Atrakcyjna cena to wciąż największy bodziec zakupowy dla Polaków. 50 proc. klientów czeka na sezonowe wyprzedaże

Atrakcyjna cena to wciąż największy bodziec zakupowy dla Polaków. 50 proc. klientów czeka na sezonowe wyprzedaże 1

Sezonowe wyprzedaże to wciąż najbardziej lubiana przez Polaków forma promocji. Korzysta z nich blisko 90 proc. konsumentów, ponad połowa natomiast wstrzymuje się z decyzjami zakupowymi do momentu rozpoczęcia wyprzedaży. Zdaniem ekspertów, aby z sukcesem wyprzedać nadmiary magazynowe, sklepy powinny zadbać nie tylko o konkurencyjne ceny, lecz także o atrakcyjność towaru, dostępność przebieralni i stanowisk kasowych, oraz odpowiednią liczbę produktów przecenionych.

Jak pokazuje raport KPMG, z sezonowych wyprzedaży korzysta 88 proc. Polaków. Połowa z nich rozmyślnie wstrzymuje się z decyzjami zakupowymi aż do momentu rozpoczęcia akcji wyprzedażowych w sklepach. W czasie noworocznych i letnich promocji Polacy kupują głównie obuwie, odzież, kosmetyki i elektronikę, wydając na tego rodzaju zakupy minimum 300 zł. Znaczna część konsumentów przygotowuje się do sezonowych wyprzedaży wiele tygodni przed ich rozpoczęciem.

– Zbieramy kupony, rabaty, mamy listę produktów, które chcemy upolować. To napędza całą koniunkturę. Okres przygotowania do wyprzedaży powoduje, że jesteśmy gotowi na to, żeby ruszyć do sklepów po towary i na to czekamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystian Krawczyk, wiceprezes zarządu Quality Watch.

W ciągu kilku ostatnich lat zmienił się model zakupowy, do czego przyczyniło się m.in. upowszechnienie internetu. Polacy coraz częściej wykorzystują sieć do porównywania cen i jakości produktów oraz szukania opinii innych internautów. Zakupów online – według raportu KPMG – dokonuje blisko 60 proc. polskich konsumentów. 40 proc. natomiast odwiedza strony internetowe sprzedawców, nawet jeśli potem decyduje się na zakupy stacjonarne. W sklepach tradycyjnych Polacy doceniają takie udogodnienia jak odpowiednia lokalizacja, parking, możliwość pozostawienia dziecka pod opieką na czas zakupów.

– Sam model zakupowy będzie się zmieniać, natomiast wyprzedaże i cena wciąż będą dominujące. Cena dla 3/4 z nas wciąż jest decydująca i to się nie zmieni jeszcze przez pewien okres – mówi Krystian Krawczyk.

Wyprzedaż sezonowa ma istotne znaczenie nie tylko dla konsumenta, lecz także dla sprzedawcy, który w ten sposób pozbywa się nadmiaru towaru, przygotowuje magazyny na nowy sezon oraz przyciąga nowych klientów. Choć dla polskich konsumentów cena ma dominujące znaczenie, nie ona jedna decyduje jednak o sukcesie wyprzedaży. Równie istotne jest zaoferowanie klientom jak najszerszej oferty – porządek w sklepie traci na znaczeniu, ważne, by można w nim było znaleźć jak najwięcej łatwo dostępnego towaru.

– Towar powinien być wyeksponowany w każdej części sklepu, ometkowany jako „sale”. Pamiętajmy o właściwej komunikacji ceny, ona będzie nam się zmieniać z dnia na dzień – mówi Krystian Krawczyk.

Sklepy powinny ponadto zadbać o liczbę czynnych stanowisk kasowych oraz przymierzalni, adekwatną do zwiększonej liczby klientów. Sprzedawcy mają do dyspozycji szereg możliwości marketingowych, za pomocą których są w stanie wpływać na decyzje zakupowe klienta. Mimo przygotowań do wyprzedaży, wciąż co dziesiąty Polak dokonuje bowiem wyboru towaru spontanicznie. Podstawą jest przekonanie konsumenta o wyjątkowości oferowanego towaru – jest dostępny tylko przez chwilę, wkrótce zostanie wyprzedany, w dodatku po atrakcyjnej cenie. Istotne jest więc akcentowanie końca wyprzedaży.

– Pamiętajmy o takich elementach jak stara cena – nowa cena czy dwa produkty w pakiecie. Najlepszym przyjacielem sprzedawcy jest przecież taśma do połączenia w pewne zestawy – mówi Krystian Krawczyk.

Orężem w walce o zainteresowanie klienta jest również idea setów towarów. Umiejętne ułożenie produktów w zestawie pozwala odkryć potencjalnemu klientowi nową, nieuświadamianą wcześniej potrzebę. Przykładem są sety kosmetyków dla mężczyzn, w których obok klasycznych produktów do golenia i kremów do twarzy pojawiają się kremy pod oczy. W zakresie branży spożywczej istotne jest akcentowanie prozdrowotnej natury oferowanego produktu, np. brak glutenu lub laktozy.

– Klient będzie miał okazję złowić właściwy towar i to sprawi, że będzie zadowolony. Firma uzyska benefity z tego, że towar wyprzedała i jest miejsce dla nowej kolekcji. Każdy może być wygranym w tej grze – mówi Krystian Krawczyk.

Stomil stawia na technologie, nowe produkty i innowacyjność

Stomil Bydgoszcz to firma z wieloletnią tradycją – działa na rynku już niemal 100 lat. W ostatnim okresie spółka przeżywała jednak poważne problemy.

Głównym zadaniem nowego zarządu, który pojawił się w firmie w sierpniu ubiegłego roku, było zbadanie jej rzeczywistej kondycji finansowej, stanu majątkowego, przebudowa organizacji oraz wdrożenie działań, które miały odwrócić negatywne trendy w zakresie sprzedaży i rentowności. Na przestrzeni ostatnich miesięcy podjęto szereg bardzo konkretnych działań – uporządkowano sprawozdania finansowe, dokonano przeglądu wyceny majątku, w szczególności – zapasów. Obecnie firma wdraża nowe rozwiązania w zakresie raportowania, aby decyzje mogły być podejmowane w oparciu o dobre, wiarygodne dane i rzetelne analizy. Głębokiej przebudowie uległa organizacja sprzedaży i marketingu. Zmianie uległ sposób prowadzenia działań sprzedażowych, współpracy z kluczowymi partnerami i obsługi klienta. Dynamiczne działania sprzedażowe doprowadziły do tego, że – w niektórych kategoriach produktów – Spółka jest w stanie zrealizować tylko ok. 50 – 60% otrzymywanych zamówień. Wynika to z ograniczeń po stronie produkcji i możliwości szybkiego odtworzenia rzeczywistej mocy produkcyjnej, którą Spółka posiada. Stomil pracuje też nad rozszerzeniem portfela o produkty specjalistyczne – aby stworzyć lepszą ofertę dla klientów. Dynamiczne działania sprzedażowe doprowadziły do tego, że zamówienia na niektóre kategorie produktów Stomil znacznie przekraczają możliwości produkcyjne przedsiębiorstwa. Obecnie jest ono w stanie zrealizować tylko ok. 50-60 proc. z nich.

– Zbudowaliśmy nowy dział sprzedaży i dział obsługi klienta. Dziś dynamicznie rozwijamy się dzięki profesjonalnym handlowcom – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Rędaszka, prezes Stomil Bydgoszcz – Firma odwraca spadkowe trendy sprzedaży z poprzednich lat, pozyskuje nowych klientów i odzyskuje tych utraconych w przeszłości. To z pewnością jeden z elementów, który pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Główną przeszkodą w szybkim rozwoju jest jednak ograniczenie w postaci zaniedbanego kapitału ludzkiego. Dzisiaj Stomil potrzebuje nowych pracowników, aby w pełni wykorzystać swój park maszynowy. Stawiając na poprawę tego obszaru firma chce odbudować kompetencje, stworzyć silny i dynamiczny zespół skupiony wokół wspólnych wartości – z których główną będzie stabilna sytuacja finansowa spółki, jej rozwój oraz bezpieczeństwo zatrudnionych. Chcemy znacznie zwiększyć skalę swojej działalności. Planujemy poprawić rentowność i zwiększyć marże tak, aby wygenerować nowe środki na realizację trzeciego filaru rozwoju Stomilu – czyli inwestycji w nowe technologie zakładu produkcyjnego. Obecnie konkurencyjne firmy specjalizujące się w pewnych obszarach posiadają sprawnie funkcjonujące działy rozwoju i badań.  To kierunek powszechnie obowiązujący na rynku, który Stomil również będzie musiał przyjąć. Technologia, nowe produkty i innowacyjność wymagają ogromnego nakładu pracy, środków finansowych i wysiłku całego zespołu. To duża zmiana w organizacji spółki, procesach i w podejściu do biznesu. Jest niezbędna – choć rodzi z pewnością pewne niepokoje. Niemniej, została już rozpoczęta i będzie kontynuowana – podsumował Rędaszka

Trwają prace nad przepisami, które pozwalałyby farmaceutom udzielać porad medycznych klientom aptek

W Polsce jest 15 tys. aptek, w których pracuje 26 tys. farmaceutów, posiadających wystarczające kwalifikacje, by włączać się w proces leczenia. System ochrony zdrowia do tej pory nie dawał im jednak takiej możliwości. Tymczasem szansę ku temu stwarza postępująca informatyzacja oraz pilotaże opieki farmaceutycznej i koordynowanej. Jak wynika z raportu „Jak wprowadzić w Polsce opiekę farmaceutyczną? Rola i wyzwania współczesnej apteki”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z USP Zdrowie, wprowadzenie w Polsce opieki farmaceutycznej mogłoby przynieść nawet 4 mld zł oszczędności, co oznacza, że system mógłby funkcjonować bez kreowania dodatkowych kosztów dla budżetu państwa.

Badania pokazują, że ponad 12 proc. Polaków deklaruje, że ma niezaspokojone potrzeby związane z leczeniem. Tymczasem średnia dla wszystkich krajów unijnych wynosi zaledwie 4 proc. Główne powody ograniczające dostęp do specjalisty to czas oczekiwania, który jest przeciętnie ponad trzykrotnie dłuższy niż w innych krajach – wynosi 363 dni, podczas gdy średnio w krajach OECD jest to 113 dni. Problemem pozostaje zbyt mała liczebność kadr do obsługi chorych. Obecnie w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 2,3 lekarza, tymczasem przeciętnie w UE średnia ta wynosi 3,5. Jeśli zaś chodzi o farmaceutów, to na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce niespełna jeden – to wynik zbliżony do przeciętnej w Unii, a także prawie czterokrotnie wyższy niż w Holandii, która jest jednym z krajów realizujących opiekę farmaceutyczną.

Opieka farmaceuty

Według badań, farmaceuci cieszą się wysokim zaufaniem wśród polskiego społeczeństwa,1 to ogromny potencjał, który powinien być doceniony i włączony do systemu ochrony zdrowia. – Nieuniknione zmiany, trendy społeczne i cywilizacyjne obligują do tworzenia odpowiedzialnych rozwiązań systemowych, które będą realnie zaspokajać potrzeby pacjentów. Jak pokazują doświadczenia zachodnioeuropejskie, wprowadzenie opieki farmaceutycznej zdecydowanie poprawia efektywność leczenia, a w konsekwencji bezpieczeństwo i zdrowie pacjenta. Ponadto, jak dowodzi raport może przynieść wymierne korzyści dla polskiego systemu ochrony zdrowia – mówi Robert Jurgawka, członek zarządu USP Zdrowie.

Według definicji wypracowanej przez Ministerstwo Zdrowia opieka farmaceutyczna jest to działanie polegające na dokumentowanym procesie, w którym farmaceuta, współpracując z pacjentem i lekarzem, czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii.

Rolą farmaceutów byłoby doradzanie pacjentowi przed rozpoczęciem leczenia nowym preparatem, rzetelne przekazywanie choremu informacji – co zwiększa bezpieczeństwo stosowania leków, oraz motywowanie go do stosowania się do zaleceń lekarskich przez wyjaśnienie założeń leczenia. Cały ten proces miałby się odbywać w atmosferze spokoju i dyskrecji. Farmaceuta brałby na siebie ciężar pierwszego kontaktu z pacjentem potrzebującym doraźnej interwencji lub prostego badania.

System stosowany w Europie

Dziś brakuje przepisów, które pozwoliłyby farmaceutom traktować klientów aptek jak pacjentów. – Tymczasem opieka farmaceutyczna z sukcesem realizowana jest w wielu europejskich krajach. Najczęściej jest finansowana z pieniędzy pochodzących z budżetu ubezpieczenia zdrowotnego. Tak jest na przykład w Holandii, Niemczech i Wielkiej Brytanii – mówi Rafał Rudzki, starszy menedżer w Deloitte Polska.

Zakres usług oferowany w ramach opieki farmaceutycznej jest różny w każdym ze wspomnianych krajów – zależy od wielkość nakładów, jakie poszczególne państwa przeznaczają na tę opiekę. Według szacunków Deloitte najwyższe nakłady na opiekę farmaceutyczną z budżetu przeznacza Wielka Brytania – sięgają 0,53 proc. PKB. Brytyjscy farmaceuci są uprawnieni nawet do wystawiania recept.

– W Polsce należy wykorzystać szansę, którą daje wprowadzenie e-recept. Elektroniczne recepty zastąpią papierowe, bo będą wygodne dla pacjenta, lekarza i farmaceuty. Dzięki powstaniu sieci wymiany informacji między przychodniami i aptekami, wprowadzenie opieki farmaceutycznej około 2020 roku byłoby, więc możliwe – mówi Piotr Arak, współautor raportu.

Niezbędna informatyzacja

Zdaniem ekspertów Deloitte reformę opieki zdrowotnej można zrealizować według jednego z trzech scenariuszy. Pierwszy z nich zakłada wprowadzenie programu profilaktycznego, który nie wymagałby istotnych zmian legislacyjnych. Gdyby miał objąć całą populację, jego roczny koszt wynosiłby około 3,5 mld zł w 2020 r., ale zyski zdrowotne zredukowałyby wydatki NFZ o 3,85 mld zł (4 proc. budżetu NFZ). Oznacza to, że w długim terminie rozwiązanie to mogłoby być samofinansujące, dlatego wydaje się najbardziej korzystne.

W drugim scenariuszu można wprowadzić – na podobieństwo świadczeń POZ – usługę opieki farmaceutycznej i farmaceutę jako element podstawowej opieki zdrowotnej. Podobnie jak w pierwszym scenariuszu wiązałoby się to z 3,5 mld zł rocznych wydatków w 2020 r. i 3,85 mld zł oszczędności.

Trzeci model zakłada wprowadzenie w Polsce regulacji prawnych umożliwiających klientom aptek stanie się pacjentami za niską opłatą ryczałtową. Zysk dla publicznego systemu ochrony zdrowia z prywatnego korzystania z opieki farmaceutycznej mógłby wynieść wówczas około 468 mln zł. – Warunkiem sine qua non reformy wprowadzającej ogólnopolską opiekę farmaceutyczną jest istnienie systemu informatycznego łączącego lekarzy i farmaceutów. Bez tego udział aptekarzy w procesie leczenia będzie niemożliwy. Reforma opieki farmaceutycznej przygotuje Polskę na wyzwania przyszłości, także te związane ze starzeniem się społeczeństwa i ograniczonej dostępności usług medycznych. Pozwoli ponadto zachować w Narodowym Funduszu Zdrowia konkretne środki – podsumowuje Rafał Rudzki.

[1] Międzynarodowe badanie zaufania do zawodów, GfK, Warszawa 2014

Polska gospodarka wciąż w świetnej kondycji

Polska gospodarka dobrze broniła się w maju przed skutkami osłabienia wzrostu gospodarczego w Eurolandzie, a zwłaszcza w Niemczech. Natomiast wynagrodzenia nadal rosną szybko i takie tempo może utrzymać się przez cały rok.

W maju 2018 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 3,7% niż przed rokiem i wyniosło 6210,2 tys. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) było wyższe o 7,0% r/r i wyniosło 4696,59 zł.

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w maju br. była wyższa niż przed rokiem o 6,1% (wobec wzrostu o 7,4% w maju ub. roku). W porównaniu z kwietniem br. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 2,2%.

– Słabnąca koniunktura w Europie nie odbiła się negatywnie na polskiej gospodarce – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wzrost odczuwalnych dochodów pracowników będzie nadal duży, w maju fundusz płac był wyższy o ponad 10 proc. w porównaniu do maja 2017 r.

Sukces programu obligacji detalicznych PKN ORLEN

Na tydzień przed końcem terminu zapisów, liczba subskrybowanych obligacji przekroczyła łączną liczbę oferowanych obligacji serii E. Wszystkie emisje cieszyły się zainteresowaniem ze strony inwestorów co świadczy o silnej pozycji Koncernu na rynkach finansowych.

Grupa ORLEN odgrywa ważną rolę z punktu widzenia rozwoju gospodarki i rynków finansowych w Polsce. Dlatego chętnie angażujemy się w aktywizację krajowego rynku kapitałowego, m.in. poprzez wprowadzenie wszystkich naszych obligacji detalicznych do obrotu na platformę Catalyst. W ten sposób również wzmacniamy naszą pozycję i zaufanie ze strony inwestorów. Najlepszym potwierdzeniem jest właśnie sukces programu obligacji detalicznych – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

W ramach ostatniej serii E oferowane były obligacje o wartości 200 mln zł, oprocentowane według zmiennej stopy procentowej, na którą składa się WIBOR 6M i marża w wysokości 1,2%. Wszystkie obligacje detaliczne otrzymały ocenę agencji Fitch Ratings, która przyznała całemu programowi rating na poziomie A(pol).

Na rynkach strach góruje nad rozsądkiem

Wiele znaków zapytania co do efektów działań Trumpa i jego agresywnie prowadzonej polityki. Inwestorzy znów chętniej lokują kapitał w aktywa bezpieczne stąd umacnia się frank szwajcarski i jen. Wojny handlowe póki co służą dolarowi. Chiny i UE nie składają broni i uderzają akcjami odwetowymi. EUR/USD odbił się od wsparcia i podąża w górę. Pytanie czy to tylko korekta czy jednak możliwa zmiana trendu. BoE pomaga nieco funtowi.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 14.05.2017-25.06.2018
Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2582 3,5670 3,6000 4,8365
Maksimum 4,3387 3,7920 3,7620 4,9830

 

EUR/PLN

EURPLN..H4Na rynkach nadal nie widać optymizmu. Coraz bardziej nieczyste zagrywki prezydenta Trumpa w wojnie handlowej powodują, że odreagowania są bardzo szybko stłumione. Nowe pomysły a tym samym nowe cła są praktycznie prezentowane codziennie. Teraz grozi on nowymi sankcjami znów wobec Chin i UE. Trudno jest wyrokować co jeszcze może się pojawić i na co liczy Trump. Bo raczej nie myśli prezydent USA, że nakładanie kolejnych ograniczeń w handlu będzie spokojnie przyjmowane czy to przez Państwo Środka czy UE. A kraje objęte sankcjami uderzają w bardziej wizerunkowe sankcje odwetowe. Unia Europejska w ramach rewanżu nałożyła cła na motocykle, sok pomarańczowy i Bourbona. Podsumowując trwa chaos i dezorientacja inwestorów to musi skutkować wyprzedażą aktywów rynków wschodzących. Na EUR/PLN trwa krótkoterminowy trend wzrostowy i bardzo możliwe jest testowanie oporu w postaci ostatniego maksimum. Biorąc pod uwagę podejście Trumpa, że nie zawaha się za wszelką cenę wygrać i otrzymać to czego chce możemy oczekiwać dalszej presji wzrostowej na tej parze. Jak pokazał temat Włoch i kryzys polityczny w tym kraju strach bardzo szybko zagościł na rynkach. I nie był to konkretny przypadek tylko myślenie inwestorów co może się zdarzyć. A nie ma nic gorszego w tym przypadku bo szybko się uruchamia spirala strachu. Szczególnie w okresie wakacyjnym gdy płynność jest niższa. Stąd nie będzie zaskoczenia gdy zobaczymy na EUR/PLN 4,35.

CHF/PLN

CHFPLN..H4Również na CHF/PLN doskonale widać aktualne podejście inwestorów. Lokują oni swoje środki w bezpieczne przystanie stąd wynika umocnienie franka szwajcarskiego. Waluta Szwajcarii nie jest odosobniona i rosną w siłę także inne waluty uznawane za bezpieczne czyli jen i dolar amerykański. Jest to jak najbardziej uzasadnione podejście biorąc pod uwagę to co się dzieje na świecie. Z jednej strony to do niemal znudzenia temat wojny handlowej USA z praktycznie całym światem. Ostatnie informacje mówią o zablokowaniu chińskich inwestycji w amerykański sektor technologiczny. Z drugiej strony pojawiają się niepokojące informacje z Niemiec o utarczkach wewnątrz koalicji rządzącej. Merkel ma ponoć dwa tygodnie na rozwiązanie sprawy uchodźców. W przeciwnym wypadku SPD widzi nawet możliwość powołania nowych wyborów nawet we wrześniu. Póki co rynki biorą to za dość utopijny scenariusz ale gdyby się tak stało możemy oczekiwać silnej wyprzedaży euro a co za tym idzie umocnienia franka szwajcarskiego. I po trzecie temat Turcji. Erdogan po niedzielnych wyborach zyskał niemal pełnię władzy. Teoretycznie źle ale w praktyce może się okazać, że będzie to wsparciem dla mocno przecenionej liry bo przynajmniej na chwilę zniknie niepewność. Tym samym umocnienie jednej z walut krajów wschodzących mogło by być na plus dla innych, a tym samym dla złotego. Oporem dla dalszych wzrostów będzie sforsowanie ostatniego maksimum.

USD/PLN

USDPLN..H4Awersja do ryzyka na rynkach wywindowała USD/PLN znów wysoko. Testowane było ostatnie maksimum na poziomie bliskim 3,76. Nieudana próba zbiegła się z ruchami na parze EUR/USD i pozwoliła kursowi nieco odreagować. Główna para walutowa nieco ruszyła się w górę ale wygląda to na ruch korekcyjny. Wsparcie w okolicach 1,15 okazało się solidnym wsparciem. Niemniej jednak poziom 1,16-1,17 pozwala patrzeć zarówno na perspektywę spadkową jak i wzrostową. Teoretycznie uważa się, że wojna handlowa powinna działać na korzyść. Wynika to z tego, że w nerwowym okresie na świecie dolar może być bezpieczną przystanią. I ma ku temu powody choćby solidna gospodarka i perspektywa dość wysokich rentowności długu przy niskim ryzyku. Tylko pytanie zasadnicze czy waluta amerykańska już nią jest. Agresywna polityka Trumpa może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli nie osiągnie tego co chce może to podważyć zaufanie do dolara. Tym bardziej, że Chiny, Kanada czy UE nie wyglądają by miały się łatwo poddać. A co jeśli UE zacznie silniej współpracować z Chinami? Wtedy prezydent USA może oberwać rykoszetem i tym samym waluta amerykańska. Tym bardziej, że działania Fed są już w cenie. A ryzyko, że EBC przeciągnie dłużej QE jest bardzo małe. I to spory argument na rzecz euro. Podsumowując są spore szanse, że dolar może nieco stracić w najbliższym czasie.

GBP/PLN

GBPPLN..H4Na GBP/PLN również mamy trend wzrostowy ale przebiegający dość spokojnie. Waluta brytyjska nieco zyskała po posiedzeniu Banku Anglii gdzie rozkład głosów jastrzębich zwiększył się o jeden. W efekcie stopy zostały utrzymane ale już tylko wynikiem 6-3. Oczywiście rozbudziło to apetyty inwestorów o podwyżkę stóp już na kolejnym posiedzeniu. Wiele z pewnością wyjaśnią dane makro, które będą się pojawiać w kolejnych tygodniach. W tym choćby PKB powinno wskazać drogę BoE. Wiele też będzie zależało od ogólnego sentymentu na rynkach. Jeśli awersja do ryzyka się utrzyma to GBP/PLN dość szybko będzie testował okolice ostatniego maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Absurd skargi nadzwyczajnej

Wraz z początkiem kwietnia do grona nadzwyczajnych środków zaskarżenia dołączyła szumnie zapowiadana skarga nadzwyczajna. Nowe rozwiązanie z jednej strony umożliwia naprawienie sądowych krzywd, z drugiej – mimochodem sprzyja wydłużaniu się w nieskończoność postępowań sądowych oraz wznawianiu spraw nawet sprzed 20 lat. Pomimo sporego zainteresowania ze strony obywateli, eksperci nadal widzą więcej wad skargi nadzwyczajnej niż jej zalet.

Przesłanki wniesienia skargi nadzwyczajnej

Skarga nadzwyczajna jest środkiem subsydiarnym – przysługuje jedynie wtedy, gdy nie zachodzi możliwość uchylenia lub zmiany orzeczenia w drodze innego rodzaju nadzwyczajnych środków zaskarżenia. Można ją wnieść od kończącego postępowanie, prawomocnego rozstrzygnięcia sądu powszechnego lub wojskowego, jeżeli jest to niezbędne dla zapewnienia praworządności oraz sprawiedliwości społecznej, a orzeczenie narusza konstytucyjne zasady tudzież wolności i prawa człowieka. Skarga może zostać również wniesiona, gdy orzeczenie rażąco narusza prawo poprzez jego błędną wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie lub gdy zachodzi oczywista sprzeczność zebranego w sprawie materiału dowodowego z ustaleniami sądu. Wprowadzone rozwiązanie może zatem służyć do zakwestionowania prawie każdego prawomocnego orzeczenia sądowego.

Skorzystanie z nowego instrumentu nie jest możliwe w przypadku postanowienia o przysposobieniu, wyroku ustalającego nieistnienie małżeństwa lub orzekającego unieważnienie małżeństwa bądź rozwód, gdy chociaż jedna ze stron po jego uprawomocnieniu zawarła nowy związek małżeński. Skarga nadzwyczajna nie może być także wniesiona w sprawach wykroczeń i wykroczeń skarbowych. Należy również pamiętać, że jeżeli zostanie ona złożona w sprawie, gdzie wcześniej rozpoznawana była kasacja lub skarga kasacyjna, to wówczas skargi nie będzie można oprzeć na podnoszonych wcześniej zarzutach.

Podmioty uprawnione do wniesienia skargi nadzwyczajnej

Ustawodawca zadecydował, że skarga nadzwyczajna nie może zostać wniesiona samodzielnie przez obywatela czy nawet profesjonalnego pełnomocnika. Może ją wnieść tylko Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Prokurator Generalny. Do grona uprawnionych należą też Rzecznik Praw Dziecka, Prezes Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, Rzecznik Praw Pacjenta, Rzecznik Finansowy, Przewodniczący KNF i Prezes UOKiK, którzy mogą wnieść skargę jedynie w sprawie należącej do ich właściwości. Aby więc zainteresowany mógł uczynić pożytek ze skargi nadzwyczajnej, musi on zwrócić się z wnioskiem do jednego ze wspomnianych organów i zainteresować go swoją sprawą. Po otrzymaniu takiego wniosku organ będzie miał obowiązek przeanalizować go i zapoznać się z aktami. Będzie mógł odmówić sporządzenia i wniesienia skargi, gdy stwierdzi, że byłaby ona nieuzasadniona lub że istnieją negatywne przesłanki do jej wniesienia.

Skargi nadzwyczajne będzie rozpatrywać nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w Sądzie Najwyższym, której sędziowie będą mianowani przez Krajową Radę Sądownictwa wybieraną przez polityków.

Terminy do złożenia skargi nadzwyczajnej

Co do zasady skargę nadzwyczajną będzie można wnieść w ciągu 5 lat od uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia, a w przypadku gdy od orzeczenia wniesiono kasację albo skargę kasacyjną – w terminie roku od ich rozpoznania. Jednocześnie niedopuszczalne jest uwzględnienie skargi wniesionej na niekorzyść oskarżonego, gdy od dnia uprawomocnienia się orzeczenia minął ponad rok. Jeżeli zaś od uprawomocnienia się orzeczenia upłynęło 5 lat, a wywołało ono nieodwracalne skutki prawne lub przemawiają za tym zasady, wolności oraz prawa człowieka i obywatela wskazane w Konstytucji RP, Sąd Najwyższy będzie mógł ograniczyć się do stwierdzenia, że zaskarżone orzeczenie wydano z naruszeniem prawa.

Ponadto wprowadzona została tymczasowa możliwość wniesienia skargi nadzwyczajnej od orzeczeń, które uprawomocniły się po 17 października 1997 r. – będzie można z niej skorzystać jedynie w ciągu 3 lat od wejścia w życie znowelizowanej ustawy.

Absurd skargi nadzwyczajnej

Pozornie skarga nadzwyczajna może wydawać się dobrym rozwiązaniem. Budzi ono jednak sporo kontrowersji i fatalnie wpływa na pewność obrotu prawnego. Po pierwsze: skąd pewność, że ponowne rozpatrzenie sprawy zakończy się sprawiedliwym rozstrzygnięciem? Pamiętajmy, że przez lata niektóre akta są niszczone, a niektóre giną; świadkowie pewnych wydarzeń umierają, a pamięć żyjących stopniowo się zaciera. Odtwarzanie akt jest zaś procesem niezwykle czasochłonnym, wymagającym przesłuchiwania wielu świadków. Odtworzony materiał ostatecznie może okazać się niekompletny. Prawdopodobieństwo, że rozstrzygnięcie sprawy sprzed lat zakończy się sukcesem, jest bardzo małe.

Po drugie, wymogi złożenia skargi nadzwyczajnej są na tyle ogólne, że organ polityczny tak naprawdę subiektywnie decyduje, które wyroki mogą zostać wzruszone. To natomiast może prowadzić do niebezpiecznych działań o charakterze zemsty politycznej – nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której sprawę wygrali polityczni przeciwnicy obecnej władzy. Czy istnieje lepsze narzędzie nacisku niż możliwość zmiany prawomocnego wyroku?

Poza tym, ponowne osądzanie zamkniętych już spraw źle wpływa na pewność obrotu prawnego. A tymczasem fundamentalną wartością państwa prawa jest zaufanie do niego – zaufanie, że ostateczne rozstrzygnięcie sądowe rzeczywiście jest ostateczne. Tymczasem wprowadzenie skargi nadzwyczajnej powoduje, że ostateczne rozstrzygnięcie nie jest ostateczne. Nie zapominajmy także, że największą słabością polskiego sądownictwa są przewlekające się postępowania, a idea skargi nadzwyczajnej jeszcze bardziej wydłuży toczące się postępowania.

Czy wprowadzenie skargi nadzwyczajnej naprawdę było niezbędne?

Nasuwa się wniosek, iż skarga nadzwyczajna to środek, który powiela dotychczas istniejące rozwiązania, narusza zasadę pewności prawa, a politykom daje kolejny instrument wpływu na sądownictwo. Zamiast leczyć problemy wymiaru sprawiedliwości i przywracać poczucie sprawiedliwości społecznej, jedynie potęguje przedłużanie się postępowania i wprowadza niepotrzebne konflikty. Niedługo nikt nie będzie mógł być pewien, że wyrok w jego sprawie jest ostateczny.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Obawy o wojnę handlową znów uderzyły w złotego

Narastający konflikt między Chinami a Stanami Zjednoczonymi zaniepokoił inwestorów, skłaniając ich do wyprzedaży walut rynków wschodzących na rzecz bezpieczniejszych – franka szwajcarskiego i jena japońskiego.

W ubiegłym tygodniu ostatecznie umocniła się również wspólna europejska waluta – po kilku miesiącach rozczarowań, dane ekonomiczne ze strefy euro pozytywnie zaskoczyły. Funt brytyjski natomiast nie skorzystał zbyt mocno z jastrzębich sygnałów płynących z Banku Anglii. Podczas ostatniego spotkanie BoE główny ekonomista banku centralnego, Andy Haldane, niespodziewanie dołączył do dwóch pozostałych „jastrzębi” głosujących za natychmiastową podwyżką stóp procentowych.

Najlepiej radzącą sobie walutą tygodnia było meksykański peso. Pozytywny sentyment do waluty Meksyku powrócił wraz z pojawieniem się przekonania, że prawdopodobna elekcja lewicowego kandydata na prezydenta nie wpłynie negatywnie na perspektywy gospodarcze kraju.

W bieżącym tygodniu dla rynku walutowego kluczowe będą dane makroekonomiczne publikowane w USA, Europie i Chinach. Największą uwagę przywiązujemy do dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych i w Starym Kontynencie, które poznamy pod koniec tygodnia.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Złoty najmocniej tracił w parze z euro. „Winnym” stojącym za osłabieniem polskiej waluty, zwłaszcza w pierwszej części tygodnia był wzrost ryzyka wojny handlowej w związku z potyczką USA i Chin na owym froncie.

Praktycznie wszystkie odczyty z Polski opublikowane w ubiegłym tygodniu były dobre. W maju obserwujemy wzrost dynamiki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Rynek pracy również pokazuje dobre odczyty – płace w sektorze korporacyjnym w maju wzrosły o 7% rocznie, niemal zgodnie z oczekiwaniami, zatrudnienie rośnie z kolei w stałym tempie 3,7% rocznie.

W tym tygodniu poznamy również kilka odczytów z Polski. Warto będzie zwrócić uwagę w szczególności na piątkowe dane o inflacji CPI. Uwaga inwestorów nadal prawdopodobnie będzie jednak skupiała się na kwestii konfliktu handlowego USA i Chin oraz na danych płynących z największych światowych gospodarek.

GBP

Tak jak oczekiwał konsensus, podczas ostatniego spotkania Bank Anglii zdecydował o utrzymaniu poziomu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Niemniej, liczba jastrzębi w MPC (Komitecie Polityki Pieniężnej) wzrosła do trzech, po tym jak główny ekonomista BoE, Andy Haldane, zagłosował inaczej  niż pozostali decydenci banku centralnego. Po raz pierwszy od siedmiu lat główny ekonomista Banku Anglii sprzeciwia się zdaniu reszty MPC. Tym samym jego decyzja ma większe znaczenie, niż gdybyśmy mieli do czynienia z głosami innych członków Komitetu. Uważamy, że tak znacząca zmiana nastrojów w banku centralnym otwiera możliwość podniesienia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii już w sierpniu. Jesteśmy jednak dość zaskoczeni umiarkowaną reakcją szterlinga na rozwój sytuacji w banku centralnym. Zaczynamy się skłaniać do wniosku, że funta w okresie letnim może czekać okres wzrostu, zwłaszcza jeżeli pojawią się jakiekolwiek pozytywne wieści odnośnie stanu negocjacji ws. Brexitu.

EUR

Kluczowe indeksy PMI, opisujące aktywność biznesu w gospodarkach strefy euro pozytywnie zaskoczyły. Zbiorczy indeks PMI wzrósł po raz pierwszy od pięciu miesięcy. W związku z tym, iż wspomniany wskaźnik jest jednym z najlepszych źródeł do oceny sytuacji gospodarczej Starego Kontynentu, wzrost PMI uzasadnia nasz pogląd, że spowolnienie w strefie euro powinno być krótkie i niezbyt dotkliwe.

Obecnie czekamy na informacje dotyczące wzrostu cen. Jeżeli inflacja bazowa będzie wykazywała oznaki wzrostu (co miało miejsce miesiąc temu), może zmienić to sytuację na EUR/USD w średnim terminie. Ostatnio obserwowane poziomy mogłyby w takiej sytuacji być dołkiem dla głównej pary.

USD

Ubiegły tydzień rozpoczął się niepokojącym oświadczeniem prezydenta Trumpa, w którym szef amerykańskiej egzekutywy rozważał nałożenie 10% taryfy celnej na eksportowane przez Państwo Środka produkty o wartości 200 miliardów dolarów, jak i odpowiadającą mu deklaracją o odwecie ze strony Chin. Azjatycki rynek akcji ma za sobą ciężki tydzień, mimo

że aktywa w innych częściach globu radziły sobie względnie dobrze. Co istotne, dolar amerykański nie skorzystał istotnie na wzroście niepewności rynkowej (mimo swojego statusu „bezpiecznej przystani”) i zakończył tydzień nieco poniżej poziomu w którym go rozpoczął.

Podobnie jak w przypadku strefy euro, uwagę inwestorów w USA w tym tygodniu powinny przywiązać opublikowane w piątek dane o dynamice cen. Rynek będzie oczekiwał utrzymania wzrostowego trendu dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych, który obserwujemy od kilku miesięcy.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Gold oraz BTCUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu COT warto zainteresować się platyną oraz euro.

Złoto – coraz ciekawsze

Według ostatniego raportu COT złoto staje się coraz ciekawszym instrumentem. Dlaczego? Otóż po raz kolejny zobaczyliśmy wzrost krótkich pozycji w portfelach zarządzających oraz redukcję długich. Historycznie ilość krótkich pozycji względem długich stanowi zbyt dużą ilość w portfelach zarządzających, co historycznie zawsze doprowadzało do mocniejszgo odbicia na tym surowcu. Czy tym razem będzie tak samo? Bardzo prawdopodobne, ponieważ wskazuje na to też analiza techniczna. Niemniej jednak zanim zdecydujemy się na działanie linia pozycji netto powinna odbić, ponieważ dane zjawisko równowagi pomiędzy długimi oraz krótkimi pozycjami może się przedłużyć. Pomimo tego złoto szuka długoterminowego dołka, po czym prawdopodobnie znajdziemy się na nowych szczytach.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Na wykresie tygodniowym notowania złota powoli zbliżają się do długoterminowego wsparcia 1235-1255 USD za uncję. Przy tak dużym pesymizmie żywionym do rynku metali szlachetnych bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia oraz powrót do wzrostów. Celem kupujących są ostatnie szczyty w okolicy 1374 USD za uncję.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

BTCUSD – czas na zwrot akcji?

Fundusze lewarowane od początku maja redukowały długą pozycję w BTC na rynku kontraktów terminowych. Natomiast według ostatniego raportu Commitments of Traders doszło do sporej zmiany. Po pierwsze odbiła linia netto pozycji, ale nie tylko. Bowiem spadła ilość krótkich pozycji oraz wzrosło zaangażowanie kapitału lewarowanego po długiej stronie rynku. Fundusze dobrały do swojego portfela 129 kontrakty opiewające na długą pozycję oraz w tym samym czasie zamknęły 220 kontraktów na pozycję short. Dzięki temu obrona wcześniej wspomnianego wsparcia jest bardzo prawdopodobna.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Co więcej jest to już drugi tydzień z rzędu, gdzie fundusze dobrali coraz większą ilość długich pozycji względem krótkich. Z tego względu ostatnie dwa raporty COT potwierdzają byczy wydźwięk BTCUSD.

Analiza techniczna potwierdza prawdopodobne odbicie na notowaniach BTCUSD. Oscylator stochastyczny wskazuje na bardzo mocne wyprzedanie kursu. Natomiast same notowania znalazły się na mocnym wsparciu 5500 USD.

Notowania BTCUSD, interwał tygodniowy

Notowania BTCUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Marlets

Celem funduszy lewarowanych może być poziom w okolicy pierwszego napotkanego oporu 10 000 USD.

Dział Analiz Admiral Markets

Erdogan zwycięża wybory w Turcji. OPEC ogranicza wydobycia ropy

W Turcji Erdogan wygrywa zarówno wybory prezydenckie i parlamentarne. Na posiedzeniu OPEC doszło do podwyżki wydobycia ropy naftowej. Dane z Niemiec bez wpływu na euro.

Erdogan zwycięża

Zgodnie z oczekiwaniami analityków wybory w Turcji zwycięża Recep Erdogan i jego Partia Sprawiedliwości i Rozwoju startująca w koalicji z Nacjonalistyczną Partią Działania. Zarówno prezydent jak i jego partia otrzymały nieznacznie powyżej 50%. Dzięki temu nie będzie potrzeby drugiej tury. Są to o tyle ważne wybory, że zmieniono system na prezydencki. W rezultacie zlikwidowano rolę premiera a funkcję tą będzie pełnił prezydent. Oznacza to, że jeszcze więcej władzy trafia w jedne ręce. Co ciekawe wbrew wcześniejszym podejrzeniom nie było masowych protestów związanych z manipulacjom wyborami. Jak zareagowały rynki? W piątek lira turecka kosztowała około 79 groszy. Dzisiaj rano są to już okolice 81 groszy. Oznacza to, że inwestorzy obawiali się braku rozstrzygnięcia i dalszej komplikacji sytuacji w kraju.

Konferencja OPEC

W piątek odbyło się posiedzenie państw kartelu OPEC. Zgodnie z oczekiwaniami pod naciskiem Rosji i Arabii Saudyjskiej doszło do podniesienia limitu wydobycia o milion baryłek. Jest to trochę ponad 1% światowego wydobycia. Jakie były powody zwiększenia produkcji? Po pierwsze sankcje amerykańskie względem Iranu powinny z czasem znacząco ograniczyć produkcję z tego kraju. Po drugie są obawy, że wraz ze wzrostem gospodarczym pojawi się deficyt surowca na rynku. Wzrost wydobycia zgodnie z oczekiwaniami spowodował spadki cen surowca na rynku.

Neutralne dane z Niemiec

O godzinie 10:00 poznaliśmy ważny odczyt z Niemiec. Indeks instytutu IFO zgodnie z oczekiwaniami nieznacznie spadł i osiągnął 101,8 pkt. Pokazuje on nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców. Dlaczego te dane są ważne dla euro? Niemcy są największą gospodarką strefy euro i jeżeli ta lokomotywa się zatrzyma to znowu będziemy widać inwestorów przenoszących swoje pieniądze w inne regiony świata. Taki ruch byłby kolejnym negatywnym sygnałem dla europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów,
  • 16:30 – USA – indeks Dallas FED dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EM

Globalna awersja do ryzyka sprzyjać powinna wycenie polskich obligacji. Złoty nadal będzie pod wpływem globalnego sentymentu. Oczekiwana wyższa inflacja w EZ powinna wspierać euro i poprawiać nastawienie do PLN pomimo obaw przed wzrostem protekcjonizmu na świecie.

Złoty rozpoczyna bieżący tydzień na poziomie 4,325 na EURPLN i 3,71 na USDPLN przy EURUSD w okolicach 1,165. Ubiegły tydzień cechowało osłabienie PLN. Nasilająca się awersja do ryzyka, będąca skutkiem obaw o negatywny wpływ ewentualnej globalnej wojny handlowej na światową gospodarkę, wspierał tzw. bezpieczne aktywa. Złoty pozostawał więc pod presją podąży. Do czwartku kurs EURPLN wyraźnie rósł, chwilowo testując już opór na 4,332.

Nie tylko kosztem walut EM, ale też względem euro wyraźnie umacniał się dolar amerykański. EURUSD zbliżył się już do wsparcia na poziomie 1,15 jednakże nie zdołał go przebić. W czwartek USD wyhamował wzrost, a dzień później euro wspierane wstępnym, zgodnym z oczekiwaniami indeksem aktywności przemysłu dla strefy euro (w czerwcu bez negatywnego zaskoczenia – czego się obawiano – na poziomie 55 pkt) i lepszym dla usług (w czerwcu na poziomie 55 pkt) zdołało wspiąć się do blisko 1,168. Dane nie zdołały jednak długo utrzymać wzrostu euro do dolara, były bowiem słabsze niż miesiąc wcześniej, wspierając zapowiedzianą przez M. Draghi’ego „cierpliwość” w podejmowaniu decyzji odnośnie terminu podwyżki stóp w strefie euro. Biorąc pod uwagę obecny etap rozwoju gospodarki, dla której dalsze spowalnianie aktywności w biznesie jest niebezpieczne, wyższe cła są sporym zagrożeniem. Po czerwcowych posiedzeniach decyzyjnych Fed i EBC widać utrzymujące się rozbieżności w prowadzonych politykach, co sprzyja dolarowi.

Nasilający się popyt na bezpieczne aktywa sprawiał, że złoty pozostawał obojętny na krajowe publikacje gospodarcze, choć te potwierdzały solidne tempo rozwoju polskiej gospodarki wskazujące na możliwy ponad 5% wzrost PKB w 2Q. W maju produkcja przemysłowa wzrosła powyżej oczekiwań ekonomistów o 5,4% z kolei sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 7,6% również przebijając rynkowe szacunki.  Jak zauważyli ekonomiści PKO BP, biorąc pod uwagę również inne dane krajowe, w tym bardzo dobre nastroje konsumentów i fundusz płac rosnący realnie po 9% już od pół roku, konsumpcja nadal jest głównym motorem wzrostu gospodarczego. Niemniej, krajowe makro jest obecnie neutralne dla oceny perspektyw polityki NBP, przez co pozostaje bez wpływu na PLN.

W najbliższych dniach waluta nasza nadal będzie pod wpływem globalnego sentymentu. Oczekiwana wyższa inflacja w EZ powinna wspierać euro i poprawiać nastawienie do PLN. Brak negatywnego zaskoczenia ze strony RPP (w czwartek opublikowane zostanie minutes z ostatniego posiedzenia, oczekiwane jest potwierdzenie stabilnej polityki monetarnej NBP) dodatkowo powinno wspierać odreagowanie ostatnich wzrostów EURPLN (możliwy będzie spadek poniżej 4,30), pomimo utrzymujących się obaw przed wzrostem protekcjonalizmu na świecie.

Wykres dnia: Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EM. Poniżej kurs EURPLN na tle indeksu dolarowego DXY.Rosnąca awersja do ryzyka podbija notowania dolara kosztem walut EMŹródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

S3 Lubin Północ-Lubin Południe gotowa

Mota-Engil Central Europe zakończyła budowę 11,3 km odcinka drogi ekspresowe S3 od węzła Lubin Północ do węzła Lubin Południe. Wszystkie prace zostały wykonane zgodnie z harmonogramem w ciągu 30 miesięcy.

fot. GDDKiA S3 LubinW ramach zadania firma wybudowała dwa węzły drogowe Lubin Zachód i Lubin Południe oraz wykonała 9 obiektów inżynierskich w technologii żelbetowej. Powstało także 12 dróg dojazdowych dla ruchu lokalnego i łącznic na węzłach. Wybudowana przez wykonawcę trasa omija miasto Lubin od zachodu.

Realizacje naszej części inwestycji, ale także całej trasy biegnącej z północy na południe kraju wpłynie na skrócenie czasu podróży i poprawę bezpieczeństwa ruchu. Trudno wyobrazić sobie, że może jeszcze bardziej podnieść atrakcyjność inwestycyjną regionu, ponieważ Dolny Śląsk jest doskonale rozpoznanym przez biznes terenem i jak mało, który dba o swój rozwój. Na pewno rozwinięcie infrastruktury drogowej w tej części kraju odciąży główne arterie, a to niewątpliwa wartość tej inwestycji – mówi Piotr Bienias, członek zarządu Mota-Engil Central Europe.Oddawany dzisiaj odcinek S3 to jedna z dwóch prowadzonych przez nas w tym regionie inwestycji. Przed nami już wkrótce kolejne finalizacja inwestycji tym razem S3 Jawor-Bolków – dodaje.

Prace na terenach górniczych

Prace prowadzone były na terenach szkód górniczych. Północna część terenu, na którym prowadzono prace przebiega bowiem przez obszar i teren górniczy „Lubin I”, na którym usytuowane są Zakłady górnicze „Lubin – Szyby Główne i Wschodnie”. Natomiast odcinek, leżący na południe od węzła Lubin Południe przebiega przez rejon występowania złóż niezagospodarowanych, o potencjalnych możliwościach eksploatacji. Prowadzona od 1968 r. na przedmiotowym terenie działalność górnicza oraz związany z nią przemysł przetwórczy, przyczyniły się do szeregu zmian w środowisku naturalnym.

Projektanci wraz z wykonawcą mieli zatem za zadanie opracować:

  • sposób zabezpieczenia korpusu drogowego, konstrukcji nawierzchni i obiektów inżynierskich z tytułu występowania szkód górniczych, wraz ze statecznością skarp.
  • pewnym wyzwaniem było także zaprojektowanie i wykonanie sprawnego systemu odwodnienia terenu. Deformacje górnicze powierzchni terenu może bowiem wywoływać zmiany warunków gruntowo-wodnych i zniszczenie systemu odwodnienia powierzchniowego. To należało uwzględnić z w analizach i rozwiązaniach projektowych.
  • w ich wyniku np. zwiększono minimalne pochylenie systemu odwodnienia na odcinkach przeciwnych pochyleń górniczych.

W związku posadowieniem obiektów inżynierskich na terenie szkód górniczych, podczas projektowania i budowy zastosowano zabezpieczenia konstrukcji adekwatne do kategorii terenu górniczego.

Projekt w liczbach:

  • 453000 ton – kruszyw
  • 1,4 mln m3 – nasypów
  • 1660 ton- stali
  • 17350 m3- betonu
  • 1 mln m3 – wykopów
  • 192000 ton – masy bitumicznej
  • 240 osób oraz 130 jednostek sprzętowych – średnia mobilizacja w okresie najbardziej wzmożonych prac
  • Tajemnica terminowego osiągania kamieni milowych – profesjonalny i zaangażowany zespół, dobry harmonogram prac z wykorzystaniem maksymalnej ilości frontów

Operatorzy komórkowi i dostawcy internetu najbardziej korzystają na obecności Ukraińców

3 na 4 Ukraińców przebywając w Polsce korzysta z usług operatorów komórkowych, a połowa wykupuje pakiet internetu. Podium domyka telewizja, w którą zaopatruje się co trzeci pracownik zza wschodniej granicy. Korzystanie z polskich usług bankowych deklaruje zaledwie 13% obywateli Ukrainy – wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”. Eksperci Personnel Service wskazują, że Ukraińcy najchętniej wybierają oferty specjalnie stworzone z myślą o ich potrzebach.

– Wiele firm usługowych, w momencie pojawienia się na polskim rynku pracy aż miliona osób z Ukrainy, zobaczyło dla siebie szansę na przyciągnięcie nowej grupy klientów. Zaczęły przygotowywać specjalne oferty skrojone z myślą o potrzebach pracowników z Ukrainy,  tłumaczyć dokumenty na język ukraiński, a w wielu miejscach pojawili się ukraińskojęzyczni konsultanci. Wszystko po to, żeby właśnie po ich usługi sięgnęli pracownicy zza wschodniej granicy – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

TOP3 usług, czyli telefon, Internet i telewizja

Trzy najczęściej wybierane usługi przez pracowników z Ukrainy pracujących w Polsce to oferty operatorów komórkowych (72%), pakiet Internetu (49%) oraz telewizja (32%). Pierwsze dwa produkty, czyli telefon i Internet, są kluczowe z punktu widzenia kontaktu z rodziną, która zostaje na Ukrainie. A jak wskazuje aż 39% Ukraińców długotrwała rozłąka z najbliższymi to najtrudniejszy element emigracji zarobkowej. Telewizja to element informacyjno-rozrywkowy, który pozwala również poznać lepiej kulturę kraju i osłuchać się z językiem.

Bankowość mniej istotna

Mniej chętnie pracownicy z Ukrainy decydują się na otwieranie rachunków osobistych w polskich bankach, mimo że te instytucje jako jedne z pierwszych stworzyły specjalne oferty dla tej grupy klientów. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018” wynika, że z bankowości korzysta 13% obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Podobny odsetek realizuje przekazy pieniężne w wybranej instytucji finansowej. Co ciekawe, pracownicy z Ukrainy rzadko wysyłają pieniądze do rodziny na Ukrainie – nie robi tego aż 61% osób.

Jedną z najchętniej wybieranych instytucji finansowych przez obywateli Ukrainy jest Bank Zachodni WBK.

Ukraińcy do codziennego funkcjonowania w naszym kraju, poza pracą, potrzebują podstawowych usług, w tym finansowych. W naszym banku konta osobiste posiada ponad 75 tys. klientów z Ukrainy. Dokładamy wszelkich starań, żeby kierować do nich zrozumiałą i spersonalizowaną ofertę. Zaczęliśmy od uruchomienia infolinii w języku ukraińskim, przetłumaczyliśmy dokumenty i uruchomiliśmy specjalną stronę internetową po ukraińsku. Dzięki temu osoba decydująca się na konto osobiste i podpisująca dokument ma pewność, że rozumie warunki – mówi Marcin Pawłowski, dyrektor Obszaru Marketingu Detalicznego i Rozwoju Oferty w Banku Zachodnim WBK.

Ubezpieczenia nisko w hierarchii potrzeb

Na pakiet ubezpieczenia w Polsce decyduje się co dziesiąty pracownik z Ukrainy (9%). Ten element jest nisko w hierarchii potrzeb pracujących w naszym kraju cudzoziemców. Jeszcze mniejszym zainteresowaniem cieszy się prywatna opieka medyczna, na którą pozwala sobie tylko 6% Ukraińców. Z usług prawnych korzysta tylko 1% osób.

Rafał Brzoska, prezes InPost: Rośniemy trzy razy szybciej niż konkurenci

Firma kurierska InPost w ciągu dwóch lat od założenia przeszła olbrzymią transformację – od biznesu listowego, który był branżą trudną, wymierającą do nowoczesnych i innowacyjnych paczkomatów. Zmiany, które zaszły w tym czasie, w końcu przynoszą oczekiwane efekty. W akcjonariacie spółki pojawił się amerykański inwestor. To jeden z największych funduszy private equity – Advent International, który uwierzył w projekt i pomógł ściągnąć spółkę z giełdy. Dzięki niemu udało się ją oddłużyć i zrestrukturyzować.

– Inwestor uwierzył w wizję zarządu. Chodzi o założenie, że Polska może być krajem, który da ponad przeciętny zwrot z inwestycji dzięki unikatowej kombinacji logistycznej – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Brzoska, prezes InPost – Żadna inna firma w Unii Europejskiej nie posiada tak szerokiej sieci paczkomatów i wyedukowanego w tym zakresie społeczeństwa, a zarazem tradycyjnego biznesu kurierskiego dostarczającego przesyłki do domu. Obecnie InPost posiada 3,5 tysiąca paczkomatów. Miesiąc wcześniej liczba ta wynosiła 3200, a jeszcze dwa miesiące temu – równe 3 tysiące. Do końca 2018 roku firma planuje postawić tysiąc kolejnych maszyn. To w historii sieci najszybszy wzrost, który jest możliwy dzięki 250 mln złotym w tegorocznym budżecie. Wkład amerykańskiej firmy rośnie i jest ona gotowa na kolejne inwestycje. Wzrost sieci paczkomatów, rozbudowa sortowni centralnej, nowe technologie, inwestycje w IT mają doprowadzić zwiększenia liczby dostarczonych przez InPost paczek o 40 proc. w stosunku do ubiegłego roku, kiedy było ich 60 milionów. Takie tempo wzrostu firma utrzymuje po pierwszych pięciu miesiącach. Obecnie rośniemy trzy razy szybciej niż konkurenci. Z jednej strony napawa to dumą, ale jest też olbrzymim wyzwaniem dla całego managementu – dodał Brzoska.

Sektor HoReCa spodziewa się najlepszego sezonu wakacyjnego od kilku lat

Wakacje rozpoczęły się na dobre, a przedstawiciele sektora HoReCa są w najlepszych nastrojach od początku 2015 roku. Odczyt „Barometru EFL”  dla tej grupy w II kwartale br., który wyniósł 65,1 pkt., był najwyższy od początku realizacji badania. O tym, że restauratorzy i hotelarze spodziewają się gorącego sezonu wakacyjnego, świadczą prognozy sprzedaży. Aż 55 proc. zarządzających obiektami hotelarsko-gastronomicznymi liczy na wzrost zamówień na ich usługi.

– Na największe obroty branża HoReCa, czyli rynek usług hotelarskich i gastronomicznych, wchodzi w czasie sezonu letnio-wakacyjnego, który w Polsce rozpoczął się na dobre. Wiele wskazuje na to, że po jak się wydawało, rekordowych latach 2016-2017, tegoroczny zakończymy z jeszcze większym sukcesem. Jak wynika z raportu BIG InfoMonitor oraz BIK „Sytuacja na rynku hotelowym. Pełne obłożenie”, liczba gości obiektów hotelowych w tym roku może zbliżyć się do niemal 26 mln, podczas gdy w 2017 roku wyniosła nieco nad 24 mln. Ręce zacierają również restauratorzy, gdyż zwiększony ruch turystyczny oznacza więcej odwiedzających prowadzone przez nich resturacje i kawiarnie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

HoReCa przybrała najoptymistyczniejsze barwy

W II kwartale 2018 roku subindeks „Barometru EFL” dla branży HoReCa wyniósł 65,1 pkt. Jest to wynik dużo lepszy niż kwartał temu (+5,7 pkt.) i rok temu (+6,6 pkt.). Należy zauważyć, że jest to najwyższy wskaźnik dla tej grupy przedsiębiorców od początku realizacji badania, czyli od stycznia 2015 roku. Co więcej, pomiar dla HoReCa na II kwartał tego roku jest też najwyższym wynikiem wśród wszystkich badanych sześciu branż.

Restauratorzy i hotelarze liczą na gorący sezon

Bardzo wysoka wartość wskaźnika wynika z przewidywanego poziomu sprzedaży. Aż 55,3 proc. firm z branży HoReCa spodziewa się wzrostu zamówień w najbliższych miesiącach, tylko co jedenasta oczekuje spadku sprzedaży. To też są najlepsze wyniki w historii badania. Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. 4 na 10 przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze. Jest to związane ze specyfiką branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi.

Skąd tak optymistyczne prognozy restauratorów i hotelarzy? – Coraz więcej Polaków zamiast wyjeżdżać do popularnych w ostatniej dekadzie lokalizacji takich jak Tunezja, Egipt, czy Turcja, decyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, sektor HoReCa jest jednym z największych beneficjentów rządowego programu 500+. Wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych powoduje, że nie tylko rośnie konsumpcja prywatna, ale spora część wydatków trafia własnie do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Prezes EFL.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 19-27 kwietnia 2018 r.

Trump znów grozi. Inwestorzy ponownie pełni obaw

Brzydka gra była tydzień temu i po weekendzie nie jest lepiej. Prezydent Trump kontynuuje nieczyste zagrywki na polu wymiany handlowej, grożąc sankcjami Chinom i UE. Inwestorzy ponownie są pełni obaw, w efekcie czego piątkowy powiew optymizmu szybko wyparowuje. Spore rozczarowanie przeżywają teraz Ci, którzy liczyli, że temat napięć w globalnym handlu przycichnie na dłużej.

Na rynku walutowym JPY przypomina o swoim statusie bezpiecznej przystani, a tuż za nim plasują się CHF i USD. Co jeszcze w piątek rano wyglądało na odreagowanie obaw i skupienie się na pozytywnych sygnałach makro (zadowalające PMI z Eurolandu), szybko zostało przygniecione powrotem tematu wojen handlowych. Prezydent USA Trump najpierw zagroził nałożeniem 20-proc. ceł na samochody importowane z UE, co ma być odpowiedzią na odwetowe cła, jakie UE nałożyła na warte 2,8 mld EUR dobra z USA, m.in. motocykle, sok pomarańczowy i Bourbona, które to były reakcją na wcześniejsze sankcje Trumpa dotyczące importu stali i aluminium. W weekend porcję nerwowości dorzuciły doniesienia WSJ, że Departament Skarbu na prośbę prezydenta szykuje przepisy, które zablokują inwestycje w sektor technologiczny USA dla firm z kapitałem chińskim. Ktokolwiek sądził, że do końca kwartału uda się dobrnąć w sennym dryfie, teraz musi zrewidować swoją strategię, gdyż sprawy mogą przybrać chaotyczny obrót. Znowu.

Pocieszające jest to, że choć awersja do ryzyka dominuje dziś na rynkach, nie mamy dużych ruchów, więc być może uda się opanować nerwy i utrzymać trzeźwość umysłu. Z jednej strony można sobie racjonalizować, że Trump więcej mówi, niż robi i finalnie skutki dla globalnego ożywienia będą minimalne. Z drugiej strony nie ma gwarancji, że strategia Trumpa zawsze będzie skuteczna i w pewnym momencie cierpliwość drugiej strony się wyczerpie. Co będzie, gdy Trump nie dostanie tego, czego chce? Jak wówczas będzie jego odpowiedź? Jakkolwiek osobiście nie daję dużych szans takiemu scenariuszowi, ale nie mogę nie przyznać wyższego prawdopodobieństwa dla potencjalnej spirali strachu, jeśli inwestorzy zaczną obawiać się takiego rozwoju wypadków. Bo na rynkach strach czasami góruje nad rozsądkiem i faktami. Dopiero co włoski kryzys polityczny z dnia na dzień stał się tematem dnia, który dotknął szeroki rynek finansowy. Warto o tym pamiętać podczas wakacyjnego marazmu.

Ostatni tydzień czerwca nie obfituje w kluczowe wydarzenia makro. Napięcia w globalnym handlu powinny pozostać na pierwszym planie, a ich wpływ na biznes może zostać potwierdzony w danych z Niemiec, USA i Kanady. W tym pierwszym przypadku dziś uwagę przykuje indeks Ifo. W obliczu napięć handlowych i słabych wyników przemysłu można spodziewać się spadku indeksu. EUR/USD wrócił na ziemię niczyją z otwartymi perspektywami zarówno dla wzrostów, jak i spadków. Lepiej poczekać.

W Polsce spodziewamy się obniżenia stopy bezrobocia do 6 proc. z 6,3 proc., co podkreśli dobrą sytuację na rynku pracy, choć dla rynku walutowego nie będzie to miało większego znaczenia. Żeby fundamenty mogły pomagać złotemu, wpierw potrzeba stabilizacji apetytu na ryzyko, o co w minionym tygodniu było trudno, a dziś nie jest lepiej, więc złoty prędko nie pokaże siły. Może w czwartek?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inteligentne oświetlenie i automatyzacja parkingów wchodzi do Polski. Pierwsze projekty smart city pojawiają się w polskich miastach

Inteligentne oświetlenie i automatyzacja parkingów wchodzi do Polski. Pierwsze projekty smart city pojawiają się w polskich miastach 2

Coraz większa liczba rejestrowanych samochodów zmusza miasta do rozwiązywania problemów niewystarczającej liczby miejsc parkingowych. Buduje się już wielopoziomowe parkingi z automatycznym odstawianiem samochodu w miejsce postoju. Zrewolucjonizować parkowanie w polskich miastach chce też startup WellParko, wykorzystując w tym celu kamery monitoringu i sztuczną inteligencję. System pozwala m.in. na odnajdywania wolnych miejsc postojowych oraz lokalizowanie pojazdów, które nie uiściły opłaty parkingowej. To pierwsze kroki polskich miast w kierunku idei tzw. smart city.

Wraz z napływem nowych mieszkańców do największych miast w Polsce ulice zapełniają się samochodami, przez co znalezienie wolnego miejsca postojowego zaczyna być problematyczne. Firma WellParko znalazła sposób, aby rozwiązać ten problem w miarę niskim kosztem – opracowała system zautomatyzowanego monitoringu i obsługi parkingów. Inteligentne algorytmy wspierane sztuczną inteligencją w czasie rzeczywistym analizują obrazy przechwycone z kamer i na ich podstawie lokalizują zaparkowane pojazdy.

– Specjalizujemy się w automatyzacji obsługi i kontroli parkingów. Zazwyczaj korzystamy z gotowej infrastruktury kamer CCTV i stosujemy opracowane przez nas algorytmy do otrzymanych nagrań. W ten sposób jesteśmy w stanie uzyskać informacje o wolnych miejscach parkingowych w czasie rzeczywistym. Dostarczamy także informacje o lokalizacji pojazdów, które nie uiściły opłaty parkingowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Gustas Germanavičius ze startupu Wellparko.

Do tej pory problem parkowania w miastach rozwiązywany był w inny sposób. Już w 2013 roku władze Mikołowa stworzyły inteligentne parkingi zajmujące jedynie dwa miejsca postojowe – kierowca wjeżdża na specjalną platformę i wprowadza kod autoryzacyjny, a jego pojazd jest automatycznie transportowany na jedno z pięter postojowych. Projekt ten doczekał się realizacji w kilku miastach w Polsce, a podobne rozwiązania stosowane są powszechnie na całym świecie.

W Polsce coraz więcej prowadzi się projektów z zakresu tzw. inteligentnych miast (z ang. smart city), a polskie miasta coraz częściej przyciągają zagranicznych inwestorów.

– Nawiązaliśmy współpracę z operatorem telefonii komórkowej Orange, ponieważ chcieliśmy wdrożyć opracowane przez nas rozwiązanie i przetestować je przed wprowadzeniem na rynek. W tym celu zrealizowaliśmy nieduży projekt na terenie lotniska w Warszawie, dzięki któremu mogliśmy następnie powielić nasze rozwiązanie na terenie całego kraju – tłumaczy ekspert.

Pierwszym w Polsce miastem inteligentnym chce zostać Kazimierz Dolny. W ramach działań pilotażowych powstanie tu nie tylko system zarządzania miejscami parkingowymi, ale także inteligentny monitoring, stacje ładowania pojazdów elektrycznych, zautomatyzowane oświetlenie oraz stacje monitorowania jakości powietrza. Kazimierz Dolny może okazać się doskonałym miejscem dla firm, zainteresowanych rozwojem idei smart city, jednak projekt jest dopiero we wczesnej fazie realizacji.

WellParko także dopiero sonduje możliwości polskiego rynku. Przeprowadzony na warszawskim lotnisku pilotaż zakończył się sukcesem, a startup ma już kolejne plany związane z Polską.

– Poszukujemy aktualnie nowych partnerów i poszerzamy sieć współpracy w Polsce. Następny duży projekt chcemy zrealizować w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Kolejne rozwiązanie w ramach miasta inteligentnego wdrożymy natomiast w ciągu dwóch miesięcy – zapowiada Gustas Germanavičius.

Według raportu IESE Cities in Motion Index 2017, w pierwszej 100 najbardziej inteligentnych miast świata znalazły się jedynie dwa polskie miasta – na 54. miejscu Warszawa, a na 95. miejscu – Wrocław.

Z prognoz Grand View Research wynika, że wartość globalnego rynku systemów inteligentnych miast wyniesie w 2025 roku 2,57 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 18,4 proc.

Technologia VR i AR wyszkoli mechaników, logistyków oraz lekarzy. Pozwoli także poczuć ciepło oraz teksturę cyfrowych przedmiotów

Technologia VR i AR wyszkoli mechaników, logistyków oraz lekarzy. Pozwoli także poczuć ciepło oraz teksturę cyfrowych przedmiotów 3

Rzeczywistości wirtualna i rozszerzona powstały z myślą o zintensyfikowaniu wrażeń płynących z gier komputerowym, jednak doskonale sprawdzają się także w edukacji oraz przemyśle. Przedsiębiorcy wykorzystują gogle do zwiększenia efektywności szkolenia, a dzięki nowatorskim technologiom mogą wiernie odtworzyć warunki pracy i związane z nią ryzyka bez narażania pracowników na jakiekolwiek realne niebezpieczeństwo. W najbliższych latach technologia będzie ewoluować, jednak nie należy spodziewać się rewolucji.

– Jednym z głównych zastosowań VR i AR w przemyśle są szkolenia, które pozwalają pracownikom szybciej nauczyć się materiału, zwłaszcza jeżeli dana umiejętność wymaga warunków niebezpiecznych, np. spawanie, montaż i obsługa różnych niebezpiecznych urządzeń. W tej sytuacji możemy się posłużyć wirtualną rzeczywistością, aby takie szkolenie przeprowadzić w sposób bezpieczny. Skraca się też czas takiego szkolenia, bo osoba może popróbować różnych rozwiązań i spokojnie je przećwiczyć, aby później na żywym organizmie przetestować swoją wiedzę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Korczyński z Giant Lazer.

Okulary Google Glass w wersji Enterprise Edition ułatwiają pracę m.in. w fabrykach czy szpitalach. W 2017 roku z okularów Google korzystało przeszło 50 firm, w tym m.in. Boeing, DHL czy Volkswagen. Okazało się, że dzięki nim można zwiększyć efektywność pracy, a także skrócić czas produkcji skomplikowanych elementów mechanicznych.

Ogromny potencjał technologii AR dostrzegła także branża medyczna, która coraz częściej sięga po tego typu gogle. Wykorzystując aplikację NOViSE chirurdzy mogą przeprowadzać eksperymentalne operacje, TutorDerm pozwala wykonywać wirtualne szkolenia z zakresu medycyny estetycznej, a firma Fundamental VR stworzyła oprogramowanie wykorzystujące haptyczne przyrządy chirurgiczne, dzięki którym lekarze mogą w pełni poczuć efekty swoich działań, zupełnie tak, jakby przeprowadzali operację na żywym, a nie wirtualnym pacjencie.

Do popularyzacji alternatywnych metod obsługi wirtualnej rzeczywistości przyczyniła się firma HTC, projektując moduł VIVE Tracker, który umożliwił zamienienie niemal dowolnego przedmiotu w kontroler ruchu. Dzięki niemu możemy grać w VR za pośrednictwem pistoletu, rękawic bokserskich czy rakiety tenisowej. Firma WorldViz wykorzystała ten gadżet do stworzenia kompleksowego systemu odtwarzania ruchów człowieka. Branża AR i VR zmierza w tym kierunku, aby odczucia były coraz bardziej realistyczne.

– Jest kilka sposobów na to, żeby nasze doświadczenia odczuwane w VR były bardziej realistyczne. Jednym z takich rozwiązań są np. rękawice haptyczne, które pozwalają na to, żeby osoba mogła posługiwać się dłońmi, wykorzystywać wszystkie palce. Takie rękawice mogą też przenosić takie doznania jak temperatura i tekstura. Istnieją różne rodzaje symulatorów ruchu, które pozwalają pracownikowi być np. pilotem myśliwca czy sterować ciężarówką, które również symulują naturalne warunki i zwiększają głębię doznać – wyjaśnia ekspert.

Giant Lazer stworzyło aplikację szkoleniową VR, przygotowującą pracownika do wykonania inspekcji ciężarówki oraz egzaminowania go. Aplikację wspiera oprogramowanie wspomagające pracowników w trakcie pracy, które monitoruje postępy i ułatwia zdalne rozwiązywanie problemów. Z technologii wirtualnej rzeczywistości skorzystać mogą także uczniowie i studenci.

– Rozwijamy aplikację szkoleniową Pack Rage dla studentów i młodszych roczników. Szkolenie z zakresu logistyki składa się z dwóch części, jest pigułką informacyjną, którą nauczyciel przedstawia studentom. Później oni wykorzystując VR, mogą tego doświadczyć na własnej skórze. Nie jest to tylko teoretyczne przeglądanie książek, ale uczniowie mogą sprawdzić swoją wiedzę w praktyce, realizując przy okazji element grywalizacji. Można wręcz zorganizować turniej, co dla młodych jest zawsze atrakcyjne ­– podsumowuje Jakub Korczyński.

Pack Rage to gra logistyczna zaprojektowana dla młodzieży ponadgimnazjalnej oraz dla studentów. Służy ona wprowadzeniu młodych ludzi w branżę logistyczną i zaznajomienie ich z takimi tematami jak dostawy, sortowanie, magazynowanie. Zadaniem gracza jest zebrać jak najwięcej punktów w ciągu 3 minut gry poprzez wrzucanie paczek do odpowiednich kosmicznych transporterów. Gracz musi zwracać uwagę na oznaczenia i wartości paczek oraz uważać na elementy utrudniające grę takie jak bomby, przeszkadzający ufoludek czy latająca plazma.

Analitycy z firmy Tractica szacują że wartość rynku urządzeń VR dla branży biznesowej osiągnie w 2018 roku miliard dolarów, a do 2025 roku wzrośnie do 12,6 mld dol.

Młodzi kierowcy są sprawcami co piątego wypadku na polskich drogach. Gubi ich brak doświadczenia i brawura

Młodzi kierowcy są sprawcami co piątego wypadku na polskich drogach. Gubi ich brak doświadczenia i brawura 4

Kurs prawa jazdy to za mało, by dobrze radzić sobie za kierownicą. Młodzi kierowcy najczęściej nie potrafią dostosować prędkości do warunków jazdy, wychodzić z trudnych sytuacji drogowych czy walczyć z rozproszeniem uwagi. W efekcie stanowią znaczne zagrożenie, powodując co piąty wypadek drogowy. Niezbędną wiedzę mogą zdobyć na szkoleniach z zawodowymi kierowcami, podczas których poznają zasady wychodzenia z poślizgu, hamowania przy różnych prędkościach, rozpoznawania zagrożeń i radzenia sobie z nimi. Taki program od trzech lat realizuje Ford w ramach Driving Skills for Life.

Jak pokazują dane Komendy Głównej Policji, w 2017 roku doszło do ponad 32 tys. wypadków drogowych, których sprawcami w blisko 90 proc. byli kierowcy. Liczba śmiertelnych ofiar tego rodzaju kolizji plasuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc w europejskich rankingach bezpieczeństwa na drogach, gorzej sytuacja przedstawia się jedynie w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji. Największą grupę sprawców oraz ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w Unii Europejskiej stanowili młodzi kierowcy. W Polsce spowodowali oni ponad 5,5 tys. wypadków, w których zginęło 468 osób, a ponad 7,2 tys. zostało rannych.

Osoby w wieku 18–24 lata powodują co piąty wypadek. Jeśli by jednak zrównać liczbę osób w tym wieku z innymi grupami wiekowymi, okazałoby się, że powodują oni najwięcej wypadków i najwięcej osób ginie w wypadkach przez nich spowodowanych, bo jest to 57 proc. zabitych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes młodszy inspektor Sebastian Gleń, rzecznik prasowy Małopolskiej Policji.

Przyczyny, dla których osoby do 24 roku życia stanowią większe zagrożenie na drogach niż kierowcy z innych grup wiekowych, stanowią nietrzeźwość za kierownicą, nadmierna brawura, rozproszenie uwagi, zaburzona zdolność prowadzenia auta, przede wszystkim jednak brak wiedzy i doświadczenia, niezbędnych do bezpiecznej jazdy. Młodzi kierowcy często nie potrafią zachować prędkości adekwatnej do warunków jazdy, np. w ulewnym deszczu wyjść z poślizgu czy utrzymywać odpowiedniej odległości w stosunku do innych uczestników ruchu drogowego.

Często źle oceniają swoje umiejętności i mówienie o tym, że przesadzają z prędkością, jest prawdą. Nie potrafią czasem z braku doświadczenia wyczuć, czy jest śliska nawierzchnia, czy samochód potrafi w ten, a nie inny sposób skręcić. I to się często źle kończy – mówi Tomasz Czopik, kierowca rajdowy, instruktor doskonalenia techniki jazdy.

Kurs nauki jazdy w ramach przygotowań do egzaminu państwowego daje jedynie podstawową wiedzę na temat prowadzenia auta. Jego absolwenci nie znają realiów zachowania się na drogach w różnych, również tych trudnych, sytuacjach. Wiedzę tę mogą zdobyć na specjalnie przygotowanych szkoleniach organizowanych przez wyspecjalizowane ośrodki, np. w szkole Ford Driving Skills for Life. Kurs ten przeznaczony jest właśnie dla osób w wieku 18–24 lata i obejmuje m.in. naukę rozpoznawania zagrożeń na drodze, utrzymywania bezpiecznej prędkości, radzenia sobie w trudnych sytuacjach drogowych oraz zwalczanie rozproszenia uwagi.

Pokazujemy zagrożenia, jakie mogą czyhać na niedoświadczonego kierowcę, czyli jak wyjść z niekontrolowanego poślizgu, jak wygląda hamowanie z różnej prędkości, ile faktycznie zajmuje czasu i na jakiej długości. Pokazujemy również, do czego służą systemy kontroli trakcji, jak obsługiwać samochód, jaka jest bezpieczna pozycja za kierownicą – wymienia Tomasz Czopik.

To już trzecia edycja Ford Driving Skills for Life w Polsce. Do tej pory mieliśmy okazję przeszkolić dwa tysiące osób, tym razem w Sosnowcu i Krakowie – mówi Mariusz Jasiński z Ford Polska

Organizatorzy nie ukrywają, że zainteresowanie ze strony kierowców przerosło ich oczekiwania, dziennie szkolą bowiem nawet sto sześćdziesiąt osób. Widzą również wymierne efekty swoich starań.

Po rozmowach z naszymi młodymi klientami i ankietach widzimy, że młodzież zdejmuje nogę z gazu. Zdają sobie sprawę z tego, że nie wszystko można zrobić, nawet jeśli jest się młodym, sprawnym i bystrym kierowcą – mówi Tomasz Czopik.

Ludzie są nieprzygotowani po kursie na prawo jazdy. To, co tutaj się dzieje, jest dla mnie bardzo ważne. Zyskuje się tu bardzo ważne umiejętności. Dowiedziałem się, jak opanowywać auto podczas poślizgu, jak się zachowuje auto podczas gwałtownego hamowania. Dowiedziałem się też, jak nie prowadzić, czyli jak się nie rozpraszać podczas jazdy – dodaje Wojciech Domarecki, uczestnik Ford Driving Skills for Life.

Nowością tegorocznej edycji jest program „Podziel się drogą”, kierowany do rowerzystów i kierowców. Organizatorzy szkolenia zauważają, że na polskich drogach pojawia się coraz więcej użytkowników jednośladów, rośnie też liczba kolizji z ich udziałem. W Europie kierowcy rowerów stanowią jedną na dwanaście śmiertelnych ofiar wypadków drogowych.

– Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drogach jest niezrozumienie jednej i drugiej grupy, dlatego chcemy obu grupom zwrócić uwagę na to, że wspólna koegzystencja na drogach, zrozumienie, empatia są przyczynkiem do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach – mówi Mariusz Jasiński.

Wirtualna rzeczywistość pozwala kierowcom wcielić się w rowerzystę, zobaczyć sytuację na drogach jego oczami i poznać takie zagrożenia, jak jazda zbyt blisko wyprzedzających samochodów czy skręcających bez kierunkowskazu. Rowerzyści mogą natomiast wczuć się w sytuację kierowców aut, którzy muszą sobie radzić z użytkownikami jednośladów wykonującymi gwałtowne manewry na drodze, jeżdżącymi pod prąd lub lekceważącymi sygnalizację świetlną.

Zainteresowanie ulgą na badania i rozwój mniejsze niż oczekiwano. Firmy często nie wiedzą, że mogą z niej skorzystać

Zainteresowanie ulgą na badania i rozwój mniejsze niż oczekiwano. Firmy często nie wiedzą, że mogą z niej skorzystać 5

45 proc. firm w Polsce twierdzi, że nie prowadzi działań badawczo-rozwojowych – wynika z badania Ayming Polska. W dużej mierze to efekt tego, że często nie identyfikują działalność B+R, nie zdając sobie sprawy z tego, że ją prowadzą. Tym samym nie ewidencjonują wydatków z nią związanych i nie mogą skorzystać z ulgi podatkowej. B+R to nie tylko zaawansowane technologie, lecz także zmiany wprowadzane w ramach codziennej operacyjnej działalności firmy. Problem może dotyczyć dużej liczby firm. Odliczenia za 2016 rok były znacznie niższe, niż przewidywał resort finansów.

– W badaniu zleconym przez Ayming Polska 55 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że prowadzi działalność badawczo-rozwojową. 37 proc. dodatkowo wskazało, że w swoich strukturach wyodrębnia komórki badawczo-rozwojowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, dyrektor linii biznesowej Finance and Innovation w Ayming Polska.

Chociaż liczba firm prowadzących działalność badawczo-rozwojową rośnie – w 2016 roku deklarowało to tylko 40 proc. respondentów, to jednak odsetek tych, którzy nie podejmują takich inicjatyw, wciąż jest wysoki.

 Aż 45 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej, a badanie zostało przeprowadzone wśród przedsiębiorstw z branż, w których ta działalność powinna występować w bieżącej działalności operacyjnej – podkreśla Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik. – Co to może oznaczać? Może firmy niewystarczająco identyfikują tę działalność, przez co mogą tracić na korzyściach związanych z ulgą z działalności badawczo-rozwojowej.

Od początku 2016 roku firmy prowadzące działalność B+R mogą skorzystać z ulgi na badania i rozwój. Pierwotny kształt ulgi pozostawiał wiele do życzenia – niska wartość odliczenia, ograniczony katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi i preferencyjne traktowanie przede wszystkim sektora MŚP. Przyczyniło się to do niskiego zainteresowania tym rozwiązaniem. Z danych resortu finansów wynika, że za rok podatkowy 2016 rozliczono ulgę na kwotę ponad 323 mln zł. Tymczasem szacowano, że kwota odliczeń od podstawy opodatkowania w wyniku rozliczania ulgi wyniesie ponad 1,6 mld zł. Ulgę za rok podatkowy 2017 rozliczyło zaledwie 9 proc. respondentów.

Liczba przedsiębiorstw, które korzystają z ulgi, powinna rosnąć, zwłaszcza że wprowadzone w styczniu dużą ustawą o innowacyjności zmiany zwiększyły atrakcyjność tego rozwiązania podatkowego. Tegoroczne inwestycje w innowacje mogą przynieść firmom duże oszczędności – będą mogły odliczyć 100 proc. kosztów kwalifikowanych niezależnie od wielkości firmy i nawet 150 proc. w przypadku centrów badawczo-rozwojowych. Problemem jednak jest to, jak firmy postrzegają B+R.

 Z doświadczenia Ayming wynika, że identyfikacja działalności badawczo-rozwojowej to ciągle spore wyzwanie przed firmami. Dzieje się tak głównie dlatego, że firmy kojarzą ją z zaawansowanymi innowacjami, w skali przynajmniej ogólnopolskiej albo ogólnoeuropejskiej. Ustawa o CIT mówi jednak, że działalność badawczo-rozwojowa może prowadzić do innowacji na skalę przedsiębiorstwa. Dobrym przykładem jest tu zmiana składu produktu, wprowadzenie nowego, innowacyjnego opakowania czy zmiana w procesie produkcyjnym – przekonuje Wojciech Popardowski, project manager w Ayming Polska.

Problemem jest też poziom wiedzy o uldze na B+R. Z badania Kantar Millward Brown, przeprowadzonego na zlecenie Ayming Polska, wynika, że co trzecia firma o takiej uldze nie słyszała. Co ciekawe, najniższa świadomość istnienia ulgi podatkowej na B+R występuje w branżach elektronicznej i motoryzacyjnej (60 proc.), które deklarują najwyższy poziom wydatków na taką działalność.

W 2017 roku w większości firm nakłady na B+R stanowiły 1–3 proc. ogółu wydatków. 7 proc. przedsiębiorstw deklarowało wydatki na poziomie 5–10 proc. rocznych wydatków, a więcej niż 10 proc. wydawało zaledwie 2 proc. firm. Głównymi kategoriami wydatków ponoszonymi przez przedsiębiorstwa są koszty materiałów i surowców (33 proc.), koszty zatrudnienia (30 proc.) i ekspertyz, opinii czy usług doradczych (23 proc.).

Blisko 40 proc. polskich firm zatrudnia pracowników spoza Unii. Najczęściej w budownictwie i przemyśle

Blisko 40 proc. polskich firm zatrudnia pracowników spoza Unii. Najczęściej w budownictwie i przemyśle 6

Obecnie 39 proc. polskich firm zatrudnia obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. W średniej wielkości przedsiębiorstwach ten odsetek jest znacząco wyższy i wynosi 65 proc., wśród małych firm na taki krok zdecydowała się blisko połowa. Zdecydowana większość, bo aż 81 proc. firm, rozważa zatrudnienie kolejnych obcokrajowców – wynika z opublikowanego właśnie raportu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej (SIP) i Fundacji Konrada Adenauera. Do wzrostu zatrudnienia cudzoziemców niezbędna jest jednak dobrze skonstruowana polityka migracyjna i uproszczone procedury dla pracodawców.

 Zagraniczni pracownicy ratują bardzo wiele polskich firm i dużą część polskiej gospodarki. Mamy dzisiaj na rynku pracy ponad 100 tys. wakatów, a na stałe przebywa w Polsce niemal pół miliona cudzoziemców, głównie Ukraińców. Można przyjąć, że gdyby nie zagraniczni pracownicy, ogromna liczba polskich firm miałaby kłopoty z wykonywaniem zamówień, z rozwijaniem się i w pewnym sensie również z rentownością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Witucki, prezes zarządu Work Service i przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej.

Utrzymujące się od miesięcy rekordowo niskie bezrobocie hamuje rozwój polskich przedsiębiorstw, które mają duże problemy z pozyskaniem pracowników. Napływ pracowników ze Wschodu, w szczególności z Ukrainy, jest niewystarczający, aby wypełnić luki. Rynkowi pracy nie sprzyjają też niekorzystne prognozy demograficzne – według GUS w 2040 roku mediana wieku polskiego społeczeństwa przekroczy już 50 lat. W ocenie ekspertów w rozwiązaniu kryzysu może pomóc m.in. właściwa polityka migracyjna i szersze otwarcie polskiego rynku pracy na obcokrajowców, również spoza Unii Europejskiej.

Jak wynika z raportu „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek”, opracowanego przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej i Fundację Konrada Adenauera, obecnie 39 proc. polskich firm zatrudnia obcokrajowców spoza UE.

– Wydawałoby się, że cudzoziemców zatrudniają głównie duże firmy, ale – ku naszemu zaskoczeniu – ten odsetek jest bardzo wysoki także wśród średnich i małych firm. W mikroprzedsiębiorstwach to wygląda zupełnie inaczej, ten odsetek jest dość niewielki, ale to wynika z tysiąca innych uwarunkowań – mówi prof. Witold Klaus, prezes Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.

W średniej wielkości przedsiębiorstwach odsetek zatrudnionych cudzoziemców wynosi 65 proc., wśród małych firm sięga 48 proc. Najrzadziej na taki krok decydują się mikroprzedsiębiorstwa (4 proc.).

Obecnie, jak wynika z raportu SIP i Fundacji Konrada Adenauera, najczęściej cudzoziemcy pracują w branży budowlanej (53 proc.) i przemysłowej (49 proc.). Natomiast w usługach i handlu pracowników spoza UE zatrudnia średnio co trzecie przedsiębiorstwo.

 Zupełnie nową branżą, która pojawiła się w ostatnich miesiącach, jest infrastruktura i budownictwo. Już teraz mamy dość dużo ekip, głównie ukraińskich. W budownictwie mieszkaniowym 3/4 pracowników to obcokrajowcy. Natomiast duże projekty infrastrukturalne, drogi, koleje, porty lotnicze będą wymagały nowej fali siły roboczej, której w Polsce nie ma. Stąd bardzo duże zainteresowanie branży ciężkiej infrastruktury pracownikami z zagranicy – mówi Maciej Witucki.

Co istotne, zdecydowana większość, bo aż 81 proc. firm, rozważa zatrudnienie kolejnych cudzoziemców. W gronie firm, które dotychczas się na to nie zdecydowały, taką możliwość rozważa co trzecia (35 proc.). Znaczna część pracodawców deklaruje jednak, że nie zdecydowałaby się zatrudnić w pierwszej kolejności pracownika z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej czy Afryki Subsaharyjskiej.

Prezes SIP ocenia, że zarówno dla pracodawców, jak i cudzoziemców główną barierą integracyjną jest język, który warunkuje sprawne funkcjonowanie na rynku pracy.

– Obecnie na polskim rynku pracy są głównie Ukraińcy. Bliskość językowa jest na tyle duża, że oni po pewnym czasie pobytu w Polsce radzą sobie w podstawowej komunikacji. Natomiast brakuje szeroko rozumianego wsparcia integracyjnego, kursów językowych – tak, aby znajomość języka była u nich na zaawansowanym poziomie i służyła do kontaktów z klientami, a nie tylko do pracy na zapleczu. Istotne jest również wsparcie w uzyskaniu dokumentów, komunikacji z urzędami, załatwianiu różnych prozaicznych spraw jak zameldowanie czy rejestracja dziecka. Tego rodzaju pomocy w ogóle w Polsce nie ma i to jest największe wyzwanie, z którym mierzą się cudzoziemcy – podkreśla prof. Witold Klaus.

Istotną barierą pozostają również skomplikowane i czasochłonne procedury wymagane przy zatrudnianiu zagranicznych pracowników.

– Te osoby, które zatrudniały cudzoziemców i przeszły całą procedurę, znają ją lepiej i oceniają łagodniej. Dla tych, którzy tego nie robili, jest to wyzwanie, trudność. Oni postrzegają te procedury jako bardzo skomplikowane. Pracodawcy, którzy już zatrudniają cudzoziemców, zwracają też uwagę na czasochłonność procedur. One w większości województw trwają po kilka miesięcy – mówi prof. Witold Klaus.

Wśród kluczowych rekomendacji płynących z raportu SIP i Fundacji Konrada Adenauera są zarówno te krótkofalowe, jak uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania cudzoziemców, tak aby odbywało się to w sposób płynny, w formie elektronicznej, jak i długofalowe, m.in. skonstruowanie właściwej polityki migracyjnej, zauważenie i docenienie wkładu imigrantów w polską gospodarkę.

– To powinno się odbić również na promowaniu cudzoziemców, którzy legalnie pracują i żyją w Polsce już jakiś czas, tak żeby potem ułatwić im dalszą ścieżkę legalizacyjną i naturalizacyjną, czyli uzyskanie obywatelstwa. Niezbędna jest polityka migracyjna – rząd powinien przedstawić koncepcję na to, w jaki sposób chcemy, jako państwo, cudzoziemców przyciągać i zatrzymać, ponieważ nie chodzi o to, żeby oni tu przyjechali na krótko. Celem powinno być to, aby duża część z nich została w Polsce na dłużej, wchodziła na stałe na rynek pracy i w polskie społeczeństwo – podkreśla prof. Witold Klaus.

Maciej Witucki zauważa, że polityka migracyjna i przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców to temat do dyskusji między pracodawcami a administracją publiczną. Z drugiej strony w tę debatę należałoby włączyć również organizacje pozarządowe, które patrzą na kwestię imigracji bardziej z perspektywy społecznej, a nie tylko gospodarczej.

– To są nie tylko pracownicy, bo część z nich wybiera nasz kraj na stałe. Duża część mniejszości ukraińskiej chce zamieszkać u nas na stałe. Kwestie mieszkań, edukacji czy sprowadzenia dzieci to ten aspekt, w którym jest miejsce dla organizacji pozarządowych, aby mogły tę debatę wyprowadzić na inne tory niż tylko gospodarczo-przemysłowe – mówi Maciej Witucki.

Badanie „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek” zostało przeprowadzone w lutym bieżącego roku na członkach i członkiniach Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna, w którym zarejestrowanych jest ponad sto tysięcy osób i uzupełnione o wywiady grupowe z polskimi przedsiębiorcami. Partnerami badania są Komitet Dialogu Społecznego KIG, Business Center Club, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Work Service SA.

Cukrzyca epidemią XXI wieku. Nowe technologie i aplikacje mobilne pomagają w jej leczeniu

Cukrzyca epidemią XXI wieku. Nowe technologie i aplikacje mobilne pomagają w jej leczeniu 7

W Polsce na cukrzycę choruje prawie 3 mln osób, ale szacuje się, że około miliona osób nie zostało jeszcze zdiagnozowanych. Jednym z fundamentów leczenia cukrzycy jest regularna samokontrola poziomu stężenia glukozy we krwi – tym częstsza, im bardziej intensywna terapia, którą leczony jest pacjent. Najpopularniejszym sprzętem do samokontroli są glukometry, w ostatnich latach chorym przychodzą z pomocą również nowe technologie cyfrowe i aplikacje mobilne. Pozwalają kontrolować wyniki pomiarów, wskazują przyczyny niepowodzeń terapeutycznych, a nawet zachęcają chorego do zmiany nawyków.

– Samokontrola glikemii jest bardzo istotnym elementem leczenia cukrzycy, przy czym jej częstotliwość zależy od sposobu leczenia pacjenta. Im intensywniejsza jest terapia, tym częściej trzeba sprawdzać sobie poziom glukozy we krwi. Osoba chorująca na cukrzycę typu 1 lub typu 2, leczona metodą wielokrotnych wstrzyknięć insuliny, wymaga samokontroli minimum 4–5 razy dziennie. Każdorazowo musi sprawdzić, jaką dawkę insuliny ma sobie podać, jaką ilość i jaki rodzaj jedzenia ma spożyć oraz ewentualnie na jaką aktywność fizyczną może sobie pozwolić. Te trzy parametry, czyli poziom glukozy, planowany posiłek i planowana aktywność fizyczna, warunkują dawkę insuliny, którą pacjent powinien sobie podać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr n. med. Mariusz Dąbrowski, konsultant ds. diabetologii w województwie podkarpackim.

Cukrzyca jest przewlekłą chorobą metaboliczną, której przyczyną jest zaburzenie wydzielania insuliny. Jej niedobór prowadzi do zaburzeń w wykorzystaniu glukozy przez organizm, co z kolei powoduje podwyższone stężenie glukozy we krwi, hiperglikemię. Może ona prowadzić do zaburzeń czynności i niewydolności narządów, m.in. nerek, oczu, serca i naczyń krwionośnych. Cukrzyca charakteryzuje się także zaburzeniami metabolizmu węglowodanów, tłuszczów i białek. Nieleczona cukrzyca prowadzi do poważnych powikłań i inwalidztwa oraz przedwczesnej śmierci.

Eksperci podkreślają, że jednym z fundamentów leczenia cukrzycy jest regularna samokontrola poziomu stężenia glukozy we krwi.

– Ważne jest mierzenie poziomu glukozy przed snem, żeby uniknąć nieoczekiwanych spadków w nocy. Nie zawsze jest to możliwe, ale pokazuje pacjentowi, jak efektywne jest jego leczenie. Chodzi również o to, aby widzieć, jak poziomy glukozy kształtują się w poszczególnych dniach czy porach dnia. Ważne też, aby pacjent raz na jakiś czas zbadał sobie cukry poposiłkowe, ponieważ – zarówno dla pacjenta, jak i lekarza – bardzo ważną informacją jest to, jak poziom glukozy kształtuje się miej więcej dwie godziny po posiłku. To pokazuje, czy dawka insuliny była adekwatnie dobrana do wielkości posiłku, czy może posiłek był za duży bądź za mały – mówi dr n. med. Mariusz Dąbrowski.

Właściwa samokontrola powoduje, że z cukrzycą – choć jest to choroba przewlekła – można normalnie funkcjonować, a także wyczynowo uprawiać sport. Pokazują to liczne przykłady. Od dzieciństwa z cukrzycą zmaga się podróżnik Andrzej Michalik, który w 2016 roku samotnie przepłynął Wisłę kajakiem, a w ubiegłym roku przeszedł pieszo z plecakiem wzdłuż całego polskiego wybrzeża.

Można normalnie żyć z cukrzycą, realizować swoje marzenia, oczywiście pamiętając o tym, że ta cukrzyca jest – mówi Andrzej Michalik. – Mam cukrzycę 30 lat. W tym czasie nastąpiła ewolucja w tej chorobie – kiedyś mieliśmy zeszyt i długopis, wszystko notowaliśmy po to, żeby lekarz sobie to obejrzał i zobaczył, jak wygląda nasz proces leczenia, i zdecydował, czy go zmienić. Teraz mamy to w aplikacji i smartfonie.

Najpopularniejszym sprzętem do samokontroli glikemii u osób chorych na cukrzycę są glukometry, które powinny spełniać dwa warunki: być dokładne i bardzo poręczne, proste w użyciu. Takie urządzenia pozwalają chorym na skuteczne monitorowanie glikemii i ułatwiają podjęcie decyzji związanych z dawkowaniem insuliny i przyjmowaniem posiłków.

W monitorowaniu cukrzycy i optymalizowaniu leczenia chorym pomagają też cyfrowe i mobilne technologie. W Polsce dwa lata temu na rynek wprowadzona została aplikacja Contour Diabetes, która jest elementem systemu Contour Plus One do monitorowania glikemii. To rozwiązane funkcjonuje już w 24 państwach Europy i Ameryki Północnej.

 Tworząc to rozwiązanie, chcieliśmy ułatwić życie chorym na cukrzycę pod kątem monitorowania glikemii, ale też dokumentację tzw. kontekstu wyniku. Wynik pomiaru glikemii wykonywany przy użyciu glukometru Contour Plus One automatycznie trafia do aplikacji i jest oznaczony odpowiednim kolorem. Kolor zielony to prawidłowy poziom cukru, czerwony, zbyt niski, kolor żółty, zbyt wysoki. To doskonała informacja np. dla dzieci bądź osób starszych – mówi Teresa Benbenek-Klupa, diabetyk i edukator w cukrzycy, starszy kierownik ds. komunikacji naukowej w firmie Ascensia.

Obecna, zaktualizowana wersja aplikacji (dostępna bezpłatnie w polskiej wersji językowej w sklepach Apple App Store i Google Play) została rozszerzona o nowe funkcje, które zwiększają samodzielność pacjenta w samokontroli cukrzycy. Nowa funkcja „Moje schematy” analizuje wyniki pomiarów stężenia glukozy we krwi, które są przesłane automatycznie z glukometru Contour Plus One. Na podstawie tej analizy pacjent dostaje informacje o schematach zachowań, wskazuje przyczyny niepowodzeń terapeutycznych, przypomina o lepszej samokontroli i zachęca chorego do zmiany nawyków w celu poprawy efektywności leczenia.

Kolejna funkcjonalność aplikacji polega na tym, że chory może zapisać ilość spożytych wymienników, insuliny bądź innych leków, które właśnie przyjmuje. Co więcej, może wykonać zdjęcie posiłku, który spożywa i określić swoją aktywność fizyczną, zarówno jej czas trwania, jak i intensywność. Ten kontekst wyniku pozwala na bardzo skuteczną i prawidłową analizę efektów leczenia związaną z codziennymi aktywnościami naszych chorych. Co więcej, aplikacja śledzi wyniki chorego i jeżeli zauważy powtarzalność związaną z nieprawidłowymi glikemiami – wykrywa tzw. schemat zachowania i informuje o tym chorego. Zachęca go też do współpracy w celu zmiany tego schematu i poprawy efektów leczenia – mówi Teresa Benbenek-Klupa.

– Aplikacja w Contour Plus One ułatwia nam życie, pomaga w codziennym, osobistym zarządzaniu własną chorobą. Spisane są tam wszystkie wyniki, mamy na bieżąco pokazany wyniki i ich historię. Dzięki tej aplikacji wiemy też, jak możemy reagować na swoją chorobę, gdzie można poprawić, gdzie zostawić tak, jak jest – mówi Andrzej Michalik.

Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną – Światowa Organizacja Zdrowia prognozuje, że do 2030 roku będzie chorować na nią już ok. 551 mln ludzi na całym świecie.

Polscy menadżerowie mają skłonność do nadmiernej krytyki. To podcina skrzydła pracownikom

Polscy menadżerowie mają skłonność do nadmiernej krytyki. To podcina skrzydła pracownikom 8

Zbyt częsta krytyka podcina skrzydła pracownikom. Na bieżąco przekazana informacja zwrotna wskaże podwładnym obszary wymagające poprawy, a jednocześnie zmotywuje ich do działania. Jest to tym bardziej istotne dla pokolenia millenialsów przyzwyczajonego do natychmiastowego dawania lajków i komentarzy w mediach społecznościowych. Istotne jest zarówno chwalenie za osiągnięcia, jak i rzeczowe, pozbawione personalnych emocji informowanie o konkretnych niedociągnięciach. Dotyczy nie tylko relacji szef–przełożony, lecz przede wszystkim relacji koleżeńskiej peer to peer w organizacji. To kluczowe w budowaniu turkusowego modelu zarządzania, w którym nie ma struktury hierarchicznej. Taki model zyskuje w Polsce coraz więcej zwolenników, którzy podkreślają, że niesie on wiele pozytywnych skutków dla organizacji.

Modele zarządzania przedsiębiorstwem zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni kilku ostatnich dekad. Zdaniem belgijskiego coacha biznesu Frederica Laloux, można wymienić przynajmniej pięć etapów tych przemian, określanych przez niego mianem czerwonego, bursztynowego, pomarańczowego, zielonego i turkusowego. Ich istotą było stopniowe przechodzenie od władzy scentralizowanej w rękach przywódcy i nastawienia na krótkotrwałą perspektywę do rozproszenia władzy pomiędzy wszystkich pracowników organizacji i wyznaczanie celów wyższych niż zysk.

– Chodzi o to, żeby poczuć, że pracujemy na jakiś wspólny cel i do tego celu chcemy dojść, że czujemy się w naszej organizacji trochę jak w domu, jesteśmy odpowiedzialni za jej funkcjonowanie na każdym obszarze, wszystko to, co robimy, ma nas doprowadzić do konkretnego celu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Panek, dyrektor ds. PR Vivus Finance.

Ostatni etap przemian w modelu zarządzania, czyli turkusowy, zakłada brak struktury hierarchicznej – dyrektora zastępuje lider, będący publicznym wizerunkiem dla świata zewnętrznego, ale niemający władzy zwierzchniej. Wszyscy pracownicy mogą podejmować autonomiczne decyzje, muszę jednak ponosić za nie odpowiedzialność. W wielu turkusowych firmach nie ma stanowisk, lecz funkcje, pracownicy sami wyznaczają sobie czas pracy lub ustalają go z kontrahentami wewnętrznymi. W Polsce ten model zarządzania nie jest jeszcze popularny, na turkusowych zasadach działa zaledwie kilkanaście firm. Orędownikiem tego modelu jest prof. Andrzej Blikle.

 Myślę, że mentalnie, jako społeczeństwo, nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby zrezygnować zupełnie z hierarchii w organizacji, natomiast elementy całego modelu turkusu jak najbardziej są gotowe do wprowadzenia i mogą przynieść bardzo dużo pozytywnych skutków – mówi Anna Panek.

W organizacjach nastawionych na samodoskonalenie oraz wzrost zaangażowania pracowników ważne jest przekazywanie informacji zwrotnej. Tę strategiczną kompetencję powinni znać wszyscy menadżerowie średniego i wyższego szczebla, którzy chcą tworzyć nowoczesne przedsiębiorstwa wykorzystujące elementy modelu turkusowego.

Rozwijać się powinni także wszyscy pracownicy i dobrze, jeśli uda się uczynić z tego element kultury organizacyjnej. Umiejętność udzielania feedbacku to podstawa rozwoju zarówno firmy, jak i poszczególnych jej pracowników, prawidłowo przekazany może bowiem motywować do dalszego działania. Bardzo często jednak informacja zwrotna ma charakter negatywny, obniża poziom motywacji i zniechęca pracownika.

– Chyba taka jest nasza polska mentalność, że przyzwyczailiśmy się do ciągłego narzekania, do mówienia o tym, co nie działa, a nigdy nie widzimy pozytywnych stron – mówi Anna Panek.

Umiejętne udzielanie feedbacku sprawia, że osoba, która go otrzymuje, może się poczuć zmotywowana do dalszego działania, a jednocześnie zyskuje cenne informacje na temat tego, co w przyszłości może poprawić. Bardzo istotne jest więc zarówno chwalenie pracowników za dobrze wykonaną pracę, jak i rzetelne informowanie ich o rzeczach niezgodnych z oczekiwaniami i wymagających poprawy. Dobry kontakt pomiędzy osobą udzielającą feedbacku a podwładnym zwiększa prawdopodobieństwo, że wszelkie informacje zwrotne zostaną przyjęte z otwartością.

 Z mojego doświadczenia i doświadczenia menadżerów, z którymi współpracuję, wynika, że jest to rzeczywiście bardzo cenne dla pracowników. Oni wiedzą, co zostało dobrze zrobione, dzięki czemu mogą kontynuować ten pozytywny trend – mówi Anna Panek.

Informacja zwrotna nigdy nie powinna być udzielana przy innych podwładnych, może być bowiem źródłem zażenowania lub wstydu. Zwierzchnik powinien poinformować podwładnego o swoich dobrych intencjach, odnosić się do konkretnych sytuacji, powoływać się na fakty, a nie opinie, a także uważnie wysłuchać drugiej strony, dając jej szansę na przedstawienie własnych argumentów.

– Jedną z metod przekazywania informacji jest metoda na kanapkę, kiedy zaczynamy od czegoś pozytywnego, potem przechodzimy do zachowań, konkretnych sytuacji, które chcemy zmienić, a kończymy znowu czymś pozytywnym. Są zwolennicy tej metody, ja do nich nie należę. Uważam, że trzeba mówić bardzo konkretnie o zaobserwowanym zachowaniu, bez owijania w bawełnę  – mówi Anna Panek.

11. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2018

W dn. 11-14 października 2018 r. w Katowicach odbędzie się 11. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2018 – największe i najważniejsze wydarzenie dla środowiska przedsiębiorców rodzinnych w Polsce. Wydarzenie organizowane przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych co roku staje się platformą dialogu i współpracy przedstawicieli biznesu, państwa i nauki. Głównym celem Zjazdu jest ukazanie wizerunku firm rodzinnych jako przedsiębiorstw, które w głównej mierze tworzą polską gospodarkę, oraz jednocześnie, jako podmiotów innowacyjnych, które aspirują do ciągłego rozwoju, zdobywając nie tylko rynek polski, ale przede wszystkim rynki zagraniczne.

U-RODZINY 2018-logoW ciągu trzech dni Zjazdu Katowice staną się miejscem spotkań przedsiębiorców rodzinnych nie tylko we własnym gronie, ale i z administracją rządową, przedstawicielami samorządów oraz środowiskiem naukowym i eksperckim. Program 11. edycji Zjazdu jest najbogatszy w historii wydarzenia, a lista prelegentów obfituje w znane nazwiska. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa oraz Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa. Do grona patronów medialnych Zjazdu dołączyli m.in. telewizja TVP3 Katowice i Polskie Radio Katowice.

Wśród prelegentów i gości specjalnych Zjazdu będzie można spotkać założycieli i prezesów największych polskich firm rodzinnych m.in.: Selena FM, Mokate, Comarch, Colian Holding, Hasco-Lek i wielu innych. Nie zabraknie także wiedzy eksperckiej i naukowej, gdyż swój udział potwierdzili prof. Tadeusz Uhl (Akademia Górniczo-Hutnicza), dr hab. Andrzej Sobaś (profesor ASP w Krakowie), Zuzanna Skalska (badaczka trendów w biznesie), a także prof. Andrzej Blikle (Honorowy Prezes IFR).

U-RODZINY to wyjątkowe wydarzenie, które służy integracji, wymianie doświadczeń i planowaniu wspólnych przedsięwzięć przez firmy rodzinne. Hasło przewodnie Zjazdu – Aspiracje i Możliwości, nawiązuje do głównego pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć podczas wydarzenia – „Czy polskie firmy rodzinne mogą odgrywać ważną rolę w europejskiej i światowej gospodarce?”.

Wspólnie ze znanymi prelegentami będziemy rozmawiać o inwestowaniu w rozwój technologii, o nowych wyzwaniach w obliczu czwartej rewolucji przemysłowej, o patriotyzmie regionalnym i ekspansji zagranicznej polskich firm rodzinnych, a także o wizerunku i postrzeganiu polskich marek na świecie. Poruszone także zostaną “tradycyjne” tematy Zjazdu, takie jak sukcesja w firmach rodzinnych, zmiany prawne i podatkowe wprost dotyczące przedsiębiorców oraz efektywne zarządzanie i polityka kadrowa.

U-RODZINY to nie tylko konferencja merytoryczna, ale też świetna zabawa na uroczystym balu i okazja do świętowania wśród przedsiębiorców rodzinnych. Gala wieczorna odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym, a dla gości wystąpią Marcin Wyrostek & Corazon oraz zespół SoundMachine. Dodatkową atrakcją dla uczestników będzie wieczór artystyczny w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia – jednej z najbardziej unikalnych sal koncertowych nie tylko w Polsce, ale i całej w Europie.

Stena Recycling: Recykling odpadów niebezpiecznych to ciągle niewykorzystana w pełni szansa

Według szacunków na świecie wytwarza się rocznie 400 mln ton odpadów niebezpiecznych. Te szkodliwe dla ludzi i środowiska odpady muszą być utylizowane we właściwy sposób. Do niedawna spora część odpadów niebezpiecznych trafiała na składowiska lub, w najlepszym razie, była zamieniana na energię w procesie odzysku. Jednak eksperci firmy Stena Recycling uważają, że potencjał recyklingu w tym segmencie jest znacznie większy niż obecnie.

Wśród wszystkich odpadów wytworzonych w procesach przemysłowych, znajdują się również takie, które klasyfikujemy jako niebezpieczne. Wymagają one zastosowania bardzo restrykcyjnych zasad, regulowanych prawnie, dotyczących ich przechowywania, transportu, utylizacji czy recyklingu. Niestosowanie się do przepisów może nie tylko narazić przedsiębiorcę na kary finansowe, lecz także spowodować poważne konsekwencje dla środowiska i zdrowia lub życia ludzi.

Do odpadów niebezpiecznych zaliczyć można m.in. paliwa, glikole, farby, kleje, popioły przemysłowe, katalizatory, rozpuszczalniki, kwasy i alkalia trawiące, czy przepracowane oleje. Zwykle są one unieszkodliwiane, a mogłyby zostać odzyskane. Na przykład powstały w wyniku przetworzenia rozpuszczalników produkt może być wykorzystywany w przemyśle farbiarskim i do produkcji tworzyw sztucznych. Podobnie jest z glikolami używanymi w chłodnictwie, które można poddać destylacji i ponownie wykorzystać. Zdaniem Moniki Mąkowskiej, Dyrektor Biznesu Odpadów Niebezpiecznych i Innych w Stena Recycling, potencjał ponownego wykorzystania wymienionych wyżej surowców, jak też innych zawierających się w całym segmencie odpadów niebezpiecznych, jest znacznie większy niż obecnie się praktykuje.

Posiadamy wiedzę oraz wypracowane metody, które pozwalają usprawnić system gospodarki odpadami niebezpiecznym, a jednocześnie znaleźć nowe możliwości zastosowania odzyskanych surowców. Często nasi Klienci nie zdają sobie sprawy, że można odzyskać materiały, których używają na co dzień. Przykładowo zamiast unieszkodliwiać kwasy czy alkalia trawiące, dużą ich część można wykorzystać do produkcji chemicznej lub do wzajemnej neutralizacji. Natomiast popioły po uprzedniej właściwej stabilizacji jako materiał drogowy. Takie rozwiązania pozwalają na wyższe w hierarchii postępowanie z odpadami.  – mówi Monika Mąkowska.

Niektóre substancje wchodzące w skład odpadów niebezpiecznych sprawiają, że nie można ich poddać powtórnemu przetworzeniu. Jednak ich ilość sukcesywnie spada. Dzięki specjalistycznym zakładom i sieci ponad 100 partnerów w całej Europie, Stena Recycling skutecznie zwiększa poziom recyklingu poszczególnych frakcji odpadów niebezpiecznych. Dobrym przykładem jest wykorzystanie metali zawartych w odpadach niebezpiecznych – w katalizatorach pochodzących z przemysłu spożywczego i chemicznego, czy w szlamach galwanicznych oraz w akumulatorach litowo-jonowych.

Dziś z powodzeniem odzyskujemy nikiel zarówno z katalizatorów, jak i szlamów galwanicznych. Natomiast nasi szwedzcy koledzy  pracują nad procesami, które umożliwią nam odzyskiwanie z akumulatorów elektrycznych coraz więcej surowców, oprócz tych które dziś już odzyskujemy, czyli przede wszystkim miedź, nikiel i kobalt. – podkreśla Monika Mąkowska.

Polska jest na etapie nieuniknionych bo ewolucyjnych zmian w gospodarowaniu odpadami niebezpiecznymi. Zwracamy coraz większą uwagę na nasze – jako społeczeństwa – bezpieczeństwo w konsekwencji postępowania z odpadami, głównie niebezpiecznymi. Zwiększa się nasza świadomość w kontekście odpowiedzialności za sposób ich zagospodarowania. W efekcie obserwujemy dążenie firm do coraz bardziej zrównoważonej działalności oraz konieczność optymalizacji procesów biznesowych, w tym gospodarowania odpadami. Dzięki temu zainteresowanie recyklingiem odpadów niebezpiecznych będzie rosło. A to droga do realizacji założeń gospodarki cyrkularnej.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Ostatni tydzień czerwca nie obfituje w kluczowe wydarzenia makro. Napięcia w globalnym handlu powinny pozostać na pierwszym planie, a ich wpływ na biznes może zostać potwierdzony w danych z USA, Niemiec i Kanady. W Nowej Zelandii RBNZ powinien utrzymać stopę procentową bez zmian.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów, PCE Core z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, RBNZ, Poloz z BoC

USA

W USA kalendarz nie oferuje publikacji największego kalibru. Sprzedaż nowych domów (pon), zamówienia na dobra trwałe (śr), czy trzeci odczyt PKB (czw) raczej nie ruszą dolarem. Indeks zaufania konsumentów (wt) będzie się liczył, jeśli wskaże na silne pogorszenie nastrojów, co jednak nie jest oczekiwane. Inflacja PCE (pt) powinna wskazać, że presja cenowa w gospodarce wzmacnia się, ale powoli i roczny wskaźnik raczej pozostanie poniżej celu 2 proc. Uwaga będzie też poświęcona przemówieniom członków Fed: Bostic i Kaplan (wt), Rosengren (śr), Bullard i Bostic (czw). Ostatnie prognozy Fed wskazały na rosnące poparcie dla jeszcze dwóch podwyżek w tym roku i każdy komentarz w tym kierunku powinien wpływać na rynkowe oczekiwania, wspierając dolara.

Strefa euro

W Europie niemiecki indeks Ifo (pon) rzuci więcej światła na stan gospodarki, choć w obliczu napięć handlowych i słabych wyników przemysłu można spodziewać się spadku indeksu. Wstępny szacunek czerwcowej inflacji (pt) prawdopodobnie wskażą na przyspieszanie, choć będzie to związane przede wszystkim z wyższymi cenami ropy naftowej. Za to inflacja bazowa ma się osłabić, przypominając, że EBC nie ma obecnie podstaw, by rezygnować z gołębiego nastawienia, co może pociągnąć EUR niżej.

Wielka Brytania

Finalna rewizja PKB za I kw. z Wielkiej Brytanii będzie miała znaczenie, jeśli przyniesie korektę w górę, o co na tym etapie jest bardzo trudno. Poza tym funt wchodzi w tydzień z solidnym bagażem optymizmu w postaci jastrzębiego przekazu BoE, zakończenia parlamentarnej batalii wokół Brexitu oraz wygaszenia presji aprecjacyjnej USD. Razem stwarza to fundament do mocniejszego odbicia od ośmiomiesięcznych dołków.
W Polsce spodziewamy się obniżenia stopy bezrobocia do 6 proc. z 6,3 proc., co podkreśli dobrą sytuację na rynku pracy, choć dla rynku walutowego nie będzie to miało większego znaczenia. Żeby fundamenty mogły pomagać złotemu, wpierw potrzeba stabilizacji apetytu na ryzyko, o co w minionym tygodniu było trudno. Jednak ostatnie uspokojenie, jeśli zostanie przniesione na ostatni tydzień czerwca, powinno pozwolić na umocnienie złotego poniżej 4,30 za euro.

Japonia

W Japonii spodziewane są słabe odczyty sprzedaży detalicznej (czw) i produkcji przemysłowej (czw), do czego skłaniają rozczarowujące wskaźniki koniunktury. To może oferować minimalny impuls do osłabienia jena, choć większe znaczenie powinny mieć zmiany na rynku długu i akcji. Eskalacja wojny handlowej USA-Chiny zawsze jest ryzykiem, ale bez tego powrót rynku akcji do wzrostów lub rajd rentowności długu USA będą ciągnąć USD/JPY wyżej.

Australia

W Australii kalendarz na przyszły tydzień jest pusty, więc kierunek dla AUD będzie przede wszystkim oparty o globalny apetyt na ryzyko. Przy osłabieniu napięć handlowych na linii USA-Chiny, AUD/USD może czekać mocniejsze odreagowanie. W Nowej Zelandii RBNZ powinien pozostawić stopę OCR na 1,75 proc. Nieprzekonujące dane raczej zapewnią ostrożnościowy ton w komunikacie, co stanowi czynnik ryzyka dla NZD.

Kanada

W kalendarzu z Kanady z twardych danych mamy PKB za kwiecień (pt), ale nie ono będzie najważniejsze. Wokół CAD trwa gorąca dyskusja nad szansami podwyżki stóp procentowych w lipcu i po dzisiejszym słabym odczycie CPI narosło wątpliwości. W środę przemawiać będzie prezes BoC Poloz i interesujące będzie, czy zdradzi wskazówki odnośnie najbliższej decyzji. Ponadto w piątek BoC przedstawi wyniki kwartalnej ankiety wśród przedsiębiorstw i obawy o relacje handlowe lub spadające oczekiwania inflacyjne mogą wpłynąć na odroczenie podwyżki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek faktoringu w Polsce jest wart już 222 mld zł

W 2017 r. z faktoringu skorzystało 12,5 tys. polskich firm. To o 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Wartość wierzytelności wykupionych przez firmy faktoringowe wzrosła w porównaniu z poprzednim rokiem o 17 proc. i wyniosła 222,5 mld zł – podał dziś GUS.

– Choć wartość rynku jest duża, ma on jeszcze ogromny potencjał wzrostu. Według Polskiego Związku Faktorów w I kwartale tego roku o 25 proc. – do 53 mld zł – wzrosła wartość wierzytelności przekazanych do firm faktoringowych w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej – mówi Krzysztof Tempes, dyrektor sprzedaży w firmie Siemens Finance, która wprowadziła usługę faktoringu do oferty.

– Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po nowoczesne metody zarządzania obrotem gotówki w swoich firmach. Zbliżamy się tym samym do sposobu funkcjonowania bardziej dojrzałych gospodarek krajów Europy Zachodniej. Dzięki wykorzystaniu faktoringu firmom łatwiej zachować płynność i planować inwestycje – mówi Krzysztof Tempes. Brak płynności finansowej firm jest w Polsce poważnym problemem – według danych Krajowego Rejestru Długów i Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych z niepłacącymi na czas kontrahentami ma do czynienia 85 proc. polskich przedsiębiorstw, a przeciętny okres oczekiwania na zapłatę wynosi 3 miesiące i 24 dni. Co więcej, prawie co trzecia firma (28,9 proc.) borykająca się z brakiem płatności ze strony kontrahentów ogranicza swoje inwestycje.

Jak działa faktoring? W ramach usługi przedsiębiorca – zwany faktorantem – przekazuje instytucji finansowej (faktorowi) faktury wystawione kontrahentom, które mają długi termin płatności. Następnie otrzymuje na swój rachunek pieniądze od faktora w wysokości bliskiej wartości przedłożonych faktur, potrącone o wynagrodzenie firmy faktoringowej. – Faktoring pozwala „odblokować” fundusze przedsiębiorcy. Dzięki temu zwiększa się płynność finansowa firmy, łatwiej zarządzać finansami i nie wpaść w długi – dodaje Krzysztof Tempes.

Przekształcenia spółek od 1 stycznia 2018 r., tylko ze względów ekonomicznych

Od 1 stycznia 2018 r. przeprowadzenie transakcji łączenia i dzielenia spółek wymaga uzasadnienia ekonomicznego. Jeśli zaś urząd skarbowy uzna, że głównym celem transakcji połączenia lub podzielenia spółki jest osiągnięcie korzyści podatkowej, to może zażądać podatku od spółki przejmującej inną spółkę, a także od jej wspólników. Wprowadzona z początkiem 2018 r. nowelizacja ustawy PIT oraz ustawy CIT zakłada bowiem opodatkowanie wartości całego otrzymanego przez spółkę przejmującą i wydzielanego ze spółki dzielonej majątku oraz opodatkowanie wspólników.

Stan sprzed 1 stycznia 2018 r.

Przed nowelizacją ustawa PIT umożliwiała zwolnienie z podatku dochodowego wniesienia aportu przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części (art. 21 ust. 1 pkt 109 ustawy). Z kolei ustawa CIT nie przewidywała opodatkowania takich aportów – art. 12 ust. 1 pkt 7 ustawy CIT definiował bowiem jako przychód wartość wkładu niepieniężnego w innej postaci niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część. Oznaczało to, że aport przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części nie stanowił przychodu opodatkowanego podatkiem od osób prawnych. Jednakże sama interpretacja pojęcia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej części przedsiębiorstwa była uznaniowa, a zatem posługiwanie się tymi pojęciami przez urzędy skarbowe umożliwiało im kwestionowanie przedmiotu aportów oraz wskazywanie skutków podatkowych w związku z wniesieniem aportu.

Stan po 1 stycznia 2018 r.

Od 1 stycznia 2018 r. sytuacja związana z opodatkowaniem transakcji łączenia i dzielenia spółek diametralnie się zmieniła. Przede wszystkim z tego powodu, iż spółka przeprowadzająca przekształcenie oraz jej wspólnicy ryzykują, że zapłacą podatek dochodowy od całej wartości rynkowej przejmowanego majątku. Oczywiście w sytuacji, gdy urząd skarbowy uzna, że głównym celem transakcji było uzyskanie korzyści podatkowej, a więc że nie była ona przeprowadzona z przyczyn uzasadnionych ekonomicznie.

Zgodnie ze znowelizowanym brzmieniem art. 24 ust. 19 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych „zwolnienie z opodatkowania aportu przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części nie jest stosowane, jeżeli celem wniesienia przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części jest uniknięcie lub uchylenie się od opodatkowania”. Z kolei znowelizowany art. 24 ust. 20 tej ustawy wprowadził domniemanie, że głównym lub jednym z głównych celów aportu przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części jest uniknięcie lub uchylenie się od opodatkowania, jeżeli czynność ta nie zostanie przeprowadzona z uzasadnionych przyczyn ekonomicznych (klauzula uzasadnienia ekonomicznego transakcji). Taki sam wymóg na gruncie CIT został wprowadzony w zmienianym art. 12 ust. 12 i ust. 13 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Reasumując, urząd skarbowy może zażądać zapłaty podatku aż trzykrotnie: od spółki przy przejęciu innej spółki i przy jej późniejszej sprzedaży oraz od wspólników spółki.

Ponadto z art. 12 ust. 1 pkt 7 ustawy CIT usunięto fragment „w przypadku wniesienia do spółki albo do spółdzielni wkładu niepieniężnego w innej postaci niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część”. Oznacza to, że wniesienie każdego typu wkładu do spółki kapitałowej, także wkładu pieniężnego, skutkuje opodatkowaniem po stronie wnoszącego wkład.

Definicja klauzuli uzasadnienia ekonomicznego

Klauzula uzasadnienia ekonomicznego transakcji reorganizacji spółek stanowi tzw. małą klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania. Została zawarta w art. 10 ust. 4 i ust. 4a ustawy CIT. Stanowi ona, że transakcje połączeń lub podziałów spółek oraz wymiany udziałów mogą korzystać z przywileju neutralności podatkowej jedynie wówczas, gdy są przeprowadzone z uzasadnionych przyczyn ekonomicznych, a nie wyłącznie bądź głównie w celu uniknięcia lub uchylenia się od opodatkowania.

Od 15 lipa 2016 r. w polskim systemie podatkowym obowiązuje ogólna klauzula przeciw unikaniu opodatkowania. 1 stycznia 2018 r. natomiast urzędy skarbowe zostały wyposażone w narzędzie do kwestionowania przeprowadzonych celem uniknięcia opodatkowania transakcji aportu przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części do spółek kapitałowych. Niestety termin „uzasadnione przyczyny ekonomiczne” jest nadal na tyle niejasny, że pozostawia dużą swobodę interpretacyjną organom podatkowym.

Dlatego też przedsiębiorcy powinni pamiętać, żeby każdą decyzję o przekształceniu swojej spółki koniecznie poprzedzić nie tylko konsultacją z doradcą podatkowym i prawnikiem, ale również głęboką refleksją biznesową oraz próbą identyfikacji wszelkich uzasadnionych przyczyn ekonomicznych planowanej transakcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku 2017 rozstrzygnięty

Znamy Laureata tegorocznej edycji konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku 2017. Wyniki rywalizacji właścicieli najmniejszych biznesów w Polsce ogłoszono 20 czerwca podczas Gali Finałowej w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych. Główną nagrodę w wysokości 40 tysięcy złotych zdobyła Spółka KF Niccolum z Warszawy – pomysłodawca i producent innowacyjnych kosmeceutyków chroniących przed objawami alergii niklowej.  

wyróżnienia specjalnePo raz trzynasty Kapituła Konkursu, którą tworzyli przedstawiciele m. in. Citi Handlowy, Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, Krajowej Izby Gospodarczej, Fundacji Sieć Przedsiębiorczych Kobiet czy  Startup Poland, stanęła przed trudnym zadaniem wyłonienia najlepszego mikroprzedsiębiorcy minionego roku. Zgłoszenia do konkursu nadesłało ponad 200 firm reprezentujących różne specjalizacje i osiągnięcia na rynku polskim oraz na arenie międzynarodowej. Wspólny mianownik stanowiła jedynie liczba zatrudnionych pracowników, wynosząca maksymalnie 10 osób oraz obroty nieprzekraczające 2 mln euro.

Każdy rok przynosi nam potwierdzenie, jak innowacyjny i prężnie rozwijający się jest biznes prywatny w Polsce. Firmy, których profile i pomysły na osiągnięcie sukcesu w kraju i zagranicą mogliśmy analizować udowadniają, że najważniejszymi czynnikami warunkującymi powodzenie w świecie biznesu  są odwaga, determinacja i pomysłowość – powiedział Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy, partner strategiczny konkursu.

Biorąc pod uwagę różnorodność firm nie tylko pod względem branży, ale również etapu rozwoju, lokalizacji, nowatorstwa czy funkcjonowania w określonej społeczności, poza nagrodą główną Kapituła Konkursu przyznała cztery  wyróżnienia w kategorii – Start, Progres, Senior, Młody Biznes oraz 8 specjalnych wyróżnień dodatkowych Kapituły Konkursu dla firm reprezentujących poszczególne regiony kraju. Zależało nam na docenieniu lokalnych liderów biznesu. Mamy świadomość jak bardzo potrzebują wsparcia i potwierdzenia, że ich mikro działalność ma bardzo duży, wręcz makro wpływ na kształtowanie postaw i wzrost świadomości o potencjale biznesowym wśród lokalnych społeczności i mieszkańców mniejszych miejscowości – Ewa Sobkiewicz, Prezes stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, organizator Konkursu.

Mikroprzedsiebiorca Roku 2017 – KF NiccolumSpółka KF Niccolum, do której trafił tytuł Mikroprzedsiębiorcy Roku 2017, to firma z branży medycznej, która opracowała innowacyjną technologię hamującą przenikanie do wnętrza skóry jonów niklu, wywołujących reakcję alergiczną u prawie 20% populacji ludzkiej na całym świecie. Nagrodę główną oraz statuetkę z rąk organizatorów odebrała dr Izabela Anna Zawisza – twórca technologii i współzałożyciel KF Niccolum.

Wyróżnienia w kategoriach Start, Progres, Senior, Młody Biznes otrzymały firmy:

Start – PelviFly Sp. Z o.o., Progres – Riftcat Sp. Z o.o., Senior – Ludwisarnia Felczyńskich Taciszów, Młody Biznes – Kuchnia Konfliktu Sp. Z o.o.

Natomiast wyróżnienia specjalne trafiły do: SkyTronic Sp. Z o.o., Dobry Stolarz Gąska Sp. J. – właściciel marki MiaCalnea, LAPARO Sp. Z o.o., Oleowita Ewelina Narożna-Domska, Prodromus Sp. Z o.o., Seedia Sp. Z o.o., Udress Code Sp. Z o.o. oraz KSK Developments Sp. Z o.o.

Konkurs Mikroprzedsięborca Roku jest częścią programu Citi Microentrepreneurship Awards realizowanego przez Citi Foundation. Inicjatywa ma na celu stworzenie możliwości podnoszenia poziomu ekonomicznego osób o niższych dochodach, również młodzieży, na całym świecie. Nagrody w konkursie zapewniają przedsiębiorcom środki na rozwój ich działalności, w tym dostęp do sieci, kapitału, narzędzi i szkoleń, a także umożliwiają im zbudowanie równowagi ekonomicznej dla siebie, swoich rodzin i społeczności. Program Citi Microentrepreneurship Awards realizowany jest przez lokalne organizacje, które starają się wprowadzać rozwiązania na dużą skalę dzięki mikrofinansowaniu i wspieraniu przedsiębiorczości.

Toyota Century – nowa limuzyna dla monarchów

Japonia – ojczyzna mangi i najnowocześniejszych technologii, jest także krajem silnych tradycji, rządzonym przez cesarza. Dlatego w gamie modeli największego japońskiego producenta nie może zabraknąć limuzyny dla dygnitarzy, prezesów firm i oczywiście dworu cesarskiego. Takim samochodem jest Toyota Century. W japońskich salonach Toyoty debiutuje właśnie jej trzecia generacja.

Toyota Century jest oficjalną limuzyną cesarza Akihito. Władca Japonii porusza się wyposażoną specjalnie dla niego wersją tego modelu za 500 tys. dolarów. Niedługo Akihito zapewne zmieni samochód, bowiem Toyota wprowadza na rynek nową generację swojej limuzyny godnej monarchów.

Pół wieku samochodu stulecia

Toyota Century zadebiutowała w 1967 roku z okazji setnej rocznicy urodzin Sakichi Toyody, założyciela Toyota Group. Od ponad 50 lat model ten jest symbolem statusu i ulubionym samochodem japońskiej elity, pomimo faktu, że przez całe dekady Century niewiele się zmieniała. Obecnie do japońskich salonów Toyoty trafia trzecia generacja luksusowej Toyoty po 21 latach od premiery drugiej generacji – dla porównania obecna na rynku od 1966 roku Corolla doczekała się już 11 generacji.

Toyota Century kwintesencją japońskości

Nowa limuzyna Toyoty w ogromnym stopniu korzysta z tradycji, odwołując się zarówno do charakterystycznych właściwości tego modelu na przestrzeni dekad, jak i do dziedzictwa kulturowego Japonii. Jej twórcy opierają się na tradycjach japońskich mistrzów rzemiosła oraz na zasadach etyki pracy monozukuri. Jednocześnie Century korzysta z najnowszych rozwiązań technologicznych w duchu współczesnych japońskich priorytetów – zrównoważonego rozwoju oraz opieki i bezpieczeństwa dla każdego – stąd napęd hybrydowy pod maską oraz nowoczesne systemy Toyota Safety Sense i HELPNET®.

Drzwi zostały wykończone zgodnie ze sztuką rzemieślniczą epoki Heian (794-1185 n.e.). Głębia czarnego lakieru Kamui (ethernal black) została uzyskana dzięki siedmiu warstwom i różnym technikom polerowania, w tym mokrym piaskiem. Front zdobi ręcznie wykonany emblemat feniksa.

Wnętrze zostało wykończone elementami z drewna. Tylny fotel po lewej stronie ma funkcję masażu oraz otwierany podnóżek. To miejsce przeznaczone jest dla głównego pasażera, dlatego na nim skoncentrowane jest działanie systemu multimedialnego, nagłośnienia i klimatyzacji. Do ich kontroli służy ekran dotykowy w zamocowany w podłokietniku pod prawą dłonią.

Napęd hybrydowy V8

Limuzynę Toyoty napędza układ hybrydowy z 5-litrowym silnikiem V8 o mocy 380 KM i momencie obrotowym 510 Nm przy 4000 obr./min. Współpracuje z nim silnik elektryczny o mocy 224 KM i 300 Nm momentu obrotowego, dostępnego w pełnym zakresie pracy. Łącznie układ dostarcza 431 KM mocy i korzysta z baterii niklowo-wodorkowej. Century zużywa średnio 7,7 l/100 km według japońskiego cyklu JC08. Panująca we wnętrzu cisza jest efektem pracy napędu hybrydowego oraz starannego wygłuszenia kabiny.

Technologia dla bezpieczeństwa

Toyota Century jest wyposażona w pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense w zaawansowanej wersji radarowej o zwiększonym zasięgu i dodatkowych funkcjach. Nowością jest system HELPNET®, który automatycznie alarmuje służby ratunkowe, kiedy w samochodzie uruchomią się poduszki powietrzne. Na podstawie danych przekazanych przez komputer na pokładzie samochodu dyspozytorzy podejmują decyzję o wysłaniu na miejsce karetki bądź helikoptera ratunkowego, a także innych potrzebnych służb – policji czy straży pożarnej.

Toyota Century jest dostępna w salonach Toyoty w całej Japonii. Producent zakłada miesięczną sprzedaż na poziomie 50 egzemplarzy. Auto jest budowane w fabryce Higashi-Fuji, niedaleko najsłynniejszego japońskiego toru wyścigowego o tej samej nazwie. Ceny zaczynają się od 19,6 milionów jenów, czyli ponad 178 tys. dolarów.

Pięć obszarów działalności, na które firmy w Polsce pobierają unijne dotacje

Bezzwrotne dotacje z Unii Europejskiej cieszą się dużą popularnością wśród przedsiębiorców oraz osób, które dopiero zamierzają założyć działalność gospodarczą. Najchętniej o unijne wsparcie wnioskują osoby z województw: mazowieckiego, wielkopolskiego i małopolskiego. Najczęściej poszukiwana kwota wsparcia nie przekracza 100 tysięcy złotych. Serwis Oferteo.pl sprawdził, na co Polacy najczęściej pobierają środki od UE.

Dotacje na start biznesu

Dotacja na rozwój czy na założenie firmyWedług analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, najczęściej o dotację unijną występują osoby, które chcą założyć własny biznes. Tego rodzaju wsparcia finansowego dotyczyło 60% zapytań złożonych w 2017 roku w serwisie przez osoby poszukujące dotacji. – Wsparcie finansowe z Unii w połączeniu z wprowadzoną niedawno ulgą na start dla nowych przedsiębiorców może wydatnie pomóc w rozkręceniu działalności – mówi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Pamiętajmy, że ubiegając się o dotację warto skorzystać z usług profesjonalnego doradcy, który pomoże przejść przez cały proces wnioskowania o unijne środki.

Z kolei 40% badanych użytkowników Oferteo.pl poszukiwało wsparcia dla istniejącej już działalności gospodarczej. Nieznacznie więcej wniosków o dotację składali przedsiębiorcy z miast (53%) niż z terenów wiejskich, a najwięcej poszukujących dotacji osób pochodziło z województw: mazowieckiego, wielkopolskiego i małopolskiego.

Dotacje do 100 tys. złotych

Jaką kwotę dotacji chcesz pozyskaćNajczęściej poszukiwane były kwoty dotacji, które nie przekraczały 100 tys. złotych. Wskazała tak ponad połowa badanych. Tylko 11% poszukujących dotacji potrzebowało kwoty przekraczającej pół miliona złotych.

Na co firmy przeznaczają dotacje?

Na co chcesz przeznaczyć dotacjęDotacje najczęściej miałyby zostać przeznaczone na zakup maszyn i urządzeń potrzebnych do prowadzenia działalności, na co wskazało 36% badanych. Poza tym użytkownicy Oferteo.pl dzięki dotacjom chcieli wspomóc swoje sprawy lokalowe, przeznaczając je albo na budowę lub remont nieruchomości (17%), albo na wynajem lub zakup lokalu (11%). Ponadto dotacje miałyby zostać wykorzystane na stworzenie nowych miejsc pracy oraz na promocję firmy.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 5 300 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby poszukujące dotacji unijnych.

Grecja i Argentyna wychodzą z problemów

Indeksy koniunktury w Europie zgodne z oczekiwaniami. Grecja powoli wychodzi na prostą, ale czekają ją lata wyrzeczeń. Argentyna otrzymała wsparcie MFW.

Koniunktura w Europie

Od rana poznajemy dzisiaj wyniki indeksów PMI dla przemysłu. Są to wstępne wyniki, a na pełne przyjdzie nam jeszcze poczekać. Czym jest indeks PMI? Skrót ten oznacza Indeks Menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Jest to badanie, w których wspomniana kadra zarządzająca odpowiada na pytanie czy spodziewa się poprawy/pogorszenia/braku zmiany sytuacji gospodarczej. Dlaczego właśnie Ci ludzie są pytani? Bo to oni odpowiadają za zamówienia i to oni już teraz czując gorsze czasy zamówią mniej, lub czując lepsze zamówią więcej towaru. Dane te okazują się na razie zgodne z oczekiwaniami, co ciekawe trochę słabiej od oczekiwań wypadły główne gospodarki Unii, na szczęście mniejsze państwa wypadły lepiej.

Grecja wychodzi na prostą

Po 8 latach kończy się pewna epoka. Ateny otrzymują ostatni pakiet pomocy i wracają samodzielnie na rynek długu. Warto zwrócić uwagę, że jednym z warunków jest utrzymywanie pierwotnej nadwyżki w budżecie przez długie lata. Co to jest pierwotna nadwyżka? Oznacza to, że budżet przed opłaceniem kosztów zadłużenia ma mieć większe wpływy niż wydatki. Grecy idą obecnie ścieżką przetartą przez Irlandię i Portugalię. Oznacza to, że kraj będzie pod wzmożoną obserwacją struktur unijnych. Warto zwrócić uwagę, że nadwyżkę udało się wypracować kiedy na świecie mamy wyraźną poprawę koniunktury. Nie wiadomo jak będzie wyglądał budżet gdy gospodarka światowa spowolni, a tego nie można wykluczyć. Szczególnie, że plan spłaty obecnego zadłużenia sięga 42 lat.

Pożyczka dla Argentyny finalnie zaakceptowana

Umowa została uzgodniona już wcześniej, ale dopiero teraz zarząd Międzynarodowego Funduszu Walutowego zebrał się by ją oficjalnie potwierdzić. Warunkiem uzyskania pomocy jest przeprowadzenie reform, w tym głównie cięć wydatków budżetowych. Drugim istotnym warunkiem jest to, że na razie uruchomiono zaledwie 30% kwoty, a reszta będzie zależna od postępów w reformach. O tym jak duże problemy ma obecnie Argentyna najlepiej świadczy kondycja argentyńskiego peso. Jeszcze pod koniec kwietnia za dolara płaciło się 20 peso, ostatnimi dniami jest to aż 28 peso.

Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych danych makroekonomicznych. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w weekend odbędą się wybory w Turcji. Biorąc pod uwagę sondaże oraz styl sprawowania władzy pewnym jest kto wygra wybory. Otwartym pozostaje pytanie jak bardzo Erdogan i jego partia je wygrają i jak poważne będą protesty ze względu na nieuczciwości podczas głosowania.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Specustawa Deweloperska – komentarz ekspercki

Po konsultacjach społecznych Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju wprowadziło zmiany w projekcie ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących. Polegają one na przywróceniu kluczowych kompetencji organom samorządowym oraz na ich dookreśleniu, a także doprecyzowują kształt urbanistyczno-architektoniczny inwestycji. Czy Ministerstwo rozwiało w ten sposób wszystkie wątpliwości dotyczące nowego aktu prawnego?

W Polskich miastach średnio około 40% terenów objętych jest miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Uzyskanie pozwolenia na budowę inwestycji mieszkaniowej trwa zwykle kilka miesięcy. W przypadku terenu nieobjętego planem miejscowym inwestor najpierw musi otrzymać indywidualne warunki zabudowy, co również może zająć od kilku miesięcy do pół roku. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, gdy idzie o okoliczności istotnie wydłużające proces inwestycyjny. W wypadku inwestycji na gruntach rolnych musi dojść do ustalenia przeznaczenia gruntu na cele nierolnicze, co następuje w planie miejscowym (za wyjątkiem gruntów położonych w granicach administracyjnych miast) oraz konieczne jest uzyskanie decyzji wyłączającej grunt z produkcji rolnej. Proces inwestycyjny może zostać wydłużony dodatkowo przez konieczność uzyskania decyzji środowiskowej (ok. 6 miesięcy), decyzji konserwatora zabytków (ok. 1-2 miesięcy), pozwolenia wodnoprawnego (1-3 miesięcy), zezwolenia na usunięcie drzew lub krzewów (1-2 miesięcy). W wypadku inwestycji na gruntach zanieczyszczonych (np. poprzemysłowych) konieczne może okazać się dodatkowo przeprowadzenie remediacji lub działań naprawczych, co może trwać rok lub dłużej.

Najwięcej czasu zajmuje jednak zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Proces ten może zająć 2 lata (w Warszawie od 3 do 7 lat), a czasami wiąże się z koniecznością uprzedniej zmiany studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, co oznacza kolejne 2 lata oczekiwania. W wypadku skumulowania wymienionych wyżej czynników, proces poprzedzający uzyskanie pozwolenia na budowę może przekroczyć kilka lat, nawet gdy część decyzji jest uzyskiwana jednocześnie.

Obecnie uzgadniany projekt ustawy zamierza skrócić najbardziej długotrwałe etapy procesu inwestycyjnego. Nowy projekt przemodelował procedurę lokalizacji inwestycji mieszkaniowych w ten sposób, że kompetencje w tym zakresie powierzono wyłącznie radzie gminy (pierwotnie miał je posiadać wojewoda), która będzie podejmowała uchwałę w tym zakresie, po zasięgnięciu niezbędnych opinii i dokonaniu uzgodnień oraz po umożliwieniu złożenia uwag przez mieszkańców. Natomiast kwestię ewentualnej niezgodności inwestycji mieszkaniowej lub towarzyszącej z planem miejscowym rozstrzygnięto w ten sposób, że rada gminy nie będzie już wyrażała w tym zakresie odrębnej zgody (jak projektowano uprzednio). Uwzględniając uwagi krytyków poprzedniej wersji projektu, w nowym projekcie przyjęto założenie, że inwestycje mieszkaniowe i towarzyszące będą realizowane niezależnie od istnienia lub ustaleń planu miejscowego, pod warunkiem, że nie będą sprzeczne z ustaleniami studium uwarunkowań oraz uchwałą o utworzeniu parku kulturowego (wymóg niesprzeczności ze studium nie będzie dotyczył terenów w przeszłości wykorzystywanych jako tereny kolejowe, wojskowe, produkcyjne lub usług pocztowych, na których funkcje te nie są realizowane). Takie rozwiązanie nie powinno budzić zastrzeżeń, zważywszy na nadzwyczajny charakter tej regulacji, mającej na celu przede wszystkim przyspieszenie procedur administracyjnych związanych z realizacją inwestycji mieszkaniowych.

Rozwiązanie wydaje się rozsądne, wypośrodkowując interesy zwolenników zwiększenia liczby oddawanych do użytku mieszkań oraz rzeczników silnego uregulowania prawnego kwestii porządku urbanistycznego. Dodatkowo wprowadzono obowiązek uwzględnienia inwestycji mieszkaniowych co do których zostało wydane pozwolenie na użytkowanie, przy sporządzaniu lub zmianie planów miejscowych w przyszłości, co powinno zapewnić zachowanie spójności i przejrzystości planistycznej oraz uniknięcie rozproszenia ustaleń planistycznych w kilku aktach prawnych.

Uchwała rady gminy ustalająca lokalizację inwestycji mieszkaniowej i towarzyszącej będzie podlegała standardowemu obowiązkowi przedłożenia wojewodzie i jego kontroli jako organu nadzoru, który będzie mógł stwierdzić jej nieważność. Stwierdzenie nieważności uchwały przez organ nadzorczy wstrzyma wykonalność uchwały. Rada gminy będzie mogła zaskarżyć rozstrzygnięcie nadzorcze do WSA. Natomiast zgoda wyrażona w formie decyzji będzie podlegała standardowej procedurze odwoławczej. Niezależnie od tego trybu, skargę na uchwałę rady gminy będzie mógł wnieść każdy, czyjego interes prawny lub uprawnienie zostaną nią naruszone, przy czym nowy projekt skraca terminy na wniesienie i rozpatrzenie tej skargi oraz wprowadza 2 miesięczny termin na rozpoznanie skargi kasacyjnej wniesionej w tym postępowaniu (co znacznie skróci okres niepewności dla inwestorów, zważywszy, że obecnie na rozpoznanie skargi kasacyjnej przez NSA oczekuje się od 1,5 roku do 2 lat).

Krytycy pierwotnego projektu ustawy formułowali również zastrzeżenia do zapisów związanych z koncepcją urbanistyczno-architektoniczną. Nowy projekt precyzuje, że koncepcję należy dołączyć już do wniosku o ustalenie lokalizacji inwestycji mieszkaniowej a jej wykonanie należy powierzyć osobom posiadającym uprawnienia urbanistyczne lub architektom posiadającym uprawnienia projektowe w branży architektonicznej. Zrezygnowano zatem z pierwotnego pomysłu konkursu na koncepcję urbanistyczno-architektoniczną, który mógłby okazać się długotrwały, na rzecz powierzenia przygotowania koncepcji specjalistom w tym zakresie, co z jednej strony powinno skrócić proces przygotowania wniosku o ustalenie lokalizacji inwestycji mieszkaniowej a z drugiej strony powinno zapewnić zachowanie niezbędnych standardów urbanistycznych i architektonicznych.

Nowy projekt rezygnuje z najbardziej krytykowanego pomysłu przyznającego kompetencje z zakresu zagospodarowania terenu inwestycjami mieszkaniowymi wojewodzie, co należy przyjąć z aprobatą, zważywszy, że co do zasady kwestie planistyczne należą w polskim porządku prawnym wyłącznie do kompetencji rady gminy, zaś wojewodzie przyznawano kompetencje w tym zakresie w ograniczonym zakresie.

Wycofano się również z pomysłu wydawania pozwoleń na użytkowanie inwestycji mieszkaniowych przez wojewódzkich inspektorów nadzoru budowlanego, co zasługuje na aprobatę, zważywszy, że są to organy nieprzygotowane do prowadzenia tego rodzaju postępowań, a powiatowe inspektoraty nadzoru, którym powierzono w nowym projekcie wydawanie pozwoleń na użytkowanie inwestycji mieszkaniowych posiadają w tym zakresie wieloletnie doświadczenie i wypracowane standardy postępowania w relacjach z inwestorami., co przywraca inwestorom poczucie pewności i przewidywalności w procesie inwestycyjnym.

Na marginesie należy także wskazać, że sam projekt ustawy nie wyłącza dalszego stosowania decyzji o warunkach zabudowy jako podstawy realizacji inwestycji mieszkaniowych. Jednak zważywszy na to, że Ministerstwo Infrastruktury prowadzi prace nad ustawą ograniczającą możliwość wydawania w przyszłości decyzji o warunkach zabudowy oraz przewidującą wygaśnięcie decyzji dotychczas wydanych, skutek nowych regulacji może być taki, że po wygaśnięciu uzyskanych dotychczas decyzji o warunkach zabudowy procedura lokalizacji inwestycji mieszkaniowych będzie jedyną możliwą formą ich realizacji.

Podsumowując, stwierdzić należy, iż nowy projekt zrezygnował z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów, uwzględniając z jednej strony zastrzeżenia krytyków, ale nie zarzucając jednocześnie ułatwień proceduralnych pozwalających na przyspieszenie procesu realizacji inwestycji mieszkaniowych.  Nowy projekt kompetencje z zakresu władztwa planistycznego nadal pozostawia w całości radzie gminy, co podważa twierdzenia przeciwników projektu, którzy obawiają się, że projekt powiększy chaos urbanistyczny. Zastrzeżenia może jedynie budzić uproszczenie procedury udziału społeczeństwa w procesie ustalania lokalizacji inwestycji mieszkaniowych na terenach objętych planami zagospodarowania. W tym zakresie należy jednak podkreślić, że procedura konsultacji społecznych nie została w projekcie wyłączona, a projekt nie wyklucza możliwości zaskarżenia uchwały rady gminy wyrażającej zgodę na lokalizację inwestycji mieszkaniowej przez osoby mające w tym interes prawny.

Opracowanie: Sebastian Janicki, kancelaria Magnusson, Tokaj i Partnerzy

Turyści przyjeżdżający na MŚ napędzają rynek hotelarski w Rosji

Hotele w Moskwie i Sankt Petersburgu trzeci rok z rzędu odnotowały wzrost wyników operacyjnych za sprawą zwiększonego ruchu turystycznego. Z badania przeprowadzonego przez Colliers International wynika, że obłożenie w Moskwie wzrosło o 3%, osiągając po raz pierwszy od 2015 r. rekordowy poziom 75%, a w Sankt Petersburgu o 5,5%. Średni przychód z pokoju hotelowego zwiększył się do 4345 rubli, co stanowi najwyższą kwotę od ostatnich trzech lat.

Według danych Colliers International, w 2017 r. Moskwę odwiedziło 21,5 mln turystów, czyli o 13% więcej niż w 2016 r., a Sankt Petersburg 7,5 mln, co stanowi wzrost o 8,4% w porównaniu z poprzednim rokiem. Tendencja wzrostowa wyników operacyjnych odnotowywanych przez hotele w obu miastach utrzymuje się na stabilnym poziomie trzeci rok z rzędu.

Wzrost obłożenia

Obłożenie hoteli w Moskwie zwiększyło się o 3 punkty procentowe rok do roku, cena za pokój hotelowy (ADR) wzrosła o 1,6%, a wysokość przychodu z pokoju (RevPAR) zwiększyła się o 5%. W ostatnich trzech latach obłożenie hoteli w Moskwie wzrosło o 7,5% i po raz pierwszy od 2015 r. osiągnęło poziom 75%.

W Sankt Petersburgu, gdzie ruch turystyczny ma charakter bardziej sezonowy, obłożenie hoteli utrzymało się na poziomie z 2016 r. i w 2017 r. wyniosło 68% r. Ze względu na wzrost cen pokoi w sezonie przychód z pokoju (RevPAR) w Sankt Petersburgu zwiększył się jednak o 5,5%. Największy wzrost cen miał miejsce podczas ważnych wydarzeń sportowych i biznesowych w mieście – Pucharu Konfederacji i Petersburskiego Międzynarodowego Forum Ekonomicznego (SPIEF).

Colliers International przewiduje, że w 2018 r. średnioroczne obłożenie hoteli w Moskwie może wzrosnąć o 5%, osiągając tym samym 80%, a w Petersburgu o 3%, osiągając poziom 71%. Specjaliści z firmy Colliers oczekują, że rozgrywane w Rosji Mistrzostwa Świata w piłce nożnej będą miały większy wpływ na wyniki operacyjne branży hotelarskiej w Moskwie niż w Sankt Petersburgu, biorąc pod uwagę, że ze względu na bezpłatne przejazdy pociągami i przystępne cenowo bilety lotnicze część fanów może wykupić zakwaterowanie w Moskwie, a do Petersburga wybrać się na całodzienną wycieczkę. Colliers International przewiduje także, że średnioroczna cena pokoju hotelowego (ADR) w Moskwie wzrośnie o 28%-30% do kwoty 5930 rubli za dobę, czyli do średniej ceny w 2017 r., a Sankt Petersburg odnotuje wzrost na poziomie 22%-26%.

Evgenia Tuchkova, dyrektor w dziale Business Development, Colliers International w Sankt Petersburgu
Evgenia Tuchkova, dyrektor w dziale Business Development, Colliers International w Sankt Petersburgu

— Po kryzysie gospodarczym w 2014 r. rosyjska branża turystyczna ponownie przyspieszyła i w dalszym ciągu odnotowuje stabilny wzrost. Zdecydowanie zwiększył się ruch turystyczny z Chin i Korei Południowej, a jednocześnie rośnie zainteresowanie turystów z Zachodu. W 2018 r. Rosja stała się przedmiotem zwiększonego zainteresowania za sprawą Mistrzostw Świata w piłce nożnej, a także Wschodniego Forum Ekonomicznego i SPIEF. Dla hotelarzy w Moskwie i Sankt Petersburgu to teraz najbardziej dochodowy okres od ostatnich czterech lat. Oczekujemy, że w 2018 r. obłożenie i przychody hoteli w obu miastach osiągną najwyższy poziom w ostatnich pięciu latach — wyjaśnia Evgenia Tuchkova, dyrektor w dziale Business Development, Colliers International w Sankt Petersburgu.

Więcej obcokrajowców

Ruch turystyczny w Moskwie wciąż najbardziej napędza turystyka krajowa, w której największy udział mają podróże służbowe (do 75%). W Sankt Petersburgu do wzrostu wyników przyczynili się zagraniczni turyści, których udział w ogólnej liczbie odwiedzających był dwa razy większy niż w Moskwie, gdzie 22% wszystkich turystów stanowili obcokrajowcy. W 2017 r. co drugi turysta odwiedzający Sankt Petersburg pochodził z zagranicy.

Ruch turystyczny w 2017 r. (zmiany rok do roku)

  Moskwa Sankt Petersburg
Turyści z Rosji +15% -8%
Zagraniczni turyści +7% +32%

Do najważniejszych czynników zwiększających atrakcyjność Rosji jako kierunku turystycznego należy osłabienie rubla, zbliżające się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej FIFA 2018, a także zakrojona na szeroką skalę promocja Moskwy i Sankt Petersburga za granicą mająca na celu przyciągnięcie turystów z krajów, z którymi Rosja podpisała umowy o podróżach bezwizowych. Według prognoz Federalnej Agencji Turystyki (Rosturizm) podczas Mistrzostw Świata Rosję odwiedzi 1,5 mln obcokrajowców.

W ostatnich latach gwałtownie wzrosło zainteresowanie Rosją wśród turystów z Chin. Według danych rosyjskich służb granicznych liczba obywateli Chin odwiedzających Rosję wzrosła o 38% w ostatnich ośmiu latach, osiągając w 2017 r. 1,78 mln. Stały wzrost ruchu turystycznego zaobserwowano także wśród obywateli Korei Południowej. W ostatnich czterech latach, z uwagi na zawarte przez oba kraje porozumienie o ruchu bezwizowym, liczba turystów z Korei Południowej zwiększyła się o ponad 50% – ze 135 tys. w 2014 r. do 276 tys. w 2017 r.

Na zwiększone zainteresowanie Rosją wskazują także statystyki dotyczące ruchu turystycznego ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Liczba turystów z USA wzrosła w ubiegłym roku o 18%, a Kanadyjczyków o 26%. Wśród krajów zachodnioeuropejskich odnotowano mniej imponujący wzrost. W porównaniu z 2016 r. liczba odwiedzających z Niemiec wzrosła w 2017 r. o 2,4%, liczba turystów z Francji zwiększyła się o 4,6%, a ruch turystyczny z Wielkiej Brytanii utrzymał się na tym samym poziomie.

Kraje o największym udziale w turystyce przyjazdowej*

Kraje o największym udziale w turystyce przyjazdowej*na podstawie liczby wjazdów obywateli innych państw na terytorium Federacji Rosyjskiej, z wyłączeniem krajów WNP

Źródło: Służba Graniczna Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji

Mimo że Moskwa dominuje jako punkt wjazdu obcokrajowców do kraju, to w Sankt Petersburgu obserwuje się większy wzrost liczby zagranicznych turystów wynoszący około 1 miliona osób rocznie w porównaniu z 300 tys. w Moskwie. Na podstawie liczby turystów przyjeżdżających bezpośrednio do Sankt Petersburga na pierwszym miejscu znajduje się Finlandia (530 tys.), a za nią Niemcy (250 tys.), Estonia (230 tys.) i USA (170 tys.). Turyści z Chin zajmują piąte miejsce w rankingu dla Sankt Petersburgu, przy czym dane dotyczące ich liczby mogą być mylące, biorąc pod uwagę, że większość Chińczyków rozpoczyna swoją podróż przez Rosję w Moskwie i przyjeżdża do Sankt Petersburga, korzystając z wewnętrznych połączeń.

Od 9 lipca nowe zasady przedawniania roszczeń!

Dnia 9 lipca 2018 r. wchodzi w życie nowelizacją kodeksu cywilnego w zakresie nowych zasad dotyczących przedawnień roszczeń. Przewiduje ona nie tylko zmiany w długości i liczeniu terminów przedawnienia, ale wprowadza dość rewolucyjne rozróżnienie w sposobie korzystania z dobrodziejstwa zarzutu przedawnienia przez konsumenta i przedsiębiorcę.

Przedawnienie po 6 latach, a nie 10

Ustawa wprowadza nowy generalny termin przedawnienia, w miejsce dotychczasowego 10-letniego termin 6-letni. Dotyczy on też roszczeń stwierdzonych prawomocnym orzeczeniem sądu, choćby termin przedawnienia roszczeń tego rodzaju był krótszy. Termin przedawnienia dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej pozostaje nadal trzyletni.

Ponadto, w odniesieniu do wszystkich terminów przedawnienia nie krótszych niż dwa lata zasadniczo zmienia się ich sposób liczenia – koniec terminu przedawnienia przypadać ma od teraz zawsze na ostatni dzień roku kalendarzowego, czyli 31 grudnia.

Zróżnicowanie sytuacji konsumenta i przedsiębiorcy

Rewolucją wprowadzaną przez nowelizację jest to, że zmieni ona sytuację konsumenta i przedsiębiorcy w kwestii prawa przedawnienia – zmiany w niektórych aspektach polepszą sytuacją konsumenta, a w niektórych pogorszą.

Polepszenie sytuacji konsumenta, a pogorszenie przedsiębiorcy

Ustawa przewiduje że przeciwko konsumentowi nie można domagać się spełnienia już przedawnionego roszczenia. Ustawa przyznaje bowiem sądom uprawnienie do stwierdzenia przedawnienia na korzyść konsumenta niezależnie od tego, czy konsument taki zarzut przedawnienia podniósł. Zasadniczo zmienia to obowiązującą aktualnie zasadę, że przedawnione wierzytelności mogą być dochodzone przez wierzyciela, a dłużnik uwolnić od nich może się jedynie formalnie podnosząc zarzut przedawnienia. W praktyce wierzyciele często domagali się od konsumenta zapłaty przedawnionych roszczeń licząc na to, że konsument nie zorientuje się, że roszczenie już jest przedawnione. W takich wypadkach, jeśli konsument nie podniósł zarzutu przedawnienia sam, sąd nie mógł wierzytelności uznać za przedawnionej.

Polepszenie sytuacji konsumenta względem przedsiębiorcy przewidują też przepisy przejściowe regulujące zmianę terminu przedawnienia z 10 lat na lat 6. Co do zasady, w stosunku do przedsiębiorców, do przysługujących im roszczeń powstałych przed dniem wejścia w życie nowej ustawy stosuje się nowe, krótsze, terminy przedawnienia, o ile roszczenia te nie uległy już przedawnieniu. W przypadku konsumentów zaś, terminy przedawnienia przysługujących im roszczeń powstałych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy i w tym dniu jeszcze nieprzedawnionych w każdym wypadku stosuje się stare, dłuższe, terminy przedawnienia.

Pogorszenie sytuacji konsumenta, a polepszenie przedsiębiorcy

Od przywileju konsumenta, że nie można dochodzić przeciwko niemu przedawnionych roszczeń, projekt czyni zaskakująco daleko idący wyjątek. Sądy będą mogły bowiem w ogóle nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczeń przysługujących przeciwko konsumentom, jeśli uznają, że przedawnienie jest narusza zasadę słuszności.

Oznacza to, że nawet jeśli konsument sam podniesie zarzut przedawnienia, to sąd może uznać, że dług i tak powinien on spłacić. Co najbardziej zaskakujące, dotyczy to tylko długów konsumentów! Oznacza to, że w sporze pomiędzy konsumentem a bankiem, gdy długi obu stron się przedawnią, tylko bank może być pewny, że jego dług nie będzie mógł być dochodzony, jeśli podniesie zarzut przedawnienia. Konsument zawsze będzie natomiast niepewny, czy sąd nie uzna, że musi on spłacić swój dług mimo, że upłyną termin przedawnienia.

Wydaje się, że nowelizacja podyktowana jest interesem banków w sprawach frankowych. W związku z tym, że sądy stwierdzają nieważność niektórych umów indeksowanych do waluty obcej, coraz częściej pojawia się sytuacja, gdy banki i konsumenci muszą sobie zwrócić wszystko, co w wykonaniu takiej umowy otrzymały. Roszczenia banków w tym przypadku są jednak takiego rodzaju, że podlegają przedawnieniu z upływem 3 lat od wypłaty kredytu, podczas gdy roszczenia konsumentów przedawniają się zaś z upływem lat 10 licząc od chwili spłacenia każdej raty. Unieważnienie umów prowadziłoby więc do sytuacji, w której tylko jedna ze stron – banki – musiałaby zwrócić to, co jej druga strona świadczyła. W konsekwencji unieważnienie umów kredytowych prowadziłoby do tego, że konsumenci uzyskaliby kredyty bez obowiązku ich spłat.

Sytuacja taka faktycznie godziłaby w poczucie sprawiedliwości, ale można go uniknąć stosując już obowiązujące obecnie prawo, w tym zasadę współżycia społecznego z art. 5 k.c.

Wchodząca w życie nowelizacja sama w sobie natomiast uderza w poczucie sprawiedliwości. Po pierwsze dlatego, że rodzi stan niepewności prawnej konsumenta, któremu trudno będzie przewidzieć, kiedy jego dług może być dochodzony przez drugą stronę. Po drugie dlatego, że osłabia pozycję procesową jednego podmiotu względem drugiego tylko dlatego, że jest konsumentem

Autorzy:

dr Robert Rykowski, adwokat, Rykowski & Gniewkowski Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp.k.

Adam Tula, adwokat, Rykowski & Gniewkowski Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych Sp.k.

Aplikacje zakupowe walczą o klienta

Michał Pietruszka, Just Run App
Michał Pietruszka, Just Run App

Niemal co drugi użytkownik ma zainstalowaną na swoim telefonie lub tablecie choć jedną aplikację zakupową. Z drugiej strony, jak pokazują wyniki analizy Just Run App oraz Spicy Mobile, wydawcy inwestujący w m-commerce muszą mocno walczyć o klienta. Większość aplikacji mobilnych traci w pierwszych miesiącach nawet 80% pozyskanych użytkowników.

Według badań Forrester, 63% użytkowników trafia na aplikację poprzez znalezienie jej w sklepie z aplikacjami. Tymczasem, w samym Google Play, w kategorii „Zakupy” znajdziemy w sumie aż 98 tysięcy aplikacji zakupowych – są wśród nich programy lojalnościowe, gazetki promocyjne, aplikacje z kuponami czy typowe aplikacje sprzedażowe. Jeszcze trudniej wydawcom dotrzeć do klientów korzystających z urządzeń mobilnych firmy Apple. Do 2016 r. w sklepie App Store nie było bowiem oddzielnej kategorii „Zakupy”, teraz mieści ona blisko 29 tysięcy aplikacji, a wiele z nich wciąż znajduje się w innych miejscach sklepu.

W skali globalnej liczba aplikacji zakupowych nie jest zawrotna – stanowią one ok. 3% ogółu aplikacji dostępnych na świecie w Google Play oraz 1,33% aplikacji w App Store. Jednak, gdy spojrzymy na liczbę pobrań, widać, jak trudno wydawcom zaistnieć na rynku m-commerce. Z analizy, jaką przeprowadziły agencja Spicy Mobile oraz Just Run App, wynika, że jedynie 4% aplikacji zakupowych w Google Play może pochwalić się liczbą pobrań na poziomie ponad 50 tysięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że tego typu rozwiązania są tworzone przez firmy z myślą o konkretnym celu – wsparciu sprzedaży, wzrost z inwestycji może być dla wielu bardzo trudny do osiągnięcia.

„Rynek jest bardzo konkurencyjny i opanowany przez aplikacje międzynarodowych sieci handlowych oraz duże sklepy internetowe. Wśród nich najliczniejszą grupę tworzą branża odzieżowa, spożywcza oraz drogerie” – komentuje wyniki Michał Pietruszka, stojący na czele zespołu Just Run App, specjalizującego się w rozwoju i promocji aplikacji m-commerce. – „Nowym graczom trudno zaistnieć z aplikacją sprzedażową. Średni miesięczny potencjał instalacyjny na polskim rynku szacuję na poziomie ok. 12 tysięcy pobrań. Oczywiście, w przypadku rozpoznawalnej marki handlowej może być on dużo, dużo wyższy”.ranking_aplikacji_zakupowych_2016-2018

O skali trudności w promocji aplikacji – i tym samym pozyskaniu mobilnego konsumenta – świadczy dodatkowo fakt, że przeciętny użytkownik instaluje na swoim smartfonie lub tablecie zaledwie kilka aplikacji miesięcznie. Jednocześnie, część z aplikacji już zainstalowanych usuwa. Większość aplikacji traci 70-80% użytkowników pozyskanych dzięki kampanii reklamowej w ciągu 60 dni od dnia instalacji. Wiąże się to z niedopasowaniem aplikacji do potrzeb konsumentów, instalowaniem produktu z ciekawości lub nieprzemyślanymi działaniami reklamowymi ze strony wydawców – nastawionymi na pozyskanie jakiegokolwiek ruchu a nie wartościowych użytkowników.

„Na rodzimym rynku m-commerce nie brak spektakularnych sukcesów, które pokazują, jak wiele pozostaje do ugrania” – dodaje Michał Pietruszka. – „W ubiegłym roku, na przykładzie aplikacji drogerii Rossmann, okazało się, że możliwe jest wprowadzenie w ciągu zaledwie kilku miesięcy aplikacji z niszowym zasięgiem do pierwszej dziesiątki aplikacji mobilnych w Polsce. Również rosnąca w krótkim czasie liczba pobrań aplikacji sieci handlowej Auchan, ok. 50 tysięcy pobrań w dwa miesiące, świadczy, że konsumenci są zainteresowani takimi produktami, a wydawcy muszą inwestować w atrakcyjność aplikacji i jej regularną promocję”.

Wyniki Spicy Mobile oraz Just Run App pokazują, że popularność aplikacji zakupowych rośnie z miesiąca na miesiąc. W marcu br. korzystało z nich już 49% użytkowników z systemem operacyjnym Android (41% w grudniu 2017 r.). Rośnie także miesięczna liczba wywołań aplikacji zakupowych przypadająca na jednego użytkownika – z 56 w styczniu do 85 w marcu 2018 r., co oznacza wzrost o ok. 50% w ciągu zaledwie trzech miesięcy.

Do najbardziej popularnych aplikacji należą: OLX.pl, Rossmann, AliExpress Shopping App oraz Allegro. Warto wspomnieć, że jeszcze dwa lata temu rynek był zdominowany przez dwóch graczy – Allegro oraz OLX.pl. Rok temu do tej dwójki dołączyła aplikacja chińskiego giganta handlu online – AliExpress. Dziś, rynek jest już bardziej rozdrobniony. W czołówce rankingu, z zasięgiem ponad 10%, są już cztery aplikacje. Doszło także do znacznych przetasowań związanych z pojawieniem się nowych graczy.

Zdaniem ekspertów na dalszy wzrost popularności aplikacji zakupowych będą wpływać inwestycje dużych sieci handlowych, zmiana podejścia do klienta mobilnego, a także ułatwienia w zakresie płatności mobilnych. Aplikacje – poza prezentacją aktualnej oferty promocyjnej – będą coraz częściej oferować „wartość dodaną”, dostępną jedynie dla swoich użytkowników. Mogą to być programy lojalnościowe, rozwiązania gamifikacyjne czy też dostępność w sprzedaży wybranych produktów wyłącznie z poziomu aplikacji. Równolegle będziemy świadkami innej rewolucji – przeniknięcia sfery online i offline. W sklepach przyszłości aplikacja pomoże nam dokonać zakupów szybko i bez zbędnych utrudnień. Wybierając przepis kulinarny, automatycznie dodamy wszystkie potrzebne składniki do listy zakupów, a dzięki rozwiązaniom „scan&go” unikniemy kolejki przy kasie.

„Do urządzeń mobilnych przenosimy coraz więcej funkcji z tzw. dużego internetu. Wydawcy muszą jednak pamiętać, że kanał mobile nie jest jego kopią. Rynek aplikacji jest dużo bardziej konkurencyjny, a użytkownicy selekcjonują instalowane aplikacje. Poza atrakcyjnością aplikacji, na sukces składają się działania promocyjne: umiejętność pozyskania wysokiej jakości ruchu i zdobycie wysokiej pozycji w rankingu sklepu z aplikacjami” – podsumowuje Michał Pietruszka.

Kurs euro do złotego nie przestaje rosnąć. Dolar zatrzymał zwyżki

Obligacje wspierane są przez popyt na bezpieczne aktywa ze strony inwestorów. Kurs EURPLN nie przestaje rosnąć. W czwartek, pomimo solidnych danych sprzedażowych i wyhamowaniu spadków przez EURUSD przebity został opór na 4,33.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartkowa sesja przyniosła dalszy wzrost notowań EURPLN. Para przetestowała opór na poziomie 4,332. Nasilający się popyt na bezpieczne aktywa sprawia, że waluta nasza nie reaguje na krajowe publikacje gospodarcze, choć te potwierdzają solidne tempo rozwoju polskiej gospodarki. Po dobrych odczytach z rynku pracy i danych produkcyjnych, w czwartek GUS opublikował wyniki dla sprzedaży. Majowy wzrost o 7,6% znacząco przebił rynkowe oczekiwania, co jednak nie znalazło przełożenia w notowaniach złotego. Nie zmienia to faktu, że w II kwartale kraj rozwija się i jak szacują ekonomiści PKO BP dynamika PKB może przewyższyć 5%. Dane są jednak neutralne dla oceny perspektyw krajowej polityki pieniężnej, co sprawia, że nie mają wpływu na PLN, któremu w ostatnim czasie mocno ciąży rosnąca na świecie awersja do ryzyka.

Perspektywa dalszych podwyżek stóp w USA i obawy o skutki gospodarcze potencjalnej wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami sprawiają, że waluty uważane za bezpieczne, w tym dolar amerykański, stały się w ostatnich dniach bardzo poszukiwane. W rezultacie kurs EURUSD w czwartek chwilowo spadł do blisko 1,15 wobec 1,20 notowanych w połowie maja i 1,23 w połowie kwietnia. Po południu, wraz z publikacją słabszego indeksu Fed Filadelfia przyszło odreagowanie do 1,163.

W czwartek we wzrostach dolara pokonał jedynie funt brytyjski, pozytywnie reagując na informację, że główny ekonomista BoE niespodziewanie opowiedział się po stronie decydentów, którzy chcieli podwyższyć stopy już teraz, co wsparło oczekiwania na taki ruch w nieodległej przyszłości. W reakcji na te jastrzębie informacje kurs GBPUSD wzrósł powyżej 1,325.

Na rynku stopy procentowej rentowności obligacji nadal utrzymują się nisko. Wobec relatywnie neutralnego wpływu publikowanych danych z krajowej gospodarki, nasza krzywa pozostawała głównie pod wpływem wydarzeń zagranicznych. Otoczenie, w którym panują obawy dotyczące wojen handlowych oraz gołębiej postawy władz monetarnych w Europie sprzyjają niższym rentownościom papierów skarbowych. Dodatkowo w czwartek popyt na niemieckie Bundy (których notowania zbliżają się do 0,30%) wzmagały obawy o przekazanie kierownictwa włoskiej komisji do spraw finansowych w senacie oraz sejmie politykom eurosceptycznym. Napięcia na włoskiej scenie politycznej przyczyniły się do rozszerzenie spreadu między obligacjami niemieckimi a włoskimi o około 20pb.

Z kolei spread między polskimi a węgierskimi papierami 10-letnimi spadł poniżej -40pb, kiedy jeszcze na początku roku notowany był w powyżej 130pb. Rynek zauważa słabnącą skuteczność niekonwencjonalnych działań polityki monetarnej Banku Węgier. Podczas czerwcowego posiedzenia, węgierscy bankierzy zasygnalizowali możliwość wyjścia z ultraluźnej polityki pieniężnej. Jednak rynek nie jest przekonany, co do chęci trzymania się NBH tego stanowiska, co widoczne jest w notowaniach forinta, który osłabia się względem euro. Para EURHUF przebiła poziom 325.

Wykres dnia: Spread polskich papierów nad węgierskimi zdecydowanie odsunął się od tegorocznych szczytów.Spread polskich papierów nad węgierskimi zdecydowanie odsunął się od tegorocznych szczytów
Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Jednostronne umowy zamówień publicznych sprzeczne z prawem

Umowy zamówień publicznych są bardzo często jednostronnie kształtowane przez zamawiających.  Na rynku możemy zaobserwować model, w którym zamawiający zawiera umowę z przedsiębiorcą, ale nie daje mu żadnej gwarancji, że będzie ona wykonana. Zdarza się, że nawet w przypadku kontraktu zawartego na rok – lub kilka lat – instytucja publiczna nie zamawia ani jednej usługi czy produktu. KIO i sądy jednoznacznie wskazują, że takie praktyki są naganne. Zwłaszcza że umowy są tak skonstruowane, że zamawiający nie ponosi żadnych tego konsekwencji – a wykonawca jest zmuszony do zrzeczenia się wszelkich roszczeń z tytułu niewykonania umowy.

– Wykonawcy są zmuszani do podpisywania umów, w których zrzekają się wszelkich roszczeń – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich – Oznacza to, że nie tylko nie zarobią, ale nie mogą nawet dochodzić odszkodowania z tytułu zawartej umowy – jeśli zamawiający z arbitralnie dobranych, nieznanych i niemożliwych do przewidzenia przez przedsiębiorców powodów nie wykonał jej. Należy przypomnieć, że te umowy są od dawna uznawane za sprzeczne z prawem. Już wiele lat temu Krajowa Izba Odwoławcza stwierdziła, że takie kontrakty są niedopuszczalne i naruszają prawo zamówień publicznych. Takie stanowisko znalazło również potwierdzenie w orzecznictwie sądów – wskazał Lang.

Pracownicy są sfrustrowani – wyniki badania

Co trzeci pracownik przyznaje, że jego obecny sposób działania wpływa negatywnie na efektywność wykonywanej przez niego pracy, a co czwarty nie ma pewności, że wykonuje swoje obowiązki wystarczająco wydajnie. Takie zaskakujące wyniki niesie ze sobą tegoroczne badanie „Praca, moc, energia w polskich firmach” zrealizowane przez Human Power. Wyniki opublikowane zostały w raporcie „Mental Master”.

– Dominujący w polskich organizacjach styl pracy w dużej mierze sabotuje efektywność pracowników i managerów – uważa Małgorzata Czernecka, psycholog, szefowa Human Power i inicjatorka badania.

W tegorocznym badaniu – podobnie jak w edycji ubiegłorocznej – ujawniły się problematyczne kwestie związane z tzw. wielozadaniowością. Blisko 60 proc. pracowników czuje presję, aby wykonywać kilka zadań naraz. Jednocześnie fatalną normą stała się sytuacja, w której godzimy się na przerywanie naszych zadań przez maile, telefony czy rozmowy ad hoc ze współpracownikami (w takich warunkach pracuje ponad 66 proc. badanych). Ale też i co trzeci ankietowany ocenia, że nie potrafi pracować bez ciągłego sprawdzania poczty czy powiadomień na telefonie!

– Efektywność staje się w tych warunkach pojęciem wielce dyskusyjnym – podkreśla Małgorzata Czernecka. – Rzecz w tym, że wydajność pracy można podnieść niekoniecznie przez samą optymalizację procesów czy zwiększanie wynagrodzeń, ale przez świadome zarządzanie energią pracowników, zmianę stylu ich pracy i kreowanie zupełnie nowych nawyków działania.

Koszty obecnego stylu pracy, opartego na ciągłej mobilizacji, konieczności obsługiwania ogromnej liczby danych i informacji oraz presji wielozadaniowości, są wysokie. Z raportu „Mental Master” wynika, że aż 40 proc. badanych odczuwa w pracy frustrację i zniecierpliwienie. Blisko połowa pracowników obserwuje u siebie pogorszenie zapamiętywania bieżących informacji czy terminów. Wielu ma problemy z koncentracją uwagi na wykonywanym zadaniu. Co czwarty nie pamięta, co robił poprzedniego dnia w pracy!

Niewiele firm na polskim rynku zdaje sobie sprawę z czynników, które mają bezpośredni wpływ na obniżanie efektywności ich pracowników i managerów. Pracodawcy muszą być świadomi, że efektywność pracowników zależy nie tylko od samych organizacji, ale i od chęci jednostek do wzięcia odpowiedzialności za sposób wykonywania przez nie zadań, dbania o siebie i innych czy wprowadzania w życie nowych nawyków i rytuałów.

Obecna sytuacja na rynku pracy pokazuje, za czym podążają pracownicy – coraz rzadziej jest to kwestia wyższego wynagrodzenia. Czynnikiem silnie prowokującym do zmiany jest chęć samorealizacji, doświadczania większego dopasowania, komfortu, spójności i równowagi. I tu jest ogromne pole do działania dla organizacji, w kontekście kreowania nowoczesnego, pełnego energii środowiska pracy.

– Tworzenie przestrzeni pracy z myślą o indywidualnych potrzebach jest dziś kluczowe, ponieważ to zmotywowani i skuteczni pracownicy decydują o konkurencyjności firmy – dodaje Beata Osiecka, CEO Kinnarps Polska, jednego z partnerów badania.

Pełna wersja raportu dostępna jest na stronie: http://humanpower.pl/raport2018.

O badaniu:
Badanie „Praca, Moc, Energia w polskich firmach. Sześć obszarów, które wpływają na efektywność organizacji” realizowane jest we współpracy z Aon, Kinnarps Polska, Dailyfruits, Benefit Systems, Uniwersytetem Łódzkim oraz Akademią Leona Koźmińskiego. Ankieta dystrybuowana jest wśród pracowników i kadry zarządzającej dużych przedsiębiorstw w Polsce W tegorocznej edycji wzięły udział 2322 osoby, w tym 646 przedstawicieli kadry kierowniczej i 1676 pracowników na innych stanowiskach.

Spółka zapłaci podatek dochodowy od wynajmu powierzchni biurowej

Przychody z tytułu własności nieruchomości nie podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych, jeśli budynek wykorzystywany jest wyłącznie lub w głównym stopniu na własne potrzeby podatnika. Problem pojawia się w sytuacji, gdy spółka wynajmuje część powierzchni biurowej innym podmiotom. Zdaniem fiskusa jedynie przeznaczenie niewielkiej części nieruchomości na cele komercyjne pozwala uniknąć podatku.

Nowe przepisy jak zawsze nieprecyzyjne

Zgodnie z ustawą o CIT przychody z tytułu własności środków trwałych (budynków biurowych oraz handlowo-usługowych), których wartość początkowa przekracza 10 mln zł, podlegają opodatkowaniu stawką 0,035% za każdy miesiąc. Przepisu tego nie stosuje się m.in. do budynków, które są wykorzystywane wyłącznie lub w głównym stopniu na własne potrzeby podatnika. Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu nowelizacji, celem wprowadzonego w 2018 r. rozwiązania było przeciwdziałanie optymalizacji podatkowej oraz rzeczywiste opodatkowanie zwrotu z inwestycji, który uzyskują podatnicy inwestujący w nieruchomości komercyjne.

Już na etapie prac w sejmie zwracano uwagę, że kryterium przeznaczenia nieruchomości „głównie na potrzeby własne podatnika” jest bardzo nieostre i pozostawia organom podatkowym szerokie pole do interpretacji. Jako przykład „własnych potrzeb podatnika” autorzy projektu wymienili wykorzystywanie budynku np. w charakterze siedziby zarządu spółki lub pomieszczenia dla jej pracowników. Nie ulega jednak wątpliwości, że treść przepisu w dalszym ciągu będzie budziła spory interpretacyjne. Nie ma pewności, jak dużą powierzchnię budynku można wynająć np. firmie zewnętrznej, aby nie podlegać z tego tytułu opodatkowaniu CIT.

Sporne 25%

Pewna spółka stanęła przed takim właśnie problemem. W swojej ewidencji środków trwałych posiadała budynki biurowe, które były wykorzystywane przez pracowników administracyjnych, ale również częściowo wynajmowane jej spółkom zależnym lub innym podmiotom świadczącym usługi zarówno dla niej, jak i spółek zależnych. We wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej spółka wskazała, że wynajem powierzchni nie jest jej głównym celem zarobkowym ani przedmiotem działalności, a odbywa się niejako przy okazji. Spółka wyliczyła, że w jednym z należących do niej budynków wynajmowanych jest 25,4% powierzchni. Powołując się na definicję słowa „główny”, podatnik uznał, że należy przez to rozumieć: „mający największe znaczenie”, „podstawowy” „najważniejszy”. Tym samym – w ocenie spółki – trzeba przyjąć, że głównym, podstawowym celem, dla którego wykorzystuje ona swoje nieruchomości, są jej własne potrzeby, tj. zapewnienie powierzchni biurowej swoim pracownikom, a zatem spółka nie będzie podlegała opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych z tytułu wynajmu nieruchomości.

Powierzchnia nie ma znaczenia

W interpretacji z dnia 21 maja 2018 r. (nr 0111-KDIB1-1.4010.68.2018.3.BS) Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie zgodził się ze stanowiskiem podatnika. Za budynki biurowe wykorzystywane w głównym stopniu na własne potrzeby można jego zdaniem uznać tylko takie budynki, których nieistotna, marginalna część powierzchni nie jest wykorzystywana na własne potrzeby podatnika. Dopiero wówczas można stwierdzić, że spółka nie uzyskuje z tego źródła przychodu.

Trzeba również wziąć pod uwagę cel przepisów, zgodnie z którymi wyłączone z opodatkowania mają być nieruchomości, z których podatnik nie uzyskuje przychodów w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Z tego samego powodu nie są opodatkowane również nieruchomości, od których nie dokonuje się już odpisów amortyzacyjnych. Zatem nawet jeśli podatnik wynajmuje nie więcej niż 30% powierzchni danego budynku, to w ocenie Dyrektora KIS już uzyskuje on z tego tytułu przychody. W rezultacie nie można uznać, że budynek ten jest wykorzystywany przez niego w głównym stopniu na własne potrzeby.

Omawiana interpretacja wskazuje, że organy podatkowe bardzo chętnie interpretują nieprecyzyjne przepisy na korzyść Skarbu Państwa. Wydają się przy tym zapominać o fundamentalnej zasadzie rozstrzygania niedających się usunąć wątpliwości na korzyść podatnika. Na szczęście fiskus nie jest konsekwentny i może się okazać, że już wkrótce zaprezentuje stanowisko diametralnie różne od wyżej opisanego. Dla podatnika oznacza to szansę na obronę swojego stanowiska – jeżeli tylko dysponuje on konkretnymi argumentami, które rzucą nowe światło na jego sprawę. Każda sprawa podatkowa to przecież inny stan faktyczny, a często drobne niuanse mogą zadecydować, że szala przechyli się na naszą stronę. Dlatego też pomoc kompetentnego doradcy, który wskaże nam kierunek działania, może się okazać bezcenna.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.