Nadawanie paczek w InPost. Jak to robić?

Wysyłanie paczek z InPost jest proste i przyjemne. By to zrobić, wystarczy smartfon lub komputer. Co dalej? Oto szybki proces nadawania przesyłek w InPost krok po kroku.

Jak nadać przesyłkę w InPost?

Wysyłanie paczek za pośrednictwem firmy kurierskiej InPost możliwe jest m.in. w aplikacji mobilnej. Na początku użytkownik jest proszony o zarejestrowanie się w niej lub zalogowanie. Potem pojawia się główna strona aplikacji. Aby nadać paczkę, z dolnego interfejsu trzeba kliknąć opcję Nadaj. Następnie wyświetla się ekran, na którym należy wybrać metodę dostarczenia przesyłki i wielkość paczki.

Istnieją dwa sposoby nadawania przesyłek w InPost. Pierwsza to wysyłka z jednego urządzenia Paczkomat® do kolejnego. Zamiast tego można wybrać usługę odbioru przesyłki z automatu paczkowego i doręczenie jej adresatowi przez kuriera. Transfer pakunku między dwoma maszynami Paczkomat jest tańszy o złotówkę od jej dostawy do domu.

Przesyłkę należy uprzednio zmierzyć i zważyć. Dzięki temu użytkownik zyskuje pewność, że zmieści się ona do skrytki w automacie Paczkomat. Wybrać można jeden z trzech rozmiarów. Warto przy tym pamiętać, że maksymalny ciężar przesyłki nie może przekroczyć 25 kg. Po wybraniu wymiarów paczki można przejść do kolejnego kroku.

Na następnym ekranie należy wypełnić dane osobowe i wpisać adres odbiorcy. Wystarczy uzupełnić pola takie jak imię i nazwisko, numer telefonu oraz e-mail. Później aplikacja przenosi użytkownika do sekcji, w której trzeba wpisać adres odbiorcy lub docelowego urządzenia Paczkomat. Zamiast tego można go też wybrać, używając mapy. Ostatnia czynność to opłata za usługę przy pomocy karty bankomatowej lub BLIKA.

Po uregulowaniu należności w aplikacji generuje się kod nadania w formie QR oraz liczbowej. W automacie Paczkomat można zeskanować pierwszy z nich lub przepisać na ekranie maszyny drugi. Umożliwi to otwarcie drzwiczek do skrytki. Żeby zakończyć nadawanie przesyłki, na ekranie urządzenia paczkowego trzeba wybrać opcję Kończymy na dziś.

Wysyłanie paczek przez Szybkie Nadania i Managera Paczek InPost

Osoby zainteresowane wysyłką paczek za pośrednictwem InPost mają możliwość skorzystania z usługi Szybkie Nadania. W tym przypadku nie ma potrzeby zakładania żadnego konta. Wystarczy wejść na stronę internetową https://inpost.pl/wysylam, a następnie wpisać adres wysyłki oraz rozmiar przesyłki.

Tak samo, jak przy zwykłych nadaniach można ją przekazać z jednego automatu Paczkomat do innego lub odesłać kurierem. Po zrealizowaniu płatności pozostaje wydrukować etykietę, nakleić ją na przesyłkę, a na koniec zeskanować i umieścić w maszynie paczkowej.

Klienci InPost mogą też skorzystać z Managera Paczek. Usługa dostępna jest na stronie internetowej. W przeciwieństwie do Szybkich Nadań trzeba założyć konto i zalogować się do niego. Kolejny krok to wybór opcji Wyślij przesyłki i uzupełnienie danych osobowych oraz adresu odbiorcy. Po opłaceniu usługi strona tworzy etykietę. Można ją nadać w maszynie Paczkomat lub zamówić kuriera.

Dlaczego warto kupować gotowe spółki

Jeżeli zastanawiasz się nad otworzeniem własnej działalności gospodarczej, ale nie masz czasu zająć się wszystkimi formalnościami, możesz skorzystać z pomocy fachowej pomocy. Z pomocą przyjdzie firma, u której dokonasz zakupu gotowej spółki. Gotowe spółki na sprzedaż są bardzo korzystnym rozwiązaniem zwłaszcza u osób, które chcą na własną rękę rozkręcać swój biznes. Koszt skorzystania z takiej usługi jest niewielki, a dzięki usłudze zyskasz spółkę, która będzie na Ciebie zarabiać. Poznaj korzyści z takiego rozwiązania.

Posiadanie własnego biznesu jest w dzisiejszych czasach bardzo popularne. Dzięki niemu zyskujemy poczucie posiadania czegoś własnego, co będzie zabezpieczało nas w przyszłości. Może podlegać w pracy jedynie własnej osobie i godzić pracę z życiem osobistym. Jeżeli taki styl pracy i życia Cię interesuje, nic nie stoi na przeszkodzie do rozpoczęcia działalności gospodarczej. Nie musisz mieć nawet czasu na założenie biznesu. Wystarczy, że zdecydujesz się na zakup gotowej spółki i wejście w gotowy biznes. Sprawdź, co warto wiedzieć o gotowych spółkach na sprzedaż i korzyściach z ich wybierania.

Gotowe spółki — co to jest?

Gotowe spółki są zakupem, który z pewnością przyniesie dużo korzyści. Gotowa spółka to pewny plan na ukształtowanie biznesu. Nie musisz martwić się nad planem i obowiązkami, które spadają na Ciebie w momencie zdecydowania się na otwarcie biznesu. Taki proces jest trudny dla osób, które nigdy wcześniej nie prowadziły działalności. Utworzenie biznesplanu i załatwienie wszystkich formalności przy rozpoczęciu działalności gospodarczej będzie z pewnością dość skomplikowane i zniechęcające. Dlatego wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom klientów i oferujemy gotowe spółki dostosowane do Państwa indywidualnych potrzeb.

Gotowe spółki z o.o to przede wszystkim inwestycja w przyszłość i szczególne zabezpieczenie. Możesz posiadać gotową spółkę i prowadzić ją samodzielnie lub zlecić jej prowadzenie. Nie będziesz martwić się o formularze i wszelkie inne rejestracje. Zakupisz biznes, który będzie prosperować z zyskiem od samego początku. Kompleksowa obsługa zapewni Ci wsparcie na każdym etapie transakcji.

Czy zakup gotowej spółki jest popularny?

Posiadamy spółki zarejestrowane i funkcjonujące w różnych branżach. Dzięki temu sprzedaż gotowych spółek jest korzystna dla naszych klientów, zwłaszcza jeżeli jest to ich pierwszy biznes lub nie mają czasu na jego samodzielną formalizację. Coraz częściej brak czasu nie pozwala na otwarcie biznesu we właściwym czasie. Zakup gotowych podmiotów gospodarczych stał się zatem bardzo popularny.

Sprzedawane spółki są zarejestrowane w Urzędzie Skarbowym, Krajowym Rejestrze Spółek-numer KRS, posiadają swój własny NIP oraz numer REGON. Sprzedaż spółek dzięki poświadczonej umowie kupna jest opcją, na którą może zdecydować się każdy, kto marzy o własnym biznesie. Oferta promocyjna pozwoli na zakup spółki w korzystnej cenie bez żadnych zobowiązań. Podany koszt usługi obejmuje cenę z vat EU lub bez vat EU. Możesz zakupić firmę w Warszawie i liczyć na pełną obsługę księgową, jeżeli potrzebujesz pomocy — gotowe spółki z pewnością Ci się opłacą.

Sprzedaż gotowych spółek — co zyskasz?

Decydując się na zakup spółki, zyskasz w pełni zarejestrowane źródło własnego dochodu. Usługi, które zakupisz, sprawią, że na bieżąco składane deklaracje nie sprawią problemów przy jej otwieraniu i nie zaburzą funkcjonowania. Gotowa spółka Warszawa to firma bez żadnych wad prawnych. Jeżeli nie masz czasu na prowadzenie dokumentacji, obsługa księgowa będzie prowadziła za Ciebie działalność, którą zakupisz.

Gotowa spółka z o.o to przede wszystkim inwestycja w zakup firmy posiadającą czystą historię. Pisemna gwarancja braku długów pozwoli Ci na uniknięcie szeregu zobowiązań, jakie mógłbyś pozyskać, kupując spółkę od nieuczciwych sprzedawców. Zgłoszenie zmian, takich jak zmiana nazwy, nie będzie żadną trudnością. Czyste spółki to przede wszystkim dobra inwestycja bez zbędnych problemów. Określony z góry koszt uchroni Cię przed dodatkowymi wydatkami. W szybki sposób nabędziesz zaufanych klientów i będziesz mógł cieszyć się swoim biznesem. Warto więc nabyć gotową spółkę i tym samym zainwestować we własny rozwój biznesowy. Gotowa spółka z o.o ma zawsze zabezpieczenie kapitału zakładowego, dlatego nie trzeba wnosić go dodatkowo.

Obsługa księgowa dla Twojej spółki

Obsługa księgowa to usługa, która polega na prowadzeniu podatkowych i finansowych ksiąg rachunkowych dla przedsiębiorstw i innych podmiotów gospodarczych. Usługa obejmuje zarówno wykonywanie zadań związanych z księgowaniem, jak i sporządzanie bieżących raportów finansowych i podatkowych. Obsługa księgowa obejmuje również przygotowywanie deklaracji podatkowych, udzielanie porad podatkowych, wykonywanie wycen aktywów oraz prowadzenie rachunkowości. W ramach zakupu spółki możesz z niej skorzystać i o nic więcej się nie martwić, bo Twój biznes będzie prosperować sprawnie.

Już niedługo krajowy system e-faktur (KSeF)

Ministerstwo Finansów pracuje nad projektem ustawy o Krajowym systemie e-faktur (KSeF). To będzie bardzo ważna zmiana dla wszystkich podatników, dlatego prowadzone są szerokie konsultacje społeczne. Opiniowane są rozwiązania prawne i technologiczne, ale wciąż jest wiele elementów do uzgodnienia. Rewolucją będzie przykładowo kod QR, który będzie swego rodzaju linkiem do systemu. Czyli konsument będzie mógł biorąc fakturę w sklepie sprawdzić tego kontrahenta za pomocą aplikacji, np. przez telefon. Czy rzeczywiście ta faktura znajduje się w systemie i czy sprzedawca wywiązał się ze wszystkich obowiązków w tym zakresie.

– Uczestniczymy w konsultacjach publicznych z Ministerstwem Finansów. Wskazujemy na praktyczne kwestie po to, aby maksymalnie ułatwić przedsiębiorcom korzystanie z systemu KSeF – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Dybaś, partner w zespole podatków pośrednich w CRIDO. – Na przykład sposób wypełniania matrycy, w ramach której uzgadniamy pewne dane z faktur, dziś jest dość skomplikowany. Szukamy uproszczeń i dodatkowych korzyści dla podatników. Dyskutujemy też o tym, jaki krąg podatników będzie zobligowany do używania KSeF. Mamy pewne wątpliwości czy np. podmioty, które prowadzą sprzedaż B2C udokumentowaną paragonami z kas fiskalnych, również w tym kontekście powinny być objęte systemem? Ministerstwo na tzw. białej liście podatników będzie zakreślać informację, czy dany podatnik jest zobligowany do korzystania z KSeF. Czekamy też na niektóre rozwiązania i dopiero wtedy będziemy je opiniować – np. wizualizację faktury w postaci wydruku, dodatkowych kodów QR, etc. To będzie duża rewolucja technologiczna i podatnicy muszą się do niej dobrze przygotować – zaznacza Dybaś.

W 2022 roku deweloperzy rozpoczęli o 1/3 mniej mieszkań

historycznych rekordach z roku poprzedniego. Nie może zatem dziwić, że i statystyki inwestycyjne w ub. roku uległy adekwatnemu załamaniu.

Inwestycje rozpoczęte z sygnałem załamania

Pierwszą i najważniejszą, z punktu widzenia bieżącej koniunktury kategorią gusowskich statystyk, są dane dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. W roku 2022 licząc ogółem, ruszyła budowa nieco ponad 200 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych, co oznacza regres w relacji rdr aż o 28 proc. Z tego sami deweloperzy uruchomili w ub. roku budowę zaledwie 115 tys. lokali, co daje wynik gorszy rok do roku o prawie jedną trzecią.

Tak ostre hamowanie rocznych statystyk nowych budów było naturalną reakcją przedsiębiorców na załamanie rzędu blisko 40 proc. rdr kontraktacji nowych lokali po serii podwyżek stóp procentowych, w rezultacie których nastąpiło niewidziane od lat tąpnięcie popytu na kredyty mieszkaniowe. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu reakcja jest naturalnym odruchem deweloperów dążących do zrównoważenia rynku, które wydaje się wciąż nie do końca osiągnięte. Tym samym poszukiwanie dna przedmiotowych danych zapewne potrwa jeszcze w pierwszych miesiącach nowego roku.Wyk. 1 - Mieszkaniowe inwestycje w latach 2019 - 2021 wg danych GUS

Pytanie jednak, na jakim poziomie owo dno może się znajdować. Ogółem statystyki GUS nowych inwestycji mieszkaniowych cofnęły się w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy do poziomu z roku 2017. Z kolei PZFD prognozuje spadek wolumenu nowych budów mieszkań deweloperskich do poziomu zaledwie 70-80 tys. lokali w roku bieżącym, co oznaczałoby zejście do poziomów z roku 2014. Niestety, ale tego typu scenariusz wydaje się bardzo prawdopodobny, zwłaszcza jeśli założymy dalszy, realny spadek sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w roku bieżącym, nawet o mniejszej od dotychczasowej dynamice.

Odwrót także w pozwoleniach na budowę

Nieco mniej pesymistycznie prezentuje się sytuacja w kwestii pozyskanych w roku ubiegłym nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W tym przypadku ogólnie ich całoroczny wolumen wyniósł ponad 297 tys., co oznacza spadek względem 2021 r. o niespełna 13 proc. Z kolei deweloperzy, którzy zabezpieczyli na własne potrzeby liczbę 203 tys. takich decyzji administracyjnych, zanotowali znacznie mniejszy regres rzędu 5 proc.

Jak wiadomo, statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Czyżby zatem optymizm branży deweloperskiej, w kwestii perspektyw rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki, w dłuższym terminie nieprzerwanie pozostawał na względnie wysokim poziomie? Niestety, raczej niekoniecznie.

Po pierwsze, procedura uzyskania tego typu dokumentu jest dość czasochłonna, więc dane reagują z opóźnieniem, a poza tym nie jest zobowiązująca, czyli nader wysoki wolumen pozwoleń w okresie spowolnienia o niczym nie przesądza. W kolejnych miesiącach ich statystyki powinny więc kontynuować umiarkowany trend spadkowy. Potwierdzają to dane grudniowe słabsze rdr aż o 40 proc., czyli znacznie więcej niż spadek za pełne 12 miesięcy 2022 r.Wyk. 2 - Budownictwo GUS w latach 2013 - 2022

Mieszkania oddane wciąż na rosnącej fali

W 2022 roku GUS doliczył się prawie 239 tys. lokali ukończonych i przekazanych do użytkowania, czyli 1,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Tym samym były one jedynym aspektem działalności inwestorów, w ramach którego udało się w minionym roku utrzymać rosnącą rok do roku dynamikę. Jednak ta kategoria danych stanowiąc pokłosie stanu koniunktury sprzed około 2 lat, nie odzwierciedla jej bieżącej kondycji. Jest niemal przesądzone, że tu także coraz bardziej słabnącą tendencję wzrostową będzie wypierać stabilizacja, co pokazały dane grudniowe, zanim w dalszej perspektywie nastąpi nieuchronny regres.

Perspektywy roku bieżącego bez optymistycznych akcentów

Ubiegły rok okazał się okresem gwałtownego przesilenia koniunktury sprzedażowej mieszkań deweloperskich, które nieuchronnie pociągnęło za sobą główne rynkowe statystyki inwestycyjne z mieszkaniami rozpoczętymi na czele. Ponad 30-procentowy regres danych budów nowych mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem mówi sam za siebie, a co gorsza niewiele przemawia za tym, by był to koniec tendencji spadkowej. Ta ostatnia w poszukiwaniu dna może potrwać jeszcze przez kilka miesięcy bieżącego roku.

Niestety prowadzi to do sytuacji topniejącej oferty deweloperskiej rynku pierwotnego. Już w perspektywie dwuletniej popyt powinien zacząć odbijać od dna w efekcie poprawy sytuacji gospodarczej, wzrostu płac i spadku stóp procentowych. Tymczasem powrót nierównowagi popytowo-podażowej skomplikuje sytuację rynkową, znacznie pogorszy możliwości wyboru oraz przywróci trend windowania stawek do wartości dwucyfrowych w skali roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska gospodarka w nowy rok wchodzi lekko niepewnym krokiem

Krajowe dane z ostatnich dni rozczarowały – zarówno odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, jak i niższy od oczekiwań spadek inflacji producentów. Dane z rynku pracy wskazują zaś na rosnący rozstrzał między tempem wzrostu płac i cen. Może to być objaw poluzowania sytuacji na rynku pracy.

Ostatni tydzień rynek walutowy cechowała zmienność bez wyraźnego trendu. Wspierały ją trwające w Davos Forum Ekonomiczne oraz mieszane dane gospodarcze. Najlepiej radził sobie funt brytyjski, w kontekście którego rynki zignorowały słabą sprzedaż detaliczną, zaś najgorzej spośród walut G10 wypadł jen japoński – Bank Japonii podczas styczniowego posiedzenia utrzymał bez zmian ultraluźną politykę zarządzania krzywą dochodowości. Sytuacja na rynkach wschodzących była mieszana. Z jednej strony silne były peso chilijskie i większość walut Azji Wschodniej, z drugiej znacznej deprecjacji doświadczyły real brazylijski i rand południowoafrykański. Szczególnie w przypadku tego pierwszego narastają obawy polityczne.

W tym tygodniu spodziewamy się niewielu wydarzeń ze świata polityki monetarnej, poznamy za to trochę odczytów makro. W związku ze zmniejszeniem się obaw recesyjnych spodziewamy się znaczącego odbicia indeksów w strefie euro. Wskaźniki PMI dla aktywności w głównych gospodarkach zostaną opublikowane we wtorek 24.01. W dalszej części tygodnia uwaga skupi się na pierwszym odczycie PKB USA w IV kwartale (czwartek 26.01) i raporcie dotyczącym inflacji PCE w USA za grudzień (piątek 27.01). Oczekuje się umiarkowanego wzrostu w pierwszej z miar oraz potwierdzenia niewielkiego trendu spadkowego inflacji bazowej – oba sygnały powinny być dla Rezerwy Federalnej korzystne.

PLN

Ubiegły tydzień charakteryzował się nieco wyższą zmiennością złotego niż kilka poprzednich. W jego trakcie kurs EUR/PLN znalazł się w okolicy 4,75, czyli na najwyższym poziomie od połowy listopada. Ostatecznie jednak złoty odrobił większość strat i zakończył tydzień na lekkim minusie w parze z euro.

Opublikowane w zeszłym tygodniu dane o płacach w Polsce były dość rozczarowujące. Mimo że pensje nominalnie nigdy nie były tak wysokie, dynamika ich wzrostu rzędu 10,3% okazała się dużo niższa od oczekiwań i trendu z ostatnich miesięcy. Taka dynamika oznacza też, że do 6,3 pp. pogłębił się rozstrzał między dynamiką płac i cen. Jeden odczyt to za mało, żeby wyciągać daleko idące wnioski, niemniej możliwe, że to zwiastun pewnego poluzowania sytuacji na rynku pracy.

Poniedziałkowe twarde dane również nie napawają optymizmem – zawiodły produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w grudniu (odpowiednio +1% i +0,2% r/r), z kolei inflacja PPI spadła o mniej, niż zakładano (z 21,1% do 20,4%). Tym samym gospodarka w nowy rok wchodzi lekko niepewnym krokiem. W niedalekiej przyszłości nie czeka nas wiele odczytów makro poza danymi o bezrobociu w środę 25.01. Istotniejsze dla złotego powinny być informacje z zewnątrz.

EUR

Narasta optymizm dotyczący tego, że europejska gospodarka uniknie recesji. W zeszłym tygodniu dołożyły się do tego sentyment inwestorów i rejestracje nowych samochodów, najważniejszym potwierdzeniem będą jednak wtorkowe (24.01) wstępne odczyty wskaźników PMI za styczeń. Odejście Chin od polityki zero-COVID w dalszym ciągu wspiera aprecjację euro, podobnie jak przekonanie, że o ile Fed może pozwolić sobie na mniejsze zacieśnianie monetarne, o tyle EBC nie ma tej swobody.

Przemówienia kilkorga przedstawicieli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde, powinny dodatkowo potwierdzić niedawny jastrzębi zwrot i wspomóc euro. W weekend jeden z najbardziej gołębich członków EBC, Klaas Knot stwierdził, że oczekuje podwyżek o 50 pb. w lutym i marcu oraz kolejnych ruchów w górę w dalszej perspektywie. Jeśli inni członkowie EBC będą wyrażali podobne opinie, euro może mieć udany tydzień w relacji do głównych walut.

USD

Odczyty ekonomiczne z USA były w zeszłym tygodniu mieszane. Silne odczyty z rynku pracy, szczególnie kolejny wyraźny spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, stanowiły kontrast dla słabych (acz ogólnie bardzo niestabilnych) danych o miesięcznej sprzedaży detalicznej. Również dla rentowności był to zmienny tydzień, zakończyły go one jednak na podobnym poziomie, co zaczęły.

Członkowie Rezerwy Federalnej raczej nie będą skłonni dzielić się komentarzami mogącymi poruszyć rynek tak blisko terminu lutowego posiedzenia. Odczyt PKB i, co ważniejsze, raport dotyczący inflacji PCE mogą jednak mieć wpływ na rynkową narrację, że Fed jest bliski zakończenia cyklu zacieśniania polityki pieniężnej. Szczególnie istotna będzie dla nas miara bazowa inflacji PCE – to prawdopodobnie najistotniejszy pojedynczy odczyt dla banku centralnego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Mały ZUS Plus będzie niższy niż Mały ZUS

Przedsiębiorcy rozpoczynający prowadzenie działalność gospodarczej mogą skorzystać z preferencji w ZUS, takich jak ulga na start czy też mały ZUS. Po tym okresie co do zasady powinni przejść na duży ZUS lub skorzystać z Małego ZUS Plus. Czas na zgłoszenie do tego ostatniego upływa 31 stycznia 2023 r.

W 2023 r. duży ZUS wraz ze składką chorobową wyniesie 1418,48 zł. Mały ZUS zmieni się dwa razy. Za okres od stycznia do czerwca będzie wynosić 331,26 zł, a za lipiec – grudzień 341,72 zł.Duży ZUS 2023Mały ZUS od 1 stycznia 2023Mały ZUS od 1 lipca 2023

Dla kogo Mały ZUS Plus?

Przedsiębiorcy, których przychód w 2022 roku nie przekroczył 120 tysięcy złotych mogą jeszcze skorzystać z tzw. Małego ZUS Plus i tym samym obniżyć wysokość składek. Ulga dotyczy tylko danin na ubezpieczenie społeczne i fundusz pracy, natomiast składkę zdrowotną należy opłacać w pełnej wysokości. Jeżeli przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą przez niepełny rok, to limit przychodu wylicza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia firmy. Z ulgi może jednak skorzystać tylko ten, kto w 2022 roku prowadził działalność przez przynajmniej 60 dni.

Podstawa składek na ubezpieczenie społeczne i Fundusz Pracy wyliczana jest od dochodu. W przypadku przedsiębiorców opodatkowanych ryczałtem, dochód stanowi połowę przychodu. Podstawa Małego ZUS Plus nie może być niższa niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w styczniu danego roku. W styczniu 2023 r. wynosi ono 3490 zł. Oznacza to że minimalna podstawa MZ+ wyniesie 1047 zł. Jednak podstawa nie zmieni się tak jak w przypadku małego ZUS. Przepisy w tym zakresie są nie spójne. Dla małego ZUS jest mowa o wynagrodzeniu minimalnym obowiązującym w danym okresie, a nie o jednej stałej podstawie na cały rok. Stąd też efekt taki, że wysokość minimalna MZ+ będzie niższa od wysokości ZUS preferencyjnego. W konwekcji dla przedsiębiorców z minimalną podstawą oznacza to, że w całym 2023 r. będą opłacać ZUS w kwocie 331,26 zł (ze składką chorobową) i nie dotknie ich planowana na lipiec podwyżka płacy minimalnej.

Zgłoszenie do Małego ZUS Plus należy dokonać do końca stycznia 2023 r. Przedsiębiorca powinien wyrejestrować się z ZUS poprzez druk ZUS ZWUA z kodem, z którym jest obecnie zarejestrowany. Następnie powinien ponownie dokonać zgłoszenia poprzez złożenie dokumentu ZUS ZUA z kodem 05 90 albo 05 92, a później do 20 lutego wraz z DRA/RCA wysłać DRA II /RCA II, gdzie należy uzupełnić odpowiednie pola i ustalić podstawę składek na cały rok.

Mały ZUS + dostępny w ciągu roku podatkowego

Co istotne, z MZ+ również można skorzystać w trakcie trwania roku podatkowego, jeśli w tym czasie skończy się czas na korzystanie z małego ZUS lub przedsiębiorca odwiesza działalność i ponownie zgłasza się do ubezpieczeń. Wówczas od następnego miesiąca lub dnia odwieszenia może skorzystać z MZ+. Jeśli stanie się to w drugiej połowie roku, to może się okazać, że przedsiębiorca nawet obniży swoje składki. Przy czym na zgłoszenie w trakcie roku mamy tylko 7 dni od dnia odwieszenia działalności lub skończenia okresu małego ZUS.

Należy też zaznaczyć, że osoby, które korzystały do tej pory z Małego ZUS Plus, mogą go kontynuować, pod zwykłymi warunkami, jeżeli w poprzednim roku ich przychód nie był wyższy niż 120 tysięcy złotych oraz prowadzili działalność gospodarczą przez co najmniej 60 dni. Z MZ+ przedsiębiorca może korzystać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy, w czasie których prowadził działalność gospodarczą.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Jak to jest, że wynagrodzenia rosną, a dobrobyt Polaków spada?

Koniec ubiegłego tygodnia i początek nowego został zdominowany przez odczyty z krajowego podwórka. W piątek dowiedzieliśmy się o wysokości wynagrodzeń oraz poziomie zatrudnienia w Polsce. Dziś dane te zostały poddane próbie przez wskaźnik dobrobytu oraz odczyty z polskiej gospodarki.

Wzrost wynagrodzeń

Ostatnie dane starające się zobrazować stan zatrudnienia oraz wysokości wynagrodzeń w Polsce mogą być dla niektórych grup interesów wyśmienitym argumentem do promowania poprawy jakości życia Polaków. Bo jak inaczej mogłoby być, skoro przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło o prawie 500 złotych do poziomu 7329,96 zł, a wskaźnik obrazujący procentowe zmiany wysokości pensji w ujęciu rocznym znalazł się 10,3% powyżej kreski. Dodatkowo zatrudnienie, jak stopy procentowe, pomimo kryzysu utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Stabilna praca i rosnące wynagrodzenia w czasie kryzysu, czego można chcieć więcej?

Czy jakość życia Polaków rośnie?

Skoro w poprzednim akapicie znalazły się dane, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się dobre, to dlaczego dzisiejsza wartość Wskaźnika Dobrobytu opracowanego przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych obniżyła się o 1,3 punktu w stosunku do rezultatu sprzed miesiąca? Mało tego, od początku 2022 roku obserwujemy jego regularne spadki. Problem leży m.in. w wysokości inflacji konsumenckiej, która (oficjalnie) wynosi 16,6%, czyli przewyższa wzrost wynagrodzeń o ponad 6 punktów procentowych i coraz więcej obywateli zaczyna to dostrzegać. W opisie dzisiejszego raportu od BIEC możemy przeczytać, że polscy konsumenci odczuwają spadek ich bieżącej kondycji ekonomicznej. Jest to oczywiście spowodowane spadkiem siły nabywczej ich dochodów i oszczędności. Dodajmy, że dane z poprzedniego akapitu dotyczyły przedsiębiorstw, w których liczba zatrudnionych przekracza 9 osób. Ponadto, w dzisiejszym opisie BIEC czytamy, że przedsiębiorcy, ze względu na wzrost kosztów prowadzenia działalności tworzą mniej miejsc pracy. Są także mniej skłonni do podnoszenia wynagrodzeń. W ujęciu realnym wynagrodzenia okazały się o 6% mniejsze w stosunku do tych sprzed roku. Warto zauważyć, że otoczenie podnoszenia płacy minimalnej również nie sprzyja tworzeniu nowych wakatów, zwłaszcza w małych firmach.

Dane z gospodarki

Skoro jesteśmy na krajowym podwórku, przyjrzyjmy się poniedziałkowym publikacjom makro. Do poziomu 20,4% obniżyła się inflacja producencka (konsensus 19,4%). Sprzedaż detaliczna znalazła się na poziomie 15,5% (r/r). Jest on niższy od prognozowanego (17,8%) oraz poprzedniego (18,4%). Spadki w ujęciu rocznym zaobserwowano również w produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej (dane niewyrównane sezonowo, odnoszące się do rocznej dynamiki). Patrząc holistycznie na wszystkie dane, nie tak łatwo dostrzec pozytywne aspekty dotyczące poprawy jakości życia. Wśród przedstawionych odczytów dziś o poranku złoty radzi sobie najgorzej w stosunku do euro. Po godzinie 11:00 kurs EUR/PLN dotarł powyżej poziomu 4,715 PLN. Warto zauważyć także poranne przebicie 1,09 USD na głównej parze walutowej świata, do którego impulsem według wielu analityków są ostatnie jastrzębie wypowiedzi członków Rady Prezesów EBC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
18:45 – strefa euro – wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

GUS o e-handlu w grudniu 2022 – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w grudniu 2022 r. w porównaniu z listopadem br. odnotowano niższą wartość sprzedaży detalicznej przez internet w cenach bieżących (o 9,6%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 11,9% w listopadzie do 9,5% w grudniu 2022 r.

Najnowsze dane komentują poniżej eksperci Unity Group oraz cyber_Folks.

Grzegorz Rudno-Rudziński – Managing Partner/ Head of Growth w Unity Group

Odczyt danych GUS dot. stanu handlu detalicznego na koniec grudnia 2022 r. nie jest dla nas zaskoczeniem. Analizujemy trendy wokół tych liczb odkąd GUS zaczął je publikować prawie 3 lata temu i widzimy, że zwykle w ostatnim miesiącu roku e-commerce ma powtarzalne bardzo dobre wyniki sprzedażowe i imponujący udział w całym detalu, ale jest wyraźnie słabszy pod tym względem w porównaniu do najlepszego w całym roku listopada. Analizując średni miesięczny udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej w 2022 r., co prawda nie udało się przekroczyć magicznej granicy 10 proc., a takie robiliśmy przewidywania jako Unity Group, ale do tego poziomu zabrakło naprawdę niewiele. Średniomiesięczny udział jest zdecydowanie większy niż w 2020 i dość wyraźnie większy nawet od 2021 r. Co to oznacza? Po okresie, gdzie paliwem dla bardzo dynamicznego wzrostu tego rynku był COVID, wróciliśmy do spłaszczonej dynamiki, co w efekcie sprawiło, że podawany co miesiąc udział tego segmentu w całym handlu wciąż rośnie, ale jest to tempo wzrostu poniżej 1 pkt. proc.

Na horyzoncie pojawiają się kolejne czynniki, ponownie mogące rozpędzić e-commerce. Zdecydowanie do przodu posuwają się prace nad rozwojem kanałów sprzedaży artykułów spożywczych przez internet – mam tu na myśli, np. dark stores czy lodówkomaty. Dopiero przekroczenia tej bariery technologii spowoduje dalszy, gwałtowny wzrost sprzedaży online, gdyż w ubożejącym społeczeństwie, przez galopującą inflację jedzenie w koszyku zakupowym waży coraz więcej. W skali całego roku, ciekawym trendem, jaki można zaobserwować na podstawie analizy comiesięcznych danych GUS, jest zmniejszająca się z roku na rok skala spadku letniej sprzedaży online, co wynika zapewne z wejścia tej formy zakupów w nawyk coraz większej populacji konsumentów. Na koniec, nie zapominajmy że weszliśmy w bardzo ciekawy rok – tu kluczowe dla dynamiki i kierunków rozwoju e-commerce będą oprócz warunków makroekonomicznych i zasobności portfeli konsumentów także ich oczekiwania, co do rozwoju sytuacji w przyszłości.

Co do prognoz dot. średniomiesięcznego udziału e-handlu w sprzedaży w całym 2023 r., tym razem już powinniśmy przekroczymy próg 10%, w obecnej strukturze asortymentu. Jednocześnie pamiętajmy, że kryzysy są często katalizatorem zmian, także ten obecny może “dopalić” firmy oszczędzające energię elektryczną, której koszty mocno obciążają wyniki tradycyjnych kanałów sprzedaży.

Kacper Skoczylas – szef marketingu produktu _Stores rozwijanego w ramach cyber_Folks (spółki z grupy R22)

Grudniowy udział e-handlu w całym handlu detalicznym jest jak co roku niższy od listopadowego, kiedy za wyniki e-commerce odpowiadają m.in. cyfrowe festiwale wyprzedaży – Black Friday czy Cyber Monday. Tymczasem grudniowe zakupy mają inną specyfikę, bo wciąż większości tych przedświątecznych Polacy dokonują tradycyjnie. Nie bez znaczenia są także aż dwie handlowe niedziele w ostatnim miesiącu roku. Widać tu wysiłki e-commercowych graczy rynkowych, by jak największą część przedświątecznych zakupów przenieść do online — InPost zadeklarował w tym roku, że wszystkie przesyłki sprzedających zarejestrowane w systemie na 2 dni przed Świętami dotrą do klientów na czas.

Pewne jest to, że inflacja sprawiła, że choć przed ostatnimi świętami kupiliśmy towarów mniej (w ujęciu wolumenowym), to zapłaciliśmy za nie więcej niż przed rokiem. Co więcej, rosnące z miesiąca na miesiąc ceny są dla Polaków coraz większym zmartwieniem, bo ciążą coraz mocniej i coraz większej grupie konsumentów. Sprawiają też, że kupujący jeszcze intensywniej poszukują najatrakcyjniejszych ofert i robią to zwykle w internecie, ponieważ tam najłatwiej jest je ze sobą porównywać. Wielu użytkowników analizuje ceny produktów w różnych sklepach internetowych, do łask wracają porównywarki i word of mouth – czyli po prostu przekazywanie sobie przez kupujących informacji na temat promocji w poszczególnych sklepach i idącej za tym, lub nie, jakości. Z perspektywy merchantów to niezwykła okazja, ale i wysiłek, by w kreatywny, a przede wszystkim skuteczny sposób, zaprosić klientów do swoich sklepów i przekonać ich do zakupu właśnie tu. To także jeszcze większe niż dotychczas wyzwanie dla tych firm i sprzedawców, którzy nie chcą schodzić z ceny i przekonywać klientów tylko zniżkami i promocjami, stawiając na kluczowe w handlu długofalowe budowanie marki. Tacy sprzedawcy, bez względu na sytuację rynkową, realizują strategię dostarczania unikalnej wartości, za którą klient i tak będzie chciał zapłacić, wiedząc, że.nigdzie indziej jego doświadczenie zakupowe nie będzie równie dobre. Aby wiedzieć, gdzie klienci widzą wartość, sprzedawcy muszą słuchać ich potrzeb, nieustannie je analizować i na bazie tego bezcennego feedbacku walidować założenia co do produktu czy procesu zakupowego.

W ostatnim czasie znów rośnie znaczenie efektu ROPO (research online, purchase offline), a o tym, jak ważna w sprzedaży jest wielokanałowość, nie trzeba dziś już nikogo przekonywać. Na pewno mocno tracą dziś te firmy i ci sprzedawcy, którzy nie zadbali do tej pory o obecność i widoczność w sieci, skutkiem czego nawet oferując doskonałe produkty i atrakcyjne promocje, pozostają poza radarem konsumentów. Tymczasem dziś, dzięki gotowym narzędziom i kreatorom są w stanie „postawić” swój pierwszy e-sklep w jeden dzień. Liczba nowych e-sklepów rosła w ostatnim roku znacznie wolniej niż w pandemicznych latach 2020-21. W mojej ocenie wynika to także z faktu, że więksi gracze rynkowi, dysponujący znaczącymi budżetami, uruchomili już swoje sklepy online, a w przypadku mniejszych wciąż często pokutuje mylne przekonanie, że własny e-sklep jest poza ich zasięgiem. Tymczasem rosnąca popularność i powszechność platform do tworzenia prostych, wygodnych w obsłudze i atrakcyjnych wizualnie sklepów online pozwoli zaistnieć w e-commerce także mniejszym podmiotom, dotychczas sprzedającym głównie offline i stać się dla nich długofalowym źródłem nowych klientów i przychodów.

Vivid Games: Eroblast odnotował w grudniu wzrost dochodu o ponad 100% wobec listopada

Vivid Games skupia się obecnie na rozwoju Real Boxing 2 i gier z uniwersum Eroblast. Spółka przedstawiła szacunkowe wyniki za grudzień i cały 2022 rok. Przychody narastająco to 37,3 mln zł. Wynik netto za 2022 rok wyniósł 0,82 mln zł, a EBITDA 4,9 mln zł. Na koniec grudnia na rachunkach Spółki było 1,7 mln zł.

Ostatnie miesiące 2022 były wymagające dla całego game-devu i odbiły się na wynikach wielu producentów. Vivid Games też zmagała się ze skutkami pogarszającej się globalnej koniunktury.

Grudzień okazał się bardziej wymagający niż w poprzednich latach. Przychody z Real Boxing 2 były niższe niż zakładano, jednak Eroblast z miesiąca na miesiąc poprawia rentowność. „W grudniu skupiliśmy się nie tylko na aktualizacjach świątecznych, które wpłynęły na zaangażowanie użytkowników, ale również na pozyskiwaniu użytkowników na TikTok’u. Mimo zmniejszenia nakładów na UA, tytuł wygenerował ponad 100 tys. USD przychodu, tj. o 24% więcej niż listopadzie. Na poziomie kluczowych metryk, takich jak ARPU odnotowaliśmy istotny wzrost. Średni przychód z gracza w USA wyniósł 3,4 USD, co pozwoliło osiągnąć zysk z tytułu ponad dwukrotnie wyższy niż w listopadzie. W styczniu skupiamy się na segmentacji użytkowników, która w połączeniu z kolejnymi aktualizacjami powinna przełożyć się na dalszy wzrost wyników. Dane za pierwsze 10 dni stycznia wskazują na wysoką efektywność naszych działań” – podsumowuje Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

W ostatnich dniach grudnia do globalnej dystrybucji w Apple App Store i Google Play powróciła gra Knight Fights 2. Obecnie musi przejść aktualizacje technologiczne, które pozwolą na rozpoczęcie kampanii płatnego pozyskiwania użytkowników. Jeszcze w tym miesiącu, zaplanowany jest globalny debiut nowej gry w portfolio VG, bazującej na sprawdzonych mechanikach użytych w Eroblast. Gra LoveNest wykazuje w testach wysoki potencjał komercyjny, a koszt jej wytworzenia jest dla Spółki relatywnie niski. Liczymy na wysoki zwrot z tej inwestycji. W pierwszym kwartale przedstawimy kolejne szczegóły planu produkcji dużej gry własnej. Rok 2023 zapowiada się dla Spółki bardzo ciekawie” – podkreśla Piotr Gamracy, członek Zarządu Vivid Games.

W dniu 9 stycznia prezes zarządu Spółki – Jarosław Wojczakowski złożył rezygnację z pełnienia funkcji w zarządzie. Do końca lutego przekaże swoje obowiązki Piotrowi Gamracemu, który od roku zasiada w zarządzie Vivid Games.

31% pracodawców IT będzie poszukiwać nowych rąk do pracy, ale niemal tyle samo firm deklaruje zwolnienia

Pomimo ochłodzenia nastrojów rekrutacyjnych na rynku pracy, branża IT wciąż deklaruje dodatnią prognozę rekrutacyjną na pierwszy kwartał 2023 roku, na poziomie +3%. 28% firm tego sektora mówi o planowanych zwolnieniach, 31% przewiduje chęć powiększania zespołów, a 36% organizacji nie chce żadnych zmian w strukturach zatrudnienia – to dane z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od stycznia do końca marca. IT jest jednym z 5 spośród 8 analizowanych sektorów, które deklarują pozytywną prognozę rekrutacyjną na najbliższy czas.

Dane płynące z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazują, że od stycznia do końca marca 2023 roku specjaliści branży IT mogą liczyć na nowe oferty pracy. Plany rekrutacyjne pracodawców są bowiem optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tego sektora, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +3%. Jest to wynik mniejszy o 4 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym, jednak analizując dane rok do roku można zauważyć dużo większy spadek na poziomie 41 punktów procentowych.

– Polska nadal stanowi interesującą i bardzo atrakcyjną lokalizację dla inwestycji z wielu branż, w tym także IT. Polscy specjaliście uchodzą za pracowitych, innowacyjnych, stosunkowo elastycznych i szybko odnajdujących się w nowym miejscu pracowników. Ciągle będziemy dla wielu organizacji dobrym rynkiem również ze względu na położenie geograficzne – mówi Adam Wojtaszek, dyrektor Experis w Polsce. – Mniejsza liczba ofert pod koniec czwartego kwartału 2022 roku była efektem spowolnienia gospodarczego, które kładzie się cieniem na wiele sektorów. Globalna sytuacja ekonomiczna nie jest aktualnie najbardziej optymistyczna, choć widać pewne symptomy jej poprawy płynące z Azji i tamtejszych silnych, dużych gospodarek Chin i Indii. Wojna w Europie, jej skutki dla rynku energii niestety odbijają się na każdej branży, w tym również IT – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, w ostatnim kwartale 2022 roku w polskiej sieci ukazało się ponad 111 tysięcy ofert pracy kierowanych do specjalistów branży IT. Miesiącem, w którym kandydaci mogli liczyć na najwięcej możliwości był październik z liczbą ponad 57 tysięcy ogłoszeń. Najwięcej pracowników poszukiwały firmy z Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci starający się o stanowisko Java Developera, DevOps Engineera, Frontend Developera. Zdaniem dyrektora Experis, trend zapotrzebowania wśród organizacji na tych specjalistów ustabilizował się i pozostanie w tej formie jeszcze przez jakiś czas. – Dane te potwierdzają i są zbieżne z potrzebami organizacji na rozwój w obszarach angażujących właśnie tego typu specjalistów. Na rynku pracy pojawi się również więcej oferty kierowanych do osób zajmujących się „data engineeringiem”. Organizacje zdają sobie sprawę z tego, że bez właściwego wykorzystania ogromnych zbiorów danych jakimi dysponują, nie będą w stanie z sukcesem konkurować na coraz bardziej wymagającym runku. Presję płacową w branży IT, bardziej niż konkurencja i walka o kandydatów, podbija aktualna sytuacja ekonomiczna, a dokładnie wysoka inflacja. Specjaliści z branży IT, mając na uwadze, że czasy są mimo wszystko mniej pewne, niż jeszcze parę miesięcy temu, zamiast decydować się na polepszenie swojego statusu ekonomicznego poprzez zmianę pracy, otwierają rozmowy w aktualnym miejscu zatrudnienia – mówi Adam Wojtaszek.

Plany pracodawców na pierwszy kwartał 2023 roku w branży IT regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) są bardziej optymistyczne, niż prognozy odnoszące się do polskiego rynku pracy. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze na I kwartał 2023 roku wynosi bowiem +27%. Zwolnienia deklaruje 16% organizacji, a 4 na 10 firm (43%) planuje nowe rekrutacje. Niemal tyle samo pracodawców (39%) chce pozostawić zatrudnienie na dotychczasowym poziomie.

Niezmiennie sektor IT pozostaje niezwykle mobilnym, a pandemia była swego rodzaju katalizatorem zmian, udowodniła, że jest to branża globalna, w naturalny sposób ponad graniczna. -Jeśli chodzi o zainteresowanie specjalistami z Polski, najprościej byłoby powiedzieć, że jest ono aktualnie wszędzie i niezmiennie duże. Warto dodać, że talenty z Polski w krajach Europy oraz za Atlantykiem mają wypracowaną swego rodzaju markę. Natomiast z racji logistyki stanowią najbardziej naturalny zasób talentów dla krajów skandynawskich, Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii – dodaje ekspert.

Dyrektor Experis zwraca uwagę na fakt, że otwartość specjalistów IT na zmiany pracy nieznacznie osłabła jako efekt pewnej niepewności, która wkradła się również w szeregi kandydatów tego obszaru. – Nie mniej jednak nadal są oni relatywnie bardziej skorzy do poszukiwań nowego miejsca pracy, niż kształtuje się to w innych sektorach. Zmienia się tutaj motywacja, wśród kandydatów pojawiają się aspekty pozapłacowe takie jak atmosfera w pracy, a coraz częściej również pozycja i podejście firmy do zagadnień z obszaru ESG. Rośnie nasza świadomość w tym zakresie, śmiem twierdzić, że w branży IT nawet szybciej, niż średnia dla całego rynku. Proporcje dotyczące modelu współpracy pozostają niezachwiane, głównie jest to B2B, może z lekkim wzrostem zainteresowania umową o pracę z racji identyfikowanych ryzyk. Trudno jednak powiedzieć, czy ten trend się utrzyma, gdy sytuacja się unormuje, a ryzyka z nią związane znikną, bądź zostaną oswojone – podsumowuje Adam Wojtaszek.

Prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 zaatakowali instytucje publiczne i banki w Czechach przed wyborami prezydenckimi. Możliwe są ataki na Polskę

  • Prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 przeprowadzali ataki DDoS na strony internetowe kandydatów w wyborach prezydenckich w Czechach. Atakowane miały być jednak również organizacje w Polsce i na Litwie
  • NoName057(16) zaatakowało już wcześniej Polskę po tym, jak oficjalnie uznano Rosję za państwo sponsorujące terroryzm
  • Eksperci ostrzegają, że podobnych działań przeciwko Polsce można spodziewać się w związku ze zbliżającymi się wyborami

Jak informują analitycy Check Point Research, prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 przeprowadzali ataki DDoS na strony internetowe kandydatów w wyborach prezydenckich w Czechach. Atakowane miały być jednak również organizacje w Polsce i na Litwie, a ta sama grupa ma stać za kampanią w Danii (wymierzoną w tamtejszy sektor finansowy). Niewykluczone są również ataki na Polskę przed wyborami parlamentarnymi.

Celem ugrupowania były strony internetowe kandydatów w czeskich wyborach: Pavla Fischera, Marka Hilšera, Jaroslava Bašty, generała Petra Pavla i Danuše Nerudovej, a także strona Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Grupa podała na swoich kanałach Telegram, że powodem ataków było oczekiwanie na szkolenie 4000 ukraińskich żołnierzy na poligonie wojskowym Libavá w Czechach i dlatego zdecydowali się „uczestniczyć” w czeskich wyborach.

Przypomnijmy, że NoName057(16) zaatakowało Polskę po tym, jak oficjalnie uznano Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Wiadomo, że polski rząd analizuje obecnie działania hakerów i planuje dodatkowe zabezpieczenia.

Atak grupy NoName na instytucje publiczne i banki w Czechach w przeddzień wyborów prezydenckich to kolejny dowód na działania hakerów zbliżonych do Rosji, mających na celu wprowadzenie zamieszania i dezinformacji w wybranych krajach podczas najważniejszych wydarzeń politycznych. Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami informacji o celowym ingerowaniu hakerów powiązanych z Rosją w wybory w USA, Brazylii, Czechach lub na ważne instytucje państwowe jak Knesset w Izraelu.  Mając to na uwadze należy liczyć się z bardzo poważnym zagrożeniem w postaci ingerencji grup cyberprzestępczych w Polsce w okresie wyborów parlamentarnych planowanych na 2023 rok. Należy podkreślić, iż grupa NoName57(16) już wcześniej atakowała Polskę. Prorosyjscy hakerzy usunęli w połowie 2022 roku wiele stron internetowych w Finlandii i Polsce. W Polsce grupa zaatakowała wybrane strony rządowe. Polska administracja odpierała ataki, ale eksperci Check Point Research ostrzegali, że mogą się one powtórzyć w przyszłości. Utrzymanie przez Rząd stopnia alarmowego Charlie CRP, jak wydać jest było uzasadnione. Obecnie szczególnie narażone są instytucje publiczne – strony rządowe, partii politycznych oraz mediów opisujących wybory i kampanie – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

NoName057(16) to powiązana z Rosją grupa haktywistów, która działa od marca 2022 r. Wiadomo, że atakują ukraińskie i proukraińskie organizacje, przedsiębiorstwa i rządy, a cele zmieniają się w zależności od rozwoju sytuacji geopolitycznej. W ostatnich miesiącach grupa skupiła się na różnych krajach Unii Europejskiej, które publicznie poparły Ukrainę, w tym między innymi na Polsce, Litwie, Łotwie, Słowacji, Norwegii, Finlandii, Niemczech, Hiszpanii i Danii. Ponadto grupa przeprowadziła również ataki na określone cele w USA i Wielkiej Brytanii.

DDoS to podstawowa metoda wykorzystywana przez NoName057(16) w swoich atakach. Grupie udało się spowodować tymczasową niedostępność stron internetowych głównych celów sektora prywatnego, takich jak banki i inne instytucje finansowe. Było to widoczne m.in. w Danii w ostatnich tygodniach, a wcześniej w atakach na stronę internetową fińskiego parlamentu w sierpniu 2022 r. czy strony internetowe Ministerstwa Obrony Grecji i Ministerstwa Obrony Chorwacji w grudniu.

Złoto powyżej 1900 dolarów za uncję

Cena królewskiego kruszcu utrzymuje się na wysokim poziomie. Kurs złota napędzały ostatnio informacje, które napłynęły ze Stanów Zjednoczonych, a także dane makroekonomiczne, które na nowo wzbudziły obawy o recesję.

Złoto przez niemal cały ubiegły tydzień pozostawało powyżej pułapu 1 900 USD za uncję, a w czwartek i piątek kurs oscylował wokół 1930 dolarów. To poziom, jaki po raz ostatni obserwowaliśmy w marcu i kwietniu ubiegłego roku. Nowy tydzień królewski metal również rozpoczął na poziomie przekraczającym 1920 dolarów za 31,1 g kruszcu. W polskiej walucie złoto w czwartek osiągnęło poziom 8 420 zł za uncję – w takiej cenie widzieliśmy kruszec ostatnio na początku października.

Mocna końcówka tygodnia to najpewniej zasługa niezbyt pozytywnych wieści z USA. W miniony czwartek sekretarz skarbu Janet Yellen poinformowała Kongres o tym, że zadłużenie osiągnęło poziom krytyczny, w związku z czym uruchomione zostaną „środki nadzwyczajne”. Analitycy Wells Fargo przewidują, że ewentualna niewypłacalność amerykańskiego Skarbu Państwa mogłaby wystąpić pomiędzy początkiem lipca a początkiem września.

Historycznie pod pojęciem „środki nadzwyczajne” krył się zabieg polegający na ustawowym zwiększeniu limitu zadłużenia, co sprawiało, że poziom przestaje być krytyczny. Czy będzie tak i tym razem? Zapewne wkrótce się przekonamy. Realizują się jednak obawy z początku prezydentury Joe Bidena o zwiększenie zadłużenia, na które dodatkowo nałożyła się globalna sytuacja.

Coraz większe obawy o recesję

Opublikowano także szereg rozczarowujących danych makroekonomicznych z amerykańskiej gospodarki, które na nowo wzbudziły obawy o recesję. Pomimo spadającej inflacji, w grudniu odnotowano także spadek sprzedaży detalicznej – aż o 1,1 proc. względem listopada. Warto podkreślić, że grudzień jest miesiącem, w którym – w związku z bożonarodzeniowym szaleństwem zakupowym – przeważnie sprzedaż detaliczna rosła.

Spadła także produkcja przemysłowa – w grudniu aż o 0,7 proc. względem listopada, przy konsensusie zakładającym 0,1 proc. Znalazło to także odzwierciedlenie w notowaniach najważniejszych indeksów giełdowych. Tracił S&P500, Nasdaq Composite, a także Dow Jones Industrial Average. Rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła do poziomu najniższego od czterech miesięcy.

Widmo światowej recesji odcisnęło piętno także na parkietach europejskich. W czwartek na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych królowały spadki i wyprzedaże. Tracił indeks WIG20, a także – w nieco mniejszym stopniu – mWIG40 i sWIG80. Podobnie sytuacja wyglądała na niemieckim DAX, francuskim CAC40 i brytyjskim FTSE250.

Inflacja oraz kondycja światowej gospodarki były także jednymi z głównych tematów Forum Ekonomicznego w Davos, podczas którego spotkało się kilkudziesięciu przywódców państw, ministrów finansów i szefów banków centralnych. Nie brakowało głosów zapowiadających, że walka z inflacją nie obędzie się bez konsekwencji dla gospodarek poszczególnych państw, co właściwie już dziś możemy obserwować.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Bezpieczeństwo lekowe Polski zagrożone, ale docelowo możemy być farmaceutycznym hubem w regionie

Zdaniem blisko 80 proc. ankietowanych, z powodu trudności z produkcją i transportem oraz rosnących kosztów nastąpi w najbliższych latach zauważalny problem z dostępnością leków w Polsce, wynika z najnowszego badania DLA Piper przeprowadzonego wśród czołowych firm z sektora farmaceutycznego i medycznego. Według ankietowanych, niespójne regulacje prawne, brak odpowiednich zachęt inwestycyjnych i zbyt niskie finansowanie publiczne stanowią obecnie największe bariery dla rozwoju branży.

Ryzyko zagrożenia bezpieczeństwa lekowego wynika przede wszystkim ze wzrastających kosztów produkcji, perturbacji w łańcuchach dostaw zarówno leków, jak i substancji czynnych, a także problemów w transporcie i logistyce – mówi dr Andrzej Balicki, partner i szef praktyki life sciences w warszawskim biurze DLA Piper. – Pomimo tych trudności branża przewiduje wzrost znaczenia roli Polski jako hubu w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie będziemy obserwować skrócenie łańcuchów dostaw, wzrost roli leków wytwarzanych lokalnie lub regionalnie przy istotnej roli importu równoległego w ramach Unii Europejskiej.

Jak pokazało badanie, brak jest optymizmu wśród podmiotów z branży co do zwiększenia budżetu refundacyjnego czy leczenia tzw. chorób współistniejących. Daje to bardziej pesymistyczny obraz w tym zakresie w porównaniu do pierwszej edycji badania przeprowadzonego w 2021 roku.

Niestety ponad 70 proc. ankietowanych negatywnie ocenia działania rządu podejmowane w celu niwelowania barier dla rozwoju branży farmaceutycznej i medycznej – twierdzi Jolanta Dąbrowicz, senior associate w praktyce life sciences w warszawskim biurze DLA Piper. – Zdaniem branży, państwo powinno zwiększyć finansowanie publiczne, wprowadzić zachęty do inwestowania, usprawnić działania organów sektorowych, a także wzmocnić dialog społeczny poprzez uwzględnianie uwag branży i wskazywanie realnych terminów w ramach konsultacji społecznych.

Ankietowani wskazują na brak publicznej strategii dla sektora, szczególnie w odpowiedzi na obecny kryzys gospodarczy. Co więcej, ten negatywny obraz nie zmienia się w porównaniu do poprzedniej edycji badania przeprowadzonego przez nas w trakcie pandemii COVID-19 – dodaje Andrzej Balicki.

Natomiast wyraźny optymizm panuje w odniesieniu do rozwoju narzędzi cyfrowych, szczególnie zastosowania sztucznej inteligencji w takich obszarach jak badania kliniczne, czy niektóre procedury medyczne i diagnostyczne. Według ankietowanych sztuczna inteligencja to przyszłość branży medycznej i farmaceutycznej w Polsce.

Możliwości wzrostu branża upatruje także w rozwoju usług telemedycznych. Jednocześnie zdecydowana większość jest przekonana, że w najbliższych latach dojdzie do większego uregulowania tych świadczeń i ich finansowania.

Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie 2022 roku wśród największych producentów leków, suplementów diety i wyrobów medycznych oraz świadczeniodawców usług medycznych w Polsce.

Pełen raport dostępny jest na stronie: DLA Piper

Weryfikacja opinii w e-commerce a nowe prawo

Od 1 stycznia 2023 roku zaczęła obowiązywać dyrektywa Omnibus, która m.in. ma na celu zwiększenie transparentności na rynku e-handlu. Obowiązek informacji o weryfikacji opinii w sklepie internetowym jest jedną z nowych zmian, a mimo to może budzić pytania sprzedawców. Czy wolno nie publikować negatywnych opinii? Co z opiniami wystawionymi przed 1 stycznia 2023?

Z raportu “Fałszowanie opinii w internecie” przygotowanego przez UOKiK wynika, że aż 93 proc. Polaków, którzy kupują w sieci, kieruje się opiniami o produkcie, które zostały zamieszczone przez innych konsumentów. Manipulowanie czy fałszowanie opinii może być wygodną opcją dla sklepów internetowych. Takie zachowania zostały zauważone przez unijnego ustawodawcę, który zdecydował o dodaniu tego typu praktyk, jako działań handlowych wprowadzających konsumentów w błąd.

Nowe przepisy wynikające z Dyrektywy Omnibus mają ukrócić nieetyczne praktyki manipulowania opiniami i rekomendacjami produktów w sklepach internetowych.

Obowiązek informacji o weryfikacji opinii w sklepie internetowym nie taki oczywisty

Wprowadzenie nowych regulacji prawnych oznacza, że przedsiębiorca prowadzący sprzedaż w internecie będzie zmuszony w pierwszej kolejności podjąć decyzję – czy będzie udostępniał klientom opinie o produktach. Jeśli tak, musi podjąć działania zmierzające weryfikowania tych opinii.

Dyrektywa Omnibus dużo zmienia w kwestii opinii w sieci, sporo zachowań sprzedawców zostanie ukróconych, jednak należy pamiętać, że nowe prawo nie wprowadza konieczności udostępniania dodawania opinii. Natomiast, jeżeli sprzedawca udostępnia opinie, ale ich nie weryfikuje, to również taką informację musi podać do wiadomości klientów. Informacja o braku weryfikacji również jest spełnieniem obowiązku. Natomiast jeśli przedsiębiorca zdecyduje się na publikację ich, to powinien wdrożyć takie procedury, które zapewnią, że opinie pochodzą od konsumentów, którzy rzeczywiście używali produktów lub je kupili – wyjaśnia Łukasz Plutecki, CEO AtomStore, platformy dla sklepów internetowych.

Każdy e-sprzedawca powinien więc zadać sobie pytanie, czy dotyczy go nowy obowiązek. Jeżeli sklep nie zbiera opinii, obowiązek nie powstaje. Natomiast, jeśli zbiera i udostępnia opinie lub oceny, musi poinformować o systemie ich weryfikacji.

Gdzie należy udostępnić taką informację w e-sklepie? Najlepszą praktyką jest karta produktu i sekcja z opiniami lub ocenami. Może to być krótka notka, pop-up, czyli wyskakujące okienko lub tooltip. Sprawdzą się też ikonki przy każdej opinii “Opinia zweryfikowana zakupem”. Informacje na ten temat można też zamieścić w regulaminie sklepu lub na dodatkowej podstronie.

Czy opinie, które sprzedawca zebrał przed 1 stycznia 2023 również powinny zostać zweryfikowane?

Bardzo dobrym pytaniem stawianym przed sprzedawców jest o to, co zrobić ze wszystkimi ocenami, które zostały zebrane przed wejściem w życie przepisów z Dyrektywy Omnibus.

Nowe przepisy nie mówią wprost, że informacje o sposobach weryfikacji opinii powinny odnosić się do tych wystawionych wyłącznie po 1 stycznia 2023 roku. Bezpiecznie będzie odnieść się również do tego, czy recenzje wystawione wcześniej należy traktować jako zweryfikowane, czy nie – ocenia Łukasz Plutecki.

Sklepy, które dotychczas zamykały możliwość dodania recenzji dla klientów zalogowanych lub tych, których można połączyć z konkretnym zamówieniem, nie będą mieć większych problemów z ustaleniem faktów.

A może usunąć stare opinie? Opinie konsumenckie mają niesamowitą moc w finalizacji zakupów – komentuje Plutecki z AtomStore. – Należy podejść do tematu rozsądnie. Warto zapytać swojego dostawcy oprogramowania dla e-sklepu, czy może zweryfikować starsze opinie i połączyć je z konkretnym zamówieniem – dodaje.

Czy sprzedawca może publikować tylko pozytywne opinie?

Dyrektywa Omnibus podaje także przykłady działań związanych z publikowaniem opinii, które będą uznawane za nieuczciwe praktyki rynkowe. Praktyką handlową wprowadzającą w błąd będzie twierdzenie, że opinie o produkcie zostały zamieszczone przez konsumentów, którzy rzeczywiście używali danego produktu lub go kupili, choć sprzedawca nie podjął kroków w celu ich weryfikacji.

Nieuczciwą praktyką rynkową – niezależnie od okoliczności będzie zamieszczanie lub zlecenie innej osobie lub firmie nieprawdziwych opinii konsumentów, a także ich przekształcanie w celu promowania produktów. Bardzo często sprzedawcy pytają , czy publikowanie tylko dobrych opinii jest niezgodne z prawem?

Manipulacje opiniami zalicza się do nieuczciwych praktyk handlowych, które są mocno karane. Do takich praktyk m.in. należy (często stosowana) metoda publikowania samych pozytywnych opinii i usuwanie negatywnych ocen czy dostarczanie klientom wypełnionego wcześniej wzoru pozytywnej opinii. Nawiązywanie kontaktu z kupującym podczas procesu moderacji, aby zachęcić go do zmiany opinii lub wycofania negatywnych opinii np. w zamian za kod rabatowy, będzie także praktyką handlową wprowadzającą w błąd – mówi Łukasz Plutecki.

Weryfikowanie opinii nie pozwala więc sprzedawcom na publikowanie tylko tych pozytywnych i ukrywanie bądź usuwanie negatywnych. Jest to zakazane działanie manipulacyjne zgodnie z pkt. 23c w Załączniku I do dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych.

Przypomnijmy, że UOKiK karze firmy wystawiające fałszywe opinie w internecie, a obecnie mocno bierze pod lupę praktyczne wdrożenie zapisów Dyrektywy Omnibus. Tylko w pierwszych dwóch tygodniach od wejścia w życie nowych przepisów, organ zainteresował ponad czterdziestoma podmiotami e-commerce. Kary za manipulacje przy opiniach urząd nałożyć karę w wysokości do 10 proc. obrotu na przedsiębiorstwo.

Aktywność najemców biurowych w Warszawie wróciła do poziomu sprzed pandemii

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie” na koniec 2022 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły prawie 6,27 mln mkw., popyt brutto w stolicy sięgnął 860 000 mkw., a nowa podaż osiągnęła poziom prawie 237 000 mkw.

– Pomimo spowolnienia aktywności deweloperskiej, aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym w 2022 r. wróciła do poziomu sprzed pandemii. Udział renegocjacji i odnowień umów najmu w całkowitym popycie utrzymał się na stosunkowo wysokim poziomie, a współczynnik pustostanów odnotował spadek – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Newmark Polska. – Z kolei rok 2023 upłynie pod znakiem „zielonych umów” oraz wprowadzania rozwiązań z zakresu ESG, pozwalających m.in. na optymalizację kosztów funkcjonowania zarówno najemcy, jak i wynajmującego – dodaje ekspertka Newmark Polska.

Najmniej nowych metrów kwadratowych biur powstało w czwartym kwartale – zaledwie 8700 mkw., które wybudowano na potrzeby nowej siedziby firmy DPD. Wśród największych inwestycji biurowych ukończonych w ubiegłym roku należy wymienić m.in. wieżę Varso Tower w kompleksie Varso Place (64 000 mkw., Centralny Obszar Biznesu, III kw.), Forest Tower (51 500 mkw., Północne Centrum, I kw.), biurowiec P180 (32 000 mkw., Mokotów, III kw.) czy kompleks SKYSAWA I&II (łącznie 31 300 mkw., Centralny Obszar Biznesu, I i II kw.).

Aktywność deweloperów nadal utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie. Na koniec 2022 roku w budowie znajdowało się 180 000 mkw. biur – to o 12,5% więcej niż w trzecim kwartale, ale prawie 50% mniej niż rok temu. Prace budowlane już rozpoczęły się przy takich projektach jak VIBE (Ghelamco) i Drucianka Campus (Liebrecht&wooD). Z kolei na zaawansowanym etapie przygotowań znajdują się takie inwestycje biurowe jak Upper One (Strabag), The Form (Lincoln Property), T22 (Echo Investment/AFI Europe) czy Fort 7 (Atenor). Niemniej jednak nowa podaż prognozowana na lata 2023-2024 nie przekroczy 100 000 mkw. rocznie – tak niskich poziomów nie notowano na warszawskim rynku biurowym od 2000 roku.

Popyt brutto w całym 2022 roku wyniósł 860 000 mkw. i był wyższy o ponad 33% niż rok wcześniej, co świadczy o powrocie aktywności najemców do poziomów sprzed pandemii.  Najwyższy popyt odnotowano w pierwszym i czwartym kwartale: odpowiednio 266 600 mkw. i 253 300 mkw. Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszyły się centralne lokalizacje, w których podpisano umowy na 505 500 mkw., co stanowiło prawie 59% całkowitego zarejestrowanego popytu. Jednak w czwartym kwartale to lokalizacje poza centrum były głównym celem najemców (160 300 mkw. w porównaniu z 93 000 mkw. w centrum stolicy).

– W 2022 roku obserwowaliśmy utrzymujący się wysoki poziom aktywności najemców w zakresie renegocjacji i odnowień umów najmu, których udział w ubiegłorocznym wolumenie najmu sięgnął 39,2%, przy czym najwyższy odnotowano w drugim kwartale (48%). Warto zauważyć, że sześć z dziesięciu największych umów podpisanych w 2022 roku to właśnie renegocjacje, w tym jedna renegocjacja wraz z ekspansją – mówi Joanna Bartosiewicz, Senior Associate w Dziale Reprezentacji Najemców Biurowych, Newmark Polska.

Na pozostałe 60,8% złożyły się nowe umowy (39,5%), umowy przednajmu (9,8%), ekspansje (8,5%) i transakcje na potrzeby własne (3,0%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w ubiegłym roku były firmy z sektora finansowego (22,0%), usług dla biznesu (15,1%) oraz IT (14,5%).

Na koniec grudnia 2022 r. wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 11,6%, co stanowi spadek o 0,5 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1,1 p.p. w ujęciu rok do roku. Największy spadek w ujęciu rocznym zaobserwowano w strefie Centrum (3,8 p.p.), zwłaszcza w podstrefie Południowe Centrum (5,2 p.p.), a największy wzrost w strefie Północ (o 2,0 p.p.).

W I kw. 2023 roku nastąpi indeksacja czynszów oraz aktualizacja wysokości kosztów eksploatacyjnych, co przełoży się na wzrost obciążeń finansowych najemców. Przewidujemy, że presja na wzrost czynszów nadal będzie się utrzymywać, a dotyczyć będzie zwłaszcza budynków i lokalizacji cieszących się największym zainteresowaniem najemców. Już teraz firmy poszukujące dużych biur do wynajęcia mają dość ograniczony wybór, szczególnie w centralnych lokalizacjach.

Polska zyskuje na post-pandemicznych zmianach w globalnych łańcuchach dostaw

Pandemiczne zawirowania, w tym polityka „zero covid” w Chinach, wpływ zmian klimatu, spadek stawek frachtu morskiego z Chin oraz poprawa dostępności komponentów do produkcji – tak można podsumować 2022 r. pod kątem łańcuchów dostaw. W 2023 r. należy spodziewać się bardziej zintegrowanego podejścia firm w zakresie projektowania strategii łańcucha dostaw. Średnioterminowe i długoterminowe plany przedsiębiorstw powinny coraz częściej uwzględniać możliwe zakłócenia. Na znaczeniu nadal będzie zyskiwać nearshoring i regionalizacja łańcuchów dostaw, czyli tworzenie dodatkowych zakładów produkcyjnych i centrów logistycznych bliżej odbiorców.

Od początku pandemii Covid-19, czyli już niemal od trzech lat, mieliśmy do czynienia z licznymi zakłóceniami globalnych łańcuchów dostaw. To w szczególny sposób przejawiało się w gwałtownie zmieniających się stawkach transportowych, zwłaszcza frachtu morskiego z Chin do Europy. W latach 2020-2021 stawki frachtu bardzo szybko rosły, ze względu na duży popyt na dobra konsumpcyjne w Europie i USA. Popyt konsumentów generował wysokie zamówienia produkcyjne u dostawców z Azji, co z kolei zwiększało zapotrzebowanie na transport i w konsekwencji na wzrost kosztów frachtu. W 2022, ten trend wyraźnie się odwrócił. Ochłodzenie globalnej gospodarki oraz, spowodowany między innymi wysoką inflacją, spadek popytu na towary konsumpcyjne przyczynił się do spadku stawek transportowych do poziomów zbliżonych do tych obserwowanych przed pandemią. Szczególnie w drugiej połowie ubiegłego roku, ceny frachtu malały nie tylko z miesiąca na miesiąc, ale wręcz z tygodnia na tydzień. Mniejsze zamówienia eksportowe u dostawców w Azji powodują, że – szczególnie w pierwszej połowie 2023 r. – można spodziewać się, że koszty frachtu międzynarodowego z Chin do Europy pozostaną niskie.

Zmniejszenie zamówień u dostawców w Chinach wynikało z jednej strony z malejącego popytu, a jednocześnie było związane z utrzymującą się w Państwie Środka przez prawie 3 ostatnie lata polityką „zero-Covid”. Ograniczenia związane z dotychczasową polityką chińskich władz przełożyły się na funkcjonowanie zakładów produkcyjnych, portów oraz infrastruktury logistycznej. Chociaż pod koniec 2022 r., Chiny znacznie poluzowały obostrzenia, to szybko przełożyło się na prawdziwą eksplozję nowych zachorowań. Jeżeli nowa fala Covid-19 w Chinach nie mnie szybko, to wynikające z niej zakłócenia globalnych łańcuchów dostaw mogą utrzymywać się przez dłuższy czas.

Ubiegły rok, poza zawirowaniami pandemicznymi, upłynął też pod znakiem coraz większego uwidocznienia wpływu zmian klimatu na łańcuchy dostaw. Latem 2022 r., rekordowe upały w Chinach przełożyły się na funkcjonowanie zakładów produkcyjnych w niektórych prowincjach, natomiast w Europie susza ograniczyła transport na rzece Ren, płynącej przez Niemcy i Niderlandy, i będącej jednym z głównych europejskich wodnych szlaków transportowych. Coraz więcej przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę, że planując strategię ESG należy brać pod uwagę również zjawiska dotyczące wpływu zmian klimatycznych na łańcuchy dostaw, co oznacza m.in. konieczność uwzględniania związanego z tym ryzyka w procesie wyboru źródeł zaopatrzenia i dostawców.

Pozytywnym sygnałem z ubiegłego roku są natomiast pierwsze oznaki stabilizacji sytuacji związanej z dostępnością komponentów. Podczas gdy w latach 2020-2021 w sektorze motoryzacyjnym stale brakowało półprzewodników, co było m.in. wynikiem dużego zapotrzebowania na tego typu komponenty w sektorze elektroniki konsumenckiej, w 2022 r. sytuacja zaczęła stopniowo wracać do normy. Spadające zapotrzebowanie na elektronikę ze względu na ochłodzenie gospodarki spowodowało, że półprzewodniki stały się znów bardziej dostępne dla sektora motoryzacyjnego. Tylko w listopadzie 2022 r. w Polsce wyprodukowano ponad 24 tys. samochodów osobowych – prawie 17 proc. więcej niż przed rokiem.

Co nas czeka w tym roku?

Wiele firm, w związku z licznymi zakłóceniami w łańcuchach dostaw, odczuwa potrzebę przyjrzenia się swojej organizacji oraz zarządzania łańcuchem dostaw w sposób zintegrowany. Celem działań podejmowanych przez przedsiębiorstwa jest optymalizacja i zwiększenie odporności organizacji poprzez przeprojektowanie swoich łańcuchów dostaw tak, aby były bardziej elastyczne, zwinne i zdolne do reagowania na zmiany rynkowe. Będzie to szczególnie istotne w 2023 r., w którym firmy będą nadal zmagać się z globalną niestabilnością, wahaniami cen i dostępności materiałów oraz zmianami geopolitycznymi. Dlatego zarządzanie ryzykiem w łańcuchu dostaw powinno stawać się integralną częścią narzędzi i procesów planowania oraz zarządzania biznesem.

Elastyczne i zwinne łańcuchy dostaw umożliwiają szybkie reagowanie na sygnały rynkowe, w tym szczególności na prognozowane i rzeczywiste zmiany popytu klientów, oraz dostosowanie do nich poziomu produkcji, zapotrzebowania na surowce i materiały, a także na kierunki i rodzaje transportu. Wbudowanie tego typu elastyczności w łańcuchy dostaw pozwala na łatwe skalowanie operacji – w górę i w dół – w celu zaspokojenia potrzeb klientów, dostawców, partnerów i inwestorów. Aby jednak było to możliwe, niezbędna jest współpraca wszystkich działów w firmie: produkcji, logistyki, sprzedaży, zaopatrzenia i finansów, tak aby wyznaczać realistyczne cele z perspektywy całej firmy, a nie tylko poszczególnych działów oraz ograniczać potencjalne ryzyka wynikające z zarządzania „silosowego”. Wymaga to jednak większej przejrzystości i dostępności – na poziomie całej firmy – kluczowych historycznych i prognozowanych danych i wskaźników, oraz głębokiego zrozumienia wpływu trendów i zdarzeń na możliwości i ograniczenia łańcuchów dostaw firmy oraz wynikających z nich możliwości realizacji zakładanych planów i prognoz sprzedaży.

W 2023 r. na znaczeniu coraz bardziej będzie zyskiwać też nearshoring i friendshoring, o którym zaczęto mówić już w poprzednim roku jako jednej ze strategii zarządzania łańcuchem dostaw umożliwiającej szybsze i bardziej elastyczne reagowanie na potencjalne zakłócenia. To koncepcja oparta na partnerskiej współpracy i wymianie międzynarodowej, w ramach bloków państw współpracujących ze sobą również w innych dziedzinach, np. wewnątrz UE i NATO. Z badania ABB wynika, że 70 proc. amerykańskich firm produkcyjnych planuje utworzenie lub przeniesienie zdolności produkcyjnych, swoich klientów lub potencjalnych nabywców bliżej końcowych klientów. Natomiast w badaniu przeprowadzonym przez Kearney, 92 proc. kadry kierowniczej wyraża pozytywne odczucia wobec nearshoringu, a 79 proc. kadry kierowniczej, która prowadzi działalność produkcyjną w Chinach już przeniosło część swojej działalności do USA albo planuje to zrobić w ciągu najbliższych 3 lat. Na tych zmianach szczególnie zyskuje Polska. W badaniu Reuters Events i Maersk wymieniona jest na czwartym miejscu z ponad 100 krajów całego świata jako planowane miejsce lokowania operacji. Ogłaszane w ostatnich miesiącach inwestycje, w tym m.in. zapowiadana nowa fabryka elektrycznych samochodów dostawczych Mercedes-Benz w Jaworze potwierdzają, że Polska wciąż pozostaje dla zagranicznych inwestorów atrakcyjną lokalizacją.

Przyszły rok upłynie też pod znakiem nowoczesnych technologii. Coraz częściej w centrach logistycznych wdrażane będą rozwiązania za zakresu automatyzacji i robotyzacji procesów składowania i logistyki wewnętrznej jako sposobu radzenia sobie z utrzymującymi się ograniczeniami dostępności wykwalifikowanej kadry pracowników, zwłaszcza w pobliżu największych miast. Można spodziewać się również, że w logistyce i zarządzaniu łańcuchami dostaw coraz częściej będą pojawiać się nowe rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję (AI) i uczenie maszynowe (ML), a także automatyzację procesów biznesowych z wykorzystaniem narzędzi klasy RPA. Niezależnie od zewnętrznych zakłóceń i zagrożeń, łańcuchy dostaw będą stawać się z czasem bardziej wydajne, bezpieczne i elastyczne.

Przemysław Piętak, dyrektor ds. doradztwa w łańcuchu dostaw w CBRE

XTPL osiąga blisko 5-krotny wzrost w 2022 roku i przekracza 10 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług

XTPL opublikował wstępne szacunkowe przychody ze sprzedaży produktów i usług, które w IV kwartale 2022 r. wyniosły 3,4 mln zł, rosnąc o 83% w porównaniu do 1,9 mln zł osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spółka szacuje, że w całym 2022 roku przychody ze sprzedaży produktów i usług sięgnęły 10,1 mln zł, blisko 5x więcej niż w 2021 roku. Na znaczące wzrosty wyników globalnego dostawcy rozwiązań nanodruku dla rynku nowoczesnej elektroniki wpłynęła skuteczna komercjalizacja technologii XTPL w obszarze wszystkich trzech linii biznesowych. Kolejne postępy we wdrożeniach przemysłowych, rosnąca sprzedaż urządzeń DPS oraz wysoki popyt na nanotusze, przełożyły się również na realizację celu finansowego Spółki w postaci zbilansowania przepływów pieniężnych w 2022 roku. Środki pieniężne Spółki na dzień 31 grudnia 2022 roku wyniosły 5,8 mln zł w porównaniu do 4,6 mln zł na koniec 2021 roku.

– Przekroczenie 10 mln zł rocznych przychodów ze sprzedaży produktów i usług to dla nas duża satysfakcja i motywacja do dalszych działań. W skali roku nasza sprzedaż wzrosła blisko 5-krotnie, a jako Spółka zrealizowaliśmy założony sobie cel finansowy w postaci zbilansowania przepływów pieniężnych w skali 12-miesięcy. Jest to rezultat intensywnej pracy przez wszystkie ostatnie lata, w trakcie których krok po kroku rozwijaliśmy i prezentowaliśmy naszą technologię coraz szerszej grupie odbiorców, czego skutkiem w IV kwartale było przejście do kolejnego etapu wdrożenia przemysłowego, tym razem z partnerem z Korei Płd. Tym samym na zaawansowanych etapach wdrożeń przemysłowych rozwijamy już 3 projekty, które obejmują strategiczne dla XTPL obszary: wyświetlacze, płytki PCB oraz półprzewodniki. Do osiąganych wyników partycypują jednak wszystkie trzy równolegle rozwijane przez nas linie biznesowe, w których – poza wdrożeniami przemysłowymi – istotną rolę odgrywa także regularna sprzedaż urządzeń prototypujących Delta Printing System, z coraz większą ekspozycją na rynku azjatyckim, a także rosnący popyt na oferowane przez XTPL nanotusze. Na 2023 rok patrzymy pozytywnie, zarówno z perspektywy Spółki, jak i całej branży deep tech – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

Drugim źródłem finansowania działalności XTPL są przychody z tytułu dotacji, które mimo, że nie są kluczowe, w dalszym ciągu stanowią ważną część przychodów i wspierają prowadzone projekty o charakterze B+R. Wartość pozyskanych dotacji w IV kwartale 2022 roku wyniosła 2,1 mln zł w porównaniu do 1,8 mln zł w IV kwartale 2021 roku. W perspektywie całego roku Spółka pozyskała 5,9 mln zł, wobec 4,5 mln zł w 2021 roku. Zgodnie z zasadą rozliczania grantów, tylko część środków zostanie uwzględniona w rachunku wyników za IV kwartał 2022 roku, pozostała część będzie ujęta w bilansie w przychodach przyszłych okresów. XTPL realizuje obecnie projekty o charakterze B+R m.in. ze środków pozyskanych od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz w obrębie międzynarodowego konsorcjum w ramach programu Horyzont Europa.

– Z perspektywy finansowej, najważniejszym celem Spółki na 2022 rok było osiągnięcie zbilansowania przepływów pieniężnych i zakończenie roku z poziomem gotówki nie mniejszym niż na koniec 2021 roku. Pomimo intensywnego rozwoju XTPL zrealizowaliśmy i przekroczyliśmy ten cel o około 1,2 mln zł, przede wszystkim ze względu na skuteczną komercjalizację naszej technologii przez cały rok. W IV kwartale dodatkowo pozytywnie na przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wpłynęły zaliczki płacone przez klientów w wyniku realizacji wielu zamówień sprzedaży urządzeń DPS na rynku azjatyckim. Zaliczki te, razem z pozostałą częścią środków, zostaną rozliczone w chwili dostawy urządzeń do poszczególnych klientów na przestrzeni 2023 roku i zwiększą osiągnięte przez XTPL przychody w tym okresie. Wyraźny wzrost zamówień urządzeń DPS z Chin to efekt m.in. pozytywnych zmian uwarunkowań gospodarczych w tym regionie oraz efektywna współpraca z  naszym dystrybutorem – Yi Xin Technology – z którym współpracujemy od 2021 roku. Systematyczna sprzedaż urządzeń DPS, w obrębie wielu szerokości geograficznych, będzie ważnym komponentem naszych wyników również w 2023 roku, a kolejnym celem finansowym do zrealizowania jest dla nas osiągnięcie trwałej rentowności netto w całym 12-miesięcznym okresie – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

– Technologia XTPL cechuje się dużą precyzją i efektywnością, dzięki czemu stanowi bardzo obiecujące rozwiązanie dla wielu podmiotów z branży nowoczesnej elektroniki z którymi jesteśmy w stałym kontakcie. Każde zamówienie urządzenia DPS poprzedzają wcześniej analizy i konkretne cele jakie dany odbiorca chce zrealizować przy wykorzystaniu technologii XTPL. Cieszymy się ze współpracy z tak szybko rozwijającą się spółką i z tego, że możemy liczyć na jej wsparcie na każdym etapie procesu pozyskania kolejnego klienta – dodaje Simon Hao, dyrektor Yi Xin Technology.

Yi Xin Technology to chiński dystrybutor XTPL, który działa na rynku od 2011 roku i specjalizuje się w technologiach addytywnych oraz wyszukiwaniu innowacyjnych technologii dedykowanych segmentowi elektroniki drukowanej. Firma posiada bogatą sieć relacji z największymi chińskimi instytutami badawczymi i producentami przemysłowymi z branży nowoczesnej elektroniki (www.micro-nanotech.com).

XTPL rozwija i komercjalizuje swoją innowacyjną technologię i produkty, które sprzedawane są m.in. do USA i Chin. Najważniejsze partnerstwa związane z wdrożeniami przemysłowymi nawiązane zostały z notowanym na NASDAQ Nano Dimension, z wiodącym producentem półprzewodników z Tajwanu oraz HB Technology z Korei Płd., współpracującym z wiodącym producentem wyświetlaczy FPD. XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 4 przyznane patenty i osiągając łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od 1 września 2019 roku do końca grudnia 2022 roku.

W 2020 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 41,2 mld USD (+11,0% r/r), w 2025 roku prognozowana jest na poziomie 63,3 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2020-2025 na poziomie 9,0%. Według analiz rynkowych, CAGR branży urządzeń elektronicznych do prototypowania, do których zaliczają się m.in. urządzenia prototypujące DPS Spółki, ma wynieść ok. 31% w latach 2021-2031 (za: Transparency Market Research). Globalna roczna sprzedaż systemów do prowadzenia prac B+R oraz szybkiego prototypowania i produkcji małoseryjnej dla branży elektroniki drukowanej wynosi ok. 250-500 szt. rocznie, przy cenie ok. 50-500 tys. EUR za sztukę.

Zakończony rok Tygrysa, rozpoczęty rok Królika

W niedzielę zakończył się zgodnie ze wschodnioazjatyckim kalendarzem księżycowym rok Tygrysa i rozpoczął się rok Królika. W związku z obchodami nowego roku rynki akcji w Chinach, na Tajwanie, w Singapurze, Korei Południowej, Malezji i Indonezji są obecnie nieczynne. Japoński Nikkei 225 był dziś najwyżej od ponad miesiąca (+1,33 proc.).

W piątek wzrosły główne indeksy amerykańskiego rynku akcji odrabiając część start zanotowanych we wtorek, środę i czwartek (S&P 500 +1,89 proc., DJIA +1 proc., Nasdaq Composite +2,66 proc.).

Na początku sesji na giełdach europejskich zmiany poziomów głównych indeksów były niewielkie (DAX +0,09 proc., CAC 40 -0,08 proc. ok. godz. 9:45).

Na GPW WIG-20 rósł o +0,8 proc. ok godz. 9:45. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano kursy akcji spółek Ciech i Benefit Systems. Wśród składników sWIG-u 80 swe najwyższe od przynajmniej roku poziomy osiągnęły ceny akcji spółek PCC Rokita, Creepy Jar, Unimot, Mirbud i Playway.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych utrzymywała się nieco poniżej poziomu 6 proc., a amerykańskich nieco poniżej poziom 3,5 proc.

O ok. 10 proc. wzrosły w piątek ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie kontynuując rozpoczęte w miniony wtorek odbicie. W USA natomiast cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie osiągnęła dziś rano najniższy poziom od ponad 1,5 roku (o prawie 70 proc. niższy niż w sierpniu 2022). Minimalnie taniały kontrakty na ropę naftową (WTI -0,39 proc., Brent -0,39 proc. ok. godz. 9:30).

Kurs EUR/USD przekroczył dziś rano po raz pierwszy od kwietnia ub.r. poziom 1,09 (+0,44 proc. ok. godz. 9:10). Najsilniejsza natomiast od 2008 roku względem euro była czeska korona. Lekko dziś rósł kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena (+0,35 proc. ok. godz. 9:10).

Polski złoty lekko umacniał się dziś rano względem amerykańskiego dolara (-0,41 proc. ok. godz. 9:15) atakując poziom swych styczniowych minimów i minimalnie słabł wobec euro (+0,07 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ponownie silnie wzrósł w piątek (+7,26 proc.). Zwyżka była kontynuowana w sobotę (+1,57 proc.) i kurs BTC/USD znalazł się na najwyższym poziomie od sierpnia ub.r. Po lekkiej niedzielnej korekcie dziś rano ok. godz. 9:10 Bitcoin minimalnie zwyżkował (BTC/USD +0,27 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kiedy wymagane jest tłumaczenie techniczne instrukcji montażu/obsługi?

Uzupełnienie towaru o tłumaczenie instrukcji obsługi jest kluczowym wymogiem nałożonym na eksporterów i osoby sprowadzające towar z zagranicy. Czym może skutkować zaniedbanie tego obowiązku?

Dlaczego musisz dołączyć instrukcję obsługi do produkowanego sprzętu?

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Gospodarki z dnia 21 października 2008 w sprawie zasadniczych wymagań dla maszyn (§58), instrukcja obsługi, tuż obok dokumentacji technicznej, jest jednym z podstawowych elementów, w które należy wyposażyć sprzęt/maszynę jeszcze przed wprowadzeniem ich na rynek. Dołączona instrukcja musi zawierać informacje niezbędne do bezpiecznego użytkowania sprzętu, a także poruszać kwestie potencjalnego, aczkolwiek nieprawidłowego zastosowania maszyny.

Instrukcja powinna być napisana w maksymalnie prosty i klarowny sposób, tak aby jej zrozumienie i wdrożenie było możliwe nawet przez użytkowników bez zaawansowanej wiedzy technologicznej. Oprócz ogólnego opisu wymagane jest, aby w dokumencie znalazły się rysunki i schematy pomocnicze, które ułatwią regularne użycie lub naprawę sprzętu. Specjalistyczna terminologia, przejrzyste, ale poprawne pod kątem technicznym polecenia oraz objaśnienia do ilustracji to tylko kilka elementów, które sprawiają, że tłumaczenie instrukcji na języki obce może być nie lada gratką.

Kiedy konieczne jest dostarczenie instrukcji w innym języku?

O tłumaczenie techniczne instrukcji montażu/obsługi należy zadbać szczególnie w dwóch przypadkach:

  1. kiedy wprowadzasz produkt na zagraniczny rynek,
  2. kiedy sprzedajesz na terenie Polski sprzęt produkowany w innym kraju.

Według wspomnianego już rozporządzenia, sprzęt eksportowany na rynek europejski musi posiadać dokumentację w co najmniej jednym języku oficjalnym państwa członkowskiego Unii Europejskiej (tzw. „Instrukcja oryginalna”). Jeśli instrukcja w tym języku lub językach nie istnieje, producent lub osoba wprowadzająca maszynę na rynek ma obowiązek dostarczyć tłumaczenie dokumentu („Tłumaczenie instrukcji oryginalnej”).

Produkt bez stosownej instrukcji podlega reklamacji, a także – jeśli przedsiębiorca w dalszym ciągu nie doręczy dokumentu – może zostać zwrócony. W Polsce brak niezbędnej dokumentacji jest bowiem podstawą do odstąpienia od umowy kupna-sprzedaży – jak wynika z ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Podobne przepisy obowiązują również w innych państwach Unii Europejskiej, a zlekceważenie tego zagadnienia może nieść za sobą poważne konsekwencje.

Czym grozi brak instrukcji w języku kraju, na terenie którego chcesz sprzedawać towar?

Wielu przedsiębiorców nie zdaje sobie sprawy, że niedopilnowanie kwestii instrukcji może być brzemienne w skutki. Przedsiębiorca, który nie stosuje się do obowiązującego prawa dot. dokumentacji technicznej podlega grzywnom, karom finansowym, a nawet odpowiedzialności karnej.

Za brak wymaganego tłumaczenia instrukcji grożą spore sankcje. Zgodnie z ustawą o języku polskim sprzedawanie produktów bez polskiej dokumentacji jest karane grzywną do 5 tysięcy złotych. Jeśli towary są niezgodne ze specyfikacją techniczną, sąd może nałożyć karę do 100 tysięcy złotych. W skrajnych przypadkach, kiedy brak instrukcji stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkowników, stosowana jest kara ograniczenia lub pozbawienia wolności (do 1 roku).

Sprawa zaniedbania w zakresie uzupełnienia stosownych dokumentów może zostać zgłoszona do Inspekcji Handlowej, która – po rozpatrzeniu – ma prawo nakazać wycofanie produktu z obiegu. W takiej sytuacji przedsiębiorstwo jest narażone na straty finansowe i utratę zaufania klientów.

Na co zwrócić uwagę, zlecając tłumaczenie techniczne instrukcji?

Tłumaczenia techniczne są jedną z najbardziej wymagających dziedzin w procesie translacji. Do ich prawidłowego wykonania nie wystarczy bowiem płynność językowa. Tłumacz musi przede wszystkim wiedzieć, o czym pisze: posiadać doświadczenie i dogłębne zrozumienie tematyki, znać branżowe słownictwo, kolokacje czy idiomy. Techniczne teksty takie jak instrukcja montażu/obsługi zawierają specyficzne, fachowe zwroty i konstrukcje, których znajomość jest niezbędna do opracowania poprawnego tekstu, zarówno pod kątem językowym, jak i użytkowym.

Język, w którym napisana jest instrukcja musi być specjalistyczny, a przy tym prosty i zrozumiały, tak aby przekazywane polecenia były absolutnie jasne. W tekstach tego typu należy wystrzegać się dwuznaczności i nie stwarzać możliwości do błędnej interpretacji treści. Tłumacz, ograniczony formą, musi także zachować maksymalną precyzję w przekładzie danych technicznych i podstawowych parametrów urządzenia.

Dobry tłumacz powinien zatem posiadać nie tylko kompetencje językowe, ale także wiedzę ekspercką, dzięki której stworzy profesjonalny i wysoko jakościowy przekład. Rzetelne tłumaczenie dokumentacji technicznej, pozbawione błędów i nieścisłości, będzie gwarancją zadowolenia klienta i dopełnienia obowiązujących norm prawnych.

Twoja firma zakupiła lub sprzedaje maszyny i potrzebujesz tłumaczenia dokumentacji technicznej? Sprawdź ofertę Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl

Road Studio S.A. i Movie Games S.A. zawarły umowę z GMG Label Limited na wydanie Alaskan Truck Simulator

Studio developmentu gier Road Studio S.A. oraz wydawnictwo Movie Games S.A. zawarły umowę z GMG Label Limited (Green Man Gaming Publishing / GMGP) na wydanie Alaskan Truck Simulator oraz co najmniej dwóch DLC. Umowa opiewa na kwotę 1.075.000 EUR (ok. 5 000 000 złotych) obejmującą koszty produkcji oraz marketingu.

Gra zostanie wydana na platformach PC, Xbox Series X/S, a także PlayStation 5. Porty konsolowe gry zrealizuje dział portingu Movie Games. Warto dodać, że zarówno Road Studio, jak Movie Games będą konsultować i wspierać działania marektingowe.

– Jestem niezwykle zadowolony, że wraz z GMGP udało nam się znaleźć wspólną drogę dla projektu. Podpisanie umowy zostało poprzedzone szczegółowym audytem oraz analizą całego wachlarza możliwych scenariuszy produkcyjnych. Zdecydowaliśmy się na plan, który uznaliśmy za oferujący największe możliwe bezpieczeństwo produkcji. Po ponad miesiącu pracy z GMGP mam bardzo wiele szacunku wobec przedstawicieli jego poszczególnych działów i ich profesjonalizmu. Podkreślam przy tym, że sukces negocjacji to przede wszystkim zasługa zespołu developerskiego Road Studio, którego efekty pracy mówiły same za siebie – komentuje Michał Puczyński, CEO Road Studio.

– Podpisanie umowy wydawniczej z Green Man Gamingiem to kolejny etap rozwoju grupy kapitałowej Movie Games i kolejny dowód słuszności przyjętych już rok temu strategii. Chciałbym pogratulować zarówno prezesowi Puczyńskiemu, Tomkowi Węglińskiemu i całemu zespołowi Road Studio. Warto podkreślić, że tym samym umożliwiamy kontynuację projektu, rozwijamy swoje kompetencje w dziedzinie portingu i QA, jak również nawiązujemy kolejną współpracę z renomowanym podmiotem z branży. Liczę, niebawem będziemy mogli pochwalić się kolejnymi sukcesami. – mówi Mateusz Wcześniak prezes grupy kapitałowej Movie Games.

Planowane okno premierowe gry oraz inne szczegóły związane z jej produkcją i marketingiem zostaną zakomunikowane w porozumieniu z nowym wydawcą

Wiemy, ile w 2023 roku będzie nas kosztowała składka zdrowotna

Wysokość składki zdrowotnej uzależniona jest od stosowanej przez podatnika formy opodatkowania. Wpływ na jej kwotę ma również minimalne wynagrodzenie oraz przeciętna płaca z IV kwartału roku poprzedniego. 

Jaką składkę zdrowotną zapłacą ryczałtowcy w 2023?

Składka zdrowotna dla przedsiębiorców opodatkowanych ryczałtem jest liczona w trzech progach, a jej podstawę stanowi przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw za IV kwartał roku poprzedzającego rozliczenie. Wysokość składki zdrowotnej dla ryczałtowców wynosi 9% podstawy opodatkowania. Progi są wyznaczane w zależności od rocznego przychodu:

  1. do 60 tys. zł – 60% przeciętnego wynagrodzenia,
  2. od 60 tys. zł do 300 tys. zł – 100% przeciętnego wynagrodzenia,
  3. powyżej 300 tys. zł. – 180% przeciętnego wynagrodzenia.

Według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny średnie wynagrodzenie za IV kwartał 2022 r. w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 6965,94 zł. To wzrost o niemal 744,90 zł w porównaniu z 6221,04 zł w 2021 r.

W konsekwencji wysokość składki zdrowotnej w 2023 roku wzrośnie o 40,22 zł, 67,04 zł lub 120,67 zł miesięcznie. Składka zdrowotna 2023 - ryczałtSkładka zdrowotna 2022 i 2023 - ryczałt

Składka zdrowotna w 2023 na skali podatkowej i liniówce

Wysokość składki zdrowotnej dla podatników rozliczających się na skali podatkowej stanowi 9% dochodu. Dla podatku liniowego jest to 4,9%, ale wysokość składki nie może być niższa niż 9% minimalnego wynagrodzenia. Jego wysokość na pierwszy dzień roku składkowego, tj. 1 lutego 2023 r., wyniesie 3 490 zł. W konsekwencji minimalna składka zdrowotna na rok składkowy 2023 będzie wynosić 314,10 zł. Rok składkowy dla skali podatkowej i podatku liniowego jest liczony od 1 lutego do 31 stycznia. Minimalna składka zdrowotna za styczeń 2023 wynosi więc 270,90 zł.

Od 1 lutego 2023 r. wysokość składki zdrowotnej wzrośnie minimum o 43,20 zł miesięcznie. Dodatkowo, dla podatników rozliczających się metodą podatku liniowego, wzrośnie kwota do odliczenia/zaliczenia w koszty uzyskania przychodu zapłaconej składki zdrowotnej w 2023 r. z 8 700 zł do 10 200 zł.

Wysokość składki zdrowotnej z pozostałych tytułów w 2023

Składka zdrowotna jest opłacana nie tylko przez osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Zryczałtowaną składkę, czyli niezmienną przez cały rok, płacą również:

  • właściciele jednoosobowych spółek z o.o. – 626,93 zł (przeciętne wynagrodzenie x 9%)
  • współwłaściciele spółek komandytowych (komplementariusz / komandytariusz) 626,93 zł (przeciętne wynagrodzenie x 9%)
  • twórcy i artyści (o ile nie jest to ich przedmiotem działalności) – 626,93 zł (przeciętne wynagrodzenie x 9%)
  • podatnicy rozliczający się na Karcie podatkowej – 314,10 zł (minimalne wynagrodzenie x 9%) ;
  • osoby współpracujące – 470,20 zł (75% przeciętnego wynagrodzenia x 9%)

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Rynek biurowy w Warszawie po IV kw. – dane PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w IV kwartale 2022 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec grudnia 2022 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły prawie 6 269 000 mkw.
  • W IV kwartale 2022 roku na stołeczny rynek dostarczono jedynie 8700 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w jednym projekcie – DPD HQ, zlokalizowanym w strefie korytarz Jerozolimskie. Łącznie od początku 2022 roku na rynek biurowy w Warszawie dostarczono prawie 237 000 m kw. powierzchni biurowej.
  • Na koniec IV kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,6% (spadek o 0,55 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 1,1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 726 400 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 10,5%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 12,4%.
  • W całym 2022 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął ponad 860 000 mkw., w tym ponad 253 000 mkw. przypadło na IV kw. 2022 roku. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy Centrum, Centralny Obszar Biznesu oraz Mokotów.
  • W okresie od października do końca grudnia 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu odnotowały nowe umowy (włączając umowy przednajmu) – 52% oraz renegocjacje istniejących umów, które stanowiły 41%. Ekspansje stanowiły jedynie 6% zarejestrowanego popytu.
  • Największymi transakcjami IV kwartału 2022 r. były: nowa umowa najmu prawie 14 000 mkw. w budynku Konstruktorska Business Center zawarta przez Lionbridge, odnowienie umowy najmu na 8700 mkw. przez Budimex w budynku Wola Retro oraz odnowienie umowy najmu na 8400 mkw. przez Roche w budynku Graffit.

Wyniki i prognozy dla Netflixa

Liczba subskrybentów Netflixa odbiła się od straty 200 000 na początku 2022 roku, rosnąc o 7,6 miliona nowych subskrybentów w czwartym kwartale.

W obecnym klimacie, treść jest kluczowa, a Netflix dostarczył mocny zestaw filmów i programów, które zatrzymały klientów i przyciągnęły nowych. Inwestorzy będą mieli nadzieję, że gigant streamingowy może dalej dostarczać strumień nowych tytułów przez cały 2023 rok, zamiast pojedynczych hitów od czasu do czasu.

Pamiętajmy jednak, że wciąż jest wiele pracy dla Netflixa do zrobienia. Rok 2022 był jego najwolniejszym okresem pod kątem wzrostu subskrybentów od 2011 roku, nawet pomimo silnej końcówki roku. Zarobki i przychody nie spełniły oczekiwań. Przychody wyniosły 7,85 mld dolarów wobec oczekiwań na poziomie 7,86 mld dolarów, a zysk wyniósł 0,12c wobec spodziewanych 0,42c.

Jego długoterminowe cele pozostały niezmienione: utrzymać dwucyfrowy wzrost przychodów (nieudany w 2022 roku), rozszerzyć marżę operacyjną i kontynuować wzrost pozytywnych wolnych przepływów pieniężnych.

Pewna zmienność dla akcji może być spowodowana ogłoszeniem, że współzałożyciel Netflixa Reed Hastings odstąpi rolę Co-CEO po ponad 20 latach u steru. Chociaż jest mało prawdopodobne, aby przyniosło to jakieś dramatyczne zmiany, zmiana w kierownictwie C-suite może przynieść pewną niepewność dla akcjonariuszy.

Dlaczego na Netflixie króluje content?

Rok 2022 był dla Netflixa bardzo nierówny – streamingowy gigant cieszył się mocną końcówką roku, zyskując aż 60 proc. w ciągu ostatnich sześciu miesięcy po dość fatalnym początku. W pierwszej połowie roku stracił około 1,2 miliona subskrybentów, a Stany Zjednoczone i Europa zmagały się z rosnącymi kosztami utrzymania. Wycena spółki znacznie spadła, notowana na poziomie 15x P/E, w porównaniu z 40x, przy których zaczynała rok, co inwestorzy wykorzystali jako okazję do zakupu i w efekcie zostali nagrodzeni.

W III kwartale Netflix udostępnił treści takie jak Stranger Things, Dahmer i The Gray Man – najlepszy film Netflixa w 2022 roku. Dzięki temu, liczba subskrybentów wzrosła o 2,41 mln po dwóch kwartałach spadków, a przychody skoczyły o 6 proc. do 7,93 mld dolarów. Akcje wspięły się aż o 11 proc. po wynikach, pokazując, że treść nadal króluje.

W przeciwieństwie do Disneya czy Amazona, kalendarz treści Netflixa jest w tym wypadku krytyczny, biorąc pod uwagę, że nie mają oni innych źródeł przychodów. Jednak treści mają swoją cenę. Wygląda na to, że po rekordowym roku 2020, 2022 będzie jedynym od dekady pozytywnym rokiem dla Netflixa pod względem Free Cash Flow. Zasadniczo, nie da się utrzymać filmów Netflixa na poziomie innym niż sukces.

Wygląda jednak na to, że Netflix w końcu zaczyna się rozwijać, a solidny zestaw treści może przyczynić się do zwiększenia liczby nowych subskrybentów do ponad 4,5 miliona w kwartale – najwięcej od dwóch lat.

Czego mogą spodziewać się konsumenci w 2023 roku

Hitowy program lub film może być ogromnym sukcesem dla serwisu streamingowego pokroju Netflixa. Weźmy Squid Games, które ujrzało rekordowe wyniki ale także pomogło wspierać wzrost Netflixa w Azji i Pacyfiku, jego najlepiej prosperującym regionie w 2021 i 2022 roku.

Czego więc mogą spodziewać się konsumenci w 2023 roku? Od razu po premierze, nowy film Netflixa „Glass Onion” był oglądany przez 253,7 mln godzin w ciągu pierwszych 17 dni od premiery, co stawia go w pierwszej piątce filmów w rankingu wszech czasów serwisu.

Netflix ma jeszcze wiele innych propozycji dla swoich abonentów: 

Extraction 2: Hitowe Extraction z udziałem Chrisa Hemswortha powraca na kolejny film. Pierwszy film cieszył się ogromnym powodzeniem w 2020 roku, z 99 milionami wyświetleń w ciągu pierwszych czterech tygodni od premiery.

Chicken Run: Dawn of the Nugget: Tak, to prawda, Chicken Run ma powrócić na nasze ekrany w 2023 roku. Sequel, ustalony na 2023 rok, przyciągnie rodziny na całym świecie i może być dużym sukcesem dla Netflix, biorąc pod uwagę, że Chicken Run pozostaje najbardziej udanym filmem poklatkowym w historii, nawet 22 lata później.

Luther: Hitowy serial detektywistyczny BBC ma film fabularny, który pojawi się w serwisie Netflix w I kwartale. Pokaz, który ma znakomity wskaźnik 91 proc. na Rotten Tomatoes i został nominowany do wielu nagród, może być hitem dla tych, którzy szukają ich poprawki zbrodni.

Nie zapominajmy też, że na Netflixie pojawią się nowe serie z takich hitów jak F1: Drive to Survive, You, That ’90s Show i Bridgerton.

Na co będą zwracać uwagę inwestorzy?

Uwaga inwestorów będzie prawdopodobnie zwrócona na przyjęcie nowego modelu subskrypcji z reklamami oraz na perspektywy na rok 2023. Netflix przestanie podawać prognozy dotyczące subskrybentów, a zarząd będzie chciał, aby inwestorzy skupili się na przychodach, które stanowią podstawę całej historii Netflixa.

Oryginalne treści filmowe Netflixa wyróżniają się z kilku powodów:

Treści na wyłączność: Oryginalne filmy Netflixa są ekskluzywne dla platformy, co oznacza, że można je oglądać tylko na Netflixie. Ta wyłączność pomaga przyciągnąć i utrzymać subskrybentów, ponieważ mogą być bardziej skłonni do płacenia za subskrypcję, jeśli wiedzą, że będą mieli dostęp do unikalnych i wysokiej jakości treści.

Szeroka atrakcyjność: Netflix produkuje szeroką gamę filmów, od filmów indie po wielkobudżetowe blockbustery. Ta różnorodność przemawia do szerokiego grona odbiorców, co pomaga przyciągnąć i utrzymać subskrybentów z całego świata.

Pozytywna reputacja: Oryginalne filmy Netflixa zyskały uznanie krytyków, zdobywając nagrody i nominacje na najważniejszych festiwalach filmowych. Ta pozytywna reputacja pomaga przyciągnąć nowych abonentów, a także utrzymać dotychczasowych, zapewniając wysokiej jakości wrażenia z oglądania.

Ogólnie rzecz biorąc, oryginalne treści filmowe Netflixa są postrzegane jako kluczowy czynnik wzrostu liczby abonentów i przychodów firmy, a tym samym główny element wpływający na cenę akcji firmy.

Josh Gilbert, analityk rynkowy w eToro

Złoty odbił się od 4,75 zł

Po wielu dniach nudy na kursie euro przynajmniej względem złotego, wróciła niespodziewanie zmienność. W tle kolejne dane z USA, tym razem pokaz siły tamtejszego rynku pracy.

Huśtawka na złotym

Nastroje na rynkach globalnych wczoraj w końcu przełożyły się na polską walutę. Dzień zaczęliśmy od wyraźnej przeceny. Przez chwilę za euro płacono nawet więcej niż 4,75 zł. Potem jednak nurkowaliśmy kilka godzin później niewiele powyżej 4,70 zł. Po drodze inwestorzy znów sprzedawali i dotarli w okolice 4,73 zł, by dzień zamknąć na 4,72 zł. Większość analityków jako powód tych ruchów wskazuje zmienne interpretacje tego, co się dzieje za oceanem. Początkowa przecena miała być konsekwencją środowych słabszych danych przetrawionych dopiero w nocy, stąd zamieszanie na otwarciu. Odbicie to z kolei zasługa przyzwoitych wczorajszych odczytów, o czym piszemy w paragrafie poniżej.

Niespodzianka za oceanem

Po serii słabszych danych wielu analityków uważało, że kolejną rzeczą, na którą należy czekać, jest pogorszenie na rynku pracy. Potwierdzenie, że słabsze dane odbijają się również tam, pozwalałoby mówić o negatywnym sprzężeniu zwrotnym i uzasadniało czarne wizje przyszłości. Wczorajsze dane jednak pokazały zaledwie 190 tysięcy wniosków o zasiłek i był to jeden z najniższych rezultatów od wielu miesięcy. Do tego w dodatku rozpoczęto budowę większej liczby domów, niż sądzili analitycy. Dalej mamy zatem dziwną sytuację, gdzie indeksy koniunktury wskazują na nadchodzące spowolnienie, a być może recesję. Z drugiej strony zarówno rynek pracy, jak i nieruchomości wciąż są dość silne, co stawia cały potencjalny kryzys pod sporym znakiem zapytania. Na rynku walutowym dane te spowodowały chwilowe wzrosty na dolarze.

Turcja utrzymuje kierunek

Bank centralny Turcji nie zmienił wczoraj stóp procentowych. Powodem była “skuteczność” dotychczasowej polityki. Udało się bowiem zdusić inflację do zaledwie 64,27% w ujęciu rocznym. To ponad 20 punktów procentowych mniej niż miesiąc temu. Na tak dużą poprawę mają wpływ dwie podstawowe kwestie. Po pierwsze punkt odniesienia. W listopadzie rok temu mieliśmy 21,31% jako punkt odniesienia, z kolei w grudniu było to już 36,08%. Mamy zatem dużo wyższą bazę to i wynik niższy. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na najniższy miesięczny wzrost od sierpnia 2021 roku. Waluta jednak dalej stabilnie słabnie względem dolara. Tempo tych zmian jest jednak ostatnimi tygodniami na tyle wolne, patrząc przez pryzmat poprzednich kwartałów, że można wręcz mówić o stabilizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

5 lutego br. wejdą w życie kolejne sankcje wobec Rosji

Embargo na import ropy drogą morską do państw UE i „kaganiec cenowy” na dostawy do krajów trzecich, które weszły w życie 5 grudnia ub.r., to jedna z najbardziej dotkliwych do tej pory sankcji wymierzonych w Rosję. – Już przygotowujemy się do ich kolejnego etapu. 5 lutego br. wejdzie w życie embargo na import z Rosji produktów naftowych i kolejny pułap cenowy na takie produkty – mówi Iwona Wiśniewska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jak ocenia, te kroki wymierzone w rosyjski sektor energetyczny ograniczą jej wpływy do budżetu centralnego, ale i tak wiele zależy od tego, czy i jak Rosji uda się obejść embargo. Dlatego potrzebne jest uszczelnianie nakładanych sankcji.

 Unia Europejska wprowadziła do tej pory dziewięć pakietów sankcji na Rosję. Oczywiście te najbardziej istotne, ograniczające działanie rosyjskiej gospodarki, były nakładane na początku, a kluczowy jest szósty pakiet, w którym wprowadzono sankcje na sektor energetyczny. Teraz dopiero obejmują one sektor naftowy. Mam wrażenie, że w tym momencie Unia Europejska koncentruje się przede wszystkim na uszczelnianiu sankcji, które już zostały wprowadzone, obserwuje efekty tych sankcji naftowych – mówi agencji Newseria Biznes Iwona Wiśniewska, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

W połowie grudnia ub.r. UE przyjęła dziewiąty pakiet sankcji gospodarczych i indywidualnych wobec Rosji w odpowiedzi na wywołaną przez nią wojnę oraz nasilenie ataków na ludność i infrastrukturę cywilną. Wśród podmiotów objętych nowymi sankcjami są m.in. rosyjski Regionalny Bank Rozwoju, cztery kanały telewizyjne oraz firmy zbrojeniowe, które nie będą mogły handlować z przedsiębiorstwami unijnymi, a ich majątek w Europie zostanie zamrożony. Nowy pakiet obejmuje również zakaz inwestycji w rosyjskie górnictwo, zakaz świadczenia usług w zakresie reklamy i badań rynku przez firmy unijne oraz zakaz zajmowania stanowisk w rosyjskich podmiotach przez obywateli UE. Ta dodała ponadto do listy sankcyjnej 49 podmiotów i 141 osób, zaangażowanych m.in. w ataki na ludność cywilną i porwania ukraińskich dzieci.

Oprócz sankcji wymierzonych w konkretne podmioty pakiet obejmuje też embargo eksportowe na towary, które mogą być przydatne rosyjskiemu wojsku: drony, silniki samolotowe i części do nich (bezpośredni zakaz wywozu do Rosji i każdego państwa trzeciego, które mogłoby je jej dostarczać), niektóre chemikalia, elektronikę i komponenty informatyczne o potencjalnym zastosowaniu militarnym. Sankcjami sektorowymi zostało objętych 168 podmiotów powiązanych z rosyjskim kompleksem wojskowym i przemysłowym. Żeby zapobiec ich obchodzeniu, w wykazie umieszczono również podmioty kontrolowane przez Rosję z siedzibą na terytorium bezprawnie zaanektowanego Krymu i w Sewastopolu.

Według ekspertów nowy pakiet sankcji nie będzie stanowić zbyt poważnego uderzenia w rosyjską gospodarkę. Dużo większe konsekwencje będzie mieć dla niej embargo na import drogą morską ropy do państw UE, które weszło w życie 5 grudnia ub.r.

– Jednocześnie został wprowadzony pułap cenowy (price cap) na eksport rosyjskiej ropy drogą morską do państw trzecich, czyli wszystkich państw poza G7. Ropa eksportowana po cenie powyżej 60 dol. za baryłkę nie może być obsługiwana przez podmioty europejskie, amerykańskie czy kanadyjskie, czyli wszystkie podmioty z państw G7 plus Australia – mówi analityczka OSW.

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, to posunięcie w praktyce oznacza, że podmioty zarejestrowane w krajach reprezentujących 46 proc. światowego PKB nie mogą teraz importować z Rosji ropy drożej niż w cenie 60 dol. za baryłkę oraz 5 proc. poniżej średniej ceny rynkowej. Natomiast spedytorzy i ubezpieczyciele transportu morskiego zarejestrowani w UE nie mogą brać udziału w transporcie rosyjskiej ropy do państw trzecich przy zakupie po cenie wyższej od ustalonego limitu. To dotkliwe, ponieważ firmy z UE są właścicielami około 40 proc. światowych statków transportowych, a przedsiębiorstwa z państw G7 ubezpieczały większość przewozów rosyjskiej ropy.

W odpowiedzi 27 grudnia ub.r. Władimir Putin podpisał dekret w sprawie środków mających stanowić odpowiedź na wprowadzone przez Zachód ograniczenia cenowe na rosyjską ropę i produkty naftowe. Dokument całkowicie wstrzymuje eksport do tych krajów, które będą stosować pułap cenowy.

– Te sankcje nałożone w grudniu ub.r. na rosyjski sektor naftowy są najbardziej dotkliwe, a już przygotowujemy się do ich kolejnego etapu – 5 lutego br. wejdzie w życie embargo na import z Rosji do Unii Europejskiej produktów naftowych i kolejny pułap cenowy na takie produkty – mówi Iwona Wiśniewska.

Zakaz zakupu, importu i transferu ropy naftowej i rafinowanych produktów ropopochodnych z Rosji do UE to odsunięty w czasie mechanizm szóstego pakietu sankcyjnego, który UE przyjęła już na początku czerwca ub.r. Wprowadzono w nim odstępstwo dotyczące ropy naftowej importowanej rurociągiem do państw UE, które z powodu położenia geograficznego są szczególnie uzależnione od dostaw z Rosji i nie mają innych realnych opcji. Mimo to najwięksi dotychczasowi odbiorcy rosyjskiej ropy rurociągowej, czyli Niemcy i Polska, ogłosili, że całkowicie wstrzymają import tego surowca. Jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny, te kroki zmuszą Rosję do ograniczenia lub przekierowania w sumie ok. 25 proc. swojego eksportu.

– Te sankcje są bardzo znaczące o tyle, że sektor energetyczny jest podstawą rosyjskiej gospodarki. Tak więc uderzając w sektor naftowy, ograniczamy dochody do rosyjskiego budżetu – mówi ekspertka.

Według danych Bruegela, europejskiego think tanku specjalizującego się w analizach ekonomicznych, od 2006 roku ponad 60 proc. dochodów budżetu federalnego Rosji pochodziło ze sprzedaży ropy i gazu (przy czym udział ropy naftowej był około pięciokrotnie wyższy niż gazu ziemnego). Dlatego jeśli sankcje zadziałają poprawnie, ograniczą zyski Federacji Rosyjskiej, które bezpośrednio finansują machinę wojenną reżimu Putina.

 Rosyjska ropa może wciąż docierać do europejskiego rynku w postaci produktów naftowych, ale wyprodukowanych już w państwach trzecich. To oznacza, że kraje takie jak Turcja, Indie czy państwa Zatoki Perskiej będą importować surową rosyjską ropę zgodnie z pułapem cenowym, poniżej 60 dol. za baryłkę, przerabiać ją w rafineriach, a produkty uzyskane z tej ropy sprzedawać do UE. To jest kanał, przez który rosyjska ropa pośrednio mogłaby dotrzeć do Unii. Natomiast nie zmienia to faktu, że Rosjanie i tak będą zarabiać na tej ropie znacznie mniej niż wcześniej. Ten główny efekt, który chcą uzyskać państwa G7, czyli zredukować dochody rosyjskiego budżetu z sektora energetycznego, i tak zostanie osiągnięty – mówi Iwona Wiśniewska.

Ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich zauważa, że istnieje też szansa na to, że Federacja Rosyjska będzie próbować wprost obchodzić sankcje nałożone na jej sektor naftowy.

– Słyszeliśmy w ostatnich tygodniach o tym, że Rosjanie skupują tankowce i rozwijają swoją flotę, żeby obejść ten pułap cenowy i móc dalej eksportować. Z drugiej strony była mowa o tworzeniu jakiejś szarej floty tankowców, nie wiadomo do kogo należącej, co też jest pomysłem na obchodzenie unijnego embarga na rosyjską ropę – zwraca uwagę. – Te tankowce, wypływając z ropą z rosyjskich portów, gdzieś na morzu wyłączają urządzenia identyfikujące, przeładowują surowiec na tankowce pod inną banderą, które mają już możliwość wpływania do unijnych portów. To jest oczywiście nielegalne, zarówno Unia, jak i Stany Zjednoczone próbują z tym walczyć.

Z analiz organizacji pozarządowej Global Witness wynika, że w ubiegłym roku w poszczególnych miesiącach od 34 do 52 proc. eksportu rosyjskiej ropy odbywało się przy udziale statków i przedsiębiorstw zarejestrowanych na Cyprze, Grecji i Malcie.

Państwa członkowskie UE różnie definiują w tej chwili naruszanie sankcji i przewidują różne kary. Dlatego 28 listopada 2022 roku Rada UE jednogłośnie przyjęła decyzję o dodaniu naruszania sankcji do unijnego wykazu przestępstw zamieszczonego w Traktacie o funkcjonowaniu UE. Ma to zniechęcać do prób ich obchodzenia. W kolejnym kroku Komisja Europejska ma zaproponować dyrektywę ustanawiającą minimalne normy dotyczące definicji przestępstwa naruszania unijnych sankcji oraz kar za te naruszenia.

– Rosyjskie firmy dość dobrze radziły sobie z obchodzeniem sankcji nakładanych zaraz po wybuchu wojny – ocenia Iwona Wiśniewska. – Z sankcjami finansowymi walczył przede wszystkim bank centralny i rosyjskie ministerstwo finansów. Zdecydowano w marcu o wstrzymaniu wymienialności rubla, co spowodowało, że większość efektów tych sankcji została ograniczona, dewaluacja rubla, która miała miejsce na początku, została zahamowana, rubel bardzo się umocnił i też w ten sposób m.in. udało się zwalczyć inflację.

Jak wskazuje, sankcje sektorowe udaje się obchodzić z kolei głównie dzięki pomocy państw trzecich.

– To znaczy, że starają się importować potrzebne im towary m.in. przez Turcję czy Chiny. Natomiast te państwa próbują przede wszystkim doskonale zarabiać na Rosji, więc cena towarów sprowadzanych przez nie jest bardzo wysoka – mówi ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich. – Dodatkowo Chiny, zwłaszcza chińskie firmy państwowe, są dość ostrożne i obawiają się sankcji wtórnych, które mogłyby zostać na nie nałożone przez Stany Zjednoczone. Dlatego starają się przestrzegać sankcji, szczególnie technologicznych.

Rosja jest trzecim największym na świecie producentem ropy i jej największym eksporterem. Około 7 mln baryłek ropy i produktów ropopochodnych dziennie stanowi 38,5 proc. wartości całego rosyjskiego eksportu. Jeszcze w 2021 roku zyski ze sprzedaży ropy naftowej tylko do państw UE stanowiły ok. 10 proc. centralnego budżetu Federacji Rosyjskiej, a na unijny rynek trafiało ok. 3 mln baryłek rosyjskiej ropy dziennie. Z początkiem 2023 roku ten import ma wynosić nieco ponad 0,25 mln. Jak dotąd Rosji udało się znaleźć nowych odbiorców na ok. 1 mln baryłek dziennie, ale spadek popytu na rosyjską ropę wymusił znaczną obniżkę ceny (dane PIE i Bruegela).

Według ostatniej prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego gospodarka Rosji skurczy się o 3,4 proc. w 2022 roku (zamiast prognozowanych wcześniej 6 proc.) oraz 2,3 proc. w 2023 roku. Z kolei Bank Światowy za 2022 rok oczekuje spadku rosyjskiego PKB o 4,5 proc. zamiast prognozowanych wcześniej 8,9 proc. Władimir Putin poinformował ostatnio, że spadki są mniejsze, niż prognozowano, zarówno w kraju, jak i za granicą – między styczniem a listopadem 2022 roku PKB skurczyło się tylko o 2,1 proc., a w całym roku będzie to ok. -2,5 proc.

Gaz ziemny w USA najtańszy od wiosny 2021

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji kontynuowały wczoraj rozpoczęty w środę spadek (S&P 500 -0,76 proc., DJIA -0,76 proc., Nasdaq Composite –0,96 proc.). Zwyżki głównych indeksów przeważały natomiast dziś na giełdach Azji i Oceanii. Największy – +1,82 proc. – notował Hang Seng, który osiągnął najwyższy poziom od początku lipca ub.r.

Niewielkimi wzrostami rozpoczęła się również piątkowa sesja na większości europejskich rynków akcji (DAX +0,5 proc., CAC 40 +-0,54 proc.).

Na GPW ok. godz. 10-te WIG-20 rósł o 0,34 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Ciech i Benefit. Wśród składników sWIG-u 80 najwyżej od roku była dziś cena akcji spółki Playway.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych osiągnęła w środę i czwartek najniższy poziom od września, ale dziś lekko rosła. Rentowność polskich 10-latek próbowała wrócić powyżej poziomu 6 proc. (6,007 proc.).

Cena kontraktów na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie spadła dziś do najniższego poziomu od wiosny 2021 i jest obecnie ponad 3-krotnie niższa niż w sierpniu ub.r. Lekko rosły dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI +0,73 proc., Brent +0,66 proc. ok. godz. 9:40). Niewielkie wzrosty notowały dziś również kontrakty na metale szlachetne (złoto +0,4 proc., srebro +0,91 proc., platyna +0,17 proc.). Wyjątkiem był najsłabszym w tej grupie od jakiegoś czasu pallad (-0,85 proc.).

Euro lekko umacniało się dziś rano względem amerykańskiego dolara (EUR/USD +0,17 proc. ok. godz. 9:40). Nieco słabł natomiast względem USD japoński jen (USD/JPY +0,44 proc.), ale kurs USD/JPY pozostawał poniżej poziomu 130 JPY.

Nieco umacniał się na początku dzisiejszego dnia polski złoty (EUR/PLN -0,14 proc., USD/PLN – 0,31 proc.).

Po ubiegłotygodniowym rajdzie w górę kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara konsoliduje się w okolicach poziomu 21000 USD (dziś ok. godz. 9:30 -0,72 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Roof Renovation finalizuje proces mariażu Spółek

Notowany na NewConnect Roof Renovation, jeden z liderów rynku w segmencie wykonawstwa dachów płaskich oraz obudowy dla wielkogabarytowych obiektów przemysłowych i logistycznych, z sukcesem zakończył proces mariażu ze spółką TopLevelTennis.com. 19 stycznia Sąd Rejonowy w Opolu zarejestrował emisję akcji serii L skierowaną do właścicieli Roof Renovation Sp. z o.o.

Sąd rejonowy w Opolu zarejestrował podwyższenie kapitału zakładowego Roof Renovation w drodze emisji akcji serii L. Akcje te zostały objęte przez założycieli Roof Renovation Sp. z o.o. w zamian za 100 proc. udziałów w tej spółce. Umowy objęcia akcji i nabycia Roof Renovation Sp. z o.o. przez spółkę notowaną na NewConnect (wcześniej pod nazwą TopLevelTennis.com) zostały zawarte 30 września 2022 r. Na początku października ubiegłego roku do zarządu spółki zostali powołani założyciele firmy i obecnie główni akcjonariusze: Rafał Wójcik, Tomasz Kochajkiewicz i Paweł Śnieżek.

Rejestracja podwyższenia kapitału zakładowego formalnie kończy proces mariażu Spółek, tj. nabycia Roof Renovation sp. z o.o. w zamian za akcje serii L i naszego debiutu na NewConnect. Cieszymy się z tego, w szczególności wiedząc, że czekało na to wielu inwestorów. Konsekwentnie wywiązujemy się ze składanych w przeszłości deklaracji, realizując po kolei wyznaczane cele – zarówno korporacyjne jak i biznesowe. Te drugie na najbliższe lata określiliśmy w opublikowanej w grudniu strategii. – komentuje Rafał Wójcik, prezes Roof Renovation.

Strategia na lata 2022-2027 zakłada m.in. rozwój komplementarnej oferty w szczególności w zakresie produkcji ekologicznych materiałów budowlanych, zastosowania OZE w przemyśle i budownictwie oraz inwestycji w nieruchomości gruntowe, jednocześnie dalej rozwijając swoją podstawową działalność prowadząc ekspansję na zagraniczne rynki.

Firma obecnie jest w trakcie realizacji 10 projektów o łącznej powierzchni 190 tys. mkw. i wartości 105 mln PLN, które do tej pory zostały zrealizowane w ponad 80%. W trakcie realizacji są prace nad obiektami dla m.in. Tesli, SK innovation i Eurobox, natomiast w minionym roku Roof Renovation ukończył 12 projektów m.in. dla Media Expert, LG, InPost, LPP, ZALANDO, Panattoni, Kaufland czy Valeo.

Lafarge wychwyci 100% emisji CO2 w Cementowni Kujawy

  • Cementownia Kujawy stanie się pierwszą w Polsce oraz jedną z pierwszych na świecie zeroemisyjnych cementowni. Lafarge w Polsce właśnie podpisał umowę na projekt “Kujawy Go4ECOPlanet”, dzięki któremu powstanie instalacja wychwytująca 100% emisji CO2 z produkcji klinkieru.
  • Projekt wyznacza standardy w innowacjach przemysłowych wspierających ochronę klimatu. Jest więc milowym kamieniem w dekarbonizacji całego łańcucha budownictwa z możliwością replikacji w innych gałęziach przemysłu.
  • Część środków na realizację inwestycji pochodzi z funduszy UE w ramach programu Innovation Fund, który finansowany jest m.in. z wpływów uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu handlu emisjami (ETS).

19 stycznia 2023 roku w Brukseli, Lafarge oraz Innovation Found podpisali umowę na dofinansowanie projektu. Łączna kwota kosztów poniesionych na projekt przez 10 lat to 380 mln euro, z czego 265 mln euro to koszty inwestycyjne (CAPEX). Dofinansowanie UE wynosi 228 mln euro. Na 2023 rok zaplanowane zostały działania związane z projektowaniem i finalizacją umów z partnerami projektu. Uruchomienie instalacji planowane jest na 2027 rok.

W okresie realizacji inwestycji w Cementowni Kujawy powstanie infrastruktura do wyłapywania dwutlenku węgla z gazów wylotowych pieca do wypału klinkieru i jego skraplania oraz infrastruktura towarzysząca. Instalacja oparta zostanie na technologii Cryocap ™ FG firmy Air Liquide oddzielającej dwutlenek węgla z gazów emitowanych do atmosfery. Wychwyci ona 100% emisji CO2 powstałych z produkcji klinkieru – podstawowego składnika do produkcji cementu. Dzięki temu Cementownia Kujawy będzie mogła także produkować cement o bardzo niskiej emisji. W ciągu 10 lat instalacja wyłapie ponad 10 mln ton CO2, co stanowi 10% rocznej emisji całego sektora cementowego w Polsce.

Kompletny łańcuch CCS

Zastosowanie wychwytywania na skalę przemysłową pozwoli na replikację tej technologii w innych cementowniach oraz branżach na świecie. Dalszym etapem jest stworzenie pełnego łańcucha wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla. Po skropleniu i załadunku CO2 zostanie przetransportowane koleją do punktu przeładunkowego w porcie morskim, a stamtąd załadowane na statki i dostarczone na Morze Północne. Trwałe magazynowanie odbędzie się w specjalnie przeznaczonych do tego wyeksploatowanych kawernach po złożach gazu i ropy naftowej. Będzie to możliwe dzięki współpracy z innymi partnerami mającymi wiedzę i doświadczenie w skraplaniu, transporcie i magazynowaniu gazów i jest to część osobnego projektu w konsorcjum, w skład którego wchodzi również Lafarge w Polsce.

Dekarbonizacja sektora cementowego i budownictwa

Projekt Go4ECOPlanet to element strategii zrównoważonego rozwoju Lafarge i Grupy Holcim, gdzie jednym z celów jest dekarbonizacja procesów przemysłowych. Lafarge już od wielu lat prowadzi szereg inwestycji w unowocześnienie produkcji materiałów budowlanych wpływających na ograniczenie emisji CO2. Znaczące przyspieszenie dekarbonizacji osiągnięto w ostatnich trzech latach. Firma wprowadziła niskoemisyjne cementy (ECOPlanet) oraz betony (ECOPact). Zwiększyła wykorzystanie paliw alternatywnych pochodzących z odpadów nie poddających się recyklingowi oraz materiałów zdekarbonizowanych jako surowce w celu obniżenia emisji przy produkcji klinkieru – kluczowego składnika cementu. Realizowana jest również modernizacja drugiej Cementowni Małogoszcz w której trwają właśnie prace budowlane. Te wszystkie działania w połączeniu z wychwytywaniem CO2 przełożą się na znaczące obniżenie śladu węglowego w betonie i całym budownictwie, co powoli tworzyć rzeczywiście zielone budynki i inne obiekty infrastrukturalne.

Projekt Go4ECOPlanet realizuje cele Europejskiego Zielonego Ładu  zgodnie z prawodawstwem mającym na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Grupa Muszkieterów urosła o ponad miliard złotych

Grupa Muszkieterów podsumowała wyniki handlowe za 2022 rok. Obrót zrealizowany przez zrzeszone w jej ramach supermarkety Intermarché i Bricomarché wyniósł 9,8 miliardów złotych, co przełożyło się na 11,5 proc. wzrost rok do roku. Tym samym jej marki potwierdziły ambicje dalszego rozwoju i umocniły pozycje wśród kluczowych graczy handlu detalicznego w obszarze FMCG i DIY.

Sieć Intermarché odbudowuje swoją pozycję

Sieć Intermarché ma za sobą udany rok. Bez udziału sprzedaży paliw zwiększyła obrót o pół miliarda złotych, osiągając wzrost na stałej bazie sklepów (LFL) o blisko 13,50 proc. Wraz ze stacjami paliw, przychody Intermarché urosły o ponad 700 mln złotych i przekroczyły próg 6 miliardów złotych obrotu. Sieć kończy rok z liczbą 22 punktów sprzedaży, które przeszły remodeling do konceptu Power. Marka powiększyła także park stacji paliw o kolejnych 5 placówek, wzmacniając tym samym swoją pozycję lidera sektora paliwowego wśród sieci handlowych. Miniony rok upłynął dla Intermarché pod znakiem rozwoju e-commerce. Dzięki temu w co czwartym sklepie sieci można realizować zakupy online w ramach usługi Drive.

Dalszy rozwój sieci Bricomarché

Sieć Bricomarché kontynuowała politykę ekspansji i inwestycje w rozwój konceptów handlowych. Marka urosła o kolejne 300 mln złotych i zrealizowała obrót na poziomie 3,6 mld zł, co przełożyło się na 9 proc. wzrost. 2022 rok był intensywny pod względem dalszego rozwoju kanału e-commerce. Obecnie wszystkie sklepy sieci posiadają tę usługę, a Bricomaty, czyli specjalne boksy do odbioru zamówień online, są dostępne dla klientów przy 104 sklepach sieci. Dużym sukcesem było także otwarcie na Śląsku drugiego centrum logistycznego dla sieci Bricomarché.

Inwestycje w ceny, systemy informatyczne i spersonalizowany marketing

W 2022 r. Grupa Muszkieterów zintensyfikowała transformację informatyczną. W efekcie prac, we wszystkich supermarketach Intermarché i Bricomarché, wymienione zostały systemy kasowe. Proces zmian tych systemów rozpoczął się także na stacjach paliw. Z pozytywnym wynikiem zakończyły się testy kas samoobsługowych w obu sieciach. Wraz z rozbudową infrastruktury informatycznej, marki rozwinęły programy w obszarze spersonalizowanego marketingu, który opiera się zarówno na aplikacji mobilnej, jak i karcie fizycznej. Obie marki wdrożyły strategię ograniczania kosztów dystrybucji, która zakłada reinwestycję oszczędności w ceny. Dzięki takiej polityce sieć Bricomarché umocniła pozycję najtańszej sieci na rynku, a Intermarché w znaczącym stopniu poprawiła swój indeks cenowy w relacji do konkurencji.

Marc Dherment
Marc Dherment

– 2022 rok, mimo, że niełatwy dla branży spożywczej i budowlanej, przyniósł nam bardzo dobre wyniki. Wzrost obrotów o miliard złotych w stosunku do roku poprzedniego pokazuje, że trudności spowodowane wojną i wysoką inflacją nie powstrzymały Grupy przed wzmocnieniem swojej pozycji rynkowej. Był to czas wielu zmian i inwestycji, dzięki którym poprawiliśmy wewnętrzne procesy i udoskonaliliśmy narzędzia do prowadzenia handlu. Dokonaliśmy także znaczących zmian w obszarze naszego modelu franczyzowego. Wdrożona strategia przyłączeń, nowa platforma komunikacji i digitalizacja procesu są tego wyraźnym dowodem mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów.

Czym się różni B2B od B2C? E-commerce w praktyce

Sprzedaż w internecie może być nakierowana na dwa różne kanały odbiorców. Podejście do sprzedaży skierowanej do konsumentów wymaga innych działań niż ta, która jest ukierunkowana w stronę innego biznesu. Zanim podejmie się działania w jakimkolwiek kierunku, warto wiedzieć, co różni ecommerce B2B i B2C.

E-commerce B2B (business-to-business) i B2C (business-to-consumer) to dwa modele sprzedaży online, które różnią się pod względem tego, kto jest ich konsumentem. W modelu B2B przedsiębiorca skupia się na sprzedaży swoich produktów lub usług innym przedsiębiorstwom, podczas gdy w modelu B2C sprzedawca skupia się na oferowaniu swoich produktów lub usług konsumentom indywidualnym.

Aktualnie bardzo często mawia się, iż granica pomiędzy dwoma modelami sprzedaży zaczyna się zacierać, gdyż usługi, które kiedyś były skierowane tylko do jednej grupy odbiorców zaczynają się wzajemnie mieszać. Jakie kryteria zatem różnią model sprzedaży w ecommerce B2B a B2C?

Główne różnice pomiędzy modelem B2B i B2C

  1. Skala sprzedaży: W modelu B2B sprzedaż może być większa, ponieważ przedsiębiorstwa zwykle kupują większe ilości produktów niż konsumenci indywidualni.
  2. Proces zakupowy: W ecommerce B2B proces zakupowy jest bardziej złożony i często wymaga więcej negocjacji i konsultacji z klientami. Natomiast w sprzedaży B2C proces zakupowy jest zazwyczaj prostszy i bardziej bezpośredni.
  3. Relacje z klientami: W B2B relacje z klientami są często długofalowe i opierają się na wzajemnym zaufaniu, zaś w B2C są one często krótsze i bardziej przejściowe.
  4. Sposób dystrybucji: Model B2B dystrybuuje produkty bezpośrednio do klientów, podczas gdy w modelu B2C produkty są sprzedawane za pośrednictwem sklepów detalicznych lub innych punktów.
  5. Złożoność produktów: sposób sprzedaży w ecommerce B2B prezentuje produkty bardziej złożone i specjalistyczne, podczas gdy w B2C są one często prostsze i bardziej powszechne.

Jak rozpocząć sprzedaż B2B ecommerce?

Aby rozpocząć e-commerce B2B (business-to-business), należy podjąć następujące kroki:

  1. Zdefiniowanie oferty: cel biznesowy, wybór produktów lub usług oferowanych swoim klientom. Oferta musi być unikalna i odpowiadać potrzebom i oczekiwaniom potencjalnych klientów.
  2. Strona internetowa: budowa własnej strony internetowej lub skorzystanie z gotowych platform e-commerce, takich jak IdoSell, SkyShop czy Magento. Strona internetowa powinna zawierać informacje o prowadzonej firmie, sprzedawanych produktach lub usługach, cenach i warunkach dostawy.
  3. Pozyskanie klientów: zweryfikowanie i dotarcie do potencjalnych klientów poprzez reklamę online, udział w targach branżowych, networking czy działania SEO. Dobrym rozwiązaniem jest również skorzystanie z mediów społecznościowych, takich jak LinkedIn, aby nawiązać kontakt z konsumentami.
  4. Obsługa klienta: w modelu B2B relacje z klientami są często długofalowe i opierają się na wzajemnym zaufaniu. Dlatego ważne jest, aby zadbać o dobrą obsługę klienta i szybko reagować na pytania i prośby swoich klientów.
  5. Monitorowanie wyników: regularne sprawdzanie wyników finansowych i analiza danych, takie jak wolumen sprzedaży, marża zysku, koszty obsługi klienta i inne ważne wskaźniki, pozwalają uzyskać obraz tego, jak działa przedsiębiorstwo i jakie zmiany można wprowadzić, aby odnieść większy sukces.

Zatem, jak widać, należy dobrze się przygotować do sprzedaży ecommerce B2B. Nie jest to działanie, które przyniesie swoje rezultaty z dnia na dzień, jednak przy odpowiednim zaprojektowaniu i opracowaniu koncepcji biznesowej może przynieść ogromne zyski.

Dlaczego w 2022 r. ceny nowych mieszkań rosły zamiast spadać?

W 2022 r. skurczył się popyt na nowe mieszkania, ale – jak dotąd – nie spowodowało to spadku ich średniej ceny ofertowej w przeliczeniu na metr kwadratowy w ofercie firm deweloperskich. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, dlaczego nie spełnia się prognoza tych, którzy wypatrują „pęknięcia bańki cenowej”.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że przez ostatni rok średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań wzrosła w Łodzi aż o 17%. Dwucyfrowe podwyżki miały miejsce także w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Z kolei w Gdańsku i Katowicach mieszkania podrożały „tylko” o 9% w przeliczeniu na metr kwadratowy.Komunikat-ceny powinny spadać a rosną1

Najpewniej wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że w sytuacji zapaści na rynku kredytowym skutkującej gwałtownym spadkiem popytu na mieszkania, ich ceny wzrosły zamiast zmaleć. I dlaczego w jednych miastach mieszkania podrożały bardziej, a w innych mniej – mówi ekspert portalu RynekPierwotny.pl Marek Wielgo.

I dodaje, że wynika to z wielu czynników, a wszystkie odzwierciedla struktura cenowa mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie w danym mieście. Żeby mieć pełniejszy obraz rynku warto więc przeanalizować zmiany jakie w niej zachodzą oraz przyczyny tych zmian.

Pierwszą z nich był galopujący wzrost kosztów budowy, z którym mieliśmy do czynienia przez większą część ubiegłego roku. Zmusiło to firmy deweloperskie do podnoszenia poprzeczki cenowej. Widać to m.in. po tym, jak dramatycznie szybko skurczyła się w największych miastach oferta mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. Ponieważ szybko się wyprzedawały, to np. w Poznaniu odsetek lokali w cenie nie przekraczającej tego pułapu zmniejszył się w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 25% do 4%. A dodajmy, że w tym okresie oferta poznańskich deweloperów skurczyła się zaledwie o 1%.

Innymi słowy, w grudniu ubiegłego roku osoby szukające mieszkania z ceną do 8 tys. zł mogły przebierać wśród blisko 800 ofert. Rok później było ich zaś już tylko ok. 120.  W Warszawie i Krakowie znalezienie tak tanich mieszkań zaczyna graniczyć z cudem.Komunikat-ceny powinny spadać a rosną2

Warto dodać, że przed rokiem można też było kupić w największych metropoliach lokale, których średnia cena metra kwadratowego nie przekraczała 7 tys. zł za m kw. Obecnie można takie znaleźć już tylko w Łodzi i Katowicach.

Drugą przyczyną wzrostu średniej ceny metra kwadratowego było wprowadzanie przez deweloperów do sprzedaży drogich i bardzo drogich mieszkań. Trzeba pamiętać też, że na mniejszych rynkach nawet pojedyncza inwestycja z wysokimi – jak na ten rynek – cenami może wywołać wrażenie, że mieszkania gwałtownie podrożały. Ponieważ podwyżki stóp procentowych zdusiły popyt głównie ze strony kupujących swoje pierwsze mieszkania za kredyt, deweloperzy mogli liczyć głównie na inwestorów kupujących mieszkania za gotówkę, np. z myślą o wynajmie, lub takich którzy chcą poprawić swoje warunki mieszkaniowe.

–  Chcąc spełnić oczekiwania zamożnych klientów deweloperzy wprowadzali na rynek mieszkania w atrakcyjnej lokalizacji i wysokim standardzie  – wyjaśnia Marek Wielgo.

Na przykład w stolicy średnia cena metra kwadratowego wzrosła w lutym aż o 6%, gdyż deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę mieszkań ze średnią ceną ponad 16,1 tys. zł za metr. W tym czasie średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie wynosiła niespełna 13,1 tys. zł. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia także w innych metropoliach.

Co ciekawe, końcówka ubiegłego roku przyniosła stabilizację cen w niemal wszystkich metropoliach z wyjątkiem Gdańska, gdzie w listopadzie deweloperzy wprowadzili na rynek mieszkania średnio po przeszło 17,8 tys. zł za metr kwadratowy.

I właśnie to drogie mieszkania windowały średnią cenę metra kwadratowego. Na przykład we Wrocławiu odsetek mieszkań z ceną przekraczającą 12 tys. zł za m kw. wzrósł w ubiegłym roku z 18% do 40%. Jest on już niewiele mniejszy niż w Gdańsku i Krakowie. W efekcie stolica Dolnego Śląska dogania te miasta także pod względem średniej ceny metra kwadratowego.Komunikat-ceny powinny spadać a rosną3

Dodajmy, że np. w Łodzi jeszcze rok temu w ogóle nie było takich lokali w ofercie deweloperskich. Obecnie mają w niej 7% udział. Równie spektakularne zmiany w strukturze cenowej oferty firm deweloperskich odnotowaliśmy w Katowicach, gdzie średnia cena metra kwadratowego przekroczyła w tym roku pułap 10 tys. zł za m kw. Rok temu trzy na dziesięć mieszkań na rynku pierwotnym kosztowało więcej. Obecnie już przeszło połowa.Komunikat-ceny powinny spadać a rosną4

Należy jednak podkreślić, że w 2022 r. wiele firm deweloperskich zaczęło proponować kupującym rabaty i różnego rodzaju bonusy. Deweloperzy nie byli jednak zmuszeni wyprzedawać mieszkań po znacznie obniżonych cenach, bo nie szarżowali z podażą. Wstrzymywali oni budowy zwłaszcza tam, gdzie już nie mogli rosnących kosztów budowy przerzucić na klientów. Mieszkania sprzedawane są wolniej, a oferta nowych inwestycji jest uzupełniana, a nie powiększana.

Z drugiej strony, nie można wykluczyć radykalnych przecen mieszkań w niektórych inwestycjach. Świadczy o tym malejący wskaźnik popytu w bigdata.rynekpierwotny.pl, który pokazuje, jaki jest udział sprzedanych mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Z ich punktu widzenia im jest wyższy, tym lepiej, bo oznacza szybsze tempo wyprzedaży oferty.

Np. w lutym 2021 r., czyli w szczytowym dla rynku warszawskiego pod względem sprzedaży okresie, wskaźnik popytu sięgał 22%. Oznaczało to, że oferowane w tym czasie przez deweloperów mieszkania wyprzedałyby się w niespełna 5 miesięcy, gdyby budowy stanęły. Jednak wraz z malejącą sprzedażą, systematycznie spadał także wskaźnik popytu. W grudniu 2022 r. zapasy mieszkań w stolicy wystarczyłyby na 16 miesięcy sprzedaży.Komunikat-ceny powinny spadać a rosną5

Zwykło się jednak przyjmować, że czas wyprzedaży oferty nie przekraczający 18 miesięcy świadczy o równowadze między popytem a podażą. Z taką sytuacją mamy jeszcze do czynienia nie tylko w Warszawie, ale także w Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Natomiast w Łodzi, Poznaniu i Katowicach grudniowy popyt był tak mały, że oferta deweloperów sprzedawałaby się w takim tempie nawet przez kilka lat.

Autor: RynekPierwotny.pl

Polacy chcą zaostrzenia kar za kradzieże sklepowe. Branża obawia się, że zjawisko wciąż będzie rosło

Ponad 44% Polaków uważa, że rząd powinien jeszcze bardziej zaostrzyć kary wobec osób kradnących w sklepach. Przeciwnego zdania jest przeszło 21% respondentów. Natomiast co siódmy uczestnik sondażu sugeruje, że zamiast większych kar należy postawić na edukację. Wśród zwolenników zaostrzenia prawa są głównie osoby w wieku 23-35 lat. Natomiast przeciwnikami takiej zmiany są przede wszystkim seniorzy. Tak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla Grupy SkipWish. Pytana o komentarz do badania branża handlowa też jest za zaostrzeniem kar, ale także za obniżeniem progu, od którego kradzież jest przestępstwem. Jednocześnie przewiduje, że będzie przybywać zwolenników wyższych kar, ale samo ich podniesienie nie wyeliminuje całkowicie problemu. Przez biedę i szalejącą inflację będzie on raczej wciąż narastał.

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, 44,1% respondentów uważa, że w związku z rosnącą liczbą kradzieży w sklepach, rząd powinien bardziej zaostrzyć kary wobec osób, które tego się dopuszczają. Z kolei 21,2% badanych jest przeciwnego zdania, uznając, że obecne sankcje są odpowiednie. 16,1% ankietowanych nie potrafi się określić w tej kwestii. 14,3% twierdzi, że zamiast karać, rząd powinien zastanowić się nad szerszą edukacją. Natomiast 4,3% uczestników sondażu wskazuje, że nie obchodzi ich ten problem.

– Z oficjalnych danych policyjnych wynika, że w pierwszych dziesięciu miesiącach ub.r. odnotowano więcej kradzieży w sklepach niż w analogicznym okresie 2021 roku. Liczba przestępstw wzrosła o blisko 30%, patrząc rok do roku. Z kolei zestawiając ubiegłoroczne dane z tymi z analogicznego okresu 2020 roku, widać już skok o blisko 60%. W przypadku wykroczeń nastąpił wzrost o 18%, porównując 2022 rok z 2021 rokiem. To są oczywiście mocno alarmujące wyniki, ale w obecnych czasach nie zaskakują – komentuje Maciej Tygielski, ekspert rynku retailowego, dyrektor zarządzający Grupą SkipWish.

Jak zaznacza Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD), miliony Polaków znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Wiele osób doświadcza skrajnego ubóstwa. Konsekwencją kryzysu są kradzieże spowodowane biedą. W odróżnieniu od poprzednich lat, łupem złodziei padają produkty żywnościowe z podstawowego koszyka. To m.in. pieczywo, masło, makarony, wędliny czy słodycze. Sprawcami są coraz częściej tzw. zwykli ludzie, którzy nigdy wcześniej nie łamali prawa. Z taką opinią zgadza się Maciej Tygielski, jednocześnie dodając, że te i tak już fatalne statystki mogą jeszcze się pogorszyć. Wpłynie na to też ostatnia zmiana w kodeksie karnym.

– Naszym zdaniem, uznanie kradzieży do 800 złotych za wykroczenie, a nie przestępstwo, kilkakrotnie podniesie wielkość strat ponoszonych przez placówki handlowe i na pewno przyczyni się do wzrostu przestępczości. Czynnikiem hamującym ją oczywiście byłoby ryzyko poniesienia bardziej dotkliwej odpowiedzialności karnej za kradzież, choć nie wykluczyłoby jej w pełni. Głównym powodem kradzieży w sklepach jest bowiem impuls – mówi Tadeusz Zagórski, prezes zarządu Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług.

Według Renaty Juszkiewicz, taka przewaga zwolenników zaostrzenia kar za kradzieże nad przeciwnikami tego rozwiązania świadczy o radykalizacji nastrojów społecznych. Z jednej strony może to być wyrazem poszanowania idei sprawiedliwości społecznej. Z drugiej zaś może wynikać z obaw o bezpieczeństwo własne i rodziny. Jak przekonuje prezes POHiD-u, w tym kontekście smutnym paradoksem jest uchwalenie ustawy podwyższającej próg, od którego kradzież jest przestępstwem – z 500 do 800 zł. Zdaniem prezesa Zagórskiego, zjawiskiem w pełni zrozumiałym jest to, że więcej respondentów opowiada się za zaostrzeniem kar za kradzieże. Ekspert jednak podkreśla, że wysoka kara nie przekłada się automatycznie na niższą przestępczość.

– Uważam, że szersza edukacja społeczeństwa w tym kontekście się nie sprawdzi. Po pierwsze, ludzie, którzy kradną z biedy i z głodu, raczej nie potrzebują edukacji, tylko pieniędzy lub szansy na ich zarobienie. Po drugie, trudno jest uczyć i przekonywać do zmiany kogoś, kto z kradzieży zrobił sobie sposób na wygodne życie. Mam tu na myśli członków grup przestępczych. Sama świadomość tego, że za kradzieże tak naprawdę płacą klienci, rośnie w Polsce. Konsumenci coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że sieci handlowe przerzucają na nich swoje straty, podnosząc odpowiednio ceny – analizuje ekspert z Grupy SkipWish.

Ponadto z sondażu wynika, że częściej za zaostrzeniem kar opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Zwolennikami tego są głównie osoby w wieku 23-35 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 3000-4999 zł, a także legitymujące się wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. Przeważnie są to mieszkańcy miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności.

– Jak pokazuje badanie, wiele grup społecznych popiera zaostrzenie prawa wobec sprawców kradzieży. Przypuszczalnie jednak powody skłaniające do takich deklaracji mogą być różne. To np. pochodzenie ze środowisk reprezentujących postawy punitywne, zetknięcie się z większą skalą kradzieży w średnich i dużych miastach, lęk przed przestępczością czy ograniczone zaufanie do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości – stwierdza prezes Juszkiewicz.

Z badania wiemy też, że częściej przeciwnikami zaostrzenia kar są mężczyźni niż kobiety. Ponadto w ten sposób wypowiadają się głównie osoby w wieku 56-80 lat. Przeważnie tak deklarują Polacy z miesięcznym dochodem netto na poziomie 7000-8999 zł i z wyższym wykształceniem. Głównie są to mieszkańcy miejscowości liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców.

– Nieco dziwi mnie fakt, że największymi przeciwnikami zaostrzenia kar są głównie osoby starsze. Być może nie do końca poprawnie rozpoznają wagę tego problemu. Do tego uważam, że kradzieże sklepowe w dużej mierze uderzają właśnie w tę grupę społeczną, bowiem ona jest najsłabsza finansowo. Handel, przerzucając na konsumentów swoje straty, nie wybiera przecież komu podniesie ceny – zaznacza Maciej Tygielski.

Z kolei Renata Juszkiewicz podkreśla, że w miarę nasilania się problemu liczba zwolenników zaostrzenia kar może wzrosnąć. Przy zataczającym coraz szersze kręgi zasięgu kradzieży, więcej osób może zetknąć się z nią osobiście bądź paść jej ofiarą. Zdaniem prezes POHiD, z tego powodu ważne jest ustanowienie ram prawnych, które zagwarantują elementarną sprawiedliwość społeczną i zwiększą poczucie bezpieczeństwa. Takim właśnie rozwiązaniem jest obniżenie progu kradzieży.

– Według naszego środowiska, rosnąca w sposób niespotykany inflacja i ogólny wzrost kosztów życia będą prowadziły do wzrostu przestępczości sklepowej. Naturalną reakcją osób pokrzywdzonych tym zjawiskiem jest apel do rządzących o zaostrzenie odpowiedzialności karnej. I my jako organizacja handlowa też o to postulujemy. Przewidujemy również, że zwolenników surowszej odpowiedzialności karnej za kradzieże będzie przybywać. Jednakże to nie wyeliminuje tego zjawiska – twierdzi prezes zarządu Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług.

Jak podsumowuje Maciej Tygielski, złodziejstwo w sklepach to nie tylko problem sprzedawców, ale również samych konsumentów. A według różnych rynkowych analiz, najbardziej narażona na kradzieże jest branża spożywcza. To bardzo zła wiadomość, bo w konsekwencji wszyscy będziemy więcej płacić za żywność. Konsumenci, choć są coraz bardziej świadomi, to jednak nie wszyscy jeszcze zdają sobie sprawę z rosnących strat sklepów i z tego, że sprzedawcy będą musieli jakoś je rekompensować. Z pewnością zrobią to, podnosząc ceny produktów.

Czy Rosja zaatakuje Kijów z Białorusi?

Dziś zastanawiamy się wszyscy, czy Rosja posiada jeszcze potencjał przeprowadzenia operacji ofensywnej o dużej skali – ostatnio dokonała mobilizacji 200-300 tysięcy nowych żołnierzy rezerwistów. Dodatkowo do grupy Wagnera zmobilizowała około 40 tysięcy więźniów. Więc Rosja posiada spory potencjał ludzki i sprzętowy. I nawet jeśli Rosja straciła wg ukraińskich szacunków około 3000 czołgów – to jest w stanie w ciągu roku taki potencjał odtworzyć. Natomiast jakość rosyjskiego potencjału jest bardzo niska. Nawet zmobilizowanie żołnierzy w liczbie trzystu tysięcy nie stanowi takiej wartości, jak ekwiwalent trzystu tysięcy żołnierzy ukraińskich – ze względu na morale, wyszkolenie, wyposażenie, sprawność dowodzenia, nowoczesność sprzętu, sprawności tego sprzętu.

– Kierunek białoruski, o którym mówi się, że stąd może przyjść zagrożenie dla Ukrainy i otwarcie nowego frontu walk – to ruch samobójczy ze strony rosyjskiej. Ale nie wykluczam, że takie działanie może zostać podjęte, bo widzieliśmy różne nielogiczne działania ze strony rosyjskiej – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. –

To może być chęć wciągnięcia Białorusi jako aktywnego członka konfliktu z wszystkimi tego konsekwencjami. Atak na Kijów to może być też pomysł rosyjskich dowódców wojskowych, którzy mogą chcieć zaspokoić żądania roszczenia władz czy Ministerstwa Obrony Narodowej – czyli ministra Szojgu bądź prezydenta Putina – żeby coś zrobić. Natomiast podstawowym celem takich działań, czyli przemieszczania sprzętu wojska na teren Białorusi ze strony Rosji, jest przede wszystkim konieczność związania ze strony ukraińskiej sił i środków, które trzeba blokować, by zabezpieczać te kierunki. Nie wykluczam działań ze strony Białorusi, ale one byłyby skazane na porażkę – wskazuje Matysiak.

SPIE przejmuje General Property w Polsce

SPIE ogłosiło zawarcie umowy przejęcia 100% General Property. Umowa została podpisana z końcem grudnia 2022 r. Dzięki akwizycji General Property, SPIE umacnia swoją pozycję rynkową i staje się liderem rynku technicznego zarządzania obiektami (TechFM) w Polsce.

General Property jest wiodącym graczem na rynku usług technicznego zarządzania obiektami w Polsce. Firma ma siedzibę w Warszawie i świadczy usługi na terenie całego kraju w nieruchomościach klientów. General Property zatrudnia około 500 wysoko wykwalifikowanych pracowników i w 2021 roku wygenerowała przychody w wysokości 24 milionów euro.

Markus Holzke, Dyrektor Generalny SPIE Deutschland & Zentraleuropa: „Cieszymy się, że możemy powitać silny zespół  pracowników General Property. Celem SPIE jest bycie dostawcą pierwszego wyboru w branży TechFM we wszystkich krajach europejskich, w których jesteśmy obecni. Dzięki szerokiej wiedzy specjalistycznej współtworzymy miejsca pracy dostosowane do zasobów technicznych naszych klientów, pomagając im usprawniać ich podstawową działalność. Wspieramy naszych klientów w procesie zwiększania efektywności energetycznej i zrównoważonym rozwoju dla osiągnięcia celów ESG/CSR. Niezmiernie cieszy nas umocnienie naszej pozycji rynkowej i zdobycie pozycji lidera w Polsce. Wspólnie stwórzmy przyjazną dla klimatu i wspomaganą cyfrowo przyszłość”.

Piotr Górnicki, Dyrektor Generalny i współzałożyciel General Property: „Jesteśmy bardzo zadowoleni, że w SPIE znaleźliśmy rzetelnego partnera dla naszych klientów, partnerów biznesowych i naszych pracowników. SPIE jest odnoszącym sukcesy liderem usług multitechnicznych z głęboką wiedzą specjalistyczną w zakresie technicznego zarządzania obiektami. Jesteśmy przekonani, że to bogactwo doświadczeń zaowocuje wieloma korzyściami dla naszych klientów i dalszymi możliwościami rozwoju dla naszych pracowników.”

Zamknięcie transakcji ma nastąpić w lutym 2023 roku i podlega jedynie zatwierdzeniu przez organy antymonopolowe.

Popyt i podaż na rynku sztuki

Co wyróżnia obszar sztuki na tle innych sektorów rynku? Odpowiedź jest prosta, choć nastręczajaca jednocześnie pewnych trudności początkujących inwestorom – unikalność. Rynek sztuki – ze względu na swoją specyfikę – wymyka się standardowym próbom kategoryzacji. Dzieła artystów funkcjonują inaczej niż klasyczne z perspektywy ekonomii aktywa. Głównym tematem niniejszego tekstu będą czynniki rynkowe, które powinniśmy poznać bliżej chcąc inwestować w sztukę, a mianowicie popyt i podaż.

Dzieła sztuki jako aktywa finansowe

Specyfikę popytu i podaży na rynku sztuki determinuje charakter samego dzieła. Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę? Gdzie zatem szukać zasadniczych różnic? Na początek należy zacząć od wspomnianej już we wstępie unikalności. Dzieło sztuki jest dobrem niepowtarzalnym. Żadna reprodukcja nie dorówna wartości i cenie oryginału. Z jednej strony na aukcjach mamy sytuacje, w których im wyższa cena obiektu tym mniej licytujących, ale z drugiej w przypadku artystów uznanych za niezwykle wartościowych rośnie jednocześnie cena jak i popyt (paradoks Veblena).

Determinanty popytu

Jeśli mówimy o popycie to na pierwszym planie zawsze znajduje się kwestia dochodów i zamożności społeczeństwa (popyt efektywny). Status materialny odgrywa najważniejszą rolę ze względu na próg inwestycyjny – nie da się ukryć, że zakup dzieła sztuki to wydatek, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Kolejnym determinantem, który należy wskazać są kompetencje nabywców związane z obcowaniem ze sztuką takie jak wrodzona wrażliwość, nabyta wiedza z dziedziny kultury czy poczucie estetyki. W książce „Obrazy na rynku finansowym. Analiza efektywności inwestowania” Anna Lucińska wymienia szereg pozacenowych determinantów popytu, do których zalicza m.in. gospodarkę doznań (ważną z perspektywy tego jak zmieniają się gusta odbiorców i krytyków), efekt kuli śnieżnej (czyli modę na twórczość danego artysty) oraz kumulatywność upodobań do dzieł sztuki (większe zainteresowanie sztuką generuje finalnie większy popyt).

Między popytem a podażą

W przypadku rynku sztuki często podaż nie nadąża za popytem. Najłatwiej zauważyć to na przykładzie dominującej pozycji sztuki współczesnej w ogólnej wartości obrotów na rynku. Sztuka dawna, choć charakteryzuje się stabilnymi cenami, to stosunkowo rzadko pojawia się na aukcjach – ich liczba jest po prostu ograniczona. Do obiegu za to trafiają regularnie prace żyjących i tworzących artystów, a więc w naturalny sposób więcej transakcji dokonuje się w segmencie sztuki współczesnej.

Polityka a podaż

Osobną kwestię stanowi polityka celna i regulacje prawne dotyczące wywozu dzieł sztuki poza granice kraju. Mimo przyświecającej ustawie idei ochrony rodzimego bogactwa kulturowego pojawiają się trudności w postaci ograniczenia przepływu dzieł sztuki. Co to oznacza w praktyce? Pewnych obiektów nie możemy wywieźć, pozostałe wymagają uzyskania odpowiedniego zaświadczenia, a to prowadzi – jak wskazuje Joanna Białynicka-Birula – do częściowego zamknięcia rynku i ograniczenia podaży.  Ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 2003 roku precyzyjnie określa zasady dotyczące wydania jednorazowego zezwolenia na stały wywóz obiektu, a w zależności od techniki i gałęzi sztuki zmienia się próg wartości i wieku konkretnego dzieła. Dla przykładu – zezwolenia potrzebujemy, gdy dzieło ma więcej niż 50 lat, a jego cena przekracza 40 tys. złotych. Ministerstwo Kultury może odmówić jednak wydania pozwolenia, jeśli dana praca zostanie uznana za zbyt istotną dla dziedzictwa kulturowego kraju.

O kreowaniu narracji i cen

Uczestnicy rynku sztuki, a więc domy aukcyjne, galerie czy antykwariaty również w pewnym stopniu mogą kreować ceny, podaż i popyt. Dorota Żaglewska w swojej książce „Sztuka czy biznes? Sekrety antykwariuszy” pisała o tworzeniu narracji, czyli uatrakcyjnieniu dzieła i podnoszeniu jego wartości poprzez umiejscowienie w odpowiednim kontekście czy wyeksponowanie walorów artystycznych. W skrócie – wydobycie i podkreślenie wyjątkowości obiektu. Ważne jest nie tylko co, ale i jak jest sprzedawane. Odpowiedni język, zręczna komunikacja i fascynujący sposób opisywania dzieła mogą wpływać na cenę dzieła.

Rynek inny niż wszystkie?

Jeśli mielibyśmy wskazać jeszcze jeden czynnik, od którego zależy podaż mogłyby to być oczekiwania inwestora co do zysku – decyzja o odsprzedaży, a co za tym idzie ponownym wprowadzeniu do obiegu dzieła sztuki jest kwestią indywidualną podyktowaną osobistymi przesłankami. Każdy właściciel obiektu woli zyskać niż stracić, pytanie tylko na jaką stopę zwrotu liczy. Rynek sztuki, jak i samą sztukę należy nie tylko poznać, ale i zrozumieć. Inwestycja w obrazy, rzeźby czy fotografie ma bowiem charakter długoterminowy.

autor: Roman Kaczkowski

Ukończył historię sztuki na UJ, studia poświęcił na zgłębianie tajemnic rynku sztuki. Tej tematyce też poświęcił swoją pracę magisterską. Po studiach rozpoczął pracę w instytucjach polskiego rynku sztuki. W pierwszej kolejności w galerii Piotra Nowickiego, następnie wydawnictwo Art&Business, by w końcu rozwinąć swoje umiejętności w domu aukcyjnym DESA Unicum, gdzie przez 6 lat zajmował się doradztwem w zakresie inwestowania w dzieła sztuki, budowania kolekcji dzieł sztuki. Od dwóch lat realizuje swój własny projekt ARX Gallery, która zajmuje się najlepszą klasyką polskiej sztuki powojennej.

Bibliografia

Białynicka-Birula, Rynek dzieł sztuki w kontekście mikroekonomicznej teorii rynku, „Zeszyty Naukowe Akademii Ekonomicznej w Krakowie” 2005, nr 680, s. 29-42.
I. Chichorska, Rozwój rynku sztuki jako przykład inwestycji alternatywnych, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio H. Oeconomia” 49, 2015, nr 4, s. 69-83.
A.Lucińska, „Obrazy na rynku finansowym. Analiza efektywności inwestowania”, 2021.
2018 Żaglewska, „Sztuka czy biznes? Sekrety antykwariuszy”, 2018.

KUKE zaangażuje do 1 mld EUR w finansowanie projektów w sektorze energii z udziałem polskich spółek GE

KUKE zabezpieczy finansowanie o wartości 1 mld euro dla wykorzystania technologii GE w projektach służących dekarbonizacji sektora energetycznego i zwiększeniu poziomu elektryfikacji na całym świecie.

GE (NYSE-GE) i KUKE ogłosiły dziś zawarcie strategicznej umowy o współpracy w zakresie finansowania eksportu o wartości 1 mld euro. Celem umowy jest pomoc globalnym klientom GE w dekarbonizacji sektora energetycznego i zwiększeniu poziomu elektryfikacji na całym świecie. Na mocy zawartego porozumienia GE w Polsce będzie współpracować z KUKE, które zapewni ubezpieczenie finansowania wybranych transakcji. Znacząco ułatwi to prowadzenie inwestycji i, poprzez polski eksport przy wykorzystaniu lokalnego łańcucha dostaw, umożliwi realizację projektów zarówno z obszarów energetyki odnawialnej jak i gazowej na całym świecie.

Vishal Gulati, CFO, GE Energy Financial Services: Współpraca z KUKE, jedną z wiodących agencji kredytów eksportowych wspierających klientów GE, odblokuje i zmobilizuje znaczny kapitał dla ważnych projektów dotyczących transformacji energetycznej na całym świecie. Dostęp do konkurencyjnego finansowania jest kluczowy dla krajów rozwijających się – wpływa na zwiększenie poziomu elektryfikacji, jednocześnie skutecznie rozwiązuje energetyczny „trylemat” , jakim jest energia przystępna, zrównoważona i niezawodna.

GE będzie drugą globalną organizacją, która skorzysta z instrumentu finansowego w ramach nowego programu wsparcia eksportu KUKE. Wchodzące w jego zakres rozwiązania zachęcają firmy do inwestowania, produkcji i eksportu technologii w tym na nowe rynki, przy jednoczesnym wspieraniu lokalnych łańcuchów dostaw w Polsce.

Janusz Władyczak, prezes KUKE: Cieszymy się ze współpracy i możliwości wspierania GE oraz jej klientów w transformacji energetycznej na całym świecie. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom finansowym KUKE skutecznie przyczynia się do rozwoju biznesu zagranicznych firm w Polsce, które tworzą nowe miejsca pracy, inwestują w badania i rozwój oraz współpracują z wieloma lokalnymi przedsiębiorstwami. Naszą misją jest m.in. pomaganie firmom w realizacji międzynarodowych projektów, które mają pozytywny wpływ na środowisko i poprawiają poziom życia ludzi w krajach rozwijających się.

GE zdobyło silną pozycję w Polsce, gdzie zatrudnia około 4500 pracowników w różnych branżach, m.in. lotniczej, energetyki gazowej i odnawialnej. Wśród nich jest LM Wind Power, firma zajmująca się energią odnawialną, której zakład w Goleniowie zatrudniający około 1200 pracowników produkuje łopaty do lądowych turbin wiatrowych. W całym kraju działa osiem zakładów specjalizujących się w badaniach, produkcji i usługach, w tym fabryka turbin w Elblągu czy fabryka generatorów we Wrocławiu. EDC – Engineering Design Center GE mieści się w Warszawie i zatrudnia ponad 1200 inżynierów, którzy koncentrują się na rozwoju technologii dla wszystkich obszarów działalności GE.

Sławomir Zygowski, prezes GE Power w Polsce, Country Executive: Nasze partnerstwo z KUKE jeszcze bardziej wzmocni możliwości produkcyjne i eksportowe Polski, wspierając tym samym transformację energetyczną na całym świecie. Jesteśmy zaangażowani w prowadzenie bardziej zrównoważonego przemysłu energetycznego, a tym co najważniejsze w dłuższej perspektywie, pozostaje możliwość dekarbonizacji mocy wytwórczych gazu, zarówno nowych, jak i istniejących, poprzez połączenie technologii przed i po spalaniu, w tym przejście z węgla na gaz z wykorzystaniem technologii wodorowej i wychwytywania dwutlenku węgla. Przykładem jest Technologia turbin gazowych GE 9HA.02 dostarczanych „pod klucz” zawierająca system spalania DLN 2.6e zdolny do spalania do 50 proc. objętości wodoru po zmieszaniu z gazem naturalnym, z możliwością osiągnięcia 100 proc. udziału wodoru. Stanowi to potencjalną ścieżkę do produkcji zeroemisyjnej energii w turbinach gazowych.

TenderHut z rekordem sprzedaży za ostatni kwartał

Obecna na Głównym Parkiecie warszawskiej GPW, Grupa Kapitałowa TenderHut, odnotowała rekordowe przychody za grudzień 2022 roku, kończąc ostatni kwartał także z najwyższym przychodem w historii spółki. Grupa zamknęła ostatni miesiąc roku z szacowanym przychodem w wysokości 8,2 mln zł, co stanowi wzrost r/r o 36%. W ujęciu kwartalnym grupa po raz pierwszy przekroczyła 20 mln zł przychodu, co stanowi 24-procentowy wzrost w zestawieniu z analogicznym okresem 2021 r. Szacunkowe skonsolidowane przychody za 2022 wyniosą 77,3 mln zł, czyli o 27% więcej w stosunku do roku poprzedniego.

Grupa TenderHut to jedna z najszybciej rozwijających się firm IT w Polsce, o czym świadczy między innymi jej obecność piąty rok z rzędu w międzynarodowym rankingu Financial Times 1000 gromadzącym najszybciej rosnące firmy z Europy.

– Konsekwencja w realizacji przyjętej strategii, ma swoje odzwierciedlenie w szacowanym na koniec roku przychodzie i szczególnie dobrej jego wartości w ostatnim miesiącu roku kalendarzowego. Jednak warto zaznaczyć, że na początku ubiegłego roku nasze oczekiwania były większe. Zostały jednak ostudzone przez spowolnienie gospodarcze w ujęciu światowym. Rosnące globalnie stopy procentowe i trudniejszy niż w poprzednich latach dostęp do kapitału odbił się negatywnie na tempie wzrostu światowego sektora technologicznego. Widać to także po zapowiadanych w ostatnim czasie zwolnieniach w szeroko rozumianym BigTechu. Spora część naszego portfela klientów to młode spółki technologiczne – szczególnie wrażliwe na zmiany płynnościowe na rynkach finansowych. W tym trudnym środowisku udaje nam się jednak pozyskiwać nowe zlecenia, a niewątpliwie naszą siłą jest bardzo duża dywersyfikacja portfela klientów – co pozwala nam na minimalizowanie ryzyk związanych z sytuacją poszczególnych podmiotów, którym świadczymy usługi. – komentuje Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut.

 – Po silnym początku roku, w ciągu ostatniego półrocza odczuliśmy także ochłodzenie koniunktury w segmencie LabSystems, gdzie widoczne było częściowe zamrożenie wydatków w obrębie cyfrowej transformacji światowych korporacji. W naszej grupie jest to segment o dość pro-cyklicznym profilu, stąd liczymy, iż po kilku płaskich kwartałach nastąpi ożywienie, którego beneficjentami będą i nasze spółki. Podobnie wygląda sytuacja z obszarem cyfrowych innowacji – tu także skalowanie naszych startupów idzie wolniej niż zakładaliśmy. W tym roku stworzymy takie warunki dla spółek z segmentu Venture Building, które umożliwią im ubieganie się o fundusze na rozwój do tej pory będące poza ich zasięgiem.

TenderHut planuje zaoferować kluczowym menadżerom i pracownikom możliwość zakupu akcji lub udziałów w spółkach zależnych z segmentu Venture Building. – Chcemy, aby struktura właścicielska była optymalna z punktu widzenia przyszłych inwestorów strategicznych czy finansowych. Aspekt motywacyjny tego ruchu także postrzegamy jako istotny. W ten sposób przed naszymi startupami otworzą się dodatkowe możliwości uzyskania zewnętrznego finansowania, w tym wsparcia ze środków publicznych czy funduszy unijnych. Takie rozwiązanie stworzy szansę na wzmocnienie fundamentów dalszego dynamicznego rozwoju tych spółek, co leży w długoterminowym interesie zarówno ich samych, jak i Grupy TenderHut, jako obecnie strategicznego, a w przyszłości wciąż istotnego akcjonariusza i udziałowca – wyjaśnia Strzelecki.

Spółka przez ostatni rok przeszła szereg zmian związanych z kolejnym etapem jej rozwoju, czyli przejściem z NewConnect na Główny Parkiet GPW. Pierwsze dwa kwartały 2022 roku dla TenderHut owocowały w strategiczne transakcje M&A. Brainhint, KISS digital, KISS communications i IntelliLex, to 4 spółki, które weszły w skład grupy, poszerzając jej potencjał i umożliwiając rozwój poszczególnych linii biznesowych. W wyniku połączeń do grupy TenderHut dołączyło 70 kolejnych specjalistów.

– Zgodnie z zapowiedziami deklarowanymi w trakcie emisji z jesieni 2021 roku, jesteśmy aktywni na polu akwizycji. Wykorzystaliśmy do tej pory około 2/3 środków zebranych na ten cel.  W 2023 roku będziemy to kontynuować. Spodziewamy się także, że technologiczna bessa przyniesie urealnienie oczekiwań właścicieli mniejszych i bardziej podatnych na wahania koniunktury software house’ów. Jako wyzwanie na kolejny rok postrzegamy również presję inflacyjną, która w ostatnich miesiącach jednak zauważalnie słabnie. Mamy nadzieję, że 2023 rok będzie pod tym względem znacząco mniej dynamiczny zapowiada Robert Strzelecki.

Szerokie portfolio pozwala Grupie uzyskiwać efekt synergii, co jest niezwykle istotne przy działalności na globalnych rynkach. Podejście takie wzmacniają także międzynarodowe partnerstwa. Przykładem tego jest współpraca Grupy z gigantem z Redmond. TenderHut jako złoty partner Microsoft, niejednokrotnie był doceniany za innowacyjne rozwiązania tworzone przez spółki zależne Grupy. Spółka drugi rok z rzędu uzyskała wyróżnienie w ogólnoświatowym konkursie Microsoft Partner of The Year, w kategorii Mixed Reality. W dodatku Microsoft po raz kolejny wyróżnił TenderHut, doceniając pracę spółek wchodzących w skład grupy, czyli: Grow Uperion, Holo4Labs, Holo4Med, SoftwareHut i Zonifero, poprzez nadanie grupie kapitałowej tytułu Partnera Roku Independent Software Vendor. W ostatnim roku spółka została doceniona także w konkursach i rankingach takich jak: Deloitte Fast Technology 50 CE/500 EMEA, Gazele Biznesu, Diamenty Forbesa, Orły Innowacji Rzeczpospolitej czy European Tech & Startup Challenge. Aktualnie Grupa TenderHut posiada 9 centrów programistycznych w Polsce i 4 spółki zagraniczne.

OX2 uzyskuje pozwolenie na użytkowanie dla Farmy Wiatrowej w Grajewie

Farma Wiatrowa Grajewo uzyskała pozwolenie na użytkowanie. Po kontroli Podlaskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, nasza farma uzyskała pozytywną opinię i może produkować czystą energię elektryczną z wiatru.

Farma Wiatrowa wybudowana w Grajewie, na Podlasiu składa się z 12 turbin wiatrowych
o łącznej  mocy 40 MW. Szacowana roczna produkcja energii z Farmy Wiatrowej Grajewo wynosić będzie około 130,6 GWh. Przy założeniu średniego rocznego zużycia energii przez gospodarstwo domowe na poziomie około 3.500 kWh – cała farma będzie mogła  zasilić rocznie nawet do 40.000 gospodarstw.

– OX2 w Polsce jest obecny na rynku od 2019 roku. Od tego czasu zbudowaliśmy bogate portfolio lądowych projektów wiatrowych i fotowoltaicznych na różnych etapach realizacji. Nasz portfel projektów wiatrowych liczy blisko 1000 MW mocy, z czego ponad 300 MW stanowią projekty zrealizowane, w trakcie budowy oraz przewidziane do budowy w 2023 roku. Farma Wiatrowa Grajewo to nasz kolejny krok na rzecz transformacji energetycznej w Polsce.  – mówi Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalny OX2 w Polsce.

Na potrzeby budowy farmy oraz w ramach wsparcia lokalnej społeczności firma OX2 wybudowała 4,5 km dróg dojazdowych do turbin wiatrowych, wyremontowała 3,8 km istniejących dróg gminnych oraz wykonała wzmocnienie drogi powiatowej prowadzącej do miejscowości Boczki-Świdrowo o łącznej długości odcinków blisko 1,4 km.

Dodatkowo, w związku z przyłączeniem realizowanej przez OX2 farmy wiatrowej Grajewo, do operatora sieci PGE Dystrybucja Oddział Białystok, zmodernizowano Stację GPZ Grajewo – Popowo. Dzięki temu Grajewo może pochwalić się jedną z największych i najnowocześniejszych inwestycji energetycznych na terenie północno-wschodniej Polski. Nowa stacja GPZ 110/15 kV GIS Grajewo 2 będzie służyła przez kolejne lata społeczności oraz podmiotom gospodarczym całego regionu, co z pewnością przyczyni się do jego dalszego rozwoju.

– Prace na budowie Farmy Wiatrowej Grajewo przebiegły zgodnie z harmonogramem – mówi Patryk Jarzębski, Construction Project Manager w OX2. – Cieszę się, że równolegle do realizacji naszego projektu, mogliśmy zrealizować również wiele ważnych inwestycji dla lokalnej społeczności. Budowa i remonty dróg oraz zaprojektowanie i sfinansowanie modernizacji nowej sali komputerowej w Zespole Szkół Nr 2 w Grajewie to tylko niektóre z nich. Ważne jest dla nas również to, że byliśmy cały czas w kontakcie z mieszkańcami oraz władzami gminy i powiatu, uczestniczyliśmy i wspieraliśmy ich w realizacji lokalnych inicjatyw związanych z edukacją, kulturą i aktywizacją środowisk – dodaje Patryk Jarzębski.

Oficjalne otwarcie Farmy Wiatrowej Grajewo planowane jest w pierwszej połowie 2023 roku.

(Jednak) optymistyczna prognoza dla biznesu – podsumowanie 2022 roku w handlu

Rok 2022 przyniósł istotne wyzwania dla ogólnoświatowej gospodarki. Kryzys ekonomiczny, rozpoczęty przez pandemię, a pogłębiony przez wojnę w Ukrainie i związany z nią kryzys energetyczny, wpłynął na kondycję globalnego rynku i każdej możliwej branży. Mimo wielu pesymistycznych prognoz z ubiegłego roku, wyniki sprzedażowe podczas okresu wyprzedaży w czwartym kwartale pokazują jednak, że dopasowanie odpowiedniej strategii może pozwolić na ostrożny optymizm co do nadchodzących miesięcy.

Ostatni kwartał roku to zawsze prawdziwy maraton sprzedażowy. Jesienny sezon wyprzedażowy jest wyczekiwany nie tylko przez fanów zniżek, ale również przez sprzedawców. Chociaż wszyscy spodziewali się spadku wyników sprzedażowych względem ubiegłych lat, podsumowanie kwartału nas zaskoczyło. Kryzys nie wpłynął negatywnie na chęć skorzystania z wyprzedaży przez Polaków. Wręcz przeciwnie – podczas jesiennych wyprzedaży kupowaliśmy nawet chętniej niż w roku 2021.

Zmiany w trendach zakupowych

Maraton sprzedażowy końcówki roku coraz częściej zaczyna się od Dnia Singla. To chińskie święto rabatów stworzone przez AliExpress, przypadające na 11 listopada. Według analiz ekspertów Admitad, wzrost sprzedaży online rozpoczął się w tym roku już na początku listopada i trwał przez kolejne dni. Najwięksi giganci chińskich rynków, a więc Alibaba Group (spółka zarządzająca platformą AliExpress) czy JD.com nie zdecydowali się na udostępnienie zeszłorocznych danych sprzedażowych, zachowując je do użytku wewnętrznego. Dlatego Admitad, dostawca rozwiązań IT skoncentrowanych na performance marketingu, przeanalizował 20 milionów zamówień z całego świata w swojej sieci marketingu partnerskiego. Z danych wynika, że aż 55% płatności w omawianym okresie została zrealizowana przy pomocy serwisów cashback. Ponadto w Polsce aż 22% źródeł informacji o produkcie stanowiły strony internetowe i portale tematyczne, a same media społecznościowe zachęciły do zakupów aż 8% konsumentów. Jeśli dodać do tego fakt, że liczba zakupów wykonanych na urządzeniach mobilnych podczas tegorocznego Dnia Singla zwiększyła się w porównaniu do roku 2021 o 30%, zyskamy bardzo istotne wskazówki co do wyboru platform, na rozwoju których powinni skupić szczególną uwagę sprzedawcy, aby zwiększyć szanse na dodatkowe dochody.

Polacy coraz chętniej kupują w Black Friday

Pomimo szalejącego kryzysu, dane sprzedażowe podczas Black Week utrzymały w 2022 roku tendencję wzrostową. Eksperci twierdzą, że średnia wartość zamówienia była od 2% do 15% wyższa, w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Co więcej, z analiz Admitad wynika, że Polacy zwiększyli wydatki na swoje zamówienia aż o 55% względem „normalnego” okresu sprzedażowego. Jest to wprawdzie wynik porównywalny do roku 2021, jednak w obliczu wysokiego poziomu inflacji i obecnej sytuacji gospodarczej, sam fakt, że odnotowano tak wysoki wzrost sprzedaży, jest bardzo dobrym sygnałem dla sprzedawców i całego biznesu. Polscy konsumenci, mimo trudności, nadal chętnie będą dokonywać zakupów – jednak pod warunkiem, że otrzymają wystarczająco atrakcyjną ofertę.

Nowy lider w działaniach sprzedażowych?

2022 rok przyniósł istotne zmiany, jeśli chodzi o mechanizmy sprzedażowe. Poza wspomnianą już rosnącą popularnością serwisów cashback, intensywnie rozwijał się marketing partnerski, nazywany również afiliacyjnym. Ten rodzaj marketingu, oparty na współpracy między sprzedawcami i wydawcami treści internetowych, a także łączącą obie strony siecią partnerską, nie bez powodu jest określany jako metoda win-win-win. Sprzedawca zyskuje tani sposób skutecznej reklamy swojego produktu, trafiającej wprost do odpowiedniej grupy docelowej. Wydawca treści ma szansę na dodatkowy zarobek, który dzięki nowoczesnym rozwiązaniom sieci afiliacyjnej, wykorzystującym najnowsze trendy technologiczne, jak AI, może otrzymać nawet w ciągu 24 godzin. Zyskuje także konsument. Otrzymuje on dostosowane do jego zainteresowań reklamy i treści promocyjne, a finalnie również produkt dopasowany do jego potrzeb. Liczne korzyści wynikające ze współpracy afiliacyjnej, a także jej rosnąca popularność sprawiają, że po roku 2022 model ten śmiało można nazwać marketingiem przyszłości.

Prognozy dla biznesu na rok 2023 nie są więc tak pesymistyczne, jak mogłoby się początkowo wydawać. Nowe technologie pozwoliły na rozwój narzędzi, które łagodzą wpływ kryzysu na sprzedaż i marketing. Pomimo wyzwań, jakie dla e-commerce przyniósł rok 2022, wyniki sprzedażowe uzyskane dzięki marketingowi partnerskiemu zachowały tendencję wzrostową. Co więcej, dalsze wykorzystywanie wymienionych narzędzi sprawia, że ten pozytywny trend ma szansę utrzymać się w nadchodzących miesiącach.

Autor: Mateusz Łukianiuk, Country Manager Admitad, Ekspert w zakresie optymalizacji struktur i procesów, budowania strategii i e-commerce.

Doświadczony menedżer oraz mentor o profilu operacyjno-strategicznym, specjalizujący się w segmencie e-commerce, marketingu afiliacyjnym oraz reklamie on-line. Konsultant doradztwa strategicznego, strategii marki oraz komunikacji dla sklepów internetowych. Specjalizuje się w zarządzaniu, optymalizacji struktur i procesów, strategii oraz sprzedaży.

„Patodeweloperka” na celowniku decydentów. Jakie skutki przyniesie nowa inicjatywa rządzących?

Nowy rok zaowocował nową aktywnością gremiów rządowych w mieszkaniówce. Poza programem dopłat do hipotek oraz zapowiedziami opodatkowania hurtowych zakupów nowych lokali, na celowniku decydentów znalazła się tzw. patodeweloperka. Specjalny komunikat rządowy jej poświęcony szczegółowo wskazuje planowane kierunki działań w celu eliminacji niepożądanych zjawisk na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Patodeweloperka czyli co?

Pojęcie „patodeweloperki” nie doczekało się jak na razie oficjalnej definicji czy też pozycji w Wikipedii, co być może jest tylko kwestią czasu. Twórcom tego już dość popularnego neologizmu chodziło zapewne o cały szereg mniej lub bardziej niepożądanych, czy wręcz rażących efektów, skutków oraz nadużyć działalności gospodarczej deweloperów o profilu mieszkaniowym. O jakie to przekraczanie przyjętych norm chodzi?

Przede wszystkim mówi się o budowie mieszkań o nadmiernie skompresowanej powierzchni, czyli tzw. mikrokawalerek o mniejszym od przepisowego metrażu 25 mkw., w formie lokali użytkowych. Do tego dochodzą przypadki lokali o mocno niefunkcjonalnych, odbiegających od normy rozkładach pomieszczeń. Następnie za patodeweloperkę uznaje się uciążliwe dla komunikacji grodzenie inwestycji deweloperskich oraz nadmierną koncentrację zabudowy mieszkaniowej w celu maksymalizacji tzw. PUM.

Tymczasem ministerialny komunikat patodeweloperkę definiuje jako „działania inwestorów komercyjnych, które mają maksymalizować zyski kosztem dobrych obyczajów, zdrowego rozsądku, a czasem wymagań zawartych w przepisach. W praktyce to mieszkania, w których jest np. ciemno, a z balkonów sąsiedzi zaglądają sobie do talerza. To też place zabaw składające się z jednej huśtawki”.

Obiegowe postrzeganie patodeweloperki zostało na potrzeby planowania nowych przepisów uzupełnione o rządowe wytyczne dotyczące eliminacji nadmiernej koncentracji balkonów, niedostatecznej funkcjonalności placów zabaw, słabego doświetlenia lokali, czy wreszcie ograniczania tzw. betonozy.

Natomiast dość niepokojąco wygląda postawienie na samym wstępie przedmiotowego komunikatu znaku równości pomiędzy pojęciami patodeweloperki i chaosu przestrzennego. Zaakcentowana sugestia, jakoby przez patodeweloperkę, a więc de facto działalność deweloperów państwo traciło 84,3 mld zł rocznie, nie tylko jest trudne do interpretacji, ale i zastanawiające w kwestii intencji autorów opracowania.

Planowane działania z niepewnym skutkiem

Oczywiście zjawisko patodeweloperki jest w kraju niezaprzeczalnym faktem, choć zapewne medialnie ponad miarę wyolbrzymionym. Tym samym powinna być ona w sposób metodyczny eliminowana z pierwotnego rynku mieszkaniowego poprzez korektę przepisów, które patodeweloperkę de facto sankcjonują. Tymczasem sygnalizowane w ministerialnym komunikacie pomysły tylko częściowo kojarzą się z racjonalnym i profesjonalnym zwalczaniem zjawisk niepożądanych w deweloperce mieszkaniowej.

Jeśli chodzi o kwestię tzw. mikrokawalerek, czyli lokali użytkowych z przeznaczeniem mieszkalnym o powierzchni poniżej 25 mkw., to podaż i popyt na takie mieszkania wynosi w kraju nieco ponad 1 proc. oferty deweloperskiej. Jest więc to problem stosunkowo marginalny i dyskusyjny, ale przede wszystkim dość mocno przereklamowany.

Gros lokali o pow. poniżej 25 mkw., czyli w granicach od kilkunastu do 25 mkw. jak najbardziej nadaje się do okresowego zamieszkiwania przez singli, osoby młode czy studentów, a także np. turystów w condohotelach. To także miejsca, w których lokują się małe działalności gospodarcze.

Planowany minimalny metraż lokali użytkowych na poziomie 25 mkw. nie ma więc w pełni racjonalnego uzasadnienia. Natomiast pomysł dopuszczalności dowolnego umieszczania mniejszych lokali z osobnym wejściem na parterach budynków mieszkalnych wydaje się nie do końca przemyślany. Doprowadzić może bowiem do tworzenia czegoś w rodzaju targowisk na ich najniższych kondygnacjach.

Z kolei grodzenie osiedli deweloperskich ma już charakter powszechny i być może dotyczy nawet większości inwestycji. Sami deweloperzy zdecydowanie i praktycznie w 100 procentach opowiadają się przeciwko stawianiu płotów dookoła osiedli mieszkaniowych. Sęk w tym, że aż 80-90 proc. klientów deweloperskich biur sprzedaży równie zdecydowanie oczekuje oferty lokum na osiedlu bez dostępu osób trzecich, czyli szczelnie ogrodzonych. W tym przypadku proponowane wprowadzenie zasad racjonalności w grodzeniu osiedli z pewnością nie jest pozbawione sensu.

Za to zdecydowanie dyskusyjna wydaje się propozycja zwiększenia minimalnej odległości budynków mieszkalnych wielorodzinnych od granicy działki z 4 do 6 metrów. Znacznie ograniczy to liczbę mieszkań w inwestycjach i podniesie ich cenę, a dodatkowo wyeliminuje z możliwości zabudowy szereg gruntów inwestycyjnych, w tym także będących już w dyspozycji przedsiębiorców. Tym samym poskutkuje zwiększenie odległości miedzy budynkami w celi wydłużenia czasu nasłonecznienia z 3 do 3,5 godziny. Co więcej, możliwe są bardzo częste przypadki niezgodności planowanych parametrów z zapisami MPZP czy WZ.

Z kolei przepisy drastycznie ograniczające możliwości projektowania balkonów spowodują ich brak w przypadkach bardzo wielu lokali, w innych zadecydują o znacznym ograniczeniu ich powierzchni, tym samym bardzo poważnie degradując wartość użytkową mieszkań deweloperskich, a także ignorując główne preferencje ich nabywców.

W pewnym sensie dyskusyjne, choć w nieco mniejszym stopniu są też punkty dotyczące placów zabaw czy terenów zielonych. W pierwszym przypadku istotna jest powierzchnia dostosowana do wielkości osiedla, a nie samo wyposażenie, o którym najczęściej decyduje wspólnota mieszkaniowa. Z kolei wyznaczanie minimalnej powierzchni terenu biologicznie czynnego dotychczas pozostaje w gestii planów miejscowych lub WZ-tek. Czy na pewno konieczna jest zmiana obowiązujących w tym zakresie zasad?

Czyżby temat zastępczy?

W sumie trudno oprzeć się wrażeniu, ze planowana zmiana przepisów, mająca przeciwdziałać i zapobiegać patodeweloperce, to temat zastępczy. W roku wyborczym będzie on spełniał misję przekierowania uwagi opinii publicznej i wyborców z dość deprymujących dotychczasowych efektów Narodowego Programu Mieszkaniowego na aktywność gremiów rządowych w spektakularnym zwalczaniu nieuczciwych praktyk deweloperów mieszkaniowych. Pytanie jednak, czy na pewno aktywność ta przyniesie wymierne i pożądane korzyści oraz wsparcie „bezdomnym” Polakom w staraniach o wymarzone lokum oraz podniesienie ich jakości życia, czy też raczej doprowadzi do przysłowiowego wylania dziecka z kąpielą.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl