Renesans transakcyjny na rynku gruntów inwestycyjnych w Polsce

Pierwsza połowa 2021 r. pokazała, że rynek gruntów inwestycyjnych nie odczuwa wyraźnych skutków pandemii. Od ponad 20 lat nie obserwowaliśmy tak wzmożonej liczby transakcji, jaka ma miejsce od początku tego roku. W najlepszych latach, czyli w 2017-2019, roczny wolumen obrotu gruntami w Polsce nie przekroczył 5 mld zł. W 2021 r. wynik ten udało się uzyskać w ciągu niecałych trzech kwartałów.

Mocne odbicie

W pierwszym półroczu 2020 r. rynek transakcyjny prawie zamarł. Była to tymczasowa stagnacja związana z wybuchem pandemii. Jednak wybudzenie nastąpiło dość szybko – od września zeszłego roku wróciły wirtualne spotkania, wizytacje i pierwsze transakcje. Od 2005 r. ceny gruntów wzrosły o blisko 70% – w czasie trwania pandemii można było spodziewać się, że znacznie spadną, jednak nic takiego nie miało miejsca i sytuacja na rynku okazała się być stabilna.

2021 r. zaskakuje dużą aktywnością inwestorów na rynkach regionalnych. Ogromny deficyt gruntów przygotowanych pod tereny inwestycyjne m.in. w Krakowie, Wrocławiu czy Trójmieście sprawia, że na rynkach nie doszło do spowolnienia. W ostatnich trzech kwartałach inwestorzy wzięli pod lupę miasta regionalne, które dotychczas nie charakteryzowały się zbyt dużą aktywnością transakcyjną. Rozważane są również mniejsze rynki inwestycyjne takie jak: Łódź, Poznań, Bydgoszcz czy Rzeszów. W zwiększeniu podaży terenów inwestycyjnych nie pomaga wdrożona w 2016 r. ustawa o zakazie obrotu gruntami rolnymi. Na obrzeżach miast takich jak Katowice czy Warszawa znaleźć można ogromne połacie gruntów, które uznawane są za rolne i zgodnie z tą ustawą nie mogą zostać sprzedane.

Pierwsze półrocze upłynęło pod znakiem ogromnego, gotówkowego zaangażowania inwestorów w grunty, co jest pewną nowością. Konkurencja jest tak duża, że nikogo już nie dziwi zakup gruntu za ponad 150, 200, czy nawet 300 mln zł. Przykłady tego typu inwestycji stanowią ostatnia transakcja w Poznaniu – nabycie gruntu przez krakowskiego dewelopera za ponad 200 mln zł lub zakup ziemi za 300 mln zł w Warszawie, które można określić jako swego rodzaju fenomen. W marcu 2021 r. odnotowana została również największa postpandemiczna transakcja – sprzedaż intratnej działki we Wrocławiu, która zyskała status największej transakcji w obrocie gruntem biurowym w mieście od momentu wybuchu pandemii.

Boom na grunty pod mieszkania

Obecnie większość inwestycji jest realizowana przez deweloperów pod projekty mieszkaniowe, które w I połowie 2021 r. odpowiadały za 70% wolumenu transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych. Każda działka, która pozwala na realizację projektu mieszkaniowego wielorodzinnego sprzedaje się niemal natychmiast. Inwestorzy skrócili terminy transakcyjne w zasadzie do minimum – nabywają tereny nawet bez dogłębnej analizy w obawie, aby nikt  nie ubiegł ich w wyścigu o grunty.

Istotną kwestią jest zmniejszająca się drastycznie liczba wydawanych decyzji o pozwolenie na budowę. W samej Warszawie, gdzie jeszcze 2-3 lata temu wydawano pozwolenia na realizację od 20 do 25 tys. mieszkań rok do roku, w 2020 r. wydano je dla 12-14 tys. mieszkań – to spadek o blisko 50%. Z drugiej strony aktywność deweloperska wzrosła dwukrotnie – inwestorzy notują bardzo dobre wyniki związane ze sprzedażą mieszkań. Już od dłuższego czasu zwracamy uwagę na to, że w Warszawie, ale również w miastach regionalnych, co drugie mieszkanie jest nabywane w celach inwestycyjnych – na najem. To pokazuje, że rynek chciałby konsumować znacznie więcej niż może dziś wyprodukować. Dochodzi wręcz do sytuacji, w których grunty pod projekty mieszkaniowe sprzedawane są w cenie powyżej 3 tys. zł do metra PUM-u (powierzchnia użytkowa mieszkania) i to w takich lokalizacjach, w których jeszcze 2 lata temu cena ta była dwukrotnie niższa.

E-commerce nakręca aktywność branży logistycznej

Widoczny jest również znaczny wzrost aktywności deweloperów logistycznych (20% wolumenu), którzy coraz śmielej „wchodzą” do dużych obszarów miejskich. Wcześniej ich aktywność nie była zbyt duża ze względu na wysokie ceny gruntów. Warto zauważyć, że sektor logistyczny odchodzi od formuły dużych parków logistycznych na rzecz szybkich, lekkich, niedużych magazynów, które śmiało konkurują z rynkiem komercyjnym na obrzeżach dużych miast.

Wejście inwestorów logistycznych w projekty spekulacyjne i nowa formuła zostały wymuszone przez pandemię, która zahamowała rozwój rynku gruntów pod projekty biurowe czy hotelarskie. Jednak w tym samym czasie ruch zaczął generować e-commerce. Branża logistyczna, chcąc zbudować znaczące portfele zasobów gruntowych i odpowiadając na duże zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową, musiała rozpoczynać inwestycje spekulacyjne, czyli bez potencjalnych najemców na stawiany magazyn. Takie zachowania na rynku nie były zauważalne jeszcze 2-3 lata temu.

PRS na fali wznoszącej

Niezwykle aktywny pozostaje segment PRS, czyli mieszkań na wynajem – skala tego typu przedsięwzięć wręcz zaskakuje. Spółki inwestujące w ten obszar notują rekordy transakcyjne, z kwartału na kwartał zwiększając aktywność inwestorską. W okresie ostatnich 36 miesięcy do Polski napłynęła gigantyczna liczba inwestorów, chcących realizować projekty na tzw. miejscowych planach objętych komercją, czyli hotele, akademiki, domy senioralne czy projekty zamieszkania zbiorowego – koncepty, w których najem krótko- i długookresowy ma kluczowe znaczenie. Ci inwestorzy patrzą przez pryzmat znacznie wydłużonego czasu inwestycyjnego i rentowności. Potwierdza się też to, że stopy zwrotu z inwestycji w Polsce są znacząco większe niż w innych krajach Unii Europejskiej – głównie w obszarze mieszkań na wynajem. Jedną z najbardziej spektakularnych transakcji w tym sektorze w I półroczu 2021 r. jest sprzedaż gruntów PepsiCo przy ul. Zamoyskiego na warszawskiej Pradze, gdzie został pobity historyczny rekord – branża PRS zapłaciła ponad 3,5 tys. zł do metra PUM-u (powierzchni użytkowej mieszkania).

Zarysował się też nowy trend transakcyjny. Coraz częściej i chętniej inwestorzy nabywają prosperujące, nawet nie puste, kilkunastoletnie budynki biurowe, w dobrze zurbanizowanej tkance miejskiej po to, aby za kilka lat zmienić ich funkcję. Tak dzisiaj działa branża PRS, która zamienia stare budynki biurowe i hotele na nowoczesne apartamenty na wynajem.

Dywersyfikacja – słowo klucz

W czasie pandemii doszło do znacznego wydłużenia procedur administracyjnych w urzędach. Dzisiaj decyzje o warunki zabudowy, pozwolenia na budowę nie są wydawane na czas. Poprzez wydłużenie tych procesów inwestorzy nie są w stanie spełnić oczekiwań rynku i wykorzystać pełnego potencjału inwestycyjnego. Na ten moment buduje się dużo, ale jest to pokłosie decyzji wydanych wcześniej, efekty pandemii będzie można zobaczyć zaś w latach 2022-23. Taka sytuacja wymusza próbę dywersyfikacji biznesu. Naturalnym jest dzisiaj myślenie o rentowności długookresowej. Przez ostatnie lata patrzono na rentowność projektów inwestycyjnych przez pryzmat do 10 lat, dziś przyjmuje się horyzonty 20-letnie. To pokazuje, że rynek polski jest rynkiem dojrzałym, doganiającym rynki zachodnioeuropejskie.

Można spodziewać się, że na koniec 2021 r. wolumen transakcji na rynku gruntów inwestycyjnych  osiągnie wysokość 7 – 8 mld zł.

Evergrande, energia, co jeszcze?

Na rynku nie brakuje czynników, które budują niekorzystny obraz dla globalnej gospodarki, ale też dla rynków finansowych. Sytuacja wokół chińskiego dewelopera wciąż pozostaje niejasna, a ceny energii na światowych rynkach przyprawiają o zawrót głowy. Na horyzoncie rysuje się również burzliwa dyskusja na temat limitu zadłużenia w Stanach Zjednoczonych.

Ceny energii na światowych rynkach wspinają się na nowe maksima, co z kolei winduje ceny surowców energetycznych. Baryłka surowca Brent wyceniana jest na niemal 80 USD i jest najdroższa od 2018 roku. W tym samym czasie wartość benchmarku WTI oscyluje wokół 76 USD za baryłkę. Gaz ziemny w kontraktach na październik jest najdroższy od ponad 7 lat. 1 mln BTU wyceniany jest na ponad 6 USD. Na rynku akcji widoczna jest rotacja kapitału w kierunku spółek, które mogą wykorzystać taką sytuację do poprawy wyników finansowych, ale w kontekście globalnej gospodarki kryzys energetyczny utrudnia spadek inflacji, co może być nie bez znaczenia dla banków centralnych. Wprawdzie podażowy wzrost cen jest poza kontrolą decydentów monetarnych, ale utrzymywanie się dynamiki inflacji na wysokim poziomie utrudnia werbalne interwencje celem zakotwiczenia oczekiwań inflacyjnych.

Wciąż niepewna jest sytuacja wokół chińskiego dewelopera Evergrande. Wprawdzie spółka uregulowała część zobowiązań, ale wciąż do spłaty pozostają setki miliardów odsetek i kapitału wobec obligatariuszy. Media informowały, że firma jest w stanie pozyskać do 600 mln USD sprzedając relatywnie płynne aktywa, co powinno wystarczyć na pokrycie najpilniejszych zobowiązań. Władze Chin wciąż milczą o ewentualnej pomocy dla spółki i choć temat zszedł na boczny tor, to wciąż pozostaje istotnym czynnikiem ryzyka dla globalnych nastrojów w biznesie.
Tematem, który coraz mocniej przebija się do świadomości inwestorów jest dyskusja nad limitem zadłużenia Stanów Zjednoczonych, która w niedługim czasie rozpocznie się w Kongresie. Rozmowy w kuluarach trwają od dawna, a z doniesień prasowych wynika, że Republikanie nie są skłonni w oczywisty sposób ułatwiać „życia” demokratycznej administracji Białego Domu. We wtorek i czwartek w amerykańskim Kongresie spotkają się szef Rezerwy Federalnej Powell oraz sekretarz skarbu Yellen. W oczekiwaniu na więcej informacji rentowności amerykańskiego długu rośnie do 1,53 proc. w przypadku 10-lentich papierów skarbowych.
Najbliższe dni będą decydujące dla rajdu ryzyka, niemniej obserwując nastroje wśród inwestorów widać już pewną zachowawczość.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Gaz tysiące razy bardziej szkodliwy niż CO2 wciąż stosowany w przemyśle

Gaz fluorowy (sześciofluorek siarki, SF6) znajduje się na szczycie listy najbardziej szkodliwych gazów o globalnym potencjale cieplarnianym, z wynikiem 23,5 tys. razy wyższym niż CO2. Siedem lat temu Unia Europejska zakazała jego stosowania w produkcji m.in. butów sportowych czy opon samochodowych. Wciąż jednak jest wykorzystywany na dużą skalę w przemyśle. W efekcie jego stężenie w atmosferze w ciągu ostatnich dwudziestu lat wzrosło ponad dwukrotnie (w tym samym czasie ilość CO2 wzrosła o 11%). Komisja Europejska dokonuje obecnie przeglądu rozporządzenia – decyzję o całkowitym zakazie stosowania SF6 odroczyła do września br. Eksperci Eaton ostrzegają, że UE nie osiągnie neutralności klimatycznej bez rozwiązania tego problemu.

Niewidzialne zagrożenie

Gaz SF6 jest bezbarwny i cięższy od powietrza, dlatego czasem wykorzystują go iluzjoniści w sztuczkach demonstrujących lewitację przedmiotów. Ze względu na właściwości izolacyjne powszechnie stosuje się go również w przemyśle elektroenergetycznym, w rozdzielnicach wysokiego i średniego napięcia. Służą one do rozdziału energii elektrycznej w sieci, ale są też stosowane w budynkach przemysłowych, centrach przetwarzania danych czy infrastrukturze transportowej. SF6 ma jednak negatywny wpływ na środowisko: zdarzają się jego wycieki (nawet 15% w skali życia rozdzielnicy). Problemem jest też utylizacja. Raz uwolniony do atmosfery, pozostaje w niej nawet przez 3,2 tys. lat.

W Europie gaz SF6 znajduje się w 10 na 15 mln używanych rozdzielnic: to łącznie 8,6 tys. ton, czyli równowartość 196 mln ton CO2. Według BBC zaledwie jeden kilogram gazu to dla środowiska taki sam koszt, jak 24 pasażerów lecących z Londynu do Nowego Jorku i z powrotem. W samym 2017 roku wycieki SF6 w Europie spowodowały zanieczyszczenie równe 1,3 mln dodatkowych samochodów na drogach.

OZE pogarsza sprawę?

W ostatnich latach negatywny wpływ gazu SF6 na efekt cieplarniany został dodatkowo spotęgowany przez rozwój ekologicznych źródeł energii. Dotąd energia wytwarzana była bowiem w stosunkowo niewielu dużych instalacjach, takich jak elektrownie węglowe i gazowe. Rozwój OZE i budowa wielu mniejszych elektrowni wiatrowych czy słonecznych decentralizuje sieć. Każdy z tych obiektów wymaga własnego zestawu rozdzielnic, które zawierają gaz SF6 i tym samym stwarzają zagrożenie dla środowiska. Nie sprzyja to spełnianiu założeń programu działań na rzecz klimatu Unii Europejskiej, który zakłada ograniczenie do 2030 r. emisji gazów cieplarnianych o 40%, w porównaniu z poziomem z 1990 r.

Potrzebne zmiany na szczycie

Szkodliwy SF6 może zastąpić m.in. bezpieczna i przyjazna dla środowiska technologia próżniowa, od wielu lat stosowana na całym świecie – m.in. w centrum przetwarzania danych London One czy najdłuższym tunelu lądowym Gaasperdammer w Holandii. Alternatywne rozwiązania są energooszczędne i niezawodne, wspierają też unijne cele dotyczące neutralności klimatycznej i Zielonego Ładu. Komisja Europejska miała podjąć ostateczną decyzję w sprawie całkowitego zakazu stosowania gazu SF6 już rok temu, jednak została ona odroczona do września br. Jak wskazują eksperci Eaton, konieczne jest jak najszybsze przyjęcie proponowanej ustawy.

Zakupiona dziś rozdzielnica, wykorzystująca szkodliwy gaz SF6, może być używana nawet przez kilkadziesiąt lat. Pozostawienie tej technologii na rynku oznacza dalsze ryzyko wycieków substancji i dodatkowe pogłębianie niekorzystnych zmian klimatycznych. Odraczanie przez Komisję Europejską decyzji o całkowitej eliminacji SF6 z europejskiego rynku to duży koszt dla środowiska i klimatu. Gaz będzie utrzymywał się w atmosferze przez kilka tysiącleci, dlatego konieczne jest nagłaśnianie problemu i zwiększanie świadomości w sektorze energetycznym. Może to sprawić, że więcej przetargów będzie rozpisywanych z myślą o środowisku, a firmy i zakłady będą chciały same wziąć odpowiedzialność za minimalizowanie emisji SF6 oraz dawać przykład przyjaznych klimatowi rozwiązań także w zewnętrznym otoczeniu biznesowym – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Firma Eaton jest pierwszym producentem, który wprowadził ekologiczne rozdzielnice niezawierające gazu SF6. Od 2002 roku dostępna jest rozdzielnica średniego napięcia z izolacją powietrzną i stałą oraz technologią łączenia w próżni. Stosuje się ją m.in. w elektrowniach słonecznych, budynkach komercyjnych i przemysłowych, centrach przetwarzania danych, infrastrukturze drogowej i kolejowej oraz w sieciach dużych operatorów na całym świecie.

Źródła:
https://www.esrl.noaa.gov/gmd/ccgg/trends/data.html
https://www.iee.fraunhofer.de/en/presse-infothek/press-media/overview/2020/Impact-assessment-of-F-gas-free-medium-voltage-switchgear.html

Nowe M za 5000 zł/mkw.? Trudno je znaleźć nawet w mniejszych miastach

Mniejsze miasta wojewódzkie pod względem cen nowych lokali nadal są znacznie „tańsze” niż np. Warszawa lub Kraków. Nie oznacza to jednak możliwości łatwego znalezienia „M” np. za 5000 zł/mkw. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przeanalizowali jak wyglądają ceny nowy mieszkań w mniejszych miejscowościach.

Analizy przygotowywane przez portal RynekPierwotny.pl, często obejmują sześć największych polskich miast (Warszawę, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Gdańsk). Tym razem eksperci portalu zwrócili szczególną uwagę na mniejsze miasta wojewódzkie. Dzięki największej w Polsce bazie ofert deweloperów, przeanalizowali jak na mniejszych, lokalnych rynkach pod koniec sierpnia 2021 r. wyglądała średnia cena za 1 mkw. nowego mieszkania. Wyniki tej analizy sugerują, że osoby szukające lokum od dewelopera za mniej niż 5000 zł/mkw. – 5500 zł/mkw. mogą poczuć się zawiedzione.

Po sprawdzeniu danych z końca sierpnia 2021 roku, eksperci RynekPierwotny.pl ustalili, jaka była wówczas średnia ofertowa cena nowych mieszkań z dziesięciu mniejszych miast wojewódzkich. Taka stawka wyglądała następująco:

  • Białystok – 6919 zł/mkw. (zmiana w ciągu 12 miesięcy: +18%)
  • Bydgoszcz – 7507 zł/mkw. (+9%)
  • Katowice – 8388 zł/mkw. (+18%)
  • Kielce – 6765 zł/mkw. (+8%)
  • Lublin – 7516 zł/mkw. (+14%)
  • Olsztyn – 7499 zł/mkw. (+9%)
  • Opole – 6206 zł/mkw. (+1%)
  • Rzeszów – 7350 zł/mkw. (+11%)
  • Szczecin – 9066 zł/mkw. (+20%)
  • Zielona Góra – 7829 zł/mkw. (+51%)

Z punktu widzenia osób, które nie śledzą na bieżąco cen nowych mieszkań, niektóre powyższe wyniki mogą być wręcz szokujące. Przypadek Zielonej Góry jest szczególny, ponieważ na tamtejszym niewielkim rynku przez rok wyprzedały się wszystkie tańsze lokale deweloperskie. Interesująco wygląda także przykład Szczecina, gdzie na skutek wyprzedaży tańszych ofert deweloperów, rynkowa podaż skurczyła się o 26% (przez 12 miesięcy).

Sporą roczną podwyżkę średniej ceny za 1 mkw. lokali odnotowano nawet na kieleckim rynku pierwotnym, który wcześniej był stabilny cenowo. Powyższe wyniki tłumaczą, dlaczego poszukiwanie w mniejszych miastach wojewódzkich nowych mieszkań np. za 5000 zł/mkw. jest coraz trudniejsze.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

5 kroków, o których powinien pamiętać startup, nawiązując współpracę z funduszem venture capital

Fundusze venture capital przeżywają obecnie w Polsce prawdziwy boom. Według szacunków, aktywnych jest ich już nad Wisłą około 130, a wiele z nich wciąż ma do rozdysponowania miliony złotych na rozwój spółek z potencjałem. Jakiego typu startupy mają największe szanse na otrzymanie zewnętrznego finansowania typu venture capital oraz na które kwestie powinny zwracać szczególną uwagę?

Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju, w I kwartale 2020 roku na polskim rynku zrealizowano 55 transakcji venture capital o łącznej wartości 190 milionów złotych[1]. Dla porównania, w całym I półroczu 2021 roku polskie startupy otrzymały już 1,17 miliarda złotych, co jest równe wartości 55 proc. inwestycji za cały 2020 rok. Natomiast, tylko na koniec lipca 2021 roku, do wzrastających firm trafiło 40 mln złotych.

Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią jedynie na początku wstrzymał ambitne zapędy funduszy. Rynek szybko zweryfikował stan bieżących startupów, opierających przecież swój rozwój na technologii – stąd też tak dynamiczny, dalszy wzrost venture capital w naszym kraju. Mimo to, kryzys wiązał się jednak ze spadkiem wyceny spółek. Inwestorzy przyglądali się przede wszystkim tym młodym firmom, które działają w branży technologii mobilnych, ułatwiających komunikację, rozwiązaniom z zakresu telemedycyny czy przedsiębiorstwom funkcjonującym w obszarze e-commerce – komentuje Szymon Janiak, współtwórca i Partner Zarządzający Czysta3.VC.

5 kroków na drodze do pozyskania finansowania od VC

  1. Odpowiedni, zweryfikowany plan

Młodzi przedsiębiorcy oraz startupy powinni mieć świadomość, że fundusze typu venture capital nie inwestują w same pomysły czy koncepcje. Najchętniej rozmawiają z podmiotami, które mają na swoim koncie już pierwsze zyski. Istotny jest dobrze przygotowany biznesplan, zawierający weryfikację zapotrzebowania rynku na promowany produkt czy usługę, a także analiza konkurencji.

Wstępna weryfikacja przyszłych użytkowników pod kątem tego, czy będą oni zainteresowani korzystaniem z nowego rozwiązania jest warunkiem sine qua non. Bez tego trudno będzie znaleźć fundusz, który zdecyduje się na niepewną inwestycję. W branży często określamy to jako “solution in search of a problem”. Jest wiele młodych firm, które zaczynają mówić o Apple’u czy Microsofcie. Podstawą jest odpowiednie przetestowanie rynku i analiza konkurencji. Wszyscy mówią, że są niepowtarzalni. Niestety to nie działa w ten sposób – dodaje Szymon Janiak.

  1. Zdobycie informacji na temat funduszu

Odpowiedni research dotyczący funduszu, z którym młoda spółka chce rozpocząć dialog dotyczący finansowania, także powinien być podstawą.

Przygotowanie się do rozmowy z VC można porównać do odrobienia zadania domowego lub interview w sprawie pracy. Znalezienie podstawowych informacji na temat tego, z jakiego rodzaju funduszem mamy do czynienia, w jakiego rodzaju spółki inwestuje czy ile wynosi przeciętna inwestycja, są raczej ogólnodostępne. Niestety w wielu przypadkach założyciele nie wchodzą nawet na strony funduszu i wysyłają zgłoszenia na oślep – komentuje Szymon Janiak.

  1. Wartość dodana

Fundusze, poza finansowaniem, oferują obecnie bardzo często również mocne wsparcie merytoryczne, a także pomoc w dalszym rozwoju. Kartą przetargową może być wiedza inwestorów oraz realny wpływ na skalowanie firmy i późniejszą komercjalizację biznesu. Założyciele powinni dobrze oszacować, jaką wartość dodaną daje określony fundusz, sprawdzić, co proponuje i wtedy podjąć decyzję, na współpracę, z którym się zdecydować.

  1. Wycena

Startupy powinny także pamiętać o tym, że to one powinny dokonać pierwszej wyceny swojej spółki zanim zaaplikują do funduszu. Powinny mieć określone oczekiwanie. Jeśli jest ona zbyt wysoka lub niska, VC ją rekalkuluje. Wycena danego startupu oraz wysokość inwestycji funduszu determinuje, jaki procent zarządzania spółka mu w zamian oddaje.

  1. Wykonawcy i właściwa egzekucja

Podobnie jak na boisku, tak w biznesie, za dobraną taktyką i strategią stoją odpowiednio wyselekcjonowani wykonawcy.

Startupy powinny pamiętać, że sam pomysł, wsparty finansowaniem, to nie wszystko. Kluczowy jest doświadczony, komplementarny zespół. Punktem wyjścia VC jest to, kto zarządza daną spółką oraz odpowiedź na pytanie, czy ludzie będą mieli kompetencje, by osiągać kamienie milowe i cele biznesowe. Pomysłów jest cała masa, ale tym, co warunkuje sukces i podjęcie decyzji o inwestowaniu przez VC, jest właśnie egzekucja. By zespół mógł odpowiednio rozwijać produkt, musi mieć odpowiednie doświadczenie w prowadzeniu projektów i realizacji zadań – podsumowuje Szymon Janiak.

Na koniec pozostaje mieć nadzieję, że powyższe rady usprawnią proces pozyskiwania funduszy przez młode, ambitne i zdeterminowane startupy oraz życzyć im powodzenia w dalszej ekspansji.

[1] Pfr.pl, Wartość inwestycji venture capital w Polsce w pierwszym kwartale 2020 roku wyniosła 190 mln PLN, 3 kwietnia 2020 r.

Interaktywna rozrywka zastąpi rzeczywistość? Co z rozrywką po Covidzie?

O rynku rozrywki od 1,5 roku mówi się w kontekście zmian, jakie wymusiła na nim pandemia. Mało kto jednak zastanawia się, jak będzie on wyglądał, gdy COVID-19 ustąpi. Czy konsumenci będą chcieli wrócić do dawnego stylu życia, a może nowa – cyfrowa – rozrywka zwycięży? Wszystko wskazuje na to, że najbardziej prawdopodobna jest forma hybrydowa.

Koronawirus stał się katalizatorem zmian technologicznych. Od pracy, przez edukację, aż po rozrywkę – wszystko przeniosło się do internetu, a cały świat musiał przejść szybki kurs z życia online. Pandemia dała impuls do cyfryzacji wielu sektorom gospodarki, przyspieszając procesy, które w innych okolicznościach zajęłyby prawdopodobnie wiele lat. Bardzo dobrym tego przykładem jest właśnie branża rozrywki.

Interaktywna rozrywka zastąpi rzeczywistość?

W obliczu braku dostępu do rozrywek ze świata rzeczywistego, konsumenci zwrócili się ku tym cyfrowym, a szczególną popularność, zwłaszcza w czasie lockdownu, zyskały gry. Są one najbardziej interaktywną formą zabawy online, a dzięki temu stanowią także remedium na istotne potrzeby społeczne, takie jak socjalizacja czy odskocznia od stresu.

Do największych beneficjentów pandemii należy social gaming – potwierdza Szymon Mazur, CTO Promatic Group. Gracze tworzą przestrzeń, w której mogą się wirtualnie spotkać podczas grania lub oglądania zmagań innych graczy.  Popularność tego rodzaju rozrywki przez możliwość połączenia się ze społecznością graczy nie będzie zanikać po zakończeniu pandemii, nastąpi jedynie migracja graczy w kierunku urządzeń mobilnych – dodaje.

Te słowa potwierdza także raport autorstwa SuperData a Nielsen Company pt. „2020 Year in review Digital games and interactive media”. W 2020 r. branża gier i mediów interaktywnych urosła o 12%, a zarobki z gier wykorzystujących technologię VR wzrosły aż o 25%, osiągając wynik 589 mln dolarów w 2020 r. Dane wyraźnie wskazują, że przyszłością rynku są jednak gry mobilne – ich udział w globalnym rynku w 2020 wyniósł 73,8 mld dolarów, gdy branża gier PC zarobiła 33,1 mld, a konsole 19,7 mld.

Czy w grze możesz spotkać swojego idola? Teraz już tak!

COVID-19 sprawił także, że rynek gier zaczął przeplatać się i łączyć z innymi gałęziami rozrywki. Po odwołanych koncertach, amerykańscy muzycy zaczęli występować w grach online, aby dotrzeć do swoich fanów. Niszę wykorzystał m. in. Travis Scott, który dał cyfrowy koncert dla ponad 10 milionów osób w grze Fortnite czy Lil Nas X w Roblox.

Trend ten widzimy również w grach losowych. Na polskim rynku firma Promatic do swoich projektów zaprosiła m. in. Mariusza Pudzianowskiego czy Zenka Martyniuka. Branża gamblingowa rozszerza swoją ofertę tematyczną, docierając do zupełnie nowych grup odbiorców, a dla znanych sportowców czy muzyków, gry losowe stały się nowym kanałem komunikacji z fanami.

Czy wrócimy do świata „sprzed”?

Następujące już od wielu lat zmiany w społeczeństwach i przyspieszająca digitalizacja mogą sprawić, że już nie wrócimy do stylu życia sprzed pandemii. Najlepszym tego przykładem jest branża eventowa. Według raportu Digital Event 2020/2021 większość, bo 80 proc. pytanych, skłania się do wykorzystywania w przyszłości obu formuł wydarzeń – online i offline, a 10 proc. zdecyduje się je łączyć (formuła hybrydowa). Zaledwie 9 proc. badanych chciałoby organizować jedynie eventy offline.

Długoterminowe nawyki ukształtowane podczas pandemii prawdopodobnie już z nami zostaną. Szczególnie zyska na tym rynek OTT (content „over the top”) – to forma dotarcia do odbiorcy, w której operator sygnału oferuje subskrypcję swoich treści za pośrednictwem internetu (nie jest potrzebny pośrednik, jak choćby w przypadku tradycyjnych kanałów telewizyjnych). Zyskają więc na tym przede wszystkim platformy streamingowe, które działają właśnie na zasadzie OTT – takie jak choćby Netflix. Według raportu PWC pt. „Perspektywy rozwoju branży rozrywki i mediów 2020/2024” kina nawet po całkowitym ustąpieniu pandemii, nie mają szans zbliżyć się wynikami finansowymi do rynku OTT.

Kluczem jest dywersyfikacja

Po pandemii kluczowa dla przyszłości branży rozrywkowej będzie dywersyfikacja usług – offline i online. Część użytkowników będzie chciało wrócić do kina, na koncert, czy do salonu gier, a niektórzy zostaną przy nowej formie rozrywki (OTT, gry komputerowe).

Zniesienie restrykcji spowoduje częściowy powrót do klasycznych rozrywek offline, jednak użytkownik, który polubił rozrywkę online, tak łatwo już z niej nie zrezygnuje. Po pandemii istotny będzie sprawny marketing i komunikacja, aby przypomnieć klientom o usługach, z których kiedyś korzystali – mówi Paweł Mazurek, CMO PromaticWażne jest, aby nie rozważać rozrywki online i offline w kategorii alternatyw. Połączenie tych dwóch światów i zaoferowanie klientom łatwej migracji między nimi, jest w mojej ocenie najbardziej perspektywicznym kierunkiem rozwoju branży – dodaje.

Wbrew pozorom, klienta online poznajemy lepiej, niż tego, który wchodzi do salonu. Dzisiejsze technologie pozwalają przygotować spersonalizowaną ofertę dla każdego gracza, a zatem dać mu więcej przyjemności z gry. Pozwala to również na dokładniejsze określanie grup docelowych i sprawniejsze dotarcie do niej, a zatem oszczędności. Niemniej jednak nie można jeszcze stawiać wszystkiego na digital. Branża się zmienia, ale jest to ewolucja, a nie rewolucja. Wybiegając za daleko w przyszłość, łatwo zapomnieć o wciąż niezwykle istotnym rynku retail – podsumowuje Paweł Paliwoda, CEO Promatic Group.

Co nas czeka na stacjach paliw? Złoty słabnie

Pomimo rosnącego dolara wzrosła też cena ropy naftowej. W rezultacie oznacza to, że złotowe ceny surowca będącego bazą dla tego co tankujemy, istotnie wzrosną. Jeżeli trend ten się utrzyma, z pewnością zobaczymy niedługo negatywne niespodzianki na stacjach benzynowych.

Jednak lepsze dane za oceanem

Wczorajsze dane na temat zamówień trochę zaskoczyły rynki. Z jednej strony zamówienia na dobra bez środków transportu okazały się niższe od oczekiwań, z drugiej strony wyraźnie rosną zamówienia na dobra trwałego użytku. Po tych danych dolar nadal kontynuował umacnianie się. W rezultacie dotarł blisko swoich maksimów względem euro z sierpnia. Do przebicia tych szczytów i bycia na najdroższym od listopada 2020 brakuje obecnie mniej niż ćwierć centa. W umocnieniu amerykańskiej waluty nie przeszkodził nawet słabszy od oczekiwań wynik indeksu Dallas FED dla przemysłu.

Złoty w odwrocie

Złotówka nie może się ostatnimi czasy odnaleźć na rynku. Dużym problemem dla polskiej waluty jest odpływ kapitału za Ocean. To właśnie umocnienie dolara powoduje, że kapitał przepływa ze strefy euro na dolara. Ruch ten jednak ma dalsze konsekwencje i wraz z odpływem kapitału ze strefy euro jest on zasysany również z gospodarek sąsiadujących. W rezultacie w odwrocie jest nie tylko polska złotówka, ale również węgierski forint czy czeska korona. Państwa te mają również drugi problem, jakim jest wciąż rosnąca krzywa zachorowań na COVID, która budzi coraz większy niepokój inwestorów.

Ropa atakuje poziom 80 dolarów za baryłkę

Ostatni raz ropa naftowa tak droga była w październiku 2018. Powodem nie są oczywiście oglądane w mediach obrazki z Wielkiej Brytanii, gdzie problem z ropą jest zupełnie inny. Powodem wzrostów są kłopoty po stronie producentów, którzy nie są w stanie dostarczać na rynek odpowiedniej ilości surowca. Jeśli kogoś przeraża poziom 80 dolarów za baryłkę i to jak wpłynie na ceny paliw, jest gorsza wiadomość. Analitycy Goldman Sachs właśnie zaktualizowali prognozy na koniec tego roku do poziomu 90 dolarów za baryłkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – saldo obrotów towarowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zachwianie światowych rynków przez niepewność na rynku chińskim

Miniony tydzień rozpoczął się korektą na rynkach akcji i obligacji w związku z informacjami o możliwości bankructwa Evergrande, drugiej co do wielkości chińskiej spółki deweloperskiej. W Stanach Zjednoczonych Dow Jones stracił 1,78%, S&P500 spadł 1,70%, a najsilniej, o 2,10% zniżkował Nasdaq100. Giełdy jednak w kolejnych dniach odrobiły straty, na co pozytywnie wpłynęło posiedzenie posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) mające miejsce w środę. Amerykański bank centralny, zgodnie z oczekiwaniami rynku, rozpoczął zaostrzanie swojej polityki monetarnej. Zasygnalizowano rozpoczęcie redukcji programu skupu aktywów w najbliższych miesiącach. Informacja ta wskazuje nieco bardziej jastrzębią retorykę bankierów centralnych niż się spodziewano, tym bardziej że sierpniowe dane z rynku pracy w USA były raczej negatywne. Zmiana retoryki może pokazywać determinację amerykańskich bankierów centralnych do rzeczywistego rozpoczęcia taperingu jeszcze w tym roku. Wprawdzie wciąż nieznane są szczegóły planowanych działań, jednak przewodniczący Fed ogłosił, że redukcja skupu aktywów w USA może zacząć się w listopadzie i skończyć w połowie 2022 r. Co istotne, podkreślono że rozpoczęcie taperingu nie będzie równoznaczne z wprowadzeniem podwyżki stóp procentowych.

Według danych zaprezentowanych przez GUS w poniedziałek, w sierpniu 2021 r. dynamika cen produkcji sprzedanej w przemyśle (tzw. inflacja PPI) wyniosła 9,5 proc. wobec 8,4 proc. w lipcu (po rewizji z 8,2 proc.). Jest ona najwyższa od marca 2011 r.

W piątek Narodowy Bank Polski przedstawił „Założenia polityki pieniężnej na 2022 r”. NBP zakłada, że roczna dynamika cen w drugiej połowie 2021 r. utrzyma się powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego, jednak utrzymano stanowisko, że w przyszłym roku inflacja będzie się obniżać. NBP wskazał, że czynnikiem niepewności dla koniunktury oraz procesów cenowych jest dalszy przebieg pandemii COVID-19. Nie wykluczył też interwencji na rynku walutowym.

W tym tygodniu w piątek zostaną opublikowane dane na temat PMI w przemyśle we wrześniu oraz wstępny odczyt inflacji. We wtorek będzie miało miejsce jednodniowe niedecyzyjne posiedzenie RPP.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

70% kupujących przez internet płaci za zakupy szybkim przelewem

Szybkie przelewy elektroniczne, płatności mobilne i przelewy tradycyjne to najczęściej wybierane formy płatności przez Polaków kupujących online – wynika z najnowszego raportu Gemiusa na temat handlu elektronicznego w Polsce.  Ponadto, zgodnie z przeprowadzonym badaniem, ponad 3/4 osób kupujących przez internet dokonuje transakcji przy użyciu smartfona, a co trzeci e-konsument ma już doświadczenie z zakupami w zagranicznych sklepach.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy e-commerce w Polsce nabrał niespotykanego wcześniej rozpędu. Wartość transakcji w kanale online w 2020 roku stanowiła aż 14% całej sprzedaży detalicznej w kraju. Z roku na rok zwiększa się też liczba Polaków kupujących przez internet – z najnowszego raportu Gemiusa wynika, że obecnie 77% internautów w Polsce, czyli ponad 22 miliony osób, choć raz dokonało zakupu online (w 2020 r. – 73%, w 2019 r. – 62%).infografika_2

Najchętniej płacimy szybkim przelewem

Podczas zakupów online, spośród różnych dostępnych form płatności, internauci niezmiennie najchętniej wybierają szybki przelew przez serwis płatności (70% kupujących). Płatności mobilne, np. Blik, znalazły się na drugim miejscu pod względem popularności z wynikiem 48%, a za nimi przelewy tradycyjne (42%). W ostatnim roku na popularności zyskały także płatności kartą płatniczą (41%), których używano równie często jak płatności gotówką przy odbiorze zamówienia (tzw. wysyłka za pobraniem). Marka PayU jest liderem pod względem korzystania z serwisów płatności przez osoby dokonujące zakupów online i korzystających z takiej formy płacenia za zakupy. System płatności PayU wybiera najczęściej aż 46% e-konsumentów.

W 2020 roku niemal każda osoba kupująca online w Polsce przynajmniej raz skorzystała z płatności PayU. Jesteśmy dumni z tego faktu, bo oznacza to zaufanie milionów użytkowników naszych usług. Cały czas się rozwijamy i koncentrujemy na tym, aby konsumenci mogli zawsze wybrać ulubioną metodę płatności w sklepie i bezpiecznie dokonać zakupu. Jak wynika z najnowszego badania NPS, które przeprowadziliśmy w tym roku, w kontekście bezpiecznego procesowania transakcji sklepy internetowe mają do nas najwyższe zaufanie – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, prezes PayU.infografika_1

E-commerce w Polsce – raport Gemius

Odsetek Polaków robiących zakupy w sieci wzrósł w stosunku do ubiegłego roku o 4 p.p. – tak wynika z najnowszej fali badania „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska”. Raport przygotowany przez Gemius we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej ukazuje się już po raz 9. W opracowaniu uwzględnione zostały zmiany zachowań e-konsumentów w związku z pandemią COVID-19.

Kolejny rok ze wzrostem liczby kupujących

Jak wynika z tegorocznego raportu, aż 77% internautów dokonało przynajmniej raz zakupów online. Dominują wśród nich kobiety, osoby powyżej 35 roku życia, z wyższym wykształceniem i mieszkańcy największych miast.77% internautów kupuje online

Pandemia zmienia rynek

Kolejny rok wzrostu odsetka kupujących może wiązać się z pandemią COVID-19 i towarzyszącymi jej ograniczeniami w handlu tradycyjnym. Zapytaliśmy respondentów, czy w związku z wprowadzonym lockdownem zmienili swoje zachowania konsumenckie. Okazało się, że 30% e-konsumentów kupuje w sieci więcej produktów, a 33% robi zakupy przez internet częściej. Dla 13% badanych online stał się kanałem pierwszego wyboru przy poszukiwaniu różnych produktów.

Jako powód przeniesienia części zakupów do online’u respondenci podają przede wszystkim nieograniczoną dostępność sklepów internetowych. Doceniają również szybkość i opłacalność tego rodzaju zakupów, jak również ich bezpieczeństwo, szczególnie istotne w czasie pandemii.77% internautów kupuje online 2

77% internautów kupuje online 3Wciąż nie kupują online

Niekupujący online stanowią obecnie 23% ogółu internautów, a przyczyny, dla których nie dokonują zakupów przez internet wiążą się głównie z chęcią obejrzenia produktu przed dokonaniem transakcji oraz z przyzwyczajeniem do handlu tradycyjnego. Pytani o kwestie, które mogłyby zachęcić ich do e-zakupów w przyszłości, niekupujący wskazywali najczęściej na niższe koszty dostawy i produktów oraz kody rabatowe dostępne online. W grupie niekupujących dominują najstarsi badani i osoby z mniejszych miejscowości oraz z niższym wykształceniem.77% internautów kupuje online 4

Urządzenia mobilne coraz popularniejsze

Podobnie jak w poprzedniej fali badania, najpopularniejszym urządzeniem wykorzystywanym w procesie zakupów online jest obecnie laptop (78% wskazań), jednak jego przewaga nad drugim w zestawieniu smartfonem wyraźnie stopniała. Dziś za pomocą telefonu kupuje aż 76% badanych, a w najmłodszej grupie (osoby w wieku 15-24 lata) robi to aż 92%.

77% internautów kupuje online 5

Mimo rosnącej popularności zakupów mobilnych wciąż aż 80% osób dokonujących zakupów za pośrednictwem tego typu urządzeń napotyka w tym procesie na trudności i problemy. Najczęściej dotyczą one niewygodnych formularzy (38% wskazań) czy niedostosowania stron sklepów do urządzeń mobilnych (36%).

O raporcie

Celem badania, którego wyniki zostały zaprezentowane w raporcie „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” było poznanie postaw, zwyczajów i motywacji związanych z kupowaniem online. Przedmiotem badania były m.in. zachowania zakupowe e-konsumentów, rozpoznawalność marek, czynniki, które zachęcają internautów do zakupów w sieci, ale też napotykane przez użytkowników problemy. Raport przygotowała firma Gemius we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej. Prezentowane w raporcie badanie zostało zrealizowane w formie ankiety elektronicznej z wykorzystaniem techniki CAWI (ang. computer-assisted web interview) na reprezentatywnej próbie 1769 internautów, mających co najmniej 15 lat. Dane zbierano na przełomie maja i czerwca 2021 roku.

52% programistów uważa, że polityki bezpieczeństwa hamują innowacyjność

W miarę przyjmowania modelu bezpieczeństwa Zero Trust, zespoły ds. bezpieczeństwa muszą zredefiniować procesy, aby wzmocnić innowacje i doświadczenia klientów. VMware ogłosił wyniki raportu badającego relację pomiędzy zespołami IT, bezpieczeństwa i rozwoju. 

Forrester Consulting przeprowadził ankietę wśród 1 475 liderów IT i bezpieczeństwa. Ustalono, że tylko jeden na pięciu (22%) programistów zdecydowanie przyznaje, że nie rozumie, jakich zasad bezpieczeństwa się od nich oczekuje. Co alarmujące, ponad jedna czwarta (27%) programistów w ogóle nie bierze udziału w decydowaniu o politykach bezpieczeństwa, choć to one niejednokrotnie mają duży wpływ na sposób pracy. Te organizacje, w których zespoły ds. bezpieczeństwa i rozwoju mają ze sobą dobre relacje, są zdolne przyspieszyć cykl rozwoju oprogramowania o nawet 5 dni roboczych — pokazuje to, jak dużą rolę odgrywa szybkość wprowadzania produktów na rynek i przewaga konkurencyjna. 

Bezpieczeństwo barierą rozwoju

Badanie VMware wykazało, że bezpieczeństwo nadal jest uważane za barierę w wielu organizacjach – 52% programistów uważa, że polityki bezpieczeństwa hamują innowacyjność. 73% respondentów zgodziło się, że mimo iż kadra kierownicza bardziej skupia się na wzmacnianiu relacji między rozwojem a bezpieczeństwem, niż to miało miejsce 2 lata temu, to te są nadal napięte. Co trzeci (34%) decydent stwierdził, że zespoły w jego organizacji nie współpracują skutecznie lub nie podejmują starań, by wzmacniać relację między sobą. Brak jasnego określenia ról wśród programistów, problemy z komunikacją i sprzeczne priorytety mają duży wpływ na jakość kooperacji. 

Nasze badania pokazują, że bezpieczeństwo wymaga percepcyjnej zmiany. Zamiast być traktowanym jako zespół, który zajmuje się tylko usuwaniem naruszeń, przecieków, przeszkadzając przy tym we wprowadzaniu innowacji, bezpieczeństwo powinno być zintegrowane z ludźmi, procesami i technologiami. Należy je traktować jako sport zespołowy, gdzie IT i programiści współpracują ze sobą w celu zabezpieczenia chmur, aplikacji i całej infrastruktury cyfrowej — mówi Andrzej Szymczak, Lead Solution Engineer w VMware. 

Współpraca popłaca

Wspólne priorytety i zaangażowanie zespołu pozwolą wytyczyć drogę naprzód, a widać już postępy w tym zakresie. Ponad połowa (53%) respondentów spodziewa się, że w ciągu trzech lat zespoły ds. bezpieczeństwa i rozwoju zostaną ujednolicone. 42% oczekuje, że w tym samym czasie bezpieczeństwo stanie się bardziej integralną częścią procesu rozwoju. Panuje powszechne przekonanie, że współpraca między zespołami umożliwi zmniejszenie silosów (71%), tworzenie bezpieczniejszych aplikacji (70%) oraz zwiększenie elastyczności w adaptacji nowych metod pracy i technologii (66%). 

Powinniśmy stworzyć kulturę, w której wszystkie zespoły będą miały jednakowe interesy i mierzalne cele, gdzie będą mówiły wspólnym językiem. Korzyści dla firmy są ogromne, gdy działy IT, bezpieczeństwa i programiści są częścią procesu podejmowania decyzji, projektowania i realizacji — stwierdza Andrzej Szymczak, Lead Solution Engineer w VMware. 

Metodologia 

VMware zleciło przeprowadzenie badania „Bridging the Developer and Security Divide” niezależnej organizacji badawczej Forrester Consulting w kwietniu 2021 roku. Przebadano 1 475 menedżerów IT i bezpieczeństwa i wyżej (w tym CIO i CISO) odpowiedzialnych za strategię bezpieczeństwa i podejmowanie decyzji w tym zakresie oraz przeprowadzono dodatkowo 5 wywiadów jakościowych z wiceprezesami IT i bezpieczeństwa, oraz rozwoju i wyżej (w tym CIO i CISO) odpowiedzialnymi za podejmowanie decyzji w zakresie strategii rozwoju lub bezpieczeństwa. Respondenci pochodzili z różnych branż, w tym usług technologicznych, produkcji, usług finansowych, handlu detalicznego i opieki zdrowotnej. Badanie zostało przeprowadzone w 26 krajach na całym świecie, w tym: Australia, Belgia, Kanada, Chiny, Francja, Finlandia, Niemcy, Indie, Włochy, Izrael, Japonia, Norwegia, Nowa Zelandia, Holandia, Polska, Rosja, Arabia Saudyjska, RPA, Hiszpania, Singapur, Kor

Grupa ROBYG – przychody wzrosły o 74%, zysk o 324%

W pierwszym półroczu 2021 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży przekraczające 512 mln zł, zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 117 mln zł – czyli o 324% więcej niż w H1 2020 roku, a EBIT 147 mln zł – wzrost o 264% rok do roku. Spółka ma jeden z największych banków ziemi w Polsce, z potencjałem sprzedażowym przekraczającym 23.300 lokali, planuje też dalsze inwestycje w grunty. Łącznie w 2021 roku ROBYG planuje przeznaczyć ponad 900 mln zł na zakup ziemi i szuka kolejnych możliwości inwestycyjnych.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Już dzisiaj wiele ze stosowanych przez ROBYG rozwiązań w budownictwie oraz podejmowane inicjatywy społeczne i pracownicze wskazują na zaangażowanie firmy w filozofię zrównoważonego rozwoju. Dlatego ROBYG zawarł z jedną z wiodących firm na świecie – JLL – umowę o współpracy w zakresie opracowania kompleksowej strategii ESG. Jest to element działań na rzecz społeczeństwa oraz środowiska realizowanych wspólnie z Goldman Sachs – właścicielem ROBYG.

W pierwszym półroczu 2021 roku Grupa ROBYG zawarła ponad 2300 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała około 2100 umów deweloperskich i przedwstępnych w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka rozpoznała w przychodach ok. 1100 lokali. To rekordowy wynik potwierdzający pozycję Grupy ROBYG w czołówce deweloperów mieszkaniowych w Polsce. ROBYG planuje w 2021 podpisać ponad 4000 umów rezerwacyjnych oraz przekazać 3000 lokali.

ROBYG ma w ofercie 1250 lokali i cały czas wprowadza nowe inwestycje oraz kolejne etapy osiedli. W 2021 roku ROBYG uruchomił już 15 nowych projektów i zamierza także rozpocząć sprzedaż w Poznaniu. Tylko 3% oferty to lokale gotowe – co potwierdza dużą popularność mieszkań budowanych przez ROBYG. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple.

Pierwsze półrocze było dla ROBYG bardzo dobre – mieliśmy rekordową sprzedaż i poziom uznań w przychodach – co daje bardzo dobre perspektywy wyników za cały rok. Zainwestowaliśmy ponad 365 mln zł w rozbudowę banku ziemi w Warszawie, Gdańsku, Gdyni. Łącznie daje to potencjał budowlany na około 190 tys. powierzchni użytkowej. Zakupy te uzupełniły grunty zakupione w 2020 roku za ponad 375 mln zł w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Wrocławiu i Poznaniu (ponad 330 tys. powierzchni użytkowej). Łączne zasoby gruntów zapewniają nam potencjał sprzedażowy około 23.300 lokali. Planujemy przeznaczyć na zakup gruntów łącznie ponad 900 mln zł i realizujemy program skokowego wzrostu biznesu. W tym celu akumulowaliśmy wypracowany zysk, który za lata 2019-2020 wyniósł ponad 400 mln zł. Ponadto otrzymaliśmy dodatkowy kapitał w wysokości 100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs. Mamy doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą ponad 475 mln zł. Dodatkowo w I półroczu 2021 roku z sukcesem zakończyliśmy emisję obligacji o wartości 150 mln zł” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.

Ponadto Grupa ROBYG rozpoczyna nową inwestycję na warszawskim Wilanowie – spółka sfinalizowała zakup gruntu o wielkości około 11 hektarów i potencjale budowlanym ponad 104 tys. PUM. Kwota transakcji wyniosła 263,2 mln zł. ROBYG zbuduje tu nowe, wieloetapowe osiedle – zgodnie z filozofią wielofunkcyjnych przestrzeni, które spełniają wszystkie potrzeby mieszkańców. Sklepy, centra fitness, przedszkola, żłobki, galerie handlowe, restauracje – wszystko, co zapewnia komfortowe życie zaledwie o kilka kroków od domu.

Grupa ROBYG ponownie podwyższyła standard mieszkań w swoich inwestycjach i wprowadza nowatorskie, ekologiczne farby elewacyjne, pochłaniające zanieczyszczenia. Wyjątkowa jakość ROBYG obejmuje ponadstandardową wysokość mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, drewniane okna, dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne. Ponadto na każdym osiedlu ROBYG projektuje obszerne tereny zielone, ogrody deszczowe, place zabaw, siłownie, stacje rowerowe, monitoring wizyjny HD i ładowarki samochodów elektrycznych. Przygotowane są specjalne tereny spacerowe, a także budki dla ptaków i domki dla owadów. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple.

W tym roku ROBYG wprowadził na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

W 2020 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży przekraczające 1,11 mld zł, zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 211 mln zł – czyli o 18,6% więcej niż w 2019 roku, a EBIT 269 mln zł – wzrost o 12,4% rok do roku. W 2020 roku Grupa ROBYG podpisała 2738 umów deweloperskich i przedwstępnych[1] oraz 2156 umów rezerwacyjnych netto w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka rozpoznała w przychodach 2715 lokali.

[1] Z uwzględnieniem sprzedaży Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego (WPB)

Historyczny kwartał DO OK. Spółka szacuje przychody na poziomie 3,15 mln zł w III kwartale br.

DO OK SA, notowana na NewConnect firma specjalizująca się w konsultingu IT i dostarczaniu kompleksowych usług programistycznych szacuje, że w trzecim kwartale br. osiągnie 3,15 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 31 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. Spółka zakłada, że podtrzyma aktualną dynamikę wzrostu. 

– Stale rozwijamy nasze kompetencje na rynkach zagranicznych. Wypracowane wyniki to skutek pozyskania nowych kontraktów na rynku estońskim, duńskim i fińskim oraz zwiększenie kontraktów na rynkach holenderskim i norweskim. Cieszymy się, że zaufanie klientów z tamtego regionu rośnie do DO OK i usług świadczonych przez naszych specjalistów. W czwartym kwartale spodziewamy się dalszego wzrostu. Aktualnie za przychody DO OK w 88 proc. odpowiadają klienci zagraniczni – mówi Dmitrij Żatuchin, prezes DO OK.   

We wrześniu spółka nawiązała współpracę ze startupem z Estonii, który oferuje usługi oparte o technologię blockchain. DO OK w ramach współpracy będzie świadczył usługi programistyczne dla partnera z Estonii, a przychody, które może uzyskać z tej współpracy wynoszą 750 tys. zł.

Współpraca z naszym startupowym partnerem z Estonii może mieć istotny wpływ na wyniki finansowe do końca I kwartału 2022 r. Już teraz widzimy, że inwestycje w rozwój kompetencji DO OK dały wymierne efekty w postaci przekroczenia po raz pierwszy poziomu 3 mln zł przychodów w jednym kwartale – dodaje Dmitrij Żatuchin.

Na możliwości rozwoju DO OK wpłynęło też uzyskanie przez spółkę audytów ISO 9001 (jakość)  i ISO 27001 (bezpieczeństwo danych), dzięki certyfikacji firma stała się jednym z niewielu software house’ów w Polsce posiadającymi takie standardy. Od początku lipca firma uzyskała status partnera zarządzanego przez Microsoft (ISV).

O spółce:

DO OK SA to spółka działająca od ponad 10 lat w branży IT. Od 2017 roku akcje firmy są notowane na rynku NewConnect. Głównym obszarem działalności DO OK to projektowanie i wytwarzanie dedykowanego oprogramowania. Firma koncentruje się na współpracy z klientami z takich branż jak logistyka, technologia medyczna, energetyka i zasoby, oraz produkcja inteligentnych urządzeń. Kluczowe rynki, na których oferuje swoje rozwiązania to Holandia, Dania, Norwegia, Estonia i Finlandia. Biura DO OK są zlokalizowane we Wrocławiu, Zielonej Górze, Alkmaar (Holandia) i Tallinnie (Estonia). DO OK od trzech lat jest aktywnym członkiem i współzałożycielem stowarzyszenia SoDA (Software Development Association Poland) oraz partnerem hubów technologicznych w Finlandii i Danii.

Drożyzna na stacjach benzynowych

W ostatnim czasie niemal na wszystkich stacjach w mniejszym lub większym stopniu zmieniały się ceny paliw. Niestety, to zmiany niekorzystne dla kierowców. W zależności od paliwa mówimy bowiem o wzroście cen średnio od 2 do 7 groszy na litrze. Jednak na części stacji ceny benzyny i diesla rosły nawet o ponad 10 groszy na litrze. Drożyzna na stacjach benzynowych jest po części związana z osłabnięciem kursu złotego. Oczywiście bardzo ważne jest to, że w Polsce mamy w dalszym ciągu ogromny sektor transportu opartego o paliwa. Natomiast elektryfikacja, która mogłaby się okazać tańsza, nie następuje. W związku z tym Polska musi importować dużo paliw kopalnych. W skali globalnej mamy oczywiście wpływ na ceny światowe takich potęg gospodarczych – jak chociażby Chiny oraz Indie. PKB Chin to mniej więcej tyle, ile PKB całej Unii Europejskiej. Aby paliwa potaniały musiałby spełnić się negatywny scenariusz wpływu koronawirusa na ich konsumpcję. Wprowadzenie obostrzeń w przemieszczaniu wpłynęłoby bowiem na ograniczenie popytu i mogłoby ograniczyć wzrost cen ropy naftowej.

– Obecnie mamy 3 organizmy gospodarcze. W przypadku Unii Europejskiej spotykamy się z silnym dążeniem do zmniejszenia zużycia paliw. Natomiast Stany Zjednoczone i Chiny do niedawna nie skupiały się na takim podejściu. Nowy prezydent USA zaproponował niedawno silniejsze działania na rzecz zmniejszenia zużycia paliw kopalnych. Stany skupią się na nowych technologiach jeżeli chodzi o transport. Jest to dopiero początek i sporo zależy od tego, co się będzie działo w Rosji – która jest sporym eksporterem paliw. Jednak wiąże się to z dużymi kosztami w porównaniu do sytuacji w Arabii Saudyjskiej czy Iranie. Zatem Rosja może być zmuszona do tego, żeby ograniczać wydobycie ropy naftowej – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. – Na świecie mamy taką sytuację, że PKB i produkcja stale rosną, zwiększa się liczba ludności oraz zapotrzebowanie tak bardzo, że zrównoważenie popytu i podaży nie jest możliwe bez systematycznego podnoszenia cen. W tej chwili nie są one bardzo wysokie w stosunku do tego, co było około 10 lat temu. Mamy silne fluktuacje cen na rynku ropy i nie jest przesądzone, że ceny w Polsce będą rosły do znacząco wyższych poziomów niż teraz. Szczególnie gdyby doszło do przebudowy sektora energetycznego oraz do zmian technologicznych w samym sektorze transportu. Jednak na to nie można liczyć w perspektywie kilku następnych lat, ponieważ potrzeba ogromnych środków inwestycyjnych – tłumaczy Gomułka.

Przedsiębiorcy o wyborach w Niemczech: wzrost płacy minimalnej u sąsiadów może zabrać pracowników z polskiego rynku pracy

Przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego są żywo zainteresowani wynikiem wyborów w Niemczech. Wynika to z kilku czynników: dużego przepływu pracowników między Polską,  a Niemcami, daleko idącą wymianą gospodarczą czy rozbudowanym życiem na pograniczu. Ostateczny efekt wyborów nie zapowiada wielkich zmian, ale jest kilka sygnałów zwiastujących zmianę. Na co muszą być gotowi przedsiębiorcy? – Polityka zagraniczna Niemiec jest bardzo stała, nie należy się spodziewać rewolucyjnych zmian – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Nadal przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego powinni traktować Niemcy jako silnego partnera handlowego i idealną przestrzeń do gospodarczej ekspansji. Jest gigantyczne zapotrzebowanie po stronie niemieckiej na usługi Polaków z zakresu ochrony zdrowia, wsparcia socjalnego. Potrzebni są tam również nasi kierowcy czy gastronomicy. Przedsiębiorcy wielu specjalizacji znajdują tam klientów i myślę, że zmiana władzy nie zmieni perspektyw gospodarczych między Polską, a Niemcami. Osobiście liczyłabym na poprawę stosunków na pograniczu. Pandemia mocno je zweryfikowała i nie wygląda to obecnie najlepiej  – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Polscy pracownicy uciekną do Niemiec? Płaca minimalna znowu rośnie

Wyniki wyborów u naszych najbliższych sąsiadów przyniosły kilka rozstrzygnięć, które można nazwać zaskakującymi. Socjaldemokraci z SPD wygrali niedzielne wybory do Bundestagu, zdobywając 25,7 proc. głosów i wyprzedzając nieznacznie CDU/CSU z 24,1 proc. Trzecią siłą w parlamencie będą Zieloni z poparciem 14,8 proc. Liberałowie z FDP zdobyli 11,5 proc, a populistyczno-prawicowa AfD, która uzyskała 10,3 proc.

Obecne relacje gospodarcze pomiędzy Niemcami, a Polską są najlepsze w historii. Choć pod kątem politycznym wiele nas różni to statystyki makroekonomiczne pokazują, że polityka zupełnie nie interesuje przedsiębiorców. – Rośnie import, rośnie eksport, rośnie zainteresowanie wzajemną ekspansją. Mamy sobie wzajemnie wiele do zaoferowania. Z punktu widzenia przedsiębiorców ważne jest, by polscy politycy bardzo szybko nawiązali dobre relacje z nowym kanclerzem Niemiec – mówi Prezes Hanna Mojsiuk i przypomina: – Niemiecki eksport do Polski wyniósł w pierwszym kwartale 18,7 mld euro, a import z Polski – 16,6 mld euro. Jesteśmy silniejszym eksporterem do Niemiec niż USA. To relacje, które trzeba pielęgnować – dodaje Hanna Mojsiuk.

Wyniki wyborów komentuje również ekspert ds. relacji polsko-niemieckich Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, Wiceprezes Jarosław Tarczyński: – W Niemczech oczywisty będzie dalszy nacisk na sprawy związane z klimatem oraz zieloną energią. Wybór socjaldemokracji oznacza także nowe pakiety socjalne np. zwiększenie płacy minimalnej do poziomu 12 Euro. Koszty pracy w Niemczech wzrosną i nasi sąsiedzi staną się jeszcze bardziej atrakcyjni pod kątem pracy dla mieszkańców Szczecina i miejscowości ościennych. Nie spodziewam się wielkich zmian w relacjach, może jakaś delikatna zmiana, ale bez przewrotu – mówi Wiceprezes Jarosław Tarczyński.  – Niemcy obrali kurs na innowacje i zieloną politykę. Chcą być krajem wiodącym jeżeli chodzi o ekologię. W koalicji będą partie liberalne i Zieloni więc myślę, że to będzie szukanie pewnych kompromisów – dodaje.

„Wyniki wyborów w Niemczech mogą determinować napływ środków unijnych do Polski, a tym samym ich dostępność dla polskich przedsiębiorców”

Ekonomiści nie spodziewają się rewolucji, ale jak mówi prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu polityka zbyt często ingeruje w gospodarkę, by wszyscy mogli czuć się spokojnie.  – Niemcy opowiedzieli się za opcją socjaldemokratyczną, więc być może należy oczekiwać wzmocnienia postulatów państwa dobrobytu i rozwoju zrównoważonego. Te kierunki nie wykazują żadnych istotnych zagrożeń dla polskiej gospodarki czy polskich przedsiębiorców. Trudno wyobrazić sobie, że z przyczyn politycznych osłabnie polski eksport do Niemiec. Warto pamiętać, że Niemcy to główny partner handlowy Polski, generujący blisko 30% wartości polskiego eksportu. Z kolei Polska jest trzecim krajem o największych obrotach importowych w Niemczech. Czy nowy kanclerz naruszy te silne i dobre relacje biznesowe? To raczej scenariusz spoza przedziału tych prawdopodobnych. Jednak w świecie spekulacji i hipotez za prawdopodobny należy uznać ewentualny zwrot w polityce unijnej wobec Polski. Pamiętając, że Niemcy to największa gospodarka UE i największy płatnik netto do budżetu UE, trzeba uwzględnić potencjalne zmiany w nastawieniu Niemiec do spraw polskich – komentuje prof. Aneta Zelek.

– Koniec rządów Angeli Merkel to niechybny koniec bardzo propolskiego kanclerza, kanclerza, który wielokrotnie stawał w obronie polskich interesów i łagodził krytyczne nastawienie unijnych instytucji wobec Polski. Nie ma pewności czy nowy kanclerz zechce kontynuować tą linię? Jeśli nie, to możemy odczuć zaostrzenie relacji między Brukselą i Warszawą. A już z pewnością nie możemy liczyć na pobłażliwość w sprawie reguły praworządności w alokacji funduszy unijnych. I w tym kontekście, wyniki wyborów w Niemczech mogą determinować napływ środków unijnych do Polski, a tym samym ich dostępność dla polskich przedsiębiorców.  To aspekt niedoceniany, a jest nie do przecenienia – dodaje prof. Zelek.

Ranking największych obaw ekonomicznych Polaków: Inflacja, rosnące ceny w sklepach i drożejący prąd

Rosnąca inflacja, wzrost cen produktów w sklepach oraz podwyżki opłat za energię elektryczną to trzy kwestie, które obecnie budzą największy niepokój ekonomiczny w społeczeństwie. Obawia się ich prawie połowa badanych. Wysoko w rankingu są również lęki przed coraz wyższymi podatkami, a także drożejącymi paliwami. Natomiast najmniejsze obawy wzbudza możliwość spadku wartości własnej nieruchomości, wzrostu raty kredytu hipotecznego czy ograniczenia świadczeń socjalnych typu 500 plus. Trzy najczęstsze obawy dotykają głównie rodaków w wieku 50-80 lat. Eksperci przewidują, że właśnie oni mogą w największym stopniu odczuć tego typu problemy. 

Z sondażu opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla portalu Business Insider, wynika, czego obecnie najbardziej obawiają się Polacy z perspektywy osobistej sytuacji ekonomicznej. Ankietowani mogli wskazać maksymalnie trzy odpowiedzi. Zgodnie z ich deklaracjami, największy niepokój budzi rosnąca inflacja (46,2%), wzrost cen w sklepach (45,2%) oraz perspektywa podniesienia opłat za energię elektryczną (45,1%).

– Doświadczamy obecnie największego od blisko 10 lat wzrostu cen. Drożeją produkty spożywcze i usługi, z których na co dzień korzystamy. Inflacja ma charakter powszechny i dotyczy każdego bez wyjątku. Dlatego właśnie budzi największe obawy wśród Polaków – komentuje Michał Pajdak z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Jak zauważają autorzy badania, w ostatnich miesiącach lęk przed wzrostem cen w sklepach jest stale wskazywany przez rodaków w innych badaniach. Zdaniem analityków, do końca roku produkty wciąż będą drożały. Średni roczny wzrost we wszystkich kategoriach może wynieść nawet 8-10%.

– Obawa przed wzrostem ceny energii elektrycznej to dość świeży problem. Oczywiście prąd już wcześniej drożał, ale nie aż tak szybko, jak teraz jest to zapowiadane. Spółki energetyczne starają się u regulatora o wprowadzenie wyższych cen. Mówiąc wprost, o ile nic się nie zmieni, przyszły rok ma być pod tym względem rekordowy. Polacy to słyszą i słusznie boją się, bo przecież każdy na co dzień korzysta z prądu – mówi Krzysztof Zych z UCE RESEARCH.

W dalszej kolejności Polacy obawiają się podwyżki podatków (32,7%) i wzrostu cen paliw (21%). Jak stwierdza ekspert z WSB, większość osób wie, że rząd nie posiada własnych funduszy, tylko dysponuje środkami zebranymi od podatników. Realizacja budżetu państwa, spełnienie obietnic wyborczych i redystrybucja pieniądza wymaga podnoszenia różnego typu danin. I gdy przeciętny Kowalski obserwuje, że setki miliardów złotych są wpompowywane w gospodarkę, to naturalnie obawia się, że będzie musiał płacić wyższe podatki.

– Cześć społeczeństwa zdaje sobie też sprawę z tego, że jeżeli zdrożeją paliwa, to wszystko inne pójdzie w górę. I to jest słuszne myślenie, bo ceny tego typu towarów są jednym z głównych stymulatorów wzrostu cen, nie tylko w Polsce, ale też na świecie – dodaje ekspert z UCE RESEARCH.

Z badania również wynika, że rodacy najmniej niepokoją się ewentualnym spadkiem wartości własnej nieruchomości (2,5%), wzrostem raty kredytu hipotecznego (3,2%) i ograniczeniami takich świadczeń socjalnych, jak np. 500 plus (8,7%). Jak wyjaśnia Michał Pajdak, inwestycja w nieruchomości to wciąż pewna ochrona kapitału przed spadkiem wartości wynikającym z inflacji. Wzrost cen metra kwadratowego w ostatnich miesiącach tylko potwierdza tę regułę. Dlatego właściciele domów, mieszkań czy lokali użytkowych wykazują duży spokój.

– W mojej ocenie, obawy przed wzrostem rat kredytów hipotecznych są niedoszacowane. Coraz wyższa inflacja powoduje, że rośnie prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych. Bankom oczywiście to przyniesie dodatkowe zyski, ale klientom – wyższe raty, co w wielu gospodarstwach domowych może spowodować nie lada kłopot. Dlatego też uważam, że akurat ta pozycja w przyszłych tego typu rankingach może pójść w górę – przewiduje Zych.

Ponadto badanie wykazało, że najbardziej boją się wzrostu inflacji osoby dobrze wykształcone, w wieku 56-80 lat (52,7%), zarabiające ponad 9 tys. zł na rękę (51,7%) lub 3-5 tys. zł (50,4%). Są to głównie mieszkańcy woj. wielkopolskiego, pomorskiego i podkarpackiego, w tym miast liczących co najmniej 200 tys. ludności.

– Osoby starsze i mniej konkurencyjne na rynku pracy najbardziej odczują inflację. Wiele z nich w przeszłości doświadczyło jej na własnej skórze. I dla większości było to trudne, bo wiązało się z licznymi wyrzeczeniami i długim powrotem do normalności. Dla osób, które posiadają większą gotówkę, to z kolei czas nerwowych decyzji, ukierunkowanych na zabezpieczenie posiadanego majątku – zwraca uwagę ekspert z WSB.

Wzrostu cen w sklepach najczęściej obawiają się osoby w wieku 56-80 lat, z wykształceniem zawodowym (52%) i średnim (48,7%). Mieszkają one głównie na wsiach i w miejscowościach liczących do 5 tys. mieszkańców (51,7%), w woj. warmińsko-mazurskim, lubelskim i zachodniopomorskim. Zarabiają średnio 1-3 tys. zł (49,9%) lub poniżej 1 tys. zł (49,2%) na rękę.

– Osobom najstarszym zawsze było najtrudniej związać koniec z końcem, a wydatki np. na żywność są w budżetach domowych priorytetem. Wzrost cen oznacza, że seniorzy zwyczajnie włożą do koszyka mniej produktów – przewiduje Krzysztof Zych.

Wyższych opłat za energię również najbardziej boją się osoby w wieku 56-80 lat (60,4%). Przeważnie mają one dochody na poziomie 1-3 tys. zł na rękę oraz wykształcenie podstawowe lub gimnazjalne (55%) bądź zasadnicze (51%). Głównie zamieszkują woj. kujawsko-pomorskie, zachodniopomorskie albo wielkopolskie, w tym miejscowości liczące maksymalnie 19 tys. ludności.

– Podobnie, jak w przypadku rosnących cen w sklepach, wyższych rachunków za prąd najbardziej obawiają się seniorzy. Są to też osoby o dość ograniczonych możliwościach zarobkowych. I zwyczajnie obawiają się osłabienia domowego budżetu – tłumaczy ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Z kolei podwyżek podatków najczęściej obawiają się rodacy w wieku 23-35 lat (44,7%) oraz 18-22 lat (37%), z reguły zarabiający 5-7 tys. złotych na rękę (43,2%) lub 7-9 tys. zł. (41,5%). Osoby te przeważnie mieszkają w woj. zachodniopomorskim, łódzkim i mazowieckim, w miastach liczących 200-499 tys. ludności.

– Perspektywa podwyżek podatków najbardziej niepokoi młode osoby, bo one mają największą wiedzę na ten temat. Na bieżąco śledzą doniesienia, bo zwyczajnie nie chcą się dzielić z państwem swoimi ciężko wypracowanymi dochodami. Taka postawa jest głównie obserwowana w dużych i średnich miastach – podsumowuje ekspert z UCE RESEARCH.

Jak mocno wzrośnie inflacja w strefie euro?

W tym tygodniu poświęcimy szczególną uwagę raportowi o wrześniowej inflacji w strefie euro. Oczekiwany jest wzrost zarówno inflacji HICP, jak i miary bazowej. Dynamika cen ma być bliższa tej notowanej w USA i Wielkiej Brytanii. Tymczasem skutki kryzysu chińskiego Evergrande wciąż są ograniczone.

Wrześniowe posiedzenia najważniejszych banków centralnych są już za nami, więc w centrum uwagi powinny znaleźć się dane makroekonomiczne. Już od jakiegoś czasu przekonujemy, że rynki walutowe będą przywiązywać wagę głównie do relatywnego tempa zacieśniania polityki monetarnej przez banki centralne. Dane o inflacji pod względem istotności zajmują drugie miejsce. Zachowanie korony norweskiej w ubiegłym tygodniu wpisywało się w tę narrację – dzięki rozpoczęciu cyklu podwyżek stóp przez Norges Bank była najlepiej radzącą sobie walutą G10.

Dodajmy, że oczekiwania rynków odnośnie tego, co banki centralne będą mówić i robić, wydają się niezwykle zachowawcze. Po tym, jak Rezerwa Federalna jedynie zasugerowała, że w listopadzie ogłosi tapering, rentowności odnotowały gwałtowny wzrost. Reakcja rynku wskazuje, że dla większości inwestorów sygnały z Fedu to jastrzębie zaskoczenie. W związku z szykowaniem się rynków na wycofanie stymulacji monetarnej większość głównych walut emerging markets zakończyła tydzień niżej względem dolara. Wyjątkiem był rosyjski rubel, wspierany przez rosnące ceny energii, szczególnie w Europie.

PLN

Kurs EUR/PLN w połowie zeszłego tygodnia przekroczył poziom 4,63, dobijając do najwyższego poziomu od kwietnia. Na słabość złotego złożyło się kilka kwestii. Walucie szczególnie nie sprzyjał rozlewający się po aktywach ryzykownych niepokój związany z sytuacją chińskiego dewelopera Evergrande. Niekorzystne było też umocnienie dolara i wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Wydaje się, że w złotego i forinta w środku tygodnia uderzyły dodatkowo obawy związane z tarciami z UE, rzucającymi lekki cień na kwestię dystrybucji unijnych środków.

Zakładamy jednak, że większość krótkoterminowych czynników ryzyka dla złotego jest za nami. Para EUR/PLN obecnie zeszła już poniżej psychologicznej granicy 4,60 i naszym zdaniem powinna kontynuować spadek. Przemawia za tym też dość pusty kalendarz ekonomiczny w kolejnych tygodniach. Ryzykiem dla złotego jest jednak możliwość skoków w górę rentowności amerykańskich obligacji oraz (aczkolwiek w naszej ocenie w mniejszym stopniu) wieści z Chin.

EUR

Podobnie jak w USA, dane makroekonomiczne ze strefy euro zaczynają nabierać stagflacyjnego wydźwięku. Wskaźniki PMI we wrześniu pokazały spadek (przy czym wcześniejsze odczyty były bardzo wysokie). Kompozytowy indeks znalazł się na poziomie 56,1 pkt wobec 59,0 w sierpniu. Kluczowymi tematami w kontekście sytuacji gospodarczej pozostają zakłócenia w łańcuchach dostaw, ograniczenie produkcji i rosnąca siła przetargowa. Jesteśmy przekonani, że dane o inflacji opublikowane w tym tygodniu będą wpisywać się w ten trend.

Stratedzy rewidowali w górę prognozy dla obu miar inflacji, ale wciąż widzimy szanse na to, że okaże się ona jeszcze wyższa, niż zakłada konsensus (obecnie wynosi on odpowiednio 3,3% dla inflacji HICP i 1,9% dla bazowej HICP). Taki obrót spraw zmusiłby do zastanowienia się, czy normalizacja polityki ze strony EBC nie powinna nadejść szybciej, co mogłoby być korzystne dla euro.

USD

Powszechnie oczekiwano sugestii, że tapering zostanie ogłoszony już na kolejnym zebraniu Fedu, w listopadzie. Mimo to wydaje się, że wrześniowe posiedzenie zaskoczyło rynki, które spodziewały się bardziej gołębiego przekazu. Inwestorzy mogli również wystraszyć się dot plotu, który wskazywał, że połowa członków FOMC oczekuje podwyżki stóp już w 2022 r. W każdym razie rentowności amerykańskich obligacji wzrosły, a dolar wraz z nimi, choć nie tak bardzo, jak można by się spodziewać po skali ruchu na rynku obligacji.

Walkę dotyczącą górnego pułapu zadłużenia obecną w amerykańskich mediach uważamy za polityczny teatr. Zamiast na tym, będziemy skupiać się na publikacji danych o inflacji PCE, która jest preferowaną przez Fed miarą inflacji.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Politycy ofiarami hakerów

Coraz częściej zdarza się, że do systemów różnych organizacji – firm czy urzędów – zamiast osoby uprawnionej, dostaje się złodziej, który ukradł cyfrową tożsamość. Takie sytuacje nie omijają również polityków. Wciąż dochodzą do nas wieści o wycieku ważnych i poufnych danych ze skrzynek email czy niezabezpieczonych odpowiednio aplikacji. Ostatnia duża afera dotyczy Polski, gdzie cyberprzestępcy dostali się do prywatnej skrzynki szefa KRM i opublikowali treść znajdujących się tam służbowych wiadomości. W jaki sposób działają przestępcy? Jak politycy i znane osobistości mogą się przed nimi obronić?

Skala ataków na skrzynki email pracowników ważnych instytucji państwowych lub medycznych wciąż się powiększa i dotyczy dziś prawie wszystkich krajów. W ostatnim półroczu zanotowano w Wielkiej Brytanii wyciek tajnych informacji na temat brytyjskich projektów pomocowych, związanych m.in. ze zwalczaniem terroryzmu czy działaniami pokojowymi finansowanymi przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego. W lutym cyberprzestępcy dostali się również do wrażliwych danych przetwarzanych przez laboratorium uniwersytetu w Oksfordzie badającego Covid-19.

– Cyberprzestępcy kradną tożsamość użytkowników wykorzystując do tego maile phishingowe – mówi Tomasz Kowalski, CEO w firmie Secfense, która opracowała technologia User Access Security Broker. – Właśnie dlatego, każdy – a w szczególności osoby posiadające dostęp do wrażliwych informacji – powinny stosować tzw. dodatkowy składnik, który potwierdzi na sto procent tożsamość użytkownika. Po prostu sprawdzi, czy po drugiej stronie komputera siedzi odpowiednia i uprawniona osoba, a nie ktoś kto się za nią tylko podaje.

W USA 180 dni na adopcję 2FA

O tym, że wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) to dziś konieczność, przekonują nas również decyzje amerykańskiego prezydenta, który w rozporządzeniu wykonawczym w sprawie poprawy cyberbezpieczeństwa narodu z 12 maja apeluje o wdrożenie dwuetapowego uwierzytelniania (2FA) dla całego rządu w ciągu 180 dni.

Takiego zabezpieczenia nie posiadał niestety szef Kancelarii Rady Ministrów w Polsce, Michał Dworczyk, dlatego w czerwcu br. jego prywatna skrzynka e-mail (niesłusznie zresztą używana do korespondencji na tematy rządowe) została przejęta przez cyberprzestępców.

–  Jak podaje właściciel domeny, w której polityk miał swoje konto pocztowe, wejście na konto ministra Michała Dworczyka i co za tym idzie uzyskanie dostępu do jego maili nastąpiło na skutek podania poprawnego loginu i hasła – dodaje Kowalski. – Można więc z tego wnioskować, że przestępcy albo wyłudzili hasło wysyłając pshishingową wiadomość, albo używano takiego samego hasła do innych serwisów i tam ono wyciekło.

Praktyka korzystania z prywatnych skrzynek e-mail w celach służbowych w administracji państwowej nie jest jednak tylko polską domeną. Jak podaje Sky News, w samym 2020 roku zanotowano aż 151 przypadków naruszeń bezpieczeństwa w brytyjskim Ministerstwie Obrony, gdzie tajne informacje z bezpiecznej, rządowej sieci zostały przeniesione na osobiste konta e-mail.

– Jak widać trudno zdyscyplinować w tej kwestii nawet osoby, które mają dostęp do najbardziej poufnych informacji, dlatego trzeba głośno mówić o szerokim i kompleksowym stosowaniu tzw. dodatkowego składnika podczas uwierzytelniania się do systemów i aplikacji – tłumaczy dalej Tomasz Kowalski. – Tym drugim składnikiem mogą być zarówno klucze fizyczne, jak i wbudowane w laptopy czy smartfony czytniki biometryczne. Ważne jednak jest to, aby chronione w ten sposób były wszystkie używane przez pracowników i polityków aplikacje. Są dziś na szczęście nieinwazyjne sposoby, które bez zmiany w kodach aplikacji pozwalają zastosować dowolną metodę wieloskładnikowego uwierzytelniania, w tym także kluczy kryptograficznych.

Wieloskładnikowe uwierzytelnianie uznawane jest dziś za najskuteczniejszą ochronę przed wyłudzeniem informacji.  Właściwie zaprojektowana ochrona potrafi ochronić przed m.in. kradzieżą sesji zalogowanych użytkowników, phishingiem i atakami man-in-the-middle. Wszyscy więc, a szczególnie osoby piastujące odpowiedzialne stanowiska państwowe powinny natychmiast zrezygnować z hasła, jako jedynego elementu zabezpieczania i potwierdzania tożsamości online. To hasła bowiem – niestety słabe i często identyczne używane do wielu serwisów – narażone są na łatwą kradzież, która w następstwie przynieść może nie tylko stres jego właściciela, ale również kryzys polityczny.

NetActuate otwiera nowe data center w Warszawie

NetActuate, dostawca brzegowej mocy obliczeniowej w modelu IaaS, otworzył nowe centrum danych w Warszawie. Oznacza to uruchomienie wszystkich usług operatora jednej z pięciu największych (pod względem liczby węzłów) sieci IPv4 i IPv6 na świecie – w tym anycast, maszyn wirtualnych, bare metal i kolokacji – z Warszawy.

Nasze nowe wdrożenie w Polsce umożliwia nam oferowanie solidnego zestawu globalnych usług infrastruktury brzegowej zlokalizowanych w Europie Środkowej” — powiedział Mark Mahle, dyrektor generalny i główny architekt technologiczny firmy NetActuate. „Strategiczna lokalizacja Warszawy zwiększa wydajność i niezawodność naszej sieci dla użytkowników końcowych zarówno na rynkach Europy Wschodniej, jak i Zachodniej”.

Warszawskie data center NetActuate zlokalizowane jest w ścisłym centrum biznesowym stolicy. W tej lokalizacji klienci mogą wybierać z szerokiej gamy usług sieciowych, a także mogą łączyć się bezpośrednio z klientami i partnerami w swoim cyfrowym łańcuchu dostaw. Placówka ta zapewnia również bezpośredni dostęp do Equinix Internet Exchange™ Poland (dawniej PLIX), który jest największym punktem wymiany ruchu internetowego w Polsce. Warszawska lokalizacja NetActuate oferuje najnowocześniejsze standardy bezpieczeństwa i posiada certyfikaty zgodności z normami ISO 22301, ISO 27001, ISO 9001:2015 i PCI DSS.

Uruchomienie usług w Polsce jest częścią większego planu rozwoju NetActuate w Europie.

W najbliższym czasie planujemy uruchomienie nowej platformy IaaS pod nazwą vmgen. Dzięki vmgen użytkownicy będą mogli korzystać z globalnej infrastruktury brzegowej w niezwykle prosty i szybki sposób” – powiedział Kacper Dąbrowski, Dyrektor ds. Projektów Europejskich w NetActuate i Dyrektor Generalny vmgen. „Nowy projekt jest dedykowany na rynki Europejskie, a pracuje nad nim ciągle rozwijany zespół programistów w Polsce”.

Dostawcy usług cyfrowych mogą łatwo wdrożyć i rozszerzać swoją globalną obecność na platformie Anycast NetActuate, stworzonej z myślą o zapewnieniu niskich opóźnień i wysokiej niezawodności. W ramach globalnego zasięgu NetActuate klienci mogą wdrażać swoje środowiska hybrydowe w Polsce oraz w ponad 30 innych lokalizacjach na całym świecie, bez konieczności zarządzania wieloma dostawcami ich infrastruktury i usług sieciowych.

Inflacja w Polsce wymknie się spod kontroli?

Mieszanka inflacji 5,5% ze wzrostem wynagrodzeń 9,5% jest niebezpieczna, przyzwyczajamy się do tego, że ceny będą rosły. Wysokie oczekiwania inflacyjne mogą okazać się groźniejsze od już znanych odczytów inflacji.

Inflacja w Polsce na koniec roku może dojść nawet do 6%. Już obecnie jest najwyższa wśród krajów UE.

– Wysoka inflacja była zaskoczeniem, ale przed kilkoma miesiącami, a teraz rosną już oczekiwania inflacyjne – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jeżeli nic z tym nie zrobimy, to ryzykujemy, że inflacja utrwali się na wyższym poziomie, a później koszt ustabilizowania cen okaże się wysoki.

Przed ponad dwudziestu laty bardzo wysoką inflację w Polsce udało się zwalczyć kosztem stóp procentowych w okolicach 20%.

Teraz ryzykujemy, że ten dorobek zostanie zmarnowany, choć nie grozi nam jednak hiperinflacja znana z końca gospodarki komunistycznej.

– Inflacja już na obecnym poziomie jest niedobra dla polskiej gospodarki bo wprowadza podwyższoną niepewność dotyczącą cen i wynagrodzeń – dodaje ekspert.

Korzystna byłaby inflacja na poziomie 2%. Potrzebne są jednak decyzje NBP, które nie są korzystne dla wpływów do budżetu państwa, bo dzięki wysokiej inflacji rząd zapewnia sobie podwyższone wpływy podatkowe.

Za stabilność cen odpowiedzialny jest NBP i prowadzona przez niego polityka pieniężna, to jest oczywiste. Popyt jest silny i jego dalsza stymulacja nie jest potrzebna.

– Z oczekiwaniami inflacyjnymi jest jak z prowadzeniem wielkiego okrętu – porównuje P.Kwiecień. – Skręt jest powolny, ale jak już manewr się zaczął, to trudno go zatrzymać. I to właśnie dlatego działania NBP powinny być różne i dobrze obliczone.

Kool2Play z ponad 5,2 milionem złotych na rozwój jakości tworzonych gier

Niezależny producent gier komputerowych, Kool2Play, otrzymał dwa granty Naukowego Centrum Badań i Rozwoju, o łącznej wysokości ponad 5,2 mln zł. Pierwszy z wspartych projektów dotyczy stworzenia zaawansowanej sztucznej inteligencji przeciwników, a drugi automatyzacji testowania gier z wykorzystaniem SI. Oba projekty przełożą się na wysoką jakość tworzonych produkcji i po raz pierwszy zostaną wykorzystane w grze Uragun.

Pierwszy z dwóch projektów, wspartych w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014 – 2020, pozwoli na implementację algorytmów sztucznej inteligencji przeciwników do gry Uragun. Łączna wartość projektu  szacowana jest na ponad 3,7 mln złotych, z czego kwota dofinansowania wyniesie 2 mln 237 tys. zł. Głównym celem projektu jest stworzenie technologii, dzięki której, przeciwnicy napotkani w grze Uragun będą posługiwali się własną inteligencją, a gra będzie na bieżąco odpowiednio dopasowywać poziom trudności rozgrywki.

– Uragun to shooter, który od początku był tworzony z nastawieniem na dynamiczną, efektowną walkę. Wiemy jak ważne w grach akcji jest nie tylko dopracowanie korzystania z różnego rodzaju uzbrojenia, ale także inteligencja i spryt przeciwników. W Uragunie gracze będą przedzierać się przez hordy wrogów sterowanych przez sztuczną inteligencję, a dzięki naszemu projektowi nabiera to dodatkowego, bardziej dosłownego znaczenia. – komentuje prezes GK Kool2Play, Marcin Marzęcki.

Drugi ze wspartych przez NCBR projektów to Narzędzie do automatycznego testowania gier z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, co pozytywnie wpłynie na czas i jakość tworzonych produkcji. Opracowane rozwiązanie wesprze testerów w wykonywaniu powtarzalnych i czasochłonnych czynności, jednocześnie zmniejszając ryzyko przeoczenia błędów w kodzie. Na projekt o łącznej szacowanej wartości w wysokości 5 mln złotych, spółka otrzyma 3 mln złotych dofinansowania.

Na tworzone przez nas marki patrzymy długofalowo. System automatyzacji testów ułatwi nam dokładne eliminowanie błędów, co wpłynie na wszystkie przyszłe produkcje Kool2Play. Dzięki wykorzystaniu algorytmów SI zaoszczędzimy sporo czasu związanego z ważnym, ale czasochłonnym testowaniem gier, a zespół deweloperski będzie mógł bardziej skupić się na przykład na balansowaniu rozgrywki. Od początku za jeden z głównych celów postawiliśmy sobie wysoką jakość tworzonych gier, a oba projekty, na które otrzymaliśmy dofinansowanie, na pewno się do tego przyczynią – kończy Marcin Marzęcki.

Uragun to futurystyczna gra akcji, w której gracz wciela się w uroczego, ale zabójczego mecha, by stanąć do walki z zastępami wrogów sterowanymi przez SI. W ręce gracza oddano pokaźny arsenał, mnóstwo przydatnych modyfikacji i wybuchowych umiejętności. Gra oferuje szeroki zakres modyfikacji rozrywki, rozbudowany system progresji i zróżnicowane lokacje przedstawione jako biomy kontrolowane przez Sztuczną Inteligencję.

Premiera Uragun już w czwartym kwartale 2021 roku w ramach wczesnego dostępu na Steam.

Medicover podwaja liczbę klubów fitness – już 70 obiektów sportowych w portfolio firmy

Medicover dynamicznie buduje swoją pozycję w branży sportowej i inwestuje w kolejne kluby fitness. We wrześniu firma stała się głównym udziałowcem sieci Just GYM i jeszcze w tym samym miesiącu dokonuje akwizycji nowych sieci – FITARENA i Quanfit. Sportowy portfel Medicover tylko w ostatnim miesiącu podwoił się i tym samym osiągnął liczbę 70 obiektów*.

Z końcem września biznes Medicover powiększa się o nowe sieci – FITARENA i Quanfit, czyli odpowiednio: 8 i 3 nowoczesne obiekty sportowe (kluby fitness i siłownie). Ta akwizycja przypieczętowuje dwukrotny wzrost liczby posiadanych przez Medicover klubów w ciągu jednego miesiąca.
Dołączenie marek FITARENA i Quanfit to kolejne zaangażowanie kapitałowe Medicover w obszar sportu i rekreacji na przestrzeni ostatnich lat. W 2018 roku firma przejęła operatora pakietów sportowych OK System – dziś znanego jako Medicover Sport. Od tego czasu Medicover systematycznie inwestuje w rozwój oferty klubów sportowych. Do września br. portfolio firmy obejmowało sieć Well Fitness, wcześniej znaną jako Fitness World Polska (20 klubów) i centra fitness premium Holmes Place (3 kluby). Ponadto, w ramach współpracy z siecią Calypso Fitness Club, Medicover prowadzi 10 klubów Calypso na zasadach franczyzy (kolejne dwa są w trakcie budowy).

Ten miesiąc przyniósł firmie kolejne projekty inwestycyjne – zakup większościowego pakietu udziałów sieci Just GYM, na którą składają się 22 kluby (i 2 będące w budowie), a także akwizycję sieci FITARENA i Quanfit (łącznie 11 obiektów).

Nasz dynamiczny wzrost w obszarze sportu, w dodatku w tak krótkim czasie, to odzwierciedlenie wręcz sportowej ambicji Medicover, by rozwijać unikalną ofertę usług dla zdrowia i wellbeingu i efektywnie docierać z nią do coraz to nowych miejsc na mapie Polski – komentuje Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych, Medicover.

FITARENA i Quanfit to marki od lat znane entuzjastom zdrowego trybu życia z województw: dolnośląskiego i lubuskiego. Kluby fitness i siłownie działające pod tymi markami to wielofunkcyjne obiekty sportowe, przystosowane do zróżnicowanych form aktywności ruchowej (m.in. treningi personalne, treningi na siłowni, basenie), zabiegów wellness, a także zajęć relaksacyjnych. Sieci kierują swoją ofertę do klubowiczów w różnym wieku, w tym do dzieci od 12. roku życia, a także seniorów.
Nasza strategia budowania sieci klubów fitness od początku zakładała możliwość ich sprzedaży do inwestora branżowego. Jesteśmy przekonani, że powierzenie naszych klubów w ręce Medicover, to nie tylko szansa dla klientów na znaczne wzbogacenie oferty ale również szansa dla naszych pracowników w budowaniu ich ścieżek kariery i dalszym rozwoju – dodaje Damian Ozga, Założyciel i dotychczasowy Prezes Zarządu FITARENA oraz Quanfit.

Nasze kluby fitness powstały z myślą o osobach chcących aktywnie spędzić czas, w miłej i przyjaznej atmosferze poprawić kondycję, zadbać o sylwetkę oraz poczuć się wyjątkowo. Wymogi stawiane w dzisiejszym świecie zawodowym oraz prywatnym, kontakty interpersonalne oraz obecny styl życia sprawiają, że chcemy wyglądać młodo i elegancko, czuć się świetnie oraz być pełnym pozytywnej energii. Dlatego z myślą o klientach powstały nasze kluby, w którym podążamy ku lepszej jakości życia. Mamy nadzieję, że nasza współpraca z Medicover w praktyce już niebawem zaowocuje nową, poszerzoną ofertą sportową dla naszych obecnych, jak i przyszłych klientów – podsumowuje Przemysław Tadla, Założyciel i Dyrektor Sieci Klubów FITARENA i Quanfit.

Medicover kontynuuje rozwój sportowego portfolio, jak i powiększa bazę partnerskich obiektów, w których można realizować pakiety Medicover Sport. Aktualnie Medicover Sport to dostęp do ok. 4,5 tysiąca obiektów sportowych i rekreacyjnych, m.in.: klubów fitness, sal gimnastycznych, basenów, kręgielni, sal bilardowych.

* W tym będące w budowie: 2 kluby Calypso Fitness Club (prowadzone na zasadach franczyzy) oraz 2 kluby Just GYM.

Gospodarcze skutki wyborów w Niemczech

Wybory w Niemczech wygrała SPD, która będzie tworzyć nowy gabinet najprawdopodobniej w kolacji z Zielonymi i FDP. Czeka nas teraz kilka miesięcy koalicyjnych negocjacji, które mogą wpłynąć na rynek. Berlińczycy zagłosowali za wywłaszczaniem firm posiadających w ich mieście ponad 3000 mieszkań.

Wczorajsze wybory w Niemczech okazały się być bardziej wyrównanie od przewidywań. Początkowy remis w pierwszym sondażu exit polls przerodził się, w niewielką wygraną SPD (25,7 proc. vs 24,1 proc. dla CDU/CSU), której lider Olaf Scholz będzie kandydatem na kanclerza federalnego. Pierwszą możliwą koalicją będzie więc SPD-Zieloni-FDP. Bardzo dobry wynik osiągnęło FDP (11,5 proc.), stając się najpopularniejsza partią wśród głosujących po raz pierwszy. Gorzej od sondaży i oczekiwań wypadli natomiast Zieloni (14,8 proc.). Także Die Linke osiągnęli słaby wynik (4,9 proc.), który uniemożliwia sformowanie koalicji SPD-Zieloni-Die Linke, której obawiało się wielu Niemców i rynki finansowe. Jeszcze podczas wieczoru wyborczego, przewodniczący FDP zaproponował, by najpierw po wyborach porozumiały się ze sobą FDP i Zieloni, którzy dopiero potem wybiorą sobie trzeciego koalicjanta – SPD lub CDU/CSU. Takie rozwiązanie, gdyby zostało zrealizowane, zwiększyłoby siłę przetargową mniejszych partii oraz pozwoliłoby zapewne na realizację większej liczby postulatów o charakterze liberalnym i ekologicznym, które łączą programy FDP i Zielonych. Jednak by rozpocząć współpracę partie muszą dojść do porozumienia w kwestiach, które ich najbardziej różnią. Taką sferą są np. podatki, w przypadku których Zieloni proponują zwiększenie opodatkowania najbogatszych, zaś FDP optuje za zmniejszeniem obciążeń dla klasy średniej. W niemieckiej polityce czeka nas teraz kilka miesięcy negocjacji mających wyłonić nowy rząd, a ewentualne informacje lub przecieki z negocjacji mogą wpływać na rynki finansowe.

Wraz z wyborami federalnymi odbywały się także wybory w Berlinie oraz referendum w którym głosujący wypowiedzieli się za wywłaszczeniem spółki Deutsche Wohnen (i innych firm posiadających ponad 3000 mieszkań) z będących w jej posiadaniu 115 tys. mieszkań w Berlinie. Jest to próba ratowania berlińskiego rynku nieruchomości przed dalszym wzrostem cen, który jest związany w ciągłym deficytem mieszkań. Pomimo pozytywnego wyniku referendum, nie wiadomo, jak mogłoby ono zostać zrealizowane w praktyce i czy byłoby to w ogóle zgodne z niemiecką konstytucją. Rodzi się też pytanie czy Berlin byłoby stać na wypłacenie odszkodowania za takie działanie. Z tego powodu akcje Deutsche Wohnen biją ostatnio rekordy ceny a początku roku zyskały już 21,61 proc.

Wybory w Niemczech mają duże znaczenie także dla naszej gospodarki, która jest funkcjonalnie powiązana z niemiecką. Niemcy są najwyższym odbiorca polskiego eksportu (28,9 proc. polskiego

eksportu w 2020 roku trafiło do Niemiec). Polska jest obecnie, po wyprzedzeniu USA, trzecim największym eksporterem do Niemiec. Więcej eksportują do naszych zachodnich sąsiadów tylko Chiny i Holandia. Niemcy zainwestowali w Polsce najwięcej w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych, od roku 1989 jest to około 36 mld euro. Ocenia się, że polskie inwestycje w Niemczech stanowią około 6 mld euro. Niemcy odrywają także znacząca rolę w Unii Europejskiej, z którą Polska pozostaje ostatnio w konflikcie na wielu polach. Odejście Angeli Merkel, która opowiadała się, że bardziej ugodowym stanowiskiem wobec Polski, może oznaczać zaostrzenie stanowiska Brukseli.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Korzystny klimat dla dolara, ropa najdroższa od października 2018

Po raz kolejny większość wydarzeń układa się korzystnie dla amerykańskiej waluty, która ponownie testuje ostatnie rekordy względem euro. W tle mamy kolejne szczyty na ropie naftowej.

Początek wyborczej telenoweli za Odrą

Niemieckie wybory parlamentarne to bardzo długa rozrywka dla obserwatorów. Powodem jest fakt, że od dawna nie ma tam wyraźnych zwycięzców. Za wyjątkiem koalicji dwóch głównych rywali (chadecji i socjaldemokratów) rządzenie wymaga koalicji minimum 3 formacji. Tym razem wspomniani główni rywale uzyskali po około 25%, co biorąc pod uwagę redukcję związaną z 5% progiem wyborczym, pozwala im razem tworzyć rząd. Możliwy jest też sojusz z zielonymi lub liberałami. Wszystkie te opcje będziemy oglądać prawdopodobnie przez jeszcze kilka tygodni, gdyż ostatnie procesy wyborcze w Niemczech miały bardzo długi okres tworzenia koalicji. Nie obędzie się to bez wpływu na waluty. Brak wiedzy o tym co będzie się dziać w głównej gospodarce europejskiej z pewnością nie pomoże euro.

Wystąpienia członków FED

W piątek poznaliśmy na wystąpieniach publicznych stanowiska członków zarządu FED. Wynika z nich, że jeszcze w tym roku możliwe jest ograniczenie poziomu programu skupu aktywów. Na przyszły rok spodziewane są podwyżki stóp procentowych. Biorąc pod uwagę tempo poprawy danych makroekonomicznych, przyspieszenie horyzontu czasowego podwyżki z 2023 na 2022 rok nie powinno budzić zaskoczenia. Kolejne potwierdzanie tej perspektywy, i to na tak wysokim szczeblu, jest jednym z powodów piątkowych umocnień amerykańskiej waluty.

Ropa znów na szczytach

Po ostatnich wzrostach cen czarnego złota jest ono najdroższe od października 2018 roku. Pokazuje to, że mino pandemii gospodarka ponownie przyspiesza. Co ciekawe działo się to pomimo uwolnienia na rynek części rezerw przez Chińczyków. Analitycy wskazują jako jeden z powodów wzrostów cen słabsze perspektywy produkcji przez OPEC. Niedoinwestowana infrastruktura nie jest w stanie pomimo wzrostów limitów wydobycia dostarczyć wystarczająco dużo surowca. W tle tych wydarzeń wypowiadają się Irańczycy, których rosnące ceny surowca zachęcają do powrotu do rozmów w ramach swojego programu nuklearnego, by zdjąć sankcje eksportowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski Ład. Nowa składka zdrowotna dla władz spółek uderzy w małe i średnie przedsiębiorstwa

W projekcie przepisów dotyczących Polskiego Ładu znalazła się zmiana obniżająca wynagrodzenie członkom zarządów oraz prezesom spółek, a także innym osobom wybranym do pełnienia swoich funkcji w drodze powołania. Do tej pory uiszczali oni jedynie podatek dochodowy, a od 1 stycznia 2022 r. dojdzie jeszcze konieczność opłacania składki zdrowotnej. W praktyce oznacza to wzrost opodatkowania o 9%. Ten niespodziewany ruch Ministerstwa Finansów uderzy zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ naturalnym skutkiem podwyżki podatków pracowników będzie presja na wzrost wynagrodzenia netto.

Zakres zmiany

W art. 15 projektu zmian przepisów wskazano, że zostaną dokonane zmiany w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych polegające na modyfikacji art. 66 w ust. 1 po pkt 35 poprzez dodanie pkt 35a w brzmieniu: „35a) osoby powołane do pełnienia funkcji na mocy aktu powołania, które z tego tytułu pobierają wynagrodzenie;”. W przypadku takich osób zgodnie z nowym przepisem art. 73 pkt 17b obowiązek ubezpieczenia powstaje z dniem powołania, a wygasa z dniem odwołania.

Stosunek powołania ze swojej natury jest mniej trwałym stosunkiem niż umowa o pracę. W związku z tym dotyczy on najczęściej kadry kierowniczej. Do takich osób zalicza się m.in. członków zarządu, członków Komisji Rewizyjnej, prokurentów oraz członków komisji egzaminacyjnych. Osoba powołana, czasami w drodze konkursu, może być w każdej chwili odwołana bez podania konkretnej przyczyny oraz bez możliwości roszczeń o przywrócenie do pełnienia funkcji. W związku z planowanymi zmianami należy spodziewać się wzrostu zainteresowania kadry kierowniczej tradycyjnymi umowami o pracę, ponieważ podstawowa korzyść powołania, jaką był brak obowiązku opłacania składki zdrowotnej, w praktyce zniknie. Ewentualnie współpraca z kadrą kierowniczą będzie odbywała się w ramach stosunków biznesowych, gdyż po konsultacjach społecznych Ministerstwo zmieniło wysokość składki zdrowotnej dla podatku liniowego na 4,9%.

Uzasadnienie zmian

W ocenie ustawodawcy zaproponowana zmiana art. 66 ust. 1 ustawy o NFZ powinna doprowadzić do zrównania praw i obowiązków osób podlegających obowiązkowemu ubezpieczeniu zdrowotnemu z osobami powołanymi do pełnienia funkcji na mocy aktu powołania, które z tego tytułu pobierają wynagrodzenie.

Ustawodawca wskazuje też na cel tej zmiany. Otóż objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym kolejnej grupy osób będzie skutkować zapewnieniem dodatkowych środków w systemie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego oraz pełniejszą realizacją zasady solidaryzmu społecznego. Jednocześnie w projekcie zmian zabrakło jednak przepisów wskazujących jednoznacznie, że środki wpłacone przez płatników z tytułu składek zdrowotnych zostaną w całości przekazane na ochronę zdrowia. W praktyce więc zwiększą się jedynie dochody budżetowe.

Negatywne skutki zmian

Wprowadzone zmiany będą dotyczyć zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, ponieważ naturalną konsekwencją obniżenia wynagrodzenia o 9% na skutek zmian podatkowych będą wnioski o podwyżkę dla menadżerów, która to podwyżka zostanie najpewniej sfinansowana ze środków spółki. Innymi słowy, jest to kolejna zmiana zaproponowana w ramach Polskiego Ładu, która zwiększy koszty funkcjonowania przedsiębiorców w Polsce. Presja płacowa odbije się zdecydowanie na wartości sprzedawanych towarów i usług, w szczególności w małych firmach, gdzie wysokość wynagrodzenia kadry kierowniczej, pracującej na podstawie powołania, często jest znaczącym kosztem funkcjonowania przedsiębiorstwa. Wzrost cen towarów i usług napędzi z kolei inflację.

Dodatkowo bardzo negatywnie należy ocenić brak jakichkolwiek konsultacji społecznych przy zmianie modelu wynagradzania menadżerów, który w praktyce funkcjonuje od bardzo wielu lat. Przedsiębiorcy wypracowali pewne akceptowane od lat rozwiązania, które obwarowane są kontraktami, umowami, politykami i procedurami. Obecnie ustawodawca zmusza przedsiębiorców do bezwzględnego zaakceptowania zaproponowanej zmiany, pomijając dialog społeczny i przerzucając w całości ciężar składki na przedsiębiorców.

Nadmierna fiskalizacja przedsiębiorców zaproponowana w ramach Polskiego Ładu prowadzić będzie do poszukiwania kolejnych, mniej standardowych rozwiązań. Niszczenie nieformalnych kompromisów z przedsiębiorcami, godzącymi się na zapłatę podatków w Polsce, może prowadzić do ich emigracji, likwidacji firm lub przeniesienia się do szarej strefy.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynki kryptowalut wstrząśnięte po pełnym zakazie handlu w Chinach

W piątek rynkami krypto wstrząsnęła informacja o tym, że Chiny wprowadzają pełny zakaz handlu kryptowalutami. Pomimo wcześniejszego ogłoszenia zakazu, rynki zareagowały dużymi spadkami bitcoina i innych kryptowalut.

BTC rozpoczął ostatni tydzień trendem spadkowym i sięgnął poziomu 40 500 dolarów już w środowy poranek, ale wzrastał stabilnie aż do wiadomości z Chin, które spowodowały w piątek jego spadek o 8 proc. Cena ustabilizowała się przed niedzielnym skokiem i wróciła do poziomu ponad 44 100 dolarów dziś rano.

W środę ethereum również odnotował niski poziom 2700 dolarów przed powrotem do 3100 dolarów. Po piątkowym spadku o 9 proc., ETC ustabilizował się przez weekend tak jak BTC i wrócił do wysokiego poziomu 3100 dolarów w niedzielę.

Twitter uruchamia funkcjonalności krypto

Portal społecznościowy Twitter wprowadził na swojej platformie serię funkcjonalności dotyczących krypto. Od teraz będzie można udzielać napiwków popularnym użytkownikom Twittera w bitcoinach poprzez Strike, zewnętrzną aplikację opartą o Bitcoin Lightning Network. Użytkownicy Twittera korzystający z iOS jako pierwsi skorzystają z nowej opcji, dla użytkowników Androida będzie ona dostępna wkrótce.

Firma pracuje również nad zwiększeniem widoczności niewymienialnych tokenów (NFT) na platformie, dając autorom więcej narzędzi i funkcji moderatorskich. Twitter przyznaje, że bada kwestię uwierzytelniania NFT, która umożliwiłaby użytkownikom połączenie ich kryptoportfeli bezpośrednio z kontami w mediach społecznościowych celem wyświetlania ich własnych dzieł sztuki na ich profilach.

Sorare zabezpiecza finansowanie SoftBanku o wartości 680 milionów dolarów

Sorare (rynek NFT) ogłosił w środę, że zabezpieczył ogromną rundę inwestycyjną o wartości 680 milionów dolarów prowadzoną przez duży japoński dom inwestycyjny SoftBank.

Sorare jest rynkiem dla niewymienialnych tokenów. Wartość platformy szacuje się aktualnie na 4,3 mld dolarów po rundzie inwestycyjnej Serii B. Softbank prowadził poprzednią rundę inwestycyjną w lipcu z zastrzykiem 532 mln dolarów.

Firma rozszerzy swoje portfolio piłkarskie o NFT poszukując partnerstwa z ligami i stowarzyszeniami. Zawarto już umowy z czołową francuską drużyną Paris Saint-Germain, mistrzami angielskiej Premier League Liverpoolem i hiszpańską La Liga.

Sorare przygląda się również dywersyfikacji swojej oferty NFT, odkrywając inne dyscypliny sportu oprócz piłki nożnej. Problemy pojawiły się jednak w przypadku innych sportów, ponieważ główne ligi, takie jak NFL w USA, wyraźnie zabraniają graczom i klubom tworzenia lub sprzedaży NFT.

Szalony tydzień na rynku kryptowalut dzięki Evergrande

W ubiegłym tygodniu wiadomości skupiały się głównie na wieściach z Chin. Kryptowaluty nie pozostały obojętne na te wydarzenia.

Na początku tygodnia zaczęły pojawiać się wiadomości o kryzysie Evergrande, który odbił się echem na wszystkich rynkach. Kryptowaluty odczuły szczególne skutki, gdy w poniedziałek nastąpiła szeroko zakrojona wyprzedaż.

Evergrande ma ogromną ekspozycję na długi – ponad 300 miliardów dolarów – i nie dokonało terminowych płatności na rzecz swoich wierzycieli. Konsekwencje dla szerszych rynków kryptowalut nie są bezpośrednie, ale w obliczu zbliżających się obaw o zadłużenie, może to mieć wpływ na kryptoaktywa, takie jak Tether.

Stablecoiny, takie jak Tether, są powiązane z walutami fiducjarnymi, takimi jak dolar amerykański. Ale aby utrzymać swoją pozycję, potrzebują zasobów odpowiadających wartości kryptowalut. Wielu nie może trzymać dużych ilości gotówki i zamiast tego używa papierów komercyjnych – formy zadłużenia krótkoterminowego – do rozliczenia wartości.

Problem polega na tym, że Evergrande stwarza ryzyko na rynku długów podobne do tego w 2008 r., więc stablecoiny mogą popaść w kłopoty, jeśli posiadane przez nie papiery komercyjne stracą na wartości. Jest to bezprecedensowy kryzys i dopiero okaże się, co będzie dalej.

Simon Peters – analityk kryptowalut eToro

Jak przerwać spiralę inflacji w Polsce?

W gospodarce rynkowej ceny towarów i usług ciągle się zmieniają: jedne rosną, inne spadają. Jednak o inflacji mówimy dopiero wtedy, kiedy mamy do czynienia z powszechnym wzrostem cen – a nie z podwyżkami dotyczącymi tylko niektórych dóbr. Po raz pierwszy od ponad 20 lat inflacja w Polsce przekroczyła 5%. Tak wysoka inflacja przede wszystkim niszczy siłę nabywczą oszczędności zgromadzonych w bankach czy obligacjach skarbowych, które dają rekordowo niskie i zbliżone do zera odsetki. Jeśli taki stan utrzymałby się w kolejnych latach, to polski złoty za 13 lat straciłby ponad połowę swej obecnej wartości. Bardzo szybki wzrost cen powoli zdaje się zjawiskiem trwałym i wciąż pozostaje bez odpowiedzi banku centralnego. Ekonomiści są zdania, że w walce z rosnącą inflacją bardzo dużo zależy od nastrojów społeczeństwa i przekonaniu go, że instytucje finansowe odpowiednio poradzą sobie z problemem.

– W Polsce mamy duży problem z inflacją. Oczywiście ceny zaczęły rosnąć na całym świecie – ale Polska ma szczególny problem. Inflacja jest bardzo dziwnym zjawiskiem – otóż w momencie, w którym obawiamy jej się najbardziej, wtedy zaczyna rosnąć najszybciej. Im bardziej wierzymy w to, że inflacja będzie wysoka, tym wyższa się staje – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Obecnie mówi się, że polityka pieniężna nie jest tak naprawdę manewrowaniem stopami czy podażą pieniądza. Przede wszystkim jest to umiejętność kształtowania oczekiwań inflacyjnych. Mówiąc krótko, w kraju takim jak chociażby Niemcy – nawet w momencie, gdy inflacja była odrobinę wyższa – wszyscy mieli zaufanie do Banku Centralnego. Uważano, że instytucja ta nie dopuści do dużego wzrostu inflacji. W Polsce problem jest nieco inny. Narodowy Bank Polski od pewnego czasu zaczął prowadzić zupełnie inną politykę komunikacyjną. Obecnie daje się nam do zrozumienia, że to właściwie wszystko jedno czy inflacja wzrośnie, czy nie – ponieważ nie jest to sprawa na tyle priorytetowa. To, że jest to sprzeczne z konstytucją, to jedna kwestia. Ważne jest to, że najlepszym sposobem przerwania spirali inflacyjnej jest przekonanie nas, że Bank Narodowy będzie podchodził do sprawy inflacji poważnie. Nasza wiara w to, że Narodowy Bank Polski pamięta o swoich obowiązkach i że będzie walczyć z rosnącą inflacją jest wręcz kluczowa dla całej sprawy – wyjaśnia Orłowski.

Wybory do Bundestagu a kurs euro

Wstępne sondaże pokazały, że wybory parlamentarne w Niemczech wygrała SPD. Pierwszy raz od 19 lat zwycięstwo przypadło socjaldemokratycznej partii. Wynik na poziomie 26 proc. nie jest jednak deklasujący. Drugą pozycję zajęła chadecja (CDU/CSU) co jest porażką dla tego ugrupowania. Angela Merkel przechodzi na emeryturę a do objęcia stanowiska kanclerza coraz bliżej jest Olafowi Scholzowi, choć wszystko będzie zależeć od tego, komu uda się namówić do współpracy jednocześnie partię Zielonych oraz ugrupowanie FDP.

Wybory w Niemczech nie wyłoniły zdecydowanego zwycięzcy. Teraz będziemy świadkami formowania się koalicji, której przewodniczyć będzie prawdopodobnie SPD. Kampania Armina Lascheta finalnie okazała się nietrafiona. Pierwszy raz od dłuższego czasu SPD wygrywa z chadecją. Scholz, który prowadził w sondażach przedwyborczych liczył jednak, że przewaga jego partii będzie bardziej wyraźna. Przed nami negocjacje pomiędzy ugrupowaniami. Na trzecim miejscu na podium uplasowali się Zieloni. Liberałowie z FDP mogą spodziewać się poparcia na poziomie 12 proc. EUR/USD nie zareagował wyraźnie na nieoficjalne wyniki. Główna para walutowa zbliża się dziś o poranku do okrągłego poziomu 1,17. W perspektywie średnioterminowej z punktu widzenia FX istotne będą prawdopodobnie dwie kwestie. Po pierwszej jak będzie wyglądać podejście do Europy. Widzieliśmy to po wyborze Macrona cztery lata temu we Francji oraz wtedy, kiedy Unia Europejska zdecydowała się na wspólna emisję obligacji podczas I fali pandemii. Kroki, które wskazują na wspólną politykę fiskalną powodują umocnienie euro. Rząd zdominowany przez idee socjaldemokratów i Zielonych może mieć pozytywny wpływ na kurs wspólnej waluty. Na kurs euro może mieć również wpływ podejście rządu Niemiec do Chin. Twardsze stosunki polityczne z Państwem Środka mogą nadwyrężyć stosunki handlowe między Europą a Chinami. Bilans handlowy strefy euro z azjatyckim potentatem jest deficytowy. Oznacza to, że teoretycznie napięte stosunki handlowe mogłyby doprowadzić do zwiększenia popytu na produkty ze strefy euro, co w teorii przełożyłoby się na aprecjację wspólnej waluty. Im większy wpływ Zielonych i Liberałów na nowy rząd, tym większe prawdopodobieństwo, że europejska polityka wobec Państwa Środka może być bardziej obciążona konfliktami. Przypominam w tym miejscu, że wojna amerykańsko-chińska w erze Trumpa spowodowała umocnienie dolara. Choć na pierwszy rzut oka wybory u naszego zachodniego sąsiada nie wywołały dużej zmienności na EUR/USD, w długim horyzoncie mogą mieć znaczenie na wycenę euro.

Tradycyjnie odczyt inflacji (piątek) wzbudzi duże emocje w Polsce. NBP podtrzymuje przejściowy charakter wzrostu cen i choć w Radzie Polityki Pieniężnej wzbierają się głosy sprzeciwu, to wciąż trudno znaleźć większość dla podwyżki stóp procentowych w reakcji na wysoką inflację. Niewiele czynników wskazuje na obniżenie dynamiki wzrostu cen już we wrześniu. Prawdą jest jednak, że w dużej mierze za wysokie odczyty odpowiadają czynniki podażowe, a więc będące poza kontrolą RPP. Niewątpliwe jednak kolejny, rekordowy odczyt wzmógłby presję na bank centralny i tym samym mógł wywołać przejściowe umocnienie złotego. Fundamentalnie złoty, przy braku reakcji RPP, pozostaje bez „ochrony” przed presją z rynków bazowych, gdyż realnie głęboko ujemne stopy procentowe są dużym obciążeniem. W poniedziałek za euro trzeba zapłacić 4,5973 a za dolara amerykańskiego 3,93.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

GfK: Turyści pozostają ważnym ogniwem w handlu spożywczym

Już 10% sieciowych i zrzeszonych sklepów spożywczych w Polsce mieści się w pobliżu atrakcji turystycznych i obiektów noclegowych. Procentowo najwięcej jest ich w Małopolsce (23% wszystkich punktów handlowych), z kolei najmniej – w województwie lubelskim (4%) i mazowieckim (5%). Według firmy badawczej GfK sieci detaliczne wciąż aktywnie poszukują danych o ruchu turystycznym w czasie planowania ekspansji i pozostaje on bardzo ważnym czynnikiem na etapie decyzji o otwarciu nowego sklepu.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2020 roku liczba turystów korzystających z usług noclegowych była niemal o połowę mniejsza niż w roku poprzedzającym. Jednak pomimo pandemii i olbrzymich ograniczeń w działalności branży, z usług obiektów noclegowych i tak skorzystało aż 17,9 mln turystów.

Utrzymanie tak wysokiego wolumenu turystów w obliczu wielomiesięcznego zamrożenia branży turystycznej, wiele mówi o potencjale tego sektora. Dlatego sieci handlowe, licząc na rychłe ustabilizowanie sytuacji związanej z zachorowaniami, wciąż bardzo chętnie otwierają nowe obiekty w lokalizacjach popularnych wśród turystów. Prym w takim miejscach wiodą popularne „sieciówki”, których niewątpliwą przewagą jest rozpoznawalny szyld oraz oferta znana już przez nabywców z całej Polski mówi Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK.

Z danych GfK wynika, że już 10% sieciowych i zrzeszonych sklepów spożywczych w Polsce jest zlokalizowanych w miejscach często odwiedzanych przez turystów. W efekcie, ponad 5 500 placówek handlowych znajduje się w pobliżu obiektów noclegowych, zaś w sąsiedztwie atrakcji turystycznych według GfK mieści się 4 800 obiektów. Nabywcy cenią w nich szeroką ofertę spożywczą, zwłaszcza śniadaniową, oraz produkty w małych opakowaniach, produkty impulsowe, a także typu ready-to-go. Z perspektywy turystów atutem sklepów jest także szeroka oferta lokalnych produktów.

– Detaliści nie mogą jednak pomijać oferty dań gotowych i składników, które pozwalają na przygotowanie obiadu lub kolacji. Warto pamiętać, że pandemia zmieniła styl podróżowania Polaków, a obostrzenia wprowadzane w lokalach gastronomicznych zmusiły nas do szukania innych rozwiązań. W ostatnim czasie coraz większą popularnością wśród turystów cieszą się apartamenty z aneksem kuchennym, co oznacza, że podczas wyjazdów wakacyjnych Polacy sami przygotowują przynajmniej jeden posiłek. Sklepy spożywcze muszą wychodzić naprzeciw takim potrzebom, czyniąc ofertę coraz bardziej kompleksową – dodaje Agnieszka Szlaska-Bąk.

Najwięcej sklepów turystycznych, zarówno pod względem liczebności, jak i w ujęciu procentowym, jest w Małopolsce, gdzie sezon turystyczny trwa prawie cały rok. GfK podaje, że znajdują się tam 883 sklepy turystyczne i stanowią one 23% wszystkich obiektów handlowych w województwie. Na kolejnych pozycjach są województwa zachodniopomorskie oraz pomorskie, które turyści odwiedzają głównie w okresie letnim. Najmniejszy odsetek sklepów turystycznych jest natomiast w województwie lubelskim (4%), mazowieckim (5%) oraz łódzkim i kujawsko-pomorskim (6%).

Liderem w kategorii „turystycznej” pozostaje sieć Żabka, która w „turystycznych” lokalizacjach ma już ponad 1 200 placówek handlowych. Na kolejnych miejscach plasuje się sieć ABC oraz Biedronka, która zdecydowanie wyprzedza pozostałe sieci dyskontów. W pobliżu atrakcji turystycznych i obiektów noclegowych zlokalizowanych jest 270 sklepów pod szyldem Biedronki. Lidl oraz Netto w takich lokalizacjach mają natomiast po 44 sklepy.

W analizie GfK przedstawione zostały dane tylko dla sieciowych i zrzeszonych sklepów spożywczych. Ich baza liczy ponad 50 tys. obiektów.

Globalworth sprzedaje pięć swoich warszawskich biurowców

Globalworth podpisał umowę przedwstępną z 5th Corner – nową platformą inwestycyjną stworzoną przez Cornerstone Investment Management i innych udziałowców. Transakcja o wartości ok. 123 mln euro dotyczy sprzedaży pięciu budynków biurowych w Warszawie znajdujących się w portfolio spółki: Nordic Park, Bliski Centrum, Batory Building I, Company House I i Warta Tower.

Cieszymy się ze sprzedaży tych pięciu nieruchomości. Ta transakcja pozwoli naszym specjalistom zarządzającym polskim portfelem nieruchomości Globalworth skoncentrować – się na większych i bardziej strategicznych obiektach biurowych. – Łukasz Duczkowski, Head of Investments and Special Projects w Globalworth Poland

Pracowaliśmy nad tą umową z Globalworth od kilku miesięcy i jesteśmy niezmiernie zadowoleni, że ostatecznie ją podpisaliśmy. Jesteśmy przekonani, że pomimo pandemii Covid biura pozostaną istotne, a to pierwszy krok do stworzenia szerszej platformy. – Darius Divwalla, partner zarządzający w Cornerstone Investment Management

Największym spośród sprzedanych przez Globalworth obiektów jest znajdująca się w warszawskim centrum biznesowym Warta Tower o powierzchni 30 000 mkw. Do 2023 roku 5th Corner planuje przeznaczyć ponad 30 mln euro na całkowitą renowację budynku.

Globalworth w transakcji reprezentowała kancelaria Rymarz Zdort oraz Baker McKenzie (doradztwo finansowe), a kupującego Dentons, Colliers, MDDP oraz Savills.

Cornerstone Investment Management, założony przez Przemysława Krycha w 2001 roku, jest wiodącą firmą zarządzającą inwestycjami private equity w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki zespołowi doświadczonych profesjonalistów zapewnia doskonałe zwroty w obszarach, w których inwestuje: korporacyjne fundusze private equity, private equity i private equity real estate, wykorzystując głęboki zasób wiedzy, relacji i umiejętności swojego zespołu w celu tworzenia wyjątkowych zwrotów dla inwestorów. Dorobek firmy obejmuje inwestycje w różnych sektorach, w tym: nieruchomościach, usługach zarządzania IT, operatorach kablowych, energii odnawialnej, opieki zdrowotnej, żywności, metalach ekologicznych i usługach finansowych.

Eksperci: Od przyszłego roku rynek nieruchomości powinien spowolnić. Ale na tańsze mieszkania nie ma co liczyć

Według szacunków, w ciągu ostatnich 2 lat ceny mieszkań wzrosły w wybranych miastach o ok. 1/3 lub więcej. W stolicy od stycznia do lipca tego roku metr kwadratowy podrożał nawet o 1 tys. złotych. Eksperci prognozują, że część metropolii osiągnie do końca br. wynik ponad 20% większy w relacji rocznej. Mimo znacznych wzrostów, nabywców zachęcają tanie kredyty. Ale jeśli te ostatnie podrożeją, to może nastąpić ograniczenie wzrostu cen na rynku nieruchomości, a nawet chwilowy ich spadek.

W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej pytań nt. przyszłych cen nieruchomości. Najważniejsze pytanie brzmi, kiedy pęknie tzw. bańka cenowa. Jak zaznacza Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, 2 lata temu wydawało się, że mieszkania już są dość drogie. Ale od tamtego czasu mocno podrożały. Największy wzrost odnotowano w Sosnowcu – o 41%. Następne na liście są takie miasta, jak Radom – 35%, Łódź – 29%, a także Lublin – 27%. Natomiast na końcu zestawienia można zauważyć m.in. Bydgoszcz – 12%, Poznań – 15%, jak również Gdańsk – 17%.

– Do wzrostu cen przyczyniają się m.in. takie czynniki jak – niska podaż gruntów inwestycyjnych, koszty materiałów budowlanych czy długie postępowania administracyjne. Tylko od stycznia do lipca tego roku mieszkania w Warszawie podrożały nawet o 1000 złotych za metr kwadratowy. Takie wzrosty oznaczają spadek dostępności tego typu nieruchomości dla zwykłego Kowalskiego. Odwrócenie trendu wzrostowego leży zatem w gestii rządu – komentuje Patryk Kozierkiewicz z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Natomiast Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl podkreśla, że ceny nowych mieszkań na ośmiu głównych rynkach w kraju wzrosły średnio od początku roku o blisko 11%. Zdaniem eksperta, jest bardzo prawdopodobne, że do końca roku będzie to około 15%, a dla wybranych metropolii – nawet ponad 20%. Jednak tak silny wzrost nie może trwać w nieskończoność, ponieważ prowadzi do kreacji bańki cenowej i jest nie do wytrzymania przez stronę popytową.

– Widzimy wzrosty na rynku deweloperskim, głównie małych i średnich mieszkań do 50 m kw. Podobno zrywane są umowy rezerwacyjne, ale tego nie doświadczyłam. Niektórzy sprzedający windują ceny ofertowe. Do złudzenia przypomina to sytuację z lat 2007-2008. To potrwa do momentu, w którym okaże się, że oczekiwania sprzedających są absolutnie nierealne dla rynku. Ludzie tego mogą nie udźwignąć, bo zarobki społeczeństwa nie rosną proporcjonalnie do apetytu sprzedających – stwierdza Joanna Lebiedź, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Z kolei Jarosław Sadowski podkreśla, że wiele osób wciąż stać na własne M, mimo że trzeba się liczyć z coraz większymi wydatkami. Ostatnio tempo wzrostu cen na rynku nieruchomości wynosi średnio 8-10% w skali roku. Ale ten skok był łagodzony przez taniejące kredyty hipoteczne. One stały się wręcz najtańsze w historii i cały czas widać duże zainteresowanie nimi. Jak prognozuje ekspert, tempo wzrostu cen prawdopodobnie spowolni, tak do 4-6%.

– Dla wszystkich uczestników rynku najlepszym rozwiązaniem byłoby spowolnienie obecnego tempa wzrostów. Pierwsze symptomy tego pojawiły się w sierpniu, kiedy hossa na rynku pierwotnym wyraźnie wyhamowała.  Do końca roku wzrost o dalsze 3-5% wydaje się raczej przesądzony. Od początku 2022 roku rynek powinien jednak spowolnić do kilkuprocentowej zwyżki w skali roku – dodaje Jędrzyński.

Jak przekonuje Małgorzata Ostrowska z J.W. Construction, trend wzrostowy jest nieuchronny. Ekspert nie widzi szans na zatrzymanie go w najbliższym czasie, a tym bardziej – na spadki cen mieszkań. Odpowiadają za to przede wszystkim drożejące materiały budowlane i działki, coraz kosztowniejsza robocizna, a także rosnąca inflacja. Proces budowy wydłuża się, rosną koszty przygotowania inwestycji. Do tego dochodzą zapowiadane podwyżki cen prądu. Do puli kosztów ponoszonych przez deweloperów mają dojść jeszcze w przyszłym roku składki na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny. Jednocześnie marże deweloperów nie różnią się, pomimo wysokiego popytu.

– W naszej opinii, obecnie nie istnieją przesłanki, które mówiłyby, że ceny mieszkań wyhamują. Znaczenie mają m.in. rekordowo niskie stopy procentowe. One wręcz skłaniają Polaków do lokowania oszczędności w nieruchomościach – stwierdza ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Jak podkreśla Jarosław Sadowski, pojawiają się różne opinie nt. tego, kiedy zaczną rosnąć stopy procentowe. Jedni twierdzą, że być może nastąpi to już w tym roku. Ale inni prognozują, że stanie się to w 2023 roku. Według głównego analityka Expander Advisors, dopóki nie pojawią się podwyżki stóp procentowych, to ceny mieszkań jeszcze mogą rosnąć. Przesądza o tym też fakt, że mamy też bardzo dobrą sytuację na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia.

– W 2008 roku, kiedy ceny były wyśrubowane już absolutnie do poziomów astronomicznych, to mieliśmy autentyczny zastój w nieruchomościach. To dotyczyło mieszkań, domów i gruntów. Jedynie wynajmy wzbudzały zainteresowanie. Po czterech latach sytuacja się zmieniła, ale do realnego odbicia doszło w 2017 roku. Sądzę, że wzrost cen nieruchomości o 20-30% w niektórych przypadkach może zdecydowanie zniechęcać już do zakupu – mówi ekspert PFRN.

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, jeżeli wzrosty cen nie wyhamują, to już w perspektywie kilku miesięcy możemy oczekiwać okresowego spadku liczby klientów deweloperskich biur sprzedaży. Rosnące ceny w największych miastach skłonią pokaźną część amatorów własnego M do poszukiwania mieszkań na peryferiach aglomeracji czy w miejscowościach sąsiadujących z największymi ośrodkami.

– Jeśli zdrożeją kredyty, to nastąpi ograniczenie możliwości płacenia coraz więcej za nieruchomości. To może również ograniczać wzrost cen, a w dłuższym terminie doprowadzić nawet do ich spadku. Natomiast wkrótce nowym trendem może być wzrost popytu na mieszkania tańsze. W Polskim Ładzie pojawia się zapowiedź programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”, który ma być uruchomiony jeszcze w tym roku – podsumowuje Jarosław Sadowski.

Rząd na razie odpuści najem krótkoterminowy?

Najem krótkoterminowy mocno ucierpiał w czasie pandemii. Wyjaśniamy, czy w odpowiedzi rząd zrezygnował z planowanych restrykcji.

Cały rynek najmu mocno odczuł pandemię koronawirusa. Nie można jednak zapominać, że najem krótkoterminowy został najbardziej dotknięty przez ograniczenia w poruszaniu się oraz inne obostrzenia. Trudno się temu dziwić, ponieważ wspomniany segment na rynku najmu cechuje się najsilniejszym powiązaniem z branżą turystyczną. Wyniki ankiety przeprowadzonej niedawno przez Narodowy Bank Polski potwierdzają, że „krótkoterminowi” wynajmujący mają powody do narzekań. W związku z powyższym, można zadać sobie pytanie, czy trudna sytuacja na rynku najmu krótkoterminowego będzie skutkowała odsunięciem w czasie restrykcji, o których mówiło się jeszcze przed pandemią COVID-19. To ważna kwestia, ponieważ rząd planował między innymi stworzenie ewidencji osób wynajmujących lokale na krótki termin oraz wprowadzenie limitu liczby dni pozwalającego na wynajem krótkoterminowy bez żadnych formalności.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że w 2020 r. popyt na najem krótkoterminowy spadł bardzo znacząco.
  • Na razie temat ograniczeń w najmie na krótki termin zszedł na dalszy plan (m.in. z powodu pandemii koronawirusa). Nie można jednak wykluczyć, że sytuacja się zmieni.
  • Działaniom ograniczającym wspomniany rodzaj najmu sprzyja orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Poniżej prezentujemy inne ciekawe informacje na temat najmu krótkoterminowego. Mogą one zainteresować nie tylko osoby wynajmujące swoje lokum turystom.

Spadek popytu na najem krótkoterminowy był ogromny

O zmniejszonym popycie na usługi związane z najmem krótkoterminowym było wiadomo już na samym początku pandemii COVID-19. Sami właściciele mieszkań wynajmowanych dotąd na krótki termin, otwarcie mówili o swoich kłopotach finansowych. Dość trudno jednak znaleźć dane na temat skali wspomnianego zjawiska. Z pomocą przychodzi ankieta, którą niedawno przeprowadził Narodowy Bank Polski. Na początku 2021 r. wspomniana instytucja zapytała 274 agentów nieruchomości z całego kraju o zmiany dotyczące rynku najmu. Warto podkreślić, że do tej grupy należały tylko i wyłącznie agencje nieruchomości świadczące usługi pośrednictwa związane z wynajmem. Większość ankietowanych pośredników działała jedynie w skali lokalnej. „Dzięki temu można lepiej zorientować się, jak bardzo spadł popyt na najem krótkoterminowy” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wyniki badania ankietowego NBP potwierdzają, że polski rynek najmu krótkoterminowego musiał zmagać się z pierwszym w swojej historii tak poważnym kryzysem. W przypadku poszczególnych grup miast, średnie spadki popytu na najem krótkoterminowy według oceny agentów nieruchomości wynosiły:

  • Warszawa – krajowi najemcy – popyt mniejszy o 46%, zagraniczni najemcy – popyt mniejszy o 49%, inni najemcy – popyt mniejszy o 25%
  • 6 dużych rynków (Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i Gdynia) – krajowi najemcy – popyt mniejszy o 63%, zagraniczni najemcy – popyt mniejszy o 73%, inni najemcy – popyt mniejszy o 31%
  • 10 mniejszych rynków (Białystok, Bydgoszcz, Katowice, Kielce, Lublin, Olsztyn, Opole, Rzeszów, Szczecin i Zielona Góra) – krajowi najemcy – popyt mniejszy o 44%, zagraniczni najemcy – popyt mniejszy o 46%, inni najemcy – popyt mniejszy o 13%

Powyższe informacje wskazują, że najem krótkoterminowy szczególnie mocno ucierpiał w przypadku takich popularnych turystycznie miast jak np. Kraków i Gdańsk” – wymienia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Temat prawnych restrykcji na razie zszedł na dalszy plan …

Analiza medialnych doniesień z ostatniego roku sugeruje, że temat restrykcji dotyczących najmu krótkoterminowego na razie jest mało eksponowany. Taka zmiana może wynikać z dwóch kwestii. Po pierwsze, rząd koncentruje się na ważniejszych aspektach związanych m.in. z epidemią COVID-19. „Po drugie, temat ewentualnych restrykcji dotykających najem krótkoterminowy został odłożony w czasie, ponieważ koronawirusowe ograniczenia mocno osłabiły cały rynek najmu. W tym kontekście warto chociażby wspomnieć o zakazie eksmisji” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Opisywana sytuacja nie oznacza jednak, że osoby prowadzące najem krótkoterminowy mogą spać zupełnie spokojnie. Można bowiem przypuszczać, że temat ewentualnych ograniczeń związanych z taką działalnością powróci wcześniej czy później. „Swoistą zachętą dla państw unijnych do uregulowania najmu na krótki termin jest stosunkowo niedawny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (zobacz: Wyrok TSUE w sprawach połączonych C-724/18)” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zgodnie z główną tezą wspominanego wyroku: „Uregulowanie krajowe, które ustanawia wymóg uzyskania zezwolenia na wielokrotny, krótkoterminowy wynajem lokalu mieszkalnego klientom zatrzymującym się przejazdem, niedokonującym w nim zameldowania, jest zgodne z prawem Unii (Europejskiej)”. Wyrok TSUE nie tylko w przypadku Polski otworzył drogę do łatwej regulacji najmu na krótki okres. Warto dodać, że wspomniane orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej spotkało się z pozytywną reakcją polskiego rządu. Co więcej, rząd planuje zmianę, która wpłynie na wszystkich wynajmujących. „Mowa o wprowadzeniu ryczałtu ewidencjonowanego jako jedynego sposobu rozliczeń w ramach prywatnego wynajmu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Przegląd wydarzeń tygodnia 27.09 – 1.10.2021

Miniony tydzień upłynął pod znakiem nerwowości w związku z niepewną sytuacją wokół chińskiego dewelopera Evergrande, oraz posiedzeniem decyzyjnym FOMC. Widmo upadłości spółki nieco się oddaliło, a wydźwięk komunikatu FOMC i konferencji szefa Fed Powella był raczej gołębi, co napędziło rajd ryzyka. W rozpoczynającym się tygodniu większych emocji należy spodziewać się dopiero w drugiej połowie tygodnia. Wcześniej interesująco zapowiadają się jedynie dane o zamówieniach na dobra trwałe oraz indeks Conference Board z USA, które jednak realnie nie wpłyną istotnie na decyzje inwestorów. Dopiero w czwartek opublikowane zostaną dane o PKB z USA, które mogą dać więcej odpowiedzi na pytanie o trwałość i siłę odbicia gospodarczego. Również w czwartek poznamy dynamikę PKB z Wielkiej Brytanii oraz dane o inflacji z Niemiec. Jednocześnie publikacja wskaźnika PMI dla chińskiej gospodarki może wpływać na notowania surowców. Piątek upłynie pod znakiem danych o inflacji, m.in. z Polski, strefy euro, a także PCE Core z USA, który jest wskaźnikiem szczególnie docenianym przez Rezerwę Federalną.

Najważniejsze wydarzenia: PKB z USA i Wielkiej Brytanii, HICP z Niemiec i strefy euro, CPI z Polski, PCE Core, PMI z Chin

USA

Tradycyjnie najważniejszym rynkiem do obserwacji w kolejnym tygodniu będą Stany Zjednoczone. Za najważniejsze odczyty uważam PCE Core oraz annualizowana dynamikę PKB. W trakcie konferencji po ostatnim posiedzeniu FOMC prezes Powell podkreślił, że przestrzeń do zacieśniania polityki pieniężnej wypełni się wtedy, kiedy Fed „zobaczy” trwałe odbicie gospodarcze. Oczekuje się skromnego wzrostu dynamiki PKB, co może być kolejnym sygnałem za przyspieszeniem normalizacji polityki pieniężnej, która jak wynika ze słów Powella, powinna skończyć się w połowie przyszłego roku. Kolejnego dnia opublikowany zostanie wskaźnik inflacji PCE. W ostatnim czasie wzrost cen w USA osłabł, tak więc inwestorzy będą sprawdzać na ile niedawna publikacja CPI zostanie potwierdzona.

Strefa euro

Raporty o inflacji ze strefy euro mogą odbić się bez większego echa na rynkach finansowych. EBC pozostaje jedną z najbardziej gołębich instytucji monetarnych na świecie. Niedawna zmiana celu inflacyjnego, pomimo zamieszania wokół słów głównego ekonomisty Philipa Lane’a, powoduje, że w praktyce szanse na podwyżkę stóp procentowych w strefie euro spadły niemal do zera. Tym samym odczyt HICP z Niemiec (czwartek), czy dla całej strefy euro (piątek) nie powinny wzbudzić większych emocji, a jedynie pokażą na ile problemy podażowe, które dotykają każdą gospodarkę odbijają się na faktycznym wzroście cen.

Polska

Tradycyjnie odczyt inflacji wzbudzi duże emocje w Polsce. NBP podtrzymuje przejściowy charakter wzrostu cen i choć w Radzie Polityki Pieniężnej wzbierają się głosy sprzeciwu, to wciąż trudno znaleźć większość dla podwyżki stóp procentowych w reakcji na wysoką inflację. Niewiele czynników wskazuje na obniżenie dynamiki wzrostu cen już we wrześniu. Prawdą jest jednak, że w dużej mierze za wysokie odczyty odpowiadają czynniki podażowe, a więc będące poza kontrolą RPP. Niewątpliwe jednak kolejny, rekordowy odczyt wzmógłby presję na bank centralny i tym samym mógł wywołać przejściowe umocnienie złotego. Fundamentalnie złoty, przy braku reakcji RPP, pozostaje bez „ochrony” przed presją z rynków bazowych, gdyż realnie głęboko ujemne stopy procentowe są dużym obciążeniem.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Hotelarze i restauratorzy liczą długi i szukają pracowników

Zadłużenie branży hotelarskiej w bazie Krajowego Rejestru Długów przekroczyło 300 mln zł. Najwięcej do oddania mają JDG-i. Pomimo stosunkowo udanych wakacji, które dały oddech, przedsiębiorcy nie spodziewają się, żeby szybko udało się odrobić straty powstałe w wyniku pandemii. Powodem jest widmo kolejnych obostrzeń i braki kadrowe, z którymi mierzy się branża.

Łączna kwota zadłużenia firm z branży HoReCa w bazie Krajowego Rejestru Długów wynosi ponad 303,2 mln zł. Średnio każde przedsiębiorstwo ma zaległości w wysokości prawie 29 tys. zł. Zdecydowana większość to niezapłacone zobowiązania mikrofirm, które mają do oddania ponad 240 mln zł. Rekordzistą jest jednak spółka komandytowa z Dolnego Śląska, która ma zaległości w wysokości blisko 4,3 mln zł.

Największym wierzycielem branży hotelarskiej są banki, które czekają na spłatę 112 mln zł. 72 mln zł to kwota należności wtórnych wierzycieli a 28,4 mln zł to suma zaległości wobec branży handlowej. Na swoje pieniądze czekają również firmy leasingowe (18,6 mln zł) i telekomunikacyjne (11,2 mln zł).

Wakacyjna szansa na odrobienie strat

Tegoroczne wakacje były dla branży okazją do odbicia. Pomimo nałożonych ograniczeń (zgoda na udostępnienie dla klientów maksymalnie 75 proc. miejsc w lokalu lub obiekcie wypoczynkowym), pierwszy raz od dawna hotele i restauracje mogły funkcjonować przez dłuższy czas. Pomogło również to, że Polacy chętniej niż w kiedykolwiek decydowali się na wypoczynek w kraju. Jak donosi Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego, wśród wakacyjnych kierunków podróży dominowały miejscowości nadmorskie.

Równocześnie, jak zaznaczają eksperci IGHP, hotelarze i restauratorzy nie mogli spać spokojnie. Powodów zmartwień należy dopatrywać w zagrożeniu powrotem pandemii oraz braku długofalowej polityki rządu związanej z obostrzeniami. Te obawy udzielały się także turystom, którzy często w ostatniej chwili rezerwowali nocleg. Odwiedzający narzekali również na wysokie ceny.

Rosnące ceny produktów i usług w innych sektorach gospodarki odbiły się również na wysokości rachunków w branży HoReCa. Dodatkowo hotelarze i restauratorzy cały czasu muszą myśleć o tym, żeby nadrobić czas, w którym byli zamknięci. Branża hotelarska jest jedną z tych, które najbardziej ucierpiały w wyniku pandemii. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w bazie Krajowego Rejestru Długów, w której w ubiegłym roku łączna kwota niezapłaconych zaległości firm hotelarskich wzrosła o ponad 1/3. Od początku 2021 r. dynamika wzrostu zadłużenia wyraźnie wyhamowała. Spadła również liczba dłużników, co może świadczyć o tym, że branża powoli odbudowuje swoją pozycję. Pomogło również wprowadzenie bonu turystycznego – tłumaczy Adam Łącki, prezes KRD.

Jak informuje ZUS, wykorzystanie bonu turystycznego znacznie się zwiększyło podczas tegorocznych wakacji. Łącznie skorzystało z niego prawie 3 mln Polaków, którzy aktywowali bony na około 2,6 mld zł. Można je wykorzystać do końca marca 2022 r.

Pracownika zatrudnię od zaraz

Odrabianie strat utrudniają również problemy kadrowe, z którymi od początku pandemii borykają się restauratorzy i hotelarze. Według danych GUS, pod koniec ubiegłego roku branża ta zatrudniała ok. 230 – 240 tys. osób, co oznacza że zatrudnienie w 2020 r. spadło o około 1/5.

Długi okres zamknięcia branży spowodował, że dotychczas zatrudnieni pracownicy musieli zmienić profesję, żeby mieć z czego się utrzymać. Część osób musieli zwolnić menedżerowie, którzy szukali w ten sposób oszczędności. Swoje zrobiła też specyficzna struktura zatrudnienia branży i fakt, że do tej pory pracę w niej znajdowali w dużej mierze ludzie młodzi, często studenci, którzy w momencie wprowadzenia nauczania zdalnego wracali często do swoich domów. Ich jesienny powrót na uczelnię to dobry sygnał dla całego sektora. Jednak biorąc pod uwagę to, że pracowników brakuje w całej gospodarce, to konieczne będzie podniesienie wynagrodzenia, co z kolei przełoży się na wzrost cen lokalach  – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Mazowsze, Śląsk i Dolny Śląsk liderami zadłużenia

Najwięcej do oddania mają firmy z województwa mazowieckiego, których łączne zadłużenie wynosi prawie 60 mln zł (58,9 mln zł). Na drugim miejscu znalazł się Śląsk z zaległościami na poziomie ponad 40 mln zł. Niechlubne podium zamyka województwo dolnośląskie. Przedsiębiorcy z tego regiony muszą uregulować rachunki w wysokości ponad 31 mln zł. Na drugim biegunie znajdują się przedsiębiorcy z województwa opolskiego (3,7 mln zł), podlaskiego (5,5 mln zł) i lubuskiego (5,6 mln zł).

Nieco inaczej wygląda sytuacja, jeśli pod weźmie się pod uwagę średnie zadłużenie. I tak najwięcej do oddania ma przeciętny przedsiębiorca z województwa świętokrzyskiego, prawie 40 tys. zł (39,8 tys. zł). Zaraz za nim znajdują się firmy z województw łódzkiego (35,6 tys. zł) oraz podlaskiego (34 tys. zł).

Mec. Garlacz: Bank Millennium bezprawnie zabrał pieniądze z konta klienta. Jest prawomocny wyrok sądu

W prawomocnym wyroku z dnia 23 września 2021 Sąd Okręgowy w Szczecinie (II Ca 1254/20) uznał, że bank Millennium bezpodstawnie dokonał samodzielnego debetu na koncie oszczędnościowo-rozliczeniowym klienta na kwotę ponad 18 tys. zł i oddalił powództwo banku.

Sprawa dotyczy byłego klienta banku Millennium – kredytobiorcy frankowego, który zaprzestał spłaty kredytu. Jednocześnie w tym czasie klient wniósł pozew do sądu warszawskiego, powołując się na nieważność umowy kredytu. Kredyt spłacał w walucie CHF z rachunku walutowego. natomiast bank już po wypowiedzeniu umowy kredytu – mimo tego że posiadał wiedzę, o tym, że sprawa o ważność umowy jest w sądzie – pobrał kolejne raty z rachunku klienta w złotych polskich nie mając do tego upoważnienia i obciążył konto złotówkowe debetem na ponad 18 tys. zł. W konsekwencji braku spłaty debetu przez klienta bank skierował przeciwko klientowi odrębny pozew do sądu w Szczecinie.

Zaskakująca jest arogancja, z jaką bank w sprawie szczecińskiej twierdził, że zadłużenie pochodzi ze standardowego debetu na koncie klienta, nie wspominając o sporze na tle umowy kredytu i zatajając przed sądem, że zdebetował konto tytułem niespłaconych rat. Sąd I instancji w ogóle nie zbadał sprawy i klient przegrał. Dopiero Sąd II instancji zobowiązał bank Millennium do zajęcia stanowiska, z jakiego tytułu powstał debet i bank musiał się przyznać, że tytułem rat kredytu. W międzyczasie Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem w sprawie VI ACA 1712/17 z lipca 2019 roku uznał umowę kredytu za nieważną. Sąd Okręgowy w Szczecinie zgodził się z naszą argumentacją, że skoro umowa kredytowa była nieważna, to bank nie miał żadnych podstaw do zdebetowania konta klienta i oddalił roszczenie banku, zasądzając łącznie jeszcze ponad 7 tys. zł kosztów. Ta sprawa kosztowała bank łącznie z wynagrodzeniem pełnomocnika banku prawdopodobnie tyle co wartość dochodzonego roszczenia lub więcej. Ten przykład pokazuje, że jeśli frankowicz kieruje sprawę do sądu powinien zamknąć wszystkie konta w banku, który udzielił mu kredytu” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentowała kredytobiorcę.

Co nam mówi niska cena złota

Cena złota spadła w tym roku o 6,5 proc., co stanowi najgorszy wynik spośród wszystkich klas aktywów. Jest to dla wielu rozczarowanie, ale nie jest to zupełna niespodzianka biorąc pod uwagę długofalową negatywną korelację z akcjami (S&P 500 +18 proc.), rekord wzrostu podczas ostatnich pięciu dużych korekt S&P 500 i wyprzedzenie rosnącej inflacji (jak w latach 70.) Jest to częściowo koszt dywersyfikacji, ale mówi nam to również, że 1) jest mało prawdopodobne, że inwestorzy zakładają gwałtowny wzrost inflacji lub 2) mamy do czynienia z załamaniem rynku. Może to również odzwierciedlać 3) wzrost znaczenia kryptowalut jako alternatywnej formy dywersyfikacji.

BRAKUJĄCE POŁĄCZENIE

60 proc. popytu na złoto pokrywają branża jubilerska i technologiczna. Słabszym ogniwem jest popyt inwestycyjny ze strony ETF-ów (patrz wykres) i banków centralnych. Obniżył się, ale nadal stanowi połowę poziomów z II kwartału ubiegłego roku. Inwestorzy mogą być powstrzymywani przez mocniejszego dolara i perspektywy wyższych rentowności obligacji, ale widzimy też wyraźny sygnał, że są spokojni w kwestii inflacji (patrz stabilne prognozy z rynku USA 2,2-2,4 proc. z ostatnich sześciu miesięcy), ryzyka ostrej korekty rynku (z rynkiem wciąż na 8. najdłuższej nieprzerwanej zwyżce) równocześnie z rosnącą konkurencją ze strony kapitalizacji rynkowej kryptowalut o wartości 2 bilionów dolarów, z ich niską korelacją kapitałową i stałą podażą części z nich.

INWESTOWANIE

Preferujemy szerokie możliwości dywersyfikacji, obejmujące wysoką stopę dywidendy, jakość i spółki o średniej kapitalizacji. Fizyczne kontrakty typu future (GOLD) można kupić bezpośrednio lub za pośrednictwem funduszu giełdowego GLD o wartości 200 miliardów dolarów. Akcje i ETFy oparte o złoto oferują dźwignię kapitałową i pewne dochody z dywidend, takie jak inteligentny portfel GDX lub @GoldWorldWide lub ich bardziej ryzykowni młodsi bracia GDXJ.cena złota

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Prognozy po posiedzeniu FED

W tym tygodniu rynki walutowe śledziły posiedzenie FED. Podczas obrad nie zmieniono polityki pieniężnej, ale członkowie banku widzą postęp w osiąganiu celów w zakresie stabilności cen i zatrudnienia. Jeśli trend się utrzyma, wkrótce możemy oczekiwać początku ograniczania luzowania ilościowego. Stopy procentowe raczej nie wzrosną więc do przyszłego roku, a w dłuższej perspektywie powinny wynieść około 2,5%. Jak dotąd banki centralne uważają wysoką inflację za tymczasową.  W tym roku Fed spodziewa się inflacji na poziomie 4,2%, a w przyszłym roku 2,2%. Wzrost PKB powinien wynieść 5,9% w 2021 r. i 3,8% w 2022 r. Bezrobocie natomiast ma wynieść poniżej 5% w tym roku i poniżej 4% w przyszłym roku.

Widać zatem, że światowe banki centralne już przygotowują się do zacieśnienia polityki pieniężnej. Przedstawiciele banków w regionie Europy Środkowej zaostrzają politykę pieniężną, np. w Węgrzech podniesiono w tym tygodniu główną stopę procentową do 1,65%. Czeski CNB prawdopodobnie podniesie główną stopę procentową na posiedzeniu w przyszłym tygodniu do 1,25%.

NBP pozostaje w tyle pod tym względem i nadal opóźnia zacieśnienie polityki pieniężnej, co wpłynęło na osłabienie złotego w ostatnich tygodniach. Należy jednak zauważyć, że w tych najbliższych możemy się spodziewać korekty technicznej, podczas której złoty może nadrobić część strat.

W piątek rano polska waluta notowana była na poziomie 4,617 PLN/EUR. Kurs głównej pary walutowej nie zmienił się znacząco w tym tygodniu i w piątek oscylował wokół poziomu 1,173 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Trendy konsumenckie w branży kosmetycznej

Pandemia i jej wpływ na zakupy kosmetyczne

Zmiany w życiu codziennym, które wymusiła na nas wszystkich pandemia, dotyczyły
w ogromnym stopniu zakupów. W związku z licznymi i zmieniającymi się dynamicznie ograniczeniami dotyczącymi sposobów zaopatrywania się w różne produkty, w szczególności codziennego użytku, Polacy musieli przekształcić swoje nawyki. Jedną z takich kluczowych zmian było przeniesienie dużej części zakupów do Internetu ze względu na gwarancję większego bezpieczeństwa kupujących. Obecnie w sieci kupuje już 84% internautów (źródło: „Omnicommerce. Kupuję wygodnie 2021”). Kategorie, które kiedyś były najrzadziej kupowane w sieci, teraz zyskały na popularności. Zwiększone zainteresowanie zakupami online dotyczy także branży kosmetycznej, która od kilku lat jest bardzo silna w Internecie, ale teraz zyskała jeszcze na znaczeniu. Jak wynika z badania „Beauty & the Future”, 26% kupujących kosmetyki deklaruje, że ze względu na pandemię zaczęli kupować je w Internecie lub zwiększyli zakupy w tym kanale. Dodatkowo 44% badanych internautów jest zdania, że po pandemii częściowo utrzymają poziom swoich wydatków online w kategorii Beauty, chociaż nie będą też stronić od zakupów stacjonarnych w drogeriach, aptekach czy marketach. Kolejne 10% konsumentów twierdzi zaś, że będą się zaopatrywać w kosmetyki wyłącznie online, bo to wygodniejsze rozwiązanie. Widać zatem, że branżę kosmetyczną zdominuje najprawdopodobniej podejście omni-channel z dużym udziałem zakupów cyfrowych.

Jak mówi Marcin Lenkiewicz, Wiceprezes i Członek Zarządu, BLIX: „Dzisiejszy shopper kategorii Beauty łączy w sobie rozsądne podejście do planowania zakupów z otwartością na nowe kanały i technologie. Ich pragmatyzm objawia się w tym, że zdecydowana większość badanych deklaruje zakup znanych, sprawdzonych marek oczekując jednak, aby były one oferowane w mocno promocyjnych cenach. Nowocześni konsumenci chętniej kupują przez internet, inspirują się wpisami na blogach oraz korzystają z aplikacji mobilnych do sprawdzania składu produktu czy przygotowywania list zakupów. Jako że większość zakupów kosmetycznych jest planowana, shopperzy przeglądają gazetki na telefonie i na ich podstawie tworzą listy zakupów, którymi później mogą podzielić się z bliskimi.

Należy podkreślić, że marki kosmetyczne mogą również odegrać ważną rolę społeczną. 49% ankietowanych nie akceptuje swojego wyglądu – brandy wspierające budowanie pewności siebie i samoakceptacji bez wątpienia wyróżniają się swoim komunikatem wśród polskich shopperów.”

Zakupy kosmetyków – planowane i analizowane

Co jeszcze dają konsumentom zakupy online? Zdaniem samych badanych – możliwość spokojnego przemyślenia zakupów i dokonania racjonalnych wyborów, a jak się okazuje, właśnie takie charakteryzują branżę kosmetyczną. Dla 54% konsumentów zakupy w tej kategorii to cykliczny obowiązek, często związany z planowaniem. Ma to swoje konsekwencje w sposobie podejmowania decyzji zakupowych. 43% konsumentów przyznaje, że zwykle kupuje sprawdzone kosmetyki i w zaufanych miejscach. Takie zachowanie sprawia, że mają poczucie dobrze dokonanego wyboru przy stosunkowo małym angażu czasowym. Silna jest też jednak grupa klientów, którzy deklarują, że zawsze przed zakupem kosmetyku porównują produkty i składy, jak i szukają najbardziej atrakcyjnych ofert. Takie zachowanie charakteryzuje co 4. konsumenta, a swoją postawę zakupową jako racjonalną i analityczną ocenia nawet jeszcze więcej badanych, bo aż 40%. To sprawia, że wymagania co do jakości i jednocześnie atrakcyjności cenowej produktów kosmetycznych są bardzo wysokie. Warto również zaznaczyć, że coraz wyższa jest także świadomość zakupowa polskich konsumentów. Już 36% internautów kupujących kosmetyki weryfikuje ich skład przed zakupem. Najczęściej robią to pytając obsługę sklepu lub e-sklepu (24%) albo samodzielnie sprawdzając skład (23%). Niemal połowa badanych (47%) deklaruje, że czytają etykiety produktów kosmetycznych przed zakupem, 18% robi tak zawsze. Częściej etykiety studiują mężczyźni.

Jak dodaje Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca Mobile Institute: Polscy konsumenci w wielu kategoriach zachowują się analitycznie. To dlatego, że zdaniem 80% zakup udany to taki, gdzie produkt jest dobrej jakości, w dobrej cenie, a także coraz częściej kupiony szybko i sprawnie, czyli np. w Internecie. Gdybym jednak miała wskazać kategorię, gdzie takie zachowanie jest najsilniejsze, to byłyby to właśnie kosmetyki. Większość zakupów kosmetyków jest w Polsce planowana, dlatego największa grupa klientów opiera się na sprawdzonych markach i zaufanych miejscach zakupowych. Niechętnie zmieniamy nasze zwyczaje w tym zakresie. Z drugiej strony, na rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków naturalnych, a pandemia skłoniła większość z nas do zastanowienia się nad aspektem zdrowotnym kupowanych i używanych na co dzień produktów. To z kolei sprawia, że podejmowanie decyzji zakupowych w kategorii Beauty staje się trudniejsze. Chcielibyśmy żyć zdrowiej, bardziej „slow”, ale z drugiej strony mamy wciąż presję na cenę i okazje cenowe, ponieważ często nasza sytuacja ekonomiczna została nadwyrężona przez pandemię. Czy konsumenci podzielą się na grupę promo-hunters i health-hunters? Obecnie widzimy taki trend, ale czy zostanie z nami? Najbliższy rok pokaże.

Naturalność i świadomość

Innym przejawem wysokiej świadmości i rosnących wymagań konsumenckich jest to, że z roku na rok coraz więcej Polaków sięga po kosmetyki naturalne. Potwierdzają to wyniki badania „Beauty & the Future”. Na ten moment najczęściej z kosmetyków naturalnych korzystają przedstawiciele Pokolenia Xennials, a więc osoby w okolicach „czterdziestki” (33%), a najbardziej skorzy, aby zacząć z nich korzystać są Młodsi Milenialsi, czyli osoby zaraz po „trzydziestce” (42%). Co ciekawe – to, co przekonuje konsumentów do korzystania z kosmetyków naturalnych, to przede wszystkim ich zapachy (38%). Drugim czynnikiem, już bardziej oczywistym, jest dobry skład (34%). Co ważne, jeśli już konsumenci zdecydują się na zakup pierwszego kosmetyku naturalnego, to starają się tę naturalność rozszerzyć na całą swoją „kosmetyczkę”, czy półkę łazienkową. 29% respondentów, którzy korzystają z kosmetyków naturalnych deklaruje, że posiada ich w swoich zasobach około 20-50%. Jedna czwarta ma ich ponad 50%, a aż jedna piąta deklaruje, że wszystkie ich kosmetyki to produkty naturalne.

Usługi kosmetyczne coraz ważniejsze

Kategoria Beauty, to nie tylko kosmetyki, ale także usługi kosmetyczne, z których coraz bardziej ochoczo korzystają Polacy. Dotyczy to aż 66% polskich internautów. Najczęściej są to kobiety (75%), ale także ponad połowa mężczyzn (53%). Najbardziej popularną usługą kosmetyczną jest fryzjer (50% wskazań). Kobiety częściej doceniają także  depilację (19%), zabiegi kosmetyczne na ciało (17%), czy stylizację paznokci (16%). Mężczyźni natomiast nieco częściej udają się na zabiegi kosmetyczne na twarz (15% vs 13% w przypadku kobiet). Badani korzystają z usług kosmetycznych zwykle około raz w miesiącu (40%). 30% badanych korzystających z usług kosmetycznych wybiera telefoniczną formę umawiania się na wizyty. 38% internautów korzystających z usług kosmetycznych najczęściej chodzi do tych samych specjalistów, natomiast 32% nie przywiązuje się do danego salonu i zmienia miejsca. Jak więc budować lojalność klientów w tym obszarze? To, co skłania konsumentów do pozostawania klientami salonu kosmetycznego to przede wszystkim atrakcyjne ceny (28%) i profesjonalizm (23%).

Na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute na przełomie sierpnia i września 2021 roku na grupie ponad 2000 internautów. Partnerem Głównym inicjatywy jest Blix, a Partnerem marka Naturativ. Wyłączny Patronat Medialny nad badaniem i raportem objęły Wiadomości Kosmetyczne, natomiast Patronat Merytoryczny – Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego.

Po więcej informacji i danych, zapraszamy na stronę Mobile Institute, gdzie można bezpłatnie pobrać raport https://mobileinstitute.eu/beauty-and-the-future

Wybory w Niemczech – jak mogą wpłynąć na Polskę i świat?

Jak zabezpieczyć na przyszłość niemiecki „Wirtschaftswunder” – cud gospodarczy?

Wniosek z badania Euler Hermes i Allianz Research jest następujący: Niemcy potrzebują gospodarczego „Neustart” – Nowego Startu. Niestety dotychczasowa polityka „biznes jak zwykle” z co najwyżej małymi, fragmentarycznymi reformami już nie wystarczy. Niemcy pilnie potrzebują poważnej aktualizacji, albo nawet gruntownej modernizacji swojej polityki gospodarczej, aby z powodzeniem poradzić sobie z transformacją cyfrową, ekologiczną i demograficzną, a tym samym zachować swój dobrobyt.

Niemcy czeka zmiana polityczna, ale nie zanosi się na gruntowną przebudowę polityki. Po wyborach 26 września 2021 roku kanclerz Angela Merkel zostanie zastąpiona po 16 latach sprawowania władzy. Zmiana ta odbywa się w sytuacji politycznego rozdrobnienia, co prawdopodobnie doprowadzi do powstania pierwszej trójpartyjnej koalicji na poziomie federalnym i skomplikuje proces tworzenia rządu. Znaczne rozmycie agendy, niezbędne do osiągnięcia porozumienia między potencjalnie niełatwymi partnerami politycznymi, sugeruje, że w ciągu najbliższych czterech lat w niemieckiej polityce będzie więcej ewolucji niż rewolucji.

Proces formowania rządu w Niemczech

Proces formowania rządu w Niemczech
Źródła: Różne sondaże wyborcze od końca sierpnia, Euler Hermes, Allianz Research
  • Dostosowanie gospodarki do XXI wieku. Większość partii zdaje się nie mieć kompleksowych i konkretnych planów, choć najwyższy czas, by wreszcie zająć się dobrze znanymi „dużymi” reformami. Należą do nich wzmocnienie na przyszłość instytucjonalnej struktury, szkieletu Niemiec (reforma i modernizacja struktury federalnej i administracji publicznej), ograniczenie biurokracji, zapewnienie krytycznie niezbędnej infrastruktury (cyfrowej), reforma systemu edukacji i pobudzenie ducha przedsiębiorczości. W sumie są to warunki niezbędne dla szybszego tempa cyfryzacji, co z kolei jest kluczowe nie tylko dla skutecznej walki z Covid-19, ale także dla osiągnięcia celów klimatycznych i utrzymania konkurencyjności gospodarki na arenie międzynarodowej.
  • Osiągnięcie magicznej liczby w celu ograniczenia zmian klimatu. Cele polityczne zawarte w prawie wszystkich manifestach wyborczych są niewystarczające, aby ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5°C. Wydaje się, iż konieczny jest wzrost cen emisji dwutlenku węgla a także dodatkowe działania polityczne w celu stworzenia nowych technologii i nowych rynków oraz dostosowania się i zniwelowania wpływu już zaistniałych szkód materialnych wynikających ze zmian klimatu. Będzie to miało wpływ na ceny ogrzewania, transportu i żywności, a tym samym szczególnie obciąży gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej, co wymaga wykorzystania dochodów z polityki cenowej w zakresie emisji dwutlenku węgla do zapewnienia odpowiedniego wsparcia w formie transferów i stabilnych cen energii elektrycznej.
  • Dostosowanie do zmian demograficznych. Większość partii wzbrania się przed wskazywaniem na potrzebę zreformowania niemieckiego systemu emerytalnego, obiecując w zamian dalsze podwyżki świadczeń i zamrożenie wieku emerytalnego na poziomie 67 lat. Obietnice te będą się jednak wiązały z wyraźnie wyższym dofinansowaniem systemu emerytalnego przez państwo z podatków lub w dłuższej perspektywie 30% stawką składki emerytalnej, co oznaczałoby albo ograniczenie możliwości finansowych inwestycji w infrastrukturę, edukację i nowe technologie, albo osłabienie konkurencyjności Niemiec, m.in. w (globalnej) wojnie o talenty.

Dostosowanie gospodarki do XXI wieku

Już od końca 2019 roku stawialiśmy pytanie, czy Niemcy są „unieruchomioną” gospodarką, biorąc pod uwagę ich zmagania o dotrzymanie kroku rewolucji technologicznej XXI wieku. W tym czasie największa gospodarka Europy nie pojawiła się już w pierwszej trójce rankingu globalnej konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego 2019, spadając o cztery miejsca z roku poprzedniego na siódme miejsce. Obecnie, gdy decydenci polityczni w dużej mierze utknęli w trybie kryzysowym Covid-19 w ciągu ostatnich 18 miesięcy, tematy strukturalne wydają się całkowicie wypadać z agendy rządowej, pomimo pandemii uwypuklającej braki Niemiec w zakresie adaptacji do rozwiązań cyfrowych, a także słabości administracji publicznej. Wskaźnik Digital Riser Index Europejskiego Centrum Konkurencyjności Cyfrowej sugeruje obecnie, że niemiecka gospodarka od 2018 r. jeszcze bardziej straciła na znaczeniu (wykres poniżej). Jest to niepokojący rozwój sytuacji, ponieważ aktualizacja niemieckiego Wirtschaftswunder – Cudu gospodarczego polega na przyspieszeniu cyfryzacji, która z kolei jest kluczem do sprostania wyzwaniom naszych czasów. Dotyczy to w takim samym stopniu realizacji celów klimatycznych, jak i skutecznej walki z Covid-19. Patrząc na programy wyborcze poszczególnych partii, widzimy jednak, że żadna z nich nie przedstawia potrzebnego kompleksowego podejścia, obejmującego wszystkie elementy reformy niezbędne dla Neustart – i to jeszcze przed ewentualnym rozwodnieniem obietnic wyborczych w celu zawarcia umowy koalicyjnej.

Postęp cyfryzacji w latach 2018-2020

Postęp cyfryzacji w latach 2018-2020
Źródło: Digital Riser Index, Europejskie Centrum Konkurencyjności Cyfrowej

Dostosowanie do zmian demograficznych

Nadzieja, że imigracja będzie lekarstwem na problemy demograficzne Niemiec, może okazać się daremna. Główne kraje, z których pochodzą imigranci zarobkowi w Niemczech (Rumunia, Bułgaria i Polska), podobnie jak większość innych krajów UE i wiele dużych gospodarek na całym świecie (takich jak Japonia czy Korea Południowa), stoją przed tym samym wyzwaniem: ich siły robocze kurczą się i starzeją, podczas gdy liczba emerytów rośnie. Podczas gdy w Niemczech spodziewany jest 10-procentowy spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym, ta grupa wiekowa zmniejszy się o 31% w Bułgarii, 27% w Hiszpanii i o 25% w Polsce i Rumunii. W związku z tym w przyszłości będzie istniała konkurencja o wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz potrzeba stworzenia atrakcyjnego środowiska na rynku pracy.

Nowy James Bond to test dla branży kinowej

„Nie czas umierać”, nowy film o agencie 007, kosztował 250 mln dolarów. Wkrótce przekonamy się, czy po raz pierwszy po pandemii uda mu się masowo przyciągnąć ludzi do kin i czy zarobi ponad miliard dolarów, jak „Skyfall” w 2012 roku. Kolejnego Bonda najprawdopodobniej wyprodukuje Amazon i Jeff Bezos.

W najbliższy wtorek 28 września w Londynie odbędzie się premiera nowego filmu o przygodach Jamesa Bonda “Nie czas umierać”. W Polsce film pojawi się trzy dni później i będzie pierwszym dużym światowym hitem, który w kinach pojawia się po pandemii. Premiera nowego 007 będzie zatem bardzo ważnym wydarzeniem dla branży kinowej i od jej pochodzenia zależą prognozy dla całej branży na najbliższe lata. Premiera tego filmu była pierwotnie zaplanowana na kwiecień 2020 r. i była kilka razy przesuwana. A to, że teraz ostatecznie się odbędzie, oznacza, że branża jest przekonana, że nadszedł czas, gdy widzowie mogą masowo i na dobre powrócić do kin. Będzie to także próba odpowiedzi na pytanie czy jest szansa na powrót do takiej liczby widzów jak przed pandemią. Po pandemii widać bowiem, że widzowie nie tylko bardziej boją się przebywania z innymi na małej przestrzeni, ale także w czasie ostatnich dwóch lat bardzo rozwinęły się serwisy streamingowe i vod. Część filmów ma swoją premierę jednocześnie w kinach i w Internecie.

Producentem „Nie czas umierać” jest wytwórnia MGM. Koszt produkcji jest oceniany na 250 mln dolarów. To mniej niż kosztowała poprzednia odsłona przygód 007 – „Spectre” (2015 r. – 300 mln dolarów). Dochody globalne z filmu „Spectre” wyniosły 880 mln dolarów, czyli mniej niż w wypadku rekordowego „Skyfall”, który przyniósł w 2012 roku 1,1 mld dolarów. MGM oceniało, że finansowe koszty opóźnienia premiery o każdy miesiąc wyniosły 1 mln dolarów. To prawdopodobnie ostatni Bond, bez Jeffa Bezosa na pokładzie. Do połowy przyszłego roku ma dojść bowiem do przejęcia MGM przez Amazon. Cyfrowy gigant chce zapłacić za MGM 8,45 mld dolarów, czyli około 40 proc. powyżej jego rynkowej wyceny. To premia, dzięki której Amazon ugruntuje swoją znaczącą pozycję na rynku filmowym. W ten sposób może jeszcze skuteczniej konkurować z serwisami streamingowymi, przede wszystkim z Netflixem (Amazon Prime Video ma według ostatnich danych około 200 mln użytkowników z których 175 mln korzystało ze streamingu w ostatnich 12 miesiącach, Netflix 209 mln subskrybentów). Już jednak pojawiają się głosy, że Amazon z MGM mogą mieć pozycję monopolistyczną, dlatego proces połączenia może być blokowany, a sprawa trafić do sądu. Jest jednak duża szansa, że kolejny film z Jamesem Bondem będzie już produkowany przez Amazon. Może wtedy w jednej z ról zobaczymy samego Jeffa Bezosa, podobnie jak w lipcu mogliśmy oglądać go jako kosmicznego pasażera na statku Blue Origin.

Jak inwestować w branżę kinową? Najlepiej poprzez zdywersyfikowany portfel składający się ze spółek z różnych sektorów, w tym z branży kinowej i rozrywkowej. W Polsce największe sieci kin to Multikino, Cinema City oraz Helios. Multikino należy do holdingu Vue International, który nie jest notowany na giełdzie. Możemy natomiast kupić akcje notowanej w Londynie Cineworld Group, które jest właścicielem sieci Cinema City. Cena jej akcji w wyniku pandemii spadła z ponad 200 funtów, do obecnych 68. Od początku roku akcje zyskały 10,75 proc. Sieć kin Helios należy natomiast do notowanej na GPW Agory. Ekspozycję na rynek oferują nam także amerykańskie sieci kin AMC, Cinemark i IMAX. Jeśli okaże się, że widzowie rzeczywiście wrócą na stałe do kin, obecne wyceny spółek kinowych okażą się bardzo atrakcyjne.

Paweł Majtkowski – analityk eToro