Co piąty emeryt twierdzi, że rodzina prosi go o pomoc finansową

Przeciętna emerytura w Polsce oscyluje wokół kwoty 2500 zł brutto. Z danych GUS wynika, że seniorzy wydają świadczenia emerytalne przede wszytskim na jedzenie i napoje bezalkoholowe (28 proc.), użytkowanie mieszkania (blisko 20 proc.) oraz zdrowie (8 proc.).[1] W domowym budżecie muszą jednak znaleźć zaskórniaki dla swoich dorosłych dzieci i wnuków. Z najnowszego badania opinii Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że co piąty emeryt jest proszony o pomoc finansową przez bliskich.[2] Jakiej pomocy udziela?

Jeszcze trzy lata temu 41 proc. seniorów twierdziło, że pomaga finansowo swoim dorosłym dzieciom.[3] W badaniu opinii przeprowadzonym przez ARC Rynek i Opinia dla BIG Info Monitor seniorzy przyznawali, że pieniądze, które przeznaczają na wsparcie dla najbliższych pochodzą głównie z ich świadczeń emerytalnych (tak odpowiedziało 79 proc.), oszczędności (16 proc.) lub dodatkowych zarobków (12 proc.). Emeryci przeznaczali miesięcznie średnio 430 zł na wsparcie finansowe dla dzieci lub wnuków przy czym kwota deklarowana przez kobiety była nieco niższa i wynosiła 370 zł, a przez mężczyzn 540 zł. [4]

Z najnowszego badania opinii Funduszu Hipotecznego DOM, przeprowadzonego w pademii, wynika że co piąty senior jest proszony o pomoc finansową. Aż 81 proc. emerytów twierdzi, że dzieci i wnuki nie proszą ich o wsparcie.

W jaki sposób seniorzy pomagają finansowo dzieciom i wnukom? Z badania Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że największa liczba osób, bo aż 47 proc. daje pieniądze wnukom, kupuje im prezenty i drobne upominki.[5] Co piąty emeryt przyznaje, że w ramach tej pomocy kupuje dorosłym dzieciom artykuły spożywcze. Również co piąty (18 proc.) deklaruje, że płaci za nich raty kredytów i inne zobowiązania finansowe. 12 proc. seniorów twierdzi, że stara się wspierać dzieci i wnuki przy zakupie większych rzeczy – czasem to wsparcie polega na dołożeniu do zakupów, a czasem na sfinansowaniu zakupu pralki, telewizora czy komputera. Tylko 5 proc. emerytów płaci za dorosłe dzieci rachunki np. czynsz za mieszkanie, rachunek za prąd lub Internet.

– Seniorzy czują ogromną odpowiedzialność za swoją rodzinę. Zdarza się, że dysponują bardzo skromnym budżetem, ale starają się odłożyć pieniądze na czarną godzinę, uzbierać jakieś oszczędności, by móc wesprzeć finansowo dzieci i wnuki. W pandemii wielu młodych ludzi straciło stałe źródło utrzymania, musiało zawiesić swoją działaność gospodarczą lub straciło pracę na etacie. Te osoby właśnie od rodziców, a więc seniorów, otrzymują w tej chwili wsparcie finansowe, zwłaszcza, że emerytury – choć niskie – są jednym z najpewniejszych i stałych źródeł dochodu – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Raport „Emerytury i renty w 2019 roku”, GUS. Link: file:///C:/Users/Aga/Downloads/emerytury_i_renty_w_2019.pdf

[2] Badanie opinii Funduszu Hipotecznego DOM zrealizowane we wrześniu 2021 na próbie 141 osób w wieku 65+.

[3] Badanie ARC Rynek i Opinia dla BIG Info Monitor, 2018. Link: https://media.bik.pl/informacje-prasowe/387636/big-infomonitor-co-siodmy-emeryt-regularnie-pomaga-finansowo-rodzinie

[4] Tamże.

[5] Badanie opinii Funduszu Hipotecznego DOM zrealizowane we wrześniu 2021 na próbie 141 osób w wieku 65+.

PAYBACK zainwestuje w Polsce 50 mln dolarów

PAYBACK rozwija w Polsce swój technologiczny HUB, w którym w ciągu trzech kolejnych lat zatrudnienie znajdzie 250 specjalistów z dziedziny IT, analityki, Big Data i marketingu. Blisko 100 osób dołączy do zespołu firmy do końca tego roku. Łączna wartość inwestycji wyniesie niemal 50 milionów dolarów.

Warszawski HUB jest częścią organizacji odpowiedzialną za obsługę wszystkich dziesięciu rynków, na których działa PAYBACK, czyli Niemiec, Austrii, Włoch, Meksyku, a także Czech, Słowacji, Słowenii, Chorwacji, Węgier i oczywiście – Polski. Eksperci zatrudnieni w ramach HUBu pracują w ramach różnych zespołów, np. deweloperskich, marketingowych czy analitycznych, a jego struktura ma charakter matriksowy – tłumaczy Marcin Pilarski, Dyrektor Zarządzający PAYBACK w Polsce.

Za współpracę zespołów analitycznych działających w ramach HUBu na wszystkich dziesięciu rynkach odpowiada Rafał Latkowski, Global Analytics Director, a nad kwestiami związanymi z zasobami IT czuwa Piotr Awdziewicz, IT & Development Director. Za koordynację projektu, kwestie organizacyjne oraz komunikacyjne w ramach jednostki jest odpowiedzialny Dawid Pyzowski na nowo utworzonym stanowisku Commercial Head of HUB & Controlling w PAYBACK Polska.

Polska była oczywistym wyborem

Powodem, dla którego firma zdecydowała się rozwijać swój technologiczny HUB właśnie w Warszawie, jest bardzo zasobny, lokalny rynek pracy.

Doskonała marka polskich specjalistów IT oraz analityków jest znana na całym świecie. Dodatkowo, nasz kraj, a w szczególności polska stolica, jest atrakcyjną destynacją zawodową dla ekspertów z Ukrainy, Białorusi oraz krajów UE, do których PAYBACK również adresuje swoją ofertę rekrutacyjną – dodaje Marcin Pilarski.

Za tą decyzją stoją też bardzo dobre wyniki notowane przez polski oddział firmy. Jak podsumowuje PAYBACK, w ciągu ostatnich 12 miesięcy w Programie było 8,5 miliona unikalnych, aktywnych kart, a aktualnie na kontach uczestników do dyspozycji pozostawało łącznie niemal 150 milionów PLN. Pomiędzy wrześniem 2020 a wrześniem tego roku, użytkownicy wymienili na nagrody punkty o wartości prawie 67 milionów PLN, zebrali punkty o wartości ponad 93 milionów PLN i dokonali transakcji opiewających na ok. 14 miliardów PLN. Jednocześnie wszystkie te wskaźniki odnotowały wzrost o kilka procent r-d-r.

Co więcej liczba unikalnych, aktywnych użytkowników aplikacji PAYBACK to już prawie 1,8 mln osób, co stanowi niemal 30-procentowy wzrost w porównaniu do września ubiegłego roku. Z kolei, średnia liczba osób korzystających w ostatnim miesiącu z aplikacji wzrosła o ponad 40 procent r-d-r i wyniosła ok. 750 tysięcy osób. Tak doskonałe wyniki potwierdzają naszą pozycję lidera wśród multipartnerskich programów lojalnościowych i są rezultatem innowacyjnego podejścia naszych ekspertów, ich wiedzy oraz świetnego rozeznania w potrzebach i zachowaniach konsumentów, nie tylko tych polskich – komentuje Marcin Pilarski.

Nieważne, ilu użytkowników pobiera aplikację, ważne, jak wielu z niej korzysta

Jak zwraca uwagę PAYBACK, lojalność konsumentów i skuteczność aplikacji zakupowych mierzona liczbą jej pobrań nijak ma się do realnej wartości, którą przedstawia ona dla klientów firmy. Na rynku nadal panuje zbyt mała transparentność m.in. odnośnie danych dot. aktywnych użytkowników aplikacji, co napędza sztuczną i w efekcie – mało konstruktywną konkurencję o to, kto zbierze większą grupę klikających na ekranach swoich telefonów przycisk „pobierz”.

Na sukces platform zakupowych i lojalnościowych składają się natomiast inne elementy – umiejętność skutecznego poszerzania bazy aktywnych, lojalnych klientów oraz wiedza, jak zidentyfikować i zatrzymać tych konsumentów, którzy zamierzają zrezygnować z oferty marki – zwraca uwagę Marcin Pilarski.

Wiedza i doświadczenie ekspertów PAYBACK pozwala firmie odpowiada wprost na potrzeby tych marek, które stawiają doświadczenie klienta w centrum swoich strategicznych działań. Docenianie i nagradzanie konsumenta to fundament całej koalicji. Na podstawie badań (Monitor Programów Lojalnościowych) można zdecydowanie stwierdzić, że multipartnerskość to ten atrybut, który użytkownicy szczególnie cenią. Jedna karta/aplikacja, z której można śmiało korzystać u różnych partnerów ze świata online i offline to unikalna, różnicująca cecha PAYBACK. Personalizacja komunikacji (no spam policy), elastyczność rozwiązań wykorzystujących nie tylko punkty, ale także rabaty i oferty specjalne dostępne wyłącznie dla społeczności PAYBACK, możliwość wykorzystania zgromadzonych punktów, by obniżać codzienne rachunki, zdobywać nagrody lub przekazywać je na cele charytatywne sprawiają to elementy szczególnie ważne dla uczestników Programu.

Inflacja szaleje. A najgorsze jeszcze przed nami

Gwałtowny wzrost cen towarzyszy nam od dłuższego czasu. Przyczyniają się do niego pewne czynniki przejściowe związane z pandemią – takie, jak zaburzenia w łańcuchach dostaw oraz skok cen surowców. Część czynników, które napędzają dzisiaj inflację, jest przejściowa. To problemy, które wynikają z szybszego odbicia popytu niż podaży. Na to nakładają się jeszcze podwyżki cen regulowanych – np. energii oraz odbioru śmieci. Ale do wysokiej inflacji przyczynia się też połączenie ekspansywnej polityki fiskalnej i pieniężnej z ostatnich lat. To widać w inflacjogennej strukturze wzrostu PKB: wzrost gospodarczy polega w dużym stopniu na konsumpcji, która jest wspierana przez świadczenia socjalne, a jednocześnie inwestycje rosną wolno. W rezultacie, gdy dochodzi do skoków popytu, firmy nie są w stanie zwiększyć szybko produkcji. Eksperci przewidują, że inflacja będzie rosła do połowy następnego roku. Jednocześnie ostrzegają o następnym wzroście, który ma nastąpić w roku 2023.

– Przed nami wciąż jeszcze górka inflacji. Zakładamy, że wskaźnik CPI dojdzie do około 7% w grudniu tego roku. Następnie utrzyma się mniej więcej na tym samym poziomie i będzie spadał w drugiej połowie roku 2022, a ponowne podwyższenie inflacji będzie miało miejsce w roku 2023. Obecnie wyróżniamy kilka głównych powodów wzrostu inflacji. Po pierwsze wysokie koszty surowców i problemy z łańcuchami dostaw, a także niewystarczająca podaż i duży popyt. Jednak w kolejnych miesiącach ujawni się drugie oblicze inflacji w postaci coraz mocniejszej koniunktury i mocnej presji popytowej – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Bank Śląski. – Polska gospodarka bardzo dynamicznie odbiła się po recesji, a presja popytowa będzie coraz bardziej widoczna. W przyszłym roku czeka nas sporo wydatków budżetowych – w związku z tym coraz istotniejszym czynnikiem utrzymującym wysoką inflację będzie presja popytowa. Pojawia się także nowe zagrożenie. W momencie, gdy firmy i gospodarstwa domowe uwierzą w trwałość inflacji, wówczas walka z nią może okazać się trudniejsza. Dlatego banki centralne na świecie zaczynają mówić o tym, że zamierzają podnieść stopy procentowe. Należy wspomnieć, że w naszym regionie dzieje się to dosyć szybko. Przewidujemy, że podwyższona inflacja zostanie z nami na dłużej. Polska różni się w pewnym stopniu od państw europejskich tym, że u nas inflacja była wysoka także przed pandemią. Obawiam się, że o ile w Europie można mówić o przejściowości wysokiej inflacji, to w przypadku Polski ta trudna sytuacja będzie trwała znacznie dłużej – ocenia Benecki.

Relacja z konferencji „Ład korporacyjny 2021” organizowanej przez Polską Agencję Nadzoru Audytowego

19 października br. odbyła się międzynarodowa konferencja online Ład korporacyjny 2021: jak wzmacniać zaufanie w gospodarce, zorganizowana przez Polską Agencję Nadzoru Audytowego (PANA).

Podczas 4 paneli 35 panelistów z Polski, Francji, Wielkiej Brytanii i USA dyskutowało o zasadach ładu korporacyjnego, ich znaczeniu i konieczności ich stosowania przez przedsiębiorstwa. W konferencji uczestniczyli przedstawiciele OECD, MF, MAP, KNF, wykładowcy ALK, SGH i Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz przedstawiciele organizacji zrzeszających inwestorów i emitentów. Omawiano stan stosowania zasad ładu korporacyjnego w Polsce, zagadnienia związane z raportowaniem czynników ESG, akcentowano istotną rolę audytorów w przestrzeganiu zasad ładu korporacyjnego przez przedsiębiorstwa oraz kwestię dobrych praktyk. We wszystkich panelach brali udział eksperci Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego.

Konferencję poprzedziło wystąpienie prezesa PANA Marcina Obronieckiego:

Ład korporacyjny to pojęcie odwołujące się między innymi do przejrzystości sprawozdań finansowych, czyli coś, co ma fundamentalne znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Ma to szczególne znaczenie teraz, kiedy wychodzimy z okresu pandemii i na rynku pojawiają się niekiedy nowe trendy, często o charakterze spekulacyjnym. Rola biegłych rewidentów jest tutaj absolutnie zatem kluczowa” – powiedział prezes PANA.

Dyrektor departamentu finansów i przedsiębiorczości OECD, Mathilde Mesnard zaprezentowała strategię organizacji w warunkach pandemii i realiach postpandemicznych. „Kryzys pokazał, że dużego znaczenia nabrały czynniki niefinansowe. W przyszłości będą akcentowane kwestie klimatu i ESG, wzrośnie rola interesariuszy”.

Konferencja była objęta honorowymi patronatami Ministerstwa Finansów, Rektora SGH i Rektora Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

W trakcie pandemii doceniliśmy duży metraż nieruchomości

Z badania Otodom „Szczęśliwy dom. Badanie dobrostanu Polaków” wynika, że wielkość mieszkania nie zawsze przekłada się na poziom naszego zadowolenia, pomimo że 29% respondentów wskazało potrzebę większej przestrzeni jako główną motywację do przeprowadzki. Przestrzeń, w której żyjemy z pewnością oddziałuje na nasz stan psychiczny, ale jej pozytywny wpływ na nasze samopoczucie wynika z wielu innych czynników, które nie mają związku z metrażem naszego lokum. Co zatem decyduje o dobrostanie większości Polaków?

Wielkość kontra funkcjonalność – ergonomia górą

Okazuje się, że metraż przegrywa z funkcjonalnością. Pomimo deklarowania chęci przeprowadzki podyktowanej potrzebą większej przestrzeni (30% Polaków wskazało to jako główny powód zmiany miejsca zamieszkania), średnia powierzchnia mieszkań osób, które przeprowadziły się podczas pandemii, nie wzrosła. Tym co uległo zmianie był natomiast poziom zadowolenia Polaków z nowej przestrzeni. Możemy więc wywnioskować, że to jakość otoczenia w jakim żyjemy wpływa na nasze samopoczucie.

Problem z małymi mieszkaniami, który uwydatnił się w trakcie pandemii, wymuszającej na nas długie godziny spędzane w czterech ścianach, polega na braku własnego miejsca. W Polsce domy są często przeludnione, co wiąże się z brakiem spokoju, ciszy i skupienia, a to w konsekwencji wpływa na naszą psychikę. Odpowiednie wydzielenie przestrzeni stanowi podstawę dla lepszej jakości życia.

Karolina Klimaszewska, Senior Data Analyst w Otodom mówi: Powierzchnia ma znaczenie. W trakcie pandemii doceniliśmy duży metraż naszych nieruchomości i częściej wyszukujemy oferty z większą po­wierzchnią. W porównaniu z lipcem ubiegłego roku wzrosła liczba poszukujących mieszkań z metrażem od 51 do 60 m2 (z 18% na 20%). Coraz rzadziej wyszukujemy za to mieszkania do 50 m2. W pozostałych przedziałach zainteresowanie utrzymywało się na podobnym poziomie.

Liczy się to co za oknem, czyli pozytywny wpływ przyrody

Zieleń ma bardzo duże znaczenie dla każdego z nas. Wiele osób decydując się na zmianę mieszkania wybiera lokalizacje, które zapewniają nawet minimalny dostęp do przyrody. W wyniku pandemii bardzo doceniliśmy ogrody i balkony, które zapewniają nam możliwość decydowania o własnej przestrzeni zielonej. Daje nam to poczucie sprawczości, jednocześnie zapewniając widoki, które uszczęśliwiają.

Bliskość natury i możliwość relaksu to jedne z kluczowych korzyści, które przyciągają klientów do inwestycji. 48% badanych w ramach raportu „Szczęśliwy dom” doceniło posiadanie prywatnej, otwartej przestrzeni, a 43,5% częściej szuka okazji do spędzania czasu na zewnątrz, co wiąże się z preferowaniem lokalizacji blisko terenów zielonych, rekreacyjnych i sportowych.

Nikt nie jest samotną wyspą – ludzie mają znaczenie

Jednym z ważniejszych punktów na liście czynników mających wpływ na poziom naszego zadowolenia są ludzie. Zarówno osoby, z którymi dzielimy przestrzeń, jak i nasi sąsiedzi sprawiają, że określona przestrzeń może mieć pozytywny bądź negatywny wpływ na to jak czujemy się w naszych czterech ścianach.

– Pojedynczy deweloper czy wspólnota mieszkaniowa nie są w stanie w stu procentach zapewnić swoim klientom tego, co respondenci badania opisu­ją jako „mieszkanie marzeń” – dobrego układu dzielnicy, dostępu do terenów zielonych i usług, sprawnego dojazdu, odpowiedzialnych sąsiadów, drzew za oknem, ciszy i czystego powietrza. Co więcej – tego wszystkiego nie jest w stanie za­pewnić nawet samorząd czy państwo. Nie znaczy to jednak, że wszyscy ci aktorzy – poczynając od jednostek, a kończąc na państwie – nie powinni próbować tego szczęścia zapewniać. Muszą mieć jednak świadomość, że jakość przestrzeni i nasze zadowolenie z życia w niej zależą od relacji między nami i współdziałania. To być może najbardziej krzepiąca lekcja z pandemii, która wybrzmiewa między słowami tego raportu. – pisze Filip Springer, pisarz i fotograf, dla magazynu Lighthouse.

Miedź czy nie miedź – co pokazuje Dr. Copper?

W piątek cena miedzi na światowych giełdach przekroczyła 10,5 tys. dolarów za tonę. To nowy rekord, przebicie poziomu jaki osiągnęła w maju br. Barometr miedziowy wskazuje zatem na wzrost, mimo obaw o stan światowej gospodarki.

W piątek na giełdzie LME cena tony miedzi kupowanej za gotówkę osiągnęła 10,5 tys. dolarów. Kontrakty na miedź z dostawą w styczniu kosztowały w poniedziałek powyżej 10,3 tys. dolarów. To przebicie rekordu ceny z maja tego roku. Paradoksalnie, ceny miedzi szybko rosną za sprawą rosnącego popytu i kurczących się zasobów tego metalu, mimo obaw o stan światowej gospodarki, utrzymania się wzrostu i ryzyka stagflacji.

Cena miedzi pozostaje ważnym parametrem dla każdego, kto obserwuje światową gospodarkę. Mówi się nawet, że miedź ma „doktorat z ekonomii” (Dr. Copper) . To dlatego, że jest szeroko stosowana i wykorzystywana w wielu branżach. A także skorelowana z rynkowymi trendami. Gdy gospodarka szybko się rozwija, ceny miedzi rosną, gdy zaś na horyzoncie pojawia się spowolnienie i recesja – ceny spadają. Można zatem stwierdzić, że tym razem Dr. Copper wskazuje na wzrost mimo pojawiających się obaw.

Warto także przyglądać się współczynnikowi ceny miedź/złoto. Pokazuje on ile uncji złota jest potrzebnych do zakupu 1000 funtów miedzi. Obecnie ten współczynnik wynosi około 2,68 (cena funta miedzi to 4,77 dolarów, a uncji złota 1781 dolarów). To długoletni barometr rynkowy zarówno dla apetytu na ryzyko, jak i rentowności obligacji. Jego siła przewidywania przyszłych ruchów rynkowych wynika z przeciwstawnych zastosowań obu tych metali. Złoto jako najdłużej utrzymujący się bezpieczny zasób służy do ochrony kapitału w trudnych czasach. Miedź natomiast odwrotnie największą pozytywną dynamikę osiąga w okresach gospodarczego wzrostu.

Bezwzględny poziom współczynnika nie ma znaczenia. Ale kierunek i jego ruch w stosunku do rentowności obligacji USA jest bardzo ważny. Tam, gdzie wykresy się rozjeżdżają, tak jak w latach 2011 i 2020, rentowności obligacji ostatecznie poszły w ślady miedzi. Obecny poziom wskaźnika jest stosunkowo optymistyczny. Zarówno dla ożywienia wzrostu gospodarczego (a tym samym zysków), jak i dla nieco wyższych rentowności obligacji. A co do ceny samej miedzi, to wydaje się, że jej cena po obecnym wzroście powinna w przyszłym roku umiarkowanie spaść, w związku ze zwiększaniem się produkcji, co jest naturalnym efektem rekordowo wysokich cen.

miedź
Wszystkie ceny bez podanej daty aktualne na dzień 19.10.2021 godz. 11:00 CET.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Doręczenia elektroniczne – nowe zasady od 05.10.2021

Nadchodzą rewolucyjne zmiany w zasadach doręczania korespondencji, zarówno w postępowaniach sądowych i administracyjnych jak i w obrocie gospodarczym. W dniu 5 października br. weszła w życie ustawa o doręczeniach elektronicznych (Dz.U. z 2020, poz. 2320).

Ustawa nakłada obowiązek nadawania korespondencji przez podmioty publiczne i niepubliczne, w formie elektronicznej z wykorzystaniem rejestrowanego doręczenia elektronicznego. Obowiązek posiadania adresu do doręczeń elektronicznych, wpisanego do bazy adresów elektronicznych, nałożono na podmioty takie jak sądy, administrację rządową, jednostki samorządu terytorialnego, podmioty wpisane do KRS i CEIDG, a także osoby wykonujące zawód zaufania publicznego (np. radców prawnych). – tłumaczy Maciej Priebe, Patent attorney, Partner kancelarii Chałas i Wspólnicy

Z uwagi na skale i potencjalne trudności techniczne, ustawodawca przewidział stopniowe wprowadzanie nowych obowiązków dla poszczególnych grup. I tak:

Od dnia 05.07.2022 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

  • organy administracji rządowej oraz jednostki budżetowe obsługujące te organy,
  • osoby wykonujące zawód zaufania publicznego,
  • podmioty niepubliczne wpisane do rejestru przedsiębiorców w KRS,
  • NFZ, ZUS, KRUS, organy kontroli państwowej i jednostki budżetowe je obsługujące.

Od dnia 01.01.2023 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

  • uczelnie wyższe,
  • Polską Akademię Nauk.

Od dnia 01.01.2024 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

  • jednostki samorządu terytorialnego i ich związki.

Od dnia 01.01.2025 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

inne, niewymienione wcześniej podmioty publiczne.

Od dnia 30.09.2026 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

  • przedsiębiorców wpisanych do CEIDG.

Od dnia 01.10.2029 obowiązki związane z doręczeniami elektronicznymi obejmą:

  • sądy i trybunały,
  • komorników,
  • prokuraturę, organy ścigania i Służbę Więzienną.

Zgodnie z ustawą korzystanie z doręczeń elektronicznych odbywać się będzie za pośrednictwem aplikacji e-Doręczenia. Do korzystania z aplikacji niezbędne będzie posiadanie adresu do doręczeń elektronicznych. Przy czym, nie będzie to tradycyjny adres poczty elektronicznej (email) lecz specjalny adres elektroniczny umożliwiający korzystanie z usługi doręczenia elektronicznego, kwalifikowanej usługi rejestrowanego doręczenia elektronicznego lub z usługi hybrydowej. – zaznacza Maciej Priebe, Patent attorney, Partner kancelarii Chałas i Wspólnicy

Ekospalarnia Kraków: więcej energii z instalacji

Krakowska Ekospalarnia będzie produkować więcej energii cieplnej i elektrycznej, nie zwiększając ilości spalanych odpadów. Podpisana dzisiaj umowa na budowę  instalacji odzysku ciepła ze spalin w Zakładzie Termicznego Przekształcania Odpadów to mniej emisji CO2 do środowiska, obniżenie temperatury spalin i duża oszczędność wody. Koszt inwestycji to ok.  33 mln. złotych netto.

– Instalacja odzysku ciepła ze spalin to projekt, który pozwoli nam zwiększyć produkcję ciepła w sezonie grzewczym i prądu w ciepłych miesiącach, bez konieczności zwiększenia zużycia paliwa, czyli w przypadku Ekospalarni – odpadów. W Polsce takich instalacji działa kilka, natomiast jest to rozwiązanie dobrze znane w Europie, przede wszystkim w Skandynawii – mówi Tadeusz Trzmiel, prezes Zarządu KHK SA, spółki odpowiedzialnej za eksploatację Ekospalarni.

Odpady komunalne utylizowane w Ekospalarni zawierają ok. 30-50% wilgoci. Obróbka termiczna w kotłach tak wilgotnego „paliwa” powoduje, że część ciepła powstającego w czasie spalania zużywana jest do odparowania wilgoci zawartej w tym paliwie. Obecnie ciepło to wraz ze spalinami zostaje bezpowrotnie utracone. Przygotowywana instalacja pozwoli schłodzić spaliny i odebrać ciepło w procesie kondensacji pary wodnej w nich zawartej.

Wykonawcą inwestycji realizowanej w formie zaprojektuj i wybuduj jest spółka SEEN Technologie. Wyłoniony w drodze przetargu ograniczonego.  Wykonawca ma 596 dni od podpisania umowy na zaprojektowanie uzyskanie ostatecznych decyzji administracyjnych, dostawie, montażu i uruchomieniu instalacji. Projekt zostanie sfinansowany w formie pożyczki zaciągniętej przez KHK S.A z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ramach programu „Energia Plus”.

– Instalacja odzysku ciepła ze spalin pozwoli na osiągnięcie wielu korzyści, zarówno środowiskowych jak i ekonomicznych. W Ekospalarni zwracamy szczególną uwagę na ochronę środowiska – zakład jest bezpieczny dla ludzi i otoczenia. Stale podnosimy też efektywność energetyczną, chociażby poprzez inwestycje w fotowoltaikę. Staramy się podążać za światowymi trendami i stale się unowocześniać, stąd decyzja o przystąpieniu do realizacji tej inwestycji – zaznacza Jakub Bator, członek Zarządu KHK SA i dyrektor Ekospalarni.

Czy konflikt z Unią wpłynie na złotego?

Posiedzenie Parlamentu Europejskiego na razie nie odbija się negatywnie na polskim złotym. Na moment pisania tego tekstu wciąż ono jeszcze trwa, ale już teraz widać, że inwestorzy wolą twarde dane niż konflikty ideologiczne.

Ceny dalej przyspieszają

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik inflacji bazowej. Czym się różni owa inflacja bazowa od zwykłej inflacji konsumenckiej? Jest to parametr liczony bez uwzględniania zarówno cen energii, jak i żywności, czyli dwóch komponentów, które w percepcji społecznej rosną obecnie wyjątkowo szybko. Tak liczona inflacja nie wynosi 5,9%, ale “zaledwie” 4,2%. Problem w tym, że oczekiwania były niższe o 0,1%. W rezultacie skoro widzimy kolejne przekroczenie oczekiwań możemy się spodziewać, że kolejny odczyt inflacji również nas niemiło zaskoczy. Dane te wczoraj nie przełożyły się na dalszą presję na podwyżkę stóp procentowych. W rezultacie złoty osłabił się o około 2 grosze względem euro, dzisiaj od rana większość tego ruchu została jednak skorygowana.

Dolar dalej w odwrocie

Zarówno produkcja przemysłowa, jak i wykorzystanie mocy produkcyjnych w USA zawiodły oczekiwania analityków. Różnice nie były wcale marginalne, czego najlepszym dowodem jest spadek produkcji przemysłowej o 1,3% wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2%. W rezultacie inwestorzy po raz kolejny doszli do wniosku, że dolar jest zbyt silny i rozpoczęli wyprzedaż. To właśnie ucieczka kapitału z USA i powrót na naszą stronę oceanu jest powodem porannych umocnień złotego, który odrabia straty.

Co zrobi Unia?

Dzisiaj mamy ważne posiedzenie Parlamentu Europejskiego. Nikt nie spodziewa się, że po ostatniej decyzji Trybunału Konstytucyjnego będzie lekko porozumieć się z urzędnikami unijnymi. Głosowanie co prawda odłożone jest na czwartek, ale wydaje się, że to dzisiejsza debata jest ważniejsza. Mało kto się spodziewa, by Unia wpadła na pomysł, że fajnie, że kraje chcą odwrócić cały proces do góry nogami i mieć wyższość prawa krajowego nad unijnym. Wątpliwa jest zatem niespodzianka w czwartek. Dzisiaj mogą paść jednak mocne słowa lub deklaracje, które realnie mogą zmienić obecną równowagę na rynku walutowym w przypadku par złotowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – rozpoczęte budowy domów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak elektromobilność zmieni rynek pracy w Polsce?

O 6 tysięcy może zwiększyć się liczba miejsc pracy w Polsce w związku z transformacją branży motoryzacyjnej do 2030 r. – wynika z raportu Boston Consulting Group (BCG), przygotowanego we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych (PSPA). Konieczne jest jednak wdrożenie odpowiednich środków stymulujących rozwój rynku elektromobilności. W przeciwnym razie sektor transportu czekają zwolnienia.PSPA_BCG_raport_komunikat_grafika-03[1] PSPA_BCG_raport_komunikat_grafika-02[1] PSPA_BCG_raport_komunikat_grafika-01[1]

Raport „Jak elektromobilność zmieni rynek pracy w Polsce. Zielone sektory przyszłości” zawiera scenariusze skutków transformacji sektora transportu w Polsce na rynku pracy do 2030 r. Analiza objęła szeroką grupę 26 branż podzielonych na 8 głównych obszarów i 31 grup zawodowych podzielonych na 5 kategorii: technologia, zaopatrzenie, działalność produkcyjna i usługowa, sprzedaż oraz pozostałe miejsca pracy. W opracowaniu uwzględniono aż 806 różnych stanowisk.

Wyjątkowość przeprowadzonej analizy wiąże się z faktem, że pod uwagę wzięto nie tylko kluczowe branże w obszarze motoryzacyjnym (producentów pojazdów, dostawców podzespołów związanych z silnikami spalinowymi, dostawców podzespołów niezależnych od źródła napędu, firmy zajmujące się serwisem pojazdów), ale także branże pokrewne (dostawców oprzyrządowania i usługodawców, producentów paliw i energii elektrycznej oraz dostawców paliw i infrastruktury ładowania, firmy recyklingowe). W rezultacie raport obrazuje konsekwencje zmian w obszarze transportu dla łącznie 397 tys. miejsc pracy w Polsce – mówi dr Kristian Kuhlmann, Partner w Boston Consulting Group (BCG).

Transformacja sektora motoryzacyjnego

Autorzy raportu przeanalizowali 6 głównych trendów wpływających na zatrudnienie w polskiej branży motoryzacyjnej i sektorach pokrewnych: zmniejszenie wolumenu produkcji pojazdów, rozwój technologiczny, zmiany udziału rynkowego poszczególnych segmentów samochodów, wzrost wydajności produkcji i migrację miejsc pracy.

Zakładamy m.in., że skala produkcji na rynku motoryzacyjnym nie wróci do poziomu sprzed pandemii COVID-19 co najmniej do 2030 r. W kolejnych latach należy spodziewać się również wzrostu wartości software instalowanego w pojazdach – o ok. 11% rocznie. To zwiększy zapotrzebowanie branży na programistów. Na skutek rosnącego popytu na modele klasy premium wzrost obejmie również ilość materiałów wykorzystywanych do produkcji samochodów. Kluczowym czynnikiem będzie coraz większe zainteresowanie klientów pojazdami z napędem elektrycznym. Ich rynkowy udział w ciągu najbliższej dekady wzrośnie do ok. 20% – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Skutki dla rynku pracy

W raporcie przedstawiono 3 scenariusze transformacji sektora transportu oraz jego wpływu na rynek pracy w Polsce. W wariancie pesymistycznym, który nie zakłada podjęcia dodatkowych działań na rzecz rozwoju sektora elektromobilności przez administrację publiczną, autorzy opracowania spodziewają się, że do roku 2030 w branżach objętych badaniem pozostanie 380 tys. miejsc pracy – to względem 2020 r. spadek o 17 tys. stanowisk, czyli o ponad 4%. Do redukcji zatrudnienia przyczyni się zmniejszenie produkcji w branży motoryzacyjnej (o tysiąc miejsc pracy), offshoring (o 25 tys. miejsc pracy) i wzrost wydajność produkcyjnej związany z cyfryzacją i autonomizacją (o 28 tys. miejsc pracy). Zwiększone wykorzystanie materiałów przy produkcji pojazdów poskutkuje utworzeniem 36 tys. nowych wakatów, a rozwój technologiczny – 3 tys.

Rozwój elektromobilności przyczyni się do zmniejszenia zatrudniania o zaledwie 2 tys. stanowisk. Jednak ta stosunkowo niska liczba wiąże się z olbrzymimi zmianami w strukturze rynku pracy. Producenci samochodów i dostawcy związani z motoryzacją opartą na silnikach spalinowych mogą się spodziewać zmniejszenia zatrudnienia o 23 tys. osób. Jednocześnie popyt na produkty i usługi związane z sektorem e-mobility, w tym akumulatory litowo-jonowe i infrastrukturę ładowania – będzie sprzyjać utworzeniu 21 tys. nowych miejsc pracy – mówi dr Kristian Kuhlmann, Partner w Boston Consulting Group (BCG).

Raport ocenia zmiany wywołane transformacją sektora transportu z trzech perspektyw: czasu, poszczególnych branż i grup zawodowych oraz regionów. Autorzy opracowania wskazują, że na skutek zachodzących zmian wymóg przeszkolenia lub przekwalifikowania obejmie około 170 tys. pracowników.

Możemy przygotować się na zmiany

Z raportu BCG i PSPA wynika, że już teraz możliwe jest wdrożenie zmian, które przyczynią się nie tylko do ograniczenia niepożądanych skutków transformacji na rynek pracy, ale wręcz doprowadzą do wzrostu zatrudnienia. Działania w tym zakresie powinien podjąć zarówno rząd, jak i firmy oraz sami pracownicy.

– Organy administracji publicznej muszą m.in. opracować przekrojowe prognozy dotyczące zatrudnienia w całej gospodarce z uwzględnieniem zaawansowanych modeli podaży i popytu. Dodatkowo, zdefiniowanie nowych potrzeb w systemie edukacji i zmiany kwalifikacji oraz opracowanie programu zachęt może pomóc pracownikom w procesie przemian. Sektor publiczny powinien ponadto kreować nowe platformy kariery i zatrudnienia, które umożliwią pracownikom szybszy i łatwiejszy dostęp do nowych miejsc pracy i szkoleń – mówi dr Kristian Kuhlmann, Partner w Boston Consulting Group (BCG).

Aby wyjść naprzeciw nieuchronnym zmianom, firmy działające w branży motoryzacyjnej i sektorach pokrewnych mogą opracowywać strategiczne plany zatrudnienia, obejmujące mapowanie umiejętności i zaawansowane modele podaży i popytu. Wnioski z tych opracowań ułatwią działania w zakresie podnoszenia i zmiany kwalifikacji obecnych pracowników na dużą skalę. Dodatkowo przedsiębiorstwa powinny opracować nowe strategie rekrutacji i utrzymania pracowników, które pozwolą im zatrzymać na konkurencyjnym rynku osoby najbardziej utalentowane i najlepiej dopasowane do zmian. Niezbędne jest również wdrożenie instrumentów sprzyjających dokształcaniu się pracowników. Nieustanne podnoszenie kwalifikacji z własnej inicjatywy powinno stać się również standardem wśród osób zatrudnionych w branży motoryzacyjnej. Autorzy raportu podkreślają, że intensyfikacja działań na rzecz szybszego rozwoju elektromobilności może nie tylko złagodzić niepożądane skutki przemian, ale przynieść pozytywne skutki dla rynku pracy w Polsce.

Kluczem do zrealizowania pozytywnych wariantów jest wdrożenie przez administrację publiczną i branżę takich instrumentów, które skoncentrują się na wspieraniu sprzedaży i produkcji pojazdów elektrycznych oraz rozbudowie infrastruktury ładowania. W scenariuszu bazowym transformacja sektora motoryzacyjnego ograniczy redukcję miejsc pracy o 5 tys., zaś w scenariuszu optymistycznym możliwe będzie zwiększenie zatrudnienia nawet o 6 tys. nowych stanowisk – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Kobiety w finansach – silniejsze niż przed pandemią, ale wciąż za mało cenione

Wzrosła liczba osób oceniających wpływ kobiet na rozwój sektora finansowego jako duży – z 12% w 2018 roku poprzez 17% w 2019 roku do 26% w roku 2021 – wynika z 3. edycji badania „Kobiety w Finansach” przeprowadzonego przez Antal oraz CFA Society Poland. Największy wpływ mają na to malejące nierówności wynagrodzeń oferowanych w sektorze – które jednak wciąż należą do najwyższych – zarówno w porównaniu do innych sektorów jak i krajów Unii Europejskiej.

19 października 2021 Antal i CFA Society Poland opublikowali 3 edycję raportu „Kobiety w Finansach 2021”, którego partnerem strategicznym jest Bank BPH. Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale bieżącego roku metodą CAWI wśród 689 respondentów reprezentujących sektor finansowy. Wynika z niego, że pomimo pandemii z roku na rok rośnie odsetek specjalistów i menedżerów oceniających rolę kobiet jako strategiczną (wzrost o 14 punktów procentowych w stosunku do roku 2019). Wciąż jednak jest to opinia mniejszości. Kluczowym czynnikiem determinującym wpływ kobiet na obszar finansów są zmniejszające się̨ nierówności płacowe pomiędzy kobietami a mężczyznami – 56% respondentów oceniło ten aspekt jako bardzo ważny.

Czy nierówności wreszcie zmaleją?

Jednym ze wskaźników odzwierciedlających różnicę między przeciętnym wynagrodzeniem kobiet a mężczyzn jest wskaźnik gender pay gap. Z jednej strony Polska ma na tym polu czym się pochwalić – w 2019 roku wg danych Eurostat, w Polsce wyniósł zaledwie 8,5% (spadek o 0,4 punktu procentowego rok do roku), co plasuje kraj na 6. pozycji w całej Unii Europejskiej, dla której średnia wynosi 14,1%. Niestety sektor finansowy nie wygląda tak dobrze – w tym obszarze gender pay gap wynosi 30,8% i Polska zajmuje również 6. pozycję – ale od końca, wyprzedzając jedynie: Czechy, Węgry, Rumunię, Francję oraz Litwę. Obserwacje badanych wskazujących na zmniejszanie tych nierówności może być jednym z najważniejszych zmian w sektorze bankowości od dekady. Sprzyja temu fakt, że niemal co trzeci respondent (31%) w badaniu Antal i CFA Society Poland wskazuje, że w jego organizacji podejmowane są działania mające na celu aktywizację kobiet i równouprawnienie.

„Współczesna branża finansowa – tradycyjnie uważana za domenę̨ mężczyzn, staje się̨ doskonałym miejscem do rozwoju zawodowego kobiet. O sukcesie najczęściej decydują̨ wiedza i kompetencje, a nie płeć́. Widać́ też wyraźnie, że różnorodność korzystnie wpływa na efektywność́ i długoterminową przewagę konkurencyjną organizacji” – zauważa Paweł Bandurski, Prezes Zarządu Bank BPH S.A.

Kierunki zmian dla instytucji finansowych

Zdaniem respondentów, aby rozwijać pozytywny trend najbardziej potrzebne są różnego rodzaju programy rozwojowe dla kobiet oraz szkolenia i kursy. Wciąż jednak największym czynnikiem hamującym karierę kobiet jest uwikłanie w role tradycyjne – uważa tak aż 39% respondentek.

„Kobiety znacznie częściej robią przerwy w karierze zawodowej oraz podejmują niektóre decyzje dotyczące pracy w oparciu o obowiązki związane z opieką nad innymi członkami rodziny. Średnie wyliczenia godzinowe wykazują, że kobiety wykonują więcej pracy nieodpłatnej, takiej jak opieka nad dziećmi lub obowiązki domowe. Potwierdzają to dane ZUS, według których na urlopie rodzicielskim w pierwszym kwartale 2021 r. przebywało 209 447 osób, w tym zaledwie 1 481 ojców. Ich odsetek wyniósł 0,7 procenta – podkreśla Izabela Sajdak, CFA Zarządzająca Funduszami w PFR TFI, Członkini CFA Society Poland.

Wpływ pandemii na sytuację kobiet w finansach

Kobiety oceniły konieczność pracy zdalnej wynikającej z ograniczeń pandemicznych jako zjawisko raczej pozytywne (3,7 w pięciostopniowej skali), natomiast bardzo negatywnie – niedziałające szkoły przedszkola i żłobki (1,8 w pięciostopniowej skali). 2/3 badanych wskazuje, że ich firma wprowadziła elastyczne formy pracy, przy czym 44% stwierdziło, że może decydować́, kiedy pracuje w trybie home office. Ponad 1/3 czuje się̨ bardziej doceniana ze względu na konieczność́ łączenia obowiązków zawodowych z prywatnymi podczas pracy z domu. Badani zwracają̨ również̇ uwagę̨, że ich relacje ze współpracownikami są̨ słabsze niż̇ przed pandemią Covid-19 – twierdzi tak ponad 1/3 respondentów.

„Choć praca zdalna powoli otwiera wiele drzwi do wcześniej nieosiągalnych ofert prac na terenie całego kraju, to i tak zauważamy zwiększoną potrzebę inicjonowania działań na rzecz rozwoju zawodowego kobiet. Rosnąca tendencja oferowania w pełni pracy zdalnej oraz widoczny popyt na tę możliwość pozostawia kobiety z dylematem, czy warto rozwijać ścieżkę kariery dalej u jednego pracodawcy” – podkreśla Barbara Makuła, Senior Consultant Antal SSC/BPO.

„Mimo że branża finansowa wciąż̇ kojarzy się̨ w Polsce z przewagą mężczyzn, a takie specjalizacje, jak zarzadzanie funduszami czy trading wiążą̨ się̨ z nadreprezentacją tej płci, spada odsetek badanych oceniających, że w tym sektorze występują̨ bariery mające niekorzystny wpływ na przebieg kariery zawodowej kobiet.” – podsumowuje prof. Krzysztof Jajuga, Prezes CFA Society Poland.

O badaniu
Trzecia edycja raportu Kobiety w Finansach”, którego celem jest nie tylko analiza obecnej sytuacji na rynku pracy, ale także wyróżnienie czynników determinujących karierę kobiet powstała na bazie badania przeprowadzonego w II kwartale bieżącego roku metodą CAWI wśród 689 respondentów reprezentujących sektor finansowy przez Antal oraz CFA Society Poland. Partnerem strategicznym raportu jest Bank BPH, patronami medialnymi projektu są: Parkiet oraz Rzeczpospolita. Raport dostępny jest do pobrania na stronie: https://antal.pl/wiedza/raport/kobiety-w-finansach-2021

„Biurowe Airbnb” – ruszył serwis biura.info

Właśnie wystartował serwis biura.info, największy portal nieruchomości biurowych w Polsce i jedyny, który łączy najemców bezpośrednio z właścicielami nieruchomości. Portal obejmuje zasięgiem ponad 30 miast w Polsce, oferując powierzchnię do wynajęcia w ponad 2 tys. budynków. 

Portal biura.info działa jak „biurowy Airbnb” i łączy potencjalnego najemcę bezpośrednio z właścicielem budynku biurowego. To rewolucyjne podejście wyznacza nowy standard w zakresie poszukiwania powierzchni biurowej w Polsce.

Airbnb połączył gości bezpośrednio z gospodarzami, na nowo definiując sektor turystyczny. O tym, czy taka koncepcja sprawdzi się na rynku biurowym chce przekonać się REDD, największy dostawca danych o nieruchomościach komercyjnych, który zaprezentował dzisiaj pierwszy w Polsce platformę łączącą firmy poszukujące biura do wynajęcia bezpośrednio z właścicielami nieruchomości.

„Dotychczas, poszukiwaniu biura towarzyszył ekstremalny szum informacyjny. W czasie, gdy tysiące ogłoszeń internetowych walczy o uwagę potencjalnych najemców, my kierujemy się przekonaniem, że wybór biura powinien być przejrzystym, nowoczesnym i szybkim doświadczeniem. Czerpiąc inspiracje z trendów wyznaczanych przez światowe firmy technologiczne, obsesyjną uwagę przykładamy do potrzeb klientów, którzy oczekują błyskawicznych i sprawdzonych informacji.” – mówią Tomasz Ogrodzki i Piotr Smagała, twórcy serwisu.

Baza biur w rękach właścicieli nieruchomości

Portal powstawał w ścisłej współpracy z właścicielami inwestycji biurowych z całej Polski, dla których serwis stwarza warunki do budowania silnych relacji z firmami-najemcami już na etapie, gdy te poszukują powierzchni biurowych.

„Łącząc potrzeby poszukujących biur i właścicieli zbudowaliśmy ekosystem, w którym budynki biurowe są zawsze na pierwszym miejscu. W żadnym innym miejscu, właściciel nie jest gwiazdą w świetle reflektorów.” – dodaje Tomasz Ogrodzki, prezes zarządu w REDD.

Twórcy zwracają uwagę, że 73 proc. najemców nie wie, kto jest właścicielem budynku, w którym wynajmują biuro. Takie wyniki przyniosło badanie portalu biura.info przeprowadzone w 2021 roku na wybranej grupie najemców nowoczesnych powierzchni biurowych. Nowa platforma ma wspierać i kształtować szerszą rozpoznawalność właścicieli oraz wzmacniać ich pozycję na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jesteśmy pionierami w Polsce, ale nie jesteśmy pierwsi na świecie. Największy amerykański portal biurowy »w rękach właścicieli« funkcjonuje nieprzerwanie od 1995 roku. Projektując serwis biura.info wzorowaliśmy się na najlepszych światowych przykładach i zaadaptowaliśmy je do polskiego rynku.” – dodaje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Światowy poziom poszukiwania biur

Po raz pierwszy w Polsce firmy szukające powierzchni biurowej mają szansę na bezpośredni kontakt z właścicielem danego biura. Brak pośredników stwarza nowe perspektywy negocjacyjne, np. stawki za wynajem.

biura.info to także jedyny portal, w którym poszukujący dowiaduje się tak wielu informacji o przeglądanym biurze. Karta budynku zawiera profesjonalne zdjęcia, wirtualne spacery, prezentacje wideo czy rzuty pięter. Dodatkowo znajdują się tam informacje o udogodnieniach. Potencjalny najemca może sprawdzić czy w pobliżu znajdują się: przystanki, stacje metra, Veturillo, restauracje, sklepy czy paczkomaty. To światowy poziom poszukiwania biur.

Twórcy zapewniają, że serwis biura.info otwiera nowy rozdział na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.

Dzięki pracy hybrydowej firmom łatwiej zatrzymywać i pozyskiwać talenty

  • Nowe badanie firmy Cisco — oparte na milionach zagregowanych i anonimowych danych klientów — daje globalny wgląd w preferencje, nawyki i sposób wykorzystania technologii w erze pracy hybrydowej.
  • Pracownicy chcą wyboru, a hybrydowy model pracy ma wpływ na ich lojalność: 64% uczestników badania Cisco zgadza się z twierdzeniem, że możliwość pracy zdalnej ma bezpośredni wpływ na to, czy zostaną w danej organizacji.
  • Liczba spotkań „w biegu” – z wykorzystaniem urządzeń mobilnych – wzrosła o 300% w porównaniu z okresem przed pandemią.
  • Ponad 200-proc. wzrost wykorzystania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji pokazuje, że użytkownicy chcą bardziej angażować się w spotkania.
  • Kluczowa rola cyberbezpieczeństwa – tylko we wrześniu 2021 r. zespoły pracujące w modelu hybrydowym odnotowały 100 milionów ataków dziennie, przeprowadzanych za pośrednictwem poczty e-mail.

Najnowszy raport Cisco Hybrid Work Index (HWI) prezentuje, w jaki sposób nawyki użytkowników i technologia trwale wpłynęły na pracę w ciągu półtora roku trwania pandemii COVID-19. Wyniki badania, które będą aktualizowane co kwartał, wyraźnie pokazują, że pracownicy funkcjonujący w sposób hybrydowy oczekują elastyczności, dostępności i bezpieczeństwa. Jednocześnie firmy muszą mierzyć się z koniecznością zaspokojenia nowych potrzeb technologicznych w obliczu rosnących oczekiwań co do elastycznego i integrującego wszystkich środowiska pracy.

W ciągu ostatnich 18 miesięcy zarówno firmy, jak i osoby prywatne na całym świecie bardzo szybko dostosowały się do zmieniającego się środowiska. Obecnie, wraz z sukcesywnym otwieraniem biur, model hybrydowy staje się powoli normą, a pracownicy łączą pracę w biurze, w podróży i w domu. Na skutek tej zmiany powstało wiele wyzwań związanych z elastyczną polityką pracy, kulturą i dostosowaniem procesów na potrzeby wspierania hybrydowej siły roboczej oraz zapewnienia równości między pracownikami zdalnymi i stacjonarnymi. Teraz firmy muszą im stawić czoła.

„Jesteśmy w momencie, który może przedefiniować to, jak wygląda praca. Pracownicy na całym świecie chcą takiego miejsca pracy, które pozwoli jak najlepiej wykorzystać ich potencjał, a naszym obowiązkiem jako liderów biznesu jest nauczenie się, jak efektywnie ich w tym wspierać, niezależnie od tego, gdzie i w jakim modelu pracują” – powiedział Chuck Robbins, prezes i dyrektor generalny Cisco.

Hybrid Work Index to badanie, które łączy spostrzeżenia z ankiet przeprowadzonych wśród klientów z wewnętrznymi badaniami Cisco oraz globalnymi zanonimizowanymi danymi pochodzącymi z sieci, urządzeń końcowych i aplikacji.

Z badania HWI wyłoniło się kilka kluczowych wniosków, które mogą pomóc firmom zrozumieć jakie podejście powinny przyjąć, aby praca hybrydowa okazała się sukcesem w dłuższej perspektywie.

Kluczowe wnioski dla specjalistów ds. HR oraz osób odpowiedzialnych za zasoby ludzkie

  • Pracownicy chcą wyboru, a hybrydowy model pracy ma wpływ na ich lojalność: 64% uczestników badania Cisco zgadza się z twierdzeniem, że możliwość pracy zdalnej ma bezpośredni wpływ na to, czy zostaną w danej organizacji. Nie wiadomo jednak czy pracodawcy docenią potencjał pracy hybrydowej: tylko 47% ankietowanych uważa, że ich firma pozwoli na wybór pracy z dowolnego miejsca zamiast obecności w biurze w najbliższych 6-12 miesiącach.
  • Elastyczność i dobrostan są kluczowe dla pracy hybrydowej: Zdecydowana większość respondentów zgadza się z twierdzeniem, że zdrowie i dobrostan, obok elastycznych warunków pracy, nie podlegają dla nich negocjacjom, w momencie, gdy wkraczamy w erę pracy hybrydowej.
  • Praca hybrydowa sprawiła, że więcej spotkań odbywa się w biegu: Przed pandemią zaledwie 9% uczestników spotkań dołączało do nich z urządzeń mobilnych. Obecnie, w dobie pracy hybrydowej, odsetek ten uległ potrojeniu i wynosi 27%.
  • Spotkań jest coraz więcej, ale nie wszyscy „uczestniczą” w nich w ten sam sposób: Na całym świecie, za pośrednictwem aplikacji Cisco Webex, odbywa się ponad 61 milionów spotkań miesięcznie. W każdym z nich prawdopodobnie zabiera głos tylko około połowa (48%) osób. Zależy to od: wielkości i efektywności spotkania, pytań mających zaangażować uczestników oraz tego, czy organizator przewidział alternatywne formy uczestnictwa. Jak wynika z szacunków Cisco, w 98% spotkań przynajmniej jedna osoba uczestniczy zdalnie. Organizacje muszą zadbać o zaangażowanie także tych użytkowników, aby czuli się oni równie komfortowo, jak osoby w biurze.
  • Elastyczne środowisko pracy oznacza większy dostęp do talentów: 82% uczestników badania zgadza się, że łączność internetowa jest kluczowa dla powrotu do normalności po pandemii COVID-19 oraz zapewnienia równego dostępu do pracy, edukacji i służby zdrowia. Łączność umożliwi ludziom podjęcie pracy dla każdej firmy na świecie, a organizacjom pozyskanie pracowników niezależnie od ich lokalizacji, języka, którym się posługują, statusu socjoekonomicznego czy stopnia zaawansowania technologicznego.
  • Sztuczna inteligencja nie zabierze nam pracy, lecz pomoże kształtować jej przyszłość: ponad 200-proc. wzrost wykorzystania możliwości sztucznej inteligencji w rozwiązaniach komunikacyjnych od lipca do września 2021 r. wskazuje na dążenie ludzi do lepszego zaangażowania w spotkania. Nowe funkcje platform komunikacyjnych, takie jak redukcja szumów, automatyczne tłumaczenie i transkrypcje, ankietowanie na żywo czy rozpoznawanie gestów ułatwiają ludziom angażowanie się w rozmowę, niezależnie od tego, czy robią to wirtualnie, czy fizycznie w pokoju spotkań.

Kluczowe wnioski dla specjalistów ds. technologii

  • Wzrost cyberzagrożeń sprawia, że strategia bezpieczeństwa, w której użytkownik jest w centrum uwagi, zyskuje na znaczeniu: Próby uzyskania zdalnego dostępu do zasobów biznesu przez cyberprzestępców wzrosły 2,4-krotnie. We wrześniu 2021 r. zespoły pracujące w modelu hybrydowym odnotowały 100 milionów ataków dziennie, przeprowadzanych za pośrednictwem poczty e-mail. To pokazuje, jak ważne są rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, które powstrzymają nieuczciwych użytkowników, a jednocześnie pozwolą wykonywać swoje obowiązki pracownikom.
  • Przedsiębiorstwa postrzegają aplikacje do współpracy jako krytyczne zasoby w modelu hybrydowym: Aplikacje do współpracy są obecnie najczęściej monitorowanym pod kątem wydajności rodzajem programów na świecie.
  • Sieci domowe są obecnie jedną z najbardziej krytycznych części sieci korporacyjnej: od początku pandemii odnotowano dwukrotnie większy wzrost wykorzystania urządzeń wspierających telepracę w porównaniu z routerami dla małych i średnich firm.
  • Jednocześnie, zaczyna wracać praca stacjonarna: W porównaniu do stanu sprzed sześciu miesięcy, nastąpił 61% wzrost liczby urządzeń łączących się z biurowymi sieciami Wi-Fi. Prym wiedzie szkolnictwo wyższe, hotelarstwo oraz branża usług profesjonalnych.

Dane zaprezentowane w badaniu Hybrid Work Index pochodzą z aplikacji do współpracy (Cisco Webex), sieci (Cisco Meraki), systemów monitorowania jakości połączeń internetowych (ThousandEyes), a także platform bezpieczeństwa Cisco (Duo, Umbrella oraz grupy Talos). Ponadto w badaniu uwzględniono informacje pochodzące od pracowników Cisco, a także z ankiet przeprowadzonych przez firmy zewnętrzne wśród 39,000 respondentów z 34 krajów: CIO, decydentów z obszaru IT i innych pracowników.

Krajowy rynek leasingu na dużym plusie

  • 68,2 mld zł wyniosło łączne finansowanie udzielone przez polską branżę leasingową w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021r.
  • Rynek leasingu rośnie szybciej niż przed rokiem. Jego dynamika po trzech kwartałach br. wynosi 41,2%
  • Finansowanie znacząco wzrosło we wszystkich głównych segmentach rynku leasingu.

Związek Polskiego Leasingu, analizując dane polskiego sektora leasingowego podał, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2021r. firmy leasingowe udzieliły finansowania o łącznej wartości 68,2 mld zł, przy wysokiej 41,2 proc. dynamice rynku (dane ZPL po trzech kwartałach 2020/ 2021). Od początku roku wzrosła wartość nowych kontraktów dotyczących pojazdów lekkich (37,9% r/r), pojazdów ciężarowych (85,8% r/r) oraz maszyn i urządzeń (25,8% r/r).

Po udanej dla leasingodawców pierwszej połowie roku, kiedy łączne finansowanie branży przekroczyło 45,6 mld zł, trzeci kwartał przyniósł 20,9 proc. wzrost finansowania, dzięki nowym umowom o wartości 22,6 mld zł. Skumulowane dane branży leasingowej na koniec września pokazują 41,2 proc. dynamikę r/r przy wartości nowych kontraktów na poziomie 68,2 mld zł.

„Polska branża leasingowa nabiera rozpędu, a leasing zyskuje udziały w krajowych inwestycjach. Analizy Leaseurope, europejskiej federacji leasingowej pokazują, że wskaźnik penetracji leasingu w krajowych inwestycjach w ubiegłym roku wyniósł 22,8%[1]. Oznacza to, że blisko ¼ rodzimych inwestycji, została sfinansowana przy udziale leasingu. Jako branża wspieramy programy realizowane m.in. w obszarze elektromobilności czy programy gwarancji dla leasingu BGK. W kolejnych miesiącach roku inwestycje mają szanse wzrosnąć, dzięki korzystnym perspektywom dla rozwoju popytu krajowego i zewnętrznego, a także realizacji krajowych i europejskich planów naprawy gospodarczej. Spodziewamy się także  dalszych wzrostów w sektorze leasingu” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Rady Związku Polskiego Leasingu.

Struktura rynku leasingu

Najnowszy raport ZPL opisuje też to, które segmenty rynku są najbardziej istotne dla firm. Niezmiennie pierwsze miejsce zajmują pojazdy lekkie, czyli pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t. z 46,3 proc. udziałem w rynku. Drugą najważniejszą kategorią przedmiotów finansowych przez branżę są maszyny i inne urządzenia, które razem mają 26,7 proc., a trzecią – pojazdy ciężarowe o wadze powyżej 3,5t., takie jak: ciągniki siodłowe, naczepy, przyczepy i autobusy (22,2 proc. udział w rynku). Pozostałe aktywa tj.: sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i inne pojazdy mają 4,1 proc. udział w rynku, podczas gdy nieruchomości zaledwie 0,7 proc. udział. ZPL_Aktywa_po trzech kw. 2021

Trendy w grupach produktów

Pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony

W pierwszej połowie roku zrewidowana dynamika finansowania pojazdów lekkich wyniosła 56% r/r dzięki łącznym inwestycjom firm o wartości 21,2 mld zł. Trzeci kwartał zakończył się 10,4 mld zł finansowania i 11,5 proc. wzrostem. Branża leasingowa w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku sfinansowała pojazdy lekkie (tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t.) o łącznej wartości 31,6 mld zł, co stanowiło wynik o 37,9 proc. wyższy niż przed rokiem. W tym czasie zyskało zarówno finansowanie samochodów osobowych (dynamika 37,5% r/r), jak i pojazdów dostawczych do 3,5 tony (dynamika 39,8% r/r).

„W połowie lipca br. Komisja Europejska przyjęła pakiet aktów prawnych służących m.in. redukcji emisji CO2 w UE. Jednym z celów jakie postawiono jest ten, aby wszystkie nowe samochody rejestrowane od 2035 roku były bezemisyjne. Na wiele miesięcy przed tym przedstawiciele ZPL rozpoczęli rozmowy z NFOŚiGW. Ich celem było opracowanie programu „Mój Elektryk” dla przedsiębiorców. Obecnie jesteśmy w końcowej fazie tego procesu. Budżet programu wynosi 500 mln zł, a 400 mln zł z tej kwoty ma zostać przeznaczone na dopłaty dla przedsiębiorców korzystających z leasingu. Budżet ma jeszcze wzrosnąć. Założenia programu, obok danych rynkowych, potwierdzają prymat leasingu w finansowaniu samochodów firmowych. Przedsiębiorcy cenią leasing, ponieważ jest szybko i ławo dostępny. Pozyskanie finansowania nie wiąże się  z dużą liczbą formalności, a firmy leasingowe są otwarte na negocjacje. Branża leasingowa ma szansę stać się kołem zamachowym polskiej elektromobilności, a finansowanie pojazdów zeroemisyjnych może okazać się dla sektora leasingowego istotnym kierunkiem rozwoju” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny ZPL.

Maszyny i inne urządzenia

W przypadku finansowania maszyn i urządzeń zrewidowana dynamika pierwszego półrocza wyniosła 25,9 % r/r, a łączne finansowanie 11,7 mld zł. Trzeci kwartał przyniósł dalsze wzrosty finansowania o 25,5% r/r, dzięki nowym kontraktom o wartości 6,5 mld zł. Stabilny rozwój finansowania maszyn i urządzeń w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku pozwolił podsumować ten okres 25,8 proc. dynamiką r/r i 18,2 mld zł udzielonego finansowania. Dynamikę 25,2% r/r odnotowano dla finansowania maszyn leasingiem, a 26,9 proc. wzrost (r/r) dla finansowania maszyn pożyczką.

Pojazdy ciężarowe

Także w segmencie finansowania pojazdów ciężarowych, gdzie uwzględnione zostały takie aktywa jak pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy oraz autobusy, obserwujemy wyraźne odbicie. Pierwsza połowa roku przyniosła 110,9% wzrost i łączne finansowanie pojazdów ciężarowych o wartości 10,4 mld zł (dane zrewidowane przez ZPL). Tylko w samym trzecim kwartale dynamika finansowania tych pojazdów wyniosła 47,1% r/r. Skumulowane dane ZPL pokazują, że od początku roku branża leasingowa podpisała nowe kontrakty na pojazdy ciężarowe o łącznej wartości 15,1 mld zł, przy dynamice na poziomie 85,8% r/r.

„Dynamiki, które widzimy w poszczególnych segmentach rynku leasingu, dosyć dobrze odzwierciedlają trendy w gospodarce. Dane o PKB za II kwartał, jak również dostępne dane o sprzedaży detalicznej za III kwartał pokazują, że wzrost gospodarczy w Polsce bazuje głównie na wydatkach konsumentów. To mocno wspiera finansowanie aut osobowych i lekkich dostawczych przez firmy leasingowe. Dynamika w tym obszarze byłaby znacznie wyższa, gdyby nie poważne problemy z dostępnością komponentów do produkcji aut, głównie półprzewodników. Z drugiej strony najwyższą dynamikę notujemy w finansowaniu pojazdów ciężarowych, co jest pochodną mocnego post pandemicznego odbicia w strefie euro. Wg prognoz Europejskiego Banku Centralnego gospodarka Eurolandu wzrośnie w tym roku o 5,0%, co mocno wspiera eksport towarów z Polski, a tym samym zwiększa zapotrzebowanie na usługi firm transportowych. Stosunkowo stabilnie rozwija się sektor maszyn, a za jego rozwojem stoi dynamiczne odbicie w produkcji przemysłowej (wzrost o 17,6% r/r za okres 01-08 2021) oraz wciąż wysoki poziom absorpcji funduszy unijnych na finansowanie maszyn rolniczych”– powiedział Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL.

Pozostałe segmenty rynku (IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i nieruchomości)

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 roku firmy leasingowe sfinansowały także:

  • Sprzęt IT o łącznej wartości 734,9 mln zł (-2,3 proc. dynamika r/r)
  • Samoloty, statki i tabor kolejowy o wartości 1,1 mld zł (49,3 proc. dynamika r/r)
  • Nieruchomości o łącznej wartości 471,7 mln zł (-24,5 proc. dynamika r/r)

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w ostatnim kwartale roku, ankietowane firmy prognozują stabilizację w obszarze zatrudnienia oraz w zakresie liczby rozwiązywanych umów. Jednocześnie firmy oczekują przyspieszenia aktywności sprzedażowej. Wyższy poziom finansowania rysuje się dla większości badanych grup środków trwałych. Wyraźne wzrosty finansowania są oczekiwane w zakresie finansowania pojazdów lekkich oraz – po raz pierwszy od dłuższego czasu – dla segmentu transportu ciężkiego. W zakresie finansowania maszyn i urządzeń oraz nieruchomości leasingodawcy spodziewają się wzrostów lub stabilizacji.ZPL_Koniunktura_po trzech kw. 2021 ZPL_nowa produkcja_po trzech kw. 2021

[1] Wskaźnik penetracji oznacza procent inwestycji sfinansowanych leasingiem w danym kraju i jest liczony w odniesieniu do poziomu inwestycji (z wyłączeniem kredytów hipotecznych) dla danego kraju. Leaseurope Annual Statistical Enquiry 2020.

Podsumowanie III kw. 2021 r. na rynku biurowym w Warszawie i regionach

Według danych zaprezentowanych przez Colliers, na koniec III kw. 2021 r. całkowita podaż na 9 głównych rynkach biurowych osiągnęła poziom ponad 12,1 mln mkw. W Warszawie deweloperzy oddali do użytku 67,6 tys. mkw. powierzchni biurowej, natomiast wśród miast regionalnych pod względem przyrostu nowej podaży przodują Katowice z ponad 10,5 tys. mkw.

Podaż całkowita powierzchni biurowej łącznie na ośmiu rynkach regionalnych wynosi obecnie ponad 5,95 mln mkw. i zbliża się do podaży w Warszawie (6,16 mln mkw.).

Największe oddane projekty

Na nową podaż w Warszawie w III kw. 2021 r. złożyły się dwie oddane inwestycje: Widok Towers w bezpośredniej bliskości Rotundy i Ronda Dmowskiego (28,6 tys. mkw.) oraz budynki Galwan i Plater w kompleksie Fabryka Norblina przy Żelaznej 51/53 (łącznie 39 tys. mkw.).

Rynkiem regionalnym z największym przyrostem nowej podaży w III kw. 2021 r. roku były Katowice, gdzie oddano do użytku dwa projekty biurowe: Kolońska Park oraz Młyńska.6 o łącznej powierzchni ponad 10,5 tys. mkw.

2021 r. ze stabilnym poziomem pustostanów

Współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 12,5% (bez zmian w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 2,9 p.p. porównaniu z III kw. 2020 r.), co przełożyło się na ok. 767,8 tys. mkw. dostępnej powierzchni biurowej. Wśród miast regionalnych najwyższy poziom pustostanów zaobserwowano w Łodzi (16,8%), a najniższy w Szczecinie (5,8%).

Warszawa: Lepiej z popytem

Dane za okres I-III kw. 2021 r. wskazują na aktywne zainteresowanie najemców powierzchniami biurowymi w Warszawie, w szczególności w strefach Centrum, Centralnego Obszaru Biznesu oraz Mokotowa. Od stycznia do września popyt w stolicy przekroczył 398,1 mkw., w tym najwyższy wynik kwartalny 149,3 tys. mkw. przypadł na III kw. 2021 r. Dla porównania w III kw. 2020 roku na warszawskim rynku wynajęto ponad 113 tys. mkw. Popyt zarejestrowany od początku 2021 r. jest jednak o 10% niższy niż w porównywalnym okresie 2020 r.

Najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom i wyniósł 54% (włączając umowy przednajmu). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadają za 41% zarejestrowanego popytu (wzrost o 7 p.p. w porównaniu z okresem I-III kw. 2020 r.), a ekspansje – 5%.

– Pomimo tego, że rośnie udział renegocjacji, w dalszym ciągu widzimy chęć podpisywania nowych umów najmu wśród najemców, którzy chcą zabezpieczać atrakcyjne miejsca pracy dla swoich pracowników – mówi Olga Drela, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Wśród największych warszawskich umów najmu przeważają renegocjacje – duże korporacje przedłużają swoje wieloletnie kontrakty na wynajem powierzchni w dotychczasowych siedzibach. Nie brakuje również nowych kontraktów w świeżo ukończonych projektach biurowych np. Widok Towers, gdzie wprowadzi się Urząd M. St. Warszawy (11,3 tys. mkw.) czy Fabryka PZO, którą na swoją nową siedzibę wybrał Zarząd Transportu Miejskiego (9,8 tys. mkw.).

W strukturze umów najmu od początku 2021 r. dominują sektor finansowy (19%), sektor usług (16%) oraz sektor produktów i usług IT (12%).

Kraków i Wrocław z najwyższym popytem

Na ośmiu rynkach regionalnych (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Wrocław, Szczecin, Lublin) popyt w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. wyniósł niemalże 380 tys. mkw. – to o 16% mniej niż w tym samym okresie w 2020 r. W III kw. 2021 r. popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych osiągnął 111,5 tys. mkw. Ponad połowa powierzchni biurowej wynajętej w miastach regionalnych znajdowała się w dwóch największych ośrodkach biurowych – w Krakowie i Wrocławiu. W wolumenie najmu przeważają nowe umowy (ponad 50%), a udział renegocjacji zmniejszył się do 40% – struktura najmu układa się więc podobnie do Warszawy.

– Bardzo pozytywnie oceniamy część rynków regionalnych – sporo się dzieje we Wrocławiu, widzimy ożywienie w Poznaniu. Oprócz klasycznych najmów zauważamy również wzrost zainteresowania podnajmami powierzchni – część podnajmów przekształcana jest później w najem bezpośredni – mówi Olga Drela.

– Pomimo że część najemców wciąż jest w procesie opracowywania strategii powrotu do biur, widzimy ożywienie na rynku. Z naszych obserwacji jasno wynika, że wskaźnik powrotów jest wyższy w Warszawie niż w miastach regionalnych, np. w Krakowie, co może wynikać ze specyfiki działalności firm i ich wytycznych przyjętych na poziomie globalnym. Choć nie spodziewamy się, że aktywność rynkowa wróci w tym roku do stanu sprzed pandemii, po liczbie procesów, w które jesteśmy obecnie zaangażowani, możemy zakładać, że ostatni kwartał 2021 r. będzie pracowity – mówi Paweł Skałba, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, Colliers.

Eksperci Colliers zakładają, że na koniec roku poziom popytu powinien być zbliżony do tego, który został osiągnięty w 2020 r.

Ryzyko stagflacji

Znajdujemy się obecnie w środowisku rosnących cen energii, poziomu inflacji oraz materializujących się podwyżek stóp procentowych. Cały czas jednak na horyzoncie widnieją ryzyka rosnących wskaźników infekcji oraz spowolnienia wzrostu gospodarczego. Banki centralne stoją w pewnym rozkroku. Z jednej strony musza uwzględniać czynniki tymczasowe skutecznie je identyfikując, jednak nie mogą przespać momentu, kiedy inflacja wymknie się spod kontroli.

Co prawda dopiero za kilka miesięcy dowiemy się, czy wzrost cen to zjawisko tymczasowe czy może jednak będzie z nami na dłużej. Podwyżki stóp procentowych mogą ponownie spowolnić wzrost. Po silnym ożywieniu i odbiciu wskaźników makro, kiedy gospodarka wraca na normalne tory, normalizacja polityki pieniężnej będzie w dłuższej perspektywie hamować wzrost. Poza tym trudno do końca przewidzieć, jak duża będzie kolejne fala pandemii. Oczywiście przez ostatnie półtora roku przedsiębiorstwa i usługodawcy w dużej mierze dostosowali się do nowej sytuacji, co może dawać pewne nadzieje na to, że negatywne skutki kolejnych lockdownów będą zdecydowanie mniejsze. To wszystko sprawia, że ryzyko stagflacji coraz bardziej rośnie a rynek coraz częściej będzie przyglądał się danym gospodarczym w poszukiwaniu oznak zbliżającego się tego zjawiska ekonomicznego.

Pomimo rosnących obaw o spowolnienie w Chinach indeksy azjatyckie odnotowały na ostatniej sesji wzrosty. Również indeksy amerykańskie pomimo słabego startu w dalszej części sesji wykazały się wyjątkową siłą. Nasdaq urósł wczoraj o ok 0,84 proc. Dodatkowo dolar oddaje wypracowaną w ostatnich tygodniach zwyżkę po tym jak na rynek trafił raport ekonomistów Fed, z którego wynika, że inflacja ma w przyszłym roku spaść poniżej 2 proc.

Dziś w naszym regionie dziś na Węgrzech zostanie podjęta decyzja w sprawie stóp procentowych. Oczekiwania co do zmiany kosztu pieniądza przez MNB są na poziomie 15 pb. co oznacza, że główna wartość ma urosnąć do poziomu 1,8 proc. Do tej pory bank centralny Węgier podnosił stopy w czerwcu, lipcu oraz sierpniu o 30 pb. We wrześniu tempo podwyżek zostało zmniejszone o połowę, co spotkało się z rozczarowaniem. W tym momencie rynek podchodzi sceptycznie do tego, czy bank powróci do wcześniejszego tempa. Inflacja na Węgrzech prawdopodobnie ponownie wzrośnie w IV kwartale do poziomu 6 proc. MNB tłumaczy to czynnikami specjalnymi. We wrześniu CPI wyniosło 5,5 proc. a wskaźnik bazowy 4 proc. Cały czas realne stopy procentowe są na ujemnym poziomie. Jeśli rynek pozostanie sceptyczny wobec decyzji banku centralnego, to cały cykl podwyżek może nie mieć silnego aprecjacyjnego wpływu na forinta w ostatecznym rozrachunku. Bank centralny musiałby powrócić do silniejszych ruchów. Widać, że rozczarowująca wrześniowa decyzja osłabiła walutę węgierską w relacji do euro. Kurs EUR/HUF znalazł się ponownie w okolicach szczytu z lipca tego roku.

Złoty czeka na decyzje NBP. Przypomnijmy, że odczyty inflacyjne, które poznaliśmy ostatnio (CPI 5,9 proc., inflacja bazowa 4,2 proc.) znacznie przekraczają górną granice tolerancji banku centralnego. Realne stopy znajdują się zdecydowanie poniżej zera. Nic nie wskazuje na to, aby szczyt inflacji był za nami. Dlatego dla PLN kluczowe będzie to jak zachowa się RPP na najbliższych posiedzeniach. Przy inflacji bliskiej 6 proc. pozostawienie głównej stopy procentowej na poziomie 0,5 proc. jest niewystarczające aby przekonać rynek do tego, że instytucja podejmuje zdecydowane działania przeciwko ryzykom inflacyjnym. Zauważmy, że jeszcze przed pandemią inflacja w krajach Europy Wschodniej wyraźnie rosła. W Polsce już wiosną 2020 roku dynamika wzrostu cen przekroczyła 3,5 proc. Przewidujemy, że w listopadowym raporcie inflacyjnym ścieżka inflacji zostanie wyraźnie podniesiona a jastrzębia frakcja ponownie będzie miała siłę przebicia. Wzrost kosztu pieniądza o kolejne 50 pb. do końca roku jest zatem prawdopodobny. Będzie to czynnik umacniający złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Szczególna należyta staranność przy dokumentowaniu usług niematerialnych

Właściwe udokumentowanie wydatku jest jednym z niezbędnych kryteriów jego kwalifikacji do kosztów uzyskania przychodów. W związku z tym kwestia posiadania odpowiedniej dokumentacji do tej pory dotyczyła w głównej mierze podatku dochodowego. Od jakiegoś czasu wymóg odpowiedniego udokumentowania dokonywanego zakupu występuje także w kontekście odliczenia VAT naliczonego. Jedną z ostatnich spraw, jaka trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, była sytuacja nabycia przez przedsiębiorcę usług niematerialnych – mailingu, pozycjonowania oraz reklamy (wyrok NSA o sygn. akt I FSK 548/18).

Sprawa zawisła przed NSA

Sprawa, która wymagała rozstrzygnięcia przez NSA, dotyczyła zakupu przez podatnika i odliczenia VAT z faktury dotyczącej zakupu usług mailigu, reklamy Google, pozycjonowania domeny oraz stron internetowych, czyli usług pozwalających zwielokrotnić dotarcie do potencjalnych klientów i tym samym zwiększyć konkurencyjność oraz przychody przedsiębiorstwa.

W ocenie fiskusa faktury za usługi niematerialne nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Innymi słowy, urząd skarbowy wskazał, że na podstawie art. 88 ust. 3a ustawy o VAT podatnikowi nie będzie przysługiwało prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego z faktur zakupowych, ponieważ faktury stwierdzają czynności, które nie zostały dokonane.

Podatnik nie zgadzał się z takim podejściem fiskusa, wskazując, że usługi niematerialne są bardzo trudne do udokumentowania i jedynym dowodem materialnym, jaki może przedstawić, są wydruki z bazy danych adresów mailingowych, na które realizowane są wysyłki. Ponadto przedsiębiorca zwrócił uwagę na znaczny wzrost liczby odwiedzin stron, na których oferowane miały być produkty, co wg podatnika było bezpośrednim skutkiem przeprowadzonej kampanii marketingowej.

Niestety taka argumentacja nie przekonała Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który wskazał, iż wzrost wartości sprzedaży nie dowodzi, że usługi wymienione na fakturze zostały rzeczywiście wykonane. Ponadto WSA zwrócił uwagę na konieczność zachowania szczególnej przezorności przy dokumentowaniu wykonania usług niematerialnych, tak aby w przyszłości możliwe było wykazanie ich faktycznego istnienia.

Wyrok NSA

NSA w wyroku o sygn. akt I FSK 548/18 odniósł się w szczególności do kwestii należytej staranności w dokumentowaniu nabycia usług niematerialnych. NSA potwierdził wcześniejsze stanowisko WSA oraz fiskusa, że podatnik powinien dochować szczególnej staranności przy dokumentowaniu usług, zwłaszcza tych opiewających na duże kwoty. Ponadto w zaistniałym przypadku kwota za te usługi została zapłacona gotówką, co dodatkowo obniżyło szanse podatnika na uzyskanie pozytywnego wyroku NSA. Szczegółowe uzasadnienie będzie sporządzone przez NSA niebawem, niemniej już teraz można wskazać, że podejście NSA bazuje w głównej mierze na przesłance należytej staranności, która coraz częściej jest wykorzystywana przez organy i sądy administracyjne w sprawach dotyczących nieprawidłowości w rozliczeniu VAT.

Komentarz

Orzecznictwo sądów administracyjnych w kwestii posiadania dowodów na wykonanie usług niematerialnych jako przesłanki do odliczenia podatku VAT nie jest spójne.

Z jednej strony powyższy, negatywny wyrok NSA uzależnia prawo do odliczenia podatku VAT od posiadania dokumentacji wykonania usług niematerialnych. Podobne uzasadnienie znajdziemy w wyroku z dnia 15 maja 2018 r., sygn. akt I FSK 1175/16, w którym NSA wskazał, że przedsiębiorca, chcąc odliczyć VAT z faktur za usługi marketingowe, powinien wykazać, że usługi te zostały faktycznie wykonane, na co musi mieć dowody jednoznacznie dokumentujące tę okoliczność. Brak takich dokumentów uniemożliwia realizację prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego. Podobnie stwierdził NSA w wyroku z dnia 09 lutego 2016 r., sygn. akt I FSK 2043/14.

Z drugiej strony nawet sądy administracyjne wskazują, że powyższe podejście nie ma żadnego uzasadnienia, jeżeli chodzi o przepisy ustawy o VAT, na co zwrócił uwagę m.in. WSA w Gliwicach w wyroku z 18 lipca 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 448/19. W wyroku tym WSA podkreślił, że nie mają oparcia ani w przepisach ogólnego prawa podatkowego, ani w unormowaniach z zakresu podatku od towarów i usług tezy, że na stronie postępowania podatkowego ciąży obowiązek posiadania materialnych dowodów potwierdzających wykonanie poszczególnych usług niematerialnych.

Pomimo iż prawo do odliczenia podatku naliczonego jest podstawową zasadą podatku VAT, to wydaje się jednak, że w dzisiejszych czasach podatnicy nie powinni pomijać kwestii należytej staranności w rozliczeniach VAT. Brak legalnej definicji tego pojęcia powoduje, że przedsiębiorcy powinni wykazywać się szczególną przezornością w zawieranych transakcjach. W praktyce często wdrażanym działaniem są różnego rodzaju procedury i systemy raportowania, opisujące sposób zawierania zamówień, akceptacji umów, zakupu towarów i dokumentacji tego zakupu oraz potwierdzenia dostawy czy świadczenia usług. Przestrzeganie tych procedur może uchronić podatnika przed zarzutem braku należytej staranności.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dotacje do infrastrukty ładowania pojazdów elektrycznych na ostatniej prostej?

Według danych z końca września 2021 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 31 633 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Przez pierwsze dziewięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 12 897 sztuk, tj. przybyło o 120% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec września 2021 r. po polskich drogach jeździły 31 633 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (15 255 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 16 378 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 333 szt.  W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec września składała się z 11 771 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 294 901 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 619 szt. Od stycznia do września 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 187 zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 116 takich autobusów, oznacza to wzrost o 61% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec września w Polsce funkcjonowało 1 675 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 262 punkty). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. We wrześniu uruchomiono 44 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (84 punkty).

– Podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021 padło kilka istotnych deklaracji dotyczących kolejnych kroków w zakresie programów wsparcia rynku e-mobility w Polsce. NFOŚiGW zdecydował się podnieść budżet programu „Mój Elektryk” o dodatkowe 200 mln zł. Ponadto, już w październiku ruszy nabór dla przedsiębiorców i innych podmiotów instytucjonalnych kupujących samochody elektryczne za gotówkę lub na kredyt. Co więcej, w ciągu najbliższych tygodni powinno nastąpić uruchomienie dedykowanego systemu wsparcia w obszarze infrastrukturalnym –  mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Z ostatnich zapowiedzi NFOŚiGW cieszy szczególnie ta mówiąca o rychłym uruchomieniu dofinansowania do infrastruktury ładowania i tankowania wodoru. To właśnie w dobrej infrastrukturze spoczywa jedno z ważniejszych źródeł sukcesu przedsięwzięcia pt. pojazdy niskoemisyjne – zwłaszcza bateryjne i wodorowe. Rozbudowa sieci infrastruktury zarówno prywatnej jak i publicznej ładowarkami o bardzo dużej mocy, ale też siecią ładowania wolnego, np. na dużych osiedlach mieszkaniowych, będzie milowym krokiem w upowszechnianiu napędów niskoemisyjnych. W tym kontekście należy podkreślić, że po niedawnym opublikowaniu przez Komisję Europejską projektu programu Fit for 55, branża motoryzacyjna oszacowała, że aby spełnić bardzo ambitne cele redukcji emisji CO2, w całej Europie musi powstać sieć ładowania składająca się 6 milionów ładowarek i ponad tysiąca stacji tankowania wodoru – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Cloud Technologies zanotowało w sierpniu wzrost sprzedaży danych o 34% r/r

Cloud Technologies, notowana na NewConnect spółka specjalizująca się w obszarze monetyzacji danych z internetu i Big Data, odnotowała już 15-sty z rzędu wzrostowy w ujęciu rok do roku miesiąc sprzedaży danych w swoim strategicznym segmencie. Sprzedaż cyfrowych informacji do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment w sierpniu 2021 r. wzrosła o 34% r/r.

Segment Data enrichment jest strategicznym obszarem mającym wpływ na dynamiczny rozwój grupy Cloud Technologies. Obejmuje on monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania. Realizowana w jego ramach działalność polega przede wszystkim na sprzedaży anonimowych danych o użytkownikach Internetu, które są następnie wykorzystywane do precyzyjnego targetowania reklamy internetowej. Najważniejszymi odbiorcami danych są platformy umożliwiające zakup powierzchni reklamowej w modelu programmatic, z których korzystają reklamodawcy z całego świata, a kluczowym i największym rynkiem jest USA, na który spółka posiada wysoką ekspozycję.

Począwszy od bieżącego roku, Cloud Technologies regularnie raportuje swoje dane sprzedażowe dla segmentu Data enrichment w cyklu miesięcznym.

Zweryfikowany i skalowalny model biznesowy oraz rozwijane przez nas zaplecze technologii do skutecznej monetyzacji danych pozwalają nam regularnie i dynamicznie zwiększać sprzedaż. Osiągnięta w sierpniu dynamika rok do roku w ujęciu procentowym co prawda jest niższa niż w ostatnich miesiącach, ale jest to przede wszystkim efekt wysokiej bazy z ubiegłego, nietypowego roku. Po okresie niepewności związanej z pandemią w I półroczu 2020 roku, w okresie wakacyjnym nastąpiło wyraźne odmrożenie budżetów reklamowych. W tym roku widzimy już powrót do tradycyjnej sezonowości, którą cechuje niższa sprzedaż w okresie wakacyjnym i ożywienie w ostatnim kwartale. Spodziewamy się dalszych wzrostów sprzedaży – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Segment Data enrichment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, która w II kwartale 2021 roku kolejny raz zbliżyła się do poziomu 70%. Na osiąganą wysoką marżowość wpływ ma przede wszystkim znaczny udział kosztów stałych, które przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwalają wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekładać się na zysk segmentu oraz całej grupy Cloud Technologies.

Szybki wzrost segmentu Data enrichment był naszym kluczowym celem założonym na 2021 rok. Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z tempa w jakim udaje nam się skalować ten obszar działalności Cloud Technologies, jak i wielu kanałów poprzez które wspieramy jego rozwój. Duże znaczenie dla tego segmentu ma ciągłe doskonalenie naszej autorskiej technologii DMP, która zwiększa efektywność sprzedaży danych. Wkraczamy obecnie w najlepszy z punktu sezonowości okres dla branży jakim jest IV kwartał i oczekujemy kolejnych dynamicznych wzrostów – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy Cloud Technologies.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Ze względu na specyfikę rynku reklamy internetowej oraz harmonogram rozliczeń z kontrahentami spółka przekazuje raporty istotnie przesunięte w czasie. Spółka każdorazowo wylicza i prezentuje wskaźnik najpóźniej w ciągu 60 dni od końca miesiąca obejmowanego analizą. Wartość sprzedaży ma charakter szacunkowy i może różnić się od finalnych wyników przekazywanych w odpowiednich raportach okresowych.

Zadłużeni rolnicy powinni częściej korzystać z restrukturyzacji. Eksperci podpowiadają możliwe scenariusze działania

Każdy zadłużony rolnik może sięgnąć po rozwiązanie pozwalające na oddłużenie oraz zachowanie gospodarstwa. Jest nim restrukturyzacja, która zapewnia ochronę przed wierzycielami i egzekucją komorniczą, nawet jeśli została już wszczęta. A najtańszą tego typu procedurą jest uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Korzystając z tej możliwości, można ubiegać się o pomoc publiczną. Zupełnie inną opcją jest upadłość, której skutkiem jest oddłużenie. Jednak niestety wiąże się to z całkowitą likwidacją upadłego majątku.

Zadłużony rolnik ma prawo skorzystać z restrukturyzacji, która pozwala na oddłużenie i jednocześnie umożliwia mu uniknięcie utraty gospodarstwa. Nawet wszczęte egzekucje komornicze nie przekreślają tej możliwości. Co więcej, otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego daje ochronę przed wierzycielami. I komornik nie może już zlicytować takiego majątku.

– Trzeba jasno podkreślić, że uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest najtańszą obecnie dostępną na rynku procedurą oddłużeniową. Oczywiście każdy przypadek jest inny, dlatego nie można dokładnie określić kosztów, z jakimi musi liczyć się rolnik. Natomiast zazwyczaj mieszczą się one w przedziale od 12 do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zależy to m.in. od liczby wierzycieli i struktury wierzytelności – wyjaśnia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Kluczowe jest to, że uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne pozwala szybko uzyskać ochronę przed wierzycielami i to bez udziału sądu – na początkowym etapie działań. To już samo w sobie ogranicza ponoszone koszty. Niemniej w przebrnięciu przez procedury rolnik potrzebuje wsparcia profesjonalnego doradcy, który dokładnie wie, jak odpowiednio zabezpieczyć jego interesy.

– Do zadań takiego specjalisty należy m.in. przekonanie większości wierzycieli do przyjęcia tzw. układu. Przy jego wsparciu rolnik uzyskuje możliwość przeprowadzenia restrukturyzacji nie tylko zadłużenia, ale też samych aktywów – dodaje mec. Parol.

Ograniczenia finansowe nie powinny zniechęcać rolnika do podjęcia walki o zadłużony majątek. Podmiot prowadzący gospodarstwo rolne może ubiegać się o restrukturyzację w ramach pomocy publicznej, świadczonej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Oferowane są m.in. dopłaty do oprocentowania kredytu udzielonego przez bank. Możliwa jest też pożyczka na sfinansowanie spłaty długu.

– Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa udziela dopłat w wysokości aż 40-60% oprocentowania kredytu restrukturyzacyjnego. Ich suma nie może tylko przekroczyć 5 mln zł, a okres kredytowania – 10 lat. Z kolei pożyczka na sfinansowanie zadłużenia jest oferowana na nie dłużej niż 15 lat, również w kwocie do 5 mln zł – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W celu uzyskania pomocy agencji rządowej, trzeba mieć opracowany plan restrukturyzacyjny, zawierający źródła finansowania działań i prognozę ekonomiczno-finansowych efektów ich wdrożenia. Zakres takiego dokumentu jasno określają przepisy ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwo. Sporządza go doradca restrukturyzacyjny przy wsparciu ekonomisty. Wniosek należy złożyć u dyrektora wojewódzkiego ośrodka doradztwa rolniczego, który w ciągu 30 dni musi go zaakceptować.

– Jednak to nie koniec możliwości, jakie ma do dyspozycji zadłużony rolnik. Może on również zwrócić się do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, aby dostać gwarancję zabezpieczającą spłatę kredytu restrukturyzacyjnego. Jest ona udzielana przez KOWR bankowi, z którym rolnik zawarł umowę – tłumaczy mec. Łukasz Goszczyński.

KOWR ma prawo też przejąć dług o charakterze pieniężnym, który powstał w związku z prowadzeniem działalności rolniczej. Jego wysokość nie może tylko przekraczać wartości nieruchomości pomniejszonej o sumę ustanowionej na nią hipoteki. Warunkiem przeniesienia całości albo części własności gospodarstwa rolnego przez agencję na rzecz Skarbu Państwa jest zgoda wszystkich wierzycieli. Jeżeli do tego dojdzie, wówczas rolnik może je dzierżawić i ma prawo pierwokupu.

– W przypadku zadłużenia istnieje też możliwość ogłoszenia upadłości. Jednak wówczas oddłużenie wiąże się z likwidacją całego majątku upadłego. Niemniej rolnik może sam znaleźć nabywcę, który wykupi gospodarstwo, nie pozostawiając na nim obciążeń. I ma prawo wybrać osobę z rodziny, aby jego ojcowizna pozostała w rękach wskazanych osób – podkreśla Adrian Parol.

Jeżeli rolnik zdecyduje się na ww. wariant, to należy wyróżnić upadłość konsumencką, przysługującą osobie fizycznej, która nie figuruje w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i rzeczywiście produkuje na własny użytek. To narzędzie różni się od tego, jakie przysługuje właścicielom przedsiębiorstw rolnych, działających na dużą skalę i wymienionym w CEIDG.

– Osoba fizyczna nie ma obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Natomiast w przypadku przedsiębiorcy brak takiego wnioskowania wiąże się z odpowiedzialnością cywilnoprawną i karną. Następna różnica polega na tym, że rolnik nieprowadzący działalności gospodarczej ponosi jedynie opłatę sądową od wniosku o ogłoszenie upadłości w wysokości 30 zł. Z kolei przedsiębiorca musi uiścić 1 tys. zł i zaliczkę na wydatki w toku postępowania w przedmiocie ogłoszenia upadłości, przekraczającą 5,1 tys. zł – podsumowuje doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Co dalej na granicy polsko-białoruskiej?

Od sierpnia Straż Graniczna udaremniła ponad 16 tys. prób nielegalnego sforsowania granicy polsko-białoruskiej, z czego ponad 5 tys. miało miejsce w październiku. We wszystkich ośrodkach Straży Granicznej przebywa obecnie ponad 1,5 tys. migrantów. W związku z presją migracyjną na terenach przy granicy Polski i Białorusi wprowadzono stan wyjątkowy. Restrykcje obejmują 183 miejscowości. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy w sprawie budowy zapory na granicy z Białorusią. Wysoki płot ma być wyposażony również w system monitoringu oraz detekcji ruchu. Zapora ma chronić polsko-białoruską granicę przed migrantami. Resort spraw wewnętrznych chce, by inwestycja została wykonana „szybko i sprawnie”. Suwerenne państwa składają się z suwerennego terytorium, które jest przez to państwo chronione. Nie ma mowy o żadnych wyjątkach. Każde państwo ma prawo decydować o tym, kogo wpuszcza, a kogo nie. Natomiast do przekraczania granicy służą przejścia graniczne, które są ustanowione przez oba graniczące ze sobą państwa. Nie istnieje sytuacja, w której można dowolnie przekraczać granicę – mimo tego, że obrazki, które krążą po internecie, potrafią być wzruszające.

– Jest to spór pomiędzy państwem a podmiotami, które chcą naruszyć jego suwerenność – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Sytuacja na granicy może być odbierana jako drastyczna – jednak musimy pamiętać, że reżim Łukaszenki będzie zachęcony do eskalacji tego typu działań, jeżeli polski rząd nie zdecyduje się działać sprawnie i silnie. Po drugie władze Polski zaproponowały stronie białoruskiej konwój humanitarny, który przekroczyłby granice obu państw i pomógłby osobom znajdującym się po białoruskiej stronie. Obecnie mamy sytuację, w której tego typu zaczepna wojna hybrydowa w innym przypadku dalej by eskalowała. Tego typu zachowanie rządu Łukaszenki zostały już przetestowane na granicy litewskiej, gdzie nie odniosło sukcesu. Teraz reżim białoruski, wspomagany przez Rosjan, postanowił przetestować to na Polakach. Kolejnym ważnym elementem jest to, że prawo międzynarodowe precyzyjnie określa status tego typu osób. Uchodźcą może być osoba, która aplikuje o ten status w pierwszym państwie, które jest dla niego bezpieczne. Tym pierwszym państwem jest Białoruś – więc jeżeli te osoby są na Białorusi, to nie należy im przeszkadzać, by tam zostały. Jeżeli polski rząd nie ustąpi, to finał tej akcji będzie taki, że powoli będzie ona wygaszana – tak, jak było to w przypadku Litwy – wyjaśnia Roszkowski.

Spokojne lato w biurowych regionach

W trzecim kwartale zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej poza Warszawą powiększyły się o niespełna 20 tys. m kw. W tym czasie najemcy wynajęli ponad 113 tys. m kw. powierzchni, w większości podpisując nowe umowy bądź renegocjując warunki dotychczasowych kontraktów. Pracownicy powoli wracali do biur, najemcy organizowali się w nowej, hybrydowej rzeczywistości, a właściciele biurowców i zarządcy coraz głośniej zaczęli mówić o rosnących kosztach mediów. Tak rysuje się trzeci kwartał na regionalnych rynkach biurowych w podsumowaniu przygotowanym przez ekspertów BNP Paribas Real Estate.

Pod koniec kwartału łączna powierzchnia biur w regionach zbliżyła się do poziomu 6 mln m kw., a największymi lokalnymi ośrodkami biurowymi pozostają: Kraków (27 proc. całkowitej dostępnej powierzchni), Wrocław (21 proc.) oraz Trójmiasto (16 proc.). Od lipca do sierpnia na listę nowych biurowców wpisały się zaledwie 4 budynki – dwa w Katowicach i po jednym w Łodzi i Krakowie – o łącznej powierzchni 19,3 tys. m kw. Ożywienia w nowej podaży można spodziewać się w obecnym kwartale. W regionach buduje się około 280 tys. m kw. nowych biur z przewidywanym terminem oddania do użytkowania jeszcze w tym roku. Najwięcej w Krakowie i w stolicy Dolnego Śląska. Eksperci BNP Paribas Real Estate zwracają uwagę, że rynki biurowe w regionach coraz większą uwagę przykładają do kwestii ESG (Enviromental, Social, Governance), dostrzegając w nich nie tylko aspekty środowiskowe czy etyczne, ale również ekonomiczne.

