GIVT działa już w 30 krajach w UE. Po miesiącu biznes zagraniczny stanowi już 25% portfela spółki

GIVT to platforma technologiczna pomagająca klientom w uzyskiwaniu odszkodowań od linii lotniczych. Obsługa klientów w lokalnych językach, poza strona internetową, obejmuje również zespół konsultantów zapewniający wsparcie klientom – od rozmowy telefonicznej, aż po wypłatę odszkodowania.Przewaga konkurencyjna spółki wynika przede wszystkim z zaawansowanych technologii, w które GIVT bardzo mocno inwestuje, po to aby zapewnić możliwie prosty i szybki proces obsługi dla klienta. GIVT posiada też dostęp do niezbędnych informacji – o warunkach pogodowych oraz danych historycznych dotyczących lotu – które umożliwiają skuteczne egzekwowanie odszkodowań od linii lotniczych. Obecnie GIVT działa już w 30 krajach w Unii Europejskiej. Po miesiącu od wyjścia z operacjami poza Polskę, biznes zagraniczny stanowi 25 procent portfela spółki.

– Po wakacjach proporcje te zapewne się odwrócą. Polska stanie się jednym z rynków, na których działamy, a większość rozwiązywanych spraw klientów będzie pochodziła z zagranicy – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Komaracki, wiceprezes GIVT – Po roku działalności jesteśmy wiodącą firmą na wielu rynkach. Skala działalności rośnie w bardzo szybkim tempie – o 100 proc. miesiąc do miesiąca. W związku z tym budujemy międzynarodowy zespół. Centrum biznesu i operacji pozostaje Polska. Firma jest obecna w Warszawie i Wrocławiu. W stolicy zlokalizowany jest contact center i back-office, a we Wrocławiu departament odpowiadający za oprogramowanie. Niezależnie od tego działania marketingowe prowadzone są na zagranicznych rynkach w wielu obcych językach. Firma inwestuje też w technologie oparte o sztuczną inteligencję i machine learing – co pozwala przyspieszać procesy, automatyzować je i być jeszcze bardziej skutecznym – wskazał Komaracki

Raport: Obraz polskiego managera – wyzwania 2018

Ponad 65% managerów jest promowanych na wysokie stanowiska z niewłaściwych powodów. Assessment Systems Poland przebadało ponad 3500 polskich managerów w średnich i dużych firmach*. Większość decyzji rekrutacyjnych podejmowanych jest intuicyjnie, co powodują, że ok. 70% wytypowanych liderów nie jest w stanie odnieść sukcesu zawodowego na zajmowanym stanowisku.

Badania wykazują, że polska kadra managerska jest dobrze wykształcona i  otwarta
na nowoczesne technologie. Jednocześnie odznacza się niską samooceną i odpornością na stres oraz małą pewnością siebie. Polscy liderzy mają również wysoką labilność emocjonalną, przywiązują dużą uwagę do statusu społecznego oraz finansów. Natomiast ze względu na niedopasowanie kulturowe do organizacji aż 40
% managerów ponosi porażkę już w pierwszych 18 miesiącach od momentu objęcia nowego stanowiska. Raport pokazuje również, że osobowość prezesa wpływa w 17-24% na wynik finansowy firmy.
– mówi Magdalena Giryn, Country Manager,
Assessment Systems Poland – Rekrutacje często są przeprowadzone intuicyjnie, a osoby awansuje się z złych powodów, czego konsekwencją są błędne decyzje biznesowe. Niewłaściwa rekrutacja to koszt ok. 150% rocznej pensji źle zrekrutowanego pracownika – dodaje.

Assessment Systems Poland przez 5 lat przebadał 3542 polskich, czynnych zawodowo managerów, którzy pracują w średnich i dużych firmach o polskim i międzynarodowym kapitale. Są to osoby wykształcone, o bardzo wysokich kwalifikacjach zawodowych, podobnych kompetencjach, skupione na karierze zawodowej  i obracające się
w podobnych kręgach.

Płeć polskiego managera

Polski manager bez względu na płeć jest bardzo dobrze wykształcony i ma wysokie kompetencje zawodowe. Ta grupa ma podobne ambicje i świadomie buduje swoją karierę. Raport wskazuje, że kobiety i mężczyźni mają podobne zawodowe zdolności umysłowe
i emocjonalne. Większość cech osobowości występuje zarówno u kobiet jak i u mężczyzn na tym samym poziomie. Mediana wyników badania pokazuje, że mężczyźni wykazują nieznacznie wyższą dociekliwość (mężczyźni na skali dociekliwości plasują się
w ok. 31 percentylu a kobiety w ok. 26 percentylu) i większą uwagę przywiązują do sfery finansowej (mężczyźni na skali finansów plasują się w ok. 63 percentylu a kobiety
w ok. 45 percentylu). Kobiety zaś są bardziej otwarte na wiedzę (mężczyźni na skali  otwartości na wiedzę plasują się w ok. 60 percentylu a kobiety w ok. 73 percentylu).   Badania nie wykazały istotnych różnic w osobowości i stylu zarządzania managera kobiety i managera mężczyzny.

Główne motywatory managerów w Polsce

Czynnikami najbardziej motywującymi dla polskich managerów jest status społeczny
i finanse. Managerowie dużą uwagę przywiązują do rozpoznawalności (ok. 85 percentyl
na skali rozpoznawalności), władzy (ok. 85. percentyl na skali władzy co oznacza,
że ważne jest dla nich posiadanie wypływu na  projekty i realizację zadań w firmie).  Istotne jest też zadowolenie z pracy i radość życia (ok. 77 percentyl na skali hedonizmu).
Ważne jest dla nich również tzw. „bezpieczeństwo”,czyli posiadanie umowy o pracę, stałe, miesięczne przychody i wysokie zarobki (ok. 48 percentyl na skali bezpieczeństwa). Mniejszą uwagę przywiązują do tzw. motywatorów społecznych jak przynależność,
czy tradycja. Stąd polskie oddziały międzynarodowych korporacji często postrzegane
są jako działające na innych zasadach niż ich siedziby główne.

Wśród cech osobowości, które pozytywnie wyróżniają polskich managerów na tle całej Europy jest duża otwartość na wiedzę (ok. 60 percentyl na skali otwartości na wiedzę)
i chęć do korzystania z nowoczesnych rozwiązań i technologii oraz bycie na bieżąco
w sprawach biznesowych i technicznych.

Sposób podejmowania decyzji przez polskich managerów

Badania wykazały, że polscy liderzy często podejmują decyzje w oparciu o swoje przeczucia i intuicję, niż na podstawie analizy twardych  danych i faktów (ok. 35 percentyl na skali nauki;  ok. 75 percentyl na skali estetyki).

Rekrutacja na wysokie stanowiska to duże wyzwanie dla head hunterów. Osoby, które odnoszą sukces w jednej organizacji niekoniecznie będą odnosiły je w kolejnej. Potrzebne są zatem skuteczne narzędzia, które zweryfikują nie tylko kompetencje techniczne,
ale również osobowość kandydata i sprawdzą, czy dana osoba podoła wyzwaniu
i odniesie sukces w organizacji. Kwestionariusze opracowane przez dr. Hogana przebadały z sukcesem prawie 6 milionów osób i są
rekomendowane przez Amerykańskie i Brytyjskie Towarzystwo Psychologiczne. Wyniki badań Hogana pozwalają obiektywnie ocenić poszczególnych badanych, ponieważ nie są brane pod uwagę wiek, płeć, uprzedzenia, stereotypy, czy inne kwestie pozamerytoryczne. – mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Poland.

*Raport na podstawie badania Assessment Systems Poland przeprowadzonego na grupie 3542 osób w przeciągu ostatnich 5 lat.

GK GPW zaprezentowała zaktualizowaną strategię #GPW2022

  • 14 inicjatyw strategicznych wesprze dynamikę wzrostu GK GPW, stając się również motorem innowacji w polskiej gospodarce

Zarząd GPW, za zgodą Rady Giełdy, przedstawił 14 inicjatyw strategicznych, które będą drogowskazami na drodze ku umacnianiu pozycji międzynarodowej GK GPW. Grupa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie postawi też na budowę nowych platform umożliwiających spotkanie kupujących i sprzedających na warszawskim parkiecie. Będzie też, w jeszcze większym stopniu niż dotychczas, wspierać krajową gospodarkę, co powinno ułatwić Polsce dogonienie najbardziej rozwiniętych gospodarek świata – takie są główne cele zaktualizowanej przez Zarząd GPW strategii #GPW2022. Dokument jest kontynuacją dotychczasowych założeń strategicznych.

Rozpoczynamy konkurencję z 24 najbardziej rozwiniętymi krajami świata, po tym jak FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z rynków rozwijających się do rozwiniętych. Jeśli chcemy być w tym skuteczni, musimy udoskonalić nasze dotychczasowe produkty oraz wchodzić w nowe obszary biznesowe. Dziś przedstawiamy pierwsze z naszych inicjatyw – kolejne będą prezentowane na początku 2019 roku – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Inicjatywy strategiczne #GPW2022:

  1. Rozwój Rynku Pierwotnego (GPW Growth) – kompleksowy program edukacyjny, wspierający rozwój przedsiębiorców z sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Filarem projektu jest wprowadzenie i rozwój programu GPW Growth, którego głównym założeniem będzie wsparcie spółek w budowaniu ich wartości poprzez ekspansję z wykorzystaniem zewnętrznych źródeł finansowania, w szczególności z mocnym akcentem rozwoju poprzez rynek kapitałowy;
  2. System Pożyczek Papierów Wartościowych – stymulacja wzrostu płynności na rynku kasowym i instrumentów pochodnych GK GPW poprzez promocję i zwiększenie skali pożyczek papierów wartościowych;
  3. Rozwój Instrumentów Pochodnych – wprowadzenie nowych instrumentów pochodnych dostosowanych do potrzeb klientów oraz promocja pasywnych zleceń dostarczających płynność do arkusza zleceń, a także rozszerzenie programów promocyjnych i edukacyjnych dla wszystkich grup inwestorów;
  4. GPW Private Market – utworzenie platformy łączącej spółki poszukujące kapitału z inwestorami na rynku niepublicznym. Inicjatywa stanowi dopełnienie oferty grupy kapitałowej GPW tak, aby mogły z niej korzystać spółki na każdym etapie rozwoju;
  5. GPW Ventures – utworzenie spółki, która zainwestuje w fundusze kapitału podwyższonego ryzyka jako inwestor pasywny. Inicjatywa umożliwi stworzenie instrumentu finansowania aktywizującego rozwój polskiego rynku venture capital, a w dłuższej perspektywie wzrost liczby pierwotnych ofert publicznych. Dzięki inwestycjom w start-upy technologiczne, nastąpi także zwiększenie innowacyjności GK GPW;
  6. Rozwój Rynku BondSpot – zapewnienie pełnej oferty produktów i usług w zakresie instrumentów dłużnych (obligacji skarbowych i korporacyjnych), rynku pieniężnego oraz instrumentów pochodnych na obligacje i stopy procentowe. Wszystko będzie realizowane w ramach jednego miejsca obrotu;
  7. Warsaw Repo Rate, Bondspot Benchmark – wprowadzenie dwóch nowych wskaźników referencyjnych dla rynku obligacji i rynku pieniężnego, zapewnienie przejrzystych i stabilnych metod kalkulacji wskaźników opartych na danych z systemów obrotu, wspieranie transparentności transakcyjnej na rynku finansowym, zapewnienie zgodności z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego o Wskaźnikach Referencyjnych („BMR”) nr 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r.;
  8. Instytut Analiz i Ratingu – upowszechnienie wiarygodnego ratingu na krajowym rynku dłużnych instrumentów finansowych, co w perspektywie średnioterminowej przyniesie wymierne korzyści polskiej gospodarce;
  9. GPW Data – wprowadzenie standardów raportowania biznesowego pozwalających na automatyczne przetwarzanie danych i obniżenie kosztów raportowaniem przez spółki, wykorzystanie technologii big data w procesie gromadzenia danych istotnych z punktu widzenia inwestycji na rynku kapitałowym i generowanie raportów na ich podstawie oraz implementacja narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji (AI), wspierających inwestorów krajowych i zagranicznych;
  10. GPW TCA TOOL – Transaction Cost Analysis (TCA), oznacza analizę kosztów transakcyjnych. W ramach projektu zostanie zbudowany zestaw innowacyjnych narzędzi do identyfikacji i analizy kosztów transakcyjnych. Tego typu informacje będą źródłem wiedzy dla inwestorów i brokerów i pozwolą na przeprowadzenie analiz od danych zagregowanych do mikrostruktury rynku.;
  11. Zorganizowana Platforma Obrotu (OTF) – przekształcenie rynku terminowego towarowego funkcjonującego w strukturze TGE w zorganizowaną platformę obrotu (OTF), zgodnie z wymogami Dyrektywy MiFID II. Projekt umożliwi też TGE dalszy rozwój instrumentów terminowych z fizyczną dostawą energii elektrycznej i gazu oraz instrumentów finansowych;
  12. Platforma Aukcyjna Usług Infrastrukturalnych – udostępnienie platformy aukcyjnej dla usług infrastrukturalnych związanych z rynkami energii elektrycznej i gazu;
  13. Rozliczanie Transakcji OTC – prowadzenie usług rozliczeniowych dla kontraktów terminowych na energię elektryczną i gaz, zawieranych na zorganizowanych platformach obrotu lub w ramach transakcji bilateralnych;
  14. Platforma Handlu Odpadami i Surowcami Wtórnymi – stworzenie elektronicznej platformy do handlu odpadami i produktami ich przetworzenia. Platforma będzie rozwiązaniem wpisującym się w unijny model związany z gospodarką odpadami, oparty na obiegu zamkniętym.

Nowe podejście Zarządu GPW do rozwoju warszawskiego parkietu jest efektem przeobrażeń w otoczeniu Giełdy oraz skutkiem przekonania Zarządu o możliwości osiągnięcia wyższego rozwoju krajowych rynków: kapitałowego i towarowego. GK GPW ma zamiar skoncentrować się na rozwoju technologicznym oraz wdrażać innowacyjne rozwiązania, które zdywersyfikują przychody grupy.

W Polsce powstaje coraz więcej innowacyjnych spółek, startupów, które będą potrzebowały kapitału na rozwój. Nasza oferta musi być dostosowana także do nich, by mogły po ten kapitał sięgnąć w zorganizowany sposób. Przedsiębiorcom wciąż brakuje możliwości finansowania przedsięwzięć obarczonych dużym ryzykiem. GPW pragnie odpowiedzieć na potrzeby sektora MSP, który w przyszłości będzie stawał w szranki z międzynarodową konkurencją. W polskiej gospodarce firmy powinny oferować produkty i usługi skalowalne globalnie – podkreśla Marek Dietl.

Obecna modyfikacja strategii #GPW2022 to efekt szczegółowej analizy strategicznego przeglądu działalności, struktur organizacyjnych i procesów biznesowych.

– Zdecydowaliśmy o utrzymaniu naszych dotychczasowych, głównych założeń finansowych. Jesteśmy przekonani, że osiągnięcie 7 proc. wzrostu średniorocznych przychodów Grupy GPW, podwojenie zysku EBITDA, jest bardzo ambitne, ale inicjatywy strategiczne są przygotowane po to, aby utrzymać wyznaczone cele – mówi Jacek Fotek, Wiceprezes Zarządu GPW.

W nadchodzących latach, rynek kapitałowy ma być wsparciem w finansowaniu budowy nowej infrastruktury w Polsce, co będzie wymagało kilkuset miliardów złotych nakładów. GPW będzie także wspólnie z giełdami regionu stawiać czoła zmianom w europejskim otoczeniu prawno-regulacyjnym (m.in. MAR, MIFID II/MIFIR), czemu może przysłużyć się członkostwo prezesa Marka Dietla w Radzie Federation of European Stock Exchanges.

Ziemi coraz mniej… a ceny dla kupujących mieszkania coraz wyższe

Rekordowa sprzedaż i bardzo wysoki popyt na mieszkania wyraźnie napędzają deweloperskie inwestycje, jednak o grunty pod zabudowę wielorodzinną jest coraz trudniej, a ich ceny idą w górę. Największe podwyżki odnotowano w Łodzi (20%), Poznaniu (18%) i we Wrocławiu (18%) – wskazują eksperci Emmerson Evaluation w raporcie „Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną”. Sytuacja na rynku działek deweloperskich jest także ważna dla kupujących mieszkania, bo udział kosztów zakupu ziemi w wartości inwestycji ma bezpośrednie przełożenie na końcową cenę mieszkań.

Dobra passa na polskim rynku mieszkaniowym oraz deficyt działek pod zabudowę przyczyniły się do zakupów gruntów deweloperskich po znacznie wyższych cenach niż rok wcześniej. Jak wyliczyli eksperci firmy Emmerson Evaluation, zajmującej się profesjonalną wyceną nieruchomości, wzrost cen gruntu w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni użytkowej mieszkalnej (PUM) wahał się od 4% do nawet 20% w skali roku.

Ziemi coraz mniej…

Liczba wydanych pozwoleń na budowę w 2017 roku była rekordowa. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, wzrosła wg danych GUS aż o 18,4% r/r. W podobnym stopniu zwiększyła się liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia (18,3% r/r). Obecna skala i tempo rozpoczynania nowych projektów wpływa na zmniejszanie się zasobów ziemi dostępnej dla deweloperów. Zmusza ich to do coraz bardziej intensywnych poszukiwań działek budowlanych. – Pomimo bardzo wysokiego popytu ze strony firm deweloperskich, w 2017 roku nie zaobserwowaliśmy rekordowych wolumenów transakcji gruntami. Poziom sprzedaży był zbliżony do roku 2016, co wskazuje, że deweloperzy mają coraz większe problemy z zakupem ziemi. Nie zaskakuje więc fakt, że ostatni rok przyniósł wzrosty cen gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną we wszystkich większych miastach Polski – wskazuje Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation i dodaje, że malejące w szybkim tempie zasoby wolnych gruntów zmuszają deweloperów do zakupu działek, które mogą być zabudowane dopiero po dokonaniu dodatkowych działań, jak np. rozbiórka istniejącej zabudowy czy usunięcie wad prawnych czy środowiskowych.

…a ceny coraz wyższe

Na rynkach wszystkich większych polskich miast w perspektywie ostatnich 3 lat widać tendencję wzrostową średniego udziału cen gruntu w wartości inwestycji, podkreślają w raporcie „Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną” eksperci Emmerson Evaluation. Rozpiętości udziału ceny gruntu w wartości inwestycji w 2017 r. zawierały się w przedziale od 9 do ponad 30%. Najwyższe ceny za grunty w stosunku do wartości inwestycji deweloperzy płacili w Warszawie. – Firmy deweloperskie często są w stanie zapłacić wysokie kwoty za grunty zlokalizowane w centralnych dzielnicach Warszawy, ponieważ przy dużym popycie na mieszkania, jaki obecnie obserwujemy, inwestycja w śródmiejskiej lokalizacji z pewnością zapewni odpowiedni zysk – komentuje Dariusz Książak z Emmerson Evaluation.

Wykres 1.

średnia cena gruntuJednak to nie rejony, gdzie od kilku lat ceny za grunty są najwyższe w kraju, jak Warszawa czy Trójmiasto (szczególnie Sopot) zanotowały najwyższe podwyżki cen mkw. gruntu w przeliczeniu na 1 mkw. PUM. W Warszawie średnia cena mkw. PUM w 2017 roku wyniosła 1 900 zł i była o 5% wyższa w porównaniu z ubiegłym rokiem. Eksperci Emmerson Evaluation prognozują, że w tym roku w stolicy może zostać przekroczony próg średniej ceny za mkw. PUM w wysokości 2 000 zł. W Trójmieście zaś średnia cena w tym samym okresie osiągnęła 4% wzrost r/r i poziom 1 400 zł za mkw. PUM. Jednak to obszary, na których hossa na rynku deweloperskim rozpoczęła się nieco później niż w stolicy, jak np. Łódź, Szczecin czy peryferyjne rejony Poznania i Wrocławia, odnotowały największe ożywienie na rynku nieruchomości gruntowych. Wzrosty średnich cen gruntów w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni użytkowej mieszkalnej wynosiły tam odpowiednio: 20% w Łodzi, 18% w Poznaniu, 12% we Wrocławiu. ‒ Na rynku widać wyraźny trend podwyżki cen gruntów w miastach regionalnych, w ślad za ostatnimi wzrostami cen w stolicy. Jednak pomimo dużych wzrostów, średnie ceny gruntów w przeliczeniu na 1 mkw. PUM w Łodzi czy Szczecinie są nadal ok. 2-3 razy niższe niż w Warszawie, a podaż gruntów w tych rejonach jest nadal stosunkowo duża – podkreśla Dariusz Książak.

Wykres 2.udział cen gruntu

…także dla kupujących mieszkania

Średni udział ceny gruntu w wartości inwestycji w 2017 roku wzrósł praktycznie we wszystkich analizowanych miastach (oprócz Krakowa i Szczecina, gdzie udział był identyczny, jak rok wcześniej). Największy wzrost, bo aż o 4 punkty procentowe, nastąpił w Trójmieście i Łodzi. Są to równocześnie lokalizacje, które zanotowały w tym okresie największy wzrost cen mieszkań na rynku pierwotnym. – Nasza analiza pokazuje, że deweloperzy chcąc utrzymać swój zysk na dotychczasowym poziomie, muszą dokonywać szybkich podwyżek cen lokali – dodaje Dariusz Książak.

Eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się, że ceny gruntów pod zabudowę wielorodzinną w najbliższej perspektywie będą nadal rosły. ‒ Zasoby ziemi systematycznie się zmniejszają, a podaż wolnej ziemi jest fizycznie ograniczona. W związku z czym spodziewamy się, że coraz częściej na polskim rynku będą się pojawiać inwestycje typu „brownfield”, wykorzystujące powtórnie tereny zabudowane, gdzie rewitalizuje lub wyburza się istniejącą już zabudowę – prognozuje Prezes Zarządu Emmerson Evaluation. – Ogólnopolscy inwestorzy posiadają „banki ziemi”, z których zasobów będą korzystać przez kolejne kilka lat. Jednocześnie, rynek zmierza w kierunku konsolidacji, tzn. coraz większą rolę prawdopodobnie będą odgrywać firmy deweloperskie posiadające własne spółki budowlane. Przy rosnących kosztach produkcji budowlanej, takie przedsiębiorstwa będą w stanie wygenerować mniejsze koszty związane z budową inwestycji, niż firmy, które korzystają z zewnętrznego generalnego wykonawstwa – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Polska wygrywa z Japonią, przynajmniej gospodarczo

Niezależnie od tego jaki będzie wynik meczu, możemy być zadowoleni, że przynajmniej jeśli chodzi o obecną sytuację i perspektywy gospodarcze, zdecydowanie wygrywamy z Japończykami.

Polacy i Japończycy już niedługo znajdą się na jednym boisku. Społecznych i kulturowych różnic między krajami jest niezliczona ilość, jednak – biorąc pod uwagę specjalizację Ebury – interesuje nas przede wszystkim to jak sytuacja wygląda od strony gospodarczej. Jak radzi sobie waluta Japonii? Czy wspomniane różnice gospodarcze pomiędzy Polską i Japonią są aż tak głębokie?

Dynamika PKB Polski i Japonii w ujęciu rocznym (2010-2018)

Dynamika PKB Polski i Japonii w ujęciu rocznymŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 27/06/18

Gospodarka Polski

Nikogo nie zaskoczy stwierdzenie, że polska gospodarka ostatnio radzi sobie bardzo dobrze. Informacjami tego typu od kilku lat jesteśmy zarzucani ze wszystkich stron. Nie jest to jednak propaganda sukcesu tylko fakt, mierzalny przez cały dywizjon wskaźników gospodarczych ze wzrostem PKB na czele.

Ekspansja krajowej gospodarki na początku bieżącego roku wyniosła 5,2% rocznie. Rok wcześniej średniorocznie wzrosła ona o 4,6%. Wzrost gospodarczy wzmacnia przede wszystkim konsumpcja, wspierana przez pozytywne zmiany na rynku pracy i prospołeczną politykę polskiego rządu. Gwoli wyjaśnienia, co tyczy się tej ostatniej – nie chodzi już o 500+, ani nawet o 300+, tylko raczej o świadomość, że państwo kładzie większy nacisk na redystrybucję. Nie jest czymś zaskakującym, że większe bezpieczeństwo finansowe większości grup społecznych wzmacnia konsumpcję.

Inwestycje radzą sobie nieco gorzej i pomimo odbicia w drugiej połowie roku ich dynamika nadal nie jest zadowalająca, zwłaszcza jeśli uwzględnimy fakt, że wzrost inwestycji dotyczy inwestycji publicznych, a nie prywatnych. Bilans handlowy w pierwszym kwartale działał na niekorzyść dynamiki PKB (wartość importu, wspieranego przez konsumpcję przewyższyła wartość eksportu), istotnie i niespodziewanie wzrosły również zapasy. Taka struktura wzrostu i obserwowane wytracanie tempa ekspansji gospodarczej u naszych zachodnich sąsiadów sugerują, że szczyt koniunkturalny mamy już za sobą. Nie oznacza to jednak, że polska gospodarka natychmiast istotnie zwolni. Zważywszy na wysoki poziom konsumpcji, która – zgodnie ze wszelkimi wskazaniami – nie powinna doświadczyć zbyt silnego spowolnienia dynamiki, oraz na fakt, iż spodziewamy się utrzymania poprawy w inwestycjach (przynajmniej publicznych), jesteśmy zdania, że średnioroczny wzrost gospodarczy w 2018 r. powinien znaleźć się w okolicy 4,5%, a spowolnienie ekspansji w kolejnych latach powinno być stosunkowo łagodne.

Wzrost gospodarczy w Polsce jest obecnie wyraźnie wyższy od potencjalnego (szacowanego na ok. 3-3,5%), jednak ani to, ani fakt wyraźnego wzrostu płac w firmach zdaje się nie generować presji inflacyjnej. Wewnętrzna miara owej presji i perspektyw kształtowania się dynamiki cen w przyszłości, czyli inflacja bazowa w ostatnim miesiącu spadła do poziomu 0,5% rocznie. Inflacja CPI jest wyraźnie wyższa i wynosi 1,7%, ale jest to w dużym stopniu związane z ostatnim wzrostem cen ropy naftowej. Nawet mimo to inflacja jest niższa niż w końcówce poprzedniego roku.

Narodowy Bank Polski, w kontekście niskiej inflacji ani myśli podnosić stopy procentowe i sugeruje, że do wzrostu kosztów pieniądza nie dojdzie prawdopodobnie w 2019 r. a może i dłużej. Jest najbardziej gołębim, z liczących się banków centralnych regionu, jednak w obliczu ostatnich danych o inflacji wygląda na to, iż nie jest to stanowisko nieuzasadnione.

Gospodarka Japonii

W 2017 r. Japonia odnotowała dość umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego wynoszące ok. 1,6%. Jednak już w pierwszym kwartale br., w ramach kolejnego ciosu dla luźnej polityki banku centralnego (która ma m.in. wspierać wzrost gospodarczy), gospodarka doświadczyła spowolnienia ekspansji. Wydatki gospodarstw domowych pozostają względnie niskie, a rozczarowujący wzrost płac skutecznie powstrzymuje wzrost wydatków konsumpcyjnych.

Dynamika płac w Polsce i Japonii (2011-2018)

Dynamika płac w Polsce i JaponiiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 27/06/18

Sam potencjał wzrostu gospodarki Japonii nie jest wysoki. Bank centralny kraju szacuje, że gospodarka Japonii powinna rosnąć o około 1% rocznie. Przyspieszeniu ekspansji nie sprzyja słabnąca produktywność i struktura demograficzna kraju. Podobny jak Polska potencjał wzrostu Japonia miała do początków lat 90-tych XX wieku.

Inflacja w Japonii pozostaje niska, mimo, iż wewnętrzna presja cenowa rośnie. Co ciekawe, w obecnym momencie inflacja bazowa jest wyższa niż w Polsce i wynosi 0,7% rocznie. Potencjał wzrostu dynamiki cen jest jednak bardziej ograniczony, co sprawia, że Bank Japonii (BoJ) utrzymuje wyjątkowo akomodacyjną politykę monetarną celem stymulowania wzrostu i dynamiki cen. Stopa depozytowa BoJ pozostaje ujemna od dwóch ostatnich lat (-0,1%), i dopóki dynamika cen w Kraju Kwitnącej Wiśni nie osiągnie celu inflacyjnego 2%, dopóty utrzyma się ona na tym poziomie – przynajmniej tak sugerują sygnały płynące z BoJ. W ramach tzw. „luzowania ilościowego i jakościowego wraz z kontrolą krzywej rentowności” Bank Japonii będzie również skupował rocznie warte 80 bilionów jenów obligacje rządowe, aby utrzymać 10-letnie rentowności japońskich obligacji rządowych w okolicach zera, co ma przyspieszyć wzrost cen oraz wspierać gospodarkę.

Podsumowując, gospodarczo Polska radzi sobie obecnie wyraźnie lepiej od Japonii. Trzeba jednak zaznaczyć, że porównywanie wskaźników gospodarczych w obu krajach należy traktować trochę „z przymrużeniem oka”. Polska nie znajduje się jeszcze na tym etapie rozwoju co Japonia, w związku z czym nie musi borykać się z problemami charakterystycznymi dla tej gospodarki. Warto jednak zwrócić uwagę na te różnice, aby w pełni docenić sytuację w jakiej znajdujemy się obecnie. Niektóre z problemów obserwowanych w Japonii w przyszłości prawdopodobnie będą obserwowane również w naszym kraju.

Rynek walutowy

Polska i japońska waluta znajdują się na dokładnie przeciwległych biegunach jeśli chodzi o ich status. Mimo przeobrażania się polskiej gospodarki z rozwijającej się w rozwiniętą, PLN przez inwestorów nadal jest uznawany za walutę zaliczaną do grona rynków wschodzących (emerging markets, EM). Jen, z kolei jest walutą tzw. „bezpiecznej przystani” (safe-haven).

W czym objawia się ta różnica? Przede wszystkim w reakcji na globalne zawirowania polityczne i wzrost ryzyka na rynku. Oprócz czynników wewnętrznych, które obecnie mają mniejsze znaczenie, obie waluty zachowują się zależności od tego, z jakim sentymentem mamy do czynienia – czy pozytywnym, czy negatywnym dla aktywów ryzykownych.

Jeśli inwestorzy są optymistami, a postrzegane przez nich ryzyko spada, waluty EM z zasady powoli zyskują, a „bezpieczne przystanie” nie otrzymują zewnętrznego paliwa do wzrostów. Jeśli jest odwrotnie, inwestorzy pozbywają się aktywów ryzykownych i uciekają w stronę tych, uznawanych za bezpieczne.

Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. Wzrost ryzyka związany z obawami dotyczącymi stosunków handlowych USA i reszty świata sprawił, że polski złoty stał się mniej atrakcyjny i względem jena japońskiego jest najsłabszy od ponad roku.

Kurs PLN/JPY (czerwiec ’17-czerwiec ‘18)

Kurs PLN JPYŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 27/06/18

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

Słabsze dane z USA nie pogrążyły dolara. Cena ropy w górę

Zapowiedź sankcji na eksport ropy z Iranu spowodowała wybuch strachu na rynkach. Słabsze dane z USA nie pogrążyły dolara. Kolejne posiedzenia banków centralnych.

Amerykanie windują ceny ropy naftowej

Powodem nagłego wzrostu cen jest informacja, że od listopada, kiedy to zaczną obowiązywać amerykańskie sankcje na Iran eksport ropy z tego kraju powinien wynieść 0 baryłek. Taki ruch spowodowałby, że kraj Ajatollahów zostałby właściwie odcięty od finansowania z zewnątrz. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że obecnie kraj ten produkuje niemal 4 miliony baryłek miesięcznie. Ostatnia podwyżka wydobycia w ramach OPEC mówiła o zwiększeniu produkcji o zaledwie 25% tej wartości. To właśnie dlatego ceny ropy po pojawieniu się informacji o możliwym zablokowaniu eksportu z Iranu wyskoczyły w górę. Od wczoraj ropa naftowa podrożała o ponad 2,5%. Nie jest to dobry sygnał przed wakacjami. Drożejący surowiec przełoży się najprawdopodobniej na wyższe ceny na stacjach benzynowych. “Dobrą wiadomością” jest to, że cena benzyny nie powinna pójść aż o 2,5% w górę bo spora część tej ceny to podatek.

Słabsze dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat indeksu zaufania konsumentów. Jest to parametr pokazujący nastroje Amerykanów. Im wyższy rezultat tym optymistycznie patrzą oni w przyszłość. Wynik 126,4 punktu nie jest złym rezultatem, ale jest gorszy od spodziewanych 128 punktów. Rynki przyjęły to spokojnie. W poniedziałek były z kolei lepsze dane z rynku nieruchomości. Ważniejsze dane będą publikowane dzisiaj i w czwartek. Zostaną wtedy opublikowane informacje na temat zamówień na dobra, a jutro dane z rynku pracy oraz finalny wzrost PKB. To prawdopodobnie na nie czekają obecnie inwestorzy z istotniejszymi reakcjami.

Posiedzenia Banków Centralnych

Dzisiaj odbędą się posiedzenia zarówno Czeskiego Banku Narodowego jak i Królewskiego Banku Nowej Zelandii. W obydwóch przypadkach analitycy spodziewają się utrzymania obecnego poziomu stóp procentowych. Mamy obecnie dość dziwną sytuację, gdzie niemal cały świat utrzymuje bardzo niskie stopy procentowe. Z tendencji tej wyłamuje się obecnie właściwie niemal tylko Ameryka Północna.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

 

Fiskus wydaje interpretacje podatkowe, których potem sam nie uznaje

Organy podatkowe wydają indywidualne interpretacje podatkowe, w zgodzie z którymi podatnicy przeprowadzają transakcje. Po ich dokonaniu wnoszą o należny zwrot VAT – wówczas fiskus odmawia, odwracając się od wydanej wcześniej interpretacji. W efekcie nie tylko wstrzymuje zwrot VAT, ale i żąda zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych. Sądy nazywają to szkodzeniem podatnikowi i wciąganiem go w pułapkę.

„Skoro Nabywca będzie zarejestrowany jako podatnik VAT czynny i planowana Transakcja przedmiotowej Nieruchomości spełnia warunki dla uznania jej za czynność opodatkowaną podatkiem VAT (…) Nabywcy po nabyciu Nieruchomości i otrzymaniu prawidłowo wystawionej faktury dokumentującej faktyczne nabycie Nieruchomości będzie przysługiwało prawo do obniżenia kwoty podatku VAT należnego o kwotę podatku VAT naliczonego (…). Tym samym, Nabywca z tytułu nabycia przedmiotowej Nieruchomości będzie miał prawo do zwrotu nadwyżki VAT naliczonego nad VAT należnym zgodnie z regulacjami art. 87 ustawy o VAT” (sygn. 1462-IPPP2.4512.747.2016.2.MT). To stanowisko, wyrażone przez Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z 29 grudnia 2016 r., powielały w swoich interpretacjach indywidualnych organy podatkowe. Do czasu.

Kuszące zwroty VAT

Art. 6 pkt 1 Ustawy o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 Nr 54, poz. 535 ze zm.) nie ma zastosowania do transakcji zbycia przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. Tym samym, zgodnie z art. 2 pkt 4 Ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (dalej: u.p.c.c.; Dz.U. 2000 Nr 86, poz. 959 ze zm.), transakcja taka będzie objęta podatkiem od czynności cywilnoprawnych w wysokości 2%.

Dokonujący transakcji, zwłaszcza dużych, mających za przedmiot komercyjne nieruchomości i powiązaną z nimi działalność, takich jak np. centra handlowe, chcąc uniknąć obłożenia ich 2% stawką PCC, przenosili własność wybranych składników majątkowych i niemajątkowych w takim zakresie, by nie zostało to uznane za zbycie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części. Jednocześnie występowali o zwrot uiszczonego przy nabyciu VAT-u. Fiskus chętnie przystawał na takie deklaracje opodatkowania transakcji. Co prawda rezygnował z 2% daniny, ale obejmował dzięki temu we władanie ponad 11-krotnie większą kwotę 23% VAT. Przykłady: interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Łodzi z 16 stycznia 2013 r., sygn. IPTPP2/443-896/12-4/JN; interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 15 września 2015 r., sygn. IPPP1/4512-731/15-2/RK; interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 10 sierpnia 2017 r., sygn. 0114-KDIP1-1.4012.266.2017.1.MAO.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

2,14 mld zł w okresie od 1 stycznia 2017 r. do 3 lipca 2017 r. oraz 3,23 mld zł w okresie od 1 stycznia 2016 r. do 27 października 2016 r. – to kwoty wstrzymanych zwrotów VAT wg danych ujawnionych przez Ministerstwo Finansów. To mniej więcej tyle, ile wynosi roczny budżet Gibraltaru (ok. 3 mld zł; źródło: www.gibraltar.gov.gi/new/budget-2017-2018). Z kolei zgodnie z opublikowanym w lutym 2018 r. raportem firmy doradczej Cushman&Wakefield łączna wartość inwestycji w Polsce na rynku nieruchomości komercyjnych w 2017 r. wyniosła 5 mld euro (czyli ok. 21,5 mld zł). Potraktowanie wszystkich tych inwestycji jako zbycie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części mogłoby przynieść Skarbowi Państwa 430 mln zł z samego tylko podatku od czynności cywilnoprawnych.

Art. 2 pkt 4 lit. a u.p.c.c. wyklucza możliwość obciążenia tym podatkiem czynności cywilnoprawnych innych niż umowa spółki i jej zmiany w zakresie, w jakim są opodatkowane podatkiem od towarów i usług. Oznacza to – zgodnie z zasadą, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka – że objęcie danych czynności jednym z podatków wyklucza nałożenie drugiego.

Fiskus bierze wszystko

Okazało się, że jednak można złapać dwie sroki za ogon. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 20 marca 2009 r. orzekł: „interpretacja wiąże organ podatkowy tylko w stanie sprawy przedstawionym we wniosku, przyjętym za podstawę stanowiska organu” (sygn. II FSK 1915/07), a w wyroku z 6 czerwca 2017 r. – „na podatniku spoczywa obowiązek wyczerpującego przedstawienia stanu faktycznego, który następnie wyznacza granice ochrony prawnej związanej z wydaną na jego podstawie interpretacją indywidualną. Jeżeli rzeczywisty stan faktyczny będzie odbiegał od tego przedstawionego we wniosku o interpretację – co może ustalić organ podatkowy w postępowaniu podatkowym – to w takim przypadku skarżąca nie będzie mogła skorzystać z ochrony wynikającej z wydanej wcześniej na jej wniosek interpretacji indywidualnej” (sygn. I FSK 1788/15).

Wskazana linia orzecznicza sądów otworzyła fiskusowi furtkę do osiągnięcia, wydałoby się, niemożliwego. Organy po wydaniu interpretacji podatkowej, w zgodzie z którą podatnicy dokonują następnie transakcji, odżegnują się od potwierdzonego w niej stanowiska, powołując się na rozbieżność pomiędzy rzeczywistym stanem faktycznym a tym podanym we wniosku o interpretację. Dzięki temu fiskus bierze wszystko: i 23% VAT, i 2% PCC.

Wciągnięcie w pułapkę

W lutym 2016 r. będący spółką podatnik wystąpił do organu o wydanie interpretacji ws. opodatkowania transakcji zbycia nieruchomości i prawa do odliczenia i zwrotu podatku naliczonego. Jej przedmiotem było centrum handlowe. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie przyznał wnioskodawcy rację, że transakcja będzie opodatkowana VAT, a po jej dokonaniu spółka będzie uprawniona do obniżenia kwoty podatku VAT należnego o kwotę podatku VAT naliczonego przy nabyciu budynków, budowli lub ich części wchodzących w skład centrum handlowego i do zwrotu jego nadwyżki (sygn. IPPP3/4512-88/16-2/IG).

We wrześniu 2016 r., stosując się do wydanej interpretacji, spółka wystąpiła o zwrot nadpłaconego VAT. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej (dalej: DUKS) w wyniku przeprowadzonego postępowania kontrolnego ustalił zobowiązanie spółki za kwiecień 2016 r. w podatku VAT, z tytułu przeprowadzonej w tym miesiącu transakcji, na kwotę 817 419 zł. Określił również kwotę nadwyżki VAT naliczonego nad należnym do zwrotu na konto podatnika w wysokości… 0 zł!

Zdaniem organu ujawniony na fakturze dokumentującej sprzedaż przedmiot nabycia stanowiła zorganizowana część przedsiębiorstwa, do której nie stosuje się przepisów ustawy o VAT. Tym samym podważył prawidłowość odliczenia VAT z tej faktury, stwierdzając jednocześnie dokonanie przez spółkę zawyżenia kwoty podatku naliczonego. Co więcej, DUKS poinformował, że zgodnie z art. 1 ust. 1 pkt 1 lit. a u.p.c.c. transakcja nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa będzie podlegać opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Organ stwierdził, że interpretacja indywidualna, w oparciu o którą rozliczeń dokonał podatnik, przedstawiała odmienny stan faktyczny od tego, jaki został ustalony w postępowaniu kontrolnym. Tym samym odmówił mu wynikającej z niej ochrony.

Nie do pogodzenia ze standardami państwa prawa

20 lutego 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyniku wniesionej przez spółkę skargi wskazał na bezzasadność stanowiska organu uznającego przeprowadzoną transakcję za nabycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Równocześnie sąd zwrócił organowi uwagę, że „[p]ewność co do prawidłowości postępowania opartego na treści otrzymanej interpretacji urzędowej nie może prowadzić podatnika w swoistą «pułapkę prawną», gdy interpretacja indywidualna zostanie nieuwzględniona, powodując wymierne szkody majątkowe u podatnika. W szczególności dotyczy to sytuacji, gdy organ podatkowy, wbrew pierwotnej treści interpretacji urzędowej, odmówi podatnikowi nabywającemu majątek, prawa do odliczenia od podatku należnego podatku naliczonego lub zwrotu podatku, a więc w efekcie obarcza go ciężarem podatkowym. (…) W takiej zaś sytuacji podatnicy wpadają zatem w swoistą pułapkę zastawioną przez prawo i de facto organy podatkowe, co jest nie do pogodzenia ze standardami państwa prawa, wyrażonymi w art. 2 Konstytucji, czyli z wyrażoną tam zasadą zaufania obywatela do państwa” (sygn. III SA/Wa 1896/17).

Potwierdzenie ochrony prawa do zwrotu VAT

Niemal w identycznej sprawie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok 18 kwietnia 2018 r. Tu również przedmiotem transakcji były składniki majątkowe centrum handlowego. Tu również podatnik uzyskał wcześniej od organu pozytywną interpretację podatkową (przywołana we wstępie interpretacja, sygn. 1462-IPPP2.4512.747.2016.2.MT), której następnie organ kontrolujący transakcję nie uwzględnił, powołując się na różnice pomiędzy stanem przyszłym podanym we wniosku o interpretację a udokumentowanym fakturą stanem rzeczywistym. Sąd, uwzględniając zarzuty skargi wniesionej przez podatnika, potwierdził, że stosowanie się przez niego do interpretacji podatkowej powinno skutkować udzieleniem mu w ściśle określonym zakresie ochrony prawnej, obejmującej również ochronę prawa do zwrotu VAT (sygn. III SA/Wa 2329/17).

Paradoks prawny

Kształtująca się linia orzecznicza sądów zobowiązująca organy do udzielania ochrony podatnikom stosującym się do wydawanych przez nie interpretacji podatkowych, także w zakresie prawa do zwrotu VAT, stanowi wyraźny sprzeciw wobec urzędniczego bezprawia, jakim jest naruszanie zasady nieszkodzenia oraz konstytucyjnej zasady zaufania obywatela do państwa.

Praktyki fiskusa, który żąda od podatnika zapłaty 2% PCC, a jednocześnie odmawia mu zwrotu VAT, doprowadziły do sytuacji, w której podatnik, zwłaszcza przedsiębiorca (to on jest przede wszystkim podmiotem zwolnienia z podatku od czynności cywilnoprawnych w zakresie, o jakim mówi art. 2 pkt 4 lit. a u.p.c.c.), zmuszony jest do szukania ochrony prawnej przed sądem. Występując w postępowaniu sądowoadministracyjnym jako przeciwnik w sporze z fiskusem, broni tak naprawdę stanowiska… fiskusa. Stanowiska, które potwierdził w wydanej przez siebie indywidualnej interpretacji podatkowej.

Drugie dno

Na mocy Ustawy z dnia 1 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 2024) 1 stycznia 2017 r. weszły w życie nowe kary. W rozdziale „Dodatkowe zobowiązania podatkowe” Ustawy o VAT, w art. 112b i 112c zawarto sankcje za niezłożenie deklaracji podatkowej i nieuiszczenie zobowiązania podatkowego lub za wykazanie kwoty zobowiązania podatkowego w nieprawidłowej wysokości. Naczelnik urzędu skarbowego lub naczelnik urzędu celno-skarbowego obok określenia właściwej kwoty zobowiązania ustala wówczas także dodatkowe zobowiązanie w wysokości 20%, 30% lub nawet 100% kwoty zaniżenia zobowiązania podatkowego albo kwoty zawyżenia zwrotu różnicy podatku, zwrotu podatku naliczonego lub różnicy podatku do obniżenia podatku należnego za następne okresy rozliczeniowe.

Sankcja 30% to sankcja bazowa. Do niższej, 20%, podatnik będzie „uprawniony”, jeśli po zakończeniu kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej (lub w ich trakcie) złoży deklarację, dokona jej korekty, odda kwotę uzyskanego, nienależnego zwrotu, a przede wszystkim wpłaci kwotę należnego zobowiązania podatkowego. 100% sankcja obciąża korzyści podatkowe osiągnięte za pomocą niezgodnych z prawdą faktur. Chodzi głównie o tzw. puste faktury (art. 112c).

Lep na podatnika

Dodatkowych sankcyjnych zobowiązań podatkowych można uniknąć (poza 100% sankcją z art. 112c). Wystarczy złożyć deklarację podatkową lub korektę deklaracji podatkowej oraz wpłacić na rachunek urzędu skarbowego kwotę wynikającą ze złożonej deklaracji lub jej korekty wraz z odsetkami za zwłokę. Należy to wszystko zrobić przed dniem wszczęcia kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej (art. 122b pkt 3 Ustawy o VAT).

Ta wizja uniknięcia odpowiedzialności i wysokich sankcji za niezłożenie lub złożenie nieprawidłowej deklaracji może kusić podatników. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Przepisy milczą bowiem na temat postępowania podatkowego. Dokonanie przez podatnika wspomnianych korekt tak naprawdę nie uchroni go przed sankcjami (30% i 100%). Wręcz przeciwnie – sankcje zostaną na niego nałożone, jeśli tylko organ podatkowy postanowi o wszczęciu postępowania podatkowego.

Reprezentacja przy zwrocie VAT

Jak widać, zmiana linii interpretacyjnej organów podatkowych może służyć nie tylko pozyskiwaniu przez fiskusa pieniędzy podatników z tytułu 2% podatku od czynności cywilnoprawnej – pieniędzy, których fiskus by nie otrzymał, gdyby uznał dokonywane transakcje za objęte podatkiem VAT. Nie dając ochrony prawnej własnym interpretacjom przepisów podatkowych, fiskus może określać dodatkowe, sankcyjne zobowiązania za złożenie błędnych deklaracji podatkowych.

Dlatego przy wystąpieniu do organów o wydanie interpretacji podatkowej tak istotne jest przemyślane opisanie stanu faktycznego. Tak, by potem fiskus nie mógł podważyć jego zaistnienia. Jest to wyjątkowo trudne. Zwłaszcza zważywszy na fakt, że organy podatkowe nie dążą wcale do tego, by orzekać jednolicie w takich samych sprawach – podobnie jak sądy: „Nawet teoretycznie zakładając, iż dwie sprawy mają identyczny stan faktyczny i prawny to strona, a zwłaszcza profesjonalny pełnomocnik, musi się liczyć, iż Sąd w różnych składach może dokonać rożnej interpretacji przepisów i wydać różne rozstrzygnięcia. Taka potencjalna możliwość wynika wprost z konstytucyjnej zasady niezawisłości sędziów” (postanowienie WSA w Poznaniu z 3 września 2015 r., sygn. II SA/Po 463/15).

Przedstawiając stan faktyczny, należy więc zwrócić szczególną wagę na używane sformułowania. Nawet na to, gdzie stawia się przecinek. A co z deklaracjami składanymi przez rząd w związku z wejściem w życie Konstytucji Biznesu, założeniem domniemania uczciwości przedsiębiorcy czy wprowadzeniem klauzuli pewności prawa? Niestety, mogą się one okazać niczym wobec urzędniczego bezprawia. Przygotowując wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, warto więc pokusić się o wsparcie kancelarii prawnej specjalizującej się w reprezentacji w postępowaniu przed organami podatkowymi oraz przed sądami administracyjnymi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

 

Skandynawowie coraz chętniej inwestują w polskich specjalistów IT

Jak wskazują badania, pierwsze miejsce pod względem atrakcyjności w świadczeniu outsourcingowych usług IT wciąż niepodzielnie zajmują Indie[1]. Z usług hinduskich deweloperów bardzo chętnie korzystają Skandynawowie, szczególnie wysoko ceniąc pracę takich firm jak Tata Consultancy Services czy HCL Technologies[2]. Okazuje się jednak, że skandynawskie przedsiębiorstwa coraz częściej wykorzystują także nearshoring.

Nearshoring, czyli bliższa alternatywa offshoringu

Gdy myślimy o outsourcingu, najczęściej kojarzy się on nam z offshoringiem, czyli przenoszeniem wybranych procesów biznesowych przedsiębiorstwa za granicę – głównie do krajów słabiej rozwiniętych. Wśród decydujących zalet tego sposobu zlecania pracy wymienić można przede wszystkim niższe koszty oraz możliwość całodobowego wsparcia, wynikającego z różnic czasowych. Wadami mogą być natomiast różnice kulturowe, bariery komunikacyjne, a także duża odległość i wiążące się z nią dalekie i drogie podróże.

Alternatywą dla offshoringu może być nearshoring, polegający na przenoszeniu procesów biznesowych poza granice danego kraju, do państw bliskich pod względem geograficznym i kulturowym. Zaletami takiego rozwiązania są ta sama strefa czasowa i niewielkie różnice kulturowe, a także możliwość szybkiego reagowania. Minusem jest wyższy koszt w porównaniu do offshoringu.

Polska najatrakcyjniejsza w Europie

Według raportu A.T. Kearney Global Services Location Index™”[3] Polska znajduje się na pierwszym miejscu wśród najatrakcyjniejszych lokalizacji w Europie dla świadczenia outsourcingu usług IT. Choć Polacy nie posiadają tak licznej populacji programistów jak Indie, to również wśród nich można znaleźć programistów o bardzo wysokich i cenionych w branży IT umiejętnościach. Programiści z Polski dobrze znają język angielski, posiadają certyfikaty, a dzięki obecności zachodnich i amerykańskich firm mają dostęp do metodologii i najnowszych technologii. Położenie Polski i bardzo dobra siatka połączeń lotniczych sprawia, że w około 2 godziny można się znaleźć w większości europejskich miast. Dodatkowy brak różnic czasowych daje nearshoringowi przewagę nad offshoringiem.

Współpraca polsko-skandynawska

 – Skandynawowie zauważyli, że Polska to bardzo bliski mentalnie kraj dla rozwoju biznesu i sami zakładają w Polsce swoje firmy lub ich oddziały. Wśród nich wymienić można m.in. Cybercom Poland czy Schibsted Tech Polska. W ogóle Skandynawia w ciągu ostatniej dekady zainwestowała w naszym kraju ponad 11 mld euro, a w mediach wciąż słyszy się o tym, że kolejna firma z kapitałem skandynawskim poszukuje informatyków. Zdarza się też, że ludzie od wielu lat mieszkający w Skandynawii wracają do Polski i zaczynają robić własny biznes. Skandynawowie nawiązują z takimi firmami partnerstwa i chcą z nimi współpracować ­– mówi Robert Strzelecki, prezes polskiej grupy kapitałowej TenderHut.

Do miana dużego centrum usługowego oprócz Warszawy, Krakowa, Gdańska, Wrocławia i Łodzi,  wyrasta dziś wśród polskich miast Białystok, określany często Puszczą Krzemową. Rynek w Białymstoku rozwija się bardzo dynamicznie i ulega konsolidacji. W tym mieście mieszka grupa prawdziwych fascynatów IT, którzy organizują spotkania, meet-upy, a także współpracują przy rozwoju branży IT w ramach badań rozwojowych z uczelniami. To właśnie w tym mieście rozkwitła owocna współpraca polsko-skandynawska. Ojcem jednej z największych firm IT w regionie – spółki TenderHut – był Polak przez lata mieszkający w Danii – Waldemar Birk. Przedsiębiorstwo dziś jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się firm IT w Europie, o czym świadczy umieszczanie w ważnych klasyfikacjach zagranicznych, np. w prestiżowym rankingu Financial Times. Poza działalnością w kraju, firma posiada 8 zagranicznych przedstawicielstw i planuje otwierać kolejne, co świadczy nie tylko o jej dynamizmie, ale także  jakości usług. Po śmierci Waldemara Birka Grupa TenderHut nadal ma częściowo skandynawski kapitał, bo akcje przeszły w ręce synów prezesa. Jeden z nich mieszka w Danii, a drugi w Szwecji, dlatego więzi ze Skandynawią nadal pozostaną silne.

Pasja, najwyższe kompetencje i zaangażowanie sprawiają, że Polacy są zaufanymi i sprawdzonymi specjalistami w swojej dziedzinie, z którymi Skandynawowie chętnie podejmują współpracę. Zasadne staje się pytanie, czy Skandynawowie powinni szukać specjalistów IT np. w Indiach, skoro na swoim kontynencie posiadają tak dobrych fachowców?

[1] Źródło: https://www.atkearney.com/strategic-it/global-services-location-index/full-report,
[2] Źródło: https://www.version2.dk/sites/v2/files/nordicsurvey2016wspress.pdf,
[3] Źródło: https://www.atkearney.com/strategic-it/global-services-location-index/full-report

Billon na prestiżowej liście 50 najlepszych fintechów w Europie

Firma technologiczna Billon została uwzględniona na liście „FinTech50”, zestawieniu 50 najbardziej innowacyjnych europejskich firm ze świata finansów i technologii, tworzonym od 2012 roku przez prestiżowy brytyjski magazyn “Fintech Finance”. Lista obejmuje 50 najbardziej obiecujących przedsiębiorstw, które postawiły na model biznesowy oparty na nowych technologiach. Ponad połowa z nich to fintechy wywodzące się z londyńskiego City.

O miejsce w zestawieniu rywalizowało ponad 1 800 firm technologicznych z całej Europy. Jest to jak do tej pory największa liczba fintechów branych pod uwagę w wyborze do zestawienia “FinTech50”. O obecności na liście zdecydował panel ekspercki, złożony ze specjalistów ds. innowacji i inwestycji reprezentujących banki i ubezpieczycieli takich, jak HSBC, Deutsche Bank, Barclays, Axa, czy Aviva, a także inwestorów i uznane fintechy, jak Stripe. Oprócz Billona listę tworzą tak uznane marki, jak Monzo Bank, Revolut, Azimo, Ethereum, czy Onfido.

Eksperci wybrali Billona dzięki opracowanej przez Polaków technologii blockchain następnej generacji, rozwiązującej problemy operacyjne wynikające z używania przestarzałych, scentralizowanych systemów IT. Lekka i rozproszona architektura pozwala na zapisywanie pieniędzy, dokumentów i tożsamości bezpośrednio w strukturze blockchain, umożliwiając pełną kontrolę dostępu innym podmiotom czy użytkownikom. Opracowana przez polskich inżynierów technologia zachowuje wszystkie zalety blockchaina – bezpieczeństwo transakcji przy eliminacji pośredników i wysokich kosztów ich obsługi – wzbogacając je o wydajność i zgodność z regulacjami sektorowymi.

Cieszymy się, że zostaliśmy wyróżnieni w tegorocznej edycji FinTech50  – mówi Andrzej Horoszczak, prezes i założyciel Billon. Ta nagroda jest potwierdzeniem wieloletniej pracy naszego zespołu nad stworzeniem blockchaina, z którego łatwo mogą korzystać zwykli ludzie. Teraz, dzięki zawiązanemu w tym kwartale partnerstwu z Biurem Informacji Kredytowej, udostępniamy tę technologię milionom osób i firm w Polsce.

Blockchain Billon jako jedyny na świecie umożliwia transakcje finansowe walutami narodowymi w oparciu o unijne regulacje pieniądza elektronicznego. Do przechowywania środków nie jest potrzebne konto bankowe – wystarczy je zapisać na komputerze, czy smartfonie. Dzięki minimalnym kosztom wejścia i obsługi infrastruktury blockchain może z niej korzystać dowolna firma prowadząca działalność online, niezależnie od jej rozmiarów, czy obrotu. E-pieniądza w wersji Billon używają już przedsiębiorstwa w Polsce i Wielkiej Brytanii do codziennego rozliczania należności, czy wypłaty nagród motywacyjnych.

Technologia opracowana przez inżynierów Billon to także unikalne na skalę światową blockchainowe rozwiązanie budujące zaufanie między klientami a instytucjami w zakresie bezpiecznego i przejrzystego obrotu danymi. W kwietniu spółka nawiązała współpracę z Biurem Informacji Kredytowej, mającą na celu wprowadzenie – nie tylko w instytucjach finansowych – technologii blockchain do komunikacji dokumentów. W ramach współpracy BIK udostępnia użytkownikom portal do rozproszonej sieci blockchain, przez który instytucje publikują dokumenty, a klienci mają do nich zapewniony dostęp przez narodowe lub bankowe dane identyfikacyjne nawet po ustaniu relacji z instytucją. BIK i Billon wykorzystają też tę technologię do realizacji usług elektronicznego potwierdzenia doręczenia oraz zawierania umów online.

Założony w 2012 r. startup zatrudnia obecnie w swoich biurach w Wielkiej Brytanii i Polsce około 100 osób. Do założycieli lub udziałowców Billon należą najbardziej znane i doświadczone osoby w branży finansowej w Polsce, takie jak Andrzej Horoszczak (założyciel, ekspert blockchain z 10-letnim doświadczeniem pracy na Wall Street), Andrzej Klesyk (były prezes PZU), David Putts (m.in. założyciel Inteligo) czy Wojciech Kostrzewa (były prezes i dyrektor generalny w Polskim Banku Rozwoju, BRE Banku i Commerzbanku). Rozwój unikalnego protokołu blockchain Billona został wsparty m.in. 2 milionami euro z prestiżowego programu Komisji Europejskiej Horizon 2020 za rewolucyjny potencjał wykorzystania technologii dla bezpośrednich płatności.

W poszukiwaniu zwycięskiej taktyki

Spory handlowe pozostaje głównym tematem dla rynków z nowym powodem do rozterek w postaci osłabiającego się chińskiego juana. CNY jest najsłabszy od pół roku, ale do końca nie wiadomo, czy to objawy pesymizmu inwestorów wobec perspektyw Chin, czy nowa taktyka Pekinu w walce z protekcjonizmem USA.

