Aby zmienić tę sytuację, marka Pampers we współpracy z Fundacją Polsat zadbała o komfortowe warunki dla rodziców już na drugim oddziale pediatrycznym, tym razem w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana II w Grodzisku Mazowieckim.

Zgodnie z obowiązującą od 1988 roku Europejską Kartą Praw Dziecka w Szpitalu mali pacjenci mają prawo przebywać z rodzicami przez cały okres hospitalizacji. Pracownicy szpitala powinni wręcz zachęcać rodziców do towarzyszenia dziecku oraz zapewnić im odpowiednie warunku pobytu. Psychologowie nie mają wątpliwości, że bliskość rodziców korzystnie wpływa na proces leczenia, m.in. poprzez zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa i ułatwienie oswojenia się z nową dla niego sytuacją. Także lekarze coraz częściej dostrzegają zalety obecności w szpitalu rodziców swoich najmłodszych pacjentów.

– Dziecko zrelaksowane, uśmiechnięte, leczy się lepiej i szybciej, a ono będzie uśmiechnięte i zrelaksowane wtedy, gdy taki będzie rodzic. Powód drugi jest taki, że żaden personel medyczny nie zauważy tego, co widzi rodzic, tych niepokojących, ale też prognostycznie dobrych objawów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Suchner, ordynator Oddziału Pediatrycznego Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim.

Jak pokazuje badanie TNS Polska, przeprowadzone na zlecenie firmy Procter & Gamble, 90 proc. Polaków uważa, że rodzice powinni mieć możliwość przebywania w szpitalu z dzieckiem w trakcie całej hospitalizacji. Jednocześnie blisko połowa respondentów, którzy mają dzieci do 18. roku życia, doświadczyło sytuacji, w której zmuszeni byli nocować przy łóżku dziecka na karimacie, w fotelu czy na krześle lub też spotkali się z takimi sytuacjami w swoim najbliższym otoczeniu. Wciąż bowiem w wielu polskich szpitalach rodzice mają ograniczone możliwości nocowania.

– Kiedy byłem mały, dzieci były hospitalizowane bez rodziców, później nastała era, kiedy rodziców wpuszczano do szpitali, czyli byli złem koniecznym: „Jak już musicie to przebywajcie z dziećmi, ale spać możecie na podłodze, a siedzieć na zydelku”. Myślę, że dawno już powinna nadejść era, gdzie rodzic jest pełnoprawnym uczestnikiem procesu leczenia i nie jest traktowany jako obca tkanka – mówi Radosław Suchner.

Pierwszym zrealizowanym projektem marki Pampers i Fundacji Polsat było otwarcie Pokoju dla Mam w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku, drugim natomiast stworzenie komfortowych warunków dla rodziców Oddziału Pediatrycznego w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim. 24 maja miało miejsce uroczyste otwarcie zmodernizowanego oddziału, wyposażonego w udogodnienia, mające poprawić komfort rodziców czuwających przy swoich pociechach w czasie ich hospitalizacji.

– „Pokoje dla Mam” to projekt, którego celem jest tworzenie w polskim szpitalach warunków ułatwiających rodzicom towarzyszenie swoim dzieciom w trakcie procesu hospitalizacji, Jest to część kampanii „Wspólnie dbamy o bobasy”, w ramach której sami podejmujemy różnorodne działania, ale też zachęcamy społeczeństwo do wspieranie mam w opiece nad dzieckiem. Chcemy, żeby ten proces był jak najbardziej przyjemny i komfortowy. Jako marka Pampers chcemy wspierać zdrowy i szczęśliwy rozwój dzieci, również w takich trudnych sytuacjach jak pobyt w szpitalu – mówi Mariola Mirek, kierownik ds. komunikacji marki Pampers, Procter & Gamble.

W ramach modernizacji został przeprowadzony generalny remont dwóch łazienek przeznaczonych dla dzieci i ich rodziców. Dotychczasowa świetlica została przebudowana i zaadaptowana na salę szpitalną dla małych dzieci oraz dodatkową łazienkę. Oddział został ponadto wyposażony w trzy nowe komody kąpielowe dla niemowląt. W celu zwiększenia komfortu rodziców czuwających przy swoich pociechach zostały ufundowane dwadzieścia dwa fotele z funkcją spania, zlokalizowane przy każdym łóżku szpitalnym dziecka.

– Pięć lat temu wpadliśmy na pomysł, że remontując oddziały szpitalne, będziemy przygotowywać pokoje również dla matek, bo wiemy, jak ważna jest obecność rodzica w procesie leczenia dziecka. To podkreślają wszyscy lekarze. To, co rodzic jest w stanie dać dziecku, będąc z nim w sali, to jest nie do przecenienia, proces zdrowienia i rehabilitacji przebiega znacznie szybciej – mówi Krystyna Aldridge-Holc, prezes Fundacji Polsat.

Renowację Oddziału Pediatrycznego w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim wsparli wszyscy, którzy w okresie od 2 do 15 maja kupili produkty Pampers w sieci sklepów Kaufland. Część dochodu ze sprzedaży została przekazana na rzecz remontu. Fundacja Polsat i marka Pampers już planują kolejne tego typu wspólne działania.

Rocznie na Oddział Pediatryczny Szpitala Zachodniego im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim trafia do 1 200 dzieci. Do dyspozycji najmłodszych pacjentów są m.in. trzy sale dla niemowląt oraz trzy sale dla małych dzieci do 4 roku życia.

Agencja Mienia Wojskowego uruchomiła internetowy demobil

Agencja Mienia Wojskowego uruchomiła sklep internetowy, w którym można kupić używane kombinezony pilotów (“by poczuć się jak Tom Cruise”) czy tarcze trenerskie (“bo lepiej wrócić z tarczą niż na tarczy”). Sklep działa w oparciu o platformę Shoper, a płatności online obsługuje firma Blue Media.

​Rynek zbytu na powojskowy sprzęt jest ogromny. Dlatego Agencja Mienia Wojskowego oprócz otwierania sklepów stacjonarnych, zdecydowała się uruchomić sprzedaż przez internet. Na początek do oferty sklepu trafiło 48 pozycji. Po kilku dniach istnienia sklepu już niemal połowa asortymentu została wykupiona.

– Pierwsze dni działania e-sklepu to był prawdziwy szturm. Wpłynęło do nas blisko 800 zamówień na kwotę ponad 75 tys. zł. To był dla nas ważny test. I wydaje się, że zdaliśmy go pozytywnie: system informatyczny nie zawiódł, kanały płatności zadziałały, wszystko przebiegło bez problemów technicznych. Paczki pakowaliśmy na bieżąco, a pracownicy przyszli do pracy nawet w sobotę. Teraz czas na uzupełnienie asortymentu – mówi Przemysław Wierzba, dyrektor oddziału regionalnego AMW z Krakowa, w którym zlokalizowano zaplecze i magazyn sklepu internetowego.

W ciągu pięciu dni sprzedało się m.in. 1000 chusteczek do nosa, 400 niezbędników 3-częściowych, 200 latarek kieszonkowych, ponad 180 peleryn-namiotów, blisko 150 mazaków do czyszczenia butów, ponad setka toreb polowych brezentowych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też szalokominiarki, kapelusze polowe, rękawice, rogatywki, berety, hełmy menażki i manierki. Agencja Mienia Wojskowego zapowiada, że sukcesywnie będzie dodawać nowe produkty. W planach jest też uruchomienia platformy aukcyjnej.

Najnowocześniejsze rozwiązania e-commerce

Sklep internetowy AMW działa w oparciu o polską platformę sklepową Shoper w usłudze Premium oraz zintegrowane płatności online od Blue Media (Shoper Płatności). – Byliśmy pozytywnie zaskoczeni, jak sprawnie udało nam się przeprowadzić cały proces wdrożenia sklepu internetowego – od postawienia silnika sklepu po opracowanie grafik i wdrożenie systemu płatności. Agencja Mienia Wojskowego funkcjonuje w bardzo tradycyjnej branży, jednak jest przykładem instytucji, która nie boi się cyfryzacji – mówi Artur Halik z Shoper Premium, który odpowiadał za wdrożenie.

Klienci sklepu mogą korzystać z najpopularniejszych form płatności: przelewy pay by linki (przekierowujące na stronę transakcyjną banku), karty, BLIK. – Wszystkie oferowane metody płatności są bezpośrednio osadzone w sklepie internetowym, bez konieczności przechodzenia na odrębną stronę płatności. To pozwala na jeszcze szybsze sfinalizowanie transakcji – wyjaśnia Dawid Adamczyk z Blue Media.

Być jak Tom Cruise

Sklep internetowy AMW postawił nie tylko na najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, ale także na oryginalne opisy produktów. Tarcza treningowa nie jest zwykłą łapą trenerską, ale “(…)przyda się nawet tym, którzy swoje życie związali z boksem w open space, gdzie wyrabia się targety. Bo zawsze lepiej niż na tarczy wrócić z tarczą z internetowego sklepu AMW”.

„Po co robić coś w białych rękawiczkach, kiedy można w czarnych? I to takich prosto z wojska?” – w ten sposób sklep zachęca do kupna czarnych, wojskowych rękawic. Kombinezon pilota to z kolei “idealne ubranie dla wszystkich, którzy marzą o życiu z odrobiną polotu. (…) W nim wszystko pójdzie fruwająco. W zestawie z przyciemnianymi okularami pozwoli poczuć się jak Tom Cruise w „Top Gun”.

Moment powstania obowiązku podatkowego przy usłudze wykonywanej etapami

„Jeżeli usługa jest przyjmowana częściowo, tzn. umowa przewiduje częściowe odbiory poszczególnych etapów usług i cykliczne za nie zapłaty, za moment wykonania części usługi należy uznać moment, w którym wykonawca faktycznie wykonał część określonej umową usługi (doszło do faktycznego zakończenia części prac) i zgłosił ją nabywcy do odbioru” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie rozpoznanej przez Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 11 października 2017 r. (sygn. akt I FSK 2091/15) spółka złożyła wniosek o wydanie wiążącej interpretacji podatkowej. Wskazała w nim, że świadczy usługi informatyczne, których efektem jest uruchomienie (wdrożenie) oprogramowania wspierającego zarządzanie przedsiębiorstwem.

Wyjaśniła też, że zawiera z klientami umowy, w których zobowiązuje się do wykonania prac, i strony ustalają ich harmonogram. Wykonanie kolejnego etapu miało być potwierdzane protokołem odbioru lub milczącą akceptacją, gdyby w ciągu 7 dni nie pojawiły się żadne uwagi drugiej strony. Fakturowanie zaś miało odbywać się w oparciu o potwierdzenie wykonania poszczególnych etapów wdrożenia lub w oparciu o etap końcowy.

Spółka chciała wiedzieć, czy prawidłowo będzie określać datę wykonania usługi, czyli datę podpisania przez klienta protokołu odbioru prac w nieprzekraczalnych limitach czasowych określonych w umowach na świadczenie usług. Spółka podkreśliła, że ustawa o VAT nie definiuje momentu wykonania usługi informatycznej ani kryteriów, jakimi trzeba się kierować, dlatego wnioskodawca zamierzał przyjmować jako moment wykonania usługi datę terminowego podpisania przez zleceniodawcę protokołu odbioru prac. „Jeżeli jednak przed wykonaniem wskazanych usług nastąpi zapłata w całości lub w części, zdaniem spółki obowiązek podatkowy będzie powstawał z chwilą otrzymania zapłaty w odniesieniu do tej kwoty.”

Minister finansów uznał stanowisko wnioskodawcy za nieprawidłowe. Organ podatkowy podkreślił, że w przypadku usług informatycznych obowiązek podatkowy powstaje na zasadach ogólnych, czyli w momencie wykonania usługi – w całości lub w części – a nie w momencie podpisania protokołu odbioru lub wyrażenia milczącej akceptacji. Jeżeli zaś spółka otrzyma od nabywcy zapłatę przed wykonaniem całości lub części świadczenia, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą otrzymania danej kwoty.

Od wydanej interpretacji spółka odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał skargę spółki za słuszną. Minister finansów złożył skargę na wyrok sądu pierwszej instancji do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uchylił wyrok WSA w Warszawie.

W uzasadnieniu wyroku NSA podkreślił, że to charakter usługi decyduje o tym, czy dana usługa została wykonana. Jeżeli strony określiły w umowie harmonogram wykonania usługi, jest ona wykonana, gdy wykonawca zgłosi dany etap usługi do odbioru, zaś moment akceptacji odbioru tej części usługi przez usługobiorcę nie ma znaczenia dla ukonstytuowania się obowiązku podatkowego.

A zatem „w przypadku gdy usługa jest przyjmowana częściowo, za moment wykonania części usługi należy uznać moment, w którym wykonawca faktycznie wykonał część określonej umową usługi (doszło do faktycznego zakończenia części prac) i zgłosił ją nabywcy do odbioru.”

Jeżeli natomiast istotnym elementem wykonania określonej części umowy jest prawidłowość funkcjonowania danego etapu usługi, uznaje się ją za wykonaną w tej części, gdy wykonawca zgłosi dany etap wykonania usługi do odbioru, uznawszy, że spełnia ona wymóg prawidłowości funkcjonowania – uznał NSA.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dobre dane nie pomagają złotemu

Pomimo dobrych danych z polskiej gospodarki złotówka wciąż jest w odwrocie. Powodem jest sytuacja globalna i ucieczka od ryzyka przez inwestorów. Polski rynek pracy dalej pokazuje dobre dane.

Dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy odczyt produkcji przemysłowej. Rośnie ona w skali roku o 5,4%. Nie jest to wynik, który powinien budzić przesadny entuzjazm, aczkolwiek analitycy oczekiwali wyniku o 1,9% gorszego. W ramach tego samego komunikatu podano wzrost produkcji budowlano montażowej. Ten parametr potwierdza to co się dzieje na rynku. Wzrost wynosi obecnie imponujące 20,8%.

Złoty w odwrocie

Pomimo dobrych danych złotówka traci wyraźnie na wartości ostatnimi dniami. Powodem jest sytuacja na rynkach. Z jednej strony mamy ucieczkę kapitału za ocean po informacjach o zmianach stóp procentowych. To właśnie przez lepsze perspektywy w USA oraz dobrą stopę zwrotu z inwestycji o bardzo niskim ryzyku inwestorzy wolą trzymać swoje środki w amerykańskiej walucie. Z drugiej strony Europa wciąż ma problemy, a EBC najwyraźniej chce pomóc słabym euro stanąć gospodarce na nogi. Na to wszystko nakłada się wojna handlowa, która tylko zwiększyła niepokój a tym samym zachęciła inwestorów do poszukiwania bezpieczniejszych miejsc niż Polska. W rezultacie oglądamy euro za 4,31 zł, franka za 3,75 zł, dolara za 3,73 zł a funta po 4,92 zł.

Rynek pracy w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu wynagrodzeń oraz zatrudnienia. Zatrudnienie rośnie o 3,7% w skali roku i jeżeli tempo zostanie utrzymane czekają nas kolejne minima bezrobocia od czasu transformacji. Wynagrodzenia z kolei o 7%. To właśnie ten szybki wzrost wynagrodzeń powoduje presję na wzrost płacy minimalnej. Obecny postulat związkowców mówi o ustaleniu docelowo płacy minimalnej na wysokości połowy średniego wynagrodzenia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowa kampania phishingowa wykorzystująca gorączkę Mistrzostw Świata

Firma Check Point® Software Technologies, jeden z wiodących dostawców rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego, wykrył kampanię phishingową wykorzystującą moment rozpoczęcia Mistrzostw Świata FIFA w Piłce Nożnej. Cyberprzestępcy próbowali zachęcić potencjalne ofiary do pobierania harmonogramu oraz trackera wyników meczów.

Po otwarciu, załącznik wykorzystuje złośliwy wariant oprogramowania zwany „DownloaderGuide”, będący znanym downloaderem potencjalnie niechcianych programów (PUP), który jest najczęściej używany jako instalator w aplikacjach takich jak paski narzędzi, adware lub optymalizatory systemu.  Badacze Check Pointa ustalili, że w sumie kampania obejmuje dziewięć różnych plików wykonywalnych, z których wszystkie zostały wysłane w wiadomościach e-mail z tematem: „World_Cup_2018_Schedule_and_Scoresheet_V1.86_CB-DL-Manager”.

Kampania została po raz pierwszy zidentyfikowana została w dniu 30 maja 2018 r., a jej szczyt przypadł na 5 czerwca; jednak w ciągu ostatniego tygodnia nabrała ona nowego tempa wraz z dniem rozpoczęcia mistrzostw.

– Wydarzenia cieszące się ogromnym zainteresowaniem są postrzegane przez cyberprzestępców jako doskonała okazja do rozpoczęcia nowych działań – twierdzi Maya Horowitz, kierownik grupy analitycznej ds. zagrożeń w firmie Check Point. – Przy tak wielkim oczekiwaniu i szumie mediowym wokół Mistrzostw Świata, cyberprzestępcy polują na pracowników, którzy mogą być w tym okresie mniej czujni podczas otwierania niechcianych e-maili i załączników. Dlatego ważne jest, aby organizacje podjęły kroki w celu przypomnienia swoim pracownikom o zalecanych praktykach w zakresie bezpieczeństwa.

– Ponadto, organizacje powinny również podjąć kroki w celu uniemożliwiania kampaniom phishingowym dotarcia do skrzynek odbiorczych. Powinno to obejmować zastosowanie wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed atakami cybernetycznymi dokonywanymi przez zarejestrowane rodziny złośliwych oprogramowań, jak i przed zupełnie nowymi zagrożeniami oraz zapobieganiu ich rozprzestrzenianiu się w sieci – dodaje Horowitz.

W związku z tym, że Check Point przewiduje dalszy zakres oszustw internetowych i ataków phishingowych podczas miesięcznego turnieju, firma wydała następujące wskazówki dla osób prywatnych, chcących chronić się przed zagrożeniami cybernetycznymi podczas Mistrzostw Świata FIFA w Piłce Nożnej:

– Aktualizuj oprogramowanie – upewnij się, że system operacyjny, oprogramowanie zabezpieczające, aplikacje i przeglądarki internetowe na Twoim komputerze PC lub urządzeniu mobilnym są zaktualizowane. Powinno to stanowić skuteczną ochronę przed większością złośliwego oprogramowania i innymi zagrożeniami internetowymi.

– Ostrzeżenie przed fałszywymi stronami internetowymi – Podczas poprzednich dużych imprez publicznych cyberprzestępcy tworzyli fałszywe strony internetowe i domeny, obejmujące wszystko, od merchandisingu po wiadomości i transmisję strumieniową na żywo, które wydają się być oficjalne, ale mogą być wykorzystywane do dostarczania złośliwego oprogramowania lub przechwytywania poufnych informacji.

– Uważaj na wiadomości od nieznanych nadawców – cyberprzestępcy będą prawdopodobnie wysyłać różne emaile phishingowe podczas turnieju, oferując szereg darmowych ofert lub możliwość losowania biletów na mecze. Może to przybrać formę hiperłączy lub załączników, które będą albo pobierać złośliwe oprogramowanie na maszyny, albo próbować ukraść Twoje dane osobowe.  Najlepiej jest unikać otwierania wiadomości e-mail lub załączników od nierozpoznanego nadawcy.

– Publiczne hotspoty Wi-Fi – ponieważ mecze rozgrywane są przez cały dzień, wiele osób będzie chciało korzystać z publicznych punktów dostępu do sieci Wi-Fi do oglądania gier na urządzeniach przenośnych. Jednak niepewne punkty dostępu są łatwym celem dla hakerów, którzy mogą zagrażać naszym komputerom i smartfonom oraz przechwytywać dane osobowe, takie jak e-maile i hasła.

USDJPY – analiza techniczna rynków finansowych

Ostatni mocniejszy impuls na notowaniach USDJPY pojawił się zaraz po wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Aprecjacja dolara amerykańskiego była gwałtowna i bardzo mocna, z poziomu 103 przez kilka tygodni notowania znalazły się o ponad 1 000 pipsów wyżej. Po zakończonym impulsie wzrostowym przeszliśmy do konsolidacji, która ostatecznie doprowadziła do bardzo słabego trendu spadkowego.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Trend spadkowy został zapoczątkowany przez pokonanie dolnej bandy konsolidacji w okolicy poziomu 108. Wyprzedaż nie trwała długo, ponieważ po kilku tygodniach zawitała na rynek bardzo mocna korekta, która prawdopodobnie zostanie niebawem zakończona. Dlaczego?

Po pierwsze warto zwrócić uwagę, iż trend spadkowy na interwale tygodniowym porusza się w szerokim kanale spadkowym. Aktualnie ostatnie wzrosty zaprowadziły nas w bardzo ważne miejsce. Znaleźliśmy się tuż pod mocnym oporem wyznaczonym przez dołek z listopada zeszłego roku, ale nie tylko. 200 pipsów ponad oporem znajduje się górna banda kanału spadkowego. Jeżeli opór zostałby pokonany, to kolejnym celem kupujących byłoby górne ograniczenie kanału spadkowego.

Jednakże jak do wygląda z innej perspektywy? Wskaźniki analizy technicznej podążające za trendem wskazują na trend wzrostowy, w szczególności na interwale dziennym. mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Natomiast według kanału spadkowego mamy trend przeciwny.

Dodatkowym wskaźnikiem, który wskazuje na możliwość wyprzedaży jest oscylator stochastyczny, który mówi o wykupieniu kursu. Zatem mamy sytuację mało klarowną. Z tego powodu warto spojrzeć na niższy interwał czasowy – dzienny.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

 Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym widać mocny trend wzrostowy, który został zapoczątkowany przez impuls wzrostowy z marca bieżącego roku. Możemy wyrysować linię trendu wzrostowego. Jednak co jeszcze widzimy? 21 maja została zapoczątkowana bardzo mocna wyprzedaż, która zniosła część zysków, ale co ważniejsze został przebity poprzedni dołek. Dlatego z tej strony możemy powiedzieć o możliwości zakończenia korekty wyższego rzędu.

Pomimo tak mocnej wyprzedaży na parze walutowej USDJPY po raz kolejny zawitali kupujący. Jednakże gdyby nie udało im się pokonać poprzedniego szczytu, to bardzo prawdopodobne jest, że powstanie formacja podwójnego szczytu. Powstanie takiej formacji oraz przebicie linii trendu wzrostowego byłoby jednoznaczne z zakończeniem korekty. Przy takim scenariuszu celem sprzedających może być minimum z 2018 roku.

Z kolei przebicie wspomnianego szczytu będzie oznaczać kontynuację wzrostów przynajmniej w okolice poziomu 113.

Dział Analiz Admiral Markets

Rekordowa transakcja w historii polskiego sektora fintech – MCI.EuroVentures sprzedaje Dotpay/eCard

MCI.EuroVentures (Grupa MCI, MCI, Fundusz) oraz Saltus TUW podpisały umowę sprzedaży jednego z polskich liderów rynku e-płatności – Dotpay/eCard (Dotcard) za 315 mln PLN do inwestora strategicznego – Nets, cyfrowego lidera na rynkach nordyckich. Jest to rekordowa transakcja sprzedaży na polskim rynku Fintech.

  • Całkowity zysk Funduszu wyniesie ok. 255 mln PLN – najwięcej w historii Grupy MCI. Pozwoli to Funduszowi na osiągnięcie ok. 40% wewnętrznej stopy zwrotu (IRR) oraz 3.0x cash on cash (CoC).
  • Zarząd Dotpay/eCard, który był zaangażowany w proces sprzedaży, będzie kontynuował rozwój spółek we współpracy z nowym inwestorem, co pozwoli im na umocnienie pozycji rynkowej oraz dalszy rozwój oferty dla merchantów.
  • Transakcja jest uwarunkowana otrzymaniem zgód Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).
  • Zespół zarządzający MCI.EuroVentures skupia się teraz na weryfikacji nowych celów inwestycyjnych w obszarze buyout – na nowe inwestycje jest gotowy przeznaczyć nawet 200 mln PLN.

Dotcard to grupa powstała z połączenia spółek Dotpay i eCard. Obie spółki znajdowały się w portfelu MCI.EuroVentures od 2016 roku. Główną tezą inwestycyjną Funduszu była konsolidacja dynamicznie rozwijającego się polskiego rynku płatności, która umożliwiła połączonemu podmiotowi stanie się jednym z liderów tego rynku i oferowanie usług merchantom w modelu omni-channel (online + offline).

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, firma Nets stała się liderem w dziedzinie płatności cyfrowych i usług powiązanych w krajach nordyckich, najbardziej zdigitalizowanym regionie w Europie. Obsługując miliardy transakcji rocznie, Nets jest jednym z największych procesorów płatności, agentów rozliczeniowych i dostawców usług płatniczych w Europie, mocno zorientowanym na prostszą i bardziej intuicyjną obsługę płatności cyfrowych i usług powiązanych dla swoich klientów.

Dla MCI, transakcja stanowi największą kwotę uzyskaną ze sprzedaży aktywa, przewyższającą poprzednich rekordzistów (Invia, Mall.Cz, iZettle). Przed transakcją, według wyceny swoich aktywów – portfel MCI dzielił się mniej więcej na trzy równe części według sektorów 1) fintech, 2) e-commerce, 3) Infrastruktura IT. Fundusz dysponuje teraz dużą płynnością, którą chcę wykorzystać na inwestycje buyout-owe, 2 w tym roku, na które może wydać do 200 mln PLN (plus inne formy finansowania).

– Sprzedaż Dotpay/eCard to kolejna bardzo udana transakcja Funduszu z Grupy MCI w sektorze Fintech. Poprzez połączenie Dotpay i eCard zbudowaliśmy jednego z liderów na rynku płatności, oferującego swoje usługi w modelu omni-channel (połączenie online i offline) dla najbardziej wymagających procesów biznesowych. Chciałbym podziękować naszemu koinwestorowi, Saltus TUW, za zaufanie do MCI w trakcie realizacji inwestycji. Chciałbym również podziękować zarządowi oraz wszystkim pracownikom za współpracę i prężny rozwój grupy, szczególnie za udaną integrację Dotpay i eCard, która umożliwiła osiągnięcie silnej pozycji na dynamicznym rynku płatności. Przed spółkami otwiera się kolejny rozdział i sądząc po perspektywach rozwoju rynku, będzie to z pewnością ciekawy czas, charakteryzujący się dalszym szybkim wzrostem – powiedział Łukasz Wierdak, Partner Inwestycyjny Funduszy MCI.

Giganci e-commerce inwestują w tradycyjny handel. To żyła złota

Przez wiele lat wieszczono koniec tradycyjnego handlu. Sklepy przegrywały walkę cenową z e-commerce. Dziś giganci handlu online inwestują coraz większe środki w rozwój branży detalicznej. Wykorzystując wiedzę i technologie, udowadniają, że wciąż tkwi w nim gigantyczny potencjał, a możliwości zwiększenia sprzedaży są znacznie większe niż przypuszczano.

Technologiczna rewolucja

W styczniu 2018 w centrum Seattle, pod siedzibą amerykańskiego potentata handlu w Internecie, otwarto pierwszą placówkę Amazon Go. Analitycy widząc, że gigant e-commerce otwiera stacjonarny sklep, przecierali oczy ze zdumienia. Jeff Bezos jednak doskonale wiedział co robi. Przenosząc doświadczenia z handlu elektronicznego, Amazon rzucił rękawicę tradycyjnym, od lat nie inwestującym w technologie, stacjonarnym sklepom.

Dzisiaj zwykle są one w stanie stwierdzić jedynie jaki towar sprzedały i w jakiej ilości, ale nie potrafią już np. precyzyjnie określić jakimi ścieżkami podążają klienci, przy jakich półkach spędzają najwięcej czasu, dlaczego, jakiego towaru nie kupili, bo nie było go na stanie lub nie mogli go znaleźć. Stacjonarne placówki nie wiedzą też ile czasu spędzili klienci przy kasie, albo którzy z nich opuścili sklep, bo zniechęciła ich kolejka do kasy. Tymczasem jest to wiedza, którą posiada każdy sklep internetowy. Szef Amazona słusznie zauważył, że przeniesienie technologii ze świata e-commerce do tradycyjnego handlu i analizowanie dużych zbiorów danych, może pomóc wygenerować znacznie więcej przychodów. W końcu klienci wciąż najchętniej kupują w stacjonarnych sklepach – zwraca uwagę Wojciech Stramski z Lab4Motion, poznańskiej firmy dostarczającej rozwiązania do analizy ruchu klientów i monitorowania ekspozycji produktów.

Amazon do opracowania nowego formatu postanowił wykorzystać zaawansowane narzędzia IT. Dzięki technologii Internetu Rzeczy, dziesiątkom kamer i czujników, Amazon z chirurgiczną precyzją może analizować zwyczaje zakupowe klientów, już od momentu ich wejścia do sklepu. Technologia w czasie rzeczywistym wykrywa, kiedy i jak wiele czasu spędza klient przed sklepową półką, które produkty interesują go najbardziej i które trafiają do koszyka. To nie wszystko. System liczy dokładny czas jaki klient spędził przy danym produkcie i analizuje jak szybko konsument podjął decyzję o jego zakupie. Analizy z systemu trafiają bezpośrednio do osób na pierwszej linii, czyli pracowników na sklepowej hali. Przesyłane informacje pomagają sprawnie i płynnie reagować np. na braki w asortymencie. Monitoring wideo i technologia rozpoznawania zdjęć na bieżąco weryfikuje produkty znajdujące się w koszyku i automatycznie rozlicza je przez aplikację mobilną.

Amazon Go to pierwsza stacjonarna placówka, która może w sposób całościowy i bardzo precyzyjny, badać ścieżki zakupowe swoich klientów. Dla konsumenta to wygoda, dla sklepu większe zyski. Jak dotąd, żaden stacjonarny sklep nie był w stanie dopasowywać się do potrzeb klienta w trakcie jego zakupów – analogicznie, jak ma to miejsce w e-sklepach. – Dane, jakie płyną z cyfrowych źródeł, są łączone z informacjami pochodzącymi z konwencjonalnych kanałów, dzięki czemu Amazon potrafi analizować zainteresowania i zachowania klienta zarówno w świecie offline, jak i online. I najważniejsze, modelować oferty na półkach w konkretnym sklepie, tak aby były dopasowane do oczekiwań klienta, który robi zakupy w tym sklepie. Mówiąc, krótko na półkach w sklepie jest to, co sprzedaje się najlepiej w tym punkcie. To daje gigantowi pełen obraz klienta – wyjaśnia Wojciech Stramski.

Początek nowej ery

W ubiegłym roku Amazon za 13,7 mld dolarów kupił sieć sklepów Whole Foods. To posunięcie wywołało spore zamieszanie za oceanem, pomimo że sieć sklepów ze zdrową żywnością nie ma nawet 2% udziałów w rynku. Każdy sklep spożywczy zapamięta ten dzień jako początek nowej ery, a wielu już jest przerażonych – opisał transakcję analityk rynku FMCG w USA Phil Lempert. Jak donosiło CNN, informacja o przejęciu odbiła się echem na Wall Street. Spadki zanotowały akcje takich gigantów amerykańskiego handlu jak Walmart czy Target Corporation. A ta pierwsza ma ponad trzykrotnie wyższe przychody niż cały Amazon. Skąd taka reakcja rynku, wyjaśnia Wojciech Starmski z Lab4Motion – Zakup Whole Foods to sygnał dla stacjonarnych sieci handlowych – Amazon przenosi się do offline. A sieć ponad 470 sklepów ze zdrową żywnością ma być miejscem, gdzie Amazon będzie wdrażał technologie, które pozwoliły mu wygrać w e-handlu. Tradycyjne sklepy spożywcze już teraz zmagają się z ostrą konkurencją i spadkiem cen. Amazon chce złamać dotychczasowe reguły, jakimi rządziła się branża handlowa. Dopasowując dostępną ofertę produktową do klientów. I to na pewno nie koniec ekspansji Amazona w świat offline.

W komunikacie prasowym, informującym o przejęciu, firma z Seattle oznajmiała, że rozpoczęto integrację technologiczną Amazon z Whole Foods. Tradycyjne sieci handlowe będą musiały odpowiedzieć, co oznacza, że technologiczne domino ruszy w branży handlowej. Widać to na przykładzie Walmartu, który kilka tygodni temu poinformował, że nawiązał współpracę z firmami, dostarczającymi technologię do analizy zachowań konsumentów. Co prawda dopiero rok po zakupie przez Amazon sieci Whole Foods i kilka miesięcy po otwarciu nowego formatu sklepu w Seatlle. – Amazon ma własną technologię, która będzie używana w sklepach, ale już np. Walmart nie. Żadna sieć handlowa nie kupi technologii od Amazona, sieci handlowe musza szukać takich rozwiązań na zewnątrz. Dlatego zaczynają współpracować z dostawcami rozwiązań, pomagającymi analizować zachowania klientów – wyjaśnia Wojciech Stramski i dodaje – Amazon to nie jedyny przedstawiciel e-commerce, który inwestuje w tradycyjny handel. Po drugiej stronie Pacyfiku, w Chinach Alibaba też zaczął inwestować w bezosobowe sklepy w kanale offline- w 100% obsługiwane przez technologie.

Klienci kochają tradycyjne placówki

Czy handel tradycyjny może jeszcze konkurować z tym internetowym? Dane firm analitycznych nie pozostawiają złudzeń: tradycyjny handel ma się bardzo dobrze, i mimo rozwoju e-commerce, pozostaje dla klientów pierwszym wyborem. Globalny rynek rozwiązań z obszaru Internetu Rzeczy, zgodnie z analizą firmy McKinsey, ma zasilać globalną gospodarkę kwotą ponad 11 bilionów dolarów rocznie w 2025 roku – w porównaniu do 3,9 bln w 2017r. Oszałamiająca dynamika tego rynku wiele zawdzięczać będzie branży retail. Jak donosi IDC, marketing kontekstowy w tradycyjnych sklepach, wykorzystujący techniki trackingu towarów oraz ścieżek klienckich, będzie jednym z najszybciej rosnących obszarów zastosowań IoT w latach 2017-2021, zaś inwestycje światowej branży retail z tego zakresu będą rosły ponad 20% r/r. Dane są najlepszym dowodem na to, że świat offline będzie inspirował się na swoim cyfrowym bliźniaku. A w kolejnych latach możemy spodziewać się, że technologia będzie pomagać np. w obsłudze klienta.

Technologie dotychczas wykorzystywane w kanałach online wkraczają do świata offline. Już niedługo klientom w sklepie pomoże wirtualny doradca. Zasilany sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym bot dobierze produkty do ulubionego przepisu albo wino do konkretnej potrawy. A konwersacja z umieszczonym obok półki robotem nie będzie różniła się od tej z człowiekiem – podsumowuje Maciej Stanusch z firmy Stanusch Technologies, od kilkunastu lat realizującej projekty z wykorzystaniem AI oraz sztucznej inteligencji.

Rok 2018 na rynku wierzytelności nieregularnych

Rok 2017 był bardzo ciekawym czasem na rynku wierzytelności nieregularnych. Wyraźnie zdominował go jeden gracz, szczególnie w segmencie wierzytelności bankowych, w którym szacunkowo skupił ok. 80 proc. podaży rynku. To niesamowity udział, okupiony niestety bardzo wysokim poziomem cen. W tym samym okresie BEST SA zdecydował o całkowitym wyjściu z sektora bankowego. Teraz znowu szuka w nim inwestycji.

– Chociaż braliśmy udział w przetargach, nie wygrywaliśmy ze względu na ceny. Grupa znalazła inną niszę, w której dobrze realizowała założone cele strategiczne, m.in. właściwe zwroty na inwestycjachpowiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Borusowki, prezes BEST SA – Weszliśmy w portfele telekomunikacyjne i firmy pożyczkowe. W ubiegłym roku 75 proc. naszych zakupów pochodziło spoza sektora bankowego. Rok 2018 zapowiada się dobrze. Widać wyraźnie, że zmienia się sytuacja po stronie popytu. Główny gracz prawdopodobnie nie będzie odgrywał istotnej roli pod względem zakupów w dalszej części roku. Spodziewany jest powolny spadek cen. Zawsze po pewnym wybiciu rynek powraca do poziomu równowagi. Grupa BEST liczy na to, że w drugiej połowie 2018 roku będzie mogła znaleźć ciekawe inwestycje w swoim podstawowym sektorze – wierzytelności bankowych. Efektywność zakupów – czy to w kraju czy za granicą – jest widoczna dopiero po kilku latach. Przy wysokich cenach może okazać się, że nie każdy portfel się zwraca, stąd nasze konserwatywne podejście do inwestycji tak w Polsce, jak i we Włoszech – podsumował Borusowski.

O jakim pracodawcy marzą Polacy?

Wielkość i prestiż firmy, styl zarządzania i kultura organizacyjna oraz wysokość wynagrodzenia, to trzy główne cechy, których szukamy u idealnego pracodawcy. Jak wynika z badania Antal „Najbardziej pożądani pracodawcy”, przeprowadzonego wśród ponad 4 tys. specjalistów i menedżerów, w TOP5 wskazań znalazły się również: innowacyjność, stabilność zatrudnienia i możliwości szkolenia.

Porównując wyniki badania do poprzedniej edycji, możemy zauważyć, że na znaczeniu w ocenie kandydatów zyskała stabilność zatrudnienia (40 proc. względem 34 proc.). Jak zauważają eksperci Antal – innowacyjność firmy ustąpiła miejsca kwestiom finansowym, które zawsze będą ważnym czynnikiem w ocenie najlepszego pracodawcy. Wysokość wynagrodzenia zyskała 48 proc. głosów względem 40 proc. w ubiegłym roku i zajęła trzecie miejsce na podium.

Powyższa zmiana wynika z rosnącej świadomości kandydatów na temat wynagrodzeń oraz coraz większej presji płacowej. Co ciekawe, na znaczeniu zyskały również oferowane benefity i równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, które plasują się na niemal tym samym poziomie co możliwość awansu. Pracodawcy powinni więc przygotować się na kolejny „wyścig” o najlepszych kandydatów, którzy już teraz otrzymują średnio 8 ofert pracy w ciągu roku – mówi Artur Skiba, prezes Antal.Wykres1_Cechy_pracodawcy

Gdzie kandydaci szukają informacji o firmie?

Kandydaci wciąż najchętniej pozyskują informacje o pracodawcach w mediach tradycyjnych (prasa, radio, telewizja) oraz w Internecie – 37 proc. Niewiele mniej, bo 35 proc. respondentów, na temat potencjalnych pracodawców rozmawia ze znajomymi pracującymi w tej firmie. Trzecie miejsce zajmują opinie o firmie umieszczane na portalach społecznościowych oraz forach – 33 proc. To oznacza, że media są dla nas najbardziej wiarygodnym źródłem informacji.

Jak zauważa Artur Skiba, prezes Antal w tym roku zaobserwowaliśmy ciekawą zmianę:

„Specjaliści i menedżerowie zapytani o źródła pozyskiwania wiedzy na temat potencjalnych pracodawców, coraz częściej zaznaczają odpowiedź: „pracuję w tej firmie”. To oznacza, że obecny pracodawca jest jednocześnie tym najbardziej pożądanym wśród pracowników.” Wykres2_zrodla_wiedzy_o_firmie

Które firmy są liderami rynku pracy w opinii specjalistów i menedżerów?

W ósmej edycji badania „Najbardziej pożądani pracodawcy” specjaliści i menedżerowie wytypowali laureatów w 15 kategoriach branżowych. Na 67 wyróżnionych marek, aż 41 to również ubiegłoroczni zwycięzcy. Jednocześnie, tylko 7 firm utrzymało pozycję lidera, a 26 pracodawców debiutuje w zestawieniu lub do niego powraca.

Szczegółowe wyniki raportu są dostępne pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/18-najbardziej-pozadani-pracodawcy-w-opinii-specjalistow-i-menedzerow-3

Złoty pod presją wysokiej awersji do ryzyka i słabszych danych z krajowego rynku pracy

Wzrost napięć handlowych napędza popyt na aktywa bezpiecznej przystani i prowadzi do spadku rentowności obligacji. Złoty pod presją wysokiej awersji do ryzyka i słabszych danych z krajowego rynku pracy.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek na rynku walutowym przyniósł dalszy spadek w wycenie złotego. Z uwagi na wielomiesięczne minima na EURUSD (okolice 1,16-1,165) kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,30. Deprecjację PLN nasilał ponowny w ostatnich dniach wzrost niepokoju na EM o powrót eskalacji napięcia na linii USA-Chiny w kontekście wojny handlowej. Trump nałożył bowiem dodatkowe cła na importowane towary z Chin o wartości 50 mld USD. Chińczycy z odpowiedzią nie czekali długo i wprowadzili (od 6 lipca) wyższe taryfy na import produktów rolnych oraz aut o wartości 34 mld USD. Choć na rynkach finansowych nie ma paniki, niemniej kwestia wojen handlowych nie poprawia klimatu inwestycyjnego. Niepewność inwestorów widoczna była również na rynkach akcji, gdzie w trakcie sesji główne europejskie indeksy traciły ponad 1%.

Po południu złoty chwilowo wyhamował spadek, na EURPLN powracając w okolice piątkowego zamknięcia przy ok. 4,285 w czym mogła pomóc naszej walucie minister finansów Teresa Czerwińska wskazując, iż nie widzi niepokoju odnoście obecnych poziomów PLN, gdyż w jej ocenie trwające osłabienie złotego ma charakter krótkoterminowy. W skali całego dnia ruch ten był jednak kosmetyczny i nieznaczący.

W maju przeciętne wynagrodzenie wzrosło 7% r/r podczas gdy ekonomiści zakładali 7,1%. Ten niższy od oczekiwanego wynik wraz z zaskakująco niskim odczytem inflacji w maju na poziomie 1,7% r/r i jeszcze bardziej zaskakującym spadkiem inflacji bazowej do 0,5% r/r wyraźnie pokazuje, że presji inflacyjne w krajowej gospodarce jeszcze długo może nie być. Brak perspektyw na podwyżki stóp w Polsce powoduje, że złoty nie zyskuje w oczach inwestorów.

Na rynku stopy procentowej poniedziałek przyniósł głównie spadki rentowności obligacji. W dużym stopniu spowodowane to było wspomnianym wzrostem obaw dotyczących napięć handlowych pomiędzy USA a Chinami. Inwestorzy kierowali swoją uwagę w stronę bezpiecznych aktywów, wzmacniając wyceny obligacji w Niemczech czy USA. Taki ruch stanowił również kontynuację zejścia krzywych dochodowości niżej po gołębim zeszłotygodniowym posiedzenie EBC. Globalne nastroje wspierały również rentowności polskich papierów skarbowych, gdzie cała krzywa przesunęła się o blisko 3pb w dół.

Za dalszym spadkiem rentowności obligacji w Polsce, które w przypadku papierów 10-letnich mogą zmierzać do końca miesiąca w stronę 3,15%, będzie przemawiać sytuacja budżetowa. Co prawda minister Czerwińska wskazała, że nadwyżka budżetowa ma charakter przejściowy i powinna utrzymać się przez jeszcze dwa miesiące. Jednak pomimo tego, stan środków pieniężnych na rachunkach MF stanowiących zabezpieczenie płynności w finansowaniu potrzeb pożyczkowych nadal przekracza 60mld PLN, co może skłaniać MF w stronę preferowania aukcji zamiany nad regularnymi przetargami sprzedaży (a nawet prowadzić do odwołania drugiej czerwcowej aukcji).

Wykres dnia: Ministerstwo Finansów uważa, że nadwyżka budżetowa może utrzymać się jeszcze przez około dwa miesiące.

Ministerstwo Finansów uważa, że nadwyżka budżetowa może utrzymać się jeszcze przez około dwa miesiące
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Kamery ze sztuczną inteligencją odnajdują ludzi i obiekty z niemal 100 proc. skutecznością. Technologia może być przydatna na lotniskach czy podczas koncertów

Kamery ze sztuczną inteligencją odnajdują ludzi i obiekty z niemal 100 proc. skutecznością. Technologia może być przydatna na lotniskach czy podczas koncertów 5

Nowoczesne systemy monitoringu potrafią wykryć i rozpoznać człowieka czy samochód. Przesyłając obraz z kamer bezpieczeństwa do komputerów wyposażonych w sztuczną inteligencję można rozpoznawać ludzi i ustalać ich położenie w obiektach użyteczności publicznej. Technologia może być wykorzystywana np. do lokalizowania poszukiwanych osób czy przeprowadzania bezgotówkowych transakcji na lotniskach. Do instalacji nie jest wymagana specjalna infrastruktura, wystarczy istniejący system kamer CCTV.

– Better Tomorrow to rozwiązanie identyfikacyjne na potrzeby bezpieczeństwa. Umożliwia wyszukiwanie osób bez względu na ich pochodzenie etniczne i miejsce przebywania. Jest to narzędzie analityczne bazujące na istniejącej infrastrukturze klienta. Zapewnia możliwość odnajdywania osób, przedmiotów, samochodów, wszystkiego, na czym zależy klientowi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ofer Schmidt z firmy Anyvision.

Po systemy monitoringu współpracujące ze sztuczną inteligencją sięga coraz więcej firm oraz instytucji. Inteligentne systemy posłużą przede wszystkim wzmocnieniu bezpieczeństwa, np. na stadionach piłkarskich, a także podczas koncertów. Jednym z krajów najchętniej wykorzystujących tę technologię są Chiny, w których nowoczesne systemy CCTV weszły do powszechnego użytku. Policjantów pracujących na terenie stacji kolejowych wyposażono w okulary, które w czasie rzeczywistym skanują oraz identyfikują twarze podróżnych.

Dzięki tak zaawansowanej technologii oficerowie mogą błyskawicznie rozpoznać w tłumie osoby poszukiwane za popełnienie przestępstwa lub posługujące się fałszywym dowodem tożsamości. W ubiegłym roku kamery monitoringu rozpoznały dwudziestu pięciu przestępców uczestniczących w festiwalu piwa, a w tym roku podczas koncertu chińskiego piosenkarza Jacky Cheunga udało im się wyłowić poszukiwaną osobę z 60-tysięcznego tłumu.

Największą zaletą inteligentnych systemów monitoringu jest wysoka skuteczność działania – algorytmy rozpoznawania twarzy działają automatycznie, skanując każdą osobę wkraczającą na teren danego obiektu.

– Gdy dana osoba wejdzie na teren obiektu klienta, system automatycznie powiadamia go o tym. To jedno z zastosowań dla bezpieczeństwa fizycznego. Załóżmy, że pasażer linii lotniczych przebywa na lotnisku. Po jego wejściu na teren lotniska znana będzie nam jego tożsamość i będziemy wiedzieć, gdzie aktualnie przebywa. W razie spóźnienia na lot, nie będzie wówczas potrzeby wzywania go. Inny przykład to robienie zakupów na lotnisku bez potrzeby przedstawiania paszportu i karty pokładowej. Wszystko odbywa się na podstawie rozpoznawania twarzy. Weryfikacja tożsamości wykazuje przy tym niemal 100 proc. skuteczność – zapewnia ekspert.

Wdrożenie systemu inteligentnego monitoringu Anyvision nie wymaga specjalnej infrastruktury. Bazą systemu może być istniejąca sieć kamer przemysłowych. Do systemu można przyłączyć nawet kamery analogowe, wystarczy podłączyć je do serwera centralnego. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć kosztownej modernizacji całej architektury, pozwala także uruchomić inteligentny monitoring w ciągu kilku godzin.

– Koszty różnią się w zależności od liczby urządzeń. Dla przykładu warszawskie lotnisko obecnie dysponuje setkami kamer, a przy zastosowaniu naszego rozwiązania wystarczyłoby 10–15 proc. obecnej liczby kamer. Chodzi o zabezpieczenie głównych wejść i newralgicznych punktów, nie potrzeba ogromnej liczby kamer – przekonuje Ofer Schmidt.

Technologia rozpoznawania twarzy i obiektów wciąż jest w fazie rozwojowej, jednak z biegiem lat będzie zyskiwać na popularności, a dzięki sztucznej inteligencji będziemy mogli odnaleźć ludzi, samochody czy zagubione bagaże. Będzie można nie tylko szybciej zlokalizować porzucone walizki, lecz także ustalić, kto jest ich właścicielem.

Według analityków Markets and Markets światowy rynek inteligentnych systemów bezpieczeństwa do 2020 roku osiągnie wartość 3 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 10 proc.

Ryzyko wojny handlowej wyraźnie rośnie i inwestorom coraz trudniej je bagatelizować

Awersja do ryzyka uderza w rynki po groźbach prezydenta USA Trumpa, że gotów jest rozszerzyć cła na import z Chin o towary warte 200 mld USD. Ryzyko wojny handlowej wyraźnie rośnie i inwestorom coraz trudniej je bagatelizować.

Donald Trump przeszedł do drugiej rundy wojny na cła importowe z Chinami. W nocy rynki wstrząsnęła wiadomość, że Trump zlecił Biuru Przedstawiciela Handlowego USA, aby przygotował listę towarów z Chin wartych 200 mld USD, które można objąć nowymi cłami w wysokości 10 proc. Cła nie zostały jeszcze wprowadzone, ale według Trumpa ma to być odpowiedź na decyzję Chin z piątku o wyznaczeniu towarów z USA wartych 50 mld, które zostaną objęte 20-proc. cłami… co znów jest odpowiedzią na piątkową decyzję USA o nałożeniu ceł na produkty z Chin warte 50 md USD. Raz Ty mnie, raz ja Tobie. Przerzucanie się co rusz nowymi cłami spełnia definicję wojny handlowej i choć efekty dla globalnej gospodarki wciąż są ograniczone, to jednak podnosi to obawy, że wkrótce w podobnie agresywny sposób będą wyglądać „negocjacje” handlowe z USA z innymi krajami. A temat może szybko nie zniknąć, gdyż wątpię, aby Chiny miały łatwo poddać się retoryce Trumpa i zgodzić na jego warunki. Jeśli już, to Pekin ma wiele sposobów, by prowadzić wymianę ciosów i eskalować wojnę. Chiny mogą uderzyć w wymianę usług z USA, gdzie Państwo Środka ma duży deficyt. Pekin może też pozwolić na osłabienia juana, co przy rosnących napięciach na rynkach finansowych nie powinno być trudne. Nie można też zapominać, że Chiny posiadają ogromny portfel obligacji skarbowych USA, które zawsze można sprzedać. Ale to wszystko podkreśla, że wojna handlowa USA-Chiny może nie zakończyć się na jednej potyczce. I to zaczyna odbijać się na nastrojach inwestorów.

Skok awersji do ryzyka dał zielone światło dla aprecjacji JPY i CHF. Mimo że USA jest stroną konfliktu, to jednak bezpieczna natura USD daje o sobie znać, szczególnie przy wsparciu solidnym zapleczem makro i jastrzębim Fed. Z kolei udział Chin w wojnie handlowej to zła wiadomość dla AUD i innych walut surowcowych. Spokój opuszcza też rynki wschodzące i złoty osłabia się do 4,31 za euro. Okres Mundialu miał przynieść spokój, ale jak na razie obniżona płynność pokazuje swoją brzydką stronę – wzmacnia zmienność. W tym momencie rynki znajdują się w stanie bezwładnego opadania pod wodzą wyprzedaży na rynku akcji i dziś będzie trudno o odmianę klimatu.
W portugalskiej Sintrze na dobre startuje dziś sympozjum bankierów centralnych. W centrum uwagi jest wystąpienie prezesa EBC Draghiego (10:00). Biorąc pod uwagę, jak gołębi był przekaz po zeszłotygodniowym posiedzeniu EBC (pomimo ogłoszenia końca QE), teraz wydawałoby się, że już więcej szkody euro wyrządzić nie można. Ryzykiem za to jest, że rynek może liczyć na słowa otuchy i optymizmu ze strony Draghiego, wyrażenia pewności w powrót inflacji do celu i podkreślenie skuteczności polityki, która staje coraz mniej akomodacyjna. Jeśli Draghi będzie chciał „wytłumaczyć” swój przekaz z czwartku, możemy zobaczyć więcej huśtawki na EUR. osobiście nie liczę na wiele, ale nie gwarantuje, że oczekiwania na rynku nie są inne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy idą śladami Elona Muska. Chcą odzyskiwać wystrzelone rakiety i prowadzić innowacyjne eksperymenty w kosmosie

Polacy idą śladami Elona Muska. Chcą odzyskiwać wystrzelone rakiety i prowadzić innowacyjne eksperymenty w kosmosie 6

Koszty misji kosmicznych można w znaczny sposób zredukować. Do tej pory wystrzeliwanie rakiet w kosmos wiązało się z ogromnym marnotrawstwem – po wykonaniu misji odzyskiwano wyłącznie moduły payload, a silniki rozbijały się o nieużytki lub tonęły w oceanach. Odzyskiwanie silników rakiet po wykonanych misjach zapoczątkował Elon Musk, ale nad w pełni odzyskiwalną rakietą kosmiczną z silnikiem hybrydowym pracują także Polacy.

– Po wykonaniu misji i osiągnięciu zadanego pułapu obecnie stosowane rakiety rozdzierają się na dwie części. Silnik spada na nieużytki np. w tajdze lub tonie w morzu, natomiast za pomocą spadochronów odzyskiwany jest moduł payload, który potem jest podnoszony przez np. helikopter. Nasz silnik hybrydowy jest znacznie bardziej skomplikowany niż zwykły silnik na paliwo stałe, szkoda go niszczyć. Do tego mamy superlekki zbiornik z materiałów kompozytowych, a także automatykę do sterowania zaworami i czujniki, w związku z tym postawiliśmy na całkowitą odzyskiwalność rakiety. W tym celu pracujemy nad systemem kierowania rakietą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Magiera, prezes zarządu Space Forest.

Sprowadzanie modułów napędowych na ziemię jest procesem niezwykle skomplikowanym. Wysyłając w przestrzeń kosmiczną niewielkie ładunki rzędu 5–10 kilogramów, człon nośny może się wznieść na wysokość sięgającą 200 km – w takim przypadku rakieta powracająca na ziemię zderza się z atmosferą na wysokości 20 km, pędząc z prędkością 2 km/s. Operatorzy mają tylko kilkanaście sekund, aby naprowadzić moduł na właściwy kurs i uchronić go przed spaleniem się w atmosferze.

– Chcemy wykonać manewr w postaci litery U, by zawrócić rakietę do góry, dzięki czemu wytraci swoją energię. Po uzyskaniu zerowej prędkości otwieramy spadochron i w ten sposób będziemy odzyskiwać rakiety. Elon Musk i jego rakieta Falcon 9 idą o krok dalej, natomiast my działamy na miarę naszych możliwości – twierdzi ekspert.

22 grudnia 2015 roku firmie SpaceX udało się po raz pierwszy odzyskać człon silnikowy rakiety z rodziny Falcon 9. Do tej pory podjęto 31 prób lądowania rakiet z rodziny Falcon, z czego 25 zakończyło się powodzeniem. Pełne odzyskiwanie rakiet może się przełożyć na znacznie niższe koszty prowadzenia misji kosmicznych, a co za tym idzie – znacznie niższe ceny komercyjnych lotów w kosmos w przyszłości.

Testy systemów odzyskiwania rakiet wykorzystuje się także w celach naukowych. W warunkach mikrograwitacji można przeprowadzać eksperymenty oraz sprawdzać systemy, które w przyszłości będą brały w docelowych misjach kosmicznych, w tym m.in. technologie materiałowe.

– Z północy Szwecji w rakiecie suborbitalnej wysłano piec, w którym stapiano tytan z aluminium. W momencie kiedy rakieta wyszła poza gęste warstwy atmosfery i silniki zostały wyłączone, nastąpił moment mikrograwitacji. Stopy zostały ze sobą połączone w warunkach nieważkości i zanim rakieta ponownie weszła w gęstsze warstwy atmosfery, piec został wystudzony. W ten sposób na Ziemię spadł kawałek kosmicznego materiału – opowiada Robert Magiera.

Materiały pozyskane podczas takich eksperymentów są skrupulatnie analizowane w laboratoriach, aby poznać ich właściwości chemiczne i fizyczne. W warunkach mikrograwitacji wielokrotnie przeprowadzano także eksperymenty związane z reakcjami spalania, które miały pomóc w projektowaniu efektywniejszych i bezpieczniejszych silników rakietowych.

Według BCC Research globalny rynek rakiet kosmicznych osiągnie w 2022 roku wartość 446 mld dol. Prognozowane tempo wzrostu do 2022 r. wyniesie 8 proc. średniorocznie.

Media społecznościowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w procesie rekrutacji. Są szansą, ale i zagrożeniem dla pracodawców

Media społecznościowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w procesie rekrutacji. Są szansą, ale i zagrożeniem dla pracodawców 7

Dla osób poszukujących zatrudnienia media społecznościowe stanowią dobre źródło wiedzy o ofertach pracy i potencjalnym pracodawcy. Rekruterom pozwalają natomiast znaleźć kandydata w jak największym stopniu spełniającego ich oczekiwania. Aby media społecznościowe spełniły swoje zadanie, ważne jest jednak budowanie wizerunku w sieci, zaangażowanie rekruterów oraz dobra komunikacja wewnętrzna w firmie. Tym bardziej że social media mogą stanowić także forum dla niezadowolonych pracowników.

Z badań przeprowadzonych przez Lee Hecht Harrison DBM Polska wynika, że 97 proc. polskich rekruterów korzysta z mediów społecznościowych w swojej pracy. Codziennie robi to nawet 77 proc. headhunterów oraz 35 proc. rekruterów wewnętrznych. Dzięki temu pracodawcy oszczędzają czas, wyszukują bowiem kandydatów jak najpełniej spełniających ich wymagania, bez konieczności przeglądania napływających do firmy CV. Liczne badania pokazują ponadto, że z mediów społecznościowych korzysta większość Polaków, a coraz większa liczba internautów właśnie w tego rodzaju serwisach poszukuje ofert pracy i informacji na temat potencjalnego pracodawcy.

 Zachęcam, żeby rozmawiać z pracownikami na temat ich marki osobistej. Jeżeli mamy w pracy specjalistę ds. marketingu albo rekrutacji, porozmawiajmy z nim na temat używania jego mediów społecznościowych na korzyść firmy, a także na korzyść budowania jego własnej marki osobistej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Latus, właścicielka Agencji Pracy Tymczasowej CRAFTS.

Zdaniem ekspertki dobrą strategią jest umieszczanie ogłoszeń rekrutacyjnych na prywatnych profilach rekrutera. Jeśli potencjalni pracownicy zauważą, że jest to regularne działanie, wynikające z prawdziwej pasji i zaangażowania w funkcjonowanie firmy, będą zgłaszać swoje kandydatury. Ważne jest jednak to, by tego typu działanie pracowników i rekruterów było przejawem ich dobrej woli, a nie odgórnego nakazu.

 Jeżeli jesteśmy firmą, która lubi wszystko komunikować, pokazywać na zewnątrz, a zatrudniamy introwertyka, który niekoniecznie takie rzeczy lubi, nie możemy mu nic na siłę nakazać. Jeżeli pracownik nie ma ochoty, nie zmuszamy go – mówi Karolina Latus.

Sukcesy na polu rekrutacji wymagają jednak znacznie szerzej zakrojonych działań w zakresie budowania wizerunku firmy w mediach społecznościowych. Przedsiębiorstwa powinny zadbać o profesjonalne profile w najpopularniejszych serwisach, za pomocą których będą mogły się komunikować nie tylko z klientami, lecz także z potencjalnymi pracownikami. Niezwykle istotne jest ponadto wsparcie obecnych pracowników, a nawet tych, którzy niegdyś współpracowali z firmą.

– Ważne, abyśmy rozmawiali z pracownikami o tym, jakie są konsekwencje przekazywania na zewnątrz informacji na temat tego, co się dzieje w firmie, również o negatywnych rzeczach. Bardzo niedobrze jest, kiedy pracownicy dowiadują się na temat problemów czy negatywnych sytuacji, które dzieją się w firmie, z forów, mediów społecznościowych czy prasy – mówi Karolina Latus.

Media społecznościowe dają byłym i obecnym pracownikom firm duże możliwości zniszczenia pozytywnego wizerunku pracodawcy. Niektóre profesjonalne serwisy umożliwiają im ocenę danego przedsiębiorstwa wraz z komentarzem. Na prywatnych profilach pracownicy mogą się dzielić ze znajomymi szczegółami z działalności firmy, które nie przypadły im do gustu. Z tego też względu eksperci podkreślają wagę komunikacji wewnątrz przedsiębiorstwa.

– Tylko wtedy, jeżeli pracownik wie, na czym stoi, nawet jeżeli jest źle w firmie, powiemy: „Nie jest najlepiej, ale bardzo was prosimy o zachowanie dyskrecji, ponieważ robimy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze”, wtedy pracownik nawet będzie się źle czuł, jeżeli będzie chciał coś w social media opisać – mówi Karolina Latus.

Część sądowych wyroków podatkowych budzi zastrzeżenia ekspertów. Sądy administracyjne wydały w ubiegłym roku 27 tys. takich wyroków

Część sądowych wyroków podatkowych budzi zastrzeżenia ekspertów. Sądy administracyjne wydały w ubiegłym roku 27 tys. takich wyroków 8

W zeszłym roku sądy administracyjne wydały 27 tys. wyroków w sprawach podatkowych. W 25 proc. przypadków były to orzeczenia uchylające decyzje fiskusa. Z drugiej strony część sądowych rozstrzygnięć w sprawach podatkowych budzi zastrzeżenia zarówno samych podatników, jak i ekspertów. Ich zdaniem to efekt nie tylko profiskalnej wykładni, lecz także niedoskonałości przepisów. 

Ze względu na restrykcyjne podejście fiskusa do kontroli podatkowych w przedsiębiorstwach ważna jest rola sądów administracyjnych, które nadzorują działalność organów podatkowych. W ubiegłym roku wydały one w sumie ok. 27 tys. wyroków w sprawach podatkowych. W niemal 25 proc. przypadków były to orzeczenia uchylające decyzje fiskusa.

– To pokazuje, jak wiele jest niezgodnych z przepisami i kwestionowanych przez sądy decyzji organów podatkowych. Z drugiej strony w trakcie naszej pracy nadal obserwujemy sytuacje, w których sądy administracyjne wydają wyroki, z którymi trudno się zgodzić. Naszym zdaniem są dwie przyczyny tej sytuacji: pierwsza to niezrozumiałe przepisy, które wydają się być niezgodne z logiką życiową i realiami gospodarczymi. Druga przyczyna jest taka, że czasami sądy, interpretując przepisy, wykazują się niezrozumieniem realiów biznesowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w firmie doradczej Alto.

Część wyroków w sprawach podatkowych budzi zastrzeżenia – zarówno samych podatników, jak i ekspertów. Jednak nie zawsze jest to wynik profiskalnej wykładni. Przyczyna dyskusyjnych orzeczeń często leży w niedoskonałości prawa. Polskie przepisy podatkowe są bardzo skomplikowane, dlatego nawet doświadczeni doradcy mają problem z oszacowaniem szans na wygraną w sądzie administracyjnym.

Specjalizująca się w doradztwie podatkowym kancelaria Alto stworzyła ranking wyroków sądowych w sprawach podatkowych uznawanych za najbardziej kontrowersyjne. Na pierwszy ogień wzięto rozstrzygnięcia, które zapadły w sądach administracyjnych w zeszłym roku. Na czele znalazły się orzeczenia dotyczące obu podatków dochodowych – od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT), jak i od towarów i usług (VAT).

W przypadku PIT i CIT najbardziej dyskusyjne – zdaniem doradców podatkowych – były werdykty, według których do kosztów działalności nie można zaliczyć kary umownej zmniejszającej stratę firmy ani szkód spowodowanych atakiem hakerskim czy przedawnionej wierzytelności przy jej sprzedaży.

– W jednym z takich orzeczeń sąd administracyjny uznał, że podatnik nie ma prawa ująć w kosztach podatkowych wydatków związanych z karą umowną zapłaconą kontrahentowi po odstąpieniu od umowy. Sytuacja wydaje się normalna w ramach prowadzenia działalności gospodarczej – po prostu pewien kontrakt przestał być opłacalny, przedsiębiorcy bardziej opłacało się odstąpienie od tego kontraktu i zapłacenie niższej kary umownej niż ponoszenie większych kosztów. Kwestia, która wydaje się dość logiczna i zrozumiała dla przedsiębiorców i podatników, nie znalazła zrozumienia przed sądem. Podatnik niestety przegrał sprawę i nie pozwolono mu zaliczyć tego wydatku do kosztów uzyskania przychodu – wyjaśnia Paweł Fałkowski.

W przypadku VAT za najbardziej kontrowersyjne eksperci uznali decyzję, według której wynajem pracownikowi samochodu jest czynnością sztuczną, a zapłata kartą paliwową za benzynę nie uprawnia do odliczenia naliczonego podatku. Innym przykładem może być rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE ustanawiające wyższą stawkę na e-book niż na tradycyjną książkę. O ile stawka VAT na książki papierowe jest obniżona i wynosi 5 proc., o tyle stawka VAT na e-booki cały czas jest stawką podstawową i wynosi 23 proc.

– Takich wyroków sądów administracyjnych jest bardzo dużo, one dotyczą zarówno sytuacji specyficznych, z którymi ma do czynienia ograniczona liczba podatników, lecz także są wyroki, które dotyczą bardzo wielu przedsiębiorców i mają dość istotny wpływ na ich funkcjonowanie i sytuację finansową –wskazuje doradca podatkowy w firmie doradczej Alto.

85 proc. firm widzi wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Dla większości konsumentów największe znaczenie ma czas obsługi

85 proc. firm widzi wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Dla większości konsumentów największe znaczenie ma czas obsługi 9

Ponad dwie trzecie konsumentów może się stać lojalnymi klientami dzięki pozytywnym doświadczeniom z zespołem obsługi. Podobny odsetek stwierdza, że zła obsługa może być przyczyną rezygnacji z usług czy produktów danej firmy. Żółte i czerwone kartki klienci dają zwykle za długi czas oczekiwania na kontakt z konsultantem oraz złą organizację wsparcia. To może zaważyć na wynikach firmy, dlatego coraz częściej stawiają one klientów w centrum zainteresowania. Do starań w tym kierunku mają zachęcać ich także takie inicjatywy jak Mistrzostwa Jakości Obsługi, w których niczym na boisku piłkarskim najlepsze pod kątem obsługi klienta firmy walczą o bramki, czyli dobre opinie konsumentów.

– Konsumenci wybrali Gwiazdy Jakości Obsługi, czyli mistrzów jakości obsługi w Polsce. Chcemy, żeby nie traciły one swojej dobrej kondycji, aby nadal ją utrzymywały i zapewniały konsumentom najwyższą jakość obsługi, dlatego organizujemy Mistrzostwa Jakości Obsługi, w których gwiazdy zmierzą się ze sobą, ale w grze nie będzie piłka, ale właśnie dobre opinie – im więcej dobrych opinii, tym lepszy wynik firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Bartoń, prezes Polskiego Programu Jakości Obsługi, organizatora Mistrzostw.

Mistrzostwa Jakości Obsługi odbywać się będą na stronie mistrzostwa.jakoscobslugi.pl, a dobre opinie będą zwycięskimi golami. W tych mistrzostwach boiskiem ma być sieć sprzedaży i komunikacji, a drużyną – zespół obsługi klienta. To właśnie inwestycje w kadrę są kluczowe dla zwiększania zadowolenia wśród klientów. Jak podkreślają eksperci, chodzi nie tylko o wyjściową jedenastkę, lecz także o cały sztab pracujący w szatni.

– Tu także możemy zastosować analogię piłkarską – nasi konsultanci są naszą reprezentacją na boisku, natomiast oni mają wsparcie w postaci całego sztabu ludzi, którzy dostarczają im wiedzę i kompetencje. Jest mnóstwo zespołów, które pracują, żeby usprawniać te procesy dla klientów i udoskonalać narzędzia, na których konsultanci pracują – mówi Zuzanna Chodyra-Piast, Customer Experience Manager w Play, firmie nagrodzonej Gwiazdą Jakości Obsługi.

– Jest wiele aspektów, które są bardzo ważne, poczynając od szkoleń kadry technicznej, kadry inżynierskiej, działów technicznych, działów wsparcia, zwłaszcza teraz, kiedy zmienia się sposób podejścia do serwisu, zmieniają się urządzenia i mamy do czynienia już z technologią prawie kosmiczną, internetową – mówi Wiktor Mikołajczyk, dyrektor Pionu Serwisu Fabrycznego Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch, Siemens, Gaggenau i Zelmer, jedna z firm nagrodzonych tegoroczną Gwiazdą Jakości Obsługi.

Dla firm wysoko ocenianych pod kątem obsługi klienta taka rywalizacja to duża szansa, żeby zrobić przegląd strategii gry. Co powinno się w niej znaleźć? Ważne jest stałe podnoszenie kompetencji personelu, zarówno w zakresie umiejętności komunikacyjnych, jak i wiedzy merytorycznej, oraz utrzymywanie poziomu zadowolenia pracowników. Nie bez znaczenia jest rozwój technologii – choć jak pokazują badania, blisko 80 proc. klientów wciąż preferuje telefoniczny kontakt z działem obsługi klienta, coraz więcej konsumentów decyduje się także na rozmowę poprzez media społecznościowe lub komunikatory internetowe.

 Jakość obsługi jest kluczowa dla prowadzenia biznesu, bo jest to ogromne wsparcie działalności handlowej firmy i potwierdzenie, że klientów nie zostawiamy samych z urządzeniem, także w trakcie gwarancji i po gwarancji, w trakcie całego cyklu życia urządzenia – mówi Wiktor Mikołajczyk.

Z badań US Chamber of Commerce wynika, że 68 proc. konsumentów rezygnuje z usług danej firmy na rzecz konkurencji ze względu na niezadowolenie z jakości obsługi. Z drugiej strony raport „Salesforce: State of Service” pokazuje, że blisko 70 proc. konsumentów może się stać lojalnym klientem właśnie dzięki pozytywnemu doświadczeniu z zespołem obsługi. Coraz więcej firm rozumie konieczność stawiania potrzeb klienta w centrum uwagi i zmienia strategię marketingową – z orientacji na sprzedaż środek ciężkości przestawiając na spersonalizowaną obsługę konsumentów.

 Klient, który jest dobrze obsłużony, ma z nami dobre doświadczenia, wróci do nas, przedłuży z nami umowę, dokupi nowe usługi. Dla nas przekłada się to na bardzo konkretne wyniki finansowe, więc tutaj nie ma rozważania, czy koncentrować się na klientach czy nie – jest to absolutna konieczność – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Jeszcze dwa lata temu tylko 60 proc. przedsiębiorców uważało, że profesjonalna obsługa klienta może zwiększyć sprzedać. Dziś, jak wynika z raportu Salesforce, 85 proc. dyrektorów widzi realny wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Firmy stawiają przede wszystkim na szybkość obsługi, co ma znaczenie dla blisko 77 proc. konsumentów.

– Szczególne znaczenie przykładamy do tego, żeby każdy klient, który do nas trafia, czy to do salonu, czy na infolinię, miał zapewnioną szybką i kompetentną obsługę i żeby sprawa, z którą do nas trafia, była załatwiona możliwie przy pierwszym kontakcie – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Przedsiębiorstwa nie powinny również zapominać o stałym monitorowaniu poziomu zadowolenia klienta m.in. poprzez korzystanie z takich narzędzi jak wskaźniki Net Promoter Score i Customer Satisfaction Index, badania tajemniczego klienta oraz poprzez regularne analizowanie ocen wystawianych w mediach społecznościowych i opinii zgłaszanych za pomocą contact center, zarówno telefonicznych, jak i internetowych. Na tej podstawie możliwe jest budowanie odpowiedniej strategii marketingowej oraz wdrożenie działań mających na celu poprawienie poziomu realizowania oczekiwań i potrzeb klientów.

– Pracujemy na takim materiale wynikającym z badań i następnie przekładamy te pomysły na konkretne usprawnienia w procesach. To jest zamknięty proces ciągłego usprawniania naszych procesów, jesteśmy w to bardzo mocno zaangażowani – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Jak pokazuje raport „Jakość obsługi w Polsce”, choć zadowolenie klientów stale rośnie i przewyższa poziom satysfakcji konsumentów amerykańskich i brytyjskich, wciąż co piąty polski klient opuszcza miejsce obsługi niezadowolony ze standardów tam panujących. Polacy doceniają zachowanie i kompetencje pracowników, natomiast żółte i czerwone kartki dają za zbyt długi czas obsługi oraz jej organizację. Niemal jedna czwarta klientów negatywnie ocenia zbyt długie kolejki oraz przeciągające się oczekiwanie na pomoc personelu. Zdaniem ekspertów najczęściej popełniane błędy w zakresie obsługi klienta to m.in. brak kompetencji komunikacyjnych personelu, niedotrzymywanie obietnic oraz nieszanowanie czasu klienta.

Najlepsze pod względem obsługi klienta firmy wezmą udział w pierwszych w Polsce Mistrzostwa Jakości Obsługi. Będą one rozgrywały umowne mecze w systemie grupowym i pucharowym. W wydarzeniu uczestniczą tylko najlepsi m.in. 5.10.15, Allegro.pl, Bank Zachodni WBK, Ceneo.pl, CityFit, Costa Coffee, Deichmann, ERGO Hestia, Gothaer, ING Bank Śląski, Intersport. Jula, Kaufland, Kazar, Lidl, mBank, Media Expert, NEONET, OBI, PKN Orlen, PLAY, RTV EURO AGD, Samsung, Serwis Fabryczny Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch Siemens Gaggenau Zelmer, Shell, Smyk, T-Mobile, UPC, Warta.

Przyszłość elektronicznego systemu poboru opłat drogowych pod znakiem zapytania. Przekazanie go do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego może być ryzykowne

Przyszłość elektronicznego systemu poboru opłat drogowych pod znakiem zapytania. Przekazanie go do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego może być ryzykowne 10

Przekazanie obsługi elektronicznego systemu poboru opłat drogowych do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego to duże ryzyko, które może mieć poważne skutki – ocenia poseł PO Stanisław Żmijan. Zdaniem wiceszefa sejmowej Komisji Infrastruktury GITD nie ma doświadczenia, wiedzy ani narzędzi, które umożliwiłyby sprawne zarządzanie systemem e-myto. Dlatego część zadań i tak trzeba będzie zlecać wyspecjalizowanym podmiotom prywatnym. Ta decyzja będzie mieć też negatywne skutki dla kierowców, ponieważ jednostka, która nakłada kary, będzie jednocześnie rozpatrywać odwołania ukaranych.

– Przekazanie obsługi Krajowego Systemu Poboru Opłat do GITD obarczone jest dużym ryzykiem. Inspektorat drogowy nie ma żadnego doświadczenia w budowie i wdrażaniu takich systemów. Te, które działają już w ramach GITD, mianowicie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, Centrum Rejestru Naruszeń i Krajowy Rejestr Przewoźników Drogowych, to są systemy, które wybudowały i wdrożyły firmy specjalistyczne, a rola Inspektoratu ograniczyła się do rozpisania przetargu. Także w przypadku Krajowego Systemu Poboru Opłat rola Inspekcji ograniczy się do nadzoru prawidłowości poboru opłat, poza tym nie ma żadnych dowodów, że jednostka państwowa, biurokratyczna, będzie to robiła racjonalniej i efektywniej – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Żmijan, poseł PO, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury.

Jak poinformował w ubiegłym tygodniu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, trwają prace nad opracowaniem nowego systemu poboru opłat na drogach krajowych od samochodów, których masa przekracza 3,5 tony. Pieczę nad nim przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD), który zastąpi dotychczasowego operatora, firmę Kapsch Telematic Services.

Poseł Stanisław Żmijan ocenia, że nie ma żadnego powodu, aby zadania publiczne, które są z powodzeniem wykonywane przez firmy komercyjne, działające na rynkowych zasadach – były przejmowane przez jednostki państwowe.

To może wywołać poważne skutki. Z jednej strony, negatywne dla realizacji podstawowego programu infrastrukturalnego, mianowicie krajowego Programu Budowy Dróg Krajowych. Środki finansowe wpływające z poboru opłat zasilają Krajowy Fundusz Drogowy, z którego w zasadniczej mierze budowane są polskie drogi. Kolejny aspekt to skutki dla kierowców. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której jednostka nakładająca karę będzie tą samą jednostką, do której kierowca czy przedsiębiorca może się odwoływać. Nie uważam, żeby było to transparentne ani właściwe – mówi Stanisław Żmijan.

Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych viaTOLL został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t. Utrzymaniem systemu na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zajmuje się spółka Kapsch Telematic Services, której kontrakt wygasa pod koniec tego roku.

Inspekcja ma czas do 2 listopada br., bowiem w tym terminie kończy się umowa zawarta między GDDKiA a podmiotem komercyjnym, który realizował to zadanie przez ostatnich osiem lat. Ten podmiot został wyłoniony w drodze oferty publicznej, specjalizował się w tej dziedzinie, dysponował odpowiednią wiedzą i specjalistami. Dla pewności, że system poboru opłat od kierowców będzie działał racjonalnie, powinien zostać rozpisany przetarg, do którego dopuszczone powinny zostać wszystkie firmy mające doświadczenie w tym obszarze. Chodzi przecież o to, żeby system działał sprawnie i aby uzyskiwać do budżetu należne wpływy – podkreśla poseł Stanisław Żmijan.

Na mocy przepisów uchwalonych przez Sejm w grudniu ubiegłego roku zadania związane z poborem od kierowców opłat przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego. To oznacza, że ogłoszony wcześniej (w grudniu 2016 roku przetarg) na prywatnego operatora, który miał zastąpić firmę Kapsch, zostanie unieważniony.

GITD ma rozpocząć przejmowanie zarządzania systemem tak, aby do listopada odbyło się to w sposób płynny. Harmonogram zakłada m.in. przeprowadzenie zamówień publicznych na częściową obsługę systemu oraz doradztwo techniczne i prawne. Oznacza to, że inspektorat będzie zlecać część zadań w formie zamówień publicznych.

Resort zapewnia, że ITD jest przygotowana do przejęcia i rozbudowywania systemu. Mimo to zabezpieczył się w ustawie zapisem, że będzie mógł pewne elementy zlecać firmom specjalistycznym. Oto mamy pierwszy przykład – rozpisany przetarg na dwa odcinki manualne na A4 i na A2, z zaproszeniem tych, którzy się na tym znają. Inicjatywa legislacyjna mająca na celu przejęcie Krajowego Systemu Poboru Opłat przez ITD wynikała zupełnie z innych przyczyn niż te, które zostały podane. W moim przekonaniu GDDKiA za późno rozpisała przetarg w związku z zakończeniem dotychczasowej umowy. W obawie, że będzie totalna klapa, przekazujemy system do GITD, a później będziemy się ratować – mówi poseł Stanisław Żmijan.

Zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury ocenia, że w przyszłości trzeba będzie rozpisać szeroki przetarg i umożliwić udział tych podmiotów, które mają doświadczenie, wiedzę i narzędzia do tego, aby wdrożyć sprawny system, który zabezpieczy wpływy do budżetu państwa z poboru e-myta, a z drugiej strony umożliwi realizację transportu i płynny przewóz towarów.

Zasadniczo pobór opłat dotyczy pojazdów powyżej 3,5 t, ale przecież mamy odcinki, gdzie oprócz elektronicznego działa także manualny pobór opłat. Mało tego, mamy poważny problem, ponieważ trzeba skoordynować pobór opłat z koncesjonariuszami. Taki system byłby najlepszy, bo rozwiązałby sprawę docelowo. Trzeba także wziąć pod uwagę to, że ten system powinien się wpisać w rozwiązania sąsiednich krajów UE. Wtedy mielibyśmy pewność, że nie będzie żadnych barier na styku różnych systemów poboru opłat – zauważa poseł Stanisław Żmijan.

Osoby niepełnosprawne będą się mogły zgłosić po pomoc finansową przez internet. PFRON uruchamia system do składania wniosków o dofinansowanie

Osoby niepełnosprawne będą się mogły zgłosić po pomoc finansową przez internet. PFRON uruchamia system do składania wniosków o dofinansowanie 11

Osoby niepełnosprawne lub ich opiekunowie, którzy chcą złożyć wniosek o świadczenie i uzyskać dofinansowanie, często muszą się stawiać w urzędzie osobiście. To oznacza konieczność zwalniania się z pracy, proszenia o pomoc sąsiadów, nie każdemu pozwala też na to stan zdrowia. PFRON uruchamia system, który ma wyeliminować ten problem. Osoba niepełnosprawna będzie mogła samodzielnie złożyć wniosek przez internet, dowiedzieć się, jakie dofinansowania są dla niej dostępne i uzyskać wsparcie całkowicie online. Projekt został skonstruowany tak, że będą mogły skorzystać z niego nawet osoby wykluczone cyfrowo.

– Dla osób z niepełnosprawnością nowe technologie i urządzenia mobilne są bardzo ważne. Pozwalają uzyskać dostęp do wielu usług, które w tej chwili są dla nich niedostępne. Osoby z niepełnosprawnością bardzo często nie mogą się wybrać samodzielnie do urzędu, załatwić sprawy czy zasięgnąć informacji. Dlatego nowoczesne technologie, typu komputery, laptopy, urządzenia mobilne, internet, bardzo służą osobom niepełnosprawnym, które zyskują dzięki nim dostęp do informacji, mogą załatwić sprawę przez internet czy uzyskać środki finansowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Łazar, kierownik projektu SOW w PFRON.

Średnio co czwarta rodzina w Polsce boryka się z niepełnosprawnością. Dotychczas osoby niepełnosprawne lub ich opiekunowie, chcąc uzyskać dofinansowanie czy złożyć wniosek o świadczenie, często były zmuszone korzystać z pomocy sąsiadów lub znajomych, zwalniać się z pracy i stawić w urzędzie osobiście. Co więcej, nie każdemu stan zdrowia na to pozwala.

– Pomoc jest realizowana poprzez samorządy, które korzystają z różnych systemów informatycznych i nie zawsze umożliwiają złożenie wniosku online. Często wymagana jest wizyta w urzędzie, a – jak wiemy – dla osób z niepełnosprawnością to może być duży problem. Podobnie jak dowiadywanie się o to, jaka pomoc im przysługuje, nie dla wszystkich jest to wiedza oczywista – mówi Dorota Habich, zastępca prezesa zarządu PFRON.

Fundusz uruchomił właśnie projekt SOW (System Obsługi Wsparcia), który ma na celu ograniczenie bądź całkowite wyeliminowanie konieczności wizyt osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w urzędach. System teleinformatyczny umożliwi osobom niepełnosprawnym składanie wniosków w formie elektronicznej i ubieganie się o dofinansowanie ze środków PFRON całkowicie online. Osoba niepełnosprawna będzie mogła złożyć wniosek przez internet i podpisać umowę za pomocą podpisu elektronicznego lub Profilu Zaufanego.

– Osoby wykluczone informatycznie będą mogły skorzystać z pomocy pracowników socjalnych, wyposażonych w tablety zawierające informator na temat możliwych form dofinansowania ze środków PFRON, o które można się ubiegać. W ten sposób będzie można uzyskać informacje, jak również złożyć sam wniosek. Osoby, które korzystają z internetu i komputera, będą mogły samodzielnie lub z pomocą opiekuna złożyć taki wniosek i uzyskać środki dofinansowania. Przewidujemy też szkolenia dla osób, które mają trudności w posługiwaniu się tym systemem – będą webinaria i portal informacyjny, na którym znajdzie się szereg wartościowych informacji dla osób niepełnosprawnych – mówi Dariusz Łazar.

– Celem projektu jest umożliwienie osobom z niepełnosprawnościami skorzystanie z naszego wsparcia, które jest realizowane przez samorządy powiatowe i wojewódzkie, bez konieczności obecności w urzędzie, bez składania papierowych wniosków. Chcemy zlikwidować bariery w otoczeniu osób niepełnosprawnych, żeby mogły w pełni korzystać ze wsparcia i decydować o tym, kiedy i w jakiej formie chcą złożyć wniosek – dodaje Dorota Habich.

Przez system SOW będzie można składać wnioski o dofinansowanie ze środków PFRON będących w gestii jednostek samorządu terytorialnego (JST). W projekt zaangażowane będą JST w całej Polsce. PFRON przekaże także ponad tysiąc tabletów i skanerów, które trafią do pracowników socjalnych głównie w mniejszych miejscowościach. Projekt obejmuje również szkolenia dla 1,2 tys. zatrudnionych w Jednostkach Samorządów Terytorialnych, narzędzia ułatwiające składanie wniosków, webinaria i dedykowaną infolinię, poprzez którą osoby z niepełnosprawnością będą mogły uzyskać wsparcie.

 To zmieni rzeczywistość osób niepełnosprawnych i mam nadzieję, że pomoże lepiej wykorzystywać środki Funduszu, które przekazujemy do samorządów. Są to naprawdę niemałe kwoty, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Finansujemy na przykład zakup protez specjalistycznych, sprzętu komputerowego, edukację osób niepełnosprawnych – tylko te osoby nie zawsze o tym wiedzą. Mamy nadzieję, że ten system da szansę na skorzystanie ze wsparcia każdej osobie, która tego potrzebuje – podkreśla Dorota Habich.

Prezes Fundacji ForAni Iwona Lis ocenia, że SOW będzie cennym narzędziem, które znacznie ułatwi funkcjonowanie zarówno osobom niepełnosprawnych, jak i ich opiekunom.

 Mówimy tu o likwidacji barier architektonicznych i technicznych. Dzięki temu systemowi osoba niepełnosprawna będzie mogła samodzielnie złożyć wniosek przez internet, dowiedzieć się, jakie dofinansowania są dostępne, zaktualizować wniosek i zobaczyć, jaka jest odpowiedź. I to w warunkach domowych – bez zaangażowania osób trzecich, konieczności organizowania dojazdu, proszenia opiekuna. Korzyści z tego systemu jest bardzo wiele, a osoby, które nie potrafią obsługiwać komputerów albo nie mają internetu, będą mogły skorzystać z pomocy pracownika socjalnego. My jesteśmy zachwyceni tym projektem – podkreśla Iwona Lis.

Wojna handlowa. Jak Rosjanie wykorzystują mundial

Donald Trump zgodnie z zapowiedziami wprowadził nowy pakiet ceł importowych na chińskie towary. Rosja pod przykrywką mundialu reformuje emerytury. Ropa naftowa spada w obawie o zwiększenie wydobycia.

Wojna handlowa wraca

W piątek zgodnie z zapowiedziami USA ujawniło nową listę towarów obłożonych cłem importowym. Na odpowiedź Chin nie trzeba było długo czekać. Co ciekawe Chińczycy jako odpowiednie traktują cła na te same kwoty, a nie na ten sam udział w imporcie. W rezultacie znacznie większa część importu z USA do Chin jest dodatkowo oclona niż w drugą stronę. Warto zwrócić uwagę, że w tej walce przedstawiciele Państwa Środka wyraźnie zamierzają wykorzystać wewnętrzną presję na prezydenta. Na listę trafiają głównie towary, z których eksportu żyją regiony bardzo ważne dla Republikanów w nadchodzących wyborach. Może się zatem okazać, że kontynuacja konfliktu może być bardzo kosztowna dla tej partii. Rynki nie będą przychylnie patrzeć na prezydenta bez większości w obydwóch izbach.

Korzystny wpływ mundialu

Wielu ekonomistów wskazuje, że organizacja wielkich imprez sportowych powoduje raczej zastój w gospodarce tuż po nich niż rozkwit. Rosjanie znowu pokazują, że można je inaczej wykorzystać. W cieniu mundialu dokonują bowiem reformy systemu emerytalnego. Podnoszenie wieku przejścia na emeryturę jest bardzo niepopularną decyzją ale często konieczną. Szczególnie w sytuacji demograficznej, w której znajduje się Rosja. Wiek przejścia na emeryturę ma wzrosnąć o 5 lat dla mężczyzn i 8 lat dla kobiet. W rezultacie będzie wynosił odpowiednio 65 i 63 lata. Gdyby nie zmiany wieku emerytalnego przy rosnącej liczbie emerytów i starzejącym się społeczeństwie w systemie brakowałoby gigantycznych ilości pieniędzy lub emerytury byłyby bardzo niskie.

Czarne złoto znów traci

Na rynku pojawiły się pogłoski jakoby na kolejnym posiedzeniu państw OPEC miało dojść do wzrostu limitu wydobycia. Posiedzenie odbywa się co prawda dopiero w piątek, ale już teraz inwestorzy uznali szanse za wystarczająco dużo by doszło do przeceny o ponad dwa dolary na baryłce. Przecena dotyczyła zarówno ropy na giełdzie w Londynie jak i tej notowanej w  Nowym Jorku. Głównym powodem jest plotka jakoby porozumienie w sprawie zwiększenia wydobycia podjęły już Rosja z Arabią Saudyjską. Zwyczajowo w dół zaraz za ropą naftową poszedł rosyjski rubel.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Steve Cox, wiceprezes Oracle: Dlaczego nadszedł już czas na ERP w chmurze

„Migracja do chmury jest nieunikniona — w tym kierunku zmienią się rozwiązania informatyczne w ciągu kolejnych kilku lat”. Tak mówił dyrektor generalny Oracle Mark Hurd na konferencji Oracle OpenWorld 2017. Wyniki nowego badania pokazują, że nieuniknione już nadeszło.

Nasze pierwsze badanie dotyczące trendów w zakresie ERP objęło ponad 400 liderów działów finansowych i informatycznych. Okazało się, że 76% respondentów już przeniosło system ERP do chmury lub zamierza to zrobić. Zdają sobie sprawę z tego, że czekanie stawia ich na przegranej pozycji, ponieważ czas na migrację już nadszedł.

Większość respondentów przeszła na rozwiązania chmurowe z powodów ekonomicznych, i łatwo zrozumieć, dlaczego: Nucleus Research opublikował niedawno raport, z którego wynika, że chmura zapewnia 3,2 razy większy zwrot z inwestycji (ROI) niż systemy lokalne oraz 52% niższy koszt posiadania (TCO).

Jeszcze bardziej zaskakujące były jednak korzyści osiągnięte przez respondentów po migracji do chmury. Aż 81% ankietowanych wskazało „bycie na bieżąco z najnowszymi technologiami” jako główną korzyść z migracji do chmurowego systemu ERP. Dzięki regularnemu wprowadzaniu innowacji przez dostawców chmury firmom łatwiej jest szybko adaptować nowoczesne technologie — takie jak sztuczna inteligencja, automatyczne uczenie, Internet Rzeczy, czy blockchain — do swoich codziennych procesów biznesowych. W chmurze ryzyko prowadzenia firmy na przestarzałej infrastrukturze spada do zera i nie trzeba się już więcej martwić o aktualizacje.

„Jedną z głównych korzyści ze współpracy z Oracle i wdrożenia rozwiązań chmurowych było bycie na bieżąco ze zmianami technologicznymi” — powiedział Mick Murray, dyrektor finansowy firmy Blue Shield z Kalifornii. „Oprócz funkcji z zakresu robotyki interesują nas również technologie automatycznego uczenia i sztucznej inteligencji oraz sposób ich wykorzystania w naszym przedsiębiorstwie”.

Kiedy pojawiają się nowe możliwości technologiczne, abonenci chmury tacy jak Blue Shield mogą z nich natychmiast skorzystać. Zapewnia im to elastyczność pozwalającą zarówno reagować na zmiany rynkowe, jak i je przewidywać. W obecnych czasach niepewność stała się dla przedsiębiorców normą, a zarządzanie w niepewnych warunkach jest koniecznością. Nie wystarczają już szybkie zmiany; aby zdobyć przewagę nad konkurencją, firmy muszą również mieć wiarygodny wgląd w to, w jaki sposób potencjalne scenariusze mogą wpłynąć na ich wyniki.

Co to oznacza dla codziennej działalności? Przede wszystkim wykorzystywanie wiedzy do podejmowania dobrych decyzji w szybki, wydajny i wysoce zautomatyzowany sposób na wszystkich poziomach przedsiębiorstwa. Systemy chmurowe zapewniają integrację danych oraz bieżące odświeżanie technologii, co umożliwia włączanie najlepszych procedur i udoskonaleń technologicznych do codziennej pracy firmy. Chmura ułatwia również wykorzystywanie zewnętrznych źródeł cennej, kontekstowej wiedzy, która pomaga zwiększyć dokładność modeli danych. Ma to duże znaczenie z uwagi na zakres zagrożeń, na jakie są narażone duże globalne przedsiębiorstwa. Na działalność przedsiębiorstw mogą mieć wpływ czynniki polityczne, środowiskowe i gospodarcze pochodzące z różnych regionów, takie jak ograniczone możliwości podróżowania opóźniające dostawę kluczowych surowców.

Niepewność biznesowa czai się wszędzie, dlatego firmy muszą znać odpowiedzi na pytania: „Co zrobimy, jeśli zdarzy się X? Co zrobimy, jeśli zdarzy się X, Y i Z, ale nie W?”. I muszą je znać odpowiednio szybko, ponieważ przy obecnym tempie biznesu nie mogą sobie pozwolić na to, żeby przez kilka dni czekać na sporządzanie raportów.

Nakłady na wymianę systemu ERP są inne niż kiedyś

Ostatecznym argumentem na korzyść chmurowych systemów ERP jest to, że migracja wcale nie musi być uciążliwa. Nie należy obawiać się scenariuszy, które miały miejsce dawniej – podczas wymiany systemów lokalnych. Jeśli wybierzemy odpowiednie produkty i odpowiedniego partnera, migracja do chmury przebiega szybko, powoduje minimalne zakłócenia dla firmy i nie wymaga intensywnych szkoleń dla użytkowników. Na przykład firma Blue Shield z Kalifornii zarezerwowała 600 000 USD na zarządzanie zmianą, jaką było wdrożenie chmury, a w ostatecznym rozrachunku prawie nic nie wydała. Okazało się, że przeprowadzenie tej zmiany było szybkie i bezproblemowe.

Biorąc pod uwagę korzyści – takie jak oszczędność kosztów, eliminacja problemu starzenia się technologii oraz łatwość wdrażania nowych technologii – coraz trudniej uzasadnić zwlekanie z migracją na chmurowy system ERP. Nie powoduje ona bowiem zakłóceń, a wynikające z niej długoterminowe oszczędności są znaczące. A co najważniejsze, modernizacja systemu ERP to okazja do modernizacji całego przedsiębiorstwa oraz zapewnienia mu zawsze aktualnej infrastruktury informatycznej, która umożliwia osiąganie lepszych wyników na wielu poziomach.

Steve Cox, wiceprezes Oracle, szef działu Cloud Business Group

O autorze

Steve Cox jest odpowiedzialny za strategie wprowadzania na rynek produktów Oracle ERP Cloud i Oracle EPM Cloud. Pracuje w Oracle od 1997 r. Zanim objął swoje obecne stanowisko, pełnił szereg funkcji kierowniczych w dziale marketingu i rozwoju produktów Oracle.

Skarga pauliańska orężem w ręku fiskusa

Fiskus ma do swojej dyspozycji cały wachlarz środków egzekucyjnych i administracyjnych, po które może sięgać, aby ściągnąć od podatników zaległe należności publicznoprawne. Podatnicy jednak często wyzbywają się swojego majątku, aby udaremnić działania egzekucyjne organów skarbowych, dokonując darowizny lub zawierając intercyzę z przeniesieniem całości majątku na jednego małżonka. W ostatnim czasie organy podatkowe coraz częściej próbują podważyć skuteczność takich czynności i składają do sądów powszechnych tzw. skargę pauliańską.

Czym jest skarga pauliańska?

Instytucja skargi pauliańskiej, uregulowana w Kodeksie cywilnym, ma na celu ochronę wierzyciela. Jej istota sprowadza się do przyznania wierzycielowi uprawnienia do zaskarżenia czynności dokonanych przez dłużnika z jego pokrzywdzeniem. W takim wypadku wierzyciel pozywa nie dłużnika, a podmiot, z którym zawarł on transakcję. Sąd natomiast może uznać określone czynności za bezskuteczne wobec wierzyciela.

Uprawnienie do wystąpienia ze skargą pauliańską przysługuje tylko, jeżeli zostaną spełnione określone warunki. Przede wszystkim pokrzywdzenie wierzyciela musi nastąpić wskutek czynności prawnej dłużnika, w konsekwencji której osoba trzecia uzyskuje korzyść majątkową. Nie wystarczy, że tylko dłużnik działa ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli – osoba trzecia również musi posiadać wiedzę na ten temat (lub, przy zachowaniu należytej staranności, mieć możliwość jej posiadania). Obowiązek udowodnienia tych okoliczności spoczywa na wierzycielu.

Jeżeli skarga pauliańska okaże się skuteczna, wierzyciel może zaspokoić się z majątku, którego dłużnik próbował się wyzbyć.

Skarga pauliańska narzędziem w ręku fiskusa

Kiedy organy skarbowe korzystają ze skargi pauliańskiej? Na przykład w sytuacji, gdy jedno z małżonków dokonuje na rzecz drugiego darowizny nieruchomości (do majątku odrębnego), a ma zaległości podatkowe, to fiskus wytacza sprawę obdarowanemu współmałżonkowi. Celem jest w tym wypadku uzyskanie wyroku, na mocy którego umowa darowizny zostanie uznana za bezskuteczną.

W orzecznictwie przyjmuje się, że korzystanie z instytucji skargi pauliańskiej przez organy podatkowe jest dopuszczalne. Świadczy o tym m.in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 25 września 2017 r. (sygn. I ACa 23/17). W tej sprawie będący powodem Skarb Państwa, reprezentowany przez naczelnika urzędu skarbowego, wniósł o uznanie za bezskuteczną umowy darowizny lokalu mieszkalnego zawartej między małżonkami. Sąd „w pełni podzielił stanowisko strony powodowej – uznał, iż przepisy Kodeksu cywilnego regulujące instytucję skargi pauliańskiej w drodze analogiae legis znajdują zastosowanie do ochrony wierzytelności publicznoprawnych, w tym do wierzytelności podatkowych.”

Sąd apelacyjny rozważył zagadnienie dokonania czynności prawnej dłużnika z pokrzywdzeniem wierzycieli. Zgodnie z art. 527 § 2 k.c. czynność prawna dłużnika jest dokonana z pokrzywdzeniem wierzycieli, jeżeli wskutek tej czynności dłużnik stał się niewypłacalny albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności. Niewypłacalność w wyższym stopniu oznacza zaś każde istotne powiększenie niewypłacalności, które w omawianej sprawie z pewnością miało miejsce.

Na podstawie zaś art. 527 § 3 k.c. – który stanowi, że jeśli „wskutek czynności prawnej dokonanej z pokrzywdzeniem wierzyciela korzyść majątkową uzyskała osoba będąca w bliskim z nim stosunku, domniemywa się, że osoba ta wiedziała, iż dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela” – należy uznać, że małżonek bez wątpienia jest osobą najbliższą dla dłużnika.

W konsekwencji sądy zarówno pierwszej, jak i drugiej instancji uznały zawartą umowę darowizny za bezskuteczną w stosunku do powoda.

Alternatywne formy ochrony przed egzekucją

Choć sądy są obecnie jednomyślne co do tego, że organy podatkowe mogą występować z roszczeniami opartymi na skardze pauliańskiej, to zagadnienie kiedyś nie było takie oczywiste i nadal budzi sporo kontrowersji.

Omawiany problem był wielokrotnie przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. np. uchwałę składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 12 marca 2003 r., III CZP 85/02). Zdaniem SN za stosowaniem skargi pauliańskiej przemawia chociażby fakt, że pewne instrumenty prawne uregulowane w Kodeksie cywilnym wykraczają poza stosunki cywilnoprawne, ponieważ „stanowią wyraz podstawowych zasad porządku prawnego, przyjętych we wszystkich systemach prawnych i przenikających te systemy w sposób generalny, bez względu na gałąź prawa” (tak SN w wyroku z 28 października 2010 r., sygn. II CSK 227/10).

Z kolei Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że dochodzenie należności publicznoprawnych przy wykorzystaniu skargi pauliańskiej prowadzi do zachwiania równowagi pomiędzy potrzebą ochrony interesu państwa a potrzebą ochrony praw jednostki. Jego zdaniem taki środek jest przykładem nadmiernego uprzywilejowania wierzyciela publicznoprawnego.

Z pewnością uprawnienie do występowania ze skargą pauliańską przez organy fiskusa powoduje, że w razie zagrożenia egzekucją należy zastanowić się nad dokonywaniem darowizny. Warto pomyśleć o alternatywnych sposobach ochrony zarówno firmowego, jak i prywatnego majątku przed egzekucją. Wybór odpowiedniego instrumentu prawnego powinien być indywidualnie dopasowany do potrzeb konkretnego podmiotu. Skorzystanie z usług wykwalifikowanego prawnika pozwoli nam świadomie wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dolar umacnia się z uwagi na gołębi ton EBC i jastrzębi FED

Kontrast pomiędzy jastrzębim nastawieniem Rezerwy Federalnej, a zachowaniem każdego innego istotnego banku centralnego na świecie stał się jeszcze bardziej wyraźny po zeszłotygodniowych spotkaniach FOMC i EBC.

Decyzji o podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych towarzyszyła jasna sugestia oczekiwania przez bank raczej czterech niż trzech podwyżek stóp w 2018 r. Dzień później EBC ogłosił datę końca programu QE, czyniąc to jednak w najbardziej gołębi sposób jaki można sobie wyobrazić – bank centralny stwierdził bowiem, że spodziewa się, iż stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie “przez lato 2019 r.”, co sugeruje, że na podwyżki przyjdzie nam jeszcze poczekać. Rynki finansowe oceniły wydarzenia zeszłego tygodnia dość jednoznacznie, w efekcie czego dolar wyraźnie umocnił się względem większości walut na świecie.

Bieżący tydzień, podobnie jak poprzedni, będzie obfitował w kluczowe wydarzenia dla rynku walutowego. W czwartek spotka się Bank Anglii, a dla strefy euro zostaną opublikowane wskaźniki aktywności finansowej PMI – które powinny pokazać, jak europejskie gospodarki radzą sobie po niedawnym osłabieniu.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Złoty, podobnie jak inne waluty najmocniej tracił w relacji do dolara amerykańskiego. Winnym osłabienia złotego były zmiany na głównej parze.

Ubiegły tydzień przyniósł nowe odczyty inflacji. Dynamika cen w maju wyniosła 1,7%, inflacja bazowa spadła do 0,5% rocznie, sugerując brak wewnętrznej presji inflacyjnej w gospodarce pomimo silnego wzrostu wynagrodzeń. Odczyty inflacji zdają się potwierdzać zasadność utrzymywania stóp procentowych w Polsce na stabilnym poziomie.

W tym tygodniu poznamy również kilka odczytów z kraju. Warto będzie zwrócić uwagę na poniedziałkowe dane z krajowego rynku pracy, jak i na czwartkowy odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej w maju.

GBP

Dane z brytyjskiego rynku pracy okazały się lepsze niż zakładał konsensus, dzięki czemu funt brytyjski otrzymał wsparcie i w relacji do dolara amerykańskiego stracił nieco mniej niż większość pozostałych walut.

Bieżący tydzień będzie interesujący dla funta. W czwartek odbędzie się kolejne spotkanie Banku Anglii, którego decyzje, zdaniem rynków, nie będą się różniły od poprzednich: tj. wynikiem głosowania 7-2 utrzymane zostanie status quo, a stopy pozostaną na niezmienionym poziomie. Przechylenie szali na stronę jastrzębi byłyby zdecydowanie pozytywnym sygnałem dla szterlinga.

EUR

Pomimo dość zaskakującej informacji o dacie zakończenia programu QE, wspólna europejska waluta uległa wyraźnemu osłabieniu po tym, jak Europejski Bank Centralny zasugerował, że podwyżki stóp procentowych są dość odległą perspektywą. W swoim oświadczeniu EBC stwierdził, że gospodarki strefy euro „nadal potrzebują silnych bodźców”, a stopy procentowe zostaną utrzymane na obecnym poziomie „co najmniej do końca lata 2019 roku”. Sugerowana data podwyżek jest bardziej odległa niż szacowały rynki. Podczas konferencji prasowej, przewodniczący EBC, powtórzył gołębi przekaz banku centralnego. W konsekwencji wyprzedaży para EUR/USD zakończyła tydzień w okolicy poziomu 1,16. Wspólnej europejskiej walucie ulgę mogą przynieść dane z tego tygodnia, jeżeli tylko indeksy PMI pokażą stabilizację.

USD

W środę Rezerwa Federalna zdecydowała o kolejnej podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Jednocześnie bank centralny sygnalizował, że jest gotowy na jeszcze dwie takie operacje w bieżącym roku, co oznacza szybszy cykl podwyżek niż rynki oczekiwały jeszcze przed spotkaniem. „Dot plot” FOMC, obrazujący indywidualne prognozy członków komisji względem poziomu stóp procentowych, uległ w krótkim okresie przesunięciu w górę. Oznacza to, że Bank jest na drodze do ponownego podniesienia stóp we wrześniu i w grudniu, kiedy opublikowane zostaną prognozy gospodarcze. W wyniku spotkania dolar umocnił się względem każdej większej światowej waluty. Skala wzrostu USD była tym samym największa od wielu miesięcy. Najbliższy tydzień pozostaje dość ubogi w kwestii publikacji danych makroekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych. Stąd spodziewamy się, że na kurs dolara wpływ będą miały czynniki zewnętrzne, w tym skutki przepychanki handlowej między Chinami a USA.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem euro

Piątkowa sesja przyniosła odreagowanie gwałtownych zmian, do jakich doprowadził wynik czerwcowego posiedzenia EBC. Na szerokim rynku euro wyhamowało spadek, kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,162 wobec 1,154 notowanych jeszcze na początku dnia. W kraju, złoty również odreagował czwartkowe osłabienie, na EURPLN chwilami schodząc do 4,275 wobec blisko 4,29 na otwarciu sesji.

Czerwcowe posiedzenia głównych banków centralnych potwierdziły wyraźnie jastrzębią postawę amerykańskiej Rezerwy Federalnej i mocno kontrastującą z nią, nadal łagodnie nastawioną do polityki monetarnej postawę EBC. Oprócz podwyżki stóp procentowych o 25 pb do poziomu w przedziale 1,75% -2,00%, Fed sygnalizował przyspieszenie tempa zacieśniania polityki pieniężnej w 2018 r. Obecnie członkowie FOMC wskazują na możliwe łącznie 4 podwyżki stóp w tym roku (wobec 3 sugerowanych w marcu).

Pomimo bardzo jastrzębiego wydźwięku czerwcowego posiedzenia Fed-u dolar początkowo nie zyskał na wartości, a wręcz przeciwnie w oczekiwaniu na czwartkowe posiedzenie EBC mocno tracił względem euro. Jak już sugerowaliśmy, nie jest wykluczone, że rynek zmiany w komunikacie FOMC odebrał jako nieuchronne zbliżanie się amerykańskich stóp procentowych do neutralnego poziomu i w rezultacie, dostrzeżenie perspektywy końca cyklu zaostrzania polityki w USA, na tle rosnących przed posiedzeniem EBC oczekiwań na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp w Europie, zważyło na osłabieniu dolara.

Tymczasem patrząc na gwałtowną przecenę euro do dolara (po wyniku czerwcowego posiedzenia EBC) rynek oczekiwał zapewne zupełnie czegoś innego. Co prawda, EBC ogłosił, że zakończy zakupy aktywów w grudniu (zamknie program QE, ale dopiero po grudniu), jednakże nadzieja, że będzie to początkiem końca niekonwencjonalnej polityki pieniężnej banku centralnego, została zachwiana przez zobowiązanie się do utrzymania stóp procentowych w okresie dłuższym niż rok. Podczas konferencji prasowej M. Draghi nie chciał precyzyjnie określić, kiedy koszt pieniądza w strefie euro zacznie rosnąć, powtarzając zawarte w komunikacie sformułowanie, że „do końca lata 2019 roku” polityka stóp pozostanie bez zmian.

Po tak silnym ruchu nie można wykluczyć dalszego odreagowania, szczególnie, że eurodolar nie zdołał zejść poniżej tegorocznych minimów przy 1,15. Nie jest więc wykluczone, że w najbliższych dniach EURUSD będzie lekko wzrastał. Złoty nadal pozostawać powinien pod wpływem czynników globalnych. Planowane na przyszły tydzień publikacje raczej nie będą determinowały zmiany notowań EURPLN. Oczekiwane słabsze odczyty dynamik danych realnych wraz z rosnącymi napięciami handlowymi między USA i Chinami (USA zdecydowały się na narzucenie ceł na produkty chińskie warte 50 miliardów dolarów) i spodziewane lekkie umocnienie euro powinny utrzymywać EURPLN w okolicach 4,27-4,28.

Wykres dnia: Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem euro w kolejnych okresach roku.

Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Źródło: PKO Bank Polski

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na platynie oraz EURUSD

Czerwiec 18, 2018 12:20

AM

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Platforma MetaTrader 4

Według ostatniego raportu COT warto zainteresować się platyną oraz euro.

Platyna – zbyt niska pozycja netto

Przez ostatnie kilka lat platyna znajdowała się w trendzie spadkowym. Wydawałoby się, że sytuacja została zmieniona razem z nadejściem 2016 roku, gdzie zobaczyliśmy bardzo mocną aprecjację tegoż surowca. Jednak po kilku miesiącach rajdu wzrostowego niedźwiedzie powróciły na rynek, od tamtego czasu mamy konsolidację.

Czy zobaczymy powtórkę z 2016 roku? Prawdopodobnie tak, ponieważ pozycja netto wśród zarządzających znalazła się na historycznie niskim poziomie, tak samo jak pozycje krótkie. Co więcej w portfelach zarządzających jest większa ilość krótkich pozycji niż na początku 2016 roku, gdzie zobaczyliśmy bardzo mocne odbicie tegoż metalu.

Zatem powstaje pytanie kto zdoła zepchnąć notowania jeszcze niżej? Warto również zauważyć, że zarządzający od 3 tygodni dobierają do portfela coraz więcej długich pozycji.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Według analizy technicznej od kilkunastu miesięcy znajdujemy się w szerokiej konsolidacji. Górnym ograniczeniem konsolidacji jest poziom w okolicy 1000 USD, natomiast dolnym okolicy 880 USD. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona dolnego wsparcia i mocniejsze odbicie notowań metalu szlachetnego w okolicę górnego ograniczenia konsolidacji.

Notowania platyny, interwał tygodniowy

Notowania platyny, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

EURUSD – fundusze lewarowane zamykają długie pozycje

Ostatnia zwyżka na EURUSD przez fundusze lewarowane została wykorzystana do zamykania coraz większej ilości długich pozycji. Tym razem z portfeli inwestycyjnych zostało zamknięte ponad 16 tysięcy długich pozycji, co daje niedźwiedzi wydźwięk na EURUSD. Jednakże z drugiej strony nie zobaczyliśmy wzrostu zaangażowania po krótkiej stronie rynku, ponieważ zamiast otwierać coraz więcej krótkich pozycji w euro, fundusze zamknęły ich ponad 8 tysięcy.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Brak zainteresowania otwieraniem coraz większej ilości pozycji krótkich wśród kapitału lewarowanego prawdopodobnie spowodowany jest przez mocne wsparcie, które zostało wyrysowane przez szczyty z 2015 oraz 2016 roku. Czy zostanie pokonane? Jeżeli fundusze nie zaczną dobierać więcej krótkich pozycji, to prawdopodobnie nie. Zatem w najbliższych tygodniach należy obserwować dalsze pozycjonowanie funduszy lewarowanych na rynku kontraktów terminowych. Na chwile obecną wszystko wskazuje na możliwość nadejścia mocniejszej korekty.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Szkolenia Admiral MArkets

Odstąpienie pracownika od PPK może być wyłącznie dobrowolne

Jak odciążyć pracodawców z dodatkowych kosztów związanych z wprowadzeniem PPK? Nie ma jednej i dobrej odpowiedzi na to pytanie. Pomysłodawcy PPK planują przełożyć na pracodawców ciężar ekonomiczny łożenia na dodatkową emeryturę pracowników. W obecnej sytuacji rynku pracy, gdzie musimy walczyć o pracowników i oferować im wyższe zarobki, „schowanie” terminowego świadczenia w postaci PPK, jest trafionym pomysłem. Wyzwanie nastąpi za parę lat, gdy zmieni się cykl koniunkturalny.

– Ustawa będzie przewidywała możliwość odstąpienia od PPK dla pracowników, co skutkować będzie brakiem obowiązku składkowania po stronie pracodawców i zmniejszeniem kosztów. Z drugiej strony ustawa zabezpiecza pracowników przed złymi pracodawcami wprowadzając przepisy karne – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Nakłaniane pracowników przez pracodawców do wystąpienia z PPK będzie zastrzeżone sankcjami karnymi, a obecnie trwa dyskusja na temat skali tych sankcji. Przedsiębiorca nie może patrzeć krótkoterminowo i musi dbać o pracowników. Elementem społecznej odpowiedzialności biznesu jest wyłożenie własnych środków przez pracodawców w celu zapewnienia godnej emerytury pracownikom. Będzie to nagrodzone zasileniami ze strony Państwa i rządu. Z punktu widzenia pracownika natomiast warto zrezygnować z części dzisiejszej konsumpcji w celu zapewnienia sobie lepszej emerytury – ocenił Wojewódka.

Raport Ayming: jak wygląda działalność B+R w firmach w Polsce

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2016 r. udział nakładów wewnętrznych na badania i rozwój w PKB wyniósł zaledwie 0,97 proc. Cel, który stoi przed Polską do 2020 r. to 1,7 proc. Szansą na jego realizację jest silniejsza aktywizacja przedsiębiorstw. Tymczasem z badania Ayming Polska wynika, że blisko połowa firm twierdzi, że w ogóle nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej. W 2018 r. jedynie 45 proc. badanych planuje jakiekolwiek wydatki na badania i rozwój. Czy firmy na pewno nie prowadzą działalności badawczo-rozwojowej? Jak skłonić je do dalszego zwiększania nakładów na B+R?

Na zlecenie Ayming Polska agencja badawcza Kantar Millward Brown przeprowadziła badanie, podsumowujące ponad dwa lata obowiązywania ulgi na badania i rozwój na polskim rynku. Celem analizy było uzyskanie informacji na temat prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej przez przedsiębiorstwa w Polsce, znajomości ulgi na badania i rozwój oraz korzystania z tej zachęty podatkowej. W badaniu wzięło udział 150 średnich i dużych firm z sześciu branż: elektroniczna, motoryzacyjna, farmaceutyczna, chemiczna, przetwórstwo metali i niemetali oraz produkcja maszyn i urządzeń.

Czy firmy w Polsce prowadzą działalność badawczo-rozwojową?

Jak wynika z części raportu poświęconego działalności B+R, aż 45 proc. firm twierdzi, że nie prowadzi działań badawczo-rozwojowych. Tymczasem w badaniu wzięły udział przedsiębiorstwa z sektorów, w których działalność badawczo-rozwojowa stanowi integralną część prowadzonej działalności. Czy firmy w ogóle nie prowadzą działań B+R czy tylko ich nie identyfikują?

Działalność badawczo-rozwojowa wciąż jest kojarzona przede wszystkim z innowacyjnością co najmniej na skalę ogólnokrajową. Może to wynikać z przyzwyczajenia do wymagań stawianych w konkursach o dofinansowanie unijne. W istocie B+R to nie tylko zaawansowane technologicznie rozwiązania i światowej klasy innowacje. To także zmiany, które są wprowadzane w ramach regularnej, operacyjnej działalności firmy, np. użycie nowych materiałów w procesie produkcji w celu poprawy właściwości produktu   – komentuje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor linii biznesowej Finance & Innovation Performance w Ayming Polska.

Rozumienie działalności badawczo-rozwojowej ma istotne znaczenie w kontekście korzystania z ulgi na badania i rozwój, która już od dwóch lat pozwala podatnikom CIT i PIT odliczyć od podstawy opodatkowania koszty poniesione na B+R, uznane przez ustawodawcę za kwalifikowane. To rozwiązanie

zostało wprowadzone w Polsce w celu zwiększenia nakładów badawczo-rozwojowych w sektorze przedsiębiorstw, co wynika z przyjętej przez rząd strategii rozwoju, zakładającej wzrost udziału nakładów wewnętrznych w PKB do poziomu 1,7 proc. do 2020 r. Obecnie ulga B+R jest najbardziej przystępną formą wsparcia działalności badawczo-rozwojowej na polskim rynku. Nagradza ona przedsiębiorstwa nie tylko za prowadzenie zaawansowanych, ale też prostych działań B+R, które już teraz są udziałem większości firm.

Firmy, które nie identyfikują u siebie działań badawczo-rozwojowych, a tym samym nie ewidencjonują ich kosztów, tracą szansę na skorzystanie z ulgi B+R. Uzyskane dzięki niej oszczędności mogłyby zostać zainwestowane w bardziej zaawansowane prace badawczo-rozwojowe, realnie przyczyniające się do zwiększenia innowacyjności firmy i jej konkurencyjności. To prosta droga do rozwoju biznesu – podkreśla Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik z Ayming Polska.

Z badania wynika również, że 37 proc. przedsiębiorstw ma wyodrębnioną komórkę, zajmującą się działalnością badawczo-rozwojową. Najczęściej takie jednostki występują w firmach farmaceutycznych i chemicznych (42 proc.). Mediana wielkości działu B+R w przedsiębiorstwach to 5 osób.

Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że bardzo często faktyczna liczba osób zaangażowanych w prowadzenie działań B+R jest znacznie wyższa. Najczęściej działalność badawczo-rozwojowa jest w organizacjach rozproszona i zajmują się nią nie tylko jednostki B+R, ale często też członkowie innych zespołów, np. pracownicy produkcyjni, kontroli jakości czy działu IT.

Standardowo firmy deklarują, że 1-3 proc. zatrudnionych pracowników prowadzi u nich działania badawczo-rozwojowe, podczas gdy realnie ok. 15 proc. zatrudnionych uczestniczy pośrednio w realizacji tych projektów – komentuje Paweł Perzyński, Starszy Konsultant B+R w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Wydatki na badania i rozwój

W 2017 r. w analizowanych przedsiębiorstwach wydatki na badania i rozwój najczęściej kształtowały się na poziomie 1-3 proc. wartości wszystkich rocznych wydatków, choć taki przedział wskazało jedynie 17 proc. respondentów. Wydatki na poziomie 5-10 proc. rocznych wydatków zadeklarowało 7 proc. firm, a na poziomie powyżej 10 proc. – zaledwie 2 proc. badanych. Największe nakłady na B+R występują w przedsiębiorstwach z branży elektronicznej i motoryzacyjnej. Badane przedsiębiorstwa w 2018 r. nie zamierzają wydać na B+R istotnie więcej niż w 2017 r.

Głównymi kategoriami wydatków ponoszonymi przez przedsiębiorstwa są koszty materiałów i surowców (33 proc.) oraz koszty zatrudnienia (30 proc.). Dla niemal co czwartej firmy istotnym wydatkiem jest zakup ekspertyz, opinii i usług doradczych od jednostki naukowej.

Najczęściej wskazywanym czynnikiem, który mógłby sprzyjać zwiększeniu wydatków na badania i rozwój w firmach, jest łatwiejszy dostęp do dotacji na działalność badawczo-rozwojową (51 proc.). Aż 27 proc. badanych wskazało również na większe ulgi podatkowe na B+R.

Od początku roku obowiązuje tzw. duża ustawa o innowacyjności, która znacząco zmieniła kształt ulgi B+R. Rozliczając rok podatkowy 2018, wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność badawczo-rozwojową będą mogły odpisać 100 proc. kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R, a jednostki o statusie centrum badawczo-rozwojowego – nawet 150 proc. kosztów. Zachęta podatkowa w obecnym kształcie powinna w większym stopniu skłonić przedsiębiorstwa do analizy procesów w organizacji, systematyzacji prac i ewidencjonowania kosztów. Uzyskanie oszczędności w ramach ulgi B+R to punkt wyjścia do prowadzenia zaawansowanych działań badawczo-rozwojowych w organizacji, a długofalowo – do zwiększania nakładów na B+R w przedsiębiorstwach.

Link do raportu z badania Ayming Polska „Ulga B+R. Krok milowy w rozwoju innowacyjności przedsiębiorstw”: https://www.ayming.pl/nasze-obszary/dotacje-i-ulgi-b-r/dotacje-i-ulgi-b-r/raport-ayming-ulga-b-r-krok-milowy-w-rozwoju-innowacyjnosci-przedsiebiorstw/

Rynek Catalyst kolejny rok nie zwalnia tempa

  • W 2017 r. wartość nieskarbowych obligacji notowanych na rynku Catalyst wzrosła o 17% i pobiła historyczny rekord – wynika z raportu firmy Grant Thornton pod patronatem GPW
  • Rosnącą popularność Catalyst potwierdza również liczba notowanych instrumentów dłużnych

Miniony rok był dla rynku Catalyst rekordowy. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton pod patronatem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, emitenci poprzez emisję obligacji za pośrednictwem Catalyst w 2017 r. pozyskali 12,3 mld zł (o 148% więcej niż w 2016 r.), a wartość rynku w okresie od końca 2016 r. do końca 2017 r. wzrosła o 14 mld zł. To najwyższe wyniki w historii – dotychczas rekordowy był rok 2012, w którym emitenci pozyskali 10,7 mld zł. Łącznie na koniec 2017 r. wartość nieskarbowych instrumentów dłużnych notowanych na Catalyst wyniosła 95,8 mld zł i przez trzy ostatnie lata wzrosła o 50%.

– We wrześniu tego roku minie dziewięć lat od uruchomienia Catalyst. To był intensywny czas rozwoju rynku, który z każdym rokiem zyskiwał na popularności wśród emitentów, dla których obligacje notowane na Catalyst są efektywnym źródłem pozyskania finansowania na rozwój. Sytuacja na polskim rynku instrumentów dłużnych świadczy o tym, że rośnie świadomość korzyści wynikających z posiadania silnego rynku publicznego, jakim jest Catalyst, a także ryzyka związanego z niepublicznymi emisjami nienotowanymi na rynku. Dokładamy starań, by rynek ten służył nie tylko przedsiębiorstwom, ale i inwestorom. Dlatego będziemy w przyszłości zapewniać im jak najszerszą ofertę instrumentów i usług w zakresie rynku długu – powiedział Jacek Fotek, Wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Rosnącą popularność Catalyst potwierdza nie tylko wartość, ale też liczba instrumentów dłużnych. W 2017 r. liczba obligacji korporacyjnych wzrosła o 8,3%, listów zastawnych o 13,3%, a obligacji komunalnych o rekordowe 10,2%. Jedynie w przypadku obligacji spółdzielczych, podobnie jak w 2016 r., odnotowano spadek ich liczby (o 5,6%). Wyłączając z analizy obligacje Skarbu Państwa, liczba wszystkich instrumentów dłużnych notowanych na Catalyst z końcem 2017 r. wyniosła 567 serii, tj. była wyższa o 43 serie niż w roku poprzednim.

– Rynek obligacji korporacyjnych i samorządowych przestał być w Polsce postrzegany jako nowinka, ale stał się naturalnym, ważnym elementem polskiego środowiska biznesowego. Choć oczywiście nie jest to rynek pozbawiony ryzyka, to z pewnością jest ciekawą alternatywą zarówno dla inwestorów, jak i emitentów – mówi Paulina Zalewska-Wichrzycka, Doradca w Grant Thornton.

Dzięki rozwojowi rynku Catalyst Polska stała się w ostatnich latach niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej pod względem popularności obligacji jako sposobu pozyskiwania kapitału przez firmy. Liczba serii obligacji notowanych na Catalyst była na koniec 2017 r. ponad dwukrotnie wyższa niż łączna liczba obligacji na trzech najważniejszych regionalnych rynkach analogicznych do Catalyst – w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii.

Wykres. Liczba obligacji notowanych na giełdach krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Liczba obligacji notowanych na giełdach krajów Europy Środkowo-Wschodniej
Źródło: Opracowanie własne Grant Thornton na podstawie danych FESE