Ład korporacyjny 2021: jak wzmacniać zaufanie w gospodarce – konferencja online

19 października br. Polska Agencja Nadzoru Audytowego (PANA) organizuje konferencję online pt. Ład korporacyjny 2021: jak wzmacniać zaufanie w gospodarce.

W konferencji weźmie udział kilkudziesięciu panelistów – ekspertów w temacie ładu korporacyjnego z biznesu, administracji, mediów, instytucji międzynarodowych i wyższych uczelni, którzy będą uczestniczyć w debacie online o dobrych praktykach ładu korporacyjnego, stanu stosowania jego zasad w Polsce i rosnącej roli czynników ESG. Panel The Role of Auditors in Corporate Governance będzie prowadzony z udziałem ekspertów ładu korporacyjnego spoza Polski.

Konferencję, która ma na celu edukowanie i popularyzację pojęcia ładu korporacyjnego, otworzy między innymi wystąpienie przedstawicielki kierownictwa OECD, Mathilde Mesnard, która w prezentacji przedstawi obecne wyzwania i cele, jakie w zakresie przestrzegania zasad ładu korporacyjnego stawia sobie obecnie jej instytucja.

Prezes PANA, Marcin Obroniecki: Celem PANA jest dążenie do jak najwyższej jakości sprawozdań finansowych. Co istotne, sprawozdawczość finansowa jest kluczowym elementem z punktu widzenia ładu korporacyjnego, ponieważ rzetelność i jasność danych finansowych stanowi o stopniu przejrzystości działania firmy dla inwestorów i całej gospodarki. Jednak ład korporacyjny to pojęcie znacznie szersze i ewoluujące w czasie. Dlatego chcieliśmy skupić na jednej konferencji wiodących ekspertów polskich i światowych. Zależy nam na tym, żeby zachęcić inwestorów, menedżerów i członków organów nadzoru do refleksji, jak zapewnić przestrzeganie zasad ładu korporacyjnego. Wierzymy, że takie działania mogą przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego w Polsce.

Konferencja została objęta honorowym patronatem Ministerstwa Finansów oraz Rektora SGH.

Transmisja live z konferencji (10-16.30) będzie dostępna na koncie PANA na YouTube dla osób zalogowanych: Link do rejestracji: https://pana-ladkorporacyjny.webcasty.pl/

Grupa CCC podsumowała drugi kwartał 2021

Grupa CCC zamyka drugi kwartał roku obrotowego 2021 (maj-lipiec) najwyższą w historii sprzedażą kwartalną, tj. 2 mld PLN (+41% rdr). Blisko połowę tej kwoty (43%) stanowi przychód z kanałów e-commerce. Dobre wyniki Spółki to zasługa wysokiej sprzedaży wszystkich szyldów Grupy, zarówno w kanałach offline, jak i online. Dynamicznie rozwija się również najmłodszy koncept Spółki – HalfPrice.  W zaledwie pięć miesięcy w off-pricowym segmencie powstała sieć 30 sklepów w Polsce, Czechach, Austrii i na Węgrzech.

Drugi kwartał 2021 roku w Grupie CCC to najlepszy sprzedażowo okres w całej historii Spółki – mówi Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC. – Sukcesywnie wzmacniamy naszą ofertę produktową, rozwijamy kanały sprzedaży oraz doświadczenia zakupowe klientów. Dzięki temu odnotowujemy wzrosty przychodów w sieci stacjonarnej, przy utrzymaniu wysokiej dynamiki w e-commerce. To pokazuje, że doskonale wykorzystaliśmy moment na cyfryzację biznesu oraz przewidzieliśmy trendy rynkowe i konsumenckie.

W drugim kwartale roku obrotowego 2021 (maj-lipiec) sprzedaż w Grupie CCC osiągnęła poziom 2 mld PLN – co stanowi wzrost o 41% rdr, a także poprawę do Q2’19 (+5%). To efekt powrotu klientów do sklepów stacjonarnych, przy utrzymanej wysokiej dynamice sprzedaży internetowej oraz bardzo dobrym debiucie nowej sieci HalfPrice.

Dzięki poprawie marży brutto (+2,2pp rdr) oraz dyscyplinie kosztowej, w podsumowywanym okresie Grupa CCC osiągnęła także wysoką marżę EBITDA, tj. 11,3%.

Pierwsze półrocze zamykamy w Grupie CCC wysokim poziomem przychodów i stabilną sytuacją finansową. Jesteśmy gotowi dalej sukcesywnie wzmacniać wartość naszej organizacji i inwestować w jej rozwój mówi Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych.

Spółka konsekwentnie wzmacnia omnichannelowy ekosystem, rozpoczęła sprzedaż online na kolejnych rynkach zagranicznych (m.in. w Rosji). Wybrane produkty Grupy debiutują również na platformach marketplace, takich jak Allegro, Wildberries, Zalando czy Kasta. W ramach Grupy działa obecnie przeszło 90 sklepów internetowych w 19 krajach, co znajduje swoje odzwierciedlenie w strukturze przychodów. Udział sprzedaży online w drugim kwartale wyniósł 43% (wzrost o 3,6pp). W tym segmencie warto zwrócić uwagę na wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży Modivo (+95% rdr), ccc.eu (+44% rdr) oraz DeeZee (+80% rdr).

Sprzedaż głównego silnika e-commerowego Grupy eobuwie.pl wyniosła w drugim kwartale 805 mln PLN (+55% rdr), przy rentowności EBITDA na poziomie 7,8%. Eobuwie.pl odnotowuje doskonałe wyniki także na rynkach zagranicznych. Przychody spółki wzrosły odpowiednio o 78% w Grecji, 88% w Niemczech oraz 167% we Francji. Grupa umacnia się w kluczowych geografiach i kontynuuje budowanie pozycji na perspektywicznych rynkach – poprzez inwestycje w marketing, rozwój oferty produktowej i marketplace oraz skalowanie logistyki. Z bardzo dobrym odbiorem klientów spotykają się także innowacyjne formaty stacjonarne eobuwie.pl i MODIVO. W lipcu br. spółka uruchomiła pierwszy sklep hybrydowy w Czechach, rozpoczynając tym samym ekspansję międzynarodową sieci.

Intensywny rozwój Grupy CCC

Silne produkty, sprawnie działające i konsekwentnie rozwijane kanały sprzedaży, logistyka, nowoczesny marketing i innowacyjne usługi dla klientów, a także pozyskiwanie najlepszych talentów z rynku – to filary, na których Grupa CCC sukcesywnie buduje swoją przewagę rynkową.

Podążające za najświeższymi światowymi trendami kolekcje, są produkowane i sprzedawane z dbałością o środowisko oraz posiadają swój unikatowy charakter. Co więcej, portfolio marek jest stale rozbudowywane o kolejne kultowe brandy. W sezonie jesienno-zimowym w kanałach sprzedaży Grupy zadebiutowała m.in. Badura. Modnym kolekcjom towarzyszą, zrealizowane z pomysłem i w wyjątkowym klimacie, kampanie marketingowe.

– W Grupie CCC stawiamy na komunikację z klientem. Nasze działania marketingowe realizujemy w modelu 360 stopni. Co ważne – precyzyjnie dobieramy przekaz i kanały komunikacji do poszczególnych generacji. W tym tych tak wyróżniających się jak pokolenie Z. Dziś jesteśmy świetnie przygotowani produktowo, komunikacyjnie i operacyjnie, aby dotrzeć do każdej grupy klientów – dodaje Marcin Czyczerski.

Również z myślą o kliencie, Grupa CCC sukcesywnie wdraża innowacyjne usługi poprawiające doświadczenie zakupowe. CCC jako pierwsza sieć handlowa w Polsce i jedna z pierwszych w Europie wdrożyła niedawno płatności odroczone w sklepach stacjonarnych. Dzięki usłudze PayPo, klienci mogą zabrać buty do domu i zapłacić za nie po 30 dniach. W ramach digitalizacji sieci stacjonarnej, w 750 sklepach CCC w Europie Środkowo-Wschodniej pojawiły się e-kioski, które umożliwią dostęp do bogatej oferty online w placówkach handlowych. Natomiast zaangażowanie kapitałowe Grupy CCC w firmę Xpress Delivery wspiera rozbudowę usługi szybkich dostaw ze sklepów – CCC Express. Już dziś klienci z 37 miast w Polsce mogą otrzymać zamówione online buty i akcesoria nawet w 90 minut. Z usługi Dostawa tego samego dnia korzystają także klienci eobuwie.pl w 12 miastach w Polsce. W kolejnych miesiącach zadebiutuje ona także w kolejnych krajach oraz zostanie udostępniona konsumentom MODIVO.

Ekspansja poza granicami Polski to kierunek rozwoju większości kanałów sprzedaży i usług Grupy CCC. CCC.eu wystartowało w tym roku na sześciu rynkach, tj. w Rosji, Bułgarii, Grecji, Chorwacji, Słowenii i na Ukrainie. Dziś z platformy tej korzystają klienci w 12 krajach. Z kolei dostęp do usługi esize.me w aplikacji mobilnej eobuwie.pl zyskali niedawno konsumenci w Bułgarii, Czechach, Grecji oraz na Węgrzech. Najmłodszy koncept Grupy – HalfPrice – obecny jest już w czterech krajach, a do końca roku zadebiutuje również w Chorwacji.

Grupa CCC staje się coraz silniejsza, także dzięki pozyskiwaniu najlepszych ekspertów na rynku. Na początku miesiąca do zarządu Spółki dołączył Adam Marciniak – jeden z najbardziej doświadczonych polskich menedżerów zajmujących się technologią oraz cyfrową transformacją biznesu. Stery eobuwie.pl, jako nowy Prezes Zarządu, przejął natomiast Damian Zapłata. Swoją karierę zawodową budował on m.in. jako członek zarządu Allegro i prezes firmy First Data Polska. Strategiczny rozwój eobuwie.pl wspierają również nowi inwestorzy. W lipcu Grupa CCC podpisała umowę z globalnym funduszem SoftBank (Vision Fund 2). Dołączył on do Cyfrowego Polsatu oraz A&R Investment – partnerów, którzy nawiązali współpracę ze Spółką w pierwszym kwartale br.

W związku z intensywnym rozwojem Grupy CCC oraz w celu jeszcze lepszej odpowiedzi na zmienione w wyniku pandemii oczekiwania otoczenia biznesowego, jeszcze jesienią br. Spółka planuje przedstawić aktualizację strategii Go.22.

10 wniosków po Kongresie Nowej Mobilności 2021

Dodatkowe 200 mln zł na wsparcie z programu „Mój Elektryk” oraz rozpoczęcie naboru dla przedsiębiorców w październiku ogłosił NFOŚiGW podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021 – największej konferencji w całości poświęconej e-mobility w regionie CEE. Fundusz ujawnił ponadto, że już niebawem zapadnie decyzja Komisji Europejskiej dotycząca polskich regulacji w zakresie dotacji do infrastruktury ładowania. Rząd spodziewa się, że wprowadzony system subsydiów pozwoli potroić liczbę samochodów elektrycznych w Polsce.

Kongres Nowej Mobilności 2021 odbył się w daniach 7 i 8 października w liczącej ponad 3 500 m2 przestrzeni łódzkiego EC1. Organizatorami wydarzenia, które zgromadziło rekordową liczbę 1 000 uczestników, w tym kilkuset przedstawicieli administracji centralnej, samorządów, ekspertów i praktyków rynku e-mobility oraz kilkudziesięciu wystawców były Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) oraz Miasto Łódź. Na KNM 2021 odbyło się ponad 50 merytorycznych spotkań, liczne premiery, pokazy oraz wydarzenia towarzyszące. W rezultacie Łódź na 48 godzin stała się stolicą polskiej elektromobilności.  Jakie są najważniejsze wnioski z Kongresu?

„Fit for 55” to wyzwanie, które może stać się szansą

KNM 2021 zainaugurował panel z udziałem Michała Kurtyki – Ministra Klimatu i Środowiska, Hanny Zdanowskiej – Prezydent Miasta Łodzi, Anny Clunes – Ambasador Wielkiej Brytanii, Juha Ottmana – Ambasadora Finlandii oraz Svena Steina – członka zarządu Volkswagen Group Polska. Uczestnicy debaty zgodzili się, że dzięki wdrożeniu „Fit for 55”, Polska stoi przed historyczną szansą nie tylko na ograniczenie emisji z sektora transportu, ale również wzrost innowacyjności krajowej gospodarki, znaczne podniesienie wartości eksportu oraz utworzenie tysięcy nowych miejsc pracy.

Prędkość zmian w sektorze polskiej elektromobilności jest imponująca. Symbolem tego trendu są autobusy elektryczne. W roku 2017 udział Polski w europejskim e-busów wynosił 17%, w roku ubiegłym – już 46%. Staliśmy się też europejskim liderem dostaw paliwa XXI w., którym są baterie litowo-jonowe. Ponadto, Polska jest największym beneficjentem funduszu modernizacyjnego, który pomoże nie tylko tworzyć nowe miejsca pracy, ale utrzymać również obecne – powiedział Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska.

Kluczowa rola subsydiów dla rozwoju rynku pojazdów elektrycznych w Polsce

Program KNM 2021 poświęcono w znacznej części obecnym i planowanym instrumentom wsparcia elektromobilności, zarówno w obszarze pojazdów, jak i infrastruktury ładowania. Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka podkreślił kluczową rolę subsydiów dla zwiększenia popytu na pojazdy elektryczne w Polsce.

Liczymy, że dzięki prowadzonym w ramach programu „Mój Elektryk” działaniom, liczba samochodów elektrycznych w Polsce potroi się. Realizujemy też program „Zielony Transport Publiczny”, w przypadku którego nabór wniosków w pierwszej fazie ze względu na ogromne zainteresowanie został zamknięty po 14 dniach. We wrześniu br. ruszył nabór wniosków w drugiej fazie programu, której budżet wynosi 1 mld zł z przeznaczeniem na dotacje oraz 200 mln zł na pożyczki – powiedział Michał Kurtyka.

Na podstawie prowadzonego przez PSPA i PZPM „Licznika elektromobilności” pod koniec sierpnia 2021 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie ok. 15,4 tys. osobowych, dostawczych, i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych. Potrojenie tej liczby oznacza zwiększenie parku BEV do ok. 46 tys. szt.

III. Dopłaty dla przedsiębiorców coraz bliżej

Uczestnicy Kongresu Nowej Mobilności 2021 dowiedzieli się m.in., że NFOŚiGW podwyższy budżet programu „Mój Elektryk” o dodatkowe 200 mln zł – z 500 do 700 mln zł. Co więcej, jeszcze w październiku ruszy nabór dla beneficjentów instytucjonalnych, którzy nabywają pojazdy elektryczne za gotówkę lub na kredyt. Leasingobiorcy będą musieli poczekać trochę dłużej.

Program „Mój elektryk” rozpoczął się kilka tygodni temu, ale już teraz otrzymaliśmy 800 wniosków na łączną kwotę 16 mln. Średnia wysokość dotacji to 20 tys. zł. Niebawem rozpoczną się także dopłaty do leasingu dla pojazdów firmowych – powiedział Artur Lorkowski, Wiceprezes NFOŚiGW. Dodał, że w zależności od popularności „Mojego Elektryka” Fundusz nie wyklucza dalszego podniesienia budżetu.

Decyzja Komisji Europejskiej ws. polskich propozycji przepisów dotyczących wsparcia infrastruktury ładowania już w październiku?

Na KNM 2021 przedstawiciele NFOŚiGW ujawnili ponadto kolejne szczegóły oczekiwanego już od wielu miesięcy programu dopłat do infrastruktury ładowania. Wiceprezes Artur Lorkowski poinformował, że uzgodniono już z Komisją Europejską i Europejskim Bankiem Inwestycyjnym  uruchomienie (być może już w listopadzie) adresowanego do OSD programu wsparcia inwestycji w eliminację deficytu mocy dla stacji DC w ramach tzw. funduszu modernizacyjnego. Pozwoli to na rozbudowę sieci elektroenergetycznej niezbędnej dla instalacji szybkich ładowarek EV. Powiedział ponadto, że NFOŚiGW zakończył negocjacje z Komisją Europejską dotyczące warunków udzielania pomocy publicznej w programie wsparcia instalacji stacji ładowania.

Przyjęcie decyzji Komisji spodziewane jest w październiku 2021 r. – dodał Artur Lorkowski.

Po przyjęciu decyzji  Minister Klimatu i Środowiska wyda skorygowane rozporządzenie w tym zakresie. Ostatnia wersja przepisów przewidywała możliwość udzielenia pomocy w formie dotacji m.in. na budowę lub przebudowę ogólnodostępnej stacji ładowania o mocy nie mniejszej niż 50 kW, wyposażonej w co najmniej 2 punkty ładowania, z czego co najmniej 1 umożliwia świadczenie usługi ładowania prądem stałym i ma moc nie mniejszą niż 50 kW. Dla stacji o mocy od 50 i mniejszej niż 150 kW przewidywana pomoc to do 30% kosztów kwalifikowalnych (poziom dofinansowania zwiększa się o 15% w przypadkach określonych w rozporządzeniu), a dla stacji o mocy co najmniej 150 kW – do 50% kosztów kwalifikowalnych. NFOŚiGW liczy, że uruchomienie naboru będzie możliwe jeszcze w listopadzie bieżącego roku.

Polskie samorządy wspólnie na rzecz zeroemisyjnego transportu

Uczestnicy Kongresu Nowej Mobilności wielokrotnie podkreślali kluczową rolę samorządów dla rozwoju elektromobilności w Polsce. Wskazywali, że dekarbonizacja transportu to proces, którego przyspieszenie wymaga podjęcia zdecydowanych działań również na poziomie lokalnym.

Łódź chce być miastem nie tylko z kulturą i klimatem, ale również miastem zrównoważonego życia i rozwoju. Chcemy, aby Łódź była przykładem faktycznych zmian – proklimatycznych i prokologicznych, stanowiąc wzór zeroemisyjnego transportu, zarówno indywidualnego jak i zbiorowego. Cieszy mnie liczna obecność samorządów na Kongresie Nowej Mobilności, ponieważ zmiany zaczynają się od dołu. My pożyczamy tę planetę od przyszłych pokoleń, więc przekażmy im ją w lepszej kondycji niż obecnie – powiedziała Hanna Zdanowska, Prezydent Miasta Łodzi.

Drugi dzień Kongresu rozpoczął panel  dyskusyjny „Koalicja polskich miast na rzecz czystego transportu”. Wzięli w nim udział Konrad Fijołek – prezydent Rzeszowa, Arkadiusz Chęciński – prezydent Sosnowca, Mariusz Wołosz – prezydent Bytomia, Katarzyna Gruszecka-Spychała – wiceprezydent Gdyni, Adam Wieczorek – wiceprezydent Łodzi, Mirosław Kozłowicz – z-ca prezydenta Bydgoszczy, Agata Wojda – wiceprezydent Kielc, Artur Szymczyk – z-ca prezydenta Lublina, Mikołaj Kostka – prezydent Ostrowa Wielkopolskiego, Kazimierz Karolczak – przewodniczący Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Prelegenci debatowali m.in. o strefach czystego transportu, zeroemisyjnym transporcie zbiorowym, mikromobilności oraz innych instrumentach sprzyjających poprawie stanu powietrza i komfortu życia w polskich samorządach. W trakcie KNM zainaugurowano również działalność Komitetu Samorządowego PSPA

Wysoce wyspecjalizowany Komitet będzie skupiał JST z całej Polski, najbardziej aktywne w obszarze zrównoważonego transportu, z myślą o mieszkańcach i środowisku. Jesteśmy przekonani, że dzięki połączeniu wysiłków i wiedzy polskich samorządów, wspólnie tworzymy grunt do budowy czystych i przyjaznych dla mieszkańców miast – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Powinniśmy uczyć się od najlepszych

Kongres Nowej Mobilności stanowił niepowtarzalną okazję do wymiany najlepszych, międzynarodowych praktyk. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii oraz Finlandii wskazali, że oprócz ustanowienia systemu wsparcia rynku samochodów elektrycznych, ograniczenie emisji z transportu wymaga zdecydowanej redukcji liczby pojazdów spalinowych.

Wielka Brytania wyznaczyła jeden z najbardziej ambitnych planów osiągnięcia neutralności klimatycznej na świecie. Przeznaczyliśmy na ten cel 12 mld funtów. Już za 10 lat zamierzamy zakończyć sprzedaż samochodów spalinowych, docelowo wszystkie pojazdy w Zjednoczonym Królestwie będą zeroemisyjne. Rząd inwestuje również 1,3 mld w punkty ładowania – powiedziała Anna Clunes, Ambasador Wielkiej Brytanii.

Ambasador Finlandii, Juha Ottman zaznaczył, że do 2030 r. rząd w Helsinkach chce ograniczyć o połowę emisje z sektora transportu. Udział samochodów elektrycznych w Finlandii  stale się zwiększa, szczególnie w miastach. Administracja stawia m.in. na rozwój i subsydia do infrastruktury ładowania.

Elektromobilność rozwija się przede wszystkim dlatego, że wdrożyliśmy odpowiedni system podatkowy, obejmujący wysokie obciążenia podatkowe dla najbardziej emisyjnych pojazdów – podkreślił Juha Ottman,

Rynek samochodów używanych kluczem do rozwoju polskiej elektromobilności na szeroką skalę. Konkretne propozycje są już na stole.

Podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021 PSPA przedstawiło raport merytoryczny zawierający kompleksową propozycję wsparcia rynku używanych samochodów elektrycznych.

Polski park samochodów jest jednym z najstarszych i największych w Unii Europejskiej – liczy prawie 19 mln szt. Zdecydowana większość z nich pochodzi i będzie pochodzić z eksportu – wielu Polaków po prostu nie stać na zakup nowego pojazdu. Dlatego chcemy zainicjować dyskusję nad wdrożeniem instrumentów zachęcających do nabycia zeroemisyjnych pojazdów używanych. Wszystko po to, abyśmy przestali być złomowiskiem Europy  – wyjaśnił Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Maciej Mazur, dodał, że w pierwszej kolejności powinien być to system dotacji ze środków NFOŚiGW, zaś w kolejnych etapach – regulacje pozwalające ograniczyć import najstarszych, najbardziej emisyjnych samochodów spalinowych. PSPA proponuje dopłaty w wysokości do 9 lub 13 tys. zł w przypadku posiadaczy Karty Dużej Rodziny. Dofinansowanie byłoby kierowane do osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, nabywających osobowe (kategorii M1) całkowicie elektryczne samochody w maksymalnej cenie do 125 tys. zł. Pojazdy objęte subsydiami nie mogłyby być starsze niż 4 lata, a ich przebieg nie mógłby przekraczać 60 tys. km.

Polska musi się lepiej przygotować na wodorową rewolucję

Podczas KNM 2021 odbył się również panel dyskusyjny „Wodór w transporcie – perspektywy rozwoju i bariery do pokonania”. W debacie uczestniczyli przedstawiciele: Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Toyoty Motor Poland, Instytutu Transportu Samochodowego, Sieci Badawczej Łukasiewicz, TÜV SÜD Polska oraz Hydrogen Utopia.

W świetle zmian klimatu musimy przyspieszyć, ale w chwili obecnej tylko promil obecnie wykorzystywanej energii pochodzi z wodoru. W 2030 roku globalnie będzie to raptem 0,5 procenta. Świadczy to o braku dynamiki w wykorzystaniu tego pierwiastka jako paliwa trakcyjnego – podkreślili paneliści.

Zwrócili także uwagę na fakt, że wdrożenie polskiej strategii wodorowej wymagać będzie nie tylko nakładów finansowych w infrastrukturę przesyłową i tankowania, ale także w tworzenia niezbędnej kadry – naukowej i pracowniczej. Wyznawaniem są głównie regulacje prawne, które nie nadążają za wprowadzaną technologią. Eksperci podkreślili, że niezbędna jest rozbudowa infrastruktury oraz kompletowanie technologii i kadry pracowniczej, które mogą zapewnić nam gospodarczy i rynkowy sukces. Na podstawie prowadzonego przez PSPA i PZPM „Licznika elektromobilności” pod koniec sierpnia 2021 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 59 samochodów zasilanych ogniwami paliwowymi. Jednocześnie nie funkcjonowała żadna, ogólnodostępna stacja tankowania wodoru. W celu popularyzacji tego paliwa w transporcie w najbliższym czasie zostanie podpisana przez sygnatariuszy reprezentujących rząd, branżę (w tym PSPA) oraz jednostki naukowo-badawcze tzw. Porozumienie Wodorowe – deklaracja budowy gospodarki wodorowej w Polsce.

Urząd Dozoru Technicznego pogłębi współpracę z branżą na rzecz rozwoju elektromobilności

Jednym z Patronów Branżowych Kongresu Nowej Mobilności 2021 był Urząd Dozoru Technicznego. Przedstawiciele instytucji zadeklarowali zamiar pogłębienia współpracy z branżą w celu wypracowania odpowiednich zmian legislacyjnych. Długi czas oczekiwania na odbiór stacji przez UDT wciąż jest identyfikowany przez operatorów jako czynnik opóźniający rozbudowę sieci ogólnodostępnych ładowarek w Polsce.

UDT od ponad 110 lat czuwa nad bezpieczeństwem i wspiera rozwój. Ponad wiek temu uczestniczyliśmy w rewolucji przemysłowej, zaś dziś bierzemy aktywny udział w elektryzującej rewolucji w zakresie elektromobilności. Naszym wspólnym celem jest kreowanie rozwoju elektromobilności w sposób harmonijny i zrównoważony. Razem z branżą będziemy wypracowywać kluczowe postulaty określające kierunki zmian przepisów, które wpłyną na rozwój elektromobilności w Polsce – powiedział na KNM 2021 Andrzej Ziółkowski, Prezes UDT.

Polska powinna wzmocnić krajowe kompetencje w sektorze bateryjnym

Na podstawie szacunków BNEF Polska zajmuje obecnie pozycję europejskiego lidera w zakresie dostaw ogniw litowo-jonowych oraz komponentów powiązanych i powinna ją utrzymać co najmniej do 2025 r. Akumulatory li-ion stają się polskim towarem eksportowym nr 1, dlatego też podczas KNM 2021 odbył się „Polish Battery Day”. Międzynarodowi eksperci dyskutowali o tym, jak dodatkowo wzmocnić pozycję Polski w tym kluczowym segmencie.

Polska jako największy producent baterii w Europie musi znaleźć sposób na uruchomienie centrów innowacji i ośrodków badawczo-rozwojowych, aby dołączyć do grona krajów wyznaczających również trendy technologiczne. W kontekście zrównoważonego rozwoju gospodarczego, powinniśmy  przywiązywać uwagę do recyklingu akumulatorów w równym stopniu jak do samej produkcji – powiedział Aleksander Rajch, Dyrektor ds. Relacji Zewnętrznych PSPA.

Eksperci podkreślali również, że istotnym komponentem budowy kompetencji w zakresie R&D w polskim sektorze bateryjnym jest wzmacnianie ośrodków akademickich pod względem wiedzy i możliwością rozwijania umiejętności praktycznych, w co już teraz angażują się niektóre firmy – takie jak Daimler czy Northvolt – budując przyszłe kadry z tego obszaru. Uczestnicy debaty zwracali ponadto uwagę, że rynek akumulatorów li-ion to element zrównoważonego rozwoju również w innych obszarach niż samochody osobowe: ma także wpływ na transport morski i ciężki oraz w ramach takich aktywności jak przemysł wydobywczy czy budowlany.

Kongres Nowej Mobilności wsparły merytorycznie: GreenWay Polska, PKN Orlen, Ambasada Wielkiej Brytanii, Bussines Finland Volkswagen, Volkswagen – Samochody dostawcze, Skoda, Audi, Porsche, Toyota, EC1, PWC, PKO Leasing i ARVAL. W gronie partnerów znalazły się firmy: Daimler, BMW Polska, Hyundai, GLS, Otomoto, Air Products, BNP Paribas, InPost, Rossmann, Go+eAuto, Veolia, BOŚ Bank, EFL Grupa Credit Agricole oraz Fundacja Kierunkowskaz. Logistyczne wsparcie w ramach Kongresu zapewnił Uber.  Wśród wystawców wydarzenia znalazły się firmy aktywne na gruncie zeroemisyjnego transportu: Jaszpol, Nissan, Mazda, Technitel, Vosco Auto, EvMotors, ABB, Enelion oraz Mitsubishi. Patronatu honorowego Kongresowi udzieliły: Ministerstwo Infrastruktury, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministerstwo Rozwoju i Technologii oraz Unia Metropolii Polskich. Wśród miast patronackich znalazły się: Łódź, Lublin, Poznań i Gdynia.

Patroni branżowi KNM to: Instytut Transportu Samochodowego, Łukasiewicz – Instytut Elektrotechniki, Forum Energii, Urząd Dozoru Technicznego, IBRM Samar, Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, Związek Polskiego Leasingu, Stowarzyszenie Dystrybutorów Części Zamiennych, Bosmal, Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego, Krajowa Izba Klastrów Energii, Politechnika Wrocławska, Politechnika Krakowska, Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej, Wydział Energetyki i Paliw oraz Press Service.

Toyota Motor Europe sprzedała ponad pół miliona hybryd w 9 miesięcy. Dane z trzech kwartałów 2021 roku

  • Toyota Motor Europe (TME) sprzedała od początku roku 507 987 hybryd
  • Hybrydy stanowią 59% całkowitej sprzedaży TME
  • Gama hybryd marki powiększyła się o nowego crossovera Yarisa Cross
  • Najpopularniejszym modelem hybrydowym jest Yaris (130 986 aut)
  • Łączna sprzedaż TME w regionie to 864 904 samochodów (+21%)
  • Corolla najczęściej kupowanym modelem Toyoty (163 872 egz.)
  • Toyota drugą najpopularniejszą marką w Europie

Toyota Motor Europe (TME) sprzedała w ciągu 9 miesięcy 2021 roku o 21 procent więcej samochodów niż w tym samym okresie 2020 roku. Liczba 864 904 aut jest także o 3 procent większa niż w pierwszych 9 miesiącach 2019 roku. Wyniki TME są lepsze od średniego wzrostu sprzedaży nowych samochodów w Europie i pozwoliły zwiększyć udział w europejskim rynku do 6,7 procent (+0,6% rok do roku).

Rekordowa sprzedaż hybryd

Sprzedaż zelektryfikowanych samochodów Toyoty i Lexusa wzrosła o 36 procent rok do roku. 507 987 hybryd stanowi 59% wszystkich samochodów dostarczonych klientom przez TME w tym okresie.

„Aktualne wyniki pokazują, że mamy silną dynamikę wzrostu. Wciąż poszerzamy gamę zelektryfikowanych modeli, czego najnowszym przykładem jest Yaris Cross Hybrid. Zbieramy rekordowo wysokie ilości zamówień, ale globalne problemy z łańcuchami dostaw, z którymi boryka się cała branża motoryzacyjna, częściowo dotykają także naszych fabryk. Dlatego obecnie najważniejszym zadaniem, jakie przed nami stoi, jest utrzymanie produkcji na takim poziomie, który odpowiada zapotrzebowaniu na nasze samochody” – powiedział Matt Harrison, prezydent i CEO Toyota Motor Europe.

Wzrost sprzedaży samochodów Toyoty o 21%

Toyota jest drugą najchętniej wybieraną marką samochodów osobowych w Europie, a jej udział w rynku wzrósł o 0,7% rok do roku, do poziomu 6,4%. Od stycznia do września do klientów trafiło 805 181 samochodów tej marki, o 21% więcej niż tym samym okresie poprzedniego roku.

Najpopularniejszymi modelami Toyoty są Corolla (163 872 egz.), Yaris (162 078 egz.) i RAV4 (130 630 egz.). Łącznie te trzy samochody stanowią 57% wszystkich sprzedanych aut, a 78% z nich to hybrydy.

Hybrydy napędzają sprzedaż Toyoty

Sprzedaż wszystkich modeli hybrydowych Toyoty wzrosła rok do roku o 38% do 470 712 egzemplarzy. Ich udział w całkowitej sprzedaży samochodów marki wyniosła w tym okresie 58%. W Europie Zachodniej i Środkowej hybrydy stanowią 69% wszystkich samochodów marki, które opuściły salony, a na rynkach Europy Wschodniej* 28%.

Najchętniej kupowanym samochodem hybrydowym Toyoty jest Yaris Hybrid, którego wybrało 130 986 kierowców. Niewiele mniej, bo 129 895 sprzedanych egzemplarzy zanotowała hybrydowa Corolla. Do klientów trafiło także 91 454 egzemplarze Toyoty C-HR Hybrid.

Zainteresowaniem europejskich klientów cieszą się wszystkie rodzaje zelektryfikowanych napędów. RAV4 Plug-in Hybrid zanotował sprzedaż 17 206 egzemplarzy. Salony opuściło też 3 505 aut modelu PROACE EV z elektrycznym napędem na baterię, a ponadto na drogi wyjechało 507 egzemplarzy debiutującej w tym roku, innowacyjnej Toyoty Mirai 2. generacji, z elektrycznym napędem na wodorowe ogniwa paliwowe.

Sprzedaż hybryd Toyoty w Polsce przekroczyła 33 000

Do bardzo dobrych wyników Toyoty w Europie w dużej mierze przyczynił się polski rynek. W ciągu 9 miesięcy 2021 roku Toyota sprzedała w Polsce 33 340 aut hybrydowych – więcej niż w całym 2020 roku. Za około 1/3 tej liczby odpowiada Corolla Hybrid (10 688 aut). Drugie miejsce zajęła Toyota RAV4 Hybrid (7 911 egz.), trzecie Toyota C-HR Hybrid (6 547 egz.), zaś kolejne Yaris Hybrid (4 382 egz.), Camry Hybrid (2 648 egz.) i Highlander (1 096 egz.). Toyota zrealizowała już także pierwsze 55 zamówień na nowego Yarisa Cross Hybrid.

* Do rynków Europy Wschodniej zaliczają się Rosja, Kazachstan, kraje Kaukazu, Ukraina, Turcja i Izrael.

Wyniki sprzedaży Toyoty w Europie od stycznia do września 2021 roku

TOYOTA MOTOR EUROPE                                              864 904
   
TOYOTA                                    805 181
AYGO 70 401
Yaris (łącznie)              162 078
  Yaris Hybrid              130 986
Yaris Cross (łącznie)                  4 491
  Yaris Cross Hybrid                  4 410
Corolla (łącznie) 163 872
  Corolla Hybrid 129 895
Corolla Hatchback i TS Kombi (łącznie)              100 929
  Corolla Hatchback i TS Kombi Hybrid                96 511
Corolla Sedan (łącznie)                62 943
  Corolla Sedan Hybrid                33 384
Toyota C-HR (łącznie)                93 049
  Toyota C-HR Hybrid                              91 454
Rodzina Priusa                  6 191
  Prius                  1 356
  Prius+                  3 607
  Prius Plug-in Hybrid                  1 228
Mirai                    507
Camry (łącznie)                37 670
  Camry Hybrid                  8 683
Supra                     866
RAV4 (łącznie)              130 630
  RAV4 Hybrid                75 694
  RAV4 Plug-In Hybrid                17 206
Highlander (łącznie) 8 087
  Highlander Hybrid                  6 193
Land Cruiser 27 505
Hilux                37 555
PROACE (łącznie)                23 109
  PROACE EV                  3 505
PROACE CITY                28 030
Inne modele 112 069

 

PLK i NCBR wydadzą 100 mln zł na innowacje w branży kolejowej

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju kontynuują współpracę w zakresie rozwoju innowacji w branży kolejowej. W ramach drugiego konkursu BRIK II będą poszukiwać nowych rozwiązań z czterech obszarów tematycznych: bezpieczeństwo ruchu kolejowego, efektywność energetyczna, ekologia i usprawnienie procesu diagnostyki infrastruktury. Partnerzy do 2033 r. przeznaczą na działania w obu konkursach w sumie 100 mln zł.

PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podpisały aneks do porozumienia w sprawie realizacji Wspólnego Przedsięwzięcia BRIK – Badania i Rozwój w Infrastrukturze Kolejowej. Dokument zwiększa budżet wspólnego przedsięwzięcia badawczo-rozwojowego do 100 mln zł (po 50 mln od każdego z Partnerów). Współpracę przedłużono do 2033 r.

– Realizacja pierwszego konkursu BRIK i planowany kolejny, pozwolą na opracowanie a następnie wdrożenie przez polską kolej nowych rozwiązań. Innowacje m.in. z zakresu zarządzania i utrzymania infrastruktury kolejowej, monitorowania jej oddziaływania na środowisko i bezpieczeństwa przyczynią się do zwiększenia efektywności kolei, usprawnienia procesów utrzymania i modernizacji. Skorzysta na tym każdy pasażer. Realizacja konkursu BRIK II zapewni też dodatkową stymulację dla rozwoju innowacji, a także  działalności sektora nauki oraz przemysłu kolejowego – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

–  Wykorzystujemy wszystkie możliwości, aby kolej była jeszcze bardzi bezpieczna, przyjazna środowisku i efektywna. Dlatego szukamy i wdrażamy innowacyjne rozwiązania w obszarze bezpieczeństwa, utrzymania i eksploatacji linii kolejowych oraz ekologii. Ważnym obszarem unowocześniania kolei jest stała współpraca PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju – mówi Ireneusz Merchel, prezes Zarządu PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

10 innowacyjnych projektów w realizacji

Wśród 10 już realizowanych innowacyjnych projektów BRIK są m.in.: opracowanie oraz wdrożenie systemu pomiaru temperatury szyn kolejowych, opracowanie systemu zarządzania oświetleniem,  czy rozwiązania antykradzieżowe sieci trakcyjnej lub umożliwiające zastosowanie paneli fotowoltaicznych na ekranach akustycznych. Niektóre projekty realizowane są z czynnym udziałem i wsparciem PLK, np. w ramach projektu dot. zarządzania oświetleniem, z wykorzystaniem zasobów PLK wdrażana jest instalacja testowa na terenie Zakładu Linii Kolejowych w Gdyni. Zakończenie wszystkich projektów badawczo-rozwojowych w ramach pierwszego konkursu BRIK, o łącznej wartości ok. 43 mln zł, jest planowane do końca 2023 r.

Kolej na bezpieczeństwo, ekologię i monitoring sieci kolejowej w konkursie BRIK II

W ramach kontynuacji współpracy PLK i NCBR na przełomie 2021 i 2022 r. planowane jest ogłoszenie konkursu BRIK II. Celem działań jest znalezienie nowych rozwiązań, które zapewnią wzrost bezpieczeństwa na sieci kolejowej, poprawę efektywności energetycznej, rozwój rozwiązań proekologicznych oraz usprawnienie procesu utrzymania linii kolejowych.

Źródła finansowania

Konkurs BRIK I został ogłoszony w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Finansowanie konkursu BRIK II będzie pochodzić ze środków krajowych.

Kolejne zmiany w deklaracjach INTRASTAT 2022 – ekspert celny wyjasnia

Z początkiem 2022 roku firmy czekają kolejne zmiany w zasadach wypełniania zgłoszeń INTRASTAT. Zmiany będą dotyczyć deklaracji dla wywozu, w której będzie trzeba podawać dodatkową informację o kraju pochodzenia towarów wywożonych do innego kraju UE. Aby zmiana ta przebiegła sprawnie, już teraz firmy mogą wprowadzać informację o kraju pochodzenia w zgłoszeniach INTRASTAT.

1. stycznia 2022 r. zacznie obowiązywać rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2152 z dnia 27 listopada 2019 r. w sprawie europejskiej statystyki gospodarczej. Za sprawą tego rozporządzenia, na podmioty zobowiązane do przekazywania informacji w ramach systemu INTRASTAT zostanie nałożony dodatkowy obowiązek informacyjny. W myśl zmian, informację o kraju pochodzenia towarów będzie trzeba podawać również w zgłoszeniach INTRASTAT dotyczących wywozu, a nie jak to ma miejsce obecnie – wyłącznie w zgłoszeniach przywozu.

„Celem wprowadzanych zmian jest przygotowanie do wejścia w życie systemu SIMSTAT, którego głównym założeniem jest: składanie deklaracji raz na kwartał, w podwyższonych progach statystycznych i co najważniejsze tylko deklaracji wywozowych” – mówi dr Izabella Tymińska ekspert celny. „Z tego też powodu deklaracje wywozowe muszą odzwierciedlać wszystkie niezbędne dane dotyczące przewożonych towarów” – dodaje ekspertka.

Już można podawać informacje o kraju pochodzenia

Dyrektor Izby Administracji Skarbowej z wyprzedzeniem chce przygotować podmioty zobowiązane do przedmiotowej zmiany i już od 1. lipca br. udostępnił prawną i techniczną możliwość podawania ww. informacji w zgłoszeniach INTRASTAT. Program udostępniony przez Ministerstwo Finansów w licencji bezpłatnej do wypełniania zgłoszeń INTRASTAT – ist@t, ma dostosowane już zmiany do wprowadzania informacji o kraju pochodzenia towarów.

Jak ustalić kraj pochodzenia towaru?

Wskazywanie kraju pochodzenia towarów odbywa się za pośrednictwem kodu kraju pochodzenia zgodnie ze skrótami ISO.

Dr Tymińska radzi: „Firmy mające problem ze wskazaniem właściwego kodu powinny ustalić kraj pochodzenia zgodnie z regułami pochodzenia, zawartymi w art. 60 unijnego kodeksu celnego i w określonych przepisach do tego artykułu: w akcie delegowanym i wykonawczym do UKC”.

Podstawową definicją kraju pochodzenia jest kraj, w którym towar został całkowicie uzyskany lub towar – w produkcję którego zaangażowany jest więcej niż jeden kraj – jest uznawany za pochodzący z kraju, w którym został poddany ostatniej istotnej, ekonomicznie uzasadnionej obróbce lub przetworzeniu, które spowodowało wytworzenie nowego produktu lub stanowiło istotny etap wytwarzania w przedsiębiorstwie przystosowanym do tego celu. Do tych zapisów definicyjnych UE ustanowiła przepisy określające poszczególne etapy „produkcji” i nabywanie przez ten towar pochodzenia.

„Wyjątkowo, w przypadku deklaracji INTRASTAT, jeżeli kraju pochodzenia nie da się ustalić, należy podać kod kraju członkowskiego Unii Europejskiej będącego krajem wysyłki towarów” – radzi dr Izabella Tymińska.

Rosnące podatki napędzą inflację

Napięcie związane z wyczekiwaniem na kolejne odczyty inflacji nieco osłabł. Przyczyniła się do tego RPP dość zdecydowanym, choć spóźnionym ruchem podnosząc stopy procentowe. Przywraca to w pewnym stopniu wiarygodność NBP. Ważną rolę odegrały odczyty inflacji w kilku krajach naszego regionu: w ostatnim miesiącu dość wyraźnie przewyższyła ona inflację w Polsce, sygnalizując że to nie tylko lokalny, krajowy problem. Ryzyko inflacji utrzymującej się przynajmniej na obecnym, a nawet wyższym poziomie jednak nie zniknęło.

W tej chwili istotny wpływ na poziom inflacji ma szereg czynników o charakterze regulacyjnym występujących w Polsce, m.in. tzw. podatki sektorowe (jak podatek od cukru, planowana zwiększana akcyza itp.); szybki wzrost wynagrodzeń, post-COVID-owa ekspansja fiskalna i utrzymujące się niskie realne stopy procentowe, zachęcające do pośpiesznych inwestycji (np. na rynku mieszkaniowym). Wydaje się jednak, że jeszcze istotniejszy wpływ na poziom inflacji (a w efekcie powszechność jej występowania w Europie) mają czynniki o charakterze ponad krajowym, zarówno te o charakterze regulacyjnym, jak i wynikające z nierównowagi podaży i popytu.

W szczególności, czynnikiem napędzającym inflację w Europie są szybko rosnące ceny energii i surowców energetycznych. Zarówno ceny energii elektrycznej, jak i węgla energetycznego oraz gazu ziemnego na rynkach Europy Zachodniej osiągają bardzo wysokie poziomy. Przyczyny są dwojakie: utrzymująca się nierównowaga na rynkach globalnych (na która wpływa zwiększony z różnych powodów popyt Azji), jak i europejska polityka klimatyczna (zarówno ta będąca w mocy, jak i planowana). Ze względu na utrzymującą się globalną nierównowagę na rynkach trudno oczekiwać w najbliższych miesiącach trwałych spadków cen gazu i węgla (choć niektórzy liczą na sprzyjającą politykę Rosji, która po właczeniu Nord Stream 2 ma zalać Europę, za pośrednictwem Niemiec, tanim gazem).

Polska, co zaskakujące znalazła się w nienajgorszej sytuacji. Pomogły rozmiary energetyki konwencjonalnej opartej na węglu i zawierane jakiś czas temu długookresowe kontrakty na dostawy węgla z polskich kopalni. Ponieważ w krajach naszego regionu udział energii w koszyku CPI (służącemu wyliczaniu inflacji konsumenta) jest relatywnie wysoki w stosunku do Europy Zachodniej, zmiany cen energii są tu bardziej odczuwalne. Teraz, zupełnym przypadkiem, stały się kotwicą hamującą nieco dynamikę inflacji.

Nie zmienia to jednak faktu, że przy utrzymującej się zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej presji inflacyjnej już wkrótce, a może nawet już teraz oczekiwania inflacyjne mogą stać się czynnikiem co najmniej podtrzymującym niekorzystną sytuację. Dziś, jak niektórzy, można się jeszcze pocieszać, że skoro płace rosną szybciej niż inflacja, to wszystko jest w porządku. Warto jednak pamiętać, że jesteśmy niedaleko od sytuacji odmiennej – w której dynamika inflacji może przewyższyć tempo wzrostu płac. Wtedy usprawiedliwień obecnej polityki monetarnej będzie jeszcze mniej, a opanowanie sytuacji stanie się nawet trudniejsze.

W dodatku, na razie chyba nieco na wyrost, wraca do użycia pojęcie wynalezione przy okazji kryzysu naftowego lat 1970. – stagflacja. Opisuje ono sytuację, gdy wysoki poziom inflacji napędzanej czynnikami egzogenicznymi utrzymuje się mimo recesji pozbawiając rządy i banki części narzędzi polityki antykryzysowej. Obawy przed stagflacją i wzrostem cen energii i surowców energetycznych można dostrzec w całej Europie.

Dziś wysoki poziom cen energii w Europie, przynajmniej w najbliższej zimie, wydaje się nieunikniony. I niezależnie od rosnących oczekiwań placowych i ryzyka proinflacyjnego oddziaływania kolejnej fali ekspansywnej polityki fiskalnej, będzie miał istotny i trudny do kontroli wpływ na wzrost poziomu cen. Zwłaszcza w tym kontekście niepokoją propozycje pospiesznie szykowanych regulacji, takich jak wspomniane podatki sektorowe, które zwiększą ryzyko dalszego wzrostu cen. Zimą niemal na pewno będzie drogo z powodów od nas niezależnych i dlatego rząd tym bardziej powinien wstrzymać się z działaniami niosącymi ryzyko wywołania spirali inflacyjnej.

dr hab. Piotr Koryś
Główny Ekonomista ZPP

UBS: Warszawskiemu rynkowi mieszkaniowemu wciąż nie grozi bańka

UBS przeprowadziło analizę cen nieruchomości mieszkalnych w 25 czołowych miastach na świecie. Podczas gdy Frankfurt, Toronto i Hongkong wykazują najwyższe poziomy ryzyka bańki na rynkach mieszkaniowych, Warszawa pozostaje, zdaniem ekspertów, odpowiednio wyceniana. W ujęciu średnim, wzrost cen nieruchomości w analizowanych miastach przyspieszył w ciągu ostatnich czterech kwartałów, sięgając 6% (z uwzględnieniem korekty o inflację). W Warszawie odnotowano wolniejszy wzrost, o 3%.

UBS Global Real Estate Bubble Index 2021, coroczne badanie prowadzone przez UBS Global Wealth Management’s Chief Investment Office, wskazuje, że w ujęciu średnim ryzyko bańki spekulacyjnej wzrosło w ciągu ostatniego roku, podobnie jak potencjalna waga korekty cen w wielu miastach objętych indeksem.

UBS Global Real Estate Bubble Index 2021Frankfurt, Toronto i Hongkong znajdują się na szczycie tegorocznego indeksu, przedstawiają one najwyraźniejsze ryzyko bańki na analizowanych rynkach mieszkaniowych. Podwyższone ryzyko jest również w Monachium i Zurychu, natomiast Vancouver i Sztokholm ponownie weszły do strefy miast zagrożonych bańką. Tę listę miast zamykają Amsterdam i Paryż. Wszystkie analizowane miasta w USA – Miami (zastępujące Chicago w tegorocznym indeksie), Los Angeles, San Francisco, Boston i Nowy Jork – znajdują się w kategorii przeszacowanych. Zakłócenia równowagi na rynku mieszkaniowym są również znaczne w Tokio, Sydney, Genewie, Londynie, Moskwie, Tel Awiwie i Singapurze, podczas gdy Madryt, Mediolan i Warszawa pozostają odpowiednio wyceniane. Dubaj jest jedynym niedowartościowanym rynkiem i jedynym sklasyfikowanym w niższej kategorii niż w zeszłym roku.

Gwałtowny, ale prawdopodobnie krótkotrwały boom mieszkaniowy

Wzrost cen mieszkań przyspieszył od połowy 2020 r. do połowy 2021 r., sięgając 6% po uwzględnieniu inflacji. We wszystkich miastach z wyjątkiem czterech – Mediolanu, Paryża, Nowego Jorku i San Francisco – ceny mieszkań wzrosły. W pięciu miastach odnotowano nawet dwucyfrowy wzrost: w Moskwie i Sztokholmie oraz miastach regionu Pacyfiku – w Sydney, Tokio i Vancouver. Ten wzrost cen wywołał zbieg kilku wyjątkowych okoliczności.

Claudio Saputelli, Head of Real Estate w UBS Global Wealth Management’s Chief Investment Office, wyjaśnia: Pandemia koronawirusa zamknęła wiele osób w czterech ścianach, zwiększając znaczenie przestrzeni życiowej i motywując ludzi do nabywania nieruchomości. Złagodzenie polityki kredytowej dla klientów, jeszcze bardziej poprawiły warunki finansowania kupna nieruchomości. Co więcej, wyższe stopy oszczędności i boom na rynkach akcji uwolniły dodatkowy kapitał własny.

Większa dźwignia, większe ryzyko

Niskie koszty posiadania nieruchomości w porównaniu z obecnymi kosztami wynajmu oraz przekonanie o długotrwałym wzroście cen domów sprawiają, że posiadanie domu jest atrakcyjnym rozwiązaniem niezależnie od poziomu cen i udziału dźwigni. Powyższe uzasadnienie może utrzymać przez pewien czas obecną sytuację na rynkach. Gospodarstwa domowe muszą jednak pożyczać coraz większe kwoty, aby nadążyć za rosnącymi cenami nieruchomości.

Stąd niemalże wszechobecne przyspieszenie wzrostu zadłużenia hipotecznego w ostatnich kwartałach oraz skok wskaźnika zadłużenia do dochodu. Ogólnie rzecz biorąc, rynki mieszkaniowe stały się jeszcze bardziej zależne od bardzo niskich stóp procentowych, więc zaostrzenie polityki kredytowej może spowodować gwałtowne zatrzymanie wzrostu cen na większości rynków. Niemniej jednak w wielu krajach wskaźniki lewarowania i wzrostu zadłużenia są nadal znacznie poniżej historycznych rekordów. Z tej perspektywy rynek mieszkaniowy raczej nie wywoła poważnych zakłóceń na światowych rynkach finansowych.

Pierwsza od ćwierć wieku relatywna słabość rynków mieszkaniowych w miastach
W ostatniej dekadzie wzrost cen mieszkań w centrach miast był napędzany niższymi kosztami finansowania oraz urbanizacją. Jednak wprowadzone środki dystansu społecznego obniżyły atrakcyjność życia w mieście. Aktywność gospodarcza rozprzestrzeniła się z centrów miast na ich (czasem odległe) przedmieścia i pobliskie miasteczka – podobnie jak popyt na mieszkania. W rezultacie w ciągu minionych czterech kwartałów ceny mieszkań na obszarach pozamiejskich rosły szybciej niż w miastach. Taka sytuacja nie miała miejsca od początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Chociaż niektóre skutki mogą być przejściowe, to jednak tendencja ta osłabia argumenty za – dotychczas niemalże gwarantowanym – wzrostem cen domów w centrach miast. Wpływ tej sytuacji będzie prawdopodobnie jeszcze większy w regionach odnotowujących niski przyrost ludności (np. w Europie), ponieważ podaży będzie łatwiej nadążać za popytem. Matthias Holzhey, główny autor analizy, Head of Swiss Real Estate w UBS Global Wealth Management, podsumował: „Chude lata na miejskich rynkach mieszkaniowych wydają się coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem, nawet jeśli stopy procentowe pozostaną niskie”.

Perspektywy regionalne

Szwajcaria

Mieszkalnictwo w Zurychu pozostaje w strefie ryzyka bańki, odnotowując gwałtowny wzrost wyniku między połową 2020 r. a połową 2021 r. Rynek się przegrzewa, a ilość mieszkań w ofercie spadła do rekordowo niskiego poziomu. Szczególnie podczas licytacji obiektów kupujący są narażeni na zbyt wysokie ceny w stosunku do innych regionów Szwajcarii ze względu na głęboko zakorzenione przekonanie o wzroście cen. Ponadto Zurych ma najwyższy wskaźnik ceny do wynajmu spośród wszystkich analizowanych miast, co sprawia, że rynek jest bardzo narażony na podwyżki stóp procentowych. Ceny i wyniki indeksów w Zurychu są wyższe niż w Genewie.

Wynik indeksu Genewy rośnie od 2018 r., plasując się na obszarze przeszacowanym. Ceny osiągnęły najwyższy poziom w historii, przekraczając poprzedni szczyt z 2013 roku. Ponieważ rynek wynajmu w Genewie jest wysoce regulowany, a koszty wynajmu są zawyżone, posiadanie domu jest nadal atrakcyjne, poparte rekordowo niskim oprocentowaniem kredytów hipotecznych. W obu miastach nie zanosi się na znaczną korektę rynkową w najbliższej przyszłości. Genewa nadal czerpie korzyści ze swojej względnej stabilności i statusu na arenie międzynarodowej, a Zurych pozostaje bardzo atrakcyjną lokalizacją biznesową i odnotowuje silny wzrost zatrudnienia. Na dłuższą metę należy jednak zachować ostrożność w stosunku do obu miast. Jeśli stopy procentowe będą rosnąć, a wzrost popytu przeniesie się na przedmieścia i peryferia, biorąc pod uwagę niską przystępność cenową w centrach obu miast, obecne ceny mogą być nie do utrzymania.

