Lider branży hotelowej inwestuje w młode firmy. Pomogą w tworzeniu i wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów

Lider branży hotelowej inwestuje w młode firmy. Pomogą w tworzeniu i wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów 1

Grupa AccorHotels jako jedna z pierwszych w hotelowej branży nawiązuje współpracę ze start-upami. Chce zyskać świeże spojrzenie oraz rozwiązania, jakie hotele mogą zaoferować gościom dzięki nowym technologiom. Najlepsze pomysły wyłonione w czasie Guest Experience Challange sieć wdroży w swoich obiektach w Europie Wschodniej. W nowych technologiach AccorHotels upatruje szansy na zdystansowanie konkurencji. 

– Żyjemy w niezwykle spersonalizowanym świecie, w którym każdy chce robić i mieć coś własnego, żyjemy w świecie zdigitalizowanym, w którym wszystko dzieje się szybciej i wszystko jest ze sobą połączone. Novotel przez ostatnie 50 lat wyznaczał trendy w branży. Chcemy w tym miejscu połączyć najlepsze cechy obydwu tych światów – ultrapersonalizacji i cyfryzacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-Yves Besnard, Head of digital projects, social & digital learning practice for Eastern Europe w Grupie AccorHotels.

Jeden z największych na świecie operatorów hotelowych szuka nowatorskich koncepcji. Chce przekształcić łazienki w swoich obiektach, korzystając z nowych rozwiązań technologicznych. W tym celu AccorHotels organizuje Guest Experience Challenge – warsztaty start-upowe w formie konkursu. Zadaniem zgłoszonych zespołów będzie prezentacja innowacyjnych pomysłów dla hotelowych łazienek, a najlepsze z nich zostaną wdrożone w hotelach AccorHotels w Europie Wschodniej.

– Chodzi np. o interaktywne lustra, o różne zapachy wprowadzane do pokojów i łazienek, o specjalne oświetlenie, ale również o to, jak możemy za pomocą telefonu komórkowego decydować o natężeniu światła i innych funkcjach. To też fitness i różnego rodzaju ćwiczenia, które można wykonywać, a także mierzenie różnych parametrów zdrowotnych. Takie pomysły będziemy sprawdzać, żeby w najbliższej przyszłości móc je wprowadzić w naszych hotelach – zapowiada Jean-Yves Besnard.

Pierwsze pilotażowe warsztaty Guest Experience Challenge odbyły się już w Warszawie. Zadanie konkursowe polegało na stworzeniu rozwiązania technologicznego, które zwiększy u gości poczucie komfortu i zadowolenia z pobytu.

– Główną nagrodą jest 4,5 tys. euro i obietnica współpracy z naszą marką, czyli wprowadzenie rozwiązań tej firmy w naszych hotelach w Europie Wschodniej – mówi Jean-Yves Besnard.

Zwycięska drużyna będzie też mogła zamienić nagrodę pieniężną na możliwość przedstawienia swojego pomysłu przed Central Innovation Unit w Paryżu i powalczyć o globalny kontrakt.

Novotel to jeden z pierwszych brandów w branży hotelarskiej, który nawiązuje współpracę ze start-upami, żeby zyskać świeże, kreatywne spojrzenie na doświadczenia, jakie hotele mogą zaoferować gościom dzięki nowym technologiom.

– Na ogół inkubatory działają w taki sposób, że współpraca ze start-upami odbywa się między różnymi branżami, a nie jest tak, że jedna firma przedstawia jakieś konkretne tematy do pracy dla start-upów. W Europie Wschodniej często jest tak, że start-upy boją się kontaktowania z dużymi korporacjami. My wykonujemy ten pierwszy krok i przyciągamy te firmy do nas – podkreśla przedstawiciel AccorHotels.

AccorHotels upatruje w nowych technologiach szansy na zdystansowanie konkurencji i utrzymanie pozycji lidera branży. Dlatego marka szuka projektów, które będą nowoczesne i atrakcyjne, funkcjonalne, łatwe do wdrożenia, a przy tym estetyczne. W kolejnych edycjach Guest Experience Challlenge marka będzie poszukiwać rozwiązań dla kolejnych obszarów w hotelu.

– Chcemy dostarczyć klientom najlepsze możliwe rozwiązania cyfrowe. One już dziś istnieją, np. nasi pracownicy mają wiele pomysłów na takie rozwiązania. Ale nie jesteśmy firmą taką jak Apple czy Google, nie zajmujemy się cyfryzacją na co dzień. Chodzi o to, żeby poznać jak najlepsze pomysły i przełożyć je na rozwiązania cyfrowe. Wszystko po to, żeby stworzyć dla gości jak najlepsze rozwiązania – mówi Jean-Yves Besnard.

Ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników. Tradycyjne ogłoszenia o pracę odchodzą do lamusa

Ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników. Tradycyjne ogłoszenia o pracę odchodzą do lamusa 2

Blisko 60 proc. kandydatów jest niedopasowanych do potrzeb pracodawców, a 40 proc. ma zbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Co drugi pracownik wskazuje, że w ogłoszeniach o pracę brakuje podstawowych informacji, przede wszystkim o wysokości zarobków. Zdaniem ekspertów skończył się już czas tradycyjnych ogłoszeń z ofertami pracy. Potencjalny pracownik traktowany jest jak klient, a firmy coraz częściej stosują nowoczesne narzędzia podczas rekrutacji.  

– Niewątpliwie najważniejszymi problemami, z jakimi borykają się aktualnie pracodawcy, to brak kandydatów. Ponad 50 proc. pracodawców zgłasza problemy z niedoborem kandydatów. W przypadku większości rekrutacji, około 60 proc. kandydatów to osoby niedopasowane do potrzeb pracodawców, blisko 40 proc. kandydatów ma zbyt wygórowane potrzeby finansowe, a około 20 proc. kandydatów w ogóle nie przychodzi na spotkania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Adamczyk, prezes zarządu serwisu Kariera.pl.

Historycznie niskie bezrobocie sprawia, że od miesięcy rynkiem pracy rządzą pracownicy. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w listopadzie stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie z października i wynosi 6,6 proc. To o 1,6 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Bez pracy pozostaje obecnie 1,06 mln Polaków (o 0,5 tys. osób mniej niż w październiku). To najniższe wskaźniki od 1991 roku. Rośnie zaś liczba wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do rzędów pracy – w listopadzie było to 128,3 tys.

– Duża liczba ofert niekoniecznie oznacza, że kandydat znajdzie ofertę odpowiednią dla siebie. Wręcz przeciwnie, kandydat powoli gubi się i nie do końca wie, o czym mówią te oferty. Informacje przekazywane w ofertach są zwykle niewystarczające lub nie w pełni wyczerpują zainteresowanie kandydata. Najważniejszą informacją, której brakuje w 80 proc. ofert, jest brak informacji o zarobkach – wskazuje Adamczyk.

W zdecydowanej większości ogłoszeń o pracę wynagrodzenie nie jest ujawniane, ponieważ najczęściej uzależnione jest od doświadczenia danego pracownika. Tylko 19 proc. firm decyduje się na upublicznienie oferowanych na danym stanowisku zarobków. W krajach anglosaskich, gdzie bezrobocie od lat utrzymuje się na niskim poziomie, zarobki są tradycyjnie określone w ogłoszeniu. Pozwala to nie tylko oszczędzić czas, lecz także przyciągnąć większą liczbę kandydatów.

– Najważniejsze problemy, które występują aktualnie na linii kandydat pracodawca, to te związane z opisem potrzeb, które ma pracodawca i na które odpowiada kandydat. Kandydaci nie wiedzą, gdzie będą pracować, co będą robić, za jakie pieniądze. Informacje podane w ofertach pracy są enigmatyczne i mówią o szerokim ogóle pewnego rodzaju potrzeb. To, co najbardziej interesuje kandydata, to konkretne informacje dotyczące projektów, które będzie realizował, otoczenia pracy i najważniejsze – pieniędzy, które ma zarabiać na danym stanowisku – wymienia ekspert.

Portale rekrutacyjne SMART Recruit Online oraz Jobsite oceniają, że podanie w ogłoszeniu widełek płacowych wpłynęło na wzrost zainteresowania ofertami o 30 proc. Brak takiej informacji, zwłaszcza w branżach cierpiących na brak wykwalifikowanej kadry, może się wiązać z małą liczbą osób rekrutujących. Sytuacja jednak powoli się zmienia. O ile w 2014 roku 3,5 proc. firm podawało w ogłoszeniu wynagrodzenie (dane GoldenLine), to obecnie jest to blisko co piąta firma (badanie dla HRK Employer Branding). Ubiegłoroczny dokument „Dobre praktyki spółek notowanych na GPW” przygotowany przez Giełdę Papierów Wartościowych rekomenduje przedstawianie raportów o polityce wynagrodzeń.

– Jednym z najważniejszych elementów, który poprawiłby efektywność rekrutacji, jest lepsza komunikacja. Aktualne metody rekrutacji, oparte na portalach o pracę i na ogłoszeniach, powoli odchodzą do lamusa. Czas na nową rekrutację, zwiększenie zakresu informacji i komunikacji między kandydatem a pracodawcą. Czas na przekazanie pracownikowi informacji, które są mu potrzebne, i kluczowe do wyboru danej oferty – podkreśla prezes Kariera.pl.

Firmy prześcigają się w oryginalnych ofertach pracy. Tam, gdzie jest największy niedobór wykwalifikowanej kadry, np. w IT, już niemal standardem stały się nieformalne spotkania. Niektóre firmy stawiają na oryginalne kampanie marketingowe: są obecne w grach komputerowych i organizują konkursy dla specjalistów. Do ofert pracy dołączane są też krótkie filmiki z wypowiedziami pracowników czy pokazujące miejsce pracy.

– Do najważniejszych narzędzi, które polepszają komunikację między pracodawcą a pracobiorcą, należą wszelkiego rodzaju narzędzia z zakresu talent acquisition marketing. Pozwalają one dotrzeć do kandydatów pasywnych, którzy na co dzień nie szukają pracy. Co najważniejsze, pozwalają przekazać im pełną informację, która umożliwi szybkie i bezbłędne podjęcie decyzji – przekonuje Piotr Adamczyk.

Grudzień to okres żniw dla salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Ponad 40 proc. grudniowych przychodów generuje dzień przed Wigilią

Grudzień to okres żniw dla salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Ponad 40 proc. grudniowych przychodów generuje dzień przed Wigilią 3

Branża hair & beauty szykuje się na przedświąteczne oblężenie. Ponad 11 proc. wizyt w ciągu roku realizowanych jest w grudniu. Tłumy pojawiają się szczególnie tuż przed Wigilią. Salony fryzjerskie i kosmetyczne generują wówczas ponad 43 proc. zysku z całego miesiąca – wynika z raportu „Grudzień najbardziej dochodowy miesiąc w branży beauty” przygotowany w oparciu o dane uzyskane od klientów Versum. Branża czerpie zyski nie tylko z wizyt klientów, ale i sprzedaży bonów podarunkowych. Blisko 40 proc. wszystkich bonów sprzedawanych w drugiej połowie roku przypada na okres tuż przed świętami.

– Koniec roku w salonach hair & beauty jest wyjątkowo intensywny. Spośród wszystkich wizyt umawianych w całym roku, ponad 11 proc. wizyt jest realizowanych w grudniu. Wszyscy chcemy być piękni przed świętami, w stosunku do stycznia, w którym umawianych jest 5 proc. wizyt, jest to dwa razy więcej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Maśka, prezes zarządu Versum, firmy dostarczającej system do zarządzania salonami hair & beauty.

Z raportu „Grudzień najbardziej dochodowy miesiąc w branży beauty” przygotowanego w oparciu o dane uzyskane od klientów Versum wynika, że w grudniu Polacy umawiają więcej wizyt niż w innych miesiącach roku. W porównaniu ze styczniem, to ponad dwukrotnie więcej. Największym okresem żniw dla właścicieli salonów hair & beauty są dni tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

– Najbardziej intensywna jest druga połowa miesiąca, 22 grudnia to dzień w którym w salonach są największe tłumy. Wszyscy odkładają tą wizytę na możliwie późny dzień przed świętami żeby wyglądać najlepiej w momencie spotkań ze znajomymi i bliskimi – wskazuje Maśka.

Ponad połowa Polaków (56 proc.) czeka z wizytą na ostatnią chwilę i umawia się do fryzjera lub kosmetyczki przed samymi świętami. Jednak duża część (42 proc.)  wizytę w salonie piękności planuje z dużym wyprzedzeniem, w okresie od września do listopada.

– Kluczowe jest dobre zaplanowanie pracy, żeby w salonie było odpowiednio dużo pracowników, fryzjerów, kosmetyczek, którzy są w stanie przyjąć klientów, którzy zwlekali z umówieniem się na wizytę do ostatniej chwili – wskazuje ekspert.

Z danych Versum wynika, że choć najwięcej klientów przychodzi do salonów piękności 22 grudnia, to aż 43 proc. wszystkich zysków wygenerowanych w grudniu przez salony, przypada na dzień przed Wigilią.

– Może to być spowodowane tym, że wizyt w salonach jest realizowanych wtedy bardzo dużo, ale też wtedy sprzedawane są kosmetyki, bony podarunkowe czy vouchery, które stają się prezentami pod choinką – ocenia Maśka.

Sprzedaż bonów na usługi hair & beauty systematycznie rośnie. W 2016 roku z bonów sprzedanych w II połowie roku, 40 proc. przypadało na grudzień. W tym roku już od stycznia salony notują coraz większą sprzedaż bonów, zdaniem ekspertów grudzień może okazać się pod tym względem rekordowy.

– Bony w salonach hair & beauty to rosnący trend, są coraz częściej oferowane przez salony, ale również konsumenci ich poszukują. 40 proc. wszystkich bonów, które są sprzedawane w drugiej połowie roku, jest sprzedawanych zaraz przed świętami, co świadczy o tym, że stają się one naturalnym wyborem i na pewno wszyscy znajdziemy je pod choinką – mówi Sebastian Maśka.

Blisko 80 proc. PR-owców spotkało się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. Branża opracowała zbiór dobrych praktyk

Blisko 80 proc. PR-owców spotkało się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. Branża opracowała zbiór dobrych praktyk 4

Z ankiet przeprowadzonych wśród PR-owców wynika, że blisko 80 proc. zetknęło się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi na zakup takich usług. Narażają one agencje na duże koszty i przekładają się na jakość pracy. Związek Firm Public Relations opracował Białą Księgę – zbiór zasad, wskazówek i dobrych praktyk w postępowaniach przetargowych. Dokument poprzedził dwuletni dialog branżowy, w trakcie którego nad kształtem dokumentu debatowało blisko osiemdziesięciu ekspertów obu stron.

– Nieuczciwe praktyki na zakup usług PR mają szereg przeróżnego rodzaju form, zaczynając od tego, że brief, który otrzymujemy, jest czasem bardzo niekompletny, a agencja już wcześniej została wybrana. Trzeba też pamiętać o zapisach, które forsowane są już na samym początku, na etapie przetargowym, dotyczących na przykład trzymiesięcznych terminów płatności. To zabija branżę od środka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Stępak, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

W branży PR nieuczciwe praktyki przetargowe są dość powszechne – to główny wniosek ankiety, którą przeprowadziły w ubiegłym roku agencja Monday PR, Związek Firm Public Relations oraz serwis Proto.pl. Badanie pokazało, że 78 proc. PR-owców zetknęło się w swojej pracy z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. 70 proc. z nich skarży się na brak rozstrzygnięcia przetargu bez podania konkretnej przyczyny. Z kolei połowa spotkała się z późniejszym wykorzystaniem przez firmę pomysłów zawartych w ofercie przetargowej. Nierzadko zdarza się, że firmy organizują przetargi nie w celu wyłonienia agencji świadczącej usługi public relations, ale po to, by bezkosztowo zebrać jak największą liczbę pomysłów albo porównać ceny.

– Wiele przetargów odbywa się w sposób kompletnie nietrzymający jakichkolwiek norm, zaczynając od finansowych i merytorycznych, a kończąc na tym, w jaki sposób są rozstrzygane. Skala problemu wciąż jest duża, można powiedzieć, że średnio do 30–40 proc. przetargów mamy bardzo duże zastrzeżenia. Czasami dochodzi do tego, że Związek Firm Public Relations – jako organ w pewnym sensie kontrolny – musi interweniować i występować w imieniu agencji, ponieważ w takiej sytuacji bardzo trudno jest się porozumieć, żeby agencja później nie została naznaczona i wciąż była zapraszana do przetargów – mówi Sebastian Stępak.

ZFPR zwraca uwagę na to, że takie działania narażają agencje PR na duże koszty i przekładają się na jakość ich pracy. Zgodnie z dobrymi praktykami wszystkie zapraszane do przetargu agencje, które świadczą usługi public relations, powinny w tym samym czasie otrzymać jednakowe briefy, w których jasno sprecyzowane zostaną zadania i oczekiwania klienta oraz wysokość budżetu, który firma zamierza przeznaczyć na realizację usługi.

– Jest bardzo wiele sposobów na to, żeby przetarg wyglądał dobrze i uczciwie – jasne kryteria wyboru to absolutna podstawa. Trzeba też pamiętać o tym, ile agencji angażujemy w taki przetarg. Kiedy przeprowadzamy procedurę, w którą jest zaangażowanych 20–30 agencji, a takowe cały czas na rynku się zdarzają, to ocena merytoryczna choćby pięciu z tych propozycji już stanowi problem. My rekomendujemy 3–4 agencje w każdym przetargu, które są celowo dobrane pod kątem specjalizacji i potrzeb klienta – zauważa Sebastian Stępak.

Związek Firm Public Relations opracował Białą Księgę – zbiór zasad i dobrych praktyk w postępowaniach przetargowych na zakup usług PR. Dokument poprzedził dwuletni dialog branżowy, w trakcie którego nad kształtem dokumentu debatowali eksperci obu stron.

– Przez dwa lata ponadosiemdziesięciu wysokiej rangi ekspertów spotykało się na blisko czterdziestu spotkaniach, żeby wspólnie się zastanowić, jakie powinny być standardy w organizowaniu przetargów na usługi marketingowe – zarówno usługi agencji PR, jak i świadczących inne usługi komunikacyjne. To były spotkania pełne nerwów, ale też pełne pozytywnych emocji. Wydaje nam się, że w końcu udało się przygotować pewnego rodzaju drogowskaz, dokument, który będzie pomagał zarówno stronie agencyjnej, jak i osobom ze strony klienta zorganizować profesjonalnie przetarg – podkreśla Karolina Borkowska, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

Biała Księga zawiera wskazówki zarówno dla klientów, jak i agencji oraz podmiotów zajmujących się komunikacją marketingową dotyczące tego, jak prawidłowo powinien być przeprowadzony i rozstrzygnięty przetarg na zakup takich usług.

– Mam nadzieję, że dzięki temu nasz rynek stanie się bardziej profesjonalny, ale to tak naprawdę dopiero początek drogi – podkreśla Karolina Borkowska.

Równolegle Związek Firm Public Relations prowadzi też projekt pod nazwą Rate Card, którego celem jest większa transparentność oraz edukowanie zarówno firm i agencji PR, jak i ich klientów w zakresie tego, jak powinny być obliczane stawki za usługi public relations. Projekt ma też uświadomić agencjom, które składają swoje oferty w przetargach na usługi PR, że w bardzo wielu przypadkach konkurowanie ceną jest kompletnie nieuzasadnione i odbija się też na jakości merytorycznej świadczonych usług.

– Edukujemy zarówno firmy, jak i klientów o tym, w jaki sposób agencje PR zarabiają pieniądze, gdzie jest ich marża oraz jakie są koszty składowe. Kiedy dział zakupów decyduje, że chciałby zatrudnić daną agencję, pomagamy z dwóch stron: zrozumieć wycenę i zrozumieć, które elementy można negocjować, a które wpłyną bezpośrednio na jakość projektów. Agencjom też próbujemy przekazać, w jaki sposób powinny operować finansowo na co dzień i co za tym idzie – jak powinny dochodzić do swoich stawek na rynku – mówi Sebastian Stępak, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

Związek Firm Public Relations to organizacja zrzeszająca blisko czterdziestu profesjonalnych agencji PR, której celem jest reprezentacja branży oraz dbałość o standardy etyczne i zawodowe w usługach PR-owych.

W Warszawie może zacząć brakować nowych mieszkań. To pociągnie za sobą wzrost cen

W Warszawie może zacząć brakować nowych mieszkań. To pociągnie za sobą wzrost cen 5

Popyt na mieszkania w Warszawie jest tak duży, że w tym roku ma paść kolejny sprzedażowy rekord. Pod względem podaży nowych lokali sytuacja staje się coraz trudniejsza, więc jest ryzyko, że mieszkań zacznie brakować – ocenia prezes Dom Development. Fakt ten w połączeniu ze wzrostem kosztów budowy i brakiem siły roboczej w budownictwie może się przełożyć na odczuwalny wzrost cen w perspektywie nadchodzących kwartałów.  

– Rynek warszawski rozwija się znakomicie. Szacuje się, że łącznie w 2017 roku nabywców znajdzie prawie 28 tys. mieszkań. To rekordowy wynik, który oznacza podwojenie skali inwestycji w ciągu czterech lat. Pod względem popytu jest znakomicie, natomiast pod względem podaży – najprawdopodobniej mieszkań zacznie brakować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Szanajca, prezes zarządu Dom Development.

Jak podkreśla, w Warszawie coraz trudniej wprowadzać na rynek nowe projekty.

– Bardzo trudno uzyskać pozwolenie na budowę, warunki planistyczne są trudne i nie wiadomo, czy tak duży popyt zostanie zaspokojony przez wystarczającą podaż – podkreśla Szanajca.

Na wysoki popyt – zarówno w stolicy, jak i w całym kraju – złożyło się kilka czynników. Historycznie niskie stopy procentowe przekładają się na oprocentowanie i niską rentowność lokat bankowych. To w połączeniu z niepewnością co do innych form inwestowania spowodowało, że wielu Polaków zdecydowało się ulokować kapitał w nieruchomościach.

Rynek napędzał też rządowy program Mieszkanie dla Młodych, który w przyszłym roku zostanie wygaszony – co sprawiło, że część nabywców przestała odkładać decyzję o zakupie mieszkania, chcąc skorzystać jeszcze z rządowych dopłat w ramach MdM. Na to nakładają się jeszcze korzystne wskaźniki makroekonomiczne.

– Mamy niskie stopy procentowe, które według deklaracji NBP nie powinny się zmienić w 2018 roku. Mamy wzrost płac, który sięga prawie 7 proc. rocznie przy niskiej inflacji. Mamy wreszcie naturalny popyt inwestycyjny – wiele osób po prostu przekonało się do długotrwałej inwestycji w nieruchomości, zwłaszcza w mieszkania. Widać, że ten trend ma cechy trwałe – mówi Jarosław Szanajca.

Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec ubiegłego roku średnia cena mieszkania z rynku pierwotnego w Warszawie wynosiła 7,7 tys. zł za metr kwadratowy. Warszawa jest jednak największym, najdroższym i najbardziej zróżnicowanym rynkiem w Polsce – ceny zaczynają się już od około 5 tys. zł za metr kwadratowy w segmencie popularnym w peryferyjnych dzielnicach, a kończy nawet na 20–30 tys. zł na metr kwadratowy w przypadku prestiżowych inwestycji zlokalizowanych w samym centrum.

W ciągu trzech ostatnich lat te stawki podlegały tylko niewielkim wahaniom, co potwierdza raport Amron – SARFiN za III kwartał 2017 roku, z którego wynika, że w tym okresie średnia cena transakcyjna za 1 mkw. wzrosła o 1,8 proc. (83 zł). Jednak prezes Dom Development ocenia, że jeżeli na warszawskim rynku popyt zacznie znacząco przewyższać podaż – można się spodziewać odczuwalnego wzrostu cen.

– W ciągu najbliższego roku prawdopodobnie będziemy mieć równie niskie stopy procentowe, zamożność potencjalnych klientów cały czas rośnie, chęć do kupowania jest bardzo duża. Jeżeli taka sytuacja się utrzyma, a podaż nie będzie za tym nadążać, ceny mogą dość istotnie wzrosnąć. Tym bardziej że mocno rosną koszty budowy – mówi Jarosław Szanajca.

Wzrosty kosztów budowy wynikają z podwyżek cen materiałów i przede wszystkim – spadku dostępności siły roboczej. W tej chwili przy historycznie niskim bezrobociu (6,6 proc. na koniec października wg GUS) rynkiem pracy rządzą pracownicy. Natomiast budownictwo jest w czołówce branż, które mają największe kłopoty z pozyskaniem siły roboczej.

– Wzrost kosztów materiałów zazwyczaj hamuje szybciej, natomiast mamy do czynienia ze strukturalnym brakiem siły roboczej na rynku. Nie wiadomo, jak długo to potrwa ani jaki wzrost cen jeszcze wygeneruje – mówi Jarosław Szanajca.

Na warszawskim rynku preferencje nabywców są raczej stabilne. Jak wynika z danych Amron, najpopularniejsze są mieszkania o metrażu 40–60 mkw., które odpowiadają za około 40 proc. rynku. Popularne są też trzypokojowe lokale w przedziale 60–90 mkw., natomiast kawalerki i najmniejsze mieszkania, których metraż nie przekracza 40 mkw., odpowiadają za około jedną piątą rynku. Prezes Dom Development prognozuje, że ewentualny wzrost cen będzie najmniej odczuwalny właśnie dla nabywców popularnych mieszkań ze średniego segmentu.

– Segment popularny jest utrzymywany w ryzach zdolnością kredytową nabywców, czyli po prostu fizycznymi możliwościami tych, których stać albo nie stać na mieszkania popularne. Ruchy cenowe zazwyczaj zaczynają się w segmentach wyższych. Mieszkania o podwyższonym standardzie, które my głównie produkujemy i oferujemy, zazwyczaj cenowo rosną szybciej i znaczniej – mówi prezes zarządu Dom Development.

W III kwartale 2017 roku spółka wypracowała rekordowy dotychczas wynik 1 081 sprzedanych lokali, odnotowując 53-proc. wzrost rdr. Takie wyniki deweloper osiągnął przy kilkuprocentowym wzroście cen w porównaniu do roku poprzedniego. Łączna sprzedaż w pierwszych trzech kwartałach tego roku wyniosła 2 926 lokali, co oznacza wzrost o 45 proc. rdr.

Telemedycyna zastąpi gabinety lekarskie?

Telemedycyna zmienia oblicze rynku opieki zdrowotnej w Polsce. Pozwala na monitorowanie stanu zdrowia pacjentów, umówienie wizyty online, przechowywanie dokumentacji, co w efekcie sprzyja oszczędności czasu. Jak wynika z danych, opracowanych przez firmę LekSeek, liczba użytkowników aplikacji medycznych wzrosła średnio o ponad połowę w stosunku do ubiegłego roku. Łukasz Kamiński z LekSeek Polska wyjaśnia, jak w ostatnim czasie zmienił się rynek e-medycyny.

Rynek usług telemedycznych w Polsce jest relatywnie młody. Jak podkreśla Łukasz Kamiński, e-medycyna znacząco rozwinęła się za sprawą nowych technologii. Coraz popularniejsze stają się m.in. aplikacje medyczne, które pozwalają monitorować stan zdrowia pacjenta, zapisać się na wizytę online, a także przypominają o wizytach u lekarza oraz przyjęciu dawki leków.

Łukasz Kamiński z LekSeek Polska
Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska

„Mobilne oprogramowania, wspierające działanie służby zdrowia, w zasadzie zrewolucjonizowały podejście pacjentów do leczenia. Jak wskazują wyniki przygotowanego przez LekSeek raportu „E-zdrowie oczami Polaków“, około 75% procent ankietowanych preferuje otrzymanie elektronicznej recepty. Zaskakujące jest to, że nawet najstarsze grupy wiekowe są przychylne takim rozwiązaniom” – wyjaśnia Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska.

W samym 2017 roku na rynku pojawiło się kilkadziesiąt nowych medycznych aplikacji mobilnych, m.in.: PES, OneTouch Gabinet, Ulotki Leków, MyDr Diabetologia, Dr100, Gabinet drWidget, Riboo. Z danych LekSeek Polska wynika, że najpopularniejszymi aplikacjami mobilnymi w wersji na Android’a były: DrWidget Baza Leków, DrWidget ICD10 oraz DrWidget Interakcje, natomiast na system IOS: DrWidget ICD9, DrWidget ICD10, DrWidget ChPL.

Rekordowy wzrost odnotowała aplikacja „Szczepienia” – liczba pobrań wyniosła 1640% więcej niż w roku ubiegłym. Stronami internetowymi, stworzonymi dla lekarzy i farmaceutów, które w 2017 roku cieszyły się dużym zainteresowaniem były leksykon.com.pl, który zanotował o 123% więcej odsłon niż w 2016 roku oraz medkiosk.pl, który zanotował wzrost w wysokości 196%.

Zwiększyła się również – o 56 proc. – liczba użytkowników programu Gabinet drWidget.

Gabinet drWidget to oprogramowanie dla lekarzy, które pomaga im w codziennej pracy. Za jego pomocą mogą oni przechowywać wyniki i dane pacjentów w jednym miejscu. Platforma daje im również dostęp do bazy jednostek chorobowych, leków i procedur oraz możliwość wystawiania recept, skierowań czy też zwolnień” – tłumaczy ekspert LekSeek.

Eksperci twierdzą, że rynek telemedycyny nadal będzie się rozwijał i ma szansę na ogromny wzrost w ciągu najbliższych dwóch lat.

„Jak wynika z raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, ponad 65% Polaków uważa, że cyfryzacja służby zdrowia jest w Polsce słabo lub bardzo słabo rozwinięta. Ankietowani zapytani o rozwiązania, które usprawniłyby pracę lekarzy i placówek medycznych, najczęściej wskazywali wprowadzenie możliwości rejestracji online oraz wdrożenie zintegrowanego systemu do przechowywania danych, wyników i historii chorób pacjentów. Uważam, że stwarza to ogromne możliwości dalszej ekspansji na tym polu. Firma LekSeek zwiększyła zatrudnienie o 25 proc. w stosunku do ubiegłego roku i będziemy w dalszym ciągu się rozwijać – dodaje Łukasz Kamiński.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług. Na co zwrócić uwagę przy księgowaniu i dokumentowaniu?

Ewa Szpytko-Waszczyszyn, ekspert wFirma.pl
Ewa Szpytko-Waszczyszyn, ekspert wFirma.pl

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług. Na co zwrócić uwagę przy księgowaniu i dokumentowaniu?

Polskie firmy rozszerzają swoją działalność poza granice kraju. Często odbiorcami są klienci z Unii Europejskiej. W ujęciu podatkowym transakcje wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług są niekiedy rozliczane i dokumentowane inaczej niż sprzedaż krajowa. Podejmując się zatem świadczenia usług na rzecz kontrahentów z Unii, warto sprawdzić, na co zwrócić uwagę.

Miejsce wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług dla celów VAT

Miejscem wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na gruncie podatkowym nie zawsze jest miejsce, w którym sprzedawca faktycznie wykonuje usługę. A ponieważ miejsce świadczenia usługi ma znaczenie dla celów podatkowych (ustalenie miejsca opodatkowania), należy poznać przepisy ustawy o VAT definiujące te kwestie.

Miejsce świadczenia usług na rzecz firm z UE

Artykuł 28b ustawy o VAT określa ogólne zasady ustalania miejsca wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na rzecz innych firm, stanowiąc, że miejscem tym jest siedziba działalności gospodarczej nabywcy. Nie ma zatem znaczenia, gdzie znajduje się sprzedawca w momencie świadczenia usługi.

Wyjątkami od tej reguły są m.in.:
● usługi związane z nieruchomościami, w tym usługi świadczone przez rzeczoznawców, pośredników w obrocie nieruchomościami, usługi zakwaterowania w hotelach lub obiektach o podobnej funkcji, takich jak ośrodki wczasowe lub miejsca przeznaczone do użytku jako kempingi, użytkowania i używania nieruchomości oraz usługi przygotowywania i koordynowania prac budowlanych;
● usługi transportu pasażerów;
● usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe lub podobne, takie jak targi i wystawy, oraz usługi pomocnicze związane z usługami wstępu na te imprezy;
● usługi restauracyjne i cateringowe;
● usługi krótkoterminowego wynajmu środków transportu;
● usługi turystyki.

Miejsce świadczenia usług na rzecz osób prywatnych z UE
Artykuł 28c ustawy o VAT definiuje zasady ustalania miejsca wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na rzecz osób prywatnych. Przepisy stanowią, że w takim przypadku jest nim siedziba usługodawcy. Odwrotnie więc niż przy usługach na rzecz firm.

Jednak w tym przypadku także występują wyjątki:
● usługi pośrednictwa;
● usługi związane z nieruchomościami;
● usługi transportu towarów i pasażerów;
● usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe lub podobne, takie jak targi i wystawy, oraz usługi pomocnicze związane z usługami wstępu na te imprezy;
● usługi elektroniczne;
● usług telekomunikacyjne i nadawcze;
● usługi turystyki.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług wymaga rejestracji dla celów VAT-UE
Głównym obowiązkiem wynikającym z podjęcia świadczenia wewnątrzwspólnotowego usług jest rejestracja do celów VAT UE. Dokonuje się tego, składając w urzędzie skarbowym wniosek VAT-R (wypełniając przede wszystkim część C.3.). Obowiązek rejestracji dotyczy zarówno czynnych, jak i zwolnionych podatników VAT. W momencie rejestracji przedsiębiorca otrzymuje tzw. NIP europejski, czyli przedrostek PL przed swoim dotychczasowym NIP-em.

Dokumentowanie wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług
Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług dokumentowane jest fakturą. Gdy kupującym jest firma – czyli podatnik z innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej – faktura w polu danych sprzedawcy i nabywcy powinna zawierać ich numery VAT-UE.

W przypadku, gdy usługa podlega opodatkowaniu w kraju nabywcy, sprzedawca nie musi odprowadzać VAT w Polsce. Faktura wówczas nie musi być opatrzona w informacje dotyczące stawki czy wartości podatku VAT. Należy jednak mieć na uwadze, by na fakturze takiej zamieścić adnotację “odwrotne obciążenie”.

Gdy polska firma świadczy usługi na rzecz osób prywatnych z UE, na fakturze stosuje się zwykle Polską stawkę VAT bez konieczności zamieszczania dodatkowych adnotacji. Wyjątkiem będą usługi, dla których miejscem opodatkowania nie będzie kraj sprzedawcy, czyli np. usługi elektroniczne. W ich przypadku opodatkowanie powinno nastąpić w kraju nabywcy. Jest to w obecnej sytuacji wyjątek – osoby prywatne same nie opodatkują nabycia, stąd obowiązek odprowadzenia zagranicznego podatku VAT od tej transakcji spoczywa na sprzedawcy. Ma on wówczas dwa rozwiązania: rejestrować się do VAT w każdym kraju, do którego sprzedaje swoje usługi elektroniczne lub skorzystać z procedury VAT-MOSS, która uprości procedurę i ograniczy konieczność rejestracji w każdym z krajów.

Rozliczenie podatkowe wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług

Przy podatkowym rozliczaniu wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług, poza koniecznością wystawienia faktury polski sprzedawca musi jeszcze wykazać sprzedaż w odpowiednich deklaracjach VAT.

Usługi, które nie są opodatkowane w kraju nabywcy, czyli do których ma zastosowanie art. 28b, sprzedawca wykazuje w pozycji deklaracji VAT zatytułowanej “Dostawa towarów oraz świadczenie usług poza terytorium kraju”. Ponadto należałoby transakcję wykazać również w pozycji: “w tym świadczenie usług, o których mowa w art. 100 ust. 1 pkt 4 ustawy”. Zatem na deklaracji VAT kwota transakcji wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług będzie widniała dwa razy.

Dodatkowo wartość usług świadczonych w UE, dla których podatnikiem jest nabywca, będzie wykazywana w tzw. informacji podsumowującej VAT-UE – czyli w dodatkowej deklaracji poza deklaracją VAT-7/VAT-7K. Transakcje świadczenia usług wewnątrzwspólnotowych wykazuje się tam w rozbiciu na poszczególnych kontrahentów, uzupełniając część E formularza (w przypadku braku miejsca należy skorzystać z załącznika VAT-UE/C).

Informację VAT-UE, podobnie jak deklarację VAT, przesyła się do urzędu wyłącznie w formie elektronicznej. Należy pamiętać, że informację podsumowującą VAT-UE składa się wyłącznie za okresy miesięczne, tj. do 25. dnia miesiąca po zakończeniu miesiąca rozliczeniowego, w którym wystąpiła transakcja wewnątrzwspólnotowa. Nie ma więc obowiązku składania tzw. zerowych deklaracji, czyli deklaracji za okres, w którym nie wystąpiła żadna z transakcji wykazywana w informacji podsumowującej VAT-UE.

Usługi wykonane na rzecz osób prywatnych z Unii, które sprzedawca opodatkowuje w Polsce, powinny zostać ujęte wyłącznie w deklaracji VAT-7/VAT-7K, na takich samych zasadach co transakcje krajowe.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług nie jest zatem trudne w rozliczaniu. Wymaga jednak od podatników dopełnienia obowiązków rejestracyjnych, a następnie prawidłowego udokumentowania i opodatkowania, kończąc na wykazaniu w odpowiednich deklaracjach podatkowych.

Eric Kimberling radzi, jak uratować feralne wdrożenie ERP

Nie każda implementacja systemów ERP kończy się sukcesem. To samo tyczy się cyfrowej transformacji. Mimo ciężkiej pracy całego zespołu, na drodze do osiągnięcia zamierzonych celów pojawiają się większe lub mniejsze trudności, które mogą pełen potencjału projekt zamienić w sromotną porażkę. Eric Kimberling z Panorama Consulting radzi w 5. punktach, jak wyjść z kryzysu obronną ręką.

Ważne, by zaakceptować sytuację taką, jaka ona jest. Nie jesteś sam. Ponadto są rzeczy, które możesz zrobić, by wszystko naprawić i przywrócić projekt na właściwe tory. Akceptując to, że jego status może zmienić się na lepsze bierzesz pierwszy, niezwykle istotny krok w kierunku uzdrowienia sytuacji.

Gdy osiągniesz już poziom akceptacji, podejmij te 5 kroków, które pomogą tobie i twojemu zespołowi wyjść z impasu.

  1. Oceń szkody. Krok pierwszy polega na ustaleniu, gdzie dokładnie stoisz z projektem. Główny oficer informacyjny, manager projektu czy zespół odpowiedzialny za jego wdrożenie mogą być przytłoczeni wszystkimi jego ruchomymi częściami i kumulującymi się kosztami. Zatrudnienie niezależnej firmy doradczej w takiej sytuacji to strzał w dziesiątkę. Autonomiczni konsultanci przeprowadzą obiektywną ocenę projektu i oszacują, w jakim stadium obecnie się znajduje, a w jakim powinien. Dostarczą również proste w realizacji wskazówki, dzięki którym projekt wróci na właściwe tory.
  2. Skup się na ludziach i procesach. W większości przypadków, rozeznanie przeprowadzone w punkcie pierwszym pociągnie za sobą zmiany w podejściu do poszczególnych elementów projektu i przeniesie ciężar skupienia na zarządzanie zmianami organizacyjnymi i/lub zarządzanie procesami biznesowymi. Zbyt często projekty grzęzną od strony technologicznej, ale prawdziwe okazje, by sprowadzić projekt na właściwe tory związane są z ludźmi i procesami. Odsunięcie na bok kwestii technologicznych, wygospodarowanie czasu i skupienie się na dokładniejszym zdefiniowaniu procesów biznesowych oraz właściwej reakcji na opór organizacyjny w większości przypadków przełożą się na większy zwrot z inwestycji.
  3. Zastanów się nad alternatywami. Wiele zespołów zaraz po rozpoczęciu projektu czuje się uwięzionych. Innymi słowy, czują się tak, jakby musieli maszerować określoną ścieżką, na którą się na początku zdecydowali. W rzeczywistości, firmy dysponują wieloma drogami, którymi można doprowadzić projekt do końca. Spróbuj odpowiedzieć sobie na te przykładowe pytania: Czy oryginalny cel, którym się kierujesz jest odpowiedni na tym etapie projektu? Warto wziąć pod uwagę fakt, że na każdym kolejnym etapie widzisz więcej i wiesz więcej. Może istnieją sposoby, które sprawią, że projektem będzie się lepiej zarządzać? Czy posiadasz odpowiednich członków zespołu? Czy wybrana wcześniej integracja systemowa na pewno jest najlepszym rozwiązaniem? Odpowiadając sobie na te i inne pytania możesz dostrzec alternatywne rozwiązania, których do tej pory nie brałeś pod uwagę.
  4. Weź pod uwagę tańsze i bezpieczniejsze opcje. Tak, jak w punkcie poprzedzającym, zastanów się nad alternatywnymi rozwiązaniami. Być może istnieją inne sposoby realizacji celu końcowego, bez bólu, ryzyka i kosztów, z którymi obecnie się zmagasz? Jeśli odpowiednio podszedłeś do punktu 1., to odpowiedź na to pytanie powinna być oczywista. Możesz dowiedzieć się np., że modyfikacja obecnego systemu i procesów biznesowych zaowocuje podobnymi korzyściami biznesowymi, co nowe wdrożenie, tyle że bez współmiernego ryzyka i wysokich kosztów.
  5. Gdy wszystko inne zawiedzie spauzuj lub przerwij projekt. Spojrzenie prawdzie w oczy może być bolesne, ale być może to najwyższy czas by podjąć radykalną decyzję i zrezygnować z projektu lub wstrzymać go na jakiś czas. Jeśli nie posiadasz wystarczających środków, dysponujesz zbyt niskim budżetem, brakuje ci wsparcia ze strony kadry zarządzającej lub innych kluczowych dla osiągnięcia sukcesu czynników, być może takie rozwiązanie będzie prostsze do strawienia. Tak czy tak, dobrze jest wiedzieć, gdzie należy postawić granicę i kiedy wycofać się w porę.

O komentarz do 5 kroków Eric Kimberling z Panorama Consulting, mających pomóc wyprowadzić na prostą nieudane wdrożenia systemu ERP, poprosiliśmy eksperta z DSR SA, Pawła Daszkiewicza:

Eric Kimberling przedstawia dosyć spójną receptę, jak wyjść z zapaści projekt wdrożenia systemu ERP. Jednak przyznam, że z perspektywy kilkuset wdrożeń, które miałem możliwość dotknąć, jego recepta nie do końca mnie przekonuje. Propozycja wynajęcia firmy doradczej, która oceni stan projektu i przedstawi rekomendację jest bowiem trochę metodą wyparcia problemów. Oczywiście metoda „nowego otwarcia” jest często skuteczna, tyle tylko, że nie uczy organizacji, która przeprowadzała wdrożenie, dlaczego i kiedy nastąpiły zdarzenia, które zdecydowały o zaistniałym kryzysie. Zanim zacznie się realizować kroki naprawcze proponowane przez Erica Kimberlinga, wydaje się istotne wykonanie kroku przygotowawczego, jakim jest uczciwa rewizja przez sponsora projektu zasadniczych elementów definiujących takie przedsięwzięcie.

Są to zwykłe bazowe elementy dla każdego projektu, jednak jak uczą przykłady, często wciąż słabo zdefiniowane lub wręcz pomijane. I tu jest klucz. Aby projekt wdrożenia systemu ERP mógł się udać, muszą być zdefiniowane cele, jakie są stawiane dla oceny osiągnięcia sukcesu, zakres i harmonogram wdrożenia, wyłączenia i ograniczenia, określony i zabezpieczony budżet przedsięwzięcia, powołany zespół projektowy z osób świadomych procesów i celów organizacji i z zagwarantowanym czasem na prowadzenie wymaganych aktywności oraz uzgodniona metodyka, komunikacja i marketing projektu. Szczególnie kwestia komunikacji w zakresie uwspólnienia celów i oczekiwań jest zaniedbywana i projekt bywa kierowany w zupełnie odmiennych kierunkach przez zarząd, sponsora, zespół projektowy i w końcu końcowych użytkowników, którzy maja pracować w systemie. Oczywiście zdarza się, że kryzys we wdrożeniu związany jest z czynnikami zewnętrznymi, takimi jak niewłaściwie wybrana technologia lub brak kompetencji u dostawcy systemu ERP, jednak nawet takie czynniki zwykle są konsekwencją niezadbania o wymienione wyżej elementy bazowe projektu. Określenie, który z tych elementów został źle zdefiniowany lub błędnie uruchomiony, dopiero może być podstawą, by proponowane przez Erica Kimberlinga kroki przyniosły efekt. 

Popularność leasingu jako formy finansowania

Co piąta firma zatrudniająca mniej niż 50 osób byłaby zainteresowana leasingiem za pośrednictwem internetu, gdyby decyzja o przyznaniu finansowania trwała mniej niż 15 minut. Najbardziej przekonani są przedsiębiorcy, którzy mają bądź mieli styczność z leasingiem. Jednocześnie dość sceptycznie oceniają oni swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego – w 5-stopniowej skali średnia ocen ich wiedzy wynosi 2,35 pkt.

Centrum Badań Marketingowych Indicator na zlecenie Siemens Finance przeprowadziło badania mikro i małych przedsiębiorców dotyczące popularności leasingu jako formy finansowania zakupów. Wyniki pokazują, że potencjał leasingu online jest duży – biorąc pod uwagę liczebność sektora MŚP w Polsce, zainteresowanych tą formą finansowania może być nawet kilkaset tysięcy firm.wiedza_na_temat_leasingu

Leasing – rozwiązanie idealne dla MŚP

Leasing to finansowanie przez leasingodawcę zakupu sprzętu, za co przedsiębiorca (zwany leasingobiorcą), zobowiązuje się płacić comiesięczne raty. Ta forma zyskuje na popularności szczególnie wśród mikro oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Według danych Związku Polskiego Leasingu aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowane właśnie do takich przedsiębiorstw.

Dlaczego przedsiębiorcy tak chętnie decydują się na leasing? – Przede wszystkim chodzi o korzyści podatkowe oraz uproszczone formalności. Największym plusem tego instrumentu jest fakt, że w przeciwieństwie do kredytu, przedsiębiorca może wliczyć całą ratę leasingową w koszty uzyskania przychodu. Jednocześnie sama procedura zawarcia umowy jest przyjazna i bardzo prosta – mówi Cezary Zbierzchowski z firmy Siemens Finance, która w ubiegłym miesiącu wprowadziła na rynek platformę leasingu online SimplyLease.

Firmy chcą korzystać z leasingu online…

Rewolucja cyfrowa dzieje się na naszych oczach. Dotyka ona w dużej mierze sektora finansowego. Na rynku pojawia się coraz więcej sposobów finansowania zakupów. Jednak wciąż stosunkowo niewiele z nich kierowane jest do przedsiębiorców. Jak wynika z badań Siemens Finace, z leasingu aktualnie korzysta lub korzystało w przeszłości 31 proc. mikrofirm oraz 39 proc. firm z sektora MŚP. To właśnie w tych grupach jest najwięcej zwolenników leasingu przez internet.

– Niemal połowa firm zatrudniających do 9 pracowników, posiłkujących się leasingiem, jest zainteresowana leasingiem poprzez internet. To często młode osoby, które chętnie korzystają z nowych technologii. Jeśli zamiast czekania na spotkanie z doradcą i wypełniania skomplikowanych formularzy mogą  w 15 minut wziąć komputer w leasing chętnie z tego korzystają – mówi Cezary Zbierzchowski

…choć wiedza nadal kuleje

Pomimo, że leasing zyskuje na popularności, to przedsiębiorcy nisko oceniają swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego. Aż 52 proc. mikro i 47 proc. małych i średnich firm przyznaje, ocenia swój poziom wiedzy na bardzo niski lub raczej niski. Średnia ocen w 5-stopniowej skali w kategorii mikro wynosi 2,35, a w MŚP – 2,44.

Mocne_strony_leasinguNa przekór temu większość zarządzających prawidłowo definiuje korzyści związane z leasingiem. Najwięcej ankietowanych (37 proc. wśród MŚP i 35 proc. wśród mikrofirm) wymienia argument niższego podatku dla firmy, spora część  z kolei mówi mniejszych wymaganiach co do zdolności kredytowej (26 proc. wśród MŚP i 21 proc. wśród mikrofirm) oraz o koniecznych zabezpieczeniach (20 proc. wśród MŚP i 16 proc. wśród mikrofirm).

Na co firmy zwracają uwagę?

Determinanty_wziecia_leasingu_onlineNajważniejszymi czynnikami, które decydowałby o skorzystaniu z leasingu online zarówno w kategorii mikroprzedsiębiorców, jak i MŚP są kwestie finansowe: wysokość raty (odpowiednio 80 proc. i 79 proc) oraz łączny koszt oferty (83 proc. i 82 proc.). Jak się okazuje, istotnymi argumentami są także szybkość decyzji o przyznaniu leasingu (62 proc. i 78 proc.) oraz prostata zawarcia umowę (79 proc. i 78 proc.). To więcej niż np. marka firmy leasingowej (62 proc. i 55 proc.).
– Choć wciąż to koszt jest najważniejszym czynnikiem wyboru, to przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z kanałów online. Ten trend będzie się w najbliższych latach zwiększał, szczególnie, że przedsiębiorcami stawać się będą młodzi ludzie, którzy dziś nie wyobrażają sobie życia bez internetu – podsumowuje Cezary Zbierzchowski.

Badanie Indicator i Siemens Finance objęło grupę 300 mikrofirm (do 9 pracowników) i 300 firm MŚP (do 49 pracowników). Zostało zrealizowane z wykorzystaniem metody ilościowej – wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI).

BGŻOptima rusza z nową stroną internetową

Strona www to dla działającej w modelu direct marki BGŻOptima główny kanał komunikacji z klientami. Obok nowatorskiego designu, użytkownicy znajdą w nowym serwisie narzędzia pozwalające wybierać produkty dopasowane do ich potrzeb oraz oczekiwań.

BGZOptima_strona_www_wiz_3Uruchomienie nowej witryny jest elementem odświeżenia wizerunkowego marki o unikalnym na rynku profilu – skierowanej wyłącznie do klientów zainteresowanych skutecznym pomnażaniem oszczędności. Strona została zaprojektowana tak, aby w prosty i intuicyjny sposób prowadzić użytkowników do poszukiwanych treści, ułatwiać wybór optymalnych produktów, zwiększać ich wiedzę oraz dostarczać przydatnych informacji na temat trendów i rozwiązań istotnych z punktu widzenia ich potrzeb oszczędnościowo – inwestycyjnych.

BGZOptima_strona_www_wiz_1– Od początku działamy w Internecie, w modelu direct. Strona internetowa jest więc dla nas niejako odpowiednikiem oddziału, głównym miejscem interakcji z klientem. Dlatego postanowiliśmy stworzyć zupełnie nową witrynę, która pozwoli wygodnie zapoznać się z naszą ofertą. Co więcej, będzie bazą wiedzy dla poszukujących najlepszego rozwiązania, służącego pomnażaniu oszczędności i wypracowywaniu zysków – mówi Radosław Kozłowski, dyrektor Departamentu Sprzedaży i Marketingu Online. – Nasza platforma internetowa to przykład nowej jakości w podejściu do projektowania serwisu internetowego instytucji finansowej, zarówno pod względem wizualnym, jak i oferowanych narzędzi – dodaje.

BGZOptima_phone_www_wiz_2Design strony utrzymano w ciemnej, eleganckiej tonacji. Przy jej tworzeniu brano pod uwagę potrzeby zamożnych klientów. Już na wejściu zachęca ona użytkownika do interakcji. Zamiast klasycznego przedstawienia oferty produktowej, klient zostaje zaproszony do samodzielnego dopasowania oferty do swoich potrzeb. Wystarczy, że po wejściu na stronę wskaże kwotę  i termin na jaki chce ulokować pieniądze aby system podpowiedział mu zestaw narzędzi, które najskuteczniej pomnożą oszczędności. To sposób znacznie bardziej naturalny i intuicyjny, niż klasyczne formularze. Nowa strona odpowiada także na potrzeby bardziej zaawansowanych klientów, którzy wolą samodzielnie wyszukać i porównać rozwiązania odpowiednie dla ich aktualnych potrzeb, zasobów i akceptowalnego poziomu ryzyka.

Istotnym elementem nowej strategii komunikacji marki są obecnie działania content marketingowe. – Dlatego na nowej stronie klienci znajdą rozbudowaną sekcję treści edukacyjnych oraz komentarzy ekspertów. Stawiamy również na prosty i transparentny opis produktów. Mamy nadzieję, że takie merytoryczne wsparcie będzie pomocne przy podejmowaniu decyzji finansowych mówi Radosław Kozłowski. – Z  badań jakie przeprowadziliśmy niedawno wśród klientów zainteresowanych tematyką oszczędzania wynika, że aż 83 proc. z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Dlatego też chcemy mocno wspierać edukację finansową Polaków w obszarze oszczędności i inwestycji – dodaje.

Za koncepcję i design serwisu odpowiadała firma Efigence. Partnerem technologicznym wdrożenia nowego serwisu była firma Squiz Poland,  która zaproponowała innowacyjną technologię pozwalającą na realizację niestandardowego projektu oraz na integrację serwisu z rozwiązaniami takimi jak CRM, eCommerce, wyszukiwarka czy marketing automation, co było  jednym z wymogów stawianych partnerom uczestniczącym w projekcie. Strona jest zaprojektowana w technologii RWD.

Mocny wzrost PKB w 4Q17

Dane ze sfery realnej za listopad potwierdziły, że wysokie tempo wzrostu gospodarczego utrzymuje się w trakcie 4q17. Głównym źródłem zmienności danych były efekty statystyczne: dynamika produkcji przemysłowej obniżyła się do 9,1% r/r (z 12,3% r/r w październiku; PKO: 9,6%; konsensus: 9,0%), dynamika produkcji budowlanej obniżyła się nieznacznie do 19,8% r/r (z 20,3% r/r w październiku; PKO: 16,0%; konsensus: 14,8%), a realna sprzedaż detaliczna wzrosła o 8,8% r/r (wobec 7,1% r/r w poprzednim miesiącu; PKO: 7,7%; konsensus: 6,6%). Mimo nieco niższych dynamik w przemyśle i budownictwie pozytywne trendy wzrostowe są nadal silne. (por. wykres).

Mocny wzrost PKB w 4Q17

Nasze miesięczne proxy PKB (por. wykres poniżej) sugeruje, że dynamika PKB w 4q17 kształtuje się w okolicach odczytu odnotowanego w 3q17 (4,9%).

Szczegóły odczytu potwierdzają, że dotychczasowe tendencje wzrostowe w gospodarce będą kontynuowane. Wyraźny wzrost produkcji budowlano-montażowej potwierdza odbicie inwestycji publicznych. Mocne wzrosty produkcji dóbr inwestycyjnych (maszyny i urządzenia, metale, wyroby z surowców mineralnych) wpisują się w w/w trend. „Bazowa” sprzedaż detaliczna (z wył. pojazdów, żywności i paliw) nadal rośnie w wysokim tempie (w listopadzie wzrost o 11,3% r/r) potwierdzając wraz z listopadowymi danymi z rynku pracy, że dynamika konsumpcji w 4q17 utrzymuje się w okolicach odczytu z ubiegłego kwartału (4,8% r/r). Wysoka aktywność branż o znaczącym udziale sprzedaży eksportowej (pojazdy, meble) wskazuje, że polska gospodarka jest nadal wspierana wysokim popytem zagranicznym.

Inflacja PPI obniżyła się do 1,8% r/r z 3,0% r/r w październiku (PKO i kons.: 2,2%), co głównie odzwierciedla efekty statystyczne wysokiej bazy cen w górnictwie przy w miarę stabilnych cenach w przetwórstwie przemysłowym.

Listopadowe dane z gospodarki (inflacja, rynek pracy, sfera realna) wpisują się w jej dotychczasowy obraz z silnym popytem, rozgrzanym rynkiem pracy lecz wciąż umiarkowaną presją cenową. Potwierdzają także, że przy utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu PKB zachodzi zmiana jego struktury z rosnącą rolą inwestycji.

Źródło: PKO Bank Polski

Wyniki finansowe Outdoorzy S.A. w roku obrotowym 2016/2017

Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, wypracowała w roku obrotowym 2016/2017 zysk netto w kwocie 137 tys. zł przy przychodach netto przekraczających 7.344 tys. zł. Emitent utrzymuje bardzo wysokie tempo wzrostu sprzedaży i umacnia swoją pozycję rynkową.

W 4 kw. roku obrotowego 2016/2017 Spółka zanotowała zysk netto w wysokości blisko 127 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 2.443 tys. zł. W analogicznym kwartale roku obrotowego 2015/2016 zysk netto Outdoorzy S.A. wyniósł 32 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.998 tys. zł. Osiągnięte przez Emitenta wyniki finansowe wykazują ogromną progresję i pierwszy raz w historii kwartalne przychody ze sprzedaży zbliżyły się do poziomu 2,5 mln zł. Spółka utrzymuje tym samym dynamiczny wzrost sprzedaży, który jest efektem prowadzenia skutecznej polityki marketingowej opartej m.in. o odpowiednią dywersyfikację i selekcję narzędzi. Zarząd Outdoorzy S.A. prowadzi również cały czas analizy zapotrzebowania rynkowego na produkty i dopasowuje ofertę oraz stany magazynowe do preferencji klientów. Ważnym faktem jest również to, iż wzrost przychodów przekłada się na jeszcze wyższe zwiększenie rentowności na wszystkich poziomach Rachunku Zysków i Strat.

„Bardzo dobrze oceniamy miniony rok oraz osiągnięte wyniki finansowe, które potwierdzają, że potrafimy realizować założone cele i zwiększać sprzedaż. Cały czas optymalizujemy kampanie reklamowe w sieci reklamowej AdWords oraz uruchomiliśmy dodatkowo we wrześniu br. program partnerski w sieci Awin.com, będącej jedną z wiodących platform tego typu jeśli chodzi o marketing efektywnościowy. Położyliśmy również duży nacisk na odpowiednie przygotowanie oferty do sezonu przedświątecznego, m.in. przygotowując specjalną kategorię typu „Prezenty” oraz oferując tydzień darmowej dostawy. Dla poprawy wyników finansowych duże znaczenie ma oczywiście bieżący monitoring parametrów operacyjnych oraz sprzedażowych, a także analiza danych zeszłorocznych.” – komentuje Łukasz Golonka, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

W minionym kwartale Spółka realizowała działania związane z przygotowaniem się do sezonu jesień/zima 2017/2018, który tradycyjnie jest bardzo dobrym okresem sprzedażowym. Zarząd Outdoorzy S.A. koncentrował się na kampaniach promocyjnych, których rezultatem ma być maksymalizacja sprzedaży w tym okresie. Emitent przygotowywał się również do kolejnego sezonu wiosna/lato dokonując zamówień przedsezonowych, co jest typowe w tej branży.

Bardzo duże znaczenie dla dalszego rozwoju działalności Spółki ma stałe zmniejszanie czasu realizacji zamówień dla klientów. W 4 kwartale 2016/2017 roku obrotowego wyniósł on średnio 53,22 godziny, notując przy tym spadek o blisko 10% w stosunku do poprzedniego kwartału. Outdoorzy S.A. w dalszym ciągu inwestuje w reklamę online oraz narzędzia, pozwalające na precyzyjne dotarcie do klientów oraz racjonalne gospodarowanie budżetem reklamowym. Wszystkie działania przekładają się tym samym na umacnianie pozycji rynkowej sklepu internetowego należącego do Emitenta, który w 4 kw. roku obrotowego 2016/2017 według serwisu konsumenckiego Opineo.pl zajmował 25 pozycję wśród 727 innych sklepów w kategorii „Sport”.

„Jeśli chodzi o narzędzia reklamowe to będziemy się trzymali wdrożonych rozwiązań, które dobrze spełniają swoje zadanie i nie planujemy w tym zakresie większych zmian. Zamierzamy także skupić się na inwestycjach w rozwój automatyzacji przyjmowania i obsługi zamówień. Chcemy też uruchomić narzędzia, które umożliwią nam łatwe dodawanie kolejnych kanałów sprzedaży oraz rozwój samej platformy e-commerce lub jej zmianę na nowocześniejsze rozwiązania. Prace w tym zakresie już wystartowały, a ich pierwsze efekty powinniśmy poznać już w nowym roku.” – zakończył Łukasz Golonka.

Rajd Świętego Mikołaja czas zacząć!

Tradycja nudnego przebiegu poniedziałkowych sesji na rynku walutowym zostaje niewątpliwie podtrzymana. Tym razem pustkom w kalendarzu ekonomicznym towarzyszyła perspektywa nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, co przyczyniło się do wyraźnego zawężenia zmienności na głównych parach walutowych. Swoje pięć minut przeżywają europejskie indeksy, które po części znalazły się beneficjentami prezentów Donalda Trumpa przynoszącego pod choinkę perspektywę reformy podatkowej. Na tle walut państw rozwijających się wyróżniał się południowoafrykański rand (4,3 proc.) za sprawą wyboru Cyrila Ramaphosy, obecnego wiceprezydenta RPA, na stanowisko lidera socjaldemokratycznego Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Wśród komponentów koszyka G10 słabość amerykańskiego dolara najsilniej wykorzystały waluty skandynawskie – szwedzka (1,0 proc.) oraz norweska korona (0,6 proc.). Pomimo lekkiego odwrotu dość wysoko znajduje się funt szterling (0,6 proc.), który pozwala GBP/USD na ponowienie ataku na poziom 1,3400. Niewiele mniej satysfakcjonującą zwyżkę ma za sobą euro (0,5 proc.) stabilizujące EUR/USD nad psychologicznym 1,1800. Dość blisko piątkowego zamknięcia w dalszej mierze znajduje się kanadyjski dolar (0,1 proc.) mający w perspektywie najbliższych godzin szansę na zepchnięcie USD/CAD w okolicę 1,2840.

W cieniu południowoafrykańskich przetasowań znalazła się między innymi turecka lira (1,0 proc.), która skutecznie odrabia czwartkową przecenę. W czołówce walut regionu znajduje się nie tylko węgierski forint (0,8 proc.), ale również polski złoty (0,7 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN stabilizuje isę nad 4,2000, USD/PLN schodzi do 3,5590, CHF/PLN pozostaje stabilny przy 3,6120, a GBP/PLN wraca do 4,7700.

Poniedziałkowy kalendarz makroekonomiczny nie należał do wysoce ekscytujących. Potwierdzeniu uległy listopadowe odczyty inflacji z Eurolandu, których roczne stopy uplasowały się odpowiednio na poziomie 1,5 proc. dla inflacji CPI oraz 0,9 proc. dla wskaźnika bazowego. Solidną dawkę rozczarowania zapewniła presja płacowa w rodzimej gospodarce. W listopadzie przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło zaledwie do poziomu 4 610,79 PLN, notując tym samym roczny skok rzędu 6,5 proc. wobec 7,0 proc. spodziewanych przez rynek. Możliwość uzyskania bardziej pokaźnej dynamiki sugerowała tendencja do wypłaty świątecznych bonus przez polskich pracodawców, co istotnie podbijało siłę efektów sezonowych. Powyższe rozgoryczenie częściowo łagodziło wyższe zatrudnienie, które w ujęciu rok do roku przyspieszyło do 4,5 proc. (konsensus: 4,4 proc.). Na koniec listopada ilość obsadzonych stanowisk wyniosła 6 053 tys.

O miano najsilniej zwyżkującego indeksu w Europie dość zawzięcie bił się WIG 20 (2,0 proc.), który wracając nad swoją tymczasową kotwicę przy 2 450 pkt uznał jedynie wyższość wiedeńskiego ATX (3,9 proc.). Pozytywne nastroje wśród wydobywców udzieliły się KGHM Polskiej Miedzi. W cieniu 4,4 proc. zwyżki znalazło się między innymi PGE (3,4 proc.) oraz wprowadzający szereg klienckich udogodnień Alior Bank (3,3 proc.). Na fali rewizji not analitycznych BOŚ (-1,4 proc.) znalazły się między innymi instytucje finansowe. Skalę potencjalnych wzrostów próbowała ograniczyć przecena walorów Banku Pekao (-0,1 proc.), które zyskały rekomendację „trzymaj” z ceną docelową na poziomie 138,70 PLN (obecnie: 128,60 PLN).

Najbardziej udane notowania we Frankfurcie ma za sobą Deutsche Bank (3,4 proc.) skutecznie wracający do poziomów z końcówki maja. Doniesienia o wstrzymaniu dwóch bloków węglowych przez RWE (3,4 proc.) obyło się bez większego echa, bowiem energetyczny gigant zakończył swoje dzisiejsze notowania z podobną zwyżką. Wysoko znalazł się również Fresenius (2,7 proc.) z racji na złożenie dokumentów związanych z promowaniem immunosupresyjnego leku o strukturze podobnej do Adalimumabu. Wśród komponentów indeksu DAX (1,6 proc.) pod kreską znalazły się wyłącznie akcje Deutsche Börse z przeceną na poziomie 0,1 proc.

Masowo ustawione opcje call skutecznie wypchnęły akcje Anglo American aż 5,0 proc. nad piątkowe zamknięcie, czyniąc tym samym wydobywczego giganta liderem indeksu FTSE 100 (0,6 proc.). Inwestorska zadyszka na Wyspach została spowodowana między innymi przeceną EasyJetu (-2,8 proc.), który poinformował o zakupie części aktywów Air Berlin. Dostatecznie nisko znalazły się również walory WPP. Za ich 1,7 proc. ruchem w stronę południa stała przede wszystkim realizacja zysków po przychylnych notach analitycznych wskazujących na utrzymanie pozytywnych trendów w tradycyjnych kanałach mediowych.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się podział sentymentu. Tym razem miano gwiazdy notowań skradły styczniowe kontrakty na gaz ziemny, które na przestrzeni dnia zdążyły podrożeć o 5,2 proc. W przypadku ropy WTI (-0,5 proc.) należy mówić o dość skromnej przecenie, bowiem na koniec dnia baryłka słodkiego surowca wraca do poziomu 57,00 USD. Po trudnym tygodniu w ofensywie znajdują się metale szlachetne. Obecnie przewodzi im platyna (2,0 proc.), która skutecznie okrywa cieniem 0,5 proc. zwyżki srebra oraz złota. Na koniec dnia uncje dwóch ostatnich kruszców są wyceniane odpowiednio po 16,1360 USD oraz 1 262,70 USD.

Sporządził: Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowe technologie, które zmieniają branżę nieruchomości

Rosnące znaczenie rynku e-commerce, inwestycje na rynku mieszkaniowym z przeznaczeniem na wynajem i poszukiwanie nowych formatów centrów handlowych powodują, że deweloperzy i właściciele nieruchomości muszą na bieżąco monitorować rynek i przewidywać, jakie trendy będą wpływały na ich biznes. Według firmy Esri Polska, dystrybutora oprogramowania GIS, oto 5 głównych trendów, które już dziś zmieniają zasady gry na niezwykle wymagającym rynku nieruchomości.

  1. Transformacja działania przedsiębiorstw, której przejawem są: cyfryzacja oraz omnichannel. Elementem tych zmian jest przede wszystkim umiejętność użycia i przełożenia nowych technologii oraz danych na zyski. Dysonans ten jest szczególnie widoczny, jeśli porównamy firmy działające offline z gigantami funkcjonującymi online, tj. Google, Uber, AirBnB czy Amazon. Sprzedaż wielokanałowa zaburza utarty schemat podziału sprzedaży na tradycyjną i internetową. Rosnące znaczenie e-commerce sprawia, że na zachodzie widoczne są już zmiany w inwestycjach w tradycyjne centra handlowe, a firmy coraz częściej decydują się na budowę showroomów, gdzie klient może obejrzeć produkt, a następnie zamówić go z dostawą do domu przez sklep on-line, zanim jeszcze opuści budynek.

Taki model wykorzystuje już między innymi firma Dr Irena Eris, która uruchomiła swój salon koncepcyjny w Galerii Mokotów w Warszawie. Nad takim rozwiązaniem zastanawiają się również polskie firmy np. z branży meblowej, które stają w obliczu zmian w ustawie o handlu w niedzielę. Takie rozwiązania wpływają także na zmiany w optymalizacji procesów logistycznych.

  1. Najcenniejszym na świecie zasobem nie jest już ropa, ale dane. Skupiając się na tradycyjnych sposobach zarabiania pieniędzy (sprzedaż, marże, wynajem, opłaty serwisowe), firmy nie dostrzegają wartości w danych, które gromadzą lub mogą gromadzić. Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy są dane Eurostatu, które wskazują, że tylko 6 proc. polskich firm korzysta z analityki Big Data. Dane mogą między innymi pomóc w oszacowaniu wartości danej inwestycji z uwzględnieniem informacji, takich jak lokalizacja, wartość gruntu, jakość użytych materiałów czy wartość okolicznych budynków. Możliwość zbierania i analizy danych we własnym zakresie na początkowych etapach projektów pozwala także na oszczędności w transporcie i usługach zewnętrznych.
  2. Analityka w wydaniu przestrzennym, czyli szybkie zarządzanie danymi. Z uwagi na to, że branża nieruchomości jest mocno powiązana z przestrzenią, osoby decyzyjne coraz częściej spoglądają w kierunku systemów łączących analizy biznesowe z lokalizacją, czyli GIS. Rozwój tej technologii związany z coraz prostszą obsługą i łatwiejszym dostępem do danych sprawił, że są one coraz częściej obecne w firmach i przedsiębiorstwach z sektora handlu i nieruchomości. Połączenie danych lokalizacyjnych z informacjami biznesowymi pozwala spojrzeć na posiadane zasoby informacji z nowej, szerszej perspektywy. Posiadanie spójnej bazy danych staje się dla inwestorów jednym z podstawowych narzędzi pracy. Możliwość błyskawicznego odszukania dokumentacji i spójnych danych może zaważyć o wyprzedzeniu konkurencji w zakupie atrakcyjnego gruntu.
  3. Zarządzanie nieruchomościami w nowym wymiarze, czyli Building Information Management (BIM). Stworzenie cyfrowego modelu budynku pozwala na bardzo precyzyjną wizualizację nieruchomości na etapie projektowym. Pozwala to deweloperom nie tylko bardzo dokładnie zwizualizować budynek i jego wnętrze, ale także ułatwia wprowadzanie zmian w nieruchomości po ukończeniu jej budowy. Cyfrowy model to także idealne narzędzie do prezentacji obiektu władzom miasta i społeczności lokalnej, która coraz częściej chce mieć wpływ na to, jak będzie wyglądało ich najbliższe otoczenie.

Wykorzystanie analiz przestrzennych i projektowanie budynków zgodnie ze standardem BIM to codzienność w krajach, takich jak Szwajcaria czy USA. Polska jako rynek dynamiczny i dysponujący wykwalifikowaną kadrą, ma możliwość szybkiej adaptacji nowoczesnych standardów w projektowaniu. Wpływ na to mogą mieć również rosnące oczekiwania ze strony najemców i inwestorów.

  1. Nowa rola agencji nieruchomości. Poszukiwanie idealnego miejsca pod wynajem czy zakup nieruchomości to decyzja poprzedzona kompleksową i dokładną analizą danych. Mimo możliwości samodzielnego pozyskania informacji na temat danego budynku i jego lokalizacji, wiele osób i firm w dalszym ciągu decyduje się na skorzystanie z usług agencji nieruchomości, gdzie dużą rolę odgrywa wiedza i doświadczenie agenta. Do atrybutów nowoczesnego specjalisty od nieruchomości coraz częściej należy umiejętność analizowania dużych zbiorów, które w połączeniu z jego wiedzą stanowią klucz do odpowiedniego wyboru miejsca z uwzględnieniem potrzeb klienta i zapewnienia mu odpowiednich zysków.

Autor: Weronika Kuna, Menadżer Rynku Biznesowego w Esri Polska

Będą zmiany w ewidencji przedsiębiorców

Usprawnienie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej – to główny cel rządowego projektu ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy.

Dla przedsiębiorców proponowane przez rząd zmiany będą oznaczały przyśpieszenie rejestracji i zmiany danych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (dalej: CEIDG).

Obecnie regulacje dotyczące CEIDG znajdują się w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Wkrótce będą w osobnym akcie prawnym.

W myśl proponowanych zmian przedsiębiorcy będą mogli umieszczać w CEIDG dane dotyczące udzielonych pełnomocnictw i prokurentów. Opublikowanie przez przedsiębiorcę w CEIDG informacji o pełnomocniku będzie równoznaczne z udzieleniem pełnomocnictwa na piśmie.

Dane informacyjne na temat formy przedsiębiorca będzie mógł zmienić w każdym czasie.

Zmiany obejmują również zawieszanie działalności gospodarczej. W myśl obecnych przepisów przedsiębiorca niezatrudniający pracowników może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy. Po zmianach przedsiębiorca będący osobą fizyczną będzie mógł zawiesić prowadzenie działalności gospodarczej na dowolny okres lub bezterminowo. W przypadku spółki cywilnej zawieszenie będzie skuteczne, gdy działalność zawieszą wszyscy wspólnicy.

W myśl nowelizacji wniosek o wpis do CEIDG nie będzie podlegał opłacie.

Jeżeli przedsiębiorca nie zmieni w CEIDG danych dotyczących adresu, doręczenie korespondencji na wskazany w ewidencji adres odniesie skutek prawny.

W myśl projektu przedsiębiorca poniesie odpowiedzialność za szkodę wywołaną podaniem do CEIDG nieprawdziwych danych.

Wykreślenie przedsiębiorcy z CEIDG będzie następowało w przypadku:

  • trwałego zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej,
  • utraty przez przedsiębiorcę uprawnień do wykonywania działalności gospodarczej,
  • gdy wpisu dokonano z naruszeniem prawa.

Poza tym nowelizacja wprowadza nowe sposoby kontaktu z przedsiębiorcą – za pomocą wiadomości SMS. Tworzy też Punkt Informacji dla Przedsiębiorcy (dalej: PIP), który będzie prowadzony w systemie informatycznym. Za jego pomocą przedsiębiorca będzie mógł załatwić wiele spraw dotyczących podejmowania, prowadzenia i zakończenia działalności gospodarczej.

W PIP będzie można również uzyskać informacje o zasadach prowadzenia kontroli i inspekcji firm. Ponadto poprzez PIP przedsiębiorca uzyska zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami i podatkami. PIP nie będzie nie prowadził działalności doradczej dla firm.

Większość przepisów ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy ma wejść w życie 1 marca 2018 r. Projekt trafił teraz do prac w Sejmie.

Z danych za wrzesień 2017 r. wynika, że w CEIDG było zarejestrowanych ok. 2,5 mln przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Transakcja nieruchomościowa o wartości niemal 1 mld euro

Kancelaria Magnusson, Tokaj i Partnerzy doradza konsorcjum A-R-A Retail Centers przy sprzedaży 28 centrów handlowych. W wyniku tej wielowątkowej transakcji nowym właścicielem portfela nieruchomości zostanie konsorcjum Oaktree – Pimco – Redefine.

A-R-A Retail Centers (spółka należąca do konsorcjum inwestycyjnego: Apollo-Rida, Ares Management, AXA Group) podpisało w październiku 2017 r. przedwstępną umowę sprzedaży swoich przedsiębiorstw obejmujących portfel 28 obiektów handlowych. Należy do niego dziewięć centrów handlowych M1, cztery parki handlowe, 12 hipermarketów oraz trzy markety budowlane o łącznej powierzchni najmu 700 tys. mkw.

Wartość transakcji wynosi niemal 1 mld euro.

W ramach transakcji kancelaria Magnusson Tokaj i Partnerzy zapewnia kompleksową obsługę prawną sprzedającym. Zespołem prawników Magnusson kieruje adwokat Andrzej Tokaj, senior partner i szef praktyki nieruchomości. W skład zespołu wchodzą m.in.: Katarzyna Sawa-Rybaczek – partner, Dawid Demianiuk – senior associate oraz Zuzanna Wencel-Czuryszkiewicz – associate.

„Polska od lat wyróżnia się silnym rynkiem nieruchomości komercyjnych. Potwierdzeniem tego trendu jest wielkość transakcji, przy której mamy satysfakcję doradzać.” – komentuje Andrzej Tokaj.

Prawnicy Magnusson doradzają na rzecz Apollo-Rida od 1997 r. W latach 2003 – 2004 doradzali na rzecz konsorcjum Apollo-Rida i Ares Management przy nabyciu całego portfela sprzedawanych obecnie 28 nieruchomości.

Podmioty z grupy Apollo-Rida realizują na polskim rynku projekty deweloperskie i inwestycyjne w sektorze nieruchomości biurowych, magazynowych i handlowych.

Kapitulacja jastrzębi w Radzie, złoty nieco słabszy

Wizja pozostawienia rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce nawet do końca 2019 roku, jaką nakreślił Zubelewicz z Rady Polityki Pieniężnej, szkodzi w poniedziałek złotemu, pomimo poprawy klimatu inwestycyjnego na świecie.

W poniedziałek złoty nieznacznie traci na wartości do euro, szwajcarskiego franka i funta, jednocześnie umacniając się tylko w relacji do dolara. Polska waluta traci pomimo wyraźnej poprawy klimatu inwestycyjnego na świecie, a także pomimo wzrostu notowań EUR/USD, a więc w warunkach które zwykle stanowią impuls do jego umocnienia. Złoty spisuje się też  gorzej niż inne waluty regionu (m.in. węgierski forint i czeska korona).

Na notowaniach złotego ciąży wypowiedź Kamila Zubelewicza z Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Ten, jak się ocenia największy „jastrząb” w Radzie stwierdził, że stopy procentowe w Polsce mogą pozostać bez zmian nawet do końca 2019 roku, gdyż w RPP jest duża tolerancja wobec inflacji. Dlatego, „dopóki z przyczyn wewnętrznych wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych nie przekroczy 3,5 proc. większość członków RPP może być za utrzymaniem stóp bez zmian”.

Tak spektakularnej kapitulacji „jastrzębi” dawno nie widzieliśmy. To będzie ciążyło złotemu w kolejnych tygodniach i miesiącach. Zwłaszcza, gdyby nastroje na rynkach popsuły się i klimat do kupowania walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących pogorszył się. W sytuacji kiedy już teraz na pierwszą podwyżkę należało czekać do ostatniego kwartału 2018 roku, podczas gdy inne banki stopy podwyższają (np. amerykański Fed) lub małymi kroczkami do tego się przygotowują, postawienie znaku zapytania przy podwyżkach w 2018 roku jest zdecydowanie negatywną informacją.

Wypowiedź Zubelewicza sprawia, że na znaczeniu tracą publikowane w tym tygodniu polskie dane o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej, inflacji producenckiej (wtorek), koniunkturze konsumenckiej (środa) i gospodarczej (czwartek) oraz stopie bezrobocia (piątek). Nie wpłyną one bowiem na zmianę oczekiwań co do terminu pierwszej podwyżki stóp. Tak jak bez echa pozostały opublikowane dziś przez GUS dane o płacach i zatrudnieniu. Złotemu za to ciążyć może ewentualne uruchomienie już w środę przez Komisję Europejską art. 7 unijnego traktatu przeciwko Polsce.

O godzinie 15:20 kurs EUR/PLN testował poziom 4,21 zł, GBP/PLN 4,7840 zł, CHF/PLN 3,6130 zł, a USD/PLN 3,5675 zł. Poruszając się w gąszczu wypowiedzi członków RPP, danych makroekonomicznych i impulsów płynących z rynków globalnych, nie można też zapominać, że to ostatni tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia. W tym okresie aktywność rynku tradycyjnie się zmniejsza, co ma przełożenie nie tylko na obroty, ale też i na zmienność. Stąd też wbrew pozorom zapowiada się dość spokojny tydzień na rynku złotego.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Świąteczna dieta Polaków – drożeje masło, rosną ceny jaj i mięsa. Cukier tanieje

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w ujęciu rocznym o 6%. To najwięcej od pięciu lat. Podobnie wzrostu cen należy spodziewać się w grudniu. W przypadku których produktów odczujemy to w sposób szczególny?

Mniejsza podaż mleka, masło drożeje

Wyraźnie wyższe niż w grudniu ubiegłego roku będą m.in. ceny masła. „Wynika to z tego, że obniżyła się podaż mleka wśród największych eksporterów produktów mlecznych na świecie, mam na myśli przede wszystkim Nową Zelandię oraz Unię Europejską. Po drugie doszło do silnego ożywienia popytu na produkty mleczne, w szczególności w Chinach, które są ich największym światowym importerem” – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole.

Polskie jaja w cenie… wysokiej cenie

Rosną też ceny jaj. Silne wzrosty obserwujemy już od sierpnia obecnego roku. Ich powodem jest wykrycie na zachodzie Europy (chociażby w Holandii, która jest największym unijnym eksporterem jaj) skażenia fipronilem – trzeba było wybić stada niosek i zredukować podaż jaj. Tamtejsi sprzedawcy sprowadzają je teraz m.in. z Polski, co prowadzi u nas do wzrostu cen.

Mniejsze pogłowie trzody chlewnej uderza po kieszeni

Ze zdecydowanym wzrostem cen w porównaniu do grudnia ubiegłego roku zapewne będziemy mieć do czynienia także w przypadku mięsa. Dotyczy to przede wszystkim wieprzowiny. Jej ceny zaczęły rosnąć już od drugiego kwartału 2016 r. Było to spowodowane po pierwsze obniżeniem pogłowia trzody chlewnej w Unii Europejskiej, która jest największym eksporterem wieprzowiny na świecie, po drugie – silnym ożywieniem popytu na mięso wieprzowe w Chinach.

Tańszy cukier na osłodę

Jak zauważa ekspert: „Osłodą dla konsumentów mogą być obniżające się ceny cukru. Wynikają one z tego, że w październiku bieżącego roku w Unii Europejskiej zostały zniesione limity produkcji cukru, tzw. kwoty cukrowe […]. Obecnie wszystkie kraje członkowskie mogą produkować tyle cukru, ile chcą, co oczywiście oddziałuje w kierunku wzrostu podaży i spadku cen”. Co ważne, w kolejnych kwartałach do cukru prawdopodobnie dołączą następne produkty, w tym mięso, produkty mleczne i owoce – również w ich przypadku powinno dojść do spadków cen w ujęciu rocznym.

Złożone z trzech śląskich firm konsorcjum FP Space rozwija technologie kosmiczne

Budowa satelity Intuiton-1 z najbardziej wydajnym na świecie komputerem pokładowym i zaawansowanymi przyrządami do obserwacji Ziemi, zaangażowanie w budowę czwartego polskiego satelity PW-Sat2 oraz stworzenie oprogramowania, które będzie interpretowało dane satelitarne napływające na Ziemię z orbity – to cele FP Space, konsorcjum utworzonego przez trzy śląskie firmy: KP Labs, FP Instruments oraz Future Processing.

Efekty pracy inżynierów konsorcjum wpłyną na rozwój technologii pod kątem dalszej eksploracji kosmosu, ale będą także odczuwalne na Ziemi:

  • Dzięki danym przetwarzanym na pokładzie satelity Intuition-1 będzie można interpretować stan zdrowia roślin, lasów, prognozować plony czy tworzyć mapy zanieczyszczeń miast. To innowacyjny pomysł w skali już istniejących i budowanych satelitów na świecie. Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments.
  • Dzięki algorytmom zwiększającym rozdzielczość zdjęć satelitarnych, powstającym w ramach projektu SISPARE, będzie można przedłużyć „życie” już istniejących satelitów obserwacyjnych ze starszą optyką. Projekt realizuje: Future Processing.
  • Projekt AMMER pozwoli na stworzenie oprogramowania monitorującego – na podstawie zdjęć satelitarnych – zmiany związane z eutrofizacją wód śródlądowych. Obniży to ryzyko wystąpienia epidemii związanych z wodą, która jest niebezpieczna dla zdrowia. Projekt realizuje: Future Processing.
  • PW-Sat2, po starcie planowanym na drugą połowę 2018 r., przetestuje technologię „żagla deorbitacyjnego”, który pozwoli na skrócenie czasu zejścia z orbity zbędnych satelitów. Projekt realizuje Politechnika Warszawska, a wspiera Future Processing i FP Instruments.
  • Projekty wykorzystują sztuczną inteligencję (SI) i uczenie maszynowe do analizy danych i ich interpretacji.
  • Rozwój autonomicznych sond kosmicznych i technologii robotycznych przyspieszy dalszą eksplorację kosmosu, która stanowi kolejny krok dla postępu ludzkości – to przekonanie łączy inżynierów zaangażowanych w FP Space.

KP Labs – projekt Intuition-1

Michał Baćkowski, Dyrektor Zarządzający KP Labs: „Zaangażowanie KP Labs w konsorcjum FP Space jest dla mnie szczególnym momentem w życiu zawodowym. Nie mam wątpliwości, że przed nami stoją wyzwania, jakie są udziałem nielicznych na świecie. Dlaczego tak sądzę? Eksploracja kosmosu to zadanie dla ambitnych, a ja i mój zespół do takich osób należymy. Proszę te słowa potraktować również jako zaproszenie dla tych, którzy poszukują nowych wyzwań zawodowych”.

Celem  misji  kosmicznej  Intuition-1  jest  przeprowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelity z instrumentem hiperspektralnym i zaawansowanym przetwarzaniem danych na pokładzie opartym o głębokie sieci neuronowe. Będzie to pierwszy na świecie satelita o mocy przetwarzania pozwalającej na segmentację obrazów hiperspektralnych na orbicie.

Intuition-1 będzie satelitą klasy 6U, w kształcie prostopadłościanu o wymiarach 10x22x36 cm, a jego waga w przybliżeniu wyniesie 10 kg. Zostanie w nim umieszczona specjalistyczna kamera o wysokiej rozdzielczości spektralnej w zakresie światła widzialnego i bliskiej podczerwieni. Dzięki podzieleniu tego pasma na 150 kanałów będzie można uzyskać zdecydowanie więcej informacji w stosunku do aktualnie istniejących na rynku instrumentów.

Zwiększona liczba kanałów pozwoli na podniesienie jakości wykonywanych zdjęć satelitarnych, a segmentacja obrazów na pokładzie satelity – na skrócenie czasu reakcji na zdarzenia, które chcemy monitorować. Dane przetworzone w ten sposób znajdą zastosowanie w wielu sektorach, np.:

  • rolnictwo (klasyfikacja pokrycia gruntów, prognoza plonów, mapy upraw, mapy gleb, detekcja chorób roślin, śledzenie biomasy, mapowanie chwastów),
  • leśnictwo (klasyfikacja lasów, określanie gatunków i stanu zdrowia lasów, planowanie zalesiania),
  • ochrona środowiska (mapy emisji zanieczyszczeń, mapy zanieczyszczeń wód i gleby, zarządzanie i analiza zagospodarowania gruntów).

Krzysztof Czyż, Dyrektor Techniczny FP Instruments: Jestem osobą, która nie tylko zajmuje się planowaniem, ale również integruje rozwój świata firmware’u i hardware’u w FP Instruments (FPI). Zaangażowanie FPI w prace konsorcjum FP Space to wyzwanie, jakich próżno poszukiwać na co dzień. Skala problemów, jakie niesie ze sobą umieszczenie sprzętu elektronicznego na orbicie, jest dla nas, inżynierów, niezwykle interesująca. Jak zabezpieczyć się przed promieniowaniem elektromagnetycznym, jak zapewnić stabilność działania, gdy mamy do czynienia ze zjawiskiem zjonizowanych cząstek, które trafiając w układy pamięci komputera, mogą spowodować zmianę bitu i wartości przechowywanej w pamięci komputera zmiennej? To teraz będą nasze codzienne wyzwania, którym będziemy musieli (z radością) stawić czoło.

Satelita Intuition-1 trafi na niską orbitę okołoziemską (LEO), planowany czas wystrzelenia to 2022 rok.

Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments, okres realizacji: styczeń 2018 – grudzień 2023. Projekt jest dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Future Processing (FP) – projekty AMMER i SISPARE

Jarosław Czaja, CEO Future Processing: „Zawiązanie konsorcjum FP Space i udział Future Processing w projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej to dla mnie spełnienie marzeń. Mało kto pamięta, że pierwszym produktem FP w roku 2000 był SkyNavigator, którego zadaniem było szukanie obiektów niegwiazdowych na obrazach nieba. Nie udało się odkryć nowej komety, ani zrobić na tym biznesu, ale dla mnie jako programisty praca nad SkyNavigatorem to było naprawdę coś. Gdy dwa lata temu zaangażowaliśmy się w projekt PW-Sat2, a teraz w konsorcjum FP Space, wróciła mi „inżynierska ekscytacja”. Myślę, że to szczęście działać w IT w dzisiejszych czasach. Nie tylko w coraz większym stopniu wpływamy na otaczający nas świat, ale możemy dorzucić swój kawałek do tak ambitnych przedsięwzięć jak dalsza eksploracja kosmosu”.

AMMER

Projekt AMMER (Automated Method for Measuring Eutrophication of Inland Water Using Remote Sensing) to nowe spojrzenie na wykorzystanie technologii satelitarnych do automatycznego określania jakości wody w zbiornikach wodnych. Celem  projektu  jest  stworzenie  oprogramowania,  które będzie wspierać automatyzację przetwarzania zdjęć satelitarnych. Pozwoli to na efektywniejszą i mniej kosztochłonną niż obecnie, ocenę poziomu eutrofizacji śródlądowych wód powierzchniowych. Największe wyzwanie w projekcie stanowi opracowanie algorytmów określających stopień eutrofizacji na podstawie multispektralnych obrazów satelitarnych. Poprzez monitorowanie stanu zbiorników wodnych będzie można dostarczyć wartościowych informacji potrzebnych do nadzoru zbiorników wody zmniejszając zagrożenia związane z jej zanieczyszczeniem, co przełoży się m.in. na mniejsze ryzyko wystąpienia epidemii.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2018 – marzec 2019.

SISPARE

Projekt SISPARE (Satellite Image SPAtial Resolution Enhancement)  ma  na  celu  opracowanie  rozwiązań  algorytmicznych pozwalających na podnoszenie rozdzielczości obrazów satelitarnych. Fuzja informacji z wielu obrazów przedstawiających tę samą scenę pozwala na uzyskanie obrazu o wyższej rozdzielczości przestrzennej, co ma ogromne znaczenie praktyczne, zwiększając obszar zastosowań obrazów rejestrowanych przez poszczególne satelity. W ramach projektu SISPARE poddajemy istniejące metody poprawy rozdzielczości odpowiedniej walidacji eksperymentalnej z wykorzystaniem rzeczywistych obrazów satelitarnych, a ponadto dążymy do poprawy ich skuteczności poprzez odpowiednie wykorzystanie metod optymalizacji ewolucyjnej. W efekcie będziemy mogli dłużej wykorzystywać istniejące satelity, ze względu na wydłużenie czasu ich rynkowego zastosowania. Zamiast wysyłać nowego satelitę o lepszych parametrach technicznych, będziemy mogli dłużej korzystać ze zdjęć satelitarnych uzyskując z nich znacznie więcej szczegółów niż wcześniej. Ponadto zastosowanie nowych metod zwiększania rozdzielczości zdjęć będzie możliwe również w przypadku najnowszych satelitów, w celu odczytywania z obrazów większej ilości danych.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2017 – czerwiec 2018.

PW-Sat2

PW-Sat2 to projekt edukacyjny Politechniki Warszawskiej, w który zaangażowane są firmy Future Processing i FP Instruments. Ma on na celu budowę sztucznego satelity typu CubeSat 2U, którego zadaniem będzie przetestowanie innowacyjnego systemu deorbitacji w postaci żagla o powierzchni 4m², a także sprawdzenie systemu otwieranych paneli słonecznych, czujnika Słońca oraz systemu zasilania. Projekt jest prowadzony przez członków Studenckiego Koła Astronautycznego  przy  Wydziale  Mechanicznym  Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, partnerem strategicznym  budowy  satelity  jest  Future  Processing  oraz FP Instruments. FP i FP Instruments są zaangażowane w projekt dostarczając rozwiązania w dziedzinie software’u i hardware’u, a wiosną 2016 roku ufundowały komputer pokładowy. Być może, dzięki PW-Sat2, przyszłe satelity, po zakończeniu swojej misji, nie będą zamieniały się w sterty niebezpiecznych śmieci.

Inna Uwarowa, kierownik projektu: „PW-Sat2 ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 10x10x22 cm,  znajduje  się  w  nim  kwadratowy  żagiel  deorbitacyjny o powierzchni 4m2, który zwinięty zmieści się w objętości 270ml (czyli ¼ całego satelity). Misja zakłada otwarcie żagla, po około 40 dniach pobytu satelity na orbicie. Czynność ta zwiększy opór aerodynamiczny i spowoduje drastyczne obniżenie orbity, a w konsekwencji spalenie satelity w atmosferze Ziemi w ciągu kilku miesięcy”.

Pracą całego satelity będzie sterował komputer pokładowy zasilany  przez  zaprojektowany  w  tym  celu  system.  Dwie kamery zarejestrują otwarcie żagla, a sygnały radiowe nadawane z systemu komunikacji będą mogli odbierać radioamatorzy na całym świecie. Satelita PW-Sat2 trafi na orbitę synchronizowaną słonecznie o wysokości ok. 575 km, zostanie wystrzelony na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX (założycielem jest Elon Musk).

„Rozwój oprogramowania, które kontroluje pracę satelity, to ciekawe wyzwanie. Mamy do czynienia z wieloma ograniczeniami, które nie występują w typowych systemach, a każdy błąd niesie wysokie ryzyko, że misja nie zostanie doprowadzona do końca. To niełatwe, ale zarazem ekscytujące zadanie, widać to po zaangażowaniu członków zespołu” – Jarosław Czaja, CEO Future Processing.

Planowana data wystrzelenia: trzeci kwartał 2018 r.

Członkowie konsorcjum FP Space:

KP Labs: Działalność spółki skupia się na wytwarzaniu zaawansowanych rozwiązań informatycznych w zakresie wizji komputerowej i uczenia maszynowego (machine learning). Oprócz projektu Intuition-1, spółka jest zaangażowana w projekt związany z inteligentną analizą wideo – City Eye. City Eye ma na celu zwiększenie skuteczności operatorów monitoringów miejskich w wykrywaniu zdarzeń potencjalnie niebezpiecznych. Tworzony system będzie zgłaszał sytuacje, na które operator powinien zwrócić szczególną uwagę. Więcej o firmie: https://kplabs.pl/

FP Instruments: FP Instruments dostarcza projekty urządzeń elektronicznych na międzynarodowe rynki, głównie dla klientów z Wielkiej Brytanii, Holandii, Austrii, Szwajcarii, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Zajmuje się tworzeniem kompletnych rozwiązań dla dedykowanych układów, specjalizuje się w usługach R&D, dostarcza prototypy wraz z obudowami, implementuje dedykowane algorytmy, testuje urządzenia i przygotowuje wymaganą dokumentację. Więcej o firmie: http://fp-instruments.com

Future Processing: Future Processing (w skrócie FP) to gliwickie przedsiębiorstwo informatyczne wytwarzające specjalistyczne oprogramowanie komputerowe na potrzeby międzynarodowego handlu, przemysłu i usług. Więcej o firmie: https://www.future-processing.pl/

Burzliwe dni na funcie. Dobre wieści dla frankowiczów

EUR/PLN dość stabilnie mimo posiedzeń dwóch głównych banków a więc FED i EBC. Kolejna podwyżka stóp w USA nie zatrzymała apetytu na ryzyko. CHF/PLN nieco wyżej ale jest szansa na powrót na niższe poziomy. Kwestia reformy podatków w USA zdecyduje o losach dolara w najbliższych dniach. Prawdziwa huśtawka nastrojów na GBP/PLN. Czekamy na nowe informacje w sprawie negocjacji z UE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-18.12.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1912 3,5846 3,5130 4,6823
Maksimum 4,2500 3,6710 3,6690 4,8420

EUR/PLN

euro1Na EUR/PLN trend spadkowy się zakończył. Dwie próby przebicia poziomu 4,20 zakończyły się niepowodzeniem. Doszło do wybicia ponad poziom 4,2200. Na wykresie można wyrysować krótkoterminowy kanał wzrostowy. Trudno jeszcze wyrokować czy to już zmiana trendu. Możliwa jest również piętrowa konsolidacja. Szczególnie, że mamy tydzień przedświąteczny więc aktywność inwestorów może być coraz mniejsza. Posiedzenia dwóch głównych banków centralnych a więc FED i EBC akurat na EUR/PLN nie przyniosły większej zmienności. Początkow złoty tracił ale w piątkowe popołudnie zdołał odrobić nieco strat. Kluczowa w tym tygodniu wydaje się kwestia reformy podatkowej w USA. Zakończenie tej sprawy może być bodźcem dla notowań dolara. W efekcie możemy się spodziewać lekkiego odwrotu od aktywów krajów wschodzących. Ciekawe słowa wypowiedział też członek RPP Zubelewicz. Uważany za jastrzębia w Radzie powiedział, że stopy w Polsce mogą zostać na obecnym poziomie aż do końca 2019 roku gdyż jest spora tolerancja do inflacji. Jeśli komentarze będą się powielać to rynek szybko może to zweryfikować w kursie złotego. Oczywiście w negatywną stronę. Silnym oporem pozostaną okolice 4,2250. Wsparciem natomiast będą okolice ostatnich minimów a więc 4,1950.

CHF/PLN

frank1CHF/PLN również wybił się z trendu spadkowego. Nie są to jednak duże ruchy. Jesteśmy raptem kilka groszy wyżej od ostatniego minimum. Wcale nie jest przesądzone, że kurs nie wróci z powrotem do trendu spadkowego. Odreagowanie na CHF/PLN wynikało bezpośrednio z ruchów na parze EUR/CHF. Po posiedzeniu EBC i gołębim wydźwięku konferencji wspólna waluta traciła na wartości. EUR/CHF więc obrał kierunek na południe. Wydaje się jednak, że to chwilowe odreagowanie a w krótkim terminie kurs powróci ponad 1,17. Stąd jest spora szansa na powrót do spadków na CHF/PLN. Trzeba też zauważyć, że na rynkach optymizm trwa w najlepsze. Amerykańskie parkiety biją rekordy. A za taki sztandarowy przykład optymizmu można uznać kryptowalutę Bitcoin. Trzeba pamiętać, że stopy procentowe w USA są na najwyższym poziomie od 9 lat. A jak widać ograniczenia planów inwestycyjnych nie widać. Kolejna podwyżka stóp w USA nie spotkała się z większym zainteresowaniem bezpiecznych aktywów. Co jest niejako dziwną reakcją inwestorów. Póki taka sielanka trwa kredytobiorcy frankowi nie muszą się bać o wysokość swoich rat.

USD/PLN

dolar1USD/PLN porusza się w krótkoterminowym kanale wzrostowym. Po samej decyzji Fed o kolejnej podwyżce stóp w USA dolar ku zaskoczeniu inwestorów tracił na szerokim rynku. Dzień później nastąpiła jednak zmiana kierunku na głównej parze na południowy. Zdecydowała nie siła dolara a bardziej słabość europejskiej waluty. Taka sytuacja spowodowała, że złoty stracił kilka gorszy do amerykańskiej waluty. Teraz rynki żyją przede wszystkim finalizacją reformy podatków w USA. Jakie to ma przełożenie na dolara? Trudno powiedzieć w jakiej formie wejdą ustawy. Szczególnie termin wprowadzenia cięć podatków dla przedsiębiorstw dopiero od 2019 roku mógłby spowodować wyprzedaż dolara. Jak wiemy inwestorzy nie lubią czekać. Prawdopodobnie ustawa trafi do podpisu prezydenta Trumpa w piątek. Rynki kompletnie lekceważą to, że znacznie może wzrosnąć deficyt budżetu USA w skutek wprowadzenia tego pakietu fiskalnego. Patrzą tylko na to, że dzięki zmianom znacznie może przyśpieszyć PKB a w efekcie wzrośnie presja inflacyjna. Wtedy też zwiększy się tempo podwyżek stóp procentowych w USA. Najbliższe dni więc rozstrzygną się losy amerykańskiej waluty. Oporem w przypadku wzrostów będzie granica 3,60.

GBP/PLN

funt1Na funcie nadal mamy burzliwe dni. Początkowo brytyjska waluta całkiem sporo zyskiwała. Było to na fali pozytywnych informacji o dogadaniu się z UE w sprawie rachunku za Brexit co przekładało się na zakończenie tego etapu negocjacji. Tym samym przejście do kolejnego etapu a więc stosunków handlowych. Szybko jednak euforia minęła po słowach szefa negocjatorów z UE o tym, że Wielka Brytania może jedynie liczyć na model współpracy taki jak z Kanadą. Tym samym większość usług finansowych przestała by w zasadzie istnieć. Wiele centrów finansowych zmieniłoby lokalizację. Nie mówiąc już o dostępie do wspólnego rynku, który byłby w ograniczonym stopniu. Pojawienie się widma twardego brexitu przeceniło brytyjską walutę. Nieco wsparcia funt dostał ze strony danych makro. Rynek pracy czy inflacja ponownie pozytywnie zaskoczyły. Ponownie jednak długo optymizm nie trwał. Posiedzenie Banku Anglii miało zdecydowanie gołębi wydźwięk. Inwestorom nie mogło to się spodobać stąd spadek o niemal 6 groszy na GBP/PLN. Teraz sytuacja może się nieco uspokoić. Choć na każde newsy w sprawie negocjacji z UE mogą inwestorzy reagować dość panicznie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Świąteczne wydatki last minute

Boże Narodzenie oraz okres sylwestrowo-noworoczny to czas, kiedy w widoczny sposób wzrastają wydatki gospodarstw domowych. Przygotowania do Świąt, które można rozciągnąć na cały grudzień, wiążą się ze znacznie rozszerzoną listą zakupów, która pochłania dodatkowe fundusze. Poza tym mogą pojawić się jeszcze wydatki, których nie wzięliśmy pod uwagę – awaria w domu czy konieczność wykupienia leków.

Ile wydamy? Więcej niż rok temu

Według corocznego badania „Zakupy świąteczne”, realizowanego przez firmę doradczą Deloitte, Polacy na tegoroczne święta wydadzą średnio 882 zł. Ponad połowę tej kwoty (51%) wydamy na prezenty dla bliskich i znajomych, a więc na to, czego nie ma w zwykłych, comiesięcznych rozliczeniach domowego budżetu. Ok. 342 zł pochłoną zakupy spożywcze. Biorąc pod uwagę, iż mowa tutaj o zaopatrzeniu na 3 dni, to całkiem spora kwota, większa niż przeciętne wydatki na jedzenie. W tym kontekście warto też wziąć pod uwagę stałe doniesienia o wzroście cen żywności, które nawet pomimo licznych promocji, mogą zaskoczyć wiele osób realizujących świąteczną listę zakupów.  

Świąteczna lista wydatków

Polska tradycja spędzania Świąt nauczyła nas nie tylko przygotowywania 12 potraw, ubierania choinki i kładzenia pod nią prezentów, ale także tego, że konieczne jest zaplanowanie świątecznego budżetu. Musimy uwzględnić większe niż zazwyczaj, obfitujące w niekupowane na co dzień produkty, zakupy spożywcze. Do tego dochodzi zakup prezentów – w zasadzie podwójnych, bo przecież dzieci czekają na Mikołaja też 6 grudnia. Na liście wydatków znajdą się takżeśrodki czystości (w końcu świąteczne porządki to też tradycja), wyjazd do rodziny, a więc koszt paliwa lub biletów kolejowych lub autobusowych, ozdoby świąteczne, a szczególnie choinka. Jeśli jesteśmy zwolennikami żywego drzewka, wydamy na nie minimum kilkadziesiąt złotych.

Jak planować?

Kluczem do rozsądnego przygotowania Świąt jest odpowiedni plan. Chodzi tu zarówno o rozłożenie wszystkich zadań, jak i budżetu. Dokładna lista zakupów i trzymanie się jej, a także określenie widełek cenowych, w jakich szukamy prezentów, pomoże nam zapanować nad wydatkami, tak aby nie porwała nas magia świąt.

Nigdy jednak nie można zaplanować wszystkiego na 100%. Zawsze mogą pojawić się niespodziewane wydatki, np. dodatkowi goście, których trzeba obdarować prezentami, ale też coś tak prozaicznego jak nagła awaria w domu. Przecież popsuta lodówka czy piekarnik nie może czekać na okres poświąteczny i sprzęt trzeba kupić od razu.

W przypadku nagłych, nieplanowanych wydatków, które obciążają i tak napięty grudniowy budżet, można spróbować pożyczyć pieniądze od znajomych, jednak to może być trudne, gdyż większość osób nie będzie mieć w tym okresie wolnych środków. Sięgnięcie do oszczędności może pomóc, ale jeśli są one ulokowane na lokacie, nie warto zrywać jej i tracić odsetek. Wygodną opcją będzie kredyt gotówkowy – radziTomasz Głodowski, Dyrektor Marketingu i Sprzedaży Bezpośredniej Oddziału Inbank w Polsce. Szukając rozwiązania dla siebie warto z góry określić ile potrzebujemy i w ramach takiej kwoty porównywać oferty. Jak przy każdym zobowiązaniu, należy zwrócić uwagę na oprocentowanie, RRSO oraz prowizję – najlepiej, aby była jak najniższa, albo nawet wynosiła 0% – dodaje.

Pieniądze z kredytu pozwolą na pokrycie chwilowych braków, natomiast spłatę bez problemu można wpisać w budżet na kolejne miesiące. Warto tylko od razu przemyśleć, jakie są nasze możliwości i z góry zaplanować najbardziej optymalną liczbę i wysokość rat. Chodzi przecież o to, aby spłata kredytu nie przysporzyła problemów w przyszłości.

 Online sposobem na prawdziwe last minute?

W przedświątecznej gorączce, kiedy mamy wiele dodatkowych zajęć, dokładnie planujemy nie tylko budżet, ale i czas. Dlatego też coraz więcej osób decyduje się na zakupy w sieci. Z przywoływanego już badania Deloitte wynika, że 42% świątecznych prezentów będzie zakupionych przez internet.

Online to wygoda i szybkość, ale też korzystniejsze oferty. Tego od lat uczą nas platformy sprzedażowe. W sieci sprawy załatwić możemy w dowolnym momencie, w przerwie od sprzątania czy w drodze na przedświąteczne spotkanie. Tym samym eliminujemy konieczność chodzenia po zatłoczonych galeriach i hipermarketach. Oferta online sprawdzi się także w sytuacji nieoczekiwanych wydatków. Wniosek o kredy gotówkowy można złożyć przez internet i tą drogą załatwić wszystkie formalności. Całość nie zajmie więcej niż 10 minut, a pieniądze na koncie mogą być nawet tego samego dnia – tłumaczy Tomasz Głodowski z Inbank.

Produkty online są rozwiązaniem na awaryjne sytuacje i potrzeby last minute. Nie trzeba ruszać się z domu, ani nawet czekać na kuriera z umową kredytową. W napiętym okresie przedświątecznym to duże ułatwienie.

Finiata pozyskała 18 mln EUR od funduszy VC

FinTech Finiata świętuje właśnie rok działalności na rynku niemieckim oraz pół roku na rynku w Polsce. Dzięki pozyskaniu 18 mln EUR (ponad 75 mln zł) od nowych inwestorów ma szanse w niedługim czasie podbić kolejne państwa.

Finiata w przeciągu roku działalności zdobyła 9000 klientów i właśnie pozyskała nowych inwestorów. To kolejne potwierdzenie, iż berliński startup jest wiodącą platformą finansową dla sektora MŚP i freelancerów. Niebawem fintech planuje rozszerzyć działalność o kolejne kraje.

Twórcą Finiaty jest Sebastian Deimler, który ma już na swoim koncie sukces firmy Kreditech. Do grona inwestorów Finiaty dołączyli właśnie: Kulczyk Investments,DN Capital, Point Nine Capital, Redalpine, Fly Ventures, LaFamiglia), ENERN i VC.75-milionowa inwestycja jest jedną z największych w historii dla tak młodego fintecha.42 miliony złotych zostało pozyskanych jako udziały serii A przez nowych inwestorówz Europy Wschodniej, a pozostałe 33 mln złotych pochodzi z linii kredytowej.

– Dofinansowanie zostanie przeznaczona między innymi na rozwój firmy ze szczególnym uwzględnieniem Polski, gdzie nasza oferta cieszy się największym zainteresowaniem. Nasz kraj jest kluczowy w strategii Finiaty ponieważ jest w nim liderem. Mam świadomość, że w dużej mierze to zasługa polskiego zespołu.  Nowe środki finansowe pomogą również w podboju kolejnych rynków – powiedział Greg Micyk, CEO Finiata Polska.

Cichy faktoring z regresem (tak nazywa się pełna nazwa usługi oferowanej przez Finiatę) skierowany jest przede wszystkim do sektora MSP i freelancerów. Dzięki obsłudze online i w pełni zautomatyzowanej technologii scoringowej na cały proces finansowania dla konkretnego przedsiębiorstwa potrzebuje maksymalnie 24 godziny. Oferta Finiaty została bardzo dobrze przyjęta przez rynek konsumentów – ponad 70% klientów korzysta z jej usług wielokrotnie.

Sebastian Kulczyk
Sebastian Kulczyk

– Finiata to projekt o globalnym potencjale. Charakterystyczną cechą firmy jest jej silna pozycja na polskim rynku oraz bardzo dobry zespół zarządzający. Wierzę, że nasze doświadczenie i międzynarodowa sieć kontaktów biznesowych pomogą Finiacie w jej globalnej ekspansji – powiedział Sebastian Kulczyk, CEO Kulczyk Investments.

Ryzyko w produktach oferowanych przez Finiatę jest zupełnie inne niż kredytowe, bo też produkt nie jest linią kredytową czy długoterminowym zobowiązaniem. To faktoring, co oznacza że klienci fintecha zarobili już pieniądze, ale ze względu na odroczenie terminów płatności, czy w związku z generalnym trendem „nie płacenia na czas” muszą czekać na wynagrodzenie. Mikrofaktoring od Finiaty jest więc usługą biznesową, która pozwala klientom zachować płynność finansową.

Pielęgniarki czekają na nowelizację ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych

W sierpniu 2017 roku weszła w życie ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Ustawa została przyjęta pomimo zgłaszanych przez Naczelną Radę Pielęgniarek i Położnych poprawek kluczowych dla zachowania godności zawodu. Przyjęty projekt zakłada krzywdzące stawki wynagradzania pielęgniarek i położnych oraz w zbyt małym stopniu różnicuje osoby podnoszące kwalifikacje zawodowe. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych podejmuje dalsze działania w celu nowelizacji obowiązującej ustawy, aby uatrakcyjnić zawody – m.in. przez zapewnienie godziwego wynagrodzenia wszystkim pielęgniarkom i położnym.

– Pielęgniarki i położne nie były z tej ustawy zadowolone. Zostały zdeprecjonowane przez zrównanie ich minimalnego wynagrodzenia z płacą np. opiekuna medycznego, który posiada o wiele niższe kwalifikacje – powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych –Naczelna Rada kilkakrotnie wyrażała swoje stanowisko w odniesieniu do ustawy jeszcze będącej w fazie projektu, czy to w sposób oficjalny w ramach konsultacji publicznych, czy też w sposób mniej formalny za pomocą kontaktów z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia. Interweniowaliśmy także podczas bezpośredniego spotkania z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Panem Andrzejem Dudą. Mimo, że ustawa została przyjęta w brzmieniu niekorzystnym dla naszego środowiska w Polsce, bez zgłaszanych poprawek, nie spoczniemy w działaniach mających na celu poprawę sytuacji zawodu.

NRPiP podjęła stanowisko w sprawie szybkiej nowelizacji tej ustawy. Należy podkreślić, że w Polsce brakuje wykwalifikowanych pielęgniarek i położnych do opieki nad pacjentami. Rośnie średnia wieku i obecnie wynosi 51 lat dla pielęgniarek, natomiast dla położnych 49 lat. W tej sytuacji w sposób szczególny należy zadbać o zachęty do podejmowania pracy w zawodzie, a jedną z nich są godziwe warunki wynagrodzenia. Obecnie toczą się prace, które – jak liczą pielęgniarki i położne – pozwolą ustalić płace minimalne pracowników medycznych z uwzględnieniem sugestii NRPiP – podkreśliła Małas.

Mabion S.A. z nowym innowacyjnym wskazaniem w leczeniu stwardnienia rozsianego dla MabionCD20

Badania potwierdzają wysokie prawdopodobieństwo uzyskania efektywności rituximabu skojarzonego z terapiami ustnymi w leczeniu stwardnienia rozsianego.

Mabion zakończył rozwój przedkliniczny projektu MabionMS i obecnie prowadzi prace przygotowawcze związane z przygotowaniem procedury klinicznej. Jednocześnie Spółka złożyła wniosek patentowy dla opracowanej przez siebie terapii. Przedmiotem złożonego wniosku patentowego na terenie Europy z możliwością jej rozszerzenia w skali całego świata, jest innowacyjna terapia leczenia pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane przy użyciu przeciwciała MabionCD20 skojarzonego z innymi substancjami.

Dr Sławomir Jaros, Dyrektor ds. Operacyjnych i Naukowych Mabion S.A.:  Doniesienia literaturowe potwierdzają skuteczność leczenia pacjentów ze stwardnieniem rozsianym przy użyciu przeciwciał oddziałujących z limfocytami typu B. Obecnie zakończyliśmy fazę proof of concept. Jej wstępne wyniki potwierdzają, że nasza potencjalna terapia może mieć zastosowanie u pacjentów z SM.   

Artur Chabowski, Prezes Zarządu Mabion S.A.: Projekt ten optymalizuje ryzyko, przy efektywnym wykorzystaniu naszych zasobów oraz doświadczenia. Wierzymy, że jesteśmy w bardzo atrakcyjnym momencie wyjściowym, który umożliwi nam sprawne doprowadzenie projektu do fazy klinicznej i wejście na rynek. MabionMS może być również niezwykle atrakcyjny dla firm, które mają w swoim portfolio terapie doustne dla pacjentów chorych na stwardnienie rozsiane. 

Stwardnienie rozsiane (SM) to przewlekła choroba autoimmunologiczna centralnego układu nerwowego. Na całym świecie cierpi na różne jego postacie ponad 2 miliony osób. Globalny rynek leczenia stwardnienia rozsianego osiągnął wartość ok. 20 mld USD Prognozy długoterminowe wskazują, że w ciągu kolejnych lat urośnie on średnio o 5-6 mld USD.

Idziemy po duży kawałek rynku. To pierwszy w pełni innowacyjny projekt naszej firmy, który łącznie z obecnie już przez nas realizowanymi, w znaczący sposób może zwiększyć wartość Spółki dla naszych akcjonariuszy – dodaje Artur Chabowski.

Niskie bezrobocie i brak chęci do inwestycji będą coraz bardziej obciążać rozwój gospodarczy

Prawo do odszkodowania za Brexit

Rosną dochody polskich gospodarstw domowych

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez GUS, co trzecie gospodarstwo domowe w Polsce definiuje swoją sytuację materialną jako dobrą albo bardzo dobrą, a tych określających ją jako raczej złą lub złą jest znacznie mniej bo tylko 13 proc.

W porównaniu z poprzednim badaniem zwiększył się odsetek gospodarstw domowych pozytywnie oceniających swoją sytuację materialną (poprzednio 28,5 proc. gospodarstw domowych oceniało swoją sytuację materialną jako dobrą albo bardzo dobrą, a 16 proc. jako raczej złą lub złą).

Subiektywne odczucia potwierdzają dane statystyczne świadczące o wzroście zamożności Polaków. Poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę wyniósł w 2016 roku 1475 zł i był realnie wyższy o 7 proc. od dochodu z roku poprzedniego.

– Tak wysokiej dynamiki zmian nie notowano przez ostatnie sześć lat, a w pierwszej połowie 2017 roku odnotowano dalszy wzrost dochodu rozporządzalnego w tempie 8 proc. r/r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – Bez wątpienia sprzyjająca gospodarstwom domowym sytuacja na rynku pracy potwierdzona przez obniżające się bezrobocie i wzrost wynagrodzeń, a także wprowadzenie w 2016 roku świadczenia w ramach Programu Rodzina 500+ wsparły wzrost zamożności Polaków.

Bitcoin nadal na fali

Po tygodniu notowań kontraktów terminowych na bitcoina przez spółkę Cboe Global Markets, w poniedziałek kontrakty na tę kryptowalutę uruchamia firma CME Group. Piątkowe notowania bitcoina na Cboe wzrosły o 8% do poziomu ponad 18 tys. USD, podczas gdy w ciągu tygodnia – o ok. 21% (z poziomu ok. 15 tys. USD). Tymczasem kurs bitcoina już w niedzielę sięgnął niemal bariery 20 tys. USD i w poniedziałek rano kosztuje nieco ponad 19 tys. USD. Kryptowaluta staje się coraz popularniejsza także poza rynkiem finansowym: jedna z japońskich firm ogłosiła, że część wynagrodzeń będzie wypłacała w bitcoinie, a w USA po raz pierwszy w historii na sprzedaż wystawiono mieszkanie, które można kupić wyłącznie za tę kryptowalutę.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,1%), a traci do euro (-0,15%), brytyjskiego funta (-0,17%), dolara kanadyjskiego (-0,11%) oraz dolara australijskiego (-0,213%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,334, USD/CAD – 1,285, AUD/USD – 0,767 i USD/JPY – 112,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,24%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,882. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka zyskuje do głównych walut. W poniedziałek rano dolar kosztuje poniżej 3,58 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,61 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,57%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,27%, a paryski indeks CAC 40 spadł o 0,15%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,9%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,29%, a brazylijski indeks Bovespa wzrósł o 0,25%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,55%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,05%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,74%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,23 USD (-0,13%), a ropy WTI – 57,3 USD (+0,45%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei ceny złota utrzymują taki sam poziom, jak przed weekendem. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1256 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Bilans handlu zagranicznego, listopad – 113,4 mld JPY (prognoza -55 mld JPY)
  • 2:30 – Chiny – Ceny nieruchomości (r/r), listopad – 5,1% (poprzednio 5,4%)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), listopad – 0,9% (prognoza 1,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), listopad (prognoza 1,5%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), listopad (prognoza 4,4%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), listopad (prognoza 7,1%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości – NAHB, grudzień (prognoza 70 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Odliczanie do świąt nie musi być nudne

Ostatni tydzień nie przyniósł znaczących zmian rentowności obligacji skarbowych. Złoty lekko silniejszy. W centrum uwagi pakiet danych krajowych i będąca na ostatniej prostej reforma podatkowa w USA.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na krajowym rynku walutowym ostania sesja ub. tygodnia przyniosła umocnienie złotego. Po tym jak dzień wcześniej kurs EURPLN zbliżył się do 4,225 w piątek spadł o ponad dwa grosze. Złoty nadal pozostaje pod wpływem czynników globalnych, stąd ten lekko pozytywny wpływ na naszą walutę mogła mieć informacja, że dwóch republikańskich senatorów, Marco Rubio i Mike Lee, nalegało, aby w zaproponowanej ustawie reformującej amerykański system podatkowy uwzględniono większe ulgi dla osób wychowujących dzieci. Na rynkach EM automatycznie pojawiły się spekulacje, że ustawa nie zostanie wdrożona w obecnym kształcie, co wspomogło notowania złotego.

W piątek na wartości początkowo tracił więc też dolar, podczas sesji europejskiej kurs EURUSD powrócił powyżej 1,18. Po południu popyt na „zielnego” ponownie się pojawił. Podczas handlu w USA Republikanie z obu izb Kongresu USA przedstawili bowiem wspólny projekt uchwały podatkowej, który ma już zapewnione wystarczające poparcie dla uchwalenia. Choć ostatnie dane z USA (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, czy poprawiające się nastroje w gospodarce amerykańskiej) dobrze wpisują się w oczekiwania odnośnie dalszej normalizacji polityki pieniężnej w USA, co na tle innych głównych walut powinno faworyzować dolara, ten jednak na razie nie może nasilić trendu wzrostowego, w którym utrzymuje się od końca listopada br. W poniedziałek rano kurs EURUSD oscylował w okolicach 1,175. Można się jednak spodziewać, że jeśli tylko ustawa podatkowa zostanie przyjęta kurs EURUSD wyraźnie ruszy w dół, pchając EURPLN co najmniej do 4,25. Głosowanie w Izbie Reprezentantów nad projektem reformy zaplanowano na poniedziałek, dzień później ustawą zajmie się Senat, a w środę Donald Trump będzie mógł złożyć podpis pod dokumentem.

Na rynku stopy procentowej ostatni tydzień nie przyniósł zaś znaczących zmian rentowności obligacji skarbowych mimo kilku istotnych wydarzeń w kraju i na świecie. Globalny rynek długu wzmocnił przede wszystkim łagodniejszy od oczekiwań komentarz Fed, koncentrujący się w dużej mierze na braku presji inflacyjnej w amerykańskiego gospodarce. W efekcie, mimo że bank centralny zdecydował się na podniesienie stóp procentowych, to jednak na świecie doszło do krótkoterminowego spadku rentowności obligacji. Z drugiej jednak strony korekty w górę oczekiwań odnośnie dynamiki wzrostu PKB w kolejnych latach dokonane w Europie i w USA przez EBC i Fed oddziaływały w przeciwną stronę.

W kontekście piątkowej aukcji zamiany warto zwrócić uwagę na mocne wyceny papierów skarbowych. Wysokie ceny obligacji mogą sygnalizować, że popyt w najbliższych dniach na lokalnym rynku długu utrzyma się. Biorąc pod uwagę, że już do końca roku Ministerstwo Finansów nie zorganizuje żadnych przetargów trudno spodziewać się przy spadającej płynności obrotu silniejszej przeceny papierów skarbowych.

W najbliższych dniach głównym wydarzeniem na krajowym rynku długu będzie publikacja danych makroekonomicznych. Oczekiwać można wysokich odczytów zarówno w przypadku płac w sektorze przedsiębiorstw jak i produkcji przemysłowej w listopadzie. Analizując wskaźniki wyprzedzające, dane publikowane w Europie, czy publikowane informacje nt. niektórych sektorów nie można wykluczyć nawet lekkiego zaskoczenia mocniejszymi danymi. Mimo, że wspomniane odczyty będą wzmacniać zwolenników podwyżek stop procentowych, to jednak zdecydowane podtrzymywanie przez przedstawicieli NBP scenariusza braku zmian stóp procentowych w 2018 r. będzie chłodzić w tym zakresie oczekiwania rynkowe. Dlatego można spodziewać się, że do końca roku notowania obligacji skarbowych poruszać się już będą w trendzie bocznym, a silniejsza przecena wydaje się w krótkim okresie mniej prawdopodobna.

W tym tygodniu na rynkach finansowych zacznie się już odliczanie do świąt, co oznacza powolne wygaszanie aktywności. Wciąż będzie jednak pole do niespodzianek, gdyż kalendarz makro nie będzie świecił pustkami. Obok wspomnianych już raportów krajowych, na świecie uwagę przyciągać będzie amerykański PKB oraz indeks Conference Board i niemieckie Ifo. Politycznymi wydarzeniami będą zaś wybory parlamentarne w Katalonii oraz oczekiwane złożenie podpisu D. Trumpa pod ustawą podatkową.

waluty

Autorzy: Joanna Bachert i Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Bitcoin za prawie 20 000 USD. Co ze stopami procentowymi?

W weekend kurs najpopularniejszej kryptowaluty ocierał się o poziom 20 000 USD. Dobra wiadomość dla kredytobiorców, stopy procentowe bez zmian jeszcze nawet dwa lata. Zmiany w otoczeniu premiera.

Kolejne skoki bitcoina

W weekend znów byliśmy świadkami gwałtownych wzrostów na najpopularniejszej kryptowalucie świata. Cena w szczytowym momencie osiągnęła niemal 20 000 dolarów, a na niektórych giełdach nawet zawarto transakcje powyżej tej bariery. Co napędzało kolejne wzrosty? Od dzisiaj ruszają na Chicago Mercantile Exchange (CME) kontrakty na bitcoina. Warto zwrócić uwagę, że jak po niemal każdym takim wybiciu zobaczyliśmy niemal 10% korektę. Start kontraktów podobnie jak w przypadku poprzednich nie spowodował, że przeniósł się na ten rynek istotny procent handlu. Obroty na kontrakcie ledwo przekroczyły 3000 bitcoinów, co dało niecałe 60 milionów dolarów.

Kiedy spodziewać się wzrostu stóp procentowych w Polsce?

Kamil Zubelewicz, członek Rady Polityki Pieniężnej, podzielił się swoimi prognozami co do kształtowania się polityki stóp procentowych w Polsce. Jego zdaniem możliwe jest utrzymanie obecnych stóp nawet do końca 2019 roku. Jest to dość dziwny scenariusz, gdyż w takiej sytuacji mielibyśmy wyraźnie niżej oprocentowane kredyty niż USA, które po serii podwyżek już powoli się z nami zrównało. Argumentem za takim stanem rzeczy jest inflacja nieprzekraczająca celu. Zwraca również uwagę, że stopy procentowe warto zmieniać powoli zamiast szokowych reakcji na rosnącą inflację. W tym celu jego zdaniem wkrótce należałoby dokonać pierwszej podwyżki, do czego biorąc pod uwagę układ głosów w Radzie nie dojdzie. Jaki ma to wpływ na waluty? Jeżeli stopy w Polsce będą pozostawać bez zmian to złotówka powinna tracić na wartości do walut państw, które stopy procentowe będą podnosić. Na razie Europa podchodzi do tematu bardzo ostrożnie, zatem wpływ tej decyzji wydaje się relatywnie niewielki.

Pierwsze zmiany w kancelarii Premiera już wkrótce?

W programie pierwszym polskiej radio szef gabinetu prezydenta zapowiedział, że być może już nawet dzisiaj dojdzie do zmian personalnych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Potwierdził, że kandydatury w weekend trafiły na biurko prezydenta. Biorąc pod uwagę, że mowa o kancelarii premiera zmiany te nie powinny mieć większych reperkusji dla rynków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Od nowego roku cudzoziemcy w Polsce mogą pracować o 50% dłużej

Dotychczas pracodawcy, którzy chcieli zatrudnić pracownika z Ukrainy, Białorusi, Armenii, Gruzji, Mołdawii czy Rosji, składali oświadczenie o zamiarze powierzenia im pracy w Urzędzie Pracy. Od 1 stycznia 2018 roku będą dwie ścieżki zatrudniania, a za rejestrację oświadczenia trzeba będzie wnieść symboliczną opłatę. Jak wskazują eksperci Personnel Service, nowe zasady, które m.in. wydłużają czas pracy Ukraińców o połowę (z 6 do 9 miesięcy) będą dużym ułatwieniem. Zwłaszcza, że już w tym roku liczba Ukraińców w Polsce przekroczy 2 mln.

Zmiana zasad zatrudniania cudzoziemców to wynik uchwalonej 20 lipca br. ustawy, która zacznie obowiązywać już 1 stycznia 2018 roku. To ważna informacja dla pracodawców, którzy mają zamiar zatrudniać cudzoziemców w kolejnym roku. A jak wynika z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej” plan rekrutacji kadry zza wschodniej granicy ma nawet co piąta firma w Polsce. Wśród dużych przedsiębiorstw ten odsetek wynosi aż 42%.

Nowy typ zezwolenia na pracę

Od nowego roku będzie obowiązywało nowe zezwolenie: zezwolenie na pracę sezonową. Dotyczy ono tylko wybranych branż, w tym głównie rolnictwa oraz turystyki. Decyzję o wydaniu tego dokumentu wyda starosta właściwy dla miejsca siedziby danej firmy. Dzięki temu zezwoleniu będzie można legalnie zatrudnić cudzoziemca do prac sezonowych na 9 miesięcy w ciągu roku. To pozytywna zmiana w stosunku do obowiązujących regulacji, które zezwalały na maksymalnie 6-miesięczny pobyt w Polsce. Dodatkowo, powierzający pracę będzie mógł, pod pewnymi warunkami, powierzyć cudzoziemcowi pracę innego rodzaju niż wykonywana w ramach działalności sezonowej, ale na okres nie dłuższy niż łącznie 30 dni w ciągu ważności zezwolenia.

Zezwolenie na pracę sezonową będzie można otrzymać po spełnieniu dwóch warunków: należy zaoferować cudzoziemcowi wynagrodzenie nie niższe niż wynagrodzenie innych pracowników wykonujących taką samą pracę oraz udowodnić, że nie ma możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych w oparciu o lokalny rynek pracy. – Taki zapis nadaje pewien przywilej polskim pracownikom, którzy powinni być zatrudniani w pierwszej kolejności. Warto jednak pamiętać, że imigracja zarobkowa, z którą teraz mamy do czynienia w Polsce, ma również charakter komplementarny, a nie substytucyjny. To oznacza, że cudzoziemcy wypełniają wakaty tam, gdzie Polaków po prostu brakuje – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Obok zezwolenia na pracę sezonową, nadal będzie obowiązywała dotychczasowa procedura oświadczeniowa dla obywateli sześciu państw. Wtedy cudzoziemcy mogą pracować legalnie przez sześć miesięcy w ciągu roku. Trzecim rozwiązaniem dla firm chcących zatrudniać cudzoziemców jest zatrudnienie w ramach zezwolenia na pracę, które jest wydawane przez wojewodę na okres nie dłuższy niż trzy lata.

Możliwość odmowy

Do tej pory, rejestrowanie oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom było bezpłatne. Od 1 stycznia 2018 roku będzie za to pobierana niewielka opłata w wysokości 30 zł. Ważniejsze jest jednak to, że starosta będzie mógł wydać decyzję o odmowie wpisania oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi do ewidencji oświadczeń. Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia w momencie, gdy będzie podejrzenie, że pracodawca złożył wniosek tylko dla pozoru lub kiedy był karany ze względu na prawa pracownicze, nie reguluje swoich zobowiązań podatkowych czy nie płaci składek na ubezpieczenia społeczne.

Lepsza kontrola wniosków

Nowe przepisy pozwolą lepiej niż dotychczas kontrolować oświadczenia składane przez pracodawców. Przede wszystkim firmy będą musiały informować, czy cudzoziemiec, który przyjechał do Polski w ramach uproszczonej procedury, rzeczywiście podjął pracę. To dodatkowy krok administracyjny, ale dzięki niemu będzie możliwość dokładnej analizy, ilu faktycznie cudzoziemców pracuje w Polsce. – W tym momencie możemy podawać tylko szacunki. Zdarza się bowiem tak, że na jedną osobę rejestruje się kilka oświadczeń, ktoś nie przyjeżdża do pracy lub nie podejmuje jej w miejscu, w którym powinien. Po zmianie przepisów powinno się to zmienić. Poznamy nie tylko  liczbę przyjeżdżających do nas pracowników ze Wschodu, ale też branże, w jakich najchętniej podejmują pracę – mówi Krzysztof Inglot.

Zwiększony ruch u urzędach przed końcem roku?

Firmy, które obawiają się trudności związanych z zatrudnianiem cudzoziemców po nowym roku, zapewne jeszcze w grudniu zarejestrują oświadczenia na zapas. Jednak jak podkreślają eksperci Personnel Service, firmy współpracujące z agencjami zatrudnienia, nie muszą tego robić, bo mają zapewnioną ciągłość współpracy. Stąd w ich przypadku nie widać zwiększonego zainteresowania rejestracją oświadczeń jeszcze przed końcem roku.

Atrakcyjny pracodawca oczami obcokrajowców pracujących w Polsce

Według pracowników z Norwegii atrakcyjny pracodawca oferuje wysokie wynagrodzenie. Dla Niemców liczy się standard pracy. Z kolei Włosi cenią nieformalne podejście i szansę na rozwój kariery, a Czesi firmy mające solidną markę.

Nie ma jednego, idealnego przepisu, który sprawia, że w oczach cudzoziemca pracodawca jest atrakcyjny, a firma jest warta wyprowadzki z rodzimego kraju. O wyborze konkretnego pracodawcy i oferty, decydują czasem szczegóły.

– Jedna z kandydatek znających egzotyczne języki, zrezygnowała z pracy w naszej firmie, bo dzień pracy wynosił osiem i pół godziny, a ona chciała pracować osiem godzin. Czasem o tym, czy pracodawca jest atrakcyjny czy też nie, decydują drobiazgi – mówi jeden z HR-owców, który wziął udział w badaniu jakościowym w ramach raportu „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe” Monster Talent Sourcing Services.

Wrażenie od pierwszego wejrzenia

Cudzoziemcy bardzo często informują już na etapie rekrutacji, jak widzą pracodawcę, co im odpowiada, a co budzi ich wątpliwości.

– Włosi są bardziej skorzy podjąć pracę w firmie, gdy widzą, że będą jej częścią i będą mogli mieć realny wpływ na jej działania. Chcą być częścią większego zespołu. Potraktowani pytaniami z automatu, zniechęcą się już na początku negocjacji – mówi HR-owiec, działający na kilku międzynarodowych rynkach.

Żeby zrobić wrażenie na Niemcach, trzeba zadbać o procedury, poinformować szczegółowo o prawach i obowiązkach pracownika. Dla Czechów istotny jest wizerunek i marka pracodawcy. Z kolei na pracownikach z Norwegii czy Finlandii ważne są pieniądze. Niezależnie od kraju istotne jest ubezpieczenie zdrowotne. Porządny pracodawca musi je oferować w standardzie – komentuje Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Otwartość pracodawcy na szkolenia i studia

Na atrakcyjność wpływają także pewne korzyści, jakie niesie za sobą praca w danej firmie. Według HR-owców należą do nich: możliwość awansu, szansa pracy w języku angielskim, zatrudnienie w dużej korporacji.

– Aż 90 proc. firm we Włoszech to firmy mniejsze niż średnie, więc nie jest tak łatwo pracować w korporacji we Włoszech. To, co nam wydaje się w zasięgu ręki, dla Włochów jest atutem – mówi HR-owiec.

Dodaje, że młoda osoba z Włoch snuje wówczas wizje, że zdobędzie w Polsce doświadczenie, często skończy tu studia i będzie miała doskonały wpis w CV. Pracodawcy, którzy pozwalają łączyć studia z pracą, momentalnie zyskują w ich oczach. Podobnie jest z kandydatami Hiszpanii i z Portugalii, gdzie rynek pracy dla młodych nie należy obecnie do atrakcyjnych.

Wsparcie na start

Z badań wynika, że cudzoziemcy mają swoje obawy, przed rozpoczęciem pracy w Polsce. Tym bardziej pracodawca, który chce być uznawany za przyjaznego i atrakcyjnego musi ułatwić takiemu pracownikowi „miękkie lądowanie”. Okazuje się, że część z nich to robi. I tak: 41 proc. pracodawców oferuje obcokrajowcom kursy językowe, 35 proc. stawia na integrację z zespołem, w tym wspólne wyjazdy, a 31 proc. udziela wsparcia podczas załatwiania dokumentów i pozwoleń. Ponadto 14 proc. pracodawców pomaga cudzoziemcom w znalezieniu mieszkania lub zapewnienia służbowe, a 11 proc. udziela wsparcia finansowego. Także 11 proc. firm myśli o pakiecie rodzinnym. Pomoc zarezerwowana jest raczej dla specjalistów oraz kadry menadżerskiej, szczególnie z krajów Europy Zachodniej.

– Cudzoziemcy bardzo cenią takie działania „na dzień dobry”. Aby zminimalizować stres relokacji, zawsze wyznaczamy pracownikowi z zagranicy opiekuna. Osoba ta pomaga zapoznać się z firmą, organizuje imprezę powitalną i opowiada o firmie, aby nowo zatrudniony mógł poczuć, że dobrze wybrał – opisuje jeden z HR-owców.

Codzienność w firmie

Finalnie najważniejsza jest firmowa codzienność i chociażby to, czy współpracownicy i sam pracodawca, szanują odmienność kulturową cudzoziemca. Z badań wynika, że w dziesięciopunktowej skali, cudzoziemcy oceniają ten szacunek na 8,4 – w odniesieniu do współpracowników oraz 7,9 – w odniesieniu do pracodawcy. Cudzoziemcy doceniają także, jeśli pracodawca oferuje kurs języka polskiego – mówi Pocheć z Monster Talent Sourcing Services.

W dłuższej perspektywie cudzoziemcy czują się bowiem u nas pewniej, gdy znają język polski, choćby na podstawowym poziomie. A szczęśliwy i pewny siebie pracownik, to efektywny pracownik, który widzi swoją firmę w jak najlepszym świetle.

Dane pochodzą z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”, wykonanego przez ośrodek PMR Consulting & Research w lipcu i sierpniu 2017 roku.

Banki motorem polskiej giełdy

  • Banki są obecnie jednym z najmocniejszych sektorów na warszawskiej giełdzie i mogą nim pozostać także w kolejnych miesiącach.
  • Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne jak na ten, ale na GPW wciąż widzimy potencjał do wzrostów.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Akcjonariusze banków notowanych na warszawskiej giełdzie zacierają ręce. Tylko w listopadzie indeks WIG-banki zyskał około 6%, podczas gdy WIG20 stracił 4,6% (głównie za sprawą słabego zachowania spółek paliwowych oraz KGHM). Impulsem do wzrostu cen akcji banków były przede wszystkim ich dobre wyniki finansowe za III kwartał br. Zyski wypracowane przez banki okazały się zgodne z oczekiwaniami analityków, a w kilku przypadkach nawet lepsze, m.in. za sprawą poprawiającej się marży odsetkowej.

Także w kolejnych miesiącach banki mogą zachowywać się lepiej niż szeroki rynek. Dostrzegają to inwestorzy, którzy grają pod szybsze, niż dotąd zapowiadano, podwyżki stóp procentowych w Polsce. Co prawda Rada Polityki Pieniężnej podtrzymuje swoje łagodne stanowisko w tej kwestii, jednak listopadowy odczyt inflacji na poziomie 2,5% rok do roku utwierdził inwestorów w przekonaniu, że do pierwszych podwyżek może dojść już pod koniec 2018 roku. Byłaby to zła wiadomość dla kredytobiorców, za to dobra dla banków, które w takim otoczeniu mogą osiągać wyższe przychody odsetkowe i poprawiać swoje wyniki finansowe.

Mały impuls dla energetyki

Niedawno rynek obiegła informacja ważna dla spółek energetycznych – Sejm przyjął ustawę o rynku mocy. Nowe prawo zakłada, że od 2021 r. wszystkie gospodarstwa zapłacą dodatkową „opłatę mocową” wynoszącą 2 złote miesięcznie. W zamian elektrownie oraz firmy energetyczne będą zobowiązane do utrzymywania określonych rezerw mocy i uwalniania ich, gdy zapotrzebowanie na energię gwałtownie wzrośnie. W zamyśle ustawa o rynku mocy ma zachęcić firmy energetyczne do inwestowania w nowe elektrownie, których budowanie jest obecnie nierentowne (z uwagi na zbyt niskie ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym).

Dodatkowy strumień pieniędzy pochodzący z „opłaty mocowej” jest korzystną informacją z punktu widzenia spółek energetycznych notowanych na GPW, jak PGE, Tauron, Enea czy Energa. Jednak w odróżnieniu od sytuacji w sektorze bankowym, trudno oszacować, które spółki skorzystają na rynku mocy i ile konkretnie.

Hossa jest zaawansowana, ale może jeszcze potrwać

Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne, jak na początku obecnego roku. Hossa na świecie jest już zaawansowana, dynamika zysków spółek nie jest już tak wysoka, a dodatkowo rośnie presja płacowa, która docelowo może wpłynąć na wzrost inflacji. Ponadto w mijającym roku indeks WIG zanotował całkiem solidny, dwucyfrowy wzrost. Mimo to wciąż widzimy na warszawskiej giełdzie umiarkowany potencjał do kontynuacji wzrostów. Pozytywne impulsy napływają m.in. ze wspomnianego sektora bankowego.

Oceniamy ponadto, że poziom wyprzedania wielu „misiów” notowanych na GPW, jest już wystarczający. Od szczytu w marcu potraciły one po 30% i więcej. W ostatnim czasie negatywny trend się zatrzymał i indeks sWIG80 zaliczył serię wzrostowych sesji. Dodatkowo grudzień to czas oczekiwań na rajd św. Mikołaja, a styczeń zazwyczaj przynosi wzrosty cen akcji, które rynek ochrzcił mianem „efektu stycznia”.

W segmencie małych i średnich spółek w kolejnych tygodniach możliwe są więc dalsze, techniczne wzrosty. Jednak o tym, czy ten trend się utrzyma, zadecydują wyniki finansowe zaraportowane przez firmy za czwarty kwartał tego roku i pierwsze kwartały kolejnego. Tak jak pisałem niedawno, nie będzie to proste, bo wiele spółek pilnie potrzebuje inwestycji.

Na jakie wynagrodzenia mogą liczyć specjaliści i menedżerowie IT w 2018 roku?

Specjaliści i menedżerowie z obszaru IT to tzw. pupile rynku pracy – pracownicy z tej branży zarabiają najwięcej ze wszystkich analizowanych w „Raporcie Płacowym Antal 2017”. Średnie wynagrodzenie oferowane im w 2017 roku wyniosło 12 600 zł brutto miesięcznie i wzrosło aż o 16% w porównaniu do ubiegłego roku. Ponadto, w branży IT zarobki przekraczające 10 000 zł osiąga wiele osób jeszcze przed 30 rokiem życia.

Polski rynek IT rozwija się dynamicznie już od wielu lat. Na razie nic nie wskazuje, aby ten trend miał wyhamować. Jesteśmy krajem o stabilnej sytuacji polityczno-gospodarczej, z rozwijającą się i nowoczesną infrastrukturą, i co najważniejsze, z wysokiej jakości zapleczem wykwalifikowanych specjalistów. Jeśli dodamy do tego konkurencyjne koszty pracy, to uzasadnione jest, że Polska jest atrakcyjna zarówno dla nowych inwestorów jak i firm już obecnych w kraju, planujących dalszy rozwój. Taki stan rzeczy ma bezpośredni wpływ na wysokość wynagrodzeń w branży. Kandydatów zdecydowanie brakuje, a oczekiwania finansowe specjalistów i menedżerów rosną. Gdybyśmy wyszczególnili najgorętsze obszary takie jak software development, wzrost płac wśród osób ze stażem zawodowym od 1 do 5 lat osiągnąłby poziom nawet 50%. Coraz mocniej rozwija się obszar „IT services”, m.in. za sprawą ogromnych ośrodków „information technology outsourcing” oraz „research & development” liczących od kilkudziesięciu osób do kilku tysięcy specjalistów – mówi Aleksandra Kujawa, Business Unit Manager Antal IT Services.

 Rozpędzona machina wzrostu wynagrodzeń w IT

Z „Raportu Płacowego Antal 2017” wynika, że średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom z branży IT w 2017 roku wynosi 12 600 zł brutto i jest wyższe o 16% w porównaniu do 2016 roku. Co więcej, jest też wyższe – o prawie 1 000 zł – niż średnia pensja specjalisty i menedżera w Polsce (średnia ze wszystkich badanych branż), która wyniosła 11 662 zł brutto.

Przedstawiciele Antal zwracają uwagę, że oczekiwania finansowe rosną proporcjonalnie do popytu na rynku pracy, który jest wyższy niż w przypadku kandydatów z innych branż. Z raportu wynika, że przeciętnie specjaliści i menedżerowie w Polsce otrzymują rocznie 8 ofert pracy, podczas gdy programiści – aż 18.

Najwięcej płaci się za doświadczenie

Przy wyborze kandydatów do pracy, kluczowe dla firm IT jest doświadczenie mierzone poziomem kompetencji i długością rozwoju w danej specjalizacji. Te czynniki rzutują również na wysokość wynagrodzeń. Warto podkreślić, że specjaliści szukający zmiany i przekwalifikujący się na nieanalogiczne stanowiska, najczęściej muszą liczyć się ze znacznym spadkiem wynagrodzenia, które jednak może zaprocentować w przyszłości. Najszybciej rosną wynagrodzenia efektywnych programistów zajmujących się najbardziej rozchwytywanymi technologiami oraz testerów, na których popyt sukcesywnie rośnie.

Specjalista IT z językiem obcym zarabia więcej

Znajomość języka angielskiego jest podstawą w przypadku programistów, testerów, analityków i specjalistów od systemów wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Ma również duże znaczenie na stanowiskach menedżerskich. Atutem specjalisty jest dodatkowy język obcy, jednak nie jest to kryterium determinujące decyzję o zatrudnieniu. Polscy specjaliści IT są również rozchwytywani na świecie i wówczas przydatna może okazać się znajomość lokalnego języka, np. niemieckiego czy hiszpańskiego.

Forma współpracy kluczem do wyższej płacy

Firmy IT zatrudniają kandydatów w oparciu o różne podstawy prawne. Mogą to być umowy o pracę, umowy o dzieło lub kontrakty B2B. Forma współpracy wpływa na wysokość wynagrodzenia. Specjaliści pracujący na umowach B2B (czyli posiadający działalność gospodarczą) zarabiają średnio o 20% więcej niż ich koledzy związani ze zleceniodawcą umową o pracę.  Na jeszcze większe wynagrodzenie mogą liczyć osoby pracujące na terminowych projektach, m.in. dlatego, że nie mają płatnych urlopów i zwolnień lekarskich, które są wkalkulowane w stawkę wynagrodzenia za godzinę pracy.

IT rozlało się na całą Polskę

Największymi ośrodkami IT w Polsce są Kraków i Wrocław, nazywane coraz częściej polską Doliną Krzemową, następnie Warszawa, Trójmiasto i Poznań. Inne miasta jednak nie odpuszczają tego obszaru. Aspirującymi i dynamicznie rozwijającymi się ośrodkami IT są m.in. Lublin i Rzeszów. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to na najwyższe w dalszym ciągu można liczyć w Warszawie,  jednak coraz częściej te różnice się zacierają.

Na co mogą liczyć specjaliści i menedżerowie IT w 2018 roku?

W kolejnych latach trend wzrostu wynagrodzeń w branży IT będzie się utrzymywał. W Polsce cały czas powstają duże centra IT jak również mniejsze oddziały skandynawskich czy zachodnich firm IT, które przenoszą część operacji do Polski. – Coraz częściej jednak zdarza się, że firmy wprowadzają walidację wynagrodzeń i rezygnują z kandydatów z wybitnymi kompetencjami, o ile ich wymagania finansowe przekraczają budżet. W konsekwencji, prognozujemy, że w 2018 roku wzrost wynagrodzeń w IT wyniesie ok. 8% w porównaniu do 2017 roku – podsumowuje Aleksandra Kujawa z Antal IT Services.

***

Raport Płacowy Antal 2017 prezentuje wynagrodzenia oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce, którzy mają minimum 2-letnie doświadczenie oraz pracują w średnich i dużych firmach polskich lub międzynarodowych. Opracowanie zostało przygotowane na podstawie 3 źródeł wiedzy. Pierwsze to badanie ankietowe przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie 24.07-16.08 2017 roku na próbie 1040 specjalistów i menedżerów z całego kraju, reprezentujących różne dyscypliny i branże. Dane te zostały zweryfikowane i poszerzone o informacje z procesów rekrutacyjnych przeprowadzonych przez konsultantów Antal w 2017 roku, a także wywiady telefoniczne z pracodawcami i kandydatami. Wynagrodzenia przedstawione w raporcie są wynagrodzeniami całkowitymi, średnimi, brutto miesięcznie.

Motoryzacja 2018-2020: koniec „low cost country” dzięki wykwalifikowanym kadrom, innowacjom i promocji Polski za granicą

Przedstawiciele zakładów produkcyjnych z optymizmem patrzą na możliwości rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce w ciągu najbliższych 3 lat. 44% liczy na uruchomienie produkcji nowego modelu samochodu, a 34% ma nadzieję na rozwój nowych technologii. W obu przypadkach grupa entuzjastów jest większa niż rok wcześniej (odpowiednio 28% i 21%) – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive”. Eksperci podkreślają, że czas Polski jako „low cost country” skończył się i geograficznie przesunął na wschód i południe Europy, m.in. do Rumunii i Węgier. Polski rząd, aby przyciągać kolejne inwestycje, musi postawić na trzy elementy: innowacyjność i elektromobilność, rozwój kształcenia zawodowego oraz promocję polskiej branży motoryzacyjnej za granicą.

– Dziś śmiało możemy powiedzieć, że branża motoryzacyjna w Polsce jest w bardzo dobrej kondycji, lecz żeby mogła nadal rosnąć niezbędne są nowe inwestycje. Tych nie będzie, jeśli zakłady w Polsce nie postawią na rozwój nowych technologii, w szczególności związanych z autami elektrycznymi, hybrydowymi, a w niedalekiej przyszłości także autonomicznymi. Warto zauważyć, że zmienia się postrzeganie Polski przez zagranicznych inwestorów. Przestajemy być traktowani jedynie jako montownia, której główną zaletą jest wykwalifikowana i tania siła robocza. Przykład LG Chem w Kobierzycach, gdzie będą produkowane baterie litowe m.in. do samochodów Jaguara wytwarzanych na Słowacji pokazuje, że jesteśmy atrakcyjnym miejscem do ulokowania zaawansowanych i przyszłościowych projektów wykorzystujących nowe technologie – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems S.A.

Technologie pociągną nas w górę

Chociaż przedstawiciele automotive w Polsce nadal najbardziej liczą na rozpoczęcie produkcji nowych modeli aut (44% respondentów) w perspektywie najbliższych trzech lat, to jednak wyraźnie wzrasta znaczenie technologii. Tę odpowiedź wskazało 34% ankietowanych, czyli o 13 p.p. więcej niż rok temu. Ten optymizm może być wynikiem ogłoszenia przez rząd Planu Rozwoju Elektromobilności, którego ważną częścią jest projekt stworzenia od podstaw i wdrożenia produkcji auta elektrycznego w Polsce, a także inwestycji prywatnych w elektromobilność, które wykorzystują podzespoły od polskich dostawców.

Interesującą inicjatywą jest powstanie Fabryki Samochodów Elektrycznych w Bielsku-Białej, która we współpracy z Instytutem Badań i Rozwoju Motoryzacji BOSMAL ma produkować samochody elektryczne na bazie Fiata 500. Partnerem części „elektrycznej” jest Instytut Napędów i Maszyn Elektrycznych KOMEL z Katowic. Czyżby był to pierwszy osobowy samochód elektryczny produkowany w Polsce? Dotychczas wiodącym producentem pojazdów elektrycznych, a konkretnie autobusów, był SOLARIS z Poznania – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Kantorski dodaje, że nowy etap w motoryzacji wymaga stosowania nowych technologii i koncepcji inżynierskich. – Przykładem rozwoju w tym zakresie jest program sektorowy INNOMOTO prowadzony przez NCBiR, którego pierwszy etap zakończył się dużym sukcesem. W ramach tego programu zostanie zrealizowanych kilkadziesiąt projektów innowacyjnych w obszarze nowych technologii i rozwiązań inżynierskich mających duży wpływ na jakość i nowoczesność produkcji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – mówi Roman Kantorski.

Również w Czechach i Niemczech rozwój technologii postrzegany jest jako główna siła napędowa motobranży – twierdzi tak po 53% respondentów. Natomiast przedstawiciele Rumunii i Rosji oczekują przede wszystkim uruchomienia kolejnego zakładu produkcyjnego – odpowiednio 37% i 33%, przy zaledwie 9% w Polsce.

Automotive i polityka to naczynia połączone

Listę największych zagrożeń dla rozwoju motobranży w Polsce w ciągu trzech najbliższych lat otwiera możliwość pogorszenia sytuacji gospodarczo-politycznej. Tak wskazało aż 42% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych. Zdaniem 33% ankietowanych dużym zagrożeniem może być zbyt słaba promocja motoryzacji na arenie międzynarodowej przez polski rząd. Dopiero na trzecim miejscu znajduje się czynnik makro, jakim jest spadek sprzedaży aut na świecie. Czwarty to wzrost kosztów pracy.

Powyższe obawy pokazują jak istotne dla rozwoju produkcji motoryzacyjnej będzie w najbliższych latach odpowiednie skoordynowanie działań politycznych z potrzebami branży.

Niepewność odnośnie sytuacji gospodarczo-politycznej często wyrażają także rumuńscy producenci (31%). W pozostałych czterech krajach przedstawiciele motobranży za największe zagrożenie uznali wzrost kosztów pracy.

Kosztami pracy o inwestycje Polska zawalczy z Rosją, Rumunią i Słowacją

Niższe koszty pracy to wciąż najważniejszy czynnik, który zdaniem respondentów powinien przyciągać do Polski kolejne inwestycje motoryzacyjne. Uważa tak co trzeci zapytany, podczas gdy rok temu na tę przewagę wskazał aż 73% ankietowanych. W związku z tym, że w tym aspekcie konkurujemy z wieloma państwami takimi jak Słowacja, Rosja czy Rumunia, polskie automotive musi postawić na inne elementy. Przede wszystkim na wykwalifikowany personel (26% wskazań). Aby wyróżnić się na tle konkurencji i zapewnić dopływ młodych pracowników, w Polsce powstają klasy patronackie w szkołach zawodowych, które tworzą sami producenci aut jak np. uczynił Volkswagen w Swarzędzu. Inni, współpracując z uczelniami wyższymi, dołączają do inicjowania kierunków zawodowych jak np. studia podyplomowe Menedżer Motoryzacji na SGH, utworzone przy współudziale Polskie Izby Motoryzacji. Wiele firm organizuje również cyklicznie szkolenia specjalistyczne dla swoich pracowników, czego doskonałym przykładem jest Szkoła Jakości Exact Systems.

Trzecią istotną przewagą konkurencyjną jest położenie geograficzne w środku Europy (22% odpowiedzi). Ten aspekt doceniają także nasi sąsiedzi – 47% Czechów oraz 44% Słowaków. Niemcy stawiają natomiast głównie na dostęp do wykwalifikowanego personelu (42%), sprawny system edukacyjny (31%) oraz stabilną sytuację ekonomiczno-polityczną (22%).

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 429 respondentów z 6 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja).

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2017 roku.

W listopadzie zaskakująco duża liczba niewypłacalności rodzimych firm produkcyjnych

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W listopadzie w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 73 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec takiej samej liczby 73 w listopadzie 2016 r. Od początku opublikowanych niewypłacalności polskich firm było 826 wobec 728 w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 13%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Dopływ środków w budownictwie – (czasowe?) zmniejszenie liczby niewypłacalności firm budowlanych, ale jednocześnie ich wzrost w usługach i wśród firm produkcyjnych
  • Mające problemy firmy budowlane tracą wypłacalność z powodu braku aktualnych zleceń… lub ich realizacji, ale przy niewystarczającej rentowności i rosnących wyzwaniach finansowych w postaci wzrostu kosztów materiałów, robocizny, ponoszonych z tytułu podatków (odwrócony VAT).
  • Problemy producentów z bardzo wielu sektorów – dostawców art. spożywczych, budowlanych, maszynowych, mebli, odzieży i obuwia etc., tracących rynek pomimo rosnącego popytu eksportowego i krajowego
  • Usługi – obok firm obsługujących nieruchomości i procesy inwestycyjne wciąż widoczną grupą są niewypłacalności firm programistycznych, IT, generalnie nowych technologii
  • Liczba niewypłacalności wzrosła w listopadzie r/r w woj. mazowieckim, dolnośląskim, kujawsko-pomorskim i łódzkim. Poza Mazowszem (gdzie dużo było niewypłacalnych firm handlowych i usługowych) wszędzie dominowały niewypłacalności firm produkcyjnych
listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (1)
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy mają generalnie firmy z sektora MSP – niezależnie od tego czy są to firmy produkcyjne, budowlane czy usługowe (chociaż zazwyczaj w skali miesiąca są też 2-3 przypadki firm dużych – o obrotach liczonych w setkach milionów zł, najczęściej dystrybutorów hurtowych). Ciekawy jest przypadek firm produkcyjnych, których liczba niewypłacalności ostatnio rośnie, mimo równoczesnego wzrostu zamówień i sprzedaży eksportowej oraz wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych. Wytłumaczenie nasuwa się samo – niewypłacalne są firmy dostarczające na rynek krajowy, nie czerpiące dodatkowych benefitów z tytułu eksportu, a ponadto tracące rynek lokalny na rzecz większych firm krajowych jak i konkurencji z zagranicy (import również rośnie, poza tym gospodarka stopniowo, małymi krokami ale staje się coraz bardziej otwarta). Konkurencja niezależnie od jej pochodzenia z tytułu większej skali działalności może zaproponować lepsze ceny oraz osiągając wyższe marże finansuje nie mniej istotne inwestycje w dystrybucję i obsługę sprzedaży, czym zdobywa rynek. To tłumaczy problemy producentów z bardzo wielu sektorów. Konsolidacja dociera więc na coraz niższy poziom firm lokalnych, niegdyś w handlu – a obecnie wśród jego dostawców.” zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (6) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (5) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (4) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (3) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (2)

Kurs euro do złotego dryfuje w korytarzu 4,1950-4,2250

Pierwsze takty nowego tygodnia przynoszą spokojny handel na rynkach finansowych. Na głównych parach walutach respektowane są dotychczasowe zakresy wahań z dolarem nieco pokrzepionym finalnymi pracami nad ustawą podatkową, podczas gdy na jenie ciąży ujemna korelacja z rosnącym rynkiem akcji. Złoty dalej dryfuje w korytarzu 4,1950-4,2250 na tle gołębich sygnałów z RPP.

Klimat na otwarciu tygodnia wygląda na pozytywny przy przewadze wzrostów na azjatyckich giełdach. Po części można traktować to jako kontynuację dobrego finiszu Wall Street w piątek, a tematem do handlu (pryz braku innych) jest ekscytacja ze zbliżania się do końca wyczerpującej sagi podatkowej w USA. W niedzielę czołowi przedstawiciele Partii Republikańskiej sygnalizowali, że Kongres w tym tygodniu uchwali ustawę podatkową. Senat najwcześniej we wtorek przeprowadzi swoje głosowanie, a prezydent Trump już w środę może otrzymać dokument do podpisania, choć każdy termin do końca tygodnia będzie dobry (piątek to nieoficjalna granica). USD i rentowności obligacji USA zaliczyły mini rajd w piątek na fali wstępnych spekulacji, choć dziś rynek jest bardziej opanowany, gdyż każdy zdaje sobie sprawę, że polityka potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Dodatkowo do końca tygodnia kongresmeni politycy będą musieli porozumieć się o w sprawie kolejnego przedłużenia finansowania budżetu, by uniknąć tzw. „government shutdown”. Nie sądzę, by w oby przypadkach czekała nas przykra niespodzianka, ale rynek zdaje się trochę dmuchać na zimne, co ograniczy skale wahań dolara.

Poza tym w tym tygodniu inwestorzy będą mieli niewiele powodów, by oderwać się od poszukiwania prezentów na ostatnią chwilę. Dziś w kalendarzu finalny szacunek CPI z Eurolandu, ale już po wstępnym odczycie wiemy, że inflacja bazowa pozostaje słaba, a w zeszłym tygodniu prezes ECB Draghi przypomniał, że bank pozostaje w łagodnym trybie. Dane z rynku pracy z Polski tradycyjnie w minimalnym stopniu odbija się na notowaniach złotego. Zatrudnienie powinno utrzymać dynamikę 4,4 proc., ale płace mogą podbić wypłaty premii świątecznych (prog. 7,6 proc.). Co bardziej aktywni komentatorzy będą w danych upatrywać argumentów za ryzykiem nasilenia presji cenowej, ale póki to ryzyko się nie zmaterializuje, wątpliwa jest reakcja RPP. Potwierdza to też wywiad z członkiem Rady Kamilem Zubelewiczem z poniedziałkowego parkietu. Zdaniem Zubelewicza stopy mogą nie zostać podwyższone nawet do końca 2019 r. ponieważ w RPP jest duża tolerancja wobec inflacji, mimo że on sam uważa, że stopy powinny być podnoszone stopniowo już teraz, by nie odpuścić do przyspieszenia inflacji. Rynek w dalszym ciągu wycenia pierwszą podwyżkę o 25 pb na IV kw. 2018 r., ale sceptycyzm Zubelewicza każe drugi raz się zastanowić nad perspektywami polityki pieniężnej w Polsce. My trzymamy się naszej prognozy podwyżki dopiero w II kw. 2019 r., ale dyskusja ta dotyczy zbyt odległych terminów, by obecnie mieć wymierny skutek dla złotego. EUR/PLN jest zamknięty w przedziale 4,1950-4,2250 i nie widać siły, która mogłaby go stąd wyrwać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Za prezenty świąteczne kupione w sklepach internetowych polscy klienci zapłacą średnio 190 zł

Polacy coraz chętniej korzystają z internetu podczas robienia świątecznych zakupów. Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu firmy doradczej Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” zadeklarowali, że 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty pozostawią w sklepach internetowych. Ponad połowa badanych osób szuka pomysłów na upominki dla najbliższych w internecie, gdzie najchętniej płaci za pomocą portfeli elektronicznych i karty debetowej. Z kolei blisko 40 proc. ankietowanych inspiracji szuka przede wszystkim w sklepach stacjonarnych, gdzie za prezenty najczęściej zapłaci gotówką. W sklepach online kupujemy głównie sprzęt elektroniczny, gry komputerowe oraz filmy. W sklepach tradycyjnych wciąż wolimy kupować artykuły spożywcze, w tym także słodycze oraz kosmetyki i perfumy.

Uczestnicy badania, w którym wzięło udział dziesięć europejskich krajów, byli pytani o wagę internetowych zakupów w ich tegorocznym świątecznym koszyku. W tym roku na prezenty planujemy wydać średnio 451 zł, czyli około 51 proc. całego świątecznego budżetu.

Aż 42 proc. środków, czyli niespełna 190 zł, przeznaczonych na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych. – To o 5 p.p. więcej niż rok wcześniej. Co ciekawe aż 38 proc. Polaków w ogóle nie kupi prezentów w sklepach stacjonarnych. W stosunku do ubiegłego roku to wzrost o 4 p.p. Polska znajduje się w czołówce krajów, w których konsumenci będą kupować prezenty w internecie. Wyższy odsetek uzyskały Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. W tym ostatnim kraju klienci wydadzą ponad 50 proc. budżetu na prezenty w kanałach on-line – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale Konsultingu, Lider obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych Deloitte.

Prezenty w wyszukiwarkach

Internet jest dla nas kopalnią pomysłów prezentowych. Inspiracji szuka tam 53,5 proc. Polaków. Po Grecji i Włoszech jest to trzeci najwyższy wynik w ankietowanych krajach. Pomysłów w sklepach tradycyjnych poszukuje z kolei 38 proc. respondentów z Polski. Niższy wynik osiągnęli jedynie Brytyjczycy. W internecie szukamy przede wszystkim pomysłów na prezenty technologiczne (65,5 proc.) i filmowe (62,9 proc.). W sklepach tradycyjnych szukamy pomysłów na prezenty w kategorii żywność i napoje (52,7 proc.) oraz upominki do domu (41,9 proc.).

W internecie korzystamy przede wszystkim z wyszukiwarek, w których prezentów szuka ponad 60 proc. badanych Polaków. Na drugim miejscu znalazły się strony konkretnych produktów lub marek (51,4 proc.), a na trzecim strony z kuponami i zniżkami, na które wskazało 46,9 proc. respondentów. Niewiele mniej ankietowanych (46,4 proc.) wymieniło sklepy internetowe, które mają również oddziały stacjonarne.

Polacy, podobnie jak mieszkańcy pozostałych badanych krajów, używają social media nie tylko, jako platformy do kontaktu ze znajomymi, ale również, jako wyszukiwarki produktów, które rozważamy jako prezenty dla najbliższych. Na tę funkcję zwraca uwagę aż 65,9 proc. respondentów. W mediach społecznościowych szukamy również inspiracji (62,6 proc.) oraz obserwujemy komentarze i rekomendacje innych użytkowników (60,5 proc.).

Płatności Polaków tradycyjne i nowoczesne

Aż 52 proc. Polaków pytanych, co zrobią, jeśli prezentu nie znajdą w sklepie tradycyjnym, odpowiedziało, że poszuka go w internecie. Pod tym względem Polska osiągnęła drugi wynik wśród analizowanych państw. Z kolei 35 proc. z nas będzie szukać w takiej sytuacji prezentu w innym sklepie stacjonarnym, co jest drugim najniższym wynikiem wśród przebadanych państw.

Należy pamiętać, że coraz częściej zakupów internetowych dokonujemy nie tylko za pośrednictwem komputera czy laptopa, ale również smartfonu lub tabletu. Co piąty Polak deklaruje, że planuje robić bożonarodzeniowe podarunki za pośrednictwem smartfonu. W ubiegłym roku odsetek ten wynosił 13 proc.

Jak zamierzamy płacić za prezenty bożonarodzeniowe? Wszystko zależy od tego, gdzie będziemy je kupować. W sklepach stacjonarnych zamierzamy płacić przede wszystkim gotówką, tę metodę płatności wybierze aż 59,2 proc. ankietowanych. – Pod tym względem Polacy są tradycjonalistami. Kartami debetowymi zapłaci 47,7 proc. badanych. Gotówka jeszcze bardziej popularna niż w Polsce, jest w Rosji i Niemczech, gdzie za prezenty zapłaci odpowiednio 65,5 i 73,1 proc. badanych. Z kolei na drugim biegunie znajdą się Holendrzy, gdzie jedynie 36,5 proc. respondentów wyjmie z portfela gotówkę, by zapłacić nią za prezenty – mówi Mateusz Gordon, Lider Strategii Omnikanałowej Deloitte.

Najpopularniejszą formą płacenia za prezenty w sklepach internetowych będą w tym roku w Polsce portfele elektroniczne (np.: Pay Pal, Skrill, Android Pay). Wybierze je 28,1 proc. badanych. Oprócz Polski równie chętnie wybiorą je Niemcy i Hiszpanie. Kartą debetową będzie płacić niewiele mniej ankietowanych, bo 26,9 proc., a kartą kredytową 24,1 proc.

Wygoda i dostępność zakupów

Dzięki dynamice wzrostu wydatków w kanałach online o 8,6 proc., wzrost całkowitych wydatków na prezenty wyniesie 3,4 proc. Tym samym Polska jest jednym z badanych krajów, w których klienci przesuwają swoje wydatki z kanałów offline do online, powodując jednocześnie wzrost całkowitej wartości wydatków na prezenty.

Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dowolność pory dnia, w której możemy je robić (75 proc.), jak również dostawa do domu (70 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (78 proc.), to że swoje zakupy otrzymujemy do ręki (77 proc.) oraz ochrona danych osobowych (71 proc.).

Podczas zakupów bożonarodzeniowych sprzedawcy powinni walczyć o klienta we wszystkich kanałach sprzedaży. Polacy oczekują przede wszystkim niższych cen, na które wskazało 63,9 proc. ankietowanych i możliwości wymiany i reklamacji, które są istotne dla ponad 41 proc. Polaków. Równie ważne są dostawa zamówionych produktów do domu oraz elastyczne godziny otwarcia – mówi Mateusz Gordon.

Przedświąteczny wysyp danych

  • Najważniejszymi krajowymi publikacjami będą listopadowe dane ze sfery realnej (wtorek) oraz z rynku pracy (dziś). Te pierwsze potwierdzą naszym zdaniem siłę ekspansji polskiej gospodarki (i to, że tempo wzrostu PKB w 4q pozostało silne). Z kolei drugie wskażą, że październikowy wysoki odczyt dynamiki płac nie był zdarzeniem jednorazowym, a wzrost zatrudnienia utrzymał solidne tempo. Pomimo szacunku MRPiPS (6,6%) uważamy, że w listopadzie trend spadkowy bezrobocia mógł być jeszcze kontynuowany w obliczu silnego popytu na pracę oraz efektów przywrócenia „starego” wieku emerytalnego (PKO: 6.5%, konsensus: 6,6%, dane w piątek). Serię grudniowych odczytów zamknie publikacja dynamiki podaży pieniądza M3 (piątek.), która naszym zdaniem nieznacznie spowolniła ze względu na efekty wysokiej bazy.
  • Przed nami kolejna seria decyzji banków centralnych. Nie spodziewamy się, aby Bank Węgier (wtorek) porzucił swoje dotychczasowe bardzo gołębie nastawienie. Bank Czech (czwartek) najpewniej utrzyma dotychczasowy poziom stóp spodziewając się dalszego spowolnienia inflacji na przełomie roku. Stóp nie powinien zmienić również Bank Szwecji (środa)., choć możliwe jest zakończenie programu QE, w przypadku którego głównym źródłem niepokoju powinna być sytuacja na rynku nieruchomości. Odżywająca gospodarka może natomiast umożliwić Bankowi Japonii (czwartek) przybranie mniej gołębiej retoryki.
  • W USA dużo istotniejsze od publikacji danych (finalny odczyt PKB – czwartek; zamówienia na dobra trwałe, dane o dochodach, wydatkach i nastrojach konsumentów – piątek) będzie finalne głosowanie nad reformą podatkową (dziś Izba Reprezentantów, we wtorek Senat). Republikanie deklarują, że dysponują wystarczającą liczbą głosów do jej uchwalenia.
  • Grudniowy odczyt Ifo (wtorek) potwierdzi pozytywny obraz niemieckiej gospodarki. Lokalne wybory w Katalonii (czwartek) ponowie wzniecą pytania o przyszłość Hiszpanii, zwłaszcza, że sondaże wskazują na zbliżone poparcie dla partii niepodległościowych i zwolenników utrzymania status quo.

Przegląd wydarzeń:

Mimo słabszej listopadowej dynamiki produkcji przemysłowej (0,2% m/m) w USA rewizja odczytu za październik (do 1,2% m/m z 0,9% m/m) wskazuje, że krótkoterminowy trend osiągnął poziom nienotowany od ponad trzech lat sugerując kontynuację ekspansji amerykańskiej gospodarki w 4q17.

J. Osiatyński (RPP) wskazał dynamikę wynagrodzeń oraz kurczącą się podaż pracy jako główne wyzwania pol. gospodarczej na następne kwartały.

Rozmowy ws. brexitu przeszły oficjalnie do drugiej fazy (dot. przyszłych relacji).

Źródło: PKO Bank Polski

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie 6– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie 7-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitment of Traders zarządzający byli najbardziej aktywni na metalach szlachetnych.

Gold – duże upłynnienie krótkich pozycji

W poprzednim tygodniu zarządzający na kontraktach terminowych opiewających na złoto zamknęli ponad 44 tysiące pozycji długiej oraz otworzyli ponad 14 tysięcy krótkich. Jeszcze dwa tygodnie temu utrzymywali w swoim portfelu 208 tysięcy pozycji długich, teraz jest to już 123 tysiące, w tym przypadku możemy mówić o long squeeze, czyli pośpiesznym zamykaniu długich pozycji. Kontynuacja redukcji pozycji może doprowadzić do jeszcze mocniejszej deprecjacji złota, ale następna wyprzedaż nie powinna być już tak silna i gwałtowna jak ostatnia, gdzie od 11.28 do 12.12 złoto straciło na wartości ponad 50 USD.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Co prawda pozycje netto znajdują się cały czas na wysokim poziomie (linia żółta), ale dalsza redukcja długich pozycji względem krótkich zbuduje dobre fundamenty do mocniejszego ruchu wzrostowego na całej grupie metali szlachetnych.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Ostatnia wyprzedaż na rynku złota doprowadziła do pokonania wsparcia w okolicy 1260 USD za jedną uncję. Tym sposobem strona sprzedająca otworzyła sobie drogę do poziomu 1200 USD, czy kurs tam zawędruje? Być może, ponieważ zarządzający na kontraktach terminowych w dalszym ciągu mogą redukować pozycje długie, niemniej jednak ruch spadkowy nie powinien być silny tak jak dwa poprzednie. Z punktu widzenia obecnych pozycji netto spadek poniżej 1200 USD jest bardzo mało prawdopodobny.

Srebro – więcej pozycji krótkich niż długich

Na rynku srebra zapanował prawdziwie pesymistyczny nastrój. Zarządzający w swoich portfelach posiadają więcej pozycji krótkich niż długich, co zdarza się bardzo rzadko. Sytuacja ta została spowodowane w poprzednim tygodniu zamknięciem 10 tysięcy longów oraz otworzeniem 17 tysięcy shortów. Historycznie patrząc, więcej shortów niż longów na rynku srebra doprowadzało do jego mocnej zwyżki, w ostateczności nie ma już sprzedających, którzy mogliby zepchnąć notowania metalu na jeszcze niższe poziomy.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Spoglądając na wykres tygodniowy sytuacja jest zgodna i wspiera prawdopodobieństwo zatrzymania trendu spadkowego. Notowania spadły na bardzo silne wsparcie 15.5-16.0 USD za uncję. Jest to już trzeci test tej strefy, każde przebicie kończyło się fiaskiem i mocnymi wzrostami. Tym razem prawdopodobnie będzie tak samo. Gdyby kupującym udało się obronić strefę, to kurs zmierzałby w okolicę 17.3 USD, po której mógłby po raz kolejny odwiedzić rejon 18 USD za uncję.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Niemniej jednak należy mieć na uwadze, iż dalsza wyprzedaż na rynku złota może pociągnąć za sobą notowania srebra, aczkolwiek nie powinno to trwać długo, a sama strefa wsparcia zostanie obroniona.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych