Czynny żal – kiedy z niego korzystać? – ekspert celny wyjaśnia

Czynny żal to dobrowolne przyznanie się do popełnienia naruszeń przepisów celnych lub podatkowych. Instytucja prawna czynnego żalu ustanowiona jest w przepisach kodeksu karno skarbowego. Korzystamy z niej przed rozpoczęciem kontroli!

Warto znać mechanikę działania i sposobu funkcjonowania tej instytucji, bowiem może ona ograniczyć ryzyko odpowiedzialności osób zaangażowanych w reprezentowanie podmiotu gospodarczego przed organami celnymi lub podatkowymi.

Zgodnie z przepisami, organy celno–skarbowe i skarbowe mają prawo wszcząć postępowanie karno–skarbowe dopiero po kontroli podatnika” – informuje dr Izabella Tymińska, ekspert celny, właściciel kancelarii doradztwa celnego. „Niestety obserwujemy ostatnio wzmożone kontrole służb celnych i skarbowych oraz wszczynanie postępowań karno-skarbowych po tych kontrolach” – dodaje dr Tymińska.

Czynny żal to  dobrowolne przyznanie się do popełnienia naruszeń przepisów celnych lub podatkowych. Podmiot gospodarczy, który zapomniał złożyć deklaracji lub zapłacić w terminie podatku czy cła, powinien uczynić to bezzwłocznie wraz z instytucją czynnego żalu. Jeśli uregulowane będą wszystkie zobowiązania podmiotu gospodarczego, wówczas dzięki instytucji czynnego żalu podmiot uniknie kary karno-skarbowej.

Czynny żal to instytucja działająca w określonych sytuacjach. Sprawca przestępstwa lub wykroczenia skarbowego może złożyć czynny żal, w szczególności jeśli:

  • nie złożył zeznania podatkowego w terminie,
  • nierzetelnie prowadził księgi rachunkowe,
  • nierzetelnie wystawiał faktury,
  • nie zapłacił lub zapłacił nieodpowiedni podatek dochodowy (PIT lub CIT) lub podatek VAT,
  • bezprawnie stosował obniżone stawki VAT,
  • bezprawnie stosował zwolnienie VAT,
  • zataił przed organem podatkowym prawdziwe rozmiary prowadzonej działalności gospodarczej,
  • wyłudził zwrot należności celnej,
  • wyłudził pozwolenie celne,
  • nie zapłacił cła,
  • nie zapłacił części cła.

Skuteczność czynnego żalu wymaga dochowania pewnych wymogów przez podmiot gospodarczy do których należą:

  • przyznanie się do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego zanim naczelnik urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego samodzielnie udokumentuje ten fakt,
  • przyznanie się do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego zanim organy ścigania rozpoczną czynności zmierzające do wykrycia tego przestępstwa lub wykroczenia.

Kiedy urząd może odstąpić od kary za przestępstwo lub wykroczenie skarbowe

W określonych sytuacjach naczelnik urzędu skarbowego lub naczelnik urzędu celno-skarbowego może odstąpić od ukarania sprawcy, który nie dopełnił ciążących na nim obowiązków podatkowych. Aby było to możliwe, sprawca musi złożyć oświadczenie o czynnym żalu (podpisane w oryginale) oraz dopełnić obowiązków, w tym uiścić w całości zobowiązanie finansowe, którego nie uregulował, wraz z odsetkami i musi tego dokonać  przed złożeniem czynnego żalu.

Kiedy czynny żal nie zadziała

Nie można skorzystać z czynnego żalu kiedy sprawca:

  • został wezwany w związku z popełnionym czynem zabronionym a organy podatkowe udokumentowały już popełnienie przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego,
  • jest w trakcie postępowania kontrolnego,
  • zorganizował grupę albo związek mający na celu popełnienie przestępstwa skarbowego,
  • nakłaniał inną osobę do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego.

Jak informuje dr Izabella Tymińska: „Czynny żal nie odniesie skutku, jeśli zostanie złożony w czasie, gdy organ ścigania miał już wyraźnie udokumentowaną wiadomość o popełnieniu przestępstwa lub wykroczeniu skarbowym, a także po rozpoczęciu przez organ ścigania czynności służbowej, na przykład przeszukania, czynności sprawdzającej lub kontroli zmierzającej do ujawnienia czynu zabronionego, chyba że czynność ta nie dostarczyła podstaw do wszczęcia postępowania”.

Treść czynnego żalu

Czynny żal nie ma urzędowego wzoru ani formularza, należy go sporządzić samodzielnie. Pismo powinno zawierać następujące elementy:

  • dane przedsiębiorcy,
  • adresata – którym jest naczelnik urzędu skarbowego lub naczelnik urzędu celno-skarbowego,
  • opis popełnionego czynu i jego okoliczności,
  • wskazanie osób, które miały związek z popełnionym czynem zabronionym,
  • informację o tym, czy sprawca naprawił swój czyn, a jeżeli tego nie zrobił – to w jaki sposób i w jakim terminie zobowiązuje się do jego naprawienia.

Przykładowy tekst czynnego żalu może brzmieć następująco:

„Na podstawie art. 16 § 1 Kodeksu karnego skarbowego zawiadamiam o popełnieniu przeze mnie czynu zabronionego polegającego na …………………………… . Równocześnie oświadczam, że przy popełnieniu wyżej wymienionego czynu nie współdziałałem/łam z innymi osobami”.

Wdrożenie procedur w przedsiębiorstwach może zmniejszyć ryzyko wykrycia nieprawidłowości w trakcie kontroli. „Procedura czynnego żalu jest stosowana skutecznie przez przedsiębiorców, kiedy wykryją nieprawidłowości wcześniej niż organ kontrolny” – podsumowuje dr Tymińska, ekspert celny. Procedury pozwalają też na wprowadzanie korekt w postępowaniu w podobnej sytuacji oraz zmniejszenie występowania błędów.

Co by się nie działo, dolar drożeje. Złoty nadal traci

Analiza rynku walutowego w ostatnich dniach może budzić pewne wątpliwości. Co by się bowiem nie działo, to dolar i tak powolnymi kroczkami, dzień po dniu, zyskuje na wartości. Nie przeszkodziły mu nawet słabsze dane.

Dolar mocniejszy niż dane

Pomimo wczorajszych danych makroekonomicznych dolar kontynuuje umacnianie się. Wspomniane dane to słabszy od oczekiwań indeks zaufania konsumentów Conference Board. Do tego należy jeszcze dodać słabszy indeks FED z Richmond oraz wolniej rosnące od oczekiwań ceny nieruchomości w indeksie S&P/Case Shiller. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że wskaźniki te w większości są na wysokich poziomach. Po prostu oczekiwania są na jeszcze wyższych. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że dzisiaj nad ranem dolar umocnił się kolejny raz względem euro i był najdroższy od niemal roku względem tej waluty.

Złoty nadal traci

Słabnące euro po raz kolejny ciągnie za sobą w dół złotówkę. Wczorajszy dzień musiał być trudny dla osób chcących kupić walutę na późne zagraniczne wakacje. Euro przez chwilę testowało poziomy 4,64 zł. Frank otarł się o 4,28 zł, a dolar osiągnął 3,97 zł i patrząc na to co się dzieje na rynku poziom 4 zł może być tylko kwestią czasu. Funt z kolei znajduje, się na poziomie 5,35 zł i mimo dziwnych problemów, które ostatnio ma tamtejsza gospodarka jest wyraźnie powyżej poziomów sprzed brexitu. Mówiąc o wycenie złotego, gdzieś w tle warto zauważyć kolejne stabilne wzrosty zachorowań na COVID-19 w Polsce, które nie pomagają odbić się złotemu.

Niespodziewana korekta na ropie

Jeszcze wczoraj rano ceny ropy naftowej na giełdzie w Londynie docierały do 80 dolarów za baryłkę. Po południu jednak doszło do wyraźnej przeceny. Po informacji z USA o rosnących zapasach surowca cena spadła o ponad 3%. Powodem był fakt, że analitycy spodziewali się dalszego spadku zapasów potwierdzającego, że na rynku jest wyraźnie za mało surowca. Zapasy jednak wzrosły i to o ponad 4 miliony baryłek. W rezultacie na rynku w ciągu tygodnia okazuje się, że jest ponad 6 milionów więcej baryłek ropy niż oczekiwano. Dla porównania to dwukrotnie więcej niż planowany miesięczny wzrost przez OPEC. Informacja ta może zatem, na jakiś czas, ustabilizować ceny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Organy skarbowe przegrywają w sądach z powodu swojej bezczynności w postępowaniach karnych przeciw przedsiębiorcom

Fiskus ma 5 lat na dochodzenie należności skarbowych od podatników. Gdy mimo tak długiego czasu nie potrafi znaleźć dowodów uzasadniających domagania się tych należności, sztucznie wydłuża termin ich przedawnienia, wszczynając przeciw przedsiębiorcom postępowania karne skarbowe. Do niedawna już sam fakt wszczęcia postępowania wystarczał, by osiągnąć pożądany skutek. Wszystko zmieniło się w maju 2021 r., gdy Naczelny Sąd Administracyjny stanowczo sprzeciwił się takim instrumentalnym działaniom organów.

Przekonał się o tym w sierpniu 2021 r. jeden z dyrektorów izb skarbowych, którego decyzję uchylił WSA w Rzeszowie. Powołał się przy tym na wspominany wyrok NSA. Jak można przeczytać w orzeczeniu, organ, wskazując w swojej decyzji przesłanki formalne do zawieszenia terminu przedawnienia zobowiązania przedsiębiorcy, z uwagi na wszczęcie przeciw niemu postępowania karnego, „(…) pominął te kwestie i okoliczności, które powinien rozważyć w aspekcie oceny, czy wszczęcie postępowania karnoskarbowego nie było instrumentalne i nie służyło jedynie wstrzymaniu biegu terminu przedawnienia” (wyrok z 5 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Sprzedaż towarów w ramach TAX FREE

Dyrektor izby administracji skarbowej, jako organ podatkowy II instancji, na skutek wniesionego przez spółkę odwołania zakwestionował jej prawo do odliczenia VAT z faktur zakupowych oraz do zastosowania preferencyjnej 0% stawki podatku z wystawionych przez siebie w ramach TAX FREE faktur sprzedaży tekstyliów, odzieży oraz części samochodowych w połowie 2015 r.

Oskarżenie o wystawianie pustych faktur

Dyrektor stwierdził, że zebrany przez naczelnika urzędu skarbowego materiał dowodowy daje podstawy, aby sądzić, że przedsiębiorca świadomie uczestniczył w oszustwie podatkowym, będąc wystawcą pustych faktur w łańcuchu nierzeczywistych dostaw towarów. Spółka miała też dopuścić się nielegalnego użycia pieczątek węgierskich organów celnych na fakturach TAX FREE dla potwierdzenia wywozu towarów poza UE, na podstawie których to dokumentów nabywcy mogli domagać się zwrotu VAT, a spółka stosowała preferencyjną stawkę 0%.

Organ odwoławczy przyznał, że termin przedawnienia zakwestionowanych rozliczeń podatkowych przedsiębiorcy upływał 31 grudnia 2020 r. Jednakże przedsiębiorca został przed jego upływem poinformowany przez naczelnika urzędu skarbowego, że 26 lutego 2020 r. bieg tego terminu uległ zawieszeniu z uwagi na wszczęcie w tym dniu dochodzenia w sprawie o przestępstwo skarbowe oszustwa VAT z użyciem nierzetelnych faktur, skutkującego wyłudzeniem nienależnego zwrotu tego podatku.

Postępowanie karne wszczęte w ostatnim roku przedawnienia

Przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję skarbówki, podnosząc, że organy błędnie założyły, iż miał on wiedzę, że ujęty na wystawionych przez spółkę fakturach towar nie został ostatecznie wywieziony za granicę. Ponadto organ z góry założył brak jego dobrej wiary w dokonywaniu transakcji gospodarczych. Przedsiębiorca nie zgadzał się więc na ponoszenie negatywnych konsekwencji postępowań swoich kontrahentów, podczas gdy nie udowodniono mu, że nie zachował wszelkiej staranności rzetelnego handlowca.

Ponadto spółka zarzuciła organom, że postępowanie karne skarbowe wszczęto przeciw niej wyłącznie po to, by zawiesić bieg terminu przedawnienia w toczącej się sprawie podatkowej. Jak podkreśliła, kontrola za sporny okres 2015 r. była prowadzona w spółce w 2016 r., a dochodzenie wszczęto dopiero w 2020 r., gdy zbliżał się termin przedawnienia zobowiązań podatkowych powstałych w ww. okresie. Przedsiębiorca zwrócił też uwagę, że organ I instancji wydał swoją decyzję w lutym 2018 r., a organ II instancji dopiero w kwietniu 2021 r. Do tego zastanawiający jest fakt, że dochodzenie zostało wszczęte w 2020 r. tylko w przedmiocie rozliczeń za maj i czerwiec 2015 r., a więc rozliczeń, których termin przedawnienia upływał właśnie w 2020 r. Innych rozliczeń nie objęło. Co najważniejsze, od dnia wszczęcia postępowania karnego skarbowego w tej sprawie nie zadziało się absolutnie nic poza samym wszczęciem go i zawiadomieniem o tym przedsiębiorcy i jego pełnomocnika.

Fiskus ma swoje rozumienie przepisów

W odpowiedzi na skargę dyrektor izby skarbowej poinformował m.in., że dla ziszczenia się skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego na podstawie art. 76 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej wymagane jest jedynie zawiadomienie o tym fakcie strony lub pełnomocnika przed upływem terminu przedawnienia. A to w tej sprawie nastąpiło.

Organy powinny wykazać związek postępowania karnego z niewykonaniem zobowiązania przez podatnika

Rozpoznający wniesioną przez spółkę skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie uchylił decyzję dyrektora izby skarbowej. Dla rozstrzygnięcia sporu przywołał uchwałę składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 maja 2021 r. NSA stwierdził w niej, że badanie sprawy administracyjnej powinno co prawda koncentrować się w pierwszej kolejności na spełnieniu przesłanek formalnych wszczęcia postępowania karnego w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub wykroczenia i związku tego postępowania z niewykonaniem przez podatnika jego zobowiązania, ale nie można pomijać kwestii, czy na tle konkretnej sprawy wszczęcie ww. postępowania nie miało wyłącznie charakteru pozornego, służąc tylko wstrzymaniu biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatnika.

„…w szczególności wówczas gdy moment wszczęcia postępowania (…) jest bliski dacie przedawnienia zobowiązania podatkowego, wyjaśnienie tej kwestii powinno znaleźć odzwierciedlenie w uzasadnieniu decyzji podatkowej (…) Taka informacja jest konieczna, aby (…) zagwarantować podatnikowi, że postępowanie podatkowe jest prowadzone w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych…” (sygn. akt I FPS 1/21).

Wytyczne dla organów

WSA w Rzeszowie usystematyzował wytyczne NSA. Do organów podatkowych należy zbadanie warunków formalnych nierozpoczęcia lub zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatnika dzięki wszczęciu przeciw niemu postępowania karnego oraz ocena, czy wszczęcie to nie miało na celu jedynie wstrzymania biegu terminu tego przedawnienia. Organy mają obowiązek zrealizować ww. obowiązki, np. gdy:

  • moment wszczęcia postępowania o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe jest bliski dacie przedawnienia zobowiązania podatnika;
  • oczywisty jest brak przyczyn podmiotowych albo przedmiotowych lub istnienie negatywnych przesłanek procesowych;
  • brak realnej aktywności organów po wszczęciu takiego postępowania;
  • poziom aktywności procesowej organu we wcześniej prowadzonym postępowaniu kontrolnym przed wszczęciem postępowania był niski.

A to wyłącznie wyliczenie przykładowe.

Bezczynność organu

Przenosząc ww. wytyczne na grunt rozpatrywanej sprawy, rzeszowski sąd stwierdził, że w swojej decyzji dyrektor izby skarbowej ograniczył się jedynie do oceny spełnienia przesłanek formalnych. Nie przeprowadził natomiast badania, czy postępowanie to nie zostało wszczęte sztucznie, jedynie celem wstrzymania biegu terminu przedawnienia zobowiązań tego przedsiębiorcy.

„…Organ nie spełnił wymogów stawianych w opisywanej uchwale, w której NSA expressis verbis, pośród przykładowych okoliczności mogących wskazywać na instrumentalne wszczęcie postępowania karno-skarbowego, wymienił zarzucaną przez Skarżącą „bezczynność” w postępowaniu karno-skarbowym (…) Przeciwnie DIAS w odpowiedzi na skargę przyznał, że nie przeprowadził zupełnej i niezbędnej analizy (poprzedzonej koniecznymi czynnościami dowodowymi) okoliczności, które pozwolą ocenić czy wszczęcie postępowania karnoskarbowego miało lub nie charakter instrumentalny …” (wyrok z 5 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Koniec ze sztucznym wszczynaniem postępowań karnych przeciw przedsiębiorcom?

Takie działania urzędników wobec przedsiębiorców należy uznać za niedopuszczalne. Wszak termin przedawnienia zobowiązań podatkowych nie jest krótki. Urzędnicy mają aż 5 lat liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin uregulowania zobowiązania, na jego dochodzenie. Już 9 lat temu, 17 lipca 2012 r., Trybunał Konstytucyjny podkreślił, że: „…egzekwowanie długu podatkowego i towarzysząca mu niepewność podatnika co do stanu jego zobowiązań podatkowych nie mogą trwać przez dziesięciolecia” (sygn. akt P 30/11). Jak mimo upływu lat od tego wyroku wygląda rzeczywistość?

W ubiegłym roku w sprawie jednej ze spółek, wobec której skarbówka prowadziła postępowania i kontrole przez 4 lata i 11 miesięcy, na 30 dni przed upływem terminu przedawnienia jej zobowiązań organ ścigania wszczął wobec przedsiębiorcy postępowanie karne-skarbowe, usiłując w ten sposób zawiesić bieg terminu przedawnienia jego zobowiązań. Sprzeciwił się temu sąd, orzekając, że jeśli po wszczęciu tego postępowania nie były podejmowane przez organ żadne czynności procesowe, to należy uznać, że zostało ono wszczęte sztucznie (wyrok WSA w Łodzi z 19 sierpnia 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 45/20).

W wyroku z 3 sierpnia 2021 r. WSA w Gdańsku opowiedział się po stronie przedsiębiorcy oskarżonego o wystawianie i zakup pustych faktur. Jak orzekł: „Organy nie przedstawiły stosownych dowodów i chronologii czynności karnych procesowych wskazujących, że w sprawie wszczęcie postępowania karnego skarbowego nie miało jedynie „instrumentalnego” charakteru” (sygn. akt I SA/Gd 387/21).

W tej chwili najważniejsze dla przedsiębiorców jest to, że po wydaniu 24 maja 2021 r. uchwały przez skład siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt I FPS 1/21) kierunek linii orzeczniczej sądów jest jasny i wyraźny. Nie ma już przyzwolenia na sztuczne rzucanie przeciw przedsiębiorcom oskarżeń o popełnienie wykroczeń czy przestępstw skarbowych wyłącznie w celu wydłużania sobie przez organy czasu na prowadzenie postępowań i kontroli.

„…stanowisko zajęte w uchwale składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego jest wiążące, a jeżeli jakikolwiek skład sądu administracyjnego rozpoznający sprawy nie podziela tego stanowiska, przedstawia powstałe zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia odpowiedniemu składowi (…) Odnotować też należy, że uchwała została podjęta po rozpoznaniu wniosku Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców o podjęcie uchwały mającej na celu wyjaśnienie przepisów prawnych, których stosowanie wywołało rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych” (sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W Dark Webie kwitnie handel fałszywymi certyfikatami szczepień

Analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet zaobserwowali w ostatnim czasie zwiększoną aktywność cyberprzestępców, którzy oferują w sieci fałszywe certyfikaty szczepionkowe. Zapotrzebowanie na tego rodzaju dokumenty rośnie, ponieważ duża liczba osób na świecie z różnych przyczyn nie przyjęła jeszcze preparatu przeciw COVID-19. Specjaliści zalecają zachowanie szczególnej ostrożoności, zwłaszcza w sytuacji otrzymania podejrzanych e-maili zawierających ofertę dostępu do certyfikatów. Podkreślają również, że takie transakcje są nielegalne. Nie ma też żadnej pewności, że po otrzymaniu płatności przestępcy prześlą dokument. Można za to stracić pieniądze i podać przestępcom jak na tacy swoje dane osobowe.

Cyberprzestępcy są oportunistami, którzy zawsze chętnie poszukują okazji, aby wyłudzić dane lub pieniądze nie dość uważnych użytkowników. Często wykorzystują do tego celu ważne bieżące wydarzenia na świecie, do których odwołują się np. w kampaniach phishingowych. Z powodu rosnącego zainteresowania tymi dokumentami, zaczęli sprzedawać na internetowym czarnym rynku podrobione paszporty szczepionkowe. Działania te stają się coraz bardziej popularne.

Analitycy z FortiGuard Labs coraz częściej wykrywają też tego rodzaju oferty jako przynęty w oszustwach e-mailowych. Autorzy poniższej reklamy fałszywego paszportu szczepionkowego oczekują płatności w bitcoinach. Nie wiemy, czy kiedykolwiek dostarczyli zamówiony dokument, czy jest to tylko zwykła próba phishingu. Oczywiste jest jednak, że oszuści proszą o podanie danych osobowych oraz wpłacenie bitcoinów o wartości 149,95 USD, co stwarza im możliwość osiągnięcia dwojakiego zysku.

handel fałszywymi certyfikatami szczepień
Wiadomość e-mail wykorzystująca socjotechnikę do wyłudzenia od ofiar bitcoinów oraz danych osobowych umożliwiających ich identyfikację

W innych, bardziej oficjalnie wyglądających e-mailach, przestępcy podszywają się pod dobrze znane amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC). Poniżej znajduje się przykładowa wiadomość tego typu, która została przechwycona niedawno.

handel fałszywymi certyfikatami szczepień 2
Fałszywy e-mail od CDC

Link w tym e-mailu nie prowadził do żadnego oficjalnego dokumentu. Zamiast tego przekierowuje użytkownika do legalnego serwera, który został przejęty przez cyberprzestępców. I chociaż link ten jest już nieaktywny, wszystko wskazuje na to, że ten serwer był wykorzystywany do próby wyłudzenia informacji.

Analitycy Fortinet wykryli też różne miejsca w Dark Webie, w których dostępne są fałszywe paszporty szczepionkowe. Jak można było się spodziewać, dostępna jest szeroka gama takich produktów: od czystych kart szczepień po paszporty, których legalność można zweryfikować w bazach danych na całym świecie. Pojedynczą pustą kartę szczepień można znaleźć już za 5 USD, a zakup hurtowej ilości może wpłynąć na obniżenie tej ceny. Oczywiście, nie ma gwarancji, że nabywca kiedykolwiek otrzyma te dokumenty. Cena wzrasta dla nabywców, którzy chcą, aby ich dane zostały dodane do legalnych baz. Handel takimi certyfikatami jest zjawiskiem ogólnoświatowym.

Green Pass z Włoch
Green Pass z Włoch
Certyfikat szczepienia z Meksyku
Certyfikat szczepienia z Meksyku
Czyste karty szczepień
Czyste karty szczepień

Ponieważ Dark Web jest zalewany przez oportunistycznych fałszerzy, niektórzy sprzedawcy zaczęli oferować wyprzedaże i rabaty. Inni proponują usługę typu Escrow, próbując w ten sposób chronić obie strony transakcji. Z drugiej strony, nie wszystkie czarne rynki internetowe wspierają sprzedaż fałszywych paszportów szczepionkowych.

W obliczu powyższych faktów, FortiGuard Labs zaleca zachowanie należytej staranności przy lekturze wiadomości e-mail i uważanie na tego typu oszustwa. Należy również podkreślić, że posługiwanie się fałszywymi dokumentami jest nielegalne – przykładowo we Włoszech grozi za to nawet do 1000 euro kary oraz dodatkowe zarzuty[1].

[1] https://www.thelocal.it/20210909/italy-sets-fines-of-up-to-e1000-for-breaking-covid-green-pass-workplace-rules/

Mieszkania na wynajem instytucjonalny już drugim największym sektorem nieruchomości w Europie

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, segment mieszkań na wynajem instytucjonalny jest już drugim największym sektorem nieruchomości w Europie. W pierwszej połowie 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych w tym sektorze na 12 kluczowych monitorowanych przez firmę rynkach wyniosła 24,1 mld euro, stanowi 23% całkowitego wolumenu inwestycyjnego.

Wynik odnotowany przez sektor mieszkań na instytucjonalny wynajem w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku znacząco przewyższył średnią pięcioletnią udziału w całkowitym wolumenie, kształtującą się na poziomie 16%. Najwięcej, bo aż 29,3 mld euro, zainwestowano na rynku nieruchomości biurowych, co zapewniło mu 28-procentowy udział w całkowitej wartości transakcji inwestycyjnych.

W ciągu ostatnich kilku kwartałów inwestorzy docenili defensywny charakter inwestycji w mieszkania na wynajem instytucjonalny, decydując się na zwiększenie alokacji w sektorze mieszkaniowym i uruchomienie nowych funduszy inwestycyjnych. Segment mieszkań na wynajem odpowiadał za mniej więcej jedną trzecią wolumenu transakcji inwestycyjnych w Szwecji (31%), Hiszpanii (32%), Niemczech (32%), Danii (34%) i Finlandii (42%).

Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie, Savills, powiedział: „Duża konkurencja na rynku powoduje szybką kompresję stóp kapitalizacji – dla najlepszych nieruchomości spadły one w 2020 r. do rekordowo niskich poziomów, przy średniej europejskiej wynoszącej 3,2%. Niemniej jednak różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla inwestycji dedykowanych na wynajem instytucjonalny a rentownością obligacji długoterminowych nadal jest atrakcyjna i wynosi 290 pb w porównaniu ze średnią długoterminową na poziomie 237 pb (2012-2021). Biorąc pod uwagę atrakcyjność tego sektora, przewidujemy, że na ten rynek będą wchodziły kolejne grupy inwestorów, a wzrost konkurencji będzie skłaniał aktywnie działających graczy do poszukiwania okazji inwestycyjnych w nowych lokalizacjach”.

Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich w Savills, dodaje: „Rosnący popyt na mieszkania na wynajem oraz strukturalna luka podażowa na rynku mieszkaniowym powodują wzrost czynszów w Europie. W przypadku mieszkań na wynajem instytucjonalny średnie stawki czynszowe rosły od 2015 r. w tempie 4,6% rocznie we wszystkich 27 analizowanych miastach. Podaż nowych lokali jest niewystarczająca w stosunku do popytu w większości miast europejskich, co przełoży się na dalszy wzrost czynszów”.

W Polsce, w pierwszej połowie 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze mieszkań na instytucjonalny wynajem wyniosła blisko 550 mln euro. Plasuje to ten sektor na trzecim miejscu wśród wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych, za nieruchomościami biurowymi, magazynowymi, a przed handlowymi. Należy pamiętać, że Polska znajduje się dopiero na początkowym etapie rozwoju rynku mieszkań na instytucjonalny wynajem, z bardzo ograniczoną liczbą inwestycji gotowych, co oznacza, że zdecydowana większość wolumenu przypada na projekty na wczesnym etapie budowy, a często nawet przed jej rozpoczęciem.

Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce, powiedział: „Na tle bardziej dojrzałych rynków europejskich, polski rynek najmu oferuje ciągle atrakcyjne stopy zwrotu, co przyciąga do naszego kraju kolejnych inwestorów. Myślę, że z uwagi na dynamicznie rosnące ceny mieszkań oraz pandemiczną korektę czynszów coraz trudniej będzie osiągnąć podobne zwroty inwestorom indywidualnym. Podmioty instytucjonalne, dzięki budowaniu skali oraz nabywaniu budynków projektowanych od początku z myślą o wynajmie, będą miały odrobinę łatwiej. Kolejne rekordy na rynku kredytów hipotecznych i spodziewana podwyżka stóp procentowych mogą z czasem skłaniać deweloperów mieszkaniowych do ponownego rozważenia modelu sprzedaży hurtowej – choć na razie żadnego spowolnienia nie widać, a ich działy sprzedaży przeżywają okres prosperity”.