Europa

Zakłócenia równowagi utrzymują się na wysokim poziomie we Frankfurcie, Monachium, Paryżu i Amsterdamie – miastach czołowych krajów strefy euro. Rynki mieszkaniowe pozostają pod wpływem polityki ujemnych stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego i łatwości w pozyskaniu kredytów. Jednak wzrost cen spowolniał w ciągu ostatniego roku i pozostał w tyle za odpowiednimi średnimi krajowymi, ponieważ centra miast stały się mniej przystępne cenowo, a popyt przeniósł się na przedmieścia i miasteczka peryferii. Niemniej jednak korekta cen nie jest nieuchronna, dopóki dynamika zatrudnienia w tych miastach jest wysoka, a stopy procentowe pozostają ujemne. Z kolei rynki mieszkaniowe w Mediolanie i Madrycie silniej ucierpiały przez pandemię. Surowe i obowiązujące przez długi czas środki izolacji społecznej spowodowały zahamowanie ożywienia na rynku mieszkaniowym. Aby wywołać boom mieszkaniowy w tych miastach, potrzebny byłby okres trwałego i zdrowego wzrostu gospodarczego.

Chociaż wzrost cen w Londynie nadal pozostaje poniżej średniej krajowej, pandemia doprowadziła do odbicia na rynku nieruchomości w centrum miasta, który pozostaje przeszacowany. Popularyzacja modeli pracy zdalnej i elastycznej napędziła popyt i przyspieszyła wzrost cen domów o większej powierzchni i bardziej przystępnych cenowo (tj. poza centrum miasta). Z kolei rynek mieszkaniowy w centrum Londynu został mocno dotknięty przez pandemię. Korzystając z uproszczonych warunków finansowania, Moskwa i Sztokholm odnotowały w ciągu ostatnich czterech kwartałów najwyższe wzrosty cen spośród wszystkich analizowanych miast, a zakłócenia równowagi rynkowej gwałtownie się pogłębiły. Warszawski rynek mieszkaniowy jest nadal odpowiednio wyceniany, a odnotowany wzrost cen był niższy od średniej krajowej.

Bliski Wschód

W Tel Awiwie niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i szybki wzrost liczby ludności wspierały wzrost cen. Co więcej, podczas gdy rynek ponownie zbliża się do obszaru ryzyka bańki, rząd obniżył podatek od zakupu drugiego domu, zachęcając tym do spekulacji na rynku mieszkaniowym. W efekcie rynek jest wysoce przeszacowany. Z kolei ceny w Dubaju odnotowywały spadek do końca 2020 r., a tamtejszy rynek jest obecnie niedowartościowany. Lepsza przystępność cenowa, uproszczone regulacje dotyczące kredytów hipotecznych, wyższe ceny ropy naftowej i wzrost gospodarczy wydają się jednak powoli ożywiać ten rynek. Chociaż budownictwo odnotowało spowolnienie, zasadniczo nieograniczona podaż stwarza ryzyko dla perspektyw długotrwałego wzrostu cen.

Azja Pacyfik

Zakłócenia równowagi pogłębiły się na rynku wszystkich analizowanych miast obszaru Azji i Pacyfiku od połowy 2020 r. do połowy 2021 r. Hongkong jest jedynym rynkiem w strefie ryzyka bańki, pomimo trzech lat stagnacji cen nieruchomości. Jednakże na rynku mieszkaniowym ponownie widać oznaki ożywienia. Wzrost cen przyspieszył, a sprzedaż osiągnęła nawet najwyższy poziom w historii, przy silnym popycie na mieszkania w górnym i luksusowym segmencie. Pomimo tego, rząd wyraża chęć aktywnego zwiększania nowej podaży mieszkań w okresie średnio- i długoterminowym, co może pociągnąć za sobą spadek dynamiki cen. W Singapurze wzrost cen domów i dochodów był równoległy przez ponad dwie dekady. Od 2018 r. powrócił jednak silniejszy wzrost cen, ponieważ miasto skorzystało z wyższego popytu zagranicznego. Rynek wydaje się lekko przeszacowany, a ceny zaczęły wyprzedzać poziom wynajmu i dochodów. Jednak zakłócenia na rynku nadal wydają się umiarkowane w porównaniu z większością innych miast analizowanych w badaniu.

Okres korekty na rynku mieszkaniowym w Sydney był krótki. Uproszczone procedury kredytowe i obniżki stóp procentowych przez Bank Rezerwy Australii ożywiły rynek. O ile nie zajdą znaczne zmiany w stopach procentowych, trwający dekadę trend wzrostowy cen domów prawdopodobnie utrzyma się, biorąc pod uwagę ciągły wzrost liczby ludności. Ceny nieruchomości w Tokio rosły niemal nieprzerwanie od ponad dwóch dekad, dzięki atrakcyjnym warunkom finansowania i wzrostowi liczby ludności. Jednak stopniowo pogłębiła się przepaść między cenami w stolicy a resztą kraju, co doprowadziło do obniżenia przystępności cenowej, która prawdopodobnie zahamuje wzrost cen w przyszłości.

USA

Wyniki indeksu na Wschodnim Wybrzeżu były relatywnie stabilne w ciągu ostatnich pięciu lat. Odwrotna sytuacja miała miejsce na rynkach Zachodniego Wybrzeża, które rozwijały się mniej spójnie. W Los Angeles wyniki indeksu odnotowały wzrost, podczas gdy w San Francisco wyceny uległy obniżeniu w wyniku spadających cen domów. Ogólnie rzecz biorąc, spadek wysokości stóp kredytów hipotecznych na rekordowo niskie poziomy utrzymuje ceny domów w USA. Zmiany cen w analizowanych miastach odzwierciedlają średnią ogólnokrajową. Osłabło tempo wzrostu popytu wewnątrz miast ze względu na przenoszenie się mieszkańców na obszary podmiejskie wskutek zbyt wysokich cen lub w odpowiedzi na ograniczenia związane z COVID-19. Kontynuacja migracji do stanów charakteryzujących się niższymi kosztami oraz bardziej przyjaznymi warunkami podatkowymi, biznesowymi i regulacyjnymi przyspieszyła ten trend.

EBC wspiera eksporterów i osłąbia euro, rynki nie wierzą RPP

Przy obecnej administracji w USA zarzut o prowadzenie wojny walutowej względem Unii Europejskiej jest mało prawdopodobny. Nie zmienia to faktu, że słabsze euro względem dolara to obecnie główny pomysł na ożywienie gospodarcze w Europie.

EBC osłabia euro

Biorąc pod uwagę to, co się dzieje na świecie, można było się spodziewać jakiejś reakcji ze strony EBC. Tam jednak podejście jest podobne jak w Polsce jeszcze kilka tygodni temu, za to przynajmniej komunikacja jest bardziej transparentna. Główny ekonomista tego banku powtórzył wczoraj po raz kolejny informacje o przejściowym charakterze inflacji oraz o braku “jastrzębiego zwrotu” w polityce monetarnej. Za tym ornitologicznym sformułowaniem kryje się podwyżka stóp procentowych i ograniczenia programu skupu aktywów. EBC zatem zamierza utrzymywać rekordowo niskie stopy procentowe, by wesprzeć nie najlepiej radzące sobie gospodarczo południe kontynentu. Drugą konsekwencją tej sytuacji jest słabsze euro względem walut światowych, co decydentom szczególnie nie przeszkadza, bo to wspomaga eksporterów i producentów ze strefy euro. Nie może zatem dziwić, że wczoraj oglądaliśmy kolejne maksima dolara względem euro.

Rynki nie wierzą RPP

Wbrew temu, co sugerowano na ostatniej konferencji prasowej prezesa NBP, rynki wiedzą swoje. To, w co wierzą, doskonale widać w notowaniach obligacji, czy przynajmniej stawki WIBOR. Im dłuższy horyzont, tym wyżej rynek wycenia rynkową stopę procentową. Oznacza to, że spodziewane są dalsze wzrosty stóp procentowych i to nawet w perspektywie miesięcy. Roczny WIBOR przekracza już 1%, co sugeruje minimum dwie podwyżki w tym czasie. Im dalej będą szły te oczekiwania, tym silniejszy będzie polski złoty. Zarówno wczoraj, jak i dzisiaj widzieliśmy próby zejścia do 4,57 zł za 1 euro.

Chiny przestawiają się znów na eksport

Pomimo szumnych deklaracji o zmianie charakteru gospodarki wyraźnie w ostatnich miesiącach widać w Chinach tendencje do powrotu do koncepcji największej fabryki świata. 6 miesiąc z rzędu widzimy powiększania się nadwyżki handlowej, a biorąc pod uwagę niedobory towarów na rynkach przegrzanie jest w najbliższym czasie mało prawdopodobne. Z drugiej strony pomimo prognoz z początku pandemii o skracaniu łańcuchów dostaw po raz kolejny okazuje się, że kluczowa jest cena, a Chiny nadal uzależniają od siebie świat i to mimo problemów, które mają z dostawami energii elektrycznej do przemysłu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

The Retreat Palm Dubai – oaza spokoju na słonecznej wyspie Palm Dubai

Dubaj – miasto słońca, atrakcji, ekskluzywnych restauracji i hoteli. Miejsce, które kusi nie tylko egzotyką i arabską kulturą, lecz najwyższym standardem obsługi. Dla tych, którzy chcą na chwilę zapomnieć o jesiennej pogodzie pojawia się nowa atrakcja – The Retreat Palm Dubai – jedyny hotel w instytutem odżywiania, Wellness & Spa.

Dubaj to miasto, które żyje z turystów i w którym wszystko musi być „naj”, co chwila pojawia się jakaś nowa atrakcja i to w najmniej oczekiwanych miejscach. W centrach handlowych (Dubai Mall) wbudowane są akwaria tak wielkie, jakich nie ma żadne polskie zoo. Dla poszukujących zimowych klimatów w gorącym Emiracie powstał snow park z narciarskim stokiem, mini-torem bobslejowym i lodowymi figurami (Mall of Emirates). Gdy na zewnątrz panują tropikalne upały, tutaj dzieci szaleją na sankach w narciarskich kombinezonach.

Ale Dubaj to nie tylko wysokie drapacze chmur, najdroższe hotele, parki wodne i tunele z rekinami…. Ponad 1,5 roku ograniczeń pandemii odcisnął piętno na samopoczuciu wielu osób, zmienił nasze życie nie do poznania. I właśnie odnowa biologiczna i psychiczna to atrakcje jakie oferuje ośrodek – The Retreat Palm Dubai, należący do sieci Sofitel. To jedyny ośrodek w Emiratach Arabskich, oferujący kompleksowe podejście do zagadnień żywieniowych. Instytut RYAAV odbudowy witalności psychicznej, fizycznej.

Emanuele Raffuzzi
Emanuele Raffuzzi, The Retreat Palm Dubai

Wyjątkowa atmosfera tego butikowego ośrodka (jedynie 100 pokoi) to zasługa profesjonalnej obsługi i systemu zarzadzania, gdzie każdy z gości może poczuć się wyjątkowo będąc witanym po imieniu podczas porannej kawy. Na straży najwyższego, światowego poziomu stoi Emanuele Raffuzzi, wcześniej związany z takimi ośrodkami jak The Balmoral Hotel w Edynburgu, Hotel Principe di Savoia w Mediolanie, The Pierre Four Seasons w Nowym Jorku czy The Ritz-Carlton Dubai. O dobre samopoczucie i spełnianie wielu wyszukanych życzeń klientów dba Nicholas Omollo, menedżer Front Office.

Ocena: Idylliczne miejsce na końcu zniewalającej wyspy w kształcie palmy u wybrzeży Dubaju.

Obowiązek wcześniejszej zapłaty podatku VAT od wewnątrzwspólnotowego nabycia paliw nie jest zgodny z dyrektywą VAT – wyrok TSUE

W 2016 r. do polskiego prawodawstwa wszedł tzw. pakiet paliwowy, zakładający szereg zmian w przepisach prawa podatkowego, których głównym celem było zapobieganie wyłudzeniom podatku VAT w wewnątrzwspólnotowym handlu paliwami ciekłymi, co ograniczałoby negatywne konsekwencje tego procederu dla funkcjonowania rynku paliw ciekłych. Przepisy miały uszczelnić podatek VAT oraz ograniczyć szarą strefę. W praktyce stały się jednak utrapieniem i powodem licznych problemów dla podatników prowadzących legalnie przedsiębiorstwa, którzy nie zamierzali unikać opodatkowania. Ostatecznie przepisy te trafiły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w wyroku z dnia 9 września 2021 r. rozstrzygnął sprawę C-855/19 o ich niezgodności z prawem Unii Europejskiej.

Przepisy krajowe

Zgodnie z art. 99 ust. 11 polskiej ustawy o VAT podatnicy muszą składać deklaracje w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego paliw ciekłych o wysokości podatku należnego za okresy miesięczne w terminie do 5 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym powstał obowiązek podatkowy. Oznacza to, że podatnik powinien prowadzić odpowiednią ewidencję i być w stanie na początku miesiąca wyliczyć należny podatek.

Z kolei art. 103 ust. 5a ustawy o VAT wskazuje, że w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego paliw silnikowych wskazanych w ustawie akcyzowej podatnik musi obliczyć i wpłacić podatek w terminie 5 dni od dnia, w którym towary zostały wprowadzone do określonego we właściwym zezwoleniu miejsca odbioru lub w terminie 5 dni od dnia wprowadzenia do składu podatkowego z terytorium innego państwa, lub z chwilą przemieszczenia tych towarów na terytorium kraju, jeżeli nie są objęte procedurą zawieszenia poboru akcyzy.

Wyrok TSUE

Sprawa zawisła przed TSUE dotyczyła podatnika, który dokonał 20 nabyć wewnątrzwspólnotowych oleju napędowego o kodzie CN 27101943. Nabycia polegały na wprowadzeniu do składu towarów z terytorium innego państwa członkowskiego. Podatnik nie uiścił zobowiązania podatkowego w kwocie 1.530.766 zł w terminie 5 dni od wprowadzenia oleju oraz nie złożył odpowiedniej miesięcznej deklaracji. W konsekwencji organ podatkowy wezwał podatnika do natychmiastowej zapłaty podatku wraz z odsetkami. Ostatecznie sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który skierował pytanie prejudycjalne do TSUE w zakresie zgodności przepisów krajowych z prawem Unii Europejskiej.

TSUE w wyroku z dnia 9 września 2021 r., sprawa C-855/19, orzekł, że przepisy art. 69, 106 oraz 273 Dyrektywy VAT (dyrektywa Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r.) stoją na przeszkodzie przepisowi prawa krajowego (art. 103 ust. 5a ustawy o VAT), który zobowiązuje podatnika do zapłaty podatku VAT w związku z wewnątrzwspólnotowym nabyciem paliw, zanim ten podatek stanie się wymagalny.

TSUE podkreślił w szczególności, że obowiązujący art. 103 ust. 5a ustawy o VAT wymaga od podatnika zapłaty podatku, niezależnie od posiadania przez niego faktury lub upływu terminu, kiedy podatek staje się wymagalny, tj. z chwilą wystawienia faktury lub do 15 dnia miesiąca po dokonaniu dostawy. W efekcie Państwo Polskie korzystało z możliwości poboru zaliczek na podatek, który nie był jeszcze wymagalny, co jest niezgodne z przepisami Dyrektywy VAT.

Skutek wyroku TSUE

Wyrok TSUE został wydany w konkretnej sprawie i dopiero jego opublikowanie w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej spowoduje, że stanie się on częścią porządku prawnego UE, który powinien być respektowany także przez Polskę. Na chwilę obecną przepisy wprowadzone pakietem paliwowym nie tracą mocy, a podatnik co do zasady będzie mógł wybrać, jak chce rozliczyć podatek od wewnątrzwspólnotowego nabycia (w zależności od tego, co będzie dla niego korzystniejsze).

Podatnicy w związku z tym wyrokiem przesądzającym o niezgodności polskich przepisów z prawem Unii Europejskiej mogą domagać się zwrotu odsetek, które zapłacili w związku z brakiem możliwości rozliczenia podatku VAT należnego w terminie 5 dni.

Ponadto, pomimo że wyrok TSUE dotyczył tylko art. 103 ust. 5a ustawy o VAT, to jednak należałoby przyjąć, że ma on szerszy skutek. W szczególności w zakresie art. 17a ustawy o VAT definiującego płatnika podatku (zarejestrowany odbiorca lub podmiot prowadzący skład podatkowy) czy art. 99 ust. 11 dotyczącego obowiązku składania odpowiednich deklaracji podatkowych.

Kolejne kroki MF

Wyrok wydany przez TSUE jest źródłem sporych problemów dla Ministerstwa Finansów. Przepisy, które obowiązywały od 2016 r., były źródłem wpływów z podatku VAT. W związku z tym Ministerstwo Finansów już zapowiedziało, że wniesie do Komisji Europejskiej o wyrażenie zgody na dalsze stosowanie tych przepisów na zasadzie wyjątku. Taka zgoda wydawana jest najczęściej po kilku miesiącach, a do czasu jej uzyskania przez Polskę podatnicy mogą stosować zasady ogólne i rozliczać podatek VAT od takich nabyć w deklaracjach podatkowych, pomijając przepisy o pięciodniowym terminie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sygnalista – nowe obowiązki pracodawców i jak sobie z nimi radzić

W związku z nową Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r., która wchodzi w życie już w grudniu tego roku (2021), na pracodawców zostaną nałożone nowe obowiązki. Co to są za obowiązki i jak sobie z nimi radzić?  Na te i inne pytania odpowiadamy poniżej.

Czego i kogo dotyczy nowa dyrektywa?

Dyrektywa dotyczy ochrony praw sygnalistów. Ma ona na celu zapewnienie sygnalistom, czyli osobom dokonującym zgłaszania naruszeń w przedsiębiorstwie, bezpieczeństwa i ochrony praw. Pracodawca ma zapewnić bezpieczny kanał do dokonywania takich zgłoszeń. Warto podkreślić, że dyrektywa obejmie wszystkich pracodawców ze sfer publicznych i prywatnych. Firmy zatrudniające powyżej 250 osób mają obowiązek wdrożyć właściwe mechanizmy raportowania nieprawidłowości już od 17 grudnia 2021 r. Natomiast przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 50 pracowników mają wydłużony termin wdrożeń do 17 grudnia 2023 r.

Nowe obowiązki pracodawców

Nowych zobowiązań jest naprawdę sporo. Pracodawcy mają obowiązek zapewnić pracownikom możliwość wygodnego, bezpiecznego i anonimowego zgłaszania nieprawidłowości występujących firmie, między innymi, przez wewnętrzny kanał do zgłaszania i obsługi zgłoszeń. Przy tym, pracodawca, ma obowiązek opracować odpowiednie procedury, zapewniając pracowników, że osoby nieupoważnione nie będą miały dostępu do zgłoszeń. Dodatkowo, każdy pracodawca jest zobowiązany do przeprowadzenia niezbędnych szkoleń i poinformowania pracowników o wewnętrznym kanale zgłoszeń, jak również wyznaczyć osoby odpowiedzialne za przyjmowanie zgłoszeń i działania następcze. Jak wymieniono powyżej, kanały przyjmowania zgłoszeń mają być przygotowane, w taki sposób, aby zapewnić poufność i anonimowość osobom zgłaszającym i osobom wymienionym w zgłoszeniu.

Gotowe rozwiązanie dla pracodawców

Warto podkreślić, że pracodawcy cenią sobie możliwość rozwiązywania nieprawidłowości zgłaszanych wewnątrz firmowo. Zgłaszanie nieprawidłowości wewnętrznie jest dużo lepszym rozwiązaniem niż zgłaszaniem ich na zewnątrz. Jako pracodawca, twoim celem jest zapewnienie pracownikom wygodnego i bezpiecznego kanału do zgłaszanie nieprawidłowości. Szereg wymagań wynikających z dyrektywy, ilość nowych obowiązków nałożonych na pracodawców, jak i całą procedurą związaną z prowadzeniem wewnętrznego kanału zgłoszeń zaczyna brzmieć dość przytłaczająco. Na szczęście, na rynku są gotowe rozwiązania.

Warto skorzystać z narzędzi sprawdzonych, co za tym idzie bezpiecznych i intuicyjnych w obsłudze – taki właśnie jest Sygnalista twórców Mint Service Desk. Sygnalista jest to zaawansowane narzędzie do obsługi zgłoszeń sygnalistów, które spełnia wszystkie wymogi prawne i dostosowane jest do wymagań nałożonych przez dyrektywę.

Oprogramowanie służy do przyjmowania i zarządzania zgłoszeniami oraz pomaga usprawnić komunikację między pracodawcą, a pracownikami. Sygnalista twórców MintSD zapewnia pełną anonimowość zgłoszeń, umożliwia tym samym bezpieczne i uczciwe zbieranie zgłoszeń o nieprawidłowości, każdemu podmiotowi, który skorzysta z oprogramowania.

Zapewniane jest wsparcie na całej ścieżce procesu, a dostępne funkcjonalności pozwolą na dopasowanie kanału do potrzeb Twojej firmy. Dowiedz się więcej i zamów bezpłatną prezentację Sygnalisty – na sygnalista.com.

Poszukiwane startupy oferujące innowacyjne rozwiązania z zakresu księgowości, finansów, a także ESG

CPA.com oraz Association of International Certified Professional Accountants (Międzynarodowe Stowarzyszenie Dyplomowanych Specjalistów ds. Rachunkowości) reprezentujące AICPA & CIMA, przyjmują zgłoszenia z całego świata do 2022 Startup Accelerator. Program przeznaczony jest dla firm w początkowej fazie rozwoju, które specjalizują się w innowacjach z zakresu księgowości i finansów, a od tego roku także inicjatyw ESG (ang. environmental, social, governance).

Firmy, które zostaną zakwalifikowane do tego programu akceleracyjnego będą mogły skorzystać z doświadczenia kadry zarządzającej Association of International Certified Professional Accountants i CPA.com, a także dedykowanej grupy doradczej składającej się z ekspertów posiadających umiejętności i szerokie doświadczenie w zakresie startupowych firm technologicznych, przedsiębiorczości, rachunkowości i finansów. Dodatkowo, laureaci programu otrzymają finansowanie w wysokości 25 000 USD.

Zgłoszenia do tegorocznej edycji Startup Accelerator przyjmowane są do 30 listopada 2021 r. Laureaci zostaną wyłonieni w styczniu 2022 r. Zwycięskie rozwiązania zostaną zaprezentowane w lecie 2022 r. na AICPA & CIMA ENGAGE – jednej z wiodących konferencji księgowo-finansowych na świecie, a następnie na Digital CPA Conference organizowanej przez AICPA i CPA.com, poświęconej technologiom księgowym i zagadnieniom związanym z rozwojem profesji.

Program akceleracyjny otwarty jest dla firm z całego świata. Do jednej z wcześniejszych edycji zakwalifikowała się polska aplikacja do szybkiego księgowania faktur Scanye. Udział w programie oznaczał dla niej nie tylko mentoring, ale też wsparcie w badaniach i przygotowaniu do wejścia na rynek amerykański.

“Program Startup Accelerator był ekscytującym doświadczeniem i okazją do zagłębienia się w tajniki branży rachunkowej. Scanye otrzymało ogromną porcję wiedzy od swoich mentorów i ekspertów, a także wsparcie w dotarciu do potencjalnych klientów. Rekomenduję aplikowanie do tego programu wszystkim startupom z obszaru Accountech/Fintech” – powiedział Tadeusz Chruściel, Prezes Zarządu i jeden z twórców Scanye.

Firmy ubiegające się o przyjęcie do programu muszą spełniać następujące kryteria:

  • być w początkowej fazie rozwoju
  • posiadać działający produkt lub usługę
  • specjalizować się w technologiach księgowych, rozwiązaniach związanych z technologiami regulacyjnymi lub ESG

Browary Polskie ws. podwyższenia stawki akcyzy na piwo

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce – Browary Polskie z olbrzymim zaniepokojeniem przyjął rządowy projekt ustawy podnoszącej stawki akcyzy od piwa o 10% w 2022 r. oraz po 5% w kolejnych latach, aż do 2027 r. Proponowana podwyżka stawki akcyzy na piwo ma wzrosnąć z obecnych 8,57 zł od 1 hektolitra za każdy stopień Plato do 12,04 zł w 2027 r., co oznacza, że stawka wzrośnie o ponad 40% na przestrzeni zaledwie 6 lat. Tak drastyczne podniesienie stawki następuje w zaledwie 2 lata po tym, jak z początkiem 2020 r. stawkę akcyzy na piwo podniesiono o 10%, z 7,79 zł na 8,57 zł. W efekcie przeprowadzonej w 2020 r. oraz planowanej podwyżki, stawka akcyzy na piwo w okresie od 2020 do 2027 wzrośnie o 54%.

To skala podwyżki niespotykana od początku wprowadzenia w Polsce podatku akcyzowego od piwa. Na przestrzeni minionych 20 lat stawka akcyzy na piwo wzrosła o 53%. Teraz ma wzrosnąć o tyle samo w ciągu zaledwie 7 lat. Na dodatek, w sytuacji gwałtownego i stałego wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej oraz w warunkach pandemii, obydwa te czynniki dotkliwie dotykają branżę piwowarską, która od 3 lat ma do czynienia ze stałym spadkiem konsumpcji. W ciągu 2 ostatnich lat wzrost cen wszystkich składników produkcji wykorzystywanych przez branżę jest dwucyfrowy. Szczególnie gwałtownie rosną ceny opakowań (aluminium), podstawowych surowców (słód jęczmienny), energii elektrycznej i cieplnej i koszty pracy, bez których nie można wyprodukować piwa. To wszystko przełożyło się na istotny wzrost średniej ceny piwa, która w okresie ostatnich 3 lat wzrosła o blisko 15%. Piwo zostało także, dotkliwiej niż inne branże alkoholowe, dotknięte ograniczeniami związanymi z pandemią. W 2020 r. konsumpcja piwa w Polsce spadła do najniższego poziomu na przestrzeni ostatnich 10 lat. W ostatnich 3 latach obserwujemy kurczenie się rynku piwa. Od 2018 r. produkcja piwa w Polsce zmniejszyła się o około 3,5 mln hl rocznie – to prawie 2 razy więcej niż wynosi łączna roczna produkcja wszystkich browarów regionalnych i rzemieślniczych w Polsce. Oznacza to negatywne konsekwencje dla całego łańcucha wartości branży.

Uzasadnieniem podanym w projekcie ustawy dla tak drastycznej podwyżki jest konieczność ograniczania konsumpcji alkoholu w Polsce. W przypadku piwa ograniczenie to jest już trwałym, utrzymującym się od kilku lat trendem. Maleje spożycie piw alkoholowych, zwłaszcza mocnych. Maleje średnia zawartość alkoholu w piwie. Miłośnicy piwa częściej wybierają warianty bezalkoholowe, które jako jedyne odnotowują wzrosty sprzedaży. Ten trend przekłada się na wyraźny spadek udziału piwa w strukturze konsumpcji alkoholu w Polsce. W 2020 r. spadł on do poziomu najniższego od 2003 r.

Wobec trendów konsumenckich oraz istotnego wzrostu cen piwa (który z powodu wysokiej inflacji przekładającej się na koszty produkcji będzie utrzymywał się w kolejnych latach), ZPPP uważa, że nie ma racjonalnego uzasadnienia dla tak wysokiej podwyżki stawki akcyzy od piwa.

Zwiększenie tego obciążenia pogrąży branżę, która nie zdążyła jeszcze odbudować się po destabilizacji spowodowanej trwającą pandemią, której skutki są wciąż odczuwalne. ZPPP ocenia, że odbudowa tylko sektora gastronomicznego, w którym piwo stanowi drugie źródło przychodów (po jedzeniu), zajmie co najmniej 3 lata. Kroczące, zapisane odgórnie, zwiększanie stawki akcyzy w tym okresie istotnie ograniczy szanse na odtworzenie miejsc pracy i przedsiębiorstw, które zostały zlikwidowane w pandemii.

Zbyt drastyczne zmiany stawek podatkowych z reguły przynoszą nieoczekiwane, odmienne od założonych, skutki. Podwyżka akcyzy z 2020 r. istotnie wstrzymała możliwości rozwoju branży i spowodowała wzrost konsumpcji innych wyrobów alkoholowych, w szczególności alkoholi mocnych. Wyraźnie widać to w danych sprzedażowych oraz wpływach budżetowych z tytułu akcyzy. O ile w przypadku piwa wpływy z akcyzy wzrosły o ok. 5%, to w przypadku wyrobów spirytusowych wzrost wyniósł 13% i był wyraźnie wyższy od poziomu podwyżki, która wyniosła 10% dla wszystkich rodzajów alkoholu. Dalsze, równe traktowanie piwa oraz wyrobów spirytusowych podtrzyma trend przesuwania konsumpcji w kierunku alkoholi mocnych, co stoi w sprzeczności z intencjami ustawodawcy, uzasadnieniem projektu ustawy oraz zapisami Ustawy o Wychowaniu w Trzeźwości i Przeciwdziałaniu Alkoholizmowi.

Dodatkowo, z początkiem 2022 r. wzrośnie akcyza od piw dosładzanych. ZPPP szacuje, że w skali całej branży dodatkowe obciążenie akcyzą wyniesie od 3 do 4%. Nastąpi kumulacja podwyżek skutkująca podniesieniem łącznego obciążenia piwa z tytuły akcyzy nie o 10%, ale aż o 14%, i to w sytuacji bardzo wysokiej inflacji, która już istotnie wpłynęła na ceny detaliczne piwa i będzie odciskać na nich swoje piętno w najbliższych latach. ZPPP uważa, że to głęboko niesprawiedliwe. Sektor piwowarski, w którym od kilku lat spada konsumpcja alkoholu, który wprowadził i wypromował bezalkoholowe alternatywy dla napojów alkoholowych, który generuje 115 tys. miejsc pracy w gospodarce narodowej i który został najbardziej dotknięty przez pandemię, otrzyma w 2022 r. najwyższą spośród wszystkich segmentów rynku alkoholowego podwyżkę. A później będzie dodatkowo, co roku, dociskany kolejnymi 5-porcentowymi podwyżkami, bez względu na sytuację na rynku i trendy konsumenckie.

Rozumiejąc trudną sytuację budżetu państwa i wyzwania przed jakimi stoi polska gospodarka, ZPPP proponuje przyjęcie innego rozwiązania w przypadku piwa. W ocenie ZPPP podwyżka akcyzy na piwo, która nie spowodowałaby daleko idącego pogorszenia kondycji czy wręcz zapaści branży piwowarskiej oraz jej łańcucha wartości powinna wynieść maksymalnie 5% od 2022 r. Jednocześnie należy zrezygnować z mechanizmu kroczącej 5-procentowej podwyżki w kolejnych latach, a w drugiej połowie 2022 roku przeprowadzić kompleksową analizę sytuacji na rynku piwowarskim obejmującą zmiany w strukturze spożycia, wpływ podwyżek akcyzy na branżę i jej łańcuch wartości oraz sytuację popandemiczną w Polsce. ZPPP proponuje zatem, aby decyzje dotyczące akcyzy od piwa były podejmowane w oparciu o faktyczne dane, a nie przesądzane z 6-letnim wyprzedzeniem, bez możliwości rzetelnej oceny przyszłych warunków rynkowych.

Branża piwowarska w Polsce deklaruje wolę konstruktywnego dialogu w tej sprawie, w duchu poszukiwania rozwiązań korzystnych zarówno dla państwa, konsumentów oraz przedsiębiorców. Wierzy, że podejście rządu w tej sprawie będzie nadal racjonalne i odpowiedzialne.

Prace nad projektem wprowadzenia pracy zdalnej trwają. Co już teraz mogą zrobić pracodawcy?

Projekt zmian w Kodeksie pracy, który ma uregulować pracę zdalną, jest na etapie opiniowania. Data wejścia w życie przepisów wciąż nie jest znana. Bhp-owcy i pracodawcy powinni zatem zadbać o ergonomię i komfort psychiczny pracowników na „home office” już teraz.

W związku z pandemią COVID-19 wiele firm zdecydowało się na umożliwienie pracownikom pracy zdalnej. Zagadnień, które wymagają uregulowania, jest bardzo dużo, m.in. kto i w jakim zakresie będzie pokrywał koszty pracy zdalnej, czy będzie możliwość skontrolowania takiego pracownika, co w sytuacji wypadku podczas pracy z domu.

Obecnie obowiązujące przepisy nie są aktualne w stosunku do pracy zdalnej, dlatego też trwają prace nad nowelizacją w tym zakresie Kodeksu pracy. Praca zdalna według aktualnego projektu będzie możliwa na polecenie pracodawcy w sytuacji, kiedy nie będzie on w stanie czasowo zapewnić bezpiecznych i higienicznych warunków pracy (np. w czasie epidemii, stanu klęski żywiołowej lub z powodu siły wyższej). Wówczas to pracownik będzie miał obowiązek zobowiązać się do posiadania warunków lokalowych i technicznych do wykonywania pracy zdalnej w formie właściwego oświadczenia.

Wciąż jednak brakuje w projekcie podjęcia ważnych kwestii, jak na przykład problemu stresu podczas pracy zdalnej. Raport „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2020” – na który zresztą powołuje się pomysłodawca projektu – wskazuje, że dla co trzeciego respondenta stres był jednym z czynników, wpływających na efektywność pracy w czasie pandemii. Z kolei wyniki badania przeprowadzonego przez Akademię Leona Koźmińskiego wspólnie z dr. Mariuszem Ziębą z Instytutu Psychologii Uniwersytetu SWPS wskazują, że ponad połowa ankietowanych miała poczucie, że pracuje więcej podczas pracy zdalnej.

O ile nie ma jeszcze dokładnych przepisów prawnych związanych z pracą zdalną, o tyle w zakresie stresu – oraz ergonomii – wielu pracodawców podjęło już działania. Inicjatywy te polegają np. na informowaniu pracowników o tym jak, w warunkach domowych, można ergonomicznie zorganizować stanowisko pracy z komputerem, wprowadzeniu czytelnych zasad związanych z korzystaniem z pracy zdalnej, harmonogramów pracy zdalnej w wieloosobowych działach, zachęcaniu do niepracowania w godzinach wieczornych czy nocnych. Są to dobre praktyki, które pracodawcy w tej lub nieco zmienionej formie powinni uwzględnić w swoich firmach, w oczekiwaniu na oficjalne wytyczne w tym zakresie.

Komentarz: Marta Tomaszewska, specjalista ds. BHP w CWS, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy

44% pracowników byłoby w stanie zrezygnować z pracy nie mając kolejnej

Powód? Brak satysfakcji, chęć realizacji marzeń i wypalenie zawodowe.

Przyszłe plany zawodowe pracowników w dużej mierze uzależnione są od samopoczucia w miejscu pracy. Zatrudnieni coraz częściej wykazują otwartość na robienie krótszych przerw w karierze. Jako możliwy powód takiej decyzji podają negatywne aspekty związane z aktualnym zatrudnieniem oraz chęć realizacji swoich prywatnych planów, na co zazwyczaj brakuje czasu. Jak wynika z badania Hays Poland, 44 proc. pracowników byłoby w stanie zrezygnować z pracy, nie mając kolejnej.

Zadowolenie specjalistów z pracy znacząco wpływa na ich skuteczność i ogólną satysfakcję z życia. Przyczyniają się do tego m.in. charakter realizowanych zadań, możliwości rozwoju, relacje w miejscu pracy oraz możliwość zachowania work-life balance. Często jednak pomimo atrakcyjnych warunków zatrudnienia, pracownicy mierzą się z przemęczeniem, nudą czy poczuciem stania w miejscu. Do tego w ostatnim czasie dochodziło ogólne zmęczenie pandemią, gdy specjaliści pracowali więcej i intensywniej w modelu zdalnym.

Przerwa na regenerację

Popularność nowoczesnych form zatrudnienia rośnie, na co wpływ miała m.in. pandemia. Część organizacji Czy pracownicy uważają za możliwy scenariusz, w którym rezygnują z pracy, aby poświęcić uwagę prywatnym sprawom lub dać sobie czas na odpoczynek przed podjęciem poszukiwań kolejnego pracodawcy? Jak wynika z sondażu Hays Poland, przeprowadzonego w grupie 1811 respondentów, 44 proc. ankietowanych zadeklarowało gotowość do podjęcia takiego kroku w nieokreślonej przyszłości.

Czy w toku kariery byłbyś gotowy zrezygnować z pracy, nie mając kolejnej?

44%  Tak
21%  Trudno powiedzieć
35%  Nie

Źródło: Badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2021

Przerwa w karierze staje się coraz bardziej popularna wśród pracowników z większym doświadczeniem zawodowym. Zazwyczaj podyktowana jest potrzebą odpoczynku od presji i intensywnego trybu życia, ale też chęcią rozwoju, zdobycia nowych doświadczeń lub zmiany profesji. Wielu specjalistów motywuje taką decyzję chęcią odzyskania równowagi między życiem osobistym i zawodowym lub potrzebą realizacji swoich planów, których spełnienie w innym przypadku byłoby niemożliwe. – zauważa Justyna Chmielewska, Executive Manager w Hays Poland.

Często jednak taka decyzja podyktowana jest potrzebą wyrwania się z niesprzyjającego środowiska zawodowego lub poprawy stanu zdrowia – również psychicznego. Praca na stanowiskach menedżerskich i eksperckich bywa bowiem bardzo stresująca i obciążająca. Stąd też coraz częściej na rezygnację z pracy decydują się wysoko wykwalifikowani profesjonaliści. W ten sposób chcą poradzić sobie z syndromem wypalenia zawodowego lub zyskać czas na przemyślenie dotychczasowego kierunku rozwoju kariery.

Indywidualne potrzeby

Każdy pracownik ma inne potrzeby i zmaga się z odmiennymi trudnościami. Jednak jak wynika z badania Hays, powody, dla których respondenci byliby gotowi zrobić sobie przerwę w karierze, są podobne. Jako ewentualny bodziec do rezygnacji z pracy najczęściej wskazywane były dwa obszary – szeroko rozumiane niezadowolenie z pracy oraz chęć zyskania większej ilości czasu wolnego.

Dla 55 proc. ankietowanych argumentem za okresowym zaprzestaniem aktywności zawodowej może być brak satysfakcji z wykonywanej pracy. Kolejne 41 proc. respondentów jako powód wskazało chęć realizacji swoich marzeń lub indywidualnych projektów, na które w standardowym toku pracy zwyczajnie brakuje czasu.

Niemal co trzeci respondent jako potencjalny powód rezygnacji z zatrudnienia uznał względy rodzinne, np. chęć poświęcenia uwagi bliskim czy przerwa na wychowanie dzieci. Podobnie dzieje się w sytuacji, gdy jeden z bliskich wymaga stałej opieki lub ogólne relacje pomiędzy członkami rodziny wymagają poprawy, a pełnoetatowa praca temu nie sprzyja.

Sytuacją, w której ankietowani byliby w stanie zdecydować się na rezygnację z pracy, jest również chęć przekwalifikowania (24 proc.). W tym przypadku może być to związane zarówno z brakiem satysfakcji z pracy w określonej profesji czy branży, jak również z transformacją rynku i malejącym zapotrzebowaniem na określone kompetencje. Powyższa argumentacja często jest spowodowana poczuciem stagnacji w karierze, wynikającym z długiego stażu pracy w jednej firmie lub wykonywaniem mało atrakcyjnych zadań.

W jakiej sytuacji mógłbyś się na to zdecydować?

55% Brak satysfakcji z obecnej pracy
41% Chęć realizacji swoich marzeń projektów
38% Wypalenie zawodowe
28% Powody rodzinne
24% Chęć przekwalifikowania
10% Trudna sytuacja w obecnej pracy

Źródło: Badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2021

*Wyłącznie respondenci, którzy byliby gotowi zrezygnować z pracy. Procenty nie sumują się do 100, gdyż możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi.

Ryzyko wypalenia zawodowego

Aż 38 proc. ankietowanych, którzy zadeklarowali otwartość na rezygnację z pracy, jako możliwy powód podało wypalenie zawodowe. Możliwe zatem, że doświadczyli tego syndromu w przeszłości albo zmagają się z nim obecnie i zawieszenie kariery jest rozwiązaniem, które realnie rozważają.

Warunki pracy w okresie pandemii sprzyjały rozwojowi poczucia przepracowania i przytłoczenia obowiązkami zawodowymi, co stanowi jeden z głównych powodów występowania wypalenia zawodowego. W czasie powszechnej pracy zdalnej, gdy wszyscy próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, pracownicy znajdowali się pod większą presją. Nierzadko pracowali w nadgodzinach, gdyż w warunkach domowych wyłączenie komputera na koniec dnia pracy okazywało się trudniejsze niż punktualne wyjście z biura.

W konsekwencji stresu oraz zaburzenia równowagi pomiędzy życiem i pracą, specjaliści zaczęli odczuwać przemęczenie, obniżenie samopoczucia, a także spadek motywacji lub całkowitą utratę wiary w sens wykonywanych zadań. Są to symptomy wypalenia zawodowego. Syndrom skutkuje nie tylko obniżeniem skuteczności w miejscu pracy, ale też znacznym pogorszeniem stanu zdrowia psychicznego. Tymczasem ubiegłoroczne badanie Hays potwierdziło, że na obniżenie samopoczucia w wyniku pandemii uskarża się co trzeci pracownik – wyjaśnia Justyna Chmielewska z Hays.

W obliczu tych informacji niezbędne staje się podkreślenie roli firm w dbaniu o dobrostan pracowników. Organizacje dostrzegają potencjalne korzyści związane z udostępnianiem zatrudnionym rozwiązań umożliwiających osiągnięcie work-life balance. Podejmowane są działania kształtujące kulturę organizacyjną, tak aby nie nakładała na pracowników presji pracy ponad miarę, lecz promowała zalety regularnego odpoczynku oraz dbanie o dobrostan.

Rezygnacja z pracy zbyt dużym ryzykiem?

Nawet krótka przerwa w karierze nie jest jednak krokiem, na który dobrowolnie zdecydowaliby się wszyscy pracownicy. Co trzeci respondent badania (35 proc.) odpowiedział, że nie zrezygnowałby z pracy, nie posiadając innej. Powody mogą być różne. Z pewnością nie każdy może sobie pozwolić na rezygnację ze stałego przychodu. Inni postrzegają taką decyzję jako zbyt ryzykowną i obawiają się, że  znalezienie nowego pracodawcy po kilku miesiącach przerwy będzie trudne, np. wskutek nagłej zmiany sytuacji na rynku pracy.

Każdy powrót do aktywności zawodowej po przerwie niesie za sobą konieczność odświeżenia wiedzy, merytorycznego i psychicznego przygotowania do poszukiwań pracy, a w przypadku dłuższej nieobecności na rynku – również nabycia nowych umiejętności. Luka w CV nie skreśla kandydatów biorących udział w rekrutacji. Natomiast będąc w takiej sytuacji, należy szczerze uargumentować swoją decyzję i podkreślić, jakie korzyści i doświadczenia udało się zyskać w okresie bez pracy. Należy również pamiętać, że im dłuższa przerwa w karierze, tym powrót do pełnej efektywności będzie trudniejszy i bardziej czasochłonny – zauważa Justyna Chmielewska z Hays Poland.

Czy CPI rozrusza eurodolara?

Dziś poznamy minutki wrześniowego posiedzenia FOMC. Rynek będzie szukał wskazówek dotyczących kształtu prowadzonej polityki monetarnej przez Fed w bliższej i dalszej przyszłości. Wcześniej jednak na rynek zostaną wypuszczone dane dotyczące inflacji. Wczoraj MFW obniżyło prognozę globalnego wzrostu gospodarczego.

W obliczu ostrzeżeń głównej ekonomistki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dotyczących ryzyka inflacji, dzisiejsze dane nabierają dodatkowego znaczenia. O 8:00 poznaliśmy jak kształtowały się ceny w Niemczech. Wskaźnik CPI i zharmonizowany HICP pokazały wartość 4,1 proc., co z pewnością wpisuje się w obawy ekspertki z MFW. Pani Gopinath podkreśla, że banki centralne powinny być obecnie bardzo czujne w kwestii rozwoju inflacji. Widzi ona ryzyko utrwalenia się jej w wyniku spirali cen płac. Stanowisko MFW jest dość odmienne od poglądów głównego ekonomisty EBC – Lane-a – o których pisałem wczoraj. Gity Gopinath ostrzega, że nawet pierwsze oznaki inflacji płacowej mogą wystarczyć, żeby ceny konsumpcyjne jeszcze bardzie wzrosły. Jej zdaniem banki centralne powinny reagować wcześniej, a zwlekanie z decyzjami może być ryzykowne.

Z ostatnich wydarzeń na rynku widać, że EBC w tym momencie stanowi wyjątek wśród innych instytucji. Niektóre już podniosły stopy procentowe (Norges Bank, RBNZ), a inne, takie jak Bank Anglii, zapowiedziały zmianę parametrów polityki monetarnej w niedalekiej przyszłości. W takich warunkach euro będzie miało problemy z aprecjacją w najbliższym czasie.

Wczoraj zostały również podane przez MFW prognozy globalnego wzrostu. Zostały one skorygowane w dół. Z raportu wynika, że światowa gospodarka urośnie w tym roku o 5,9 proc. Lipcowe założenia pokazywały wartość 6 proc. Oznacza to korektę o 0,1 p.p. W przyszłym roku świat ma rosnąć w tempie 4,9 proc. i tu nic nie uległo zmianie. Z raportu dowiadujemy się, że trudniejsze perspektywy krótkoterminowe dla grupy gospodarkę rozwiniętych wynikają częściowo z zakłóceń dostaw. W przypadku USA prognozy zostały zmniejszone o 1 p.p. do 6 proc. a dla Niemiec o 0,5 pp. do 3,1 proc. Również gospodarka Państwa Środka ma wyhamować i rozwijać się w tempie 8 proc. (2021) i 5,6 proc. (2022).

W USA we wtorek napłynęły również dane na temat otwartych procesów rekrutacyjnych. To dodatkowy miernik kondycji rynku pracy. Z opublikowanych danych wynika, że liczba nowych miejsc pracy w USA spadła do poziomu 10,4 mln we wrześniu, czyli poniżej oczekiwań. To odzwierciedla mimo wszystko spowolnienie gospodarcze. Firmy nadal mają jednak problemy z zatrudnieniem nowych pracowników. Od lutego 2020 roku liczba wolnych miejsc pracy wzrosła o 3,4 mln, podczas gdy liczba oficjalnie zarejestrowanych bezrobotnych zwiększyła się jedynie o ok. 2 mln, co sugeruje ryzyko dalszej presji wzrostu płac.

Na EUR/USD widoczny jest spadek zmienności. Piątkowe dane w niemal zerowy sposób wpłynęły na kurs, co powoduje u Traderów konsternacje, czy dzisiejszy odczyt CPI będzie mieć jakikolwiek wpływ na notowania. Oczekuje się odczytu na poziomie 5,3 proc. Większe widzę jednak ryzyko w odreagowaniu kursu (deprecjacji USD). Moim zdaniem zobaczymy silniejszą reakcję dolara na cyfry poniżej konsensusu. EUR/USD znajduje się blisko technicznego poziomu na 1,15. Aktualnie mamy szósty tydzień z rzędu spadków głównej pary walutowej. Odbicie będzie czymś naturalnym.Dziś ponownie brakuje danych makro z polskiej gospodarki. Dlatego też PLN będzie podążał za globalnym sentymentem. Złoty w tym tygodniu jest na fali aprecjacyjnej, jednak do poziomów z ubiegłej środy (po obniżce stóp przez RPP) brakuje ponad 3 groszy na parze EUR/PLN. Wzrosty WIG20 pomagały w aprecjacji naszej waluty w ostatnich dniach i jeśli dziś ponownie zobaczymy dobrą sesję na warszawskim parkiecie, złoty może utrzymać się na wzrostowej ścieżce. Oczekuję większego ruchu na parach złotowych dopiero w piątek, kiedy GUS poda dane dotyczące inflacji w Polsce.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Transformacja energetyczna w Polsce pod znakiem zapytania

Przemysł energetyczny składa się z dwóch części: elektrowni, ciepłowni i elektrociepłowni – czyli fabryk, w których energię pierwotną przetwarza się na jej użyteczną postać oraz energetycznych sieci przesyłowych – czyli systemu urządzeń umożliwiającego przesyłanie energii do odbiorcy. Od dłuższego czasu obserwujemy, że w Polsce nastąpił kryzys energetyczny. Rosnący import węgla ze Wschodu, rosnący import energii elektrycznej z Zachodu, doraźne blokowanie przez państwo wzrostu cen prądu dla obywateli – przy bardzo wysokim wzroście cen prądu dla firm – to tylko niewiele przykładów z długiej listy czynników powodujących kryzys energetyczny. W efekcie zaspokojenie naszych potrzeb energetycznych zależy w coraz większym stopniu od dobrej woli sąsiadów. Ścieżki do osiągnięcia zerowych emisji netto do 2050 r. są przedstawione jako łagodne krzywe na prezentacjach analityków. Jednak gwałtowny wzrost cen energii w Europie przypomina, że rzeczywistość będzie zupełnie inna. W obszarze energii mamy nowy ważny fakt – jakim jest silny wzrost kar nakładanych na kraje członkowskie Unii Europejskiej w momencie, gdy wytwarza się bardzo dużo CO2 – a energetyka krajowa oparta jest w dużym stopniu na wykorzystaniu takich surowców, jak np.: węgiel kamienny. Sytuacja ta dotyczy szczególnie Polski – w rezultacie powstała sytuacja, w której będzie trzeba po prostu płacić więcej za tzw. pozwolenia na emisję CO2, co ma wpływ na całą Europę. W związku z tym Unia wymaga od krajów członkowskich wprowadzenia działań, które pozwolą na przebudowę systemów energetycznych i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Polska bardzo długo opierała się temu programowi. Nie tylko obecna władza, ale też poprzednie nie były wystarczająco zdeterminowane do ograniczenia uzależnienia od węgla. Z tym wiązały się koszty polityczne, bo był duży opór ze strony górników.

– Największe reformy w obszarze energetyki w Polsce zostały przeprowadzone przez rząd Buzka. Obecnie potrzebne jest kolejne, zdecydowane podejście do tematu. Rządzący jednak podchodzą do sprawy w bardzo różny sposób. W rezultacie ceny energii rosną i będą rosnąć nadal – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów.

– Sektor prywatny zaczyna się martwić i pojawiły się propozycje budowy elektrowni jądrowej finansowanej przedsiębiorstwa. Kilku polskich miliarderów ogłosiło już plany w tym obszarze. Nawet ze strony rządu pojawiły się chęci budowy takiej elektrowni. Jednak to wszystko jest dosyć niesprecyzowane i w dalekiej odległości czasowej. Potrzebny jest powrót do dużych inwestycji w obszarze energii wytwarzanej przez wykorzystanie wiatru i innych alternatyw. Kolejnym problemem Polski jest to, że w dalszym ciągu mamy bardzo dużo pieców, które produkują zanieczyszczenia – a eliminacja pieców jest rozłożona w programie rządowym na kolejne 10 lat. Jest to zdecydowanie za dużo. Należałoby ten czas znacznie skrócić. Do tego celu potrzebne są środki – tu mogą być wykorzystane środki unijne. Więc fundusze z Planu Odbudowy można by po części przeznaczyć na obszar energetyczny. Akurat jest to jedna z rzeczy bardzo popieranych przez Komisję Europejską oraz państwa europejskie. Zatem i tutaj spotykamy się z mało reformistycznym podejściem ze strony władz – jeżeli chodzi o przebudowę sektora energetycznego, który jest niemal całkowicie w rękach państwowych. Kolejny problem to rosnący import energii, co może wywołać duży kryzys energetyczny. To oznacza szybko rosnące ceny energii i konieczność zwiększenia uzależnienia od importu węgla oraz energii z innych krajów. Na skutek tych opóźnień dokonywanych przez ostatnie 20 lat – a szczególnie przez ostatnie 5 lat oraz braku determinacji ze strony rządu – stale rosną koszty przebudowy sektora energetycznego. Łącznie z kosztem nowych transmisji przy przebudowie systemu sieci energetycznej trzeba liczyć mniej więcej dwa razy tyle, ile wydano na przebudowę systemu polskich dróg. A wiemy, że są to setki miliardów złotych. W tym momencie kluczową rolę odgrywa sektor prywatny. Rząd powinien bardziej docenić prywatnych inwestorów oraz środki unijne. Potrzebna jest taka unia przyjaźni między władzą państwowa, a Unią oraz sektorem prywatnym. Natomiast obecnie ze strony rządu mamy coś w rodzaju konfrontacji zarówno z Komisją Europejską, jak i sektorem prywatnym. W sytuacji narastającego kryzysu energetycznego możliwości finansowe bardzo się kurczą – więc wkrótce będzie musiało dojść do rozstrzygnięć zasadniczych. Nie można myśleć już tylko o najbliższym roku lub trzech, ale należy wybiegać bardziej w przyszłość i perspektywę najbliższych 10 lat – wyjaśnia Gomułka.

Poczta Polska zapowiada podwyżki dla pracowników

W dn. 12 października br. odbyło się dwustronne spotkanie Zarządu Spółki i Organizacji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej, dotyczące podwyżek płac. Negocjacje zakończyły się zawarciem porozumienia. Wypracowane rozwiązanie zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2022 r. i dotyczy wszystkich pracowników, objętych Zakładowym Układem Zbiorowym Pracy.

W wyniku wypracowanego porozumienia pracownicy Spółki otrzymają podwyżkę wynagrodzenia dwuetapowo:

  • od 1 stycznia 2022 r. – 250 złotych brutto do wynagrodzenia zasadniczego, co realnie przełoży się na wzrost wynagrodzenia średnio o 338 złotych brutto w przeliczeniu na pełen etat,
  • od 1 lipca kwota ta wzrośnie o 50 zł brutto do poziomu 300 zł brutto, co realnie przełoży się na wzrost wynagrodzenia średnio o 405 złotych brutto w przeliczeniu na pełen etat.

Ponadto Zarząd Spółki zadeklarował, wypłatę jednorazowej nagrody w wysokości 500 zł brutto pod warunkiem uzyskania przez Pocztę Polską S.A. w 2021 r. środków z tytułu Tarczy Antycovidowej.

Porozumienie zamyka trwający od 2019 r. spór zbiorowy dotyczący podwyżek wynagrodzeń i stanowi kompromis pomiędzy oczekiwaniami Związku a możliwościami finansowymi firmy.

Wrocławski Vue Storefront z rekordową rundą A. Pozyskał 69 mln PLN

  • Vue Storefront zamknął właśnie jedną z największych rund A w historii w Polsce pozyskując 69 mln PLN (17,4 mln USD) przy wycenie spółki pre-money na poziomie 250 mln PLN (63 mln USD, post-money 80,4 mln USD).
  • W szybko rosnącą spółkę, rozwijającą rozwiązania open source typu frontend dla e-commerce, zainwestowały znane fundusze – Creandum, Earlybird oraz Paua Ventures (znani ze Spotify, Klarny czy Bolta). W tej rundzie w spółkę uwierzyła też grupa założycieli kilku unicornów z USA i ponownie zainwestował w nią Movens Capital.
  • Finansowanie pozwoli rozwinąć komercyjną dostępność produktu. Obecnie Vue Storefront jest używany przez setki globalnych e-sklepów i podnosi ich sprzedaż, głównie w kanałach mobilnych.
  • Cel na najbliższe kwartały, jaki stawiają Patrick Friday i Bartłomiej Roszkowski, współzałożyciele spółki, jest jasny: Vue Storefront ma być pierwszym wyborem w kwestii frontendu na rynku e-handlu.

Wrocławski Vue Storefront w niecały rok od rundy seed stał się jednym z najcenniejszych polskich startupów i mocnym kandydatem na jednorożca znad Wisły. Jeszcze na początku 2021 r. spółka informowała o zamknięciu rundy seed na poziomie 1,5 mln USD, by po 9 miesiącach pozyskać kolejne 17,4 mln USD przy wycenie 63 mln USD pre-money i 80,4 mln USD post-money. Nowymi inwestorami w spółce zostały marki znane z Europy: fundusz inwestycyjny zarządzany przez Creandum (słynący z inwestycji m.in. w Spotify czy Bolt), fundusze zarządzane przez Earlybird Venture Capital  (N26 , Peak Games) oraz Paua Ventures (Pipedrive, Tylko). To fundusze inwestujące w tzw. „firmy jutra”. W tej rundzie towarzyszą im m.in. Evan You, twórca Vue.js (z którego Vue Storefront korzysta) oraz: Mathias Biilmann Christensen, prezes Netlify, Heini Zachariassen, twórca Vivino i Paul St. John – jeden z liderów Githuba. W tej rundzie ponownie w Vue Storefront zainwestował również warszawski fundusz Movens Capital.

Rynek głosuje na nas swoimi decyzjami biznesowymi, doceniają to najlepsi inwestorzy. Od początku roku zwiększyliśmy sprzedaż produktu enterprise o ponad 300 proc. Ten przychód oparty jest na jednej z kilkudziesięciu integracji, w które celujemy. Dzięki finansowaniu będziemy mogli szybciej zintegrować się z kolejnymi platformami, stając się standardowym frontendem w e-commerce – podkreśla Patrick Friday, prezes i współtwórca Vue Storefront.

– Jesteśmy zdeterminowani, aby rozwijać narzędzie, które będzie współgrało zarówno z biznesem, jak i z deweloperami, ponieważ rozdzielenie tych dwóch światów nie jest opcją na tym omnichannelowym i zorientowanym na klienta rynku. Vue Storefront redukuje czas potrzebny np. na aktualizację zawartości stron czy zmiany interfejsu, a tym samym pozwala firmom jeszcze szybciej reagować na potrzeby klientów. I to jest to nasze „jutro” – dodaje Bartłomiej Roszkowski, COO i współzałożyciel Vue Storefront.

ROZWIĄZANIA VUE STOREFRONT

Vue Storefront – wspierany od początku przez m.in. giełdowy OEX SA oraz akcelerator Catch The Tornado – to platforma pomagająca firmom e-commerce poprawiać wydajność ich witryn na różnych urządzeniach bez narzucania ograniczeń w zakresie ich interfejsów graficznych i funkcjonalności. Modułowa konstrukcja rozwiązania sprawia, że cały system informatyczny, na którym opiera się e-sklep może być komponowany niczym Lego, gdzie poszczególne klocki to usługi skupione na konkretnych funkcjach biznesowych: można je podmieniać, testować i usuwać bez naruszania integralności systemu. Sklepy mogą dzięki temu szybciej reagować na potrzeby klientów, np. zmieniać zawartość strony www, uruchamiać spontaniczne akcje promocyjne, dodawać bramki płatnicze popularne na danym rynku lub wdrażać dowolnie konstruowane mechaniki lojalnościowe. Do dziś Vue Storefront, który wystartował jako projekt R&D typu open source zaledwie 4 lata temu, został wdrożony przez ponad 700 e-sklepów na całym świecie, stając się najszybciej rozwijającym się frontendem e-commerce na GitHubie.

PLANY, KLIENCI I OPINIE INWESTORÓW

Plany Vue Storefront na kolejne kwartały zakładają zwiększenie tempa ekspansji na rynku e-commerce na świecie. Zespół firmy ma powiększyć się ponad dwukrotnie, a do topowych marek, takich jak: Converse, Zenith Watches czy Kubota mają dojść kolejne. Spółka planuje pełną integrację swoich rozwiązań z najważniejszymi platformami e-handlu na rynku (SAP, Salesforce, Magento etc.) oraz ze wszystkimi najważniejszymi usługami firm trzecich, takimi jak: Headless CMSy, systemy płatności, wyszukiwarki czy programy lojalnościowe.

Headless to jeden z największych trendów w e-commerce i podczas gdy wiele rozwiązań koncentruje się na backendzie, możliwości frontendu są wciąż otwarte. Wierzymy, że Vue Storefront może stać się standardem na rynku, już teraz zachwyca, dostarczając najbardziej elastyczną, agnostyczną opcję. Potwierdza to entuzjastyczna reakcja społeczności open source, dostrzegającej koncentrację Vue Storefront na doświadczeniach programistów – zaznacza Peter Specht, partner w Creandum.

Dynamicznie rozwijający się handel elektroniczny i rosnące oczekiwania klientów zmuszają merchantów do ciągłego ulepszania swojego oprogramowania, tak aby oferowało lepsze doświadczenia dla klientów. W połączeniu z rozpowszechnianiem się chmury i podejścia API-first w rozwoju oprogramowania, daje im to możliwość szybkiego przejścia do architektury typu headless. Ten trend jest już widoczny na rynku wraz z falą dobrze finansowanych firm skupiających się na modułach backendowych, szybko zdobywających udział w rynku. Wierzymy, że Vue Storefront jest dobrze przygotowany, aby stać się rynkowym standardem dla frontendów w e-commerce – dodaje Mehmet Atici, partner w Earlybird Venture Capital.

Sytuacja na rynku pierwotnym w segmencie apartamentów luksusowych w Polsce

Apartamenty luksusowe to wciąż mniej niż 1% rynku pierwotnego w Polsce, ale ich popularność wśród nabywców rośnie. Średnia kwartalna sprzedaż w tym segmencie od początku 2020 roku wzrosła dwukrotnie w porównaniu do wyników z lat 2017-2019.

Wprawdzie struktura oferty na polskim rynku mieszkaniowym od kilku lat wyraźnie się zmienia i rośnie podaż lokali o podwyższonym standardzie, to nieruchomości, które faktycznie można zaliczyć do segmentu apartamentów utrzymują swój niewielki, bo 4% udział w ofercie deweloperskiej. Prawdziwie luksusowe apartamenty to wciąż unikat. W skali całego rynku stanowią zaledwie 1%, co w praktyce oznacza, że nabywcy, którzy na rynku pierwotnym chcieliby nabyć nieruchomość klasy premium mieli na koniec czerwca 2021 roku do wyboru niewiele ponad 300 tego typu mieszkań.

Rynek nieruchomości luksusowych w Polsce wciąż stanowi znikomy udział, który wynosi zaledwie 1% całej podaży na rynku pierwotnym. Niska oferta wynika przede wszystkim z bardzo ograniczonej dostępności terenów inwestycyjnych, które można przeznaczyć na tego typu projekty. Nieruchomości luksusowe z definicji stanowią unikatową ofertę, która musi charakteryzować się prestiżową lokalizacją, wyjątkową architekturą oraz najwyższym standardem wykończenia, spełniającym oczekiwania szczególnie wymagających nabywców.
Kluczowym elementem jest również zapewnienie nabywcom dodatkowych udogodnień, które kojarzą się raczej z najwyższej klasy obiektami hotelowymi niż standardowymi projektami mieszkaniowymi. Wśród tego typu „dodatków” znajdują się m.in. usługi concierge, strefa SPA lub basen, przestrzenie do pracy czy spotkań biznesowych. Zarówno zakres jak i jakość tego typu udogodnień niespotykana jest w innych segmentach rynku mieszkaniowego.

Jeszcze do niedawna luksusowe nieruchomości kojarzono jedynie z rynkiem warszawskim. To się jednak zmienia. W ofercie pojawiają się nowe projekty w innych dużych miastach, takich jak Kraków, Gdańsk czy Poznań.

Luksus odporny i ponadczasowy

Ostatnie miesiące pokazały, że rynek nieruchomości luksusowych jest wyjątkowo odporny na zmieniające się warunki otoczenia. Pandemia, która odcisnęła piętno na niemal wszystkich gałęziach rynku nieruchomości, nie miała negatywnego wpływu na ten segment. Wręcz przeciwnie, można było zaobserwować wzmożone zainteresowanie ze strony osób poszukujących wyjątkowych aktywów, co świadczy o większej odporności tego segmentu rynku na kryzysy, ale też zdolności do przechowywania, czy wręcz budowania wartości w czasie.

Wzrost cen mieszkań obserwowaliśmy we wszystkich segmentach rynku mieszkaniowego – Warszawie wyniósł on około 10% w skali roku. Jednak to właśnie w segmencie high-end warszawskiego rynku mieszkaniowego, w okresie ostatnich kilku lat ceny rosły najszybciej. Analiza cen ofertowych lokali w segmencie apartamentów luksusowych w latach 2014-2021 wskazuje na aż 68% wzrost średniej ceny tego typu nieruchomości. Dla całej oferty na rynku pierwotnym wzrost średniej ceny wyniósł w tym samym czasie 52%, a dla segmentu mieszkań popularnych zaledwie 40%, komentuje Urszula Kowalska, Starszy Konsultant w Dziale Mieszkaniowym JLL.

Premium, a wciąż tanio na tle Europy

Pomimo rosnących cen nieruchomości luksusowych, nadal ceny za metr kwadratowy takich lokali są dalekie od europejskich czy światowych rekordów. Za luksusowe apartamenty oferowane w Paryżu czy Berlinie zapłacić trzeba średnio ok. 15 000 EUR/m2, podczas gdy najdroższe obecnie jednostki luksusowe dostępne w Polsce znaleźć można w Warszawie w cenach od 8700 do 11 700 EUR/m2. Zbliżony poziom średnich cen lokali w tym segmencie: w granicach od 7000 do 9000 EUR/m2, odnotowywany jest na rynku nieruchomości w Pradze. Najdroższe oferty na rynkach regionalnych w Polsce nie przekroczyły pułapu 8000 EUR/m2.

Nabywców na apartamenty najwyższej klasy nie brakuje

Biorąc pod uwagę cechy segmentu luksusowego, nie dziwi, że w obecnej sytuacji rośnie zainteresowanie zakupem tego typu nieruchomości, które zapewniają nie tylko utrzymanie realnej wartości kapitału, ale przy dobrym wyborze inwestycji, dają także jedne z najwyższych na rynku nieruchomości stóp zwrotu. Średnia kwartalna sprzedaż od początku 2020 roku wzrosła dwukrotnie w porównaniu do wyników kwartalnych w poprzednich 3 latach, wskazuje Urszula Kowalska, Starszy Konsultant w Dziale Mieszkaniowym JLL.

Z danych JLL wynika, że rekordową sprzedaż od 2016 roku, na poziomie ok. 90 mieszkań, odnotowano w III kwartale 2020 roku oraz w II kwartale 2021 roku. Wzrosty sprzedaży apartamentów z najwyższej półki są istotne, ale nadal nie są to duże liczby, co wynika również z relatywnie niewielkiej oferty w tym segmencie.

Z uwagi na ograniczoną podaż znalezienie wymarzonego apartamentu nie jest proste. Z drugiej strony to też niejako uzasadnia wciąż niewielką ofertę nieruchomości tego typu na rynku. Potrzeba sporo czasu na przygotowanie projektu o niebanalnym charakterze i wyjątkowym standardzie. Kiedy taki pojawia się na rynku, budzi spore zainteresowanie kupujących.

Stać nas na więcej, więc rynek rośnie

Dobra sprzedaż apartamentów luksusowych jest potwierdzeniem rosnącego potencjału tego rynku nie tylko w Warszawie, ale także w innych dużych miastach w Polsce. Zapotrzebowanie na dobra luksusowe rośnie wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa.

Zmianę tę widzimy nie tylko w zwiększonym zainteresowaniu apartamentami premium. Odbicie znajduje to również w coraz większym różnicowaniu się grup popytowych na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Rośnie liczba nabywców poprawiających swój standard zamieszkania, sięgających po nieruchomości większe, lepiej zlokalizowane, o lepszych parametrach jakości wykończenia. Rośnie grupa nabywców, którzy na rynku mieszkaniowym lokują nadwyżki finansowe stawiając na zakup inwestycyjny. Coraz większa liczba osób zamożnych wpływa także na zwiększanie się potencjalnej grupy nabywców mieszkań z najwyższego segmentu jakościowego. Kolejne lata dla rynku nieruchomości luksusowych przyniosą z pewnością dalszy jego rozwój, który odbywać się będzie przy rosnących cenach apartamentów, podsumowuje Urszula Kowalska, ekspertka JLL.

Warszawski rynek biurowy – dane za 3 kw. 2021

Większa aktywność najemców, nowe metry kwadratowe oddawane w różnego typu projektach, hamujący wzrost wskaźnika pustostanów i raz po raz zapełniające się biura. To kluczowe wnioski płynące z analizy minionego kwartału na rynku stołecznych powierzchni biurowych, którą przygotowali eksperci firmy doradczej BNP Paribas Real Estate Poland.

Łączna powierzchnia biur w Warszawie zbliża się do poziomu 6,2 mln m kw. Od lipca do końca września rynek urósł o prawie 68 tys. m kw. z czego ponad połowa znalazła się w kompleksie usługowo-biurowym powstałym na miejscu dawnej fabryki Norblina na warszawskiej Woli. To jedna z najdroższych i najbardziej wyczekiwanych stołecznych inwestycji. Prace przy niej trwały blisko cztery lata. We wrześniu kompleks otrzymał pozwolenie na użytkowanie. W Fabryce Norblina najemcy biurowi będą mieć do dyspozycji 39 tys. m kw. powierzchni o najwyższym standardzie A+, które architekci rozlokowali w dwóch dziewięciopiętrowych budynkach górujących nad miejską rewitalizacją.

Fabryka Norblina to dla Warszawy bardzo istotna inwestycja i to nie tylko z biurowego punktu widzenia. To mądrze pomyślana i spójna rewitalizacja. Kształtuje na nowo miejską tkankę i staje się częścią urbanistycznego krwioobiegu, bo zszywa miasto, nie jest od niego odgrodzona i dostarcza również nowych, atrakcyjnych przestrzeni publicznych. Dzięki Fabryce na Woli pojawią się wysokiej klasy biura – zajmują blisko dwie trzecie powierzchni kompleksu – po sąsiedzku z przestrzeniami oddanymi rozrywce, kulturze, sztuce, handlowi, różnym konceptom gastronomicznym i miejscom spotkań – Ewa Nicewicz, Konsultant w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate

Nowym biurom przy ul. Prostej w trudnym czasie pandemii udało się skusić dużych najemców. W Fabryce Norblina swoją siedzibę będzie mieć Allegro.pl (ponad 16 tyś. m kw.), Globalne Centrum Usług Biznesowych Japan Tobacco International (8,5 tyś. m kw.) czy nowa centrala firmy ISS World Services (ponad 4 tyś. m kw.). Pod koniec kwartału o przeprowadzce do Norblina poinformowała jedna z najpopularniejszych obecnie grup mediowych newonce.media, która na Woli urządzi m.in. nowe studio radiowe czy redakcje portali newonce.net, newonce.radio czy newonce.sport.

W trzecim kwartale biura urosły też w strefie CBD, albowiem w 94-metrowym wieżowcu Widok Towers najemcy będą mieli do dyspozycji blisko 29 tyś. m kw., a 10 z 28 pięter na tyłach Rotundy zajmą urzędnicy stołecznego ratusza.

Większy ruch, więcej elastyczności

Autorzy raportu zwracają uwagę, na rosnącą aktywność ze strony najemców. W analizowanym trzecim kwartale była ona większa o prawie 7 proc. w porównaniu do poprzedniego okresu i ponad jedną trzecią większa (wzrost o 35 proc.) porównując okres od lipca do września w tym i w ubiegłym roku. Przyglądając się rosnącej aktywności najemców warto podkreślić, że ponad 53 proc. podpisanych kontraktów to nowe umowy najmu, a kolejne 42 proc. i ponad 4 proc. to umowy firm decydujących się na przedłużenie obecności w danym budynku i ekspansję na nową powierzchnię.

Ćwiczenie elastyczności trwa w najlepsze. Widzimy, że każdy najemca, i to niezależnie czy mówimy o nowym kontrakcie, przedłużeniu dotychczasowej umowy czy ekspansji, chce być traktowany indywidualnie. Takie podejście pozwala na znacznie lepszy dobór powierzchni i określenie parametrów najmu, a w efekcie na wypracowaniu najlepszych sposobów codziennego wykorzystywania biura – Klaudia Okoń, Konsultant z Business Intelligence Hub w BNP Paribas Real Estate Poland, departamentu odpowiedzialnego za opracowanie raportu.

Aktywność najemców miała przełożenie na wyhamowanie wskaźnika pustostanów. Na koniec analizowanego okresu procent niewynajętej powierzchni oszacowano na 12,5 proc., czyli dokładnie tyle ile w poprzednim kwartale.

Powroty, ale krok po kroku

Trzeci kwartał to dalszy, stopniowy powrót do biur. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland szacują, że na koniec września średni wskaźnik zaludnienia biur wahał się między 40 a 45 proc. W analizowanym okresie nie zaobserwowano zmiany podejścia pracowników, którzy nadal oczekują zachowania elastyczności. Dla pracodawców, funkcjonujących na rynku pracownika, oznacza to konieczność głębszej analizy sytuacji, lepszego przystosowania biur do nowych modeli pracy, wprowadzania bardziej elastycznych godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy, a w pierwszej kolejności rozwijania modelu hybrydowego, łączącego pracę z biura z pracą z domu.

Czynsze jeszcze bez zmian

W trzecim kwartale bazowe czynsze za najlepsze powierzchnie w stolicy utrzymały się na dotychczasowym, stabilnym poziomie, ale podobnie jak w poprzednich kwartałach, wyhamowanie popytu i dostępność wolnej powierzchni powodowały presję na obniżanie stawek czynszów efektywnych przez wynajmujących.

W bliskiej perspektywie pierwszym symptomom ożywienia w warszawskich biurach będą prawdopodobnie towarzyszyć rosnące koszty mediów, analizujemy również ewentualne nowe obciążenia podatkowe ujęte w ramach Polskiego Ładu. Niewątpliwie podwyżki i podatki wpłyną na wysokość kosztów eksploatacyjnych. A dodatkowo, presję na wzrost czynszów bazowych będzie tworzyć sprzyjająca właścicielom luka podażowa, której możemy się spodziewać w 2023 i 2024 roku – Mikołaj Laskowski, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Autorzy raportu sygnalizują, że jednym z kluczowych wyzwań w kontekście biur – i to nie tylko tych warszawskich, ale biur w ogóle – są i będą rosnące koszty aranżacji nowych przestrzeni i rearanżacji już istniejących. Droższe urządzanie miejsc do pracy powodują dziś braki materiałów, rosnące koszty transportu spowodowane poprzerywanymi łańcuchami dostaw i rosnące koszty pracy w branży budowlanej oraz wykończeniowej.

Miała być uchwała, a jest chaos. Część sądów zawiesiła postępowania w procesach frankowiczów

Sądy okręgowe zawieszają postępowania w procesach o kredyty frankowe z powodu oczekiwania na uchwałę Sądu Najwyższego. Nie jest to powszechna praktyka, ale mimo wszystko występują takie przypadki. Prawnicy uważają, że w tym działaniu nie ma żadnej podstawy prawnej. I zwracają uwagę m.in. na dotychczasowe orzecznictwo. Do tego dodają, że odraczanie nie jest korzystne dla frankowiczów, a jedynie dla banków. Oczywiście są sądy, w których w ogóle nie dochodzi do takich sytuacji. Orzekający sędziowie nie widzą podstaw do podejmowania tego typu decyzji i sprawy prowadzone są normalnym tokiem.  

Jak wynika z danych udostępnionych przez sądy okręgowe w całej Polsce, faktycznie dochodzi do zawieszania postępowań w procesach o kredyty frankowe z powodu oczekiwania na uchwałę Sądu Najwyższego w sprawie III CZP 11/21. Spodziewano się, że 2 września br. Izba Cywilna SN wyda orzeczenie merytoryczne ws. pytań Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego odnoszących się do kwestii spornych związanych z kredytami frankowymi. Zamiast zajęcia stanowiska, które jest istotne dla kilkuset tysięcy kredytobiorców oraz banków, zwrócono się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z kolejnymi pytaniami prejudycjalnymi.

– Zawieszanie postępowań w sprawach kredytowych do czasu wydania rozstrzygnięcia przez SN, w mojej ocenie, nie ma żadnej podstawy prawnej. Przede wszystkim odpowiedzi na pytania zadane przez Pierwszą Prezes znajdują się w dotychczasowym orzecznictwie Sądu Najwyższego i TSUE. Ponadto Sąd Najwyższy wskazywał niejednokrotnie, że na sądzie spoczywa obowiązek samodzielnego merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy, a oczekiwanie na uchwałę, choćby dotyczyła tego samego problemu, który wyłonił się w rozpoznawanej sprawie, nie stanowi podstawy do zawieszenia postępowania – komentuje adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal.

Radca prawny Barbara Garlacz również przekonuje, że zawieszanie postępowań nie jest uzasadnione prawnie. Stanowiska SN i tak wkrótce stracą na znaczeniu, gdyż większość tych spraw nie trafi już do Sądu Najwyższego, który będzie odmawiał przyjmowania skarg kasacyjnych. Decydujące znaczenie będzie miało stanowisko sądów II instancji, dlatego te mogą je wyrażać, nie czekając na uchwałę SN. Zdaniem eksperta, zawieszanie tych spraw jest wynikiem tendencji sądów do bezczynności aniżeli ciężkiej pracy.

– Zawieszenie postępowania w sprawach kredytów frankowych należy w chwili obecnej uznać za działanie wbrew zasadzie szybkości postępowania opisanej w art. 6 k.p.c. W ostatnim czasie bardzo często potwierdza to Sąd Apelacyjny w Warszawie, uwzględniając kolejne skargi na przewlekłość postępowania w tego typu sprawach – relacjonuje adwokat Jacek Mikołajonek z Kancelarii MBM Legal.

Ponadto z zebranych danych wynika, że zazwyczaj zawieszane postępowania stanowią znikomą część procesów. Natomiast w Wydziale I Cywilnym SO w Świdnicy znaczna część postępowań w sprawach tzw. kredytów frankowych została zawieszona do czasu wydania uchwały przez Sąd Najwyższy. Takie działania rozpoczęto od czasu złożenia 29 stycznia br. wniosku przez Pierwszego Prezesa SN. Z kolei w Sądzie Okręgowym w Sieradzu, według stanu z połowy września tego roku, było zarejestrowanych i nierozpoznanych 148 spraw przeciwko bankom dot. kredytów udzielonych w CHF. W 31 sprawach wydano postanowienia o zawieszeniu postepowania. W każdym z tych przypadków powołano się na oczekiwanie na rozstrzygnięcie SN.

– Część sędziów zawiesiła postępowania w procesach o kredyty frankowe w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie SN. Na pewne postanowienia w tym przedmiocie złożono zażalenia, które nie zostały jeszcze rozpoznane. Część spraw natomiast toczy się. Wśród sędziów nie ma jednolitego stanowiska w kwestii zawieszania postępowania z ww. powodu – informuje Diana Książek-Pęciak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Jak przyznaje Monika Pawłowska-Radzimierska, rzecznik prasowy ds. cywilnych SO w Łodzi, w pierwszej połowie roku wielu sędziów zawieszało sprawy na podstawie artykułu 177 par. 1 pkt 1 k.p.c. Sąd uwzględniał przy tym fakt, iż była znana data posiedzenia pełnego składu Izby Cywilnej, zatem okres zawieszenia będzie na tyle krótki, że nie spowoduje nadmiernego wydłużenia postępowania. Zdarzały się też przypadki, gdy podstawą zawieszenia był art. 178 k.p.c. I to był zgodny wniosek stron.

– Dla frankowiczów zawieszenie ich spraw do czasu wydania rozstrzygnięcia przez TSUE nie jest rozwiązaniem korzystnym, gdyż odracza w czasie zakończenie postępowania o kolejne lata. Takim scenariuszem zainteresowane są banki i to z ich strony wychodzi inicjatywa zawieszenia spraw do czasu wydania różnego rodzaju orzeczeń przez SN i TSUE – dodaje mec. Mocarska.

Z kolei Agnieszka Leżańska, rzecznik prasowy SO w Piotrkowie Trybunalskim, zaznacza, że sąd może zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku postępowania toczącego się przed Trybunałem Konstytucyjnym albo TSUE. Jednakże ww. sąd z tego uprawnienia nie korzysta. Natomiast Tomasz Skowron, rzecznik prasowy SO w Jeleniej Górze, podkreśla, że wnioski o zawieszenie postępowań są oddalane z uwagi na brak podstaw do takiej decyzji. Sprawy zatem dalej są prowadzone normalnym tokiem, z tym zastrzeżeniem, że w przyszłości sytuacja może ulec zmianie.

– Sędziowie tutejszego sądu nie zawieszają postępowań i nie zamierzają tego robić w procesach o kredyty frankowe. W ocenie orzekających sędziów, wydanie rozstrzygnięcia w sprawach frankowych nie wymaga ich zawieszania w oczekiwaniu na orzeczenie TSUE na pytania prejudycjalne, skierowane przez Sąd Najwyższy. Ponadto terminy tych spraw są obecnie wyznaczane na lipiec, sierpień i wrzesień 2022 roku. W większości z nich do wydania orzeczeń prawdopodobnie dojdzie już i tak po orzeczeniu TSUE – podkreśla Olgierd Dąbrowski-Żegalski, rzecznik prasowy SO w Olsztynie.

Zdaniem Barbary Garlacz, jest to słuszny tok postępowania. Sprawy frankowe są najlepiej rozpoznane merytorycznie w sądach powszechnych, w szczególności w sądach I instancji i coraz lepiej w sądach II instancji. Natomiast po ostatnich rozstrzygnięciach można stwierdzić, że SN dopiero uczy się, na czym polega ochrona konsumenta na gruncie dyrektywy 93/13. W ocenie mec. Mileny Mocarskiej, odpowiedzi TSUE na pytania SN mogą pojawić się za kilkanaście miesięcy. Oczekiwanie przez sądy powszechne na rozstrzygnięcie Trybunału, a następnie Sądu Najwyższego doprowadzi zatem do znacznego wydłużenia postępowań. Ale sąd, który zawiesił postępowanie w oczekiwaniu na opisane wyżej rozstrzygnięcia, może zmienić swoją decyzję w dowolnym momencie.

– Uregulowanie spraw dot. kredytów frankowych na gruncie ustawowym byłoby najlepszym rozwiązaniem. Niemniej jednak wydaje się, że nikt nie ma w tym interesu, aby tak się stało. Dlatego obecna sytuacja istnieje już tak długo i zapewne będzie trwała nadal – podsumowuje adwokat Jacek Mikołajonek z Kancelarii MBM Legal.

5 najlepszych praktyk dotyczących oprogramowania ransomware

Trwający podczas października Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa jest okazją do edukacji przedsiębiorstw w zakresie najskuteczniejszych sposobów ochrony przed atakami typu ransomware. Przy wzroście liczby ataków ransomware o 151% na całym świecie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku firmy – niezależnie od ich wielkości – stają się coraz bardziej świadome zagrożenia. Narodowy Instytut Standaryzacji i Technologii (NIST) opublikował oficjalne najlepsze praktyki dla przedsiębiorstw w zakresie ochrony danych i zapewniania ciągłości działania, które zostały przyjęte i będą wspierane przez Veeam.

„Wojna z ransomware jest realna i każdy musi być przygotowany na atak na swoje dane” — powiedział Rick Vanover, dyrektor ds. strategii produktowej w firmie Veeam. „Dobrą wiadomością jest to, że przygotowując się z wyprzedzeniem, można wdrożyć ramy, które zapewniają niezawodną strategię, gdy operacje zostaną zakłócone. Oprócz posiadania planu cyberbezpieczeństwo polega na tworzeniu kultury, w której wszyscy pracownicy są świadomi swojej roli w ochronie krytycznych danych i systemów poprzez zachowanie nienagannej higieny cyfrowej”.

Oto pięć najlepszych praktyk, z którymi warto się zapoznać oraz wdrożyć w firmowych zasobach IT. Ich wprowadzenie pozwoli znacząco zmniejszyć ryzyko ataku ransomware, a przez zminimalizować ryzyko utraty danych firmy.

  1. Identyfikacja: określ środowiska, których może dotyczyć atak, jakie ryzyko wiąże się z tymi środowiskami oraz jak odnosi się to do celów biznesowych.
  • „Ludzki firewall” – sondowanie: sama technologia nie ochroni żadnej organizacji. Każdy pracownik musi być świadomy zagrożeń bezpieczeństwa i wiedzieć, jak zgłaszać potencjalne incydenty. Oceniaj świadomość cyberbezpieczeństwa swoich pracowników i regularnie sprawdzaj ich czujność poprzez symulacje phishingu.
  • Zaplanuj ciągłość działania: określ procesy, które są kluczowe dla ciągłości działania twojej organizacji, takie jak niezbędne kontakty i działania w przypadku wystąpienia zakłóceń. Plan ten powinien być przechowywany w oddzielnym miejscu, tak aby był niezmienny i dostępny w trybie 24/7/365.
  • Oznacz swoje zasoby cyfrowe: zidentyfikuj i oznacz aktywa, które są najbardziej krytyczne dla twojej organizacji, abyś mógł je skutecznie chronić.
  1. Ochrona: opracuj i wdróż odpowiednie zabezpieczenia w celu zapewnienia świadczenia usług w zakresie infrastruktury krytycznej poprzez poprawę możliwości ograniczenia lub powstrzymania skutków cyberataku.
  • Edukuj swój „ludzki firewall”: szkolenie pracowników w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego jest bardzo skutecznym sposobem na zwiększenie poziomu ochrony. Takie szkolenie musi odbywać się w sposób ciągły, a pracownicy muszą otrzymywać aktualizacje i nowe instrukcje w miarę pojawiania się zagrożeń, niezależnie od ich stanowiska pracy.
  • Zainwestuj w swoją cyfrową higienę: upewnij się, że robisz wszystko, co w twojej mocy, aby utrudnić cyberprzestępcom zainfekowanie twojej organizacji. Obejmuje to tworzenie unikalnych haseł, które są regularnie aktualizowane, stosowanie uwierzytelniania wieloskładnikowego oraz usuwanie nieużywanych urządzeń i aplikacji.
  • Zasada 3-2-1-1-0: przechowuj co najmniej trzy kopie każdych ważnych danych, które posiadasz. Przechowuj kopie zapasowe danych na dwóch różnych typach nośników i replikuj jedną kopię poza siedzibą firmy. Ochronę można również zwiększyć poprzez szyfrowanie oraz korzystanie wyłącznie z infrastruktury, która jest bezpieczna już z założenia.
  1. Wykrywanie: funkcja wykrywania pozwala na ujawnienie zdarzeń związanych z bezpieczeństwem cybernetycznym w odpowiednim czasie i stanowi niezbędny krok w kierunku opracowania solidnej strategii cybernetycznej. Im szybciej zdarzenie zostanie wykryte, tym szybciej będzie można ograniczyć jego negatywne konsekwencje.
  • Skonfiguruj systemy wykrywania: największym ryzykiem jest to, że zagrożenia mogą szybko rozprzestrzeniać się po innych systemach, dlatego uzyskanie widoczności potencjalnej aktywności oprogramowania ransomware jest kluczowe. Skonfiguruj alerty w odpowiednim czasie podczas obrony przed wirusami, szkodliwym oprogramowaniem i oprogramowaniem ransomware.
  • Zainstaluj wirtualne sygnalizatory: w przypadku zaobserwowania jakichkolwiek podejrzanych działań wirtualne sygnalizatory, takie jak nieużywane konto administratora z przypisanymi do niego alertami, natychmiast uruchamiają czerwony alarm.
  1. Reagowanie: funkcja reagowania pomaga użytkownikom opracować techniki ograniczania skutków zdarzeń związanych z bezpieczeństwem cybernetycznym poprzez opracowanie i wdrożenie odpowiednich działań.
  • Stwórz plan reagowania na incydenty: nakreśl procedury wykrywania, komunikowania, kontrolowania i rozwiązywania incydentów bezpieczeństwa, tak aby pracownicy wiedzieli, jak najlepiej reagować na zdarzenia związane z cyberbezpieczeństwem, gdy takie się pojawią.
  • Zachowaj spokój i odpowiedzialność: nigdy nie obwiniaj zespołów IT lub pracowników za naruszenie. Nie pomoże ci to w zareagowaniu na incydent, a wywoła jeszcze większy strach i stres. Zachowaj spokój i zbierz odpowiednich ludzi, aby jak najszybciej uruchomić plan reagowania na incydent.
  1. Odzyskiwanie: nie wszystkim atakom cybernetycznym można zapobiec, dlatego upewnij się, że masz strategię odzyskiwania danych na wypadek sytuacji, w których twoje zabezpieczenia cybernetyczne zostaną naruszone.
  • Opracuj strategię odzyskiwania: ustal priorytety działań, które mogą być wykorzystane do przeprowadzenia procesu odzyskiwania danych. Twórz kopie zapasowe swoich danych i upewnij się, że atakujący nie ma do nich dostępu.
  • Odpowiednio zaprojektuj proces odzyskiwania: systemy kopii zapasowych należy projektować z myślą o wydajności odzyskiwania, a nie tylko koncentrować się na czasie potrzebnym do wykonania kopii zapasowej. Określ, jakie są twoje wymagania w umowach SLA dotyczące odzyskiwania danych w zakresie akceptowalnych dla ciebie wskaźników RPO i RTO.

„Oprogramowanie ransomware ewoluuje. Obecnie jedne jego rodzaje mogą po prostu szyfrować dane i żądać zapłaty, podczas gdy inne będą działać poprzez usuwanie danych lub grożeniem wyciekiem lub sprzedażą danych” — dodał Edwin Weijdema, globalny specjalista ds. technologii w firmie Veeam. „W Veeam wierzymy, że w walce z oprogramowaniem ransomware przywracanie danych jest jedyną opcją. Nie płać okupu i skup się na edukowaniu swoich pracowników, wdrażaniu najlepszych praktyk i strategii odzyskiwania danych oraz neutralizacji zagrożeń”.

ATAL: wydania w III kwartale 2021

ATAL – ogólnopolski deweloper – po 3 kwartałach 2021 wydał łącznie 2390 lokali, co oznacza wzrost o 34% rdr. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (599), Łodzi (426) i Poznaniu (388).

Od lipca do września br. deweloper przekazał 740 mieszkania, czyli o 36% więcej niż przed rokiem, kiedy było to 543 lokale.

Konsekwentnie realizujemy wcześniej przedstawione założenia na ten rok – kontraktacji ok. 4000 lokali oraz wydań na poziomie ok. 3500 lokali. Zgodnie z tegorocznym harmonogramem budów spodziewamy się ukończenia projektów na ponad 3300 lokali, z czego czterech w ostatnim kwartale br. Są to przedsięwzięcia na łączną liczbę ponad 800 mieszkań. Ponadto po pierwszym półroczu 2021 liczba lokali nieprzekazanych na inwestycjach zakończonych wyniosła 636 – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu  ATAL S.A.  

WYDANIA LOKALI ATAL W Q1-Q3 2021 r. (wg. MIAST)
Miasto Liczba przekazanych lokali
Katowice 186
Kraków 318
Łódź 426
Warszawa 599
Wrocław 361
Trójmiasto 112
Poznań 388
Łącznie 2390

ATAL po 3 kwartałach 2021 roku zakontraktował 3232 lokali – co stanowi najlepszy wynik w historii spółki, wzrost rok do roku wyniósł blisko 56%. W pierwszym półroczu 2021 roku deweloper przekazał klientom 1 650 lokali. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (481), Łodzi (282) i Poznaniu (255).

ATAL w pierwszym półroczu 2021 wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie 651,6 mln zł, wobec 455,7 mln zł przed rokiem. Oznacza to wzrost o 43% rdr. W tym okresie sprawozdawczym wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 116,2 mln zł, gdy przed rokiem było to 51,1 mln zł, czyli o 127% więcej rdr. Marża brutto ze sprzedaży w H1 2021 wyniosła 24,3%, a marża netto zaś 17,8%.

ATAL jest spółką dywidendową. W dniu 15 lipca br. spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafiło 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostała część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – zasiliła kapitał zapasowy. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej dywidendy wyniosła 524 mln zł.

W 2016 roku została wypłacona dywidenda w wysokości 0,61 zł na akcję, co łącznie dało kwotę 23,7 mln zł. Dywidenda wyniosła wówczas ok. 48% zysku netto jednostki dominującej z 2015 roku. W 2017 roku ATAL wypłacił akcjonariuszom 1,68 zł na akcję, czyli ok. 65 mln zł – co stanowiło ok. 55% zysku netto jednostki dominującej z 2016 roku. W 2018 roku spółka wypłaciła akcjonariuszom 137 mln zł (3,54 zł na akcję), czyli prawie 84% zysku jednostki dominującej z 2017 roku. W 2019 roku spółka wypłaciła rekordową dywidendę w wysokości ok. 182 mln zł (4,70zł na akcję), co stanowiło 100% zysku jednostki dominującej z 2018 roku. W zeszłym roku jednorazowo zmieniono politykę dywidendy ze względu na sytuację związaną z pandemią koronawirusa.

Od stycznia do czerwca 2021 roku ATAL pozyskał 4 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach, Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 92 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 714 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 129 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad pół miliona mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Kontrowersyjny przetarg na obsługę wniosków wizowych Ukraińców

W sporze uczestniczy pięć firm, które zgłosiły się do przetargu organizowanego przez naszą ambasadę w Kijowie. Jedna z nich wyceniła swoje usługi dotyczące małego ruchu granicznego na zero euro. Co dalej, o tym zdecyduje sąd.

Czy w zamówieniach publicznych wykonawca może wycenić swoje świadczenia na poziomie zerowym i taką wartość podać w ofercie?

Z pewnością tego rodzaju sposób wyceny oferty nie jest praktyką powszechnie spotykaną
w zamówieniach publicznych. Przeciwnie, przypadki, w których wykonawca decyduje się wycenić swoje świadczenia na poziomie zerowym i wpisać w ofercie 0 zł lub 0 euro należą do rzadkości.

Nie chodzi przy tym o sytuacje, gdy przykładowo w zamówieniach na roboty budowlane jedna pozycja z kilkudziesięciu, a niejednokrotnie kilkuset, zostaje wyceniona na poziomie zerowym lub pominięta, Tutaj trudno doszukiwać się problemu i dyskwalifikować ofertę. Nie jest to przede wszystkim przypadek oferowanie ceny zerowej za dany zakres zamówienia.

Inaczej przedstawia się jednak sytuacja, gdy zamawiający w ramach przedmiotu zamówienia wyodrębnia elementy zamówienia, dla których wymaga odrębnej wyceny w formularzu oferty i dany element zamówienia, stanowiący pewną odrębną całość, zostaje wyceniony w ofercie na poziomie zerowym. Takie sytuacje w zamówienia publicznych praktycznie się nie zdarzają.

– Tym bardziej warto zwrócić uwagę na postępowanie prowadzone przez Ambasadę RP w Kijowie na usługi przyjmowania wniosków wizowych oraz wniosków uprawniających do małego ruchu granicznego – mówi w rozmowie z MarketNews24 adw. Grzegorz Matejczuk z kancelarii RKKW-Kwaśnicki, Wróbel&Partnerzy. – Na kanwie tego właśnie postępowania zaistniał bowiem spór, komentowany już w mediach, w zakresie dopuszczalności wyceny oferty na poziomie zerowym.

Warto wskazać kilka istotnych w sprawie faktów. Uwagę przykuwa już wartość tego zamówienia. Zamawiający przewidział na realizację usługi kwotę ponad 73 mln euro. Oferty złożone w postępowaniu lokują się na niższym poziomie niż szacunek Zamawiającego, bo od 20 do 37 mln euro. Jest to jednak nadal kontrakt o pokaźnej wartości.

Co istotne, zamawiający w ramach jednego zamówienia wymaga świadczenia dwóch usług. Pierwszej – dotyczącej wniosków wizowych. Drugiej – dotyczącej wniosków MRG, a więc małego ruchu granicznego. W formularzu oferty zamawiający wprowadził tabelę, w której wymagał podania odrębnie ceny za obsługę wniosków wizowych i odrębnie ceny za obsługę wniosków MRG.

W postępowaniu wpłynęło 5 ofert. Spośród tych pięciu, w jednej ofercie wykonawca wycenił obsługę wniosków MRG na poziomie 0 euro i wykonawca ten został pierwotnie wybrany przez zamawiającego.

Oczywiście sprawa została poddana pod rozstrzygnięcie KIO. Należy odnotować, że Izba nie dopatrzyła się w tym przypadku nieprawidłowości w tak skonstruowanej ofercie.

Na definitywne podsumowanie tego konkretnego przypadku przyjdzie jeszcze poczekać, gdyż w sprawie zapewne wypowie się jeszcze sąd zamówień publicznych. Orzeczenie, jakie zapadnie będzie z pewnością miało istotne znaczenie systemowe, będzie bowiem wyznaczać kierunek orzeczniczy w sprawach, w których wykonawca pewną część przedmiotu zamówienia wycenia na poziomie zerowym.

Analizując to zagadnienie w ujęciu generalnym, abstrahując od tego konkretnego przypadku, bo tutaj dla rozstrzygnięcia sporu kompetentny jest wyłączenie sąd, istnieje szereg argumentów, które mogą wskazywać na niedopuszczalność wyceny oferty na poziomie zerowym. Zagadnienie jest wielowątkowe, gdyż niezgodność oferty można rozważać na kilku płaszczyznach:

  • Niezgodności oferty z ustawą,
  • Niezgodności oferty ze specyfikacją.
  • Rażąco niskiej ceny.
  • Czynie nieuczciwej konkurencji.

Przede wszystkim można mieć wątpliwości czy 0 jest w ogóle ceną w rozumieniu ustawy Pzp. Mówimy przecież o cenie rozumianej jako pewna wartość, i to nie tylko w ujęciu matematycznym, ale jako wartość, którą da się wyrazić w jednostkach pieniężnych i którą kupujący może zapłacić sprzedającemu.

Podanie ceny zerowej w ofercie może być potraktowane jako brak wyceny pewnego zakresu zamówienia, jak również może stanowić naruszenie zasady odpłatności. Złamanie zasady odpłatności może być szczególnie widoczne w sytuacji, gdy cena jednostkowa z oferty jest podstawą do rozliczeń umowy. Zgodnie z taką umową, wykonawca za swoje świadczenia, będzie zawsze otrzymywać wynagrodzenie zerowe, niezależnie od tego, jakie wyjaśnienia złoży Zamawiającemu na etapie przetargu. Wyjaśnienia nie będą przecież wpisane do treści umowy. Tam zostanie wpisana cena zerowa i chociażby na płaszczyźnie samej umowy trudno nie doszukiwać się wątpliwości, co do zachowania zasady odpłatności.

Następnie, oferta z wyceną zerową może pozostawać w sprzeczności ze specyfikacją warunków zamówienia. Specyfikacja służy wszakże określeniu jednakowych dla wszystkich wykonawców warunków skonstruowania oferty. Jeżeli specyfikacja przewiduje, że daną usługę należy wycenić, w dodatku wycenić odrębnie od pozostałego zakresu świadczenia, to jest to wymóg obowiązujący w sposób jednakowy wszystkich wykonawców. Obchodzenie tego wymogu może zostać uznane za niezgodne z wymaganiami specyfikacji.

Oferta z wyceną zerową danego, odrębnego, zakresu zamówienia, musi też budzić wątpliwości w kontekście rażąco niskiej ceny. W tym zakresie wydaje się, że stanowisko orzecznicze, potwierdzone chociażby w sprawie C 367/17, jest utrwalone i potwierdza konieczność zbadania takiej oferty pod kątem rażąco niskiej ceny. A więc wezwania wykonawcy do złożenia wyjaśnień, ale także dowodów, które wykażą, jakie szczególne okoliczności istniejące po stronie wykonawcy dały mu podstawę do wyceny pewnego zakresu zamówienia na poziomie zerowym.

– Wycena zerowa, może zostać potraktowana jako naruszenie dobrych obyczajów kupieckich, co może być przesłanką do przypisania takiemu wykonawcy czynu nieuczciwej konkurencji – komentuje G.Matejczuk, RKKW-Kwaśnicki, Wróbel&Partnerzy. – Jak widać zagadnienie jest dość złożone. Z pewnością wycena na poziomie zerowym nie jest normą w zamówieniach publicznych, stąd każdy taki przypadek wymaga wnikliwej analizy.

Firmy nie są gotowe na wdrożenie dyrektywy UE o ochronie sygnalistów

Jedynie 9% firm deklaruje pełną gotowość na dyrektywę UE o ochronie sygnalistów, choć żadna nie wdrożyła w pełni określonego w niej „standardu minimum”. Jednocześnie aż 89% firm w Polsce wierzy, że dyrektywa sprzyja ich biznesowi. Co trzecia firma (34%) już teraz zakłada, że nie zdąży z przygotowaniami do 17 grudnia 2021 roku – wynika z badania EY Czas na ochronę sygnalistów sprawdzającego gotowość firm do wdrożenia wymogów dyrektywy oraz planowanej ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa.

Największe nadużycia finansowe w firmach wykryte w ostatnich latach były w przeważającej większości ujawnione dzięki sygnalistom, osobom z wewnątrz firm, zgłaszającym nieprawidłowości. Unia Europejska chce ułatwić raportowanie nieprawidłowości i zobligowała państwa członkowskie do wdrożenia dyrektywy o ochronie sygnalistów. Największe polskie firmy – zatrudniające powyżej 250 osób – powinny być gotowe z odpowiednimi procedurami już za dwa miesiące, 17 grudnia 2021 r.

– Jednym z efektów pandemii, która wprowadziła pracę zdalną na masową skalę, jest zwiększenie skali nadużyć w firmach. Najczęściej spotykane malwersacje to wyprowadzanie pieniędzy z firmy poprzez fikcyjne usługi i faktury bez pokrycia czy korupcja wobec dostawców i klientów. Spodziewamy się, że wprowadzenie w życie zapisów unijnej dyrektywy zwiększy skalę raportowania nieprawidłowości przez sygnalistów również w Polsce. Firmy staną przed dość surowymi wymogami, m.in. będą miały trzy miesiące na przekazanie informacji o podjętych działaniach. Jeśli nie będą gotowe na przyjmowanie zgłoszeń i reagowanie na nie, wejście w życie nowych regulacji może spowodować chaos organizacyjny. Sygnaliści będą mieli możliwość zgłaszania nieprawidłowości do stron trzecich, do niezależnego organu lub – w ekstremalnych przypadkach – do mediów. To rodzi ryzyko reputacyjne i prawne dla firm – mówi Mariusz Witalis, Partner kierujący Działem Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY, lider praktyki w Europie Centralnej i Środkowowschodniej.

Daleka droga do pełnej gotowości

Dyrektywa wejdzie w życie na mocy przepisów krajowych. Projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa znalazł się w wykazie prac legislacyjnych, a jego przyjęcie planowane jest na czwarty kwartał 2021 r. EY w ramach badania Czas na ochronę sygnalistów sprawdził czy firmy są przygotowane na zmiany. Z badania wynika, że przygotowania nie są zaawansowane i nawet firmy deklarujące pełną gotowość (9%) będą musiały zmierzyć się z nowymi obowiązkami. Żadne z badanych przedsiębiorstw nie spełnia na ten moment tzw. „standardu minimum” obejmującego m.in. utworzenie poufnych kanałów przyjmowania zgłoszeń, przeszkolenie pracowników czy jasne określenie procedur zgłaszania nieprawidłowości i procesu wyjaśniania naruszeń. 26% podmiotów przyznaje, że nie jest gotowe na te wymogi. Blisko połowa (49%) spółek nie udostępniła dotychczas żadnego kanału zgłoszeń, a zaledwie co dwudziesta (5%) rozpoczęła szkolenie pracowników. Co trzecia firma (34%) już teraz przyznaje, że nie zdąży wdrożyć systemu zgłaszania nadużyć do 17 grudnia br.Firmy nie są gotowe na wdrożenie dyrektywy UE o ochronie sygnalistów

Lista wyzwań jest długa

Uczestnicy badania wskazali wymogi dyrektywy UE o ochronie sygnalistów, które – ich zdaniem – będą najtrudniejsze w praktycznej realizacji. Blisko co druga badana firma (45%) obawia się, że nie dotrzyma terminów wynikających z dyrektywy (w tym między innymi obowiązku wyjaśnienia sprawy w ciągu 3 miesięcy od zgłoszenia), a co trzecia (36%) dostrzega trudności w wykazywaniu należytej staranności w prowadzeniu wewnętrznych postępowań wyjaśniających. Z kolei co piąta (20%) wskazała, że problemem dla niej może się okazać zapewnienie rzeczywistej ochrony osoby zgłaszającej przed działaniami odwetowymi (takimi jak np. zwolnienie z pracy czy obniżenie wynagrodzenia).wymogi dyrektywy UE o ochronie sygnalistów

Ryzyko dla firm może stanowić rozproszony charakter odpowiedzialności za nadzorowanie procesu zgłaszania nadużyć i jego niedoszacowany wymiar prawny. Co drugi zarząd (45%) powierza proces przyjmowania i rozpatrywania zgłoszeń więcej niż jednej jednostce organizacyjnej. Najczęściej angażowane są działy HR (50%) oraz działy compliance (28%). W co piątej spółce (19%) w proces wyjaśniania zgłoszonych spraw włączeni są bezpośrednio członkowie zarządu. Co ciekawe, w wewnętrzne dochodzenia rzadziej włączani są firmowi prawnicy (22%).

– Niezależnie od przypisania odpowiedzialności, zarządzanie ryzykiem w spółce ostatecznie spoczywa na barkach zarządu. Zarówno wdrożenie wymogów dyrektywy jak i prowadzenie postępowań wyjaśniających z zachowaniem należytej staranności wymaga specjalistycznej wiedzy i większego niż deklarowane zaangażowania działów prawnych. Prowadzenie w firmie po raz pierwszy dochodzenia wewnętrznego to chodzenie po polu minowym. Błąd może nas sporo kosztować – mówi Jarosław Grzegorz, Associate Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

Szklanka do połowy pełna

Respondenci dostrzegają szereg korzyści płynących z dyrektywy o ochronie sygnalistów: 89% z nich uważa, że wdrożenie wynikających z niej postanowień sprzyja ich biznesowi. Wśród kluczowych korzyści płynących z wdrożenia wymogów dyrektywy spółki wskazują ograniczenie: ryzyka reputacyjnego (42%), potencjalnych strat finansowych (37%) oraz ryzyka prawnego (36%).korzyści płynących z dyrektywy o ochronie sygnalistów

Jednocześnie firmy wyrażają obawy związane ze zwiększeniem wymogów dotyczących ochrony sygnalistów. Przede wszystkim boją się zbyt dużej liczby zgłoszeń wewnętrznych prowadzących do nieefektywności procesu (39% ankietowanych) oraz zgłoszeń zewnętrznych (35%), które mogą skutkować kontrolą służb lub innych organów publicznych takich jak policja, UOKiK czy PIP.

obawy związane ze zwiększeniem wymogów dotyczących ochrony sygnalistów

O badaniu
Badanie zostało przeprowadzone we wrześniu 2021 r. na próbie 150 spółek o ugruntowanej pozycji rynkowej, zatrudniających ponad 250 pracowników i działających na rynku powyżej 5 lat.

23% badanych to spółki notowane na GPW. 69% badanych to firmy z wyłącznie polskim kapitałem. 37% respondentów to osoby kierujące działem HR, 29% to compliance oficerowie, 16% to osoby kierujące działem audytu wewnętrznego, a 11% kierownicy działów prawnych. Pytaliśmy o stan prac nad wdrożeniem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (Dz. Urz. UE L z 2019 r. nr 305, str. 17).

Czy dawny model pracy z biura powróci do łask?

To bardzo prawdopodobne, że nie będzie już powrotu do modelu pracy, jaki znaliśmy przed początkiem pandemii. Aż 34% pracowników biurowych w Polsce ceni sobie pracę z domu za znaczną oszczędność czasu na dojazdy, ten sam odsetek zatrudnionych (34%) wskazuje, że wykonywanie służbowych obowiązków poza siedzibą firmy przyczyniło się do mniejszego odczuwania stresu w związku z pracą – wynika z badania „Poly Evolution of the Workplace”, przeprowadzonego przez Spark Communications na przełomie sierpnia i września 2021 r. na zlecenie firmy Poly. Co więcej, aż 30% polskich pracowników wskazuje, że jako plus pracy z domu ocenia możliwość zaoszczędzenia pieniędzy w związku z brakiem konieczności dojazdu do siedziby firmy. Jako zaletę pracy hybrydowej 22% polskich respondentów wskazało również większą produktywność podczas wykonywania służbowych obowiązków. Co ciekawe, wzrost wydajności deklaruje aż 24% mężczyzn w porównaniu do 20% ankietowanych kobiet.

Praca poza siedzibą firmy z perspektywy polskich pracowników to także większa możliwość koncentracji na zadaniach i cisza, której często brakuje w zatłoczonym biurze. Okazuje się, że to właśnie odpowiednie warunki pracy w tym zachowanie ciszy jest kluczowe z perspektywy pracowników – znacząca część respondentów wskazała, że to właśnie brak hałasu jest główną zaletą wykonywania służbowych obowiązków poza biurem. Respondenci zapytani czego najbardziej obawiają się w związku z powrotem do biura, wskazują wspomniane już wcześniej dojazdy do pracy (45%), głośne rozmowy przez telefon lub spotkania współpracowników, które mogą wpłynąć na efektywność ich pracy (38%) oraz ludzi zaglądających przez ramię na to, co robią (38%).

Mówiąc o momencie wzrostu popularności pracy zdalnej – która wyniknęła z konieczności zapewnienia odpowiednich warunków bezpieczeństwa zdrowia pracowników, zmuszając znaczną część społeczeństwa do wykonywania służbowych obowiązków z domu praktycznie z dnia na dzień – nie możemy zapomnieć o wpływie technologii na ten proces. To przejście (a właściwie „przeskok”) nie byłoby możliwe bez dedykowanych urządzeń oraz programów, umożliwiających płynne funkcjonowanie biznesu i wydajną pracę. W związku z tym, nieodłącznym wyposażeniem zatrudnionych stały się laptopy, kamery, słuchawki oraz zestawy głośnomówiące.

Oczywiście, są też tacy, którzy z niecierpliwością wyczekują powrotu do biura. Aż 20% respondentów z Polski wskazało na trudności we współpracy jako jedną z głównych wad pracy między domem a biurem. Pomimo znacznego upływu czasu oraz zapewnień firm o odpowiednim przygotowaniu pracowników, z naszych badań wynika, że nadal aż ⅕ (20%) polskich respondentów nie posiada odpowiednich urządzeń do komfortowej pracy zdalnej. Wyniki badania obrazują, że jedną z wad wykonywania służbowych obowiązków z domu, wskazywaną przez 24% badanych jest konieczność nauczania domowego lub zorganizowania opieki nad dziećmi w czasie pracy. Z naszego raportu wynika również, że polscy pracownicy zmagają się ze zjawiskiem zbliżonym do „fomo”, aż 11% respondentów przyznaje, że odczuło poczucie winy z powodu odejścia od komputera. Dodatkowo 30% badanych wskazało niepokojące przeczucie, że oczekuje się od nich pracy poza ustalonymi godzinami.

Jednak patrząc w przyszłość z optymizmem, pokładamy wielkie nadzieje w bliskim końcu pandemii, a co za tym idzie powrotem do „normalności” – ciężko jednak określić jak będzie ona finalnie wyglądać. Dla wielu z tym założeniem ściśle związana jest praca w poprzednim modelu – czyli wykonywanie służbowych obowiązków wyłącznie z biura. Warto zastanowić się, czy aby na pewno konieczny jest powrót do tego, co było wcześniej, skoro model zdalny i hybrydowy przyniósł szereg korzyści biznesom. Po ponad roku doświadczeń, wdrożeń i wprowadzenia innowacyjnych rozwiązań jesteśmy już w znacznym stopniu wyposażeni w potrzebne rozwiązania. Aż 26% respondentów deklaruje, że praca hybrydowa zapewnia im lepszy work-life balance, a 28% z nich może poświęcić więcej czasu dla rodziny dzięki temu modelowi współpracy. W związku z tym nie można się dziwić, że większość pracowników przyzwyczaiła się do obecnego stanu rzeczy, wobec tego nie każdy z nas wyczekuje powrotu do siedziby firmy – a  wręcz przeciwnie – preferuje dom, jako przestrzeń do pracy.

Jakub Abramczyk, Sales Director Eastern Europe w Poly

Chmura Krajowa laureatem Google Cloud Customer Award za projekt e-Rejestracji dla CeZ

Chmura Krajowa została laureatem globalnego konkursu Google Cloud Customer Award w kategorii opieka zdrowotna i nauki przyrodnicze za system e-Rejestracji na szczepienia przeciw COVID-19 opracowany dla Centrum e-Zdrowia.

Jury konkursu doceniło inżynierów Chmury Krajowej za innowacyjne podejście, techniczną doskonałość i umiejętne wykorzystanie zasobów Google Cloud do realizacji złożonego i wymagającego projektu jakim było stworzenie od podstaw kompletnego systemu e-Rejestracji na szczepienia przeciwko COVID-19 w ścisłej współpracy z Centrum e-Zdrowia.

System e-Rejestracji składa się z trzech aplikacji, które umożliwiają zarówno samodzielne zapisanie się pacjenta na szczepienie przez Internetowe Konto Pacjenta (pacjent.gov.pl) oraz aplikację mobilną mojeIKP, obsługę zgłoszeń telefonicznych przez pracowników infolinii Narodowego Programu Szczepień, jak i zarządzanie kalendarzem wizyt szczepiennych, ich umawianie i realizację bezpośrednio przez pracowników punktów szczepień. Pozwala wszystkim uprawnionym do szczepień wybrać m.in. termin i lokalizację wizyty (z wykorzystaniem usługi geolokalizacji) oraz producenta szczepionki. Wszystkie trzy aplikacje są połączone centralną bazą danych. System funkcjonuje od połowy stycznia 2021 roku i jest konsekwentnie rozwijany o kolejne funkcje wraz z ewolucją polskiego Narodowego Programu Szczepień w tym wytycznych Rady Medycznej przy Premierze.

Projekt został zrealizowany w wyjątkowo krótkim czasie, kilku tygodni, co było kluczowe w sytuacji pandemii. Dostępna w chmurze publicznej nieograniczona moc obliczeniowa pozwoliła na obsługę skalowalnego, elastycznego i w pełni wydajnego systemu, który jest dostępny 24/7 i umożliwił dotąd umówienie ponad 32 mln wizyt na szczepienia. W dniach szczytowej popularności systemu zarejestrowano z jego pomocą 880 tys. wizyt na dobę i 122 tys. w ciągu zaledwie jednej godziny, a użytkownicy dokonali 350 000 wyszukiwań wolnych terminów w ciągu godziny i 950 wyszukiwań na sekundę. Rozwiązanie zostało zintegrowane z wieloma istniejącymi publicznymi systemami informatycznymi (m.in. z Systemem
e-Zdrowie (P1) i Systemem Dystrybucji Szczepionek (SDS)) oraz zaprojektowane w taki sposób, aby umożliwić jego łatwą integrację z innymi systemami ochrony zdrowia w przyszłości.

Dzięki zastosowaniu architektury cloud native i narzędzi automatyzujących zarządzanie platformą aplikacyjną, system e-Rejestracji automatycznie skalował się do zmiennego zapotrzebowania na moc obliczeniową, które w szczycie wymagało obsługi ponad kilku tysięcy transakcji na sekundę. Jednocześnie czas poświęcany na zadania administracyjne został skrócony do minimum, a zespół mógł skoncentrować się na najbardziej efektywnym wykorzystaniu zasobów platformy. System e-Rejestracji od początku tworzony był w architekturze umożliwiającej ciągłe dostarczanie nowych funkcji, bez przerw w dostępności aplikacji dla użytkowników. Praktycznie każdego dnia zespół uruchamiał kolejne moduły lub modyfikacje dostosowując platformę do nowych wymagań lub uzupełniając o elementy istotne dla komfortu i efektywności użytkowania. Bez zastosowania właściwych rozwiązań dostępnych w chmurze byłoby to dużo trudniejsze, szczególnie w sytuacji, w której na opracowanie i uruchomienie systemu mieliśmy tylko kilka tygodni – powiedział Michał Potoczek, prezes Chmury Krajowej.

FPP: nowa akcyza – małe zyski, duże szkody

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym – określający zmiany poziomu akcyzy m.in. na wyroby tytoniowe na okres 6 kolejnych lat, aż do 2027 roku. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) uważa za konieczne zmodyfikowanie założeń projektowanej nowelizacji ustawy akcyzowej. Wzrost stawki kwotowej zarówno na zwykłe papierosy, jak i tytoń podgrzewania powinien być równy i wynosić 10%. Podwyżki należy wprowadzić dla wszystkich wyrobów tytoniowych w tym samym czasie, tj. od 1 stycznia 2022 r. Gwarantuje to, że wprowadzone zmiany rzeczywiście zgodnie z zamysłem Ministerstwa Finansów będą miały charakter indeksacji akcyzy, a nie szkodliwej z punktu widzenia polityki zdrowotnej ingerencji w rynek.

Największym mankamentem przedstawionego projektu jest nierówne traktowanie różnych grup wyrobów tytoniowych – już od 1 stycznia 2022 r. akcyza kwotowa na tytoń do podgrzewania ma wzrosnąć aż o 100%, podczas gdy akcyza kwotowa na zwykłe papierosy będzie rosnąć o 10% i to dopiero od 2023 r. Natomiast cygara i płyny do papierosów elektronicznych zostały zwolnione z podwyżek akcyzy. Saszetki z nikotyną natomiast w ogóle nie zostały akcyzą objęte.

Tymczasem dzięki propozycji FPP budżet państwa już w 2022 r. zyskałby 3,1 mld zł, czyli o 1,1 mld zł więcej niż przy obecnym kształcie projektowanej nowelizacji. Rezygnację z ok. 135 mln zł potencjalnych wpływów z drastycznego wzrostu akcyzy na wyroby nowatorskie wielokrotnie rekompensuje bowiem ok. 1,25 mld zł dodatkowych wpływów wynikających z podwyższenia stawki kwotowej na wyroby tradycyjne już od 2022 r. Takie rozwiązanie zapewniłoby finansom publicznym stabilne finansowanie potrzeb budżetowych związanych z usuwaniem skutków pandemii, jednocześnie przynosząc pozytywne efekty zdrowotne. Skutkiem tych korzyści zdrowotnych dla społeczeństwa byłoby również zmniejszenie obciążenia publicznego systemu ochrony zdrowia związanego z leczeniem chorób spowodowanych przez palenie papierosów.

„Trudno zrozumieć motywy stojące za tak zróżnicowanym traktowaniem różnych grup produktowych przez projektodawcę, który koncentruje planowane podwyżki na tylko jednej z nich. Dziwi to tym bardziej, iż coraz liczniejsze badania naukowe wskazują na obniżoną szkodliwość korzystania tytoniu do podgrzewania w porównaniu do palenia tradycyjnych papierosów – co potwierdzają decyzje i oświadczenia instytucji publicznych m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Holandii, Japonii, czy Nowej Zelandii. Również badania polskich naukowców z Polskiej Akademii Nauk wykazały, że traktowanie ludzkich komórek nabłonka oskrzeli cząstkami z dymu papierosowego powoduje dużo silniejsze zmiany związane z uszkodzeniem komórek niż traktowanie ich tym samym stężeniem aerozolu z podgrzewacza tytoniu. Podatek akcyzowy spełnia dwie role. Dostarcza dochodów do budżetu państwa, ale też, co nie mniej ważne, stanowi bardzo istotny element polityki zdrowotnej państwa. Oceniając projektowaną ustawę pod kątem zdrowia publicznego, w swoim obecnym kształcie de facto zniechęca ona palaczy do poszukiwania mniej szkodliwych alternatyw do papierosów, a tym samym skazuje ich na dalsze palenie najbardziej szkodliwego typu wyrobów tytoniowych, jakim są papierosy. W konsekwencji prowadzi to do absurdalnej sytuacji – użytkownicy tytoniu do podgrzewania będą płacili wyższą akcyzę po to, by finansować leczenie osób, które polityka akcyzowa państwa przekonywała do dalszego palenia zwykłych papierosów” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.

Całkowicie ignorujący ten aspekt zdrowotny zwolennicy drakońskiej podwyżki akcyzy na tytoń do podgrzewania obiecują Ministerstwu Finansów, że dzięki temu budżet państwa zyska nawet 1,5 mld zł rocznie. Tymczasem w ocenie skutków regulacji do najnowszego projektu Ministerstwo Finansów przyznało, że całkowite wpływy z akcyzy na płyny do e-papierosów i tytoń do podgrzewania wyniosły łącznie… 100 mln zł w skali 6 miesięcy 2021 r. Przyjmując nawet bardzo optymistyczne założenia można szacować, że podwojenie stawki kwotowej akcyzy na tytoń do podgrzewania przyniesie budżetowi ok. 150 mln zł w skali roku. Oznacza to, że polityka radykalnego wzrostu akcyzy na tytoń do podgrzewania nie tylko niekorzystnie wpłynie na realizację celów zdrowotnych państwa, ale również nie podreperuje istotnie stanu budżetu państwa. Dodatkowych wpływów należy zatem szukać w innych miejscach.

W co przekształcić spółkę akcyjną? Co wybrać Sp. z o.o. czy PSA?

Coraz więcej podmiotów istniejących dotąd jako spółki akcyjne rozważa możliwość przekształcenia się. Powodów takiej decyzji może być wiele. Wśród nich znajdują się m.in. wysokie koszty i duży stopień sformalizowania prowadzenia bieżącej działalności. Niebagatelny wpływ mają także zmienione w 2020 roku zasady obrotu akcjami oraz wprowadzony w związku z dematerializacją akcji obowiązek jawności rejestru dla spółki oraz jej akcjonariuszy, które to mają daleko idące konsekwencje, nie tylko finansowe.

Nowa sytuacja sprawiła, że dla wielu podmiotów spółka akcyjna przestała być optymalną formą prowadzenia biznesu i szukają najlepszej opcji przekształcenia się. Naturalnym wyborem, który nie powoduje drastycznych zmian w codziennym funkcjonowaniu, pozwala na uproszczenia i oszczędności dla spółki oraz jej wspólników, wydaje się być spółka
z ograniczoną odpowiedzialnością (sp. z o.o.). Jednak, odkąd w lipcu 2021 pojawił się nowy typ spółki kapitałowej, jaką jest prosta spółka akcyjna (PSA), cechująca się prostotą
i elastycznością, nie wymagająca jednocześnie wysokich nakładów pieniężnych przy tworzeniu, bieżącej działalności i rozwiązaniu, stała się konkurencyjną alternatywą dla
sp. z o.o.

Szukając najlepszej formy przekształcenia działalności biznesowej, która pozwoli realizować cele biznesowe, optymalizować koszty, a także ograniczyć formalności, warto przyjrzeć się podobieństwom, ale przede wszystkim kluczowym różnicom pomiędzy przekształceniem spółki akcyjnej w prostą spółką akcyjną, czy to w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Co łączy PSA z sp. z o.o.?

Forma założenia spółki

Wiele regulacji dotyczących przekształcenia spółki akcyjnej w prostą spółkę akcyjną lub spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością jest zasadniczo podobnych. Należy do nich m.in. forma założenia spółki, którą w obu przypadkach jest akt notarialny. Spółka przekształcona nie może powstać przez zawiązanie przy wykorzystaniu wzorca umowy. W przypadku, gdy zmiana brzmienia firmy nie dotyczy tylko oznaczenia formy prawnej, w obu przypadkach spółka przekształcona ma obowiązek podawania w nawiasie dawnej nazwy firmy obok nowej, z dodaniem wyrazu „dawniej”, przez co najmniej rok od dnia przekształcenia.

Zgromadzenie wspólników

Kwestie dotyczące zgromadzenia wspólników także są podobne. Może ono podejmować uchwały pisemnie poprzez głosowanie obiegowe lub przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Akcjonariusze w PSA i wspólnicy w sp. z o.o. mogą głosować na zgromadzeniu lub przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, jeżeli tego rodzaju uchwały zostały wskazane w statucie PSA i umowie sp. z o.o., lub gdy wszyscy akcjonariusze wyrazili zgodę w tej formie na głosowanie. Akcjonariusze mogą głosować także na piśmie, jeżeli wszyscy wyrazili zgodę na taką formę głosowania.

Podatek dochodowy i pożyczki udzielane spółce przez wspólnika

Obie spółki są podatnikami podatku dochodowego od osób prawnych w wysokości 19% (przy spełnieniu niektórych warunków 9%), a w przypadku wypłaty zysków udziałowcom w formie dywidendy, jest opodatkowany podatkiem 19%. Zwolnienie z podatku dochodowego od dywidend następuje, jeżeli wspólnie spełnione zostaną takie warunki, jak:

– uprawnioną do wypłaty dywidendy jest spółka mająca siedzibę lub zarząd w Polsce

– uprawnioną do dywidendy jest spółka podlegająca opodatkowaniu od wszystkich swoich dochodów w Polsce lub w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej, w innym kraju należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo w Szwajcarii. Spółka uprawniona do dywidendy musi posiadać bezpośrednio co najmniej 10% udziałów w kapitale spółki uprawnionej do wypłaty dywidendy, nie korzysta ze zwolnienia z podatku dochodowego od całości swoich dochodów oraz posiada udziały w spółce wypłacającej dywidendę w sposób ciągły przez okres dwóch lat.

Jeśli chodzi o pożyczki udzielane spółce przez wspólnika, w obu przypadkach nie są opodatkowane podatkiem od czynności cywilnoprawnych (PCC).

Jakie są zatem kluczowe różnice pomiędzy przekształceniem spółki akcyjnej w PSA a sp. z o.o.?

Wkłady na pokrycie kapitału

Znaczącą różnicą jest wartość i przedmiot wkładu na pokrycie kapitału spółki. W przypadku spółki z o.o. wkład musi mieć zdolność bilansową, żeby wykazać jego wartość w pieniądzu. Wymóg ten wiąże się z posiadaniem przez spółkę z o.o. kapitału zakładowego w wysokości nie mniejszej niż 5.000 zł. W przypadku PSA, nieposiadającej kapitału zakładowego, zastępuje go kapitał akcyjny o wartości minimalnej 1 zł. Kapitał akcyjny nie jest zatem wyodrębnianą kwotą majątku spółki, gwarantującą określony poziom ochrony interesów potencjalnych wierzycieli i ma zmienny charakter, a co za tym idzie, jego modyfikacje nie wymagają rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. Wkładami na kapitał akcyjny nie muszą być, jak w przypadku sp. z o.o., pieniądze lub aktywa wycenialne. Może to być każdy wkład mający wartość majątkową, w tym także świadczenie usług lub pracy przez akcjonariuszy. Wnoszenie wkładów jest w praktyce znacznie bardziej odformalizowane
i elastyczne w prostej spółce akcyjnej, niż w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością.

Reprezentacja spółki

Funkcjonowaniem PSA, w miejsce zarządu, jak to ma miejsce w sp. z o.o., zawiadywać może rada dyrektorów. Jest to całkowicie nowy organ, nieznany dotychczas w polskim prawie, składający się z dyrektorów zarządzających i nadzorujących. W efekcie, funkcje zarządcze i nadzorcze zostają skupione w jednym organie.

Koszty bieżącej działalności spółki

Jednym z kluczowych aspektów, którym zainteresowane są wszystkie podmioty, są koszty bieżącej działalności spółki, i w tym zakresie również są różnice. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością nie generuje stałych kosztów jej prowadzenia. Wydatkiem, na ponoszenie którego zwykle decydują się przedsiębiorcy, jest zlecenie obsługi księgowej spółki. W przypadku PSA koszty zbliżone są do tych, z którymi związane jest funkcjonowanie sp. z o.o. Prosta spółka akcyjna jest jednak zobowiązana do posiadania rejestru akcjonariuszy, co wiąże się z dodatkowymi kosztami, w przypadku jedno lub dwuosobowej spółki wynoszącymi około 2000 zł.

Anonimowość akcjonariuszy

Kolejną znaczącą różnicą jest kwestia anonimowości akcjonariuszy – w prostej spółce akcyjnej nie są oni wymienieni w odpisie Krajowego Rejestru Sądowego, w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością dotyczy to jedynie wspólników posiadających mniej niż 10% akcji. Niemniej jednak dane wszystkich akcjonariuszy w przypadku obu spółek można ustalić przeglądając ich akta rejestrowe.

Kapitał własny oraz swoboda korzystania z zysków spółki

Kolejną różnicą, którą warto zaznaczyć, jest fakt, iż PSA daje możliwość elastyczniejszego dysponowania kapitałem własnym. W przeciwieństwie do spółki z o.o., jej kapitał akcyjny nie jest stały. Zarówno w przypadku sp. z o.o., jak i PSA, swoboda korzystania z zysków spółki jest nieznacznie ograniczona. W przypadku tej drugiej, spółka jest obowiązana zapewnić kapitał zakładowy na pokrycie przyszłych strat spółki w wysokości 8% rocznego zysku, dopóki kapitał zakładowy nie osiągnie co najmniej 5% łącznych zobowiązań spółki, wynikających z ostatniego rocznego sprawozdania finansowego.

Likwidacja spółki

W przypadku likwidacji spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, jedyną możliwą opcją jest pełna procedura likwidacyjna, obejmująca w szczególności otwarcie likwidacji spółki, podjęcie stosownych uchwał przez wspólników, powołanie likwidatorów, zgłoszenie likwidacji do sądu rejestrowego, wezwanie wierzycieli spółki, podjęcie niezbędnych czynności likwidacyjnych zmierzających do zakończenia przedsięwzięć spółki i dokonania niezbędnych rozliczeń w tym zakresie, a także zgłoszenie zakończenia postępowania likwidacyjnego.

W przypadku prostej spółki akcyjnej oprócz odpowiednika pełnej procedury likwidacyjnej znanej ze spółki z o.o., istnieje także druga uproszczona forma likwidacji, bez zbycia majątku spółki i spłaty zobowiązań, które może przejąć jeden z akcjonariuszy. W konsekwencji drugie z rozwiązań jest wyjściem znacząco tańszym choćby dlatego, że większość działań, które muszą zostać podjęte celem przejęcia całego majątku spółki przez akcjonariusza przejmującego, pozostaje w gestii spółki i nie generuje żadnych dodatkowych kosztów. 

Co więc wybrać?

Niestety nie ma jednej dobrej odpowiedzi i wybór docelowej spółki, w formie której warto prowadzić działalność gospodarczą zależy od szeregu aspektów. Warto je przeanalizować wspólnie z zawodowym pełnomocnikiem specjalizującym się prawie korporacyjnym oraz
w prawie podatkowy. Adwokat lub radca prawny poza posiadaniem „głowy w przepisach prawnych” może doradzić wybór poszczególnych postanowień umownych, w taki sposób, aby umożliwić dokapitalizowanie spółki, uchronić przed niebezpieczeństwem konfliktów pomiędzy wspólnikami, zapewnić skuteczną sukcesję praw udziałowych, a przede wszystkim sprawić, aby wybór właściwej spółki ułatwiał prowadzenie biznesu.

Autorami artykułu są:

Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci
i Radcowie Prawni SP.P.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Marcin Sadowski, prawnik, junior associate KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci
i Radcowie Prawni SP.P.)

Sektor handlowy wciąż przyciąga deweloperów – podsumowanie III kw. 2021 r. na rynku nieruchomości handlowych

W 2021 r. odnotowano wzmożoną działalność deweloperską w sektorze handlowym – z danych Colliers wynika, że na koniec III kwartału w budowie znajdowało się prawie 400 000 mkw., co przełoży się na znaczący wzrost rocznej podaży z 265 000 mkw. w 2020 roku do 350-400 000 mkw. w roku 2021.

– W III kw. 2021 r. do użytku oddano 59 700 mkw. Tym samym całkowite zasoby powierzchni handlowej w Polsce przekroczyły 12,2 mln mkw. Zdecydowaną większość inwestycji z ostatnich miesięcy oraz tych w budowie stanowią małe parki i centra handlowe w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Inwestorzy zauważyli, że w czasie pandemii to właśnie tego typu obiekty radzą sobie najlepiej i jest na nie największe zapotrzebowanie. Istotną rolę odgrywa również fakt, że małe i średnie miasta charakteryzują się niskim nasyceniem powierzchnią handlową oraz większą dostępnością gruntów, często w atrakcyjniejszych cenach. Branża handlowa bierze pod uwagę możliwość kolejnego, piątego już lockdownu i wybiera jak najbezpieczniejsze rozwiązania, żeby ewentualne ograniczenia wywarły na nią jak najmniejszy wpływ – mówi Katarzyna Michnikowska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Liczba centrów handlowych w Polsce wzrosła o 24 obiekty w porównaniu z III kwartałem 2020 r. i wynosi obecnie 556. Poziom nasycenia sięga 320 mkw./1 000 mieszkańców.

Nowe miejsce na mapie Warszawy

W Warszawie do najważniejszych wydarzeń na rynku handlowym zalicza się oddanie do użytku Fabryki Norblina. Obiekt typu „mixed-use”, zbudowany na Woli, na bazie dwuhektarowych zabudowań pofabrycznych, docelowo oferować będzie 40 000 mkw. powierzchni biurowej i 26 000 mkw. powierzchni usługowo-handlowej, w tym sklepy, restauracje, kawiarnie, foodhall, ekologiczny bazar, butikowe kino i muzeum upamiętniające historię warszawskiego przemysłu.

Spektakularne transakcje

III kwartał upłynął pod znakiem istotnych transakcji. Griffin RE sfinalizował sprzedaż 6 parków handlowych, wynajętych sieci hipermarketów Auchan. Obiekty o całkowitej powierzchni 107 600 mkw. zlokalizowane w Szczecinie, Rybniku, Słupsku, Gdańsku, Nowym Sączu i Lublinie za łączną kwotę 87 mln EUR nabył amerykański fundusz LCN.

Na zakupy wybrała się również sieć centrów medycznych Medicover, która została większościowym właścicielem sieci klubów fitness Just GYM. We wrześniu sportowe portfolio Medicover powiększyło się o 22 nowoczesne kluby zlokalizowane w największych miastach Polski. W tym samym miesiącu Medicover dokonał akwizycji 11 obiektów z sieci FITARENA i Quanfit.

Rozwój sklepów typu „dark store”

Dynamiczny rozwój odnotowuje nowy na polskim rynku koncept sklepów typu „dark store”, który zyskuje na popularności w dobie silnego wzrostu znaczenia e-commerce. Obiekty te są odpowiedzią, przede wszystkim sieci handlowych, na zmieniające się trendy zakupowe – przybliżyć towar do klienta i przyspieszyć kompletacje zamówień. Na sklepy typu „dark store” decydują się sieci takie, jak Carrefour, Lisek, JOKR, Glovo, Swyft, a także Bolt, Wolt oraz Gorillas czy Żabka. Pierwsze obiekty w tym formacie uruchamiane są już w największych polskich aglomeracjach.

– Za rozwojem e-commerce idą zmiany w potrzebach klientów. Sklepy typu „dark store” przynoszą nowe możliwości m.in. usprawniają proces zakupowy, przyspieszają czas dostawy, a właścicielom pozwalają na bardziej efektywne wykorzystanie przestrzeni. W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się, że format ten nie tylko przyjmie się na polskim rynku, ale będzie zyskiwał na popularności – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Ukraińcy otrzymali najwięcej zezwoleń na pobyt w całej UE – w tym 81% zostało wydanych przez Polskę głównie z powodu pracy

Piąty rok z rzędu Ukraińcy otrzymali największą liczbę zezwoleń na pobyt w Unii Europejskiej. W 2020 r. obywatelom Ukrainy wydano 601 200 pierwszych zezwoleń na pobyt, co czyni z nich najliczniejszą grupę obywatelstwa wśród wszystkich odbiorców. Zatrudnienie było głównym powodem uzyskania ukraińskich zezwoleń (86% wszystkich pierwszych zezwoleń na pobyt). Polska znalazła się na szczycie listy krajów europejskich, w których Ukraińcom wydano najwięcej certyfikatów, głównie ze względu na pracę – 81% (488 900 zezwoleń), wynika z najnowszych badań Eurostatu.

Na drugim miejscu pod względem liczby otrzymanych zezwoleń na pobyt w UE – obywatele Maroka (123 400 zezwoleń, z czego 56% wydano w Hiszpanii), na trzecim – obywatele Indii (79 270, z czego 14% wydano w Niemcy). Obywatele tych krajów stanowili ponad jedną trzecią (36%) wszystkich pierwszych zezwoleń na pobyt wydanych w 2020 roku.

Łącznie w 2020 r. wydano około 2,2 mln zezwoleń na pobyt obywatelom krajów spoza UE. Ich liczba zmniejszyła się o 24% (czyli 706 000) w porównaniu do 2019 roku. To jest pierwszy spadek obserwowany w trendzie wzrostowym z lat 2013-2020. Był on spowodowany głównie pandemią COVID-19 i związanymi z nią ograniczeniami podróżniczymi i administracyjnymi nałożonymi przez władze państw.

” Polska jest jedynym krajem UE, który w czasie pandemii dał możliwość przyjeżdżania i podejmowania legalnej pracy cudzoziemcom  oraz  kontynuowania pobytu. W ten sposób obywatele Ukrainy wypełniają niedobory kadrowe w polskich przedsiębiorstwach, z których wiele zwiększyło produkcję. Polski rząd wprowadził takie rozwiązania dzięki, którym migranci  mogą kontynuować pobyt i zatrudnienie”. – powiedziała Karolina Szleszyńska, wiceprezes Gremi Personal.

Jak podaje Centrum Analityczne Gremi Personal, 86 proc. zezwoleń na pobyt dla cudzoziemców w Polsce za 2020 rok otrzymali obywatele Ukrainy. Większość wydanych kart pobytu dotyczyła pracy dla cudzoziemców.

Karnety i inne subskrypcje w czasie lockdownu: jakie prawa przysługują poszkodowanym konsumentom?

Zamknięte siłownie, aquaparki, kina czy teatry – obostrzenia wynikające z kolejnych lockdownów sprawiły, że wiele osób nie mogło normalnie realizować posiadanych karnetów i innych subskrypcji usług. Na szczęście obowiązujące regulacje chronią w takich sytuacjach prawa konsumentów. Kiedy i jak można ich dochodzić?

Pandemia COVID-19 wywróciła do góry nogami wiele dziedzin życia. Hasło „lockdown” stało się synonimem paraliżu zwykłej codzienności, a w sferze regulacji prawnych dotyczących zupełnie nowej sytuacji, ustawodawca często nie nadążał za zmieniającą się szybko rzeczywistością. Na szczęście w obszarze ochrony konsumentów okazuje się, że zabezpieczenie ich praw nie wymaga żadnego specjalnego ustawodawstwa, bo obowiązujące przepisy obejmują najczęściej spotykane w czasie pandemii problemy.

Zwrot pobranych pieniędzy

Jeśli od konsumenta pobrana została opłata za karnet lub inną subskrypcję, a usługa nie mogła być zrealizowana ze względu na czasowe zamknięcie działalności, to przedsiębiorca powinien zwrócić te opłaty. Stanowi o tym art. 495 § 2 Kodeksu Cywilnego.

Konsument ma 6 lat na dochodzenie swojego roszczenia. W pierwszej kolejności powinien wystosować wezwanie do zwrotu pobranej opłaty. Wezwanie można przygotować samodzielnie na podstawie dostępnych w internecie wzorów. Trzeba przy tym pamiętać, że w żądaniu należy określić datę nienależnego pobrania opłaty oraz sposób, w jaki ma być dokonany zwrot, na przykład przelewem na wskazane konto. Powinno się też oczywiście jasno i precyzyjnie wskazać powód żądania. Z kolei dla ewentualnych celów dowodowych, wezwanie warto złożyć osobiście u przedsiębiorcy – zachowując drugi egzemplarz pisma z potwierdzeniem jego otrzymania – albo wysłać listem poleconym, najlepiej z potwierdzeniem odbioru. Oczywiście można też przekazać wezwanie mailowo, jeśli przedsiębiorca prowadzi taką formę kontaktu, jednak może się to okazać ryzykowne, gdy mail nie dotrze do drugiej strony. Co istotne, nie należy niepotrzebnie zwlekać z działaniem. Samo wezwanie przedsiębiorcy nie przerywa biegu przedawnienia roszczenia – dzieje się tak dopiero z chwilą złożenia do sądu pozwu lub wniosku o zawezwanie do próby ugodowej. – wyjaśnia Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”.

Wydłużenie umowy i „zamrożenie” karnetów

W związku z lockdownami konsumenci spotykają się także z innymi problematycznymi praktykami przedsiębiorców. Niektórzy z nich nie pobierali opłat za okres, kiedy obiekty były zamknięte, ale jednocześnie informowali konsumentów, że umowa zostaje automatycznie o ten okres wydłużona. – Takie działanie przedsiębiorcy jest niedozwolone, ponieważ wydłużenie umowy może nastąpić tylko za wyraźną zgodą konsumenta. Jeśli ten jej nie wyraził, to przedsiębiorca nie może jednostronnie zmienić umowy, więc umowa ta powinna skończyć się z dniem w niej wskazanym – podkreśla Małgorzata Miś.

Podobnie rzecz ma się w przypadku praktykowanego przez niektórych usługodawców „zamrażania” karnetów i innych subskrypcji. Przedsiębiorcy informowali konsumentów, że w okresie przymusowego zamknięcia ich obiektów usługobiorcy nie mogą wypowiedzieć umowy. – To również niedozwolone działanie, bo konsument może wypowiedzieć umowę o świadczenie usług w dowolnym momencie, oczywiście zgodnie z postanowieniami tejże umowy, dotyczącymi zwłaszcza okresu wypowiedzenia. Generalnie należy pamiętać, że konsument ma swobodę decyzji i przedsiębiorca nie może mu tu nic narzucać – wyjaśnia Małgorzata Miś.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na to, że chcąc zmodyfikować wzajemne zobowiązania z konsumentami, przedsiębiorcy mogą czasem powoływać się na klauzulę rebus sic stantibus z art. 357 KC. Umożliwia ona sądową zmianę pierwotnego zobowiązania wynikającego z umowy, w przypadku nadzwyczajnej zmiany stosunków społecznych. Jednak w związku z tym, że wkroczenie na drogę sądową generuje dodatkowe koszty i zabiera czas, w większości przypadków strony poszukują kompromisu już na wcześniejszym etapie sprawy – tak, aby wzajemnie zminimalizować straty, jakie na lockdownach ponoszą wszyscy – czy to finansowo, czy zdrowotnie bądź społecznie.

Generalnie więc prawo chroni konsumentów w sytuacjach, gdy nie mogą realizować usług opartych o posiadane przez nich subskrypcje. Warto o tym pamiętać – zarówno w kontekście wydarzeń z minionych lockdownów, jak i w przypadku tych, które być może są jeszcze przed nami.

Komentarz prawny: influencerzy vs UOKiK

W ślad za zapowiedzią opublikowaną pod koniec września, UOKiK rozpoczął już pierwsze działania w zakresie weryfikacji prawidłowości zasad i warunków współpracy pomiędzy influencami, agencjami reklamowymi i reklamodawcami. Rynek obawia się, że podejmowane przez urząd działania będą miały na celu przykładowe ukaranie jednych z wiodących graczy, tak by stali się oni przestrogą dla pozostałych influencerów. Pamiętajmy jednak, że na obecnym etapie, wszelkie takie osądy są jedynie wróżeniem z fusów. Istnieje możliwość, iż UOKiK dąży przede wszystkim do tego, aby zdobyć bardziej szczegółowe informacje na temat zasad, na jakich opiera się współpraca marketingowa w świecie social mediów, co pozwoli mu ostatecznie na stworzenie jednolitego standardu. Nie zmienia to jednak faktu, że działania urzędu mogą zakończyć się ukaraniem przedsiębiorców, w szczególności tych, którzy w sposób bezsporny naruszają postanowienia dotyczące zakazu kryptoreklamy. Dlatego też, obserwując dalsze działania UOKiK, pamiętajmy o tym, aby zadbać o stosowne postanowienia w umowach pomiędzy agencją reklamową lub reklamodawcą a influencerem, jak i o to, by realizacja działań reklamowych była zgodna z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.

Mikołaj Chałas, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy

Fiskus stwierdził, że firma zaniżyła stawki VAT, choć ta stosowała wytyczne, jakie sam dał jej franczyzodawcy

Po przeprowadzonej kontroli naczelnik urzędu celno-skarbowego stwierdził, że firma zaniżyła stosowane w swej działalności stawki opodatkowania i określił jej zobowiązanie w VAT. Firma będąca franczyzobiorcą tłumaczyła, że stosowała stawki VAT, jakie sam organ podatkowy określił w wydanej jej franczyzodawcy interpretacji indywidualnej. Skarbówka, jak to ma w zwyczaju, zasłoniła się tym, że interpretacje podatkowe nie stanowią w Polsce źródeł prawa powszechnie obowiązującego, a skoro ta została wydana innemu podatnikowi, to nie ma odniesienia w tej sprawie. W obronie firmy stanął sąd.

Przyjęcie stawek VAT ustalonych przez organ dla franczyzodawcy

W latach 2015 i 2016 podatniczka prowadziła restauracje szybkiej obsługi w galeriach handlowych i w innych punktach sprzedaży w oparciu o umowę franczyzy z firmą B. W ramach działalności oferowała klientom napoje oraz żywność, zarówno w stanie przetworzonym, jak i nieprzetworzonym, nadające się do spożycia na ciepło. Transakcje wewnątrz lokali oraz w systemie drive in i walk through (na wynos) traktowała jako dostawę towarów, a przy stoiskach kawiarnianych – jako świadczenie usług. Jak wyjaśniała przedsiębiorczyni, reguły stosowania stawek VAT w swojej działalności przyjęła w oparciu i zgodnie z interpretacjami podatkowymi wydanymi dla swojego franczyzodawcy.

Nie 5%, a 8% VAT

Naczelnik urzędu celno-skarbowego uznał, że przedsiębiorczyni oferuje produkty przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji, a zatem jako usługi związane z wyżywieniem powinny one podlegać 8% stawce VAT, a nie 5%, jak tego chciała przedsiębiorczyni. Taką wykładnię organ oparł o obowiązujące w okresie prowadzenia przez firmę działalności Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 23 grudnia 2013 r. w sprawie towarów i usług, dla których obniża się stawkę podatku od towarów i usług oraz warunków stosowania stawek obniżonych.

Dla organu najważniejszy był symbol PKWiU

W opinii naczelnika UCS dla ustalenia właściwej stawki opodatkowania należy przeprowadzić prawidłową kwalifikację do PKWiU (Polska Klasyfikacja Wyrobów i Usług). Kwalifikację tę przeprowadza sam podatnik, a jeśli nastręcza mu ona trudności, to powinien wystąpić o pomoc do organów statystycznych. Natomiast w tej sprawie przedsiębiorczyni powołuje się na interpretacje wydane dla jej franczyzodawcy, a więc innego przedsiębiorcy, który we wniosku o wydanie interpretacji określił prowadzoną przez siebie działalność jako sprzedaż gotowych posiłków i dań skalsyfikowanych w PKWiU pod nr 10.85.1.

W interpretacjach indywidualnych stawka opodatkowania ustalana jest w oparciu o symbol PKWiU podawany przez wnoszącego o jej wydanie, stanowiący element stanu faktycznego, zdarzenia przyszłego, niepodlegającego weryfikacji w postępowaniu interpretacyjnym. Oferowany przez przedsiębiorczynię wyrób (usługa) powinien zaliczać się do jednego rodzaju działalności gospodarczej. Z kolei sprzedawane przez firmę posiłki przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji nie mogą korzystać z 5% stawki VAT, ponieważ nie podlegają kwalifikacji do PKWiU 10.85.1.

W opinii urzędników firma prowadzi restaurację, bez względu na to, czy sprzedaje na miejscu, czy na wynos

W odpowiedzi na wniesione przez przedsiębiorczynię odwołanie dyrektor izby administracji skarbowej utrzymał w mocy decyzję naczelnika UCS. Podkreślił bowiem, że niezależnie od tego, czy klienci firmy konsumują przygotowane przez firmę posiłki w lokalu, czy biorą je na wynos, są to posiłki gotowe do spożycia, więc działalność ma charakter usługowy, podlegający opodatkowaniu stawką 8%. Na potwierdzenie swojej decyzji organ przytoczył m.in. argument, że na stronie franczyzowego biznesu informuje się klientów, że chodzi o działalność restauracyjną. Zgodnie z komunikatem GUS w sprawie udzielania informacji dotyczącej standardów klasyfikacyjnych usługi polegające na przygotowaniu i sprzedaży gotowych posiłków i dań przeznaczonych do bezpośredniej konsumpcji na miejscu lub na wynos w obiektach gastronomicznych tego typu, m.in. w systemie „driver in” i „walk through” lub w specjalnych strefach sprzedaży w galeriach handlowych „food court”, mieszczą się w grupowaniu: PKWiU 56.10.1., dla której, jako działalności usługowej, przewidziana jest 8% stawka VAT.

Organ II instancji obalił też argument firmy, że jej działalność nie zawiera w sobie elementu usługowego, przyznając, iż co prawda nie funkcjonują w niej kelnerzy, ale ich rolę spełniają pracownicy lokalu przyjmujący zamówienia i udzielający odpowiedzi na ewentualne pytania klientów. Gdy klienci spożywają posiłki na miejscu, mogą wówczas korzystać ze stolików, krzeseł, toalet, oświetlenia, a o czystość dbają pracownicy firmy.

Decyduje przeważający element transakcji

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu, który przywołał wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (sygn. akt C-703/19), stwierdzający, że pojęcie „usług restauracyjnych i cateringowych” obejmuje dostarczanie żywności wraz z odpowiednimi usługami wspomagającymi, mającymi na celu umożliwienie natychmiastowego spożycia tej żywności przez klienta końcowego. Natomiast jeśli klient ten podejmie decyzję o nieskorzystaniu z zasobów materialnych i ludzkich udostępnionych mu w związku z konsumpcją dostarczonej żywności, to z dostawą tej żywności nie wiąże się żadna usługa wspomagająca.

Z orzecznictwa unijnego Trybunału wynika również, że usługę stanowi gotowanie lub podgrzanie posiłków w ramach sprzedaży gotowej żywności. Jednakże, jeśli czynności te są pobieżne i znormalizowane, zwykle nie uruchamiane na życzenie konkretnego klienta, a podejmowane w sposób regularny i stały, w zależności od popytu w sposób ogólny, to nie stanowią one przeważającego elementu transakcji, stąd nie dają bezwzględnych podstaw do uznania jej za usługę.

To klient decyduje, czy chce skorzystać z usługi, czy tylko z samego towaru

Ostatecznie, zgodnie z rozporządzeniem wykonawczym Rady UE nr 282/2011 z 15 marca 2011 r., ustanawiającym środki wykonawcze do unijnej dyrektywy VAT, przez pryzmat którego Trybunał Sprawiedliwości przeanalizował charakter usług restauracyjnych i cateringowych, TSUE uznał, że w zakresie usług złożonych przeważający element transakcji należy ustalać w oparciu o punkt widzenia konsumenta. Jeśli bowiem nie zdecyduje się on na skorzystanie z zasobów materialnych i ludzkich udostępnionych mu przez przedsiębiorcę, oznacza to, że nie mają one dla tego konsumenta decydującego znaczenia. Wówczas należy przyjąć, że dostarczaniu przez przedsiębiorcę żywności i napojów nie towarzyszy żadna usługa wspomagająca, a transakcję zakwalifikować jako dostawę towarów. Chcąc stosować różne stawki VAT dla dokonywanych dostaw i świadczonych usług albo tylko dla ich części, przedsiębiorca zobowiązany jest prowadzić odpowiednią ewidencję, przede wszystkim posiadać kopie wszystkich wystawionych przez siebie faktur uzasadniających zastosowanie tych stawek.

Mając na uwadze ww. orzecznictwo TSUE, poznański sąd uchylił decyzje organów obu instancji, stwierdzając, że urzędnicy błędnie ocenili działalność przedsiębiorcy, z którą wiążą się w różnym, istotnym lub mniej ważnym zakresie usługi wspomagające, iż ta istotność lub nieistotność nie ma znaczenia dla procedury przyjęcia właściwej stawki opodatkowania. Sąd uznał także, że organy dopuściły się błędnej kwalifikacji dokonywanych przez firmę transakcji wskutek błędnej wykładni przepisów ustawy o VAT oraz przepisów rozporządzenia Ministra Finansów. Wykładnię tę należy przeprowadzać przez pryzmat przepisów unijnych, a i urzędnicy powinni mieć na uwadze sugestywną moc wydawanych przez siebie interpretacji:

W pierwszej kolejności konieczne jest zidentyfikowanie czynności podlegających opodatkowaniu, następnie zaś ustalenie podstawy opodatkowania i wreszcie zastosowanie właściwej stawki podatkowej, aby obliczyć wysokość podatku. Organ przyjął jednak niewłaściwe kryterium dla identyfikacji tych czynności. Dlatego zasadny jest pogląd o konieczności uwzględniania „kontekstu unijnego” przy dokonywaniu wykładni przepisów regulujących podatek od towarów i usług. Nie sposób również odmówić racji stanowisku, co do funkcji interpretacji indywidualnej przepisów prawa podatkowego…” (wyrok WSA w Poznaniu z 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Po 292/19).

Jak przedsiębiorcy mają ufać urzędnikom?

Niewątpliwie jest to korzystne dla firmy rozstrzygnięcie wydane w duchu zasad przedsiębiorczości i szerszego pojmowania transakcji dokonywanych w obrocie gospodarczym. Jak widać, organy podatkowe ślepo spoglądają w stronę przepisów, które mogą interpretować z korzyścią dla fiskusa. https://kancelaria-skarbiec.pl/doradztwo-podatkowe/spory-z-fiskusem/reprezentacja-przed-sadami-administracyjnymi.htmlCzy należy się więc dziwić, że coraz bardziej świadomi takich działań przedsiębiorcy podejmują się obrony swoich interesów w sądzie?

W tej kwestii dość sugestywnie wypowiedział się poznański sąd: „… z punktu widzenia podatnika bez wątpienia nie jest komfortową sytuacja, w której różne organy (podatkowe, interpretacyjne) wydają w stosunku do różnych podatników w analogicznych stanach faktycznych różne rozstrzygnięcia. Bezsprzecznie nie służy to wzmacnianiu zaufania do prawa i autorytetu organów podatkowych” (sygn. akt I SA/Po 292/19).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybory w Niemczech – jakie perspektywy dla Polski?

Wrześniowe wybory nie odpowiedziały w pełni na pytanie, jak będzie wyglądać koalicja rządząca Niemcami. W wyborach do Bundestagu SPD zdobyła 25,7 procent poparcia. Unia CDU/CSU spadła do historycznie najniższego poziomu 24,1 procent. Na trzecim miejscu uplasowali się Zieloni z 14,8 proc., a za nimi FDP z 11,5 proc. AfD uzyskała 10,3 proc. głosów. Niepewna sytuacja polityczna w Niemczech jest tylko jednym z wielu problemów, które obecnie dotykają Europę. Dodatkowo sprawy nie ułatwia konflikt o rosyjsko-niemiecki gazociąg Nord Stream 2 – który w tym wszystkim jawi się jako zagrożenie nie tylko dla bezpieczeństwa energetycznego, ale i bezpieczeństwa narodowego szeregu państw w Europie. Mimo, że sprawa ukończenia Nord Stream 2 wydaje się dla wielu obserwatorów przesądzona, sprzeciw polityczny wobec projektu – nawet po jego uruchomieniu – powinien być utrzymany. Racja jest w tym przypadku ewidentnie po stronie krajów takich, jak Polska – które mają prawo oczekiwać solidarności swoich sojuszników z UE i NATO.

– Rzeczywiście mamy nową sytuację po wyborach w Niemczech. Jeszcze nie wiadomo, jak ta wielokolorowa koalicja będzie odnosiła się do różnych spraw szczegółowych. Bo co do zasady Niemcy są w takiej neutralnej rywalizacji i próbie narzucania pewnej polityki czy społecznych zachowań. I prawdopodobnie się to nie zmieni – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Ważne jest to, żebyśmy w kwestiach kluczowych dla naszej gospodarki mieli partnera. Dotychczas nie okazała się nim Angela Merkel, jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa energetycznego. I to jest ciekawe, ponieważ porozumienia koalicyjne w Niemczech zawsze negocjuje się trochę dłużej. One są taką dużą książką różnych decyzji w różnych kwestiach, dosyć szczegółowo opisanych. Tutaj wchodzi pewien spór między Zielonymi a SPD – który sprawia, że nie wiadomo, w którym kierunku pójdzie niemiecka polityka. Spór dotyczy rurociągu Nord Stream 2, który nie jest jeszcze formalnie oddany do użytku. Czy po wyborach Zielonym uda się zablokować tę inwestycję – czy też SPD, które jest przyjazne Federacji Rosyjskiej i Gazpromowi, otworzy go jak najszybciej? O podobnych kwestiach można by mówić godzinami i myślę, że warto, żebyśmy monitorowali co się dzieje u naszych niemieckich przyjaciół. Nasze gospodarki są bardzo mocno połączone i te relacje biznesowe nie zostaną zmienione tylko dlatego, że zmieni się kanclerz Niemiec – analizuje Roszkowski.

Rynek biurowy w regionach w III kw. 2021

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za trzeci kwartał 2021 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.</p

Na koniec III kwartału 2021 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 5 955 000 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 604 500 m kw.), Wrocław (1 242 600 m kw.) oraz Trójmiasto (923 500 m kw.).

W okresie od lipca do września 2021 roku do użytkowania oddano 4 inwestycje o łącznej powierzchni biurowej wynoszącej 19 300 m kw. Największymi inwestycjami ukończonymi w tym okresie były: Kolońska Park (7 900 m kw., Dzida-Jazgar) w Katowicach oraz druga faza projektu Ocean Office Park A (5 200 m kw., Cavatina) w Krakowie. Od początku 2021 roku na rynek dostarczono łącznie 15 budynków o powierzchni biurowej prawie 146 000 m kw.

Na koniec III kwartału 2021 roku współczynnik pustostanów oszacowany dla ośmiu głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 13,5%, co daje łącznie 805 700 m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz (poziom wyższy zarówno od tego w poprzednim kwartale – o 0,1 p.p., jak i od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 1,6 p.p.). Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (16,8%), zaś najniższy w Szczecinie – 5,8%.

W trzecim kwartale 2021 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe na ośmiu rynkach regionalnych osiągnął 113 100 m kw. Łącznie od początku roku popyt na biura poza Warszawą wyniósł 379 500 m kw. Najwyższy udział w strukturze popytu w III kw. 2021 r. przypadł na nowe umowy – 66%, udział renegocjacji wyniósł 26%, a ekspansje obejmowały zaledwie 8% wszystkich transakcji. Ponad połowa powierzchni biurowej wynajętej w miastach regionalnych w III kwartale znajdowała się w dwóch największych ośrodkach biurowych – w Krakowie i Wrocławiu.

Największymi transakcjami zawartymi od lipca do września 2021 roku były: renegocjacja umowy przez poufnego najemcę z sektora bankowego w budynku Olivia Star w Gdańsku na 5 400 m kw., oraz dwie umowy przednajmu w Krakowie zawarte przez Pepsico w budynku Brain Park A na 5 300 m kw., a także przez poufnego najemcę z branży produkcyjnej w budynku MK29 na 5 100 m kw.

Polska spada z inflacyjnego podium UE

Publikacje inflacji za wrzesień spowodowały, że już trzy państwa mają większy problem ze stabilnością cen niż Polska. Sam fakt jednak, że ktoś inny ma gorzej, nie świadczy o tym, że należy udawać, iż sami problemu nie mamy.

Polska spada z podium

Dane o inflacji za wrzesień pokazują, że Polska nie ma już najwyższej inflacji w Unii Europejskiej. Co więcej, wyprzedziły nas już trzy państwa. Estonia pokazuje 6,6% inflacji, Litwa 6,3%, a Rumunia 6,3%. Cała ta historia ma teoretycznie proste rozwiązanie, skoro ceny rosną, to trzeba podnieść stopy procentowe. Dwa z tych państw są jednak w strefie euro, to się po prostu nie odbędzie. W rezultacie kraje te mogą szybko nadrobić dystans do zachodu, szkoda, że na razie na poziomie cen.

Ropa wciąż rośnie

Ceny ropy naftowej ustanowiły wczoraj kolejne maksima na rynku. Londyńska ropa przebiła poziom 84 dolarów za baryłkę, amerykańska z kolei przez moment sięgnęła 82 dolarów. Głównym powodem są ciągle rosnące prognozy konsumpcji ropy naftowej na rynkach i jej możliwy niedobór w związku z niedoinwestowaniem infrastruktury wydobywczej. Wsparciem dla wzrostów jest wzrost alternatyw dla ropy w niektórych zastosowaniach. Mowa tutaj np. o wzroście cen węgla, czy gazu, jako alternatywnych paliw dla elektrowni. Dzieje się to pomimo otwierania dodatkowych odwiertów, niemal gdzie tylko się da w ramach ograniczeń OPEC.

Słabsze dane ze Słowacji

Produkcja przemysłowa u naszych południowych sąsiadów wyraźnie spowalnia. Wzrost rok do roku wynosi zaledwie 0,8%, to aż o 4% mniej, niż oczekiwali analitycy. Są to dane w ujęciu rocznym, ale trzeba pamiętać, że dane z sierpnia zeszłego roku wcale nie były dobre, notowane były wtedy spadki. Oznacza to, że produkcja przemysłowa jest realnie na poziomach sprzed dwóch lat. Spowalniająca gospodarka wraz z rosnącymi cenami nie jest dobrą perspektywą dla naszych południowych sąsiadów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych wydarzeń.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Startuje sezon publikacji wyników – ważniejszy niż zwykle

Przed nami najważniejszy od lat sezon publikacji wyników spółek giełdowych. Za sprawą dużej nerwowości na rynku, wyniki spółek pozostają bardzo ważne dla ogólnego sentymentu. Po poprzednim rekordowym kwartale, teraz oczekiwania są bardziej stonowane, choć nadal optymistyczne.

W środę rozpoczyna się sezon publikacji wyników spółek za trzeci kwartał w USA i na świecie. Moment jest szczególny ze względu na duży poziom nerwowości na rynku. Inwestorzy są znacznie bardziej wyczuleni na napływ nowych informacji, co czyni ten sezon szczególnie ważnym. W porównaniu do poprzedniego kwartału obawy dotyczące wzrostu wyników jako pochodnej ogólnego wzrostu są większe i oczekiwania dotyczące wyników niższe.

W poprzednim kwartale (wyniki za drugi kwartał 2021) mieliśmy do czynienia z rekordowymi wynikami. Swoje przewidywania dotyczące wyników pobiło 431 z 500 spółek z indeksu S&P500. Marże firm osiągnęły też rekordowy poziom – 13 proc., a łącząc to z odradzającą się po pandemii produkcją i sprzedażą, dało najlepsze wyniki finansowe firm od lat. Oczekiwania analityków zostały znacznie pobite, choć te były kilkakrotnie rewidowane w górę przed i w okresie publikacji wyników.

Teraz także spodziewamy się bardzo dobrego kwartału, choć prognozy pozostają ostrożne. Obecnie konsensus mówi o wzroście zysków o 29 proc. w stosunku do trzeciego kwartału 2020 roku. Najwyższych przyrostów zysku spodziewamy się w branżach: energetycznej, wydobywczej i przemysłowej. Najmniejszych w branży dóbr konsumpcyjnych, utility (dostawa energii i innych dóbr publicznych) oraz branży finansowej. W Europie wzrost zysków może być jeszcze wyższy i jednocześnie bardziej związany ze wzrostem PKB po pandemii. Przewidywania dotyczące wyników mają duży margines możliwego ruchu w górę, co może pomóc rynkom odbudować się w tym nerwowym okresie. Tym bardziej, że od początku września wyceny wielu spółek spadły.

Sezon wynikowy w USA tradycyjnie rozpoczyna bank JP Morgan już jutro. Pierwsze wyniki firm z warszawskiej giełdy poznamy 19 października. W środę poznamy także notatki z wrześniowego posiedzenia FOMC, być może przyniosą one więcej informacji w kontekście możliwego ograniczenia programu skupu aktywów w USA, a być może także ewentualnych podwyżek stóp. Poznamy też dane o inflacji w USA za wrzesień – która prawdopodobnie utrzyma się na poziomie 5,3 proc. Dla porównania inflacja w Polsce w tym samym okresie wyniosła 5,8 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce