Obniżki stóp dopiero w 2025 r.

Profesor Adam Glapiński potwierdził, że nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych w tym roku. Jeżeli mowa o braku zmian to warto zwrócić uwagę na ratingi Polski. Nie zmieniło się również bezrobocie w Kanadzie.

Konferencja prezesa NBP

Adam Glapiński w ostatnim czasie mocno uspokoił show na konferencjach prasowych. Fani gatunku mogą być zawiedzeni, za to analitycy czekający na wskazówki co do dalszych decyzji odnajdują coś dla siebie. Na ostatniej konferencji bardzo wprost przedstawiana była perspektywa obniżek stóp procentowych dopiero w 2025 roku. Warto zwrócić uwagę, że w wypowiedziach wyraźnie widać, że rolą banku będzie reagowanie na wydarzenia, które się utrzymują przez dłuższy czas, a nie proaktywne podejście. Jeżeli taki sposób prowadzenia polityki monetarnej zostanie faktycznie utrzymany, to jeżeli dojdzie do odbicia poziomu wzrostu cen w wakacje, a wiele na to wskazuje, to faktycznie do końca roku obniżki nam nie grożą. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że mamy w branży rolnej pierwsze dobre sygnały. W praktyce zbiory były w zeszłym roku jeszcze gorsze, co daje tak cenny w obecnej sytuacji bodziec potencjalnie obniżający inflację.

Ratingi bez zmian

Piątkowe decyzje agencji ratingowych okazały się bez wpływu na rynki. Agencja S&P utrzymała rating na poziomie A- oraz perspektywę stabilną. Agencja Fitch utrzymała dokładnie ten sam poziom, również zachowując perspektywę stabilną. Agencje ratingowe zwyczajowo zanim dokonają ewentualnej zmiany ratingu, wcześniej modyfikują perspektywę wskazując przyszły kierunek zmian. W rezultacie pewne decyzje da się antycypować wcześniej. Wyjątkiem oczywiście są sytuacje nagłych kryzysów, kiedy możliwe są gwałtowne niezapowiedziane zmiany. Obecne publikacje nie miały z powyższych powodów wpływów na złotego.

Lepsze dane z Kanady

Piątkowe dane z tamtejszego rynku pracy okazały się lepsze od oczekiwań. Oczekiwano bowiem wzrostu stopy bezrobocia z 6,1% na 6,2%, a faktycznie udało się ją utrzymać na niezmienionym poziomie. Jeszcze lepszą informacją jest zmiana zatrudnienia. Spodziewano się 19 tysięcy miejsc pracy, a utworzono ich delikatnie ponad 90 tysięcy. Co prawda ponad połowa z nich powstała w niepełnym wymiarze godzin. Warto zwrócić uwagę, że tych na pełen etat i tak było ponad dwa razy więcej niż analitycy oczekiwali. Są to obiektywnie dobre dane pozwalające Kanadzie trwać w obecnej polityce monetarnej. Wielu komentatorów podnosiło bowiem argument, że w ciągu roku bezrobocie wzrosło tam o ponad 1 punkt procentowy, co wymaga działań. Skoro stopy procentowe mają pozostać na niezmienionym poziomie nadal to nie można się dziwić, że po decyzji dolar kanadyjski zyskiwał na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Rumunia – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Sektor BTR w Polsce urósł o 40% kolejny rok z rzędu

W 2023 roku polski rynek mieszkań na wynajem (BTR – Build-to-Rent) był świadkiem historycznego rekordu podaży. Do użytku oddano ponad 5 100 nowych mieszkań, co stanowi 40-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Na koniec 2023 roku w ofercie inwestorów instytucjonalnych dostępnych było ponad 16 000 mieszkań BTR, z czego blisko 32% zostało oddanych do użytku w tym samym roku. Warto jednak zauważyć, że mieszkania z rąk instytucji stanowiły zaledwie 1,4% całkowitej podaży mieszkań na wynajem w głównych miastach Polski, podczas gdy ponad 98% zasobów stanowi własność prywatna, szacowana na ponad 1,2 miliona lokali. Według ekspertów Knight Frank i Dentons, którzy opracowali najnowszy raport o rynku BTR w Polsce, dynamiczny rynek nieruchomości i panujące warunki społeczno-gospodarcze stwarzają nowe możliwości dalszej ekspansji tego sektora w Polsce. Potwierdzają to również ankietowani inwestorzy.

Knight Frank i Dentons po raz pierwszy stosują sformułowanie BTR, które precyzyjniej określa rynek mieszkań najmu instytucjonalnego i wydziela ten segment z całego rynku najmu. Powszechnie dotychczas używany skrót PRS (Private Rented Sector) w swojej definicji odnosi się również do prywatnego najmu mieszkań. W kontekście różnic pomiędzy tymi segmentami rynku konieczne było ich jasne zdefiniowanie na nowo.

Najważniejsze wnioski jakie płyną z raportu Dentons i Knight Frank:

  • Na koniec 2023 roku od inwestorów instytucjonalnych dostępnych było do wynajęcia ponad 16 000 mieszkań BTR, z czego blisko 32% zostało oddanych do użytku w tym samym roku.
  • Mieszkania BTR stanowiły zaledwie 1,4% ogółu zasobów mieszkań na wynajem w głównych miastach Polski, podczas gdy zasoby mieszkań na wynajem będących własnością prywatną szacowane są na ponad 1,2 mln lokali, co daje udział w rynku na poziomie 98,7%.
  • Warszawa wyróżnia się jako największy segment BTR w Polsce, który odpowiada za około 41% udziału w całkowitych zasobach BTR w kraju. W stolicy znajduje się obecnie ponad 6 600 mieszkań BTR, a w budowie jest kolejnych 4 400 lokali.
  • Miasta regionalne również dotrzymują kroku stolicy pod względem rozwoju. W porównaniu do roku 2022 łączne zasoby lokali BTR w miastach regionalnych wzrosły o ponad 50%. Całkowite zasoby wynoszą ponad 9 600 mieszkań.
  • Do końca 2024 roku do użytku zostanie oddanych około 6 500 mieszkań. Grunty, na których może powstać około 36 200 mieszkań zostały już zabezpieczone przez inwestorów.
  • W ustabilizowanych projektach, które funkcjonują na rynku od co najmniej 12 miesięcy, średni współczynnik pustostanów w całej Polsce na koniec 2023 roku oszacowano na 1,6%.
  • Brak jednolitych przepisów pozwala na realizację projektów BTR zarówno na gruntach z przeznaczeniem mieszkaniowym, jak i usługowym.

Przeprowadzony wśród inwestorów aktywnych na rynku BTR barometr sentymentu rynkowego potwierdził, że ponad 40% podmiotów szacuje prime yield w Warszawie na poziomie 5,50%-6%, a niespełna 20% na ponad 6%. Wszyscy ankietowani (100%) potwierdzili również, że ich strategia rozwoju przewiduje realizację nowych projektów. Oba wskaźniki potwierdzają zaufanie do tego segmentu rynku. Jednocześnie zapytani o bariery i ryzyka w rozwoju rynku wskazują na koszty finansowania (69%), ograniczoną dostępność gruntów (44%) i ich przeszacowaną wartość przez sprzedających (44%). Z perspektywy prawnej najczęściej wymieniano brak REIT-ów (69%) oraz przejrzystych regulacji podatkowych (62%).

„Rynek mieszkań na wynajem – BTR – w Polsce rozwija się dynamicznie, stanowiąc atrakcyjną perspektywę dla inwestorów. Pod koniec roku, liczba dostępnych mieszkań na wynajem na instytucjonalnym rynku najmu przekroczyła 16.000, a prawie 12.000 mieszkań jest cały czas w budowie. Wzrost popytu jest widoczny szczególnie w dużych miastach – w Warszawie, w Krakowie i we Wrocławiu i to również w tych lokalizacjach ankietowani w naszym badaniu inwestorzy planują nowe projekty. Warto podkreślić, że inwestorzy coraz lepiej orientują się w tym sektorze i rozważają różnorodne opcje zakupu gruntów oraz projektów. Grunty komercyjne, które umożliwiają zabudowę zbiorową, jeszcze rok temu nie przyciągały dużego zainteresowania wśród podmiotów instytucjonalnych, ale obecnie stają się dla nich coraz bardziej atrakcyjne. Zmiana podejścia wynika wprost z przewagi jakie mają one na gruntami z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową. Są to przede wszystkim lepsza lokalizacja, większa dostępność oraz przede wszystkim atrakcyjna cena.” – skomentowała Sylwia Jankowska, Investment Broker w dziale Capital Markets w Knight Frank.

Krzysztof Cipiur, Managing Partner i Head of Capital Markets w Knight Frank dodał: „Z ogromnym entuzjazmem obserwujemy dynamiczny rozwój sektora budownictwa mieszkaniowego w Polsce, zwłaszcza w segmencie Build-to-Rent. Sektor BTR na świecie odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu przestrzeni miejskiej, efektywnie odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na mieszkania, a także ustanawiając nowe, wyższe standardy jakościowe. Jest to istotne dopełnienie rozdrobionej oferty mieszkaniowej na rynku prywatnym. Ponadto, BTR jest postrzegane jako stabilne aktywo inwestycyjne, które wyróżnia się wysokimi wskaźnikami najmu, przewyższającymi inne istotne sektory rynku nieruchomości, takie jak biura, centra handlowe czy obiekty logistyczne.”

„Od 2023 r. polski rynek nieruchomości komercyjnych przeżywa trudny okres, a wolumeny transakcji są znacznie niższe od tych z poprzednich, rekordowych lat. Jednak niektóre klasy aktywów nadal się wyróżniają na tle innych i przyciągają uwagę inwestorów. Jedną z nich jest sektor mieszkaniowy, a dokładnie segment mieszkań na wynajem (BTR – build-to-rent). W trzeciej edycji naszego raportu, przygotowanego wspólnie z firmą doradczą Knight Frank, przyglądamy się kluczowym zmianom prawnym i podatkowym, które będą miały istotny wpływ na ten sektor w nadchodzących miesiącach” – powiedział Piotr Staniszewski, Partner w Zespole Nieruchomości w kancelarii Dentons.

„Ze względu na coraz większą praktykę rynkową, opodatkowanie projektów BTR staje się coraz bardziej przewidywalne. W ostatnim czasie obserwujemy również korzystne zmiany, w tym m.in. możliwość opodatkowania budynków mieszkalnych wynajmowanych długoterminowo osobom fizycznym preferencyjną stawką podatku od nieruchomości (1,15 zł zamiast 33,10 zł). Niewątpliwie ogromnym impulsem rozwojowym dla rynku BTR byłoby wprowadzenie od dawna wyczekiwanych przez inwestorów przepisów dotyczących tzw.  REIT-ów, co wydaje się możliwe w przyszłości m.in. w świetle niedawno ogłoszonych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii założeń do tych przepisów” – dodał Tomasz Krasowski, Managing Counsel w Zespole Prawa Podatkowego w kancelarii Dentons.

I kwartał 2024 roku na warszawskim rynku biurowym

Komentarz Henryka Bilskiego, Leasing Director w spółce deweloperskiej STRABAG Real Estate, do wyników na warszawskim rynku biurowym po I kwartale 2024 roku.

Ostatnie wyniki dotyczące stołecznego sektora biurowego wskazują jedno – Warszawa od blisko dekady wykazuje się stabilnym popytem. Widać co prawda spadek aktywności najemców w ujęciu dwuletnim, ale nie jest on symptomem załamania rynkowego. Podobnie jest ze wskaźnikami za I kwartał tego roku – niższy popyt jest po prostu efektem kumulacji i domykania umów najmu pod koniec 2023. Wtedy to podpisano transakcje na prawie 250 tys. mkw. Co więcej, patrząc na dane historyczne, początek roku zazwyczaj jest spokojniejszy, co wynika z cykliczności rynku nieruchomości. Niemniej jednak na aktualne wyniki nakłada się jeszcze jeden czynnik. Model pracy hybrydowej nie do końca zdążył się ukształtować, przez co firmy z pewną rezerwą mogą podchodzić do decyzji o wynajmie nowej powierzchni. Choć i to się zmienia, bo jak pokazują dane Cushman & Wakefield w I kwartale 2024 roku strukturę popytu w Warszawie zdominowały nowe umowy – stanowiły one blisko połowę wszystkich zawartych transakcji. Ze spokojem patrzę więc na kolejne miesiące. Do końca roku spodziewam się utrzymania tendencji spadkowej poziomu pustostanów. Obserwowany w minionym kwartale skok wskaźnika powierzchni niewynajętej jest moim zdaniem jedynie chwilowym odchyleniem. Za taki stan rzeczy odpowiada z jednej strony nowa podaż w Centralnym Obszarze Biznesowym. Z drugiej zaś wysoki wskaźnik pustostanów w lokalizacjach poza centrum (na Służewcu to około 20%), który wpływa na średnią dla całego rynku warszawskiego. Analizując dostępne dane, uważam więc, że sektor biurowy charakteryzuje się obecnie równowagą. Co prawda najemcy decydują się na mniejsze powierzchnie, ale liczba podpisywanych umów jest wyższa rok do roku. A to oznacza, że biuro, jako dobro wymagane dla firm, jest i wciąż będzie potrzebne.

Jak zredukować liczbę w L4 w firmie?

W obliczu dynamicznych zmian na rynku pracy oraz rosnących wyzwań związanych z utrzymaniem dobrostanu pracowników, firmy stają przed koniecznością zwrócenia szczególnej uwagi na zdrowie swoich zespołów. Informacje opublikowane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych dotyczące pierwszych trzech kwartałów 2023 roku są niepokojące. W ciągu tego okresu zarejestrowano ponad 16 milionów osób ubezpieczonych, dla których przyznano łącznie 173 miliony dni chorobowych.

Dane te stanowią nie tylko odzwierciedlenie obecnej sytuacji zdrowotnej polskich pracowników, ale również wskazują na potencjalne obszary dla działań prewencyjnych i wsparcia ze strony pracodawców. Rozwiązanie tego problemu wymaga zintegrowanego podejścia, w którym kluczową rolę odgrywa dbałość o dobrostan pracowników, co może mieć znaczny wpływ na zmniejszenie absencji chorobowej w firmie.

Dlaczego w firmach przybywa L4?

Aby skutecznie zmniejszyć liczbę dni chorobowych w firmie, kluczowe jest zrozumienie przyczyn leżących u podstaw wzrostu liczby zwolnień lekarskich. Przyczyny L4 są wielowymiarowe.

W wielu branżach można zaobserwować presję na osiąganie coraz to wyższych wyników, co często skutkuje nadmiernym obciążeniem pracą i wymaga spędzania długich godzin w biurze. Taka sytuacja, jeśli utrzymuje się przez dłuższy czas, może prowadzić do przeciążenia i związanych z nim problemów zdrowotnych. Dodatkowo, żyjemy w czasach, gdy tempo życia i ciągłe zmiany w środowisku pracy mogą generować znaczące poziomy stresu. Przewlekły stres jest czynnikiem ryzyka wielu chorób, w tym zaburzeń psychicznych, które mogą wymagać skorzystania ze zwolnień lekarskich. Wprowadzenie pracy zdalnej i elastycznych godzin pracy miało na celu poprawę jakości życia, jednak u niektórych osób może to prowadzić do zatarcia granic między życiem zawodowym a prywatnym, co z kolei może skutkować przemęczeniem i wypaleniem zawodowym. Kolejnym problemem jest niewystarczające wsparcie w miejscu pracy, zarówno ze strony przełożonych, jak i współpracowników, a także niedostateczne szkolenia dotyczące radzenia sobie ze stresem i dbania o zdrowie psychiczne, co może przyczyniać się do pogorszenia stanu zdrowia pracowników. Wypalenie zawodowe, rozumiane jako stan fizycznego, emocjonalnego i mentalnego wyczerpania spowodowanego długotrwałym i intensywnym stresem w pracy, staje się coraz bardziej powszechne.

Istotną rolę w zwiększaniu liczby dni chorobowych odgrywają także “tradycyjne”, często spotykane choroby. Do najczęstszych należą schorzenia sezonowe, takie jak infekcje górnych dróg oddechowych, grypa czy przeziębienia, które szczególnie w okresach jesienno-zimowych prowadzą do wzrostu absencji w pracy. Warto również zwrócić uwagę na choroby przewlekłe – na przykład problemy z układem krążenia, choroby tarczycy, cukrzyca czy choroby autoimmunologiczne. Te przewlekłe stany zdrowia nie tylko wymagają regularnej opieki medycznej, ale również mogą skutkować koniecznością dłuższego odpoczynku, co przekłada się na wyższą liczbę dni spędzonych na zwolnieniu lekarskim.

Wśród przyczyn zwolnień lekarskich nie można także pominąć urazów i wypadków, zarówno tych doznanych w pracy, jak i poza nią. Kontuzje, złamania czy inne urazy wymagające rekonwalescencji często skutkują koniecznością dłuższego zwolnienia z pracy.

Jak zadbać o dobrostan pracownika w firmie?

Zapewnienie pracownikom wsparcia w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia i samopoczucia jest nie tylko inwestycją w ich dobrostan, ale również w długoterminową wydajność i sukces firmy. Skoncentrowanie się na takich aspektach jak zdrowe odżywianie, promowanie aktywności fizycznej i psychicznej, a także kultura doceniania, stanowi kluczowe elementy strategii dbania o pracowników. Poniżej przedstawiamy skuteczne sposoby na realizację tej misji w codziennej praktyce biznesowej.

Zdrowe przekąski dla pracowników

Wspieranie zdrowego stylu życia pracowników może przybierać różne formy, w tym poprzez dostarczanie zdrowych przekąsek bezpośrednio do biura lub domów tych, którzy pracują zdalnie. Dostęp do zbilansowanych, pełnowartościowych opcji żywieniowych, takich jak zdrowe przekąski wytworzone z owoców, warzyw, nasion, orzechów i zbóż, może znacząco wpłynąć na poprawę koncentracji i samopoczucia pracowników, a tym samym na ich wydajność. Realizacja takiej inicjatywy w praktyce może przyjmować formę cotygodniowych dostaw zdrowych produktów do biura lub domów pracowników zdalnych. Jest to prosty, a zarazem skuteczny sposób na pokazanie troski o dobrostan zespołu oraz promowanie zdrowych nawyków żywieniowych.

Organizacja dni zdrowia w firmie

Kolejnym sposobem na zadbanie o samopoczucie zespołu jest organizacja tzw. dni zdrowia w firmie. Takie wydarzenia mogą obejmować warsztaty na temat zdrowego odżywiania, zajęcia z jogi czy mindfulness, a także konsultacje z dietetykiem czy trenerem personalnym. Dni zdrowia to doskonała okazja do edukacji na temat zdrowego stylu życia i zapoznania pracowników z różnymi formami aktywności fizycznej, które mogą wpłynąć na poprawę ich samopoczucia oraz zmniejszenie ryzyka chorób przewlekłych. Organizacja takich dni świadczy o zaangażowaniu firmy w dbanie o zdrowie i dobrostan swoich pracowników, co może przyczynić się do zwiększenia ich zadowolenia z pracy i lojalności wobec pracodawcy. Podczas dnia zdrowia w firmie nie można oczywiście zapomnieć o zdrowych przekąskach i sokach.

Wellbeing i docenianie pracownika

Dbając o dobrostan pracowników, nie można zapominać o znaczeniu docenienia ich pracy i zaangażowania. W tym celu warto zaplanować obchody Dnia Doceniania Pracownika, przypadającego 1 marca (aczkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie, aby zorganizować taki dzień w dowolnie wybranym terminie). Tego dnia można zorganizować specjalne wydarzenia, takie jak uroczyste śniadanie firmowe, wręczenie indywidualnych podziękowań czy nawet dodatkowy dzień wolny od pracy. W  tym dniu warto docenić również zespoły pracujące zdalnie, np. wysyłając prezenty dla pracowników prosto do ich domów. Świętowanie tego dnia jest wyrazem uznania dla wkładu każdego pracownika w sukces firmy i buduje pozytywną atmosferę w zespole. Inicjatywy te, wpisujące się w szerszą strategię wellbeingową, mogą przyczynić się do budowania silnej kultury organizacyjnej, w której pracownicy czują się wartościowi i zmotywowani do dalszego rozwoju.

Zorganizowanie i wysłanie paczek do pracowników (również tych zdalnych), wymaga starannego planowania oraz współpracy z zaufanymi partnerami. Dlatego warto zdecydować się na współpracę ze specjalistami, jakich znajdziemy chociażby w Fitomento. Firma ta wyróżnia się szeroką gamą produktów wysokiej jakości oraz ekologicznym podejściem do pakowania. Oferuje także dostęp do dedykowanej platformy, która umożliwia bezpieczne i wygodne dostarczanie paczek do pracowników w każde wybrane miejsce, na przykład do paczkomatu. Możliwe jest także indywidualne dobieranie produktów lub wybór z przygotowanych wcześniej zestawów.

Rozpoznanie i adresowanie tych przyczyn wymaga zaangażowania zarówno ze strony pracodawców, jak i pracowników. Pracodawcy powinni przyjrzeć się polityce firmy w zakresie godzin pracy, obciążenia pracą oraz dostępności programów wsparcia psychologicznego. Troska o dobrostan pracowników, poprzez inicjatywy promujące zdrowy styl życia, może znacząco przyczynić się do zmniejszenia liczby dni chorobowych i poprawy ogólnej atmosfery w miejscu pracy.

Retoryka Fed wciąż „jastrzębia” a dane coraz gorsze

Rezerwa Federalna wciąż obawia się o trwałość presji inflacyjnej. Mocno „jastrzębio” w piątek wypowiadały się dwie przedstawicielki tej instytucji – Bowman oraz Logan. Raport Uniwersytetu Michigan zaskoczył mocnym spadkiem nastrojówi) konsumentów oraz wzrostem oczekiwań inflacyjnych. Indeksy giełdowe z Wall Street zakończyły dzień na niewielkich plusach, z kolei niemiecki Dax ustanowił przed weekendem nowy historyczny rekord.

Ubogi kalendarz makro w minionym tygodniu powodował, że uczestnicy rynku zwracali uwagę na publikację o niższym stopniu istotności. Tak było w czwartek, kiedy poznaliśmy zaskakująco słabe dane na temat tygodniowej liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (231 tys. – najwyższy poziom od 9 miesięcy) oraz w piątek, kiedy negatywnie zaskoczył raport na temat nastrojów konsumentów w USA, tworzony przez Uniwersytet Michigan. Główny wskaźnik spadł do poziomu 67,4 pkt. z 77,2 pkt. poprzednio. Z pewnością może martwić Fed fakt, że wzrosły oczekiwania inflacyjne zarówno krótkoterminowe jak i długoterminowe do poziomów odpowiednio 3,5 proc. oraz 3,1 proc. Sam pojedynczy słaby raport mógłby być interpretowany jako przypadkowy szum. Ostatnio jednak coraz częściej otrzymujemy negatywne niespodzianki, na co rynek widocznie jest wrażliwy. Jeśli chodzi o wskaźniki nastrojów, ostatnio również słaby wynik pokazał Conference Board, który jest miernikiem zaufania konsumentów. Tu otrzymaliśmy spadek w kwietniu z 103,1 do 97 pkt. Dolar nie zareagował na dane. Bardziej wrażliwa okazała się giełda na Wall Street. Indeksy o 16 w piątek zniżkowały, choć w całym dniu Dow Jones oraz Sp500 wyszły na plus a technologiczny Nasdaq Composite zamknął dzień w okolicy punktu odniesienia. W tym tygodniu uwaga inwestorów powinna być skupiona na środowym odczycie CPI z USA ale także istotna wydaje się być sprzedaż detaliczna.

Fed coraz częściej brzmi „jastrzębio”. Swoje „dwa grosze” do dominującej retoryki dorzuciła Michelle Bowman, która jasno stwierdziła, że jej podstawowym scenariuszem to utrzymanie stóp na wysokim poziomie (obecnym) przez najbliższy czas i brak obniżek w tym roku. Lorie Logan z Dallas przyznała, że jest za wcześnie, żeby myśleć o luzowaniu warunków monetarnych. Dodała, że imponujące wyniki gospodarki pomimo agresywnego zacieśniania polityki można wytłumaczyć likwidacją kwestii związanych z łańcuchem dostaw z czasów pandemii lub normalizacją na rynku pracy po bardzo napiętych warunkach w okresie ożywienia związanego z pandemią. Zauważyła, że to może być również spowodowane tym, że neutralny poziom stóp procentowych wzrósł. W najbliższych dniach otrzymamy kolejną porcję wystąpień przedstawicieli amerykańskiej instytucji. Dziś Mester oraz Jefferson, a jutro Powell.

Na rynku walutowym złoty w piątek stracił na wartości. Kurs EUR/PLN wzrósł o 2 grosze z 4,2850 do 4,3050 a USD/PLN z 3,975 do 3,9950. Główna para walutowa urosła przed danymi o 16:00 do 1,0790 po czym zanotowała spadek do 1,0760. Obecnie ponownie rośnie i znajduje się na poziomie 1,0780.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Firma LM PAY S.A. odnotowała wzrost przychodów i pozyskanych klientów

Wzrost przychodów o 16,5% oraz liczby pozyskanych klientów o 23,8% w roku obrotowym 2023, w porównaniu z rokiem poprzednim, to wstępne wyniki, które odnotowało LM PAY S.A., co stanowi duży sukces dla polskiego przedsiębiorstwa. Jednak dane dotyczące pierwszego kwartału 2024 roku przekraczają te już imponujące osiągnięcia, otwierając przed firmą obiecujące perspektywy na przyszłość. Przełomowym wydarzeniem dla LM PAY S.A. było wejście na giełdę w Düsseldorfie, gdzie przedsiębiorstwo oferujące systemy płatności odroczonych za usługi medyczne zadebiutowało pod koniec listopada 2023 roku.

Zainteresowanie rynkiem płatności odroczonych w Polsce wciąż rośnie. Z Care Now, Pay Later (CNPL) coraz częściej korzystają usługobiorcy klinik, gabinetów lekarskich i placówek z branży beauty. Koncentracja LM PAY S.A. na pozyskiwaniu nowych klientów i świadczeniu jakościowych usług tym, którzy już z firmą współpracują, a także popyt na płatności odroczone zaowocowały dobrymi wynikami finansowymi.

– Staramy się nieustannie podnosić jakość naszych usług i wychodzić naprzeciw potrzebom odbiorców. Wyniki finansowe dotyczące roku obrotowego 2023 oraz pierwszego kwartału 2024 roku świadczą przede wszystkim o zaufaniu i lojalności, jakimi obdarzają nas klienci – kliniki oraz inne placówki medyczne, z którymi współpracujemy – mówi Jakub Czarzasty, CEO LM PAY S.A.

Jak pokazują wstępne dane, podczas gdy w 2022 roku przychód LM PAY S.A. wyniósł 15,05 mln zł (3,21 mln euro), w roku obrotowym 2023 firma zyskała 17,52 mln zł (4,03 mln euro), co stanowi wzrost o 16,5%. Prawdziwym sukcesem był jednak pierwszy kwartał 2024 roku. W ciągu trzech miesięcy EBIT (zysk operacyjny przed odliczeniem podatków i odsetek) wzrósł ponad dwukrotnie, osiągając kwotę 2,28 mln zł. Znacznie podniosły się również przychody ze sprzedaży. Zgodnie z danymi wyniosły one 5,89 mln zł (1,37 mln euro). W pierwszym kwartale 2023 roku było to 3,96 mln zł (0,85 mln euro), co oznacza wzrost o 48,5%.

W ubiegłym roku zwiększyła się także liczba klientów, którzy zaufali LM PAY S.A. i skorzystali z jej usług. W 2022 firma pozyskała 26 tys. usługobiorców, a w ciągu ubiegłego roku przybyły kolejne 33 tys. Jest to wzrost o 23,8%. Podniósł się również odsetek powracających klientów – z 26% (w 2022 r.) do 29% (w 2023 r.). W 2023 roku było ich 9 tys., natomiast w pierwszym kwartale 2024 roku już 11 tys. LM PAY S.A. z niecierpliwością czeka na następne miesiące, po których spodziewa się kolejnych dobrych wiadomości na temat przychodów i liczby klientów.

– Zaufanie klientów, współpraca z globalnym funduszem inwestycyjnym, który stał się naszym partnerem refinansującym, a także obecność na giełdach w Düsseldorfie, Berlinie i Frankfurcie to kamienie milowe na naszej drodze rozwoju – podsumowuje Jakub Czarzasty.

Hale targowe Marywilska 44 spłonęły. Kurs akcji Mirbudu spada o 5%

Akcje spółki Mirbud, działającej w branży budowlanej spadły o ponad 5% na otwarciu notowań 13 maja po wydarzeniach, które miały miejsce w miniony weekend. Hale targowe na ulicy Marywilskiej w Warszawie, które należą do spółki Marywilska 44, których z kolei właścicielem jest Mirbud, spłonęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Spółka poinformowała w pierwszym komunikacie, że hale były ubezpieczone oraz zamierza odbudować hale, co jest kluczowe dla najemców, którzy w większości prowadzoną jednoosobowe działalności gospodarcze.

Warto wspomnieć, że spółka Mirbud działa we wszystkich segmentach związanych z działalnością budowlaną, natomiast spółka Marywilska 44 jest związana z działalnością inwestycyjną w nieruchomości. Pod względem przychodów spółka Marywilska 44 była relatywnie mało znacząca dla całej grupy kapitałowej Mirbud. Spółka Marywilska 44 w raporcie za 2023 wygenerowała przychody na poziomie 61 mln złotych, przy skonsolidowanych przychodach Mirbud na poziomie 3,322 mld zł. Warto wspomnieć, że spółka Mirbud osiągnęła w ostatnim czasie historyczne szczyty pod względem cen na giełdzie powyżej 10 zł za akcję i charakteryzuje się relatywnie niskimi wycenami na poziomie ok. 1,2 dla wskaźnika ceny do wartości księgowej oraz nieco powyżej 7 dla wskaźnika ceny do zysku. Spółka za IV kwartał poprzedniego roku wygenerowała wzrost przychodów na poziomie 23,5% r/r oraz wzrost zysku netto na poziomie 150% r/r. Spółka ma opublikować skonsolidowany raport za I kwartał tego roku 23 maja. Warto jednak wspomnieć, że dopiero w kolejnych komunikatach spółka poinformuje w jaki sposób ostatnie wydarzenie wpłynie naprzyszłe wyniki finansowe.

Trudno mówić, że w przypadku spółki Mirbud nastąpiła paniczna wyprzedaż. Marywilska 44 to jedynie niewielki procent działalności całej spółki. Akcje traciły na otwarciu ok. 5%, ale później strata została zneutralizowana do ok. 2,2%. Akcje notowane są na poziomie powyżej czwartkowych dołków przy 10,3 zł.

Autor: Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz

Koniunktura sprzyja hotelom, ale inwestycji wciąż jest niewiele

Wartość transakcji inwestycyjnych we wszystkich sektorach rynku nieruchomości, zarówno w Polsce, jak i w Europie nadal mocno odbiega od skali inwestycji notowanych przed wybuchem pandemii. Niemniej, w minionym roku pojawiły się pierwsze oznaki ożywienia w segmencie hotelowym. Sygnałem powrotu do inwestowania kapitału międzynarodowego na polskim rynku była sprzedaż hotelowej części The Warsaw Hub przez Ghelamco. W październiku ub.r. hotele Crown Plaza i Holiday Inn Express kupił francuski fundusz inwestycyjny Corum. W 2023 roku zarejestrowane zostały ogółem cztery transakcje, częściowo zrealizowane także przez polskie podmioty inwestycyjne, które złożyły się na wartość inwestycji wynoszących w tym sektorze około 83 mln euro. W pierwszych miesiącach bieżącego roku właściciela zmieniły natomiast dwa hotele nad Bałtykiem.

Większe zainteresowanie inwestorów hotelami jest efektem poprawy kondycji branży. Powrót hoteli na ścieżkę wzrostu oraz oczekiwany spadek kosztu kapitału może przynieść w niedalekiej perspektywie większą ilość akwizycji na tym rynku. Ze względu jednak na występujące aktualnie spore rozbieżności w oczekiwaniach cenowych pomiędzy kupującymi i sprzedającymi nie spodziewałabym się w najbliższym czasie w tym obszarze diametralnych zmian. W następnych miesiącach będziemy raczej nadal obserwować finalizowanie pojedynczych transakcji. Większe ożywienie transakcyjne nastąpi prawdopodobnie w perspektywie 12-18 miesięcy.

Powrót hossy

Sektor hotelowy może pochwalić się natomiast świetnymi wynikami operacyjnymi. Mimo niełatwego otoczenia geopolitycznego i warunków makroekonomicznych rynek hotelowy w Polsce i regionie CEE wszedł ponownie w fazę wzrostu. W minionym roku hotele działające na polskim rynku wróciły do wyników notowanych przed pandemią, a nawet w niektórych przypadkach je poprawiły.

W 2023 roku, według danych STR Global, hotele zanotowały 21 proc. wzrost średniego przychodu na dostępny pokój (RevPAR) w porównaniu z rokiem poprzednim i o 18 proc. wyższy RevPAR w stosunku do wyników z 2019 roku. Udziałem Polski był najwyższy wzrost tego wskaźnika w regionie CEE w porównaniu do okresu sprzed pandemii.

Lokalnym liderem wzrostu z 73 proc. średnim wskaźnikiem obłożenia była Warszawa. Na warszawskim rynku hotelowym w ubiegłym roku zarejestrowany został najwyższy wskaźnik obłożenia w regionie CEE, wyższy także od średniej w Europie, wynoszącej 69 proc. Warszawa utrzymała pozycję w top 10 europejskich rynków hotelowych z największym wzrostem obłożenia.

W ubiegłym roku hotele działające w Warszawie osiągnęły 21 proc. wzrost RevPAR r/r i 26 proc. w porównaniu do rezultatów z 2019 roku. Na stołecznym rynku wzrósł także popyt ze strony indywidualnych gości turystycznych przy średniej cenie noclegów o 25 proc. wyższej w porównaniu do stawek z 2019 roku.

Powrót turystów

Optymistycznym sygnałem dla hotelarzy jest powrót turystów do Polski. W pierwszej połowie minionego roku ruch pasażerski na polskich lotniskach był większy niż w początkach 2019 roku. Polska, oferująca znaczną ilość ciekawych turystycznie lokalizacji, miejskich i resortowych staje się tym samym również bardzo atrakcyjnym krajem w regionie CEE dla operatorów hotelowych.

Skutkiem wzrostu popularności naszego kraju wśród turystów są już zapowiedzi nowych inwestycji hotelowych, w tym zlokalizowanych w pobliżu portów lotniczych, jak budowa hotelu marki Campanile Premiere Classe z 400 pokojami w pobliżu lotniska im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Obecne w Polsce sieci hotelowe i operatorzy z krajów Europy Zachodniej oraz Ameryki zainteresowani są dalszym inwestowaniem na naszym rynku. Ekspansję zapowiedziała na przykład międzynarodowa marka B&B Hotels, która zamierza rozwijać działalność w oparciu o projekty typu mixed-use. Jesteśmy również na radarze nowych inwestorów.

Jeśli chodzi o hotele miejskie, poszukiwane są przede wszystkim atrakcyjne lokalizacje w Warszawie i Krakowie. Inwestorzy skupiają uwagę głownie na rejonach centralnych, które są bezpieczne ze względu na zróżnicowaną grupę gości, korzystających z tak usytuowanych obiektów.

Wyzwania

Kluczowy dla rozwoju rynku hotelowego jest koszt finansowania inwestycji i dostęp do kredytów. Poza tym, trudności sprawia dobór odpowiedniego personelu oraz optymalne zarządzanie strukturą przychodów i rosnących kosztów operacyjnych obiektów. Wysoka inflacja, wpływa bowiem na wzrost wydatków bieżących, co nawet przy wysokim obłożeniu hoteli, obniża ich realne zyski.

Mimo świetnych wyników notowanych przez sektor, entuzjazm inwestycyjny hotelarzy studzą  wysokie koszty budowy. Rozwój inwestycji hamuje ograniczony dostęp do finansowania w bankach. Branża oczekuje na złagodzenie warunków kredytowania inwestycji. Aktualnie obserwować możemy już pewne ożywienie w tym aspekcie w porównaniu do lat ubiegłych, kiedy to tylko nieliczne projekty hotelowe zyskiwały zadowalające warunki finansowania.

Sceptyczne podejście banków do inwestycji sektorowych skłaniało w ostatnim czasie inwestorów do poszukiwania alternatywnych sposobów realizacji projektów w systemie condo oraz inwestycji typu second home. Tego typu realizacjami zainteresowanych jest coraz więcej graczy rynkowych, również deweloperów, którzy nie działali dotychczas w tym segmencie. Najszybciej rozwijającym się pod tym względem obszarem w Polsce jest zachodni pas nadmorski. Condohoteli i apartamentów wakacyjnych przybywa także w Zakopanem, Karpaczu i Beskidach.

ESG

Możliwość obniżenia kosztów operacyjnych oraz konieczność dostosowania nieruchomości do unijnych kryteriów ESG sprawia, że coraz więcej podmiotów działających na rynku hotelowym przygotowuje się do modernizacji budynków i wykorzystania w nich nowych rozwiązań technologicznych. Jest to istotne także jako kryterium oceny w procesach decyzyjnych inwestorów i instytucji udzielających finansowania. Prace modernizacyjne w swoich hotelach zapowiedział już m.in. Polski Holding Hotelowy czy Louvre Hotels Group.

Pod względem nowoczesności zasobów polski rynek hotelowy plasuje się korzystnie na tle Europy. Rozwój zaplecza hotelowego w Polsce w ostatnich latach sprawił, że krajowa baza turystyczna jest w dużej mierze przystosowana do wymaganych standardów. Warszawa znajduje się w pierwszej dziesiątce największych rynków europejskich pod względem udziału hoteli z certyfikatami ekologicznymi, który na stołecznym rynku wynosi około 10 proc. W regionie CEE Polska jest liderem pod względem liczby hoteli, które posiadają certyfikat BREEAM lub LEED.

Katarzyna Tencza, Transaction Director w Walter Herz

Scanway zawarł kontrakt o wartości 1,7 mln EUR, opracuje dwa teleskopy dla Nara Space Technology z Korei Płd.

Scanway podpisał umowę o wartości 1,7 mln EUR z Nara Space Technology z Korei Płd. Zadaniem Scanway jest opracowanie i dostarczenie ładunku obserwacyjnego do satelity demonstracyjnego w ramach projektu NarSha – pierwszej koreańskiej konstelacji mikrosatelitów do monitorowania metanu. Zawarcie umowy jest następstwem ogłoszonego z początkiem roku porozumienia o współpracy. Projekt NarSha ma zapewnione finansowanie m.in. ze strony Korea Development Bank, a wyniesienie pierwszego, demonstracyjnego satelity, jest zaplanowane na IV kwartał 2026 roku. Po sukcesie misji demonstracyjnej, intencją Scanway i Nara Space Technology jest kontynuacja współpracy celem zbudowania konstelacji 6-12 mikrosatelitów. Na bazie przyjętego harmonogramu Spółka spodziewa się wpływów w kwocie około 0,7 mln EUR w 2024 roku, około 0,75 mln EUR w 2025 roku i około 0,25 mln EUR w 2026 roku. Teleskop opracowany przez Scanway będzie zdolny m.in. do obserwacji w krótkofalowej podczerwieni, na co Spółka identyfikuje rosnące zapotrzebowanie rynkowe.

Projekt NarSha jest realizowany przez konsorcjum: Nara Space Technology (lider), Scanway (dostawca ładunku obserwacyjnego), Climate Technology Center of Seoul National University oraz Korea Astronomy and Space Science Institute.

Konsekwentnie rozszerzamy zasięg działań Scanway i z przyjemnością ogłaszamy informację o wejściu na kolejny istotny dla nas rynek. Podpisana z Nara Space Technology z Korei Płd. umowa o wartości 1,7 mln EUR jest konsekwencją zawartego na początku roku porozumienia o współpracy i systematycznie budowanej relacji. W marcu br. gościliśmy przedstawicieli firmy w naszej nowej siedzibie, gdzie odbyliśmy szereg rozmów biznesowych i technicznych, a także mieliśmy okazję zaprezentować przestrzeń laboratoryjno-warsztatową, w tym w pełni funkcjonalny i operacyjny cleanroom. Projekt NarSha, do którego zostaliśmy zaangażowani w charakterze dostawcy ładunków użytecznych w postaci dwóch teleskopów, stanowi pierwszy etap budowy przyszłej konstelacji do monitorowania metanu na bazie satelity demonstracyjnego K3M (Korea Methane Monitoring Microsatellite), zoptymalizowanego do wdrożenia w masowej produkcji. Po sukcesie misji demonstracyjnej i wyniesieniu satelity w IV kwartale 2026 roku, liczymy na dalszy udział w tworzeniu pierwszej koreańskiej konstelacji mikrosatelitów do monitorowania metanu składającej się nawet z kilkunastu satelitów komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Projekt NarSha, w ramach którego powstanie mikrosatelita demonstracyjny K3M, zakłada zbudowanie konstelacji co najmniej kilkunastu satelitów dla globalnej infrastruktury monitorowania punktowych źródeł metanu w czasie zbliżonym do rzeczywistego i z rozdzielczością przestrzenną na poziomie lokalnym. Jest to pierwszy koreański projekt monitorowania metanu za pomocą satelity. Spodziewany przez Scanway wpływ środków z tytułu realizacji umowy i opracowania oraz dostarczenia teleskopów do satelity demonstracyjnego, wynosi około 0,7 mln EUR w 2024 roku, około 0,75 mln EUR w roku 2025 i około 0,25 mln EUR do końca 2026 roku.

Mikrosatelita K3M będzie wyposażony w instrument optyczny do wykrywania smug metanu w paśmie widzialnym (VIS), bliskiej podczerwieni (NIR) oraz krótkofalowej podczerwieni (SWIR). Rozdzielczość spektralna instrumentu obrazującego ma wynieść nawet poniżej 1 nanometra, a minimalna rozdzielczość przestrzenna (GSD) na wysokości 500 km to 30 metrów. Satelita będzie również wyposażony w komputer pokładowy australijskiej firmy AICRAFT, z którą Scanway podpisał porozumienie o współpracy w 2023 roku. Masa satelity wyniesie minimum 32 kg, a rozmiar to 16U, czyli składać będzie się z 16 kostek o wymiarach 10 cm x 10 cm x 11,35 cm.

– Projekt NarSha jest dla nas nie tylko otwarciem nowego i perspektywicznego rynku, ale również dużym wyzwaniem inżynierskim z możliwością poszerzenia portfolio o interesujący dla wielu globalnych podmiotów produkt w postaci teleskopu do krótkofalowej podczerwieni (SWIR). Identyfikujemy coraz więcej zapytań w tym obszarze, co wiąże się przede wszystkim z bardzo dobrą widocznością w SWIR takich elementów jak metan czy CO2, a to pozwala m.in. na lepsze zarządzanie polityką klimatyczną i jest pożądane przez klientów zainteresowanych monitorowaniem Ziemi pod kątem środowiskowym, w tym monitorowania poziomu emisji. To rosnący trend nie tylko w Europie, dlatego chcemy się na nim odpowiednio spozycjonować w celu obsługi tego rodzaju projektów z każdej szerokości geograficznej. Udział w pierwszym tego rodzaju koreańskim projekcie będzie dla nas bardzo dobrą referencją komentuje Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway.

Nara Space Technology to innowacyjna firma działająca w branży technologii kosmicznych założona w 2015 roku. Specjalizuje się w produkcji nanosatelitów, teledetekcji i sztucznej inteligencji. Kluczowe obszary działalności firmy obejmują projektowanie i budowę małych satelitów, rozwój systemów komunikacyjnych dla potrzeb misji kosmicznych oraz tworzenie rozwiązań w dziedzinie teledetekcji i obserwacji Ziemi. Działania firmy mają na celu nie tylko rozwój sektora kosmicznego, ale także przyczynianie się do postępu w różnych dziedzinach życia, dzięki wykorzystaniu technologii kosmicznych w celach badawczych, komunikacyjnych i obserwacyjnych.

Scanway rozwija i komercjalizuje dwie linie biznesowe: produkty dla sektora kosmicznego (instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi i autodiagnostyki satelitów) oraz dla przemysłu (systemy wizyjne). Dzięki misji STAR VIBE i wystrzeleniu na początku 2023 roku satelity wyposażonego w system wizyjny oraz teleskop optyczny opracowany i wyprodukowany w laboratoriach firmy, Scanway uzyskał tzw. flight heritage – potwierdził niezawodność oraz funkcjonalność swoich rozwiązań w warunkach kosmicznych. Polski satelita regularnie dokonuje nowych zobrazowań Ziemi, a Spółka otrzymuje najlepsze uzyskane dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęcia z kosmosu.

Dane “drugiego kalibru”. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA psują humory inwestorom

Dane “drugiego kalibru” jakimi są wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA grały wczoraj „pierwsze skrzypce”. To trochę efekt tego, że kalendarz makro jest w tym tygodniu dość ubogi. Silna reakcja osłabienia dolara amerykańskiego, wzrosty indeksów giełdowych oraz spadki rentowności amerykańskiego długu były pokłosiem dość dużej niespodzianki jaką otrzymaliśmy. Dane nie zmieniają fundamentalnego obrazu stanu gospodarki amerykańskiej ale wystarczyły, żeby wzrosły oczekiwania na obniżki stóp Fed. Wczoraj otrzymaliśmy również decyzję BoE oraz RPP. Ta pierwsza instytucja wysłała sygnał, że obniżka kosztu pieniądza w czerwcu jest realna ale oczywiście nie przesądzona.

Popularne „claimsy” to dane drugiego rzędu. Tym razem wyszły one na pierwszy plan. Nie dlatego, że nagle rynek sobie o nich przypomniał a głównie z powodu, że wyniki ich odbiegały od ostatnich wartości. Wynik na poziomie 231 tys. okazał się wyższy od oczekiwań (215 tys.) oraz od poprzedniej wartości (skorygowanej w górę do 209 tys.). Jednocześnie to najgorszy (najwyższy) wynik od 9 miesięcy. Samo takie stwierdzenie robi już duże wrażenie. Łączna liczba osób pobierających to świadczenie wzrosła i wyniosła 1,78 mln. Po ostatnim raporcie NFP otrzymujemy zatem kolejny sygnał, że rynek pracy ochładza się a wysyłane sygnały są coraz wyraźniejsze. Jedna cyfra nie musi oczywiście od razu oznaczać, że na amerykańskim rynku pracy występują trwałe problemy. Ważne będą kolejne publikacje, a wczorajszy odczyt powoduje, że inwestorzy będą przynajmniej przez kolejne tygodnie mocniej przyglądać się czwartkowym liczbom. Negatywne rzeczywiste konsekwencje gospodarcze restrykcyjnej polityki pieniężnej w USA materializowały się do tej pory dłużej niż gdziekolwiek indziej. Być może teraz coraz częściej będziemy otrzymywać negatywne niespodzianki i tym samym obraz wyjątkowej odporności amerykańskiej gospodarki pomału zacznie się zmieniać. Dziś poznamy nastroje konsumentów wg Uniwersytetu Michigan. Rynek jednak już czeka na przyszłotygodniowy raport inflacyjny, który będzie prawdopodobnie wydarzeniem tygodnia.

Bank Anglii utrzymał wczoraj stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,25 proc., ale zbliżył się do obniżki stóp. Dwóch (Ramsden, Dhingra) z dziewięciu członków Komitetu Polityki Pieniężnej głosowało za obniżką stóp, podczas gdy pozostałych siedmiu preferowało brak zmian. Gubernator BoE Andrew Bailey powiedział, że zmiana stóp procentowych już na następnym posiedzeniu 20 czerwca „nie jest ani wykluczona, ani nie jest faktem dokonanym”. Do tego czasu poznamy dwa odczyty inflacyjne. Kwiecień jest miesiącem, w którym znaczna cześć koszyka w sektorze usług podlega corocznym podwyżkom cen. Możemy zatem otrzymać jakąś większą niespodziankę w postaci wyższych odczytów. Jeśli dane będą negatywne, to oczekiwania rynku na pierwsze luzowanie ponownie zostaną przesunięte głównie na sierpień. Kabel na decyzję zareagował spadkami ale późniejsze dane z USA odwróciły kurs i ostatecznie notowania „zamknęły” dzień wyżej w okolicy 1,2530 a po dzisiejszych dobrych danych z UK (PKB oraz produkcja przemysłowa) funt zyskał a kurs „kabla” urósł do 1,2540.

Dziś odbędzie się zapowiedziana na godz. 15:00 konferencja prezesa NBP. Wczorajsza decyzja o utrzymaniu stóp nikogo nie zaskoczyła. Z pewnością główna uwaga będzie skupiona na tym jakie są dalsze perspektywy polityki pieniężnej w kontekście niższych od oczekiwań danych CPI a także zmniejszających się niepewności dotyczących skali wzrostu cen energii w drugim półroczu. Uważam osobiście, że nastawienie RPP będzie wciąż mocno restrykcyjne i nie padną żadne sugestie, że koszt pieniądza może zostać zmniejszony w tym roku. Złoty wczoraj przez cały dzień zyskiwał. Przyspieszenie aprecjacji nastąpił po ogłoszeniu decyzji RPP. Spadki EUR/PLN oraz USD/PLN wpisują się w obraz rosnącego kursu głównej pary walutowej. Dziś rano Widoczna jest korekta wzrostowa notowań. EUR/PLN rośnie powyżej 4,2950 a USD/PLN do 3,9850.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Stopy bez zmian. NBP najbardziej stabilne w Europie

Stopy procentowe w Polsce pozostały bez zmian, co jest kolejną z rzędu od października decyzją o utrzymaniu stóp procentowych na tym samym poziomie. Co więcej, oczekiwania ekonomistów i uczestników rynku wskazują na prawdopodobne utrzymanie stóp procentowych do końca tego roku. Okazuje się również, że NBP jest najbardziej przewidywalnym bankiem w Europie i oczekuje się zaledwie 25 punktów bazowych cięcia do końca tego roku, choć w innych bankach centralnych oczekiwania są znacznie większe.

Patrząc na obecne poziomy stóp procentowych, możemy jednogłośnie stwierdzić, że Polska ma obecnie najwyższe stopy w krajach Unii Europejskiej. Patrząc na Europę oczywiście wyższe stopy mamy w Rosji czy w Turcji, ale są to zupełnie inne przypadki gospodarcze, inflacyjne czy również geopolityczne. Co więcej, Polska może się pochwalić jednym z najwyższych poziomów realnych stóp procentowych. Obecnie nasza sytuacja pod względem inflacji bardzo przypomina tą z Czech czy nawet Wielkiej Brytanii, a mimo to RPP nie rozważa na ten moment obniżek. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku Czech. Tam stopy są już niższe niż w Polsce i oczekiwania wskazują na kolejne dwie obniżki w przeciągu najbliższych 3 miesięcy. W przypadku Wielkiej Brytanii, Bank Anglii otworzył furtkę do czerwcowej obniżki stóp procentowych. Czy w takim wypadku RPP czeka na obniżki ze strony innych banków, aby zacząć rozważać obniżki w Polsce?

Jeszcze niedawno w Polsce mieliśmy czarny scenariusz odbicia inflacji do poziomu 8%. Przy tak silnie odbijającej inflacji obniżki stóp procentowych wyglądałyby dziwnie. Z drugiej strony oczekiwane zwyżki cenowe to efekt odmrożenia cen energii i przywrócenia stawki VAT na żywność na poziomie 5%. Niemniej, już teraz wiadomo, że odmrożenie będzie jedynie częściowe, a sklepy niekoniecznie zdecydowały się na pełne podwyżki wynikające z wyższego VATu. Właśnie dlatego inflacja najprawdopodobniej nie dobije do poziomu 8%, a można oczekiwać, że nie osiągnięty będzie również poziom 6%. Ostatecznie inflacja będzie zależała od wielu czynników, jak ceny surowców czy dynamika płac. Niemniej przy stabilizacji, inflacja na poziomie 8% to już przeszłość.

To wszystko oznacza, że temat obniżek stóp procentowych może powrócić w tym roku. Ewentualna dyskusja może rozpocząć się późnym latem, podobnie jak w zeszłym roku, ale z zupełnie różnych powodów. Tym razem potrzeba poczekać na to, na jakim poziomie ustabilizuje się dynamika cenowa, po częściowym uwolnieniu cen administrowanych. Wobec tego o obniżkach być może usłyszymy we wrześniu, a sam ruch możliwy byłby prawdopodobnie w grudniu. To determinuje nam właśnie skromne rynkowe oczekiwania na poziomie cięcia o 25 punktów bazowych.

Niemniej utrzymanie bieżącego stanowiska ze strony RPP to dobra informacja dla złotego. Ten powinien mieć się cały czas mocno w stosunku do euro, funta czy franka. We wszystkich tych trzech przypadkach możliwe są obniżki ze strony banków centralnych już w czerwcu. Złoty nie musi być jednak bardzo silny wobec dolara. Oczywiście dolar za 4 zł wydaje się odzwierciedlać siłę naszej waluty, ale z drugiej strony najlepszy okres jest już za nami i w okresie wakacyjnym możliwe jest sezonowe osłabienie złotego.

Złoty po decyzji zachowywał się stabilnie i umiarkowanie zyskiwał, choć jednocześnie słabsze dane z USA doprowadziły do tego, że za dolara płacimy poniżej 4 zł. Konkretnie para USDPLN notowana jest na poziomie 3,9874 zł, za euro płacimy z kolei 4,2903 zł, za funta 4,9833 zł, natomiast za franka 4,3967 zł

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Wyniki finansowe Grupy Banku Millennium za 1 kwartał 2024 roku

Bank Millennium odnotował zysk netto na poziomie 128 mln zł, dobre wyniki biznesowe oraz wzmocnione współczynniki kapitałowe w I kwartale 2024 roku

Finansowe i biznesowe wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium w I kw. 2024 r.

Grupa Kapitałowa Banku Millennium zaraportowała zysk netto w wysokości 128 milionów zł w I kwartale 2024 r. Ponownie, trzycyfrowy zysk netto osiągnięty został pomimo ciągle wysokich kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych w walutach obcych. I kw. 2024 był kolejnym solidnym kwartałem pod względem operacyjnym. Wzrost depozytów był wysoki (+6% kw/kw) pomimo widocznie niższego oferowanego oprocentowania i pomógł odwrócić negatywny trend w wyniku odsetkowym (ang. NII). Portfel kredytowy bez walutowych kredytów hipotecznych przyrósł o 1% kw/kw z poprawiającą się sprzedażą złotowych kredytów hipotecznych (+78% r/r) oraz pierwszymi oznakami poprawy koniunktury w leasingu (sprzedaż +14% r/r) i w kredytowaniu mikrobiznesu (+7%). Liczba aktywnych klientów detalicznych stabilnie rosła (3 045 tys., wzrost o 4% r/r) podczas gdy wolumen produktów inwestycyjnych wzrósł o 10% kw/kw do poziomu niemal 9 mld zł. Liczba aktywnych użytkowników kanałów cyfrowych wzrosła do 2,77 mln, a 2,55 mln użytkowników logowało się do Banku na urządzeniach mobilnych, co oznacza wzrost użytkowników mobilnych o 9% r/r.

Joao Bras Jorge – Prezes Zarządu Banku Millennium
João Brás Jorge – Prezes Zarządu Banku Millennium

Jesteśmy zadowoleni z wyników Banku w I kw. 2024 r., który zakończyliśmy zyskiem netto w wysokości 128 mln zł. To był dobry początek roku z co najmniej trzech powodów: odnotowaliśmy dobre wyniki biznesowe zarówno w bankowości detalicznej, jak i przedsiębiorstw; kontynuowaliśmy polubowne ugody z kredytobiorcami frankowymi, zmniejszając udział kredytów walutowych w portfelu kredytów poniżej 10%; oraz poprawiliśmy nasze współczynniki kapitałowe do poziomów powyżej wymogów regulacyjnych, co pozwala nam planować zakończenie planu naprawczego do końca czerwca 2024 roku. Warto podkreślić, że wszystko to osiągnęliśmy przy zachowaniu doskonałej obsługi klienta, dbałości o jakość banku jako pracodawcy i wreszcie zapewnieniu realizacji celów naszej strategii na lata 2022-2024 “Inspirują na ludzie”– powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Liczba nowych polubownych ugód zawartych z posiadaczami walutowych kredytów hipotecznych pozostała na poziomie powyżej 1 tys. a liczba ugód zawartych dotąd osiągnęła poziom 22,5 tys., co odpowiada 37% liczby umów kredytowych aktywnych w momencie pełnego uruchomienia oferty ugód. Napływ nowych pozwów związanych z walutowymi kredytami hipotecznymi pozostawała w trendzie spadkowym, podczas gdy rezerwy na ryzyko prawne odzwierciedlają znaczące założenia dotyczące napływu przyszłych pozwów.

Jak zaprezentowano w Raporcie Rocznym za rok 2023, Bank i Grupa BM poprawiły wskaźniki kapitałowe, plasując je wyraźnie powyżej aktualnych wymogów regulacyjnych. W ciągu I kwartału 2024 r. wszystkie wskaźniki kapitałowe pozostały na komfortowym poziomie, zbliżonym do poziomu z końca 2023 r. Zakładając brak nadzwyczajnych czynników, Bank planuje utrzymywać współczynniki kapitałowe wyraźnie powyżej wymaganych minimalnych poziomów przez pozostałą część roku 2024 i w kolejnych okresach. Bank monitoruje wszystkie wskaźniki Planu Naprawy i przygotowuje się do zakończenia realizacji Planu Naprawy. Bank przewiduje, że może to nastąpić do końca czerwca 2024, przy założeniu braku istotnych negatywnych zdarzeń nadzwyczajnych.

Obecnie Bank Millennium realizuje strategię na lata 2022-24 „Inspirują nas ludzie”. Bank może się pochwalić pozytywnym wynikiem realizacji większości celów wyznaczonych na rok 2024, jak również szeregiem osiągnięć zrealizowanych w I kw. 2024 r. zapowiedzianych w strategii, w tym m.in.: obniżenie udziału kredytów FX w portfelu brutto (przed korektą o rezerwy na ryzyko prawne) już poniżej poziomu 10%, odświeżenie formatu reklamowego z udziałem nowego ambasadora marki, udostępnienie nowego omnikanałowego procesu aplikacji o karty kredytowe, rozwój oferty dla pracowników doceniony nagrodami Top Employer 2024 i Solidny Pracodawca 2023.

Podsumowując prezentację wyników za I kw. 2024 Joao Bras Jorge dodał: I kw. 2024 r. rozpoczął ostatni rok realizacji naszej strategii 2022-2024 „Inspirują na ludzie”, która wyznacza kierunek naszych działań. Jak informowaliśmy pod koniec 2023 roku, część celów wypełniliśmy z wyprzedzeniem, np. przekroczyliśmy już 3 mln aktywnych klientów, co planowaliśmy osiągnąć na koniec 2024 roku i osiągnęliśmy przełom w postaci korzystania przez 90% z nich z kanałów cyfrowych. W I kw. 2024 r. najważniejszym wydarzeniem zdecydowanie jest spadek udziału walutowych kredytów hipotecznych w portfelu kredytowym poniżej 10%. Teraz, mając przed sobą trzy kwartały roku, jesteśmy w końcowym sprincie, aby osiągnąć wszystkie pozostałe cele, jednocześnie rozpoczynając pracę z naszymi zespołami nad określeniem strategii na lata 2025-2028, która w drugiej połowie roku zostanie przedstawiona opinii publicznej.

Columbus Energy sprzedaje 28 MW projektów fotowoltaicznych GoldenPeaks Capital

Grupa Columbus Energy sprzedaje część projektów farmowych. Nabywcą jest spółka Nyx Renewable Energy z Grupy GoldenPeaks Capital.

Podpisana dziś umowa przedwstępna pomiędzy spółkami z Grupy Columbus Energy a Nyx Renewable Energy Sp. z o.o., należącą do GoldenPeaks Capital (GPC), dotyczy sprzedaży 30 projektów farmowych Columbus Energy, realizowanych przez 19 spółek zależnych z Grupy. Są to projekty z wydanymi warunkami przyłączeniowymi oraz ready to build (RtB), o łącznej mocy 28,077 MW. Po ustaleniu warunków sprzedaży, transakcja zostanie zrealizowana w kilku transzach.

– Postanowiliśmy sprzedać część naszych projektów farmowych, stworzonych i dewelopowanych w Columbus. Staramy się, aby aktywa te zyskiwały na wartości, dlatego gdy zdarza się oferta biznesowa, która wpływa na rozwój Grupy, chętnie z niej korzystamy. GoldenPeaks Capital jest funduszem specjalizującym się w budowie i eksploatacji projektów fotowoltaicznych, co daje gwarancję zrealizowania tych projektów na najwyższym, profesjonalnym poziomie – mówi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

GoldenPeaks Capital specjalizuje się w budowie i eksploatacji systemów fotowoltaicznych. Grupa jest jednym z największych właścicieli systemów fotowoltaicznych w Polsce i na Węgrzech, z ponad 15-letnim doświadczeniem w strukturyzacji projektów energetycznych na całym świecie, o łącznej mocy ponad 6 000 MW.

Pakiety medyczne dla firm – niezbędny element nowoczesnych benefitów pracowniczych

W dzisiejszym świecie dynamicznego rynku pracy, gdzie konkurencja o najlepszych pracowników jest intensywna, firmy muszą oferować coś więcej niż tylko konkurencyjne wynagrodzenie. Wśród najbardziej cenionych przez pracowników dodatków, które mogą znacząco wpłynąć na ich decyzję o wyborze pracodawcy, znajdują się pakiety medyczne. Są one nie tylko formą zabezpieczenia zdrowotnego, ale także wyrazem troski firmy o dobrostan swojego zespołu.

Dlaczego warto inwestować w pakiety medyczne dla pracowników?

Decyzja o wprowadzeniu pakietów medycznych w firmie przynosi szereg korzyści. Przede wszystkim, zapewnia pracownikom szybki dostęp do szerokiej gamy usług zdrowotnych, co jest szczególnie istotne w przypadku nagłych wypadków lub chorób. Dostęp do specjalistów i nowoczesnych badań diagnostycznych bez konieczności długiego oczekiwania na wizytę u lekarza pierwszego kontaktu jest nieoceniony.

Korzyści z wprowadzenia pakietów medycznych w firmie:

  • Zwiększenie zadowolenia i lojalności pracowników – czując troskę o swoje zdrowie, pracownicy są bardziej zadowoleni z pracy i lojalni wobec pracodawcy.
  • Redukcja absencji chorobowej – lepszy dostęp do opieki medycznej pozwala na szybsze leczenie i powrót do zdrowia.
  • Poprawa wydajności pracy – zdrowi pracownicy pracują efektywniej i są mniej podatni na błędy.
  • Wzmacnianie wizerunku firmy – firma dbająca o zdrowie pracowników jest postrzegana jako atrakcyjny pracodawca.

Kluczowe aspekty wprowadzenia pakietów medycznych

Wprowadzenie pakietów medycznych wymaga przemyślanej strategii i zrozumienia potrzeb pracowników. Ważne jest, aby przed podjęciem decyzji przeprowadzić szczegółowe badania wśród pracowników, które pomogą określić najbardziej pożądane usługi medyczne. Należy także rozważyć koszty takiej inwestycji, jednakże korzyści, jakie płyną z zdrowego i zadowolonego zespołu, zdecydowanie przewyższają początkowe wydatki.

Przy wyborze dostawcy usług medycznych warto zwrócić uwagę na:

  • Zakres oferowanych usług,
  • Dostępność placówek medycznych,
  • Opinie innych firm korzystających z usług danego dostawcy.

Jednym z aspektów, na które szczególnie warto zwrócić uwagę, jest prywatna opieka medyczna dla pracowników. Zapewnia ona kompleksową obsługę zdrowotną, w tym dostęp do specjalistów bez potrzeby długiego oczekiwania. 

Podsumowanie

Inwestycja w pakiety medyczne to strategiczne posunięcie, które może znacząco przyczynić się do wzrostu satysfakcji pracowników i poprawy ich wydajności. Jest to również ważny element budowania pozytywnego wizerunku firmy jako miejsca, które dba o swoich pracowników. Wybierając odpowiedniego dostawcę i pakiet, firma może zyskać lojalnych pracowników gotowych do długoterminowej współpracy.

Scenariusz braku obniżek stóp procentowych w tym roku coraz bliższy spełnienia

Stopa referencyjna NBP pozostała bez zmian na poziomie 5,75 proc. Taka decyzja jest zgodna z rynkowym konsensusem i raczej nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej. Argumentami za dalszym utrzymywaniem stóp na obecnym poziomie jest przede wszystkim niepewność co do poziomu inflacji w II połowie roku i jej późniejszego trwałego spadku do celu.

Do tego dochodzi utrzymująca się dobra kondycja rynku pracy. Dane o wynagrodzeniach pokazują ich mocny nominalny wzrost. Niedługo może to przełożyć się na wyczekiwane odbicie w konsumpcji. Scenariusz braku obniżek w 2024 r. wydaje się coraz bliższy spełnienia.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Spokój na rynkach sprzyja napływowi kapitału do Polski, co wzmacnia złotego

Na rynku panuje konsensus co do tego, że na dzisiejszym posiedzeniu nie dojdzie do zmian stóp procentowych. W mediach oczywiście nagłówki mające łapać kliknięcia czytelnika, pytające co zrobi RPP, ale patrząc na wypowiedzi specjalistów, odpowiedź wydaje się oczywista – nic.

Czekając na decyzję RPP

Analitycy wydają się zgodni. Nie powinno dojść dzisiaj do zmian stóp procentowych. W przypadku spekulacyjnych scenariuszy zmiany obniżka wydaje się bardziej prawdopodobna niż podwyżka, ale obydwie te koncepcje są niemal nierealne. Obniżka przy obecnym poziomie wzrostu cen, kiedy to główna stopa procentowa przekracza inflację o prawie 3,5%, wydaje się mieć uzasadnienie. Problem w tym, że już teraz prognozy mówią o odbiciu poziomu wzrostu cen w dalszej części roku. Będzie to tylko wzmacniane poprzez uwalnianie istniejących obecnie na rynku ulg, które miały pomóc kontrolować ceny. Mowa o podniesionej już stawce podatku VAT na żywność czy urealnieniu cen energii. Władze banków centralnych bardzo chcą unikać obniżania i podnoszenia stóp procentowych we względnie krótkich okresach. Dlatego też większość obserwatorów wskazuje, że mimo relatywnie bardzo niskiej inflacji obecnie, po prostu przeczekamy ten dołek.

Złoty najsilniejszy od 3 tygodni

Na rynku dzieje się obecnie niewiele. To właśnie ten spokój powoduje, że inwestorzy przychylniejszym okiem patrzą na rynki krajów bardziej ryzykownych w poszukiwaniu lepszych stóp zwrotu. W efekcie kapitał spływa trochę szerszym strumieniem do naszego kraju, co przekłada się na umacnianie się polskiej waluty. Kurs euro spadł właśnie poniżej poziomu 4,30 zł pierwszy raz od połowy kwietnia. Kurs dolara amerykańskiego znowu oscyluje wokół poziomu 4 zł i podobnie jak euro jest najtańszy od okolic połowy kwietnia. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku funta i franka szwajcarskiego, gdzie złoty jest obecnie najsilniejszy od 3 tygodni lub bardzo blisko tego poziomu.

Produkcja przemysłowa na Węgrzech

Gospodarka węgierska nie podniosła się jeszcze po przygodzie, którą były dla niej stopy procentowe w wysokości 13%. Wczoraj poznaliśmy odczyt produkcji przemysłowej. W skali roku jest to spadek o 10,4%. Analitycy spodziewali się słabszych danych, ale oczekiwania mówiły o spadku o „zaledwie” 5,3%. W rezultacie wczoraj forint węgierski, pomimo dobrego klimatu w naszym regionie, zachowywał się wyraźnie słabiej niż korona czeska czy polski złoty. Waluty tych trzech państw są często u inwestorów w jednym koszyku inwestycyjnym, dlatego bardzo często porównuje się je do siebie, by ocenić, jaka część zmiany kursu wynika z ogólnych warunków rynkowych na świecie, a jaka z wydarzeń w danym kraju.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kwiecień 2024 był kolejnym miesiącem spadków w rejestracji nowych maszyn rolniczych w Polsce

O 91 mniej niż w marcu tego roku i aż o 127 mniej niż w tym samym miesiącu 2023 roku zarejestrowano (czyli de facto zakupiono) nowych ciągników w kwietniu 2024, zaś w drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych z „pierwszej ręki”, jaką stanowią przyczepy rolnicze, spadek w stosunku do tego samego okresu przed rokiem wynosi więcej, bo już 177 sztuk. Tendencja wzrostowa zarysowuje się tu zaś wyraźnie i stale na rynku wtórnym.

Opadł już kurz po – jak widać to na podstawie danych za kwiecień – chwilowym i lekkim odbiciu w rejestracji nowych maszyn rolniczych, jakie miejsce miało w marcu.

Kwiecień 2024: powrót do tendencji spadkowej w rejestracji nowych maszyn rolniczych

Czwarty miesiąc tego roku okazał się kolejnym okresem spadku, i to w obu podstawowych kategoriach: przyczep i ciągników. Według zgromadzonych przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) danych na podstawie CEPiK, liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 722. To o 91 mniej niż miesiąc wcześniej, a do tego 127 – w stosunku do kwietnia ubiegłego roku. Wówczas liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 849.

– Obserwujemy tu powrót do notowanej już przez nas od dłuższego czasu tendencji spadkowej. Dotychczasowy brak klarowności rządowych i unijnych decyzji w sprawach dla rolników istotnych (m.in. Zielony Ład, import poszczególnych produktów zza granicy czy ich transport przez Polskę) w połączeniu np. z sytuacją geopolityczną, a zwłaszcza z tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, powodują, że rolnicy cały czas ze sporym dystansem traktują możliwość inwestycji w nowy sprzęt rolniczy – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Bardziej uderzające są dane za całą 1/3 tego roku. Jak podaje bowiem Izba, w ciągu czterech miesięcy 2024 roku zarejestrowano w sumie 2759 nowych ciągników. To o 595 mniej niż w tym samym okresie 2023. Spadek rejestracji wynosi tu więc 17,7 proc.

Kto jest liderem pod względem rejestracji nowych ciągników w pierwszych 4 miesiącach tego roku?

Najpopularniejszą marką po kwietniu tego roku pozostaje John Deere (14 proc. udziałów), podobnie jak w zeszłym roku, z liczbą 386 rejestracji, jednak to aż o 188 mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu plasuje się Kubota (13,7 proc. udziałów) z 379 zarejestrowanych maszyn. Tu akurat notuje się wzrost, choć niewielki, bo o 5 sztuk. Podium zamyka New Holland z 369 zarejestrowanymi nowymi ciągnikami. Na dalszych miejscach są Deutz Fahr i Case IH. Pod względem geograficznym liderem jest województwo mazowieckie, a za nim – wielkopolskie i łódzkie.

– Choć dochodzi tu do małych przetasowań na poszczególnych miejscach, to warto zauważyć, że podobna tendencja miejsce ma w drugiej podstawowej kategorii nowych maszyn czyli w przyczepach. Tu też do czynienia mamy z wyraźnym spadkiem – komentuje Hubert Seliwiak.

Rejestracja nowych przyczep: spadek jeszcze większy

W kwietniu 2024 r. zarejestrowano 363 nowych przyczep rolniczych. – Ilość ta wpisuje się w trend ostatnich miesięcy, gdzie wyraźnie widać prostą poziomą linię na wykresie. Liczba rejestracji od września zeszłego roku nie przekroczyła 420 w miesiącu. Od początku roku zarejestrowano zaś 1553 nowych przyczep rolniczych, i jest to aż o 521 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już 25,1 proc. – przeczytać można w opracowaniu PIGMiUR. Według przedstawionych tam danych najpopularniejszą marką jest tu Pronar z 374  zarejestrowanych nowych przyczep, jednak to o 348 mniej niż rok wcześniej, co daje spadek aż o 48,2 proc. Udziały rynkowe tej firmy ponownie spadły i wynoszą już 24,1 proc. Drugi w zestawieniu jest Metal-Fach z 237 rejestracjami i udziałami 15,3 proc, a trzeci – Metaltech.

– Choć rolnicy cały czas czekają na korzystne dla siebie decyzje i niektóre z nich – jak np. nowelizacja ustawy o pożyczce lombardowej – już zapadają, a przez to wstrzymują się z zakupem nowego sprzętu, jednak wciąż inwestują, ale ostrożnie. Zaobserwować to można po trendzie, jaki wyraźnie, i to już od dłuższego czasu, rysuje się tu na rynku wtórnym – sądzi Hubert Seliwiak.

Wtórny rynek maszyn rolniczych ze stałym wzrostem

Po czterech miesiącach br. PIGMiUR notuje 9429 rejestracji używanych ciągników . To o 708 więcej niż po czterech miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu zatem 8,1 proc. Liderem na tym rynku w okresie styczeń – kwiecień 2024 jest John Deere z udziałami 16,6 proc. i zajmuje tu pierwsze miejsce w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest marka Ursus. Z kolei w drugiej podstawowej kategorii maszyn „z drugiej ręki” czyli w przyczepach rolniczych, w okresie styczeń-kwiecień br. roku zarejestrowano ich 2466, a więc o 293 więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy tu wzrost o 13,5 proc – stwierdza PIGMiUR.

B-Act wypracował w pierwszym kwartale o 40% wyższą sprzedaż i zanotował skokowy wzrost zysków

B-Act S.A., notowana na NewConnect firma inżynieryjna specjalizująca się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, wypracowała w pierwszym kwartale 2024 roku przychody na poziomie 3,82 mln PLN, co oznacza 40 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka skokowo poprawiła również zysk netto, który sięgnął blisko 180 tys. PLN, czyli 3,5 razy więcej, niż w I kwartale 2023 roku. Większość zaplanowanej sprzedaży i zysków spółka zazwyczaj realizuje w drugiej połowie roku.

Pierwsze miesiące 2024 r. upłynęły w dużej mierze na pracy nad zwiększeniem backlogu spółki, a także realizacji istniejących kontraktów. Spółka rozlicza systematycznie projekty prowadzone na terenie Polski i w innych lokalizacjach, w tym na Ukrainie. B-Act aktywnie uczestniczył w nowych przetargach publicznych zarówno w Polsce jak i zagranicą. Warto dodać, że w połowie kwietnia (12.04) wartość wszystkich zakontraktowanych i nierozliczonych w pełni projektów wynosi blisko 154,2 mln PLN brutto, z czego do zafakturowania pozostało 101,7 mln PLN brutto. Największą pozyskaną umową w tym okresie był kontrakt na nadzór inwestorski kluczowej inwestycji GAZ-SYSTEM z punktu widzenia transformacji energetycznej Śląska „Budowa gazociągu wysokiego ciśnienia DN500 MOP 8.4 MPa – odgałęzienie do bloku gazowo-parowego w Rybniku wraz z budową Stacji Pomiarowej Rybnik”.

Pierwszy kwartał był bardzo aktywny w zakresie budowania backlogu, co już zaowocowało szeregiem atrakcyjnych umów. Ich efekty finansowe będziemy widzieć w dużej mierze w drugiej połowie roku, a także kolejnym roku. Nasza branża charakteryzuje się tym, że najlepsze wyniki wypracowujemy w trzecim i czwartym kwartale dlatego na nasze finanse warto patrzeć z perspektywy całego roku. Początek roku pokazuje bardzo obiecującą dynamikę zarówno na poziomie sprzedażowym jak i w zakresie pracy nad rentownością, co napawa nas optymizmem, ale również poczuciem pewności co do słuszności obranych kierunków rozwoju  – podkreśla Adam Białachowski, prezes zarządu spółki B- Act.

Oprócz rosnącej sprzedaży i poprawiających się zysków spółka zakończyła pierwszy kwartał z bardzo dobrą sytuację gotówkową. Na koniec marca B-Act dysponował ponad 4,2 mln PLN środków pieniężnych vs 0,36 mln PLN na koniec pierwszego kwartału 2023. Pozwala to na sprawną realizację zaplanowanych kontraktów na ten rok i działania związane z pozyskiwaniem nowych umów. Wysoki poziom gotówki i dobre wyniki z poprzednich okresów pozwalają firmie na dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami.

Zarząd B-Act zarekomendował przeznaczenie 685 tys. zł z zysku netto za 2023 r.  (43% zysku netto), co oznacza wypłatę 0,07 zł na akcję. Ostatecznie o wypłacie dywidendy zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane na 27 maja. Planowany dzień prawa dywidendy to 10 czerwca, a jej wypłata ma nastąpić 24 czerwca.

Młodzi na rynku pracy: w poszukiwaniu pasji i spełnienia

Młodzi ludzie, szukając pracy nie kierują się wyłącznie stabilnością zatrudnienia i wynagrodzenia, praca powinna być dla nich również pasją. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, aż 66% przedstawicieli pokolenia Z deklaruje, że ich aspiracje zawodowe są związane z osobistymi pasjami i hobby. To nie oznacza jednak, że na rynek pracy wkraczają z dużym entuzjazmem… raczej z obawami. Zaledwie 35% respondentów w wieku 18-24 lat czuje się odpowiednio przygotowanymi do wejścia na rynek pracy.

Najważniejsze informacje

  • 64% przedstawicieli pokolenia Z uważa, że na rynku maleje rola formalnego wykształcenia.
  • Tylko 23% młodych uważa, że uniwersytety odpowiednio przygotowują do wejścia na rynek pracy.
  • Jednocześnie 24% badanych wskazuje, że wykształcenie wyższe jest konieczne do osiągnięcia sukcesu zawodowego.
  • 35% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że czują się odpowiednio przygotowani do wejścia na rynek pracy.
  • 35% młodych polskich pracowników czuje się oni dobrze przygotowanymi do udziału w procesach rekrutacyjnych.
  • Mniej niż połowa badanych uważa, że ma dużą wiedzę na temat narzędzi do poszukiwania pracy.

Formalne wykształcenie vs. praktyczne umiejętności

Większość przedstawicieli pokolenia Z (64%) uważa, że na rynku maleje rola formalnego wykształcenia, a rośnie rola praktycznych umiejętności. Z tą tezą zgadza się 62% badanych w wieku 25-34 lata. To nie zdejmuje jednak z systemu edukacji konieczności przygotowania młodych ludzi do wejścia na rynek pracy.

Zmieniające się postrzeganie wartości edukacji wskazuje, że młode pokolenia mają mocniejszą potrzebę zmiany podejścia do nauki, a na znaczeniu zyskują praktyczne umiejętności. Serwis Pracuj.pl w swoim najnowszym badaniu sprawdza, jak młodzi oceniają swoje przygotowanie do rozpoczęcia kariery zawodowej po zakończeniu edukacji, czy wiedzą, gdzie szukać pracy oraz jakie mają podejście do rekrutacji.

Czy system edukacji pamięta o pracy?

Tylko 35% badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że szkoły zawodowe i technika w Polsce skutecznie dostarczają wiedzy przydatnej na rynku pracy. W kontekście liceów, zaledwie 16% respondentów wskazało, że dostarczają one jakiejkolwiek wiedzy przydatnej na rynku pracy.

Nie najlepiej wyglądają także wyniki dotyczące uczelni wyższych – tylko 23% młodych badanych zgadza się z tym, że oferują one odpowiednie przygotowanie do wejścia na rynek pracy. Jednocześnie 24% badanych wskazuje, że wykształcenie wyższe jest konieczne do osiągnięcia sukcesu zawodowego.

Wymagania pracodawców dotyczące wykształcenia i umiejętności różnią się oczywiście w zależności od specjalizacji. W zawodach regulowanych, takich jak prawo czy medycyna, formalne wykształcenie jest niezbędne i ściśle określone przez normy prawne i standardy zawodowe. Z drugiej jednak strony, istnieje wiele specjalizacji, w których kluczowe znaczenie ma praktyczne doświadczenie czy konkretny zestaw umiejętności. Są takie dziedziny, jak przykładowo marketing czy grafika, w których rekruterzy często przywiązują większą wagę do portfolio oraz znajomości specyficznych narzędzi i technologii niż do formalnego wykształcenia. Rzeczywiście na rynku pracy nie funkcjonuje już myślenie, że kandydat bez dyplomu nie ma szans na zatrudnienie. Młodzi nie tylko mają w tym zakresie rację, ale jednocześnie ich podejście będzie kształtować rzeczywistość rynku pracy jutra
-– mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Pokolenie nieprzygotowanych do pracy?

Choć wykształcenie wyższe dla młodych badanych nie jest kluczowym czynnikiem prowadzącym do osiągnięcia sukcesu, to nie ulega wątpliwości, że system edukacji powinien być wsparciem w przygotowaniu ich do rozpoczynania budowy kariery. Dziś większość przedstawicieli pokolenia Z niestety nie czuje się na to gotowa.

Jak wskazuje najnowsze badanie Pracuj.pl, zaledwie 35% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że czują się odpowiednio przygotowani do wejścia na rynek pracy. Takie deklaracje mogą odzwierciedlać wspomniane już luki w edukacji lub brak doświadczenia praktycznego.

W grupie osób w wieku 25-34 lata odsetek ten wzrasta do 42%, co sugeruje, że nabywane w pierwszych latach na rynku doświadczenie zawodowe i dalsze kształcenie w miejscach pracy przyczyniają się do wzrostu poczucia gotowości do wykonywania zawodowych obowiązków.

Niemniej jednak, oba wskaźniki wskazują na znaczącą część populacji odczuwającą brak przygotowania, co podkreśla potrzebę systemowego wsparcia w zakresie rozwoju umiejętności praktycznych i adaptacyjnych, aby lepiej wyposażyć młodych ludzi na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy.

Oczywiście aby na rynek wchodzili pracownicy pewniejsi siebie, pewną pracę muszą wykonać instytucje edukacyjne. Z drugiej jednak strony, także rolą pracodawców jest przygotowanie młodych pracowników do pierwszych dni pracy oraz odpowiednie wykorzystanie ich naturalnych talentów, takich jak adaptacyjność, kreatywność czy zdolności interpersonalne, które mogą być równie wartościowe co formalne kwalifikacje. Kluczowe jest, aby pracodawcy oferowali nowym pracownikom odpowiednie programy wdrożeniowe, które nie tylko ułatwią im szybsze przystosowanie się do specyfik działalności firmy, ale również przyczynią się do ich długoterminowego rozwoju i retencji w organizacji
-– mówi Konstancja Zyzik, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Pracuj.pl.

Problem nie leży jednak wyłącznie w braku przygotowania do pracy. Taki sam odsetek (35%) młodych polskich pracowników deklaruje, że czują się oni dobrze przygotowani do udziału w procesach rekrutacyjnych. Mniej niż połowa badanych młodych pracowników (42%) wskazuje, że mają oni dużą wiedzę na temat narzędzi do poszukiwania pracy. Pracodawcy powinni wykorzystać te informacje, dostosowując swoje strategie rekrutacyjne i programy wdrożeniowe, tak aby lepiej odpowiadały na rzeczywiste potrzeby i oczekiwania młodych pracowników. Finalnie przyczyni się to do wzrostu ich produktywności i zaangażowania w pracy, a organizacjom umożliwi poszerzenie swoich zespołów o przedstawicieli pokoleń, które będą tworzyć rynek pracy przyszłości.

Jak już pójdą do pracy, to nie byle jakiej

Wyniki najnowszych badań Pracuj.pl, przeprowadzone pośród najmłodszych uczestników rynku pracy, ujawniają dodatkowo interesujące tendencje dotyczące podejścia do wyboru ścieżki zawodowej przedstawicieli pokolenia Z.

40% ogółu młodych badanych wskazuje, że ma pewność co do tego, jaki zawód chcą wykonywać w przyszłości. Odsetek ten osiąga 39% wśród osób w wieku 18-24 lata i wzrasta do 41% wśród badanych z przedziału 25-34 lata.

Aż 66% respondentów należących do najmłodszej badanej grupy wiekowej (18-24 lata) deklaruje, że ich aspiracje zawodowe są mocno związane z osobistymi pasjami i hobby. Taka tendencja wskazuje na rosnącą wagę realizacji osobistych zainteresowań w kontekście zawodowym i oznacza, że dla osób wchodzących właśnie na rynek pracy, kluczowa będzie nie tylko stabilność finansowa, ale także spełnienie.

W grupie nieco starszych pracowników, w przedziale wiekowym 25-34 lata, obserwujemy pewien spadek tego zjawiska, choć nie jest on tak wyraźny, jak mogłoby się wydawać. W tej kategorii wiekowej 56% badanych wciąż podkreśla znaczenie zgodności wykonywanego zawodu z ich zainteresowaniami. To świadczy o istotnej, choć nieco mniejszej w porównaniu z młodszymi pracownikami, tendencji do łączenia życia zawodowego z osobistymi pasjami. Młodzi stawiają na rozwój – aż 48% najmłodszych pracowników deklaruje, że perspektywy rozwoju kariery, jakie daje praca, są dla nich istotniejsze niż wysokość pierwszego wynagrodzenia.

Ciekawe jest również, jak te preferencje zmieniają się wraz z dojrzewaniem na rynku pracy i ewolucją oczekiwań zawodowych. Możliwe, że w miarę zbierania doświadczeń i konfrontacji z realiami rynku, pracownicy w wieku 25-34 lat stają się bardziej elastyczni w dostosowywaniu swoich aspiracji zawodowych do dostępnych możliwości.

Wyniki badania w tym zakresie rzucają nowe światło na dynamicznie zmieniający się krajobraz rynku pracy, gdzie osobiste pasje i zainteresowania odgrywają coraz ważniejszą rolę w decyzjach zawodowych, stanowiąc ważny element w budowaniu satysfakcji oraz motywacji do pracy.

Młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy często nie czują się odpowiednio przygotowani do jego wymagań, co stanowi istotne wyzwanie zarówno dla systemu edukacji, dla pracodawców, jak i dla samych młodych. W odpowiedzi na tę sytuację i chcąc ułatwić młodym pracownikom start kariery, serwis Pracuj.pl przygotował szereg materiałów, które mają im pomóc odnaleźć się na rynku pracy. W zakładce Pierwsza Praca przedstawiciele pokolenia Z znajdą narzędzia i porady dotyczące tego, jak tę pierwszą pracę znaleźć i jak zabrać się za budowanie kariery zawodowej. Co więcej, mogą oni także skorzystać z darmowego kreatora CV, czy znaleźć wyselekcjonowane specjalnie dla nich oferty pracy.

Instytucje edukacyjne powinny aktywnie działać na rzecz wydobywania i kształtowania potencjału młodych ludzi, wprowadzając do programów nauczania elementy praktyczne, które lepiej przygotują ich do przyszłych zadań zawodowych. Następnie, pracodawcy, angażując te młode talenty, powinni zapewnić odpowiednie środowisko, które umożliwi dalszy rozwój ich kompetencji. Takie podejście nie tylko zwiększy efektywność młodych pracowników, ale również przyczyni się do wzrostu innowacyjności i dynamiki w miejscu pracy, co z korzyścią odbije się na całym rynku.

O BADANIU

Badanie „Pokolenie Z w pracy” zostało przeprowadzone w marcu 2024 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 721 Polaków w wieku 18–34 lata. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Inflacyjny dołek za nami – RPP długo nie znajdzie argumentów za obniżką stóp procentowych

Dzisiaj poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynkowy konsensus zakłada, że stopy pozostaną bez zmian, a więc na poziomie 5,75%, gdzie znalazły się po ubiegłorocznych obniżkach o 75 pb we wrześniu i 25 pb w październiku. Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex podkreśla, że wiele wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej długo nie znajdzie argumentów za kolejną obniżką stóp procentowych. Co więcej, tłumaczy on skąd może wynikać ogromna strata Narodowego Banku Polskiego i co do tego mają stopy procentowe.

Co dalej z inflacją?

Z przedstawionych w marcu prognoz analityków Narodowego Banku Polskiego wynika, że za 2 lata inflacja wciąż będzie się znajdować powyżej celu. To z kolei może oznaczać, że zarówno w obecnym, jak i być może przyszłym roku, nie pojawią się obniżki stóp procentowych.

W pewnym sensie może się to wydawać mało intuicyjne względem ostatnich zmian inflacji, która na przestrzeni roku bardzo wyraźnie spadła. Jeszcze w lutym ubiegłego roku wynosiła 18,4%, by w marcu tego roku spaść do 2%, wracając przy okazji w obszar dopuszczalnego pasma odchyleń od celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5% +/- 1 pkt proc. Należy jednak pamiętać o tym, że to właśnie wzrost inflacji do ubiegłego roku generował rosnący efekt bazy, dzięki któremu na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy dynamika wzrostu cen tak wyraźnie spadła. Teraz ów efekt bazy pomagać przestanie.

Ostatni, wstępny odczyt inflacji CPI za kwiecień już przerwał dotychczasową tendencję spadkową i wskaźnik ten odreagował z 2% w marcu do 2,4% w kwietniu. Ponadto przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej często zwracają uwagę na niepewność związaną z dalszymi losami tarczy antyinflacyjnej. Ta na żywność została już z końcem marca zdjęta, wracając do 5% stawki VAT i to w dużej mierze był właśnie czynnik podbijający kwietniowy odczyt CPI. Kwestię zmian cen żywności trzeba jeszcze uzupełnić o kwietniowe przymrozki, które mają prawo zmniejszyć część plonów. Nad rynkiem wisi także kwestia podniesienia cen energii w drugiej połowie roku, bowiem dotychczasowe, obniżone ceny mają obowiązywać do końca czerwca.

20,8 mld zł straty NBP

Warto także wspomnieć o złożonym niedawno sprawozdaniu finansowym Narodowego Banku Polskiego za ubiegły rok. Wynika z niego, że instytucja ta zanotowała stratę netto na poziomie 20,8 mld zł. Jej główną przyczyną była aprecjacja złotego do walut obcych, która niekorzystnie wpływa na wycenę rezerw walutowych NBP. Ujemny wynik finansowy za rok obrotowy podlega natomiast akumulacji w pozycji Strata z lat ubiegłych. W latach 2016-2023 łączny zysk osiągnięty przez NBP wyniósł 37,3 mld zł, a łączna kwota wpłat do budżetu państwa z tych zysków wyniosła 35,5 mld zł.

W tym kontekście należy pamiętać, że celem Narodowego Banku Polskiego, w przeciwieństwie do banków komercyjnych, nie jest osiąganie zysku, ale dbanie o stabilny poziom cen i wartość złotego, a więc m.in. zapobieganie nadmiernym wahaniom kursów walut. Aby to zrobić, poza zmianami stóp procentowych realizowanymi przez Radę Polityki Pieniężnej, NBP dysponuje właśnie rezerwami walutowymi, których może użyć powstrzymując np. nadmierne osłabienie złotego. Gdyby w sposób znaczący pozbył się tych rezerw próbując wygenerować zysk na zmianach kursowych, wystawiłby się jednocześnie np. na ryzyko ewentualnego ataku spekulacyjnego na krajową walutę.

Software Mansion zakończyło I kwartał 2024 ze wzrostem zysku o 83,52%, z kwotą 6.4 mln zł

Software Mansion zakończyło I kwartał 2024 roku z zyskiem netto na poziomie 6.4 mln zł. Mimo wzrostu kosztów operacyjnych związanych ze znacznym powiększeniem zespołu zysk w stosunku do 1 kwartału ubiegłego roku wzrósł o 83,52%. Wpływ na wypracowany zysk miał m. in. mniejszy o ok. 2,2 mln zł r/r koszt pracowniczego programu motywacyjnego. Przychody spółki wyniosły niecałe 23 mln zł netto, co stanowi wzrost o prawie 24% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku i jest efektem pozyskania nowych klientów. Po pominięciu kosztu wyceny programu motywacyjnego spółka wykazała EBITDA na poziomie ponad 7,8 mln zł.

Pomimo obecnego kryzysu w branży IT, Software Mansion rozwija się swoim torem. Od sierpnia 2023 roku stale notujemy wzrost liczby zapytań ofertowych, co przekłada się na zwiększoną liczbę zawieranych umów z nowymi klientami. Dodatkowo obserwujemy zwiększoną dostępność wysoko wykwalifikowanych specjalistów na rynku pracy, co znacznie ułatwia nam pozyskiwanie nowych talentów – podkreśla Marcin Skotniczny, Prezes Zarządu Software Mansion S.A. – Nasze działania wizerunkowe skupiają się także na studentach i absolwentach, którzy stanowią jedną trzecią wszystkich historycznie zatrudnionych osób. W tym roku otrzymaliśmy prawie dwukrotnie więcej podań o odbycie stażu –

Wzrost zatrudnienia przełożył się na zwiększenie kosztów operacyjnych, w tym wynajmu większej powierzchni biurowej. Na dzień 31 marca 2024 r. spółka zatrudniała 272 osób, czyli o 33% więcej, niż w marcu poprzedniego roku przy retencji pracowników na poziomie ok. 95% rocznie. Spółka obecnie ma w swoim portfolio 53 klientów i względem I kwartału 2023 roku jest ich o 43% więcej. Większy jest też udział w przychodach spółki klientów korporacyjnych, dla których agencja programistyczna świadczy przede wszystkim usługi związane z rozwojem technologii open-source.

Leasing na fali wzrostu, ale rośnie też ryzyko niesolidnych płatników

Branża leasingowa ma za sobą rekordowy rok, a obecny zapowiada się podobnie. Co 4. przedsiębiorca z sektora MŚP deklaruje, że w 2024 r. sięgnie po leasing. Jednak wraz ze wzrostem zainteresowania tymi usługami rośnie też ryzyko trafienia na niesolidnych klientów. Pokazuje to baza danych Krajowego Rejestru Długów. W ciągu ostatniego roku zaległości wobec firm leasingowych wzrosły o 81,6 mln zł i obecnie przekraczają 1,06 mld zł. Branża rocznie pobiera ponad milion raportów finansowych, by zminimalizować ryzyko transakcyjne.

Leasing pełni ważną rolę w finansowaniu przedsiębiorstw, bo dzięki niemu firmy mogą korzystać z pojazdów, maszyn, sprzętu, nie ponosząc jednorazowo kosztów ich zakupu. Według danych Związku Polskiego Leasingu w 2023 r. branża sfinansowała aktywa o wartości 102,5 mld zł, czyli o 16,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Były to głównie samochody osobowe i dostawcze, które stanowią prawie 49 proc. tego rynku, a wraz z ciężarówkami blisko 71 proc. Maszyny i urządzenia odpowiadały za ok. 1/4 wartości umów, a pozostałe transakcje, wraz z nieruchomościami, ok. 5 proc. W ub.r. najwyższy wzrost – o 35 proc. rok do roku – odnotowano w grupie pojazdów lekkich.

Ale to tylko jedna strona medalu. Jak wskazują dane Krajowego Rejestru Długów, obecnie wiele podmiotów nie radzi sobie ze spłatą rat leasingowych. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ich zaległości wzrosły o 81,6 mln zł i aktualnie przekraczają miliard zł.

Mały klient, duże ryzyko

Z danych ZPL wynika, że niemal połowa klientów sektora leasingowego to mikrofirmy, czyli te o obrotach do 5 mln zł. Większe, notujące obroty od 5 do 20 mln zł, stanowią 20 proc., a 29 proc. udziału w strukturze klientów mają przedsiębiorstwa o obrotach powyżej 20 mln zł.

Według Krajowego Rejestru Długów jednoosobowe działalności gospodarcze mają 513,5 mln zł zaległości wobec firm leasingowych. Problemy dotyczą 6816 takich podmiotów. Natomiast spółki prawa handlowego są winne 543,8 mln zł. W tym gronie jest 4769 dłużników.

Małe i średnie przedsiębiorstwa to fundament polskiej gospodarki, który tworzy 47 procent PKB, i jednocześnie główny odbiorca leasingu. Ta usługa stanowi dla nich preferowaną formę finansowania działalności, przewyższając popularnością kredyt. Firmy leasingowe muszą więc zachować czujność i dokładnie sprawdzać, z kim podpisują umowę. Robią to na dużą skalę, pobierając raporty gospodarcze o potencjalnych klientach z KRD. Pozwala im to minimalizować ryzyko trafienia na niesolidnego płatnika oraz zapobiega fraudom. Coraz odważniej korzystają też z Analizy wiarygodności płatniczej, która daje szerszy obraz sytuacji finansowej klienta i szacuje ryzyko dopisania go do KRD w perspektywie sześciu miesięcy – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. 

Leasing prześwietla klientów

W 2023 r. firmy leasingowe pobrały z KRD 1,3 mln raportów gospodarczych o klientach, a od początku tego roku – prawie 460 tys. Najwięcej z tych sprawdzeń dotyczyło przedsiębiorstw z sektorów handlowego (20,8 proc.), transportowego (13 proc.), budowlanego (11,7 proc.) przemysłowego (11,2 proc) oraz firm zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem (10,2 proc.).

Z kolei Analiza wiarygodności płatniczej określa zdolność danego podmiotu do terminowego wywiązywania się ze zobowiązań pieniężnych oraz szacuje ryzyko wpisania go do KRD. Weryfikowana firma otrzymuje kategorię od A do H, gdzie A oznacza najwyższą solidność płatniczą, a H najniższą. Tę ostatnią przydziela się przedsiębiorstwom już notowanym w KRD.

Rośnie średnie zadłużenie

Średnie zadłużenie przypadające na jeden podmiot wynosi 91,3 tys. zł. W ciągu roku wzrosło o 8,9 tys. zł.

Największe problemy z opłacaniem rat mają przedsiębiorcy z Mazowsza, którzy powinni oddać firmom leasingowym 262 mln zł. Drugie w tym zestawieniu są przedsiębiorstwa ze Śląska z kwotą 115,2 mln zł, a trzecie z Wielkopolski, gdzie uzbierało się 99,6 mln zł zaległości.

Najmniej długów obciąża podmioty z województwa opolskiego – 15,7 mln zł oraz podkarpackiego i świętokrzyskiego – po 21 mln zł.

Rekordzistka – śląska firma eventowa – powinna uregulować wobec leasingodawcy 8,9 mln zł.

Pod względem branż najwięcej długów mają firmy transportowe. Nie zapłaciły one rat leasingowych na łączną sumę 288 mln zł. Drugie miejsce wśród niesolidnych płatników zajmuje sektor handlowy – ma on do oddania 196,2 mln zł. Problemy z regulowaniem zobowiązań mają także firmy przemysłowe z kwotą 123,1 mln zł oraz budowalne, gdzie długi sięgają 86,9 mln zł.

2024 rokiem leasingu

Wszystko jednak wskazuje, że bieżący rok również upłynie pod znakiem leasingu. Niedawne badanie Kaczmarski Group „2024 rok z perspektywy mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw” pokazało, że kredyt bankowy nie jest już preferowaną formą finansowania zewnętrznego dla firm, a jest nią właśnie leasing.

Co czwarty przedsiębiorca z sektora MŚP deklaruje, że w tym roku zamierza skorzystać z leasingu. Są to głównie firmy z branży budowlanej i produkcyjnej, po 34 procent wskazań. Drugą po leasingu preferowaną formą finansowego wsparcia stanowią zakupy na raty. Cieszą się zainteresowaniem 18 procent firm, głównie jednoosobowych działalności gospodarczych. Jedynie 16 procent ankietowanych zdecyduje się na kredyt bankowy. To przede wszystkim firmy średniej wielkości i z długim stażem na rynku, które wybierają tę usługę ze względu na prowadzenie długoterminowych inwestycji. Z kolei 13 procent firm postawi na faktoring. To głównie przedsiębiorstwa potrzebujące szybkiego pozyskania pieniędzy na bieżące działania operacyjne, które zmagają się z problemem płynności finansowej i obniżoną moralnością płatniczą kontrahentów – podsumowuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Boom w obligacjach korporacyjnych trwa – I kwartał 2024 r.

W pierwszym kwartale 2024 roku emitenci przeprowadzili aż 17 emisji publicznych na kwotę 760,50 mln zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów w tych emisjach wyniósł jeszcze więcej, bo aż 1,88 mld zł. Do takiego wyniku przyczynili się zarówno inwestorzy instytucjonalni jak i indywidualni.

W pierwszym kwartale 2024 r. doświadczyliśmy prawdziwego „boom-u” na rynku obligacji korporacyjnych. Po trzech miesiącach emitenci zrealizowali 56 proc. wyniku z ubiegłego roku. Można to przypisać między innymi:

  • względnie wysokiemu oprocentowaniu obligacji korporacyjnych,
  • zadowalającej płynność rynku Catalyst,
  • braku materializacji ryzyka kredytowego, co oznacza brak default-ów (upadków emitentów),
  • rosnącej świadomość emitentów, którzy widzą coraz większy potencjał w finansowaniu swojej działalności poprzez obligacje (złożone/ aktywne prospekty emisyjne w KNF),
  • rosnącym aktywom u inwestorów instytucjonalnych.

Nie bez znaczenia pozostaje wysoki poziom stóp procentowych (większość emisji oparta o WIBOR), a także duża liczba emitentów i emisji pozwalająca zbudować zdywersyfikowany portfel inwestycyjny. Jednak nie tylko inwestorzy instytucjonalni są zainteresowani rynkiem obligacji korporacyjnych. Mamy bowiem coraz więcej inwestorów indywidualnych, którzy z zainteresowaniem patrzą na rynek kapitałowy.

Ułatwienia dla inwestorów indywidualnych

Do rynku obligacji korporacyjnych inwestora indywidualnego z pewnością przekonują argumenty wskazane powyżej. Z drugiej strony mogą zniechęcać go redukcje i – paradoksalnie – mnogość ofert, która wiąże się z koniecznością, a przynajmniej powinnością analizy każdej z nich. Budowa portfela obligacyjnego wymaga poświęcenia czasu, a ryzyko upadku emitenta, mimo że dawno niewidziane, nie przestaje istnieć.

Zamiast mierzyć się z tymi wyzwaniami samodzielnie, inwestorzy indywidualni mogą skorzystać z funduszy obligacji korporacyjnych. W pierwszych trzech miesiącach tego roku do takich funduszy napłynęło netto ponad 2 mld zł, przy ponad 10 mld zł łącznych napływów do funduszy dłużnych. Tym samym aktywa funduszy obligacji korporacyjnych jeszcze na koniec 2023 r. nie przekraczały 11 mld zł, a obecnie wynoszą ponad 13 mld zł (po wzroście o 784 mln zł w marcu).

Na ten stan rzeczy – oprócz napływów środków od inwestorów – wpływ mają również bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych na koniec marca tego roku wyniosła 10,30 proc. A w samym marcu pozwoliły one zarobić 0,60 proc.

  Emitent Wartość emisji

(mln zł)

Oprocentowanie Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba Inwestorów
1 GPM Vindexus 21,8 6,00%+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
2 PragmaGo 25 5,15%+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
3 Ghelamco 125 5,00%+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
4 Kredyt Inkaso 20 5,50%+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
5 Kruk (EUR) 10M EUR 43,43 4,00%+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
6 Kruk 60,47 4,00%+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
7 Olivia Fin 30,23 5,30%+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
8 Ronson 60 3,85%+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
9 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
10 Kruk 70 4,00%+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
11 Echo Investment 70 4,00%+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
12 PCC Rokita 25 2,80%+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
13 Cavatina Holding 21,65 6,00%+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
14 Arche 21,5 4,40%+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
15 Victoria Dom 50 5,25%+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
16 Kredyt Inkaso 21,50 5,20%+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
17 PragmaGo 25 5,00%+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
Średnia             48,9 846
Suma   760,587       1881,731   14384

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 29.03.2024r.: 4,301, 29.02.2024r.: 4,319, 31.01.2024 r.: 4,343).

Większe ryzyko, ale i większy zysk

Klasyczne fundusze obligacji korporacyjnych inwestują w obligacje zarówno dużych firm (Blue Chip), jak i małych i średnich spółek o wyższym poziomie ryzyka. Tym samym są bardziej ryzykowne niż np. fundusze obligacji skarbowych czy fundusze inwestujące wyłącznie w obligacje największych firm.

Wynika to faktu, że ryzyko kredytowe (ryzyko braku wykupu obligacji) inwestycji w papiery dłużne Blue Chipów jest istotnie niższe niż w przypadku obligacji korporacyjnych małych i średnich firm. Trudno wyobrazić sobie bankructwo największych polskich spółek, takich jak PKO BP, KGHM czy Orlenu. To właśnie takie podmioty zalicza się do grona tzw. Blue Chipów.

Ryzyko tego typu rozwiązań plasuje się jednak nieco wyżej niż przy obligacjach skarbowych. Za wzrostem ryzyka idzie jednak wyższa rentowność inwestycji. Na lokacie w najlepszym przypadku można zarobić obecnie ok. 5-6 proc., na obligacjach skarbowych – od 5 do 6,5 proc. Tymczasem rentowność obligacji Blue Chipów, oprocentowanych w oparciu o WIBOR, niekiedy przekracza nawet poziom 9 proc.:

YTM Brutto po uwzględnieniu prowizji maklerskiej (0,19 proc.)

Emitent Termin wykupu Nominał Rentowność (proc.) Oprocentowanie
PKO marzec 2028 500 000 7,34 1,50%+WIBOR6M
Pekao październik 2028 500 000 7,81 1,55%+WIBOR6M
Alior grudzień 2025 400 000 7,88 2,70%+WIBOR6M
Kruk luty 2028 100 9,64 4,00%+WIBOR3M
Cyfrowy Polsat styczeń 2030 1 000 9,14 3,85%+WIBOR6M
Orlen grudzień 2025 100 000 6,48 0,90%+WIBOR6M

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne na podstawie gpwcatalyst.pl, notowania z dnia 26.03.2024 r.

Nie wszystkie duże spółki to Blue Chipy

Fundusze inwestycyjne mają starannie dopracowaną politykę inwestycyjną, wedle której firmy muszą spełnić ściśle określone warunki, aby były zaliczane do grona Blue Chipów. Wobec takich spółek stosuje się szereg kryteriów, między innymi muszą one posiadać rating przyznany przez jedną z wiodących agencji ratingowych, odpowiedni poziom kapitalizacji czy kapitałów własnych.

W portfelu np. funduszu Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek znajdują się obligacje kilkudziesięciu emitentów. Branże, z jakich składa się portfel, zostały dobrane tak, by odzwierciedlać podstawowe sektory emitentów z kategorii Blue Chip. Wśród nich znalazły się m.in.: branża przemysłowa, banki, deweloperzy mieszkaniowi, deweloperzy komercyjni, branża konsumencka oraz telekomunikacja. Jest to szeroka dywersyfikacja, w przeciwieństwie do tej, którą zapewnia rynek obligacji małych i średnich firm – zdominowany przez branżę deweloperską i finansową.

Fundusz niweluje bariery wejścia

Fundusz zapewnia inwestorowi natychmiastową i szeroką dywersyfikację, niezależnie od kwoty zainwestowanych środków (przy czym minimalny zapis to ponad 200 000 zł). Ryzyko kredytowe upadku emitenta rozłożone jest na kilkadziesiąt różnych podmiotów i jest ono istotnie niższe niż przy obligacjach korporacyjnych małych i średnich firm. Dodatkowo inwestor zyskuje możliwość dywersyfikacji portfela poprzez ekspozycję na różne sektory, o co trudno w przypadku obligacji MiŚ-ów zdominowanych przez branżę deweloperską oraz finansową.

Kolejną zaletą inwestowania poprzez fundusz jest dostęp do inwestycji w obligacje dużych firm w obcej walucie, które są niedostępne lub trudno dostępne dla inwestorów indywidualnych. Stopy zwrotu, na jakie mogą liczyć inwestorzy, zależą od wielu czynników – dla przykładu celem funduszu Michael / Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ jest wyraźne przekraczanie wskaźnika WIBOR – przez blisko rok od dnia założenia fundusz wygenerował stopę zwrotu po opłatach na poziomie 5,76 proc., a w bieżącym roku zarobił już 2,40 proc. (stan na dzień 28.03.2024 r.).

Zalety funduszy inwestujących w obligacje Blue Chip:

  1. Rentowność wyższa niż w przypadku lokaty czy obligacji skarbowych, przy ryzyku wyższym, choć wciąż pozostającym na względnie niskich poziomach.
  2. Płynność umożliwiająca wcześniejsze wyjście z inwestycji.
  3. Brak konieczności okresowego sprawdzenia wyników emitentów, tzw. „standingu” kredytowego (czyli oceny ich wiarygodności i zdolności do regulowania zobowiązań) oraz notowań wybranych emisji, co dla inwestora oznacza oszczędność czasu.
  4. Brak konieczności samodzielnej budowy portfela inwestycyjnego.
  5. Istotnie niższy próg wejścia w przypadku funduszu. Obligacje Blue Chipów – w większości posiadają wartość nominalną rzędu 100-500 tys. złotych. Chcąc zbudować zdywersyfikowany portfel obligacji dużych firm należy dysponować znacznym kapitałem. To sprawia, że inwestycja w takie papiery jest poza zasięgiem sporej części inwestorów indywidualnych.
  6. Dostęp funduszu do większości emisji na rynku. Emisje obligacji Blue Chip zazwyczaj skierowane są wyłącznie do inwestorów instytucjonalnych.
  7. Dostęp funduszy do rynku międzybankowego. Większość transakcji, których przedmiotem są obligacje korporacyjne największych polskich firm odbywa się na tzw. „międzybanku”.

Taki fundusz jest dobrym rozwiązaniem do rozpoczęcia inwestowania w obligacje korporacyjne. Na kolejnych etapach bardziej wprawieni inwestorzy mogą bezpośrednio kupować obligacje dużych firm albo przejść do kolejnego, bardziej ryzykownego segmentu rynku – czyli obligacji korporacyjnych małych i średnich firm.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Lokum Deweloper: 89,1 mln zł przychodu w I kwartale 2024 r., 54% wzrost r/r

Grupa Lokum Deweloper po I kwartale br. odnotowała 89,1 mln zł przychodu, o 54% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wynik rozpoznano z 138 lokali (+30% r/r).

Lokum Deweloper, jeden z czołowych deweloperów działających na dolnośląskim i małopolskim rynku nieruchomości, w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. wypracował 89,1 mln zł przychodu, co przełożyło się na 21,4 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom podmiotu dominującego oraz na marżę netto w wysokości 24,0%.

W pierwszym kwartale br. Lokum Deweloper zawarł 70 umów deweloperskich i przedwstępnych, mniej o 55% niż rok wcześniej. Wg stanu na koniec marca deweloper miał też podpisanych 15 umów rezerwacyjnych. Potencjał rozpoznań na 2024 r. zrealizowano w 48%.

Z początkiem roku deweloper wprowadził do oferty 84 mieszkania w inwestycji Lokum Porto na wrocławskim Starym Mieście. W raportowanym okresie Grupa rozpoczęła budowę II etapu osiedla Lokum la Vida na Sołtysowicach we Wrocławiu (192 lokale). Na koniec I kwartału 2024 r. deweloper miał w ofercie 372 lokale oraz prowadził budowy obejmujące 584 lokale.

– Prezentowane dane są wynikiem przekazania mieszkań, których budowę zakończyliśmy w ubiegłych latach. Ze względu na konieczność wstrzymania niektórych inwestycji w 2022 roku, spowodowaną zatrzymaniem akcji kredytowej dla klientów, w tym roku nie zakończymy żadnego projektu.  Prowadzimy działalność w niestabilnym otoczeniu rynkowym, w którym mocno utrudnione jest długofalowe planowanie.  Okres każdej z inwestycji w naszej branży to już kilka lat. Nagłe zmiany w regulacjach prawnych dotyczące warunków technicznych  i planowania przestrzennego znacząco wpływają na ryzyko prowadzania tej działalności. Dlatego tak ważne dla rynku nieruchomości są długoterminowe rozwiązania, które będą oddziaływać zarówno na stronę popytową, jak i podażową. Istotne  jest uruchomienie wsparcia nabywców w zakupie mieszkań, które będzie dostępne dla klientów w okresie wieloletnim. To pomoże ustabilizować sytuację na rynku – pozwoli na spokojne, bezpieczne i racjonalne podejmowanie decyzji zakupowych przez nabywców, a także umożliwi deweloperom planowanie inwestycji. Równolegle powinny zostać wprowadzone mechanizmy mogące zwiększyć podaż mieszkań, m.in. deregulacja specustawy mieszkaniowej zwiększająca wpływ samorządów na kształtowanie zabudowy, czy usprawnienie procedur administracyjnych prowadzących do szybszego wydawania pozwoleń na budowę. Trwała równowaga popytowo-podażowa jest niezbędna, aby poprawić dostępność mieszkań dla klientów – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

Zarząd Lokum Deweloper wydał rekomendację w sprawie wypłacenia dywidendy za 2023 r. w wysokości 43,2 mln zł, tj. 2,40 zł za akcję.

W lutym 2024 r. Grupa dokonała przedterminowego wykupu obligacji serii I. W obiegu są obecnie obligacje serii J z terminem zapadalności na II kwartał 2027 r.

I kwartał 2024 na rynku mieszkaniowym: Większy wybór, stabilne ceny i… wyczekiwanie #naStart

I kwartał przyniósł poszukującym więcej spokoju i większy wybór mieszkań. Ponad połowa z nich deklarowała, że szuka mieszkania liczącego 30-40 mkw. Tylko co dziesiąta planowała wydać więcej niż 500 tys. zł – według danych Nieruchomosci-online.pl właśnie tak wyglądał I kwartał tego roku z perspektywy osób kupujących.

Przeglądaliśmy, analizowaliśmy, ale nie podpisywaliśmy

„Po zakończeniu programu Bezpieczny Kredyt 2% osoby kupujące będą masowo wstrzymywać się z poszukiwaniami, popyt się załamie” – tak prognozowano kilka miesięcy temu. Dane pochodzące z portalu Nieruchomosci-online.pl pokazują, że taki scenariusz się nie potwierdził.

Owszem, w I kwartale 2024 zainteresowanie mieszkaniami w serwisie było mniejsze niż w IV kwartale 2023 (kiedy BK2% jeszcze działał), ale tylko o 7 proc. Nie było ostrego hamowania. Warto też zauważyć, że kiedy porównamy I kwartał 2024 do I kwartału 2023, zainteresowanie mieszkaniami było większe o 10 proc. To pozwala wnioskować, że rynek został pobudzony mimo braku większych zmian w dostępności kredytów.

Po I kwartale poziom zainteresowania mieszkaniami można więc ocenić jako dość stabilny, chociaż w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku często tylko przeglądaliśmy oferty, orientując się w ogólnej sytuacji. Na portalu cały czas obserwowaliśmy dużą aktywność na ofertach mieszkań, ale nie przekładało się to na podpisane umowy w kancelariach notarialnych. Możemy więc mówić o pewnym uśpionym popycie. Widać wyczekiwanie. Część osób wstrzymuje się z zakupem licząc, że załapie się na zapowiadany Kredyt #naStart – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.1 zainteresowanie ogłoszeniami

W końcu mieliśmy większy wybór mieszkań

W 2023 r. osoby szukające mieszkania często miały problem – liczba ofert spadała w szybkim tempie, przez co w wielu miastach praktycznie nie było w czym wybierać, jeśli chodzi o najpopularniejsze metraże. W I kwartale 2024 kupujący w końcu złapali oddech, bo zyskali większy wybór.

Kiedy porównamy cały I kwartał 2024 do IV kwartału 2023, wzrost liczby ogłoszeń nie wygląda jeszcze imponująco, bo wyniósł raptem 2 proc. Jednak znacznie więcej mówi nam wzięcie pod lupę stycznia, lutego i marca. Okazuje się, że liczba ofert rosła z tygodnia na tydzień. W konsekwencji, w marcu było o około 10 proc. więcej ogłoszeń mieszkań na sprzedaż niż w styczniu.

Podaż zaczęła odbijać się z dołka, w który wpadła w drugiej połowie 2023 r. przez BK2%. Wprawdzie oferta wciąż jest niższa niż rok temu, ale w końcu mamy nieco większą równowagę pomiędzy podażą a popytem – mówi Rafał Bieńkowski.2 liczba ogłoszeń

Bez zaskoczenia – najczęściej szukaliśmy dwójek

W I kwartale 2024 zdecydowanie najwięcej poszukujących rozglądało się za mieszkaniami 2-pokojowymi – zainteresowanie taką nieruchomością deklarowało 55 proc. użytkowników Nieruchomosci-online.pl. I nie jest to zaskoczenie, gdy weźmiemy pod uwagę aktualne ceny mieszkań, sytuację na rynku kredytowym oraz warunki udzielania rządowego wsparcia skierowanego do młodych osób. W przypadku kawalerek i mieszkań 3-pokojowych było to mniej więcej po 20 proc. poszukujących.

Jeśli chodzi o powierzchnię, ponad 50 proc. użytkowników deklarowało zainteresowanie mieszkaniami liczącymi 30-40 mkw.

Oczywiście takie dane zawsze należy też analizować przez pryzmat różnych grup, bo różne są nasze potrzeby. Na przykład pary najczęściej celowały w mieszkania 2-pokojowe (ponad 70 proc.), a najczęściej wskazywanymi metrażami były w tej grupie 40 i 30 mkw. Z kolei rodziny z dziećmi, co zrozumiałe, najczęściej deklarowały już zainteresowanie mieszkaniami 3-pokojowymi (55 proc.), a najpopularniejszymi metrażami były 50 i 60 mkw.3 preferencje poszukujących

Pół miliona to nasz cenowy próg bólu

Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkich poszukujących mieszkań na Nieruchomosci-online.pl, zdecydowana większość osób szukała lokalu wycenianego na mniej niż pół miliona złotych – w I kwartale łącznie aż 89 proc. ankietowanych wskazało, że ich cenowy próg bólu znajduje się poniżej tej kwoty. Tylko co dziesiąty poszukujący mógł wydać więcej niż 500 tys. zł.

Oczywiście z perspektywy największych miast, gdzie ceny są najwyższe, proporcje były już inne. W przypadku Warszawy 35 proc. osób deklarowało, że poszukuje mieszkania w cenie powyżej 500 tys. zł i był to tam największy odsetek użytkowników. Bardzo podobnie wyglądało to też w Krakowie.  4 progi cenowe

A średnia cena za metr wciąż w górę

Niektórzy poszukujący wierzyli, że po wygaszeniu Bezpiecznego Kredytu 2% ceny być może przynajmniej się ustabilizują, ale nic z tego – w I kwartale na rynku wtórnym wciąż przeważały wzrosty. Wiele wskazuje na to, że gorąca atmosfera z 2023 r. dalej udzielała się osobom sprzedającym, nawet pomimo mniejszego popytu na mieszkania.

Miast z gwałtownymi wzrostami było jednak stosunkowo niewiele. Podwyżki średniej ceny ofertowej wynoszące 8-9 proc. kw./kw. dotyczyły tylko Rzeszowa (1- i 2-pokojowe), Lublina (1- i 2-pokojowe), Katowic (1-pokojowe), Olsztyna (1-pokojowe) i Szczecina (1-pokojowe). W I kwartale najmocniej drożały więc mniejsze metraże.

Jeśli chodzi o mieszkania 3-pokojowe, wahania cen były mniej odczuwalne. Tam maksymalne wzrosty średniej ceny ofertowej wynosiły 6 proc. (Białystok i Toruń), ale w zdecydowanej większości analizowanych miast było to 2-4 proc. I kwartał mógł być więc dla niektórych dobrym momentem na kupno „trójki”.

Istotny wniosek przynosi też rzut okiem na to, jakie miasta zanotowały największe wzrosty średniej ceny ofertowej. Otóż zarówno w mieszkaniach 1-, 2- jak i 3-pokojowych, w czołówce wzrostów nie znalazło się żadne z największych miast. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu wzrosty były mniej zauważalne. Może to oznaczać, że ceny mieszkań zbliżają się tam już do granicy akceptacji przez kupujących – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.5 ceny 1-pokojowe 8 ceny wszystkie miasta 7 ceny 3-pokojowe 6 ceny 2-pokojowe

Nieoczekiwane zwroty akcji w trendach zakupowych w I kwartale 2024 r.

W pierwszym kwartale roku dane dotyczące zakupów pokazują nieoczekiwane zwroty akcji. Spodziewaliśmy się obniżek stóp procentowych, ale teraz, gdy inflacja jest bardziej stabilna, stało się to mało prawdopodobne. Niepewność geopolityczna może spowodować wzrost kosztów ropy naftowej, co zwiększyłoby presję na inflację. Wszystko to oznacza, że uważamy, iż presja  inflacyjna z lat 2022 i 2023 utrzyma się do 2024 roku.

Na podstawie danych Salesforce Shopping Index za pierwszy kwartał tego roku wynika, że kupujący pozostają ostrożni i ograniczają wydatki, prawdopodobnie oszczędzając na duże zakupy w późniejszym terminie (jeśli będą postępować zgodnie ze wzorcem z 2023 r.).

Dane dotyczące zakupów w pierwszym kwartale

Globalna sprzedaż online wzrosła nieznacznie rok do roku (+2%), przy czym ruch internetowy i średnia wartość jednego zamówienia odnotowała przyrost o zaledwie 1%. Jednak pomimo większego ruchu oraz wydatków, globalna liczba zamówień nadal się zmniejsza, spadając o 2% w porównaniu z ubiegłym rokiem. Konsumenci złożyli o 3% mniej zamówień w porównaniu do poprzedniego roku. Było to prawdopodobnie spowodowane wyższą niż oczekiwano inflacją – konsumenci płacą wyższe ceny za towary niż rok temu, więc kupują mniej produktów, jednak nadal wydają więcej.

Tymczasem Europa jako całość, która w ostatnich kwartałach napędzała globalny wzrost, doświadczyła w tym kwartale spowolnienia sprzedaży online (+3% rok do roku). Są jednak kraje, które poradziły sobie lepiej: Wielka Brytania była jedynym z trzech kluczowych rynków (wraz z Niemcami i Francją), który odnotował wzrost.

Europa Wschodnia radzi sobie dobrze

Jeśli chodzi o rozwój handlu cyfrowego to Europa Wschodnia, w tym Polska odnotowała 21% wzrost w pierwszym kwartale 2024 r., w porównaniu z 20% w poprzednim kwartale. Był to najwyższy wzrost handlu cyfrowego w 1. kwartale 2024 r. W przypadku wydatków konsumentów średnia kwota wydana przez kupujących na wizytę wyniosła 1,50 USD, w porównaniu z 1,60 USD w poprzednim kwartale. Europa Wschodnia odnotowała ogólny wskaźnik konwersji na poziomie 1,5% w porównaniu do 1,6% w poprzednim kwartale.

Co kupowali klienci, a z czego rezygnowali?

Dane detaliczne pokazują, że kategorie zdrowia i urody (+12%) oraz torebek (+7%) odnotowały najwyższy wzrost sprzedaży online. Elektronika, zabawki oraz produkty z grupy „nauka” odnotowały największe spadki online (odpowiednio -13% i -12%). Jest to część szerszego trendu, który zaobserwowaliśmy w ciągu ostatnich kilku lat, w którym konsumenci rzadziej wydają pieniądze na rzeczy nieistotne i często szukają najtańszych ofert, gdy dokonują zakupu.

Oszczędzanie na wielkie chwile

Dane dotyczące sprzedaży detalicznej pokazują, że konsumenci zacisnęli pasa, podobnie jak przez większą część 2023 roku. Wolumen zamówień w Stanach Zjednoczonych spadł o 3% rok do roku, ponieważ kupujący ograniczali wydatki na produkty inne niż te pierwszej potrzeby. Wzrost, jakiego doświadcza obecnie branża, wynika z tego, że ludzie płacą więcej, a nie kupują więcej.

Jedną z oznak tego, że konsumenci wydają mniej na rzeczy nieistotne, są spadki w kategorii produktów luksusowych. Sprzedaż wysokiej klasy odzieży i torebek znacznie spadła w pierwszym kwartale (odpowiednio -2% i -10%), podobnie jak zabawek (-12%) i elektroniki (-12%). Zamiast tego konsumenci pozostają przy produktach pierwszej potrzeby, takich jak produkty zdrowotne i kosmetyczne (+12%). Wybierają również tańsze alternatywy, ponieważ ogólna sprzedaż torebek wzrosła o +7%.

Zachowanie konsumentów w pierwszym kwartale przypomina ich podejście do zakupów świątecznych w 2023 roku – kupujący cierpliwie czekali na atrakcyjne rabaty, takie jak te oferowane w Prime Day latem, w sezonie szkolnym oraz w Black Friday i Cyber Monday.

Konsumenci pozostają przy swoich ulubionych markach

Po latach, w których konsumenci zmieniali marki – między innymi ze względu na cenę – obserwujemy wzrost liczby lojalnych klientów. Odsetek stałych nabywców na całym świecie w pierwszym kwartale wyniósł 43%, co stanowi wzrost o 8% od 2022 roku.

Częściowo może to być spowodowane zaangażowaniem marek w programy lojalnościowe w ciągu ostatnich kilku lat. Przeciętny Amerykanin subskrybował 16,6 programów lojalnościowych w 2022 roku. Według danych Salesforce dotyczących sprzedaży detalicznej najpopularniejszym rodzajem programu lojalnościowego jest program punktowy. Dlatego też w pierwszym kwartale klienci sklepów zgłosili, że możliwość wymiany punktów lojalnościowych była jednym z trzech najważniejszych czynników, po cenie i dostępności produktu, przy podejmowaniu decyzji o zakupie.

Urządzenia mobilne dominują… ponownie

Jednym z najszybciej rozwijających się obszarów w tym kwartale były zakupy za pomocą urządzeń mobilnych. Ilość ruchu i zamówień generowanych przez urządzenia mobilne w witrynach e-commerce stale rośnie. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej za pierwszy kwartał pokazują, że globalny ruch mobilny i zamówienia wzrosły o 4% w porównaniu z ubiegłym rokiem, osiągając odpowiednio 78% i 66% udziału.

Znaczną część tego wzrostu można przypisać płynniejszemu dokonywaniu zakupów, które stało się łatwiejsze dzięki korzystaniu z portfeli mobilnych, które wzrosły o +46% rok do roku. W miarę jak płatności mobilne stają się coraz łatwiejsze, a konsumenci nabierają pewności siebie w korzystaniu z tych przyjaznych dla urządzeń mobilnych opcji płatności, spodziewamy się, że migracja mobilna będzie nadal osiągać bezprecedensowe wskaźniki.

Metodologia

Bazując na danych platformy Salesforce, Shopping Index odkrywa prawdziwą historię zakupów. Analizujemy poprzednie dziewięć kwartałów, aby dogłębnie zrozumieć, jak ewoluują zachowania konsumentów i jak zmienia się rynek. Shopping Index analizuje aktywność i statystyki zakupów online ponad 1,5 miliarda unikalnych klientów z ponad 67 krajów. Ten zestaw wskaźników obejmuje zarówno najnowszą historię, jak i obecny stan handlu cyfrowego. W celu ekstrapolacji danych makroekonomicznych dla szerszej branży detalicznej stosuje się kilka czynników, a wyniki te nie wskazują na wyniki Salesforce.

Umiarkowany popyt na biura w miastach regionalnych

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach, I kwartał 2024” pierwsze trzy miesiące 2024 roku upłynęły na regionalnych rynkach biurowych pod znakiem umiarkowanego popytu ze strony najemców, którzy w większości byli zainteresowani renegocjowaniem umów najmu. Jednocześnie powierzchnia niewynajęta stanowi już prawie 18% istniejących zasobów biurowych w regionach, a towarzyszy temu spadek aktywności deweloperskiej, która koncentruje się w trzech miastach, tj. w Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu, na które przypada 75% wolumenu realizowanych inwestycji biurowych.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku największe rynki regionalne poza Warszawą, które dysponują łącznie ponad 6,7 mln mkw. biur, wyprzedziły stolicę pod względem wielkości zasobów już o prawie 0,5 mln mkw. Mimo to nowa podaż w miastach regionalnych w okresie od stycznia do końca marca wyniosła zaledwie 31 200 mkw., co jest najniższym wynikiem odnotowanym na tych rynkach w pierwszym kwartale od 2012 roku. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku deweloperzy ukończyli w regionach tylko dwa biurowce: Quorum Office Park A we Wrocławiu (18 200 mkw.) oraz Brain Park C w Krakowie (13 000 mkw.).

– Pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł kolejny spadek wolumenu powierzchni biurowej będącej w budowie. W trakcie realizacji znajdują się projekty o łącznej powierzchni ok. 240 000 mkw. – to o ponad 19% mniej niż w czwartym kwartale 2023 roku i ponad 68% mniej w porównaniu ze średnim poziomem aktywności deweloperów w ostatnich 10 latach, kiedy to rocznie powstawało średnio ok. 744 000 mkw. biur. Znaczna dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej w istniejących biurowcach oraz wzrost zainteresowania najemców optymalizacją zarówno zajmowanej powierzchni biurowej, jak i prowadzonej działalności przekładają się na mniejszy popyt na biura. To z kolei przyczynia się do większej ostrożności deweloperów przy rozpoczynaniu nowych inwestycji biurowych – mówi Joanna Bartosiewicz, Senior Associate w Dziale Reprezentacji Najemców Biurowych w Newmark Polska.

W pierwszym kwartale 2024 roku najemcy na głównych rynkach regionalnych wynajęli prawie 140 000 mkw., co oznacza spadek o ponad 33% w porównaniu z ostatnim kwartałem 2023 roku i o prawie 17% w ujęciu rocznym. W okresie od stycznia do marca 2024 roku w miastach regionalnych odnotowano tylko dwie duże transakcje o powierzchni ponad 10 000 mkw. Średnia wielkość podpisywanych umów najmu nie przekroczyła 900 mkw., co świadczy o tym, że najemcy decydują się na coraz mniejsze powierzchnie do wynajęcia. Największy udział w popycie miały firmy z sektora IT i produkcyjnego. Przypadło na nie odpowiednio 29% i 18% całkowitego wolumenu transakcji najmu. Na trzecim miejscu znalazła się branża handlowa z 9-procentowym udziałem.

– Renegocjacje i odnowienia umów najmu od dłuższego czasu mają znaczący udział w wolumenie transakcji zawieranych na głównych rynkach regionalnych – w pierwszym kwartale 2024 roku sięgnął on aż 46,6%. Na drugiej pozycji znalazły się nowe umowy, na które przypadło 45,8% całkowitego popytu zarejestrowanego w okresie od stycznia do końca marca br. Natomiast pozostałe 7,6% stanowiły ekspansje (4,8%) oraz transakcje na potrzeby własne (2,8%) – dodaje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W drugim kwartale 2020 roku średni współczynnik pustostanów na głównych regionalnych rynkach biurowych przekroczył granicę 10% i od tego czasu systematycznie rośnie. Na koniec marca 2024 roku wyniósł 17,8%, co stanowi wzrost o 0,3 p.p. w porównaniu z czwartym kwartałem 2023 roku i o 1,9 p.p. w ujęciu rocznym. W trzech miastach (Krakowie, Katowicach i Łodzi) wskaźniki pustostanów przekroczyły 20%, a we Wrocławiu utrzymuje się on nieznacznie poniżej tego poziomu. Łącznie na ośmiu głównych rynkach regionalnych wolumen niewynajętej powierzchni biurowej wzrósł do rekordowego poziomu niemal 1,2 mln mkw., co stanowi prawie 18% całkowitych zasobów nowoczesnych biur w regionach.

– Duża dostępność powierzchni biurowej w budynkach istniejących powoduje, że czynsze utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie (16,00-17,00 euro/mkw./miesiąc) i w najbliższych kwartałach nie spodziewamy się zmiany tego trendu. Ponadto właściciele budynków wyposażonych w nowoczesne technologie oraz spełniających kryteria ekologiczne i społeczne (ESG) są mniej skłonni do negocjacji stawek czynszowych czy zaoferowania znaczących zachęt, takich jak dłuższe okresy bezczynszowe lub dopłaty do wykończenia wynajmowanej powierzchni – podsumowuje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Czy to koniec kilkutygodniowych spadków cen ropy naftowej?

Środowa sesja na Wall Street przyniosła mieszane wyniki indeksów giełdowych. Podczas gdy Dow Jones zyskał 0,4 proc. Nasdaq Composite stracił 0,2 proc. SP500 zamknął się w okolicy poziomu otwarcia. Rentowności amerykańskich obligacji urosły na długim końcu krzywej dochodowości a dolar był umiarkowanie mocniejszy. Inwestorzy czekają na kolejną porcję danych o inflacji w USA (przyszła środa). Sezon wyników finansowych amerykańskich spółek wchodzi w ostatnią fazę. Jak dotąd sektor technologiczny w dużym stopniu wypadł dobrze pomimo wysoko postawionych oczekiwań. Ropa naftowa zyskała na skutek spadku zapasów w USA.

Kalendarz makro w USA wciąż jest dość ubogi. Oprócz wniosków o kredyt hipoteczny (które nie bardzo interesują rynek) otrzymaliśmy tygodniową zmianę zapasów paliw. Publikacja spowodowała, że ropa naftowa WTI ostatecznie zamknęła dzień na plusie drożejąc o lekko ponad 0,5 proc. Jeszcze przed godziną 12:00 surowiec tracił ponad 1,5 proc. Dziś amerykańska odmiana wyceniana jest o blisko 0,9 proc. wyżej. Te zwyżki to w dużej mierze pokłosie spadających zapasów w USA przy jednocześnie rosnącym poborze rafinerii (wzrost o 307 tys. baryłek dziennie). Dodatkowo zwyżki ropy można tłumaczyć również wzrostem chińskiego importu. Te dwa czynniki wsparły wyższe oczekiwania popytu u dwóch największych konsumentów tego surowca.

Zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych spadły w zeszłym tygodniu o 1,4 miliona baryłek do poziomu 459,5 miliona. To więcej niż wskazywały oczekiwania analityków. Tu liczono na spadek o 1,1 mln. Rynek zignorował wzrost zapasów benzyny i paliw destylowanych. Można to tłumaczyć tym, że rafinerie przygotowują się do nadchodzącego sezonu wakacyjnego.

Jeśli chodzi o Chiny, dane celne wskazały, że dostawy ropy do tego kraju uplasowały się w kwietniu na poziomie 44,72 mln ton metrycznych, co daje równowartość około 10,88 mln baryłek dziennie. W porównaniu do kwietnia 2023 roku daje to wzrost o ponad 5,4 proc.

Wcześniejsze spadki cen ropy naftowej, które obserwujemy od kilku tygodni to efekt tego, że wzmogły się nadzieje na zawieszenie broni w konflikcie między Izraelem a Hamasem w Strefie Gazy.

Cena ropy brent od szczytu z 12 kwietnia do wczorajszego minimum spadła o ponad 11 proc. Została przełamana linia trendu wzrostowego łącząca minima z grudnia 2023 oraz lutego 2024 roku. To negatywny sygnał. Notowania wciąż pozostają w korekcie spadkowej całego impulsu wzrostowego, który trwa od kilku miesięcy. Kluczowe wydaje się to, czy cena zdoła trwale powrócić nad linię trendu oraz powyżej horyzontalnego oporu zlokalizowanego w okolicy 84 USD.

Dziś czeka nas decyzje Banku Anglii oraz NBP w sprawie stóp procentowych. Na początku roku rynek postrzegał majową decyzje BoE jako punkt wyjścia do cyklu obniżek. Obecnie wydaje się jednak to bardzo mało prawdopodobne. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest bowiem wciąż zbyt wysoka. Uwaga może być skupiona na wyniku głosowania. Osobą, która może zmienić stanowisko jest Dave Ramsden, który już kilka tygodni temu brzmiał dość „gołębio”. Poprzednio za utrzymaniem stóp było 8 osób a jedynie jedna popierała obniżkę. Jeśli wynik „pójdzie” w stronę 7-2, wówczas funt może stracić na wartości. Rynek będzie też interpretował nowe prognozy banku, choć one mogą nie ulec większej zmianie, ponieważ już w lutym BoE poddał je rewizji. Rynek w tym momencie oczekuje, że do łagodzenia polityki monetarnej dojdzie najwcześniej w sierpniu tego roku.

NBP prawdopodobnie też utrzyma koszt pieniądza na tym samym poziomie 5,75 proc. W ostatnim czasie prezes Adam Glapiński wysyłał w rynek „jastrzębie” komunikaty podając argumenty przemawiające za przyspieszeniem inflacji w drugiej połowie 2024 roku (presja płacowa, powrót VAT na żywność, wyższe, ceny energii). Ostatnio wskaźnik CPI wypadł na poziomie 2,4 proc. r/r w kwietniu co prawdopodobnie oznacza, że dołek inflacyjny na ten moment został osiągnięty (2 proc. w marcu). Inflacja bazowa wciąż znajduje się powyżej celu banku centralnego i wynosi 4,6 proc. w ujęciu rok do roku. Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to m.in. efekt wspomnianego powrotu wyższej stawki VAT na żywność (z 0 proc. do 5 proc.). Wczoraj nastąpiła aprecjacja złotego zarówno względem euro jak i dolara. Kurs EUR/PLN znalazł się ponownie poniżej 4,30 a USD/PLN pod 4,00. Dziś rano obserwujemy umiarkowany ruch przeciwny.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wpływy z podatku Belki rosną jak na drożdżach. W ub.r. fiskus zabrał Polakom ponad 9 mld zł. To wzrost o blisko 58 proc. rdr.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w ubiegłym roku do skarbu państwa wpłynęło nieco ponad 9 mld złotych z tzw. podatku Belki. Był to o blisko 58% większy przychód niż w 2022 roku. Natomiast w porównaniu z 2021 rokiem widać wzrost już o przeszło 118%. Co więcej, uzyskana ostatnio kwota jest o ponad 8% większa od przedstawionej w nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 rok. Analizując dostępne dane, eksperci prognozują, że w tym roku suma wpływów z ww. podatku prawdopodobnie będzie zbliżona do tej z ub.r. Choć są i głosy, że może być nawet większa niż ubiegłoroczna. Wszystko ma zależeć od tego, jakie finalnie zmiany dokona rząd i na ile one w praktyce się sprawdzą.

Według danych Ministerstwa Finansów, w 2023 roku wpływy z tzw. podatku Belki wyniosły 9,069 mld zł. To o 57,7% więcej niż w 2022 roku, kiedy z tego tytułu uzyskano 5,752 mld zł. Natomiast porównując ubiegłoroczne wyniki z tymi z 2021 roku, widzimy wzrost już o 118,4%. Wówczas była to kwota 4,153 mld zł.

– Tak znaczący wzrost wpływów z podatku Belki wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, stopy procentowe. Na koniec 2020 roku były na poziomie 0,1%, rok później wyniosły 1,75%, a po kolejnych dwunastu miesiącach – 6,75%. Odsetki od oszczędności zgromadzonych na kontach istotnie wzrosły, a w ślad za tym wzrósł podatek, którego podstawą są odsetki. Po drugie, wolumen oszczędności na kontach. Rosną wynagrodzenia, co przy wzroście skłonności do oszczędzania oznacza, że duża ich część pozostaje na rachunkach bankowych. Oszczędzamy więcej, aby odbudować oszczędności nadszarpnięte w trakcie pandemii. Równocześnie istotny jest czynnik ostrożnościowy – niestabilne otoczenie zewnętrzne – komentuje dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton.

Zdaniem Marka Niczyporuka, radcy prawnego i doradcy podatkowego z Kancelarii Ars AEQUI, trudno na podstawie ww. danych stwierdzić, czy Polacy więcej oszczędzają, czy też lepiej zarabiają z tytułu udziałów w zyskach spółek. W opinii eksperta, możliwe jest, że osoby inwestujące w spółki czy prowadzące działalność w ramach spółek chętniej obecnie wypłacają z nich zyski w postaci dywidend. Takiemu trendowi sprzyja chociażby fakt, że coraz więcej podmiotów przechodzi na tzw. CIT estoński, który pozwala kumulować zyski i je wypłacać bez realnego podwójnego opodatkowania.

– Oszczędności Polaków przechowywane są przede wszystkim w bankach, na rachunkach bieżących lub lokatach oszczędnościowych. Na wysokość oprocentowania depozytów przede wszystkim ma wypływ inflacja. Jej wzrost w okresie ostatnich kilku lat był wysoki, maksymalna wartość wyniosła aż 18,4% wiosną 2023 roku. To sprawiło, że zwiększyły się odsetki, a tym samym wzrosła kwota odprowadzanego od nich podatku – analizuje dr Krzysztof Biernacki z Katedry Rachunkowości Finansowej, Podatków i Audytu na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Ubiegłoroczne wpływy z tzw. podatku Belki były o 8,3% wyższe od zakładanych. W nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 rok przewidywano bowiem wpływy z tego tytułu w wysokości 8,378 mld zł. Jak stwierdza dr Mrowiec, to niewątpliwie zauważalna kwota w sumie dochodów budżetu państwa, zaplanowanych w 2024 roku. Jednocześnie ekspert zaznacza, że w ostatnich latach poziom odsetek od depozytów był niższy od inflacji. W efekcie obywatele, których dochody zostały już opodatkowane, zanim trafiły na ich konta, zapłacili tzw. podatek inflacyjny, a od niego jeszcze tzw. podatek Belki.

– Jeżeli uwzględnimy poziom inflacji w połączeniu z podatkiem od odsetek, to w wielu przypadkach podatnicy tracili na sile nabywczej swoich oszczędności, mimo dużych nominalnych wartości odsetek i w konsekwencji podatku. Wiarygodność założeń w wysokości wpływów z tytułu podatku od odsetek w przyszłości uzależniona będzie od inflacji. W chwili obecnej jest ona bardzo niska, ale ekonomiści prezentują rozbieżne oceny co do jej kształtowania się w dalszej części 2024 roku – podkreśla dr Biernacki z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Patrząc na dane za ubiegły rok, ok. 6,215 mld zł wyniósł zryczałtowany podatek dochodowy od przychodów z odsetek lub innych przychodów od środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku podatnika lub w innych formach oszczędzania, przechowywania lub inwestowania oraz od dochodu z tytułu udziału w funduszach kapitałowych (art. 30a ust. 1 pkt 3 i 5 ustawy PIT). Z kolei ok. 2,855 mld zł to podatek dochodowy od dochodów z odpłatnego zbycia papierów wartościowych lub pochodnych instrumentów finansowych, w tym z realizacji praw wynikających z tych instrumentów, z odpłatnego zbycia udziałów (akcji) oraz z tytułu objęcia udziałów (akcji) za wkład niepieniężny w postaci innej niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część (art. 30b ww. ustawy). Prognozy w nowelizacji ustawy budżetowej na 2023 r. z ww. tytułów wyniosły odpowiednio 5,376 mld zł i 3,002 mld zł.

– Trudno jednoznacznie określić, dlaczego rzeczywiste wpływy są tak znacząco inne od prognozowanych. Być może Polacy zaczynają więcej oszczędzać i jednocześnie mniej chętnie pozbywają się pasywnych źródeł przychodów, jakie dają udziały i akcje. To świadczyłoby o mniejszej tendencji do konsumpcji, a większej do akumulacji w związku z odczuciem zbliżających się trudnych czasów – podkreśla ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej coraz więcej mówi się na temat potrzebnych zmian w tzw. podatku Belki. Jak zaznacza Marek Niczyporuk, według przedstawianych założeń, docelowo miałoby dojść do zmniejszenia obciążeń podatkowych odnośnie zysków kapitałowych. Zasadnicza zmiana miałaby polegać na wprowadzeniu kwot wolnych od opodatkowania z oszczędności oraz z inwestycji kapitałowych. W opinii eksperta, proponowane rozwiązania byłyby korzystne i mogłyby mieć wpływ na większą popularność oszczędzania. Ale jednocześnie obawia się on, że nowe przepisy mogą skomplikować kwestie rozliczeń podatku, który przy dotychczasowej jednolitej stawce i prostocie rozliczenia jest wartością dodaną. Ekspert z Kancelarii Ars AEQUI spodziewa się wzrostu, a nie spadku wpływów z PIT. Przy założeniu, że projektowane zmiany wejdą w życie i nie wpłyną na skomplikowanie rozliczeń, a ponadto społeczeństwo będzie wykazywać tendencje do oszczędzania.

– Średnioroczny poziom stóp procentowy RPP będzie w tym roku nieco niższy niż w 2023 roku. W ubiegłym roku do września stopa referencyjna wynosiła 6,75%, w październiku – 6%, a od października 5,75%. W  tym roku będzie to najprawdopodobniej niezmiennie 5,75%, ale jednak z ryzykiem obniżki w dalszej części roku, zaś wolumeny urosną. Te dwa trendy w dużej mierze będą się znosić, więc w 2024 roku suma wpływów z podatku Belki prawdopodobnie będzie zbliżona do tej z 2023 roku – podsumowuje dr Mrowiec.

Sejm debatuje nad ustawą o ochronie sygnalistów: większe szanse dla zgłaszających nieprawidłowości

W Sejmie trwa pierwsze czytanie projektu ustawy o ochronie sygnalistów, przyjętego w kwietniu b.r. przez Radę Ministrów. Projekt nadal odbiega na korzyść potencjalnych sygnalistów w stosunku do dyrektywy 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii Europejskiej.

Projekt ustawy o ochronie sygnalistów znacznie rozszerza katalog dziedzin, które mogą być przedmiotem zgłoszeń. Pozbawienie wynagrodzenia, awansu, premii czy mobbing – to tylko niektóre z działań, przed którymi sygnalistów ma chronić dyskutowana dziś w Sejmie ustawa. Osoba, która doświadczyła niepożądanych działań będzie mogła wystąpić o zadośćuczynienie lub odszkodowanie. Ekspert BCC Michał Modro ocenia projekt.

Dobrze, że wreszcie ustawa trafiła do Sejmu i 8 maja 2024 r. odbędzie się jej pierwsze czytanie w ramach pracy komisji sejmowej. Wszystkie kraje UE implementowały już postanowienia dyrektywy unijnej o ochronie sygnalistó Chcę podkreślić, że nowych przepisów nie ma co się obawiać. Do ich wdrożenia trzeba będzie podejść w organizacjach odpowiedzialnie i racjonalnie. Należy pamiętać, że sygnalista to nie donosiciel, a pracodawca może wykorzystać szansę jaką daje mu zgłoszenie sygnalizacyjne, aby przeciwdziałać nieprawidłowością w organizacji, unikając np. kontroli organów państwowych, do których doszło, gdyby nie można było złożyć zawiadomienia sygnalizacyjnego bezpośrednio do pracodawcy. Potraktujmy to jako szansę nie problem – mówi Michał Mordo, ekspert BCC ds.ochrony zdrowia, opieki społecznej, polityki senioralnej i rynku pracy.

Projekt tej ustawy budził kontrowersje i był zmieniany w stosunku do wersji z dnia 26 lutego 2024 r. Obniżono wysokość odszkodowania przysługującego sygnaliście, wobec którego dopuszczono się działań odwetowych z dwunastokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku do jednokrotności takiego wynagrodzenia.

– Należy pozytywnie ocenić tę poprawkę. Tak wysokie minimalne odszkodowanie, które było przewidziane w projekcie tej ustawy w poprzedniej wersji było rozwiązaniem niespotykanym dotychczas w polskim systemie prawnym. Sankcja ta, która mogła spotkać przedsiębiorców była oderwana od realnej szkody, jaką mógłby ponieść sygnalista.dodaje Artur Rycak ekspert prawa pracy BCC, Przewodniczący Komisji Pracy BCC.

Czy jest przestrzeń do obniżek stóp procentowych przez RPP?

W czwartek we wczesnych godzinach popołudniowych Rada Polityki Pieniężnej poinformuje o decyzji na temat wysokości stóp procentowych. Na ten moment żaden analityk i uczestnik rynku nie oczekuje żadnych zmian ze strony decydentów polityki monetarnej w Polsce. Jednak cały czas trwa dyskusja na temat tego czy RPP powróci do obniżek w dalszej części tego roku? Czy jakikolwiek ruch jest możliwy, biorąc pod uwagę ogromną niepewność dotyczącą ścieżki inflacyjnej w trzecim i czwartym kwartale?

Patrząc na ostatnie odczyty inflacyjne, można byłoby oczekiwać, że stopy procentowe powinny być zdecydowanie niższe. Główna inflacja pozostaje na poziomie 2,4% r/r za kwiecień, co oznacza odbicie z poziomu 2,0% w marcu. Niemniej jest to poniżej punktowego poziomu 2,5% uznawanego za cel, choć wciąż ostatnie odczyty pozostają w akceptowalnym zakresie +/- 1 punkt procentowy. W ten zakres zalicza się również inflacja z lutego, która wypadła na poziomie 2,8%. Warto jednak pamiętać, że niskie odczyty inflacyjne to po części efekt bazy, a po drugie w dalszej części roku inflacja odbije ze względu na częściowe odmrożenie cen energii. Inflacja nie odbije jednak do poziomu 8%, który był „najczarniejszym” scenariuszem prezentowanym przez NBP w przypadku pełnej rezygnacji z tarcz antyinflacyjnych. Co więcej, średnia inflacja w Polsce w tym roku teoretycznie może wypaść nawet poniżej 5%. Warto też obserwować, jaka inflacja wypadnie na koniec bieżącego kwartału. Ostatnie projekcje inflacyjne sugerują, że inflacja powinna znaleźć się nawet na poziomie 3,4%, czyli o cały punkt procentowy wyżej niż obecnie. Czy jest na to szansa?

Ceny paliw w tym momencie pozostają wysokie, ale mniej więcej na takim samym poziomie, co rok wcześniej, dlatego nie ma dużego powodu do obaw. Z drugiej strony inflacja bazowa pozostaje wysoko. Za marzec wyniosła ona 4,6% i pomimo tego, że zaliczyła potężny spadek w przeciągu ostatniego roku, to jednak patrząc na odczyty miesięczne, nie ma powodów do zadowolenia. Miesięcznie inflacja rośnie aż o 0,5% m/m, co oznacza, że pomimo spadającej inflacji, ceny wciąż rosną. To właśnie na inflację bazową zwrócił uwagę jeden z członków RPP, Ludwik Kotecki, którego zdaniem nie ma teraz przestrzeni do obniżek stóp procentowych. Podobnego zdania jest prezes NBP, prof. Glapiński, który jeszcze niedawno mówił o możliwości odbicia cen do 8%. Jak wiadomo, tak wysoko inflacja nie powinna odbić, przy utrzymaniu stabilnych poziomów cen surowców. Z drugiej strony Henryk Wnorowski w dalszym ciągu daje nadzieje na to, że stopy procentowe zostaną w tym roku obniżone. Faktycznie taka przestrzeń może się pojawić, ale ewentualne dyskusje na ten temat najprawdopodobniej rozpoczną się na koniec III lub na początku IV kwartału, kiedy ścieżka inflacji będzie łatwiejsza do przewidzenia. Kolejny raport o inflacji, w którym dostępne będą nowe projekcje dotyczące dynamiki cenowej, opublikowany będzie w lipcu.

RPP najprawdopodobniej nie zakomunikuje jakiejkolwiek możliwej zmiany w najbliższym czasie. Co więcej, inne banki centralne, które również poradziły sobie z inflacją, raczej nie rwą się do obniżek. W przypadku Fed z USA spekuluje się o pierwszej możliwej obniżce dopiero w listopadzie. Rynek widzi szanse na obniżkę ze strony Europejskiego Banku Centralnego już w czerwcu, choć ostatnio nieco wyższe odczyty inflacyjne mogą jeszcze zmienić decyzję decydentów ze strefy euro. W przypadku Polski rynek wciąż widzi szanse na obniżkę. W perspektywie 6 miesięcy wyceniana jest jedna obniżka. Na ten jednak moment brak jakiejkolwiek komunikacji na temat obniżek, powinien służyć złotemu, choć z pewnością najlepsze chwile dla naszej waluty są już prawdopodobnie za nami. Ze względu na różnicę w politykach monetarnych na świecie, jest szansa na to, że złoty będzie utrzymywał mocną pozycję wobec euro, funta czy również franka, ale może słabiej radzić sobie w stosunku do dolara amerykańskiego.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB XTB

Polacy uwielbiają centra handlowe. Ponad 60% budżetu na zakupy wydają w galeriach

W większość kategorii produktowych ponad 60% budżetu na zakupy Polacy wydają w centrach handlowych wynika z raportu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” zrealizowanego przez międzynarodową agencję badawczą GFK, pod patronatem Polskiej Rady Centrów Handlowych. Z przeprowadzonego badania wynika również, że sklepy w centrach handlowych cechuje bardzo wysoki współczynnik konwersji, co oznacza, że wielu klientów wchodzących do lokalu w galerii dokonuje zakupu podczas wizyty. W większości kategorii produktowych ponad 50% takich wizyt kończy się zakupem.Efektywnosc_centrow_handlowych Jak_Polacy_wydaja_budzet_na_zakupy

Dzięki badaniu „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” uzyskaliśmy realną wiedzę na temat tego jak Polacy wydają swój budżet na zakupy. To, że w większości kategorii produktowych w ponad 60% trafia on do sklepów w centrach handlowych wskazuje na siłę tego sektora handlu i jego efektywność sprzedażową. Z kolei analizując to, czego klienci najchętniej szukają i kupują branża może jeszcze lepiej zrozumieć ich potrzeby i dopasować do nich swoją ofertę – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Polacy bardzo chętnie robią zakupy w centrach handlowych, zostawiając w nich większość swojego o budżetu na wydatki. W zależności od kategorii produktu jest to od 26% w przypadku zakupów spożywczych (tu królują sklepy wolnostojące), aż do 78% wydatków w przypadku artykułów wystroju i wyposażenia wnętrz. Do bardzo popularnych kategorii kupowanych w centrach handlowych należą też obuwie i akcesoria skórzane (69%), odzież (68%), sport i elektronika (po 66%). Pokazuje to wyraźnie jak ważną i silną pozycję ma handel stacjonarny a szczególnie centra handlowe, skupiające pod swoimi dachami najlepsze marki i tworzące destynacje zakupowe, ciągle silne i pełniące znaczącą rolę w handlu omnikanałowym – komentuje Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK.

Dlaczego to w centrach handlowych Polacy najchętniej zostawiają swoje pieniądze? Większość pytanych o to klientów docenia przede wszystkim możliwość zobaczenia, sprawdzenia czy przymierzenia towaru przed zakupem. To, jako zaletę zakupów w centrum handlowym, wskazało aż 63% respondentów. Badani zwracali też uwagę na szeroką ofertę na różnych poziomach cenowych (45%) oraz wygodę i efektywność zakupów w galeriach handlowych (42%).

Warto też spojrzeć na wyniki badania z punktu widzenia potencjalnego najemcy powierzchni handlowej. Badanie udowadnia wysoką efektywność centrów handlowych jako kanału sprzedaży. W większości kategorii produktowych ponad 50% wizyt klientów w sklepie stacjonarnym kończy się zakupem. Zdecydowany prym w tym zakresie wiodą produkty z kategorii zdrowie i uroda (75%), artykuły dla dzieci (70%) oraz odzież (64%).

Wyniki badania „Skala zachowań omnichannel w obiektach handlowych” wskazują również, że około 40 tysięcy sklepów, zlokalizowanych w 600 centrach handlowych, odpowiada za około 40% obrotów handlu detalicznego (udział w handlu w 105 badanych centrach handlowych GfK oszacowało na 40,9%), a na ponad 60 tys. sklepów internetowych przypada około 8,5% obrotów.

Badanie swoim zasięgiem objęło 105 centrów handlowych o różnej charakterystyce. Obiekty te przekazały na potrzeby badania pełne dane dotyczące liczby i struktury najemców, odwiedzalności obiektów i obrotów osiąganych w poszczególnych kategoriach, pozwalające na wnioskowanie o skali i zakresie zachowań omnikanałowych. Dodatkowo firma GfK wykorzystała dane dotyczące populacji klientów w obszarze oddziaływania każdego z analizowanych obiektów, ich siły nabywczej w handlu tradycyjnym i w e-commerce. Przeprowadzono także wywiady exit-poll na próbie 5071 respondentów w 12 centrach handlowych reprezentujących różne typy obiektów oraz ogólnopolskie badanie online na próbie 2500 respondentów. Dzięki temu, badanie GfK jest największą i najbardziej wiarygodną analizą zachowań omnikanałowych w centrach handlowych, dającą rzetelny obraz całej branży.

Praca projektowa coraz popularniejsza – firmy szukają elastyczności, a specjaliści wyższych zarobków

Miniony rok dla rynku umysłowej pracy projektowej, czyli współpracy specjalistów i firm w oparciu o pracę tymczasową, kontrakty B2B i outsourcing usług, pod wieloma względami był okresem przełomowym. W poszukiwaniu coraz to nowszych sposobów na bardziej elastyczne i responsywne zarządzanie w niepewnych czasach, organizacje częściej na stałe włączały takie rozwiązania do swoich strategii HR. Jak wynika z raportu Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”, zwiększyć zakres współpracy z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami planuje co piąta organizacja w Polsce.

Praca projektowa, czyli współpraca specjalistów i firm w oparciu o pracę tymczasową, kontrakt B2B lub outsourcing usług, zyskuje na popularności zarówno wśród organizacji poszukujących rozwiązań na niepewne czasy, jak i profesjonalistów chcących budować ciekawe portfolio i tym samym zwiększać swoje zarobki. Takie wnioski płyną z raportu Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024” zrealizowanego we współpracy z kancelarią Dentons.

Jak zauważa Bartosz Dąbkowski, CEE Executive Director – External Workforce Solutions w Hays, gospodarcze skutki pandemii, napięcia geopolityczne, zerwane łańcuchy dostaw i napięte budżety państw doprowadziły do sytuacji, która jest niekorzystna dla wielu firm.

Wiele organizacji wstrzymało zaplanowane projekty inwestycyjne, przyjmując postawę wyczekującą. To z kolei ma ogromny wpływ na rynek pracy projektowej. Wyniki naszego raportu pokazują jednak, że blisko co druga organizacja oczekuje, że tegoroczne zapotrzebowanie na pracę tymczasową, outsourcing usług oraz B2B będzie większe niż to odnotowane w minionym roku. Może to oznaczać, że firmy w nadchodzących miesiącach spodziewają się ożywienia na rynku – wyjaśnia Bartosz Dąbkowski.

Jak wynika z raportu „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”, w tym roku zwiększyć zakres współpracy z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami planuje co piąta organizacja (20 proc.). Jednocześnie aż 48 proc. firm deklaruje, że w roku 2024 przeprowadzi więcej rekrutacji na role realizowane w oparciu o umowy inne niż umowa o pracę w porównaniu z rokiem 2023.

POPYT NA PRACĘ PROJEKTOWĄ WCIĄŻ WYSOKI, LECZ POWODY SĄ NIECO INNE

Dlaczego firmy decydują się na współpracę z pracownikami tymczasowymi i zewnętrznymi podwykonawcami, m.in. kontraktorami B2B? Główne powody od lat są niezmienne, natomiast w tegorocznej edycji badania, na pierwszy plan wybija się zwiększony popyt na produkty i usługi firmy (48 proc.). Konieczność elastycznego zarządzania kosztami zatrudnienia spadła natomiast na drugie miejsce z 29 proc. wskazań, tracąc aż 13 pkt proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Organizacje równie często powoływały się też na tzw. blokadę etatów i brak możliwości utworzenia miejsca pracy pomimo występowania w firmie zapotrzebowania na dodatkowe kompetencje.

W jakim celu firma planuje podjąć współpracę z pracownikami tymczasowymi i/lub zewnętrznymi wykonawcami (praca tymczasowa, outsourcing usług, B2B)?

Perspektywa firm

48% W odpowiedzi na zwiększony popyt na produkty lub usługi firmy
29% Dla zapewnienia elastyczności w zarządzaniu kosztami zatrudnienia
29% W związku z blokadą etatów w firmie (tzw. „headcount freeze”)
24% W celu pozyskania kompetencji niezbędnych dla konkretnych projektów
14% Z powodu trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Możliwe było zaznaczenie kilku opcji.

Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”

Firmy mogą zatem przewidywać, że rok 2024 będzie okresem ożywienia, które będzie szło w parze z większym zapotrzebowaniem na usługi i produkty oraz nowymi inwestycjami. Wiele z nich będzie wymagać pozyskania specjalistycznych kompetencji do realizacji określonych projektów lub większej elastyczności na początkowym etapie inwestycji.

Każdy projekt typu greenfield, czyli nowa inwestycja powstająca od podstaw, potrzebuje od 24 do nawet 48 miesięcy, aby zbudować struktury, wdrożyć procesy i osiągnąć planowaną efektywność. Stąd też w początkowych fazach tych inwestycji firmy bardzo często wykazują duże zapotrzebowanie na wysoko wyspecjalizowanych pracowników projektowych – wyjaśnia Bartosz Dąbkowski z Hays.

PRACA PROJEKTOWA NIE TYLKO NA POCZĄTEK KARIERY

Badanie Hays wykazało, że praca projektowa przestaje być rozwiązaniem zarezerwowanym głównie dla młodszych osób, które dopiero wkraczają na rynek pracy. Chociaż w populacji pracowników tymczasowych i zewnętrznych podwykonawców nadal występują kandydaci chcący zdobyć pierwsze praktyczne doświadczenie, to rośnie odsetek osób pełniących role o poziomie eksperckim (22 proc., o 18 pkt proc. więcej niż przed rokiem) oraz menedżerskim (8 proc.). Praca projektowa coraz częściej jest bowiem świadomym wyborem profesjonalistów, stając się domeną osób od „zadań specjalnych”.

Z roku na rok rośnie odsetek specjalistów, którzy w pracy projektowej dostrzegają korzyści płynące z ekspozycji na wiele firm, projektów i doświadczeń. Zauważają bowiem – co potwierdza nasze tegoroczne badanie – że taki model współpracy nie tylko ułatwia im start kariery zawodowej, ale też przyspiesza tempo jej dalszego rozwoju i dynamikę wzrostu wynagrodzenia – komentuje Bartosz Dąbkowski z Hays.

SPECJALISTÓW KUSZĄ PRZEDE WSZYSTKIM ZAROBKI

Zmiana profilu zewnętrznego podwykonawcy idzie w parze z odpowiedziami na pytanie o motywację do podejmowania pracy projektowej. W tegorocznej edycji badania na pierwszym miejscu uplasowało się atrakcyjne wynagrodzenie (50 proc.). Jest to szczególnie adekwatne w przypadku wysoko wyspecjalizowanych kontraktorów B2B, którzy na taką formę współpracy decydują się m.in. ze względów podatkowych, pozwalających zwiększyć przychód netto.

Motywacja natury finansowej nie ogranicza się jednak tylko do najlepiej wynagradzanych ekspertów. Niejednokrotnie zdarza się bowiem, że oferty pracy tymczasowej uwzględniają atrakcyjne wynagrodzenie, które ma niejako wynagrodzić specjalistom krótki czas trwania projektu. Ponadto zdobywanie różnorodnego doświadczenia w licznych firmach buduje atrakcyjne portfolio, dzięki któremu specjalista może z powodzeniem negocjować atrakcyjniejsze stawki.

Warto podkreślić, że zaledwie 17 proc. respondentów pracuje projektowo z uwagi na trudności ze znalezieniem pracy na stałe. Zdecydowana większość nie decyduje się zatem na taką współpracę, ponieważ nie ma innego wyboru, lecz z uwagi na wymierne korzyści.

Motywacja do podjęcia współpracy w ramach pracy tymczasowej, outsourcingu usług lub B2B

Perspektywa specjalistów

50% Atrakcyjniejsze wynagrodzenie
47% Możliwość zdobycia doświadczenia
45% Większa elastyczność
33% Możliwość współpracy z wybranymi firmami
25% Możliwość udziału w interesujących projektach
17% Trudności w znalezieniu pracy na stałe
7% Inne

Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.

Źródło: Raport Hays Poland „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024”

PRZYSZŁOŚĆ BĘDZIE BARDZIEJ ELASTYCZNA

Rozwój współpracy ze specjalistami w oparciu o pracę tymczasową, outsourcing usług i B2B będzie wspierał zmieniający się rynek. Firmy funkcjonują w środowisku, które ulega ciągłym transformacjom. W związku z tym rozwiązania, które działały jeszcze kilka lat temu, teraz często stają się nieskuteczne. Aby zachować konkurencyjność, organizacje muszą być szybsze i bardziej responsywne, również w zakresie dopasowywania zasobów kompetencyjnych do zmieniających się potrzeb.

O RAPORCIE

Raport „Nowoczesne formy zatrudnienia 2024” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu na temat rynku pracy, przeprowadzonym w okresie od lutego do marca 2024 r. wśród firm korzystających z nowoczesnych form zatrudnienia oraz pracowników tymczasowych i zewnętrznych podwykonawców (white collar). Raport powstał we współpracy z kancelarią Dentons. W raporcie uwzględniona jest perspektywa firm – blisko 200 organizacji działających w Polsce – oraz perspektywę pracowników umysłowych, współpracujących z firmami na podstawie umów innych niż umowa o pracę – ponad 300 osób.

Fast foody wracają do łask. W I kwartale 2024 r. ruch w nich wzrósł o 4,7%

W I kw. br. ruch w restauracjach typu fast food zwiększył się o 4,7% rdr. Przy tym pizzerie rok do roku odnotowały o ponad połowę mniejszy wzrost niż lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka. Jednocześnie liczba klientów wszystkich badanych placówek była o 4,2% większa niż rok wcześniej. I w tym zakresie pizzerie znowu mniej zyskały od tzw. kurczako-burgerowni. W pierwszych trzech miesiącach br. udział tych pierwszych restauracji w łącznej liczbie wizyt był na poziomie 27,1%, a drugich – 72,9%. Na całym rynku średnia liczba odwiedzin statystycznego klienta w jednym miesiącu wyniosła 4,7 i była tylko nieco większa niż rok wcześniej. Nie zmienił się natomiast przeciętny czas trwania wizyt w tego typu lokalach.

Jak wykazało cykliczne badanie firmy technologicznej Proxi.cloud i UCE RESEARCH, w I kw. 2024 roku ruch na całym rynku restauracji typu fast food był o 4,7% większy niż w analogicznym okresie ub.r. Pizzerie odnotowały wzrost rdr. o 3,1%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 6,5%.

– Uważam, że ww. wzrosty wynikają z większej stabilności cen. Wysoka inflacja doprowadziła do ograniczenia wydatków na produkty i usługi inne niż podstawowe. Jej spadek w ostatnich miesiącach przyczynił się do poprawy nastrojów konsumenckich i większej skłonności do korzystania z takich usług, jak stołowanie się poza domem. Do tego trzeba dodać, że w zeszłorocznym sezonie letnim branża zaliczyła aż dwucyfrowy spadek ruchu. Natomiast w te wakacje wydaje się, że będzie dużo lepiej pod tym względem – komentuje dr Nikodem Sarna, jeden ze współautorów badania z Proxi.cloud.

Z kolei zdaniem Mateusza Nowaka, drugiego ze współautorów raportu z Proxi.cloud, poza niższym wskaźnikiem inflacji, na zwiększenie ruchu mogło wpłynąć podniesienie płacy minimalnej. Dzięki temu konsumenci mają środki na częstsze wizyty w restauracjach typu fast food. Według eksperta, wyższy wzrost ruchu w tzw. kurczako-burgerowniach może wynikać z preferencji osobistych.

– Być może oferty lokali z kanapkami i daniami z kurczaka są korzystniejsze dla konsumentów niż pizzerii i szybciej ewoluują pod wpływem zmian w otoczeniu rynkowym. To może przekładać się na lepszą dynamikę wizyt. Jednak to tylko luźna hipoteza, której weryfikacja wykracza poza ramy naszego badania – tłumaczy dr Sarna.

Z badania wynika też, że w I kw. br. liczba klientów badanych restauracji zwiększyła się rdr. o 4,2%. Pizzerie w takim ujęciu wykazały wzrost o 2%, a lokale oferujące kanapki i dania z kurczaka – o 5,8% rdr. Jak stwierdza Mateusz Nowak, te wyniki również mogą mieć swoje podłoże w wyższym dochodzie rozporządzalnym przeciętnego Polaka niż rok temu. Trudno jednak przewidzieć, czy trend wzrostu liczby klientów utrzyma się, gdyż jest to zależne od wielu innych czynników, które nie zostały ujęte w badaniu.

– W obliczu notowanych w zeszłym roku spadków można podejrzewać, że nawet relatywnie niewielki wzrost to bardzo pozytywny sygnał dla sieci restauracji, zwłaszcza pizzerii. Dane za jeden kwartał są niewystarczające do opracowania szerszych prognoz. Niemniej przy założeniu, że nie nastąpią żadne tąpnięcia na rynku pracy i w łańcuchach dostaw, a inflacja pozostanie na niskim poziomie, jest spora szansa na utrzymanie wzrostowej tendencji – wyjaśnia dr Nikodem Sarna.

Rok do roku minimalnie zmienił się udział poszczególnych rodzajów restauracji w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. W I kw. br. w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 72,9%, a w pizzeriach – 27,1%. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to odpowiednio 72,2% i 27,8%. Dr Nikodem Sarna interpretuje to jako stabilizację na rynku i oznakę relatywnie trwałych upodobań konsumentów.

– Zmiany w udziale poszczególnych typów restauracji rdr. są znikome. Świadczy to o pewnej dojrzałości rynku fast foodów i niezmienności w przyzwyczajeniach klientów. Z punktu widzenia konkretnych sieci konsekwencją tego może być trudność w pozyskiwaniu nowych klientów w przyszłości – podkreśla Mateusz Nowak.

Ponadto analitycy z UCE RESEARCH informują, że w I kw. br. udział krótkich wizyt (powyżej trzech, ale poniżej dziesięciu minut) w restauracjach oferujących kanapki i dania z kurczaka wyniósł 21,7%, a rok wcześniej – 21,5%. Pizzerie odnotowały odpowiednio 36,6% i 36,3%. Oznacza to minimalne wzrosty w relacji rocznej.

– Powyższe wyniki można zinterpretować jako oznakę utrzymującego się poziomu zamówień na wynos, bo one najprawdopodobniej stoją za krótkimi wizytami w restauracjach. Odsetek ten wydaje się duży, szczególnie w przypadku pizzerii. Niemniej w dobie powszechnego korzystania z aplikacji pozwalających szybko i sprawnie zamawiać jedzenie do domu, trudno uznać go za szokujący – przekonuje dr Sarna.

W I kw. br. średnia liczba wizyt, przypadająca na statystycznego klienta w jednym miesiącu, wyniosła dla całego rynku  4,75. Rok wcześniej była na poziomie 4,73. Rok do roku nie zmienił się średni czas trwania wizyty w lokalu – 24 minuty i 21 sekund. Natomiast minimalnie wzrósł rdr. średni łączny czas spędzony w fast foodach. Ostatni wynik to 1 godzina i 56 minut, a wcześniejszy – 1 godzina i 55 minut.

– Te dane świadczą o niezmienności nawyków Polaków w podejściu do konsumpcji w restauracjach w ciągu ostatniego roku. Można się zatem spodziewać, że w przyszłości będzie podobnie. Nie dopatrywałbym się tutaj wpływu konkretnego menu ani cen – zaznacza Mateusz Nowak.

Do tego dr Sarna dodaje, że klienci prawdopodobnie odwiedzają lokale w podobnych okolicznościach co rok wcześniej i składają zamówienia, których czas realizacji i konsumpcji wygląda identycznie jak w zeszłym roku. Stabilizacja w tym obszarze sugeruje również, że wzrost ruchu i liczby klientów nie był na tyle duży, by wpłynąć istotnie na długość kolejek oraz czas oczekiwania na zamówienie.

***
Opis metody badawczej

Analiza powstała na podstawie obserwacji ruchu wokół prawie 1,9 tys. największych restauracji typu fast food, oferujących kanapki i dania z kurczaka (McDonald’s, KFC, Burger King, Max Burgers i Subway), a także pizzerii (Pizza Hut, Telepizza, MaxiPizza, Gruby Benek, Domino’s Pizza, Dominium, Da Grasso i Biesiadowo). Analitycy z Proxi.cloud i UCE RESEARCH przyjrzeli się sytuacji występującej w I kwartale br. i porównali ją z analogicznym okresem ubiegłego roku. Łącznie poddano analizie ruch pochodzący z monitoringu zachowań blisko 1,4 mln konsumentów.

Próbę badawczą stanowili konsumenci, którzy wyrazili zgodę na dostęp do lokalizacji swojego urządzenia, udostępniali dane lokalizacyjne oraz odwiedzali badane placówki w obu porównywanych okresach. Wejście użytkownika w strefę badania było traktowane jako wizyta klienta w restauracji, gdy trwała ona co najmniej 3 minuty i nie więcej niż 4 godziny. Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing, tj. metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych.

Wall Street w konsolidacji. Jutro decyzja NBP oraz BoE

Wall Street we wtorek poruszała się w trybie konsolidacji. Zmienność na indeksach pozostała niewielka po wcześniejszych dynamicznych wzrostach. Z kolei dolar w minimalnym stopniu umocnił się po słowach Neel Kashkariego z Fed, który wspomniał o możliwych podwyżkach stóp procentowych w USA. Rentowności amerykańskich obligacji na „długim końcu krzywej dochodowości” obniżyły się. Złoto straciło wczoraj ok 0,4 proc. Ropa naftowa WTI przeceniana jest w środę rano o ponad 1,5 proc. Riksbank dziś obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych.

Indeksy z Wall Street zdecydowanie zwolniły swój rajd na północ. Wczorajsza sesja charakteryzowała się niską zmiennością a główne benchmarki poruszały się w trybie konsolidacyjnym. Wczoraj brakowało kluczowych danych z USA. Dolar w umiarkowany sposób zareagował na słowa wypowiedziane przez prezesa Fed z Minneapolis – Neel Kashkariego – który stwierdził, że Rezerwa Federalna prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe przez „dłuższy czas” i nie wykluczył podwyżki. Jednocześnie przyznał, że jeśli inflacja zacznie spadać lub zobaczymy wyraźne osłabienie na rynku pracy, może to spowodować obniżenie stóp procentowych. Brak tu oczywiście jakiegokolwiek przełomu w retoryce banku centralnego. Widać, że Fed zostawia sobie w tym momencie otwartą furtkę na każdą ewentualność. Podwyżki są raczej mało prawdopodobne, ale widać, że decydenci chcą przygotować rynek, że w przypadku negatywnego obrotu spraw, instytucja będzie reagować, aby skutecznie powstrzymać negatywne zjawisko ekonomiczne jakim jest podwyższona oraz uporczywa inflacja. Kurs EUR/USD z poziomu 1,0787 spadł wczoraj wieczorem do 1,0750 a dziś ustanowił dołek na 1,0735.

Riksbank zdecydował się obniżyć stopy procentowe z poziomu 4 proc. do 3,75 proc. Ta decyzja była oczekiwana przez rynek. Na poprzednim posiedzeniu bank centralny jasno komunikował, że koszt pieniądza zostanie zredukowany w maju lub czerwcu. Korona szwedzka traci dziś rano na wartości. Para EUR/SEK zwyżkuje do poziomu 11,75. Do poprzedniej obniżki stóp doszło w lutym 2016 roku. Riksbank jest dopiero drugą instytucją (obok SNB, wśród gospodarek rozwiniętych), która zdecydowała się na luzowanie warunków monetarnych po wcześniejszym dynamicznym cyklu zacieśniającym.

Już jutro czekają nas decyzje Banku Anglii oraz NBP w sprawie stóp procentowych. Na początku roku rynek postrzegał majową decyzje BoE jako punkt wyjścia do cyklu obniżek. Obecnie wydaje się jednak to bardzo mało prawdopodobne. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest bowiem wciąż zbyt wysoka. Uwaga może być skupiona na wyniku głosowania. Osobą, która może zmienić stanowisko jest Dave Ramsden, który już kilka tygodni temu brzmiał dość „gołębio”. Poprzednio za utrzymaniem stóp było 8 osób a jedynie jedna popierała obniżkę. Jeśli wynik „pójdzie” w stronę 7-2, wówczas funt może stracić na wartości. Rynek będzie też interpretował nowe prognozy banku, choć one mogą nie ulec większej zmianie, ponieważ już w lutym BoE poddał je rewizji. Rynek w tym momencie oczekuje, że do łagodzenia polityki monetarnej dojdzie najwcześniej w sierpniu tego roku.

NBP prawdopodobnie też utrzyma koszt pieniądza na tym samym poziomie 5,75 proc. W ostatnim czasie prezes Adam Glapiński wysyłał w rynek „jastrzębie” komunikaty podając argumenty przemawiające za przyspieszeniem inflacji w drugiej połowie 2024 roku (presja płacowa, powrót VAT na żywność, wyższe, ceny energii). Ostatnio wskaźnik CPI wypadł na poziomie 2,4 proc. r/r w kwietniu co prawdopodobnie oznacza, że dołek inflacyjny na ten moment został osiągnięty (2 proc. w marcu). Inflacja bazowa wciąż znajduje się powyżej celu banku centralnego i wynosi 4,1 proc. w ujęciu rok do roku. Przyspieszenie dynamiki wzrostu cen to m.in. efekt wspomnianego powrotu wyższej stawki VAT na żywność (z 0 proc. do 5 proc.). Notowania EUR/PLN wyznaczyły wczoraj minimum lekko poniżej 4,3050. Dziś rano obserwujemy deprecjację PLN, a wspomniany kurs rośnie powyżej 4,32. Po mocniejszym osłabieniu złotego w połowie kwietnia, obecnie obserwujemy konsolidację pomiędzy poziomami 4,3050 a 4,34, w której to powinniśmy pozostać przez najbliższy czas.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

21% przez 2 lata – o tyle zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali

Już dwa lata temu Polacy odczuwali skutki rosnącej inflacji. Sprawdzamy jak w tym okresie zmieniły się koszty utrzymania domów i lokali.

Jeżeli chodzi o koszty utrzymania domów i lokali, to naszych rodaków obecnie absorbuje głównie temat zapowiedzianych na lipiec podwyżek cen energii elektrycznej oraz gazu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili jednak spojrzeć wstecz i sprawdzić, jak od marca 2022 r. do marca 2024 r. zmieniały się koszty użytkowania mieszkań/domów oraz ceny nośników energii. Dwuletnia perspektywa jest ciekawa, ponieważ wiosna 2022 r. wyznacza początek kryzysu energetycznego.

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów RynekPierwotny.pl potwierdza, że od marca 2023 r. do marca 2024 r. dynamika mieszkaniowej inflacji wyraźnie spadła. Roczna zmiana kosztów użytkowania mieszkania/domu oraz cen nośników energii wynosząca +1,3% nie może przestraszyć. Warto jednak pamiętać, że po doliczeniu podwyżek za okres od marca 2022 r. do marca 2023 r., mieszkaniowa inflacja wynosi aż 21,2%.

W ujęciu rocznym (marzec 2023 r. – marzec 2024 r.) najbardziej podrożały usługi kanalizacyjne (+9,7%), a także usługi związane z zaopatrywaniem w wodę (+9,0%). Łączny poziom mieszkaniowej inflacji redukował z kolei taniejący opał (-16,1%). Jednakże w ujęciu dwuletnim (marzec 2022 r. – marzec 2024 r.) opał według danych GUS podrożał o około 11%. Była to najmniejsza dwuletnia podwyżka obok kosztów wywozu śmieci (+10,8%).

Na drugim końcu skali znajdziemy energię cieplną, która przez dwa lata podrożała o 51,3% według GUS. Główny wpływ na tę horrendalną podwyżkę miała zmiana z okresu marzec 2022 r. – marzec 2023 r. (+40,7%). Wysokie koszty ciepła sieciowego uwidoczniły lepiej problem, jakim jest wysoka energochłonność wielu starszych budynków.Zmiany kosztów mieszkaniowych marzec 2022 - marzec 2024

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek opon w I kwartale 2024: spadki w Polsce, wzrosty w Europie

W pierwszym kwartale 2024 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów spadała ogółem o -3%, podobnie w największym segmencie opon do samochodów osobowych (-3%). W pozostałych segmentach sprzedaż również się zmniejszyła: opony dostawcze -12%, ciężarowe -15%, rolnicze -6%, a przemysłowe pozostały bez zmian (0%). Wzrosty zanotowano w segmencie SUV +12%, a także opon motocyklowych +1%.POLSKA Q1 2024

W Europie wzrosła sprzedaż opon w segmencie opon konsumenckich o +3%, a także opon całorocznych i zimowych. Pozostałe segmenty notowały nieduże spadki.

– Widzimy pewne wyhamowanie spadków sprzedaży opon na polskim rynku, ale większość segmentów nadal nie rośnie. Wyjątkiem są wzrosty w segmencie SUV i opon motocyklowych. Mamy nadzieję, że w kolejnych kwartałach będziemy notować lepsze rezultaty wraz z rosnącym rynkiem wewnętrznym, ruchem pojazdów i zwiększającą się liczbą przewozów osobowych i towarowych. Naszym niezmiennym celem jest dalsza edukacja kierowców dotycząca istotnej roli odpowiednio dobranych opon dla bezpieczeństwa na drogach – podkreśla Anna Burakowska, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Segment opon do SUV’ów odnotowuje zwykle najmocniejsze wzrosty ze wszystkich. To zasługa rosnącego popytu na ten segment samochodów. Warto pamiętać, że opony do nich są nieco inne i nie chodzi o przyczepność w błocie czy rodzaj napędu. Przez wyżej położny środek ciężkości opony do SUV’ów muszą mieć nieco mocniejszą konstrukcję boku opony i wzmocnioną konstrukcję, żeby lepiej zapewniać przyczepność na zakrętach. Opony to szczególnie ważne wyposażenie samochodu, które jest inwestycją i nie można na nich oszczędzać – to przełoży się na mniejsze bezpieczeństwo dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

EUROPA Q1 2024 EUROPA Q1 2024 SEZONOWE– Inflacja nadal wpływa na popyt we wszystkich liniach oponiarskich. Sprzedaż w segmentach samochodów ciężarowych i autobusów pozostaje ujemna (-8%) w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 r., podobnie jak w przypadku opon motocyklowych (-6%). W segmencie konsumenckim nadal obserwujemy ożywienie, które rozpoczęło się w ostatnim kwartale 2023 r., głównie dzięki sprzedaży opon zimowych. Jednak cały segment jest o 2% niższy niż w I kwartale 2019 r., przed kryzysem COVID-19 – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Hakerzy z Chin atakują instytucje wojskowe w Europie

  • Cyberatak dotyczył systemu płac, w którym uczestniczył obecny personel serwisowy i kilku weteranów. Ujawniono głównie nazwiska i dane bankowe.
  • Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

Brytyjskie Ministerstwo Obrony padło ofiarą kolejnego ataku hakerów z Chin – podaje Sky News. To kolejny dowód na wzrastające zagrożenie ze strony sponsorowanych przez państwa grup hakerskich, które mają na celu przejęcie poufnych danych i tajemnic państw członkowskich Europy – ostrzegają eksperci firmy Check Point.

W ostatnim czasie nastąpił gwałtowny wzrost działań cybernetycznych wspieranych przez państwa, przy czym chińskie operacje cybernetyczne stały się szczególnie poważnym zagrożeniem. Raport dotyczący bezpieczeństwa cybernetycznego za rok 2024 firmy Check Point ujawnił wyrafinowane taktyki stosowane przez Chiny, podkreślając ich strategiczny wpływ na bezpieczeństwo globalne.

Według analizy zagrożeń Check Point instytucje z sektora rządowego/wojskowego stają w obliczu ponad 1720 ataków tygodniowo. Sektor ten niezmiennie plasuje się w pierwszej trójce najbardziej zagrożonych sektorów gospodarki na świecie.

– Chińskie grupy zagrożeń w coraz większym stopniu koncentrują się na wykorzystywaniu luk w zabezpieczeniach, które umożliwiają uzyskanie nieautoryzowanego dostępu, zanim dostawcy dowiedzą się o tym i opracują poprawki. Wyrafinowane taktyki stosowane przez te organizacje mają na celu infiltrację szerokiego spektrum celów globalnych, od infrastruktury krytycznej po agencje rządowe. Skala tych działań i ukierunkowanie na sektory krytyczne wskazują, że grupy cyberprzestępcze dysponują dużymi zasobami i są wysoce skoordynowane – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Oprócz tradycyjnych korzyści płynących ze szpiegostwa, chińską działalnością cybernetyczną motywują także zachęty ekonomiczne. Celem tych operacji jest nie tylko gromadzenie informacji wywiadowczych, ale także wspieranie interesów gospodarczych Chin na całym świecie. Podwójne wykorzystanie zdolności cybernetycznych do szpiegostwa i celów gospodarczych pokazuje kompleksową strategię Państwa Środka, mającą na celu wzmocnienie pozycji kraju jako światowego superpotęgi Konsekwencje cyberszpiegostwa są znaczące i wpływają nie tylko na bezpośrednie cele, ale także na szerszą społeczność międzynarodową.

– Żyjemy w erze, w której włamania do państw narodowych stają się nową normą. Niedawne ataki Rosjan na infrastrukturę krytyczną w USA, ataki Iranu na ministerstwa w Albanii i Izraelu oraz naruszenia bezpieczeństwa komitetów wyborczych w Wielkiej Brytanii uzmysławiają nam jak potrzebna jest współpraca międzynarodowa w zakresie cyberbezpieczeństwa – dodaje ekspert firmy Check Point

Wojna w Ukrainie: paradoks normalności i koszmaru

Wojna w Ukrainie przynosi paradoksalne połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Jest ona też pełna „cudów” jak na kraj tak długo dotknięty wojną, m.in. dobrze funkcjonujący sektor energetyczny, solidnie zaopatrzone sklepy, czy też powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa.

Wychowany na wojennych filmach o II Wojnie Światowej mam w głowie obraz wojny totalnej sprzed 80 lat. Widzimy wielkie bitwy i szybkie przesuwanie się frontów z milionami żołnierzy zajmujących kolejne wielkie połacie ziemi oraz forujących góry i rzeki. I przede wszystkim mieszkańców terytoriów okupowanych lub dotkniętych działaniami wojennymi – w schronach, pod ciągłym bombardowaniem lub schowanych w domach. Sparaliżowane życie, brak jakichkolwiek spotkań i rozrywek, czarny rynek, niewiarygodne ceny za jakikolwiek produkt, zamknięte szkoły, szpitale, teatry, kawiarnie i biura, urzędy czy banki. Szare ulice po których czasami maszerują tylko zwarte kolumny żołnierzy w pełnym umundurowaniu. Brak komunikacji pomiędzy ludźmi, cenzura, tylko rządowa informacje, propaganda i koniec jakiejkolwiek wymiany swobodnej myśli.

Wojna w Ukrainie jest jakaś „inna”

Wojna naszych czasów przynosi paradoksalnie niezrozumiałe połączenie koszmaru i zwykłych elementów normalnego życia. Komunikaty o alarmie powietrznym i możliwości uderzenia pocisków pojawiają się prawie codziennie (Kijów, Odessa), ale teraz jest tylko kilka minut przed potencjalnym uderzeniem pocisku. Nikt też prawie nie dobiega do schronów, w parkach spacerują matki z dziećmi w wózkach, a inne dzieci bawią się na placach zabaw i tylko wszyscy pokazują sobie małe pociski na niebie – to lecące rakiety i drony. I uderzenia obrony przeciwlotniczej niszczące pociski, a czasami tylko głuchy stukot i wybuch w samym mieście.

Samo życie… toczy się jakby normalnie. W Kijowie sznur samochodów jak zwykle powoduje ogromne korki. Ludzie wysiadają z metra lub autobusów i idą codziennie do pracy jakby nic się nie stało. Godzina policyjna (komandirska) obowiązują od 12 w nocy do 5 rano, ale w Kijowie nikt tego nie przestrzega. Pozory normalnego życia kwitną, odbywają się koncerty muzyczne i przedstawienia, tylko na początek jest informacja o najbliższych miejscach gdzie są schrony (zwykle stacje metra). Ludzie słuchają muzyki, a potem siedzą w powoli pojawiających się ogródkach kawiarni i restauracji.

Cud w energetyce, i nie tylko

A jak działa energetyka? Jest to sektor, który szczególnie blisko obserwuję i jest to dla mnie… cud, że działa tak sprawnie. Zajęto lub zniszczono połowę elektrowni: okupowana jądrowa Zaporoska, zniszczone walkami lub pociskami balistycznymi – Wughlehirska w Doniecku, Tripolska pod Kijowem, wodna zaporoska z wielką tamą na Dniestrze (tama jeszcze stoi, zmieszczona jest poniżej w Nowej Kachowce). Spadło także zapotrzebowanie na energię, bo okupowane lub zniszczone są też wielkie zakłady przemysłowe. Dokonywane są cudy pracy inżynierskiej, ale wciąż energia i ciepło jest dostępne (tylko z małymi przerwami zaraz po kolejnych atakach). Ale miasta są rozświetlone w nocy i dalej sprawiają pozory normalnego życia.

W podobny „niewiadomy” sposób działa ekonomia. Ukraińska hrywna straciła przez wojnę tylko ok. 30% w stosunku do dolara i euro. Wciąż możliwa jest również swobodna wymiana pieniędzy w kantorach – nie ma tylko już wystawionych wielkich szyldów z kursem i trzeba negocjować wewnątrz w zależności od ile banknotów chcemy dostać.

Szok można przeżyć również w supermarketach – w naszym rozumieniu wojny, oczekujemy pustych półek i wszystkiego na kartki. Tymczasem, są one bardzo dobrze zaopatrzone. Nie ma żadnych problemów z produktami. Półki są pełne, a wręcz zawalone nie tylko żywnością o długim terminie ważności, ale i można dostać wszelkiego typu świeże warzywa i owoce.

Internet w czasach wojny

Warto również zauważyć, że podczas wojny w Ukrainie nie ma też większych problemów z komunikacją. Powszechnie dostępny internet i dobrze rozwinięta komunikacja cyfrowa właściwie łączy Ukrainę z całym światem.

Szokująca jest też możliwość wymiany międzynarodowej. W kraju gdzie od ponad 800 dni nie funkcjonuje komunikacja lotnicza –  z jednej strony prowadzone są działania wojenne na całym froncie, a z drugiej są ograniczenia w podróży (mężczyźni w wieku poborowym) – jest zupełnie możliwe robienie zakupów w zagranicznych sklepach internetowych (dowolny produkt). Mało tego – dostawa kurierska „pod drzwi” po stosunkowo krótkim okresie (kilka dni). Tu właściwie cały czas nieprzerwane są możliwości cyfrowych społeczeństw.

A czy my jesteśmy gotowi?

Pod płaszczem „właściwie normalnego życia” nowoczesna wojna toczy się dalej. Codziennie giną dziesiątki, jak nie setki ukraińskich mężczyzn i kobiet. Na ulicach pośród normalnie spacerujących ludzi widać żołnierzy w mundurach, ale też i wielu inwalidów i ofiar wojny. Na murach i ulicach – dużo patriotycznych informacji i znaków niezłomnego oporu.

Wojna wdziera się coraz silniej w pozory normalnego życia, w małych autobusikach używanych do komunikacji w mieście pojawiają się kontrole wręczające wszystkim młodym mężczyznom powołania do wojska, a przynajmniej do komisji poborowych. Ukraina jest zadziwiającą mieszanką bohaterstwa i nieustępliwej walki o niepodległość, a jednocześnie dziwnych biznesów i szoku – na przykład patrząc na sunące po Odessie nowe modele samochodów, w tym elektrycznych. Ktoś je kupuje, ktoś sprowadza.

Wojna naszych czasów trwa i pokazuje wszystkie swoje oblicza. A czy my jesteśmy gotowi żeby też przyszła do nas? Jeśli osłabnie nasza chęć pomocy i przyzwyczaimy się do tego i zostawimy Ukrainę sama wobec agresji – prawdopodobnie tak samo będzie wyglądać i u nas.

Autor: prof. Konrad Świrski, wykładowca Politechniki Warszawskiej i prezes firmy Transition Technologies działającej w branży IT

Ceny akcji firm zbrojeniowych nie zawsze pokazują, w jak niebezpiecznych czasach żyjemy

Uchwalony przez amerykański kongres pakiet pomocowy wartości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu, zwiastuje dobry czas dla branży zbrojeniowej. Jednak niekoniecznie jest to widoczne w wynikach dużych koncernów zbrojeniowych. Lepiej na tym polu radzą sobie mniejsi europejscy producenci. Warto pamiętać, że wydatki na zbrojenia to nie tylko zakupy sprzętu, które w wielu wypadkach stanowią mniejszość całkowitych kosztów.

Wzrost międzynarodowych napięć na świecie prowadzi do istotnego wzrostu wydatków na obronność. Można powiedzieć, że okres, w którym ludzkość mogła korzystać ze swoistej „pokojowej dywidendy”, ewidentnie się zakończył. Dotyczy to szczególnie Europy, która po zimnej wojnie mogła znacząco zredukować swoje wydatki na armię. Polska w poprzednim roku wydała na obronność 3,9 proc. PKB, a w 2024 będzie to nawet 4,1 proc. PKB. Stany Zjednoczone niedawno uchwaliły dodatkową pomoc obronną w wysokości 95 mld dolarów dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu. Także Wielka Brytania zobowiązała się zwiększenie wydatków do 2,5 proc. PKB do 2030 roku.

Światowe wydatki na obronność spadły proporcjonalnie o 60 proc. od czasów zimnej wojny. W ubiegłym roku wyniosły średnio 2,3 proc. globalnego PKB, czyli 2,4 bln dolarów. Stany Zjednoczone ponoszą zdecydowanie największe wydatki na obronność. Ich budżet wysokości 900 mld dolarów stanowi 37 proc. globalnych wydatków i jest trzykrotnie większy niż budżet Chin. Te dwa największe kraje odpowiadają za ponad połowę całkowitych wydatków w tym sektorze. Rosja zajmuje w tej kwestii trzecie miejsce na świecie, z budżetem około 100 miliardów dolarów. Świat arabski jest liderem pod względem proporcjonalnych wydatków na poziomie prawie 5 proc. PKB. Europa pozostaje w tyle, wiele krajów cały czas wydaje na obronność mniej niż 2 proc. PKB. Zaczęła jednak nadrabiać zaległości i wydatki w Europie rosną obecnie najszybciej. Na horyzoncie pojawiła się propozycja Polski dotycząca zwiększenia wydatków na obronność do 3 proc. PKB przez wszystkie kraje NATO.

Większe wydatki, jak obserwujemy na rynku, nie zawsze oznaczają lepsze wyniki akcji spółek z sektora. Najważniejszy amerykański fundusz ETF inwestujący w sektor obronny – iShares US Aerospace & Defense ETF (ITA), radził sobie w zeszłym roku gorzej od indeksu S&P500. Podobnie jest w tym roku: od początku 2024 roku, wzrósł on o 6,5 proc., podczas gdy S&P500 osiągnął wzrost o 9,2 proc. Wynika to z kilku kwestii: po pierwsze, wydatki zbrojeniowe – szczególnie te największe – mają charakter wieloletni, a efekt obecnych wydatków, może przełożyć się na produkcje za kilka lat. Im bardziej zaawansowana jest militarna technologia, tym ten efekt jest silniejszy. W wielu przypadkach, sprzedaż najnowocześniejszych technologii wymaga odpowiednich zgód, co także wydłuża proces.

Po drugie, wiele firm z branży militarnej to koncerny produkujące także na potrzeby cywilne (w tym lotnicze i kosmiczne), a ta produkcja może obciążać wyniki firm. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Boeing, który zmaga się z ogromnym kryzysem związanym z bezpieczeństwem cywilnych samolotów. Jednocześnie, w 2023 była to piąta największa firma na świecie pod względem kwoty realizowanych kontraktów zbrojeniowych.

Po trzecie, wydatki na obronność będą przeznaczone nie tylko na zakup sprzętu, ale także powiększanie liczebności armii czyli na pensje, garnizony, mieszkania dla żołnierzy i inną infrastrukturę z tym związaną. W tym kontekście, zwiększone wydatki mogą sprzyjać innym branżom – na przykład budowlanej czy finansowej lub po prostu zwiększać konsumpcję.

W ujęciu proporcjonalnym, Europa cały czas wydaje na obronność mniej niż reszta świata, zaczęła jednak nadrabiać wieloletnie zaległości. Wydatki rosną trzykrotnie szybciej niż w Stanach Zjednoczonych. Poprawia to wyniki europejskich spółek z sektora obronnego. W ich przypadku, te fundusze mają nieproporcjonalnie duże znaczenie w porównaniu z amerykańskimi gigantami obronnymi, dla których dodatkowe zamówienia nie przekładają się tak mocno na wyniki. Mniejsze, mniej zdywersyfikowane europejskie spółki z sektora obronnego są jednak na fali rosnącej. Rolls Royce był w ubiegłym roku liderem europejskiego indeksu Stoxx 600, na trzecim miejscu znajduje się włoski Leonardo, a na szóstym – niemiecki Rheinmetall. Na rzecz europejskich spółek działał także silny dolar. Słabsze euro czyniło produkcję europejskich koncernów bardziej atrakcyjną na świecie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce