Paweł Zielewski dyrektorem wydawniczym segmentu biznes w Grupie PTWP

Paweł Zielewski, wieloletni redaktor naczelny magazynu Forbes, od 1 sierpnia obejmie stanowisko dyrektora wydawniczego segmentu biznes w Grupie PTWP. Podlegać będą mu redakcje: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. To kolejny krok w kierunku rozwijania kompetencji zespołu menedżerskiego wydawcy specjalistycznych portali internetowych.

– Bardzo się cieszę, że znajdę się w gronie osób tworzących Grupę PTWP. Stoją przede mną wyzwania, które zawsze dawały mi w pracy najwięcej satysfakcji – budowanie wartości dodanej i budzenie potencjału wzrostu tam, gdzie nie jest to na pierwszy rzut oka oczywiste – komentuje Paweł Zielewski, który po 17. latach rozstał się z Ringier Axel Springer Polska. Przez cały ten czas związany był z magazynem Forbes, a od 7. lat był jego redaktorem naczelnym. Wcześniej pracował w Pulsie Biznesu jako dziennikarz finansowy, kierownik działu Giełda i Finanse, redaktor prowadzący i wydawca strony głównej dziennika.

Dołączenie do zespołu Pawła Zielewskiego wpisuje się w strategię Grupy PTWP, ukierunkowanej na bycie liderem w branży, dostarczanie treści najwyższej jakości i wdrażanie innowacyjnych, odpowiadających na potrzeby wymagających odbiorców, rozwiązań.

– Konsekwentnie rozwijamy się we wszystkich segmentach działalności. W ostatnim czasie położyliśmy nacisk na rozbudowę Grupy PTWP w różnych obszarach, także kadrowo. Czujemy, że jesteśmy w szczególnym momencie i chcemy rosnąć ponad rynek. Nasze podejście do rozwoju pozostaje niezmienne – opieramy je o merytorykę i jakość przekazu. Docierając do biznesowych odbiorców, specjalizując się w różnych branżach, stawiamy na wiarygodność i solidność. Jestem przekonany, że Paweł przyczyni się do dalszego rozwoju naszej organizacji w obszarze biznes, zarówno w części online, jak i eventowej – podsumowuje Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP wydającej kilkanaście portali branżowych i organizującej największe eventy w Polsce, w tym Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach czy zbliżające się PRECOP 29 i Energy Days (2-3 października 2024 r. w Katowicach).

Paweł Zielewski w nowo utworzonej strukturze w roli dyrektora wydawniczego segmentu biznes będzie odpowiadał za całość działalności i rozwój portali: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. Nowy dyrektor wydawniczy będzie też zaangażowany w aktywności eventowe i networkingowe Grupy PTWP.

– Znalezienie dobrego dziennikarza gospodarczego to niełatwe zadanie. Znalezienie menedżera redakcji łączącego kompetencje merytoryczne, doświadczenie, smykałkę eventową i rozbudowaną bazę kontaktów biznesowych to zadanie prawie niemożliwe. Prawie, bo jest Paweł, który, oprócz tych wymienionych przymiotów, jest człowiekiem niezwykle dynamicznym, otwartym i chętnie podejmującym nowe wyzwania. Właśnie z takimi ludźmi chcę budować zespół menedżerski, z którym wyruszymy w podróż prowadzącą do dalszego rozwoju firmy – mówi Piotr Mieśnik, dyrektor wydawniczy Grupy PTWP.

Transfer Pawła Zielewskiego do wydawcy serwisów specjalistycznych to kolejne w tym roku działanie, którego celem jest rozwój kompetencji kadry menedżerskiej PTWP. Na początku roku pracę w Grupie rozpoczęli: Piotr Mieśnik, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski i członek zespołu zarządzającego WPM; Piotr Rodzik, były sekretarz redakcji Na Temat, który objął funkcję szefa newsroomu redakcji WNP, Portalu Samorządowego i Pulsu HR;  a także Klara Klinger, była dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej, która została nową redaktorką naczelną Rynku Zdrowia, w miejsce Pauliny Gumowskiej, obecnie dyrektorki wydawniczej segmentu zdrowie i lifestyle oraz zastępczyni dyrektora wydawniczego Grupy PTWP.

Zła wiadomość dla kredytobiorców – hipoteka w banku zaczyna być trudniej dostępna

485,9 tys. zł – tyle na początku czerwca wynosi wartość Barometru Hipotecznego rankomat.pl – wskaźnika, który pokazuje, ile pieniędzy może pożyczyć w banku przeciętnie zarabiający kredytobiorca na zakup nieruchomości. Wartość czerwcowego Barometru w ciągu kwartału spadła o ponad 6 tys. zł (w marcu wynosił on 492 tys. zł), co oznacza, że bankowa hipoteka zaczyna być coraz trudniej dostępna. Powód: banki przygotowują się do podwyżek stóp procentowych.

Wskaźnik Barometru Hipotecznego* jest obliczany od drugiej połowy 2023 roku przez ekspertów rankomat.pl na podstawie standardowych ofert kredytów hipotecznych 10 banków. Wartość Barometru uwzględnia cztery najczęstsze profile kredytobiorców: singli, par bez dzieci oraz rodzin z jednym i dwójką dzieci. W czerwcowej aktualizacji Barometru po raz pierwszy doszło do spadku jego wartości. We wcześniejszych edycjach jego wartość rosła.

W maju większość banków, które pytaliśmy o warunki finansowania zakupu nieruchomości, zdecydowała się na obniżenie zdolności kredytowej. Oznacza to, że kredytobiorcy o takiej samej sytuacji finansowej mogą obecnie liczyć na mniejszą kwotę kredytu hipotecznego, niż to miało miejsce wcześniej. Spadek nie jest znaczący, ale może być odwróceniem trwającego od początku 2023 roku trendu wzrostu wartości zdolności kredytowej. Na razie za wcześnie, by jednoznacznie stwierdzić, czy mamy do czynienia z jednorazową zmianą czy też z trwałą korektą – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Jednym z głównych powodów spadku zdolności kredytowej jest wzrost oprocentowania kredytów. Pięć analizowanych banków zdecydowało się na podwyższenie oprocentowania oferowanych hipotek. Średnia wartość podwyżki wyniosła 0,24 punktu procentowego. To pozwala sądzić, że banki mogą szykować się na decyzję podwyżki stóp procentowych. Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na zmianę wysokości stóp (stopa referencyjna wynosi od października 2023 roku 5,75%), a jej przedstawiciele deklarują, że wysokość stóp nie powinna zmieniać się do końca roku. Z drugiej strony od lipca wchodzą w życie znaczące podwyżki cen energii elektrycznej, gazu i ciepła sieciowego, które podniosą wskaźnik inflacji w drugiej połowie roku.Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa

Kredyt niższy o 21 tys. zł w ciągu kwartału

W ciągu ostatniego kwartału najbardziej spadła średnia wartość zdolności kredytowej dla rodziny z dwójką dzieci o miesięcznych dochodach na poziomie 10 tys. zł. Według aktualnego odczytu Barometru Hipotecznego rankomat.pl, taka rodzina może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w wysokości 514 tys. zł, czyli o 21 tys. zł (4%) mniej niż to miało miejsce w czerwcu. W przypadku tej grupy kredytobiorców rozpiętość zdolności kredowej, czyli różnicy między ofertą najbardziej liberalnego a najbardziej konserwatywnego banku, wynosi aż 271 tys. zł. Najwyższa oferta kredytowa banku opiewa na 676 tys. zł, a najniższa na nieco ponad 405 tys. zł.

Rodzina z jednym dzieckiem z dochodami na poziomie 10 tys. zł netto miesięcznie, może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w średniej wysokości 573 tys. zł. To o blisko 18 tys. mniej niż w marcu 2023 roku. Dla porównania, rok temu zdolność kredytowa tej grupy klientów banków wynosiła prawie 580 tys. zł, czyli była wyższa niż obecnie i niższa niż w pierwszym kwartale tego roku.

Singiel dostanie 381 tys. zł

Tradycyjnie na najniższy kredyt hipoteczny mogą liczyć przeciętnie zarabiający single. Z dochodem w wysokości 6 tys. zł miesięcznie, mogą oni średnio pożyczyć na zakup nieruchomości 381 tys. zł. Jest to 1 tys. zł mniej niż w marcu tego roku i o 12 tys. zł więcej niż rok temu. W banku o najbardziej liberalnym podejściu singiel może dostać kredyt hipoteczny w wysokości 427 tys. zł.

Zdolność kredytowa dla pary bez dzieci, posiadającej dochody na poziomie 8 tys. zł miesięcznie wynosi w czerwcu 474 tys. zł i w ciągu kwartału obniżyła się o 3 tys. zł. Co ciekawe, jest to jedyna grupa kredytobiorców, w której zdolność kredytowa spada od ponad pół roku. Najwyższą wartość osiągnęła w listopadzie 2023 roku, kiedy para bez dzieci mogła pożyczyć ponad 490 tys. zł.

Alior Bank najbardziej liberalny, w BNP najniższa zdolność

Po raz pierwszy eksperci rankomat.pl wyliczyli wskaźnik Barometru Hipotecznego nie tylko wszystkich analizowanych banków, ale także dla pojedynczo dla każdego z nich. Okazuje się, że najbardziej liberalne podejście do nowych kredytobiorców ma Alior Bank, gdzie średnia wartość zdolności kredytowej dla czterech grup klientów wyniosła 574,6 tys. zł. Na kolejnych miejscach są: PKO BP (540 tys. zł), Santander Bank Polska i Velo Bank (537,5 tys. zł.). Średnią zdolność kredytową powyżej aktualnej wartości Barometru Hipotecznego rankomat.pl oferuje jeszcze Bank Millennium i ING. Najbardziej restrykcyjnie do wyliczania zdolności kredytowej podchodzi BNP Paribas (382 tys. zł), BOŚ Bank (393 tys. zł) i Credit Agricole (435 tys. zł).Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa w poszczególnych bankach

Maksymalna zdolność kredytowa to tylko jedno z kryteriów, którymi powinniśmy się kierować wybierając bank, w którym będziemy chcieli wziąć hipotekę. Warto dokładnie przeanalizować także warunki kredytu, przyjrzeć się jego całkowitym kosztom czy dodatkowym usługom, które są z nim powiązane – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Kredyt #naStart pod znakiem zapytania

Zainteresowanie nowymi kredytami jest wyraźnie niższe niż pod koniec zeszłego roku. Spora część osób, która planuje w najbliższym czasie zakup mieszkania, wstrzymuje się z decyzją w oczekiwaniu na kolejne informacje dotyczące nowego rządowego programu Kredyt Mieszkaniowy #naStart. Mimo że w kwietniu został opublikowany projekt ustawy, to coraz częściej mówi się o tym, że program prawdopodobnie nie zostanie uruchomiony. Cześć ugrupowań, które wchodzą w skład koalicji rządzącej, jest przeciwna programowi. Obawia się, że spowoduje on kolejną falę podwyżek cen nieruchomości. Poprzedni program – Bezpieczny Kredyt 2% – spowodował skokowy wzrost cen i jednocześnie nie przełożył się na poprawę sytuacji mieszkaniowej rodzin. Jak wskazuje analiza PKO BP, o rządowe dopłaty najczęściej występowali single z dużych miast z ponadprzeciętnymi dochodami.

– Mimo wyższego kosztu i gorszej zdolności kredytowej, kredyty hipoteczne wciąż są chętnie brane przez osoby, które już teraz wiedzą, że nie skorzystają z preferencyjnego kredytu, bo np. kupują kolejną nieruchomość. Kupującym sprzyja obecnie odbudowująca się podaż zarówno na rynku pierwotnym, jak i na wtórnym oraz spowolnienie wzrostów cen. Jeśli program Kredyt #NaStart nie wejdzie w życie, to w drugiej połowie roku może na rynku nieruchomości dojść do korekty cen mieszkań, która pozytywnie wpłynie na sytuację kupujących – podkreśla Konrad Pluciński.

* Barometr Hipoteczny rankomat.pl powstaje na podstawie ofert banków, udostępnionej na potrzeby porównywarki kredytów hipotecznych rankomat.pl. Te banki to: Alior Bank, Citi Handlowy, Millennium Bank, PKO BP, BNP Paribas, Credit Agricole, ING, Pekao, Santander Bank Polska i VeloBank. Oferta kredytów hipotecznych w powyższych bankach jest sprawdzana dla czterech najczęstszych grup kredytobiorców: singla, pary bez dzieci oraz rodziny z jednym oraz dwójka dzieci. Przyjęte LTV wynosi 20 proc., kredytobiorcy mają stałe zatrudnienia na umowę o pracę, nie mają innych zobowiązań finansowych oraz mają pozytywną historię kredytową w BIK. Wskaźnik Barometru Hipotecznego to średnia z oferty wszystkich banków dla czterech profili kredytobiorców.

Polska siódmym krajem w Europie, w którym najtrudniej prowadzić biznes

Polska znalazła się na siódmym miejscu w Europie i 12. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu. Wypadła też najgorzej pod tym względem na tle krajów, z którymi graniczymy uwzględniając nawet objętą wojną Ukrainę. Najtrudniej prowadzić biznes w Grecji. To wnioski z jedenastej edycji corocznego raportu Global Business Complexity Index opracowanego przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji.

Autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2023 wzięli pod lupę 79 jurysdykcji, na które przypada 93 proc. światowego PKB i 88 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto. Porównali 292 corocznie monitorowanych wskaźników dotyczących kluczowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku. Po raz pierwszy w zestawieniu znalazła się Arabia Saudyjska, która zajęła 37. pozycję w rankingu.

Polska uwzględniając kraje europejskie zajęła siódmą pozycję w rankingu. To o trzy miejsca lepiej niż w poprzednich dwóch latach.Grafika z możliwościami aplikacji dla firm ERP XT - faktura online w 10 sekund, ksiegowanie online

„Obserwujemy postęp w zakresie cyfryzacji procesów w Polsce. To duże ułatwienie dla inwestorów i prowadzących biznes nad Wisłą. Przykładem jest możliwość przeprowadzenia wszystkich czynności związanych z raportowaniem finansowym w serwisie informatycznym. Innym przykładem jest rosnące zainteresowanie konstrukcją wprowadzonej nieco ponad dwa lata temu prostej spółki akcyjnej (PSA), do której założenia wystarczy 1 zł kapitału i którą cechują proste zasady dotyczące struktur zarządczych czy likwidacji. Minął też czas zawirowań związanych z wprowadzaniem Polskie Ładu, co jest przyjmowane przez prowadzących biznes z ulgą i polepsza nastroje.” – przedstawia przykłady pozytywnych zmian w zakresie prowadzenia biznesu w Polsce Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

Jednocześnie nasz kraj wypada najgorzej pod względem łatwości prowadzenia biznesu na tle krajów, z którymi sąsiadujemy (z pominięciem Białorusi nie notowanej w zestawieniu), w tym Ukrainy.

„O pozycji kraju w rankingu decyduje zarówno złożoność wewnętrznych zasad prowadzenia biznesu, ale też fakt jak z takimi problemami radzą sobie inne kraje w zestawieniu. O ile zauważamy pozytywne impulsy w Polsce, to nasi sąsiedzi radzą sobie z ułatwianiem zakładania i prowadzenia biznesu lepiej. Dotyczy to nawet objętej wojną Ukrainy. Ukraina ma status państwa kandydującego do Unii Europejskiej. W związku z tym, rząd wprowadza wiele ułatwień dla biznesu, a tempo reform jest bardzo szybkie. Dla przykładu, w przypadku samodzielnej korekty zeznań podatkowych, nie są naliczane żadne kary. Ponadto, wdrażane są atrakcyjne rozwiązania dla biznesu – na przykład w obszarze IT, takie jak korzystne warunki podatkowe oraz automatyczna ochrona praw własności intelektualnej.” – dodaje Joanna Romańczuk.

Eksperci TMF Group zwracają uwagę, że przedsiębiorców w Polsce obciąża m.in. konieczność raportowania tych samych informacji wielokrotnie do wielu różnych instytucji i od lat towarzysząca nam zmienność przepisów, jak np. zapowiedź wprowadzenia Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), po czym odroczenie jego wdrożenia w sytuacji, kiedy wiele dużych organizacji poniosło duże nakłady na dostosowanie się do jego wdrożenia.

Wśród krajów, w których najtrudniej prowadzić biznes prym wiodą kraje europejskie – Grecja, która w tegorocznym zestawieniu zamieniła się pierwszym miejsce z drugą Francją. Tuż za nimi plasują się odpowiednio Kolumbia, Meksyk i Boliwia. W Europie trudniej niż w Polsce prowadzi się firmę też we Włoszech, Belgii, Hiszpanii i Chorwacji.

Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Curaçao (terytorium zależne Holandii), Dania, Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej) i Nowa Zelandia.

Wśród krajów, w których najłatwiej prowadzić biznes w Europie oprócz Danii od lat zajmującej najwyższe pozycje w tej kategorii znalazły się też Holandia, Wielka Brytania, Czechy, Malta i Irlandia.

– W zeszłym roku podawałam przykłady Danii od lat będącej w światowej czołówce krajów najbardziej przyjaznych dla biznesu czy Holandii, Wielkiej Brytanii i Malty, a w tym roku również Czech, które pokazują, że w Europie możemy być bardzo przyjaźni dla biznesu konkurując w tym zakresie nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby dobrze, żeby Polska w następnych latach dołączyła do grona liderów w tym zakresie – podsumowuje Joanna Romańczuk.

Oprócz analizy warunków prowadzenia biznesu w 79 jurysdykcjach, autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2024 (GBCI) identyfikują również kluczowe tematy kształtujące globalny krajobraz biznesowy i otoczenie regulacyjne:

Wpływ globalnej zgodności regulacyjnej na inwestycje zagraniczne

Autorzy tegorocznej edycji GBCI podkreślą, że przedstawiciele większości jurysdykcji wyrazili przekonanie o stabilności przepisów w ciągu najbliższych pięciu lat, co stanowi kontynuację tendencji wzrostowej w porównaniu z poprzednimi latami. Na przykład w 2020 roku przedstawiciele tylko 35 proc. jurysdykcji przewidywali, że prawdopodobnie nie będzie znaczących zmian w przepisach. Z roku na rok poczucie, że nie nastąpi żadna znacząca zmiana rosło, osiągając 58 proc. jurysdykcji w 2024 roku.

Eksperci sugerują, że obecnie to nie liczba lub złożoność przepisów stanowi największe wyzwanie, a prawdziwą trudność stanowi szybkość wprowadzania zmian regulacyjnych.

Czynniki geopolityczne i gospodarki pomostowe

Niestabilność geopolityczna ma oczywisty wpływ na przepływ handlu i inwestycji na całym świecie. Podczas gdy ceny energii pozostają wysokie, zakłócenia w łańcuchach dostaw i bariery handlowe również stanowią poważne wyzwanie dla globalnych graczy. W rezultacie wiele firm weryfikuje swoje potencjalne plany wzrostu i cele ekspansji w dłuższej perspektywie.

Jednak, podczas gdy kwestie geopolityczne mogą zakłócać łańcuchy dostaw lub tworzyć bariery handlowe dla niektórych jurysdykcji, inne jurysdykcje odnoszą korzyści z globalnej zmiany. Ze względu na swoją neutralność w kwestiach globalnych, kraje znane jako „kraje pomostowe” lub „gospodarki pomostowe” są w stanie czerpać korzyści ze swojej specyfiki. Dla tych krajów ich nowo ugruntowana pozycja w globalnym łańcuchu dostaw stała się kluczowym sposobem dla międzynarodowych firm, które chcą zarządzać swoim ryzykiem w okresie międzynarodowej niestabilności.

Niepewne czasy i strategie sukcesu – technologia i utrzymanie pracowników

Chociaż przedstawiciele jurysdykcji wymienili szereg czynników wpływających na wzrost, to IT i technologia znalazły się na szczycie rankingu jako najbardziej wpływowe. Technologia oferuje wzrost na wiele sposobów, ponieważ może zapewnić możliwości rozwoju tam, gdzie kraje posiadają wiedzę technologiczną w zakresie produkcji i mogą zwiększyć swój udział w rynku poprzez produkcję. Wykorzystanie technologii do zwiększenia produktywności zostało również zidentyfikowane w odniesieniu do usprawnienia pracy. W wielu jurysdykcjach, w tym w Nowej Zelandii i Hongkongu, firmy automatyzują prace biurowe, podstawowe i w niepełnym wymiarze godzin, wykorzystując sztuczną inteligencję, aby utrzymać liczbę pracowników na niskim poziomie i skupić się na zadaniach o wyższej wartości.

Jednocześnie zdecydowana większość jurysdykcji ma trudności z przyciągnięciem i zatrzymaniem talentów (78 proc.), przy czym liczba ta jest jeszcze wyższa w regionach EMEA (90 proc.) i APAC (79 proc.).

Zdolność do skutecznego reagowania na popyt w tym zakresie zależy w dużej mierze od dwóch czynników: lokalnych przepisów prawa pracy i potencjału regionalnych talentów. Jurysdykcje z restrykcyjnymi przepisami prawa pracy i silną obecnością związków zawodowych – lub te z niedoborem dostępnych talentów – co naturalne są znacznie mniej zdolne do elastycznego dostosowywania poziomu zatrudnienia.

Tylko 45% polskich pracowników jest zadowolonych ze swojego obecnego stanowiska

Rynek pracy dynamicznie ewoluuje, a zachodzące zmiany silnie oddziałują na relacje między pracodawcami a pracownikami. Polska edycja raportu Talent Trends 2024, będącego największą i najbardziej kompleksową analizą talentów na świecie, opracowanego przez firmę rekrutacyjną PageGroup, ujawnia m.in. trudności w pogodzeniu interesów tych grup, wynikające z nowych warunków w środowisku pracy. Jednym ze skutków rozbieżności może być rosnące negatywne nastawienie pracowników do swoich obecnych stanowisk. W 2024 roku taką odpowiedź wskazało 32% badanych, to o 8 pp. więcej niż w poprzednim roku. Zwiększyło się również niezadowolenie z obecnego wynagrodzenia – z 33% do 42%. To skłania kandydatów do rozglądania się za nowymi możliwościami zawodowymi.

W poszukiwaniu nowej pracy

Według najnowszych danych zgromadzonych w raporcie Talent Trends 2024 „The Expectation Gap” tylko 45% respondentów jest zadowolonych ze swojej obecnej roli. To spadek o 4 pp. w porównaniu z 2023 rokiem. Ma to odzwierciedlenie w statystykach dotyczących szukania nowej pracy – blisko 60% pracowników aktywnie poszukuje lub planuje w przeciągu najbliższych 6 miesięcy zmienić stanowisko.

– Średnia długość stażu pracy u jednego pracodawcy maleje z roku na rok. Dziś pozostanie na jednym stanowisku już nawet 2-3 lata może być uznawane za przejaw lojalności pracownika względem danej firmy. Co ciekawe, poszukiwanie nowej pracy nie zawsze spowodowane jest brakiem zadowolenia z obecnej roli czy poziomem zarobków. Z raportu Talent Trends wynika, że istotną rolę w tej kwestii odgrywa wiek. Połowa dwudziestolatków jest zadowolona ze swojej aktualnej pozycji, grupa ta jest też mniej skłonna do szukania nowych możliwości zawodowych. Osoby po 50. roku życia są usatysfakcjonowane z pracy w podobnym stopniu, zaś priorytetem jest dla nich niezależność, samorealizacja i dostosowanie trybu pracy do życia prywatnego, a nie zmienianie stanowisk. 30- i 40-latkowie należą do najbardziej aktywnie poszukujących pracy – często dlatego, że wciąż dążą do spełnienia zawodowego – mówi Michał Opioła, Senior Director w Michael Page.

Wynagrodzenia zatrzymują pracowników

Niezależnie od sytuacji gospodarczej czy społecznej, pracownicy wciąż liczą na coraz wyższe płace. Trwająca od końca pandemii rozbieżność między oczekiwaniami finansowymi
a możliwościami firm jest dziś cechą charakterystyczną globalnego rynku pracy. Kluczowym wnioskiem płynącym z raportu Talent Trends 2024 jest fakt, że wynagrodzenie to zdecydowanie najważniejszy aspekt dla kandydatów rozważających podjęcie pracy w danym zawodzie. Płaca wyższa niż na obecnym stanowisku to dla 70% respondentów z Polski najważniejszy aspekt wpływający na przyjęcie lub poszukiwania nowej oferty pracy. Odsetek ten nie zmienił się od 2023 roku. Niestety aż 42% Polaków jest niezadowolonych ze swojego obecnego wynagrodzenia i rozgląda się za nowymi możliwościami zawodowymi. To aż o 9 pp. więcej niż w ubiegłym roku.

Wynagrodzenie, elastyczność i możliwości rozwoju to trzy główne elementy, które definiują stosunek Polaków do swojej pracy. Wysokość pensji zostawia jednak w tyle resztę powyższych czynników. Zdają sobie z tego sprawę również pracodawcy – aż 57% z nich uważa atrakcyjne zarobki jako istotny czynnik decydujący o zatrzymaniu talentów wewnątrz organizacji. Ponadto 7 na 10 przedstawicieli firm twierdzi, że przedsiębiorstwa, które oferują wyższe wynagrodzenia niż konkurencja, mają większe szanse, aby przyciągnąć nowych pracowników. Dopasowanie oczekiwań płacowych jest dziś jednym z największych wyzwań rekrutacyjnych. Tworzenie strategii biznesowej powinno zatem bazować na wynagrodzeniach, co przełoży się na ograniczenie odpływu pracowników i pozyskiwanie nowych talentów – komentuje Magda Tarkowska, Executive Manager w Michael Page.

Istotna dyskusja wokół płac

Z danych zgromadzonych w Talent Trends 2024 wynika, że prawie połowa (48%) badanych poprosiła o podwyżkę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niestety aż 12% respondentów zaznaczyło, że nigdy jej nie otrzymało.

– Praca coraz częściej postrzegana jest jako transakcja, szczególnie wśród młodszych pokoleń. Nie dziwi więc, że wraz ze wzrostem zaangażowania, obowiązków i odpowiedzialności, naturalnie zwiększa się wśród pracowników potrzeba podwyższania swojego wynagrodzenia. Pracodawcy muszą sprostać oczekiwaniom finansowym pracowników – wszak to wysokość wynagrodzenia rozstrzyga, czy dana osoba zostanie w firmie czy nie. Badanie Talent Trends 2024 pokazało nam tendencję wzrostową w przypadku przyznawanych podwyżek. Warto dodać, że najchętniej i najczęściej wynagrodzenia negocjują osoby z grupy wiekowej 20-29 lat – prawie 60% z nich. Z wiekiem skłonność do podejmowania walki o wyższe pensje maleje – wśród 50-latków i starszych pracowników już tylko nieco ponad 30% deklaruje, że ubiega się
o podwyżkę. Niezależnie od wieku, w przypadku odmowy ze strony pracodawcy, wywołuje to naturalne zjawisko mobilności i szukania nowych, bardziej lukratywnych możliwości zawodowych
– dodaje Joanna Patela, Principal Consultant w Michael Page.

Dzisiejsze oczekiwania pracowników wobec wyższych płac nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dla pracodawców najistotniejsze powinno być więc znalezienie równowagi pomiędzy tym, czego szukają pracownicy, a tym, na co pozwala budżet.

Metodologia

Wszystkie dane, o ile nie wskazano w raporcie inaczej, pochodzą z ankiety internetowej przeprowadzonej przez PageGroup i UNLIMITED. Badaniu poddano blisko 50 000 respondentów z całego świata. Badanie ankietowe przeprowadzono między 26 listopada a 11 grudnia 2023 r.

Owady na talerzu? Co Europejczycy sądzą o alternatywnych źródłach białka

Ilu młodych Polaków to ”innowatorzy żywności”, którzy chętnie sięgną po pasztet z ciecierzycy? Dlaczego mieszkańcy Paryża lubią sałatkę z glonów i tofu? Czy Włosi skuszą się na szaszłyk z chrząszcza? Postawy obywateli europejskich państw wobec produktów z alternatywnych źródeł białka przeanalizowały badaczki Uniwersytetu SWPS w ramach międzynarodowego projektu. 

W obliczu walki ze zmianami klimatu coraz więcej osób modyfikuje swoją dietę, rezygnując lub ograniczając tradycyjne źródła białka (pochodzące np. z wołowiny, wieprzowiny, drobiu, produktów mlecznych) na rzecz tych o mniejszym wpływie na środowisko. To tzw. alternatywne źródła białka (APF – Alternative Protein Food), których źródłem mogą być m.in. rośliny strączkowe, glony, grzyby, skorupiaki czy wreszcie owady.

Chociaż Europa jest wiodącym rynkiem produkcji i sprzedaży produktów z APF i badania na ten temat pojawiają się coraz częściej, to brakowało dotąd podsumowania różnic dotyczących postaw wobec APF między poszczególnymi krajami w Europie – mówi psycholożka Hanna Zaleśkiewicz z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi CARE-BEH Uniwersytetu SWPS.

Badaczki z Uniwersytetu SWPS wraz ekspertkami i ekspertami z Niemiec, Danii, Grecji, Norwegii i Włoch przeanalizowali pod tym kątem badania z 11 baz czasopism recenzowanych. Łącznie do analizy włączyli 25 badań, obejmujących 18 państw europejskich. Wyniki opublikowano w Food Quality and Preference. W analizie badaczki i badacze skupili się zwłaszcza na danych z Danii, Finlandii, Polski, Czech, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

W teorii zdrowe i etyczne, a co z praktyką?

Badania pokazują, że wielu konsumentów ocenia produkty hybrydowe, czyli łączące tradycyjne i alternatywne źródła białka, wyżej pod względem cech zdrowotnych, etycznych, środowiskowych i odżywczych niż produkty mięsne. Taki trend widać zwłaszcza wśród Duńczyków, ale też konsumentów z innych krajów, np. Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Pozytywne nastawienie i przekonania nie zawsze przekładają się jednak na chęć zakupu takich produktów. W 60 proc. badań dotyczących chęci kupna produktów opartych na APF Duńczycy określają ją jako niską. W jednym z takich badań tylko 46 proc. z nich chciało kupić ”hybrydowe mięso” (produkt łączący białko roślinne i mięsne), w porównaniu z 63 proc. konsumentów w Hiszpanii i 53 proc. w Wielkiej Brytanii[1].

Nieliczni polscy “innowatorzy żywności”

Badania pokazują, że konsumenci z Polski i Czech mają mniejszą wiedzę na temat innowacyjnych produktów spożywczych i większą niechęć do ich kupna w porównaniu z Duńczykami czy Niemcami.

Te wzorce należy uwzględnić w kontekście trwale wysokiego spożycia mięsa (w porównaniu do nasion strączkowych) na osobę w latach 2018-2020 w krajach takich jak Polska[2] – opisuje Hanna Zaleśkiewicz.

Porównanie niemieckich i polskich konsumentów (powyżej 55 roku życia) wskazało, że respondenci polscy mieli znacznie niższy poziom wiedzy dotyczącej innowacyjnych produktów spożywczych (w tym zawierających APF), byli bardziej niezdecydowani w swoich decyzjach i finalnie rzadziej decydowali się na zakup takiej żywności[3].

Z kolei badanie młodych konsumentów[4] wskazało, że wśród mieszkańców Niemiec tzw. innowatorzy żywności (kupujący nowatorskie produkty spożywcze zaraz po wprowadzeniu ich na rynek) i “wcześni obserwatorzy” (kupujący je po pewnym zastanowieniu) stanowią 73 proc. populacji.

Kontrastuje to z wynikami obserwowanymi wśród młodych osób z Polski, Czech i Słowacji. W tych krajach „innowatorzy żywności” i „wcześni obserwatorzy” stanowią tylko 24-36 proc. młodych konsumentów. Wśród młodych konsumentów z Niemiec nie zaobserwowano też silnej niechęci do kupowania innowacyjnych APF, natomiast była ona obecna u 13-17 proc. konsumentów z Polski, Czech i Słowacji.

Owad na talerzu?

Analiza pokazuje, że konsumenci niechętnie kupiliby produkty, w których źródłem białka są owady. W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii tylko 18-22 proc. badanych zgłasza chęć takich zakupów. Bardziej pozytywne podejście do żywności opartej na owadach deklarują kupujący ze Szwecji i Finlandii w porównaniu z konsumentami z Niemiec i Republiki Czeskiej. Zdecydowanie rzadziej produkty zawierające takie białka wybierają konsumenci z Włoch niż z krajów północnej lub zachodniej Europy (np. Danii, Belgii).

Kultura kulinarna i nawyki żywieniowe w północnej Europie mogły się zmieniać w ostatnich dziesięcioleciach, podczas gdy włoska kultura kulinarna jest jedną z najbardziej ugruntowanych w Europie, z ponad 200 certyfikowanymi produktami spożywczymi, w której mięso odgrywa ważną rolę – zwraca uwagę badaczka z Uniwersytetu SWPS.

Glony podbijają kosmopolityczne miasta

Specyficzne tendencje dotyczące akceptacji i zainteresowania APF widać w niektórych miastach.

Różnice między dużymi miastami i mniejszymi miejscowościami w danym kraju wynikają nie tyle z samej wielkości populacji, co raczej z wielokulturowego i kosmopolitycznego charakteru dużych aglomeracji – komentuje badaczka.

Na przykład w miastach takich jak Paryż czy Helsinki, które są bardziej zróżnicowane etnicznie[5][6], widać wyższy poziom akceptacji APF w porównaniu z miastami o mniejszej różnorodności etnicznej . Konsumenci z dużych miast są również bardziej skłonni do odwiedzania restauracji oferujących alternatywną kuchnię lub wprowadzających nowe trendy żywieniowe, w tym alternatywne źródła białka.

Dobrym przykładem może być Paryż, gdzie średnie spożycie APF na bazie glonów jest wyższe niż w pięciu innych francuskich miastach. Można to wytłumaczyć stosunkowo dużą populacją mieszkańców pochodzenia azjatyckiego, którzy często sięgają po takie potrawy.

Budując motywację konsumentów

Jak podkreślają autorzy analizy, jej wyniki mogą pomóc w opracowaniu strategii mających zwiększyć zainteresowanie konsumentów alternatywnymi źródłami białka. Uwzględniając różne podejścia i poziom wiedzy o APF w poszczególnych państwach, można zastosować odmienne strategie promocji.

Biorąc pod uwagę niski lub umiarkowany poziom konsumpcji i deklarowanej chęci zakupu APF, konieczne jest opracowanie i wdrożenie np. kampanii promocyjnych, które wzmocnią motywację konsumentów. Można tu wskazywać na korzyści zdrowotne, środowiskowe, motywy związane z dobrostanem zwierząt – komentuje Hanna Zaleśkiewicz.

Badanie przeprowadzono w ramach międzynarodowego projektu “LIKE A PRO Od żywności niszowej do głównych trendów: alternatywne źródła białka dla każdego i wszędzie”. Z ramienia Uniwersytetu SWPS kieruje nim prof. Aleksandra Łuszczyńska. Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Horyzont Europa.

[1] Grasso, S., Asioli, D., & Smith, R. (2022). Consumer co-creation of hybrid meat products: A cross-country European survey. Food Quality and Preference, 100, Article 104586. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104586

[2]  FAO (2023). FAOSTAT. Retrieved August 27, 2023, from https://www.fao.org/faostat/en/#data

[3] Zabrocki, R. (2017). A comparative analysis of the determinants of behaviours of Polish and German consumers aged 55+ in the innovative food market. Handel Wewnętrzny, 1(366), 413–423.

[4] Barska, A. (2014). Attitudes of young consumers towards innovations on the food market. Management, 18(1), 419–431. https://doi.org/10.2478/manment-2014- 0031

[5] Lucas, S., Gouin, S., & Lesueur, M. (2019). Seaweed consumption and label preferences in France. Marine Resource Economics, 34(2), 143–162. https://doi.org/10.1086/ 704078

[6] Nevalainen, E., Niva, M., & Vainio, A. (2023). A transition towards plant-based diets on its way? Consumers’ substitutions of meat in their diets in Finland. Food Quality and Preference, 104, Article 104754. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104754

1600 ataków na polskie firmy w tygodniu! Ransomware wyjątkowo palącym problemem

W Polsce co tydzień dochodzi do 1600 cyberataków na pojedynczą organizację, natomiast ransomware zagraża już niemal 3 proc. wszystkich sieci firmowych! Sytuacja w maju stała się wyjątkowo groźna. Hakerzy wykorzystali botnet Phorpiex, który wysyłał miliony e-maili phishingowych, zawierających ransomware LockBit Black – ostrzegają analitycy Check Point Research.

Cyberprzestrzeń staje się coraz bardziej niebezpieczna. Na całym świecie ataki cybernetyczne rosły w ostatnim miesiącu w zawrotnym tempie. W Polsce, średnia tygodniowa liczba prób ataków wrosła do przeszło 1600 na pojedynczą organizację! Najczęściej atakowane były organizacje wojska i administracji, użyteczności publicznej i sektora finansowo-bankowego.

Według specjalistów firmy Check Point Software, najczęściej wykorzystywanymi narzędziami na świecie były downloader FakeUpdates (zidentyfikowany w 7 proc. sieci firmowych) i botnety Androxgh0st (5 proc.) oraz Qbot (3 proc.). W Polsce trzecie miejsce należało z kolei do ransomware Snatch, który próbował zainfekować około 3 proc. sieci korporacyjnych. Z danych Check Point Research wynika, że ransomware zagraża polskim firmom wyjątkowo często. W ostatnim półroczu oprogramowanie szyfrujące wpłynęło łącznie na 2,9 proc. polskich przedsiębiorstw (o 0,3 punktu procentowego więcej niż średnia światowa).

To właśnie ransomware staje się kluczowym zagrożeniem dla firm z całego świata. Część specjalistów przewiduje, że z powodu tego typu ataków roczne straty przedsiębiorstw sięgną w 2031 roku aż 265 miliardów dolarów! Tymczasem na przełomie kwietnia i maja zrealizowana została potężna kampania ransomware, w której wykorzystano botnet Phorpiex. Komórka ds. integracji cyberbezpieczeństwa i komunikacji w New Jersey (NJCCIC) znalazła dowody na to, że Phorpiex, który w zeszłomiesięcznym rankingu zagrożeń zajmował szóste miejsce, użyty został do wysłania milionów e-maili phishingowych w ramach kampanii ransomware LockBit3. E-maile zawierały załączniki ZIP, ze zwodniczymi plikami doc.scr, których uruchomienie rozpoczynało proces szyfrowania sieci. W kampanii wykorzystano ponad 1500 unikalnych adresów IP, głównie z Kazachstanu, Uzbekistanu, Iranu, Rosji i Chin.

Największą grupą zajmującą się tego typu atakami jest właśnie LockBit3, który odpowiada za 33 proc. ujawnionych ataków. Na kolejnych miejscach znalazły się Inc. Ransom z 7-proc. udziałem i Play ze współczynnikiem wykrywalności 5%. Inc. Ransom niedawno przyznało się do poważnego incydentu cybernetycznego, który zakłócił usługi publiczne w Radzie Miejskiej Leicester w Wielkiej Brytanii, rzekomo kradnąc ponad 3 terabajty danych i powodując powszechne zamknięcie systemu.

Ransomware to jedna z najbardziej destrukcyjnych metod ataku stosowanych przez cyberprzestępców. Chociaż organom ścigania udało się tymczasowo rozbić cybergang LockBit3 poprzez zdemaskowanie jednego z jego przywódców, a także ujawnienie ponad 7000 kluczy deszyfrujących LockBit, to wciąż nie wyeliminowano w pełni zagrożenia. Członkowie gangu przegrupowują się i wdrażają nową taktykę, aby kontynuować swoje działania.  – uważa Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

Warto dodać, że Polska wg Check Pointa jest 65 krajem na świecie pod względem częstotliwości ataków. Jest bezpieczniej niż w Estonii (42), Czechach (48), Austrii (60), czy we Włoszech (52), ale jednocześnie doświadczamy więcej ataków niż np. Węgry (77 miejsce). W maju najbezpieczniejszym krajem na świecie był niespodziewanie Egipt (111), natomiast w Europie Łotwa (106.). Najwięcej ataków realizowanych jest w Mongolii.

Gdzie buduje się najwięcej mieszkań?

Przez cały miniony rok, najwięcej metrów kwadratowych mieszkań ukończono w stolicy. Kolejne miejsca w rankingu mogą być jednak zaskoczeniem.

Warszawa od dawna przoduje w rankingu powiatów i miast na prawach powiatu z największą powierzchnią użytkową ukończonych mieszkań (lokali i domów). Jeżeli jednak chcemy zgadnąć, które lokalizacje zajęły dalsze miejsca w takim metrażowym rankingu, to dość łatwo będzie o pomyłkę. Ostatnio na podium gości bowiem nie Wrocław, lecz powiat poznański.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl informacje na temat metrażu lokali i domów ukończonych w poszczególnych powiatach oraz miastach na prawach powiatu podaje nam Główny Urząd Statystyczny. Zgodnie z ubiegłorocznymi danymi tej instytucji wszyscy inwestorzy (w praktyce głównie deweloperzy i osoby prywatne) największą powierzchnię mieszkań ukończyli w następujących lokalizacjach:

  1. Warszawa – 981 394 mkw. w 2023 r.
  2. Kraków – 578 132 mkw.
  3. powiat poznański – 549 319 mkw.
  4. Wrocław – 484 189 mkw.
  5. Gdańsk – 366 577 mkw.
  6. Łódź – 319 506 mkw.
  7. powiat piaseczyński – 316 349 mkw.
  8. powiat wrocławski – 297 035 mkw.
  9. Poznań – 281 582 mkw.
  10. powiat wołomiński – 267 847 mkw.
  11. powiat pruszkowski – 260 916 mkw.
  12. Lublin – 198 129 mkw.
  13. powiat krakowski – 184 072 mkw.
  14. powiat kartuski – 170 111 mkw.
  15. Katowice – 169 086 mkw.

Na poniższej mapie można sprawdzić wyniki tych powiatów oraz miast na prawach powiatu, które nie zaliczają się do ścisłej czołówki. Jeżeli mowa o czołówce, to warto zwrócić uwagę na stosunkowo niewielki dystans, który dzieli powiat poznański oraz Kraków. Co ciekawe, okolice Poznania nie po raz pierwszy zajęły trzecie miejsce w rankingu nowej powierzchni użytkowej lokali i domów. Podobna sytuacja miała miejsce również w 2021 r. oraz 2022 r.

Na wynik powiatu poznańskiego z pewnością wpływa budowa na tym terenie dużej liczby domów jednorodzinnych. Nie zmienia to jednak faktu, że powiat otaczający Poznań jest jednym z obszarów, gdzie buduje się najwięcej. Aktywnie działają tam również deweloperzy. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że pod koniec marca 2024 r. firmy deweloperskie w okolicach Poznania proponowały 1180 lokali i domów o przeciętnej cenie ofertowej równej 7945 zł/mkw.Wyk.1 - Metraż domów i lokali w 2023 roku

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dyrektywa CSRD: zaledwie jedna na cztery firmy spełnia jej wymogi

Dane z najnowszego raportu Ayming Polska wskazują, że tylko 25% badanych firm wdrożyło standardy raportowania ESG zgodne z wymogami dyrektywy CSRD. Przedsiębiorstwa te posiadają ugruntowaną strukturę zarządzania omawianym obszarem, w przeciwieństwie do firm, które nie wdrożyły jeszcze odpowiednich procedur. Z badania wynika również, że jedną z głównych przeszkód w raportowaniu jest brak spójnych wytycznych, wskazywany przez 59% respondentów. Według ekspertki Ayming Polska taka sytuacja wynika w dużej mierze z faktu, że chociaż standardy raportowania zostały ujednolicone przez CSRD, w niektórych przypadkach brakuje konkretnych wskazówek, jak dokładnie postępować.

Z raportu Ayming Polska, zatytułowanego „Biznes w równowadze: Jak przyspieszyć transformację ESG?”, wynika, że dla niemal połowy (48%) przedsiębiorstw główną trudnością w obszarze transformacji ESG jest efektywne mierzenie oraz raportowanie wpływu ich działalności na środowisko naturalne i społeczne.

Po części, odpowiedzią w tym kontekście może być dyrektywa CSRD, która stopniowo wchodzi w życie, obejmując z każdym rokiem kolejną grupę przedsiębiorstw. Definiując nowe standardy w raportowaniu zrównoważonego rozwoju, dyrektywa odpowiada na jedno z kluczowych wyzwań, z którym, według naszego badania, zmaga się prawie połowa firm. Warto pamiętać, że nie wszystkie informacje trzeba ujawniać w pierwszym roku raportowania – standardy ESRS przewidziały stopniowo wprowadzane wymogi ujawniania niektórych wskaźników i informacji – tłumaczy Monika Michalska, ESG Consultant, Ayming Polska

Nowe regulacje to nie tylko wyzwanie adaptacyjne dla przedsiębiorstw, ale przede wszystkim szansa na usystematyzowanie wewnętrznych procedur raportowych oraz organizacyjnych, w tym podziału obowiązków i odpowiedzialności – dodaje ekspertka.

Od początku bieżącego roku, obowiązek złożenia raportu niefinansowego obejmuje firmy z ponad 500 pracownikami i przychodami 50 milionów euro lub aktywami 25 milionów euro. W 2025 roku wymóg ten rozszerzy się na duże spółki i główne jednostki grup kapitałowych spełniające dwa z trzech kryteriów: ponad 250 pracowników, 25 milionów euro aktywów lub 50 milionów euro przychodów.

Właśnie przedsiębiorstwa, które zostaną objęte obowiązkiem raportowania od przyszłego roku, stanowiły próbę badania przeprowadzonego przez Ayming Polska.

Tylko 25% firm gotowych na CSRD

Wyniki wskazują, że większość z badanych firm pracuje nad wdrożeniem odpowiednich mechanizmów, jednak stopień zaawansowania tych prac różni się między nimi. 25% ankietowanych deklaruje, że ich organizacje już osiągnęły wymagane cele. Mimo to, większość respondentów wskazała, że reprezentowane przez nich przedsiębiorstwa są jeszcze na wczesnym etapie przygotowań – 36% badanych jest w trakcie przygotowań do wdrożenia standardów, a 38% dopiero planuje odpowiednie działania w tym zakresie.

Wprowadzenie określonych procedur raportowych jeszcze przed formalnym objęciem obowiązkiem raportowania może przynieść firmom szereg korzyści. Przede wszystkim jest to czas  na przetestowanie i zoptymalizowanie procesów zbierania danych, w tym identyfikacji potencjalnych problemów organizacyjnych. Dodatkowo, koszty przygotowania raportu mogą być rozłożone w czasie. Jest to szczególnie korzystne, gdy organizacja współpracuje z firmą zewnętrzną i planuje formalne uzupełnienia dokumentów wewnętrznych, aby spełniać minimalne wymogi ujawniania informacji zgodnie ze standardami ESRS – tłumaczy Monika Michalska.

Wcześniejsze przygotowanie do procesu audytu zwiększa również wiarygodność i jakość zbieranych informacji. To podejście minimalizuje wpływ nowych obowiązków raportowania na inne procesy w organizacji, umożliwiając pracownikom płynne połączenie dotychczasowych zadań z nowymi wymaganiami. W efekcie, organizacja staje się lepiej przygotowana do spełniania przyszłych wymogów raportowych, co sprzyja jej długoterminowemu rozwojowi i transparentności – dodaje.

Brak jednolitych standardów oraz aspekty techniczne utrudniają raportowanie

Znacząca większość firm (82%) postrzega raportowanie działań związanych ze zrównoważonym rozwojem jako zadanie skomplikowane.

Zdaniem badanych, trudności w tym obszarze obejmują nie tylko techniczne aspekty, takie jak gromadzenie i weryfikacja danych, na co wskazało 55% respondentów, ale również bardziej podstawowe problemy, takie jak brak ujednoliconych standardów raportowania, zgłoszony przez 59% badanych.

Dlaczego aż tak duży odsetek badanych wskazał na problem z brakiem ujednoliconych standardów raportowania, skoro – wydawać by się mogło – CSRD stawia sprawę dość jasno i klarownie? Ekspertka z Ayming Polska podkreśla, że choć standardy raportowania (ESRS) zdefiniowane w dyrektywie są podstawowym dokumentem do ujawniania większości wymaganych informacji, regulator dopuszcza korzystanie z różnych metodologii i podstaw prawnych, niebędących częścią standardów ESRS.

Dodatkowo, w kilku przypadkach regulator nie podaje przykładu wymaganego podejścia, co może generować trudności w raportowaniu informacji i wymaga wiedzy specjalistycznej oraz przygotowania się do ujawniania z dużym wyprzedzeniem – tłumaczy Monika Michalska.

Dla przykładu, wymóg E1-9 Antycypowane skutki finansowe wynikające z istotnych ryzyk fizycznych i ryzyk przejścia oraz potencjalnych możliwości związanych z klimatem wskazuje, że „Obecnie nie istnieje powszechnie przyjęta metoda oceny lub pomiaru pozwalających ustalić sposób, w jaki istotne ryzyko fizyczne i ryzyko przejścia mogą wpłynąć na przyszłą sytuację finansową, wyniki finansowe i przepływy pieniężne jednostki. W związku z tym ujawnienie skutków finansowych będzie zależało od wewnętrznej metody jednostki oraz od dokonania znaczącego osądu przy ustalaniu danych wejściowych i założeń niezbędnych do ilościowego określenia antycypowanych skutków finansowych.” – w tym wymogu nie ma wyjaśnienia czym jest znaczący osąd i kiedy należy uznać, że metoda, podejście i założenia do obliczeń są właściwe i wystarczające – dodaje.

Wyzwania związane z identyfikacją i oceną wpływu na środowisko lub społeczność, co podkreśla 52% uczestników badania. Dodatkowo, 50% respondentów zasygnalizowało brak wewnętrznych zasobów i specjalistycznej wiedzy, a 42% napotkało trudności z przekazywaniem wyników w sposób zrozumiały, co podkreśla złożoność zarządzania danymi ESG i wskazuje na obszary wymagające szczególnej uwagi i możliwej optymalizacji.

Struktura osobowa w zarządzaniu raportowaniem ESG

Firmy, które wdrożyły już standardy raportowania ESG, jednoznacznie definiują strukturę zarządzania odpowiedzialnymi za ten obszar działaniami. Z badania wynika, że aż 80% respondentów wskazuje na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG jako kluczową postać odpowiadającą za zarządzanie tymi kwestiami.

Zdefiniowanie odpowiedzialności za zrównoważony rozwój i raportowanie ESG w organizacji ma kluczowe znaczenie dla efektywności zarządzania tym obszarem. To również jeden z wymogów ujawniania informacji. ESRS 2 GOV-1 pyta o skład organów zarządzających, ich role i obowiązki, w tym ujęcie odpowiedzialności za oddziaływania, ryzyka i szanse (możliwości) w zakresie zadań. Powierzenie odpowiedzialności za działania ESG dyrektorom czy kierownikom innych działów może spowodować rozproszenie odpowiedzialności i brak właściwej struktury zarządzania obszarem ESG, a w konsekwencji – trudności w procesie zbierania danych i wyników przeprowadzonych prac w spójnym raporcie – tłumaczy Monika Michalska.

W przypadku firm przygotowujących się do implementacji standardów CSRD sytuacja ta wygląda zgoła odmiennie. W znacznej większości z nich (68%) nie wyznaczono jeszcze konkretnej osoby lub zespołu odpowiedzialnego za zarządzanie raportowaniem ESG. Jedynie 14% firm deleguje te obowiązki na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG, a 13% na wyższe kierownictwo. W grupie, która planuje wdrożenie, brak wyznaczonej osoby decyzyjnej jest jeszcze bardziej zauważalny, obejmując 83% przedsiębiorstw.

Tak sytuacja może wynikać z braku wiedzy o procesie, jego złożoności i czasochłonności. Zrozumienie metodologii i struktury odpowiedzialności jest kluczowe zwłaszcza dla organizacji, które jeszcze nie publikowały raportu nt. zrównoważonego rozwoju. Należy pamiętać, że dla takiej organizacji zebranie danych, przygotowanie dokumentacji i dopełnienie formalności oznacza od kilku miesięcy do ponad roku intensywnej pracy – komentuje wyniki ekspertka Ayming Polska.

Ponad połowa firm nie korzysta z zewnętrznego wsparcia w raportowaniu ESG

Pomimo, iż raportowanie ESG stanowi dla przedsiębiorstw duże wyzwanie, a większość z nich nie posiada jasno określonej struktury zarządzania tym obszarem, aż 54% respondentów deklaruje, że ich organizacje nie korzystają w tej kwestii ze wsparcia zewnętrznego. Może to po części wynikać z faktu, że wiele przedsiębiorstw jest aktualnie na wstępnych etapach opracowywania i wdrażania odpowiednich strategii.

Raportowanie zrównoważonego rozwoju, będące procesem wieloetapowym o znacznej złożoności, łączy się ściśle z raportowaniem finansowym, wymagając analizy danych niefinansowych i ich integracji z finansowymi. Wymóg ten obejmuje nie tylko analizę podwójnej istotności, ale także ocenę finansowych konsekwencji ryzyk, nałożonych kar czy wpływu kwestii klimatycznych na wynagrodzenia zarządu. Szczególnie dla firm z rozbudowanym łańcuchem wartości, które działają międzynarodowo, poleganie wyłącznie na wewnętrznych zasobach może okazać się nieefektywne i czasochłonne, a brak koordynacji, obiektywnej oceny działalności czy znajomości najlepszych praktyk raportowania staje się główną przeszkodą. W takim kontekście, zewnętrzne wsparcie może okazać się kluczowe, zwłaszcza w początkowej fazie tworzenia strategii zrównoważonego rozwoju – tłumaczy Monika Michalska.

Wśród firm, które obecnie nie korzystają z zewnętrznego wsparcia, aż 60% (56% odpowiedzi „raczej tak” i 4% „zdecydowanie tak”) rozważa zaangażowanie takiego wsparcia w przyszłości.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera w sprawie rekompensat dla podlaskich przedsiębiorców

Decyzja rządu o wprowadzeniu na terenach przygranicznych z Białorusią strefy buforowej jest zrozumiała ze względu na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa na granicy. W oczywisty sposób wiąże się jednak z negatywnymi skutkami dla tamtejszych firm, nie tylko z branży turystycznej. Dlatego Rzecznik MŚP Adam Abramowicz wystąpił z apelem do Premiera Donalda Tuska o zapewnienie lokalnym przedsiębiorcom odpowiednich rekompensat. Jak przypomina Adam Abramowicz, rekompensaty takie przyznane zostały przez poprzedni rząd w latach 2021-2022, co pozwoliło wielu firmom przetrwać trudny okres ograniczeń.

Chiny przestały kupować złoto

W maju Bank Ludowy Chin, po raz pierwszy od 18 miesięcy, nie zwiększył swoich zasobów złota. Czy to oznacza koniec zakupów kruszcu przez Państwo Środka i zapowiedź innych ruchów?

Miniony tydzień to ciąg dalszy spadków kursu złota. W poniedziałek 3 czerwca uncja kruszcu wyceniana była na około 2 330 dolarów, a piątkową sesję złoto zakończyło na poziomie niespełna 2 290 USD/oz. Mamy zatem do czynienia z korektą, którą wywołały dwa czynniki.

EBC tnie stopy, a Chiny nie kupują złota

Pierwszy z nich to informacje z Europejskiego Banku Centralnego, który obniżył stopy procentowe. Złoto zareagowało, bo wygląda na to, że śladem EBC wkrótce pójdą kolejne banki centralne, w tym przede wszystkim amerykański FED. I do tego rynek się przygotowuje.

Nawet w większym stopniu niż decyzja EBC na korektę wpłynęła informacja, że w maju Chiny – pierwszy raz od 18 miesięcy – nie kupiły złota. Ostatnio taką sytuacją obserwowaliśmy w październiku 2022 roku, a aktualne rezerwy Chińczyków przekraczają 2 264 tony kruszcu.

Dla wielu oznacza to, że być może Chiny zakończyły w tej chwili zakupy królewskiego kruszcu, takie jakie sobie założyły i szykują się do innego ruchu. Co to dokładnie może być? Tego jeszcze nie wiemy, ale warto uważnie obserwować, co będzie działo się w Państwie Środka.

Wybory w USA kluczowe dla złota

Trzeci ważny news z ostatnich dni to słowa Raya Dalio, jednego z najbogatszych ludzi świata, który w czasie swojego wystąpienia na forum ekonomicznym w Hongkongu powiedział, że najważniejszym wydarzeniem tego roku w kontekście złota będą wybory w USA.

I to nie tylko dlatego, że to zawsze ważne wydarzenie dla świata gospodarczego, ale przede wszystkim dlatego, że mogą wywołać bardzo wiele nieprzewidzianych konsekwencji czy perturbacji w samych Stanach Zjednoczonych. Bo ten kraj może się podzielić.
Ani Chiny, ani USA nie odpuszczą Tajwanu

To z kolei może prowadzić do dużych zawirowań gospodarczych, które być może będą chciały wykorzystać Chiny. Ray Dalio użył nawet takiego sformułowania, że zawsze przed jakąś opcją militarną najpierw dokonuje się pewnych akcji gospodarczych.

Oczywiście Dalio również zakłada – i to jest chyba najbardziej prawdopodobny scenariusz, że do żadnej, daleko posuniętej agresji militarnej w okolicach Tajwanu, bo przede wszystkim mówimy o Tajwanie, nie dojdzie.

Chociażby z tego względu, że to same Chiny więcej by straciły na jego blokadzie niż USA. Ale na pewno może dojść do perturbacji gospodarczych, bo ani Stany Zjednoczone, ani Chiny z pewnością Tajwanu nie odpuszczą.

Co zrobi NBP?

Jeśli chodzi o nasze podwórko, Narodowy Bank Polski – ustami prezesa Adama Glapińskiego – poinformował o tym, że po pierwsze, obniżek stóp procentowych nie będzie w tym miesiącu i – po drugie – obniżek nie należy spodziewać się w ogóle w tym roku.

W przeszłości słyszeliśmy już radykalne zdania wypowiadane przez prezesa Glapińskiego, które potem jednak zmieniały się dużo szybciej niż zakładaliśmy. Czy pod koniec roku polityka NBP względem stóp ulegnie zmianie? Wszystko zależy od kondycji gospodarki.

Ból głowy FED-u

Tymczasem cały świat wypatruje września i tego, czy rzeczywiście FED obniży stopy procentowe. W piątek pojawiły się bowiem nowe – dużo, bo aż o 1/3 lepsze niż rynek oczekiwał – dane o amerykańskim rynku pracy. W ostatnim miesiącu przybyło ponad 272 tys. nowych miejsc pracy, a analitycy zakładali poziom 180 tysięcy.

Jerome Powell wraz z całą ekipą FED-u będą zatem zastanawiać się, co z tym fantem teraz zrobić. Wszyscy spodziewali się bowiem, że rynek pracy się schładza, a tymczasem przyszło zaskoczenie. To oczywiście wstępne dane, które mogą być weryfikowane, ale sytuacja jest niezwykle dynamiczna i warto ją obserwować.

ETF-y znów kupują złoto

Te wszystkie wydarzenia będą wpływały oczywiście w najbliższej przyszłości na cenę złota, która – według niektórych analityków – w drugiej połowie tego roku osiągnie po raz kolejny najwyższe poziomy w historii. Co prawda Chiny nie kupują złota, ale inne kraje i inne banki centralne kupują.

W ostatnim miesiącu, według danych Światowej Rady Złota, złoto zaczęły wreszcie kupować również ETF-y. A to jasny sygnał, że przed rynkiem królewskiego kruszcu rysują się dobre perspektywy i coś zacznie się na nim dziać, nie tylko w zakresie samej ceny, ale również popytu wśród obywateli.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Silne dane z USA i wyniki wyborów uderzają w złotego

Ubiegłotygodniowa obniżka stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego została przyćmiona przez dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych i wyniki wyborów na czterech kontynentach. Obecna na rynku awersja względem ryzyka narzuciła na złotego presję spadkową.

Dolar amerykański doświadczył istotnej aprecjacji względem niemal wszystkich pozostałych głównych walut po tym, jak silny raport NFP (non-farm payrolls) z rynku pracy sprawił, że rentowności obligacji gwałtownie wzrosły, a inwestorzy wycofali się z wycen jakichkolwiek obniżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej przed wrześniem. Część walut rynków wschodzących – w tym złoty – ucierpiała jednak już wcześniej, jako że wyniki wyborów w RPA, Meksyku i Indiach – każde z innych powodów – zostały odebrane jako niekorzystne dla rynków. Peso meksykańskie osłabiło się najsilniej, tracąc niemal 4% względem dolara. Ruch na latynoamerykańskiej walucie spowodowany był znacznym zwycięstwem lewicowej partii MORENA, mogącym zwiastować zmiany konstytucyjne oraz luźniejszą politykę fiskalną.

Euro ciążą zaś obecnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, w których wyraźnie zyskali prawicowi kandydaci. Po ogłoszeniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona rozwiązania Zgromadzenia Narodowego i przedterminowych wyborów parlamentarnych wspólna waluta nie radzi sobie najlepiej, co jest kolejnym czynnikiem wpływającym na słabość złotego.

W tym tygodniu uwaga skupi się na USA, a szczególna zmienność towarzyszyć może środzie (12.06). Wówczas opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji CPI, kilka godzin później poznamy zaś wyniki posiedzenia Rezerwy Federalnej. Stopy procentowe nie ulegną zmianie, ale dot plot, obrazujący oczekiwania każdego z członków FOMC w kontekście kształtowania się stóp procentowych, powinien być znacznie bardziej jastrzębi niż poprzedni, marcowy.

PLN

Dla złotego był to niełatwy tydzień. Presja spadkowa dotknęła go już w poniedziałek, kiedy na rynkach pojawił się tryb risk off spowodowany m.in. potencjalnie niekorzystnymi dla rynków wynikami wyborów w Indiach, RPA oraz – przede wszystkim – Meksyku. Pod koniec tygodnia niechęć względem walut ryzyka jedynie wzrosła, bardzo silne okazały się bowiem najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W ciągu trzech miesięcy do maja kluczowa dla Fedu dynamika płac ponownie wzrosła o ponad 1%, wyższa od oczekiwań okazała się także liczba nowych wakatów.

W nowy tydzień polska waluta weszła osłabiona, co związane było z wynikami wyborów do Parlamentu Europejskiego. Bardzo silne poparcie dla prawicy w zachodnich krajach Wspólnoty, którego pokłosiem jest m.in. wcześniejsze rozpisanie wyborów parlamentarnych przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, stanowi dla inwestorów istotne źródło niepewności związanej ze zmianą politycznego status quo na europejskiej arenie politycznej.

Skromnym wsparciem była dla złotego czwartkowa konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, który zdecydowanie odsuwał oczekiwania wobec cięć stóp procentowych, podkreślając nawet, że przy obecnej formie legislacji dotyczącej regulowanych cen energii, ciepła oraz gazu nie widzi przestrzeni na cięcie stóp procentowych w 2024 r. Potencjał tych wypowiedzi na wywołanie zmienności był jednak niewielki, rynki bowiem już wcześniej niezbyt chętnie wyceniały obniżki stóp procentowych RPP w nadchodzących miesiącach. Korzystna dla polskiej waluty była także jastrzębiość komunikatów płynących do nas tego samego dnia ze strony EBC.

Przed nami tydzień z niewieloma publikacjami z rodzimego rynku, z licznymi jednak zewnętrznymi bodźcami mogącymi ponownie rozhuśtać kurs polskiej waluty. Kluczowa wydaje się pod tym względem środa, kiedy opublikowana zostanie majowa inflacja CPI ze Stanów Zjednoczonych oraz odbędzie się posiedzenie FOMC.

EUR

Jak powszechnie oczekiwano i niemal w pełni wyceniano na rynkach swap, EBC obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe po raz pierwszy od pięciu lat. W komunikatach stanowczo unikano jednak wskazówek na temat harmonogramu dalszych cięć, a bank centralny utrzymuje, że pozostaje całkowicie zależny od danych. Zrewidowano także w górę prognozy inflacji na 2024 i 2025 r. Rynki zinterpretowały ten ruch jako „jastrzębią obniżkę”, a euro uzyskało solidne wsparcie do czasu publikacji w piątek raportu NFP z USA, po którym inwestorzy zwrócili się w kierunku dolara oraz innych walut safe haven.

Wybory do Parlamentu Europejskiego mogą w tym tygodniu po raz pierwszy stać się istotnym czynnikiem dla rynków walutowych – zwrot ku prawicy zwiększył niepewność, przyczyniają się do m.in. rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych we Francji. Uczestnicy rynku będą w tym tygodniu śledzić szereg wystąpień oficjeli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde w dalszej jego części.

USD

Raport NFP za maj wprost stoi w sprzeczności z widocznymi choćby w drugorzędnym raporcie JOLTs sygnałami, że rynek pracy doświadcza spowolnienia. Kreacja miejsc pracy w dalszym ciągu jest na dobrym poziomie (272 tys.), znacznie powyżej oczekiwań ekonomistów. Płace w ciągu miesiąca wzrosły o niemal 5% w ujęciu zanualizowanym, co nie jest dobrą wiadomością dla Fedu i utrudni FOMC sprowadzenie inflacji do celu w przewidywalnym czasie.

Jak wspomnieliśmy, w środę (12.06) opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji i odbędzie się posiedzenie FOMC. Oczekuje się, że bazowa miara CPI pokaże wzrost o 0,3% m/m, co odpowiada 3,5–4% w ujęciu zanualizowanym. Nawet jeśli odczyt nie zaskoczy po raz kolejny w górę, stabilizacja amerykańskiej inflacji na wyższym od pożądanego poziomie ok. 4% wydaje się faktem. Podczas odbywającego się w dalszej części dnia posiedzenia FOMC decydenci bez wątpienia skupią się na tym budzącym obawy trendzie oraz dostosowaniu do niego swoich poglądów i prognoz. Uważamy, że czerwcowy dot plot pokaże, że członkowie FOMC spodziewają się w 2024 r. dwóch cięć (poprzedni wskazywał na trzy), istnieje jednak pewne prawdopodobieństwo, że pokaże tylko jedno, co byłoby zdecydowanie korzystne dla dolara.

GBP

Perspektywa zdecydowanej wygranej Partii Pracy w wyborach parlamentarnych w przyszłym miesiącu wspiera funta, który wyrwał się z przedziału, w którym od roku utrzymywał się względem euro. Rynki postrzegają objęcie większości w Izbie Gmin przez Partię Pracy jako prawdopodobnie najkorzystniejszą dla rynku opcję – ma to związek z utrzymującymi się problemami spowodowanymi kiepskim minibudżetem Liz Truss, zmianą w kierunku politycznego centrum pod rządami Keira Starmera oraz prawdopodobieństwem mniej napiętych relacji z Unią Europejską.

Ten tydzień przyniesie na Wyspach publikacje istotnych odczytów makroekonomicznych. We wtorek (11.06) otrzymamy dane dotyczące kwietniowego zatrudnienia i płac. Inflacja w usługach jest istotnie wyższa niż oczekiwano, możemy więc oczekiwać silnej reakcji rynku na wszelkie zaskoczenia w górę wzrostem płac, który już w marcu był dość wysoki i wynosił ok. 6% w skali roku. Niekorzystnie nastawieni do funta uczestnicy rynku będą wypatrywać w środowym odczycie dynamiki PKB w kwietniu oznak, że wzrost gospodarczy spowolnił – ekonomiści obecnie spodziewają się, że znajdzie się on na zerowym poziomie w skali miesiąca.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Typowy klient omnichannel to młoda, wykształcona i zamożna konsumentka

Klienci odwiedzający centra handlowe są bardzo różnorodni. Część z nich deklaruje częste realizowanie w galeriach zachowań wielokanałowych, inni nie robią tego w ogóle. Z raportu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” zrealizowanego pod patronatem Polskiej Rady Centrów Handlowych przez międzynarodową agencję badawczą GFK, wynika, że typowy klient, chętnie korzystający z omnichannelu, jest kobietą w wieku 18-44 lata, z wyższym wykształceniem, podwyższonym dochodem gospodarstwa domowego, będącą singielką lub osoba w związku, mającą dzieci w wieku do 6 lat.

Badanie zachowań wielokanałowych klientów, wśród wielu innych, dało również odpowiedź na pytanie kim jest klient, chętnie łączący tradycyjne zakupy z zachowaniami związanymi z zakupami online. Najczęściej to kobieta, która odwiedza centra handlowe średnio 4 razy w miesiącu, ceni wygodę dostępnych w galeriach rozwiązań wielokanałowych, a w trakcie wizyty chętnie używa urządzenia mobilnego sprawdzając informacje o produktach lub ofercie centrum handlowego – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

– Intensywność zachowań omnikanałowych związana jest po pierwsze z dostępnością sklepów oferujących takie możliwości. Im większe miasto, centrum handlowe i sieć handlowa, tym ich więcej. Po drugie zależy od profilu konsumenta. Niższy wiek, wyższy poziom dochodów, mieszkanie w dużym mieście i zamiłowanie do zakupów, to cechy budujące obraz klienta omnikanałowego – informuje Przemek Dwojak, Senior Director w GfK.

Jak wynika z badania GfK, 61% klientów centrów handlowych deklaruje realizowanie w nich również zachowań wielokanałowych. W tej grupie, 27% deklaruje od kilkunastu do ponad dwustu tego typu zachowań w ciągu roku. Do najaktywniejszych użytkowników omnichannelu należą kobiety (64%). Deklarują one, że korzystanie z omnichannelu pozwala im oszczędzić czas i pieniądze. Cenią wygodę wymiany lub zwrotu towaru kupionego przez internet i często są informowane przez pracownika sklepu stacjonarnego o możliwości zakupu przez internet.

Klient/-ka aktywnie realizujący zachowania wielokanałowe w centrach handlowych najchętniej ogląda i sprawdza towar w sklepie, by potem zamówić go w internecie. Często wymienia lub zwraca towar oraz odbiera zamówienia internetowe w sklepie stacjonarnym, a rzadziej z paczkomatu w centrum handlowym. Lubi również korzystać z możliwości przymierzenia produktu w sklepie stacjonarnym.

Z kolei osoby, które nie wykazują zachowań wielokanałowych mają zwykle powyżej 45 lat, niższy poziom dochodów gospodarstwa domowego oraz wykształcenie podstawowe lub zasadnicze zawodowe.

Badanie „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” swoim zasięgiem objęło 105 centrów handlowych o różnej charakterystyce. Obiekty te przekazały na potrzeby badania pełne dane dotyczące liczby i struktury najemców, odwiedzalności obiektów i obrotów osiąganych w poszczególnych kategoriach, pozwalające na wyciągnięcie wniosków o skali i zakresie zachowań omnikanałowych. Dodatkowo firma GfK wykorzystała dane dotyczące populacji klientów w obszarze oddziaływania każdego z analizowanych obiektów, ich siły nabywczej w handlu tradycyjnym i w e-commerce. Przeprowadzono także wywiady exit-poll na próbie 5071 respondentów w 12 centrach handlowych reprezentujących różne typy obiektów oraz ogólnopolskie badanie online na próbie 2500 respondentów. Dzięki temu, badanie GfK jest największą i najbardziej wiarygodną analizą zachowań omnikanałowych w centrach handlowych, dającą rzetelny obraz całej branży.

Rzecznik MŚP: Ustawa o cyberbezpieczeństwie szkodliwa dla przedsiębiorców

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz przedstawił obszerne uwagi do zgłoszonego przez Ministerstwo Cyfryzacji projektu zmian ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Celem projektu jest podniesienie odporności na cyberzagrożenia oraz wdrożenie dyrektywy NIS 2.

Zgadzając się z ogólnymi założeniami ustawy co do zapewnienia cyberbezpieczeństwa, Adam Abramowicz podkreśla jednak, że pociąga ona za sobą nadmierne koszty i wysiłek organizacyjny, trudny do udźwignięcia przez mniejsze firmy. Jak stwierdza, „obowiązki nałożone projektem dla mniejszych podmiotów mogą stanowić duże wyzwanie organizacyjne oraz finansowe i w takim kontekście przeszkodę w wykonywaniu działalności gospodarczej na terytorium Rzeczypospolitej”. Zawarte w projekcie nadregulacje w stosunku do dyrektywy NIS 2 kłócą się z zasadą proporcjonalności, a tym samym sprzeczne są z Konstytucją Biznesu.

W podobnym kierunku zmierza apel do Ministra Cyfryzacji, wystosowany przez Ogólnopolską Federację Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl. Jak piszą jego autorzy, „Projekt ustawy wprowadza nieuregulowaną w dyrektywie NIS 2 procedurę uznania danego dostawcy za dostawcę wysokiego ryzyka. Przedsiębiorca objęty ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa stanie przed perspektywą konieczności usunięcia sprzętu lub oprogramowania ICT dostarczanych przez takiego dostawcę w terminie 4 lub 7 lat, co odbywało się będzie na wyłączny koszt tegoż przedsiębiorcy”.

Zgodny głos Rzecznika MŚP i przedsiębiorców to sygnał, że projekt zmiany ustawy powinien zostać gruntownie przepracowany przez rząd i uważnie przeprocedowany przez parlament. W świetle obecnej sytuacji geopolitycznej oraz wobec konieczności implementacji dyrektywy NIS 2 zmiana ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa jest koniecznością. Trzeba to jednak zrobić w zgodzie z zasadami swobody działalności gospodarczej i proporcjonalności. W przeciwnym wypadku wiele firm zostanie wyeliminowanych z rynku, który zagrożony zostanie zmonopolizowaniem, co w efekcie doprowadzi do naruszenia zasad konkurencyjności, których Polska zobowiązana jest przestrzegać jako kluczowy członek Unii Europejskiej.

Młodzi Polacy wybierają wynajem zamiast zakupu, rośnie popularność alternatywnych form konsumpcji

W obliczu rosnących problemów ze spłatą bieżących zobowiązań i rat kredytów, Polacy coraz częściej korzystają z alternatywnych form dostępu do dóbr i usług – wynika z badania „Polacy a ekonomia współdzielenia” wykonanego na potrzeby BIG InfoMonitor i Gleevery. Kto jest najczęściej zainteresowany tym rozwiązaniem? Okazuje się, że 18-24 latkowie, bo co 3. z nich korzysta z usług wynajmu. Odsetek ten spada wraz ze wzrostem wieku ankietowanych. Inaczej sytuacja wygląda patrząc na zaległe zadłużenie, gdzie wraz z wiekiem długów przybywa. To dobry prognostyk na przyszłość. Nadzieja w młodych i ich innowacyjnym podejściu do kupowania, czyli świadomej konsumpcji.

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej i Banku Światowego, gospodarka Polski wraca na drogę wzrostu. Po gwałtownym zeszłorocznym spowolnieniu, KE szacuje, że w 2024 roku PKB naszego kraju wzrośnie o 2,8 proc., a w 2025 r. o 3,4 proc. Dla porównania opublikowane prognozy wskazują, że na poziomie całej Unii Europejskiej roczny wzrost PKB wyniesie 1 proc., zaś w strefie euro będzie to jeszcze mniej, bo 0,8 proc.

Te informacje znajdują potwierdzenie w danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Jak wynika z raportu z 3 czerwca br. wzrost gospodarczy w Polsce zyskuje na dynamice: PKB Polski wzrosło w pierwszym kwartale o 0,5 proc. kwartał do kwartału oraz o 2 proc. rok do roku. Jak wynika z analiz ekspertów, możemy to zawdzięczać rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak BIG InfoMonitor ostrzega, że jednocześnie rośnie także całkowite zadłużenie Polaków.

Rośnie koniunktura, a także długi

Analizy ekspertów KE, jak i GUS są zgodne: ożywienie gospodarcze to zasługa rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak czy nie za wcześnie Polacy zaczęli korzystać z pozytywnej koniunktury? Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, prowadzącego jedną z największych baz dłużników w Polsce, na koniec kwietnia 2024 r. zadłużenie pełnoletnich osób wyniosło ponad 86,3 mld zł i zwiększyło się o blisko 6 mld zł (7 proc.) rok do roku. Zadłużenie Polaków rośnie, ale liczba osób z problemami finansowymi w tym czasie zmniejszyła się o 53 318 osób i wyniosła 2 623 831. Oznacza to, że pogłębiają się już istniejące problemy finansowe Polaków.

– Ożywienie gospodarcze to zasługa rosnącej konsumpcji prywatnej. Jednak warto zaznaczyć, że na taki luksus pozwalają sobie nadal nieliczni, większość z nas wciąż kalkuluje wydatki, tak aby zoptymalizować ich wykorzystanie i osiągnąć oczekiwane rezultaty. Przemyślany sposób dokonywania zakupów, czyli odpowiedzialne zachowania konsumpcyjne mają też swoje pozytywne następstwa, przede wszystkim przyczyniają się do ograniczania skutków nadmiernego konsumpcjonizmu i wpływają też na to, że liczba osób z problemami finansowymi spada, co widać zresztą w naszych danych – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W tym przypadku z pomocą z pewnością może przyjść wykorzystanie nowych możliwości dostępnych na rynku, jakimi są wynajem i współdzielenie, często nietanich produktów czy sprzętu – dodaje.

Spośród sześciu grup wiekowych najbardziej zadłużone są osoby między 45 a 54 rokiem życia oraz z przedziału wiekowego 35-44 lata. Ich łączne zobowiązanie stanowi ponad połowę (56 proc.) zadłużenia obywateli Polski. Najmniej dłużników jest wśród młodego pokolenia 18-24 lata. Ich zaległości wynoszą nieco ponad 1 mld zł, a udział w łącznej kwocie zaległości Polaków wynosi 1,2 proc. Choć w każdej grupie wiekowej ubyło dłużników, to jednak znacząco wzrosły zaległości.zaległości grup wiekowych dłużnicy według wieku

By mieć, nie trzeba kupić

Na rodzimym rynku powstał szereg rozwiązań pozwalających na korzystanie z produktów bez konieczności ich zakupu za gotówkę, takich jak BNPL, zakup na raty czy wynajem. Wszystkie te formy pozwalają elastycznie zarządzać domowym budżetem. Natomiast w kontekście ograniczenia zadłużenia najbardziej skutecznym narzędziem jest wynajem, ponieważ działa na zasadzie subskrypcji. W przeciwieństwie do zakupu na raty czy kredytu, wynajem nie przekłada się na wzrost zobowiązań wynajmującego.

– Zadłużenia niewątpliwie ograniczają naszą swobodę, ponieważ wpływają bezpośrednio na nasze możliwości zakupowe, w tym również zdolność kredytową – podkreśla Jakub Buga, założyciel i CEO platformy Gleevery umożliwiającej wynajem produktów z różnych kategorii. – Dlatego w sytuacji, gdy rozważamy zakup dowolnego produktu, warto zastanowić się nad jego wynajmem. Dzięki temu rozwiązaniu ponosimy koszty korzystania z produktu tylko w okresie, kiedy go potrzebujemy. Ponadto wynajmując możemy przetestować produkt przed podjęciem decyzji o zakupie, unikając w ten sposób nietrafionych wydatków – wyjaśnia Jakub Buga.

Jak pokazują badania przeprowadzone przez BIG InfoMonitor i Gleevery, co czwarty Polak zadeklarował korzystanie z usług wynajmu produktów w ciągu ostatniego roku, co świadczy o rosnącej popularności alternatywnych form konsumpcji. Polacy są najbardziej zaznajomieni z ideą wynajmowania samochodów (75 proc.) oraz sprzętu medycznego (64 proc.). Rzadziej wyrażają przekonanie, że można wynajmować sprzęt elektroniczny (20 proc.) lub drobne sprzęty AGD/RTV (17 proc.). W najmłodszej kategorii wiekowej (18-24 lata) już 34 proc. konsumentów regularnie korzysta z usług wynajmu, a odsetek ten spada wraz ze wzrostem wieku ankietowanych, wynosząc ok. 23 proc. dla grupy 25-44 lata, 19 proc. dla grupy 45-54 lata oraz 6 proc. dla grupy powyżej 55 lat. – Popularność wynajmu świadczy o rosnącej świadomości korzyści jakie płyną z tej formy konsumpcji, zarówno ekologicznych, jak i ekonomicznych. Nadzieja w młodym pokoleniu, które do tego rodzaju rozwiązania jest pozytywnie nastawione. To też dobry prognostyk na przyszłość, bo liczymy tu na zmiany pokoleniowe w podejściu do współdzielenia – podsumowuje Jakub Buga.

Badanie „Polacy a ekonomia współdzielenia” wykonane przez Quality Watch metodą CAWI na próbie 1065 osób, w dniach 15 – 18 września 2023. Opracowany dla BIG InfoMonitor we współpracy z Gleevery raport dotyczy wypożyczania produktów, zakupów ratalnych i stosunku do ochrony środowiska.

Fabrity Holding stawia na wzrost organiczny i akwizycje: Celem 12-20% wzrostu przychodów rocznie

Skupienie na wzroście organicznym i akwizycjach ma zapewnić wzrost przychodów średniorocznie (CAGR) o 12-20% przy osiąganiu rentowności na poziomie zysku operacyjnego w wysokości 10-12,5%. Zatrudnienie w perspektywie do końca 2026 roku może osiągnąć do 450-500 osób. Spółka utrzymuje jednocześnie politykę dywidendową.

Zatwierdzona przez Radę Nadzorczą strategia Grupy Fabrity Holding na lata 2024-2026 formalizuje misję organizacji jako wysoko wyspecjalizowanego partnera dużych przedsiębiorstw i organizacji publicznych, świadczącego kompleksowe usługi związane z transformacją cyfrową w skali wykraczającej poza Polskę. Kluczowe rynki to Polska, rynki DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria) i pozostałe kraje Europy Zachodniej, a działania rozwojowe mają być prowadzone również w Wlk. Brytanii i USA. Kluczowym segmentem klientów pozostają duże i najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa oraz organizacje. Oferta i kompetencje mają być skokowo poszerzane dzięki realizacji przejęć komplementarnych podmiotów branżowych.

Naszym celem jest dalszy wzrost przychodów i systematyczne pomnażanie wartości Grupy. Wzrost w najbliższych latach chcemy osiągnąć poprzez połączenie rozwoju organicznego i inwestycji w firmy podobne do nas, ale posiadające konkretne specjalizacje lub działające na wybranych rynkach. Chcemy, przy tym, aby wzrost miał charakter zrównoważony i przekładał się na trwałą wartość w długim okresie, a priorytetem jest  zachowanie spójnego wizerunku i profilu działalności. Kluczowym obszarem naszej działalności pozostaje inżynieria oprogramowania, projektowanie cyfrowych produktów i usług oraz wdrożenia platform low-code, w tym dalszy rozwój naszej własnej platformy Fastive. W każdym z tych obszarów mamy konkretne plany, związane z rozwojem kompetencji i adopcją nowych technologii, rozwojem produktów oraz partnerstwami z dostawcami technologii mówi Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Cele strategii będą realizowane głównie poprzez inwestycje w sprzedaż i marketing, inwestycje M&A w nowe spółki, inwestycje zwiększające skuteczność dotarcia do nowych klientów poza Polską, organiczny rozwój współpracy z obecnymi klientami, również na nowych rynkach i w nowych dywizjach biznesowych, a także cross-selling do obecnej bazy klientów na podstawie oferty i kompetencji nowych spółek. Wsparciem realizacji celów finansowych ma być program motywacyjny dla kluczowych menedżerów i pracowników (ESOP), realizowany po zakończeniu możliwego procesu połączenia spółki Fabrity Holding i zależnej spółki Fabrity – przewidywane uruchomienie od roku 2025. Łączna liczba akcji zaoferowanych poszczególnym osobom uprawnionym ma odpowiadać około 3% akcji w kapitale zakładowym Fabrity Holding.

W ramach aktywności M&A Grupa Fabrity Holding zakłada nabywanie pakietów większościowych w ramach potencjalnych akwizycji M&A, a w konsekwencji zakładane jest, że nowe spółki w Grupie będą podlegały pełnej konsolidacji wyników finansowych. Jednocześnie polityka dywidendowa nie ulega zmianie: do 50% skonsolidowanego zysku netto dystrybuowane będzie do akcjonariuszy, o ile nie wystąpią istotne potrzeby inwestycyjne lub inne ważne powody. Z kolei nowe emisje akcji będą miały cel motywacyjny, związany z ESOP lub będą połączone z ewentualną wymianą udziałów w spółkach zależnych.

Istotną przewagą konkurencyjną Grupy Fabrity Holding jest łączenie kompetencji technologicznych, długotrwałych relacji z klientami, kompleksowość oferty oraz wykorzystywany stos technologiczny. Wraz z modelem biznesowym ukierunkowanym na doradztwo technologiczno-biznesowe i dywersyfikacją branżowo-geograficzną, Fabrity może nawiązywać relacje i współpracę z kolejnymi dużymi, znanymi markami.

W maju na sklepowych półkach było drożej o 3 proc. r/r

Kolejny miesiąc z rzędu rośnie dynamika wzrostu cen w sklepach. Widać,
że trend spadkowy się odwraca.

Analiza przeszło 68,4 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 2,9% rdr. Wyniki z trzech ostatnich miesięcy wyraźnie pokazują, że powróciło przyspieszenie dynamiki podwyżek. Ponadto tym razem więcej kategorii niż w kwietniu czy w marcu wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. – dwanaście na siedemnaście monitorowanych. Do tego dwucyfrowa podwyżka rdr. objęła jedną grupę produktów. Najbardziej poszły w górę ceny słodyczy i deserów, bo o 12,9% rdr. W TOP5 drożyzny widać też chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. na poziomie 9,7%, napoje bezalkoholowe – 6,3%, dodatki spożywcze – 5,9%, a także pieczywo – 4,9% rdr. Po ww. danych widać też, że powrót VAT-u na żywność stał się faktem.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, realizowanego cyklicznie od blisko 7 lat, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w maju br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 2,9% rdr. To większy wzrost, niż zanotowany w kwietniu – na poziomie 2,4% rdr. Dla porównania, w marcu br. ceny najczęściej kupowanych produktów rok do roku poszły w górę o 2,1%.

– Wyniki z trzech miesięcy wskazują na zmianę trendu – z hamowania na przyspieszenie dynamiki wzrostu cen w sklepach detalicznych. Powodów tej sytuacji jest wiele. Z jednej strony są to rosnące koszty produkcji i wynagrodzenia, a z drugiej – zaburzenia w łańcuchach dostaw oraz sezonowe wahania. Niekorzystne prognozy też mają znaczenie. Gdy na rynku panuje przekonanie, że koszty prowadzenia działalności będą nadal rosły, sprzedawcy mogą podnosić ceny, by zabezpieczyć się przed ich wzrostem  – komentuje dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito.

Analitycy z UCE RESEARCH przypominają, że wśród retailerów mówi się, iż przez walkę na ceny wśród dyskontów w kolejnych miesiącach po odmrożeniu VAT-u na żywność ceny będą wolniej wracały do właściwego stanu. Jednak ich wzrost o stawkę ww. podatku jest nieunikniony.

– Wolniejszy wzrost cen tylko częściowo wynika z walki marketów. Powodem jest też duży import gorszej jakościowo, ale taniej żywności z Rosji, Białorusi i Ukrainy. Inflacja w II połowie roku będzie rosła. Nie wiadomo tylko, jak bardzo. Jeżeli obecny rząd nie dokona restrukturyzacji, zniszczonych przez poprzednią władzę, spółek strategicznych z udziałem Skarbu Państwa, to na koniec roku możemy doczekać się dużego wzrostu inflacji. Pojawia się też pytanie, jak zachowa się NBP. Wcześniej realizował tzw. druk pustego pieniądza. Obecnie mamy trend odwrotny, który hamuje inflację – mówi dr hab. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito, prof. UWSB Merito.

Raport wykazał, że w maju br. na 17 monitorowanych kategorii 12 wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. (w kwietniu – 10, a w marcu – 8). Dwucyfrowa podwyżka rdr. dotyczyła 1 grupy produktów (w kwietniu – 2, a w marcu – 1). Pozostałe kategorie odnotowały spadki rdr.

– Wzrost liczby kategorii z jednocyfrowym wzrostem sugeruje, że ceny w większości stabilizują się na poziomie umiarkowanych podwyżek. Może to oznaczać, że zaczynają się one wyrównywać po okresie większych wahań, a przedsiębiorstwa dostosowują się do nowej rzeczywistości kosztowej. Z kolei tylko jeden dwucyfrowy wzrost oznacza, że ekstremalnie szybki skok cen może wskazywać na pewną stabilizację w najbardziej podatnych na inflację kategoriach – wyjaśnia dr Wieprow.

W maju na froncie drożyzny znalazły się słodycze i desery ze wzrostem o 12,9% rdr. W kwietniu rdr. zdrożały o 10,6%, a w marcu – 9,6%. – Coraz większe podwyżki są efektem drożejących surowców. Niestety problemy z podażą kakao i cukru, wynikające ze zmian klimatycznych, nie znikną. Nieprzewidywalność pogody dalej będzie pogarszać plony i podnosić ceny – ostrzega dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest chemia gospodarcza ze średnią podwyżką rdr. o 9,7%. W kwietniu rdr. podrożała o 7,7%, a w marcu – o 9,7%. – Do wzrostu cen przyczyniają się głównie surowce, takie jak ropa naftowa, gaz ziemny i tłuszcze roślinne. Dzieje się tak m.in. w wyniku wojny w Ukrainie, zakłóceń łańcuchów dostaw i rosnącego popytu ze strony Chin – wylicza dr Joanna Wieprow.

Trzecią pozycję w rankingu zajmują napoje bezalkoholowe, które zdrożały rdr. o 6,3%. W kwietniu ich ceny rdr. poszły w górę o 8,1%, a w marcu – o 9,1%. – Wzrost cen cukru, wody, owoców i opakowań jest głównym czynnikiem ciągłych podwyżek. Znacząco też zwiększyły się koszty transportu z powodu rosnących cen paliw i opłat. Ponadto na ceny napojów bezalkoholowych miał wpływ wprowadzony w 2021 roku podatek cukrowy. Możliwe jest, że konsumenci zaczęli kupować mniej tych produktów ze względu na ich wysokie ceny, co skłoniło producentów do ograniczenia podwyżek – analizuje ekspertka z WSB Merito.

Na czwartym miejscu znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) ze średnim wzrostem o 5,9% rdr. W kwietniu rdr. podrożały o 11,7%, a w marcu – o 15,4%. – Dynamika podwyżek wyraźnie maleje. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że liczymy wartości od wyższej kwoty. Dla przykładu, wzrost cen z 10 zł na 11 zł, czyli o 1 zł daje 10% zmianę. Natomiast kolejna podwyżka o 1 zł, tj. do 12 zł, to 9% na plusie. Podniesienie cen o tę samą wartość, ale przy innych podstawach, oznacza niższy skok – objaśnia dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Zestawienie TOP5 drożyzny zamyka pieczywo. Jego ceny poszły w górę średnio o 4,9% rdr. W kwietniu ta kategoria odnotowała podwyżkę rdr. o 1,4%, a w marcu – 3,9%. – Znaczenie ma wzrost VAT, cen surowców, nośników energii i paliw, a także wynagrodzeń. Likwidacja tarcz osłonowych dla piekarni oraz podniesienie cen gazu i energii w kolejnych miesiącach zwiększą koszty produkcji – podkreśla ekspert.

Wśród drożejących kategorii są też art. dla dzieci ze średnim wzrostem o 4,2% rdr. W kwietniu ich ceny poszły w górę rdr. o 5,5%, a w marcu – o 4,2%. – Spadek dynamiki podwyżek wynika z ustabilizowania się cen surowców, takich jak plastik, tektura i bawełna. Ponadto producenci mogli podjąć działania mające na celu ograniczenie wzrostu cen, np. poprzez obniżenie marży lub zmianę opakowań na tańsze – uważa dr Joanna Wieprow.

Dalej w zestawieniu są środki higieny osobistej ze wzrostem rdr. o 3,1%, a potem używki (tj. herbata, kawa, piwo, wódka) z podwyżką rdr. na poziomie 2,6%. Rok do roku lekko wzrosły też ceny owoców – o 2,2%, mięsa – o 1,9%, wędlin – o 1,2%, nabiału – o 1%, a także ryb – 0,5%.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z maja 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą przeszło 68,4 tys. cen detalicznych z ponad 31,7 tys. sklepów należących do 56 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Spada liczba skazanych za niepłacenie alimentów

W 2023 roku 26,4 tys. osób zostało skazanych w pierwszej instancji za niepłacenie alimentów. Tak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. Oznacza to spadek w ujęciu rocznym o 10,3%. W roku wcześniejszym takich przypadków było 29,4 tys. W ww. grupie 8,7 tys. osób otrzymało karę pozbawienia wolności, w tym 1,8 tys. – z warunkowym zawieszeniem. To o 7,8% mniej w porównaniu z 2022 rokiem. Do tego dane resortu wskazują, że w ub.r. małoletnich pokrzywdzonych tym procederem było 25,7 tys. To o 12,7% mniej niż rok wcześniej, kiedy zanotowano wynik 29,4 tys. Jednak eksperci przekonują, że nie ma co się cieszyć z niewielkich spadków, ponieważ skala problemu niepłaconych alimentów faktycznie się nie zmniejsza. I dodają, że ministerialne dane nie korelują z tymi z rejestrów osób zadłużonych.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w 2023 roku 26,4 tys. osób zostało skazanych w pierwszej instancji w sądach rejonowych za przestępstwo niealimentacji, na podstawie art. 209 kodeksu karnego. To o 10,3% mniej niż w 2022 roku, kiedy takich przypadków było 29,4 tys. Z kolei porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2021 roku, widać jeszcze wyraźniejszy spadek, bo o 23,2%. Wówczas skazanych za takie przestępstwo było 34,3 tys. osób.

– Dane nie korelują z tymi z rejestrów osób zadłużonych, takich jak np. BIG InfoMonitor, które wskazują, że każdego roku przybywa osób zadłużonych z tytułu niezapłaconych alimentów, a zadłużenie przekracza 15 mld zł tylko dla Funduszu Alimentacyjnego – mówi Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholożka, badaczka przemocy poseparacyjnej i prezes Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych – Dla Naszych Dzieci.

Natomiast dr Łukasz Pilarczyk, adiunkt w Zakładzie Prawa Karnego WPiA UAM i adwokat z Kancelarii Prawnej Filipiak Babicz Legal, również zaleca ostrożność w stawianiu twierdzeń o spadku popełnianych przestępstw niealimentacji. Z danych nie wynika bowiem, ile było wszczynanych postępowań karnych dotyczących właśnie tego typu przestępstw na etapie sądowym. Możliwe bowiem, że tych postępowań wszczynanych jest ciągle tyle samo.

– Niemniej z powodu coraz większej przewlekłości procesów karnych, trwają one coraz dłużej i przez to rzadziej są wydawane, dotyczące tych spraw, wyroki. Wydaje się, że te dane są niestety zbyt szczątkowe, aby wyciągać z nich dalej idące wnioski – komentuje dr Łukasz Pilarczyk.

Z danych resortu wynika też, że spośród skazanych na podstawie art. 209 KK w 2023 roku 8,7 tys. osób otrzymało karę pozbawienia wolności, w tym 1,8 tys. z warunkowym zawieszeniem. To o 7,8% mniej w porównaniu z 2022 rokiem, kiedy takich przypadków było 9,4 tys. Wówczas 2,2 tys. skazano z warunkowym zawieszeniem. Natomiast porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2021 roku, widać spadek o 15,2%. Wtedy mowa była o 10,2 tys. przypadków, w tym 2,6 tys. z warunkowym zawieszeniem.

– Już w 2020 roku mój raport wskazywał, że wyroków pozbawienia wolności w takich sprawach jest mniej w stosunku do wyroków ograniczenia wolności – stwierdza Justyna Żukowska-Gołębiewska. – Jako eksperci Zespołu ds. Alimentów przy poprzednim RPO Adamie Bodnarze i RPD Marku Michalaku sugerowaliśmy, że celem nowelizacji kodeksu karnego nie powinien być wzrost penalizacji osób niepłacących alimentów. Należy ich zmobilizować do realizacji tego obowiązku np. poprzez System Dozoru Elektronicznego – dodaje ekspertka.

Do tego ekspertka zauważa, że niestety ustawodawca nie pomyślał o tym, aby SDE znalazł się w katalogu kar ograniczenia wolności, a nie kar pozbawienia wolności, co mogłoby w znaczący sposób wpłynąć na skuteczność egzekucji długu alimentacyjnego. Obserwowana jest też tendencja do nieuznawania niealimentacji jako przestępstwa przeciwko rodzinie, które miałoby wysoką szkodliwość społeczną czynu. Zazwyczaj przedstawiciele prawa uznają je za przestępstwo porównywalne z kradzieżą roweru.

– Sądy w tej sytuacji bardzo rzadko będą orzekać karę pozbawienia wolności, a jeżeli już to nastąpi, to zapewne z warunkowym zawieszeniem jej wykonania – przewiduje dr Łukasz Pilarczyk. – Kara bezwzględna pozbawienia wolności byłaby orzeczona w sytuacjach naprawdę skrajnych, czyli np. gdy ktoś był już skazany za to przestępstwo, ale nie zmienił swojego zachowania albo gdy w oczywisty sposób stać go na zapłatę alimentów, ale nie robi tego ze zwykłej złośliwości – wyjaśnia dr Pilarczyk.

Z danych resortu wynika również, że w 2023 roku małoletnich pokrzywdzonych brakiem alimentów było 25,7 tys. (12,8 tys. dziewczynek i 13,1 tys. chłopców). To o 12,7% mniej niż rok wcześniej, kiedy było ich 29,4 tys. (odpowiednio 14,6 tys. i 14,8 tys.), a także o 25,3% mniej niż w 2021 roku – 34,4 tys. (17 tys. i 17,3 tys.). Pokrzywdzonymi są też kobiety (5,8 tys. w 2023 roku, 6,7 tys. w 2022 roku i 7,6 tys. w 2021 roku) i mężczyźni (odpowiednio 2,3 tys., 2,8 tys. i 3,2 tys.).

– Bardzo ostrożnie podchodziłabym do analizy tych danych. Przede wszystkim należy wskazać, że obowiązek alimentacyjny może dotyczyć małoletnich, ale też pełnoletnich dzieci stron, które jeszcze się nie usamodzielniły. Obowiązek alimentacyjny może zostać orzeczony również wobec byłych małżonków – tłumaczy Justyna Żukowska-Gołębiewska. – Nie zapominajmy także o rodzicach będących w niedostatku, niesamodzielnych seniorach, wobec których sąd może zasądzić alimenty od dorosłych dzieci – uzupełnia ekspertka.

W efekcie każda z tych grup pokrzywdzonych niealimentacją ma prawo składać zawiadomienie z art. 209 KK. Inną sprawą jest fakt, że nieregulowanie tych zobowiązań jest jednym z tych przestępstw, które popełnia się bardzo często w recydywie. Statystycznie proceder ten trwa najczęściej 3-10 lat. W tym czasie niealimentowane dzieci dorastają i zmieniają tylko miejsce w statystycznych tabelkach.

Zdaniem ekspertów, trudno wskazać, jak w tym roku może wyglądać sytuacja związana z karaniem w pierwszej instancji w sądach rejonowych za nieopłacanie alimentów. – Ta kwestia wiąże się także z poprawieniem skuteczności i szybkości działania prokuratur i sądów – wskazuje dr Łukasz Pilarczyk. – Jeżeli prokuratury będą szybciej kończyć postępowania aktem oskarżenia, a sądy sprawniej będą rozpoznawać sprawy, to liczba wyroków skazujących może wzrosnąć – dodaje ekspert.

Z kolei Justyna Żukowska-Gołębiewska zauważa tendencję wzrostową w przypadku wykrywalności przestępstwa niealimentacji w okresach okołowyborczych. Wówczas temat częściej pojawia się w mediach, wzrasta zainteresowanie nim polityków – kandydatów do parlamentu i europarlamentu, zaprasza się organizacje pozarządowe do rozmów w różnych resortach i zespołach eksperckich.

– Nie prowadziłam w tym zakresie żadnych badań i mogę jedynie ostrożnie wysnuć wniosek, że może być to skutek wpływu mediów na zmianę przekonań społecznych – mówi ekspertka. – Podobnie jest gdy wprowadza się zmiany prawne, np. jak ta, która nowelizowała art. 209 KK. Później jakby zainteresowanie zjawiskiem niealimentacji spada, a przez to maleje też wykrywalność tego przestępstwa – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych – Dla Naszych Dzieci.

Rynek już patrzy na jutrzejszy Fed

W ubiegłym tygodniu EBC obniżył stopy procentowe co nikogo za bardzo nie zaskoczyło. Z kolei RPP utrzymała parametry swojej polityki monetarnej i wsparła złotego. Teraz przychodzi kolej na Rezerwę Federalną, która jutro prawdopodobnie pozostawi koszt pieniądza na dotychczasowym poziomie 5,25 – 5,5 proc. Uwaga będzie skupiona na nowych projekcjach makro a zmienność może wywołać publikacja nowego „dot chart”. Na kilka godzin przed ogłoszeniem decyzji poznamy raport inflacyjny. Kurs EUR/USD po piątkowych oraz poniedziałkowych spadkach cały czas utrzymuje się w okolicy 1,0750. Wall Street zakończyła wczorajszą sesję na plusie. Wzrosty głównych indeksów giełdowych nie przekroczyły jednak 0,4 proc. Kalendarz makro na dziś jest ubogi.

Ubiegły rok dla Rezerwy Federalnej był dość sprzyjający. Gospodarka radziła sobie bardzo dobrze pomimo masowych podwyżek stóp procentowych. Z kolei proces dezinflacyjny przebiegał bez większych zakłóceń. W tym roku spadek CPI został zatrzymany a ten mierzony deflatorem wydatków konsumpcyjnych (PCE) lekko wzrósł. Wciąż bazowa miara inflacji znajduje się powyżej celu Fed (2 proc.) i wskazuje pułap 2,8 proc. Z kolei w I kwartale dynamika PKB USA spowolniła. Wzrost wyniósł 1,3 proc. a prognozy dotyczące okresu od kwietnia do końca czerwca nie pokazują znacznej poprawy. Prawdopodobieństwo recesji jest jednak bardzo niskie.

Gorsze dane z rynku pracy, które otrzymujemy od pewnego czasu powinny być argumentem dla Fed, że restrykcyjna polityka monetarna działa zgodnie z zamierzeniami. Bez wątpienia musi nastąpić mocniejsze zmniejszenie nadwyżki popytu na rynku pracy aby Fed zaczął „luzować”. Wówczas bowiem przełoży się to na spowolnianie wzrostu płac, co w konsekwencji da w przyszłości niższą presję inflacyjną ogólnie. Dopóki jednak co miesiąc jest kreowanych więcej niż 100 tys. nowych miejsce pracy, Rezerwa Federalna nie musi zbytnio spieszyć się z działaniami. Raport NFP za maj pokazał siłę. Kreacja 272 tys. nowych miejsc pracy zaskoczyła rynek, który zmniejszył wycenę prawdopodobieństwa obniżki na wrześniowym posiedzeniu z ok 60 proc. do 50 proc. a szanse na grudniowy ruch spadły poniżej 70 proc. z poziomu bliskiego 76 proc. przed publikacją.

W najbliższą środę światło dzienne ujrzą nowe projekcje makro a także aktualny „wykres kropkowy”. Przypomnijmy, że prognozy marcowe wskazywały na trzy cięcia w 2024 roku, każde po 25 punktów bazowych. Teraz rynek będzie reagował na to, czy wciąż scenariuszem bazowym są trzy ruchy w dół w tym roku. Dane z ostatnich tygodni oddalają nas od jego realizacji ale potwierdzenie otrzymamy dopiero jutro. Ważna też będzie perspektywa ścieżki obniżek w latach 2025-2026. Tego samego dnia otrzymamy raport inflacyjny. Wysoka zmienność jest gwarantowana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

35% pracodawców w Polsce planuje nowe rekrutacje, a 19% mówi o zwolnieniach

Pomiędzy lipcem a wrześniem 35% organizacji w Polsce chce wzmacniać kadry, a 44% z nich nie planuje zmian w swoich strukturach. O redukcji etatów mówi 19% pracodawców, co jest wynikiem o 2 p.p. niższym w porównaniu do poprzedniego kwartału tego roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na III kwartał 2024, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych wyniosła +14%. Szczególnie intensywnej rywalizacji o nowych pracowników można spodziewać się we wschodnim oraz północno-zachodnim regionie naszego kraju. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na III kwartał 2024 roku. W którym z regionów Polski można spodziewać się najwięcej ofert pracy? Jakie branże deklarują największy apetyt rekrutacyjny? Które z organizacji planują w największym stopniu wzmacnianie zespołów? Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na trzeci kwartał 2024 roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tym razem +14%, co jest wynikiem wyższym o 2 punkty procentowe zarówno w porównaniu z danymi na kwiecień-czerwiec, jak i w ujęciu rocznym. Oznacza to stabilny wzrost zapotrzebowania polskich firm na nowych pracowników, a sytuacja na rynku pracy wygląda umiarkowanie optymistycznie.

– Możemy mówić o pewnej stabilizacji, co jest widoczne zarówno w kwartalnym, jak i rocznym wzrośnie prognozy netto zatrudnienia – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Już od kilku kwartałów notujemy dwucyfrowe wyniki, co tylko potwierdza odbicie polskiej gospodarki po wielu wcześniejszych perturbacjach i wyzwaniach. Niestety będą one do nas z pewnością cyklicznie powracać, ponieważ żyjemy w dość niestabilnych czasach, a organizacje na całym świecie muszą być przygotowane na różne scenariusze, mając plan A, B i C. Rynek pracy jest papierkiem lakmusowym sytuacji gospodarczo-ekonomicznej, błyskawicznie rezonuje z wszelkimi negatywnymi, jak i pozytywnymi sytuacjami czy czynnikami – dodaje ekspert.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 35% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 19% organizacji, a jedynie 2% firm nie ma sprecyzowanych planów kadrowych na najbliższe miesiące. 44% pracodawców znad Wisły nie chce żadnych zmian kadrowych w III kwartale tego roku.

– Nadchodzący trzeci kwartał tego roku przyniesie rozwój wielu branż, będzie czasem nowych planów pracodawców i wzmacniania zespołów. Talenty chcące pozostać atrakcyjnymi na rynku pracy powinny niezmiennie stawiać na rozwój kompetencji, poznanie elementów sztucznej inteligencji, pozostać otwartymi na reskilling oraz upskilling. Jak zawsze, jedyną pewną jest zmiana, dlatego należy być przygotowanym na różne sytuacje – podkreśla Tomasz Walenczak.

Energetyka & usługi komunalne oraz transport logistyka & motoryzacja branżami z największym apetytem na nowe talenty

Dane Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia wskazują na to, że w III kwartale 2024 roku firmy we wszystkich ośmiu analizowanych obszarach chcą zwiększać zatrudnienie. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z obszaru energetyki & usług komunalnych (+40%), a także transportu, logistyki & motoryzacji (+27%). To obszar, który odnotował największy wzrost w ujęciu kwartalnym – prognoza wzrosła tutaj bowiem aż o 32 punkty procentowe. Spore zapotrzebowanie na nowe talenty zgłaszają tajże pracodawcy z branży IT (+22%), a także usług komunikacyjnych (+19%). Na identycznym poziomie prognozy zatrudnienia deklarują pracodawcy branży przemysłu i surowców (+12%), nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej (+12%), finansów i nieruchomości (+12%). Na najmniejsze, wciąć pozytywne plany kadrowe wskazują firmy obszaru dób & usług konsumpcyjnych (+11%).

– Firmy znad Wisły planują rozbudowywanie zespołów w najbliższych miesiącach i to we wszystkich analizowanych przez nas sektorach. W największym stopniu nowych pracowników chcą pozyskiwać organizacje branży energetyki i usług komunalnych, co jest wynikiem wielu nowych inwestycji z zakresu green energy, transformacji energetycznej naszego kraju. Przedsiębiorcy z sektora transportu, logistyki i motoryzacji także przewidują dość duży wzrost zatrudnienia, choć tutaj sytuacja zdaje się nieco bardziej złożona. O ile transport i logistyka zyskują dzięki wzrostowi konsumpcji, mocnej branży FMCG, to w motoryzacji z jednej strony słyszymy o dużych zwolnieniach, z drugiej o nowych inwestycjach. Dzieje się tak, ponieważ obszar ten także przechodzi pewną przemianę, wprowadza dużą dozę automatyzacji, robotyzacji i poszukuje tym samym nieco innych niż dotychczas talentów, wyposażonych w umiejętności z zakresu AI, nowych technologii. Wysoką prognozę netto zatrudnienia w III kwartale tego roku przewidują też firmy IT, co bardzo cieszy, ponieważ obszar ten do niedawna borykał się z wieloma wyzwaniami, niemałymi redukcjami. Świat nieuchronnie pędzi w kierunku sztucznej inteligencji, nowych technologii, do czego niezbędni są specjaliści zarządzający i implementujący tego typu rozwiązania – mówi Tomasz Walenczak.

Duże firmy z najwyższymi prognozami rekrutacyjnymi

Analiza uwzględnia podział na sześć wielkości organizacji. W III kwartale 2024 roku najbardziej otwarte na powiększanie zespołów są najmniejsze firmy zatrudniające do 10 talentów (+27%) oraz te z kadrami w przedziale 1000-4999 pracowników (+25%). Na nieco niższy optymizm rekrutacyjny wskazują firmy z zespołami mieszczącymi się w przedziale 50-249 (+20%) oraz 250-999 osób (+19%). Najmniejsze zapotrzebowanie na nowe talenty deklarują spółki zatrudniające ponad 5000 pracowników (+5%) oraz te mniejsze, których kadra mieści się w przedziale 10-49 pracowników (+2%).

Na wschodzie Polski najbardziej zacięta rywalizacja o talenty, na południowym zachodzie lekkie wyhamowanie

Analiza ManpowerGroup prezentuje dane w podziale na regiony Polski. Wynika z nich, że firmy zlokalizowane we wschodnim (+25%) oraz północno-zachodnim (+21%) obszarze kraju planują pozyskiwać wielu nowych pracowników, a co za tym idzie, konkurencja o talenty będzie tam największa. Na nieco mniejszy apetyt rekrutacyjny wskazują organizacje z Centrum (+16%), Południa (+9%), a także Północy (+8%) Polski. Firmy zlokalizowane na południowym zachodzie kraju deklarują prognozę zatrudnienia na poziomie +1%, co w praktyce oznacza niewielką stagnację lokalnego rynku pracy.

– Największe potrzeby zgłaszają organizacje ze wschodu, co jest rezultatem wzmożonej logistyki krótkoterminowej, firm działających na rzecz odbudowy Ukrainy. Na północnym-zachodzie Polski, który także zapowiada dużą konkurencyjność o talenty w najbliższych miesiącach, jest to kwestia dużego rozwoju obszaru branży zielonej energii, farm wiatrowych – dodaje dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Polska na tle regionu EMEA

Analizując dane na III kwartał 2024 roku dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) można zauważyć, że średni wynik dla wszystkich zlokalizowanych w nim krajów to +18%, co jest wynikiem wyższym o 2 punkty procentowe w porównaniu kwartalnym, ale spadkiem o 3 punkty procentowe rok do roku. Firmy zlokalizowane w Szwajcarii (+34%), Południowej Afryce (+31%), a także Holandii (+28%) mówią o największych planach rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. Na najmniejszą chęć rozbudowywania zespołów wskazują natomiast organizacje z Rumunii (+3%).

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla III kwartału 2024 roku został opracowany na podstawie wywiadów obejmujących reprezentatywną próbę 525 pracodawców w Polsce. W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy odsetkiem pracodawców przewidujących wzrost całkowitego  zatrudnienia i odsetkiem firm spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia. Badanie zostało zrealizowane globalnie, w terminie od 1 do 30 kwietnia 2024 roku na grupie ponad 40 000 pracodawców, reprezentujących 42 rynków na całym świecie.

LUX MED kupuje krakowski szpital Ortopedicum

Grupa LUX MED umacnia swoją obecność w stolicy Małopolski i kontynuuje strategię rozwoju sieci szpitali. Umowa, na mocy której renomowany ośrodek Ortopedicum stał się częścią Grupy została podpisana 10 czerwca 2024 roku. To już 16. szpital działający w ramach struktur lidera prywatnej opieki medycznej w Polsce.

Szpital Ortopedicum w Krakowie to nowoczesny ośrodek ortopedii i rehabilitacji, oferujący swoim pacjentom kompleksową opiekę w pełnym zakresie ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Placówka działa od 2009 r. Na terenie szpitala funkcjonują: Oddział Anestezjologii, Oddział Ortopedyczny z 26 łóżkami, Poradnia Ortopedyczna oraz Dział Rehabilitacji Leczniczej wraz z Ośrodkiem Rehabilitacji Dziennej. Ośrodek dysponujemy m.in.: blokiem operacyjny z dwoma salami, pracowniami RTG i USG, tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.Szpital Ortopedicum w Krakowie

Wierzę, że chcąc zmieniać rynek opieki zdrowotnej w Polsce, trzeba być gotowym na odważne decyzje i inwestycje, a kupno Szpitala Ortopedicum niewątpliwie do takich należy. To dowód na konsekwencję z jaką realizujemy naszą strategię rozwoju, mającej na celu zapewnienie kompleksowej opieki naszym pacjentom. Nie tylko wzmacniamy pozycję na rynku, ale otwieramy sobie nowe możliwości dla dalszego rozwoju oferty LUX MED w tej części kraju. Jestem przekonana, że czeka nas dobra współpraca, skupiona na dalszym rozwoju szpitala, obejmując m.in. działania skierowane na zapewnienie jeszcze lepszego dostępu do Ubezpieczenia Szpitalnego LUX MED – Pełna Opieka. Przed nami wiele ciekawych wyzwań i możliwości. Zespół szpitala witam serdecznie w rodzinie Grupy LUX MED. – Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED

Głównym obszarem działalności medycznej szpitala jest protezoplastyka stawu biodrowego i kolanowego. W szpitalu wykonywane są zabiegi w zakresie artroskopii operacyjnej, medycyny sportowej, rekonstrukcji ACL (więzadła krzyżowego przedniego), chirurgii stopy, chirurgii ręki oraz chirurgii kręgosłupa. Pacjenci Ortopedicum są pod opieką lekarza prowadzącego – obecnego od pierwszych konsultacji, następnie w czasie operacji oraz w procesie rehabilitacji. Proces leczenia (począwszy od diagnostyki, poprzez zabieg operacyjny, aż po rehabilitację) przebiega w tym samym miejscu. Kompleksowe i jednocześnie indywidualne podejście do potrzeb pacjentów umożliwia im szybki powrót do pełnej sprawności.

Dynamiczny rozwój szpitala i bardzo dobre rezultaty medyczne pozwoliły Ortopedicum na wypracowanie znaczącej pozycji w zakresie alloplastyki biodra i kolana nie tylko w Małopolsce, ale i w skali kraju. Jesteśmy przekonani, że w przyszłości Ortopedicum będzie mogło rozwijać wysokie standardy leczenia w ramach sieci LUX MED. Zespołowi Ortopedicum dziękujemy za wieloletnie, doskonałe zaangażowanie i życzymy dalszych wspaniałych sukcesów. Zarząd Aesculap Chifa, dotychczasowy właściciel szpitala Ortopedicum

Od ponad dwóch lat w ofercie Grupy LUX MED dostępna jest ubezpieczenie szpitalne, którego zaplecze infrastrukturalne składa się z 16 szpitali własnych Grupy oraz ponad 100 szpitali współpracujących. Oferta obejmuje pomoc medyczną w zakresie procedur planowych i przypadków nagłych, wspierając się w tym obszarze funkcją Koordynatorów Opieki Szpitalnej. Przejęcie szpitala Ortopedicum to kolejna akwizycja firmy w obszarze szpitalnictwa na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. W lipcu ub. roku do Grupy dołączył Wrocławski Szpital Orthos.

Otwarcie na świat i potencjał wciąż do wykorzystania. 20 lat Polski w UE z perspektywy nieruchomościowego rynku inwestycyjnego

Komentarz ekspercki Piotra Mirowskiego, Senior Partnera, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers. 

Dwie dekady od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej były czasem dynamicznego rozwoju kraju i rynku nieruchomości komercyjnych, efektywnie wykorzystanym na profesjonalizację sektora. Nie stałoby się to bez udziału unijnych środków. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 roku do końca 2023 roku Polska otrzymała łącznie 245,5 miliarda euro, co po odliczeniu składek członkowskich daje kwotę ponad 160 miliardów euro na rozwój i modernizację.

Napływ zagranicznego kapitału

W 2004 roku staliśmy się integralną częścią europejskiej przestrzeni gospodarczej, co sprawiło, że inwestorzy zagraniczni zaczęli przychylniej patrzeć na Polskę – zarówno pod kątem przenoszenia tu swoich biznesów, lub ich gałęzi, jak i lokowania kapitału. Dzięki akcesji do UE zmienił się bowiem nasz wizerunek – z gospodarki charakteryzującej się niestabilnością prawną i brakiem transparentności w stabilny, relatywnie płynny i pewny rynek, odznaczający się rządami prawa oraz silnym prawem własności.

W 2018 roku Polska stała się częścią indeksu rynków rozwiniętych FTSE Russell. I choć inwestycje zagraniczne w polską gospodarkę miały miejsce już wcześniej, dopiero rozwój sektora nieruchomości komercyjnych, oparty w dużej mierze na przepływach pieniężnych, sprawił, że Polska zaczęła oferować atrakcyjne stopy zwrotu, które przyciągnęły wszystkie największe fundusze na świecie, m.in. z Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii, amerykańskie REIT-y, kapitał azjatycki, a nawet fundusze rządowe (sovereign wealth funds) z Malezji, Singapuru, Korei Południowej, Japonii czy superannuation funds z Australii.

Ponadto inwestorzy obecni w Polsce przestali ograniczać się jedynie do projektów oportunistycznych i zaczęli nabywać nowoczesne budynki biurowe, centra handlowe oraz obiekty logistyczne, których na rynku zaczęło przybywać (w ciągu ostatnich 20 lat podaż powierzchni biurowej w Warszawie wzrósł z 770 tys. do 6,23 mln mkw., powierzchni magazynowej z 1 do 6,2 mln mkw., zaś handlowej – z 1 do 2 mln mkw.).

Inwestycyjna blokada

Ostatnie 20 lat zostawiło po sobie jednak również pewien niedosyt. Mimo nieustannie rosnącej skali rynku wolumen transakcji na polskim rynku nieruchomości nie zwiększał się proporcjonalnie, utrzymując się na maksymalnym poziomie 5-7 miliardów euro. Porównując te wyniki do Szwecji, gdzie przy czterokrotnie mniejszej populacji wolumen inwestycyjny wynosił około 16,8 miliardów euro w 2022 roku, lub Hiszpanii, gdzie przekroczył on 17 miliardów euro, można pokusić się o stwierdzenie, że Polska nie wykorzystała jeszcze w pełni swojego potencjału.

Przykładowo, w 2023 roku wartość inwestycji osiągnęła dokładnie ten sam poziom jak w kryzysowym roku 2008. Natomiast wyniki w latach 2020–2022 (między 5,2 a 6,3 miliardów euro) były zbliżone do okresu sprzed globalnego kryzysu finansowego.

Skąd taka blokada wzrostu? Wynika to z polityki inwestorów, zgodnie z którą każdy z funduszy inwestujących w Polsce ma swoje limity alokacji, często określane na podstawie ogólnej wartości inwestycji w danym kraju. Jeżeli ich liczba lub wartość nie rośnie, oznacza to także brak wzrostu aktywności transakcyjnej, a w rezultacie taki rynek postrzegany jest jako bardziej ryzykowny. Obecnie największym wyzwaniem dla inwestorów obecnych w Polsce są okna płynnościowe – po okresach, w których panuje ogromne zainteresowanie nabywców, a sprzedaż jest łatwa, następują momenty kontrastowe, gdy transakcji jest mniej, a sprzedaż nieruchomości z zyskiem jest wyraźnie utrudniona.

Brak lokalnych inwestorów

Wyzwaniem dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych pozostaje też brak kapitału krajowego, co częściowo jest wynikiem legislacji sprzed 20 lat. W 2004 roku w ustawie o funduszach inwestycyjnych znalazł się zapis, że fundusze emerytalne nie mogą bezpośrednio inwestować w nieruchomości. Mogą natomiast lokować środki na giełdzie lub kupować obligacje skarbu państwa.

Brak odpowiedniej legislacji uniemożliwił także uruchomienie otwartych funduszy inwestycyjnych. W efekcie 92% kapitału inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce pochodzi z zewnątrz, a tylko 8% to kapitał krajowy.

Wynika to również z faktu, że w naszym kraju brakuje tzw. starych pieniędzy (old money). Zdecydowana większość istniejącego kapitału to relatywnie nowe fortuny, a ich posiadacze nie skupiają się na jego ochronie poprzez inwestowanie w nieruchomości komercyjne, lecz na szybkim pomnażaniu i znacznie wyższej oczekiwanej stopy zwrotu generowanej np. przez działalność deweloperską.

Wyczekiwane REIT-y

Zaniedbaniem legislacyjnym, który pozytywnie mógł pobudzić inwestycje krajowe w sektor nieruchomości, był brak przepisów umożliwiających powstawianie w Polsce REIT-ów (biorąc pod uwagę fakt, że Polacy ochoczo inwestują w mieszkania i mają zgromadzone duże oszczędności[1]). Obecny rząd stara się to naprawić, zapowiadając wprowadzenie REIT-ów i planując uwolnienie części środków z funduszy emerytalnych w IKE. Polski sektor nieruchomości komercyjnych ma szansę stać się więc przedmiotem zaawansowanego obrotu.

Prawdziwym zwieńczeniem polskiej transformacji będzie jednak wejście Polski do strefy euro, po którym z pełnym przekonaniem będzie można powiedzieć, że rynek nieruchomości komercyjnych nad Wisłą przeszedł drogę od wschodnio- do w pełni zachodnioeuropejskiego.

Na czele CEE

W porównaniu do innych krajów regionu, które wchodziły do Unii Europejskiej razem z nami lub niedługo później, Polska wykonała największy skok gospodarczy i najbardziej skorzystała na akcesji do UE (najmniej Czechy wg raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego).

Ostanie 20 lat sprawiło, że pod względem inwestowania w nieruchomości komercyjne staliśmy się liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. I mimo że w pierwszym kwartale tego roku chwilowo utraciliśmy tę pozycję na rzecz Czech, gdzie wartość transakcji wynosiła 545 milionów euro[2] (w Polsce o 181 milionów mniej), wciąż jesteśmy w czołówce krajów Europy wzbudzających zainteresowanie inwestorów, m.in. ze względu na powierzchnię kraju czy liczby ludności. Także nasze położenie w ramach regionu CEE daje nam znaczną przewagę na arenie globalnej. Jeszcze 20 lat temu region CEE-6 w skali globalnej znajdował się na marginesie, natomiast według projekcji Colliers do 2028 roku będzie ósmą największą gospodarką świata.

Nie sposób nie odnieść jednak wrażenia, że w oczach inwestorów Polska stopniowo oddala się od regionu CEE, wizerunkowo zbliżając się do Europy Zachodniej. I dzieje się tak pomimo wyzwań, z jakimi na przestrzeni ostatnich 20 lat zmagał się nasz rynek.

Pierwszym z nich był oczywiście globalny kryzys finansowy, po którym powrót polskiej gospodarki do stanu sprzed 2008 roku trwał aż pięć lat. Niedługo później przyszedł rok 2020 i pandemia COVID-19, a tuż po nim globalna inflacja. Odbudowa wyników sprzed pandemii może potrwać jeszcze około dwóch lat, ale jej efekty prawdopodobnie zbiegną się też z momentem wprowadzenia REIT-ów. Wszystko wskazuje więc na to, że czeka nas znaczący skok, który w pozytywny sposób ma szansę zdefiniować nasze kolejne dwudziestolecie.

[1] 1,5 biliona złotych, wliczając w to sektor przedsiębiorstw – wg danych NBP z 2024 r.

[2] Dzięki zaangażowaniu kapitału krajowego, który w Czechach odpowiada za 50-60% wartości wszystkich inwestycji

Ponad połowa Polaków rezygnuje z urlopu z przyczyn finansowych

Niemal co piąty Polak tegoroczny urlop spędzi w domu – wynika z cyklicznego badania Barometr Providenta. Ci, którzy zaplanowali jednak podróż na najbliższe miesiące, najchętniej wyruszą za granicę i nad polskie morze.Barometr Providenta Wakacje Polaków 2024

Standardowy polski urlop rzadko kiedy przekracza dwa tygodnie. Jedynie 7,5 proc. respondentów może sobie pozwolić na wakacje dłuższe niż 14 dni. Mimo to, w tym roku nieznacznie odwróciła się tendencja widoczna od kilku lat w wynikach Barometru Providenta – już 28,6 proc. Polaków, planuje urlop trwający od 8 do 14 dni. Niewiele mniej, bo 27,5 proc. osób, ograniczy się do jednego tygodnia. W 2023 r. było to odpowiednio 23 proc. i 28 proc. z nich. Jednocześnie, aż 17 proc. wciąż nie podjęło decyzji w kwestii urlopu, a 19,3 proc. całkowicie zrezygnuje z wyjazdu.

Ponad połowa ankietowanych najnowszej edycji Barometru Providenta powstrzymuje się przed podróżami ze względu na niewystarczające środki finansowe. Takiej odpowiedzi udzieliło 60 proc. osób w wieku 25-34 lat oraz prawie 66 proc. z grupy 55-64 lat – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska. – Więcej niż 23 proc. z nas w ogóle nie czuje jednak potrzeby wyjazdu, ponieważ najlepiej odpoczywa w zaciszu własnego domu. Urlopowymi domatorami nieznacznie częściej są mężczyźni niż kobiety (25 proc. vs. 22,1 proc.). Niemal taki sam odsetek letnie wyprawy odpuści z przyczyn zdrowotnych, a 12 proc. wskazuje na brak towarzyszki lub towarzysza wycieczki – dodaje Karolina Łuczak.

Co więcej, 1 na 10 osób zadeklarowała, że w tym czasie ma obowiązki rodzinne, a niewielka część Polaków (3,9 proc.) zamiast wyjazdu wybierze przeprowadzenie remontu lub inne aktywności, na które przeznaczy wolny czas.

Koszty wakacji rosną

Średnia kwota, jaką Polacy przeznaczą na wyjazd w tym roku, wynosi 3713 zł. To 513 zł więcej niż w roku ubiegłym i niemal 1000 zł więcej niż w 2022 r. Najwięcej wydadzą ankietowani z grupy wiekowej 35-44 lat – 4272 zł, a także mieszkańcy województwa opolskiego – 5510 zł. Statystycznie, kobiety na tegoroczne wakacje przeznaczą ok. 300 zł więcej niż mężczyźni.

Polacy mierzą swoje siły na zamiary i do sfinansowania letnich podróży podchodzą bardzo odpowiedzialnie. Niemal połowa z nich skorzysta w tym celu z oszczędności, a 39 proc. wystarczą środki z bieżących dochodów. Tylko niespełna 2 proc. osób zrobi użytek z karty kredytowej lub zdecyduje się na pożyczkę. Natomiast aż 14,5 proc. najmłodszych ankietowanych będzie wypoczywać na koszt swoich bliskich – mówi Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska.

Zebranie odpowiedniej kwoty wymaga jednak czasu. 38,2 proc. respondentów na urlop odkłada 6 miesięcy lub mniej, a 35,4 proc. potrzebuje 7-12 miesięcy, aby zgromadzić wystarczające fundusze. Co dziesiąta osoba oszczędza dłużej niż rok. Dodatkowo, mężczyźni potrzebują nieznacznie mniej czasu na zebranie odpowiedniego budżetu niż kobiety.

Spełniamy podróżnicze marzenia, ale z rozsądkiem

Podobnie jak w latach ubiegłych, co czwarty ankietowany wybiera miejsce wypoczynku starając się spełniać swoje marzenia. Niewiele mniej, bo około 24 proc., kieruje się rekomendacjami rodziny i przyjaciół, a 21,7 proc. największą uwagę zwraca na koszty noclegów oraz jedzenia.

– Choć wielu wśród nas podróżniczych marzycieli, urlop planujemy z ostrożnością i rozsądkiem. Nie tylko zwracamy uwagę na koszty życia w danej lokalizacji, ale także na optymalny czas dojazdu (17,2 proc.), a dla 1 osoby na 10 kluczowy jest wygodny transport, dzięki któremu nie skorzysta z samochodu – zauważa Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska – Co szósty respondent każdego roku wyjeżdża w to samo sprawdzone miejsce – zwłaszcza osoby w wieku od 35 do 44 lat, a także seniorzy. Taki sam odsetek 25-34 latków wskazuje dostępność atrakcji dla dzieci jako główne kryterium wyboru miejsca wypoczynku. Z kolei dla co piątej osoby z pokolenia Zet kluczową rolę odgrywa okazyjna cena biletu lotniczego lub kolejowego – dodaje Karolina Łuczak.

Komu w drogę, …

W tym roku, po raz pierwszy od kilku edycji Barometru Providenta, Morze Bałtyckie zdobywając 28 proc. głosów spadło z pierwszego miejsca w rankingu ulubionych wakacyjnych destynacji. Mimo to, pozostaje osobistym faworytem większości grup wiekowych. Nieznacznie większą popularnością (31, proc.) cieszy się natomiast wyjazd zagraniczny, zwłaszcza do krajów europejskich (22,7 proc.) – tę formę wypoczynku preferuje aż 41 proc. najmłodszych respondentów. Polskie góry to z kolei wymarzony kierunek co szóstego Polaka. Na wycieczkę do innego polskiego miasta zdecyduje się co dziesiąta osoba, a niewiele mniej (8,8 proc.) odpocznie na wsi oraz na Mazurach (6,9 proc.). Co szósty badany nie podjął jeszcze decyzji o tegorocznym wyjeździe.

Ponad połowa Polaków (51,9 proc.) na miejsce dotrze samochodem, który jest najpopularniejszym środkiem transportu osób od 35 lat wzwyż. Niecałe 43 proc. na wakacje uda się komunikacją zbiorową, np. samolotem, pociągiem czy autobusem. Z tej opcji najliczniej skorzystają najmłodsi, w szczególności 18-24 latkowie (52,9 proc.). Kobiety częściej wybiorą samochód (54,8 proc. vs. 48,6 proc. mężczyzn), a mężczyźni komunikację zbiorową (45,1 proc. vs. 40,8 proc. kobiet).

Najchętniej zatrzymamy się w hotelach (29,2 proc.), pensjonatach (20,6 proc.), a także u znajomych lub rodziny (18,7 proc.). Co szósta osoba zarezerwuje domek letniskowy, a tylko 4,3 proc. przenocuje na polu namiotowym.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w kwietniu 2024 r.

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL

Szallas Group należąca do Wirtualnej Polski Holding kupuje 80% udziałów w rumuńskiej spółce Creative Eye SRL, zarządzającej platformą turystyczną Litoralulromanesc.ro. Tym samym WP kontynuuje ekspansję w obszarze turystyki w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość transakcji to 16,8 mln euro, kwota ta będzie skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji.

„Litoralul Romanesc” oznacza w tłumaczeniu „rumuńskie wybrzeże”. Litoralulromanesc.ro to platforma oferująca noclegi w obiektach położonych wzdłuż linii brzegowej Morza Czarnego w Rumunii, głównie w kurortach i hotelach. Spółka ma w ofercie kilkaset obiektów noclegowych, w których w 2023 roku klienci dokonali rezerwacji o łącznej wartości przekraczającej 45 mln euro. W tym okresie spółka wygenerowała około 3 mln euro wyniku EBITDA.

Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.
Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

– Grupa Szallas dołączyła do WP pod koniec 2022 roku. Od tego czasu konsekwentnie realizujemy strategię budowania lokalnego czempiona w obszarze rezerwacji turystyki krajowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Bardzo się cieszę, że pierwsza akwizycja Grupy Szallas, po przejęciu jej przez Wirtualną Polskę, ma miejsce w Rumunii – kraju, w którym naszym zdaniem rozwój usług turystycznych będzie najszybszy. Wierzymy, że tak jak cała rumuńska gospodarka, rynek turystyczny również zanotuje niebawem bardzo dynamiczne wzrosty, doganiając porównywalne kraje mówi Aleksander Kusz, VP E-commerce Wirtualna Polska Holding S.A.

Wartość zakupu 80% udziałów w Creative Eye SRL to 16,8 mln euro, skorygowana o gotówkę netto w spółce na dzień zamknięcia transakcji. W ramach transakcji WP zobowiązała się także do nabycia pozostałych 20% udziałów w 2025 roku, po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego za rok 2024. Wartość nabycia 20% udziałów zostanie określona na podstawie mechanizmu ustalonego w umowie sprzedaży.

– Szallas Group w Rumunii działa od 2020 roku, gdy przejął portal rezerwacyjny Travelminit.  Zakup Litoralulromanesc to krok milowy w naszym rozwoju w tym kraju. Jest to połączenie dwóch biznesów działających w turystyce, które mają różne, ale uzupełniające się cechy. Travelminit koncentruje się na krótkich, weekendowych wyjazdach do mniejszych obiektów noclegowych w głębi kraju, podczas gdy Litoralulromanesc to krajowy lider wakacyjnych wyjazdów, do większych hoteli i ośrodków wypoczynkowych położonych nad morzem. Razem będziemy w stanie zaoferować naszym klientom kompleksową ofertę turystyczną – mówi Ferenc Rigo, CEO Szallas Group.

– Nasze doświadczenie technologiczne, skuteczny model biznesowy i potencjał zostały zauważone na rynku europejskim przez Grupę Szallas, wspieraną przez Wirtualną Polskę Holding. Inwestycja w Creative Eye SRL to wspólne zobowiązanie, aby dalej rozwijać firmę
i wspólnie z Travelminit, osiągnąć pozycję lidera rynku w Rumunii. Będziemy mogli oferować naszym klientom nowe rozwiązania, zarówno na rynku lokalnym, jak i regionalnym, wchodzimy w ten sposób na kolejny poziom rozwoju –
dodaje Ionut Nedea, założyciel i prezes Creative Eye SRL.

Transakcja zostanie sfinalizowana po spełnieniu warunków zawieszających, w szczególności zgody organu antymonopolowego w Rumunii.

Grupa Szallas jest właścicielem internetowych portali do rezerwacji noclegów, które są marką pierwszego wyboru dla lokalnych turystów. Z cyfrowymi produktami turystycznymi w Polsce (Nocowanie.pl), Rumunii (Travelminit.ro), Węgrzech (Szallas.hu), w Czechach (Hotel.cz) i Chorwacji, Szallas oferuje bazę ponad 80 000 miejsc noclegowych oferowanych przez partnerów. Grupa koncentruje się na rozwoju technologii platform turystycznych, prowadzi również dodatkowe usługi dla klientów m.in. kupony zniżkowe, usługi touroperatorów i pakiety spa. Grupa Szallas dołączyła do Wirtualnej Polski Holding w 2022 roku.

Jak będzie wyglądał rynek pracy za 10 lat? Kryzys demograficzny i cztery generacje pracowników

Polska stoi w obliczu kryzysu demograficznego o znaczącym wpływie na przyszłość rynku pracy. Przedsiębiorstwa, ze względu na coraz niższy wskaźnik dzietności, muszą zacząć opracowywać strategię zarządzania, uwzględniając różnorodność wiekową pracowników. Malejąca liczba młodych pracowników oraz wydłużający się okres aktywności zawodowej osób starszych sprawią, że na rynku pracy coraz częściej będziemy obserwować zjawisko współpracy nawet 4 pokoleń. Już teraz 69% firm wskazało, że pracują dla nich przynajmniej 3 różne generacje[1]. Choć deklarują, że wiążą się z tym pewne wyzwania, zespoły międzypokoleniowe mają realny wpływ na poprawę wyników operacyjnych.

Twarzą w twarz z kryzysem demograficznym – wyzwania dla Polski i Europy

W Polsce od 2012 r. notowany jest stały ubytek liczby ludności. W latach 2011-2022 populacja zmniejszyła się o 772,1 tys. (o 2%), przy czym ponad 60% tej wartości stanowił ubytek odnotowany w 2020 r. (o 294,0 tys.) oraz w 2021 r. (o 180,9 tys.). To oznacza, że mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem. Prognozy również nie są optymistyczne – według GUS w latach 2025-2060 populacja będzie się stale zmniejszać. Do 2040 r. liczba ludności wyniesie 35,3 mln, a do 2060 r. – 30,9 mln[2]. Ubytek ten jest efektem spadku wskaźnika dzietności. Z danych Eurostatu za 2022 r. wynika, że nasz kraj zajmuje piąte miejsce pod względem najniższego wskaźnika dzietności w Unii Europejskiej.

Cztery pokolenia na rynku pracy

Postępujący kryzys demograficzny rzutuje na przyszłość w kontekście społecznym, przynosząc jednoczenie nieuchronne zmiany na rynku pracy. Starzejące się społeczeństwo i malejąca liczba osób aktywnych zawodowo wymuszają na przedsiębiorstwach konieczność adaptacji do nowych warunków. Wielopokoleniowe zespoły stają się nie tylko normą, ale także niezbędnym elementem efektywnej działalności biznesowej. Co więcej, uwolnienie ich potencjału przekłada się na poprawę wyników operacyjnych, w tym zysku, wzrost zadowolenia pracowników i inne korzyści na wielu płaszczyznach.  Firmy już teraz muszą opracować strategie, które uwzględniają różnorodność wiekową pracowników i promują synergiczne relacje międzypokoleniowe.

Z badania Open GI Test zrealizowanego w ramach projektu Gen4Gen wynika, że w 69% firm już teraz pracują przedstawiciele przynajmniej 3 różnych generacji, a zaledwie 20% respondentów podało, że ponad 70% pracowników to osoby z jednego pokolenia.

Realia demograficzne naszego kraju sprawiają, że już dziś interakcji międzypokoleniowych nie da się uniknąć, funkcjonując w społeczeństwie, a z czasem będą one tylko zyskiwać na znaczeniu. Liczby jasno wskazują, że trend multigeneracyjnych zespołów jest powszechny również na rynku pracy, stając się jego integralną częścią. Firmy zrozumiały konieczność adaptacji do zmieniającej się struktury wiekowej pracowników oraz do wykorzystania różnorodności generacyjnej jako atutu w budowaniu silnych i innowacyjnych zespołów. W naszym badaniu 75% firm wskazało, że promuje stałą wymianę wiedzy między pracownikami, która odbywa się międzydziałowo na różnych szczeblach. Z mojego doświadczenia wynika, że organizacje coraz częściej przykładają wagę do wspierania współpracy międzypokoleniowej, nie tylko odpowiadając na realia rynku pracy, ale także dostrzegając w tym obszarze ogromny potencjał biznesowy do odblokowania. Warto mieć świadomość, że zaangażowanie w tym zakresie to zarówno wyraz odpowiedzialności społecznej, jak i efektywności biznesowi, co potwierdza, że możliwa jest jednoczesna realizacja celów operacyjnych oraz zrównoważonego rozwoju – wskazuje Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom, inicjator projektu GEN4GEN.

Dialog międzypokoleniowy – klucz do rozwijania się biznesu

Według raportu Future 2024 firmy określone jako otwarte na różnorodność miały 1,7 razy większą szansę na stanie się liderem innowacyjności. Dane wskazały także, że zespoły inkluzywne w 87% przypadków podejmują lepsze decyzje biznesowe, a także podejmują kluczowe decyzje 2 razy szybciej. Właściwe zarządzanie różnorodnością pokoleniową może przyczynić się zatem do zwiększenia efektywności procesów biznesowych i osiągnięcia lepszych wyników operacyjnych.

W efektywnym zarządzaniu różnorodnością pokoleniową kluczowe jest przyjęcie właściwego podejścia. Optymalnym rozwiązaniem dla firm, które w mojej opinii powinny rozważyć, jest podjęcie działań łączących różne generacje, zamiast postrzegać różnice międzypokoleniowe jako przeszkody. Aby to osiągnąć, niezbędne jest zrozumienie i uwzględnienie systemów wartości i oczekiwań każdego z pokoleń. Poprzez promowanie współpracy i wzajemnego zrozumienia między pokoleniami, organizacje mogą tworzyć bardziej dynamiczne i innowacyjne środowisko pracy, co sprzyja osiąganiu sukcesów biznesowych, a także budowaniu dalszej przewagi konkurencyjnej i rozwojowi organizacji – podpowiada Waldemar Olbryk.

Na rynku pracy mamy obecnie 4 pokolenia: X, Y, Millenialsów oraz Baby Boomers. Każde z nich charakteryzuje się swoimi unikalnymi cechami, indywidualnymi potrzebami i kompetencjami. Większe zrozumienie i uwzględnienie różnic międzypokoleniowych może stanowić nie tylko wyzwanie, ale także ogromną szansę dla przedsiębiorstw. Dążenie do budowy bardziej zrównoważonych i innowacyjnych miejsc pracy wymaga właściwego dostosowania się do zmieniającej się dynamiki pokoleniowej. To podejście może okazać się kluczowym czynnikiem sukcesu dla firm, które pragną zachować swoją konkurencyjność na rynku pracy przyszłości.

[1] Badanie Open GI Test zrealizowane w ramach projektu Gen4Gen zainicjowanego przez Archicom, 2024

[2] Wyniki raportu analitycznego „Rozwój regionalny Polski 2023” opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny.

OPEC+ tnie dostawy, EBC obniża stopy procentowe

Piątkowe notowania przyniosły wzrosty indeksu Dow Jones (+1,51 proc.) oraz SP500 (+0,8 proc.) i jednocześnie brak zmian technologicznego Nasdaq Composite (-0,01 proc.). Inflacja PCE w USA okazała się zgodna z oczekiwaniami i wskazała na stabilizację dynamiki wzrostu cen. Dolar stracił na wartości a rentowności obligacji amerykańskiego rządu spadły. Przedstawiciele OPEC+ zgodnie z oczekiwaniami rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, a grupa przedstawiła również plany stopniowego łagodzenia cięć od czwartego kwartału. W tym tygodniu NFP oraz decyzja EBC.

Rynek na piątkowy raport na temat wydatków amerykanów zareagował słabszym dolarem i wzrostami na Wall Street. Deflator PCE uplasował się na poziomie 2,7 proc. rok do roku i wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca. Bazowy wskaźnik wyniósł odpowiednio 2,8 proc. oraz 0,2 proc. W tym przypadku w ujęciu miesięcznym wynik jest lekko niższy od prognoz (0,3 proc.) i jednocześnie najsłabszy od początku roku. Z reakcji rynkowej można zakładać, że obawiano się negatywnej niespodzianki i widać, że inwestorzy odetchnęli z ulgą. Dane w pewien sposób zmniejszają niepokój dotyczący uporczywości inflacji ale Fed z pewnością będzie chciał otrzymać więcej dowodów, że dynamika wzrostu cen znajduje się na odpowiednim (czyli deflacyjnym) kursie. Teraz uwaga przenosi się na rynek pracy. W tym tygodniu otrzymamy ankietę JOLTS przedstawiającą popyt na pracę oraz rotację pracowników, wskaźnik ADP i przede wszystkim miesięczne zestawienie danych – czyli raport NFP.

W tym tygodniu EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych, mimo, że w ostatnim czasie otrzymaliśmy gorsze dane inflacyjne a także silniejszy wzrost płac negocjowanych. W tym momencie ciężko będzie europejskim decydentom wycofać się z deklaracji łagodzenia warunków monetarnych już na czerwcowym posiedzeniu. Publikacje z minionego tygodnia mogą jednak wpłynąć na tempo i skalę dalszego cyklu obniżek.

Pierwsza redukcja kosztu pieniądza w strefie euro jest już niemalże przesądzona. Tak wynika z wyceny rynkowej ale również z ostatnich twierdzeń członków Rady Prezesów EBC, nawet tych należących do obozu „jastrzębi”. Rynek nie otrzyma jednak dalszych wskazówek jak będzie przebiegał cały cykl. Prawdopodobnie usłyszymy znane stwierdzenie, że dalsze decyzje będą zależne od napływających danych. W ten sposób EBC nie chce się zobowiązać do określonej ścieżki stóp.

Warto też wspomnieć o decyzji OPEC+, która nie zaskoczyła. Przedstawiciele tego gremium rozszerzyli swoje dodatkowe dobrowolne cięcia dostaw, natomiast zostały jednocześnie przedstawione plany stopniowych ich redukcji. To powinno spowodować, że w kolejnych miesiącach na rynku ropy będziemy doświadczać deficytu podaży.

Rynek był najbardziej zainteresowany tym, co będzie z dodatkowymi dobrowolnymi cieciami podaży o 2,2 mln baryłek dziennie, które miały wygasnąć z końcem czerwca tego roku. Tu otrzymaliśmy przedłużenie o kwartał a następnie ma nastąpić stopniowe wycofywanie się z tych działań do września 2025 roku. Inwestorzy po cichu oczekiwali, że dodatkowe dobrowolne cięcia będą przedłużone do końca tego roku.

Ogólnogrupowe redukcje wydobycia (ok. 2mln b/d) zostały wydłużone do końca 2025 roku (wcześniej miały wygasnąć z końcem 2024 r.). Z kolei dobrowolna redukcja podaży w wysokości 1,66 mln b/d od dziewięciu członków OPEC+ – wprowadzona w maju 2023 r. – również została przedłużona do końca 2025 roku.

Cena ropy brent dziś rano na otwarciu spadła poniżej 81 USD. Ogólnie zmienność jest niewielka a notowania cały czas oscylują wokół lokalnych minimów i jednocześnie znajdują się w istotnej strefie wsparcia horyzontalnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Lekarze będą mogli szerzej informować o swojej działalności w social mediach. Duża zmiana w Kodeksie Etyki

Lekarze idą drogą prawników. Liberalizacja przepisów dotyczących promocji pracy lekarza już w 2025 roku.

Nowelizacja Kodeksu Etyki Lekarzy pozwoli na informowanie o jego działalności. To w opinii prawników znacząca zmiana. Lekarz już niebawem będzie mógł informować o swojej aktywności np. w social mediach. – Do prawników trafiało wiele spraw, gdzie lekarze pytali czy mogą założyć Facebooka czy Instagrama. Dochodziło także do sytuacji, że np. prywatne przychodnie publikowały posty ze zdjęciami lekarzy, a potem publiczne jednostki miały o to do nich pretensję sugerując, że reklamują oni swoim nazwiskiem i wiedzą ekspercką komercyjne podmioty – mówi mecenas Marek Jarosiewicz. Czy zmiany doprowadzą do uporządkowania tej sytuacji?

Lekarz na Instagramie i Facebooku nareszcie bez wątpliwości? „Lekarze idą z duchem czasu”

Kwestia dopuszczalności publikowania przez lekarzy w mediach społecznościowych wpisów na temat prowadzonej działalności budzi kontrowersje w zasadzie od momentu powstania tych kanałów komunikacji.

– Spory od zawsze dotyczyły więc tego, gdzie przebiega granica między tym, co dozwolone i tym, co nie powinno mieć miejsca – i to tych kwestii dotykały również częste pytania kierowane przez lekarzy do prawników. Dotychczas w Kodeksie Etyki Lekarzy wprost była mowa o tym, że wszelka reklama jest zakazana. Od 1.01.2025 r. przepis ten zostanie wykreślony, w Kodeksie znajdzie się natomiast postanowienie mówiące, że lekarz może informować o swych usługach w sposób zgodny z zasadami etyki lekarskiej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

– W moim przekonaniu przyjęte w nowej wersji Kodeksu Etyki Lekarskiej przepisy dotyczące dopuszczalności informowania przez lekarza o prowadzonej działalności należy generalnie ocenić pozytywnie, jako idące z duchem czasu i – w swych założeniach – nawiązujące w pewnym stopniu np. do kierunku, w jakim podążali także autorzy ostatnich zmian w Kodeksie Etyki Adwokackiej, a wręcz: idące jeszcze kilka kroków dalej – mówi mecenas Marek Jarosiewicz.

Jednocześnie, nie można przy tym zapominać, że w mocy pozostaną ograniczenia reklamy wynikające z przepisów powszechnie obowiązujących, np. z ustawy o działalności leczniczej, czy z ustawy Prawo farmaceutyczne.

W roku 2023 w kodeksie etyki adwokackiej pojawiła się liberalizacja, która pozwala adwokatom na informowanie o ich działalności. To spowodowało większą aktywność mecenasów w mediach społecznościowych. Niezależnie od tej zmiany, w przeciwieństwie jednak do zmian w kodeksie etyki lekarskiej, w kodeksie etyki adwokackiej utrzymany został zakaz reklamy usług prawniczych. Pomimo istniejących różnic w regulacjach dotyczących obu w/w grup zawodowych, dotychczasowe doświadczenia prawników mogą być pewnym drogowskazem co do tego, jakie informacje o prowadzonej przez lekarza działalności nie powinny budzić żadnych zastrzeżeń.

– Uważam, że w erze Internetu i powszechnego dostępu do informacji, dopuszczenie, by lekarz informował o prowadzonej działalności, jest nie tylko uzasadnione, ale wręcz potrzebne. Dobrze też się stało, że obwarowano jednak tę możliwość pewnymi ograniczeniami, stawiając wymóg zgodności takiej informacji z zasadami etyki. Pomimo zatem tego, że z Kodeksu Etyki Lekarskiej wykreślono zakaz reklamy, bez wątpienia nadal pozostaną zakazane działania takie jak reklama porównawcza, czy promowanie własnej osoby oparte o podważanie kompetencji innych lekarzy. W odniesieniu do konkretnych sytuacji nadal mogą niestety występować wątpliwości co do tego, czy dany sposób informowania o swych usługach jest zgodny z etyką lekarską, czy też nie  – mówi mecenas Jarosiewicz.

Nie wszystko będzie dozwolone i są pewne kontrowersje

Ekspert kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski zaznacza jednak, że nowe przepisy mają także inne mankamenty.

Sporo problemów może wyniknąć m.in. w związku z wykreśleniem przepisu, który dotychczas zakazywał posługiwania się przez lekarza swym nazwiskiem i wizerunkiem w celach komercyjnych – co prawda zaznaczono przy tym, że owe cele muszą mieć związek z wykonywaną działalnością lekarską, jednakże wydaje się, że w tym przypadku pole do interpretacji pozostaje zbyt szerokie i tu słusznie wielu prawników poddaje przyjęte rozwiązania krytyce. Szkoda, że nie zdecydowano się na przyjęcie rozwiązania analogiczne z kodeksem etyki adwokackiej, który zabrania m.in. współpracy z podmiotami, które pozyskują klientów w sposób sprzeczny nie tylko z prawem, ale też zasadami współżycia społecznego.

Dodajmy, że w nowych przepisach dotyczących etyki lekarskiej: niedopuszczalne jest m.in. wykorzystywanie autorytetu lekarza do promowania usług niezwiązanych z wykonywaniem zawodu lekarza.

SatRev pozyskuje kolejnego inwestora

SatRev, wrocławska spółka technologiczna z branży SpaceTech właśnie sfinalizowała pierwszą transzę środków realizowanej rundy na dalszy rozwój.  Fundusz Imperio ASI inwestuje w SatRev S.A., polskiego producenta nano i mikrosatelit, umacniając tym samym jego pozycję na rynku. Ponadto, dodatkowe zaangażowanie planuje również główny udziałowiec. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój projektu związanego z budową konstelacji REC do zaawansowanego obrazowania Ziemi w wysokiej rozdzielczości. Taka konstelacja satelit z krótkim okresem rewizyty umożliwia dostarczanie – praktycznie w czasie rzeczywistym – cennych informacji, które zyskują na coraz większym znaczeniu, zwłaszcza w kontekscie geopolitycznym, klimatycznym czy obronnym.

Spółka jest jedną z dwóch, może trzech firm, które postawiły sobie za cel udoskonalenie obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym. Zapotrzebowanie na usługi rośnie w błyskawicznym tempie, czego przykładem jest dynamiczny rozwój firm z branży NewSpace na całym świecie, a wydatki na obronność i zapobieganie konfliktom zbrojnym umacniają pozycję firm z sektora kosmicznego. Ten wektor wzrostu jest siłą napędową dla SatRev, spółki której potencjał rośnie z dnia na dzień.

Od początku działalności nasza firma nakierowana była na stworzenie innowacyjnych i przełomowych produktów z zakresu obserwacji Ziemi. Aktualne napięcia geopolityczne, trwająca wojna na Ukrainie, zagrożenia płynące z konfliktów na różnych terytoriach – nie tylko w Europie, dodatkowo zwiększyły presję oraz zapotrzebowanie na nasze usługi. A to tylko mały wycinek zastosowania danych satelitarnych, albowiem rynek się poprawił i oczekuje od nas jeszcze szerszego spektrum działania. Nasz cel zawsze był ten sam – stworzyć konstelację do obserwacji Ziemi w wysokiej rozdzielczości obrazu i w czasie jak najbardziej zbliżonym do rzeczywistego. Teraz to właściwy czas i miejsce, aby wykorzystać nasze dotychczasowe osiągnięcia oraz wiedzę – zaznacza Prezes SatRev, Grzegorz Zwoliński.

Spółka już teraz realizuje dochodowe projekty, czego dowodem są kontrakty na dostarczanie danych, kompleksowe programy projektowania, produkcji i wynoszenia satelitów dla agencji rządowych Sułtanatu Omanu oraz Australii. Obecnie trwają przygotowania do kolejnych tego typu kontraktów w innych krajach, w tym w Afryce.

SatRev rozwija dwa główne filary swojego biznesu. Nasz podstawowy biznes to Earth Observation Data, czyli m.in. wysokiej rozdzielczości zdjęcia satelitarne dla podmiotów obejmujących wszystkie krytyczne obszary decyzyjne, m.in. od zarządzania kryzsowego, monitorowania zmian klimatycznych, zanieczyszczeń środowiska, aż po dane sateliarne z szerokim zastosowaniem np. dla sektora wojskowego, ubezpieczeniowego czy morskiego. Drugim naszym filarem, niesamowicie kapitałochłonnym jest inwestowanie w budowę własnych satelitów, które zgodnie z planami utworzą w najbliższym czasie konstelację REC. Co więcej nie zamykamy się tylko do tych zastosowań. Nasze rozwiązania umożliwiają także wynoszenie ładunków klientów (payload) na orbitę w ramach naszej obitalnej usługi transportowej, tzw. Hosted Payload Mission  – wyjaśnia Grzegorz Zwoliński

W niedalekiej przyszłości SatRev uruchomi na swojej stronie internetowej usługę on-line, która umożliwi bookowanie ładunków do transportów kosmicznych, a następnie ich szybkie wyniesienie na orbitę okołoziemską z wykorzystaniem własnych satelitów. Kosmiczny transport przekroczy granicę science-fiction. To realne oczekiwanie rynku, to postęp, który wyznacza nowy sposób na dostarczanie cennych informacji za pomocą inteligentnych urządzeń wynoszonych na orbitę. Badania przeprowadzone przez Spółkę wskazują na coraz większe zainteresowanie taką formą transportu przez firmy, instytucje oraz państwa, których potrzeby zauważalnie rosną wraz z postępem technologicznym wykorzystującym kosmiczne rozwiązania.

Obserwujemy rynek i reagujemy na zmiany, nasza elastyczność pozwala nam na szybkie dostosowanie się do zmieniającego się popytu i to jest naszą przewagą – wyjaśnia Grzegorz Zwoliński

Spółka ma ambitne plany z zamiarem zbudowania własnej konstelacji satelitów REC, aby zostać liderem tym segmencie.  Przedsięwzięcie nie jest łatwe, ale wykonalne i wymaga sporych nakładów finansowych, aby sprostać założeniom projektu. Konstelacja REC z krótką, 30-to minutową częstotliwością odświeżania wymaga umieszczenia na odpowiedniej orbicie okołoziemskiej ponad tysiąca satelitów.  Satelity konstelacji REC to niezależne jednostki składające się z rozkładanych segmentów zwierciadeł pozwalające na pozyskiwanie zobrazowań w wysokiej rozdzielczości, które z wykorzystaniem warstwy AI będzie można oferować klientom m.in. z sektora wojskowego, ubezpieczeniowego, geodezji i kartografii, rolnictwa precyzyjnego i leśnictwa, zarządzania kryzysowego, wód lądowych czy monitorowania podatków od nieruchomości, a to tylko nieliczne z zastosowań. Ponadto, częsta rewizyta, czyli obecność nad każdym punktem ziemi w czasie 30 min pozwala na dostarczenie zdjęć praktycznie bez opóźnień.

Zapotrzebowanie na tego typu dane rośnie w dynamicznym tempie, dlatego jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni do naszej przyszłości na rynku. Technologia satelitarna wymaga wyjątkowo dużego zaangażowania finansowego i merytorycznego, ale jest to wkład, który się opłaca, bo pociąga za sobą ponadprzeciętny wzrost technologiczny i perspektywę stosunkowo dużego zwrotu inwestycji.

Prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski powołany na stanowisko dyrektora NCBR

7 czerwca 2024 roku, minister nauki Dariusz Wieczorek powołał prof. dr hab. inż. Jerzego Małachowskiego na stanowisko dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Od 7 marca br. prof. Małachowski sprawował funkcję pełniącego obowiązki dyrektora instytucji.

Powołanie jest wynikiem konkursu, przeprowadzonego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, któremu podlega NCBR.

Gratuluję Panu Profesorowi Małachowskiemu wygranej w konkursie na dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jego doświadczenie oraz dotychczasowa bogata kariera naukowa pomogą w podjęciu wyzwań, przed jakimi stoi instytucja. NCBR odgrywa strategiczną rolę przy wspieraniu projektów realizowanych wspólnie przez podmioty naukowe, uczelnie, biznes i przemysł powiedział Dariusz Wieczorek, minister nauki.

Bardzo się cieszę, że uzyskałem zaufanie komisji konkursowej oraz Pana Ministra Wieczorka, czego wynikiem jest powierzenie mi roli osoby kierującej tak ważną instytucją, wspierającą politykę naukową i innowacyjną Państwa. Przede mną cztery lata intensywnej kadencji, w czasie której chcę uczynić NCBR organizacją nowoczesną, transparentną i skuteczną. Moimi priorytetami są uporządkowanie oraz usprawnienie procesów oraz zbliżenie świata nauki do biznesu – wskazał dyrektor Małachowski.    

Prof. Małachowski jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Tytuł profesora w dziedzinie nauk technicznych uzyskał w roku 2019. Kierował licznymi projektami oraz uczestniczył jako wykonawca w ponad 30 przedsięwzięciach ukierunkowanych na prace naukowe, rozwojowe i wdrożeniowe. Efekty tych badań to m.in. 9 patentów oraz 3 kolejne w zatwierdzeniu. Członek komitetów naukowych ponad 40 konferencji krajowych i międzynarodowych. Regularnie recenzuje artykuły naukowe w czasopismach z listy JCR. Jego dorobek publikacyjny obejmuje ponad 600 pozycji. W roku 2010 otrzymał Złoty Krzyż Zasługi od Prezydenta RP, a w roku 2011 – Medal Komisji Edukacji Narodowej. Od 2016 r. pełni funkcję Dziekana Wydziału Inżynierii Mechanicznej WAT.

NCBR wróciło pod nadzór Ministra nauki

7 marca br. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju powróciło pod nadzór ministra właściwego ds. nauki i szkolnictwa wyższego. Nastąpiło to w efekcie wejścia w życie Ustawy z dn. 26 stycznia 2024 o zmianie ustawy o NCBR oraz ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. W okresie od 1 sierpnia 2022 roku do 6 marca 2024 roku nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju sprawował minister właściwy do spraw rozwoju regionalnego.

RAFAKO podpisało umowę na ponad 6,5 mln euro z firmą VIA OCEL

RAFAKO SA zawarła umowę ze spółka VIA OCEL, w ramach której opracuje dokumentację oraz dostarczy elementy ciśnieniowe kotła dla modernizowanego bloku Tent B2 w Elektrowni Nikola Tesla w serbskim Obrenovacu. Kontrakt będzie realizowany do 23 maja 2025 r. , a jego wartość szacowana jest na ponad 6,5 mln euro.  Pozwoli to elektrowni Nikola Tesla – która jest jedną z kluczowych instalacji w serbskim systemie energetycznym – na uzyskanie większej wydajności oraz wdrożenie technologii niskoemisyjnej. Obecny Zarząd RAFAKO jest zdeterminowany, aby nie tylko uzdrowić sytuację finansową spółki, ale także zdecydowanie zwiększyć jej sprzedaż w Polsce i za granicą.

Elektrownia Nikola Tesla w Obrenovacu zaspokaja około jedną piątą potrzeb energetycznych Serbii. Jest to, funkcjonująca na bazie węgla, jedna z kluczowych instalacji   w serbskim systemie energetycznym. Modernizacja kotła BB-1880 w elektrowni ma na celu m.in. zwiększenie jego wydajności parowej z obecnych 1880 t/h na 2000 t/h, a tym samym mocy bloku z 620 MW na 665 MW. Modernizacja kotła parowego poprzez zastosowanie produkowanych przez RAFAKO komponentów ciśnieniowych, pozwoli elektrowni na uzyskanie większej wydajności oraz wdrożenie technologii niskoemisyjnej. Działanie to będzie nie tylko korzystne z punktu widzenia finansowego (obniżenie kosztów utrzymania) i operacyjnego (pozwoli zminimalizować potencjalne przestoje w produkcji), ale również będzie kluczowe dla zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności środowiskowej przedsiębiorstwa. Modernizacja części ciśnieniowej może również przyczynić się do przedłużenia żywotności samego kotła, zabezpieczając bezpieczeństwo dostaw energii dla odbiorców.

– Zawarty kontrakt wpisuje się w prace RAFAKO nad wprowadzeniem na rynek rozwiązań, które zwiększają efektywność bloków węglowych. Obserwujemy ogromne zainteresowanie naszymi nowymi produktami zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dowodem tego jest  kontrakt z serbską firmą VIA OCEL, który pokazuje unikatowe referencje i „know how” RAFAKO nie tylko na rynku polskim, ale także na rynkach zagranicznych. To także dowód na to, że polska firma może skutecznie konkurować w tak konkurencyjnym sektorze z zagranicznymi konkurentami. Podpisana dzisiaj umowa to jeden z najbardziej znaczących kontraktów zawartych przez RAFAKO w ostatnich miesiącach. Obecnie intensywnie działamy aby – nie tylko uzdrowić Spółkę – ale również zwiększyć sprzedaż na rynku polskim i międzynarodowym. Warto podkreślić, że dostrzegamy także szanse na to, aby niebawem Spółka mogła być podwykonawcą w planowanych w różnych miejscach Europy projektach związanych z budową elektrowni atomowych – komentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes Zarządu RAFAKO.

Spółka RAFAKO na rynku serbskim (wcześniej jugosłowiańskim) jest obecna od lat 70-tych XX w. W latach 1966 -1983 Rafako dostarczyło kotły dla elektrowni Nikola Tesla „A” i „B” oraz Morava. Kolejnymi pracami zrealizowanymi na rynku serbskim były m.in. modernizacja kotła w elektrowni Morawa (2016-2017), modernizacja kotłów w TENT B (kocioł bloku B1- etap I w 2012 roku, etap II w latach 2020-2024, kocioł bloku B2 – etap I w latach2016-2017).

Rzecznik MŚP apeluje o przesunięcie terminu wdrożenia KSeF dla małych firm

Pod koniec kwietnia Rzecznik MŚP Adam Abramowicz zwrócił się z pismem do Ministra Finansów Andrzeja Domańskiego w sprawie wprowadzenia w życie Krajowego Systemu e-Faktur. Dziękując za przesunięcie terminu obowiązkowego wdrożenia KSeF (co zgodne było z wcześniejszym postulatem Rzecznika MŚP), Adam Abramowicz zwrócił równocześnie uwagę Ministrowi Finansów, że nowy termin, przewidziany dla mniejszych firm, czyli 1 kwietnia 2026, nastręczy tym firmom wiele trudności. Początek kwietnia to bowiem ta pora roku, kiedy następuje największa kumulacja sprawozdań, zeznań etc.

Nałożenie się na to wdrożenia KSeF odbije się na jakości prac biur księgowych i może narazić firmy na dotkliwe straty. Biorąc to pod uwagę, Rzecznik MŚP wnioskował do Ministra Finansów, by termin wejścia w życie obligatoryjnego KSeF dla firm o mniejszej wartości sprzedaży przesunąć na 1 czerwca.

Pismem z 4 czerwca Wiceminister Finansów Jarosław Neneman, w imieniu Ministra Andrzeja Domańskiego, odpowiedział na list Rzecznika MŚP. Niestety, Minister Neneman, obszernie relacjonując przebieg prac nad ustawą o e-fakturowaniu, w żaden sposób mnie odnosi się do meritum uwag Adama Abramowicza i podtrzymuje termin 1 kwietnia. Za dwa lata przedsiębiorcy muszą więc spodziewać się dużych napięć w funkcjonowaniu biur księgowych. Odroczenie terminu o dwa miesiące nie spowoduje istotnych zaburzeń we wdrożeniu KSeF, za to poprawi komfort i jakość pracy służb księgowych. Dla urzędników nie jest to ważne. Kiedy wdrażano Polski Ład, koszty wprowadzania tej ustawy przerzucono na biura księgowe. Teraz przy KSeF ma być podobnie.

EBC obniża stopy, rosną szanse na obniżkę stóp procentowych w USA

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny obniżył główną stopę procentową o ćwierć punktu procentowego. Amerykanie nadal czekają, ale widać powoli zmiany nastawienia. W tle brak zmian w polityce monetarnej w Indiach.

EBC nie zaskoczyło rynków

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny obniżył główną stopę procentową o 0,25% na wczorajszym posiedzeniu. W rezultacie wynosi ona 4,25% i jest o 1% niższa od poziomu w USA. Rynki zareagowały na tę wiadomość bardzo spokojnie. Powodem był fakt, że dokładnie takiego obrotu spraw oczekiwano. Rynki oczekiwały ćwierć procenta w dół i to otrzymały. Była wątpliwość, czy ruch ten będzie kontynuowany i faktycznie konferencja po samej decyzji potwierdziła te obawy. Wygląda na to, że EBC weszło w tryb obniżek stóp, ale nie należy się spodziewać obniżki na każdym posiedzeniu. W rezultacie z jednej strony wyprzedzono ruch Amerykanów. Z drugiej dbają mocno, by stopy za oceanem nie pozostawały zbyt dużo powyżej europejskich. Takie zjawisko w dłuższym okresie sprzyjałoby silnemu umocnieniu dolara.

Na co czekają Amerykanie?

Jeszcze pod koniec maja szanse na utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie przekraczały 50%. Dzisiaj jest to zaledwie 32%. Co powoduje te zmiany? Zdaniem analityków z jednej strony jest to strach przed umacnianiem się dolara w czasie, gdy Europa będzie redukować stopy procentowe, a Amerykanie utrzymują je wysokie. W rezultacie silniejsza waluta powinna odbić się negatywnie na gospodarce. Ważne dane w tym kontekście będą publikowane już dzisiaj. Jeżeli w ramach sytuacji na rynku pracy zobaczymy pogorszenie, np. 4% stopę bezrobocia lub spadek liczby nowych miejsc pracy możemy spodziewać się silnych zmian. W takim scenariuszu FED raczej będzie się starał nie doprowadzić do zaduszenia gospodarki i raczej przyspieszy obniżki. To powinno osłabiać dolara.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

Posiedzenie Banku Centralnego Indii nie wprowadziło żadnych zmian w polityce monetarnej. Stopa procentowa w dalszym ciągu znajduje się na poziomie 6,5%. Jest to brak zmian od lutego 2023 roku. Na co warto zwrócić uwagę, Indie podobnie jak inne kraje azjatyckie znacznie mniej cięły stopę procentową niż państwa zachodnie. W rezultacie inflacja w szczytowym momencie nie przekraczała 8%. Jest to zatem dużo mniejszy problem niż w naszej części świata. Ten znacznie niższy wzrost cen połączony jest bowiem z bardzo szybkim rozwojem gospodarczym, który obecnie po słabszym kwartale spowolnił do 7,6%. Rynki przyjęły tę decyzję bardzo neutralnie, znacznie ważniejszym tematem jest tam zakończenie największych wyborów w historii świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dywergencja w politykach monetarnych argumentem silniejszego złotego

Zmienność na rynku walutowym podczas wczorajszej decyzji EBC i późniejszej konferencji prasowej była ograniczona. Euro lekko zyskało ale zmienność na głównej parze walutowej pozostała ograniczona. Działo się tak dlatego, że bank podjął decyzję szeroko oczekiwaną. Rynek zdążył już wcześniej wycenić wczorajszy ruch. Oprócz lekkich zmian w prognozach, nie otrzymaliśmy nic szczególnego, co mogłoby zmienić postrzeganie przyszłych działań europejskiej instytucji. Więcej zmian nastąpiło na parach złotowych. PLN umocnił się do głównych walut, ponieważ RPP odrzuca możliwość cięć stóp procentowych w tym roku.

Jedną z jastrzębich niespodzianek była rewizja prognoz inflacji na kolejne lata. Ekonomiści EBC podwyższyli swoje szacunki na 2025 rok dla wskaźnika ogólnego o 0,2 punkty procentowe a dla bazowego o 0,1 pp. W pewnym stopniu jest to sprzeczne z wczorajszą decyzja o obniżce kosztu pieniądza ale być może decydenci EBC będą chcieli utrzymać teraz poziom stóp na wciąż wysokim poziomie po prostu nieco dłużej. Aktualnie rynek wycenia szanse na lipcowy ruch w dół na poziomie ok 40 proc. Więcej, bo aż 65 proc. wynosi prawdopodobieństwo redukcji na grudniowym posiedzeniu.

Na konferencji Lagarde przyznała, że zaufanie do osiągnięcia inflacyjnego celu średnioterminowego wzrosło. Argumentowała czerwcową decyzję znaczącym postępem w procesie dezinflacyjnym Wskazała jednocześnie, że dalsze luzowanie jest możliwe, ale nie padły konkretne daty. EBC ewidentnie nie chce zobowiązywać się do z góry ustalonej ścieżki. Chce podążać za danymi i reagować na bieżąco.

Zarówno środowa decyzja RPP ja i czwartkowa konferencja prasowa umocniła złotego. Restrykcyjne nastawienie Rady zostało potwierdzone. Obniżka stóp w tym roku została wykluczona na ten moment. Decydenci NBP na czele z Adamem Glapińskim chcą stabilizacji inflacji w horyzoncie oddziaływania polityki monetarnej – stąd też takie a nie inne działanie. W dość jasny sposób zasygnalizowano, że ewentualne cięcia mogą pojawić się w okolicy połowy roku, ale zanim to nastąpi RPP musi dysponować silnymi argumentami. „Jastrzębiość” Rady została wzmocniona oceną Glapińskiego, który uważa, że ewentualne podwyżki są realne, gdyby najnowsze projekcje wskazywały na wzrost wskaźników CPI w przyszłym roku. Taki jednak scenariusz jest na ten moment mało prawdopodobny. Aktualnie RPP widzi inflację bazową na koniec tego roku w okolicy 4 proc. a ogólny wskaźnik CPI na poziomie 5,2 proc. r/r. Wg oceny Rady głównym zagrożeniem podbicia inflacji w przyszłości jest wzrost płac a także duża niepewność co do cen energii w II półroczu. Z kolei oceniono, że wpływ powrotu wyższej stawki VAT na żywność w przyszłości może jeszcze oddziaływać na ogólną dynamikę wzrostu cen.

W tym momencie dywergencja w politykach monetarnych EBC (obniżki) oraz RPP (stabilizacja na wysokim poziomie) będzie prawdopodobnie w średnim terminie pozytywnie oddziaływać na złotego. Jeśli do tego dojdą cięcia ze strony Fed-u (wrzesień) siła złotego może być dodatkowo wspierana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ostatni dzień na zakup akcji Proacta uprawniających do udziału w emisji z prawem poboru

Dzień prawa poboru dla akcji Proacta S.A. wyznaczony został na 11 czerwca br., oznacza to, że dziś (7 czerwca) jest ostatni dzień sesyjny, w którym można nabyć akcje Spółki z przysługującym prawem poboru do objęcia akcji serii N. Termin przyjmowania zapisów w wykonaniu prawa poboru i zapisów dodatkowych na akcje wyznaczono od 18 czerwca do 10 lipca br., a przydział akcji serii N został wyznaczony na 22 lipca 2024 r. Proacta w ramach emisji planuje pozyskać do 2,02 mln zł przy cenie emisyjnej 0,50 zł za jedną sztukę akcji. Pozyskane z emisji środki finansowe przeznaczone zostaną m.in. na rozwój oraz działania promocyjne platformy „Dbam o siebie”, która wspiera pacjentów w analizie wyników badań laboratoryjnych i pomaga zadbać o swoje zdrowie.

Podczas nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariusze Proacta zdecydowali o podwyższeniu kapitału zakładowego Spółki poprzez emisję do 4 049 139 akcji serii N o wartości 0,50 zł za akcję w ramach subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.

Akcjonariusze za każdą jedną posiadaną akcję spółki Proacta na koniec dnia ustalenia prawa poboru (tj. 11 czerwca br.) otrzymają jedno jednostkowe prawo poboru. Dwadzieścia osiem jednostkowych praw poboru uprawnia do objęcia jednej akcji serii N.

Przydział akcji serii N objętych w wykonaniu prawa poboru oraz w zapisach dodatkowych nastąpi w dniu 22 lipca 2024 roku. Termin przyjmowania zapisów na akcje serii N Spółki nieobjęte w wykonaniu prawa poboru i w zapisach dodatkowych przez podmioty, które odpowiedzą na zaproszenie Zarządu Spółki, został wyznaczony od 23 lipca 2024 roku do 6 sierpnia 2024 roku.

Środki finansowe pozyskane w ramach emisji akcji serii N przeznaczone zostaną na cele rozwojowe platformy „Dbam o siebie”, której premiera nastąpi w połowie roku. W kolejnych miesiącach wystartuje kampania promocyjna rozwiązania skierowana do klientów indywidualnych.

– W tym momencie mamy gotowe rozwiązanie, które jest przygotowane do komercjalizacji. Zależy nam, aby dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, dlatego planujemy szeroką kampanię marketingową z wykorzystaniem największych portali, reklam w social media oraz zaangażowanie influencerów. Naszym celem jest wzrost rozpoznawalności naszej Platformy i zachęcenie odbiorców do wykorzystywania nowoczesnych technologii w codziennym dbaniu o swoje zdrowie  – informuje Paweł Ciesielka, prezes Proacta S.A.

Proacta zaoferuje usługę „Dbam o siebie Smart LAB” w modelu SaaS. Rozwiązanie początkowo skierowane będzie do klientów indywidualnych. W przyszłości planowana jest współpraca z prywatnymi placówkami opieki zdrowotnej oraz rozszerzenie działalności na sektor publiczny.

Platforma „Dbam o siebie” to innowacyjne narzędzie, które pomaga użytkownikom lepiej zrozumieć wyniki badań laboratoryjnych i skutecznie zarządzać zdrowiem. Raporty identyfikują potencjalne ryzyka zdrowotne w obszarach takich jak regulacja poziomu cukru we krwi, funkcjonowanie tarczycy, układ sercowo-naczyniowy, wątroba i przewód pokarmowy. Uwzględniają przy tym wpływ stylu życia, istniejących schorzeń, symptomów, diety, suplementacji i leków. Oprócz generowania spersonalizowanych raportów zdrowotnych, platforma będzie pełnić także rolę edukacyjną, wspierając użytkowników w pogłębianiu wiedzy na temat ich stanu zdrowia.

Decyzja EBC: Stopy w dół, ale na mocniejsze cięcia poczekamy do 2025 r.

Europejski Bank Centralny obniżył dziś stopy procentowe o 0,25 pkt. proc. do 4,25 proc. To decyzja zgodna z oczekiwaniami rynku, który już od kilku tygodni przewidywał taki scenariusz. Nie oznacza to jednak rychłego powrotu do polityki zerowych stóp procentowych. Cały czas realne są obawy przed powrotem wyższej inflacji. Na poważniejszy pakiet cięć stóp w Europie poczekamy najprawdopodobniej do 2025 roku.

Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Tym samym, wysokość stopy refinansowej spadła z 4,5 do 4,25 proc. Jest to pierwsza obniżka tej stopy od 8 lat, długo wyczekiwana i przewidywana przez rynek. To także wyraźne potwierdzenie światowego trendu, w którym obniżki stóp przeważają nad podwyżkami – od początku roku na całym świecie było już 67 decyzji o obniżkach stóp i tylko 16 o podwyżkach. W tym roku, spośród krajów europejskich, stopy obniżyły już Czechy, Węgry, Szwajcaria i Szwecja. Na świecie, z dużych gospodarek, takie kroki podjęły także kraje Ameryki Południowej – Brazylia, Chile i Argentyna, które w poprzedniej fazie cyklu gospodarczego jako pierwsze zaczęły podnosić stopy procentowe.

Oczywiście, dla światowej gospodarki oraz inwestorów najważniejszy pozostaje poziom stóp w USA oraz właśnie w Strefie Euro. Od dłuższego czasu trwał wyścig, kto pierwszy obniży stopy. Teraz został on rozstrzygnięty, a obniżka stóp w USA – oddala się. Nastąpi najwcześniej po wakacjach. Podczas gdy wzrost gospodarczy w USA w ostatnich kwartałach spowolnił, nadal pozostaje on wyższy niż w Europie, czyli wynosi 1,6 proc. w porównaniu do 0,3 proc. Inflacja bazowa po drugiej stronie Atlantyku jest jednak wyższa – 3,6 proc. w porównaniu do 2,9 proc.. Ostatecznie, Europa robi większe postępy w walce z inflacją, co daje EBC większe pole manewru niż ma FED. W Polsce inflacja wynosi obecnie 2,5 proc., ale obawy o jej wzrost powodują, że na obniżki stóp poczekamy najprawdopodobniej do 2025 roku.

W Europie, rynki długo czekały na obniżkę stóp procentowych. Biorąc pod uwagę wysoką wrażliwość zarówno gospodarki UE, jak i rynków akcji na niższe stopy procentowe, jest to szczególny katalizator. Najważniejszym wyzwaniem dla EBC, podobnie jak dla innych banków centralnych, pozostaje utrzymanie równowagi pomiędzy wspieraniem ożywienia gospodarczego a unikaniem nowych zawirowań inflacyjnych. Zbyt szybkie i zbyt gwałtowne obniżanie kosztów finansowania zewnętrznego w nadchodzących miesiącach mogłoby nadmiernie pobudzić gospodarkę i wywołać drugą falę inflacji.

Silny rynek pracy w Europie sprawia, że gospodarka jest bardziej odporna niż oczekiwano. Jednak siła ta niesie ze sobą ryzyko dla przyszłej polityki stóp procentowych. W pierwszym kwartale, płace w Europie wzrosły o 4,7 proc. w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę, że wydatki konsumenckie stanowią ponad 50 proc. europejskiego PKB, nie można ignorować tego zjawiska. Jednocześnie, inflacja w Europie spada – głównie z powodu wysokich stóp procentowych. Spadająca inflacja i rosnące płace mogą wskazywać, że konsumpcja jest pobudzana przez wyższe realne dochody. Może to zmusić EBC do odroczenia planowanych cięć stóp procentowych w celu zapobiegania drugiej fali inflacji i utrzymania stabilności cen.

Obniżka stóp procentowych w żadnym wypadku nie oznacza rychłego powrotu do polityki zerowych stóp procentowych. Rynek obecnie ocenia, że do końca roku stopy powinny spaść o 0,61 pkt. proc., z czego spadek o 0,16 pkt. proc. dotyczy wrzesnia. Zatem – w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu – kolejna obniżka stóp w Strefie Euro może nastąpić w grudniu, a bardziej kompleksowa runda cięć może rozpocząć się najwcześniej w 2025 roku. Europejski sektor usług odnotowuje silniejszy wzrost, sektor produkcyjny również wykazuje wyraźną poprawę. Niemniej jednak, wzrost nadal pozostaje w tyle za dynamiką w USA. Latem pojawi się silniejsza dynamika wzrostu, a to może znacznie utrudnić drogę do dalszych obniżek stóp procentowych.

Decyzja dotycząca stóp następuje w dniu rozpoczęcia wyborów do Parlamentu Europejskiego, które w poszczególnych krajach odbywają się od 6 do 9 czerwca. Głosowanie w Polsce odbędzie się w niedzielę 9 czerwca.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Co Eurowybory zmienią w gospodarce?

Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego to jedyne wybory, w których bezpośrednio możemy wybrać swoich przedstawicieli w instytucjach Unii Europejskiej. Chociaż sam Parlament Europejski nie wydaje się aż tak kluczowy jak działalność Komisji Europejskiej czy Rady Europejskiej, to jednak wyniki wyborów mogą zmienić kierunek, w którym dalej będzie szła Unia Europejska. Obecnie UE boryka się z wieloma problemami, w których wyróżnić możemy nie tylko nadmierną regulację, niepewne losy sztandarowego projektu Zielonego Ładu, ale również imigrację czy kryzys tożsamościowy.

W wyborach, które przeprowadzone będą w dniach 6-9 czerwca 2024 uprawnionych do głosowania jest ok. 370 milionów obywateli 27 państw członkowskich. Czy wybory te mają jakiekolwiek znaczenie, patrząc na sondaże, które wskazują na raczej niewielkie zmiany przy sterach głównych władz? Czy wybory te będą miały wpływ na rynki finansowe, które w coraz mniejszym stopniu są zależne od wyników gospodarczych państw członkowskich, patrząc na duży udział przychodów płynących z USA czy nawet Chin? Co jest kluczowe dla obywateli Unii Europejskiej?

Nadmierne przeregulowanie?

Porównując ze sobą trzy największe gospodarki tego świata, czyli USA, Chiny i Unię Europejską nierzadko można spotkać się z takim zestawieniem, w którym widzimy, że to USA są odpowiedzialne za większość innowacji, co następnie kopiowane jest w Chinach, natomiast wykorzystanie tego w Unii Europejskiej jest możliwe dopiero wtedy, kiedy dojdzie do odpowiednich regulacji. Prowadzi to do tego, że na największych innowacjach zarabia się poza Starym Kontynentem i co ciekawe często robią to również europejskie spółki, korzystając z preferencyjnych warunków w innych państwach.

Oczywiście może to być daleko idące przerysowanie, ale bardzo często nadmierne regulacje czy biurokracja stwarza pewne bariery, które prowadzą do ograniczenia potencjalnego wzrostu gospodarczego czy również samego rozwoju rynku finansowego. Warto spojrzeć na to, że jedna z najbardziej innowacyjnych spółek ostatnich lat – Nvidia, przekroczyła swoją kapitalizacją cały niemiecki rynek akcji. Może to pokazywać, jak mocno w tyle znajduje się rynek europejski, w porównaniu do rynku amerykańskiego. Choć większość regulacji ma oczywiście na celu ochronę mniejszych podmiotów i samych konsumentów, to jednak czasami można mieć wrażenie, że europejscy urzędnicy szukają dziury w całym. Z drugiej strony brak w Europie jest tak spektakularnych bankructw jak w Stanach Zjednoczonych czy braku ochrony konsumenta jak w Chinach.Nadmierne przeregulowanie

Cały niemiecki rynek akcyjny jest obecnie warty mniej niż Nvidia, choć na samym niemieckim rynku nie brakuje spółek technologicznych. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Zielona transformacja – szansa czy obniżenie produktywności?

Transformacja energetyczna w Europie jest jednym z najgorętszych tematów ostatnich lat, a dodatkowo może spowodować spore zawirowania w wynikach do Europarlamentu. Często mówi się, że w wyborach do Europarlamentu można pokazać swoje niezadowolenie w stosunku do obecnej władzy w danym kraju. Wiąże to się również z tym, że najbardziej zdeterminowani są właśnie ci najmniej zadowoleni, a frekwencja w wyborach nie należy do zbyt dużych. Co więcej, sam wynik wyborów może niekoniecznie pokazywać poparcie lub sprzeciw dla obecnej polityki Unii Europejskiej, choć w przypadku sztandarowego programu dotyczącego zielonego ładu można stwierdzić, że wyniki wyborów najprawdopodobniej doprowadzą do złagodzenia samego podejścia Unii Europejskiej do obecnie bardzo rygorystycznego stanowiska. Od wielu miesięcy w wielu krajach możemy zauważyć trend, w których zyskują partie, które w mniejszym stopniu popierają transformację energetyczną.

Właśnie dlatego plan przyjęty w 2019 roku, który ma na celu doprowadzenia do zerowej emisyjności netto do 2050 roku, ma sporo problemów z dalszą realizacją. Oczywiście ma to swoje podłoże w kryzysie energetycznym, który swoją kulminację miał w 2022 roku, co obecnie wzmocnione jest również strajkami rolników niezadowolonych postanowieniami zielonej transformacji. Oczywiście UE ma wiele sukcesów na polu polityki klimatycznej. Do 2022 roku udało się zredukować 32,5% zanieczyszczeń w porównaniu do poziomów z 1990 roku, choć wiele zostało dalej do zrobienia. Niemniej, biorąc pod uwagę restrykcyjne wytyczne i duże niezadowolenie społeczeństwa i spadek konkurencyjności względem innych gospodarek, dalsze losy zielonego ładu mogą być niepewne.

UE zobowiązała się, aby do 2035 roku wszystkie nowe samochody były zerowo emisyjne, co oznaczałoby koniec samochodów spalinowych. Chociaż europejscy producenci mocno inwestowali w produkcję m.in. samochodów elektrycznych, to już od dawna widać, że cały przemysł motoryzacyjny chciałby przesunięcia tego terminu. Należy podkreślić, że jedną z najbardziej stratnych gospodarek na tym polu będą Niemcy, które już mocno tracą udział w rynkach na całym świecie, względem chińskich producentów samochodów elektrycznych. Czy w takim razie nowe władze Unii Europejskiej zdecydują się na zmiękczenie stanowiska i wsparcie europejskiego przemysłu? Z drugiej strony Europa należy do innowatorów względem zielonej energii, która za kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat może być kluczowa. Choć w UE nie brakuje regulacji, to wciąż wydaje się, że firmy nie mają odpowiedniego wsparcia, aby dalej zwiększać innowacyjność na tym polu.

Szanse dla sztucznej inteligencji?

Sztuczna inteligencja to jeden z najważniejszych trendów technologicznych ostatnich kilkudziesięciu lat. Z racji, że jest to jeszcze nowość, Unia Europejska ma wciąż duże szanse na to, aby stać się kluczowym globalnym graczem na tym rynku. Inwestycje zagraniczne w krajach Unii Europejskiej zaczęły spadać, pierwszy raz od pandemii za 2023 rok, co pokazuje, że nowe władze Unii Europejskiej muszą mocno pracować nad zwiększeniem handlu zagranicznego, w szczególności w eksportowaniu produktów i usług związanych z najnowszą technologią. Europa może pochwalić się spółkami, które w przyszłości mogą stanowić konkurencję dla Nvidii. Jest to ASML, NXP Semiconductors czy również brytyjski ARM Holdings. Chociaż wszystkie te spółki notowane są na amerykańskim Nasdaqu, to UE i poszczególne kraje powinny się starać, aby inwestycje tych spółek pozostały na Starym Kontynencie. Tylko w taki sposób Europa będzie mogła pozostać w wyścigu innowacyjności między takimi graczami jak USA i Chiny.

Czy wybory mają jakiekolwiek znaczenie?

Obecnie rządząca koalicja w Unii Europejskiej posiada 420 mandatów w parlamencie. Przewiduje się, że utrzyma ona władze, choć z ok. 390 miejscami w 720-osobowym parlamencie. Centroprawicowa Europejska Partia Ludowa (EPP), która stanowi trzon tej koalicji, traci sukcesywnie poparcie, patrząc na poprzednie wybory w 2019 oraz 2014 roku. Wobec tego trudno oczekiwać, żeby kierunek w Unii Europejskiej mocno zmienił się przez najbliższe 5 lat. Oczywiście można oczekiwać pewnego złagodzenia podejścia do Zielonego Ładu i próby wspierania innowacyjności, w szczególności na ostatniej fali sztucznej inteligencji. Z drugiej strony zmniejszająca się liczba osób w koalicji może powstrzymać Unię Europejską przed jeszcze większą integracją, która może być obecnie kluczowa do utrzymania kroku USA i Chinom. Jednym z kluczowych czynników może być pogłębienie jednolitego europejskiego rynku, przede wszystkim pod względem rynku akcji, systemu podatkowego czy bankowości, która mogłaby zapewnić mocniejsze wsparcie dla finansowania kluczowych projektów.

Z pewnością najważniejsza uwaga należy się teraz sektorowi technologicznemu w Europie. Z drugiej strony trudno oczekiwać, aby tracący sektor związany z odnawialną energią miał teraz zyskać na znaczeniu. Wciąż uśpiony sektor samochodowy może zyskać na znaczeniu, jeśli władze europejskie zdecydują się wesprzeć europejski przemysł, choć ten może mieć również wsparcie w postaci nadchodzących niższych stóp procentowych. Chociaż w przeszłości wybory nie stanowiły punktów zwrotnych dla europejskiego indeksu Eurostoxx 50, to warto zwrócić uwagę, że znajdujemy się w ciekawym miejscu przy historycznych szczytach, ale jednocześnie przy dosyć tanim euro i nadchodzących obniżkach stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny.

Wybory do Parlamentu Europejskiego

Wybory do Parlamentu Europejskiego nie stanowiły zwykle punktu zwrotnego dla głównego europejskiego indeksu. Teraz jednak wyniki powinny być wyrównane bardziej niż zwykle, choć jednocześnie same czynniki fundamentalne nie wydają się być bardzo złe dla europejskich spółek. Źródło: xStation5

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

„Zerowe prawdopodobieństwo” obniżki stóp w 2024 r. to dobry sygnał dla złotego

Po publikacji istotnie niższej od oczekiwań majowej inflacji CPI (2,5%, w samym środku celu inflacyjnego NBP) spekulowano, że prezes Adam Glapiński może podczas wieńczącej czerwcowe posiedzenie RPP konferencji prasowej przybrać gołębie pióra. Okazała się ona jednak jedną z najbardziej jastrzębich w tym roku, prowadząc parę EUR/PLN ponownie poniżej poziomu 4,29.

Pozostawienie stóp procentowych po raz ósmy z rzędu na niezmienionym poziomie (ze stopą referencyjną wynoszącą 5,75%) nie stanowiło dla nikogo najmniejszego zaskoczenia, uwaga przeniosła się więc w kierunku płynących ze strony prezesa Glapińskiego komunikatów. Te ponownie skoncentrowały się na kwestiach inflacyjnych.

Glapiński początkowo położył nacisk na postępy w zakresie sprowadzenia dynamiki cen do celu NBP (2,5% ± 1 pp.), podkreślając także, że znajduje się ona na poziomie średniej w Unii Europejskiej. Prędko zdecydował się jednak podkreślić mnogość czynników, które spowodują jej wzrost w III kwartale br. Modyfikacje w zakresie regulowanych cen energii, ciepła i gazu ponownie pojawiły się na afiszu, stanowiąc centralny punkt jego wypowiedzi. Co istotne, prezes Glapiński wspomniał, że przy obecnej postaci legislacji, zakładającej częściowe odmrożenie cen energii, inflacja powróci na koniec roku w okolice 5%, a zgodnie z jego oceną przy owym scenariuszu szansa na obniżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku jest zerowa.

RPP koncentruje się obecnie jednak przede wszystkim na bazowej mierze inflacji, która wciąż jest wysoka. Wzrost płac od początku roku pozostaje dwucyfrowy, budząc uzasadnione podejrzenia, że inflacja, w tym szczególnie w silnie uzależnionym od pensji pracowniczych sektorze usługowym będzie podwyższona. Już w lipcu otrzymamy nowe prognozy dot. zarówno inflacji, jak i wzrostu gospodarczego. Na tę chwilę szacunki NBP zakładają spadek bazowej miary inflacji do okolic 4% na koniec roku.

Prezes wyraźnie odsuwał oczekiwania wobec cięć stóp procentowych, akcentując nie tylko wspomniane bliskie pewności podbicie inflacji powyżej celu banku, ale i „dość luźną” politykę fiskalną, niepewność geopolityczną czy oznaki pewnego ożywienia gospodarczego (stanowiącego czynnik proinflacyjny). W odróżnieniu od poprzednich konferencji, wyraźnie akcentował także to, że w razie negatywnych zaskoczeń inflacyjnych wzrost stóp procentowych nie jest wykluczony.

Jak sam podkreślił, konferencja miała jastrzębi charakter. Patrząc na ruchy innych banków centralnych oraz biorąc pod uwagę komunikaty płynące ze strony RPP, możemy spodziewać się, że złoty będzie w najbliższych miesiącach korzystał z rosnącej rozbieżności między stopami procentowymi w Polsce oraz na świecie.

Jako że obniżki stóp procentowych w Polsce są tematem odległym, co nie ulegało wątpliwości nawet i przed czerwcowym posiedzeniem, potencjał dzisiejszej konferencji na wywołanie zmienności był ograniczony. Jastrzębiość wypowiedzi prezesa Glapińskiego miała jednak znaczenie dla rynku, prowadząc do zauważalnego spadku oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych w kontraktach FRA. Wsparło to spadek pary EUR/PLN poniżej poziomu 4,29.

Autor: Michał Jóźwiak – analityk rynków walutowych Ebury

Ile kosztuje i gdzie warto wziąć kredyt na samochód używany?

Zastanawiasz się, ile kosztuje kredyt na samochód używany? Taka forma finansowania jest proponowana przez podmioty zajmujące się finansowaniem zakupu pojazdów, a także przez niektóre banki. Zanim zdecydujesz się na kredyt na samochód używany, poznaj podstawowe warunki finansowania, a także ryzyko, z jakim wiąże się zaciągnięcie zobowiązania na używany pojazd.

Czy banki udzielają kredytów na samochody używane?

Pokrycie kosztów zakupu samochodu osobowego jest możliwe na wiele sposobów. Możesz wykorzystać dedykowany kredyt na samochód używany, gdzie zabezpieczeniem finansowania będzie zakupione auto. Takie rozwiązanie może zwiększyć Twoją zdolność kredytową oraz szanse na pozyskanie finansowania w większej kwocie.

Alternatywnie możesz zdecydować się na kredyt gotówkowy z opcją przeznaczenia środków na używany pojazd. Jak to możliwe? Otóż kredyty gotówkowe są udzielane na dowolnie wybrany cel, co oznacza, że otrzymane pieniądze możesz spożytkować tak, jak tylko chcesz. Dzięki temu w ramach kredytu gotówkowego pokryjesz nawet do 100% wartości zakupu używanego auta i to bez konieczności ustanowienia zabezpieczenia na ruchomości.

Kredyty gotówkowe oraz kredyty na samochody używane są udzielane przez większość banków komercyjnych w Polsce. Wystarczy, że wybierzesz się do placówki bankowej, porozmawiasz z doradcą i złożysz wniosek kredytowy. Odpowiadając na pytanie, czy można wziąć kredyt na używane auto – zdecydowanie tak! Co więcej, masz nawet kilka opcji – to nie tylko kredyt samochodowy, ale także kredyt gotówkowy na samochód używany bez konieczności ustanawiania dodatkowego zabezpieczenia na ruchomości.

Na czym polega kredyt na samochód używany? Warunki

Jeśli zdecydujesz się na standardowy kredyt na samochód używany, musisz liczyć się z tym, że bank będzie wymagać spełnienia kilku warunków. Aby złożyć wniosek o przyznanie kredytu na auto używane, musisz mieć:

  • co najmniej 18 lat,
  • pełną zdolność do czynności prawnych,
  • odpowiednio wysokie dochody.

Instytucja finansowa może nakładać też pewne ograniczenia, jeśli chodzi o wartość i wiek pojazdu. Najczęściej nie można pokryć kosztów zakupu auta starszego niż 5-15 lat (zależnie od banku). To jedyne ograniczenie, które dotyczy większości ofert kredytów na samochody używane.

Co więcej, w ramach takiej formy finansowania możesz skorzystać z dwóch opcji:

  1. Kredyt na samochód z ratą balonową – decydując się na taki kredyt, zapłacisz ostatnią ratę o wysokiej wartości (nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych). To pozwoli Ci na ograniczenie wysokości miesięcznej raty do minimum, a w razie potrzeby możesz rozłożyć ostatnią ratę kredytu na kolejne lata.
  2. Kredyt 50/50 na samochód – takie oferty są skierowane do osób z wysoką dyspozycją gotówki. W ramach umowy kredytu na używane auto zapłacisz tylko dwie raty po 50% wartości zakupionego pojazdu. Niekiedy konieczna będzie wpłata własna w wysokości ok. 10% wartości pojazdu.

Uwaga! Te warianty są skierowane raczej do osób, które chcą kupić nowe samochody. W przypadku aut z drugiej ręki najlepszym wyborem będzie standardowy kredyt na samochód używany, który udzielany jest na podobnych zasadach jak zobowiązanie gotówkowe.

Kto może wziąć kredyt na samochód używany?

Kredyt na samochód używany może wziąć praktycznie każda pełnoletnia osoba, która ma zdolność do czynności prawnych.

Kilka innych warunków do spełnienia w związku z ubieganiem się o kredyt na pokrycie kosztów zakupu używanego auta to:

  • odpowiednia wysokość zdolności kredytowej,
  • brak negatywnych wpisów w BIK,
  • ważny dowód tożsamości.

Jako potencjalny kredytobiorca musisz też dostarczyć do banku kilka niezbędnych dokumentów. Są to:

  • zaświadczenie o dochodach na druku od pracodawcy,
  • dokumenty powiązane z kupowanym samochodem, np. umowa kupna-sprzedaży, faktura pro-forma lub kserokopia dowodu rejestracyjnego.

Planujesz wziąć kredyt na samochód używany? Wymagania banku są raczej niewygórowane. Wystarczy, że masz odpowiednio wysokie dochody, brak negatywnej historii kredytowej oraz samochód używany, który spełnia wymogi oferty. Alternatywnie możesz zaciągnąć kredyt gotówkowy, gdzie nie ma żadnych ograniczeń odnośnie do wieku pojazdu – możesz pokryć koszt zakupu nawet kilkunastoletniego auta, bez zbędnych formalności.

Pamiętaj jednak, że kredyt na samochód używany bez BIK nie jest dostępny. Instytucje finansowe zawsze w tym przypadku weryfikują wiarygodność potencjalnych klientów w rejestrach Biura Informacji kredytowej.

Czy warto wziąć kredyt na samochód używany?

Wciąż się wahasz i nie wiesz, czy opłaca się brać kredyt na samochód? W dzisiejszych czasach wartość nowych i używanych pojazdów może być naprawdę wysoka. Z tego względu warto wybrać najtańszy kredyt na samochód używany i cieszyć się pojazdem bez wysokich miesięcznych kosztów. Wystarczy, że wybierzesz atrakcyjną ofertę finansowania, a formalności dopełnisz nawet w jeden dzień. Koniecznie sprawdź wysokość raty kredytu w kalkulatorze kredytu gotówkowego.

Jeśli potrzebujesz dodatkowych środków na zakup auta, ale nie chcesz ustanawiać ruchomości jako zabezpieczenia kredytu, postaw na zobowiązanie gotówkowe. Koszty będą podobne jak w przypadku kredytu na auto używane, ale bank nie będzie wymagać dodatkowego zabezpieczenia. Co więcej, środki spożytkujesz tak, jak tylko chcesz.

RPP utrzymuje stopy, EBC najprawdopodobniej je obniży

Indeksy SP500 oraz Nasdaq Composite urosły wczoraj odpowiednio o 1,2 oraz 2 proc. i zamknęły dzień na rekordowych poziomach. Dow Jones zyskał kosmetyczne 0,3 proc. ale w tym wypadku zabrakło wyznaczenia nowego szczytu. Wczorajsze dane ADP za maj wykazały najwolniejsze tempo wzrostu zatrudnienia od początku roku. Nastąpiło to po słabszej niż oczekiwano liczbie nowych miejsc pracy w USA we wtorek. Swoją siłą zaskoczył raport ISM dla amerykańskiego przemysłu. RPP utrzymała stopy proc. na dotychczasowym poziomie a Bank Kanady obniżył parametry swojej polityki monetarnej o 25 punktów bazowych. Dziś na łagodzenie warunków monetarnych prawdopodobnie zdecyduje się Europejski Bank Centralny.

Złoty na wczorajszej sesji zyskał co było pokłosiem decyzji RPP o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie a także oficjalnego komunikatu po posiedzeniu. Wciąż referencyjna miara wskazuje 5,75 proc. Sama decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynkowymi. Rada wciąż widzi czynniki ryzyka, które mogą podbić inflację w kolejnych miesiącach. Wskazano na słabnąca presję popytową a także kosztową i podkreślono, że w połączeniu ze słabą koniunkturą zewnętrzną i spadającą dynamiką wzrostu cen za granicą procesy inflacyjne w Polsce będą ulegać stopniowemu łagodzeniu. Zauważono, że ostatnie dane CPI przyniosły pozytywne niespodzianki. Wskaźniki spadały szybciej a sam proces określono bardziej trwałym. Teraz przychodzi nam czekać na lipcową projekcję, która może uwzględnić niższą ścieżkę inflacyjna. Rada pozostaje na kursie restrykcyjnym i tak też odebrał to rynek co było uwidocznione w silniejszym złotym. Kurs EUR/PLN zniżkował wczoraj z poziomu 4,3150 do 4,29. Dziś rano notowania znajdują się w okolicy 4,30.

Wydarzeniem dnia jak również tygodnia będzie dzisiejsza decyzja EBC. Europejska instytucja najprawdopodobniej dokona pierwszej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych z 4,5 proc. do 4,25 proc. (refinansowa) oraz z 4,00 proc. do 3,75 proc. (depozytowa). Wysoki, restrykcyjny poziom był utrzymywany od ośmiu miesięcy. W ostatnich tygodniach zmiana została w sposób dość klarowny zakomunikowana w przestrzeni publicznej przez przedstawicieli banku centralnego. Wg nich poprawiły się średnioterminowe perspektywy inflacyjne a dodatkowo czynniki, które mogą powyższych wskaźniki CPI w przyszłości są zaliczane do przejściowych. Dodatkowo spadają oczekiwania inflacyjne wśród konsumentów, co jest argumentem za luzowaniem warunków monetarnych. Należy pamiętać, że czynnikiem ryzyka, które może podbić dynamikę wzrostu cen pozostaje wysoka presja płacowa, która będzie łagodnieć, ale ten proces będzie długotrwały. Ostatnie dane dotyczące płac negocjowanych w strefie euro w I kwartale tego roku zaskoczyły negatywnie. Kluczowe będą wyniki za II kwartał. Najprawdopodobniej nie usłyszymy jasnej deklaracji co do tempa kolejnych obniżek. Zostaną one raczej uwarunkowane napływającymi danymi, które będą miały kluczowe znaczenie. Dla euro oczywiście znaczenie będzie mieć sama konferencja Christine Lagarde. Jeśli wypowiadane zdania będą miały charakter mocno jastrzębi i będą sugerować, że stopy pozostaną na wysokim poziomie dłużej, wówczas euro może zyskać co będzie zobrazowane wyższymi poziomami głównej pary walutowej i trwałym wyjściem notowań powyżej poziomu 1,09.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Moment dla banków centralnych

Czwartkowa sesja jest w pełni zdominowana przez politykę pieniężną. Lokalnie wyczekujemy (choć już nie z wypiekami na twarzy) na konferencję prasową prezesa Glapińskiego. Globalne w centrum uwagi pozostaje EBC, warto też zwrócić uwagę na posunięcie Banku Kanady.

Bez niespodzianki

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej była zgodna z konsensusem rynkowym i pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Żaden inny scenariusz tak naprawdę ani przez moment nie był brany pod uwagę. Ta jednomyślność analityków może się jednak powoli kończyć. Dla znacznej części z nich, wczorajsze wydarzenia jest realizacją przyjętej strategii, która mówi, że w tym roku nie należy spodziewać się żadnych posunięć ze strony NBP. Pojawiają się jednak głosy, że zmiany w komunikacie po decyzji otwierają furtkę do dyskusji o rozpoczęciu cyklu obniżek w czwartym kwartale. Te zmiany faktycznie są, a poziom ich subtelności (jak widać) jest mocno relatywny. W oczy się rzuca usunięcia zwrotu „istotnie wyższa”, co do predykcji inflacji w nadchodzących miesiącach. Rynek spodziewa się, że dynamika cen w szczytowym momencie roku może sięgnąć nawet 6%, korekty w komunikacie mogą sugerować, że NBP widzi ten szczyt niżej. To wszystko jednak tylko spekulacje i próba czytania między wierszami. Pewne światło na te rozważania rzuci dzisiejsza konferencja prasowa prezesa Glapińskiego. Ta nie budzi już takich emocji, jak choćby w zeszłym roku, jednak wciąż jest uznawana za ważniejsze wydarzenie niż sama decyzja.

EBC w blokach startowych

Dzisiaj w centrum uwagi znajduje się Europejski Bank Centralny i praktycznie już pewne rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Od kilku tygodni nie ma żadnych wątpliwości, że to właśnie w czerwcu EBC wykona pierwszy ruch, choć pojawiają się one, co do przyszłych posunięć. Obecny zakład stawia na szali trzecią obniżkę kosztu pieniądza do końca roku. Przeciwko temu scenariuszowi są ostatnie odczyty ze strefy euro. Po pierwsze w zeszłym tygodniu obserwowaliśmy mocniejsze odbicie dynamiki cen, po drugie nastroje w gospodarce nie są już tak hiobowe, jak jeszcze na początku roku. Z drugiej strony mamy wczorajszą decyzję Kanadyjczyków, ci również ścięli stopy, przy czym w komunikacie zasugerowano, że „ryzyka inflacyjne przeminęły”, więc kolejne obniżki w najbliższym czasie mogą być pożądane. Jeżeli kanadyjski optymizm udzieli się także pani Lagarde, możemy obserwować dzisiaj bardzo ciekawe przetasowania na głównej parze walutowej globu. Pani prezes do mediów wyjdzie o godzinie 14:45 i przynajmniej przez pierwsze 15 minut będzie uważnie słuchana przez inwestorów. Później konkurencyjne show rozpocznie prezes Glapiński.

Amerykanie też by chcieli

Gołębi sentyment rozsiewany przez Europejczyków i Kanadyjczyków powoli udziela się także Amerykanom. W Stanach znowu podnoszona jest dyskusja o możliwym wcześniejszym rozpoczęciu cyklu obniżek. Tym razem pretekstem, oprócz działań innych banków centralnych, miałaby być kondycja rynku pracy. W tym tygodniu mieliśmy już dwa raporty na ten temat, które delikatnie mówiąc, nie zachwyciły. Z tego powodu inwestorzy z pewną nadzieją czekają na jutrzejsze kluczowe odczyty NFP. Jeśli problemy na rynku pracy zostaną potwierdzone, możemy spodziewać się większej wiary, co do potencjalnej obniżki. Jeszcze na początku tygodnia szanse na wrześniową obniżkę wynosiły klasyczne fifty-fifty, teraz już są dwukrotnie wyższe niż opcja utrzymania stóp. Rosną też szansę na drugą obniżkę w grudniu.

Złoty po wczorajszym umocnieniu, dziś wraca do spadków. Euro znowu kosztuje powyżej 4,30 zł, dolar powraca nad poziom 3,95 zł. Jest to wynik przetasowań na głównej parze, która zarówno wczoraj, jak i dzisiaj nieskutecznie testowała pułap 1,09$.

Krzysztof Adamczak dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Sfinks kusi restauratorów z całej Polski podwojeniem obrotów

Sfinks Polska rozpoczyna ofensywę w celu zachęcenia osób prowadzących własne restauracje do przejścia na koncept SPHINX. Doświadczenia restauracyjnej grupy pokazują, że takie przekształcenie pozwala na zwiększenie obrotów lokalu nawet o 185%. Sfinks zaplanował też na ten rok rozwój sieci poprzez otwieranie nowych lokali w ramach swojego wiodącego konceptu restauracyjnego, SPHINX, i tzw. marek parasolowych, jak The Burgers by SPHINX i SPHINX Coctail Bar. Gastronomiczny operator pracuje również nad zasadami licencjonowana hoteli i restauracji hotelowych marką SPHINX.

– Po sukcesie sprzedażowym pierwszego Hotelu SPHINX w Żabiej Woli koło Warszawy intensywnie pracujemy nad przygotowaniem programu licencyjnego dla hoteli, gdyż może się to stać dla nas niezwykle atrakcyjnym kierunkiem rozwoju i źródłem skokowego zwiększenia przychodów dla właścicieli obiektów hotelowych. Analogicznie, znaczące wzrosty przychodów, między 30% a 185%, notują restauracje działające pod szyldem SPHINX, które wcześniej były prowadzone przez niezależnych restauratorów. Wejście do sieci, korzystanie z rozpoznawalnej marki i wspólnych działań marketingowym pozwala im na pozyskanie nowych klientów i nawet podwojenie liczby rachunków. Mamy już w naszej grupie takie restauracje. Co więcej, zamierzamy intensyfikować nasze działania w wielu regionach Polski, by pozyskać w ten sposób kolejne lokale dla naszej sieci, tym bardziej że takie przekształcenia przebiegają sprawnie, a restauracje mają krótki czas zwrotu z inwestycji – komentuje Mateusz Cacek, wiceprezes zarządu Sfinks Polska SA.

Przekształcenie istniejącej restauracji na lokal pod marką SPHINX wiąże się ze znacznie niższymi nakładami niż uruchomienie restauracji od zera. Wynikają one z konieczności adaptacji lokalu do standardów marki i zależą od stanu lokalu i jego wyposażenia. Czas zwrotu z takiej inwestycji wynosi ok. 12-18 miesięcy. Dzięki działaniu we wspólnej grupie przekształcona restauracja może korzystać z niższych cen zakupowych, pozwalających na obniżenie tzw. foodcostu o co najmniej 10%. Działanie pod silną, znaną marka ułatwia pozyskiwanie gości i wpływa na wzrost częstotliwości wizyt  lojalnych klientów, także dzięki korzystaniu z programu lojalnościowego Aperitif, zrzeszającego ponad 650 tys. osób. Restaurator może też liczyć na wsparcie w zakresie przygotowania menu i zarządzania ceną, pozyskiwania finansowania czy ograniczania ryzyka związanego z częstymi zmianami prawa

Sfinks zamierza też w dalszym ciągu rozwijać się poprzez uruchamianie nowych restauracji w modelu franczyzowym. Otworzył już w tym roku restauracje SPHINX w Toruniu w dawnej prestiżowej lokalizacji na Starym Mieście oraz w Gliwicach, gdzie powrócił po kilkuletniej nieobecności. Na zaawansowanym etapie przygotowań są trzy restauracje pod szyldem SPHINX, w tym restauracja w Poznaniu w Galerii Pestka, lokale miejskie w Jarocinie i Rzeszowie. W drugiej połowie roku otworzą się też dwie dodatkowe restauracje SPHINX w parkach handlowych – koło Warszawy (park Glinianka) i w Opolu (park Ozimska). W trakcie uzgodnień są kolejne lokalizacje dla marki SPHINX, w tym na Pomorzu i Dolnym Śląsku.

Sfinks pracuje też nad dalszym wzmocnieniem The Burgers, który powstał w czasach pandemii. Koncept ten został wówczas wprowadzony jako marka wirtualna, a po sukcesie w kanale on-line Sfinks zaczął budować sieć lokali stacjonarnych pod tym szyldem. W ramach kolejnego kroku rozwoju operator rozszerza menu tej sieci o inne dania niż burgery, chce też otwierać lokale o większej powierzchni. Wzrostowi sprzedaży ma również służyć sygnowanie ich marką SPHINX. W najbliższych tygodniach mają ruszyć kolejne dwa lokale The Burgers by SPHINX: w Gorzowie Wielkopolskim w Centrum Handlowym Askana oraz w podpoznańskich Komornikach, w Centrum Handlowym Auchan. Sfinks planuje też rozwój konceptu SPHINX Coctail Bar. Po sukcesie lokalizacji w Jarocinie planowane jest uruchomienie kolejnego lokalu na Śląsku.

– Spośród naszych nowych konceptów sprawdził się zarówno SPHINX Coctail Bar, jak i  nasza pierwsza restauracja hotelowa. Duży potencjał ma także marka The Burgers by SPHINX. Przykłady te, podobnie jak przekształconych na markę SPHINX lokali, potwierdzają ogromną siłę sprzedażową marki naszego flagowego brandu, który zgodnie z założeniami strategii ma stanowić wzmocnienie dla różnych naszych konceptów jako marka parasolowa. W tym roku z  pełną konsekwencją wdrażamy te założenia w rozwoju naszych sieci. Aktualnie stoimy przed ważną decyzją wyboru firmy logistycznej na kolejne lata, która byłaby w stanie podołać wyzwaniom związanym z realizacją naszej strategii i rozwojem grupy w różnych obszarach, nie tylko rosnących sieci restauracji, ale także naszego kanału delivery, dań gotowych i w niedalekiej przyszłości, mam nadzieję, także sieci hoteli, które mają nieco odmienne wymagania – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Zwiększaniu sprzedaży i poprawie rentowności Sfinksa ma służyć nie tylko rozwój sieci, ale także prace nad ofertą restauracji. Spółka stawia sobie dwa główne cele na ten rok – popularyzację oferty bankietowej i śniadań. Większość restauracji SPHINX działa teraz od godz. 8 lub 9 rano z nową ofertą porannych posiłków. W nowym menu śniadaniowym znalazły się propozycje na „duży i mały apetyt”, wytrawne i na słodko oraz kawa i herbata w promocyjnych cenach.

Prowadzone w ramach realizacji strategii działania mają pozytywny wpływ na wyniki finansowe grupy. W I kw. 2024 Sfinks Polska zwiększyła przychody ze sprzedaży gastronomicznej o 7,4% do 47,48 mln zł, niemal podwoiła skonsolidowany zysk operacyjny do poziomu 3,39 mln zł i wypracowała zysk netto o wartości 192 tys. zł przy zwiększeniu skonsolidowanego wyniku EBITDA o blisko 50% do 6,77 mln zł.