Ponad 100 mln zł dla Batmaid – startup zyskał dofinansowanie na wsparcie projektów

Batgroup S.A., spółka macierzysta firmy Batmaid – szwajcarskiego dostawcy usług home wellness otrzymała wsparcie finansowe w wysokości 25 mln CHF od spółki inwestycyjnej AEVIS VICTORIA SA (AEVIS). Fundusze te wykorzystane zostaną do ekspansji firmy zarówno na obszarze Szwajcarii, jak i międzynarodowo, w ramach otwarcia na nowe rynki, w tym polski. Dofinansowanie od spółki AEVIS wskazuje na zainteresowanie i zaufanie ze strony czołowych inwestorów, jak również chęć wspierania firmy Batmaid w dalszym rozwoju.

Ubiegłej wiosny, po otrzymaniu pierwszej tury finansowania w wysokości 5 mln CHF, Batmaid ogłosił przeprowadzenie kolejnej jesienią bieżącego roku. Po funduszach Bâloise, Investis Group oraz ACE & Company, udziały w wysokości 25 mln CHF otrzymała teraz spółka AEVIS. Pozyskiwanie funduszy zbieżne jest z polityką rozwoju firmy, szczególnie w zakresie wsparcia jej obecnych projektów w Szwajcarii (m.in. usług Batmaid Club oraz Batmaid Dry), a także planami międzynarodowego rozwoju poprzez wejście na nowe rynki. Od września Batmaid świadczy usługi na terenie Warszawy.

 – Wsparcie wytrawnych specjalistów, takich jak Michel Reybier i Antoine Hubert, pozwoli nam czerpać z ich cennego doświadczenia – mówi Andreas Schollin-Borg, założyciel i CEO Batmaid. – Wspólnie podzielamy wiarę w potencjał rozwojowy naszej platformy w działaniach na szeroką skalę, jak również możliwość dostarczenia naszym klientom najwyższej jakości usług, zachowując zasady sprawiedliwości społecznej w walce ze zjawiskiem pracy na czarno. 

Antoine Hubert, delegowany przedstawiciel AEVIS, komentuje: „Ta inwestycja to element naszego zobowiązania do wsparcia ekspansji firmy, gdyż wierzymy w jej wizję rozwoju i model biznesowy.”

Michel Reybier, zarządzający i współudziałowiec AEVIS: „Naszym celem jest przyczynić się do budowania trwałej, wieloletniej wartości obiecujących firm. W przypadku Batmaid, wspólnie dążymy do powstania europejskiego lidera w sektorze home wellness.”

Od maja 2021 roku firma obecna jest również w Paryżu, od sierpnia także w Mediolanie. Planowane jest otwarcie oddziałów w kolejnych 21 miastach w 15 różnych krajach. Obecnie najważniejszym celem Batmaid jest zostanie czołowym graczem w branży, zarówno w Europie, jak również globalnie.

Relacja z XII Międzynarodowego Kongresu Faktoringu

Faktoring w Polsce, po prawie rocznym spowolnieniu, wrócił na drogę dwucyfrowego wzrostu obrotów. Utrzymanie tak wysokiej dynamiki rozwoju jest jednym z kluczowych celów, jakie stawia przed sobą rynek. Ponadto do głównych wyzwań faktorzy zaliczają kontynuację współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego przy realizacji tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców, zwiększenie udziału faktoringu pełnego i eksportowego w obrotach branży, efektywne zarządzanie pracą stacjonarną, zdalną i hybrydową, a także edukację przedsiębiorców i współpracę ze środowiskiem akademickim. To najważniejsze wnioski z dwunastej edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu.

Doroczne spotkanie przedstawicieli rynku faktoringu i finansów powróciło po dwóch latach do formuły stacjonarnej. W ubiegłym roku, ze względu na pandemię koronawirusa, odbyło się tylko w formię online. W tym roku po raz pierwszy Polski Związek Faktorów umożliwił uczestnictwo zarówno stacjonarnie, jak i przez internet. XII Międzynarodowy Kongres Faktoringu zgromadził ponad 270 osób. W spotkaniu stacjonarnym wzięło udział 210 gości. Transmisję online obserwowało natomiast 60 subskrybentów.

Tradycyjnie, wydarzenie rozpoczęło się od wystąpienia gościa specjalnego. W tym roku uczestników czekało inspirujące spotkanie z Zuzanną Skalską, doradcą ds. trendów strategicznych w zakresie innowacji dla przedsiębiorstw, właścicielką 360Inspiration i partnerem zarządzającym FutureS Thinking Group. Zuzanna Skalska ściśle współpracuje z prezesami firm i członkami zarządów, doradzając im w kwestii możliwych scenariuszy rozwoju przyszłości. Wykłada na wielu uczelniach na świecie. Jest współtwórczynią School of Form (SWPS). Dla środowiska faktoringowego przygotowała wystąpienie pt. „Prototypowanie 2040 – pomyśl, jak będzie wyglądał Twój biznes w obliczu nadchodzących zmian”.

Część merytoryczna Kongresu rozpoczęła się od prezentacji sytuacji na rynku faktoringowym w Polsce i na świecie. Przedstawili je: Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF i Betül Kurtulus, Regional Director CEE, SEE and The Middle East FCI.

Tradycyjnie podczas Kongresu nagrodzono autorów najlepszych prac dyplomowych z dziedziny faktoringu, startujących w konkursie „Złote Pióro PZF”. Następnie władze Związku uhonorowały Andrzeja Żbikowskiego, pierwszego Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego i jego wieloletniego członka.

Po ceremonii przyszedł czas na wystąpienie kolejnego gościa specjalnego. Był nim Bartłomiej Pawlak, Wiceprezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju, który podsumował etapy realizacji tarczy antykryzysowej.

W ostatnim panelu dyskusyjnym pt. „Zarządzanie należnościami u progu nowej ery w gospodarce – rola faktorów, ubezpieczycieli i brokerów”, szukano odpowiedzi na wskazywane przez przedsiębiorców potrzeby rynkowe, związane z budowaniem konsorcjów faktoringowych, opartych na porozumieniu firm faktoringowych, ubezpieczeniowych i brokerskich.

W dyskusji udział wzięli: Krzysztof Chechłacz, Członek Zarządu RiskMan, Maciej Harczuk, Członek Zarządu Euler Hermes, Maciej Kalbus, Dyrektor Zespołu Finansowania Handlu, Departament Ryzyk Kredytowych Marsh Polska, Roman Maciejewski, Prezes Zarządu Santander Factoring, Janusz Władyczak, Prezes Zarządu KUKE. Rozmowę poprowadził Łukasz Kiliński, Wiceprezes Zarządu Coface Poland.

Po Kongresie uczestnicy wzięli udział w koktajlu z okazji 20-lecia PZF.

W nowy rok wejdziemy z serią podwyżek

Początek niemal każdego roku oznacza nową serię podwyżek. Nie inaczej zapowiada się rok 2022. Powoli wszyscy musimy się oswajać, że już od stycznia czeka nas seria lawinowych wzrostów opłat za czynsze czy energię elektryczną. Przyszłoroczne podwyżki z jednej strony są konsekwencjami wzrostu cen np. materiałów budowlanych, jednak spory udział w lawinowych podwyżkach będzie miał proponowany przez rządzących „Nowy Ład”.

Po pierwsze zdrożeje energia. Najmocniej odbije się to w rachunkach za tzw. części wspólne nieruchomości, które już teraz są bardzo wysokie. W 2022 roku spodziewamy się nawet 40% podwyżki w stosunku do tego, co kontraktujemy już teraz. Do niedawna udawało nam się wynegocjować stawkę bliską 300 PLN za jedną MWh. W tej chwili praktycznie wszystkie zawierane umowy objęte są stawkami zbliżonymi do 460 PLN za MWh. Co więcej, dostawcy energii elektrycznej już zapowiadają ceny sięgające 500 PLN za MWh w perspektywie kolejnych miesięcy. Podobnie jest z cenami gazu. Rosną one lawinowo, także w segmencie konsumenckim. Właściciele lokali, którzy ogrzewają swoje nieruchomości gazem oraz korzystają z tego surowca do podgrzania wody czy gotowania, zapłacą dużo więcej już w najbliższych miesiącach.

Do serii podwyżek dołożą się także kwestie związane z „Nowym Ładem”. Założenia tego planu uderzą wprost w kieszenie działalności gospodarczych i niedużych firm. One poniosą dodatkowe koszty w postaci wyższych składek za ubezpieczenie społeczne i zdrowotne oraz utracą możliwości odliczeń podatkowych. Te koszty będą musiały uwzględnić, negocjując i wyceniając swoją pracę dla kontrahentów. Jak to się ma do nieruchomości mieszkalnych? Bardzo bezpośrednio wpłynie na koszty związane z utrzymaniem czystości, zieleni, konserwacją budynku i administracją. W tych wszystkich obszarach obsługą i administrowaniem nieruchomościami zajmują się pośrednio i bezpośrednio samozatrudnieni i mikro przedsiębiorstwa.

Kolejna sfera podwyżek to istny rajd cen w obszarze budownictwa i usług remontowych. Ceny materiałów w ciągu ostatnich miesięcy w niektórych przypadkach wzrosły nawet o 400%. Dodając do tego nowe zasady naliczania podatków, nowe wartości składek ZUS czy kwot wolnych od podatku w uproszczonej księgowości, trudno prognozować, że ceny usług budowlanych nie poszybują niebawem w górę. Już widzimy, że usługodawcy przygotowują się na nowe zasady i starają się ostrożnie wyceniać swoje prace, z wyraźną tendencją ku podwyżkom cen. Warto pamiętać o wzroście płacy minimalnej i ukrytym podatku, którym jest inflacja – zapowiadana obecnie na 5,4%. To wszystko spowoduje naszym zdaniem mocne wzrosty kosztów w utrzymaniu nieruchomości.

Podwyżki w zarządzaniu nieruchomościami to także słynne śmieci. W tym obszarze również możemy spodziewać się mocnych wzrostów cen. Niedawno została uchwalona i podpisana przez Prezydenta RP, nowelizacja ustawy, która reguluje maksymalną kwotę za wywóz i zagospodarowanie odpadów na około 150 PLN. Warto tutaj wspomnieć, że przepis ten dotknie bardzo niewielkiego procenta lokali mieszkalnych. Otóż dotyczy on mieszkań i domów zużywających więcej niż 12 m3 wody bieżącej. Czyli rodzin wielodzietnych, lokali, w których mieszka duża grupa współlokatorów np. studentów itp. Większość z nas załapie się na podwyżki cen za odbiór i utylizację odpadów. Warto wspomnieć, że kontraktującym stawki z firmami śmieciowymi, są samorządy regionalne. To one poniosą realną konsekwencję limitów ustalonych przez Rząd. W momencie, kiedy stawki nie będą pokrywały kosztów, budżety w regionach zostaną obciążone kosztami różnic i będą zobowiązane do ich pokrycia.

Dodatkowo Rządowy „Nowy Ład” wpływa na przekierowanie środków pieniężnych z administracji miast,  gmin i powiatów do administracji centralnej. Głównym powodem tej redystrybucji dochodu, jest podatek liniowy, który do tej pory stanowił przychód samorządów. Wszystko wskazuje na to, że w ramach „Nowego Ładu”, ogromna ilość działalności gospodarczych przeprowadzi masową migrację do podatku ryczałtowego – bardziej atrakcyjnego rozwiązania dla mniej zarabiających działalności w nowym programie Rządowym. Podatek ryczałtowy będzie już trafiał do budżetu administracji centralnej, znacząco uszczuplając kasę w regionach. W związku z tym należy spodziewać się zahamowania inwestycji w żłobki, przedszkola, infrastrukturę i inne elementy wspierane przez kasy lokalne co odbije się na poziomie życia mieszkańców.

Komentarz Mariusza Łubińskiego, prezesa firmy Admus zajmującej się profesjonalnym zarządzaniem nieruchomościami.

Podpisano 858 umów. Najlepszy wynik od początku pandemii na polskim rynku biurowym

We wrześniu 2021 w nowoczesnych obiektach biurowych w całej Polsce wynajęto ponad 246 tys. m2. W sumie podpisano 848 umów. To absolutny rekord na rynku biurowym w Polsce od początku pandemii COVID-19 – wynika z danych firmy REDD.

– Według naszych danych, wrzesień 2021 stał się rekordowym miesiącem na rynku biurowym pod względem liczby podpisanych umów najmu. W sumie zarejestrowaliśmy 858 transakcji najmu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. Dla porównania, w sierpniu 2021 podpisanych zostało 285 umów najmu.

– Według naszych danych, wrzesień 2021 stał się rekordowym miesiącem na rynku biurowym pod względem liczby podpisanych umów najmu. W sumie zarejestrowaliśmy 858 transakcji najmu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. Dla porównania, w sierpniu 2021 podpisanych zostało 285 umów najmu.REDD1

– Warto podkreślić, że pod względem liczby zarejestrowanych umów najmu na rynku biurowym, wrzesień jest bezwzględnie rekordowym miesiącem od początku pandemii COVID-19.  Mówiąc o łącznej powierzchni biurowej, która została wynajęta od początku września 2021, to wynosi ona – 246,782 m2 – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD2

ZUS odbierze świadczenia z odsetkami – ekspert: to nie pomoże pracodawcom

Nowelizacja ustawy z 18 września 2021 r. daje ZUS-owi prawo do tego, by wystąpić o zwrot nienależnego świadczenia wraz z odsetkami, które pobierane są nie od momentu wydania decyzji, a od momentu rozpoczęcia pobierania pieniędzy. Zdaniem eksperta rynku pracy Mikołaja Zająca, w praktyce będzie to przepis martwy, który nie pomoże pracodawcom i nie ukarze pracowników notorycznie wyłudzających zasiłki.

W nowelizacji chodzi o możliwość upomnienia się przez państwową jednostkę o pieniądze wraz z odsetkami z błędnie przyznanego zasiłku chorobowego, macierzyńskiego, renty czy wcześniejszej emerytury. Prawo dotyczyć ma nie tylko tych, którzy umyślnie wprowadzali ZUS w błąd.

Absurdalne decyzje

Zdaniem Mikołaja Zająca, prezesa Conperio największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych, ZUS nieumiejętnie wprowadza przepis, który ma walczyć z patologią i zaostrzać zasady. W praktyce będzie to bowiem przepis martwy, który nie pomoże pracodawcom i nie ukarze pracowników notorycznie wyłudzających zasiłki, omijając to co rzeczywiście istotne.

Jak podkreśla ekspert, państwowa jednostka jest sparaliżowana brakiem decyzyjności, odwlekaniem decyzji w czasie i podejmowaniem działań absolutnie absurdalnych w nawet bardzo oczywistych przypadkach. Dlatego jego zdaniem z nowego przepisu nie będą mogli skorzystać m.in. pracodawcy, a widać to doskonale na przykładzie decyzji podejmowanych przez ZUS.

– Gdy pracodawca udowadnia rękami kontrolerów, iż pracownik narusza przepisy zwolnienia chorobowego, to w bardzo wielu przypadkach jest problem ze wstrzymaniem świadczenia przez ZUS. Nie tak dawno przeprowadzaliśmy kontrolę mężczyzny, który pobierał zasiłek z powodu sprawowania opieki nad dzieckiem. Gdy przyjechaliśmy na miejsce do jego domu, zastaliśmy go przybijającego młotkiem gwoździe do drewnianej deski. Jak się okazało – dziecko, którym miał się opiekować było w tym czasie w szkole. Pomimo zgłoszenia ewidentnego naruszenia, ZUS nie zdecydował się na to, by odebrać temu mężczyźnie zasiłek chorobowy – informuje Mikołaj Zając.

Absurdalne decyzje ZUS-u pojawiają się pomimo tego, iż jednostka posiada bardzo dobrą reprezentację prawną, doświadczenie, a także wszelkie niezbędne materiały – łącznie z orzeczeniami sądów, stanowiskami prawników czy wieloma protokołami dokumentującymi naruszenia w sposób niezwykle precyzyjny.

Chory w tygodniu, zdrowy w weekendy

Obecnie zdecydowanie łatwiej odebrać świadczenie np. emerytowi, niż osobom, które notorycznie wyłudzają w sposób niezgodny z prawem zwolnienia chorobowe.

– Jeden z wysoko postawionych szczeblem pracowników dużej firmy produkcyjnej, przebywał na zwolnieniu chorobowym, pobierając miesięczny zasiłek w wysokości około 40 000 złotych. Problem w tym, że mężczyzna chory bywał tylko od poniedziałku do piątku. W soboty i w niedziele profesor prowadził wykłady na prywatnej uczelni wyższej – przytacza kolejne przykłady nadużyć Mikołaj Zając.

Problemem jest także zdecydowanie niewystarczająca liczba kontroli wykonywanych przez państwową jednostkę. W I kwartale 2021 roku ZUS przeprowadził 80 tys. kontroli zwolnień lekarskich. I choć to najwięcej od początku pandemii, to jest to zaledwie kropla w morzu potrzeb. W 2020 r. osobom ubezpieczonym wystawiono 22,7 mln zaświadczeń lekarskich na 266,6 mln dni absencji.

– Sama tylko nasza firma, na zlecenie pracodawców, przeprowadza 30 000 kontroli „L4” rocznie, z czego około w 1/3 przypadków odnotowywane są naruszenia. Przy płacy minimalnej na poziomie 2061 zł oraz przy 2 tygodniach chorobowego, koszt „L4” szacowany jest na około 800 – 1000 zł. Wykryte naruszenia dają zatem rocznie łączną kwotę około 10 000 000 zł. Tyle mógłby odzyskiwać ZUS, gdyby nie bał się podejmować jakichkolwiek decyzji. Pieniądze te mogłyby zostać wydatkowane w odpowiedni sposób, np. na emerytów czy rencistów, bądź poprzez zasilenie budżetu rządowych programów, takich jak m.in. 500 Plus – podsumowuje prezes Conperio.

Co Polacy najchętniej kupują w internecie?

W ubiegłym roku konsumenci kupowali najchętniej sprzęt kuchenny i do domowych biur. Jeszcze wcześniej zaopatrywali się w środki czystości, rośliny i narzędzia ogrodowe. Co teraz Polacy kupują w internecie?

Wraz z pandemią COVID-19 zaczął się boom na e-commerce. Klienci nie tylko przekonali się do zakupów online, ale także przyzwyczaili się do nich. Dzięki temu sklepy internetowe od dwóch lat przeżywają złoty okres.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie branże zarabiały w tym okresie krocie.
– W ruchu, jaki generują sklepy internetowe wpierane przez IdoSell widać, jak zmieniają się tendencje zakupowe. Dane, które posiadamy odzwierciedlają nie tylko wzrosty i spadki sprzedaży, ale też nastroje społeczne i potrzeby konsumentów – mówi Sonia Mrzygłocka-Pyć, PR Manager w IAI.

Rok 2020

Rok, w którym pandemia rozlała się na cały świat. Z półek sklepowych zaczęły znikać środki higieniczne: maseczki, rękawiczki, płyny do dezynfekcji, mydło i papier toaletowy. Brak dostępności tych produktów sprawił, że konsumenci zaczęli szukać ich w internecie. Potwierdzają to dane IdoSell. Od lutego do marca 2020 r. sprzedaż środków sanitarnych i do czyszczenia powierzchni wzrosła o 166 proc., a kosmetyków i papieru toaletowego o 131 proc.
Twardy lockdown sprawił również, że Polacy spędzali czas głównie w ogródkach i na działkach. W tym okresie kupowali w internecie sekatory, grabie i inne narzędzia (wzrost sprzedaży o 174 proc.), meble ogrodowe (wzrost o 114 proc.), sprzęty do rozrywki na świeżym powietrzu (wzrost o 108 proc.), rośliny (sprzedaż zwiększyła się o 82 proc.) oraz nasiona (wzrost o 82 proc.).
Spadek zainteresowania w 2020 r. odnotowali sprzedawcy akcesoriów i gadżetów na imprezy (o 59 proc.), kostiumów (o 46 proc.), walizek (o 36 proc.), prezentów dla dzieci (o 29 proc.), akcesoriów religijnych (o 26 proc.) oraz firmy, które zajmują się dostawą jedzenia (o 47 proc.).

Rok 2021

Na początku 2021 roku konsumenci zaczęli gotować – sprzedaż sprzętów kuchennych wzrosła aż o 263 proc. Kupowali również nową pościel (wzrost sprzedaży o 163 proc.), meble (120 proc.), szafki i stojaki pod kino domowe (98 proc.). Oprócz tego urządzali domowe biura. W ciągu roku sprzedaż sprzętu biurowego typu drukarka, skan czy fax wzrosła o 200 proc.
Do trzeciego kwartału tendencje zakupowe zdecydowanie się zmieniły. Jak wynika z danych IdoSell, ogromny wzrost zanotowały sklepy, które sprzedają konsole do gier wideo (wzrost o 429 proc.). Konsumenci zaczęli zdecydowanie chętniej korzystać z usług finansowych i ubezpieczeniowych (313 proc.) oraz kupować sprzęt do nagrywania i odtwarzania muzyki (248 proc.). Dużym zainteresowaniem cieszyły się też napoje (wzrost o 202 proc.), dekoracje domowe (183 proc.) i akcesoria do piercingu i tatuowania (177 proc).
W ciągu trzech kwartałów zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem cieszyły się biurowe kosze na śmieci (spadek o 62 proc.), wózki do sprzątania (o 47 proc.) produkty do karmienia i pielęgnacji (40 proc.). Mniejszą sprzedaż mają także sklepy, które reprezentują kategorie: plecaki (spadek o 32 proc.), odzież ochronna (o 23 proc.), fotografia (o 22 proc.), materiały biurowe (16 proc.) czy gadżety erotyczne (4 proc.).
*Zestawienie powstało na podstawie danych wewnętrznych IdoSell.

JR HOLDING ASI inwestuje w spółkę z sektora fintech – Femion Technology S.A.

Zgodnie z podpisanym w lipcu listem intencyjnym JR HOLDING ASI realizuje inwestycję w prężnie rozwijającą się, notowaną na NewConnect, spółkę z sektora fintech – Femion Technology S.A. W wyniku podpisanych umów inwestor obejmuje łącznie 1,34 mln szt. akcji za kwotę ponad 1,2 mln zł. W wyniku inwestycji JR HOLDING osiągnie 7,76% udziału w kapitale Femion.

Femion jako pionier w branży fintech, a szczególnie bankowości otwartej wpisuje się w naszą strategię inwestowania w perspektywiczne podmioty z działające w obszarze digital business. Jesteśmy przekonani, że ta spółka, działająca w silnie rosnących segmentach rynku finansowego, będzie mocnym elementem naszego portfela – powiedział Artur Jedynak, Wiceprezes JR HOLDING.

Femion intensywnie rozwija w swoich spółkach zależnych oprogramowanie oraz usługi korzystając z rozwiązań otwartej bankowości, sztucznej inteligencji, przekazów pieniężnych, odroczonych płatności, e-scoringu, czy też windykacji dla B2B w modelu subskrypcyjnym, dysponując również zezwoleniem Komisji Nadzoru Finansowego na świadczenie usług płatniczych.

Przede wszystkim serdecznie witamy JR HOLDING w gronie naszych akcjonariuszy i dziękujemy za okazane nam zaufanie. Środki pozyskane z tej emisji pozwolą nam na dalszy dynamiczny rozwój naszych usług cyfrowych, a także przybliżą nas w realizacji naszych celów strategicznych. Liczymy również, że będziemy mogli skorzystać z doświadczenia i wsparcia JR HOLDING w naszych dalszych zamierzeniach. Wierzymy, że inwestycja w naszą spółkę przyniesie JR HOLDING jak i wszystkim pozostałym akcjonariuszom wysokie stopy zwrotu – dodał Jarosław Olejarz, Prezes Femion Technology.

Kilka dni temu Femion poinformował o uruchomieniu platformy Vibil do monitoringu i windykacji faktur dla małych przedsiębiorców, w czym ma duże doświadczenie. Usługa będzie oferowana w innowacyjnym, na rynku finansowym, modelu subskrypcyjnym.

Medicofarma Biotech S.A. powraca do notowań ciągłych na NewConnect

Medicofarma Biotech S.A. już 1 października wróci do notowań ciągłych na rynku NewConnect. Spółka pozytywnie przeszła weryfikację GPW wykazując zyski z prowadzonej działalności. Obecnie skupia się na badaniach naukowych i rozwoju projektów z zakresu terapii onkologicznych i rehabilitacji postcovidowej.

Medicofarma Biotech swoje plany giełdowe zrealizowała w wyniku przejęcia przez jej głównych akcjonariuszy notowanej na rynku NewConnect spółki Inbook. Powodem zawieszenia notowań akcji Medicofarma Biotech w systemie kursu jednolitego była ujemna wartość księgowa spółki Inbook S.A. W ostatnim raporcie okresowym, obejmującym działalność polegającą na sprzedaży detalicznej w sklepach internetowych, wykazała ona stratę, co skutkowało zakwalifikowaniem do segmentu NewConnect Alert.

Zmiana profilu działalności i proces przygotowania spółki do faktycznego rozpoczęcia prac w obszarze biotechnologii zajął kilka miesięcy. W tym czasie Medicofarma Biotech m.in. przejęła prawa do metodologii wykonywania testu do wykrywania SARS-CoV-2, nabyła Centrum Rozwojowo-Badawcze VITAMA oraz zawarła umowę o współpracy wdrożeniowej z Instytutem Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk.

Realizacja powyższych etapów procesu transformacji spółki została już zakończona. Raport finansowy za II kwartał 2021 roku był pierwszym odnoszącym się do działalności spółki w obszarze biotechnologii. Medicofarma Biotech S.A. poinformowała w nim o uzyskaniu blisko 300.000 zł zysku netto. W efekcie wykazywania dodatnich wartości księgowej Spółka została usunięta z segmentu NewConnect Alert, a jej akcje  przywrócono do systemu notowań ciągłych.

Od początku nasze działania były ściśle zaplanowane na to, aby Medicofarma Biotech S.A. powróciła do systemu notowań ciągłych na rynku NewConnect. Zależało nam, aby jak najszybciej spełnić wszystkie wymogi i skupić się całkowicie na realizacji naszych celów biznesowych. Aktualnie naszym priorytetem są dwa projekty, które realizujemy wspólnie z naukowcami z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN. Pierwszy dotyczy terapii onkologicznej z wykorzystaniem opracowanych przez nas cząsteczek, którego pierwsze efekty mamy nadzieję poznać w przyszłym roku. Drugi natomiast skupia się na rehabilitacji postcovidowej, którego postęp chcielibyśmy ogłosić jeszcze w tym roku. – komentuje Cezary Kliczewski, prezes Medicofarma Biotech S.A.

Spółka posiada dwa laboratoria B+R – w Lublinie i Poznaniu, w których realizowanych jest łącznie sześć projektów krótko- i długoterminowych z zakresu opracowywania innowacyjnych leków okołoonkologicznych, suplementów diety do stosowania w terapii schorzeń jamy ustnej oraz rehabilitacji postcovidowej. Strategia biznesowa Medicofarma Biotech S.A. zakłada jednoczesne realizowanie projektów krótko- i długoterminowych. Pozwoli to na dywersyfikację portfolio produktowego i zapewnienie ciągłego finansowania najbardziej innowacyjnych badań.

GfK: Polacy kupują coraz mniej mięsa. Rośnie popularność roślinnych zamienników

W pierwszej połowie 2021 roku nastroje konsumentów stopniowo wracają do poziomu sprzed pandemii. Kilka trendów może jednak pozostać z nami na dłużej. Jednym z nich jest stopniowe ograniczanie kupowania mięsa oraz częstsze wybieranie jego roślinnych zamienników. Większa troska o bezpieczeństwo sprawiła również, że chętniej kupujemy mięso w paczkach niż na wagę. Takie dane płyną z analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Ponad rok od wybuchu pandemii COVID-19 rynek FMCG stopniowo wraca do „starej” normalności. W pierwszej połowie 2021 r. wśród Polaków odnotowano najlepsze nastroje konsumenckie od marca 2020 r. Jednak ich poziom nadal jest niższy w porównaniu do średniej Unii Europejskiej. – Słabsze nastroje błyskawicznie można zauważyć poprzez nasilenie określonych zwyczajów zakupowych, takich jak np. smart shopping. Kiedy nieoczekiwanie w 2020 roku znacząco pogorszyły się nastroje konsumenckie, naturalnie wzrosła liczba tzw. sprytnych shopperów. To konsumenci, którym zależy, aby szybko, tanio i w prosty sposób zrobić zakupy. Doświadczenia zawiązane z pandemią sprawiły, że coraz więcej Polaków staje się właśnie takimi nabywcami tłumaczy Grzegorz Mech, Strategic Insight Manager w Panelu GfK.

Z danych Panelu GfK wynika, że w 2020 roku odnotowano najwyższą dotychczas liczbę smart konsumentów na przestrzeni ostatniej dekady – ten trend dotyczył aż 71% nabywców. Dla porównania rok wcześniej stanowili oni 52%.

Trzycyfrowe wzrosty sprzedaży roślinnych zamienników

W czasie pandemii zmieniły się także zwyczaje zakupowe polskich nabywców. Jednym z najmocniej zauważalnych trendów jest coraz rzadsze kupowanie mięsa. Porównując zmiany wolumenu sprzedaży w okresie od czerwca 2018 r. do czerwca 2021 r., Panel GfK odnotował spadki dla trzech kategorii: świeżego mięsa (-7,5%), konserw (-7,1%) oraz wędlin (-5,5%). Wyjątek stanowi mięso mrożone, w przypadku którego zaobserwowany został wzrost sprzedaży o 14%. Dla całej kategorii mięsa odnotowano także nieco wyższy wolumen w przeliczeniu na akt zakupowy.

Na tym tle imponująco prezentują się wzrosty wolumenu sprzedaży roślinnych zamienników mięsa i wędlin. Osiągnęły one poziom aż 480%. Jednak uwzględniając całościowy wolumen sprzedaży, ta kategoria nadal stanowi niewielką część rynku mięsa i wędlin. Nie możemy więc mówić jeszcze o rewolucji, ale z pewnością są to już zauważalne zmiany w nawykach konsumenckich, których producenci i detaliści nie mogą lekceważyć podkreśla Grzegorz Mech.

Opakowanie ma znaczenie

Na przestrzeni kilku ostatnich lat znacząco zmienił się stosunek Polaków do paczkowanego mięsa. Pandemia oraz wprowadzane środki ostrożności sprawiły, że nabywcy rzadziej sięgają po produkty kupowane na wagę. Dziś znacznie chętniej wybierają paczkowane produkty niż miało to miejsce rok czy dwa lata temu. W pierwszej połowie 2021 r. 50% zakupionych wędlin stanowiły produkty paczkowane. W porównaniu do analogicznego okresu  w 2019 roku ich liczba wzrosła o 13%. Jeszcze większy wzrost Panel GfK zaobserwował dla kategorii mięsa świeżego – na przestrzeni ostatnich dwóch lat zakupy tego segmentu wzrosły wolumenowo wzrosły o 31%. Ilościowy udział paczkowanych produktów dla wszystkich kategorii „mięsnych” w pierwszym półroczu 2021 wyniósł z kolei 46% i nadal rośnie.

Dominująca pozycja dyskontów

Najczęściej wybieranym kanałem podczas zakupów mięsa, wędlin oraz ich roślinnych zamienników pozostają w Polsce dyskonty. Ich łączny udział w całym wolumenie zakupów dokonywanych przez gospodarstwa domowe wynosi 34%. Drugim z kolei wybieranym kanałem są supermarkety z 23% udziałów.

Polacy zdecydowanie rzadziej decydują się zakup mięsa czy wędlin w sklepach specjalistycznych. Jedynie kilkanaście procent konsumentów wybiera taki kanał. Zapewne wynika to z coraz popularniejszego trendu smart shoppingu oraz wpływu pandemii, podczas której nabywcy ograniczali liczbę sklepów, w których robili zakupy. Nie bez znaczenia jest także chęć zaoszczędzenia pieniędzy. Sklepy specjalistyczne kojarzą się nabywcom nie tylko z wysoką jakością, ale także relatywnie wyższą cenądodaje Grzegorz Mech.

Kryzys energetyczny pogarsza nastroje. Euro po 4,6380

Tematem numer jeden są aktualnie rosnące ceny energii, które podsycają oczekiwania inflacyjne. Powodują tym samym, że rośnie presja na decyzje Fed-u w najbliższych miesiącach. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji jest najlepszym tego odzwierciedleniem. Dodatkowo spór między Republikanami a Demokratami o limit zadłużenia USA nie uspokaja nastrojów. W tych okolicznościach tracą waluty EM.
Wczoraj byliśmy świadkami zeznań prezesa Powella w Senacie, który powtórzył, że wymogi dotyczące taperingu zostały w dużej mierze spełnione, ale przewodniczący FOMC dodatkowo podkreślił, że rynek pracy jest jeszcze daleki od stanu pełnego zatrudnienia. Od ubiegłej środy jednak rynek skupia się na listopadzie. Jest bowiem prawdopodobne, że będzie to posiedzenie przełomowe. Dużo jednak będzie zależeć od raportu NFP za wrzesień, który poznamy 8 października.

Z pewnością wszyscy urzędnicy amerykańscy widzą co dzieje się na rynku surowców. Mowa tu głównie o cenach energii, których zawrotna dynamika wzrostu powoduje obawy o inflację. Wysokie ceny surowców i w konsekwencji energii mogą w pewnym momencie niekorzystnie wpływać na ożywienie gospodarcze. Zwróćmy uwagę, że globalna gospodarka ma już za sobą szczyt koniunkturalny. Zwróćmy uwagę na spadające wskaźniki PMI i ISM. Sytuacja energetyczna podkopuje zasadność tezy (wyznawanej przez przedstawicieli głównych banków centralnych na świecie), że presja cenowa ma charakter przejściowy. Taki stan rzeczy nie jest korzystny również dla wielu rynków wschodzących i ich banków centralnych. Mówiąc delikatnie – obraz staje się coraz bardziej skomplikowany. Niektóre instytucje od pewnego czasu znajdują się w fazie cyklu podwyżek stóp. Pamiętajmy, że pandemia nadal stanowi ryzyko dla ożywienia gospodarczego. Zwróćmy również uwagę, że zbyt restrykcyjna polityka monetarna może zdławić ożywienie. Wszystko to sprawia, że aktualne środowisko nie jest sprzyjające dla walut rynków wschodzących, które znalazły się aktualnie pod dużą presją.

Oprócz kryzysu energetycznego świat również patrzy na to co zrobią politycy amerykańscy w sprawie limitu zadłużenia. Przypomnijmy, że kłótnia pomiędzy Republikanami a Demokratami trwa. W poniedziałek został odrzucony projekt ustawy, który zapewniłby przejściowe finansowanie rządu federalnego od 1 października do 3 grudnia 2021. Tematem spornym jest program socjalny o wartości 3,5 bln USD. Wczoraj sekretarz skarbu Janet Yellen ostrzegła, że od 18 października USA nie będą w stanie obsługiwać swojego zadłużenia. Była szefowa Fed ostrzegła również przed katastrofalnymi konsekwencjami które grożą Stanom Zjednoczonym w przypadku, gdyby Kongresowi nie udało się podnieść lub zawiesić ustawowego limitu zadłużenia w czasie krótszym niż 3 tygodnie. Padły słowa „recesja gospodarcza” oraz „kryzys finansowy”.

Wszystkie te czynniki globalne powodują, że złoty osłabia się. Dziś nad ranem EUR/PLN urósł do poziomu 4,6380 z 4,5890. To daje przecenę o niespełna 5 groszy w bardzo krótkim czasie. PLN jest najsłabszy do euro od marca tego roku. Z pewnością nie pomaga bardzo gołębia retoryka NBP, która w pierwszej kolejności była zalążkiem ostatniej fali deprecjacyjnej. Polityka monetarna w naszym kraju jest najbardziej akomodacyjna w regionie. W czwartek prawdopodobnie w Czechach zostaną podniesione stopy (być może nawet o 50 pb.). To może stanowić dodatkowy czynniki powodujący mniejszą atrakcyjność naszej waluty. W piątek poznamy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych za wrzesień. Wysokie odczyty mogą pozytywnie wpłynąć na wycenę PLN, choć jeśli tryb risk-off na globalnych rynkach utrzyma się, o znaczną aprecjację będzie trudno.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Rynek pracy i kompetencje przyszłości

Świat idzie naprzód, a wraz z upływem czasu pojawiają się nowe narzędzia i rozwiązania technologiczne. Sytuacja ta ma swoje odzwierciedlenie również na rynku pracy, który bardzo dynamicznie zmienia się m.in. dzięki nowoczesnym rozwiązaniom komunikacyjnym oraz szerszym zastosowaniu sztucznej inteligencji. Jak wobec tego będą wyglądać nasze perspektywy zawodowe w przyszłych latach?

Na przełomie ostatnich lat mogliśmy wyraźnie dostrzec, że wraz z rozwojem nowoczesnej technologii zmniejsza się zapotrzebowanie na pewne zawody. Jak czytamy w raporcie „Pracownik Przyszłości” zrealizowany przez Infuture Hatalska Foresight Institute na zlecenie firmy Samsung, aż 60% respondentów uznaje za możliwy scenariusz, w którym w przyszłości istotną część naszych zadań w pracy miałaby przejąć sztuczna inteligencja bądź roboty[1]. Czy faktycznie tak się stanie? Jeśli tak, co wówczas będzie się liczyć na rynku pracy?

Czynnik ludzki dalej niezbędny

Wiele wskazuje na to, że w przyszłości oprócz kompetencji cyfrowych i specjalistycznych umiejętności, pożądane będą kompetencje miękkie (interpersonalne). To właśnie m.in. inteligencja emocjonalna odróżnia nas od maszyn, pozwala budować relacje i nadaje elastyczność konkretnym działaniom. Tylko jako ludzie jesteśmy w stanie odczuwać emocje, oraz szukać niestandardowych rozwiązań w odpowiedzi na nurtujące kwestie.

– Na przestrzeni lat zmieniło się i nadal podlega modyfikacjom zapotrzebowanie na konkretne zawody i kompetencje. Niektóre czynności mogą w przyszłości ulec automatyzacji i będą wykonywane przez maszyny, lecz dla znacznej liczby zawodów w dalszym ciągu liczyć się będzie czynnik ludzki oraz idące za tym kompetencje miękkie, które mogą być wówczas kluczowe – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

W kontekście przyszłości biznesu, coraz więcej mówi się też o samym sposobie pracy, jej elastyczności oraz niestandardowym czasie wykonywania obowiązków zawodowych. Początek większych zmian ku temu na pewno dała pandemia, podczas której większość firm musiała zmierzyć się z nowymi wyzwaniami i spróbować niestandardowych, nieznanych wcześniej lub stosowanych sporadycznie rozwiązań. Mowa m.in. o pracy zdalnej czy też hybrydowej, co może być pewnym udogodnieniem, dającym oszczędność czasu, który poświęcaliśmy na dojazdy między pracą a domem.

Nadchodzące lata przyniosą nowe wyzwania na rynku pracy w wielu jego aspektach. Nie powinniśmy się ich obawiać, warto jednak rozwijać swoje dotychczasowe umiejętności i mocne strony oraz zdobywać nowe kompetencje. Chęć i gotowość do nauki oraz otwartość na zmiany to jedne z kluczowych czynników, które mogą pomóc odnaleźć się w nowej rzeczywistości biznesowej.

[1] Raport „Pracownik przyszłości” przygotowany przez Infuture Hatalska Foresight Institute na zlecenie firmy Samsung, s.5,
[URL] https://infuture.institute/raporty/pracownik-przyszlosci/

Deloitte: Ubezpieczyciele nieustannie zwiększają nakłady finansowe na technologię

Ponad połowa amerykańskich ubezpieczycieli przewiduje, że ich przychody zwiększą się w 2021 roku – wynika z raportu „Midyear 2021 US insurance outlook: Most carriers primed for growth as economy rebounds” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednak tylko 40 proc. z nich planuje zwiększyć swoje budżety w ostatnich miesiącach tego roku. Pandemia nie zatrzyma natomiast inwestycji w technologie – aż 68 proc. ubezpieczycieli chce nadal rozwijać analizę danych. Przedstawiciele branży wskazują również, że wybór modelu pracy to jedno z największych wyzwań, które czeka ich przed końcem roku. Na znaczeniu zyskują także czynniki ESG.

W badaniu wzięło udział 100 dyrektorów finansowych (CFO) i starszych menadżerów ds. finansowych z amerykańskich firm ubezpieczeniowych, którzy byli pytani o wyniki finansowe, plany inwestycyjne i postpandemiczne strategie.

Oczekiwania respondentów dotyczące ich przychodów w 2021 r. są dość pozytywne. Ponad połowa CFO (59 proc.) przewiduje wyższy poziom przychodów firm, a tylko 16 proc. ich spadek. Umiarkowane wzrosty, na poziomie 1-5 proc. zakłada 28 proc. badanych, a 16 proc. – od 6 do 10 proc. Większy optymizm co do przychodów zaobserwowano wśród przedstawicieli ubezpieczycieli majątkowych niż wśród badanych z segmentu ubezpieczeń na życie (66 proc. vs 57 proc.). Z kolei o wzroście zysku netto mówi 56 proc. respondentów, a odmienne zdanie ma 23 proc. z nich.

Pomimo optymistycznych przewidywań dotyczących wyników finansowych, tylko 40 proc. amerykańskich firm ubezpieczeniowych zwiększy swoje budżety w porównaniu do 2020 roku. Niemal tyle samo, bo 39 proc. chce z kolei je zmniejszyć. Jedna trzecia badanych deklaruje natomiast, że do końca roku zintensyfikuje wydatki, ale niewiele mniej, bo 26 proc. je ograniczy. Z naszego badania wynika, że przedsiębiorstwa, które nawet w czasie pandemii utrzymały strategiczne długoterminowe inicjatywy, szybciej powrócą na ścieżkę wzrostu. Pozostali są jednak niepewni co do przyszłości i dlatego ostrożnie podchodzą do kwestii finansowych – mówi Marcin Piskorski, partner, lider sektora ubezpieczeń, Deloitte.

Zwiększenie nakładów na technologię

Z raportu Deloitte wynika, że aż 96 proc. amerykańskich ubezpieczycieli przyspiesza cyfrową transformację, a tylko 6 proc. zrezygnowało z prowadzenia długofalowych projektów technologicznych. Jednocześnie dwa najważniejsze działania, które ubezpieczyciele uznali za priorytetowe w celu wsparcia stabilności finansowej i operacyjnej w ciągu najbliższego roku, obejmowały wdrożenie nowych technologii. To zwiększenie efektywności (70 proc.) i budowanie doświadczenia klienta (68 proc.).

Takie podejście oznacza kolejne nakłady na inwestycje technologiczne. 68 proc. badanych zamierza wydać więcej na analizę danych, a 66 proc. na unowocześnienie systemów do zarządzania relacjami z klientami (CRM). Ubezpieczyciele chętniej inwestują także w sztuczną inteligencję (59 proc.).

Jak wskazują eksperci Deloitte, przejście na postpandemiczny model pracy to jedno z największych wyzwań, które stoi przed ubezpieczycielami w ostatnich miesiącach 2021 roku. Tylko 26 proc. badanych chce, żeby pracownicy wykonywali obowiązki zdalnie, a 27 proc. widzi ich całkowity powrót do biur w przyszłości. Najwięcej respondentów (47 proc.) mówi o hybrydowym modelu pracy.

Ankietowanych zapytano, jakie czynniki będą determinować decyzję o powrocie do biur. 32 proc. wskazuje, że to kwestia indywidualnych wyborów poszczególnych liderów. Z kolei 28 proc. chce, żeby pracownicy pojawiali się w biurze w wyznaczonych odgórnie dniach. Tyle samo ubezpieczycieli pozwoli, żeby pracownicy sami wybierali formułę pracy. 40 proc. badanych uważa, że ponad 50 proc. kadry będzie pracować zdalnie w perspektywie długoterminowej.

Klimat na pierwszym miejscu

W drugiej połowie 2021 roku ubezpieczyciele mogą stać się obiektem wzmożonych kontroli, których celem będzie weryfikacja zgodności ich działań rynkowych z obowiązującymi przepisami. Organy regulacyjne sprawdzą, czy w czasie, gdy większość interakcji miała charakter wirtualny, konsumenci byli odpowiednio i sprawiedliwie traktowani. Ponadto rynek jeszcze bardziej skupi się na kwestiach ESG – tak uważa dwie trzecie respondentów. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się obszar środowiskowy, a ubezpieczyciele podejmują dodatkowe kroki, żeby zminimalizować zmiany klimatu. Z tego powodu połowa respondentów zastanawia się nad modyfikacjami w strategiach inwestycyjnych.

Ze względu na swoją rolę jako menedżera ryzyka i jednego z głównych inwestorów, branża ubezpieczeniowa ma wyjątkową pozycję do promowania zrównoważonego rozwoju gospodarczego, społecznego i środowiskowego. Ogromne przepływy kapitałowe i długoterminowy horyzont związany z działalnością inwestycyjną i ubezpieczeniową mogą pomóc w przejściu od skupiania się na krótkoterminowych zyskach do budowy zielonej, sprawiedliwej i sprzyjającej włączeniu społecznemu gospodarki – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte. – Jednocześnie branża ma potencjał do stworzenia odpowiednich produktów zapewniających z jednej strony właściwą ochronę dla klientów, a z drugiej odpowiednie stopy zwrotu dla inwestorów. Wiedza ubezpieczycieli w zakresie zarządzania ryzykiem klimatycznym plasuje ich na wyjątkowej pozycji, by wnieść znaczący wkład w debatę na temat zmian klimatycznych – dodaje.

W kontekście europejskim warto również zwrócić uwagę na bioróżnorodność, która będzie stałym punktem zainteresowania w kontekście ESG. Zmiany klimatyczne na nią oddziałujące będą wymagać jeszcze większego zaangażowania biznesu. Kierunki działania będą wyznaczać takie inicjatywy jak Taskforce on Nature-related Financial Disclosures, której celem jest dostarczenie instytucjom finansowym pełnego obrazu ich ryzyk środowiskowych. Należy jednak zaznaczyć, że ESG to także działania związane ze społeczną odpowiedzialnością i ładem korporacyjnym. W kwestiach społecznych działania europejskich ubezpieczycieli nie są tak widoczne, a powinny być równie ważnym punktem w agendzie.

Jakie są zalety wręczania upominków świątecznych w swojej firmie?

Tradycje, które kultywujemy przede wszystkim w gronie rodzinnym, coraz częściej przenikają do naszego życia zawodowego. Jednym ze szczególnych okresów w ciągu roku jest czas przedświąteczny, który nie pozostaje bez wpływu na atmosferę w naszej pracy. Choć święta kojarzą nam się przede wszystkim z rodziną i przyjaciółmi, to również w naszych firmach coraz uważniej dbamy o to, by tygodnie te różniły się od innych. Grudzień to nie tylko czas, w którym myślimy o wigilijnej kolacji i sylwestrze, to także okres podsumowań naszych całorocznych wysiłków. Warto połączyć te dwie okazje i w tym czasie przygotować dla swoich pracowników oraz klientów lub kontrahentów świąteczne podarunki, które wyrażą naszą wdzięczność za owocną współpracę i dadzą jasny sygnał o chęci jej dalszej kontynuacji.

paczki świąteczne dla firm

Dlaczego warto wręczać upominki biznesowe?

Paczki prezentowe dla firm z okazji Świąt to doskonały sposób na wyrażenie nie tylko wdzięczności za dobrą dla obu stron współpracę, ale także sposób na docenienie trudu, jaki pracownicy wkładają przez cały rok w budowanie firmy oraz docenienie lojalności długoletnich klientów. Dzięki ładnie zapakowanym, pełnym pysznych delicji koszom upominkowym od Schroniska Bukowina w elegancki sposób podziękujesz za wspólne działanie na rzecz firmy. Ten prosty gest łączy w sobie wynagrodzenie czyichś starań i podkreślenie, jak ważne są dla Ciebie wasze wzajemne relacje, przy jednoczesnym budowaniu mocnego, świadomego i pozytywnego wizerunku Twojej firmy. Kojarzysz to uczucie, gdy dostajesz prezent? Przyjemne, prawda? Podarunki świąteczne dla firm działają właśnie w ten szczególny, ale w istocie banalny sposób.

paczki prezentowe dla firm

Wybierz produkty ze Schroniska Bukowina, a zachwycisz wszystkich!

Dostrzegasz zalety, jakie niesie ze sobą wręczanie upominków w sferze biznesu? Teraz zastanawiasz się tylko, co wybrać? Decydując się na przygotowanie prezentów świątecznych dla swoich pracowników lub klientów, warto postawić na sprawdzone rozwiązania. Kosze upominkowe wręczane w firmie lub w najbliższym jej otoczeniu, muszą reprezentować sobą odpowiedni poziom. Eleganckie opakowanie, przemyślana zawartość i wysoka jakość produktów – takie są właśnie zachwycające zastawy świąteczne przygotowane dla firm przez doświadczonych pracowników Schroniska Bukowina. Pragniesz wręczyć coś pysznego, ale jednocześnie niebanalnego i stworzonego z najlepszych składników? Trafiłeś w dobre miejsce! Tu każda paczka świąteczna dla firm to małe dzieło sztuki, które zachwyci Cię już samym swoim wyglądem.

obraz_3

Naturalne składniki i sprawdzone receptury

Kosze świąteczne dla firm ze Schroniska Bukowina to jednak coś znacznie więcej niż przykuwający uwagę wygląd. Cała zawartość podarunków świątecznych dla firm to efekt ciężkiej pracy kucharzy i specjalistów do marketingu, którzy zadbali o to, by każda propozycja była nie tylko przepyszna, ale również trafnie ze sobą skomponowana i oparta wyłącznie o produkty najlepszej jakości. Znajdziesz tu wykwintne dania, znane Ci z restauracji, przygotowane na bazie tradycyjnych przepisów przetwory oraz wyśmienite, rzemieślniczo wyrabiane nalewki. To wszystko sprawia, że zestawy świąteczne dla firm Schroniska Bukowina wyróżniają się na tle konkurencji i z pewnością zostaną na długo zapamiętane przez obdarowane nimi osoby.

Ubezpieczyciele nie odpuszczają warsztatom. Kolejne towarzystwa powielają praktyki PZU

Eksperci rynkowi informują, że po wprowadzeniu przez PZU zmian w sposobie likwidacji szkód OC komunikacyjnych inni ubezpieczyciele idą w ich ślady. Ostrzegają też, że nowy trend zagraża interesom konsumentów, bo naprawa pojazdu według tak sporządzonego kosztorysu może nie doprowadzić go do stanu sprzed kolizji czy wypadku. Może być też wykonywana np. na słabej jakości częściach. A to obniży wartość pojazdu. Chcąc tego uniknąć, poszkodowani będą musieli sami dopłacać do wykonywanych usług. Może również dojść do tego, że autoryzowane warsztaty zaczną odmawiać napraw bezgotówkowych.

W lipcu br. PZU zaczął informować poszkodowanych w kolizjach i wypadkach o nowym sposobie likwidacji szkód komunikacyjnych, polegającym na kierowaniu napraw do warsztatów należących do tzw. sieci preferowanej. W reakcji na nowe praktyki ubezpieczyciela takie organizacje, jak Związek Dealerów Samochodów, Automobilklub Polski, Organizacja Pracodawców Ziemi Lubuskiej, Polska Izba Motoryzacji, Polska Izba Doradców i Pośredników Odszkodowawczych oraz Związek Rzemiosła Polskiego, wydały komunikat, w którym wezwały PZU do zaprzestania działań określonych jako „niezgodnych z prawem”. Ponadto ZDS wystosował pismo do Rzecznika Finansowego, który zapowiedział, że zbada sprawę.

– Z prezentowanego przez PZU stanowiska wynika, że poszkodowany ma możliwość dokonania wyboru optymalnego z jego punktu widzenia oraz uzyskania adekwatnego do poniesionej szkody odszkodowania. Oferowane mu są trzy sposoby wyrównania szkody powstałej w wyniku wypadku, a każdy przypadek będzie podlegał indywidualnej ocenie – opisuje Adam Rafalski z Biura Rzecznika Finansowego.

Jak tłumaczy Łukasz Szarama, ekspert m.in. Polskiej Izby Motoryzacji i Ogólnopolskiej Motoryzacyjnej Rady Technicznej, poszkodowany, korzystając z obsługi narodowego ubezpieczyciela, może oddać auto do naprawy podmiotowi z tzw. sieci partnerskiej. Wówczas płatnik odszkodowania sam ze swoim partnerem w interesach wyznacza jego wysokość. Ewentualnie klient może zwrócić się do niezależnego serwisu czy ASO. Jednak wtedy musi liczyć się z istotną dopłatą do naprawy z własnej kieszeni, co podkreśla ekspert. I dodaje, że trzecią opcją jest przyjęcie propozycji przeważnie zaniżonego, kosztorysowego rozliczenia, które często oznacza naprawę bez faktur, a więc w szarej strefie i wątpliwej jakości.

– Tożsamą optymalizację zaczęli stosować już także inni ubezpieczyciele, m.in. Ergo Hestia, WARTA oraz Link 4, co zdecydowanie uderza w interesy zwykłych konsumentów. Naprawa zgodna z kosztorysem ubezpieczyciela nie doprowadzi pojazdu do stanu sprzed szkody. Będzie wykonana na częściach nieoryginalnych, bez certyfikacji producenta, najtańszymi materiałami lakierniczymi i z pominięciem pełnej technologii naprawy – stwierdza adwokat Magdalena Rok-Konopa z Polskiej Izby Pośredników i Doradców Odszkodowawczych.

Natomiast Maciej Kamiński, ekspert rynku ubezpieczeniowego, prezes HELPER CPP, uważa, że w praktyce mało który poszkodowany będzie gotowy dopłacić do naprawy, żeby mieć w samochodzie oryginalne części. Nie każdy weźmie pod uwagę to, że tzw. zamiennik, czyli np. nieoryginalną lampę, będzie trzeba szybko znowu wymienić. Ekspert przewiduje, że tego typu straty finansowe, odsunięte w czasie, będą rosły. I szybko zacznie przybywać napraw, a czas ich realizacji będzie się wydłużał. Ale to tylko jedna z wielu konsekwencji, jakie czekają konsumentów, jeśli ww. praktyki ubezpieczycieli nie zostaną zmienione.

– Trzeba też dodać, że każda kolejna szkoda na pojeździe będzie likwidowana w taki sam, czyli możliwie najtańszy, sposób. W konsekwencji wartość samochodu będzie coraz bardziej spadać. To istotnie zaniży jego cenę w przypadku sprzedaży i będzie ewidentną stratą na majątku właściciela – alarmuje mec. Rok-Konopa.

Z kolei Mateusz Szymaniak z grupy dealerskiej Audi Krotoski ostrzega, że sieci partnerskie towarzystw ubezpieczeniowych mogą realizować naprawy na częściach alternatywnych, które mogą obniżać wartość pojazdu nawet do o 70%. Najwięcej stracą przez to właściciele samochodów premium. Natomiast radca prawny Paweł Tuzinek ze Związku Dealerów Samochodów wyjaśnia, że gdyby rozebrać na części auto, kupione np. za 100 tys. zł, to ich suma wyniesie ok. 120-125% wartości pojazdu. To obrazuje rozmiar możliwej straty. Zdaniem eksperta, niektóre serwisy, jeżeli nie będą otrzymywać świadczeń od ubezpieczyciela w prawidłowej wysokości, mogą robić naprawy po niższych kosztach, stosując materiały słabszej jakości, a klienci nawet nie będą o tym wiedzieli.

