Oczy inwestorów zwrócone na Fed

Zakończył się sezon publikacji wyników finansowych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Czy inwestorzy zdążyli już je na chłodno zdyskontować?

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Wyniki finansowe polskich spółek za II kwartał są neutralne, natomiast ich wpływ na zachowanie cen akcji w poszczególnych segmentach jest zróżnicowany. W przypadku małych i średnich przedsiębiorstw, które do niedawna cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów, obserwujemy osłabienie dynamiki popytu. Przekłada się to również na ujemny bilans napływów do funduszy inwestycyjnych. Natomiast paradoksalnie do łask wracają akcje bankowe, które jeszcze niedawno traciły średnio nawet po 20%. Inwestorzy zaczynają je powoli akumulować, licząc na to, że powyborcza rzeczywistość okaże się bardziej racjonalna niż radykalne przedwyborcze obietnice. Ogólnie jednak wśród inwestorów przeważa niepokój.

Wydaje się, że podobne obawy inwestorzy żywią obecnie wobec Niemiec?

Rzeczywiście. Choć i tutaj ostrożne podejście do akcji ma swoje uzasadnienie. Niemiecka gospodarka (a co za tym idzie struktura indeksu DAX) jest wyeksponowana na globalny eksport. Spory udział mają w niej firmy przemysłowe, w szczególności motoryzacyjne. To tłumaczy wrażliwość niemieckiej giełdy na ostatnie, słabsze dane z Chin. Bo o ile w pierwszych pięciu miesiącach DAX był bardzo mocny i szybko piął się w górę (na fali oczekiwań, że słabe euro pomoże niemieckim eksporterom), o tyle po niepokojących sygnałach z chińskiej gospodarki szybko oddał wcześniejsze wzrosty.

Kiedy możemy liczyć na poprawę sentymentu?

Kamieniem milowym będzie decyzja Fedu w sprawie podwyżek stóp procentowych. Dlatego im bliżej posiedzenia, tym uważniej inwestorzy spoglądają w kierunku USA. Rozwiązanie tej nurtującej inwestorów kwestii to katalizator zmian sentymentu.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI, o decyzjach zakupowych inwestorów na GPW oraz zachowaniu niemieckiej giełdy.

W wakacje rekordowa sprzedaż samochodów osobowych w Polsce i Europie

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że salony samochodowe w Unii Europejskiej miały pracowite wakacje. Sprzedaż nowych samochodów osobowych wzrosła zarówno w lipcu jak i sierpniu, odpowiednio o 9,5% i 11% r/r. W Polsce było jeszcze lepiej – liczba rejestracji nowych osobówek w miesiącach wakacyjnych była najwyższa od kilkunastu lat (+16% w lipcu i +18% r/r w sierpniu). Przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, podkreślają, że ścieżkę wzrostów utrzymujemy dzięki zakupom firmowym. Klienci indywidualni wciąż zdecydowanie częściej wybierają auta używane.

W lipcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 29 654 nowych samochodów osobowych, czyli aż o 16% więcej niż w tym samym miesiącu 2014 r. Natomiast w sierpniu Polacy zarejestrowali 23 559 osobówek (+17,8% r/r). To w sumie daje 230 985 samochodów osobowych  zarejestrowanych od początku roku., co oznacza 4,3% dynamikę rok do roku[1]. – Tegoroczne wakacje, podobnie jak te w ubiegłym roku, okazały się pracowite dla salonów samochodowych. Zarówno w lipcu, jak i sierpniu odnotowaliśmy rekordowe wzrosty w porównaniu do wyników z kilku  ostatnich lat. To cieszy, jednak musimy wziąć pod uwagę, że ten optymizm zawdzięczamy przede wszystkim firmom. Ich udział w zakupach oscylował na poziomie 70%, podczas gdy klienci indywidualni korzystali z wakacji i zdecydowanie rzadziej myśleli o zakupie nowego samochodu – mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

Europa rośnie nieprzerwanie od dwóch lat

Na europejskim rynku samochodów osobowych w wakacje utrzymywał się wzrostowy trend rozpoczęty dwa lata temu. Sierpień był dwudziestym czwartym miesiącem z rzędu, w którym sprzedaż samochodów osobowych w UE odnotowała wzrost. Europejczycy kupili niemal 745 tys. nowych osobówek, czyli o ponad 11% r/r więcej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Lipiec, jak to bywa najczęściej, był zdecydowanie lepszy – producenci sprzedali ponad 1,1 mln aut osobowych (+9,5% r/r). Łącznie, po ośmiu miesiącach w UE zarejestrowano ponad 9 mln aut, co daje 8,6% dynamikę r/r.[2] – Sytuacja na rynku sprzedaży nowych samochodów osobowych w Europie jest bardzo stabilna. Obserwujemy comiesięczne wzrosty na największych rynkach takich jak Niemcy, Wielka  Brytania czy Francja, ale także w Hiszpanii i Włoszech. Pozytywną perspektywę sprzedaży samochodów w kolejnych miesiącach potwierdza również fakt obecnej wysokiej produkcji wśród producentów samochodowych oraz sektora poddostawczego, który realizuje złożone w salonach zamówienia. Oczywiście przekłada się to również na ilość zleceń kontroli jakości, które otrzymujemy z tych fabryk – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

Od stycznia do sierpnia najwięcej nowych samochodów osobowych wyjechało z salonów
w Niemczech (2,1 mln; +5,6 r/r). Na drugim miejscu znalazła się fenomenalna Wielka Brytania z 1,6 mln zarejestrowanych osobówek (+6,7% r/r), która od czterdziestu dwóch miesięcy z rzędu odnotowuje wzrosty. Trzecie miejsce przypadło Francji (1,3 mln; +5,9% r/r).

W Polsce nadal liderem Skoda, w UE Volkswagen

W ciągu ośmiu miesięcy tego roku najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce była Skoda, za nią uplasowali się Toyota i Volkswagen. Numerem jeden wśród modeli pozostaje Oktavia. W Europie nadal najlepiej radzi sobie marka Volkswagen
z ponad 1 mln sprzedanych aut.

2015 rok zakończymy w Polsce na plusie

Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, uważa, że rekordowe wyniki sprzedaży w miesiącach wakacyjnych pozwalają z optymizmem patrzeć na wrzesień i ostatni kwartał tego roku. – Liczba 340-350 tys. rejestracji nowych osobówek w tym roku, co da nam ok. 4-7% wzrost r/r, wydaje się jak najbardziej realna. Pomocne w osiągnięciu tego wyniku z pewnością są spadające ceny paliwa, możliwość odliczania VAT-u od paliwa wśród przedsiębiorców oraz uruchamiane przez dilerów samochodowych już od września wyprzedaże roczników. Nadal jednak uważam, że zarówno klienci indywidualni, jak i firmy, potrzebują wsparcia od rządu, na przykład w postaci dopłat do zakupu nowego samochodu, jak to miało miejsce w Hiszpanii, czy poprzez rezygnację z obostrzeń w doliczeniu VAT, z czym mieliśmy do czynienia na Słowacji – ocenia przedstawiciel Exact Systems.

[1] Na podstawie danych PZPM: http://www.pzpm.org.pl/pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Sierpien-2015r

[2] Dane ACEA obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej, poza Maltą

Polski eksport na wschód jest coraz mniejszy. Rosja traci na znaczeniu bo polskie firmy znalazły lepszych partnerów na świecie

Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka Atradius Credit Insurance

Rynek rosyjski ma coraz mniejsze znaczenie dla polskiej gospodarki. Wynika to zarówno z sankcji, jakimi Moskwa obłożyła część polskich towarów, jak i z kryzysu, w jakim pogrąża się gospodarka tego kraju. Rosjanie coraz mniej kupują, a tamtejsze firmy mają problemy z płatnościami.

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy roku, jak podał GUS, polski eksport, liczony w złotych wzrósł o 5,9 proc. Jego wartość sięgała prawie 422,8 mld zł. Do Rosji trafiło w tym czasie tylko 2,9 proc. towarów wyeksportowanych przez polskie firmy, gdy jeszcze w analogicznym okresie ubiegłego roku sprzedaż towarów i usług do Rosji stanowiła 4,3 proc. polskiego eksportu. Wartość wysłanych nad Wołgę towarów spadła tym samym o niemal 30 proc., licząc w złotych, a o 42 proc., licząc w dolarach.

– Generalnie ten rynek ma coraz mniejsze albo nie aż takie duże znaczenie jak miał 10 lat temu dla Polski, dlatego też udział dla większości polskich eksporterów tego rynku w całości przychodów nie jest aż tak znaczący, żeby mógł zatrząść nimi w posadach podkreśla  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka Atradius Credit Insurance. – Oczywiście słyszymy o różnych przypadkach, typu upadłość firmy Atlantic, której problemy na Ukrainie czy Rosji miały duży wpływ, ale mamy też firmy takie jak LPP czy inne, które działają na tamtym rynku i one sobie z tym radzą.

Od czasu aneksji Krymu i zaostrzenia konfliktu z Ukraina, Rosja ma coraz większe problemy. Unijne i amerykańskie sankcje ograniczyły dostęp tego kraju do inwestycji i kredytów, a konsekwentne starania USA o obniżenie światowych cen ropy sprawiły, że dochody Rosji ze sprzedaży tego surowca radykalnie spadły. W rezultacie PKB wzrosło tam w zeszłym roku o 0,6 proc, a w obecny, według różnych szacunków ma spaść o 3 do 5 proc. W pierwszym półroczu rosyjska gospodarka skurczyła się o 3,5 proc. Rezerwy walutowe tego kraju, które jeszcze w końcówce ubiegłego roku wynosiły ok. 400 mld dolarów, obecnie zamykają się kwotą 358 mld dolarów.

– Rosyjski popyt wewnętrzny jest kiepski, wystarczy tutaj zobaczyć popyt i sprzedaż nowych aut w Rosji zwraca uwagę Arkadiusz Taraszkiewicz. – Było to 900 tys. z kawałkiem za pierwsze 6 miesięcy, to był spadek prawie 30 proc. rok do roku. Samochody są dobrem luksusowym, na które ludzie sobie pozwalają jak wszystko idzie dobrze i to pokazuje jak ludzie zaczynają zaciskać pasa, zaczynają od samochodów, przechodzą na tańsze produkty, żeby ograniczyć wydatki. Ten rynek zarówno dla polskich producentów, jak i partnerów z Europy Zachodniej będzie bardzo trudny w najbliższych miesiącach, tym bardziej, że sytuacja polityczna wciąż jest daleka od rozwiązania i wiele może się zdarzyć w kontekście porozumień mińskich i dalszej sytuacji na Ukrainie.

Słabnąca rosyjska gospodarka przekłada się też na coraz trudniejszą współpracę z tamtejszymi firmami. Od czasu nałożenia na ten kraj sankcji związanych z zajęciem Krymu coraz bardziej brakuje im gotówki.

– Firmy coraz częściej starają się zatkać tę dziurę płynnościową poprzez przedłużanie terminów płatności do dostawców nie tylko z Polski, ale z innych krajów mówi dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka Atradius Credit Insurance. I to jest widoczne. Czyli tam, gdzie firmy do tej pory były dosyć sporo zadłużone mają problemy z uzyskaniem nowego finansowania bądź jego przedłużenia, pierwsze, co robią, to zatrzymują płatności do swoich kontrahentów zagranicznych, a bardziej faworyzując lokalnych kontrahentów.

Generalnie można jednak powiedzieć, że polski handel z Rosją ustabilizował się na obecnym poziomie. Ryzyko w relacjach z tym krajem jest spore, ale znane.

– Ryzyko jest niejako już wzięte pod uwagę przez zarządzających firmami, które współpracują lub eksportują do Rosji  ocenia Arkadiusz Taraszkiewicz z Atradius Credit Insurance. Czyli firmy biorą pod uwagę zarówno nieprzewidywalność kursów walut, mówimy tutaj o rublu w stosunku do euro czy dolara, jak i również problemy rosyjskich przedsiębiorstw w zaciąganiu nowych pożyczek czy kredytów jak również ten aspekt sankcji, gdzie wiadomo, że niektóre produkty nie mogą być eksportowane w związku z sankcjami ze strony Rosji, albo niektóre nie mogą być eksportowane w związku z sankcjami ze strony Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. 

Zmniejszył się nie tylko polski eksport do Rosji, ale i import z tego kraju. Jeszcze przed rokiem udział Rosji w imporcie wynosił 11 proc. i dawał jej drugie po Niemczech miejsce wśród krajów, z których Polska sprowadzała towary. Od stycznia do lipca 2015 r. udział ten nie sięgnął nawet 8 proc., a na pozycji wicelidera Rosję zastąpiły Chiny.

Intrum Justitia chce działać na rynku wierzytelności energetycznych. Planuje też podwoić swój udział w rynku spraw na zlecenie klientów

Jolanta Piasecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Intrum Justitia

Polski rynek wierzytelności czeka ożywienie, gdy trafią tam niezapłacone rachunki za gaz czy energię elektryczną. Na razie dostawcy w Polsce nie korzystają z outsourcingu energetycznego, ale ponieważ jest on stosowany w innych krajach, jest tylko kwestią czasu to, by trafił i tu – uważa specjalizująca się w windykacji firma Intrum Justitia.

Prawidłowo prowadzona windykacja pozwala ograniczać zatory płatnicze, które są jedną z najpoważniejszych przeszkód w rozwoju firm. Tymczasem z raportu na temat zaległości płatniczych firmy Bisnode D&B wynika, że w Polsce na czas płaci się 44 proc. faktur. To najlepszy wynik od pięciu lat, w zeszłym roku zaległości płatnicze w Polsce sięgały 14 mld zł. Z możliwości, jakie rynek oferuje firmom windykacyjnym, chce skorzystać Intrum Justitia.

– Jesteśmy dużą firmą zatrudniającą około 600 osób, dynamicznie lokującą zatrudnienie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jolanta Piasecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Intrum Justitia. – Na pewno planujemy inwestycje w kupno kolejnych portfeli, bo to jest rynek, który wciąż jest i przez wiele lat jeszcze pozostanie dla nas interesujący, chcemy także zwiększyć nasz udziału w rynku obsługi na zlecenie.

Z raportu Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że liczba wierzytelności zarządzanych przez firmy skupione w KPF w ciągu 5 lat wzrosła 2,5-krotnie, a ich nominalna wartość w tym okresie zwiększyła się prawie 3-krotnie, do ponad 58 mld zł w I kwartale 2015 roku. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku wzrost wyniósł niemal 27 proc.

– Za rok chcielibyśmy co najmniej podwoić nasz udział w rynku spraw na zlecenie naszych klientów, czyli osiągnąć minimum 14-15 proc. udziału w rynku deklaruje  Jolanta Piasecka. Chcielibyśmy także, żeby nasze rozmowy z sektorem, który nie outsourcuje wierzytelności, przyniosły wreszcie oczekiwany skutek i abyśmy mogli te firmy wdrażać w procesy windykacyjne.

Chodzi o sektor energetyczny, w którym windykacja na zlecenie jest w Polsce śladowa. Natomiast, jak podkreśla Piasecka, w Skandynawii wszystkie firmy energetyczne zlecają na zewnątrz odzyskiwanie zaległych płatności.

– Dostrzegamy na polskim rynku znaczącą lukę zwraca uwagę dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Intrum Justitia. Krajowe spółki energetyczne praktycznie nie handlują swymi trudnymi wierzytelnościami. Tymczasem zaległe rachunki za prąd czy gaz, zarówno klientów indywidualnych, jak i firm, byłyby bardzo atrakcyjnymi walorami dla branży windykacyjnej.

Intrum Justitia jest firmą skandynawską. Powstała w 1923 roku w Szwecji i obecnie prowadzi bezpośrednią działalność w 20 krajach. Jest notowana na Sztokholmskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Geotrans liczy na wyższe przychody w 2016 r. Z powodu nowego prawa przetargi powinny opiewać na wyższe kwoty

0

Roczna produkcja komunalnych osadów ściekowych w Polsce wynosi ok. 650 tys. ton. Według prognoz do końca dekady ich ilość może wzrosnąć o kolejne 100 tys. Dodatkowo od 1 stycznia 2016 roku w życie wchodzi przepis zakazujący oczyszczalniom składowania odpadów tego typu. Spółka Geotrans specjalizująca się w zagospodarowaniu ścieków liczy na wzrost osadów do utylizacji i tym samym zwiększenie wartości ogłaszanych przetargów. Na przyszły rok zapowiada pierwszą ewentualną akwizycję.

– Jesteśmy jedną z większych firm zajmujących się stricte zagospodarowaniem osadów ściekowych. Rozwijamy się poprzez ekspansję geograficzną, w ten sposób pozyskujemy nowe obszary rynku, oraz poszerzamy zakres na tych obszarach, na których jesteśmy obecni – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Weremczuk, prezes zarządu Geotrans.

Jak tłumaczy Weremczuk, Geotrans obsługuje bądź obsługiwał wszystkie największe przetargi na zagospodarowanie komunalnych osadów ściekowych na terenie województw dolnośląskiego oraz opolskiego. Z jednej strony pozwoliło to na bardzo dobre poznanie specyfiki lokalnego rynku, z drugiej ograniczenie się do obszaru tylko tych regionów hamowało nasz rozwój. W związku z tym spółka rozpoczęła ekspansję geograficzną, rozszerzając zasięg działania na kolejne województwa. Wywodząca się z Wrocławia spółka działa już także w Lubuskiem, Wielkopolsce, Małopolsce i na Górnym Śląsku. Za dwa lata ma być obecna także w województwach kujawsko-pomorskim, pomorskim, zachodniopomorskim, łódzkim, świętokrzyskim i na Mazowszu.

Nadzieje na wzrost przychodów Geotrans wiąże jednak nie tylko z ekspansją geograficzną.

– Również zmiany prawa, które nadejdą z nowym rokiem, związane z zakazem magazynowania ustabilizowanych komunalnych osadów ściekowych spowodują zwiększone ilości osadów w przetargach, więc te przetargi będą na wyższe kwoty – wyjaśnia prezes wrocławskiej spółki.

Strategia spółki Geotrans nie wyklucza także rozwoju poprzez akwizycję, a według prezesa Weremczuka pierwsze przejęcie może mieć miejsce już w przyszłym roku.

– Największym cenotwórczym elementem jest transport, czyli odległość miejsca zagospodarowania od oczyszczalni ścieków, z której odpad byłby odbierany, to jest jedna kwestia – tłumaczy Przemysław Weremczuk.

Drugim z czynników wpływającą na rentowność spółek z branży są koszty zagospodarowania odpadów. Ponoszone nakłady zależą w duże mierze od lokalizacji obiektów służących do utylizacji. Zdaniem prezesa zarządu giełdowej spółki ogólny obraz rynku zależy głównie od konkurencji i kwot uzyskiwanych w przetargach.

– Trudno jest mi o tym mówić, ponieważ każdy przetarg rządzi się swoimi prawami i swoimi cenami. Konkurencja go tak naprawdę ustala – podsumowuje Przemysław Weremczuk.

Spółka Geotrans w I półroczu bieżącego roku miała 3,1 mln zł przychodów (wzrost o 31 proc. rok do roku). Zysk operacyjny wyniósł niemal 974 mln zł, dwa i pół razy więcej niż rok wcześniej. Zysk netto zamknął się natomiast kwotą ponad 927 tys. zł, co oznacza ponadtrzyipółkrotny wzrost. Wrocławska firma jest niedawnym debiutantem giełdowym. Akcje spółki weszły do obrotu na rynku NewConnect 18 sierpnia 2015 roku. W ciągu dwóch lat może nastąpić ich przeniesienie na rynek główny.

L. Balcerowicz: bez niezbędnych reform gospodarczych Polska przestanie doganiać bogatsze kraje Zachodu

Leszek Balcerowicz

Największe problemy, z którymi boryka się polska gospodarka, to starzejące się społeczeństwo i coraz mniej rąk do pracy, niska stopa inwestycji oraz słaby poziom ogólnej efektywności – wynika z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju. Na pozytywny scenariusz rozwoju gospodarczego mamy szansę, ale pod warunkiem wprowadzenia zmian w polityce oraz przeprowadzenia gruntownych reform gospodarczych. W przeciwnym razie ponownie zaczniemy tracić dystans do państw Zachodu.

Scenariusz braku reform, zarówno tych rynkowych, jak i tych dotyczących funkcjonowania państwa, np. wymiaru sprawiedliwości, oznaczałby, że Polska przestanie praktycznie doganiać bogatsze kraje Zachodu po 25 latach dużego sukcesu. To by oznaczało, że nadal setki tysięcy ludzi wyjeżdżałyby z Polski w poszukiwaniu lepszej pracy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady Forum Obywatelskiego Rozwoju.

W praktyce dogonienie nawet mniej zamożnych państw Europy Zachodniej, jak Włoch czy Hiszpanii, stanie się mało realne.

Druga opcja wskazywana przez Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) to scenariusz kryzysowy. W tym przypadku nie tylko brakuje głębokich reform, lecz także występują antyreformy, czyli np. obniżenie wieku emerytalnego, a także gwałtowne pogorszenie stanu finansów publicznych i upolitycznianie gospodarki.

W tym scenariuszu najprawdopodobniej Polska zaczęłaby się cofać wobec krajów rozwiniętych i groziłby nam poważny kryzys fiskalny – mówi Balcerowicz.

Eksperci FOR wskazują na podstawie doświadczeń innych krajów, że kryzys w finansach publicznych może oznaczać spadek PKB o co najmniej 5-10 proc.

Jedyny dobry scenariusz, który proponujemy, to jest scenariusz kompleksowych reform, które nie są wcale bolesne. Często używa się sloganu, że reformy zawsze są bolesne. Owszem są, ale dla polityków, którzy lubią dużo władzy w gospodarce, lubią przedsiębiorstwa państwowe, żeby wywierać bezpośrednio interwencje, lubią uchwalać dużo praw bez kontroli. Natomiast dla społeczeństwa reformy oznaczają poprawę warunków życia – mówi prof. Leszek Balcerowicz.

Ekonomista podkreśla, że są trzy główne zagrożenia dla dalszego rozwoju gospodarki. Po pierwsze, grozi nam spadek zatrudnienia. To przede wszystkim efekt zmian demograficznych. Eksperci FOR podkreślają, że liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać (do 2040 roku może spaść o 2,4 mln osób). Po obniżce wieku emerytalnego do 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet spadek sięgnąłby 4,5 mln osób.

Reformy powinny więc dotyczyć aktywności zawodowej osób starszych (np. przez eliminację możliwości przedwczesnego opuszczania rynku pracy), kobiet (łatwiejsze łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych), a szczególnie osób młodych, ułatwiając im wejście na rynek pracy.

To wymaga również rozumnej polityki imigracyjnej. Niemcy przyjmują setki tysięcy uchodźców nie tylko z poczucia odruchu moralnego, co jest bardzo chwalebne, lecz także z czystej kalkulacji, że potrzebują więcej młodych ludzi, którzy pracowaliby na starszych Niemców – ocenia Balcerowicz.

Drugim istotnym problem jest niska stopa inwestycji, która decyduje o ilości kapitału w gospodarce. FOR podkreśla, że należy ona do najniższych w regionie. W ostatniej dekadzie średnia stopa inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej wynosiła 26 proc., a w Polsce – 21 proc.

To jest w dużej mierze spowodowane tym, że mamy zalew złego prawa tworzonego w parlamencie, proponowanego przez rządy i przez różne partie polityczne – ocenia przewodniczący Rady FOR. – W 2014 roku uchwalono w Polsce kilka razy więcej ustaw niż w Czechach i na Słowacji. To jest biegunka legislacyjna, która przechodzi w orgię podlizywania się grupom nacisku, np. frankowiczom.

FOR rekomenduje m.in. uproszczenie systemu podatkowego i usprawnienie działalności sądów.

Balcerowicz negatywnie ocenia tempo wzrostu ogólnej efektywności gospodarki.

Na nią składają się zmiany strukturalne, innowacyjność, transfer technologii i usuwanie marnotrawstwa. Tempo wzrostu jest nadal dodatnie, ale o wiele niższe niż było parę lat temu i za tym kryje się brak konkurencji, subsydiowanie niewydajnych sektorów, np. kopalń, czy spowalnianie reform w rolnictwie w postaci przechodzenia do innych sektorów – wymienia Balcerowicz.

Dla przykładu, 40 mld zł dotacji dla rolnictwa zachęca do pozostawania w tym sektorze. Z drugiej strony przejście do innych sektorów jest utrudnione, np. z racji braku mieszkań na wynajem w rozwijających się miastach. Szybszemu wzrostowi produktywności może sprzyjać dokończenie prywatyzacji oraz eliminacja regulacji ograniczających zakres konkurencji.

Dotychczasowe prognozy gospodarcze dla Polski są relatywnie korzystne. Zagrożenia, o których mówię, nie dotyczą najbliższego roku czy dwóch, ale dalszej perspektywy. A jeżeli na świecie miało być trudniej, co jest prawdopodobne ze względu na poważne problemy Chin i kłopoty z wyjściem z tej bardzo łatwej polityki monetarnej przez kraje strefy euro, to tym bardziej w Polsce potrzebne są wzmacniające reformy – podkreśla Balcerowicz.

Francuzi oferują Polsce okręty podwodne i rakiety manewrujące z pełną autonomią w ich wykorzystaniu i serwisowaniu

Xavier Mesnet

Przetarg na trzy okręty podwodne dla Marynarki Wojennej może zostać rozpisany w najbliższych miesiącach. Jeden z oferentów, stocznia DCNS, deklaruje, że zakup francuskich okrętów wraz z pociskami manewrującymi da polskiej armii pełną niezależność w ich eksploatowaniu. Sposób ich wykorzystania zależny będzie wyłącznie od decyzji polskich władz. Dodatkowo okręty będą w pełni serwisowane przez polskie stocznie, co wzmocni krajowy przemysł.

Zgodnie z zapowiedziami MON trzy okręty podwodne mają być zakupione wraz z pociskami manewrującymi. Francuski koncern deklaruje, że proponowane okręty klasy Scorpène będą posiadały w pełni zintegrowane pociski manewrujące NCM, produkcji francuskiego oddziału koncernu MBDA. To ma gwarantować Polsce pełną niezależność w ich wykorzystaniu. Jak podkreślają jego przedstawiciele, to odróżnia francuską ofertę od konkurencji.

Głównym celem naszej oferty jest zaoferowanie Polsce niezależności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Xavier Mesnet, dyrektor ds. marketingu i rozwoju w pionie okrętów podwodnych w DCNS. – To autonomia w dwóch aspektach. Pierwszy z nich to niezależność w operacyjnym wykorzystania okrętu Scorpène wraz z napędem niezależnym od powietrza AIP i pociskami manewrującymi, które są w pełni zintegrowane z tym okrętem. Integracja pocisków NCM przetestowana została przez nas w ramach francuskiego programu budowy okrętów podwodnych Barracuda, z których pierwszy zwodowany zostanie w przyszłym roku.

Pociski manewrujące to kluczowy element nowoczesnych okrętów podwodnych. Dzięki nim polskie okręty będą mogły odstraszać wroga. Taka broń oznacza, że posiadający ją kraj może wykonać dotkliwe uderzenie na strategiczne cele ewentualnego agresora. Pociskami dalekiego zasięgu można precyzyjnie atakować cele położone wiele setek kilometrów w głębi lądu, a dzięki umieszczeniu ich na okrętach podwodnych są bardzo trudne do wykrycia i zniszczenia przez nieprzyjaciela. Zwiększa się też znacznie liczba potencjalnych celów, bo okręty mogą stacjonować daleko od polskich granic.

DCNS proponuje, by okręty były budowane w gdyńskiej stoczni Nauta. Oba podmioty już dziś ściśle współpracują. Choć pierwsza jednostka powstać ma w większości we Francji, to przewidziany jest znaczący udział polskich pracowników w jej budowie. Kolejne okręty powstać mają już w polskiej stoczni. Sama budowa będzie się wiązała ze stworzeniem ok. tysiąca miejsc pracy. Wiele osób znajdzie też zatrudnienie w procesie serwisowania okrętów przez kolejne 30-40 lat.

Drugim aspektem jest niezależność w serwisowaniu okrętów – deklaruje Mesnet. – Nasza oferta zapewnia, że Polska będzie całkowicie autonomiczna w zakresie serwisowania i remontowania okrętów podwodnych. To oznacza, że będziemy szkolić pracowników i przekazywać im wiedzę, zarówno we Francji, jak i w Polsce, tak by polski przemysł mógł uczestniczyć w budowie okrętów i zupełnie samodzielnie je serwisować. Według zapowiedzi koncernu ma to pomóc budować potencjał polskiego przemysłu stoczniowego.

Przetarg na zakup trzech okrętów podwodnych o wartości ponad 7,5 mld zł może zostać rozpisany w najbliższych miesiącach. Zgodnie z zapowiedziami podpisanie umowy miałoby nastąpić najpóźniej na początku 2017 roku. W latach 2020-2025 jednostki mają być dostarczone polskiej armii.

Pendolino przyciąga pasażerów do PKP Intercity. Spółka po raz pierwszy od lat notuje wzrosty frekwencji

Jacek Leonkiewicz, prezes PKP Intercity

PKP Intercity odzyskuje pasażerów. Do końca sierpnia spółka przewiozła blisko 20 mln pasażerów, czyli o 20 proc. więcej niż przed rokiem. Polacy doceniają nowy tabor, w tym Pendolino, szybsze przejazdy i tańsze bilety. Plan na cały rok zakłada 30 mln pasażerów. Byłoby to niemal o 5 mln więcej niż rok temu.

To jest pierwszy rok od wielu lat, kiedy w PKP Intercity liczba pasażerów rośnie. Pasażerowie głosują nogami, ewidentnie podoba im się nowy tabor – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Leonkiewicz, prezes PKP Intercity. – Ale sam tabor to nie wszystko. Znacznie skracamy czasy przejazdów, dopasowujemy oferty do potrzeb naszych klientów, naszych pasażerów. To wszystko sprawia, że ludzie wracają.

Ostatnie dane Urzędu Transportu Kolejowego obejmują okres od stycznia do lipca – w tym czasie PKP Intercity przewiozło ok. 17 mln pasażerów. Udział przewoźnika w rynku wzrósł do 10,5 proc. W sierpniu ruch wzrósł o 27 proc. w ujęciu rocznym – spółka przewiozła 3,2 mln pasażerów.

Przewoźnik już od początku roku co miesiąc zwiększa liczbę pasażerów w stosunku do 2014 r. Od marca wzrosty są dwucyfrowe. Jednak w poprzednich latach PKP Intercity traciło pasażerów. Najlepszy wynik (51,7 mln osób) odnotowało w 2009 r. po przejęciu połączeń dalekobieżnych od Przewozów Regionalnych. Po pięciu latach spadków w 2013 r. spółka przewiozła jedynie 25,5 mln pasażerów.

PKP Intercity wraca do gry i jesteśmy bezkonkurencyjni na wielu relacjach – zapowiada Leonkiewicz. Ocenia: – To w dużej mierze dzięki Pendolino. Wprowadzenie tych pociągów spowodowało naturalny wzrost pasażerów na relacjach, na których ten pociąg się porusza. Oprócz tego było też magnesem dla pasażerów, którzy podróżują na relacjach, gdzie tego pociągu nie ma.

Pociągi ED250, czyli produkowane przez Alstom składy Pendolino, zostały wprowadzone na tory 14 grudnia 2014 r. Kursują na trasach z Warszawy do Trójmiasta, Krakowa, Katowic i Wrocławia. PKP Intercity wdrożyło już do ruchu wszystkie 20 składów Pendolino.

– Niebawem będziemy prezentowali zarys naszego nowego rozkładu jazdy, który wprowadzamy od grudnia tego roku. Zakłada on znaczne zwiększenie pracy eksploatacyjnej. Jeszcze bardziej zagęścimy relacje, jeszcze więcej pociągów będzie na obsługiwanych relacjach. Pojawimy się w kilku nowych miejscach i stale skracamy czasy, więc atrakcyjność jeżdżenia z PKP Intercity jeszcze wzrośnie – zapowiada Leonkiewicz.

W nowym rozkładzie przewoźnik wykorzysta nowe elektryczne zespoły trakcyjne szwajcarskiego Stadlera (model FLIRT3) i bydgoskiej Pesy (nowy model DART). PKP Intercity zamówiło po 20 składów. Dzięki nowym lokomotywom spalinowym spółka będzie mogła przywrócić połączenia m.in. do Ełku i Suwałk, Jasła i Zagórza, Zamościa oraz Gorzowa Wielkopolskiego.

Rynek maszyn budowlanych i rolniczych wzrośnie dzięki pieniądzom z UE. Producenci maszyn górniczych szukają szans za granicą

Polscy producenci maszyn dobrze sobie radzą, choć nie we wszystkich segmentach perspektywy są równie obiecujące. Branża maszyn budowlanych i rolniczych przygotowuje się na zwiększone zamówienia w związku z uruchomieniem funduszy unijnych. Z kolei trudna sytuacja polskich kopalni zmusza producentów maszyn górniczych do szukania odbiorców na innych rynkach.

Dynamika rynku maszyn będzie dość mocno związana ze wzrostem PKB. W tym roku wzrost produkcji przemysłowej wyniósł 4,6 proc. i to się pewnie utrzyma. W latach 2016-2020 możliwe jest nawet lekkie przyspieszenie, ale to zależy od kilku czynników – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka w specjalizującej się w ubezpieczeniach kredytu kupieckiego firmie Atradius Credit Insurance.

Jednym z nich jest skala inwestycji w infrastrukturę. W tym obszarze – w związku z uruchomieniem pieniędzy unijnych – producenci liczą na większe zapotrzebowanie na maszyny budowlane, co będzie skutkować wyższą sprzedażą. Drugim ważnym czynnikiem jest sytuacja na rynkach zagranicznych, m.in. francuskim, niemieckim czy włoskim, które są istotne dla branży motoryzacyjnej.

Do tego trzeba dodać również programy rządowe dotyczące inwestycji w przemysł energetyczny. Myślę, że wzrost będzie się utrzymywał zdrowo powyżej 4 proc. w najbliższych 3-4 latach – ocenia Taraszkiewicz.

Jak podkreśla, rynek motoryzacyjny, czyli produkcja samochodów, części samochodowych, naczep i ciągników, rośnie w zależności od miesiąca w tempie 8-14 proc. w ujęciu rocznym. Dla tego sektora prognozy są bardzo korzystne, podobnie jak dla maszyn budowlanych, których sprzedaż również zaczyna powoli rosnąć. Na uruchomieniu unijnych dopłat skorzysta również branża maszyn rolniczych.

Na drugim krańcu lokalnego rynku są urządzenia związane z górnictwem. Tutaj, niestety, popyt się kurczy, bo ceny węgla spadają, czego skutkiem są mniejsze przychody kopalń – mówi Taraszkiewicz. – Krajowi producenci muszą ratować się poprzez szukanie nowych obszarów zbytu. W związku z tym dosyć mocno stawiają na eksport nawet na tak odległe rynki jak Indonezja, Chiny czy Wietnam.

Atrakcyjnym rynkiem dla producentów maszyn była do tej pory Rosja. Jeszcze kilka lat temu trafiało tam 30 proc. krajowej produkcji. W ubiegłym roku eksport spadł o 14 proc., a w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku – o 31 proc.

Tamtejszy rynek dla Polski jest i będzie bardzo trudny – przekonuje Arkadiusz Taraszkiewicz. – Chodzi mi o ograniczenia wydane przez Rosję, redukujące zakupy maszyn przez tamtejsze samorządy, instytucje czy firmy państwowe. Obecnie podczas przetargów nie mogą one brać europejskich maszyn pod uwagę.

Sankcjom towarzyszy również spowolnienie gospodarcze, które ogranicza możliwości zakupowe rosyjskich firm. To rodzi problemy również w innych państwach. Rosja była czwartym co do wielkości rynkiem eksportowym dla niemieckich maszyn, dziś spadła na dziesiątą pozycję.

Jak ocenia Taraszkiewicz, polskie firmy powinny poradzić sobie ze znalezieniem alternatywnych odbiorców w innych krajach. Muszą jednak brać pod uwagę sytuację na innych rynkach zagranicznych. Problemem jest m.in. spowolnienie tempa rozwoju gospodarczego w Chinach i Brazylii.

Biedronka ufundowała stypendia dla młodych sportowców. Na ten cel trafi 150 tys. zł

0

Natalia Partyka

Dwunastu młodych sportowców otrzymało stypendium z Funduszu Stypendialnego Natalii Partyki. Na ten cel przeznaczono 150 tys. zł. Partnerem projektu jest Jeronimo Martins Polska. To kolejna inicjatywa właściciela sieci Biedronka wspierająca młodych sportowców.

Natalia Partyka, tenisistka stołowa, zawodniczka reprezentująca Polskę na olimpiadach i paraolimpiadach, opowiada, że sama mogła rozwijać swą karierę dzięki wsparciu wielu osób. Gdy władze rodzinnego Gdańska odmówiły jej przyznania stypendium, pomoc otrzymała od ludzi, którzy w nią uwierzyli. Stąd pomysł, by taką samą pomoc organizować dla innych zdolnych sportowców. Fundusz powstał, aby wspierać sportowców w wieku od 16 do 22 lat.

Nie da się ukryć, że sport nie istniałby bez pieniędzy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Natalia Partyka, pomysłodawczyni i ambasadorka Funduszu Stypendialnego. – Jest dużo barier do pokonania przez sportowców, niestety, często sprawy finansowe ograniczają nas tak, że każdy zastrzyk gotówki, każde dodatkowe pieniądze, jakie otrzymuje sportowiec, to jest coś, co może przeznaczyć na rozwój, na zdobywanie nowych umiejętności i doświadczeń, na wyjazdy na różne zawody.

Szczególnie dla początkujących sportowców ma to ogromne znaczenie. Fundusz Stypendialny został utworzony przez Natalię Partykę i Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce we współpracy z Fundacją Dobra Sieć.

Partyka przyznaje, że gdyby nie sieć Biedronka, trudno byłoby uruchomić fundusz stypendialny. Przedstawiciele sieci przypominają, że ich pomysł na sukces biznesowy opierał się na dostarczaniu łatwo dostępnych produktów. Teraz uważają, że podobnie powinno być w przypadku rozwoju utalentowanych ludzi. Oni też powinni mieć łatwiejszy dostęp do wsparcia. To już kolejna związana ze sportem inicjatywa Jeronimo Martins Polska.

Ważne projekty związane ze sportem to przede wszystkim partnerstwo z polską reprezentacją, wsparcie dla młodych piłkarzy, zarówno tych z domów dziecka (wspieramy coroczne rozgrywki dzieci z domów dziecka), jak i tych z Akademii Młodych Orłów – wymienia Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych w Jeronimo Martins Polska. – Akademia Młodych Orłów to wspólna inicjatywa z PZPN-em, która wspiera młodych ludzi przychodzących na Orliki, gdzie pod okiem trenerów rozpoczynają swoje kariery sportowe. Również nasi pracownicy mają swoje ligi, więc wiele dzieje się także wewnątrz firmy.

Dzięki wsparciu Biedronki 12 młodych zdolnych sportowców otrzyma roczne stypendia w wysokości od 10 do 15 tysięcy złotych. Wśród stypendystów jest lekkoatletka Maria Andrejczyk, europejska mistrzyni juniorów w rzucie oszczepem.

Kwota stypendium to 1 tys. zł miesięcznie przez 10 miesięcy. Przeznaczę to przede wszystkim na kupno dobrych oszczepów, ponieważ w placówce, w której trenuję, ich brakuje. Są tu oszczepy bardzo miękkie, którymi nie da się daleko rzucać. Poza tym sprzęt sportowy, kolce do rzucania i ubrania, bo lekkoatletka musi także ładnie wyglądać – podkreśla Andrejczyk.

Inwestycje w sprzęt planuje też inny z laureatów, Jakub Brzeziński, uczeń szkoły mistrzostwa sportowego, który trenuje kajakarstwo slalomowe.

Moim największym osiągnięciem jak na razie jest wicemistrzostwo świata do lat 23, które zdobyłem w tym roku, w kwietniu, w Brazylii. Poza tym medalem mam medal mistrzostw świata i dwa medale Europy – wymienia Brzeziński. – Stypendium jest w wysokości 15 tys. zł na rok. Przeznaczę je na sprzęt sportowy. Jest on dość drogi, sam kajak kosztuje 8-10 tys. zł, do tego dochodzą wiosła. To ważne, bo wiosła często się łamią i trzeba kupować nowe.

Wśród stypendystów są również m.in. narciarz Szymon Bębenek, zwycięzca międzynarodowych zawodów FIS w Abetone (Włochy 2014), Krzysztof Gała, trzykrotny Mistrz Polski Juniorów w łyżwiarstwie figurowym oraz zapaśniczka Aleksandra Wólczyńska, brązowa medalistka mistrzostw świata z 2014 r.

W ramach projektu ruszyła również pierwsza polska platforma crowdfundingowa dla sportowców DamNaSport.pl. Dzięki niej sportowcy mogą zorganizować zbiórkę pieniędzy na cele związane z rozwojem ich kariery sportowej, np. na zakup sprzętu sportowego czy wyjazd na zawody, a internauci – wspierać sportowców w rozwoju i osiąganiu sukcesów.

Połowa gospodarstw domowych robi przetwory na zimę. To dla nich sposób na oszczędności i zdrowe odżywianie

Przemysław Kasza

Zapasy na zimę przygotowuje co druga rodzina. Wśród gospodarstw domowych liczących ponad pięć osób wskaźnik ten wzrasta do 84 proc. Motywuje ich przede wszystkim możliwość oszczędzania i zdrowego odżywiania. Ci, którzy przetworów nie robią, wskazują, że główną przyczyną jest brak czasu i możliwość znalezienia tańszych odpowiedników w sklepie.

Ok. 45 proc. mieszkańców dużych miast i 60 proc. mieszkańców wsi przygotowuje przetwory na zimę. Można więc powiedzieć, że połowa gospodarstw domowych w Polsce robi zapasy na zimę – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska.

Większy odsetek osób z terenów wiejskich może wynikać przede wszystkim z większej dostępności surowców. 60 proc. owoców i warzyw pochodzi z własnej działki, pola czy sadu. Ok. 30 proc. dostaje surowce od rodziny i znajomych.

Badania Providenta pokazują, że im większa rodzina, tym więcej przetworów. W gospodarstwach zamieszkiwanych przez co najmniej pięć osób przetwory robi 84 proc. z nich.

 Zarówno w przypadku singli, jak i gospodarstw, które już są opuszczonymi gniazdami, odsetek ten wynosi około 30 proc. – wyjaśnia Kasza.

40 proc. fanów przetworów robi zapasy, które mają starczyć na całą zimę. Co czwarty przygotowuje kilka symbolicznych słoików.

Dostępność warzyw i owoców po niższych cenach, a przez to oszczędność to główna zachęta do robienia przetworów na zimę. Inny aspekt to chęć zdrowego odżywiania. Kiedy samodzielnie przygotowujemy przetwory, to kontrolujemy, co wkładamy do słoików, a dzięki temu mamy pewność, że nie ma tam żadnych konserwantów i sztucznych składników. To jest bardzo ważne, szczególnie dla osób, które mają małe dzieci – mówi Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

Prawie co piąty badany podkreśla, że słoiki to realne oszczędności i obniżenie kosztów podczas zimy. Tu jednak zdania są podzielone. 42 proc. tych, którzy nie robią przetworów, twierdz, że jest to nieopłacalne. Osoby o najniższym statusie ekonomicznym rzadziej przygotowują przetwory niż osoby z gospodarstw domowych o lepszym statusie. Uważają, że mogą znaleźć w sklepie tańsze zamienniki.

Trzech na dziesięciu badanych wskazuje, że robienie przetworów to domowa tradycja. Korzystają przy tym ze sprawdzonych przepisów swoich mam lub babć. Łuczak podkreśla, że moda na przygotowywanie własnych przetworów wraca i jest coraz bardziej widoczna wśród mieszkańców dużych miast.

Obserwujemy nowe trendy przygotowywania niewielkich ilości przetworów, takich specjalności domu będących wariacjami na temat przepisów przeczytanych w internecie czy obejrzanych w telewizji – mówi Kasza.

Ci, którzy przetworów nie robią, tłumaczą to głównie brakiem czasu (48 proc.). Wśród przyczyn wymieniają także brak umiejętności (36 proc.) oraz brak miejsca do przechowywania (16 proc).

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nowa aplikacja Mercedes me i usługi mobilne dla używanych Mercedesów

Mercedes me zapewnia klientom dostęp do osobistego, ekskluzywnego świata Mercedes-Benz. Pod tą nazwą kryje się pakiet usług mobilnych, a wśród nich – wprowadzony przed rokiem w Europie system Mercedes connect me, zapewniający połączenie z autem w dowolnym czasie i z dowolnego miejsca. Już wkrótce będzie on także dostępny dla tych pojazdów, które nie zostały fabrycznie wyposażone w moduł Mercedes me. Wiosną 2016 roku na europejski rynek trafi specjalny adapter dla 24 serii modelowych Mercedes-Benz produkowanych od roku 2002. Umożliwi on wygodny i bezpieczny dostęp do informacji o samochodzie za pomocą urządzeń mobilnych.

Usługi mobilne Mercedes me dla właścicieli używanych Mercedesów
Usługi mobilne Mercedes me dla właścicieli używanych Mercedesów

Kolejnym przydatnym rozwiązaniem jest nowa aplikacja Mercedes me na smartfony z systemami iOS i Android. Pozwala ona sprawdzić lub zdalnie uruchomić działanie licznych funkcji pojazdu, takich jak ogrzewanie postojowe czy centralny zamek. Po połączeniu iPhone’a z Apple Watch ma również funkcję nawigacji od drzwi do drzwi. Aplikację będzie można pobrać bezpłatnie począwszy od jesieni 2015 roku, zaledwie niecałe 4 miesiące po prezentacji jej prototypowej wersji.

Adapter Mercedes connect me

Mercedes connect me AdapterJak dotychczas system Mercedes connect me oferowany był wyłącznie dla nabywców nowych samochodów – niezbędny moduł COM z kartą SIM od wiosny 2014 roku montowano na pokładzie praktycznie wszystkich serii modelowych. Już niedługo także właściciele używanych Mercedesów będą mogli połączyć się ze swoimi pojazdami i dołączyć do świata Mercedes me. Wiosną 2016 roku w autoryzowanych placówkach serwisowych Mercedes-Benz pojawi się możliwość doposażenia w adapter Mercedes connect me, przeznaczony dla 24 serii modelowych produkowanych od 2002 roku.

„Coraz więcej klientów chce łączyć się ze swoim autem. Dzięki udostępnieniu usług Mercedes connect me dla używanych pojazdów możemy spełnić życzenie milionów klientów” – wyjaśnia Ola Källenius, Członek Zarządu koncernu Daimler odpowiedzialny za marketing i sprzedaż w oddziale osobowych Mercedesów. „Kolejne modele Mercedesa mogą teraz stać się częścią cyfrowego stylu życia, a ich właściciele zyskają osobisty dostęp do świata Mercedes me”.

Autoryzowany dealer podłączy adapter Mercedes me do interfejsu diagnostycznego i przeprowadzi niezbędne modyfikacje. Aby korzystać z dostępnych usług, klient musi zainstalować na swoim smartfonie aplikację Mercedes connect me i zarejestrować się na portalu Mercedes me (http://mercedes.me). Adapter komunikuje się ze smartfonem za pośrednictwem Bluetooth, a aplikacja wymaga dostępu do internetu. W adapter można doposażyć 24 serie modelowe Mercedes-Benz produkowane od 2002 roku, w tym liczne modele sprzedawane na wielką skalę, m.in. Klasę E (typoszereg 211 wytwarzany od roku 2002), Klasę C (typoszereg 204, w ofercie od wiosny 2007 r.) czy Klasę A (typoszeregi 169 i 176, na rynku od połowy 2004 r.). W przyszłości ich właściciele będą mogli cieszyć się wygodnym dostępem do informacji na temat swojego auta i korzystać zarówno z usług mobilnych, jak i tych z zakresu bezpieczeństwa, zabezpieczeń czy obsługi serwisowej. Lista wszystkich modeli z możliwością doposażenia w nowy adapter zostanie 15 września opublikowana na stronie http://mercedes.me/adapter.

Nowa aplikacja Mercedes me

nowa aplikacja Mercedes me

nowa aplikacja Mercedes me

Kolejnym elementem inicjatywy produktowej Mercedes connect me na targach motoryzacyjnych we Frankfurcie jest nowa aplikacja natywna Mercedes me dla smartfonów z systemami iOS i Android oraz zegarka Apple Watch. Zapewnia ona jeszcze wygodniejszy dostęp do usług Mercedes me. Poza dostępem do informacji o aucie dostarcza ona klientom precyzyjne informacje na temat trasy dojazdu do najważniejszych dla nich miejsc. Ulubione cele można dodawać do aplikacji w zaciszu domu lub biura, bez konieczności wprowadzania ich poprzez system multimedialny w pojeździe. Kolejna nowa funkcja zintegrowana z aplikacją to nawigacja od drzwi do drzwi, która w pierwszej kolejności wskazuje kierowcy drogę dojścia pieszo do samochodu. Po odpaleniu silnika komunikuje się z systemem pokładowym i uruchamia prowadzenie do miejsca docelowego. Jeśli auto jest zaparkowane w pobliżu miejsca docelowego, trasa zostaje przeliczona i przekazana do aplikacji. Wskazówki mogą być również prezentowane na ekranie zegarka Apple Watch.

Aplikacja została opracowana w ramach globalnej sieci R&D koncernu Daimler, przez ekspertów z Sunnyvale w Kalifornii oraz Sindelfingen. „To nie przypadek, że aplikację Mercedes me udało nam się opracować w bardzo krótkim czasie” – mówi prof. Thomas Weber, Członek Zarządu koncernu Daimler odpowiedzialny za badania i rozwój osobowych Mercedesów. „Nasze centra badawczo-rozwojowe są zlokalizowane na całym świecie. Poza dostępem do wiedzy technicznej umożliwia to nam również odpowiadanie na specyficzne potrzeby rynków. Zdolności inżynierów w połączeniu z kulturą innowacji pozwalają na szybkie wprowadzanie nowinek w naszych pojazdach i nadążenie za tempem rozwoju elektroniki użytkowej”.

Aplikację Mercedes me będzie można bezpłatnie pobrać z iTunes i Google Play od jesieni 2015 roku.

Mercedes connect me: przegląd aktualnych usług

Usługi Mercedes connect me pozwalają łączyć się z pojazdem z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie. Ich lista obejmuje:

  • pomoc w razie wypadku lub awarii (zapewnia połączenie z biurem obsługi klienta oraz stosowną pomoc);
  • zarządzanie obsługą serwisową (pojazd samodzielnie wysyła do serwisu dane dotyczące bieżących potrzeb eksploatacyjnych, a serwis na tej podstawie przygotowuje zakres przeglądu);
  • system alarmowy Mercedes-Benz;
  • telediagnostykę (pojazd wykrywa, które z podlegających diagnostyce części wymagają wymiany, przekazuje te informacje do serwisu, a dealer kontaktuje się z klientem w celu umówienia terminu przeglądu);
  • precyzyjne informacje o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym (w połączeniu z COMAND Online oraz Audio 20 Garmin Map Pilot)

„Połączony zawsze i inteligentnie” – oto motto usług Mercedes connect me. Klienci mają dostęp do swojego auta w każdym miejscu i o każdej porze. Poza szerokim zakresem informacji na temat samochodu mogą również zdalnie sterować wybranymi jego funkcjami, np. ogrzewaniem postojowym lub centralnym zamkiem. W tym wypadku niezbędny jest pakiet zdalnego dostępu online (Remote Online), w nowych autach dostępny na życzenie w połączeniu z systemami multimedialnymi Audio 20 CD lub Audio 20 USB lub seryjny (modele wyposażone w COMAND Online i pojazdy Mercedes-Benz z napędem elektrycznym). Przez pierwsze 3 lata usługi są bezpłatne; później abonament można przedłużyć za dodatkową opłatą.

Zakres usług Remote Online obejmuje:

  • lokalizator zaparkowanego samochodu o zasięgu 1,5 km, umożliwiający dotarcie do auta za pomocą smartfona (przydatny np. w nieznanym mieście);
  • śledzenie pojazdu – wskazuje aktualną jego pozycję w oparciu o sygnał GPS (gdy usługa jest aktywna, w pojeździe wyświetla się specjalny symbol);
  • geofencing – informuje, czy samochód znajduje się aktualnie we wcześniej zdefiniowanej strefie na mapie, wjeżdża do niej lub ją opuszcza;
  • zdalnie otwieranie i zamykanie pojazdu, np. gdy kierowca zapomni zamknąć drzwi;
  • zdalny dostęp do statusu pojazdu i informacji takich jak poziom paliwa czy przewidywany zasięg;
  • programowanie ogrzewania postojowego, jeśli znajduje się ono na wyposażeniu pojazdu;
  • wysyłanie tras nawigacji z portalu lub aplikacji Mercedes me do systemu multimedialnego pojazdu;
  • w przypadku modeli elektrycznych i hybrydowych – także kontrolę ładowania i funkcji wstępnego schładzania lub podgrzewania kabiny.

By ochronić informacje i systemy pojazdu przed nieuprawnionym dostępem, usługi Mercedes connect me oraz Remote Online nie korzystają z bezpośredniego połączenia samochodu z internetem, ale z zabezpieczonego połączenia VPN z podlegającą specjalnej ochronie jednostką obsługi Daimlera. Ta sama jednostka służy jako brama sieciowa dla zewnętrznych usługodawców i anonimowych zapytań z samochodu. Zapewnia to wysoki poziom bezpieczeństwa, zwłaszcza w obliczu dalszej cyfryzacji samochodów. Wszelkie informacje gromadzone są w ramach umów lub za zgodą klientów i podlegają ochronie prawnej. Klienci mogą wyłączać poszczególne usługi w dowolnym momencie trwania umowy.

Multimedia: perspektywa na przyszłość

Od kompleksowej integracji smartfona przez hotspot WLAN aż do informacji o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym i serwisu pogodowego czy aplikacji z wiadomościami – systemy multimedialne Mercedes-Benz zapewniają najnowocześniejszy standard informacji i rozrywki w połączeniu z intuicyjnym sterowaniem.

Następna generacja Klasy E, której premierę zaplanowano na początek przyszłego roku, zaoferuje kolejne innowacje, takie jak komunikacja Car-to-X. Umożliwia ona wymianę informacji z innymi pojazdami, np. na temat sytuacji na drodze. Rolę kluczyka samochodu będzie mógł pełnić smartfon właściciela, służący zarówno do otwarcia drzwi, jak i uruchomienia silnika. I jeszcze jedna nowość – funkcja zdalnego parkowania, która pozwoli zajmować i opuszczać miejsca parkingowe zdalnie, za pomocą aplikacji na smartfona. Wszelkie czynności – kierowanie, hamowanie i zmiana kierunku jazdy – będą odbywać się automatycznie, o ile kierowca potwierdzi je na ekranie swojego urządzenia. W rezultacie samochód może parkować nawet na najwęższych miejscach.

Od początku 2016 roku wybrane modele dostępne będą z interfejsami Apple CarPlay i MirrorLink. Przykładowo, Apple CarPlay zapewnia dostęp do aplikacji i funkcji smartfona, w tym odtwarzacza muzyki, sterowania głosowego Siri oraz skrzynki wiadomości SMS oraz e-mail. MirrorLink wspiera szereg użytecznych aplikacji, m.in. radio internetowe, system komunikacji drogowej iCoyote czy lokalizator Glympse.

Wynajmujesz prywatnie mieszkanie? Fiskus może to podważyć

Z początkiem roku akademickiego na rynku najmu mieszkań zaczyna się spory ruch. Studenci szukają wymarzonych i niedrogich mieszkań, a ich właściciele chcą przede wszystkim na nich zarobić i jak najkorzystniej rozliczyć to z fiskusem. A nie jest to wbrew pozorom takie proste. Trzeba uważać wybierając formę opodatkowania. Granica między wynajmem nieruchomości w charakterze osoby prywatnej i jako przedsiębiorca jest bardzo płynna.

Funkcjonują trzy możliwości opodatkowania wynajmu: ryczałt 8,5 proc., ogólna skala podatkowa (18 proc. i 32 proc.), albo podatek liniowy 19 proc. Osoby prywatne mogą zdecydować się na pierwszą albo drugą możliwość, z kolei drugi i trzeci sposób dotyczy wyłącznie prowadzących działalność gospodarczą.

– Osoby fizyczne wynajmując nieruchomość z reguły, jako sposób rozliczenia wybierają ryczałt. Mają wtedy najniższą, 8,5 proc. stawkę podatku od przychodów ewidencjonowanych. Zawsze radzę jednak to dobrze przeanalizować, odnosząc to do sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Jeśli posiadamy zarejestrowaną działalność gospodarczą, której przedmiotem jest m.in. wynajem nieruchomości, wtedy sposób rozliczenia z fiskusem nie nastręcza wielu problemów. Mamy tu do wyboru skalę podatkową albo podatek liniowy. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku osoby fizycznej. Jeśli wynajmuje kilka mieszkań, czerpiąc z tego tytułu spore dochody, fiskus może dopatrzeć się w tym prowadzenia niezarejestrowanej działalności gospodarczej, a tym samym podważyć rozliczanie na podstawie ryczałtu – ostrzega Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.INFOGRAFIKA TAX CARE - Podatek od najmu nieruchomości

Płynna granica

Przychody, jakie uzyskujemy z najmu mogą pochodzić z dwóch źródeł: pozarolniczej działalności gospodarczej (art. 10 ust. 1 pkt 3 ww. ustawy) lub z tytułu najmu, jako samodzielnego źródła przychodów (art. 10 ust. 1 pkt 6 ww. ustawy). Rozliczając więc podatek, najważniejsze jest ustalenie, czy robimy to w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, czy prywatnie. Okazuje się, że granica między najmem w charakterze osoby fizycznej i jako przedsiębiorca jest dość płynna. Jak pokazały liczne interpretacje podatkowe, nawet sam fiskus ma nie lada problem, aby jednoznacznie je określić.

Faktem jest, że w świetle obowiązujących przepisów ryczałt ma zastosowanie do przychodów z najmu, dzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze jedynie wtedy, gdy nie są one zawierane w ramach prowadzonej pozarolniczej działalności gospodarczej. A na podstawie przepisów z ustaw o podatkach dochodowych wiemy, że chodzi tu o działalność zarobkową, w tym m.in. usługową, prowadzoną we własnym imieniu, bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły. I właśnie te dwie ostatnie kwestie powinny być decydujące, czy dana osoba może zastosować zryczałtowaną stawkę 8,5 proc. od przychodów uzyskanych z najmu. Jednak problem i niejasność budzi fakt, że żadna z ustaw nie precyzuje, jak należy rozumieć prowadzenie działalności w sposób zorganizowany i ciągły?

– Nie pozostaje więc nic innego, jak zdać się na zdrowy rozsądek zarówno samego podatnika, jak i fiskusa. Jeżeli zatem nie prowadzimy wynajmu na dużą skalę, w sposób zorganizowany i generujący duży zysk, wydaje się, że fiskus nie powinien mieć przesłanek do uznania tego za działalność gospodarczą, a tym samym zastosowanie ryczałtowej 8,5-proc. stawki jest uzasadnione – podpowiada Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Przedsiębiorca a ryczałt 

A czy przedsiębiorca, który niejako przy okazji, poza prowadzoną działalnością gospodarczą wynajmuje mieszkanie, może rozliczyć się na zasadzie ryczałtu? – Teoretycznie tak. Jednak w praktyce, zarówno fiskus, jak i sądy pilnują, aby przedsiębiorcy nie nadużywali prawa do ryczałtu. Bardzo często nie zgadzają się na to, by uznać najem za prywatne źródło zarobkowania, podważając tym samym prawo do rozliczenia na zasadzie ryczałtu. Takie podejście organów zauważyć można w ostatnio wydawanych interpretacjach podatkowych – zauważa Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Poinformuj Urząd Skarbowy

Jeśli wybraliśmy ryczałt 8,5% w ramach najmu prywatnego albo będziemy płacić podatek liniowy w działalności gospodarczej, musimy powiadomić o tym fakcie fiskusa. Ci, którzy rozpoczęli najem w trakcie roku, zgłoszenia opodatkowania w formie ryczałtu powinny dokonać do 20. dnia następnego miesiąca, w którym otrzymano zapłatę za najem, albo do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy taki przychód osiągnięto w grudniu roku podatkowego. Osoby, które zdecydują się na opodatkowanie w formie skali podatkowej nie muszą o tym fakcie informować urzędu. Jeśli najmu dokonujemy w ramach działalności gospodarczej i chcemy się opodatkować podatkiem liniowym, wyboru musimy dokonać przed uzyskaniem pierwszego przychodu i w tym czasie wysłać do urzędu skarbowego odpowiednie zawiadomienie.

Robinson Europe S.A. zwiększa sprzedaż i rozwija Grupę Kapitałową

0

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, zakończyła 3 kw. roku obrotowego 2014/2015 zyskiem netto w wysokości 107 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 4.345 tys. zł. Emitent bardzo dobrze ocenia również rozwój swojej spółki zależnej OUTDOORZY S.A.

Po trzech kwartałach roku obrotowego 2014/2015 Robinson Europe S.A. zanotowała 268 tys. zł zysku netto oraz 12.570 tys. zł przychodów ze sprzedaży. Istotny wpływ na wzrost sprzedaży Spółki ma zwiększanie poziomu zamówień przedsezonowych, co znacząco ułatwia szacowanie zamówień u kontrahentów oraz dostawców. Obecnie Emitent przygotowuje się do sezonu 2016 aktywnie rozwijając kooperację z kluczowymi klientami właśnie w oparciu o zamówienia przedsezonowe. W minionym kwartale Spółka skutecznie realizowała założenia przyjętej strategii rozwoju, zacieśniając tym samym współpracę z czołowymi sieciami hipermarketów w kraju oraz wchodząc ze swoimi produktami do nowych sklepów ze sprzętem wędkarskim.

„Miniony kwartał był dla nas dobrym okresem, bowiem udało nam się konsekwentnie realizować założenia strategii rozwoju. Widoczny wzrost przychodów byłby jeszcze większy, gdyby nie wystąpiły niesprzyjające warunki atmosferyczne do uprawiania wędkarstwa, przejawiające się rekordowo niskim poziomem wód w rzekach i jeziorach. Prowadzone przez nas działania w obszarze marketingu oraz akwizycji nowych sieci handlowych wpłynęły na wzrost kosztów oraz wynik finansowy 3 kw., ale w dłuższej perspektywie pozwolą nam one zwiększać sprzedaż i poprawiać rentowność.” – ocenia Paweł Busz, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

Grupa Kapitałowa Robinson Europe S.A. wypracowała 119 tys. zł zysku netto w 3 kw. roku obrotowego 2014/2015 przy przychodach na poziomie 5.726 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach skonsolidowany zysk netto Spółki przekracza 350 tys. zł, a wartość sprzedaży wynosi 16.698 tys. zł. Bardzo wysokie obroty, których wartość w minionym kwartale sięgnęła 1.380 tys. zł, zanotowała spółka zależna OUTDOORZY S.A. Dynamika wzrostu przychodów tego podmiotu wyniosła w ujęciu rdr. ponad 136% i wynikała ona głównie z ekspansji na rynki Unii Europejskiej oraz rozwijaniu nawiązanej współpracy z serwisem www.amazdon.de. Zarząd Robinson Europe S.A. przewiduje, że pozytywna tendencja wzrostu przychodów będzie utrzymana w kolejnych kwartałach.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z rozwoju podmiotu zależnego OUTDOORZY S.A. Widoczny wzrost sprzedaży powinien być kontynuowany w następnych kwartałach, co, mam nadzieję, przełoży się również na wyższe zyski. OUTDOORZY S.A. są już rentowną spółką i cały czas rozbudowują portfolio oferowanego asortymentu o nowe produkty, cechujące się bardzo wysoką jakością. Dzięki obecności w naszej Grupie Kapitałowej podmiotu zajmującego się sprzedażą internetową, jesteśmy w stanie efektywniej oceniać zapotrzebowanie odbiorców indywidualnych na produkty sportowe oraz turystyczne, a także szybciej reagować na nowe trendy na rynku.” – dodaje Busz.

Dobre wyniki finansowe Spółki oraz jej perspektywy rozwoju zostały docenione przez inwestorów. Od początku tego roku kurs akcji Robinson Europe S.A. wzrósł o ponad 90% z poziomu 7,05 zł do 13,50 zł na koniec sesji w dniu 11.09.2015 r. Istotnej poprawie uległa również płynność obrotu akcjami Spółki, a łączna wartość obrotu w okresie maj-lipiec 2015 r. przekroczyła 380 tys. zł.

W marcu 2015 r. obligacje Robinson Europe S.A. zadebiutowały na rynku Catalyst. Spółka z przeprowadzonej emisji pozyskała 1.027 tys. zł, które przeznaczyła m.in. na rozwój swojej głównej linii biznesowej wędkarstwo poprzez zwiększenie zatowarowania magazynu oraz rozszerzenie asortymentu produktów o nowe specjalistyczne marki. Wyemitowane papiery dłużne są zabezpieczonymi obligacjami trzyletnimi o oprocentowaniu zmiennym wynoszącym WIBOR3M + marża w wysokości 7,00% w skali roku.

Spółka Robinson Europe S.A. jest notowana na rynku NewConnect od czerwca 2011 r. Głównym przedmiotem jej działalności jest sprzedaż sprzętu wędkarskiego oraz sportowego. Historia przedsiębiorstwa sięga 1991 r., kiedy to obecni Członkowie Zarządu założyli firmę „BIS”, która od wielu lat jest znana w branży wędkarskiej. Robinson Europe S.A. posiada 600.000 szt. akcji stanowiących 75% udziałów w kapitale zakładowym spółki OUTDOORZY S.A., która prowadzi sprzedaż sprzętu sportowego poprzez swój sklep internetowy. Pozostałe 200.000 szt. akcji, które stanowią 25% udziałów w kapitale zakładowym OUTDOORZY S.A., posiada ABS Investment S.A. – partner strategiczny Robinson Europe S.A.

11 rad dla osób współpracujących z partnerami z Japonii – infografika

Kultura azjatycka znacznie różni się od europejskiej. Podczas współpracy, to czy te różnice zostaną wykorzystane jako atut czy jako wada, zależy od tylko i wyłącznie od partnerów biznesowych. Współpraca polsko-japońska się rozwija, czego dowodem jest wydarzenie Japan Business Expo organizowane 8 października w Warszawie. Dlatego, żeby pozyskać nowych partnerów biznesowych, warto być świadomym i wiedzieć jakich zachowań unikać, a jakie są szczególnie cenione.11 rad dla osób współpracujących z partnerami z Japonii - infografika (3)

Biznes po japońsku

W Japonii ogromną rolę przywiązuje się do ceremonii wymiany wizytówek. Należy pamiętać o tym, żeby wizytówkę podawać obiema rękami oraz powtórzyć na głos imię i nazwisko rozmówcy, okazując mu tym samym szacunek. Następnie otrzymane wizytówki należy umieścić w eleganckim wizytowniku lub rozłożyć przed sobą na stole podczas prowadzonych rozmów. Stosowanie się do tych zasad wpłynie pozytywnie na atmosferę spotkania.

„Japończycy są narodem o bardzo silnej i bardzo unikalnej kulturze, która ma swoje odzwierciedlenie w sposobie prowadzenia biznesu. Wystarczy wspomnieć o japońskiej specyfice negocjacji, czy też w ogóle o <nemawashi>, tj. o procesie poznawania się, budowania zaufania przed podjęciem współpracy biznesowej. Oczywiście nieznajomość japońskiej etykiety biznesowej nie przekreśla całkowicie możliwości współpracy, jednak zachowanie zgodne z pewnymi zasadami jest wyrazem szacunku wobec japońskiego partnera, a proszę mi wierzyć, Japończycy na pewno nieprzygotowani do rozmów z Polakami nie będą” – mówi Marek Krasiński, doktor w Katedrze Teorii Organizacji i Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Życie codzienne po japońsku

Różnice kulturowe są zauważalne nie tylko podczas współpracy biznesowej, ale również w życiu codziennym. Nie znając zasad panujących w innym kraju, można nieświadomie kogoś urazić lub wprowadzić w zakłopotanie. Będąc w Japonii należy unikać wydmuchiwania nosa w chusteczkę w miejscu publicznym, ponieważ takie zachowanie uznawane jest za niegrzeczne. Natomiast odgłosy siorbania podczas jedzenia makaronu nie powinny nikogo dziwić – jest to uznawane za normalne i naturalne.

Japońskie miasto Takasaki przygotowało infografikę przedstawiającą 11 rad, które znacznie ułatwią współpracę z przedstawicielami Kraju Kwitnącej Wiśni. Więcej wiedzy na temat różnic kulturowych będzie można także zdobyć podczas wydarzenia Japan Business Expo – Takasaki Day, które odbędzie się 8 października w Warszawie. Zainteresowane osoby mogą się bezpłatnie zarejestrować na stronie http://takasaki-expo.com.

Historyczny podział na Polskę A i B widoczny na rynku pracy

Tomasz Hanczarek work servicePolski rynek pracy wykazuje duże zróżnicowanie terytorialne. Każde województwo ma swoją odrębną specyfikę i co istotne, od początku prowadzenia naszego badania widzimy, że nadal utrzymuje się historyczny podział na Polskę A i B. Oczywiście granice tego podziału się przesuwają, ale nadal pozostaje on widoczny – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Najłatwiej można go dostrzec obserwując wskaźniki makroekonomiczne. Na wschodnich terenach, średnie bezrobocie jest wyższe niż w całej Polsce. W lipcu, w województwach lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim oraz podlaskim wynosiło średnio 12,3%, podczas gdy ogólnopolski odsetek to 10,1%. Wynika to z tego, że na wschodzie mamy do czynienia z mniejszą aktywnością inwestycyjną firm i tym samym mniejszą ilością nowych miejsc pracy. To natomiast skutkuje wyższym odsetkiem osób pozostających bez zatrudnienia – dodaje Tomasz Hanczarek.

Mieszkańcy zachodniej Polski spokojni o zatrudnienie

W regionie południowo-zachodnim, czyli w województwach dolnośląskim i opolskim aż 91% mieszkańców jest spokojnych o obecne miejsce pracy. Równie optymistycznie wyniki prezentują się w zachodnio-pomorskim, lubuskim i wielkopolskim, gdzie tylko 11% pracowników nie jest pewnych swojego zatrudnienia, podczas gdy ogólnopolski odsetek wynosi 19%. Dodatkowo, mieszkańcy obu wskazanych regionów najrzadziej w całej Polsce myślą o zmianie pracy – odpowiednio 14% i 17%, podczas gdy wśród wszystkich Polaków odsetek ten wynosi 21%.

Zamiar zmiany miejsca zatrudnienia najczęściej deklarują pracownicy z regionu wschodniego (25%), w skład którego wchodzą województwa: lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie oraz podlaskie. – Im bliżej wschodniej granicy, tym trudniejsza sytuacja na rynku pracy. To właśnie tam wynagrodzenia nadal są najniższe i w wielu przypadkach oscylują w granicach płacy minimalnej. W związku z tym, mieszkańcy tej części Polski wykazują większą gotowość podjęcia nowej, lepiej płatnej pracy. Dlatego jest to również region objęty największymi deklaracjami chęci emigracji zarobkowej do krajów Unii Europejskiej – mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Regionalny optymizm w kwestii podwyżek  

Właściwie nie ma regionu Polski, w którym duża część zapytanych pracowników spodziewa się obniżenia swojego wynagrodzenia. Najwięcej pracujących optymistów mieszka w województwach dolnośląskim i opolskim. To tam aż 62% pracowników liczy na wzrost płacy. Natomiast w województwach warmińsko-mazurskim, kujawsko-pomorskim i pomorskim na podwyżkę liczy prawie 60% pracowników. Co ciekawe, spokojni o swoje zatrudnienie mieszkańcy północno-zachodniej Polski, są sceptyczni w kwestii wynagrodzeń. Zaledwie 42% oczekuje wzrostu płac. To o 9 p.p. mniej niż średnia ogólnopolska, która wynosi 51%.

Gdzie pracodawcy będą rekrutować?

Mimo że to na wschodzie deklarowana chęć zmiany pracy jest najwyższa, zapotrzebowanie na pracowników będzie największe w zachodniej części Polski. W województwach zachodnio-pomorskim, lubuskim, wielkopolskim, opolskim i dolnośląskim prawie połowa firm planuje rekrutacje w najbliższych miesiącach. Mniej będzie ich w centrum (26%), a najmniej na wschodzie w województwach świętokrzyskim, podkarpackim, lubelskim i podlaskim – jedynie co ósma firma w regionie (13%). – Problem braku nowych rekrutacji na wschodzie Polski jest wynikiem wieloletnich uwarunkowań rynkowych i inwestycyjnych. Jednak można temu zaradzić, zwłaszcza przy dużej skłonności pracowników do zmiany miejsca pracy. Rozwiązaniem może być migracja z terenów nasyconych pracownikami, do tych gdzie zapotrzebowanie jest większe. Zwłaszcza, że w Polsce często zdarza się tak, że tuż obok siebie występują miejsca dotknięte bardzo wysokim oraz relatywnie niskim poziomem bezrobocia. Dzięki zwiększeniu mobilności, osoby wykluczone z rynku pracy, będą  mogły znaleźć zatrudnienie w sąsiedniej miejscowości lub województwie, dzięki czemu wzrosną ich szanse na polepszenie sytuacji życiowej – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Dane zaprezentowane w materiale prasowym są częścią Barometru Rynku Pracy IV i zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=550) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w lipcu 2015 r.

Warszawa stolicą nowych technologii – Mobility Reseller Days

Już za miesiąc Warszawa po raz drugi stanie się stolicą nowych technologii. 7 i 8 października w Warszawskim Centrum EXPO XXI odbędzie się międzynarodowe spotkanie zarówno branży jak i  miłośników nowych technologii – Mobility Reseller Days 2015. Swoje produkty i usługi zaprezentują firmy  z branży IT i Telko z Europy Centralnej i Wschodniej, a w tym roku także z Chin. Udział w MRD jest bezpłatny – wystarczy zarejestrować się na stronie www.mobilityresellerdays.pl. 

Mobility Reseller Days 2015Ideą, która przyświeca Mobility Reseller Days, jest nawiązanie bezpośrednich relacji partnerskich i handlowych. Tegoroczna edycja będzie różnić się od poprzedniej. Pierwszy dzień to spotkanie kierowane do biznesu tj. do osób odpowiedzialnych za kanały sprzedaży, zakupy w sieciach detalicznych, przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw związanych z branżą IT i Telko oraz pracowników i kadry managerskiej największych firm telekomunikacyjnych. Będą najważniejsze osoby z branży, wystawcy oraz ci, którzy szukają relacji biznesowych nie tylko w Polsce.

SAMSUNG CSC
SAMSUNG CSC

„Zauważyliśmy pewną niszę, jeżeli chodzi o eventy branżowe i tak narodziła się idea Mobility Reseller Days. Od pięciu lat organizujemy galę Mobility Trends i widzimy potrzebę spotykania się ludzi z branży IT i Telko. Pierwsza edycja MRD pokazała, że warto się spotkać i nawiązywać bezpośrednie relacje biznesowe. To przekłada się następnie na sukcesy nie tylko sprzedażowe  oferowanych przez wystawców produktów i usług, ale także pozytywnie wpływa na wizerunek marek i ich rozpoznawalność. Dlatego zdecydowaliśmy się na kolejną edycję, ale w nieco zmienionym formacie: dzień dla biznesu i dzień otwarty” – komentuje Tomasz Cieślak, organizator wydarzenia i prezes wydawnictwa MIT MEDIA Group Sp. z o.o.  

Drugi dzień dedykowany jest wszystkim miłośnikom nowych technologii, którzy będą mogli podziwiać na niej ponad 250 urządzeń – największą w Polsce wystawę telefonów. Podczas otwartego dnia MRD będzie można wygrać smartfony, tablety oraz mobilne akcesoria.

„Kolekcjonuje telefony od 11 roku życia. Pierwsza w mojej kolekcji była Motorola cd160, dość pokaźnych rozmiarów aparat z wysuwaną antenką. Na chwilę obecną posiadam 260 egzemplarzy telefonów i niewątpliwie jest to jeden z największych tego typu zbiorów na świecie. Podobnie jak w przypadku innych kolekcjonerów, czasami na konkretny model trzeba polować kilka lat.” – mówi Olaf Czempa, dziennikarz technologiczny, kolekcjoner i pasjonat telefonów komórkowych.

W tym roku podczas MRD odbędzie się debata o odwróconym podatku VAT, w której udział wezmą  eksperci podatkowi z Polski. Targom towarzyszyć będzie także panel konferencyjny, podczas którego będą  poruszone tematy między innymi: przyszłość polskiej gospodarki, systemy zabezpieczeń sieci, nowoczesny marketing czy specyfikacja polskiego rynku telekomunikacyjnego oraz IT. W panelu konferencyjnym uczestniczyć będą przedstawiciele ministerstw oraz specjaliści z branży.

„Każda formuła spotkań biznesowych jest podobna i ma taki sam cel – integrację oraz wsparcie dla firm. Mobility Reseller Days jest wydarzeniem łączącym konferencje, debaty z  prezentacjami produktów i usług. Podczas targów każdy może umówić się na spotkanie z przedstawicielem firmy biorącej udział w wydarzeniu. To właśnie podczas takich bezpośrednich spotkań wymiana doświadczeń, opinii ma największe znaczenie i przynosi wymierne efekty.” – dodaje Tomasz Cieślak.

Potencjał Mobility Reseller Days po raz kolejny dostrzegły takie instytucje państwowe jak: Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy, Ministerstwo Gospodarki, Urząd Komunikacji Elektronicznej oraz Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Columbus Energy S.A. wypełnia prognozy finansowe

1

Columbus Energy S.A., Spółka działająca w branży Odnawialnych Źródeł Energii, wykonała w lipcu oraz sierpniu br. 119 montaży instalacji fotowoltaicznych o łącznej wartości 4,6 mln zł brutto. Spółka zanotowała także łącznie w lipcu i sierpniu br. zysk brutto w wysokości 1,2 mln zł.

W sierpniu 2015 r. Columbus Energy S.A. przedstawiła prognozy finansowe zakładające osiągnięcie w tym roku prawie 4,7 mln zł zysku brutto oraz 20,6 mln zł przychodów brutto ze sprzedaży. W lipcu br. Spółka rozpoczęła swoją właściwą działalność operacyjną, a więc realizację instalacji fotowoltaicznych, i już w pierwszym miesiącu osiągnęła próg rentowności. Prognozowane przychody ze sprzedaży we wrześniu br. mają wynieść 4 mln zł brutto, a zysk brutto ukształtować się na poziomie 1,1 mln zł. Prognoza finansowa Columbus Energy S.A. na IV kwartał 2015 r. przewiduje osiągnięcie zysku brutto w wysokości 4 mln zł przy przychodach brutto na poziomie 12 mln zł. Natomiast w 2016 r. szacowane przychody brutto ze sprzedaży Spółki mają wynieść 145 mln zł.

W związku z dynamicznym rozwojem i realizacją dużej ilości instalacji fotowoltaicznych Spółka otrzymała we wrześniu br. pożyczkę w kwocie 500 tys. zł od swojego głównego Akcjonariusza JR HOLDING S.A. Środki te zostały przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego.

„Minione dwa miesiące były dla Columbus Energy S.A. bardzo dobrym okresem, co potwierdzają osiągnięte wyniki finansowe. Bardzo ważne jest to, że od razu osiągnęliśmy próg rentowności, który potwierdza, że nasz model biznesowy jest efektywny. Plany na kolejne miesiące i kwartały są bardzo ambitne i wierzę, że uda się nam je zrealizować  oraz staniemy się liderem rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Dzięki otrzymaniu pożyczki od JR HOLDING S.A. posiadamy środki finansowe niezbędne do kontynuowania dalszego dynamicznego rozwoju.” – komentuje Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

W lipcu 2015 r. Spółka zawarła porozumienie z notowaną na rynku NewConnect Spółką Columbus Capital S.A. odnośnie ustalenia podstawowych warunków połączenia obu podmiotów. Obecnie trwają prace związane z przygotowaniem wycen obydwu spółek. Przeprowadzenie transakcji fuzji ma za zadanie umożliwienie efektywnego wykorzystania potencjału tych podmiotów oraz zbudowania pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce.

Columbus Energy S.A. prowadzi również rozmowy z funduszami inwestycyjnymi oraz funduszami PE/VC na temat ich możliwego zaangażowania kapitałowego w Spółkę. Zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych wynika z dobrych perspektyw dla branży OZE w Polsce w nadchodzących kwartałach i latach, głównie dla rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych, a także z dobrej oceny modelu biznesowego Spółki, jej strategii rozwoju oraz planów sprzedażowych.

„Myślę, że połączenie Columbus Energy S.A. z Columbus Capital S.A. pozwoli obu spółkom na odniesienie istotnych korzyści oraz umożliwi zbudowanie mocnej pozycji rynkowej w branży Odnawialnych Źródeł Energii. Spółka zamierza kontynuować także działalność inwestycyjną oraz zmienić nazwę na Columbus Holding S.A. Długoterminowe plany zakładają także zmianę rynku notowań na rynek regulowany GPW w Warszawie. Dobre perspektywy dla Columbus Energy S.A. zostały docenione przez inwestorów instytucjonalnych, o czym świadczy ich zainteresowanie Spółką i prowadzone negocjacje w zakresie zaangażowania kapitałowego.” – dodaje Górski.

Głównym Akcjonariuszem Columbus Energy S.A. jest obecnie JR HOLDING S.A., która wraz z podmiotami powiązanymi posiada łącznie 10.307.740 sztuk akcji Spółki, co stanowi 49,50% udziału w jej kapitale zakładowym oraz 46,91% w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Czy Fed może zaskoczyć?

Weekend w Polsce minął pod znakiem konwencji głównych partii politycznych. Rozmach obietnic wyborczych zyskuje na sile, jednak inwestorzy z przymrużeniem oka patrzą na realność tych obietnic, przez co polska waluta w ostatnich dniach zyskała na wartości. Dzisiejszy dzień może przynieść korektę na wycenie rodzimej waluty.

Ubiegły tydzień minął pod znakiem aprecjacji polskiego złotego. W piątek euro wyceniane było na poziomie 4,20 zł, frank szwajcarski zbliżył się do 3,80 zł, dolar amerykański 3,70 zł, natomiast funt brytyjski 5,72 zł. Kilka sesji spadkowych z rzędu na tych parach walutowych spowodowało, że podaż wyczerpała swój potencjał, co widać było już w piątek na CHF/PLN, kiedy to pod koniec dnia dało się zaobserwować ponad 3-groszowe wzrosty.

Główna para walutowa – eurodolar – od kilku sesji nieprzerwanie kontynuuje marsz na północ. Dziś rano handel na tej parze walutowej odbywa się na poziomie 1,136. Wszyscy z niecierpliwością czekamy na czwartek – godzinę 20:00. Wtedy to poznamy decyzję Fed odnośnie wysokości stóp procentowych.

Jak już wcześniej wspominaliśmy najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada pozostawienie stóp przez FOMC bez zmian i załączenie komunikatu w bardzo jastrzębim tonie. Druga możliwością, którą rynki biorą pod uwagę, jest symboliczna podwyżka kosztów kredytu z wyraźnie gołębim komunikatem.

Może dziwić fakt, że kiedy cała reszta świata luzuje politykę monetarną, szefowa Fed Janet Yellen zapowiada podwyżkę stóp jeszcze w tym roku. Jednak tak naprawdę to właśnie USA są jedynym krajem na świecie, który może się do tego posunąć z korzyścią dla “zielonej” waluty i raczej nikt z analityków nie zaprzeczy temu, że to Amerykanie jako pierwsi pójdą “pod prąd” i zaczną odchodzić od polityki zerowych stóp procentowych.

Kalendarium makroekonomiczne na dzisiaj nie zawiera bardzo istotnych publikacji. Mimo tego inwestorzy powinni zwrócić uwagę na godzinę 11:00, kiedy to poznamy dane nt. produkcji przemysłowej w Strefie Euro (prognozy: 0,2% m/m). Warto również mieć na uwadze publikację NBP, która będzie miała miejsce o 14:00 – poznamy wtedy bilans płatniczy za lipiec.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 14.09.2015
Komentarz walutowy 14.09.2015. Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.06.2015 do 14.09.2015

Kurs EUR/PLN od połowy lipca znajduje się w trendzie wzrostowym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2610, przeszedł w fazę korekty. Uformowała się formacja trójkąta z górnym ograniczeniem na poziomie 4,2430. Obecnie kurs dotarł do linii wsparcia na poziomie 4,2040. W przypadku dalszych spadków kolejne wsparcie stanowi 50% zniesienie Fibonacciego, czyli poziom 4,1800.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 14.09.2015
Komentarz walutowy 14.09.2015. Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 15.06.2015 do 14.09.2015

Kurs CHF/PLN od początku lipca znajduje się w trendzie spadkowym. Kurs zbliża się obecnie do linii wsparcia na poziomie 3,8050. Aktualnie górne ograniczenie wyrysowanego kanału spadkowego znajduje się na poziomie 3,8920. W przypadku ruchu na północ, istotnym poziomem bedzie 3,8670, czyli 23,6% zniesienia Fibonacciego.

USD/PLN

Komentarz walutowy 14.09.2015
Komentarz walutowy 14.09.2015. Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.07.2015 do 14.09.2015

Kurs USD/PLN od początku sierpnia znajduje się w trendzie spadkowym. Górne ograniczenie w średnim terminie stanowi poziom 3,7850. W ostatnich dniach kurs poszybował gwałtownie w dół, dzięki czemu udało się wyrysować kanał spadkowy o dość dużym nachyleniu. Górne ograniczenie tego kanału znajduje się na poziomie 3,7250, natomiast wsparcie na poziomie 3,6900.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 14.09.2015
Komentarz walutowy 14.09.2015. Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 15.06.2015 do 14.09.2015

Kurs GBP/PLN od kilkudziesięciu dni znajduje się w trendzie spadkowym, w ostatnich dniach siła dynamika spadków zyskała na sile. Wyrysowaną formację trójkąta stanowi linia oporu na poziomie 5,8000 oraz linia wsparcia na poziomie 5,7170. W przypadku korekty ważnym poziomem jest 5,7850, czyli 23,6% wsparcie Fibonacciego.

Na choroby płuc cierpi ponad 6 mln Polaków. Wiele z nich nie zdaje sobie z tego sprawy

Piotr Dąbrowiecki

Na astmę choruje ponad 4 mln Polaków, a 2,5 mln cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP). Szacuje się, że do 2020 r. stanie się ona trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie, zaraz po schorzeniach układu krążenia i nowotworach. Większość chorych nie jest jednak świadoma przyczyn swoich dolegliwości, choć dzięki badaniu spirometrem można łatwo rozpoznać choroby płuc.

W Polsce już ponad 6 mln osób choruje na obturacyjne choroby płuc. Wciąż jednak są one rzadko diagnozowane. Zbyt późno rozpoznane mogą skrócić życie nawet o 15 lat.

Szacuje się, że 4 mln osób zmaga się z astmą oskrzelową, a tylko 2 mln wie, że to właśnie ona stoi u podstawy ich dolegliwości. Źle wygląda też sytuacja przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, na którą choruje 2,5 mln osób, z czego tylko 20 proc. zdaje sobie z tego sprawę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Co roku na POChP umiera w Polsce 17 tys. osób, na świecie – ponad 2,7 mln. To sprawia, że choroba jest na piątym miejscu wśród najczęstszych zabójców, po chorobach serca, udarach, nowotworach i nagłych wypadkach. Liczba zgonów wciąż rośnie i do 2020 roku może stać się trzecią najczęstszą przyczyną śmierci.

Najbardziej zagrożeni POChP są palacze tytoniu, nałóg wywołuje ją w 80 proc. Także życie i praca w atmosferze pełnej zanieczyszczeń powietrza służy rozwojowi choroby. Astmą zagrożeni natomiast są alergicy. Po zmianach skórnych pojawia się katar, później astma oskrzelowa. Również kaszel może być objawem, dlatego nie należy go bagatelizować – wskazuje Dąbrowiecki.

Astma często rozpoczyna się w dzieciństwie, 75 proc. pacjentów pierwsze objawy miało jeszcze przed 5 rokiem życia. Dlatego tak ważne jest to, by rodzice i pediatrzy nie bagatelizowali częstego kaszlu, duszności czy świszczącego oddechu.

Osoby chore na POChP często nawet nie przypuszczają, że u podstawy ich problemów stoi choroba płuc. Za duszność wysiłkową częściej obwiniają choroby układu krążenia. Tymczasem przewlekłe choroby płuc łatwo rozpoznać.

Dwie duże choroby obturacyjne, czyli astma i POChP, manifestują się skurczem oskrzeli. Do jego rozpoznania służy narzędzie zwane spirometrem. On jest w stanie oszacować, jaką mamy pojemność płuc i przepływ powietrza przez poszczególne partie układu oddechowego. Porównując te dwa parametry, mówi nam, czy osoba wykonująca badanie ma obturację – wyjaśnia ekspert WIM.

Badanie spirometrem pomaga ocenić wydolność układu oddechowego, jest też przydatne w oszacowaniu ryzyka pooperacyjnego u osób, które mają być intubowane. Jak podkreśla Piotr Dąbrowiecki, badanie jest nieinwazyjne i zazwyczaj trwa krótko, od 10 do maksymalnie 30 minut, w zależności od pacjenta.

Pacjent wykonuje oddechy do spirometru, musi nabrać dużo powietrza i mocno wypuścić, a wydech musi trwać przynajmniej 6 sekund. Powtarza to do momentu, kiedy technik spirometrii czy lekarz wykonujący badanie stwierdzi, że badanie zostało wykonane prawidłowo technicznie – mówi ekspert.

Badanie i wiedza o chorobach są popularyzowane podczas Polskich Dni Spirometrii. 14 września rusza ich trzecia edycja. Hasłem przewodnim tegorocznej akcji jest „Oddychaj czystym powietrzem”. Chęć udziału zadeklarowało w tym roku ok. 230 placówek. To istotne, bo badania wykonuje tylko znikoma część chorych, większość z nich niewiele też wie o samej chorobie. Z badań TNS OBOP wynika, że 83 proc. osób nie wie, że POChP jest chorobą śmiertelną, a 84 proc. nie zna jej objawów.

Szczególnie adresujemy tę akcję do osób palących tytoń, po 40 roku życia, które mają przewlekłe objawy ze strony układu oddechowego, takie jak kaszel czy duszność wysiłkową. Miejsce, w którym takie badanie można wykonać bezpłatnie, znajdziemy na stronie Federacji. Jest wyszukiwarka ośrodków, które bezpłatnie od 14 do 19 września wykonują badania spirometryczne – mówi Dąbrowiecki.

P.A. NOVA chce zarabiać na obiektach przemysłowych szytych na miarę i rozważa inwestycje mieszkaniowe. Wciąż będzie inwestować w parki handlowe w małych miejscowościach

Ewa Bobkowska

Specjalizująca się w budowie i komercjalizacji obiektów handlowych P.A. NOVA chce zagospodarować niszę w sektorze przemysłowym i budować hale zaspokajające potrzeby konkretnych klientów. Chce też wejść w segment mieszkaniowy, na początek w Przemyślu, potem w Kłodzku. Nie rezygnuje jednak z parków handlowych w mniejszych miastach. 

W tempie takim, jakie założyliśmy, postępuje nasza największa inwestycja, czyli budowa galerii handlowej Galena w Jaworznie, którą zamierzamy otworzyć 20 listopada – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ewa Bobkowska, prezes zarządu spółki deweloperskiej P.A. NOVA. – Tak samo ukończyliśmy dwa parki handlowe w Krośnie i Kamiennej Górze. W tej chwili lokują się tam najemcy i we wrześniu oba, wynajęte w stu procentach, zostaną otwarte dla klientów.

Przedsiębiorstwo specjalizuje się we współpracy z sieciami handlowymi. Obejmuje ona zarówno formę deweloperską (polegającą na pozyskiwaniu nieruchomości gruntowych, formalno-prawnym przygotowaniu inwestycji, realizacji obiektu i sprzedaży zabudowanej nieruchomości), jak i typowe wykonawstwo budowlane. W latach 2002-2012 firma wykonała ponad 50 obiektów handlowych dla odbiorców zewnętrznych. Obecnie głównymi odbiorcami realizowanych inwestycji są sieci Tesco, Kaufland oraz Netto.

Jesteśmy zadowoleni z pierwszego półrocza, przede wszystkim 9,5 mln zł zysku netto to dobry wynik – przekonuje Ewa Bobkowska. – W obiektach własnych, zarówno, jeżeli chodzi o Galenę, jak i parki handlowe, odnieśliśmy wielki sukces. Jest to ciężka praca naszego zespołu, który wynajmuje obiekty, praz efekt współpracy z Maylandem [jedną z czołowych na polskim rynku spółek zajmujących się m.in. wynajmem powierzchni handlowych – red.]. Galenę otworzymy z wynajętą w 99 proc. powierzchnią. Natomiast, jeżeli chodzi o parki handlowe, to mamy je wynajęte w stu procentach.

Jak wynika z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) krajowi konsumenci mają obecnie do dyspozycji 450 galerii handlowych, co sytuuje Polskę w okolicach średniej unijnej. W budowie znajduje się 30 obiektów tego rodzaju, choć nieco mniejszych. Zdaniem Ewy Bobkowskiej miasta stutysięczne są już pod tym względem nasycone. Na ich terenie nie powinna działać więcej niż jedna galeria handlowa, bo powyżej tego progu zaczyna się komercyjny kanibalizm (nowych klientów nie przybywa, a placówki zabierają sobie jedynie dotychczasowych.

Natomiast widzimy jeszcze dużo możliwości działania w parkach handlowych, w miejscowościach mniejszych, gdzie miks 6-8 najemców jest bardzo pożądany przez klienta, który chce zrobić szybko i blisko domu podstawowe zakupy – uważa Ewa Bobkowska. – Tak samo mocno wchodzimy w segment przemysłowy, czyli duże hale, ale szyte na miarę klienta.

Spółka rozważa także, jak informuje Ewa Bobkowska, rozszerzenie działalności o segment mieszkaniowy.

Myślimy o tym już od jakiegoś czasu, ale na razie sprawy formalno-prawne przeszkadzają nam w tym, by zakończyć proces i uzyskać pozwolenie na budowę w Przemyślu, od której chcieliśmy zacząć – wskazuje Ewa Bobkowska. – Rozważamy także inwestycję w Kłodzku, gdzie mamy teren, ale patrzymy też w stronę mieszkaniówki w mniejszych miastach.

Zapotrzebowanie na super- i hipermarkety – zdaniem prezes spółki P.A. NOVA – będzie nadal, ale w ograniczonej wielkości. W związku z czym część sieci w ogóle wstrzymała się z inwestowaniem. Pole do działania w tym segmencie będzie raczej w mniejszych miejscowościach. Duże obiekty handlowe czeka natomiast okres remontów i modernizacji.

Wiele z nich ma już po kilkanaście lat, przez co obniżył się ich poziom techniczny – argumentuje szefowa P.A.NOVA. – Myślę, że przez najbliższe 2-3 lata sieci przede wszystkim będą wykonywać modernizacje swoich powierzchni handlowych.

Obiekty spółki, jak zapewnia Ewa Bobkowska, cieszą się dużym powodzeniem wynajmujących.

W naszych galeriach mamy bardzo mało pustostanów – informuje Ewa Bobkowska. – W Kluczborku nie mamy ich w ogóle, a po reorganizacji galerii w Przemyślu i dobudowie czterosalowego kina, także tam wszystko będzie wynajęte. Jeśli chodzi o Galenę, to również uważam, że odniesiemy sukces, a w Kędzierzynie-Koźlu mamy jeszcze trzy sklepy do wynajęcia. Co warto zaznaczyć, parki handlowe mamy zajęte w stu procentach.

W pierwszym półroczu br. przychody P.A. NOVA wyniosły 75,64 mln zł i były o przeszło 3 mln zł niższe niż w tym samym okresie 2014 roku. Spółka zarobiła netto 9,4 mln zł, o 1,6 mln zł mniej niż do końca czerwca ubiegłego roku.

Elektrobudowa zamierza ponadtrzykrotnie zwiększyć udział eksportu w przychodach

Jacek Faltynowicz, prezes zarządu Elektrobudowy SA

Elektrobudowa chce, by 30 proc. jej przychodów pochodziło z zagranicy. Spółka wiąże spore nadzieje ze swymi inwestycjami w innowacyjne technologie energetyczne. Dostrzega bowiem, że na świecie napowietrzne instalacje wysokonapięciowe będą coraz częściej zastępowane przez rozwiązania wnętrzowe. Oferuje więc rozwiązania, które mogą być stosowane w podobnych inwestycjach i liczy na zamówienia z Polski i ze świata. 

Elektrobudowa deklaruje, że ekspansja zagraniczna to jeden z jej celów strategicznych.  Liczy, że międzynarodowe kontrakty mogą mieć znacznie większy niż obecnie udział w jej przychodach.

– Ponieważ mamy wysokie udziały w rynku polskim, nie powinniśmy ich w sposób istotny podwyższać, by nie doprowadzić do spadku rentowności przez wojnę cenową – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jacek Faltynowicz, prezes zarządu Elektrobudowy SA. – Chcąc się rozwijać, musimy znaleźć rynek alternatywny. I tutaj możemy się posłużyć dwiema klasycznymi strategiami. Po pierwsze, mając produkt, alokować go na rynek nieznany i my raczej w tym kierunku idziemy, bądź dysponując rynkiem, alokować tam nowe produkty.

Najnowsze wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Elektrobudowa okazały się, jak podkreśliła spółka w komunikacie, znacznie lepsze od tych z ubiegłego roku jak i od oczekiwań rynkowych ekspertów. Skonsolidowany zysk netto  przypadający na akcjonariuszy spółki w I półroczu  przekraczał 27 mln zł i był o ponad 25 mln zł wyższy niż rok wcześniej. O 34 proc. wzrosły przychody firmy ze sprzedaży, sięgając 593 mln zł. Prognoza Grupy na 2015 rok zakłada uzyskanie niemal 1,2 mld zł przychodów ze sprzedaży i 45 mln zł zysku netto. Spółka nie wyklucza przy tym jej podniesienia.

– Wybrane segmenty rynku zagranicznego są bardzo atrakcyjne, a wydaje mi się, że powinniśmy zwiększać udział eksportu w przychodach Elektrobudowy do poziomu rzędu 30 proc. i taka powinna być nasza strategia na najbliższe lata – deklaruje Jacek Faltynowicz.

W sprzedaży grupy kapitałowej eksport stanowił ponad 9 proc. przychodów, w przychodach samej spółki niespełna 8 proc.

Wśród najważniejszych planów strategicznych spółki, obok rozwoju eksportu usług, prezes wymienia sprzedaż innowacyjnej konstrukcji swojej firmy, czyli rozdzielni OPTIMA 145, działającej w instalacjach wysokonapięciowych do 145 tys. woltów. Jak ocenia, jest to przedsięwzięcie strategiczne w perspektywie najbliższych 20 lat. W portfelu spółki są już zamówienia na tę konstrukcję warte 50 mln zł.

– Uważamy, że w wysokich napięciach czas izolacji powietrznej powoli dobiega końca, będzie zastępowany izolacją gazową SF6 i będzie szedł w kierunku rozwiązań wnętrzowych, a nie napowietrznych. Żeby tam skutecznie konkurować, przeprowadziliśmy program rozwojowy. Skonstruowaliśmy i zbudowaliśmy rozdzielnicę osłoniętą gazem na napięcie 145 kV. Ona będzie się dobrze sprzedawać w najbliższym czasie.

Elektrobudowa na rynku polskim jest liderem w produkcji rozdzielnic niskiego oraz średniego napięcia. Uzupełniając swą ofertę o rozdzielnicę wysokonapięciową, firma liczy na to, że uda jej się poprawić zyski ze sprzedaży.

– Jeżeli dobrze zorganizujemy swoje kompetencje, to podwyższy to w istotny sposób nasze marże  prognozuje prezes Jacek Faltynowicz z Elektrobudowy.

Jak dodaje, obecnie na rynku energetycznym rozwija się nie tyle firmy tanie, ile oferujące wysokiej jakości rozwiązania. Na taka ofertę stawia spółka.

– Przede wszystkim zaawansowane usługi elektroinstalacyjne. I tu chciałem zwrócić uwagę na jedno: czas, w którym mogliśmy konkurować wyłącznie ceną robocizny, już się skończył.

Emitenci instrumentów finansowych muszą się przygotować do uzyskania pełnej skuteczności przez Rozporządzenie MAR i Dyrektywę MAD

Karol Szymański

Rynek kapitałowy czekają duże zmiany. Rozporządzenie MAR i dyrektywa MAD dla emitentów instrumentów finansowych oznaczają rewolucję w raportowaniu. Wyłącznie na nich będzie bowiem spoczywał obowiązek identyfikacji zdarzeń o potencjale cenotwórczym i podjęcie decyzji o przekazaniu informacji o tych zdarzeniach do publicznej wiadomości. Co więcej, obowiązki informacyjne będą spoczywać również na tych emitentach, których akcje zostały wprowadzone wyłącznie do alternatywnego systemu obrotu, czyli na NewConnect. Rozporządzenie MAR znosi też dualizm w zakresie bieżących obowiązków informacyjnych.

Najistotniejszymi zmianami, które zbliżają się na kapitałowym rynku europejskim, w tym polskim, dotyczą obowiązków informacyjnych emitentów instrumentów finansowych dopuszczonych do obrotu zarówno na rynku regulowanym, jak i w ramach alternatywnego systemu obrotu. Uzyskanie pełnej skuteczności przez rozporządzenie MAR i dyrektywę MAD nastąpi 3 lipca 2016 roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Karol Szymański, ekspert w kancelarii RKKW – KWAŚNICKI, WRÓBEL & Partnerzy.

Od przyszłego roku emitentów czekają rewolucyjne zmiany. Obecnie publikacja przez spółki publiczne, których akcje zostały dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym, bieżących informacji na ich temat wynika albo z zakwalifikowania danego zdarzenia jako informacji poufnej (zgodnie z ustawą o obrocie instrumentami finansowymi) albo jako informacji bieżącej określonej precyzyjnie w rozporządzeniu Ministra Finansów w sprawie informacji bieżących i okresowych. W odniesieniu zaś do emitentów, których akcje zostały wprowadzone wyłącznie do alternatywnego systemu obrotu (NewConnect), teoretycznie w ogóle nie występuje obowiązek przekazywania do publicznej wiadomości informacji poufnych, zaś informacje bieżące zostały skatalogowane w regulaminie przyjętym przez organizatora obrotu (Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie).

Wraz z rozpoczęciem, od lipca przyszłego roku, bezpośredniego obowiązywania nowych regulacji unijnych wspomniany dualizm zostanie zniesiony. Obowiązek publikacji informacji bieżących będzie ujednolicony na terenie całej Unii, a jedynym kryterium ma być definicja informacji poufnej z rozporządzenia MAR.

Emitenci będą musieli przyjąć kalkę tylko informacji poufnej i przez jej pryzmat stwierdzić, co się dzieje w spółce, co będzie finalnie interesowało inwestorów i co będzie informacją cenotwórczą, czyli będzie wymagało publikowania stosownego raportu – wyjaśnia ekspert kancelarii RKKW.

Według Karola Szymańskiego istotne jest to, aby emitenci starali się już obecnie, jeszcze przed wejściem w życie nowego prawa, opracować obszary, w których mogą występować informacje przydatne inwestorom i akcjonariuszom. Ważne jest przygotowanie procedur, które będą wspomagały obowiązki informacyjne.

Najważniejsza zmiana, która budzi pewną obawę emitentów, to usunięcie katalogu zdarzeń istotnych i zastąpienie tego czujnością emitentów oraz koniecznością decydowania o tym, które wydarzenia i okoliczności są informacją poufną – informuje Szymański. – Emitenci muszą się przygotować i nauczyć zawczasu wyłapywać tego typu informacje.

Ponadto, jak wyjaśnia Karol Szymański, jednolitym obowiązkiem raportowania zostaną objęte wszystkie spółki, także te notowane na rynku NewConnect. Jak podkreśla ekspert, oznacza to bardzo dużą zmianę, dlatego emitenci papierów wartościowych z tzw. mniejszego rynku giełdowego powinni wykorzystać pozostały czas na dostosowanie się do wprowadzanych zmian.

Będą musieli się przestawić na podwyższony standard raportowania, bo regulacje wynikające z rozporządzenia MAR są na pewno bardziej skomplikowane niż obowiązki, które ciążą na nich aktualnie – ocenia Szymański.

Rozporządzenie MAR rozszerza również katalog przypadków, w których będzie można legalnie ujawnić informacje poufne w drodze badania rynku, czyli przekazania informacji potencjalnym inwestorom, aby zainteresować ich ofertą nabycia danych instrumentów finansowych. Większy będzie zakres zakazu wykorzystywania i ujawniania informacji poufnych, zniesiony zostanie także termin 24 godzin na upublicznienie poufnej informacji, pozostanie natomiast wymóg dokonania tej czynności w sposób niezwłoczny.

Przedłuża się aukcja na częstotliwości LTE. Budowa szybkiego mobilnego internetu w Polsce może się opóźnić

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Ponad 6,8 mld zł tyle wynosi łączna wartość ofert w aukcji na częstotliwości z pasma 800 MHz oraz 2,6 GHz. Aukcja trwa już osiem miesięcy, a jej zakończenie będzie możliwe, kiedy licytujący przestaną podbijać cenę. Operatorzy jednak nie ustępują. Eksperci podkreślają, że szybkie zakończenie aukcji będzie korzystne dla wszystkich stron rynku.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zakończyło konsultacje społeczne projektu rozporządzenia w sprawie aukcji na częstotliwości LTE. Ma ono umożliwić szybkie zakończenie aukcji trwającej od lutego 2015.

Wydaje mi się, że można było bardziej precyzyjnie zapisać w nim niektóre rzeczy. Tak to niestety bywa u nas, że urzędnicy dają szansę do popracowania prawnikom i z pewnością się tak stanie. Ważne jednak, że rozporządzenie jest i jeśli zakończy cały proces aukcyjny, to będzie dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Operatorzy wytrwale licytują, bo to ostatnie tak cenne częstotliwości, jakie UKE ma na sprzedaż. Nie ustępują pola rywalom, mimo że pierwotnie mówiło się o niższych kwotach. Każdy z nich ma własne interesy, niektórzy wręcz skrajnie rozbieżne. Suma kwot zadeklarowanych w licytacji przekroczyła w ostatniej rundzie 6,8 mld złotych. Oznacza to ponadczterokrotny wzrost w stosunku do początkowych ofert.

Najwyższy czas, żeby tę sprawę dokończyć. Przed wyborami dobrze by było podjąć tę decyzję. To leży w interesie nas wszystkich, zarówno klientów , jak i przedsiębiorców – przekonuje Andrzej Malinowski.

Eksperci podkreślają, że tylko w teorii to dobra sytuacja dla budżetu państwa. Bilans zysków i strat może być niekorzystny dla polskiej gospodarki. Przedłużająca się licytacja i rosnące dramatycznie ceny mogą opóźnić proces budowy szybkiego mobilnego internetu w Polsce. Niewykluczone, że toczy się również gra, aby licytację doprowadzić do absurdu i rozpocząć cały proces na nowo.

To opóźnienie wytyka nam zresztą także Komisja Europejska – mówi prezydent Pracodawców RP. – Apeluję więc w imieniu polskich pracodawców i polskich przedsiębiorców, by zakończyć tę aukcję jak najszybciej.

Wytyczne Europejskiej Agendy Cyfrowej mówią, że do 2020 roku wszyscy Europejczycy powinni uzyskać dostęp do łącza internetowego o przepustowości ponad 30 Mb/s, a połowa gospodarstw domowych – do internetu o przepustowości przekraczającej 100 Mb/s. Bez LTE trudno będzie jednak zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na większą przepustowość.

Jak podkreślają eksperci BCC, ceny w Polsce są relatywnie wysokie w porównaniu z wycenami pasma w aukcjach w innych krajach europejskich. Większe kwoty licytowano tylko w Niemczech, Austrii i we Włoszech.

Starzejące się społeczeństwo to coraz większy problem dla systemu opieki zdrowotnej. Bez odpowiednich rozwiązań chorzy nie będą mogli liczyć na skuteczną pomoc

Krystyna Lewkowicz

Osoby w wieku poprodukcyjnym stanowią coraz większą część społeczeństwa. Według danych GUS udział osób powyżej 65 roku życia w całym społeczeństwie do 2030 roku zwiększy się blisko dwukrotnie i osiągnie ponad 23 proc. Jest to wyzwaniem dla systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Szczególnie istotne jest to w przypadku chorób hematoonkologicznych, dotykających najczęściej osoby starsze. Konieczne jest zatem stworzenie spójnego systemu opieki, który zagwarantuje leczenie według jednolitych standardów.

– Starzejące się społeczeństwo to nie jest polska domena, to jest trend występujący na całym świecie. Trzeba to traktować jako coś naturalnego, z czym muszą się po prostu zmierzyć zarówno lekarze, ekonomiści, politycy, jak i socjologowie – mówi Krystyna Lewkowicz, prezes Fundacji Ogólnopolskie Porozumienie Uniwersytetów Trzeciego Wieku.

Ekspert zwraca uwagę na problem opieki zdrowotnej w tej grupie społecznej. Dziś grupa 65+ jest co prawda znacznie bardziej aktywna zawodowo i społecznie niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu, mimo to z racji swojego wieku jest bardziej narażona na liczne schorzenia i choroby (w tym choroby hemantoonklogiczne) niż ludzie młodsi.

Niewątpliwie jednym z najważniejszych wyzwań onkohematologii czy problematyki chorób nowotworowych jest zbudowanie w Polsce systemu, który pozwoli wszystkich pacjentów diagnozować i leczyć według ustalonych standardów – tłumaczy Krzysztof Warzocha, dyrektor Centrum Onkologii Instytutu Marii Skłodowskiej-Curie i dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii.

W ocenie rozmówcy za stworzenie odpowiednich standardów leczenia powinny odpowiadać towarzystwa naukowe. Jednocześnie ważne jest powołanie do życia instytucji koordynującej te działania i stanowiącej łącznik między środowiskiem naukowym a Ministerstwem Zdrowia i NFZ. Dzięki temu wypracowane rozwiązania będą dostępne we wszystkich ośrodkach, realizujących świadczenia onkologiczne i onkohematologiczne.

– Dążymy do tego, aby po pierwsze ujednolicić nasze postępowanie diagnostyczno-lecznicze i po drugie, aby to leczenie odbywało się w ośrodkach certyfikowanych do określonych sytuacji klinicznych – wyjaśnia Warzocha w rozmowie z agencją Newseria.

Onkohematologia jest dziedziną dotyczącą problematyki chorób nowotworowych krwi, na które zapadają osoby w różnym wieku. Problem w największym stopniu dotyczy jednak osób starszych, czyli właśnie grupy 65+.

Niestety, z definicji wiele z tych chorób jest nieuleczalnych. Nasza strategia postępowania u takich pacjentów w wielu wypadkach nie powinna jednak zakładać od samego początku działań radykalnych, ale sensownie nastawione leczenie o charakterze objawowym czy nawet paliatywnym – tłumaczy prezes Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie.

Jak wyjaśnia, nie u każdego chorego na nowotwór za cel można stawiać pełne wyzdrowienie. Dlatego zdaniem Krzysztofa Warzochy w wielu przypadkach leczenie powinno głównie koncentrować się na poprawie jakości i wydłużeniu życia pacjenta.

Rosnąca liczba osób w wieku powyżej 65 roku życia jest więc wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego liczba seniorów w naszym kraju do 2030 roku zwiększy się niemal dwukrotnie i osiągnie poziom 23,3 proc. ogółu społeczeństwa.

– Należałoby zacząć od tego, że trzeba zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia, bo skoro będziemy mieć więcej zdarzeń medycznych, to oczywiście będzie potrzeba więcej środków finansowych – mówi Tomasz Latos, poseł na Sejm, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

Parlamentarzysta uważa, że kwestie zdrowotne powinny stać się priorytetem w polityce rządu. Równie istotną sprawą jest odpowiednie przygotowanie całego systemu opieki na prognozowany wzrost liczby osób wymagających leczenia.

– Mówimy tu o większej liczbie geriatrów, którzy będą w tym systemie, o stworzeniu odpowiednich warunków do działań pielęgnacyjnych również w domu osoby chorej, osoby starszej, a więc odpowiednim systemie finansowania takiej opieki – wylicza poseł.

Tomasz Latos uważa, że obecny poziom wydatków na leczenie nowotworowe jest zbyt niski, a wprowadzony niedawno pakiet onkologiczny nie pomógł w rozwiązaniu tego problemu.

– Choć jest pakiet onkologiczny, to już po wykryciu choroby i po wdrożeniu leczenia, terminy kolejnych wizyt są odległe, a pieniędzy brakuje. Jeżeli mamy skutecznie walczyć z chorobami onkologicznymi, to trzeba onkologii zapewnić właściwe i większe niż do tej pory finansowanie – podsumowuje przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

Problem związany z obciążeniem polskiego systemu opieki zdrowotnej, w tym leczenia onkologicznego, będzie w kolejnych latach coraz istotniejszy. GUS prognozuje, że za 35 lat emeryci będą stanowić niemal 1/3 całej populacji Polski.

Osoby prywatne coraz częściej inwestują w turbiny wiatrowe. Potencjał zysku to kilkanaście procent rocznie

Piotr Lisiecki

Rynek energetyki wiatrowej jest zdominowany przez duże przedsiębiorstwa. Główną przyczyną są wysokie koszty inwestycji. Rozwiązaniem dla mniejszych podmiotów jest model oparty na zrzeszeniu grupy inwestorów indywidualnych w jednej spółce celowej. Dzięki temu możliwy jest dostęp do perspektywicznego segmentu rynku. Można na tym zarobić nawet kilkanaście procent rocznie.

– Budowa nawet niewielkiej farmy wiatrowej wiąże się z wydatkami idącymi w miliony złotych. Inwestycja w tylko jedna dwumegawatową turbinę to koszt 12-13 mln zł. Przedsiębiorca, który może liczyć na sfinansowanie np. 70 proc. kosztów takiego przedsięwzięcia przez bank, pozostałe 3-4 mln zł musi zapewnić z własnych środków – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Lisiecki, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży korporacyjnej w BOŚ Banku.

Tak duże wymagania kapitałowe stanowiły do tej pory dla mniejszych inwestorów barierę nie do pokonania. Energy Invest Group SA znalazło jednak sposób na zdobycie finansowania. W przypadku inwestycji realizowanej przez spółkę celową zarządzaną przez EIG SA środki pochodzą od indywidualnych inwestorów, którzy w zamian za wkład kapitałowy obejmują notarialnie udziały w spółce celowej. Stają się tym samym współwłaścicielami wiatraka i zarabiać będą na energii z wiatru.

– Powstało swego rodzaju konsorcjum indywidualnych inwestorów. To niewątpliwie nowość na tym rynku, na którym przeważają duzi gracze: rodzime spółki energetyczne i zachodnie koncerny. To oryginalny pomysł na to, żeby zebrać kapitał, ale dający możliwość mniejszym inwestorom, którzy chcieliby wejść w tego typu inwestycje, żeby mogli mieć swój udział i mogli zrealizować swoje marzenia – podkreśla przedstawiciel BOŚ Banku.

Dwie spółki celowe EIG Ekologiczna Elektrownia 4 i EIG Ekologiczna Elektrownia 5, zrzeszające grupę inwestorów indywidualnych, otrzymały pod koniec sierpnia 2015 roku kredyty inwestycyjne na budowę siłowni wiatrowych. Kredytodawcą jest Bank Ochrony Środowiska, a łączna kwota finansowania to 16 mln złotych

– Jesteśmy jedyną firmą w Polsce, która dokonała właśnie takiej inwestycji, czyli gdzie duża grupa drobnych inwestorów finansuje przedsięwzięcie wiatrowe. Projekt docenił Bank Ochrony Środowiska, od lat obecny na rynku finansowania farm wiatrowych, i udzielił finansowania, pomagając w ten sposób zrealizować nasz plan – mówi Marcin Orkisz, prezes Energy Invest Group.

Jak zapewnia, pozyskanie finansowania od dużego banku jest gwarancją opłacalności inwestycji. Według prezesa EIG rentowność takiego przedsięwzięcia jest dwucyfrowa w skali roku.

– Zyskowność tego typu inwestycji możemy szacować na poziomie kilkunastu procent w skali roku. Oczywiście każda inwestycja to inna lokalizacja, inna wietrzność, dlatego trudno dokładnie przewidzieć jej zyskowność – mówi Marcin Orkisz.

Dla banku najważniejsze jest bezpieczeństwo projektu oraz wysoka efektywność pracy instalacji wiatrowych i tak jest w przypadku elektrowni wiatrowych EIG. Zdaniem Piotra Lisieckiego z BOŚ Banku projekt daje duże szanse na to, aby wypracowywać odpowiednio wysokie nadwyżki finansowe dla jego udziałowców

Każda wspierana przez nas inwestycja musi generować nadwyżkę finansową – to w końcu gwarancja bezproblemowej spłaty zadłużenia. Inwestycja EIG znajduje się na terenie o dobrych warunkach wietrzności, a to z kolei przekłada się na produktywność instalacji. Przedsięwzięcie powinno zatem wypracowywać odpowiednio wysokie nadwyżki finansowe, dające odpowiednio wysoki zwrot z zainwestowanego kapitału – mówi Piotr Lisiecki.

Jak zapowiada Marcin Orkisz, realizacja dwóch pilotażowych inwestycji to dopiero początek.

– Będą kolejne inwestycje, jesteśmy na to przygotowani, wspólnie z deweloperem prowadzimy już projekty przewidziane na przyszły rok, inwestorzy już przystępują do kolejnych spółek, więc w przyszłym roku kilkanaście inwestycji tego typu zostanie uruchomionych – informuje prezes EIG.

Pozytywny wpływ na branżę powinnymieć także nowe regulacje prawne, które wejdą w życie od 1 stycznia 2016 roku. Wówczas obowiązywać zacznie system aukcyjny, dzięki któremu producenci będą mogli zagwarantować sobie stałą cenę odkupu energii na okres najbliższych 15 lat.

Coraz więcej hybryd w ofercie polskich wypożyczalni aut. Rusza wspólny projekt Toyoty i sieci Avis

Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland

40 hybrydowych modeli Toyoty Auris trafi do oferty polskich wypożyczalni Avis. Do tej pory wypożyczalnie w Polsce miały pojedyncze auta z hybrydowym napędem, a sieć Avis jako pierwsza na rynku przygotowała wyodrębnioną grupę takich samochodów dla klientów. Firmy liczą, że w ten sposób do hybrydowego napędu przekona się więcej kierowców. Atutem oferty ma być koszt wypożyczenia, który dzięki niewielkiemu zużyciu paliwa będzie w ostatecznym rozrachunku niższy niż tradycyjnego samochodu.

Jeszcze niedawno hybrydy były postrzegane jako bardzo drogie, a teraz są coraz bardziej dostępne, do tego stopnia, że będą dostępne w wielu wypożyczalniach samochodów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland.

Różnica w cenach samochodów z tradycyjnym napędem i z napędem hybrydowym jest coraz mniejsza. Te drugie w ostatnich latach znacząco potaniały. Dziś takie modele są od kilku do maksymalnie kilkunastu tysięcy złotych droże niż samochody podobnej klasy i marki z tradycyjnym napędem. Dlatego zainteresowanie kierowców hybrydami rośnie. Widać to po wynikach sprzedaży – w I półroczu Polacy kupili ich o 50 proc. więcej niż rok wcześniej. Teraz będą one dostępne również w wypożyczalniach sieci Avis.

Avis jako pierwsza wypożyczalnia w Europie Środkowo-Wschodniej wprowadziła do oferty wynajmu samochody z silnikiem hybrydowym – mówi Radosław Lesiak, prezes Avis Polska. – Wybraliśmy model Toyota Auris w wersji kombi ze względu na jego walory ekonomiczne, tj. małe zużycie paliwa oraz bardzo dużą funkcjonalność nadwozia.

Do wypożyczalni w całej Polsce, głównie na lotniskach, trafi na początek 40 samochodów Toyota Auris. To pierwsza tak liczna partia tych modeli dla wypożyczalni. Inne sieci mają w swoich ofertach pojedyncze sztuki.

Oferta wynajmu samochodów z silnikiem hybrydowym została skalkulowana w taki sposób, aby mogli z niej skorzystać klienci oczekujący samochodu wielkości średniej, nazywanych potocznie kompaktowymi – mówi Lesiak.

Wypożyczenie tego auta po odliczeniu oszczędności na paliwie tak naprawdę będzie tańsze niż wypożyczenie auta konwencjonalnego – podkreśla Pawlak.

Przewagą hybryd jest niższy koszt eksploatacji. Samochody te są zasilane na przemian energią elektryczną oraz benzyną. Dzięki temu kierowca korzysta z dynamicznego i taniego silnika elektrycznego i dopiero gdy to paliwo się kończy, przechodzi na droższy napęd spalinowy, który pracując, napędza wóz i ponownie ładuje akumulator.

Jak mówi prezes polskiej filii Toyoty, wypożyczenie hybrydowego Aurisa to dobra okazja, żeby poznać technologię XXI wieku. Avis Polska liczy, że hybrydowy model spotka się z dużym zainteresowaniem klientów wypożyczalni.

Dodatkowym walorem jest to, że samochody wyposażone są, jak wszystkie hybrydy, w automatyczną skrzynię biegów, co w znacznym stopniu podnosi przyjemność podróżowania – mówi prezes sieci Avis. – Wynik tego eksperymentu będzie dla nas wskazówką do rozwoju tego segmentu w naszej ofercie.

Przygotowując ofertę wynajmu pojazdów hybrydowych, Avis oraz Toyota Motor Polska myślały też o ochronie środowiska. By podkreślić ekologiczne walory tego typu napędu, wypożyczalnia wsparła szczytny cel.

Wynajmując samochód hybrydowy w naszej sieci, klienci przyłączają się do akcji charytatywnej i wspierają ochronę morświna bałtyckiego – mówi Radosław Lesiak.

McDonald’s testuje nowy koncept produktowy. Goście sami będą mogli komponować swoje kanapki

0

Krzysztof Kłapa

Polska jest pierwszym europejskim rynkiem, na którym McDonald’s testuje nowy koncept. Obok standardowych dań oferowanych przez sieć będzie też możliwość skomponowania własnego burgera. Oferta ma przyciągnąć do restauracji nowych klientów, którzy za każdym razem oczekują czegoś nowego. Koncept testowany będzie na razie w trzech restauracjach, a z czasem ma być rozszerzany na cały kraj.

To, co dzisiaj proponujemy, czyli Create Your Taste, to projekt dotyczący produktów, a tak naprawdę wyjście naprzeciw oczekiwaniom naszych konsumentów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych i zasobów ludzkich McDonald’s Polska. – Od dzisiaj według tego projektu każdy może zaprojektować, wykreować i stworzyć własnego burgera, używając do tego nowoczesnej technologii, naszego doradztwa i listy kilkudziesięciu składników.

Sieć testuje nowe rozwiązania, by sprostać zmieniającym się preferencjom klientów na rynku restauracyjnym. Jak podkreśla Kłapa, kiedyś sukces McDonald’s opierał się na tym, że była to znana światowa marka, która weszła na polski rynek. Dziś, żeby utrzymać klientów, trzeba im proponować coś nowego.

W ramach testowego programu w wybranych polskich lokalach McDonald’s klient będzie mógł wybrać kanapkę z dodatkami w dowolnych konfiguracjach. Do wyboru jest aż 28 produktów. Można zdecydować, czy burger ma być bardziej czy mniej pikantny, można zwiększyć zawartość mięsa, warzyw czy sosów w kanapce. Klient może zdecydować się na danie bardziej orientalne lub tradycyjne, z określonymi dodatkami i pieczywem.

Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom dzisiejszego konsumenta, który – jak pokazują badania i nasze obserwacje – przestaje być konsumentem masowym – podkreśla Krzysztof Kłapa. – To jest ktoś, kto oczekuje indywidualnego podejścia, kto ma swoje oczekiwania, dlatego McDonald’s – firma obsługująca codziennie miliony osób na świecie – idzie w tym kierunku.

Polska jest pierwszym krajem Europy, gdzie McDonald’s wprowadził swój nowy pomysł. Podobne rozwiązanie dotąd wprowadzono zaledwie w kilku krajach na świecie. Na razie testuje go w trzech wybranych restauracjach (dwóch w samej Warszawie i jednej w Bielawie).

Centrala otworzyła atlas i wskazała kontur z napisem Polska – mówi dyrektor w McDonald’s Polska. – To nie jest przypadkowe. Mówię to z pełną odpowiedzialnością jako członek polskiego zespołu McDonald’s Polska. Dzięki naszym pracownikom, gościom i wszystkiemu, co w Polsce robimy, zasłużyliśmy na to, żeby być rynkiem testowym dla całej Europy.

Jak podkreśla, sieć liczy na entuzjastyczne przyjęcie tego projektu przez klientów. Pierwsze reakcje wskazują, że rozwój konceptu będzie szybszy, niż zakładano.

To oczywiście nie jest projekt skierowany do każdego klienta. Nie znikają więc z naszej oferty produkty dobrze znane, nie znikają promocje ani oferta McCafé. Ale wiemy, że są konsumenci, którzy na tę propozycję odpowiedzą pozytywnie – mówi Kłapa. – Wierzymy, że trafimy do klientów młodych, do osób, które do tej pory nie do końca znajdowały coś dla siebie w McDonald’s oraz że przyciągniemy także nowych klientów.

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.09.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W 2015 r. Coface prognozuje spadek liczby upadłości w Europie Zachodniej o 7 proc.

Na koniec 2015 r. Coface przewiduje zmniejszenie liczby bankructw w krajach Europy Zachodniej o 7 proc. To kontynuacja trendu spadającej liczby upadłości z 2014 r. (-9 proc.). Chociaż coraz więcej przedsiębiorstw ogłasza niewypłacalność we Włoszech i Norwegii, na państwa te pozytywnie wpłynie umiarkowana poprawa sytuacji w strefie euro. Lepiej jest natomiast w Niemczech, Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Holandii, Portugalii, Wielkiej Brytanii i Szwecji.

Mapa upadłości w badanych krajach
źródło: Coface

Zróżnicowane spadki w zależności od kraju

W 10 z 12 analizowanych państw (z wyjątkiem Norwegii i Włoch) zauważono wyraźną poprawę, jednak jej dynamika różni się w zależności od kraju, a obecnych poziomów niewypłacalności nie można jeszcze porównać do tych sprzed kryzysu. Większość państw w istocie nie wróciła jeszcze do stanu sprzed 2008 r. Jest to zauważalne na południu Europy – we Włoszech, Portugalii i Hiszpanii, gdzie utrzymująca się stopa bezrobocia osłabia potencjał wzrostu.

upadłości firm w Europie na przestrzeni 2011-2014
źródło: Coface

Perspektywy są jednak coraz lepsze, głównie dzięki konsumpcji prywatnej: PKB w strefie euro wzrosło w drugim kwartale 2015 r. o 0,3 proc., potwierdzając ożywienie gospodarcze. Coface przewiduje, że wzrost w strefie euro osiągnie 1,5 proc. w 2015 r. i 1,6 proc. w 2016 r., przy początkowym poziomie 0,9 proc. w 2014 r.

Państwa importujące towary do strefy odniosły ponadto korzyści z osłabienia EUR i spadku cen ropy naftowej. Należy jednak uważnie obserwować ryzyko związane z wolniejszym wzrostem w krajach wschodzących.

W strefie euro zauważalny jest także niski poziom inwestycji. Również w tym obszarze nie osiągnięto poziomów sprzed kryzysu (19,5 proc. PKB w 2014 r. w porównaniu z 23 proc. w 2007 r.). Mimo korzystniejszych warunków finansowania, związanych ze spadkiem stóp procentowych, rynek inwestycji nie wrócił do poprzedniego stanu. Słaba dynamika, w odniesieniu do oczekiwanego popytu, zniechęca inwestorów biznesowych. Przedsiębiorstwa ograniczyły wykorzystanie swoich możliwości w związku z kryzysem, co przyniosło też osłabienie inwestycji produkcyjnych. Od początku roku zanotowano jednak umiarkowaną poprawę dzięki konsumpcji prywatnej i lepszemu klimatowi gospodarczemu.

2015 rok kontynuacją roku 2014

Prognozy upadłości firm w Europie
źródło: Coface

W 2015 r. Coface przewiduje dalsze spadki, średnio o 7 proc., w dwunastu analizowanych państwach Europy Zachodniej.

Model prognozowania opracowany przez Coface uwzględnia szereg zmiennych, np. klimat gospodarczy, inwestycje oraz liczbę wydanych pozwoleń budowlanych.

Warunki wzrostu w strefie euro będą szczególnie korzystne w Holandii, Hiszpanii i Portugalii. Oczekiwane spadki będą za to mniej widoczne w Niemczech (-2 proc.) i we Francji (-3 proc.).

Włochy i Norwegia, dwa państwa oznaczone czerwoną flagą w 2014 r., zachowają ten status także w 2015 r. Poziom likwidacji przedsiębiorstw nadal będzie rosnąć. We Włoszech (gdzie szacuje się, że wzrośnie on o 7 proc. w 2015 r., po wzroście o 11 proc. w 2014 r.); ryzyko niewypłacalności dodatkowo zwiększa duża liczba małych przedsiębiorstw, których sytuacja jest mniej stabilna niż firm większych. W Norwegii, która jest siódmym na świecie eksporterem ropy naftowej, rosnąca liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw (+6 proc. w latach 2014 i 2015) odzwierciedla spadek cen ropy naftowej.

Ranking najtańszych ubezpieczeń samochodowych – sierpień 2015

Rankingowi faworyci nadal zajmują czołowe pozycje

Sierpniowy ranking porównywarki Ubea.pl podobnie jak poprzednie zestawienia, opiera się na niezmiennych zasadach oceny ubezpieczycieli. W sierpniu każde z klasyfikowanych towarzystw również oceniono w skali od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach ulokował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą liczbą punktów (5,00 pkt), musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. 

W praktyce skrajne wyniki punktowe (0,00 pkt lub 5,00 pkt), nie są notowane. Od 1 do 31 sierpnia b.r. najwyższą notę otrzymały firmy:

  • Liberty Ubezpieczenia: 4,45 punktu – ranking pakietów OC + AC
  • Link4: 4,43 punktu – ranking pakietów OC + AC + NNW
  • You Can Drive (Ergo Hestia): 4,21 punktu – ranking OC
  • Link4: 3,94 punktu – ranking pakietów OC + NNW

Podane wyniki wskazują, że pakiety oferowane przez Link4, Liberty Ubezpieczenia oraz You Can Drive w swojej kategorii wygrały najwięcej sierpniowych kalkulacji. Warto zwrócić uwagę, że w każdej z czterech części rankingu zwycięzca się nie zmienił (w porównywaniu z lipcem b.r.). Podobnie jak w poprzednich edycjach rankingu, czołowe pozycje zajmowali również dwaj inni ubezpieczyciele – AXA Direct oraz Aviva.

Nina Kuczyńska informuje, że w kalkulacjach wykonanych od 1 do 31 sierpnia, na ostatnim miejscu najczęściej plasowały się pakiety OC + AC i OC + NNW sprzedawane przez Proamę (wynik odpowiednio: 0,56 punktu i 0,75 punktu). Niski wynik punktowy uzyskały też firmy Ergo Hestia (poza markami MTU i You Can Drive) oraz UNIQA (zobacz: rankingi OC i OC + AC + NNW).

Ranking OC dla kierowców (sierpień 2015 r.)
Miejsce

rankingowe

Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów

w sierpniu 2015 r.

Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do lipca 2015 r.
1. You Can Drive (Ergo Hestia) 4,21 ↔ (0)
2. Aviva 3,95 ↔ (0)
3. Liberty Ubezpieczenia 3,86 ↔ (0)
4. AXA Direct 3,81 ↗ (+2)
5. MTU (Ergo Hestia) 3,71 ↗ (+2)
6. Proama 3,68 ↗ (+2)
7. Link4 3,68 ↘ (-3)
8. Generali Direct 3,52 ↘ (-3)
9. TUW „TUW” 3,18 ↑ (+5)
10. TUW TUZ 3,14 ↘ (-1)
11. Gothaer 2,84 ↗ (+1)
12. UNIQA 2,76 ↗ (+1)
13. Ergo Hestia 2,50 ↘ (-3)

 

Ranking pakietów OC + NNW dla kierowców (sierpień 2015 r.)
Miejsce

rankingowe

Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów

w sierpniu 2015 r.

Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do lipca 2015 r.
1. Link4 3,94 ↔ (0)
2. AXA Direct 3,89 ↗ (+4)
3. Aviva 3,81 ↘ (-1)
4. MTU (Ergo Hestia) 3,74 ↗ (+4)
5. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,68 ↔ (0)
6. Generali Direct 3,43 ↗ (+1)
7. Liberty Ubezpieczenia 3,40 ↘ (-3)
8. TUW TUZ 3,11 ↗ (+1)
9. Gothaer 2,61 ↗ (+2)
10. UNIQA 2,33 ↗ (+3)
11. Proama 0,75 ↗ (+1)

 

Ranking pakietów OC + AC dla kierowców (sierpień 2015 r.)
Miejsce

rankingowe

Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów

w sierpniu 2015 r.

Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do lipca 2015 r.
1. Liberty Ubezpieczenia 4,45 ↔ (0)
2. Link4 4,40 ↔ (0)
3. AXA Direct 3,96 ↗ (+1)
4. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,72 ↗ (+2)
5. Aviva 3,62 ↔ (0)
6. Gothaer 3,43 ↗ (+1)
7. MTU (Ergo Hestia) 3,08 ↗ (+3)
8. Generali Direct 2,85 ↗ (+1)
9.  TUW TUZ  2,69 ↗ (+2)
10. UNIQA 2,28 ↗ (+3)
11. Proama 0,56 ↓ (-8)

 

Ranking pakietów OC + AC + NNW dla kierowców (sierpień 2015 r.)
Miejsce

rankingowe

Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktów

w sierpniu 2015 r.

Zmiana pozycji rankingowej w stosunku do lipca 2015 r.
1. Link4 4,43 ↔ (0)
2. Liberty Ubezpieczenia 4,42 ↗ (+1)
3. AXA Direct 4,15 ↗ (+1)
4. Aviva 3,71 ↗ (+2)
5. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,57 ↗ (+2)
6. Gothaer 3,33 ↗ (+2)
7. MTU (Ergo Hestia) 3,18 ↗ (+3)
8. Generali Direct 3,05 ↗ (+1)
9. TUW TUZ 2,73 ↗ (+2)
10. UNIQA 2,31 ↗ (+2)

 

Metodologia tworzenia rankingów: wynik punktowy jest ustalany na podstawie kalkulacji składek, które użytkownicy serwisu Ubea.pl wykonali w ostatnich 30 dniach. Najlepszy możliwy wynik to 5,00 punktów, a najgorszy to 0,00 punktów.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Niektóre firmy zaliczyły spory awans w klasyfikacji …

Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl zaznacza, że wśród zwycięzców sierpniowego rankingu nie doszło do żadnych zmian. Były one jednak widoczne w przypadku ubezpieczycieli zajmujących nieco dalsze miejsca. W porównaniu do lipca bieżącego roku, swoją pozycję znacząco poprawiły następujące firmy:

  • TUW „TUW” – miesięczny awans o pięć pozycji w rankingu polis OC
  • AXA Direct – miesięczny awans o cztery pozycje w rankingu pakietów OC + NNW
  • MTU (marka Ergo Hestia) – miesięczny awans o cztery pozycje w rankingu pakietów OC + NNW

W sierpniowej edycji rankingu najtańszych polis OC, znacznie niższe miejsce zajęło jedno towarzystwo ubezpieczeniowe. Firma Proama odnotowała miesięczny spadek o osiem pozycji w rankingu pakietów OC + AC

W przyszłym miesiącu będzie już można podsumować zmiany dotyczące trzeciego kwartału i dziewięciu miesięcy bieżącego roku. „Na razie wciąż widoczna jest dominacja czterech – pięciu firm ubezpieczeniowych, które systematycznie zajmują wysokie pozycje. Wszystko może się zmienić, jeżeli wspomniani ubezpieczyciele wprowadzą niekorzystne zmiany w swojej ofercie” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Jak wielkie inwestycje wpływają na miasta

Zmieniają przestrzeń w obrębie kwartału ulic i promieniują na dalsze części miasta. Bywa, że martwą historyczną przestrzeń przywracają do życia. Trudno stwierdzić, że wpływają na funkcjonowanie całej metropolii, ale poprawiają jakość przestrzeni publicznych i wzbogacają życie mieszkańców. Jak wielkie inwestycje wpływają na miasta?

Jest dużo czynników, które decydują o tym, jak inwestycja wpłynie na miasto i czy będzie to wpływ pozytywny. Urbanista wskaże na funkcję, dostępność, jakość przestrzeni publicznej, powiązania funkcjonalne z otoczeniem, generowane ruchy. Dla architekta ważna będzie architektura i jakość techniczna obiektu, z kolei władze spojrzą na problem pod kątem rozwoju miasta. Dopiero kompozycja wszystkich czynników decyduje o dopasowaniu inwestycji. Dlatego trudno o jedną łatwą odpowiedź na to pytanie.

– Nigdy nie wiemy, jakie efekty przyniesie inwestycja, rozumiana jako poważne przekształcenie przestrzeni miejskiej. Czasami znaczenie inwestycji jest ogromne oraz przynosi wielkie i – co ważne – pozytywne przekształcenia całej struktury miejskiej. Tak było w przypadku przebudowy centrum Bilbao, która – o czym często się zapomina – opierała się na dążeniu do doprowadzenia do zerowego deficytu miasta, nie zaś do powierzchownego i lokalnego „upiększenia” – mówi Izabela Mironowicz,  urbanistka z Politechniki Wrocławskiej.

Modelowe osiedle

Mironowicz podkreśla, że największy wpływ na miasto wywierają wielkie przekształcenia urbanistyczne, które obejmują zmiany tkanki miejskiej, infrastruktury i mają wpływ na rozwój ekonomiczny czy społeczny danych obszarów. Dużo rzadziej zdarza się, aby taką inwestycją był pojedynczy obiekt. – Pod względem urbanistycznym to się niemal nie zdarza – mówi Izabela Mironowicz, która wskazuje jednak pozytywne przykłady z przeszłości Wrocławia. – Dawniej takimi inwestycjami były tereny wystawowe z Halą Stulecia czy kompleks Stadionu Olimpijskiego. Jednak one nie obejmowały pojedynczego obiektu, a cały kompleks miejski.

Wybudowana na początku XX wieku Hala Stulecia i otaczające ją tereny są dzisiaj jednym z najchętniej odwiedzanych przez wrocławian i turystów miejsc. Hala projektu Maksa Berga została wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO. Znaczenie tej inwestycji dla Wrocławia podkreśla prezydent miasta Rafał Dutkiewicz, który wskazuje również na nieco dalsze, ale równie niezwykłe otoczenie hali.

– To modelowe osiedle WUWA wzniesione w ramach wystawy z roku 1929, która prezentowała wzorcowe osiedla. W jego projektowaniu brali udział najwybitniejsi architekci związani ze środowiskiem ówczesnej wrocławskiej awangardy, a była to jedna z ośmiu podobnych inicjatyw w Europie, zrealizowanych na przełomie lat 20. i 30. XX wieku – mówi Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.

W ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu powstaje współczesne modelowe osiedle – WUWA 2 – które projektowało blisko 40 architektów. Ma być w pełni ekologiczne, z zagospodarowaną przestrzenią publiczną. Powstaną tam przedszkole, szkoła, dom kultury, kościół, osiedlowy bazarek, dom opieki, boiska czy siedziba lekarza rodzinnego.

Kultura w kopalni

Przekształcenie tkanki miejskiej i wprowadzenie nowych funkcji nie zawsze przebiega od podstaw, tj. od budowy nowych budynków czy osiedli. Bywa, że rewitalizowane są dawne miejskie przestrzenie, które straciły swoją funkcję, a nawet popadły w ruinę. Zdegradowane obszary historyczne czy poprzemysłowe poddawane są gruntownej odnowie, która potrafi podnieść status nie tylko zaniedbanej okolicy, ale nawet całego miasta. I jest to często zasługa działań prywatnych inwestorów.

Sztokholm, Wiedeń, Londyn i Essen to miasta, w których już udało się przeprowadzić wzorcową rewitalizację lub jest ona stopniowo realizowana. Szczególnym przypadkiem jest główny ośrodek Zagłębia Ruhry – to właśnie w Essen teren dawnej kopalni przekształcono w nowoczesny ośrodek kulturalny. Kompleks Zeche Zollverein, zbudowany w stylu Bauhausu, skupia galerie, przestrzenie wystawowe, siedziby firm, a także muzeum. Jeszcze w latach 90. nikt nie odwiedziłby terenu kopalni z własnej, nieprzymuszonej woli, tymczasem obecnie jest to słynne na całą Europę centrum sztuki
i designu.

W Sztokholmie dobrym przykładem rewitalizacji jest osiedle mieszkaniowe Hammarby Sjöstad, które do 2018 roku powstanie na terenach przemysłowych. W dzielnicy będzie mieszkać ok. 20 tys. osób, a kompleks ten będzie najbardziej ekologicznym, energooszczędnym i przyjaznym środowisku osiedlem w stolicy Szwecji. Wiedeń ma słynną gazownię, która została przerobiona na nowoczesne Gasometer-City, a w Londynie stara elektrownia Battersea przekształci się w nowoczesną przestrzeń biurowo-handlowo-mieszkaniową. Wróćmy do Polski.

Ciekawym i złożonym przypadkiem jest Łódź – miasto, które jeszcze dekadę temu nie miało do zaoferowania wiele więcej niż zatłoczoną ulicę Piotrkowską. W 2006 roku na terenie XIX-wiecznej fabryki płótna powstała Manufaktura, główny ośrodek handlowo-rozrywkowy miasta. Krok dalej poszły władze miasta, które postanowiły stworzyć Nowe Centrum Łodzi. Ambitny projekt zakłada rewitalizację zaniedbanego kwartału śródmieścia o ogromnej powierzchni (ponad 100 ha). Przemianę przechodzi dworzec Łódź Fabryczna i budynki dawnej elektrociepłowni. Ogromne zmiany widać też w Katowicach, Krakowie i we Wrocławiu.

Symbol miasta

Prezydent Wrocławia jest przekonany, że takie duże inwestycje mają ogromne znaczenie, wpływają na miasto i dają impuls do kolejnych zmian. – Ponadto, są potwierdzeniem pewnego statusu miejsca, w którym powstają. Potrafią tworzyć nowe przestrzenie, w których dochodzi do interakcji społecznych. Z czasem stają się nieodłącznym elementem krajobrazu miasta, potrafią być jego znakami rozpoznawalnymi – mówi Rafał Dutkiewicz.

Jako współczesny przykład wskazuje OVO Wrocław. To wielofunkcyjny kompleks, w którym znajdą się zarówno apartamenty i biura, jak i luksusowy hotel, restauracja, klub fitness czy lokale handlowo-usługowe. Budynek wyrasta w miejscu, które przez lata leżało odłogiem, niezagospodarowane i bez atrakcyjnej wizji. Realizacja inwestycji niedługo osiągnie półmetek, a już w 2016 roku wprowadzą się tu mieszkańcy, do biur firmy, natomiast z hotelu zaczną korzystać pierwsi goście. Wizjonerska architektura oraz otwarta koncepcja budynku wpłynie także na wszystkich wrocławian i przyjezdnych.

– OVO Wrocław z pewnością stanie się istotną częścią miasta, jednym z jego symboli. Osobiście bardzo cieszę się, że projekt budynku nawiązuje do koncepcji wrocławskiej architektury – mówi Rafał Dutkiewicz. – Wrocław to miasto bardzo różnorodne, także pod względem architektury, gdzie zabytkowe kamienice sąsiadują ze szklanymi biurowcami. OVO Wrocław w dużej mierze jest odbiciem panującej we Wrocławiu energii. Dla miasta oznacza zarówno korzyści ekonomiczne, nowe miejsca pracy, jak i realizację idei przyjaznej oraz wielokulturowej europejskiej metropolii.

Taki był też zamysł inwestora. – Futurystyczny i wielofunkcyjny kompleks to właściwie miasto w mieście – dynamiczne, pełne życia, nieustannie coś się w nim dzieje. Idea OVO idealnie współgra z ideą Wrocławia jako miasta otwartego, przyjaznego, a także Europejskiej Stolicy Kultury – mówi Shuckie Ovadiah, inwestor i CEO OVO Wrocław. – Inwestycja odmieni tę część miasta, a przede wszystkim zagospodaruje kwartał ulic, który przez lata był niezagospodarowany i czekał na wizję z prawdziwego zdarzenia.

Efektowną metamorfozę przeszedł w ostatnich latach Kraków. W okolicach Dworca Głównego powstało nowe centrum, odwołujące się do projektu „Nowe Miasto”, zakładającego budowę dzielnicy biurowo-handlowej zintegrowanej z Krakowskim Centrum Komunikacyjnym. W tym rejonie wyrosła Galeria Krakowska połączona z nową, podziemną halą dworca kolejowego, a także dworzec autobusowy, tunel dla samochodów, podziemna linia Szybkiego Tramwaju, hotele oraz Angel City – nowoczesna przestrzeń biurowo-mieszkalna. Widać więc, że duży udział w inwestycjach miał prywatny kapitał.

Generowanie aktywności

Inwestor, który wybudował Angel City, zrealizował również dwa inne projekty mające na celu m.in. rewitalizację zaniedbanych terenów. Apartamentowiec Angel Plaza zajął miejsce pustej działki po hali Klubu Sportowego „Wawel”. Podobnie było z terenem przy zbiegu ulic Koletek i Sukienniczej, który przez lata pokrywały zarośla, a gdzie dzisiaj znajduje się ekskluzywny kompleks Angel Wawel.

– Naszym celem było wprowadzenie zmian korzystnych nie tylko dla przyszłych mieszkańców budynku, ale też  dla osób mieszkających w pobliżu inwestycji i dla całego otoczenia, a w szerszym kontekście, także miasta – mówi Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group. – Inwestycja korzystnie wpływa na wzrost poziomu bezpieczeństwa w okolicy, jej estetykę i potencjał komercyjny. We wszystkich naszych projektach duży nacisk kładziemy na wkład w rewitalizację. Zależy nam na wprowadzaniu nowej jakości tam, gdzie dotychczasowy stan lokalizacji negatywnie wpływał na jej odbiór.

Angel Wawel, podobnie jak Angel Plaza przy ulicy Zwierzynieckiej czy Angel City między Pawią a Warszawską, wpłynie na zwiększenie liczby kawiarni, restauracji oraz lokali usługowo-handlowych. Już działa tu nowoczesna przestrzeń coworkingowa Idea Hub.

Opuszczone i zdegradowane przestrzenie zazwyczaj zniechęcają do inwestycji, ale realizacja projektu miejskiego czy też deweloperskiego podnosi status okolicy. Kraków, Katowice, Łódź czy Wrocław jeszcze do niedawna mogły wstydzić się niektórych miejsc – czasem położonych nawet blisko centrum. Dziś sytuacja ulega zmianie, zarówno dzięki wysiłkom władz i inwestorów, którzy wpływają na miasto. Jednak pojedyncza inwestycja może być za mała, aby skutecznie zmienić miejską tkankę. Metamorfozę należy oceniać przez pryzmat wymienionych na początku czynników.

– Pamiętajmy, że jakkolwiek istotna dla inwestora jest to w skali urbanistycznej inwestycja lokalna, obejmująca bardzo ściśle zdefiniowany kwartał zabudowy. Może więc stanowić dopiero początek istotnych przekształceń – mówi Izabela Mironowicz. – Ważne jest jednak, aby inwestycja dopasowała się do miejsca w tym sensie, że respektować będzie prawo do miasta wszystkich użytkowników przestrzeni, że przyczyni się do poprawy jakości przestrzeni publicznych i wzbogaci życie miejskie. Że nie będzie stanowić zamkniętej skorupy, lecz będzie generować rozmaite aktywności – kończy urbanistka.

CIOs przeprofilowują pracowników IT, aby rozwijać ich kompetencje w zakresie cyfryzacji

0

Badanie przeprowadzone przez firmę analityczno-doradczą Gartner pokazuje, że 46 procent organizacji opracowało strategię biznesu cyfrowego, co daje 23-procentowy wzrost rok do roku. Wyniki badania świadczą o tym, że cyfryzacja staje się kluczowym zagadnieniem w firmach, co dla kadry zarządzającej IT oznacza wymóg doboru pracowników o umiejętnościach mogących zagwarantować skuteczną realizację strategii cyfrowej.

“Wdrożenie biznesu cyfrowego pokazuje zmianę podejścia do IT i biznesu, przy równoczesnym pojawieniu się nowych możliwości. CIO potrzebują więc pracowników z odpowiednimi umiejętnościami i nastawieniem”, powiedział Mark Coleman, Research Director, Gartner. Do 2018 roku, biznes cyfrowy wygeneruje 500-procentowy wzrost liczby stanowisk dla specjalistów w obszarze cyfryzacji.

Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie 2014 roku wśród 359 liderów IT i biznesu, reprezentujących firmy z Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, EMEA, Azji i Pacyfiku. Jego głównym celem było wykazanie na jakim etapie procesu przekształcania się w biznes cyfrowy znajdują się organizacje oraz na ile dostosowały zespoły IT, praktyki i procesy, by zapewnić efektywną transformację w kierunku biznesu cyfrowego.

„Powierzchowna digitalizacja nie wprowadzi organizacji do nowej cyfrowej gospodarki, ani też nie przyniesie trwałych rezultatów,” powiedział Mark Coleman. „Jednakże, zapewniając obecnym pracownikom IT dostęp do w pełni cyfrowego środowiska pracy, organizacje mogą łatwo zintegrować się z zewnętrznym, cyfrowym światem”.

CIOs potrzebują dziś osób z odpowiednimi umiejętnościami, które pozwolą na przemodelowanie stanowisk IT, tak, by odpowiadały wymaganiom ery cyfrowej. Ewolucja zawodów IT wydaje się nieunikniona.

Ewolucja zawodów IT

Wyniki badania wskazały na dużą wagę stanowisk, które przyczyniają się do zmiany kształtu kadry IT na ukierunkowaną na cyfryzację. Badanie wykazało, że w bankowości istnieje wyższe zapotrzebowanie na dyrektorów ds. danych (Chief Data Officers) oraz specjalistów ds. zarządzania ryzykiem (Risk Management Specialists), niż ma to miejsce w branżach produkcyjnych i usługowych. Organizacje rządowe wykazują również wyższe zapotrzebowanie na architektów informacji niż sektor produkcji i usług.

Badanie wykazało, że od roku 2016 w regionie EMEA będzie wyższe zapotrzebowanie na stanowisko Social Network Miner/Analyst niż w Ameryce Północnej. Patrząc na popyt na nie w konkretnych sektorach, będzie on wyższy w organizacjach usługowych niż w bankowości. Co więcej, wyższe zapotrzebowanie na stanowiska Chief Digital Officer oraz Data Scientist wykazują organizacje obecnie korzystające z niektórych form pracy w modelu Agile, niż te, które nie posiadają planu wdrożenia bimodalnego IT lub pracy w modelu Agile w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Potrzebne typy pracowników

W badaniu respondenci zostali poproszeni o określenie profilu pracowników IT w oparciu o zakres ich wiedzy zawodowej, umiejętności i doświadczenia. Uzyskane odpowiedzi wskazały, że do 2017 roku, 27 procent pracowników IT w organizacjach będą stanowić osoby typu ‘Versatilists’ (patrz Rys.1). Są to pracownicy, którzy poszerzają swoje kompetencje, są otwarci na nowe perspektywy, łatwo budują relacje, co w rezultacie pozwala na stworzenie sieci wsparcia i kontaktów.

Rys.1. Podział typów pracowników IT w roku 2014 oraz 2017Podział typów pracowników IT w roku 2014 oraz 2017

Żródło: Gartner (wrzesień 2015)

Równocześnie, respondenci wskazali, że do końca 2017 roku zredukują liczbę Specjalistów [1] (-5 procent), pracowników o profilu ogólnym, tzw. ‘Generalists’ [2] (-2 procent) oraz pracowników o ograniczonych kompetencjach [3] (-5 procent).

Z perspektywy regionów, organizacje w regionie EMEA mają dziś wyższy średni odsetek pracowników typu ‘Versatilists’ (17 procent) niż te w Ameryce Północnej (11 procent). Rozpatrując wielkość organizacji, małe posiadają wyższy średni odsetek pracowników typu ‘Versatilists’ (19 procent) niż te dużych rozmiarów (12 procent).

Organizacje, które wdrożyły formy pracy w modelu Agile, do 2017 roku będą posiadały wyższy średni odsetek pracowników typu ‘Versatilists’ (29 procent), niż firmy, które nie posiadają planu wdrożenia bimodalnego IT lub nie zaimplementowały modelu Agile w ciągu najbliższych 12 miesięcy (24 procent).

„Stworzenie cyfrowego środowiska pracy może tylko zwiększyć zaangażowanie i efektywność pracowników”, powiedział Coleman. „Dodatkowo, zwiększy elastyczność pracowników oraz pozwoli na wykorzystanie stylów pracy i technologii zorientowanych na klienta, co może prowadzić do nowych i bardziej skutecznych sposobów pracy.”

Mark Coleman omówi szerzej tematykę wyzwań organizacji w kontekście biznesu cyfrowego i wpływu na pracowników działów IT podczas seminarium Gartner CIO Day 2015, które od będzie się 15 września w Warszawie.

[1] Profesjonalista, który posiada głębokie umiejętności techniczne w wąskim zakresie, co daje mu wiedzę rozpoznawalną przez specjalistów w określonej dziedzinie, ale rzadko znaną poza ich bezpośrednim obszarem zainteresowań.

[2] Profesjonalista posiadający szeroki zakres wiedzy i stosunkowo płytkie umiejętności, pozwalające mu zareagować lub działać dość szybko, ale pobieżnie.

[3] Profesjonalista, który ma ograniczony zakres umiejętności, bądź rozpoczynający pracę na danym stanowisku, bądź na wczesnym etapie przekwalifikowania do pracy w danym obszarze.

Do zespołu PAYBACK, dołączyła Anna Muszyńska-Jurków

0

Do zespołu PAYBACK, dołączyła Anna Muszyńska-Jurków. Z dniem 1 sierpnia objęła stanowisko Head of HR.

ANNA MUSZYŃSKA-JURKÓW NOWĄ HEAD OF HR W PAYBACK
ANNA MUSZYŃSKA-JURKÓW NOWĄ HEAD OF HR W PAYBACK

Anna Muszyńska-Jurków sprawuje funkcję Head of HR w PAYBACK od 1 sierpnia 2015 r. Jest odpowiedzialna za budowanie strategii HR i rozwój organizacji. W zakres jej kompetencji wchodzą m. in. budowanie i rozwój zespołu managerskiego, zarządzanie talentami, tworzenie programów rozwojowych, inicjowanie projektów wpływających na kulturę wewnętrzną firmy i zwiększanie efektywności organizacji. Ponadto, do jej obowiązków należy podejmowanie działań wpływających na kreowanie wizerunku PAYBACK jako pracodawcy, a także usprawnienie procesów i polityk wewnętrznych.

Anna Muszyńska-Jurków jest specjalistą w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi. Posiada wieloletnie doświadczenie w tworzeniu i wdrażaniu strategii personalnej, a także koordynowaniu procesów „ludzkich”. Zajmowała się wspieraniem zarówno managerów w efektywnym zarządzaniu zespołami, jak i pracowników, np. w temacie indywidualnego rozwoju zawodowego. Jest inicjatorką projektów wpływających na zaangażowanie i satysfakcję z pracy oraz działań w zakresie Work-Life Balance. Jest certyfikowanym coachem MBTI oraz Extended Disc. Zanim podjęła pracę w Loyalty Partner Polska, współpracowała z Microsoft oraz Johnson & Johnson. Była również prelegentką wielu konferencji, m.in. Kongresu Kadr.

Farmaceutyczny koncern Pfizer planuje otworzyć centrum innowacji terapeutycznych. Polscy naukowcy będą tam pracować nad medycznymi wynalazkami

Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska

Centrum innowacji terapeutycznych Pfizer Polska to rodzaj ośrodka naukowo-konsultacyjnego dla twórców nowych leków, gdzie zdolni naukowcy i twórcy start-upów będą mogli sprawdzać przydatność swoich pomysłów.

– Pfizer globalnie ma ogromne doświadczenie w tworzeniu centrów innowacji terapeutycznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska. – Te centra odgrywają ogromną krytyczną rolę w wytwarzaniu i w mówieniu „tak” nowej molekule, nowej innowacji tworzonej przez start-upy. Każdy, ktokolwiek wymyśli coś nowego i będzie myślał, że potencjalnie jest to fantastyczny lek, może zgłosić się do takiego centrum, a ono oceni szanse komercjalizacji tego leku.

Obecnie, by skorzystać z podobnego rozwiązania, trzeba jechać do Stanów Zjednoczonych lub Europy Zachodniej, np. Wielkiej Brytanii, gdzie Pfizer otworzył już podobne instytucje. Teraz jest szansa, że w ciągu najbliższych dwóch lat takie centrum powstanie w Polsce.

– Mamy już sześć takich centrów w Ameryce, przy najlepszych uniwersytetach. Moim marzeniem i tym, nad czym pracuję od ponad roku, jest próba przeniesienia tej idei do Polski i zbudowania w oparciu o zaplecze i doświadczenie polskich naukowców, bo laboratoria i naukowców mamy świetnych, takiego centrum innowacji terapeutycznej na tę część Europy, gdzie moglibyśmy oceniać szanse i potencjał innowacyjny tej części regionu, tej części Europy deklaruje Dorota Hryniewiecka-Firlej. – Europa Zachodnia korzysta z takiego centrum w Anglii.

Prezes Pfizer Polska mówi, że ideę stworzenia centrum innowacji terapeutycznych traktuje jako osobiste wyzwanie i ma nadzieję, że uda się tę inwestycję w Polsce zacząć i z sukcesem zakończyć. Ma to być szansa nie tylko dla nowych firm i osób z pomysłem, lecz także dla krajowych ośrodków akademickich.

– W tej chwili trudno powiedzieć dokładnie, o którym uniwersytecie mówimy. Współpracujemy z większością uniwersytetów medycznych w Polsce, to jest trochę jednak inna płaszczyzna, inna platforma współpracy, bo w zakresie badań klinicznych, których też mamy w Polsce bardzo dużo, właściwie współpracujemy ze wszystkimi uczelniami.

Koncerny farmaceutyczne oceniają, że w Polsce najlepiej sprzedaje się medycyna wysokospecjalistyczna. Dla Pfizera np. produktem numer jeden jest Enbrel, lek, który stosowany jest w reumatoidalnym zapaleniu stawów i młodzieńczym idiopatycznym zapaleniu stawów. Jednak polski rynek, podobnie jak cała Europa Środkowa, to dla firm farmaceutycznych nie tylko szanse, lecz także specyficzne wyzwania.

– Odpowiadając za to przedsiębiorstwo w Polsce, ale też znając kolegów i koleżanki z tej części Europy, muszę powiedzieć, że borykamy się z bardzo podobnymi wyzwaniami ocenia prezes Dorota Hryniewiecka-Firlej z Pfizer Polska. Brakuje nam nieco bardziej długofalowej przewidywalności decyzji politycznych, a co z tym związane – decyzji refundacyjnych. Często nasze plany zostają zniweczone z powodu właśnie takich czy innych rozstrzygnięć, natomiast moim obowiązkiem jest zaplanowanie rozwoju w perspektywie nie tylko przyszłego roku, lecz także najbliższych 5 czy 10 lat. To też określa nasze możliwości inwestycyjne.

Wywiadownia gospodarcza Bisnode: zagraniczne firmy płacą w Polsce mniej podatku dochodowego

0

CEO Magazyn Polska

Największe polskie spółki, które są w rękach rodzimych właścicieli, płacą znacznie większy podatek dochodowy niż te, których właścicielami są obcokrajowcy – wynika z badania wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska. Spółki należące do kapitału zagranicznego dysponują lepszymi doradcami, transferują też część pieniędzy do spółek matek za granicę. Niestety, w obu grupach mimo wzrostu przychodów największych firm z roku na rok wyraźnie widać spadek pieniędzy wpływających do budżetu państwa z tytułu podatku dochodowego.

Przebadaliśmy odpowiednio 500 firm, których głównym właścicielem jest osoba z Polski, i 500 firm będących w rękach podmiotów zagranicznych. Różnica jest kolosalna – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Kremser, dyrektor ds. rozwoju w Bisnode Polska. – Nasze analizy pokazały, że polskie firmy w porównaniu z zagranicznymi płacą znacznie więcej podatku dochodowego – dodał.

Według analizy Bisnode Polska w 2013 roku 500 największych pod względem przychodów firm mających polskiego właściciela wykazało 835,8 mld zł przychodu i niemalże 28 mld zysku. Do budżetu państwa odprowadziły ponad 6,2 mld zł z tytułu podatku dochodowego. To 0,75 proc. przychodu i 22,4 proc. zysku. Natomiast 500 największych zagranicznych spółek działających w Polsce, mających w stu procentach właścicieli z zagranicy, w 2013 roku wykazało ponad 458,9 mld zł przychodu i 19,7 mld zł zysku. Z tego tytułu zapłaciły ponad 2,8 mld zł podatku dochodowego. Stanowi to 0,62 proc. przychodu oraz 14,4 proc. zysku.

Firmy zagraniczne w wielu wypadkach nie tylko wykorzystują swoich doskonałych doradców, którzy znajdują dziury w podatku CIT, lecz także wyprowadzają zyski za granicę – tłumaczy Robert Kremser. – Efekt jest taki, że polskie firmy płacą więcej podatku, a firmy zagraniczne, wykorzystując luki prawne i mogąc wyprowadzić zyski za granicę, pokazują mniej zysków i płacą mniejsze podatki – dodaje.

Podsumowując, w latach 2011-2013 pół tysiąca największych pod względem przychodów polskich spółek odprowadziło z tytułu podatku dochodowego 22,4 mld zł, co stanowi 0,96 proc. ich przychodów i 22 proc. zysku. W tym samym okresie największe pod względem przychodów firmy zagraniczne działające w Polsce odprowadziły ok. 9,5 mld zł podatku dochodowego, co stanowi 0,7 proc. ich przychodów i 17,5 proc. zysku.

Ekspert Bisnode Polska zauważa także inny trend. Z roku na rok zarówno zagraniczne, jak i polskie firmy płacą mniej podatków. Jak podkreśla Robert Kremser, wynika to często nie z mniejszych przychodów, a z coraz sprawniejszego wykorzystywania luk w prawie.

Polskie firmy wykazują coraz mniej zysku, ale ten podatek cały czas płacą. Firmy zagraniczne tego zysku też mniej wykazują, ale nie z tego powodu, że biznes im się kurczy, tylko dlatego że wysyłają do swoich zagranicznych spółek takie ilości tego podatku, że tutaj do opodatkowania zostaje bardzo niska część. Często też firmy zagraniczne specjalnie pokazują straty, żeby opodatkowania w ogóle uniknąć – tłumaczy Kremser. – Zagraniczne firmy nie będą się wykazywały specjalnie wielką moralnością i martwiły o nasze sprawy fiskalne, tylko będą wykorzystywały tę możliwość i będzie tego podatku od nich coraz mniej – dodaje.

W 2011 roku odprowadzony podatek dochodowy w przypadku polskich firm wynosił 8,5 mld złotych, czyli 1,2 proc. przychodów i 20,2 proc. zysku. W 2012 roku zapłaciły 7,5 mld zł podatku dochodowego, czyli 0,96 proc. przychodów i 24,3 proc. zysków. Rok później było to już tylko 6,2 mld zł, czyli 0,75 proc. przychodów i 22,4 proc. zysku. Warto zauważyć, że we wspomnianym okresie łączne przychody tych firm wzrosły z 708 mld do 835,8 mld zł.

W przypadku największych zagranicznych firm w 2011 roku odprowadzony podatek dochodowy wyniósł 3,5 mld zł, czyli 0,8 proc. przychodów i 21 proc. zysków. W 2012 roku było to 3 mld zł, czyli 1,7 proc. przychodów i 17,2 proc. zysków. W 2013 roku zapłacono 2,8 proc. podatku dochodowego, czyli 0,62 proc. przychodów i 14,4 proc. zysków. Przychody wzrosły zaś z niespełna 428,5 mld zł w 2011 r. do niemal 459 mld zł w 2013 r.

Polimex-Mostostal spodziewa się dobrych wyników w II półroczu. Spółka większość kontraktów zamierza pozyskać z energetyki i budownictwa przemysłowego

Joanna Makowiecka-Gaca, prezes zarządu Polimeksu-Mostostalu

Polimex-Mostostal zapowiada, że zamierza się trzymać z dala od budownictwa drogowego. Firma po zagrażających bankructwem kłopotach z ubiegłych lat wyszła na prostą i poprawia wyniki. Chce utrzymać tę pozytywną tendencję, koncentrując się na pozyskaniu kontraktów w energetyce, przemyśle paliwowym oraz budownictwie przemysłowym. W sektorze naftowym szuka kontraktów za granicą i chce z kontraktów podwykonawczych iść w kierunku głównego wykonawstwa.

– Prawie każdy segment biznesowy u nas przyczynia się do tych wyników, jeden lepiej, drugi mniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Joanna Makowiecka-Gaca, prezes zarządu Polimeksu-Mostostalu, komentując działalność spółki w pierwszym półroczu 2015 r. – Natomiast, co jest ważne, wprowadziliśmy taki reżim wynikowy, odpowiedzialności za wyniki wszystkich naszych segmentów i obszarów biznesowych i widać tego efekty. Muszę przyznać, że dużym kontrybutorem jest działalność produkcyjna, ale nie tylko. Nowo postawione spółki zaczęły zarabiać pieniądze i widzę tutaj trend.

W I półroczu grupa miała 1,12 mld zł przychodów, czyli o 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny sięgnął niemal 59 mln zł wobec przeszło 92 mln zł straty rok wcześniej. Na czysto Polimex zarobił ponad 37,5 mln zł, podczas gdy przed rokiem miał 84,6 mln zł straty netto.

– Inwestycji jest sporo, zresztą rynki energetyczne, na które się orientujemy, sporo przetarły, jesteśmy już w prekwalifikacjach, spodziewam się i mam nadzieję na jakieś rozstrzygnięcia. Być może te procesy wyboru będą jeszcze w tym roku prowadzone i składamy tutaj sporo ofert. Jeśli chodzi o ciekawy rynek, to na pewno nafta, gaz i chemia, on się rozwija. Tu należy powiedzieć, że też będziemy wchodzi na obce rynki, bo Polimex może być dobrem eksportowym.

Polimex-Mostostal zaznacza jednak, że obecnie spółka będzie się koncentrować na tym, na czym zna się najlepiej. Nie zamierza więc walczyć o kontrakty w każdej branży budowlanej, tym bardziej że są dziedziny, w których konkurencja jest tak duża, że trudno o zyski. Te segmenty, na które spółka postawiła, powinny jednak generować duże marże.

– Orientując je w kierunku budownictwa przemysłowego, tam, gdzie jest trochę technologii, tam, gdzie ten biznes po stronie inwestora kreuje bardziej partnerskie relacje zwraca uwagę prezes zarządu Polimeksu-Mostostalu. – On w ogóle jest lepszy niż budownictwo infrastrukturalne czy liniowe, a nawet budownictwo ogólne, gdzie nie chcemy stawiać nóg. Przeorientowaliśmy biznes i mam nadzieję, że zaczniemy być polskim liderem w budownictwie przemysłowym, a w efekcie oceniamy wszystkie te rynki perspektywicznie, również jeśli chodzi o marże.

Szefowa spółki liczy, że kolejne kwartały będą potwierdzały, że Polimex-Mostostal obrał właściwą strategię, że firma już jest nowym organizmem, strukturalnie poukładanym i konkurencyjnym cenowo. Chce, by stała się biznesem, który będzie bardziej stabilny i przewidywalny, o stałych bądź stabilnie rosnących przychodach.

Poza zamówieniami krajowymi Polimex-Mostostal zamierza też walczyć o kontrakty na rynkach zagranicznych, zwłaszcza w biznesie naftowym.

– Nafta i gaz to branża, w której już funkcjonujemy, i to w dużej mierze w Europie Zachodniej – deklaruje prezes Joanna Makowiecka-Gaca z Polimeksu-Mostostalu. Mamy tam już kilka kontraktów i muszę przyznać, że jest duży sentyment do Polimeksu. W momencie, kiedy już widać, że następuje stabilizacja grupy i kłopoty przeszłości są za nami, coraz więcej partnerów zagranicznych zaprasza nas do złożenia ofert i spodziewam się, że będziemy wychodzić z modelu podwykonawczego w kierunku generalnego wykonawstwa, co tym bardziej może generować lepsze marże.