Wzrost przemysłu w strefie euro zwalnia

W tym tygodniu poznaliśmy dane dla europejskiego przemysłu, które wykazały, że wzrost w tym sektorze spowalnia. Tempo wzrostu w ujęciu rocznym spadło z 8% w lipcu do 5,1% w sierpniu. W ujęciu miesięcznym produkcja w przemyśle spadła o 1,6%. Powody są niezmienne: zerwane relacje dostawcy-nabywcy, prowadzące do ograniczonych dostaw materiałów do produkcji i wzrostu ich cen. Problemy występują na wielu frontach, wliczając zatłoczone porty morskie czy nawet niedobór kierowców ciężarówek. Brak surowców i wysokie ceny ograniczają zatem zdolność przemysłu do produkowania większej liczby towarów, a tym samym podnoszą koszty produkcji. Reagują na to również wskaźniki wyprzedzające, które na bieżące problemy w gospodarce światowej odpowiadają spadkami i zbliżającą się stagflacją, czyli połączenia stagnacji w gospodarce z wysoką inflacją. Znalazło to również odzwierciedlenie w opublikowanym w tym tygodniu niemieckim indeksie ZEW, który spadł z 26,5 pkt. do 22,3 pkt. w październiku. Banki centralne, które muszą ograniczać inflację poprzez podnoszenie stóp procentowych, nie są w łatwej sytuacji ze względu na zbliżającą się stagflację. Z drugiej strony, podnosząc stopy procentowe, niszczą i tak już bardzo naruszoną gospodarkę. Muszą więc wybrać spośród dwóch dróg. Albo walka z inflacją, albo wsparcie gospodarki.

Złoty umocnił się w tym tygodniu, a w piątek rano był notowany wobec euro po kursie 4,57 PLN/EUR. Kurs eurodolara wzrósł do poziomu 1,161 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Kolejne rekordy cen ropy. Inflacja w Polsce nie hamuje

Ceny paliw są coraz bliżej przekroczenia poziomu 6 złotych z przodu. Nie jest to szczególnie ciesząca perspektywa dla naszych portfeli, ale obyśmy nie musieli przy 7 z przodu ponawiać tych rozważań.

Spadek liczby wniosków o zasiłek w USA

Po raz pierwszy od początku pandemii uzyskano wynik poniżej 300 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Są to co prawda wstępne dane, ale biorąc pod uwagę, że ostatnie korekty przy finalnych odczytach wynoszą 2-3 tysiące, jest mała szansa, że z 293 tysięcy przekroczymy ten pułap. Są to zatem bardzo dobre, wpisują się w ostatni gwałtowny spadek bezrobocia poniżej 5%. Na rynku pozwoliło to na chwilę wybić dolara z ruchu, w którym wyraźnie tracił, stabilizując kurs do końca dnia. Dobre dane z rynku pracy nie są jednak tak dobre, by przezwyciężyć obecną negatywną tendencję.

Rynek paliw wie coś więcej

Dzisiaj nad ranem zarówno ropa notowana na giełdzie w Londynie, jak i ta amerykańska, odnotowały wieloletnie maksima. Nie byłoby to aż tak dziwne, gdyby wczorajsze tygodniowe zapasy nie okazały się o 6 mln baryłek większe od oczekiwań. Żeby lepiej zobrazować skalę tej rozbieżności w samym USA, zapasy wzrosły o niemal 1% światowej konsumpcji. Przy tak silnie rosnących zapasach powinniśmy być świadkami przeceny, szczególnie że znajdowaliśmy się blisko szczytów. Byliśmy. Trwała ona kilka godzin, po czym kurs nie tylko odrobił straty, ale i trafił na nowe szczyty.

Ceny w Polsce nie zwalniają

Odczyt inflacji w Polsce na poziomie 5,8% był sporym szokiem. Były to jednak wstępne dane, które następnie wiadomo było, że zostaną skorygowane. Zostały, ale jak się okazało w górę, mamy zatem inflację na poziomie 5,9%. Bariera 6 pojawia się nam zatem już nie tylko na stacjach benzynowych, ale również we wzroście cen. Rosnąca inflacja to oczywiście presja na podwyżki stóp procentowych. Co ciekawe, pomimo ostatniej konferencji prasowej prezesa NBP część analityków spodziewa się kolejnych wzrostów na posiedzeniu na początku listopada.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – indeks NY Empire State,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wielki kryzys chiński: przyczyny i konsekwencje, w kraju i na świecie

W poniedziałek 18 października br. chińskie władze przedstawią dane PKB za 3-ci kwartał 2021 roku. To ogłoszenie będzie uważnie obserwowane przez rynki, ponieważ mieszanka tymczasowych i wynikających z polityki kryzysów, z których największym jest rynek nieruchomości, wywołała ostatnio nagłe spowolnienie w Chinach. Ale co dalej czeka Chiny? W swym ostatnim raporcie ekonomiści Euler Hermes badają wielki kryzys chiński i analizują jego przyczyny i konsekwencje.

Polsko-chińska wymiana handlowa rosła bardzo dynamicznie – w ostatnim pięcioleciu o 50%! To uświadamia skalę powiązania także polskiej gospodarki z Chinami – w poprzednim roku import z Chin wzrósł pomimo pandemii o 15,7%, w tym roku wg. danych GUS w ciągu 7 miesięcy wzrósł o kolejne 14% r/r. Chiny są drugim dostawcą towarów na polski rynek (lecz dopiero 19 pod względem wartości rynkiem polskiego eksportu), wyprzedzają je tylko sąsiednie Niemcy.  Jest to często import niezbędnych komponentów i surowców do produkcji i reeksportu gotowych wyrobów z Polski. Ich brak odbije się więc bezpośrednio i pośrednio na wynikach polskiego sektora przemysłowego, zwłaszcza maszynowego, motoryzacyjnego, RTV/AGD (polskie firmy nie tylko same nie będą miały koniecznych części, ale również ich odbiorcy wstrzymają swoją produkcję i zapotrzebowanie na polskie produkty z powodu przerwania dostaw innych, kluczowych elementów – zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, efektem czego są już konkretne niewypłacalności producentów komponentów motoryzacyjnych w Europie).

Pomimo, iż import z Chin jest dziesięciokrotnie większy niż polski eksport na ten rynek, to niektóre polskie branż również mogą odczuć reperkusje spowolnienia tempa rozwoju gospodarczego w Kraju Środka. Polska eksportuje tam bowiem m.in. meble (szybko rosnąca wartość wymiany) czy również związane z rynkiem mieszkaniowym artykuły z kamienia, ceramiki, szkła.

Spowolnienie w Chinach nie powinno natomiast zachwiać napływem chińskich inwestycji bezpośrednich do Polski. Także dlatego, iż ich strumień był w minionych latach mniejszy od oczekiwań (i mniejszy niż w przypadku innych gospodarek dalekowschodnich – z Korei Płd. czy Japonii), w związku z tym w ostatnim czasie położono nacisk na zintensyfikowanie nie tylko wymiany handlowej, ale także właśnie bezpośrednich inwestycji (związanych m.in. z projektem nowego Jedwabnego szlaku, uruchamianymi bezpośrednimi połączeniami kolejowymi do Polski, kontaktami i deklaracjami na szczeblu najwyższych władz). W efekcie w ubiegłym roku wartość chińskich bezpośrednich inwestycji w Polsce uległa podwojeniu. Obecne spowolnienie nie powinno być zagrożeniem dla kolejnych, gdyż są to z reguły inwestycje firm państwowych lub finansowanych/gwarantowanych z udziałem środków publicznych, nie powinny więc zbytnio ucierpieć na spowolnieniu m.in. na rynku finansowym wynikającym z pęknięcia chińskiej bańki mieszkaniowej.

Euler Hermes przewiduje dalsze spowolnienie gospodarki chińskiej w 4-tym kwartale 2021 r. i na początku 2022 r.

  • W związku z tym Euler Hermes obniżył swoje prognozy wzrostu PKB Chin do +7,9% w 2021 r. i +5,2% w 2022 r. z odpowiednio z 8,2% i +5,4%. Zaostrzanie polityki i ogniska wariantu delta spowodowały cykl aktywności gospodarczej, ale przewidujemy, że wpływ tych czynników będzie powoli ustawał. Ożywienie w sektorze usług będzie najprawdopodobniej postępować, choć powrót do normy utrudnia strategia zero Covid.
  • Ponadto działalność przemysłowa i sektor nieruchomości pozostaną pod presją polityki „wspólnego dobrobytu” i zwiększonych wymogów regulacyjnych. Spodziewamy się co najwyższej pewnej przerwy i/lub złagodzenia komunikatów władz w zakresie wymogów regulacyjnych wprowadzanych wobec sektora nieruchomości. Oznacza to, że aktywność w sektorze mieszkaniowym pozostanie na niskim poziomie i można oczekiwać kolejnych niewypłacalności wśród deweloperów – choć decydenci mają zarówno możliwości jak i wykazują wolę skorzystania z nich, aby uniknąć kryzysu systemowego.

Jakie są główne zagrożenia dla chińskiej gospodarki?

  • Główne ryzyko wewnętrzne związane jest z sektorem nieruchomości, w którym sytuacja od dawna stopniowo się pogarsza, co wpływa na inne sektory gospodarki, zarówno te bezpośrednio (np. materiały budowlane etc.) jak i tylko pośrednio związane (np. elektronika, meble etc.), jako że popyt końcowy związany z nieruchomościami odpowiada za ok. 25% PKB Chin, a zasoby mieszkaniowe stanowią 78% majątku gospodarstw domowych, 40% kredytów bankowych zabezpieczona jest na nieruchomościach, a wartość sprzedaży gruntów odpowiada około jednej trzeciej przychodów brutto władz lokalnych.
  • Główne ryzyka zewnętrzne to ryzyka o charakterze geopolitycznym związane z odrodzeniem się napięć w Cieśninie Tajwańskiej i w stosunkach z USA. Prawdopodobieństwo rzeczywistego konfliktu pozostaje na bardzo niskim poziomie i przewidujemy utrzymanie status quo w zakresie taryf handlowych na linii USA-Chiny, choć wzrosnąć mogą bariery o charakterze poza-taryfowym.

Co spowolnienie w Chinach oznacza dla reszty świata?

  • Z perspektywy podaży światowej, spowolnienie chińskiej gospodarki może spowodować dalszy wzrost kosztów handlowych i globalne cen surowców, wydłużyć jeszcze bardziej opóźnienia w dostawach a nawet pogłębić niedobory produkcyjne (części i komponentów) w USA i Europie.
  • Z perspektywy popytu światowego, ucierpieć mogą eksporterzy wywożący towary do Chin, szczególnie, jeśli wpływa na nich sytuacja w sektorze budowlanym i metalurgicznym (czyli m.in.. Chile, Hongkong, Peru, Australia i RPA). Odwrotna – a więc korzystna jest sytuacja eksporterów (nośników) energii, a w szczególności węgla grzewczego (w głównej mierze z regionie Azji i Pacyfiku: Indonezji, Malezji i Australii), wynikająca z prawdopodobnego wzrostu popytu w kontekście utrzymującego się w Chinach kryzysu energetycznego.

Czy kopia oprogramowania dostarczana drogą elektroniczną stanowi dostawę towaru?

Brytyjska spółka Computer Associates sprzedaje oprogramowanie, udzielając na nie licencji swoim klientom. Zawarła ona umowę na promocję i sprzedaż tego oprogramowania, bez prawa do przenoszenia prawa własności, z inną firmą z Wielkiej Brytanii: The Software Incubator. CA rozwiązała umowę z SI, więc SI wniosła pozew o odszkodowanie za zerwanie kontraktu. Jednak spółka CA zakwestionowała zakwalifikowanie jej stosunku z Software Incubator jako umowy przedstawicielstwa handlowego, podnosząc, że dostarczenie oprogramowania komputerowego do klienta drogą elektroniczną, które wiąże się z udzieleniem bezterminowej licencji na korzystanie z tego oprogramowania, nie stanowi „sprzedaży towarów” w rozumieniu art. 1 ust. 2 unijnej dyrektywy 86/653/EWG. Co orzekł Trybunał Sprawiedliwości UE?

Produkcja i sprzedaż oprogramowania

Brytyjska firma Computer Associates (dalej: CA) produkuje oprogramowanie, które dostarcza w formie elektronicznej jako plik do pobrania. W marcu 2013 r. zawarła z  The Software Incubator (dalej: SI) umowę agencyjną, na mocy której SI zgodziła się promować i sprzedawać oprogramowanie w Wielkiej Brytanii oraz Irlandii. We wrześniu 2013 r. SI zawarła podobną umowę z inną spółką, Intigua, na mocy której zgodziła się promować i sprzedawać na tym samym obszarze również jej oprogramowanie.

Zerwanie umowy w trybie natychmiastowym

W październiku 2013 r. CA wypowiedziała łączącą ją z SI umowę w trybie natychmiastowym, uzasadniając to tym, że SI naruszyła swoje zobowiązania wynikające z umowy agencyjnej do poświęcenia „znacznej ilości czasu i wysiłku” na wykonanie swoich zobowiązań oraz do niepodejmowania działalności bezpośrednio konkurencyjnej w stosunku do oprogramowania CA.

Kontrahent domagał się odszkodowania

SI wszczęła postępowanie przed brytyjskim wysokim trybunałem w sprawie o naruszenie umowy i o odszkodowanie na podstawie rozporządzenia nr 1993/3053 dotyczącego przedstawicieli handlowych (to rozporządzenie transponujące do krajowego systemu prawnego Wielkiej Brytanii unijną dyrektywę Rady 86/653/EWG z dnia 18 grudnia 1986 r. w sprawie koordynacji ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do przedstawicieli handlowych działających na własny rachunek). Zgodnie z art. 2 ust. 1 tego rozporządzenia (odpowiednio art. 1 ust. 2 dyrektywy 86/653) pojęcie przedstawiciela handlowego oznacza pośrednika pracującego na własny rachunek, który posiada stałe umocowanie do negocjowania sprzedaży lub kupna towarów na rzecz innej osoby (zleceniodawcy) lub negocjowania i dokonywania sprzedaży lub kupna towarów na rzecz i w imieniu zleceniodawcy.

Pół miliona euro odszkodowania

CA stwierdziła, że przepisy, na które powołuje się SI, nie mają zastosowania, ponieważ oprogramowanie dostarczane drogą elektroniczną nie stanowi „towarów” w rozumieniu art. 2 ust. 1 tego rozporządzenia. Brytyjski trybunał nie zgodził się z tym stanowiskiem i zasądził na rzecz skarżącej odszkodowanie w wysokości ponad 0,5 mln euro na podstawie ww. rozporządzenia, jak również za naruszenie umowy. Trybunał uznał, że sprzedaż oprogramowania dostarczanego drogą elektroniczną była sprzedażą „towarów” w rozumieniu regulacji art. 2 ust. 1 (art. 1 ust. 2 dyrektywy 86/653).

E-licencja na oprogramowanie a dostawa towaru

Sąd apelacyjny uwzględnił jednak wniesioną przez CA apelację w zakresie znaczenia „towarów” w ww. rozporządzeniu. W wyroku z 19 marca 2018 r. orzekł, że oprogramowanie dostarczane klientowi drogą elektroniczną nie stanowi „towaru” w rozumieniu przedmiotowego rozporządzenia zgodnie z jego wykładnią dokonaną przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Stwierdził, że The Software Incubator nie miała statusu przedstawiciela handlowego w rozumieniu rozporządzenia i oddalił jej powództwo o odszkodowanie. SI wniosła skargę do Supreme Court of the United Kingdom (sądu najwyższego UK), który zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z prośbą o wykładnię, czy kopia oprogramowania komputerowego, która jest dostarczana klientom zleceniodawcy drogą elektroniczną, a nie na trwałym nośniku, stanowi „towar” w znaczeniu, w jakim ów termin występuje w definicji przedstawiciela handlowego zawartej w art. 1 ust. 2 dyrektywy 86/653. A jeśli oprogramowanie jest dostarczane w drodze udzielenia klientowi bezterminowej licencji na korzystanie z niego, to czy taka czynność stanowi „sprzedaż towarów” w znaczeniu, w jakim to pojęcie występuje w definicji przedstawiciela handlowego zawartej w ww. przepisie.

Sprzedaż oprogramowania drogą elektroniczną może być traktowana jak sprzedaż towaru

W wydanym 16 września 2021 r. wyroku TSUE orzekł: „Pojęcie „sprzedaży towarów”, o którym mowa w art. 1 ust. 2 dyrektywy Rady 86/653/EWG (…) należy interpretować w ten sposób, że może ono obejmować dostarczanie klientom, w zamian za zapłatę ceny, oprogramowania komputerowego drogą elektroniczną, jeżeli dostawie tej towarzyszy udzielenie bezterminowej licencji na korzystanie z tego oprogramowania” (sprawa C‑410/19 The Software Incubator Ltd przeciwko Computer Associates UK Ltd).

Podsumowanie

Powyższa sprawa potwierdza, jak skomplikowanym, wciąż nastręczającym wiele wątpliwości interpretacyjnych zagadnieniem jest produkcja, sprzedaż, pośrednictwo w sprzedaży, licencjonowanie, a nawet promowanie towarów, usług, jako wartości niematerialnych i prawnych, nie tylko w kwestiach kontraktowych, ale i podatkowych. Co więcej, brytyjski rynek e-commerce i IT jest bardzo ważnym rynkiem dla zagranicznych, w tym polskich, przedsiębiorców. W jednolitej interpretacji prawa, zwłaszcza dla polskich i szerzej europejskich firm, nie pomoże z pewnością fakt, że Wielka Brytania wystąpiła z UE, i unijny Trybunał Sprawiedliwości w sporach zaistniałych po brexicie nie będzie już interweniował. Firmom pozostanie szukanie pomocy prawnej u doradców i w kancelariach specjalizujących się w prawie międzynarodowym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Toyota coraz bliżej wdrożenia technologii autonomicznego prowadzenia

Woven Planet Holdings, koncern technologiczno-inwestycyjny Toyoty, przejął start-up Renovo Motors – zespół inżynierów prowadzący pionierskie prace nad systemem operacyjnym dla samochodów. Specjaliści Renovo wesprą budowę nowego systemu operacyjnego Arene, który Woven Planet tworzy z myślą o kolejnych generacjach samochodów Toyoty oraz innych producentów. Jest to kolejne przejęcie, które wzmocni Toyotę w wyścigu do opracowania najlepszych technologii autonomicznych samochodów i systemów bezpieczeństwa następnej generacji.Toyota coraz bliżej wdrożenia technologii autonomicznego prowadzenia

Arene – uniwersalny system operacyjny dla samochodów

Dzięki połączeniu sił z Renovo, Woven Planet oraz Toyota wzmocnią zespół pracujący nad systemem operacyjnym Arene, który w niedalekiej przyszłości zrewolucjonizuje sposób, w jaki Toyota będzie tworzyć nowe samochody. Chodzi o to, aby pojazdy od początku były projektowane w zgodzie z zaawansowanym, zintegrowanym oprogramowaniem – tak jak to ma teraz miejsce w przypadku tworzenia smartfonów. Woven Planet stawia sobie za cel wprowadzenie na rynek uniwersalnego systemu operacyjnego dla samochodów, który będzie mógł działać równie sprawnie w autach różnych producentów. W ten sposób Toyota chce się stać uniwersalnym dostawcą cyfrowego środowiska dla całej branży motoryzacyjnej.

Toyota rozbudowuje zespół innowatorów

Renovo to kolejna z wielu firm technologicznych, które w tym roku dołączyły do grupy Woven. Grupa ta, która odpowiada między innymi za ambitny projekt budowy eksperymentalnego, inteligentnego miasta Woven City, konsekwentnie poszerza swój zespół o ekspertów nie tylko z dziedziny systemów operacyjnych, ale także autonomicznej jazdy, automatycznego tworzenia map HD, platform do inteligentnego zarządzania flotami oraz nowoczesnych usług mobilności.

„Zakup Renovo przyspieszy prace Woven Planet nad technologiami, które zrewolucjonizują światowy transport. Naszym celem jest stworzenie najbardziej programowalnych samochodów na świecie oraz szerokie otwarcie możliwości programowania aut przed niezależnymi zespołami, dzięki uproszczeniu software’u dla samochodów. To pozwoli znacznie przyspieszyć jego rozwój” – powiedział Nikos Michalakis, wiceprezydent ds. oprogramowania Woven Planet Holdings.

„Myślę, że to pomoże nam skrócić o lata wprowadzenie na rynek nowych produktów” – stwierdził James Kuffner, CEO Woven Planet Holding.

Odreagowanie dolara

Przyszłe zmiany w polityce monetarnej Fed-u wydają się być już mocno w „cenach”. Dolar kolejny dzień osłabia się. Wymowna była środowa reakcja EUR/USD, który po danych inflacyjnych zszedł na moment na niższe poziomy, po czym w kolejnych godzinach wspinał się coraz wyżej. Widać również, że Wall Street nie robi sobie nic ze zbliżającej się normalizacji i kolejny dzień indeksy barwią się na kolor zielony. Oczywiście pomaga sezon wyników. Jak na razie banki pokazują siłę.

Na ten moment USD nie ma argumentu do dalszej aprecjacji. Ani wyższy odczyt CPI ani minutki FOMC nie spowodowały tego. Widać również silne pozycjonowanie na kontraktach futures, co podnosi ryzyko redukcji długich pozycji. Wydaje się, że przyszedł czas na korektę. Główna para walutowa utrzymuje się powyżej poziomu 1,16 i na ten moment wydaje się, że kurs chce podążać dalej na północ. Najbliższym technicznym oporem jest 1,17. Dlatego też zwracam uwagę na tę barierę, która może ograniczyć wzrosty. Nie oznacza to jednak zmiany trendu na eurodolarze. Dywergencja w politykach monetarnych Fed-u i EBC nie wygasła, zatem w dłuższym terminie jest realne zahaczenie o 1,15.
Choć EBC zapowiedział, że decyzje w sprawie programu skupu aktywów podejmie dopiero w grudniu, to już dziś wiemy, że prawdopodobne jest rozszerzenie programu APP po tym jak PEPP zostanie wygaszony w marcu 2022.

Wczoraj poznaliśmy dane na temat rynku pracy w Australii. Sytuacja pozostaje trudna. Stopa bezrobocia wzrosła z 4,5 proc. do 4,6 proc. a pracę straciło 138 tys. osób, przede wszystkim w sektorze nie pełnoetatowym. Ponadto spadł współczynnik aktywności zawodowej i znajduje się on znacznie poniżej poziomu sprzed pandemii. Widać, że długie przestoje w australijskich stanach wyraźnie odcisnęły piętno na rynku pracy. RBA uważa, że płace, a tym samym presja inflacyjna pozostaną w najbliższym czasie na niskim poziomie. Instytucja zdaje sobie sprawę, że wprowadzone restrykcje będą miały znaczący wpływ na aktywność gospodarczą kraju. Jeśli kolejne raporty pracy będą wypadały słabo i ożywienie nie będzie postępować w zadowalającym tempie, RBA może odłożyć plany „taperingu” na nieco dalszy termin, co może powodować, że AUD będzie mieć problemy z dalszą aprecjacją.

Dziś kluczowe dla złotego wydają się być dane inflacyjne o 10:00. Konsensus Bloomberga zakłada spadek CPI do poziomu 5,5 proc. r/r. Oczekiwana zmiana miesiąc do miesiąca jest na poziomie -0,2 proc. Liczby powyżej oczekiwań powinny wspierać PLN. Na EUR/PLN widać jednak serię aprecjacyjnych sesji złotego. Rośnie ryzyko, że w przypadku rozczarowania danymi, nasza waluta ponownie skieruje się w okolice 4,58-4,59.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

70% Polaków pobierających 500 plus chce podwyżki świadczenia

Jak wynika z najnowszego badania opinii publicznej, przeszło czterech na dziesięciu Polaków uważa, że świadczenie 500 plus powinno być podniesione ze względu na rosnącą inflację i wzrost cen. Ale niewiele mniej osób jest przeciwnego zdania. Natomiast prawie co piąty respondent nie zajmuje stanowiska w tej kwestii. Za rewaloryzacją opowiadają się głównie osoby w wieku 23-35 lat, z dochodem ponad 9 tys. zł netto miesięcznie i z miejscowości liczących 5-19 tys. mieszkańców. Najwięcej zwolenników jest wśród samych beneficjentów świadczenia – 70%. Ankietowani najczęściej wskazują, że świadczenie powinno wzrosnąć o 10-20%.

Z badania przeprowadzonego na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca Polaków przez UCE RESEARCH i SYNO Poland wynika, że 43,4% respondentów jest za podniesieniem świadczenia przyznawanego w ramach programu „Rodzina 500+”. Przemawia za tym rosnąca inflacja i wzrost cen. Z kolei 38,5% respondentów ma przeciwne zdanie. Natomiast 18,1% jest niezdecydowanych.

– Pozytywnie zaskakuje mnie ilość przeciwników rewaloryzacji świadczenia. Po pierwsze, oznacza to wzrost świadomości Polaków. Zapewne jest on nieznaczny, ale ludzie dostrzegają, że pieniądze nie biorą się znikąd, a koszty programu trzeba z czegoś pokryć. Po drugie, ostatnie lata przyniosły poprawę sytuacji bytowej, jednak nie z powodu 500 plus, a ze względu na zwiększenie zatrudnienia i rosnące wynagrodzenia – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, wyniki nie są specjalnie zaskakujące. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że dwie grupy, tj. zwolenników rewaloryzacji i korzystających z tego świadczenia, są niezwykle zbliżone. Według eksperta, prawdopodobnie zdecydowana większość pobierających 500 plus opowiada się za wypłacaniem wyższej kwoty. Jak dodaje Marek Zuber, z innego badania wynika, że obecnie ludzie najbardziej obawiają się wzrostu cen. To mogłoby wskazywać, że poparcie dla rewaloryzacji będzie jednak większe.

– Moim zdaniem, rośnie grupa osób, które uważają, że ten program nie spełnił podstawowego zadania, tzn. nie zwiększył liczby urodzeń. Nawet sam rząd to przyznaje. Coraz częściej 500 plus jest postrzegane jako środek do utrzymania władzy niż jako istotna pomoc dla całego społeczeństwa. Oczywiście, dla najbiedniejszych Polaków z dużą liczbą dzieci jest to wsparcie. W związku z tym ten program nie jest całkowicie odrzucany jako coś błędnego – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Patrząc na wiek respondentów, można dostrzec, że zwolennikami podniesienia wysokości świadczenia są głównie osoby mające 23-35 lat – 50%. Na kolejnych miejscach są przedstawiciele grup 36-55 lat – 44,6%, a także 56-80 lat – 34,8%. Na końcu zestawienia widzimy ankietowanych w wieku 18-22 lata – 24,1%. Jak zaznacza prof. Gomułka, wśród 23-35-latków są młode małżeństwa. Jeśli planują mieć dzieci, to wtedy potrzeby mieszkaniowe i dochodowe są silniejsze niż u starszych. Dlatego dla nich wsparcie jest istotne, bo generalnie ludzie młodzi zarabiają mało. Natomiast osoby w wieku 18-22 lat raczej nie myślą o potomstwie, tylko o wykształceniu.

– Niespełna 35% wśród najstarszej grupy badanych to stosunkowo mało. Te osoby zazwyczaj nie korzystają z tego świadczenia, 500 plus im zwyczajnie nie przysługuje. Ale mają własne dzieci, które przeważnie doczekały się potomstwa. Spodziewałem się, że tu będzie większe poparcie dla rewaloryzacji – dodaje Piotr Kuczyński.

Analizując miesięczne dochody netto respondentów, widać, że za wyższym świadczeniem optują głównie osoby uzyskujące ponad 9 tys. zł – 51,7%. Nieznacznie mniejszy odsetek jest wśród Polaków zarabiających 5000-6999 zł – 51,6%. Natomiast na drugim końcu zestawienia znajdują się ankietowani z dochodami poniżej 1000 zł – 34,5%.

– Zaskakuje mnie wynik dotyczący Polaków z najwyższymi dochodami. Wydaje się wręcz nieprawdopodobny. W wielu przypadkach 500 plus jest dla bogatszych kwotą – jak to się określa – na waciki. Z moich obserwacji wynika, że ludzie zamożniejsi często nie popierają tego programu, nie mówiąc już o rewaloryzacji. Być może respondenci wyszli z założenia, że mają dużo, więc niech innym też będzie lepiej pod względem finansowym – podkreśla Piotr Kuczyński.

Patrząc na miejsce zamieszkania badanych, za podniesieniem wysokości świadczenia są głównie osoby z miejscowości 5-19 tys. mieszkańców – 48,1%. Z kolei najmniejsze poparcie dla tego rozwiązania widać w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 38,6%.

– To nie jest zaskoczeniem. Za rewaloryzacją świadczenia zapewne opowiadają się osoby z rodzin wielodzietnych, a takich jest więcej na wsi i w mniejszych miejscowościach. Natomiast w największych miastach dominuje inny model. Jeśli ludzie już decydują się na dziecko, to zazwyczaj na jedno i dość późno, bo robią karierę – zaznacza Marek Zuber.

Badanie pokazuje również, o jaką wartość należy podnieść świadczenie, według zwolenników rewaloryzacji. 39,1% badanych z tej grupy uważa, że wzrost powinien wynieść 10-20%. Natomiast 21,4 respondentów wskazuje 20-30%, a 18% ankietowanych wybiera przedział 5-10%. Z kolei 15,5% Polaków mówi o skoku większym niż o 30% – 15,5%.

– Od 2015 roku, kiedy rząd zapowiedział wdrożenie programu, inflacja skumulowana wzrosła o około 15%. Przedział 10-20% wyrównuje to. Natomiast wyższe wskaźniki pokazują, o jakim świadczeniu ludzie myślą – zaznacza Piotr Kuczyński.

Jak podsumowuje prof. Gomułka, 500 plus było sporym wsparciem w momencie wprowadzenia. Jednym z najwyższych świadczeń na dzieci w całej UE. Ale zmniejszyło się na skutek inflacji. Zdaniem byłego wiceministra finansów, coraz więcej ludzi dostrzega potrzebę pomagania rodzinom raczej także w innym sposób niż przez dawanie pieniędzy.

To nie pandemia, a wzrost kosztów, jest problemem producentów żywności

Zadłużenie sektora rolno-spożywczego sięgnęło 534 mln zł, wynika z bazy danych Krajowego Rejestru Długów. Branża warta około 300 mld zł względnie dobrze radzi sobie z pandemią. Mimo to problemy jej nie omijają. Sen z powiek właścicielom najmniejszych firm, spędza wzrost kosztów produkcji i zatrudnienia. Koronakryzys najmocniej dotknął firmy współpracujące z branżą HoReCa i te eksportujące mięso.

Producenci żywności i napojów oraz rolnicy zalegają ze spłatą swoich zobowiązań na łączną kwotę ponad 534 mln zł. Większość, bo 315 mln zł, to zaległości finansowe wobec banków. Ponad 92,6 mln zł muszą oddać firmom handlowym. Trzecie w kolejce po pieniądze są firmy z branży przetwórstwa przemysłowego, które czekają na zwrot 54,6 mln zł.

Duży może więcej

Prawie 62% łącznego zadłużenia branży rolno-spożywczej przypada na najmniejsze firmy. Według ekspertów, problemy finansowe tych działalności spowodowane są wzrostem cen produkcji oraz wynagrodzenia pracowników.

Obecnie obserwujemy trzykrotny wzrost cen gazu w porównaniu z zeszłym rokiem. Rosną ceny energii, paliw, płac, półproduktów czy opakowań. To wszystko powoduje bardzo szybki wzrost kosztów, a kompensacja tych kosztów poprzez podniesienie cen produktów to trudny i długotrwały proces. Producenci nie mogą ich podnieść z dnia na dzień, ponieważ zobowiązani są długofalowymi umowami z dostawcami. Sądzę, że w najbliższym czasie zobaczymy tego skutki, zwłaszcza w firmach z sektora MŚP, które mają najmniejszą poduszkę finansową i trudności w szybkim uzyskaniu dodatkowego kredytowania. To właśnie te firmy będą zmuszone do odraczania swoich płatności i zadłużania się – mówi Andrzej Gantner, wiceprezes Zarządu i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Zdaniem eksperta, lepiej radzą sobie większe firmy, którym łatwiej negocjować umowy i podwyżki cen z odbiorcami towarów. Mają one także większe szanse na uzyskanie dodatkowego finansowania z banków.

Pandemia nie stanowiła wielkiego problemu

W czasie pandemii wzrost zadłużenia branży był bardzo stabilny. Od marca 2020 r. zadłużenie to sukcesywnie rosło, średnio o 2 mln zł miesięcznie. Wyraźne pogorszenie sytuacji finansowej odnotowały natomiast firmy ściśle współpracujące z branżą HoReCa oraz producenci wołowiny i drobiu, którzy eksportują towary.

Firmy nastawione na współpracę z restauracjami i hotelami najbardziej odczuły skutki pandemii. Według przedstawicieli branży nagłe zamknięcie lokali gastronomicznych spowodowało stratę dużej ilości towaru, którego nie dało się uratować. Pieniądze za ten towar producenci również musieli spisać na straty. W podobnej sytuacji są przedsiębiorcy produkujący napoje. W tych firmach zaobserwowano spadek obrotów o około 10 do 15 proc. Pandemię źle znieśli również producenci wołowiny i drobiu, w szczególności kurczaków, którzy eksportują towary w dużej części na potrzeby branży gastronomiczno-hotelarskiej. Z powodu globalnego zamknięcia granic, na początku mieli oni spore kłopoty ze zbytem. Towaru było na rynku dużo, więc obniżono jego ceny, przez co nie odrobiono strat związanych z jego produkcją. Wszystko zaczęło wracać do normy, kiedy zniesiono obostrzenia i otwarto granice – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Rekordzista na Kujawach

Najwyższe zadłużenie mają producenci żywności z województwa mazowieckiego. To właśnie tam, ponad 1200 przedsiębiorców ma do oddania blisko 90 mln zł. Na drugim miejscu są przedsiębiorcy z Wielkopolski, zadłużeni na ponad 82 mln zł. Podium zamykają producenci żywności z woj. kujawsko-pomorskiego (47,7 mln zł), gdzie również zarejestrowana jest najbardziej zadłużona firma z tej branży. Tamtejsza spółka jawna ma zaledwie 2 zobowiązania finansowe, ale na łączną kwotę przekraczającą 12 mln zł.

Po drugiej stronie, czyli z najmniejszym zadłużeniem, są firmy, które działają w woj. świętokrzyskim (10 mln zł), opolskim (11 mln zł) oraz podkarpackim (13 mln zł).

Branża cyfrowa wnioskuje o zmiany w ustawie o cudzoziemcach, by przyśpieszyć proces zatrudniania pracowników z zagranicy

Związek Cyfrowa Polska, zrzeszający największe firmy z branży RTV i IT działające w Polsce, przekazał do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji uwagi branży w związku z trwającymi pracami nad nowelizacją ustawy o cudzoziemcach oraz wybranych innych ustaw. Związek apeluje m.in o uzupełnienie listy podmiotów o szczególnym znaczeniu strategicznym dla Polski, w których zatrudnienie cudzoziemców odbywać się będzie na specjalnych zasadach oraz o nakładanie kar na urzędników, którzy nie będą dotrzymywali terminów rozpatrywania wniosków o pozwolenie na pracę.

Ustawa o cudzoziemcach określa m.in. zasady i warunki wjazdu cudzoziemców do kraju i pobytu w nim. Reguluje relacje przyjezdnych z urzędami administracji publicznej oraz pracodawcami. Projektowane aktualnie zmiany dotyczyć będą również ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy i wpłyną na warunki zatrudniania pracowników pochodzących spoza kraju. Do MSWiA trafiły uwagi Związku Cyfrowa Polska w tej sprawie. – Wiele firm z naszego rynku boryka się dziś z problemem niedoboru pracowników. Dlatego musimy zadbać o możliwość pozyskania odpowiednio wykwalifikowanej kadry z zagranicy. Regulacje, które przyśpieszą proces zatrudniania obcokrajowców w kraju, uzyskiwania przez nich pozwolenia na prace, są dla nas kluczowe – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

Branża cyfrowa zwraca uwagę, że projekt przewiduje ułatwienie uzyskania zezwolenia na pracę przez cudzoziemców w podmiotach o szczególnym znaczeniu strategicznym dla gospodarki kraju. Apeluje jednak o udostępnienie listy tych podmiotów i proponuje, by znalazły się na niej te firmy, instytucje oraz organizacje, które podpisały uprzednie porozumienie cenowe z polskim fiskusem. Jak zauważa Związek porozumienia takie zapewniają sprawne rozliczenia i większe wpływy do budżetu z tytułu podatku CIT.

Prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, który skierował pismo do MSWiA, jednocześnie przestrzega przed proponowanymi w projekcie zmianami w składaniu wniosków o pobyt czasowy i pracę. Jego zdaniem mogą one prowadzić do zatorów w urzędach wojewódzkich. – Projekt zakłada, że aby dostać zezwolenie na pobyt czasowy i pracę, nie będzie konieczna ani umowa o pracę ani umowa najmu mieszkania. Może to skutkować ogromnym zwiększeniem liczby wniosków, również w związku z migracją z krajów rozwijających się. Obawiamy się, że taka propozycja nie tylko nie poprawi sytuacji migracyjnej i pracy urzędów, lecz wręcz ją pogorszą – mówi Michał Kanownik.

Wśród uwag Związku znalazły się również propozycje korzystnej dla pracodawców rezygnacji z konieczności zmiany decyzji pobytowej, w przypadku nowych warunków zatrudnienia, np. zmiany stanowiska. Branża proponuje również ustalenie kar dla urzędów nieprzestrzegających ustawowo określonych terminów rozpatrywania spraw udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy.

Projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach i niektórych innych ustaw opracowywany jest przez Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a przyjęcie projektu przez Radę Ministrów przewidziane jest na trzeci kwartał 2021 r.

Inwestycje i oszczędności a… kryzys energetyczny

Temat kryzysu klimatycznego objął swoim zasięgiem dużą część świata, a jego konsekwencje gospodarcze mogą okazać się negatywne w skutkach, głównie z uwagi na rosnące ryzyko stagflacji. Już teraz pojawiają się znaczące problemy w obszarze produkcji dóbr, które przy jednoczesnym utrzymaniu presji inflacyjnej (podaż nie nadąża za popytem) rysują szare perspektywy dla światowych gospodarek. Czy powinniśmy w związku z tym jeszcze większą uwagę poświęcić naszym finansom?

Czy gospodarce zabraknie energii?

Obecnie wzrosty cen na sklepowych półkach biją kolejne rekordy. Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że we wrześniu 2021 roku inflacja w Polsce znów poszybowała w górę – w zestawieniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych (wskaźnik CPI) wzrosły o 5,8%.

Obserwujemy również wysokie ceny ropy i gazu oraz informacje o potencjalnych brakach energii elektrycznej w Unii Europejskiej czy faktyczne braki w Chinach. Odbija się to także na odbiorcy indywidualnym – już teraz wiadomo, że w 2022 r. za gaz i energię elektryczną zapłacimy więcej, co oznacza, że m.in. koszty ogrzewania domostw będą większe. W połowie września Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził podwyżkę ceny gazu o 7,4% dla gospodarstw domowych.

W całej Unii Europejskiej ceny energii elektrycznej dla odbiorców detalicznych są znacznie wyższe niż w zeszłym roku. Zgodnie z danymi o inflacji HICP elektryczność w sierpniu br. była w UE ogółem o 9,3% wyższa niż w analogicznym czasie ub.r. W Polsce wzrost cen od lutego utrzymuje się na poziomie +9,4% rdr. – wynika z danych podanych przez Grupę Polskiego Funduszu Rozwoju.  Wzrost cen energii to wzrost cen wszystkich produktów i usług. Nie dziwne jest więc to, że coraz częściej zastanawiamy się, w jaki sposób możemy zabezpieczyć nasze środki finansowe przed galopującą inflacją i jak odpowiednio przygotować się na wysokie koszty mediów.

Póki nasz kraj nie poradzi sobie z transformacją energetyczną, będziemy ponosić tego koszty. Dynamicznie rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 wynoszące nawet do 60 EUR za tonę, niedobór surowców na rynku, takich jak gaz ziemny czy związane z tym rosnące ceny prądu mają ogromny wpływ na portfele Polaków mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W obliczu rosnących kosztów za surowce energetyczne i żywność oraz oznak spowolnienia gospodarczego, rosną obawy o finanse. Głośniej jest także o stagflacji – dodaje.  

Jak przygotować się finansowo?

Stagflacja to połączenie wysokiej inflacji i stagnacji lub recesji w gospodarce, którym towarzyszy wzrost bezrobocia. Jej skutkiem może być globalny kryzys energetyczny, który jednocześnie pobudzi inflację i ograniczy produkcję dóbr.

Światowa gospodarka jest obecnie w niestabilnym punkcie, dlatego warto zadbać o zabezpieczenie swoich środków finansowych. Przy obecnej sytuacji rynkowej trudno o całkowicie bezpieczne inwestycje, które uchroniłyby oszczędności przed inflacją i przyniosły oczekiwany zysk.

Na rynkach finansowych dość dużo zależy od tego, jaką narrację obejmą inwestorzy. Notowania wielu aktywów są więc często napędzane spekulacjami. To właśnie na ich bazie buduje się potem scenariusze dotyczące tego w co warto zainwestować. Idealnym przykładem w tym i ubiegłym roku były kryptowaluty, które stały się w pewnym momencie „modą”, przez co wiele osób zaczęło w nie inwestować mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Duża grupa inwestorów nie wzięła pod uwagę jednak faktu, że postawienie na tak niestabilne i młode aktywo może skończyć się ogromnymi stratami. Zawsze warto analizować sytuację na rynkach i wiedzieć, że niektóre narracje mogą działać jak samospełniające się przepowiednie – mogą stawać się rzeczywistością tylko dlatego, że zaczęto o nich mówić – dodaje.

W obliczu niepewnej sytuacji energetycznej oraz pomimo rosnących stóp procentowych największym zaufaniem w inwestycjach niezmiennie cieszą się nieruchomości i złoto. W zestawieniu z wynikami badań z pierwszego kwartału zainteresowanie tymi aktywami wzrosło odpowiednio o 2,5 p.p. (58,8%) oraz 3,2 p.p. (39,3%) – wynika z badania Tavex.

Obecnie warto unikać obligacji skarbowych indeksowanych inflacją oraz lokat. Rośnie za to popularność „królewskiego” kruszcu, co nie jest zaskoczeniem – inwestorzy postrzegają rynek złota jako jeden z najbardziej stabilnych. To z kolei daje im poczucie większego bezpieczeństwa inwestycji oraz świadomość niewielkiego wpływu ogólnego wzrostu cen na stan ich oszczędności przechowywanych w złotym kruszcu – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Najlepszym sposobem ochrony zaoszczędzonych środków finansowych jest ich dywersyfikacja. W obliczu niestabilności gospodarczej długoterminowe oszczędzanie to nie tylko idea – to konieczność, aby móc sięgnąć po odłożone środki finansowe podczas ewentualnego kryzysu.

Elektryczna przyszłość Polski

Trudno nam sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie bez energii elektrycznej. Zapominamy jednak o tym, że ciągłość jej dostaw to rezultat sprawnie działającego systemu elektroenergetycznego, na który składają się jednostki wytwarzające, przetwarzające, przesyłające i rozdzielające energię. Polska jest w czołówce Europy pod względem cen za energię elektryczną – mamy najwyższą hurtową cenę energii elektrycznej, która przekracza o 50% średnią europejską. Jak będzie wyglądał rozwój sieci przesyłu energii w obliczu transformacji energetycznej?

Przyszłość energii

Bezpieczeństwo energetyczne oznacza aktualne i przyszłe zaspokojenie potrzeb odbiorców na paliwa i energię w sposób technicznie i ekonomicznie uzasadniony. Istotne jest również to, aby zachowane były przy tym wymagania ochrony środowiska. Polska branża energetyczna jest w około 70% zależna od stałych paliw kopalnych. Dynamicznie rosnące ceny uprawnień do emisji CO2, które w maju 2021 roku przebiły barierę 50 EUR za tonę, mają ogromny wpływ na kształtowanie się cen hurtowych energii elektrycznej w naszym kraju. Jeszcze niedawno eksperci przewidywali, że taki poziom cen uprawnień do emisji CO2 zostanie osiągnięty dopiero w 2040 roku.

Chcąc ograniczyć emisję zanieczyszczeń z sektora energetyki stopniowo wycofywane będą jednostki wytwórcze o niskiej sprawności. Będą one zastępowane mocami o wyższej sprawności. Według obecnych założeń, do 2040 r. zostanie zbudowany niemal nowy system elektroenergetyczny, którego silną podstawą będą źródła nisko i zero-emisyjne – wskazuje Rafał Blankiewicz, dyrektor działu Rozwoju Biznesu, ILF Consulting Engineers Polska.

W celu dostosowania się do planów Unii Europejskiej mających na celu ochronę klimatu, w naszym kraju rozbudowywana i modernizowana jest również infrastruktura przesyłowa, co pozwoli na wyprowadzenie mocy z istniejących i nowych źródeł, w tym z energetyki wiatrowej i jądrowej. Przykładem takich inwestycji są m.in. budowa stacji elektroenergetycznych (SE) Choczewo i Krzemienica dla przyłączenia morskich farm wiatrowych do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego czy budowa przyłącza morskiej farmy wiatrowej PGE Baltica.

Nasza firma obserwując zmiany, jakie zachodzą w światowej i polskiej energetyce, podjęła szereg działań, aby aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej kraju. Jesteśmy obecni m.in. przy budowie stałoprądowego podmorskiego połączenia transgranicznego między Polską i Litwą (Harmony Link) oraz przy rozbudowie i modernizacji polskiego systemu przesyłu energii elektrycznej – wskazuje Beata Nepelska-Kula, dyrektor działu Projekty, ILF Consulting Engineers Polska. Do naszych zadań przy budowie przyłącza morskich farm wiatrowych PGE Baltica należy m.in. opracowanie optymalnych rozwiązań pod względem technicznym, ekonomicznym, prawnym, środowiskowym i planistycznym dla całego układu wyprowadzenia mocy. Natomiast przy SE Choczewo i SE Krzemienica dla Polskich Sieci Elektroenergetyczny przygotowujemy dokumentację niezbędną do uzyskania pozwolenia na budowę i rozpoczęcia prac budowlanych. Podobne działania podejmowane są również w Europie. Dobrym przykładem jest budowa systemu przesyłowego Suedlink HVDC w Niemczech, w którą zaangażowana jest Grupa ILF – dodaje.

(nie)Nowoczesny przepływ prądu

Aby energia elektryczna trafiła do odbiorcy konieczne jest odpowiednie funkcjonowanie skomplikowanej struktury złożonej z wielu urządzeń i linii elektroenergetycznych, zwanej systemem elektroenergetycznym. Rozróżnia się w nim sieć przesyłową i sieci dystrybucyjne. Sieci te, w związku z nowymi inwestycjami, będą potrzebowały modernizacji. Co istotne, to już się dzieje. Przykładem jest inwestycja związana z przełączeniem linii 220 kV Piła Krzewina – Bydgoszcz Zachód – Jasiniec – Grudziądz Węgrowo na napięcie 400 kV wraz z dostosowaniem stacji Bydgoszcz Zachód do pracy na napięciu 400 kV.

Takie działania doprowadzą do powstania nowoczesnej infrastruktury przesyłowej, co zwiększy możliwości rozwojowe pobliskich aglomeracji. Co więcej, wzmocnią bezpieczeństwo energetyczne regionu i umożliwią odebranie mocy z planowanych morskich farm wiatrowych, a w przyszłości także z planowanej elektrowni jądrowej – wskazuje Michał Gorzoch, menedżer ds. rozwoju biznesu, ILF Consulting Engineers Polska. Do naszych zadań przy tej realizacji należy wykonanie części Studium Wykonalności w zakresie dostosowania linii Bydgoszcz Zachód – Jasiniec pracującej obecnie na napięciu 220 kV do pracy na napięciu 400 kV – dodaje.

Elektryczność wkracza w każdą sferę naszego życia, również w transport. Dlatego, tak istotna jest także transformacja przesyłu i zarządzania energią ze względu na rozwój elektromobilności i carsharingu.

Ogromne wyzwanie dla sieci dystrybucyjnych stanowi rosnąca liczba samochodów elektrycznych, które muszą być ładowane. Samochody (baterie w nich umieszczone) mogą tworzyć ogromny wirtualny magazyn energii. Przy założeniu, że za jakiś czas będzie zwiększał się udział carsharingu, firmy z tego sektora będą świadczyły również usługi na rzecz sieci dystrybucyjnych. Wszystko to ma bezpośredni wpływ na rozwój i modernizację sieci przesyłowych – podsumowuje Beata Nepelska-Kula, dyrektor działu Projekty, ILF Consulting Engineers Polska.

Magazyny nową gwiazdą inwestycyjną

Potencjał rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce stale rośnie, zmienia się profil projektów, na których koncentrują się inwestorzy.

Swój najlepszy czas przeżywa teraz sektor magazynowy. W pierwszej połowie 2021 roku na rynku logistycznym mogliśmy obserwować kolejne rekordy związane, zarówno z ilością powierzchni magazynowej w budowie, jak i popytem na magazyny. Segment magazynowy, którego zasoby przekraczają aktualnie w naszym kraju 22 mln mkw. powierzchni, stał się nie tylko liderem pod względem ilości realizowanych inwestycji, ale wyrasta również na gwiazdę na rynku inwestycyjnym. Magazyny stają się dla inwestorów najbardziej atrakcyjnymi aktywami, wypierając w ostatnich kwartałach wiodące wcześniej prym nieruchomości biurowe.

– Pandemia nie wywołała spadku popytu inwestycyjnego w Polsce, zmianie uległa tylko struktura wolumenu transakcyjnego. Sektor przemysłowo-logistyczny w pierwszej połowie br. miał 45 proc. udział w transakcjach na rynku inwestycyjnym, dzięki czemu stał się jego nowym liderem. Zmiany w tym segmencie związane są przede wszystkim ze znacznym wzrostem zainteresowania inwestorów magazynami zlokalizowanymi w obrębie największych miast, sprofilowanymi do obsługi sektora e-commerce. Wysokie stopy zwrotu i rosnąca wartość nieruchomości logistycznych w naszym kraju skutecznie przyciągają do Polski światowy kapitał, w tym także nowych graczy. Coraz większa grupa inwestorów, nie tylko analizuje zakup istniejących obiektów, ale coraz więcej podmiotów podejmuje także decyzję o finansowaniu budowy projektów magazynowych w obrębie największych ośrodków miejskich w Polsce, jak również inwestuje w grunty pod przyszłe inwestycje – komentuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Polowanie na grunty inwestycyjne

Boom, jaki możemy obserwować na rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce najlepiej pokazuje skalę nowych projektów, które przygotowywane są do realizacji. – Poziom obrotu gruntami w całej historii rynku nie był tak wysoki, jak w tym roku. Poza największymi aglomeracjami, zainteresowaniem inwestorów cieszą się również miasta regionalne oraz mniejsze rynki. Zdecydowana większość zawieranych transakcji dotyczy gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, ale wyraźnie widoczny jest również wzrost aktywności deweloperów logistycznych. Szacujemy, że wolumen transakcji związanych z inwestycjami w grunty pod magazyny zwiększył się w tym roku co najmniej o jedną piątą. Przy czym, inwestorzy planują realizację mniejszych obiektów magazynowych w obrębie największych miast, a w mniejszym stopniu zainteresowani są budową dużych parków logistycznych położonych w większej odległości od ośrodków miejskich. Rzadziej poszukiwane są natomiast grunty pod projekty biurowe i hotelowe, choć wyjątkowo zdarzają się także i duże transakcje, czego przykładem jest niedawny zakup działki w centrum Warszawy pod hotel PURO z ponad 200 pokojami – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Zmiany wywołane pandemią, w tym rozwój e-commerce, podobnie jak w większości państw europejskich, stały się w Polsce silnym czynnikiem stymulującym wzrost inwestycji na rynku magazynowym. Pierwsza połowa 2021 roku zapisała się historycznie rekordową  ilością powierzchni magazynowej w budowie. Według danych Walter Herz, w fazie realizacji na terenie kraju było aż 3,3 mln mkw. magazynów. Dzięki temu uplasowaliśmy się na drugim miejscu w Europie pod względem tempa przyrostu zasobów na rynku powierzchni magazynowych.

Magazyny mają wzięcie

W ciągu 6 pierwszych miesięcy tego roku zasoby naszego rynku wzrosły o ponad 1,1 mln mkw. powierzchni magazynowych. Większość nowej podaży skupiona jest w obrębie pięciu największych, krajowych centrów logistycznych, a najwięcej magazynów powstało w Warszawie i jej okolicach oraz na Górnym Śląsku. Deweloperzy aktywni są również m.in. w Trójmieście, czy rejonie Krakowa oraz lokalizacjach w pobliżu wschodniej i zachodniej granicy kraju, które mają potencjał do obsługi dostaw z państw sąsiednich.

Aktywność inwestycyjną nakręca rosnący popyt na magazyny. W pierwszej połowie roku zakontraktowane zostało około 3,4 mln mkw. powierzchni magazynowych, dzięki czemu pobity został dotychczasowy rekord półroczny. Wolumen najmu był o 50 proc. większy niż w pierwszym półroczu zeszłego roku i o ponad 80 proc., jeśli weźmiemy pod uwagę średnią z ostatnich 5 lat. Coraz większe zapotrzebowanie na powierzchnie zgłaszają głównie operatorzy logistyczni, firmy kurierskie oraz sieci i podmioty handlowe. Dlatego znacząca część nowych projektów inicjowana jest w segmencie magazynów miejskich. W Warszawie na przykład jedna czwarta realizowanej powierzchni usytuowana jest w granicach administracyjnych miasta.

Inwestycje w sektorze PRS

Obok rynku magazynowego, w siłę rośnie sektor mieszkań na wynajem instytucjonalny, który zajmuje już trzecią pozycję na rynku transakcji inwestycyjnych zarejestrowanych w naszym kraju, za nieruchomościami magazynowymi i biurowymi. Tymczasem, w Europie jest już drugim segmentem nieruchomości pod względem udziału w wolumenie inwestycyjnym.

W pierwszej połowie 2021 roku wartość transakcji inwestycyjnych w segmencie mieszkań na wynajem wyniosła w Polsce około 550 mln euro. To nie mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że rozwój sektora PRS na naszym rynku został zapoczątkowany zaledwie dwa trzy lata temu, a wielkość zasobów jest jeszcze bardzo nieduża. Większość stanowią projekty w budowie oraz inwestycje będące w fazie przygotowywania do realizacji. Jak szacuje Walter Herz, w trakcie budowy i na etapie planowania jest teraz około 26 tys. mieszkań przeznaczonych pod wynajem instytucjonalny w największych aglomeracjach w Polsce. Inwestorzy celują w główne ośrodki miejskie, które w nadchodzących latach będą przyciągały nowych mieszkańców i imigrantów zarobkowych oraz studentów.

Biurowce rosną w regionach

Pomimo spadku zainteresowania inwestorów aktywami biurowymi w Polsce rośnie podaż biur. W całym kraju, jak wynika z danych Walter Herz, powstaje 1,1 mln mkw. powierzchni biurowych. – Rynki regionalne najbardziej przyciągają teraz uwagę inwestorów. Pod względem ilości łącznej powierzchni w budowie zyskały przewagę nad Warszawą. Najwyższy poziom aktywności deweloperów widoczny jest we Wrocławiu, Katowicach i Trójmieście. Podobnie jest w przypadku popytu, który tym roku jest wyższy w regionach – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

W Warszawie tempo rozwoju rynku biurowego poważnie spadło, do poziomu najniższego od ponad dekady. Na terenie aglomeracji warszawskiej w budowie jest niespełna 400 tys. mkw. powierzchni biurowej. To prawie o połowę mniej niż średnia ilość powierzchni w realizacji z pięciu ostatnich lat. Warszawski rynek wyhamował pod względem ilości inicjowanych projektów. W ostatnim kwartale widoczny był natomiast wzrost aktywności najemców. W tym także firm, które nie były dotąd obecne w naszym kraju, przede wszystkim z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, nowoczesnych technologii i branży farmaceutycznej.

Parki handlowe z rekordowym wzrostem

Na rynku handlowym natomiast obserwować możemy wyjątkowo szybki rozwój inwestycji związanych z budową mniejszych obiektów handlowych – parków handlowych i centrów convenience. Według danych Walter Herz, w tym roku nowa podaż w sektorze handlowym przyniesie około 540 tys. mkw. powierzchni, z czego 40 proc. znajduje się w parkach handlowych. Ich udział w całkowitym wolumenie powierzchni handlowych w kraju, wynoszącym 12,3 mln mkw. powierzchni, to dziś 15 proc. Ten segment notuje jednak teraz największy wzrost w historii rynku. W parkach handlowych powstaje aktualnie około 240 tys. mkw. powierzchni. Większość  obiektów realizowana jest w mniejszych miastach, liczących poniżej 50 tys. mieszkańców.

Patrząc na wartość wolumenu inwestycyjnego w sektorze handlowym można sądzić, że nieruchomości handlowe nie znajdują się aktualnie w polu zainteresowania inwestorów. Liczba zawieranych transakcji w tym roku w sektorze była jednak nadal bardzo duża. Niska wartość wolumenu inwestycyjnego związana jest głównie z rodzajem aktywów będących w centrum uwagi inwestorów. W 2020 roku parki handlowe i nieruchomości typu convenience miały prawie 70 proc. udział w wolumenie transakcyjnym.

Opinia Głównego Eksperta ZPP ds. energetyki na temat nowelizacji ustawy odległościowej

Z ogromnym niepokojem zauważamy, że prace legislacyjne w zakresie nowelizacji tzw. ustawy antywiatrakowej uległy istotnemu spowolnieniu. Zaprojektowane zmiany przepisów miały głównie na celu liberalizację zasady „10H”, zgodnie z którą zabronione jest lokowanie elektrowni wiatrowych przy zabudowaniach w odległości mniejszej niż 10-krotność wysokości turbiny. Zasada w obecnym brzmieniu jest powszechnie uznawana za szkodliwą dla potencjału inwestycji w odnawialne źródła energii, a jednocześnie pozostaje ona jedną z najbardziej restrykcyjnych zasad lokalizowania elektrowni wiatrowych w całej Unii. W rzeczywistości zasada ta sprawia, że przeprowadzenie inwestycji jest niemożliwe na 99,7% obszaru naszego kraju.

Przygotowany projekt ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw został poddany szerokim konsultacjom społecznym, w których uczestniczyły wszystkie środowiska i organizacje interesariuszy zaangażowanych w rozwój zielonej energii. W ten sposób wypracowany został konsensus, który miał przynieść znaczący impuls inwestycyjny dla polskiego rynku OZE. Tym samym niezrozumiałe dla nas pozostaje, dlaczego uchwalenie nowelizacji napotyka na kolejne przeszkody i przebiega tak wolno.

Na zmianę przepisów ustawy 10H czekają także państwowe spółki energetyczne, które posiadają zarówno odpowiednie środki, jak i możliwości inwestycyjne w odnawialne źródła energii. Planowane wydzielenie i przeniesienie konwencjonalnych źródeł energii do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE) spowoduje całkowite przestawienie organizacyjne i biznesowe tych podmiotów w stronę zielonej energii.

Dodatkową niepewność regulacyjną generują także ostatnie wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju i Technologii, które wskazują, że dalsze procedowanie projektu nowelizacji nie stanowi priorytetu dla strony rządowej, co jeszcze bardziej może odwlec w czasie wdrożenie nowych przepisów. Tego rodzaju podejście może wskazywać na niedostrzeganie skali problemów, jakie występują w związku z obowiązywaniem restrykcyjnej zasady „10H”.

Naszym zdaniem, nowelizacja ustawy odległościowej to jedno z najpilniejszych działań w zakresie rozwoju energetyki, jakie powinny podjąć polskie władze. Wspomniana modyfikacja przepisów umożliwi przeprowadzenie szybkich i sprawnych inwestycji w OZE, które obecnie stanowią najtańsze źródło produkcji energii elektrycznej.

W kontekście przedstawionego powyżej problemu należy także zwrócić uwagę na rosnący deficyt energetyczny, który staje się istotnym zagrożeniem dla rodzimego przemysłu. Dlatego też podkreślamy, że lądowa energetyka wiatrowa wraz z wielkoskalowymi źródłami solarnymi mogą znacząco ograniczyć rosnący deficyt i przy tym pozytywnie wpłynąć na ceny energii na krajowym rynku. Rozwój OZE pozostaje według nas istotny również dla realizacji Polskiej Strategii Wodorowej, gdyż źródła te, będą miały kluczowe znaczenie dla rozwoju nowoczesnych technologii w zakresie energetyki.

Zarówno firmy z udziałem Skarbu Państwa, jak i prywatni inwestorzy posiadają rozpoczęte projekty inwestycyjne w lądowe farmy wiatrowe, które zostały zatrzymane w 2016 roku poprzez niekorzystne przepisy ustawy odległościowej. Liberalizacja zasady 10H pozwoliłaby na dokończenie tych przedsięwzięć, a tym samym umożliwienie szybkiej realizacji około 5 GW nowoczesnych, wydajnych i tanich źródeł energii, co w naszych warunkach klimatycznych mogłoby zapewniać dostawę po 2025 roku nawet 15 TWH (terawatogodzin) zielonej energii rocznie.

Wówczas nasza gospodarka mogłaby spokojnie oczekiwać na dostawy zielonej energii z morskich farm wiatrowych i nie zachodziłaby przy tym konieczność dokonywania interwencyjnych i nieopłacalnych zakupów zielonej energii dla przemysłu eksportującego na rynki europejskie.

Mając powyższe na uwadze, apelujemy do Ministerstwa Rozwoju i Technologii o jak najszybsze wznowienie prac nad dalszym procedowaniem nowelizacji, która umożliwi szybkie inwestycje w odnawialne źródła energii.

Włodzimierz Ehrenhalt
Główny Ekspert ZPP ds. Energetyki

Polityka ciąży złotemu. Polska waluta jest znów bardzo słaba

Podwyżka stóp procentowych na kilka dni wzmocniła złotego. Jednak polska waluta jest znów bardzo słaba.

Gdy słabną waluty rynków wschodzących złoty się osłabia, jednak wówczas, gdy waluty tych krajów odrabiają straty, odbicie złotego jest znacznie mniejsze.

– Złoty zaczął zachowywać się tak, jakby tylko połowicznie był walutą rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszym jest podejście NBP do inflacji. Bagatelizowanie jej przez wiele miesięcy w argumentacji przedstawianej przez prezesa NBP. Praktycznie ujemne stopy procentowe bardzo osłabiały złotego. Podwyżka podstawowej stopy procentowej o 40 pkt. bazowych tego nie zmieniła, rynek czeka na kolejne podwyżki.

– Inflacja zadomowiła się na poziomie dużo powyżej celu inflacyjnego i jest duże ryzyko, że nie jest to stan przejściowy.

Drugim powodem słabości złotego jest spór, w którym Polska znalazła się z UE.

– Rynek lubi plotki, dlatego niebezpieczne jest, że story o polexicie zaczyna utrwalać się na rynku – wyjaśnia ekspert XTB. – W przypadku rynków krajów wschodzących jest tak, że jeżeli przejdziemy przez punkt krytyczny dotyczący na przykład zaufania do polityki banku centralnego, to bardzo trudno będzie odzyskać dawno pozycję w ocenie inwestorów.

Przykładem słabości złotego jest kurs franka szwajcarskiego, który jest bliski 4,30 zł, jego minimum z 52 tygodni to 4,07, a maksimum – 4,33 zł. Minimum dotyczyło notowań z 1 czerwca.

– Frankowicze nie mogą mieć nadziei, że przy mocnym franku wobec innych walut dojdzie do reakcji szwajcarskiego banku centralnego, bo ten już doświadczył sytuacji, gdy przegrał broniąc kursu franka – dodaje P.Kwiecień.

Czemu ceny energii w Europie rosną?

Ceny energii rosną w całej Europie przez obiektywne czynniki regulacyjne oraz rynkowe. Pierwszy to odrodzenie gospodarcze – podnoszące zapotrzebowanie na wszelkie media, w tym energię elektryczną, któremu nie towarzyszy wystarczająca odbudowa podaży. Gospodarka globalna potrzebuje coraz więcej energii i nie dostaje jej w wystarczającej ilości. Kolejny czynnik to wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w Europie, które kosztują już ponad 60 euro za tonę i będą drożały dalej wobec perspektywy przyspieszenia polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Wysokie ceny energii na rynku będą przekładać się na podwyżki taryf – czyli cen ustalanych dla poszczególnych grup odbiorców, jak przemysł czy gospodarstwa domowe. Eksperci wspominają o podwyżkach sięgających 40 procent.

– Ceny energii w Europie rosną do rekordowych poziomów – np. w Wielkiej Brytanii już zbliżyły się w pewnym momencie do 9300 zł. za MWh, wówczas gdy w Polsce było to o 200-300 złotych więcej. U nas zawsze energia była droga ze względu na zależność od węgla, co odznaczało się wyższymi cenami wytwarzania oraz przez politykę klimatyczną – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Emisje CO2 są coraz droższe – a kryzys, z którym mamy do czynienia obecnie spowodował, że ceny w całej Europie rosną i okazuje się, że czasem w Polsce jest taniej. W Polsce, która wytwarza większość energii z węgla, jest to trend krótkoterminowy – wynikający z faktu, że gospodarka odzyskuje siły pomimo zbliżającej się czwartej fali pandemii. Gospodarka potrzebuje coraz więcej energii. Tymczasem wszyscy zaciskali pasa w okresie najbardziej restrykcyjnych ograniczeń pandemii, czyli w 2020 roku, wówczas ograniczali plany inwestycyjne i ograniczali plany produkcyjne. Spowodowało to, że obecnie mamy wielki popyt, który nie spotyka się z odpowiednio wysoką podażą energii elektrycznej – stąd ten wyż cenowy właściwie każdego medium – nie tylko energii elektrycznej, ale też węglowodorów węgla i stali. Wszystkiego produkujemy za mało, żeby poradzić sobie z przyspieszonym zapotrzebowaniem – które jest dobrym sygnałem, bo gospodarka znów zaczyna działać pomimo COVID-19 – tłumaczy Jakóbik.

Czy znalezienie prawdziwego talentu w IT to duży problem?

Rekrutacja w branży IT to wymagający proces, który w wielu przypadkach wymaga użycia specyficznych technik pozwalających znaleźć odpowiedniego kandydata. Wynika to z faktu, że rynek pracy w branży IT to rynek pracownika, a najlepszych specjalistów należy przekonać do pracy w swojej firmie. Warto więc zadać sobie pytanie, czy znalezienie prawdziwego talentu w IT to duży problem?

Rekrutacja w IT – ogłoszenia w Internecie nie wystarczą

W dzisiejszych czasach podstawą rekrutacji pracowników w wielu branżach jest zamieszczenie odpowiedniego ogłoszenia w Internecie, a następnie oczekiwanie na zgłoszenia zainteresowanych kandydatów i wybór najlepszego z nich. W branży IT w wielu przypadkach to nie wystarcza, a rekruterzy muszą podejmować bardziej aktywne działania. Oczywiście oferty pracy IT nadal umieszczane są zarówno na ogólnych, jak i branżowych portalach ogłoszeniowych, jednak nie jest to jedyny sposób poszukiwania kandydatów do pracy. Firmy poszukujące najlepszych specjalistów muszą ich najpierw odnaleźć i przekonać, że warto skorzystać z danej oferty pracy. W tym celu rekruterzy uczestniczą w branżowych wydarzeniach, czy konferencjach. Dobrą i często stosowaną praktyką jest również wyszukiwanie kandydatów w branżowych grupach i dyskusjach na portalach społecznościowych. 

Co kusi pracowników w branży IT? 

Wspomniano już, że rynek pracy w branży IT to rynek pracownika. Firmy muszą zatem zaoferować mu odpowiednie warunki, które skłonią go do podjęcia pracy. Dlatego też najlepsi specjaliści mogą liczyć na atrakcyjne oraz liczne benefity pozapłacowe. Dla wielu osób równie ważne są możliwości rozwoju, czy udział w ciekawych projektach. Specjaliści IT cenią sobie bowiem pracę, która jest interesująca i stanowi wyzwanie. Przykładem mogą być BI developerzy, których ścieżka kariery wymaga ciągłego zdobywania nowych umiejętności zarówno z dziedziny IT, jak i biznesu. Więcej na temat tego typu specjalistów można przeczytać w artykule: BI developer – czym się zajmuje, ile zarabia oraz jak wygląda ścieżka kariery? Przyszłość zawodu programisty BI. 

Ograniczenia w procesach rekrutacji IT

Skuteczność rekrutacji w branży IT uzależniona jest od niwelowania ograniczeń związanych z tymi procesami. Do najważniejszych należy czas trwania rekrutacji, jej złożoność oraz wydłużenie procesu decyzyjnego. Warto pamiętać, że długa rekrutacja składająca się z wielu etapów, mimo iż teoretycznie pozwala dokładnie zweryfikować wybranych kandydatów, to w praktyce może utrudnić zatrudnienie prawdziwego specjalisty. Wynika to z faktu, że im dłuższy proces rekrutacyjny, tym trudniej jest utrzymać w nim potencjalnych kandydatów, którzy mogą w międzyczasie znaleźć zatrudnienie w innej firmie lub zwyczajnie zrezygnować. Należy więc odpowiednio opracować procesy rekrutacyjne po to, by były efektywne i pozwoliły w szybki sposób ocenić kompetencje danej osoby. Takie podejście umożliwia również redukcję kosztów, ponieważ warto zaznaczyć, że wydłużona rekrutacja jest kosztowna. 

Jak znaleźć talent IT wśród początkujących?

Szukając talentów w IT wiele firm skupia się na specjalistach, którzy posiadają określone umiejętności oraz status w branży. Jest to praktyka, która pozwala zatrudnić osoby potrafiące niezwłocznie rozpocząć pracę nad danym projektem. Minusem w takiej sytuacji jest fakt, że specjalista oczekuje wysokiej pensji, świetnych warunków pracy oraz trudno go przekonać do podjęcia zatrudnienia. Zdecydowanie tańszym rozwiązaniem jest próba znalezienia kandydata wśród początkujących w branży. Oczywiście taka osoba nie wniesie od razu do przedsiębiorstwa wartości, ale dostrzegając jej talent można go rozwinąć. Jak znaleźć talent wśród początkujących? W tym celu należy zwrócić uwagę nie tylko na obecne umiejętności danej osoby, ale również jej cechy charakteru. Upór i dążenie do celu może okazać się kluczowe. Warto również szukać osoby, która chce się uczyć, a branża IT to jej pasja. Będzie to gwarancją, że wykonywana praca nie jest wyłącznie przykrym obowiązkiem, a motywacją pieniądze. Gdzie szukać prawdziwych talentów wśród początkujących? Dobrą praktyką jest nawiązanie współpracy z uczelniami wyższymi, które mogą wskazywać odpowiednie osoby lub organizacja stażów, czy praktyk dla studentów. Talenty można znaleźć również wśród freelancerów.

Inwestycja w pracownika – to się opłaca

Zatrudnienie specjalisty IT musi kosztować. Dlatego też wiele firm decyduje się na podnoszenie kwalifikacji swoich pracowników, co pozwala stworzyć własnego specjalistę. Zatrudnienie pracownika z mniejszym doświadczeniem, który posiada predyspozycje do rozwoju to rozwiązanie pozwalające ograniczyć koszty oraz uniknąć złożonego procesu rekrutacji. Umożliwienie pracownikowi wzięcia udziału w specjalistycznych kursach, czy pokrycie ich kosztów może być dla firmy inwestycją z wysoką stopą zwrotu. Warto również wykorzystać fakt posiadania w zespole specjalistów IT, ponieważ mogą oni zostać mentorami mniej doświadczonych pracowników.

Czy znalezienie prawdziwego talentu w IT jest trudne? Wiele w tym przypadku zależy od atrakcyjności danego stanowiska, czy skuteczności osób odpowiadających za rekrutację. Warto jednak wspomnieć, że firmy mające z tym problem powinny spojrzeć w kierunku własnych pracowników i spróbować rozwinąć ich talenty. 

Awaria Facebooka – spekulacje: DNS i BGP w grze

Serwisy Facebooka doświadczyły poważnej, sześciogodzinnej awarii. Usterka rozlała się na usługi powiązane z Facebookiem, w tym WhatsApp, Instagram i Oculus VR. Biorąc pod uwagę skalę wydarzenia, przybliżamy zagadnienia wiążące się z problematyką niektórych technologii internetowych, na których tak mocno polegamy w życiu prywatnym i biznesie.

Zawsze chodzi o DNS…

System nazw domen (DNS) to pojedynczy punkt awarii systemów internetowych. DNS mapuje nazwy, takie jak facebook.com, na adresy IP, umożliwiając użytkownikom łatwe odwoływanie się do witryn (według nazwy).W efekcie DNS zapewnia powiązanie nazw z adresami IP – jak książka adresowa. Gdy serwery DNS witryny nie działają, podobne wyszukiwanie nie może się odbyć, a użytkownicy nie będą mogli uzyskać dostępu do witryny. Utrzymanie sprawności, działania i bezpieczeństwa serwerów DNS jest więc kluczowym elementem niezawodności działania strony internetowej.

…chyba, że chodzi o BGP

Pod pojęciem BGP kryje się inna technologia, która jest tak samo ważna jak DNS. Jest to protokół routingu (jeden z wielu) o nazwie Border Gateway Protocol (BGP). BGP to protokół, który umożliwia Systemom Autonomicznym (zbiór dużych sieci kontrolowanych przez jeden podmiot) przekazywanie informacji o kontrolowanych przez siebie sieciach, dzięki czemu wszystkie Systemy Autonomiczne posiadają spójną wiedzę, o tym jak dotrzeć do poszczególnych podsieci IP. BGP nie realizuje funkcjonalności routingu bezpośrednio, ale jest protokołem, który udostępnia informacje między routerami. Po otrzymaniu tych informacji routery mogą podejmować decyzje o tym, dokąd należy przesłać konkretne dane.

Dlaczego protokół BGP jest ważny?

Wpisując dowolny adres strony np. „facebook.com” w przeglądarce internetowej powodujemy, że komputer wykona wyszukiwanie DNS, a lokalny serwer DNS, z którego korzysta nasz komputer, wróci (mamy nadzieję) z odpowiednim adresem IP. Wtedy nasz komputer musi być w stanie kierować ruch na ten adres IP. Należy zauważyć, że decyzje dotyczące routingu są podejmowane na zasadzie krok-po-kroku. Każdy router po drodze, przez który przechodzą dane, zdecyduje, jaki powinien być następny krok trasy do docelowego adresu IP. W tym celu sprawdza tablicę routingu, żeby określić następne miejsce do przesłania danych. Jeśli router uczestniczy w protokole BGP, jego tablica routingu jest konstruowana na podstawie aktualizacji otrzymanych od innych routerów obsługujących BGP.Obejmuje to informacje o tym, do jakich sieci można się dostać, za pomocą poszczególnych routerów. Będzie również zawierać informacje o tym, jak blisko jest celu. W tym przypadku bliskość nie oznacza liczby routerów, ale liczbę Systemów Autonomicznych przez które będą musiały być przesłane dane. Istnieje złożony algorytm używany do określenia, która z możliwych tras jest najlepsza. „Najlepsza” może również określać inne elementy, jak zasady dotyczące ruchu wychodzącego czy umowy tranzytowe między dostawcami usług internetowych. Jeśli okaże się, że tabela routingu pokazuje dwa routery, które mogą przesłać dane, aby dotrzeć do określonego adresu IP, wybierze jeden z dwóch na podstawie wskazanych wyżej czynników. Podobne decyzje dotyczące routingu są podejmowane przez każdy router, który przesyła dane, przekazując je do innego routera lub określając bezpośrednie połączenie z siecią danego adresu IP dostarczając dane do miejsca docelowego. Ten sam proces zostanie wykonany w odwrotnej kolejności, aby skierować ruch z powrotem przez inną serię routerów, a następnie do klienta.Taki schemat ma wiele zalet. Dopóki dla ruchu dostępny jest router docelowy – a większość firm korzystających z Internetu ma wiele takich routerów – nasze dane powinny (ostatecznie) tam trafić. Ruch pomiędzy daną witryną internetową a klientem jest dzielony na wiele pakietów, zatem mogą być one przesyłane różnymi trasami.Jest to cecha pozwalająca na unikanie problemów z dostępnością witryn, gdyby jakiś pośredni router uległ awarii. Wtedy pakiety składające się na nasze żądanie lub odpowiedź, mogą zostać przekierowane do działających routerów. Dobrze to działa, jeśli tablice routingu są spójne i zawierają poprawne informacje. W końcu Internet został pierwotnie zaprojektowany do omijania ataków nuklearnych.

Obrazowe przedstawienie problemu

Wyobraźmy sobie, że chcemy dostać się do domu przyjaciela, ale nigdy tam nie byliśmy. Sprawdzamy adres – to jak część DNS. Teraz trzeba wymyślić, jak się tam dostać, więc udajemy się do najbliższego skrzyżowania i pytamy uczestników ruchu, w którą stronę powinniśmy się kierować. Uczestnicy ruchu podpowiadają, żeby skręcić w lewo. Podążamy tą drogą, aż przemieścimy się do kolejnego skrzyżowania i pytamy o drogę ponownie. Dostajemy informację, aby kierować się w prawo.Kontynuujemy proces, aż dotrzemy do celu. Możliwe, że dostaniemy po drodze instrukcję: „standardowo rekomendujemy trasę przez most, ale jest wyłączony z ruchu, więc należy kierować się w lewo i ponownie zapytać o drogę na następnym skrzyżowaniu”. Możemy także dostać instrukcję: „trasa po skręcie w lewo jest bezpośrednia, ale skierowanie się w prawo i przejazd przez autostradę będzie szybszy”.Wybrana trasa nie zawsze będzie najprostszą, ani nawet najszybszą drogą do celu, ale pozwoli uniknąć blokad dróg, zawalonych mostów i korków na trasie. Jeśli zapytania o drogę będą kierowane do uczestników ruchu, którzy mają dobre informacje, dotrzemy do celu. Środkiem, za pomocą którego przekazywane są te dobre informacje, jest właśnie BGP. Jeśli BGP podaje nieprawidłowe informacje lub w ogóle nie ma informacji o tym, jak dotrzeć do obranego celu, mogą się zdarzyć utrudnienia.

Czy BGP jest bezawaryjny?

BGP jest solidny i dobrze się skaluje, co jest kluczową funkcją przy próbach połączenia miliardów hostów. Nie jest jednak całkowicie bezawaryjny.Wyznaczona trasa może pomijać drogi, które powinny się na trasie znaleźć. Oznacza to, że ​​powiązana sieć po prostu przestaje być w Internecie widoczna (znika z Internetu). Siłą rzeczy nie wiadomo, jak się tam dostać, a ruch przeznaczony do tej sieci zostanie odrzucony. Czasami robi się to celowo – nazywa się to blackholing – i zwykle ma na celu zablokowanie połączeń do lub z danej sieci. Dzieje się tak w wielu przypadkach. Na przykład celem zablokowania ruchu DDoS z wrogiej sieci lub nawet usunięcia całego kraju z Internetu w czasie kryzysu cywilnego. W rezultacie ruch sieciowy jest po prostu usuwany, często bez powiadomienia zwrotnego do nadawcy. Sieć zablokowana przez blackholing nie będzie otrzymywać ruchu i zostanie skutecznie odcięta od (cyfrowego) świata.Trasa może być również nieprawidłowo wskazana. Błędna konfiguracja ze strony Systemu Autonomicznego może sprawiać wrażenie, że kieruje ruch do sieci, których nie kontroluje. Gdy jest to działanie celowe, nazywa się je BGP hijacking i chociaż istnieją przed tym zabezpieczenia, powoduje to przekierowanie dużej ilości ruchu do bardzo różnych miejsc np. celem przechwytywania i badania ruchu w ramach działań szpiegowskich.Takie przypadki są częste. Na przykład operator sieci lub zautomatyzowany system dokonują błędnej konfiguracji. Niezbędna dla osiągnięcia celu ruchu trasa albo znika całkowicie, albo tworzy się pętla routingu (gdzie ruch jest przekazywany między dwoma routerami w nieskończoność) lub też ruch jest wysyłany do routera, nieznającego trasy, w wyniku czego ruch jest gubiony.

Nauczka?

W oparciu o to, co zostało powiedziane do tej pory, możliwe, że awaria Facebooka mogła, przynajmniej częściowo, być spowodowana błędną konfiguracją BGP.Żeby było jasne: na tym etapie są to spekulacje i będziemy musieli poczekać, aż Facebook zdecyduje się powiedzieć, co tak naprawdę się działo i dlaczego. Niemniej, miniona awaria jest okazją, aby poświęcić nieco więcej uwagi tej mniej znanej, ale niezwykle ważnej części ruchu sieciowego. Pozwala ona przesyłać nie tylko wszystkie zabawne filmiki z kotami, ale także niezwykle informacje biznesowe do naszych przeglądarek w całości i bez przeszkód.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Kobiety liderkami zrównoważonej rewolucji. Młodzi doceniają, starsi realizują

Bayer zaprezentował wyniki badania opinii społecznej „Barometr Bayer” poświęconego zrównoważonemu rozwojowi, biorąc pod uwagę kontekst środowiskowy, społeczny i ekonomiczny. Badanie, na zlecenie Bayer, przeprowadził instytut badawczy Kantar[1]. Patronat honorowy objął UN Global Compact Network Poland.Barometr Bayer 2021 Zrownowazony rozwoj infografika

„Ja” i zrównoważony rozwój

Zdecydowana większość z nas (83 proc.) słyszała to pojęcie, blisko 70 proc. deklaruje zainteresowanie tematyką zrównoważonego rozwoju. Do postępowania w życiu codziennym zgodnie z jego zasadami motywuje nas:

  • dbanie o środowisko (54 proc.),
  • poglądy (41 proc.),
  • przyszłość dzieci (37 proc.).

To kobiety są częściej propogatorkami zrównoważonego rozwoju – uważają, że jego zasady są światu bardzo potrzebne, dostrzegają też wiele osobistych korzyści. Dość zgodni z kolei jesteśmy (60 proc. badanych) w stwierdzeniu, że innowacje sprzyjają zrównoważonemu rozwojowi.

Młodzi świadomi, ale praktyka po stronie starszych

Wśród działań, które podejmujemy osobiście, najczęściej wymieniane jest:

  • segregowanie śmieci (81 proc.),
  • oszczędzanie energii elektrycznej (71 proc.),
  • kupowanie produktów sezonowych, ograniczanie kupowania produktów, niemarnowanie żywności (po 68 proc.),
  • rezygnacja z jednorazowych opakowań czy artykułów jednorazowego użytku (62 proc.)

Wyraźnie częściej działania tego typu podejmują osoby powyżej 56 roku życia.

Pewnym wyjaśnieniem tych wyników może być fakt, że młodzi ludzie (18-35 lat) dłużej mieszkają w domach rodzinnych i rzadziej podejmują decyzje dotyczące tego typu aktywności.” – ocenia dr Izabella Anuszewska, socjolog z instytutu Kantar.

Zupełnie inaczej jest przypadku w działań na rzecz innych osób – udziału w inicjatywach charytatywnych, aktywności w mediach społecznościowych czy wsparcia finansowego na rzecz organizacji pozarządowych. Tutaj, mimo, że w perspektywie większości działań pozostają na niższym poziomie, wyraźnie widać większe zaangażowanie młodego pokolenia.

Okres pandemii, być może za sprawą dłuższego czasu spędzanego w domach, zwiększył intensywność działań zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju. Respondenci deklarowali częstsze podejmowanie działań zarówno z obszaru ochrony środowiska (segregowanie odpadów / recykling, oszczędzanie energii), jak i związanych z nawykami zakupowo-żywieniowymi (ograniczanie zakupów, niemarnowanie żywności).

Wyniki „Barometru Bayer” pokazują, że choć ludzie wiedzą, że trzeba działać, to do realnej zmiany zachowań potrzeba jeszcze motywacji. Tymczasem ostatnie raporty klimatyczne pokazują, że nie ma już czasu, zmiana musi dokonać się teraz” – mówi Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact Network Poland.

Kto powinien działać?

Raport daje prostą odpowiedź na tak postawione pytanie: wszyscy. Niemalże w równym stopniu do działania wzywamy władze lokalne i państwowe, organizacje międzynarodowe, naukowców i ekspertów, korporacje międzynarodowe. Ale, co najważniejsze, wśród tych gremiów wymieniani są wszyscy obywatele.

W budowanie bardziej zrównoważonego świata w kontekście środowiskowym, ekonomicznym oraz społecznym powinniśmy być zaangażowani wszyscy – każdy z nas osobiście i w każdym z obszarów, w których ma wpływ”. – mówi Markus Baltzer, Prezes Bayer Sp. z o.o. – Bayer jest tu bardzo aktywny. Naszym celem jest osiągnięcie zerowej emisji gazów cieplarnianych netto w całym łańcuchu wartości do 2050 r. Nasza firma przechodzi na technologie neutralne dla klimatu, takie jak energia geotermalna; mamy również ambicję korzystania z 100% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Do działań włączają się pracownicy – przykładem jest konkurs Cleanup Challenge: nasze zespoły z Polski, Czech, Słowacji i Węgier rywalizują w sprzątaniu środowiska.

Firmy mogą więcej

W przypadku firm raport pokazuje na ogromne pole do działania. Segregowanie odpadów wskazuje 59 proc. respondentów i jest to najwyższe wskazanie. Inne działania na rzecz środowiska – takie, jak wprowadzanie ekologicznych artykułów higienicznych, ograniczanie zużycia wody czy prądu, likwidacja jednorazowych naczyń – stosuje się w mniejszej liczbie firm.

Polska a inne państwa regionu

Badanie „Barometr Bayer” zrealizowano, oprócz Polski, w innych państwach regionu – w Czechach, na Słowacji i Węgrzech[2]. Respondentów różnicuje kilka ciekawych wyników.

Najbardziej zainteresowani zrównoważonym rozwojem są Węgrzy (78 proc.), najmniej – Czesi (57 proc.). Różnią nas ponadto motywacje: o ile we wszystkich krajach na pierwszym miejscu jest dbałość o środowisko, o tyle jedynie w Polsce jako kolejny argument wymieniane są własne poglądy – respondenci w pozostałych krajach zgodnie wymienili przyszłość dzieci.

Kto jest promotorem zrównoważonego rozwoju? Tu badani ze wszystkich czterech państw są zgodni: kobiety!

[1] Barometr Bayer – badanie przeprowadził instytut Kantar, sierpień 2021, próba ogólnopolska, reprezentatywna dla osób w wieku 18+, liczebność próby: N=1000

[2] Barometr Bayer – badanie przeprowadził instytut Kantar, sierpień 2021, próba ogólnokrajowa w Czechach, na Słowacji i Węgrzech, reprezentatywna dla osób w wieku 18+, liczebność prób: N=500

Korekta za oceanem

Po wielu bardzo dobrych tygodniach dla dolara nadszedł czas na spadki. Z jednej strony jest to korekta po dobrej passie, z drugiej strony wielu analityków liczyło na bardziej zdecydowane reakcje FED na inflację.

Inflacja w USA znów przyspiesza

Wczorajsze dane pokazują kolejny wzrost inflacji. Nie jest on co prawda znaczący, bo z 5,3% na 5,4%, ale to nadal poziomy wyraźnie powyżej długotrwałego celu. Przejściowość inflacji to popularny temat, ale należy pamiętać, że to już trzeci wynik 5,4% w ciągu ostatnich 4 miesięcy. Tak szybko rosnące ceny są oczywiście napędzane przez wzrost paliw, ale nie można uznać tego za jedyny powód wzrostów. Polityka monetarna i transfery socjalne w trakcie covidu do społeczeństwa również zrobiły swoje. Rosnąca inflacja powinna wpływać na politykę monetarną. Z drugiej strony mamy obecnie silną korektę na dolarze, gdzie inwestorzy realizują zyski z ostatnich umocnień

Polityka monetarna za oceanem

Odporność przedstawicieli rezerwy federalnej na wzrost cen jest jeszcze większa niż polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Z opublikowanych zapisków z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku nie rysuje nam się obraz rychłego wzrostu stóp procentowych. Na razie pojawiła się perspektywa 8-miesięcznego cyklu wycofywania się z programu skupu aktywów. Część komentatorów zwraca uwagę na konsekwencje dla amerykańskiego eksportu związane z podwyżkami stóp procentowych. Wiązałoby się to przecież z silnym umocnieniem dolara, a to z kolei rzutowałoby na opłacalność eksportu. Brzmi to trochę na pograniczu teorii spiskowej, ale żaden bank centralny nie chce podwyżkami stóp procentowych zabić gospodarki.

Bitcoin dalej w modzie

Pomimo deklaracji niektórych finansistów wskazujących na bezwartościowość najpopularniejszej kryptowaluty ta cały czas rośnie. Dzisiaj nad ranem przebiła poziom 58 000 dolarów. Do nadal 10% poniżej szczytów z kwietnia, ale patrząc na tempo wzrostów, jeżeli nie zabraknie chętnych do pompowania pieniędzy na ten rynek, może to nie być ostatnie słowo. Wielu specjalistów wskazuje na fakt, że takie wzrosty są możliwe głównie dlatego, że przybywa inwestorów z nastawieniem „kup i trzymaj”, traktujących to jako lokatę na dłuższy czas. Ciężko przewidzieć, co się stanie, kiedy na rynku pojawi się próba zlikwidowania dużych pozycji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Columbus chce przejąć kontrolę nad Votum Energy

Spółka współzależna Columbus Elite zawarła umowę inwestycyjną, w ramach której zamierza kupić docelowo pakiet akcji reprezentujący 55 proc. udziału w kapitale zakładowym Votum Energy. Ponadto zawarte umowy o współpracy pomiędzy Columbus Energy i Votum Energy przewiduje, że produkty z oferty spółki będą dystrybuowane w sieci sprzedaży Votum Energy. Nawiązana współpraca będzie stanowiła wsparcie rozwoju spółki w wielu kanałach – od farm fotowoltaicznych, przez rozwiązania dla MŚP, swobodne przesyłanie energii, sieć stacji ładowania samochodów elektrycznych, czy technologie przyszłości takie jak perowskity.

„Votum oraz Votum Energy prowadzą działalność komplementarną dla Columbus oraz Columbus Elite w branży odnawialnych źródeł energii. Realizacja umów wzmocni pozycję rynkową Columbus, cow konsekwencji przełoży się na osiągane wyniki finansowe. Jest to kolejny krok do rozwinięcia potencjału całej Grupy Columbus, która rozwija się w nowoczesnych segmentach biznesowych i poza stałym segmentem farm fotowoltaicznych mamy odwagę rozwijać nowoczesne technologie” – mówi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

W ramach umowy inwestycyjnej spółka zależna Columbus – Columbus Elite zamierza nabyć pakiet akcji stanowiący 45 proc. akcji Votum Energy. Sprzedaż akcji ma zostać przeprowadzona do 25 października 2021 r. Ponadto dziś Columbus Elite nabył od akcjonariusza mniejszościowego niebędącego stroną umowy inwestycyjnej pakiet stanowiących 10 proc. akcji Votum Energy, w związku z czym Columbus Elite docelowo nabędzie pakiet akcji reprezentujący 55 proc. kapitału zakładowego i głosów na walnym zgromadzeniu Votum Energy.

„Możliwości technologiczne Columbus Elite pozwalają na poszukiwanie obiecujących partnerów do współpracy przy tworzeniu rozwiązań dedykowanych dla konsumentów zielonej energii. Votum i Votum Energy posiadają profesjonalną sieć dystrybucyjną i bogate doświadczenie, jest to zatem naturalny krok do współpracy pomiędzy spółkami” – dodaje Paweł Bednarek, prezes Columbus Elite.

Spółki podpisały także umowę o współpracy w zakresie pośredniczenia w zawieraniu transakcji sprzedaży produktów z oferty Columbus. W zamian za świadczone usługi Votum Energy przysługuje wynagrodzenie prowizyjne zależne, którego wysokość będzie zależna od wartości zrealizowanych transakcji handlowych. W trakcie trwania umowy strony ustaliły, że Votum Energy nie będzie prowadziło działalności konkurencyjnej.

Symfonia przejmuje Cloud Planet S.A.

13 października 2021 r. Symfonia sp. z o.o., jeden z największych w Polsce producentów oprogramowania dla biznesu oraz systemów ERP, przejął 100% udziałów w spółce Cloud Planet S.A. oraz powiązanej z nią spółce „Skanuj.to” sp. z o.o. 

Tym samym aktualnie w skład Grupy Symfonia wchodzą spółki Symfonia sp. z o.o., Reset2.pl sp. z o.o. (przejęta we wrześniu 2021 r.) oraz Cloud Planet S.A. i „Skanuj.to” sp. z o.o., z których oprogramowania korzysta ponad 50 tysięcy klientów z sektora MŚP.

Oprogramowanie dostarczane przez Cloud Planet S.A. oraz „Skanuj.to” sp. z o.o. jest dedykowane kompleksowej obsłudze mikro i małych przedsiębiorstw ze szczególnym naciskiem na zarządzanie procesami finansowo-księgowymi oraz wsparcie współpracy między księgowymi a przedsiębiorcami. Rozwiązania te są dostępne w chmurze w formie serwisów szybkafaktura.pl oraz skanuj.to i rozwijane w oparciu o najbardziej cenione dziś na rynku technologie, w tym m.in. Vue.js, Symfony, PostgreSQL czy ABBYY® FineReader. Cloud Planet S.A. jest także autorem chmurowej platformy bankowej przeznaczonej do obsługi mikroprzedsiębiorstw, wykorzystywanej przez ponad 40 tysięcy klientów największych banków w Polsce.

Przejęcie Cloud Planet S.A. i „Skanuj.to” sp. z o.o. jest kolejnym krokiem na drodze do budowania pozycji Grupy Symfonia jako lidera na polskim rynku dostawców oprogramowania dla MŚP. Doświadczenie i technologie dostarczane przez Cloud Planet S.A. oraz „Skanuj.to” sp. z o.o. będą wsparciem w rozwoju kompleksowych rozwiązań i usług chmurowych w całej Grupie Symfonia – podkreśla Piotr Ciski, prezes zarządu Symfonii.

Amazon Prime przecenił Allegro o 7 mld zł

Rynek e-commerce jest bacznie obserwowany przez inwestorów. W Polsce liderem pozostaje Allegro, jednak na naszym rynku rozpycha się Amazon, gigant światowego handlu. We wtorek wprowadził on do naszego kraju usługę Amazon Prime, co spowodowało, że kapitalizacja Allegro spadła o 12 proc. czyli 7 mld zł.

Amazon, gigant handlu internetowego, wprowadził w Polsce swoją subskrypcję Amazon Prime. Za 49 zł rocznie każdy klient serwisu może uzyskać darmowe dostawy towarów, dostęp do Amazon Prime Video oraz dodatkowe korzyści. To wyzwanie rzucone Allegro, najpopularniej platformie e-commerce nad Wisłą, która ryczałtowe darmowe dostawy oferuje pod nazwą Allegro Smart i w tej samej cenie. Od wtorku, gdy Amazon Prime został wprowadzony w Polsce, cena akcji Allegro spadła o 12,2 proc. z 58,25 zł na 51,14 zł. Oznacza to, że z tego powodu kapitalizacja spółki spadła o około 7 mld zł. W tym samym czasie akcje Amazona poszły w górę o 0,33 proc.

Polski rynek czeka w najbliższych latach ważna batalia pomiędzy Allegro a Amazonem, dla którego jest to coraz ważniejszy rynek. Dotychczas to Allegro miało za sobą wiele sukcesów, jednak wiele z nich polegało na kopiowaniu pomysłów wprowadzonych już wcześniej przez Amazon na innych rynkach. Tak było właśnie z Allegro Smart, której pierwowzorem była właśnie usługa Amazon Prime, wprowadzona z ogromnym sukcesem w 2005 roku w USA. Smart była m.in. reklamowana w telewizji jako alternatywa dla tradycyjnych zakupów w sklepie, bowiem łączyła niższą cenę dostępną w internecie z brakiem opłaty za dostawę. Usługa wystartowała we współpracy z firmą Inpost, która jest operatorem największej sieci paczkomatów. Jednak rozmowy i współpraca Inpost z Amazonem skłoniły Allegro do tworzenia własnej sieci takich maszyn. Obecnie Allegro tworzy sieci automatów paczkowych, rozwija też własną sieć magazynów.


Sprostowanie

Z uwagi na niepoprawne wykorzystanie nazwy „Paczkomat” w kontekście publikacji, publikujemy niniejsze sprostowanie:

inPost sp. z o.o. wyjaśnia, że wyraz „Paczkomat” stanowi zarejestrowany znak towarowy, na który urzqd Patentowy RP decyzją z dnia 18.02.2010 r. udzielił prawa ochronnego nr R.225679. Prawo używania oznaczenia „Paczkomat” dla oznaczania usług związanych z wykorzystaniem automatów paczkowych przysługuje wyłącznie spółkom z Grupy Integer.pl, w tym spółce lnpost sp. z o.o. Żadne inne podmioty podejmujące działalność na tym rynku nie są uprawnione do posługiwania się nazwą „Paczkomat” dla oznaczania swoich usług.

We wrześniu wystartowała pilotażowo z One Fulfillment, czyli kompleksową usługą logistyczną dla sprzedawców, która obejmuje cały proces sprzedaży – magazynowanie, pakowanie i wysyłkę towarów oraz pełna obsługę zwrotów. Dzięki takiemu rozwiązaniu w formie jednej paczki będą mogły być wysyłane towary od różnych sprzedawców, co przyniesie znaczącą redukcję kosztów oraz odciążenie współpracujących sieci paczkomatów. Nie jest tajemnicą, że Allegro podobnie jak Amazon na innych rynkach, docelowo chce oferować dostawę zamówionego towaru tego samego dnia. W takim wypadku, doświadczanie klienta e-commerce zbliży się do doświadczenia klienta kupującego w stacjonarnej placówce.

Branża e-commerce w Polsce i na świecie ma przed sobą zdecydowanie dobre perspektywy. Dzięki pandemii po zakupy online sięgnęły osoby, które w innych warunkach trudno byłoby do tego skłonić. Dlatego obroty branży bardzo mocno wzrosły. Jednak o ten rynkowy tort bije się wielu graczy. Pojedynek Allegro kontra Amazon zapowiada się bardzo ciekawie, powinni też na nim sporo zyskać konsumenci. Obecnie dużym problem pozostają ograniczania w dostawach towarów, spowodowane przez znaczący wzrost popytu na rynkach. Firmy te są bowiem w dużym stopniu zależne od własnego łańcucha logistycznego.

Warto te branże brać pod uwagę przy konstruowaniu swojego portfela inwestycyjnego. Inwestując w branżę e-commerce warto pamiętać o dywersyfikacji geograficznej, bo jej perspektywy na wielu rynkach są jeszcze lepsze niż w Polsce. Inwestować możemy w akcje spółek, takich jak właśnie Amazon i Allegro, a także Alibaba (właściciel Aliexpress) czy JD.com. Warto też zwrócić uwagę na MercadoLibre – lidera handlu online w Ameryce Południowej, czy Jumia Technologies, która jest liderem handlu w Afryce.

Dane aktualne na dzień 14.10.2021 godz. 11:00

Paweł Majtkowski, analiytyk eToro

Na ile może wystarczyć oferta deweloperów?

Już od pewnego czasu w niektórych miastach, ze względu na ogromny popyt, deweloperzy nie nadążają z uzupełnianiem swojej oferty mieszkaniowej. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili więc sprawdzić, jak sytuacja wyglądała w trzecim kwartale bieżącego roku.

Dane portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że w niektórych lokalizacjach deweloperzy mają kłopoty z odbudową swojej oferty rynkowej. Przykładowo, na terenie Warszawy roczny spadek podaży nowych mieszkań (październik 2020 r. – październik 2021 r.) wyniósł aż 26%. Jeszcze większą ujemną zmianę (-39%) odnotowano w przypadku wrocławskiego rynku pierwotnego. Na trzecim rynku z krajowego podium (Kraków), przez rok oferta nowych „M” zmniejszyła się o 5%. Warto zatem sprawdzić, czy obecny poziom sprzedaży jest wysoki w stosunku do liczby dostępnych lokali.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl na podstawie największej w Polsce bazy ofert deweloperskich obliczyli, jaką część całkowitej podaży stanowiły nowe mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. Taki wynik został oparty na średniej podaży z trzech miesięcy (lipca, sierpnia oraz września 2021 r.). Rezultaty obliczeń dotyczące największych krajowych rynków prezentują się następująco:

  • Bydgoszcz – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 36% całej oferty deweloperów
  • Gdańsk – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 48% całej oferty deweloperów
  • Katowice – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 42% całej oferty deweloperów
  • Kraków – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 32% całej oferty deweloperów
  • Łódź – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 35% całej oferty deweloperów
  • Poznań – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 33% całej oferty deweloperów
  • Warszawa – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 40% całej oferty deweloperów
  • Wrocław – mieszkania sprzedane w III kw. 2021 r. stanowiły 50% całej oferty deweloperów

Wyk. 1 Udział mieszkań sprzedanych w ofercie w wybramych miastach

Powyższe wyniki wskazują, że w razie braku nowych inwestycji, cała krakowska oferta deweloperów wyprzedałaby się przez zaledwie trzy kwartały (pod warunkiem utrzymania sprzedaży z III kw. 2021 r.). W przypadku Wrocławia, analogiczny wynik byłby jeszcze mniejszy (2 kwartały).

Do błyskawicznej wyprzedaży oferty deweloperów oczywiście nie dojdzie, bo cały czas wprowadzają oni na rynek nowe projekty. Czysto teoretyczne wyniki tłumaczą natomiast, dlaczego oprócz presji związanej z rosnącymi kosztami widoczna jest też popytowa presja na ceny nowych mieszkań.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Naprawa samochodu droższa nawet o 42%. Fiat, Opel i Toyota liderem podwyżek

W ciągu zaledwie dwóch lat średni koszt naprawy samochodu wzrósł o 22%, a w przypadku wybranych marek podwyżki sięgnęły ponad 40%. Jeśli w kolejnych latach ceny towarów i usług będą rosnąć w podobnym tempie, obciążenie portfela kierowców znacznie się pogłębi.  

Od kilkunastu miesięcy Polska zajmuje niechlubne czołowe miejsce na liście państw Unii Europejskiej z najwyższą inflacją. Dynamiczne podwyżki cen towarów i usług odczuwamy już prawie w każdym obszarze naszego życia, także w przypadku użytkowania samochodu. Jedynie rynek ubezpieczeniowy wydaje się być niewzruszony –  średnie ceny OC pozostają nadal stabilne.

Eksperci internetowej porównywarki rankomat.pl wraz ze specjalistami serwisu dobrymechanik.pl przeanalizowali, kto od 2019 roku płacił najwięcej za naprawę samochodu i czy miało to przełożenie na średnią składkę OC oraz wartość likwidowanej szkody.

Średni koszt wizyty w warsztacie samochodowym wzrósł o 22%

W 2019 roku za naprawę samochodu polscy kierowcy płacili średnio 505 złotych – wynika z danych serwisu dobrymechanik.pl. W pierwszym półroczu 2021 roku średni koszt jednej wizyty w warsztacie wynosił już jednak 614 złotych.Średni koszt wizyty

Od ubiegłego roku największe podwyżki dotyczyły prostych usług sezonowych (+ 9,9%), np. serwisu klimatyzacji czy wymiany opon. Typowe naprawy wynikające z eksploatacji samochodu drożały znacznie wolniej (+1,3%), a na niestandardowe koszty napraw właściciele pojazdów wydawali o 4% więcej niż pod koniec 2020 r.

Jeśli w przyszłości średni koszt wizyty w warsztacie samochodowym będzie tak dynamiczny, to z roku na rok zacznie obciążać budżet domowy kierowców coraz mocniej. Z danych GUS wynika, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie wzrosło w latach 2019 – 2020 o 5% (z 4918,17 zł do 5167,47 zł). W tym samym czasie średni koszt wizyty w warsztacie samochodowym podwyższył się o 18,4%.

Najwięcej kosztuje naprawa Audi, a najmniej Toyoty

W bieżącym roku (od stycznia do września 2021 r.) statystyczny kierowca wydawał najwięcej na naprawę samochodu marki Audi – średnio 741 zł. Najmniej kosztowała go natomiast usterka Toyoty (543 zł). Różnica między najdroższą a najtańszą w naprawie marką wyniosła aż 36%.

W porównaniu do 2020 roku największe wzrosty średniej wartości naprawy samochodu w ramach jednej wizyty umówionej przez dobrymechanik.pl dotyczyły marki Opel i wyniosły 23,9%. Dla pozostałych badanych marek podwyżki osiągnęły poziom od 1,1% (Skoda) do 12,9% (Toyota). Tylko jedna zamieszczona w rankingu marka odnotowała w tym czasie spadek ceny: Volkswagen (-11,7%).Marka samochodu a koszt naprawy

Średni koszt naprawy samochodu w ciągu ostatnich dwóch lat był znacznie wyższy. Dla Fiata, Opla i Toyoty podwyżki cen osiągnęły poziom od 38,2% do 41,6%.

Koszty likwidacji szkód rosną, a średnie ceny OC spadają

W obliczu galopujących wzrostów cen towarów i usług rynek ubezpieczeniowy wydaje się być niewzruszony. Co ciekawe, ceny obowiązkowego ubezpieczenia samochodu wciąż spadają. Taki stan utrzymuje się już od kilku lat. Od 2019 roku do 2021 r. średnia składka OC obniżyła się o 6,7%.  Tymczasem w odwrotnym kierunku zmierzała wartość średniej szkody – wzrosła ona bowiem o 6,4%.Wartość średniej składki i szkody

Z danych rankomat.pl (wyliczonych na podstawie kalkulacji użytkowników) również wynika, że średnia składka OC systematycznie spada. W III kwartale 2021 r. obniżka ceny obowiązkowego ubezpieczenia była największa i wyniosła 10,9% w stosunku do tego samego okresu roku ubiegłego.

Stawki OC obniżyły się także w przypadku wybranych marek samochodów. Największe dotyczyły BMW (-14,4%), a najmniejsze Renault (-9,4%).Marka pojazdu a cena OC

Czy grozi nam kolejna wojna cenowa i podwyżka cen OC?

Eksperci obserwujący rynek ubezpieczeń coraz częściej przypominają sytuację sprzed kilku lat, kiedy to ceny OC zaczęły gwałtownie rosnąć (2016 r.). Winę za to ponosiła m.in. wojna cenowa i osłabienie sytuacji finansowej większości towarzystw. Niestety, w przyszłości taki scenariusz może się powtórzyć.

Od kilku lat obserwujemy systematyczne obniżki cen polis komunikacyjnych. Od III kwartału 2017 r. do III kwartału 2021 r. średnia składka obowiązkowego ubezpieczenia pojazdu spadła już o ok. 26%. Choć na chwilę obecną ubezpieczyciele mogą pochwalić się dobrą kondycją finansową, to przy spadku, a nawet zatrzymaniu wartości średniej składki OC i równoczesnym wzroście wartości średniej szkody likwidowanej z polisy OC może się to zmienić. Wówczas konieczne może okazać się podwyższenie stawki OC – komentuje Stefania Stuglik, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Kluczowe dla cen OC może być także planowane przez rząd powiązanie ich wysokości z wykroczeniami popełnianymi przez kierowców. Jednak w tym przypadku bezpieczni i bezszkodowi kierowcy nie powinni obawiać się podwyżek. Jeśli na ich „koncie” potencjalny ubezpieczyciel nie znajdzie informacji o poważnych wykroczeniach, tak jak dotychczas może być skłonny do znacznego obniżenia ceny polisy.

Centra handlowe odbudowują wyniki po ostatnim lockdownie

  • Miesiące maj i czerwiec 2021 roku pokazały, że poziomy odwiedzalności centrów handlowych są niższe, odpowiednio o 15 proc. i 8 proc. w porównaniu do 2019 roku i wyższe niż w tożsamych miesiącach w 2020 roku, o odpowiednio 27 proc. i 16 proc. W okresie maj – czerwiec 2021 roku obroty  były zbliżone do poziomów sprzed pandemii – w maju osiągnęły 100 proc., a w czerwcu 96 proc. obrotów z czerwca 2019 roku. Obserwowana jest też wyższa konwersja niż przed pandemią.
  • Polski rynek centrów handlowych jest rynkiem dojrzałym. Polska osiągnęła średnio poziom nasycenia powierzchnią handlową ze współczynnikiem 328 mkw. powierzchni handlowej na 1000 mieszkańców i prognozą osiągnięcia wskaźnika 341 mkw. po zakończeniu trwających inwestycji, który jest porównywalny ze średnimi wskaźnikami dla UE. Zmienia się struktura rynku – obecnie budowane są – parki handlowe i centra wyprzedażowe. Widoczny jest też trend przebudowy i zmiany funkcjonalności obiektów handlowych pierwszej i drugiej generacji.
  • W okresie od stycznia do końca czerwca 2021 roku inwestorzy wydali na zakup wszystkich nieruchomości komercyjnych, takich jak obiekty handlowe, biura i magazyny o około 30 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadek inwestycji jest rezultatem pandemii i niepewności na rynku wynikającej m.in. z wprowadzanych lockdownów oraz ustawowych rozwiązań naruszających poszanowanie i swobodę zawieranych umów najmu.

W raporcie PRCH Retail Research Forum H1 2021 Polska Rada Centrów Handlowych we współpracy z ekspertami z pięciu firm członkowskich reprezentujących BNP Paribas Real Estate Poland, Cushman & Wakefield, GfK, METRO Properties oraz Savills podsumowała pierwsze sześć miesięcy 2021 roku na rynku centrów handlowych.

Obroty na poziomach sprzed pandemii

Pomimo tego, że rok 2021 rozpoczął się lockdownem, a w marcu nastąpiło kolejne zamknięcie, które trwało 6 tygodni, rynek centrów handlowych dynamicznie nadrabia straty. Już w lutym można było zauważyć, że klienci bardzo szybko powrócili do zakupów w centrach handlowych. Obroty zbliżyły się do poziomów osiągniętych w 2019 r. i w maju osiągnęły wynik sprzed pandemii. W maju i czerwcu, czyli w okresie po 4. lockdownie wskaźniki obrotów i odwiedzalności oscylują wokół wartości osiąganych 2 lata temu. Niektóre  branże, jak rozrywka i gastronomia, które z powodu lockdownów były zamknięte dłużej i nie mogły działać, nie wróciły z obrotami w pierwszej połowie 2021 roku do poziomów z 2019 roku.

Szybki powrót klientów do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych po kolejnych lockdownach pokazuje, jak bardzo przywiązani jesteśmy do tych obiektów. Przyspieszenie rozwoju handlu internetowego w czasie pandemii, które spowodowało, że wielu widziało przyszłość centrów handlowych w czarnych barwach, gwałtownie wyhamowało, a wyniki sprzedaży w galeriach handlowych wróciły do tych sprzed pandemii. E-commerce będzie się rozwijał, ale wiemy już dziś, że powinien być w symbiozie z handlem stacjonarnym, bo oba te kanały sprzedaży potrzebują siebie wzajemnie do dalszego rozwoju” – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Rosnąca odwiedzalność

Odwiedzalność centrów handlowych , po otwarciu obiektów po ostatnim lockdownie rośnie z miesiąca na miesiąc i jest znacznie wyższa (o 27 proc. w maju) od odwiedzalności z poprzedniego, pandemicznego roku 2020. Nie osiągnęła jeszcze poziomu z rekordowego 2019 roku, ale dystans do odrobienia stale się zmniejsza, a zwiększona konwersja, czyli średnie wydatki osób odwiedzających centra handlowe, jest wyższa niż przed pandemią i łagodzi obniżoną odwiedzalność. Klienci realizują odłożone potrzeby zakupowe i wydają więcej pieniędzy podczas jednej wizyty w centrum handlowym” – podsumowuje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Odroczone transakcje na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce

Bieżący rok jest wyjątkowy. Niepewność co do czasu trwania pandemii i jej konsekwencji, spowolnienie procesów inwestycyjnych i ograniczenia spowodowane przez lockdowny wpłynęły na wolniejszy obieg światowego pieniądza. W okresie od stycznia do końca czerwca 2021 roku inwestorzy kupujący nieruchomości handlowe ograniczyli wolumen transakcji i wydali ok. 300 mln euro na zakup nieruchomości handlowych w Polsce. Jednocześnie stopy kapitalizacji obiektów handlowych wzrosły w okresie pierwszej połowy 2021 roku o 50 punktów bazowych z 4,5 proc. do poziomu 5 proc. Obecnie ocena rynku i atrakcyjności inwestycji jest zaburzona przez straty wynikające z epidemii COVID-19. Jednakże w ciągu pierwszych kilku miesięcy udało się sfinalizować transakcje rozpoczęte jeszcze przed jej wybuchem, a nowe decyzje inwestycyjne są podejmowane wolniej i ostrożniej.

Odradzający się rynek będzie cechować ostrożność i bardziej przemyślane decyzje inwestycyjne. Strategie inwestorów będą bazowały na dynamice powrotu poszczególnych branż do wyników sprzed pandemii.

Polski rynek centrów handlowych dojrzał – poziom nasycenia powierzchnią handlową w Polsce zbliżony do średniej europejskiej

Około 56 proc. podaży powierzchni handlowej zlokalizowana jest w 8 największych aglomeracjach w Polsce i na przestrzeni minionych 20 lat jej udział uległ istotnemu zmniejszeniu z 76 proc. podaży, notowanej w 2000 roku. W tym samym czasie udział zasobów powierzchni handlowej w miastach poniżej 200 tys. mieszkańców wzrósł z 14 proc. do 33 proc., zaś w grupie miejscowości z populacją poniżej 100 tys. osób udział wzrósł z 6 proc. na koniec 2000 roku do 20 proc. na koniec I połowy bieżącego roku. Średni poziom nasycenia powierzchnią handlową na poziomie 328 mkw. na 1000 mieszkańców sytuuje Polskę w średniej europejskiej.

Nowe inwestycje przede wszystkim w parki handlowe

Wzrost podaży nowoczesnej powierzchni handlowej w pierwszej połowie 2021 roku wyniósł niespełna 90 000 mkw., a powierzchnia pojedynczego nowego obiektu nie przekroczyła 15 000 mkw. Na koniec pierwszej połowy 2021 roku podaż powierzchni handlowej w Polsce osiągnęła ponad 12,55 mln mkw. Wśród formatów dominują centra handlowe, które stanowią aż 86 proc. zasobów. Parki handlowe tworzą ok. 12 proc. podaży, a najmniejszy udział mają centra wyprzedażowe czyli tzw. outlety.

W dalszym ciągu obserwujemy dynamiczny rozwój formatu parków handlowych, które stanowiły ponad 64 proc. nowej podaży i w ostatnich latach cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów ze względu na bliskość, kompaktowość oferty i łatwość dokonywania zakupów.

Pandemia nie przeszkodziła firmom rodzinnym

Największe firmy rodzinne mają 7,28 bln USD przychodów i trzeci największy wkład w globalne PKB. Zatrudniają ponad 24 miliony osób w 45 jurysdykcjach – wynika z najnowszej edycji Indeksu Firm Rodzinnych 2021. Przeszły stosunkowo łagodnie przez pandemię – dotyczy to również firm w Polsce – dzięki m.in. przedsiębiorczości, elastyczności i długoterminowej wizji rozwoju.

Pandemia i związane z nią wyzwania nie zagroziła największym firmom rodzinnym, wynika z przygotowanego przez EY Indeksu Firm Rodzinnych 2021. Wręcz przeciwnie – dzięki elastyczności, innowacyjności oraz społecznej odpowiedzialności wykorzystały nowe możliwości do rozwoju. Niektóre z nich, jak np. Mars czy Arcelor Mittal, przestawiły produkcję i skoncentrowały się na środkach ochrony osobistej czy osłon na twarz.

Znaczenie dla światowej gospodarki

Pięćset największych firm rodzinnych generuje przychody w wysokości 7,28 bln USD. Są trzecią, po USA i Chinach, największą siłą globalnej gospodarki, mimo spadku światowego PKB w 2020 r. o 3,5% (wg prognozy Banku Światowego z lipca 2021 roku).

– Firmy rodzinne w Polsce odgrywają w gospodarce coraz większą rolę, w miarę jak dojrzewa nasz rynek. Największe z nich to już duzi gracze rozpoznawani i szanowani poza krajem. Firmy te często przechodzą łagodnie przez pandemię. Dlaczego? Po pierwsze: przedsiębiorczość i zwinność mają w DNA swoich rodzinnych organizacji. Po drugie, z natury dominuje tu perspektywa długoterminowa, która wygrywa z nagłymi, liczonymi krótkookresowo cięciami kosztów. Po trzecie wreszcie, w wielu firmach rodzinnych pracownicy czują się i są traktowani jak członkowie rodziny – to także powód, dla którego łagodniej przechodzą przez pandemię, dotykającą biznesu tak bardzo właśnie w wymiarze ludzkim – mówi Marek Jarocki, Partner EY Polska.

EY promuje firmy rodzinne w ramach konkursu EY Przedsiębiorca Roku. Igor Klaja, założyciel firmy OTCF i zwycięzca 18. edycji konkursu, będzie w czerwcu tego roku rywalizował z laureatami lokalnych edycji konkursu o miano EY World Entrepreneur Of The Year.

Geografia

Prawie połowa (236) firm rodzinnych badanych przez EY w ramach Indeksu Firm Rodzinnych 2021 pochodzi z Europy, a liderem są Niemcy, w których 90% wszystkich spółek to rodzinne biznesy. Z kolei USA mają tych firm najwięcej (119), bo prawie jedną czwartą wszystkich ujętych w Indeksie. Amerykańskie firmy rodzinne generują 2,5 bln USD przychodów i zatrudniają ponad 6 milionów ludzi. Siedem z 10 największych na świecie to firmy amerykańskie z Walmartem czy Fordem na czele.

firmy rodzinne 2021

Azjatyckie firmy odpowiadają za aż 87% przychodów całego regionu Azji i Pacyfiku, czyli w sumie za 835 mld USD.

Sektory gospodarki

Ponad jedna trzecia badanych firm działa w tradycyjnych sektorach – głównie konsumenckim i produkcyjnym. Warto pamiętać, że funkcjonują na rynku od dziesiątek lub wręcz setek lat, kiedy nowoczesne sektory, takie jak technologie czy nowe produkty oraz usługi finansowe nie istniały.
Sektory gospodarki
Przedsiębiorstwa działające w sektorze produkcyjnym odpowiadają za 1,08 bln USD przychodów wszystkich firm Indeksu.

Pokolenie sukcesu
Najstarszą firmą rodzinna jest japońska Takenaka Corporation mająca ponad 400 lat. Osiągniecie znaczącej pozycji rynkowej trwa, dlatego 75% firm badanych przez EY ma ponad 50 lat. Stulatki to 32%, a ich przychody wynoszą 2,1 bln USD.

Nie tylko same firmy są wiekowe, ale także ich zarządzający. Średnio członkowie rad nadzorczych i zarządów to sześćdziesięciolatkowie. Ale młodsze pokolenie (40 lat i mniej) zaczynają odgrywać coraz większą rolę wchodząc do władz. Wnoszą ze sobą znajomość nowoczesnych technologii, zmieniających się potrzeb konsumentów i pracowników. A także inne podejście do zróżnicowania władz firm pod względem płci.

– Sukcesja jest obecnie największym wyzwaniem dla firm rodzinnych w Polsce. Pokolenie osób, które zakładały większość firm rodzinnych w Polsce, powoli szuka następców. A nie jest to łatwe, gdyż dzieci założycieli często mają własne plany lub pomysły na prowadzenie biznesu. Nierzadko zdarza się więc, że wyjściem z sytuacji jest podział linii biznesowych, czy wręcz sprzedaż firmy, aby uzyskać fundusze na rozwój alternatywnych pomysłów biznesowych – mówi Magdalena Kasiarz, Associate Partner w kancelarii EY Law.

Obecnie niecała 1/5 (17%) członków rad nadzorczych i zarządów firm rodzinnych to kobiety. W gronie organizacji zarządzanych przez kobiety 54% pochodzi z Europy, 30% z obu Ameryk i 13% z Azji i Pacyfiku. Spośród wszystkich firm Indeksu tylko 5% ma kobietę na stanowisku prezesa.

Standardy ESG

Firmy rodzinne zdają sobie sprawę z oczekiwań konsumentów, pracowników inwestorów oraz pozostałych interesariuszy obejmujących kwestie klimatyczne, społeczne i ładu korporacyjnego (ESG – environmental, social and governance). Ponad połowa (53%) stosuje przynajmniej jeden standard ESG. Głównie jest to raportowanie o zrównoważonym rozwoju (GRI Sustainability Disclosure). Najczęściej robią to firmy (51%) z regionu EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie i Afryka), 1/3 firm z obu Ameryk i 19% z regionu Azji i Pacyfiku.

O badaniu
EY przygotowuje Indeks Firm Rodzinnych co dwa lata od 2015 roku. Tegoroczny został opracowany we współpracy ze szwajcarskim Uniwersytetem St. Gallen.

Podstawą jest ranking firm rodzinnych, przy czym Indeks obejmuje 500 największych firm pod względem przychodów, zarządzanych przez przynajmniej drugie pokolenie, w których rodzina ma połowę udziałów (lub 32% w przypadku spółek publicznych).

Rynek specjalistów IT Q3 2021

Niemal 19 tysięcy opublikowanych nowych ofert pracy, rekordowa liczba ogłoszeń dotyczących pracy zdalnej oraz ciągły wzrost oferowanego wynagrodzenia dla midów, seniorów i… juniorów – to tylko niektóre dane z kolejnego raportu inhire.io – IT Market Snapshot Q3 2021. Choć mogłoby się wydawać, że okres wakacyjny to czas stagnacji również dla IT, trzeci kwartał 2021 roku był dla branży nie tylko pracowity, ale i owocny.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • W Q3 2021 opublikowanych zostało prawie 19 tys. ofert pracy, pochodzących od 3.675 pracodawców
  • Udział ofert pracy zdalnej we wszystkich opublikowanych ogłoszeniach osiągnął rekordowy poziom 64%
  • Po raz pierwszy w historii wynagrodzenie w ofertach z pracą zdalnej dla juniorów przekroczyło 10 tys. PLN
  • Wciąż w czołówce miast z największą liczbą ofert pracy dla branży IT znalazły się Warszawa, Kraków i Wrocław
  • Pracodawcy najczęściej poszukiwali seniorów i midów
  • Niezmiennie najbardziej popularnymi językami programowania były JavaScript, Java i Python, podczas gdy na najwyższe stawki mogli liczyć programiści posługujący się językiem Scala

Coraz więcej ofert pracy dla branży IT – remote na rekordowym poziomie popularności

W Q3 3.675 pracodawców opublikowało łącznie niemal 19 tys. nowych ofert pracy.

W porównaniu z poprzednim kwartałem nastąpił wzrost publikowanych ofert na poziomie blisko 9%. Wciąż jednak brakuje w ofertach widełek płacowych. Oferty z widełkami stanowiły jedynie 39% wszystkich ofert, notując tym samym wzrost o 1 p.p. w porównaniu do Q2.

Złoty okres przeżywa z kolei praca zdalna. W trzecim kwartale ogłoszenia z pracą zdalną osiągnęły rekordowy w historii IT poziom 64%, względem wszystkich opublikowanych ofert. Co ciekawe, w porównaniu do Q1 2020 r. kiedy to udział ofert pracy zdalnej stanowił jedynie 14%, zanotowano w tej materii wzrost o 50 p.p. Jak zauważył Michał Gąszczyk, CEO inhire.io:

Czas pandemii pokazał, że firmy są w stanie funkcjonować w trybie zdalnym lub hybrydowym. Sami kandydaci doszli do wniosku, że ten model jest dla nich bardziej wygodny, co widać również w zmniejszonym zainteresowaniu ofertami dotyczącymi pracy z biura. Możliwość wyboru pracy w trybie zdalnym przestała być benefitem, a stała się wymogiem rynkowym. Dlatego zanotowany w trzecim kwartale historyczny wynik dotyczący liczby oferowanych miejsc pracy w trybie zdalnym dla IT to nie koniec i prawdopodobnie nadal będziemy obserwować tendencję wzrostową w zapotrzebowaniu na pracowników remote.Q3 z rekordowymi wynikami dla branży IT

Senior i Mid – poszukiwani!

W porównaniu do Q2 nie zmieniła się również czołówka miast, w których opublikowano najwięcej ofert pracy skierowanych do branży IT. Na pierwszym miejscu znalazła się Warszawa (5.758 ogłoszeń), gdzie w porównaniu do poprzedniego kwartału opublikowano o 434 ofert więcej. Na podium znalazły się również Kraków (2.528 w Q2 /2.767 w Q3) i Wrocław (2.263 w Q2 / 2.552 w Q3). Najmniejszy wybór mieli z kolei kandydaci, poszukujący pracy w Rzeszowie (279 w Q2 / 318 w Q3),  Gdyni (228 w Q2 / 279 w Q3) i Szczecinie (235 w Q2 / 267 w Q3).

Najwięcej, bo ponad połowa pracodawców prowadzących rekrutację wciąż poszukiwała midów (51,05% w Q2/51,37% w Q3). Nieco mniej, bo 41,14% skierowało swoje oferty do seniorów. Tylko niespełna 7,5% wszystkich opublikowanych w III kwartale ofert dotyczyło najmniej doświadczonych specjalistów. W porównaniu do Q2 – liczba ogłoszeń z pracą dla juniorów nieznacznie wzrosła.Zarobki dla IT wciąż rosną

Zarobki dla IT wciąż rosną, juniorzy z rekordowy wynagrodzeniem

Kolejna tendencja wzrostowa w Q3 dotyczy zarobków oferowanych w branży IT. To już kolejny kwartał, w którym poziom wynagrodzenia wciąż rośnie. Nadal bardziej opłacalną formą zatrudnienia jest kontrakt B2B, gdzie najwyższe średnie stawki (dla wszystkich poziomów doświadczenia) osiągnęły ponad 21,5 tys. PLN (Łódź). Średnie wynagrodzenie w oparciu o umowę o pracę nie przekroczyło w III kwartale roku 17,5 tys. PLN.

Nieco inaczej wygląda sytuacja zarobkowa, rozpatrywana w oparciu o doświadczenie specjalistów IT. Seniorzy, którzy zdecydowali się na pracę zdalną mogli liczyć na pensję w wysokości 23.429 PLN (o 1.070 PLN więcej niż w Q2). Najbardziej doświadczeni specjaliści, wykonujący pracę w formie stacjonarnej mogli liczyć na podwyżkę rzędu 1.292 PLN. W ubiegłym kwartale podwyżki nie ominęły również midów. Ci z kolei, wykonując pracę z biura mogli cieszyć się wzrostem pensji o 1.254 PLN (17.946 PLN w Q3). Wynagrodzenie midów pracujących zdalnie wzrosło o 765 PLN. Wzrost wynagrodzenia widać także w przypadku juniorów, których pensje dla pracy zdalnej – po raz pierwszy w historii – przekroczyły granicę 10 tys. PLN. Nieco mniej, bo niewiele ponad 9,5 tys. PLN wyniosły pensje dla najmniej doświadczonych specjalistów, pracujących w trybie stacjonarnym.Zarobki dla programistów wciąż rosną

Od początku 2021 roku zauważyliśmy stały wzrost zarobków dla branży IT, gdzie wyższe stawki oferowane są dla pracowników zdalnych. Niezmiernie cieszy nas fakt, że w końcu doceniono też juniorów. Przekroczenie granicy 10 tys. PLN dla najmniej doświadczonych specjalistów pracujących zdalnie to – mamy nadzieję – dopiero początek. Firmy nauczyły się lepiej zarządzać pracą juniorów i prawdopodobnie niebawem praca zdalna przestanie być jakąkolwiek granicą dla ich zatrudniania – komentuje Michał Gąszczyk.

JavaScript – najpopularniejsza, Scala – najbardziej opłacalna

W Q3 wciąż najczęściej poszukiwanymi językami programowania były JavaScript (24%), Java (21% – spadek o 1 p.p. w stosunku do Q2) oraz Python (15%). Analizując dostępne oferty pracy, wciąż najrzadziej poszukiwanymi byli specjaliści programujący w takich technologiach, jak: Ruby (1%), Scala (2%), Swift (2%), C (2%), C++ (3%) i Kotlin (4%).najpopularniejsze języki programowania

Choć tylko 2% opublikowanych w III kwartale roku ofert dotyczyło Scali, wciąż jest ona najbardziej dochodowym językiem programowania. Programiści Scala mogli liczyć na wynagrodzenie w wysokości ponad 23 tys. PLN – o 4,4 p.p. więcej niż w Q2. Na największy wzrost zarobków w stosunku do Q2 mogli liczyć programiści posługujący się językiem C (wzrost o 10,2%), Ruby (wzrost o 8,7%) i PHP (wzrost o 8,3%). Nieznaczny spadek zarobków, zanotowano w przypadku C++ (-2,4%) oraz Kotlin (-1,4%).stawki dla programistów

Dane przedstawione przez inhire.io w raporcie IT Market Snapshot Q3 2021 dowodzą, że pozycja branży IT stale rośnie. Wciąż brakuje wyraźnego wzrostu w liczbie ofert, które podają widełki płacowe na etapie ogłoszenia. Michał Gąszczyk podkreślił, że:

Oferty z widełkami płacowymi są dla specjalistów IT niezmiernie istotne, ponieważ nie tylko skracają proces decyzyjny kandydata, ale wpływają na zainteresowanie i liczbę złożonych aplikacji. Coraz większa liczba zagranicznych firm, które szukają specjalistów IT w Polsce oraz idące za tym większe i jawne stawki, niejako zmuszają polskie firmy do “gonienia” rynku, co dla wielu rodzimych przedsiębiorstw może być niemałym wyzwaniem. Kandydaci z każdym kwartałem coraz bardziej przyzwyczajają się do rosnącej przejrzystości ofert pod względem ich treści (z kim i nad czym będę pracował), przez co sam fakt podawania widełek jest absolutnym minimum, które firmy muszą spełnić, aby skutecznie przyciągać uwagę doświadczonych kandydatów. Między innymi dlatego stworzyliśmy jakiś czas temu kalkulator wynagrodzeń dla IT, który codziennie analizuje sytuację na rynku i pozwala zarówno pracodawcom, jak i kandydatom na sprawdzanie aktualnych stawek – uwzględniając doświadczenie, lokalizację czy technologię.

Raport IT MARKET SNAPSHOT Q3 2021  można bezpłatnie pobrać klikając w link:  https://inhire.io/insights/it-market-snapshot-q3-2021/

Raport: Sektor budowlany stoi przed poważnymi wyzwaniami związanymi ze zmianami klimatu i zrównoważonym rozwojem

W obliczu boomu infrastrukturalnego, który według przewidywań, ma napędzać globalny wzrost gospodarczy przez najbliższą dekadę, branża budowlana będzie zmagać się z rosnącą presją związaną ze zmianami klimatu oraz dążeniem do osiągnięcia zerowej emisji netto gazów cieplarnianych – wynika z raportu opublikowanego przez Marsh i Guy Carpenter, światowych liderów w obszarze usług profesjonalnych w zakresie ryzyka, strategii i zarządzania zasobami ludzkimi, którzy należą do Grupy Marsh McLennan.

Raport „Future of Construction: A Global Forecast for Construction to 2030”, przygotowany we współpracy z Oxford Economics, globalnym liderem w dziedzinie prognozowania i analiz ekonomicznych, nakreśla przyszłość budownictwa w miarę jak branża odbudowuje się po bezprecedensowych skutkach COVID-19, a także ujawnia kluczowe czynniki kształtujące jej przyszłość w kolejnych latach.

Jak przewiduje raport, globalna produkcja budowlana wzrośnie o 6,6% do końca 2021 roku i o 42% do 2030. Motorem napędowym wzrostu mają być rządowe programy stymulacyjne i wysoki popyt na budownictwo mieszkaniowe. Eksperci ostrzegają jednak, że wraz z rozwojem sektora rośnie ryzyko zanieczyszczenia środowiska i generowania dużej ilości odpadów. Branża budowlana i środowisko zbudowane odpowiadają obecnie za blisko 40% światowej emisji gazów cieplarnianych.

Według raportu, zmiany klimatu oraz dążenie do zerowej emisji netto to prawdopodobnie największe wyzwania, przed jakimi stoi aktualnie sektor budowlany. Potrzeba radykalnego obniżenia śladu węglowego w nowym budownictwie będzie powodować rozwój przemysłu przyjaznego środowisku, który będzie opierał się na ponownym wykorzystaniu zapasów materiałów budowlanych pozyskanych z innych projektów.

W 2020 roku kapitał związany z kwestiami ochrony środowiska, społeczeństwa oraz ładem korporacyjnym (ESG) wzrósł o 28% na rynku infrastruktury, co było w dużej mierze spowodowane zwiększeniem środków finansowych na rzecz zrównoważonego rozwoju. Mimo że większość przedsiębiorstw budowlanych i deweloperów przeznacza znaczny kapitał na rozwój infrastruktury, powstają nowe możliwości dla firm zajmujących się opracowywaniem nowoczesnych technologii, projektów i procesów optymalizujących.

„Zmiany klimatu i kwestie ESG oraz związane z nimi szanse oraz ryzyka należą do największych wyzwań, z jakimi borykać się będzie branża budowlana przez następną dekadę. Czynniki te odpowiadają ponadto za zmianę profilu ryzyka dla tego sektora. Organizacje mają zatem za zadanie dostosować się do tych zmian, aby móc w pełni wykorzystać potencjał wzrostu przemysłu budowlanego, jednocześnie odgrywając kluczową rolę w rozwoju gospodarek i społeczeństw na świecie” – komentuje wyniki raportu Richard Gurney, Global Head of Construction w Marsh Specialty.

„Branża budowlana i inżynieryjna wkracza w okres zupełnie nowych możliwości, który będzie dodatkowo wymagał od firm ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych zmiany podejścia do oceny ryzyka. Dynamiczne przemiany powinny zostać oparte na wymianie wiedzy między innowatorami z branży i reasekuratorami. Zrozumienie zmieniającego się profilu ekspozycji, rozwoju technologii i źródeł kapitału jest kluczowe dla tworzenia platform underwritingowych oraz ofert produktów dopasowanych do ewoluujących potrzeb branży budowlanej” – dodaje Simon Liley, Co-Head, Global Engineering w Guy Carpenter.

Pozostałe prognozy dla branży budowlanej do 2030 roku obejmują:

– Przewidywany średni wzrost na poziomie 3,6% rocznie – wyższy niż w sektorze usługowym i produkcyjnym.

– W ciągu następnej dekady branża budowlana osiągnie 35% wzrost, który będzie napędzany głównie wysokim poziomem rządowych wydatków na infrastrukturę oraz uwolnieniem nadwyżek finansowych gospodarstw domowych; w Ameryce Północnej budownictwo będzie stanowić ponad 10% PKB.

– Według przewidywań, globalny rynek budownictwa infrastrukturalnego będzie rósł średnio o 5,1% rocznie.

– Oczekuje się, że roczny wzrost infrastruktury w Wielkiej Brytanii wyniesie średnio 3,7%, rywalizując tym samym z Chinami, gdyż brytyjskie duże projekty budowlane zapewnią zwiększony wzrost.

„To niezwykłe, że odnotowywany od dłuższego czasu wzrost w budownictwie przewyższa wyniki osiągane przez branżę usługową i produkcyjną. W normalnych warunkach spodziewalibyśmy się, że budownictwo będzie rosło szybciej niż inne sektory gospodarki przez krótszy okres czasu w sytuacji poprawy koniunktury. Nie jest żadnym zaskoczeniem, że według oczekiwań, budownictwo będzie napędzać globalną gospodarkę w kolejnych latach, co będzie spowodowane bezprecedensową stymulacją wydatków na infrastrukturę przez rządy oraz uwolnieniem nadwyżek środków finansowych gospodarstw domowych w następstwie COVID-19” – podsumowuje Graham Robinson, Global Infrastructure and Construction Lead w Oxford Economics oraz współtwórca raportu „Future of Construction”.

Michał Talarski – Dyrektor Pionu Klientów Strategicznych w Marsh Polska dodaje: „W porównaniu z innymi gospodarkami, w Polsce dużo większy nacisk kładziemy na projekty infrastrukturalne jak kolej i drogi, z uwagi na zaległości z poprzednich dekad. Szczególnie inwestycje w tym pierwszym segmencie mają duży wpływ na środowisko, gdyż z dzisiejszego punktu widzenia wprowadzają najmniej zanieczyszczeń w fazie eksploatacyjnej. Warto również zauważyć ekologiczne trendy w budownictwie biurowym. Na fali ESG firmy chętniej myślą o przeprowadzce do takich właśnie obiektów. Docelowo w perspektywie obecnej dekady będzie to również znacznie bardziej widoczne w budownictwie mieszkaniowym. Wszystkie te czynniki będą miały wpływ wzrostowy trend produkcji budowlanej”.

Link do raportu: https://www.marsh.com/pl/pl/industries/Construction/insights/the-future-of-construction-report.html

Grupa Muszkieterów z ponad 6,5 miliardami złotych obrotów po trzech kwartałach 2021 roku

Przez pierwsze 9 miesięcy br. Grupa Muszkieterów wypracowała obroty na poziomie ponad 6,5 miliarda złotych. Oznacza to wzrost o prawie 739 milionów złotych (12,8 proc.) w stosunku do tego samego okresu w 2020 roku. W podziale na sieci obroty Intermarché wraz ze stacjami paliw kształtowały się na poziomie blisko 4 miliardów złotych (wzrost o 10,6 proc.). Z kolei obroty Bricomarché wyniosły ponad 2,5 miliarda złotych (wzrost o 13 proc.). Obroty like-for-like (na sklepach porównywalnych) łącznie wzrosły o prawie 11 proc. w porównaniu do poprzedniego roku.

Po trudnym dla wszystkich 2020 roku widzimy mocną dynamikę wzrostu, zwłaszcza sieci Intermarché. Grupa Muszkieterów odnotowuje dobre wyniki, a nasz obrót kwartalny po pierwszych 9 miesiącach br. wyniósł rekordowe 6,5 miliarda złotych, będąc jednocześnie najlepszym wynikiem w historii Grupy w Polsce. To dla nas potwierdzenie, że obraliśmy dobry kierunek zmian, a przeprowadzane działania, w tym rozwój nowych konceptów, są efektywne i generują oczekiwane zyskimówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje W odpowiedzi na zapotrzebowanie klientów oraz sytuację na rynku, stale rozwijamy kanał e-commerce zarówno poprzez inwestycje w zakresie IT, jak i wdrażanie naszych rozwiązań do zakupów online w kolejnych lokalizacjach. Chcemy, by usługi wspierające e-commerce dostępne były wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

Powrót do rozwoju sieci Intermarché

Obroty supermarketów spożywczych Intermarché wraz ze stacjami paliw wzrosły o 10,6 proc. i wyniosły blisko 4 miliardy złotych. Pierwsze trzy kwartały stały pod znakiem powrotu do rozwoju sieci, w tym m.in. usługi Intermarché Drive umożliwiającej klientom zamawianie produktów przez stronę internetową oraz ich odbiór w specjalnie wyznaczonej do tego strefie, znajdującej się przed sklepem. Rozwiązanie jest obecnie dostępne w 54 miejscowościach w całej Polsce.

Zwiększa się także liczba sklepów sieci. Kolejny supermarket uruchomiono w Miliczu, a w nadchodzących miesiącach planowane są otwarcia w Strzelcach Opolskich oraz Bielsku-Białej. Dodatkowo w bieżącym roku w ramach Grupy Muszkieterów utworzono Fundusz Stacji Paliw Intermarché. Jest to inicjatywa oddolna, stworzona i zarządzana w całości przez franczyzobiorców Grupy Muszkieterów. Celem utworzenia Funduszu jest wsparcie rozwoju sieci handlowej Intermarché w zakresie finansowania budowy nowych stacji paliw. Ponadto Grupa Muszkieterów systematycznie wdraża w placówkach Intermarché nowy koncept Power, poszerzając tym samym ofertę produktów świeżych, bio, fit i dań gotowych oraz zapewniając klientom jeszcze bardziej intuicyjny układ sklepów.

Bricomarché ze stałym wzrostem

Sieć Bricomarché odnotowała dwucyfrowy wzrost obrotów, które po trzech kwartałach br. wyniosły ponad 2,5 miliarda złotych. Supermarkety Muszkieterów z kategorii „dom i ogród” również rozwijają udogodnienia z zakresu e-commerce. Na sieć Bricomatów – czyli autorskich boksów, które pozwalają na odbiór artykułów zamówionych online o dowolnej porze dnia, w tym również wielogabarytowych – składa się już 79 maszyn.

Podobnie jak w przypadku sieci spożywczej, portfolio sklepów Bricomarché stale się powiększa. Od początku 2021 roku otwarto już 3 placówki: w Tomaszowie Mazowieckim, Miliczu oraz Olkuszu, a do końca roku dołączą do nich kolejne lokalizacje, w tym Olecko, Pyrzyce i Ostrowiec Świętokrzyski.

Atrakcyjna ścieżka dla pracowników

W związku z dalszą ekspansją, Grupa Muszkieterów oferuje swoim pracownikom specjalną ścieżkę biznesową i wspiera ich w otwarciu własnego supermarketu spod szyldu Intermarché lub Bricomarché. Program skierowany jest do osób zatrudnionych w centrali, posiadających minimum trzyletni staż pracy. Postulujący pracownicy mogą liczyć na dodatkowe benefity pozafinansowe i finansowe.

Nasze cele na kolejne miesiące są ambitne, jednak uzyskiwane w ostatnim czasie wyniki pozwalają nam wierzyć, że je osiągniemy. Planujemy dalszą ekspansję obu sieci. W tym roku proces rekrutacji przeszli już przyszli franczyzobiorcy 3 placówek Intermarché oraz 6 Bricomarché, a pełne szkolenie przygotowujące do otwarcia własnego punktu sprzedaży odbyło 8 franczyzobiorców Bricomarché. Biznes Grupy Muszkieterów nabiera znowu dynamiki. Nasze sklepy chcą otwierać zarówno obecni franczyzobiorcy, pracownicy centrali, kierownicy supermarketów, jak również kandydaci z zewnątrz organizacji. Jedno jest pewne – będziemy nieustająco dążyć do zwiększania naszej obecności na rynku podsumowuje Marc Dherment.

Opinia zabezpieczająca dotycząca utworzenia centrum badawczo-rozwojowego w spółce jawnej niebędącej podatnikiem CIT

W dniu 26 lipca 2021 r. Szef Krajowej Administracji Skarbowej wydał opinię zabezpieczającą (sygn. akt DKP 1.8011.10.2021) dotyczącą utworzenia centrum badawczo-rozwojowego w spółce jawnej, która nie posiadała statusu podatnika podatku dochodowego od osób prawnych. Opinia ta poza potwierdzeniem możliwości zastosowania takiego schematu przy rozliczeniu ulgi B+R daje także wskazówkę dla podatników, że korzystanie z ulg podatkowych nie wymaga potwierdzenia w drodze opinii zabezpieczającej, pomimo że w przypadku ulg podatkowych korzyść podatkowa występuje zawsze.

W opinii organ przeanalizował poszczególne przesłanki zastosowania klauzuli oraz odniósł je do stanu faktycznego, który został mu przedstawiony.

Identyfikacja korzyści podatkowej

W pierwszej kolejności Szef KAS przeanalizował podstawową przesłankę wszczęcia postępowania w zakresie klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, jaką jest powstanie korzyści podatkowej. W przedmiotowej sprawie spółka nie będąc podatnikiem CIT nie mogła skorzystać z ulgi na badania i rozwój. Korzyść podatkowa polegała na odliczeniu przez wspólników spółki jawnej podwyższonych kosztów kwalifikowanych poniesionych przez spółkę na działalność B+R, co skutkowało obniżeniem zobowiązania podatkowego, rozpoczynając od roku utworzenia centrum badawczo-rozwojowego. Zatem w przedmiotowej sprawie zaistniała podstawowa przesłanka postępowania klauzulowego – korzyść podatkowa po stronie wspólników. Co do zasady można przyjąć założenie, że zawsze w przypadku korzystania z ulg podatkowych powstaje korzyść podatkowa, ponieważ taki jest cel tworzenia ulg dla podatników.

Korzyść podatkowa jako główny cel dokonania czynności

W drugiej kolejności w opinii zabezpieczającej została przeanalizowana kwestia podejmowania czynności wyłącznie lub głównie w celu osiągnięcia korzyści podatkowej, która jest sprzeczna z przedmiotem lub celem ustawy podatkowej lub jej przepisu. Przy ocenie tej przesłanki Szef KAS odniósł się do art. 119d Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym analizie należało poddać cele ekonomiczne dokonywanych przez podmiot czynności. W ocenie Szefa KAS w analizowanym przypadku zasadniczym celem oraz zamiarem wnioskodawców był cel fiskalny. Dlatego ostatecznie organ przyjął, że głównym celem czynności było uzyskanie korzyści podatkowej.

Sprzeczność korzyści z przedmiotem lub celem ustawy

Kolejną przesłanką do zastosowania klauzuli jest sprzeczność osiągniętych korzyści podatkowych z przedmiotem lub celem ustawy podatkowej. Szef Krajowej Administracji Skarbowej w podjętych przez wnioskodawców czynnościach nie zidentyfikował takiej sprzeczności. W zakresie tej przesłanki wskazał natomiast, że należy w szczególności przeanalizować dwa aspekty – wskazać przepisy ustaw podatkowych wykorzystywane przez podatnika do dokonania czynności oraz ustalić, jaki cel przepisy te realizują.

Słusznie Szef KAS zwrócił uwagę, że ustawodawca, tworząc ulgi podatkowe, ma na celu, aby jak największa liczba osób uprawnionych mogła z nich skorzystać. W tym przypadku organ podniósł, że zgodnie z uzasadnieniem do projektu ustawy wprowadzającej ulgę badawczo-rozwojową (B+R) celem tej ulgi jest wspieranie innowacyjnej działalności przedsiębiorstw oraz pobudzanie do działań o charakterze badawczo-rozwojowym, co sprzyja jednocześnie innowacyjności gospodarki. W związku z tym Szef KAS stwierdził, że efektywne wykorzystanie ulgi B+R w analizowanej sprawie możliwe jest jedynie przy konsolidacji przychodów i kosztów spółki z przychodami i kosztami jej wspólników. Wtedy ulga będzie mogła być wykorzystana w 100%, głównie z uwagi na niski poziom dochodowości spółki w pierwszych latach działalności.

Podsumowując, Szef KAS potwierdził, że bardziej istotne są przesłanki materialne zastosowania ulgi niż formalne.

Sztuczność sposobu działania

Ostatni element analizowany przez Szefa KAS to sztuczność sposobu działania podatnika. W ocenie Szefa KAS podmiot działający rozsądnie i zgodnie z prawem zastosowałby ulgę B+R, korzystając z opcji, jaką daje art. 5 ustawy o CIT, tj. z możliwości konsolidacji przychodów i kosztów związanych z działalnością spółki jawnej (nieposiadającej statusu podatnika CIT), z przychodami i kosztami jej wspólników. Zdaniem Szefa KAS taki sposób działania nie wygeneruje ryzyka gospodarczego, które przewyższałoby spodziewane korzyści inne niż podatkowe. Podsumowując, Szef KAS w wydanej opinii zabezpieczającej potwierdził, że w przypadku utworzenia przez spółkę jawną centrum badawczo-rozwojowego i korzystania z ulgi B+R przez wspólników tej spółki zastosowania nie powinna znaleźć klauzula ogólna przeciwko unikaniu opodatkowania.

Korzystne stanowisko fiskusa opierało się o dwa filary. Pierwszy to brak sprzeczności z celem ustawy, zważywszy na fakt, że wprowadzając ulgi podatkowe, ustawodawca chce, aby możliwość skorzystania z nich dotyczyła 100% podmiotów uprawnionych, spełniających przesłanki materialne. Drugi filar to brak sztuczności działania w przypadku korzystania z ulg podatkowych. Innymi słowy, jeżeli czynności oparte są na decyzjach biznesowych, to można skorzystać z ulgi, nawet jeżeli generuje duże korzyści dla podatnika.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rekordowe ceny paliw! Za 98 zapłacimy nawet 7 zł

Spełnił się jeden z najczarniejszych scenariuszy wszystkich zmotoryzowanych – w zeszły wtorek ceny paliw przekroczyły próg 6 zł w wielu polskich miastach. Prawdziwy rekord padł w stolicy – 6,77 zł za litr benzyny! Skąd taka podwyżka?

Zmiany wisiały w powietrzu

Sytuacja w Wielkiej Brytanii, w której odnotowano braki benzyny na stacjach paliw, a nawet przydzielano rację paliwa per klient, wywołała lekki stres wśród mieszkańców Europy. Pomimo tego, że nie była spowodowana brakiem dostępności paliwa, a jedynie niedostatkiem kierowców, którzy mogliby je przewieźć z rafinerii do dystrybutorów, to coraz głośniej zaczęto mówić o kolejnych podwyżkach cen.

Aktualne ceny paliwa zależą od wielu czynników, m.in. od sytuacji politycznej na świecie. W poprzednim roku rekordowy spadek cen benzyny spowodowała pandemia koronawirusa. Jednak, gdy tylko rynek globalny zaczął się podnosić po kryzysie, ceny paliw znów zaczęły rosnąć. Użytkownicy aplikacji Yanosik mogą sprawdzać bieżące ceny na stacjach paliw w naszej aplikacji. Również mogą je samodzielnie aktualizować, aby poinformować innych kierowców. To ogromne ułatwienie dla wszystkich podróżujących, a także możliwość śledzenia zmian w polityce cenowej danej stacji.komentuje Julia Langa, Yanosik Autoplac.

Jakie są obecnie ceny paliw w Polsce?

Analitycy dokładnie przyglądali się sytuacji i według ich szacunków przejście na wyższe ceny za litr paliwa miało mieć miejsce właśnie w ciągu kilku dni lub tygodni. Niestety czas pokazał, że z dnia na dzień nadeszła niechciana zmiana. Średnia cena litra benzyny w Polsce wzrosła o prawie 15 groszy.

Jeszcze w zeszłym tygodniu za 1 litr PB 98 średnio zapłacilibyśmy 5,99 zł, za PB 95 5,85 zł, gazu 3,03 zł, a ropy 5,79 zł. Prognozy portalu e-petrol zakładały przejście na próg 6,02-6,15 zł za 1l PB 98, 5,86-5,99 zł za PB 95, 5,80-5,93 zł za ON, a za LPG 3,03-3,15 zł. Obecnie w niektórych miejscach litr PB 98 kosztuje już 6,15 zł.

Wszyscy kierowcy korzystający z aplikacji Yanosik mają wgląd w aktualne ceny paliw na stacjach benzynowych. Dzięki tej funkcji mogą sprawdzić kilka stacji benzynowych w swojej okolicy i wybrać tę, na której znajdą najkorzystniejsze ceny.mówi Julia Langa, Yanosik Autoplac.

Co jest przyczyną zmiany cen paliw?

Nie da się ukryć, że wpływ na rosnące ceny paliwa ma zbliżająca się zima, która jest okresem wzmożonego zapotrzebowania wśród wszystkich zmotoryzowanych. Nie bez znaczenia pozostaje również słabnący kurs złotego oraz ograniczona podaż ropy, a także jej cena.

Coraz więcej stacji benzynowych podnosi stawkę za litr PB 98. Niestety ceny zmieniają się nawet kilka razy dziennie, a to może oznaczać, że za pełny bak już wkrótce będziemy płacić o kilkanaście złotych więcej.

Gdzie jest najdroższe paliwo?

Sprawdziliśmy poszczególne województwa i stacje benzynowe, na których paliwo PB 98 kosztuje już ponad 6 zł. Według danych portalu cenapaliw.pl najwyższe ceny za 1 l PB 98 można spotkać:

  • na Orlenie w Borku Wielkopolskim (wielkopolskie) – 6,24 zł,
  • na Orlenie w Połczynie Zdrój (zachodniopomorskie) – 7 zł,
  • na BP w Kudowie-Zdrój (dolnośląskie) – 6,39 zł,
  • w Carrefour Lublin (lubelskie) 6,80 zł,
  • na BP w Zielonej Górze (lubuskie) – 6,20 zł,
  • na Shell w Warszawie (mazowieckie) – 6,77 zł,
  • na stacji Moya w Sosnowcu (śląskie) – 6,20 zł,
  • na BP w Ostrowcu Świętokrzyskim (świętokrzyskie) – 6,28 zł.

Z kolei za 1 l PB 95 najwięcej zapłaci się:

  • na stacjach Orlen i Shell we Wrocławiu (dolnośląskie) – 5,92 zł,
  • na Orlenie w Toruniu (kujawsko-pomorskie) – 5,92 zł,
  • w Carrefour w Lublinie (lubelskie) – 6,50 zł,
  • na BP w Skierniewicach (łódzkie) – 5,83 zł,
  • na stacji Bliska w Nowym Sączu (małopolskie) – 5,92 zł,
  • na PP Legionowo (mazowieckie) – 5,86 zł,
  • na L. Optima Niemodlin (opolskie) – 5,89 zł,
  • na Orlen Białystok (podlaskie) – 5,92 zł,
  • na BP Ostrowiec Świętokrzyski (świętokrzyskie) – 5,99 zł,
  • na Orlen Wolsztyn (wielkopolskie) – 5,85 zł,
  • na Orlen Połczyn Zdrój (zachodniopomorskie) – 6,50 zł.

Jak widać na powyższym zestawieniu ceny wahają się od kilku do nawet kilkudziesięciu groszy.

Jak wygląda sytuacja z gazem?

Ceny LPG również niebezpiecznie wzrosły. W ciągu ostatnich kilku dni przekroczyły próg 3 zł. To aktualnie najszybciej drożejące paliwo na stacjach. Ostatni raz podobne kwoty płaciliśmy za LPG w 2012 roku.

Niegdyś właściciele pojazdów z autogazem cieszyli się z większej oszczędności, a równie dobrej wydajności auta. Obecnie posiadanie butli gazowej przestaje się opłacać, gdy ceny LPG rosną w tak szybkim tempie.

Wszystko wskazuje na to, że nie są to ostateczne ceny. Czas pokaże, jakie podwyżki nas jeszcze czekają. Ostatni raz z podobnymi cenami za paliwo kierowcy mierzyli się w połowie września 2012 roku, w którym za 1 litr benzyny trzeba było zapłacić 6 zł.

Betonoza dusi mieszkańców polskich miast

Według prognoz po 2040 roku śmiertelność w Warszawie wzrośnie nawet o ponad 225 proc. w stosunku do obecnej sytuacji – tak wynika z treści specjalnego komunikatu wydanego przez naukowców z PAN. Z okazji przypadającego w środę Międzynarodowego Dnia Ograniczania Skutków Katastrof podejmujemy temat betonozy i wyjaśniamy, dlaczego polskie miasta zamieniają się w miejskie wyspy ciepła.

Według prognoz ONZ w 2050 roku 68 proc. ludności świata będzie mieszkać w miastach. Są to obszary szczególnie wrażliwe na skutki zmian klimatycznych. Zjawiska tj. miejska wyspa ciepła czy intensyfikacja opadów nawalnych, stają się cechą charakterystyczną dla zurbanizowanych obszarów. Dlaczego tak się dzieje? Żyjemy w wypełnionych betonem miastach, parkujemy na wybetonowanych parkingach, a nasze podwórka zamieniają się w wybrukowaną powierzchnię, która mimo iż wygląda estetycznie, sprzyja lokalnym podtopieniom. Wszystko to składa się na zjawisko potocznie określane mianem „betonozy”. To ciężka choroba miast, którą należy powstrzymać, gdyż pozbawia mieszkańców drogocennej wody oraz cienia chroniącego przed wysokimi temperaturami latem.

Miasta w Polsce płoną

Ocieplenie klimatu cały czas postępuje, a temperatury w miastach rosną. Fale upałów stają się coraz bardziej uciążliwe dla ich mieszkańców, którzy w nagrzanych, pozbawionych zieleni przestrzeniach nie będą mogli niedługo normalnie funkcjonować, a nawet żyć. Miasta, mimo iż stanowią jedynie 3 proc. lądów na Ziemi, mieszczą połowę populacji dorzucając dużo emisji gazów cieplarnianych do atmosfery i szybko – ze względu na duży udział betonu i asfaltu  – się ogrzewają. Problem betonozy staje się więc przede wszystkim zagrożeniem dla życia i zdrowia jego mieszkańców. W dniu Międzynarodowego Dnia Ograniczania Skutków Katastrof należy więc zwrócić uwagę na ważkość i skalę tego problemu oraz odwrócić dotychczasowe trendy.

Toniemy przez betonozę

Zmiany klimatu sprawiły, że coraz częściej mamy do czynienia z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, jak susze czy podtopienia i powodzie. Ale klimat to jedno, a działania człowieka i „rewitalizacja” miast – to drugie. Mamy zabetonowane miasta, drogi, autostrady, ekspresówki. Jaki wywiera to wpływ na obieg wody? Bardzo duży. Wybetonowana powierzchnia np. parkingu czy podwórka zmniejsza zdolność retencji gleby. Podczas opadów deszczu woda, zamiast wsiąkać w podłoże, po prostu spływa – często do kanalizacji lub do rowów, które odprowadzają ją do rzek. Betonoza sprzyja nie tylko suszy, ale też podtopieniom, które pojawiają się na skutek gwałtownych opadów deszczu. W takich sytuacjach kanalizacja najczęściej nie nadąża z przyjmowaniem wody opadowej i wylewa się ze studzienek zalewając okoliczne drogi, domy i mieszkania.

Błękitno- zielona infrastruktura

Nadmierne uszczelnianie powierzchni poprzez ich betonowanie i asfaltowanie sprawia, że w wyścigu z naturą, człowiek zawsze będzie na przegranej pozycji. Rozwiązaniem jest tzw. błękitno-zielona infrastruktura. Pod tym pojęciem kryją się: naturalne zbiorniki wodne, odpowiednio zaprojektowane parki, ogrody deszczowe, zrewitalizowane cieki wodne, ażurowe powierzchnie parkingowe, a także rozmaite rozwiązania przydomowe umożliwiające tzw. małą retencję. Warto pomyśleć o gromadzeniu deszczówki, np. w specjalnych zbiornikach czy oczkach wodnych. Taka woda może być później z powodzeniem wykorzystana do podlewania ogrodu lub też bezpośrednio go zasilać. Takie działania podejmuje m.in. marka Finish, która wraz z partnerem merytorycznym, IMGW-PIB – Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowym Instytutem Badawczym, marką Bosch i National Geographic rozpoczęli kampanię „Obiecajmy”, dzięki której wybrane przedszkola w całej Polsce zostały wyposażone w zbiorniki na deszczówkę, a dzieci otrzymały materiały edukacyjne na temat oszczędzania wody w domu.

Oferta mieszkań deweloperskich w Polsce topnieje

W efekcie boomu mieszkaniowego „nad Wisłą” popyt na własne cztery kąty zaczął znacznie przewyższać podaż, a na rynku deweloperskim coraz częściej brakuje lokali mieszkalnych. Jak podaje jeden z wiodących serwisów nieruchomości tabelaofert.pl, w czerwcu 2021 roku w ofercie deweloperów w sześciu największych miastach w Polsce znalazło się ponad 8,5 tys. mieszkań mniej niż rok wcześniej, co stanowi spadek o blisko 16,1%. Największe uszczuplenie oferty deweloperskiej portal odnotował w Warszawie i wyniosło ono aż 30,2%. Na drugim miejscu znalazł się Wrocław z 22% spadkiem na rynku nieruchomości deweloperskich.

Oferta mieszkaniowa w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Krakowie, Poznaniu i Łodzi (II kwartał 2020 – II kwartał 2021)

oferta mieszkań deweloperskich w Polsce topnieje
Źródło: dane pochodzą z serwisu www.tabelaofert.pl, opracowane przez Rednet Consulting.

W analizowanym okresie najwyższą liczbę oferowanych mieszkań analitycy tabelaofert.pl odnotowali na koniec II kwartału 2020 roku w Warszawie (16 181 lokali). Rok później było to już tylko 11 302 mieszkań. Najniższa ofertę zarejestrowano z kolei na koniec I kwartału 2021 roku w Łodzi (3 970 lokali). W II kwartale bieżącego roku Łódź była również jedynym miastem, w którym zwiększyła się oferta mieszkaniowa, a wzrost ten był niewielki i oscylował w granicach 1,7%.

Niezwykle wysoki poziom sprzedaży mieszkań nie idzie w parze z podażą. Spadek oferty mieszkaniowej na kluczowych rynkach w Polsce jest spowodowany m.in. utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi, rosnącą inflacją oraz przekonaniem, że mieszkania stanowią bezpieczną przystań dla kapitału, szczególnie w dobie pandemii koronawirusa. Na problem z niską podażą składa się również ograniczona liczba gruntów inwestycyjnych oraz czasochłonne czynności administracyjne. Szczególnie w Warszawie mieszkania sprzedają się szybciej, niż deweloperzy zdobywają pozwolenia na budowę nowych osiedli – wyjaśnia Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Jak podaje GUS, w 2020 roku oddano do użytkowania rekordowe 220 tys. nowych mieszkań. Wynik ten nie przyczynił się jednak do poprawy sytuacji mieszkaniowej Polaków. Stan ten pogłębiają działania zagranicznych funduszy, które kupują tysiące mieszkań w celu przeznaczenia ich na wynajem długoterminowy. Jedna z takich sytuacji miała miejsce w czerwcu 2021 roku. Deweloper YIT podpisał umowę ze skandynawskim funduszem oraz inwestorem w branży nieruchomości NREP. Przedmiot umowy stanowiła budowa oraz sprzedaż 1 071 lokali mieszkalnych w Warszawie, które zostaną przeznaczone jedynie pod wynajem.

Jednocześnie ceny mieszkań w Polsce stale rosną. Jak wynika z danych tabelaofert.pl, w II kwartale 2021 roku średnia cena za mkw. mieszkania w stolicy osiągnęła stawkę 12 184 zł, co stanowi wzrost o 9,3% względem ubiegłego roku.

– Nic nie wskazuje na to, że sytuacja związana ze wzrostami cen nieruchomości szybko się zmieni. W ostatnich kwartałach popyt na lokale mieszkalne znacząco wyprzedził bowiem podaż. Na rekordowo wysokie ceny mieszkań w Polsce wpływają także rosnące ceny materiałów budowlanych, a przez to – koszty prowadzenia całej inwestycji. Jak wynika z naszej analizy, w II kwartale 2021 roku deweloperzy sprzedali łącznie ponad 17,6 tys. lokali, wprowadzając jednocześnie na rynek ok. 15,7 tys. mieszkań – informuje Maciej Dymkowski, prezes zarządzający tabelaofert.pl.

Tendencja niesłabnącego popytu na rynku nieruchomości pierwotnych w Polsce utrzymuje się już od kilkunastu lat. Według danych Eurostatu Polska jest w ścisłej czołówce krajów europejskich pod względem udziału rynku pierwotnego w ogólnej wartości sprzedanych nieruchomości. W 2019 roku sprzedaż mieszkań realizowana przez deweloperów odpowiadała w naszym kraju za 47% obrotu. Dla porównania w Niemczech wskaźnik ten wyniósł 16,8%, a u naszych południowych sąsiadów – Czechów – 10,3%. Wśród głównych przyczyn takiego stanu rzeczy eksperci wymieniają m.in. poprawiającą się sytuację finansową Polaków i to, że mieszkań „nad Wisłą” jest zwyczajnie za mało.

Rodzaje paneli fotowoltaicznych – czym się kierować przy ich wyborze?

Wybór paneli fotowoltaicznych nie należy do najłatwiejszych, oferta na rynku jest naprawdę szeroka.  Jak zatem wybrać panele, które zapewnią odpowiednią jakość otrzymywanej energii elektrycznej z promieniowania słonecznego? Zapytaliśmy o to ekspertów!

Panele fotowoltaiczne – zastosowanie

W ostatnich latach bardzo mocno rozwinął się rynek Odnawialnych Źródeł Energii. Tylko w ciągu ostatniego roku, jak podaje Urząd Regulacji Energetyki  fotowoltaika zwiększyła swój udział w produkcji energii z OZE w Polsce, z 5 do 9 procent. Jednak fotoogniwa są stosowane nie tylko w instalacjach fotowoltaicznych. Znajdziemy  je także w kalkulatorach, zegarkach, plecakach, sztucznych satelitach, samochodach z napędem hybrydowym oraz w automatyce.

Co ciekawe, wykorzystywane od lat do zasilania kalkulatorów ogniwa amorficzne, gwarantują  napięcie około 0,5 V. Panel fotowoltaiczny to połączenie wielu ogniw krzemowych poli- lub monokrystalicznych szeregowo lub równolegle. W ten sposób, uzyskuje się moduły, które z powodzeniem pozwalają na uzyskanie energii elektrycznej dla całego gospodarstwa domowego.

Obecnie, rozwiązania fotowoltaiczne cieszą się rosnącą popularnością nie bez powodu. Za sprawą paneli możemy bowiem wykorzystywać alternatywne źródła energii, co przy rosnących cenach prądu, pozwala na generowanie oszczędności każdego miesiąca.

Czym kierować się przy wyborze paneli fotowoltaicznych?

Budowa paneli fotowoltaicznych

Wykorzystywane obecnie panele fotowoltaiczne są z dwóch stron (od góry i dołu) laminowane przezroczystą folią. Dzięki temu są one umieszczone i pozostawione w próżni. Umieszczanie gotowego modułu za szybą ze szkła hartowanego nie jest przypadkowe. Zmniejsza się w ten sposób ilość odbijanego promieniowania słonecznego, a w efekcie istnieje możliwość zmniejszenia ograniczenia strat energii. Dodatkowo szkło chroni ogniwa przed oddziaływaniem warunków pogodowych – wiatru, śniegu, gradu.  Panele fotowoltaiczne są osadzone w aluminiowej ramie i chronione przez dodatkową, szczelną folię typu backsheet. W zestawie do tego rodzaju elementów umieszcza się puszki przyłączeniowe, z których wychodzą  dwa kable zakończone wtyczkami, które umożliwiają łączenie paneli w szeregi.

panel

Jak działają panele fotowoltaiczne?

Panele fotowoltaiczne przetwarzają energię promieniowania słonecznego na energię elektryczną (prąd stały). Materiałem podstawowym jest krzem, który jest półprzewodnikiem. Wytwarzanie prądu elektrycznego przez krzemowe ogniwa PV jest możliwe dzięki stworzeniu w płytce krzemowej złącza P-N. Złącze typu P to złącze dodatnie z domieszką boru, a złącze typu N to złącze ujemne z domieszką fosforu. Bor posiada 3 elektrony, o jeden mniej niż krzem. Tym sposobem w strukturze atomowej powstaje pozytywnie naładowana dziura. Inaczej jest z atomami fosforu, które posiadają 5 elektronów, o jeden więcej niż krzem. W wyniku różnic, negatywne elektrony i pozytywne dziury dążą do wyrównania potencjałów, zgodnie z zasadą, że przeciwieństwa przyciągają się do siebie.

Proces poruszania się elektronów jest intensywniejszy, kiedy słońce wysyła swoje promienie. Fotony padające na ogniwo, rozbijają wiązania i powodują przepływ elektronów. Po obu stronach płytki krzemowej powstają odwrotnie naładowane pola elektryczne, których potencjał nieustannie wzrasta. Po nałożeniu na ogniwo słoneczne kontaktów, elektrony wybierają drogę najmniejszego oporu, powodując przepływ energii elektrycznej.

To zjawisko nazywane efektem fotowoltaicznym jest właśnie podstawą fotowoltaiki.

Rodzaje ogniw fotowoltaicznych

Wśród najczęściej wybieranych, a zarazem najbardziej wydajnych rozwiązań należy wymienić między innymi: panele monokrystaliczne, panele polikrystaliczne – zaliczane do tzw. I generacji. Wytwarzane są z krzemu krystalicznego. Nowością na rynku są ogniwa cienkowarstwowe II generacji możemy tu wymienić na przykład panele amorficzne. Jakie cechy ma każde z rozwiązań? Na co należy zwrócić swoją szczególną uwagę przy wyborze?

podzial ogniw

Technologią dominującą od kilku lat jest krzem krystaliczny, moduły oparte na tego typu ogniwach to około 95% rynku. Popularność ogniw mono- i polikrystalicznych na przestrzeni ostatnich lat nieco się zmieniała. Do 2018 roku większą popularnością cieszyły się ogniwa polikrystaliczne, później nastąpił odwrót w stronę paneli monokrystalicznych, które ciągle cieszą się ogromnym zainteresowaniem – mówi ekspert Vosti.

Panele monokrystaliczne

Panele monokrystaliczne charakteryzują się najwyższym poziomem sprawności z wszystkich obecnie dostępnych na rynku alternatyw. Są wykonane z ciągnienia jednego kryształu krzemu. Wspomniana sprawność, jaką zapewniają panele monokrystaliczne waha się między 15, a obecnie nawet ponad 20 procent.

Do najbardziej charakterystycznych cech tego wyjątkowo popularnego i wydajnego rozwiązania należy zaliczyć cechę główną ogniwa. Są one wykonane w kształcie zbliżonym do okrojonego koła. Zazwyczaj mają czarny kolor lub ciemny granatowy.

Panele polikrystaliczne

Panele polikrystaliczne to kolejny z popularnych i bardzo cenionych na rynku rodzajów paneli służących do wykorzystywania energii słonecznej. Charakteryzują się przede wszystkim niższym spadkiem mocy wraz ze wzrostem temperatury. Wykorzystywane w nich ogniwa są wytwarzane z wielu kryształów krzemu. Z tego też względu, mają one kształt kwadratu i mieniącą się strukturę. Przypominają bardzo często surowiec, jakim jest stal stopowa. Panele polikrystaliczne cechują się sprawnością w granicach sprawność 14-17% (twin peaks 18-19%). Łatwo je rozpoznać po intensywnej niebieskiej barwie.

Panele amorficzne

Z kolei panele amorficzne są to rodzaje paneli, które mają zbudowane ogniwa z krzemu amorficznego. Charakteryzują się słabym poziomem wykrystalizowania i posiadają najniższy poziom sprawność między rodzajami, jakie zostały zaprezentowane. Oscyluje ona w granicach plus minus 6-10 procent. Nadają się one do wspomagania urządzeń lub elementów instalacji elektrycznej, jednak nie zasilą budynku lub sprzętu pobierającego większą ilość energii. Są używane najrzadziej ze względu na najniższą skuteczność.wykres poli i mono

Panele fotowoltaiczne – jak wybrać do domu?

W przypadku poszukiwania odpowiedniego dla siebie rodzaju paneli fotowoltaicznych bardzo ważne jest, aby kierować się przede wszystkim własnymi możliwościami. Obecnie dostępne na rynku panele różnią się nie tylko sprawnością, ale również ceną, jaką proponują ich dystrybutorzy. Jeśli zamierzamy tylko w niewielkim stopniu posiłkować się panelami fotowoltaicznymi to niepotrzebną praktyką będzie decydowanie się na bardziej zaawansowane rozwiązania.

Panele fotowoltaiczne – na co zwracać uwagę?

To, na co warto zwrócić uwagę, to nie tylko marka producenta, lecz także:

długość gwarancji, odporność na czynniki zewnętrzne, moc, napięcia, prądy, współczynnik wypełnienia, technologie zastosowane na poziomie modułu (np. half cut, tilling ribbon, diody by-pass).

Pierwszy rocznik studentów nowego kierunku „Global Business Services” (GBS) rozpoczął kształcenie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie

Z początkiem października blisko 100 studentów rozpoczęło naukę na nowym kierunku studiów „Global Business Services” (GBS) na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Kierunek powstał we współpracy ze Związkiem Liderów Sektora Nowoczesnych Usług Biznesowych (ABSL). Jest to pierwszy kierunek studiów licencjackich, który przygotuje studentów do rozwoju międzynarodowej kariery w centrach biznesowych należących do największych firm na świecie.

„Global Business Services” (GBS) to pionierski kierunek w Polsce, który został stworzony od podstaw przez biznes i naukę, w odpowiedzi na ciągły rozwój sektora usług biznesowych, w którym obecnie zatrudnionych jest ponad 350 000 osób w ponad 1 600 centrach usług. Wśród partnerów kierunku, obok ABSL, znalazło się 28 czołowych podmiotów sektora a także lokalne startupy oraz miasto Kraków.

Dostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynkowych

Z analiz ABSL Strategic Foresight wynika, że łączne zatrudnienie w sektorze może w ciągu 10 lat wzrosnąć do 650 000, co oznacza, że niezbędne będzie pozyskanie blisko 295 000 pracowników posiadających tzw. kompetencje przyszłości. Kluczowe z perspektywy sektora są umiejętności związane z finansami, analizą danych, nowoczesnymi technologiami, a także uniwersalnymi umiejętnościami miękkimi takimi jak: praca zespołowa, zarządzanie zmianą, umiejętność współpracy w międzynarodowym środowisku biznesowym.

Wspólna inicjatywa Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i ABSL stanowi impuls do przeciwdziałania rosnącej luce kompetencyjnej na polskim rynku pracy, która może stanowić w bliskiej przyszłości barierę rozwojową dla naszego sektora, istotnego dla rozwoju gospodarki Polski. – podkreśla Anna Berczyńska, Executive Director, Schaeffler Global Services Europe, VP Talents, ABSL.

Znajomość języków obcych i kompetencje cyfrowe były i będą kluczowe. Rośnie jednak znaczenie pracy zespołowej, kompetencji liderskich, umiejętności rozwiązywania problemów i przede wszystkim zdolności komunikacyjnych w zróżnicowanym kulturowo i kompleksowym organizacyjnie środowisku – dodaje Berczyńska. 

Rozwiązania systemowe niezbędne do zapewnienia kadr

Z raportu rocznego ABSL jednoznacznie wynika, że biorąc pod uwagę sytuację demograficzną, ograniczony zasób talentów może stać się jedną z najistotniejszych barier dla napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz rozwoju procesów opartych na zaawansowanej wiedzy. Utrzymanie konkurencyjności wymaga wprowadzenia systemowych rozwiązań obejmujących poszerzanie zaplecza kadrowego posiadającego pożądane kompetencje, w tym skoordynowanego zaangażowania różnych resortów i uwzględnienia w perspektywie długoterminowej m.in. takich elementów jak dostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynkowych.

Program studiów GBS został stworzony we współpracy z przedstawicielami globalnych firm, którzy byli zaangażowani w dobór treści kształcenia. Studenci, już od pierwszego roku będą mieli zajęcia i praktyki w centrach usług, co umożliwi im dostęp do liderów międzynarodowych korporacji w trakcie całego okresu nauczania.  Potencjalne miejsca pracy przyszłego absolwenta GBS to sektor usług dla biznesu, który obejmuje: informatykę, finanse, rachunkowość, logistykę, zarządzanie zasobami ludzkimi i działania badawczo-rozwojowe.

Kraków w światowej czołówce

Kraków jest liderem pod względem zatrudnienia w centrach usług biznesowych w Polsce, gdzie pracuje niemal co czwarta zatrudniona w sektorze osoba, czyli 77 700 osób.  Stolica Małopolski znajduje się w czołówce globalnych rankingów stanowiących o atrakcyjności miast najchętniej wybieranych przez międzynarodowych inwestorów.

Najważniejszymi spośród strategicznych celów Krakowa są zrównoważony rozwój, budowanie gospodarki opartej na wiedzy oraz wysoka jakość życia mieszkańców. Przykład powstałego kierunku studiów, związanych z nowoczesnymi usługami biznesowymi, obrazuje całościowe rozumienie potrzeb rozwojowych naszego miasta. Kolejny profil kształcenia uzupełnia szeroką paletę specjalizacji oferowanych na krakowskich uczelniach, a zbliżanie sektorów nauki i biznesu traktujemy jako jedno z koniecznych działań, umożliwiających rozwój w konkurencyjnym świecie. Wreszcie – wysoka jakość życia mieszkańców, którą traktujemy priorytetowo, często staje się kluczowym argumentem za wyborem Krakowa jako miejsca nauki, pracy czy zakładania rodziny. – podkreśla Jerzy Muzyk, zastępca Prezydenta Miasta Krakowa.

Kraków konsekwentnie znajduje się w czołówce Rankingu Tholons 100 Super Cities. Jednocześnie w 2020 roku zajął 10 miejsce w rankingu miast przyszłości, a to oznacza, że tutaj też jest przyszłość dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę zawodową.

Polski Ład. Ulga dla klasy średniej? Nie dla wszystkich

Przepisy Polskiego Ładu zakładają wprowadzenie nowej ulgi podatkowej, skierowanej do tzw. klasy średniej. Wszystko po to, aby zrekompensować stratę z powodu zmiany w odliczeniach składki zdrowotnej. Niestety mało precyzyjne brzmienie nowych regulacji może sprawić, że wielu podatników nie skorzysta z ulgi. 

Po co ta ulga?

Z początkiem przyszłego roku wchodzą w życie nowelizacje ustaw podatkowych w ramach tzw. Polskiego Ładu. I choć zakładają one między innymi  podwyższenie kwoty wolnej od podatku do kwoty 30 tys. zł oraz podwyższenie drugiego progu podatkowego do poziomu 120 tys. złotych, pojawiają się także niekorzystne dla podatnika rozwiązania. Znaczącej bowiem zmianie ulega rozliczanie składki zdrowotnej. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą, składka zdrowotna płacona w stałej, ryczałtowej kwocie utrzymana zostanie jedynie w przypadku przedsiębiorców rozliczających się kartą podatkową i ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych (mają być 3 możliwości w zależności od wysokości przychodów). Z tego właśnie powodu, już w pierwszej wersji przepisów Polskiego Ładu, znalazła się propozycja wprowadzenia tzw. ulgi dla klasy średniej, która ma rekompensować stratę z powodu zmiany w odliczeniach składki zdrowotnej.

Ekskluzywny dostęp klasy średniej do ulgi

Ulga będzie przysługiwać zdefiniowanej nowymi przepisami przez rząd klasie średniej – a zatem tym podatnikom, którzy osiągają przychody w przedziale od 68 412 do 133 692 zł rocznie, tj. 5700 – 11 140 zł miesięcznie. Początkowo z rozwiązania mieli korzystać jedynie zatrudnieni na podstawie służbowego stosunku pracy, pracy nakładczej lub spółdzielczego stosunku pracy. Później zmieniono przepisy, dzięki którym ulga obejmie również przedsiębiorców. Niestety wciąż szeroka grupa podatników ma zamkniętą drogą do korzystania z niej.

– Jak twierdzi Ministerstwo Finansów, limity wynagrodzeń wynikają z faktu, że występuje pewna grupa pracowników z klasy średniej, która z pewnością straciłaby na programie Polskiego Ładu. Aby tego uniknąć resort zaproponował wprowadzenie ulgi, która zniweluje negatywne skutki zapłacenia dodatkowego podatku – przekonuje Teresa Warska, specjalistka od prawa podatkowego w Systim.pl.

Ulga dla przedsiębiorców, ale również w ograniczonym zakresie

Na zeszłotygodniowym posiedzeniu sejmu podjęto decyzję o rozszerzeniu możliwości zastosowania ulgi dla klasy średniej na niektórych przedsiębiorców. Teoretycznie projekt ustawy w nowym brzmieniu otwiera wrota przed przedsiębiorcami, prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą, którzy zarobią w miesiącu nie więcej aniżeli 13 tys. zł brutto. Niestety nowe regulacje są nieprecyzyjne, co może znacząco utrudnić skorzystanie z ulgi przez wielu z nich.

– Problem leży w definicji sposobu naliczania kwoty ulgi. W skrócie – suma wszystkich przychodów pomniejszana jest o „koszty prowadzenia działalności gospodarczej”. Niestety w definicji PIT nie ma mowy o definicji „kosztów prowadzenia działalności – podkreśla Teresa Warska z Systim.pl i dodaje: – Pojawiają się jedynie „koszty uzyskania przychodów”, co w rezultacie może sprawić, że podatnik będzie musiał wyliczyć inny dochód podatkowy, a inny w ramach skorzystania z ulgi. Jeśli bowiem przedsiębiorca odliczy wszystkie koszty, może zwyczajnie nie kwalifikować się do ulgi.

Projekty ustaw Polskiego Ładu błyskawicznie przeszły ścieżkę legislacyjną i trafiły do Senatu. Poprawki wprowadzano do samego końca, zarówno po szybkim zakończeniu konsultacji społecznych, jak i na etapie prac sejmowych. Niestety ich kształt, poprzez swoje niejasne zapisy, nadal budzi wiele wątpliwości.

Rośnie ryzyko trwałej inflacji

Inflacja w USA nadal rośnie. Odczyt CPI za wrzesień przebił prognozy i wyniósł 5,4 proc. To wartość najwyższa od 2008 roku. Wzrosło średnioterminowe ryzyko inflacji w Stanach Zjednoczonych. Głównie może martwić wzrost czynszów. Z kolei większe wzrosty inflacji były ograniczane przez spadki cen wynajmu aut czy biletów lotniczych. Wczoraj minutki FOMC wskazały, że proces taperingu mógłby rozpocząć się w połowie listopada lub grudnia.

CPI w USA wzrósł do poziomu 5,4 proc. r/r (oczekiwano 5,3 proc.). Inflacja bazowa wypadła tak samo jak miesiąc wcześniej (4 proc. r/r). Zmiany miesiąc do miesiąca wynosiły 0,4 proc. oraz 0,2 proc. (core). Inflacja jest napędzana w dużej mierze przez rosnące czynsze mieszkaniowe. Stanowią one około jednej trzeciej całego koszyka i zmieniają się raczej powoli. Rosły one już na przełomie wiosny i lata. Nadal widać tendencje zwyżkową. Wzrost czynszów (za wynajem) od sierpnia do września był najwyższy od 2001 roku, a czynszów dla właścicieli mieszkań od czerwca 2006 rok. CPI zostało ograniczone przez znaczące spadki cen wynajmu aut (-2,9 proc.), samochodów używanych (-0,7 proc.), hoteli (-0,6 proc.) oraz biletów lotniczych (-6,4 proc.). Rynki pomału się normalizują. Niektóre ceny po dynamicznych wzrostach ulegają korekcie. Ogólnie rzecz biorąc, inflacja cen towarów nadal spada, podczas gdy inflacja cen usług umiarkowanie rośnie. Popyt na trwałe dobra konsumpcyjne nie jest już na ekstremalnie wysokim poziomie, ale nie można powiedzieć, że wrócił on do normalnego poziomu z przed pandemii.

Ze względu na średnioterminowe ryzyka inflacyjne uważamy, że FOMC zdecyduje się na ograniczenie zakupu aktywów już w listopadzie. Wytracenie w ostatnim czasie impetu gospodarki USA nie powinno odwieść Fed od tej decyzji. Z resztą wczorajsze minutki dodatkowo potwierdziły taki scenariusz. Choć nie była to informacja nowa i raczej już została uwzględniona w cenach.

Reakcja dolara na CPI była w pierwszym momencie właściwa. To znaczy „zielony” umocnił się, jednak w późniejszych godzinach waluta amerykańska oddała wszystko to co zyskała wcześniej. Dziś o poranku widzimy przełamanie poziomu 1,16. Wszystko wskazuje na to, że zaczynamy większe odbicie na EUR/USD, mimo, że poziom 1,15 nie został ostatecznie osiągnięty. Rynek potrzebuje czegoś nowego, żeby nadal wyceniać normalizację polityki pieniężnej. Start taperingu dość mocno został zdyskontowany w ostatnich tygodniach. W tym momencie umocnienie dolara byłoby możliwe, gdyby rynek dowiedział się o szacunkowej dacie pierwszej podwyżki stóp procentowych. Na ten temat FOMC nadal milczy.

PLN kolejny dzień ulega aprecjacji. Trochę jakby rynek oczekiwał wyższego odczytu inflacji CPI w piątek i już teraz wyceniał prawdopodobne kolejne podwyżki stóp procentowych jeszcze w tym roku. EUR/PLN schodzi poniżej 4,57. Nadal istnieje duża przestrzeń do umocnienia polskiej waluty. Przy wysokich odczytach inflacyjnych (piątek 10:00) oczekuję zejścia pary walutowej w okolice 4,54.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Doradztwo zakupowe – na czym polega?

Każdy przedsiębiorca, niezależnie od branży zakłada działalność gospodarczą z myślą o osiągnięciu sukcesu. Musi się na niego złożyć kilka czynników, w tym ciekawy pomysł na biznes, wykwalifikowana kadra pracownicza czy podjęcie współpracy z odpowiednimi kontrahentami. Brak doświadczenia często jednak skutkuje podejmowaniem błędnych decyzji zakupowych, które w najgorszym scenariuszu mogą skończyć się bankructwem. W wielu podobnych przypadkach rozwiązaniem problemu okazuje się skorzystanie z usług doradztwa zakupowego, które pozwalają zoptymalizować koszty firmowe.

Czym jest doradztwo zakupowe?

Bycie przedsiębiorcą wcale nie oznacza, że musimy znać się doskonale na każdym aspekcie funkcjonowania biznesu. Niewielkie doświadczenie wbrew pozorom nie stanowi przeszkody w drodze do budowania pozytywnego wizerunku marki. Optymalnym rozwiązaniem okazują się usługi doradztwa zakupowego oferowane przez doświadczonych specjalistów. Swoją strategię opierają na wielu czynnikach, co w długofalowej perspektywie pozwala zredukować wydatki firmy do absolutnego minimum. Co to oznacza w praktyce? Na doradztwo zakupowe składa się kilka kluczowych etapów, m.in. szczegółowa analiza zarówno kondycji finansowej firmy, jak i sytuacji rynkowej, zaplanowanie konkretnego planu działania, jego wdrożenie, negocjacje z nowymi partnerami biznesowymi czy renegocjacje zawartych już umów.

Doradztwo zakupowe – szansa na rozwój firmy

Dlaczego optymalizacja kosztów w firmie jest kluczowa dla jej dalszego rozwoju i budowaniu mocnej pozycji na rynku polskim i międzynarodowym? Wszystkie zbędne wydatki to krok wstecz, który często jest jednoznaczny z obniżeniem zysków ze sprzedaży swoich towarów czy usług. Nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku, a niezbędne komponenty czy maszyny produkcyjne kupujemy w niskich cenach, to problemem często okazują się koszty ich wymiany, naprawy czy serwisowania. W momencie zakupu często o tym nie myślimy skuszeni atrakcyjnymi ofertami. Zadaniem doradcy zakupowego jest wychwycenie podobnych niuansów, które oznaczają optymalizację kosztów firmy. Co zrobić z zaoszczędzonymi środkami? Zainwestować w rozwój przedsiębiorstwa.

Optymalizacja kosztów – długofalowe korzyści

Wielu przedsiębiorców po skorzystaniu z takich usług jak https://optibuy.com/doradztwo/optymalizacja-kosztow/ jest pozytywnie zaskoczonych ich rezultatami. Optymalizacja procesów zakupowych od podszewki wraz z reorganizacją łańcucha dostaw, budowaniem partnerskich relacji z dostawcami czy negocjacja umów to klucz do sporych oszczędności, które z czystym sumieniem można przeznaczyć np. na rozbudowę hali produkcyjnej, zatrudnienie wykwalifikowanych fachowców czy rozszerzenie profilu działalności firmy.

Victoria Dom pozyskała 70 mln zł z emisji obligacji

Victoria Dom zakończyła prywatną emisję trzyletnich niezabezpieczonych obligacji korporacyjnych serii T. Sprzedane zostały wszystkie oferowane papiery o wartości 70 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na finansowanie bieżących projektów oraz zakup gruntów pod nowe inwestycje mieszkaniowe w Warszawie i Krakowie. Obligacje serii T będą wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu na rynku Catalyst.

Deweloper Victoria Dom z sukcesem zakończył kolejną prywatną emisję obligacji korporacyjnych serii T.  inwestorzy objęli trzyletnie papiery dłużne o łącznej wartości 70 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego, a w szczególności na realizację projektów deweloperskich oraz zakup kolejnych gruntów pod nowe inwestycje. Wyemitowane obligacje są oprocentowane na poziomie WIBOR 3M + 5,5%. Odsetki będą wypłacane w okresach półrocznych. Zarząd spółki będzie się ubiegał o wprowadzenie obligacji nowej emisji do obrotu na rynku Catalyst.

„W ramach emisji sprzedaliśmy wszystkie oferowane papiery. Jesteśmy bardzo zadowoleni z dołączenia kolejnych podmiotów finansowych do grupy współpracujących z nami inwestorów. Z każdą kolejną ofertą grupa instytucji jest coraz większa. Cieszymy się z okazanego zaufania i zaangażowania w zakresie finansowania naszej działalności. Inwestorzy cały czas bardzo chętnie inwestują w papiery korporacyjne podmiotów o silnym standingu finansowym. Pozyskane środki posłużą zabezpieczeniu finansowania projektów realizowanych na terenie aglomeracji warszawskiej oraz krakowskiej. Duży zainteresowanie objęciem oferowanych przez nas papierów korporacyjnych zachęca nas do dalszego korzystania z tej formy finansowania. W związku ze wzrostem skali działalności będziemy w miarę potrzeb organizowali kolejne emisje obligacji” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Victoria Dom S.A.

Ustalony z reguły trzyletni okres zapadalności obligacji wynika ze standardowego cyklu inwestycyjnego uwzględniającego okres od zakupu działki, poprzez przygotowanie projektu, uzyskanie pozwolenia, realizacji budowy i sprzedaży lokali, aż do zakończenia inwestycji.

Oracle z nowym, pierwszym w pełni zautomatyzowanym rozwiązaniem pozwalającym na generowanie oraz dopasowanie potencjalnych klientów

Pod koniec września firma Oracle zaprezentowała nowe rozwiązanie stworzone dla pracowników sektora marketingu – Oracle Fusion Marketing. Technologia ma pomóc w realizacjach kampanii, które zwiększają możliwość sprzedaży i przyśpieszają cykl transakcji. Fusion Marketing wykorzystuje sztuczną inteligencję (AI) do automatycznej oceny potencjalnych klientów, przewidywania, kiedy najlepiej podjąć rozmowę i wygenerować szansę sprzedaży w dowolnym systemie CRM.

Oracle Fusion Marketing

Usługa chmurowa Oracle Fusion Marketing jako część platformy Oracle Advertising and CX, pozwala marketerom na łatwe tworzenie kampanii sprzedażowych obejmujących tradycyjne kanały marketingowe i reklamowe. Jest to także pierwsze rozwiązanie do automatyzacji marketingu, które zostało zaprojektowane tak, by w pełni zautomatyzować proces kwalifikacji i konwersji potencjalnych klientów przy pomocy scoringu leadów z użyciem AI

Fusion Marketing przeprowadza marketera przez cały proces tworzenia i realizacji kampanii, jak np. budowanie grupy docelowych odbiorców ze znanych kontaktów, stworzenie nowego grona odbiorców, identyfikacje najlepszych referencji klientów, uproszczoną konfigurację kampanii, uruchomienie kampanii czy monitorowanie jej wyników.

Wykraczając poza tradycyjny system CRM, rozwiązania Oracle Advertising and CX pomagają liderom biznesu w tworzeniu, zarządzaniu, obsłudze i pielęgnowaniu trwałych relacji z klientami. Przykładem mogą być firmy, takie jak Mazda, Thermo Fisher i Zebra Technologies, które poprawiły jakość obsługi klientów oraz poprawiły lojalność wobec marki.

Problemy systemów CRM

Systemy CRM to technologia, na którą zarówno sprzedawcy, jak i marketerzy lubią narzekać. Wynika to m.in. z niekompatybilnego środowiska pracy, zbyt dużej ilości manualnego zarządzania i tworzenia się silosów danych, które uniemożliwiają zespołom sprzedaży i marketingu współpracę w celu angażowania klientów, a w konsekwencji zwiększania przychodów.

Z tego powodu większość sprzedawców doświadcza tego, że ich system CRM nie pomaga im w pracy. Chaos między zespołami marketingu i sprzedaży staje się coraz większym wyzwaniem, ponieważ proces zakupu w sektorze B2B zmienia się i zaczyna być bardziej złożony. Obecnie klienci wchodzą w interakcję z organizacjami za pomocą kanałów cyfrowych, rosną także oczekiwania kupujących, a możliwość dostępu i uzyskania odpowiednich informacji oznacza, że większość decyzji o zakupie jest podejmowana jeszcze przed zaangażowaniem sprzedawcy.

Nadszedł czas, aby nasza branża zaczęła inaczej myśleć o automatyzacji marketingu i sprzedaży, abyśmy mogli przekształcić CRM w system, który faktycznie działa zarówno dla marketera, jak i sprzedawcy – powiedział Rob Tarkoff, wiceprezes Oracle, szef działu Advertising and Customer Experience, Oracle. Nie chodzi o prognozy i zestawienia ani o narzędzie do raportowania, aby zobaczyć, jak działa zespół sprzedaży, ale o przekształcenie CRM w system, który pomaga sprzedawcom. Ogromną częścią tej zmiany jest połączenie zespołów marketingu i sprzedaży oraz wyeliminowanie mało wartościowych, czasochłonnych zadań, które odwracają uwagę od budowania relacji z klientami i zawierania transakcji – dodaje.