Słabość juana to zwykle zła wiadomość dla walut rynków wschodzących, a także powiązanych AUD i NZD, jednak reakcja na razie jest ograniczona. Wyczuwalny jest brak poczucia kierunku, co po części jest uzasadnione. Zakładanie, że wszystkie groźby Trumpa zostaną przekute w obowiązujące przepisy wydaje się przedwczesne. Totalna wojna handlowa wciąż jest mało prawdopodobna, choć ryzyko jej wystąpienia jest nieco wyższe niż wcześniej. Ale też polityka handlowa nie jest tematem prostym do uchwycenia, biorąc pod uwagę skomplikowaną sieć powiązań między dostawcami a producentami końcowym wyrobów. Izolowanie jednego kraju wcale nie musi być korzystne dla lokalnych producentów, jeśli utrudni im się dostęp do komponentów lub zablokuje zagraniczne rynki zbytu. Po drugie, jeśli inne kraje odpowiedzią celowym osłabianiem swoich walut względem USD, korzyści z polityki celne zostaną umniejszone. Ogólnie jest wiele niewiadomych, przez które trudno ocenić finalny wpływ polityki handlowej, a zatem ciężko określić wygranych i przegranych na rynku walutowym. W rezultacie szarpany handel na EUR/USD czy USD/JPY ma swoje uzasadnienie. W innych miejscach widać przewagę awersji do ryzyka mającą swoje źródło w czystej niepewności.

Dziś w nocy Bank Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ) opublikuje wynik posiedzenia, ale nikt nie spodziewa się zmiany stopy OCR (1.75 proc.). Ostatnio polityka monetarna Nowej Zelandii nie była na pierwszym planie, ale przypomnienie neutralnego stanowiska nie powinno oznaczać neutralnej reakcji rynku. W końcu w dobie coraz większej ilości jastrzębich sygnałów z banków centralnych (Fed, BoE, Norges Bank, BoC), utrzymywanie status quo w polityce jest de facto pozostawaniem w tyle. Ostatnie dane z Nowej Zelandii wysyłały mieszane sygnały. Z tych najważniejszych wzrost PKB w I kw. (0,5 proc. k/k) zwolnił do najniższego tempa od końca 2016 r., podczas gdy CPI (1,1 proc. r/r) znajduje się przy dolnej granicy przedziału celu 1-3 proc. Do tego dochodzą obawy o wpływ napięć handlowych na małą, otwartą gospodarkę Nowej Zelandii. Jeśli w komunikacie zostaną odkreślone ryzyka globalne, będzie to gołębi zwrot. Dodatkowo wyższy od prognoz banku kurs NZD TWI (indeks wartości waluty ważony wolumenem handlu) osłabia presję inflacyjną, do czego bank także może się odnieść. Rynek nie stawia na pierwszą podwyżkę wcześniej, jak pod koniec 2019 r., a NZD od początku tygodnia odczuwa, że inwestorzy znajdują więcej argumentów do osłabienia. W nocy mogą otrzymać potwierdzanie.

Presja na CAD jest najmniejsza spośród wszystkich surowcowych walut G10, ale dziś wieczorem może to ulec zmianie. Rynek wyczekuje przemówienia prezesa Banku Kanady Poloza, gdzie mogą pojawić się kluczowe przesłanki w odniesieniu do decyzji o stopach procentowych w przyszłym miesiącu. Rozczarowujące odczyty CPI i sprzedaży detalicznej w ubiegły piątek oraz niejasne postępy rozmów w sprawie NAFTA są przeszkodami dla podwyżki stóp procentowych, a jednak rynek wycenią prawie 60-proc. prawdopodobieństwo takiego ruchu w lipcu. Gołębie przesłanki w przemówieniu Poloza mogą zatem zachwiać równowagą CAD i skłonić rynek do nadganiania wyprzedaż AUD i NZD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Drony do robienia selfie zyskują na popularności. Na rynek trafiają urządzenia z funkcjami slow motion i rozpoznawania obrazu

Drony do robienia selfie zyskują na popularności. Na rynek trafiają urządzenia z funkcjami slow motion i rozpoznawania obrazu 1

Rejestracja obrazu w jakości 4K, pełna autonomia połączona z rozpoznawaniem obrazu i możliwość publikowania nagrań od razu w sieci – to najważniejsze trendy na rynku dronów konsumenckich. Niewielkie urządzenia latające, do prowadzenia których nie są wymagane licencje, służą przede wszystkim do rejestrowania obrazów i robienia selfie. To właśnie segment dronów do użytku prywatnego ma rozwijać się najszybciej w najbliższych latach. Wkrótce na rynek trafi urządzenie, które może służyć jako dron, kamera sportowa, a także kamera IP.

– Dron Pitta 4K Selfie Drone to pierwszy w pełni autonomiczny dron do selfie z czujnikiem obrazu 4K, wyposażony w nasze autorskie rozwiązanie do rozpoznawania obrazu. Po wybraniu danej osoby przez użytkownika dron będzie automatycznie za nią podążał – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michael Janser z firmy Eyedea.

Pitta 4K, gdy trafi na rynek, będzie jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie dronów przeznaczonych do użytku prywatnego. Maksymalna długość lotu urządzenia wynosi 15 minut, zasięg to ok. 20 metrów. Oprócz rozdzielczości 4K kamera zapisuje też obraz w rozdzielczości 1080p z prędkością do 60 klatek na sekundę. Zawiera również specjalne funkcje nagrywania obrazu, takie jak zwolnione tempo, widok z lotu ptaka, panorama oraz obrót o 360 stopni.

– Wszystkie te funkcje można uruchomić za pomocą jednego dotknięcia wyświetlacza telefonu. Nasza aplikacja jest dostępna w wielu wersjach językowych i działa zarówno na urządzeniach z systemem Android, jak i IOS. Nie ma oddzielnego pilota do sterowania dronem, urządzenie należy sparować z telefonem za pośrednictwem sieci WiFi Direct. Dron może następnie wystartować z ręki. Kierować nim można za pośrednictwem telefonu lub włączając tryb automatycznego podążania za daną osobą – tłumaczy Michael Janser.

Urządzenie można także transformować. Skrzydła drona można w łatwy sposób zdemontować, dzięki czemu można stosować go także jako kamerę sportową lub kamerę IP, służącą do monitorowania domu. Dron wpisuje się w pełni w trend internetu rzeczy, gdyż może być permanentnie podłączony do internetu.

– Największą zaletą naszego urządzenia jest możliwość bezpośredniego przesyłania rejestrowanego obrazu w czasie rzeczywistym do sieci, udostępniania go za pośrednictwem portali społecznościowych lub telefonu niezależnie od tego, gdzie akurat się znajdujemy – przekonuje przedstawiciel firmy Eyedea.

Latające drony do selfie zyskują na popularności. W 2016 roku start-up Zero Zero Robotics zaprezentował Hover Camera Passport. Urządzenie, podobnie jak Pitta 4K Selfie Drone, jest zdolne do nagrywania filmów w 4K, potrafi również podążać za właścicielem, orbitować wokół niego i ustawić się w wyznaczonym miejscu. Przy wadze 242 gramów mieści się w dopuszczalnej masie latających obiektów, do których obsługi w większości krajów nie są wymagane specjalne uprawnienia.

– Prawa dotyczące dronów są różne w zależności od kraju. Nasze urządzenie waży tylko 200 gramów, więc w wielu przypadkach nie zostałoby ono zaklasyfikowane jako dron. Na rynku amerykańskim oraz niemieckim jako drony uznawane są urządzenia ważące powyżej 250 gramów. W związku z tym nasz dron należałby raczej do kategorii zabawek, a więc każdy mógłby go obsługiwać bez żadnych pozwoleń, a jego użytkowanie nie podlegałoby szczególnym regulacjom – twierdzi ekspert.

Pitta 4K zadebiutuje na rynku najprawdopodobniej we wrześniu lub październiku. Producent zbiera fundusze na rozpoczęcie produkcji poprzez platformę crowdfundingową Kickstarter.

Z raportu opracowanego przez Goldman Sachs wynika, że światowy rynek dronów osiągnie do 2020 roku wartość 100 mld dol. 17 proc. z tej kwoty mają stanowić produkty dla osób prywatnych. Najdynamiczniej rosnącym sektorem mają być urządzenia na potrzeby komercyjne. Ich wartość ma do 2020 roku sięgnąć 13 mld dol.

Opracowano urządzenia wytwarzające wodę pitną z powietrza. Mogą rozwiązać problem niedoboru wody na świecie

Opracowano urządzenia wytwarzające wodę pitną z powietrza. Mogą rozwiązać problem niedoboru wody na świecie 2

Nawet jedna trzecia ludności cierpi na niedobór wody, a 1,2 mld ludzi na jej poważne braki. Ocieplenie klimatu pogłębia ten problem, który można jednak rozwiązać. Słoweński start-up opracował metodę pozyskiwania wody z powietrza przy wykorzystaniu zjawiska kondensacji, czyli skraplania pary wodnej. Rozwiązanie ma nie tylko pomóc w walce z niedoborem wody, lecz także z zanieczyszczeniem środowiska. Do 2021 roku sprzedaż plastikowych butelek przekroczy 583 miliardy. Do oceanu co minutę trafia kontener plastikowych odpadów. W tym tempie do 2050 roku w oceanie będzie więcej śmieci niż ryb.

Na Ziemi żyje ponad 7,5 mld ludzi, z czego ponad miliard nie ma dostępu do wody pitnej. Problemy z niedoborem wody ma nawet co trzeci człowiek. Prognozy ONZ są alarmujące, do 2025 roku już 2 mld ludzi nie będą miały co pić. Problemem jest ocieplanie klimatu. Według Światowego Forum Ekonomicznego w 2030 roku susza może dotknąć nawet 40 proc. planety. Dlatego naukowcy od lat pracują nad nowymi metodami pozyskiwania wody pitnej.

 – Wytwarzamy wodę pitną z powietrza, wykorzystując w tym procesie zjawisko kondensacji. Wytwarzanie wody opiera się na procesie odwrotnym do działania układów klimatyzacji – w ich przypadku woda stanowi produkt uboczny, my zaś kondensujemy ją i wykorzystujemy do picia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Slavec ze słoweńskiego start-upu myWater.

Opracowane przez myWater skraplacze działają podobnie co domowe klimatyzatory. Są chłodniejsze od otoczenia, powietrze ochładza się w kontakcie z nimi i skrapla, w efekcie dając wodę. Dystrybutor ma mieć kranik, pod który wystarczy podstawić butelkę. Po uiszczeniu opłaty dozownik zostanie odblokowany. Napełnienie pół litrowej butelki potrwa kilkadziesiąt sekund.

– Załóżmy, że idziemy ulicą i właśnie skończyła nam się woda w butelce. Co wtedy robimy? Wyrzucamy butelkę czy ponownie ją napełniamy? Z pewnością lepiej jest ją napełnić, ponieważ wyrzucając butelkę, generujemy jedynie odpady. Podczas zakupów możemy skorzystać z automatu, gdzie za drobną opłatą ponownie napełnimy butelkę wodą – mówi Robert Slavec.

Słoweński start-up zakłada, że technologia pomoże nie tylko rozwiązać problem z wodą pitną, lecz także zredukuje liczbę plastikowych butelek. Co roku sprzedaje się ich ok. 440 mld. Do 2021 roku, jak szacuje Euromonitor, ich liczba wzrośnie do ponad 583 mld. Plastikowe odpady to nie tylko problem dla środowiska naturalnego, lecz także dla człowieka. Pod wpływem światła plastik rozpada się na mikrocząsteczki, które trafiają do układu pokarmowego ryb i zwierząt i w ten sposób do człowieka. Plastik może być trujący i powodować nowotwory. Dzięki automatom puste butelki będzie można ponownie napełnić bez generowania odpadów.

– Korzystanie z wody butelkowanej prowadzi do powstawania odpadów plastikowych, których ilość chcemy ograniczyć. Miasta wydają znaczne kwoty na składowanie odpadów z tworzywa sztucznego. Czemu więc nie wprowadzić rozwiązania, które zadowoli zarówno turystów, jak i władze miast – przekonuje ekspert.

Słoweński start-up aktualnie opracowuje prototyp urządzenia. Jego wydajność i pojemność na razie nie jest znana. Początkowo automaty z tak pozyskiwaną wodą mają stanąć w miejscach popularnych wśród turystów w Słowenii. W przyszłości, jeśli rozwiązanie się sprawdzi, podobne urządzenia mogą powstać na całym świecie, nie tylko tam, gdzie jest problem z dostępem do wody pitnej.

– Pracujemy nad otwarciem obiektu w słoweńskich górach, czyli w jedynym miejscu w Słowenii, w którym nie ma dostępu do wody w tradycyjnej postaci. Kolejnym miejscem będzie słoweńskie jezioro Bled. Stanowi ono najpopularniejsze miejsce wśród turystów, dlatego to właśnie tam przeprowadzimy działania pilotażowe – zapowiada Robert Slavec.

Cena napełnienia butelki wodą z automatu będzie zależała od władz miast i terenów, na których automaty będą stać. Zakładana cena ma być jednak niższa od przeciętnej ceny wody butelkowanej.

Armagedon IoT – szanse i zagrożenia Sztucznej Inteligencji

Korzyści z wykorzystania Internetu Rzeczy oraz Sztucznej Inteligencji są równie duże, jak zagrożenia z tym związane. Największą obawę może budzić popełnienie błędu przez człowieka podczas tworzenia samego systemu. Potem taka pomyłka będzie replikowana przez maszynę. Projektowanie rozwiązań musi odbywać się w transparentny, inżynierski i bardzo dokładny sposób – aby błędy te nie były powielane między kolejnymi urządzeniami. Przeniesienie usterki na miliony maszyn nazywa się w branży „Armagedonem IoT”. Może on doprowadzić do wykorzystywania powstałego błędu – celowo lub nieświadomie. Taki wypadek może zagrozić cyberbezpieczeństwu. Największą szansą, jaką dają nowe technologie, jest zwiększenie wolumenu. Obecnie zastosowanie Internetu Rzeczy jest już powszechne.

– Najważniejszą szansą, jaką dają nowe technologie, jest prowadzenie biznesu na większą skalę – szybciej, taniej, lepiej i sprawniej – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Poniewierski, Partner/ Global IoT Leader w EY – Kiedy ludzie osiągają pewien limit możliwości komunikacyjnych jeśli chodzi o zarządzanie, wprowadzone mogą być rozwiązania z zakresu Internet of Things. Wtedy to urządzenia będą podejmować decyzje i działania za nas. W sytuacji kiedy nie jesteśmy w stanie nadzorować dużej liczby transakcji, może to zrobić Sztuczna Inteligencja, która będzie zarządzała ich milionami. Korzystamy z tej technologii – tak samo jak ze Sztucznej Inteligencji – chociaż często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Zmiany te nastąpiły na przestrzeni kilku ostatnich lat. Kiedyś kupując bilet lotniczy otrzymywało się go w formie papierowej. Dzisiaj wszystkie rezerwacje i bilety są elektroniczne. Ich ceny wyznaczane są właśnie przez AI (ang. Artificial Intelligence). To rozwiązanie, które nikogo już nie dziwi i jest powszechnie wykorzystywane. Na lotnisku wystarczyć okazać dokument tożsamości – dowód lub paszport, a system sam identyfikuje dokąd lecimy. Do tego może jeszcze wysłać wiadomość z przypomnieniem o odprawie. Takich przykładów jest wiele. Dotyczą one logistyki w transporcie, rozwiązań Smart Cities – które dają np. olbrzymie możliwości geolokalizacji w telefonach. Prawdziwe zastosowanie dla przedsiębiorców w Polsce to wdrożenie tej technologii do biznesu operacyjnego własnych firm i stworzenie za jej pomocą nowych produktów i możliwości. To także zapoczątkowanie nowych procesów biznesowych – podsumował Poniewierski.

Na świecie ponad 60 proc. ludzi pracuje zdalnie. W Polsce taką możliwość daje tylko co trzecia firma

Na świecie ponad 60 proc. ludzi pracuje zdalnie. W Polsce taką możliwość daje tylko co trzecia firma 3

Tylko co trzecia firma w Polsce umożliwia pracę zdalną. Dla pracowników, którzy coraz częściej szukają bardziej elastycznych form pracy, praca zdalna może stanowić decydujący czynnik przy wyborze pracodawcy. Praca elastyczna, także zdalna, znajduje się wśród najbardziej pożądanych świadczeń pracowniczych. Ponad 75 proc. osób przyznaje, że gdyby miało taką możliwość – wybrałoby telepracę. Pracodawcy będą musieli pójść w stronę pracy zdalnej, tego wymaga rynek – podkreśla Iwo Szapar z Remote-how.

– Pracownicy mają oczekiwania, aby pracować zdalnie coraz więcej. Obecnie jednak tylko 1/3 firm umożliwia pracę zdalną i to w ograniczonym modelu, ale 75 proc. osób które ma taką możliwość, korzystają z tego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Iwo Szapar z Remote-how.

Badanie „Rynek pracy zdalnej a oczekiwania pracowników” firmy Kantar TNS przy współpracy z Remote-how wskazuje, że tylko co trzeci Polak (32 proc.) ma możliwość pracy zdalnej. Z danych Hays Poland wynika zaś, że zaledwie 14 proc. firm zachęca do pracy zdalnej wszystkich zatrudnionych. Najczęściej, jeśli pojawia się możliwość telepracy, dotyczy ona tylko niektórych zatrudnionych. Jednocześnie 76 proc. osób deklaruje, że chętnie pracowałoby poza biurem, gdyby tylko pracodawcy dali im taką możliwość.

– Rynek pracy zdalnej jest na bardzo początkowym etapie rozwoju. Jest to zazwyczaj jeden dzień home-office’u, raz na tydzień, czy raz na miesiąc – mówi Szapar.

Z badania wynika, że średnio Polacy, którzy mają możliwość pracy zdalne,j pracują w ten sposób przez 8,5 dnia w ciągu miesiąca. Ponad połowa (52 proc.) wskazuje jednak, że gdyby nie było ograniczeń, pracowałaby poza biurem ponad 20 dni w miesiącu, czyli niemal cały czas.

– Wynika stąd jasno, że potrzeba po stronie pracownika jest, firmy są jeszcze niegotowe, ale będzie się to rozwijać w stronę poszerzania tych możliwości po stronie pracodawców. Muszą iść za tym procesy, edukacja, bo jest to zupełnie inny tryb wykonywania pracy. W końcowym etapie pracownik może być gdziekolwiek, dostarczać to, do czego jest zobligowany, ma jasno wyznaczone cele i nie ma różnicy czy jest w Warszawie czy w Bieszczadach – tłumaczy ekspert.

Zadowolenie z pracy rośnie, jeżeli można pracować zdalnie 90 proc. przy 78 proc. osób, które nie mają takiej możliwości). Elastyczne godziny pracy, niekoniecznie między 9-17, są drugim najczęściej wskazywanym istotnym pozapłacowym benefitem. Dlatego, jak przekonuje przedstawiciel Remote-how, od pracy zdalnej nie ma ucieczki.

– Pracodawcy jeszcze cały czas się boją, jest zdecydowany strach i opór, bo jest to jednak ogromna zmiana. Ale w obliczu problemu ze znalezieniem nowych, dobrych pracowników, praca zdalna pojawia się jako wyjście naprzeciw problemom biznesowym. Z jednej strony odpowiadamy na potrzeby pracowników, z drugiej – rozwiązujemy bolączki ze znalezieniem pracowników – ocenia Szapar.

Praca zdalna, choć w Polsce jeszcze niezbyt popularna, na Zachodzie staje się codziennością. Z badania Grupy IWG wynika, że na świecie już 62 proc. pracowników korzysta z telepracy, a ok. 70 proc. specjalistów czy właścicieli firm pracuje zdalnie przynajmniej raz w tygodniu.

– Dążymy do tego, żeby praca zdalna nie była benefitem, tylko standardem. Prawie 40 proc. osób na rynku pracy w USA w tym roku to będą freelancerzy. To pokazuje ogromną zmianę sposobu jak pracownicy chcą pracować, w jakiej relacji do pracodawcy i to będzie postępować, już się dzieje w Europie Zachodniej, w Polsce też, tylko jeszcze nie na taką skalę – podkreśla Iwo Szapar.

Nowe obowiązki mniejszych przedsiębiorców. Od 1 lipca będą musieli przekazywać JPK na żądanie urzędu skarbowego

Nowe obowiązki mniejszych przedsiębiorców. Od 1 lipca będą musieli przekazywać JPK na żądanie urzędu skarbowego 4

Od początku lipca wchodzą nowe obowiązki dla mikro-, małych i średnich firm związane z kontrolą skarbową. Urzędy skarbowe będą miały prawo zażądać od przedsiębiorcy w dowolnym momencie roku podatkowego przesłania dokumentacji księgowej w formie jednolitego pliku kontrolnego (JPK). Obowiązek obejmuje wszystkich przedsiębiorców bez względu na formę rozliczenia podatkowego. Wyjątkiem są firmy prowadzące dokumentację w formie papierowej. Za nieudostępnienie żądanych danych w tym roku będzie groziła kara porządkowa do 2,8 tys. zł.

– Od 1 lipca 2018 roku zarówno mali, średni, jak i mikroprzedsiębiorcy będą mieć kolejne obowiązki związane z przesyłaniem struktur JPK. Tym razem będzie to obowiązek przesyłania ich na żądanie urzędu skarbowego, czyli nie tak jak obecnie, że przesyłamy JPK VAT co miesiąc – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy z firmy inFakt.

JPK to elektroniczna forma ksiąg podatkowych i dowodów księgowych, przekazywanych w określonym układzie i formacie, która jest generowana z systemu informatycznego ERP danej firmy. Wszystkie przedsiębiorstwa generują plik według identycznego schematu, co ma usprawnić kontrolę danych finansowo-księgowych. Urząd skarbowy może zażądać przekazania w formie JPK całości lub części ksiąg i dowodów księgowych, np. w toku postępowania podatkowego czy kontroli podatkowej.

To będzie np. struktura JPK KPiR, dotyczy to osób, które prowadzą książkę przychodów i rozchodów. Jeżeli przedsiębiorca prowadzi ewidencję przychodu, ponieważ jest opodatkowany ryczałtem, wtedy składa JPK EWP. W przypadku prowadzenia ksiąg rachunkowych będzie to kolejna struktura, która nazywa się JPK KR. Tutaj każdy z przedsiębiorców składa tylko taką strukturę, w jakiej formie prowadzi księgi podatkowe – mówi Magdalena Sławińska-Rzemek.

Poza strukturami związanymi z dokumentacją podatkową przepisy wprowadzają również nowe struktury: JPK FA, czyli wyciąg z faktur sprzedażowych wystawianych przez podatnika, JPK WB, czyli wyciąg z rachunku bankowego, i JPK MAG, zawierający dane związane ze stanem magazynów.

Nowe obowiązki będą dotyczyć tylko tych przedsiębiorców, którzy prowadzą księgi rachunkowe w formie elektronicznej. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy podatnicy, którzy część ksiąg prowadzą w formie papierowej, będą musieli przekazywać dane z nich w formie JPK.

– Do końca nie wiadomo, czy osoba, która prowadzi rejestry VAT-owskie elektronicznie, a faktury wystawia w formie papierowej, ma obowiązek składania JPK FA? Wydawałoby się z jednej strony, że nie, ponieważ faktury są wystawiane papierowo, natomiast z drugiej strony prowadzi ona księgi podatkowe elektronicznie, w związku z tym obowiązek powinien ją obejmować – mówi Magdalena Sławińska-Rzemek. – Co w przypadku, jeżeli przedsiębiorca prowadzi elektronicznie rejestry VAT-owskie, bo ma taki obowiązek, a książkę przychodów i rozchodów w formie papierowej? Uważam, że nie ma on obowiązku składania JPK KPiR, natomiast jest to kwestia, która budzi wątpliwości i obawy mikroprzedsiębiorców.

Żądane dokumenty powinny zostać przekazane w terminie, który wyznacza organ podatkowy, ale nie może być on krótszy niż trzy dni. Przedsiębiorcom, którzy źle zinterpretują przepisy i nie udostępnią JPK, grożą kary porządkowe w wysokości do 2,8 tys. zł (to kwota na 2018 rok). Dlatego zdaniem ekspertów w przypadku wątpliwości przedsiębiorca powinien się otwarcie komunikować z organami podatkowymi.

Jeżeli ktoś uważa, że nie ma obowiązku składania takiej struktury na żądanie organu podatkowego, powinien na to żądanie odpowiedzieć i uzasadnić swoje stanowisko. W mojej opinii w takim przypadku nie powinna zostać na niego nałożona kara, być może zostanie poproszony o przesłanie skanów faktur za dany miesiąc, natomiast nie ma podstaw do tego, żeby podatnika ukarać, ponieważ on nie ignoruje wezwania organu podatkowego, tylko uważa, że nie ma takiego obowiązku – podkreśla Magdalena Sławińska-Rzemek.

Według ekspertów nowe przepisy sprawią najwięcej problemów mikroprzedsięborcom, którzy często korzystają z rozwiązań papierowych.

Nowe obowiązki raportowe mikro-, małych i średnich firm to kolejny etap uszczelniania systemu podatkowego i programu podnoszenia wpływów z VAT.

Ponad 80 proc. palaczy chce wiedzieć o mniej szkodliwych produktach tytoniowych. Zgodnie z prawem nie mogą być o tym informowani

Ponad 80 proc. palaczy chce wiedzieć o mniej szkodliwych produktach tytoniowych. Zgodnie z prawem nie mogą być o tym informowani 5

Po papierosa codziennie sięga 31 proc. Polaków. Rocznie z powodu palenia umiera w Polsce ok. 70 tys. osób. Problem mógłby być mniejszy, gdyby większa była świadomość o zdrowszych alternatywach. Takie produkty jak e-papierosy czy produkty oparte na technologii podgrzewania tytoniu mogą znacznie ograniczyć szkodliwość nałogu. Prawo zabrania jednak sprzedawcom informowania o ofercie sklepu. Polska Izba Handlu chce to zmienić i postuluje zmiany w przepisach.

 Na rynku są dostępne alternatywne produkty w stosunku do wyrobów tytoniowych, np. e-papierosy czy produkty, w których tytoń jest podgrzewany, a nie spalany. Jednak zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, konsumenci nie mogą w sklepie zdobyć wiedzy o tym, że te produkty znajdują się w ofercie. Oczywiście można taką informację wyszukać w internecie czy wśród znajomych, ale sprzedawca, pomimo że takie produkty w ofercie ma, nie może o nich informować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, co roku na świecie ponad 7 mln ludzi umiera z powodu czynnego i biernego palenia tytoniu. W Polsce regularnie pali 31 proc. osób, a rocznie z powodu chorób odtytoniowych umiera 70 tys. Ich liczba mogłaby być mniejsza, zwłaszcza że na rynku pojawiła się alternatywa dla zwykłych papierosów. W elektronicznych papierosach wdychana mgiełka jest pozbawiona substancji smolistych, tlenku węgla i rakotwórczych nitrozoamin. Z kolei technologia IQOS – podgrzewania tytoniu bez spalania go, wytwarza aerozol, który ma średnio nawet 90 proc. mniej szkodliwych substancji niż dym papierosowy.

 Zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia przed następstwami używania wyrobów tytoniowych informacja o wyrobach tytoniowych w punktach sprzedaży nie może być prezentowana, czyli sklep może mieć różnego rodzaju produkty, natomiast nie może o nich komunikować. Dotyczy to również produktów alternatywnych, które zawierają zdecydowanie mniej szkodliwych substancji niż papierosy. Nie mówimy tu o reklamie, która powinna być zakazana, ale o rzetelnej, obiektywnej informacji dotyczącej np. wyników badań naukowych – wskazuje Ptaszyński.

Na taką informację jest jednak zapotrzebowanie. Jak wynika z badania Polskiej Izby Handlu i instytutu badań rynkowych Ibris, zdecydowana większość palaczy (84,5 proc.) chce informacji o mniej szkodliwych produktach niż papierosy. Ponad 90 proc. uważa, że palacze powinni mieć prawo do poznania wyników badań naukowych na temat mniejszej szkodliwości alternatywnych produktów, a 86 proc. podkreśla, że sprzedawca powinien mieć możliwość przekazu informacji o cechach produktów.

 Wiele osób chce rzucić palenie, ale niekoniecznie chce to robić od razu, albo nie jest w stanie. Choćby z tego względu powinny wiedzieć, że są różnego rodzaju produkty, których szkodliwość jest znacznie mniejsza. Powinno być również możliwe, i o to postulujemy, żeby można było informować konsumentów o wynikach badań naukowych, które jednoznacznie wskazują, że produkty alternatywne mają mniejszą szkodliwość. Niestety, ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania wyrobów tytoniowych, która implementuje dyrektywę tytoniową, na to nie pozwala – podkreśla Ptaszyński.

Polska Izba Handlowa skierowała pismo do ministra zdrowia z apelem o zmiany w prawie w ramach konsultacji społecznych w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami palenia. Postuluje wprowadzenie ulotek, na których znalazłyby się wszystkie informacje o produktach i ich wpływie na zdrowie.

To kwestia umożliwienia sklepom i punktom handlowym przedstawiania informacji o tym, co mają w ofercie, ale nie chodzi w żaden sposób o zachęcanie do zakupu. W poprzedniej wersji ustawy występował zapis o informowaniu o ofercie wyrobów tytoniowych w sposób niezachęcający do sprzedaży. Do tego chcielibyśmy powrócić. Możliwości informowania jest dużo w sensie technicznym i organizacyjnym, problem polega jedynie na tym, że nie jest to dopuszczone przez prawo – podkreśla Maciej Ptaszyński.

Prawo do informacji o produktach mniej szkodliwych niż papierosy obowiązuje w wielu krajach, które prowadzą regularną wojnę z papierosami. Pierwsze skrzypce wiodą tu m.in. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, w której resort zdrowia zachęca palaczy do wyboru mniej szkodliwych alternatyw. Podobna droga idą również Czechy, Włochy, Portugalia, Austria czy Japonia.

Firmy szukają sposobów na przyciągniecie i zatrzymanie pracowników. Jednak niewiele z nich ma opracowaną strategię w tym zakresie

Firmy szukają sposobów na przyciągniecie i zatrzymanie pracowników. Jednak niewiele z nich ma opracowaną strategię w tym zakresie 6

Rekordowo niskie bezrobocie sprawia, że firmy muszą się bardziej koncentrować na komunikacji z pracownikami i kandydatami do pracy. Employer branding, który umożliwia firmie pozycjonowane się jako atrakcyjny pracodawca, pomaga zahamować rotację pracowników i pozyskać fachowców na bardzo konkurencyjnym rynku pracy, a także ograniczyć koszty procesów rekrutacyjnych. Jednak pracodawcy powinni pamiętać o tym, że dla kandydatów coraz częściej liczą się nie tylko benefity czy wynagrodzenie, lecz także wartości, wpływ na organizacje i możliwości rozwoju.

– Pracodawcy, którzy mają coraz większe trudności w ściąganiu kandydatów do pracy, próbują dotrzeć do nich poprzez działania employer brandingowe. One mają na celu pokazanie atrakcyjnych stron działalności firmy i tego, jakim jest pracodawcą, a przy okazji – naprawienie tego, co wymaga naprawy w ramach organizacji. Na employer brandingu wszyscy wygrywają: kandydaci – bo pracodawcy o nich zabiegają, pracownicy – bo pracodawcy chcą, żeby pracowali długoterminowo, i właściciele firm – bo dzięki temu zyskują zaangażowany zespół, a za tym idą konkretne pieniądze dla firmy – mówi agencji Newseria Biznes Anna Macnar, prezes HRM Institute.

Zdecydowana większość, bo aż 86 proc. polskich pracodawców uważa, że dzięki strategii employer brandingowi łatwiej jest przyciągnąć kandydatów do firmy – wynika z ostatniego raportu „Employer Branding w Polsce 2017”, przeprowadzonego przez HRM Institute. Mimo to w ubiegłym roku tylko 14 proc. pracodawców miało jasno sprecyzowaną strategię employer brandingową, a 32 proc. było w trakcie jej opracowywania.

– Employer branding jest czymś, co wszyscy powinni mieć. Zarówno małe, jak i duże firmy powinny zadbać o to, żeby być atrakcyjnym prawodawcą –podkreśla Anna Macnar.

Działania, które umożliwiają firmie pozycjonowanie się jako atrakcyjny pracodawca i zaprezentowanie swoich atutów, są szczególnie ważne teraz, kiedy na rynku pracy od miesięcy utrzymuje się historycznie niskie bezrobocie, a brak kadr i specjalistów zaczyna hamować rozwój przedsiębiorstw. Z wrześniowego raportu „International Business Report” Grand Thornton wynika, że już 60 proc. dużych i średnich firm w Polsce ma problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

Prezes HRM Institute podkreśla też fakt, że jednym z czynników najsilniej wypływających na employer branding jest demografia. Z powodu niżu demograficznego i starzenia się społeczeństwa pracodawcy powinni się liczyć z tym, że coraz trudniej będzie im pozyskiwać pracowników.

 Jak dodamy fakt, że ci, którzy urodzili się w Polsce, niekoniecznie będą chcieli tu pracować i mieszkać, to wyzwanie jest całkiem spore. Drugim trendem, który jest coraz bardziej widoczny w dziedzinie employer brandingu, jest wykorzystanie technologii, czyli sposobu komunikowania się z kandydatem. Chodzi zarówno o zrobienie dobrych materiałów online typu strona internetowa, dobre ogłoszenie o pracę, a także dialog dwustronny, czyli social media, w których można porozmawiać z pracodawcą na co dzień – mówi Anna Macnar.

Kolejny trend wiąże się ze zmianami kulturowymi. Kandydaci coraz bardziej chcą pracować dla pracodawcy, który jest atrakcyjny nie tylko pod względem benefitów i wynagrodzenia, lecz także pod względem kulturowym. Chcą mieć poczucie, że mają spójne wartości z pracodawcą, realny wpływ na to, co dzieje się w organizacji i mogą się rozwijać.

– Pracownicy to kluczowi interesariusze. Wierzymy, że rozwój jest ważny, dlatego dbamy o pogłębianie ich kompetencji zarówno zawodowych, jak i osobistych. Wychodząc naprzeciw nowym technologiom, stawiamy również na edukację naszych pracowników w tym obszarze. To ważne, ponieważ rozwój kompetencji pracowników przyczynia się do rozwoju organizacji, a tym samym do realizacji jej kluczowych kierunków strategicznych – mówi Anna Dudzińska, dyrektor ds. personalnych w VELUX Polska.

VELUX Polska – największy w kraju producent i eksporter okien – rokrocznie potrzebuje więcej pracowników (w 2017 roku grupa zatrudniła w sumie 500 nowych pracowników, co stanowiło 12-proc. wzrost rdr.), dlatego prowadzi długofalową politykę employer brandingową. W ramach firmy działa fundacja pracownicza, która pomaga w ciężkich wypadkach losowych, finansuje kosztowne leczenie i edukację dzieci pracowników. Firma VELUX prowadzi też autorski program szkoleniowo-rozwojowy Level Up, który umożliwia rozwijanie pracownikom swoich kompetencji i nabywanie nowych.

 Koncepcja programu składa się z trzech sekcji. Dotyczy rozwoju takich kompetencji jak współpraca, interakcja, wiedza z zakresu zarządzania projektami czy konstruktywnego udzielania feedbacku. Drugi obszar jest związany z umiejętnościami posługiwania się narzędziami i programami IT oraz znajomością procesów i produktów. Trzeci dotyczy nas samych, czyli są to spotkania dotyczące profilaktyki zdrowotnej, która również jest bardzo ważna. Unikatowość programu polega na tym, że oferujemy krótkie, dwugodzinne szkolenia w różnych terminach, w związku z tym każdy z naszych pracowników może w dowolnym, najbardziej mu odpowiadającym czasie uczestniczyć w wybranym warsztacie – wyjaśnia Anna Dudzińska.

Program szkoleniowo-rozwojowy Level Up został w ubiegłym tygodniu nagrodzony w konkursie Employer Branding Excellence Awards 2018. Otrzymał główną statuetkę w kategorii Wewnętrzna Kampania Wizerunkowa.

– Korzyści z programów rozwojowych to przede wszystkim wzrost zaangażowania i motywacji pracowników. Pracownicy nieustannie mogą podnosić swoje kompetencje w różnych obszarach, również w obszarach nowoczesnych technologii, przez to cały czas nasza organizacja się rozwija zgodnie z trendami, które istnieją na rynku – podsumowuje dyrektor ds. personalnych w VELUX Polska.

Paliwa alternatywne to przyszłość światowego transportu. Inwestuje w nie coraz więcej firm

Paliwa alternatywne to przyszłość światowego transportu. Inwestuje w nie coraz więcej firm 7

Zbliża się nowa era zasilania w transporcie. Benzynę i diesla już dzisiaj wypierają biopaliwa, gaz, energia elektryczna oraz wodór. Poszukiwanie nowych rozwiązań technologicznych to jeden z celów konkursu Shell Eco-marathon skierowanego do młodych inżynierów z całego świata. Ich zadaniem jest opracowanie pojazdu jak najbardziej wydajnego energetycznie. W tegorocznym finale, który odbędzie się w Londynie, weźmie udział aż siedem drużyn z Polski.

Świat stoi przed poważnymi wyzwaniami energetycznymi. Z danych marki Shell wynika, że do 2040 roku światowe zapotrzebowanie na energię wzrośnie o ponad 30 proc. Za jedną trzecią tego zapotrzebowania odpowiada transport, tymczasem w ciągu trzydziestu kolejnych lat liczba samochodów poruszających się po drogach ma się podwoić i osiągnąć poziom dwóch miliardów. Poważnym wyzwaniem jest redukcja emisji dwutlenku węgla do atmosfery i poprawa jakości powietrza, do czego niezbędne jest m.in zwiększenie roli paliw alternatywnych w stosunku do benzyny i oleju napędowego.

– Dzisiaj dominują dwa paliwa, benzyna i diesel, aczkolwiek widzimy, że od kilku lat liczba samochodów napędzanych dieslem maleje. Równolegle widzimy wzrost różnorodności napędów, po drogach jeździ coraz więcej aut hybrydowych, napędzanych energią elektryczną, biopaliwami. W niedalekiej przyszłości będziemy widzieli auta zasilane na gaz, m.in. skroplony gaz ziemny, sprężony gaz ziemny, wodór, a także LPG – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Molenda, dyrektor działu stacji paliw i rozwoju sieci detalicznej w Shell Polska.

Marka Shell już teraz wdraża nowe sposoby zasilania w transporcie. Połowa globalnych przychodów koncernu pochodzi z gazu. Stacje tego typu istnieją w Holandii, Wielkiej Brytanii, a od niedawna także w Belgii. Do 2025 roku 20 proc. biznesu paliwowego marki Shell ma bazować na paliwach niskoemisyjnych takich jak gaz, biopaliwa, energia elektryczna oraz wodór. Obecnie koncern dysponuje kilkunastoma stacjami na wodór w Niemczech, w planach ma udział w budowie, wspólnie z innymi podmiotami, sieci czterystu tego typu placówek. Rozważa również rozwój paliw alternatywnych na polskim rynku.

– Zaczęliśmy współpracę z Ionity. To operator sieci punktów ładowania samochodów elektrycznych o wysokiej mocy. Współpraca będzie obejmowała dziesięć krajów, w tym również Polskę. W pierwszym etapie powstanie pięćset punktów ładowania na osiemdziesięciu stacjach wzdłuż głównych korytarzy transportowych w całej Europie, w tym w naszym kraju – mówi Rafał Molenda.

Marka widzi ponadto duże możliwości inwestowania w Polsce w skroplony gaz ziemny dla transportu. Ten kierunek rozwoju wynika z postępującego zanieczyszczenia polskich miast, wzrostu gospodarczego oraz zwiększającej się świadomości społeczeństwa w zakresie ochrony środowiska. Duże znaczenie ma również fakt, że Polska należy do liderów na polu flot samochodów ciężarowych i transportu samochodowego.

W przybliżaniu nowej ery zasilania w transporcie mają pomagać takie inicjatywy jak Shell Eco-marathon.

– To platforma, w której umożliwiamy wymianę poglądów i innowacji między studentami i uczniami szkół średnich, gdzie tworzymy wspólnie przyszłość energetyczną, a także poszukujemy nowych rozwiązań dla technologii – mówi Rafał Molenda.

Shell Eco-marathon to konkurs, którego celem jest wspieranie młodych inżynierów w ich odkryciach w zakresie technologii i motoryzacji. Pierwsze oficjalne zawody miały miejsce w 1985 roku, jednak początki konkursu sięgają 1939 roku, gdy pracownicy Shell Oil Company w USA zawarli zakład, chcąc się przekonać, który z nich przejedzie najdłuższy dystans przy określonej ilości paliwa. Najlepszy wynik wyniósł wówczas 21 km, obecny rekord należy natomiast do francuskiego zespołu Microjoule-La Joliverie, który w 2010 roku przejechał 3771 km na litrze paliwa.

– Konkurs podzielony jest na dwie kategorie: Prototype i UrbanConcept. Idea polega na tym, że dążymy do maksymalnej efektywności energetycznej, tworzymy nowe rozwiązania dla technologii, a także stawiamy na innowacje – mówi Rafał Molenda.

W kategorii UrbanConcept mogą brać udział auta przystosowane do poruszania się po mieście. Prototype natomiast to kategoria przeznaczona dla pojazdów o aerodynamicznej formie i niskiej masie, których celem jest osiągnięcie maksymalnej wydajności. W tym roku w konkursie wezmą udział sto czterdzieści trzy drużyny z całego świata, w tym siedem z Polski. Dla drużyny ROTOR z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie będzie to trzeci start w tej imprezie – w ubiegłym roku zajęła ona trzydzieste miejsce w kategorii prototypów.

– Chcemy poprawić nasz wynik, który wynosi 306 km na jednym litrze paliwa, startujemy na etanolu w kategorii Prototype. Zmieniliśmy praktycznie cały silnik, jednostkę sterującą, układ napędowy, zastosowaliśmy ceramiczne łożyska w kołach, chcemy poprawić nasz zeszłoroczny wynik – mówi Michał Domek, członek zespołu Rotor z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie.

Zespół SKAP2 z Politechniki Warszawskiej jest weteranem konkursu Shell Eco-marathon, bierze w nim bowiem udział od 2011 roku. Dwa lata temu ich bolid o nazwie PAKS zajął drugie miejsce w kategorii UrbanConcept, na jednym litrze paliwa pokonując 257 km. Tym razem warszawscy studenci wystartują z nową, ultranowoczesną konstrukcją samonośną z włókna węglowego i silnikiem o podniesionym stopniu sprężania.

– Przede wszystkim kluczem jest struktura. W tej chwili mamy strukturę samonośną, węglową, którą budowaliśmy od zera. Dzięki kompleksowej budowie jesteśmy w stanie znacząco ograniczyć masę i kompatybilność pojazdu – mówi Janusz Popławski, kierownik drużyny SKAP2 z Politechniki Warszawskiej.

Finał Shell Eco-marathon odbywa się w trzech różnych lokalizacjach. W USA finaliści rywalizowali w tym roku w kalifornijskim mieście Sonoma, młodzi inżynierowie z Azji rywalizowali natomiast w Singapurze. Europejski finał będzie miał miejsce w Londynie podczas festiwalu „Make the Future Live”. Polskie drużyny liczą na dobry wynik, choć nie ukrywają, że rywalizacja będzie zacięta. Podkreślają też, że stworzenie auta spełniającego wszystkie kryteria nie jest łatwe – najmniejsze niedociągnięcie ma bowiem ogromny wpływ na efekt końcowy.

– Pojazd musi mieć jak najmniejsze opory toczenia, aerodynamiczny kształt, jak najmniejszy współczynnik oporów powietrza. Układ paliwowy, napędowy, kierowniczy muszą być jak najbardziej precyzyjnie wykonane. Również kierowca musi spełniać odpowiednie wymagania, musi ważyć minimum 50 kg i być jak najmniejszy, aby pojazd również mógł być jak najmniejszych gabarytów – mówi Anna Sałata z zespołu Iron Warriors z Politechniki Łódzkiej.

Dodatkową atrakcją Shell Eco-marathon jest konkurs Driver’s World Championship, który również odbędzie się w Londynie. W jego ramach zwycięskie drużyny z trzech kontynentów będą uczestniczyć w wyścigu, który wyłoni najbardziej efektywnego kierowcę na świecie.

W 2021 roku tempo wzrostu polskiej gospodarki może spaść poniżej 3 proc. Największymi zagrożeniami są problemy rynku pracy i pogorszenie koniunktury w strefie euro

W 2021 roku tempo wzrostu polskiej gospodarki może spaść poniżej 3 proc. Największymi zagrożeniami są problemy rynku pracy i pogorszenie koniunktury w strefie euro 8

Spadek tempa wzrostu gospodarczego, pogorszenie w finansach publicznych i powrót do stagnacji w inwestycjach – taki scenariusz prognozują eksperci Europejskiego Kongresu Finansowego dla polskiej gospodarki do 2021 roku. Wśród głównych zagrożeń wymieniają pogorszenie koniunktury u głównych partnerów handlowych, przede wszystkim w strefie euro, oraz brak rąk do pracy, który zaczyna hamować rozwój przedsiębiorstw. W ocenie ekspertów rząd powinien postawić m.in. na aktywizację zawodową młodych i poprawę polityki migracyjnej. 

Europejski Kongres Finansowy zapoczątkował w tym roku sporządzanie ekspertyz makroekonomicznych i prognoz dla Polski, które będą publikowane cyklicznie w czerwcu i grudniu. Ich autorami są eksperci EKF: makroekonomiści, eksperci czołowych banków, instytucji finansowych i renomowanych firm konsultingowych oraz przedstawiciele środowiska akademickiego. Zgodnie z ich przewidywaniami w najbliższych trzech latach należy się spodziewać spowolnienia wzrostu gospodarczego. Tempo wzrostu PKB w Polsce ma obniżyć się z 4,5 proc. w bieżącym roku do poniżej 3 proc. w 2021 roku.

– Rozbieżności pomiędzy prognozami rządu a ekspertów Europejskiego Kongresu Finansowego dotyczą m.in. ścieżki inwestycji. O ile w tym roku ma nastąpić odbicie inwestycji, a tempo wzrostu ma przekroczyć 8 proc., o tyle w kolejnych latach ta dynamika będzie się znacząco obniżać. Największe różnice dotyczą jednak wyników sektora finansów publicznych. Zgodnie z prognozami ekspertów EKF ten rok ma być przyzwoity, ale w kolejnych należy się spodziewać istotnego pogorszenia. Deficyt będzie rosnąć, choć pozostanie poniżej 3 proc. PKB – mówi agencji informacyjnej informacyjnej Newseria Biznes Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista firmy doradczej EY.

Spożycie indywidualne, czyli konsumpcja prywatna, pozostanie istotnym czynnikiem wzrostu PKB, czemu sprzyjać będzie niskie bezrobocie (poniżej 4 proc.) i szybko rosnące płace (6–7 proc. rocznie). Większość ekonomistów jest jednak zgodna, że nie należy się spodziewać utrzymania wzrostu konsumpcji na obecnym poziomie i w 2021 roku prawdopodobnie spadnie ona do około 3 proc. Eksperci wieszczą również spadek tempa wzrostu inwestycji (które po okresie stagnacji powinny w tym roku urosnąć o 8 proc.) i podkreślają konieczność zdecydowanych działań, które zwiększą atrakcyjność inwestycyjną polskiego rynku dla prywatnego kapitału.

– Wśród największych zewnętrznych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego istotne jest pogorszenie koniunktury gospodarczej u naszych głównych partnerów handlowych, przede wszystkim w strefie euro. Eksport i sukcesy polskich przedsiębiorców na arenie międzynarodowej stanowiły kluczowy czynnik wzrostu naszej gospodarki. Tak powinno pozostać w kolejnych latach, jeżeli chcemy utrzymać szybki wzrost – mówi Marek Rozkrut.

W ocenie ekspertów wewnętrznym zagrożeniem dla tempa wzrostu PKB jest głównie sytuacja na rynku pracy i niska podaż wykwalifikowanych pracowników, która hamuje rozwój przedsiębiorstw. Jest to związane zarówno z sytuacją demograficzną, jak i niedoskonałą polityką migracyjną. Napływ pracowników ze Wschodu, w szczególności z Ukrainy, jest niewystarczający, aby zapełnić lukę na rynku pracy. Z kolei szybki wzrost kosztów pracy może istotnie ograniczyć konkurencyjność polskich przedsiębiorstw i eksport.

W odniesieniu do rynku pracy eksperci postulują reformę systemu emerytalnego, która powinna skutkować dłuższą aktywnością zawodową i odpowiednią polityką migracyjną, żeby zapełnić luki na rynku pracy. Choć w przyszłości robotyzacja czy inteligentna automatyzacja będą kompensować niedobór wykwalifikowanych pracowników, to jednak na dziś te procesy automatyzacji dotyczą czynności standardowych, powtarzalnych, podczas gdy wykwalifikowani pracownicy nadal są i będą potrzebni.

 Eksperci wskazują też konieczność aktywizacji zawodowej tych rezerw, które wciąż są w polskiej gospodarce, przede wszystkim wśród osób młodych i kobiet w wieku przedemerytalnym, które powinny w większym stopniu wchodzić na rynek pracy. Dziś często pozostają bierne zawodowo. Można zmienić to m.in. poprzez system zachęt, reformę systemu ubezpieczeń społecznych i systemu podatkowego czy rozwiązania sprzyjające pracy na część etatu –wskazuje Marek Rozkrut.

Wśród innych zagrożeń eksperci wskazywali także ryzyko narastania nierównowag w finansach publicznych.

 Podkreślana jest potrzeba zmniejszenia deficytu finansów publicznych – mówi główny ekonomista EY. – Mówimy o obniżeniu deficytu, obniżeniu zadłużenia, a także tej części zadłużenia, która związana jest ze zobowiązaniami wobec zagranicznych inwestorów. To mogłoby skutkować poprawą wiarygodności kredytowej Polski i różnych instytucji, w tym polskich banków, które również miałyby dostęp do kapitału zagranicznego na bardziej atrakcyjnych warunkach.

Firma doradcza EY od kilku lat bada również to, jak największe polskie banki i ich prezesi widzą wyzwania i możliwości stojące przed kierowanymi przez nich instytucjami. W tym roku sektor bankowy wskazuje jednoznacznie, że największym wyzwaniem jest relatywnie niska rentowność banków w stosunku do kapitału zainwestowanego przez inwestorów.

 To niesłychanie istotna kwestia, ponieważ kiedy banki przestają być atrakcyjne dla inwestorów, część z nich wycofuje się z dalszego inwestowania w Polsce. Taką strategię niewątpliwie przyjęło już kilka dużych grup. Dla innych jest to z kolei szansa, ponieważ w ten sposób przejmują mniejsze banki, wierząc, że długoterminowo sektor bankowy jest atrakcyjnym miejscem do zainwestowania w Polsce kapitału. Wiąże się to ze zwiększoną konsolidacją sektora, która postępuje – mówi Iwona Kozera, partner EY, Lider Doradztwa Biznesowego dla sektora finansowego w Europie Centralnej i Południowo-Wschodniej.

Jak ocenia, polski system bankowy jest w bardzo dobrej, stabilnej sytuacji. Od czasu poprzedniego kryzysu finansowego zmieniła się jednak odporność zarówno polskiej gospodarki, jak i systemu bankowego na potencjalne szoki z zewnątrz. W sytuacji pogorszenia koniunktury w strefie euro Polska również odczułaby spowolnienie.

– Polski sektor bankowy jest bardzo bezpiecznym systemem i nadal będzie stabilny. Natomiast jego zdolność do wspomagania gospodarki, dostarczania kredytów, możliwości rozwoju gospodarki w trudniejszych czasach jest czymś, o co musimy zadbać – podkreśla Iwona Kozera.

Jak dobrać terminal do potrzeb naszej firmy?

Jak reagujecie na zakupach, gdy okazuje się, że płatność kartą jest niemożliwa? Zapewne jest to zmieszanie połączone z zażenowaniem. No właśnie – dziś absolutnie każda firma, nie zależnie od tego, jakie produkty sprzedaje, musi zaopatrzyć się w terminal płatniczy, umożliwiający płacenie bez gotówki. Jak jednak dostosować nasze potrzeby do tego, w co naprawdę należy zainwestować, aby prowadzenie sprzedaży było proste jak jeszcze nigdy?

Cechy fizyczne terminala

Na samym początku warto zdać sobie sprawę z tego, że to, na co się ostatecznie zdecydujemy, zależy nie tyle, co od samej ceny, jak i tego, co naprawdę potrzebujemy w codziennym funkcjonowaniu. Nie musimy zwracać uwagi na technologie, gdyż dziś praktycznie każde urządzenie umożliwia płatności nie tylko przez zbliżenie karty, ale także płatność smartfonem czy kodami BLIK. Problem zaczyna się przy decyzji na temat tego, czy terminal będzie stacjonarny, czy mobilny. Te pierwsze są podłączane za pomocą kabla do sieci internetowej lub telefonicznej, natomiast drugie korzystają z Internetu mobilnego lub sieci Wi-Fi. Ich zalety są różne: stacjonarne modele dają pewność, że będą działać pewniej, jednak bezprzewodowe modele są lekkie poręczne i działają świetnie przy pracy na przykład kelnerów.

Więcej o doborze terminalu płatniczego przeczytasz na stronie https://mojanowoczesnafirma.pl/jaki-terminal-platniczy-wybrac-dla-biznesu/

Nie tylko terminal

Innym równie ważnym elementem naszego zakupu są urządzenia towarzyszące. Pierwszym z nich jest drukarka paragonów wbudowana w sam terminal. Takie zintegrowanie z samym terminalem jest bardzo praktyczne, gdyż unikniemy w ten sposób niepotrzebnego odchodzenia od Klienta, aby zabrać paragon. Dodatkowo możemy także zaopatrzyć się w klawiaturę PinPad, będącą drobnym urządzeniem z przyciskami i czytnikiem, dających naszemu Klientowi możliwość zapłaty w maksymalnie prosty sposób. To jednak kwestia czysto kosmetyczna: niektórzy wolą podać przy zapłacie małą klawiaturę zamiast całego terminala. Ostatnią kwestią będzie sam wyświetlacz. Zadajmy sobie pytanie, czy powinien być on czarnobiały, czy może kolorowy? A może zainwestujemy w model dotykowy? Każdy z wyborów ma swoje plusy i minusy!

Podsumowanie

Jak widać, wybór terminala dla nas, to naprawdę nie taka oczywista sprawa. Musimy wziąć pod uwagę naprawdę dużą ilość czynników, które bezpośrednio wpłyną nie tyle, ile na cenę, ale także na funkcjonalność naszego urządzenia. Jednak warto przyłożyć sporą uwagę do tej decyzji, gdyż zmieni ona to, jak nasi Klienci będą postrzegać naszą firmę!

CR7 czy 5R? Jak stworzyć efektywny zespół?

Mimo że na pierwszy rzut oka sport może znacznie różnić się od biznesu, to obydwie branże istotnie się przenikają. To biznes szczególnie czerpie dobre wzorce ze sportu. I w jednej, i w drugiej dziedzinie wpływ na ostateczny sukces może mieć praca pojedynczych jednostek, jak i całego zespołu. W obliczu trwającego święta futbolu zasadne rodzi się zatem pytanie, czy o ostatecznym triumfie decydować będą indywidualności pokroju Cristiano Ronaldo czy jednak kolektyw?

Brak wspólnych celów w firmach

Firmy są podzielone najczęściej na kilka działów, wśród których najłatwiej wymienić można handlowy, operacyjny, marketingu, finansów czy HR. Najczęstszym wyzwaniem dla nich jest to, że nie posiadają określonych wspólnych celów. Jeszcze większym problemem jest brak zgodności również na poziomie zarządu. Nasze doświadczenie wyniesione z pracy z Łukaszem Kruczkiem pokazuje, że sportowcy, którzy chcą osiągnąć sukces muszą charakteryzować się motywacją bliską 100 proc. Jest to spowodowane tym, że wiedzą, jaką mają rolę i o jaki cel walczą – mówi Radosław Drzewiecki, założyciel Leanpassion.

Pozytywne wzorce zaczerpnięte ze sportu pokazują, że drużyna – a zarazem biznes – mogą funkcjonować w optymalny sposób, gdy każdy zawodnik tudzież pracownik posiada określoną rolę i sprecyzowany cel. W celu stworzenia skutecznego i zmotywowanego zespołu przydatne może być narzędzie 5R – Efektywne zespoły. Najczęściej przyjmuje one formę jednostronicowego plakatu, stworzonego przez sam zespół, zawierającego 5 następujących elementów:

Jak stworzyć efektywny zespół?

1R – KIERUNEK (RETNING po duńsku). W pierwszej kolejności zespół definiuje cele, które powinien osiągać, by wspierać strategię całej firmy  (cele zespołowe)

2R – RAMY. Następnie tworzone są ramy, w których powinien pracować cały zespół (linie boiska)

3R – ROLE. To indywidualne role, każdego członka zespołu, żeby móc realizować cele wspólne (rola na boisku)

4R – REGUŁY. To twarde zasady postępowania, zapewniające konsekwencje w działaniu (zasady gry)

5R – RELACJE. To zachowania na co dzień, które budują atmosferę w zespole (zasady współpracy)

Punktem kulminacyjnym w procesie tworzenia 5R jest podpisanie plakatu przez wszystkich członków zespołu i powieszenie go w miejscu pracy. Celem stosowania narzędzia 5R jest stworzenie świadomego, zaangażowanego i efektywnego zespołu. Przenosząc je na grunt piłkarski, drużyny nie mogą funkcjonować, gdy nie będą grały zespołowo. Indywidualności mogą mieć wpływ i napędzać grę drużyny, jednak za ostateczne zwycięstwo w rezultacie zawsze odpowiedzialny będzie zespół. CR7 nie strzelałby tylu goli i nie wygrywał takiej liczby spotkań bez skutecznych asyst i pewnej gry obronnej swoich kolegów ­­– dodaje Radosław Drzewiecki.

Łódź sięga po pół miliona mkw. biur

Od trzech lat łódzki rynek biurowy rośnie trzy razy szybciej niż wcześniej. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście osiągną niedługo poziom 500 tys. mkw.

W ostatnich latach w Łodzi oddawana jest rekordowa ilość powierzchni biurowej, którą szybko wchłania rynek. A jeszcze w 2014 roku roczny przyrost podaży w aglomeracji utrzymywał się na trzykrotnie niższym poziomie niż obecnie. W ciągu minionych pięciu lat, jak obliczają specjaliści z Walter Herz, zasoby powierzchni biurowej w mieście zwiększyły się o około 45 proc., a od 2010 roku oferta biurowa wzrosła dwukrotnie.

Łódź plasuje się na szóstym miejscu w Polsce pod względem dostępnej powierzchni biurowej, ale dzięki intensywnemu rozwojowi tego segmentu, w krótkim czasie ma szansę wyprzedzić Poznań i Katowice. W ubiegłym roku łódzki rynek biurowy wzbogacił się o rekordowe 74 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, dzięki oddaniu do użytku m.in. takich inwestycji jak Przystanek mBank, Nowa Fabryczna A i B, czy Symetris Business Park II.

Trwa rozbudowa biurowej Łodzi

Na koniec 2017 roku całkowite zasoby biurowe w Łodzi sięgały blisko 440 tys. mkw. powierzchni. Eksperci Walter Herz szacują, że do końca tego roku rynek biurowy w mieście wzrośnie o kolejne 45 tys. mkw. powierzchni, a w następnych latach oczekują znacznie szybszego przyrostu nowej podaży. W bieżącym roku najwięcej powierzchni (ponad 28 tys. mkw.) dostarczyć ma kompleks Ogrodowa Office.

Według danych Walter Herz, w Łodzi w budowie jest obecnie ponad 124 tys. mkw. powierzchni biurowej, z której większość ma zostać oddana w 2020 roku. Największą ilość nowych biur przyniesie m.in. inwestycja Brama Miasta (ponad 38 tys. mkw.) i projekt Monopolis (30 tys. mkw. powierzchni użytkowej), bazujący na rewitalizacji zabudowań dawnych zakładów Monopolu Wódczanego.

W mieście kształtują się huby biurowe

Rosnąca dojrzałość łódzkiego rynku przynosi coraz wyraźniej krystalizujące się na terenie miasta huby biurowe. Największa część inwestycji biurowych przypada na Centralną Oś Łodzi, która skupiona jest w okolicy OFF Piotrkowskiej i na linii od alei Kościuszki do skrzyżowania Piłsudskiego z aleją Śmigłego-Rydza. Popularność tego rejonu, w którym ulokowana jest około jedna czwarta łódzkich biur, wiąże się z jego centralnym położeniem i świetnymi warunkami komunikacyjnymi.

Jak szacują specjaliści Walter Herz, do końca 2020 roku centralna oś biznesowa miasta może zwiększyć swój potencjał nawet o ponad 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Na tym obszarze w budowie są aktualnie takie inwestycje jak: Imagine A&B, Hi Piotrkowska i OFF Piotrkowska Center oraz Textorial Park II i Monopolis.

Nowe centrum kulturalno-biznesowe Łodzi

Interesujący obszar biznesowy tworzy się też w strefie Nowego Centrum Łodzi w sąsiedztwie Dworca Łódź Fabryczna, w kwadracie ulic Narutowicza, Kopcińskiego, Tuwima i Piotrkowskiej, gdzie 100 ha teren objęty jest intensywnym procesem rewitalizacyjnym. Obecnie oferuje ponad 40 tys. mkw. powierzchni biurowej, głównie w dwóch nowoczesnych inwestycjach, które tam powstały – Nowej Fabrycznej i Przystanku mBank. W realizacji na tym obszarze jest Brama Miasta i zapowiadany start budowy Centrum Biurowego Fabryczna.

Jeśli jednak rozbudowa tej części miasta przebiegnie planowo, w ciągu najbliższych kilku lat, jak szacuje Walter Herz, NCŁ może się wzbogacić o około 150 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej. Kilka wiodących firm deweloperskich zakupiło tam działki i zapowiedziało już budowę swoich projektów.

Koncepcja rewitalizacji tego terenu wiązała się ze staraniami Łodzi o organizację wystawy Expo w 2022 roku, która odbędzie się jednak w Buenos Aires, ale Nowe Centrum Łodzi zyskało dzięki temu nowoczesny dworzec Łódź Fabryczna. Zmodernizowane zostały również budynki dawnej Elektrowni Łódzkiej przy ulicy Targowej, gdzie mieści się teraz EC1 Łódź – Miasto Kultury.

Szerokie plany rewitalizacyjne

Realizacja projektu rewitalizacji obszarowej miasta finansowana jest w połowie ze środków unijnych. Plan rewitalizacji, sięgający 2030 roku zakłada zmianę funkcji terenów poprzemysłowych i kolejowych, stworzenie ciągu przestrzeni publicznych oraz twórcze wykorzystanie zabytkowej tkanki urbanistycznej, w tym zabudowy z przełomu XIX i XX wieku. Łączny budżet dla rozbudowy terenu NCŁ szacowany jest na blisko 3 mld złotych.

Mateusz Strzelecki, Partner w firmie Walter Herz przyznaje, że Łódź konsekwentnie wykorzystuje swój niezwykły potencjał, w tym unikalną, historyczną zabudowę o charakterze industrialnym. Zdaniem eksperta, łódzki rynek biurowy wyróżnia na tle innych miast przede wszystkim duża ilość inwestycji o charakterze rewitalizacyjnym.

– To właśnie dzięki udanemu połączeniu nowoczesnych obiektów z modernizowanymi zabudowaniami poprzemysłowymi oraz odrestaurowywanymi, zabytkowymi pałacami i kamienicami Łódź staje się coraz bardziej konkurencyjna w porównaniu z innymi miastami. Jednocześnie jest jednym z najbardziej zachęcających rynków biurowych pod względem wysokości stawek czynszowych za wynajem biur, które kształtują się na średnim poziomie 12 – 13 euro / mkw./ m-c. O dużej atrakcyjności aglomeracji dla biznesu świadczyć może choćby relatywnie niski poziom niewynajętej powierzchni biurowej w porównaniu z innymi, krajowymi rynkami – zauważa Mateusz Strzelecki.

Z danych Walter Herz wynika, że popyt na łódzkie biura w minionym roku, podobnie jak w dwóch poprzednich latach, kształtował się na poziomie około 60 tys. mkw. powierzchni. Głównym najemcą powierzchni biurowej są firmy z branży BPO/SSC/IT. W 2017 roku udział tego sektora w popycie osiągnął poziom 80 proc.

Nowe miejsca pracy

W 2017 roku firmy z tej branży działające na terenie Łodzi odnotowały kilkunastoprocentowy wzrost zatrudnienia, co przyniosło miastu około 2500 nowych miejsc pracy. Te lokalizację dla swojej siedziby wybrała m.in. firma Iris Telecommunication Poland, spółka zależna Nokii, której w procesie poszukiwania i wynajmu powierzchni doradzała firma Walter Herz, planująca docelowo stworzyć 250 miejsc pracy. Ponadto, do Łodzi ze 120 miejscami pracy weszła firma Digital Workforce Services Ltd. i ZF Group, która zamierza zatrudniać 200 osób.

Poza ciekawymi projektami biurowymi, inwestorów z tego segmentu przyciąga do miasta szeroki dostęp do wykwalifikowanej kadry. W łódzkich uczelniach studiuje około 87 tys. osób. Na Politechnice Łódzkiej i Uniwersytecie Łódzkim powstają fakultety, a nawet nowe kierunki dedykowane branży BPO/SSC/IT.

Konstruktorzy i inżynierowie, absolwenci Politechniki Łódzkiej wiosną przyszłego roku znajdą też zatrudnienie w powstającym przy ulicy Lodowej – Centrum Badawczo-Rozwojowym BSH. W ośrodku powstaną najnowocześniejsze laboratoria i ponad 1,5 tys. stanowisk do badań i testów, gdzie pracować będzie około 200 osób.

Autor: Walter Herz

Kurs złotego w opałach

W ostatnich dniach polska waluta doświadczyła silnej wyprzedaży. Kurs EUR/PLN na przestrzeni nieco ponad tygodnia wzrósł aż o 7 groszy i znalazł się na poziomach zbliżonych do tych notowanych w pierwszym kwartale ubiegłego roku.

Polski złoty nie zareagował słabością na sytuację w kraju (ta nadal jest bardzo dobra), tylko na to, co działo się na zewnętrz. Wzrost obaw dotyczących ryzyka wystąpienia globalnej wojny handlowej, do czego doszło po agresywnych decyzjach rządu USA oraz serii komunikatów ze strony samego prezydenta Stanów Zjednoczonych podkopały sentyment do aktywów ryzykownych, co objawiało się poprzez spadki na indeksach giełdowych, aktywach EM i wzrostem zainteresowania lokowaniem kapitału w „bezpiecznych przystaniach”.

Oprócz zawirowań z globalnym handlem w tle, na aktywa EM (w tym na złotego) mogą negatywnie wpływać zmiany w niektórych, pozornie niezwiązanych krajach zaliczanych do grupy rynków wschodzących. Wczoraj w centrum uwagi inwestorów znajdowała się Turcja, gdzie Erdogan wygrał wybory prezydenckie w pierwszej rundzie, a koalicja rządząca w skład której wchodzi jego partia zapewniła sobie ponad 50% głosów w wyborach parlamentarnych. Początkowa reakcja rynku na informacje o zwycięstwie „sułtana” była pozytywna – lira turecka istotnie zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego. Ostatecznie jednak iluzję stabilności pod rządami wieloletniego wodza przysłoniły obawy o jego nieortodoksyjne poglądy, które przeczą klasycznej wiedzy o ekonomii. Po wyborach Erdogan umocnił swoją pozycję w państwie, tym samym jego poglądy (zgodnie z którymi w kontekście dwucyfrowej inflacji należałoby obniżać stopy procentowe) mogą przestać być jedynie słowami, a mieć jeszcze większy efekt na realną gospodarkę, a to może być dla Turcji i jej waluty bardzo niebezpieczne.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,6%, wahając się w widełkach 4,32-4,35. Wspólna europejska waluta zakończyła dzień umocnieniem w relacji do głównych walut. Euro nie zaszkodziły wczorajsze odczyty indeksów Ifo dla Niemiec, które wprawdzie były zbliżone do oczekiwań, jednak sugerują, że nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców są najgorsze od kilkunastu miesięcy. Z pewnym niepokojem zdają się oni również patrzeć w przyszłość, co raczej nie dziwi, biorąc pod uwagę zwiększenie napięć na linii USA-UE i wzrost ryzyka globalnej wojny handlowej, której z pewnością niemieccy przedsiębiorcy woleliby uniknąć.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,90-4,94. Funt wczoraj reagował przede wszystkim na ruchy pozostałych głównych walut.

Oprócz informacji dotyczących negocjacji ws. Brexitu dla inwestorów istotne znaczenie ma to, kiedy dojdzie do kolejnej podwyżki kosztów pieniądza. W kontekście wydarzeń z ostatniego tygodnia, kiedy to główny ekonomista Banku Anglii zdecydował się na zagłosowanie za natychmiastową podwyżką stóp warto wspomnieć o nowych głosach płynących z BoE.

W dzisiejszym przemówieniu nowy członek brytyjskiego MPC, Jonathan Haskel stwierdził, że zgadza się z komunikacją Banku, która sugeruje, że stopy procentowe będą rosły. Jednocześnie jednak poinformował, że dostrzega ryzyka, jeśli BoE zdecyduje się na podwyżki zbyt szybko. Również wypowiadający się w dniu dzisiejszym Ian McCafferty w nieco kontrastującym tonie sugerował, iż to właśnie zbyt długie zwlekanie z podwyżkami stóp procentowych może generować większy szok.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,70-3,72. W centrum uwagi inwestorów nadal znajduje się kwestia zmian w globalnym otoczeniu handlowym, które zmienić starają się Stany Zjednoczone. Sekretarz skarbu USA, Steve Mnuchin stwierdził, iż restrykcje handlowe “obejmą wszystkie kraje, które kradną naszą technologię”. Jego słowa oraz informacje o potencjalnych ograniczeniach nałożonych na firmy w których znaczącymi udziałowcami są Chińczycy wywołały przecenę amerykańskich akcji, w konsekwencji której główne indeksy traciły nawet 2%. Nieco później nadeszła informacja ze strony jednego z głównych doradców Trumpa ds. handlu, Petera Navarro, który stwierdził, że reakcja rynków była przesadzona, a administracja nie planuje nakładać ograniczeń na inne kraje. Niezależnie od tego, jak ocenia się ostatnią reakcję inwestorów, można założyć, że niekonsekwencja w komunikacji ze strony amerykańskich oficjeli raczej nie sprzyja uspokojeniu nastrojów na rynkach.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości
  • 16:00 – indeks zaufania konsumentów wg Conference Board w czerwcu
  • 19:00 – przemawia Raphael Bostic z FOMC
  • 19:45 – przemawia Robert Kaplan z FOMC

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

PROCON/POLZAK 2018 – Ojciec chrzestny zakupów w Polsce!

Jego wizyta związana jest z honorowym uczestnictwem w piątej, jubileuszowej edycji konferencji zakupowej PROCON/POLZAK organizowanej przez firmę doradczą OptiBuy oraz Polskie Stowarzyszenie Menedżerów Logistyki i Zakupów.

Urodzony w 1939 roku, na Słowenii, Kraljič do dziś pozostaje autorytetem w kwestiach zakupów B2B czy zarządzania łańcuchem dostaw. W opublikowanym w 1983 roku artykule, przedstawił autorską metodologię, która pomagała zbadać zależności kategorii zakupowych w łańcuchu dostaw organizacji. Metoda ta, zyskała ogromny rozgłos w pismach biznesowych i branżowych. Ponad 2500 cytowań i 35 lat później, jest nieustannie stosowana jako fundamentalne narzędzie do nakreślania podstaw strategii zakupowych przedsiębiorstw na całym świecie.

– Macierz stworzona przez dr. Kraljiča jest dla zakupów w biznesie tym, czym analiza SWOT jest dla zarządzania strategicznego lub tym, czym macierz BCG dla controllingu – podkreśla Mateusz Borowiecki, CEO w OptiBuy, ekspert zakupowy – Metodę tą poznałem w czasie studiów, lata temu. Ciężko uwierzyć, że będę mógł poznać jego twórcę – dodaje.

Znaczenie działów zakupów rośnie z roku na rok. Co raz więcej dużych i średnich firm, widzi w kupcach nie tylko szansę na oszczędności, ale i szansę na zdobycie przewagi konkurencyjnej.

W obecnej gospodarce, pilnowanie tzw. liczb i cyferek, czyli kosztów przejmowane jest przez automaty i maszyny.  Strategiczne relacje z dostawcami, poszukiwanie wartości w tych relacjach, w których agentem jest właśnie dział zakupów, zdobywa należną pozycję w strukturach organizacyjnych w Polsce.

– Działy zakupów stały się ważnym partnerem biznesowym organizacji – mówi Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML – Ich znaczenie będzie rosnąć, bo zmienia się ich funkcja. Nie chodzi już o koszty, chodzi o wartość płynącą z tego co firma kupuje i z kim współpracuje. Jestem przekonany, że sam dr Kraljič, odniesie się w swoim wystąpieniu do tej transformacji i zmian jakie zaszły w zakupach na przestrzeni 35 lat.

Żyjąca legenda zakupów poruszy kwestie globalizacji i roli zakupów oraz zmieniającej się specyfiki łańcuchów dostaw podczas swojego wykładu, 23 października w Hotelu Marriott Centrum w Warszawie.

Polska najatrakcyjniejszym miejscem do inwestycji w hotele w Europie Środkowo-Wschodniej w 2018 roku

Aż 90% inwestorów planuje zakup hotelu w 2018 roku. Polska została wskazana jako pierwsze najbardziej atrakcyjne miejsce do tego typu inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej oraz dziewiąte w całej Europie – wynika z raportu CBRE „European Hotels. Investor Intensions Survey 2018”. Eksperci CBRE wskazują, że rynek Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, jest atrakcyjny ze względu na szybki rozwój gospodarczy w ostatnim czasie. To oznacza, że w tym roku jest szansa na pobicie rekordu z 2017 roku, kiedy w polski sektor hotelarski zainwestowano aż 350 mln euro.

Ubiegły rok, zarówno pod względem wielkości jak i liczby transakcji hotelowych, był rekordowy dla Polski. Inwestycje na tym rynku wyniosły około 350 mln euro, a wiele wskazuje na to, że 2018 rok będzie jeszcze lepszy. Po pierwsze, apetyt inwestorów rośnie. W naszym badaniu aż 90% respondentów wskazało, że w 2018 roku zainwestuje w hotele. Po drugie, tego typu inwestycje już nie są postrzegane jako niszowa forma lokaty kapitału. Grono zainteresowanych inwestorów sukcesywnie się powiększa, a liczą oni przede wszystkim na wzrost wartości kapitału w przyszłych latach – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, CBRE.

Polska na hotelowym topie

Aż 90% inwestorów przebadanych przez CBRE na pytanie, czy zamierzają inwestować w hotele w 2018 roku, odpowiedziało „tak”. Co ważne, aż połowa planuje przeznaczyć na ten cel więcej środków niż w ubiegłym roku, a 44% tyle samo. Podobnie jak rok wcześniej, w pierwszej trójce najatrakcyjniejszych miejsc w Europie dla hotelowych inwestycji znalazły się kolejno: Wielka Brytania (wybór 35% inwestorów), Niemcy (18%) oraz Hiszpania (16%). Polska w tym zestawieniu uplasowała się na dziewiątej pozycji, co oznacza awans o jedno miejsce w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania. Warto jednak podkreślić, że Polska jest numerem jeden w regionie CEE i wyprzedziła w tym wyścigu m.in. Czechy. Tak wysoka pozycja kraju nad Wisłą nie jest zaskoczeniem, jeżeli uwzględnimy, że w 2017 roku odnotowano rekord pod względem liczby oraz wartości inwestycji na rynku hotelowym (350 mln euro), co zaostrza apetyt inwestorów na kolejne lata.

Pierwsza 10 najatrakcyjniejszych miejsc do inwestycji w Europie przedstawia się następująco: Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania, Francja, Irlandia, Włochy, Portugalia, Holandia, Polska oraz Czechy.

Grono hotelowych inwestorów się powiększa

Hotele przestały być postrzegane jako niszowa forma lokowania kapitału. Grono inwestujących stale się powiększa. Z raportu CBRE wynika, że hotelowych inwestycji poszukują głównie firmy prywatne, które stanowią aż 28% inwestorów, następnie fundusze inwestycyjne (23%) oraz indywidualne osoby lub spółki rodzinne (20%). To właśnie oni są najbardziej zainteresowani umowami najmu (32%, wzrost o 4% w stosunku do 2017 roku), następnie obiektami wolnymi od umów (26%), które dają największą elastyczność, 23% preferuje umowy zarządzające hotelami, a 18% wyraża zainteresowanie umowami franczyzowymi.

Te wyniki są zgodne z tym, co widzimy na polskim rynku hotelowym, gdzie dążenie funduszy inwestycyjnych do inwestowania w umowy najmu skłania coraz większą liczbę deweloperów do zainteresowania tymi formami operacyjnymi – mówi Przemysław Felicki z CBRE.

Hotelowe mocne i słabe strony

Główne motywacje dla inwestycji w hotele to oczekiwanie wzrostu wartości kapitału (ten argument został wskazany przez 38% respondentów) oraz potrzeba dywersyfikacji portfela (16% wskazań). Inwestorzy podkreślali również, że oczekują wyższej stropy zwrotu, w porównaniu do oferowanych przez innego typu nieruchomości.

Na drodze inwestycji hotelowych stoi jednak kilka przeszkód. Te najważniejsze to cena aktywów wskazywana przez 32% inwestorów, co oznacza wzrost o aż 13 pp. w porównaniu do ubiegłego roku. Na drugim miejscu wśród barier znalazło się otoczenie geopolityczne wskazywane przez co piątego inwestora, a podium domyka dostępność środków (15% wskazań).

Metodologia badania:

Badanie „European Hotels. Investor Intentions Survey 2018” zostało zrealizowane przez CBRE w 2018 roku. Wielkość próby wyniosła 336 respondentów (inwestorów) na całym świecie.

Sprawdź najnowsze wykresy od BofA

Czerwiec 26, 2018 12:29

USA EDIT

Już tylko 41 dni dzieli nas od najdłuższego w historii rynku byka. Prawdopodobnie bez problemu rekord zostanie pokonany, przecież to tylko niespełna dwa miesiące.

Jednak Bank of America ostrzega przed nadchodzącym kryzysem, obecna wycena rynku po raz kolejny została oderwana od fundamentów, liczą się tylko nowe wzrosty. Analitycy BofA wskazują na kilka rzeczy, które mogą doprowadzić do kryzysu finansowego.

  1. Zacieśnianie monetarne – bank przewiduje, że w przeciągu następnych 6-8 miesięcy banki centralne staną się sprzedawcami netto. Co to właściwie oznacza? Odwrócony program QE, czyli papiery wartościowe, które zostały nabyte w trakcie luzowania ilościowego od 2009 roku zaczną być wyprzedawane. Oprócz tego duże ryzyko niosą za sobą podwyżki stóp procentowych.
  2. Wojna handlowa – kolejne taryfy celne nakładane na produkty chińskiego pochodzenia zwiększają protekcjonizm USA, który znalazł się na najwyższym poziomie od 1970 roku. Według BofA „wojna handlowa” jest pierwszym etapem do wojny zbrojeniowej pomiędzy USA-Chiny.
  3. Kolejny powód do obaw, to spowalniający przyrost zysków przypadających na jedną akcję.
  4. Odwrócona krzywa rentowności. Ostatnie 7 recesji zostało przewidziane przez spadek rentowności obligacji 2-10 letnich poniżej zera. Po wystąpieniu tego zjawiska recesja przeważnie nadchodziła w przeciągu 4-5 kwartałów kalendarzowych.

US recessions

Wszystkie powyższe ostrzeżenia dotyczą dłuższego terminu. Jak widać spread rentowności 2-10 lat nie spadł poniżej zera, zatem nie możemy mówić o nagłym nadejściu recesji. Nawet, kiedy dana zmienna spadnie poniżej zera, to według BofA kryzys pojawi się prawdopodobnie dopiero po czterech kwartałach.

Natomiast w krótkim terminie bank wskazuje na zbyt duży pesymizm wśród inwestorów. Wskaźnik Bull & Bear znalazł się blisko poziomu „Extreme Bear”, co może sugerować mocniejszy rajd wzrostowy na amerykańskich indeksach.

BofAML

Analiza techniczna – DJI30

A co na to analiza techniczna? Na indeksie Dow Jones Industrial w krótkim terminie widać tylko konsolidację. Dolna banda konsolidacji znajduje się w okolicy poziomu 23170-23450. Z kolei górna została wyznaczona przez szczyt z lutego 2018 roku.

Co pozostanie bazowym scenariuszem? Kontynuacja ostatnich wzrostów do górnej bandy konsolidacji, ponieważ oscylator stochastyczny wskazuje na bardzo mocno wyprzedany indeks. Oprócz tego warto spojrzeć na ostatnie impulsy wzrostowe, które za każdym razem wypychały indeks na wyższe poziomy.

Jednakże z drugiej strony pokonanie krótkoterminowego wsparcia 24250-24430 mogłoby doprowadzić do ponownej wyprzedaży w okolicę minima z lutego 2018 roku.

Notowania DJI30 , interwał dzienny

Notowania DJI30 , interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Konflikty w nieruchomościach, czy jest dobry sposób na ich rozwiązanie?

Sytuacja branży nieruchomości jest bardzo poważna, mamy do czynienia z zatorami płatniczymi i ogromnym zadłużeniem, a spory w sądach ciągną się często latami – mówiła Grażyna Kuźma, radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, współautorka komentarza „Prawo budowlane i nieruchomości” CH Beck, podczas swojego wystąpienia na tegorocznym Forum Rynku Nieruchomości w Sopocie.

Najczęstsze przyczyny sporów

W branży nieruchomościowej spory najczęściej pojawiają się w wyniku niedotrzymywania warunków umów o roboty budowlane, ale także umów najmów komercyjnych: dotyczących m.in. pomiaru powierzchni w galeriach handlowych, powierzchni biurowych, powierzchni magazynowych  czy też umów dotyczących zbycia lub nabycia nieruchomości.

Spory często dotyczą rozliczenia wynagrodzenia za wykonane roboty; braku zwrotu sumy kaucji pod pretekstem zaliczania jej w całości lub w części na poczet kosztów usuwania usterek i koniecznych napraw; naliczania kar umownych za opóźnienia – sporu wokół powodów opóźnień oraz jakości wykonanych obiektów i ich braków technicznych. Częstym podłożem konfliktów w tej branży są także spory związane z umowami sprzedaży nieruchomości, gdzie kłopoty pojawiają się już na etapie umowy przedwstępnej i spełniania uzgodnionych przez strony warunków zawarcia umowy przyrzeczonej.

W przypadku najmów komercyjnych spory najczęściej dotyczą, jak już wspomniano, najmów powierzchni biurowych i ich pomiarów; udziału w częściach wspólnych; kosztów mediów i ich rozliczania. W przypadku najmów powierzchni handlowych jest podobnie, dodatkowo dochodzą konfliktogenne kwestie dotyczące działań marketingowych galerii, godzin otwarcia sklepów, czynszu od obrotów z e-commerce – sprzedaży przez Internet, a odbioru towaru w galerii handlowej, gdzie klienci korzystają z infrastruktury obiektu handlowego, napędzają ruch, lecz nie obrót, który nie jest wliczany do czynszu płaconego przez najemcę. Niedawno pojawiły się też nowe problemy związane z zakazem handlu w niedzielę.

Jak zaoszczędzić czas, pieniądze i zostać w dobrej relacji z kontrahentem?

– Spory są naturalną częścią obrotu gospodarczego, jednak w momencie, gdy sprawa trafia do sądu można powiedzieć, że obydwie strony są już w pewnym sensie „przegrane” – mówi Grazyna Kuźma.

Przedsiębiorca musi czekać średnio 540 dni na rozstrzygnięcie sporu z adwersarzem w sądzie, dodatkowo egzekucja przyszłego wyroku sądowego zabiera przeciętnie około 145 dni. Obok czasu, kluczową sprawą jest aspekt braku kontroli nad rozwiązaniem konfliktu.

– Prawnik zobowiązany jest do uczciwego przedstawienia klientowi wszystkich możliwych opcji rozwiązania konfliktu. Dlatego naszą rolą jako prawników, jest zaproponowanie alternatywy dla sądu i taką właśnie alternatywą jest mediacja. – dodaje Grażyna Kuźma.

W przypadku mediacji to strony wspólnie decydują, co będzie tematem mediacji, czyli określają jej zakres. W trakcie mediacji strony wypracowują wspólne rozwiązanie biorąc pod uwagę swoje interesy i potrzeby, na co w sądzie nie ma ani miejsca ani czasu. W wyniku mediacji obie strony wygrywają, ponieważ to one, a nie sędzia, są autorami rozwiązania. Jest to sposób na osiągnięcie porozumienia w razie sprzecznych interesów stron bez udziału sądu.

Niewątpliwą zaletą mediacji w stosunku do procesu sądowego jest szybkość rozwiązania konfliktu, która w obliczu statystyk wydaje się wręcz ekspresowa – kilka tygodni vs. kilka lat. Kolejną zaletą są koszty około dziesięciokrotnie niższe niż koszty procesu sądowego. Jeżeli skonfliktowane strony wybiorą mediację i usiądą do wspólnych rozmów w towarzystwie mediatora, zdecydowana większość spraw kończy się podpisaniem ugody, co stanowi bezsprzeczny sukces. Mediacje są też zawsze poufne, informacje i ustalenia uzyskane podczas mediacji, w przypadku, gdy nie zakończy się ona ugodą, nie mogą być wykorzystane jako materiał dowodowy w procesie sądowym.

– Zawsze dobrze pomyśleć o mediacji już na etapie podpisywania umowy. Ze swojej strony proponujemy klientom zawieranie w umowach klauzuli mediacyjnej, która w przypadku sporu daje im alternatywę dla tradycyjnej drogi sądowej – podsumowuje Grażyna Kuźma.

Nowe kryteria należytej staranności w VAT. Przedsiębiorcy, jak ryby, głosu nie mają.

25 kwietnia 2018 r. Ministerstwo Finansów przedstawiło zbiór zasad, do których należy się stosować, aby dochować tzw. należytej staranności przy transakcjach objętych podatkiem VAT. Ich zignorowanie spowoduje utratę prawa do odliczenia VAT. Wskazówki nie zostały jednak skierowane do przedsiębiorców, a do urzędników administracji skarbowej. Jak zapewnia jednak ministerstwo – stworzono je po konsultacjach z przedsiębiorcami.

„Ministerstwo Finansów (MF) i Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) we współpracy ze stroną społeczną wypracowały wskazówki pomocne urzędnikom skarbowym w ocenie dochowania należytej staranności w VAT przez przedsiębiorców” – informuje resort finansów. Zaprezentowany pod koniec kwietnia dokument jest wynikiem trwających od września 2017 r. konsultacji podatkowych prowadzonych ze stroną społeczną. Nosi nazwę „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”.

Metodyka oceny należytej staranności

Urzędnicy KAS otrzymali wskazówki, według jakich kryteriów oceniać dochowanie przez podatnika należytej staranności. Jej wytyczne mają mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do nabywców towarów, którzy:

– nie dokonali oszustwa w zakresie VAT;

– nie wiedzieli, że są podmiotem transakcji służącej oszustwu w zakresie VAT.

Urzędnicy skarbowi mają oddzielnie oceniać dochowanie przez przedsiębiorcę należytej staranności przy transakcjach VAT dokonanych w trakcie trwania współpracy z kontrahentem oraz współpracę tę rozpoczynających. Kryteria oceny dzielą się na przesłanki formalne i transakcyjne.

Legitymowanie sprzedawcy i szpieg na etacie

W pierwszej kolejności organy ocenią, czy przedsiębiorca przed zawarciem transakcji z nowym kontrahentem sprawdził go pod względem formalnym. A zatem, czy znajduje się on w rejestrze:

– czynnych podatników VAT;

– KRS lub CEIDG;

– podmiotów, które zostały wykreślone przez naczelnika urzędu skarbowego z rejestru jako podatnicy VAT lub które nie zostały zarejestrowane przez naczelnika urzędu skarbowego na podstawie art. 96 Ustawy o VAT.

Wypełnienie pozostałych kryteriów formalnych wymaga od przedsiębiorcy sprawdzenia, czy kontrahent posiada wymagane koncesje i zezwolenia dotyczące towarów będących przedmiotem planowanych transakcji oraz jego umocowania do działania. Należyta staranność przy transakcjach VAT przeprowadzanych w trakcie toczącej się już współpracy zostanie zachowana, jeśli przedsiębiorca będzie w zakresie wymienionych kryteriów formalnych na bieżąco weryfikował, czy kontrahent nadal posiada koncesje i czy jest wpisany do odpowiednich rejestrów, czy też nie.

W praktyce może to oznaczać, że przedsiębiorcy będą zmuszeni tworzyć w swoich firmach komórki szpiegostwa i policji gospodarczej. Pierwsza przed dokonaniem każdorazowego nabycia sprawdzi wszelkie wymagane rejestry, druga wylegitymuje sprzedawcę pod kątem posiadania aktualnych zezwoleń, koncesji i umocowań do reprezentowania kontrahenta.

Spisz umowę, unikaj okazji i… udaj się na wycieczkę do fabryki

Różnorodność sytuacji, które mogą mieć miejsce w obrocie gospodarczym, sprawia, że katalog kryteriów transakcyjnych dochowania należytej staranności jest znacznie obszerniejszy niż katalog kryteriów formalnych. Do tego, jak sam dokument „Metodyki…” informuje, nie jest on zamknięty. Przykładowo, od przedsiębiorców wymaga się, by zachowali szczególną uwagę przy transakcjach:

– przeprowadzanych bez ryzyka gospodarczego oraz niegwarantujących bezpieczeństwa obrotu;

– w których kontrahent będący spółką kapitałową dysponuje kapitałem zakładowym niewspółmiernie niskim w stosunku do okoliczności transakcji;

– z kontrahentem nieposiadającym strony internetowej lub nieobecnym w mediach społecznościowych, mimo że jest to przyjęte w danej branży;

– nieudokumentowanych umową, zamówieniem lub innym potwierdzeniem;

– w których cena nabywanego towaru znacząco odbiega od ceny rynkowej bez ekonomicznego uzasadnienia;

– z kontrahentem, który nie posiada zaplecza organizacyjno-technicznego odpowiedniego do rodzaju i skali prowadzonej działalności gospodarczej.

Ogólne przesłanie płynące z zapisów „Metodyki…” brzmi: przed każdym nabyciem wymuś na sprzedawcy podpisanie jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego transakcję; jeśli dostrzeżesz okazję – unikaj jej; sprawdzaj swojego kontrahenta na każdym kroku i pod każdym względem, nawet jeśli miałoby to oznaczać wycieczkę z Sanoka do Gdańska, by przed zakupem upewnić się, czy na pewno „posiada zaplecze organizacyjno-techniczne odpowiednie do rodzaju i skali prowadzonej działalności gospodarczej”.

Tajemnicza „strona społeczna”

Według informacji MF zaprezentowany 25 kwietnia dokument jest wynikiem prac zespołu roboczego składającego się z 12 podmiotów: przedstawicieli resortu, Krajowej Administracji Skarbowej oraz strony społecznej. W I etapie konsultacji społecznych opinie zgłosiło 69 podmiotów. Kim były te podmioty i kto zasilał szeregi „strony społecznej”? Nie wiadomo.

Nemo iudex in causa sua (łac. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie)

Na stronie Departamentu Dialogu i Partnerstwa Społecznego odnaleźć można taką definicję: „Zazwyczaj w dialogu społecznym biorą udział 3 strony: związkowa, reprezentująca interesy pracowników; pracodawcza, reprezentująca interesy pracodawców; oraz rządowa, reprezentująca interesy państwa. Strona związkowa i pracodawcza występujące razem określane są jako strona społeczna, a zatem związki zawodowe i organizacje pracodawców nazywane są partnerami społecznymi”.

W zestawieniu składu zespołu roboczego, który pracował nad „Metodyką…”, odpowiednikiem strony związkowej są przedsiębiorcy, pracodawczej – Krajowa Administracja Skarbowa, a rządowej – Ministerstwo Finansów. Czy więc – zgodnie z rządową definicją – resort finansów przy opracowaniu kryteriów oceny dochowania należytej staranności przez przedsiębiorców pracował wspólnie ze stroną społeczną, którą stanowili przedsiębiorcy i Krajowa Administracja Skarbowa, do tego posiadająca przeważający głos? Niemal pewnym wydaje się, że tak, skoro sam Departament Podatku od Towarów i Usług w Ministerstwie Finansów informuje: „Metodyka będzie aktualizowana (…) w celu dostosowania jej treści do aktualnych potrzeb KAS”.

Nic o nas bez nas

Powstała w 1505 r. konstytucja Nihil novi dała początek demokracji szlacheckiej, ograniczając autorytarną władzę ustawodawczą króla. Wzięła swą nazwę od łacińskiego powiedzenia „nihil novi sine communi consensu”, które oznaczało: „nic nowego bez powszechnej zgody”. Cóż, „Metodyka…”, delikatnie mówiąc, odbiega od idei, która przeszło pięćset lat temu przyświecała wspomnianej konstytucji, skoro w jej tworzeniu, obok bliżej nieokreślonej „strony społecznej”, brali udział głównie przedstawiciele Ministerstwa Finansów i KAS. Do tego jej ustalenia służyć mają urzędnikom administracji skarbowej, a nie przedsiębiorcom. To tak, jakby lwy tłumaczyły gepardom, co będzie dobre dla antylopy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Komentarz Veeam dot. sabotażu w Tesli

Andrzej_Niziolek_Veeam
Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

Działania wymierzone w firmy przez ich własnych pracowników, mimo że rzadsze niż ataki z zewnątrz, mogą jednak powodować równie dotkliwe, a czasem wręcz katastrofalne w skutkach zniszczenia. Ci, którzy chcą spowodować firmowy sabotaż, znajdują się w wyjątkowej sytuacji, ponieważ mają dostęp do wrażliwych informacji. Mają też okazję bezpośredniego obserwowania i oceny, które z informacji firmowych mogą być wartościowe z perspektywy osób trzecich.

W związku z migracją firm w kierunku hiperdostępności (w ramach której dane są dla nich dostępne cały czas), konieczne jest, aby firmy rozumiały, jakie dane znajdują się w ich posiadaniu, gdzie są przechowywane i komu są udostępniane. Chociaż RODO zmusza przedsiębiorstwa do oceny tego, kto ma dostęp do poszczególnych informacji, obecnie niewiele można zrobić w celu zmniejszenia ryzyka, jakie stwarzają osoby uprawnione do dostępu do baz danych i mają złe intencje. Jednakże odejście od zarządzania danymi opartego na zasadach na rzecz systemu behawioralnego – choć nie jest wolne od ryzyka – pomoże wychwycić nietypowe aktywności ze strony pracowników i uniemożliwić potencjalny wyciek informacji.

Zarządzanie danymi i ich zabezpieczenie, niezależnie od okoliczności, to podstawowy obowiązek współczesnych przedsiębiorstw, nie tylko ich klientów, ale także interesariuszy i zarządów. Brak odpowiedniej ochrony może spowodować znaczne straty w organizacji. Fakt, że jedna z największych innowacyjnych firm na świecie padła ofiarą takiego sabotażu, powinien być sygnałem ostrzegawczym dla innych przedsiębiorstw, ponieważ skutki takich naruszeń mogą oznaczać długotrwałe straty finansowe i utratę reputacji.

Strajki w Argentynie. Wpływ Mundialu na rubla

Reformy z którymi związana jest pomoc MFW dla Argentyny są powodem fali strajków. Wpływ mistrzostw na walutę gospodarzy. Wiceminister finansów o obniżce VAT do 23%.

Argentyńczycy nie chcą pomocy

Argentyna podąża podobną drogą co Grecja. Najpierw kraj nieracjonalnie konsumował na kredyt, a kiedy się okazało, że warunkiem wsparcia jest uporządkowanie wydatków rozpoczynają się strajki. Cięcia wydatków nigdy nie są popularne, tym bardziej jeżeli za punkt odniesienia bierze się życie na kredyt przyszłych pokoleń. Jest to tym trudniejsze w Argentynie, że przez ostatnie lata prezydentem był ktoś z małżeństwa Kirchner, którzy wyraźnie rozdmuchali wydatki budżetowe. Pomimo strajku argentyńskie peso odrabia właśnie część strat. Umocnienie z 28 peso za dolara na 27 peso za dolara wygląda dobrze. Niestety nie wygląda już tak dobrze jak weźmiemy pod uwagę, że jeszcze pod koniec kwietnia wystarczyło 20 peso by kupić dolara.

Czy Mundial ma wpływ na ceny walut?

Tutaj odpowiedź jak zawsze w ekonomii zaczyna się od “to zależy”. Duże imprezy sportowe miały bowiem wpływ na waluty gospodarzy, był on jednak przejściowy. Wynika to głównie z jednej rzeczy turyści nabywają walutę w celach konsumpcyjnych. Przeważnie jednak strumień tych pieniędzy bardzo szybko wysycha i już kilka tygodni po samej imprezie wszystko zaczyna wracać do normy. To właśnie w ten sposób wielu analityków tłumaczy ostatnie umocnienia rubla. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że znacznie większy wpływ na rosyjską walutę mają ceny ropy naftowej, które ostatnio do stabilnych nie należą. W związku z tym ciężko jasno określić realny wpływ Mundialu na rubla.

Paweł Gruza o 23% VAT

Wiceminister finansów tylko potwierdził to o czym wielu analityków mówiło od dawna. Przejściowe podniesienie VAT do 23% wcale nie jest takie przejściowe. Co więcej nie należy spodziewać się jego zmiany w 2019 roku. Powodem jest sytuacja makroekonomiczna oraz kondycja budżetu. Skoro w tak dobrych latach nie możemy sobie na to pozwolić można śmiało założyć, że przy gorszej koniunkturze też się to nie wydarzy. Z drugiej strony obniżka VAT musiałaby być czymś zrekompensowana. Gdyby stało się to kosztem zwiększonego zadłużenia byłoby to bardzo złym sygnałem dla złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Inteligentne systemy wideokonferencyjne zniosą bariery językowe. Mogą spopularyzować pracę zdalną i ułatwić wymianę dokumentów

Inteligentne systemy wideokonferencyjne zniosą bariery językowe. Mogą spopularyzować pracę zdalną i ułatwić wymianę dokumentów 9

Coraz więcej osób decyduje się na pracę zdalną, jeśli ma taką możliwość. Podjęcie takiej decyzji ułatwiają najnowsze technologie, dzięki którym  sprawna praca w domu może w większości nie różnić się od wizyt w biurze. Jednym z ważniejszych narzędzi są systemy wideokonferencyjne. Z aplikacji takich jak FaceTime, czy Skype korzystają coraz chętniej nie tylko zwykli użytkownicy, lecz także pracownicy. Przyszłością tego typu rozwiązań są narzędzia neurolingwistyczne, pozwalające na tłumaczenie rozmów w czasie rzeczywistym, a także sztuczna inteligencja, która pozwoli np. na rozpoznawanie twarzy i tworzenie automatycznej transkrypcji.

Według najnowszego badania przeprowadzonego przez firmę Kantar TNS aż 76 proc. pracowników decyduje się na pracę zdalną, jeśli pozwolą im na to pracodawcy. Wraz ze wzrostem popularności takiej formy zatrudnienia rośnie zapotrzebowanie na zaawansowane systemy wideokonferencyjne, które pozwalają komunikować się w czasie rzeczywistym, ułatwiają wymianę informacji, pracę na współdzielonych dokumentach a także w locie tłumaczą rozmowy tekstowe oraz głosowe.

– Firmy chcą zintegrować urządzenia wideokonferencyjne z systemami planowania rezerwacji sal czy z pocztą elektroniczną. Dążymy w kierunku wykorzystania sztucznej inteligencji rozpoznającej twarze użytkowników wideokonferencji, tworzenia transkrypcji, spisywania rozmów, do możliwości przesyłania coraz więcej treści, takich jak prezentacje lub szkice, rysunki architektoniczne czy pliki excelowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Abramczyk, dyrektor ds. sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Polycom.

Giganci światowego rynku oprogramowania także dostrzegają potencjał biznesowych wideokonferencji. Microsoft, przewidując wzrost zainteresowania pracą zdalną oraz rozmowami wideo, przejął w 2011 roku aplikację Skype, płacąc za niego 8,5 mld dol. Ostatecznie firma zamieniła swój dotychczasowy komunikator biznesowy, Microsoft Lync na Skype dla firm. Tłumacz Skype potrafi w czasie rzeczywistym tłumaczyć połączenia głosowe prowadzone w 8 najpopularniejszych językach, a w przypadku rozmów tekstowych tłumaczy rozmowy w przeszło 50 językach.

W międzyczasie Apple umożliwiło prowadzenie rozmów przez swoją aplikację FaceTime za pośrednictwem sieci komórkowej (co oznacza możliwość prowadzenia wideorozmów praktycznie z każdego miejsca na ziemi), a podczas tegorocznej konferencji dla programistów WWDC zapowiedziano wprowadzenie grupowych rozmów wideo obejmujących do 32 użytkowników.

Przyszłością rynku są właśnie narzędzia neurolingwistyczne.

– NLP, czyli natural language processing, to narzędzia które analizują treść, gramatykę i to co jest mówione w trakcie wideokonferencji. Pozwala to na automatyczną transkrypcję, ale też z czasem na automatyczne tłumaczenie rozmów, tak aby znieść barierę językową pomiędzy uczestnikami, którzy mówią w różnych językach – tłumaczy ekspert.

Wraz z popularyzacją inteligentnych asystentów zapotrzebowanie na systemy rozpoznawania mowy oraz algorytmy tłumaczy symultanicznych będzie dynamicznie rosnąć, co powinno przełożyć się na większe zainteresowanie pracą zdalną. Usuwając bariery językowe i wprowadzając narzędzia do zdalnego zarządzania dokumentami ułatwimy prowadzenie interesów z dowolnego miejsca na świecie – fizyczne biura mogą przejść do historii.

– Obecnie pracujemy nad tym, aby nasze urządzenia wideokonferencyjne integrowały się z wieloma różnymi platformami, żeby użytkownik mógł podłączyć się do Skype’a, systemów firmowych, Zooma czy BlueJeansa. Powstaje coraz więcej platform do wideokonferencji i chcemy jak najlepiej współpracować z nimi wszystkimi. Oczywiście dalej pracujemy nad tym, aby dostosowywać się do różnych środowisk: pracowników włączających się do wideokonferencji z pokoju hotelowego, dużej sali konferencyjnej w biurze czy – coraz częściej – małych sal, tzw. huddle roomów, gdzie spotykają się 3-4 osoby – podsumowuje Jakub Abramczyk.

Zgodnie z raportem opublikowanym przez Transparency Market Research wartość światowego rynku urządzeń do wideokonferencji wzrośnie do 2026 roku do 10,5 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7,9 proc.

Zwroty akcji w ostatnich minutach

Wczoraj doniesienia o możliwym blokowaniu inwestycji Chin w USA popsuły klimat na rynkach finansowych, ale tuż przed końcem sesji na Wall Street zaprzeczenia doradcy Navarro pomogły nieco odmienić losy dnia. Rynek absorbuje sprzeczne doniesienia, ale przez staje się coraz bardziej wrażliwy na wszelkie informacje wokół sporów handlowych USA z resztą świata. Wątpliwości pozostają, krępując notowania.

Czy USA będą ograniczać chińskim spółkom inwestycje w USA? A może, cytując za sekretarzem skarbu Mnuchinem, wszyscy będą traktowani tak samo, co oznacza restrykcje w inwestycjach dla wszystkich państw? Nic nie jest pewne. Z drugiej strony doniesienia, że amerykański producent motocykli planuje przenieść część produkcji poza granice USA (aby obejść cła nałożone przez UE), pokazuje, że skutki napięć handlowych zaczynają zataczać szersze kręgi. Na rynkach nie widać załączania trybu paniki, gdyż większość inwestorów (w tym autor) ostrożnie podchodzi do wizji totalnej wojny handlowej, z której przecież nikt nie wyjdzie zwycięsko. Prezydent Trump może nie dopuszczać tej myśli do siebie, ale szeroki sztab jego doradców z pewnością waży konsekwencje konkretnych działań. Tak samo Chiny, jak i UE, zdają sobie sprawę, jak szkodliwe dla nich samych może być bezrefleksyjne przerzucanie się cłami.

Jeśli wszystko jest polityczną grą straszenia przeciwnika, dopóki nie złagodzi swojego stanowiska, to finalne umowy nie będą dużo szkodliwe dla globalnej gospodarki. Jednak ryzyko krótkoterminowe leży w odbiorze sporów przez inwestorów, przedsiębiorców i konsumentów. Niepewność wokół kształtu przyszłych relacji handlowych, trwałości umów sprzedaży za granice oraz perspektyw zatrudnienia może wkrótce znaleźć odzwierciedlenie w miernikach nastrojów. Dziś testem będzie indeks zaufania konsumentów z USA. Jak na razie gospodarstwa domowe zdają się bagatelizować ryzyko wojny handlowej i są w najlepszych nastrojach od początku stulecia. Niespodziewane dziś oznaki pogorszenia będą pierwszym ważnym sygnałem, że agresywna polityka handlowa ma już pierwsze negatywne skutki.

Z perspektywy rynku finansowego to nie są przyjazne warunki. Nie da się budować trwałych pozycji, kiedy w przeciąg jednej doby mogą niespodziewanie pojawić się sprzeczne komunikaty, które wywracają handel do góry nogami. Idealny przykład wczoraj: USD/JPY. Inwestorzy na FX zdają się bardziej odporni na wyprzedaż od swoich kolegów z rynku akcji, ale nie są pozbawieni wątpliwości, o czym świadczy wczorajsza silna huśtawka USD/JPY. Nie są też do końca przekonani, jak rozgrywać spór handlowy w kontekście popadania w awersję do ryzyka, czy nie. Gdyby ocena sytuacji była spójna, AUD, NZD i inne waluty ryzykowne byłyby dużo niżej. EUR/USD na 1,17 jest niedorzecznym poziomem w obliczu bagażu fundamentalnych wad euro, ale najwyraźniej rynek ma swoje zdanie. Zdanie, które jednak w każdej chwili może ponownie się odmienić. Trzeba o tym pamiętać.

Konrad Białas

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

 

Coface zaktualizował oceny ryzyka krajów i sektorów po II kwartale 2018 r.: oceny Włoch i Turcji w dół

  • Poczucie déjà-vu między sytuacją gospodarczą w 2018 r. i w latach 2012–2013
  • Obniżenie oceny Włoch do A4
  • Wzrost cen ropy naftowej przynosi korzyści sektorowi energetycznemu w kilku krajach, ale w połączeniu z odpływem kapitału jest on szkodliwy dla gospodarek Argentyny, Turcji, Sri Lanki i Indii
  • Budownictwo i handel detaliczny najmocniej odczują ryzyko kursów walutowych w krajach wschodzących
  • Firmy zaniepokojone intensyfikacją protekcjonizmu

Dominacja obniżonych ocen w bieżącym kwartale

Wiele sygnałów dot. ryzyka w II kw. 2018 r. przypomina sytuację z lat 2012–2013: rosnące spready obligacji skarbowych w strefie euro, wzrost protekcjonizmu, wyższe ceny ropy naftowej, odpływ kapitału z największych krajów wschodzących, pogorszenie się koniunktury w globalnej wymianie handlowej. Nawet jeżeli skala niekorzystnych zjawisk nie jest taka sama – biorąc pod uwagę znacznie niższą cenę baryłki ropy (75 USD na początku czerwca 2018 r. i około 110 USD w 2012 r.) oraz niemal dwukrotnie mniejszą rentowność 10-letnich włoskich obligacji skarbowych – sygnały te potwierdzają, że szczyt światowego wzrostu gospodarczego mamy już za sobą. Ryzyko kredytowe firm rośnie w gospodarkach rozwiniętych, gdzie na początku roku po spadku zaufania przedsiębiorstw spowodowanego rosnącym protekcjonizmem, notuje się spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego (prognozy dla zaawansowanych gospodarek: 2,2 proc. w 2018 r. i 2 proc. w 2019 r.; prognozy dla strefy euro: 2,1 proc. w 2018 r. i 1,8 proc w 2019 r.). W związku z tym Coface obniżył ocenę dla Włoch do A4, gdyż szczególnie mocno zadłużone włoskie firmy będą narażone na możliwe zaostrzenie warunków kredytowania przez banki. Wyjątkiem są natomiast Stany Zjednoczone, które na obecnym etapie uniknęły spowolnienia (prognozowany wzrost w 2018 r. ma wynieść 2,7 proc, po 2,3 proc. w 2017 r.).

O ile na rosnących cenach ropy naftowej korzystają wschodzący eksporterzy, tacy jak Oman, którego ocenę podwyższono do B, czy Malezja (teraz A3), o tyle kraje importujące ten surowiec stają w obliczu pogorszenia bilansu handlowego i zmniejszenia apetytu ze strony międzynarodowych inwestorów na ich aktywa finansowe, podobnie jak miało to miejsce w 2013 r. Do grupy krajów, którym Coface obniżył ocenę w związku z dynamicznym wzrostem popytu krajowego faworyzującego import – a także w związku z wewnętrznymi napięciami politycznymi – zaliczają się: Argentyna (obecnie C), Turcja (C), Sri Lanka (C) i Indie (B). W innych krajach wschodzących ryzyko kursowe szkodzi sektorom, w których proces produkcyjny wymaga importu towarów, zaś sprzedaż odbywa się zasadniczo na rynku krajowym. Skutki tego stanu rzeczy odczuwa już sektor budownictwa w Argentynie (obniżenie oceny do „wysokie ryzyko) oraz handel detaliczny w Argentynie i Turcji (obecnie „bardzo wysokie ryzyko”).

Sytuacja na rynku ropy naftowej – korzystna dla rozwoju sektora energetycznego (w którym nastąpiło silne ożywienie produkcji) – skłoniła Coface do weryfikacji prognoz cen ropy do 70–75 USD w 2018 r., co odpowiada wzrostowi o 30 proc. w stosunku do średniej ceny w 2017 r. W pięciu krajach ocena dla tego sektora została podwyższona: USA („niskie ryzyko), Kanada („średnie ryzyko”), Zjednoczone Emiraty Arabskie („średnie ryzyko”), Arabia Saudyjska („średnie ryzyko”) i Francja („średnie ryzyko”).

Negatywne skutki wojny handlowej odczuwa już sektor ICT (Information and Communication Technologies) w Chinach oraz branża metalowa w Kanadzie

Przesłanki do wojny handlowej ogłoszone na początku bieżącego roku właśnie się potwierdzają. USA intensyfikują politykę protekcjonistyczną uderzającą w chiński eksport, w tym w wiele produktów z branży ICT objętych planem „Made in China 2025”, co uzasadnia obniżenie oceny chińskiego sektora ICT do kategorii „wysokie ryzyko”.

Wśród krajów zaniepokojonych wprowadzanymi ostatnio przez USA środkami protekcjonistycznymi wymierzonymi w obrót stalą i aluminium jest Kanada, która odczuje je najmocniej. Stąd obniżenie oceny dla kanadyjskiego sektora metalowego do „bardzo wysokiego ryzyka” (87 proc. eksportu stali z Kanady trafia do USA). Sektor metalowy rozwija się korzystnie w USA, co znajduje odzwierciedlenie w podwyższeniu jego oceny przez Coface do poziomu „średnie ryzyko”.

—-
Oceny ryzyka krajów prowadzone przez Coface obejmują 160 państw i przyznawane są według 8-stopniowej skali w porządku rosnącym: A1 (ryzyko bardzo niskie), A2 (ryzyko niskie), A3 (ryzyko do przyjęcia), A4 (ryzyko raczej do przyjęcia), B (ryzyko znaczne), C (ryzyko wysokie), D (ryzyko bardzo wysokie), E (ryzyko ekstremalne).

Oceny ryzyka sektorowego (13 sektorów w 6 regionach geograficznych i 24 krajach generujących prawie 85 proc. światowego PKB) podaje się na skali 4-stopniowej: ryzyko niskie, ryzyko średnie, ryzyko wysokie i ryzyko bardzo wysokie

Piwa belgijskie – Wielkie piwa z małej Belgii

Połączenie wielowiekowej tradycji browarniczej z pasją, która ożywia współczesnych piwowarów w poszukiwaniu idealnej receptury, uczyniła z Belgii światową stolicę wyjątkowych piw o unikatowym charakterze, warzonych z wykorzystaniem innowacyjnych technik.

Historia piwa belgijskiego w kilku zdaniach

piwo halen 2Sztuka warzenia piwa sięga zarania dziejów, a dokładniej 9000 roku p.n.e. w Mezopotamii. Na przestrzeni wieków piwo przebyło swoją drogę do Galii przez Egipt i Imperium Rzymskie. Ze względu na fakt, że piwowarstwo leżało pierwotnie w zakresie obowiązków domowych, pierwszymi piwowarami były kobiety.

W średniowieczu opactwa stały się ośrodkami wiedzy na temat uprawy roli, hodowli zwierząt oraz niektórych zawodów rzemieślniczych. Mnichowie uprawnieni byli do spożywania ograniczonych ilości swojego regionalnego napitku ze względu na jakość wody pitnej. Na południu Europy napojem spożywanym na co dzień było wino, więc mnisi z tych regionów koncentrowali swoją działalność na uprawie winorośli i produkcji wina. Jednakże klimat naszego regionu nie sprzyja winiarstwu, dlatego też jego mieszkańcy zwrócili się w stronę działalności browarniczej. To więc dzięki mnichom warzenie piwa, będące pierwotnie czynnością domową, stało się prawdziwym rzemiosłem.

W średniowieczu piwa zostały po raz pierwszy przyprawione mieszanką ziołową o nazwie gruit. Piwowarzy musieli kupować tę mieszankę w gruithuis (koniecznie odwiedź Gruuthuse w Brugii!). Tymczasem opactwa zwolnione były z tego obowiązku i zastąpiły ją chmielem ze względu na jego korzystny wpływ na przechowywanie piwa. W XI w. opactwo benedyktyńskie w Affligem odegrało kluczową rolę we wprowadzeniu uprawy chmielu we Flandrii.

W 1364 roku Karol IV Luksemburski wydał dekret „Novus modus fermentandi cerevisiam”, mający na celu poprawienie jakości piwa dzięki „nowej” metodzie warzenia, która narzucała piwowarom wykorzystywanie chmielu. Dekret ten obowiązywał w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, do którego należały Brabancja oraz Flandria Cesarska, region usytuowany na zachód od rzeki Skaldy. Na terenie Flandrii leżącej na wschód od Skaldy prawo do używania gruit zostało podtrzymane. Podział ten leży u podstaw zróżnicowania belgijskiej kultury piwowarskiej. Browarnicy z Flandrii Cesarskiej i Brabancji produkowali piwa na bazie chmielu o dłuższym czasie przechowywania, podczas gdy we Flandrii wschodniej wciąż warzono piwa z gruit i aby umożliwić ich przechowywanie, zakwaszano produkcję. W ten oto sposób powstały piwa brunatne.

W XVI i XVII w. wprowadzano coraz to więcej reguł mających na celu zapewnienie jakości piw. W Niemczech Reinheitsgebot z 1516 roku stwierdzał, że jedynie jęczmień, chmiel i woda mogą brać udział w procesie warzenia piwa. W mieście Halle w Brabancji Flamandzkiej kronika z 1559 roku opisuje zacier do wyrobu piwa „lambic”. W XVII w. zapoczątkowało warzenie piw regionalnych, zwłaszcza antwerpskiego „gerstenbier” (piwa jęczmiennego), „Leuvense witte” (piwa białego z Leuven), ciemnych piw z Diestu i Oudenaarde oraz różnych „cave” (piw piwnicznych) z Lier. Browarnicy zaczęli stopniowo „eksportować” swoje piwa poza własny region.

Schyłek XVIII w. przyniósł koniec przywilejów zarezerwowanych dla opactw, kiedy to w 1783 roku Józef II Habsburg zarządził ich rozwiązanie, uzasadniając to kolidowaniem z działalnością zwykłych browarów. Ponadto liczne opactwa wraz ze swoimi browarami zostały zniszczone w czasie rewolucji francuskiej.

XIX w. otworzył nowy rozdział w historii piwa wraz z wprowadzeniem w 1839 roku czeskiego pilznera, który natychmiastowo osiągnął sukces w świecie zdominowanym do tej pory przez mętne, ciemne (regionalne) piwa. W czasie rewolucji przemysłowej naukowcy zgłębili swoją wiedzę w dziedzinie warzenia piwa, a także ogólniej w zakresie hodowli drożdży.

Pierwsza wojna światowa zadała ostateczny cios wielu browarom belgijskim, kiedy to oddziały niemieckie przejęły ich miedziane kadzie, sprzęt oraz pojazdy. Na blisko 3200 browarów zachowała się jedynie połowa. I kiedy browary powoli dźwigały się na nogi, spadł na nie kolejny cios pod postacią kryzysu ekonomicznego w latach 30. oraz drugiej wojny światowej. W 1946 roku istniało już tylko 775 browarów.

Pod wpływem ruchu Flower Power z końca lat 60. specjalne piwa belgijskie zostały odkryte na nowo. W 1977 roku brytyjski znawca piw Michael Jackson (1942-2007) trwale spopularyzował kulturę piwa belgijskiego, przynosząc jej tym samym światowe uznanie w następnych dziesięcioleciach.

Między 1985 a 2000 rokiem większe i mniejsze browary łączyły się, a lokalne mikrobrowary otworzyły swoje drzwi, ukierunkowując się głównie na eksport, w niektórych przypadkach na zamówienie zagranicznych importerów poszukujących unikatowych piw belgijskich.

Od początku obecnego stulecia zainteresowanie autentycznymi piwami specjalnymi nie przestaje rosnąć. Belgijski przemysł browarniczy oferuje aktualnie jedne z najbardziej znanych i popularnych piw. Ponadto piwa trapistów zyskują charakter coraz to bardziej ekskluzywny ze względu na ich ograniczone ilości produkowane w klasztorach. Unikatowe piwa specjalne wytwarzane w browarach lokalnych i rodzinnych są równie popularne. Tendencja ta dotyczyła początkowo piw typu lambic, jednak obejmuje obecnie także flamandzkie piwa brunatne, piwa ciemne, mocne piwa jasne i piwa mocno chmielowe. Od kilku lat zapaleni piwowarzy zaczynają dzielić się swoimi piwami z publicznością. Swoje produkty sprzedają bezpośrednio klientom lub lokalnym barom i restauracjom.piwo halen

Prezentacja piw belgijskich

Składniki i proces warzenia

Tradycyjnie piwo wytwarzane jest na bazie wody, jęczmienia i chmielu. Dodaje się do niej czasem pszenicy, aby nadać piwu orzeźwiającego i cytrusowego aromatu. Do zacieru powstałego z tej mieszanki wprowadza się drożdże, które przetwarzają cukry w dwutlenek węgla i alkohol. Każdy browar dysponuje swoim własnym szczepem drożdży o specyficznych właściwościach. W połączeniu z wyborem różnych rodzajów słodów i chmielu, szczepy te przyczyniają się do określenia rodzaju piwa typowego dla poszczególnych browarów. Piwa mogą fermentować w drewnianych beczkach bądź przechodzić ponowną fermentację w butelkach.

Wiele belgijskich browarów dodaje „zbóż twardych” takich jak ryż czy kukurydza, aby zapewnić piwu smak i równowagę. Chmiel jest oczywiście zasadniczym składnikiem w procesie warzenia, ponieważ nie tylko nadaje piwu goryczy, ale również przyczynia się do jego konserwacji. Poza klasycznymi piwami na gorzkim chmielu belgijscy browarnicy zwracają się coraz częściej w stronę bardziej aromatycznych odmian chmielu w celu wykreowania swoich wyjątkowych smaków, zazwyczaj z nutą owocową. Jeśli chodzi zaś o wytwórców piwa lambic, łagodzą oni gorycz swoich piw za pomocą zwietrzałego, suszonego chmielu.

Podążając za przykładem średniowiecznych przepisów na bazie gruit, browarnicy dodają oprócz chmielu rozmaite odmiany ziół i przypraw w celu uzyskania jeszcze bardziej wyjątkowego smaku. Kolendra i curaçao (skórka suszonej pomarańczy) są często używane, aby nadać piwom specjalnym bardziej cytrusową nutę.

Piwa i rodzaje piw klasyfikuje się według wykorzystanej metody fermentacji, a wyróżnia się cztery jej rodzaje: niską, wysoką, spontaniczną i mieszaną. Najbardziej rozpowszechnionymi są piwa dolnej fermentacji, w tym pilzner. „Fermentacja niska” odnosi się do niskich temperatur fermentacji (między 5 a 10°C) i do rodzaju drożdży, które po kilku dniach opadają na dno kadzi. Piwa wytwarzane tą metodą charakteryzują się bardziej zrównoważonym i jednolitym aromatem. „Wysoka fermentacja” jest zasadniczo wykorzystywana w produkcji większości piw specjalnych. Fermentacja zachodzi w podwyższonych temperaturach (między 15 a 25°C). Pod koniec procesu komórki drożdży unoszą się na powierzchni. Wykorzystany szczep drożdży dodaje owocowego i/lub ostrego smaku.

Dwoma rodzajami piw unikatowych i typowo belgijskich są te powstałe w wyniku fermentacji spontanicznej i mieszanej. W ramach fermentacji spontanicznej browarnik nie zaszczepia brzeczki chmielowego lambica drożdżami. Zamiast tego zachmielona brzeczka wystawiana jest na świeżym powietrzu, co wywołuje fermentacją spontaniczną. Choć w teorii takie piwa mogą być ważone wszędzie, najbardziej przystosowana do tego celu mikroflora znajduje się w powietrzu południowo-zachodniej Brukseli.

W produkcji piw fermentacji mieszanej wykorzystywane są różne szczepy drożdży. Pierwszym zacierem jest zazwyczaj piwo wysokiej fermentacji, którego część przechowywana jest w dębowych beczkach przez co najmniej półtora roku. W tym czasie zachodzi proces fermentacji mlekowej i takie piwo jest następnie mieszane z młodym piwem wysokiej fermentacji.

Gatunki piw belgijskich

Piwa dolnej fermentacji

PILS / PILZNER (między 4,5 a 5,5% obj.) jest jasnozłotym piwem o gorzkawym smaku (np. Stella Artois, Primus, Romy, Bavik, Vedett itp.). Ten rodzaj piwa ceni się przede wszystkim za to, że gasi pragnienie.

Piwa górnej fermentacji

PIWO TRAPISTÓW (www.trappist.be), czyli mnichów Zakonu Cystersów Ściślejszej Obserwancji określanym również mianem zakonu trapistów od opactwa cysterskiego La Trappe. Nazwa piwa nie mówi więc nic bezpośrednio na temat jego charakteru. Belgia liczy sobie sześć browarów trapistowskich: Westmalle, Westvleteren, Achel, Chimay, Orval i Rochefort, a ich piwa są rozpoznawalne dzięki sześciokątnemu logo marki „Authentic Trappist Product”, które oznacza, że piwo zostało uwarzone w opactwie trapistowskim lub w jego pobliżu (przez mnichów bądź pod ich nadzorem). Browar powinien mieć w klasztorze znaczenie drugorzędne i nie może służyć przynoszeniu zysków, dlatego główny cel jego działalności obejmuje pokrycie utrzymania mnichów, a reszta przeznaczana jest na cele dobroczynne. Stowarzyszenie to ma status prawny, a jego logo dostarcza konsumentom informacji o piwie oraz gwarancji smaku.

PIWO KLASZTORNE jest zbiorowym określeniem (nie jest więc odrębnym rodzajem trunku), służącym do opisania piw, których nazwa handlowa odnosi się do istniejących bądź rozwiązanych opactw norbertańskich lub benedyktyńskich, takich jak Grimbergen, Affligem, Tongerlo, Sint-Bernardus, Bornem i inne. Te browary i zakony religijne stworzyły uznawaną etykietę autentyczności „Erkend Belgisch Abdijbier” („Belgijskie piwo klasztorne”; zobacz www.belgianbrewers.be). Aby zostać upoważnionym do korzystania z tego logo, browar musi wykazywać wyraźny związek historyczny z posiadłościami opactwa, a także zobowiązany jest do uiszczania opłat od sprzedaży na rzecz klasztoru. Opactwo ma również prawo do wglądu w strategię marketingową i materiały reklamowe.

PIWO BIAŁE / PSZENICZNE jest zazwyczaj piwem niefiltrowanym, mętnym, którego zacier zawiera od 30 do 50% pszenicy. Piwowarzy dodają do niego zazwyczaj kolendrę i skórki pomarańczy, aby uzyskać orzeźwiający smak (np. Hoegaarden, Vedett White, Mater Witbier i inne). Ten dawny rodzaj piwa został na nowo odkryty i uwarzony w 1966 roku przez Pierre’a Celisa.

PIWA JASNE (5,5-7,5% obj.) charakteryzują się ogólnie niską zawartością alkoholu, smakiem od lekko słodowego do subtelnie słodkiego oraz gorzkim posmakiem (np. Maneblusser, Smiske-Nature Ale, Augustijn Blond itp.). Warzone są przy użyciu jasnych słodów, aby zapewnić im odpowiednią barwę.

PIWA JASNE MOCNE (7-11% obj.) różnią się od tripli swoją gęstą pianą i gorzkawym smakiem (np. Duvel, Hapkin, , Omer, Gentse Strop itp.).

TRIPEL (7-9% obj.) jest zazwyczaj piwem złotym, względnie mocnym, o smaku wahającym się pomiędzy słodowym i lekko słodkim. Czasem dodaje się do niego przyprawy (przykłady: Tripel Karmeliet, Brugse Tripel i inne).

PIWA BURSZTYNOWE są warzone przy użyciu mieszanki słodów w jasnym i bursztynowym kolorze.

PIWA CIEMNE (6-7% obj.) mają ciemną barwę i delikatną słodycz lukrecji, cukierków lub rodzynek, a czasem nawet lekko palony finisz (np. Witkap Pater, Pater Lieven Bruin itp.). Warzone są przy pomocy mieszanki słodów jasnych, bursztynowych i ciemnych.

DUBBEL jest zazwyczaj względnie mocnym piwem ciemnym. Nazwy tej używa się często w odniesieniu do piw trapistów i klasztornych.

PIWA CIEMNE MOCNE (8-13% obj.) obejmują grupę piw ciemnych o podwyższonej zawartości alkoholu. Charakteryzują się smakiem wahającym się od słodkiego do lekko palonego (np. Gouden Carolus Classic, Kasteelbier Bruin itp.).

STOUT, wywodzący się z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, to zazwyczaj piwo ciemne, którego cechą charakterystyczną jest lekko palony lub wędzony aromat. Stout może być słodki (mleczny stout, np. Pony Stout) lub gorzki (np. Troubadour Imperial Stout, Hercule). Pierwotnie terminem „stout” określano najmocniejsze piwo danego browaru, mogło być więc ono jasne lub ciemne.

SCOTCH jest typem piwa podobnym do stouta i posiada charakterystyczną nutę karmelową.

BARLEY WINE (wino jęczmienne) to odmiana piwa jasnego lub ciemnego, charakteryzującego się wysoką zawartością alkoholu.

SAISON pochodzi z prowincji Hainaut i może przybierać barwę od jasnej do bursztynowej. Charakteryzuje się niską zawartością alkoholu (5-6,5% obj.), najczęściej jest orzeźwiające i względnie chmielowe bądź ostre. Niemniej saison nie jest oficjalnym gatunkiem piwa i wymienione właściwości mogą różnić się od powyższego opisu. Pierwotnie było ono piwem gospodarskim warzonym w czasie zimy we frankofońskim regionie Belgii, aby mogło być spożywane latem przez pracowników gospodarstwa.

INDIA PALE ALE (IPA) wywodzi się od brytyjskiego „stock bitter”, który zawierał więcej chmielu w celu zagwarantowania dłuższej konserwacji. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że był powszechnie doceniany w koloniach indyjskich.

SPÉCIALE BELGE (Specjalne belgijskie; 4,8-5,5% obj.) jest autentycznym gatunkiem piwa belgijskiego stworzonym w 1905 roku jako odpowiedź na niezwykle wówczas popularne niemieckie pilznery i importowane piwa brytyjskie. Specjalne belgijskie jest piwem bursztynowym wyróżniającym się swoim słodowym smakiem (np. Bolleke De Konick, Palm, Special De Ryck, Tonneke i inne).

BIÈRE BRUT (11-11,5% obj.) jest mocnym piwem leżakowanym w taki sam sposób jak szampan. Butelki o pojemności 750 ml są regularnie obracane o ćwierć obrotu i lekko nachylane, aby całość drożdże zebrała się w szyjce butelki. Drożdże są następnie zamrażane i usuwane, a butelkę napełnia się od nowa. W rezultacie otrzymuje się bardzo musujące piwa (np. Deus, Malheur Brut itp.).

PIWA OWOCOWE (2,5-6% obj.) są aromatyzowane owocami, ich sokiem lub ekstraktem. Tradycyjnie powstają w wyniku moczenia kwaśnych wiśni w młodym piwie przez wiele miesięcy. Piwa owocowe mogą być słodkie (np. Mystic Lemon, Wittekerke Rosé, Liefmans Cuvée Brut itp.) lub gorzkie, kiedy produkowane są na bazie lambica (zobacz „Oude Kriek”).

Piwa fermentacji spontanicznej

LAMBIC to niegazowane, kwaśne piwo jęczmienne fermentowane przy udziale drożdży obecnych w powietrzu i leżakowane w drewnianych beczkach. Tradycyjnie młody i stary lambic mieszane są ze sobą, aby następnie zostały poddane ponownej fermentacji w butelkach. W ten sposób otrzymuje się orzeźwiający geuze.

OUDE GEUZE („stare” geuze; 5-7% obj.) jest mieszanką fermentowanych spontanicznie lambiców o różnym czasie dojrzewania, z których najstarszy leżakował co najmniej trzy lata, a ogólna średnia czasu dojrzewania wynosi minimum rok. Całość przechodzi następnie fermentację w butelkach. Jedynie tak wyrabiane piwo może nosić nazwę „oude geuze”, ponieważ jest ono chronione na poziomie europejskim jako „gwarantowana tradycyjna specjalność”.

GEUZE jest zazwyczaj odmianą bardziej komercjalną, ze względu na to, że nie stanowi mieszanki jedno-, dwu- i trójrocznego lambica bądź to wytwarzane jest przy pomocy mieszanki piwa fermentacji spontanicznej i wysokiej. W obu przypadkach przymiotnik „oude” („stary”) nie może być stosowany.

FARO to łagodne piwo o niskiej zawartości alkoholu, uzyskane przez zmieszanie lambica z lżejszym, świeżo uwarzonym piwem, do którego dodano brązowego cukru (lub czasem karmelu albo melasy). Użycie lżejszego piwa (a nawet wody) i lambica niższej jakości pozwala na uzyskanie piwa taniego, lekkiego i słodkiego, przeznaczonego do codziennego spożywania. Pierwotnie cukier był dodawany tuż przed podaniem piwa, co zapobiegało zwiększeniu ilości gazu lub alkoholu w napoju i nadawało mu słodki smak.

OUDE KRIEK („stary” kriek) jest najbardziej tradycyjnym piwem owocowym, warzonym w całości na bazie lambica. Uzyskuje się je w wyniku maceracji wiśni w lambicu (np. Mort Subite, Boon, Lindemans, Timmermans, De troch, Cantillon, Dire Fonteinen, De Cam itp.). Jego nazwa, podobnie jak w przypadku oude geuze, jest chroniona na poziomie europejskim.

Piwa fermentacji mieszanej

VERSNIJBIER (6-8% obj.) lub inaczej piwo mieszane uzyskuje się poprzez połączenie młodego i starego piwa bądź zmieszanie piw fermentacji spontanicznej z piwami wysokiej i niskiej fermentacji (np. Petrus Aged Pale, Cuvée Watou, Vicardin Tripel Geuze i inne). Najbardziej tradycyjną odmianą piwa mieszanego jest tzw. „oud bruin” („stare ciemne”).

VLAAMS BRUIN (ciemne flamandzkie; 4,5-8% obj.) powiązane jest z regionem Oudenaarde. Piwa te celowo zawierają kwas mlekowy i najczęściej są słodkawe. Stanowią wynik zmieszania młodego i „starego” dojrzałego piwa w metalowych kadziach bądź drewnianych beczkach.

PIWO FLAMANDZKIE BRUNATNE (5-6,5% obj.) jest warzone przy pomocy czerwonawego słodu jęczmiennego i związane jest z południowo-zachodnią Flandrią. Stanowi wynik zmieszania młodego oraz „starego” dojrzałego piwa w drewnianych beczkach. Piwo to jest względnie ostre i mało gorzkie z charakterystyczną, świeżą, lekko cytrynową nutą (np. Rodenbach, Duchesse de Bourgogne, Vander Ghinste Oud Bruin itp.).

OUD BRUIN (flamandzkie „stare ciemne”) jest określeniem zbiorczym obejmującym ciemne i brunatne piwa flamandzkie.

Co sprawia, że piwa belgijskie są tak unikatowe?

  1. Odpowiedzią na to pytanie jest jakość i rewolucyjne rzemiosło, które systematycznie przynoszą belgijskim piwowarom zwycięstwa w konkursach międzynarodowych. Dla przykładu, renomowana amerykańska strona internetowa www.ratebeer.com nagrodziła Westvleteren tytułem najlepszego piwa na świecie trzeci rok z rzędu. Również inne piwa regularnie otrzymują nagrody.
  2. Szeroka gama procesów warzenia, składników i profili smakowych.
  3. Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie na przestrzeni wieków, czego dobrym przykładem jest etykieta autentyczności „Belgian Family Brewers” („Belgijskie Browary Rodzinne”; www.belgianfamilybrewers.be). Wszyscy członkowie tego stowarzyszenia warzyli piwo w Belgii nieprzerwanie od co najmniej 50 lat. Piwa chlubiące się tym logo muszą być unikatowe i nie mogą być sprzedawane pod inną nazwą handlową. Piwa te reprezentują sobą łącznie ponad 1500 lat doświadczenia.
  4. Piwa takie jak piwa trapistów i piwa klasztorne, lambic (geuze, faro, kriek), piwa brunatne, „specjalne belgijskie”, „bière brut”, a także piwa owocowe dojrzewające w beczkach są wyjątkowymi belgijskimi specjalnościami. Kuszą one rosnącą liczbę miłośników piwa zarówno na szczeblu belgijskim jak i międzynarodowym. Są również w coraz większym stopniu naśladowane za granicą, choć to właśnie autentyczne piwa belgijskie powszechnie uznaje się za punkt odniesienia par excellence.
  5. Szerokie spektrum browarników zafascynowanych piwem, w tym światowe i krajowe browary, jak i browary mniejsze (rodzinne) oraz piwowarzy-amatorzy.
  6. Uwzględnienie kultury piwa belgijskiego w spisie niematerialnego dziedzictwa kulturowego Flandrii jako pierwszy etap w kierunku potencjalnego wpisu na listę dziedzictwa światowego UNESCO.
  7. Rola prekursora odegrana przez AB InBev w umieszczeniu piwa belgijskiego na alkoholowej mapie świata.
  8. Fakt, że każde piwo posiada swój własny kształt kufla. Nigdzie indziej na świecie nie spotkacie takiej różnorodności markowych kufli.
  9. Wiekowa tradycja flamandzka dań na bazie piwa. Kuchnia belgijska w porównaniu z innymi krajami proponuje liczne dania wykorzystujące jako jeden ze swoich składników piwo, które często przedstawiane jest jako najlepszy wybór na dopełnienie uczty smakosza. Nowe inicjatywy, które spotkały się z pozytywnym przyjęciem, koncentrują się na połączeniu piwa z serami lub piwa z czekoladą. Aby osiągnąć idealne połączenie z piwami specjalnymi, światło dzienne ujrzały „bapas”, czyli małe przekąski inspirowane hiszpańskimi tapas. W niektórych przypadkach piwa używa się nawet jako składnika dań.
  10. Chociaż na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci powierzchnia pól chmielu spadła do ok. 160 ha, we Flandrii zachodniej, a dokładniej w regionie Westhoek i okolicach Poperinge, wciąż znajdują się liczne uprawy chmielu. Piwa, które wykorzystują belgijski chmiel, są oznaczone okrągłą etykietą znaku jakości przedstawiającą stylizowaną szyszkę chmielową (www.belgischehop.be). Małe ilości chmielu wciąż uprawia się w regionach Asse i Aalst, choć wyłącznie dla jego kiełków (belgijski przysmak) oraz do celów dekoracyjnych.

Cel podróży: piwo i Flandria

Leuven i prowincja Brabancji Flamandzkiej

Leuven jest stolicą piwa belgijskiego. Ab InBev wciąż warzy tutaj swoje słynne Stella Artois, podczas gdy Domus wytwarza piwa rzemieślnicze w browarze znajdującym się tuż obok ratusza. Miasto może być odkrywane przez cały rok dzięki wielu unikatowym pakietom. Leuven organizuje również Leuven Beer Weekend z jego naczelną atrakcją Zythos Beer Festival – największym na świecie festiwalem degustacji piw belgijskich. Brabancja Flamandzka posiada około 30 browarów, w tym wiele rzemieślniczych. Oprócz AB InBev ze swoimi oddziałami w Leuven i Hoegaarden, także browary Haacht, Palm i Affligem przybrały na znaczeniu. Region Pajottenland leżący na południowy zachód od Brukseli jest kolebką wyjątkowych piw lambic, które odnaleźć można wyłącznie w Belgii. W autentycznych regionalnych kafejkach panuje przyjemna atmosfera, a hotele i B&B proponują często specjalne oferty piwne.

Bruksela

Bogate dziedzictwo belgijskiego piwa świętowane jest codziennie w niezliczonych kafejkach Brukseli, serwujących szereg piw, włącznie z kriek i geuze – odmianami typowymi dla tego miasta i przylegającego doń regionu. Cóż może być lepszego od delektowania się piwem na tarasie jednego z autentycznych brukselskich browarów? Miasto wciąż posiada dwa tradycyjne browary uważane za jedne z najlepszych na świecie: Brasserie de la Senne oraz Cantillon, które przynależą do Muzeum Geuze w Brukseli. Główną atrakcją dla każdego miłośnika piwa jest piwny weekend, odbywający się co roku w wyjątkowej scenerii Wielkiego Placu, na którym mieści się także siedziba cechu piwowarów. Uczestniczą w nim dziesiątki znanych i mniej znanych browarów, dając szansę odwiedzającym na odkrycie ich piw.

Antwerpia, Mechelen i Prowincja Antwerpia

Prowincja Antwerpia ma wiele do zaoferowania miłośnikom piwa. Znajduje się tam aktualnie 14 browarów, choć kilkaset lat temu było ich dużo więcej. Pomimo małej liczby czynnych browarów, kultura piwa jest tam bardzo ożywiona i mocna, a nowe piwa lokalne są regularnie wytwarzane bądź odkrywane na nowo. Prowincja Antwerpia może poszczycić się wieloma cenionymi pubami z piwami specjalnymi. Odbywają się tam również liczne festiwale o międzynarodowej renomie. Ponadto warzonych jest tam kilka piwnych „klejnotów”, m. in. słynny „Bolleke Konick” z Antwerpii, cudownie musujący Duvel z Breendonk czy doceniane piwo trapistów z Westmalle. „Anker” w Mechelen jest jednym z najstarszych browarów w Belgii i znany jest na całym świecie za swoje Gouden Carolus Classic.

Gandawa i Flandria Wschodnia

W Gruut, gandawskim browarze miejskim, odwiedzający mogą spróbować piwa pośród kadzi piwowarskich, podczas gdy młodzi, utalentowani kucharze z Gandawy uwielbiają wykazywać się kreatywnością w kuchni i używają piwa jako składnika w swoich daniach. De Heeren van Liedekercke w Denderleeuw została mianowana najlepszą restauracją z piwnymi potrawami na świecie. Piw gandawskich lub wschodnioflandryjskich skosztować można zarówno w tradycyjnych pubach jak i modnych kafejkach, które obok renomowanych piw specjalnych, takich jak Delirium Tremens, Augustijn i Tripel Karmeliet, serwują też świeże, ciemne piwo z Oudenaarde. Piwa mogą być degustowane przy okazji wizyty pieszej lub rowerowej albo w ramach zwiedzania browaru. W regionie znajduje się wiele oryginalnych browarów, m. in. ponad 400-letni Roman i słynny Liefmans.

Brugia i Flandria Zachodnia

Mieszkańcy Brugii lubią rozkoszować się dobrym piwem, a w szczególności, kiedy warzone było w ich mieście. Brugia poszczycić się może trzema piwami: Straffe Hendrik, Brugse Zot i Bourgogne des Flandres; wszystkie wychwalane na skalę światową, wyróżniają się i sprawiają, że odwiedzającym nigdy ich nie jest dość. Brugijski festiwal piwa jest okazją do odkrycia jeszcze wielu innych ukrytych skarbów. Flandria Zachodnia swoją renomę piwnej prowincji zawdzięcza prawdopodobnie piwu trapistów Westvleteren. Amerykańska strona internetowa www.ratebeer.com po raz kolejny uhonorowała Westvleteren, wręczając mu tytuł najlepszego piwa na świecie. Inne browary w okolicach Poperinge, rejonu chmielowego, również plasują się na liście top 50. Piwa brunatne Flandrii Wschodniej, które miesiącami dojrzewają w dębowych beczkach w Rodenbachu, stają się coraz bardziej popularne.

Limburgia

Turyści odnajdą w Limburgii trapistów ze swoimi własnymi browarami, otwartą salę warzenia piwa w Achel, największe europejskie muzeum piwa o profilu archeologii przemysłowej w Bocholt oraz autentyczny browar-gorzelnię z XIX w. w Wilderen. Najpiękniejsze browary limburskie znajdują się w miejscach związanych z dziedzictwem kulturowym i historycznym. Jednym z nich jest Ter Dolen w Houthalen-Helchteren, gdzie odwiedzający często zobaczyć mogą piwowarów przy pracy. Wycieczka po limburskich browarach spełni oczekiwania każdego z turystów dzięki różnorodności ich produktów i ciepłemu przyjęciu. Odwiedzający mogą nawet wypożyczyć rower na przejażdżkę pełną odkryć. Przy pomocy sieci ścieżek rowerowych można wytyczyć sobie trasę prowadzącą przez lokalne browary oraz selekcję dostosowanych dla rowerzystów pubów i restauracji, które pielęgnują i promują limburskie piwa regionalne.

10 największych wydarzeń piwowarskich we Flandrii i w Brukseli

Festiwal Piwa w Brugii

luty / Brugia / corocznie / www.brugsbierfestival.be

Brugia zyskała swoją reputację dzięki długiej tradycji warzenia piwa i kulturze kafejek. XII edycja brugijskiego festiwalu piwa będzie miała miejsce na początku lutego 2019 roku. Międzynarodowe wydarzenie gromadzi ponad 70 browarów. W czasie trwania festiwalu możecie spróbować ponad 300 piw, a w degustacji tej fenomenalnej gamy trunków w historycznej części miasta przyłączy się do was 15 tys. osób.

Great Belgian Beer Dinner

kwiecień / Leuven/ corocznie

Great Belgian Beer Dinner jest jednym z najznakomitszych kulinarnych doświadczeń, opierającym się na zaangażowaniu w jakość. To ważne wydarzenie, odbywające się w świetnej lokalizacji, z wyśmienitymi piwami, najwyższej klasy jedzeniem oraz… 5 najlepszymi na świecie kucharzami.

Leuven Beer Weekend i Zythos BierFestival

kwiecień / Leuven, Brabanthal / corocznie / www.leuven.be/beercapital , www.zbf.be

W czasie ostatniego weekendu kwietnia Leuven staje się prawdziwą belgijską stolicą piwa. Odwiedzający mogą spróbować tam około 500 różnych piw zaproponowanych przez setkę różnych browarów z okazji Zythos BierFestival. Są też organizowane pochody piwne, warsztaty, piwne szlaki w Leuven oraz degustacje w miejskim browarze Domus. Także największy na świecie koncern browarniczy AB InBev otwiera z tej okazji swoje bramy dla zaciekawionych odwiedzających. Program otwiera festyn w centrum miasta w sobotę 28 kwietnia. Niektóre hotele oferują zaskakujące pakiety „piwne”, podczas gdy liczne restauracje serwują wyśmienite potrawy na bazie piwa.

Toer de Geuze

maj / Brabancja Flamandzka, Pajottenland, Dolina Skaldy / biennale / www.toerdegeuze.be

W czasie tego codwuletniego wydarzenia wytwórcy piw typu lambic i geuze otwierają swoje drzwi dla publiczności. Oferowane jest darmowe zwiedzanie z przewodnikiem, a także oczywiście możliwość spróbowania w pomieszczeniach produkcyjnych lambica, geuze, krieka i innych piw. Do browarów i mieszalni dostać się można samochodem lub rowerem bądź też zarezerwować można miejsce w autobusie turystycznym, który zawiezie was do różnych browarów. 2019 rok będzie XII edycją tego wydarzenia.

Bierpassie Weekend

czerwiec / Antwerpia, Grote Markt / corocznie / www.beerpassion.com

Bierpassie Weekend („Weekend pasji do piwa”) jest idealną okazją dla koneserów piwa i zytologów (specjalistów od warzenia i serwowania piwa) do odkrycia piękna Antwerpii i smaku olśniewającego asortymentu piw belgijskich. Groenplaats, jeden z najpiękniejszych antwerpskich placów, gości około 40 browarów prezentujących ponad 200 piw, a festiwal oferuje swoim gościom szansę odkrycia bogatej palety smaków piwa belgijskiego najwyższej jakości.

Hapje Tapje

sierpień / Leuven, centrum / corocznie / www.hapje-tapje.be

Wydarzenie kulturalne par excellence w centrum Leuven z licznymi stoiskami, gdzie restauracje z miasta serwują swoje najsmaczniejsze specjały. Oude Markt zmienia się w wielki rynek piwny, gdzie sprzedaje się wyłącznie ekskluzywne i unikatowe piwa. W wyścigu barmanów rywalizuje ze sobą barmańska śmietanka Leuven, podczas gdy szefowie kuchni urządzają oszołamiające widowisko kulinarne na Grote Markt.

Bollekestfeest

sierpień / Antwerpia, Grote Markt i otaczające ulice / corocznie / www.bollekesfeest.be

Gwarantujący dobrą zabawę kulinarny festiwal miejski dla epikurejczyków, podczas którego będą mogli oni spróbować antwerpskich produktów regionalnych oraz się w nie zaopatrzyć, a także zobaczyć wyjątkowe występy lokalnych artystów.

Belgian Beer Weekend

wrzesień / Bruksela, Grote Markt i Taborastraat / corocznie / www.belgianbrewers.be

Wydarzenie, które pozwala ze stylem celebrować belgijską i brukselką tradycję piwowarską: piwa jasne, białe, bursztynowe, owocowe i mocne. Wszystkie te piwa na bazie chmielu znajdziecie przez cały weekend na miejscu, na Grote Markt i ulicach otaczających Bourse (giełdę), gdzie możliwa będzie ich degustacja, z umiarem – ma się rozumieć!

Modest Beer Festival

październik / Antwerpia / corocznie / www.modestebierfestival.be

Modest Beer Festival („Festiwal Skromnego Piwa”) swoją nazwą oddaje hołd Modestowi Van den Bogaert, który dołączył do browaru De Koninck zaraz po wojnie oraz przedwczesnej śmierci swojego ojca. Prowadził browar przez ponad 50 lat. Modest oznacza również „skromny”, dlatego wyłącznie małe belgijskie browary są zaproszone na ten festiwal.

Kerstbierfestival

grudzień / Essen / corocznie / www.kerstbierfestival.be

O.B.E.R. (Objective Beer tasters Essen Region) organizuje swój Kerstbierfestival („Świąteczny festiwal piwa”) co roku. Odwiedzający przez dwa dni spróbować mogą około 170 świątecznych i zimowych piw belgijskich w 150 ml kubeczkach. Proponowana lista piw uważana jest za jedną z najlepszych na świecie i uwzględnia wiele interesujących piwnych skarbów jak i klasyki z całego świata. W 2014 roku na festiwal w Essen przybyły 3 tys. miłośników spragnionych świątecznego piwa. I to nie tylko z Belgii! W czasie festiwalu zapewniony jest autobus kursujący między dworcem głównym a terenem festiwalu.

Fakty i liczby

Liczba browarów we Flandrii: ok. 100.

Liczba browarów w Belgii: ok. 160.

Liczba pracowników belgijskiego piwowarstwa:

  • bezpośrednich: 4 469,
  • pośrednich: 45 000.

Roczne przychody browarów belgijskich: 2,2 mld €.

Liczba belgijskich profilów smakowych: 700.

Liczba belgijskich marek piwa: 1 500.

Liczba uczestników Belgian Beer Weekend: 75 000. Belgian Beer Festival, szanowany ze względu na swój rozmiar i istoność, jest jednym z 10 największych festiwali piwa na świecie.

Całkowita produkcja piw belgijskich: 18 068 783 hektolitry.

Eksport piw belgijskich: 11 073 469 hektolitry.

Belgia znana jest ze swoich czterech metod fermentacji: niskiej, wysokiej, spontanicznej i mieszanej. Belgia reprezentuje 1% światowej produkcji piwa, a ilość eksportowanego alkoholu dwukrotnie przewyższa produkcję krajową.

Konsumpcja piwa w Belgii: 72 litry/osobę/rok.

Nowa technologia zrewolucjonizuje silniki elektryczne. Zwiększy wydajność i zasięg pojazdów oraz samolotów z napędem elektrycznym

Nowa technologia zrewolucjonizuje silniki elektryczne. Zwiększy wydajność i zasięg pojazdów oraz samolotów z napędem elektrycznym 10

Przyszłością transportu są nie tylko elektryczne samochody, ale również elektryczne samoloty i pojazdy kosmiczne. Już teraz w Norwegii testowane są dwumiejscowe samoloty elektryczne, a pierwsze pasażerskie loty planowane są w 2025 roku. Problemem w rozwoju elektromobilności jest wysokie zużycie energii w silnikach elektrycznych. W najbliższym czasie ta bariera może już jednak zniknąć. Estoński start-up opracował technologię, która pozwala pojazdom elektrycznym zużywać mniej energii z akumulatora, a tym samym – znacząco zwiększa ich zasięg.

Pojazdy z napędem elektrycznym są przyszłością transportu. To nie tylko samochody i autobusy, których jest coraz więcej na ulicach – np. w Skandynawii już teraz ponad połowa nowo rejestrowanych pojazdów to hybrydy lub pojazdy elektryczne. Ekologiczne mogą być też samoloty i pojazdy kosmiczne. Największymi barierami w rozwoju elektromobilnosci były dotychczas niska dostępność stacji ładowania i żywotność baterii. Dzięki estońskiemu start-upowi, jedną z tych przeszkód można wyeliminować.

– Jesteśmy małym startupem, który wynalazł nowy sposób sterowania silnikami elektrycznymi. Cechuje się on większą wydajnością energetyczną niż obecnie dostępne rozwiązania. Stworzyliśmy innowacyjną technologię napędzającą wybrane silniki przy mniejszych stratach ciepła i energii. Dzięki temu każdy elektryczny pojazd może przebyć dłuższy dystans, pobierając mniej energii z akumulatora – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Pavel Kirienko z firmy Zubax Robotics.

Opracowana przez Zubax Robotics technologia pozwala pojazdom elektrycznym zużywać mniej energii z akumulatora. Wysoka sprawność i wynikający z tego mniejsze rozpraszanie ciepła pozwala napędom osiągnąć wyższą wydajność w mniejszych obudowach. Lepsza jest też dynamika. Zastosowanie technologii w pojazdach elektrycznych przełoży się na ich większy zasięg. Jak podkreśla ekspert, technologia znajdzie zastosowanie zwłaszcza w sektorze kosmicznym oraz lotniczym.

– Moim zdaniem elektryczne statki powietrzne mają duży potencjał, który wykracza poza kwestie, takie jak niezawodność czy koszty. Na przykład podzespoły do pionowego startu i lądowania są bardzo trudne do zastosowania w silnikach o spalaniu wewnętrznym. Silniki elektryczne zapewniają natomiast nowe możliwości konstrukcyjne i mogą mieć znaczny wpływ na całą branżę – przekonuje Pavel Kirilenko.

Samochody elektryczne, choć w Polsce jest ich jeszcze stosunkowo mało, stają się coraz popularniejsze. To jednak dopiero początek na drodze elektrycznych środków transportu. Już wkrótce dołączą do nich elektryczne samoloty. Pierwsze testy już trwają. Avinor, czyli operator norweskich lotnisk poinformował, że do 2040 roku wszystkie krótkodystansowe loty w Norwegii będą się odbywać za pomocą elektrycznych samolotów. W 2025 roku mają się odbyć pierwsze loty pasażerskie. Opracowane przez Zubax Robotics rozwiązanie może ten proces przyspieszyć.

– Na pewno czekają nas zmiany na lepsze w dziedzinie akumulatorów i baterii, ponieważ istnieje ogólne zapotrzebowanie na wyższej jakości baterie do zasilania smartfonów, laptopów, samochodów elektrycznych, a obecnie także do elektrycznych statków powietrznych i satelitów. W sektorze panuje duży nacisk na opracowywanie coraz to lepszych technologii, więc w perspektywie kolejnych 5-10 lat czeka nas przełom – ocenia Pavel Kirilenko.

Firma Zubax Robotics zwyciężyła w konkursie dla start-upów PowerUp. W nagrodę, oprócz 30 tys. euro, dostała szansę na zaproszenie do prestiżowego akceleratora Highway by InnoEnergy.

Zmiany w polityce migracyjnej, które pokochają pracodawcy, bo przyciągną więcej cudzoziemców

Mniejsza rotacja i większa skłonność do zatrudniania cudzoziemców na wyższym szczeblu, zachęta dla małżeństw do osiedlania się w Polsce i cyfryzacja procedur – to trzy najważniejsze, pozytywne efekty proponowanych przez rząd zmian w polityce migracyjnej. Eksperci Personnel Service podkreślają, że nowe regulacje oznaczają spore ułatwienia dla firm, które wskazują formalności administracyjne jako główną trudność w zatrudnianiu m.in. Ukraińców (32% wskazań, „Barometr Imigracji Zarobkowej – I półrocze 2018”).

Zmiany w polityce migracyjnej to odpowiedź na potrzeby pracodawców, którzy mają coraz większe problemy ze znalezieniem kadry. W kwietniu mieliśmy najniższy poziom bezrobocia od 1990 roku, dlatego sięganie po pracowników ze Wschodu to coraz częściej konieczność. Nadal jednak, pomimo uproszczonej procedury zatrudniania, formalności i krótki czas pobytu cudzoziemców w Polsce, stanowią największe utrudnienie dla firm. Proponowane zmiany powinny znacznie ułatwić życie przedsiębiorców – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Po pierwsze, ograniczona rotacja i więcej Ukraińców na wyższych stanowiskach

Jedną z proponowanych zmian w polityce migracyjnej jest wydłużenie możliwości pracy na podstawie oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi (procedura uproszczona). Obecnie obywatele sześciu krajów (Ukraina, Białoruś, Rosja, Mołdawia, Gruzja, Armenia) mogą pracować w Polsce maksymalnie pół roku. Po zmianach będzie to już rok, co będzie miało dwa pozytywne skutki. Po pierwsze, zmniejszy się rotacja, która teraz, ze względu na krótki czas, jaki legalnie mogą spędzać obcokrajowcy w Polsce, jest całkiem spora. Po drugie, zwiększy się liczba ofert pracy dla obcokrajowców na stanowiska średniego i wyższego szczebla. Do tej pory było to nieopłacalne, ponieważ sam proces wdrażania pracownika trwa nieraz kilka miesięcy.

Po drugie, zachęta dla małżeństw

Rząd planuje również ułatwić wszystkim przybyszom spoza Unii Europejskiej uzyskiwanie zezwoleń na pracę i jednocześnie wydłużyć czas ich obowiązywania. Obecnie to najwyżej trzy lata, wkrótce ten okres może się zwiększyć do nawet pięciu lat. Ważniejsze jednak jest to, że małżonek osoby posiadającej już pozwolenie, nie będzie musiał starać się o taki dokument.

Przyznawanie małżonkom imigrantów pozwolenia na pracę z automatu to bardzo dobry pomysł. Tego właśnie nam teraz brakuje. Pracownicy m.in. z Ukrainy, chcą u nas pracować, ale doskwiera im rozłąka z rodziną. Z naszego „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że to dla nich główna trudność pracy w Polsce. Gdyby mogli sprowadzić ze sobą najbliższych decyzja o wyjeździe i zatrzymaniu się w naszym kraju na dłużej na pewno byłaby łatwiejsza – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Po trzecie, cyfryzacja procedur

W tym momencie, żeby złożyć oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, trzeba udać się do urzędu. Zgodnie z nowymi przepisami, które mogą obowiązywać już od początku 2019 roku, oświadczenia będzie można składać drogą elektroniczną. Taki model działa już w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim i znacznie skraca czas rozpatrywania wniosków.

Ekspert Personnel Service zwraca także uwagę, że warto byłoby stworzyć listę zweryfikowanych przedsiębiorstw zatrudniających cudzoziemców. Firmy znajdujące się na takiej liście mogłyby szybciej lub nawet automatycznie przechodzić procedurę weryfikacji oświadczeń. To byłby kolejny krok w stronę skrócenia czasu rozpatrywania wniosków.

Wciąż zamknięta otwarta bankowość

Za nieco ponad rok w Polsce zacznie obowiązywać unijna dyrektywa PSD2, która zrewolucjonizuje działalność banków, a także wpłynie na korzystanie z usług bankowych ich klientów. Banki mogą stać się platformami, przez które – za pomocą API (interfejs programowania aplikacji) – różne firmy będą realizowały operacje dla klienta. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte banki w Europie zaczynają już korzystać z możliwości, które daje otwarta bankowość. Pod tym względem przodują kraje skandynawskie i bałtyckie. Tymczasem tylko śladowa część danych polskich banków jest już dostępna przez otwarte API. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w realiach otwartej bankowości będzie mowa podczas wtorkowego panelu na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie.

Jak wynika z badania Digital Banking Maturity banki w Europie zaczynają już korzystać z możliwości, które daje otwarta bankowość. Jednak tylko śladowa część danych polskich banków jest udostępniana przez otwarte API. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w realiach otwartej bankowości będzie mowa podczas panelu na Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie.

Tegoroczne badanie Deloitte Digital Banking Maturity pokazało, że Polska – obok Rosji, Turcji, Szwajcarii oraz Hiszpanii – znajduje się wśród krajów, które można określić mianem cyfrowych liderów bankowości. Polskie banki osiągnęły lepsze wyniki od średniej w regionie EMEA (Europa, Afryka, Bliski Wschód) we wszystkich sześciu analizowanych ścieżkach: poszukiwaniu informacji o banku, otwieraniu konta, wdrożeniu klienta, codziennej bankowości, poszerzeniu relacji oraz zakończeniu relacji klienta z bankiem.

Jednak o tym, kto zostanie liderem w przyszłości zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość, czyli tzw. otwarta bankowość i usługi pozabankowe (beyond banking). – Dyrektywa PSD2 spowoduje, że banki ułatwią dostęp do rachunków i płatności swoich klientów, co będzie jednak dopiero pierwszym krokiem na drodze do otwartej bankowości, której symbolem są właśnie API – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Korzystanie z API przypomina proces wykorzystywany dzisiaj podczas wykonywania przelewu, z tym, że obecnie firmy świadczące takie usługi muszą zawierać osobne umowy z każdym z banków. Dzięki PSD2 nie będzie to konieczne, bo banki będą zobowiązane umożliwić komunikację swoich systemów z systemami podmiotów trzecich, właśnie za pośrednictwem interfejsu API.

Wciąż zamknięta otwarta bankowość

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że najbardziej zaawansowane pod względem otwartości API w Europie są banki w Finlandii, Estonii, Danii, Litwie, Rosji, Łotwie, a także Irlandii, Niemczech i na Słowacji. Polska znalazła się w grupie krajów, wraz z Węgrami i Włochami, w których sektor bankowy pozostaje niemal zamknięty na szanse, które niesie ze sobą dostęp do API.

Jak zauważają eksperci Deloitte dyrektywa PSD2 zobowiązuje banki jedynie do otwarcia sfery płatności. To czy stanie się podobnie z pozostałymi funkcjonalnościami zależy wyłącznie od ich dobrej woli. Chodzi, m.in. o monetyzację danych, usługi zaufania publicznego, sprzedaż produktów kredytowych i inwestycyjnych czy obsługę produktów bankowych. – Wiele zachodnich banków otworzyło swoje API i to zanim zaczęła obowiązywać PSD2 w znacznie szerszym zakresie niż wymaga tego dyrektywa. Dobrym przykładem jest, m.in.: hiszpańska grupa bankowa BBVA, która oprócz otwarcia podstawowych API, udostępnia własne produkty, usługi firmy trzeciej oraz monetyzuje dane – mówi Daniel A. Majewski, Menedżer w zespole Doradztwa Strategicznego dla sektora finansowego w Europie Środkowej.

Zdaniem ekspertów Deloitte potencjał funkcjonalności pozabankowych (tzw. beyond banking) łączących klientów z szerzej rozumianym cyfrowym ekosystemem jest jednak daleko większy i obejmuje również handel, podróże czy usługi publiczne. Dużą rolę w tym względzie odgrywają fintechy, których dynamiczny rozwój w wielu krajach zrewolucjonizował krajobraz usług bankowych. – Historia pokazuje, że jeśli nie wpuści się ich drzwiami, to i tak wejdą oknem. Tylko od polskich banków zależy jak proces otwartej bankowości będzie przebiegał. Zarówno w interesie ich samych, jak i ich klientów, jest to, by ta otwartość nie pozostała jedynie w sferze teoretycznej – podsumowuje Grzegorz Cimochowski.

Rynek autobusów elektrycznych i autonomicznych będzie się szybko rozwijał. To znacznie poprawi bezpieczeństwo na drogach

Rynek autobusów elektrycznych i autonomicznych będzie się szybko rozwijał. To znacznie poprawi bezpieczeństwo na drogach 11

Samorządy walczą o czystsze powietrze, m.in. stawiając na zero- i niskoemisyjny transport. W ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast pojawi się już ok. 3,5 tysiąca autobusów zasilanych paliwami alternatywnymi. Wyzwaniem wciąż pozostaje brak infrastruktury do ładowania i optymalizacja zużycia energii. Polska ma jednak potencjał, aby stać się europejskim liderem w dziedzinie elektromobilności – ocenia Håkan Agnevall, prezes Volvo Buses, który prognozuje również szybki rozwój autobusów elektrycznych i autonomicznych.

Władzom każdego miasta na świecie, również w Polsce, zależy na jakości powietrza. We wszystkich metropoliach na całym świecie ludzie umierają przez zanieczyszczone powietrze. Zatem problemy z tym związane, korki oraz hałas traktowane są przez miasta priorytetowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes c, prezes Volvo Buses.

Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w miastach takich jak Warszawa czy Kraków, gdzie do zanieczyszczenia powietrza przyczyniają się spaliny emitowane przez transport drogowy. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia – spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Europejska Agencja Środowiska podaje, że w Polsce stężenie szkodliwych dla ludzkiego organizmu cząstek PM2,5 jest najwyższe spośród wszystkich krajów UE (raport „Air Quality in Europe 2016”). Szacuje się, że z powodu chorób, do których przyczynia się zanieczyszczenie powietrza, takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia, każdego roku umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

Na początku czerwca został zainaugurowany rządowy program „Czyste powietrze”, który przewiduje szereg działań mających zaowocować redukcją emisji szkodliwych substancji i poprawą jakości powietrza w Polsce. O czystsze powietrze walczą również samorządy, które m.in. stawiają na zero- i niskoemisyjny transport. Z raportu opublikowanego w marcu przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych („Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej”) wynika, że transport publiczny przechodzi rewolucję – w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast pojawi się już ok. 3,5 tysiąca autobusów zasilanych paliwami alternatywnymi.

Wiele miast na świecie chce mieć zrównoważony transport publiczny, który nie korzysta z paliw kopalnych. Jednym z rozwiązań, które znajdują się w sferze ich zainteresowań, jest elektromobilność. W Volvo Buses elektromobilność to jedno z flagowych rozwiązań w zakresie zrównoważonego transportu dla miast przyszłości. Bardzo duże zainteresowanie elektromobilnością wykazuje Polska, która ma potencjał, aby stać się europejskim liderem w tej dziedzinie – mówi Håkan Agnevall.

Elektryfikacja transportu to jeden z priorytetów obecnego rządu. Przyjęta w styczniu tego roku ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zobowiązuje samorządy do rozwijania ekologicznego transportu. Wymagany udział autobusów zeroemisyjnych w miejskich flotach ma wynieść 5 proc. do 2021 roku i 30 proc. do 2028 roku – ten wymóg dotyczy osiemdziesięciu gmin i powiatów o liczbie mieszkańców przekraczającej 50 tys.

– Dla miasta, które chce wprowadzać elektromobilność, problemem nie są pojazdy, ale infrastruktura. Po pierwsze, trzeba stworzyć infrastrukturę do ładowania pojazdów. Trzeba wziąć pod uwagę topografię i klimat miasta w celu zoptymalizowania zużycia energii. Trzeba się liczyć z komplikacjami, nie wystarczy samo kupno autobusu elektrycznego. Wiele miast na świecie dopiero uczy się radzić sobie z tymi wyzwaniami – zauważa Håkan Agnevall.

Brak infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych to jak na razie jeden z głównych czynników, które hamują rozwój tego rynku. Jednak wedle rządowych planów do 2020 roku ma już powstać blisko czterysta szybkich stacji ładowania elektryków i około sześć tysięcy publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Prezes Volvo Buses prognozuje, że w kolejnych latach nastąpi też szybki rozwój pojazdów autonomicznych, ale minie jeszcze kilka lat, zanim samojeżdżące samochody czy autobusy pojawią się na ulicach miast.

Na razie dysponujemy rozwiązaniami, które pomagają kierowcom w sprawnym prowadzeniu pojazdów, omijaniu przeszkód czy osób, które wtargnęły na jezdnię, czyli takich, które podnoszą bezpieczeństwo na drodze. Kolejnym krokiem będzie stworzenie stacji dla pojazdów, które umożliwią samodzielne tankowanie, przejazd do myjni itp. W trzeciej fazie przewidujemy wyznaczenie buspasów dla pojazdów autonomicznych. Trzeba jednak zaznaczyć, że minie jeszcze sporo lat, zanim zobaczymy w centrum Warszawy w pełni autonomiczne autobusy, ponieważ mimo dynamicznego rozwoju tej technologii jej zastosowanie wciąż jest wyzwaniem. Pojazdy autonomiczne będą wprowadzane stopniowo – mówi Håkan Agnevall.

Volvo Buses ma we Wrocławiu fabrykę autobusów elektrycznych, w której zatrudnia prawie cztery tysiące pracowników – w tym prawie tysiąc inżynierów, rozwijających nowe technologie. Elektryki projektowane przez polskich inżynierów z Wrocławia trafiają na rynek polski, ale też m.in. do Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

Pracujemy nad nową platformą produkcji autokarów, która właśnie została uruchomiona we Wrocławiu. Autokary te będą konstruowane i produkowane na potrzeby rynków w całej Europie. Inwestujemy w elektromobilność, a ściślej mówiąc, w kolejny etap jej rozwoju. Mamy bardzo interesujące perspektywy zarówno w zakresie nowych technologii, jak i bardziej tradycyjnych rozwiązań. Polska to dla nas interesujący rynek, ale również duży potencjał w zakresie kompetencji inżynierskich, któremu sprzyja współpraca z uczelniami wyższymi i rządem. Całość tworzy swoisty ekosystem, dzięki któremu Polska może stać się dużym ośrodkiem konstrukcyjno-produkcyjnym o zasięgu ogólnoeuropejskim – podkreśla Håkan Agnevall.

Kryptowaluty zrewolucjonizują rynek płatniczy. W przyszłości mogą być wydawane przez banki centralne i uznawane przez państwa

Kryptowaluty zrewolucjonizują rynek płatniczy. W przyszłości mogą być wydawane przez banki centralne i uznawane przez państwa 12

Kryptowaluty mogą wywołać rewolucję w świecie pieniądza. W przyszłości powstanie pewna liczba oficjalnych kryptowalut, być może wydawanych przez banki centralne, które zostaną przyjęte przez państwa świata – przewiduje John Velissarios, Global Blockchain Technology Lead w Accenture. Obecnie banki bardziej niż kryptowalutami interesują się jednak technologią blockchain, na której bazują cyfrowe waluty. Wdrażanie rozwiązań opartych na tzw. łańcuchu bloków rozpoczęły już niemal wszystkie największe instytucje finansowe.

 Technologia blockchain jest uważana za rewolucyjną, ponieważ jej zastosowanie pozwala wprowadzać rozwiązania, które dotąd nie były możliwe. Blockchain dzięki zastosowaniu licznych mechanizmów bezpieczeństwa pozwala budować bezpośrednie relacje pomiędzy podmiotami i eliminować pośredników. Ta technologia jest przydatna zwłaszcza tam, gdzie sieć powiązań jest rozległa i do jej funkcjonowania potrzebne jest zaufanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes John Velissarios, managing director, Global Blockchain Technology Lead w Accenture.

Jako przykłady obszarów, w których z powodzeniem można zastosować technologię blockchain, podaje m.in. finanse, spedycję, łańcuchy dostaw w różnych branżach, a także cyfrową tożsamość.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona baza danych oparta na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Blockchain nie tworzy jednej centralnej jednostki. Jego podstawowym elementem jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Informacje w blockchainie są zapisane nieodwracalnie i nie da się ich sfałszować ani usunąć bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

– Blockchain to łańcuch bloków połączonych ze sobą, dzięki czemu mamy pewność, że nikt nie ingerował w żadną transakcję ani żadne informacje. Wszystkie dane zapisane w ten sposób pozostają nienaruszone i jawne dla wszystkich uczestników – mówi John Velissarios.

Sama technologia blockchain nie jest nowa – powstała w 2008 roku jako fundamentalny element bitcoina, kryptowaluty służącej do przeprowadzania transakcji bezpośrednich w internecie. Bitcoiny są pierwszym i najbardziej znanym zastosowaniem blockchaina.

 Sądzę, że ostatecznie powstanie pewna liczba oficjalnych kryptowalut, być może wydawanych przez banki centralne, które zostaną przyjęte przez państwa świata. Trudno powiedzieć, czy kryptowaluty są przyszłością światowego systemu monetarnego, ale jeśli przyjrzymy się kierunkom ich rozwoju, to zobaczymy, że nie jest to już ewolucja, ale prawdziwa rewolucja w świecie pieniądza – ocenia John Velissarios.

Według aktualnych statystyk CoinMarketCap obecnie istnieje ponad 1,6 tys. kryptowalut, a łączna kapitalizacja tego rynku wynosi ok. 250 mld dol., z czego 104 mld dol. to bitcoin (BTC), którego cena biła kolejne rekordy pod koniec ubiegłego roku. Ponieważ kryptowaluty – często określane mianem gorączki złota XXI wieku – zapewniają anonimowość, można je szybko przetransferować w dowolny zakątek świata, a ponadto opierają się na innowacyjnej technologii, część ekspertów jest przekonana, że zrewolucjonizują rynek finansowy i stworzą podwaliny pod całkiem nowy, globalny system płatniczy.

Banki – bardziej niż samymi kryptowalutami – interesują się na razie technologią, na której bazują cyfrowe waluty. Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od lat. Był to jeden z ważniejszych tematów poruszanych na tegorocznym światowym Forum Ekonomicznym w Davos oraz podczas zakończonego niedawno Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

 Istnieje wiele zastosowań technologii blockchain niezwiązanych z płatnościami, szczególnie w zakresie monitorowania produktów w łańcuchu dostaw, a także elektronicznego głosowania, cyfrowej tożsamości czy odczytu różnego rodzaju liczników. Większość mojej pracy związana jest jednak z usługami finansowymi  – mówi John Velissarios.

Blockchain jest przedmiotem zainteresowania wszystkich najważniejszych banków i instytucji finansowych. Również w Polsce sektor bankowy będzie wykorzystywał tę technologię m.in. w celu rozwiązania problemu tzw. trwałego nośnika, co będzie jednym z pierwszych szerokich jej zastosowań w naszym kraju. W tym wypadku chodzi o zapewnienie mechanizmu zaufanej komunikacji między bankami a ich klientami w zakresie udostępnianych dokumentów (regulaminów, tabel oprocentowania, taryf opłat i prowizji etc.) i tym samym spełnienie wymagań Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Rozwiązanie oparte na blockchainie, stworzone we współpracy z Accenture i IBM, przetestowane podczas Proof Of Concept przy zaangażowaniu największych banków, oferuje Krajowa Izba Rozliczeniowa.

DNB: Spowolnienie gospodarcze jest nieuniknione. Wielkiego kryzysu jednak nie będzie, bo świat nauczył się im przeciwdziałać

DNB: Spowolnienie gospodarcze jest nieuniknione. Wielkiego kryzysu jednak nie będzie, bo świat nauczył się im przeciwdziałać 13

Dobra sytuacja makroekonomiczna Polski i strefy euro może już długo nie potrwać – oceniają eksperci. Mamy do czynienia z najdłuższym okresem wzrostu gospodarczego, trzecim co do długości w powojennej historii. Dynamika wzrostu PKB w Polsce w 2018 roku może sięgnąć 4,4 proc. Niepokoić może jednak niski poziom inwestycji prywatnych, pogłębiający się problem braku rąk do pracy i duża nadpłynność rynku finansowego. Dużego krachu jednak się nie spodziewamy, bo świat nauczył się im przeciwdziałać – mówi Marcin Prusak z Banku DNB.

W Polsce – według wstępnych danych GUS – PKB w I kwartale br. był wyższy o 5,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. Głównym czynnikiem wzrostu pozostawała konsumpcja oraz inwestycje sektora publicznego. Tak dobre wyniki utrzymujące się przez długi czas mogą oznaczać, że zbliża się szczyt cyklu koniunkturalnego, a tym samym – także spowolnienie.

– W najbliższej przyszłości, np. w perspektywie dwunastu miesięcy, nadal będziemy obserwować dosyć dobry obraz gospodarki. Nie widać bezpośrednich zagrożeń, żeby coś tu się miało zmienić. W beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu, chociażby inwestycje prywatne, które są na bardzo niskim poziomie. Nigdy nie odbiły się od momentu załamania dwa lata temu i jest duża niepewność, kiedy ponownie pójdą w górę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Prusak, członek zarządu ds. bankowości korporacyjnej w DNB Bank Polska.

W I kwartale tego roku inwestycje w Polsce wzrosły o 8,1 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z gorszych wyników w Europie, także wśród krajów regionu, np. na Węgrzech dynamika przekroczyła 17 proc.

Zdaniem Marcina Prusaka czynnikiem, który może negatywnie wpłynąć na dynamikę wzrostu PKB, może być sytuacja makroekonomiczna w krajach Unii Europejskiej, przede wszystkim w Niemczech. Niewielkie tempo wzrostu zamówień eksportowych w niemieckim przetwórstwie może osłabić popyt na wytwarzane w naszym kraju towary (indeks PMI spadł do najniższych poziomów od 2016 roku).

– W dłuższej perspektywie wydaje się, że cieniem kładącym się na gospodarce może być także sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony jest ona bardzo pozytywna – historycznie niskie bezrobocie, stan niemalże pełnego zatrudnienia, a z drugiej strony wiemy, że powoduje to istotne bariery rozwoju dla wielu przedsiębiorstw – wskazuje członek zarządu Banku DNB.

Problemem jest też duża nadpłynność na rynku finansowym, która, jak wynika z danych Fitch, będzie się utrzymywać. Polska jest również jedynym krajem, gdzie dynamika przyrostu kredytów będzie niższa w skali roku.

 Dobra sytuacja gospodarcza powoduje szybki wzrost oszczędności prywatnych, które są potem lokowane w bankach. Banki z kolei, przybierając na sile pod względem akcji depozytowej, nie są w stanie dokładnie tego zaalokować do akcji kredytowej, bo popyt na kredyt jest ograniczony. W tym roku należy spodziewać się zmniejszonej dynamiki akcji kredytowej w stosunku do poprzedniego roku. To pokazuje, że banki mają problemy z alokacją tych pieniędzy na rynku, marże idą w dół, a efektywność kapitałowa banków jest nadwyrężona –wyjaśnia Marcin Prusak.

Zdaniem eksperta, choć pojawiają się ryzyka, które wskazują na możliwość recesji, nie będzie ona tak duża, jak krach gospodarczy sprzed 10 lat.

– Banki centralne nauczyły się reagować na tego typu spowolnienie. Mam na myśli luzowanie ilościowe, które dosyć dobrze zadziałało w USA i całkiem przyzwoicie w strefie euro. Wydaje mi się, że świat nauczył się przeciwdziałać wielkim kryzysom, powodując, że ten cykl koniunkturalny staje się trochę bardziej wypłaszczony – ocenia Marcin Prusak.

Na razie jednak ożywienie gospodarcze sprawia, że banki centralne podnoszą stopy procentowe. Według prognoz Fitch, Fed podniesie stopy w Stanach Zjednoczonych w tym roku czterokrotnie, a w 2019 roku – trzykrotnie. Ostatnia podwyżka o 25 punktów bazowych podniosła je do przedziału 1,75–2 proc.

 Fed widzi, jak bardzo zmieniła się sytuacja na rynku pracy w USA i po długim, powolnym ożywieniu rynek pracy w USA zbliża się do pełnego zatrudnienia, nienotowanego od czasu kryzysu. Przekłada się to na wzrost płac i wyzwaniem na rynku amerykańskim staje się znalezienie wykwalifikowanych pracowników. Uważamy, że jest to jeden z kluczowych elementów, który powoduje, że Fed podejmuje decyzje o podwyżkach stóp procentowych – uważa Małgorzata Kleniewska-Wodtke, prezes zarządu Fitch Polska.

Europejski Bank Centralny zdecydował w połowie czerwca o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Zostaną utrzymane co najmniej do lata 2019 roku. Według prognoz Fitch z początku rok EBC dokona korekty o 50 punktów bazowych w 2019 roku.

 Trendy w zakresie ratingów są pozytywne, ale bierzemy również pod uwagę kluczowe ryzyka, które mogą wystąpić, zmianę stóp procentowych, wyzwania fiskalne – aczkolwiek bardziej w 2019 roku niż w 2018, także politykę handlową i ryzyka polityczne – wymienia Małgorzata Kleniewska-Wodtke.

Fitch prognozuje, że w tym roku światowe PKB wzrośnie o 3,3 proc., ale wskaźnik ten dla krajów rozwijających się będzie znacznie wyższy. W Polsce – według zaktualizowanych prognoz – ma wynieść 4,4 proc.