Koronawirus uderzy w rynek nieruchomości komercyjnych

Jest jeszcze zbyt wcześnie na wyciąganie definitywnych wniosków w sprawie wpływu koronawirusa na rynek nieruchomości. Warto przede wszystkim podkreślić, że rynek nieruchomości komercyjnych reaguje wolniej niż giełda, a podstawowe warunki najmu nie ulegają gwałtownym zmianom z dnia na dzień. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że jeśli wirus będzie miał trwały i znaczący wpływ na gospodarkę ogółem, odbije się to również na rynku nieruchomości. Ale jest zbyt wcześnie na przewidywanie jego skutków.

Branża nieruchomości komercyjnych większość wskaźników raportuje w cyklu kwartalnym, a zatem do czasu opublikowania konkretnych danych za pierwszy kwartał 2020 r. nie jesteśmy w stanie wyciągnąć rzeczowych wniosków na temat wpływu wirusa COVID-19 na rynki nieruchomości. Co więcej, podstawowe warunki najmu nieruchomości komercyjnych zwykle reagują znacznie wolniej niż gospodarka. W wielu częściach świata wskaźniki rynku nieruchomości komercyjnych wykazują sezonowość, a pierwszy kwartał roku jest zwykle najsłabszy, dlatego też wyciąganie kategorycznych wniosków wymaga ostrożności.

Pojawiają się pierwsze objawy wpływu epidemii na łańcuchy dostaw – producenci sprzętu nie są w stanie realizować założeń produkcyjnych, a producenci samochodów nie mogą znaleźć alternatywnych dostawców podzespołów. Mimo to, ogólne prognozy dla sektora logistyki pozostają bez zmian – sektor e-commerce nieustannie rozwija się strukturalnie i reorganizuje łańcuchy dostaw, aby skracać czas realizacji zamówień oraz obniżać ich koszty.

Rozwój koronawirusa będzie miał ogromny wpływ na kształt i wydajność łańcucha dostaw. Musimy pamiętać, że w Chinach już teraz zamknięto wiele linii produkcyjnych, które stanowiły kluczowe, a często nawet jedyne źródło komponentów lub wyrobów gotowych wielu europejskich firm.

Przedłużający się brak dostaw przełoży się z pewnością na wzrost cen produktów i zmusi firmy do poszukiwania alternatywnych miejsc produkcji, jeśli jeszcze takowych nie zabezpieczyli. Produkcja i utrzymanie efektywnego łańcucha dostaw z tygodnia na tydzień będą więc coraz trudniejsze, przede wszystkim w takich branżach jak elektronika, automotive oraz fashion – mówi Damian Kołata, Associate w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

W zależności od scenariusza rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce oraz działań prewencyjnych właściwych służb, w tym możliwej kwarantanny, możemy mieć do czynienia ze znacznym ograniczeniem odpowiedzialności centrów handlowych, włączając w to możliwość obligatoryjnego zamknięcia miejsc publicznych, a co za tym idzie z przejściowym znacznym spadkiem obrotów sklepów, reprezentujących w zasadzie wszystkie branże – komentuje Joanna Kłusek, Partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Spółdzielnie mieszkaniowe budują 3 razy mniej niż 10 lat temu

Przez ostatnie lata, spółdzielnie oddawały do użytku niewiele lokali. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy ta sytuacja utrzymała się również w 2019 roku.

Wyniki aktywności inwestycyjnej spółdzielni mieszkaniowych już od dawna nie są imponujące. W latach 2013 – 2018, liczba lokali oddanych do użytku przez te instytucje nie przekraczała 3500 rocznie. Warto sprawdzić, jak wyglądał analogiczny wynik spółdzielni z minionego roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przyjrzeli się tej kwestii. Niestety ubiegłoroczna aktywność inwestycyjna spółdzielni nie zaskoczyła nas pozytywnie.

Główny Urząd Statystyczny już od dawna podaje roczną liczbę mieszkań, które polskie spółdzielnie wybudowały dla swoich członków. Trzeba przypomnieć, że do tej kategorii nie zaliczają się mieszkania sprzedawane przez spółdzielnie na wolnym rynku. Jeśli spółdzielnia buduje i oferuje lokale na zasadach wolnorynkowych, to GUS zalicza ją do kategorii deweloperów.

Warto podać liczbę ukończonych lokali spółdzielczych (dla członków spółdzielni), która według danych GUS przez ostatnie lata wyglądała następująco:

  • 2009 r. – 7 260
  • 2010 r. – 5 052
  • 2011 r. – 3 786
  • 2012 r. – 4 194
  • 2013 r. – 3 493
  • 2014 r. – 3 490
  • 2015 r. – 2 115
  • 2016 r. – 2 707
  • 2017 r. – 2 311
  • 2018 r. – 3 024
  • 2019 r. – 2 115

Wynik z 2019 r. jest najniższym w całym badanym okresie. Co ciekawe, taką samą liczbę ukończonych mieszkań spółdzielczych odnotowano również w 2015 r. Jeżeli natomiast chodzi o miasta i powiaty z największą liczbą spółdzielczych lokali ukończonych przez cały miniony rok, to klasyfikacja wygląda następująco:

  • Warszawa – 353
  • Bydgoszcz – 217
  • Gdańsk – 192
  • Radom – 172
  • Kalisz – 116
  • Gorzów Wielkopolski – 101
  • Koszalin – 78
  • Kraków – 76
  • kwidzyński – 60
  • Szczecin – 57

Nic nie wskazuje, że w najbliższym czasie może wzrosnąć liczba oddawanych do użytku mieszkań spółdzielczych. Przez ostatnie lata, krajowe spółdzielnie rozpoczynały bowiem coraz mniej nowych lokali (2017 r. – 2 746, 2018 r. – 2 312, 2019 r. – 2 058).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Na rynku chaos i panika

Rynki w zeszłym tygodniu spadały, ale był to wciąż ruch kontrolowany. Teraz można już mówić o realnej panice. Otwarcie rynków dla wielu analityków wyglądało na błąd danych i potwierdzali wartości w niezależnych źródłach. Przecena jest bardzo silna i niewykluczone, że to nie koniec spadków.

Panika na rynku

Otwarcie rynków w poniedziałek było dla wielu osób olbrzymim szokiem. Ropa naftowa, która w piątkowy wieczór kosztowała 46 dolarów, dzisiaj kosztuje zaledwie 36, a przez chwilę była na poziomie 32 dolarów. Giełdy również otworzyły się ze sporym minusem. Dax, główny niemiecki indeks, otworzył się wynikiem -9%. Podobne spadki dotyczyły innych parkietów. Nie wszystko oczywiście spada. W górę idą obligacje. Niemieckie papiery dłużne z rozliczeniem 10-letnim mają stopę zwrotu poniżej -0,8%. Oznacza to, że trzymając je przez cały czas tracimy niemal 10% wartości. To i tak taniej niż trzymanie tych pieniędzy na obecnych warunkach w banku w tym czasie.

Załamanie danych z Chin

O tym, że handel w Chinach przeżywa gorsze czasy, wszyscy wiedzą. Nie wszyscy jednak zdawali sobie sprawę ze skali problemu. Eksport w ujęciu rocznym spadł o 17,2% a import o 4%. W rezultacie w bilansie handlowym niespodziewanie pojawił się deficyt. Pokazuje to skalę zatorów produkcyjnych w Państwie Środka. To właśnie te dane będą ciążyć światowej gospodarce przynajmniej przez kilka najbliższych kwartałów.

Kryptowaluty też w odwrocie

Jeżeli w dół idą surowce energetyczne i giełdy, to znaczy, że pieniądze gdzieś muszą płynąć. Jak już wcześniej pisaliśmy, zyskują obligacje. Potencjalnie wśród inwestycji alternatywnych znajdują się metale szlachetne i coraz popularniejsze kryptowaluty. Co ciekawe, dzisiaj pomimo dobrego otwarcia metale szlachetne tracą na wartości. Spadki są jednak zdecydowanie mniejsze niż w surowcach przemysłowych. Poważna redukcja miała jednak miejsce na kryptowalutach. Bitcoin stracił w weekend ponad 13% swojej wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

COVID-19 kontra Giełdowy Indeks Produkcji

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Rozprzestrzeniający się na całym świecie wirus COVID-19 trafił do świadomości inwestorów powodując olbrzymią wyprzedaż na rynkach akcji. Ostatni tydzień lutego 2020 roku był jednym z najgorszych w całej historii na niejednym rynku akcji na świecie. W tych warunkach Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) spadł w lutym o 14,24 proc. do poziomu 668,61 czyli najniższej wartości w czteroletniej historii notowań. Od początku roku GIP60 stracił już 15,60 proc. swojej wartości notując najgorszy początek roku w historii. 

Przez długi czas reakcja rynków na problemy związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa była marginalna. Prawdą jest, że na warszawskiej GPW obserwowano spadki, ale były one stosunkowo płytkie. Dopiero ostatni tydzień lutego przyniósł to, czego obawiano się najbardziej czyli paniki na rynkach akcji. W jeden tydzień z globalnego rynku akcji wyparowało kilka bilionów dolarów amerykańskich. Porównywalne spadki miały miejsce jedynie w czasach największych kryzysów giełdowych takich jak ten sprzed dekady, z połowy lat osiemdziesiątych czy z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

Kiedy na świecie rośnie niepewność, najwięcej tracą rynki rozwijające się uważane za bardziej ryzykowne. W piątek aż 101 spółek z GPW ustanowiło co najmniej roczne minimum, a kapitalizacja całego rynku stopniała od początku roku o ponad 100 mld zł. W lutym spadały wszystkie indeksy i subindeksy WIG, najwięcej traciły WIG-ENERGIA (-24,5 proc. m/m), WIG-GÓRNICTWO (-23,6 proc. m/m) i WIG-PALIWA (-20,4 proc. m/m). Ale spadki przekraczające 10% dotknęły aż 21 indeksów na 32 notowane przez GPW.

Z perspektywy wielkości spółki najwięcej traciły największe spółki z WIG20 (-14,4 proc. m/m), ale sporo traciły również indeksy małych i średnich spółek: MWIG40 spadł o 10,6 proc. m/m, a SWIG80 zredukował swoja wartość w lutym o 7,8 proc. Indeks szerokiego rynku WIG, który ze względu na ujęcie wszystkich spółek daje najpełniejszy obraz sytuacji, spadł o 13,1 proc. m/m i na ostatniej sesji lutego 2020 roku znajdował się na tym samym poziomie co w listopadzie 2006 roku.

Czerwony kolor zdominował parkiet, ale są wyjątki

Jak w takich warunkach radziły sobie akcje polskich producentów? Jedynie pięć na sześćdziesiąt największych wchodzących w skład portfela indeksu GIP60 uzyskało w lutym dodatnią stopę zwrotu. 34 spółki traciły co najmniej 10 proc. m/m, a co piąta spółka z portfela GIP60 traciła więcej niż 20 proc.

Spółki z GIP60 działają łącznie w 11 sektorach produkcji i w lutym każdy z tych sektorów uzyskał ujemną średnią miesięczną stopę zwrotu. Najwięcej traciły spółki motoryzacyjne (-21,07 proc.), projektanci (-20,08 proc.) i producenci farmaceutyków (-18,87 proc. – głównie za sprawą spółki MABION, która straciła w lutym 38,24 proc. swojej wartości rynkowej).

Jak już wspomniano, akcje niektórych spółek okazały się odporne na trzęsienie globalnych rynków akcji. Było ich niewiele, więc tym bardziej warto przyjrzeć im się bliżej. Największy wzrost wartości w lutym (21 proc.) i drugie z rzędu zwycięstwo rankingu GIP60 dla spółki MERCATOR MEDICAL. Jako producent maseczek i rękawiczek gumowych, czyli towarów na które popyt wzrósł najgwałtowniej w wyniki rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wartość akcji spółki MERCATOR rośnie w oczach podczas gdy cały rynek tonie w kolorze czerwonym. Dodatkowo spółka sprawnie wykorzystuje sytuację do poprawy swojego wizerunku, np. poprzez bezzwrotne przekazanie maseczek polskim służbom medycznym.

Drugie miejsce na podium klasyfikacji GIP60 w lutym 2020 roku przypadło spółce FERRUM za miesięczny wzrost wartości rynkowej o 8,94 proc. Katowicka spółka, której historia sięga XIX w. specjalizuje się w produkcji stalowych rur i jest obecnie jedyną polską firmą z przemysłu hutniczego notowaną na GPW. Kurs akcji spółki wystrzelił w górę na początku lutego, po tym jak zarząd spółki po przeglądzie opcji strategicznych zaanonsował rozpoczęcie procesu sprzedaży akcji Zakładu Konstrukcji Spawanych FERRUM. W drugiej połowie miesiąca akcje spółki nieznacznie ucierpiały wskutek wspomnianego wcześniej tąpnięcia na rynkach akcji, ale finalnie zachowały dodatnią miesięczną stopę zwrotu.

Najniższy stopień podium GIP60 dla BIOMED-LUBLIN za wzrost wartości rynkowej o 6,80 proc. m/m. Przez większą część miesiąca akcje spółki systematycznie traciły na wartości, jednak dwie ostatnie sesje miesiąca przyniosły akcjom spółki imponujące odbicie, które pozwoliło producentowi szczepionek i surowic wypracować ostatecznie przyzwoity wzrost wartości rynkowej w lutym. Przyczyny imponującego wzrostu podczas sesji, na których inne akcje dużo straciły, nie są do końca jasne, ale przeważa opinia, że popyt na produkty spółki może wzrosnąć w wyniku pandemii koronawirusa. Warto odnotować również sprzedaż znacznego pakietu akcji w połowie miesiąca, który z pewnością nie przeszedł bez echa wśród inwestorów.

Nieznaczna poprawa nastrojów w europejskim przemyśle i tąpnięcie w Azji

Nieznaczne wzrosty wskaźnika PMI® w Europie spowodowały, że w kilku krajach odczyty przekroczyły neutralną barierę 50 pkt. Tak stało się w Hiszpanii (50,4 pkt. w lutym) i Austrii (50,2), gdzie przerwano serię negatywnych odczytów trwające odpowiednio 8 i 6 miesięcy. Dołączyły one do grupy krajów europejskich, które obecnie mogą pochwalić się bieżącymi odczytami PMI® powyżej 50 pkt. w której znajdują się jeszcze Grecja (56,2), Turcja (52,4) i Irlandia (51,2). Poprawił się także wskaźnik liczony dla całej Eurostrefy, który wyniósł 49,2 pkt. wobec 47,9 pkt. w styczniu. Największą poprawę wartości wskaźnika zaobserwowano w Niemczech, gdzie PMI® wzrósł z 45,3 do 48,0 pkt., ustanawiając najlepszy wynik od 13 miesięcy. Poprawa nastrojów pracowników przemysłu europejskiego ominęła jedynie Francję, która przez ostatnie pół roku najsilniej broniła się przed spadkiem PMI® poniżej 50 pkt., ale w lutym granica ta została wreszcie przełamana odczytem na poziomie 49,8 pkt.

Analogiczne badania przeprowadzone wśród kierownictwa polskich firm produkcyjnych wykazały niewielki wzrost wskaźnika z 47,4 pkt. do 48,2 pkt. w lutym ustanawiając półroczne maksimum, jednak był to już 16 miesiąc z rzędu poniżej neutralnego poziomu 50 pkt.

Z oczywistych względów najciekawsza sytuacja ma obecnie miejsce w przemyśle azjatyckim. Największy spadek PMI® zanotowano w Chinach (40,3) i w Korei Południowej (44,4), a więc w krajach które do tej pory stanowią główne obszary rozwoju koronawirusa. Ale również inne kraje zanotowały spadek nastrojów i obecnie większość odczytów z tego regiony znajduje się poniżej neutralnego poziomu sygnalizując duży spadek aktywności azjatyckich producentów.

Na kontynencie amerykańskim wszystkie kraje w lutym odnotowały neutralną (jak Meksyk) lub pozytywną wartość wskaźnika PMI®, choć warto w tym miejscu nadmienić o spadku w USA, gdzie PMI® spadł z 51,9 do 50,7 pkt.

Przyszłość pod znakiem COVID-19

COVID-19 zdążył już wywołać panikę na niemalże wszystkich rynkach akcji oraz sparaliżować wielką chińską gospodarkę. Skalę spowolnienia w Państwie Środka poznamy dopiero po publikacji oficjalnych danych makroekonomicznych, ale już dzisiaj można szacować jej wielkość na podstawie innych informacji. Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych Chin zakomunikowało niedawno, że tylko jedna trzecia firm pracuje obecnie w swoim normalnym tempie. Według wielu źródeł popyt na nowe mieszkania stopniał niemalże trzykrotnie, a sprzedaż nowych samochodów stopniała niemalże do zera, co poważnie wpłynęło na sytuację w branży automotive, dla której Chiny są nie tylko źródłem dostaw komponentów, ale także olbrzymim rynkiem zbytu, a dla takich marek jak VW, BMW czy Daimler nawet największym. Nic więc dziwnego, że niemieccy producenci muszą obecnie mierzyć się z coraz większymi problemami w swoich fabrykach, a instytucje finansowe licytują się w obniżaniu prognoz wzrostu gospodarczego na ten rok.

Mimo, że oficjalne dane potwierdzają spadek liczby zachorowań w Chinach to wg opinii wielu ekspertów najgorszy etap walki z koronawirusem jest dopiero przed nami, a dotychczasowe tempo rozprzestrzeniania się wirusa w kolejnych krajach potwierdza te pesymistyczne prognozy, co bez wątpienia będzie miało negatywny skutek dla globalnej aktywności gospodarczej. W Europie COVID-19 największe żniwa zbiera jak dotąd we Włoszech, ale przypadki zarażonych w kolejnych krajach nie pozostawiają wątpliwości, że to dopiero początek poważniejszego problemu również dla starego kontynentu. Z drugiej strony sytuacja w prowincji Hubei, gdzie znajduje się główne ognisko choroby, wydaje się być opanowana o czym ma świadczyć zamknięcie jednego z tymczasowych szpitali w stolicy prowincji Wuhan.

Pierwsze sesje marca przyniosły odbicia na wielu rynkach, ale czy to oznacza, że potencjał spadków się wyczerpał? Prawdopodobnie wirus jeszcze parę razy da o sobie znać inwestorom, ale jeśli choroba nie przerodzi się w globalną pandemię to okresy paniki na rynkach akcji powinny dostarczyć wielu okazji inwestycyjnych. Obniżka stóp procentowych w USA i kilku innych krajach potwierdziła, że również tym razem największe gospodarki będą próbowały zasypać problemy tanim pieniądzem, co raczej dobrze wróży cenom akcji w najbliższym roku.

Kompetencje cyfrowe na wagę złota

Każda chcąca się dziś rozwijać firma musi zatrudniać pracowników z kompetencjami cyfrowymi. A to oznacza, że szkolnictwo zawodowe powinno jak najszybciej dostosować swoją ofertę i zapewnić przedsiębiorcom niezbędne do rozwoju kadry – powiedział Grzegorz Baczewski, Dyrektor Generalny Konfederacji Lewiatan otwierając konferencję. Podkreślił, że branża ICT, generując już 6% polskiego PKB, stała się bardzo istotnym elementem polskiej gospodarki – W 2022 r. w tym sektorze będzie pracować już pół miliona osób, a to oznacza, że zmiany w systemie nauczania stają się palącą potrzebą – dodał.

Anna Wicha, Dyrektor Generalna Adecco Poland zauważyła, że w dziesiątce państw najwyżej ocenianych pod względem jakości kształcenia znajdują się aż 4 kraje skandynawskie. – Nie musimy wyważać drzwi, ale warto przyjrzeć się jak to robią inni. W Skandynawii obowiązuje model ciągłego kształcenia, obejmujący również nauczycieli. Sukces polega na tym, że aby skutecznie uczyć, trzeba nieustannie podnosić kwalifikacje kadry – stwierdziła. Zaznaczyła również, że aby system szkolenia był efektywniejszy, niezbędna jest poprawa komunikacji, rozumianej jako efektywne przekazywanie wiedzy, niezależnie czy osobiście, czy poprzez telekonferencje. – Jako reprezentantka Konfederacji Lewiatan, chcę również podkreślić, że środowisko polskiego biznesu zdecydowanie opowiada się za wzmocnieniem szkolnictwa branżowego wszystkimi możliwymi środkami – podkreśliła.

Sławomir Smugowski, Prezes Oddziału Górnośląskiego Polskiego Towarzystwa Informatycznego i członek Sektorowej Rady ds. Kompetencji Informatyka, zwrócił uwagę, że kształcenie zawodowe musi odejść od schematów i stać się bardziej elastyczne. Wąskie specjalizacje nie przystają już do oczekiwań pracodawców, a pożądani specjaliści to tacy, którzy posiadają kompetencje w kilku obszarach i na ich styku.

Krzysztof Dzięgielewski, Dyrektor marketingu LoVo S.A. zaznaczył, że oprócz samych kwalifikacji zawodowych, o wartości absolwenta decydują również umiejętności miękkie – takie jak wyobraźnia, kreatywność, umiejętność wyszukiwania i analizy informacji, rozwijania swoich pasji. – Potrzebujemy pracowników, których nie trzeba prowadzić za rękę, którzy będą w stanie sami coś stworzyć, a nie jedynie odtwórczo realizować swoje obowiązki – powiedział.

Z kolei dr Piotr Stankiewicz, Dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych podkreślił znaczenie otwartości firm na uczniów, w których upatrują swoich przyszłych pracowników. – To nie jest trudne, ale potrzebne jest zaangażowanie. Formy takie jak mentoring, regularne spotkania w firmie, dni otwarte pozwalają inspirować młodych ludzi, zachęcać ich do rozwoju i pracy. W Polsce są już firmy, które to robią i widać pierwsze pozytywne efekty takich inicjatyw.

Konferencja została zorganizowana w ramach projektu: „Przygotowanie modelowych programów praktycznej nauki zawodu dla branży teleinformatycznej” i współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Głównym efektem projektu są modelowe programy praktycznej nauki oraz zasady zapewniania jakości kształcenia w zawodach: technik informatyk, technik szerokopasmowej komunikacji elektronicznej, technik teleinformatyk, technik tyfloinformatyk, monter sieci i urządzeń telekomunikacyjnych, technik telekomunikacji, technik programista oraz rekomendacje dotyczące zmian w przepisach prawa oświatowego dla tego sektora.

Czy UE będzie globalnym graczem czy boiskiem do gry dla innych?

Jak zbudować synergię między polityką gospodarczą, społeczną i środowiskową UE? Jak kształtować przyszłą europejską strategię przemysłową i politykę MŚP? Jak dalej integrować wspólny rynek? Jak skutecznie wspierać inwestycje w innowacje i cyfryzację? Jak zorganizować ekonomicznie i społecznie zrównoważone przejście do gospodarki niskoemisyjnej i wyposażyć ludzi w niezbędne umiejętności? Jak poprawić zarządzanie gospodarcze i przeprowadzić niezbędne reformy w UE? Jakie jest miejsce Europy w nowym globalnym porządku? O tym wszystkim dyskutowano 5 marca w Brukseli podczas BusinessEurope Day z udziałem przedstawicieli Konfederacji Lewiatan.

Hasło tegorocznej konferencji BusinessEurope, to „dobrobyt, ludzie, planeta”. W konferencji wzięli udział: Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, wiceprzewodniczący Komisji: Valdis Dombrovskis, Maros Sefcovic oraz komisarze: Paolo Gentiloni, Nicolas Schmitt i Kadri Simson, jak również liczni przedstawiciele instytucji unijnych, biznesu oraz mediów. Konferencję uroczyście otworzył Prezydent BusinessEurope Pierre Gattaz, a w panelu nt. Zielonego Ładu w UE wziął udział Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki.

Pierre Gattaz zaczął swoje przemówienie słowami: „Europejskim firmom zależy nie tylko na dobrobycie, ale także na ludziach i planecie. Dlatego właśnie Europa jest jednym z najlepszych miejsc do życia. Jeśli jednak chcemy osiągnąć nasze społeczne i środowiskowe ambicje, by pokazać całemu światu, że nasz model jest najlepszy, to musimy udowodnić, że działa on gospodarczo.” Z tego właśnie powodu Prezydent BusinessEurope wyraźnie podkreślił, że firmy popierają przejście do niskoemisyjnej, a docelowo zeroemisyjnej gospodarki do 2050 r., ale zmiana musi się dokonać w sposób, który zapewni konkurencyjność unijnej gospodarki względem reszty świata. Gattaz przypomniał o różnej sytuacji państw członkowskich, z uwagi na poziom uzależnienia od węgla oraz możliwości dostępu do nowoczesnych technologii, co Komisja powinna wziąć pod uwagę przygotowując ocenę wpływu (impact assessment) w ramach procesu legislacyjnego. Dlatego propozycja Komisji o Nowym Zielonym Ładzie powinna współgrać z nową strategią przemysłową, którą Komisja planuje ogłosić 10 marca, a także należy zaproponować mechanizm zapobiegający tzw. ucieczce emisji z UE (z ang. carbon leakage). Ponadto, należy zreformować politykę konkurencji w UE i podnieść nakłady na badania i innowacje. Dalsze wzmocnienie i zacieśnianie integracji w ramach europejskiego jednolitego rynku powinno stać się ponownie jednym z priorytetów Komisji. Zielona transformacja ma szansę odnieść sukces w warunkach wzmocnienia europejskich firm. Dopiero wówczas, UE będzie wzorem dla innych państw na świecie, eksportującym nowoczesne technologie.

Swoje przemówienie wygłosiła także Przewodnicząca Komisji, która przypomniała, że program prac KE opiera się na dwóch głównych filarach: zielonej transformacji oraz gospodarce cyfrowej. Nowy Zielony Ład to propozycja nowego modelu wzrostu. Jako jeden z przykładów podała przygotowywany przez Komisję Plan Działań ws. Gospodarki o Obiegu Zamkniętym. Ma on zaproponować zachęty dla biznesu, które sprawią, że np. zamiast sprzedawać pralki, firma będzie je wypożyczać. Oznaczałoby to rzeczywiście zmianę modelu biznesowego – firmy zarabiałyby nie na sprzedaży produktu, a na świadczeniu usług. Mówiła także o powiązaniu nowej strategii przemysłowej z Zielonym Ładem, strategii MŚP i o tym, że UE potrzebuje tzw. technologicznej suwerenności. Dlatego Komisja wspiera tzw. „europejski sojusz baterii” (European Battery Alliance), w ramach którego produkowane są baterie do samochodów elektrycznych w Europie. Prace nad wzmocnieniem drugiego filaru, ogniskują się wokół szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji oraz znacznej poprawy wykorzystania danych, jak również wzrostu nakładów na badania i innowacje. Von der Leyen pokazała swoją otwartość na konsultacje propozycji Komisji z biznesem: „nasza przyszłość będzie współprojektowana przez firmy”. Powiedziała także: „UE potrzebuje innowacyjności i odpowiedzialności, konkurencyjności i zrównoważonego rozwoju.”, a przemówienie skończyła słowami, które bardzo dobrze oddają myśl przewodnią całej konferencji: „Czy UE będzie globalnym graczem czy boiskiem do gry dla innych? Niech żyje UE!”.

Podczas jednego z paneli poświęconych digitalizacji i strategii przemysłowej UE, padło pytanie o spójność zapowiedzianych przez KE planów o wzmacnianiu jednolitego rynku, budowania prawdziwie konkurencyjnej, zielonej gospodarki z propozycjami rozwiązań zaproponowanymi jeszcze przez poprzednią KE w ramach Pakietu Mobilności 1, które wprowadzają wiele protekcjonistycznych instrumentów, takich jak np. obowiązek powrotu ciężarówek co 8 tygodni do państwa siedziby firmy. Zdaniem ekspertów doprowadzi to do wzrostu „przewozów na pusto” i tym samym zwiększenia emisji CO2. Heiko Willems, dyrektor biura niemieckiej federacji pracodawców (BDI) w Brukseli wyraził sprzeciw swojej organizacji wobec niektórych zapisów Pakietu Mobilności, w tym obowiązku powrotu ciężarówek. Zgodził się, że jest to protekcjonistyczny środek, który idzie wbrew postanowieniom Komisji o zielonym ładzie i zacieśnianiu jednolitego rynku.

W panelu o roli biznesu we wdrażaniu Nowego Zielonego Ładu uczestniczył Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki razem z komisarz ds. Energii Kadri Simson: „UE musi być leaderem przejścia na czystą energię, która zapewni nowe miejsca pracy i powinna stać się naszą szansą eksportową” – powiedziała. Witucki wyraźnie zaznaczył, że: „Biznes musi mieć konkretny i merytoryczny głos w sprawie jego wdrożenia. Przesłanie polityków i działaczy społecznych jest mocne i klarowne. Firm nie stać na to, żeby stać z boku podczas tej dyskusji.”. Mówił także, że ważne jest osiągniecie neutralności klimatycznej, ale musimy mieć konkretne dane dotyczące kosztu transformacji energetycznej. W przeciwnym wypadku ryzykujemy utracenie konkurencyjności naszego przemysłu.

W ramach panelu o umiejętnościach potrzebnych na rynku pracy, komisarz ds. Społecznych Nicolas Schmitt zwrócił uwagę na to, że odpowiednie kwalifikacje pracowników są równie ważne dla państw, firm, jak i pracowników, którzy pragną poprawić swoją sytuację zawodową. Komisarz ds. Gospodarki Paolo Gentiloni, podczas swojego przemówienia powiedział: „Jeśli chcemy zachować społeczną gospodarkę rynkową w UE, musimy przeprowadzić reformy poprawiające produktywność. Mamy wszystkie atuty, aby UE była leaderem transformacji cyfrowej. Należy także dokończyć projekt tzw. Unii Bankowej.” Wiceprzewodniczący Komisji Valdis Dombrovskis podczas wymiany zdań z Dyrektorem Generalnym BusinessEurope Markusem Beyrerem słusznie zauważył, że najbardziej wrażliwe na perturbacje ekonomiczne są firmy z sektora MŚP. Dlatego właśnie tak ważna jest poprawa w dostępie do finasowania w UE, którą może zapewnić postęp prac nad tzw. Unią Rynków Kapitałowych.

Wśród uczestników konferencji Konfederację Lewiatan reprezentowali: Dyrektor Generalny Grzegorz Baczewski, Dyrektor biura Lewiatana w Brukseli Kinga Grafa, Przewodniczący Rady Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki Wojciech Graczyk oraz Adam Dorywalski, ekspert ds. UE w Brukseli.

Usługi hostingu nie podlegają podatkowi u źródła

Postępujący rozwój techniczny przedsiębiorstw wymusza zwiększone nakłady na zakup różnego rodzaju usług informatycznych. W przypadku nabywania tego rodzaju usług z zagranicy lub od zakładów zagranicznych przedsiębiorców każdorazowo należy pochylić się nad tematyką dotyczącą podatku u źródła. Problematyka dotyczy w szczególności podmiotów funkcjonujących w ramach międzynarodowych grup kapitałowych, a także współpracujących z zagranicą.

Pierwszym krokiem powinno być przeanalizowanie zakresu usług, gdyż nie wszystkie świadczenia usług IT przez zagraniczne podmioty podlegają podatkowi u źródła. Przekonał się o tym podatnik nabywający z zagranicy usługi hostingu. W sporze z fiskusem wyrok w dniu 6 listopada 2019 r. wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (sygn. akt III SA/Wa 958/19).

Usługi hostingu

W przedmiotowej sprawie podatnik nabywał od podmiotów zagranicznych usługi związane z tworzeniem, rozwojem i utrzymaniem aplikacji, a także licencje i prawa do aplikacji oraz usługi hostingu. Usługi hostingu są generalnie określane jako usługi polegające na udostępnianiu przez dostawcę określonych zasobów serwerowych (objętość zasobów dyskowych). Innymi słowy, hosting to umożliwienie przez dostawcę magazynowania danych na serwerach dostawcy. W szczególności hosting może pełnić następujące funkcje: dostęp do usług (np. www), bezpieczeństwo danych, powierzchnia dyskowa, transfer danych, funkcja tzw. backup.

Stanowisko organu podatkowego

W przypadku pierwszej kategorii nabywanych usług, tj. tworzenia, rozwoju i utrzymania aplikacji, organ podatkowy zgodził się z podatnikiem, że usługi te znajdują się poza zakresem podatku u źródła, z uwagi na to, że istotą tych świadczeń jest zapewnienie określonych funkcjonalności programu i jako takie nie mieszczą się w kręgu uregulowań przepisu art. 21 ust. 1 pkt 1 i pkt 2a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Również w zakresie licencji i praw do aplikacji organ podatkowy potwierdził stanowisko podatnika, zgodnie z którym takie usługi są bezpośrednio wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT i jako takie podlegają regulacjom dotyczącym podatku u źródła.

Osią sporu pomiędzy podatnikiem a fiskusem okazały się usługi hostingu. Organ podatkowy co prawda zgodził się z podatnikiem, że usługi te nie zostały bezpośrednio wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT jako tzw. usługi niematerialne. Jednak w jego ocenie tego rodzaju usługi stanowią należności z tytułu użytkowania urządzenia przemysłowego, jakim są serwerownie i dlatego zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT powinny one być opodatkowane. Podatnik nie zgodził się z takim podejściem organu i złożył skargę.

Wyrok WSA

W dniu 6 listopada 2019 r., Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok w sprawie o sygnaturze III SA/Wa 958/19, w którym odniósł się do kwalifikacji usług hostingu jako prawa do użytkowania urządzenia przemysłowego. WSA wskazał, że zgodnie z międzynarodową konwencją oraz praktyką orzeczniczą polskich sądów administracyjnych pojęcie „urządzenie przemysłowe” należy rozumieć jako: „składnik majątku pełniącego pomocniczą funkcję w ramach procesu przemysłowego rozumianego jako ciąg działań mechanicznych lub chemicznych służących do masowej produkcji towarów”. Tym samym w ocenie WSA organ podatkowy dokonał błędnej wykładni tego pojęcia, co doprowadziło do wydania nieprawidłowej interpretacji. Na marginesie warto zaznaczyć, że WSA uznał, iż transakcje magazynowania danych są traktowane jako usługa, między innymi dlatego, że klient nie posiada i nie kontroluje serwerów ani nimi nie rozporządza.

Ochrona majątku firmy

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 9 kwietnia 2019 r. (sygn. II FSK 1120) orzekł, że dokonywana opłata za wynajem centrum danych nie podlega regulacjom dotyczącym podatku u źródła. Wskazał w szczególności, że urządzenia udostępniające przestrzeń dyskową centrum danych nie spełniają zadań przemysłowych ani nie są z takimi urządzeniami połączone. Zatem funkcjonalnie zespół serwerów nie jest urządzeniem przemysłowym.

Organy podatkowe okazały się jednak głuche na ten głos orzecznictwa, konsekwentnie stojąc na stanowisku, że zapłata za hosting jest wynagrodzeniem za korzystanie z urządzenia przemysłowego. Przykładowo Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 28 sierpnia 2019 r. (sygn. 0111-KDIB1-2.4010.221.2019.2.AW) zwrócił uwagę, że zapewnienie dostępu do przestrzeni dyskowej to zapewnienie odpowiedniej struktury, serwerów, a z wykładni funkcjonalnej wynika, że nie kryją się tam inne usługi. Z kolei w interpretacji z 7 sierpnia 2018 r. (sygn. 0111-KDIB1-2.4010.256.2018.1.MS) wskazał, że pojęcie „urządzenia przemysłowego” należy interpretować maksymalnie szeroko, przez co serwer może być także uznany za urządzenie przemysłowe.

W obliczu takiej ignorancji organów dochodzi do otwartej wojny o pieniądze. Pieniądze przedsiębiorców. Zakwalifikowanie nabywanych przez nich usług do usług udostępniania urządzeń przemysłowych czy innych wymienionych w art. 21 ust. 1 pkt 1-2a ustawy o CIT oznacza zakwalifikowanie ich do objęcia 20% stawką podatku dochodowego. Tu powstaje pytanie, jak ochronić majątek firmy, po który bezprawnie sięga fiskus? Bezprawnie, bo jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, czyni to wbrew sądom i utrwalanej przez nie linii orzeczniczej. Z pomocą kancelarii prawnych specjalizujących się w sporach z organami podatkowymi przedsiębiorcy bardzo często te wojny wygrywają. Ci, którzy wojen tych toczyć nie chcą, przenoszą swój biznes za granicę, lub też przekształcają swoje spółki w „bezpieczniejsze” dla ich majątków formy działalności, także z wykorzystaniem zagranicznych struktur. Bo każda wojna ma swoje ofiary, ale nikt nie chce być jedną z nich.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus COVID-19 to 320 mld USD strat handlowych co kwartał

  • Według najnowszych obliczeń Euler Hermes istniejące środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii Covid-19 już stanowią odpowiednik +0,7 p.p. dodatkowych taryf celnych na towary
  • straty w handlu towarami i usługami mogą osiągnąć wielkość 320 mld USD na kwartał

Po tym jak w zeszłym roku spór handlowy pomiędzy USA i Chinami zredukował drastycznie światowy wzrost handlowy do najwolniejszego tempa od 2009 r. (+1.2% w ujęciu ilościowym), spodziewamy się, że w 2020 r. to epidemia Covid-19 będzie główną barierą w światowej wymianie handlowej. Według obliczeń Euler Hermes istniejące środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii Covid-19 już stanowią odpowiednik +0,7 p.p. dodatkowych taryf celnych na towary — podnosząc światową średnią stawkę taryfową do hipotetycznego poziomu 6,5% na koniec I kw. 2020 r. Innymi słowy, w jednym kwartale, handel światowy już poniósł straty będące ekwiwalentem całorocznej wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami w 2019 r.

Euler Hermes szacuje, że straty w handlu towarami i usługami mogą osiągnąć wielkość 320 mld USD na kwartał w czasie trwania obecnych zakłóceń działalności gospodarczej (Rysunek 1). Każdy kwartał strat w handlu w 2020 r. powiązanych z Covid-19 jest więc porównywalny z całorocznym wpływem sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami na światowe taryfy celne w 2019 r. Nasze główne założenia w odniesieniu do towarów uwzględniają zamknięcia zakładów w Chinach i we Włoszech oraz ograniczenia w innych krajach. Ekonomiści spodziewają się, że działalność gospodarcza będzie wznawiana stopniowo w marcu i kwietniu, a pełną operacyjność osiągnie do końca maja. Straty eksportowe powinny wynieść ogółem 161 mld USD, ponieważ popyt z Chin i Europy pozostanie wyraźnie zablokowany do końca kwietnia. Nasze założenie w odniesieniu do usług sprowadza się do znacznej redukcji turystów z i do Chin, Włoch i, bardziej ogólnie, w Europie, do czego dodamy znaczące spowolnienie w usługach transportowych. Prognozujemy, że powrót do normalnych poziomów działalności będzie stopniowy, pociągając za sobą straty eksportowe w wysokości 125 mld USD w przypadku turystyki i 33 mld USD w przypadku usług transportowych.

Ten wstrząs handlowy jest już widoczny na wczesnych wskaźnikach handlowych, które sygnalizują zastój w handlu w ujęciu ilościowym zarówno w I kw. (-2.5% kw./kw. w stosunku rocznym), jak i w II kw. (-1%) 2020 r. Po lekkim odbiciu o 1.6% w IV kw. 2019 r. spodziewamy się, że handel światowy skurczy się o -2.5% w I kw. (kw./kw. w stosunku rocznym), i z pewnością osiągnie wielkość ujemną w II kw. Autorski wskaźnik ekonomistów Euler Hermes – Trade Momentum pokazuje, że handel w ujęciu ilościowym spadł ponownie w styczniu 2020 r. i zmniejszył się w lutym, w następstwie fatalnych raportów z działalności w Chinach, ale także redukcji nowych zamówień eksportowych w innych miejscach, w szczególności w Europie i Azji (Rysunek 2). Dane dotyczące żeglugi wskazują ten sam kierunek. Międzynarodowa Izba Żeglugi ocenia, że epidemia Covid-19 zmniejszyła handel światowy o ponad 350,000 kontenerów. Według Komisji Europejskiej w ostatnich czterech tygodniach było 49% mniej rejsów kontenerowców z Chin. Przewidywany 20-25% spadek w globalnej przepustowości w sektorze żeglugi przełoży się na sektor terminali portowych. Dzisiaj, scenariusz odrobienia strat w kształcie litery V wskazuje na poprawę koniunktury w II poł. 2020 r., i tym samym prognozę wzrostu handlu o +0.4% przez cały bieżący, 2020 rok.

Mocny dolar, niższe ceny surowców i spadek popytu będzie utrzymywał nominalną wymianę handlową w recesji przez cały 2020 rok. Spadek indeksu cen surowców S&P GSCI o -10% od początku epidemii Covid-19 sygnalizuje kontynuację presji deflacyjnej z 2019 r. To będzie wywierać presję na obniżenie cen. W ujęciu wartościowym, handel również skurczy się w pierwszej połowie roku, utrzymując cały rok wartość w ujemnych obszarach, po -1.5% w 2019 r.

Rysunek 1. Straty eksportowe 2020 r. ze względu na epidemię Covid-19

  Towary Podróże Usługi transportowe Ogółem
Chiny 108 72 10 190
Włochy 9 6 6 21
Reszta Europy 44 47 17 108
Straty ogółem 161 125 33 320

 

Źródła: International Trade Center, Euler Hermes, Allianz Research

Liczby mogą się nie sumować ze względu na zaokrąglenia

Rysunek 2 – Wzrost handlu towarów % r./r. i wskaźnik Trade Momentum Euler Hermes

Trade Momentum Euler Hermes
Źródła: IHS Markit, CPB, Euler Hermes, Allianz Research

LUDOVIC SUBRAN – Główny Ekonomista w Allianz i Euler Hermes

ANA BOATA – Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

GEORGES DIB – Ekonomista Euler Hermes

Podróże luksusowe – nowości i światowe trendy

Ostatnie kilka lat obserwujemy dynamiczny rozwój i wzrost ilości hoteli w segmencie luksusowym. Znamienite sieci hotelowe światowej sławy jak i te mniejsze, podnoszą poprzeczkę z roku na rok. Pokoje są coraz większe, na wyposażeniu coraz częściej w standardzie znajdziemy maszynki do kawy nespresso, pościel z egipskiej bawełny, designerskie szlafroki, wyrafinowaną galanterię hotelową Hermes i Bulgari. Nikogo już nie dziwi butelka szampana chłodząca się przy śniadaniowym bufecie ani kucharze odznaczeni gwiazdkami Michelin. Hotele wręcz przescigają się w pomysłach jak pozyskać klienta z najgrubszym portfelem.

Palazzo Versace Dubaj1
Palazzo Versace, Dubaj
Palazzo Versace Dubaj
Palazzo Versace, Dubaj

Do ciekawostek należą np.: własne ogródki warzywne w sieci Six Senses (a nawet własny kurnik na wyspie Yao Noi w Tajlandii), przyhotelowy recycling szkła w formie galerii sztuki tzw. 'glass blowing experiences’ ( Soneva Malediwy), komnata wyłożona solą himalajską (Kudadoo Malediwy), odtwarzanie rafy koralowej (Soneva Kiri, wyspa Ko Kut, Tajlandia), własny browar i palarnia kawy (sieć hoteli LUX na Mauritius i Malediwach) czy  zatrudnianie na etacie profesorów biologii /specjalistów przyrodników.

LUX Resorts Malediwy
LUX Resorts, Malediwy
Kudadoo Malediwy
Kudadoo, Malediwy

W tropikalnym klimacie znajdziemy takie romantyczne niespodzianki, jak  kino pod gwiazdami na hotelowej plaży (Six Senses Oman, Velassaru Malediwy, Rosewood Mayakoba), własną lodziarnie i specjalnego lokaja od opalenizny  (Ritz Carlton South Beach, Miami, USA). Rzadziej spotkamy udogodnia jak obecność konsjerża mydlanego (Viceroy Riviera Maya, Meksyk), sommeliera herbacianego  (St Regis Lanesboorough, Londyn) czy nawet konsjerża od kaca (Ritz Carlton Nowy Orlean, USA) i perfumowego lokaja (Rosewood Nowy Jork, Rosewood Vancouver).Perfume butler-rosewood-hotels

Dla podróżujących z małymi dziećmi o najlepszy serwis dbają specjalnie dedykowani ku temu baby concierge (Anassa na Cyprze, One & Only, Four Seasons). Niektóre sieci angażują się w obronę przyrody a także zagrożonych gatunków zwierząt, np. słoni (Anantara Golden Triangle i Four Seasons Tented Camp, Chiang Rai w Tajlandii) czy żółwi (Four Seasons Nevis).

Four Seasons Serengeti, tanzania
Four Seasons Serengeti, Tanzania
Anantara Zloty Trojkat, Tajlandia
Anantara Zloty Trójkąt, Tajlandia

W trosce o swoją reputację priorytetowe staje się dla luksusowych hoteli życie zgodnie z naturą i lokalną społecznością. Pokaźne kwoty z zysków przekazywane są na zachowanie różnorodności biologicznej i wspieranie lokalnych inicjatyw; hotel Belmond Iguazu Falls w Brazylii sponsoruje szkołę ekologii, specjalizującą się w ochronie pum i jaguarów.

Świadomi klienci wydają się bardziej skorzy do wydawania dużych sum na hotele, wiedząc, że część kwoty będzie przeznaczona na ochronę przyrody, fundacje dla najuboższych, rozwój szkolnictwa i inne szczytne cele.

W świecie podróży biznesowych hotele w miastach nie wydają się być gorsze. Pokoje są bardziej przestronne, minibarki często oferują produkty bio takie jak świeże soki i organiczne przekąski, goście mają do wyboru ‚menu poduszkowe’ włącznie z antyalergicznymi opcjami. Dla aktywnych przygotowano doskonale wyposażone sale fitness w maszyny high-tech, pasy TRX, często oferujące alternatywne formy aktywności jak: aeroyoga, lekcje oddychania, autentyczne zabiegi w łaźni hammam (Kempinski Ciragan Palace Istanbul, Turcja) czy ćwiczenia w pobliskim parku z personalnym trenerem (Park Hyatt Chicago, USA).

Six Senses Kaplankaya, Turcja
Six Senses Kaplankaya, Turcja

Podróżni ponadto mogą zamówić przed przybyciem do pokoju swoją ulubioną muzykę oraz wybór referowanych filmów.

Hotelowe projekty kreatorów mody światowej sławy to kolejny trend warty wyróżnienia.

W ciągu ostatniej dekady  obserwowaliśmy też otwarcia hoteli należących do znamienitych domów mody – Armani w Mediolanie i Dubaju, Ferragamo we Florencji – Hotel Lungarno,

Versace w Australii i Dubaju, czy też Bulgari. Bulgari może poszczycić się aż 6 lokalizacjami: Bali, Londyn, Mediolan, Dubaj, Pekin i Shanghaj.

Światowej klasy sieci zabiegają o najbardziej prestiżowe lokalizacje na mapie- Malediwy, Riviera Maya, Miami, Dubaj, Singapur, Bali czy modne wśród azjatyckich miłośników hazardu Macao.

Poza oczywistymi kierunkami, modnymi i popularnymi od wielu lat, znane sieci hotelowe stawiają odważnie kroki w zupełnie nowych miejscach, bardziej unikalnych  i mniej zatłoczonych lokalizacjach jak np.: Rosewood w Luang Prabang, Banyan Tree Tamouda Bay na północnym wybrzeżu Maroka , Four Seasons na równinach Serengeti czy butikowa ultra luksusowa sieć Singita w dżungli Rwandy.

Wszystkie powyższe hotele należą do oferty biura CARTER

Autor tekstu: Diana Carter, CEO/Founder www.carter.eu

Biuro Carter jest bezpośrednim przedstawicielem wiodących luksusowych sieci na Polskę sieci jak m in: Four Seasons, Six Senses, AMAN, Mandarin Oriental, Rosewood, One & Only.

Rynek pogrąża się w chaosie. OPEC zrywa sojusz z Rosją

Niepewność związana z rozprzestrzenianiem się Covid-19 w Europie i USA jest multiplikowana przez krach na rynku ropy spowodowany zerwaniem sojuszu pomiędzy OPEC a Rosją. Kurs ropy runął nawet 30 proc. a rynek pogrąża się w chaosie, który obrazuje m.in. 3 – proc. umocnienie jena, 5 – proc. spadki kontraktu na S&P500 i gigantyczna presja na waluty surowcowe. Rubel traci ponad 8 proc., korona norweska jest na historycznych minimach. EUR/USD dotarł w okolice 1,15.

Rynek ropy w 2020 rok wchodził w stanie zagrożenia nadpodażą pomimo limitu wydobycia ustalonego na 41 mln baryłek na dzień (24,7 to cel produkcji dla OPEC). Kartel i sojusznicy nie byli w stanie skutecznie kontrolować wydobycia i dostosowywać produkcji by walczyć z negatywnym wpływem wojen handlowych. Punkt startowy był już bardzo niekorzystny a rozszerzająca się epidemia koronawirusa przekłada się na spadek popytu na ropę. Na obecnym etapie trudno go rzetelnie oszacować, ale sama kwarantanna w Chinach miała obniżać zapotrzebowanie w skali roku na kilkaset tysięcy baryłek na dzień. W newralgicznej sytuacji państwa OPEC nie mogły znaleźć porozumienia z Rosją dotyczącego skali dalszej redukcji wydobycia. Zresztą napięcia pomiędzy państwami OPEC + narastały od dłuższego czasu. Państwa kartelu z Arabią Saudyjską na czele wypełniały na początku tego roku swoje zobowiązania z nawiązką a Rosja niechętnie patrzyła na cięcie wydobycia.

Covid-19 nie zmienił tego stanu rzeczy. Rosja nie była zainteresowana żadnym ograniczaniem wydobycia i chciała poprzestać na wydłużeniu obowiązywania porozumienia, które wygasa z końcem kwartału. Z kolei Arabia Saudyjska dążyła do obniżenia produkcji o ponad milion baryłek na dzień. OPEC ustalił, że rekomenduje cięcie wydobycia o 1,5 mln baryłek na dzień. Obie strony dzieliło tak wiele, że rozmowy zostały całkowicie zerwane: porozumienie z końcem miesiąca przestanie obowiązywać.

Zaczyna się etap wojny cenowej. Arabia Saudyjska obniżyła ceny dla azjatyckich odbiorców o 6 dolarów za baryłkę. Pojawiają się głosy, że europejscy odbiorcy mogą liczyć na jeszcze większe dyskonto względem benchmarków. Na celowniku znajduje się też oczywiście amerykański sektor wydobywczy. Produkcja ropy w USA rosła w ostatnich latach w dwucyfrowym tempie i przekracza już 13 milionów baryłek na dzień. Dla porównania: wydobycie Rosji to nieco ponad 10 milionów baryłek a Arabii Saudyjskiej na koniec stycznia wyniosło 9,7 mln baryłek na dzień. Arabia Saudyjska dysponująca nowoczesną infrastrukturą i charakteryzowana przez niskie koszty wydobycia ewidentnie chce odzyskać wiodącą rolę na rynku surowca. Poprzednie próby uderzenia w wydobycie ropy z łupków zakończyły się fiaskiem, amerykańska produkcja szybko odbiła a kryzys miał na sektor wpływ wręcz uzdrawiający. Tym razem, w obliczu gigantycznej niepewności związanej z perspektywami globalnej gospodarki może być jednak inaczej.

Na rynkach nasila się ucieczka od ryzykownych aktywów w stronę złota i obligacji w obliczu rozprzestrzeniającego się po świecie wirusa. Krach na rynku ropy i początek wojny cenowej potęguje niepewność i zmienność. Póki nie zobaczymy skoordynowanych działa na polu fiskalnym i monetarnym trudno będzie o odbicie. W tym tygodniu decyzja o luzowaniu polityki EBC wydaje się przesądzona. Rynek będzie też uważnie śledził indeksy nastrojów konsumentów i biznesu.

W USA odczyty inflacji CPI (śr) i PPI (czw) będą przyćmione przez indeksy nastrojów: małego biznesu (wt) i Uniwersytetu Michigan (pt). Szczególnie istotny będzie wpływ niestabilności rynku kapitałowego na zaufanie konsumentów i popyt na kredyt. Przy podtrzymaniu rynkowej paniki na Wall Street niewykluczone, że Fed nie będzie czekał z kolejnym cięciem stóp procentowych do posiedzenia FOMC 18 marca. USD pozostaje pod presją oczekiwań na głębokiego luzowanie polityki monetarnej, ale dalej uważamy, że w dłuższym horyzoncie popyt na bezpieczne aktywa będzie przeważał, a kondycja gospodarki USA wciąż pozostanie relatywnie lepsza na tle reszty świata.

W strefie euro indeks nastrojów Sentix (pon) będzie pierwszym wskaźnikiem ukazującym bieżące nastroje panujące wśród inwestorów. Należy spodziewać się ostrego spadku pod wpływem wirusa, otwartym pytaniem jest: jak dużego? W drugiej części tygodnia uwaga będzie na EBC (czw), gdzie nie można wykluczyć luzowania polityki monetarnej, choć z uwagi na ograniczone pole manewru banku zamiast obniżki stóp procentowych możemy otrzymać rozszerzenie niestandardowych działań wsparcia płynności (pożyczki dla banków i/lub przedsiębiorstw). Takie narzędzia mogą przynieść większy bezpośredni wpływ na strefę realną, choć dla EUR może to mieć negatywny skutek.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Szklany sufit i luka płacowa, czyli przeszkody na ścieżce zawodowej kobiet

Różnica między uczestnictwem kobiet i mężczyzn w życiu zawodowym jest nadal widoczna. Mimo iż Polska w rankingu analizującym sytuację kobiet na rynku pracy „Women in Work Index” z 2019 r. zajęła 8. miejsce, nadal w naszym kraju poza rynkiem pracy pozostaje 34 proc. kobiet w wieku 2064 lat. W krajach UE jest to wynik niższy o 5 punktów procentowych. 

Dane wynikające z raportu „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” pokazują, że 4 mln Polek jest nieaktywnych zawodowo i nie szuka pracy. A gdyby te kobiety weszły na rynek pracy? Jak przełożyłoby się to na sytuację gospodarczą naszego kraju? Niestety kobiety, które chciałyby wejść lub wrócić na rynek pracy, często na swojej ścieżce napotykają przeszkody, które zniechęcą je lub uniemożliwiają aktywność zawodową.

Kobiety na kierowniczych stanowiskach

W Polsce kobiety wśród członków zarządów w największych spółkach publicznych stanowią 21 proc. – wynika z badania z marca ubiegłego roku „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań”. Jest to ciągle wynik poniżej unijnej średniej (26,7 proc.).  Jeśli chodzi o udział kobiet wśród kadry kierowniczej wyższego szczebla, to w Polsce wynosi on 13 proc. i jest jednym z najniższych w porównaniu z innymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej (UE-28). Z kolei Polska jest krajem, gdzie odnotowano jeden z największych udziałów kobiet na stanowiskach menedżerskich (46,8 proc.).

Firmy często wspierają swoich pracowników na ścieżce zawodowej wewnętrznymi szkoleniami i dofinansowaniem zewnętrznych kursów. Planując awanse, powinni rzetelnie oceniać kompetencje i umiejętności podwładnych, bo nierzadko to kobiety okazują się osobami o lepszych predyspozycjach do zajmowania kierowniczych stanowisk.

Przeszkody wynikające z płci

Kobiety nadal muszą walczyć ze stereotypami i brakiem zaufania do swoich kompetencji. Ponad połowa uczestniczek badania „Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność” przeprowadzonego przez Hays w 2019 r. (8320 przebadanych osób, z czego 78 proc. stanowiły kobiety, a 22 proc. mężczyźni) na pytanie dotyczące tego, czy napotkały w swojej karierze jakiekolwiek przeszkody wynikające z płci, odpowiadała twierdząco. Z kolei tylko 22 proc. mężczyzn było tego samego zdania, co było i tak ponad dwukrotnie wyższym wynikiem w porównaniu z 2018 r. Wówczas tylko 10 proc. panów uznało, że napotkało na takie przeszkody w swojej karierze.

Najczęściej wymienianymi wśród kobiet przeszkodami wynikającymi z płci było faworyzowanie mężczyzn (54 proc.). Ponad połowa uczestniczek badania zwróciła również uwagę na dyskryminację kobiet (52 proc.) oraz zakładanie ich mniejszej dyspozycyjności (51 proc.). Blisko połowa (47 proc.) stwierdziła, że barierą jest także kierowanie się stereotypami. Kobiety zwracały uwagę na brak zaufania do kwalifikacji czy brak wsparcia przy budowaniu autorytetu w pracy. Około 1/3 badanych jako przeszkodę w rozwijaniu kariery wskazywała obawy firmy przed zatrudnianiem kobiet. Dla wielu zatrudnionych pań zauważalnym problemami są również trudności w przebiciu się w branży (31 proc.) oraz tzw. szklany sufit (30 proc.).

Utrudnienia dla pracujących mam

Rynek pracy w Polsce nie sprzyja również kobietom, gdy mają małe dzieci. Mimo licznych postulatów i rekomendacji dotyczących wprowadzania rozwiązań wpływających na uelastycznienie rynku pracy, tylko 12 proc. kobiet może decydować o czasie rozpoczęcia i zakończenia pracy. Dla porównania w UE-28 wskaźnik ten jest ponad trzykrotnie wyższy.

Tymczasem zmiany dotyczące elastycznego czasu pracy to duży benefit, jaki pracodawca może zaoferować pracującym rodzicom. Wielu ułatwia on łączenie aktywności zawodowej z obowiązkami opiekuńczymi. Warto o tym informować swoich potencjalnych pracowników już na etapie rekrutacji – podkreśla Paulina Rezmer, Senior PR Specialist w OLX.

W większych miastach placówki opiekuńcze zwykle są otwarte do godz. 16.30–17.00, co dla wielu mam jest wyzwaniem, gdy trzeba przedostać się przez zakorkowane miasto. Z kolei w mniejszych miastach przedszkola są z reguły szybciej zamykane, w godz. 15.30–16.00. Elastyczny czas pracy czy możliwość pracy zdalnej stanowią dla kobiet duże wsparcie.

Najwięcej trudności w łączeniu życia zawodowego z opieką nad dziećmi sprawia Polkom długi czas pracy. Nadal niewiele kobiet – 8 proc. w wieku 25–49 lat – pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Umożliwienie zatrudnienia na niepełny etat dałoby szansę kobietom wychowującym małe dzieci na podjęcie lub kontynuację aktywności zawodowej. Tylko 6 proc. kobiet zmniejszyło wymiar etatu z uwagi na obowiązki rodzinne – w UE-28 w 2018 r. ten współczynnik był trzykrotnie wyższy. Przyczyną takiego zróżnicowania może być niewystarczający dochód przy ograniczeniu wymiaru czasu pracy jednego z członków rodziny.

Różnice w średnim wynagrodzeniu

Dane z GUS z 2018 r. pokazują, że różnice w wynagrodzeniu ze względu na płeć w Polsce nadal są znaczące. Wskaźnik między przeciętną godzinową stawką wynagrodzenia brutto mężczyzn i kobiet wynosi 18,5%. Średnio o tyle mniej zarabiają kobiety w naszym kraju.

Według EIGE (Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn) poprawa równouprawnienia płci w Unii Europejskiej wygenerowałaby w ciągu 30 lat nawet do 10,5 mln dodatkowych miejsc pracy, wskaźnik zatrudnienia sięgnąłby 80 proc., a szacowane PKB UE na mieszkańca do 2050 r. wzrosłoby o 10 proc. Pomogłoby to zniwelować kryzys emerytalny. Równość płac i ograniczenie dyskryminacji kobiet na rynku pracy jest więc ważnym czynnikiem wpływającym na sytuację gospodarczą naszego kraju.

System naliczania płac w firmach przede wszystkim powinien być sprawiedliwy i zrozumiały dla wszystkich pracowników.

W Grupie OLX wynagrodzenie dla kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach jest równe. Pracodawca nie różnicuje wynagrodzeń pod względem płci, a jedynie doświadczenia, indywidualnych osiągnięć, realizacji powierzonych i jasno określonych zadań. Proces ewaluacji jest jawny, przejrzysty, a jego zasady znane są pracownikowi – wyjaśnia Paulina Rezmer, Senior PR Specialist OLX.

Dane potwierdzają, że kobiety przyspieszają wzrost gospodarczy w Polsce. Nie tylko jako te, które w większości gospodarstw decydują o zakupach, ale też te, które wytwarzają konkretną wartość. O ile w 2014 r. kobiety wytwarzały 44 proc. PKB, to rok później było to już 45,5 proc. (wartość szacunkowa, wyliczona na podstawie badań GUS z października 2016 r., średniego wzrostu płac w gospodarce i malejącej proporcji między płacą mężczyzn i kobiet).

Na poprawę sytuacji w naszym kraju może w znacznym stopniu wpłynąć postawa pracodawców, którzy potrafią dostrzec w kobietach ich potencjał, wesprzeć je w rozwoju i dopasować się do potrzeb pracujących mam. Oczywiście każda organizacja powinna wypracować sobie swój własny zestaw korzystnych dla obu stron rozwiązań. Z pewnością wsparcie okazane kobietom przełoży się korzystnie na funkcjonowanie firmy i postrzeganie jej jako miejsca sprzyjającego pracownikom.

Polska na pierwszym miejscu państw UE, w których imigranci są najmniej narażeni na ubóstwo

Z danych Eurostatu wynika, że to właśnie w Polsce wskaźnik zagrożenia ubóstwem i marginalizacją społeczną cudzoziemców spoza Unii Europejskiej jest najniższy – wynosi 18%, podczas gdy w Unii Europejskiej średnia to aż 45%. Eksperci Personnel Service wskazują, że ubóstwo imigrantów to duży problem w Europie, z którym Polska radzi sobie całkiem nieźle. Niski wskaźnik marginalizacji daje wyraźny sygnał imigrantom zarobkowym, że mogą w Polsce liczyć na równe traktowanie na rynku pracy. To przewaga, którą nasz kraj powinien wykorzystać jako element budowania wizerunku wśród Ukraińców, zwłaszcza tych, którzy mogą rozważać wyjazd do Niemiec.

Ubóstwo i wykluczenie społeczne wynikają z nierówności m.in. w wysokości dochodów, dostępu do pracy czy świadczeń społecznych, co negatywnie wpływa na jakość życia i ogranicza aktywność społeczną. Najnowsze dane Eurostatu, podsumowujące 2018 rok dotyczyły ryzyka ubóstwa i wykluczenia społecznego wśród społeczności w wieku 20-64 lat w Unii Europejskiej z podziałem na trzy kategorie: obywateli danego kraju, osoby innej narodowości z UE mieszkające w danym kraju i osoby spoza UE.

Polska wyjątkiem na mapie UE

Okazuje się, że z danych Eurostatu wynika wprost, że to właśnie w Polsce odnotowano najniższy wskaźnik zagrożenia ubóstwem wśród cudzoziemców spoza UE – 18%. To mniej niż m.in. w Czechach (19,4%), Niemczech (25,2%) czy Francji (51%). Najwyższe wskaźniki zanotowały takie kraje jak Grecja (58%), Szwecja i Hiszpania (oba 56%). Polska jest także jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym ubóstwo i wykluczenie społeczne bardziej zagraża rodzimym mieszkańcom niż cudzoziemcom, choć – należy dodać – różnica jest nieznaczna (19,5% vs. 18%).

Wyższe ryzyko ubóstwa w bardziej rozwiniętych od Polski krajach jest podyktowane częściowo tym, że tam w danych uwzględniani są m.in. uchodźcy. U nas analiza dotyczy głównie imigrantów zarobkowych, którzy jak widać są równo traktowani na rynku pracy. To może stanowić impuls dla kolejnych pracowników spoza Unii Europejskiej, żeby wybierać nasz kraj jako docelowy. Co prawda, nie możemy konkurować pensjami z takimi krajami, jak Niemcy i Czechy, ale dla wielu osób np. z Ukrainy ważne jest również to, czy zarobione pieniądze pozwolą na godne życie – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Europa bez zaskoczeń

Zbiorcze wyniki dla państw Unii Europejskiej nie są zaskoczeniem – zdecydowanie największe ryzyko wykluczenia i ubóstwa odnotowali obywatele spoza UE (45%) w porównaniu z napływowymi obywatelami z krajów UE (29%) oraz obywatelami rodzimymi (21%). Warto jednak odnotować, że w 2018 roku, w porównaniu do lat ubiegłych (2013-2017) widoczny był ogólny spadek ryzyka wykluczenia i ubóstwa w przypadku obywateli spoza UE.

Niewykorzystana przewaga wizerunkowa

Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2019” wynika, że aż 3 na 4 przebadanych Ukraińców twierdzi, że Polska powinna poprawić swój wizerunek jako atrakcyjnego kierunku emigracji zarobkowej. Niestety brakuje odpowiedniej, długofalowej strategii wizerunkowej Polski na Ukrainie.

Ukraińcy chcą pracować w Polsce, bo mogą u nas lepiej zarobić i łatwo się porozumieć. To kluczowe atuty, istotne dla większości imigrantów zarobkowych, ale jako kraj mamy tych atutów dużo więcej. Dane Eurostatu to potwierdzają. Fakt, że imigrant nie musi obawiać się marginalizacji na rynku pracy jest kluczowy i powinniśmy go wykorzystać. Zwłaszcza, dobrze prowadzona komunikacja wizerunkowa mogłaby przyciągnąć do nas wartościowych pracowników – podsumowuje Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Trojan Emotet atakuje polskie firmy. Uważaj na fałszywe e-maile

Według IBM X-Force, malware o nazwie Emotet panoszy się ostatnio w Niemczech i Japonii coraz agresywniej atakując firmy. Co dziesiąta spółka w Polsce zaatakowana.

Emotet to trojan bankowy, który rozprzestrzenia się poprzez załączniki do wiadomości email zawierające linki do szkodliwych stron. Pełni on rolę mechanizmu pobierającego inne złośliwe oprogramowanie – trojana TrickBot i ransowmware Ryuk. Dzięki swojej polimorficznej naturze, potrafi on ominąć tradycyjne metody wykrywania zagrożeń oparte na sygnaturach, co powoduje że jest trudny do zwalczenia. Kiedy dostanie się do systemu, zakaża działające procesy i łączy się ze zdalnym serwerem C&C, skąd odbiera polecenia, np. pobierania lub wysyłania skradzionych danych (us-cert.gov).

Zazwyczaj Emotet wykorzystuje fałszywe firmowe wiadomości e-mail wzywające do zapłaty faktur, często podszywając się pod znane marki zaufanych instytucji. Ta strategia pozwoliła mu dotrzeć do ofiar w USA (52% ataków), Japonii (22%) i krajach Unii Europejskiej (japan.zdnet.com). Incydent odnotowany w grudniu 2019 spowodował, że miasto Frankfurt, gdzie znajduje się siedziba Europejskiego Banku Centralnego, musiało wyłączyć swoją sieć (zdnet.com). Według najnowszego raportu Check Point Research, co dziesiąta polska spółka w ostatnim półroczu padła ofiarą Emoteta (cyberdefence24.pl za Check Point).

Infekcje Emotet według kraju

Trojan Emotet
(Źródło: japan.ZDNet.com za IBM X-Force Exchange)

 

W Japonii malware działa z dużo większą agresją w porównaniu do poprzednich lat. Zwiększona aktywność została odnotowana pod koniec 2019 roku, a ostatnio, w związku z wybuchem epidemii koronawirusa w Chinach, Emotet zmienił swoją taktykę i teraz rozprzestrzenia się w Japonii w formie fałszywych ostrzeżeń zdrowotnych z niepokojącymi doniesieniami o przypadkach koronawirusa w prefekturach Gifu, Osaki i Tottori (IBM X-Force Exchange).

Emotet zmienił swoją taktykę i teraz rozprzestrzenia się w Japonii w formie fałszywych ostrzeżeń zdrowotnych
(Źródło: IBM X-Force Exchange)

Ten przykład dobrze pokazuje dlaczego ten rodzaj malware jest tak niebezpieczny – nie tylko jest odporny na wykrycie metodami opartymi na sygnaturach, ale również manipuluje ludzkimi emocjami aby się rozpowszechniać.

Ochrona przed Emotet wymaga zatem bardziej złożonych środków. Oprócz profilaktyki, skutecznym sposobem radzenia sobie z nim jest wykrywanie wskaźników włamania (IoC) oparte na analizie behawioralnej. Może stosować ono wzorce zachowań, w tym taki, który opisuje symptomy obecności Emotet w sieci.

Taki wzorzec o nazwie InformationStealers jest standardowym elementem wykorzystywanym do wykrywania zagrożeń przez Flowmon ADS   – mówi Artur Kane, Dyrektor Marketingu Produktowego we Flowmon Networks. BPatterns można określić jako opis, w jaki sposób różne zagrożenia dają znać o swojej obecności w sieci. Pozwalają one systemowi odróżnić zagrożenia od innych działań, kiedy monitoruje i ocenia ruch. W przeciwieństwie do tradycyjnie wykorzystywanych sygnatur, BPatterns nie szukają konkretnego fragmentu kodu, dlatego mają zdolność do identyfikacji zagrożeń nawet jeśli one zmieniają się i rozwijają w swoim cyklu życiowym.

Zgodnie z analizą opublikowaną przez Fortinet, Emotet wykorzystuje 5 adresów URL do pobierania danych i 61 zakodowanych na stałe serwerów C&C (fortinet.com/blog). Informacja ta jest zawarta w BPattern i może być użyta przez system do rozpoznania infekcji i powstrzymania jej przed rozprzestrzenianiem się. Jako dodatkowa warstwa ochrony jest również stworzony BPattern dla TrickBota (TOR_Malware). Obydwa wzorce są okresowo aktualizowane w zależności od rozwoju trojanów i są dostarczane do użytkowników wraz z regularnymi aktualizacjami systemu. Najnowsza aktualizacja powstała dzięki japońskiemu partnerowi Flowmon Networks – Orizon Systems – który powiadomił dostawcę systemu o zwiększonej aktywności Emotet – dodaje Kane.

Oczywiście żadne środki bezpieczeństwa nie są niezawodne i zaleca się utrzymywać kilka warstw ochrony oraz dbać o ich aktualność – w tym antywirus, wykrywanie wskaźników IoC na firewallach, systemy wykrywania włamań (IDS) oraz analizę behawioralną w sieci. Ponieważ Emotet rozprzestrzenia sią przez sfałszowane wiadomości email, użytkownicy powinni zachować ostrożność otwierając załączniki, zwłaszcza te, które zawierają faktury lub inne dokumenty od podmiotów zewnętrznych i zgłaszać każdy podejrzany przypadek do działu bezpieczeństwa.

Krach na rynku ropy. Rozpoczyna się wojna cenowa

Porozumienie między kartelem OPEC a jego sojusznikami z Rosją na czele odchodzi do przeszłości. Rozpoczyna się wojna cenowa. Efekt to potężne załamanie na rynku ropy, sięgające nawet 30 proc. Kurs WTI jest poniżej 30 USD za baryłkę, a minima leżą przy 28 USD za baryłkę.

Rynek ropy w 2020 rok wchodził w stanie zagrożenia nadpodażą pomimo limitu wydobycia ustalonego na 41 mln baryłek na dzień (24,7 to cel produkcji dla OPEC). Kartel i sojusznicy nie byli w stanie skutecznie kontrolować wydobycia i dostosowywać produkcji by walczyć z negatywnym wpływem wojen handlowych. Punkt startowy był już bardzo niekorzystny, a rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa przekłada się na spadek popytu na ropę. Na obecnym etapie trudno go rzetelnie oszacować, ale sama kwarantanna w Chinach miała obniżać zapotrzebowanie w skali roku na kilkaset tysięcy baryłek na dzień. W newralgicznej sytuacji państwa OPEC nie mogły znaleźć porozumienia z Rosją dotyczącego skali dalszej redukcji wydobycia. Zresztą napięcia pomiędzy państwami OPEC+ narastały od dłuższego czasu. Państwa kartelu – z Arabią Saudyjską na czele – wypełniały na początku tego roku swoje zobowiązania z nawiązką, a Rosja niechętnie patrzyła na cięcie wydobycia.

Covid-19 nie zmienił tego stanu rzeczy. Rosja nie była zainteresowana żadnym ograniczaniem wydobycia i chciała poprzestać na wydłużeniu obowiązywania porozumienia, które wygasa z końcem kwartału. Z kolei Arabia Saudyjska dążyła do obniżenia produkcji o ponad milion baryłek na dzień. OPEC ustalił, że rekomenduje cięcie wydobycia o 1,5 mln baryłek na dzień. Obie strony dzieliło tak wiele, że rozmowy zostały całkowicie zerwane: porozumienie z końcem miesiąca przestanie obowiązywać.

Zaczyna się etap wojny cenowej. Arabia Saudyjska obniżyła ceny dla azjatyckich odbiorców o 6 dolarów za baryłkę. Pojawiają się głosy, że europejscy odbiorcy mogą liczyć na jeszcze większe dyskonto względem benchmarków. Na celowniku znajduje się też oczywiście amerykański sektor wydobywczy. Produkcja ropy w USA rosła w ostatnich latach w dwucyfrowym tempie i przekracza już 13 milionów baryłek na dzień. Dla porównania: wydobycie Rosji to nieco ponad 10 milionów baryłek, a Arabii Saudyjskiej na koniec stycznia wyniosło 9,7 mln baryłek na dzień. Arabia Saudyjska dysponująca nowoczesną infrastrukturą i charakteryzowana przez niskie koszty wydobycia ewidentnie chce odzyskać wiodącą rolę na rynku surowca. Poprzednie próby uderzenia w wydobycie ropy z łupków zakończyły się fiaskiem, amerykańska produkcja szybko odbiła, a kryzys miał na sektor wpływ wręcz uzdrawiający. Tym razem, w obliczu gigantycznej niepewności związanej z perspektywami globalnej gospodarki może być jednak inaczej.

DM TMS Brokers

Przyszłość motoryzacji to napęd elektryczny. Wodór czy akumulator?

Topowi producenci samochodów zgadzają się co do tego, że w przyszłości transport korzystał będzie z napędów elektrycznych. Nie wiadomo jeszcze jednak, jaka technologia elektryczna upowszechni się najbardziej. Obecnie producenci oferują trzy typy napędów samochodowych: spalinowy – czyli klasyczne benzyniaki i diesle, gazowy – z mniejszą emisyjnością spalin oraz elektryczny. Ten ostatni jako jedyny zapewnia miejscową zerową emisyjność. Jednak to, czy ślad węglowy elektrycznych samochodów rzeczywiście będzie zerowy, zależy od źródła prądu. Samochody elektryczne jeżdżące po Polskich drogach czerpią prąd z sieci zewnętrznej – czyli są ładowane z gniazdka. Takie rozwiązanie nie zapewnia im więc zerowej emisyjności, gdyż prąd w polskim miksie energetycznym pochodzi w większości ze spalania węgla. Producenci samochodów proponują więc inne rozwiązania, które pozwolą elektrycznym samochodom na samowystarczalność i zapewnią całkowitą bezemisyjność silników.

– Jedną z przyszłych technologii, która może się upowszechnić, jest wodór. Samochody wodorowe tankowane są wzbogaconym wodorem, który przez wywoływanie odpowiednich reakcji chemicznych tworzy prąd już na pokładzie samochodu. Napęd samochodu jest więc elektryczny, ale nie potrzebuje zasilania prądem z zewnętrznej sieci – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Rzepecki, menedżer do spraw pojazdów elektrycznych w Mercedes-Benz Polska. – Wierzymy w to, że przyszłością transportu drogowego są samochody z silnikiem elektrycznym. To jedyne pojazdy, które rzeczywiście są lokalnie bezemisyjne. Tylko od źródła powstawania tego prądu zależy więc, czy będą one w pełni bezemisyjne. Technologia wodorowa to jeden ze sposobów, by ten cel osiągnąć. Firma Daimler i Mercedes-Benz już dzisiaj oferuje, na razie w limitowanej serii, takie pojazdy jak GLC F-Cell. To właśnie model napędzany silnikiem wodorowym. Do 2039 roku mamy zamiar produkować wyłącznie bezemisyjną flotę. Natomiast wcale nie jest powiedziane, że muszą to być wyłącznie samochody elektryczne produkowane w tradycyjnej formule. Mogą to być samochody wodorowe lub kolejne, technologicznie lepsze rozwiązania – zapowiada Rzepecki.

Odszkodowania w UK – jak się o nie starać?

Przebywając w kraju, jak i za granicą warto znać swoje prawa i ubiegać się o nie w przypadku doznania uszczerbku na zdrowiu. Odszkodowanie w UK należy nam się tak samo jak w Polsce niezależnie od tego, czy jesteśmy tam w pracy, czy na wakacjach. Czy jednak wiemy, kiedy możemy się o nie starać i kto nam pomoże z zagranicznymi przepisami prawa ubezpieczeniowego?

  1. Dlaczego warto się starać o odszkodowania w UK?
  2. Kto może się ubiegać się o odszkodowanie?

Dlaczego warto się starać o odszkodowania w UK?

Bardzo często zdarza się, że przebywając za granicą, możemy czuć się zagubieni. Inna kultura, odmienne przepisy w prawie, a także obcy język sprawiają, że starania się o odszkodowania w UK mogą być utrudnione. Pamiętajmy jednakże, że prawo stoi po naszej stronie. Dlatego, jeśli uważamy, że przysługuje nam odszkodowanie, powinniśmy o nie wystąpić.

Wypadki niestety zdarzają się na co dzień i niezależnie od szerokości geograficznej. Kontuzje, wypadki samochodowe, śliskie chodniki, brak przestrzegania przez innych zasad BHP – nie jesteśmy w stanie uchronić się przed wszystkim. Pamiętajmy także, że fizyczny uraz wpływa nie tylko na naszą kondycję, ale również na psychikę, jak i na ograniczenia w funkcjonowaniu na co dzień. Dlatego warto w takich przypadkach walczyć o odszkodowania w UK.

Kto może się ubiegać o odszkodowanie?

Oczywiście odszkodowanie w UK nie będzie nam się należało w każdym przypadku. Warto mieć zatem świadomość podstawowych przepisów prawnych oraz tego, jak funkcjonuje tamtejszy system odszkodowań. Jeśli nie chcemy występować o swoje prawa samodzielnie, zawsze możemy skorzystać z pomocy dedykowanych firm. Najlepiej zaś, żeby były one polskimi pośrednikami, działającymi na miejscu i oferującymi takie usługi jak odszkodowania Anglia.

Kiedy zatem możemy się starać o rekompensatę za poniesiony uszczerbek na zdrowiu? Przede wszystkim najważniejsze jest to, abyśmy nie byli stroną sprawczą. Jeśli jesteśmy ofiarami i nie mieliśmy wpływu na przebieg zdarzenia, czyli mieliśmy np.: założony kask na budowie, to możemy występować o odszkodowania powypadkowe UK.

Ważne jest także to, kiedy zdarzenie miało miejsce. Całe szczęście brytyjskie przepisy prawa dają nam sporo czasu na przygotowanie się i zebranie wszystkich dowodów. Mamy zatem aż 3 lata do przedawnienia się sprawy. Pamiętajmy przy tym, że jeżeli proces sądowy jest już w trakcie, przedawnienie nie ma zastosowania. Jeszcze inaczej wygląda to w przypadku dzieci. Jeśli dziecko uległo wypadkowi, kiedy było niepełnoletnie, to przedawnienie ma miejsce dopiero 3 lata po osiągnięciu dorosłości. Dlatego wbrew pozorom ubieganie się o odszkodowanie w UK nie jest wcale takie trudne i warto z niego skorzystać, kiedy zdarzy się wypadek.

Powstał dekalog dobrych praktyk dla turystów. Najczęstsze grzechy Polaków to nieważne dokumenty i brak orientacji w zagrożeniach

Analiza umowy z touroperatorem, ważność dokumentów umożliwiających podróż oraz bezpieczeństwo zdrowotne podczas wakacji to najważniejsze kwestie, na które należy zwrócić uwagę podczas wizyty w biurze podróży i planowania urlopu. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych (OSAT) przestrzega turystów przed zbyt pobieżnym przygotowaniem się do wyjazdów zagranicznych. – Zarówno w przypadku pandemii koronawirusa, jak i innych zagrożeń związanych z podróżowaniem należy zapoznać się z potencjalnymi niebezpieczeństwami i korzystać z wiarygodnych źródeł informacji – podkreśla Marcin Wujec, prezes zarządu OSAT.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych przygotowało nowy dokument zawierający listę dobrych praktyk dla turystów – „OSAT radzi i przypomina”. Poprzednia wersja została zaktualizowana z uwagi na zmiany na rynku turystycznym – coraz większą popularność wyjazdów zagranicznych i wzrost zainteresowania egzotycznymi krajami. Dokument podpisał wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. promocji polskiej marki. Poradnik omawia 10 obszarów, na które należy zwrócić uwagę podczas planowania wakacji i zakupu usługi turystycznej w biurze podróży.

– Jednym z najważniejszych elementów są kwestie formalne związane z wyborem touroperatora i podpisaniem umowy. Bezwzględnie należy przeczytać warunki uczestnictwa w imprezie oraz wszelkie informacje od organizatora – wymienia Marcin Wujec. – Kolejna kwestia związana z formalnościami to sprawdzenie ważności swoich dokumentów – dowodu osobistego i paszportu. Coraz częściej zdarza się, że turyści tego nie kontrolują.

Poza formalnościami należy zadbać o bezpieczeństwo zdrowotne, a szczególnie kwestię ubezpieczeń. Warto sprawdzić, jaki jest zakres ubezpieczenia zawartego w umowie, i zastanowić się, czy jest konieczne rozszerzenie zakresu ochrony. Podróż, szczególnie poza granice Unii Europejskiej, może powodować wzrost kosztów, np. związanych z transportem medycznym.

– Zwracamy również uwagę na odpowiednie przygotowanie zdrowotne do podróży. Nie każdy ma kondycję, która pozwoli wejść na Kilimandżaro. Do ekstremalnych wycieczek należy się przygotować – podkreśla prezes zarządu OSAT. – Warto również zapytać swojego lekarza o zalecenia dotyczące szczepień ochronnych. Aktualne komunikaty dotyczące szczepień znajdują się na stronie internetowej Głównego Inspektora Sanitarnego, którą podajemy w poradniku. Udostępniamy również link do strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie znajdują się najbardziej aktualne i wiarygodne informacje na temat bezpieczeństwa podróżowania do poszczególnych krajów.

Jak zauważa Marcin Wujec, wiele osób o tym nie pamięta. Czujność turystów dotyczącą zagrożeń wzmogła pandemia koronawirusa. Jednak przestrzega, aby korzystać wyłącznie z wiarygodnych źródeł informacji, a nie z informacji w internecie, które mogą opierać się na nierzetelnych źródłach.

– Warto śledzić komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które są aktualizowane na bieżąco. Zachęcam, żeby traktować je jako główne źródło wiedzy na temat bezpieczeństwa podróży do jakiegoś kraju – dodaje.

Ustawa o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych, która obowiązuje od 1 lipca 2018 roku, nałożyła na firmy nowe obowiązki informacyjne. OSAT jest pośrednikiem pomiędzy touroperatorami a klientami i bazuje na własnej wiedzy, ale także na sprawdzonych informacjach. W zakresie obowiązków informacyjnych mieszczą się przede wszystkim kwestie związane z podpisaniem umowy i opisem oferty zwiedzania na każdy dzień.

– Jeżeli następują jakiekolwiek zmiany w programie, jesteśmy zobowiązani po otrzymaniu komunikatu od touroperatora informować o tym klientów. Podobnie w przypadku stacjonarnych imprez pobytowych jest dużo elementów, które mogą wpływać na zadowolenie klienta. Dotyczy to nawet remontu w sąsiedztwie hotelu, który może wpływać na komfort wypoczynku gości. Zgodnie z prawem tego typu kwestie także stanowią obowiązek informacyjny – wyjaśnia prezes zarządu OSAT.

Rynek e-handlu nie spodziewa się trzęsienia ziemi po wejściu Amazona do Polski. Jego sukces będzie zależeć od stawek i szybkości dostaw

Pięć lat temu Amazon zapowiadał testy dronów do dostarczania przesyłek. W Polsce dronów nie będzie. Wszystko wskazuje na to, że zastąpi je Poczta Polska. Polski rynek e-handlu zapewnia, że konkurencji amerykańskiego giganta się nie boi – przynajmniej na razie.

Amazon jest w Polsce znany nie tylko z teorii. Polacy mogą robić zakupy, korzystając m.in. z niemieckiej, choć polskojęzycznej platformy, na której można płacić nawet Blikiem. Jednak zakupy nie zawsze są łatwe, szybkie i przyjemne, ponieważ bezproblemowe wybranie i opłacenie towaru to nie wszystko. Dobrze by było, aby przesyłka szybko dotarła do adresata, a okazuje się, że z tym może być problem.

Od 2016 roku Polacy mogą robić zakupy na niemieckim Amazonie, ale nie każdy merchant dostarcza z niego przesyłki do Polski – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Damian Gwiazdowski, account manager w Shoper Premium.

Sprzedaż poprzez niemieckiego Amazona przez polskie sklepy też nie jest prosta, ponieważ wymaga dostosowania się do niemieckiego prawa, co wymaga załatwienia wielu formalności i zdecydowanie nie ułatwia handlowcom pracy.

Polscy merchanci, żeby móc sprzedawać na Amazonie, muszą zarejestrować swoją działalność w Niemczech, więc to także jest pewne utrudnienie.  Po wejściu Amazona do Polski wiele przeszkód więc zniknie – zarówno dla polskich kupujących, jak i sprzedających – podkreśla ekspert.

Polski e-handel niespecjalnie się obawia amerykańskiego giganta, ponieważ konkurencja na rynku trwa od lat. Sukces Amazona będzie też w dużym stopniu zależał od Poczty Polskiej, bo jednym z ważniejszych elementów budowania przewagi konkurencyjnej na rynku e-commerce jest czas dostarczenia przesyłki.

Nie będzie wielkiego trzęsienia ziemi, szczególnie na początku. W Polsce przyzwyczajenia klienta w sieci są już ugruntowane. Widać to było kilka lat temu, po wejściu eBaya do Polski, które skończyło się totalnym fiaskiem. Według mnie Amazon będzie tylko dodatkowym kanałem sprzedażowym dla klienta czy merchanta – podkreśla Damian Gwiazdowski. – Nie spodziewam się, że polskie firmy, takie jak Allegro, które także jest bardzo ugruntowanym i chyba najpopularniejszym medium sprzedażowym w Polsce, będą miały większe lub mniejsze problemy. Wejście Amazona będzie tylko ożywczym powiewem – dodaje.

Teoretycznie można natomiast liczyć na konkurencyjne ceny przesyłek wobec tych żądanych przez zagraniczne e-sklepy Amazona, choćby najczęściej wykorzystywany przez Polaków sklep niemiecki, ale pewności nie ma.

Trudno powiedzieć, jakie będą warunki, ponieważ jeszcze nie znamy zakresu współpracy pomiędzy Pocztą Polską a Amazonem. Na Allegro funkcjonuje Smart, czyli odpowiednik Prime’a w amerykańskim sklepie. Nie wiemy, czy Amazon wejdzie do Polski właśnie z Prime’em i będzie stuprocentowo dostępny dla polskiego kupującego, bo może się okazać, że nie. A sam Prime jest główną siłą na wielu rynkach, co sprawia, że kupujemy na Amazonie – tłumaczy Damian Gwiazdowski.

Zdaniem przedstawiciela Shopera, firmy dostarczającej gotowe rozwiązywania dla sklepów internetowych, jeżeli warunki oferowane przez Amazona będą podobne do tych w Niemczech, to Allegro nadal będzie o wiele bardziej konkurencyjną platformą.

Zwłaszcza że 10 marca portal ten wprowadził nowy regulamin i obniżył opłaty od sprzedaży przez ogłoszenia z „kup teraz” lub licytację na Allegro Lokalnie. To reakcja na badania Gemiusa, z których wynika, że w grudniu 2019 roku aplikacja chińskiego AliExpresu, należącego do grupy Alibaba, przegoniła aplikację Allegro pod względem popularności.

– Amazon musiałby od razu zaproponować stawki dostosowane do polskich warunków, a czy tak zrobi, nie wiemy. Nie wiemy też, jaką będzie miał propozycję dla polskich sprzedawców i kupujących. Nie wiadomo też, ile firm skusi się, żeby wejść do Amazona, bo tak naprawdę jest on głównie marketplace’em. To nadal jest największy sklep internetowy na świecie, ale jego siła tkwi w bardzo dużej liczbie sprzedawców, którzy oferują swoje towary i którzy poprzez jego infrastrukturę wysyłają je do klientów – podsumowuje Damian Gwiazdowski.

Ciech stawia w tym roku na digitalizację, zielone projekty i ograniczanie kosztów. Koncern chemiczny dokłada do krajowej gospodarki prawie 2 mld zł

0

Wysokie ceny energii i koszty pozyskiwania surowców, digitalizacja i obszar innowacji oraz ograniczanie emisji CO2 – to największe wyzwania na ten i przyszły rok dla Grupy Ciech. Sztandarowy projekt chemicznego giganta na ten rok to zakończenie budowy nowej warzelni soli w zakładzie w Niemczech, firma stawia też na poprawę procesów produkcyjnych i umacnianie swojej rynkowej pozycji. To istotne o tyle, że – jak wynika z raportu firmy doradczej EY – jej wpływ na krajową gospodarkę jest liczony w miliardach złotych i tysiącach miejsc pracy.

– Poza tym, że jesteśmy istotnym europejskim graczem, Grupa Ciech jest również fundamentalnym ogniwem dla polskiej gospodarki. Generuje ok. 1,7 mld zł wartości dodanej, tworzy ponad 11 tys. miejsc pracy – z czego 3 tys. to zatrudnienie bezpośrednie – i zasila sektor finansów publicznych kwotą przekraczającą 420 mln zł rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dawid Jakubowicz, prezes zarządu Ciech SA.

Jak wynika z raportu opracowanego przez firmę doradczą EY, gigant polskiego rynku chemicznego w 2018 roku wygenerował 1,7 mld zł wkładu do krajowego PKB (ok. 739 mln zł bezpośrednio i ok. 1 mld zł w ramach efektów pośrednich i indukowanych) oraz 420 mln zł dochodów dla sektora finansów publicznych – głównie w postaci składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatku PIT, CIT i akcyzy. To też jeden z największych polskich eksporterów oraz inwestorów zagranicznych. Bezpośrednio zatrudnia ponad 3 tys. pracowników, ale działalność grupy wspiera dodatkowo ponad 8 tys. miejsc pracy w innych firmach – przede wszystkim z sektora górniczego, wydobywczego, transportowego czy handlowego.

EY wskazuje, że wśród największych wyzwań, jakie czekają chemicznego giganta po 2020 roku, są rozwijanie innowacji i digitalizacja. Działania B+R pozwolą grupie utrzymać przewagę konkurencyjną, tworzyć nowe produkty i linie biznesowe. Ciech działa już w tym obszarze w formule Open Innovation, współpracując z ośrodkami akademickimi, platformą crowdsourcingową i inwestując w technologiczne start-upy.

– Sztandarowym projektem na dziś jest budowa warzelni soli w zakładzie w Niemczech. Chcemy ten projekt zakończyć w tym roku, żeby produkcja była dostarczana do klientów od stycznia 2021 roku. Na tym się skupiamy, to jest nasz główny cel i driver naszych wskaźników finansowych, które pokazujemy w naszej strategii na lata 2019–2021 – podkreśla członek zarządu spółki, Mirosław Skowron. – Poza tym realizujemy też wiele projektów związanych z digitalizacją. Chcemy poprawiać wskaźniki produkcyjne i żeby nasi pracownicy mogli lepiej wykorzystać swoje kompetencje.

Digitalizacja spółki ma poprawić efektywność procesów biznesowych i produkcyjnych. Innowacyjne rozwiązania z zakresu Przemysłu 4.0 są już wdrażane m.in. w polskich zakładach sodowych grupy. Realizują one obecnie projekt wykorzystujący nowoczesne technologie do rozwoju predictive maintenance, czyli wcześniejszego przewidywania zagrożeń dla płynności produkcji sody. Pracują również nad optymalizacją jej produkcji poprzez wykorzystanie modelu opartego na sieciach neuronowych. Z kolei prowadzone we współpracy z firmami technologicznymi projekty w fabrykach w Inowrocławiu i niemieckim Stassfurcie pozwolą m.in. na digitalizację sterowania produkcją sody.

– Wyzwania są dynamiczne, krótkoterminowo przyglądamy się sytuacji związanej z koronawirusem, głównie od strony łańcucha dostaw i zabezpieczenia nas w surowce. Na razie nie widzimy istotnego wpływu, ale bacznie monitorujemy całą sytuację – mówi prezes spółki Dawid Jakubowicz. – Naszym długoterminowym wyzwaniem jest energetyka, która jest istotnym kosztem wytwarzania naszych głównych produktów. Tutaj będziemy skupiać się na dywersyfikacji źródeł wytwarzania pary w naszych zakładach na Kujawach poprzez budowę kotłów gazowych. Weszliśmy też we współpracę z firmami, które mogą nam zaproponować dywersyfikację technologii dzięki parze ze spalania śmieci. Ta technologia jest sprawdzona, obecna już w naszym zakładzie w Niemczech, i na Kujawach też powinna odnieść sukces.

Ciech ma duży wpływ nie tylko na całą krajową gospodarkę, lecz przede wszystkim na kondycję poszczególnych województw i powiatów, w których działają fabryki i spółki należące do grupy. To prawie 1 mld zł wpływu na PKB oraz ponad 5 tys. miejsc pracy w lokalnych społecznościach.

– Ciech posiada sześć fabryk zlokalizowanych w różnych regionach Polski i trzeba podkreślić, że wartość dodana generowana przez grupę w tych powiatach jest znacząca – mówi Bogdan Dobrzeniecki z Działu Doradztwa Biznesowego w EY.

Wyliczenia EY pokazują też, że Grupa Ciech jest katalizatorem dla innych gałęzi polskiego przemysłu. Górnictwo i wydobycie, transport, handel i produkcja energii – to sektory, które w największym stopniu korzystają na jej działalności.

Jednak fundamentalne znaczenie Ciech ma przede wszystkim dla sektora produkcji szkła, gdyż produkowana przez niego soda kalcynowana jest w tym procesie niezbędnym surowcem. W tej części Europy powstał w ostatnich latach duży klaster produkcji i przetwórstwa szkła, a tylko w Polsce w 2018 roku ta gałąź przemysłu wygenerowała 11,2 mld zł wartości dodanej dla gospodarki i zatrudniała ponad 86 tys. pracowników.

– Jesteśmy największym graczem dostarczającym sodę kalcynowaną dla całego przemysłu szklarskiego, który rozwinął się w Polsce. W tej chwili mamy około 30 krajowych hut, które zatrudniają ok. 30 tys. osób, i jest to znaczący sektor gospodarki – mówi Mirosław Skowron, członek zarządu Ciech SA.

– Polska jest jednym z czterech największych producentów szkła w Europie, eksport tego sektora wynosi ponad 7 mld zł. Jego funkcjonowanie jest w dużej mierze uzależnione od stałych i stabilnych dostaw od lokalnych producentów. Jedną z takich głównych dostaw jest właśnie soda kalcynowana produkowana przez Ciecha. Inne branże, dla których dostarczamy surowce, to m.in. przemysł produkcji środków czyszczących, przemysł meblarski, oponiarski czy branża rolnicza – dodaje Bogdan Dobrzeniecki z EY.

Cyfryzacja szpitala może pochłonąć nawet 10 proc. jego budżetu. To jedyny sposób na sprostanie niedoborom kadrowym

Jednym z priorytetów resortu zdrowia jest cyfryzacja placówek medycznych. Ten proces wymaga jednak od szpitali zaangażowania większych nakładów, personelu, zadbania o obszar cyberbezpieczeństwa i przede wszystkim – wypracowania planu działań, bo cyfryzacja nie może być przeprowadzana ad hoc – podkreśla dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, Jakub Kraszewski. Jak ocenia, od nowych technologii nie ma jednak odwrotu, a cyfryzacja w długiej perspektywie jest jedyną drogą, aby sprostać pogłębiającym się niedoborom lekarzy i pielęgniarek.

– Przy cyfryzacji szpitala na początku mamy więcej pracy, bo musimy uporządkować i zastanowić się nad tym, co zapisujemy i jak zapisujemy. Czasami zanim scyfryzujemy pewien proces, najpierw produkujemy więcej papieru i niestety bardziej angażujemy w to też personel, co może powodować pewne napięcia. Dodatkowo oczywiście musimy także zmierzyć się z aspektami finansowymi, czyli mieć pieniądze na zakup sprawdzonych chociażby w innych branżach rozwiązań IT. To jest kosztowne przedsięwzięcie – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Jak podkreśla, cyfryzacja szpitali wiąże się w pierwszym etapie z większymi nakładami – i finansowymi, i kadrowymi – ale w długiej perspektywie to jedyny sposób na odciążenie lekarzy i personelu medycznego, których polskim szpitalom bardzo brakuje. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów w służbie zdrowia” – 72 proc. polskich szpitali potrzebuje pielęgniarek wszystkich specjalizacji, 68 proc. szuka lekarzy, a 13 proc. – położnych.

– Cyfryzacja zawsze wiąże się z nakładami i niestety często mocno angażuje personel, przynajmniej na starcie, gdy zaczyna się ten projekt.Jednak dzisiaj ta potrzeba jest oczywista, zwłaszcza w kontekście bardzo dużych niedoborów kadr medycznych. Musimy robić wszystko, żeby ten proces leczenia i opieki nad pacjentem był jak najbardziej scyfryzowany. Wtedy będziemy mogli odzyskiwać czas naszych lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów czy ratowników do bezpośredniej pracy z pacjentem. I to jest cel cyfryzacji – mówi Jakub Kraszewski.

Kolejny aspekt, o który szpitale muszą zadbać w kontekście cyfryzacji, to cyberbezpieczeństwo. Wiele placówek medycznych powszechnie przechowuje już dane i dokumentację medyczną pacjentów w formie cyfrowej, a w ostatnich dwóch latach w służbie zdrowia został wdrożony szereg e-usług. Przejście z papierowych kartotek do danych zapisanych w szpitalnych serwerowniach lub w chmurze wiąże się jednak z ryzykiem ataku i zainfekowania złośliwym oprogramowaniem.

Jednak cyfryzacja dokumentacji i procesów medycznych przekłada się też na większe bezpieczeństwo samych pacjentów, a także lekarzy i personelu, którzy w razie wątpliwości zawsze mogą skorzystać z elektronicznej bazy i np. prześledzić dotychczasową ścieżkę leczenia pacjenta.

– Jest to pewien atut, ponieważ jeżeli po jakimś czasie przyjdzie do nas pacjent i powie: „A tu pani pielęgniarka coś zrobiła albo czegoś nie zrobiła” – to mamy wszystkie wpisy w systemie, jesteśmy w stanie odzwierciedlić cały proces medyczny i z łatwością później pokazać: „No tak, ale przykładowo 5 sierpnia podaliśmy lek o godzinie 13.00, a o 15.00 pacjentka wyszła”. To daje niesamowite możliwości dowodowe i ochronne wszystkim użytkownikom procesu leczenia – zarówno pacjentowi, jak i lekarzom – mówi Jakub Kraszewski.

Kolejnym problemem jest fakt, że cyfryzacja szpitali wiąże się z nakładami finansowymi. W Stanach Zjednoczonych te koszty są szacowane na 3 do 5 proc. budżetu placówki, a w Polsce nawet do 10 proc.

– Trzeba też podkreślić, że cyfryzacja nie jest zadaniem dla niecierpliwych. Musimy mieć koncepcję i plan, do którego realizacji będziemy dążyć, a to wymaga czasu. Szybka cyfryzacja i zmiany powodują masę błędów i problemów. Ten proces nie może przebiegać na zasadzie pospolitego ruszenia. Wymaga dużo cierpliwości, zaangażowania i konsekwencji, żeby można było mówić o sukcesie – podkreśla dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Cyfryzacja szpitali i placówek medycznych jest jednym z priorytetów resortu zdrowia. Jak podaje Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, plany dotyczące rozwoju e-zdrowia na nadchodzący rok obejmują m.in. wdrożenie e-skierowania w całym kraju, wymianę elektronicznej dokumentacji medycznej między podmiotami wykonującymi działalność leczniczą oraz rozwój Internetowego Konta Pacjenta o kolejne funkcjonalności.

Ministerstwo Finansów chce wprowadzić regulacje związane z najmem krótkoterminowym. Ułatwi to ewidencję podatkową i poprawi bezpieczeństwo turystów

W miejscowościach turystycznych prywatne pokoje na wynajem są znane od czasów PRL-u. Rynek się jednak zmienia. Dzisiaj to już wielki biznes, zarówno w kurortach, jak i dużych miastach. Coraz więcej osób kupuje mieszkania lub domy z myślą o wynajmie, ale nie zakłada działalności gospodarczej. Rośnie więc czarny rynek najmu, który staje się konkurencją dla małych hoteli i obiektów agroturystycznych.

– Ministerstwo Finansów prowadzi prace koncepcyjne nad pewnym uporządkowaniem najmu krótkoterminowego. Chodzi oczywiście o uczciwą konkurencję w stosunku do obiektów noclegowych, do hoteli, które wynajmują pokoje konsumentom – mówi Andrzej Gut-Mostowy, wiceminister rozwoju ds. turystyki.

Większość zamożnych inwestorów, skupujących nieruchomości z myślą o wynajmie na dni lub tygodnie, nie rejestruje działalności gospodarczej, a tym samym nie rozlicza się z fiskusem. To jednak niejedyny problem. Miejsca noclegowe najczęściej rezerwuje się na platformach internetowych. Nie ma więc pewności, że reklamowany standard będzie w rzeczywistości zachowany.

– Samorządy sygnalizują nam, że najem krótkoterminowy jest powodem wielu napięć społecznych występujących w miejscowościach turystycznych. Tam, gdzie dominuje funkcja mieszkalna, tam pojawia się funkcja noclegowa, z tymi samymi konsekwencjami, które są normalne w turystyce – zaznacza Andrzej Gut-Mostowy.

Resort nie chce jednak ograniczać najmu krótkoterminowego, tylko uporządkować go od strony prawnej. Zwłaszcza że wokół turystyki i krótkoterminowego najmu narasta coraz więcej sprzeciwów nie tylko ze strony samorządów, ale nawet ze strony administratorów budynków i sąsiadów.

– Nie chcemy spowodować regresu tej funkcji noclegowej, tylko ją uporządkować, tak jak to się dzieje przy zagospodarowaniu przestrzennym. W miastach jest strefa przemysłowa i strefa rekreacji – wyjaśnia wiceminister rozwoju ds. turystyki.

Jego zdaniem uporządkowanie funkcji mieszkalnych jest słuszne również z punktu widzenia rozwoju miast. Dzięki temu zanikną złe emocje, które nagromadziły się wokół turystów i źle wpływają na obraz całej turystyki.

– Ministerstwo Finansów prowadzi prace koncepcyjne i konsultacyjne związane z najmem krótkoterminowym. Po jego deklaracjach jesteśmy skłonni stwierdzić, że projekty ustaw z tym związanych będą gotowe jeszcze w tym roku – zapewnia Andrzej Gut-Mostowy.

Nad uregulowaniem najmu Ministerstwo Sportu i Turystyki głowiło się od dawna. Pierwszy projekt „Białej księgi regulacji systemu turystycznego w Polsce” pojawił się w 2015 roku. Pod koniec października 2019 roku światło dzienne ujrzał kolejny, opracowany już z uwzględnieniem postulatów przedstawicieli branży.

Materiał zgromadzony w „Białej księdze” ma służyć dyskusji o przyszłości systemu promocji turystycznej. Będzie też wykorzystany w procesie notyfikacji w Komisji Europejskiej finalnych propozycji regulacji prawnych, które zostaną przygotowane na podstawie rozpoczętych już pilotażowych prekonsultacji z branżą. Resort zapewnia, że każdy zainteresowany będzie mógł włączyć się w prace nad ostatecznym brzmieniem dokumentu, nad którym pieczę przejęło Ministerstwo Rozwoju.

W „Białej księdze” podkreślono niedostosowanie  ustawy  do  realiów  rynku  usług hotelarskich – brak  objęcia  regulacjami  podmiotów niebędących przedsiębiorcami lub rolnikami. Dokument ten ma być więc podstawą do podjęcia działań legislacyjnych, w tym opracowania testu regulacyjnego, następnie założeń nowej ustawy o usługach turystycznych, a finalnie projektu nowej ustawy. To jednak niejedyna inicjatywa zmierzająca do uregulowania rynku turystycznego.

– Ministerstwo Rozwoju jest beneficjentem projektu „Otwarte dane plus”. W jego ramach będzie tworzona elektroniczna baza wszystkich obiektów noclegowych w Polsce. Dzięki niej każdy obiekt noclegowy będzie łatwy do zidentyfikowania i do sprawdzenia. To zapewni nie tylko bezpieczeństwo wyjazdów turystycznych, ale także umożliwi prowadzenie ewidencji związanej ze sprawami podatkowymi – podkreśla Andrzej Gut-Mostowy

Na projekt „Otwarte dane plus”, realizowany z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, przeznaczono 32,4 mln zł. Jego uruchomienie ma nastąpić najpóźniej w I kwartale 2021 roku. Bazę będą pomagali uzupełniać wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, ponieważ trzeba będzie im zgłaszać wszystkie nieruchomości, które są lub będą wynajmowane.

Rozwój telemedycyny przyspiesza. Polacy opracowują domowy aparat EKG, dużo precyzyjniejszy od popularnych gadżetów

Inteligentne urządzenia medyczne do domowego użytku pozwalają na coraz lepszą diagnostykę. Opracowywany przez Polaków przenośny aparat do wykonywania EKG wykryje ewentualne nieprawidłowości i poinformuje o nich lekarza. W domowych warunkach można też już przeprowadzić między innymi EEG. Dzięki algorytmom uczenia maszynowego urządzenie służące do tego badania zaproponuje ćwiczenia pomagające poradzić sobie ze stresem.

– Chcemy zaoferować możliwość wykonania badania EKG i oceny swojego serca dosłownie w domu. Mam urządzenie, zakładam je, aktywuję przez smartfon i w tej samej chwili są zbierane informacje na temat tego, jaka jest funkcja i czynność mojego serca. Uzyskuję od razu odpowiedź, czy jest prawidłowa, czy mam arytmię, czy potrzebuję jakiegoś leczenia, czy muszę w jakiś sposób zmienić leki, które już mam, a może powinienem się właśnie zgłosić do lekarza, bo potrzebuję jakichś leków – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrzej Cacko, dyrektor medyczny Telemedical Innovations.

Standardowo elektrokardiogram wykonywany jest w gabinecie zabiegowym przychodni podstawowej opieki zdrowotnej. Nie wszyscy pacjenci są jednak wystarczająco mobilni, by udać się na takie badanie. Problemem są także kolejki do lekarza pierwszego kontaktu, który może skierować na takie badanie.

Urządzenie działa zgodnie z zaawansowanym oprogramowaniem ICT składającym się z aplikacji EKG pobranej na smartfon, tablet lub komputer (system zarządzania pacjentami EKG), chmury (sieć komputerowa do przechowywania zestawów danych) oraz drugiej aplikacji używanej przez samych lekarzy do analizy i oceny. Sztuczna inteligencja, wraz z zestawem instrukcji algorytmicznych, umożliwia wygenerowanie na podstawie wykresu EKG szeregu sygnałów ostrzegawczych. Takie alarmy posłużą jako markery nieprawidłowości w EKG i ułatwią lekarzom ocenę potencjalnego ryzyka.

– Nasz aparat EKG będzie wyposażony w dodatkowe funkcje diagnostyczne, a przy tym jest bardzo łatwy w obsłudze. Dzięki temu skierujemy go do szerokiej grupy odbiorców. To jest pierwsze rozwiązanie, które pozwala rozpowszechnić możliwość wykonywania badania EKG w domu – przekonuje ekspert.

Na rynku dostępne są już podobne produkty. Certyfikat FDA otrzymał już na przykład Kardia Mobile od AliveCor, czyli mobilny monitor EKG oparty na algorytmach uczenia maszynowego. Urządzenie współpracuje z pierwszą na świecie platformą z obsługą sztucznej inteligencji, która pomaga pacjentom i klinicystom we wczesnym wykrywaniu migotania przedsionków i najczęstszych arytmii oraz stwierdzaniu podwyższonego ryzyka udaru mózgu. Wykonanie w domowych warunkach elektroencefalografii umożliwia z kolei Muse. To urządzenie jest wyposażone w siedem czujników EEG. Monitoruje aktywność mózgu podczas medytacji i przesyła informacje do komputera, smartfona lub tabletu przez Bluetooth.

– Nasze urządzenie ma być na tyle proste, żeby pacjent mógł z niego skorzystać sam, ale i na tyle funkcjonalne, żeby mógł zostać zaproponowany przez lekarza i wykorzystywany w małej placówce medycznej. To musi być wyrób medyczny, nie gadżet – podkreśla Andrzej Cacko.

Według Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom co roku na choroby serca w USA umiera około 610 tys. osób. Najczęstsza jest choroba wieńcowa. W USA umiera na nią ponad 370 tys. osób rocznie. Według Światowej Organizacji Zdrowia na całym świecie rocznie na choroby serca umiera ponad 17 mln osób.

Według Straits Research światowy rynek inteligentnych urządzeń medycznych został w 2018 roku wyceniony na 3,9 mld dol. Do 2026 roku ma wykazać średnioroczny wzrost na poziomie 24 proc.

Sztuczna inteligencja walczy z cyberatakami w bankowości. Stworzenie cyfrowego DNA klienta pozwoli rozróżnić go od hakerów

Hakerzy coraz częściej atakują systemy bankowe i klientów banków. Cyberataki wykorzystują nowoczesne technologie, często stosuje się podczas nich także dane klientów, w tym loginy, hasła czy dane biometryczne. Uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja pomagają jednak walczyć z cyberprzestępcami. Buguroo, korzystając z biometrii behawioralnej, jest w stanie zbudować unikalne profile każdego klienta bankowego. Cyfrowe DNA pochodzi z setek źródeł  od sposobu, w jaki klient przesuwa mysz, do prędkości i rytmu, z jakim wpisuje np. swoje imię.

– Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe są jednymi z tych metod, które dają nam pewną przewagę w walce z pojawiającymi się, coraz nowszymi oszustwami. Ponieważ oszustów jest zdecydowanie więcej niż osób, które się bronią, istnieje potrzeba, żeby zautomatyzować te procesy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas Digital Finance Summit 2020 Mateusz Chrobok, wiceprezes ds. biometrii behawioralnej w Buguroo.

Według raportu opublikowanego przez Bank Rezerw Federalnych w Nowym Jorku tylko jeden cyberatak wymierzony w jeden z większych amerykańskich banków mógłby mieć ogromny wpływ na globalny system finansowy. Mimo rosnącej świadomości zagrożeń cybernetycznych banki muszą się mierzyć z coraz większą liczbą ataków. Zagrożeni są także ich klienci, którzy mogą łatwo paść ofiarą hakerów. Za pomocą skradzionych poświadczeń mogą oni uzyskać nieautoryzowany dostęp do kont użytkowników, wykorzystując automatyczne żądania logowania. Dzięki nowoczesnym narzędziom haker może rejestrować nawet miliony złamanych haseł i nazw klientów.

– To jest ciągły wyścig zbrojeń, jeżeli chodzi o uczenie maszynowe. Generatywne sieci neuronowe służą do tego, żeby przełamywać ochronę po stronie właśnie uczenia maszynowego. W tej chwili już to się dzieje, hakerzy bazują na informacjach, które są dostępne w internecie, ponieważ wycieka bardzo dużo np. pierwszych faktorów uwierzytelniania –  wskazuje Mateusz Chrobok.

Niedawno w Wielkiej Brytanii wyciekły odciski palców ponad miliona osób, a także informacje o rozpoznawaniu twarzy, niezaszyfrowane nazwy użytkowników i hasła oraz dane osobowe pracowników banków. Wzrosła też liczba ataków phishingowych na pracowników banków. Hakerzy nakłaniają w nich do otwarcia fałszywego łącza, co prowadzi do instalacji złośliwego oprogramowania, które następnie zamraża system w ramach ataku ransomware. W ten sposób cyberprzestępcy również są w stanie wykraść dane klientów banków, w tym loginy, hasła i inne systemy uwierzytelniania.

– Z jednej strony mamy duże serwisy, które zbierają te dane i je gubią, narażając nas na ataki, a z drugiej strony mamy obrońców, którzy poszukują nowych metod, żeby uwierzytelniać, nie tylko na podstawie np. PESEL-u. Jest to bardzo pozytywne z perspektywy użytkownika – ocenia ekspert.

Teoretycznie klienci mogą liczyć na zwrot pieniędzy, jeśli okaże się, że hakerzy wykorzystują np. luki w bankowości elektronicznej. Nie zawsze jednak odzyskanie środków jest proste, sprawy najczęściej kończą się w sądzie. Stąd pojawiają się rozwiązania, które maksymalnie chronią banki i przede wszystkim klientów.

– W Europie jest coraz więcej regulacji, które zwracają pieniądze nawet w przypadku, gdyby się coś stało. Jednak to jest kolejna furtka, bo pojawiają się przypadki, tzw. fraudy osób pierwszych, które działają na zasadzie: „A gdybym powiedział bankowi, że to nie byłem ja, i wyciągnął te pieniądze?”. Rozwiązania uczenia maszynowego, np. biometria behawioralna, może to potwierdzić – mówi Mateusz Chrobok.

Buguroo specjalizuje się w opracowywaniu rozwiązań zapobiegających oszustwom dla sektora bankowego. Wykorzystują one sztuczną inteligencję i modele głębokiego uczenia się. Stosując biometrię behawioralną, można zbudować unikalne profile każdego klienta bankowego na podstawie jego tempa i rytmu pisania czy sposobu poruszania kursorem. Pozwala to bankowi rozróżnić oszustów od klientów.

– Im więcej mamy transparentności w tym, w jaki sposób przeprowadzamy transakcje, uwierzytelnianie, tym lepiej jesteśmy w stanie ocenić, jak pewne serwisy czy dostarczyciele usług funkcjonują – podkreśla wiceprezes ds. biometrii behawioralnej w Buguroo.

Odpowiedzialne inwestowanie – moda czy przyszłość rynków finansowych?

Inwestowanie odpowiedzialne społecznie oznacza, że inwestorzy chcą, aby ich przedsięwzięcia oprócz przynoszenia zysków finansowych, przyczyniały się do pozytywnych zmian społecznych. Z czysto finansowego punktu widzenia, podejście odpowiedzialne społecznie z reguły oznacza wzrost kosztów operacyjnych, czyli może negatywnie wpływać na stopę zwrotu. Nie ma jednak wątpliwości, że zaangażowanie przedsiębiorstw w działania nieetyczne lub nieodpowiedzialne społecznie prowadzi do bardzo niekorzystnych skutków, takich jak procesy sądowe czy bojkoty konsumenckie. Inwestorzy, również z powodów finansowych, nie mogą sobie pozwolić na zatruwanie środowiska, dyskryminację pracowników ze względu na płeć albo pochodzenie etniczne, czy na korzystanie z usług podwykonawców wykorzystujących pracę dzieci. Przedsiębiorstwa, szczególnie te największe, są pod dużą presją społeczeństw, a także swoich klientów i akcjonariuszy.

Najważniejsze pytanie brzmi – czy odpowiedzialne inwestowanie to zachcianka bogatych inwestorów, którzy mogą sobie pozwolić na obniżenie zyskowności swoich przedsięwzięć, czy też postawy odpowiedzialne społecznie przyczyniają się do wzrostu przychodów? To samo pytanie można też sformułować nieco inaczej – czy nabywcy produktów i usług są gotowi ponieść dodatkowe koszty związane ze społeczną odpowiedzialnością biznesu dostawcy?

Entuzjaści inwestycji odpowiedzialnych społecznie z reguły uważają, że takie podejście po prostu się opłaca. Badanie zatytułowane „From the stockholder to the stakeholder” przeprowadzone przez Uniwersytet w Oxfordzie i firmę Arabesque Partners wskazuje na pozytywną korelację pomiędzy polityką zrównoważonego rozwoju a wynikami finansowymi firm. Według autorów podejście odpowiedzialne społecznie w 90% przypadków skorelowane jest ze zmniejszeniem kosztu pozyskania kapitału, a w 80% wpływa na wzrost wartości akcji przedsiębiorstwa.

Do zupełnie innych wniosków prowadzi analiza działalności firmy BlackRock – największej światowej firmy zarządzającej funduszami inwestycyjnymi. Od 2017 roku BlackRock deklaruje, że chce być globalnym liderem sektora finansowego w zakresie odpowiedzialnego inwestowania. Jako akcjonariusz największych amerykańskich i światowych przedsiębiorstw stara się wpływać na nie, aby modyfikowały swoje podejście do etyki i odpowiedzialności społecznej. W 2018 roku firma skierowała głośny list do firm, których notowania są uwzględniane w amerykańskim indeksie giełdowym Russell 1000, wzywając je do zwiększenia zatrudnienia kobiet w ich zarządach. Firma stworzyła też nowe fundusze typu ETF, które nie inwestują w akcje producentów oraz firm sprzedających broń palną.

Z drugiej strony anglojęzyczna strona Wikipedii podaje, że BlackRock posiada akcje 56 właścicieli kopalni węgla, warte 11 miliardów dolarów. Czyni to firmę największym na świecie inwestorem w przemysł węglowy. Aktywiści, między innymi z grup Sierra Club i Amazon Watch oskarżają BlackRock o ogromny wpływ na zmianę klimatu. Prawdopodobnie dlatego, 14 stycznia 2020 roku, CEO Laurence Fink zadeklarował, że zrównoważony rozwój będzie od tej pory kluczowym czynnikiem strategii inwestycyjnych funduszów BlackRock. Firma ogłosiła również, że sprzeda akcje firm związanych z wydobyciem węgla o wartości 500 milionów dolarów.

Prosty rachunek pokazuje, że BlackRock zmniejsza swoje zaangażowanie w przemysł węglowy zaledwie o około 4%. Należy podejrzewać, że przy swoim ogromnym zapleczu analitycznym, firma doskonale wie, co jest opłacalne a co nie. Gdyby odpowiedzialność społeczna zwiększała zyskowność inwestycji, robiłaby znacznie więcej niż pisanie listów do zarządów firm i redukowanie niektórych inwestycji o 4%. Analizując wyniki badania uniwersytetu w Oksfordzie musimy też pamiętać o tym, że korelacja nie zawsze oznacza związek przyczynowo – skutkowy. Być może jest tak, że to zyskowne firmy tworzą dobre programy związane z odpowiedzialnością społeczną biznesu.

Czy w takim razie inwestorzy powinni zrezygnować z prospołecznego podejścia? Oczywiście, że nie. Powinni jednak mieć świadomość, że póki co stawianie wyłącznie na działania proekologiczne i prospołeczne jest sposobem na zrobienie czegoś dobrego, a nie, zgodnym z regułami rynku, sposobem na zarabianie pieniędzy.

Łukasz Blichewicz – Senior Partner ASSAY

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 9.03-13.03.2020

Na rynkach nasila się ucieczka od ryzykownych aktywów w stronę złota i obligacji w obliczu rozprzestrzeniającego się po świecie wirusa. Póki nie zobaczymy skoordynowanych działa na polu fiskalnym i monetarnym trudno będzie o odbicie. W przyszłym tygodniu decyzja o luzowaniu polityki EBC wydaje się przesądzona. Rynek będzie też uważnie śledził indeksy nastrojów konsumentów i biznesu.

Przyszły tydzień: indeksy nastrojów w USA/strefie euro/Australii, EBC, budżet Wielkiej Brytanii, CPI z Polski, bilans handlowy z Chin

USA

W USA odczyty inflacji CPI (śr) i PPI (czw) będą przyćmione przez indeksy nastrojów: małego biznesu (wt) i Uniwersytetu Michigan (pt). Szczególnie istotny będzie wpływ niestabilności rynku kapitałowego na zaufanie konsumentów i popyt na kredyt. Przy podtrzymaniu rynkowej paniki na Wall Street niewykluczone, że Fed nie będzie czekał z kolejnym cięciem stóp procentowych do posiedzenia FOMC 18 marca. USD pozostaje pod presją oczekiwań na głębokiego luzowanie polityki monetarnej, ale dalej uważamy, że w dłuższym horyzoncie popyt na bezpieczne aktywa będzie przeważał, a kondycja gospodarki USA wciąż pozostanie relatywnie lepsza na tle reszty świata.

Strefa euro

W strefie euro indeks nastrojów Sentix (pon) będzie pierwszym wskaźnikiem ukazującym bieżące nastroje panujące wśród inwestorów. Należy spodziewać się ostrego spadku pod wpływem wirusa, otwartym pytaniem jest: jak dużego? W drugiej części tygodnia uwaga będzie na EBC (czw), gdzie nie można wykluczyć luzowania polityki monetarnej, choć z uwagi na ograniczone pole manewru banku zamiast obniżki stóp procentowych możemy otrzymać rozszerzenie niestandardowych działań wsparcia płynności (pożyczki dla banków i/lub przedsiębiorstw). Takie narzędzia mogą przynieść większy bezpośredni wpływ na strefę realną, choć dla EUR może to mieć negatywny skutek.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii rząd zaprezentuje nowy projekt budżetu (śr), którego aktualnym celem jest odpowiedź na zagrożenia dla gospodarki płynące z epidemii koronawirusa. Zwiększenie wydatków budżetowych będzie tu istotniejsze niż powiększenie deficytu. Luzowanie fiskalne może zostać przedstawione wraz z nowymi środkami polityki monetarnej – Bank Anglii już w nadchodzącym tygodniu może zdecydować o cięciu stopy procentowej o 25 pb lub poczekać do zaplanowanego posiedzenia 26 marca. Rynek już zdyskontował obniżkę, więc GBP będzie przede wszystkim reagował na plany fiskalne. Szybka reakcja rządu jest pozytywnym sygnałem.

Polska

W Polsce inflacja CPI w lutym powinna dalej rosnąć, do 4,5 proc. r/r, ale tutaj osiągnie swój szczyt i w kolejnych miesiącach wróci bliżej 3 proc., co wówczas zamknie na dobre temat podwyżek stóp procentowych. Złoty pozostaje na uboczu zawirowań rynkowych, gdyż presja na osłabienie walut rynków wschodzących znosi się z pozytywnym oddziaływaniem słabego USD.

Chiny

Dane z handlu zagranicznego (sb) i o inflacji (wt) z Chin za luty będą obciążone skutkiem zatrzymania aktywności gospodarczej w związku z epidemią koronawirusa. Powinniśmy zobaczyć silny spadek importu i eksportu, CPI wzrośnie z powodu szoków podażowych na rynku warzyw i wieprzowiny, a PPI negatywnie odczuje spadki cen surowców. Choć najgorszy okres Chiny mają już za sobą, przywracanie równonogi rozciągnie się w czasie, gdyż globalne spowolnienie odciśnie swoje piętno.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii indeks zaufania konsumentów Westpac (śr) będzie pierwszym wskazaniem, jak Australijczycy reagują na epidemię wirusa. Słabe perspektywy krajowej gospodarki i niepewność o rozwój sytuacji globalnej sugerują rozczarowujące wyniki. W Nowej Zelandii ważne będzie wystąpienie prezesa RBNZ Orra w temacie „Polityki niestandardowej” (wt), biorąc pod uwagę oczekiwania rynku dotyczące złagodzenia. Kierunek dla AUD (i NZD) będzie uwarunkowany siłą presji na USD, na czym AUD i NZD korzystają, oraz awersją do ryzyka, która szkodzi wszystkim aktywom ryzykownym.

Kanada

Cichy tydzień w Kanadzie z jedynym wyróżnieniem danych z rynku budowlanego (pon), które jednak w obecnym otoczeniu będą zignorowane. Po cięciu BoC o 50 pb w minionym tygodniu i przy spadkach cen ropy naftowej CAD nie ma za sobą mocnych argumentów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestorzy szturmem kupują obligacje

Obligacje skarbowe są obecnie w centrum zainteresowania globalnych inwestorów, którzy kupują je w dawno nieobserwowanym tempie. Dzięki temu ceny papierów rządowych mogą bić kolejne rekordy, jak np. 10-letnie obligacje Stanów Zjednoczonych. Tylko przez ostatni miesiąc cena 30-letnich obligacji USA wzrosła o ponad 10 proc., a 10-letnich o prawie 5,5 proc.

W rezultacie rentowność amerykańskiego długu spadła do najniższego poziomu w historii. 10-letnie obligacje USA w piątek 6 marca miały w pewnym momencie rentowność na poziomie 0,658 proc. Wszystko to za sprawą rozprzestrzeniającej się epidemii koronawirusa w Europie i w Stanach Zjednoczonych, ponieważ w Chinach sytuacja została względnie opanowana. Wczoraj również liczba nowych zakażonych osób była większa niż liczba osób, które wyzdrowiały, co jeszcze bardziej napędziło niepokój wśród inwestorów. Szukają oni zatem miejsca, gdzie można bezpiecznie przechować kapitał w trudnym dla gospodarki czasie.

W Niemczech rentowność obligacji 10-letnich wyrównała minimum z września 2019 r. na poziomie -0,744 proc., ponieważ rynek wciąż wycenia możliwość cięcia stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny na posiedzeniu w przyszłym tygodniu. Spread między obligacjami Niemiec i USA zmniejszył się w tym tygodniu do najniższej wartości od początku 2016 r.

Również w piątek 6 marca padły rekordy, jeśli chodzi o rentowność 10-letnich obligacji Polski. Oprocentowanie spadło do 1,618 proc. Spread względem niemieckich papierów spadł w tym tygodniu do 226 pkt, co jest najniższym poziomem od początku roku. Mimo znaczącej wyceny rynkowej odnośnie obniżania stóp procentowych w Polsce Rada Polityki Pieniężnej postanowiła o braku zmian oprocentowania pieniądza. RPP podkreśliła, że Polska gospodarka jest w dobrym stanie i nawet spowolnienie tempa wzrostu PKB do 2-3 proc. wciąż będzie dobrym wynikiem. Jednak takie zapewniania nie zmieniają nastawienia rynku, a krzywa rentowności na krótkim końcu pozostała odwrócona. 2-miesięczne bony notowane są na poziomie 1,6 proc., a roczne już przy poziomie 1 proc. Miesiąc temu było to odpowiednio 1,46 proc. i 1,29 proc.

Podsumowując, strach na rynkach wywołany obawami o zapaść światowej gospodarki wywołanej epidemią napędza rajd na rynku obligacji. Ten jest dodatkowo wsparty przez oczekiwania inwestorów, co do dalszego luzowania polityki monetarnej. Na tę chwilę na horyzoncie brakuje pozytywnych sygnałów, które mogłyby wskazać na ustabilizowanie się sytuacji.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

W 2020 r. 80 proc. firm spodziewa się trudności w znalezieniu pracowników

Ponad połowa Polaków deklaruje chęć zmiany pracy, kolejne 39 proc. jest otwarte na nowe propozycje. Z raportów „Rynek pracy, edukacja, kompetencje” Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości za IV kwartał 2019 r. wynika również, że coraz mniej osób postrzega pracę jedynie jako źródło utrzymania. Do rozglądania się za nowym etatem oprócz zarobków najbardziej motywuje nas możliwość rozwoju osobistego.

Raporty PARP przedstawiają wyniki najbardziej aktualnych badań i analiz dotyczących polskiego i międzynarodowego rynku pracy. Są przygotowywane na podstawie przeglądu dostępnej literatury naukowej, portali internetowych oraz publicznych raportów.

Bezrobocie z polskiej perspektywy

Stopa bezrobocia w Polsce na koniec grudnia 2019 r. wyniosła 5,2 proc. wobec rekordowych 5,0 proc. w październiku 2019 r. (taki wynik zanotowano ostatni raz we wrześniu 1990 r.) i 5,1 proc. w listopadzie 2019 r. W ujęciu rocznym widać spadek o 0,6 p.p. W grudniu ubiegłego roku liczba bezrobotnych w Polsce wyniosła 867,2 tys., czyli o 17,5 tys. więcej niż w listopadzie i o 25,3 tys. więcej niż w październiku. Bezrobocie wśród kobiet było większe niż wśród mężczyzn, choć w ostatnich miesiącach roku miało lekko spadkową tendencję – w październiku kobiety stanowiły 56,6 proc. osób bez pracy, w listopadzie – 56,1 proc., a 55,3 proc. w grudniu.

W ostatnim miesiącu 2019 roku kolejny raz z rzędu, najniższy wskaźnik bezrobocia odnotowano w województwie: wielkopolskim (2,8 proc.), śląskim (3,6 proc.) i małopolskim (4,1 proc.). Największą liczbę osób bezrobotnych zaobserwowano w województwach: warmińsko-mazurskim – 9 proc., podkarpackim – 7,9 proc., świętokrzyskim – 7,9 proc. oraz kujawsko-pomorskim – 7,8 proc.

W poszukiwaniu nowego etatu

Przytoczone w raporcie PARP dane wskazują, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy sytuacja pracowników w Polsce zdecydowanie się poprawia. Przeciętne miesięczne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw powoli, lecz systematycznie się zwiększało i wyniosło w październiku i listopadzie 2019 r. odpowiednio: 6,383 mln i 6,394 mln, natomiast w grudniu osiągnęło poziom 6,396 mln osób i było wyższe o 2,6 p.p. r/r.

Coraz mniej osób w ostatnich latach postrzega pracę jedynie jako źródło utrzymania. Liczy się już nie tylko wynagrodzenie, lecz także możliwość rozwoju kompetencji czy chociażby panująca w firmie kultura organizacyjna. Pracodawcy muszą liczyć się z tym, że pracownicy są coraz bardziej świadomi własnego potencjału i otwarci na nowe wyzwania, jakie oferuje im dynamicznie zmieniający się rynek pracy – mówi Anna Skowrońska z Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

Aż 51 proc. pracujących Polaków chce zmienić pracę i aktywnie jej szuka, a 39 proc. choć nie szuka pracy, jest otwarte na nowe propozycje. Jedynie 7 proc. nie rozważa obecnie zmiany pracodawcy. Najbardziej gotowi na zmianę pracy są specjaliści z branży ubezpieczeniowej (72 proc.), bankowej, transportowej i logistycznej oraz pracownicy administracji (po 71 proc.).

Zmianom ulegają dzisiaj nie tylko oczekiwania pracowników, ale też wymagania pracodawców. Z biegiem lat na znaczeniu traci potwierdzenie formalnego wykształcenia. Spada też liczba ofert, w których wymaga się doświadczenia. Powodem może być obniżenie wymagań względem kandydatów, o których jest trudniej, albo trudności w legitymowaniu się przez nich wiarygodnymi dokumentami potwierdzającymi ich doświadczenie. Na te drugie, potencjalnie receptą mógłby być Zintegrowany System Kwalifikacji, który dostarcza rozwiązań w zakresie potwierdzania kwalifikacji uzyskanych w edukacji pozaformalnej, czyli na przykład na kursach, albo w wyniku uczenia się nieformalnego – zaznacza Daniel Nowak z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach w PARP.

Do zmiany pracy najbardziej motywują pracowników zarobki i możliwość rozwoju. Liczy się to odpowiednio dla 66 proc. i 65 proc. respondentów. Na trzecim miejscu plasuje się natomiast stabilność zatrudnienia w postaci umowy o pracę – jest ważna dla 39 proc. respondentów.

Z widokiem na Europę

Według danych Eurostatu, w ciągu ostatniego kwartału 2019 r. wskaźnik bezrobocia w Unii Europejskiej pozostawał bez zmian, na poziomie 6,3 proc. dla wszystkich krajów członkowskich (UE-28) i 7,5 proc. dla krajów strefy euro. W obu przypadkach na koniec roku wartość wskaźnika spadła o 0,4 p.p. r./r.

Zgodnie z wyliczeniami Labour Force Survey w tym czasie stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 3,2 proc. Różnica w wyniku stopy procentowej bezrobocia pomiędzy danymi Eurostatu i GUS wynika z przyjęcia innych założeń metodologicznych przez te dwie jednostki. Badanie Eurostatu – Labour Force Survey (LFS), badanie GUS – „Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności” (BAEL).

Biorąc pod uwagę wszystkie kraje Unii Europejskiej (UE-28), w listopadowym zestawieniu Eurostatu najwyższe wskaźniki bezrobocia odnotowano w Grecji – 16,8 proc. i Hiszpanii – 14,2 proc. Natomiast najniższe stopy bezrobocia osiągnęły Czechy, Niemcy i Polska – odpowiednio 2,2 proc., 3,2 proc. i 3,2 proc.

Dokąd zmierza rynek pracy?

W 2020 r. największej liczby ofert rekrutacyjnych można spodziewać się w branży IT, obsługi klienta, edukacji i szkoleń oraz hotelarstwa i turystyki, w których 94 proc. firm deklaruje chęć zwiększenia zatrudnienia. Nabory planuje również branża energetyki (92 proc. respondentów), prawa i podatków (92 proc.), marketingu i branży handlowej (90 proc.). W związku z dużym zainteresowaniem pracownikami o wysokich kompetencjach wzrosną też wyzwania stojące przed rekruterami. Trudności z pozyskiwaniem nowych kadr spodziewa się ponad 80 proc. firm w Polsce.

– Najbardziej pożądane kompetencje na rynku pracy to zdolności techniczne, cyfrowe, menedżerskie i sprzedażowe. Na popularności zyskują umiejętności miękkie, takie jak umiejętność współpracy, komunikatywność i kreatywność. Potwierdzają to też wyniki badania prowadzonego przez PARP – Bilans Kapitału Ludzkiego. Warto pamiętać, że konkurencja o tak uzdolnionych pracowników na rynku jest naprawdę duża – mówi Anna Tarnawa z Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

W krajach Unii Europejskiej coraz większym zainteresowaniem wśród pracowników i pracodawców cieszy się możliwość pracy zdalnej. W takim trybie działa już około 19 proc. wszystkich zatrudnionych.

Artykuł stanowi podsumowanie z trzech raportów „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań”: edycja styczeń 2020 r. (okres analizy 15.12.2019 r. – 22.01.2020 r.), edycja grudzień 2019 r. (okres analizy 15.11.2019 r. – 15.12.2019 r.), edycja listopad 2019 r. (okres analizy 15.10.2019 r. – 14.11.2019 r.).Raporty powstają w związku z budowanym przez PARP systemem Sektorowych Rad ds. Kompetencji.

Nieuczciwi kontrahenci na szczycie rankingu obaw początkujących przedsiębiorców

Przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą najbardziej obawiają się nierzetelnych kontrahentów, braku zamówień, a także utraty płynności finansowej. Później wymieniają kontrole skarbowe, a następnie – brak odpowiednich pracowników. Niewielu badanych martwi się też podnoszeniem składek na ZUS i podatków. Garstkę respondentów niepokoją rosnące koszty działalności. Spowolnienie gospodarcze, niestabilność polityczna i zmiany w przepisach to ostatnie punkty na liście najważniejszych obaw.

Z ogólnopolskiego badania, wykonanego przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA, wynika, że przedsiębiorcy, którzy zaczynają prowadzić własną firmę, w największym stopniu obawiają się nierzetelnych kontrahentów (21%). Duży niepokój budzi też ewentualny brak zamówień i klientów (11%). Na trzecim miejscu wskazywana jest utrata płynności finansowej (10%).

– Ranking stopnia obaw nie jest dla mnie zaskoczeniem. Jeden nierzetelny kontrahent może szybko rozłożyć małą firmę, która dopiero zaczyna działać. Duzi i doświadczeni gracze są w stanie narzucić innym wymagania dotyczące terminowości dostaw i jakości półproduktów czy usług, przez co mniej ryzykują – komentuje Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Największa obawa badanych jest niestety w pełni uzasadniona, co podkreśla Andrzej Głowacki, Prezes Zarządu DGA S.A. Niepłacenie w terminie kontrahentom jest dość powszechnym zjawiskiem w Polsce. Poziom wykształcenia rośnie, lecz niestety uczciwość maleje. Dlatego ekspert zaleca przedsiębiorcom, aby zdobywali jak najwięcej informacji o potencjalnych partnerach, korzystając m.in. z Internetu.

– Przy rozpoczynaniu działalności nie dziwi również obawa o to, czy firma zrealizuje swój biznesplan i będzie w stanie sprzedawać produkty lub usługi. Lęk o utratę płynności w dużej mierze łączy się z tym. Ma też związek z największym problemem w Polsce, jakim jest nierzetelność kontrahentów. Takie myślenie jest absolutnie logiczne – uważa ekonomista Marek Zuber.

Na czwartym miejscu listy obaw znalazła się kontrola skarbowa (9%). Dr Wojciech Warski, prezes 30-letniej firmy Softex Data S.A. i współpracownik think tanków, tłumaczy, że początkujący przedsiębiorcy boją się stwierdzenia nieprawidłowości, o jakich nie mają pojęcia. To jest pochodną inflacji prawa, również gospodarczego. Bez rozbudowanego działu księgowości firma nie jest w stanie śledzić wszystkich zmian. Kolejna w rankingu jest obawa o odpowiednich pracowników. Wskazało ją 8% badanych.

– To z kolei wiąże się ze zmieniającymi się trendami na rynku pracy. Wymagane są nowe kwalifikacje i kompetencje. A wielu zawodów, które będą poszukiwane za kilka lat, jeszcze nawet nie ma – wyjaśnia Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami DGA S.A.

Natomiast Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, zauważa, że wieloletnie firmy stawiają brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach na początku listy największych zagrożeń. Niedocenianie tego problemu przez początkujących przedsiębiorców może wynikać z ich niedoświadczenia i niewiedzy na temat wpływu jakości pracy na wyniki biznesu.

– Małe docenienie tego czynnika może mieć związek z faktem, że poczatkujący biznes często wspiera się gronem zaufanych osób. Powszechne na rynku obawy o niestabilność kadry oraz trudności z pozyskaniem odpowiednich pracowników jeszcze nie dotarły do startupów – przekonuje dr Warski.

Niewielu przedsiębiorców wskazało obawy w zakresie podnoszenia składek na ZUS (7%) i podatków (6%). Łukasz Klimek z Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A. zwraca uwagę na to, że na tym etapie młodzi przedsiębiorcy jeszcze nie myślą o ww. kwestiach w tak poważnym stopniu. Takie rozważania zapewne pojawiają się dopiero później, kiedy firma zaczyna osiągać konkretne wyniki i ciężar danin jest już wyraźnie odczuwalny. Z kolei tylko 4% badanych stwierdziło, że realnie obawia się ogólnie rosnących kosztów działalności.

– O tym problemie mówi się na każdym kroku przy okazji rosnących pensji pracowników oraz innych opłat. Mam wrażenie, że na samym początku drogi biznesowej przedsiębiorcy jeszcze nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Taka refleksja przychodzi później, gdy zbiera się wszystkie koszty do jednego worka i zaczyna się robić szerszy bilans zysków oraz strat – wyjaśnia Prezes Głowacki.

Trzeba też dodać, że tylko 3% respondentów obawia się spowolnienia gospodarczego. Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, niedocenianie tego zagrożenia i jego konsekwencji należy tłumaczyć brakiem doświadczenia i świadomości. Młodzi przedsiębiorcy nie zmagali się m.in. z recesją w 2009 roku, która nastąpiła w wyniku światowego kryzysu. A to z pewnością zmieniłoby ich nastawienie do tego obszaru.

– Tutaj trzeba stanąć w obronie tych przedsiębiorców. Trudno przecież oszacować realny wymiar takiego spowolnienia. To zagrożenie potencjalnie obejmuje cały rynek. Zapewne z tego względu ich obawy w tym zakresie są niższe niż w przypadku choćby braku zamówień, co stanowi realny i wymierny problem, bardziej namacalny, przynajmniej na pierwszym etapie – dodaje Łukasz Klimek.

Na końcu stawki firmy wskazywały niestabilność polityczną i zmiany w przepisach (po 2%). Jak podsumowuje Jeremi Mordasewicz, obawa przed ryzykiem zmieniających regulacji rośnie wraz ze wzrostem złożoności produkcji i zwiększeniem inwestycji. Początkujący przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy z ciążących na nich obowiązków. Dowiadują się o nich stopniowo, w trakcie prowadzenia działalności lub niestety dopiero, gdy coś idzie nie tak.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH (platformę analityczno-badawczą należącą do brytyjskiej spółki UCE GROUP LTD.) na zlecenie Grupy Kapitałowej DGA S.A. Czynności były  prowadzone od 6 stycznia do 17 lutego br. Analizą objęto firmy z sektora MŚP, które powstały maksymalnie do 6 miesięcy wstecz, a także w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 10 osób. W ankiecie wzięło udział 958 przedsiębiorców. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo. Dane podmiotów pozyskano z ogólnodostępnych źródeł rejestrowych wg równego podziału na 16 województw.

Koronawirus grożny dla światowej gospodarki

Scenariusz, że z powodu koronawirusa dojdzie do recesji w światowej gospodarce jest nadal realny. Najnowsze indeksy dotyczące chińskiej gospodarki są fatalne. Jednak to właśnie chińskie firmy patrzą w przyszłość znów z optymizmem.

Indeks Caixin PMI dla chińskiego przetwórstwa zmniejszył się w lutym do 40,3 pkt. wobec 51,1 pkt. w styczniu. I był wyraźnie poniżej oczekiwań rynku wynoszących 45,7 pkt.

Indeks ukształtował się na najniższym poziomie w historii badania, czyli od 2004 r. Struktura danych odzwierciedla negatywny wpływ epidemii koronawirusa na aktywność gospodarczą w Chinach.

Wstrzymanie produkcji w wielu firmach oraz ograniczenia w przepływie osób i towarów przyczyniły się do wyraźnego spadku bieżącej produkcji, nowych zamówień, zatrudnienia i zapasów dóbr pośrednich. Zaległości produkcyjne rosły w lutym najszybciej od kwietnia 2005 r. W lutym zarejestrowano również wyraźny spadek nowych zamówień eksportowych.

– Indeks PMI dotyczący usług spadł poniżej 30 proc., co nie zdarzyło się nigdy wcześniej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Tak niskie odczyty wskaźników PMI w USA czy Japonii były odnotowane tylko w dnach głębokich recesji.

Jednak chińskie firmy uważają negatywny wpływ epidemii na swoją aktywność za przejściowy. Indeks dotyczący tegorocznej oczekiwanej produkcji ukształtował się w lutym na najwyższym poziomie od lutego 2015 r.

Poznaliśmy również indeks CFLP PMI dla chińskiego przetwórstwa, który obniżył się w lutym do 35,7 pkt. wobec 50,0 pkt. w styczniu, kształtując się wyraźnie poniżej oczekiwań rynku (46,0 pkt.).

Tempo wzrostu gospodarczego w Chinach może obniżyć się do 3-4% r/r w I kw. wobec 6,0% w IV kw. ub. r.

– To może wróżyć gospodarce światowej kłopoty, ale nie musi – wyjaśnia ekspert XTB. – Nie jest wykluczone, że za 2-3 miesiące te indeksy odbiją bardzo mocno w drugą stronę. Jednak pojawiają się ograniczenia w gospodarkach innych krajów, a to może doprowadzić do efektu kaskadowego, czyli scenariusz, że dojdzie do recesji albo głębokiego spowolnienia w globalnej gospodarce – jest niestety nadal realny.

Dzikie wysypiska to prawdziwa plaga. Mazowsze tonie w śmieciach

Widmo zaśmieconych ulic, parków i lasów na Mazowszu nie jest jedynie złym snem. W miejsce likwidowanych w ostatnich latach legalnych składowisk odpadów, działających w oparciu o rygorystyczne przepisy, jak grzyby po deszczu wyrastają groźne dla naszego zdrowia i środowiska dzikie wysypiska – wynika z raportu Warszawskiego Forum Samorządowego „Kryzys śmieciowy na Mazowszu – jak walczyć z plagą dzikich wysypisk”.

Dzikie wysypiska na Mazowszu Znikające składowiska odpadówLiczba i powierzchnia legalnych, nadzorowanych składowisk, spełniających rosnące z roku na rok restrykcyjne wymagania w obszarze ochrony środowiska, jest coraz mniejsza. Ten trend skorelowany jest z powstawaniem pozbawionych kontroli dzikich wysypisk, które zagrażają zarówno ludziom, jak i zwierzętom oraz roślinom. W samym województwie mazowieckim w 2018 roku zamknięto 1 061 nielegalnych obiektów. To z kolei wiązało się z koniecznością uprzątnięcia aż 4 800 t odpadów.

Dzikie wysypiska to plaga, z którą należy walczyć wszelkimi dostępnymi sposobami. Tymczasem, spada liczba legalnych, odpowiednio zabezpieczonych i nadzorowanych składowisk odpadów komunalnych. Stoimy przed obliczem wielkiego kryzysu śmieciowego, spowodowanego przez krótkowzroczność władz samorządowych i krajowych – mówi Grzegorz Gruchalski, przewodniczący Warszawskiego Forum Samorządowego.

Legalne składowiska w odwrocie

W latach 2012-2018 liczba legalnych składowisk, unieszkodliwiających odpady komunalne, dramatycznie spadła nie tylko na Mazowszu (o 54 proc.), ale także w całej Polsce – o niemal 47 proc. W znacznym stopniu zmniejszyła się również powierzchnia tego typu obiektów na terenie naszego województwa, z 224,5 do 165,5 ha. Tymczasem, według danych Głównego Urzędu Statystycznego, masa odpadów komunalnych, wytworzonych w ciągu roku na terenie województwa, w latach 2015-2018 wzrosła z 311 do 336 kg w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

Bez nowoczesnej infrastruktury, ze zmniejszającą się liczbą działających legalnie składowisk, trudno będzie o racjonalne gospodarowanie odpadami. Już teraz wchodząc do mazowieckich lasów mamy przedsmak tego, co może – w jeszcze większej skali – dziać się również w miastach. Walające się po ulicach śmieci już niedługo mogą wtopić się w krajobraz Warszawy, czyli miasta aspirującego do miana stolicy całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej – ocenia Andrzej Gąsiorowski, aktywista na rzecz energetyki atomowej i środowiska z Fundacji Fota4Climate.

Specustawa – przepisy na koronawirusa

Epidemia koronawirusa rozprzestrzenia się w Europie. 4 marca br. Minister Zdrowia, Łukasz Szumowski potwierdził pierwszy przypadek koronowirusa w Polsce. Jakie działania mogą, a wręcz powinni podjąć polscy przedsiębiorcy, aby zmniejszyć ryzyko pojawienia się wirusa w ich zakładzie pracy? Jakie przepisy należy mieć na uwadze?

Mamy już pierwszy przypadek potwierdzonego wirusa COVID-19 w Polsce. Chociaż nie jest on bardziej groźny od wirusa grypy, to jednak naukowcy nie mają pewności czy nie dojdzie do dalszej mutacji tego patogenu. Zwłaszcza, że wszechobecna globalizacja i łatwość podróżowania zwiększa tempo rozprzestrzeniania się wirusa. Liczba zachorowań na całym świecie zbliża się już do 100 tysięcy[1]. Wprowadzenie przez działy HR pracodawców, a także przez agencje zatrudnienia  procedur minimalizujących ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa, to działania, które można, a nawet trzeba w tym momencie realizować. Może to wpłynąć również pozytywnie na zmniejszenie liczby zachorowań na grypę. Ważne jest natomiast, aby zapoznać pracowników z tymi procedurami we właściwy sposób, nie wywołując niepotrzebnej paniki.

W tej chwili najważniejsze są rzetelne, przejrzyste instrukcje i dopilnowanie, aby każdy z naszych pracowników się z nimi zapoznał i do nich stosował.mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, agencji rekrutacji oraz Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

PRZEPISY „ZABEZPIECZAJĄCE” PRACODAWCĘ PRZED KORONAWIRUSEM

W celu zminimalizowania ryzyka wystąpienia przypadków zakażenia wirusem w naszej organizacji pamiętajmy przede wszystkim o obowiązkach, jakie spoczywają na nas jako pracodawcy oraz o możliwościach, jakie dają nam przepisy prawa w celu uczynienia zadość ww. obowiązkom.

Jednym z podstawowych obowiązków pracodawcy jest zapewnienie bezpieczeństwa i higieny pracy (art. 94 pkt 4 oraz art. 207 kodeksu pracy). Zgodnie natomiast z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 19 grudnia 1980 r., sygn. akt I PR 87/80), pracodawca ma obowiązek zapewnienia pracownikom faktycznego bezpieczeństwa, a nie jedynie do realizacji obowiązków z powszechnie obowiązujących przepisów bhp.

Trudno jednak zadbać o właściwe bezpieczeństwo i higienę pracy, jeśli nie mamy wiedzy na temat potencjalnego źródła ryzyka. Czy pracodawca ma zatem prawo zapytać pracowników czy np. w trakcie urlopu przebywali w rejonach o większym zagrożeniu zakażenia koronawirusem, aby ocenić ryzyko pojawienia się wirusa w firmie? Prawnicy wskazują, że pracodawca może powołać się na art. 6 ust. 1 pkt f) RODO, który zezwala na przetwarzanie danych osobowych w celu wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na administratorze – w tym wypadku w celu zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy przez pracodawcę.

A jak sprawdzić faktyczny stan zdrowia pracownika?

Artykuł 229 §  4 kodeksu pracy, stanowi o tym, że pracodawca nie może dopuścić do pracy pracownika bez aktualnego orzeczenia lekarskiego stwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku. Jeśli więc wystąpi zdarzenie, które może wskazywać na zmianę stanu zdrowia pracownika (np. gorączka, kaszel, bóle głowy czy osłabienie organizmu) co wynika z obserwacji pracodawcy, to zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 18 grudnia 2002 r. (sygn. akt I PK 44/02) aktualne orzeczenie lekarskie traci swoją ważność i pracodawca jest zobowiązany odsunąć pracownika od wykonywania pracy oraz skierować go na badanie kontrolne.

CO REGULUJE SPECUSTAWA?

W Polsce obowiązuje ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Dodatkowo, władze zdecydowały się na wprowadzenie specustawy, która pozwalałaby na szybkie reagowanie w przypadku takich chorób zakaźnych, jak koronawirus. Projekt „Ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych” został przyjęty przez Sejm RP 2 marca br. Czeka jeszcze na zatwierdzenie przez Senat i podpis Prezydenta RP. Sądząc jednak po większości jaką Sejm przyjął przedmiotową ustawę, jest to tylko kwestia czasu.

Jedną z najistotniejszych kwestii dla pracodawców, którą reguluje specustawa, będzie możliwość jednostronnego polecenia pracownikowi wykonywania pracy poza stałym miejscem jej wykonywania na zasadzie polecenia służbowego.

I tutaj należy pamiętać o kilku czynnikach:

  • Pracodawca będzie mógł wydać takie polecenie, o ile będzie to konieczne do zwalczania zakażenia i jego skutków oraz zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa. Muszą zatem istnieć podstawy uznania, że wykonywanie pracy poza stałym miejscem pracy jest konieczne do przeciwdziałania koronawirusowi (np. pracownik wrócił z zagrożonego terenu lub miał kontakt z osobą zarażoną). Przy czym należy pamiętać, że pracę zdalną mogą wykonywać jedynie osoby zdrowe z aktualnym orzeczeniem lekarskim.
  • Polecenie musi dotyczyć tej samej pracy i definiować okres pracy zdalnej oraz miejsce jej wykonywania.
  • Polecenie może dotyczyć jedynie tych prac, które mogą być wykonywane zdalnie.
  • Jeżeli do wykonania takiej pracy konieczny jest sprzęt, zapewnia go pracodawca.
  • Za bhp w miejscu pracy zdalnej nadal odpowiada pracodawca. Koszty wykonywania pracy ponosi pracodawca.
  • Należy wskazać sposób potwierdzania obecności w pracy.
  • Polecenie może mieć dowolną formę, ale do celów dowodowych najlepsza będzie forma pisemna lub dokumentowa np. w postaci wiadomości e-mail.
  • Polecenie może zostać w każdym czasie odwołane przez pracodawcę.

Specustawa odnosi się także do opieki na dzieckiem. Jeśli, z uwagi na koronawirusa, zostanie zamknięty żłobek, przedszkole, szkoła, klubik dziecięcy, pracownik ubezpieczony ma prawo do dodatkowego zasiłku opiekuńczego w maksymalnym wymiarze 14 dni.

O CZYM JESZCZE POWINNY PAMIĘTAĆ DZIAŁY HR?

Działy HR powinny pamiętać o wprowadzeniu mechanizmów minimalizujących ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa i bieżącym informowania pracowników o sytuacji w firmie.

Opracowaliśmy w naszej firmie instrukcje dla pracowników i rekomendujemy naszym klientom wdrożenie ich w swoich organizacjach. Instrukcje przede wszystkim stawiają na prewencję, rzetelną informację i omawiają sposób postępowania w sytuacji zagrożenia. Nasze instrukcje odsyłają do informacji publikowanych przez Ministerstwo Zdrowia, zalecają powstrzymanie się od podróży do krajów, w których ryzyko zarażenia jest największe oraz informowania pracodawcy, jeśli w ciągu ostatnich dwóch tygodni do takiej sytuacji doszło. Firmy mogą zalecić również zastępowanie spotkań telekonferencjami. mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, agencji rekrutacji oraz Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

Warto mieć na uwadze tzw. drugą stronę przepisów prawa, żeby pochopnymi decyzjami nie narazić się na nieprzewidziane konsekwencje.

Artykuł 210 § 1 kodeksu pracy daje pracownikowi prawo do powstrzymania się od pracy, kiedy warunki pracy nie odpowiadają przepisom i warunkom bhp oraz stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia (np. roznoszenie choroby zakaźnej przez innego pracownika czy przebywanie w strefie podwyższonego ryzyka zakażeniem). Przy czym, za czas powstrzymania się od pracy, pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia (art. 210 § 3 kodeksu pracy).

A jak sprawa ma się z podróżami służbowymi? Pracownik może odmówić udania się w taką podróż, powołując się na art. 210 § 1 i 2 kodeksu pracy i uzasadniając, że warunki wykonywania pracy zagrażają jego zdrowiu i nie odpowiadają warunkom bhp.

Pamiętajmy też, że wysłanie pracownika na przymusowy urlop wypoczynkowy nie znajduje umocowania w przepisach prawa  i nie możemy go wykorzystać w celu zmniejszenia ryzyka zakażenia w firmie, wyjątkiem jest zaległy urlop wypoczynkowy. Do momentu wejścia w życie specustawy, skierowanie pracownika (o ile umowa o pracę tego nie określa) do pracy zdalnej nie może być egzekwowane przez pracodawcę bez zgody pracownika.

[1] Instytut Center for Systems Science and Engineering (CSSE), jednostka związana z Johns Hopkins University w Baltimore, uruchomił stronę internetową skorelowaną z danymi WHO, na której można na bieżąco śledzić rozprzestrzenianie się wirusa.

Złożenie sprawozdania finansowego – kluczowe informacje

Finalnym krokiem w procesie przygotowywania sprawozdania finansowego w formie elektronicznej jest jego należyte złożenie. Warto więc wiedzieć: jakie dokumenty złożyć, jak je podpisać, jakie są terminy oraz kto może dokonać zgłoszenia. Dla wielu przedsiębiorstw nadal bywa to kłopotliwe.

W ciągu 6 miesięcy od dnia bilansowego, sprawozdanie finansowe podlega zatwierdzeniu przez wspólników, udziałowców bądź akcjonariuszy. Zatwierdzone sprawozdanie finansowe w formie elektronicznej powinno zostać złożone do odpowiednich rejestrów i urzędów w określonym czasie.

Istotne podpowiedzi

Sprawozdanie finansowe przedsiębiorców wpisanych do KRS powinno zostać złożone w rejestrze w ciągu 15 dni od dnia jego zatwierdzenia. Podatnicy PIT prowadzący księgi rachunkowe składają sprawozdanie finansowe do szefa KAS do końca kwietnia. Co ważne, w przypadku spółek wpisanych do KRS – zniesiony został obowiązek przesyłania zatwierdzonego sprawozdania finansowego do urzędu skarbowego. Sprawozdanie jest dostępne w Repozytorium Dokumentów Finansowych, w związku z czym urzędy skarbowe mogą korzystać z tej bazy do przeglądania sprawozdań finansowych podatników.

W związku z elektroniczną formą sprawozdania, również jedynym dostępnym sposobem dopełnienia obowiązku złożenia sprawozdania finansowego jest złożenie elektronicznego wniosku. Warto podkreślić, iż wniosek o złożenie sprawozdania musi również zostać podpisany elektronicznie – w tym przypadku jednak jedynie przez jednego członka zarządu ujawnionego z numerem PESEL w KRS.

Zgłoszenie opatruje kwalifikowanym podpisem elektronicznym albo podpisem zaufanym co najmniej jedna osoba fizyczna, której numer PESEL jest ujawniony w Rejestrze, wpisana jako uprawniona samodzielnie lub łącznie z innymi osobami do reprezentowania podmiotu, prokurent, syndyk, zarządca w postępowaniu restrukturyzacyjnym albo likwidator. Od roku 2019 możliwe jest również złożenie wniosku o wpis przez pełnomocnika – zgłoszenia może dokonać adwokat, radca prawny lub prawnik zagraniczny, pod warunkiem, że jego dane zostały udostępnione sądom i Ministrowi Sprawiedliwości przez Naczelną Radę Adwokacką oraz Krajową Radę Radców Prawnych za pośrednictwem systemu teleinformatycznego, a w tym systemie ujawniony będzie jego numer PESEL oraz będzie on umocowany do dokonania takiego zgłoszenia. W przypadku dokonywania takiego zgłoszenia pełnomocnik powołuje się na udzielone mu pełnomocnictwo oraz podpisuje zgłoszenie kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Wprowadzona zmiana bardzo ułatwiła proces spółkom, których np. cały zarząd składał się z osób zagranicznych, które nie posiadały numeru PESEL.

Co trzeba załączyć do sprawozdania finansowego?

Zgłoszenie sprawozdania finansowego powinno zawierać również inne wymagane dokumenty. Każdy dokument powinien być przygotowany w formie elektronicznej, jednak dopuszczalna jest różna forma przygotowania dokumentów. Do wniosku o zgłoszenie sprawozdania finansowego należy załączyć:

  • roczne sprawozdanie finansowe – w formie pliku XML opatrzonego elektronicznym podpisem (spółki sporządzające sprawozdania finansowe wg MSR załączają sprawozdanie finansowe w formie dokumentu PDF, opatrzonego podpisem);
  • sprawozdanie z działalności – w formie pliku pdf opatrzonego podpisem elektronicznym;
  • opinia biegłego rewidenta/sprawozdanie z badania rocznego sprawozdania finansowego – w formie elektronicznej z podpisem biegłego rewidenta.

Nie ma obowiązku postaci elektronicznej dla następujących załączników do wniosku – możliwe jest załączenie skanów podpisanego dokumentu:

  • uchwała lub postanowienie o zatwierdzeniu rocznego sprawozdania finansowego lub skonsolidowanego rocznego sprawozdania finansowego;
  • uchwała o podziale zysku bądź pokryciu straty.

Warto też podkreślić, iż sprawozdanie z działalności nie stanowi elementu sprawozdania finansowego (w formie XML bądź pdf), a jest osobnym dokumentem. Nie jest dozwolone przygotowanie sprawozdania w formie papierowej, podpisanie go przez kierownika jednostki i przygotowanie skanu – musi być to dokument pdf opatrzony podpisem elektronicznym.

Magdalena Michniewicz, Senior Manager w MDDP Outsourcing

Joanna Seklecka najbardziej wpływową kobietą polskiej branży płatniczej 2020

Kapituła rankingu organizowanego przez Cashless.pl – jeden z największych portali branży fintech – zdecydowała, że Joanna Seklecka, Prezes eService, jest najbardziej wpływową kobietą polskiej branży płatniczej 2020 r. Wśród laureatek znalazły się 22 wyróżnione panie, wybrane przez przedstawicieli rynku płatności oraz laureatki ubiegłorocznej edycji konkursu. Spośród kilkudziesięciu zgłoszonych kandydatek, autorzy rankingu wyłonili także siedem kobiet zaliczanych do grona wschodzących gwiazd branży.

Najwyższa pozycja w rankingu Cashless.pl to dla mnie ogromne wyróżnienie. Ma tym większą wagę, że branża, w której pracujemy, jest niezwykle wymagająca, a przy tym wciąż niewiele kobiet zajmuje w niej wysokie stanowiska. Liczę na to, że dzięki rankingowi prezentującemu osiągnięcia kobiet w branży fintech uda się zachęcić więcej pań do spróbowania swoich sił       w nowoczesnych technologiach i IT. Serdecznie dziękuję za to wyróżnienie i gratuluję wszystkim uczestniczkom – powiedziała Joanna Seklecka, Prezes eService.

Joanna Seklecka jest związana z eService od 2004 roku. W 2017 objęła stanowisko Prezesa Zarządu i z sukcesami zarządza firmą, umacniając pozycję lidera polskiego rynku akceptacji kart płatniczych i rozliczania transakcji elektronicznych. Aktualnie jako General Manager jest także odpowiedzialna za działalność międzynarodowej Grupy EVO Payments Inc. na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. W styczniu br. Joanna Seklecka została przewodniczącą Komitetu Agentów Rozliczeniowych – forum konsultacyjno-doradczego przy Związku Banków Polskich. Jej kadencja potrwa trzy lata.

eService pod kierownictwem Prezes Sekleckiej obsługuje ponad 392 tysiące terminali płatniczych w całej Europie, z czego 254 tys. w Polsce. Firma rozwija się też na rynkach zagranicznych, odpowiadając za sprawne działanie 138 tysięcy terminali w 10 krajach Europy. Liczba oraz wartość obsługiwanych transakcji, a także zakres i jakość oferowanych usług, czyni firmę liderem polskiego rynku transakcji płatniczych oraz największym agentem rozliczeniowym w  Europie Środkowo-Wschodniej. Firma aktywnie działa w Programie Polska Bezgotówkowa i jest w najchętniej wybieranym dostawcą stacjonarnych i mobilnych rozwiązań płatniczych dla handlu, usług i instytucji.

Wśród najbardziej wpływowych kobiet branży płatniczej obok Joanny Sekleckiej znalazły się: Joanna Erdman – dyrektor ds. projektów strategicznych mBank, Kamila Kaliszyk – dyrektor ds. rozwoju rynku w Mastercard w Polsce, Małgorzata O`Shaughnessy  – doradca strategiczny, Client Engagement w Visa CEE i Barbara Borgieł-Cury – sekretarz rady nadzorczej Polskiego Standardu Płatności (operatora BLIKa) oraz dyrektor Centrum Bankowość Codzienna w Pionie Bankowości Detalicznej w ING Banku Śląskiego.

Ranking redakcji Cashless.pl to konkurs, w którym przedstawiciele rynku płatności oraz laureatki ubiegłorocznej edycji wybierają zwyciężczynię spośród zgłoszonych wcześniej kandydatek. Jego celem jest promowanie równości zawodowej w najważniejszych firmach z branży płatniczej. Konkurs odbył się już po raz drugi.

W tym roku redakcja Cashless.pl nagrodziła również wschodzące gwiazdy polskiej branży płatniczej, czyli osoby z mniejszym doświadczeniem zawodowym, ale posiadające potencjał, aby w przyszłości odegrać istotną rolę w świecie płatności. Tytuł wschodzącej gwiazdy 2020   r. zdobyła Magdalena Kubisa z PSP, spółki – operatora BLIKa.

Rynek akcji dołuje, kapitał ucieka w obligacje, złoto i jena

Globalny rynek akcji dołuje, kapitał ucieka w obligacje, złoto i jena. Uwaga skupia się na tempie, z jakim wirus rozprzestrzenia się poza Chinami i rynki nie uspokoją się, póki epidemia nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Albo przywódcy państw i banki centralne nie przekonają inwestorów, że kontrolują sytuację.

Wróciła wyprzedaż aktywów ryzykownych: dołuje rynek akcji, ropa naftowa, waluty rynków wschodzących. Kapitał ucieka w złoto, JPY, CHF i obligacje skarbowe. Liczba przypadków zachorowań na koronawirusa wkrótce sięgnie okrągłych 100 tys., co zapewne będzie świetnie nadawać się budzące niepokój nagłówki prasowe. Im dłużej rozprzestrzenianie się wirusa trwa, tym boleśniejsze będą skutki gospodarcze i dłuższy okres powrotu do stanu wyjściowego (o ile w ogóle istnieje opcja zanegowania wszystkiego). Rynek akcji dyskontuje wyraźne spowolnienie gospodarcze, wobec którego jak na razie nie mobilizują się rządy. Reakcja banków centralnych także rozczarowuje, a rynek żąda więcej – względem Fed oczekuje kolejnego cięcia o 50 pb w tym miesiącu. Na rynku nie ma przekonania, gdzie leży dno. Jeśli miałby wskazać pretekst do odbicia, to tylko w „obawach”, że weekend może w końcu przynieść informacje o skoordynowanym działaniu światowych przywódców/banków centralnych.

Koncentrując się na wirusie i jego wpływie, inwestorzy mogą zwracać mniejszą uwagę niż zwykle na piątkowy raport z rynku pracy USA. Jedyne, czego może dowieźć, to potwierdzić ostatni przekaz Fed – do czasu wybuchu epidemii gospodarka USA miała się solidnie. Po silnym wzroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w styczniu (225 tys.), w lutym spodziewane jest wyhamowanie (prog. 175 tys.) głównie na odreagowaniu wcześniejszego wzrostu popytu na pracowników m.in. w budownictwie w związku z lepszymi warunkami atmosferycznym miesiąc wcześniej. Ale podstawowe tempo wzrostu miejsc pracy pozostaje silne i może to pomóc w obniżeniu stopy bezrobocia do 3,5 proc. Byłby to dobry punkt wyjścia wobec prawdopodobne pogorszenia sytuacji na rynku pracy w marcu, kiedy firmy usługowe będą redukować zatrudnienia w obliczu spadku popytu. I w takim kontekście inwestorzy będą tonować swój entuzjazm w przypadku pozytywnych zaskoczeń w dzisiejszym raporcie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

„Pokolenie Z” z przytupem wchodzi na rynek pracy

Wierzący w swoje umiejętności, zainteresowani samozatrudnieniem lub freelancingiem oraz zwracający uwagę na kwestię równouprawnienia – tak określają siebie przedstawiciele pokolenia Z, które już wkrótce może całkowicie odmienić rynek pracy.  Według raportu ADP Polska „Workforce View in Europe 2019”, zdecydowana większość popularnych „Zetek” twierdzi, że ma odpowiednie kompetencje do odniesienia sukcesu w pracy.

Aż 79 proc. pracowników w wieku 16-24 pozytywnie postrzega swoją przyszłość w obecnym miejscu pracy. Nieco wyższym stopniem optymizmu wyróżniają się ich europejscy rówieśnicy (83,7 proc.). Biorąc pod uwagę wiarę w swoje umiejętności, w Polsce 81 proc. pokolenia Z uważa, że ich kompetencje wystarczą do osiągnięcia sukcesu zawodowego (średnia europejska wynosi 84 proc.) – wynika z danych raportu „Workforce View in Europe 2019”.

– Chłonny w ostatnich latach rynek pracy z dużym entuzjazmem przywitał nowe pokolenie. Jednak już teraz wiadomo, że pracodawcy, aby zatrzymać „Zetki” w firmie, będą musieli znacznie zmienić dotychczasowy styl zarządzania zespołem. W przeciwieństwie do millenialsów i pokolenia X, najmłodszym pracownikom zależy przede wszystkim na równym traktowaniu i partnerskich relacjach z szefem. Zwracają też uwagę na misję firmy i realizowane przez nią działania CSR – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

Bardziej „ja” niż „my” – pokolenie Z w drodze po samozatrudnienie

Z jednej strony skoncentrowani na sobie i swoim rozwoju, z drugiej otwarci na nowe relacje i doceniający działania CSR – pokolenie Z lubi stawiać na swoim i bardziej niż inne generacje docenia niezależność zawodową. Jak wynika z badania ADP, „Zetki” są najliczniejszą grupą wiekową, która rozważa przejście na samozatrudnienie lub freelancing. Ponad 72 proc. z nich jest zainteresowanych taką formą pracy. Co ciekawe, wyprzedzają w tym aspekcie swoich europejskich rówieśników (odpowiednio 58 proc.). Co ważne, pomimo tego, że w osobistej karierze „Zetki” cenią sobie samodzielność, to łatwo nawiązują kontakty i potrafią pracować w grupie, co czyni je dobrymi pracownikami[1].

– Zetki wchodziły na rynek pracy w okresie niskiego bezrobocia. Dzięki temu przedstawiciele tego pokolenia nie doświadczyli wielomiesięcznego procesu poszukiwania pracy i szybko znaleźli odpowiadające im stanowisko. Między innymi z tego może wynikać ich pewność siebie. Tym, co je wyróżnia jest nie tylko wiara we własne możliwości i wielozadaniowość, ale również znajomość bieżących trendów. Potrafią bardzo szybko dopasować się do wymagań współczesnego świata. Pokolenie to nie jest jednak idealne – ich lojalność jest niższa w porównaniu do innych grup wiekowych niewielu z nich deklaruje chęć pozostania w obecnej pracy dłużej niż 5 lat – mówi Anna Barbachowska.

Chcesz zatrzymać „Zetkę” w firmie? Nie rób tego

„Zetki” są również skoncentrowane na rozwoju i nie lubią stać w miejscu. Z tego względu najskuteczniejszą metodą na zatrzymanie przedstawiciela pokolenia Z w firmie jest stawianie mu nowych wyzwań. Trzeba pamiętać jednak, że pokolenie Z bardzo dużą wagę przywiązuje do równości i równouprawnienia – w badaniu ADP aż 76 proc. z nich twierdzi, że zmieniłoby pracę, gdyby w ich obecnym miejscu zatrudnienia płace kobiet i mężczyzn nie byłyby na takim samym poziomie.  Przedstawiciele pokolenia Z szczególną uwagę zwracają również na dyskryminację ze względu na wiek – ponad 11 proc. z nich twierdzi, że ze względu na ich młody wiek czuje się w pracy dyskryminowane. Co ciekawe, w odczuwaniu tej formy dyskryminacji „Zetki” są podobne do millenialsów – ponad 12 proc. pracowników tego pokolenia odczuwa, że ze względu na ich wiek ich kompetencje nie są właściwie docenianie.

Raport „The Workforce View in Europe 2019” jest dostępny pod adresem: http://bit.ly/raport_ADP_2019

[1] J. Papież, Pokolenie Z – z kręgu kultury ponowoczesnej, Studia Elbląskie, t.17, 2016, s. 290.

Bardzo duże zainteresowanie obligacjami, dolar w odwrocie

Inwestorzy dalej wycofują się z ryzykownych aktywów. Za takie uważane są nie tylko akcje, co wyjaśnia część spadków na głównych indeksach, ale ostatnio także dolar amerykański. Widać za to bardzo duże zainteresowanie obligacjami, co jest dobrą wiadomością dla polityków, mogących taniej się zadłużyć.

Odwrót od dolara

Amerykańska waluta, od początku roku niemal do końca lutego, znajdowała się w wyraźnym trendzie spadkowym. Dwa tygodnie temu jednak doszło do zmiany podejścia. Nagle inwestorzy przestali przychylnie patrzeć na USD. Owszem, zaczęły pojawiać się odrobinę słabsze dane makroekonomiczne, ale nie tłumaczy to niemal 5% przeceny dolara względem euro.

Wczoraj poznaliśmy nieco słabsze dane na temat zamówień. Istotna różnica miała miejsce tylko w przypadku subindeksu zamówień w przemyśle. W rezultacie po raz kolejny dolar taniał. Amerykańska waluta, która jeszcze dwa tygodnie temu szturmowała poziom 4,00 zł, dzisiaj znajduje się niewiele powyżej 3,80 zł.

OPEC stara się ratować ceny ropy

Na posiedzeniu OPEC, czyli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową podjęto decyzję o obniżeniu produkcji ropy o 1,5 mln baryłek dziennie. Czy to dużo? To niemal 2% światowej produkcji. Tak duża redukcja spowodowana jest ciągle zmniejszającymi się prognozami popytu na ten surowiec, wywoływanymi wstrzymaniem produkcji w Chinach i strachem związanym z koronawirusem. Pomimo tej decyzji ropa jednak znów tanieje. Dzisiaj po raz kolejny ceny ropy notowanej na giełdzie w Londynie spadły poniżej 50 dolarów za baryłkę. Ustanowiły w ten sposób najniższy pułap od połowy 2017 roku.

Spadki cen ropy ciągną w dół rosyjską walutę. Rubel od początku roku stracił już niemal 10% na wartości względem złotego.

Lepsze dane z Niemiec

Dzisiaj rano poznaliśmy dane na temat zamówień w przemyśle w Niemczech. Dobre dane do spadek o 2,5% w ujęciu rocznym. Dlaczego spadek jest dobrą daną? Oczekiwania analityków były znacznie słabsze. Nie zmienia to faktu, że ostatnie dane z Niemiec są coraz lepsze i bardzo negatywny obraz, który był malowany przed niemiecką gospodarką, powoli się dezaktualizuje. Nie znaczy to jednak, że przed Berlinem pojawiają się jakieś szczególnie dobre perspektywy. Widać to chociażby na tamtejszym parkiecie, gdzie główny index w ciągu dwóch tygodni stracił około 15%.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Dokumentacja cen transferowych za 2019 r.

Przepisy w zakresie cen transferowych w ostatnich latach zmieniają się każdego roku. Dokumentacja cen transferowych jest istotnym dokumentem potwierdzającym prawidłowość stosowanych cen pomiędzy podmiotami powiązanymi. Z uwagi na częste zmiany przepisów w tym zakresie podatnicy powinni zadbać o to, aby przygotowywana przez nich dokumentacja nie tylko odzwierciedlała rzeczywiste transakcje i skalkulowane ceny, ale także zawierała wszystkie niezbędne elementy.

Wartość transakcji

W poprzednim stanie prawnym przepisy uzależniały obowiązek sporządzenia dokumentacji co do zasady od wartości przychodów i kosztów (próg 2 mln euro). Zgodnie z art. 11k ust. 1 ustawy o CIT podmioty powiązane powinny w dokumentacji sporządzonej za 2019 r. wskazać, że ceny transferowe zostały ustalone zgodnie z zasadą rynkową. W ustawie zostały określone progi kwotowe dla transakcji kontrolowanej o charakterze jednorodnym, które są objęte obowiązkiem dokumentacyjnym. Wspomniane progi zostały określone jako kwota netto:

  • 10 mln zł w przypadku transakcji towarowej (sprzedaż towarów, środków trwałych) bądź finansowej;
  • 2 mln zł w przypadku transakcji usługowej bądź innej;
  • 100 tys. zł w przypadku transakcji prowadzonych z podmiotami zlokalizowanymi w rajach podatkowych.

Zmiany przepisów doprecyzowują również kwestię kalkulacji wartości transakcji i odnoszą ją do kwot netto. Uzasadnione jest to zasadą neutralności VAT.

„Safe harbours”

W ramach dokumentowania cen transakcyjnych w 2019 r. ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie dwóch rozwiązań, gdzie po spełnieniu kilku warunków nie będzie weryfikowana cena transferowa pomiędzy podmiotami. Pierwsze z nich to pożyczki, które powinny opiewać na kwotę nie wyższą niż 20 mln zł i być udzielone na okres maksymalnie 5 lat oraz nie powinny pochodzić z raju podatkowego. Drugie uproszczenie to brak weryfikacji w przypadku usług o niskiej wartości dodanej, jeżeli narzut nie będzie wynosił więcej niż 5%, a podatnik będzie w posiadaniu kalkulacji kosztów rodzajowych wraz z przypisaniem klucza alokacji.

Zwolnienia dokumentacyjne

Nowe przepisy przewidują, że nie wszystkie podmioty będą zobowiązane do przygotowania dokumentacji cen transferowych. Obowiązek ten nie dotyczy transakcji pomiędzy krajowymi podmiotami powiązanymi, jeżeli spełnione są dwa warunki. Pierwszy warunek to konieczność wykazania w danym roku podatkowym dochodu (brak straty) przez każdy z podmiotów uczestniczących w transakcji. Drugi warunek to brak korzystania ze zwolnienia z podatku dochodowego (działalność w specjalnej strefie ekonomicznej oraz decyzja o wsparciu nowych inwestycji).

Zniesienie obowiązku dokumentacyjnego dla podmiotów krajowych wynikało z postulatów rynkowych oraz z faktu, że co do zasady w przypadku podmiotów krajowych dokumentowanie cen transakcyjnych nie ma związku z celem tych przepisów – przeciwdziałaniem transferowi dochodów pomiędzy różnymi jurysdykcjami.

Dodatkowo ustawa przewiduje, że w przypadku transakcji kontrolowanych, które w całości nie stanowią przychodu lub kosztów uzyskania przychodu, jak również transakcji w trybie przetargu nieograniczonego.

Dokumentacja master file i local file

Zgodnie z obecnymi przepisami do przygotowania dokumentacji master file zobowiązani będą podatnicy należący do grupy kapitałowej, dla której sporządzane jest skonsolidowane sprawozdanie finansowe oraz której skonsolidowane przychody przekroczyły w poprzednim roku obrotowym 200 mln zł lub równowartość tej kwoty w innej walucie. Dodatkowo można wykorzystać dokumentację grupową przygotowaną przez jeden z podmiotów z grupy. Dokumentację master file można przygotować także w języku angielskim. Powinna ona zawierać m.in. opis grupy podmiotów powiązanych, opis istotnych wartości niematerialnych i prawnych grupy podmiotów powiązanych, opis istotnych transakcji finansowych grupy podmiotów powiązanych oraz informacje finansowe i podatkowe grupy podmiotów powiązanych.

Niezależnie od posiadania dokumentacji master file podatnicy powinni zadbać o lokalną dokumentację cen transferowych zawierającą m.in. opis podmiotu powiązanego, opis transakcji, w tym analizę funkcji, ryzyk i aktywów oraz analizę cen transferowych (analizę porównawczą lub analizę zgodności).

Sprawozdanie TP-R i oświadczenie

Formularz CIT-TP został zastąpiony informacją TP-R. Nowa informacja w zakresie cen transferowych będzie składana po raz pierwszy za 2019 r. Dane przekazywane szefowi KAS będą w formacie xml i będą zawierały dużo szerszy zakres niż ma to miejsce obecnie.

Po raz pierwszy oświadczenie o sporządzeniu lokalnej dokumentacji cen transferowych będzie musiało zawierać potwierdzenie jej przygotowania oraz oświadczenie o stosowaniu cen rynkowych.

Termin na sporządzenie dokumentacji

W porównaniu do lat poprzednich zmianie uległ termin na przygotowanie dokumentacji cen transferowych. Za 2019 r. upływa on z końcem 9 miesiąca po zakończeniu roku podatkowego, czyli u podatników, u których rok podatkowy pokrywa się z kalendarzowym, dokumentację należy przygotować do 30 września 2020 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dywersyfikacja źródeł gazu pozwoli na obniżenie cen

Polityka dywersyfikacji źródeł dostaw gazu to jedyne rozwiązanie, które pozwoli dostarczyć polskim odbiorcom najlepszą możliwą dzisiaj ofertę – czyli jak najniższą cenę. Oprócz tego dostarczanie surowca z różnych kierunków jest gwarantem zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Rynek posiadający szeroki, wolny dostęp do wielu źródeł może wybierać najkorzystniejsze oferty. Tylko w ten sposób w Polsce może stać się on zdrowy i płynny, a ceny adekwatne do warunków na pozostałych rynkach. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii konsument może sprowadzić sobie gaz z dowolnego źródła. Nie ma tam żadnego zagrożenia, a kryterium wyboru staje się właśnie cena. Potrzebne są więc projekty, które – choć kosztują miliardy złotych – pozwalają sięgnąć po nowe źródła i nadrobić zacofanie na polskim rynku gazu. Póki co jesteśmy podczepieni pod kontrakt z jednym dostawcą – Gazpromem, firmą, która od lat sprawia wiele problemów. Zmianą jakościową jest terminal LNG w Świnoujściu. To zapewnia pewną w wolność w wyborze źródeł. Dzięki niemu Polska może sprowadzić gaz skroplony chociażby z Trynidadu i Tobago. Kolejnym pozytywnym krokiem ma być inwestycja Baltic Pipe. Dostawy gazociągowe z Norwegii będą trwale konkurencyjne dla oferty rosyjskiej i każdej innej. Transfery te można realizować na mocy kontraktu długoterminowego, uzależnionego od ceny giełdowej. To stawka, która nie podlega takim fluktuacjom, jak np. notujące duże wahania ceny gazu skroplonego. Choć dzisiaj to rozwiązanie jest bardzo opłacalne, w przyszłości może nagle podrożeć. Wtedy rozwiązaniem będą dostawy gazu z płynnego rynku norweskiego po cenie uzależnionej od giełdy, a nie decyzji podejmowanych na Kremlu.

– Prawdopodobnie po 2022 roku nie zostanie rozmontowany gazociąg jamalski. Rosjanie będą mogli z niego skorzystać w drodze aukcji regulowanych przepisami europejskimi, tak samo w każdym unijnym kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. – Dotychczas Gazprom mógł politycznie wpływać na funkcjonowanie tego gazociągu. Otworzy się więc droga do transportu gazu przez terytorium Polski do innych państw. Nieznany jest jednak los dostaw rosyjskiego surowca do naszego kraju. Polacy nie chcą przedłużenia kontraktu jamalskiego, zawartego jeszcze przez prezydenta Lecha Wałęsę i Borysa Jelcyna. Podpisano go na bardzo politycznych warunkach – bardzo odstających od tych, które mamy dzisiaj. W 2010 roku umowa była nawet kwestionowana przez Komisję Europejską. Choć ta oferta nie cieszy się już popularnością – nie oznacza to, że Polska nie skorzysta z kolejnej, lepszej – jeżeli taka pojawi się ze strony rosyjskiej. W 2022 roku politycy staną przed decyzją, czy i ile gazu sprowadzić od wschodniego sąsiada. Ten zapewne będzie chciał pozostać na naszym rynku gazu, który jest większy niż na całych Bałkanach – o które Gazprom walczy bardzo ostro. Dzięki inwestycjom w dywersyfikację źródeł Polska będzie miała pełną wolność wyboru najlepszej możliwej oferty. Za dwa lata powinna być też odczuwalna różnica w cenie gazu – kiedy będą realizowane kontrakty spoza Rosji, nasz rynek nie będzie tak bardzo wrażliwy na ceny ropy naftowej, od których uzależniony jest kontrakt jamalski. Obecnie ceny gazu w Polsce są dyktowane tymi właśnie zapisami, które regulują większość dostaw. W 2022 roku można założyć dalszą liberalizację rynku – gdzie nie tylko krajowy lider, odpowiedzialny za dywersyfikację, ale i mniejsi gracze zaczną kupować surowiec z dowolnego możliwego kierunku. Zmiany giełdowe będą miały dużo większe przełożenie na ceny gazu u klientów, którzy będą wybierać z wielu ofert. W ten sposób polski rynek gazu zacznie działać analogicznie do rynku rozwiniętych – wyjaśnił Jakóbik.

Banki centralne zaczynają reagować na obawy związane z koronawirusem

Na rynkach finansowych od końca lutego dominuje strach i pojawiają się obawy dotyczące negatywnego wpływu rozprzestrzeniającego się koronawirusa na ekonomię. Pierwsza fala zaniepokojenia nastąpiła na przełomie stycznia i lutego, kiedy liczba zarażonych w Chinach wzrosła. Pod koniec lutego epidemia koronawirusa rozprzestrzeniała się w Europie (najpierw we Włoszech) oraz w Korei Południowej, wywołując panikę na rynkach finansowych. W tym tygodniu zażądano spotkania ministrów finansów grupy G7 oraz interwencji banków centralnych (poza Fed stopy procentowe  obniżyły m.in. RBA czy BoC). Europejski Bank Centralny (EBC) ma posiedzenie w następnym tygodniu, a prawdopodobieństwo, że złagodzi politykę pieniężną się zwiększa, chociaż europejscy przedstawiciele banków centralnych w tym tygodniu zaznaczyli, że woleliby z tym poczekać.

Z drugiej strony, w tym tygodniu NBP zachował spokój nie zmieniając głównej stopy procentowej, która wynosi nadal 1,50%. Prezes NBP, A. Glapiński powtórzył, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje stabilność stóp procentowych do końca jego kadencji (do 2021 r.). NBP nie przejmuje się obecną wysoką inflacją (uważa ją za tymczasową), ani napięciem wokół koronawirusa (zamierza w spokoju monitorować i analizować rozwój sytuacji). W porównaniu z prognozą z listopada NBP oczekuje w tym roku słabszego wzrostu PKB (3,2%) oraz szybszego wzrostu inflacji (3,65%).

Złoty w tym tygodniu skorygował częściowo straty z  tygodnia ubiegłego i w piątek rano kurs wynosił 4,31 EUR/PLN. Eurodolar w tym samym czasie był na poziomie 1,124 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Wciąż tylko nielicznym kobietom udaje się wejść do zarządów – sytuacja Polek z branży finansowo-księgowej na rynku pracy

Aż 81 proc. respondentów badania Hays Poland wskazało, że najwyższe stanowiska w ich firmach zajmują mężczyźni. Wśród firm z branży finansowo-księgowej odsetek kobiet w zarządach wynosi 20 proc.

Jak wynika z przeprowadzonego w 2019 r. badania Hays Poland Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność, odsetek kobiet zarządzających firmami wzrósł z 15 proc. w 2018 r. do 18 proc. Ponadto z danych Eurostatu wynika, że w Polsce kobiety stanowią 21 proc. członków zarządów w największych spółkach publicznych. Choć w ciągu ostatnich pięciu lat udział ten wzrósł o 9 pp., jest to ciągle wynik poniżej unijnej średniej (26,7 proc.). I wciąż aż 81 proc. najwyższych stanowisk w firmach zajmują mężczyźni.

Podobnie jest w branży finansowo-księgowej, gdzie odsetek mężczyzn zarządzających firmami wynosi 80 proc.:

Płeć osoby zarządzającej firmą, w której pracujesz

Kobieta 20%
Mężczyzna 80%
Nie wiem 0%

Reprezentacja kobiet na stanowiskach managerskich jest wyższa. Dla 54 proc. ankietowanych ze wszystkich branż bezpośrednim przełożonym jest mężczyzna, podczas gdy w branży finansowo-księgowej kobiety na stanowiskach menedżerskich stanowią 50 proc. kadry kierowniczej:

Płeć bezpośredniego przełożonego

Kobieta 50%
Mężczyzna 48%
Brak przełożonego 2%

Kobiety dominują przy tym na stanowiskach specjalistek w ramach zespołów podległych managerom. W branży finansowo-księgowej 56 proc. respondentów wskazało, że większość ich współpracowników – członków zespołu – to kobiety:

Płeć członków zespołu, w którym pracujesz

W większości kobiety 56%
W większości mężczyźni 20%
Równa liczba kobiet i mężczyzn 24%

 Kobiety mają coraz większy apetyt na sukces

Mniejszy odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych może wynikać ze sposobu, w jaki firmy planują rozwój talentów oraz awanse w swoich strukturach. Często w rezultacie tych działań kobiety mają mniejsze szanse na realizację ambicji zawodowych oraz rozwój kariery.

W konsekwencji kobiety często mierzą niżej niż mężczyźni. Wynika to również z dotychczas zajmowanych przez nie stanowisk. Z badania Hays Poland wynika, że w 2019 r. kobiety były w podobnym stopniu zadowolone z zajmowanego obecnie stanowiska jak mężczyźni, jeśli spojrzeć na rynek pracy ogólnie. Ten pozytywny trend obserwowany jest już od 2018 r. Różnice w poziomie zadowolenia z zajmowanego stanowiska ujawniają się jednak w kontekście branży firmy. Kobiety związane z sektorem finansowo-księgowym nieco niżej oceniają swoją satysfakcję niż panie w innych branżach:

Czy jesteś zadowolony/ zadowolona z poziomu obecnie zajmowanego stanowiska?

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Bardzo zadowolony/a 16% 12% 20%
Zadowolony/a 54% 54% 46%
Trudno powiedzieć 20% 22% 22%
Niezadowolony/a 7% 10% 8%
Zdecydowanie niezadowolony/a 3% 2% 4%

Jednocześnie z roku na rok kobiety mają coraz większy apetyt na sukces. W 2019 r. panie, także w branży finansowo-księgowej, częściej niż mężczyźni wskazywały stanowisko dyrektorskie jako oznaczające dla nich sukces. To duża zmiana względem ubiegłych lat, kiedy to stanowiska liderów, dyrektorów i zarządzających wskazywane były najczęściej przez panów, podczas kiedy panie ograniczały swoje aspiracje do ról specjalistycznych, menedżerskich i związanych z kierowaniem niewielkim zespołem:

Jaki poziom stanowiska musisz objąć, aby uważać siebie za osobę, która odniosła sukces?

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
  Oznaczające sukces Obecnie zajmowane Oznaczające sukces Obecnie zajmowane Oznaczające sukces Obecnie zajmowane
Praktykant/ Stażysta 0% 2% 0% 2% 0% 2%
Asystent 0% 5% 0% 6% 0% 4%
Specjalista 2% 24% 2% 30% 2% 16%
Samodzielny Specjalista 10% 25% 16% 28% 12% 25%
Menedżer/ Kierownik 34% 28% 28% 22% 22% 30%
Dyrektor 28% 10% 26% 6% 22% 12%
Dyr. Zarządzający/Prezes

Prezes

14% 2% 12% 2% 24% 7%
Właściciel 10% 1% 12% 2% 14% 3%
Inne* 2% 3% 4% 2% 6% 1%

 * Wśród innych respondenci wymieniali stanowiska związane z ekspertyzą, nauką, role zarządowe oraz niezależne – np. doradca. Podkreślali również społeczny wymiar sukcesu, niezwiązanego z zajmowanym stanowiskiem oraz fakt, iż nazwa stanowiska ma drugorzędne znaczenie wobec zakresu obowiązków, odpowiedzialności oraz możliwości realizacji swojej ambicji.

Pozytywne zmiany względem zeszłego roku można zaobserwować w zakresie planowania ścieżki kariery. To w dużej mierze efekt rozwiązań wprowadzanych coraz chętniej przez firmy. W rezultacie odsetek pracowników – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – posiadających opracowany plan kariery sukcesywnie rośnie. W tym roku aż 76 proc. panów i 74 proc. pań potwierdza, że posiada przynajmniej częściowo opracowaną ścieżkę zawodową, którą chce podążać. Wśród kobiet z branży finansowo-księgowej odsetek ten wynosi 76 proc.:

Czy masz opracowany plan rozwoju kariery?

Tak 50%
Nie 24%
Częściowo 26%

Odwaga w myśleniu o swojej karierze wynika z obserwowanego przez kobiety wsparcia ze strony organizacji. Firmy najczęściej wspierają rozwój swoich pracowników umożliwiając im udział w zewnętrznych kursach i szkoleniach. Pozytywnym sygnałem jest to, że kobiety otrzymują niemal taką samą, dużą szansę na kształcenie i zdobywanie nowych umiejętności jak mężczyźni:

Czy pracodawca pomaga realizować Twój plan rozwoju?

Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Tak 38% 32% 44%
Przynajmniej częściowo 28% 34% 27%
Nie 34% 34% 29%

Niestety w branży finansowo-księgowej możliwość uczestniczenia w kursach i szkoleniach, zarówno tych zewnętrznych jak i wewnętrznych, ma mniej kobiet – odpowiednio 56 i 46 proc.:

W jaki sposób pracodawca pomaga realizować Twój plan rozwoju?*

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Umożliwia uczestnictwo w zewnętrznych kursach i szkoleniach 70% 56% 72%
Oferuje doradztwo w zakresie planowania kariery lub mentoring 24% 26% 34%
Organizuje wewnętrzne szkolenia 55% 46% 52%
Dokonuje regularnej oceny moich wyników 58% 54% 68%
Przedstawia ścieżki kariery w organizacji i perspektywy awansu 32% 36% 37%
Inne** 10% 8% 14%

* Procenty nie sumują się do 100, ponieważ można było zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź.

Kobiety – równie często jak mężczyźni – starały się o promocję w 2019 r (odpowiednio 38 i 35 proc.). Otrzymywały ją również podobnie często jak mężczyźni (odpowiednio 18 i 20 proc. w trakcie 6-12 miesięcy poprzedzających datę wzięcia udziału w badaniu). Odsetek kobiet z branży finansowo-księgowej, które ubiegały się o awans wynosił jeszcze więcej, bo 40 proc. 18 procentom udało się uzyskać promocję (w trakcie 6-12 miesięcy poprzedzających datę wzięcia udziału w badaniu):

Czy w trakcie ostatnich 12 miesięcy ubiegałaś się o awans?

Tak 40%
Nie 60%

Kiedy ostatnio awansowałaś?

Mniej niż 6 miesięcy temu 22%
6-12 miesięcy temu 18%
1-2 lata temu 28%
2-5 lat temu 20%

 

Kobiety na finansowym szczycie?

Wyniki badania Hays Poland zdają się wskazywać, iż jest szansa na to, że rynek pracy i świat finansów, także na poziomie zarządów firm, będzie bardziej sfeminizowany. Czy istnieje jednak na to jakaś recepta?

– Firmy i organizacje powinny inwestować w kobiety, zapraszając je do udziału w różnych ciekawych, ale i trudnych projektach, które prowadzone są w firmie, pozwalając im w ten sposób rozwinąć skrzydła i zbudować pewność siebie. Dzięki temu powstaną kolejne pokolenia liderów, w których kobiety będą stanowiły znaczący odsetek – mówi Alicja Dworowska ACMA, CGMA, Financial Accounting Director, Accelerated Enrollment Solutions.

Co więcej, w miarę postępującej automatyzacji i robotyzacji w świecie biznesu i finansów na znaczeniu będą zyskiwać kompetencje miękkie, które bardzo często są domeną kobiet.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez World Economic Forum, na przestrzeni najbliższych lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników. Już w tym roku na znaczeniu zyska między innymi inteligencja emocjonalna oraz elastyczność poznawcza. Dla specjalistów z dziedziny finansów zmieniające się środowisko stanowi ogromną szansę wyjścia poza dotychczasową, techniczną strefę komfortu i wykorzystania rozwijających się technologii jako sposobu na tworzenie wartości dla swoich organizacji – mówi Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

–  Jednak jak okryliśmy opracowując wraz z KPMG International raport Finance transformation: the human perspective, u specjalistów z dziedziny finansów istnieje duża luka kompetencyjna nie tylko w zakresie umiejętności cyfrowych, ale także społecznych. Zaledwie 3 proc. dyrektorów finansowych uważa, że osoby piastujące funkcje finansowe w ich organizacjach posiadają obecnie niezbędne kompetencje. Dlatego muszą one doskonalić nowe umiejętności i kompetencje, aby być konkurencyjnymi w cyfrowym świecie. Muszą także rozwinąć swoje umiejętności społeczne i komercyjne, aby lepiej prowadzić narrację biznesu, generować nowe rozwiązania biznesowe oraz skutecznie współpracować z kolegami z całej organizacji i zewnętrznymi interesariuszami. W tym kobiety mogą wieść prym – dodaje Jakub Bejnarowicz.

W tych zmiennych czasach finanse muszą inwestować w kapitał ludzki. Musimy zatrudniać osoby, które są nastawione na rozwój i które potrafią przystosować się do zmieniających się warunków otoczenia. Nie wystarczy być dobrym w Excelu i znać zasady rachunkowości, lecz trzeba mieć także tzw. organizacyjne IQ, tj. umiejętność adaptacji do zmian i odporność psychiczną na te zmiany – potwierdza i dodaje Alicja Dworowska.

Dodatkowe informacje:

Wyniki raportu Hays Poland Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność dla wszystkich branż dostępne są na stronie: https://cloud.email.hays.com/PL_Kobiety2019