Biurowce muszą być odpowiedzialne klimatycznie i społecznie. Inwestorzy, deweloperzy, zarządcy i najemcy coraz częściej zdają sobie sprawę, że ESG i uwzględnianie czynników środowiskowych, odpowiedzialności społecznej i ładu korporacyjnego to nie krótkotrwała moda czy greenwashing, ale nasza nowa normalność. Wpływ na to mają nie tylko nowe regulacje, ale też zmiana naszego podejścia do otoczenia i środowiska. Oczywiście, jesteśmy dopiero na początku pewnej transformacji, ale już dziś widzimy, że projekty ze znaczkiem ESG będą miały większą wartość i pozwolą lepiej zarobić. Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate

Liderem wynajmu w trzecim kwartale okazał się Kraków, w którym odnotowano popyt w wysokości prawie 31 tys. m kw. Z nieco gorszym wynikiem na podium znalazł się Wrocław, ponad 28 tys. m kw., a także biura w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, które przyciągnęły najemców na prawie 21 tys. m kw. powierzchni. W sumie od lipca do końca września najemcy podpisali umowy na ponad 113 tys. m kw. powierzchni, a od początku roku na łącznie ponad 379 tys. m kw. Z analizy struktury popytu za trzeci kwartał wynika, że został on zdominowany przez nowe umowy najmu, które stanowiły aż 66 proc. wszystkich transakcji. 26 proc. przypadło na renegocjacje, a tylko 8 proc. na ekspansje. Najaktywniejszym sektorem wynajmującym powierzchnie biurowe było IT i usługi (28 proc.) oraz firmy specjalizujące się w produkcji (18 proc.).
Pomimo zwiększonego zainteresowania ze strony najemców, zwłaszcza, jeśli porównamy je do 2020 roku, nadal widzimy dużą ostrożność przy podejmowaniu decyzji. To wpływa i będzie wpływać na wydłużenie czasu potrzebnego na wynajem większości projektów. Konsekwentnie, najbardziej aktywne w poszukiwaniu biur pozostają firmy z sektora IT i nowoczesnych usług dla biznesu, nawet w sytuacji, w której obowiązującym modelem pracy jest w nich hybryda, albowiem te sektory są zaprzyjaźnione z mieszanym modelem pracy od dawna – Klaudia Okoń, Konsultant w dziale Business Intelligence Hub & Consultancy

Z analizy przygotowanej przez Business Intelligence and Consultancy HUB wynika, że po trzech kwartałach na 8 największych biurowych rynkach regionalnych było łącznie 806 tys. m kw. wolnych powierzchni. Przełożyło się to na średni wskaźnik pustostanów na poziomie 13,5 proc., o zaledwie 0,1 p.p. więcej niż drugim kwartale i 1,6 p.p. więcej niż a analogicznym okresie przed rokiem. Najwięcej wolnych biur pod koniec września znajdowało się w Łodzi, najmniej w Szczecinie.

Trzeci kwartał okazał się stabilny dla wywoławczych stawek czynszów, które nie odbiegały od tych notowanych w pierwszym i drugim kwartale. Autorzy raportu zwracają jednak uwagę, że rynek należący do najemcy i rosnące oczekiwania względem zachęt powodują skuteczną obniżkę czynszów efektywnych.

Temat REIT-ów znów na tapecie?

Niedawno zmieniły się perspektywy uregulowania działalność REIT-ów na terenie Polski. Wyjaśniamy, czy odpowiednie regulacje są prawdopodobne.

Nieruchomościowe fundusze typu REIT są bardzo ciekawym rozwiązaniem, które już dawno miało zostać wprowadzone przez polskiego ustawodawcę. Okazuje się jednak, że w praktyce nie jest to takie proste, jak można by sądzić. Przez ostatnie lata w przypadku REIT-ów mieliśmy tyle zmian stanowiska rządu i zwrotów akcji, że trudno byłoby je dokładnie opisać w ramach typowego, dość krótkiego artykułu przygotowywanego przez serwis NieruchomościSzybko.pl. Osoby pesymistycznie nastawione do tematu działalności polskich REIT-ów mogą wskazywać, że długotrwałe i bezskuteczne próby uregulowania jakichś rozwiązań wcale nie są rzadkością. Przykładem może być np. renta dożywotnia oferowana przez fundusze hipoteczne, której zasady miały zostać określone jeszcze w 2014 r. Optymiści zwracają natomiast uwagę, że w ostatnim czasie widać szybszy rozwój sytuacji związanej z REIT-ami. Warto sprawdzić, czy inwestorzy mogą mieć powody do optymizmu.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Mimo trudności wynikających na przykład z pandemii COVID-19, prace nad uregulowaniem działalności REIT-ów posuwają się do przodu.
  • Nie wiadomo jednak, czy mieszkania ostatecznie znajdą się w obszarze działalności REIT-ów. Wątpliwości ma między innymi rząd oraz UOKiK.
  • Wyłączenie „mieszkaniówki” z obszaru działania polskich REIT-ów będzie miało nie tylko negatywne skutki.  

Poniżej opisujemy więcej ciekawych aspektów związanych z planowanymi regulacjami dotyczącymi polskich REIT-ów.

Nie wiadomo, czy REIT-y będą inwestować w mieszkania …

Jeszcze niedawno można było obawiać się, że temat polskich REIT-ów padnie ofiarą politycznych przetasowań oraz zmian personalnych w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii. W połowie bieżącego roku sygnały dotyczące prac nad REIT-ami były jednak pozytywne. Przed odwołaniem Anny Korneckiej z funkcji podsekretarza stanu w MRPiT pojawiła się informacja, że do końca 2021 roku projekt ustawy o REIT-ach zostanie przekazany do laski marszałkowskiej. „Późniejsze zmiany personalne w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii skutkowały jednak niepewnością (podobnie jak utworzenie nowego Ministerstwa Rozwoju i Technologii)” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pomimo początkowych obaw inwestorów związanych z rzekomo nieprzychylnym nastawieniem nowych władz resortu rozwoju do REIT-ów, prace nad odpowiednią ustawą mają być kontynuowane. Dalszą aktywność legislacyjną potwierdził w połowie września 2021 r. dyrektor departamentu mieszkalnictwa w nowym Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Wspomniana wypowiedź przedstawiciela ministerstwa zwróciła jednak uwagę na wątpliwości, jakie aktualnie rodzą się w resorcie rozwoju i samym rządzie. „Chodzi o to, czy polskie REIT-y powinny od początku inwestować w nieruchomości mieszkaniowe” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pytania i wątpliwości dotyczące działalności rodzimych REIT-ów na rynku mieszkaniowym mogą wydawać się nieco dziwne osobom, które śledzą kilkuletnie już prace nad uregulowaniem działalności takich funduszy. Warto przypomnieć, że jeszcze stosunkowo niedawno rząd uważał rozszerzenie zakresu działania REIT-ów na „mieszkaniówkę” za konieczność. Latem 2017 r. wprowadzono nawet odpowiednie zmiany do ówczesnego projektu ustawy o REIT-ach. Obecna sytuacja jest natomiast nieco inna. „Chodzi między innymi o głosy krytyki, które z rządu płyną pod adresem funduszy inwestycyjnych wykupujących w dużych miastach większe partie mieszkań pod wynajem” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie tylko rząd ma wątpliwości co do kształtu nowej ustawy

Dość sceptyczny co do działalności REIT-ów na rynku mieszkaniowym jest także UOKiK. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów obawia się, że szybki rozwój najmu instytucjonalnego może skutkować osłabieniem pozycji rynkowej typowego Kowalskiego jako najemcy i szybszym wzrostem cen mieszkań. „Argumentem ma być sytuacja panująca w Niemczech, gdzie około 10% – 15% wynajmowanych mieszkań stanowi własność dużych, typowo komercyjnych instytucji (np. funduszy inwestycyjnych)” – zwraca uwagę Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Mimo szybkiego rozwoju sektora PRS (ang. private rented sector), osiągnięcie podobnego wyniku w Polsce wymagałoby jeszcze trochę czasu – nawet w sprzyjającym otoczeniu prawnym i rynkowym. Z niedawnych szacunków ThinkCo wynika, że komercyjni inwestorzy instytucjonalni posiadają aktualnie około 7500 lokali w całym kraju. Optymistyczne scenariusze zakładają, że pod koniec bieżącej dekady inwestorzy z branży PRS mogą w Polsce mieć ok. 90 000 mieszkań na wynajem. „Prognozy dotyczące tak długiej perspektywy czasowej trzeba jednak traktować dość ostrożnie” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Brak „mieszkaniówki” w REIT-ach stanowi nie tylko problem

Ewentualne wykluczenie sektora mieszkaniowego z zakresu działalności polskich REIT-ów (co najmniej przez kilka pierwszych lat) to dość kontrowersyjna decyzja. Jej przeciwnicy wskazują, że taki pomysł rządu ograniczy zainteresowanie rodzimych inwestorów nową formą lokowania kapitału. Nie można jednak zapominać, że ewentualne wykluczenie REIT-ów z rynku mieszkaniowego będzie miało również swoje dobre strony. Przykład wciąż obowiązującego zakazu eksmisji najemców w czasie pandemii mógł przypomnieć inwestorom, że „mieszkaniówka” to obszar działalności, który dość często jest poddawany kontrowersyjnym regulacjom. „Bywa on też wykorzystywany w ramach politycznych rozgrywek i wzbudza spore zainteresowanie mediów oraz aktywistów” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Duża skala działania branży PRS może prowokować oskarżenia o zawyżanie poziomu czynszów i monopolizację najmu. Właśnie takie oskarżenia skutkowały bezprecedensowym rezultatem niedawnego referendum, w którym berlińczycy zadecydowali o przymusowym wywłaszczeniu dużych funduszy (koncernów) mieszkaniowych. Kontrowersyjna operacja dotycząca około 250 000 lokali ma się odbyć za odszkodowaniem, ale przy uwzględnieniu stawek za 1 mkw. poniżej kwot rynkowych. Nowo wybrane władze Berlina prawdopodobnie nieco złagodzą postulaty, które przegłosowano w niewiążącym dla nich referendum. „Tym niemniej, berliński przykład będzie ostrzeżeniem dla inwestorów przed ryzykiem politycznym” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Wysoka inflacja nie pomaga dolarowi

Amerykańska inflacja piąty miesiąc z rzędu pozostaje powyżej 5%, jak potwierdził kolejny mocny odczyt. Przypieczętowało to spadek kursu dolara, który zakończył tydzień osłabieniem względem niemal wszystkich istotnych walut. Wydaje się, że ujemna korelacja między inflacją w USA i dolarem zaczęła się utrwalać.

Odczyt inflacji nie wpłynął istotnie na rentowności obligacji. Na tle walut, względem których dolar się osłabił, wartymi wspomnienia wyjątkami były jen japoński, któremu ciążył wzrost cen surowców i sentymentu do ryzyka, oraz lira turecka, po raz kolejny tracąca przez działania prezydenta Erdoğana (który m.in. zwolnił trzech decydentów niechętnych obniżkom stóp procentowych).

Ten tydzień nie będzie obfitował w publikacje makroekonomiczne ani ogłoszenia banków centralnych. Czekamy przede wszystkim na środowy raport o inflacji w Wielkiej Brytanii we wrześniu, który może przypieczętować oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych przed końcem roku. Piątkowe dane PMI opisujące aktywność biznesową w głównych gospodarkach zobrazują sytuację w przemyśle i usługach. Istotne dla nas będzie przede wszystkim to, na ile słabnie ożywienie gospodarcze w strefie euro. Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu wciąż powinniśmy obserwować silną ekspansję.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu odrobił część wcześniejszych strat, czemu sprzyjały sytuacja zewnętrzna, w tym słabszy USD i poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych, oraz wysokie oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych w Polsce. Ten tydzień rozpoczęliśmy ich kolejnym dynamicznym wzrostem: bazując na obecnej wycenie rynkowej, można stwierdzić, że rynek liczy na wzrost stóp o łącznie ok. 200 pb. do końca przyszłego roku. W takiej sytuacji stopa referencyjna NBP znalazłaby się na poziomie ok. 2,5%.

Oczekiwania rynkowe są rozedrgane, do czego przyczynia się brak jasności w komunikacji ze strony banku centralnego. Ich ostatni silny wzrost stawia jednak Radę Polityki Pieniężnej w trudnym położeniu: jeśli będzie wstrzymywała się z kolejnymi podwyżkami, złoty może doświadczyć wyraźnego osłabienia.

W tym tygodniu czeka nas stosunkowo wiele publikacji makroekonomicznych z Polski opisujących sytuację pod koniec trzeciego kwartału. Istotniejsze dla złotego powinny być jednak sygnały płynące ze strony krajowych decydentów oraz wieści z zewnątrz.

EUR

Euro w zeszłym tygodniu odstawało na tle walut i aktywów ryzykownych, z których większość umocniła się względem dolara. Walucie nie sprzyja to, że Europejski Bank Centralny odstaje od większości podobnych banków centralnych w kontekście ograniczenia stopnia monetarnego wsparcia. Rynek nie spodziewa się, że podwyżki stóp procentowych nastąpią w niedalekiej przyszłości. W tym kontekście obniżamy nasze prognozy dla waluty.

Co tyczy się tego tygodnia, oczekiwania dotyczące październikowych wskaźników PMI zdają się niewygórowane, więc jest przestrzeń na pozytywne zaskoczenie, które wsparłoby wspólną walutę.

USD

Kolejny odczyt inflacji powyżej 5% i inflacji bazowej powyżej 4% potwierdza nasz pogląd, że presja inflacyjna prawdopodobnie nie będzie tak krótkotrwała, jak latem miał nadzieję Fed. W tym kontekście ogłoszenie taperingu podczas posiedzenia FOMC w listopadzie wydaje się niemal pewne.

Biorąc pod uwagę dwucyfrowy deficyt fiskalny USA i realne stopy procentowe znacznie poniżej zera, uważamy, że wzrost cen aktywów ryzykownych, szczególnie surowców, może jeszcze potrwać. Niekoniecznie jest to środowisko pozytywne dla amerykańskiej waluty. Nadal spodziewamy się osłabienia dolara amerykańskiego względem większości walut, szczególnie surowcowych walut rynków wschodzących.

GBP

Niezłe dane z rynku pracy i dotyczące produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii zbliżają nas do podwyższenia stóp procentowych przez Bank Anglii w 2021 r. Wygląda na to, że decyzję w sprawie tego ruchu podejmie on znacznie wcześniej niż Rezerwa Federalna. W weekend prezes BoE Andrew Bailey ostrzegł, że bank „będzie musiał działać”, żeby ograniczyć inflację, co wsparło rynkowe oczekiwania dotyczące podwyżek stóp. Wyceny kontraktów sugerowały dziś rano, że BoE może podnieść stopy procentowe o 15 pb., obecnie w pełni wyceniany jest jednak „typowy” ruch w górę o 25 pb. w listopadzie.

Raport inflacyjny w tym tygodniu jest zatem kluczowy, ponieważ będzie to ostatni ważny odczyt, który może wpłynąć na decyzję komitetu. Oczekuje się, że zarówno inflacja CPI, jak i miara bazowa wyniosą co najmniej 3% – nawet zanim podniesienie limitu cen energii podbije inflację. Naszym zdaniem powinno to wystarczyć, aby w 2021 r. doszło do podwyżki stóp, która istotnie wzmocniłaby funta.

CHF

Frank szwajcarski wciąż radzi sobie lepiej niż inne waluty safe haven, chociaż obecnie wydaje się dość drogi, szczególnie względem euro, które jest dla niego głównym punktem odniesienia.

Wygląda na to, że brak dużych zmian amerykańskich rentowności przez większość tygodnia pomógł frankowi. W ostatnich dniach wspierała go również większa wycena rynkowa normalizacji polityki monetarnej przez Szwajcarski Bank Narodowy. Roczny swap jest najwyżej od końcówki 2018 r., a ogólnie stopy sugerują, że rynek spodziewa się zacieśnienia polityki SNB już w przyszłym roku. Uważamy, że jest to przesadzona wycena, biorąc pod uwagę rozwój inflacji w Szwajcarii i obecną retorykę banku centralnego.

Podobnie jak w zeszłym tygodniu kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii jest niemal pusty, więc nadal będziemy skupiać się głównie na wieściach z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Różne stawki VAT na usługi budowlane i budowlano-montażowe

Usługi budowlane oraz budowlano-montażowe objęte są zasadniczo podstawową stawką podatku VAT, czyli 23%. Przepisy ustawy o VAT dopuszczają jednak możliwość jej obniżenia w zależności od wystąpienia pewnych okoliczności. Sytuacje, z jakimi mierzą się podatnicy, często jednak wymagają dochodzenia praw na drodze sądowej. Dlatego wcześniej warto zapoznać się z aktualną linią orzeczniczą, tak aby zastosować właściwą stawkę opodatkowania i uniknąć negatywnych konsekwencji.

Obniżona stawka opodatkowania

Obniżona stawka opodatkowania na usługi budowlane została przewidziana w art. 41 ust. 12 ustawy o VAT. Należy wskazać, że dotyczy ona dwóch kategorii świadczeń. Pierwsza to dostawa, budowa, remont, przebudowa, konserwacja, modernizacja i termomodernizacja obiektów budowlanych lub ich części zaliczanych do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym. W pierwszej kolejności powinno się więc ustalić, czy dana nieruchomość, gdzie będą wykonywane usługi, jest objęta tą kategorią, a następnie, czy zakres prac mieści się w obszarze wskazanym w tym przepisie.

Druga kategoria to roboty konserwacyjne (i) obiektów budownictwa mieszkaniowego lub ich części poza lokalami użytkowymi, (II) lokali mieszkalnych w budynkach niemieszkalnych, o ile te kategorie nie zostały ujęte w kategorii pierwszej.

Budownictwo objęte społecznym programem mieszkaniowym

W art. 41 ust. 12a ustawy o VAT została wskazana definicja budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym. Zgodnie z tym przepisem budownictwo to obejmuje „obiekty budownictwa mieszkaniowego lub ich części, z wyłączeniem lokali użytkowych, lokale mieszkalne w budynkach niemieszkalnych sklasyfikowanych w Polskiej Klasyfikacji Obiektów Budowlanych w dziale 12, oraz obiekty sklasyfikowane w Polskiej Klasyfikacji Obiektów Budowlanych w klasie ex 1264 – wyłącznie budynki instytucji ochrony zdrowia świadczących usługi zakwaterowania z opieką lekarską i pielęgniarską, zwłaszcza dla ludzi starszych i niepełnosprawnych, a także mikroinstalację”.

Z kolei art. 41 ust. 12b ustawy o VAT przewiduje ograniczenia w zakresie kwalifikacji obiektu do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym, które obejmuje budynki mieszkalne jednorodzinne o powierzchni użytkowej do 300 m2 oraz lokale mieszkalne o powierzchni użytkowej 150 m2. Skoro obniżoną stawkę stosuje się tylko do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym, oznaczałoby to, że np. dom o powierzchni użytkowej 350 m2 nie będzie już objęty społecznym programem mieszkaniowym i w efekcie zastosowanie znajdzie jedynie stawka podstawowa 23%. Należny jednak spojrzeć na kolejny przepis, którym ustawodawca „złagodził” powyższy absurd. Zgodnie z art. 41 ust. 12c ustawy o VAT, jeżeli powierzchnia budownictwa mieszkaniowego przekracza powyższe limity, obniżoną stawkę podatku w wysokości 8% stosuje się tylko do części podstawy opodatkowania, która odpowiada udziałowi powierzchni użytkowej kwalifikującej do budownictwa objętego społecznym programem mieszkaniowym w całkowitej powierzchni użytkowej, zatem w grę wchodzi proporcja.

Kwalifikacja garażu wolnostojącego

Często podatnicy stają przed dylematem, jaką stawkę zastosować w przypadku budowy garażu wolnostojącego i czy jest różnica między garażem wolnostojącym a tym znajdującym się w bryle budynku. Pomimo iż z logicznego punktu widzenia budowa garażu na nieruchomości mieszkalnej powinna być traktowana podatkowo tak samo, ponieważ ekonomiczny cel tej transakcji jest taki sam (zapewnienie miejsca parkingowego), to, jak się okazuje, od strony przepisów podatkowych jest jednak różnica. Należy wskazać tu na jednolitą linię orzeczniczą stwierdzającą, że usługa wybudowania garażu wolnostojącego, nawet realizowana łącznie z usługą budowy budynku objętego społecznym programem mieszkaniowym, jest usługą samoistną i nie znajdzie do niej zastosowania obniżona stawka podatku, co oznacza, że budowę budynku możemy opodatkować 8% stawką, a garaż wolnostojący już 23% (wyrok WSA w Białymstoku z dnia 24 października 2018 r., sygn. akt I SA/Bk 569/18).

Wykonanie zabudowy a usługa modernizacji

Często poruszanym tematem w zakresie stawki na usługi budowlano-montażowe jest wykonanie zabudowy o charakterze trwałym w budynku. W szczególności problematyczne jest to, czy taka zabudowa może być kwalifikowana jako modernizacja. Wytyczne w tym zakresie płyną z wyroku WSA w Łodzi z dnia 8 stycznia 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 496/19, gdzie WSA stwierdził, iż: „Z zabudową meblową o charakterze trwałym mamy do czynienia także wówczas, gdy jej demontaż powoduje uszkodzenie elementów zabudowy, a także uszkodzenie trwałych elementów budynku (lokalu), wynikające z usunięcia mocowania elementów zabudowy, także, gdy sama konstrukcja budynku nie doznaje uszczerbku poprzez fakt demontażu mebli”. Podobne stanowisko można znaleźć w wyroku NSA z dnia 3 lipca 2019 r., sygn. akt I FSK 792/19. Innymi słowy, sądy administracyjne potwierdzają, że usługi montażu trwałej zabudowy np. kuchni mogą korzystać z obniżonej stawki, oczywiście, jeżeli spełnione zostaną pozostałe kryteria.

Podobna sytuacja dotyczy rolet zewnętrznych i wewnętrznych, w przypadku których NSA wypowiedział się, iż stawka 8% ma zastosowanie jedynie w sytuacji, gdy demontaż tych rolet wymaga naruszenia struktury budynku (wyrok NSA z dnia 20 września 2018 r., sygn. akt I FSK 994/18).

Podsumowując, na podstawie tych wyroków sądów można uznać, że stawka 8% znajdzie zastosowanie zawsze w sytuacji, gdy odłączenie montowanej części budynku spowoduje zmiany/uszkodzenia w bryle budynku.

Roboty konserwacyjne

Druga kategoria świadczeń, w przypadku których można zastosować obniżoną stawkę podatku VAT (8%), dotyczy robót konserwacyjnych, rozumianych jako prace mające na celu utrzymanie sprawności technicznej budynków lub ich części, inne niż prace remontowe. Przepis nie ma zastosowania do robót konserwacyjnych, jeżeli wartość użytych do takich robót materiałów przekracza 50% wartości świadczenia. Innymi słowy, ustawodawca zdecydował o obniżonej stawce w zakresie świadczeń, w przypadku których przeważającym elementem jest usługa, i to ściśle określona usługa konserwacji budynku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polski Ład wprowadza nowy podatek od przerzucanych dochodów

Polski Ład wprowadza nowy podatek w ramach podatku dochodowego od osób prawnych, o którym bardzo mało się mówi, a będzie dodatkowym obciążeniem dla firm. To podatek od przerzucanych dochodów.

Za przerzucone dochody uznaje się koszty poniesione bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotu powiązanego.

– To będzie podatek nakładany na koszty poniesione przez firmy na rzecz podmiotów powiązanych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Helena Bogdanowska, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Tym podatkiem mają być objęte koszty:

*usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz usług o podobnym charakterze,

*wszelkiego rodzaju opłat i należności za korzystanie lub prawo do korzystania z praw lub WNiP,

*przeniesienia ryzyka niewypłacalności dłużnika z tytułu pożyczek, innych niż udzielonych przez banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, w tym w ramach zobowiązań wynikających z pochodnych instrumentów finansowych oraz świadczeń o podobnym charakterze,

*koszty finansowania dłużnego związane z uzyskaniem środków finansowych i korzystaniem z tych środków, w szczególności odsetki, opłaty, prowizje, premie, część odsetkową raty leasingowej, kary i opłaty za opóźnienie w zapłacie zobowiązań oraz koszty zabezpieczenia zobowiązań, w tym koszty pochodnych instrumentów finansowych,

*opłat i wynagrodzeń za przeniesienie funkcji, aktywów lub ryzyk.

Podatek o stawce 19% będzie stosowany wobec firm, w których suma tych kosztów w roku podatkowym stanowi co najmniej 3% sumy wszystkich kosztów uzyskania przychodów. Podatnikiem jest podmiot dokonujący płatności kosztów.

Podatek ten podlega wykazaniu w zeznaniu CIT, i zapłacie w terminie złożenia deklaracji CIT.

Ma zastąpić art. 15e ustawy o CIT, który ogranicza możliwość zaliczania określonych kosztów – poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych – do kosztów podatkowych.

– Zakres planowanego podatku jest jednak znacznie szerszy od obowiązujących obecnie ograniczeń – ocenia H.Bogdanowska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Nowe ograniczenia są bardzo pro fiskalne i niepotrzebne, gdyż kwestię wysokości kosztów ponoszonych pomiędzy podmiotami powiązanymi regulują przepisy o cenach transferowych.

Podatek nie obejmie płatności na rzecz podmiotów z UE/EOG prowadzących w państwie rezydencji istotną rzeczywistą działalność gospodarczą. Co akurat należy ocenić na korzyść podatników.

Bitcoin zbliża się do rekordowego poziomu

Bitcoin poszybował w górę w zeszłym tygodniu, zbliżając się z powrotem do rekordowego poziomu (all-time high, ATH), gdy inwestorzy przyjęli wiadomość o nowym ETF opartym na bitcoinie.

Po potwierdzeniu przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) ETFu opartego na bitcoinie (więcej poniżej), cena BTC zaczęła rosnąć. Po niskim poziomie 54 611 dolarów w środę, BTC poszybował o 14 proc., osiągając najwyższy poziom 62 516 dolarów. W chwili pisania tego tekstu, kryptoaktywo kosztuje około 61 700 dolarów.

Sytuacja sprawiła, że BTC zbliża się do poprzedniego ATH – 63 569 dolarów – ustalonego 14 kwietnia tego roku. Inwestorzy będą teraz uważnie obserwować, czy na początku tego tygodnia utrzyma się dynamika pozwalająca przekroczyć ten próg.

W międzyczasie Ethereum odnotował podobne zyski, chociaż wciąż jest nieco dalej od swojego poprzedniego ATH. Cena ETH w poniedziałek wynosiła zaledwie 3419 dolarów, po czym wzrosła w ciągu tygodnia do najwyższego poziomu 3957 dolarów. Poprzedni rekord ETH odnotowano 12 maja, kiedy osiągnął 4177 dolarów. Obecnie kosztuje około 3820 dolarów.

Podpowiedź dotycząca ETF opartego na bitcoinie od Grayscale

Grayscale, firma zarządzająca kryptowalutami podała, że planuje przekształcenie swojego funduszu w fundusz giełdowy (ETF).

Chociaż nie zostało to potwierdzone w momencie pisania tego tekstu, dyrektor generalny Barry Silbert zasugerował w dwuwyrazowym tweecie, że firma może wkrótce przekształcić swój fundusz w strukturę ETF. Wątek pojawił się, gdy dyrektor generalny skrytykował ETF-y oparte na bitcoinie wspierane przez kontrakty futures, mówiąc: „Przyjaciele nie pozwalają swoim przyjaciołom kupować i utrzymywać ETFów opartych na kontraktach futures”.

Wątek pojawił się po zatwierdzeniu ProShares ETF – funduszu bitcoin opartego na kontraktach futures. Ogłoszenie podniosło cenę bitcoina, ponieważ inwestorzy uznają wsparcie regulatorów dla funduszy opartych na kryptowalutach jako aprobatę dla ich działalności.

Putin zatwierdza krypto

Prezydent Rosji Władimir Putin przedstawił stosunkowo delikatne stanowisko w sprawie kryptowalut. Rosyjski przywódca, znany z braku entuzjazmu w kwestii kryptowalut, rozmawiając z CNBC w zeszły czwartek, wypowiadał się miękko na temat kryptowalut.

Putin powiedział w wywiadzie, że kryptowaluta: „Ma prawo do istnienia i może być wykorzystywana jako środek płatniczy”. Dodał również, że jest zbyt wcześnie, aby omawiać pomysł handlu ropą i innymi towarami za pośrednictwem kryptowalut, które stanowią dużą część rosyjskiej bazy eksportowej.

Względna skłonność Putina do kryptowalut prawdopodobnie pojawia się, gdy Rosja zmaga się z trudnościami w dostępie do międzynarodowego kapitału w postaci dolarów amerykańskich. Naród eurazjatycki został dotknięty sankcjami od czasu inwazji na Krym w 2014 roku.

ARK Invest popiera ETF oparty na bitcoinie

Firma założona przez Cathie Wood, Ark Invest, wsparła fundusz bitcoin oparty na kontraktach futures, umieszczając nazwę firmy w nazwie funduszu. Bitcoin futures ETF, który został przedłożony do zatwierdzenia amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd w zeszłą środę, będzie nosić nazwę ARK 21Shares Bitcoin Futures Strategy ETF, z oznaczeniem ARKA.

ETF został przedłożony przez Alpha Architect i korzysta z 21Shares jako doradcy inwestycyjnego. Rola ARK w ETF będzie polegać na samodzielnym zapewnieniu wsparcia marketingowego, zgodnie ze złożonym wnioskiem.

Firma Wood’s ARK jest najbardziej znana ze swoich przełomowych, skoncentrowanych na innowacjach ETF-ów. Firma zmagała się w 2021 r. ze spadkiem aktywów pod zarządzaniem (AUM) o około 8 miliardów dolarów.

ARK dołącza do rosnącej listy zarządzających aktywami, którzy chcą zaoferować ETF oparty o bitcoiny – obecnie ponad 12 firm z Wall Street chce teraz oferować taki produkt swoim klientom.

Simon Peters – analityk kryptowalut eToro

Jak długo będzie drogo?

Ceny kontraktów długoterminowych na ropę pokazują wiarę inwestorów w stabilizację cen. Dzisiejszy odczyt inflacji bazowej pokaże nam, jak bardzo powinniśmy się bać wzrostu cen pozostałych komponentów.

Dane ze Stanów jednak na plus

W piątek mieliśmy pakiet danych zza oceanu. Zaczęło się od słabszego indeksu NY Empire State. Równolegle z nim opublikowano jednak wyniki sprzedaży detalicznej. Te drugie były wyraźnie lepsze od oczekiwań, co przywróciło entuzjazm inwestorów. Później jednak opublikowano Raport Uniwersytetu Michigan. Był on nieznacznie słabszy od oczekiwań, co nie zmienia faktu, że dolar zamknął dzień na zbliżonych poziomach do otwarcia mimo porannej przeceny. Amerykańska waluta jest wciąż zaledwie pół centa od ostatnich wielomiesięcznych maksimów względem euro. Wciąż należy zatem traktować dolara jako mocnego i samo utrzymanie wartości już świadczy o dobrym odbiorze danych.

Jak droga może być ropa naftowa?

Wielu analityków zadaje sobie pytanie o granice wzrostu cen ropy na rynkach. Problem w tym, że półkula północna wchodzi właśnie w sezon grzewczy, a równowagi na rynku surowców energetycznych nie widać. W piątek dowiedzieliśmy się o wzroście liczby wież wiertniczych w USA o niemal 3%. Wydarzyło się to w ciągu raptem tygodnia. Biorąc jednak pod uwagę obecne tempo wzrostu, analitycy już teraz zmieniają prognozy z 90 na 100 dolarów za baryłkę do końca roku. Biorąc pod uwagę, że surowiec notowany w Londynie już dzisiaj testował poziom 86 dolarów, nie jest to niemożliwe. Im dalej rosną ceny tego surowca, tym silniejsza jest na rynkach presja inflacyjna. Co ważne, w górę idą również kontrakty na kolejne okresy, są one jednak coraz tańsze. Oznacza to, że inwestorzy spodziewają się stabilizacji, co stoi w sprzeczności z prognozami po 100 dolarów za baryłkę.

Chiny poniżej oczekiwań

W nocy poznaliśmy dane z Chin. Najważniejszym odczytem był słabszy od oczekiwań wskaźnik wzrostu PKB. Z drugiej strony wiele państw chciałoby rosnąć o 4,9%, nawet jeżeli oczekiwania wynosiłyby 5,2%. Słabiej wypadła również produkcja przemysłowa, która wzrosła o 3,1% wobec oczekiwanych 4,5%. To najsłabszy wynik od marca 2020 roku. Lepiej wypadła z kolei sprzedaż detaliczna, która rośnie o 4,4%. Nie zmienia to dobrej passy chińskiego juana, który jest blisko czteromiesięcznych maksimów względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

TenderHut odnotowuje rekordowe wyniki za wrzesień

Wrzesień 2021 roku dla notowanej na NewConnect spółki TenderHut okazał się rekordowy pod względem przychodu. Spółka szacuje skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 6,55 mln zł, co stanowi wzrost o 89% w stosunku do tego samego okresu roku ubiegłego, kiedy wyniosły one 3,45 mln zł. W ujęciu sumarycznym po trzech kwartałach 2021 r. Grupa TenderHut wypracowała prawdopodobnie przychody ze sprzedaży na poziomie 43,93 mln zł, co stanowi wzrost o 36% w stosunku do okresu styczeń – wrzesień 2020 roku.

Duży wzrost sprzedaży nastąpił we wszystkich segmentach działalności TenderHut, na skutek zwiększenia wolumenu sprzedaży dla nowych oraz dotychczasowych klientów. W szczególności bardzo dobre wyniki zanotował segment związany ze sprzedażą licencji systemów laboratoryjnych klasy LIMS. Na wynik wpłynął także przyrost sprzedaży w segmencie Software Design and Development, co jest efektem niedawnego dołączenia do grupy spółki Evertop.

– Wrześniowy, najwyższy w historii poziom miesięcznej sprzedaży, jest dla nas szczególnym powodem do dumy. Na tak dobry rezultat złożyło się kilka czynników, z których najważniejsze to rekordowy wynik sprzedaży w Solution4Labs, dynamiczny rozwój spółek z segmentu Venture Building, a także efekt konsolidacji przejętej w tym roku spółki Evertop. W tym ostatnim przypadku poza konsolidacją przychodów z projektów Evertop, zoptymalizowaliśmy również wykorzystanie zasobów przesuwając wysokiej klasy specjalistów na projekty TenderHut – wyjaśnia Robert Strzelecki, Prezes TenderHut SA.

Za uzyskany wynik w znacznej mierze odpowiada spółka Solution4Labs wchodząca w skład segmentu Lab Systems. Odnotowane przychody są efektem sprzedaży pakietu licencji wraz z rocznym utrzymaniem dla dotychczasowego klienta spółki. Ponadto spółka zafakturowała u jednego z klientów kilka etapów wdrożenia w wyniku osiągnięcia kamieni milowych projektu.  – Powrót klientów w segmencie laboratoryjnym do zwiększonych wydatków po okresie zamrożenia inwestycji związanego z pandemią, to coś na co długo czekaliśmy. Jestem przekonany, że ten trend będzie kontynuowany także w kolejnych okresach – mówi Strzelecki. Dobre wyniki odnotowały także start-upy ze stajni TenderHut, które łącznie w ramach segmentu Venture Building przyniosły 8 razy większe przychody niż rok temu.

TenderHut w październiku zakończył subskrybuję na akcje serii D1, pozyskując z rynku kwotę 6,7 mln złotych. Zebrany kapitał spółka przeznaczy na realizację planowanych akwizycji zarówno w kraju, jak i poza granicami Polski. Spółka podtrzymuje swoje plany wejścia na GPW, które będą realizowane już w przyszłym roku. – Pozyskany kapitał stanowi doskonałe paliwo do realizacji naszych celów akwizycyjnych. Mamy ambicję być liczącym się graczem na europejskim rynku usług IT. Aby tego dokonać, musimy rosnąć przynajmniej w takim tempie jak dotychczas, a to jest możliwe właśnie poprzez globalne akwizycje – podkreśla Strzelecki.

Oprócz zakończonej emisji akcji spółki TenderHut, w ramach grupy z sukcesem zakończyła się zbiórka publiczna spółki córki Holo4Med, a w kolejce na swoją kampanię crowdfundingową czeka kolejny start-up – spółka Zonifero – specjalizująca się w dostarczaniu rozwiązań wspierających pracowników i pracodawców w organizacji hybrydowego miejsca pracy.

Rynek handlowy wraca na tory sprzed pandemii?

Sektor rejestruje ożywienie po ponownym otwarciu gospodarki. Postępuje zmiana struktury formatów handlowych. Wzmożona aktywność deweloperów przełoży się na ponad pół miliona mkw. całkowitej nowej podaży na koniec roku.

Rynki europejskie notują odbicie szczególnie jeżeli chodzi o sprzedaż detaliczną. Chociaż wciąż mierzymy się z konsekwencjami COVID-19, to polski rynek handlowy na tle Europy wygląda dobrze. Według Oxford Economics, PKB w Polsce osiągnie średnioroczny wzrost w latach 2021-2025 na poziomie 3,5%. To wynik powyżej średniej dla krajów UE i strefy euro (2,8%).

Według Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH), sierpień 2021 r. charakteryzował się najwyższym wynikiem odwiedzalności od początku pandemii. Retail Institute odnotowuje wzrost obrotów w centrach handlowych od maja 2021 r., od kiedy nie wprowadzono nowych ograniczeń.

Rosnąca z miesiąca na miesiąc po zakończeniu lockdownu odwiedzalność galerii handlowych, w połączeniu z notowanym wzrostem obrotów, daje podstawy do optymizmu. Wszystko wskazuje na to, że po zawirowaniach związanych z pandemią handel stacjonarny wraca na właściwe tory, podczas gdy, jak podaje GUS, e-commerce stabilizuje się na poziomie 7-8% całkowitej sprzedaży detalicznej. W efekcie rynek nieruchomości handlowych w Polsce może się rozwijać i ewoluować, mówi Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Podaż – wzmożona aktywność deweloperów i dominacja małych formatów

Od początku roku do końca września podaż powierzchni powiększyła się o 327 000 mkw. GLA w ramach wszystkich formatów, a w budowie pozostaje kolejne 460 000 mkw. Pomimo malejącej liczby nowych mkw. w centrach handlowych, 2021 rok powinien zamknąć się wynikiem ponad pół miliona mkw. całkowitej nowej powierzchni handlowej. A to za sprawą 40-procentowego udziału parków handlowych oraz wyraźnego wzrostu podaży magazynów wolnostojących. Również centra codziennych zakupów cieszą się dużym zainteresowaniem, wyjaśnia Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Analityk Rynku, JLL.

Pomiędzy czerwcem a wrześniem 2021 r. do użytku oddano 98 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Prawie 50% nowej podaży zostało zrealizowane w ramach wolnostojących magazynów handlowych[1], głównie marketów budowlanych. Na intensywny rozwój i rozszerzenie segmentu DIY również w mniejszych miastach ma wpływ m.in. przejmowanie i adaptacja dawnych lokalizacji Tesco. 29% nowej podaży oddanej do użytku w III kw. 2021 r. przypadło na parki handlowe[2] i centra typu convenience[3], skoncentrowane głównie w mniejszych miastach.

Największe obiekty handlowe oddane do użytku w tym roku to dwa wolnostojące magazyny handlowe IKEA w Szczecinie i Agata Meble w Bydgoszczy oraz rozbudowa centrum handlowego Focus Mall w Zielonej Górze. Warto dodać, że powierzchnia największej IKEI nie przekracza 30 000 mkw. powierzchni handlowej, podobnie jak powierzchnia projektów będących obecnie w budowie.

Popyt – lokalność, dark stores i ekologia

Sieci handlowe poszukują nowych rozwiązań starając się dostosować do nowych potrzeb konsumentów. Nasilający się od wybuchu pandemii trend lokalności i wygodnych zakupów nakierował ich zainteresowanie na alternatywne lokalizacje. Na popularności zyskują również nowe koncepty, pozwalające między innymi łączyć tradycyjny handel z e-commerce.

Nowy typ klientów, tzw. „fusion shoppers”, dokonuje zakupów wieloma kanałami. Wybierając online, offline czy click & collect oczekują oni komplementarnych doświadczeń zakupowych. Wraz z rozwojem sprzedaży wielokanałowej umacnia się trend wygodnych i szybkich zakupów. W efekcie, na największych polskich rynkach otwierają się tzw. dark stores, m.in. Glovo, Bolt, Wolt czy Lisek, oferujące ekspresową dostawę nawet do 10 minut, komentuje Anna Wysocka.

Poszukujące nowych kanałów sprzedaży marki m.in. modowe (np. Sinsay czy Takko) coraz częściej pojawiają się w centrach convenience i małych parkach handlowych, które w czasie pandemii radziły sobie wyjątkowo dobrze. Najemców przyciągają także lokalne społeczności osiedli mieszkaniowych.

Alternatywne lokalizacje, takie jak lokale rozplanowane w parterach budynków mieszkalnych czy biurowców są na celowniku między innymi operatorów medycznych. Powszechnie obecne są tam kliniki urody, optycy czy stomatolodzy, w tym także sieciowi. Trend związany ze zdrowym trybem życia nabiera tempa, czego przykładem jest przejęcie przez Medicover sieci klubów Fitness World i Just GYM w łącznie 70 lokalizacjach, podkreśla Anna Wysocka.

Najemcy również coraz mocniej angażują się w kwestie związane ze środowiskiem i zrównoważonym rozwojem. Przykładowo, Primark wprowadza pierwszy barwnik do tkanin wyprodukowany z odpadów spożywczych, Decathlon wprowadził koncepcję 2nd Life z używanym sprzętem sportowym, a IKEA testuje program recyklingu pościeli i zrównoważone sklepy.

Rozwój rynku mieszkaniowego, rosnące znacznie koncepcji miasta 15-minutowego i wspomniany trend lokalności ogniskują uwagę deweloperów na mniejszych formatach, na które jest największe zapotrzebowanie. Do tej pory handel jeszcze nigdy nie był tak blisko klientów, dopasowany do ich potrzeb.

Warto zwrócić uwagę, że zasada miast zwartych i wielofunkcyjnych również inspiruje deweloperów do szukania atrakcyjnych lokalizacji w pobliżu gęsto zaludnionych obszarów. W ten sposób parki handlowe i centra convenience znajdują się u podstaw nowych pomysłów dotyczących budowy mieszkań lub elastycznych powierzchni biurowych nad istniejącymi obiektami handlowymi, wyjaśnia Anna Wysocka.

Rynek inwestycyjny – rośnie apetyt na mniejsze formaty

Tegoroczne obroty inwestycyjne w sektorze handlowym wyniosły do tej pory ponad 450 mln EUR w ramach ok. 30 transakcji, z czego ok. 160 mln EUR przypadło na III kwartał. Rynek został zdominowany przez transakcje, których przedmiotem były małe obiekty z segmentu parków handlowych i centrów convenience. Przekłada się to na średnią wartość transakcji na poziomie jedynie ok. 17 mln EUR, czyli o 70% poniżej średniej z okresu sprzed pandemii w 2019 r. Warto jednak pamiętać, że obserwowane od maja ożywienie w dużych centrach handlowych – zarówno pod względem obrotów, jak i odwiedzalności, może już niedługo przełożyć się także na wzrost zainteresowania tą klasą aktywów i ponowne zwiększenie skali transakcji, komentuje Adam Kiernicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych, JLL.

Obok parków handlowych i centrów convenience, w ostatnich miesiącach inwestorzy skierowali również uwagę na oportunistyczne zakupy centrów handlowych.

Pomimo braku odpowiednich danych transakcyjnych z 2021 r., JLL szacuje stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych na 5,25%. Stopy kapitalizacji dla najlepszych parków handlowych pozostają stabilne i wynoszą około 6,80%, jednak wysoki poziom zainteresowania i ograniczona dostępność tego produktu może spowodować kompresję w krótkim okresie.

[1] Spójnie zaprojektowany i wybudowany obiekt handlowy oferujący artykuły wyposażenia wnętrz, elektronikę, czy artykuły spożywcze, o minimalnej powierzchni najmu (GLA) 5 000 mkw.

[2] Spójnie zaprojektowany, zaplanowany oraz zarządzany obiekt, składający się głównie ze średniej oraz dużej wielkości wyspecjalizowanych sklepów, przeważnie bez części wspólnych, z wejściem bezpośrednio od strony parkingu, o minimalnej powierzchni najmu (GLA) 5 000 mkw. i liczbie sklepów minimum 2

[3] Obiekt dedykowany do codziennych, szybkich zakupów w drodze z/ do domu, zlokalizowany głównie przy drogach o dużym natężeniu ruchu lub na osiedlach mieszkaniowych. Jest to najmniejszy format handlowy (GLA od 2 000 mkw. do 4 999 mkw.).

Wymuszone pandemią zmiany zachowań konsumenckich nie utrzymały się w dłuższej perspektywie

Bieżący rok przyniósł zmniejszenie intensywności wielu działań w sferze cyfrowej, na które w pierwszym roku pandemii COVID-19 najczęściej wskazywali ankietowani konsumenci z Polski. Jak wynika z raportu “Digital Consumer Trends 2021”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, z 51 proc. do 25 proc. spadł odsetek osób deklarujących częstsze poszukiwanie informacji online. Badanie pokazuje też, że 73 proc. ankietowanych uważa, że w internecie wykorzystywane są ich dane osobowe, a jednocześnie zaledwie 9 proc. z nich ma świadomość istnienia narzędzi, które mogą temu zapobiec.

W minionym roku, w trudnych okolicznościach wywołanych przez koronakryzys wielu konsumentów w Polsce nauczyło się korzystać z wszelkich cyfrowych udogodnień, takich jak możliwość robienia zakupów spożywczych przez Internet czy przeprowadzanie większości operacji finansowych w bankowych systemach dostępnych online. Polacy zintensyfikowali też utrzymywanie kontaktów międzyludzkich na odległość, z wykorzystaniem platform mediów społecznościowych.

Wbrew obawom większości socjologów, którzy przewidywali, że takie zmiany sposobu zachowania i codziennego życia będą miały charakter długotrwały lub wręcz stały, badanie Digital Consumer Trends 2021 pokazuje, że w drugiej połowie 2021 r. nie utrzymała się przynajmniej część z nich. Zdaniem ekspertów Deloitte, po miesiącach ograniczeń i zamknięcia w domach, Polacy nie są już tak skłonni do podtrzymywania nawyku wykonywania zdalnie czynności, które mogą z łatwością wykonywać w tradycyjny sposób.

Mniej informacji, mniej mediów społecznościowych

Jak pokazują wyniki tegorocznego badania, wszelkie aktywności, które w pierwszym roku pandemii były wskazywane jako bardziej intensywne niż w roku 2019, nie zanotowały już tak wielu pozytywnych odpowiedzi. Jedną z czynności, dla której eksperci zanotowali największą zmianę, jest poszukiwanie najnowszych informacji online. Podczas gdy w 2020 r. 51 proc. pytanych przyznawało, że częściej niż przed COVID-19 zajmuje się taką aktywnością, w 2021 tak deklarowało już tylko 25 proc. Ta zmiana w największym stopniu dotyczy ludzi młodych (18-24), spośród których tylko 15 proc. wskazało w tym roku częstsze poszukiwanie informacji w Internecie, niż przed pandemią.

Podobną tendencję pokazały też dane dotyczące wykorzystania mediów społecznościowych – to spadek z 41 do 24 proc., a jeszcze bardziej jest to widoczne w grupie wiekowej 55-65 lat – z 40 do 18 proc. W przypadku bankowości elektronicznej była to zmiana z 40 na 27 proc., a rok wcześniej była to jedna z najbardziej popularnych „nowych aktywności”, szczególnie w grupie 55+.

Brak deklarowanej zmiany w częstotliwości i charakterze nawyków eksperci Deloitte odnotowali w przypadku dostępu do rozrywki przez Internet, gdzie odsetek spadł minimalnie z 25 do 23 proc, ale w przypadku tej kategorii aktywności w najmłodszej badanej grupie (18-24 lata) zanotowano zmianę z 51 aż do 32 proc.

Naszym zdaniem efekt pandemii w obszarach cyfrowych dla spółek działających w e-commerce, telemedycynie czy bankowości elektronicznej został utrzymany. Nie są to już wzrosty rzędu 30 czy nawet 40 proc. W połowie 2021 roku możemy jednak mówić o średnim wzroście w zakresie aktywności online sięgającym 10 proc., w porównaniu do zachowań polskich konsumentów przed pandemią. – mówi Sławomir Lubak, partner i lider branży TMT w Deloitte.

Więcej smart watchy i monitorów aktywności

Jak wynika z badania, pomiędzy rokiem obecnym a poprzednim nie widać znaczącej różnicy w posiadaniu najbardziej popularnych urządzeń elektronicznych: smartfonów, laptopów, tabletów i komputerów stacjonarnych. Natomiast w okresie pandemii w szczególności młodzi ludzie z większym zainteresowaniem dbają o aktywność fizyczną, kontrolę jakości snu i innych parametrów życiowych związanych ze zdrowym trybem życia, co spowodowało, że masowo ruszyli po zakupy smart watchy i wykorzystują te urządzenia do monitorowania swojego dobrostanu.

W tegorocznym badaniu deklaracje chęci posiadania inteligentnych zegarków wrosły o 32 proc., a monitorów aktywności fizycznej o 24 proc. Najbardziej ta zmiana jest widoczna w grupie wiekowej 25-34 (wzrost o 44 proc. rok do roku). Podobnie jest w przypadku monitorów aktywności fizycznej (i popularnych opasek fitness) – aż o 38 proc. więcej Polaków w tym wieku przyznaje się do posiadania takiego urządzenia.

Stale powiększające się grono młodych osób korzystających z takich urządzeń powoduje też, że już aż 67 proc. Polaków posiadających smart watch lub opaskę fitness codziennie monitoruje swoją aktywność fizyczną i parametry oceniające stan zdrowia. Najbardziej popularna jest codzienna analiza liczby kroków oraz sprawdzanie tętna.

Badanie pokazuje też, że ponad połowa Polaków, jako jeden z najważniejszych czynników przy zakupie telefonu wskazuje żywotność baterii, prawie jedna trzecia ocenia pojemość pamięci i szybkość procesora. Natomiast możliwość wykorzystania nowego telefonu w sieci 5G jest jednym z najmniej popularnych wskazań, branym pod uwagę tylko przez 7 proc. pytanych. Być może przyczynia się do tego nadal jeszcze ograniczona oferta telefonów 5G, ale zapewne konsumenci nie widzą jeszcze bezpośredniej wartości dodanej w wykorzystaniu sieci 5G. Zdaniem ekspertów Deloitte użytkownicy chcą korzystać z urządzenia poza domem i ma ono działać jak najdłużej, a kwestie techniczne, w niewielkim stopniu angażują i skłaniają ich do wyboru konkretnego urządzenia.

Duże zapotrzebowanie na sprzęt umożliwiający swobodny kontakt między ludźmi w 2020 roku spowodował wyczerpanie zasobów starszych telefonów, które kurzyły się na domowych półkach w oczekiwaniu na swój los. W bieżącym roku znacząco wzrósł udział telefonów pozyskiwanych wprost z rynku, a nie w ramach rodzinnych podarunków. Szczególnie wśród najmłodszego segmentu. Może to spowodować przejściowy spadek popytu na nowe modele w 2022 roku. – mówi Rafał Wojciechowski, senior manager, TMT Operations Transformation, Deloitte Advisory.

Tylko co dziesiąty Polak wie, jak nie dać się śledzić w Internecie

Coraz powszechniejsze wykorzystanie wszelkich narzędzi zdalnych interakcji wiążę się też ze znacznymi wzrostami zagrożeń w zakresie bezpieczeństwa prywatnych danych mniej lub bardziej świadomie udostępnianych przez konsumentów w Internecie. Jest to tym istotniejsze, gdyż większość badanych akceptuje wszelkie pliki cookies i przekazuje dane do aplikacji – niespełna 30 proc. zawsze tak robi, a 62 proc. czasami. Jednocześnie 23 proc. ankietowanych zawsze odmawia udzielenia dostępu do treści czy zdjęć przez aplikacje, z jakich korzystamy, a 64 proc. robi to czasami.

Generalnie, 25 proc. w ogóle nie zastanawia się nad tymi kwestiami lub nie wie, że istnieją możliwości akceptacji wybranych zgód na zbieranie danych o aktywności w sieci. Tylko 9 proc. jest świadomych możliwości korzystania z przeglądarki, która nie pozwala na takie udostępnianie, a aż 38 proc. udzieliło odpowiedzi „nigdy nie korzystałem”.

73 proc. ankietowanych Polaków uważa, że firmy, z którymi wchodzą w interakcję przez internet, wykorzystują ich dane osobowe. Najwięcej, bo aż 81 proc. respondentów z grupy wiekowej 25-34 lata potwierdza, że ma taką świadomość. Zdaniem ekspertów Deloitte niepokojący natomiast jest fakt, że aż 32 proc. pytanych w wieku 55-65 lat nie wie, że ich dane osobowe są wykorzystywane przez różne podmioty.

Nie ulega wątpliwości, że unijne prawodawstwo w zakresie RODO dostrzega wkład postępu technicznego i globalizacji w rozwój życia społecznego. Jednocześnie jednak ma ono zapewnić zachowanie wysokiego poziomu ochrony danych osobowych w związku z tym rozwojem. Postanowienia RODO nakładają na organizacje szereg obowiązków, w szczególności związanych z transparentnością czy prawami osób, których dane osobowe są przetwarzane. – mówi Karolina Smolarek, senior associate w kancelarii Deloitte Legal.

W świetle tych przepisów administrator danych osobowych zobowiązany jest, aby w zwięzłej, przejrzystej, zrozumiałej i łatwo dostępnej formie, jasnym i prostym językiem udzielić konsumentom wszelkich informacji wymaganych przez RODO oraz prowadzić z nimi wszelką komunikację w sprawie przetwarzania jego danych osobowych.

Z perspektywy administratora danych osobowych warto rozważyć dostosowanie przekazywanych komunikatów, klauzul informacyjnych, polityk prywatności lub innych dokumentów zawierających informacje dotyczące przetwarzania danych osobowych do przeciętnego przedstawiciela grupy docelowych odbiorców, aby w pełni odpowiadać wymogom RODO. – mówi Karolina Smolarek.

Prawo się zmienia, ale czy to wpłynie na opłacalność fotowoltaiki?

W ostatnim czasie obserwujemy dużo szumu medialnego wokół zmian w prawie mogących mieć  niekorzystny wpływ na całą  branżę fotowoltaiczną, także dla tych, którzy mają w planach inwestycje w instalacje modułów fotowoltaicznych. Czy tak rzeczywiście może być?

Wokół zaproponowanych projektów nowelizacji ustawy o OZE, które mają wejść w życiu z początkiem 2022 r., jest bardzo dużo spekulacji i niedomówień. Pierwszy zaproponowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, według branży fotowoltaicznej, jest mniej korzystny dla prosumentów. Zapowiada odejście od obecnego systemu rozliczania nadwyżek energii oddanej do sieci na rzecz sprzedaży energii wyprodukowanej z instalacji fotowoltaicznej. Odkup byłby możliwy po „jakiejś”, nieokreślonej na chwilę obecną cenie średniej. Przy czym Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie podaje precyzyjnie, jak średnia cena będzie kalkulowana.

Drugi projekt jest kompromisem

Drugi projekt poselski zaproponowany przez byłą wicepremier Jadwigę Emilewicz także zmienia obecny system opustów i zakłada rozliczenia nadwyżek energii oddanych do sieci w modelu  1:1.

W branży fotowoltaicznej jest on określany mianem kompromisu.

„Nie wszystkie propozycje dotyczące przyszłości fotowoltaiki są złe. Rozumiemy naturę i potrzebę zmian,. Naturalną ewolucją jest odejście od opustów. Jednak rozliczenie 1:1 jest sprawiedliwsze zarówno ze strony konsumentów, jaki i spółek obrotu. Możliwość odbioru 100% energii w dowolnym czasie jest rozwiązaniem rozsądnym. Logicznym jest także, że w tym przypadku należy ponieść opłaty sieciowe.” – mówi Piotr Kisiel dyrektor zarządzający Manitu Solar i członek Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej POLSKA PV.

Prosumenci się martwią

Osoby posiadające instalację fotowoltaiczną, jak i klienci  noszący się z zamiarem jej zakupu, producenci, dystrybutorzy, a także instalatorzy zastanawiają się w jakim, ostatecznym kierunku pójdzie legislacja. Oczywiście wszyscy zadają sobie pytanie, czy fotowoltaika w Polsce będzie jeszcze opłacalna?

Niedoprecyzowane projekty ustaw są powodem domysłów i czarnych scenariuszy.
Potwierdzają to wyniki badania Kantar Public, zleconego niedawno przez Instytut Ekonomii Środowiska i Polski Alarm Smogowy. Aż 73 proc. Polaków negatywnie ocenia zmiany systemu rozliczeń prosumentów. Mimo wszystko, zainteresowanie fotowoltaiką nadal jest bardzo duże. Według tych samych badań prawie 60% respondentów to potencjalni prosumenci, którzy chcą zainwestować w fotowoltaikę w najbliższych latach.

Aż 74% z pytanych widzi potrzebę dalszego wsparcia rozwoju indywidualnych instalacji fotowoltaicznych i oczekuje od rządu dalszego wszechstronnego wsparcia.

„Obydwa projekty są procedowane i nie znamy daty wejścia w życie. Nie zmienia to faktu, że ekologia cały czas jest ważnym tematem w Polsce, wspieranym przez nasze państwo i całą Europę. W związku z czym instalowanie modułów fotowoltaicznych będzie nadal opłacalne i możliwe. Jedno jest tylko pewne – że będzie to na nowych zasadach”- mówi Piotr Kisiel.

Warto pamiętać, że obecni posiadacze instalacji, jak i wszyscy, którzy, zdecydują się na nią w tym roku, mogą czuć się bezpiecznie, gdyż zostaną w starym systemie rozliczania opustów. I to na kolejnych 15 lat.

Ubezpieczenia zdrowotne po II kwartale 2021

Ubezpieczenie zdrowotne ma już ponad 3,5 mln Polaków – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń po II kw. 2021 r. To o 14,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie w 2020 r. Wartość składki przypisanej brutto po drugim kwartale wzrosła o 5,5 proc. i wynosi 526,8 mln zł. Jednocześnie rośnie świadomość Polaków na temat zdrowia i wartości długu zdrowotnego.

Zwiększone zainteresowanie

Zauważamy wzrost zainteresowania zdrowiem wśród Polaków, co pokazuje nie tylko zwiększona liczba polis, ale także liczba badań, wizyt stacjonarnych i wykonywanych badań profilaktycznych – podsumowuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Kolejnym godnym odnotowania trendem jest zauważalny wzrost troski pracodawców o zdrowie pracowników, poprzez zapewnienie im ubezpieczenia zdrowotnego lub poszerzenia obowiązkowej medycyny pracy o pakiety diagnostyczne, pogłębioną profilaktykę górnych dróg oddechowych i często dostęp do teleporad.

Polacy obawiają się o zdrowie swoich i najbliższych

Według Barometru Watch Health Care[1] średni czas oczekiwania na usługi medyczne w publicznej ochronie zdrowia skrócił się z 3,8 do 3,4 miesiąca. Jednak można zauważyć, że w wielu dziedzinach medycyny czas ten znacząco się wydłużył. Wciąż najdłużej pacjenci muszą czekać na świadczenie z zakresu ortopedii ‒ ponad 10 miesięcy, chirurgii plastycznej, neurochirurgii czy angiologii.

Utrata zdrowia była i jest jedną z największych obaw Polaków, a podczas pandemii ten niepokój tylko się pogłębił. Według „Mapy ryzyka Polaków”[2] jedną z najpoważniejszych obaw jest brak dostępu do opieki zdrowotnej. W lutym 2021 r. zadeklarowało tak 71 proc. respondentów ‒ to wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu do 2020 r. Była to największa zmiana związana z chorobami i zdrowiem w badaniu PIU. Poza brakiem dostępu do opieki medycznej, według „Mapy” Polacy obawiają się nowotworu, chorób wirusowych, utraty sprawności, otyłości i cukrzycy, chorób psychicznych oraz trwałych uszkodzeń mózgu. Większość tych zmartwień można rozwiązać poprzez szybszą diagnostykę, lepszy dostęp do lekarzy-specjalistów oraz fizjoterapeutów.

[1] http://www.korektorzdrowia.pl/barometr/

[2] https://piu.org.pl/wp-content/uploads/2021/07/Mapa-ryzyka-Polakow-2021.07.12.pdf

Chiny zwalniają. Kryzys energetyczny uderza w rynek

Główną uwagę inwestorów na początku tygodnia przyciągają dane na temat gospodarki Państwa Środka. W III kwartale PKB Chin wypadło gorzej od konsensusu rynkowego. Wyraźnie widać, że odradzający się wirus i kryzys energetyczny odcisnęły piętno na aktywności gospodarczej. Dodatkowo obaw związane z rynkiem nieruchomości wpłynęły na nastroje i inwestycje.

Chińska gospodarka rozwijała się w tempie 4,9 proc. w III kwartale w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku. Wynik, który poznaliśmy dziś nad ranem był gorszy od oczekiwań. Agencja Bloomberg zakładała dynamikę wzrostu na poziomie 5 proc. W porównaniu do drugiego kwartału tego roku w trzecim koniunktura wyniosła 0,2 proc. To co ciążyło Chinom to z pewnością odradzający się wirus, drożejące ceny surowców energetycznych oraz Evergrande – czyli symbol sektora nieruchomości. Rozczarowanie zobaczyliśmy również w wynikach sektora przemysłowego. Produkcja wzrosła o 3,1 proc. r/r (oczekiwano 3,8 proc.). Słaby wynik to efekt m.in. przerwy w dostawach energii. Inwestycje w środki trwałe również znacząco spowolniły do poziomu 7,3 proc. Poprzedni odczyt wynosił bowiem 8,9 proc. Choć sprzedaż detaliczna okazała się lepsza od prognoz i wyniosła 4,4 proc r/r (analitycy zakładali 3,5 proc.), trend wyraźnie stracił na sile. Wynik wskazuje na stłumioną konsumpcję krajową i wydatki gospodarstw domowych. Spadająca stopa bezrobocia może zaskakiwać. Do wyniku 4,9 proc. należy jednak podchodzić z ostrożnością. Dane mają bardzo krotką historię. Jeśli przyjrzymy się bliżej danym, widać, że w najmłodszej grupie wiekowej (16-24 lata) bezrobocie wynosi 14,6 proc.

W ostatnim czasie Bank Ludowy Chin wspominał o problemach rynku nieruchomości. Przekaz jest dość jasny i klarowny – Pekin będzie próbował wszelkich sposobów, żeby nie dopuścić aby problemy rozlały się na całą gospodarkę. PBoC alarmuje, że gospodarka stoi w obliczu wielu wyzwań, a jednym z nic jest ryzyko niewypłacalności niektórych firm (Evergrande, Fantasia) z powodu złego zarządzania. Mowa jest o wyizolowaniu pojedynczych ryzyk i zapewnieniu ukończenia projektów nieruchomościowych. Dodatkowo na rynek wypłynęła informacja, że niektóre banki komercyjne zmniejszyły ekspozycję na cały sektor, co wymaga dostosowania, żeby ustabilizować sektor.

Ewidentnie Pekin nie chce dopuścić do rozprzestrzenienia się choroby na cały organizm. Będzie robił wszystko, żeby ochronić swój system finansowy. Firmy wykorzystujące zbyt dużą dźwignię finansową w biznesie będą po prostu karane.

Jeśli chodzi o perspektywy chińskiej gospodarki to nie powinniśmy oczekiwać w najbliższym czasie odbicia. Cały czas mamy do czynienia z wątłą konsumpcją, ograniczonym wsparciem politycznym a nastroje inwestorów słabną. Prognozy pokazują, że w 2022 roku gospodarka Państwa Środka urośnie o jedyne 5 proc.

Pośrednio dla złotego w tym tygodniu będzie istotna decyzja na Węgrzech, gdzie tamtejszy bank centralny będzie ustalał stopę procentową. Instytucja jest nastawiona jastrzębio ( w tym roku widzieliśmy już kilka podwyżek ze strony MNB). Z kolei RPP nie daje jednoznacznych sygnałów co do swoich przyszłych ruchów na stopach. Po piątkowych danych na temat inflacji złoty pozostał na ścieżce aprecjacyjnej, choć mimo wysokiego odczytu skala umocnienia złotego była umiarkowana. Dziś poznamy wskaźniki inflacji bazowej a w środę ceny produkcji w Polsce. Dziś o poranku EUR/PLN odbija od 4,5560 do 4,5680

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

EY Polska: jakość raportowania klimatycznego w Polsce jest istotnie niższa niż średni poziom światowy

Poziom zgodności raportowania klimatycznego spółek notowanych na GPW z rekomendacjami TCFD jest niższy o 13 pkt proc. od średniej światowej – wynika z badania EY Polska: Barometr Ujawnień Ryzyka Klimatycznego Polska 2021. Natomiast jakość tych ujawnień jest niższa o 15 pkt proc. Spółki z WIG20 na poziomie odpowiednio 73% i 42% są lekko powyżej lub na poziomie światowej średniej pod względem zgodności z rekomendacjami i jakości ujawnień. Liderami są banki i ubezpieczyciele oraz sektor energii, które powinny być akceleratorem zmian w innych sektorach.

Szybujące w górę ceny energii w ostatnich tygodniach pokazały, że kwestie klimatyczne nie są wydumaną teorią pielęgnowaną przez oderwanych od życia profesorów, ale mają bardzo realne przełożenie na funkcjonowanie całych gospodarek, firm w nich działających i przysłowiowego Kowalskiego. Tymczasem polskie przedsiębiorstwa mają przed sobą sporo pracy związanej z raportowaniem klimatycznym. Przebadaliśmy największe spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), skupiając się na firmach najbardziej narażonych na ryzyko klimatyczne. Z badania wynikło, że 57% z nich raportuje kwestie klimatyczne zgodnie z zaleceniami sprawozdawczości w zakresie informacji związanych z klimatem (TCFD) – wynika z badania EY Polska: Barometr Ujawnień Ryzyka Klimatycznego Polska 2021. Jest to wynik niższy od globalnej średniej na poziomie 70%. Jakość ujawnień wśród polskich spółek wyniosła niespełna 27%, w porównaniu z 42% na świecie. Jedynie trzy analizowane przez EY Polska podmioty w pełni zastosowały się do zaleceń TCFD, ale żaden z nich nie otrzymał maksymalnej oceny za jakość prezentowanych ujawnień.

Odsetek firm raportujących kwestie klimatyczne zgodnie z zaleceniami TCFDEY jakość raportowania klimatycznego w Polsce jest istotnie niższa niż średni poziom światowy

– Krajowe przedsiębiorstwa powinny zmierzyć się z wyzwaniami klimatycznymi jak najszybciej, ponieważ w nadchodzących latach większość sektorów gospodarki stanie w obliczu wyzwań spowodowanych transformacją klimatyczną. Wraz z rosnącą świadomością społeczną rosnąć będzie również presja wywierana przez pracowników, klientów i inwestorów, którzy coraz częściej biorą pod uwagę informacje o zarządzaniu ryzykiem klimatycznym. Firmy, które chcą opierać wzrost wartości na trwałych fundamentach, powinny konsekwentnie i szybko wdrażać kolejne obszary informacji związanych z klimatem. Mamy nadzieję, że nasz raport będzie dla nich impulsem do przyspieszenia prac – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający Regionem EY CESA (Central, Eastern and Southeastern Europe & Central Asia), Partner Zarządzający EY Polska.

TCFD (Task Force on Climate-related Financial Disclosures), powołana przez Radę Stabilności Finansowej (FSB), opublikowała w 2017 r. wskazówki dla firm pokazujące jak mają raportować wpływ ich działalności na środowisko oraz jak powinny rozumieć ryzyko i możliwości związane ze zmianami klimatycznymi. Stosowanie się do zaleceń nie jest jeszcze obowiązkowe, lecz ich przyjęcie popierają międzynarodowe organy regulacyjne i inwestorzy.

– Nasze badanie pokazuje, że największe spółki notowane na GPW w niewystarczającym stopniu uwzględniają rekomendacje TCFD w swoich sprawozdaniach albo w ogóle nie łączą zagadnień klimatycznych z funkcjonowaniem firmy. Jedną z przyczyn, dla których wiele spółek nie uwzględnia zaleceń TCFD w raportach dla inwestorów lub robi to w sposób dość powierzchowny, może być niewystarczająca jeszcze dojrzałość procesów identyfikacji i raportowania ryzyk klimatycznych. Trudność mogą stanowić również odmienne ramy czasowe, w których należy rozpatrywać ujawnienia finansowe i zagrożenia klimatyczne, a także przełożenie ryzyk klimatycznych na konsekwencje finansowe – komentuje wyniki raportu Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w Polsce i regionie CESA, ekspert zagadnień zrównoważonego rozwoju.

Spółki z WIG20 raportują kwestie klimatyczne na globalnych poziomach
W zestawieniu przygotowanym przez EY Polska najlepiej wypadły spółki wchodzące w skład indeksu WIG20. Wśród największych giełdowych firm, średnia zgodność z rekomendacjami poszczególnych obszarów TCFD wyniosła 73%, a jakość ujawnień osiągnęła poziom 42%. Zanotowany wynik w zakresie zgodności z rekomendacjami jest nieznacznie wyższy od średniej globalnej na poziomie 70%, wskazanej w EY Global Climate Risk Disclosure Barometer. Równy światowej średniej jest natomiast wskaźnik jakości ujawnień.

– Stosunkowo najlepsze zastosowanie zaleceń sprawozdawczości w zakresie informacji związanych z klimatem wśród największych giełdowych spółek nie jest zaskoczeniem, ponieważ są to podmioty najbardziej eksponowane na ocenę globalnych inwestorów. Nie bez znaczenia dla wyniku jest również struktura indeksu WIG20, w której duży udział mają banki i ubezpieczyciele oraz spółki z sektora energii (obejmującej obok energetyki też obszar ropy naftowej i gazu ziemnego), charakteryzujące się na całym świecie wysoką jakością raportowania klimatycznego – dodaje Jarosław Wajer.

Banki, ubezpieczyciele i sektor energii najlepiej raportują kwestie klimatyczne

Patrząc na wyniki badania EY Polska przez pryzmat sektorów działalności spółek, najlepiej do zaleceń sprawozdawczości w zakresie informacji związanych z klimatem stosują się banki i ubezpieczyciele, wyprzedzając sektory niefinansowe. Średnia zgodność z rekomendacjami TCFD w sektorze bankowym i ubezpieczeniowym wyniosła 69%, jakość ujawnień oceniono na 36%.

Kolejnym z najlepiej prezentujących się – pod względem stosowania się do zaleceń TCFD – jest sektor energii. Tu średnia zgodność z rekomendacjami wyniosła 65%, a jakość ujawnień znalazła się na poziomie 36%.

Stosunkowo dobrze rozwinięty pod względem dostosowania do rekomendacji TCFD, zarówno pod względem zgodności z rekomendacjami, jak i jakości publikowanych informacji jest sektor materiały i budownictwo (zgodność z rekomendacjami 66%, jakość ujawnień 28%). Zdecydowanie mniej korzystnie na tym tle wypadły w badaniu EY Polska takie sektory jak rolnictwo, żywność i produkty leśne (zgodność z rekomendacjami 39%, jakość ujawnień 18%) oraz transport (zgodność z rekomendacjami 38%, jakość ujawnień 14%).

Odsetek firm raportujących kwestie klimatyczne zgodnie z zaleceniami TCFD w podziale na sektoryEY jakość raportowania klimatycznego w Polsce jest istotnie niższa niż średni poziom światowy 2

– Raportowanie i stosunkowo wysoka jakość danych prezentowanych przez spółki z sektora finansowego czy energii związana jest w dużej mierze z regulacjami prawnymi i koniecznością dostosowywania działalności tego typu spółek do nakładanych przez regulatorów wymogów w najbardziej narażonych na ryzyka klimatyczne sektorach. Można więc spodziewać się, że wraz z rosnącą presją regulacyjną, polityczną i społeczną zastosowanie wskaźników TCFD będzie się dynamicznie poprawiało a akceleratorem tej zmiany mogą być właśnie te firmy, które dziś przodują pod względem raportowania kwestii klimatycznych. Musimy jednak pamiętać, że ujawnienia w raportach są jedynie konsekwencją wcześniejszych działań – czy to w zakresie strategii czy procesów wewnętrznych – mówi Marcin Witkowski, Manager EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Sposób raportowania

W 2020 r. analizowane przez EY Polska spółki najczęściej ujawniały zagadnienia z obszarów: „Ład korporacyjny” oraz „Wskaźniki i cele”. Najrzadziej uwzględnianym w sprawozdaniach badanych spółek elementem TCFD była z kolei analiza scenariuszy zmian klimatycznych pod kątem odporności strategii organizacji.

Najwięcej badanych spółek zgłaszało kwestie klimatyczne w raportach niefinansowych, m.in. w raportach zrównoważonego rozwoju czy sprawozdaniach ESG. Mniejsza część firm uwzględniła swoje ujawnienia związane z klimatem w ramach sprawozdania zarządu ze swojej działalności.

O badaniu

W raporcie Barometr Ujawnień Ryzyka Klimatycznego Polska 2021 oceniono ujawnienia niefinansowe związane ze zmianami klimatycznymi wśród spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w sektorach wyróżnionych zgodnie z zaleceniami TCFD jako najbardziej narażone na ten proces oraz wśród wszystkich spółek z WIG20. Wybrano największe firmy z danego sektora według przychodów ze sprzedaży netto w 2020 r. Ocenie poddano raporty niefinansowe za 2020 r. Łącznie oceniono 59 podmiotów, odnosząc się do 5 sektorów określonych przez TCFD.

Spółki oceniane były na podstawie dwóch wskaźników tj. zgodności z rekomendacjami (coverage) i jakości (quality) ujawnianych informacji. Maksymalną liczbę punktów (100%) mogły uzyskać tylko te firmy, które wdrożyły wszystkie 11 rekomendacji dotyczących poszczególnych kategorii, a jakość ujawnianych informacji spełniała wszystkie wymogi TCFD (tj. uzyskała maksymalną ocenę 5 punktów).

Lockdown był nielegalny? Przedsiębiorcy wygrywają przed sądem z sanepidem

Przedsiębiorcy wygrywają w sądzie z sanepidem. Lockdownowe kary administracyjne były nielegalne.

Ubiegłotygodniowe uzasadnienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego odnośnie uchylenia kar administracyjnych nałożonych przez sanepid na lodowisko przy ul. Botanicznej na szczecińskim prawobrzeżu nie pozostawia wątpliwości – sądy raz po raz uchylają wielkie kary, jakie sanepid nakładał na „zbuntowanych” przedsiębiorców, którzy w czasie lockdownu otwierali swoją działalność i szukali forteli, by móc działać. Sądy są zgodne – nie można zamykać działalności gospodarczej na bazie rozporządzenia. Do tego potrzebny jest stan wyjątkowy. – Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej od początku o tym mówili: lockdown jest gospodarczym złem, był źle zaprojektowany legislacyjnie, wątpliwy etycznie i nieskuteczny pod kątem epidemiologicznym. Wyroki sądów przyznają rację przedsiębiorcom, ale to pyrrusowe zwycięstwo, bo wielu z nich przez lockdown zbankrutowało – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Nielegalne kary administracyjne mogły doprowadzać przedsiębiorców do bankructwa

Od marca 2020 roku przedsiębiorcy narażani są na szereg problemów wynikających z pandemii koronawirusa. Sytuacja wielu firm jest bardzo poważna, a myśl o ewentualnym czwartym lockdownie wynikającym z rozpędzającej się fali zakażeń koronawirusem napędza stres i blokuje możliwości działania i rozwoju. W ubiegłym tygodniu głośno było o sprawie uchylenia kary administracyjnej sanepidu dla przedsiębiorcy ze Szczecina prowadzącego lodowisko, który otworzył swoją działalność w czasie lockdownu.

– Sprawa ta zasługuje na nagłośnienie, bo Pan Fornalski to bardzo odważny człowiek, który postanowił walczyć o swoje prawa jako przedsiębiorca i wygrał. Nie jestem zwolenniczką szukania sztuczek i forteli, by prowadzić działalność, ale sytuacja była rzeczywiście oczywista: lodowisko może zarabiać tylko zimą. Firma nie miała wyjścia, musiała szukać sposobu na działanie. Okazało się, że lockdown był nielegalny. Po prostu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby. – Szokujące jest, że na poczet kar administracyjnych dokonano windykacji ponad 70 tysięcy złotych, a potem Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok, że firma miała prawo działać. Takim działaniem sanepid, a następnie jednostki egzekwujące środki finansowe, działając jak się okazuje bezprawnie mogły doprowadzić do upadku przedsiębiorców – mówi Hanna Mojsiuk.  – Północna Izba Gospodarcza apelowała o wprowadzenie stanu wyjątkowego na czas lockdownu, ale nasze apele nie zostały wysłuchane – dodaje.

„Tama została przerwana i potok spraw rozlewa się szeroko na całą Polskę”

Mec. Dariusz Sosnowski z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski nie ma wątpliwości, że to dopiero początek spraw, które przedsiębiorcy będą wytaczać sanepidowi, policji i Skarbowi Państwa. W czasie lockdownu ukarano mandatami i karami administracyjnymi dziesiątki restauracji, kawiarni, hoteli czy obiektów turystycznych lub miejsc rozrywkowych, które zdecydowały się działać mimo ustawowego zakazu wynikającego z pandemii. – Nie może być inaczej. Sądy muszą uchylać postanowienia kar administracyjnych na przedsiębiorców. Przyczyna jest prosta: nie ma podstawy prawnej do nakładania takowych kar. Zjawisko ma charakter masowy, sądy wydają decyzje w ilościach hurtowych. Tama została przerwana i potok spraw rozlewa się szeroko na całą Polskę. To może być dopiero początek – mówi mec. Dariusz Sosnowski.  – Tylko stan wyjątkowy może być źródłem restrykcji ograniczających działalność gospodarczą – dodaje.

Mecenas Sosnowski dodaje, że również przedsiębiorcy, którzy posłuchali rządzących i zamknęli się na czas lockdownu, ale ewentualne wsparcie wynikające z tarcz antykryzysowych i tak nie pozwoliło im na pokrycie zobowiązań, mogą starać się o odszkodowania. – Należałoby wystąpić z takimi żądaniami, ale tu sprawy będą rozpatrywane indywidualnie ze względu na okoliczności. Jedno jest pewne: zakaz był pozbawiony podstawy prawnej. Przedsiębiorca potencjalnie może mieć roszczenia, o ile udowodni straty, które poniósł w czasie lockdownu – dodaje ekspert.

Prawnicy dodają, że jest bardzo małe prawdopodobieństwo, by jesienią – mimo czwartej fali pandemii – powtórzono lockdown w formule znanej z roku 2020 i pierwszej połowy 2021 roku. – Przedsiębiorcy się na to nie zgodzą – dodaje Prezes Izby Hanna Mojsiuk.

Wzrost kosztów wynagrodzeń w konsekwencji zmiany przepisów dot. wypadków podczas delegacji czy wydarzeń związkowych

18 września br. weszły w życie przepisy zrównujące kwestie wypadków podczas wyjazdu integracyjnego czy podróży służbowej z wypadkami przy pracy. Dla firm może to oznaczać wzrost kosztów składki wypadkowej, a w konsekwencji również wzrost kosztów wynagrodzeń.

Zgodnie z opublikowaną Ustawą z dnia 24 czerwca 2021 r. o zmianie ustawy w systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw, od 18 września obowiązują przepisy zrównujące kwestie wypadków w delegacji z wypadkami przy pracy. Jak wskazuje art. 3 ust. 2 – wypadkiem na równi z wypadkiem przy pracy, w zakresie uprawnienia do świadczeń określonych w ustawie, jest wypadek któremu pracownik uległ: w czasie podróży służbowej (…), podczas szkolenia w zakresie powszechnej samoobrony oraz przy wykonywaniu zadań zleconych przez działające u pracodawcy organizacje związkowe.

Dotychczas wypadek, któremu pracownik uległ podczas wyjazdu integracyjnego lub w podróży służbowej był traktowany na równi z wypadkiem przy pracy tak naprawdę dla potrzeb uzyskania świadczeń z tytułu ubezpieczenia wypadkowego. Po wprowadzeniu nowych przepisów z dniem 18 września, pracownicy nie odczują zmian z nimi związanych, jednak firmy mogą się mierzyć ze wzrostem kosztów składki wypadkowej, co może się przełożyć również na wzrost kosztów wynagrodzeń. Warto tutaj przypomnieć, że płatnik składek zgłaszający co najmniej dziesięciu pracowników do ubezpieczenia wypadkowego, musi co roku złożyć do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych formularz ZUS IWA, który będzie podstawą do ustalenia wysokości składki wypadkowej. A to właśnie wskaźnik wypadkowości stanowi jeden z głównych czynników determinujących wysokość zobowiązań z tego tytułu. Dla przykładu – mała firma produkcyjna zatrudniająca 80 pracowników, która na wypłaty przeznacza 336 000 zł (średnie wynagrodzenie 4200 zł brutto)  przy składce w wysokości 1,67 będzie odprowadzać 5 611,2 zł do ZUS. Jeśli ZUS IWA był błędnie wypełniany, ZUS może podnieść wysokość składki o 150% co daje 2,51% jej wartości i kwotę 8 416,8 zł, czyli różnicę w wysokości 2 805,6 zł. Przyjmując te same warunki, przedsiębiorstwo zatrudniające 320 pracowników będzie musiało pokryć różnicę w wysokości składki wynoszącą 11 222,4 zł, a przy zatrudnieniu 620 pracowników 22 444,8 zł. Jak wyżej wspomniano, ZUS może się domagać korekty wysokości składki za minione już lata, wraz z odsetkami, co finalnie wygeneruje kilkukrotnie wyższe kwoty – mówi Monika Grządziela, Dyrektor Rozwoju Biznesu W&W Consulting.

Nowe przepisy zakładają również, że pracodawca będzie miał możliwość skorygowania informacji wskazanych w ZUS IWA za 5 lat wstecz, począwszy od 1 stycznia 2022 r. Natomiast Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie miał prawo do kontroli i sporządzenia korekt tych samych informacji za ten sam okres.

Jeśli chodzi o rekomendacje działań w nawiązaniu do wprowadzonych zmian, dotyczą one głównie aktywności po stronie Ekspertów BHP. Chodzi o analizę obszaru składki wypadkowej oraz weryfikację prawidłowości deklaracji wypadków wraz z oszacowaniem ryzyka zmiany składki dla firmy. Bardzo dokładnie należy się przyjrzeć danym, które firmy aktualnie deklarują w ramach ZUS IWA. Pamiętajmy jednak, że nie tylko dane z tego roku będą miały wpływ na wysokość stopy procentowej na ubezpieczenia wypadkowe, ale również zdarzenia z lat poprzednich – dodaje Ekspert Firmy doradczej W&W Consulting.

Co ważne – pełne wytyczne dotyczące zasad zgłaszania wypadków nie zostały jeszcze opublikowane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych – warto więc śledzić komunikaty w tym zakresie.

Branża noclegowa i turystyczna odrabia, ale firm z kłopotami więcej

Kolejny okres wakacyjny z pandemią w tle pozostał już tylko wspomnieniem. Czy biznes efektywnie wykorzystał ten czas, aby nieco odrobić zaległości spowodowane lockdownami? Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że zadłużenie firm oferujących zakwaterowanie przez cały okres pandemii symbolicznie spadało i wynosi 1,05 mld zł wobec 1,12 mld zł na starcie koronakryzysu. W przypadku turystyki, po ostatnich wakacjach widać niewielką poprawę, ale do poziomu zaległych zobowiązań z marca 2020 r. pozostało jeszcze 27 mln zł nadbagażu. W obu przypadkach wzrosła liczba firm z problemami w regulowaniu wzajemnych rozliczeń.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego pierwsza połowa roku nie należała do najlepszych dla branży turystycznej. Od stycznia do czerwca 2021 r. z obiektów noclegowych skorzystało 5,3 mln turystów, którym udzielono 14,9 mln noclegów. W odniesieniu do analogicznego okresu 2020 r. był to wynik gorszy o ok. jedną czwartą. W porównaniu z pierwszym półroczem 2020 r. obniżył się również stopień wykorzystania miejsc noclegowych z 23,8 do 19,9 proc.

Skalę kłopotów, w jakie branża noclegowa wpadła z powodu Covid-19, najlepiej pokazuje zestawienie danych z roku poprzedzającego wybuch pandemii – w pierwszym półroczu 2019 r. z obiektów noclegowych skorzystało ponad trzykrotnie więcej turystów (16,1 mln) niż teraz i wszystko zapowiadało, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy.

Po nieszczególnych pierwszych 6 miesiącach wakacje były więc dla sektora szansą na poprawę ciężkiej sytuacji i w pewnym stopniu oczekiwania te się spełniły. Jak informuje ZUS, w lipcu i sierpniu znacznie przyspieszyło wykorzystanie Polskiego Bonu Turystycznego. Możliwość rozliczenia go oferuje 28 tys. przedsiębiorców i organizacji pożytku publicznego, świadczących usługi hotelarskie lub organizujących imprezy turystyczne. Na koniec sierpnia bony na kwotę ok. 2,6 mld zł aktywowało prawie 3 mln Polaków, a w całym okresie wakacyjnym urząd przekazał podmiotom turystycznym płatności bonem na łączną kwotę 1,7 mld zł. Beneficjenci, którzy jeszcze tego nie zrobili mają czas do końca marca przyszłego roku.

Według Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego minione wakacje hotelarze oceniają lepiej niż ubiegłoroczne, a blisko trzy czwarte hoteli odczuło wzrost przychodów. W sierpniu ponad trzy czwarte obiektów uzyskało obłożenie powyżej 40 proc., a blisko połowa hoteli odnotowała średnią frekwencję powyżej 70 proc. Co warte zauważenia, ale nie zaskakujące, w okresie urlopowym hotele miejskie i biznesowe zanotowały niższe obłożenie niż obiekty wypoczynkowe. W przypadku obiektów nastawionych na gości podróżujących służbowo było to tylko 23 proc. Ponad 6 proc. tego typu obiektów w ogóle zostało zamkniętych. Powrót do stanu sprzed pandemii jeszcze potrwa. Według danych IGHP 46 proc. hoteli prognozuje, że uda im się przywrócić przychody z lat 2018–2019 najwcześniej w przyszłym roku. Gdy mowa o zysku z działalności operacyjnej, zdecydowana większość, 87 proc. wskazuje, że będzie to nie wcześniej niż na koniec 2022 r.

Sytuacja branży noclegowej i turystycznej się poprawia, ale zaległości wciąż dużo

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK pokazują, że podmioty zajmujące się zakwaterowaniem zanotowały spadek kwoty nieuregulowanego na czas zadłużenia z 1,12 mld zł w marcu 2020 r., przez 1,07 mld w sierpniu minionego roku, do 1,05 mld zł w analogicznym miesiącu bieżącego roku. Wzrosła jednak liczba firm (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych), które nie dają rady spłacać swoich zobowiązań w terminie. W momencie wybuchu pandemii było ich 1663, a w sierpniu 2021 r. 1728.

Sytuacja branży noclegowej i turystycznej
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Przez 16 miesięcy pandemii ubyło przedsiębiorstw noclegowych z zaległościami w kujawsko-pomorskim, lubuskim i podkarpackim, przybyło natomiast znacząco na Podlasiu, w Świętokrzyskiem, na Opolszczyźnie i Mazowszu.

Sytuacja branży noclegowej i turystycznej zaległości
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

W tych dwóch ostatnich regionach widać też najwyższy odsetek firm niepłacących w terminie kontrahentom i bankom. Słabo jest też w woj. łódzkim i wielkopolskim. Rozpowszechnienie problemów przekłada się na kwoty zaległości, ponad 100 mln zł mają do zwrotu podmioty z woj. łódzkiego, mazowieckiego, ale także dolnośląskiego i małopolskiego.

Znacznie gorzej odbiła się pandemia na turystyce, której zadłużenie w pierwszej fazie pandemii skoczyło o połowę, z 81 mln zł do prawie 120 mln zł, by z czasem – zapewne dzięki państwowemu wsparciu i wakacyjnemu rozluźnieniu obostrzeń – spaść do 108 mln zł.

zaległości branży noclegowej i turystycznej

Liczba firm turystycznych z kłopotami płatniczymi wzrosła od marca zeszłego roku o 40 podmiotów do 944. Wśród ogółu firm związanych z turystyką najczęściej problemy z płynnością finansową mają te działające na Śląsku, Opolszczyźnie i Mazowszu. Podmioty z Mazowsza odpowiadają też za połowę zaległości całej branży turystycznej.

Liczba firm turystycznych z kłopotami płatniczymi
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

– Lockdown i późniejsze ograniczenie liczby gości spowodowały, że przedsiębiorstwa nastawione na turystykę naprawdę mocno zostały dotknięte przez pandemię. Wobec skali problemów, z jaką się zderzyły, wzrost zaległości w płatnościach na rzecz dostawców i banków w sumie nie przedstawia się aż tak dramatycznie, jak można było się spodziewać. Pomogło wsparcie państwa, a także wakacje kredytowe, z których szczególnie branża hotelarska bardzo chętnie korzystała – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Krajowej bazie noclegowej i firmom turystycznym sprzyja też większa niż przed Covid-19 popularność wypoczynku w Polsce, a także organizowanie wielu odłożonych wcześniej imprez rodzinnych i towarzyskich. Z pewnością nie pomaga jednak utrzymująca się niepewność co do tego, jak rozwinie się sytuacja – dodaje.

Pewien ruch w biznesie, jaki przyniosły zeszłoroczne czy tegoroczne wakacje, sprawił, że niektóre firmy z branży zakwaterowania oraz branży turystycznej zmniejszyły zaległości. Zaległości w hotelach stopniały z 1,02 mld zł do 0,95 mld zł. Zadłużenie organizatorów turystyki, przygotowujących oferty wypoczynku, zmalało o prawie jedną trzecią – z 53,9 mln zł do 37,3 mln zł, a pośredników turystycznych – z 5,1 mln zł do 4,3 mln zł.

Ale już agenci sprzedający ofertę organizatorów turystyki niemal podwoili zaległości z 11,5 mln zł do 20,5 mln zł, podobnie właściciele pól kempingowych i namiotowych – z 328 tys. do 650 tys. zł. Największy skok zanotowały jednak firmy świadczące pozostałą działalność usługową w zakresie rezerwacji, czyli m.in. pośrednicy sprzedaży biletów na różnego rodzaju wydarzenia. Ich niezapłacone zobowiązania wzrosły z 9,5 mln do 44 mln zł.

Przegląd wydarzeń tygodnia 18 – 22.10.2021

Nadchodzący tydzień nie będzie obfitował w twarde publikacje makroekonomiczne. Do takim można będzie zaliczyć jedynie dane o inflacji z Wielkiej Brytanii oraz Strefy euro, jednak powinny one mieć ograniczony potencjał cenotwórczy. W odniesieniu do wysp interesujące zapowiada się sprzedaż detaliczna, która pokaże na ile kraj naprawdę zmaga się z szokiem podażowym. Najbardziej interesująco prezentuje się ostatni dzień tygodnia, kiedy poznamy wstępne odczyty wskaźników koniunktury PMI dla rozwiniętych gospodarek. To one w obliczu hamowania gospodarki mogą w dużej mierze decydować o rynkowych nastrojach.

Najważniejsze wydarzenia: CPI z Wielkiej Brytanii i Strefy euro, PMI, protokół z posiedzenia RBA, decyzja ws. poziomu stóp procentowych

W nadchodzącym tygodniu rynek musi zwrócić uwagę na dane o inflacji. W środę poznamy odczyty z Wielkiej Brytanii i Strefy euro. Dotychczas wskaźniki CPI zaskakują in plus przede wszystkim w krajach rozwijających się. W gospodarkach rozwiniętych wzrost cen jest mniej okazały, niemniej presja wciąż występuje. Z perspektywy rynku odczyty będą jednak miały marginalne znaczenie, szczególnie w strefie euro, gdzie EBC pozostaje fundamentalnie gołębio nastawiony. W przypadku funta reakcja może wystąpić, gdyż rynek wycenia zacieśnianie monetarne i będzie wrażliwy na presję cenową.

W USA kluczowa będzie publikacja przeglądu makroekonomicznego oraz lokalnych indeksów koniunktury. Kwestia tapering’u jest przesądzona, z tego względu najbliższe publikacje mogą mieć nieco mniejszą wartość cenotwórczą. W tej chwili dobre dane gospodarcze mogą ewentualnie przyspieszać oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych. Dotychczas wydaje się jednak, że najbliższy możliwy termin druga połowa 2022 roku, a ponieważ większa część informacji korzystnych dla dolara jest już w cenach, to możemy obserwować odchodzenie od USD.

Mając na uwadze kryzys energetyczny i pogorszenie nastrojów w biznesie w ostatnich tygodniach, więcej informacjo mogą dostarczyć odczyty PMI dla rozwiniętych gospodarek. Na nie przyjdzie jednak poczekać do końca przyszłego tygodnia. Ostatnie odczyty koniunktury, np. ZEW z Niemiec wskazywały na hamowanie dynamiki ożywienia gospodarczego, w związku z czym rynek będzie szukał potwierdzenia pogorszenia nastrojów.

We wtorek węgierski bank centralny podejmie decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Z uwagą powinni śledzić ją wszyscy inwestorzy z rynku złotego. MNB pozostaje jastrzębio nastawiony, podczas gdy Rada Polityki Pieniężnej nie daje jednoznacznych sygnałów odnośnie przyszłych ruchów stóp procentowych. Program QE zdaje się być de facto wygaszony, co w teorii rozwiązuje ręce Radzie w kwestii kontynuowania cyklu podwyższania kosztu pieniądza. Większość wskaźników makro (wysoka inflacja, słaba sytuacja na rachunku obrotów bieżących) skłania ku kontynuowaniu cyklu podwyżek, ale słaba komunikacja Rady z rynkiem utrudnia prognozowanie. Między innymi z tego powodu złoty może być podatny na wahania nastrojów na rynkach bazowych.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Wzrost przemysłu w strefie euro zwalnia

W tym tygodniu poznaliśmy dane dla europejskiego przemysłu, które wykazały, że wzrost w tym sektorze spowalnia. Tempo wzrostu w ujęciu rocznym spadło z 8% w lipcu do 5,1% w sierpniu. W ujęciu miesięcznym produkcja w przemyśle spadła o 1,6%. Powody są niezmienne: zerwane relacje dostawcy-nabywcy, prowadzące do ograniczonych dostaw materiałów do produkcji i wzrostu ich cen. Problemy występują na wielu frontach, wliczając zatłoczone porty morskie czy nawet niedobór kierowców ciężarówek. Brak surowców i wysokie ceny ograniczają zatem zdolność przemysłu do produkowania większej liczby towarów, a tym samym podnoszą koszty produkcji. Reagują na to również wskaźniki wyprzedzające, które na bieżące problemy w gospodarce światowej odpowiadają spadkami i zbliżającą się stagflacją, czyli połączenia stagnacji w gospodarce z wysoką inflacją. Znalazło to również odzwierciedlenie w opublikowanym w tym tygodniu niemieckim indeksie ZEW, który spadł z 26,5 pkt. do 22,3 pkt. w październiku. Banki centralne, które muszą ograniczać inflację poprzez podnoszenie stóp procentowych, nie są w łatwej sytuacji ze względu na zbliżającą się stagflację. Z drugiej strony, podnosząc stopy procentowe, niszczą i tak już bardzo naruszoną gospodarkę. Muszą więc wybrać spośród dwóch dróg. Albo walka z inflacją, albo wsparcie gospodarki.

Złoty umocnił się w tym tygodniu, a w piątek rano był notowany wobec euro po kursie 4,57 PLN/EUR. Kurs eurodolara wzrósł do poziomu 1,161 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.