Kurs dolara w dół

Dolar słabnie na koniec tygodnia, co wygląda bardziej jak wyraz technicznego zmęczenia po ostatniej dobre passie, niż skutek bezpośrednich czynników. Sortowanie pozycji przez inwestorów oraz pozytywne dane z Eurolandu będą sprzyjać dzisiejszemu odbiciu EUR/USD i ciągnąc za sobą inne crossy z dolarem, choć w dłuższym horyzoncie lepiej nie zapominać, jak silne zaplecze ma waluta USA.

Jeszcze wczoraj przed południem wydawało się, że podaż kontroluje „grę” na eurodolarze i przełamanie 1,15 jest pewne. Nic z tego jednak nie wyszło, a kolejna (piąta w przeciągu tygodnia) próba pociągnięcia EUR/USD na nowe minima ostatecznie przyniosła kapitulację sporej grupy inwestorów. Zmęczenie brakiem postępów przerodziło się w odwrót, który pociągnął wyprzedaż USD na całym rynku. Chaos na FX odbił się na spadku rentowności długu USA, co w dalszej kolejności zainicjowało wyprzedaż na Wall Street. Jak w starym piłkarskim porzekadle, niewykorzystane sytuacje się mszczą.

Osobiście przemawia do mnie takie wytłumaczenie wczorajszych wydarzeń niż popularyzowane przez niektóre źródła uzasadnianie osłabienia USD niespodziewanym spadkiem indeksu Fed z Filadelfii. Po pierwsze, kiedy ostatni raz słyszeliśmy o tym, że Fed z Filadelfii wpłynął na USD? Jest to drugorzędny wskaźnik, który rynek zwykle ignoruje. Po drugie, spadek do 19,9 z 34,4 w maju wygląda na znaczny tylko przez to, że zeszłomiesięczny odczyt był nadzwyczajnie wysoki. W kwietniu indeks był na 23,2, a średnia za ostatnie 12 miesięcy wynosi 25). To wszystko są solidne poziomy. Po trzecie, w ubiegłym tygodniu bliźniaczy indeks NY Empire State (mierzy aktywność biznesu w rejonie Nowego Jorku) poprawił tegoroczne szczyty. Oczywiście po drodze mieliśmy wybuch wojny handlowej USA-Chiny, co mogło wpłynąć na odpowiedzi przedsiębiorców dla ankiety Philly Fed, ale to tylko podkreśla, jak łatwo te indeksy mogą ulegać silnym wahaniom i dlatego nie można na ich podstawie wyciągać solidnych wniosków. Czy słabszy odczyt indeksu Philly Fed mógł być tym ostatnim kamyczkiem, który wywołał lawinę? Tak. Jednak bynajmniej nie jest on dowodem pogarszania się fundamentów dolara. lawina jednak została uruchomiona i porządkowanie pozycji przez inwestorów może ciążyć na USD w ostatnich godzinach handlu w tym tygodniu. Później wiele będzie zależeć, czy zalety USD zostaną przypomniane. Fed jest jastrzębi, ale rynek na razie niechętny jest do dyskontowania większej liczby podwyżek stóp procentowych. Jeśli spór USA-Chiny się znów zaogni, USD będzie pełnił rolę „bezpiecznej przystani”, choć na tym etapie już same groźby Trumpa nie wystarczą. Jeśli już, to doniesienia z nocy sugerują, że strony chcą szybko przystąpić do negocjacji, co dziś idealnie wpisuje się korektę siły USD względem np. AUD i NZD.

Na pozostałych crossach z USA krótkoterminowe impulsy przemawiają za podtrzymaniem korekty, choć bardziej od strony lepszych informacji dla tych walut niż złe wieści dla USD. Lepsze odczyty indeksów PMI z Eurolandu ocieplają wizerunek waluty i podsycają spekulacje, że oczekiwane odbicie ożywienia w drugim kwartale rzeczywiście może się realizować. GBP wczoraj dostał solidny impuls od Banku Anglii, gdzie już trzech z dziewięciu członków MPC chce podwyżki stóp procentowych i szanse na taką decyzję na sierpniowym posiedzeniu wzrosły 50 proc. do 70 proc. Sądzę, że funt ma jeszcze pole do wzrostów i odreagowania ostatniej fali sceptycyzmu.

Dziś odbywają się oficjalne rozmowy członków OPEC i Rosji o przyszłości limitów wydobycia. Według różnych doniesień wygrywającą propozycją jest zwiększenie wydobycia o 1 mln baryłek/dzień, choć nie do końca pewne jest, czy zyska ono poparcie wszystkich – Iran nie jest przekonany. Po sporej huśtawce w notowaniach ropy w tym tygodniu trudno teraz ocenić, jakie rozwiązanie i w jakim stopniu jest zdyskontowane. Konferencja prasowa jest zaplanowana na godzinę 13:00, ale jeśli przeszłość czegoś nas nauczyła, to że decyzja wycieka wcześniej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Stworzono inteligentne lustra mogące być nośnikiem reklamy w restauracjach czy przebieralniach. Pozwolą one dotrzeć z przekazem do konkretnych osób

Stworzono inteligentne lustra mogące być nośnikiem reklamy w restauracjach czy przebieralniach. Pozwolą one dotrzeć z przekazem do konkretnych osób 1

Rynek reklamy online dynamicznie rośnie, m.in. za sprawą coraz bardziej spersonalizowanych reklam na Facebooku. Jeszcze w tym roku udział amerykańskiego portalu w globalnym rynku reklamy internetowej przekroczy 20 proc. Doskonałym sposobem na wyświetlanie spersonalizowanych reklam w przestrzeniach publicznych mogą być inteligentne lustra. Wyświetlane na lustrach np. w restauracjach czy w przebieralniach reklamy ciężko przeoczyć. Urządzenia sprawdzą się także w warunkach domowych, gdzie wyświetlą prognozę pogody lub lokalne informacje.

‒ Inteligentne lustro przypomina zwykłe lustra, w których możemy zobaczyć własne odbicie. Jednak w tym przypadku zastosowano szkło specjalnego przeznaczenia z wbudowanym wyświetlaczem, który może służyć do przekazywania różnego rodzaju informacji, takich jak data, godzina czy pogoda ‒ mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Til Geib z firmy Revelc.

Konstrukcja opiera się na miniaturowym komputerze Raspberry Pi, dzięki któremu obraz z laptopa lub smartfona może być wyświetlany na wyświetlaczu, zintegrowanym z taflą lustra. Rozwiązanie firmy Revelc jest przeznaczone dla zwykłych użytkowników, którzy treści na ekran lustra będą mogli przesyłać za pomocą przygotowywanej aplikacji w taki sam sposób, w jaki w tej chwili można wyświetlać treści z telefonu na ekranie np. telewizora. Z urządzenia skorzystają także firmy, dla których może to być doskonały nośnik reklamowy.

‒ Lustro stanowi przedmiot codziennego użytku, który możemy znaleźć w łazienkach, przymierzalniach itd. Wszyscy korzystamy z luster, np. żeby poprawić makijaż lub fryzurę. Jeśli więc służyłyby one także do wyświetlania reklam, nie moglibyśmy ich uniknąć. Jest to zatem dogodne rozwiązanie dla firm, umożliwiające im bezpośrednie dotarcie do klientów, którzy ‒ przeglądając się w lustrze ‒ będą niejako zmuszeni do zapoznania się z przekazywanymi treściami. Dla przykładu lustro może służyć do wyświetlenia informacji o rozpoczęciu wyprzedaży z 50-procentową obniżką cen ‒ tłumaczy Til Geib.

Zastosowań dla inteligentnych luster jest znacznie więcej. Lustro łazienkowe HiMirror ze zintegrowaną kamerą analizuje kondycję skóry twarzy i potrafi nakładać wirtualny make-up. Brytyjska firma Magic Mirror zajmuje się wdrażaniem interaktywnych kiosków, stworzonych głównie z myślą o branży odzieżowej. Pozwalają one przymierzać cyfrowe ubrania, kompletować stroje a nawet dzielić się wirtualnymi stylizacjami w mediach społecznościowych. Urządzenia mogą także zostać wykorzystane do informowania o produktach będących na wyprzedaży lub proponowania strojów pasujących do sylwetki.

W przyszłości przy zastosowaniu technologii rozpoznawania twarzy i integracji np. z portalem Facebook, możliwe będzie wyświetlanie użytkownikom spersonalizowanych reklam. Według agencji Zenith, udział amerykańskiego portalu w globalnym rynku reklamy internetowej przekroczy w tym roku 20 proc.

Według Research and Markets rynek inteligentnych luster może osiągnąć w 2022 roku wartość 1,22 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,4 proc. Agencja Magna podaje, że globalny rynek reklamy online w 2020 r. osiągnie wartość 291 mld dol.

Przyszłością energetyki z odnawialnych źródeł będzie magazynowanie energii. Specjaliści przewidują decentralizację produkcji

Przyszłością energetyki z odnawialnych źródeł będzie magazynowanie energii. Specjaliści przewidują decentralizację produkcji 2

Technologie związane z magazynowaniem energii wytworzonej ze źródeł odnawialnych to jedna z najpilniejszych potrzeb branży OZE. Stworzenie wydajnych ogniw doprowadzi do decentralizacji produkcji energii i uwolni gospodarstwa domowe od niezbyt korzystnego systemu prosumenckiego. W dłuższym okresie może się to przełożyć na całkowitą rezygnację z paliw kopalnianych. W ciągu nieco ponad dekady produkcja energii z OZE wzrosła w Polsce pięciokrotnie.

Jednym z zasadniczych problemów utrudniających skuteczne przejście na pozyskiwanie energii głównie ze źródeł odnawialnych jest magazynowanie wyprodukowanej energii. Potrzebne są do tego bardzo pojemne ogniwa, zdolne zmagazynować dużą ilość energii. Powinny cechować się dużą żywotnością, by użytkownik nie napotykał na problem kosztów związanych z ich wymianą.

– Stawiamy na duży rozwój technologii i rozwiązań związanych z magazynowaniem energii. Mówimy tu o typowych rozwiązaniach litowych i jonowych, jak i magazynach przepływowych. To ostatni element układanki, aby domknąć pełen system, który pozwoli nam przejść w dłuższym okresie na energetykę odnawialną i w pewien sposób uwolnić się od paliw kopalnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Miler, prezes InnoEnergy Central Europe.

Opracowanie takiej technologii zrewolucjonizowałoby rozumienie produkcji energii z odnawialnych źródeł energii i model produkcji. Obecnie, z uwagi na to, że nie mamy dostępu do odpowiednio wydajnych magazynów energii, gospodarstwo wytwarzające energię ze źródeł odnawialnych produkuje ją głównie na pokrycie własnych bieżących potrzeb.

Po wejściu w życie aktualnie obowiązującej ustawy o odnawialnych źródłach energii, w gospodarstwach produkujących energię z OZE montowane są liczniki dwukierunkowe. W inwestowaniu w energię na przykład z ogniw fotowoltaicznych bardzo ważne jest obecnie to, by nie przewymiarować instalacji – powinna ona być tak skomponowana, by pokrywać od 90 do 100 proc. rocznego zapotrzebowania na energię. W takiej sytuacji inwestor staje się prosumentem, czyli odbiorcą końcowym, dokonującym zakupu energii elektrycznej na podstawie kompleksowej umowy zakładającej produkcję przez niego energii wyłącznie z OZE.

Taki mechanizm pozwala prosumentowi pobierać darmową energię w zamian za tę, którą wyprodukował w swojej mikroinstalacji. Ponadto, za każdą wprowadzoną do sieci kilowatogodzinę energii prosument otrzymuje rabat pozwalający mu otrzymać rabat na energię kupowaną w okresach zwiększonego zapotrzebowania. Takie rozwiązanie nie do końca satysfakcjonuje inwestorów decydujących się na montaż ogniw fotowoltaicznych. Ilość energii wyprodukowanej nie jest bowiem równa tej, którą można potem pobrać z sieci. Co więcej, przewymiarowanie instalacji i produkcja zbyt dużej ilości energii prowadzi do utraty statusu prosumenta i wynikających z nich przywilejów. Te nastroje przekładają się na spodziewane trendy rozwoju rynku OZE.

– Wydaje mi się, że głównym trendem, który nastąpi w najbliższych latach będzie decentralizacja wytwarzania i konsumpcji energetyki w dłuższym terminie. Będzie to miało bardzo duże znaczenie dla całego modelu ekonomicznego, w którym funkcjonujemy jako kraj. Nagle okaże się, że główne decyzje inwestycyjne nie są czynione przez duże koncerny. Te miliardy euro to nie jest decyzja jednego zarządu, ale setki tysięcy obywateli, decydujących o tym, w jaki sposób będą chcieli konsumować, ale też produkować energię – przewiduje Jakub Miler.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że ilość wytworzonej energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii zamknęła się w wartości ponad 20 milionów megawatogodzin w roku 2016. Dla porównania – w 2005 roku było to około 3,8 milionów MWh.

Rośnie popularność Polski wśród zagranicznych turystów. Wrocław, Gdańsk i Kraków stają się konkurencją dla Mediolanu czy Paryża

Rośnie popularność Polski wśród zagranicznych turystów. Wrocław, Gdańsk i Kraków stają się konkurencją dla Mediolanu czy Paryża 3

Liczba zagranicznych turystów odwiedzających Polskę rośnie z roku na rok – w 2017 przyjechało ich ponad 18,3 mln i zostawili w naszym kraju blisko 33 mld zł. Rosnącą frekwencją cieszą się m.in. Kraków, Gdańsk czy Wrocław, który urasta do rangi europejskiej stolicy. Coraz większą popularnością, głównie wśród Niemców i Skandynawów, cieszy się też turystyka medyczna i estetyczna.

– Polska do tej pory była szerzej nieznana, nie była postrzegana jako kraj turystyczny. Natomiast teraz znalazła się w sferze zainteresowań turystów z całego świata. Co więcej, sami Polacy docenili swój kraj i zaczynają go poznawać. Mamy góry, morze, jeziora, wydmy, mamy swoją pustynię, wspaniałą historię i cudowne obiekty historyczne. Polska jest jeszcze ciągle nieodkryta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Szczęsny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach.

Według danych przytaczanych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki w ubiegłym roku do Polski przyjechało 18,3 mln zagranicznych turystów (wzrost o 4,1 proc. w stosunku do 2016 roku), najwięcej z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy oraz USA i Rosji. Według statystyk  Polskiej Organizacji Turystycznej z roku na rok Polskę odwiedza też coraz więcej turystów z Chin i Izraela.

W zeszłym roku wydatki związane z pobytem zagranicznych turystów w Polsce sięgnęły 8,7 mld dol. (wzrost o 8,8 proc.), czyli ponad 32,6 mld zł (wzrost o 3,5 proc.). Z badań przeprowadzonych przez Polską Organizację Turystyczną wynika, że 96 proc. zagranicznych turystów było zadowolonych z pobytu w Polsce, a 85 proc. planuje odwiedzić ją ponownie.

– Turyści przyjeżdżają do Polski między innymi dlatego, że jest to kraj postkomunistyczny. To ich interesuje. Polska jest krajem medialnym, o którym mówi się, natomiast turyści go nie znają. A to, co nieznane, jest dzisiaj bardzo atrakcyjne. Poszukujemy ciągle nowych, nieznanych miejsc, bo współczesny turysta praktycznie wszędzie już był i zastanawia się, dokąd pojechać, gdzie jeszcze nie był. Właśnie takim miejscem jest Polska. Turyści polubili nasz kraj, szczególnie ci, którzy już tutaj byli. Pierwsi byli turyści biznesowi, którzy przyjeżdżali w celach zawodowych. Oni, poznając Polskę, robili dobrą reklamę –mówi Krystyna Szczęsny.

Ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej ocenia, że wiele dobrego dla promocji polskiej turystyki robiła – i nadal robi – Polska Organizacja Turystyczna, która promuje kraj za granicą, prowadzi ośrodki turystyczne w czternastu krajach świata i wydaje foldery dotyczące polskich atrakcji turystycznych w dwunastu językach. POT prowadzi też serwis internetowy Polska.Travel, gdzie zagraniczni turyści mogą zaplanować wycieczkę, uzyskać niezbędne informacje dotyczące zakwaterowania i pobytu. To, jak również promocja Polski na targach turystycznych w Europie i poza nią, składa się na pozytywny wizerunek kraju jako destynacji turystycznej.

– Polska znana jest z tego, że ma bogatą historię, dlatego turyści chcą przyjeżdżać i ją poznawać. Wiedzą, że mamy ciągle nieskażone, dziewicze tereny, które dzisiaj są w cenie. Polska jest również bardzo gościnna, turyści postrzegają ją jako kraj bezpieczny, przyjazny, z uprzejmymi ludźmi. To wszystko wpływa na jej pozytywny wizerunek i na fakt, że zmienia się stereotyp związany z naszym krajem. Polska jest odwiedzana również dlatego, że ma mnóstwo wspaniałych obiektów – przepięknie odrestaurowane zamki i pałace, ze specyficzną atmosferą, przygotowane na przyjęcie turystów. Każde miejsce – od Tatr, Pienin i Bałtyku, aż po miasta – ma swój urok – mówi Krystyna Szczęsny.

Najpopularniejszym polskim miastem wśród zagranicznych turystów z zagranicy jest Kraków, w ubiegłym roku odwiedzony przez 12,9 mln osób (o 400 tys. więcej rok do roku). Rosnącą frekwencją cieszą się także m.in. Tatry, Świętokrzyskie, Poznań czy Wrocław.

– Na pewno najbardziej znane i kojarzone z Polską są główne miasta jak Warszawa czy Kraków. Natomiast na szczególną uwagę dzisiaj z pewnością zasługuje Wrocław, który jest wielką konkurencją dla takich metropolii jak Mediolan, Londyn, Paryż, a nawet Barcelona i Ateny. Dziś w Europie mówi się, że we Wrocławiu trzeba bywać – mówi Krystyna Szczęsny.

Drugim miastem, które zyskuje popularność, jest Gdańsk.

– To miasto postawiło na promocję poza głównym sezonem turystycznym i ma świetne oferty, uszyte na miarę każdego turysty. Gdańsk promuje się jako „miasto wolności”, które ma jednoczyć ludzi z różnych zakątków świata, różnych narodowości, władających różnymi językami, reprezentujących różne religie i kulturę. Myślę, że dzięki temu Gdańsk wygrywa, ciesząc się zainteresowaniem wśród turystów ze Skandynawii, Niemiec i innych części świata ­– podkreśla Krystyna Szczęsny.

Ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej zwraca uwagę na to, że coraz popularniejsza w Polsce staje się również turystyka zdrowotna i medyczna. Zwłaszcza turyści z Niemiec i Skandynawii chętnie przyjeżdżają do Polski, żeby poddać się operacji plastycznej bądź skorzystać z usług stomatologicznych ze względu na relatywnie niską cenę i wysoką jakość.

– Ludzie kładą dziś bardzo duży nacisk na swoje zdrowie i dobrą kondycję. W związku z tym do Polski przyjeżdżają turyści – głównie z Niemiec, ale nie tylko, którzy chcą skorzystać z polskich uzdrowisk, usług wellness i SPA. Z turystyką zdrowotną wiąże się też turystyka medyczna, która przez turystów z Niemiec, Anglii, Skandynawii czy nawet z USA i Włoch jest postrzegana jako usługi na bardzo wysokim poziomie. Oni przyjeżdżają do nas, aby dokonać operacji plastycznych czy skorzystać z usług stomatologicznych, a przy okazji poznają nasz kraj – mówi Krystyna Szczęsny.

Polska branża medyczna coraz bardziej innowacyjna. Firmy szukają sposobów na promocję swoich produktów i usług

Polska branża medyczna coraz bardziej innowacyjna. Firmy szukają sposobów na promocję swoich produktów i usług 4

Branża medyczna będzie wykorzystywać coraz więcej nowinek technologicznych i innowacyjnych rozwiązań. Pozwalają one na szybszą diagnostykę, efektywną terapię i sprawną rehabilitację. Skoordynowana komunikacja z pacjentem, m.in. poprzez e-czaty czy wideoczaty, jest kluczowa dla kompleksowej opieki. Nowe technologie powinny być nakierowane na wczesną diagnostykę i pozwolić na rehabilitację w domu. Innowacyjne usługi i produkty medyczne zostały nagrodzone w konkursie „Teraz Polska”. Firmy dostrzegły, że mogą dzięki temu aktywnie promować te innowacje wśród pacjentów.

 Zainteresowanie firm konkursem „Teraz Polska”, szczególnie z branży medycznej, jest rosnące. Wiele ośrodków, zarówno tych samorządowych, jak i tych prywatnych, zaczyna się starać o to godło, nie tylko w usługach, lecz także w produktach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

W tegorocznej, 28. edycji konkursu, nagrodzone zostały cztery firmy z branży medycznej: Polpharma za produkt Polopiryna S, Grupa LUX MED za kompleksową skoordynowaną opiekę onkologiczną, firma Wychowański za autorskie nieinwazyjne techniki natychmiastowych implantacji stomatologicznych, a także Centrum Słuchu i Mowy „Medincus” za opracowanie Stymulatora Polimodalnej Percepcji Sensorycznej do prowadzenia terapii metodą Skarżyńskiego.

– Wszyscy dostrzegają potencjał Godła „Teraz Polska” ze względu na jego ogromną rozpoznawalność wśród konsumentów – powyżej 75 proc. Możemy być pewni, że oznakowanie się godłem pomoże tym instytucjom w rozpropagowaniu swojej usługi czy produktu wśród społeczności, ponieważ kojarzone jest z najwyższą jakością. W służbie zdrowia najwyższa jakość jest najważniejsza, bo o zdrowie każdy chce dbać – mówi Krzysztof Przybył.

Raport firmy PwC „Pacjent w świecie cyfrowym” wskazuje, że służba zdrowia nowej generacji będzie wykorzystywała coraz więcej nowinek technologicznych – urządzeń mobilnych, telediagnostyki czy sztucznej inteligencji. W najbliższej przyszłości ponad 14 mln pacjentów może korzystać z nowych technologii w procesie leczenia. Największy potencjał mają przede wszystkim usługi telemedyczne, które mogą zrewolucjonizować system opieki zdrowotnej: przyspieszyć możliwość rozpoznania choroby czy poprawić jakość monitorowania leczenia

 Nowe technologie pozwalają na szybszą diagnostykę, bardziej efektywną terapię i sprawną rehabilitację. Często są wytworem wielu wynalazców, którzy starają się doprowadzić do tego, by były one użyteczne dla pacjentów – ocenia dr hab. Piotr Skarżyński, członek zarządu Centrum Mowy i Słuchu Medincus. – Jest wiele innowacji, które dostają wiele nagród, natomiast nie są użytkowane, bo są zbyt trudne do zastosowania w codziennym życiu. Powinny być nakierowane na wczesną diagnostykę, która pozwala na zmniejszenie kosztów diagnostyki i ewentualnej terapii. Nowe technologie, które pozwalają na rehabilitację, powinny być dostosowane do naszych telefonów komórkowych i pozwolić na rehabilitację w domu.

Opracowany przez Centrum Słuchu i Mowy Medincus Stymulator Polimodalnej Percepcji Sensorycznej do prowadzenia terapii metodą Skarżyńskiego umożliwia wszechstronną terapię dla pacjentów z problemami słuchu.

Mobilne rozwiązania stają się już standardem w opiece nad pacjentami. Zebra Technologies prognozuje, że w 2022 roku z urządzeń mobilnych w celach służbowych korzystać będzie 98 proc. lekarzy i 97 proc. personelu pielęgniarskiego. Na rynku pojawia się też coraz więcej rozwiązań, które pozwalają pacjentom skutecznie monitorować stan swojego zdrowia, a w przypadku niepokojących objawów lekarz sam kontaktuje się z pacjentem.

 Żeby wydłużyć Polakom życie, nie wystarczy tylko normalna opieka medyczna i kontakt lekarza z pacjentem, lecz przede wszystkim potrzebna jest absolutnie nowoczesna technologia. To telemedycyna, kontakt z pacjentem poprzez różne inne narzędzia informatyczne, takie jak e-czaty czy wideoczaty, generalnie komunikacja z pacjentem w sposób skoordynowany, gdzie widzimy ścieżkę pacjenta w sposób ciągły, używając nowej technologii – wskazuje Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Grupa LUX MED wykorzystuje model pielęgniarki prowadzącej, oparty na primary nursing, w diagnostyce i leczeniu chorób onkologicznych. Polska Unia Onkologii ocenia, że tylko co drugi pacjent w Polsce jest leczony na takim samym poziomie, co chorzy w Europie Zachodniej. Takie rozwiązania, jak to wprowadzone przez LUX MED, pozwalają na kompleksową opiekę, a dzięki wykorzystaniu w diagnostyce badań molekularnych terapie są spersonalizowane i dostosowane do konkretnych pacjentów. To o tyle istotne, że choroby onkologiczne dotkną w przyszłości co czwartego Polaka.

– W onkologii nasza opieka jest charakterystyczna poprzez primary nursing, pielęgniarkę, która jest głównym koordynatorem opieki onkologicznej, ale też poprzez szerokie, holistyczne podejście do pacjenta. Pacjent ma kontakt nie tylko z lekarzem, z pielęgniarką, lecz także z psychoonkologami czy organizacjami pacjenckimi – tłumaczy Anna Rulkiewicz.

Fałszowanie win coraz większym problemem. Ich jakość zbada pierwsze w Polsce Laboratorium autentykacji win

Fałszowanie win coraz większym problemem. Ich jakość zbada pierwsze w Polsce Laboratorium autentykacji win 5

Wino można podrabiać tak samo jak masło, czekoladę czy kawę. Prawdziwe wino gronowe powstaje wyłącznie z winogron i jest chronione prawem. Zdarzają się jednak producenci, którzy korzystają z coraz większej konsumpcji trunku i na rynek wypuszczają produkt, który z prawdziwym winem ma niewiele wspólnego – stosują niedozwolone dodatki, dodają cukier, dolewają wody. Dotychczas polscy konsumenci nie mieli pewności, co tak naprawdę kupują. Teraz ma się to zmienić. W łódzkim Bionanoparku jedno z laboratoriów uzyskało właśnie akredytację w obszarze autentykacji win.

– Wino to produkt absolutnie magiczny. Powstaje wyłącznie z winogron, według prawa do wina nie wolno dolewać wody, dosypywać cukru, blendować z innymi alkoholami. Wino to po prostu czysty produkt winogronowy. Winogrona tracą smak podczas transportu, nie mają już takich właściwości, więc wino trzeba robić tu i teraz, z dojrzałych winogron, tuż po zbiorach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Bosacka, dziennikarka, prowadząca program „Wiem, co jem i wiem, co kupuję”.

Zgodnie z polską ustawą wyroby winiarskie dzielą się na wina powstałe w wyniku całkowitej lub częściowej fermentacji alkoholowej wyłącznie świeżych winogron lub moszczu winogronowego oraz napoje fermentowane z dodatkiem wody i cukrów. Na rynek trafiają jednak podrabiane wina gronowe: z dodatkiem wody, cukrów, mieszane z alkoholem czy z dodatkiem ekstraktów z owoców.

 Do tej pory problem polegał na tym, że przeciętny Kowalski, stając przed półką z ogromnym wyborem win, tak naprawdę nie wiedział, co kupuje i co pije. Nie mógł w żaden sposób sprawdzić, czy dane wino jest autentyczne – podkreśla Katarzyna Bosacka.

Temat jest istotny, zwłaszcza że wino cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Konsumujemy go coraz więcej i z coraz większą świadomością – zwracamy uwagę na etykiety, potrafimy dopasować wino do potraw i okazji. Z danych Grupy Ambra wynika, że polski rynek wina wzrósł w 2017 roku o ponad 6 proc. Choć spożycie jest znacznie mniejsze niż w Europie Zachodniej, powoli gonimy czołówkę.

Dobrą sytuację na rynku wykorzystują nieuczciwi producenci, którzy z podrobionymi winami próbują dostać się na sklepowe półki. Sieci handlowe nie zawsze są tego świadome. Autentyczność wina najczęściej sprawdzają importerzy.

 W doborze dostawców wina bierzemy przede wszystkim pod uwagę ich renomę na rynku światowym i europejskim, ale również przeprowadzamy audyty na miejscu przed zakupem win. Ponadto od lat zlecamy kontrole autentyczności kupowanych przez nas win w laboratoriach zagranicznych, głównie w Niemczech oraz we Włoszech – tłumaczy Artur Dubaj, główny technolog firmy Ambra, producenta, importera i dystrybutora win.

Dotychczas autentyczność wina można było sprawdzić wyłącznie w zagranicznych laboratoriach. Wykrycie elementarnych zafałszowań wymaga zaawansowanej technologii, która od teraz dostępna jest także w Polsce. W Łodzi rozpoczęło działalność laboratorium autentykacji win, gdzie specjaliści za pomocą metod izotopowych – z dostępem do izotopowego spektrometru mas oraz spektrometru magnetycznego rezonansu jądrowego – mogą sprawdzić autentyczność trunku.

– Jednymi z najnowocześniejszych technik wykorzystywanych w autentykacji win są metody izotopowe. Większość pierwiastków jest mieszaniną izotopów i naturalne zmiany w ich składzie izotopowym w wyniku procesów biochemicznych i chemicznych pozwalają nam potwierdzić autentyczność win. Wykrywamy takie zafałszowania jak dodatek cukru buraczanego lub trzcinowego do moszczu gronowego na etapie fermentacji lub nielegalny dodatek wody – wyjaśnia Kamila Klajman, menedżerka Laboratorium Autentykacji Produktów w Bionanoparku.

Polskie laboratorium otrzymało już certyfikat akredytacji i tym samym dołączyło do wiodących jednostek zza granicy. Laboratorium autentykacji win w Łodzi pozwoli różnym instytucjom, jak UOKiK czy PIH, a także importerom, hurtowniom czy sklepom sprawdzić jakość wina.

– W tej części Europy jak na razie jesteśmy jedyni. Nie trzeba będzie już wozić win do Włoch, Francji czy Austrii, gdzie do tej pory były najbliższe ośrodki, posiadające akredytację. Poza samą nauką pokazujemy także pewne możliwości dla przemysłu, dla firm. Myślę, że zyskają na tym także konsumenci – przekonuje Marek Cieślak, prezes Bionanoparku.

Eksperci: Rosja pozostaje zagrożeniem dla wschodniej flanki NATO i UE. Ewentualny konflikt może przenieść się do cyberprzestrzeni

Eksperci: Rosja pozostaje zagrożeniem dla wschodniej flanki NATO i UE. Ewentualny konflikt może przenieść się do cyberprzestrzeni 6

Ekspansywna polityka Rosji pozostaje największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski i wschodniej flanki NATO – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego dr Beata Górka-Winter. Relacje z Rosją będą zapewne szeroko omawiane na zbliżającym się, lipcowym szczycie NATO w Brukseli. Wśród państw Sojuszu i Unii Europejskiej rośnie także przekonanie, że ewentualny przyszły konflikt może się rozegrać w cyberprzestrzeni. Świadomość i mobilizacja w tym kierunku – zarówno w UE, jak i w NATO – jest ogromna – podkreśla ekspertka.

Największe dla UE zagrożenia od kilku lat pozostają niezmienne. Na wschodniej flance NATO, która jest jednocześnie wschodnią flanką UE, mamy do czynienia z szeregiem działań o charakterze prowokacyjnym. W przeciwieństwie do tego, co działo się w Gruzji czy obecnie na Ukrainie, nie jest to jeszcze stan najwyższego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski. Natomiast wszystkie działania militarne podejmowane przez Rosję podczas ćwiczeń, w których państwa NATO występują jako przeciwnik Rosji, rozgrywanie różnych scenariuszy wojskowych przeciwko Sojuszowi – to budzi nasze głębokie obawy  –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Beata Górka-Winter, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Pod koniec maja zakończyła się w Warszawie wiosenna sesja Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. Jednym z dyskutowanych tematów były zagrożenia dla państw Sojuszu ze strony Rosji i jej ekspansywna polityka w regionie Morza Bałtyckiego. W swoim wystąpieniu prezydent Andrzej Duda podkreślił, że aneksja Krymu, interwencja wojskowa na Ukrainie oraz inwazja na Gruzję w 2008 roku dobrze oddają intencje Rosji, kwestionującej ład międzynarodowy, wobec czego kluczowe jest wzmacnianie sojuszu transatlantyckiego. Relacje z Rosją będą szeroko omawiane przez przywódców także na zbliżającym się, lipcowym szczycie NATO w Brukseli.

W lipcu 2016 roku na szczycie NATO w Warszawie podjęto decyzję o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO, co było podyktowane właśnie agresywną rosyjską polityką na Ukrainie. W połowie marca br. sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zapowiedział, że wojska międzynarodowe będą stacjonować w Polsce, dopóki zagrożenie ze strony Rosji nie ustąpi. NATO zamierza jednak kontynuować ustaloną na szczycie w Warszawie politykę odstraszania i podtrzymywania otwartości na dialog z Rosją.

Ważną kwestią jest brak przejrzystości tego, co Rosja robi w ramach ćwiczeń, ile faktycznie uczestniczy w nich formacji. Wcześniejszą dobrą praktyką była otwartość, goszczenie inspektorów lub obserwatorów z innych państw, wizytowanie instalacji wojskowych, podawanie pułapów posiadanego sprzętu, obserwowanie i kontrolowanie, oczywiście do pewnego stopnia, tego, w jaki sposób druga strona formułuje swoją politykę bezpieczeństwa, w jaki sprzęt i uzbrojenie się zbroi. Od wielu lat tej przejrzystości po stronie rosyjskiej w ogóle nie ma. Kolejną istotną kwestią na wschodniej flance jest przemieszczanie wojsk, sprzętu, uzbrojenia – nad czym też, jako Sojusz, mamy niewielką kontrolę. Z drugiej strony po stronie NATO czy UE ta otwartość wciąż jest dużo większa – ocenia dr Beata Górka-Winter.

Według opublikowanego w lutym raportu SIPRI, szwedzkiego instytutu badawczego, mocarstwowe ambicje Rosji są źródłem zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy, a potencjał militarny NATO jest zbyt słaby, żeby odeprzeć ewentualną agresję na kraje bałtyckie. Z symulacji wynika, że w przypadku ataku na Łotwę dotarcie do Rygi zajęłoby Rosjanom dwie doby. Podobny scenariusz przedstawili wcześniej analitycy instytutu RAND Corporation – wynika z niego, że w przypadku agresji Rosja byłaby w stanie zająć państwa nadbałtyckie w ciągu 60 godzin. Opublikowany w marcu br. raport centrum analitycznego RAND pokazuje, że w razie konfliktu w regionie Morza Bałtyckiego Rosja będzie miała przewagę nad siłami NATO.

W marcu tego roku szefowie MSZ Litwy, Łotwy i Estonii rozmawiali w Waszyngtonie z sekretarzem stanu USA Rexem Tillersonem o zagrożeniach ze strony Rosji, podkreślając niebezpieczeństwo związane z atakami hybrydowymi i cyberatakami. Według oświadczenia Departamentu Stanu kraje nadbałtyckie i USA zgodziły się na zacieśnienie współpracy w celu zwalczania rosyjskiej dezinformacji i ataków cybernetycznych. Rosyjska ekspansywna polityka była też jednym z tematów omawianych podczas kwietniowego szczytu z udziałem państw bałtyckich w Waszyngtonie.

W ostatnich latach gwałtownie wzrosła świadomość tego, że przyszła wojna może rozegrać się w cyberprzestrzeni. Scenariusze tego typu konfliktów – w których huby energetyczne, systemy bankowe, dostęp rządu i obywateli do całej infrastruktury informatycznej państwa są blokowane – zainspirował państwa UE i NATO do podjęcia aktywnych działań, by zabezpieczyć się na wypadek wystąpienia takiego scenariusza. Ataki hakerskie, których najwięcej notujemy z terytorium Chin i Rosji, powtarzają się notorycznie i właściwie nie ma już dzisiaj instytucji, która byłaby na nie odporna. Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są jednym z liderów tworzenia instytucji w zakresie cyberobrony, udało się zaatakować najwyższe urzędy, co pokazuje, jak trudno jest temu zjawisku przeciwdziałać. Natomiast bez wątpienia świadomość i mobilizacja na tym kierunku – zarówno w UE, jak i w NATO – jest ogromna –podkreśla ekspertka ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Ekspansywna polityka Rosji, agresja na Ukrainie i wznowienie zbrojeń są w dalszym ciągu wskazywane jako jedno z największych zagrożeń dla Polski, Europy i Sojuszu.

– Cały wysiłek polskiej dyplomacji, osób i instytucji odpowiedzialnych za politykę bezpieczeństwa w NATO i UE od wielu lat jest nakierowany na to, żeby aktywnie temu zagrożeniu przeciwdziałać – mówi dr Beata Górka-Winter.

Rak prostaty jednym z najczęstszych powodów śmierci u mężczyzn. Procedury NFZ uniemożliwiają skuteczne leczenie

Rak prostaty jednym z najczęstszych powodów śmierci u mężczyzn. Procedury NFZ uniemożliwiają skuteczne leczenie 7

Raka prostaty co roku diagnozuje się u blisko 11 tys. mężczyzn, a wskaźnik umieralności wśród pacjentów z tym nowotworem sięga nawet 50 proc. Mógłby być o wiele niższy, gdyby nie polityka refundacyjna i procedury NFZ, które uniemożliwiają leczenie sekwencyjne. Zastosowanie różnych sekwencji leków, jeden po drugim lub wymiennie, pozwala maksymalnie wykorzystać ich efekt terapeutyczny i wydłużyć życie pacjentów. Zwłaszcza tych, którzy uodpornili się na dotychczas stosowane leczenie. Mimo że w listopadzie na listy refundacyjne trafiły nowe leki, procedury Funduszu nie pozwalają stosować ich sekwencyjne wbrew zaleceniom lekarzy i ekspertów. 

– Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów za 2015 ok nowotwór prostaty zbliża się do pozycji lidera, wyprzedzając raka płuc. Niewątpliwie czeka nas boom: będziemy go rozpoznawać u coraz większej liczby osób. Wiemy, że jest to problem społeczny. Wiemy też, że nie wszyscy pacjenci wymagają agresywnego leczenia, ale najpierw musimy ich zdiagnozować i zobaczyć, z jaką chorobą mamy do czynienia. Pacjenci z najbardziej agresywną postacią powinni dostawać wielodyscyplinarne leczenie od początku, w krótkim czasie i w wyspecjalizowanych ośrodkach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Iwona Skoneczna, urolog i onkolog ze Szpitala św. Elżbiety – Mokotowskiego Centrum Zdrowia.

Rak prostaty (gruczołu krokowego) to w tej chwili drugi najczęstszy nowotwór złośliwy wśród mężczyzn. Każdego roku diagnozuje się u około 11 tys. nowych przypadków i stwierdza 4–4,5 tys. zgonów, których przyczyną jest właśnie nowotwór prostaty. Choroba najczęściej dotyka mężczyzn po 50 roku życia, ale grupie ryzyka znajdują się również dużo młodsi.

– Rak prostaty jest dużym problemem, znajduje się na drugim miejscu pod względem częstotliwości występowania i w pierwszej piątce głównych zabójców. To jest nowotwór, który zabija, jeżeli nie jest odpowiednio leczony – mówi prof. Anna Kołodziej, sekretarz zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Wskaźnik śmiertelności wśród pacjentów z rakiem prostaty sięga obecnie nawet 50 proc. Mógłby być o wiele niższy, gdyby w Polsce poprawił się dostęp do wczesnej diagnostyki i terapii nowej generacji, których wiele pojawiło się w ostatnich latach. Urolodzy i onkolodzy podkreślają, że procedury i polityka refundacyjna NFZ w zakresie raka prostaty wymagają zmian.

 Dzięki temu, że w ostatniej dekadzie mamy wysyp wielu nowych leków, mamy szansę przedłużyć życie pacjentom z zaawansowanym procesem nowotworowym gruczołu krokowego i zamienić chorobę, która do tej pory była terminalna, w chorobę przewlekłą, długotrwałą. To podobnie jak w przypadku cukrzycy, która też jest śmiertelną chorobą, tylko rozciągniętą na lata. Taki sukces w onkologii widzieliśmy już w terapii zaawansowanego raka nerki, a teraz w leczeniu raka gruczołu krokowego. Każdy lek, który w tej dekadzie został wynaleziony i z powodzeniem zastosowany u pacjentów, skutkuje przedłużeniem im życia o minimum 2–3 lata – mówi prof. Anna Kołodziej.

W leczeniu ważna jest sekwencyjność terapii, ponieważ nowotwór – w miarę podawania pacjentowi kolejnych dawek leku – wykształca klony oporne na leczenie. To znaczy, że chory po prostu uodparnia się na zastosowany lek, który przestaje działać.

Zastosowanie różnych sekwencji leków (jeden po drugim lub wymiennie) pozwala sobie z tym poradzić, maksymalnie wykorzystać efekt terapeutyczny i wydłużyć życie chorego, zwłaszcza że większość z nich ma inny mechanizm i inny receptor, mimo że należą do jednej grupy antyandrogenów.

– Mając inny receptor androgenowy, działając w innym środowisku komórki albo jądra komórkowego, te leki za każdym razem powodują u danego pacjenta przedłużenie życia. Niestety, w Polsce nie jest to przyjęte do wiadomości. Mamy do dyspozycji programy lekowe wykluczające się wzajemnie, które nie przedłużają chorym życia. Co więcej, programy są często skonstruowane tak, aby płatnik, czyli NFZ, mógł jak najwięcej zaoszczędzić. Tak więc pacjent musi spełnić kryteria, które są niemożliwe do spełnienia, aby go włączyć do tej terapii – mówi prof. Anna Kołodziej.

W tej chwili polityka refundacyjna uniemożliwia zastosowanie u pacjentów z rakiem prostaty sekwencyjnego leczenia. Co prawda, w listopadzie ubiegłego roku na listę leków refundowanych, po długim oczekiwaniu, trafiły nowe leki, m.in. zarejestrowane w leczeniu opornego na kastrację raka prostaty, jednak leczenie nimi sekwencyjnie jest niemożliwe, bo – zgodnie z procedurami NFZ – jeżeli pacjent otrzyma jeden lek, to kolejnym nie można go już bezpłatnie leczyć.

 Leki nowej generacji są rewelacyjne. Leczeni nimi pacjenci mówią, że po miesięcznej lub dwumiesięcznej terapii wstają z łóżka, idą do pracy i na dodatek dojeżdżają do niej na rowerze. Okazuje się jednak, że te leki nie mogą być stosowane tak jak powinny – czyli sekwencyjnie, jeden po drugim lub wymiennie. Zgodnie z opinią wydaną przez biegłych dla Ministerstwa Zdrowia jest to niemożliwe. Inaczej twierdzi zarówno Polskie Towarzystwo Urologiczne i eksperci –podkreśla Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti.

W tym tygodniu pacjenci z rakiem prostaty – wspólnie z wieloma innymi organizacjami – wystosowali apel do Ministra Zdrowia o zajęcie się tymi obszarami polskiej urologii, które wymagają zmian, między innymi w zakresie dalszego poszerzenia dostępu do refundowanych nowoczesnych terapii.

– Pacjenci z rakiem prostaty nie domagają się szczególnego traktowania. Chcielibyśmy jedynie nie musieć dłużej walczyć o to, co cały świat z powodzeniem stosuje od dawna, a co dla nas nadal jest niedostępne. Mamy prawo do takich samych standardów leczenia jak pacjenci w innych krajach. Tymczasem nadal jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o nowoczesne leczenie raka prostaty, zarówno przed chemioterapią, gdzie mamy do dyspozycji tylko jeden lek, jak i po chemioterapii, gdzie nasze leczenie ogranicza zakaz sekwencyjności, który jest sprzeczny z międzynarodowymi standardami – stwierdził Bogusław Olawski, prezes Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti.

Famed Żywiec – czysta produkcja

Konsekwentne działania w obszarze gospodarki obiegu zamkniętego pozwoliły polskiemu producentowi sprzętu medycznego do minimum ograniczyć ilość odpadów przekazanych do składowania. W roku 2017 Famed Żywiec wytworzył 183 ton odpadów, z których niemal 99 proc. zostało ponownie wykorzystanych. W trakcie zorganizowanej pod auspicjami Ministerstwa Środowiska konferencji spółkę wyróżniono m.in. tytułem Lidera Czystszej Produkcji za rok 2017.

Niemal 99 proc. odpadów ponownie wykorzystywanych

W latach 2015 i 2016 w związku z działalnością firmy powstało łącznie 471 ton odpadów (odpowiednio 264 w 2015 i 207 w 2016), z których jedynie 10 ton nie zostało ponownie wykorzystanych. W roku 2017 Famed wytworzył 183 ton odpadów. W ramach procedur Gospodarki Obiegu Zamkniętego (GOZ) wszystkie odpady poprodukcyjne (180,64 ton) zostały poddane recyklingowi – wewnętrznemu lub przez firmy zewnętrzne – oraz innym procesom odzysku. Do składowania zostało przekazanych jedynie ok. 2,3 ton materiałów budowlanych powstałych w wyniku prac remontowych i ok. 3 ton odpadów komunalnych.

Europa produkuje śmieci

Według danych Eurostatu*, w 2014 roku, w dwudziestu ośmiu krajach UE wytworzonych zostało 2500 mln ton odpadów. Sektor wytwórczy (produkcja) odpowiada za ok. 10 proc z nich. W Polsce wytworzono niemal 180 mln ton odpadów, a przedsiębiorstwa produkcyjne wygenerowały 17,6 proc. z nich. Była to największa odnotowana ilość odpadów, co związane jest m.in. z rosnącą liczbą ludności i rozwojem gospodarki.

Tłumaczenia medyczne

– W Famedzie systematycznie zmniejszamy ilość wytwarzanych odpadów, a wynik osiągnięty w obszarze recyklingu, to powód do ogromnej satysfakcji – komentuje Jolanta Sygut, Specjalista ds. Ochrony Środowiska i Laboratorium Famed Żywiec.

Podczas zorganizowanej pod auspicjami Ministerstwa Środowiska konferencji „Czystsza Produkcja i Gospodarka o Obiegu Zamkniętym” Famed został uhonorowany tytułem Lidera Czystszej Produkcji za rok 2017. Spotkanie było poświęcone zapobieganiu zanieczyszczeniom i nadmiernemu zużyciu zasobów przez polskie firmy, a także gospodarce w obiegu zamkniętym.

Podczas konferencji Famed odebrał także Świadectwo Czystszej Produkcji – w dowód aktywnego uczestnictwa w Polskim Ruchu CP, popartego raportowaniem prowadzonym od 1996 roku – a także certyfikat potwierdzający wpis do Polskiego Rejestru Czystszej Produkcji i Odpowiedzialnej Przedsiębiorczości, którego laureatem pozostaje od roku 2002. Rejestr prowadzony przez Stowarzyszenie Polski Ruch Czystszej Produkcji (www.cp.org.pl), działa pod przewodnictwem Wiceministra Środowiska Sławomira Mazurka. Patronat nad programem sprawują Główny Inspektor Ochrony Środowiska oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Produkcja w jednym miejscu

Famed, jako jedna z nielicznych firm branży medycznej, prowadzi produkcję
z wykorzystaniem wytwarzanych samodzielnie elementów. Spółka zachowuje pełną kontrolę nad wszystkimi procesami na każdym etapie produkcji – od przyjęcia do magazynu stali z której powstają gotowe wyroby, aż po zakończenie wszystkich etapów produkcji składających się nawet z kilku tysięcy elementów składowych łóżek szpitalnych, foteli zabiegowych czy stołów operacyjnych.

Procesy technologiczne wykorzystywane w ramach produkcji powodują powstawanie odpadów wymagających utylizacji. Jednak, mimo wzrostu produkcji – zużycie surowców roku wyniosło ok. 200 ton w 2016 i ok. 300 ton w 2017, polski wytwórca systematycznie zmniejsza liczbę generowanych odpadów. To efekt prowadzonej przez firmę polityki czystszej produkcji i gospodarki obiegu zamkniętego, którą Famed realizuje od dwudziestu czterech lat. W 1999 roku spółka podpisała Międzynarodową Deklarację Czystszej Produkcji UNEP – dokument, którego sygnatariuszem jest m.in Polska. Z kolei we wrześniu 2004 r. podpisał deklarację poparcia dla Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ – United Nations Global Compact, deklarując wdrożenie jej zasad oraz zobowiązanie do ich dalszego przestrzegania.**

– Wykorzystywanie materiałów w obiegu zamkniętym wiąże się z podwójną korzyścią. Dla nas jako firmy w aspekcie ekonomicznych, ale przede wszystkim dla środowiska
i społeczności lokalnej Żywiecczyzny. Wszyscy mamy świadomość z jakimi problemami, np. w zakresie stanu powietrza, boryka się nasze miasto. Zasady odpowiedzialności społecznej stosowane są fundamentem działalności Famedu, a w przededniu zaplanowanego na grudzień Szczytu Klimatycznego ta tematyka nabiera szczególnego znaczenia – komentuje Małgorzata Kotajny-Szewczyk, Dyrektor ds. Logistyki Famed Żywiec.

Laboratorium pomaga chronić środowisko

Niebagatelną rolę w działaniach związanych z ochroną środowiska odgrywa laboratorium Famedu. To w nim przeprowadzane są testy i badania wszystkich materiałów wchodzących w skład jego wyrobów, ale również opracowywane są rozwiązania, przyczyniające się do proekologicznej działalności spółki.

Famed Żywiec już w latach 90-tych wprowadził pełną segregację odpadów poprodukcyjnych i administracyjnych. Dzięki zastosowaniu m.in. stacji odzysku niklu udało się ograniczyć pobór wody oraz ilość powstających ścieków. Zakładowe Laboratorium monitoruje jakość ścieków odprowadzanych do kanalizacji miejskiej, które dzięki temu nie przekraczają stężeń parametrów, np. metali ciężkich, zawartych
w umowie z przedsiębiorstwem wodociągowym. W efekcie są bezpieczne dla środowiska. W celu zmniejszenia ilości odpadów z tworzywa sztucznego zakupiono urządzenie, które pozwala przetworzyć odpady na granulat będący pełnowartościowym surowcem. Jest on wykorzystywany do formowania tworzyw metodą wtrysku lub ponownego przygotowania płyt, wykorzystywanych do operacji termoformowania elementów łózek, stołów i foteli. 75 proc. masy wytwarzanych odpadów jest przetwarzanych w firmie, pozostałe 25 proc. przekazane są do odzysku w firmach zewnętrznych. Nadwyżki granulatu przekazywane są do sprzedaży.

– Wdrażając nowe procesy technologiczne oceniamy możliwość zminimalizowania ich oddziaływania na środowisko. Nie marnujemy materiałów wykorzystywanych do produkcji, a konsekwentne inwestycje w technologie i park maszynowy sprawiają, że możemy się pochwalić ich całkowitym ponownym zagospodarowaniem – mówi Jolanta Sygut, Specjalista ds. Ochrony Środowiska i Laboratorium Famed Żywiec.

Innymi przykładami są kąpiele chemiczne i elektrochemiczne, w których przygotowywana jest stal przed poddaniem jej obróbce gięcia, cięcia, spawania, nakładaniu powłoki lakierniczej oraz niklowo – chromowej.

– Standardowe kąpiele stosowane w linii do mycia i pasywacji stali pracują około sześciu miesięcy. Jednak dzięki zastosowaniu przez nas odpowiedniego komponentu nasza kąpiel myjąca pracuje nieprzerwanie już 11 lat, przy zachowaniu tej samej, najwyższej jakości. Bez możliwości regeneracji, kąpiel oraz wody popłuczne, co pół roku w ilości ponad 13 m3 musiałyby trafiać do utylizacji, czyli unieszkodliwienia – wyjaśnia Jolanta Sygut.

* Eurostat

http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Waste_statistics/pl#G.C5.82.C3.B3wne_ustalenia_statystyczne

** UN Global Compact, to powołana przez ONZ największa na świecie inicjatywa skupiająca biznes działający na rzecz zrównoważonego rozwoju. 

Grupa Murapol sprzedała teren inwestycyjny w Berlinie z ponad 400 proc. przebiciem

Grupa Murapol sprzedała teren inwestycyjny w Berlinie za kwotę 6,2 mln euro netto, stanowiącą ponad 400 proc. ceny zakupu sprzed dwóch lat. Obecna wartość gruntu w Berlinie jest wyrazem przede wszystkim kompleksowego przygotowania przez Grupę Murapol terenu do rozpoczęcia na nim prac budowlanych – tj. uregulowania formalności administracyjnych i procesów pozwoleniodawczych poprzedzających rozpoczęcie realizacji na nim inwestycji. Ponadto, uzyskana cena sprzedaży odzwierciedla jakość przygotowanej przez Grupę Murapol dokumentacji projektowej i kosztorysowej, w tym atrakcyjność struktury zaprojektowanych lokali oraz optymalizację kosztową budżetu projektu mieszkaniowego.

Dwa lata temu Grupa Murapol zakupiła grunt o powierzchni 1 ha, położony przy Am Luckefeld w Berlinie za łączną cenę 1,45 mln euro netto, pod realizację inwestycji nieruchomościowej obejmującej 126 lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej ponad 8 tys. mkw. W tym czasie, pracownia projektowo-wykonawcza należąca do holdingu Murapol – Murapol Architects Drive – wspólnie ze spółką z Grupy dedykowaną działalności na rynku niemieckim – Murager – oraz niemiecką pracownią architektoniczną prowadzoną przez arch. Łukasza Siubiaka, przeprocedowała ogół formalności administracyjnych poprzedzających realizację na nabytym terenie projektu, uzyskując niezbędne decyzje urzędowe oraz przygotowując pełną dokumentację dotyczącą planowanego zamierzenia inwestycyjnego. Efektem wykonanej przez Grupę Murapol systemowej pracy jest znaczący wzrost wartości zakupionego terenu inwestycyjnego, czego odzwierciedleniem jest cena uzyskana w transakcji jego sprzedaży.

– Podjęliśmy decyzję o skorzystaniu z momentu inwestycyjnego jakim jest sprzedaż gruntu w Berlinie przede wszystkim ze względu wyjątkową atrakcyjność ofert, które spływały do nas od inwestorów zainteresowanych jego zakupem wraz z opracowaną przez nas dokumentacją dotyczącą przygotowywanej na nim inwestycji. Uznaliśmy, że wobec czterokrotności wartości nieruchomości uzyskanej w ciągu 2 lat od jej nabycia, korzystniejszym rozwiązaniem będzie upłynnienie aktywa niż realizacja na nim projektu mieszkaniowego. Pomimo zauważalnego wzrostu cen mieszkań na rynku niemieckim, marża jaką wypracowalibyśmy na sprzedaży wybudowanych lokali nie zrekompensowałaby ryzyk związanych z realizacją pierwszego projektu w tej lokalizacji – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A. – Wykonaliśmy ogrom pracy projektowo-proceduralnej, uzyskując wszystkie niezbędne zezwolenia, co w połączeniu z dużą atrakcyjnością projektu inwestycji oraz jej modelu budżetowego, znalazło odzwierciedlenie w liczbie otrzymywanych ofert zakupu, a także ich ekonomice. Ostatecznie wybraliśmy tę propozycję, która w naszej ocenie była najbardziej optymalna.– dodaje Nikodem Iskra

Sprzedawany grunt w Berlinie nie posiadał obciążeń hipotecznych, a środki z jego sprzedaży trafią do Grupy Murapol i zostaną przeznaczone na finansowanie podstawowej działalności deweloperskiej związanej z realizacją projektów mieszkaniowych na krajowym rynku nieruchomościowym.

Murapol pozostaje ze swoją działalnością na rynku niemieckim, a obecnie pracuje także nad projektem mieszkaniowym, który powstanie w Zossen. Na początku br. Grupa, wspólnie z tamtejszym samorządem, opracowała miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w który wpisuje się przygotowywana inwestycja. Obecnie trwa procedowanie formalności administracyjnych związanych z uzyskaniem decyzji o pozwoleniu na budowę tego przedsięwzięcia deweloperskiego.

– Poza pracą nad projektem w Zossen, stale analizujemy niemiecki rynek pod kątem zakupu kolejnych, atrakcyjnych działek, na których moglibyśmy zrealizować projekty mieszkaniowe dające nam satysfakcjonujący poziom zwrotu z inwestycji. Bardzo przydatne w naszej aktywności w tej lokalizacji jest duże doświadczenie zespołów pracowni projektowo-wykonawczej – Murapol Architects Drive oraz spółki Murager w procedowaniu w tamtejszych organach formalności administracyjnych związanych z realizacją projektów mieszkaniowych – komentuje Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

Na drugim rynku zagranicznym, na którym Grupa Murapol jest obecna – w Edynburgu – trwają prace nad dwoma przedsięwzięciami deweloperskimi. Na nieruchomości przy London Road, będącej już własnością Grupy, prowadzone są już prace nad projektem wykonawczym inwestycji, która kilka tygodni temu uzyskała decyzję o pozwoleniu na budowę 30 lokali mieszkalnych o łącznym PUM 2,1 tys. mkw. W drugiej lokalizacji w stolicy Szkocji – przy Ferry Road – Murapol posiada zakontraktowaną nieruchomość z uzyskanym pozwoleniem na budowę obejmującym część zamierzenia inwestycyjnego Grupy. Obecnie Murapol pracuje nad uregulowaniem spraw dotyczących pozostałej części zaplanowanego projektu, który łącznie zakłada budowę ok. 20 mieszkań o powierzchni użytkowej 2 tys. mkw.

Kurs złotego i złota w odwrocie

Posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego było powodem by odświeżyć temat franka. Poza deklaracjami gotowości nic się jednak nie wydarzyło. Złoto i złoty tracą po ostatniej decyzji FED-u.

Frank jest wysoko wyceniany

Szwajcarski Bank Narodowy jak mantrę powtarza tą kwestię od lat używając różnych określeń na poziom przewartościowania. Działania jakie są w tym celu podejmowane to utrzymywanie rekordowo niskich stóp procentowych. Problem w tym, że Szwajcarów głównie interesuje relacja franka do euro. Osłabianie go względem waluty, którą EBC również stara się osłabić nie jest zatem wcale łatwym zadaniem. Na posiedzeniu utrzymano rekordowo niskie stopy procentowe. Padła również deklaracja o możliwej bezpośredniej interwencji walutowej. Biorąc jednak pod uwagę, że frank od szczytów z ostatnich tygodni stracił, po zamieszaniu we włoskiej polityce oraz wojnie handlowej, na wartości już ponad 4% pojawia się pytanie kiedy ta interwencja miałaby nastąpić.

Złoto w odwrocie

Cena złota wyrażona w dolarach osiągnęła najniższy poziom od pół roku. Analitycy wskazują, że powodem są rosnące stopy procentowe w USA. Na rynku zdaniem inwestorów może się zacząć epoka wyższych stóp zwrotu zatem trzymanie środków w złocie nie jest optymalną decyzją. Skoro można będzie na obligacjach zarobić kilka procent w skali roku może się okazać to znacznie atrakcyjniejszą możliwością niż trzymanie zamrożonych środków w złocie. Warto zwrócić z kolei uwagę, że cena złota jest wyrażana w dolarach w rezultacie przez ostatnie umocnienia amerykańskiej waluty cena wyrażona w innych walutach wcale nie jest taka niska.

Lepsze dane z Polski

Dzisiaj o godzinie 10:00 poznaliśmy dane na temat wzrostu sprzedaży detalicznej. Rośnie ona o 7,6% w skali roku to o ponad 1% więcej niż oczekiwali analitycy. Dane te nie były jednak wystarczająco ważne by wpłynąć na notowania złotego przytłoczonego przez niepokoje na rynkach światowych. W rezultacie złoty dalej traci. Euro przekroczyło dzisiaj 4,33 zł, frank 3,77 zł, dolar 3,76 zł z kolei funt 4,93 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polacy pomogą budować efektywność energetyczną ukraińskich samorządów

Jak zwiększyć efektywność energetyczną w samorządzie i jak doprowadzić do tego, aby gmina był energetycznie samowystarczalna – m.in. tego będą się uczyć władze ukraińskich jednostek gminnych, tzw. zjednoczonych hromad, od polskich samorządowców i ekspertów w ramach startującego w czerwcu pilotażu projektu „Nasza energia – hromada samowystarczalna energetycznie”.

Za akcją edukacyjną stoi Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza, która zrealizuje ją w partnerstwie z Fundacją Solidarności Międzynarodowej i Krajową Agencją Poszanowania Energii S.A. Natomiast działania współfinansowane ze środków Programu „Wsparcie Demokracji 2018”, który jest finansowany w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

„Celem naszego projektu jest zwiększenie efektywności energetycznej ukraińskich samorządów, zjednoczonych hromad. Chcemy w tym wesprzeć Ukrainę i pokazać polskie wzorce i zastosowania” – mówi Dariusz Szymczycha z Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Pilotaż w obwodzie charkowskim

Jeszcze w tym miesiącu wystartuje pilotaż programu. Zostanie on przeprowadzony w pięciu wybranych hromadach z obwodu charkowskiego, gdzie zostaną przeprowadzone analizy energetyczne, zakończone rekomendacjami. Władze i  specjaliści z tych ukraińskich jednostek gminnych wezmą również udział w podróży studyjnej do Polski, w czasie której zapoznają się z dobrymi praktyki polskich samorządów w dziedzinie energoefektywności  i wytwarzania energii. Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza planuje też szkolenie na temat pozyskiwania środków do realizacji działań rekomendowanych hromadom. Ma ono zostać przeprowadzone w Kijowie z udziałem ukraińskich ekspertów. Jak informuje Dariusz Szymczycha, efekty i rekomendacje płynące z projektu „Nasza energia” zostaną zaprezentowane jesienią na III Polsko-Ukraińskim Forum Samorządowym w Kijowie. Organizatorzy liczą, że doświadczenia zebrane w czasie  realizacji tego pilotażu, umożliwią objęcie projektu znacznie większą liczbę ukraińskich jednostek gminnych.

Polska samorządność wzorem dla Ukrainy

Jak przypomina Dariusz Szymczycha doświadczenia polskiej samorządności nie po raz pierwszy są ważnym wzorcem dla Ukrainy. Polskie rozwiązania były już  przykładem w decentralizacji ukraińskiej władzy. Jest to tam jedna z najważniejszych obecnie przeprowadzanych reform. „Warto dzielić się z Ukrainą także innymi polskimi doświadczeniami i wykorzystywać potencjał, jaki jest we współpracy między Warszawą a Kijowem. Rozwój naszego wschodniego jest ważny także z punktu widzenia polskiego interesu i naszej gospodarki, dlatego trzeba go wspierać” – zauważa Szymczycha.

Sytuacja na globalnym rynku nieruchomości biurowych na koniec I kwartału 2018 roku.

Po bardzo dobrym 2017 roku globalny rynek biurowy utrzymał wysokie tempo rozwoju w pierwszych miesiącach 2018. Spada poziom pustostanów, a popyt sięgnął najwyższego od 2008 roku poziomu – 10 mln mkw. wynajętych na 96 rynkach. To wynik wyższy o 7% niż rok temu.

Globalny rynek biurowy rośnie w siłę

W perspektywie globalnej to Azja i Pacyfik odnotowały największy, aż 12-procentowy wzrost najmu rok do roku. W Europie, w I kw. 2018, wynajęto 3,1 miliona mkw., co stanowi wzrost o 6% rok do roku i o 23% w perspektywie ostatnich dziesięciu lat. Paryż odnotował w I kw. 2018 najwyższy popyt od 2006 roku, Londyn przekroczył oczekiwania – zapotrzebowanie na biura wzrosło o 8% rok do roku. Wielka piątka niemieckich lokalizacji biurowych odnotowała bardziej zrównoważony popyt w porównaniu do solidnego I kw. 2017 r. Globalne trendy znajdują odzwierciedlenie również na polskim rynku.

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

„W pierwszych trzech miesiącach tego roku podpisano umowy najmu na prawie 330 000 mkw., z czego ok. 127 000 mkw. przypadło na główne rynki poza Warszawą, w budowie znajdowało się natomiast 1,8 mln mkw. biur. Łącznie, zasoby biurowe w Polsce sięgają już 9,8 mln mkw. Nowa podaż – wliczając obiekty ukończone w pierwszym kwartale – w tym roku może sięgnąć nawet 800 000 mkw., dzięki czemu polski rynek biurowy już niebawem przekroczy granicę 10 mln mkw.”, mówi Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Ciekawym zjawiskiem jest wzrost popularności elastycznych powierzchni, zarówno wśród mniejszych firm, jak i korporacji.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Wartą uwagi jest ciągle rosnąca popularność elastycznych przestrzeni do pracy, dotyczy to zarówno Polski, jak i światowych rynków. Jak wynika z naszych analiz, na początku 2018 roku w ujęciu globalnym operatorzy coworkingowi byli kluczowym źródłem popytu na wynajem powierzchni biurowej. Ma to bezpośredni związek z zaostrzającą się rywalizacją o specjalistów – firmy szukają nowych sposobów, aby przyciągnąć i zatrzymać pracowników, a to pociąga konieczność dostosowania się do ich potrzeb i zapewnienia im środowiska pracy wspierającego produktywność i dobre samopoczucie. Coraz częściej na te oczekiwania odpowiadają oryginalne koncepty coworkingowe”, dodaje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Pozytywne wyniki I kw. 2018 sprawiły, że światowy rynek najmu znalazł się na dobrej drodze do kolejnego, solidnego roku, mimo że wskaźniki prawdopodobnie nie przekroczą ubiegłorocznych wyników.

Zmniejsza się ilość pustostanów, a wzrastają czynsze

Globalny wskaźnik pustostanów spadł o kolejne 20 pp osiągając tym samym poziom 11,7% w pierwszym kwartale roku, pomimo oddawania do użytku kolejnych projektów biurowych. Najniższy poziom zanotowano w Europie – 7%, czyli o ok. 3% mniej niż na polskim rynku. W rejonie Azji i Pacyfiku poziom pustostanów wynosi 10,9%.

Rozwój rynku nieruchomości biurowych znajduje swoje odzwierciedlenie w zmianach stawek czynszów prime, które wzrosły o 3,8% rok do roku.

Grupa MOL wchodzi na rynek smarów i olejów w Polsce

  • W ramach swojej ekspansji geograficznej, Grupa MOL wchodzi na polski rynek z ofertą blisko 900 nowych produktów – smarów i olejów.
  • W ofercie polskich dystrybutorów pojawią się m.in. oleje do pojazdów ciężarowych, maszyn rolniczych i budowlanych, samochodów osobowych i motocykli, a także środki smarowe stosowane w przemyśle.
  • Smary i oleje MOL spełniają najnowsze specyfikacje jakościowe, jednocześnie spełniając lub przewyższając obowiązujące standardy przemysłowe. Produkty te posiadają aprobaty wiodących producentów pojazdów, silników i maszyn, co jest potwierdzeniem ich jakości i wydajności.
  • Nowe produkty MOL będą dostępne poprzez sieć dystrybutorów w całej Polsce oraz w ramach sieci Slovnaft Partner składającej się z 80 partnerskich stacji paliw w południowej Polsce.

Warszawa, 21 czerwca 2018 r. – Węgierski koncern naftowy MOL wzmacnia swoją obecność w Polsce, wprowadzając na rynek portfolio blisko 900 nowych produktów pod markami MOL, MOL Dynamic i MOL Essence. Dzięki współpracy z siecią wiodących dystrybutorów w branży, oferta smarów i olejów MOL jest już dostępna na terenie całego kraju.

MOL Lubricants, spółka zależna należąca do Grupy MOL, należy do największych producentów i kluczowych dostawców środków smarowych w Europie Środkowo – Wschodniej. Firma jest właścicielem dwóch zakładów produkcyjnych oraz laboratoriów na Węgrzech i w Chorwacji, a także posiada 11 biur sprzedaży i 9 centrów logistycznych w całym regionie.

Obszar działalności MOL Lubricants skupia się na krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ale eksport obejmuje również inne kraje europejskie, takie jak Niemcy i Włochy, a także kraje Europy Wschodniej, takie jak Ukraina czy Rosja. Firma jest także aktywna w tak odległych krajach jak Tajwan, Chiny i Wyspy Cooka. Koncern jest wiodącym dostawcą wysokiej jakości markowych środków smarowych samochodowych i przemysłowych oraz powiązanych z nimi usług na rynku węgierskim, słowackim i chorwackim. Poprzez swoją rozbudowaną sieć dystrybutorów jest obecny w niemal 50 krajach na całym świecie, a średnie przychody Grupy z ogólnej sprzedaży markowych środków smarowych wynoszą ok. 130 mln EUR rocznie. Importerem produktów MOL Lubricants jest Spółka Slovnaft Polska należąca do Grupy MOL.

„Dotychczas oferta MOL Lubricants nie była obecna na polskim rynku. Polska dystrybucja naszych produktów to kolejny krok w drodze do wzmocnienia naszej pozycji w regionie. Jako kluczowy producent olejów i smarów jesteśmy obecni na większości rynków europejskich. Polska gospodarka należy do największych w tej części Europy, dlatego wejście na ten rynek było dla nas oczywistym krokiem dla strategicznego wzmocnienia pozycji naszej firmy w Europie Środkowo – Wschodniej.” – powiedział Szabolcs Vida, dyrektor generalny MOL Lubricants.

Historia MOL Lubricants sięga roku 1907, kiedy jeszcze pod nazwą Vacuum Oil Comapany rozpoczęła produkcję w węgierskim mieście Almasfuzito. W swojej ponad stuletniej historii zdążyła rozwinąć zaplecze technologiczne, umożliwiające ciągłe doskonalenie produkcji środków smarowych, tworząc bazę dla ekspansji w regionie.

Pozytywne nastawienie do inwestycji w Polski rynek olejów smarowych potwierdza najnowszy raport POPiHN. Według ekspertów, rynek olejów smarowych osiągnął w 2017 r. wielkość 227 tys. ton, czyli odnotował wzrost 1,62% rdr. Sprzedaż samych olejów silnikowych w Polsce wyniosła 108 tys. ton, z czego sprzedaż olejów silnikowych do pojazdów ciężarowych wzrosła o 7,7% rdr.

Dobre perspektywy dla dolara źle wróżą polskiemu złotemu

Spadki rentowności są kontynuowane wobec obaw o skutki potencjalnej wojny handlowej. Stabilizacja. W środę EURPLN utrzymywał okolice 4,315 zaś EURUSD lekko poniżej 1,16. Dobre perspektywy dla dolara źle wróżą polskiemu złotemu.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Środową sesję cechowała stabilizacja. Kurs EURPLN notowany był w okolicach 4,315. Od początku tygodnia krajowy rynek walutowy pozostaje w układzie typu risk-off. W dalszym ciągu w centrum uwagi znajdują się kwestie związane z wojną handlową na linii USA-Chiny. Każda (jak do tej pory) zapowiedź Waszyngtonu nałożenia ceł na produkty z Chin spotyka się z analogicznym ruchem ze strony Pekinu. Kurs EURUSD stabilizuje się po osiągnięciu 11-miesięcznych minimów poniżej 1,16.

Biorąc pod uwagę charakter konfliktu handlowego, trudno oczekiwać, aby awersja do ryzyka szybko ustąpiła. Perspektywy dla złotego nie wyglądają więc dobrze. Obecnie nie można wykluczyć, że najlepszym scenariuszem dla złotego będzie stabilizacja, sytuacja okołorynkowa przemawia bowiem za ruchem EURPLN powyżej 4,32.

Dolara wspiera nie tylko wysoka obecnie awersja do ryzyka, ale też doniesienia z seminarium bankierów centralnych w Sintrze, potwierdzające gołębie nastawienie EBC do polityki monetarnej (M. Draghi wyraził cierpliwość w podejmowaniu decyzji odnośnie terminu wzrostu kosztu pieniądza) i jastrzębie Fed-u (wg J. Powell’a przesłanki za podwyżkami stóp pozostają silne).

Dane z polskiej gospodarki nadal zaskakują pozytywnie. W środę GUS poinformował o poprawie w czerwcu zarówno obecnych jak i przyszłych nastrojów konsumentów. Niemniej również i tym razem dobre dane nie miały wpływu na notowania złotego. Podobnie może być też z czwartkową publikacja odczytów sprzedażowych (prognoza: w maju 6,6% r/r wobec 4,6% miesiąc wcześniej), gdyż PLN nadal pozostawać powinien pod wpływem słabych nastrojów z szerokiego rynku.

Na rynku stopy procentowej dominowały spadki rentowności obligacji. Polskie „dziesięciolatki” zdecydowanie przesunęły się poniżej 3,20% w okolice 3,16%. Naszym zdaniem do końca miesiąca papiery w tym terminie zapadalności będą oscylowały w okolicach 3,15% na co w dużym stopniu wpływać będą uwarunkowania lokalne, wspierane globalnym trendem spadkowym rentowności. W tym wypadku niewielki wpływ na notowania rynkowe miały dane o inflacji cen producenckich. Opublikowany we wtorek PPI dla Polski w maju zanotował wzrost do 2,8% r/r z 1,1%, natomiast niemieckie dane, które poznaliśmy w środę pokazały odbicie w kierunku 2,7% r/r z 2%. Jednak nie przyczyniło się to do wyraźnej reakcji rynkowej, gdyż wzrost PPI spowodowany był w dużym stopniu przez wyższe ceny ropy w tym okresie, co było już uwzględnione w wycenach papierów skarbowych.

Zagranicą wciąż odczuwane są napięcia związane z potencjalnymi wojnami handlowymi, co wspiera wyceny aktywów bezpiecznej przystani. Niemieckie i amerykańskie benchmarki 10-letnie notowane są obecnie poniżej odpowiednio 0,40% oraz 2,90%. Jednak dalsze spadki krzywych dochodowości mogą być ograniczone w związku ze stanowczą postawą Fed-u.

Wykres dnia: Inflacja cen producenckich odbiła w maju zarówno w Niemczech jak i w Polsce, na co wpływały rosnące w tym okresie ceny ropyInflacja cen producenckich odbiła w maju zarówno w Niemczech jak i w Polsce
Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

VI edycja IT Future Expo – TARGI IT & NOWYCH TECHNOLOGII DLA BIZNESU

IT Future Expo to VI edycja dorocznego spotkania elity polskiego IT, w całości poświęconego technologiom dla biznesu. To miejsce tworzenia się silnych relacji biznesowych. 16h merytoryki oraz wystąpienia najlepszych speakerów, pozwolą wyjść z głową pełną pomysłów i gotowych rozwiązań.

Jeśli chcesz:

  • dowiedzieć się co napędza branżę ?
  • poznać aktualne trendy w rozwoju technologii dla przedsiębiorstw
  • wymienić doświadczenia i najlepsze praktyki oraz nawiązać istotne partnerstwa

to wydarzenie jest dla Ciebie! Zainspiruj się targami z udziałem liderów rynku, które pozwolą również dokładnie przyjrzeć się obowiązującym trendom i nadchodzącym wyzwaniom dla biznesu, w obliczu dynamicznie pędzącej cyfryzacji. Spotkaniu towarzyszyć będzie również gala rozdania nagród IT Future Awards – wyróżniająca najlepsze rozwiązania i usługi IT w Polsce, wybrane przez internautów oraz czołowych CIO. Jeszcze do 17 lipca 2018, przyjmowane są zgłoszenia do konkursu www.liderzyit.pl

Organizatorzy przygotowali kolejne nowości i atrakcje. Oprócz sztandarowego wydarzenia towarzyszącego – IT Future Congress, w trakcie którego eksperci poruszą najważniejsze aspekty rozwoju branży. Będzie można odwiedzić specjalistyczne strefy tematyczne i bezpłatnie zasięgnąć porad specjalistów w zakresie newralgicznych zagadnień, wpływających na funkcjonowanie firmy.

Podczas tej edycji po raz pierwszy odbędzie się także debata z udziałem Ministerstwa Cyfryzacji oraz Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, której głównym celem jest poszerzenie sieci komunikacji pomiędzy twórcami technologii, a decydentami, w zakresie kształtowania polityki cyfryzacji  na poziomie lokalnym i transnarodowym. Tematem rozważań będzie odpowiedź na pytanie „Co zrobić, aby Polska dołączyła do grona najbardziej cyfrowych państw na świecie?Udział w debacie weźmie m.in. Karol Okoński – Podsekretarz Stanu – Ministerstwo Cyfryzacji, Piotr Czarnecki – Prezes Zarządu Raiffeisen Polbank, Jacek Niewęgłowski – Członek Zarządu – Play, Janusz Moroz – Członek Zarządu – Innogy Polska , a także przedstawiciele Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, którzy przekażą swoje pomysły w sprawie zakwalifikowania Polski do grona najbardziej cyfrowych państw na świecie.

Zapraszamy również do odwiedzenia stref specjalnych => IT Law Point, 3D & VR, IT Consulting Point oraz punktu porad w zakresie Dotacji UE na IT jeśli;

  • Nurtują Cię najnowsze regulacje Unii Europejskiej dotyczące ochrony danych osobowych?
  • Chcesz wiedzieć jak zabezpieczyć firmę przed wyciekaniem istotnych informacji na zewnątrz?
  • Od dawna masz w planach przeprowadzenie analizy polityki bezpieczeństwa organizacji?
  • Zastanawiasz się na rozwiązaniem, które efektywnie zoptymalizuje pracę firmy?
  • A może chcesz dowiedzieć się o najnowszych programach dotacji z Unii Europejskiej w zakresie dofinansowań na wdrażanie rozwiązań informatycznych?

it_Future_zdj_tło

Z nowości, warto też wspomnieć o strefie dronów, która po raz kolejny znajdzie się w programie tematycznym targów. W strefie tej będzie można dowiedzieć się o możliwościach wykorzystania tych bezzałogowych statków powietrznych w biznesie. Kluczowi gracze zademonstrują funkcje najnowszych urządzeń oraz przeprowadzą loty pokazowe, co będzie niewątpliwą atrakcją dla Zwiedzających.

Gościem Specjalnym targów będzie Przemysław Pająk, redaktor naczelny Spider’s Web, który poprowadzi inspirujące wystąpienie o tym co wie o nas Facebook i Google i czy to już początek końca prywatności na świecie. Chcesz dowiedzieć się więcej? Zarejestruj się bezpłatnie na wydarzenie już dziś: http://itfuture.pl/#REJESTRACJA Ilość darmowych miejsc ograniczona!

Podczas równolegle odbywającego się IT FUTURE CONGRESS wysłuchamy wystąpień ekspertów branżowych oraz liderów rynku, z którymi podzielimy wiedzę nt. obecnych wyzwań branży IT.  Wśród prelegentów m.in.: Krzysztof Wykręt – CIO w Hochtief Polska, Sebastian Starzyński – Prezes ABR Sesta czy Paweł Wawrzyniak – IT Architect w Nordea. Sponsorem Strategicznym wydarzenia jest firma Canon, a pozostałymi partnerami eventu: CA Technologies, Fast IT Solutions, Hewlett Packard Enterprise, VERTIV oraz APC by Schneider Electronics. Sprawdź kto jeszcze znalazł się w gronie wystawców: http://itfuture.pl/#sponsors i nie zapomnij o konieczności odrębnej rejestracji na kongres: http://itfuture.pl/rejestracja-na-kongres/

 

Atak DDoS na serwery Nazwa.pl

We wtorek, 19 czerwca 2018 r., miał miejsce jeden z największych ataków DDoS w polskim Internecie na infrastrukturę DNS firmy nazwa.pl, lidera usług hostingowych w Polsce. Incydent ten utrudnił Klientom spółki korzystanie z usług WWW i poczty. Atak DDoS jest najczęstszą formą stosowaną w celu zaburzenia funkcjonowania systemów sieciowych i może dotknąć każdego dostawcę usług. Administratorzy systemów nazwa.pl powstrzymali incydent, wykorzystując do tego narzędzia sieciowe wsparte najnowszym wdrożeniem, czyli technologią serwerów DNS Anycast.

DDoS – skrót od ang. Distributed Denial of Service – to rozproszony atak, który ma na celu zatrzymanie prawidłowego funkcjonowania usługi lub spowodowanie odmowy jej działania. Atak tego typu generuje sztuczny ruch tak, aby wykorzystać wszystkie wolne zasoby serwerów i doprowadzić do niedostępności usług. Do przeprowadzenia ataków służą między innymi botnety, czyli grupy komputerów zainfekowanych szkodliwym oprogramowaniem, pozostającym w ukryciu przed użytkownikiem i pozwalającym jego twórcy na sprawowanie zdalnej kontroli nad wszystkimi zarażonymi komputerami. Wykorzystanie przez przestępców zainfekowanych komputerów czyni źródło ataku DDoS niemożliwym do zlokalizowania, a wyśledzenie jego sprawców jest niezwykle trudne.

Ataki typu DDoS są jednym z największych problemów współczesnego Internetu, a ich skala rośnie z roku na rok. W ostatnim czasie spada średni czas trwania ataku DDoS. Obecnie trwa on najczęściej poniżej 30 minut, jednak mimo to nadal zdarzają się incydenty trwające nawet kilka dni. W przypadku ataku na serwery nazwa.pl, zdarzenie podzielone było na dwa etapy trwające: 30 minut – pierwszy incydent i 2 h i 20 minut – drugi incydent. Po zakończeniu głównego ataku pojedyncze boty atakowały system do końca dnia. W wyniku zdarzenia ruch na serwerach wzrósł dwudziestokrotnie w porównaniu z godzinami szczytu występującymi podczas codziennego funkcjonowania systemu.

Podczas wtorkowego zdarzenia administratorzy systemów nazwa.pl rozłożyli sztucznie generowany ruch na dodatkowe klastry serwerów utworzonych w wyniku migracji serwerów DNS do technologii Cloud – chmury. Dzięki temu serwery zostały połączone w klastry, dając możliwość szybkiego skalowania zasobów. Takie rozwiązanie pozwala na zwiększenie dostępnych zasobów w odpowiedzi na nagły wzrost sztucznego ruchu będącego wynikiem ataków generowanych przy pomocy wspomnianych wcześniej botnetów. Już w obecnej konfiguracji technologia serwerów DNS Anycast zastosowana w nazwa.pl jest w stanie obsługiwać kilka milionów zapytań na sekundę, co redukuje do minimum możliwość przeprowadzania podobnego ataku w przyszłości.

Dzisiaj stopy procentowe w Anglii, Norwegii, Szwajcarii

Rynki korzystają z kolejnej doby bez eskalacji napięć handlowych i przechodzą w tryb stabilnego wyczekiwania. Ucieczki od ryzyka już nie ma, ale też nie widać zapału do wskakiwania z powrotem na ryzykowne aktywa. Jesteśmy bliżej wakacyjnego zastoju, który dziś mogą zmącić decyzje trzech banków centralnych gospodarek rozwiniętych, choć oczekiwania przed nimi nie są wygórowane.

W Szwajcarii tamtejszy SNB odbywa kwartalne posiedzenie, ale spokojnie mógłby sobie zrobić przerwę przynajmniej do połowy przyszłego roku. Pomimo poprawy w danych o inflacji (1 proc. r/r w maju – najwyżej do 7lat) i PKB (2,2 proc. r/r w I kw.), bank ma inne sprawy na głowie. Włoski kryzys polityczny zatrzymał deprecjację franka i ściągnął EUR/CHF z 1,20 z powrotem do 1,15. Stąd SNB z pewnością podtrzyma obawy, że frank jest „wysoce wyceniany”. Wreszcie SNB nie zrobi nic, zanim EBC nie da pierwszy sygnału do normalizacji polityki stóp procentowych, a po supergołębim rezultacie posiedzenia EBC w ubiegłym tygodniu można się spodziewać, że także i SNB powstrzyma się od podwyżek przynajmniej przez rok.

Również Norges Bank powinien pozostawić główną stopę procentową bez zmian, choć norweski bank nie zamierza czekać ze zmianą nastawienia na EBC. W poprzednich miesiącach bank już zdążył zakomunikować, że szykuje się z podwyżką „na koniec lata tego roku”, co dla rynku oznacza wrzesień. Jakkolwiek nie oczekuję, aby Norges Bank dał wyraźne sugestie, że wrzesień jest TYM miesiącem, to jednak dotychczasowa retoryka powinna pozostać podtrzymana. Gołębie niespodzianki także są mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że wskaźniki koniunktury w Norwegii wskazują na siłę gospodarki i dobre perspektywy. NOK może w komunikacie znaleźć potwierdzenie do umocnienia i odreagowania słabości wynikłej z pogorszenia globalnego sentymentu.

Wreszcie Bank Anglii także nie powinien zmienić parametrów polityki (stopy procentowe, program skupu aktywów). Dotychczasowi zwolennicy podwyżki (McCafferty i Saunders) powinni pozostać przy swoim zdaniu, ale reszta komitetu zachowa swoje ostrożne podejście. Dane od ostatniego posiedzenia nie dają jasnych przesłanek, że drugi kwartał przynosi tak istotne odbicie po słabym starcie roku. Indeksy PMI odbiły, a ceny w przemyśle rosną, ale produkcja wytwórcza w kwietnia załamała się. Mimo to BoE pewnie chciałoby zdążyć z podwyżką przed rozstrzygnięciami (lub zamieszaniem z powodu ich braku) negocjacji Brexitu, co nastąpi w październiku/listopadzie. Z tego względu nadzieje na podwyżkę w sierpniu nie gasną, ale BoE dziś raczej nie da sugestii, czy jest to bardziej lub mniej realne. Jednak nawet niewielkie zmiany w treści komunikatu dotyczące oceny aktywności gospodarczej mogą być istotne dla dzisiejszego zachowania GBP. Asymetria ryzyka wyraża przewagę na korzyść funta, gdyż neutralny komunikat nie zakłóci rosnących oczekiwań na sierpniową podwyżkę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Platforma technologiczna GIVT wchodzi na europejski rynek branży lotniczej

Rynek lotniczy bardzo się zmienia i rozwija. W 2004 roku weszło w życie rozporządzenie WE 261/2004, które miało go zdyscyplinować. Na podstawie rozporządzenia w przypadkach, kiedy z winy linii lotniczej lot opóźnia się ponad 3 godziny lub jest odwołamy, pasażerowie powinni otrzymywać należne im odszkodowania. Mimo, że regulacja istnieje od kilkunastu lat, a lotów jest coraz więcej – niewiele osób ma świadomość swoich praw i korzysta z przysługującego im odszkodowania. GIVT postawił sobie za cel wzmocnienie pozycji pasażerów w relacji do linii lotniczych i stworzył platformę technologiczną, która ułatwia uzyskanie należnego odszkodowania. Jednym z zadań, które stawia sobie GIVT jest wyrównanie praw pasażera w stosunku do przewoźników, którzy z definicji są silniejszą stroną.

– Naszą misją jest nie tylko uświadomienie pasażerów o przysługujących im rekompensatach, ale także jak najszybsze dostarczenie im gotówki, która w przypadku odwołanych lotów zamienia problemy związane z podróżą na miłe zaskoczenie – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Podoba, prezes GIVT – Pierwszego pasażera, który miał problem z linią lotniczą firma przyjęła w lipcu zeszłego roku. Od tego czasu spółka obsłużyła kilkanaście tysięcy klientów. Za kilka lat GIVT chce obsługiwać dziesiątki tysięcy pasażerów na terenie całej Unii Europejskiej i nie tylko. Spółka rozpoczęła działalność w Bułgarii i Rumunii. Wkrótce będzie obecna w większości krajów unijnych. W najbliższych tygodniach GIVT zacznie obsługiwać klientów w kolejnych pięciu językach oprócz angielskiego. Do zrealizowania tego planu potrzebna jest inwestycja w technologie, wiedza, jak oceniać loty oraz relacje i siła negocjacji z liniami lotniczymi. Wymaga to odpowiedniego zaplecza finansowego. Na początku przedsięwzięcie udało się sfinansować z własnych środków, później dołączyło kilkunastu inwestorów indywidualnych, a ostatnio wsparcia udzieliła rodzina Zaleskich. Funkcję przewodniczącej rady nadzorczej spółki objęła Helene Zaleski, która ma bardzo bogate doświadczenie biznesowe. Wcześniej wspierała już w Polsce projekty działające na dużą skalę. Jej osobiste zaangażowanie potwierdza wiarę w to, że GIVT może rozwijać się jeszcze szybciej – ocenił Podoba.

DNB: Kryzys gospodarczy na razie nam nie grozi. Czekające nas spowolnienie powinno być łagodne

Według agencji ratingowej Fitch, wzrost PKB dla Polski na ten rok ma wynieść 4,4 proc., a w skali globalnej będzie to 3,3 proc. Coraz częściej mówi się, że po kilku latach bardzo dobrej koniunktury gospodarczej wystąpiły symptomy „przegrzania” gospodarki, które może skutkować spowolnieniem. Zdaniem uczestników debaty „Rynek bankowy 10 lat po Lehman Brothers” na razie obserwujemy niewiele sygnałów, które mogłyby świadczyć o powtórce kryzysu o skali porównywalnej do tego z 2008 r. To co może niepokoić to wciąż niewielki ruch w obszarze inwestycji prywatnych oraz sytuacja na rynku pracy. W opinii uczestników debaty, poziom zadłużenia w polskiej gospodarce jest niski – mamy dużą nadpłynność sektora bankowego, dlatego trudno wyobrazić sobie poziom finansowania, którego polskie banki nie byłyby w stanie zapewnić.

Zdaniem zdecydowanej większości uczestników panelu, reprezentantów polskiego sektora bankowego, w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy pozostaniemy w cyklu wzrostu PKB, dobrej koniunktury w sektorze przedsiębiorstw oraz niskich kosztów ryzyka. – Jesteśmy w tej chwili dziesięć lat po wielkim kryzysie finansowym, który wstrząsnął gospodarką w skali makro i mikro. To naturalne, że coraz częściej pojawiają się pytania, kiedy nastąpi kolejny kryzys, ale nic nie wskazuje na to, by miało to nastąpić w najbliższym czasie – mówi Piotr Biernacki, Dyrektor Departamentu Finansowania Strukturyzowanego i Projektowego, DNB Bank Polska. – Możemy się spodziewać co najwyżej spowolnienia gospodarczego, ale raczej nie w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Naszym zdaniem powinno ono mieć łagodny charakter – dodaje.

Dlaczego wciąż rating „A-”

Z wyliczeń analityków agencji ratingowej Fitch wynika, że w tym roku wzrost poziomu PKB na świecie wyniesie 3,3 proc., a w Polsce będzie to 4,4 proc. W ostatnich tygodniach agencja ogłosiła aktualizację ratingu dla Polski, który utrzymała na poziomie „A-”, a jego perspektywę  określono  jako stabilną. – Rating odzwierciedla silne fundamenty makroekonomiczne w Polsce, wspierane przez solidny sektor bankowy. Poziom ratingu jest natomiast ograniczony niskim PKB na mieszkańca oraz wysokim, choć malejącym, zadłużeniem zagranicznym netto, które wynosi obecnie 31 proc. PKB podczas gdy mediana wynosi 12,7 proc. – tłumaczy Małgorzata Kleniewska-Wodtke, Prezes Zarządu Fitch Polska.

Rozpędzony rynek kredytów

Zdaniem Fitch, w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy należy spodziewać się w krajach Europy Środkowej przyspieszenia akcji kredytowej, choć nie dla wszystkich państw będzie ono na jednakowym poziomie. Fitch spodziewa się, że w Polsce tempo wzrostu akcji kredytowej przyspieszy w 2018 r. do 7 – 8 proc. przy założeniu stabilnych kursów wymiany walut. Produkty o wyższej marży, głównie kredyty konsumpcyjne i MŚP, będą nadal głównym celem banków i w związku z tym agencja oczekuje, że będą najszybciej rosnącymi składnikami portfeli kredytowych. Fitch przewiduje stabilny wzrost poziomu kredytów korporacyjnych i detalicznych kredytów hipotecznych.

Firmy są nadal relatywnie ostrożne w zaciąganiu nowych kredytów i banki muszą wykonać pracę, by ich do tego zachęcać. Skala inwestycji musiałaby być znacząco wyższa, żeby popyt na kredyt mocno się zwiększył.

W opinii uczestników debaty, polska gospodarka charakteryzuje się niskim poziomem lewarowania. Trudno wyobrazić sobie poziom kredytów, którego polskie banki nie byłyby w stanie pokryć. – Nadpłynność sektora bankowego i konkurencja powodują, że warunki finansowania są zbyt agresywne, a banki zmuszone są je akceptować. Biznes bankowy jest trudny, więc nie jest łatwo uzyskiwać dobre marże, które są i tak relatywnie niższe niż w Europie – mówi Piotr Biernacki.

Dziś trudno wyobrazić sobie sytuację, w której banki nie byłby wstanie podażowo zaspokoić zapotrzebowania na kredyty. – To co nas bardziej martwi, to ograniczona rola, którą w finansowaniu polskich przedsiębiorstw odgrywa rynek obligacji oraz rynek giełdowy. Prowadzi to do sytuacji, w której banki są zmuszone brać na siebie zwiększony poziom ryzyka, który na bardziej dojrzałych rynkach wzięliby na siebie inwestorzy instytucjonalni lub akcjonariusze – tłumaczy Piotr Biernacki.

Uczestnicy debaty „Rynek bankowy 10 lat po Lehman Brothers.” zgodni są co do tego, że kolejne 12 m-cy nie przyniesie ożywienia na warszawskiej giełdzie. Nie będziemy obserwowali nowych IPO, a raczej większą aktywność w zakresie delistingu, czyli wycofywania firm z publicznego obrotu.

Zbyt niskie bezrobocie nie pomaga

Wciąż niewystarczający poziom inwestycji prywatnych to, zdaniem uczestników debaty, poważny powód do niepokoju zarówno dla rządzących, jak biznesu. Z danych GUS wynika, że w pierwszym kwartale tego roku wzrosły one o 8,1 proc. r/r, co jest wciąż poziomem niesatysfakcjonującym, biorąc pod uwagę słabe lata 2016 i 2017. Podstawą wzrostu gospodarczego pozostaje więc konsumpcja prywatna oraz inwestycje sektora publicznego. Kolejne społeczne programy rządowe, chociażby jak ten dotyczący wyprawki szkolnej oraz lata wyborcze, począwszy od jesiennych wyborów samorządowych, zapewne nie zmienią tego obrazu Zdaniem ekspertów, niepokojąca jest sytuacja na rynku pracy. Bezrobocie spadło w kwietniu do 6,3 proc., a według metodologii Eurostatu było to nawet 3,8 proc. Ze względu na brak rąk do pracy firmy bardzo ostrożnie będą podchodzić do nowych inwestycji.

Osobnym wyzwaniem pozostaje niezmiennie niepewna sytuacja geopolityczna, która również może wywołać wstrząsy w gospodarce i doprowadzić do kryzysu.

Polacy stworzyli prototyp drukarki 3D z wbudowanym skanerem 3D. Za pomocą jednego przycisku umożliwi powielanie niedużych przedmiotów

Polacy stworzyli prototyp drukarki 3D z wbudowanym skanerem 3D. Za pomocą jednego przycisku umożliwi powielanie niedużych przedmiotów 8

Studenci Politechniki Wrocławskiej opracowują drukarkę 3D z wbudowanym, trójwymiarowym skanerem. Dzięki takiemu rozwiązaniu urządzenie pozwoli za pomocą jednego przycisku powielić dany przedmiot. Skanowane przedmioty i projekty przechowywane mają być w chmurze, co pozwoli w każdym momencie do nich powrócić. Instrukcja obsługi w rozszerzonej rzeczywistości pozwoli obsługiwać drukarkę każdemu użytkownikowi.

– ScanPi to replikator obiektów przestrzennych. Mamy w nim więc pierwszą komorę służącą do skanowania, gdzie uzyskujemy cyfrowy model przestrzenny obiektu. W kolejnej komorze możemy ten element powielić, czyli wydrukować. Zeskanowane elementy możemy albo przechowywać na dyskach zewnętrznych (do siedmiu urządzeń – przyp.red.) typu pendrive czy karty SD. Elementy te można zapisać również w chmurze, a potem odtworzyć je na przykład po roku lub dwóch latach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartosz Poskart z Politechniki Wrocławskiej.

Na rynku dostępne są podobne rozwiązania takie jak XYZprinting da Vinci. To również drukarka 3D wyposażona w dwugłowicowy skaner umożliwiający stworzenie cyfrowej repliki przedmiotu w czasie około pięciu minut. Cena urządzenia to około 3 500 złotych. Rozwiązanie proponowane przez studentów Politechniki Wrocławskiej ma jednak iść o krok dalej. Za pomocą jednego przycisku możemy zeskanować i wielokrotnie wydrukować żądany przedmiot. Pomyślano także o przeciętnym użytkowniku. Dzięki instrukcji obsługi wykonanej w technologii rozszerzonej rzeczywistości, każdy będzie w stanie obsługiwać urządzenie.

– Drukarka ma samouczek oparty na rozszerzonej rzeczywistości, który pokazuje użytkownikowi, w jaki sposób przejść przez etapy skanowania i drukowania w bardzo przystępny sposób. Do drukarek dostajemy najczęściej grubą, nieporęczną instrukcję użytkownika, która często ląduje w śmietniku lub po roku nie wiemy, gdzie jest. W ScanPi możemy z panelu dotykowego pobrać aplikację, która krok po kroku wyjaśnia, jak wykonać pierwszy skan, pierwszy wydruk – mówi Bartosz Poskart.

W ScanPi wdrożono także internet rzeczy. Urządzenie oferuje usługi serwerowe, które pozwalają na przechowywanie modeli i informacji procesowych, czyli informacji pochodzących z czujników, na przykład o tym, czy komora skanowania jest otwarta, o obecności przedmiotu w komorach czy o temperaturach wewnątrz komór. Replikator może znaleźć zastosowanie w wielu dziedzinach.

– Może to być na przykład przemysł. Możemy zeskanować np. zębatki, wały, tuleje, a potem te wszystkie elementy przetrzymywać na serwerze. W momencie, kiedy taki element ulegnie awarii, drukujemy go i po dwóch godzinach maszyna znowu działa. W ten sposób oszczędzamy dużo pieniędzy, utrzymując ciągłość produkcji – mówi przedstawiciel projektu ScanPi.

Przedsięwzięcie ma jak na razie charakter projektu studenckiego, ale jego twórcy myślą o powołaniu do życia start-upu.

Z szacunków MarketsandMarkets wynika, że rynek druku 3D do 2023 roku osiągnie wartość niemal 26 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu ma oscylować w granicach 26 proc.

Na rynek trafiają dotykowe hologramy. Rewolucyjna technologia znajdzie zastosowanie w szpitalach, autach i reklamie

Na rynek trafiają dotykowe hologramy. Rewolucyjna technologia znajdzie zastosowanie w szpitalach, autach i reklamie 9

Już wkrótce technologie, które nie tylko wyświetlają obrazy w powietrzu, lecz także pozwalają na interakcję z nimi – podobnie jak przy panelu dotykowym – staną się codziennością. Dotykowe hologramy wykorzystują światło emitowane przez specjalne panele LCD, a reagują na dotyk dzięki czujnikom jonowym. Technologia znajdzie zastosowanie wszędzie tam, gdzie ekrany dotykowe powinny być sterylne, np. szpitalach, restauracjach czy rafineriach ropy naftowej. To także doskonały nośnik reklamy. W przyszłości dotykowe hologramy będzie można znaleźć w najnowszych samochodach.

Hologramy to technologia przyszłości. Ich zastosowanie ograniczone jest właściwie jedynie kreatywnością użytkowników. Na rynku pojawiają się już coraz bardziej zaawansowane technologie, pozwalające wyświetlić trójwymiarowego człowieka. Japońska firma Aska3D idzie o krok. Stworzyła hologram z interfejsem dotykowym, który można kontrolować za pomocą rąk.

– W tworzonych przez nas wyświetlaczach holograficznych stosujemy szkło poddawane szczególnej obróbce, zawierające tysiące mikroluster. Ekran LCD zostaje ustawiony pod kątem 45 stopni, dzięki czemu światło emitowane przez monitor odbija się od szkła, a powstałe wewnątrz wiązki wychodzą na zewnątrz. W ten sposób powstają obrazy, które możemy zobaczyć. W celu wytworzenia pola stosujemy czujniki jonowe. W momencie dotknięcia palcem jony ulegają rozproszeniu  – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kazuhiro Yamamoto z Aska3D.

Technologia opracowana przez Aska3D wysyła światło emitowane przez obraz lub obiekt za pomocą specjalnej szklanej płytki i zbiera je po drugiej stronie płytki w takiej samej odległości. W ten sposób powstaje obraz identyczny z oryginałem. Rozmiar wyświetlanego obrazu i odległość, przy której obraz może być wyświetlany, zależą od wielkości płyty. Kąt padania i wynurzenia mają ten sam kąt odbicia, a płytka działa jako powierzchnia projekcyjna do wyświetlania obrazów w powietrzu w stosunku 1: 1.

Szklane płyty ASKA3D osiągają wysoką jakość obrazowania i duże obrazy w powietrzu. Firma opracowuje też plastikowe płyty. Choć mają nieco słabszą jakość obrazowania, mogą być dostarczane w dużych ilościach. Możliwość wejścia w interakcję z obrazem holograficznym tak jak ze zwykłym ekranem dotykowym, może znaleźć zastosowanie w wielu miejscach i dziedzinach.

– Urządzenie znajduje zastosowanie m.in. w restauracjach, gdzie mamy do czynienia z drobnoustrojami. Część osób nie chce użytkować ekranów, które ktoś dotykał już wcześniej. Kolejnym obszarem zastosowania są zakłady produkcyjne, w tym rafinerie ropy naftowej. Pracownicy wykonujący swoją pracę mogą korzystać z ekranu dotykowego nawet, gdy mają zabrudzone dłonie. Ekrany można stosować także w branży motoryzacyjnej ‒ w konsolach środkowych samochodów luksusowych, a także w szpitalach dla zachowania większej higieny – wymienia ekspert.

Jak szacują analitycy researchandmarkets.com, globalny rynek wyświetlaczy holograficznych będzie warty w 2023 r. ponad 7,6 mld dolarów. Tempo średniorocznego wzrostu w najbliższych pięciu latach przekroczy 28 proc.

Technologia zmienia branżę handlową. W sklepach przyszłości nie będzie kas, a w zakupach będzie pomagał wirtualny doradca

Technologia zmienia branżę handlową. W sklepach przyszłości nie będzie kas, a w zakupach będzie pomagał wirtualny doradca 10

Blisko połowie konsumentów zdarzyło się zrezygnować z zakupów, ponieważ kolejka do kasy w sklepie była zbyt długa – wynika z badań przeprowadzonych dla MasterCard. Klienci chcą większej wygody, dlatego duża część retailerów wdraża już nowe technologie i innowacje, które mają ją zapewnić. Sklepy bez kas, inteligentne koszyki, płatności bezgotówkowe, spersonalizowane oferty czy wirtualni doradcy – tak według konsumentów będą wyglądać sklepy za kilka lat. 

– Sklep przyszłości będzie miejscem, w którym będzie zachodzić komunikacja pomiędzy półkami, towarami, sprzętem a konsumentem. Strefa kasowa będzie wyposażona wyłącznie w kasy samoobsługowe. Regały będą się komunikować z klientem, który przechodzi obok, a nawigacja będzie połączona ze smartfonem, podobnie jak karty lojalnościowe. Można na nich umieścić informację o płci i wieku konsumenta, a także jego upodobaniach, dzięki czemu operator będzie mógł zaproponować mu coś ciekawego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anatolii Khodziuk, prezes zarządu Modern Expo.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Czy Polacy są gotowi na sklepy bez kas?” przeprowadzonego na zlecenie MasterCard, sklepowe kolejki to dla 47 proc. konsumentów najbardziej frustrujący element codziennych zakupów, który pochłania średnio aż 18 minut. Blisko połowie badanych zdarzyło się w ogóle zrezygnować z zakupów, ponieważ kolejka była zbyt długa. W wielu supermarketach powszechnym widokiem są już samoobsługowe kasy, ale technologia idzie naprzód i w coraz większym stopniu zmienia branżę retail. Wymuszają to oczekiwania klientów – zwłaszcza młodszego pokolenia – przyzwyczajonego do nierozstawania się ze smartfonem.

– Najwięksi operatorzy i retailerzy już zaczynają wprowadzać wiele nowinek powiązanych z najnowszymi technologiami. Przykładem są self-checkouty, czyli kasy samoobsługowe, które mogą zastąpić pracę kasjera. Mogą to być również kasy hybrydowe, które pracują z kasjerem, ale w godzinach szczytu i dużych kolejek mogą być obsługiwane bezosobowo – mówi Anatolii Khodziuk.

Z badania „Przyszłość zakupów. Najważniejsze trendy w retail dziś i w 2030 roku”, przeprowadzonego przez Comarch i Kantar TNS, wynika, że kluczem do zakupów przyszłości jest digitalizacja. Większość konsumentów (86 proc.) sądzi, że do końca przyszłej dekady kasy sklepowe zostaną całkiem zastąpione przez elektroniczne i mobilne płatności, a tradycyjni sprzedawcy zostaną zastąpieni osobistym, wirtualnym doradcą (61 proc.). 87 proc. klientów jest przekonanych, że większość sklepów będzie im zapewniać cyfrowe usługi i rozwiązania.

– Smartwózek może sczytać kod, rozpoznać towar i od razu wszystko policzyć. Przy takim wózku nie ma potrzeby podchodzenia do kasy – transakcja zakupu odbywa się natychmiastowo, nie trzeba podchodzić do kasy – można zapłacić telefonem. Z każdym dniem to rozwiązanie staje się coraz popularniejsze – mówi Anatolii Khodziuk.

Na podstawie badania przyzwyczajeń konsumenta i analizy big data sklep może tworzyć i podsuwać spersonalizowane dla niego oferty i promocje w czasie rzeczywistym. Jak wynika z badań, w Polsce 44 proc. konsumentów chciałoby otrzymywać takie spersonalizowane oferty, ułożone w oparciu o ich dane osobowe i dotychczasowe preferencje. To zainteresowanie jest największe (58 proc.) w najmłodszej grupie wiekowej między 18 a 24 rokiem życia.

– Kiedy klient przechodzi pomiędzy regałami, półki komunikują się z nim, wysyłając na smartfon informacje o interesujących go produktach czy nowych ofertach. To właśnie interakcja i komunikacja z klientem w środku sklepu jest przyszłością. Dzięki badaniu biometrycznemu konsumenta, można poprowadzić i zmapować miejsca, na które klient zwraca uwagę. Mając taką mapę, można przeanalizować i zaproponować mu coś, co zaspokoi jego potrzeby i oczekiwania – mówi prezes zarządu Modern Expo.

Technologia daje możliwość zbadania „zimnych” i „gorących” miejsc w sklepie, które najczęściej przyciągają wzrok i uwagę konsumentów. Mając takie dane, można nie tylko budować atrakcyjne oferty, lecz także odpowiednio planować ekspozycje i sterować sprzedażą. Rozwiązania technologiczne pozwalają też na bieżąco śledzić stan towaru na półkach i wysyłać automatyczne komunikaty o zapotrzebowaniu, jeżeli jakiegoś artykułu zaczyna brakować.

– Praca ludzka w takim sklepie przyszłości będzie minimalna – choć nie uważam, że w ogóle stanie się niepotrzebna. Niektóre typy sklepów mogą pracować autonomicznie, ale raczej będą to sklepy convenience, z limitowaną liczbą towarów. One już istnieją, przykładem jest Amazon Go – sklep, który pracuje bez kas i w którym nie jest wykorzystywana praca ludzka – mówi Anatolii Khodziuk.

Brak rąk do pracy i wzrost cen materiałów budowlanych windują ceny mieszkań

Brak rąk do pracy i wzrost cen materiałów budowlanych windują ceny mieszkań 11

Produkcja budowlano-montażowa rośnie w tempie dwucyfrowym od miesięcy, a firmy z branży budowlanej odczuły poprawę koniunktury. Gwałtowny wzrost popytu na materiały budowlane wywołał jednak skok w ich cenach. Sytuację dodatkowo pogarsza wzrost cen gruntów i brak rąk do pracy. Branża posiłkuje się pracownikami zza wschodniej granicy – szacuje się, że już teraz na polskich budowach pracuje ponad milion Ukraińców i Białorusinów. Prezes Unibepu Leszek Gołąbiecki ocenia, że budżety deweloperów są pod presją, co będzie się znacząco przekładać na ceny mieszkań, zwłaszcza tych najtańszych. 

– Sytuacja na rynku budowlanym jest w ostatnich latach bardzo dynamiczna. Mamy do czynienia z dużą liczbą zamówień, zarówno w budownictwie mieszkalnym, jak i infrastrukturalnym. Po zapaści rynku budowlanego w 2016 roku produkcja budowlano-montażowa bardzo dynamicznie wzrosła. A to przełożyło się to na wzrost płac i cen materiałów budowlanych, kłopoty z ich dostępnością, w szczególności kruszyw w branży infrastrukturalnej, a także na brak rąk do pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Leszek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep.

Produkcja budowlano-montażowa już od miesięcy rośnie w dwucyfrowym tempie. Pierwszy kwartał przyniósł 26-proc. wzrost w skali roku, natomiast w kwietniu i w maju – według danych GUS – dynamika oscylowała wokół 20 proc. rdr. Boom w budownictwie to dobra informacja dla całego rynku, ale ma tez swoje minusy, ponieważ duży i gwałtowny wzrost popytu na materiały budowlane powoduje wzrost ich cen, a tym samym rosną koszty całości inwestycji.

Większość firm budowlanych boryka się w obecnie nie tylko ze wzrostem cen usług podwykonawców, lecz także z niską podażą siły roboczej. Sytuację w branży budowlanej ratują pracownicy z Ukrainy i Białorusi. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w zeszłym roku wydano już ponad 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi – to prawie 40-proc. wzrost rok do roku. Zdecydowana większość (94 proc.) dotyczyła obywateli Ukrainy. W budownictwie, gdzie w ubiegłym roku pracowało 214 tys. Ukraińców, wzrost rok do roku wyniósł 34 proc.

– Widać, że mamy teraz rynek pracownika, rynek podwykonawcy. Jako grupa Unibep od lat dobrze radziliśmy sobie z naszymi podwykonawcami, zarówno w złych, jak i dobrych czasach dla budownictwa. To dzięki terminowym płatnościom i uczciwej współpracy. Poza tym mamy dostęp do siły roboczej na Białorusi i Ukrainie, ponieważ od wielu lat jesteśmy obecni na rynkach wschodnich. Bez nich polskie budownictwo miałoby bardzo duże problemy. Już teraz ocenia się, że ponad milion Ukraińców i Białorusinów pracuje na polskich budowach – podkreśla Leszek Gołąbiecki.

Prezes zarządu Unibep ocenia, że w dłuższej perspektywie ceny podwykonawstwa i materiałów budowlanych utrzymają się na obecnym poziomie i nie będą podlegać znaczącym wahaniom. Natomiast podwyższone koszty mogą się odbić – i to dość znacząco – na cenach mieszkań. Sytuację dodatkowo pogarsza wzrost cen gruntów – szczególnie na rynku warszawskim, poznańskim czy trójmiejskim, przez co budżety deweloperów są pod presją. Deweloperzy mogą albo zmniejszyć swoje marże, albo podnieść cenę mieszkań.

– Brak rąk do pracy i wzrost cen odbił się na budżetach wszystkich generalnych wykonawców. Te marże z pewnością spadły i będzie to jeszcze obserwowane na przełomie 2018 i 2019 roku. Natomiast wszyscy już uwzględniają w ofertach te wyższe ceny, które obowiązują na rynku. W mojej ocenie one nie ulegną zmianie – znacząco nie spadną i nie wzrosną. Natomiast obserwowany wzrost kosztów robocizny i materiałów musi się odbić dość znacząco na cenie mieszkań. W mojej opinii w szczególności ceny tych tańszych mieszkań muszą wzrosnąć, aby zrównać wzrost kosztów wykonawstwa i gruntów –mówi Leszek Gołąbiecki.

Polscy pacjenci onkologiczni mają mniejsze szanse na wyzdrowienie niż chorzy w innych krajach europejskich. Brakuje nowoczesnych metod leczenia i wsparcia psychologów

Polscy pacjenci onkologiczni mają mniejsze szanse na wyzdrowienie niż chorzy w innych krajach europejskich. Brakuje nowoczesnych metod leczenia i wsparcia psychologów 12

Według prognoz choroby nowotworowe dotkną co czwartego Polaka. Szanse polskich pacjentów na wygraną walkę z chorobą wciąż są jednak ograniczone, głównie z powodu późnej diagnostyki i trudnego dostępu do nowoczesnych terapii. Co więcej, w polskich szpitalach nadal brakuje odpowiedniej opieki psychoonkologicznej.

Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że najczęściej występującym nowotworem jest nowotwór płuc i jelita grubego. Kobiety chorują też na raka piersi, a mężczyźni na raka prostaty. Zgodnie z danymi WHO na świecie co roku diagnozuje się choroby nowotworowe u ponad 14 mln osób. W Polsce, według Krajowego Rejestru Nowotworów, rocznie przybywa ponad 150 tys. nowych chorych. Liczba ta zwiększyła się dwukrotnie w ciągu ostatnich trzech dekad. Według prognoz trend wzrostowy utrzyma się w kolejnych latach.

– Statystyka niestety jest nieubłagana. Co czwarty Polak zostanie dotknięty chorobą nowotworową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Z raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny za 2016 rok wynika, że rocznie choroby nowotworowe zabijają prawie 100 tys. Polaków, jest to jeden z najwyższych wskaźników umieralności w Europie. Równie niekorzystnie Polska wypada pod względem pięcioletnich przeżyć, odsetek tych pacjentów wynosi nieco ponad 40 proc., podczas gdy w większości krajów europejskich przekracza 54 proc. Mniejsze szanse polskich pacjentów na wygraną walkę z chorobą onkologiczną to efekt niedostatecznej liczby wyspecjalizowanych ośrodków medycznych, zbyt późnej diagnostyki, ograniczonego dostępu do nowoczesnego leczenia oraz braku opieki skoordynowanej.

– Najważniejsze jest to, aby z czyjąś pomocą ułożyć mapę choroby. Popełniłem ten błąd, że byłem kompletnie zdezorientowany i właściwie każdy zespół lekarzy brał inicjatywę w swoje ręce, co okazało się dla mnie nie takie znowu dobre – mówi Jerzy Stuhr, Stowarzyszenie Wspierania Onkologii Unicorn.

Skalę problemu w polskim systemie ochrony zdrowia dostrzega też sektor niepubliczny, który rozwija kompetencje oraz infrastrukturę pozwalającą leczyć pacjentów z chorobą nowotworową. Przykładem jest należący do Grupy LUX MED szpital Magodent, który funkcjonuje w modelu skoordynowanej opieki. Obowiązuje tu Szybka Ścieżka Onkologiczna, która umożliwia pacjentowi z podejrzeniem choroby onkologicznej bezzwłoczne otrzymanie karty DiLO i włączenie go pod opiekę koordynatora. Nad przebiegiem leczenia czuwa pielęgniarka prowadząca, która sprawuje opiekę nad chorym od momentu przyjęcia do szpitala

– Jest to model primary nursing, oparty o model brytyjski, w którym pielęgniarka pełni rolę osoby prowadzącej opiekę nad pacjentem i zajmuje się nim od momentu pojawienia się w szpitalu do momentu wypisu. Jesteśmy jedyną organizacją, która wprowadziła w Polsce to rozwiązanie na taką skalę  – mówi Anna Rulkiewicz.

Choroba onkologiczna wiąże się z wieloma problemami emocjonalnymi, m.in. lękiem, złością i depresją. Holistyczne podejście do pacjentów obejmuje więc opiekę psychologiczną pozwalającą pacjentowi i jego rodzinie zaadaptować się do nowej sytuacji, zrozumieć naturę choroby i pokonać strach. Odpowiednie wsparcie psychologiczne korzystnie wpływa na przebieg leczenia i zwiększa szanse pacjenta na wygranie z chorobą.

– Lekarzowi jest łatwiej leczyć pacjenta, który nie jest wystraszony, nie boi się. Z takim pacjentem jest zupełnie inna rozmowa. Bardzo zachęcamy, żeby lekarze posyłali do nas pacjentów, szczególnie takich, którzy są już po diagnozie i czekają na leczenie. Przychodzą do nas, a my uwalniamy ich od lęków –mówi Barbara Stuhr, Stowarzyszenie Wspierania Onkologii Unicorn.

Psychoonkologia jest dziedziną relatywnie młodą. W Polsce dopiero w 1992 roku rozpoczęło działalność Polskie Towarzystwo Psychoonkologiczne, którego celem jest wspieranie chorych i ich rodzin podczas leczenia, i mimo że dość prężnie się rozwija, powstają nawet studia podyplomowe przeznaczone dla studentów kierunków medycznych, to dziś w polskich szpitalach nadal brakuje odpowiedniej kadry mogącej zapewnić pacjentom odpowiednie wsparcie psychologiczne.

– Na gruncie krakowskim w szpitalach jest dramatycznie mało psychologów. Rozmowa psychoonkologa z pacjentem, który za moment idzie na operację, jest nie do przecenienia. Ten pacjent zupełnie inaczej później funkcjonuje  – mówi Barbara Stuhr.

– Do mnie zwracali się lekarze, żebym pomógł przy jakimś pacjencie, z którym oni sobie nie mogli dać rady. „Jak Pan do niego coś powie, to może to pomoże, bo Pan to przeżył” – mówią. A przecież ja nie jestem fachowcem, a psychoonkolog natychmiast by wiedział, jak odblokować tego pacjenta, żeby chciał żyć – dodaje Jerzy Stuhr.

W procesie opieki nad pacjentem istotną rolę odgrywają nie tylko doświadczeni psychoonkolodzy, lecz także różnorodne grupy wsparcia. Grupa LUX MED współpracuje w tym zakresie z organizacjami pacjenckimi, takimi jak Fundacja OnkoCafe – Razem Lepiej. Model kompleksowej opieki medycznej wspierany jest przez nowoczesną infrastrukturę.

– Dbamy nie tylko o zdrowie psychiczne samego pacjenta, lecz także dbamy o jego rodzinę. Kluczowa jest tu rola psychoonkologów i organizacji pacjenckich. Cały ten model wspierany jest przez bardzo dobrą, przyjazną i nowoczesną infrastrukturę – dodaje Anna Rulkiewicz.

Nowe trendy w motoryzacji zmieniają branżę oponiarską. Przyszłością są inteligentne opony z czujnikami

Nowe trendy w motoryzacji zmieniają branżę oponiarską. Przyszłością są inteligentne opony z czujnikami 13

Carsharing, elektromobilność i samochody autonomiczne to główne trendy, które będą kształtować nie tylko rynek motoryzacyjny, lecz także branżę oponiarską. W miarę wzrostu popularności carsharingu zwiększą się też przebiegi pojazdów, przez co zarządzanie obsługą opon stanie się kluczowe dla operatorów flot. W przypadku samochodów autonomicznych inteligentne opony zbierające dane o otoczeniu i podłożu mogą stanowić o ich rynkowej przewadze. Nad rozwojem takich rozwiązań pracuje Goodyear, który stworzył m.in. prototyp inteligentnej opony – kompletnego systemu obejmującego oponę, czujniki i algorytmy pracujące w chmurze, które komunikują się w czasie rzeczywistym za pośrednictwem aplikacji.

– W przyszłości opony będą miały za zadanie sprostać nowym wyzwaniom związanym z mobilnością. Obserwujemy wiele zmian w segmencie mobilności, i to zmian zachodzących bardzo szybko. Dostrzegamy rosnącą popularność współdzielenia pojazdów oraz rozwój rynku pojazdów autonomicznych i elektrycznych. W coraz większym stopniu bazują one na dostępie do internetu. Trzymając rękę na pulsie, chcemy tworzyć opony, które sprostają tym wyzwaniom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Percy LeMaire, dyrektor ds. technologii opon osobowych w Centrum Innowacji Goodyear w Luksemburgu.

Carsharing, elektromobilność i samochody autonomiczne to główne trendy, które będą kształtować w nadchodzących latach rynek motoryzacyjny – nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Z prognoz firmy doradczej PwC („The five dimensions of automative transformation”) wynika, że w 2030 roku już co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formie współdzielenia. Jedno auto carsharingowe może zastąpić od siedmiu do jedenastu prywatnych samochodów, które są użytkowane średnio przez godzinę dziennie, natomiast pojazdy współdzielone – nawet do dziesięciu godzin. Szacuje się, że europejski rynek carsharingu (obecnie liczy 70 tys. pojazdów i ponad 6 mln użytkowników) będzie rósł nawet o 30 proc. w kolejnych latach.

– Zarządcom flot przeznaczonych do wspólnego korzystania zależy na maksymalnej redukcji kosztów eksploatacji. Tego rodzaju wyzwaniom sprostają tzw. opony podłączone (connected tyres), które będą dostarczać informacje o stanie bieżnika. To pozwoli zarządcom flot przewidywać defekty opon i stosować środki zapobiegawcze – wyjaśnia Percy LeMaire.

Rozwojowi kolejnego trendu – elektromobilności – na polskim rynku sprzyja przyjęta w styczniu ustawa, która wprowadza m.in. system zachęt dla nabywców takich aut. Z majowego raportu EY i ING Banku Śląskiego („Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?”) wynika, że w ciągu najbliższych pięciu lat czeka nas dość dynamiczny rozwój tego segmentu – do 2023 roku samochody elektryczne będą stanowić około 6 proc. ogółu sprzedaży. Już w tej chwili część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) planuje całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

– Bolączką samochodów elektrycznych jest m.in. szybkie zużycie opon związane z wysokim momentem obrotowym. Istotną kwestią jest też hałas, dlatego chcemy oferować opony, które będą pracować niezwykle cicho – zapowiada Percy LeMaire.

Dynamiczny rozwój czeka także segment autonomicznych pojazdów. Prace nad nimi prowadzą globalni giganci jak Uber, Google, Tesla, Ford, Toyota czy Volvo. Pierwsze takie auta mają się pojawić na rynku w okolicach 2020 roku.

To wymusza na branży oponiarskiej prace nad inteligentnymi oponami. Prototyp takiej opony zaprezentował Goodyear podczas Salonu Motoryzacyjnego w Genewie 2018. Jest to kompletny system obejmujący oponę, czujniki i algorytmy pracujące w chmurze. Komponenty systemu komunikują się z operatorem floty za pośrednictwem aplikacji mobilnej, co umożliwia przekazywanie danych w czasie rzeczywistym. Dzięki temu operator może optymalnie eksploatować opony, wdrażać bezpieczniejszą i bardziej efektywną kosztowo motoryzację oraz maksymalizować czas bez przestojów.

– Nasze nowe opony niewiele dzieli od etapu produkcji. Jedna z nich powstała z myślą o pojazdach elektrycznych, a druga to opona inteligentna, dzięki której kierowcy będą mogli uzyskać pełniejsze informacje o stanie bieżnika – mówi dyrektor ds. technologii opon osobowych w Centrum Innowacji Goodyear w Luksemburgu. – Mamy także koncepcję opony „tlenowej”. To rozwiązanie o dość odległej perspektywie, około 20 lat, które ma w inteligentny sposób wyjść naprzeciw wyzwaniom związanym ze zrównoważonym rozwojem i ochroną środowiska. Opona ta oczyszcza powietrze i współpracuje ze środowiskiem. Jej inteligentny charakter wynika również z tego, że łączy się z otoczeniem i infrastrukturą poprzez sieć.

Czujniki w inteligentnych oponach zbierają dane z pojazdu oraz źródeł zewnętrznych i w czasie rzeczywistym dostarczają je do specjalnych algorytmów, opracowanych przez inżynierów Goodyear. W ten sposób informacje o oponie, jej stopniu zużycia, temperaturze czy ciśnieniu są stale aktualizowane i przekazywane do operatora floty, który może precyzyjnie przewidzieć i zapobiec ewentualnym problemom.

– Uważam, że ze względu na rozwój mobilności inteligentne opony staną się niezbędne. Przykładowo, nikt jeszcze nie wie, kiedy dokładnie pojazdy na piątym poziomie autonomii pojawią na rynku, ale to z pewnością nastąpi. Te pojazdy będą prowadzić się same, podczas gdy dzisiaj kierowca musi zwracać uwagę na wiele czynników zewnętrznych. Fakt, że opona stanowi jedyny punkt styczny pojazdu z nawierzchnią może stanowić przewagę w stosunku do tych pojazdów, które wyposażono w starsze czujniki, przez co nie są w stanie odczytać wielu informacji dotyczących np. przyczepności czy stanu nawierzchni. Inteligentna opona będzie rejestrować te dane i przekazywać je do samochodu lub otoczenia – mówi Percy LeMaire.

Katarzyna Panek, rzecznik prasowy Panek SA, ocenia, że na ten moment jedną z barier dla rozwoju nowoczesnej mobilności w Polsce jest prawo, które nie nadąża za rynkiem. Z kolei świadomość społeczeństwa i samych kierowców dotycząca zarówno ekologii, jak i trendów na motoryzacyjnym rynku jest bardzo wysoka.

– Polskie społeczeństwo jest gotowe na przemiany, świetnie się dostosowuje. Niestety, trochę brakuje nam różnego rodzaju przepisów związanych z parkowaniem, emisjami spalin czy importem samochodów. Bardzo ważne jest to, żebyśmy zaczęli myśleć o tym, że samochód musi być nie tylko fajny, lecz także ma być bezpieczny dla nas i dobry dla środowiska – mówi Katarzyna Panek.

Rośnie popularność wypożyczalni aut na minuty. BP uruchamia takie wypożyczalnie na swoich stacjach

Rośnie popularność wypożyczalni aut na minuty. BP uruchamia takie wypożyczalnie na swoich stacjach 14

W Polsce przybywa wypożyczalni samochodów na minuty – po ulicach dziewięciu miast jeździ już blisko dwa tys. takich aut, ale ich liczba rośnie z każdym miesiącem. Podobnie jak liczba użytkowników, która sięga już kilkudziesięciu tysięcy. Polski rynek carsharingu jest jeszcze młody, ale szybko rośnie. Jego potencjał dostrzegł też paliwowy koncern BP, który zarządza w Polsce siecią ponad pięćset stacji paliw. Na wybranych udostępni usługę wynajmu samochodu na minuty. Taka możliwość pojawi się na razie w Poznaniu i na obrzeżach miasta.

– Carsharing rozwija się dynamicznie zarówno na świecie, jak i w Polsce, czego szczególnym przykładem może być Poznań. W Poznaniu mamy największe zagęszczenie pojazdów carsharingowych na kilometr kwadratowy w mieście. Z każdym dniem notujemy coraz wyższy wzrost rejestracji nowych użytkowników – na samym początku było do kilkudziesięciu nowych użytkowników dziennie, teraz przybywa ich w tempie kilkuset dziennie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Sobkowiak, prezes Click2Go Carsharing.

Współdzielenie pojazdów to korzystne rozwiązanie dla samorządów, które przestają radzić sobie z wyzwaniami stwarzanymi przez emisję spalin, brak miejsc parkingowych, uciążliwe korki i stale rosnącą liczbę samochodów, która od lat 90. wzrosła czterokrotnie. Według danych przywoływanych przez PwC jedno auto carsharingowe może zastąpić od siedmiu do jedenastu prywatnych.

– Największą zaletą wynajmowania aut na minuty jest ich bardzo wysoka dostępność. Nie musimy czekać, aż samochód się zjawi, tak jak w przypadku taksówki. Wystarczy, że otworzymy aplikację, znajdziemy najbliższy pojazd zaparkowany w okolicy i go zarezerwujemy. Nie potrzebujemy kluczyka i dowodu rejestracyjnego, który znajduje się w aucie. Otwieramy, wsiadamy, uruchamiamy i jedziemy w dowolne miejsce w strefie, zostawiamy pojazd, zamykamy i cały proces wynajmu się kończy. Moim zdaniem ta wygoda przemawia bardziej za korzystaniem z aut na minuty w porównaniu z Uberem czy taksówkami. Dodatkowo zaletą jest to, że taki środek transportu jest od nich tańszy – mówi Paweł Sobkowiak.

Polski rynek carsharingu jest jeszcze młody, ale szybko rośnie. Obecnie – jak podaje firma doradcza PwC – w dziewięciu polskich miastach jeździ prawie dwa tys. samochodów na minuty, ale ich liczba rośnie praktycznie z każdym miesiącem. Skokowy wzrost rynku widać w odniesieniu do połowy ubiegłego roku, kiedy takie usługi świadczyło osiem firm oferujących w sumie niecały tys. aut (dane Instytutu Keralla Research z czerwca 2017). Dziś na rynku pojawiają się nowi gracze, a najwięksi planują ekspansję do kolejnych aglomeracji i rozbudowują flotę.

Potencjał carsharingu dostrzegło BP. W ostatniej edycji „BP Energy Outlook: 2018 Edition” eksperci prognozują, że do 2040 roku nastąpi znaczny wzrost rynku, a opłacalność samochodów współdzielonych będzie coraz wyższa ze względu na wysoką wydajność. Paliwowy koncern, który w Polsce zarządza siecią 537 stacji paliw, na części z nich udostępni usługę wynajmu samochodu na minuty.

– Podpisaliśmy niedawno umowę o współpracy z firmą Click2Go, która zajmuje się carsharingiem. Na kilkunastu stacjach w Poznaniu i Swarzędzu będą miejsca parkingowe dla klientów, którzy chcą wypożyczyć auto na minuty, godziny, a nawet na dni i dłuższe okresy. Zdecydowaliśmy się wprowadzić ten projekt, bo widzimy u naszych klientów coraz większą potrzebę mobilności, elastyczności. Chcemy im ułatwić przemieszczanie się, bez zobowiązań i wielkich kosztów. Po to właśnie jest nasz projekt z Click2Go – mówi Przemysław Vogel, dyrektor operacyjny sieci stacji franczyzowych BP w Polsce.

– Rozwój carsharingu w Polsce oraz jego popularność wśród kierowców sprawiły, że zaczęliśmy aktywnie poszukiwać partnera do współpracy w tym obszarze biznesu. Nawiązaliśmy współpracę z firmą Click2Go, która jest już mocno obecna w Poznaniu, ale też planuje dalszy, ekspansywny rozwój. Carsharing to innowacyjna, ale – jak pokazują badania – także perspektywiczna usługa w obszarze współczesnej mobilności. Jest to również atrakcyjna oferta dla Klientów BP, dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić ją na naszych stacjach – dodaje Małgorzata Bogacz, dyrektor marketingu BP w Polsce.

Współpraca zakłada, że na stacjach BP pojawi się na razie szesnaście wypożyczalni carsharingowych – czternaście w Poznaniu i dwie na obrzeżach miasta. Użytkownicy będą mieli do dyspozycji sto dwa samochody Toyoty Yaris w wersji hybrydowej.

– Wpisujemy się w coraz istotniejszy na rynku trend ekologiczny. Myślę, że wielu klientów będzie korzystać z tej usługi, bo będzie to korzystniejsza opcja niż posiadanie własnego samochodu, jest po prostu taniej – mówi Przemysław Vogel.

– W planach rozwojowych wspólnie z BP mamy ekspansję na inne duże miasta w całej Polsce, ale nie możemy w tej chwili zdradzać szczegółów – dodaje Paweł Sobkowiak, prezes Click-2-go carsharing.

Od pewnego czasu BP sukcesywnie poszerza swoją ofertę pozapaliwową i wprowadza na swoich stacjach dodatkowe usługi. Jako pierwszy wszedł dekadę temu na rynek z gastronomiczno-kawiarnianym brandem Wild Bean Café, który oferuje restauracyjne menu i świeżo mieloną kawę. Na koniec ubiegłego roku sieć liczyła ponad czterysta kawiarni w całej Polsce – więcej niż restauracja McDonald’s.

– Obecnie oferta stacji to nie tylko punkt sprzedaży paliw, lecz także kompleksowy punkt obsługi kierowców. Na tym nam szczególnie zależy. Słuchamy kierowców, zwracamy uwagę na to, czego od nas oczekują. Dzięki obecności marki BP w usługach carsharingu będziemy mogli nie tylko zaoferować użytkownikom nowe, dogodne lokalizacje wypożyczenia i zwrócenia auta, lecz także dodatkowe usługi pozapaliwowe – mówi Małgorzata Bogacz.

Coraz większa rozpoznawalność polskiej marki za granicą. To pomaga krajowym firmom w ekspansji

Coraz większa rozpoznawalność polskiej marki za granicą. To pomaga krajowym firmom w ekspansji 15

Polskie firmy coraz lepiej radzą sobie za granicą. W ubiegłym roku wyeksportowały towary za rekordową kwotę 203 mld euro. Wśród eksportowych hitów „made in Poland” są m.in. produkty rolno-spożywcze, meble, stolarka okienna i drzwiowa, a także maszyny. Krajowe firmy bardzo dobrze radzą też sobie w wyspecjalizowanych czy niszowych branżach, jak produkcja jachtów czy gier komputerowych. Przyczynia się do tego nie tylko dobra koniunktura w strefie euro i Stanach Zjednoczonych, lecz także coraz większa konkurencyjność polskich firm i rosnąca rozpoznawalność polskiej marki za granicą.

– Polskie marki przebijają się na rynkach zagranicznych od samego początku działalności, bo tych z wielowiekową tradycją jest niewiele. Na szczęście są takie branże, w których można szybko zaistnieć i osiągnąć ogromne sukcesy – przykładem są gry komputerowe, w których jesteśmy potęgą światową. Również w branży rolno-spożywczej zdobywamy nowe rynki nie dzięki tanim produktom, lecz także dzięki ich najwyższej jakości. To w eksporcie jest najważniejsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

Polskie firmy coraz lepiej radzą sobie na zagranicznych rynkach. W ubiegłym roku wyeksportowały za granicę towary za rekordową kwotę 203 mld euro, co oznacza ponaddziesięcioprocentowy wzrost rok do roku (GUS). Eksport rośnie nie tylko dzięki dobrej koniunkturze w strefie euro i Stanach Zjednoczonych, lecz także dzięki coraz większej konkurencyjności polskich firm i rozpoznawalności polskiej marki. To zasługa m.in. takich gigantów jak Maspex, LPP, CCC, Fakro i Oknoplast, Ursus, Wielton, Solaris czy Fabryka Mebli Forte, które cieszą się dużym uznaniem na zagranicznych rynkach i są zaliczane do grona liderów polskiego eksportu.

– Patrząc przez pryzmat ostatnich 30 lat, ranga i rola polskich przedsiębiorstw za granicą bardzo wzrosła, również dlatego, że polska marka zdobyła już swoje miejsce na liście najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Jesteśmy potęgą w produkcji rolno-spożywczej, meblarstwie oraz w wąskich dziedzinach jak produkcja jachtów czy biżuterii bursztynowej, w której jesteśmy mistrzami. Mamy kilka takich branż, które pomagają nam w promocji i ekspansji polskich przedsiębiorstw na cały świat – mówi Krzysztof Przybył.

Prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” ocenia, że dla promocji rodzimej marki za granicą bardzo ważne jest stabilna strategia i długofalowe działania oraz wsparcie dla eksporterów ze strony państwa.

– Żeby umocnić nasze rodzime marki w działalności zagranicznej, trzeba te same stosować standardy przez dłuższy czas. Największym problemem są te sytuacje, kiedy zmienia się ekipa rządowa i zmienia się też pomysł na to, jak się promować. W tej dziedzinie osiąga się sukcesy powolną, ciężką pracą. Korzystamy z handicapu, z tego, że jesteśmy nowi na wielu rynkach, więc to nam pomaga, ale trwałość osiągamy tylko dzięki ciężkiej pracy i najwyższej jakości produktów – mówi Krzysztof Przybył.

Jakub Barański z uAvionix Technologies ocenia, że dla promowania swojej marki za granicą duże znaczenie mają pokazy na targach, docieranie do konkretnych osób poprzez znajomości, relacje networkingowe czy konkursy takie jak „Teraz Polska”. Certyfikat przyznawany od blisko 30 lat przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego jest dla firm sposobem na potwierdzenie wysokiej jakości oferowanych przez siebie produktów i usług. Właśnie odbył się finał kolejnej, 28. edycji konkursu, w której firma uAvionix Technologies otrzymała nagrodę.

 Nasz dron, za który otrzymaliśmy nominację i statuetkę „Teraz Polska”, to bezzałogowy statek powietrzny o bardzo dużym zasięgu i różnorodnym zastosowaniu. Stosowany w klasie cywilnej bezzałogowy statek latający może latać nawet 20 godzin i pokonać w tym czasie 1800 km lotu. Zainteresowanie produktem jest coraz większe, aczkolwiek trudno jest dotrzeć do konkretnej grupy docelowej klientów, ponieważ nie są to standardowe drony – bardziej przemysłowe, dla większych firm. Tutaj standardowe metody marketingu nie działają tak jak bezpośrednie relacje, stąd nadal większą sprzedaż notujemy w Polsce, ale już wychodzimy za granicę – mówi Jakub Barański.

Krajowe firmy bardzo dobrze radzą sobie w wyspecjalizowanych, niszowych branżach – dla przykładu w trzech pierwszych kwartałach ubiegłego roku eksport ubiegłym roku eksport jachtów i motorówek osiągnął wartość blisko 340 mln euro.

 Coraz więcej polskich firm działa na skalę światową. Największym problemem w rozwoju polskiej marki na zagranicznych rynkach jest wydaje się dotarcie do odpowiednich klientów, odpowiednich kontaktów. Nie tylko w Polsce ludzie lubią swoje własne, krajowe produkty, więc często biznesmeni i większe firmy wybierają rozwiązania lokalne, a nie konkretnie polskie. To może być dużym utrudnieniem, aczkolwiek jeżeli produkt jest bardzo dobry, na pewno zostanie doceniony poza granicami kraju – mówi Jakub Barański.

Min. Anna Zalewska: Zachęcamy firmy do angażowania się w życie szkół. To inwestycja w przyszłe kadry

Min. Anna Zalewska: Zachęcamy firmy do angażowania się w życie szkół. To inwestycja w przyszłe kadry 16

Biznes powinien się angażować w szkolnictwo zarówno od strony finansowej, logistycznej, jak i poprzez różnego rodzaju inicjatywy – uważa minister edukacji narodowej Anna Zalewska. Zaangażowanie sektora przedsiębiorstw w edukację branżową jest szczególnie istotne w kontekście prognoz demograficznych i pogłębiającego się problemu z podażą specjalistów. Rozwiązać go może inwestycja w przyszłe kadry już na etapie szkoły podstawowej. Przykładem takiej inicjatywy jest organizowany przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA ogólnopolski konkurs „Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy”, którego II edycja właśnie została rozstrzygnięta.

– Konstruując podstawy programowe, zmieniając szkolnictwo techniczne i branżowe, zachęcamy wszystkie spółki i przedsiębiorców do tego, żeby wprost angażowali się w życie szkół. Zarówno finansowo, logistycznie, jak i poprzez różnego rodzaju inicjatywy – tak jak zrobiła to Fundacja PGNiG. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu, odpowiedzialności za materiał dostarczany szkole i konsekwencji, bo to druga edycja programu, a trzecia została już zapowiedziana – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

„Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy” to program edukacyjny połączony z konkursem dla szkół podstawowych, które mogą się ubiegać o tytuł Naukowej Szkoły Ignacego i atrakcyjne nagrody. Program edukacyjny jest realizowany przez Fundację PGNiG i objęty Patronatem Honorowym Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej.

 Należy zachęcać młodzież do interesowania się nauką każdym możliwym sposobem – właściwymi podstawami programowymi, które są interesujące, za pośrednictwem nauczycieli-innowatorów, którzy potrafią organizować dzieci i młodzież wokół różnego rodzaju projektów, wsparciem dzieci zdolnych poprzez różne programy, ale również zmianą rzeczywistości szkolnej poprzez realizowane inicjatywy, np. szerokopasmowy internet w każdej placówce, multimedialne tablice zamiast tablic z kredą czy szkolne laboratoria. Tak wzmacniamy potencjał i chcemy zarażać poszukiwaniem, uczeniem się, odkrywaniem – mówi Anna Zalewska.

Tegoroczna, druga edycja konkursu spotkała się z dużym zainteresowaniem. Do programu zgłosiło się 640 szkół. W projekt zaangażowało się ponad 10 tys. uczniów. Wraz z nauczycielami zakładali oni, między innymi koła naukowe, gdzie poszerzali wiedzę z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych, korzystając z nowoczesnych narzędzi edukacyjnych przygotowanych specjalnie na ich potrzeby.

 Docieraliśmy do uczniów poprzez specjalną grę komputerową, wydany przez nas komiks oraz przewodniki do prowadzenia lekcji edukacyjno-naukowych. Ten projekt ma bardzo uniwersalny charakter. Liczymy na  młodych ludzi, na ich inwencję, pomysłowość i otwarty umysł – mówi Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

Główna nagroda – tytuł Szkoły Roku – trafiła w tym roku do Szkoły Podstawowej nr 3 w Środzie Wielkopolskiej. Uczniowie wraz z nauczycielem zorganizowali 10 marca br. Festyn Naukowy. W zajęciach, warsztatach i pokazach – prowadzonych przez przeszło 100 osób – wzięło udział około 1,2 tys. pasjonatów nauki. W realizację programu zostali włączeni także rodzice oraz władze lokalne, a dzięki staraniom uczniów Rada Miejska Środy Wielkopolskiej nadała rondu znajdującemu się przy szkole imię Ignacego Łukasiewicza.

– Oni nie tylko napisali najlepsze prace i zwyciężyli w konkursie, lecz także z własnej inicjatywy nazwali nowo wybudowane rondo w swojej miejscowości imieniem Ignacego Łukasiewicza. W tym celu musieli się zetrzeć z opinią Rady Miejskiej, więc jeżeli ci bardzo młodzi ludzie są w stanie przeforsować swoją wolę wobec samorządowców, to znaczy, że trafiliśmy we właściwe miejsce – mówi Piotr Woźniak.

Wśród laureatów konkursu „Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy” znalazło się w sumie 16 szkół z całej Polski, przyznane zostały też cztery specjalne wyróżnienia. Nagrody trafiły do placówek, których uczniowie przeprowadzili najciekawsze działania związane z promocją nauki i postaciami Ignacego Łukasiewicza oraz czterech bohaterów II edycji: Mikołaja Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie, Kazimierza Prószyńskiego i Stefana Drzewieckiego. Szkoły otrzymały nagrody pieniężne, które zostaną przeznaczone na wybrany przez uczniów cel, na przykład zakup sprzętu komputerowego.

 Mamy zaplanowaną już trzecią edycję, w której udział weźmie – mam nadzieję – jeszcze więcej uczniów i szkół. Trochę podniesiemy poprzeczkę, ale nie uchylamy rąbka tajemnicy, szczegóły zdradzimy jesienią. Zdolność do niezależnego myślenia u tych młodych ludzi jest nieograniczona, jak mówią „sky is the limit”, więc będziemy się dostosowywać do tego poziomu, który oni wyznaczają – mówi Piotr Woźniak.

Bezpłatna Konferencja BUSINESS INTELLIGENCE TRENDS czyli nowe oblicze analityki biznesowej już 26 czerwca 2018 w Warszawie!

Zapraszamy na najważniejsze spotkanie praktyków analityki biznesowej oraz ekspertów zajmujących się zarządzaniem danymi. Konferencja pomoże nabyć słuchaczom niezbędną wiedzę, umożliwiającą doprowadzenie firmy do doskonałości w zarządzaniu wydajnością organizacji. Podczas spotkania wymienimy doświadczenia dotyczące kierunków rozwoju Business Intelligence. Porozmawiamy o tym jak opracować skuteczne metody BI oraz jakie z nich wdrażać dla poprawy jakości pracy danych. Biorąc udział w wydarzeniu nabędziesz merytoryczną wiedzę, dającą szerokie spojrzenie na rynek oraz najnowsze trendy zarządzania danymi. Poznasz również najlepsze praktyki w tym obszarze. Data Science, Machine Learning, Artifical Intelligence czy Data Lakes, to tylko niektóre hasła, wokół których koncentrować się będzie wydarzenie. Wystąpienia wybitnych prelegentów będą gwarancją kompleksowego omówienia najważniejszych aspektów analityki biznesowej i napotykanych problemów zarządzania danymi z wielu perspektyw.logo

Serdecznie zapraszamy do rejestracji i udziału w konferencji!

BUSINESS INTELLIGENCE TRENDS  już 26 CZERWCA 2018

W programie wydarzenia m.in.:

  • NOWE WYZWANIA W OBSZARZE HURTOWNI DANYCH
    Zdzisław Dec, BGŻ BNP Paribas
  • DANE JAKO AKTYWA FIRMY
    Piotr Janczyk, Bilander Group
  • ZASTOSOWANIA ALGORYTMÓW UCZENIA MASZYNOWEGO W BIZNESIE
    Adam Wiatkowski, Orange Polska
  • WSPÓŁPRACA DEMAND PLANNINGU Z BI W RAMACH PROCESU SnOP
    Jan Lompart, Nutricia
  • SMART SQUARE METER – JAK WYKORZYSTAĆ DANE O LOKALIZACJI DO ZWIĘKSZENIA SPRZEDAŻY
    Aleksander Fafula, PWC
  • PRAKTYCZNIE ASPEKTY ZWIĄZANE Z WDROŻENIEM SYSTEMU ZARZĄDZANIA JAKOŚCIĄ DANYCH ORAZ WSKAŹNIKÓW MONITORUJĄCYCH EFEKTYWNOŚĆ REALIZOWANYCH ZADAŃ, PODNOSZĄCYCH JAKOŚĆ DANYCH
    Dariusz Gałęzowski, PKO BP  
  • ANALITYKA BIG DATA W CHMURZE – KORZYŚCI I WYZWANIA
    Przemysław Szufel, Szkoła Główna Handlowa

 

Strona internetowa wydarzenia: http://bitrends.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz  rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Od przybytku głowa boli. 75% podatku od przychodów bez pokrycia

Jeśli prezenty ślubne, to tylko przelewem, a dniówka za zbieranie truskawek – za pokwitowaniem. Nieudokumentowane darowizny, nawet te od najbliższej rodziny, zagraniczne zarobki i odkładane latami oszczędności można bowiem w sporej części utracić, jeśli nie udowodni się legalności ich pochodzenia. Od tzw. przychodów bez pokrycia trzeba zapłacić 75% podatek.

Brak możliwości udokumentowania lub co najmniej uprawdopodobnienia pochodzenia posiadanego majątku może skutkować jedną z najsurowszych sankcji finansowych na gruncie systemu podatkowego.

Zgodnie m.in. z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 grudnia 2006 r. „(…) mienie zgromadzone przez podatników przed rokiem 2000, aby mogło stanowić źródło pokrycia wydatków poniesionych w roku następnym (…) musi mieć walor legalności. Oznacza to, że mienie to musi pochodzić wyłącznie z opodatkowanych przychodów, albo z przychodów zwolnionych z obowiązku podatkowego” (II FSK 71/06).

Jeśli zatem podatnik chce uniknąć obciążenia jego majątku wysoką, bo aż 75% stawką sankcyjną, musi wykazać, że wydatkowane przez niego środki to dochody, które były wcześniej opodatkowane lub są wolne od opodatkowania.

Darowizna i mercedes

9 marca 2018 r. przedmiotem rozstrzygnięcia NSA była skarga kasacyjna wniesiona przez matkę, która dokonała darowizny na rzecz swojego syna i kupiła mu samochód osobowy (II FSK 526/16). Obdarowująca skarżyła wyrok WSA w Rzeszowie, podtrzymujący decyzję dyrektora izby skarbowej ustalającą zryczałtowany podatek dochodowy od osób fizycznych od ponad 120 tys. zł dochodów, które nie znajdowały pokrycia w ujawnionych źródłach przychodów (I SA/Rz 734/15).

Przedmiotem sprawy nie były dokonana w 2010 r. darowizna pieniężna na kwotę blisko 270 tys. zł ani zakup mercedesa za 120 tys. zł, a źródła pochodzenia majątku, nieznajdującego odzwierciedlenia w dochodach ujawnionych za ten rok.

Przychody bez pokrycia

WSA poparł wątpliwości organu, który nie chciał dać wiary deklaracjom podatniczki o darowiznach otrzymywanych od 1969 r. od mieszkającej za granicą rodziny ani o wysokości oszczędności zgromadzonych przez lata nieudokumentowanej pracy. Uprawdopodobnienie otrzymania tych środków ze wskazanych źródeł dyskwalifikował brak ich opodatkowania. W konsekwencji od przeszło 160 tys. zł, a więc kwoty nieznajdującej pokrycia w zgromadzonym przed 1 stycznia 2010 r. majątku podatniczki, fiskus ustalił zobowiązanie do 75% zryczałtowanego podatku dochodowego.

Przychody bez pokrycia to przychody:

– ze źródeł ujawnionych, ale ujawnione w nieprawidłowej wysokości;

– z nieujawnionych źródeł (art. 25b ust. 1 ustawy o PIT).

Udowodnienie a uprawdopodobnienie

Gdy podatnik nie ma możliwości wykazania wcześniejszego opodatkowania zgromadzonego przez lata majątku lub zwolnienia go od opodatkowania, najważniejsze jest uprawdopodobnienie realności jego zgromadzenia. Właśnie w tym podatnicy mogą upatrywać swoją szansę. To na podatniku spoczywa bowiem ciężar udowodnienia uzyskania przychodów, co w przypadku niedokumentowanych wiele lat wstecz darowizn lub nierejestrowanych prac dorywczych może okazać się niemożliwe. W takiej sytuacji art. 25g ust. 3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych daje podatnikowi możliwość uprawdopodobnienia ich uzyskania, którą można z sukcesem wykorzystać nie tylko dzięki dokumentom.

Planowanie sukcesji

Gromadzony przez kilkadziesiąt lat dorobek całego życia wskutek złego zaplanowania sukcesji majątku można w łatwy sposób utracić. Nawet w przypadku sukcesji w rodzinie, która powinna być przecież wolna od zewnętrznych obciążeń.

Zawarcie umowy darowizny rodzi, pod groźbą sankcji karnych skarbowych, obowiązek zgłoszenia tego faktu do urzędu skarbowego. Niemożność udokumentowania źródeł pozyskania przekazywanego majątku naraża na podanie ich przez fiskusa w wątpliwość – również w przypadku wydatkowania posiadanych oszczędności na zakup ruchomości, co miało miejsce w przytoczonej sprawie. Podejmując decyzję o obdarowaniu kogoś czy zakupie wartościowej rzeczy, warto skorzystać z doradztwa podatkowego. Dzięki przeprowadzonemu audytowi można bowiem uchronić majątek przed znacznym uszczerbkiem.

Opcje do wyboru

Osoba przeprowadzająca audyt może z uzasadnionych przyczyn wykluczyć darowiznę majątku i wskazać zainteresowanemu inne dostępne, prawnie dopuszczone i bezpieczne formy jego przekazania. Ochroni to przede wszystkim darczyńcę przed negatywnymi skutkami braku możliwości udowodnienia legalności posiadanego mienia. Możliwości jest wiele. Wybór jednej z nich zależy od tego, czy obdarowujący chce tylko przekazać obdarowanemu majątek, czy też chce czerpać z tego dodatkowe zyski.

Na przykład konstrukcja powiernictwa i zarządu powierniczego pozwala na przechowanie wartości majątkowych w dyskretny sposób. Gwarantuje, że status majątkowy powiernika pozostanie nieznany. Właściciel może powierzyć majątek powiernikowi tylko do przechowania lub zarządzania nim. Powiernik staje się w ten sposób zarządcą przekazanego pod opiekę majątku.

Pojęcie powiernika pojawia się także w strukturze trustu. To na jego rzecz założyciel trustu przekazuje wszelkie środki majątkowe: pieniądze, samochody, nieruchomości. Aktywa trustu, choć zarejestrowane na powiernika, nie wchodzą w skład jego prywatnego majątku. Na gruncie prawa polskiego nie ma możliwości utworzenia trustu. Nie zamyka to jednak drogi do powołania go przez polskiego obywatela za granicą. Obce jurysdykcje pozwalają skorzystać z jeszcze innych form bezpiecznego przekazania majątku, np. z wykorzystaniem konstrukcji zagranicznej spółki holdingowej czy fundacji.

Przemyślane działania

Rozpatrujący skargę kasacyjną NSA uchylił ostatecznie zaskarżony wyrok i przekazał wojewódzkiemu sądowi administracyjnemu sprawę do ponownego rozpoznania. Jak się ona skończy? Trudno przewidzieć. Sądy administracyjne często bowiem różnie orzekają w podobnych sprawach. Dlatego zwłaszcza w konfrontacji z fiskusem konieczne jest odwołanie się do sprawdzonych i skutecznych metod oraz narzędzi prawnych obejmujących szerokie spektrum działań w dziedzinie prawa podatkowego i ochrony majątku.

Dla pełnomocnika podejmującego się reprezentacji podatnika przed organami podatkowymi oraz organami kontroli, a dalszym etapie – w sporach przed sądami, najważniejsze jest uwzględnienie stanu faktycznego każdej konkretnej sprawy. Tylko bowiem profesjonalne, indywidualne podejście może uchronić przed tak wysokimi sankcjami, jak 75% zryczałtowany podatek od nieujawnionych źródeł przychodów. Jeszcze korzystniejsze jest prewencyjne działanie ochronne, podjęte przed wykonaniem czynności narażającej na negatywne konsekwencje wdania się w spór z fiskusem.

Autor:

radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Chmura to kolejny krok w rozwoju bankowości

Marcin Zmaczyński – dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Zintegrowane cyfrowe środowisko bankowe musi radzić sobie z coraz większą ilością danych – jest to niezaprzeczalnym faktem. Jednak w praktyce rzadko zastanawiamy się nad tym, jak dużo informacji rzeczywiście generuje bankowość. Jak wynika z danych raportu Polska bankowość 2018 I kwartał[1], w Polsce banki obsługiwały 46 milionów klientów, w tym aż 44 miliony w segmencie detalicznym. Aż 33 miliony ma dostęp do bankowości internetowej, a w praktyce korzysta z niej 16 milionów. Kwestia przechowywanych informacji stawia przed bankami gigantyczne wyzwania, ponieważ zgodnie z Prawem bankowym (art. 105a ust. 1) mogą one przetwarzać informacje stanowiące tajemnicę bankową dotyczące osób fizycznych, między innymi w celu oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka kredytowego. Musimy pamiętać, że po wygaśnięciu zobowiązań wynikających z umowy zawartej z bankiem, informacje będące tajemnicą bankową mogą być nadal przetwarzane przez banki. Jednak takie działania mogą być wykonywane nie dłużej niż 5 lat od dnia wygaśnięcia zobowiązania. Wydaje się to krótkim okresem, jednak bezpieczne przechowywanie tylu informacji może być problematyczne i kosztowne. W każdej chwili klient ma prawo do wglądu w swoje dane w bazie Biura Informacji Kredytowej, które ma obowiązek bezpłatnego udostępniania mu jego historii kredytowej raz na pół roku. Również tutaj przechowywanie dokumentów, ksiąg rachunkowych, dowodów księgowych, dokumentów inwentaryzacyjnych i sprawozdań finansowych zgodnie z ustawą o rachunkowości powinno zasadniczo trwać co najmniej pięć lat.

Kluczową kwestią dla powodzenia cyfryzacji środowiska bankowego, które będzie w stanie uporządkować wszystkie zgromadzone informacje, jest umiejętne zarządzanie danymi. Badanie Digital Banking Expert Survey[2] wskazuje dwa aspekty ocenione przez banki jako bardzo istotne. Pierwszym z nich jest zarządzanie strukturyzowanymi danymi (72 procent) i dostęp do wszystkich typów wewnętrznych danych klientów (70 procent). Potwierdza to tezę, że odpowiednia analiza danych ma strategiczne znaczenie z punktu widzenia relacji z klientami, dlatego automatyzacja procesów i integracja danych muszą stać się standardem w działaniach banków. Tutaj naturalnym rozwiązaniem wydaje się być chmura, która jest elastycznym środowiskiem dla narzędzi, pozwalających szybko przetwarzać dane na konkretne, użyteczne informacje biznesowe. Innymi słowy, model chmury obliczeniowej daje możliwość wdrożenia narzędzi Big Data niskim kosztem. Ogromna ilość danych generowana przez klientów stanowi spore wyzwanie dla instytucji finansowych i może wydawać się problematyczna. Jednak ma też bardzo duży plus. Firmy korzystają z nich, ponieważ są świadome, że wiedza daje przewagę konkurencyjną. Ilość zbieranych przez nas danych ma rosnąć wykładniczo. To zmusi firmy do różnicowania danych na ważne, wykorzystywane na bieżąco i na te, które nie są potrzebne, ale trzeba je przechowywać ze względu na wymogi prawne. Osoby korzystające z bankowości internetowej czy mobilnej mogą być w łatwy sposób monitorowane przez instytucje finansowe. Dzięki temu obserwowaniu transakcji w czasie rzeczywistym placówki finansowe mogą zapewnić odpowiednie zasoby, których potrzebują ich klienci. A to właśnie bieżąca analiza pozwala na zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa transakcji.

Paradoksalnie to właśnie kwestie bezpieczeństwa stanowią największy problem, będąc swoistą barierą psychologiczną. Z jednej strony instytucje rozumieją, że chmura jest środowiskiem bezpiecznym i dostrzegają jej zalety. Z drugiej boją się przekazać swoje cenne dane do chmury, sądząc, że będą one poza ich zasięgiem i kontrolą. Są to całkowicie nieuzasadnione obawy. Jest kilka przykładów, największych instytucji, które stawiają na chmurę. Niedawno udostępniono informacje, że Departament Obrony USA chce w ciągu 10 lat przenieść całą swoją infrastrukturę IT do chmury. Pojawiły się również kwoty, jakie na ten cel może przeznaczyć Departament, czyli nawet miliard dolarów rocznie. Również w chmurze od pewnego czasu swoje dane trzyma CIA. Nie ma chyba lepszej rekomendacji dla chmury niż to, że przekonały się do niej instytucje, które obligatoryjnie muszą zadbać o bezpieczeństwo najbardziej wrażliwych danych, jakie można sobie wyobrazić. Te instytucje często przez lata polegały na własnej infrastrukturze, która na pewno była bezpieczna, ale nadszedł czas dla nich, by skorzystać z możliwości, jakie daje środowisko chmury.

„Upowszechnienie się chmury w bankach niewątpliwie spowalnia również fakt, że sektor finansowy jest poddany bardziej rygorystycznym wymogom regulacji niż inne branże działające w Polsce. Zgodność z RODO to tylko jeden aspekt, ponieważ banki muszą przestrzegać równolegle regulacji KNF, prawa bankowego oraz innych przepisów. Widać jednak, że decydenci zaczynają dostrzegać ten problem i zmierzają do sprecyzowania tego, jak należy stosować chmurę w sektorze finansowym, by dochować wszelkich procedur bezpieczeństwa. Dla przykładu pod koniec października zeszłego roku KNF opublikował nowy dokument, w którym dokładnie opisuje, jak nadzorowane podmioty powinny korzystać z usług w chmurze[3]. Jestem przekonany, że współpraca na linii biznes-regulatorzy-klienci przyczyni się wkrótce do szerszego stosowania modelu cloud w sektorze finansowym. Chmura oferuje bankom realne korzyści biznesowe, a te wpływają na wyższy poziom usług oferowanych klientom” – Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Wypowiedzi udziela: Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

[1] https://prnews.pl/wp-content/uploads/2018/06/bankier-raport-I-kw-2018.pdf

[2] https://www.gft.com/pl/pl/index/o-nas/newsroom/materialy-prasowe/2016/cyfryzacja-bankowosci-tak-ale-nie-kosztem-bezpieczenstwa/

[3] https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/Komunikat_dot_korzystania_przez_podmioty_nadzorowane_z_uslug_przetwarzania_danych_w_chmurze_obliczeniowej_59626.pdf

Marek Dietl członkiem Rady FESE

  • Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW, został wybrany na członka Rady Europejskiej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (FESE)
  • FESE reprezentuje publiczne rynki regulowane. Zrzesza 33 pełnoprawnych członków z 27 krajów, a także dodatkowych członków o statusie obserwatorów i członków stowarzyszonych

Rada jest po walnym zgromadzeniu najwyższym organem zarządzającym FESE. Jej członkowie wybierani są na okres trzech lat. Do ich głównych zadań należy przygotowanie ogólnej strategii organizacji oraz wdrażanie i nadzór nad realizacją polityki FESE wobec integracji i rozwoju rynków finansowych, współpracy w dziedzinach obrotu, rozliczeń i depozytu papierów wartościowych, a także zagadnień regulacyjnych.

– Przyjęcie w poczet Rady FESE jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Dziękuję pozostałym członkom Rady za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. W obliczu nowych wymogów regulacyjnych już wdrażanych i proponowanych na szczeblu Unii Europejskiej, które mają szczególne znaczenie dla wszystkich rynków kapitałowych w UE, współpraca na szczeblu międzynarodowym staje się ważniejsza niż kiedykolwiek. Członkostwo w Radzie FESE przysłuży się wzmocnieniu integracji GPW z pozostałymi europejskimi rynkami oraz promocji możliwości inwestycyjnych, jakie oferuje Polska i cały region Europy Środkowo-Wschodniej – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Marek Dietl jest trzecim przedstawicielem Polski, który został powołany do władz FESE. W Radzie Europejskiej Federacji Giełd Papierów Wartościowych zasiadał również były Prezes GPW, Adam Maciejewski. Pierwszy Prezes GPW Wiesław Rozłucki sprawował natomiast funkcję zastępcy przewodniczącego Komitetu Roboczego FESE.

GPW współpracuje z FESE od 1992 r. W 1999 r. uzyskała status członkowski, a od czerwca 2004 r. jest pełnoprawnym członkiem tej organizacji. FESE reprezentuje publiczne rynki regulowane. Zrzesza 33 pełnoprawnych członków z 27 krajów, a także dodatkowych członków o statusie obserwatorów i członków stowarzyszonych.

Jak stać się liderem swojego zespołu

Jak zbudować poprawną komunikację z podwładnymi, stać się dla nich prawdziwym liderem i poprowadzić drużynę do sukcesu? Niektórych technik motywacji można się nauczyć od trenerów.

Jak zarządzać zespołem, aby działał efektywnie? Co mają ze sobą wspólnego szkolenia psów i zarządzanie zespołem? Jak motywować swoich pracowników do nowych osiągnięć? Dlaczego klasyczny twardy styl zarządzania już nie działa? Na te i inne pytania odpowiedziała w swoim przemówieniu na Women’s leadership forum — 2018 Anna Wasilenko, dyrektor ds. relacji z kluczowymi klientami i emitentami Moskiewskiej Giełdy. Forbes publikuje fragmenty przemówienia.

Mam przyjaciółkę Annę, która działa w branży finansowej. Warto od niej nauczyć się pozytywnego stosunku do ludzi. Powiedzmy, że chcesz przyjąć do swojego zespołu nowego człowieka, Wasyla, z którym ona się dobrze zna. Więc pytasz jej, co ona o nim myśli. Odpowiedź będzie w stylu „Wasyl to piękny człowiek” oraz wymieni jego same zalety. Nie wiem, czy to pomocne, gdy chcesz uzyskać opinię ale ogólnie jest to właściwe.

Unikaj plotek — dla ciebie i dla twojego otoczenia, są one bardzo często są destrukcyjne. Kiedy zaczynamy kogoś oceniać, mówić źle, szkodzimy tym sobie i tym samym niszczymy reputację tego człowieka i stawiamy na szwank nasze relacje.

W komunikacji bardzo ważne jest, aby przestrzegać trzech zasad:
— nie mówić za dużo,
— nie mówić zbędnych rzeczy,
— nie wypowiadać negatywnych osądów.

Jest jeszcze jedna kobieta, z której biorę przykład, to treserka Marina. Mam psa o imieniu Tygrys i ma dość trudny charakter. To mój pierwszy pies i nie wiedziałam, co z nim robić i jak go wychowywać. Przychodzili treserzy, którzy zaczynali szarpać tego go za smycz i krytykować na wszelkie sposoby. Pies nie wiedział czego od niego chcą, a wynik był zerowy. Potem pojawiła się Marina, która powiedziała, że nie wolno bić i karać psów, a wszystko można rozwiązać za pomocą słów. Tak samo jest z ludźmi: trzeba próbować nawiązać kontakt z członkiem swojego zespołu, żeby wiedział, że za jego pracę będzie koniecznie nagrodzony: czy to nagrodami, dodatkowymi premiami czy miłymi słowami.

Te lekcje szkolenia mocno zmieniły moje życie.

Rosyjskie społeczeństwo nastawione jest na komunikację, gdzie wszystko opiera się na rygorystycznych terminach, systemie kar, na twardych wypowiedziach, czyli negatywnej motywacji. Jeśli budujemy swoją komunikację z członkami zespołu na pozytywnej motywacji, to znacznie lepiej pracują i osiągają wyniki.

Nieważne, czy chcesz zmotywować człowieka lub dać mu negatywną opinię, bardzo ważne jest, aby znaleźć odpowiedni moment. Jeśli ktoś w drużynie się wykazał, pomyślisz „Oby tak dalej!”, ale jeśli powiesz mu o tym za tydzień, to raczej nie zrozumie, za co go chwalimy i dlaczego. Dlatego jeśli człowiek (lub zwierzę) robi coś dobrego, trzeba od razu mu o tym powiedzieć, nie zwlekać. Dokładnie tak samo warto się zachowywać w stosunku do negatywnych rzeczy, które ci się nie podobają — nie można zwlekać z tym do jutra lub do wygodnego momentu, trzeba o tym powiedzieć, i wtedy w naszym zespole będą o wiele bardziej zdrowe relacje.

Jeszcze jedna lekcja, którą wyniosłam ze szkolenia, to że lider jest bardzo ważny, ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli zespół uzna cię za lidera, to jest mu o wiele łatwiej, bo jest ktoś, kto może powierzyć zadanie, chwalić i bronić w odpowiednim momencie.

W naszej kulturze zarządzania (w pierwszej kolejności męskiej), przywództwo opiera się na atrybutach: dużym biurze, sekretarce, recepcjonistce. Prawdziwy lider to ktoś, kto może przekazać swoim podwładnych pomysł o tym, po co i dlaczego trzeba wykonywać określone zadania. Ponadto, w porę daje wynagrodzenie w postaci pensji, pochwały lub jakichś bonusów.

Lider to osoba, która dobrze komunikuje się ze swoim zespołem, mówi dostępnym językiem i wyraźnie stawia zadania, tak aby zespół wiedział, o czym z nim mówią i czego od niego chcą. Pamiętacie film „Diabeł ubiera się u Prady”, gdzie nieszczęsna asystentka redaktora naczelnego musiała się domyślać o tym, czego chce jej szef? To właśnie przykład niewłaściwego zachowania szefa.

Poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie, czego chcemy od członków naszego zespołu — to najważniejsze, co może dać lider. Jeśli przyjmiesz wszystkie te zasady, to twoja drużyna osiągnie wielki sukces.

5 sposobów na dobre recenzje Twojej firmy w Internecie. Dobre praktyki oraz czego warto unikać

W wyszukiwarkach produktów, usług lub firm na mapach i w specjalistycznych serwisach, internauci oczekują odpowiedzi na coraz bardziej precyzyjne pytania. Nie pytają już tylko o to „gdzie jest wulkanizacja?”, ale „gdzie znajduje się najlepsza wulkanizacja na Ursynowie?”.

dobre recenzje“Najlepsza”, tzn. najczęściej polecana lub z najwyższymi ocenami, oczywiście napisanymi przez klientów danej firmy. Zarządzanie recenzjami jest na całym świecie istotnym elementem promocji firmy w Internecie. Największe doświadczenie w tym zakresie mają hotele i restauracje, które aktywnie proszą swoich klientów o wyrażenie opinii na temat pobytu w hotelu. Na bieżąco też odpowiadają na recenzje swoich klientów. Natomiast średnia ocena klientów prezentowana na portalach z rezerwacjami jest kryterium wyboru hotelu czy restauracji dla wielu podróżujących.

Zdobycie dobrych recenzji jest ważne, ale nie za wszelką cenę.

Oto kilka wskazówek, które warto wziąć pod uwagę, aby zebrane od klientów opinie były wiarygodne i wpływały pozytywnie na wizerunek firmy.

Nie proś o opinie tylko zadowolonych klientów. Opinie wszystkich klientów, a nie tylko tych zadowolonych, są cennym źródłem informacji zwrotnej i prowadzą do polepszenia jakości oferowanych usług. To jakby bezpłatne badanie marketingowe, którego efekty w dłuższej perspektywie pomagają w rozwoju twojego biznesu. Pamiętaj też, że same pozytywne opinie budzą podejrzliwość i mogą odstraszyć niektórych odbiorców twoich usług.

Nie dawaj nagród klientom za pozostawienie opinii. Kupon zniżkowy lub próbki produktów za pozostawienie opinii kojarzą się z łapówką i nie budzą entuzjazmu konsumentów.

Nie kopiuj opinii na temat swojej firmy z innych serwisów. Tylko świeże, unikalne w treści opinie pomogą w pozycjonowaniu twojej firmy. Jeśli zaczniesz przeklejać recenzje, Google rozpozna, że są kopią z innego serwisu i wtedy pominie je, tak jakby nie istniały.

Nie pisz samodzielnie opinii na temat własnej firmy. Google zauważy, że opinie zostały napisane z jednego źródła i ich nie opublikuje lub nie uwzględni. Dodatkowo, jeśli zostanie to rozpoznane przez innych Użytkowników, ich komentarze mogą przynieść zdecydowanie więcej strat wizerunkowych.

Odpowiadaj na recenzje. Odpowiedź na pozostawioną recenzję to jasny sygnał, że dana firma dba o swoich klientów, na bieżąco czyta recenzje i reaguje na nie. Inni konsumenci także czytają te odpowiedzi i na ich podstawie wyrabiają sobie opinię o firmie. Pamiętaj – nie pisz tych samych, szablonowych odpowiedzi. Klienci łatwo zauważą, że wszystkie odpowiedzi wyglądają tak samo i poczują się źle potraktowani. Poza tym każdy lubi być traktowany indywidualnie, prawda?

Podstawą zarządzania recenzjami jest ich monitorowanie. NETskaner umożliwia bieżący monitoring recenzji z różnych serwisów internetowych (Google, Facebook, TripAdvisor i wiele innych) w jednym panelu dostępnym online. Jeżeli jesteś zainteresowany, dowiedz się więcej pod adresem netskaner.pl.

Unikatowe narzędzie do zarządzania firmą w Internecie już w Polsce

Większość Internautów, szukając dowolnej firmy, wpisuje jej nazwę do wyszukiwarki internetowej.  Wynik wyszukiwania pokazuje czy dana firma jest, gdzie się znajduje i jaki ma telefon. Brak tych danych lub niepoprawne dane w wyszukiwarce internetowej natychmiast negatywnie wpływają na postrzeganie takiej firmy. Czy w ogóle istnieje? Czy szukam właściwej firmy? Użytkownik zadaje sobie pytanie “może skorzystam z usług innej firmy, bo ta już pewnie nie działa”. Szereg negatywnych konsekwencji dla biznesu, który nie zadbał o swój wizerunek w Internecie.

NETskanerTymczasem od niedawna na polskim rynku dostępne jest narzędzie, które pozwala zadbać o spójne i prawidłowe dane lokalizacji firmy w Internecie, jednocześnie w odniesieniu do wielu serwisów internetowych publikujących dane teleadresowe i prezentację danej firmy.

NETskaner pozwala w prosty sposób zarządzać i kontrolować dane lokalizacji firmy w wielu serwisach internetowych w sieci.

Zasada działania jest następująca. Eniro, firma oferująca jako jedyna to narzędzie na rynku polskim, tworzy profil lokalizacji firmy w NETskanerze, a następnie synchronizuje ten profil z wieloma serwisami na rynku (Google, Facebook, Panorama Firm, Yelp, Cylex, nawigacje samochodowe TomTom, Navmii i wiele innych) poprzez bezpośrednie połączenie API. Profile są tworzone tam, gdzie ich wcześniej nie było. Natomiast jeśli istnieją, są identyfikowane i aktualizowane. Synchronizacja odbywa się w czasie rzeczywistym.

Właściciel firmy otrzymuje dostęp do panelu administracyjnego i w dowolnym momencie może aktualizować i poszerzać zawarte tam informacje. Zakres możliwych do prezentowania danych jest bardzo szeroki i obejmuje dane teleadresowe, opis działalności, słowa kluczowe, a także grafiki, logotypy i filmy wideo. Właściciel firmy może także za pomocą NETskanera monitorować opinie i recenzje pojawiające się w sieci na temat jego firmy oraz śledzić statystyki wejść do profili na poszczególnych serwisach.

NETskaner działa korzystnie w wielu wymiarach. Po pierwsze pozwala na kontrolę i zarządzanie danymi lokalizacji firmy. Następnie wpływa pozytywnie na pozycjonowanie strony domowej firmy, ponieważ zapewnia linkowanie do strony domowej z profili utworzonych w sieci internetowej. Pozwala monitorować media społecznościowe i w odpowiednim momencie zareagować. Buduje pozytywny i profesjonalny wizerunek firmy w Internecie.

NETskanera można przetestować bezpłatnie, wykonując darmowy audyt obecności firmy w sieci: www.netskaner.pl

Certyfikacja pracowników – motywator i ścieżka rozwoju

Eniro Polska, dostawca rozwiązań marketingu internetowego dla małych i średnich firm z powodzeniem rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników. Stała edukacja pracowników to jedno z najważniejszych zadań wpisanych w misję firmy. Rozwój portfolio produktów oraz rosnące potrzeby przedsiębiorców wymagają nieustannego rozwoju kwalifikacji. Certyfikacja potwierdza zdobycie nowych umiejętności i zachęca pozostałych do zdobywania pożądanych przez organizację kompetencji.

W dobie postępu technologicznego, gdy coraz więcej firm dysponuje podobnymi rozwiązaniami, istotną kwestią jest budowanie przewagi konkurencyjnej w oparciu o kapitał ludzki. Certyfikacja pracowników jest szansą dla organizacji na wprowadzenie jeszcze lepszych standardów obsługi Klienta i rozwijania modelu organizacji uczącej się. W przypadku firmy Eniro Polska, certyfikacja jest wspólnym projektem Działu HR i Sprzedaży, który uzupełnia program edukacyjny z zakresu marketingu internetowego. W Dziale Sprzedaży certyfikat oznacza awans na stanowisko Specjalisty Sprzedaży lub Telesprzedaży ds. Marketingu Internetowego. W programie przewidziane są także kolejne stopnie certyfikacji.

Polskie małe i średnie firmy w szybkim tempie muszą dostosować się do wymagań tzw. rewolucji 4.0. To czwarta rewolucja przemysłowa, w której najważniejsze jest zastosowanie technologii i narzędzi cyfrowych w codziennym prowadzeniu biznesu. Nie każdy przedsiębiorca ma czas i środki na samodzielne zdobywanie wiedzy. Wielu z nich potrzebuje wsparcia w zakresie marketingu internetowego. Certyfikowany konsultant to pewność, że mamy do czynienia z ekspertem, profesjonalnym doradcą, który analizuje sytuację firmy (audyt obecności w sieci), sygnalizuje problemy i dobiera optymalne rozwiązania. Większa wiedza pozwala mu na lepsze zarządzanie relacjami z klientami i wzrost ich satysfakcji. W organizacji sprzedażowej, zarówno w Telesprzedaży, jak i Sprzedaży Bezpośredniej, posiadam obecnie 101 osób z certyfikatami, a kolejne 146 jest bliskie spełnienia warunków. Są to najbardziej aktywne i zaangażowane osoby w zespole, dla których nowa wiedza i budowanie marki osobistej to filary rozwoju personalnego. – mówi Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska.

Każdy uczestnik programu otrzymuje na bieżąco indywidualną informację o wyniku, a w procesie dodatkowo wspiera go przełożony, zainteresowany wzrostem kompetencji i zaangażowania w swoim zespole.

Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska
Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska

Badania wskazują, że możliwości rozwoju kompetencji i stania się ekspertem w swojej dziedzinie to obecnie istotny obszar dla motywacji i satysfakcji pracowników. Element ten zyskuje na znaczeniu dla młodszych pokoleń. Program certyfikacji kompetencji cyfrowych w Eniro Polska odpowiada na tę potrzebę, ponieważ pozwala naszym pracownikom uzyskać ekspercką wiedzę i dzielić się nią z klientami, budując w ten sposób wizerunek własny oraz wizerunek firmy. Warunkiem uzyskania  certyfikatu jest więc nie tylko uczestnictwo w sesjach szkoleniowych i rozwiązanie obszernego testu  wiedzy, ale też  sprzedaż różnych produktów na założonym poziomie. Umiejętne połączenie teorii z praktyką gwarantuje, że nasz specjalista jest dobrze przygotowany do wspierania właścicieli małych i średnich firm w obszarze marketingu internetowego. Jesteśmy postrzegani jako firma, która dobrze szkoli siły sprzedaży, a sukces programu certyfikacji potwierdza tę opinię. – mówi Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Powodzenie projektu w Dziale Sprzedaży sprawiło, że firma rozszerza certyfikację na pozostałych pracowników, dostosowując ją do potrzeb innych działów.

Kolejnym krokiem jest certyfikowanie pracowników Działu Operacyjnego, którzy odpowiadają za realizację kampanii reklamowych dla klientów Eniro. Ostatnio wręczyliśmy w tym dziale dyplomy 24 osobom. W tym przypadku kryterium jest wiedza na temat naszych produktów oraz marketingu internetowego. – dodaje Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Certyfikacja pracowników sprzyja podnoszeniu efektywności całej organizacji. Proces certyfikacji pozwala firmie uzyskać informacje na temat umiejętności zatrudnionych w organizacji osób oraz lepiej zarządzać polityką szkoleniową. Dla pracowników jest to szansa na potwierdzenie własnych kompetencji i podniesienie samooceny.

Firmy certyfikujące swoich pracowników zyskują w perspektywie czasu wyższą jakość świadczonych usług, co pozytywnie przekłada się na proces współpracy z Klientami.

McDonald’s wyróżniony za Employer Branding

Działania wizerunkowo-rekrutacyjne sieci restauracji prowadzone pod hasłem „Witamy w McDonald’s” przyniosły firmie zwycięstwo w konkursie HR Dream Team, zostały również wyróżnione w kategoriach Strategia Employer Branding i Kampania Internetowa w konkursie Employer Branding Excellence Awards.

McDonald’s mocno zainwestował w działania na rynku pracy. W efekcie opracowanej w ubiegłym roku strategii employer branding firma rozszerzyła grupę docelową m.in. o osoby dojrzałe, zwiększyła też nacisk na działania lokalne. Dużo uwagi poświęcono aktywnościom wewnętrznym – w ramach projektu „Angażująca rekrutacja” w ciągu sześciu miesięcy przeszkolono osoby odpowiadające za rekrutację we wszystkich 400 restauracjach.

Jak podkreśla Joanna Rosiak, Talent Acquisition Manager w McDonald’s odpowiedzialna za „Angażującą rekrutację”: „W trakcie warsztatów z kierownikami zmapowaliśmy elementy procesu rekrutacyjnego, ustaliliśmy, co możemy zrobić, żeby każdy kandydat na rozmowie w naszych restauracjach czuł się dobrze i komfortowo. Badania candidate experience, które regularnie prowadzimy, pokazują, że przyniosło to dobre rezultaty, kandydaci dobrze oceniają atmosferę i przebieg spotkań rekrutacyjnych w McDonald’s”.

Okazało się to dobrą receptą na sytuację na rynku pracy w branży handlowej i gastronomicznej, bo działania przynoszą konkretne efekty. W ciągu roku od rozpoczęcia pracy nad wdrożeniem strategii wzrosła ocena marki McDonald’s jako pracodawcy w badaniu prowadzonym wśród gości restauracji, firma zadebiutowała w pierwszej dziesiątce zestawienia Pracodawca Roku i zdobyła tytuł „Top Employers”, a przede wszystkim zdecydowanie zwiększyła liczbę aplikacji i pracowników. Już wcześniej kampania została nagrodzona w konkursie EB Kreator, gdzie zdobyła nagrodę główną za całokształt działań i wyróżnienia w kategoriach Wideo wizerunkowo-rekrutacyjne, Kampania EB i Zakładka kariera.

Przy tworzeniu strategii McDonald’s współpracował z agencją MJCC specjalizującą się w obszarze employer brandingu. Działania realizują wspólnie agencje MJCC, DDB & Tribal, Isobar i 24/7Communication, a media kupuje OMD.

Toyota zainwestowała miliard dolarów w największego operatora ride-hailingu w Azji Południowo-Wschodniej

Toyota inwestuje miliard dolarów w firmę Grab Holdings z Singapuru. To największy operator ride-hailingowy (ride-sharingowy) w Azji Południowo-Wschodniej o wartości ponad 10 miliardów dolarów. Toyota nawiązała współpracę z Grab Holdings w ubiegłym roku, a teraz znacząco zwiększa swoje zaangażowanie w jej działania i wspiera dalszą ekspansję na rynkach regionu.

Toyota unowocześnia model biznesowy

Wkład Toyoty w rozwój firmy Grab Holdings to największa w historii inwestycja producenta samochodów w firmę dostarczającą usługi dzielenia przejazdów. To element strategii Akio Toyody, by przekształcić Toyotę z tradycyjnego producenta samochodów w firmę dostarczającą klientom na całym świecie nowoczesne usługi mobilności, oparte na nowych technologiach. Aby przyspieszyć podejmowanie decyzji, przedstawiciele Toyoty zostaną oddelegowani do zarządu firmy Grab oraz wzmocnią jej kadrę menadżerską.

„To dobra decyzja – Toyota nie powinna pozostawać w tyle w tych dziedzinach” – skomentował Tatsuo Yoshida, analityk z Sawakami Asset Management Inc. w Tokio. – „Ride-sharing nadchodzi. Dla producentów to bolesna rzeczywistość. Ale może to być także wielka szansa na rozwój, jeśli zostanie dobrze zrozumiana”.

Połączone samochody i nowe usługi

Grab jest deweloperem platform mobilnych dla transportu, serwisów kurierskich i dostawców jedzenia, a także serwisów płatności i usług finansowych w 217 miastach w Azji Południowo-Wschodniej. W marcu tego roku Grab wykupił od Uber Technologies jego oddziały w regionie i obecnie dominuje na rynku ride-hailingu.

Od sierpnia 2017 roku Toyota i Grab wspólnie rozwijają serwisy łączenia samochodów w chmurze oraz wykorzystywania danych zbieranych przez system telematyczny Toyota TransLog. System ten służy do zarządzania flotami samochodowymi w firmach, a obecnie został zamontowany w 100 samochodach na wynajem marki Grab w ramach pilotażu. Zbierane za jego pomocą dane są przetwarzane za pośrednictwem Platformy Usług Mobilnych Toyoty (Toyota Mobility Service Platform, MSPF), która służy jako infrastruktura informatyczna dla usług opartych na łączeniu samochodów w sieci. Obie firmy rozpoczęły już współpracę w dziedzinie połączonych pojazdów, m.in. wprowadzając ubezpieczenia oparte na danych zbieranych podczas jazdy, którymi objęte są samochody we flocie Grab w Singapurze za pośrednictwem lokalnych ubezpieczycieli.

Nowa inwestycja pozwoli rozszerzyć tę współpracę, łącząc wszystkie samochody na wynajem we flocie Grab oraz wprowadzając różnego rodzaju usługi mobilne w regionie oparte na Platformie Usług Mobilnych Toyoty i zbieranych na niej danych. Toyota i Grab biorą pod uwagę także współpracę w dziedzinie ubezpieczeń opartych na danych zbieranych podczas jazdy czy usług finansowych dla użytkowników Grab. Toyota i Grab zamierzają wkrótce przejść od programów pilotażowych do pełnego wdrożenia usług, opracowywanych dla klientów w Azji Południowo-Wschodniej.

Handlowiec vs. klient – jak poradzić sobie z każdym typem kupującego?

Jeśli uważnie słuchasz rozmówcy, możesz się o nim sporo dowiedzieć – np. tego, w jaki sposób podejmuje decyzje czy też motywuje się do działania. Mogłoby się wydawać, że w biznesie taka „identyfikacja” pomocna jest tylko handlowcom, tymczasem przyda się także na innych stanowiskach. Jeśli na co dzień kontaktujesz się z klientami lub jesteś odpowiedzialny za przekazywanie innym informacji i chcesz robić to skuteczniej, naucz się rozpoznawać pewne wzorce patrzenia na świat.

Ludzie nieustannie dostarczają informacji o tym, w jaki sposób myślą, poprzez to, jak używają języka. Jeśli więc komunikujesz się na co dzień z innymi, zwróć uwagę na to, jak mówią. Dzięki temu łatwiej będzie ci przewidzieć, jak mogą się zachować w danej sytuacji czy jaką podejmą decyzję (również tę zakupową). To bardzo cenne wskazówki, bo pozwalają na prowadzenie komunikacji tak, aby była jak najskuteczniejsza. Na jakie sposoby myślenia warto więc zwrócić uwagę podczas rozmów z klientami i jak je wykorzystać?

Ja vs. inni

Osoby, które patrzą na świat poprzez pryzmat „ja”, lubią mieć możliwość wyboru i samodzielnego podejmowania decyzji. Irytuje je natomiast nachalne polecanie konkretnego produktu i zachęcanie do jego zakupu. Swoje opinie wyrażają bardzo zdecydowanie i jednoznacznie, w ich wypowiedziach często słyszy się zatem takie zwroty jak np. „ja uważam”, „ja potrzebuję”, „moim zdaniem” itp. – Takiego rozmówcy nie należy przekonywać do swoich racji, a raczej dać mu możliwość wyboru, docenić jego opinię i podkreślić, że ostateczna decyzja należy do niego, bo przecież najlepiej wie, co jest mu potrzebne – komentuje Grzegorz Mielewski, trener biznesu z firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland. Zupełnie inaczej będzie w przypadku osoby, która ma trudności z podejmowaniem decyzji – będzie ona potrzebowała wsparcia rozmówcy. Należy jednak uważać z intensywnością poleceń, bo mogą przynieść zupełnie odwrotny efekt – potencjalny klient może po prostu się wycofać, bo przerazi go konieczność podjęcia decyzji. – W takiej sytuacji należy pomóc w wyborze potrzebnego towaru. Skuteczne mogą okazać się takie techniki jak społeczny dowód słuszności czy reguła autorytetu. Warto więc argumentując odwołać się do nich, np. mówiąc „To dobry wybór, mamy sygnały od klientów, że są zadowoleni z tego produktu. Od dwóch lat ten model jest w czołówce sprzedaży i nie mieliśmy dotychczas żadnego zwrotu” – mówi Grzegorz Mielewski.

Zgoda vs. negacja

Ludzie, którzy nastawieni są na zgadzanie się ze wszystkim, rzadko krytykują cokolwiek – produkt, samą firmę lub jej przedstawiciela. – Wbrew pozorom to najtrudniejszy typ rozmówcy, bo sprawia wrażenie zadowolonego, nawet jeśli jego potrzeby nie są do końca zaspokojone. Warto więc dopytywać o wątpliwości i zastrzeżenia oraz pomagać mu w określeniu rzeczywistych potrzeb, chociażby poprzez zadawanie pytań i reagowanie na odpowiedzi. Następnie, kiedy już wspólnie uda się je określić, pomóc w podjęciu decyzji. Taka rozmowa może być dość czasochłonna, dobrze jednak uzbroić się w cierpliwość i dociekliwość, bo właśnie dzięki nim możemy w tym przypadku odnieść sukces – komentuje Grzegorz Mielewski z Integra Consulting Poland. Osoby, które za to zbierają informacje o świecie poprzez negowanie wszystkiego, będą w każdym słowie, produkcie czy usłudze szukać wad. Mogą wydawać się złośliwe i niezadowolone, choć często ich uwagi mają uzasadnienie. W takich przypadkach najlepiej przygotować się do przyjęcia krytyki, nie dać się zirytować i nie podejmować polemiki. Lepiej stwierdzić np. „Widzę, że zna się pan na tym” lub dopytać „Co jeszcze usprawniłby pan w naszej firmie?”.

Prywatność vs. rzeczowość

Ludzie, którzy postrzegają rzeczywistość poprzez filtr osobisty, lubią rozmawiać i nawiązywać bliższy kontakt z handlowcami, kontrahentami, partnerami biznesowymi czy innymi osobami, z którymi akurat się spotykają. Chętnie odnoszą się do swojej sytuacji życiowej i dzielą się zarówno swoimi radościami, jak i problemami. – W takim przypadku najlepiej sprawdzi się pokazanie, że uważnie słuchamy rozmówcy, chociażby nawiązując do tematów poruszonych przez niego wcześniej. Jeśli za to np. kontrahent jest bardziej rzeczowy, lepiej nie skracać dystansu i zrezygnować ze spoufalania się oraz osobistych pytań bądź wynurzeń, a skupić się za to na oferowanym towarze bądź usłudze – podpowiada Grzegorz Mielewski.

Cele vs. problemy

Klienci patrzący na świat poprzez pryzmat celów również przez konkretne zakupy będą chcieli je osiągać. Wiedzą dokładnie, czego potrzebują i jednoznacznie to komunikują, np.: „Chcę kupić niebieską bluzkę, z krótkim rękawem, koniecznie z bawełny.”. Warto rozpoznać i zrozumieć potrzeby, jakie chcą zaspokoić przez dany produkt, a także zapamiętać je, aby móc się do nich odnieść w późniejszej wymianie zdań, np. stosując parafrazę. W trudnych momentach rozmowy przypominanie celów drugiej strony jest bowiem sposobem jej zjednywania. Dla przeciwwagi handlowcy nieraz mają do czynienia także z osobami, które wszędzie dostrzegają problemy. Doszukują się trudności, jakie potencjalnie mogą zaistnieć, jeśli zdecydują się na zakup, pytają więc np. o takie kwestie jak: „Czy ten model często się psuje?”, „A co ja zrobię, gdy zapomnę o…?”, „Co się stanie, gdy…?”. W przypadku osób nastawionych na problemy warto starać się zmniejszać ich obawy przed ryzykiem, zapewniając o gwarancji, firmowym serwisie lub możliwości zwrotu. Powinny one mieć pewność, że otrzymają pomoc, gdyby pojawiła się taka konieczność. Bagatelizowanie ich obaw i przekonywanie niejako „na siłę” do danego produktu może sprawić, że staną się nieufne.

Każda osoba w inny sposób motywuje się, podejmuje decyzje, znajduje rozwiązania czy też przetwarza słowa. Uważna obserwacja zachowania rozmówcy oraz zwracanie uwagi na język, jakiego używa, to klucz do skutecznej komunikacji. Dzięki temu, nie tylko będąc handlowcem, łatwiej określić sposób, w który należy przekazywać informacje, aby dotrzeć i dopasować się do struktury doświadczenia drugiej osoby – mówi Grzegorz Mielewski z Integra Consulting Poland.