– Innym realnym zagrożeniem może być to, że już niedługo część warsztatów zacznie odmawiać poszkodowanym wykonywania usług. Powodem tego będzie pewność, że nie odzyskają pełnego wynagrodzenia od ubezpieczycieli, a poszkodowani nie zechcą dopłacać z własnych kieszeni. Renomowane serwisy nie będą też chciały brać na siebie ryzyka oferowania usług o zaniżonej jakości, dostosowanej do nierealnie niskich stawek towarzystw ubezpieczeniowych. Coraz trudniej będzie więc naprawiać samochody w systemie bezgotówkowym – prognozuje Maciej Kamiński.

Zadaniem Mariusza Szymaniaka najbardziej niebezpieczne w całej tej sytuacji jest to, że naprawy wykonywane w nieautoryzowanych serwisach BL, w większości nieposiadających dostępu do technologii naprawy producenta, nie gwarantują tego, co dla klienta jest najważniejsze, czyli odbudowania pojazdu do stanu sprzed szkody. Technologia naprawy w autoryzowanych jednostkach danej marki jest droższa nie dlatego, że dealerzy chcą więcej zarabiać, ale dlatego, że odbudowa zgodnie z technologią kosztuje więcej. Oryginalne części gwarantujące bezpieczeństwo, ale są droższe od zamienników i części naprawianych. Na bezpieczeństwie klientów nie wolno oszczędzać.

– Sytuacja wyglądałaby znacznie lepiej dla konsumentów, gdyby tylko PZU stosowało ww. sposób. Ale jeżeli już po trzech miesiącach od wprowadzania nowych zasad przez lidera rynku, są sygnały, że inne firmy ubezpieczeniowe idą w ślad za nim, to bardzo szybko mogą spełnić się takie scenariusze, jak wzrost cen napraw czy brak możliwości ich realizacji – dodaje ekspert z HELPER CPP.

Według Łukasza Szarama, obecnie coraz częściej dochodzi do dyktatu cenowego i jakościowego ubezpieczycieli. Dlatego należy wzmocnić ochronę konsumentów, wprowadzając m.in. niezależnych rzeczoznawców do wyliczania szkód. Trzeba uregulować zasady funkcjonowania napraw i serwisów, na wzór innych krajów europejskich oraz wzmocnić dla równowagi ich reprezentatywność. W ocenie eksperta, brakuje też konkretnego działania, które realnie odczułyby firmy ubezpieczeniowe, np. ze strony UOKiK, KNF i Rzecznika Finansowego.

– Trudno na chwilę obecną przesądzać w sposób jednoznaczny, jakie konsekwencje mogą nieść za sobą wprowadzone przez PZU zmiany dot. likwidacji szkód OC komunikacyjnych. Dotychczas Rzecznik Finansowy nie odnotował, aby inne zakłady ubezpieczeń wprowadziły analogiczną praktykę. Jednak na bieżąco przygląda się napływającym do biura skargom. W razie zauważenia naruszeń po stronie ubezpieczycieli, będzie podejmować działania w ramach ustawowych kompetencji – zapewnia Adam Rafalski.

Biuro prasowe UOKiK informuje, że do Urzędu wpływają skargi w związku ze zmianami procedur rozliczania kosztów napraw szkód zgłaszanych w ramach ubezpieczeń OC, wprowadzonych przez PZU. Są one na bieżąco analizowane pod kątem potencjalnego naruszenia praw konsumentów i działań ograniczających konkurencję. Na razie nie ma jednak doniesień w sprawie innych podmiotów powielających tego typu działania. Biuro prasowe UOKiK zachęca konsumentów do powiadamiania o możliwych nieprawidłowościach w działaniach ubezpieczycieli, co ułatwi lepsze monitorowanie rynku ubezpieczeń. Z kolei Polska Izba Ubezpieczeń nie komentuje działań swoich członków.

– Działania PZU odbiły się szerokim echem, bo ma największy udział w rynku. Jednak wkrótce będzie głośno też o podobnych praktykach innych ubezpieczycieli, których klienci nie zdążyli jeszcze złożyć skarg odpowiednim instytucjom. Związek Dealerów Samochodowych, Polska Izba Motoryzacji, Cech Rzemiosł Motoryzacyjnych w Warszawie, Automobil Klub Polska oraz Polska Izba Izby Pośredników i Doradców Odszkodowawczych kierują zawiadomienie do UOKiK w sprawie kilku ww. towarzystw ubezpieczeniowych. Zwracamy w nim uwagę na potrzebę ochrony interesów konsumentów – podsumowuje mec. Magdalena Rok-Konopa.

Tylko 45% firm prywatnych i 49% instytucji publicznych posiada narzędzia dla sygnalistów

Blisko 59% instytucji publicznych w Polsce oraz 56% firm prywatnych spośród podmiotów, które deklarują, że posiadają systemy do zgłaszania nieprawidłowości w miejscu pracy, stosuje do tego celu zgłoszenie pisemne lub mailowe, a 48% instytucji publicznych i 36% podmiotów prywatnych wykorzystuje w tym celu zgłoszenia osobiste – wynika z badania ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech. Pomimo bliskiego terminu wdrożenia dyrektywy aż 44% instytucji i 35% przedsiębiorstw nie ustaliła jeszcze, jaka komórka w organizacji będzie zajmowała się zbieraniem i przetwarzaniem zgłoszeń od sygnalistów.

Za niecałe trzy miesiące mija termin dostosowania podmiotów publicznych, firm prywatnych zatrudniających ponad 250 osób oraz firm sektora finansowego do wymogów Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywy o ochronie sygnalistów). W pierwszym terminie, czyli od 17 grudnia 2021 roku, regulacje obejmą kilkanaście tysięcy podmiotów. Badanie przeprowadzone na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech wskazuje jednak, że tylko część firm w Polsce wie, jak dostosować się do nowych wymogów prawnych.

Kanały komunikacji w firmach i instytucjach w Polsce – brak zgodności z dyrektywą

Mniej niż połowa firm prywatnych (45%) w Polsce objętych przepisami nowej dyrektywy posiada kanały dla sygnalistów. Do najczęściej stosowanych rozwiązań należą zgłoszenia
w formie pisemnej za pośrednictwem tradycyjnych listów lub w formie elektronicznej (56%), zgłoszenia osobiste bez podania adresata (49%) lub zgłoszenia do wyznaczonej do tego celu osoby (10%). W przypadku instytucji publicznych kanały komunikacji posiada 35% organizacji. Podobnie jak w przypadku firm prywatnych, najpopularniejszą formą są zgłoszenia pisemne lub mailowe (59%), zgłoszenia osobiste bez określania adresata (48%) oraz zgłoszenia do wyznaczonego pracownika (11%).

Zarówno w przypadku firm prywatnych, jak i podmiotów publicznych małą popularnością cieszą się stworzone do tego celu rozwiązania informatyczne – stosuje je mniej niż 8% organizacji.

Dotychczas stosowane kanały komunikacji dla sygnalistów to przeważnie rozwiązania archaiczne, które mogą powodować wątpliwości co do ochrony poufności ich tożsamości. Często nie umożliwiają one udzielenia informacji zwrotnych o statusie zgłoszenia, a także nie zapewniają anonimowości sygnalisty. Jak pokazało nasze wcześniejsze badanie przeprowadzone wśród pracowników, aż 70% z nich oczekuje takiej funkcjonalności.
To przeważnie ona warunkuje to, czy zgłoszenie zostanie złożone. Rozwiązaniem, które spełnia oczekiwania pracowników oraz firm mogą być specjalne systemy informatyczne, takie jak np. whiblo, które zapewniają bezpieczeństwo i anonimowość sygnalisty. Ogromną przewagą rozwiązań technologicznych jest również wsparcie procesów wewnątrz organizacji oraz osób czy działów odpowiedzialnych za zgłoszenia – wszystkie informacje są zebrane w jednym miejscu i znacznie łatwiej jest zachować ciągłość komunikacji czy zaplanować bieżącą pracę, a w razie potrzeby wygenerować raport lub pobrać odpowiedni pakiet dokumentów
– mówi Rafał Barański, prezes braf.tech i współtwórca aplikacji whiblo.

Wewnętrzne procedury dla sygnalistów wymagają dostosowania

Z danych braf.tech wynika, że jedynie ok. 38% firm prywatnych posiada wewnętrzne procedury związane z przyjmowaniem i przetwarzaniem zgłoszeń od sygnalistów oraz prowadzeniem działań następczych. Natomiast zaledwie 26% z nich podaje, że są one zgodne z nowymi regulacjami. Tylko 11% podmiotów z sektora prywatnego prowadzi działania mające na celu dostosowanie ich firmy do przepisów. W przypadku sektora publicznego procedury wewnętrzne posiada 35% organizacji, a 14% z nich deklaruje, że są one zgodne z dyrektywą. Blisko 29% badanych wskazuje, że prowadzi obecnie działania dostosowawcze. Jednocześnie około 52% przedsiębiorstw prywatnych oraz 43% instytucji państwowych podaje, że nie wie, czy obecnie posiadane procedury są zgodne z wytycznymi wynikającymi z dyrektywy UE.

Dostosowanie organizacji do nowych wymogów, poza opracowaniem procedur i kanałów komunikacji, wymaga również wyznaczenia bezstronnych osób lub działów, które będą odpowiedzialne za odbiór i przetwarzanie zgłoszeń. Z badania wynika, że takie osoby lub działy posiada 86% organizacji, które miały wdrożone jakiekolwiek procedury dotyczące kwestii sygnalizowania nieprawidłowości w firmie. Ponad połowa respondentów, która planuje zaimplementowanie regulacji w tym roku, wskazała w badaniu, że nowe obowiązki otrzymają już funkcjonujące komórki w organizacji poprzez rozszerzenie ich kompetencji. W przypadku 44% instytucji publicznych oraz 35% podmiotów sektora prywatnego nie podjęte zostały jeszcze decyzje dotyczące przydzielenia obowiązku obsługi nowego procesu.

Sektor publiczny wdraża rozwiązania samodzielnie – firmy prywatne wybierają outsourcing

Ponad 70% firm państwowych oraz instytucji publicznych planuje stworzyć i wdrożyć nowe procedury oraz kanały komunikacji samodzielnie. Inaczej wygląda to w przypadku przedsiębiorstw prywatnych, gdzie blisko 56% podmiotów będzie wykorzystywało własne zasoby ze wsparciem zewnętrznych podmiotów do stworzenia procedur, a 47% firm deklaruje chęć zakupu rozwiązania pełniącego rolę kanału komunikacji od dostawców tego typu systemów.

Z naszego doświadczenia i obserwacji rynku wynika, że mimo bliskiego terminu wdrożenia nowych przepisów wiele organizacji w Polsce albo wstrzymuje się jeszcze z decyzją, czekając na projekt krajowej ustawy albo dopiero rozpoczyna proces dostosowania swoich struktur i procesów. Dobrą praktyką jest skorzystanie ze wsparcia zewnętrznych specjalistów czy firm, które posiadają odpowiednią wiedzę, doświadczenie i know-how wypracowany przy tego typu projektach. Podobnie jest w przypadku rozwiązań technologicznych służących do odbioru zgłoszeń i prowadzenia dialogu z sygnalistą. Stworzenie tego typu aplikacji od nowa nie jest konieczne, bo systemy dostępne na rynku, często funkcjonujące jako usługi SaaS, są uniwersalne i sprawdzają się w każdej strukturze. Dodatkowo, ich wdrożenie nie obciąża wewnętrznej infrastruktury czy działów IT firm. Dla podmiotów, które dopiero przygotowują się do przyjęcia założeń dyrektywy o ochronie sygnalistów, jest to szansa na szybkie przeprowadzenie całego procesu komentuje Ewa Żak-Lisewska, ekspertka ds. compliance i współtwórczyni aplikacji whiblo.  

Czasu na dostosowanie się do wytycznych dyrektywy UE nie zostało wiele, ale z pomocą nowoczesnych narzędzi technologicznych spełnienie wymagań powinno być o wiele łatwiejsze. Warto jednak podjąć odpowiednie kroki już teraz, gdyż pozwoli to uniknąć sytuacji sprzed kilku lat. Wtedy przedsiębiorcy odkładali wdrożenie przepisów RODO do ostatniej chwili, by w efekcie ponieść znacznie wyższe koszty finansowe czy zaangażować znaczne zasoby kadrowe, przyjmując na siebie ryzyko wysokich kar.

* O Dyrektywie:

17 grudnia 2021 r. w Polsce oraz innych państwach członkowskich UE wchodzi w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów). Zgodnie z dyrektywą wskazane w niej firmy oraz instytucje są zobowiązane do podjęcia szeregu działań mających na celu ich dostosowanie do nowych przepisów. W praktyce dostosowanie tych podmiotów do założeń dyrektywy oznacza podjęcie działań organizacyjnych, takich jak stworzenie wewnętrznych procedur, zapewnienie komunikacji, szkoleń czy przypisanie zadań i odpowiedzialności, oraz wdrożenie narzędzi technicznych, czyli utworzenie wewnętrznych kanałów zgłaszania nieprawidłowości. Zgodnie z dyrektywą, kanały te mają być zaprojektowane i obsługiwane w sposób zapewniający ochronę poufności tożsamości osoby zgłaszającej (sygnalisty), a także mają umożliwiać obsługę zgłoszeń anonimowych.

O badaniu:

Badanie „Ochrona sygnalistów – świadomość pracowników i praktyki w firmach w Polsce” zostało przeprowadzone w kwietniu 2021 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie braf.tech. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI na grupie 205 firm prywatnych i instytucji publicznych, zatrudniających ponad 50 pracowników, firm z sektora finansowego zatrudniających ponad 10 osób, instytucji publicznych (w tym gmin zamieszkałych przez ponad 10 000 mieszkańców), firm państwowych, objętych działaniem Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów).

Kolej dużych prędkości, infrastruktura kolejowa w Polsce – jest problem z finansowaniem nowych projektów

Pod pojęciem kolei dużych prędkości (KDP) należy rozumieć wykonywanie przewozów pasażerskich z prędkościami powyżej 200 km/h. Centralny Port Komunikacyjny to planowany węzeł przesiadkowy między Warszawą i Łodzią – który zintegruje transport lotniczy, kolejowy i drogowy. W ramach tego projektu w odległości 37 km na zachód od Warszawy, na obszarze ok. 3 000 hektarów, zostanie wybudowany Port Lotniczy Solidarność. Spółka CPK ma ambicję, aby oprócz części lotniczej zająć się także projektem kolejowym. Można powiedzieć, że wyzwaniem XXI wieku jest budowa nowych linii kolejowych. Zwłaszcza linii szybkich. Przez ostatnie 30 lat wybudowaliśmy około 48 km nowych torów i łącznic kolejowych. Inwestycje PKP Polskich Linii Kolejowych realizowane ze środków budżetowych przy wsparciu funduszy unijnych zwiększają atrakcyjność kolei na trasach międzynarodowych, krajowych, ale także regionalnych. Jednak zdecydowanie szybciej budujemy autostrady oraz drogi ekspresowe. Widzimy, że spada zainteresowanie koleją w zakresie nadawanie ładunków – co sprawia, że mamy zatłoczenie na drogach.

– Ostatnio została podjęta decyzja o tym, że powstanie trzeci pas na autostradzie Łódź-Warszawa – ale także na autostradzie A4 od granicy z Niemcami aż do Tarnowa. Kiedyś te trzecie pasy na pewno będą potrzebne – ale widać tutaj jak bardzo kuleje ruch kolejowy w naszym kraju. Problem kolei dużych prędkości – a więc takiej, która pozwoli być bardziej konkurencyjną pasażersko oraz towarowo, jest problemem całej Unii Europejskiej – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – W samej Unii Europejskiej mamy 9 tys. km szybkich linii. Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego połowa tych linii została zbudowana całkowicie bez sensu – za drogo lub z opóźnieniami i często nie ma możliwości rozwinięcia zakładanych prędkości. Tego trzeba uniknąć w przypadku CPK – jak na przykład idea połączenia z CPK do Giżycka – na takiej trasie nie będzie aż takich potoków pasażerskich, żeby ta inwestycja mogła na siebie zarobić. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nie ma możliwości dopłacania do niej z budżetu. Z jednej strony jako kraj musimy iść w kierunku Kolej dużych prędkości – jednak skąd wziąć pieniądze na rozwój tej infrastruktury? Pewnym rozczarowaniem jest to, że nie dostaniemy więcej środków z Unii Europejskiej – biorąc pod uwagę nowy budżet europejski lub program odbudowy. W związku z tym będziemy dysponować środkami w wysokości około 10 mld euro – a potrzeby polskich linii kolejowych są wyceniane na 250/300 mld złotych. Kolej dużych prędkości jest bardzo potrzebna dla Polski, jednak mogą być problemy z osiągnięciem tego celu – analizuje Furgalski.

Wyniki Grupy PGE za I półrocze 2021 roku

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za I półrocze 2021 r. Zgodnie z wcześniej opublikowanymi szacunkami wyniki wszystkich segmentów działalności były wyższe w stosunku do wyników analogicznego okresu roku ubiegłego. 

Grupa osiągnęła zysk netto 2,7 mld zł podczas gdy w I półroczu 2020 r. odnotowana została strata 0,6 mld zł. Na lepsze wyniki niż w roku 2020 miało wpływ przede wszystkim księgowe rozwiązanie rezerw rekultywacyjnej i aktuarialnej (+949 mln złotych), podczas gdy w roku ubiegłym rezerwy te były zawiązywane na kwotę 474 mln złotych. Zmiany w poziomie rezerw wynikają ze zmian rynkowych stóp procentowych.

Cieszy nas dobry wynik finansowy, który jest efektem prowadzonej restrukturyzacji działalności Grupy. Musimy jednak pamiętać, że wynika on również z szeregu czynników jednorazowych, jak rozwiązanie rezerwy rekultywacyjnej, czy nadspodziewanie korzystnych warunków rynkowych, takich jak m.in. spadek importu energii elektrycznej do Polski, silny wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną w wyniku dynamicznego wzrostu gospodarczego po okresie epidemii.  Pozwoliły one oddalić o kilka miesięcy problemy dla energetyki nadchodzące wraz z rosnącymi cenami uprawnień do emisji CO2 – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grup Energetycznej.

Wyniki operacyjne

Wolumen produkcji energii elektrycznej netto w jednostkach wytwórczych Grupy PGE zanotował w I półroczu 2021 r. wzrost o 4,4 TWh  (15 proc. rok do roku) i wyniósł 32,9 TWh. Wyższy poziom produkcji energii elektrycznej był efektem skokowego wzrostu  zapotrzebowania Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, niższego importu energii netto oraz słabszej generacji źródeł wiatrowych. Szczególnie wyraźnie zwiększyła się produkcja w elektrowniach na węglu brunatnym, osiągając wartość 17,6 TWh (zmiana o 20 proc. rok do roku, największy przyrost produkcji nastąpił
w Elektrowni Turów o 2,0 TWh). Generacja z węgla kamiennego wzrosła o 15 proc. rok do roku i wyniosła 11,3 TWh. Odnawialne źródła energii wyprodukowały łącznie 1,2 TWh (spadek o 8 proc. rok do roku), na mniejszą produkcję w tym segmencie wpłynęły przede wszystkim mniej korzystne warunki wietrzne.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej osiągnął wartość 18,6 TWh (wzrost
o 8 proc. rok do roku, ze względu na wyższe zapotrzebowania na energię elektryczną w KSE). Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 18,8 TWh (spadek o 7 proc. rok do roku obejmujący taryfy biznesowe). Wolumen sprzedaży ciepła miał wartość 32,1 PJ (wzrost o 16 proc. rok do roku) ze względu na temperatury zewnętrzne w okresie niższe średnio o 2,6°C rok do roku.

Wyniki finansowe

EBITDA Grupy PGE w I półroczu 2021 r. osiągnęła wartość 5,3 mld zł, zwiększając się
o 2,4 mld zł w relacji do I półrocza 2020 r. głównie ze względu na czynniki operacyjne, takie jak wyższa produkcja energii elektrycznej i ciepła, wzrost cen ciepła, przychody z rynku mocy oraz wyższe wolumeny dystrybuowanej energii i poprawa marży
w segmencie sprzedaży.

  • Energetyka Konwencjonalna (zysk EBITDA na poziomie 2 049 mln zł, wzrost
    o 165 proc. rok do roku). Spadek marży na produkcji energii elektrycznej został skompensowany wyższą produkcją oraz przychodami z rynku mocy. Na wyniki pozytywnie wpłynęło również rozwiązanie rezerwy rekultywacyjnej w wysokości 930 mln zł.
  • Ciepłownictwo (zysk EBITDA na poziomie 715 mln zł, wzrost o 45 proc. rok
    do roku). Znacząca poprawa wyników ze względu na wzrost produkcji oraz cen ciepła.
  • Energetyka Odnawialna (zysk EBITDA na poziomie 382 mln zł, wzrost o 27 proc. rok do roku). Wyższe ceny energii na rynku SPOT zrównoważyły spadek produkcji elektrowni wiatrowych spowodowany mniej korzystnymi warunkami wietrznymi.
  • Dystrybucja (zysk EBITDA na poziomie 1 382 mln  zł, wzrost o 23 proc. rok do roku). Wzrost wyników głównie ze względu na większy wolumen przesyłanej energii.
  • Obrót (zysk EBITDA na poziomie 706 mln  zł, wzrost o 278 proc. rok do roku). Nastąpił wzrost marży handlowej w efekcie bardziej korzystnego zabezpieczenia zakupów energii elektrycznej.

Zysk netto w I półroczu 2021 r. wyniósł 2 719 mln zł wobec straty w wysokości
637 mln zł w I półroczu 2020 r. Wynik jest pochodną dobrych wyników operacyjnych, zdarzeń jednorazowych na poziomie EBITDA, na które wpłynęło głównie rozwiązanie rezerwy rekultywacyjnej na kwotę 932 mln zł, odwrócenia odpisu w segmencie Energetyki Odnawialnej na kwotę 40 mln zł oraz rozpoznania w przychodach finansowych sprzedaży 50 proc. udziałów w projektach offshore w wysokości 324 mln zł.

Nakłady inwestycyjne Grupy PGE w I półroczu 2021 r. osiągnęły wartość 2,2 mld zł
i były o 0,3 mld zł niższe rok do roku. Wzrost inwestycji nastąpił w segmencie Energetyki Konwencjonalnej głównie ze względu na nakłady na budowę dwóch bloków gazowo-parowych nr 9 i 10 w Elektrowni Dolna Odra. Spadek nakładów widoczny był w segmencie Energetyki Odnawialnej ponieważ w II kwartale 2020 r. realizowane były farmy wiatrowe Starza/Rybice i Karnice II.

Poziom zadłużenia netto wyniósł 5,9 mld zł, co oznacza spadek o 1,3 mld zł w stosunku do IV kwartału 2020 r. oraz spadek o 3,5 mld zł w relacji do I półrocza 2020 r. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 0,71x i istotnie zmniejszył się w relacji do analogicznego okresu 2020 r. (1,71x).

Planowanie produkcji – klucz do sukcesu firmy na rynku

Regularne planowanie produkcji jest działaniem, bez którego trudno sobie wyobrazić rynkowy sukces firmy produkcyjnej. Aby usprawnić ten proces, a tym samym zdobyć przewagę nad konkurencją, coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na implementację elastycznych systemów APS, takich jak APS Qguar.

Na czym polega planowanie produkcji?

Planowanie produkcji jest działaniem polegającym na określeniu ilości towaru, która powinna zostać wytworzona w danym przedziale czasowym. Warto jednak pamiętać, że ta w gruncie rzeczy prosta definicja dotyczy całego procesu wytwórczego. Począwszy od określenia zapotrzebowania na surowce, poprzez produkcję sensu stricto, aż po magazynowanie. Nietrudno się zatem domyślić, że proces produkcyjny powinien zostać zaplanowany w taki sposób, aby na żadnym z jego etapów nie dochodziło do niechcianych przestojów. Narzędziem, które umożliwia zaprojektowanie zoptymalizowanego scenariusza produkcyjnego, jest system APS Qguar.

Planowanie produkcji a oprogramowanie APS Qguar

APS Qguar działa w oparciu o algorytmy optymalizacyjne, które – mając dostęp do określonych danych – mogą pomóc w wykreowaniu harmonogramu produkcyjnego adekwatnego do możliwości przedsiębiorstwa. Dane mogą być wprowadzane do systemu ręcznie, przez pracowników. Mogą być również dostarczane automatycznie, na przykład dzięki integracji systemu APS z oprogramowaniem MES, WPS, ERP itp. To drugie rozwiązanie jest oczywiście lepsze, ponieważ specjaliści zajmujący się planowaniem produkcji mają natychmiastowy dostęp do wszystkich koniecznych informacji.

Tego rodzaju informacje mogą dotyczyć np. dostępności surowców, dostępności maszyn oraz pracowników, wolnej przestrzeni magazynowej itd. Danych jest wiele, poza tym dodatkowo można je ze sobą łączyć. Chcemy zoptymalizować plan produkcyjny tak, aby maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń magazynową? Interesuje nas najbliższy możliwy termin wykonania partii danego produktu, uwzględniając ewentualne serwisowanie maszyn czy trudności w dostawie surowców? Zależy nam na wyprodukowaniu towaru w możliwie krótkim czasie, ale jednocześnie nie możemy skorzystać ze wszystkich mocy przerobowych przedsiębiorstwa? System APS Qguar pomoże stworzyć działowi planowania odpowiedni scenariusz produkcyjny z uwzględnieniem wszystkich dodatkowych warunków, które wzajemnie się nie wykluczają.

Wpływ planowania produkcji na sytuację przedsiębiorstwa na rynku

Optymalny plan produkcyjny może mieć ogromne znaczenie dla kondycji przedsiębiorstwa. Jest to szczególnie ważne wówczas, gdy firma staje w obliczu problemów, których w żaden sposób nie mogła przewidzieć. Emocje podczas podejmowania kluczowych decyzji odnośnie planu produkcji są w takim momencie bardzo niewskazane. A im trudniejsza sytuacja, tym takich emocji może pojawić się więcej, bardzo utrudniając znalezienie racjonalnego rozwiązania. Szybka reakcja, oparta na solidnych danych dotyczących kondycji oraz możliwości przedsiębiorstwa, może zdecydować o dalszym jego funkcjonowaniu. Pomoc odpowiedniego narzędzia wspierającego planowanie produkcji, na przykład systemu APS, jest w tym przypadku nieoceniona.

Dlatego jeżeli szukasz niezawodnego i elastycznego oprogramowania, które posłuży Ci do optymalizacji procesów produkcyjnych, zdecydowanie warto skorzystać z możliwości, jakie daje Qguar APS.

Trendy na rynku mieszkaniowym

Jakie trendy inwestycyjne i zakupowe można zauważyć na rynku mieszkań? Jakie działania w związku z obserwowanymi tendencjami rynkowymi planują podjąć w najbliższym czasie deweloperzy? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Nie jest tajemnicą, że z powodu utrzymujących się niskich stóp procentowych w połączeniu z rosnącą inflacją coraz więcej osób decyduje się na zakup mieszkań w celach inwestycyjnych, na wynajem z nadzieją na wzrost ich ceny w czasie. W niektórych, naszych inwestycjach odsetek mieszkań kupowanych za gotówkę sięga nawet 80 proc. Według danych Narodowego Banku Polskiego, tylko w pierwszym kwartale br. ceny mieszkań na rynku pierwotnym w Gdańsku wzrosły o 14 proc., a w Warszawie o 8 proc. Niestety, trudno się spodziewać, aby ten trend miał w najbliższym czasie ulec odwróceniu. Przy bardzo niskiej dostępności i coraz droższych działkach pod nowe inwestycje oraz przedłużających się procedurach administracyjnych deweloperzy nie są w stanie odpowiednio zwiększyć podaży.

Spodziewamy się, że w obliczu rosnących cen mieszkań coraz więcej osób będzie przechodziło na rynek najmu. Dlatego podjęliśmy decyzję o wejściu na rynek PRS (Private Rented Sector) czyli najmu instytucjonalnego. Chcemy zaoferować mieszkańcom dużych miast w Polsce najem ciekawie zaaranżowanych i dobrze wyposażonych mieszkań w atrakcyjnych lokalizacjach. Pracujemy właśnie nad strategią działań na tym rynku i ofertą produktową. Docelowo chcemy budować w tej formule co najmniej 300-400 lokali rocznie.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Niezaspokojone potrzeby mieszkaniowe Polaków, rosnące aspiracje życiowe oraz chęć poprawy warunków lokalowych pozwalają branży deweloperskiej patrzeć w przyszłość z optymizmem. Popyt na mieszkania jest nadal na bardzo wysokim poziomie. Rosnącym zainteresowaniem cieszą się lokale o większych metrażach, głównie trzypokojowe czy czteropokojowe mieszkania z przestronnymi tarasami, balkonami czy ogródkami. Nabywców szybko znajdują także największe w ofercie apartamenty o metrażu przekraczającym 100 mkw., szczególnie te w inwestycjach o podwyższonym standardzie.

