25% pracodawców planuje redukcję etatów, a 48% firm chce pozostawić zatrudnienie na tym samym poziomie

W I kwartale 2023 roku 24% polskich pracodawców chce poszukiwać nowych rąk do pracy, redukcję stanowisk deklaruje 25% organizacji, a 48% firm prognozuje pozostawienie zatrudnienia na niezmienionym poziomie. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na pierwszy kwartał 2023 roku to -2%. W praktyce oznacza to, że możemy spodziewać się większej liczby zwolnień – takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od stycznia do końca marca tego roku. Największe zapotrzebowanie na kandydatów zgłaszają przedsiębiorcy z sektora usług komunikacyjnych (+33%) oraz energetyki i usług komunalnych (+14%). Są jednak branże, w których pracodawcy planują zmniejszać swoje zespoły. Z analizy danych dla regionów Polski wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy z południowego zachodu (+14%), a zwolnień można spodziewać się na Wschodzie (-6%) i w Centrum (-6%). Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od stycznia do końca marca. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał wynosi -2%, co w praktyce oznacza redukcje etatów. To wynik niższy o 2 punkty procentowe od prognozy deklarowanej na poprzedni kwartał oraz spadek o 25 punktów procentowych w porównaniu do wskaźnika z I kwartału 2022 roku. Oznacza to, że jeszcze rok temu kandydaci mogli liczyć na wiele ofert, a organizacje prężnie powiększały swoje zespoły.

– Od stycznia do marca tego roku musimy liczyć się z ochłodzeniem nastrojów rekrutacyjnych niemal we wszystkich branżach. Choć w ujęciu kwartalnym odsetek firm planujących pozostawienie zatrudnienia na obecnym poziomie nie zmienił się, to w obecnym kwartale mamy więcej firm, które będą redukować etaty niż tych, które chcą zatrudniać nowych pracowników – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Patrząc na prognozy zatrudnienia polskich pracodawców, deklarowane przez nich w grudniu, wróciliśmy do nastrojów notowanych w trzecim kwartale 2020 roku, czyli wtedy, gdy najbardziej odczuwaliśmy wpływ obostrzeń pandemicznych na rynek pracy. Podobnie negatywne nastroje obserwowaliśmy w 2013 roku w trakcie kryzysu gospodarczego w Polsce. Możemy zatem powiedzieć, że sytuacja na rynku pracy w Polsce uległa pogorszeniu, ale jednocześnie wciąż mamy do czynienia z dużym niedoborem talentów w wielu obszarach. To sprawia, że firmy wciąż będą zabiegać o wykwalifikowanych specjalistów, jednak nie spodziewałbym się w najbliższym czasie znacznego wzrostu zatrudnienia – dodaje ekspert.

W minionym kwartale nastąpiło wyhamowanie i stagnacja rynku pracy, natomiast prognoza na najbliższe miesiące mówi o tym, że firmy planują nieznaczne redukcje etatów. Zatrudnienie nowych pracowników planuje 24% badanych przedsiębiorstw, nieco więcej, bo 25% deklaruje konieczność zwolnień. 48% polskich organizacji nie chce niczego zmieniać w swojej strukturze zatrudnienia, pozostawiając liczbę pracowników na dotychczasowym poziomie, a jedynie 3% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzący czas.

Finanse i nieruchomości oraz IT z gwałtownymi spadkami

Raport przedstawia prognozy zatrudnienia dla 8 sektorów rynku, jak pokazują prognozy, w 5 z nich pracodawcy planują otwierać nowe rekrutacje. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci z obszaru usług komunikacyjnych (+33%), a także energetyki i usług komunalnych (+14%). W sektorze transportu, logistyki i motoryzacji, a także IT prognoza netto zatrudnienia to +3%, co oznacza niewielki wzrost zatrudnienia. Branża nowych technologii odnotowała dość gwałtowny spadek w porównaniu rocznym, prognoza zatrudnienia zmniejszyła się bowiem o 41 punktów procentowych, a w ujęciu kwartalnym o 4. Niewielki wzrost na poziomie +1% prognozuje obszar dóbr i usług konsumpcyjnych, co oznacza pozytywną prognozę, jednak kandydaci będą musieli liczyć się z bardzo ograniczonymi możliwościami zmiany pracodawcy w tym sektorze. Wśród analizowanych obszarów, redukcji etatów możemy spodziewać się wśród przedstawicieli branży nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (-5%). Zwolnienia planują również przedstawiciele przemysłu i surowców oraz finansów i nieruchomości, gdzie prognoza wynosi -2%. To szczególnie duża zmiana dla ostatniego sektora, bowiem prognozy netto zatrudnienia na czwarty kwartał 2022 roku były dla nich optymistyczne i wynosiły +7% a dla pierwszego kwartału 2022 +36%, co oznacza spadek odpowiednio o 8 i 38 punktów procentowych.

– Miniony rok był czasem niepewności i wyzwań, z którymi musieliśmy mierzyć się niemal na każdym polu. Nad polskim rynkiem pracy wciąż ciąży widmo wojny toczącej się tuż za naszą wschodnią granicą, na nastroje pracodawców wpływa również inflacja, ceny paliwa, gazu oraz energii. Od stycznia podwyższona została płaca minimalna, a co za tym idzie, wzrosły wydatki związane z prowadzeniem działalności. Pracodawcy chcą przeczekać najbliższy czas, decyzje o zwolnieniach będą podejmowane bardzo ostrożnie, wiele firm przekłada planowane na pierwsze miesiące 2023 roku inwestycje na kolejne kwartały. Polscy przedsiębiorcy są powściągliwi i wolą ostrożnie podejmować wszelkie decyzje, na co dowodem będą właśnie nadchodzące miesiące – dodaje Tomasz Walenczak.

Południowo-zachodnia Polska z największym optymizmem rekrutacyjnym

Biorąc pod uwagę dane dla regionów to z raportu ManpowerGroup wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy w regionie południowo-zachodnim (+14%). Mniej korzystnych perspektyw dla kandydatów należy natomiast oczekiwać na Północy (+6). Są to jednak wciąż dodatnie prognozy zatrudnienia, co oznacza że przedsiębiorcy planują zwiększenie rekrutacji, a osoby panujące zmianę zatrudnienia mogą liczyć na oferty pracy. Firmy zlokalizowane w obszarze północnego-zachodu (+1) deklarują bardzo niewielki wzrost zatrudnienia, będący zapowiedzią stagnacji na lokalnym rynku. Zwolnienia planują pracodawcy w regionie południowym (-4%), wschodnim (-6%) i centralnym (-6%).
Tylko duże firmy chcą pozyskiwać nowych pracowników
Najbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże firmy (+6%), zatrudniające powyżej 250 pracowników. Pracodawcy z pozostałych przedsiębiorstw liczą się z koniecznością redukcji etatów w najbliższych miesiącach. Średnie organizacje (50-249 pracowników) przewidują prognozę -2%, a mikrofirmy (do 10 pracowników) -3%. Najtrudniejszą sytuację rekrutacyjną deklarują małe przedsiębiorstwa, zatrudniające 10-49 osób, z prognozą netto zatrudnienia -4%.

Polska na tle regionu EMEA

Polski rynek pracy odnotowuje jedną z najniższych prognoz zatrudnienia (-2%) na I kwartał 2023 roku w całym regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Niższy wskaźnik zadeklarowały jedynie pracodawcy z Węgier, przewidując prognozę -8%, co oznacza większe niż w naszym kraju planowane zwolnienia. Wśród państw regionu EMEA najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci z Austrii (+29%), Turcji (+29%) i Izraela (+28%). W porównaniu z I kwartałem 2022 roku niemal wszystkie kraje Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki odnotowały spadek prognozy netto zatrudnienia, z wyjątkiem Turcji, która zadeklarowała wzrost wskaźnika o 1 punkt procentowy, oraz Francji z identyczną prognozą rok do roku.

Boom na elektryczne rowery

Segment elektrycznych jednośladów wzrośnie dwukrotnie w ciągu najbliższych trzech lat, osiągając wolumen sprzedaży 10 mln sztuk w Europie. Część z tych e-bike’ów pochodzić będzie z polskich fabryk, których moce produkcyjne już osiągnęły wartość 2 mld złotych. Plasuje to nasz kraj na 4. pozycji na Starym Kontynencie. Przyglądamy się rynkowi elektrycznych rowerów.

Rowery miejskie do codziennych dojazdów do pracy, również w wersji składanej, crossowe i trekkingowe, które pozwalają na jazdę w mieście, jak i w terenie lub rowery górskie, które świetnie poradzą sobie na wymagających szlakach. Co, poza popularnością, łączy te jednoślady? Fakt, że od kilku lat są jeszcze bardziej rozchwytywane przez klientów za sprawą elektrycznych wersji, które wspomagają siłę ludzkich mięśni.

– Polacy chcą jeździć rowerami elektrycznymi. Na wzrost popularności tego środka transportu mają wpływ aspekty funkcjonalne, ekologiczne i przede wszystkim ekonomiczne. Trend ten jest zauważalny zarówno w sektorze biznesowym, m.in. branży dostawczej, gdzie rowery cargo odgrywają kluczową rolę w realizacji dostaw tzw. „ostatniej mili”, jak i wśród użytkowników indywidualnych. Koszt przejechania samochodem 100 km, czyli średniego tygodniowego dystansu praca-dom wynosi 56 zł. Podczas gdy ci, którzy wybiorą rower, zapłacą zaledwie 40 groszy – wyliczają organizatorzy kampanii Rowerowa Rewolucja.

Ankietowani są na TAK

Z badań ankietowych Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego (PSR) wynika, że dla większości badanych (70%) rower elektryczny jest bardziej ekonomiczny niż samochód. Dodatkowo wzrost cen paliw wywołuje w co drugiej osobie chęć skorzystania z e-roweru, a 54% ankietowanych byłoby skłonnych nabyć e-bike’a za równowartość 12 tankowań pojazdu. Ekonomiści niestety nie pozostawiają złudzeń – wysoka inflacja będzie się utrzymywać, a jej skutki Polacy odczują m.in. w sklepach i na stacjach paliw. Przesiadka na rower to pewna alternatywa na podreperowanie budżetu domowego, przy jednoczesnym zapewnieniu wielu innych korzyści, np. zdrowotnych czy ekologicznych – argumentują przedstawiciele PSR.

Rola roweru elektrycznego w codziennej komunikacji systematycznie rośnie. Pokazują to zarówno najnowsze badania, obserwacje naszych ekspertów oraz trendy na polskich ulicach i ścieżkach rowerowych. Polacy podążają za trendami obecnymi w krajach zachodniej Europy. Także u nas wzrost popularności e-bike’ów przyniesie same korzyści dla miast i społeczeństwa, a także szansę na dynamiczny rozwój polskiej elektromobilności – mówi Mateusz Pytko, dyrektor biura PSR.

Popularność jednośladów ze wspomaganiem byłaby jeszcze większa, gdyby istniał w Polsce rządowy system wsparcia ich zakupu, tak jak ma to miejsce w przypadku samochodów elektrycznych i programu „Mój elektryk” uruchomionego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Z pewnością tego typu działanie zwiększyłoby zainteresowanie rowerami elektrycznymi i skłoniłoby też do wyboru roweru jako komfortowego środka transportu, a przy okazji spopularyzowałoby ogólną aktywność sportową – komenutje Grzegorz Grzyb, Wiceprezes Zarządu firmy Romet.

Kto kupuje e-rowery?

Powodem, dla którego coraz więcej klientów wybiera rowery ze wspomaganiem jest przede wszystkim przyjemność z jazdy. Drugą, ważną kwestią jest to, że w zasadzie każda grupa użytkowników może pokonać zdecydowanie więcej kilometrów.

Pierwszą grupą odbiorców są osoby, które jeżdżą rowerem, ale nie mają wystarczającej kondycji, aby pokonywać wiele kilometrów czy wjeżdżać na wysokie, strome szczyty. To osoby, które nigdy nie podejmowały tego typu wysiłku, a chcą spróbować. Drugą grupę stanowią osoby starsze, które nadal chciałyby pokonywać dziesiątki kilometrów, przełamywać bariery, ale z różnych przyczyn nie jeżdżą na rowerze. Trzecią grupę stanowią osoby aktywne, które po zakończeniu treningów, maratonów, wyścigów nadal są głodne emocji. Chcą pokonywać kolejne kilometry czy to na górskich szlakach czy w mieście i tutaj idealnie sprawdzą się rowery elektryczne. Rowery z napędem elektrycznym to również dobre rozwiązanie w przypadku rodzin z dziećmi – podczas wspólnych wyjazdów, każdy może pokonywać trasę w tym samym tempie – Filip Wojciechowski Prezes firmy Kross.

Europa rowerami stoi

Według danych Eurostatu, w ubiegłym roku kraje Unii Europejskiej wyeksportowały poza region wspólnotowy rowery (zarówno elektryczne, jak i nieelektryczne) o wartości 921 mln EUR, importując jednocześnie jednoślady o wartości 1 896 mln EUR.produkcja elektryczne rowery

Największym producentem rowerów w Europie była w 2020 roku Portugalia

Podobny bilans dotyczy rowerów ze wspomaganiem. W 2021 roku UE wyeksportowała 315 526 rowerów elektrycznych o wartości 488 mln euro i sprowadziła 1 148 600 rowerów elektrycznych o wartości 849 mln euro z krajów spoza UE. W porównaniu z 2020 r. liczba eksportowanych rowerów elektrycznych wzrosła w 2021 r. o 15%, podczas gdy import rowerów elektrycznych wzrósł o 37%.producenci elektryczne rowery

Polska numerem cztery

Analizy uwzględniają także nasz kraj. Eurostat wyliczył, że produkujemy ponad milion sztuk rowerów rocznie. Tendencja ma charakter wzrostowy, przy czym w zeszłym roku na rynek trafiło 1 155 651 nowych jednośladów, co stanowi 8,57% produkcji w Europie. Polska zajęła tym samym 4. miejsce na rynku europejskim, zaraz po Niemczech (1 427 174 szt.), Włoszech (1 874 349 szt.) i Portugalii (2 880 757 szt.). W całym ubiegłym roku na europejskich rynkach wyprodukowano blisko 13,5 mln rowerów. Zdaniem CONEBI – Konfederacji Europejskiego Przemysłu Rowerowego działającej na rzecz przemysłu i branży rowerowej – w 2021 roku sprzedaż rowerów i e-rowerów osiągnęła rekord wszechczasów, przekraczając 22 miliony sztuk. Wzrost ten był w szczególności napędzany przez utrzymujący się wysoki popyt na e-rowery, który przekroczył liczbę 5 milionów sprzedanych egzemplarzy. Łączna sprzedaż rowerów i e-rowerów osiągnęła wartość 19,7 mld euro, czyli 7,5% więcej niż przed rokiem.

Cieszę się, że nasz sektor – pod względem tworzenia zielonych miejsc pracy, zrównoważonej lokalnej produkcji, przedsiębiorczości i inwestycji, innowacji i śladu środowiskowego – w konkretny sposób przyczynia się do realizacji celów Unii Europejskiej, czyniąc branżę jedną z największych w Unii Europejskiej w tzw. Green Economy – powiedział Manuel Marsilio, Dyrektor Generalny CONEBI.

Made in Poland

Wyliczenia CONEBI oraz Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego pokazują, że udział elektrycznych wersji w rynku rowerowym w Polsce w 2026 roku osiągnie 28% (aktualnie to 6%), a jego wartość wyniesie 2 mld zł. Już teraz rodzimy Romet – aktualnie największy producent rowerów w Polsce, odpowiadający za 1/3 całej rodzimej produkcji – około połowę wszystkich jednośladów eksportuje do krajów Europy Zachodniej oraz krajów w nadbałtyckich, a rowery tej marki sprzedawane są już na 50 światowych rynkach.

W 2022 roku udział rowerów elektrycznych w całej produkcji firmy Romet wyniósł około 20%. Posiadamy w swojej ofercie kilkanaście różnych modeli w zasadzie we wszystkich kategoriach: od E-MTB, E-Trekking i E-Cross, po E-City. Aktualnie pracujemy nad nowymi propozycjami e-bików: rowerem zjazdowym MTB Enduro XC i również wersją elektrycznego gravela – chwali się Wiceprezes Zarządu firmy Romet.

Polskie rowery mają ugruntowaną pozycję na rynku dzięki atrakcyjnej cenie i wysokiej jakości wykonania, którą poprzedzają żmudne prace projektowe, laboratoryjne oraz badania zmęczeniowe i udarowe, dodatkowo poszerzone o testy w komorze klimatycznej. Wszystko po to, by gotowy rower jak najdłużej znosił trudy eksploatacji w zmiennych warunkach pogodowych i drogowych.

Nasze ramy produkujemy w Polsce. Aluminium, z którego je produkujemy pochodzi z polskich hut. Pracując nad rowerami elektrycznymi nawiązaliśmy strategiczne partnerstwa, które pozwalają nam na to, że obecnie z uwagi na wspomniany udział procentowy komponentów możemy mówić o polskim rowerze elektrycznym. Opracowaliśmy technologię, dzięki której są one zintegrowane z baterią, której dostawcą jest firma BMZ Poland Sp. z o.o. – dodaje Grzegorz Grzyb.

2 zamiast 4 kół

Do wzrostu popularności rowerów w Polsce, w tym także tych zasilanych z baterii, przyczyniła się początkowo pandemia, przez co w 2021 roku ruch rowerowy w polskich miastach wzrósł o 29% Aktualnie ten trend potęgują wysokie ceny paliw wywołane wojną w Ukrainie i kryzysem paliwowym oraz wzrost świadomości społecznej w zakresie ekologicznej mobilności.

Nasze dzisiejsze wyliczenia pokazują, że równowartość 12 pełnych baków paliwa wystarczy na zakup nowego roweru elektrycznego. Takiego podstawowego modelu. To rower, który posłuży nam na tysiące kilometrów, na około 700 ładowań – mówił na antenie radia RMF FM Mateusz Pytko, dyrektor biura Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego.

Co więcej, CONEBI prognozuje, że do 2025 r. sprzedaż e-bike’ów wzrośnie ponad dwukrotnie, czyli przebije 10 mln. Europejczycy chcą kupować ekologiczne jednoślady, ponieważ producenci doskonale odczytują ich potrzeby.

Uważnie obserwujemy trendy na rynku rowerowym i z dużym zainteresowaniem śledzimy, jak zmieniają się przyzwyczajenia i preferencje zakupowe Polaków. Rower to dziś bardzo atrakcyjna forma rekreacji weekendowej oraz oszczędna możliwość dojazdu do pracy. Jesteśmy dobrze przygotowani i nadal mamy w ofercie szeroki wybór modeli w wielu kategoriach produktowych. Co trzecia Polka i Polak rozważający zakup, chce kupić rower marki KROSS – mówi Filip Wojciechowski, prezes firmy KROSS.

Dane sprzedażowe KROSS wyraźnie pokazują, że Polacy chcą nadal jeździć rowerami. Według najnowszych danych, sprzedaż modeli oferowanych przez KROSS, we wrześniu i w październiku wzrosła odpowiednio o 38% i 37% względem roku ubiegłego. Modele elektryczne KROSS cieszą się szczególną popularnością. Ich sprzedaż w tym samym okresie wzrosła odpowiednio o 242% i 141% względem tego samego okresu w 2021 roku. Na decyzje konsumentów wpłynęła także kwestia ekonomiczna, czyli potrzeba szukania oszczędności w związku z rekordową inflacją. Ważną rolę odgrywa także szybsze podróżowanie rowerem w coraz bardziej zakorkowanych miastach.

Bogata i różnorodna oferta

Przysłowiowym papierkiem lamusowym popularności nowych rowerów jest rynek. Na jednym z największych polskich portali aukcyjnych dostępnych jest ponad 16,5 tys. nowych elektrycznych modeli rowerów od ponad 150 producentów. Nabywca może wybrać ramę z aluminium, stali, magnezu lub karbonu w różnych rozmiarach. Tam samo tyczy się rozpiętości kół, która waha się od 10 do 29 cali. Tak, jak w konwencjonalnym rowerze do wyboru jest także typ przerzutek, hamulców czy potencjalnych amortyzatorów. W przeważającej większości e-rowerów oferowane są akumulatory trakcyjne w najpopularniejszej technologii litowo-jonowej, rzadziej żelowe. Spektrum możliwości personalizacji e-bike’a zaczynają się od typu napędu, bo oferta mocy silników wynosi przeważnie od 100 do 250 Watt, choć są też modele z dwukrotnie mocniejszymi silnikami lub nawet z takimi o mocy 2000 czy 3000 Watt (pytanie tylko, czy te mocne wersje to wciąż są rowery?). Same silniki mogą być umieszczone w piaście przedniej lub tylnej lub w napędzie centralnym. Oczywiście można także wybrać akumulator trakcyjny – najważniejszy element, który wpływa na zasięg roweru elektrycznego. Może mieć on przykładowo pojemność od 6 do 16 Ah i napięcie 36V, co przekłada się na teoretyczny zasięg 25-45 km (dla wersji 7,8 Ah), 50-80 km (w modelu 10,4 Ah), 60-100 km (w przypadku 13 Ah) oraz od 80-160 km (dla wersji 16 Ah).

Ceny?

Najtańszy chiński rower elektryczny z kołami o średnicy 14 cali, wysokości 62 cm, wadze 18 kg i dopuszczalnej masie kierującego do 120 kg można już mieć za mniej niż 2000 zł. W tej kwocie otrzymujemy „metalowego składaka”, którego można łatwo transportować i przechowywać. Według deklaracji producenta, 250 watowy silnik, umieszczony w tylnej osi, pozwala na maksymalną prędkość 25 km/h i zasięg do 40 km dzięki 10Ah baterii, której maksymalne ładowanie ma trwać do 6 godzin.

Na drugim końcu skali są elektryczne rowery za 20-krotność sumy wyjściowej. Wersje za ok. 40 tys. i więcej zazwyczaj są oferowane w wersjach górskich lub trekkingowych z ramami wykonanymi z karbonu, z amortyzowanymi kołami o średnicy od 25 do 29 cali, z mocnymi, kilkusetwatowymi silnikami umieszczonymi w korbie oraz markowymi akumulatorami o pojemności min. 625Wh, które pozwalają przejechać – w zależności od warunków – ponad 100 km na jednym ładowaniu i w których uzupełnianie energii nie trwa dłużej niż 3 godziny.

Który wybrać?

Wybierając się do sklepu musimy być świadomi jakie są rodzaje rowerów czy jaki powinniśmy wybrać biorąc pod uwagę, że na rynku dostępne są takie warianty jak trekkingowy, górski, miejski, składany, speed, z silnikiem centralnym. Obecnie na rynku e-biki występują pod postacią praktycznie każdego z tych rodzajów. Oczywiście tych najbardziej popularnych, jak MTB, trekking, czy miejskie, ale także w tych rzadziej spotykanych (przynajmniej jak na razie) cargo, szosowe itd.

– W przypadku elektryków podział komplikuje się jeszcze o systemy elektryczne, które zostały zastosowane w poszczególnych rowerach. Wyróżnia się dwa główne rodzaje silników – centralne i piastowe. Silniki centralne są instalowane w miejscu mechanizmu korbowego. Napęd w ich przypadku następuje poprzez korbę. Drugi typ to silniki piastowe, które wprawiają w ruch bezpośrednio koło, w którym są umieszczone – przednie lub tylne. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie silniki w swoich grupach działają tak samo. Spektrum technologii i sposobów działania jest bardzo szerokie – wyjaśnił Krzysztof Dobrowolski z Ecobike.

Do typowo komunikacyjnych zastosowań zdecydowanie wystarczy miejski rower elektryczny. Na rynku znajdziemy masę zarówno damskich, jak i męskich konstrukcji tego typu – mówi Tomasz Tyszko z serwisu bikeworld.pl i dodaje, że na przykład w mieście świetnie radzą sobie też konstrukcje typu trekking lub cross – tego typu jednoślady mają jednak zasadniczą przewagę, bo w większości przypadków można zjechać nimi w lekki teren (np. utwardzona droga w lesie), więc weekendowe wyprawy poza miasto i na łono natury również wchodzą w grę. Ktoś kto musi wnosić rower po schodach, bo nie ma windy, może zdecydować się na tzw. składaka. W niespełna minutę można go złożyć do rozmiarów walizki, komfortowo transportować np. w środkach transportu publicznego czy autem, a tam, gdzie to potrzebne, równie szybko rozłożyć i dojechać do celu w myśl definicji transportu ostatniej mili.

Składaki są też z natury lżejsze, ale i oferują mniejszy zasięg. Oczywiście jeśli szuka się jednego roweru, który pozwoli wjechać teren i do miasta zarazem, można rozważyć też zakup taniego górskiego roweru elektrycznego. Terenowe opony to żaden kłopot w trakcie dojazdów do pracy – silnik o mocy 250W bez wysiłku będzie wspomagał nas do 25 km/h – tak, jak w każdym innym rowerze elektrycznym – dodaje ekspert z bikeworld.pl

Istotnym elementem, na który trzeba zwrócić uwagę jest geometria ramy. To od niej zależy pozycja w jakiej użytkownik będzie poruszał się na rowerze. Miejskie i niektóre trekkingowe modele pozwalają zachować prostą sylwetkę podczas jazdy, co dla wielu osób jest wygodne, jednak może nie mieć zastosowania na dłuższych dystansach lub w bardziej wymagających warunkach, ponieważ rozkład masy ciała użytkownika i pozycja za kierownicą ograniczają pełną kontrolę nad rowerem.

Rzeczywiście wiele osób decyduje się obecnie na rower z ramą pozbawioną górnej rury, co ułatwia wsiadanie. Ten rodzaj geometrii stał się też już bardzo popularnym wyborem wśród męskiej części kupujących rowery elektryczne i nie tylko – skomentował przedstawiciel Ecobike. Dodał również, że – zawsze należy pamiętać, że kupując rower musimy zdefiniować jego przeznaczenie, a następnie wybrać model, którego cechy najlepiej sprawdzą się w warunkach, w jakich chcemy go używać, ale przede wszystkim taki, na którym najlepiej się czujemy. Większość sprzedawców udostępnia klientom rowery testowe i dobrze jest to wykorzystać, wypróbować jak najwięcej różnych modeli, a na pewno wśród nich znajdzie się ten, który najlepiej spełni oczekiwania.

W efekcie wiele zależy od naszych preferencji. Kwestią uniwersalną jest natomiast rozmiar ramy, który dobieramy do wzrostu przyszłego użytkownika. Różne rodzaje ram dedykuje się w innych rozmiarach dla danej osoby – rower MTB powinno się wybrać nieco mniejszy niż np. trekkingowy. Dostępne są tabele rozmiarów, którymi można się posiłkować i każdy sprzedawca powinien się do nich odnosić doradzając klientowi przy zakupie.

W przypadku elektrycznych rowerów poza wysokością i geometrią ramy trzeba też wziąć pod uwagę to rodzaj wspomagania. – Nie każdy silnik pozwoli na wjechanie pod każdy rodzaj wzniesienia, zatem kupując rower elektryczny należy wziąć pod uwagę takie czynniki, jak teren, w którym będziemy chcieli się poruszać. Na trasach o dużym przewyższeniu najlepiej sprawdzają się silniki centralne, ze względu na znacznie większy moment obrotowy od silników piastowych. Rowery z silnikami centralnymi są jednak znacznie droższe od tych, z silnikami piastowymi, zatem jeśli nie mamy zamiaru pokonywać wymagających wzniesień, to nie musimy w nie inwestować, a silnik piastowy jest znacznie łatwiejszy w eksploatacji, jeśli chodzi o serwis na przykład – stwierdził Krzysztof Dobrowolski z Ecobike.

Jakie parametry?

Rowerzyści, którzy jeżdżą w trudny teren, rzecz jasna, muszą wybrać rower z mocnym silnikiem i odpowiednio pojemną baterię. Ktoś, kto porusza się jednośladem tylko w mieście, powinien wybrać słabszy motor o mocy ok. 250W, dzięki czemu nie będzie także potrzebował baterii o dużej pojemności, która jest cięższa i droższa w zakupie. Warto również pamiętać, że wersje z silnikiem umieszczonym w przedniej piaście są przeważnie tańsze od tych z silnikiem z tyłu. Modele z jednostką elektryczną umieszczoną centralnie, czyli w piaście z pedałami są droższą opcją, ale takie rowery są też lepiej wyważone.

Jeśli szukamy roweru na lata lub zależy nam na wysokim, naprawdę wysokim standardzie, to powinniśmy zacząć poszukiwania od rowerów sygnowanych takimi markami, jak rodzimy Kross czy Romet. Dalej możemy wskoczyć w Wheelera, Canyona, Treka, Cube`a i tak dalej – radzi Przemysław Jankowski z portalu benchmark.pl.

Ekspert zwraca także uwagę na powszechnie znany fakt, a mianowicie, że na droższym rowerze jeździ się lepiej, ponieważ jest on solidniej zbudowany i ma lepsze podzespoły. Niemniej, nie każdy potrzebuje produktu, którego cena wkracza na przedział cenowy 5000-10 000 zł. – Czasem wystarczają nam prostsze konstrukcje i tu warto zerknąć na propozycje rozmaitych producentów, którzy dostrzegając rynkową popularność rowerów elektrycznych, mają całkiem atrakcyjne propozycje w swoim portfolio – konkluduje Jankowski.

E-bike to wciąż rower?

Wiele osób nie obeznanych z tematem zastanawia się, czy rower elektryczny to wciąż typowy jednoślad, do prowadzenia którego nie potrzeba dodatkowych uprawnień lub jego rejestracji, co wiązałoby się z dodatkowymi kosztami i kwestiami administracyjnymi. Na szczęście rower elektryczny nie musi być rejestrowany oraz nie trzeba mieć żadnych specjalnych uprawnień, aby takim pojazdem jeździć. Według kodeksu drogowego, aby pojazd był klasyfikowany jako rower elektryczny jego wspomaganie może działać maksymalnie do prędkości 25 km/h, a silnik powinien posiadać moc maksymalną nieprzekraczającą 250W. Zdaniem Tomasza Tyszko rower elektryczny to jednoślad posiadający silnik, który ma za zadanie wspomaganie naszego pedałowania – dokładnie chodzi tylko o wspomaganie, uruchamiane w momencie naszego nacisku na pedały i kręcenia korbami. To główny powód, dlaczego rowery elektryczne to nadal rowery, tyle że z przyszłości, dlatego cieszą się niesłabnącą popularnością.

Wsparcie miast przy ich zakupie?

Zwiększająca się popularność rowerów elektrycznych została zauważona przez europejskie kraje. Dofinansowanie do jednośladów jest istotnym elementem transportu miejskiego m.in. w Lizbonie, Barcelonie, Berlinie czy Oslo. Również Polacy jak wspomniano, coraz chętniej sięgają po rowery elektryczne. Z badania Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego wynika, że 50% ankietowanych z uwagi na rosnące ceny paliw, chętnie przesiądzie się na pojazd elektryczny. 4 na 10 pytanych mieszkańców twierdzi, że rozważa zakup „elektryka” w ciągu najbliższych 5-12 miesięcy. Samorządy dostrzegają popularność tych produktów, dlatego postanawiają wspierać ich zakup. Przykładem może być Gdynia, która jest jak na razie jedynym miastem w Polsce dopłacającym do rowerów elektrycznych. Pomysł jest jednak na tyle popularny, że również inne gminy chcą sprawdzić program w praktyce.

Są szanse, że programy pilotażowe ruszą już w przyszłym roku. W 2023 roku dopłaty do „elektryków” planują wprowadzić takie miasta jak Kielce, Wrocław i Wałbrzych. – Wałbrzych jest miastem górskim, trudnym do jeżdżenia „zwykłym” rowerem. Ponadto jest rozproszony, do niektórych osiedli autobusy powinny dojeżdżać, ale mieszka tam bardzo mało potencjalnych pasażerów. W takich miejscach rower elektryczny byłby ciekawym rozwiązaniem. Dlatego zaplanowaliśmy przeznaczyć kilkaset tysięcy złotych w przyszłym roku na program dopłat do rowerów elektrycznych – mówi Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha.

Z kolei Kielce już niedługo uruchomią system roweru miejskiego, którego część będą stanowiły pojazdy elektryczne. – To istotne ze względu na specyfikę w ukształtowaniu terenu w naszym mieście – mówi Agata Wojda, wiceprezydent Kielc. Należy też podkreślić, że kieleccy samorządowcy uważają, że dotowanie zakupu rowerów elektrycznych jest sensownym uzupełnieniem systemu roweru miejskiego. – Jeżeli sytuacja finansowa pozwoli, chcielibyśmy na wzór Gdyni uruchomić pilotaż takiego programu w Kielcach w przyszłym roku. Pieniądze na dopłaty pochodziłyby z własnych środków budżetowych samorządu, ale z nadzieją patrzymy na inicjatywy poszerzenia programu „Mój elektryk” właśnie o środki na zakup roweru elektrycznego – dodaje Wojda.

Dotację na zakup rowerów elektrycznych rozważa też Bydgoszcz. Zanim jednak zostanie wprowadzony system wsparcia, miasto skupia się na rozbudowie infrastruktury dla rowerów: budowie ścieżek rowerowych czy nowych parkingów. Przykład Gdyni zainspirował też samorządowców m.in. w Świnoujściu, Łodzi i Bielsku-Białej, mimo że Łódź na razie zdecydowała się na dopłaty do elektrycznych rowerów cargo dla przedsiębiorców.

Wrocław natomiast program wsparcia do „elektryków” przesunął na przyszły rok. Jako powód tej decyzji podaje dodatkowe obciążenia finansowe wynikające np. z zaproponowanych przez państwowe firmy podwyżek cen prądu. Jak wyjaśnia Tomasz Sikora z biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia, program ma zostać zrealizowany w „lepszych czasach”.

Autor: Elektromobilni.pl

Terminal płatniczy w Twojej firmie za 0 zł – jak zamówić?

Karta płatnicza jest najczęstszą formą płatności dla Polaków. Z roku na rok płatności bezgotówkowego coraz bardziej dominują rynek. Sprawdź, co to oznacza dla Twojego biznesu. Wybierz terminal płatniczy za 0 zł.

Obowiązek posiadania terminala – dla kogo?

Rosnąca popularność płatności bezgotówkowych sprawia, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wprowadzenie terminali płatniczych. Nie jest to jednak jedyny powód, dla którego warto zainteresować się bliżej tym tematem. Możliwość płacenia bez użycia gotówki jest obowiązkowa dla wielu przedsiębiorców. Co to oznacza?

Według obecnie obowiązującego prawa każdy, kto posiada kasę fiskalną, musi zapewniać zapłatę w formie bezgotówkowej. Czytamy o tym w nowelizacji ustawy Prawo Przedsiębiorców: „Przedsiębiorca zapewnia możliwość dokonywania zapłaty w każdym miejscu, w którym działalność gospodarcza jest faktycznie wykonywana, w szczególności w lokalu, poza lokalem przedsiębiorstwa lub w pojeździe wykorzystywanym do świadczenia usług transportu pasażerskiego, przy użyciu instrumentu płatniczego w rozumieniu ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 roku o usługach płatniczych”.

Co więcej, od 1 stycznia 2025 roku wejdzie obowiązek integracji kas z terminalami płatniczymi. Na szczęście większość operatorów takich jak PeP oferuje pomoc podczas przeprowadzenia procesu integracji z kasami i systemami sprzedażowymi.

Z jaki zaletami wiąże się terminal płatniczy?

Jednak terminal płatniczy to nie tylko płatności kartą. To wachlarz możliwości, z którego przedsiębiorcy mogą korzystać całymi garściami. Dla klienta zaś to wygoda, szybkość i bezpieczeństwo. Poznaj plusy płatności bezgotówkowych.

Szybsza obsługa Klientów

Płacenie kartą zajmuje tylko chwilę. Jest ono o wiele szybsze niż płatność gotówką. Klient nie musi bowiem liczyć pieniędzy i czekać na wydanie reszty. Z kolei szybsza obsługa przekłada się na mniejsze kolejki. Tym samym skraca się czas, jaki Twój personel potrzebuje, aby przyjąć płatności od klientów. Zwiększa to jego przepustowość, ogranicza ryzyko pomyłki i poprawia bezpieczeństwo.

Klient może wydać więcej

Klienci, którzy płacą kartą, statystycznie wydają więcej. Różnica może sięgać nawet od 10 do 20%. Jak to możliwe? To proste. Nie ogranicza ich ilość posiadanej przy sobie gotówki. Dzięki terminalowi płatniczemu mogą zapłacić nie tylko kartą, ale również zegarkiem czy telefonem. Dzięki temu wydają chętniej i częściej.

Dodatkowe usługi

Na co pozwalają terminale płatnicze? O możliwości płacenia telefonem czy zegarkiem już pisaliśmy. Nie zapominajmy jednak o kodach BLIK, których popularność ciągle rośnie. Ponadto urządzenie POS umożliwia korzystanie z kart lojalnościowych i podarunkowych, cashbacku czy doładowań telefonu. Co więcej, terminal można dostosować do potrzeb swojej branży. Dzięki temu możliwa jest także preautoryzacja lub obsługa kart flotowych.

Jaki terminal płatniczy wybrać?

Dostosowanie terminala do swoich potrzeb to jedna z usług, na jaką możesz liczyć wtedy, kiedy współpracujesz z takimi operatorami jak PeP. Warto jednak najpierw poznać rodzaje urządzeń POS, aby wiedzieć, jakie wybrać. Wyróżniamy bowiem:

  • terminale stacjonarne – są na stałe podłączone do stacji zasilania, są wykorzystywane tam, gdzie Klienci są obsługiwani na miejscu;
  • terminale mobilne – w odróżnieniu od urządzeń stacjonarnych mogą być przenoszone z miejsca na miejsca;
  • PIN Pady kasowe – osobne urządzenia, jakie możesz postawić bliżej Klienta, aby zwiększyć komfort płatności.

Jak otrzymać terminal płatniczy za 0 zł?

Zakup terminala płatniczego nie musi wiązać się ze sporymi kosztami. Przedsiębiorcy, którzy nie korzystali z terminala przez ostatnie 12 miesięcy lub rozpoczynają działalność gospodarczą, mogą skorzystać z programu Polska Bezgotówkowa.

Dzięki niemu terminal płatniczy można otrzymać terminal płatniczy za 0 zł przez 5 miesięcy. Dodatkowo, decydując się na ofertę PeP, możesz wydłużyć promocję o kolejne 7 miesięcy i nie płacić w trakcie nich prowizji od transakcji lub opłat za najem urządzenia.

Rozpoczęcie roku przynosi optymizm na rynkach

Złoty nie notuje większych zmian, niemniej szeroki rynek rozpoczął rok od optymizmu. Rynek pozytywnie zapatruje się na szybkie odchodzenie przez Chiny od polityki zero–COVID i oznaki miękkiego lądowania w Europie i USA.

Zeszły tydzień przyniósł ulgę na froncie inflacyjnym po obu stronach Atlantyku. Ceny energii w Europie spadły w grudniu silniej niż oczekiwano, z kolei w USA wzrost płac wydaje się normować. W efekcie spadły rentowności papierów skarbowych, a aktywa ryzykowne dobrze rozpoczęły rok, doświadczając szerokiej aprecjacji. Wyniki walut G10 były mieszane, lecz waluty rynków wschodzących, szczególnie azjatyckie i Ameryki Łacińskiej, istotnie zyskiwały dzięki optymizmowi inwestorów. Jedną z najlepiej radzących sobie walut był tajski baht, którego wspierają oczekiwania, że sektor turystyczny będzie dużym beneficjentem zakończenia w Chinach polityki zero-COVID.

W tym tygodniu uwaga zwróci się ku raportowi o inflacji CPI w USA za grudzień, który zostanie opublikowany w czwartek 12.01. Rynkowy optymizm zakładający, że szczyt inflacji jest już za nami, nie pozostawia zbyt wiele przestrzeni na rozczarowanie. Stratedzy i ekonomiści w większości rewidują w górę swoje prognozy dla euro, przeczuwając, że wpływ kryzysu energetycznego będzie mniejszy niż oczekiwano, a ewentualna recesja będzie krótkotrwała i płytka – jak od dawna uważaliśmy. Tydzień dopełnią dane o PKB Wielkiej Brytanii w listopadzie i szereg przemówień przedstawicieli głównych banków centralnych, w tym prezesa Fedu Jerome’a Powella we wtorek 10.01.

PLN

Złotego w ubiegłym tygodniu charakteryzowała ograniczona zmienność kontrastująca zarówno z dużymi wahaniami pary EUR/USD, jak i wyraźnym umocnieniem walut regionu. Zwykle mniej wahliwa korona czeska zyskała do euro ok. 0,5%, umacniając się do najsilniejszej pozycji od 2008 r. Forint węgierski tymczasem zyskał ponad dwukrotnie więcej, dobijając do najwyższego poziomu od sierpnia ub.r. Umocnienie tych walut można wiązać z ogólnie lepszym sentymentem do ryzyka. W przypadku walut europejskich jest on dodatkowo wzmacniany przez spadki cen gazu. W tym kontekście niewielka zmienność złotego może budzić pewne zaskoczenie, ale z naszej perspektywy nie jest niepokojąca. Złoty pozostaje dość mocny po wcześniejszym rajdzie i spodziewamy się, że będzie stopniowo zyskiwał w 2023 r.

Wstępny odczyt CPI dla Polski z zeszłego tygodnia przyniósł nieoczekiwanie głęboki spadek dynamiki cen konsumpcyjnych w grudniu. Inflacja CPI wyniosła 16,6% wobec 17,5% w listopadzie. Zmiana ta cieszy oko i zwiększa szanse na to, że dynamika cen w kolejnych miesiącach nie przekroczy psychologicznego poziomu 20%. Niemniej na istotniejszy spadek inflacji trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy – oczekuje się, że podbije ona na początku roku, wspierana przez wzrost cen administrowanych i nowe cenniki. Utrzymanie przez Radę Polityki Pieniężnej stóp na niezmienionym poziomie w zeszłym tygodniu przeszło bez echa. Naszym zdaniem w najbliższym okresie nie ma co liczyć na rewelacje w polityce pieniężnej. Z uwagą obserwować będziemy jednak odczyty inflacji w pierwszych miesiącach roku i marcową projekcję, żeby lepiej ocenić, kiedy można spodziewać się rozpoczęcia procesu obniżania stóp.

EUR

W ciągu ostatnich tygodni sentyment względem gospodarki strefy euro uległ znacznej poprawie. Przyczyniły się do tego łagodna zima, niższe ceny energii i spadek głównej miary inflacji. Przestrzegamy jednak przed zbytnim optymizmem po zeszłotygodniowym zaskoczeniu inflacyjnym. Było ono spowodowane raczej bezpośrednimi interwencjami w kontekście cen energii, szczególnie w Niemczech i Hiszpanii, niż wyraźnym przywróceniem równowagi między podażą i popytem. Bardziej stała miara bazowa wciąż rośnie i nie widać oznak, by osiągnęła już szczyt.

Decydenci Europejskiego Banku Centralnego zdają się podzielać tę opinię, a ton ich wypowiedzi w kontekście przyszłych podwyżek stóp procentowych jest znacznie bardziej jastrzębi, niż mogłyby wskazywać obecne wyceny rynkowe. Biorąc pod uwagę nasze oczekiwania wyższych docelowych stóp procentowych EBC, podtrzymujemy nasz pozytywny pogląd na wspólną walutę.

USD

Grudniowy raport z amerykańskiego rynku pracy musiał zadowolić Rezerwę Federalną, nie był bowiem jednoznaczny. Zatrudnienie rośnie w stałym, lecz umiarkowanym tempie i mimo że stopa bezrobocia jest blisko minimów, wzrost płac wydaje się hamować. Ogólnie rzecz ujmując, liczby są spójne z normującą się inflacją i rosnącą gospodarką. Innymi słowy – z miękkim lądowaniem. Oznaki tego, że inflacja mogła osiągnąć szczyt są w USA bardziej przekonujące niż w Europie, Fed podziela jednak zdrowy sceptycyzm EBC i komentarze płynące z FOMC pozostają jastrzębie. Bliska przyszłość dolara wydaje się niepewna – z jednej strony ciąży mu optymizm w kontekście inflacji, z drugiej – wspiera go ton komunikatów Fedu. Nadchodzący raport o inflacji powinien nieco wyklarować sytuację.

CNY

W ubiegłym tygodniu chiński juan umocnił się o ok. 1% w stosunku do dolara amerykańskiego, jeszcze silniej zyskał w ujęciu ważonym handlem. Mimo że częściowo można przypisać to poprawie sentymentu do ryzyka, nie mamy wątpliwości, że otwieranie się Chin prowadzi do zmiany podejścia inwestorów do waluty.

Ostatnie dane PMI z Chin potwierdziły, że aktywność biznesowa w grudniu była mocno stonowana. Ponieważ oczekuje się, że w I kwartale 2023 r. kraj mierzyć będzie się z kolejnymi falami zarażeń COVID-19, najpewniej będziemy musieli chwilę zaczekać, zanim aktywność w gospodarce zacznie wracać na właściwe tory. Wczorajsze złagodzenie przepisów dotyczących podróży przyczynia się jednak do rynkowego optymizmu – wydaje się, że jest to ostatni gwóźdź do trumny polityki zero-COVID. Patrząc w przyszłość, będziemy obserwować dane o inflacji CPI i PPI za grudzień, które opublikowane zostaną w czwartek 12.01. Na początku przyszłego tygodnia Bank Ludowy Chin ustali zaś stopę jednorocznego kredytu średnioterminowego (MLF). Jej zmiana byłaby zaskoczeniem. Zamiast tego rynek skupi się raczej na tym, jak będzie wyglądała kwestia rolowania pożyczek opartych na tej stopie (czy bank odnowi je częściowo, w całości czy zapewni jeszcze dodatkową płynność).

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Rentowność polskich 10-latek najniżej od września ub.r.

Główne indeksy rynku akcji w USA wzrosły w piątek o ponad 2 proc. (S&P 500 +2,28 proc., DJIA +2,13 proc., Nasdaq Composite +2,56 proc.), przy czym te dwa pierwsze indeksy osiągnęły swe najwyższe poziomy od ponad 2 tygodni. „Zazieleniły” się dziś rano również rynki akcji Azji i Oceanii. Największe – ponad 2,6 proc. – wzrosty notowały dziś główne indeksy giełd na Tajwanie i w Korei Południowej.

Dziś rano najwyższy od 2019 roku poziom osiągnął brytyjski indeks rynku akcji UK100. Zmiany niemieckiego DAX-a i francuskiego CAC-40 były niewielkie (+0,22 proc. i +0,05 proc. ok. godz. 9:30).

WIG-20 zwyżkując ok. 9:35 proc. o 1,38 proc. osiągnął dziś najwyższy poziom od końca kwietnia ub.r. Rosły dziś rano wszystkie indeksy sektorowe GPW (najsilniej o ponad 4 proc. WIG-Górnictwo; o prawie 4,5 proc. zwyżkował dziś kurs akcji KGHM). Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne (lub historyczne) maksima osiągnęły dziś rano kursy akcji spółek XTB, Ciech i Benefit. Wśród składników sWIG-u 80 swe owe cykliczne (lub historyczne) osiągnęły dziś ceny akcji spółek PCC Rokita, Torpol, Votum, Mirbud oraz AB PL.
W piątek swój najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Japonii (0,498 proc.). Dziś rano rentowności skarbowych 10-latek w USA i krajach europejskich rosły. Jedynym wyjątkiem były polskie 10-latki, który rentowność spadła poniżej poziomu 6 proc. osiągając najniższy poziom od września ub.r.

Ceny kontraktów na gaz ziemny w USA (Henry Hub na NYMEX-ie) w piątek odbiła się ze swojego najniższego poziomu od końca 2021 roku i dziś rano kontynuowała zwyżkę (+4,53 proc. ok. godz. 9:10). Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE rosły dziś rano o ponad 2,3 proc. W poniedziałkowy poranek rosły ceny kontraktów na metale szlachetne. Cena złota była najwyżej od maja ub.r. (+0,53 proc.). Platyna była najdroższa od marca 2022 (+0,14 proc.). Cena kontraktów na miedź na COMEX-ie osiągnęła dziś najwyższy poziom od czerwca ub.r.

Kurs USD/JPY, który wczoraj próbował przełamać w górę poziom 134 JPY, ale poniósł porażkę, utrzymywał się dziś tuż nad poziomem 120 JPY (+0,07 proc. ok. godz. 9:05). Kurs EUR/USD wracał dziś rano w okolice poziomu 1,07 (+0,39 proc. ok. godz. 9:05). Najsilniejszy od 1,5 roku był dziś względem amerykańskiego dolara dolar singapurski. Czeska korona była dziś najsilniejsza względem euro od 2011 roku.

Polski złoty lekko się umacniał względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -0,23 proc. ok. godz. 9:05) i lekko osłabiał względem euro (EUR/PLN +0,2 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł dziś rano do najwyższego poziomu od ponad 3 tygodni przekraczając poziom 17000 USD (+1,39 proc. ok. godz. 9:00).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Budżet na dopłaty do najszybszych stacji ładowania zarezerwowany w mniej niż godzinę

Ponad 125 mln zł, które NFOŚiGW przeznaczył na dotacje do stacji o mocy co najmniej 150 kW, zostało zarezerwowane przez beneficjentów niemal od razu po rozpoczęciu drugiej tury naborów w ramach programu dofinansowania do infrastruktury ładowania. Wciąż można ubiegać się o dotacje do ładowarek o niższej mocy.

09 stycznia 2023 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) uruchomił kolejne nabory w ramach programu „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”. W mniej niż godzinę od rozpoczęcia naborów podmioty zainteresowane dopłatami założyły wnioski na kwotę wyższą niż budżet przeznaczony na wsparcie ogólnodostępnych, ultraszybkich stacji ładowania o mocy nie mniejszej niż 150 kW, tj. 125 015 709 zł. Maksymalna wysokość dofinansowania w ramach tego naboru wynosiła do 50% kosztów kwalifikowanych.

Ubiegłoroczny rekord związany z pierwszym naborem, gdy wynoszące 315 mln zł środki na dotacje do najszybszych ładowarek o mocy co najmniej 150 kW zostały wyczerpane w ok. 2 tygodnie, został pobity z nawiązką. Tym razem budżet naboru był jednak znacznie niższy. Duże zainteresowanie operatorów dotacjami do ultraszybkich stacji nie powinno dziwić. Z perspektywy operatorów uruchamianie takich urządzeń wiąże się ze znacznymi nakładami finansowymi sięgającymi kilkuset tysięcy złotych, a ponadto są to inwestycje najbardziej perspektywiczne i cieszące się największym zainteresowaniem ze strony kierowców samochodów elektrycznych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Po doświadczeniach z 2022 r. NFOŚiGW w drugim naborze do swojego programu najwyższy budżet przeznaczył na dopłaty do najszybszych stacji. W pierwszej turze na wsparcie instalacji wszystkich kategorii ładowarek przeznaczono taką samą kwotę – po 315 mln zł.  W tegorocznym naborze niższe środki zostały udostępnione beneficjentom zainteresowanym uruchomieniem ładowarek nieogólnodostępnych o mocy co najmniej 22 kW. Ok. 12,1 mln zł to ponad 10 razy mniej niż budżet na dofinansowanie najszybszych stacji. Wnioskodawcy planujący instalację infrastruktury prywatnej lub półprywatnej mogą starać się o dopłatę w wysokości do 25% kosztów kwalifikowanych. Na dotacje do urządzeń o mocy od 50 kW do mniej niż 150 kW, NFOŚiGW zamierza wydać łącznie ok. 59,5 mln zł. Maksymalną wysokość dopłaty ustalono na 30% kosztów kwalifikowanych (do 45% w przypadku gmin, w których w roku poprzedzającym termin złożenia wniosku o dofinansowanie liczba mieszkańców nie przekraczała 100 tys. lub zostało zarejestrowanych mniej niż 60 tys. pojazdów samochodowych lub mniej niż 400 pojazdów samochodowych przypadało na 1 tys. mieszkańców). Kolejne 100 mln zł przeznaczono na dofinansowanie stacji tankowania wodoru. W tym przypadku maksymalna wysokość dotacji wynosi do 50% kosztów kwalifikowanych. Ze wsparcia w ramach programu NFOŚiGW mogą korzystać przedsiębiorcy, jednostki samorządu terytorialnego, wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie oraz rolnicy indywidualni.

Dopłaty ze środków publicznych stanowią bardzo ważny czynnik stymulujący rozbudowę infrastruktury na wczesnym etapie rozwoju elektromobilności w Polsce. Operatorzy, którzy zmagają się z licznymi barierami natury systemowej czy wzrastającymi cenami energii, potrzebują dofinansowania do wciąż nierentownego biznesu. Liczymy również, że NFOŚiGW przyspieszy procedurę zawierania umów o wsparcie. Kontrakty po pierwszym naborze będą w wielu przypadkach podpisywane dopiero w styczniu 2023 r., mimo że sam nabór został zakończony pod koniec marca 2022 r. Przez ten czas wielu beneficjentów ograniczało kolejne inwestycje w oczekiwaniu na finalizację dopłat – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Na podstawie „Licznika Elektromobilności” obecnie w Polsce funkcjonuje ok. 2,6 tys. ogólnodostępnych stacji ładowania. W 2022 r. liczba nowo zainstalowanych ładowarek przekroczyła 600.

Złoto mocno zaczęło rok. Cena za uncję najwyższa od ponad pół roku

Pierwszy tydzień 2023 roku przyniósł złotu wzrosty. Cena kruszcu przekroczyła poziom 1 860 USD za uncję, osiągając tym samym najwyższą cenę od czerwca zeszłego roku. Początek nowego tygodnia to dalsze umacnianie się żółtego metalu.Cena za uncję najwyższa od ponad pół roku

Złoto przez dużą część 2022 roku znajdowało się pod silną presją dolara amerykańskiego, który umacniał się na fali obaw związanych z rosnącą inflacją i ryzykiem recesji. Inwestorzy uciekali do dolara jako do tymczasowego środka zabezpieczającego w obliczu słabnących rynków finansowych.

Swój szczyt dolar osiągnął we wrześniu, inflacja w czerwcu. FED dopiero pod koniec roku zaczął łagodzić podwyżki stóp procentowych. Z kolei złoto swój dołek w 2022 roku zaliczyło w okolicach drugiej połowy września i od początku listopada odrabia ono stratę.

Wiele wskazuje na to, że inwestorzy zaczną się teraz rozglądać za bezpiecznymi aktywami, w których można ulokować zgromadzone, ciągle przecież podgryzane przez inflację dolary. Jedną z opcji, w świetle wszystkich czynników ryzyka i niepewności, jest złoto. I wzrosty w końcówce roku świadczą o tym, że kruszec ten jest już intensywnie kupowany.

FED nadal „jastrzębi”

W ubiegłą środę opublikowane zostały „minutki” z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC). Choć projekcje gospodarcze nie są aż tak słabe, jak te sprzed miesiąca, prognozy w dalszym ciągu wskazują znaczące spowolnienie, a inflacja w dalszym ciągu znajduje się na nieakceptowalnym poziomie.

Członkowie FOMC zachowują postawę ostrożną i – na razie – nie biorą pod uwagę możliwości łagodzenia polityki pieniężnej. Restrykcyjna polityka ma zostać utrzymana tak długo, aż inflacja nie znajdzie się na trwałej ścieżce spadkowej, zmierzającej do celu inflacyjnego, czyli 2 proc. (w listopadzie była ona na poziomie 7,1 proc.).

Zdaniem prezesa FED z Minneapolis Neela Kashkari, w celu skutecznego zwalczania inflacji Rezerwa Federalna powinna w dalszym ciągu podnosić stopy procentowe, jednak w możliwie minimalnym zakresie, by nie szkodzić gospodarce.

W NBP bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej spotkała się na początku roku i po raz czwarty zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na poziomie 6,75 procent Według wielu analiz i komentarzy, mogą ona takie zostać przez dłuższy okres.

Sprzyja temu wstępny odczyt inflacji GUS za grudzień. W ostatnim miesiącu roku 2022 ceny rosły w tempie 16,6 proc. To mniej niż zakładał konsensus (17,3), a także mniej niż wynosił listopadowy odczyt inflacji (17,5 proc.). Czy jednak oznacza to, że weszliśmy na trwałą ścieżkę spadku inflacji? Na ten moment byłoby to wysoce ryzykowne stwierdzenie.

Zdaniem mBank Research, w kolejnych dwóch miesiącach obserwować będziemy raczej wzrost, który zmierzać będzie w kierunku 20 proc. w lutym. Na początku roku zaczną rosnąć ceny energii, podniesiona zostanie płaca minimalna i wprowadzone zostaną zmiany w tarczy antyinflacyjnej.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Prognozy dla rynku TSL na 2023 r. Spowolnienie we wszystkich sektorach

W bieżącym roku stopnieje nie tylko globalne PKB, ale także dynamika handlu towarowego, która skurczy się do poziomu 1-2%. W konsekwencji wyhamuje transport morski, lotniczy i drogowy, ale także logistyka kontraktowa, usługi spedycyjne i inne rynki. Zwolni również kolej, zwłaszcza długodystansowe przewozy intermodalne.

Po wybuchu wojny na Ukrainie można było się spodziewać, że nabierająca rozpędu światowa gospodarka gwałtownie wyhamuje. Od lutego 2022 r. przyszło się jej mierzyć z kryzysem energetycznym, żywnościowym, inflacyjnym, zerwanymi łańcuchami dostaw, słabnącą koniunkturą produkcji i popytu. Ponury obraz spowolniania nasilił się w ostatnich miesiącach minionego roku, kiedy szacunki dotyczące globalnej dynamiki PKB i handlu zaczęły publikować najważniejsze światowe instytucje.

Według prognozy ekonomicznej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z listopada, wzrost globalnego PKB w 2022 r. osiągnie poziom 3,1%, 2023 r. 2,2%, a w 2024 r. 2,7%.

W październiku zaktualizowaną kalkulację dotyczącą wzrostu światowego PKB opublikował także Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF). Według IMF światowa gospodarka urośnie w 2022 r. o 3,2%, a w roku bieżącym o 2,7% z 25% prawdopodobieństwem, że może być to dynamika nawet poniżej 2%. Drastycznie spowolnić ma także handel towarowy, którego wolumen w 2021 r. urósł o 10,8%. W 2022 r. ma on stopnieć do 2,9%, a w tym do zaledwie 2%.

Pod względem wartości wyrażonej w dolarach światowy handel towarowy w 2023 r. zaliczy recesję na poziomie – 0,4%. Wolumenowy wzrost eksportu dóbr w gospodarkach rozwiniętych ma spać z 9,7% w 2021 r. do 2,4% w 2022 r. i dalej w dół do 1,7% w 2023 r. Gospodarki rozwijające się i rynki wschodzące zaliczą lekkie wzrosty z 1,4% w 2022 r. do 2,4 % w 2023 r., ale to i tak olbrzymienie spowolnianie z 11% w 2021 r.

Równie ponuro wyglądają wskaźniki wzrostowe dla globalnego importu towarowego, który z poziomu 10,8% w 2021 r. w gospodarkach rozwiniętych zanurkuje do 1,5% w 2023 r., zaliczając 5,3% w 2022 r. Import towarowy w gospodarkach rozwijających się i na rynkach wschodzących ma się powiększyć o 1,4 % w 2022 r. i o 2,9% w roku bieżącym. Trudno jednak o optymizm, kiedy spojrzeć na dane z 2021 r. i wzrost na poziomie 12,1%.

Także OECD nie ma dobrych wieści na temat kondycji światowego handlu. Z danych opublikowanych w końcu listopada wynika, że wartość handlu towarowego krajów G20 w III kw. 2022 r. spadła po raz pierwszy od dwóch lat. Eksport skurczył się o 1,26%, natomiast import o 1,09%. Eksport Unii Europejskiej zmalał o 1,5%, natomiast import o 0,7%.

Smutnego obrazu światowego handlu towarowego dopełnia niedawna prognoza Światowej Organizacji Handlu (WTO). Według WTO globalny handel towarowy wzrośnie w 2022 r. o 3,5%. To nieco lepszy wynik niż prognoza z kwietnia (3%), ale w 2023 r. wzrost wyniesie zaledwie 1%, a to znacząca korekta wobec wcześniejszej estymacji na poziomie 3,4%. W tym roku eksport z Ameryki Pn. urośnie tylko o 1,4%, z Azji o 1,1%, natomiast z Europy o 0,8%. Prognozy dla importu oszacowano na poziomie 0,8% dla Ameryki Pn., 2,2% dla Azji, natomiast Europa osiągnie ujemną wartość – 0,7%.

Przed spowolnieniem ostrzega także Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) i choć globalny handel towarowy na 2022 r. ma osiągnąć prawie 25 bln dolarów, co stanowi ok. 10% skok rdr., to wynika to głównie z silnego wzrostu w pierwszym półroczu. W III kwartale 2022 r. wartość światowego handlu towarowego obniżyła się o ok. 1% w porównaniu do II kwartału 2022 r., a dalsze spadki zapowiadane są na ostatnie miesiące roku. Dane zaprezentowane w grudniu pokazują, że pomimo nawet dwucyfrowych kwartalnych wzrostów rdr., pozytywne trendy handlowe w ujęciu kwartał po kwartale obniżyły się dla większości regionów świata. Wyjątek stanowi Azja Wsch. która utrzymała poziom obrotów, a także Ameryka Pn., gdzie utrzymał się eksport oraz Rosja, która zwiększyła import.Handel towarowy w III kwartale 2022 r

Spadki w handlu odczują wszystkie rodzaje transportu

UNCTAD w najnowszym Przeglądzie Transportu Morskiego szacuje, że dynamika wzrostu międzynarodowego handlu morskiego straci impet rozwojowy i spadnie z 3,2% w 2021 r. do 1,4% w 2022 r. utrzymując taką samą wartością w roku bieżącym. W latach 2023 – 2027 handel morski będzie rósł w średniorocznym tempie 2,1%, co jest wartością znacznie poniżej historycznej średniej wynoszącej 3,3%. Według organizacji nieco lepiej wyglądają perspektywy dla morskiego transportu kontenerowego, który w 2022 r. ma urosnąć o 1,2%, co w obliczu obecnej sytuacji gospodarczej i tak jest szacunkiem optymistycznym. W 2023 r. transport kontenerowy na urosnąć o 1,9%, a w latach kolejnych o odpowiednio: 3%, 3,1%, 2,9% i 3,8% w 2027 r.

Na mniejsze wartości wzrostowe w transporcie morskim wskazują prognozy Clarksons Research. Sektor całego handlu morskiego urośnie w 2022 r. o 0,9%, a w 2023 r. o 2,2%. Przewozy kontenerowe zakończą miniony rok na minusie (‑ 0,1%), a w tym mają osiągnąć wzrost na poziomie 2,4%.

Spowolnienie w przewozach oceanicznych, wywołane zmniejszonym globalnym popytem, widać od dłuższego czasu w spadających cenach transportu. Indeks złożony Drewry, raportujący o stawkach spotowych na głównych szlakach żeglugowych, był w połowie grudnia o 77% niższy niż w tym samym tygodniu w grudniu 2021 r. To 42 tydzień z rzędu spadków stawek za transport kontenera 40-stopowego (FEU).

Spadki w lotniczym cargo zapowiada także IATA

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) ogłosiło w połowie grudnia, że całkowite przychody linii lotniczych osiągną w 2022 r. 727 mld dolarów, czyli ok. 87% tych z 2019 r., z czego udział przewozów cargo w przychodach wyniesie ok. 28%. Na rok 2023 r. IATA zapowiada wzrost całkowitych przychodów do 779 mld dolarów, co będzie stanowić ok. 93% rezultatu z 2019. Transport towarów ma wygenerować 149,9 mld dolarów przychodu, ale będzie to spadek o prawie 25,6% z zeszłorocznych 201,4 mld. Do 19% spadnie także udział cargo w ogólnych przychodach. O 4,1% w 2023 r. zmniejszy także praca przewozowa (CTK – cargo tonokilometry) wykonana w lotnictwie towarowym, a spadek na poziomie 8% prognozuje się także na rok 2022. Z 60,3 mln do 57,7 mln obniży się także tonaż dóbr transportowanych na pokładach samolotów w 2022 r. Tak jak w przypadku przewozów morskich, ogólne spadki i słabszy popyt na fracht lotniczy poskutkują obniżką stawek.

Transport drogowy – kluczowy dla polskich firm

Zmniejszenie popytu na towary i topniejące wolumeny w transporcie morskim pociągną za sobą spadki w przewozach lądowych, zwłaszcza drogowych. To szczególnie ważne dla polskich firm, ponieważ pojazdy zarejestrowane w naszym kraju wykonują największą pracę przewozową spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Według Eurostatu w 2021 r. było to 379,8 mld tkm (tonokilometrów). Za nami znalazły się Niemcy 296,1 mld tkm oraz Hiszpania 270,2 mld tkm. Praca przewozowa wykonana w transporcie drogowym w całej Unii wyniosła w 1,9 bln tkm, Polska odpowiadała więc za blisko 20%.

Prognozy ośrodka analitycznego Transport Intelligence (Ti) przewidują, że spowolnienie w europejskim sektorze transportu drogowego, które było zauważalne już w drugiej połowie ub. r. rozciągnie się także na ten rok. Poskutkuje to realnym rozwojem rynku na poziomie zaledwie 1,1% i jego wartością ok. 389,3 mld euro. Przewozy krajowe mają rozwijać się tempie 0,7%, a to znacznie wolniej niż obsługa transportu międzynarodowego, który wzrośnie o 2,1%. Za wyraźnie lepszą kondycję przewozów międzynarodowych ma odpowiadać obsługa zamówień e‑commerce i rynku detalicznego. Zestawienie prognoz na miniony i bieżący rok dobitnie pokazuje, że branża transportowa na Starym Kontynencie zaciągną hamulec. Przewozy krajowe z trendu wzrostowego 3,3% spadną do wspominanych 0,7%, natomiast rynek międzynarodowy z 3,6% osłabnie do 2,1%. Przewidywania Ti na 2022 r. mówią o wzroście całego sektora o 3,4%. Dla porównania w 2021 r. europejskie przewozy drogowe wzrosły o 9,4%.

Za spadki do poziomu 1,1% w 2023 r. ma odpowiadać szereg podłączonych ze sobą czynników, z wojną na Ukrainie, wysoką inflacją, kryzysem energetycznym i wizją globalnej recesji na czele. Doprowadzi to do osłabienia siły nabywczej Europejczyków, a w konsekwencji do obniżenia popytu na usługi transportowe. To te same czynniki, które spowodują spadki w pozostałych modelach transportu.

O ostatecznej skali spowolnienia decydować będzie tempo wzrostu europejskiego PKB, co w obliczu spodziewanej recesji w Niemczech (-0,6% wg Komisji Europejskiej) nie jest najlepszą wiadomością. Obecnie nawet 16% tamtejszych przedsiębiorców deklaruje, że z powodu wysokich cen energii musiało zmniejszyć produkcję lub częściowo z niej zrezygnować.

Jeśli sytuacja w transporcie drogowym w tym roku ma zależeć od kondycji unijnej gospodarki, to warto podkreślić, że ta już w zeszłym roku rozwijała się bardzo wolno. Według Eurostatu w III kw. 2022 r. urosła jedynie o 0,4%. Z kolei Komisja Europejska w swojej jesiennej prognozie zakładała wzrost PKB w 2022 r. dla całej Unii na poziomie 3,3%, a w strefie euro 3,2%. Rok 2023 to duży spadek do 0,3% zarówno w strefie euro, jak poza nią. Odbicie ma następować w kolejnych latach, a w 2024 r. wzrost gospodarczy ma sięgnąć 1,6%.

– Słabnąca kondycja unijnej gospodarki nigdy nie jest do dobrą wiadomością dla polskich firm działających w obszarze handlu międzynarodowego, nie tylko tych z sektora logistycznego. Przedsiębiorcy z uwagą powinni śledzić rozwój wydarzeń, zwłaszcza że to kraje Unii odpowiadają za większość polskiej wymiany towarowej. Z danych GUS z połowy grudnia wynika, że w okresie styczeń – październik prawie 76% polskiego eksportu towarowego wysłaliśmy do krajów Wspólnoty. Jeśli chodzi o import było to 51% towarów. Z względu na bliskość tego rynku wymiana handlowa obydwa się w dużej mierze z wykorzystaniem transportu drogowego, dlatego słabnąca koniunktura w Unii może niepokoić polskie firmy. Sytuacja nie jest jednak tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. Przewozy drogowe, choć odczuwają spowolnianie, wciąż notują tendencje zwyżkowe. W listopadzie uzyskały wzrost o 0,5% w porównaniu do listopada 2021 r. Także w okresie styczeń-listopad wzrost transportu drogowego w Polsce był o 0,9% wyższy niż w tym samym okrasie rok wcześniej. Widać również, że rośnie adopcja sektora transportowego i magazynowego w Polsce do sytuacji za naszą wschodnią granicą. W grudniu aż 75% firm uważało, że wpływ wojny na Ukrainie na ich działalność będzie niewielki bądź nieodczuwany. Jeszcze miesiąc wcześniej uważało tak 70% przedsiębiorstw mówi Marcin Bąk, Prezes Zarządu Spedimex, polskiego operatora logistycznego obsługującego sieci detaliczne, galerie handlowe, handel internetowy oraz przewozy drobnicowe i FTL w Polsce i w Europie.

Za sprawą szczytu zakupowego w ostatnim kwartale mieliśmy dobre zamknięcie roku, a z relacji naszych klientów wynika, że nie wszyscy spodziewają się drastycznych spadków. Na dobrym poziomie wciąż utrzymuje się sprzedaż internetowa, a dane opublikowane przed końcem roku wskazują, że w listopadzie udział e-commerce w ogólnej sprzedaży detalicznej towarów w Polsce zwiększył się do 11,9%. Jak do tej pory to najlepszy wynik w minionym roku i o 0,8% wyższy niż w styczniu 2022 r., kiedy odsetek ten wyniósł 11,1%. Biorąc pod uwagę, że grudzień to zwyczajowo dobry okres dla handlu internetowego, wynik ten może być jeszcze lepszy w ostatnim miesiącu 2022 r. Z naszych doświadczeń wynika, że w perspektywie nadchodzącego roku wciąż będzie można liczyć kilka sektorów, które zagwarantują wzrost. Oprócz e-commerce, będzie to także segment farmaceutyczny oraz, co wydaje się mniej oczywiste, rynek dóbr luksusowych, który osiąga dobre wyniki.  Choć na wielu rynkach panuje niepewność, zarówno wśród operatorów, jak i klientów, to ostatecznie najczarniejszy scenariusz może okazać się daleki od realizacji. Należy za to myśleć o rozwiązaniach, nawet strukturalnych problemów w firmach, które mogą spowalniać dynamikę przewozów w kolejnych miesiącach i latach lub ograniczać rozwój sektora transportowego w Polsce i na Kontynencie. Mowa tu w szczególności o digitalizacji branży i nieustającym niedoborze kierowców. Złagodzenie zwłaszcza tej ostatniej kwestii przyniesie w dłuższej perspektywie strategiczną korzyść polskim przewoźnikom i pozwoli umocnić dominującą pozycję na europejskim rynku – dodaje Marcin Bąk.

Kłopoty kadrowe będą pogłębiać nadchodzące spadki

Brak kierowców może w najbliższych latach doprowadzić do zmniejszenia dostępnej przestrzeni ładunkowej, a uwagę na ten problem zwraca giełda transportowa Timocom. Z jej danych wynika m.in., że w 2022 r. oferowana przestrzeń w Europie zatrzymała się na poziomie z 2021 r., a w Niemczech przez 10 pierwszych miesięcy ub. r. zgłoszono o 24% mniej mocy przewozowych niż rok wcześniej. Ogólna tendencja w Europie ma utrzymać kurs spadkowy.

Długookresowo niedobór kierowców będzie spowalniał regenerację i rozwój rektora, a problem kadrowy będzie się pogłębiał. W Polsce, Hiszpanii, Rumunii, Danii, Niemczech i we Francji zapotrzebowanie na kierowców w okresie styczeń – wrzesień 2022 r. wzrosło o 44%. W każdym kwartale otwieranych było co najmniej 6 tys. nowych wakatów, a wysoce prawdopodobny jest scenariusz, w którym popyt na kierowców będzie rósł w tempie 10% rocznie przez najbliższych 5 lat.

Według Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) aż 425 tys. wakatów dla kierowców ciężarówek w Europie (10% wszystkich stanowisk) pozostało nieobsadzonych w 2021 r. Do końca 2022 r. ma to być już 14% stanowisk. Sprawę niedoborów komplikuje dodatkowo fakt, że 30% obecnych kierowców przejdzie na emeryturę do 2026 r., a przepaść pomiędzy nimi a pokoleniem wchodzącym na rynek pracy ma się potroić, skutkując wzrostem wskaźnika nieobsadzonych stanowisk nawet do 60% do 2026 r. W pesymistycznym scenariuszu do tego czasu w Europie może brakować nawet 2 mln kierowców zawodowych.Transport towarowy w latach 2021- 2023 wg modeli

Hamulec zaciągnie cała branża TSL

Pocieszający dla europejskich logistyków może być fakt, że wyraźne spowolnienie spodziewane jest nie tylko na Starym Kontynencie, ale również w skali globalnej, wewnątrz całego rynku TSL – bez względu na rodzaj transportu i model biznesowy.

I tak na przykład światowy sektor logistyki kontraktowej w 2023 r. zwolni do 3,1% rdr. osiągając wartość ponad 253,7 mld euro. Rynki w Ameryce Pn. i Europie będą się rozwijać poniżej średniej, powiększając się przyszłym roku o odpowiednio 2% oraz 0,6%. Utrzymanie pozytywnego trendu wzrostowego na rynku globalnym będzie zasługą regionu Azji i Pacyfiku, który powiększy się o 5,7%, zbliżając się tym samym do 105,6 mld euro. Rynki w Europie i Ameryce Pn. wrosną do niecałych 74,1 mld i 59,2 mld euro. W średniej perspektywie logistyka kontraktowa ma się rozwijać w średniorocznym tempie 3,7% w latach 2021-2026 i na koniec prognozy osiągnąć wartość ponad 286 mld euro.

Kolejnym przykładem spowolnienia będzie światowy rynek usług spedycyjnych, który w 2022 r. ma urosnąć normlanie o 27,6%, ale realnie będzie to spadek o 2,4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Przewozy lotnicze skurczą się realnie o 2,7%, natomiast morskie o 2,2%. Realny wzrost całego rynku w 2023 r. szacowany jest na poziomie 0,7% do wartości ponad 265 mld euro. Przewozy lotnicze urosną o 0,8%, natomiast morskie o 0,7%. Motorem napędowym ponownie będzie obszar Azji i Pacyfiku, gdzie rynek urośnie o 1,3% (po 1,3% dla transportu morskiego i lotniczego). Rynek europejski urośnie o 0,5% (lotniczy 0,6%, morski 0,5%), a w Ameryce Pn. o 0,1% (lotniczy 0,1%, morski 0%).

Udział głównych graczy w globalnym rynku w 2023 r. będzie wyglądał następująco: Azja Pacyfik 34,4% (91,3 mld euro), Europa 32,2% (85,3 mld euro), Ameryka Pn. 22,3% (59,1 mld euro).

Wolniejszy bieg wrzuci także kolej

Ze względu na ograniczony popyt i produkcję, a także zmniejszenie przepływów handlowych na morzu, w powietrzu i na drogach, spowolnienie zagości również na tory, zwłaszcza na długodystansowych trasach międzynarodowych i w przewozach intermodalnych. Widać to już wyraźnie na kolejowym Nowym Jedwabnym Szlaku.

Z danych indeksu ERAI (Eurasian Rail Alliance Index) zasilanego przez JSC UTLC ERA, spółkę obsługującą ok. 80% przewozów na trasie Chiny-Europa-Chiny wynika, że transport kontenerowy na tym szlaku spadł w okresie styczeń – listopad o 31,94% w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. W ciągu jedenastu miesięcy ub. r. przewieziono 386 374 TEU (ekwiwalent kontenera dwudziestostopowego). O 27,8% spadły także przewozy w ujęciu tonażowym i na koniec listopada wyniosły niecałe 2,33 mln ton. Spadki odnotowała większość grup towarach, w tym m.in. maszyny, sprzęt elektryczny oraz części (- 32,25%), pojazdy inne niż szynowe (- 48,11%), meble (- 39,02%), zabawki (- 50,84%) oraz odzież i akcesoria (- 44,98%).

Nieco lepiej w najbliższych latach mogą wyglądać przewozy krajowe, co dobrze pokazuje przykład Grupy PKP Cargo. Pomimo spadków w przewozach intermodalnych zarówno pod względem masy (- 7,6% do 6,8 mln t), jak i wykonanej pracy przewozowej (-13% do 2,96 mld tkm), całkowite przychody Grupy po trzech kwartałach ub. r. były o 21% wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spadki w intermodalu spowodowane mniejszą intensywnością przewozów na Nowym Jedwabnym Szlaku oraz ograniczeniem przepustowości tras z portów morskich, gdzie priorytet nadano przewozom węgla, zrekompensowano transportem paliw płynnych i stałych oraz metali, rud, kruszyw i materiałów budowalnych.

Krzysztof Oflakowski

Krajobraz po święcie

Czasem jest tak, że po dniu wolnym przychodzimy do pracy, a na rynkach jest wciąż to samo, a czasem jest taka huśtawka, jak na dolarze. W tle zamieszki w Meksyku i szturm na parlament w Brazylii.

Co się stało z dolarem?

Amerykanie pokazali w czwartek i piątek serię danych makroekonomicznych. Dane czwartkowe to przede wszystkim bardzo dobre odczyty z tamtejszego rynku pracy. Wyższy od oczekiwań raport ADP i wyraźnie niższa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Nie mogło zatem dziwić, że dolar szedł wyraźnie w górę. Piątek przyniósł potwierdzenie tych danych w postaci ponownego zejścia wskaźnika bezrobocia do 3,5%, czyli najniższego poziomu od czasów pandemii. Gorzej wypadły jednak zamówienia na dobra i raport ISM dla usług. Inwestorzy tylko czekali na sygnał do realizacji zysków. W ciągu kilku godzin dolar stracił niemal dwa centy na wartości względem euro.

Koniec złudzeń o spokojnym 2023 roku

Osoby, które życzyły spokojnego nowego roku muszą teraz być mocno zdziwione jak szybko te życzenia okazały się nieskuteczne. Nie mamy jeszcze 10. dnia roku, a w Meksyku już mamy wojnę największego gangu z państwem, po zatrzymaniu szefa kartelu oraz szturm na budynki rządowe wywołany przez zwolenników przegranego w wyborach prezydenckich w Brazylii. Łapanie przestępców nie jest oczywiście niczym złym, ale trzeba pamiętać, że relacje Meksyku z gangami są dość specyficzne. Tego samego lidera gangu przecież już raz wypuszczono, by uspokoić zamieszki. Teoretycznie są to wydarzenia daleko od Polski. Jest to jednak destabilizacja sytuacji w dwóch krajach, w których mieszka w każdym ponad 100 mln ludzi. To się może negatywnie odbić na sytuacji na rynkach globalnych.

Dobre dane z Kanady

Dobre dane z rynku pracy w Ameryce Północnej to nie tylko USA, ale również Kanada. Stopa bezrobocia niespodziewanie spadła do 5% pomimo oczekiwanego wzrostu do 5,2%. Powodem był duży wzrost zatrudnienia. 104 tysiące nowych miejsc pracy w Kanadzie to bowiem dużo lepszy wynik niż 220 tysięcy w USA. Należy również zwrócić uwagę, że aż 84,5 tysiąca z tych miejsc to miejsca na pełen etat. Nie można się zatem dziwić, że dolar kanadyjski wyskoczył w górę i znalazł się na najwyższych od ponad miesiąca poziomach zarówno względem dolara amerykańskiego, jak i znacznie bardziej nas interesującego, złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych wydarzeń.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ceny za prąd i gaz spowodowały że biznes już się nie opłaca? Istnieje możliwość rozwiązania umowy najmu

Ceny prądu i gazu rosną, a tarcze rządowe choć bardzo pomocne, nie wszystkim są w stanie pomóc. Zazwyczaj firmy wynajmują lokale, aby prowadzić swoje działalności. W tym celu zawierają umowy najmu lokali użytkowych na czas określony. Jednak w sytuacji, gdy wzrost cen energii sprawia, że prowadzenie biznesu staje się nieopłacalne, istnieje możliwość rozwiązania takiej umowy najmu.

Prawo pozwala na to, gdy wystąpi nadzwyczajna zmiana stosunków gospodarczych, taka jak znaczny wzrost cen energii, którego strony nie przewidywały, gdy taką umowę na czas określony zawierały. W przypadku, gdy wynajmujący nie chce zgodzić się na rozwiązanie umowy najmu, a dla najemcy sam wynajem i prowadzenie działalności stają się problemem finansowym, można zastosować tzw. klauzulę rebus sic stantibus. Ta klauzula pozwala stronie, która znajduje się w gorszej sytuacji, na zwrócenie się do sądu o rozwiązanie umowy, gdy jej wykonanie staje się niezwykle trudne lub grozi rażącą stratą. Chodzi tu oczywiście o znaczną inflację, której elementem są podwyżki cen energii.

Co jednak w przypadku, gdy wynajmujący niechętnie spogląda na umożliwienie najemcy zgodnego rozwiązania umowy najmu? W tym przypadku zastosowania powinna znaleźć właśnie słynna klauzula rebus sic stantibus.

Art. 3571 k.c. na ratunek najemcom chcącym rozwiązać umowę najmu

Polski ustawodawca już ponad 100 lat temu wprowadził do Kodeksu cywilnego przepis, który pozwala uratować drugą stronę umowy, gdy wystąpi niespodziewana sytuacja, która spowoduje że wykonanie umowy będzie się wiązało z rażącą stratą. Klauzula rebus sic stantibus pozwala stronie, która znajduje się w gorszej sytuacji, zwrócić się do sądu z żądaniem zmiany sposobu wykonania zobowiązania, wysokości świadczenia lub nawet rozwiązania umowy.

Art. 3571 § 1. Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.

Aby skorzystać z tego uprawnienia, osoba domagająca się zmiany czy też rozwiązania umowy musi spełnić następujące warunki, czyli inaczej wypełnić przesłanki przepisu:

  • wystąpienie nadzwyczajnej zmiana stosunków,
  • zmiana ta wywołuje nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia lub groźbę rażącej
  • straty
  • dla jednej
  • bądź obu
  • stron,
  • istnieje związek przyczynowo skutkowy pomiędzy wystąpieniem nadzwyczajnej zmiany stosunków a utrudnieniami w wykonaniu zobowiązania lub groźbą straty,
  • strony w momencie zawierania umowy nie przewidziały wystąpienia zdarzenia, które znacząco wpłynie na wykonanie zobowiązania.

Nadzwyczajna zmiana stosunków – co należy przez to zrozumieć?

Warto podkreślić, iż nadzwyczajna ma być tu sama zmiana, a nie sytuacja, która do takowej doprowadziła. Co ważne, wspomniana nadzwyczajna zmiana stosunków musi nastąpić po powstaniu zobowiązania. W mojej ocenie najpierw pandemie, a następnie podwyżki cen prądu czy gazu o ponad 40% w skali roku należy zakwalifikować jako nadzwyczajną zmianę stosunków, tylko jeżeli faktycznie ta nadzwyczajna zmiana bardzo istotnie wpływa na dany biznes oraz jego opłacalność.

Nadmierna trudność w spełnieniu świadczenia lub groźba rażącej straty dla jednej lub obu stron

Należy teraz pochylić się nad kolejną przesłanką – to właśnie skutkiem wystąpienia nadzwyczajnej zmiany stosunków ma być nadmierna trudność w spełnieniu świadczenia lub groźba rażącej straty. Co ważne, nie należy tej przesłanki oceniać jednostronnie – wszak takie okoliczności mogą dotknąć nie tylko jednej strony, ale chęć zmiany czy rozwiązania umowy może pojawić się u obu stron.

Co więc należy rozumieć przez te pojęcia? Otóż za nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia należy uznać sytuację, gdzie spełnienie przez jedną ze stron nałożonego na nią obowiązku wymagałoby od tej osoby nadmiernych czy nawet niebezpiecznych dla niego czy osób, którymi się posługuje starań, które przesądzają o faktycznej, a zwłaszcza ekonomicznej nieracjonalności. Zaś groźbę rażącej straty należy stricte wiązać z sytuacją ekonomiczną dłużnika, gdzie jego działanie spowoduje nadzwyczajny uszczerbek w jego majątku, z uwzględnieniem celu zobowiązania oraz spodziewanych korzyści. Skoro więc najemca, na przykład przedsiębiorca, zawiera długoterminową umowę najmu, gdzie zamierza prowadzić swój biznes, a opłaty wzrosną tak znacznie, że nie osiągnie żadnych korzyści, a wręcz znaczące straty, można taką sytuację uznać za spełniającą daną przesłankę.

Jednakże, jak zwrócono uwagę wyżej, to spełnienie świadczenia musi być nieracjonalne z uwagi na wiele czynników – więc nie można stwierdzić nadmiernej trudności w spełnieniu świadczenia czy też groźby rażącej straty, gdy dłużnik wprawdzie ponosi dużo większe koszta związane na przykład z opłatą mediów, ale tym samym uzyskuje dużo wyższe przychody niż w momencie zawierania umowy. Więc każdą sytuację należy oceniać indywidualnie starając się maksymalnie taką ocenę zobiektywizować, ponieważ oceniając te same stany faktyczne można dojść do skrajnie odmiennych wniosków.

Związek przyczynowo skutkowy

W związku z omawianą tematyką, a więc wzrostem cen prądu i gazu, należy stwierdzić, iż pomiędzy nadzwyczajnym wzrostem cen wspomnianych mediów, a trudnością w wykonaniu zobowiązania lub groźbą rażącej straty zachodzi związek przyczynowo skutkowy, jeżeli biznes jest w znacznym stopniu uzależniony od cen energii. Jeżeli przykładowo kancelaria prawna nie zużywa jak dotąd mediów za 400zł miesięcznie, a koszt ten wzrósł do 640zł, to nadal wpływ tej podwyżki na jej funkcjonowanie jest przecież stosunkowo niewielki, nawet jeżeli bolesny. Kiedy jednak mamy do czynienia z małą gastronomią z zapiekankami, używającą pieca na prąd, której koszty wzrosły z 3000zł do 9000zł miesięcznie, to już taka zmiana jednoznacznie wpływa na opłacalność biznesu, a to kluczowa z przesłanek umożliwiających uzyskanie rozwiązania umowy najmu.

Strony nie przewidziały nadzwyczajnej zmiany okoliczności.

Jednym z ważniejszych, o ile nie najważniejszym elementem przy zastosowaniu art. 3571 Kodeksu cywilnego jest warunek nieprzewidzenia przez strony, iż nadzwyczajna zmiana stosunków może wywołać skutki stanowiące obecnie problem dla jednej ze stron – w tym przypadku znacznie wyższe stawki za dostawę prądu czy gazu.

W świetle powyższego możemy przedstawić tu dwie sytuacje, kiedy tego przepisu zastosować się nie da. Jeden – strony wyłączyły możliwość zastosowania klauzuli dotyczącej nadzwyczajnej zmiany stosunków. Dwa – strony zawierały umowę kiedy już wiadomo było, że będą podwyżki.

Przesłanki spełnione – co dalej?

Jeśli w ramach konkretnej sytuacji faktycznej uznamy, iż przesłanki zastosowania art. 3571 Kodeksu cywilnego zostały spełnione, możliwe jest staranie się o zmianę treści umowy, a nawet o jej rozwiązanie. Najlepiej jeżeli uda się to wynegocjować z właścicielem nieruchomości. To oczywiście kwestia dobrego poprowadzenia negocjacji – które są jednak w stanie rozsądnym właścicielom wykazać, niechybną sądową porażkę i całą masę związanych z tym kłopotów, także wizerunkowych. W przypadku fiaska negocjacji, najemca musi wystąpić z powództwem do sądu, gdzie może wskazywać jednak od początku na postawę wynajmującego, która jeżeli okaże się w świetle okoliczności niebiznesowa – spowoduje przeniesienie na właściciela nieruchomości nie tylko znacznej części strat, ale także znacznych kosztów postępowania sądowego.

Najlepszym ruchem na sam początek negocjacji jest kontakt z wyspecjalizowaną kancelarią prawną, w celu przygotowania dobrze umotywowanej propozycji polubownego rozwiązania sporu. Warto przecież spróbować porozumieć się z wynajmującym co do ewentualnej zmiany ponoszonych przez najemcę opłat albo realizacji w drodze porozumienia wcześniejszego rozwiązania wiążącej strony umowy najmu zawartej na czas określony. Gdy ten scenariusz nie jest możliwy, z racji na niechęć wynajmującego, możliwe jest zastosowanie kolejnych kroków, tym bardziej nieco stanowczych. Przykładem jest tu przedsądowe wezwanie do, na przykład, rozwiązania umowy, wraz z wykazaniem, iż w danej sytuacji znajdzie zastosowanie klauzula rebus sic stantibus, a tym samym roszczenie jest zasadne.

Jeśli nie jest możliwe w żaden sposób porozumienie się z wynajmującym w kwestii rozwiązania umowy najmu, należy sprawę skierować do Sądu. Wtedy powód może skutecznie dochodzić swoich praw względem pozwanego, wykazując zasadność zastosowania art. 3571 Kodeksu cywilnego oraz żądając zmiany stosunku umownego (np. znaczące obniżenie czynszu czy innych opłat), albo rozwiązania umowy najmu.

Jeśli borykają się Państwo z problemem opisanym w artykule, zapraszamy do kontaktu z autorem – nasza Kancelaria Prawna specjalizuje się w sprawach dotyczących rozwiązywania umów najmu lokali. Po dokładnym rozpoznaniu specyfiki danej sprawy, będziemy w stanie ustalić kolejne działania, włączając w to nie tylko negocjacje ale także możliwość złożenia pozwu do sądu. W całej Polsce reprezentujemy już najemców, w dziesiątkach takich spraw, zarówno przed sądem jak i na etapie negocjacji ugodowych.

Radca Prawny

Piotr Kłodziński 

Założyciel Kancelarii Prawnej – specjalizującej się w sprawach dotyczących rozwiązywania umów najmu.

Pożyczka przez Internet – pożyczaj bez wychodzenia z domu!

Nadprogramowy zastrzyk gotówki może być potrzebny każdemu. Pożyczki, szczególnie te zawierane przez Internet, cieszą się rosnącą popularnością w społeczeństwie. Nic dziwnego – to właśnie dzięki nim można opłacić nagłe wydatki lub sfinansować doczesne potrzeby. Jak korzystać z pożyczek przez Internet, by maksymalnie wykorzystać ich potencjał?

Pożyczka przez Internet – sposób na wygodne pożyczanie

W kryzysowych sytuacjach dodatkowe środki mogą pomóc w ustabilizowaniu budżetu domowego. Biuro Informacji Kredytowej podaje, iż kwota pożyczek w Polsce wzrosła w roku 2021 o 47,8% w stosunku do 2020 r. To jasno pokazuje, że Polacy coraz częściej korzystają z takiego zastrzyku gotówki. Na co wydają zgromadzone pieniądze? 

Pożyczona kwota może pomóc w naprawie samochodu (taką odpowiedź wybrało 26% respondentów), usunięciu awarii w mieszkaniu (24%) czy sfinansowaniu wyjazdu na wymarzone wakacje (11%). Aby dodatkowa suma przyniosła prawdziwą ulgę dla budżetu domowego, warto skorzystać z komfortowych warunków, jakie oferuje m.in. Provident. Proponowana przez firmę pożyczka przez Internet to wygodne rozwiązanie dla tych, którzy chcą zyskać dodatkowe środki bez konieczności wychodzenia z domu!

Na co można pożyczać?

Czasem zastrzyk gotówki jest potrzebny do pokrycia codziennych potrzeb. Innym razem przyda się on do odświeżenia mieszkania, zasłużonego odpoczynku lub spełnienia marzenia dziecka. Biorąc pożyczkę przez Internet w Providencie (dostępna w Provident pożyczka online z RRSO 19,75%, warunkiem udzielenia pożyczki jest pozytywny wynik zdolności kredytowej konsumenta), nie musisz tłumaczyć się ze swoich wyborów. Możesz zawnioskować o dowolną kwotę do 15 000 zł, a jej spłatę rozłożyć na tyle rat, ile potrzebujesz. Elastyczny system płatności pozwala podzielić sumę nawet na 48 miesięcznych transz. Dzięki temu dopasujesz wysokość jednej raty do swoich możliwości finansowych i unikniesz obciążenia budżetu.

Co wziąć pod uwagę przy wyborze pożyczki przez Internet?

Gdy decydujesz się na pożyczkę przez Internet, koniecznie zwróć uwagę na to, by skorzystać z zaufanego źródła. Strona, na której wypełniasz formularz, powinna być zabezpieczona certyfikatem SSL, czyli kłódką widoczną przy nazwie witryny. W ten sposób masz pewność, że podane przez Ciebie dane pozostaną bezpieczne

Dobrze jest również korzystać tylko z tych firm, które mają za sobą wiele zrealizowanych transakcji. Przykładowo Provident, oferujący pożyczki przez Internet, działa na polskim rynku już od 25 lat, a w tym czasie z jego usług skorzystały aż 4 miliony ludzi. Co więcej, 90% z nich wyraża zadowolenie z jakości obsługi! Zapoznaj się z warunkami pożyczki i zacznij spełniać marzenia. 

Bibliografia:

  1. Podsumowanie 2021 roku – rynek kredytów i pożyczek w drugim roku pandemii; dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK 26.01.2022 r.

 

Jak Osteopata może pomóc w ograniczeniu dolegliwości fizycznych

Osteopatia jest jednym z najskuteczniejszych sposobów leczenia dolegliwości fizycznych. Osteopata wykorzystuje ręczne techniki, aby pomóc w zmniejszeniu bólu i zmian związanych z chorobami, urazami i zaburzeniami. Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez określenie ich przyczyny i zastosowanie odpowiednich technik terapeutycznych.

Osteopata zaczyna od wywiadu, w którym zbiera informacje na temat pacjenta, w tym jego historię medyczną, obecny stan zdrowia i objawy. Osteopata może również wykonać badanie fizykalne, aby zidentyfikować napięcia i blokady w ciele pacjenta. Podczas badania osteopata może używać różnych technik, takich jak ucisk, rozciąganie, stymulacja i manipulacja, aby złagodzić ból i napięcie.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości związanych z różnymi chorobami, w tym zapaleniem stawów, chorobami układu nerwowego, bólem pleców, bólem szyi, bólem głowy i bólem mięśni. Osteopata może również pomóc w złagodzeniu dolegliwości związanych z urazami, takimi jak zwichnięcia, złamania i skręcenia.

Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez zapobieganie ich powstawaniu. Osteopata może pomóc w poprawie postawy, która może prowadzić do bólu pleców i szyi, a także w poprawie funkcjonowania stawów. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu urazom poprzez stosowanie technik terapeutycznych, takich jak masaż, ćwiczenia i techniki relaksacyjne.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez zmniejszenie napięcia mięśni i stawów, a także poprzez poprawę ruchomości stawów i zmniejszenie bólu. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu powikłaniom, takim jak artretyzm i zwyrodnienie stawów, poprzez stosowanie odpowiednich technik terapeutycznych.

Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez wspomaganie procesu samoleczenia organizmu. Osteopata może pomóc w poprawie krążenia i układu odpornościowego, co może złagodzić dolegliwości. Osteopata może również pomóc w poprawie postawy i ruchomości stawów, co może zmniejszyć ból i zmęczenie.

Osteopata może pomóc w zmniejszeniu dolegliwości poprzez wykorzystanie różnych technik terapeutycznych, takich jak masaż, ćwiczenia, techniki relaksacyjne i manipulacja. Osteopata może również pomóc w zapobieganiu urazom i dolegliwościom poprzez poprawę postawy, krążenia i układu odpornościowego. Osteopata może również pomóc w zmniejszeniu bólu i zmęczenia poprzez złagodzenie napięcia mięśni i stawów oraz poprawę ruchomości stawów.

Jeśli szukasz sprawdzonego Osteopaty sprawdź ofertę na stronie: https://osteohelp.pl/osteopatia/

Hakerzy bombardują polski sektor użyteczności publicznej. To już ponad 2,3 tys. ataków tygodniowo.

  • Zaledwie w ciągu kilku miesięcy hakerzy zwiększyli ilość ataków na sektor użyteczności publicznej o blisko 100 proc. – z 1214 (w październiku 2022) do 2316 tygodniowo
  • W 2021 roku prawie 14% wszystkich cyberataków w naszym kraju dotyczyło sektora energetycznego. Na świecie 34% firm z branży naftowej i gazowniczej w ciągu ostatnich dwóch lat napotkało problem przejęcia maszyn przez hakerów
  • W 2022 roku najczęściej atakowano agencje rządowe, organizacje krytycznej infrastruktury, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Cyberatak na kolej, placówki medyczne, bankowe czy wodociągi może grozić dotkliwym w skutkach paraliżem, powodując ogromne straty gospodarcze i finansowe, a nawet ofiary w ludziach

Hakerzy nie odpuszczają polskiemu rządowi i strategicznym podmiotom użyteczności publicznej. Zaledwie w ciągu kilku miesięcy hakerzy zwiększyli ilość ataków o blisko 100 proc. – z 1214 (w październiku 2022) do 2316 tygodniowo – alarmuje firma Check Point Research. Duże obawy o killware.

Gdy w listopadzie 2022 roku firma Microsoft poinformowała, że hakerzy powiązani z rosyjską armią najprawdopodobniej stali za atakami ransomware na ukraińskie i polskie organizacje transportowe i logistyczne, eksperci już wiedzieli, że to wierzchołek wzrastającej fali ataków na sektor użyteczności publicznej. Liczba i intensywność ataków hakerskich na krytyczne sektory dla polskiej gospodarki rosły od dłuższego czasu, osiągając szczyt pod koniec grudnia. Według analityków telewizji CNN, ataki te sygnalizują „zwiększone ryzyko dla organizacji bezpośrednio dostarczających lub transportujących pomoc humanitarną lub wojskową na Ukrainę”.

Skala ataków na organizacje w Polsce (Grudzień 2022)Skala ataków na organizacje w Polsce

Polska infrastruktura krytyczna jest obiektem zainteresowania cyberprzestępców od dłuższego czasu. W 2021 roku prawie 14% wszystkich cyberataków w naszym kraju dotyczyło sektora energetycznego. Na świecie 34% firm z branży naftowej i gazowniczej w ciągu ostatnich dwóch lat napotkało problem przejęcia maszyn przez hakerów. Zainteresowanie Polską wzrosło od lutego 2022 roku. Analitycy podkreślają, że wprawdzie Rosja od lat atakuje Ukrainę i inne państwa sąsiedzkie w sieci (np. NotPetya w 2017 r.), ale działania hakerów od początku wojny na Ukrainie mają zupełnie inny wymiar. – Ataki w cyberprzestrzeni nie zaczęły się z chwilą rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Te ataki trwały już od wielu lat, a ich celem była również infrastruktura krytyczna – mówił Agencji Newseria Biznes Robert Kośla, członek Rady Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, były dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w KPRM.

W 2022 roku najczęściej atakowano agencje rządowe, organizacje krytycznej infrastruktury, która jest kluczowa dla ciągłości funkcjonowania państwa. Cyberatak na kolej, placówki medyczne, bankowe czy wodociągi może grozić dotkliwym w skutkach paraliżem, powodując ogromne straty gospodarcze i finansowe, a nawet ofiary w ludziach.

W Polsce operatorzy i zespoły reagowania na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa już od lat śledzą i wyciągają wnioski z przeprowadzonych przez Rosję cyberataków. Stworzony został system Centrów Wymiany i Analizy Informacji (ISAC) dla poszczególnych branż. Do tej pory powstały m.in. ISAC-Kolej w sektorze kolejowym, ISAC-UKE dla telekomunikacji oraz ISAC-GIG dla branży węglowej.

Wyjątkowo skuteczny atak na cele energetyczne czy logistyczne jest jak fala tsunami, która rozlewa się i paraliżuje cały kraj, czasami wypływając poza jego granice.  Doskonałą ilustracją był cyberatak na systemy IT włoskiego państwowego operatora kolejowego – Ferrovie dello Stato Italiane (FS), którego paraliż uziemił pociągi czeskiego operatora Metrans na granicach Austrii i Słowenii.

Coraz częściej wymienia się ataki typu killware jako te, które mogą w znaczny sposób zaburzyć funkcjonowanie państw i bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo ludzi. Przykładem był incydent w 2020 roku, kiedy w Niemczech hakerzy zaatakowali systemy danych szpitala w Dusseldorfie, blokując możliwość przyjmowania pacjentów w nagłych przypadkach. W konsekwencji śmierć poniosła jedna osoba, która nie mogła zostać przyjęta przez tą placówkę medyczną. Podobny incydent miał miejsce w Czechach, gdzie główny szpital miejski w Brnie (posiadający największe laboratorium badań COVID-19) zmuszony był do wyłączenia wszystkich systemów IT zaraz po tym, jak z Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa dotarła informacja o ataku hakerskim na tę placówkę.

Szacuje się, że na skutek ataków na systemy IT lub uniemożliwiającego odczyt zapisanych danych, placówki medyczne na całym świecie straciły w 2021 roku prawie 40 proc. swoich danych. Ze względu na charakter swojej działalności i gromadzenie wrażliwych danych, szpitale oraz inne placówki medyczne stanowią atrakcyjny cel dla cyberprzestępców. Stąd apel ekspertów, aby bacznie monitorować obiekty takie jak szpitale, oczyszczalnie wody, elektrownie.

Eksperci są zgodni, ale by chronić się przed zagrożeniem ze strony cyfrowych przestępców, warto inwestować. W swoim najnowszym raporcie (XI2022) Gartner szacuje, że w 2023 roku budżety alokowane na produkty i usługi związane z bezpieczeństwem informacji i zarządzaniem ryzykiem zamkną się w kwocie 188,3 mld USD.

A to dopiero początek inwestycyjnej fali. Zdaniem ekspertów do 2026 na cyberbezpieczeństwo przeznaczona będzie rekordowa kwota 262 mld USD. To wzrost o blisko 40 proc. w zaledwie 3 lata.

Według prognoz w 2023 roku liczba cyberataków na infrastrukturę użyteczności publicznej, taką jak przedsiębiorstwa gazowe czy energetyczne, transport publiczny, służba zdrowia, przedsiębiorstwa zaopatrzenia w wodę jeszcze wzrośnie. Niespodziewane i niekontrolowane wyłączenia infrastruktury krytycznej mogą spowodować zakłócenia społeczne na wielką skalę. Dlatego tak ważne jest, aby władze, przedsiębiorcy, służby ratownicze i służby wywiadowcze ściśle współpracowały przy stałej poprawie bezpieczeństwa ochrony niezbędnych do życia produktów, usług i procesów.

– Infrastruktura krytyczna to bardzo skomplikowany system, którego ochrona wymaga nie tylko zabezpieczenia, lecz stałego monitoringu zagrożeń oraz analizy metod jakimi cyberprzestępcy posługują się atakując systemy organizacji na całym świecie w danym momencie – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor generalny firmy Check Point Software w Polsce.

W Polsce operatorzy i zespoły reagowania na incydenty naruszenia cyberbezpieczeństwa już od lat śledzą i wyciągają wnioski z przeprowadzonych przez Rosję cyberataków. Polski rząd (Premier RP) 6 października 2022 podpisał zarządzenie, które wprowadza drugi stopień alarmowy BRAVO, dotyczący infrastruktury energetycznej poza Polską. Zarządzenie obowiązuje do 28 marca 2023 roku. Wraz z drugim stopniem alarmowym od 1 grudnia 2022 roku do 28 marca 2023 wprowadzono trzeci stopień CHARLIE-CRP, który dotyczy bezpieczeństwa cybernetycznego.

Tak dynamiczny wzrost aktywności hakerów skierowanych przeciw polskiej infrastrukturze może być wiązany m.in. z wojną toczącą się za naszą wschodnią granicą i odbywającą się równolegle cyberwojną. Zdaniem analityków Check Point Research przyrost jest szczególnie widoczny w krajach Europy Wschodniej – nie tylko Ukrainy i Rosji, ale również Polski, Litwy i Rumunii. Wszystkie z tych krajów znajdują się wśród 25 najbardziej narażonych na ataki hakerskie.

 

– Niepokojący jest fakt, iż Rosja rozszerza operacje cyberwojny na Polskę. Cele kolejowe i logistyczne w państwie sojuszniczym NATO są atakowane podobnymi atakami typu wiperware, prawdopodobnie w celu zakłócenia zagranicznej pomocy wojskowej i innej napływającej na Ukrainę. Chociaż taktyczne uzasadnienie tych ataków jest oczywiste, może się okazać strategicznym błędem Moskwy – podsumowuje Klon Kitchen z American Enterprise Institute w specjalnym raporcie dla Amerykańskiego Senatu.

Na problem zagrożenia infrastruktury krytycznej państw w obliczu rosnących ataków hakerskich zwracają uwagę nie tylko eksperci Check Point Research.  W 2022 roku Komisja Europejska opublikowała pięciopunktowy plan na rzecz ochrony infrastruktury krytycznej w priorytetowych obszarach: gotowości, reagowania i współpracy międzynarodowej. Plan priorytetowo traktuje kluczowe sektory energii, infrastruktury cyfrowej, transportu i przestrzeni kosmicznej. – Możemy spodziewać się, że ryzyko ataków na istotne obszary infrastrukturalne będzie w przyszłości tylko rosło. Nasza gospodarka, korzysta ze wspólnego zaplecza, a to sieć wzajemnych zależności, silnie ze sobą połączona. Dla osób o złych zamiarach atakowanie infrastruktury będzie zawsze atrakcyjne ze względu na spektakularne efekty – ostrzega Georg Peter, który jest odpowiedzialny za Europejską Sieć Referencyjną Ochrony Infrastruktury Krytycznej (ERNCIP), ważną część reakcji UE, która ma pomóc państwom w obronie ich aktywów.

RPP nie zaskoczyła

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczył inwestorów. Nie zmienia to faktu, że będą oni czekać na show prezesa NBP, który dzisiaj występuje na konferencji prasowej.

RPP nie zmieniła stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła poziomu stóp procentowych. Złośliwi w mediach wypominają prezesowi tzw. traktat sopocki, czyli krótki wywiad na molo w Sopocie, gdzie zapowiedział wyhamowanie cyklu podwyżek lub jego wręcz koniec. Patrząc jednak na dane, szczególnie potencjalnie nadchodzące spowolnienie gospodarcze, decyzja ta wydaje się racjonalna. Biorąc pod uwagę, że podwyżki stóp procentowych działają zawsze z pewnym opóźnieniem, wygląda na to, że przegapiliśmy okazję na podnoszenia stóp procentowych. Rynek spodziewał się takiej reakcji, więc nie powinno dziwić, że reakcji niemal nie było.

Dane ze Stanów bez większego echa

Wczoraj poznaliśmy dane z raportu ISM dla przemysłu. Okazał on się co prawda słabszy od oczekiwań, jednak zaledwie 0,1 pkt. Na rynku nie wzbudziło to większych emocji. Wieczorem pojawiły się zapiski z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej. To z kolei okazało się korzystniejsze dla dolara. Okazuje się, że członkowie tego gremium są bardziej chętni podnosić stopy procentowe, niż dotychczas sądziliśmy. Spowodowało to wzrost szans, że w lutym rezerwa podniesie stopy procentowe jednak o 0,5%. Nadal jednak dominuje scenariusz podwyżki o połowę niższej. Nie zmienia to faktu, że do posiedzenia pozostał miesiąc i wiele się jeszcze może wydarzyć.

Gaz taniej niż przed wojną

Pisanie o cenach gazu codziennie jest dość dziwne. Biorąc pod uwagę siłę ostatnich zmian cen, są jednak ku temu powody. Tylko wczoraj cena gazu spadła o ponad 10%. Jesteśmy tylko trochę powyżej dołka przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Warto z kolei zwrócić uwagę, że wczorajsze minimum było poniżej dołków zarówno z grudnia 2021, jak i stycznia 2022. Powody spadków się oczywiście nie zmieniają. Jest to ciepła zima oraz wątpliwości co do kondycji gospodarki światowej. Mówiąc wprost, chodzi o to, że są poważne problemy z popytem na surowiec, który powoduje, że cena leci w dół. Wiele państw wykorzystuje tę sytuację jako presję ekonomiczną na Rosję, która finansuje swoje działania wojenne m.in. z zysków z eksportu surowców.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Zapiski z posiedzenia FOMC bez większego wpływu na rynki

Na skutek „jastrzębiego” wydźwięku protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC dolar zareagował jedynie chwilowym, minimalnym umocnieniem. Indeksy w USA w zasadzie przeszły obok tego dokumentu niewzruszone, kończąc dzień na umiarkowanych plusach. Większą reakcję na FX można było zaobserwować po gorszym od oczekiwań odczycie ISM dla przemysłu Stanów Zjednoczonych. W Europie akcje silnie zyskiwały kolejną sesję z rzędu co wynikało z oznak osłabienia presji inflacyjnej oraz ponownego otwarcia chińskiej gospodarki.

Wciąż istnieje rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami Fed-u i rynku, co pozostaje głównym ryzykiem dla dolara. Protokół z grudniowego posiedzenia FOMC wzmocnił gorliwość amerykańskiej instytucji do walki z inflacją i dalszego podnoszenia stóp procentowych w tym roku. W zapiskach zaznaczono, że pomimo zasygnalizowania przez przewodniczącego Fed Jerome’a Powella wolniejszego tempa podwyżek zacieśniania monetarnego, „nie było to oznaką jakiegokolwiek osłabienia determinacji komitetu do osiągnięcia celu stabilności cen lub oceny, że inflacja jest już na trwałej ścieżce spadkowej”. Urzędnicy wyrazili frustrację, że rynek wciąż wycenia ciecia stóp w II połowie roku. Stwierdzono, że „nieuzasadnione rozluźnienie warunków finansowych, zwłaszcza jeśli wynikałyby one z błędnego postrzegania przez opinię publiczną funkcji reakcji komitetu, skomplikowałoby wysiłki FOMC na rzecz przywrócenia stabilności cen”. Tym samym została odrzucona możliwość cięć kosztu pieniądza w 2023 roku. Żaden z uczestników nie przewidywał takiego scenariusza. Członkowie generalnie zauważyli, że restrykcyjne nastawienie polityki będzie musiało być utrzymane do czasu, gdy napływające dane dadzą pewność, że inflacja jest na trwałej ścieżce spadkowej do 2 proc., co prawdopodobnie zajmie „trochę” czasu. Fed fund futures nadal wyceniają, że Fed w wyniku recesji rozpocznie w tym roku cykl luzowania monetarnego (pierwsze obniżki). Nastawienie to nie uległo znaczącej zmianie po publikacji ostatnich „minutek”.

Wczoraj otrzymaliśmy kolejny „jastrzębi” sygnał w postaci wypowiedzi prezesa Fed z Minneapolis. Neel Kashkari zaznaczył, że właściwe będzie kontynuowanie podnoszenia stóp przynajmniej na kilku następnych spotkaniach, dopóki Fed nie będzie pewny, że dynamika wzrostu cen osiągnęła szczyt. W jego opinii cykl może zakończyć się nawet na poziomie 5,4 proc., co oznaczałoby, że przed nami kolejne ruchy o łącznie 90 punktów bazowych.

Mimo tak restrykcyjnych sygnałów większej reakcji rynku nie było. Ostatecznie indeksy z Wall Street zamknęły dzień na lekkich zyskach. Na koniec dnia dolar finalnie stracił, choć w okolicach godziny 20 lekko zyskiwał. Większa zmienność na FX panowała w początkowych godzinach europejskiej sesji. Para EUR/USD po spadkach wtorkowych, w środę już była handlowana ponownie powyżej poziomu 1,06 .

Z twardych danych otrzymaliśmy ISM dla przemysłu, który lekko rozczarował (48,4 pkt.) oraz raport „JOLTS”, który pokazał, że liczba wolnych miejsc pracy i rotacji pracowników utrzymała się na poziomie 10,46 mln a dane październikowe zrewidowano do 10,51 mln. Dziś przed nami ADP oraz tygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Publikacje te z pewnością rzucą światło na jutrzejszy odczyt NFP, który być może wywoła większą zmienność na rynku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Answear.com z przychodami ze sprzedaży o 39 proc. większymi rdr. w IV kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty home&lifestyle w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w IV kw. 2022 r. 359 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza to wzrost o 39 proc. rdr. Wysokie dynamiki wzrostu mimo wymagającego otoczenia rynkowego stawiają Answear.com jako jedną z najszybciej rozwijających się platform fashion e-commerce w Europie.

Za nami rekordowy czwarty kwartał, w którym wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki sprzedażowe. Cieszy również utrzymanie wysokich dynamik wzrostu, mimo wysokiej bazy z zeszłego roku, zwłaszcza w czwartym kwartale. Konsekwentnie pokazujemy, że nasz biznes ma solidne fundamenty i jest odporny na tymczasowe zawirowania gospodarcze i dekoniunkturę, dzięki czemu jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się platform fashion e-commerce w Europie – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

Wpływ na dobre wyniki sprzedażowe w minionym kwartale miało m.in. optymalne zatowarowanie na sezon jesień-zima 2022, dzięki czemu Spółka mogła trafnie i na bieżąco odpowiadać na potrzeby klientów. Istotną rolę również odegrały działania marketingowe, w tym kampanie TV nakierowane na wzrost świadomości marki. Skutecznie wspomagały sprzedaż w kluczowych dla spółki momentach, czyli Black Week oraz okresie świątecznym. Warto również wspomnieć o stałym rozwoju nowych kategorii produktowych home & lifestyle oraz sport & outdoor które cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród klientów poszukujących inspirujących prezentów świątecznych.

Patrząc na całe drugie półrocze odnotowaliśmy wzrost sprzedaży on-line rzędu 40 proc. czyli powyżej dynamiki osiągniętej w pierwszym półroczu wynoszącej 31 proc. W efekcie tych wzrostów rok 2022 Spółka zakończyła przychodami ze sprzedaży blisko 1 mld zł. Warto podkreślić bardzo dobre rezultaty ekspansji geograficznej przeprowadzonej pod koniec 2021 r. oraz w pierwszej połowie 2022 r.: już teraz nowe rynki generują sprzedaż powyżej założonych planów – dodaje Jacek Dziaduś, Wiceprezes Zarządu ds. finansowych Answear.com.

Z jakimi problemami warto pójść do osteopaty

Osteopatia to rodzaj leczenia, które koncentruje się na leczeniu całego ciała, a nie tylko poszczególnych schorzeń. Osteopaci używają różnych technik, takich jak masaż, rozciąganie i uciskanie, aby poprawić ruchomość stawów, zmniejszyć ból i poprawić ogólne funkcjonowanie ciała.

Osteopatia jest formą leczenia, która może być skuteczna w przypadku różnego rodzaju dolegliwości i schorzeń. Można udać się do osteopaty w przypadku:

  • bólów głowy
  • bólów karku i pleców
  • bólów stawów
  • problemów z układem trawienia
  • dolegliwości związanych z ciążą i porodem
  • problemów z układem moczowym
  • problemów z układem oddechowym
  • problemów z układem hormonalnym
  • problemów z układem nerwowym
  • urazów sportowych

Osteopatia może być również skuteczna w łagodzeniu objawów towarzyszących różnym chorobom i zaburzeniom, takim jak na przykład cukrzyca czy astma.

Złoto byłoby dla polskich inwestorów porażką, gdyby nie osłabienie złotego

W grudniu cena złota przekroczyła poziom 1800 USD/uncja, choć jego cena w 2022 r. przebiła nawet poziom 2 000 USD. Cena po 52 tygodniach spadła wówczas o 1% r/r.

– Złoto miało fenomenalny początek roku, ponieważ pojawił się wyjątkowy czynnik ryzyka, jakim było rozpoczęcie wojny w Ukrainie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jednak od tego czasu zmieniło się bardzo dużo, ze względu na podwyżki stóp procentowych wprowadzone przez większość banków centralnych.

Na świecie wraz ze wzrostem stóp procentowych wzrastała atrakcyjność lokat i obligacji. Oczywiście są kraje o bardzo wysokiej inflacji, gdzie realna stopa procentowa jest bardzo niska. Fed podejmował jastrzębie decyzje w warunkach, gdy inflacja w USA była ponad dwukrotnie niższa niż w Polsce.

Opłacalność inwestowania w złoto wypada lepiej z perspektywy polskich inwestorów.

– Jest to jednak efekt tylko i wyłącznie walutowy – komentuje ekspert XTB. – To, że złoto zyskiwało 8-9% jest konsekwencją słabości złotego wobec dolara, dolar w 2020 r. kosztował nawet powyżej 5 zł. Pod koniec roku efekt ten został osłabiony.

Srebro chroniło inwestorów przed inflacją lepiej niż złoto. Światowe ceny srebra wzrosły o 10%. To efekt tego, że srebro, platyna i pallad mają jako metale szlachetne większe znaczenie w przemyśle, na przykład w technologiach związanych z odnawialnymi źródłami energii.

– Złoto zaczyna jednak znów jaśnieć, ze względu na obawy inwestorów dotyczące recesji – dodaje M.Stajniak z XTB. – Pokazuje to zachowanie spekulantów, którzy pozycje krótkie na złocie zamieniają na długie.

Początek roku powinien być dobry dla złota. Druga połowa roku będzie bardzo istotna, ponieważ może dojść do obniżek stóp procentowych przez najważniejsze banki centralne. Wpłynie na siłę dolara, który przez dwa lata był bardzo mocny.

RPP szykuje się do końca cyklu podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami utrzymała stopy procentowe bez zmian podczas pierwszego posiedzenia w 2023 roku. Warto zauważyć, że Rada powróciła do dwudniowych posiedzeń, choć konferencja prasowa profesora Glapińskiego jest zaplanowana dopiero na dzień jutrzejszy, czyli w czwartek o godzinie 15:00. Dzisiejsza decyzja nie jest zaskoczeniem, gdyż członkowie RPP w zasadzie nie otrzymali żadnych nowych informacji z gospodarki czy z rynku, które mogłyby ich skłonić do innego zdania. Właśnie dlatego kluczowym wydarzeniem z perspektywy polskiego kredytobiorcy może być marcowe posiedzenie, kiedy RPP będzie dysponować już najnowszymi projekcjami.

Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że jutro o godzinie 10:00 poznamy szybki szacunek inflacji, do którego z pewnością odniesie się prof. Adam Glapiński na konferencji. Oczekuje się, że inflacja nie spadła mocno za grudzień i wyniosła 17,4% r/r przy poprzednim poziomie za listopad na poziomie 17,5%. Warto zauważyć, że w listopadzie mieliśmy zaskoczenie w postaci niższego odczytu od oczekiwań, dlatego w tym wypadku jest równiez pole do niespodzianek. Z drugiej strony zakres prognoz jest dosyć wąski, gdyż wynosi od 17,0% do 17,6%. Jedynie spadek poniżej 17% mógłby wywołać pytania o to, czy pojawi się w tym roku szansa na obniżki stóp procentowych.

Oczywiście sama Rada nie wskazała, że proces podwyżek się zakończył. Kluczowe będzie zachowanie inflacji za styczeń, gdyż na początku tego roku powróciły stare, wyższe stawki VAT na energię, co może doprowadzić do zmiany projekcji w marcu. Chociaż ostatecznie ceny paliw nie wzrosły, to jednak ceny gazu oraz energii elektrycznej będą miały pozytywny wpływ na inflację. Ceny paliw w grudniu były płaskie, natomiast patrząc na cenę energii elektrycznej można zauważyć spory spadek od początku do końca grudnia. Z drugiej strony patrząc na efekt bazy z 2021 roku tu i tak będzie spory wzrost, natomiast w porównaniu do średniej ceny z listopada, ceny nie uległy drastycznej zmianie. Właśnie dlatego raczej nie ma szans, że inflacja za grudzień zaskoczy nas pozytywnie sporym spadkiem, jak było to w przypadku Niemiec.

Przez utrzymanie cen paliw w styczniu na niezmienionym poziomie w porównaniu do grudnia, Rada Polityki Pieniężnej będzie miała więcej pewności, że szczyt inflacji jest już za nami lub znajduje się bardzo blisko i niewiele ponad obecnym poziomiem. To z kolei może mieć ogromny wpływ na decyzję o oficjalnym zatrzymaniu podwyżek już podczas marcowych projekcji makroekonomicznych. Oczywiście wtedy zaczną się mocne spekulacje na temat obniżek, choć w tym momencie większość gołębich członków Rady wskazuje, że na taki ruch w 2023 roku nie powinniśmy się szykować.

Złoty zachowuje się stabilnie po decyzji RPP. Za euro musimy płacić: 4,6687 zł, za dolara: 4,4035 zł, za funta: 5,3000 zł, za franka: 4,7388 zł.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk XTB

Stopy procentowe bez zmian: pauza czy koniec cyklu podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej na czwartym kolejnym posiedzeniu nie podniosła stóp procentowych – podstawowa stopa cały czas wynosi 6,75 proc. Cały czas nie wiemy, czy jest to tylko pauza, czy koniec cyklu podwyżek. Odpowiedź poznamy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Nie czekając na odpowiedź, 28,5 proc. Polaków, podejmujących finansowe postanowienia noworoczne, planuje w 2023 roku spłacić swoje zadłużenie.

W styczniu RPP wyjątkowo obradowała przed publikacją danych GUS o inflacji w grudniu, nie pojawiła się także nowa projekcja inflacyjna. Rada podejmowała zatem decyzje na podstawie przesłanek zbliżonych do tych, jakie odnotowano podczas posiedzenia w grudniu. Jednak prognozy co do inflacji w grudniu wskazują, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym spadkiem inflacji. Sytuacja może ulec odwróceniu w styczniu, bowiem od Nowego Roku wzrósł podatek VAT na paliwa i energię oraz wzrosły ceny wielu innych produktów i usług. Co prawda cena paliwa na stacjach benzynowych nie wzrosła, a cena netto znacznie spadła, to jednak mocny skok inflacji w tym miejscu nadal jest możliwy. Po napłynięciu kolejnych danych, prawdopodobnie pod koniec pierwszego kwartału, dowiemy się zatem, czy w tym cyklu będą miały miejsce jeszcze jakieś podwyżki, czy może jest to już jego koniec i w kolejne lata będą zdominowane przez obniżki stóp. Nie można jednak zapominać, że inflacja szybko nie spadnie i prawdopodobnie jeszcze przez około 18 miesięcy może utrzymywać się powyżej poziomu 10 proc.

RPP zwraca także uwagę na dane z zagranicy. W Niemczech w grudniu inflacja spadała z 10 proc. do 8,6 proc. (zdecydowanie mocniej niż spodziewali się analitycy). Cały czas jednak znacząco rosną ceny usług. To właśnie ich wzrost stanowi obecnie motor inflacji w większości krajów, gdy ceny paliw i surowców energetycznych spadają. W piątek poznamy dane o inflacji w strefie euro, prognozy wskazują na jej spadek z 10,1 proc. do 9,7 proc. Także w USA spodziewamy się kolejnego spadku inflacji z 7,1 proc. do 6,7 proc. (dane zostaną opublikowane 12.01).

Brak podwyżki stóp oznacza, że nie wzrosną raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu. Kredytobiorcy mogą nawet odczuć pewną ulgę, bo od listopada spada stawka WIBOR 3M, która służy za podstawę do obliczania oprocentowania większości kredytów mieszkaniowych. Choć raty nie rosną, to Polacy starają się nadpłacać swoje kredyty. Według globalnego badania eToro, 28,5 proc. Polaków (z tych którzy mają finansowe postanowienia noworoczne) planuje w 2023 roku spłacić swoje zadłużenie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polscy pracownicy wciąż czekają na ustawę o sygnalistach

Od końca 2021 r. obowiązuje unijna dyrektywa w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa w przedsiębiorstwach i instytucjach publicznych. Przepisy wymagają implementacji na krajowym rynku. Jednak polski organ ustawodawczy nie spieszy się z procedowaniem wymaganej ustawy. Powinna ona obowiązywać już od 11 miesięcy. Za jej brak Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma prawo nałożyć na nas karę finansową, która w roku wyborczym byłaby bardzo nie na rękę rządzącym. Na ustawę czekają pracodawcy i pracownicy. Czeka także branża wdrażająca oprogramowanie przeznaczone do zgłaszania nieprawidłowości. Inwestycja w infrastrukturę techniczną i zabezpieczenia była ogromna. Jak długo przedsiębiorstwa będą zmuszeni funkcjonować w próżni prawnej?

Państwa członkowskie powinny wdrożyć unijną dyrektywę do 17 grudnia 2021 r. Polska, nie zrealizowała tego obowiązku. Od tego czasu Komisja Europejska zdążyła już do nas skierować dwukrotne ponaglenia: w styczniu i w lipcu 2022 r. Jeśli Unia Europejska uzna, że reakcja danego państwa nie jest zadowalająca, ma prawo złożyć skargę przeciwko niemu do Trybunału Sprawiedliwości UE. A ten może nałożyć na niego karę finansową.

Pierwotny projekt ustawy został opublikowany w październiku 2021 r. i był kilkukrotnie modyfikowany w związku z konsultacjami międzyresortowymi i społecznymi.

„Obecna, czwarta wersja projektu nie jest jeszcze zaakceptowana przez rząd. Od rozpoczęcia procedowania przez Sejm do prawomocnego uchwalenia przepisów minie kilka miesięcy. Dziś mówi się w kuluarach, że być może ustawa będzie opublikowana pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku. Ale to już kolejny termin, który był obiecywany polskim przedsiębiorcom. Firmy takie jaka nasza, które w ostatnich dwóch latach przygotowywały narzędzia służące bezpiecznemu wdrożeniu przepisów odczuwają brak polskiej regulacji.. Już dziś mierzymy się z konsekwencjami opóźnień podobnie jak przedsiębiorcy, którzy woleliby wiedzieć, kiedy przepisy zaczną ich obowiązywać.. Na te przepisy przede wszystkim jednak czekają polscy pracownicy, którzy potrzebują gwarancji, ochrony  i bezpiecznego systemu zgłaszania nieprawidłowości w firmach” – tłumaczy mec. Katarzyna Abramowicz, prezes zarządu Specfile, wydawcy Sygnanet – szyfrowanej platformy do przyjmowania zgłoszeń od sygnalistów.

Kontrowersyjne zapisy ustawy opóźniają wdrożenia

Na opóźnienia w procedowaniu ustawy mają wpływ rozwiązania, które budzą spory. Chodzi m.in. kwestie związane z możliwością dokonania zgłoszenia zewnętrznego, czyli nie do pracodawcy, ale do organu publicznego, który m.in. przyjmie zgłoszenie o naruszeniu prawa, wstępnie je zweryfikuje i przekaże do urzędu/służby, która będzie właściwa do podejmowania działań wyjaśniających, następczych. Zgodnie z ostatnią opublikowaną wersją projektu (z lipca 2022 r.) rolę tę ma pełnić Rzecznik Praw Obywatelskich, ale rozważano też inne podmioty (m.in. Państwową Inspekcję Pracy). Realizacja takiej procedury dla sygnalistów to nowe, czasochłonne zadanie, które będzie wymagało dużego wysiłki organizacyjnego, finansowego i kadrowego.

„Mimo braku fizycznej ustawy mamy wielu klientów, którzy już dziś korzystają z naszych rozwiązań. Zdecydowali się na wdrożenia nie czekając na prawny przymus, ponieważ istotne jest dla nich bezpieczeństwo przedsiębiorstwa i pracowników. Szkoda dla organizacji może mieć formę finansową, prawną lub reputacyjną. Wybierając szyfrowany system ochrony sygnalistów ograniczamy narażenia na ryzyko finansowe  np. w wyniku nieodkrytej korupcji, czy sankcji za brak odpowiednich narzędzi i regulacji, złamania RODO w stosunku do ochrony zgłoszeń. Jednocześnie dzięki używaniu wewnętrznego kanału chronimy reputację firmy. Wreszcie to potężne narzędzie komunikacji wewnętrznej ograniczające ryzyko operacyjne. Używając takich narzędzi pracodawca tworzy także bezpieczne środowisko pracy poprzez zmniejszenie zachowań dyskryminujących. Nie da się zatem przecenić wartości jaką daje wdrożenie systemu chroniącego sygnalistów, a przykłady wielkich upadków światowych koncernów, które zignorowały, bądź zbyt późno zareagowały na zgłaszane problemy powinny być dla wszystkich z nas ważnym ostrzeżeniem” – komentuje mec. K. Abramowicz.

Branża whisteblowingu pod ścianą

Branża whistleblowingu w Polsce to kilkaset przedsiębiorstw, które skupiły się na przygotowaniu systemów zabezpieczeń sygnalistów oraz szkoleń dla pracodawców i pracowników w zakresie ich ochrony. To zróżnicowana grupa, która skupia potężne korporacje doradcze z tzw. „wielkiej czwórki”, ale także kilkunastoosobowe przedsiębiorstwa które w całości skupiają się na ochronie sygnalistów. To także wiele kancelarii prawnych, które specjalizują się w tej tematyce.

Brak ustawy w znaczący sposób wpływa na ich funkcjonowanie. Polskie firmy mierzą się z szeregiem wyzwań. Zawiła administracja, coraz wyższe koszty prowadzenia działalności oraz niemożność realnego prognozowania wyników finansowych z powodu długiej ścieżki administracyjnej sprawiają, że branża whisteblowingu może się załamać. Nadzieją jest fakt, że mamy rok wyborczy, a widmo kar nałożonych przez TSUE staje się coraz bardziej realne.

Czekając na RPP

Poznamy dzisiaj decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. W tle widzimy już spadki inflacji w innych krajach, więc decyzja, by nie zmieniać nic, wydaje się niemal pewna.

Spadek inflacji w Turcji

Zgodnie z oczekiwaniami w Turcji spada tempo wzrostu cen. Powodem jest charakterystyka tego parametru. Odnosi się on bowiem do danych sprzed roku. Rok temu ceny już gwałtownie rosły w Turcji, więc punkt odniesienia dla grudnia był dużo wyżej niż w listopadzie. Stąd wynik 64,3% nie był dla rynku zaskoczeniem, mimo że miesiąc wcześniej było to 84,4%. Tak różnica przekracza 20 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca. Pamiętajmy, że ceny rosną szybciej niż zarobki, zatem ograniczeniem dla ich wzrostu będą portfele konsumentów, którzy mogą sobie na coraz mniej pozwolić. Kurs liry nie uległ zmianie w związku z tymi danymi.

Inflacja w Niemczech spowalnia

Wzrost cen u naszego zachodniego sąsiada spowalnia. Po trzech miesiącach przebywania wspólnie z nami w mało ekskluzywnym gronie państw z dwucyfrową inflacją opuszczają nas. Wynik 8,6% to również wskaźnik wyraźnie poniżej oczekiwań wynoszących 9,1%. Dane te rozpoczęły korektę na EURUSD. Dla przypomnienia wczoraj przed otwarciem rynków w USA rozpoczęło się gwałtowne wykupywanie dolara. Po otwarciu tamtejszego rynku, które mniej więcej zbiegło się w czasie z danymi o inflacji w Unii Europejskiej, rozpoczęła się korekta tamtego ruchu. Z jednej strony lepsze dane z Niemiec powinny właśnie pomagać euro, z drugiej mogą w końcu przyczynić się do mniejszego wzrostu stóp procentowych, co spowoduje z kolei osłabienie waluty.

Gaz poniżej 75 euro za megawatogodzinę

Cena gazu to wykres, który konsumenci mogą ostatnio oglądać z przyjemnością. Na dworze na razie nie jest zbyt zimno, ale gwałtowne spadki i tak cieszą. Powodem jest właśnie cieplejszy początek sezonu grzewczego i bardzo wysoki stan magazynów tego surowca. Powoduje on, że strach o brak surowca został niemal rozwiany. Tym bardziej że alternatywne względem Rosji kanały dostaw okazują się wydajne. Powoduje to, że wzrost cen energii, dotychczas wskazywany jako główny czynnik proinflacyjny, realnie znika na naszych oczach. Złośliwi mogą zadać pytanie, dlaczego inflacja jest taka wysoka pomimo zanikania czynników zewnętrznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Jak pozycjonować swoją stronę?

Jak pozycjonować swoją stronę? Czy można to robić samodzielnie? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – tak! Jeśli ma się oczywiście odpowiednią wiedzę. Szczegóły na temat pozycjonowania strony internetowej znajdziesz w dzisiejszym artykule.

  1. Komu zlecić pozycjonowanie stron internetowych?
  2. Pozycjonowanie stron w Google – jakie działania trzeba podjąć?

Chcesz, aby Twoja strona internetowa wyświetlała się w czołówce w wyszukiwarce Google? W takiej sytuacji musisz zacząć ją pozycjonować. Jak pozycjonować swoją stronę? Opcji jest wiele i warto podjąć się właściwie wszystkich działań z zakresu pozycjonowania. O części z nich piszemy w poniższym wpisie – już teraz zapoznaj się z jego treścią.

Komu zlecić pozycjonowanie stron internetowych?

Zależy Ci na czasie? A może po prostu chcesz oddać pozycjonowanie strony w ręce doświadczonych specjalistów? W takiej sytuacji polecamy nawiązać współpracę z odpowiednią agencją, która oferuję taką usługę, jak pozycjonowanie stron www. Przykładem takiej agencji jest Semgence, która poza pozycjonowaniem stron www, zajmuje się także content marketingiem, pozycjonowaniem sklepów internetowych czy przeprowadza zarówno konsultacje, jak i szkolenia SEO.

Na samym początku współpracy z agencją, specjalista będzie musiał przeprowadzić audyt SEO, którego celem jest określenie, jakie działania trzeba będzie podjąć, aby odpowiednio wypozycjonować stronę. W trakcie audytu SEO sprawdza się przede wszystkim czynniki on-page oraz off-page, które są ważne dla pozycji strony w wyszukiwarce Google. Ponadto specjalista zwróci uwagę na to, czy witryna jest użyteczna i w pewien sposób wygodna dla klientów. Sprawdzone zostaną także wszystkie zabezpieczenia strony WWW. Po audycie dowiesz się między innymi, jakie frazy kluczowe będą istotne dla kampanii pozycjonerskiej dla Twojej witryny.

A zatem dobry audyt SEO składa się z trzech obszarów, które poddaje się analizie – a mianowicie audytu technicznego oraz off-page i on-page. Celem audytu technicznego jest przede wszystkim określenie, w jaki sposób indeksujące roboty poruszają się po stronie. Ponadto w tym kroku trzeba odkryć, jak te roboty dokonują tak zwanej indeksacji. Działania off-page dotyczą czynników, które są skupione na zewnętrznym linkowaniu, a on-page – na wewnętrznym, czyli w obrębie Twojej strony czy sklepu internetowego. W ostatnim przypadku analizuje się również wszelkie składowe kodu witryny.

Audyt SEO zawsze trzeba przeprowadzać, aby móc znaleźć i wyeliminować wszystkie błędy. Ponadto rzetelny audyt umożliwia poprawę konwersji – jeśli mamy sklep internetowy i tym samym eliminację tak zwanych porzuconych koszyków. Jeśli chcesz mieć pewność, że klienci będą kupować u Ciebie proponowane przez Ciebie produkty lub korzystać z Twoich usług, nie zwlekaj i już teraz nawiąż współpracę z agencją, która przeprowadzi audyt SEO Twojej strony internetowej.

Po audycie SEO wdraża się wszystkie potrzebne działania w celu wypozycjonowania strony internetowej. Jakie dokładnie są to działania? Dobiera się je indywidualnie, ale w dalszej części artykułu wspominamy o tych najpopularniejszych i najważniejszych. Jeśli jeszcze nie masz swojej strony internetowej czy sklepu internetowego, koniecznie zapoznaj się z nimi przed postawieniem witryny. Dzięki temu szybciej Twoja strona pojawi się wysoko w wynikach wyszukiwania. 

Pozycjonowanie stron w Google – jakie działania trzeba podjąć?

Pozycjonowanie strony internetowej czy sklepów internetowych to właściwie działania, które korzystnie wpływają na pozycję danej witryny w wyszukiwarce Google. Jest to dosyć złożony proces, dlatego warto skorzystać z pomocy specjalistów, zamiast samodzielnie próbować wdrożyć konkretne działania. Jeśli jednakże nie masz jeszcze strony internetowej i planujesz dopiero ją założyć, warto znać podstawowe informacje na temat SEO i wykorzystać je już na samym początku.

W przypadku działań SEO wyróżnia się te, które wdraża się wewnątrz naszej witryny – czyli on-page oraz na zewnątrz – off-page. Jeśli chodzi o SEO on-page, zarówno struktura strony, jak i content marketing, prędkość strony, meta tagi, bezpieczeństwo (SSL), optymalizacja UX, optymalizacja grafiki i działania techniczne muszą być zgodne z wymaganiami SEO. Działania off-page natomiast obejmują tak zwany link building – czyli linki prowadzące z innych stron do naszej, wizytówkę Google oraz media społecznościowe.

Przy strukturze strony warto zrezygnować z witryny w stylu „one page”. Według specjalistów większa ilość podstron zwiększa szansę na wypozycjonowanie ich na większą liczb fraz i tym samym na zdobycie równie większego ruchu bezpośrednio z wyszukiwarki. Pamiętaj o tym, aby każda podstrona miała unikalne słowa kluczowe. Warto – na przykład – rozbić ofertę na kilka usług i dla każdej tej usługi stworzyć indywidualną podstronę.

Jeśli chodzi o content marketing, podstawą SEO jest oczywiście wartościowa treść. Poza odpowiednią treścią na stronie głównej i poszczególnych podstronach warto założyć dodatkowo bloga firmowego. Artykuły, które będziesz publikować na blogu firmowym, powinny odpowiadać na pytania i potrzeby Twoich potencjalnych klientów – i to na każdym etapie zakupowej ścieżki.

Wyszukiwarka Google zwraca uwagę również na prędkość strony. Jest to spowodowane głównie tym, że żaden użytkownik Internetu nie lubi sytuacji, gdy dana witryna zbyt długo się ładuje. Dlatego ważne jest, aby zadbać o to, by strona ładowała się jak najszybciej.

Z działań SEO off-page warto pozyskiwać linki na stronach zewnętrznych. Celem „link buildingu” jest przede wszystkim budowanie zaufania u robotów Google. Roboty te docenią Twoją stronę, gdy będzie polecana przez inne witryny. Jak pozyskiwać takie linki? Przede wszystkim unikaj podejrzanych witryn – tak zwanych „farm linków”. Na takie farmy Google nakłada kary, przez co i Twoja strona może ucierpieć. Lepszą opcją jest – po pierwsze – dodatnie swojej witryny do internetowych katalogów branżowych oraz firm i przygotowanie wpisów gościnnych, które za drobną opłatą można opublikować na rzetelnych stronach branżowych. Warto także wykupić artykuł sponsorowany, który zostanie opublikowany na innej stronie, mającej dobrą pozycję w Google.

Masz fizyczną siedzibę? Koniecznie załóż sobie wizytówkę Google. Należy ją oczywiście prawidłowo zoptymalizować, uzupełniając wszystkie dane kontaktowe, zdjęcia oraz opisując, jaką usługę oferujesz. W przypadku mediów społecznościowych warto wiedzieć, że same działania tam podejmowane nie wpływają na pozycję w wyszukiwarce Google, jednakże zwiększają ruch na samej stronie – oczywiście, jeśli opracujesz odpowiednią strategię i zbudujesz zaangażowaną społeczność.

Jak widać, działań z zakresu SEO jest wiele – nie o wszystkich wspominaliśmy w niniejszym artykule. Jeśli chcesz mieć pewność, że wszystko zostanie wdrożone prawidłowo, koniecznie skorzystaj z pomocy agencji, która zajmuje się pozycjonowaniem stron WWW. Lub zapisz się na szkolenie z SEO, aby zdobyć kompleksową wiedzę i samodzielnie się tym zająć. Należy wówczas zadbać nie tylko o dobór słów kluczowych naszej strony, ale też o szybkość ładowania strony i inne elementy, które mogą pomóc w poprawieniu widoczności strony.

„L4” na żądanie? Ekspert: To w praktyce kosztowne dodatkowe dni urlopu, które nie rozwiążą problemów służby zdrowia

W ostatnich dniach dyskusję w przestrzeni publicznej wywołał pomysł prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Łukasz Jankowski zaproponował, by umożliwić pracownikom pobieranie raz w roku 4-dniowego zwolnienia chorobowego na żądanie, w celu odciążenia lekarzy. Część medyków odniosła się do pomysłu z dużą dozą aprobaty. Wątpliwości, co do tej propozycji ma Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych. Jak zauważa, „L4” na żądanie nie rozwiązałoby bolączek służby zdrowia, stanowiłoby pole do nadużyć i kosztowny problem dla pracodawców.

– Szanse na realizację tego pomysłu oceniam jako znikome. Trzeba to powiedzieć wprost – ciężko sobie wyobrazić, żeby ktoś nie skorzystał z takiej możliwości, gdyby się ona pojawiła. W praktyce pracownicy zyskaliby zatem dodatkowe 4 dni urlopu. Propozycja przedstawiona przez prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej może dziwić i z pewnością nie rozwiązałaby bolączek służby zdrowia. Oczywiście, to jest trudny czas, mamy szczyt zachorowań na grypę, ale pamiętajmy że dalej znaczny odsetek zwolnień chorobowych stanowią też nadużycia. Ponadto, poruszona nie została kwestia związana z pokryciem kosztów dodatkowej nieobecności pracowników w zakładzie pracy, pobieraniem przez nich wynagrodzenia za ten okres i choćby tego, czy chory miałby w tym czasie leżeć w łóżku czy może mógłby się przemieszczać. Nie możemy zapominać również o tym, że każdemu pracownikowi przysługuje 4 dni urlopu na żądanie. Jest to sprawdzony model, który nie budzi dodatkowych wątpliwości. Na samym końcu – odpowiedzialna opieka medyczna polega na badaniu pacjenta. Proporcje te i tak zostały w ostatnich miesiącach mocno zaburzone przez popularne teleporady i zwolnienia lekarskie w 5 minut, bez wstawania z kanapy mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

GfK: w 2022 r. nastroje polskich konsumentów blisko negatywnego rekordu

GfK: to był trudny rok dla polskich konsumentów. Grudzień nie przyniósł przełamania.

Święta ożywiły sektor handlowy, jednak konsumenci wciąż niepewnie patrzą w przyszłość. W 2023 roku ponad połowa Polaków spodziewa się wzrostu poziomu bezrobocia i utrzymania dwucyfrowego tempa wzrostu cen towarów i usług. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w grudniu 2022 r. -17,2 i wzrósł o 2,2 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Tym samym średni, roczny wskaźnik barometru wyniósł -16 punktów, co oznacza drugi najniższy wynik w historii badań. Przeciętne gorsze nastroje w Polsce firma GfK odnotowała wyłącznie w 2012 roku – wówczas wskaźnik osiągnął poziom -16,3.GfK Barometr grudzień 2022

Według badań GfK w grudniu 2022 r. Polacy nieco lepiej niż przed miesiącem – choć wciąż nisko –oceniali aktualną i przyszłą sytuację gospodarczo-ekonomiczną, zarówno w kontekście całego kraju, jak i domowych budżetów. Jednocześnie, ponad 53 proc. badanych spodziewa się, że 2023 rok przyniesie wzrost bezrobocia (co piąty badany prognozuje zdecydowany wzrost). Co drugi z nas jest także zdania, że ceny towarów i usług będą rosnąć w tempie przekraczającym 10 procent.

Grudzień w Polsce to specyficzny miesiąc z punktu widzenia badania nastrojów konsumenckich, zwłaszcza w kryzysowych latach. Dla nas, jako konsumentów, to okres kojarzący się pozytywnie, ze Świętami, z nowym rokiem, z dużą nadzieją, że trudności wkrótce przeminą. Dlatego zarówno w 2020, jak i w 2021 roku obserwowaliśmy podobne zjawisko, widocznego odbicia na sam koniec roku. Większe powody do niepokoju przynosi nam całoroczny obraz nastrojów konsumenckich, które były znacznie gorsze niż w dwóch poprzednich latach. I niestety nie spodziewam się szybkiego przełamania tego trendu. Po świątecznym „poluzowaniu portfeli”, na początku tego roku będziemy obserwować dalsze wzmacnianie strategii zaciskania pasa wśród konsumentów i rozwój trendu smart shoppingu, czyli aktywnego poszukiwania okazji i promocji. Każdą wydaną złotówkę będziemy oglądać jeszcze dokładniej niż dotychczas mówi Barbara Lewicka, senior director w GfK.

W grudniu ub.r. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły większości grup wiekowych analizowanych przez GfK. Najwyższy wynik odnotowano w grupie od 15 do 22 lat (7,6) oraz w grupie 23-29 lat (1,1). zaś najniższy (-27,5) zarejestrowano wśród seniorów, czyli osób w wieku powyżej 60 roku życia.

W przypadku podziału na płeć różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami były znacznie mniejsze niż w poprzednich miesiącach, z minimalnie niższym wynikiem wśród kobiet.

Podobnie jak w listopadzie znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania, jednak duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu różnych poziomów wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym (-8,3), zaś najgorsze u osób z wykształceniem wyższym (-21,8).

W grudniu 2022 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 9-14 grudnia 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Wzrost niewypłacalności firm nabiera tempa

Rok 2022 nie był łaskawy dla przedsiębiorców. Liczba firm, o których niewypłacalności orzekły sądy, wzrosła o 10% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jeśli uwzględnimy postępowania pozasądowe, liczba niewypłacalnych firm wzrosła łącznie aż o 30%. To skutek m.in. rosnącej inflacji oraz wojny na Ukrainie. Ponadto przedsiębiorstwa nie były już wspierane środkami, które miały ograniczyć negatywne skutki gospodarcze pandemii.

Wzrost kosztów zauważalny był niemal w każdej firmie. W górę poszybowały zarówno ceny komponentów używanych do produkcji, jak i energii. Niestety wiele przedsiębiorstw nie było w stanie podołać tym trudnym warunkom. Najmocniej ucierpiały branże energochłonne: producenci gumy, tworzyw sztucznych czy mebli. W ich przypadku dynamika wzrostu niewypłacalności przerosła ogólną średnią.

Przewaga postępowania pozasądowego

Z raportu firmy Coface wynika, że większość firm, które mierzą się z trudną sytuacją płynnościową, nadal rozwiązuje sprawę bez udziału sądów. Możliwość ta została wprowadzona wraz z zatwierdzeniem ustawy covidowej 1 grudnia 2021 roku. Początkowo miał być to jedynie środek tymczasowy w pierwszej fazie pandemii. Ze względu na jego dużą popularność, przyjęto go jednak do ogólnego systemu prawnego. Od tego czasu obowiązuje znowelizowane prawo upadłościowe i restrukturyzacyjne, a swoją działalność rozpoczął Krajowy Rejestr Zadłużonych. W 2022 roku przedsiębiorstwa, które skorzystały z tej opcji, stanowiły 63% wszystkich niewypłacalnych firm.

Wśród postanowień sądowych największy udział miały postępowania o zatwierdzenie układu. Ich liczba wzrosła o 59% w stosunku do 2021 roku. Przyczyną tak dynamicznego skoku jest popularność procedury pozasądowej (KRZ), w następstwie której sąd ma obowiązek ogłosić decyzję. Zmniejszyła się natomiast liczba najpowszechniejszych dotychczas upadłości likwidacyjnych. W 2022 roku było ich mniej o 12%.

Branże, które ucierpiały najbardziej

Trudności z płynnością finansową firm odzwierciedlają sytuację gospodarczą kraju. Rok 2022 był bowiem trudny dla wielu branż.

Pomimo że konsumpcja gospodarstw domowych nadal wspierała wzrost gospodarczy, to najwyższa inflacja od 26 lat, najniższy poziom optymizmu konsumentów, wysokie stopy procentowe i utrzymująca się niepewność, były mocno odczuwalne przez branżę handlową, gdzie liczba niewypłacalności wzrosła aż o 57% w sektorze detalicznym – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce i regionie Europy Centralnej.

W najgorszej sytuacji znalazła się branża transportowa. Niewypłacalność firm z tego sektora wzrosła o 105% w porównaniu z rokiem 2021.

Dynamika wzrostu upadłości w sektorze TSL zaskoczyła nawet największych pesymistów. Po 9 miesiącach mieliśmy do czynienia z 164 przypadkami niewypłacalności (wzrost rdr o 18%), podczas gdy dane roczne wskazały już 273 przypadki i rekordową dynamikę wzrostu wśród analizowanych branż – mówi Barbara Kamińska, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface w Polsce. – Transport to branża bardzo silnie skorelowana z ogólną koniunkturą gospodarczą. Przyszłe statystyki upadłościowe pozostaną w ścisłej zależności od głębokości spowolnienia gospodarczego w Polsce i Europie – dodaje.

Prócz wspomnianego już handlu, duże problemy zanotowało także budownictwo (wzrost braku płynności o 37%). W produkcji współczynnik ten wyniósł 11%, w usługach natomiast 40%. Dobrze radziło sobie jedynie rolnictwo, gdzie zanotowano spadek liczby firm niewypłacalnych o 9%. Co ciekawe, gałąź tę w ostatnich latach cechował, regularny wzrost liczby podmiotów  niewypłacalnych.

Jak pokazuje raport firmy Coface, zjawisko niewypłacalności przedsiębiorstw różniło się w zależności od regionów Polski. Wśród terenów, w których problem ten osiągnął najwyższą skalę znalazły się: woj. mazowieckie (505 firm), Górny Śląsk (342) oraz woj. wielkopolskie (322). W najlepszej sytuacji znalazło się województwo podlaskie, gdzie zanotowano spadek liczby niewypłacalnych biznesów o 8%.

Niepokojące prognozy na rok 2023

Choć w 2022 roku wzrosła niewypłacalność firm w Polsce, to w ujęciu makroekonomicznym rok ten nie przyniósł dramatycznego pogorszenia aktywności gospodarczej. Wzrost PKB osiągnął zadawalający poziom 4,5%. Firma Coface szacuje jednak, że nadchodzące 12 miesięcy stanowić będzie o wiele większe wyzwanie.

Nasze prognozy pokazują, że w 2023 roku wzrost PKB wyniesie tylko 1%. Tematem numer jeden pozostanie także inflacja. Jej apogeum widoczne będzie zwłaszcza w pierwszym kwartale, ale wysokie ceny zostaną z nami także w kolejnych miesiącach, a nawet w przyszłym roku – mówi Grzegorz Sielewicz.

Za wzrost inflacji w Europie odpowiedzialny jest kryzys energetyczny. Rosnące ceny surowców energetycznych mogliśmy zaobserwować już przed wojną w Ukrainie, która tylko przyśpieszyła ten proces.

Śmiało można stwierdzić, że Europa jest przygotowana na pierwsze, zimowe miesiące 2023 roku. Mamy potrzebne zapasy gazu – mówi Grzegorz Sielewicz. Problem pojawia się natomiast, gdy myślimy o późniejszym czasie. Wiele przedsiębiorstw potrzebuje tej energii także po zimie. Przyszłe zapasy i ceny gazu są wielką niewiadomą – dodaje.

Dużym wyzwaniem będzie dla nas szczególnie zima 2023/2024. Powodem są zmiany infrastruktury, które choć są bardzo potrzebne, wymagają dużo czasu.

Eksperci z firmy Coface wskazują, że w następnym roku liczba niewypłacalnych firm wzrośnie jeszcze bardziej. Przewidują również, że ich struktura będzie niestety zasilana upadłościami lub likwidacjami spółek, nie zaś restrukturyzacjami, które mogłyby spowodować powrót do efektywnej działalności biznesowej.

Czy sektor mieszkaniowy będzie się konsolidował? Deweloperzy odpowiadają

Czy deweloperzy mieszkaniowi biorą pod uwagę scenariusz, w którym decydują się na konsolidację z innym podmiotem? W jakiej sytuacji firmy mogłyby zacząć rozpatrywać takie rozwiązanie? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Analizujemy różne scenariusze i rozwiązania biznesowe, ale na chwilę obecną konsolidacja z innym podmiotem jest jedynie teoretycznym rozważaniem.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu, Develia S.A.

Jesteśmy zainteresowani zwiększaniem udziału w rynku i rentownym wzrostem biznesu, co opisaliśmy w strategii. Obecny okres spowolnienia będzie wpływał na możliwości konsolidacyjne przez firmy dysponujące silnym bilansem i potrzebnym kapitałem. Poza rozwojem organicznym będziemy przyglądać się także takim możliwościom.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Pandemia oraz konflikt w Ukrainie nauczyły nas, że wszystkie scenariusze są możliwe. Na ten moment jednak nie mamy i nie rozważamy kwestii dotyczących ewentualnej konsolidacji z innym podmiotem. Moglibyśmy rozpatrywać takie rozwiązanie tylko w kontekście jakości banku ziemi takiej firmy.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Robyg należy do dużej Grupy TAG Immobilien. Mamy mocne zaplecze, ogromne doświadczenie i mocną pozycję w Polsce. W ramach Grupy budujemy synergie z Vantage Development, firmą także należącą do TAG Immobilien. W ostatnim czasie Robyg i Vantage połączyły kompetencje zarządcze. Stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek objął Eyal Keltsh, od 15 lat wiceprezes Robyg. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg od ponad 20 lat, przejął funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Nowy, wspólny zarząd zarządza bieżącą działalnością obu firm, a także realizuje inwestycje mieszkaniowe przy użyciu banku ziemi obu grup kapitałowych. Każda ze spółek pozostaje niezależna i będzie kontynuować swoją dotychczasową działalność. Budujemy i sprzedajemy mieszkania, a także realizujemy generalne wykonawstwo inwestycji Robyg oraz Vantage. Spółka Vantage Development pod marką Vantage Rent prowadzi działalność wyłącznie w segmencie PRS, tj. mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Jeśli nadal będą rosły stopy procentowe, a wraz z nimi paraliż na rynku kredytów hipotecznych, nie wykluczamy zwiększenia aktywności w segmencie lokali na wynajem. Mamy w ofercie apartamenty przy ulicy Pileckiego na warszawskim Ursynowie i równocześnie przygotowujemy inwestycje, których jeszcze nie wprowadziliśmy do sprzedaży. Nie rozpatrujemy konsolidacji z innymi podmiotami, nawet w obliczu zamrożenia popytu ze strony klientów gotówkowych.

Marcin Michalec, CEO Okam

Nie mamy takich planów. Jesteśmy obecni na rynku od blisko 20 lat, będąc jednym z liderów w segmencie nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Realizujemy ambitne projekty, działając w największych polskich miastach. Wszystkie aktualne inwestycje idą zgodnie z założeniami, a przed nami kolejne wyzwania, związane m.in. z długoletnim projektem rewitalizacji terenu pofabrycznego na warszawskim Żeraniu.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Na długo zanim rozpoczęło się spowolnienie gospodarcze zadbaliśmy o dywersyfikacje działalności i obecnie jako Grupa Aria prowadzimy również biznes niezwiązany z branżą deweloperską. Jesteśmy otwarci na nowe propozycje, o ile będą one oparte na partnerskich relacjach i zapewnią korzyści obu stronom.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie rozważamy możliwości konsolidacji z innym podmiotem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W obecnym czasie rozpatrujemy jedynie sprzedaż mieszkań klientom indywidualnym lub do funduszy. Mamy już doświadczenie w tej kwestii, gdyż z końcem 2021 roku sprzedaliśmy całą inwestycję z 236 mieszkaniami do funduszu.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Nie przewidujemy konsolidacji z innymi podmiotami na rynku. Mamy stabilną sytuację finansową, wszystkie inwestycje realizujemy ze środków własnych. Dlatego też możemy oferować nabywcom system finansowania 10/90. Wszystkie inwestycje oddajemy w ustalonym terminie i planujemy kolejne projekty. Na warszawskiej Białołęce powstanie kameralne osiedle z prywatnym lasem.

Wzrost płacy minimalnej mocno namieszał w polskich firmach. „Pracownicy ustawiają się w kolejkach po podwyżkę”  

Przedsiębiorcy i eksperci rynku pracy przyznają, że można było się tego spodziewać. Rekordowy wzrost płacy minimalnej od stycznia 2023 spowodował gigantyczne zamieszanie w kadrach większości firm w kraju. Płaca minimalna to teraz 3490 złotych brutto, o 480 złotych więcej niż w minionym roku. – Tak wielki wzrost spowodował, że pracownicy mówią wprost, że ich wynagrodzenia również powinny wzrosnąć przynajmniej o 500 złotych brutto. W wielu przedsiębiorstwach to poważny problem. Obawiamy się, że spłaszczenie w siatkach wynagrodzeń będzie nieuniknione, szczególnie w sferze budżetowej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy IDEA HR Group.

„Spirala presji płacowej kręci się jak karuzela”

Wzrost płacy minimalnej to dobra wiadomość dla osób słabo uposażonych i bardzo zła dla przedsiębiorców, którzy muszą rekompensować innym pracownikom wzrosty wymuszone przez system.

Zobacz także: nowoczesna obsługa płac dla Twojej firmy

– Spirala presji płacowej kręci się jak karuzela – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy IDEA HR Group. – Sytuacja jest poważna, bo pracownicy, którzy dotychczas zarabiali 3500 złotych brutto czy nawet 4000 złotych brutto właściwie są o krok od zarabiania najniższej krajowej. Mamy więc do czynienia ze spłaszczeniem siatek wynagrodzeń. Pracownicy proszą o podwyżki, co powoduje, że szczebel po szczeblu niemal każdy oczekuje wzrostu pensji. Nie wszystkie firmy są gotowe na tak wielkie skoki. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że koszty pracownicze to obok kosztów energetycznych rzecz, która najbardziej martwi przedsiębiorców i może prowadzić do destabilizacji w firmach – mówi ekspertka rynku pracy.

Wzrosty wynagrodzeń są rzeczą naturalną, ale eksperci zwracają uwagę, że powinny one następować w bardziej kontrolowany sposób. – Tutaj mamy skok. Niecałe 500 złotych brutto wzrostu pensji dla pracownika trudno wpisać w budżet firmy sektora MŚP czy firmy zajmującej się przemysłem. Pracownicy ustawiają się w kolejkach po podwyżkę i takich apeli z ich strony będzie w tym roku więcej, bo przecież drugi wzrost płacy minimalnej zaplanowano na lipiec – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Kolejny problem: pracownicy do 26 roku życia zarabiają więcej niż ich doświadczeni koledzy. To z powodu braku opodatkowania pensji młodych

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze inne problemy, które wiążą się ze skokiem płacy minimalnej.

– Otrzymujemy wiele sygnałów, że np. w gastronomii młodzi pracownicy zarabiają więcej niż ich kierownicy. Jak to możliwe? Osoby do 26 roku życia mają nieozusowane pensje, co oznacza, że z ich wynagrodzenia zabieranych jest mniej zaliczek podatkowych. Pracownik etatowy powyżej 26 lat musi więc brutto zarabiać prawie 5 tysięcy złotych, by otrzymywać podobne wynagrodzenie. To będzie generować konflikty w wielu firmach i znów konieczność wprowadzania finansowych gradacji – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Wzrost płacy minimalnej najbardziej odczuwalny jest dla sektora usług, handlu, budownictwa, przemysłu, logistyki magazynowej czy wspomnianej już wcześniej gastronomii. Wzrost minimalnego wynagrodzenia to dobra wiadomość np. dla obywateli Ukrainy zamieszkujących w Polsce. Wielu uchodźców wojennych zarabia bowiem najniższą krajową.

Ochłodzenie na rynku pracy. Co z zatrudnieniem?

  • Wraz z nastaniem zimy obserwujemy dalsze ochłodzenie na rynku pracy – pogłębiły się negatywne nastroje pracodawców, którzy wyraźnie wstrzymują się z zatrudnianiem. W grudniu zamieścili oni o 16 proc. mniej ogłoszeń o pracę w ujęciu r/r. Najbardziej spowolnił proces tworzenia nowych miejsc pracy (było ich o ponad 20 proc. mniej względem analogicznego okresu poprzedniego roku).
  • Obecne otoczenie makroekonomiczne szczególnie negatywnie odbija się na pracownikach fizycznych – w tym segmencie rynku odnotowaliśmy blisko 20-procentowy spadek liczby ogłoszeń r/r.
  • Dwukrotna podwyżka płac minimalnych w 2023 roku najprawdopodobniej odbije się negatywnie na zainteresowaniu firm zatrudnieniem nowych pracowników. Już styczeń może przynieść ponad 20-procentowy spadek liczby nowych ogłoszeń o pracę w ujęciu r/r. Warto pamiętać też o bardzo „mocnym” styczniu 2022 roku, który stał pod znakiem mocnego dźwignięcia się rynku pracy po kulminacyjnym okresie pandemii koronawirusa (40 proc. wzrostu liczby ogłoszeń – porównanie styczeń 2022 vs styczeń 2021).
  • O 16 proc. (m/m) spadła liczba ofert pracy dla Ukraińców – od wiosny minionego roku w serwisie OLX możliwe jest oznaczenie ogłoszenia parametrem „Zapraszamy pracowników z Ukrainy”.
  • Rosnący trend po stronie poszukujących pracy w grudniu 2022 roku utrzymał się. Użytkownicy OLX Praca przesłali ponad 370 tysięcy więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku, co przekłada się na blisko 20 proc. wzrostu r/r. Poszukujący mogli wybierać średnio w 162 tysiącach aktywnych ogłoszeń o pracę dostępnych w OLX każdego dnia.
  • Wśród topowych kategorii znalazło się np. IT – pracodawcy z tego obszaru otrzymali dwukrotnie więcej odpowiedzi od kandydatów (r/r). Zainteresowanie emigracją zarobkową wśród Polaków nie słabnie. Tylko w grudniu poszukujący przesłali aż o 80 proc. więcej aplikacji na oferty pracy za granicą. W całym 2022 roku ponad 440 tysięcy poszukujących w tej kategorii przesłało ponad 1,6 miliona aplikacji. Gdyby każdy z nich znalazł zatrudnienie, z mapy Polski można by wymazać miasto niemal tak duże, jak Gdańsk.
  • Wyraźne ożywienie zainteresowania kandydatów ofertami pracy w OLX widoczne było również w takich kategoriach, jak: gastronomia, sprzedaż, administracja oraz marketing. Pracodawcy z tych branż otrzymali o 130 tysięcy więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku.
  • Wyraźnie wzrosła aktywność statystycznego poszukującego, który w grudniu przesłał o blisko 40 proc. więcej aplikacji niż w grudniu 2021 roku. Trend ten w kolejnych miesiącach utrzyma się z kilku względów:
    • oczekiwany wzrost bezrobocia,
    • realny spadek dochodów Polaków z powodu inflacji.
  • Niezmiennie rosnącą popularnością cieszy się możliwość podreperowania domowego budżetu poprzez podejmowanie pracy dodatkowej – na takie oferty pracy w OLX spłynęło ponad 23 proc. więcej aplikacji od kandydatów (r/r).
  • HR oraz kasjer, pracownik sklepu – w tych kategoriach pracodawcy w grudniu otrzymali średnio o 6 proc. mniej odpowiedzi w ujęciu r/r.
  • Praca zdalna dla testera aplikacji, bez doświadczenia – to najpopularniejsze ogłoszenie w OLX Praca w grudniu, które zgromadziło ponad 2 tysiące aplikacji od kandydatów. To przy okazji potwierdza wysokie zainteresowanie pracami dorywczymi. Wśród najbardziej popularnych ogłoszeń o pracę (popularność mierzona liczbą odpowiedzi) jest kilka cech wspólnych: podane (atrakcyjne) wynagrodzenie, niskie wymagania oraz możliwość pracy zdalnej.

Polski rynek nieruchomości w 2022 roku. Sprzedaż spadła o 35%, a ceny …

Aż o 35% spadła w 2022 r. łączna sprzedaż nowych mieszkań w 7 największych miastach. W tej sytuacji deweloperzy zamrozili część inwestycji. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zaobserwowali, że swoją ofertę kierowali oni głównie do zamożnych klientów. Wzrósł w niej udział drogich i bardzo drogich mieszkań, a w efekcie – średnia cena metra kwadratowego.

Kredyty

Ubiegły rok po raz kolejny pokazał jak silna jest zależność między rynkiem mieszkaniowym oraz rynkiem kredytów hipotecznych. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) nie podało jeszcze danych za cały 2022 r., ale po 11 miesiącach banki udzieliły zaledwie 127,2 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli o połowę mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Tak małej liczby kredytów mieszkaniowych nie było od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej. Banki udzielały ich więcej nawet po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku. Rekordowy pod tym względem był rok 2007. Kredyt na mieszkanie wzięło wówczas przeszło 314 tys. gospodarstw domowych.Wyk. 1 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-kredyty

Warto dodać, że do zduszenia popytu na kredyty hipoteczne przyczyniła się nie tylko seria podwyżek stóp procentowych, którą Rada Polityki Pieniężnej zapoczątkowała w październiku 2021 r. ale również marcowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), nakazująca bankom liczenie zdolności kredytowej przy oprocentowaniu powiększonym o pięć punktów procentowych. W efekcie liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych skurczyła się z 18,1 tys. w marcu do 6,6 tys. w listopadzie.

Gwałtowny spadek akcji kredytowej zatrzymał się w sierpniu. Od tego czasu kredyt otrzymywało w ciągu miesiąca średnio 6,6 tys. gospodarstw domowych. Niestety, na mieszkaniowym rynku pierwotnym końcówka roku przyniosła spadek sprzedaży.

Popyt

Po tąpnięciu sprzedaży nowych mieszkań w czerwcu, aż do listopada utrzymywał się jej delikatny wzrost. Ostatnie dwa miesiące roku przyniosły gwałtowne pogorszenie wyników sprzedażowych firm deweloperskich.

Z grudniowych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy znaleźli chętnych na łącznie ponad 1,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem gorszym od listopadowego aż o 32%. Mówimy tu jednak o zagregowanych danych. W każdym z miast sytuacja jest bowiem inna. Przykładem może być miasto Gdańsk, w którym deweloperzy zawarli 262 umowy deweloperskie, czyli „tylko” o 8% mniej niż w listopadzie. Natomiast w Katowicach, Łodzi, a zwłaszcza w Poznaniu grudniowa sprzedaż była mniejsza o 50-60%.  W 2022 r. sytuacja popytowa przypominała roller coaster.Wyk. 2 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-sprzedażM

Wyk. 3 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-sprzedażRW całym 2022 r. deweloperzy sprzedali tylko nieco ponad 32,7 tys. mieszkań, czyli o 35% mniej niż w 2021 r., który był rekordowy pod względem łącznej liczby sprzedanych mieszkań.

Najbardziej popyt skurczył się we Wrocławiu (o 43%), Gdańsku (o 38%) i w Warszawie (o 34%). Warto jednak zauważyć, że w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi czwarty kwartał przyniósł wyraźny wzrost sprzedaży w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami. Natomiast w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Katowicach chętnych na mieszkania było w końcówce roku mniej.

Ceny mieszkań

Logika podpowiada, że skoro z powodu zapaści na rynku kredytowym gwałtownie spada popyt na mieszkania, to ich ceny przynajmniej powinny przestać rosnąć. Tak się jednak w 2022 r.  nie stało.  Dlaczego? Można wskazać co najmniej trzy przyczyny. Po pierwsze, przez większość roku mieliśmy do czynienia z galopującym wzrostem kosztów budowy. Po drugie, deweloperzy bardzo umiejętnie ograniczali podaż, aby uniknąć zaostrzenia konkurencji cenowej. Po trzecie, podwyżki stóp procentowych zdusiły popyt głównie ze strony kupujących swoje pierwsze mieszkania za kredyt.

W tej sytuacji deweloperzy mogli liczyć głównie na inwestorów kupujących mieszkania za gotówkę, np. z myślą o wynajmie, lub takich którzy chcą poprawić swoje warunki mieszkaniowe. Chcąc spełnić oczekiwania zamożnych klientów firmy deweloperskie wprowadzały na rynek mieszkania w atrakcyjnej lokalizacji i wysokim standardzie, a więc i w wyższej cenie.Wyk. 4 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-cenyR

Efektem tego rodzaju zjawisk był wzrost od 9% do 17% średnich nominalnych cen metra kwadratowego mieszkań w 2022 r.

Warto pamiętać, że wysokość średniej ceny metra kwadratowego zależy od struktury cenowej oferowanych mieszkań. Średnia wzrosła, bo ubyło mieszkań najtańszych, a równocześnie przybyło drogich i bardzo drogich. Zaskakujące było tempo, w jakim poszła w górę poprzeczka cenowa. Widać to m.in. po tym, jak dramatycznie szybko kurczyła się w największych miastach oferta mieszkań w ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. Np. w Poznaniu udział lokali w cenie nie przekraczającej tego pułapu zmniejszył się w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 25% do 4%, a w Łodzi – z 52% do 31%.Wyk. 5 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-struktura cenowa

Równocześnie we wszystkich miastach wzrósł odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 12 tys. zł za m kw. Np. w Łodzi jeszcze rok temu w ogóle nie było takich lokali w ofercie firm deweloperskich. Obecnie mają w niej 7% udział. Równie spektakularne zmiany w strukturze cenowej oferty deweloperów odnotowano we Wrocławiu, gdzie odsetek mieszkań z ceną przekraczającą 12 tys. zł za m kw. wzrósł w tym roku z 18% do 40%. Jest on już niewiele mniejszy niż w Gdańsku i Krakowie. W efekcie stolica Dolnego Śląska dogania te miasta także pod względem średniej ceny metra kwadratowego.

Warto dodać, że w Katowicach przekroczyła ona w tym roku pułap 10 tys. zł za m kw. Rok temu trzy na dziesięć, mieszkań na rynku pierwotnym, kosztowało więcej. Obecnie już przeszło połowa.

Należy jednak podkreślić, że w 2022 r. realnie mieszkania potaniały, bo w tym okresie ich ceny rosły wolniej od inflacji. Ponadto pod koniec roku średnie ceny ofertowe ustabilizowały się, a transakcyjne spadły, bo wiele firm deweloperskich zaczęło proponować kupującym rabaty i różnego rodzaju bonusy.

Podaż mieszkań

Problem w tym, że rok 2022 przyniósł także wygaszenie aktywności firm deweloperskich.  Jest ono widoczne szczególnie w Łodzi (-30%), ale także Poznaniu (-19%), Krakowie(-19%) i Warszawie (-17%). Łącznie w 7 największych miastach deweloperzy wprowadzili w 2022 r. do sprzedaży niespełna 35,5 tys. mieszkań, czyli o 14% mniej niż rok wcześniej.

Deweloperzy starają się umiejętnie uzupełniać swoją ofertę. Na przykład w Warszawie wprowadzili w grudniu do sprzedaży 791 mieszkań, czyli o 32% więcej niż miesiąc wcześniej. Natomiast w Łodzi, Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu zaciągnęli hamulec ręczny. Widać wyraźnie, że firmy deweloperskie starają się zrównoważyć podaż z popytem. W 2022 r. stan równowagi udało się utrzymać wrocławskim, poznańskim i łódzkim deweloperom. Z kolei w Krakowie widoczny jest niedobór mieszkań.Wyk. 6 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-wprowadzone-sprzedaneR

Grudzień zakończył się w stolicy Małopolski 4% wzrostem oferty nowych lokali w porównaniu z listopadem. Za to aż o 9-10% mniejszy wybór mieli potencjalni nabywcy mieszkań w Gdańsku i Wrocławiu. Oferta zmniejszyła się także w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i Katowicach.Wyk. 7 - BIG DATA-raport-7M-grudzień-2022-oferta

Potencjalnych nabywców powinna ucieszyć wiadomość, że w większości analizowanych miast wybór mieszkań wciąż jest większy niż przed rokiem, np. w Gdańsku aż o 32%. Z kolei w Warszawie mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie było więcej o 14%, a we Wrocławiu – o 7%. Jednak w Łodzi oferta mieszkań skurczyła się o 7%.

Autor: Marek Wielgo, ekspert RynekPierwotny.pl

Cena kontraktów na gaz ziemny w USA poniżej 4 USD

Wczorajsza sesja na rynku akcji w USA zakończyła się spadkami (S&P 500 –0,4 proc., DJIA –0,03 proc., Nasdaq Composite –0,76 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii japoński Nikkei 225 testował dziś rano swe minima z maja, czerwca i października (-1,45 proc.) Hang Seng wzrósł dziś rano o 3,22 proc. do najwyższego poziomu od lipca.

Na początku środowej sesji na europejskich rynkach akcji dominowały wzrosty (DAX +1,19 proc., CAC 40 +1,31 proc. ok. godz. 9:50).

WIG-20 osiągnął dziś rano najwyższy poziom od 7 miesięcy (+0,78 proc. ok. godz. 9:50). Zwyżkowały również pozostałe główne indeksy GPW. Wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od 2014 roku była cena akcji Banku Handlowego. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe przynajmniej roczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek AB PL, Acautogaz, Votum oraz Alumetal.

Spadały dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność polskich 10-latek zbliżała się do swoich minimów sprzed miesiąca osiągając poziom 6,364 proc.).

Cena kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie spadła wczoraj o 18,06 proc. Ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie spadły wczoraj do najniższych poziomów od wielu miesięcy (w Holandii od lutego 2022, w Wielkiej Brytanii od czerwca ub.r.). Dziś rano cena kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) utrzymywała się poniżej – najniższego od lutego 2022 – poziomu 4 USD/mmBtu. Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +1,13 proc., srebro +1,08 proc., platyna +1,43 proc., pallad +2,1 proc. ok. godz. 9:40).
Kurs USD/JPY atakował dziś z góry poziom 130 JPY (-0,73 proc. ok. godz. 9:30), ale pozostawał powyżej poziomu wczorajszego wewnątrzsesyjnego 7-miesięcznego minimum. Wczorajsze straty, które sprowadziły go do najniższego od 3 tygodni poziomu, odrabiał dziś kurs EUR/USD (+0,73 proc. ok. godz. 9:35).

Polski złoty umacniał się dziś rano względem amerykańskiego dolara i był stabilny względem euro (USD/PLN -0,63 proc., EUR/PLN +0,06 proc. ok. godz. 9:35).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł dziś do najwyższego poziomu od ponad tygodnia (+1,01 proc. ok. godz. 9:30), ale nadal pozostawał poniżej poziomu 17000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak zwiększyć sprzedaż dzięki LinkedIn?

LinkedIn to bardzo popularna platforma biznesowa, która jednak wciąż wielu osobom kojarzy się głównie z portalem dla rekruterów. Z tego powodu, niewiele firm korzysta z możliwości sprzedażowych i marketingowych jakie oferuje to bezpłatne narzędzie. To duży błąd, ponieważ LinkedIn to wręcz ocean kontaktów biznesowych, które można wykorzystać do rozwoju swojej działalności. W jaki sposób zwiększyć sprzedaż dzięki tej platformie? Podpowiadamy. 

Social selling na LinkedIn

Swoje działania sprzedażowe na platformie LinkedIn można oprzeć o social selling. W takim przypadku bardzo ważna jest odpowiednia sieć kontaktów. Możemy ją wygenerować ręcznie lub korzystając ze specjalnych systemów CRM. W pierwszej kolejności jednak osoby, które do tej pory jeszcze nie miały konta na tym portalu lub nie było ono właściwie uzupełnione, powinny zadbać o umieszczenie na swoim profilu wszelkich najważniejszych informacji.  

Narzędzie to pozwala, tworząc konto, wygenerować zarówno profil osobisty, jak i firmowy. Uzupełniając go, zwróćmy szczególną uwagę na avatar, a także wartościowe treści. Warto jednak pamiętać o tym, że aby dotarły one do czytelników, musimy stworzyć sieć kontaktów, a więc znaleźć potencjalnych klientów czy dostawców. Możemy zrobić to ręcznie za pomocą wyszukiwarki lub automatycznie, korzystając ze specjalnych systemów CRM. 

Kampanie LinkedIn dla sprzedawców 

Obecnie na rynku funkcjonują firmy, które prowadzą kampanie LinkedIn dla sprzedawców, oparte o automatyczne systemy CRM. Takie kampanie pozwalają na zwiększenie zasięgu i komunikacji wśród osób decyzyjnych. Autorskie oprogramowanie zostało zaprojektowane w taki sposób, aby zautomatyzować poszczególne czynności na tej platformie. Narzędzie to może być wykorzystywane zarówno przez użytkowników indywidualnych, jak i właścicieli kont firmowych. Specjalne systemy CRM gwarantują efektywny prospecting osób decyzyjnych i wyszukiwanie kontaktów, znacząco zwiększając możliwości dostępnej bezpłatnie wyszukiwarki. 

Jak systemy CRM mogą pomóc generować leady sprzedażowe?

Jedną z najważniejszych funkcji automatycznych narzędzi wykorzystywanych do sprzedaży na LinkedIn, jest generowanie leadów B2B, a więc zaawansowana wyszukiwarka, która umożliwia bardzo dokładne filtrowanie kontaktów, zarówno pojedynczych użytkowników, jak i organizacji. Dzięki takiemu narzędziu można wyszukać osoby decyzyjne zarówno pod kątem słów kluczowych, aktywności, lokalizacji geograficznej, branży, stanowiska, pełnionej funkcji w firmie, języka, jak i ukończonych szkół wyższych.  

Taka wyszukiwarka pozwala również na zastosowanie systemu wykluczenia i zapisywanie list zawierających do 250 kontaktów. Dzięki zastosowaniu logiki boolowskiej oferuje możliwość tworzenia zaawansowanych zależności między słowami kluczowymi a wybranymi filtrami.

Kredyty na dnie, mieszkaniówka na hamulcu

Rynek mieszkaniowy i kredytowy to naczynia połączone. Polityka monetarna państwa sprawiła, że po stronie finansowej tego naczynia zobaczyliśmy w 2022 r. dno. Wprawdzie jeszcze zupełnie ten strumień finansowania zakupu nieruchomości nie wysechł, ale bez istotnej zmiany polityki banków trudno mówić o tym, by był w stanie wystarczająco zasilać mieszkaniówkę w 2023 r.

Listopadowe dane BIK nt. kredytów mieszkaniowych potwierdziły to, co już wiemy od dawna – konkretnie od końca pierwszego kwartału – brak zdolności kredytowej Polaków trzyma na hamulcu całą mieszkaniówkę. Na samym tylko rynku pierwotnym zaowocowało to w 2022 r. 38% spadkiem sprzedaży[1]. Jednocześnie w końcówce roku obserwować mogliśmy stosunkowo nowe zjawisko, które zaczęło się we wrześniu i daje pewną nadzieję na to, że dalsze kilkunastoprocentowe spadki m/m chwilowo nam nie grożą. Wygląda na to, że od kilku miesięcy jesteśmy już w fazie uklepywania dna.

Porównując listopad 2022[2] do tego, co się działo w analogicznym miesiącu rok wcześniej, możemy mówić o kontynuacji załamania w kredytach hipotecznych. Ciężko w inny sposób określić spadki o 69,6% w ilości udzielonych kredytów oraz 70,7% w wartości.

Powody tego są oczywiste i niezmiennie takie same. Drastyczny spadek zdolności kredytowej o ponad połowę oraz dwukrotny wzrost rat kredytowych do poziomu, których potencjalny kredytobiorca nie jest w stanie zaakceptować. Obydwa mają tę samą genezę – cykl podwyżek stóp procentowych, rozpoczęty w październiku 2021 roku. Do obniżenia zdolności kredytowej dodatkowo przyczyniła się rekomendacja ze strony KNF nakazująca bankom zaostrzenie polityki liczenia zdolności kredytowej.

Na szczęście od sierpnia 2022 r. comiesięczna tendencja spadkowa została zatrzymana. Właściwie każdy z ostatnich 4 miesięcy wyglądał bardzo podobnie, zarówno pod kątem ilości uruchomionych kredytów (6,5 do 6,7 tys.), jak również ich wolumenu (2,1-2,2 mld uruchomień). Również liczba nowo składanych wniosków o kredyt pozostaje od początku drugiego kwartału na zbliżonym poziomie, co wyraźnie sugeruje, że grudzień pod kątem uruchomionych kredytów nie powinien być gorszy od ostatnich miesięcy, a nawet jeżeli tak się stanie, będzie to bardziej wynikiem okresu świątecznego niż dalszego pogorszenia koniunktury. Pewne nadzieje na to daje również wyraźny wzrost sprzedaży mieszkań w grudniu, który jak pokazują dane Otodom wyniósł na 7 największych rynkach deweloperskich ponad 30% w porównaniu do listopada.

Powyższe, może wskazywać na to, że na rynku pozostali Ci klienci, którzy zarabiają na tyle dużo, że po prostu stać ich na kredyt, nawet w obecnych realiach rynkowych. Tę tezę zdaje się potwierdzać również fakt, że wg danych udostępnionych przez BIK, najmniejsze roczne spadki odnotowano w kredytach z przedziału powyżej 500 tys. złotych (przy średniej kwocie uruchomionego kredytu w listopadzie na poziomie 328,44 tys).

W ostatnich miesiącach roku mieliśmy wprawdzie do czynienia z powolnym odbudowywaniem zdolności kredytowej ze względu na wzrost wynagrodzeń, zatrzymanie wzrostów cen nieruchomości oraz zapoczątkowany w listopadzie spadek stawki referencyjnej WIBOR. Czy to oznacza jednak, że najgorsze mamy już za sobą?

Tutaj odpowiedź nie jest aż tak jednoznaczna. Początek roku, zwłaszcza styczeń, z reguły historycznie charakteryzował się gorszymi odczytami w zakresie udzielonych kredytów hipotecznych i jeśli teraz będzie podobnie, to nie powinno to być specjalnym zaskoczeniem.

To, co może dodatkowo wstrzymać akcję kredytową w najbliższych dwóch kwartałach, to ogłoszony niedawno program “Pierwsze Mieszkanie”, który zgodnie z zapowiedziami wystartuje najwcześniej w lipcu 2023 r. Do czasu, w którym poznamy jego finalny kształt, część kredytobiorców mając w perspektywie możliwość zaciągnięcia kredytu na zdecydowanie korzystniejszym warunkach, może odłożyć w czasie decyzję o zaciągnięciu zobowiązania.

Nie oznacza to, że zainteresowanie kredytami spadnie, ono po prostu przesunie się w czasie.

Po stronie elementów zwiększających dostępność kredytu, jest zapowiadana zmiana w ofertach kredytowych stawki referencyjnej WIBOR na WIRON, jak również coraz częściej pojawiające się w przestrzeni medialnej informacje o możliwości poluzowania wymogów nałożonych przez KNF na banki w zakresie liczenia zdolności. Zatrzymaniu podwyżek stóp procentowych, które nie rosły od września, przypisywać możemy również względną poprawę nastrojów konsumenckich, które – co widać po wzroście liczby transakcji przed końcem roku – pozytywnie wpłynęły na skłonność do finalizowania transakcji. Jeśli Rada Polityki Pieniężnej będzie utrzymywać ten poziom w kolejnych miesiącach, może zaowocować to całkiem niezłym otwarciem roku.

[1] Na 7 największych rynkach: w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu, Łodzi i Katowicach.

[2] Danych za grudzień jeszcze nie opublikowano.

Rosnąca inflacja głównym powodem obaw Polaków

Z badania pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków” wynika, że blisko 94% ankietowanych obawia się konkretnych sytuacji, które potencjalnie mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Ponad połowa respondentów boi się rosnącej inflacji i dalszej utraty wartości pieniądza, a przeszło 38% – choroby najbliższych. Prawie 34% respondentów czuje strach przed kolejnymi podwyżkami cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach. Tyle samo osób obawia się wzrostu kosztów energii elektrycznej i ogrzewania. Natomiast najmniej wskazań z listy obejmującej ponad 30 obaw i lęków ma spadek cen nieruchomości.

Obawy po polsku

Dzięki badaniu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl znamy obecne lęki i obawy Polaków. Swoje opinie wyraziło ponad tysiąc dorosłych osób w wieku 18-80 lat. Respondentów poproszono o wskazanie sytuacji, których najbardziej się obawiają, że mogą wystąpić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. I tak 93,7% ankietowanych wybrało przynajmniej jeden budzący strach scenariusz z listy 33 lęków i obaw. Tylko 2,1% badanych zapewniło, że niczego się nie boi, a 0,9% zadeklarowało, że lęka się czegoś innego, co ww. spisie nie zostało uwzględnione. Z kolei 3,3% uczestników sondażu nie potrafiło się określić w tym zakresie.

– Zdecydowana większość Polaków wskazała jakieś odpowiedzi konkretnych lęków czy obaw. Ludzie, zastanawiając się nad swoją przyszłością, często oprócz szans widzą też zagrożenia. I to pozwala im odpowiednio zarządzić ryzykiem, minimalizując ewentualne problemy – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak stwierdza Jan Radomski,  socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ostatnie lata są wyjątkowo lękowym okresem dla społeczeństwa. Było dużo takich wydarzeń, które wcześniej wydawały się nam trudne do wyobrażenia, a pojawiły się w naszym bliskim otoczeniu i miały bardzo bezpośredni wpływ na rzeczywistość. Ekspert ma na myśli przede wszystkim epidemię koronawirusa, która bardzo zmieniła codzienne życie wielu ludzi. Natomiast niespełna rok temu doszła do tego wojna w Ukrainie. A teraz poważnym problemem jest wysoka inflacja.

– Lęki w społeczeństwie to efekt tego, co przewidują ludzie, co słyszą i rozpoznają jako prawdopodobne, ważne i istotne z ich punktu widzenia. Co ciekawe, sondaż pokazuje, że w jednym czasie różne osoby, mogą wskazywać inne obawy jako dominujące – dodaje Michał Murgrabia.

Inflacja na szczycie

Biorąc pod uwagę ww. listę lęków i obaw, 50,8% Polaków wskazuje odpowiedź dotyczącą inflacji, w tym utraty wartości pieniądza. Częściej robią to kobiety niż mężczyźni. Mówią o tym głównie osoby w wieku 56-80 lat. Przeważnie tak deklarują rodacy uzyskujący 3000-4999 zł netto miesięcznie. Dotyczy to też w szczególności ludzi z wyższym wykształceniem. Ponadto inflacja i utrata wartości pieniądza najbardziej przerażają mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Nie dziwi mnie to, że ponad 50% ankietowanych odpowiada w ten sposób. W tej chwili całe społeczeństwo odczuwa, że sytuacja gospodarcza stała się chwiejna, zdecydowanie mniej stabilna niż wcześniej. Jednocześnie inflacja jest dosyć wygodnym wytłumaczeniem wielu działań różnych ugrupowań i uczestników rynku. Ona pojawia się zarówno w narracji rządu, jak i opozycji, choć w odmienny sposób. Jest wykorzystywana przez przedsiębiorców, którzy tak argumentują podnoszenie cen. Do zwykłego Kowalskiego dociera więc mnóstwo informacji z tym związanych – podkreśla Jan Radomski.

Jak zaznacza Michał Pajdak, większość ludzi nie wie, dlaczego występuje wysoka inflacja, jak ją zatrzymać i czy szybko będzie rosnąć. Sprawczość jednostki spada do zera. Ekspert przekonuje, że wysoka inflacja utrudnia planowanie przyszłości lub oszczędzanie pieniędzy na zakupy, wakacje lub własne mieszkanie. W skrajnych przypadkach ludzie zaczną wycofywać pieniądze z kont bankowych i kupować towary na późniejszą sprzedaż, bojąc się, że ich oszczędności staną się bezwartościowe. Już teraz widać zwiększone poczucie niestabilności i niepokoju.

– Wiele osób może się bać, że inflacja stanie się jeszcze bardziej nieokiełznana niż do tej pory. Starsze pokolenia, pamiętające okres PRL-u i przemian gospodarczych, zetknęły się już z sytuacją, w której ceny codziennie były inne i pieniądze w bardzo szybkim tempie traciły wartość. Z kolei młodsi Polacy kojarzą takie obrazki z różnych części świata, np. z Europy Wschodniej czy z Ameryki Południowej. Część społeczeństwa ma poczucie, że wkrótce w Polsce również może być tak ciężko i gospodarka zostanie zupełnie rozstrojona – dodaje socjolog z UAM w Poznaniu.

Inne obawy

Ponadto z badania wynika, że 38,4% respondentów obawia się choroby najbliższych. Na kolejnych miejscach w ww. zestawieniu widzimy takie odpowiedzi, jak podwyżkę cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – 33,9%, wzrost kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 33,9%, a także chorobę, utratę własnego zdrowia – 33,7%.

– Wybór wskazanych wyżej odpowiedzi może być powiązany z tym, co przeżywamy w ostatnich latach. Pandemia przypomniała wielu osobom, jak ważne jest zdrowie. Dodatkowo widzimy wzrost cen podstawowych produktów, energii, rat kredytów itd. To są realne zdarzenia, które dzieją się wokół nas, a więc powszechne lęki nie powinny dziwić – analizuje psycholog Murgrabia.

Z kolei 32,4% ankietowanych obawia się obniżenia jakości życia, 27,1% – wojny, konfliktu zbrojnego na terenie Polski, a 20,3% – anomalii pogodowych (mrozów, śnieżyc, huraganów, powodzi). 20,1% respondentów wskazuje odpowiedź dotyczącą awarii elektrowni atomowej w pobliżu Polski, a 19% – destabilizacji państwa (protestów, strajków, zamieszek, fałszowania wyborów, propagandy).

– Największy poziom obaw dotyczących wojny jest widoczny w woj. podlaskim – 45,8%. Można to uzasadnić położeniem geograficznym i świadomością mieszkańców, a także wcześniejszymi wydarzeniami, jakie miały miejsce przy granicy. To, co zdarzyło się niedawno w Przewodowie, wciąż może wzmagać obawy w społeczeństwie. Wskaźnik lęku będzie rósł lub spadał w zależności od bieżącej sytuacji w sąsiednich krajach i na terenie Polski – wyjaśnia ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 33 lęków i obaw, na samym końcu rankingu znajduje się odpowiedź dotycząca spadku cen nieruchomości – 1,1%. Z kolei 1,8% ankietowanych obawia się rozpadu wspólnoty kościelnej, a 4,2% – zakończenia własnego związku lub rozwodu. Jak podkreśla Michał Pajdak, sondaż dotyczył krótkiego okresu – tj. trzech miesięcy. Dlatego lęki związane z rozstaniami są niewielkie. Ekspert zaznacza też, że w całym 2020 roku było 144,9 tys. ślubów i 51,2 tys. rozwodów, a takie sprawy przecież trwają w sądach latami.

– Obawy przed spadkiem cen nieruchomości dotyczą stosunkowo małej grupy osób, prawdopodobnie inwestorów. Gdyby coś takiego się wydarzyło, to mogłoby to być pozytywne raczej dla większej części społeczeństwa. Niższe ceny na tym rynku oznaczałyby, że na mieszkania byłoby stać więcej osób. Bardziej reprezentatywne byłoby raczej umieszczenie na liście odpowiedzi dotyczącej niepewnej sytuacji lub krachu na rynku nieruchomości – podsumowuje socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Czy ceny paliw zapewnią spokój RPP? – komentarz XTB

Rada Polityki Pieniężnej powraca niemal w pełni do starego trybu pracy. Posiedzenia Rady będą teraz dwudniowe i styczniowe posiedzenie rozpoczęło się 3 grudnia. Dotychczasowy tryb jednodniowy był związany z pandemią, ale z racji jej wygaśnięcia w Europie oraz problemów natury inflacji, RPP będzie miała więcej czasu na analizę bieżącej sytuacji makroekonomicznej. Z drugiej strony nie zmienia się tryb związany z konferencją prasową przewodniczącego Rady. Konferencja prasowa odbędzie się 5 stycznia, czyli dzień po dwudniowym posiedzeniu o godzinie 15:00. Przed pandemią konferencje odbywały się w dzień decyzji o godzinie 16:00.

Dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej prawdopodobnie pozwoli analitykom rynkowym na większą pewność co do czasu w którym publikowana była decyzja. W ostatnich miesiącach decyzje pojawiały się dosyć późno, już po zamknięciu rynków europejskich ze względu na zbyt małą ilość czasu na przedyskutowanie najważniejszych kwestii. Wobec tego, nie jest wykluczone, że samą decyzję poznamy dosyć wcześnie, nawet w okolicy godziny 13-14 jak było to przed pandemią. Z drugiej strony RPP nie będzie ograniczona czasem konferencji, która przed pandemią miała miejsce o 16:00 tego samego dnia, dlatego decyzje mogą być publikowane wciąż bardzo późno.

Jednocześnie sama Rada Polityki Pieniężnej nie ma zbyt wielu nowych informacji, które powinny być poddane dyskusji. Szybki szacunek inflacji za grudzień poznamy dopiero w czwartek, czyli po decyzji, choć jednocześnie przed konferencją profesora Glapińskiego, który może być pytany o najbliższą publikację. Oczekuje się, że inflacja za grudzień spadła minimalnie do 17,4% r/r z poziomu 17,5% r/r. Warto zauważyć, że ceny energii w ostatnich tygodniach zaliczyły spadek, choć jednocześnie ceny paliw w grudniu w Polsce utrzymywały się na wysokim poziomie, aby nie musiały się istotnie zmieniać wraz z powrotem starych stawek VAT. Brak podwyżki cen paliw w styczniu powoduje, że inflacja początkiem nowego roku może wzrosnąć mniej niż początkowo oczekiwano. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że stare stawki VAT wracają również na ceny energii elektrycznej i gazu, dlatego ostatecznie będą one miały wpływ na konsumenta. Spekuluje się również, że gdyby ceny paliw spadały w ostatnich tygodniach roku, zgodnie z warunkami na rynku ropy oraz polskiego złotego, inflacja obecnie mogłaby być prawdopodobnie niższa, nawet w okolicach 16%. Z drugiej strony ceny paliw nie powinny mieć istotnego wpływu na ceny w styczniu, dlatego w Polsce uda się uniknąć scenariusza drastycznego wzrostu inflacji, który miał miejsce na Węgrzech wraz z uwolnieniem ceny paliw. Najprawdopodobniej dzięki braku wzrostu cen paliw obecnie uda się uniknąć wzrostu inflacji CPI powyżej 20%, co może sugerować, że szczyt inflacji jest już za nami lub może znajdować się niewiele powyżej obecnych poziomów.

Podsumowując, spotkanie styczniowe najprawdopodobniej nie przyniesie zmiany w komunikacji ze strony RPP, choć jednocześnie profesor Glapiński mógłby pokusić się o skomentowanie sporego spadku inflacji w Niemczech, który ostatecznie może przełożyć się również na warunki polskie. Kluczowa decyzja RPP nastąpi w marcu, kiedy RPP będzie dysponowała najnowszymi projekcjami inflacyjnymi, które będą odzwierciedlać ostatnie zmiany na rynkach.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk XTB

Na rok 2023 pracodawcy zaplanowali rekrutacje (87%) oraz podwyżki (81%)

Pomimo zmiany nastrojów gospodarczych oraz większej ostrożności po stronie pracodawców i pracowników, rok 2023 nie przyniesie załamania na rynku pracy. Jak wynika z badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays 2023, w nadchodzących 12 miesiącach rekrutacje planuje prowadzić aż 87 proc. firm, a 72 proc. z nich spodziewa się trudności w tym zakresie. W obliczu niepewności, silnej presji płacowej i odczuwalnej luki kompetencyjnej, pozyskiwanie i zatrzymywanie specjalistów pozostanie niełatwym zadaniem.

W roku 2023 należy oczekiwać uspokojenia nastrojów w skali całego rynku pracy. Ewentualne spadki wartości określających kondycję rynku będą wynikać m.in. z wysokiej bazy porównawczej, tj. rekordowej aktywności rekrutacyjnej firm na przełomie lat 2021 i 2022. Nie oznacza to jednak, że powróci rynek pracodawcy. Firmy nadal będą bowiem inwestować w cenne kompetencje, a tych na polskim rynku pracy zwyczajnie brakuje. Co więcej, trudności rekrutacyjne będą wynikać również z większej ostrożności specjalistów i menedżerów, którzy w obliczu niepewności mniej chętnie będą podejmować ryzyko związane ze zmianą miejsca zatrudnienia.

Umiarkowanie pozytywne prognozy dla rynku pracy wynikają również z większej elastyczności firm oraz odporności na nowe wyzwania. Pracodawcy nie reagują na potencjalny kryzys równie silnie i negatywnie, co w czasie pandemii. Oczywiście dążą do optymalizacji kosztów, a decyzje o zwiększeniu zatrudnienia będą podejmować z większym rozmysłem niż rok wcześniej. Mają natomiast świadomość, jak wiele kosztowało ich zbudowanie skutecznych i kompetentnych zespołów. Z tego względu nie wykluczają rekrutacji ze swoich planów na rok 2023, jak również nie wykazują chęci przeprowadzania zwolnień.

Chociaż wskutek niesprzyjającej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej część firm zdecydowanie ostrożniej będzie podejmować decyzje o uruchomieniu rekrutacji, to zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych specjalistów pozostanie wysokie. Rok 2023 nie przyniesie zatem załamania na rynku pracy specjalistów i menedżerów, lecz raczej wyrównanie sił pracodawców i pracowników. Rynek kandydata nadal będzie faktem w niektórych obszarach specjalizacyjnych, natomiast walka o talent nie będzie równie intensywna, co w minionych miesiącach – prognozuje Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Plany rekrutacyjne

Niemal co trzecia firma biorąca udział w badaniu Hays Poland, jako przeszkodę w osiągnięciu swoich strategicznych celów wskazała niedobór talentów. Należy zatem oczekiwać, że luka kompetencyjna nadal będzie doskwierać pracodawcom poszukującym wysoko wykwalifikowanych ekspertów z cennymi umiejętnościami. W 2023 będziemy obserwować kontynuację rynku kompetencji, chociaż w kluczowych specjalizacjach to pracownicy nadal będą cieszyć się silniejszą pozycją negocjacyjną.

W nadchodzącym czasie rekrutacje planuje prowadzić aż 87 proc. organizacji, co stanowi wynik o 8 pkt proc. niższy niż przed rokiem. Jednocześnie 72 proc. z nich oczekuje trudności z pozyskiwaniem pracowników. Co ciekawe, jako główny powód rekrutacji najczęściej wskazywany jest rozwój biznesu i konieczność pozyskania nowych umiejętności (53 proc.). Konieczność znalezienia zastępstwa dla odchodzących pracowników uplasowała się na drugim miejscu.

Firmy na szeroką skalę będą rekrutować ekspertów w dziedzinie IT i nowych technologii, sprzedaży, produkcji i inżynierii, finansów i księgowości oraz logistyki. Organizacje będą również kontynuować trend wzmacniania swoich struktur menedżerskich, poszukując skutecznych liderów z wysoko rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. O tym, jak kluczowe dla firm są obecnie zdolności menedżerskie, świadczą wyniki badania Hays. Kompetencje kierownicze zostały zidentyfikowane zarówno jako najbardziej potrzebne, jak i najtrudniejsze do pozyskania.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 1

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Kolejny rok podwyżek?

Pomimo podwyżek w roku 2022, które uzyskało 62 proc. specjalistów i menedżerów, spada ogólna satysfakcja z otrzymywanego wynagrodzenia. Wynika to między innymi z faktu, że podwyżki rzędu 5-15 proc. nie rekompensują pracownikom utraconej w wyniku wysokiej inflacji siły nabywczej. Tymczasem aż 51 proc. pracodawców w minionym roku przyznało podwyżki nie wyższe niż 10 proc.

Pracodawcy są świadomi, że w realiach dwucyfrowej inflacji, aby pozyskać i zatrzymać pracowników, niezbędne będą kolejne zmiany siatki płac. Wzrost wynagrodzeń w planach na rok 2023 uwzględniło aż 81 proc. firm. Jednak z uwagi na ograniczenia budżetowe, podwyżki nie będą równie wysokie, co w roku 2022. Część firm zapewne będzie podnosić stawki wyłącznie kluczowym pracownikom lub niezwykle trudnym do pozyskania kandydatom.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 2

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Presja płacowa jest wysoka i wielu specjalistów oczekuje, że w nadchodzących miesiącach otrzyma podwyżkę. Jednak w tym roku z odpowiedzi respondentów można wyczytać większą niepewność względem tego, jak zmienią się ich zarobki w roku 2023. Pracownicy często są niezadowoleni z otrzymywanego wynagrodzenia, natomiast mają świadomość, że wzrost cen dotyka również firm. Biorą zatem pod uwagę scenariusz, w którym pracodawcy mogą nie być skłonni odpowiadać na oczekiwania finansowe lub spełniać je w ograniczonym zakresie – wyjaśnia Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza z Hays Poland.

Stabilność zatrudnienia kluczowa przy zmianie pracy

Zaledwie 52 proc. profesjonalistów deklaruje satysfakcję ze swojej obecnej pracy. Nie dziwi zatem fakt, że co piąty specjalista i menedżer deklaruje plan zmiany miejsca zatrudnienia w 2023 roku. Warunkiem – obok atrakcyjnego wynagrodzenia – będzie zaoferowanie przez nowego pracodawcę poczucia bezpieczeństwa.

W aktualnym otoczeniu makroekonomicznym, dla kandydatów zmiana pracy niesie za sobą większe ryzyko. Na udział w rekrutacjach oraz przyjęcie oferty będą decydować się z większą ostrożnością, uważnie analizując, czy nowa firma zaoferuje im stabilne zatrudnienie. Taka postawa dodatkowo utrudni pracodawcom rekrutacje. Potwierdzają to wyniki badania Hays – w roku 2023 aż 72 proc. firm spodziewa się wyzwań w pozyskiwaniu pracowników. Stanowi to wynik niższy od ubiegłorocznego o zaledwie 2 pkt. proc.

Hays Raport płacowy 2023 - wykres 3

Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Postawienie prognoz na cały rok 2023 jest wyjątkowo trudne, z uwagi na fakt, jak wiele czynników dynamicznie się zmienia. Zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników można dostrzec większą ostrożność oraz oczekiwanie na rozwój sytuacji. Ustalenie, w jakim kierunku będzie podążać rynek pracy okaże się możliwe najprawdopodobniej po pierwszym kwartale roku. Wtedy też będzie można stwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze spowolnieniem, stabilizacją czy może z odbiciem na rynku, przypominającym to zaobserwowane po pandemii.

Powrót Amerykanów w wielkim stylu

Po dniu wolnym naszych przyjaciół zza oceanu rynek przygotowuje się na powrót. Od rana przygotowując się na to wydarzenie rynki gwałtownie kupują dolary.

Indeksy koniunktury bez niespodzianek

Analitycy dostali z grubsza to, czego oczekiwali po wczorajszych odczytach PMI dla przemysłu. Wynik 47,8 pkt dla strefy euro był dokładnie równy oczekiwaniom. Jest to potwierdzenie delikatnego pesymizmu. Wynik poniżej 50 pkt to bowiem przewaga odpowiedzi negatywnych. Pozytywnie zaskoczyli Francuzi, trochę zawiedli Niemcy. Rynek uznał, że takie dane to na razie koniec umocnienia euro względem dolara i wczoraj zaczął się powrót. Ruch ten zderzył się z zakupami obligacji większości państw, których rynki były wczoraj otwarte.

Ameryka wraca na rynek

Poniedziałek był dniem wolnym w wielu krajach, ale najważniejszym były USA. Powrót tamtejszych inwestorów spowodował, że rynki od rana skupują dolary. Na moment pisania tego tekstu dolar zyskał na wartości względem europejskiej waluty już przeszło 1%. Nie jest to nadzwyczajne zjawisko jak na powrót po nieobecności na rynki. Z jednej strony pojawiają się głosy, że to początek korekty po ostatnich tygodniach, kiedy to euro wyraźnie zyskało. Z drugiej strony są też opinie, że to próba znalezienia równowagi na otwarciu i wraz z czasem powinniśmy widzieć poszukiwanie równowagi na rynku, co może spowodować szybki ruch powrotny. Nie wiadomo, gdzie dokładnie płyną pieniądze, ale na rynku od rana widać wyraźne zainteresowanie inwestorów obligacjami, również amerykańskimi.

Nagły optymizm na Węgrzech

Większość państw na świecie w indeksach PMI podaje wyniki poniżej 50 pkt, pokazując przewagę odpowiedzi negatywnych. W Polsce jest to 45,6 pkt, w Czechach 42,6 pkt, a w strefie euro wspomniane już w pierwszym paragrafie 47,8 pkt. Wydawać by się mogło, że Węgrzy powinni mieć zbliżone wyniki. Nic bardziej mylnego, wczorajszy odczyt pokazał 63,1 pkt. Jest to wynik typowy dla olbrzymiego optymizmu prosperity, a nie nadchodzącego spowolnienia. Dane z Węgier wyglądają, jakby ktoś patrzył tam cały czas na życie przez różowe okulary. W ciągu roku mieli tylko jeden rezultat poniżej poziomu 50 pkt, było to 49,6 pkt. Wiedząc co dzieje się obecnie gospodarczo w tym kraju, można oczywiście oczekiwać poprawy, aczkolwiek poziom optymizmu jest mocno zastanawiający. Inwestorzy, patrząc na słabnącego forinta, są raczej pesymistami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Co drugi pracownik tymczasowy z Ukrainy może zostać w Polsce

Połowa pracowników tymczasowych z Ukrainy chce wrócić po zakończeniu wojny do ojczyzny. Jednocześnie aż 45% deklaruje, że póki co chce zostać w Polsce i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Wśród planów na najbliższe miesiące pojawiają się także nauka języka polskiego, znalezienie samodzielnego mieszkania i sprowadzenie do Polski najbliższej rodziny. Ci, którzy rozważają wyjazd do innego kraju niż Ukraina myślą przede wszystkim o Niemczech.

Według najnowszego raportu OTTO Work Force „Jak Ukraińcy oceniają pracę i pobyt w Polsce w 2022 roku?” połowa badanych pracowników tymczasowych z Ukrainy (49%) planuje po zakończeniu wojny powrót do ojczyzny. Z kolei 26% badanych wskazało, że jeszcze nie podjęło decyzji w tym temacie, a 25% odpowiedziało, że nie planuje powrotu na Ukrainę.

„Nikt nie wie jak długo potrwa wojna i na jakich warunkach się zakończy, a to od tego zależy co postanowią obywatele Ukrainy. Po zakończeniu wojny wielu z nich z pewnością wróci i zaangażuje się w odbudowę kraju. Jednak im dłużej potrwa konflikt tym trudniej uchodźcom będzie wrócić na Ukrainę i zostawić już ułożone życie w Polsce. Pamiętajmy, że proces odbudowy Ukrainy będzie złożony, a wielu jej obywateli po prostu nie będzie miało do czego wracać” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Tylko co piąty Ukraniec planuje wyjazd na zachód

W pierwszych miesiącach wojny przypuszczano, że dla wielu Ukraińców Polska będzie jedynie miejscem tymczasowym w dalszej podróży na zachód. Okazuje się jednak, że obywatle Ukrainy cenią sobie bezpieczeństwo jakie znaleźli w Polsce (45% badanych) i jedynie 22% pracowników tymczasowym wskazało, że planuje wyjazd z Polski do innego kraju niż Ukraina. Spośród badanych 35% nie podjęło jeszcze decyzji w tym temacie, a aż 44% nie zakłada wyjazdu z Polski do innego kraju niż Ukraina. W grupie osób zdecydowanych na wyjazd z Polski do innego kraju 3/4 badanych wskazało Niemcy.

Czy rozważa Pan/Pani wyjazd do innego kraju niż Ukraina?

Czy rozważa Pan/Pani wyjazd do innego kraju niż Ukraina?Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę i pobyt w Polsce w 2022 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2022

Plany na najbliższe miesiące

Rok 2022 był bardzo trudny dla pracowników tymczasowych z Ukrainy, mimo tego wielu z nich zadomowiła się w Polsce o czym świadczą ich plany na najbliższe miesiące jak nauka języka polskiego czy chęć sprowadzenia do Polski pozostałych członków rodziny.

“Nasi pracownicy tymczasowi zapytani o plany na najbliższe miesiące najczęściej odpowiadali, że chcą zaczekać w Polsce i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie – 43% głosów. Wśród kolejnych najpopularniejszych odpowiedzi znalazły się nauka języka polskiego, znalezienie samodzielnego mieszkania i sprowadzenia do Polski najbliższej rodziny. Można więc przypuszczać, że obywatle Ukrainy czują się w Polsce coraz pewniej i będą chcieli związać się z naszym krajem na dłużej” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Jakie ma Pan/Pani plany na najbliże miesiące?Jakie ma Pan/Pani plany na najbliże miesiące?

Rok 2023 – dłużników będzie więcej, kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać

Gospodarka w 2023 roku przyhamuje, przybędzie dłużników, zwiększy się liczba niewypłacalności zarówno wśród firm, jak i konsumentów, więcej spraw trafi do windykacji. Na rynku zapanuje większa nieufność, kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać. Utrzymanie płynności finansowej będzie jedną z większych bolączek firm, zwłaszcza tych małych i średnich. Kryzys nie zatrzyma jednak postępującej cyfryzacji. Nadal będzie rósł e-handel, rozwiną się zakupy ratalne dla firm, dobre perspektywy rysują się przed otwartą bankowością. Niestety skutkiem ubocznym będzie większa aktywność hakerów. Rok 2023 będzie trudny, ale jego końcówka powinna przynieść poprawę.

Nie ma wątpliwości że okres, kiedy zadłużenie konsumentów i przedsiębiorców malało, mamy już za sobą. Zjawisko to obserwowane było przez praktycznie cały 2021 rok. W I połowie 2022 roku sytuacja się zmieniła: dłużników zaczęło przybywać, wzrosło też ich zadłużenie. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Więcej dłużników i niewypłacalności

Pod koniec grudnia 2022 r. długi 2,38 mln konsumentów notowanych w KRD dochodziły do 44,4 mld zł, a 264 tys. przedsiębiorców sięgały prawie 8,6 mld zł. W pierwszych 10 miesiącach 2022 r. najwięcej długów przybyło w budownictwie i handlu, w mniejszym stopniu w przemyśle, transporcie, hotelarstwie i gastronomi oraz wśród firm doradczych. Rosła też liczba niewypłacalności przedsiębiorstw. W III kwartale 2022 r. było ich o ponad 1/4 więcej niż trzy miesiące wcześniej, a co trzecia firma, która ogłosiła upadłość, była notowana w KRD już na 2 lata wcześniej.

Trzeba pamiętać, że my rejestrujemy rzeczywistość z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Tak więc problemy z regulowaniem zobowiązań pojawiły się już pod koniec 2021 roku, a w 2022 roku się nasiliły. Niestety rok 2023 pod tym względem rysuje się w czarnych barwach. Dłużników będzie przybywać, wzrośnie liczba upadłości – prognozuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej nie rozkładają się jednak równomiernie w całej gospodarce. Nadal jest spora grupa przedsiębiorców i konsumentów, którzy sięgają po kredyt lub leasing, mimo wysokich stóp procentowych. Liczba raportów pobranych z KRD w IV kwartale 2022 r. przez instytucje finansowe była o 2 proc. wyższa niż w takim samym okresie 2021 r.

Ostatni kwartał roku to żniwa kredytowe. O ile liczba wniosków o kredyt hipoteczny dramatycznie spadła, to o blisko jedną czwartą wzrosła liczba udzielonych kredytów ratalnych. Co ciekawe notujemy znacznie większy, bo 26-procentowy, wzrost odpytań o klientów ze strony firm świadczących usługi odroczonych płatności – dodaje Adam Łącki.

Rosną zatory płatnicze, maleje zaufanie w biznesie

Także Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso, przewiduje że w 2023 r. wzrośnie liczba zleceń na odzyskiwanie należności. Jeśli chodzi o rynek konsumencki, to bez wątpienia nałożą się na siebie dwa zjawiska. Pierwsze: że banki będą jeszcze bardziej skrupulatnie niż dotychczas badać wiarygodność płatniczą kredytobiorców, a kredyty dostaną tylko ci, których będzie na to stać. To w dłuższej perspektywie poprawi jakość portfela kredytowego, więc liczba zleceń na windykację z sektora finansowego będzie maleć. Drugie: że najpierw banki będą musiały sobie poradzić z odzyskaniem pieniędzy od tych konsumentów i przedsiębiorców, którzy na skutek pogarszającej się sytuacji gospodarczej i rosnących stóp procentowych stracili zdolność do ich spłaty. Takich spraw będzie sporo w pierwszej połowie roku.

Przewidujemy także zwiększoną aktywność wierzycieli w sektorze MŚP. Będzie nie tylko więcej spraw przekazywanych do windykacji i na wyższe kwoty, ale też sprawy te będą przekazywane szybciej. To jest pewnego rodzaju reguła: kiedy na rynku dzieje się źle, to wyrozumiałość dla dłużników gwałtownie się kurczy. Już w czwartym kwartale 2022 roku odnotowaliśmy 14-18-procentowy przyrost wartości spraw oddawanych do windykacji przez ten segment przedsiębiorców. Sprawy, jakie do nas trafiają, są też coraz krócej przeterminowane. Wierzyciele obawiają się, że im później upomną się o swoje, tym mają mniejsze szanse na odzyskanie pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Podobnie dzieje się w przypadku spraw, które trafiają do sądu za pośrednictwem partnerskiej Kancelarii Prawnej Via Lex. O ile jeszcze niedawno średni okres przeterminowania faktury, po przekroczeniu którego wierzyciele decydowali się na oddanie sprawy do sądu, wynosił 1,5 roku, to teraz jest już krótszy niż rok.

Etyka w biznesie i rzetelność płatnicza zawsze cierpi w zderzeniu z kryzysem. Członkowie programu Rzetelna Firma już od początku roku sygnalizują nam, że wśród ich kontrahentów narasta zjawisko wstrzymywania płatności pod pretekstem kryzysu. Coś takiego zaobserwowało aż 71 proc. ankietowanych w grudniu przedsiębiorców z sektora MŚP. Jedna trzecia z nich uważa, że to wygodna wymówka – informuje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Zdaniem Katarzyny Starostki, poziom zaufania w biznesie w nadchodzącym roku właśnie z tego powodu znacznie się obniży, ale te firmy, które mimo wszystko zachowają się uczciwie, zyskają. – Rzetelność zawsze jest dobrą reklamą, zwłaszcza w kryzysie – dodaje.

Rozwiną się zakupy ratalne dla firm i otwarta bankowość

Powiększające się zatory płatnicze z jednej strony, a rosnące koszty kredytu i leasingu oraz ich mniejsza dostępność z drugiej sprawią, że mikro i małe firmy będą częściej sięgały po faktoring, aby utrzymać płynność finansową. To wygodne rozwiązanie, bo wystawca faktury dostaje pieniądze zaraz po jej wystawieniu.

W 2022 roku niemal o 1/5 wzrosła średnia wartość finansowanych przez nas faktur w porównaniu z rokiem ubiegłym. Z jednej strony jest to skutek podwyższenia cen oferowanych towarów i usług w segmencie MŚP, ale z drugiej potrzeba uzyskania przez przedsiębiorców większej ilości gotówki w krótkim czasie. Ten trend utrzyma się także w 2023 roku – prognozuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Branżą, która w ostatnich latach najczęściej korzystała z faktoringu, był transport. Jednak w 2022 roku na pozycję lidera wysunęło się budownictwo (29,5 proc. wobec 21 proc.). Powodem takiego stanu rzeczy były drastyczne podwyżki cen materiałów i surowców budowlanych, a także rosnące koszty pracy ekip budowlanych.

W 2023 roku obok klasycznego faktoringu popularność zyskają bez wątpienia zakupy firmowe na raty, czyli Fakturatka.

Mikroprzedsiębiorstwa mają coraz mniej pieniędzy, a jednocześnie wciąż muszą nabywać produkty i usługi niezbędne do prowadzenia działalności. Rozłożenie faktury zakupowej na raty daje im taką możliwość. Sami też mogą wprowadzić płatność na raty dla swoich klientów. To rozwiązanie w biznesie z dnia na dzień zyskuje coraz większą popularność – prognozuje Emanuel Nowak.

Jednym z najważniejszych trendów w finansach w 2023 roku będzie dalszy rozwój otwartej bankowości. Open banking wymaga bowiem od banków współdzielenia danych klientów, takich jak historia rachunku. Otwarte interfejsy z kolei są coraz częściej udostępniane podmiotom trzecim – w celu zaoferowania konsumentom nowoczesnych usług, banki i przedsiębiorstwa usługowe coraz częściej współpracują ze specjalistycznymi firmami technologicznymi.

– Już teraz żyjemy jednak w świecie przeciążonym ilością danych, dlatego bardzo ważne będzie także wdrożenie rozwiązań, które ułatwią szybką agregację i analizę pozyskanych informacji. W innym wypadku trudno będzie je wykorzystać – mówi Zbigniew Hordecki, prezes spółki Easy Check.

Zagrożone bazy danych osobowych

W 2023 roku nadal będziemy mierzyć się z dynamicznie rosnącą aktywnością cyberprzestępców, którzy wykorzystają kryzys i bieżące wydarzenia do tego, żeby wyłudzić nasze dane osobowe. Wzrośnie też liczba ataków hakerskich na instytucje przechowujące już takie informacje.

Rośnie świadomość wśród konsumentów, że ich dane są łakomym kąskiem dla przestępców. Niestety nadal wiele osób dostrzega zagrożenie tylko ze strony oszustów, którzy próbują je od nas pod różnymi pozorami wyłudzić. Tymczasem zagrożenie czyha także z innej strony. Nasze dane są zgromadzone w wielu miejscach i nie mamy wpływu na to, jak są chronione. Stamtąd też je można wykraść i to hurtowo. Liczba takich ataków będzie rosła. Dlatego konieczne jest monitorowanie swojego PESEL-u, żeby reagować natychmiast, jak tylko pojawi się zagrożenie – komentuje Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Jeden rodzic chce obniżenia alimentów, a drugi podwyższenia. Oboje mają ten sam argument: inflacja

Drastycznie rośnie liczba spraw w których mężczyzna chce od sądu obniżenia alimentów, a kobieta w tym czasie wnioskuje o ich… podwyższenie. Co ważne, obie strony powołują się na niemal identyczne powody swoich oczekiwań: inflacja, wzrost kosztów życia, rosnące opłaty. – Często bywa tak, że sprawy są łączone i sędzia wysłuchuje argumentów obu stron. Sytuacja gospodarcza jest rzeczywiście trudna i może dochodzić do sytuacji, że zarówno strona wnosząca o podwyżkę, jak i obniżkę będzie mieć swoje racje – przyznaje mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Opiekun dziecka udowadnia wzrosty kosztów, drugi rodzic.. spadek przychodów. Jak wypracować porozumienie?

Wpływ sytuacji gospodarczej na przebieg konfliktów o alimenty jest nieunikniony, a wydarzenia ostatnich lat odbijają się szczególnie dotkliwie na domowych budżetach.

– Najbardziej oczywistym wpływem inflacji na alimenty  jest zwiększenie kosztów utrzymania dziecka. Drożeją koszty związane z czynszem, mediami, żywnością, odzieżą, wizytami lekarskimi czy zajęciami pozalekcyjnymi. Rosną stopy procentowe, a tym samym raty kredytu na lokal, w którym dziecko mieszka. – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

– Druga strona medalu jest taka, że w  związku ze zjawiskami gospodarczymi większość osób ma gorszą kondycję firmy niż jeszcze rok temu, co przekłada się na zmniejszone możliwości. Jest spora pula przypadków, kiedy sytuacja gospodarcza powoduje, że zmniejszają się zarobki rodzica płacącego alimenty – dodaje mec. Jarosiewcz.

Drastycznie rośnie liczba przypadków, gdzie oba wnioski, zarówno o podwyższenie jak i o obniżenie alimentów, dotyczą tego samego dziecka.

– W modelowym procesie o zmianę wysokości alimentów, czy to ich podwyższenie czy obniżenie, każda ze stron powinna udokumentować swoje racje w możliwie szerokim zakresie. Należy odnieść się do momentu, kiedy alimenty zostały ustalone i udokumentować jak przez ostatnie lata zmieniła się sytuacja finansowa. – tłumaczy mecenas Marek Jarosiewicz.

– Po stronie rodzica ubiegającego się o zwiększenie alimentów są to odpowiednie pisma, rachunki i zaświadczenia potwierdzające zwiększenie kosztów utrzymania. Po stronie rodzica, który ubiega się o obniżenie alimentów powinny być zaprezentowane odpowiednie dokumenty wykazujące w obiektywny sposób, że z przyczyn przez niego niezawinionych znacząco zmalały jego faktyczne dochody – dodaje mec. Jarosiewicz.

Jakie argumenty padają jeszcze przed sądem? „Od nowych zainteresowań dziecka po zakładanie nowej rodziny”

Poza wzrostem podstawowych kosztów utrzymania przyczyną ubiegania się o podwyższenie alimentów mogą być zmieniające się z wiekiem potrzeby dziecka. Zaczynając od kosztów tak oczywistych jak te generowane przez nabyte choroby, aż po te mniej oczywiste jak rozwój osobisty.

Coraz częściej rozwodnicy decydują się na założenie nowej rodziny, co nierzadko jest dodatkowym obciążeniem finansowym. Niezależnie od okoliczności zewnętrznych odpowiedzialność za wkład finansowy w wychowanie dziecka leży na obojgu rodzicach, a jeśli nie dochodzi w tym temacie do porozumienia stron, wówczas z inicjatywy jednej lub drugiej strony sprawa trafia do sądu. Zrzucanie odpowiedzialności finansowej na drugiego rodzica, zwłaszcza jeśli chodzi o dodatkowe aktywności dziecka, to nadal powszechna praktyka.

–  W orzecznictwie sądowym nowa rodzina i nowe dziecko nie są przesłanką do tego, żeby ubiegać się o obniżanie alimentów. Z wyjątkiem szczególnych sytuacji, kiedy rodzi się dziecko ciężko chore wymagające szczególnej opieki. Może być tak, że spadł poziom życia obojga rodziców, w takim przypadku trzeba będzie zrezygnować z pewnych rzeczy, które wcześniej były dla dziecka dostępne. Taka sytuacja powinna mieć obiektywnie uzasadnione podstawy po obu stronach – dodaje prawnik.

Każdy wniosek rozpatrywany jest indywidualnie i chociaż szanse na porozumienie wydają się być nikłe to warto ubiegać się o swoje prawa.