Polska „budowlanka” nadal w okowach biurokracji? Spadek w rankingu Doing Business

Ostatnio sporo mówi się o najnowszej edycji prestiżowego rankingu Doing Business. To zainteresowanie nie ma jednak związku z awansem Polski we wspomnianym zestawieniu. Wręcz przeciwnie – nasz kraj odnotował dość bolesny spadek o sześć pozycji (na 33 miejsce). To niepokojąca zmiana zważywszy na fakt, że rok wcześniej też odnotowano spadek Polski (z 24 pozycji na 27 pozycję). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy pogarszająca się lokata Polski w rankingu Doing Business, ma jakiś związek z biurokracją dotyczącą inwestycji budowlanych.

Bank Światowy sprawdza trzy budowlane kwestie

Ranking Doing Business cieszy się sporym zainteresowaniem nie tylko ze względu na prestiż Banku Światowego, czyli instytucji czuwającej nad jego publikacją. Duże znaczenie ma również przemyślana i szczegółowa metodologia. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl Bank Światowy w ramach swojego sztandarowego rankingu już od dłuższego czasu uwzględnia trzy kategorie dotyczące łatwości prowadzenia inwestycji budowlanych. Chodzi o ocenę łatwości załatwienia przez przedsiębiorstwo następujących spraw:

  • uzyskania pozwoleń na budowę i użytkowanie nowego magazynu
  • podłączenia prądu do nowego magazynu
  • zakupu działki z istniejącym magazynem

Bank Światowy przy pomocy ekspertów z całego świata (m.in. Polski), ocenia czas załatwienia wspomnianych spraw, liczbę potrzebnych procedur oraz łączny koszt biurokracji z punktu widzenia przedsiębiorstwa. W przypadku każdego kraju uwzględniane są również trzy specjalne indeksy. Mowa o wskaźnikach dotyczących: przejrzystości taryf energetycznych i stabilności dostaw prądu, jakości kontroli i regulacji budowlanych oraz jakości administracji związanej z gospodarką przestrzenną.

Spora poprawa miała miejsce w 2012 r. oraz 2013 r.

Poniższy wykres portalu RynekPierwotny.pl informuje, jak zmieniał się czas załatwiania trzech rodzajów nieruchomościowych spraw badanych w ramach rankingów Doing Business. To właśnie czas postępowania administracyjnego jest przez wiele osób postrzegany jako główna miara uciążliwości biurokracji. Prezentowane poniżej informacje wskazują, że w trzech ostatnich edycjach rankingu Doing Business (DB 2017, DB 2018, DB 2019) nie zmienił się czas załatwiania analizowanych spraw przez przykładowe przedsiębiorstwo. Taka stagnacja może wydawać się niepokojąca, ponieważ ostatnie bardzo wyraźne i pozytywne zmiany rankingowe miały miejsce w edycjach badania DB 2012 oraz DB 2013. Wtedy znacząco skrócił się czas potrzebny na załatwienie pozwoleń budowlanych (DB 2011 – 288 dni, DB 2012 – 173 dni) oraz sfinalizowanie zakupu nieruchomości firmowej (DB 2012 – 150 dni, DB 2013 – 52 dni). Te zmiany były związane m.in. z informatyzacją ksiąg wieczystych i nowelizacją przepisów dotyczących pozwoleń na inwestycje budowlane.Doing Business RP 2019 wyk.1

Rankingowa konkurencja niestety jest bardzo duża

Analiza najnowszego rankingu Doing Business wskazuje, że kategorie dotyczące inwestycji budowlanych nie wpływają najgorzej na sumaryczną pozycję Polski. Nasz kraj wśród 190 analizowanych państw zajmuje odpowiednio: 40 miejsce (pozwolenia budowlane), 58 miejsce (podłączenie prądu) oraz 41 miejsce (zakup nieruchomości). Gorzej są oceniane aspekty dotyczące zakładania działalności gospodarczej (121 miejsce) oraz łatwości płacenia podatków przez przedsiębiorców (69 miejsce).

Szczegółowe wyniki rankingu Doing Business związane z „budowlanymi” kategoriami wskazują jednak, że brak szerzej zakrojonych reform może skutkować stopniowym pogarszaniem się inwestycyjnego wizerunku Polski. Dobry przykład stanowi kategoria dotycząca podłączenia prądu do modelowego magazynu. Polska odnotowała tutaj spadek (DB 2016 – 49 miejsce, DB 2019 – 58 miejsce), pomimo że nieco zmniejszył się czas załatwienia całej procedury oraz jej koszt w relacji do dochodu per capita (zobacz poniższa tabela). Ten przykład pokazuje, że rankingowa konkurencja jest bardzo wzmożona. Presję wywierają przede wszystkim kraje rozwijające się gospodarczo. Traktują one ranking Doing Business jako darmową i wiarygodną reklamę skierowaną do zagranicznych inwestorów. Polski rząd również powinien prezentować taki punkt widzenia.     Doing Business RP 2019 tab.1

Skutki zniesienia limitu składek na ZUS – koszty wyższe niż korzyści

Ustawa dot. zniesienia limitu składek ZUS osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę zakłada, że osoby zarabiające rocznie powyżej 30-krotności średniej pensji będą płacić składki przez cały rok (dziś przestają je płacić po przekroczeniu w danym roku pułapu 30-krotności średniej pensji – w 2018 r. jest to kwota 133,3 tys. zł). Według raportu „Skutki zniesienia limitu składek na ZUS” przygotowanego przez Fundację Republikańską we współpracy z ABSL, wejście w życie Ustawy przyniesie efekty przeciwne od planowanych, znacząco podniesie koszty pracy, jest też niespójne z rządową Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Zgodnie z Oceną Skutków Regulacji (OSR) przygotowaną przez Ministerstwo Rodziny, zmiany dotkną około 350 tysięcy pracowników zarabiających na umowy o pracę powyżej 11.107,50 zł brutto miesięcznie, a wpływy do sektora publicznego miałyby wzrosnąć o około 5,6 mld zł rocznie. – OSR nie określiła jednak, jaki będzie wzrost kosztów zatrudnienia – zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym, jaki będzie spadek dochodów pracowników, ilu pracowników potencjalnie zmieni formę zatrudnienia w celu optymalizacji swojego dochodu, ilu pracowników zdecyduje się na emigrację oraz czy i jak zmiana ta wpłynie na spadek konkurencyjności polskiego rynku pracy. Warto przeanalizować te czynniki, mówi Dominik Mazur, Wiceprezes Fundacji Republikańskiej.

Dla średniego wynagrodzenia w grupie pracowników, których obejmie zmiana, spadek wynagrodzenia netto po wprowadzeniu nowej ustawy wyniesie prawie 500 zł miesięcznie. Po stronie pracodawców nastąpi z kolei wzrost kosztów pracy. Całkowity wzrost składki na ZUS wyniesie 1.780 zł, jeśli zsumuje się składki płacone przez pracownika i pracodawcę.

Proponowane zmiany mogą spowodować zwiększenie liczby pracowników przechodzących na samozatrudnienie, którzy odprowadzają znacząco niższą składkę miesięczną do ZUS. Warto zauważyć, że już dziś Polska charakteryzuje się dużą wartością wskaźnika samozatrudnienia – według OECD wynosi on 20,7%, co daje 9. miejsce wśród państw członkowskich i 3. w Europie. Przechodzenie na samozatrudnienie spowoduje również obniżenie wpływów z tytułu PIT oraz wpłat do ZUS – w takim przypadku cel Ustawy znoszącej limit w postaci zwiększonych przychodów do budżetu nie zostanie osiągnięty.

Innym problemem może być kolejna fala emigracji. Pracodawcy obawiają się utraty konkurencyjności na rzecz zagranicznych rynków pracy, gdzie obciążenia podatkowe są niższe, czego efektem może być emigracja zarobkowa specjalistów za granicę – dobrze wykształceni, znający języki obce specjaliści bez trudu znajdą pracę w swojej specjalizacji w innych krajach, gdzie zarobią więcej.

Wejście w życie Ustawy dodatkowo zmniejszy efektywność polskiego rynku pracy. W publikowanym corocznie przez Światowe Forum Ekonomiczne „Global Competitiveness Report” konkurencyjność Polski jest niska ze względu na efektywność polskiego rynku pracy. W najnowszym rankingu kwalifikujemy się na 39. miejscu na świecie, jednak pod względem efektywności jesteśmy na 78. pozycji, za takimi państwami jak Kazachstan, Botswana czy Peru.

Nowa ustawa spowoduje także znaczny wzrost nierówności w wysokościach wypłacanych emerytur w przyszłości. Grupa dotknięta zmianami będzie w stanie uzbierać emerytury w wysokości nawet kilkunastokrotnie przekraczającej przeciętną wysokość świadczeń emerytalnych (np. przeciętny 35 latek, zarabiający dziś około 17 tys. zł brutto, mógłby otrzymać o około 1900 zł miesięcznie większą emeryturę). Spowoduje to pogorszenie wypłacalności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i jeszcze silniejsze uzależnienie od budżetu państwa.

Warto zaznaczyć, że znaczna część pracowników zarabiających powyżej limitu składek jest związana z sektorem nowoczesnych usług biznesowych (średnie zarobki na stanowiskach specjalistycznych to ponad 11 000 zł miesięcznie brutto). Według danych ABSL zmiana dotknie ok. 35% zatrudnionych, a w segmencie badawczo-rozwojowym – nawet między 60 a 80%. Taka skala zjawiska stanowi realne zagrożenie dla tempa rozwoju tej dotąd dynamicznie rozwijającej się branży, w której tylko w ciągu ostatnich dwóch lat powstało ponad 65 tysięcy nowych miejsc pracy, a aż 74% przedsiębiorstw planuje poszerzyć swoją działalność, co świadczy o ambitnych planach rozwojowych.

Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) podkreśla rolę innowacyjnych przedsiębiorstw w realizacji ambitnych celów. Udział przychodów netto ze sprzedaży produktów innowacyjnych (nowych lub istotnie ulepszonych) w przychodach netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów w przedsiębiorstwach przemysłowych i usługowych ma wynosić dla sektora usług kolejno: 3,3% w 2015 roku, 4,0% w 2020 roku oraz 6,0% w 2030 roku. Wiele przedsiębiorstw z sektora usług biznesowych to firmy o wysokiej innowacyjności (np. IT czy B+R), w związku z czym zniesienie limitu podniesie koszty pracodawców średnio o ponad 5% i może zmniejszyć nakłady na innowacyjność, badania i rozwój. W tym kontekście wprowadzenie Ustawy przyniesie przeciwne efekty do planowanych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Wzrost kosztów pracy wysokiej klasy specjalistów spowoduje zmniejszenie atrakcyjności tworzenia w Polsce innowacyjnych miejsc pracy, co również jest sprzeczne z celami SOR, zakładającej m.in. tworzenie w naszym kraju miejsc pracy wysokiej jakości, a co za tym idzie – wysoko wynagradzanych.

Wolne 12-go niekorzystne dla złotego

12 listopada złoty był w odwrocie względem większości głównych walut. NBP aktualizowało prognozy dla Polski. Inflacja przyspieszy. Ropa naftowa znów spada.

Wolne niekorzystne dla złotego

Poniedziałek przez brak inwestorów z Polski, którzy w sporej części mieli wolne złoty był w odwrocie. Euro podrożało o 1,5 grosza, mocniej w górę szedł za to frank, który podrożał o 3 grosze. Powodem tej różnicy był ruch na parze EURCHF. Inwestorzy w obawie o relacje Włochy-Komisja Europejska przenoszą środki w bezpieczniejsze kierunki. To właśnie dlatego względem euro zyskiwał frank uważany zwyczajowo za bezpieczną przystań na trudne czasy.

NBP podnosi prognozy inflacji

Według nowych prognozy inflacja ma wynieść w 2019 roku 3,2%. Pomimo tego, że to istotnie wyższy poziom niż obecnie to w dalszym ciągu jest to w zakresie celu inflacyjnego. Wynosi on obecnie 2,5% z tolerancją +/-1%. Gdyby poziom ten został przekroczony można by się spodziewać, że Rada Polityki Pieniężnej zacznie reagować podnosząc stopy procentowe. Tak długo jak jednak inflacja nie przekracza celu a Unia Europejska nie podniesie stóp procentowych u siebie RPP również nie reaguje. Gdyby jednak reagowała to należałoby się spodziewać umocnienia waluty w reakcji na wzrost stóp procentowych.

Ropa nadal w dół

Ostatnie posiedzenie OPEC nie przyniosło ważnych decyzji. Wielu analityków spodziewało się, że dojdzie wtedy do deklaracji o zmniejszeniu wydobycia. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Obserwatorzy wskazują jednak, że pewną okazją na wzrosty są ryzyka w związku z napięciami na linii USA-Iran. Teheran zapowiada, że użyje marynarki do obrony swoich tankowców. Powodem jest dążenie USA do zablokowania dostępu dla irańskich tankowców do portów przeładunkowych (grożąc sankcjami) oraz do kanałów. Próby sił na takim poziomie nie działają uspokajająco na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Powstanie Związek Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej

Spółki z sektora komunikacji elektronicznej dla biznesu powołają Związek Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej. Podmioty podpisały list intencyjny, obecnie trwają czynności formalne w celu oficjalnego zawiązania współpracy. Inicjatywa skupia firmy reprezentujące około 90 proc. rynku komunikacji masowej w Polsce i ma na celu m.in. szerzenie wiedzy na temat technologii mobilnych w biznesie, prowadzenia badań dotyczących rynku oraz rozwój i efektywne wykorzystanie nowych technologii.

Związek Pracodawców zawiązuje 20 podmiotów, w tym 5 największych spółek w obszarze komunikacji SMS, które reprezentują blisko 90 proc. rynku masowej komunikacji SMS w Polsce, zarówno pod względem liczby obsługiwanych klientów, jak i generowanego ruchu SMS. W jego skład wejdą LINK Mobility Poland (SMSAPI.pl), Materna Communications (mprofi.pl), SerwerSMS Polska (SerwerSMS.pl), Tide Software (tidesoftware.pl) oraz Vercom (redlink.pl). Związek jest otwarty na kolejne podmioty działające w obszarze nowoczesnych kanałów komunikacji elektronicznej, zarówno mobile, chatbotów czy komunikacji e-mail.

Wspólnie z przedstawicielami największych podmiotów z branży zdecydowaliśmy o powołaniu Związku Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej. Potrzebujemy organizacji, w której jako specjaliści z tej dyscypliny moglibyśmy wspólnie rozwijać wiedzę i dzielić się doświadczaniem. Związek będzie reprezentować wspólne interesy np. w kwestiach projektów rozwiązań prawnych w dziedzinie telekomunikacji, w rozmowach i negocjacjach z operatorami telekomunikacyjnymi i prezentować specjalistyczne opinie w sprawach związanych z komunikacją mobilną. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes Vercom S.A.

Związek tworzony przez spółki z branży ma na celu reprezentowanie wspólnej opinii w sprawach komunikacji mobilnej. To szczególnie ważny aspekt przy wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych oraz legislacyjnych. – Chcemy reprezentować spójne stanowisko w kwestiach zmian, które będą dotyczyć nas wszystkich. Jako Związek planujemy sprawnie porozumieć się z operatorami telekomunikacyjnymi, co jest niezbędne by zapewnić powszechną dostępność do nowych technologii, np. wiadomości RCS. Wierzymy, że niedługo będą one podstawą komunikacji mobilnej, dlatego zależy nam na wynegocjowaniu korzystnych warunków współpracy, które będą wpływać na całą branżę. – komentuje Daniel Zawiliński, dyrektor zarządzający SerwerSMS Polska

Przedstawicielom spółek, które wejdą w skład organizacji przyświeca również idea szerzenia wiedzy na temat technologii mobilnych w Polsce. Związek planuje aranżować seminaria, konferencje i inne formy wymiany poglądów, doświadczeń, a także przekazywania wiedzy. – To niezwykła okazja dla każdej ze spółek, aby dzielić się wiedzą, doświadczeniem i jeszcze skuteczniej edukować rynek. Wydarzenia, które chcemy organizować będą skierowane do biznesów wszystkich branż. Pokażemy jakie korzyści płyną z wykorzystania technologii mobilnych i komunikacji tekstowej, jak wysoką mają skuteczność, oraz jak w łatwy sposób tworzyć kampanie omnichannelowe. – dodaje Wojciech Kaczmarek, prezes LINK Mobility Poland

Komunikacja mobilna jest dynamicznie rozwijającą się i szybko zmieniająca się branżą. To powoduje konieczność ciągłego kształcenia, poszukiwania nowych koncepcji i prowadzenia badań rynkowych. – W ramach współpracy powołamy zespół, który będzie działał w celu efektywnego wdrożenia i wykorzystania nowych technologii mobilnych na polskim rynku. Chcemy jak najszybciej wprowadzać pojawiające się innowacje, aby nie tylko podążać za trendami, ale je wyznaczać. Wierzymy, że w oparciu o przewagi w nowych, nowatorskich niszach, będziemy mogli również rozwijać działalność na zagranicznych rynkach. – informuje Piotr Herman, dyrektor zarządzający Materna Communications

Związek Pracodawców będzie realizował również zadania z zakresu badań i analizy rynku oraz doradztwa na rzecz członków Związku. W porozumieniu stworzony zostanie także obszar, który pomoże w rekrutacji pracowników. – W tak specjalistycznej branży, jaką jest sektor technologii mobilnych, cały czas potrzebujemy nowych, ambitnych i dobrze wykształconych pracowników. Chcielibyśmy edukować młodych i zaangażowanych ludzi, aby mogli rozwijać się w tym obszarze, ale także pozyskiwać ekspertów z branży. Przy tak dużym dostępie do wiedzy, którą możemy im zaoferować, będzie to znacznie prostsze, niż gdybyśmy mieli to robić w pojedynkę. – mówi Janusz Pytlak, wiceprezes Tide Software

Sztuka perswazji w sprzedaży

Czy można stosować wobec innych techniki perswazji, a jednocześnie pozostawać szczerym i autentycznym? Pozornie może to się wydawać sprzecznością, ale w praktyce każdy, kto próbuje przekonać do czegokolwiek drugą osobę, stosuje perswazję. I nie musi to mieć nic wspólnego z manipulacją.

Każdy musi czasem przekonać drugą osobę do siebie (by wzbudzić zaufanie) lub do swoich pomysłów (by móc osiągnąć swoje cele) – i w równej mierze dotyczy to życia prywatnego, jak i zawodowego.

– Najprostszą techniką perswazji jest argumentacja – mówi Arkadiusz Bober, trener w firmie szkoleniowej Effect Group. – Pokazujemy drugiej osobie, dlaczego jesteśmy przekonani do danego produktu lub pomysłu i w ten sposób próbujemy wpłynąć na sposób, w jaki postrzega dany temat. W przypadku sprzedawcy perswazja powinna przybierać kształt uczciwej, dobrze przekazanej informacji o produkcie – podkreśla.

Dobre intencje to podstawa

Na efektywność handlowca składa się wiele elementów – od naturalnych predyspozycji i osobowości, przez wiedzę o produkcie i zaangażowanie, po kompetencje narzędziowe. I dopiero wtedy, gdy wszystkie te warunki zostaną spełnione, mamy do czynienia ze sprzedawcą, który poradzi sobie nawet w sytuacjach trudnych i nietypowych.

Techniki perswazji i wywierania wpływu mogą stanowić bardzo duże wsparcie w sprzedaży i pozytywnie służyć zarówno handlowcowi, jak i klientowi. Aby jednak można było mówić o dwustronnym zwycięstwie, sprzedawca musi postępować etycznie. Narzędzia perswazji „w rękach” nieuczciwego handlowca zakończą się transakcją zadowalającą tylko jego. W konsekwencji jednak będzie to sprzedaż jednorazowa, ponieważ klient, który poczuje się oszukany, z pewnością nie będzie chciał dokonywać u tego sprzedawcy zakupów w przyszłości.

– Zakładając, że naszym celem jest długotrwała współpraca, to dzięki odpowiednio wykorzystywanym technikom perswazji rozmowy będą efektywniejsze i skróci się ich czas. A do tego wyeliminujemy błędy i nieporozumienia, co powinno przynieść korzyści obydwu stronom – twierdzi Arkadiusz Bober.

Zadbaj o dobry klimat

Dobry handlowiec wie, że poza rzeczowymi informacjami oraz argumentami dotyczącymi oferowanego produktu lub usługi bardzo istotne jest coś jeszcze – atmosfera, w jakiej przebiegać będzie sprzedaż. Dlatego doświadczony sprzedawca w pierwszej kolejności dba o to, by klient dobrze poczuł się w relacji z nim.

Jeśli mamy do czynienia ze spotkaniem biznesowym, potencjalny klient często  zapraszany jest do wygodnego pomieszczenia (w sali konferencyjnej lub nawet w restauracji), gdzie podając pyszną kawę i ciasto lub inne smakołyki możemy wywołać u niego przyjemne odczucia. Dobrze urządzone wnętrze, wygodny fotel, zrelaksowana postawa handlowca – wszystkie te „drobiazgi” mogą mieć duży wpływ na nastawienie klienta, a w konsekwencji, także na jego decyzję o współpracy. Jeśli w ślad za tym pójdzie miły ton głosu, przyjazne gesty i w końcu – merytoryczne przygotowanie i argumentacja sprzedawcy, wszystko to razem będzie sprzyjało interesom.

Należy przy tym pamiętać, że klienci mogą mieć różną wrażliwość, upodobania i uprzedzenia. To, co dla jednych będzie nawiązywaniem partnerskiej relacji, dla innych może być np. „przymilaniem się” lub przekraczaniem granic kontaktu profesjonalnego. Dlatego stosowane techniki i narzędzia zawsze należy dostosowywać do stylu zachowania i wrażliwości konkretnego klienta.

Poznaj potrzeby klienta

Stworzenie dobrej atmosfery, czy to podczas bezpośredniego spotkania, czy podczas rozmowy telefonicznej ma na celu skłonienie klienta do większej otwartości. Handlowiec chce w ten sposób sprawić, by klient poczuł się komfortowo i zaczął szczerze, bez obaw, przedstawiać swoją sytuację i potrzeby. Tylko wtedy bowiem sprzedawca będzie mógł zaproponować klientowi najbardziej odpowiednią ofertę (lub też szczerze przyznać, że takowej nie posiada). Bardziej bezpośredni sposób na docieranie do autentycznych potrzeb klienta sprowadza się do zadawania pytań, szczególnie tych o charakterze otwartym.

– Handlowcy najczęściej są ludźmi  z mocną osobowością i w związku z tym naciskają na ofertę, gloryfikują własny produkt, starają się dominować w rozmowie. W takiej sytuacji kupujący automatycznie przyjmuje pozycję obronną, co nie sprzyja dialogowi i  współpracy, a raczej skłania do rywalizacji i walki. Można tego uniknąć, korzystając z perswazyjnej funkcji pytań otwartych. Na im więcej pytań odpowie klient, tym bardziej otworzy się na nas i naszą propozycję – mówi trener Effect Group.

Szczególnie na początku rozmowy sprzedażowej warto skoncentrować się na pytaniach zaczynających się od: „co”, „gdzie”, „kiedy”, „jak”, „ile”, „na co”, „po co”. Osoba, która zgodzi się na nie odpowiedzieć, przedstawi sprzedawcy swoje przekonania, sposób myślenia, opowie o swoich celach, aspiracjach i problemach. W odpowiedzi sprzedawca może dopasować ofertę konkretnie do potrzeb rozmówcy.

Pytania zamknięte powinniśmy zadawać dopiero wtedy, gdy zyskamy już poczucie, że klient jest wstępnie zainteresowany współpracą lub konkretnym produktem. Wtedy pytanie można zacząć od „czy” (np. „czy jest pan zainteresowany współpracą?”).  Jest to pytanie zamknięte, ponieważ ostateczna odpowiedź może brzmieć tylko „tak” lub „nie”. W ten sposób mamy możliwość zweryfikować wolę klienta lub usłyszeć od niego prośbę o dodatkowe informacje.

Emocje, słowa i gesty w sprzedaży

Jeśli klientowi uda się całkowicie odciąć od własnych emocji, wówczas będzie mógł dokonać najbardziej racjonalnego zakupu. Nie da się jednak ukryć, że wszyscy jesteśmy ludźmi i emocje czasem biorą nad nami górę. Łatwo sobie wyobrazić np. ekscytację klienta związaną z zakupem wymarzonego samochodu. Sprzedawca może w takiej sytuacji próbować jeszcze „podkręcić” jego emocje, podkreślając korzyści z podjęcia szybkiej decyzji zakupowej.

– W negocjacjach często używa się technik służących do wyprowadzenia z równowagi przeciwnika. Wywołują one negatywne lub pozytywne emocje i dzięki temu odwracają uwagę od twardych danych, stając się jednocześnie efektywnym orężem – zauważa Arkadiusz Bober.

Na emocje, reakcje i w końcu decyzje klientów wpływ mają określone słowa, a nawet gesty. Błędem będzie chociażby prezentowanie zalet oferty w sposób odnoszący się do negatywnych skojarzeń. Używanie sformułowań typu „nigdy się nie spóźniamy”, „reagujemy szybko na awarię” lub „nasza firma przyjmuje wszystkie reklamacje” sprawia, że klient automatycznie myśli właśnie o spóźnieniach, awariach i reklamacjach. Nie oznacza to, że wszystkie sformułowania muszą mieć zabarwienie jednoznacznie pozytywnie, warto jednak zadbać o odpowiednie proporcje. Lepiej eksponować to, co klient może zyskać (np. „terminowość”, „szybką realizację usług”, „niezawodne działanie”, czy „świetny serwis”).

O ile jednak nad słowami zapanować jest stosunkowo łatwo, o tyle trudniej zadbać o właściwą mowę ciała. Postawa ciała drugiej osoby to taki element komunikacji, który odbieramy nieświadomie i również nieświadomie na niego odpowiadamy. Kiedy jesteśmy wciągnięci w rozmowę, często tracimy uważność i kontrolę nad własnym ciałem. Kiedy natomiast nasza uwaga wraca i zaczynamy animować gesty i postawy własnego ciała, wtedy jesteśmy w stanie skorygować postawę. Dzięki częstemu powtarzaniu pewnych zachowań, możemy wypracować sobie model „profesjonalnych” postaw.

– Najistotniejsze w tym procesie jest to, żeby zachować naturalność. Nic nas tak nie odstrasza drugiego człowieka, jak sztuczna, wyreżyserowania postawa. Nawet jeśli wygląda to profesjonalnie, to kontakt z tak idealną osobą może wywoływać u rozmówcy dyskomfort. Lepiej więc nie przesadzać z wyuczonymi postawami, a starać się zachowywać „normalnie” i swobodnie. Budowanie relacji jest o wiele przyjemniejsze, kiedy po drugiej stronie stoi człowiek taki jak my, nawet jeśli nie jest doskonały – mówi trener Effect Group.

Perswazja nie tylko dla handlowców

Jak wspomnieliśmy na początku, właściwie każdy człowiek w pewnych sytuacjach usiłuje wpływać na decyzje innych, a w innych sam jest do czegoś przekonywany. Szczególnie podczas kontaktów profesjonalnych znajomość technik perswazji może okazać się bardzo pomocna.

Drugą obok handlowców grupą osób, dla których techniki perswazji są codziennymi narzędziami pracy są menedżerowie. Kiedy wydają polecenia i organizują pracę innych ludzi, muszą być wiarygodni i skuteczni. To natomiast będzie zależało w dużym stopniu od sposobów, jakimi będą przekonywali pracowników do swoich racji i zdobywali akceptację dla swoich pomysłów.

– Każdy z kim załatwiamy jakąś sprawę wewnątrz firmy, staję się dla nas klientem wewnętrznym. I tu naturalnie zastosowanie ma ten sam warsztat narzędzi, które stosujemy w relacjach z klientami zewnętrznymi. Poprawne zastosowanie technik sprzedaży i perswazji może więc przynosić pożądane skutki bez względu na to, w jakim dziale firmy pracujemy – podkreśla Arkadiusz Bober.

Nic więc dziwnego, że obecnie na szkoleniach z perswazji coraz częściej pojawiają się także pracownicy działów logistyki, marketingu, kadr i HR, czy produkcji. W niektórych przypadkach szkolenia pomagają w osiąganiu konkretnych celów, w innych służą do obrony przed technikami manipulacji.

Pamiętajmy, że jeśli pracujemy z ludźmi, oznacza to, że na pewno mamy do czynienia zarówno ze zjawiskami perswazji, jak i manipulacji. Warto wtedy wiedzieć, jak je rozpoznać i jak na nie reagować.

FPP i CALPE: Zniesienie limitu 30-krotności to zły pomysł – państwo straci finansowo

Pracodawcy i związki zawodowe od miesięcy apelują o nie likwidowanie limitu składek na ZUS na poziomie 30-krotności pensji minimalnej. W długim terminie biedni będą dopłacać do emerytur bogatych, a państwo straci finansowo. Ponadto drastycznie zwiększy się rozwarstwienie poziomu emerytur, wpływy ze składki zdrowotnej zmniejszą się o ok. 270 mln zł, a samorządy otrzymają rocznie ok. 560 mln zł mniej z tytułu PIT. Brak właściwie przeprowadzonych konsultacji społecznych był powodem skierowania przez Prezydenta ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Zastrzeżenia te są w pełni uzasadnione.

Polski system ubezpieczeń społecznych działa w oparciu o regułę zdefiniowanej składki, którą najprościej można wyjaśnić słowami: jakie płacimy składki, taką otrzymamy emeryturę. Obecnie z powodu obowiązywania limitu składek, wysokość emerytur wypłacanych osobom najlepiej zarabiającym jest ograniczona przez naturalny górny pułap. Gdyby limit 30-krotności został zniesiony, składki byłyby płacone przez najbogatszych od całego ich dochodu. To powodowałoby automatyczny wzrost należnych im świadczeń. Powstałyby tzw. kominy emerytalne, a różnica pomiędzy najniższymi i najwyższymi emeryturami wypłacanymi przez ZUS wzrosłaby dramatycznie w stosunku do sytuacji, z jaką mamy do czynienia obecnie. Biorąc pod uwagę niekorzystne tendencje demograficzne oraz związane z nimi pogłębiające się niezbilansowanie systemu emerytalnego, mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której biedni – również przez płacone przez siebie podatki – będą dokładać się do wysokich emerytur bogatych.

„Zniesienie limitu składek spowoduje wzrost wpływów do systemu ubezpieczeń społecznych, na krótką metę poprawiając sytuację sektora finansów publicznych. W przeciwieństwie do podatków, za płacone składki obywatelom należą się konkretne świadczenia zwrotne ze strony państwa. W efekcie następuje akumulacja dodatkowych zobowiązań państwa, z których będzie musiało się w przyszłości wywiązać. Z powodu obniżenia podstawy opodatkowania po zwiększeniu efektywnego poziomu oskładkowania, więcej wpływów sektora publicznego zaczyna mieć charakter zwrotny (składki), a mniej bezzwrotny (podatki). Znosząc limit 30-krotności, budżet państwa poprawi sobie sytuację bieżącą kosztem jej pogorszenia w przyszłości, a więc wtedy, gdy sytuacja demograficzna i tak będzie znacznie mniej korzystna niż obecnie z punktu widzenia systemu emerytalnego” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ograniczenie podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe jest częstym rozwiązaniem stosowanym w krajach rozwiniętych. Instrumentem redystrybucji dochodowej jest bowiem przede wszystkim system podatkowy, a nie ubezpieczenia społeczne. Także w innych krajach system emerytalny skonstruowano z myślą o tym, że celem jego funkcjonowania nie jest gwarantowanie bardzo wysokich emerytur osobom osiągającym bardzo wysokie dochody, w związku z czym zdefiniowano górny limit składek.

Ile podatnicy dopłacają do Kościoła?

Państwo wydaje rocznie ok. 1,2 mld zł na pensje katechetów. 0,5 mld zł łoży na działalność edukacyjną Kościoła katolickiego. Kontrowersyjny Fundusz Kościelny pochłania zaledwie 150 mln zł. Likwidacja tych rozwiązań przyniosłaby miliardowe oszczędności budżetowe. Ale na realizację takich działań w praktyce nie ma szans. Rezygnacja z lekcji religii w szkołach wymagałaby wypowiedzenia konkordatu, a wcześniej zmiany Konstytucji. Także opodatkowanie dochodów z datków na tacę jest praktycznie niemożliwe. Nie ma nad nimi żadnej kontroli. Objęcie duchownych podatkiem PIT byłoby krokiem do wprowadzenia równości podatkowej. Jednak wpływy do budżetu od 25 tys. duchownych miałyby marginalne znaczenie.

Finanse Kościoła niezagrożone

Odejście od państwowego finansowania działalności Kościoła katolickiego przyniosłoby rocznie oszczędności budżetowe na poziomie 1,8 mld zł. Tak uważa lewicowy polityk Robert Biedroń. By osiągnąć ten wynik, należałoby zlikwidować Fundusz Kościelny, nie finansować pensji katechetów, wprowadzić podatek PIT zamiast ryczałtu dla księży i pobierać daninę od zbiórek na tacę.

– Największy udział w tej kwocie mają koszty nauki religii w szkołach – ok. 1,2 mld zł. Fundusz Kościelny, służący głównie finansowaniu składek społecznych na ubezpieczenie księży, zakonników i katechetów to wydatki ok. 150 mln zł rocznie. Mniej więcej 500 mln zł pochłaniają dotacje na szkoły wyższe i inne placówki edukacyjne prowadzone przez Kościół. Do tego dochodzą pozostałe strumienie finansowania – informuje dr hab. Michał Mackiewicz, prof. Uniwersytetu Łódzkiego.

Według ekonomisty prof. Roberta Gwiazdowskiego, przewodniczącego rady Centrum im. Adama Smitha, pomysły odcięcia kleru od budżetu są nie do zrealizowania. Uważa on jednak, że postulaty likwidacji Funduszu Kościelnego i części innych przywilejów są racjonalne. Podkreśla, że choć Kościół poniósł straty materialne po II wojnie światowej, dotknęło to też wielu osób prywatnych. Ale tylko ta jedna organizacja uzyskała możliwości szybkiego zwrotu dóbr po roku 1989.

– Mam mieszane uczucia. W wielu aspektach dominacja Kościoła wykracza poza standardy. Koncepcje ograniczenia czy likwidacji finansowania tej instytucji stały się głośne po fali skandali związanych z przypadkami pedofilii. Być może te pomysły to odnowienie postulatów tradycyjnej socjaldemokracji, do tej pory liberalnej. Ale przesłaniają ważniejsze problemy ekonomiczne, jak kwestia równych praw podatkowych – komentuje Ryszard Bugaj, b. przewodniczący Unii Pracy i prof. w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN.

Fundusz Kościelny i katecheci

Próbę likwidacji Funduszu Kościelnego podjął w przeszłości rząd Donalda Tuska. Mimo wstępnego porozumienia państwa i Kościoła, dalszych działań zaniechano. Prof. Mackiewicz uważa, że likwidacja funduszu nie powinna podlegać dwustronnym negocjacjom. Oczekiwanie na zgodę władz kościelnych stawia problem na głowie. To nie jest świadczenie wzajemne, zatem decyzje należą wyłącznie do rządu. Fundusz wywodzi się z lat 50. XX wieku, miał zrekompensować utracone mienie. Lata później dobra oddawała Komisja Majątkowa. W efekcie doszło do sytuacji, w której przeszłe straty pokrywane są dwukrotnie.

– Pomysł zamknięcia Funduszu Kościelnego może zostać zrealizowany, ale powinien zostać zgłoszony przez ugrupowanie, które – słusznie czy niesłusznie – nie ma stempla antyklerykalnego. A Robert Biedroń ma taką pieczęć, więc jeszcze mocniej rozpali już rozgrzane emocje. A te warto studzić i działać racjonalnie. Bez wątpienia Kościół ma duży wpływ na życie polityczne – przekonuje prof. Bugaj.

Kontrowersje budzi też pomysł zaniechania opłacania z budżetu państwa pensji katechetów w szkołach. W opinii prof. Roberta Gwiazdowskiego, ważniejsze jest przeniesienie lekcji religii z powrotem do parafii, a nie zabranie wynagrodzeń. Tym bardziej, że katecheci to nie tylko księża, ale także osoby świeckie. Ekspert pyta, co w takim razie zrobić z kapelanami w szpitalach czy wojsku.

– W tym przypadku decyzje mają światopoglądowy, a nie finansowy charakter. Katechezy w placówkach edukacyjnych są przez uczniów traktowane jak wszystkie inne przedmioty. Odejście od tego rozwiązania przywróciłoby wagę takiego nauczania. A jednocześnie przyniosłoby miliardowe oszczędności w budżecie edukacji – stwierdza prof. Michał Mackiewicz.

Były przewodniczący Unii Pracy dodaje, że nauczania religii w szkołach nie da się zlikwidować bez wypowiedzenia konkordatu. A to niemal niemożliwe, ponieważ umowę między państwem a Kościołem katolickim wpisano do art. 25 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Wszelkie próby wprowadzania takich zmian wywołają ostre spory, nie tylko polityczne. Prof. INE PAN proponuje też rozważyć, czy finansowanie katechez przez państwo jest złe.

PIT i danina od tacy

– Opodatkowanie duchownych tak jak innych obywateli – podatkiem PIT zamiast ryczałtu – jest praktycznie niemożliwe. Przede wszystkim trudno określić, co jest osobistym przychodem księdza. Z otrzymywanych pieniędzy musi łożyć na utrzymanie np. kościoła i budynków parafialnych, czy opłacić koszty eksploatacji prądu lub gazu. To jałowy spór wokół podatku dochodowego, a ten należy zlikwidować. Wystarczą daniny od działalności gospodarczej i konsumpcji – twierdzi przewodniczący rady CAS.

Prof. Ryszard Bugaj zauważa, że w Polsce przywilejami podatkowymi cieszą się też inne grupy zawodowe. Liczebnie jest ich znacznie więcej niż duchownych. PIT od dochodów z prowadzenia gospodarstwa rolnego nie płacą np. rolnicy. Duchowni to grupa zaledwie 25 tys. osób. Dlatego wprowadzenie obowiązku uiszczania podatku dochodowego w tym przypadku miałoby dla budżetu państwa znaczenie marginalne.

– To jednak nie jest argument za utrzymaniem status quo. Usługi państwowe kosztują coraz więcej, więc uszczelnianie systemu podatkowego jest koniecznym posunięciem. Większe wpływy to szansa na złagodzenie rosnącego rozwarstwienia dochodów. Na finansowanie takich działań musimy się składać solidarnie, dotyczy to także księży. Jeśli założymy, że nie powinien ich obowiązywać PIT, bo uprzywilejowani są także inni, to nigdy nie wprowadzimy zasady równości podatkowej dla wszystkich – informuje prof. Michał Mackiewicz.

Inną możliwością pozyskania pieniędzy od kleru jest wprowadzenie danin od zbiórek na tacę. Prof. Gwiazdowski uważa, że to pomysł irracjonalny. Przekonuje, że to dobrowolne datki składane przez wiernych i nikt nie powinien się do nich wtrącać. Szczególnie ci, którzy nie uczestniczą w takich zbiórkach. Wierni przekazują pieniądze i godzą się, że ksiądz decyduje o ich przeznaczeniu. I uzupełnia, że tak nierozsądne koncepcje niwelują te uzasadnione, jak likwidacja Funduszu Kościelnego.

– Opodatkowanie dochodów z tacy w aktualnych warunkach byłoby trudne, tym bardziej, że finanse Kościoła katolickiego są poza jakąkolwiek kontrolą. W innych zgromadzeniach, np. protestanckich, zbiórki są nadzorowane przez wiernych, a po każdej sporządza się protokół. A to już może być podstawą do ustalenia wymiaru podatku – podsumowuje prof. Michał Mackiewicz.

Przewodniczący rady CAS konkluduje, że gdyby rzeczywiście ograniczono finansowanie Kościoła, to dodatkowe wpływy do budżetu zostałyby przekierowane gdzie indziej. Uważa, że z punktu widzenia budżetu i podatnika nie są to kwoty istotne ekonomicznie. A cała dyskusja dotyczy tylko sporów politycznych i gry na emocjach.

Ile kosztuje wychowanie dziecka w Polsce?

Koszt wychowania jednego dziecka przez pierwsze 18 lat jego życia to kwota ponad 305 000 zł. W wypadku pozostawania dziecka na utrzymaniu rodziców również w okresie studiów muszą oni liczyć się z kolejnym wydatkiem, ponad 130 000 zł (średnio 2186 zł miesięcznie). Można więc śmiało stwierdzić, że wychowanie jednego potomka to dla wielu polskich rodzin wysiłek finansowy na poziomie blisko pół miliona złotych, ponoszony w perspektywie około 25 lat. Jest to zatem wydatek porównywalny z kredytem hipotecznym na mieszkanie w dużym mieście. Wysokość kosztów wychowania dziecka została określona przez 1000 polskich rodziców w ramach badania przeprowadzonego przez ośrodek badawczy SW Research na zlecenie platformy do obniżania i opłacania rachunków za media MAM, która stale bada zachowania konsumenckie. Co składa się na tak wysoką kwotę wydawaną przez Polaków posiadających potomstwo?

Ile kosztuje wychowanie dziecka w PolsceWydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki

Wydatki związane z posiadaniem dzieci to nie tylko koszty, które pojawiają się już po ich przyjściu na świat. Jak wynika z deklaracji polskich rodziców, wydatki zaczynają się znacznie wcześniej. Ekspertom platformy MAM udało się określić, że ciąża oraz przygotowanie siebie i gospodarstwa domowego na pojawienie się nowego członka rodziny to łączny średni wydatek ok. 8500 zł!

Radość narodzin – szok dla portfela

Miesięczny koszt wychowywania dzieci rośnie równomiernie wraz z wiekiem pociech. Średnie miesięczne wydatki ponoszone na jedno dziecko w okresie niemowlęcym to niespełna 1050 zł, w wypadku nastolatka jest to już ok. 1500 zł, zaś studenta – niemal 2200 zł.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie platformy MAM, średni koszt wychowania jednego dziecka do osiągnięcia przez nie pełnoletniości to ponad 305 000 zł. Jeśli rodzice decydują się na utrzymywanie swojej pociechy również w okresie studiów, muszą liczyć się z kolejnym wydatkiem w wysokości ponad 130 000 zł. Można zatem przyjąć, że wychowanie jednego dziecka, aż do jego wejścia w dorosłość (ukończenia studiów), to koszt blisko pół miliona złotych. Jest to wydatek porównywalny z kosztami nabycia mieszkania w dużym mieście w Polsce.

Pół miliona – ale na co? 

Pojawienie się nowego domownika to niemal automatyczne zwiększenie stałych comiesięcznych kosztów gospodarstwa domowego. Rachunki za podstawowe media (m.in. prąd, woda, gaz) wzrastają średnio o ok. 200 zł w skali miesiąca, wydatki na żywność o prawie 300 zł miesięcznie, a wydatki na chemię gospodarczą i kosmetyki, przynajmniej na początkowych etapach wychowywania dzieci – o prawie 260 zł miesięcznie. Istotną kategorię kosztów stanowi opieka zdrowotna dla dziecka. Co prawda 1/3 rodziców (31%) deklaruje, że nie ponosi dodatkowych kosztów, ponieważ korzysta jedynie z publicznych, bezpłatnych usług medycznych, jednak większość rodziców określa kwotę przeznaczaną na opiekę zdrowotną na ok. 314 zł miesięcznie. Dodatkowy koszt stanowi również opieka nad dziećmi. Około 22% Polaków korzysta z opiekunki do dzieci, co kosztuje ich średnio ponad 700 zł miesięcznie. Alternatywą są żłobki i przedszkola, później szkoły i oferowane przez nie świetlice. 70% biorących udział w badaniu platformy MAM rodziców zadeklarowało, że ich dzieci uczęszczają do jakiejś placówki edukacyjnej, z czego aż 20% przyznało, że jest to instytucja prywatna, za którą trzeba płacić dodatkowe czesne. Prywatna szkoła to wydatek od kilku do kilkunastu tysięcy złotych rocznie, jednak istnieją w Polsce placówki, gdzie roczne czesne to wydatek nawet 50 tysięcy złotych!

Zabawa i rozwój

Posiadanie dzieci to również koszty związane z ich rozwojem fizycznym i intelektualnym oraz zabawą. Okazuje się, że przeciętne polskie dziecko dostaje nowe zabawki nie częściej niż raz w miesiącu, a miesięczny budżet przeznaczany na takie zakupy to – zgodnie z deklaracjami ankietowanych uczestniczących w badaniu platformy MAM – ok. 200 zł. Średni miesięczny budżet na zakup książek dla dzieci to natomiast 127 zł.

Zdecydowanie wysoki priorytet w procesie wychowawczym i rozwojowym najmłodszych Polaków mają różnego rodzaju zajęcia dodatkowe i pozaszkolne. 70% dzieci uczęszcza na jakieś zajęcia, z czego zdecydowanie najczęściej są to lekcje języków obcych (28%) i zajęcia sportowe (30%). Koszty zajęć dodatkowych to niemały wysiłek dla portfela rodziców. Zajęcia sportowe to miesięczny wydatek rzędu 214 zł, nauka języków obcych to 260 zł miesięcznie, zaś lekcje gry na instrumencie i korepetycje indywidualne z przedmiotów szkolnych – to już koszt blisko 350 zł miesięcznie za każde. Budżet przeznaczany natomiast na atrakcje dodatkowe to najczęściej od 250 do 300 zł miesięcznie.

Dzieci, nawet przy wsparciu programu 500+, to w Polsce bardzo drogie „przedsięwzięcie”, na które nie każda rodzina może sobie pozwolić. Powodem ponoszenia tak wysokich kosztów jest w wielu wypadkach zmiana podejścia do wychowania potomstwa. Współcześni rodzice dużo chętniej niż poprzednie pokolenia inwestują we wszechstronny rozwój swoich pociech, zapewniają im dobrą edukację i odpowiednią dawkę wartościowej rozrywki. Dużo odpowiedzialniej traktują też m.in. ich zdrowie i żywienie. Takie podejście kosztuje, ale również przyniesie (lub już przynosi) znakomite efekty w postaci nowego pokolenia świetnie wykształconych, zdrowych Polaków. Dzieci, mimo że generują jedne z większych wydatków w skali całego życia ekonomicznego ich rodziców, są też najlepszą inwestycją, na której nie należy oszczędzać. Dlatego właśnie rodzice powinni cechować się zaradnością i szukać najlepszych dróg optymalizacji kosztów w innych sferach życia, aby dzięki powstałym w ten sposób oszczędnościom, zapewnić swoim pociechom jak najlepszą przyszłość.

Raport „Ile kosztuje dziecko” został opracowany na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego metodą CAWI, przez ośrodek badawczy SW Research, na reprezentatywnej grupie 1000 rodziców dzieci w wieki do 24 r.ż., w dniach 04-07.09.2018 r.

Uwalniamy polski potencjał… na Podkarpaciu

Przed nami trzecia edycja Kongresu 590. Perspektywy rozwoju krajowej gospodarki, polskie inwestycje zagraniczne czy wyzwania na rynku pracy to tylko niektóre z zagadnień, które zostaną poruszone podczas wydarzenia. Poznamy także laureatów Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP.  

W dniach 15-16 listopada G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowe stanie się miejscem wymiany poglądów i doświadczeń przedstawicieli przedsiębiorstw, środowisk naukowych i politycznych. To właśnie w podrzeszowskiej Jasionce w sąsiedztwie międzynarodowego portu lotniczego odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w Polsce – Kongres 590.

Panelom dyskusyjnym podzielonym na kilkanaście bloków tematycznych przyświecać będzie jedno hasło – „Uwalniamy polski potencjał”. To właśnie narodowy rozwój gospodarczy i wspieranie przedsiębiorczości będą głównymi tematami rozmów. –  Już sama nazwa wydarzenia to nawiązanie do narodowego przemysłu i polskich produktów, które mają świadczyć o rosnącym potencjale naszego kraju. Podkarpackie to najlepsze miejsce do poruszania takich tematów, ponieważ nasz region jest coraz częściej kojarzony z szybkim rozwojem i kreowaniem innowacyjnych technologii. Podkarpackie również uwalnia swój potencjał – w oparciu o inteligentne specjalizacje, takie jak lotnictwo, motoryzację czy informatykę. To właśnie one w połączeniu z walorami przyrodniczymi stanowią nasze największe atuty i są motorem napędowym regionalnej gospodarki – przekonuje Władysław Ortyl, Marszałek Województwa Podkarpackiego.

Dla podkreślenia szczególnej roli, którą w polskiej gospodarce odgrywa sektor MŚP, po raz kolejny zostanie przygotowana dedykowana strefa, w której przedsiębiorstwa będą mogły zaprezentować swoje produkty i usługi, a także wziąć udział w licznych warsztatach. W trakcie imprezy poznamy również laureatów XVI edycji konkursu Nagroda Gospodarczej Prezydenta RP. W siedmiu kategoriach nominowanych zostało 21 przedsiębiorstw o wyróżniającym się wkładzie w polską gospodarkę oraz budowanie jej pozytywnego wizerunku poza granicami kraju. Wśród nich znalazły się firmy takie jak PKO BP, Ceramika Paradyż, Ekoenergetyka, Synthos, a także przedstawiciel podkarpackiego biznesu – firma Ultratech.

– Nasza firma zajmuje się produkcją części i podzespołów dla światowych firm z sektorów lotnictwa, inżynierii kosmicznej i energetyki. Od wielu lat realizujemy również różne projekty badawcze we współpracy z krajowymi i zagranicznymi jednostkami naukowymi. W ramach klastra Dolina Lotnicza aktywnie działamy na rzecz branży lotniczej w Polsce. Uzyskanie nominacji do tak prestiżowej nagrody to dla nas wielkie wyróżnienie i silna motywacja do dalszego rozwoju firmy – mówi Marek Bujny, wiceprezes firmy Ultratech nominowanej w kategorii Lider MŚP.

To nie pierwszy raz, kiedy w konkursie zostały docenione przedsiębiorstwa z Podkarpacia. W poprzedniej edycji w kategorii Międzynarodowy sukces nagrodę zdobyła firma Melex, jeden z najstarszych na świecie producentów pojazdów elektrycznych. W 2016 roku liderem kategorii MŚP została firma ML System, producent pierwszych na świecie drukowanych ogniw fotowoltaicznych. – Wyróżnienia zdobywane przez firmy z Podkarpacia to powód do dumy dla całego regionu, ponieważ są świadectwem ogromnego potencjału i przedsiębiorczości naszego społeczeństwa. Pokazują, że jako region wchodzimy na wyższy poziom innowacji. Trzymamy kciuki za tegorocznych nominowanych – dodaje Marszałek Ortyl.

Województwo podkarpackie po raz kolejny znalazło się w gronie partnerów wydarzenia. Dla odwiedzających G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowe przygotowana zostanie specjalna strefa biznesowo-wypoczynkowa pod szyldem województwa. Podczas wydarzenia nie zabraknie także regionalnych akcentów, takich jak występ Filharmonii Podkarpackiej czy uroczysta kolacja, w której główną rolę odegrają podkarpackie produkty regionalne. – Kongres 590, który stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w Polsce, dla G2A Arena jest prawdziwą nobilitacją. Po raz trzeci będziemy mogli chwalić się, ale przede wszystkim promować piękno Podkarpacia i jego ogromny potencjał. G2A Arena już po raz trzeci stanie się miejscem obrad, spotkań, konferencji i prelekcji, a przede wszystkim przestrzenią do networkingu.  Mam nadzieję, że biznesowe serce regionu, którym jest G2A Arena spełni swoją funkcję – komentuje Kamil Szymański, prezes zarządu CWK Operator, spółki zarządzającej G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego.

5 zachowań pracowników, które ułatwiają cyberprzestępcom życie

51% organizacji obawia się, że błąd pracowników może spowodować naruszenia ich bezpieczeństwa w sieci[1]. Ten niepokój jest uzasadniony. Hakerzy często bazują na socjotechnice i wykorzystują złe nawyki, niewiedzę, nieuwagę i zaniedbania człowieka. Jakie zachowania pracowników mogą skutkować utratą danych przez firmę?

Według prognoz do 2022 roku na świecie nawet 6 miliardów osób będzie korzystało z internetu[2]. Już teraz wielu pracowników ma niemal stały dostęp do urządzeń i aplikacji służbowych podłączonych do sieci. Nieuważne korzystanie z firmowej sieci, systemów lub sprzętu może otworzyć cyberprzestępcom drzwi do zasobów organizacji. Specjaliści Fortinet przedstawiają 5 obszarów działania pracowników, które stwarzają ryzyko dla bezpieczeństwa firmy.

  1. Jedno hasło na wielu kontach

Pracownicy często używają tych samych danych logowania na wielu różnych platformach, serwisach i aplikacjach, zarówno prywatnych, jak i służbowych. Stanowi to duże ryzyko, gdyż w momencie naruszenia jednego konta cyberprzestępca może wykorzystać dane uwierzytelniające na pozostałych. Wszyscy pracownicy powinni więc stosować unikalne, silne hasła, zwłaszcza do kont firmowych. Jednocześnie warto ograniczyć pracownikom dostęp do tych obszarów sieci organizacji, które nie są im potrzebne. W tym celu można skorzystać z narzędzi do zarządzania tożsamością wymuszających dwuetapową autoryzację czy wewnętrznych zapór sieciowych.

  1. Przesyłanie i przechowywanie danych poza systemem

Wyciek danych może być spowodowany także przenoszeniem przez pracowników poufnych informacji firmowych poza sprawdzone i zatwierdzone programy czy sieci. Osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i kierujące zespołem powinny więc kontrolować, jakich urządzeń i aplikacji używają pracownicy oraz korzystać z rozwiązań ochrony punktów końcowych sieci i firewalli. Pozwoli to wykrywać wszystkie aplikacje i urządzenia w sieci oraz odpowiednio je klasyfikować – na stwarzające zagrożenie oraz zaufane.

  1. Nieuwaga podczas pracy zdalnej

Pracujący spoza biura korzystają z domowego internetu lub publicznych hotspotów, które często nie są odpowiednio zabezpieczone. Podczas połączenia z ogólnodostępnym Wi-Fi cyberprzestępcy mogą np. przechwycić dane przesyłane między użytkownikiem a firmowym systemem. Pracownik powinien więc upewnić się, czy wszystkie służbowe urządzenia łączą się z bezpieczną siecią oraz czy mają zainstalowane oprogramowanie VPN szyfrujące ruch sieciowy.

  1. Brak ostrożności przy otwieraniu e-maili i załączników

Wykorzystywanie poczty elektronicznej to wciąż popularny sposób na rozsyłanie złośliwego oprogramowania, m.in. przez phishing. Użytkownicy otrzymują wiadomości, których nadawca podszywa się pod znaną i zaufaną instytucję – bank czy firmę kurierską. E-maile za pomocą linków odsyłają do podstawionej strony, która przejmuje dane uwierzytelniające po tym jak użytkownik się na niej zaloguje lub infekuje urządzenie po otwarciu złośliwego załącznika. Ważne jest więc uświadamianie pracowników w kwestii zagrożeń, ale także wdrażanie mechanizmów kontrolnych.

  1. Aktywność w mediach społecznościowych

Portale społecznościowe to kolejne popularne miejsce rozpowszechniania złośliwych linków i wykradania wrażliwych danych osobowych, wykorzystywanych potem do przeprowadzania spersonalizowanych ataków. Ważne jest więc przeszkolenie pracowników w zakresie bezpiecznego korzystania z mediów społecznościowych na urządzeniach służbowych oraz w sieci firmowej, m.in. odrzucania zaproszeń i wiadomości od nieznajomych, zwłaszcza, jeśli zachęcają do kliknięcia w link.

Ważne jest, aby organizacje monitorowały, w jaki sposób pracownicy korzystają z sieci i urządzeń podczas wykonywania służbowych obowiązków. Powinny także pamiętać o wdrażaniu niezbędnych do tego narzędzi – tłumaczy Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Bezpieczne bramki pocztowe, firewalle, ochrona punktów końcowych i zabezpieczenia sieciowe czy zarządzanie dostępem są skuteczne, jeśli tworzą spójną architekturę zabezpieczeń. Odizolowane od siebie nie zapewnią kompleksowego nadzoru nad siecią.

[1] https://www.ca.com/content/dam/ca/us/files/ebook/insider-threat-report.pdf

[2] https://www.csoonline.com/article/3153707/security/top-cybersecurity-facts-figures-and-statistics.html

Sektor MŚP z zadowoleniem ocenia ostatnie 6 miesięcy

Ponad 45% przedsiębiorstw uważa, że w ostatnim półroczu klimat ekonomiczny sprzyjał prowadzeniu działalności – wynika z 16. fali badania Bibby MSP Index. To znaczny wzrost w porównaniu do 15. edycji raportu. Wówczas tylko 26% ankietowanych oceniło sytuację gospodarczą pozytywnie. Wyniki ten potwierdza również badanie przeprowadzone przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. W czerwcu 2018 r. 48% przedsiębiorców uznało koniunkturę na rynku za lepszą niż przed rokiem. Na optymizm polskich firm może wpływać pędząca w zawrotnym tempie krajowa gospodarka.

Optymizm mimo wyzwań finansowych

Najnowsze badanie Bibby MSP Index wskazuje, iż zdecydowana większość ankietowanych nie odnotowała pogorszenia się kondycji ekonomicznej swoich biznesów. Co więcej, niemal 30% z nich zauważyło jej poprawę. Wśród czynników, które w ostatnim półroczu okazały się największą przeszkodą w rozwoju przedsiębiorstw, dominowały trudności z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. Odpowiedzi tej udzieliło przeszło 28% respondentów. Na podium uplasowała się także niepewność związana z nowymi regulacjami prawno-podatkowymi (11% wskazań) oraz zbyt duże obciążenia podatkowe (10%). Wyniki te znacznie różnią się od tych uzyskanych w poprzedniej edycji badania. Wówczas głównym czynnikiem utrudniającym rozwój działalności była niepewność co do nowych regulacji prawno-podatkowych (55,3% wskazań). Przedsiębiorcy w dalszej kolejności wskazywali także wysokie koszty pracy (54,6%) oraz niejasność przepisów prawnych/handlowych związanych z prowadzoną działalnością (47,7%).

Pozytywne nastroje i poprawa kondycji naszej gospodarki wpłynęły na liczbę powstających firm. W porównaniu z rokiem poprzednim liczba nowopowstałych firm wzrosła o 3,4% – wynika z badania PARP. Mimo poprawy nastrojów dla większości prowadzących biznes nadal problemem pozostają opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

Niestety problem z zatorami finansowymi wśród MŚP wciąż przybiera na sile, potwierdzają to dane. W 14. fali badania Bibby MSP Index realizowanego we wrześniu 2017 roku wskazywało go 66,9% przedsiębiorstw. 15. fala przeprowadzona w kwietniu bieżącego roku to chwilowa poprawa sytuacji i 63,7% deklaracji zmagania się z opóźnieniami w płatnościach. W przeciągu ostatnich 6 miesięcy problem ten dotyczył już ponad 70% ankietowanych. Widzimy, że zagrożenie to ciągle narasta  – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Zatorom można zapobiegać

Możliwości uniknięcia opóźnień w płatnościach, które finalnie prowadzić mogą nawet do upadłości danego przedsiębiorstwa jest wiele. W ujęciu ostatniego półrocza przedsiębiorcy za najskuteczniejszą metodę walki z nieterminowo regulującymi swoje należności kontrahentami uznali dział księgowy, który na bieżąco monitoruje wszelkie płatności (74% wskazań). Odpowiedź ta uzyskała największe poparcie również w 15. fali badania, wtedy wskazało ją 61,3% badanych. Niemal 30% ankietowanych skłania się ku rozwiązaniu, w którym to właściciel/prezes firmy osobiście kontaktuje się z opóźniającymi swoje płatności.

Niewypłacalni klienci są dziś ogromnym zagrożeniem, a zarazem wyzwaniem dla prawidłowo funkcjonującego przedsiębiorstwa. Można próbować się przed nimi ustrzec. Warto wykorzystywać ogólnodostępne rejestry, raporty oraz bazy danych dotyczące dłużników, takie jak: Krajowy Rejestr Dłużników czy Biuro Informacji Kredytowej. Za ich pomocą można łatwo sprawdzić daną firmę, eliminując niegodnych zaufania przedsiębiorców – podsumowuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Firmy chcąc uchronić się przed konsekwencjami współpracy z niewypłacalnymi kontrahentami coraz częściej decydują się na zewnętrzne wsparcie. Najpopularniejsze formy finansowania działalności przedsiębiorstwa to obecnie środki własne (ponad 78% odpowiedzi). Ponad połowa ankietowanych wskazuje, że korzysta z kredytu bankowego (50%). Popularnym wsparciem jest również faktoring (13%). Wybrało go już obecnie przeszło 15 tys. klientów – wskazuje Polski Związek Faktorów.

Bibby MSP Index to cykliczny projekt badawczy realizowany na zlecenie Bibby Financial Services. Celem badania jest pozyskanie informacji na temat aktualnej oceny sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, ich otoczenia zewnętrznego i klimatu ekonomicznego do prowadzenia biznesu w Polsce. Raport dostarcza także szacunkowych prognoz co do najbliższej (w perspektywie 6 miesięcy) przyszłości przedsiębiorstw. Na podstawie zebranych danych dotyczących zatrudnienia, sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zadłużenia przedsiębiorstw wyznaczany jest wskaźnik (Bibby MSP Index) obrazujący kondycję firm z grupy MSP.

Kampania pt. „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Skierowana jest do przedsiębiorców z sektora MŚP. Głównym celem działań jest zwiększenie świadomości przedsiębiorców o wadze płynności finansowej w każdym przedsiębiorstwie oraz wprowadzenie do świadomości sektora MŚP pojęcia „odpowiedzialność gospodarcza”.

Patronat honorowy nad działaniami objął: Polski Związek Faktorów.

Akcję wspierają również: Biuro Informacji Gospodarczej, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Info Credit, Marsh Polska, Izba Polskich Przedsiębiorców, Vindicat.

Patroni medialni kampanii: 4budowlani.pl, 6krokow.pl, biznes2biznes.com, Business Magazine MANAGER, CEO Magazyn Polska, Eurologistics, Fintek.pl, Gazeta MSP, Gazeta Przemysłu Drzewnego i Meblarstwo, LOG24.pl, Logistics Manager, MŚP Biznes, My Company Polska, Production Manager, Strefawystawcy.pl, Transport Manager, Truck & Business.

Na zwrot podatku VAT poczekasz latami

Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, tylko w 1 procencie przypadków ubiegania się przez firmy o zwrot podatku naliczonego VAT przedłużono ustawowy termin do jego zwrotu. Przedsiębiorcy, których objęto weryfikacją zasadności zwrotu nadwyżki VAT, dobrze wiedzą, że oznacza to dla nich długie lata oczekiwania i ryzyko utraty płynności finansowej. Spór z fiskusem niejednokrotnie kończy się przed sądem administracyjnym.

Kontrole podatkowe, kontrole celno-skarbowe lub postępowania podatkowe

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zwrot różnicy między kwotą podatku naliczonego co do zasady następuje w terminie 60 dni od złożenia rozliczenia przez podatnika. Może on się jednak ubiegać o zwrot w przyspieszonym 25-dniowym terminie, o ile spełni szereg wymogów określonych w ustawie o VAT. Jednym z nich jest warunek, aby należności udokumentowane fakturami, z których wynika podatek do zwrotu, były w całości uregulowane za pośrednictwem rachunku bankowego, inne faktury są dopuszczalne pod warunkiem, że należności je dokumentujące nie przekraczają 15 000 zł. Konieczne jest również, aby podatnik przez 12 miesięcy poprzedzających okres, za który występuje o zwrot podatku, był zarejestrowany jako czynny podatnik i składał deklaracje za poszczególne okresy rozliczeniowe. Z kolei, jeśli przedsiębiorca za dany okres rozliczeniowy nie wykazał żadnych czynności opodatkowanych VAT, czyli – krótko mówiąc – nie dokonywał sprzedaży, a jedynie zakupów, w związku z którymi ubiega się o zwrot nadwyżki podatku naliczonego, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć termin zwrotu do 180 dni od dnia złożenia deklaracji. Prawdziwy problem zaczyna się w momencie, kiedy organ uzna, że zasadność zwrotu wymaga dalszego zbadania. Wówczas może przedłużyć termin do czasu zakończenia weryfikacji w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Doświadczenie uczy, że czynności te urzędnicy potrafią prowadzić bardzo długo i wnikliwie.

Duże sumy i długi czas oczekiwania

W odpowiedzi na interpelację poselską z dnia 30 czerwca 2018 r. resort finansów poinformował, że kwota wstrzymanych, czyli objętych weryfikacją zwrotów VAT wynosi prawie 800 mln złotych. Średni czas oczekiwania na zwrot wyniósł blisko 2 lata, ale w praktyce okazuje się on znacznie dłuższy. Jeśli wobec podatnika wszczęto np. kontrolę podatkową, nie ma w zasadzie szans, aby zwrot nastąpił przed jej zakończeniem. Urząd skarbowy będzie wydawał kolejne postanowienia o przedłużeniu terminu, nie bacząc na to, że podatnik tkwi w zawieszeniu, a widmo utraty płynności finansowej staje się coraz bardziej realne. Nie oznacza to oczywiście, że przedsiębiorca nie może podjąć żadnych środków pozwalających mu na dyskusję z organem podatkowym. Każde postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podlega zaskarżeniu w drodze zażalenia do izby administracji skarbowej, a następnie skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Jeśli za każdym razem naczelnik urzędu skarbowego będzie prezentował tę samą argumentację, uzasadniając przedłużenie weryfikacji oczekiwaniem na wyniki czynności, które podjął wiele miesięcy temu, szansa na uchylenie takiego rozstrzygnięcia niewątpliwie wzrośnie. W sytuacji, gdy ze zgromadzonego w sprawie materiału wynika, że zasadność zwrotu nie budzi wątpliwości, a fiskus mimo to dalej będzie chciał ją badać, szala zwycięstwa znacząco przechyla się na korzyść podatnika. Przedłużanie terminu zwrotu, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek inicjatywy ze strony organu, może stanowić podstawę do podniesienia przeciwko niemu zarzutu bezczynności lub przewlekłego prowadzenia postępowania. Gdy prowadzenie kontroli polega głównie na biernym oczekiwaniu na odpowiedź krajowych bądź zagranicznych organów podatkowych w sytuacji, gdy już przeprowadzone dowody i zgromadzone dokumenty jasno wskazują, że postępowanie winno zmierzać do końca, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sąd administracyjny nakaże organowi zintensyfikować działania i załatwić sprawę w rozsądnym terminie. Jak wynika z obserwacji aktualnie prowadzonych procedur, urzędnicy, badając zasadność zwrotu VAT, niejednokrotnie ograniczają się do mozolnego gromadzenia informacji na temat kontrahentów kontrolowanego, co trudno uznać za efektywne działanie. Należy pamiętać, że w obowiązku organów leży załatwienie sprawy w rozsądnym terminie.

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą

Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że od początku 2012 r. zakwestionowano zasadność 1 763 zwrotów. Jedna trzecia z tych spraw do dnia udzielenia odpowiedzi na interpelację, czyli do 30 czerwca 2018 r., nie zakończyła się wydaniem jakiegokolwiek rozstrzygnięcia. Z kolei te, w których zapadły konkretne ustalenia, w przeważającej mierze kończyły się po myśli fiskusa. Nawet jeśli podatnicy ostatecznie odnieśli sukces i otrzymali zwrot podatku wraz z odsetkami, to w wielu przypadkach było to zwycięstwo pyrrusowe, gdyż ich płynność finansowa została mocno zachwiana. Biorąc pod uwagę, że pewna spółka zakończyła spór z Naczelnikiem Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga o zwrot VAT za luty 1999 r. po ponad 16 latach batalii po to, aby ostatecznie dowiedzieć się, że nie uzyska go z powodu przedawnienia, zdecydowanie nie można sobie pozwolić na bierne oczekiwanie. Ważne jest, aby monitorować działania fiskusa i właściwie reagować na jego poczynania. Podejmując dyskusję z organem podatkowym, dobrze jest mieć po swojej stronie trafne argumenty, a przede wszystkim zręcznie poruszać się zarówno w gąszczu przepisów, jak i biurokratycznym labiryncie. Warto odpowiednio wcześnie zadbać o swoje interesy, tak aby proces ubiegania się o zwrot VAT przebiegł jak najsprawniej i zakończył się pomyślnie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy niechętnie migrują w poszukiwaniu pracy

Rekordowo niska stopa bezrobocia i coraz lepsze warunki zatrudnienia w kraju wyraźne wpływają na ograniczenie planów migracyjnych Polaków. Jak wynika z dziewiątej edycji raportu „Migracje Zarobkowe Polaków” przygotowanego przez Work Service, jedynie 8,6% aktywnych lub potencjalnych uczestników rynku pracy rozważa wyjazd do pracy za granicą. Jednocześnie 37,1% z nich chciałoby wyjechać na 3 miesiące, a „tylko” 19,2% na stałe. Co ciekawe, już 38% badanych wskazuje atrakcyjne miejsce pracy w Polsce jako barierę przed wyjazdem.

Według najnowszego raportu Work Service „Migracje Zarobkowe Polaków IX” już tylko 8,6% aktywnych lub potencjalnych uczestników rynku pracy w Polsce (1,6 mln osób) rozważa emigrację zarobkową. Jest to wynik o 3,2 pp. niższy w porównaniu do poprzedniej edycji oraz najniższy odsetek w 4-letniej historii prowadzonego badania. Nawet 30,3% Polaków, decydując się na emigrację zarobkową, „zdecydowanie” zabrałoby ze sobą rodzinę. Jeszcze pół roku temu taką odpowiedź zadeklarowało tylko 18,8% ankietowanych.  Co ciekawe, 37,1% respondentów wskazuje, że jeśli wyjadą do pracy za granicę, to na około 3 miesiące.

Migracje Zarobkowe Polaków

Po raz pierwszy w historii naszych badań odsetek Polaków, którzy rozważają emigrację zarobkową, osiągnął jednocyfrową wartość. Z kolei niemal 1/5 potencjalnych emigrantów chciałaby wyjechać na stałe. Jest to wynik o 4,5 pp. niższy niż w poprzedniej edycji naszego badania. To oznacza, że poza malejącą pulą osób myślących o wyjazdach za granicę, rośnie również udział tych, którzy planują takie działanie krótkoterminowo. – mówi , Prezes Zarządu Work Service S.A. – Niewątpliwie zawdzięczamy to poprawiającej się sytuacji na naszym rynku pracy. Coraz lepsze warunki zatrudnienia już nie tylko wpływają na spadek zainteresowania wyjazdem zarobkowym, ale również przekładają się na wzrost odsetka Polaków, którzy odrzucają plany migracyjne­. Obecnie jest to nieco ponad 90% badanych – dodaje Witucki.

Aktualnie jedynie 3% Polaków rozważa emigrację na Wyspy Brytyjskie. Najpopularniejszym kierunkiem wyjazdów, z wynikiem 23,3%, niezmiennie pozostają Niemcy. W pierwszej trójce wyboru polskich emigrantów znalazły się również Norwegia (15,6%) i niespodziewanie po raz pierwszy Szwecja (14,7%). Z drugiego na czwarte miejsce w ciągu ostatnich sześciu miesięcy spadła Holandia, co naturalnie wynika z sezonowej zmiany po zakończeniu okresu letniego.

W porównaniu do poprzednich edycji badania nastąpiła znacząca zmiana głównych kierunków potencjalnej emigracji. Przede wszystkim wyjazdy do Wielkiej Brytanii stały się passé. Jeszcze dwa lata temu, jesienią 2016 r. odsetek osób rozważających wyjazd do Zjednoczonego Królestwa i do Niemiec był niemal identyczny. Obecnie zainteresowanie wyjazdem na Wyspy Brytyjskie spadło do zaledwie 3%. Jest to zrozumiałe biorąc pod uwagę podwyższoną niepewność odnośnie możliwości legalnej pracy w Wielkiej Brytanii po zbliżającym się Brexicie – zaznacza Wiktor Wojciechowski, Wiceprzewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Priorytetem rodzina i wysokość dochodu

Migracje Zarobkowe Polaków 2

Według raportu Work Service niemal 7 na 10 Polaków decyduje się na emigrację w celu podjęcia pracy, jak i we wcześniejszych edycjach, ze względu na wysokość zarobków. W drugiej kolejności wyjazd rodaków za granicę spowodowany jest ex aequo lepszymi perspektywami rozwoju zawodowego i wyższym standardem życia (32%). Najwyższy wynik w historii badań zanotowały warunki socjalne w innych krajach, wskazywane przez 31% Polaków. Dla niemal jednej czwartej ankietowanych powodem do emigracji jest korzystniejszy system podatkowy, bardziej przyjazna administracja publiczna i możliwość podróżowania. Co ciekawe, jedynie 14% badanych zamierza wyjechać za granicę z powodu braku odpowiedniej pracy w Polsce. Jest to wynik o 10 pp. niższy niż przed rokiem.

Głównymi barierami Polaków przed emigracją niezmiennie pozostają przywiązanie do rodziny i przyjaciół (65%) oraz atrakcyjna praca w miejscu zamieszkania (38%). Warto także zauważyć, że dwa razy częściej niż w poprzedniej edycji badania ankietowani wskazywali na zbyt duże różnice kulturowe i mentalność ludzi za granicą (18%). Dodatkowo w ciągu ostatnich sześciu miesięcy o 7 pp. wzrósł odsetek badanych, którzy przyznali się, że nie podejmują decyzji o pracy poza krajem, ponieważ uważają, że Polacy są tam źle traktowani.

Profil polskiego emigranta

Migracje Zarobkowe Polaków 3Co ciekawe, najchętniej pracować za granicę wyjechaliby już nie najmłodsi, a osoby między 35, a 60 rokiem życia (55%). Wśród Polaków planujących emigrację nawet 82% ma pracę, z czego 49% jest zatrudnionych na pełnym etacie. Co ważne, nawet o 16 pp., do 31%, wśród potencjalnych emigrantów wzrósł udział osób z wyższym wykształceniem. Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania potencjalnych emigrantów, na mapie Polski wyraźnie wyróżniają się dwa regiony – centralny pod względem zdecydowanie największego udziału osób zainteresowanych emigracją (31%) i południowo-zachodni, w którym jedynie 8% badanych rozważa pracę za granicą. Podobnie jak w poprzedniej edycji badania najczęściej o emigracji zarobkowej myślą Polacy mieszkający na wsi i w miastach do 100 tys. mieszkańców (68%).

Istotna zmiana zachodzi z punktu widzenia poziomu wykształcenia – dotychczas przeważały osoby z wykształceniem podstawowym – teraz największy udział mają osoby z wyższym wykształceniem. To z pewnością martwi, bo są to pracownicy z doświadczeniem i dalszym potencjałem. To oni w głównej mierze kierują się perspektywami rozwoju zawodowego, miejsc pracy z wysoką kulturą innowacji – mówi Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego, Pracodawcy RP.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach raportu Migracje Zarobkowe Polaków zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut badawczy Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało zrealizowane w okresie 19-23 września 2018 r. Badanie zrealizowano na próbie N=593 osób pracujących, bezrobotnych, uczących się oraz przebywających na urlopach macierzyńskich i wychowawczych. Próbę dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (zgodnej ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania). Wykluczono z niej osoby będące poza rynkiem pracy: emerytów, rencistów oraz osoby zajmujące się domem. Wyniki poddano procedurze ważenia na podstawie struktury zmiennych rekrutacyjnych wg danych GUS. Dokładność wyników zależy o liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=593 to +/- 4,1%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach projektu CATIBUS.

„Wypoczynkowe” zwolnienia lekarskie popularne wśród europejskich pracowników

  • Z „wypoczynkowych” zwolnień lekarskich korzysta co trzeci europejski pracownik (29,6 proc.)
  • Pracownicy odczuwający zagrożenie lub brak komfortu psychicznego częściej akceptują „wypoczynkową” absencję chorobową
  • Co dziesiąty pracownik przynajmniej raz w tygodniu rozważa rzucenie pracy
    (13 proc.)

Jedna trzecia (29,6 proc.) pracowników korzysta ze zwolnień lekarskich w sytuacji, gdy nie choruje. Spośród osób, które korzystają ze zwolnień lekarskich, aż 86 proc. uważa, że można wziąć je dwa lub więcej razy w roku.

Z badań firmy ADP wynika również, że bardziej przychylni zwolnieniom lekarskim, których nie uzasadnia stan zdrowia, są pracownicy odczuwający zagrożenie lub brak komfortu psychicznego w miejscu zatrudnienia.zwolnienia lekarskie popularne wśród europejskich pracowników

– Absencja pracowników wiąże się z koniecznością poniesienia przez firmy wymiernych kosztów, dlatego nieuzasadnionym zwolnieniom lekarskim powinno się przeciwdziałać. Widoczna jest bezpośrednia zależność pomiędzy większą częstotliwością nieuzasadnionych absencji i wysokim poziomem frustracji pracowników. Monitorowanie takich nastrojów
i przeciwdziałanie im jest dużym wyzwaniem dla każdego pracodawcy. Właściciele oraz liderzy w organizacji powinni budować autentyczne relacje ze swoimi pracownikami, bazujące na szczerości i przejrzystości działań. Powinni zapewniać im możliwości rozwoju i realne wsparcie. Takie podejście zaowocuje zaangażowaniem i oddaniem zespołu. Tym samym, zmienią się nie tylko nastroje związane z absencją chorobową, ale też poprawi się retencja pracowników
– ocenia Anna Barbachowska, Country HR Business Partner ADP Polska.

W Polsce, jak podaje ZUS, od 2014 roku liczba zwolnień lekarskich wzrosła z 18,8 mln
w 2014 roku do 21,4 mln w roku 2017. W przypadku sporej części pracowników zwolnienie lekarskie jest wynikiem długotrwałego stresu i przemęczenia. Stres i przemęczenie są również źródłem mniejszego zaangażowania i utraty radości z pracy. Wówczas „wypoczynkowe” zwolnienia lekarskie dają przestrzeń do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia czy odbycia serii rozmów rekrutacyjnych. Warto trzymać rękę na pulsie i reagować zawczasu zapewniając pracownikom odpowiednie warunki do rozwoju
– mówi Anna Barbachowska, Country HR Biznes Partner, ADP Polska.zwolnienia lekarskie popularne wśród europejskich pracowników 2

Z badań ADP wynika, że europejscy pracownicy często rozważają odejście z obecnego miejsca zatrudnienia. Ponad połowa (28 proc.) europejskich pracowników myśli o rzuceniu pracy co najmniej raz na kilka miesięcy, a więcej niż co dziesiąty (13 proc.) rozważa taki ruch raz w tygodniu, a nawet częściej.

Badanie People Unboxed, przeprowadzono na zlecenie firmy ADP, w którym wzięło udział ponad 2000 pracowników z Europy.

Ekspert: Anna Barbachowska, HR Business Partner, ADP Polska

O badaniu „People Unboxed”

W kwietniu 2018 roku ADP i Circle Research przeprowadziły internetowe badanie ilościowe na grupie 2518 pracowników w 5 różnych krajach Europy. Próba stanowiła reprezentatywną grupę pracowników wybranych według kryterium wieku, płci, rodzaju i wymiaru zatrudnienia, przedziałów wynagrodzenia
i stażu pracy.

Kurs dolara zyskuje, euro dołuje

Kurs EUR/USD zakończył ubiegły tydzień spadkami, które kontynuowane są również obecnie. Na jakie dane warto zwrócić uwagę w tym tygodniu?

Zeszły tydzień zakończyliśmy obserwując wyraźne umocnienie dolara amerykańskiego względem głównych walut. Jastrzębi ton Rezerwy Federalnej, jak i spadek indeksów giełdowych, okazały się dla inwestorów istotniejsze od wątpliwości związanych z wynikiem wyborów do Kongresu – większość Partii Demokratycznej w Izbie Reprezentantów może ograniczyć możliwości prezydenta Trumpa do przeprowadzenia kolejnych reform fiskalnych.

Wynik wyborów do amerykańskiego Kongresu nie zaskoczył. Partia Republikańska, z którą związany jest Donald Trump, utrzymała większość w Senacie, jednocześnie tracąc „kontrolę” nad niższą izbą amerykańskiego parlamentu. Warto wspomnieć, że Republikanie stanowili większość w Izbie Reprezentantów przez osiem ostatnich lat.

Zmiana dotychczasowej sytuacji politycznej zawsze stanowi pewne źródło niepewności, stąd na początku tygodnia dolar amerykański cierpiał ze względu na podwyższone ryzyko – zwłaszcza w momencie, gdy dane z kolejnych amerykańskich stanów zaczynały świadczyć o coraz bardziej prawdopodobnym zwycięstwie Demokratów w niższej izbie Kongresu. Po ogłoszeniu wyników dolar zaczął jednak powoli odrabiać straty. Pod koniec minionego tygodnia kurs dolara względem euro był jednak nawet wyższy, niż jeszcze na jego początku – należy to przypisać względnie optymistycznym komentarzom ze strony Rezerwy Federalnej.

Najważniejszym czynnikiem mogącym wpłynąć w tym tygodniu na rynek walutowy pozostaje kwestia postępu negocjacji ws. Brexitu. Poza tym, na froncie makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na dane o inflacji i sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych.

PLN

W ubiegłym tygodniu polski złoty osłabił się w relacji do euro. W parze z funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim złoty zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

Ostatnie spotkanie RPP przyniosło utrzymanie neutralnego stanowiska banku centralnego. Istotnie nie zmienił się ton prezesa Glapińskiego i członków Rady. W wypowiedziach członków RPP obecnych na konferencji widać jednak pewne obawy związane z sytuacją gospodarczą w strefie euro oraz perspektywą wyższego wzrostu inflacji w 2019 r. Podczas spotkania RPP prezes Glapiński przedstawił założenia nowych projekcji ekonomicznych DAE NBP z których wynika, że bank centralny w przyszłym roku spodziewa się wyraźnie wyższej inflacji niż zakładał jeszcze w lipcu.

Oprócz wtorkowej publikacji projekcji inflacji DAE NBP, warto zwrócić uwagę na rewizję szacunku dynamiki CPI, która opublikowana zostanie w środę, a także czwartkową publikację wyliczeń inflacji bazowej. Szczególnie obserwowanym w tym tygodniu odczytem będzie szacunek dynamiki PKB Polski w III kwartale, który zostanie opublikowany w środę. Zgodnie z szacunkami konsensusu dynamika PKB ma spaść z 5,2% w drugim kwartale do 4,7% rocznie w trzecim.

GBP

W ostatni piątek funt doświadczył istotnego osłabienia. Na słabość szterlinga wpłynęła niepewność związana ze stanem negocjacji związanych z Brexitem, co wywołało odwrót od ryzyka na rynku. Wśród Torysów nadal nie ma zgody w kwestii wyprowadzenia kraju z Unii Europejskiej. W piątek z Gabinetu Theresy May wystąpił jeden z ministrów – Jo Johnson – co dodatkowo obrazuje, jak dużym wyzwaniem dla obecnej premier Wielkiej Brytanii będzie uzyskanie od parlamentu zgody na jakiekolwiek porozumienie ws. Brexitu.

W tym tygodniu opublikowanych zostanie kilka bardzo istotnych danych makroekonomicznych dla Wielkiej Brytanii. Wtorek inwestorzy spędzą analizując raport o rynku pracy, w środę poznamy nowe dane o inflacji, a w czwartek dane o sprzedaży detalicznej. Rozdźwięk między tymi raportami a opinią konsensusu może mieć istotny wpływ na kształtowanie się kursu szterlinga, jednak równie istotne będą jakiekolwiek wieści na temat Brexitu – powoli zbliżamy się bowiem do kolejnego szczytu Unii Europejskiej, który odbędzie się w dniach 13 i 14 grudnia.

EUR

Poprzedni tydzień był dość spokojny dla strefy euro. Głównymi czynnikami mającymi wpływ na wspólną europejską walutę były wybory do amerykańskiego Kongresu oraz niedawne spotkanie Rezerwy Federalnej.

Mając to na uwadze, warto wspomnieć, że odnotowaliśmy umiarkowany wzrost kompozytowego wskaźnika aktywności biznesowej PMI, który jest średnią ważoną wskaźników dla przemysłu i usług. Ten kluczowy wskaźnik jednak nadal znajduje się na poziomach najniższych od niemal dwóch lat, co sugeruje, że w czwartym kwartale gospodarki strefy euro osiągną raczej skromny poziom wzrostu gospodarczego (po określanym mianem fatalnego trzecim kwartale).

W tym tygodniu również nie spodziewamy się istotnych informacji płynących z bloku walutowego. Stąd kurs euro będzie najpewniej w istotnym stopniu zależał od czynników zewnętrznych.

USD

Czwartkowy komentarz Rezerwy Federalnej dotyczący stanu amerykańskiej gospodarki można określić jako „jastrzębi”, co budzi coraz większe nadzieję, że podczas grudniowego spotkania FOMC jej członkowie postanowią o kolejnej podwyżce stóp procentowych. Decydenci podkreślają, że wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych jest „silny”, „stale” rośnie liczba miejsc pracy, również wydatki gospodarstw domowych są stabilne. Jesteśmy zdania, że ton komunikatu Rezerwy Federalnej potwierdza, że tylko jakieś hipotetyczne gwałtowne wydarzenie na rynkach finansowych byłoby w stanie powstrzymać FED przed kolejną podwyżką stóp procentowych w nadchodzącym miesiącu.

W najbliższym tygodniu dla kursu dolara amerykańskiego istotne będą środowe dane o inflacji, jak i czwartkowe dane o sprzedaży detalicznej.

Enrique Diaz Alvarez

Zysk netto Grupy Recykl wzrósł w III kwartale o 19 proc. do 1,6 mln zł

Grupa Recykl, lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, wypracował w okresie lipiec-wrzesień 3,4 mln zł środków pieniężnych z działalności operacyjnej, a od początku roku: 7,6 mln zł. Rekordowy cash flow pozwolił swobodnie realizować inwestycje, zwłaszcza w zakresie pierwszych prac dotyczących budowy nowego zakładu w Chełmie. Spółka od początku roku osiągnęła 37,9 mln zł przychodów (+9,4 proc.), 9,2 mln zł EBITDA (+1,5 proc.) oraz 3,7 mln zł zysku netto (+0,2 proc.).

Rezultaty finansowe w III kwartale br. obejmują wzrost przychodów o 14,5 proc. do 13,9 mln zł, EBITDA rzędu 3,5 mln zł (+0,2 proc.) i zysk netto w wys. 1,6 mln zł (+18,9 proc.). W ujęciu bilansowym suma aktywów przekroczyła 80 mln zł (+7 proc.), kapitał własny wzrósł o 20,7 proc. do 22,4 mln zł, a dług netto do 21,7 mln zł (+24,2 proc. r/r, choć od końca 2017 r. wskaźnik oscyluje wokół poziomu 20-22 mln zł), a wskaźnik DN/EBITDA wynosił na 30 września br.: 1,9. Na poziom marży brutto na sprzedaży wpływają wzrosty kosztów operacyjnych (obserwowane powszechnie w gospodarce), w większości niwelowane wyższymi cenami produktów i usług. Ponadto na poziomie zysku EBIT spółka odnotowała zdarzenie jednorazowe rzędu -0,2 mln zł (strata ze sprzedaży aktywów niefinansowych).

W ostatnich kwartałach osiągamy wysokie i tym samym zadowalające operacyjne przepływy pieniężne, co jest skutkiem znaczącego zysku netto, jak i systematycznej poprawy w zakresie efektywności i optymalizacji działalności. To szczególnie ważne w obliczu prowadzonych dużych inwestycji rozwojowych, przede wszystkim w zakresie budowy nowego zakładu w Chełmie. Projekt przebiega zgodnie z planem, liczymy na rozruch zakładu w ciągu najbliższych 12 miesięcy – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

Grupa Recykl z końcem września otrzymała pozwolenie na budowę zakładu oraz wybrała generalnego wykonawcę I części prac budowlanych, obejmujących głównie budowę hali produkcyjnej, laboratorium jakości i zaplecza socjalnego. Ich wartość wynosi 9,9 mln zł.

Sprzyja nam korzystne otoczenie rynkowe, w którym notujemy wzrosty cen granulatów SBR i kordu stalowego, a także stabilizację cen paliw alternatywnych po ich kilkuletnim spadku. W III kwartale wypracowaliśmy także wyższą skalę sprzedaży usług recyklingu, odzysku i zbiórki opon oraz usług transportowych. Takie zjawiska pozwalają nam zmniejszać wpływ presji kosztowej niektórych czynników produkcyjnych. Faktem jest presja na osiągane marże, natomiast zakładamy ich wzrost w 2020 roku po oddaniu zakładu i starcie sprzedaży wyżej rentownych produktów – dodaje Maciej Jasiewicz.

Sprzedaż produktów z przerobu opon (paliwo alternatywne, granulat SBR, kord stalowy) w III kwartale wzrosła o 12,7 proc. do 9,4 mln zł (a od początku roku wzrost wyniósł 19,6 proc. do 23,9 mln zł). W okresie lipiec-wrzesień skala usług odzysku i recyklingu opon była wyższa o 21,4 proc. (1,8 mln zł), a prowadzenie zbiórki opon na zlecenie i usługi transportowe: odpowiednio o 42,6 i 41 proc. (1,1 i 0,6 mln zł). Wzrosty zniwelowały niższe przychody z kategorii „Pozostała sprzedaż” (0,8 mln zł vs. 1,4 mln zł rok wcześniej).

ONE MORE LEVEL S.A. przybliża się do premiery gry „God’s Trigger”

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, miała 294 tys. zł zysku netto po trzech kwartałach 2018 r. przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących ponad 3.238 tys. zł. Emitent finalizuje prace nad grą „God’s Trigger” i oczekuje na wyznaczenie daty jej premiery przez Wydawcę, a także rozpoczął realizację kolejnej produkcji z gatunku FPP.

W 3 kw. 2018 r. Spółka zanotowała 81 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 1.257 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku ONE MORE LEVEL S.A. miała stratę netto w wysokości 31 tys. zł. Po trzech kwartałach 2018 r. zysk netto Emitenta wzrósł do 294 tys. zł z 230 tys. zł rok wcześniej, a przychody netto do 3.238 tys. zł z 279 tys. zł. Wzrost zysku netto oraz przychodów ze sprzedaży jest wynikiem zmiany profilu działalności Spółki i koncentracji na produkcji gier komputerowych. Zarząd ONE MORE LEVEL S.A. pozytywnie ocenia osiągnięte wyniki finansowe i liczy, że gra „God’s Trigger” odniesie sukces rynkowy, co pozwoli na dalszy wzrost przychodów oraz zysków.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiąganych wyników finansowych w kolejnych kwartałach tego roku. Utrzymujemy relatywnie wysoki poziom przychodów oraz notujemy dodatni wynik netto. Potwierdza to słuszność przeprowadzonej transakcji połączenia, której jednym z głównych celów było wykorzystanie potencjałów obu podmiotów oraz osiągnięcie efektów synergii. Wierzymy, że dzięki premierze naszej najważniejszej produkcji – gry „God’s Trigger” – będziemy w stanie generować jeszcze wyższe przychody i zyski.” – wyjaśnia Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

Spółka nadal realizuje prace nad swoim flagowym projektem, czyli grą „God’s Trigger”, która ma zadebiutować na wszystkich zapowiedzianych platformach – na konsolach (PS4, Xbox One) oraz na komputerach osobistych PC. Zespół ONE MORE LEVEL S.A. koncentruje się na realizacji jak najlepszego doświadczenia gameplayowego przeprowadzając tym samym fazę tzw. „polishingu”. Zdecydowana większość elementów tego projektu została już ukończona, dzięki czemu możliwe stało się przetransferowanie części zasobów studia do nowego, zapowiedzianego w czerwcu br. projektu. Zarząd Spółki poinformuje o dacie wyznaczenia premiery gry „God’s Trigger” po uzyskaniu tej informacji od wydawcy – Techland Sp. z o.o.

„Po sukcesie stoiska na targach Poznań Game Arena 2018 pracownicy studia skupili się na analizie uzyskanego feedbacku. Tysiące entuzjastycznie nastawionych graczy umocniły nas w przekonaniu, że obraliśmy odpowiedni kierunek rozwoju projektu. Równocześnie warto odnotować, że nowy projekt studia rozwijany na silniku Unreal Engine 4 terminowo osiąga kolejne cele wynikające z planu milestone’owego, a jakość wykonanej pracy przerasta początkowe oczekiwania względem tego projektu.” – zakończyła Prezes Cygan-Opyt.

ONE MORE LEVEL S.A. zaprezentowała w tym roku grę „God’s Trigger” podczas targów Electronic Entertainment Expo 2018 (E3) w Los Angeles oraz w trakcie amerykańskich targów PAX WEST w Seattle. Flagowa produkcja Spółki została także pokazana na krajowym rynku podczas największych polskich targów poświęconych tematyce gier komputerowych – Poznań Game Arena 2018.

W czerwcu 2018 r. ONE MORE LEVEL S.A. podpisała umowę licencyjną z podmiotem, który będzie wyłącznym Wydawcą nowej gry z gatunku FPP produkowanej przez Spółkę. Całkowity budżet tego projektu wynosi 4,5 mln zł. Nowa gra z gatunku FPP powstanie przy użyciu technologii Unreal Engine, a jej zapowiedź została przewidziana na drugą połowę 2019 r. Gra będzie docelowo tworzona na platformy PC, Xbox oraz PlayStation.

Euvic inwestuje w szwedzki fintech i polską firmę programistyczną

Spółka Euvic podpisała list intencyjny o przejęciu części udziałów w szwedzkiej firmie PayGround AB, która opracowała i wdrożyła na rodzimym rynku system umożliwiający rozliczenie podatku VAT od paczek nadawanych z Chin do Europy. Euvic poinformował także, że do końca 2018 roku przejmie do 30 proc. udziałów w Edge One Solutions – polskiej firmie programistycznej działającej w branży outsourcingu IT.

Opracowane przez PayGround rozwiązanie jest obecnie wykorzystywane przez operatora pocztowego PostNord, która odpowiada w Szwecji za proces rozliczania podatku VAT od coraz liczniejszych paczek z Chin.

„Jest to pierwsze tego typu skuteczne rozwiązanie w Unii Europejskiej. Bardzo liczymy, że rozwiązanie to przyjmie się również w innych krajach członkowskich. Przewidujemy nie tylko objęcie przez Euvic udziałów w skandynawskiej spółce, ale także wspólną budowę zespołu technicznego, który będzie odpowiadał m.in. za integrację rozwiązania z różnymi systemami IT. Euvic ma szerokie doświadczenie w tej dziedzinie, między innymi dzięki współpracy grupy z Pocztą Polską – Bonair SA wdrożył na Poczcie system ERP, zaś Euvic odpowiada za outsourcing wydruku” – mówi Ola Hesselroth, architekt transakcji, który w Euvic odpowiada za rynek szwedzki.

Kolejna inwestycja, jaką Euvic zrealizuje przed końcem 2018 roku, dotyczy Edge One Solutions. Firma ta prowadzi działalność w zakresie outsourcingu IT, a także jest założycielem inkubatora dla startupów – EduLab.

„Wierzymy, że dzięki tej inwestycji, Grupa Technologiczna Euvic w 2019 roku nie tylko urośnie o 400 programistów, ale zacznie też budować wartość przez budowę własności intelektualnej” – mówi Wojciech Kosiński, wiceprezes i udziałowiec Euvic.

Ostatnie inwestycje Euvic koncentrowały się na obszarze infrastruktury IT. W grudniu 2016 roku spółka nabyła od Enterprise Investors firmę IT Works SA, a następnie za pośrednictwem IT Works przejęła Omnitec. Dodatkowo działania Euvic koncentrowały się na budowie Euvic Services Sp. z o.o. oraz próbie przejęcia giełdowej spółki Qumak. Ta ostatnia transakcja nie powiodła się ze względu na fakt, iż  Krajowa Informacja Skarbowa uznała, że transakcja w opracowanym kształcie nie jest neutralna podatkowo i powinna zostać obciążona podwójnym opodatkowaniem – od wymiany udziałów oraz od przyszłego zysku ze sprzedaży akcji, co w praktyce obciążyłoby wspólników Euvic niemal 38 mln złotych podatku dochodowego.

Wszystkie zapowiedziane inwestycje Euvic zrealizuje z własnych środków, w najbliższym czasie nie planuje też wracać do pomysłu giełdy. Wojciech Wolny, Prezes Zarządu Euvic, podkreśla jednak, iż czas spędzony w radzie nadzorczej Qumaka był wartościową lekcją, dostarczył praktycznego doświadczenia z rynkiem kapitałowym oraz bezcennych kontaktów.

„Jedyne czego żałuje to fakt, iż część inwestorów indywidualnych obarcza Euvic winą za fiasko fuzji z Qumakiem, podczas gdy spółka wypełniła wszelkie ciążące na niej zobowiązania i była zdeterminowana do przeprowadzenia transakcji. Jedynym powodem dla którego feralna, indywidualna interpretacja podatkowa pojawiła się relatywnie późno są przepisy prawa, które wymagają, aby zapytanie do Krajowej Informacji Skarbowej zawierało wszelkie niezbędne informacje, w tym treść i datę powzięcia stosownych uchwał, co było możliwe dopiero po przygotowaniu dokumentów przez  Qumak SA” – mówi Wojciech Wolny.

Prezes Euvic dodał także, ze interpretacja fiskusa była dla Euvic dużym zaskoczeniem, bo firma poprosiła wcześniej dwie kancelarie prawne o niezależne opinie badające skutki podatkowe planowanej transakcji. Wszystkie wykazały, że transakcja byłaby neutralna podatkowo. Zdaniem wspomnianych kancelarii stanowisko zaprezentowane przez Izbę Skarbową jest błędne i można je zaskarżyć w sądzie. Euvic jednak nie planuje takiego kroku, bo proces mógłby potrwać kilka lat.

Upadłość konsumencka w 2019 roku na nowych zasadach

Szeroko omawiane zmiany w upadłości konsumenckiej w 2019 roku wprowadzą istną rewolucję w kontekście zasad oddłużania osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Obowiązujące od 31 grudnia 2014 roku regulacje znacznie poluzowały warunki umożliwiające ogłoszenie bankructwa przez przeciętnego Kowalskiego. Przed ostatnią nowelizacją ogłoszenie upadłości było niezwykle trudne. W chwili obecnej jest to zdecydowanie prostsze, aczkolwiek i tak istnieją określone warunki, którymi powinien się kierować sąd wydając postanowienie w danej sprawie. W 2019 roku ma się to diametralnie zmienić.

Filip Kozik, doradca restrukturyzacyjny
Filip Kozik, doradca restrukturyzacyjny

– Najważniejszą zmianą, która wynika z projektu Ministerstwa Sprawiedliwości, jest ograniczenie przesłanek umożliwiających ogłoszenie upadłości przez konsumenta do zaistnienia stanu niewypłacalności. Sądy nie będą rozpatrywały, jak dotychczas, co było powodem utraty zdolności do regulowania powstałych zobowiązań przez dłużnika – wyjaśnia doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik.

Ocena powodów powstania stanu niewypłacalności ma się jednak przekładać na okres obowiązywania ewentualnego planu spłaty wierzycieli. Obecne przepisy przewidują maksymalnie 3-letni plan spłaty wierzycieli, o ile sytuacja upadłego wskazuje na to, że będzie on miał jakiekolwiek szanse, aby się z niego wywiązać. Niezależnie od tego z jakich powodów dłużnik był zmuszony ogłosić upadłość. Nowa ustawa ma wydłużać okres spłaty nawet do 8 lat. Biorąc pod uwagę to, że wcześniej odpowiednie działania powinien podjąć syndyk (np. musi zlikwidować majątek upadłego), można przypuszczać, że procedura upadłościowa będzie odczuwalna w swoich skutkach przez bardzo długi czas.

Ustawodawca planuje wprowadzić też inne zmiany. Dłużnik konsument będzie mógł zawrzeć układ z wierzycielami (na podobnych zasadach jak przedsiębiorca w restrukturyzacji) bez składania wniosku o upadłość. Niewątpliwą zaletą proponowanych zmian jest wprowadzenie zasady równego traktowania drobnych przedsiębiorców, którzy winni ogłaszać upadłość jako przedsiębiorcy, w kontekście zapobiegania przed bezdomnością.

– Dłużnik posiadający nieruchomość, w której faktycznie zamieszkuje, ogłaszając upadłość konsumencką musi się liczyć z tym, że wejdzie ona do masy upadłościowej i syndyk będzie dążył do jej spieniężenia. Jeśli się to uda, to upadły może uzyskać odpowiednią kwotę na wynajem innego lokalu mieszkalnego na okres od roku do dwóch lat. Tym samym uniknie sytuacji, w której byłby bez dachu na głową. Inaczej wygląda sytuacja osoby prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą, która ogłasza upadłość na tzw. zasadach ogólnych, czyli innych niż konsument. Celem upadłości przedsiębiorcy jest możliwie maksymalne zaspokojenie wierzycieli, więc upadły nie ma szans na skorzystanie z podobnego przywileju – twierdzi Filip Kozik.

Mimo zaawansowanych prac nad nowelizacją nie jest jeszcze znana data wejścia nowych przepisów w życie. Wprowadzenie tychże zasad z pewnością zwiększy powszechność upadłości konsumenckiej jako metody wychodzenia z długów. Ograniczenie barier do samego stanu niewypłacalności przełoży się też na ilość składanych wniosków. Z kolei nadmierne obciążenie sądów z pewnością przełoży się na wydłużenie czasu trwania całej procedury. Obecnie dłużnik oczekuje średnio na rozpoznanie wniosku 2-3 miesiące. Zdarzają się przypadki, w których sądy potrzebują jeszcze więcej czasu. Jeśli wprowadzenie nowych regulacji kilkukrotnie zwiększy ilość wniosków o upadłość konsumencką, to jedynym wyjściem wydaje się zwiększenie liczby etatów w sądach.

Kurs dolara w górę po informacjach dot. negocjacji USA-Chiny

Świeży napływ informacji (i to pozytywnych) dotyczących negocjacji handlowych USA-Chiny pomaga odmienić klimat na rynkach po dość ponurym poniedziałku, gdzie USD był królem, a rynek akcji świecił się na czerwono. EUR pozostaje największym przegranym na starcie tygodnia, słabo ma się też GBP. Złoty nie miał łatwo w świątecznych warunkach, ale nie spodziewamy się rozwinięcia osłabienia.

Za nami niezwyczajny start tygodnia i to nie tylko dlatego, że rynki powinny być na wpół uśpione z uwagi na obchody Dnia Weterana w USA. Pomimo tego rynek walutowy solidnie realizował motyw umocnienia USD do wszystkiego. Pośród powodów aprecjacji wymieniano przerzucenie uwagi z wyborów do Kongresu USA na siłę gospodarki USA i politykę Fed, które wyraźnie kontrastują z warunkami panującymi w reszcie świata. Osobiście nie przekonują mnie te argumenty, gdyż w weekend nie zdarzyło się nic, co by skłoniło rynek do tak mocnego zaakacentowania wyższości dolara nad innymi aktywami. Ale jeśli EUR/USD przełamuje 1,13 i ciągnie ze sobą indeks dolarowy DXY na nowe, 17-miesięczne szczyty (w koszyku dolarowym EUR stanowi 58 proc.), to fakt ten działa na wyobraźnię i wywołuje reakcję łańcuchową. Nie przeczę, że USD nie powinien być mocny; po prostu nie widzę powodu, dla którego wczoraj miał być mocniejszy. Sądzę, że za dużo złej krwi jest w EUR (Włochy), GBP (Brexit), AUD (wojny handlowe), CAD (ropa naftowa), przez co łatwiej jest USD błyszczeć. Prędzej niż paniki i spirali wyprzedaży oczekiwałbym odrętwienia i uodpornienia na negatywne informacje z wzmocnioną reakcją na pozytywne niespodzianki. Potrzeba jednak impulsu.

Wieści o rozpoczętych rozmowach dotyczących handlu między Chinami i USA mogą być takim impulsem, choć dzisiejsze informacje są za słabe, by wyraźnie odmienić sentyment. Dowiedzieliśmy się tylko tyle, że wicepremier Chin Liu He oraz sekretarz skarbu USA Mnuchin odbyli rozmowę telefoniczną w ramach przygotowań do spotkania liderów państw podczas szczytu G20 w Argentynie pod koniec listopada. Nie znamy szczegółów i rozmowa mogła być rutynowa i czysto techniczna, ale nadzieja nigdy nie jest budowana na silnych podstawach. Giełda w Szanghaju uchroniła się od spadków, zadowolenie widać w odbiciu AUD i NZD. O poprawie nastroju świadczy też lekkie umocnienie złotego i zakładamy, że EUR/PLN pozostanie pod (choć blisko) 4,30. Wtorek może być dniem walki między apetytem na ryzyko a dolarem.

Wskazówek przyjdzie szukać w kalendarzu. Z Wielkiej Brytanii otrzymamy raport z rynku pracy, gdzie wzrost zatrudnienia spowolnił w ostatnich miesiącach, więc przyspieszenie byłoby miłym zaskoczeniem. Wyższa dynamika płac będzie dobrze rokować dla perspektyw inflacji. W Niemczech indeks ZEW prawdopodobnie zaliczy kolejny spadek, biorąc pod uwagę przecenę na giełdach i słabsze odczyty wskaźników nastrojów w biznesie. W USA interesujący może być indeks nastrojów małych przedsiębiorstw NFIB. Poza tym dziś mija termin, do kiedy Włochy miały przedstawić w Brukseli propozycję rewizji budżetu. W weekend włoska prasa informowała, że włoski minister finansów zamierza utrzymać cel deficytu budżetowego na 2,4 proc. PKB mimo rewizji prognozy wzrostu PKB z 1,5 proc. do 1 proc. Liczby wyglądają jeszcze mniej wiarygodnie na tle zeszłotygodniowych prognoz KE – odpowiednio 2,9 proc. i 1,2 proc. Stanowisko Rzymu nie sugeruje gotowości do kompromisu i EUR raczej nie znajdzie tutaj bodźca do odbicia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podsumowanie sytuacji na polskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2018 r.

Od początku roku do końca października firmy wynajęły blisko 1,1 mln mkw., co potwierdza doskonałą kondycję polskiego sektora biurowego.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację polskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2018 r.

„Polski rynek biurowy notuje bardzo dobre wyniki i spodziewamy się kontynuacji tego pozytywnego trendu. W ostatnim czasie Tholons zaktualizował swój coroczny ranking „Services Globalisation City Index”, uwzględniając w nim aż cztery miasta z Polski – Kraków, Warszawę, Wrocław i Gdańsk. Ponadto, od września jesteśmy oficjalnie zaliczani do grona państw rozwiniętych wg indeksu agencji FTSE Russel. Uznanie ze strony międzynarodowych agencji będzie z pewnością sprzyjać wizerunkowi inwestycyjnemu Polski i przekładać się na kontynuację dynamicznego rozwoju nieruchomości komercyjnych, nie tylko w największych miastach”, komentuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Popyt – do gry wkraczają mniejsze miasta

„Bardzo dobra kondycja rynku biurowego w Polsce znajduje odzwierciedlenie w wysokim popycie na biura. Od początku roku do końca października firmy wynajęły blisko 1,1 mln mkw., z czego prawie 420 000 mkw. na głównych rynkach poza Warszawą. Co ciekawe, międzynarodowe korporacje coraz częściej są zainteresowane są rozwojem swojej działalności w mniejszych miastach, w których pozycjonowanie marki jest znacznie łatwiejsze. Świadczą o tym umowy najmu podpisane np. w Gliwicach, Rzeszowie, czy Białymstoku”, tłumaczy Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL.

Największe tegoroczne umowy najmu zawarły takie firmy jak: Deloitte (22 100 mkw., Q22 w Warszawie), Santander Consumer Bank (trzy kontrakty: 17 000 mkw. w budynku na potrzeby własne we Wrocławiu; 14 800 mkw. w Business Garden w Poznaniu; 10 000 mkw. w Business Garden we Wrocławiu), KNF (14 800 mkw. w Pięknej 2.0, w Warszawie), WeWork (14 200 mkw. w Mennica Legacy Tower, w Warszawie), CiC (13 500 mkw. w Varso II w Warszawie), Capgemini (11 900 mkw. w Rondo Business Park w Krakowie), PLL LOT (11 800 mkw. na potrzeby własne w Warszawie), Ad Pilot (10 300 mkw. w Wolf Marszałkowska w Warszawie) oraz Sii (10 100 mkw. w Olivii Prime A w Trójmieście).

Podaż – w górę

Duże zainteresowanie rynkami biurowymi w Polsce ma oczywiste przełożenie na wzrost podaży. Aktualnie polski rynek oferuje 10,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego ponad 5,4 mln mkw. przypada na Warszawę. Zasoby na głównych rynkach regionalnych przekroczyły już poziom 4,8 mln mkw., z czego Kraków i Wrocław dysponują zapleczem biurowym powyżej 1 mln mkw., natomiast Katowice, Poznań i Łódź zbliżają się do granicy 500 000 mkw. powierzchni.

„Aktywność deweloperów na głównych rynkach biurowych poza Warszawą wynosi obecnie ok. 900 000 mkw. Najwięcej buduje się w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Te trzy ośrodki skupiają aż 67% nowej podaży realizowanej poza Warszawą, niemniej jednak wszystkie miasta regionalne odnotowały wzrost aktywności deweloperskiej, co świadczy o nieustającym zainteresowaniu tymi lokalizacjami ze strony najemców”, dodaje Karol Patynowski.

Łącznie w Polsce powstaje blisko 1,7 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Dostępne powierzchnie biurowe i czynsze

Poziom pustostanów w Warszawie pozostaje w tendencji spadkowej i pod koniec III kwartału 2018 r. wyniósł 10%. W centralnych strefach stolicy równał się 6,6%.

Średni  wskaźnik dostępnych powierzchni biurowych w głównych miastach regionalnych w III kw. 2018 r. wyniósł 9,7%, a sześć z ośmiu głównych rynków w Polsce odnotowało spadki współczynnika niewynajętej powierzchni rok do roku. Największe z nich dotyczyły Poznania (-3,6 p.p.), dzięki czemu stał się on miastem z najniższym (6,6%) poziomem pustostanów w Polsce.

„Współczynnik pustostanów nadal spada, nawet kiedy weźmiemy pod uwagę wysoki wolumen powierzchni biurowej, która została w ostatnim czasie dostarczona na rynek. Świadczy to o wysokiej chłonności sektora biurowego w Polsce i jest kolejnym dowodem na silne zainteresowanie ze strony najemców”, podsumowuje Hanna Dąbrowska.

W centrum Warszawy czynsze  dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 euro do 23,5 euro / mkw. /miesiąc, a poza nim od 11 euro do 15 euro/ mkw. / miesiąc.

Poza Warszawą, najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują obecnie Kraków (13,5 – 14,6 euro / mkw. / miesiąc) i Wrocław (13,7 – 14,5 euro / mkw. / miesiąc), podczas gdy najniższe odnotowuje Lublin (10,5 – 11,5 euro / mkw. / miesiąc).

Energetyka wiatrowa: koszty produkcji rosną pod wpływem wojny handlowej i dostępu do finansowania

Europejscy producenci turbin wiatrowych prawdopodobnie utrzymają czołową pozycję przez najbliższe 10 lat

Energia wiatrowa, podobnie jak pozostałe odnawialne źródła energii, odnotowuje intensywny wzrost na całym świecie od połowy pierwszej dekady bieżącego stulecia. Sprzyjają temu takie czynniki jak silne wsparcie ze strony rządów, niższe koszty przeprowadzenia inwestycji (w porównaniu z energetyką jądrową czy węglową) oraz mniej szkodliwy wpływ na środowisko. Inaczej niż w przypadku paneli słonecznych Chiny nie są w stanie wyprzedzić Europy w energetyce wiatrowej, ponieważ tamtejsi producenci turbin są mocno uzależnieni od lokalnego rynku i bardzo wrażliwi na wszelkie zmiany w zakresie pomocy publicznej. Renomowana europejska jakość znajduje oparcie w dużym ekosystemie, w którym pielęgnuje się innowacyjność i konkurencyjność, a także w globalnym zasięgu struktur sprzedażowych. Coface oczekuje, że europejscy producenci utrzymają dominującą pozycję przez najbliższą dekadę dzięki zaawansowaniu technicznemu oraz intensywnemu wsparciu finansowemu na poziomie krajowym i europejskim.

Wojna handlowa i koniec łatwego dostępu do finansowania będą źródłem presji na branżę w 2019 r.

Do szybkiego rozwoju energetyki wiatrowej przyczyniają się spadające ceny turbin, ale to stanowi z kolei problem dla producentów, ponieważ szkodzi ich rentowności i może skłaniać do ograniczenia inwestycji. Z drugiej strony rosną koszty surowców, a w ślad za nimi także koszty produkcji. Branża musi zmierzyć się z wyzwaniami:

  • Trwająca wojna handlowa

Głównym surowcem do produkcji turbin wiatrowych jest stal, więc branża ucierpi z powodu protekcjonistycznych środków wprowadzanych od czerwca 2018 r. Dodatkowe koszty spowodowane toczącą się wojną handlową nie będą jeszcze odczuwane w tym roku dzięki zabezpieczeniom i wynegocjowanym warunkom kontraktów z dostawcami, ale już w 2019 r. ceny surowców prawdopodobnie wzrosną. Wyższe koszty nie przełożą się na ceny sprzedaży, ale zaszkodzą ostatecznym wynikom finansowym producentów.

  • Tanie finansowanie odchodzi do przeszłości

Dotychczas rozbudowa farm wiatrowych opierała się na dotacjach publicznych i łatwym dostępie do finansowania. Wobec zacieśniania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, spodziewanego pod koniec roku zakończenia luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny oraz wstrzymania dotacji przez rządy niektórych państw, utrzymanie płynności prawdopodobnie stanie się trudniejsze. Sytuację zaostrzy dodatkowo konkurencja między producentami turbin, prowadząca do ponownego spadku cen. Coface przewiduje, że w branży dojdzie do kilku fuzji, które umożliwią producentom osiągnięcie odpowiedniej wielkości pozwalającej wpływać na obniżenie kosztów surowców i sprzętu.

Najbliższe dni powinny w końcu przynieść obniżki na stacjach

W ostatnich kwartałach cena ropy naftowej na bardzo mocno wzrastała. Była to reakcja na spadki z lat 2014-2015. Impuls ten był dosyć mocny ze względu na ceny surowca na rynkach światowych. Do tego dochodzi kurs dolara, a w zasadzie jego relacja do euro, a pośrednio – do złotówki.

– Powyższe elementy powodują, że koncerny energetyczne w krótkiej, jak i długiej perspektywie kupują ropę naftową nie tylko w kontraktach spotowych – czyli na rynku w danym dniu, ale także kontraktują z wyprzedzeniem, na przyszłość – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Efektem tego jest wciąż widoczny wzrost cen paliwa na stacjach benzynowych. Możliwy impuls do obniżki zmaterializuje się dopiero po tym, jak spadek ten potrwa jeszcze dwa lub trzy tygodnie. Wtedy odczujemy to także na stacjach paliw – dodał Roszkowski.

Eksperci przewidują krach na giełdzie w 2019

W roku 2019 upłynie dokładnie 10 lat od zakończenia Światowego Kryzysu Finansowego w 2009 roku. Będzie to również najdłuższy okres ekspansji gospodarczej, przewyższający boom internetowy z lat 1991-2001.

Jak długo będzie trwał obecny boom?

Rozkwit gospodarczy lat 90-tych napędzany był przez Internet. Ekonomiczne ożywienie napędzane jest przez historycznie niskie stopy procentowe i kredyty. Wielu inwestorów i ekonomistów twierdzi, że sytuacja ta nie może jednak przetrwać zbyt długo.

Symptomy końca boomu gospodarczego

Rok 2018 należy do najbardziej niestabilnego roku na giełdzie od czasu recesji, co w konsekwencji może się okazać, że kryzysy giełdowe będą bardziej prawdopodobne.

Eksperci przewidują krach na giełdzie w 2019 1

Źródło: CNBC

Duże wahania na rynku nie stanowią jednak tylko jednego powodu, dla których najwięksi na świecie menedżerowie funduszy hedgingowych i czołowi ekonomiści przewidują krach w 2019 roku. Inną przesłanką jest wzrost stóp procentowych.

Wpływ Kryzysu Gospodarczego na stopy procentowe

Szybki wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych przyczynił się do podniesienia przez Rezerwę Federalną stopy procentowej aż ośmiokrotnie od 2015 roku. Jednak w miarę jak USA zbliża się do pełnego zatrudnienia, istnieje zwiększone ryzyko wzrostu inflacji i cen konsumpcyjnych.

Podnoszenie stóp procentowych jest strategią mającą na celu ograniczanie wzrostu inflacji. Zwiększenie kosztów kredytu i uczynienie oszczędzania bardziej atrakcyjnym powoduje zachwianie równowagi między wydatkami a oszczędnościami ludzi.

Takie podejście może stanowić pewne zagrożenie. Niższe wydatki konsumpcyjne mają negatywny wpływ na dochody przedsiębiorstw zorientowanych na konsumentów. Zmniejszające się przychody powodują zawężenie wydatków zarówno w obszarze konsumentów, jak i przedsiębiorców. Jednocześnie, wyższe stopy procentowe utrudniają słabszym finansowo spółkom wywiązywanie się z zaciągniętych zobowiązań.

W błędnym cyklu, który może doprowadzić do kurczenia się gospodarki, spadku cen akcji i krachu na giełdzie, nie dziwi fakt, że w ciągu ostatnich 40 lat podwyżki stóp procentowych poprzedziły ponad 10 recesji gospodarczych.

Eksperci przewidują krach na giełdzie w 2019 2

Źródło: Forbes

Prognoza ekspertów wieszczy 70% krach na giełdzie

Niestabilność finansowa i rosnące stopy procentowe są dla wiodących inwestorów i ekonomistów najważniejszym sygnałem ostrzegawczym przed zbliżającym się krachem na giełdzie.

Według Paula Tudora Jonesa, uznawanego za jednego z najlepszych menadżerów funduszy hedgingowych : „Mamy najsilniejszą gospodarkę od 40 lat, przy pełnym zatrudnieniu. Chociaż nastrój jest euforyczny, jest nietrwały i wiąże się z kosztami takimi jak bańki na akcjach i bańki kredytowej”.

Scott Minerd, Prezes ds. Inwestycji i dyrektor ds. Globalnych Inwestycji w Guggenheim Partners, prognozuje 40-procentową korektę na giełdzie, podczas gdy ekonomista Ted Bauman uważa, że może ona spaść o 70%.

W rezultacie, doradca finansowy CIA oraz Ministerstwa Obrony i wywiadu USA Jim Rickards twierdził, iż najlepszym scenariuszem jest spadek o 70%.

W Wielkopolsce brakuje co najmniej 180 tys. rąk do pracy. Tę lukę tylko częściowo wypełniają cudzoziemcy

W Wielkopolsce brakuje co najmniej 180 tys. rąk do pracy. Tę lukę tylko częściowo wypełniają cudzoziemcy 3

Województwo wielkopolskie potrzebuje co najmniej 180 tys. pracowników z zewnątrz. Do niedawna region z najniższą stopą bezrobocia nie musiał korzystać z pracy obcokrajowców, przyciągał bowiem mieszkańców innych rejonów Polski. Bezrobocie spadło już jednak tak mocno, że zasoby pracowników się wyczerpały. Zdaniem rektora Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu poza zatrudnianiem cudzoziemców powinno się aktywizować zawodowo kobiety oraz osoby starsze.

– Przez długi czas nie korzystaliśmy z pracowników ze Wschodu, dlatego że mieliśmy zasoby pracowników z innych regionów. Wielkopolanie emigrowali na Zachód, natomiast my przyciągaliśmy sporo pracowników z innych województw Polski. Niskie bezrobocie powodowało, że ludziom opłacało się przenosić czy dojeżdżać do Wielkopolski, która miała dodatnie saldo migracyjne ze wszystkimi województwami, poza trzema – mazowieckim, dolnośląskim i pomorskim – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Józef Orczyk, ekonomista i rektor Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – To się teraz skończyło, więc powstaje problem, jak zapełnić tę lukę, jak zapewnić pracodawcom pracowników.

Wielkopolska to od lat region z najniższą stopą bezrobocia, a Poznań jest pod tym względem prymusem wśród stolic województw. We wrześniu 2018 roku, gdy średnio w Polsce bez pracy pozostawało 5,7 proc. uczestników rynku pracy, w Wielkopolsce było to jedynie 3,2 proc. Szybciej niż w innych regionach rósł też wskaźnik zatrudnienia – we wrześniu zwiększył się o 5,4 proc., podczas gdy średnia krajowa wyniosła 3,2 proc. w ujęciu rocznym. Jednak bez rąk do pracy tego tempa nie da się utrzymać – wynika z badania „Cudzoziemcy na wielkopolskim rynku pracy”, opracowanego przez WSB we współpracy z Urzędem Statystycznym w Poznaniu.

 W ciągu 4 lat zapotrzebowanie na Ukraińców i innych pracowników zagranicznych w Wielkopolsce wzrosło do 182 tys. ludzi. Zrobiliśmy obliczenia, które wyraźnie wskazują, że gdybyśmy nie mieli tych cudzoziemców, to nie byłoby mowy o tym, żeby utrzymać tempo wzrostu zatrudnienia – informuje rektor poznańskiej WSB.

Jak podkreśla ekspert, na deficyt kandydatów do pracy składa się kilka czynników. Z jednej strony to efekt zmian demograficznych w społeczeństwie – na rynek pracy wchodzi mniej osób, niż go opuszcza, a obniżenie wieku emerytalnego jeszcze ten proces spotęgowało. Ponadto wielu młodych Polaków wyjechało pracować na Zachodzie. Z drugiej strony wzrost zatrudnienia, który nastąpił w ostatnich kilku latach – a bezrobocie stale topnieje od początku 2014 roku, czyli od niemal pięciu lat – powoduje, że osoby, które mają odpowiednie kwalifikacje i chcą pracować, są już zatrudnione.

Pracodawcy czekają na pracowników z innych krajów, natomiast polscy pracownicy trochę się tego boją. Obawiają się tego przede wszystkim osoby niżej wykształcone, mniej zarabiające, które liczyły na to, że w warunkach braku pracowników ich pensje pójdą wyraźnie w górę. W tej chwili przyjazd cudzoziemców powoduje, że podwyżki są odkładane. Co ciekawe, dosyć krytycznie do przyjazdu cudzoziemców odnosi się młode pokolenie – mówi prof. Józef Orczyk.

W Polsce wciąż na bardzo niskim poziomie utrzymuje się wskaźnik aktywności zawodowej.

Niska jest aktywizacja zawodowa ludzi starszych, którzy przechodzą na emeryturę. Jest bardzo wysoki odsetek ludzi starszych, którzy może pracują nieoficjalnie, ale oficjalnie ich w statystykach nie ma. Wciąż niski pozostaje, a nawet trochę się zmniejszył, odsetek zatrudnienia kobiet – wylicza prof. Józef Orczyk. – Do tego dochodzi bardzo duża fluktuacja zatrudnienia ludzi młodych. To są czynniki, które w tej chwili potęgują tę naturalną demograficzną sytuację, która wynika z tego, że 2,5 mln ludzi wyjechało z Polski.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podaje, że w I półroczu 2018 roku przybysze z zagranicy uzyskali w Polsce niemal 148 tys. zezwoleń na pracę, z tego w Wielkopolsce 16,75 tys., czyli 11,3 proc. W tej grupie zdecydowaną większość, bo 13,6 tys., stanowili Ukraińcy.

Szacujemy, że obecnie potrzebujemy w Wielkopolsce – według deklaracji pracodawców – 182 tys. ludzi z zewnątrz. Wiadomo, że nie możemy liczyć na tak duży napływ Ukraińców jak do tej pory. Jakkolwiek 62 proc. badanych studentów i pracowników ukraińskich pobyt w Polsce się podobał – zapewnia rektor WSB w Poznaniu. – Polscy pracodawcy nie zawsze wywiązują się z przyjętych zobowiązań płacowych, ale jeśli już cudzoziemcy zwiążą się z pracodawcą, to wracają.

Największa grupa zarówno cudzoziemców ogółem, jak i obywateli Ukrainy zatrudniona była w przetwórstwie przemysłowym. Na drugim miejscu znalazła się działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca, potem transport i gospodarka magazynowa, a na czwartym miejscu budownictwo.

– Niewątpliwie jest konkurencyjność w pewnych grupach zawodowych. Imigranci wykonują głównie prace proste, techniczne – ponad 70 proc. Ukraińców wykonuje prace fizyczne, które Polacy z pewnych względów już nie bardzo chcą wykonywać – mówi prof. Józef Orczyk. – Pracodawcy są w sumie bardzo zadowoleni z pracowników zagranicznych, dlatego że są, po pierwsze, nisko płatnymi pracownikami, po drugie, są bardzo dyspozycyjni, po trzecie, szybko się uczą. To są często ludzie z wyższym wykształceniem czy średnim, którzy szybko wdrażają się w wykonywane zadania.

Polski sektor ubezpieczeniowy na dobrej drodze do cyfryzacji. Przyszłością branży są telematyka, sztuczna inteligencja i internet rzeczy

Polski sektor ubezpieczeniowy na dobrej drodze do cyfryzacji. Przyszłością branży są telematyka, sztuczna inteligencja i internet rzeczy 4

Dzięki nowym technologiom wdrażanym przez firmy ubezpieczeniowe możliwe będzie tworzenie innowacyjnych, spersonalizowanych produktów, dokładniejsza ocena ryzyka, a także szybsza wypłata odszkodowań – takie wnioski płyną z raportu „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce”, przygotowanego przez Accenture dla Polskiej Izby Ubezpieczeń. Polscy ubezpieczyciele intensywnie testują nowe rozwiązania, jednak nie wszystkie decydują się wdrożyć. Wynika to z barier, wśród których są m.in. trudności w dostępie do zewnętrznych zbiorów danych oraz brak wystarczającej liczby pracowników o odpowiednich kompetencjach cyfrowych.

Podobnie jak za granicą, ubezpieczyciele w Polsce inwestują głównie w dwa obszary związane z cyfryzacją. Pierwszym jest poprawa doświadczeń klienta, której celem jest zwiększenie przychodów firmy. Drugim – koncentrowanie się na optymalizacji kosztów poprzez cyfryzację wewnętrznych operacji –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Marczyk, dyrektor praktyki ubezpieczeniowej Accenture w Polsce.

Jak wynika z opublikowanego raportu „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce”, przygotowanego przez Accenture dla PIU, choć większość firm ubezpieczeniowych zdaje sobie sprawę ze znaczenia procesu cyfryzacji, to jednak mają one różne podejścia do innowacji i wdrażania nowych technologii. Autorzy raportu podzielili je na trzy grupy: pragmatycznych tradycjonalistów, cyfrowych wyznawców oraz zdywersyfikowanych partnerów.

– Pierwsi inwestują w punktowe rozwiązania cyfrowe w celu poprawy obecnych kanałów sprzedaży. Przedstawiciele drugiej grupy całościowo podchodzą do tematu cyfryzacji, eksperymentują z różnymi technologiami, nawet niemającymi obecnie uzasadnienia biznesowego, w celu budowy kompetencji cyfrowych w swojej firmie na przyszłość. Trzecia grupa buduje ekosystemy wspólnie z innymi partnerami, tworząc platformy technologiczne, także we współpracy z firmami spoza branży ubezpieczeniowej – mówi Łukasz Marczyk.

Wdrażanie innowacji i technologii w sektorze ubezpieczeniowym przejawia się w nowych produktach, jak np. cieszące się coraz większą popularnością cyberpolisy, które zabezpieczają przed skutkami ataków hakerskich. Pozwala także na obniżenie szkodowości i lepszą ocenę ryzyka oraz wycenę składki. Przykładem jest telematyka – jeden z najważniejszych trendów w cyfryzacji ubezpieczeń. We Włoszech już 17 proc. polis komunikacyjnych wykorzystuje technologie telematyczne, które umożliwiają ocenę stylu jazdy kierowcy oraz stanu pojazdu i skalkulowanie na podstawie tych danych wysokości składki. Takie rozwiązania wdrażają również ubezpieczyciele działający na polskim rynku.

Ubezpieczyciele intensywnie testują nowe rozwiązania i technologie dostępne na rynku. Szczególne znaczenie będzie miała sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, chociażby w procesie likwidacji szkody. Są to rozwiązania, które pozwalają na przykład na automatyczną segmentację szkód, rozpoznawanie tekstu, w tym pisma odręcznego, wycenę szkody na podstawie zdjęć czy wsparcie wirtualnego asystenta, który może towarzyszyć klientowi w całym procesie i znacznie go uprościć. Również telematyka i internet rzeczy będą miały coraz większe zastosowanie ze względu na wzrost znaczenia danych i analityki, która ma potencjał, aby zrewolucjonizować branżę – mówi Anita Staszczak, konsultant w praktyce ubezpieczeniowej Accenture.

Cyfryzacja i wdrażanie nowych technologii to korzyści zarówno dla ubezpieczycieli, jak i ich klientów. Z perspektywy ubezpieczycieli cyfryzacja daje możliwość m.in. obniżenia kosztów obsługi, dzięki wykorzystaniu takich narzędzi, jak wirtualni asystenci czy chatboty. Wyposażenie agentów w cyfrowe narzędzia pozwala natomiast zwiększyć sprzedaż.

– Z kolei dla klientów cyfryzacja oznacza m.in. sprawniejszą obsługę i szybsze otrzymanie odszkodowania. Klient może samodzielnie przesłać zdjęcia szkody przez formularz online lub aplikację mobilną i natychmiast otrzymać propozycję wypłaty przygotowaną przez sztuczną inteligencję – wyjaśnia Aleksandra Sowulewska, konsultant w praktyce ubezpieczeniowej Accenture.

W Szwajcarii takie rozwiązanie wprowadziła już firma ubezpieczeniowa Zurich Insurance Group, dzięki czemu proces likwidacji szkód skrócił się z 52 minut do zaledwie 5 sek. Pozwoliło to zaoszczędzić około 40 tys. roboczogodzin w ciągu roku, co dobrze oddaje korzyści, jakie ubezpieczyciele i klienci odnoszą dzięki cyfryzacji.

Ze wspólnego raportu PIU i Accenture wynika, że w Polce firmy ubezpieczeniowe zwracają dużą uwagę na rosnące znaczenie analizy danych, na przykład przy szacowaniu ryzyka. Niezbędne jest jednak pozyskiwanie ich z zaufanych źródeł, takich jak publiczne zbiory danych. Do tej pory zaawansowany poziom w wykorzystaniu danych i analityki osiągnęło tylko kilka polskich firm.

– Dla zwiększenia innowacyjności całego sektora ubezpieczeniowego konieczne jest usunięcie kilku barier. Należą do nich: trudności w stosowaniu rozwiązań chmurowych, brak dostępności pracowników o odpowiednich kompetencjach w technologiach cyfrowych czy niewystarczająca dostępność publicznych, zewnętrznych zbiorów danych – podkreśla Łukasz Marczyk.

Eksporterzy skarżą się na trudności administracyjne w przewozach. To hamuje ekspansję zagraniczną firm

Eksporterzy skarżą się na trudności administracyjne w przewozach. To hamuje ekspansję zagraniczną firm 5

Prawie połowa małych i średnich firm, które eksportują swoje produkty i usługi, przyznaje się do braku wiedzy na temat organizacji transportów międzynarodowych. Wiele z nich uważa regulacje transportowe za poważne wyzwanie. 39 proc. ma za sobą sytuacje, w których ich towar został zatrzymany przez służby celne, a co trzeciej zdarzyło się, że towar zaginął podczas transportu – wynika z badania Agility „Ship for Success”. Mimo tych trudności małe i średnie przedsiębiorstwa wiążą z zagranicznymi rynkami duże nadzieje. Ekspansję ułatwiają im nowe technologie, które pozwalają łatwo wycenić i zamówić transport towaru.

– Małe i średnie przedsiębiorstwa zdecydowanie myślą o obecności na rynkach międzynarodowych. W dobie globalizacji jest to wręcz koniecznością. Ponad 3/4 firm upatruje tam przyszłego sukcesu swojej działalności. Przed takimi firmami stoją jednak wyzwania, przede wszystkim dostęp do informacji dotyczących np. odpraw celnych, dostęp do sprawdzonych profesjonalnych firm, do usług takich jak organizacja transportu w odpowiednich ramach kosztowych. Słowem – wszystkiego, co wiąże się ze sprawnym łańcuchem dostaw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Gasińska-Byczkowska, country manager Agility Logistics.

Według World SME Forum sektor MŚP stanowi 95 proc. wszystkich firm działających na światowych rynkach, tworzy ponad 50 proc. światowego PKB i zatrudnia ponad dwie trzecie wszystkich pracowników w skali globalnej. Z tegorocznego globalnego badania „Ship for Success”, przeprowadzonego wśród menadżerów z sektora MŚP na zlecenie Agility, wynika, że małe i średnie przedsiębiorstwa coraz częściej ukierunkowują się na rozwój swojego biznesu na rynkach międzynarodowych.

– Prawie 80 proc. przebadanych firm przewiduje rozwój na rynkach zagranicznych w ciągu trzech najbliższych lat, więc zdecydowanie będzie to kierunek rozwoju dla małych i średnich przedsiębiorstw w skali globalnej – mówi Karolina Gasińska-Byczkowska.

Muszą się jednak uporać z szeregiem takich barier, jak dostęp do sieci dystrybucyjnych, bieżących informacji na temat aktualnych przepisów, finansowania działalności czy rozwiązań transportowych. Badanie Agility pokazuje, że 94 proc. firm MŚP miało trudności podczas organizowania międzynarodowych dostaw towarów, a 87 proc. uważa, że rządy ich krajów powinny okazywać im większe wsparcie w tym zakresie.

– Wyzwaniem dla małych i średnich przedsiębiorstw jest dostęp do globalnego łańcucha dostaw, sprawnej organizacji transportu – zarówno jeżeli chodzi o eksporterów, jak i importerów. Borykają się przede wszystkim z brakiem dostępu do fachowego know-how i procedur celnych, które potrafią być bardzo skomplikowane w krajach docelowych. Jest to blokadą dla wielu firm. Prawie 40 proc. z nich deklaruje, że chce uniknąć ryzyka – mówi Karolina Gasińska-Byczkowska.

W gronie firm, które eksportują swoje towary i usługi, 71 proc. bardziej koncentruje się na sprzedaży za granicą niż w kraju. Niemal połowa z nich jednak przyznała, że nadal brakuje im wiedzy dotyczącej organizacji transportów międzynarodowych. 40 proc. uważa, że dokumentacja przewozowa jest skomplikowana i trudna do zrozumienia, dla 42 proc. koszty są zbyt wysokie. Znacząca część firm ma za sobą sytuacje, w których ich towar został zatrzymany przez służby celne (39 proc.) lub zaginął podczas transportu (27 proc.).

Firmy z rynków wschodzących mają większe obawy dotyczące zagrożeń ekonomicznych, politycznych i prawnych niż te z rynków rozwiniętych. 67 proc. MŚP z rynków wschodzących uważa regulacje eksportowe za poważne wyzwanie w porównaniu do 44 proc. z dojrzałych rynków europejskich.

– Problemy, z którymi borykają się firmy w ekspansji międzynarodowej, to zdecydowanie ryzyko związane z wejściem na nowe rynki, wysyłką towarów, błędami, które można popełnić, nie znając odpowiednich procedur celnych, z kosztami ewentualnych błędów i brakiem dostępu do wiedzy, jak organizować transport, wysyłkę czy import – podkreśla Karolina Gasińska-Byczkowska.

Mimo trudności eksporterzy uważają, że ich przyszłość na arenie międzynarodowej jest obiecująca. Jednym z czynników wzmacniających ich pozytywne nastawienie jest dostęp do nowych technologii.

– Nowe technologie zdecydowanie są szansą dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dają im dostęp do globalnych łańcuchów dostaw i wiedzy eksperckiej. Dają im szansę na wykorzystanie wirtualnego efektu skali, który do tej pory był dostępny tylko dla większych graczy. Platformy cyfrowe – takie jak stworzona w tym roku przez Agility Shipa Freight – działają w ten sposób, że klient, czyli mała bądź średnia firma, może sprawdzić ofertę, korzystając z mobilnych urządzeń poprzez aplikację, i wycenić przesyłkę. Jeżeli cena mu odpowiada, może zarezerwować fracht, następnie śledzić każdy etap przesyłki morskiej czy lotniczej – mówi Karolina Gasińska-Byczkowska.

Jak wynika z badania „Ship for Success”, 89 proc. firm uważa, że rozwój technologii prowadzi do transformacji branży logistycznej. Mniej więcej tyle samo (86 proc.) jest zdania, że technologia wyrównuje ich szanse i umożliwia globalne działania. Z platform oferujących dostęp do stawek i możliwość rezerwacji transportu korzysta 79 proc. badanych firm. Takie platformy są najpopularniejsze w Chinach, gdzie często lub sporadycznie korzysta z nich 90 proc. małych i średnich eksporterów.

– Niewiele firm globalnych było w stanie stworzyć taką platformę, która obejmowałaby cały świat i tak wiele funkcjonalności – od ofertowania poprzez realizację frachtu, płatność kartą płatniczą, bitcoinem czy przelewem, więc Shipa Freight to unikatowe rozwiązanie. Generalnie cały proces można porównać z sytuacją, kiedy zamawiamy sobie usługę bądź produkt na Allegro, eBay czy Amazonie. W przypadku przesyłek morskich czy lotniczych trwa to trochę dłużej, natomiast cały proces jest bardzo prosty dla małej i średniej firmy, która do tej pory borykała się z wielkim procesem logistycznym towarzyszącym importowi bądź wysyłce towaru – mówi country manager Agility Logistics.

W prywatnych podstawówkach uczy się prawie 100 tys. dzieci. Reforma oświaty zachwiała ich kondycją finansową

W prywatnych podstawówkach uczy się prawie 100 tys. dzieci. Reforma oświaty zachwiała ich kondycją finansową 6

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w roku szkolnym 2016/2017 działało w Polsce nieco ponad 1,2 tys. niepublicznych szkół podstawowych, w których uczyło się 94,5 tys. dzieci. Reforma oświaty zachwiała ich kondycją finansową i pociągnęła za sobą zwiększone wydatki, związane m.in. z dostosowaniem infrastruktury i kosztami wynagradzania nauczycieli. To prawdopodobnie przełoży się na wzrost opłat za czesne.

Z danych GUS wynika, że w roku szkolnym 2016/2017 działało w Polsce nieco ponad 13,5 tys. szkół podstawowych, z których 1 249 (14 proc.) stanowiły placówki niepubliczne, prowadzone przez podmioty z prywatnego sektora. Łącznie zatrudniały 10,6 tys. nauczycieli i kształciło się w nich 5,8 proc. wszystkich uczniów podstawówek, czyli blisko 94,5 tys. dzieci.

– Reaktywacja szkolnictwa niepublicznego na większą skalę nastąpiła po 1989 roku i wtedy takie szkoły zaczęły się pojawiać. Dzisiaj na ich popularność na pewno duży wpływ mają wyniki nauczania. Wiele z tych szkół reprezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom. Nasze placówki są w gronie 4 proc. najlepszych. Poza tym szkoły prywatne, w których klasy są 18-osobowe, dają większe możliwości edukacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maria Moykowska, właścicielka Zespołu Szkół Marzeń w Piasecznie.

Jak ocenia, na prywatną edukację dzieci na ogół decydują się rodzice, którzy z racji swojego wykształcenia, stanowisk, pozycji społecznej i finansowej mogą sobie na to pozwolić, a jednocześnie cenią wartość nauki, która przyczyniła się do ich sukcesu.

– W mojej okolicy szkół prywatnych ostatnio przybyło. Wszystkie powstały na bazach przedszkoli. Natomiast patrząc na mapę szkół niepublicznych w Warszawie i okolicach, nie ma wielkiego zagęszczenia. Wydaje się, że w tej chwili najgęściej usiane szkołami niepublicznymi są tereny na południe od Warszawy – mówi Maria Moykowska.

Jak podkreśla, na aktualną sytuację finansową prywatnych szkół duży wpływ ma niedawna reforma oświaty.

– Ta reforma jest dla nas bardzo kosztowna. Likwidacja gimnazjum, 8-klasowa szkoła podstawowa to jedna sprawa. Po drugie, mamy nadzieję, że dofinansowania, które w tej chwili szkoły niepubliczne otrzymują od państwa i które pozwalają im funkcjonować, pozostaną na niezmienionym poziomie. Myślę, że bez subwencji oświatowych szkoły niepubliczne zwyczajnie by się nie utrzymały – mówi Maria Moykowska.

Reforma oświaty oznacza dla szkół niepublicznych także zwiększone wydatki związane m.in. z dostosowaniem infrastruktury i kosztami wynagradzania nauczycieli. Właścicielka Zespołu Szkół Marzeń w Piasecznie ocenia, że zwiększone wydatki placówek prawdopodobnie przełożą się na wzrost opłat po stronie rodziców.

– Kurczące się gimnazjum potrzebowało nauczycieli, którym byliśmy w stanie zaoferować coraz mniej godzin, co jednak nie szło w parze z mniejszą pensją. Zmniejszenie pensji równałoby się odejściu nauczyciela z pracy. Ten czynnik pracowniczy okazał się bardzo kosztowny. Obecnie w Warszawie brakuje 1,6 tys. nauczycieli do szkół wszystkich szczebli. Tak źle jeszcze nie było. W tej chwili zdobycie dobrego nauczyciela to duże wyzwanie dla prowadzących szkoły. Wielu nauczycieli po likwidacji gimnazjów nie chciało przejść do szkół podstawowych i po prostu zrezygnowało z pracy. To wszystko razem powoduje duże braki na rynku nauczycieli – wyjaśnia Maria Moykowska.

Jak ocenia, musi upłynąć kilka lat zanim rynek się ustabilizuje i miną turbulencje, które są wynikiem niedawnej reformy. W dłuższej perspektywie nie powinny one jednak zagrozić kondycji szkół niepublicznych, ponieważ popyt na prywatną edukację się utrzyma.

– Dobre szkoły – z wynikami i tradycją – na pewno się utrzymają na rynku. Motywacje rodziców, którzy posyłają dzieci do szkół prywatnych, są różne. Dla niektórych decydującym czynnikiem może być np. opieka od 8 do 18. Myślę, że chętnych do takich szkół nie zabraknie – ocenia właścicielka Zespołu Szkół Marzeń w Piasecznie.

Nieuleczalne dotąd choroby będzie można kontrolować lub wyeliminować. Postęp w medycynie pozwoli zwalczyć nowotwory i schorzenia autoimmunologiczne

Nieuleczalne dotąd choroby będzie można kontrolować lub wyeliminować. Postęp w medycynie pozwoli zwalczyć nowotwory i schorzenia autoimmunologiczne 7

Dzięki postępowi technologicznemu coraz częściej można kontrolować przebieg dotychczas śmiertelnie niebezpiecznych chorób. Z powodzeniem można już leczyć m.in. WZW typu C, a szczepionki przeciw pneumokokom pozwalają dziesięciokrotnie zredukować liczbę zakażeń. Jednymi z największych wyzwań współczesnej medycyny nadal pozostaje skuteczne leczenie zakażeń wirusem HIV, a także chorób onkologicznych i autoimmunologicznych. Innowacje z jednej strony pomagają pacjentom poprawić jakość życia, a z drugiej ­– napędzają gospodarkę.

– Jest bardzo dużo przykładów takich innowacji, które wpływają bezpośrednio na zdrowie pacjentów. W obszarze chorób zakaźnych można powiedzieć np. o innowacjach z obszaru HIV. Mamy coraz więcej zakażeń, ale ze względu na dostępne leki i opiekę nad pacjentami liczba zarówno hospitalizacji, zgonów, jak i poważnych chorób typu AIDS spada systematycznie. Dzięki lepszej opiece medycznej, dzięki coraz bardziej nowoczesnym generacjom leków, choroba ta jest pod kontrolą i ludzie żyją mniej więcej tyle, co średnio w społeczeństwie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Grzegorz Maciążka, dyrektor medyczny Glaxo Smith Kline.

Dzięki medycznym innowacjom można kontrolować przebieg wielu chorób o wciąż niewyjaśnionym podłożu. Przykładem mogą być nieswoiste zapalenia jelit, których leczenie obecnie sprowadza się do indukcji i utrzymania remisji. Coraz częściej i z dużą skutecznością wykorzystywane są do tego leki biologiczne lub biopodobne. Trzy z nich – infliksymab, adalimumab i wedolizumab – są już dostępne dla pacjentów w ramach programów lekowych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Szereg kolejnych substancji znajduje się w fazie badań klinicznych.

Dostęp do skutecznych metod wywołania i podtrzymania remisji ma wymiar nie tylko społeczny, lecz także ekonomiczny. Z raportu kosztów wynikających z zaostrzenia choroby sporządzonego przez PEX PharmaSequence wynika, że pacjenci cierpiący na Chorobę Leśniowskiego-Crohna miesięcznie tracą na leczenie nawet ponad 1 tys. zł.

W przypadku wielu chorób najważniejsze jest jednak zapobieganie ich powstawaniu. Infekcjom wirusowym można zapobiegać poprzez przeprowadzanie szczepień.

– Szczepienia są ewidentnym przykładem innowacji, która wpływa na redukcję liczby chorych, m.in. przeciwko WZW B. liczba nowych zakażeń WZW B jest teraz bardzo niska, ta choroba jest pod kontrolą. Ostatnim przykładem innowacji, do których Polska też dołączyła, są dostępne dla wszystkich dzieci po urodzeniu szczepienia przeciwko pneumokokom. Polska dołączyła do wielu krajów, gdzie takie szczepienia występują. We wszystkich krajach, bez względu na schematy, rodzaje szczepionek, redukcja takiej inwazyjnej choroby pneumokokowej po wprowadzeniu szczepień jest przynajmniej dziesięciokrotna –przekonuje Grzegorz Maciążka.

Zanim programy szczepień przeciwko pneumokokom stały się refundowane na poziomie ogólnopolskim, niektóre samorządy finansowały je z własnych budżetów. Pionierem takich programów były Kielce, które finansują je od 2006 roku. Jak przekonują wakcynolodzy pracujący nad wdrożeniem tych programów, dzięki nim udało się po kilku latach osiągnąć obniżenie nosicielstwa agresywnych pneumokoków do zaledwie 5 proc., podczas gdy w sąsiednich miastach wynosiło ono 60 proc.

Innowacje w medycynie to przede wszystkim poprawa zdrowia społeczeństwa i jakości życia chorych, ale również ogromna gałąź przemysłu napędzającego rozwój gospodarczy. Jak podaje IgeaHub, światowy rynek farmaceutyczny w minionym roku był wyceniany na 1,11 bln dol. Proces wprowadzania innowacji na rynku medycznym jest jednak długotrwały.

– Sam proces technologiczny związany z powstawaniem nowych leków to proces kilkunastoletni. Jest związany z jednej strony z inwestycjami w badania kliniczne, ale później również w produkcję leków, ich dystrybucję, więc są przykłady firm, które inwestując w Polsce, inwestując w te wszystkie obszary, inwestują również i mają wpływ na rozwój gospodarki. Polska ma wielu naukowców i wiele osób, które są doceniane, mamy wysoki poziom wiedzy, dużo osób wykształconych – twierdzi ekspert.

Mimo że każdy rok przynosi coraz więcej innowacji w medycynie, to wciąż przed naukowcami stoi wiele wyzwań. Te najpoważniejsze wiążą się z chorobami onkologicznymi, autoimmunologicznymi i zakaźnymi.

– Dzięki wielu innowacjom jest nadzieja na to, że część chorób albo będzie pod kontrolą, albo może zostać wyeliminowana i są takie przykłady, np. WZW C można już nie tylko kontrolować, lecz także leczyć. Trwają badania w wielu obszarach, również w HIV, gdzie ambicją jest to, ażeby doszło do wyleczenia, nie tylko kontroli choroby – podsumowuje Grzegorz Maciążka.

Z raportu Rynek Farmaceutyczny w 2017 roku przygotowanego przez IQVIA wynika, że polski rynek farmaceutyczny był wyceniany w minionym roku na 38,3 mld zł i wzrósł w ujęciu rok do roku o niespełna 5 proc.

Polski start-up opracował płatności za pomocą Bluetooth. Dzięki nowej technologii będzie można zapłacić i zidentyfikować się za pomocą zwykłego telefonu

Polski start-up opracował płatności za pomocą Bluetooth. Dzięki nowej technologii będzie można zapłacić i zidentyfikować się za pomocą zwykłego telefonu 8

Polski start-up opracował technologię zbliżeniowych płatności mobilnych, która opiera się na technologii Bluetooth. Dzięki temu do płacenia będzie można użyć prawie każdego telefonu, a nie tylko smartfonów. Jiffee działa także bezpośrednio w kasie fiskalnej oraz w komunikacji między telefonami. Technologię można także wykorzystać przy stosowaniu elektronicznego dokumentu tożsamości, np. na imprezach masowych.

– Jiffee jest systemem płatności mobilnych, bezstykowych, opartym o nasze doświadczenia przy budowaniu takiego systemu jak np. BLIK, który jest w Polsce dostępny dla większości polskich użytkowników. Jiffee koncentruje się na protokole Bluetooth, który jest dostępny na każdym urządzeniu mobilnym, takim jak smartfon, telefon czy urządzenia internetu rzeczy, nawet na tych najtańszych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Zatorski, wiceprezes Braintri.

Rozwiązanie może znacznie spopularyzować płatności zbliżeniowe, dzięki temu, że mogą one być realizowane przez urządzenia niemające NFC. NFC (Near Field Communication) to radiowy standard komunikacyjny, który pozwala na bezprzewodową transmisję danych między urządzeniami w bliskiej od siebie odległości. Moduł nie jest stosowany w tanich smartfonach a jedynie we flagowcach znanych producentów.

Z badania przeprowadzonego przez eService w ramach kampanii „Warto bezgotówkowo” wynika, że już ponad połowa Polaków (56 proc.) preferuje bezgotówkowe metody płatności. 85 proc. Polaków deklaruje, że ich karta ma funkcję zbliżeniową, a 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe (badanie Kantar TNS na zlecenie MasterCard). W polskich sklepach obecnie jest już ponad 600 tys. terminali. Polacy polubili też płatności mobilne. Na rynku pojawia się coraz więcej rozwiązań, które upraszczają płatności. Technologia Jiffee umożliwia płatności na dowolnym urządzeniu, bez potrzeby posiadania terminala.

– Za pomocą Jiffee możemy akceptować płatności w kasie fiskalnej, na tablecie czy telefonie. Pokazaliśmy możliwość akceptacji płatności Jiffee na automacie do gum. Technologia Jiffee w połączeniu z BLIK-iem mogłaby umożliwić akceptację płatności bezstykowych na dowolnym urządzeniu, dając dużo większą swobodę małym przedsiębiorcom, którzy nie zawsze są w stanie pozwolić sobie na zakup terminala – twierdzi Wojciech Zatorski.

Technologia zbliżeniowych płatności mobilnych opracowana przez polski start-up działa inaczej niż inne systemy płatności mobilnych, bo w oparciu o Bluetooth. Do płacenia można dzięki temu użyć nie tylko smartfona, lecz także niemal każdego telefonu dostępnego na rynku, bez względu na zainstalowany na nim system operacyjny. Dzięki temu, że system opiera się na Bluetooth, płatności można dokonać z większej odległości niż tej przy płatności z klasycznego terminala płatniczego. Technologia opracowana przez Polaków pozwala też obniżyć koszty procesowania transakcji płatniczych w handlu.

Jiffee może mieć także szersze zastosowanie we wszelkich sytuacjach, gdzie konieczne jest uwierzytelnienie człowieka, np. na imprezach masowych.

– Technologię możemy wykorzystywać w połączeniu z rozwiązaniami typu eID. Uwierzytelnia ona użytkownika, dzięki czemu nie byłoby konieczności pokazywania dowodu. Z Jiffee możemy skorzystać wszędzie tam, gdzie potrzebne jest silne uwierzytelnienie w połączeniu z eID wprowadzanym przez KIR. Możemy np. uwierzytelniać lekarza do dostępu do naszych danych personalnych, ale również np. w sektorze bankowości – przekonuje ekspert.

Według najnowszego raportu Transparency Market Research rynek technologii mobilnych płatności ma rosnąć w najbliższych latach w tempie prawie 38 proc. średniorocznie, by w 2026 r. osiągnąć wartość ponad 50 mld dol.

Internet nie pyta o wiek

Zapisy online do lekarza? Zakupy przez internet? Wyszukiwanie przepisów na rodzinny obiad? Dla współczesnych seniorów korzystanie z internetu nie stanowi już technologicznego wyzwania. Szczególnej uwagi wymaga jednak ich bezpieczeństwo w sieci. Aż 40 proc. wnuków słabo oceniło umiejętności swoich babć i dziadków pod tym względem. Z okazji Ogólnopolskiego Dnia Seniora, który wypada 14 listopada, Aasa Polska analizuje problemy, z którymi najczęściej się mierzą.

Polscy seniorzy znacznie różnią się od swoich rówieśników sprzed kilkunastu lat. Żyją w rzeczywistości, w której codziennie obserwują narodziny nowych technologii. Wielu z nich już dostosowało się do nowych warunków i codziennie korzysta z internetu. Jednak nie zawsze zachowują przy tym bezpieczeństwo.

Badanie „Aktywność starszych pokoleń w internecie oczami młodych”, zrealizowane przez Kantar Public na zlecenie Aasa Polska, pokazuje, że młodzi ludzie sceptycznie oceniają umiejętności seniorów w tym zakresie. Tylko 17 proc. z nich sądzi, że osoby starsze umieją poruszać się samodzielnie po sieci. Zdarza się, że seniorzy boją się lub wstydzą poprosić swoich bliskich o pomoc w korzystaniu z internetu. Obawy są jednak nieuzasadnione – z badania Aasa wynika, że 95 proc. młodych Polek i Polaków z chęcią wspomogłoby swoje babcie i swoich dziadków w korzystaniu z sieci.

Na co, zdaniem młodych, seniorzy powinni zwracać uwagę podczas korzystania z internetu? Oto cztery najczęstsze błędy popełniane przez osoby starsze w oczach młodych (w pięciostopniowej skali, gdzie 1 oznacza bardzo niskie kompetencje, a 5 bardzo wysokie).

  • Ocena wiarygodności informacji znalezionych w sieci – ocena 1,9/5

Informacja opublikowana w sieci niekoniecznie musi być prawdziwa, szczególnie w erze tzw. fake newsów. Jak pokazują statystyki opublikowane przez WeChat – popularny chiński komunikator – 43,5 proc. Chińczyków szczególnie podatnych na fałszywe wiadomości to osoby powyżej 50. roku życia[1]. Zbytnia ufność charakteryzuje seniorów na całym świecie. Dotyczy zarówno wiadomości, jak i rozmówców, na przykład na portalach społecznościowych. W ten sposób niepotrzebnie wikłają się w zbędne czy niebezpieczne dyskusje. Dodatkowo, nieświadomie, pomagają rozprzestrzeniać się fałszywym informacjom.

Jak można pomóc?

  • Pokaż, w jaki sposób weryfikować informacje i wiadomości, zanim przekażą je swoim znajomym. Niech sprawdzają, które media piszą o danej sprawie i w jaki sposób.
  • Przestrzeż ich przed angażowaniem się w konwersacje, jeśli podejrzewają, że celem rozmówcy nie jest merytoryczna dyskusja, lecz np. wyłudzenie danych.
  • Unikanie zagrożeń związanych z korzystaniem z internetu – ocena 1,9/5

Nadmierna ufność seniorów dotyczy także innych zagrożeń związanych z korzystaniem z sieci. Grafiki czy artykuły zachęcające do pobrania niezweryfikowanego oprogramowania zwykle nie wzbudzają wśród nich podejrzeń. Jednak niepozorny quiz lub aplikacja na portalu społecznościowym może zainfekować urządzenia wirusem komputerowym lub zainstalować na nim program szpiegujący.

Jak można pomóc?

  • Zwracaj uwagę seniorów na oprogramowanie, które pobierają. Czy mają pewność, że pochodzi
    z zaufanego źródła?
  • Pokaż, w jaki sposób sprawdzić wiarygodność aplikacji lub quizu na portalu społecznościowym, m.in. czy domaga się dostępu do listy znajomych, prywatnych informacji lub innych danych osobistych.
  • Bezpieczne korzystanie z internetu, w tym dbałość o ochronę danych osobowych – ocena 2/5

Aby wyłudzić od seniora jego dane osobowe, nie zawsze konieczny jest program szpiegowski. Często dojrzali ludzie korzystający z sieci sami się dzielą prywatnymi informacjami. Przykładem są strony, które oferują e-booki, filmy czy muzykę, ale wyłącznie po uprzednim podaniu numeru telefonu lub adresu e-mail. W rzeczywistości zamiast obiecanego wideo czy e-książki, senior często dowiaduje się, że wyraził zgodę na niechcianą płatną usługę.

Jak można pomóc?

  • Przestrzeż babcię czy dziadka przed stronami, które wymagają podania adresu e-mail, numeru telefonu, adresu fizycznego lub innych wrażliwych danych.
  • Jeśli chcą pobrać plik, niech korzystają tylko z witryn, co do których mają pewność, że są zaufane. Jeśli nie są tego pewni, niech wpiszą w wyszukiwarkę Google nazwę strony, aby sprawdzić opinie o niej.
  • Ochrona swojej prywatności w sieci – ocena 2/5

Seniorzy mają skłonność do dzielenia się szczegółami ze swojego życia prywatnego. Korzystając z internetu warto pamiętać, że niektóre upublicznione informacje mogą zostać użyte przez przestępców. Przykładem mogą być chociażby wyłudzenia metodą „na wnuczka”. Czasami złodziejom wystarczy tylko wiedza o tym, jak nazywają się członkowie rodziny seniora, aby uwiarygodnić oszustwo.

Jak można pomóc?

  • Zwróć uwagę swoich dziadków na to, aby nie akceptowali każdego zaproszenia do listy znajomych na portalach społecznościowych, zwłaszcza jeśli są pewni, że nie znają danej osoby.
  • Przestrzeż ich także przed publikacją informacji, które mogą zostać użyte do oszustwa, m.in. imiona dzieci i wnuków, adresy, miejsca zamieszkania.

[1] Źródło: http://www.globaltimes.cn/content/1123916.shtml

Poczta Polska włącza się w obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Wyemituje znaczki z bohaterami Polski niepodległej

0

Poczta Polska włącza się w obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Wyemituje znaczki z bohaterami Polski niepodległej 9

Sześciu „Ojców Niepodległej”, czyli Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński oraz Wojciech Korfanty, trafiło na specjalną kolekcję znaczków wyemitowanych przez Pocztę Polską, które pojawią się w sprzedaży od przyszłego tygodnia. W ten sposób spółka włącza się w narodowe obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Łącznie Poczta wyda trzy emisje, składające się z 15 znaczków, które przedstawiają postaci, symbole i wydarzenia sprzed stu lat. Prezes spółki Przemysław Sypniewski podkreśla, że ten rok jest ważny również dla Poczty Polskiej, która obchodzi 460. rocznicę działalności i odegrała dużą rolę w kształtowaniu polskiej państwowości.

Poczta Polska od początku tego roku prowadzi działania, których celem jest uczczenie stulecia odzyskania niepodległości Polski. Te działania są związane z organizacją konferencji, wydarzeń i wprowadzaniem do obiegu symboliki związanej z polską niepodległością. Kulminacją tych działań jest wprowadzenie do obiegu znaczka zatytułowanego „Ojcowie Niepodległej”. Znaczek przedstawia sześć postaci: Ignacego Paderewskiego, Ignacego Daszyńskiego, Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa oraz Wojciecha Korfantego, pośrodku znajduje się orzeł, czyli symbol Rzeczypospolitej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Sypniewski, prezes zarządu Poczty Polskiej.

Specjalną edycją znaczków, upamiętniających ważne wydarzenia polskiej historii, Poczta uczci 100. rocznicę niepodległości. Trafią one do sprzedaży w przyszłym tygodniu. Spółka wprowadzi do obiegu łącznie trzy emisje filatelistyczne: „100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości”, „Wojsko Odrodzonej Rzeczypospolitej” oraz „100. rocznica zakończenia I wojny światowej”.

Na znaczkach w ramach pierwszej serii, skomponowanych w formie bloku, znajduje się także postać Matki Bożej Hetmanki, Żołnierza Polskiego oraz Order Odrodzenia Polski. W środku arkuszu, na przywieszce, został umieszczony wizerunek orła z 1919 roku.

Ta kolekcja jest wyjątkowa, ponieważ obchodzimy wyjątkową rocznicę, stulecie odzyskania niepodległości. Taka okazja już się nie powtórzy. Wpisuje się również w działania Sejmu, który wymienił w ustawie tych sześciu wybitnych polityków jako ojców polskiej niepodległości. Ta kolekcja symbolicznie podkreśla związki z całą działalnością państwową w tamtym okresie – mówi Przemysław Sypniewski.

Poczta Polska wyemituje również specjalne znaczki przedstawiające wybrane jednostki militarne z okresu ostatniego stulecia. W kolekcji „Wojsko Odrodzonej Rzeczypospolitej” na ilustracje trafiły wizerunki żołnierzy lądowych, kawalerii, artylerii konnej, marynarki wojennej oraz lotnictwa. Jeden ze znaczków przedstawia współczesne siły zbrojne Rzeczypospolitej. Specjalną edycję zamyka znaczek „100. rocznica zakończenia I wojny światowej” przedstawiający wazon z makami, które stanowią międzynarodowy symbol zakończenia tej wojny.

Poczta Polska wyemitowała również kartki z nadrukowanym znakiem opłaty pocztowej „Żołnierze Niepodległości”. Przedstawiają one wizerunki marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, gen. Józefa Hallera, gen. Stanisława Szeptyckiego, gen. Tadeusza Jordana-Rozwadowskiego. Każda z nich została wyemitowana w limitowanym nakładzie 12 tys. sztuk.

Prezes zarządu Poczty Polskiej podkreśla, że 100-lecie odzyskania niepodległości to także ważna rocznica dla spółki, która odegrała dużą rolę w kształtowaniu polskiej państwowości. Jest jedną z najstarszych instytucji w Europie, w Polsce to jedna z najdłużej działających firm – w tym roku obchodzi 460. rocznicę działalności.

W ciągu 460 lat mamy wyjątkowy moment, który jest zbieżny ze stuleciem odzyskania niepodległości, ponieważ w 1919 roku jeden z ojców niepodległości, którego mamy na specjalnym znaczku, marszałek Józef Piłsudski specjalnym edyktem odnowił działalność Poczty Polskiej. Stała się ona wówczas symbolem państwowości polskiej. Podobnie jak zaczynała odradzać się Rzeczpospolita, tak wszędzie powstawały urzędy pocztowe i na wszystkich pojawiało się godło Rzeczypospolitej. Także dzisiaj, w naszych placówkach Poczty Polskiej, to godło również jest obecne – mówi Przemysław Sypniewski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Jeśli w kolejnych dniach mamy oglądać poprawę rynkowego sentymentu, inwestorzy potrzebują wsparcia w danych dla optymistycznych perspektyw globalnego ożywienia. Nie będzie o to łatwo przy spodziewanym skurczeniu się PKB Niemiec i spowolnieniu w chińskim przemyśle, ale dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii i Australii powinny być mocne. W USA pod lupą będą wskaźniki nastrojów przedsiębiorstw w obliczu wyniku wyborów i wzrostu zmienności na rynku akcji. Z Polski otrzymamy szybki szacunek PKB za III kw.

Przyszły tydzień: CPI/sprzedaż detaliczna z USA, NY Empire, Philly Fed, ZEW, PKB z Niemiec, rynek pracy/CPI/sprzedaż z Wlk. Bryt., PKB z Norwegii, CPI ze Szwecji, PKB z Polski, rynek pracy z Australii

USA

Następny tydzień wystartuje z opóźnieniem z powodu obchodów Dnia Weterana w USA, ale i bez tego poniedziałkowy kalendarz świeci pustkami. W kolejnych dniach część amerykańska będzie najbardziej interesująca pod kątem nastrojów biznesu w obliczu podzielonego Kongresu, przywołania tematu wojen handlowych i ostatnich zawirowań na rynku akcji. Nie będzie zaskoczeń, jeśli indeksy NY Empire State i Philly Fed (czw) obniżą się, pytanie tylko, jak bardzo? Po pozytywnej stronie, sentyment wśród konsumentów pozostaje silny, co powinno znaleźć odbicie w wyższej dynamice sprzedaży detalicznej (czw). Wzrost cen benzyny i odreagowanie słabość niektórych komponentów inflacji bazowej powinno podnieść wskaźnik roczny CPI do 2,5 proc. Przy silnej postawie USD rozczarowania w danych będą miały większy wpływ od pozytywnych zaskoczeń.

Strefa euro

Po ostatnich słabszych odczytach wskaźników nastrojów w biznesie jest bardziej prawdopodobne, że indeks ZEW (wt) będzie kontynuował osuwanie. Wstępny szacunek PKB z Niemiec (śr) najprawdopodobniej przyniesie ujemny odczyt w oparciu o jednorazowy efekt obciążeń regulacyjnych w sektorze motoryzacyjnym, ale z pewnością nie pomoże to w dyskusji o skali spowolnienia w strefie euro. EUR/USD przestało być kierowane fundamentami od strony euro (bardziej jest barometrem sentymentu względem USD) i nie oczekujemy istotnego wpływu danych na kurs. Ale uwaga na przełom w sporze nad włoskim budżetem.

Wielka Brytania

Kalendarz z Wielkiej Brytanii zawiera raport z rynku pracy (wt), CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (czw). Wzrost zatrudnienia spowolnił w ostatnich miesiącach, więc przyspieszenie byłoby miłym zaskoczeniem. Wyższa dynamika płac będzie dobrze rokować dla perspektyw inflacji, która w październiku miała się utrzymać na 2,4 proc. r/r. Dane o sprzedaży będą testem sentymentu konsumentów w obliczu niepewności wokół negocjacji Brexitu. Polityka pozostanie głównym motorem zmienności GBP, gdzie jednak coraz więcej sygnałów w ostatnich dniach wskazuje na kiełkujące porozumienie.

Skandynawia

W przyszłym tygodniu nieco uwagi powinno być poświęcone danym ze Skandynawii. W przypadku PKB z Norwegii (wt) zanosi się na utrzymanie wzrostu (po odjęciu przemysłu wydobywczego) na 0,5 proc. k/k. To mniej niż 0,7 proc. z prognoz Norges Banku, jednak wystarczy, by podtrzymać optymizm banku odnośnie perspektyw rozwoju gospodarki i nie schodzić z kursu na kolejną podwyżkę stopy procentowej w I kw. NOK powinien umacniać się w średnim terminie, jak tylko otrząśnie się z negatywnego wpływu spadków cen ropy naftowej. W Szwecji, jeśli CPI (śr) wypadnie powyżej prognoz (2,4 proc. r/r) wzmocni to spekulacje, że Riksbank może porwać się na podwyżkę już w grudniu, dając tym samym impuls do umocnienia SEK.

Polska

Z Polski poznamy szybki szacunek PKB z a III kw. (śr), gdzie spodziewamy się osłabienia tempa wzrostu do 4,7 proc. r/r z 5,1 proc. w II kw. Szczególnie wrzesień przyniósł niepokojące wyhamowanie produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, co świadczy zarówno o minięciu szczytu cyklu koniunkturalnego, jak i o odczuwalnych skutkach spowolnienia na świecie. Ryzyka przeważają po stronie słabszego odczytu, który będzie rysa na tarczy ochronnej solidnych fundamentów, która broniła złotego przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Sądzimy, że umocnienie złotego do 4,28 EUR zaszło wystarczająco daleko i widzimy pole do cofnięcia do 4,30.

Japonia

W Japonii dane o PKB za III kw. (śr) mają wskazać ujemną dynamikę. W trakcie lata konsumpcja ucierpiała przez niekorzystne warunki pogodowe i klęski żywiołowe, a globalne spowolnienie gospodarcze uderzyło w eksport. Dane nie powinny być niepokojące, gdyż niski efekt bazy zagwarantuje odbicie w czwartym kwartale, choć bez wątpienia ujemna dynamika PKB ostudzi spekulacje o zmianie nastawienia BoJ. Z perspektywy JPY rynek walutowy będzie śledził sytuację na rynku akcji, gdzie ważą się losy odbudowy trendu wzrostowego.

Australia

Raport rynku pracy jest główną pozycją w kalendarzu z Australii (czw) i najprawdopodobniej potwierdzi prężny przyrost zatrudnienia. Mimo to presja płacowa pozostaje wątła z marginalnym przełożeniem na inflację, w rezultacie dane nie będą niosły istotnych implikacji dla polityki RBA, a tym samym nie dadzą trwałego impulsu dla AUD. Dla Aussie (i kiwi przy braku istotnych odczytów z Nowej Zelandii) pierwsze skrzypce będzie generował sentyment okołorynkowy i apetyt na USD. W dłuższym horyzoncie więcej argumentów widzimy za aprecjacją walut z Antypodów ze wskazaniem na NZD.

Kanada

W Kanadzie dane o produkcji sprzedanej przemysłu (pt) są jedynym odczytem z pierwszej ligi, gdzie po słabym wyniku za sierpień kolejny miesiąc powinien wskazać na odreagowanie. CAD w ostatnich dniach pozostawiony nieco na uboczu po wyczerpaniu tematu negocjacji umowy handlowej z USA i decyzji BoC, ale presja spadkowa na rynku ropy przesiąka na rynek walutowy. Pozytywnie zapatrujemy się na perspektywy CAD w średnim terminie, ale na razie preferujemy przeczekać z boku wpływ czynników zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

NBP zmienił perspektywę makroekonomiczną

W tym tygodniu odbyło się posiedzenie Narodowego Polskiego Banku. Mimo że założenia polityki pieniężnej nie zostały zmienione, to zmianom uległa prognoza makroekonomiczna. Według polskiego banku centralnego wzrost cen surowców ma prowadzić doprowadzić do wzrostu inflacji, która w przyszłym roku powinna przekroczyć 3% i znajdować się powyżej celu NBP, co może skutkować zaostrzeniem polityki pieniężnej. Z drugiej strony NBP zwraca uwagę również na wzrost poziomu ryzyka w gospodarce światowej. Jednak mimo to polscy przedstawiciele banku centralnego pozytywnie postrzegają perspektywy polskiej i globalnej gospodarki. Można więc powiedzieć, że szanse na podniesienie stóp procentowych w przyszłym roku wzrosły.

Nadal jednak jesteśmy zdania, że ewentualne zaostrzenie polityki pieniężnej, nastąpi nie wcześniej niż w drugiej połowie przyszłego roku. W tym tygodniu odbyło się również posiedzenie Fedu. Nie wprowadził on zmian w ustawieniach polityki pieniężnej USA. Zgodnie z jego przewidywaniami, inflacja w ciągu najbliższych kilku lat powinna wynosić około 2%, a stopa bezrobocia około 3,5%. Przy prognozowanym wzroście PKB do 3,1% w tym roku, a o 2,4% w następnym, Fed nie ma powodu, by wstrzymać podwyżkę stóp procentowych, do której w nadchodzącym roku miałoby dojść aż trzykrotnie. W tym tygodniu polska waluta i umocniła się dzięki przekazom z NBP. Kurs złotego w stosunku do euro w nocy z czwartku na piątek wynosił 4,28 EUR/PLN. Eurodolar w tym czasie
kosztował 1,14 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Kiedy kłamstwo staje się „prawdą hybrydową”

  • Według 66 proc. uczestników VI Konferencji Nienieodpowiedzialni, kłamstwo nie jest najskuteczniejszym narzędziem sprzedaży.
  • Z badania przeprowadzonego na potrzeby Konferencji wynika, że 45 proc. Polaków uważa się za rozsądnych konsumentów, odmienne zdanie mieli o reszcie rodaków – 26 proc. badanych uważa nasze społeczeństwo za zachłanne.
  • Eksperci są zdania, że firmy, które chcą odnaleźć się w nowej, zmiennej i wielobiegunowej rzeczywistości, muszą zacząć się zmieniać, inaczej zmiany te zostaną im narzucone.
  • Największymi problemami w przedsiębiorstwach są fałszywe autorytety oraz przeświadczenie pracowników o braku odpowiedzialności za czyny, w których pośredniczą.

Ideą Konferencji Nienieodpowiedzialni jest zainspirowanie jej uczestników do podjęcia działań, aby świat, nie tylko biznesu, był bardziej odpowiedzialny. Podczas tegorocznej edycji, która miała miejsce 7 listopada w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, autorytety moralne oraz eksperci ze świata nauki i biznesu próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, czy zachłanność jest źródłem nieodpowiedzialności oraz jak odróżnić, co jest kłamstwem, a co prawdą. W Konferencji wzięło udział 430 osób. Artur Nowak-Gocławski z ANG Spółdzielni i Fundacji Będę Kim Zechcę, organizatora konferencji Nienieodpowiedzialni, zadedykował tę edycję Piotrowi Pawłowskiemu – niedawno zmarłemu założycielowi Fundacji Integracja oraz przyjacielowi Nienieodpowiedzialnych. Również przedstawiciel Urzędu m.st. Warszawy – współorganizatora Konferencji – Piotr Sawicki wspominał w słowie wstępu spotkania z Piotrem Pawłowskim.

Kłamstwo nie jest najskuteczniejszym narzędziem sprzedaży

W pierwszej części Konferencji odbyła się debata warszawska w stylu oksfordzkim, podczas której uczestnicy mieli zmierzyć się z zadaniem wcielenia się w role obrońców oraz przeciwników tezy, jakoby kłamstwo było najskuteczniejszym narzędziem sprzedaży. Jeszcze przed rozpoczęciem debaty, organizatorzy przeprowadzili głosowanie wśród wszystkich uczestników Konferencji. Okazało się, że jedynie 34 proc. głosujących zgadza się z tą tezą. W debacie prowadzonej przez Grzegorza Nawrockiego, po stronie propozycji występowali: socjolog dr Tomasz Sobierajski, Agnieszka Wachnicka – Prezes Zarządu Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, dr Małgorzata Bonikowska – politolog, prezes ośrodka THINKTANK oraz Jana Niedźwiedź – Gliniecka – Wiceprezes Zarządu EFPA Polska. Po stronie opozycji znaleźli się: dziennikarka Eliza Michalik, Przemek Gdański – Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, Krzysztof Kwiatkowski – Prezes Najwyższej Izby Kontroli oraz Adam Parfiniewicz – Prezes Zarządu ULTIMO.

Występujący w roli obrońcy tej tezy przekonywali, że nie zawsze potrzebujemy znać całą prawdę i że kłamstwo jest „klejem społecznym”, bez którego społeczeństwo już dawno by się rozpadło. Ponadto, sami akceptujemy mijanie się z prawdą, np. poprzez publikowanie nieprawdziwego obrazu w mediach społecznościowych. Dr Bonikowska zaproponowała, aby słowo „kłamstwo” zamienić na „prawdę hybrydową” – pragniemy bowiem przekazywać jedynie część wiedzy, z pominięciem niektórych szczegółów. Występujący używali argumentacji, że konsumenci chcą być okłamywani, ale się do tego nie przyznają. Agnieszka Wachnicka przekonywała np., że jako konsumenci nie tylko akceptujemy kłamstwo, ale wręcz go oczekujemy: – Weźmy przykład dwóch banków – gdyby jeden z nich mówił: kliencie jesteś wyjątkowy, a drugi: kliencie, jesteś jednym z 6 milionów, większość z nas wybrałaby pierwszy bank, nawet wiedząc, że i tak będzie jednym z 6 milionów. Chcemy się czuć wyjątkowo.

Strona opozycji miała przedstawić argumenty obalające tę tezę. Przekonywali np., że kłamstwo może być skutecznym narzędziem sprzedaży, ale tylko na krótką metę. W biznesie liczą się jednak długotrwałe relacje z klientem, których stworzenie nie byłoby możliwe bez wiarygodności. Klient, który został okłamany, nie dość, że już nie wróci, to jeszcze podzieli się swoimi doświadczeniami z innymi osobami.

– Wyobraźcie sobie sytuację – jest rodzina Neandertalczyków. Jeden z nich mówi do drugiego: tam jest mamut, spokojny jak baranek, wyjdziesz, rzucisz w niego kamieniem i sukces gwarantowany. Gdyby rzeczywiście kłamstwo było najskuteczniejszym narzędziem i spajało społeczeństwo, żadnego z nas nie byłoby na tej Sali – mówił Krzysztof Kwiatkowski.

Swoje argumenty w związku z rolą przeciwnika tezy przedstawił również Przemek Gdański.

– Ekonomicznie kłamstwo jest nieopłacalne. Świat biznesu opiera się na długoterminowych relacjach i budowaniu trwałego wizerunku.(…) Z pragmatycznego punktu widzenia, nie warto opierać sprzedaży na kłamstwie. Na dłuższą metę uczciwa, pokorna sprzedaż jest dużo bardziej uzasadniona pod względem etycznym i ekonomicznym – mówił Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Loża mędrców w składzie: Zofia Sanejko – Chief Commercial Officer Grupy IPG Mediabrands Polska, Jerzy Bańka –  Wiceprezes Związku Banków Polskich oraz Sylwester Pedowicz – Country Manager, Dyrektor Oddziału Ikano Bank AB (publ) w Polsce, opowiedziała się po stronie opozycji. Również widownia nie została przekonana argumentami propozycji. Po debacie głosowanie powtórzono – tym razem za tezą jakoby kłamstwo było najskuteczniejszym narzędziem sprzedaży opowiedziało się 36 proc. głosujących, przeciw 64 proc.

– Debata pozwoliła nam poznać różne, inspirujące spojrzenia na ten sam problem, a dyskusja była na tyle interesująca, że włączyła się do niej widownia. Należy pamiętać, że osoby występujące w debacie nie muszą do końca zgadzać się z argumentami reprezentowanej strony – jest to ćwiczenie intelektualne, podczas którego wcielają się jedynie w role. Cieszymy się, że zaproponowana przez nas forma rozważań została tak dobrze przyjęta przez naszych gości. Mogę już zdradzić, że za rok także odbędzie się Konferencja i nadal będziemy chcieli korzystać z formuły debaty oksfordzkiej w naszym, warszawskim wydaniu, aby zachęcić wszystkich gości do twórczej wymiany opinii – mówi Artur Nowak – Gocławski.

„Polacy są zachłanni, ale ja nie!”

Podczas Konferencji prof. Dominika Maison zaprezentowała wyniki badania przeprowadzonego dla Nienieodpowiedzialnych przez butik badawczy Maison&Partners -„Chciwy, zachłanny czy zagubiony?”. Respondenci zapytani o to, jakimi są konsumentami, w 45 proc. odpowiadali, że rozsądnymi, 36 proc. uważa, że ma kontrolę nad swoimi decyzjami zakupowymi, a 1/3 twierdzi, że jest odpowiedzialna lub oszczędna. Jedynie 13 proc. przyznaje, że potrafi w tej kwestii zaszaleć, 7 proc. uważa się za impulsywnych konsumentów, a tylko 2 proc. respondentów odpowiedziało, że są zachłanni. Zupełnie inaczej wyglądają opinie Polaków na temat innych rodaków. Aż 29 proc. badanych uważa, że Polacy są rozrzutni, 26 proc., że zachłanni, a jedynie 12 proc. uznało, że polscy konsumenci są rozsądni. Respondenci zostali także zapytani o to, co zrobiliby z zaoszczędzonymi pieniędzmi. ¼ badanych o wysokim stopniu materializmu odpowiedziała, że wydałaby te środki. Dla porównania, podobnie postąpiłoby tylko 13 proc. osób o niskim stopniu materializmu. Respondentów poddano również badaniu, które miało pokazać, czy sztuczki reklamowe, jakie stosują niektóre firmy, faktycznie działają na konsumentów. Okazało się, że komunikacja ukierunkowana na materialistów obniża zaufanie do firmy oraz nie buduje lojalności, ponieważ materialiści nie są lojalnymi klientami.

Umarł konsument, niech żyje człowiek

Przemek Gdański, prezes BGŻ BNP Paribas
Przemek Gdański, prezes BGŻ BNP Paribas

W dalszej części Nienieodpowiedzialnych, Przemek Gdański, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas przekonywał, że branża finansowa nie jest zachłanna, tylko ma złą opinię. Istnieje powszechne przekonanie, że banki realizują wyższy poziom zysków, co miałoby świadczyć o ich zachłanności, jednak dużo większe zyski ma m.in. branża napojów czy transportu lotniczego, a konsumenci nie mają poczucia, że są one zachłanne. Zdarzały się jednak sytuacje, w których banki nie zareagowały w prawidłowy sposób – np. nie powinny były udzielać kredytów we frankach osobom, które nie do końca zdawały sobie sprawę z ryzyka. Prof. Andrzej Falkowski przekonywał natomiast, że firmy powinny skupić się na komunikacji funkcjonalnej – odróżniać to, czego klient chce od tego, czego potrzebuje. Niezbędne jest również informowanie konsumentów o wszelkich opłatach związanych z zakupem produktu finansowego – to wpływa na wzrost zaufania do firmy. Zuzanna Skalska opowiedziała o rzeczywistości, z jaką przyjdzie się firmom zmierzyć w najbliższych latach – zmiany w postrzeganiu miast, starzejące się społeczeństwo czy zamiana myślenia z globalnego na lokalne. W niedługim czasie fintechy mogą zastąpić pośredników, zamiast posiadać, konsumenci będą woleli się dzielić, a produkty zostaną zastąpione projektami internetowymi, które każdy będzie mógł wydrukować na drukarce 3D.

Pośrednictwo w działaniu zwalnia z odpowiedzialności

Kolejni prelegenci skupili się w głównej mierze na odpowiedzialności – prof. Przemysław Czapliński przedstawił historię słowa „odpowiedzialność” oraz konteksty, w jakich jest ono obecnie używane. Prof. Dariusz Doliński natomiast opowiedział o odpowiedzialności w kontekście Eksperymentu Milgrama. Okazuje się, że jeżeli nasza rola polega na pośredniczeniu w wykonywaniu jakiegoś zadania, to czujemy się zwolnieni z odpowiedzialności za nasze czyny, co jest szczególnie niebezpieczne, jeśli wykonujemy polecenia wydawane przez autorytety deontyczne, czyli nieoparte na kompetencjach, a na samej władzy. Prof. Olaf Żylicz przedstawił mechanizmy oraz cechy, jakie charakteryzują tego typu fałszywe autorytety.

Wysłuchaliśmy także rozmów ze współtwórcami książki „Rozmowy o odpowiedzialności” – Paweł Oksanowicz z dr Aleksandrą Przegalińską rozmawiał o roli etyki i filozofii w rozwoju technologii, a z prof. Krystianem Jażdżewskim o niesamowitym programie, dzięki któremu docelowo 37 mln Polaków ma zostać przebadanych pod kątem obciążenia genetycznego nowotworami. Z Henrykiem Wujcem natomiast o niepewności człowieka wobec zmieniającej się rzeczywistości rozmawiała dr Małgorzata Bonikowska. Zachęcam do przeczytania wszystkich inspirujących rozmów, jakie zostały spisane w tej książce – dodaje Artur Nowak – Gocławski.

Na koniec prof. Anna Giza opowiedziała o fetyszu wzrostu, przez który firmy ciągle dążą do powiększania zysków oraz o tym, że z autonomią konsumencką mamy do czynienia wówczas, gdy jesteśmy w stanie samodzielnie określić nasze cele i wartości, bez ulegania modom. Ks. Adam Boniecki zakończył Konferencję rozważaniami nad grzechem głównym, jakim jest nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Według księdza, w człowieku istnieje coś takiego, jak mechanizm rosnących potrzeb, który jest także motorem napędzającym postęp. Powodem nieumiarkowania jest natomiast pragnienie szczęścia. Jak mówił: Nie zastanawiamy się nad tym, czy te potrzeby, które zaspokajamy, są realne. (…) to iluzja, że możemy „bycie” zastąpić „posiadaniem”.

Źródło: ANG Spółdzielnia

Zmiana w podatku od towarów i usług – Nowa matryca stawek VAT – komentarz ekspercki

Ministerstwo Finansów (MF) opublikowało projekt nowelizacji ustawy o VAT, której kluczowym elementem jest zastąpienie obowiązującej matrycy obniżonych stawek VAT (tj. listy towarów i usług objętych obniżonymi stawkami VAT) opartej na Polskiej Klasyfikacji Towarów i Usług (PKWiU), nową matrycą – opartą na Nomenklaturze Scalonej (CN).

CN stanowi klasyfikację wprowadzoną na poziomie Unii Europejskiej i stosowaną powszechnie w handlu międzynarodowym (w szczególności dla potrzeb ceł). PKWiU z kolei opracowana została na poziomie krajowym, głównie dla potrzeb statystyki. Jej obecne stosowanie na gruncie VAT powoduje wiele rozbieżności w zakresie opodatkowania towarów i usług podobnych z perspektywy konsumentów (np. musztarda – 23% VAT, ale już ketchup – 8% VAT). Ponadto, niejednokrotnie pojawiają się spory dotyczące charakteru danego towaru/usługi i jego prawidłowej klasyfikacji. Zdarzają się sytuacje, w których z jednej strony organ statystyczny (GUS) poświadcza objęcie towaru/usługi określonym symbolem PKWiU, z kolei organy podatkowe twierdzą, że bardziej właściwy jest inny symbol (co z reguły prowadzi do braku możliwości stosowania przez sprzedawcę jednej z obniżonych stawek VAT). W ramach prób stosowania przez podatników mechanizmu zabezpieczenia swojej pozycji podatkowej poprzez uzyskanie interpretacji indywidualnej prawa podatkowego, organy podatkowe z reguły odmawiają rozstrzygania o klasyfikacji statystycznej (właściwym symbolu PKWiU), co zwiększa niepewność czy stosowana stawka VAT jest prawidłowa.

Planowane zmiany mają nie tylko zastąpić nieefektywny i skomplikowany system stosowania stawek obniżonych, lecz także wpłyną na  krajowy system odwróconego obciążenia (reverse charge) oraz instytucję solidarnej odpowiedzialności.

Zgodnie z założeniem MF, każda z obniżonych stawek dotyczyć będzie w miarę całych działów CN (np. warzyw czy owoców). W przypadku konieczności zmiany stawki na dane towary, przyjęto generalną zasadę przyjęcia niższej stawki. Jednocześnie jednak, zdecydowano się zrównoważyć uproszczoną matrycę podwyżkami stawek na wybrane towary i usługi.

Wśród towarów, które objęte zostaną jednolitą stawką VAT wynoszącą 5% należy wymienić m.in.:

  • pieczywo włącznie z ciastkami (obecnie pieczywo i produkty ciastkarskie są objęte trzema stawkami 5%, 8% i 23% w zależności od daty przydatności do spożycia);
  • zupy, buliony, żywność homogenizowana i dietetyczna (objęte obecnie stawką 8%);
  • owoce tropikalne i cytrusowe, niektóre orzechy (obecnie opodatkowane stawką 8%).

Zmianie ulegną również m.in. stawki stosowane w przypadku sprzedaży:

  • soków z owoców i warzyw inne niż tzw. 100% (które pozostaną objęte stawką 5%) – z 5% na 23% (zgodnie z wyjaśnieniami MF, zmiana wynika z ujednolicenia stawki dla większości napojów tj. m.in. kawy, herbaty, wody butelkowanej);
  • lodu (używanego do celów spożywczych i innych celów chłodniczych) z 8% na 23%;
  • homarów, ośmiornic oraz innych skorupiaków, mięczaków i bezkręgowców wodnych (m.in. krabów, krewetek, ostryg, małż, ślimaków) oraz przetworów z nich, kawioru oraz sprzedawanych w różnego rodzaju placówkach gastronomicznych posiłki, których składnikiem są ww. produkty – z 5% na 23%.

Brak możliwości zastosowania CN w odniesieniu do usług spowodował, że zaproponowano w projekcie kontynuowanie ich identyfikowania na potrzeby podatku VAT przy wykorzystaniu PKWiU. Tym niemniej, projekt przewiduje wprowadzenie określonej stawki obniżonej m.in. w odniesieniu do:

  • czynności dokonywanych w szeroko pojętej działalności gastronomicznej (stawka w wysokości 8% będzie miała zastosowanie do dostawy towarów i świadczenia usług identyfikowanych według PKWiU w grupowaniu Usługi związane z wyżywieniem (PKWiU 56), z wyłączeniem sprzedaży napojów (w tym ich przygotowania i podania), czy też towarów nieprzetworzonych przez podatnika opodatkowanych stawką w wysokości 23%);
  • robót konserwacyjnych (stawka w wysokości 8%).

Jak wskazało MF, elementem koncepcji identyfikowania towarów i usług na potrzeby VAT (w tym nowej matrycy stawek VAT) jest wprowadzenie instrumentu zapewniającego podatnikom i organom podatkowym większą pewność co do prawidłowości zastosowanych stawek tego podatku. Taką funkcję pełnić będą wiążące informacje stawkowe (WIS). Zgodnie z założeniami, WIS będzie charakteryzowała się walorem ochronnym nie tylko względem podatnika będącego jej posiadaczem, bowiem będą mogli posługiwać się nią również inni podatnicy jeżeli sprzedawany towar będzie odpowiadał opisowi zawartemu w WIS.

Biorąc pod uwagę powyższe, z perspektywy procedury określania prawidłowej stawki VAT, propozycje MF będą niezwykle istotne. Wydaje się bowiem, że w końcu podatnik będzie dysponował możliwością wiążącego potwierdzenia prawidłowości stawki VAT, w określonej procedurze, w oparciu o rozbudowany system CN. Jednocześnie, nowe regulacje zawarte w będą miały duże znaczenie nie tylko dla podmiotów sprzedających towary i usługi objęte obniżonymi stawkami VAT, ale również dla tych sprzedających towary objęte mechanizmem reverse charge (tj. w szczególności branża budowlana, elektroniczna) oraz odpowiedzialnością solidarną (tj. w szczególności branża paliwowa).

Piotr Litwin, Doradca podatkowy, Partner w firmie Enodo Advisors

Kurs euro kontynuuje spadki

Kolejny dzień przyniósł umocnienie polskiej waluty w relacji do euro. Złoty umacnia się nieprzerwanie od początku miesiąca. Polskiej walucie sprzyjała poprawa nastrojów do aktywów ryzykownych i wzrost kursu EUR/USD. Jednak znamienne jest to, że w ostatnich dniach złoty radzi sobie dobrze mimo słabości głównej pary.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć, że mimo ostatnich słabszych danych z krajowej gospodarki i perspektyw wyraźnie wyższej inflacji w 2019 r. (której nie dostrzega Komisja Europejska), KE utrzymała prognozę wzrostu gospodarczego na przyszły rok na poziomie 3,7%. Jednocześnie instytucja podniosła prognozy na 2018 r. z 4,3% do 4,8% rocznie.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wspólna europejska waluta charakteryzowała się wczoraj słabością również w relacji do dolara amerykańskiego. Publikacja wczorajszego biuletynu EBC i prognoz KE przeszła bez większego echa. Warto wspomnieć jednak o wczorajszym przemówieniu prezesa Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghiego, którego wydźwięk był mieszany. Z jednej strony Draghi informował o szerokiej ekspansji gospodarek strefy euro i potwierdzał, że Bank planuje zakończyć program QE w grudniu br. Jednak z drugiej strony zwracał uwagę na ryzyka dla gospodarek oraz fakt, iż polityka monetarna nie może na nie odpowiadać (a raczej – nie powinna, jeśli jej celem jest jedynie stabilność cen, jak w przypadku EBC).

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,90-4,94. Funt brytyjski zakończył ubiegły dzień osłabieniem w relacji do dolara amerykańskiego.

Dynamika PKB brytyjskiej gospodarki w III kwartale okazała się w pełni zgodna z oczekiwaniami. W ujęciu rocznym ekspansja wyniosła 1,5%. Kwartał do kwartału gospodarka rosła o 0,6%, co jest całkiem niezłym wynikiem – najlepszym od końcówki 2016 r. W Wielkiej Brytanii rozczarowały jednak inwestycje biznesowe – ich dynamika wyniosła -1,2%. Z większym spowolnieniem inwestycji mieliśmy do czynienia ostatnio właśnie w czwartym kwartale 2016 r. Z uwagi na fakt, iż szacunki dynamiki PKB okazały się w pełni zgodne z oczekiwaniami, dane nie mają jednak istotnego wpływu na handel, przynajmniej obecnie. Dziś funt traci, jednak jest to powodowane raczej siłą dolara amerykańskiego, niż wewnętrzną słabością brytyjskiej waluty.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,74-3,77. Dolar amerykański wczoraj zyskiwał w relacji do głównych walut i złotego. Wczorajsze spotkanie FOMC nie przyniosło większych zaskoczeń. Bank centralny utrzymał stopy procentowe na poziomie 2-2,25%, nadal wyrażając optymizm w kwestii stanu i perspektyw amerykańskiej gospodarki, zwracając szczególną uwagę na dobrą sytuację na rynku pracy.

Wczorajsze odczyty makroekonomiczne napływające z USA nie były przełomowe. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych pokazały poziom 214 tys., tym samym były w pełni zgodne z oczekiwaniami. Odczyty z ostatnich tygodni spadły do okolic najniższych poziomów od niemal 50 lat, potwierdzając tym samym siłę amerykańskiego rynku pracy.

Dziś po południu poznamy odczyt inflacji PPI w USA w październiku, niedługo potem przemawiać będzie Randal Quarles z FOMC. Następnie opublikowany zostanie indeks nastrojów konsumentów Michigan w USA w listopadzie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – inflacja PPI w USA w październiku
  • 15:05 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów Michigan w listopadzie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Sklep przyszłości według Modern Expo

Błyskawiczny rozwój technologii i nowoczesne rozwiązania w branży retail, dzielą pracowników handlu detalicznego. Tam, gdzie jedni dopatrują się usprawnień pracy, inni widzą zagrożenie dla swojego zatrudnienia. Czy sklep przyszłości będzie całkowicie bezobsługowy? Najnowsze rozwiązania i produkty, wspierające tradycyjny handel, poznamy już 15. listopada na konferencji RetailShow, gdzie zostanie zaprezentowany Perfect Store – modelowy sklep, zaprojektowany wspólnie przez wiodących wytwórców z branży. Uczestnicy konferencji będą mieli okazję zobaczyć między innymi inteligentną półkę, którą na swoim stoisku pokaże międzynarodowy producent kompleksowego wyposażenia dla branży retail, Modern Expo.

Perfect Store to przestrzeń prezentacji najnowszych rozwiązań dla handlu detalicznego, która stanowi wzór aranżacji obiektu zgodnie z najnowszymi trendami. W modelowym sklepie, przygotowanym każdego roku na konferencji RetailShow, liderzy branży prezentują innowacyjne rozwiązania i produkty, wspierające tradycyjny handel w oparciu o zmieniające się potrzeby detalistów i rosnące oczekiwania konsumentów. Wraz z kolejnymi edycjami wydarzenia, wyraźny jest wzrost wykorzystania nowych technologii. Czy w tym roku modelowy sklep zostanie całkowicie zautomatyzowany?

Wpływ rozwijającej się technologii na malejącą ilość miejsc pracy w handlu detalicznym to temat, który regularnie powraca w społecznej dyskusji. Rozwiązania, dotychczas testowane przez największych graczy w Stanach Zjednoczonych, takie jak prototypowy sklep Amazon Go, zaczynają przebijać się do Polski. W Październiku br. w Poznaniu jedna z lokalnych sieci detalicznych otworzyła całkowicie zautomatyzowany sklep spożywczy.

Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo
Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo

Kiedy jedni spekulują zbliżający się koniec tradycyjnych sklepów, specjaliści uspokajają. – Nowoczesne urządzenia wspierają sprzedawców, jednak wciąż to ludzie są podstawą handlu. Potwierdzają to zeszłoroczne badania The State of Customer Service Report. To jakość obsługi klienta jest obecnie wskazywana przez konsumentów jako kluczowy czynnik, który buduje lojalność wobec danego sklepu. – tłumaczy Bogdan Łukasik, szef rady nadzorczej Modern-Expo Group.

Ekspert wskazuje, że prezentowane zastosowania nie tylko ułatwiają zakupy konsumentom, ale również są produktami usprawniającymi pracę sklepu. Spersonalizowana obsługa to w dzisiejszych czasach element budowania przewagi konkurencyjnej. Wskazują na to zarówno konsumenci (69 proc. badanych The State of Customer Service Report), jak i odbiorcy B2B (82 proc.). Podczas pobytu w sklepie liczymy na pomoc obsługi i bardzo cenimy sobie możliwość interakcji z drugim człowiekiem. Dzisiejsze technologie ułatwiają zakupy, jednak jeszcze wiele lat nie będą stanowić skutecznego zastępstwa w tym aspekcie. Ich głównym zadaniem jest usprawnienie procesu zakupów, zarówno dla klienta, jak i pracownika sklepu. – dodaje Łukasik.

Na konferencji zostanie zaprezentowane najnowsze rozwiązanie, proponowane detalistom przez Modern Expo – inteligentna półka, która dzięki wbudowanym modułom elektronicznym daje możliwość kontrolowania ilości produktów, które znajdują się w danym punkcie sprzedaży. W momencie, gdy w danym sklepie liczba towarów spadnie poniżej określonego wcześniej minimum, informacja na temat braku zostaje wysłana bezpośrednio do osoby odpowiedzialnej za uzupełnianie towarów. Produkt został zgłoszony do realizowanego w ramach targu RetailShow konkursu „Innowacje handlu”, który prezentuje najlepsze rozwiązania dla handlu detalicznego.

Dostawa wyrobów stalowych wraz z usługą malowania – problem z VAT

Podatnicy VAT często mają problem z określeniem, czy świadczona przez nich usługa stanowi jedno kompleksowe świadczenie opodatkowane całościowo jedną stawką podatku. W wielu przypadkach zastanawiają się, czy nie powinni rozdzielać usługi na odrębne czynności, które indywidualnie będą podlegały różnym stawkom VAT. Remedium na niejasne przepisy, jak również zmieniające się orzecznictwo, może być wystąpienie o wiążącą interpretację prawa podatkowego.

Ustawodawca nie nadąża za rzeczywistością

Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki -Kancelaria Prawna Skarbiec

Przepisy obszernej i często zmieniającej się ustawy o podatku od towarów i usług (VAT) nie regulują w jasny sposób problematyki świadczeń kompleksowych. Podatnicy niejednokrotnie zastanawiają się nad tym, czy usługa transportu, której towarzyszą dodatkowo inne czynności takie jak załadunek czy ważenie przewożonego towaru, jest jednym złożonym świadczeniem, czy może jednak towarzyszące jej czynności należy opodatkować osobno, każdorazowo stosując inną stawkę VAT. Nie znajdując odpowiedzi na nurtujące ich pytania w przepisach, przedsiębiorcy często zwracali się z zapytaniami do organów podatkowych, które najczęściej odsyłały ich do klasyfikacji statystycznej PKWiU. Jej lektura również w większości przypadków nie przynosiła rozwiązania problemu. Zdaniem resortu finansów klasyfikacją powinny być objęte czynności będące końcowym efektem działalności podatnika, bez sztucznego w wielu przypadkach rozbijania usługi na oddzielne czynności. Przepisy wykonawcze dotyczące PKWiU stanowią z kolei, że w sytuacji, gdy daną usługę złożoną z kombinacji szeregu czynności można zaliczyć do dwóch lub kilku grup, to należy zaklasyfikować ją tak, jakby składała się z usługi, która nadaje całości zasadniczy charakter. Brak precyzyjnego uregulowania problemu w ustawie o VAT oraz niejednolite orzecznictwo, zarówno organów podatkowych, jak i sądów administracyjnych, w dalszym ciągu nie daje podatnikom pewności, czy dokonywane przez nich rozliczenia są prawidłowe. Brak jasnych wskazówek w tym zakresie dostrzega się również w przepisach unijnych, a mimo to również na szczeblu wspólnotowym nie doczekaliśmy się jak dotąd zmian legislacyjnych, ani też wyjaśnienia problematycznej kwestii na gruncie orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Razem, osobno, a może jeszcze z odwrotnym obciążeniem?

Pewien podatnik powziął wątpliwości co do tego, jak właściwie klasyfikować dla potrzeb podatku od towarów i usług prowadzoną działalność gospodarczą, polegającą na dostawie elementów i konstrukcji stalowych (głównie słupów energetycznych). Nie dysponując specjalistycznym sprzętem oraz pracownikami posiadającymi odpowiednie uprawnienia, nabywał usługę malowania słupów dostarczanych przez siebie w ramach swojej działalności od zewnętrznych podmiotów – podatników VAT. W rezultacie powziął wątpliwość, czy z punktu widzenia VAT powinien uznać całą wykonywaną przez siebie usługę za jedno złożone świadczenie, czy może raczej odrębnie zaklasyfikować dokonywaną przez siebie dostawę konstrukcji stalowych, a niezależnie usługę malowania. W uzasadnieniu złożonego przez siebie wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej podatnik uznał, że tę ostatnią usługę dla potrzeb VAT należy rozliczyć osobno, za czym przemawia m.in. fakt, iż jej cena jest wyodrębniona na zamówieniu, a ponadto usługa może być wykonana dopiero po zmontowaniu poszczególnych części konstrukcji. Usługa malowania zdaniem podatnika nie jest ściśle związana z dokonywaną przez niego dostawą elementów stalowych, może stanowić świadczenie odrębne i w żadnym razie nie oznacza „sztucznego” podziału usługi. Dodatkowo w ocenie wnioskodawcy powinna być ona w tym przypadku objęta mechanizmem tzw. „odwrotnego obciążenia”. Podatnik działa bowiem w tym przypadku jako podwykonawca, co w świetle przepisów ustawy o VAT oznacza, że rozliczenia podatku powinien dokonać nabywca usługi.

Fiskus interpretuje przepisy tak jak mu wygodnie

W interpretacji indywidualnej z dnia 13 kwietnia 2018 r., 0111-KDIB3-1.4012.114.2018.1.BW, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko podatnika za nieprawidłowe, stwierdzając, że dostawa konstrukcji stalowych wraz z usługą ich malowania stanowi tylko jedno świadczenie. Malowanie w tym przypadku to jedynie element pomocniczy dla dostawy elementu stalowego, gdyż nabywca oczekuje dostawy gotowej, a tym samym już pomalowanej konstrukcji. Zdaniem organu na gruncie przepisów o VAT całe świadczenie zaklasyfikować należy jako jedną dostawę konstrukcji stalowej pomalowanej, do której nie będą miały zastosowania przepisy o „odwrotnym obciążeniu”, a wnioskodawca będzie zobowiązany do rozliczenia podatku od towarów i usług z tego tytułu na zasadach ogólnych.

Powyższa interpretacja jest przykładem na to, że brak precyzyjnych przepisów fiskus chętnie wykorzystuje na swoją korzyść, a wyrażona w Ordynacji podatkowej zasada rozstrzygania niedających się usunąć wątpliwości na korzyść podatnika pozostaje jedynie piękną deklaracją. Warto zwrócić uwagę, że organy podatkowe, interpretując przepisy dotyczące opodatkowania świadczeń kompleksowych, przyjmują punkt widzenia zgodny z interesem fiskalnym Skarbu Państwa, a niekoniecznie z zasadami logiki. Wystarczy wspomnieć o licznych sytuacjach, gdzie podatnicy, dostarczając w ramach swojej działalności określony towar, często dokonywali również na rzecz swoich kontrahentów odsprzedaży usług transportu, traktując je jako nieodłączny element jednego świadczenia w postaci dostawy towaru. Wówczas fiskus nakazywał im oddzielnie opodatkować VAT odsprzedaż usług, co oczywiście wiązało się z tym, że niejednokrotnie objęte były one wyższą stawką podatku niż towar będący przedmiotem tego transportu. Z kolei w sytuacji, gdy podatnik tylko zapytał o możliwość zastosowania mechanizmu „odwrotnego obciążenia” urzędnicy „stanęli na głowie”, aby uzasadnić, że w tym przypadku o żadnych odrębnych świadczeniach nie ma mowy, a całą tym razem kompleksową usługę należy obciążyć możliwie najwyższą daniną. Intencje fiskusa są zatem nietrudne do odgadnięcia, sztuką jest natomiast umiejętnie się z nimi zmierzyć, podejmując dyskusję z twierdzeniami organów. Merytoryczna wiedza i trafne argumenty to niewątpliwie środki do celu, jakim jest uzyskanie pomyślnego rozstrzygnięcia. Pamiętajmy, że interpretacja indywidualna chroni stosującego się do niej podatnika, a zastosowanie się do niej nie może mu szkodzić. Występując o takie wiążące stanowisko, przedsiębiorca może zatem istotnie zabezpieczyć swoje interesy, zważywszy na to, iż orzecznictwo organów podatkowych i sądów administracyjnych, nie wspominając już o zmieniających się jak w kalejdoskopie przepisach, zdecydowanie nie należy do stabilnych i przewidywalnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Skriware zwycięzcą międzynarodowego konkursu Fujitsu Forum Startup Award 2018

Skriware, polski dostawca rozwiązań edukacyjnych opartych o technologię druku 3D, zwyciężył w prestiżowym konkursie Fujitsu Forum Startup Award 2018. Swoje rozwiązanie przedstawiciele Skriware zaprezentowali w Monachium przed 12-tysięczną publicznością składającą się z partnerów i klientów firmy Fujitsu.

Skriware FujitsuKonkurs organizowany był w ramach Fujitsu World Tour – cyklicznego wydarzenia, które co roku gromadzi łącznie kilkanaście tysięcy pasjonatów technologii i przedstawicieli świata biznesu. Tegoroczna edycja organizowana była pod hasłem „Human Centric Innovation: Co-creation for Success”. Ambicją organizatorów Fujitsu Forum Startup Award było umożliwienie klientom japońskiego koncernu współpracy ze środowiskiem startupowym oraz stworzenie dla obydwu stron przyjaznego środowiska wymiany idei, planów i doświadczeń w zakresie biznesu i nowych technologii. Podczas wydarzenia zamykającego trasę, pięcioro finalistów wyłonionych podczas regionalnych konkursów miało tylko kilka minut na zaprezentowanie swoich rozwiązań i przekonanie zgromadzonej publiczności o potencjale swoich innowacji. Głosami publicznościopuścił scenę z nagrodą dla najlepszego startupu, pokonując spółki takie jak: CardioID Technologies z Portugalii, szwedzki SmartX, belgijski n-Auth oraz Storro z Holandii.

Zwieńczenie intensywnego roku

Skriware2Założona z końcem 2015 roku warszawska spółka Skriware konsekwentnie umacnia swoją pozycję na globalnym rynku technologii edukacyjnych. W połowie 2018 roku, startup pozyskał 4,5 mln zł dofinansowania od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) na doskonalenie ekosystemu uczącego dzieci robotyki, programowania i druku 3D. W ostatnich miesiącach firma otrzymała także finansowanie prywatne z polskiego funduszu Infini, opiewające na kwotę 1 mln zł.

Choć produkty Skriware, póki co są dostępne wyłącznie dla sektora edukacji, startup w minionym roku podjął owocne współprace zarówno w Polsce, jak i za granicą. Na terenie Polski rozwiązanie Skriware zostało zaimplementowane między innymi w American School of Warsaw, niepublicznym liceum Akademeia, Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 5 w Krośnie, czy w pięciu placówkach w województwie śląskim i pomorskim[1], które Jastrzębska Spółka Węglowa wyposażyła w produkty Skriware. Poza tym, pracownie robotyczne Skriware można znaleźć w placówkach edukacyjnych z różnych zakątków świata, między innymi w indonezyjskim Koding Next czy dubajskim Repton School.

[1] Placówki w Knurowie, Ornontowicach, Gdańsku i Jastrzębiu-Zdroju.