Ponadto, utrzymuje się moda na zamieszkiwanie, pracę oraz robienie zakupów w miejscach szczególnych, wyróżniających się projektach. Idąc za tym trendem realizujemy budowę wysokich budynków oraz prowadzimy przedsięwzięcia, gdzie rewitalizowane są zabytkowe zabudowania i nadawana jest im zupełnie nowa funkcja. Zauważamy też mocny zwrot ku przyjaznej i komfortowej przestrzeni osiedla oferującej wiele udogodnień. Dlatego na znaczeniu zyskują projekty multifunkcyjne, gdzie obok mieszkań są lokale handlowo-usługowe czy biurowe. Nabywców przyciąga miastotwórczy charakter tego typu obiektów oraz fakt, że w ich obrębie załatwić można wszystkie sprawy życia codziennego. Stąd w portfolio mamy coraz więcej multifunkcyjnych inwestycji, które stają się symbolami miast m.in. Sokolska 30 Towers i Atal SKY+ w Katowicach.

Waldemar Olbryk, prezes Archicom S.A.

Wyzwań, z jakimi mierzymy się na rynku pierwotnym jest wiele. Przy wciąż wysokim deficycie mieszkaniowym, plasujemy się jednocześnie w czołówce krajów europejskich oddających corocznie najwięcej mieszkań do użytku. To napędza pandemiczne oblężenie w branży nieruchomości i wymusza na deweloperach większą elastyczność w działaniu.

Jeszcze w tym roku wprowadzimy do sprzedaży nową inwestycję na wrocławskim Szczepinie. Pod tym adresem klienci znajdą prawie 160 mieszkań, w tym ok. 60 apartamentów inwestycyjnych wykończonych pod klucz o pow. od 23 do 53 mkw. To nasz debiut na rynku inwestycji pod wynajem krótkoterminowy.

Mieszkania inwestycyjne typu aparthotel, które są dziś szczególnie atrakcyjnym narzędziem do lokowania oszczędności, z pewnością będą coraz częściej pojawiać się w portfolio deweloperów. Podobnie, jak projekty mixed use, które idealnie wpisują się w znaną na długo przed pandemią koncepcję miasta 15-minutowego. Naszą odpowiedzią na ten trend jest m.in. multifunkcyjny kompleks Browarów Wrocławskich powstających w sercu wrocławskiego Śródmieścia.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Inwestycje w nieruchomości cieszą się niesłabnącą popularnością, nie mniejszą niż przed pandemią. Okazały się najlepszą i najbezpieczniejszą formą lokowania kapitału. Pozwalają nie tylko obronić wartość pieniądza, ale także znacząco powiększyć kapitał. Poza klientami indywidualnymi, swoją obecność na rynku w coraz większym stopniu zaznaczają klienci instytucjonalni, inwestujący w nieruchomości z zamiarem osiągania zysków. Ciągle to jednak margines kupujących. Znaczną część inwestorów stanowią zamożni Polacy, którzy lokują w mieszkaniach swoje oszczędności. To właśnie takie osoby są naszymi klientami.

Poza trendem inwestycyjnym, obserwujemy w naszych inwestycjach trend wywołany przez pandemię, który wiąże się z zakupem większych mieszkań na własne potrzeby oraz domów z ogrodem poza miastem. Od kwietnia ubiegłego roku, w związku z dużym zainteresowaniem, praktycznie zniknęły z naszej oferty ekonomiczne i energooszczędne eko-domy z dużymi ogrodami o powierzchni od 350 mkw. do 500 mkw., które budujemy w prestiżowym, podwarszawskim osiedlu Villa Campina obok Puszczy Kampinoskiej. Przewidujemy, że trend związany z energooszczędnością będzie się pogłębiał. W niedługim czasie planujemy wznowić ofertę sprzedaży.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Od około 2 lat obserwujemy znaczący wzrost aktywności inwestorów indywidualnych oraz funduszy budujących portfele mieszkań na wynajem. Wydaje się, że coraz większa ilość mieszkań na wynajem w ofercie spowoduje spadek stawek najmu, a równocześnie wzrost cen sprzedaży przyczyni się do wykluczenia części potencjalnych nabywców z rynku. A co za tym idzie, zmienią się proporcje mieszkań posiadanych na własność w porównaniu do ilości mieszkań wynajmowanych. Zmniejszy się liczba osób mieszkających we własnym mieszkaniu na rzecz takich, których nie będzie stać na zakup i będą zmuszone do wynajmowania lokali.

Zakładamy również dalszy wzrost cen mieszkań w mniejszych miastach i miejscowościach satelickich wobec dużych aglomeracji, zwłaszcza w przypadku miejscowości dobrze skomunikowanych z dużymi ośrodkami. Zmiany w kulturze pracy, w tym rozpowszechnienie i większa akceptacja pracy zdalnej przez pracodawców przyczyniła się do rozpowszechnienia tego modelu, co przekłada się na większą elastyczność w wyborze miejsca zamieszkania.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Jednym z ciekawszych trendów na rynku są inwestycje mixed-use, których istotą jest wielofunkcyjność pozwalająca mieszkańcom zaoszczędzić czas na dojazdy w różne punkty miasta, by realizować swoje codzienne obowiązki, potrzeby, czy pasje. Ten segment rynku można podzielić na nowoczesne obiekty budowane w centrach miast od podstaw oraz inwestycje na terenach poprzemysłowych poddawanych rewitalizacji, dzięki której mogą zyskać nowe funkcje i wyższy standard. Takim obiektem wielofunkcyjnym będzie inwestycja FIQUS Marcelin, która zapewni funkcję mieszkaniową i gastronomiczną, a nawet biurową. Mowa o Living Room, który może służyć mieszkańcom w ciągu dnia jako coworking czy miejsce biznesowego networkingu. Po południu natomiast może zamienić się w przestrzeń sprzyjającą rekreacji, nawiązywaniu przyjaźni, wspólnej grze w planszówki czy w tenisa stołowego. Home office można będzie realizować, nie tylko z Living Roomu, ale również ze wspólnych tarasów na dachach.

W najbliższych latach będziemy realizować projekty mieszkaniowe i komercyjne. Rozważamy inwestycje w innych miastach niż Poznań oraz w destynacjach turystycznych. Nadal będziemy skupieni na lokalnym rynku, w tym również podpoznańskiej Dąbrówce, gdzie mamy zabezpieczony grunt pod przyszłe inwestycje.

Marcin Michalec, CEO Okam

Obserwujemy stałe, duże zainteresowanie klientów indywidualnych lokalami mieszkaniowymi we wszystkich, naszych inwestycjach, co widoczne jest już na etapie przedsprzedaży. Cześć osób kupuje mieszkania dla siebie, na własny użytek. Wielu klientów, którzy posiadają kapitał czy oszczędności dokonuje zakupu nawet kilku mieszkań, traktując je jako inwestycję na przyszłość, czy lokatę kapitału. Wpływ na to ma choćby inflacja albo zapowiedzi związane z planami wprowadzenia opłat za utrzymywanie znaczących środków na rachunkach bankowych. Mamy poczucie jakości naszej oferty, standard i dodatkowe udogodnienia oferowane lokatorom odpowiadają potrzebom wymagających konsumentów. Klienci oczekują więcej niż mieszkania wykonanego z dobrych materiałów budowlanych czy sklepu i zakładu kosmetycznego w budynku. Doceniają rozbudowaną infrastrukturę z licznymi usługami i atrakcjami oraz przestrzeniami, gdzie mogą spacerować czy częściami wspólnymi, w których mogą zrelaksować się czy spędzić czas z sąsiadami. Chcą mieć poczucie, że większość pozazawodowych rzeczy mogą załatwić na miejscu. Stąd w ramach każdej inwestycji oferujemy wartość dodaną. W ŻOLI ŻOLI w Warszawie stworzyliśmy Pokój Malucha a w Viście na Mokotowie Klub Mieszkańca. Na terenie INSPIRE w Katowicach powstaje Strefa Mieszkańca z salą spotkań, m.in. z bilardem, a w CENTRAL HOUSE w stolicy – m.in. Strefa Relaksu dla dorosłych, fitness, sauna czy Ogród na dachu do użytku wszystkich lokatorów.

Anna Skotnicka-Ryś, dyrektor Działu Handlowego firmy Profbud

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w

pierwszej połowie 2021 roku oddano do użytkowania 105,4 tys. mieszkań czyli o 8,6 proc. więcej niż przed rokiem. W ogólnym rozrachunku wzrosła również liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym oraz liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto

. Co ciekawe, z łącznej liczby 18 277 mieszkań oddanych do użytku w czerwcu br., tylko 6 985 zostanie zachowanych na własność, z kolei aż 10 695 przeznaczonych zostanie na sprzedaż lub wynajem. Taka sama sytuacja dotyczy się nieruchomości, których budowę już rozpoczęto. Z łącznej liczby 25 744 mieszkań, 10 364 są to mieszkania indywidualne, a 14 884 stanowią lokale inwestycyjne. Popyt na rynku nieruchomości napędzany jest przez nieustanny wzrost cen mieszkań.

W samej Warszawie średnia cena za mkw. w I kw. 2021 roku wynosiła 10 602 zł, a już w II kw. br. – 11 014 zł, co oznacza wzrost cen o 3,9 proc. w ciągu zaledwie 3 miesięcy. Innym czynnikiem przemawiającym za kupnem mieszkania są oczywiście wciąż tanie kredyty hipoteczne, a także chęć ulokowania kapitału w bezpiecznym, stałym źródle dochodu. Jednym z naszych celów jest dostosowanie oferty firmy do potrzeb różnych klientów, zarówno tych prywatnych, jak i inwestorów.

Piotr Jakubowski, Head of Investment Department w Apricot Capital Group

Obecnie klienci decyzję o zakupie mieszkania podejmują szybciej, są mniej wybredni jeśli chodzi np. o rozkład lokali. W czasie pandemii i wysokiej inflacji zakup mieszkania jest dobrym zabezpieczeniem przed utratą wartości kapitału. Jednocześnie dostrzegamy, że dla klientów ważna jest wizualna strona projektu, tj. elewacje, jakość materiałów. Wciąż rośnie także rola rozwiązań ekologicznych. Powstaje coraz więcej projektów typu mixed use. Ponadto, deweloperzy chętniej budują lokale na wynajem. Zauważamy, że w dużych miastach coraz mniej jest atrakcyjnych, uzbrojonych działek, dlatego rośnie rola mniejszych rynków. Nasze inwestycje projektujemy z poszanowaniem ekologii, dbałością o szczegóły – stosując dobrej jakości materiały, starając się zapewnić naszym klientom produkt z najwyższej półki. Przygotowujemy projekty zarówno mieszkaniowe, hotelowe, usługowe, jak i mixed use widząc, że rynek jest coraz bardziej zdywersyfikowany, a rola funkcji poza mieszkaniowych jest coraz bardziej istotna.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W kwestii inwestycji mieszkaniowych dążymy do tworzenia samowystarczalnych osiedli z wieloma udogodnieniami z zakresu ekologicznych rozwiązań, miejscami do rekreacji oraz bezpieczną przestrzenią do odpoczynku i zabawy zarówno dla młodych ludzi, jak i dla rodzin z dziećmi.

Nieustannie prowadzimy działania mające na celu rozwój sektora second home, który z roku na rok w Polsce zaczyna coraz bardziej zyskiwać na popularności.

Stawiamy również na rozwój mieszkań na wynajem, w tym sektora PRS, który ze względu na zmianę potrzeb oraz stylu życia młodych osób w kolejnych latach również ma szansę mocno zyskać na znaczeniu w naszym kraju.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Pandemia miała i ma ogromny wpływ na kształtowanie się trendów na rynku mieszkaniowym. Najsilniej widoczną zmianą, którą obserwujemy jest przejście na pracę zdalną, bądź hybrydową wielu pracowników polskich firm. Naturalnym skutkiem takiego stanu rzeczy stał się wzrost oczekiwań względem deweloperów i oferowanych przez nas mieszkań. Spędzając więcej czasu w zaciszu własnego mieszkania zaczęliśmy zwracać większą uwagę na standard, komfort i jakość. Niezmiernie ważna stała się prywatna przestrzeń zewnętrzna, a więc wygodne tarasy, balkony czy ogródki, ale również bliskość publicznych terenów zielonych. Staramy się zrozumieć jak najlepiej naszych klientów i wyjść naprzeciw ich wymaganiom i pragnieniom. I tak, rozwijając projekt osiedla Miasteczko Jutrzenki zwróciliśmy szczególną uwagę na projekt powierzchni wspólnych oraz otoczenie budynków, place i małą architekturę, aleje spacerowe, miejsca do uprawiania jogi, oczka wodne, fontannę, ławki solarne, leżanki. Zadbaliśmy też o wspólne przestrzenie i miejsca, które sprzyjają nawiązywaniu kontaktów, na przykład siłownię na terenie osiedla.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A.

Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce jest bardzo obiecująca, zakładamy stały wzrost popytu przez kilka najbliższych lat. W ostatnim czasie intensywnie rozwijaliśmy działalność i inwestowaliśmy w grunty. W ciągu 5 kwartałów, uwzględniając pierwszy kwartał 2021 roku przeznaczyliśmy 700 mln zł na rozbudowę banku ziemi. Nadal jesteśmy mocno skoncentrowani na rozwoju działalności w różnych miastach, dlatego cały czas zwiększamy zapasy gruntów. Warto też zwrócić uwagę na najwyższy standard oferowanych przez nas mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, większe niż tradycyjnie okna, wyjątkową dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne oraz system Smart House bezpłatnie oferowany w każdym mieszkaniu.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obserwujemy nieustanny wzrost zainteresowania zakupem mieszkań, zarówno przez klientów indywidualnych, jak również inwestorów oraz fundusze mieszkaniowe, które nabywają całe budynki od deweloperów. W związku z tym rynek mieszkaniowy może dotknąć znaczące ograniczenie podaży nowych mieszkań. Posiadamy znaczący bank ziemi, ale nieustannie poszukujemy gruntów pod nowe projekty inwestycyjne, by na bieżąco uzupełniać ofertę mieszkaniową.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Od dłuższego czasu zauważamy, że klienci cenią stabilność rynku nieruchomości, w który bardzo bezpiecznie jest inwestować. Ta zmiana w percepcji klientów wpływa na znaczący wzrost popytu na nowe mieszkania, co wraz z innymi czynnikami, takimi jak np. wzrost cen za materiały budowlane prowadzi do wzrostu cen za metr kw. Nie widzimy oznak ochłodzenia popytu, co spowoduje dalszy wzrost cen i usług.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Na naszych osiedlach nie inwestują firmy zajmujące się wynajmem instytucjonalnym. Blisko 10-15 procent klientów to inwestorzy indywidualni, którzy kupują mieszkania pod przyszły wynajem.

Obecnie najwięcej mieszkań w Europie buduje się w Polsce, ale wciąż jest ich za mało. Pod względem liczby istniejących lokali w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców nasz kraj znajduje się dopiero na 13. miejscu w Europie. Jest więc duże pole do rozwoju.

Przygotowujemy się do realizacji dużego osiedla na obrzeżach Warszawy, w zielonej okolicy i pobliżu drogi szybkiego ruchu. Będzie to samowystarczalne i ekologiczne miasteczko ze szkołą, sklepami, powierzchnią biurową i usługami. Rozpoczęliśmy też prace na projektowaniem osiedla w Poznaniu.

Autor: Dompress.pl

Smartfon najbardziej narażonym na ataki narzędziem pracy

Rok 2020 nauczył nas przede wszystkim elastyczności i mobilności. Praca zdalna nie sprawia nam już problemów. Jesteśmy mniej przywiązani zarówno do miejsca wykonywania obowiązków, jak i narzędzi, którymi się posługujemy. Dlatego, aby ułatwić sobie wiele czynności, coraz częściej sięgamy w pracy po smartfony. Jednak jak wskazują badania, naszym telefonom często brakuje odpowiednich zabezpieczeń. Co więc organizacje mogą zrobić, aby zwiększyć bezpieczeństwo przenośnych urządzeń mających dostęp do firmowych zasobów? Kluczowa w tym wypadku jest polityka bezpieczeństwa oparta o centralne zarządzanie urządzeniami mobilnymi, która powinna być standardem w świecie pracy hybrydowej.

Dla coraz większej liczby Polaków smartfon staje się jednym z podstawowych narzędzi pracy. Raport PMR „Rynek mobilnego Internetu i usług dodanych w Polsce 2019. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2019–2024” wskazuje, że nawet 98 proc. zatrudnionych korzysta ze służbowego telefonu codziennie. Obecnie w Polsce przeważają dwa modele wykorzystania tych urządzeń w pracy: COPE (ang. Corporate-Owned, Personally Enabled) oraz BYOD (ang. Bring Your Own Device). Pierwszy z nich polega na tym, że firmy udostępniają swoim pracownikom służbowe telefony, jednocześnie pozwalając im na wykorzystanie ich do celów prywatnych. W przypadku drugiego modelu, organizacje zgadzają się na wykorzystanie prywatnych urządzeń pracowników do celów zawodowych. Pod względem bezpieczeństwa informatycznego, żaden z nich nie jest idealny, ponieważ nie gwarantuje całkowitego rozdzielenia danych prywatnych od firmowych, zwiększając zagrożenie dla bezpieczeństwa informatycznego firmy.

Nie taki smartfon bezpieczny

Bezpieczeństwo smartfonów to dla wielu polskich organizacji wciąż bardzo duży problem. Jak wskazuje przeprowadzone przez PMR na zlecenie T-Mobile „Badanie rynku bezpieczeństwa służbowych telefonów komórkowych w Polsce” firmy nie zabezpieczają swoich smartfonów w sposób wystarczający. Aż 8 na 10 dużych przedsiębiorstw nie posiada oddzielnego budżetu na ich cyberochronę. Wśród średnich firm odsetek ten sięga 100%. Co więcej, aż 23% przedsiębiorstw średniej wielkości i 10% dużych organizacji nie posiada w swoich strukturach żadnej jednostki oficjalnie odpowiedzialnej za ten obszar bezpieczeństwa.

Sytuacji nie polepszają nawyki i zachowania użytkowników. Opublikowane przez Warszawski Instytut Bankowości i Związek Banków Polskich badanie „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” wskazuje, że 20 proc. ankietowanych nie stosuje powszechnych zabezpieczeń dostępu do swojego telefonu. Połowa z nich nie korzysta również z programów antywirusowych, a 16 proc. często lub bardzo często stosuje to samo hasło do różnych kont elektronicznych. Biorąc pod uwagę fakt, że Polacy coraz częściej wykorzystują smartfony do pracy, takie podejście jest dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Badania i raporty jednoznacznie wskazują, że polski biznes ma jeszcze wiele do nadrobienia, aby wyegzekwować podstawowe standardy ochrony tych urządzeń.

Zarządzanie urządzeniami mobilnymi

Objęcie polityką bezpieczeństwa wszystkich urządzeń mających dostęp do firmowych zasobów jest istotnym założeniem koncepcji „Zero Trust”. Podejście to zyskało na popularności w 2020 r. kiedy wiele firm zamknęło swoje biura, a pracownicy często zmuszeni byli do pracy na prywatnych urządzeniach lub korzystania z niezabezpieczonych sieci. Jednym z podstawowych jej elementów jest centralne i ujednolicone zarządzanie wszystkimi urządzeniami końcowymi mającymi dostęp do firmowych zasobów, takimi jak komputery stacjonarne, laptopy, tablety czy smartfony pracowników. Aby to zrobić, niezbędne jest wdrożenie w organizacji narzędzi dających administratorom odpowiednią nad nimi kontrolę. Mowa tu o możliwości zdalnego monitorowania stanu urządzeń, aktualizowania oprogramowania czy wdrażania odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Co więcej, zaawansowane narzędzia EMM (Enterprise Mobility Management) takie jak baramundi Management Suite, pozwalają utworzyć na urządzeniach mobilnych dwa odrębne profile – służbowy i prywatny. Dzięki temu możliwe staje się niemal całkowite oddzielenie danych użytkownika od tych firmowych.

Rozdzielając profil prywatny od służbowego na smartfonie za pomocą baramundi Management Suite jesteśmy w stanie ograniczyć straty w przypadku zainfekowania urządzania złośliwym oprogramowaniem lub jego utratą np. w wyniku kradzieży. Z drugiej strony administrator IT może łatwiej zarządzać firmowym smartfonem, jednocześnie nie mając dostępu do prywatnych zasobów, takich jak zdjęcia czy wiadomości SMS.

Enterprise Mobility Management dla większej ochrony

Badania i raporty są alarmujące. Polskie firmy nie uwzględniają służbowych telefonów w swoich politykach bezpieczeństwa, a ich użytkownicy zapominają stosować podstawowych metod ochrony. Wszystko to sprawia, że obecnie smartfony są urządzeniami, które w najwyższym stopniu zagrażają bezpieczeństwu cyfrowemu firmy. W dzisiejszym świecie, w którym praca hybrydowa staje się nową normalnością, a pracownicy są coraz bardziej mobilni, stosowanie narzędzi Enterprise Mobility Management powinno być jednym z podstawowych elementów polityki bezpieczeństwa każdej organizacji.

Autor: Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi Software AG.

Paczkomaty zdominowały e-commerce’owy rynek dostaw

Liderem dostaw zakupów online w Polsce są Paczkomaty® InPost, z których najczęściej korzysta 77% wszystkich kupujących w internecie – wynika z raportu Gemiusa E-commerce w Polsce w 2021 roku. Dostawa kurierem do domu lub pracy jest wybierana jedynie przez połowę robiących zakupy online. Co więcej, dostawa do Paczkomatu® InPost stała się także najbardziej motywującą do zakupów online formą dostawy, co potwierdza rekordowe 81% respondentów. W obszarze dostaw kurierskich InPost plasuje się także na pierwszym miejscu, deklasując międzynarodowe firmy DPD i DHL.2021-09-28 Gemius3 2021-09-28 Gemius2 2021-09-28 Gemius1

Rola Paczkomatów® InPost znacząco rośnie w kontekście form zwrotu zakupionego towaru, które zachęcają do zakupów online. Paczkomaty® w tej kategorii zostały wskazane przez 64% badanych. Możliwość darmowego odesłania produktu kurierem (door-to-door) jest następna w kolejności i została wskazana przez 44% respondentów.

– Dostawy kurierskie InPost po raz pierwszy w historii wysunęły się na prowadzenie ze wskazaniami na poziomie 37%, choć naszymi konkurentami są najwięksi światowi giganci – tacy jak DPD, DHL, UPS, Fedex. W segmencie D2D trzech najmocniejszych graczy pokrywa większość rynku. Aż 88% kupujących w internecie wybiera jedną z marek: InPost, DPD lub DHL. Czwarty w zestawieniu Pocztex ma tylko 4% wskazań. Te wyniki oraz umocnienie pozycji Paczkomatów® jako lidera rynku to duma, ale i zachęta do dalszej pracy, i podnoszenia poprzeczki – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.

– Z raportu, oprócz świetnych wyników, można wyczytać, że na rynek handlu online wchodzi nowe pokolenie – a wraz z nim nowy typ konsumenta. Jest to konsument korzystający z technologii, mobilny, niezależny, bez kompleksów używający serwisów zagranicznych oraz przykładający szczególnie dużą wagę do kwestii ochrony środowiska. To właśnie w grupie wiekowej 15-24 lata 50% osób kupuje równie często w serwisach zagranicznych, jak i polskich. W tej grupie wiekowej aż dla 73% badanych szczególnie motywująca do wyboru formy dostawy jest dostawa przyjazna środowisku, np. eliminujące ślad węglowy, do Paczkomatu®, pojazdami elektrycznymi komentuje Rafał Brzoska.

Porównując wyniki to właśnie osoby w wieku 15-24 lat o wiele częściej jako motywujące do zakupów wskazywały Paczkomaty® InPost (88%) – przy i tak rekordowej średniej dla wszystkich grup wiekowych na poziomie 81%. Także oni są wśród innych grup wiekowych najczęstszymi klientami Paczkomatów®: 87% przy średniej na poziomie 77%. To jest także grupa, która jako motywator do zakupów (89%) wskazuje błyskawiczną dostawę (Same Day Delivery), przy średniej na poziomie 83%.

Taki jest konsument jutra. Warto się zapoznać z raportem Gemiusa, gdyż mówi nam o tym, co jest najważniejsze w biznesie – jak ten segment rynku będzie wyglądał nie za pół roku czy za rok, ale za 2,5 czy nawet 10 lat. Warto się wsłuchać w ten głos, bo biznes logistyczny i handel online za kilka lat będzie wyglądał inaczej – dodaje Rafał Brzoska.

Paczkomaty® InPost są najbardziej ekologiczną formą zakupów internetowych. Z analiz InPostu wynika, że zamówienie przesyłki do paczkomatu zmniejsza emisję CO2 nawet o 75% w porównaniu do dostawy bezpośrednio do domu klienta. Tylko w 2020 roku dostawy do Paczkomatów® InPost ograniczyły emisję CO2 o ponad 180.000 ton. Dalszy rozwój i optymalizacja sieci Paczkomatów® InPost przyczyni się to do ograniczenia ruchu samochodowego w miastach, co przełoży się na poprawę jakości powietrza i ochronę klimatu.

 

8 na 10 Polaków (77 proc.) nie jest zadowolonych ze swojego obecnego wynagrodzenia

Polacy w znacznym stopniu odczuli skutki pandemii – także te zawodowe. Według danych firmy ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, co piąty polski pracownik (19 proc.) uważa, że otrzymuje zaniżone wynagrodzenie w stosunku do norm branżowych, a co trzeci (28 proc.) twierdzi, że jego pensja jest zbyt niska w porównaniu do pracy jaką wykonuje.

Ciężka praca, mała płaca

Podczas pandemii COVID-19 wielu przedsiębiorców z obawy o zachowanie ciągłość swojego biznesu zdecydowało się na zwolnienia lub obniżenie pensji pracownikom. I chociaż pracownicy na początku pandemii zgadzali się na redukcję wynagrodzenia, to jednak coraz częściej deklarują, że zarabiają mniej niż powinni. Według danych z raportu sporządzonego firmę ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View” wynika, że blisko 8 na 10 Polaków (77 proc.) nie jest zadowolonych ze swojego obecnego wynagrodzenia. Co trzeci polski pracownik (28 proc.) przyznaje natomiast, że jego płaca nie jest adekwatna do wykonywanych przez niego zadań.

Nie da się ukryć, że Polacy na rynku pracy są bardzo pewni siebie. Dlatego też, znacznie częściej zauważają, że ich płaca jest zaniżana w stosunku do tego, jakie pełnią obowiązki.
W trakcie pandemii wielu pracowników otrzymało również dodatkowe zadania, które przyjmowali w obawie o zatrudnienie i utrzymanie dotychczasowej posady. W sytuacji, gdzie ponownie zaczynamy mieć do czynienia z rynkiem pracownika, zaczynają oni oczekiwać za swoją pracę dodatkowych benefitów – w tym lepszej płacy. Niska stopa bezrobocia, która jest odnotowywana w Polsce, wpływa także na to, że firmy są zmuszone do dzielenia zadań pomiędzy mniejszą liczbę osób. Warto zaznaczyć także, że procesy rekrutacyjne oraz pozyskiwanie talentów staje się obecnie coraz trudniejsze –
twierdzi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Kto wygrał na pandemii?

Rynek pracy w pandemii uległ znacznej przemianie. Według raportu ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, co piąty ankietowany (19 proc.) twierdzi, że otrzymuje zaniżone wynagrodzenie w stosunku do branżowej normy. Sytuacja ta nie ma odzwierciedlenia w przypadku specjalistów IT. Ze względu na przyspieszenie digitalizacji
i cyfryzacji obecnie są oni jednymi z najbardziej pożądanych i najlepiej opłacanych pracowników. Aż 44 proc. z nich przyznaje, że jest zadowolonych ze swojej pensji. Co ciekawe, mimo, że specjaliści z branży IT i telekomunikacji najczęściej bywają zatrudnieni na umowy krótkoterminowe, to etatowcy (36 proc.) przyznają, że są bardziej usatysfakcjonowani swoim wynagrodzeniem niż osoby zatrudnione na kontrakcie (33 proc.).

Płaca minimalna w Polsce z roku na rok wzrasta, mimo to pracownicy wciąż narzekają na swoje zarobki. Nie da się ukryć, że nasz kraj, w porównaniu z państwami wysokorozwiniętymi dzieli ogromna przepaść w kwestii wynagrodzeń – twierdzi Anna Barbachowska – Według danych Eurostatu godzina pracy jednego pracownika w 2020 r. kosztowała w Polsce zaledwie 11 euro – to ponad 2,6 razy mniej niż średnio w UE. Trzeba jednak pamiętać, że płaca różni się w zależności od regionów Polski oraz specjalizacji pracowników – dodaje ekspertka ADP.

Cyfrowe Trójmorze spotka się w Warszawie i określi główne cele w cyfryzacji Europy Środkowo-Wschodniej

Przedstawiciele organizacji branży cyfrowej i nowych technologii z krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz reprezentanci rządów tego regionu na początku października spotkają się wspólnie w Warszawie, by porozmawiać o współpracy ich państw w zakresie cyfryzacji. Spotkanie ma zakończyć wspólnie przyjęta proklamacja zawierająca najważniejsze cele, postulaty i wyzwania dla rozwoju cyfrowego filaru Inicjatywy Trójmorza – zapowiadają organizatorzy.

Cyfrowy szczyt – CEE Digital Summit 2021 – to inicjatywa Związku Cyfrowa Polska, która realizowana jest w ramach koalicji organizacji sektora cyfrowego i nowych technologii z krajów Trójmorza – CEE Digital Coalition. Jak informują organizatorzy, w warszawskim spotkaniu, które odbędzie się w dniach 7-8 października, wezmą udział przedstawiciele 14 krajowych organizacji branżowych z Bułgarii, Czech, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Słowacji, Słowenii, Węgier, a także Białorusi i Ukrainy. Zaproszenie przyjęli także reprezentanci tych krajów, m.in. minister cyfryzacji Słowenii Mark Nadrijanic oraz wiceminister gospodarki i innowacji na Litwie Eglė Markevičiūtė.

­– Idea Trójmorskiej integracji trafia w branży cyfrowej na podatny grunt. Region doskonale zdaje sobie sprawię, że rozwój cyfryzacji oraz nowoczesnych technologii i usług napędza nasze gospodarki i poprawia jakość życia obywateli w Europie Środkowo-Wschodniej. Mamy ku temu możliwości, bo nasz region tętni od cyfrowych innowacji. Abyśmy jednak mogli w pełni wykorzystać ogromny potencjał tkwiący w cyfrowym Trójmorzu i stawać się konkurencją dla światowej stawki, musimy pielęgnować współpracę i poszukiwać nowych okazji na pogłębienie jej. CEE Digital Summit jest elementem budowy tego porozumienia – wyjaśnia Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska.

Wypracować wspólny głos w sprawie cyfryzacji regionu

W czasie nadchodzącego CEE Digital Summit Warsaw 2021 uczestnicy podejmą dyskusję m.in. na temat unijnych i lokalnych regulacji determinujących wzrost gospodarki cyfrowej, stopnia wykorzystania i rozwoju najnowszych technologii w Europie Środkowo-Wschodniej, a także wspólnych działań na rzecz zapewnienia cyberbezpieczeństwa oraz rozwoju sieci 5G. – Dyskutować będziemy także o relacjach transatlantyckich oraz wyzwaniach stojących na drodze transformacji cyfrowej małych i średnich przedsiębiorstw, leżących u podstawy gospodarki regionu. Wspólnie chcemy wypracować jedno stanowisko w tych sprawach – zapowiada Michał Kanownik.

Cyfrowy szczyt w Warszawie zakończy ogłoszenie wspólnej proklamacji zawierającej wnioski i postulaty wypracowane w ramach współpracy sektora cyfrowego w państwach Trójmorza.
– Deklaracja wyrażająca najważniejsze kierunki rozwoju cyfrowego regionu, obrane jednogłośnie przez branżę to bardzo ważny dokument. Pozwoli nam nie tylko działać na wspólnym froncie, ale stanowić będzie też wskazówkę dla rządów państw Trójmorza, z którymi chcemy dzielić się naszą wiedzą i które chcemy wspierać w budowie silnej, cyfrowej Europy Środkowo-Wschodniej – prezes Cyfrowej Polski.

Cyfrowy filar Inicjatywy Trójmorza

Spotkanie jest elementem działań prowadzonych w ramach CEE Digital Coalition, czyli cyfrowej koalicji Europy Środkowo-Wschodniej. Grupa, która powstała w 2020 r. z inicjatywy polskiej strony – Związku Cyfrowa Polska – na bazie Warszawskiej Deklaracji Cyfrowej, skupia branżę cyfrową państw Trójmorza. Organizacje wspólnie działają na rzecz rozwoju kompetencji cyfrowych obywateli, wzrostu innowacyjnych przedsiębiorstw i potencjału badawczo-rozwojowego, a także cyberbezpieczeństwa, rozwoju sieci 5G i zapewniania dostępu do internetu dla wszystkich mieszkańców regionu. Grupa zabiega o współpracę władz państwowych z regionu na rzecz spójnej polityki wspierającej cyfryzację i głębokiej współpracy gospodarczej.

CEE Digital Summit odbywać się będzie w formie hybrydowej. Wydarzenie będzie można śledzić również online.

Luka VAT niszczyła całe branże polskiej gospodarki

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opublikował raport „Ograniczenie luki VAT a równe warunki konkurencji” będącego częścią inicjatywy Uczciwy VAT – zysk dla wszystkich”. Celem projektu jest promowanie uczciwości podatkowej jako jednego z głównych elementów tworzących warunki równej konkurencji rynkowej. W raporcie ZPP kompleksowo opisano genezę, historię oraz wpływ oszustw VATowskich na funkcjonowanie państwa i przedsiębiorczości w Polsce.

Luka VAT i nieszczelność i skomplikowanie przepisów podatkowych to jedne z istotnych czynników blokujących rozwój biznesu w Polsce. Raport opisuje szczegółowo mechanizmy oszustw VAT i szereg negatywnych konsekwencji karuzel VATowskich wpływających na działanie przedsiębiorców. W dokumencie ZPP przedstawiono również praktyczny wpływ szeroko rozwiniętej szarej strefy na funkcjonowanie państwa oraz na stan finansów publicznych.

Istnienie luki VAT tworzy systemowe warunki dla nieuczciwej konkurencji na rynku

Im większa luka VAT, tym warunki funkcjonowania na rynku są mniej sprawiedliwe. Podmioty wyłudzające VAT są na uprzywilejowanej pozycji finansowej. Unikając płacenia VAT-u mają możliwości dumpingu cenowego, a co za tym idzie zwiększają swoją siłę przetargową. Tym samym uczciwi przedsiębiorcy i firmy są wypychane z rynku przez podmioty nieuczciwe. Jednocześnie korzystają z infrastruktury finansowanej przez uczciwe podmioty.

Przestępstwa VAT niszczyły całe sektory gospodarki

Grupy przestępcze, szczególnie upodobały sobie polski rynek smartfonów. Szacunkowa kwota oszustw VAT związanych z handlem smartfonami szacowana była na nawet 420 miliony złotych rocznie (raport ZIPSEE z 2016 roku).

Branża skupiona wokół dystrybucji sprzętu elektronicznego przez lata borykała się z problemem wyłudzeń VAT. Sektor ten był jednym z najdotkliwiej dotkniętych plagą, tzw. karuzel VAT-owskich, a obiektem wyłudzeń regularnie były tablety, smartfony, konsole i inne urządzenia elektroniczne oraz ich części i akcesoria – komentuje Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska.

Według szacunków ZIPSEE skala wyłudzonego VAT-u dzięki deklarowaniu fikcyjnych dostaw wewnątrzwspólnotowych obejmujących procesory i dyski twarde oszacowano na 350 – 400 milionów złotych rocznie.

W przypadku branży paliwowej przestępstwa podatkowe opierały się na procederze tzw. „znikającego podatnika”. Proceder polegał na sprowadzeniu paliw z zagranicy przez zarejestrowany podmiot, który był odbiorcą. Podmiot ten uiszczał akcyzę, ale nie płacił należnego VAT-u. Była to jedna z najpopularniejszych metod, z której korzystali przestępcy chcący wyłudzić podatek VAT. Jak wskazuje Leszek Wiwała Prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), proceder ten był ujawniany po latach, gdy zestawiano wpływy akcyzowe z vatowskimi. Wówczas organy skarbowe naliczał zaległe podatki, których kwoty sięgały miliardów złotych. Odzyskanie tych środków było jednak niemożliwe.

Poza tym na masową skalę odbarwiano olej opałowy lub zużywano do celów paliwowych bazowe oleje smarne. W tych ostatnich przypadkach przestępstwa polegały na tym, że od nielegalnych paliw nie odprowadzona ani VATu, ani akcyzy. Dodatkowo przestępcy organizowali fikcyjny wywóz paliw (w tym LPG) oraz innych wyrobów naftowych za granicę, po czym wyłudzano VAT – opisuje Leszek Wiwała, Prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Z szacunków wykonanych na zlecenie POPiHN wynika, że sprzedaż nielegalnych paliw w Polsce w 2015 r. przekraczała 20% legalnego rynku, powodując straty budżetowe przekraczające 10 mld zł. W wyniku wprowadzonych uszczelnień i regulacji zamówienia na paliwo wzrosły tak mocno, że koncerny paliwowe miały problem z zaspokojeniem popytu.

Krzysztof Wagner nowym prezesem Two Horizons z grupy The Dust

Członek zarządu The Dust w funkcji dyrektora operacyjnego, obejmie stanowisko prezesa zarządu studia Two Horizons, specjalizującego się w produkcji gier z gatunku symulatorów i renowatorów. W nowej roli będzie odpowiedzialny za strategię rozwoju studia, partnerstwa biznesowe oraz zarządzanie kilkunastu osobowym zespołem deweloperów.

Krzysztof Wagner od 2018 roku pełni funkcję członka zarządu w spółce The Dust, odpowiadając za funkcjonowanie poszczególnych zespołów wykonawczych i administracyjnych. Związany jest również z firmą Me & My Friends, gdzie w latach 2018-2020 zajmował stanowisko członka zarządu ds. finansowych i administracyjnych, a obecnie jest doradcą zarządu. Ukończył Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych na kierunku Informatyka, a w 2019 roku uzyskał tytuł Executive MBA na Akademii Leona Koźmińskiego, specjalizacja Administracja w Biznesie.

W ramach grupy The Dust utworzyliśmy kilka studiów, które posiadają własne zespoły, strategię rozwoju i portfolio gier z gatunku, w którym poszczególni deweloperzy czują się najlepiej. Two Horizons udowodnił już swoje kompetencje wysokim poziomem dopracowania produkcji Hotel Renovator, którego demo okazało się dużym sukcesem na czerwcowym festiwalu Steam. Cieszy mnie, że funkcję prezesa tego studia obejmie tak doświadczona i kompetentna osoba. W dodatku nominacja ta nie jest rewolucją w spółce, ponieważ Krzysztof Wagner jako członek Zarządu The Dust pracował już z tym zespołem. Krzysztof Wagner odpowiedzialny będzie za strategię rozwoju studia, partnerstwa biznesowe oraz zarządzanie zespołem wyspecjalizowanym w produkcji gier z gatunku symulatorów i renowatorów – komentuje Jakub Wolff, prezes The Dust.

Krzysztof Wagner od wielu lat związany jest z branżą informatyczną, przez kilka lat rozwijał własną firmę zajmującą się tworzeniem aplikacji mobilnych, ze szczególnym nastawieniem na platformę Android. W swojej zawodowej karierze pełnił zróżnicowane role od programisty, project managera, team leadera, aż po członka zarządu. Przez blisko 6 lat związany z MoveApp Sp. z o.o. z Grupy Me & My Friends – software housem tworzącym aplikacje mobilne dla klientów biznesowych. Z branżą gamingową związany od ponad 3 lat jako członek zarządu The Dust.

Objęcie funkcji prezesa zarządu Two Horizons to dla mnie zaszczyt i powód do radości. Oczywiście jako członek zarządu The Dust współpracowałem dotychczas ze wszystkimi zespołami wchodzącymi w skład naszej grupy kapitałowej, teraz będę miał możliwość większej koncentracji nad zespołem deweloperów Two Horizons. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ  z dużym uznaniem obserwuję ich pracę. To bardzo kreatywna i zaangażowana ekipa. Wierzę, że bardzo dobre przyjęcie przez graczy dema Hotel Renovator to pierwszy krok do kolejnych sukcesów naszych produkcji. Już na początku października ukaże się demo gry Airport Renovator, które weźmie udział w jesiennej edycji festiwalu Steam, a w planach na kolejne miesiące mamy również prolog Hotel Renovator, który wprowadzi do rozgrywki kolejne mechaniki – mówi Krzysztof Wagner, prezes zarządu Two Horizons.

Studio Two Horizons w swojej strategii zakłada budowanie portfolio średnio budżetowych produkcji bazujących na grach symulacyjnych, w tym ukierunkowanych na renowatory. Platformą docelową dla tworzonych projektów jest PC, a w kolejnym kroku, przygotowanie portów na konsole PlayStation, Xbox oraz Nintendo Switch. Głównym wydawcą produkcji studia będzie The Dust, a finansowanie poszczególnych etapów rozwoju projektu, w tym pre-produkcji, każdorazowo odbędzie się przy udziale zewnętrznego inwestora, na podstawie zawartej umowy wykonawczej.

Na platformie Steam spółka posiada obecnie 7 zapowiedzianych produkcji: Hotel Renovator, Car Thief Simulator, Airport Renovator, Camping Builder, Aquapark Renovator, Exterminator Simulator oraz Best Mall Simulator. Pięć z wyżej wymienionych tytułów znajduje się na Global Top Wishlist Steam.

Rynek magazynowy z kolejnymi rekordami. Będzie coraz lepiej?

W pierwszej połowie 2021 roku padły rekordy związane zarówno z wielkością ogólnej podaży powierzchni magazynowej w budowie oraz popytu w najlepszych lokalizacjach w Polsce. Należy również podkreślić, że dobre wyniki notowano w większości krajów europejskich. Pandemia stała się motorem napędowym całego rynku magazynowego, przede wszystkim dzięki prężnemu rozwojowi e-commerce. Możemy spodziewać się, że ten rok będzie równie pomyślny dla branży, co 2020. Przemawiają za tym wyniki z okresu od stycznia do czerwca, a także spodziewana czwarta fala COVID-19, która może przyczynić się do jej dalszego rozwoju.

Rekordowe półrocze na rynku

Pierwsza połowa 2021 roku zakończyła się rekordem pod względem podaży powierzchni magazynowej w budowie, która według analiz rynkowych przekroczyła 3 mln m². Taka sytuacja zdarzyła się w Polsce pierwszy raz w historii. Według AXI IMMO w okresie od stycznia do czerwca deweloperzy oddali do użytku ponad 1 mln m² powierzchni magazynowej, dzięki czemu jej łączny zasób na koniec pierwszego półrocza wyniósł niemal 22 mln m². Zdecydowana większość przestrzeni oddanej do użytkowania leży w obrębie rynków tzw. wielkiej piątki – Warszawy i okolic, Górnego Śląska, Polski Centralnej, Wrocławia i Poznania. Spośród powyższych lokalizacji warto wyróżnić dwie pierwsze, gdzie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku powstało najwięcej magazynów.

Jak podaje Cushman & Wakefield w okresie od stycznia do czerwca popyt całkowity ukształtował się na poziomie ok. 3,4 mln m². Według analityków rynku to nawet 50-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. Podobną dynamiką wzrostu cechował się popyt netto obejmujący nowe kontrakty – najemcy wynajęli około 2,5 mln m². Dane te obrazują wysoką aktywność firm zainteresowanych powierzchnią magazynową. Pandemia przyspieszyła rozwój handlu elektronicznego, co odzwierciedla struktura popytu w podziale na branże. Najbardziej aktywnymi w analizowanym okresie byli najemcy z sektora logistycznego, w tym firmy kurierskie, e-commerce oraz handel tradycyjny. Zgodnie z analizami JLL, w ujęciu geograficznym zainteresowanie najemców było skierowane na Wielką Piątkę. Niemniej jednak, spośród innych lokalizacji, wyróżniały się Szczecin i Trójmiasto oraz Kujawy i Kraków.

Warto podkreślić również niski poziom wskaźnika pustostanów, który według analiz CBRE spadł na koniec czerwca o 1 p.p. w porównaniu r/r, do poziomu 5,7%. Możemy mieć zatem pewność, że dostarczane powierzchnie magazynowe w kolejnych miesiącach będą cieszyć się dużym zainteresowaniem i szybko znajdować nowych najemców.

Zainteresowanie inwestorów nie słabnie

Jak podają analitycy AXI IMMO, na koniec czerwca wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniósł 2 mld EUR, z czego 900 mln EUR stanowiły zmiany właścicielskie w sektorze przemysłowo-logistycznym. Wzrosło także zainteresowanie inwestorów magazynami w obrębie miast. Wśród największych transakcji na rynku przeważały kontrakty dotyczące powierzchni magazynowej do obsługi e-commerce.

Polska jest konkurencyjnym rynkiem w porównaniu do innych państw w regionie, o czym świadczy przede wszystkim niesłabnące zainteresowanie inwestorów zagranicznych. Rosnące wartości kapitałowe wynajętych projektów magazynowych zachęcają podmioty nie tylko z Europy, ale też Azji i Stanów Zjednoczonych do szerszych analiz w kontekście samodzielnego finansowania budowy obiektów magazynowych, jak również do inwestycji już na poziomie zabezpieczenia gruntu.

W pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku wzrosły ceny gruntów inwestycyjnych, szczególnie tych położonych w pobliżu miast i wzdłuż ważnych szlaków komunikacyjnych. Są to tereny najbardziej atrakcyjne logistycznie, a więc cieszące się największą popularnością wśród inwestorów i deweloperów magazynowych. Rozdźwięk pomiędzy cenami gruntów inwestycyjnych, w zależności od lokalizacji, pozostaje ogromny. Przykładowo ceny w Warszawie zaczynają się od 600 zł/m², natomiast w lokalizacjach podmiejskich, o większej dostępności terenów, można nabyć działkę już za 120 zł/m², a nawet taniej.

W kwestii wartości średnich czynszów nie zaobserwowaliśmy istotnych zmian. Według CBRE lekki wzrost cen nastąpił m.in. w Warszawie, co spowodowane jest wzmożonym zainteresowaniem lokalizacjami miejskimi. Tego typu tereny w dalszym ciągu pozostają najdroższe. Mimo wszystko ceny nieruchomości magazynowych w Polsce, jak i generowane przez nie zwroty, pozostają atrakcyjne, w porównaniu do Europy Zachodniej, co w znacznym stopniu przyciąga inwestorów zagranicznych zarówno z Europy jak i Stanów Zjednoczonych czy Azji.

Nowe lokalizacje zyskują na znaczeniu

Uwagę deweloperów przyciągają coraz częściej mniejsze ośrodki położone w Polsce Wschodniej i przy granicy zachodniej, które są dogodne dla najemców obsługujących dostawy w obrębie państw sąsiadujących z Polską. Nowe centra logistyczne będą pojawiać się również na prężnie rozwijających się terenach na Pomorzu – w Trójmieście i Szczecinie, a także na południu kraju, w okolicy Krakowa. Kolejne inwestycje planowane są też na rynkach wschodzących w rejonie Bydgoszczy i Torunia oraz Kielc.

Co przyniosą kolejne miesiące?

Dobre wyniki polskiego rynku magazynowego w pierwszej połowie 2021 roku dają nadzieję na dalszy dynamiczny rozwój tego sektora. Jeśli warunki ekonomiczne będą sprzyjające, możemy spodziewać się utrzymania wysokiego popytu oraz aktywności deweloperów i inwestorów. Wydaje się, że wzrost cen gruntów inwestycyjnych, a także podwyżka stawek czynszów są nieuniknione, szczególnie biorąc pod uwagę niski poziom pustostanów w ostatnim czasie. Jeżeli chodzi o lokalizacje, to dla formatów last mile oraz SBU powierzchnie w obrębie miast jak i w ich bliskim sąsiedztwie będą najbardziej pożądanymi, między innymi z uwagi na komunikację oraz dostępność pracowników, ale także krótki czas dotarcia do klientów. Oczywiście dla operatorów big box te argumenty również są istotne, jednak ceny gruntów, które w znacznej mierze przekładają się na wysokość czynszów, skłaniają zarządy do wybierania lokalizacji bardziej oddalonych od ośrodków miejskich.

Artur Szczepanek, Project Manager w Hines Polska

Marek Kulgajuk nowym Dyrektorem Operacyjnym Iron Mountain w Polsce i regionie DACH

Marek Kulgajuk, dotychczas zarządzający oddziałami DMS Iron Mountain w Polsce, objął funkcję GDS Operations Director w regionie DACH. W związku z awansem będzie odpowiedzialny za optymalizowanie procesów biznesowych na nowych rynkach oraz rozwój współpracy pomiędzy oddziałami Iron Mountain w Polsce i krajach niemieckojęzycznych. Na poprzednim stanowisku zastąpi go Maciej Jałkowski, który dotychczas związany był z takimi firmami, jak: Biogen, Medtronic czy Oriflame.

Marek Kulgajuk jest związany z Iron Mountain od 2019 roku. Przez niemal dwa lata pełnił funkcję Head of DMS w Polsce, gdzie zarządzał placówkami firmy w trzech lokalizacjach oraz nadzorował pracę ponad 300 pracowników. Wcześniej związany był z Mettler-Toledo Shared Business Center, Medtronic czy Alcatel-Lucent.

Objęcie nowego stanowiska w międzynarodowych strukturach Iron Mountain to dla mnie powód do dumy, ale jednocześnie ogromne wyzwanie. Rozwiązania, jakie wypracowaliśmy w polskich oddziałach firmy, spotkały się z dużym zainteresowaniem ze strony naszych partnerów z innych państw. Moim zadaniem będzie ich implementacja na nowych rynkach oraz nadzorowanie bieżących prac operacyjnych. Bardzo ważne dla mnie będzie także rozwinięcie współpracy między oddziałami z regionu DACH a placówkami Iron Mountain w Polsce. – Marek Kulgajuk, Iron Mountain

Poza zarządzaniem DMS Iron Mountain w Polsce Marek Kulgajuk będzie odpowiedzialny za ich funkcjonowanie m.in. w Austrii czy Szwajcarii.
Niezwykle cieszę się, że mogę dołączyć do Iron Mountain. Mam nadzieję, że moje doświadczenie zawodowe pomoże w dalszym rozwoju oddziałów DMS w naszym kraju. To wielka odpowiedzialność, gdyż nasze centra scanningowe obsługują klientów z wielu państw, digitalizując dla nich dziesiątki milionów stron dokumentacji rocznie. – Maciej Jałkowski, Iron Mountain.

DMS w Radomiu to największe centrum scanningowe w tej części Europy. Cyfryzacji poddawane są tam setki tysięcy stron dokumentacji dziennie, a do bieżących działań operacyjnych wykorzystuje się narzędzia funkcjonujące w oparciu na sztucznej inteligencji, robotyzacji czy uczeniu maszynowym. Poza siedzibą w Radomiu, firma posiada również centrum scanningowe w Długołęce pod Wrocławiem.

Pierwsza marka influencerska idzie na NewConnect

Stars.Space S.A., spółka specjalizująca się w monetyzacji influencer marketingu planuje w przyszłym roku debiut na rynku NewConnect. W najbliższym czasie spółka planuje przeprowadzenie emisji akcji o wartości do miliona euro w formule crowdinvestingu. Informacje o ofercie publicznej akcji będą prezentowane na platformie CrowdConnect. Równolegle Stars.Space uruchomiła kanał sprzedaż online i wprowadza na półki ponad 1500 drogerii Rossman kosmetyki nowej marki Stars from the Stars. W promocję produktów będzie zaangażowanych ponad 100 influencerów związanych z platformą społecznościową TikTok.

Stars.Space w ofercie publicznej akcji zamierza pozyskać do miliona euro. Pozyskane środki pieniężne spółka planuje przeznaczyć na poszerzenie oferty produktowej i budowę zasięgu marki Stars from the Stars. Informacje dotyczące emisji akcji będą prezentowane na platformie CrowdConnect.pl, a firmą inwestycyjną wykonującą usługę oferowania akcji będzie Dom Maklerski INC S.A.

Chcemy zaproponować inwestorom udział w unikalnym projekcie: połączeniu świata twórców działających w ekosystemie TikToka ze sprzedażą kosmetyków w największej sieci drogerii w Polsce. Będzie to jednocześnie pierwsza marka influencerska na polskim rynku kapitałowym. Planowane przez nas w najbliższych tygodniach działania są jednocześnie premierą konceptu, który w przyszłym roku chcemy przenosić na kolejne rynki takie jak np. Rosja i Bliski Wschód – zapowiada Maciej Zegarski, prezes zarządu Stars.Space S.A. Podkreśla, że spółka po zakończonej ofercie publicznej akcji chce jak najszybciej podjąć działania związane z wprowadzeniem akcji do obrotu i już w przyszłym roku zadebiutować na rynku NewConnect.

W najbliższych tygodniach spółka rusza również z kampanią nowej marki, w której udział wezmą znani twórcy obecni na platformie TikTok. W związku ze startem sprzedaży kosmetyków firma uruchomiła swój sklep internetowy. W segmencie offline produkty będą dostępne w sieci Rossmann, a półki zostaną oznaczone również logiem TikToka. Jest to obecnie najszybciej rozwijająca się platforma na świecie. W 2020 r. był jedną z najczęściej pobieranych aplikacji w swojej kategorii.

Stars.Space w swojej działalności mocno stawia na nowe technologie pozwalające przewidywać trendy na rynku konsumenckim. Firma wykorzystuje do tego sztuczną inteligencję, analizę Big Data oraz technologie VR. Stars from the Stars zostało stworzone jako bezpośrednia odpowiedź na trendy w social mediach, które zespół spółki na bieżąco bada i analizuje używając do tego własnych narzędzi IT.

Pracownicy ocenili zaangażowanie firm na rzecz kondycji mentalnej na dwóję z plusem

O 58% wzrosła liczba dni, w trakcie których pracownicy przebywali na zwolnieniach z powodów problemów psychicznych – tak wynika z opublikowanego właśnie przez Mindy raportu „Wellbeing mentalny pracowników w Polsce”. Dla 46% Polaków życie zawodowe wpływa negatywnie na stan kondycji mentalnej – 60% badanych jest zestresowana, a połowa ma problem z wypaleniem zawodowym. Przez pogorszony nastrój biznes traci aż 36 dni pracy jednego pracownika w roku. Dlatego kluczowe jest, aby nie tylko leczyć, ale inwestować w wellbeing mentalny wspierający ważne aktywo jakim jest umysł, przykładowo przez coraz popularniejszy mindfulness.

Miesiąc wyjęty z kalendarza60% pracowników czuje się zestresowana, w tym 11% bardzo

Jak wynika z najnowszych danych, pogorszony nastrój w znacznym stopniu odbija się na wydajności pracowników. Średnio 5 godzin i 43 minuty pracy tracą oni tygodniowo z tego powodu, co w skali roku daje aż 36 dni. Statystyki udostępnione przez sieć Medicover na potrzeby raportu potwierdzają skalę tego problemu. Tylko w 2020 r. liczba konsultacji w zakresie zdrowia psychicznego wzrosła o ok. 50% w porównaniu z rokiem poprzedzającym. Skok ten był wyraźniej dostrzegalny w przypadku kobiet (60%) niż mężczyzn (47%).

Atmosfera w firmach odbija się na stanie mentalnym pracowników. Polskie społeczeństwo ma skłonność do przekornej zaradności. Świadomość tego, że zdrowie jest ważne wzrasta, jednak o tym jak dbać o zdrowie wciąż wiemy niewiele, a coroczne badania wykonuje zaledwie kilka procent Polaków. Świadomość to jedna sprawa, a gotowość podejmowania działań w oparciu o zrozumienie to kolejny próg – komentuje psycholog i psychoterapeuta Jacek Santorski.

Pracownicy mają dużo różnych problemów w sferze dobrostanu mentalnego, jednakże niewiele robią, by poprawić swój stan. Na brak koncentracji skarży się 48% badanych, ale tylko co drugi z nich angażuje się w rozwiązanie tego problemu, a tylko połowa osób, która wskazuje, że nie radzi sobie w pracy ze stresem stara się temu przeciwdziałać. Co więcej, ponad ⅓ pracowników śpi mniej niż zalecane 7-9 godzin. – Jeżeli miałbym wskazać jeden, najważniejszy czynnik, od którego zależy wszystko, stan ducha, odporność, wydajność i przytomność w pracy, byłaby to higiena snu – dodaje Jacek Santorski. Co trzeci respondent (33%) deklaruje, że głównym powodem niepodejmowania aktywności mających poprawić swoją kondycję mentalną jest brak czasu, a 1 na 10 osób (11%) nie wie z kolei jak rozpocząć tego typu działania.

Wypalenie zawodowe jak grypa

Połowa pracowników miała w ostatnim roku problem z wypaleniem zawodowym

Z badania przeprowadzonego przez Mindy wynika, że aż połowa pracowników miała w ciągu ostatniego roku problem z wypaleniem zawodowym. Co ważne, 1,5 raza częściej zjawisko to występowało wśród młodszych osób (25-35 lat) niż w grupie 46-55 lat. Warto pamiętać, że bez względu na pokolenie stres jest czymś stałym, a jego odczuwanie zmienia się na różnych etapach życia. Kluczem do sukcesu jest jednak umiejętność odpowiedniego radzenia sobie z nim, a odpowiednia profilaktyka łagodzi skutki wypalenia.

Dolegliwości psychiczne związane z kwestiami zawodowymi ostatecznie skutkujące wypaleniem zawodowym zostały uznane przez Światową Organizację Zdrowia jako problem medyczny oraz wpisany do międzynarodowej klasyfikacji chorób. W związku z tym, od 1 stycznia 2022 r. lekarze będą mogli na podstawie jego rozpoznania wystawić pacjentowi zwolnienie z pracy.

Czy pracodawcy tylko wymagają?

Istotną rolę odgrywa wspieranie kondycji mentalnej zespołu, tym bardziej, że aż 85% badanych twierdzi, że pracownicy boją się zgłosić swojemu szefowi potrzebę wsparcia w leczeniu zdrowia psychicznego. Niewiele mniej, bo 81% twierdzi, że mają także obawy, by poprosić o wsparcie w obszarze profilaktyki. Możliwość zwrócenia się o pomoc czy otrzymanie „regeneracyjnego” dnia mogłyby zminimalizować czas przebywania przez zespół na zwolnieniach lekarskich.

Nie dziwi więc, że do jednej z przyczyn problemu związanego ze wzrostem liczby dni, w których trakcie pracownicy przebywają „na zwolnieniu” jest konieczność samodzielnego radzenia sobie z wpływem pracy na samopoczucie i poziom stresu. Prawie połowa pracowników nie zaobserwowała zwiększenia u pracodawcy działań i rozwiązań wspierających dobrostan mentalny ze względu na pandemię COVID-19. Kolejne 24% pracowników nie potrafi tego określić, a tylko 27% odpowiada twierdząco.

Rozpoczęła się nisza – wellness w biznesie. Nikt wcześniej nie interesował się tym, czy pracownik dobrze się czuje. Dziś to głównie szef HR jest odpowiedzialny za wellbeing pracowników. Już niedługo standardem będzie członkostwo w aplikacji dbającej o komfort psychiczny, a rozwiązania z obszaru dobrostanu mentalnego na stałe wpiszą się w planowany budżet HR – mówi Jowita Michalska prezeska Digital University.

Jak na razie pracownicy oceniają zaangażowanie swoich firm w sferze kondycji mentalnej średnio na 2,48 w skali od 1 do 5. Pracodawcy o zasięgu globalnym są oceniani lepiej od tych działających tylko w Polsce lub regionie. Tylko co piąta firma udostępnia narzędzia wspierające koncentrację, radzenie sobie ze stresem czy poprawę jakości snu.Jesteśmy otwarci na praktykę mindfulness, ale przede wszystkim nie mamy czasu lub nie wiemy jak zacząć

– Według badania Mindy 76% pracowników jest zainteresowanych benefitami w obszarze wellbeingu mentalnego, a 42% wskazuje na aplikację typu mindfulness. Z aplikacją Mindy możemy przez 10-20 minut dziennie trenować swój umysł w uważności, poprawiać sen, efektywnie relaksować się czy poznawać swoje myśli, emocje i działanie mózgu. Podobnie jak uprawiamy sport dla lepszego zdrowia, tak możemy też rozwijać się w obszarze mentalnym. Wtedy łatwiej nam jest np. uspokoić głowę czy radzić sobie ze stresem. Wszystkie treści bazują na przebadanych metodach i są tworzone przez certyfikowanych trenerów, psychologów i ekspertów. Pracodawca otrzymuje także inne elementy wellbeingowego programu: webinary, gotowe techniki promocji oraz zanonimizowane raporty – mówi Igor Pielas, CEO Activy & Mindy.Pracownicy, którzy posiadają dostęp do narzędzi mindfulness 10-krotnie częściej oceniają pozytywnie zaangażowanie swojego pracodawcy w obszarze kondycji mentalnej

Większa uwaga na uważność

Jednym ze sposobów profilaktyki zdrowia mentalnego jest trening uważności. Działania mindfulness w firmach to jeszcze nowość, która może pomóc wyróżnić się pracodawcy. Aż 72% pracowników chciałoby z nich skorzystać, a ta potrzeba rośnie znacząco wśród osób zestresowanych. Co więcej, wpływa to na ocenę miejsca pracy – pracownicy, którzy posiadają dostęp do narzędzi treningu uważności 10-krotnie częściej oceniają pozytywnie zaangażowanie swojego pracodawcy w obszarze kondycji mentalnej (65% dobrych ocen w porównaniu do 6% dobrych ocen w grupie bez dostępu do takich narzędzi).

Treningi uważności nie są lekiem na całe zło, ale jego efekty zmieniają jakość życia prywatnego i zawodowego. Aż 2/3 spośród badanych, którzy praktykują mindfulness przypisuje mu oddziaływanie na lepsze samopoczucie. Dzięki praktyce 63% z nich odczuwa niższy poziom stresu, ponad połowa łatwiej się koncentruje, a 48% odczuwa u siebie wzrost empatii i życzliwości. 62% uważa z kolei, że inwestycja w mindfulness buduje kulturę organizacji.

Wraz z okolicznościami, zmieniają się oczekiwania pracowników w zakresie otrzymywanych benefitów. Wakacje pod gruszą? Tak, ale typu retreat – z medytacją i jogą. Aż 78% pozytywnie ocenia pomysł dofinansowania przez pracodawcę wyjazdów jogowych, medytacyjnych, retreatów. Taki benefit wydaje się idealny dla milenialsów i nowych generacji pracowników – to oni oceniają ten pomysł wyżej niż starsi koledzy i koleżanki. W tym przypadku wynik wśród kobiet jest o 13 punktów procentowych większy niż u mężczyzn.

O badaniu:

Badanie dotyczące dobrostanu mentalnego w firmach w Polsce zostało przeprowadzone przez zespół Activy i Mindy metodą CAWI. Udział wzięło w nim ponad 2000 respondentów – zarówno pracowników, jak i pracodawców. Wyniki wraz z komentarzami ekspertów zostały opublikowane w raporcie “Wellbeing mentalny pracowników w Polsce”, dostępnym do pobrania za darmo na stronie mindyapp.com.

Polski Ład. Trudniejszy wykup prywatny samochodu leasingowanego w działalności gospodarczej od 1 stycznia 2022 r.

Przedsiębiorców posiadających samochody służbowe w leasingu dotkną skutki wejścia w życie przepisów Polskiego Ładu. Nowe regulacje przewidują zmianę ustalania wartości pojazdu w celu wyliczenia należnego podatku VAT w przypadku dokonywania wykupu do majątku prywatnego. Jest to kolejna w ostatnich latach niekorzystna zmiana w przepisach podatkowych, która uwzględniając obecny poziom fiskalizacji i planowane zmiany, będzie miała poważne skutki finansowe dla przedsiębiorców.

Uwagi wstępne

W świetle obowiązujących obecnie przepisów przedsiębiorca będący osobą fizyczną lub wspólnikiem spółki cywilnej, dokonujący wykupu auta z leasingu do majątku prywatnego, tj. nie wprowadzając go do działalności jako środek trwały, może go sprzedać bez podatku dochodowego po upływie 6-miesięcznego okresu od daty zakupu. Przedsiębiorcy często decydowali się na taki rodzaj wykupu pojazdu, ponieważ w ten sposób mogli odliczać VAT od rat leasingowych, a jednocześnie, wykupując auto za symboliczną cenę na majątek prywatny, płacili VAT od kwoty ostatniej raty (z reguły 1% wartości).

Trzeba zaznaczyć, że projektowane przepisy są kolejną niekorzystną zmianą na przestrzeni ostatnich kilku lat dotyczącą użytkowania samochodów służbowych w firmach. Dla przypomnienia należy wskazać wprowadzenie dla użytku mieszanego limitu odliczenia 50% VAT dla pojazdów osobowych czy limitu zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków eksploatacyjnych w wysokości 75%. W 2019 r. wprowadzono także limit podatkowy w wysokości 150 tys. zł dla leasingu samochodów osobowych.

Nowe przepisy

Zmiany zakładają, że od stycznia 2022 r. przedsiębiorca, decydując się, aby wykupić auto i przenieść je do majątku prywatnego, zobowiązany będzie do zapłaty podatku dochodowego oraz podatku VAT.

Polski Ład proponuje zaliczenie do przychodów z działalności gospodarczej przychodów z odpłatnego zbycia składników będących rzeczami ruchomymi (czyli także samochodów osobowych), jeżeli przed zbyciem zostały wycofane z działalności gospodarczej, a między pierwszym dniem miesiąca następującego po miesiącu, w którym składniki te zostały wycofane z działalności i dniem ich odpłatnego zbycia, nie upłynęło 6 lat (zmiany do art. 14 ust. 2 pkt 19 ustawy PIT). Oznacza to, że jeżeli przedsiębiorca będzie chciał wykupić pojazd na majątek prywatny, a następnie go sprzedać, będzie mógł to uczynić bez podatku dopiero po upływie 5 lat, licząc od końca roku podatkowego, w którym została zapłacona ostatnia rata. W efekcie sprzedaż pojazdu przed upływem tego okresu stanie się nieopłacalna, bowiem podatnik będzie musiał zapłacić podatek dochodowy od wartości pojazdu.

Zmiany będą dotyczyły także podatku VAT. Obecnie podatek VAT płacony jest od kwoty ostatniej raty, czyli w praktyce 1% wartości samochodu. Nowe przepisy mają to zmienić i podatek VAT w przypadku zakupu pojazdu do majątku prywatnego będzie płacony od realnej wartości rynkowej pojazdu, a nie od wartości wykupu. Jest to realny wzrost opodatkowania pojazdów nabywanych do majątku prywatnego i praktycznie oznacza zakończenie tego sposobu zakupu pojazdu, ponieważ osoba prywatna nie odliczy naliczonego VAT.

Uzasadnienie zmian

Wiceminister Finansów Jan Sarnowski obecny stan przepisów nazwał procederem niewystępującym w innych krajach Unii Europejskiej. Wskazał, że obecne przepisy umożliwiły właścicielom firm zakup pojazdu do majątku prywatnego za symboliczną złotówkę, w związku z czym to firmy były obciążane kosztami leasingu. Ponadto, jak wskazano w uzasadnieniu projektu, jest to dostosowanie przepisów w zakresie samochodów do innych likwidowanych środków trwałych.

Należy podkreślić, że ani w uzasadnieniu, ani w wypowiedziach Ministra nie pojawia się kwestia fiskalizacji przedsiębiorstw i faktu, że opisane powyżej zmiany negatywnie wpłyną na opodatkowanie przedsiębiorców, a także na rynek sprzedaży nowych pojazdów. Co prawda, może i funkcjonujące przepisy były ewenementem w UE, jednak pod uwagę powinien być brany ogólny stopień fiskalizacji przedsiębiorców, tj. ograniczając ten „proceder”, z drugiej strony powinno się zmniejszyć inne aspekty opodatkowania.

Termin wejścia w życie nowych zasad

Nowe przepisy zaczną obowiązywać dla wszystkich wykupów dokonanych począwszy od 1 stycznia 2022 r. Ministerstwo Finansów nie przewiduje w tym zakresie okresów przejściowych. Oznacza to, że przedsiębiorcy, którzy mają funkcjonującą już umowę leasingu i planowali skorzystać z korzystnych do tej pory przepisów, nie będą mogli tego zrobić po 1 stycznia 2022 r. Innymi słowy, brak okresu przejściowego uderzy w przedsiębiorców, którzy, zawierając umowy leasingowe, zakładali skutki podatkowe zgodnie z obowiązującymi na moment zawarcia umów przepisami, a w konsekwencji zmiany zasad „w trakcie gry” nie mogą liczyć na zakładany efekt. W myśl zasady, że prawo nie działa wstecz, ustawodawca powinien rozważyć zastosowanie konstrukcji podobnej do tej przyjętej w przypadku ograniczenia w kosztach rat leasingowych dla pojazdów o wartości powyżej 150 tys. netto, tj. wprowadzenie zapisu, że nowe przepisy obowiązują do umów leasingu zawartych po 1 stycznia 2022 r. Wówczas przedsiębiorcy mogliby ułożyć leasing pojazdu w firmie, mając całkowity obraz skutków podatkowych.

Autor:Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kupowanie okularów przez Internet – czy warto?

Kupowanie za pośrednictwem sklepów online stało się naszą codziennością. Od ubrań i urządzeń elektronicznych, przez sprzęt AGD i RTV, aż po kosmetyki czy artykuły spożywcze – zakupy w sieci nie znają granic. Polacy coraz chętniej kupują przez Internet leki czy okulary, chociaż wciąż najczęściej wybór pada na okulary przeciwsłoneczne czy popularne „zerówki”, których używa się głównie do podkreślenia stylizacji. Tymczasem zakup okularów korekcyjnych przez sklep internetowy może mieć więcej korzyści, niż w sklepie stacjonarnym. Jakie są plusy i minusy kupowania przez internet okularów?

Od czego zacząć?

Jedną z pierwszych zalet dokonywania zakupów przez Internet jest wolność w wyborze pory dnia czy nocy oraz trwania „polowania” na idealny produkt. Bez ograniczeń można przeglądać i porównywać najlepsze ceny, producentów czy możliwości wysyłki. Dodatkowo, w sklepach internetowych asortyment jest dużo szerszy, niż w stacjonarnych i bardzo często produkty, które nas interesują, dostaje się praktycznie od ręki. Tutaj jednak warto postawić na polskie sklepy i skupić się na ich ofercie – okulary korekcyjne są bowiem wyrobem medycznym i podlegają różnorodnym regulacjom oraz restrykcjom. Zasada ograniczonego zaufania dotyczy w dużej mierze sklepów, które bazują na produktach sprowadzanych z Dalekiego Zachodu. Wśród polskich sprawdzonych sklepów, warto zapoznać się z ofertą sklepu wOkularach.pl, gdzie można kupić różnego rodzaju okulary korekcyjne, najnowsze i najmodniejsze oprawki (inspiracje znajdziecie na blogu: https://www.wokularach.pl/blog/modne-okulary-tego-roku-zdradzamy-6-najwiekszych-trendow), a także okulary przeciwsłoneczne i akcesoria.

Okulary korekcyjne online

Kupowanie okularów przez Internet

Jeśli wybraliście już swoje wymarzone oprawki, pora na soczewki okularowe. Pamiętajcie, że okulary korekcyjne należy kupować na podstawie recepty, którą wystawia lekarz okulista. Receptę można zdobyć przy okazji corocznych kontrolnych badań wzroku lub podczas badań medycyny pracy. Zawarte są na niej informacje odnośnie wady wzroku oraz mocy soczewek, jakie należy nosić do odpowiedniej korekcji. Zwróćcie uwagę, że do podstawowych wad wzroku zalicza się krótkowzroczność, dalekowzroczność, astygmatyzm i nadwzroczność i do każdej z nich dobierany jest inny rodzaj soczewek. Jakie soczewki okularowe są dostępne w sklepach internetowych? Tutaj odpowiedź jest krótka – wszelkie możliwe. Od podstawowych, poprzez soczewki z utwardzaniem, ochroną UV, z powłoką antyrefleksyjną (różne rodzaje), z powłokami odpornymi na zarysowania i ułatwiającymi czyszczenie, z powłoką hydrofobową i oleofobową, z powłoką BLUE (redukującą szkodliwe działanie światła niebieskiego, które emitowane jest przez ekrany LED/LCD) czy soczewki przystosowane z myślą o kierowcach samochodów (eliminujące odblaski i poprawiające kontrast). Co więcej, można wybrać także soczewki okularowe, które są cieńsze do 50% od zwyczajnych soczewek.

Plusy zakupu okularów online

Dokonując zakupów przez Internet bezwzględnie trzeba zapoznać się z polityką zwrotów, wymiany i reklamacji towaru, ponieważ nie zawsze jest to proste. W sklepie www.wOkularach.pl klienci otrzymują aż 100 dni na zwrot okularów bez podawania przyczyny, przy czym sklep zwraca 100% kosztu towaru przy zakupie marek okularowych SENJA i SIYU oraz soczewek okularowych, co w przypadku zakupów w stacjonarnych salonach optycznych jest niespotykane. Kolejnym plusem jest konkurencyjność cen. W sklepach internetowych ceny za okulary korekcyjne są niższe niż w salonach oraz często można trafić na korzystne promocje. Co więcej, w obecnych czasach kupowanie on-line jest z wielu względów bezpieczniejsze, zwłaszcza w dobie pandemii czy sezonowych chorób. Oszczędza się nie tylko pieniądze, ale i czas, bo nie trzeba wybierać się przez pół miasta do salonu optycznego, szukać miejsca parkingowego czy urywać się z pracy/szkoły wcześniej – niestety, ale wiele punktów usługowych w Polsce jest czynnych dokładnie w godzinach naszej pracy czy szkoły. Stąd korzystanie ze sprawdzonych sklepów internetowych może być bardzo korzystnym rozwiązaniem dla osób, które mieszkają za miastem lub w miejscach, gdzie nie mają dobrego dostępu do optyka.

Pandemia i Polski Ład napędzają GIGekonomię w Polsce. Za 5 lat GIGerem będzie co piąty pracujący Polak

W 2025 roku GIGerzy stanowić będą 15 proc. pracowników w skali całego globu i 20 proc. w Polsce. Są jednak i takie kraje, w których już wkrótce GIGerem stanie się niemalże co drugi pracownik. Kim są GIGerzy? Czego oczekują? I… jak wpłynie na nich Polski Ład? Na te pytania odpowiada najnowszy raport EY & GIGLIKE: GIG on. Nowy Ład na rynku pracy.

GIG – trzy litery, za którymi kryje się zmiana

GIGekonomia to system pracy, który wyróżniają elastyczne formy zatrudnienia, ale też elastyczność w zakresie sposobu jej wykonywania. GIGerami są więc z jednej strony osoby pracujące tymczasowo, z drugiej – osoby posiadające specjalistyczne umiejętności, np. konsultanci, specjaliści, profesjonaliści, samozatrudnieni i niezależni kontraktorzy.

EY, światowy lider rynku usług profesjonalnych obejmujących usługi audytorskie, consulting, doradztwo podatkowe i transakcyjne oraz GIGLIKE, platforma biznesowa wspierająca firmy w efektywnej współpracy z niezależnymi talentami (w modelu B2B)  zapewniająca dopasowaną ofertę benefitów, narzędzi i usług biznesowych dla GIGerów, przyjrzały się nowemu zjawisku. Efektem wspólnych działań jest raport: „GIG on. Nowy Ład na rynku pracy” opisujący wzrost znaczenia GIGekonomii.

Jeśli spojrzeć na wskaźniki demograficzne i dane z rynku pracy jedno jest pewne – nie jest to przejściowa moda. Ponieważ niedobór i niedopasowanie talentów osiągnęły już znaczną skalę w wielu branżach, wyzwaniem dla pracodawców będzie budowanie modeli biznesowych i modeli pracy umożliwiających elastyczne i mniej tradycyjne formy zatrudniania dla niezależnych ekspertów. Potwierdza to badanie EY 2021 Work Reimagined. W ankiecie wśród pracowników, na którą odpowiedziało ponad 16 000 respondentów, 9 na 10 osób chce elastyczności miejsca i czasu pracy, a 54% pracowników prawdopodobnie odejdzie jeśli nie zaoferuje się im elastyczności, jakiej oczekują – mówi Artur Miernik, Partner EY Polska, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

– Możliwość pracy zdalnej czy upowszechnienie pracy projektowej sprawiły, że pojawiły się nowe możliwości. Jedną z nich jest GIGekonomia. GIGerzy obecni są na rynku niemalże od zawsze, nigdy nie byli jednak aż tak widoczni. Warto dodać, że to właśnie nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcy podkreśla Tomasz Miłosz, Founder & CEO GIGLIKE.

Portret GIGera

W oczach Millenialsów i wchodzącej na rynek pracy generacji Z, poczucie niezależności, decyzyjności oraz potrzeba szybkiego zdobywania różnorodnych doświadczeń to jedne z najbardziej istotnych czynników w czasie szukania pracy.

Aż 42% obecnych pracowników z pokolenia Y to freelancerzy, a więc potencjalni GIGerzy. Z kolei przedstawiciele pokolenia Z, którzy w 2030 roku będą stanowić aż 1/5 rynku pracy, będą chcieli działać w sposób jeszcze bardziej niezależny, w myśl zasady connect, communicate, change (dołącz, wymieniaj informacje, zmień). Obie wyżej wymienione grupy stanowią bazę GIGekonomii.

– Również w Polsce społeczność GIGerów tworzą przede wszystkim Millenialsi. Nie zniechęca ich ilość i złożoność obowiązków nakładana na podmioty prowadzące działalność gospodarczą, ani brak jasnych uregulowań prawnych dotyczących GIGekonomii w przepisach prawa. Osobną grupą są natomiast osoby w wieku 40 plus, doświadczeni eksperci szukający nowych i bardziej opłacalnych form współpracy. Spodziewamy się, że w ciągu pięciu najbliższych lat podwoi się liczba GIGersów na polskim rynku pracy z obecnego 10% do 20% – mówi Eliza Skotnicka, Senior Manager w Zespole People Advisory Services w Dziale Doradztwa Podatkowego EY Polska.

Wśród GIGerów znajdziemy najczęściej pracowników branży kreatywnej: grafików, montażystów, fotografów, copywriterów czy tłumaczy, ale też specjalistów IT i marketingu. Przedstawiciele tych zawodów od zawsze preferowali elastyczne formy zatrudnienia, zmiany które dokonały się ostatnim czasie ułatwiają i upowszechniają to zjawisko.

Znakomita większość przedsiębiorców przygląda się z zainteresowaniem zmianom na rynku pracy i stopniowo zmienia własne modele biznesowe, uwalniając przestrzeń dla GIGerów. Przedsiębiorcy nie podchodzą do GIG-zjawisk bezkrytycznie czy bezrefleksyjnie, więcej, starają się zrozumieć bariery zmian i ich ewentualne negatywne implikacje. Szefowie kadr, prezesi i właściciele, dobrze rozumiejąc potencjał GIGekonomii, starają się racjonalizować ten trend i wprowadzać go u siebie w życie stopniowo. Sięgają oni do GIGerów, jako remedium na rosnącą rotację pracowniczą i niedobór siły roboczej do wykonywania bieżących działań. Sięgając po ten model funkcjonowania, przedsiębiorcy i menedżerowie chcą mieć pewność bezpieczeństwa i zgodności z prawem z wielu dziedzin: pracy, ubezpieczeń społecznych, podatków czy ochrony własności intelektualnej – mówi Marek Jarocki, Partner EY Polska, Lider zespołu People Advisory Services.

Rzut oka na perspektywę zza Oceanu

Już teraz GIGerzy stanowią ponad 35% pracowników w Stanach Zjednoczonych. Jak wynika z raportu Morgan Stanley, do 2027 roku odsetek ten zwiększy się aż o 15 punktów procentowych. W efekcie co drugi amerykański pracownik będzie GIGerem.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że GIGekonomia przynosi korzyści wyłącznie wtedy, gdy jest wynikiem dobrowolnej decyzji pracownika. Kolejnym problemem mogą się okazać przepisy – a raczej ich brak – co pokazuje choćby sytuacja w Stanach Zjednoczonych. W USA trwają jednak prace nad tym, aby GIGer, tak jak każdy inny pracownik, mógł mieć zagwarantowany dostęp na przykład do opieki zdrowotnej czy świadczeń społecznych.

– Życzyłbym sobie i przede wszystkim GIGerom, żeby wybór tej ścieżki zawodowej był świadomy i dobrowolny. Niestety, nie zawsze tak jest. Wystarczy spojrzeć na przykład z rodzimego podwórka. „Jednoosobowe firmy” ratowników medycznych, którzy właśnie rozpoczęli swój protest, to doskonały przykład patologii, nad którymi zbyt łatwo przechodzimy do porządku dziennego. Mam nadzieję, że dyskusja wokół GIGekonomii i GIGerów pomoże nam w tym, aby chronić wszystkie potencjalnie narażone grupy pracowników – dodaje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

GIGekonomię już dziś wspierają trendy, takie jak ekonomia współdzielenia czy platformizacja z nastawieniem na modele subskrypcyjne – co potwierdzają globalne sukcesy firm, takich jak Uber czy Netflix.

Powstają nowe platformy, które proponują specyficzne rozwiązania dla GIGekonomii i uczestników tego procesu. Mowa o platformach biznesowych pozwalających mitygować ryzyko prawno-podatkowe związane ze współpracą z GIGerami i oferujące modele subskrypcyjne odpowiadające na potrzeby GIGerów. Dzięki takim rozwiązaniom możliwe jest zaoferowanie w jednym miejscu wszelkich benefitów oraz narzędzi i usług biznesowych – wskazuje Tomasz Miłosz.

Kiedy to się opłaca?

Trend GIGekonomii zyskuje na popularności także w Polsce. Działający na tzw. „samozatrudnieniu” GIGer może dziś skorzystać z szeregu korzyści, jakie oferuje jednoosobowa działalność gospodarcza, w tym m.in. liniowego podatku PIT czy preferencyjnych składek ZUS w początkowym okresie działalności.

– Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces transformacji rynku pracy o około 5-10 lat. Jednym z najbardziej widocznych efektów jest upowszechnienie elastycznego modelu pracy. Menedżerowie w firmach zorientowali się, że mogą mieć zdecydowanie większy dostęp do talentów bez ograniczeń lokalizacyjnych, co zwiększa ich możliwości zatrudniania ekspertów w danej dziedzinie. Nowoczesne technologie ułatwiają zatrudnianie GIGerów i współpracę ze specjalistami, którzy oczekują coraz większej elastyczności ze strony pracodawcy – mówi Eliza Skotnicka.

Istotnym czynnikiem, który wpłynie na popularyzację GIGekonomii może okazać się… Polski Ład. Według szacunków może on bowiem spowodować wzrost rocznego obciążenia spółek zatrudniających specjalistów średnio o 4-10%, za sprawą większych kosztów zatrudnienia spowodowanych presją płacową.

– Spodziewam się, że efektem nowych rozwiązań będzie upowszechnienie usług opartych o elastyczny model zatrudnienia i rozwój GIGekonomii – dodaje ekspertka.

Na korzyść nowego systemu pracy przemawiać będą zmiany w przepisach podatkowych dla jednoosobowych działalności gospodarczych, takie jak niższy ryczałt PIT (podatek od przychodu) dla branży IT na poziomie 12% lub 14% dla osób wykonujących zawody medyczne, podmiotów świadczących usługi architektoniczne i inżynierskie, usługi badań i analiz technicznych oraz w zakresie specjalistycznego projektowania.

Z obniżeniem dochodu netto dla większości będzie się jednak wiązać likwidacja zryczałtowanej składki zdrowotnej oraz możliwości jej odliczenia od PIT. W zależności od dochodu straty z tego tytułu mogą wynieść od kilkudziesięciu do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Trend rozwoju GIGekonomii przyczyni się natomiast do coraz mniejszego strachu przed odejściem z zatrudnienia na podstawie tradycyjnej umowy o pracę, zaś ryzyko niestabilnego dochodu w dużym stopniu kompensowane będzie możliwością współpracy z wieloma podmiotami jednocześnie.

– Uczniowie szkół średnich powinni zastanowić się, w jaki sposób powinni rozwijać swoje umiejętności zawodowe, tak aby byli przygotowani na ten zmieniający się model zatrudnienia. Następne pokolenie musi zrozumieć, że nadchodzi automatyzacja. Musisz stale zadawać sobie pytania: co robisz, czego nie da się zautomatyzować lub czego ktoś inny nie zrobi lepiej od Ciebie? Zastanów się, co naprawdę lubisz, a także, w czym jesteś naprawdę dobry – doradza Jowita Michalska, CEO Digital University.

GIG is on

Do GIGekonomii przekonuje się coraz więcej firm w skali świata. Już jedna na trzy organizacje zrezygnowała z pracowników etatowych na rzecz niezależnych talentów. Ten nowoczesny model współpracy jest coraz szybciej i szerzej adaptowany przede wszystkim w firmach technologicznych i obejmuje coraz większą część społeczeństwa, stanowiąc o przyszłości rynku pracy.

83 proc. Polaków uważa, że odnawialne źródła energii mogą zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne kraju – raport

Firma SunSol zbadała poziom świadomości Polaków na temat odnawialnych źródeł energii i ich wpływu na zasoby energetyczne kraju. Według badania „OZE a bezpieczeństwo energetyczne kraju według Polaków” Polacy pragną energetycznej niezależności. Chcą również, aby zielona energia zastąpiła tę węglową. W raporcie czytamy, że większość Polaków zgodziłaby się na instalację ekologicznych rozwiązań w swojej okolicy. 

Wybory dokonywane podczas wdrażania polityki energetycznej mają wpływ na wiele sektorów gospodarki oraz związane z nią aspekty, np. rynek pracy, edukację czy konkurencyjność polskich firm. Z raportu opracowanego przez gdański SunSol wynika, że Polacy mają tego świadomość – 83 proc. respondentów uważa, że odnawialne źródła energii mogą zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne kraju.

– Polska powinna osiągnąć cel – energetyczną niezależność – możliwie szybko i jak najniższym kosztem. Jednocześnie przeciwdziałać skutkom globalnego ocieplenia w zgodzie z polityką klimatyczną Unii Europejskiej. I tu rozwiązaniem może być zrównoważony miks energetyczny, uwzględniający energię węglową, gazową i niskoemisyjną. Jego koszt z pewnością poniosą płatnicy, dlatego też jedną z możliwości obniżenia przyszłych rachunków, stają się dla konsumentów przydomowe instalacje fotowoltaiczne – mówi Michał Kitkowski, prezes SunSol.

Dywersyfikacja źródeł energii

Na całym świecie, szczególnie w Polsce, OZE zyskują na popularności. Z ostatnio opublikowanych danych wynika, że dynamicznie przybywa mocy zainstalowanej z OZE (w tym również w mikroinstalacjach). Na polskim rynku jest już 630 tys. prosumentów instalacji fotowoltaicznych, oznacza to, że ich liczba zwiększyła się aż o 15 750 proc. w stosunku do roku 2015, w którym było ich zaledwie 4 tys.

SunSol postanowił dowiedzieć się, jaki jest stosunek Polaków do zmian, które czekają nas na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Prawie ⅓ Polaków uważa, że do końca 2050 roku z OZE powinno pochodzić ponad 60 proc. energii kraju, a 37,5 proc., że między 41 a 60 proc. Z kolei 29 proc. badanych odpowiedziało, że nie więcej niż 40 proc. energii kraju powinno pochodzić z odnawialnych źródeł.

Polacy nie chcą, by energia z węgla stanowiła większość

Dane z raportu SunSol wskazują, że co 3. Polak uważa, że energia z węgla powinna wynosić mniej niż 10 proc., a już 45 proc. twierdzi, iż jej udział we wszystkich źródłach energii powinien stanowić połowę. Tylko 11 proc. respondentów uważa, że wynik 70 proc. energii pozyskiwanej z węgla, jaki do tej pory zanotowano, jest odpowiedni. Badani w 9 proc. są zdania, że do 2050 roku Polska powinna całkowicie odejść do pozyskiwania energii z węgla.

Wyniki badania pokazują jeden trend – Polacy chcą, by zielona energia stopniowo zastępowała energię węglową. Tę tendencję potwierdza liczba 630 tys. zainstalowanych przydomowych paneli fotowoltaicznych w Polsce, z czego tylko w lipcu tego roku powstało aż 31 tys. nowych instalacji. Jak donosi Agencja Rynku Energii, moc zainstalowanej w Polsce fotowoltaiki wyniosła na koniec lipca br. ponad 5,6 GW.

Polacy murem za OZE

Wymagania środowiskowe idą za zmianami klimatycznymi i wskazują na potrzebę inwestycji w niskoemisyjne źródła wytwórcze. Celem na najbliższe kilkanaście lat jest zbudowanie niemal nowego systemu elektroenergetycznego, którego silną podstawą będą źródła zeroemisyjne. Ponad 88 proc. respondentów uważa, że Polska powinna rozwijać technologie umożliwiające korzystanie zarówno z odnawialnych, jak i nieodnawialnych źródeł energii. Niewiele mniejszy odsetek badanych, bo 84 proc., zgadza się ze stwierdzeniem, że Polska powinna skupić się na odnawialnych źródłach energii.

– W najbliższej perspektywie ceny energii mogą wzrosnąć o 20 proc., a na przestrzeni 10 lat – nawet do 60 proc., co będzie odczuwalne nie tylko dla użytkowników indywidualnych, lecz także całego sektora MŚP, jak i globalnych korporacji. I tu z odsieczą przyjdą odnawialne źródła energii – mówi Michał Kitkowski, CEO SunSol. Nasze realizacje fotowoltaiczne dla przedsiębiorstw przynoszą szybszy zwrot inwestycji i większe oszczędności niż przydomowe instalacje ze względu skalę. Dlatego im większe mamy zużycie energii, tym bardziej opłaca nam się rozważyć zakup instalacji PV – dodaje.  

PV i punkty ładowania aut elektrycznych – na te rozwiązania najchętniej zgodziliby się Polacy

Raport potwierdza, że Polacy są świadomi zalet odnawialnych źródeł energii, a szczególnie fotowoltaiki – zdecydowana większość z nich chętnie zgodziłaby się na instalację PV w swojej okolicy (75 proc.). Z kolei połowa respondentów zaaprobowałaby również budowę w pobliżu miejsca swojego zamieszkania farm wiatrowych, a prawie ⅓ – ekologicznej spalarni śmieci. Jedynie 5 proc. nie zgodziłaby się na żadne z rozwiązań.

SunSol chciało także wiedzieć, jaki jest stosunek Polaków do ekologicznych rozwiązań transportowych, których wdrażanie jest jednym z priorytetów Unii Europejskiej. Badanie pokazało, że respondenci chętnie zgodziliby się na instalację ekologicznych rozwiązań transportowych w swojej okolicy – aż 54 proc. respondentów poparłoby budowę punktu ładowania aut elektrycznych, a prawie 37 proc. stacji paliw z biopaliwami.

Badanie przeprowadzono przez agencję badawczą Quantify w czerwcu 2021 r. na zlecenie firmy SunSol za pomocą kwestionariusza online (CAWI) na grupie reprezentatywnej 1000 respondentów.

Postcovidowe trendy w logistyce

W ciągu minionego roku branża logistyczna bardzo się rozwinęła. Trendy, które miały swój początek już w 2020 roku, zostały zweryfikowane przez rzeczywistość biznesową i uwarunkowania rynkowe, na które wpływ miała m.in. pandemia COVID-19. Wyzwania, z którymi niezmiennie mierzy się branża, to utrudnienia w transporcie międzynarodowym, trudności w dostępie do surowców i dynamiczny rozwój rynku e-commerce, który przemodelował łańcuchy dostaw. Jak wynika z badań Michael Page, niemal 40% firm logistycznych planuje zwiększenie zatrudnienia jeszcze w 2021 r. Paulina Błaszczyk z firmy rekrutacyjnej Michael Page przedstawia najnowsze trendy w obszarze logistyki i zakupów oraz komentuje wpływ pandemii na rynek pracy.

Poszukiwani m.in Sourcing Managerowie, Commodity Managerowie, S&OP Managerowie

Na sytuację firm produkcyjnych, handlowych i ich działów odpowiedzialnych za łańcuchy dostaw duży wpływ mają zmiany związane z dostępnością i ceną surowców (np. półprzewodników, stali, granulatu), a także duże i nieprzewidziane wahania sprzedaży w poszczególnych miesiącach roku. Rośnie zapotrzebowanie na ekspertów, którzy potrafią efektywnie docierać do nowych dostawców i negocjować lub re-negocjować ceny materiałów produkcyjnych, ale przede wszystkim zapewnić surowce dla bieżącej produkcji. To, co zwykle było celem zespołów zakupów strategicznych, czyli generowanie oszczędności, dzisiaj jest nadal bardzo ważne, ale priorytetem jest zapewnienie surowców i terminowych dostaw dla bieżącej produkcji. Stosunkowo nowym trendem na Śląsku i w Małopolsce jest rekrutacja na stanowisko S&OP Managera, który jest odpowiedzialny za planowanie popytu, najczęściej we współpracy z działami sprzedaży oraz planowania i produkcji.

Jak wskazuje Michael Page w swoim najnowszym przeglądzie wynagrodzeń, w 2021 r. Sourcing, Commodity Managerowie, w zależności od branży, rodzaju kupowanych komponentów i znajomości języków obcych, mogą liczyć na pensje w wysokości między 13-20 tys. zł brutto. Wynagrodzenia osób na stanowisku S&OP Managera mogą z kolei kształtować się w przedziale 16–22 tys. zł brutto.

Wzrost cen komponentów w połączeniu ze wzrostem cen transportu, który w ciągu 2 lat podrożał niemal o 100%, a czasami nawet o 120%, powoduje, że firmy chętnie poszukują dostawców z Europy, aby skrócić termin dostaw i zmniejszyć koszt transportu. W postcovidowej rzeczywistości przedsiębiorstwa dążą do dywersyfikacji dostawców, aby zabezpieczyć część komponentów w Europie na wypadek kolejnych lockdownów – komentuje Paulina Błaszczyk z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Role globalne lokowane w Polsce

Nie słabnie trend przenoszenia stanowisk regionalnych i globalnych do Polski. Firmy chętnie powierzają specjalistom i managerom z Polski zarządzanie konkretnym obszarem łańcucha dostaw, np. optymalizacją procesu magazynowania, planowaniem produkcji, transportem lub wcześniej już wspomnianymi zakupami. Poszukiwane są osoby na stanowiska takie jak Global Supply Chain Manager, EMEA Planning Manager, Global Commodity Manager, EMEA Logistics Transport Menager, których wynagrodzenia, w zależności od miasta, mogą wynosić od 22 do 35 tys. zł brutto miesięcznie (w zależności od branży i kraju, z którego przenoszone są procesy logistyczne lub zakupowe). Na stanowisku Global Supply Chain Optimisation Manager lub Excellence Manager można liczyć na pensje rzędu 25–30 tys. zł brutto, w zależności od posiadanych kompetencji.

Industry 4.0 w łańcuchu dostaw

Digitalizacja w łańcuchu dostaw przyspiesza. Firmy są na zaawansowanym etapie wdrażania lub ujednolicania m.in. systemów ERP (np. SAP) oraz oprogramowania do optymalizacji łańcucha dostaw, takiego jak np. LLamasoft Supply Chain Guru. Autonomiczne wózki widłowe nie są już nowością w wielu firmach. Zdaje się, że branża detaliczna najszybciej wdraża rozwiązania cyfrowe, aby poradzić sobie z rosnącą złożonością działalności operacyjnej, której człowiek już nie jest w stanie sprawnie obsługiwać. Zmiany te w branży produkcyjnej są możliwe do wdrożenia nieco wolniej.

Jak wiemy od naszych Klientów i Kandydatów – przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na cyfryzację łańcucha dostaw w latach 2019/2020, odczuwają już realne efekty dokonanych inwestycji w łańcuch dostaw, jak np. dwukrotnie wyższy poziom wzrostu przychodów i redukcja kosztów. Dzisiaj, ilość gotowych rozwiązań cyfrowych pozwala już przedsiębiorstwom niemal w 100% przenosić operacje systemowe do chmury lub wdrażać rozwiązania Control Tower (CT) – nie jest to oczywiście jeszcze możliwe w każdej branży. W naszych procesach rekrutacyjnych zaczynają się pojawiać rekrutacje na stanowiska, tj. Control Tower Managera, co do niedawna na rynku polskim było zupełnie nieznanym stanowiskiem – komentuje Paulina Błaszczyk.

Zrównoważony rozwój w łańcuchu dostaw

Ogólnoświatowy trend zrównoważonego rozwoju zaczął nabierać na znaczeniu w obszarze łańcucha dostaw. Klienci, inwestorzy i kontrahenci oczekują od firm, z którymi współpracują, odpowiedzialnego podejścia do biznesu, a brak tego typu działań może przełożyć się bezpośrednio na decyzję dotyczącą kontynuacji współpracy. To sprawia, że firmy podejmują liczne działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, takie jak np. zatrudnianie osób na stanowiska CSR & Sustainability Manager, które są odpowiedzialne m.in. za audytowanie dostawców pod kątem wykorzystania przez nich surowców ze zrównoważonych źródeł lub monitorowania poziomu CO2 w transporcie. Trudno jeszcze jednoznacznie określić średnie wynagrodzenia na tych stanowiskach, ale wahają się na poziomie 16– 20 tys. zł brutto miesięcznie.

FPP: Projekt ustawy o ROP ma za dużo błędów

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że przedstawiony przez Ministerstwo Klimatu projekt wdrożenia Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP)[1] ma wiele błędów i wymaga całkowitego przepisania. Założone mechanizmy nie tworzą systemowej poprawy pozwalającej na zwiększenie poziomu zbieranych i przetwarzanych odpadów. Jaskrawe naruszenia Dyrektywy 2018/851[2] sprawiają, że polski system znacząco oddaliłby się od założeń Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Ponadto opłaty będą ustalane odgórnie, bez jakichkolwiek konsultacji i bez powiązania z realnymi kosztami zbiórki.

Efektem takiego projektu byłby ponadmiarowy wzrost cen wszystkich wyrobów w opakowaniach – w szczególności podstawowych środków bytowych: żywności, artykułów higienicznych, środków czystości itp., prowadzących do dalszego wzrostu inflacji. Natomiast system komunalny pozostałby dysfunkcyjny i nadal stwarzał zagrożenie znaczących podwyżek opłat dla mieszkańców gmin.

Dodatkowo zaproponowane w projekcie przeznaczenie 18% z wpływów z opłaty opakowaniowej (czyli około 270 mln rocznie) na inwestycje „związane z gospodarowaniem odpadami opakowaniowymi[3]” jest daleko niewystarczające, aby zapewnić odpowiednie moce recyklingowe w Polsce – nawet w ciągu najbliższych 30 lat i przy założeniu inwestowania wszystkich środków bezpośrednio w recyklerów.

Ponadto poza wdrażaniem znowelizowanej dyrektywy w sprawie odpadów, projekt implementuje także określone postanowienia Dyrektywy SUP[4]. Niestety, ani projekt, ani jego uzasadnienie nie wskazuje relacji pomiędzy wprowadzanym systemem ROP, a podobnym mechanizmem dotyczącym określonych produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych (SUP). W praktyce może to rodzić ryzyko nakładania tych samych obowiązków na te same podmioty na podstawie dwóch różnych aktów prawnych i obowiązku podwójnych opłat za to samo opakowanie. Tymczasem obydwa systemy ROP i SUP oparte są na założeniu, że wkłady finansowe wnoszone przez wprowadzających do obrotu nie powinny przekroczyć kosztów świadczenia usług gospodarowania odpadami w sposób efektywny kosztowo. Analogiczne wątpliwości w zakresie podwójnego obciążania wprowadzających kosztami budzi także sposób uregulowania obowiązku zapewnienia kampanii edukacyjnych. Regulacje dotyczące ROP, dyrektywy SUP oraz systemu kaucyjnego/depozytowego powinny być przedstawione i konsultowane z przedsiębiorcami w jednym czasie, aby mogli oni kompleksowo ocenić sposób działania wszystkich mechanizmów środowiskowych, a przede wszystkim określić ich całkowity wymiar kosztowy.

„Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z nieuchronności zmian związanych z ochroną klimatu i środowiska – a co za tym idzie ze zwiększonych obowiązków, jak również nakładów finansowych. Warunkiem jednak jest, aby te zwiększone nakłady przyczyniły się do osiągnięcia celów ustawy – w tym celów środowiskowych i odpowiadały rzeczywistym kosztom, a ich przepływ był transparentny i stymulował efektywność systemu na każdym jego etapie. Przygotowywane regulacje muszą być racjonalne, czytelne i zgodne z dyrektywami unijnymi, a przede wszystkim z polskim prawem i dobrymi praktykami istniejącego systemu gospodarowania odpadami. A niestety w obecnym projekcie brakuje wszystkich tych zasad. Projekt zawiera wiele błędów i obawiamy się, że poprawki na obecnej jego wersji spowodują jeszcze większy chaos legislacyjny. Dlatego też powinien zostać napisany na nowo z uwzględnieniem postulatów i uwag uczestników systemu: wprowadzających, recyklerów, gmin, organizacji odzysku. Federacja Przedsiębiorców Polskich wyraża pełną gotowość do współpracy i dialogu we wdrożeniu tak ważnych dla całej branży przepisów Unii Europejskiej. Rozwiązania prawne muszą być jednak w pełni zgodne z wyrażonymi w dyrektywie podstawowymi zasadami, tj. celowością, efektywnością, proporcjonalnością i adekwatnością, oraz szanujące postanowienia Konstytucji RP. Muszą też służyć przede wszystkim środowisku przez zapewnienie lepszej, bardziej skutecznej i przejrzystej gospodarki odpadami opakowaniowymi. Po procesie konsultacji społecznych i rekomendujemy przedstawienie projektu do oceny przedsiębiorców wspólnie z przepisami implementującymi dyrektywę SUP, wprowadzającymi system kaucyjny/depozytowy oraz z projektami niezbędnych rozporządzeń. Tylko taki pełen pakiet projektów pozwoli na wypracowanie pełnego obrazu nowych obowiązków środowiskowych przedsiębiorców oraz gmin, a także spowoduje większe poparcie uczestników systemu gospodarki odpadami dla projektowanych zmian” – podkreśla Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Projekt uniemożliwia przedsiębiorcom wprowadzającym produkty w opakowaniach przeznaczonych dla gospodarstw domowych wzięcie odpowiedzialności oraz posiadanie realnego wpływu na sposób zagospodarowania odpadów opakowaniowych powstających z wprowadzanych przez nich produktów. Odpady te mają być odbierane i zagospodarowane wyłącznie przez gminy – a ani przedsiębiorcy, ani organizacje odpowiedzialności producentów i dobrowolne porozumienia nie mogą prowadzić żadnych działań zwiększających ilość i jakość zbieranych odpadów. Przedsiębiorcy stają się jednak odpowiedzialni za uzyskanie poziomu recyklingu odpadów po opakowaniach, których zbiórkę i przetwarzanie mają prowadzić wyłącznie gminy. Jeśli poziom recyklingu zbieranych przez gminę odpadów nie będzie wystarczający, przedsiębiorcy będą zobowiązani do zapłacenia „kary” w postaci opłaty produktowej. Rozwiązanie to jest nie tylko niesprawiedliwe, ale i łamiące podstawowe zasady państwa prawa: nie można ponosić odpowiedzialności finansowej za działania innych, na które nie ma możliwości wpływu.

Kluczowe błędy projektu ustawy:

  1. Niezgodność z Dyrektywą – wskazuje ona wyraźnie, że wkład finansowy producentów ma być przeznaczany wyłącznie na zagospodarowanie odpadów po produktach, które dany producent wprowadza na rynek. Tymczasem projektodawca przewiduje, że środki pobierane od wprowadzających wyroby w opakowaniach przeznaczonych dla gospodarstw domowych w postaci opłaty opakowaniowej mają być przekazywane do gmin i przeznaczane na realizację zadań gminy określonych w art. 6r ust. 2 pkt 1) ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Środki z opłaty opakowaniowej będą finansować odbiór, transport, zbieranie, odzysk i unieszkodliwianie wszystkich odpadów komunalnych, a więc także odpadów nieopakowaniowych, w tym biodegradowalnych, rozbiórkowych, gabarytów oraz odpadów niesegregowanych (zmieszanych). Nałożenie na wprowadzających wyroby w opakowaniach przeznaczonych do gospodarstw domowych obowiązku finansowania działań niedotyczących zbierania i zagospodarowania odpadów powstałych po ich produktach (czyli odpadów opakowaniowych) stanowi więc jaskrawe naruszenie jednego z podstawowych przepisów dyrektywy, dotyczących przeznaczenia wpłat wprowadzających uiszczanych w ramach rozszerzonej odpowiedzialności producenta.
  2. Niezapewnienie efektywności kosztowej zbierania i zagospodarowania odpadów w przypadku realizacji tych zadań przez podmioty publiczne poprzez brak jakichkolwiek wymagań efektywności kosztowej dla gmin (naruszenie art. 8a ust. 4 lit. c w kontekście motywu 24 preambuły do dyrektywy) oraz niezastosowanie zasady kosztu netto (wdrożenie przepisów art. 8a ust. 4 lit. a tiret pierwszy). Przedłożony do konsultacji projekt ustawy nie wprowadza jednak żadnego mechanizmu wymuszającego efektywność kosztową w działaniach realizowanych w gospodarce komunalnej przez samorządy gminne. Wydatki ponoszone przez gminy na ten cel nie będą w żaden sposób weryfikowane przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy. Tym samym gmina nie będzie zachęcana do oszczędności i racjonalnej gospodarki, co może spowodować w przyszłości nieuzasadnione żądania o podnoszenie stawek opłaty opakowaniowej, zamiast prowadzenia polityki optymalizacji kosztowej czy edukacji mieszkańców.
  3. Projekt nie gwarantuje też prawidłowego zastosowania zasady kosztu netto. Wobec powyższych wątpliwości związanych z kosztami gminnych systemów gospodarowania odpadami nie wiadomo na podstawie jakich danych minister właściwy do spraw klimatu określał będzie w drodze rozporządzenia stawki opłaty opakowaniowej, uwzględniając w tych stawkach rzeczywiste koszty zbierania oraz dochody z ponownego użycia czy ze sprzedaży materiałów pochodzących z recyklingu. Niezapewnienie przejrzystego sposobu ustalania kosztów pomiędzy zainteresowanymi podmiotami – naruszenie art. 8a ust. 4 lit. c dyrektywy. Dyrektywa stanowi, aby koszty niezbędne do świadczenia usług gospodarowania odpadami, będące podstawą do określenia wysokości wkładów finansowych wnoszonych przez producentów w ramach ROP, były „ustalane w sposób przejrzysty między zainteresowanymi podmiotami”. Ustalenie należy interpretować jako wspólne porozumienie się co do takich kosztów przez zainteresowane strony.
  4. Projektowana rada działająca przy ministrze właściwym ds. klimatu, będąca organem doradczym złożonym m.in. z przedstawicieli podmiotów objętych mechanizmem ROP, w założeniu ma opiniować proponowane przez ministra stawki opłaty opakowaniowej oraz minimalne stawki wynagrodzenia należnego organizacjom odpowiedzialności producentów. Jednakże projekt nie przewiduje żadnego mechanizmu postępowania z wydaną w tym zakresie opinią rady – w szczególności nie określa na ile minister jest związany stanowiskiem rady wyrażonym w opinii i czy wydanie rozporządzenia określającego wysokość stawki opłaty opakowaniowej wymaga uzyskania uprzedniej pozytywnej opinii rady. Z przedstawionego projektu wynika jednoznacznie, że rada pełni funkcję tylko opiniodawczą, a minister nie jest w jakikolwiek sposób związany z jej rekomendacjami.
  5. Dyskusyjny pozostaje również skład rady, w którym spośród 26 członków, znajduje się jedynie dwóch przedstawicieli wprowadzających produkty w opakowaniach, czyli podmiotów, które najdotkliwiej zostaną obciążone ww. opłatą. Ponadto, w projektowanej regulacji nie przyznano radzie w ogóle kompetencji do wnioskowania do ministra o zmianę stawek opłaty opakowaniowej (jak ma to miejsce przy minimalnych stawkach wynagrodzenia), co tylko potwierdza ograniczoną rolę rady w określaniu wysokości stawki opłaty opakowaniowej.
  6. Należy też uznać, że projekt generalnie nie zawiera mechanizmu dialogu z wprowadzającymi produkty w opakowaniach. Stawki opłat mają być ogłaszane przez ministra na podstawie analiz Instytutu Ochrony Środowiska, bez wskazania, w jaki sposób ma wyglądać udział innych podmiotów w tym procesie. Brakuje także precyzyjnej informacji, na podstawie jakich danych i jaką metodą Instytut będzie ww. analizy prowadził.
  7. Natomiast naruszenie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej stanowi regulowanie stosunków daninowych w drodze rozporządzenia (naruszenie art. 217 Konstytucji); ustanowienie zbyt szerokiej swobody dla Ministra właściwego do spraw klimatu, co do określenia stawek opłaty opakowaniowej w wydawanym rozporządzeniu (naruszenie art. 92 ust. 1 Konstytucji) oraz ustanawianie minimalnej wysokości opłaty wynagrodzenia dla organizacji odpowiedzialności producentów w formie obwieszczenia (naruszenie art. 87 ust. 1 Konstytucji). Nie ulega wątpliwości, że opłata opakowaniowa, która ma być ponoszona przez wprowadzających produkty w opakowaniach przeznaczonych dla gospodarstw domowych, jest daniną publiczną. Dlatego też uzasadnione wątpliwości prawne budzi zawarta w projekcie delegacja ustawowa do wydania rozporządzenia ustalającego mechanizm różnicowania tych stawek (ekomodulację). 217 Konstytucji wyraźnie wymaga, aby wszystkie istotne elementy stosunku daninowego były uregulowane w drodze ustawy. Regulacji w drodze rozporządzenia mogą podlegać wyłącznie te sprawy, które nie mają istotnego znaczenia dla konstrukcji danej daniny. Przedmiotem regulacji rozporządzenia może być np. wysokość opłaty, ale tylko, gdy ustawa wskaże dostatecznie precyzyjne i obiektywne kryteria przedmiotowe lub wzory obliczeń, które będą pozwalały na określenie wysokości konkretnej opłaty. Tymczasem projekt wskazuje wprawdzie stawkę maksymalną, ale do rozporządzenia przenosi kluczowe elementy konstrukcyjne daniny, czyli np. mechanizmy ekomodulacji. Dlatego też projekt w tym zakresie jest sprzeczny z art. 217 Konstytucji,

[1] Projekt ustawy o zmianie ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi i innych ustaw

[2] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/851 z dnia 30 maja 2018 r. zmieniająca dyrektywę 2008/98/WE w sprawie odpadów

[3] OSR projektu

[4] Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/904 z dnia 5 czerwca 2019 r. w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko