GLS Poland rozpoczyna współpracę z Auchan

Już od 1 października w sklepach Auchan zaczną działać punkty odbioru GLS. To kolejny element nowej strategii rozwoju firmy kurierskiej.

W nowych punktach GLS klienci odbiorą przesyłki ze sklepów internetowych – od razu zamówione z doręczeniem w tej formie lub przekierowane do punktu przez samego odbiorcę już w trakcie dostawy, co umożliwia usługa FlexDeliveryService. Będzie tam można również dokonać zwrotu przesyłki do sklepu online.

Cieszymy się z nawiązania współpracy z Auchan, ponieważ to kolejny krok w realizacji naszej nowej strategii, w której centrum zawsze stawiamy klientów. Wiemy, że najważniejsze są dla nich czas i wygoda. Dlatego konsekwentnie rozwijamy naszą sieć, m.in. uruchamiając kolejne punkty odbioru paczek. Zależy nam na tym, aby były łatwo dostępne dla klientów, blisko ich domów czy miejsc pracy, w doskonale skomunikowanych lokalizacjach. Jest to szczególnie ważne z punktu widzenia wygody odbiorców indywidualnych. Teraz będą mogli odebrać przesyłkę przy okazji zakupów – mówi Szymon Lauer, dyrektor ds. rozwoju produktów GLS Poland.

Przesyłki dostarczane przez GLS do sklepów Auchan będą czekały w punktach obsługi klienta, które zostaną odpowiednio oznakowane i przygotowane. Usługi GLS w sklepach francuskiej marki będą uruchamiane stopniowo. Na stronie www.auchan.pl można znaleźć szczegółową listę sklepów, w których już są dostępne.

Wprowadzenie świadczeń kurierskich i pocztowych, jest kolejnym udogodnieniem w oferowanym przez Auchan zestawie usług i pozwoli na bardziej efektywne wykorzystanie czasu klientów przeznaczonego na zakupy i zwiększenie ich komfortu. Jest też odpowiedzią na aktualne oczekiwania kupujących – zaznacza Małgorzata Piekarska, dyrektor Marki/Klienta/Data/Digital/SI w Auchan.

Działania wdrożeniowe we współpracy z siecią Auchan oraz firmą kurierską GLS koordynuje Pointpack, integrator oraz partner technologiczny, budujący rozwiązania IT, a także usługi serwisowe dla branży handlowej oraz kurierskiej w obszarze infrastruktury pierwszej i ostatniej mili logistyki miejskiej.

Współpraca poszczególnych podmiotów we wdrożeniu usług kurierskich to dowód na stworzenie ekosystemu technologicznego, który zapewnia wygodę, oszczędza czas oraz ma wpływ na zmniejszenie zanieczyszczeń środowiska poprzez optymalizację w branży kurierskiej, szczególnie w obszarze miejskim. Dynamiczny rozwój punktów nadawczo-odbiorczych (obecnie ok. 12 tys.) to odpowiedź na wzrost zainteresowania usługami kurierskimi wśród klientów oraz lokalnych mieszkańców, którzy szczególną uwagę zwracają na dostępność punktów odbioru i nadań w pobliżu miejsca swojego zamieszkania, przy robieniu codziennych zakupów – zauważa Paulina Żmijowska, kierownik ds. marketingu & PR Pointpack S.A.

GLS Poland w całym kraju dysponuje już siecią 1900 punktów nadania i odbioru Szybka Paczka/ParcelShop, a w Europie ponad 25 tys., w ramach międzynarodowej sieci operatora. GLS zapowiada dalsze, systematyczne poszerzanie tej sieci.

Oferujemy coraz więcej opcji dostawy przesyłek, poszerzając zakres usług i funkcjonalności na tzw. ostatniej mili. Punkty odbioru odgrywają tu istotną rolę, ponieważ klienci są coraz bardziej mobilni. Jesteśmy przekonani, że możliwość indywidualnego wyboru formy doręczenia dobrze odpowiada ich oczekiwaniom i potrzebom. Elastyczność działania stawiamy dziś na pierwszym miejscu, oczywiście wraz z terminowością i niezawodnością naszych usług – podsumowuje Szymon Lauer.

IPOPEMA TFI z wyróżnieniem „Finansowa Marka Roku 2021”

Ipopema TFI otrzymało wyróżnienie w kategorii Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych w Polsce. To wynik plebiscytu „Finansowej Marki Roku’’ organizowanego przez Gazetę Finansową. Ipopema TFI znalazło się wśród laureatów tegorocznej edycji obok takich firm jak Bank Pekao S.A. (bank), UNIQA S.A. (ubezpieczenia), Santander Consumer Multirent (leasing) czy KDPW (rynek kapitałowy).Finansowa Marka Roku 2021

„Finansowa Marka Roku” to plebiscyt Gazety Finansowej organizowany w związku z publikacją „Złotej Setki”, czyli rankingu największych instytucji finansowych w Polsce. Nagrody przyznawane były w dziewięciu kategoriach: dom maklerski, leasing, rynek kapitałowy, windykacja, ubezpieczenia, faktoring, bank, płatności oraz TFI. Zwycięzcą ostatniej z nich była IPOPEMA TFI.

W swoim uzasadnieniu redakcja Gazety Finansowej podkreśliła stabilność, wiarygodność i konsekwencję w budowaniu największego pod względem aktywów Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych w Polsce. Aktywa IPOPEMA TFI szacowane są obecnie na niemal 57 miliardów złotych. Towarzystwo posiada przeszło 21 tys. klientów, którzy lokują środki za pośrednictwem szerokiej i kompleksowej oferty funduszy. Spółka jest również polskim liderem w tworzeniu rozwiązań alternatywnych, opartych m.in. o sektory private debt, powierzchnie logistyczno-magazynowe czy obecnie kształtujące się megatrendy rynkowe.

Największą instytucją finansową w Polsce jest ponownie Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski. Wśród najbardziej dynamicznych instytucji roku, na 25 pozycji znalazła się IPOPEMA Securities, osiągając blisko 18% wzrost przychodów porównując dane rok do roku po zakończonym pierwszym półroczu 2021 roku.

Pomagajmy pszczołom i innym owadom zapylającym!

Owady należą do najmniejszych zwierząt, które spotykamy w naszym otoczeniu. Ich rola w ekosystemie jest nie do przecenienia, często to właśnie od nich zależy to, czy i co trafi na nasze stoły, będzie kwitło w ogrodach i na łąkach. Chociaż w Polsce żyją tysiące gatunków owadów, to jednocześnie ich liczba stale spada. Właśnie dzięki działalności człowieka. Co możemy zrobić, by przeciwdziałać temu smutnemu i niebzpiecznemu trendowi?

Świadomość społeczna rośnie

Akcje pomagania owadom zapylającym zataczają coraz szersze kręgi. Stan ich populacji budzi zaniepokojenie już nie tylko wśród wąskiego grona ekologów i naukowców. Pojawia się na forum publicznym, jest nagłaśniany w mediach, dotarł nawet na najwyższe szczeble władzy. Parlament Unii Europejskiej i kolejne rządy państw członkowskich (choć nie Polski… ) debatują nad zmianami w ustawodawstwie, skierowanymi na pomoc owadom i szerzej – na promowanie bioróżnorodności.

Dlaczego jest ona tak ważna? Około 80% roślin jest zoogamicznych, czyli w procesie ich zapylania biorą udział zwierzęta, głównie zaś owady. Bez zapylenia nie będą one plonowały, lub będą to robić w znacznie ograniczonym stopniu. Brak nasion i owoców oznaczać będzie nie tylko mniejszy plon na uprawach rolniczych, ale i niemożność odtworzenia naturalnej populacji roślin rosnących dziko. To z kolei likwidacja siedlisk i mniejsza baza pokarmowa dla niezliczonych gatunków zwierząt.

Najbardziej rozpoznawalnym zapylaczem jest bez wątpienia pszczoła miodna, chociaż o bioróżnorodności decyduje prawie pięćset gatunków pszczół dzikich żyjących w Polsce i kilka tysięcy gatunków innych owadów zapylających – pozostałe błonkówki, muchówki, motyle, chrząszcze.

Nie możemy ich lekceważyć, są bowiem podporą ekosystemu. Ich powolne wymieranie doprowadzić może do zaburzeń gospodarki żywnościowej na całym świecie. Ta groźba jest realna, stąd działania w skali makro, na poziomie ustawodawczym, mają regulować m.in. wzorce gospodarki rolnej, jak używanie pestycydów, korytarze ekologiczne, zbiorowiska roślinności pożytkowej między uprawami. Zanim doczekamy się odgórnej interwencji pomyślmy, co sami możemy zrobić.

Każdy może pomóc

Inicjatywy oddolne są równie ważne, co ustawodawcze. Prowadzone są przez osoby fizyczne, fundacje, ale też firmy. Jest to jeden z objawów tak zwanej Społecznej Odpowiedzialności Biznesu – działań zwracających uwagę na poszanowanie pracowników, relacji międzyludzkich, minimalizowania wpływu na środowisko, rozpatrywania go w skali kolejnych pokoleń. Przykładem jest firma Viessmann, założyciel Fundacji Świadomi Klimatu, współdziałająca na tym polu z innymi podmiotami. Do tego grona dołączyła właśnie Fundacja Ekologiczna Pszczoła Musi Być. Współpraca ma obejmować między innymi działania edukacyjne, promujące idee bioróżnorodności, świadomości ekologicznej, odpowiedzialności za środowisko. Tego, co może zrobić każdy z nas.owady zapylajace

W przypadku owadów zapylających, goszczących na naszych i miejskich trawnikach czy ogrodach, mamy pewne możliwości. Do podstawowej zaliczyć możemy wszelkie działania na rzecz bioróżnorodności i zwiększenia bazy pożytkowej oraz siedlisk dla owadów. Czyli siejmy i sadźmy jak najwięcej roślin w swoim otoczeniu – na balkonach, parapetach, w ogrodach. Takich, z których korzystać będą mogły zwierzęta. Niech to nie będą wszechobecne tuje. Mogą je zastąpić dziesiątki gatunków krzewów, krzewinek, drzew owocowych i ozdobnych. Towarzyszyć im mogą byliny, rośliny cebulowe i  jednoroczne, tworzące piękne zestawienia barwne i dające przez cały sezon nektar, pyłek i schronienie owadom. Planując ogrody, działki, uczestnicząc w konsultacjach budżetów obywatelskich, pamiętajmy o takich nasadzeniach, bierzmy pod uwagę łąki kwietne.

Nie starajmy się zagospodarować każdego metra przestrzeni. Zostawmy coś naturze – niech rośnie tam co chce i jak chce (pomijając gatunki inwazyjne), a siedliska dla owadów stworzą się same. Jeśli nie mamy takiej możliwości, zbudujmy im dom. Hotele dla owadów są popularnym sposobem na zapewnienie siedliska nawet w miastach czy na terenach przyzakładowych, jak planuje zrobić to Viessmann. Nie zajmujących wiele miejsca, a skutecznie podnoszącym populację dzikich zapylaczy.

Omijajmy szerokim łukiem środki chwastobójcze. Wbrew powszechnemu mniemaniu nie istnieją takie, które z trawnika usuną wyłącznie mniszka czy koniczynę (swoją drogą stanowiące świetną bazę pożytkową dla owadów). Działają na wszelkie rośliny jedno- lub dwuliścienne, a używane niezgodnie z instrukcją są zabójcze dla owadów zapylających.

Bądźmy odpowiedzialni na co dzień, wybierając tam, gdzie tylko możemy, rozwiązania ekologiczne, przyjazne naturze i środowisku. To zmiany klimatyczne są jednym z powodów wymierania zwierząt, nie tylko owadów.

I bądźmy też świadomi swojej roli w naturze i roli pozostałych jej uczestników. Wiedza o tym, co i dlaczego trzeba robić, jest kluczowa, a wsparcie dla środowiska jest działaniem, które musi podejmować każdy z nas.

5G w Europie na bazie sprzętu i oprogramowania „Made in Poland”

Technologia 5G do 2040 r. może przynieść Polsce korzyści społeczno-gospodarcze o wartości ponad 17 mld euro[1]. Nowoczesne rozwiązania teleinformatyczne, dostępne dzięki technologii 5G, mogą przyczynić się do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych nawet o 15% do 2030 r.[2] Z kolei Przemysłowy Internet Rzeczy, zasilany przez 5G przemodeluje biznes, a szczególnie sektor produkcji, energii, logistyki czy transportu – podkreślał na konferencji Investing in Małopolska Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki pracy inżynierów z centrum R&D Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń transmisji radiowej i układów baseband 5G w Tczewie. Dzięki temu 5G w Europie może być budowana na bazie sprzętu i oprogramowania „Made in Poland”.

„5G przyspiesza digitalizację i napędza innowacje. Ma to ogromne znaczenie dla ożywienia gospodarczego po pandemii. Dlatego tak ważne dla Polski jest wdrożenie technologii 5G na szeroką skalę. Przydzielenie częstotliwości dla pasma 5G będzie wspierać konkurencyjność polskiej gospodarki, szczególnie w okresie wychodzenia z pandemii” – tłumaczy Martin Mellor.

Polacy czekają na 5G

W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale dla zwiększenia zasięgu i przepustowości łączy konieczne jest przydzielenie pasma częstotliwości 3,4GHz – 3,8GHz (zwanego również pasmem C). Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Szybkie wdrożenie nowej technologii jest również życzeniem większości Polaków. Jak wynika z badania „5G Made in Poland”[3], 52% respondentów chciałoby korzystać z sieci 5G u swojego operatora w ciągu roku od jej uruchomienia.

Ekosystem 5G w Polsce

„Wdrożenie 5G niesie za sobą olbrzymi potencjał dla przedsiębiorców
z wielu sektorów, ale wymaga również odpowiedniego przygotowania. 5G umożliwia rozwój nowych usług i źródeł przychodów dla polskich firm. Jednak kluczową rolę na początku tego procesu odgrywa transfer wiedzy” –
tłumaczy Martin Mellor.

W ramach tej idei w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej powstał 5G LAB. To pierwsza wewnętrzna sieć 5G w częstotliwości pasma C w Polsce, gdzie przedsiębiorcy mogą testować swoje innowacje wykorzystujące łączność 5G. „Angażując się w 5G LAB mogliśmy dostarczyć nie tylko technologie umożliwiające budowę sieci, jak również współpracować z młodymi polskimi innowatorami, pomagając im w tworzeniu rozwiązań, które mogą zrewolucjonizować polską i światową gospodarkę. Z niezwykłą satysfakcją patrzę jak rozwiązania przyszłości powstają na naszych oczach tutaj w Polsce” – mówi Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce.

Rekrutacja inżynierów do Krakowa i Łodzi

W projekt 5G LAB zaangażowani są inżynierowie z centrum R&D firmy Ericsson, którzy pomagają start-upom w rozwoju nowych produktów i usług, testowanych w ramach akceleratora ŁSSE. Polskie centrum R&D zatrudnia w Krakowie i Łodzi ponad 1700 osób i jest drugim największym tego typu ośrodkiem firmy Ericsson w Europie po macierzystej placówce w Szwecji. W ciągu roku Ericsson chce zatrudnić około 350 nowych specjalistów. Poszukuje głównie osób z doświadczeniem w branży telekomunikacyjnej, programistów, architektów systemów, testerów czy szefów projektów. To dzięki pracy inżynierów w centrach R&D uzyskiwane są nowe patenty dotyczące łączności mobilnej.

Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%). Ericsson posiada obecnie 146 komercyjnych umów 5G, z których
97 to aktywne sieci działające w 46 krajach.

[1] https://www.ericsson.com/en/about-us/company-facts/ericsson-europe/gir

[2] https://www.ericsson.com/en/reports-and-papers/research-papers/exploring-the-effects-of-ict-solutions-on-ghg-emissions-in-2030

[3] https://media.ericsson.pl/aktualnosci/pr/602103/ponad-polowa-polakow-chce-szybkiego-dostepu-do-sieci-5g-badanie-ericsson

83% pracodawców rozpoczęło planowanie organizacji pracy po pandemii

Pracownicy i pracodawcy wychodzą z pandemii z rozbieżnymi oczekiwaniami: 35% pracodawców chce, by pracownicy w pełni wrócili do biura, podczas gdy 88% pracowników żąda elastycznego zatrudnienia – wynika z EY Work Reimagined Employer Survey 2021.

Pandemia zweryfikowała dotychczasowy sposób naszego funkcjonowania i wyostrzyła wyzwania stojące przed firmami we współczesnym świecie. W rzeczywistości która wyłania się z post-pandemicznego świata różnice pomiędzy pracodawcami i pracownikami pogłębiły się do poziomów nie spotykanych wcześniej. Chodzi o kluczowe kwestie takie jak elastyczność zatrudnienia, kultura pracy i efektywność. Są to potencjalne pola ryzyka dla pracodawców – wynika z badania EY Work Reimagined Employer Survey 2021.

84% pracodawców ankietowanych przez EY rozumie, że pracownicy potrzebują elastycznej pracy. Równolegle, 35% pracodawców chce by wszyscy pracownicy w ich firmie wrócili do biura wraz z końcem pandemii – wynika z badania EY Work Reimagined Employer Survey 2021. Dla porównania, 88% pracowników będzie się zdecydowanie domagać elastyczności w zakresie czasu i miejsca pracy – tak wynika z przeprowadzonego w pierwszej połowie roku badania EY 2021 Work Reimagined Employee Survey.

– Pracownicy dobitnie przekazali swoim pracodawcom, że oczekują elastyczności również wtedy, gdy wygasną pandemiczne ograniczenia. To rodzi ogromny dylemat wśród pracodawców, którzy z jednej strony muszą coraz mocniej walczyć o utrzymanie kluczowych pracowników, z drugiej – coraz wyraźniej widzą, że praca zdalna może powodować brak pełnej integracji zespołów, zwiększać rotację, ograniczać kreatywność. Napięcie pomiędzy oczekiwaniami pracowników a potrzebami pracodawców jest w niektórych branżach i firmach tak silne, że hamuje ich wzrost. To wymaga dużego wyczucia od menedżerów firm wracających do postcovidowej normalności – mówi Artur Miernik, Partner EY, Leader Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

Napięcia na wielu poziomach

Różnice pomiędzy oczekiwaniami pracowników i pracodawców pojawiają się na wielu poziomach badanych przez EY. 51% pracodawców wskazało, że chce ograniczyć podróże służbowe w post-pandemicznej erze, podczas gdy 66% pracowników chce powrócić do dotychczasowego poziomu podróży służbowych.

Pracodawcy i pracownicy mają odmienne spostrzeżenia również w kwestii kultury pracy i produktywności. 72% ankietowanych pracodawców odpowiedziało, że kultura pracy poprawiła się od początku pandemii, ten wskaźnik wśród pracowników wynosi 48%. 82% pracodawców uważa, że produktywność można mierzyć niezależnie od miejsca pracy, wśród pracowników odsetek ten wynosi 67%.

Post-pandemiczne miejsce pracy

Z badania EY wynika, że jedynie 15% pracodawców podjęło zdecydowana działania, by zorganizować system pracy w post-pandemicznym świecie; 25% ogłosiło już takie plany pracownikom a kolejne 24% ma plan którego jeszcze nie ogłosiło. 17% pracodawców czeka z decyzjami odnośnie organizacji miejsca pracy po pandemii. Poziom zaawansowania prac w dużej mierze odzwierciedla etap walki z koronawirusem, na jakim znajduje się dany kraj.

Ryzyka na horyzoncie

Pracodawcy, którzy wzięli udział w badaniu, wskazali na szereg ryzyk stojących przed ich organizacją w związku z upowszechnieniem pracy zdalnej. 45% uważa, że jednym z głównych problemów będzie umożliwienie pracownikom pracy na równych zasadach w obliczu faktu, że część z nich musi pracować w miejscu pracy lub w ściśle określonych godzinach. Główną obawą 43% z nich jest utrzymanie kluczowych pracowników i utrzymanie elastycznych form zatrudnienia. 40% uważa, że praca hybrydowa stanowi ryzyko dla kultury organizacyjnej, kreatywności i współpracy. Pracodawcy chcą również zapewnić pracownikom bezpieczne miejsce pracy. 43% respondentów badania EY oczekuje, że pracownicy będą w pełni zaszczepieni zanim wrócą do biura.

O badaniu
Badanie 2021 EY Work Reimagined Employer Survey było przeprowadzone w lipcu i sierpniu 2021 r. na próbie 1,083 top menedżerów w firmach funkcjonujących w dziewięciu krajach i działających w 25 branżach zatrudniających od 500 do 15 tys. pracowników. Wyniki tego badania porównaliśmy z niedawnym badaniem EY Work Reimagined Employee Survey 2021, w ramach którego przebadaliśmy ponad 16 tys. pracowników z 16 krajów.

Kolejny dzień, kolejne umocnienie dolara

Amerykański dolar po ostatnich ruchach jest już najmocniejszy względem euro od lipca 2020. Do tego pułapu brakuje mu jednak 5 centów, co na tej parze walutowej wydaje się bardzo dużym zakresem ruchu.

Euro poniżej 1,16 dolara

Wczoraj pomimo braku ważnych danych dolar istotnie się umocnił. W tle mamy co prawda negocjacje w Niemczech, ale ciężko wskazać w nich jakąś niespodziankę. To, że stary układ koalicyjny dla tego kraju gdzie chadecja rządziła z liberałami lub socjaldemokracja z zielonymi nie istnieje, wiedziano od dawna. Dzieje się to zresztą od kilku wyborów, od kiedy istotny procent głosów wzięły partie, uważane za populistyczne, o programach bardziej skrajnych zarówno lewicowa jak i prawicowa. Maraton wyborczy powinien trwać jeszcze chwilę, chyba że dwie główne partie zawrą koalicję. Biorąc jednak pod uwagę problemy chadecji po historycznie słabym wyniku, nie jest to najpopularniejszy scenariusz.

Zamieszanie na otwarciu rynków

Dzisiaj w okolicy otwarcia rynków byliśmy świadkami nadzwyczajnie wysokiej zmienności na polskim złotym. Najpierw w ciągu kilku minut złoty umocnił się o ponad grosz względem euro. Potem po krótkiej stabilizacji poniżej 4,62 zł kurs odbił w górę, by sięgnąć niemal 4,64 zł w ciągu następnej pół godziny. Kilkanaście minut później znów byliśmy w okolicach 4,63 zł za euro. Biorąc pod uwagę brak ważnych danych w tym czasie, w grę musiałby wchodzić jakieś duże rozliczenie odbywające się blisko otwarcia rynków lub poważny błąd tradera.

Czy Czesi podniosą stopy procentowe?

Analitycy przewidują dzisiaj podwyżkę stóp procentowych w Czechach z 0,75% na 1,25%. Patrząc jednak na to co dzieje się na rynku walutowym możliwe jest powtórzenie scenariusza z Węgier. Doszło tam do podwyżki stóp procentowych, ale jednak nie tak dużej jak sądzono. Z drugiej strony ostatnie dwa odczyty inflacji to wzrost o 0,6% i 0,7% co może sugerować, że działania banku centralnego są wskazane. Szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wzrosty cen ropy naftowej. Gdyby doszło do niższej od oczekiwań podwyżki można spodziewać się osłabiania się czeskiej korony.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

70% skarg na pracodawców latem dotyczyło tematu szczepień

Dla stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom miniony sezon letni był najbardziej pracowitym czasem w historii. Co ciekawe – zaledwie procent spraw z którymi borykała się organizacja dotyczyło standardowych tematów wakacyjnych. – 70% spraw, którymi zajmowaliśmy się od czerwca do końca września to tematy związane ze szczepieniami i problemami pracowników związanymi z wymaganiami pracodawców w tym zakresie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Pojawiało się także sporo spraw dotyczących zakazu handlu w niedzielę, który w te wakacje stał się fikcją. Inne sprawy to np. problem z tym, że pracodawcy nie chcieli udzielać pracownikom urlopów – dodaje Marczulewska.

Główny temat sezonu wakacyjnego: szczepienia

To był sezon pracowity, choć przedstawiciele stowarzyszenia przyznają jednocześnie, że… nietypowy. Dotychczas bowiem ok. 30-40 spraw w każdym sezonie wakacyjnym dotyczyło problemów z regulowaniem płatności lub z umowami pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem sezonowym. W te wakacje do stowarzyszenia trafiła w tym temacie tylko… 1 skarga. Nie zmienia to jednak faktu, że od początku czerwca do połowy września odnotowaliśmy ponad 300 maili, telefonów, wiadomości w mediach społecznościowych, a nawet listów papierowych. Zdecydowana większość z nich dotyczyła jednego problemu.

– Szczepienia rozgrzewają pracowników do czerwoności. Odebraliśmy dziesiątki maili na temat tego, czy pracodawca może zmuszać pracownika do szczepień, czy może grozić mu zwolnieniem, czy może zabierać mu premie lub np. ograniczać możliwość pracy w biurze na rzecz pracy zdalnej. Oczywiście na wszystkie pytania odpowiadaliśmy my i nasi prawnicy. Rozumiemy pracodawców, którzy chcą zapewnić swoim pracownikom bezpieczne warunki bez zagrożenia lockdowmem, ale przepisy i prawo mówią jasno: obecnie pracodawca nie może wymagać od pracownika zaszczepienia się – mówi Małgorzata Marczulewska, prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Odbieramy mnóstwo wiadomości w których mieszkańcy piszą o presji pracodawców, groźbach zwolnieniem czy wręcz o sytuacjach, gdy pracownicy niezaszczepieni czują się mobbingowani. Wiele z tych spraw jest przez nas szybko weryfikowanych – mówi Prezes stowarzyszenia.

Przy sprawach dotyczących szczepień wiele spraw była kierowana bezpośrednio do prawników. Stowarzyszenie jednocześnie namawia: szczepienia to nic złego. Jesteśmy ambasadorem kampanii Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie „Żegnamy pandemię”.

Tematy nadchodziły falowo: od upałów, przez szczepienia po pracę w niedzielę

Jakie inne sprawy pojawiały się w wiadomościach do stowarzyszenia? Było ich wiele i jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska przychodziły do nas „falami”: – Kiedy były wysokie, czerwcowe temperatury to mieliśmy ogrom skarg na to, że pracodawcy np. nie dostarczają pracownikom wody. To był poważny temat, który skończył się wieloma telefonami i mailami do firm. Sporo dzieje się także w temacie handlu w niedzielę. Tutaj prawdziwym przełomem był sierpień, gdzie zaczęła się otwierać Biedronka i Dino. Z dnia na dzień zostaliśmy zasypani informacjami, że pracownicy są w piątek proszeni, by pracować od niedzieli. Do dzisiaj dostajemy kilka wiadomości w tygodniu od oburzonych pracowników, którzy nie chcą pracować w niedzielę, a są do tego wręcz zmuszani. Inna sprawa: bardzo uspokoiło się w ostatnich latach jeżeli chodzi o skargi na dyskonty. W te wakacje było odwrotnie. Pracownicy skarżyli się, że jest ich zbyt mało, a wymagania wobec nich znacząco wzrosły – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Cieszymy się zaufaniem pracowników, bo wiadomości z prośbą o pomoc było najwięcej w naszej historii. Przed nami więc pewnie pracowita jesień – dodaje.

Relacja z 8. Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych w Poznaniu

Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych odbył się stacjonarnie w Poznaniu 27-28 września 2021 r. Tematem przewodnim tegorocznego spotkania organizowanego przez Instytut Biznesu Rodzinnego była „Stawka większa niż biznes. Odpowiedzialne decyzje rodzin biznesowych”. Agenda Kongresu skupiona była wokół mechanizmów nadzoru właścicielskiego, w centrum stoją więc: ład rodzinny, konstytucja firmy rodzinnej, fundacja rodzinna i alternatywy dla niej, rada nadzorcza oraz rada rodziny, a także wszystko to, co pomaga profesjonalizować biznes i rodzinę.

Instytut Biznesu Rodzinnego działając na rzecz profesjonalizacji rodzin biznesowych, oprócz edukacji i prowadzonego doradztwa organizuje merytoryczne debaty, których celem jest wymiana najlepszych praktyk. Jak mówi prezes IBR, Adrianna Lewandowska – jesteśmy w okresie przyspieszonych procesów sukcesyjnych, a to wymaga uporządkowania również w zakresie nadzoru właścicielskiego.  Dlatego tematyka tegorocznego spotkania osadzona jest wokół mechanizmów nadzoru i Ładu Rodzinnego. Myśląc w perspektywie trwania firmy przez kolejne pokolenia trzeba postawić sobie kilka trudnych pytań i poszukać na nie, dobrych odpowiedzi. Dobrych dla Firmy i dla Rodziny. I w tym miejscu, zaczyna się rozmowa o sukcesji.

Praktyczne aspekty zbudowania mechanizmów, które mogą być inspiracją dla średnich i dużych biznesów rodzinnych mocno wybrzmiały w historii państwa Sosnowskich, właścicieli firmy KROSS. Unikatowe spojrzenie z różnych perspektyw przedstawili Zbigniew Sosnowski – twórca i założyciel marki Kross, Kacper Sosnowski – wiceprezes rozwoju biznesu oraz Filip Wojciechowski – prezes zarządu i Piotr Nowjalis – przewodniczący rady nadzorczej.  „Wiedzieliśmy, że do sukcesji trzeba przygotować się dobrze, profesjonalnie. Jak coś robimy, to w oparciu o doświadczenia, najlepsze praktyki, wiedzę. Dlatego zdecydowaliśmy się na opracowanie konstytucji rodzinnej, która jest dla nas bardzo ważnym dokumentem.”– podkreśla właściciel Zbigniew Sosnowski. „Od 9 lat jestem w firmie rodzinnej na stałe. Od ponad roku moim przełożonym nie jest już tata – a osoba z zewnątrz. Praca z nowym Prezesem jest dla mnie wzbogaceniem życia zawodowego, nowym doświadczeniem i wyzwaniem” – zaznaczył Kacper Sosnowski, wiceprezes i dyrektor rozwoju biznesu. „Firma Rodzinna Kross ma odpowiednią strukturę. Tak dużej firmy nie da się prowadzić jednoosobowo. W firmie działają managerowie zewnętrzni na różnych szczeblach. W Kross stawiamy na rozwój, na innowacyjność, dajemy przestrzeń na samodzielności i kreatywność„- podkreślił obecny prezes zarządu, Filip Wojciechowski. „Dobra Rada nadzorcza jest cierpliwa i wspiera Zarząd. Potrzebny jest dialog, chęć stawiana pytań i słuchania oraz szukania odpowiedzi na zadane pytania, a także przestrzeń na ryzyko. Taką przestrzeń do dobrego dialogu stworzył właściciel firmy Kross” – dodaje Piotr Nowjalis.

O odpowiedzialnym budowaniu biznesu na pokolenia oraz wartości dodanej, jaką wniósł do rodzinnego przedsiębiorstwa, opowiadał dr Adam Mokrysz, Prezes Grupy Mokate. „Bardzo ważne było dla nas to, aby nie stać się korporacją. Chcieliśmy być i jesteśmy firmą rodzinną,  pomimo tego, że znacznie się rozrośliśmy jako firma. Mamy wspaniałych ludzi, z którymi budujemy międzynarodowy już biznes rodzinny. Utalentowany zespół to jeden z elementów sukcesu rodzinnego biznesu Grupy Mokate” – zaznaczał dr Adam Mokrysz. „Nieważna jest skala, firma powinna być jak start up. Zawsze dążyć do profesjonalizacji i rozwoju. Potrzebna jest determinacja i pragnienie sukcesu” – dodaje Prezes Grupy Mokate.

Podczas uroczystego panelu Zwycięzców przyznano nagrody w konkursie Firma Rodzinna Roku – kreatorze odpowiedzialności biznesowej i społecznej. Szukamy firm, które realizują strategię uwzględniającą dobro swego otoczenia, a także wykazują się ciekawymi projektami autorskimi na rzecz pracowników, klientów, społeczeństwa lub środowiska naturalnego. Doceniając firmy rodzinne, które od lat prowadzą biznes w oparciu o wartości i zaangażowanie społeczne, postanowiliśmy wyróżnić je poprzez nadanie im tytułu Firmy Rodzinnej Roku – wyjaśnia dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Uroczyste wyróżnianie najbardziej wrażliwej społecznie firmie rodzinnej za 2019 przyznano firmie Werner Kenkel. W dbałości o lokalne społeczeństwa Firma Rodzinna Werner Kenkel wychodzi z założenia, że nawet najmniejszy gest może uczynić wielką zmianę w życiu człowieka. Początek takiego myślenia dał Werner Kenkel – założyciel firmy. Ich najważniejsze działania to m.in: założenie fundacji „Jesteśmy więc pomagamy”, której celem jest wspieranie środowiskowego domu samopomocy dla osób niepełnosprawnych im. Wernera Kenkel. Ponadto firma angażuje się w działalność kulturalną m. in. objęła mecenatem szereg wydarzeń o charakterze artystycznym i kulturowym. Działania ekologiczne są ważną częścią społecznej odpowiedzialności firmy. Przykłady działań firmy to ekologiczne elektrownie kogeneracyjne, elektryczne wózki widłowe, recykling odpadów, produkcja na bazie makulatury, stosowanie ekologicznych farb, ok. 900 posadzonych drzew na terenie zakładów produkcyjnych. Statuetkę odebrali właściciele firmy: Adam Kenkel prezes zarządu oraz  Damian Kenkel wiceprezes zarządu.

Statuetka w kategorii Firma Rodzinna Roku 2020 została przyznana Grupie Mokate. Grupa Mokate od wielu lat obecna jest w życiu zarówno lokalnej społeczności, jak i mieszkańców innych regionów Polski. Nagrodę z rąk dr Adrianny Lewandowski odebrał Prezes Adam Mokrysz. Działania społeczne wyróżniające tę firmę rodzinną to m.in. współpraca ze Śląskim Bankiem Żywności, dzięki temu ok. 50 000 potrzebujących może liczyć na wsparcie. Grupa Mokate pracuje ze środowiskiem akademickim –  organizując programy stażowe i praktyki. Dzięki temu najlepsi absolwenci mogą liczyć na podjęcie zatrudnienia w Grupie Mokate. Firma współpracuje także z Polskim Związkiem Szachowym – powołała „Akademię Szachową Mokate” i wspiera projekt Polskiego Związku Szachowego „Edukacja przez Szachy w Szkole”. Grupa ponadto współorganizuje turnieje i mistrzostwa szachowe w myśl hasła „Mokate pobudza myślenie”.

Aby pokazać sukcesję inaczej, emocjami i tym, co prawdziwie przeżywają rodziny biznesowe, wieczorem odbył się spektakl z udziałem aktorów z polskich teatrów, który wzbudził wiele emocji wśród widzów. Publiczność w wielkim skupieniu oglądała losy rodziny Smarczyńskich, która stanęła przed wyzwaniem sukcesji. Spektakl „W rodzinnym zwierciadle” według scenariusza Adrianny Lewandowskiej, reżyserii Aleksandra Machalicy z gościnnym udziałem  aktorów Aleksandra i Adama Machalicy, Teresy Kwiatkowskiej i aktorki – sukcesorki Agaty Sasinowskiej oklaskiwany był długo.

Drugiego dnia Kongresu nastąpiło także uroczyste podpisanie dokumentów, zatwierdzających  współpracę Instytutu Biznesu Rodzinnego z Wyższą Szkołą Humanitas w Sosnowcu i inaugurujących utworzenie nowego awangardowego kierunku studiów MBA, dedykowanego wyłącznie zarządzającym w firmach rodzinnym. Na scenie swoje podpisy złożyli Prezes Instytutu dr Adrianna Lewandowska oraz Rektor Humanitas  prof. ucz. dr hab. Michał Kaczmarczyk. „Nowoczesnym managerom brakuje umiejętności komunikacji i funkcjonowania w różnych kulturach i etniczności. Musimy szukać otwartości na środowiska międzykulturowe. Dzisiejszy pracownik nie potrafi sam rozwiązywać problemów. Nie stawiamy młodych ludzi przed koniecznością podejmowania wyzwań i samodzielnego załatwiania spraw. Świadome selekcjonowanie informacji – jest cechą istotną i cenioną u pracowników – szczególnie w kwestii zarządzania informacją i oddzielania fake newsów od prawdy. Nie potrafimy zarządzać własnym czasem, własną karierą i własną ścieżką rozwoju” – o kształtowaniu postaw mówił Michał Kaczmarczyk.

O kulturze organizacyjnej firmy rodzinnej, która stanowi kreatywną siłę w kryzysie, opowiedzieli ojciec i córka – mentor i sukcesorka Pałuckiej Drukarni OpakowańKarolina Olejniczak i Włodzimierz Olejniczak. Ich prelekcja była pełna pasji i praktycznych wskazówek, jak budować zgrany i zaangażowany zespół. „Przekazywanie odpowiedzialności, budowanie poczucie mocy sprawczej, wyzwolenie pozytywnej dawki energii, szacunek, zaufanie, troska – receptą na zaangażowanie pracowników w PDO” – wyjaśnia Włodzimierz Olejniczak, współwłaściciel PDO. „Brak szkolenia to stagnacja, to brak postępu” – dodaje nestor. „Nic tak nie jednoczy ludzi, jak wspólny cel. A jeszcze bardziej pomoc innym” – zaznacza Karolina Olejniczak, sukcesorka.

Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych jest platformą wymiany wiedzy z zakresu zarządzania biznesem rodzinnym.   Jak co roku w gronie prelegentów znaleźli się właściciele największych polskich i zagranicznych firm rodzinnych, którzy podzielili się swoją wiedzą, doświadczeniem oraz inspiracjami. W panelach dyskusyjnych i prelekcjach wystąpili także m.in. Marcin Ochnik z Ochnik, Bogusław Kowalski z Graal, Dariusz Stasik z W.P.I.P., dr Jerzy Bar z BJ Sp z o.o., Maciej Duda z Duda Holding, Michał Łuczak i Tomasz Wróbel z Grupy Wróbel, Przemysław Mitraszewski z LPP, Adam i Damian Kenkel z Werner Kenkel, Filip Makowski z York, Krzysztof Madelski z Yes, Anna Andre z Andre Abrassive Articles, Zenon Sobiecki z Graso, Dominik Błaszak z Maro, Tomasz Łysoń z Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Sp z o.o, Jacek Kajut z Vector, Artur Wasiak z GOH.

Poza indywidulanymi prelekcjami odbył się szereg kameralnych warsztatów i paneli dyskusyjnych, gdzie dyskutowano o budowaniu biznesu na pokolenia, komunikacji międzygeneracyjnej, fundacjach rodzinnych, cyfryzacji, strategiach biznesu, społecznej odpowiedzialności firm rodzinnych. W Kongresie co roku bierze udział ok. 300 uczestników z firm rodzinnych z całej Polski. Reprezentują produkcję (ok. 50%), przemysł (26%), handel (21%) oraz usługi (3%). Ok. 5% firm uczestniczących w Kongresie osiąga przychody powyżej 1 miliarda PLN, łącznie realizują obroty na poziomie 40 miliardów PLN.

Instytut Biznesu Rodzinnego_Maciej Stradomski Adrianna Lewandowska Eksperci Instytutu Biznesu Rodzinnego Maciej Stradomski, Wiesława Machalica, dr Adrianna Lewandowska, Rozman Wieczorek, Szymon Trzebiatowski Instytut Biznesu Rodzinnego Adrianna Lewandowska Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adam Mokrysz Grupa Mokate Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska dr Adam Mokrysz Adam i Damian Kenkel Roman Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska i dr Adam Mokrysz Grupa Mokate Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska i zespół KROSS Zbigniew Sosnowski, Kacper Sosnowski, Filip Wojciechowski Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska, Roman Wieczorek Michał Instytut Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska, Roman Wieczorek Werner Kenkel firma Adam i Damian Kenkel Instytut Biznesu Rodzinnego Karolina Olejniczak, Włodzimierz Olejniczak z Pałuckiej Drukarni Opakowaniań Instytut Biznesu Rodzinnego Roman Wieczorek Instytut Biznesu Rodzinnego Spektakl performatywny

Dolar kontynuuje wzrosty

Pomimo utrzymującego się impasu w Waszyngtonie dolar kontynuuje aprecjację. Główna para walutowa spadła poniżej 1,16. Obserwujemy poziomy najniższe od lipca ubiegłego roku. Nadal nie wiadomo w jaki sposób uniknąć niewypłacalności USA.

Pierwotnie w tym tygodniu miały zostać uchwalone dwa akty prawne, które stanowią trzon administracji Bidena. Utknęły one w Kongresie. Mowa tu o wartych ponad 4 bln USD inwestycjach w infrastrukturę, edukację, ochronę środowiska czy opiekę zdrowotną. Wszystko to ma być opłacone przynajmniej częściowo z podwyżki podatków od osób zamożnych i korporacji. Porażka pakietu wydatków infrastrukturalnych oraz socjalnych oznaczałaby dla Demokratów polityczną katastrofę. Republikanie odmawiają nawet dyskusji o podniesieniu pułapu zadłużenia. Politycy tego ugrupowania nie chcą w ten sposób być łączeni z projektem zwiększania wydatków.

W tym wszystkim dolar jest niewzruszony i kontynuuje umocnienie. Wydaje się, że rynek FX zakłada, że wszyscy dogadają się w ostatniej chwili i temat wygaśnie. Jeśli odłożylibyśmy sprawę limitu zadłużenia USA, wówczas za dolarem przemawia wiele argumentów. Wczoraj prezes Powell podkreślił po raz kolejny, że Fed osiągnął punkt zwrotny w kierunku ostrożnej normalizacji polityki pieniężnej. Jastrzębie wrześniowe posiedzenie FOMC to w tym momencie główny argument stojący za silnym dolarem.

Widać również od pewnego czasu, że sentyment na kontraktach futures i opcjach zmienił się na korzyść USD. Spoglądając na raporty CFTC widać, że mocno spadła liczba krótkich pozycji w dolarze a urosła liczba „longów” (ta tendencja rozpoczęła się w I kwartale tego roku). W przypadku futures na EUR/USD widać, że na dzień 21 września liczba krótkich pozycji wynosiła ok. 2,477 mln przy 1,695 mln pozycji „long”. Oznacza to znaczny wzrost „shortów” (o ponad 168 tys.) i spadek długich pozycji (o 9,25 tys.). Cały czas mówimy o grupie inwestorów „non-commercial”. Widać z raportu, że już w połowie roku na rynku pochodnych więcej było kupujących dolara niż sprzedających. Taka sytuacja miała miejsce wcześniej w 2018 i 2019 roku.

Spoglądając na nasz region, dziś ważne wydarzenie w Czechach. Tamtejszy bank centralny zmierza w kierunku podwyżki stóp procentowych o 50 pb. do poziomu 1,25 proc. W tym roku instytucja wykonała już dwa ruchy o 25 pb. w czerwcu i sierpniu. Działania są reakcją na uporczywie dynamiczny rozwój inflacji w ostatnim czasie. Dzisiejsza podwyżka jest już mocno osadzona w wycenie korony czeskiej. Dalsze umocnienie waluty jest prawdopodobne, gdybyśmy usłyszeli o możliwych zmianach na stopach na kolejnych posiedzeniach. Wyższy koszt pieniądza u naszych sąsiadów powoduje większą atrakcyjność korony czeskiej. Tym samym PLN pozostaje jedną z najgorzej radzących sobie walut w regionie. Cały czas EUR/PLN oscyluje wokół 4,63. Jeśli dziś zobaczymy kolejną falę umocnienia dolara oraz spadki na giełdach, PLN nie będzie mieć argumentów do umocnienia. Pamiętajmy, że jutro dane CPI z Polski. Na nie w ostatnim czasie reaguje złoty. Wyższy odczyt może być pretekstem do aprecjacji naszej waluty.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Więcej powierzchni magazynowej, tyle samo pracowników i te same pensje

Jak pokazuje najnowszy raport SEGRO i Randstad Polska „Rynek magazynowy i lekkiej produkcji – wyzwania i trendy w zatrudnieniu”, mimo rosnącego wolumenu powierzchni magazynowej i produkcyjnej w kraju, liczba pracowników w tych branżach wzrosła w ciągu ostatnich niemal czterech lat tylko nieznacznie, z 2,8 do 2,9 mln. Zdecydowanie zmniejszył się udział wielu stanowisk, jak m.in. operatorzy maszyn – z 12,9% do 3,7% czy pracownicy fizyczni – z 14,1% do 2,1%. Większość pracodawców z sektora chce w najbliższych miesiącach utrzymać zatrudnienie na aktualnym poziomie oraz pozostawić wynagrodzenia takimi, jakie są aktualnie.

Pierwsza edycja wspólnego raportu SEGRO, dewelopera, zarządcy i właściciela nowoczesnych powierzchni magazynowych oraz Randstad Polska, wiodącej na polskim rynku agencji doradztwa personalnego i pracy tymczasowej, powstała na początku 2018 roku. Nowe dane pokazują, jak w tym czasie, na skutek pandemii, ale i automatyzacji, zmienił się rynek zatrudnienia w sektorach magazynowania i produkcji.

Według danych z najnowszego raportu SEGRO oraz Randstad Polska, w branży magazynowej oraz produkcyjnej w Polsce jest zatrudnionych obecnie prawie 2,9 miliona osób. Zdecydowana większość z nich nie ukończyła 25. roku życia (analogicznie jak w poprzedniej edycji badania), nie ma też znaczącej przewagi którejkolwiek z płci – w sektorze pracują równie często kobiety, jak i mężczyźni (przy czym odsetek kobiet w porównaniu do 2019 r. lekko spadł, o nieco ponad 4 punkty procentowe).

Ostatnich kilkanaście miesięcy było wyzwaniem dla przedstawicieli wielu sektorów gospodarki. Również w branży magazynowej zauważyliśmy ewolucję oczekiwań klientów względem wynajmowanych obiektów i potrzebę usprawnienia procesów logistycznych. Pandemia wpłynęła także na ewolucję podejścia firm do systemu pracy i zatrudnienia. Dlatego też wspólnie z firmą Randstad postanowiliśmy przygotować kolejną edycję raportu. Chcieliśmy lepiej zdiagnozować trendy i zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich miesięcy w naszej części rynku – mówi Waldemar Witczak, Dyrektor Regionalny SEGRO.

Firmy produkcyjne i logistyczne stają obecnie przed trudnymi decyzjami. Czy liczyć na szybkie wygaszenie pandemii i zakładać brak podobnych zdarzeń w przyszłości, czy też inwestować w automatyzację procesów, aby ograniczyć wpływ takich czynników na swoją działalność. Obserwując rynek można zauważyć, że najwięksi gracze już od jakiegoś czasu zaczęli zmieniać swoją strategię w tym zakresie i skłaniać się ku modelom hybrydowym. Robot pracujący obok człowieka będzie coraz częściej spotykanym obrazem – komentuje Paweł Kopeć, Head of Enterprise Solutions Center z Randstad.

Sytuacja na rynku pracy

Prawie połowa osób zatrudnionych w branżach magazynowej i produkcyjnej to pracownicy produkcyjni (vs 30,8% w 2018 roku), a jedną trzecią stanowią pracownicy magazynowi bez uprawnień (vs 23,6% w poprzednim badaniu). Z kolei wiele stanowisk, jak operator maszyn, pracownik fizyczny, pracownik administracyjno-biurowy czy kontroler jakości, zdecydowanie zmniejszyło swój udział w perspektywie całego rynku.

W związku z pandemią, ale też postępującą automatyzacją, większa liczba pracodawców deklaruje pozostawienie wynagrodzeń na obecnym poziomie (aż 76% vs. 43% w 2018 r.), a tylko niewielka ich wzrost (16% vs. 52% w 2018 r.). Z kolei niemal co czwarty pracodawca w branży przemysłowej planuje zwiększyć zatrudnienie w ciągu najbliższego półrocza. Mniejszy optymizm panuje wśród firm logistycznych, z których tylko 10% planuje zwiększenie zatrudnienia.

W porównaniu do poprzedniego badania pracownicy zaczęli zwracać większą uwagę na stabilność zatrudnienia (69% vs. 57% w 2018 r.), miłą atmosferę w pracy (68% vs. 52%), równowagę między pracą a życiem prywatnym (55% vs. 50%) oraz możliwość rozwoju zawodowego (58% vs. 44%). Niemal bez zmian na pierwszym miejscu najbardziej pożądanych cech pracodawcy są atrakcyjne wynagrodzenie i benefity (78% vs. 77%). – Przed działami HR przedsiębiorstw z tych sektorów stoi wiele wyzwań i muszą zdawać sobie sprawę z presji, jaką w obecnej sytuacji odczuwają pracownicy. Zwrócenie uwagi na kwestie związane ze zdrowiem psychicznym zatrudnionych i sposobami radzenia sobie przez nich z trudną sytuacją będzie kluczowe dla utrzymania stabilności kadry i zapewnienia pozytywnej opinii o pracodawcy na rynku pracy – podsumowuje Paweł Kopeć, Head of Enterprise Solutions Center z Randstad.

Gdzie Ci mężczyźni…na rynku pracy? Oferty są, panów brak

Ponad 142 tys. miejsc pracy było do obsadzenia w Polsce w II kw. tego roku. Najwięcej etatów czekało w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie czy transporcie i gospodarce magazynowej – czyli branżach, w których dominującą płcią wśród pracowników są mężczyźni. Ofert pracy dla panów wciąż przybywa, niestety podaż przewyższa popyt, a luki kadrowe w „męskich” zawodach nie załatali również obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski w celach zarobkowych. 

Według GUS, w II kwartale 2021 r. populacja pracujących w wieku 15–89 lat liczyła 16597 tys. osób i zwiększyła się względem poprzedniego kwartału o 1,0 proc. Mężczyźni stanowili 54,7 proc. (tj. 9073 tys.) tej zbiorowości. To oni mogli – i nadal mogą – liczyć na etat praktycznie „od ręki” – bo ofert pracy dedykowanych panom wciąż przybywa. Tylko w II kwartale 2021 r. w Polsce utworzono 145,8 tys. nowych miejsc pracy – najwięcej powstało w jednostkach prowadzących działalność w zakresie handlu, naprawy pojazdów samochodowych (28,7 tys.), przetwórstwa przemysłowego (26,4 tys.) oraz budownictwa (18,0 tys.), w sumie w tych obszarach gospodarki stworzono 73,1 tys. stanowisk. Na ogół zajmują je mężczyźni. Kobiety czasami aplikują na takie oferty zachęcone wyższym wynagrodzeniem, jednak rezygnują po rozmowie z rekruterem – kiedy poznają więcej szczegółów dotyczących wymagań np. siły fizycznej. Panie stanowią większość pracowników m.in. w sektorze zdrowia i pracy socjalnej, edukacji, gastronomii i zakwaterowaniu czy sektorze ubezpieczeniowym. W tych gałęziach gospodarki (w II kw. 2021 r.) powstało w sumie 19,9 tys. miejsc pracy – niemal o 4 razy mniej niż w sektorach „dedykowanych” zawodowo mężczyznom.

Pracodawca pozna pana

Szybki wzrost puli ogłoszeń rekrutacyjnych na „męskie stanowiska” nie idzie w parze ze skokowym wzrostem liczby panów chętnych do podjęcia pracy – tych niestety brakuje na rynku pracy. Mimo, że liczba mężczyzn aktywnych zawodowo rośnie, to nie w takim tempie by pokryć ogromną pulę etatów czekających na obsadzenie.

Obecnie praktycznie w każdej branży obserwujemy deficyt mężczyzn chętnych do podjęcia pracy i mogących wykonywać znacznie cięższe prace niż panie. Najwięcej nieobsadzonych wakatów odnotowujemy w branżach związanych z obróbką metali, logistycznej oraz produkcyjnej, a także na wszelkich stanowiskach związanych z pracą fizyczną i specjalistycznymi uprawnieniami – mówi Justyna Lach, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów Międzynarodowych. – Niestety, niedoborów kadrowych nie są w stanie załatać również pracujący Ukraińcy, mimo że ich liczba w Polsce rośnie szybciej niż liczba aktywnych zawodowo Polaków i ten wzrost dotyczy obu płci – podkreśla.

Jak wynika z danych Grupy Progres, w pierwszych ośmiu miesiącach 2021 r. liczba kobiet pracujących tymczasowo rosła wolniej niż liczba mężczyzn podejmujących tę formę zatrudnienia. Od stycznia do sierpnia br. liczba pań aktywnych zawodowo wzrosła o ponad 11 proc., a liczba mężczyzn zwiększyła się o 35 proc. Porównując Polaków do Ukraińców – liczba Polek wzrosła o 10 proc., a Ukrainek o 13 proc. W przypadku Panów – o 24 proc. wzrosła liczba Polaków pracujących tymczasowo i aż o 49 proc. zwiększyła się liczba Ukraińców zatrudnionych na podstawie umowy o pracę tymczasową.

Kopernik (nie) będzie kobietą

Braki kadrowe w branżach, w których przeważają mężczyźni, prognozowane były również w ogólnopolskim Barometrze zawodów (Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie). Z opracowania wynika, że w 2021 r. na 40 zawodów deficytowych ponad połowa (ok. 25) dedykowana jest najczęściej mężczyznom. Wśród nich znajdują się takie profesje jak betoniarze, zbrojarze, brukarze, cieśle, stolarze budowlani, dekarze, blacharze budowlani, elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy, magazynierzy, mechanicy pojazdów samochodowych, monterzy instalacji budowlanych, murarze, tynkarze, operatorzy i mechanicy sprzętu do robót ziemnych, robotnicy budowlani, robotnicy obróbki drewna, stolarze, spawacze i ślusarze.

Pracodawcy branż, w których przeważają mężczyźni, muszą spełnić kilka warunków, jeśli chcą wygrać wyścig o pracownika. Najistotniejsze jest końcowe wynagrodzenie – obecnie kandydaci do pracy tymczasowej oczekują co najmniej 3,5 tys. zł netto. Znaczenie ma również stawka godzinowa – przekraczająca 15 zł za godzinę oraz możliwość pracy w nadgodzinach. Coraz więcej osób zwraca również uwagę na możliwość rozwoju oraz perspektywę zdobycia konkretnego zawodu czy uprawnień.

– Rozwiązaniem problemu deficytów kadrowych mężczyzn może być np. rekrutacja par. Możliwa, gdy dysponujemy lub plujemy stworzyć etaty, które chętnie wybierają także panie tj. prace związane ze sprzątaniem, pakowaniem czy kontrolą jakości. Takie działanie może znaczenie przyspieszyć procesy rekrutacji m.in. obcokrajowców – chętnych do przyjazdu do Polski ze swoją drugą połówką – którzy uzupełnią braki w zespole na stanowiskach dedykowanych panom. Jednak w Polsce na takie działanie i chęć rekrutacji par nadal gotowa jest niewielka liczba przedsiębiorców z branż uznawanych za męskie – podsumowuje Justyna Lach.

Bloober Team prezentuje swoją kolejną grę

Mistrzowie horroru z Krakowa, w trakcie trwających targów Tokyo Game Show, przedstawili pierwszą zapowiedź projektu związanego z marką Layers of Fear. Trailer jest dostępny na portalu IGN.

Tokyo Game Show należy do najważniejszych wydarzeń gamingowych na świecie. Japońskie targi śledzone są przez fanów z całego świata – w poprzednim roku, transmisje online na wszystkich platformach śledziło łącznie ponad 31 milionów widzów. Dla porównania, tegoroczne materiały z Gamescom obejrzało 13 milionów osób.

– Możliwość zapowiedzi tytułu na trwającym Tokyo Game Show, podkreśla jak bardzo oczekiwana jest nasza gra. Jest to jedno z najważniejszych wydarzeń gamingowych, w związku z czym informacje o naszej kolejnej grze dotrą graczy z całego świata. Po ponad dwóch latach, w trakcie których wydaliśmy The Medium, Blair Witch oraz Observera, możemy wreszcie wrócić do serii, która zdefiniowała naszą tożsamość – Layers of Fear był pierwszą rozpoznawalną grą Bloober Team. O szczegółach związanych z rozwijanym projektem będziemy informować w kolejnych miesiącach. Co bardzo istotne – nie jest to żaden z zapowiadanych dotychczas dwóch dużych tytułów nad którymi pracujemy, więc jak to mamy już w zwyczaju to kolejny “as z rękawa” – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Dotychczas gry Layers of Fear ukazały się m.in. na konsolach PlayStation 4, Xbox One, Nintendo Switch, komputerach osobistych. Łącznie dostępne są 4 tytuły – poza podstawowymi odsłonami serii, gracze mogli zagrać również w dodatek Inheritance, a nawet odczuć najwyższy poziom immersji – wcielając się w role bohaterów horrorów przy użyciu gogli VR.

Rzecznik MŚP interweniuje w KAS w sprawie polskich przedsiębiorców z branży transportowej oraz przewozów pasażerskich

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Sekretarza Stanu Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Magdaleny Rzeczkowskiej zwrócił się z prośbą o przedłużenie okresu przejściowego w zakresie równoczesnego działania systemu viaTOLL oraz e-TOLL.

Z dniem 30 września 2021 r. wygasa możliwość jednoczesnego korzystania z dotychczasowego systemu viaTOLL oraz nowego systemu-e-TOLL. Od 1 października 2021 r. przewoźnicy będą mogli korzystać wyłącznie z systemu e-TOLL.

Adam Abramowicz w skierowanym do Sekretarza Stanu Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Magdaleny Rzeczkowskiej piśmie z dnia 29 września 2021 r. zwrócił się z prośbą o przedłużenie okresu przejściowego w zakresie równoczesnego działania systemu viaTOLL oraz e-TOLL. Zdaniem Rzecznika MŚP przedłużenie terminu rejestracji w systemie e-TOLL pozwoli nie tylko na płynną migrację danych wielu użytkowników z dotychczasowego systemu viaTOLL, ale także zapewni służbom informatycznym Krajowej Administracji Skarbowej więcej czasu na dostosowanie systemu e-TOLL do potrzeb przewoźników.

– Proponuję, aby dotychczasowy okres przejściowy został przedłużony lub apeluję o odstąpienie od karania, w początkowym okresie docelowego działania systemu e-TOLL, tj. od 1 października br., przewoźników, którzy nie zdążyli zarejestrować się w nowym systemie płatności opłat drogowych lub z powodów technicznych nie mogli z niego skorzystać – pisze w piśmie Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Co czeka konsumentów, najemców i właścicieli obiektów handlowych?

Zmiany na rynku powierzchni handlowych rozpoczęły się jeszcze przed pandemią COVID-19. Ewolucja rynku nastąpiła jednak dużo szybciej niż się tego spodziewano, a sama pandemia wpłynęła na wytworzenie się zupełnie nowego środowiska, w jakim muszą odnaleźć się wszyscy uczestnicy tego rynku. O tym, jak obecnie wygląda rynek nieruchomości handlowych z perspektywy najemców, wynajmujących oraz klientów można dowiedzieć się z raportu pt. „Rynek powierzchni handlowych – powrót optymizmu?” autorstwa międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Oczekiwania konsumenta w czasach pandemicznych

Badania przeprowadzone na zlecenie Cushman & Wakefield w czerwcu 2021 r. potwierdzają, że klienci nie chcą rezygnować z zakupów stacjonarnych w centrach i parkach handlowych, natomiast ich preferencje uległy pewnym zmianom. Średnio 50%-60% ankietowanych deklaruje, że obecnie pomimo pandemii, częstotliwość ich wizyt w poszczególnych rodzajach obiektów handlowych pozostanie taka sama, jak wcześniej.

Najważniejszym elementem oferty dodatkowej (poza zakupami), z punktu widzenia klienta, są wszelkiego rodzaju lokale gastronomiczne, kawiarnie, lodziarnie, cukiernie i restauracje. W wyniku pandemii, częstotliwość korzystania z tego typu oferty tylko nieznacznie spadła (o 3-4 pp.). Kolejnym ważnym elementem są kina, natomiast strefa do pracy i kluby fitness w centrach handlowych to elementy oferty, z których klienci korzystają najrzadziej.

Brak możliwości robienia zakupów w swoich ulubionych sklepach, brak możliwości korzystania z oferty gastronomicznej i spędzania wolnego czasu oraz spotykania się ze znajomymi, czy brak możliwości uczęszczania do kina, to tylko kilka najczęściej wymienianych przez respondentów niedogodności związanych z ograniczeniami w obiektach handlowych, spowodowanymi pandemią. Ponad połowa ankietowanych odczuwała ograniczenia w handlu jako uciążliwe, a tylko dla 14% nie było to uciążliwe.

Wśród respondentów odwiedzających centra i parki handlowe głównym powodem wizyty była możliwość przymierzenia, obejrzenia i dotknięcia kupowanych produktów. Do centrów handlowych przyciągała również klientów chęć skorzystania z promocji i okazji cenowych, na które liczyli.

Podczas pierwszych wizyt w obiektach handlowych po ich ponownym otwarciu klienci zauważyli jednak znaczny wzrost cen (55% odpowiedzi), a także zniknięcie niektórych sklepów z oferty znanych i odwiedzanych przez siebie centrów handlowych (26%). Aż 37%, wciąż się waha czy te zmiany ich nie zniechęcą. Tej grupy klientów może dotyczyć największe ryzyko przejścia do e-commerce, jeśli ich doświadczenia w handlu stacjonarnym nie będą pozytywne.

Badania potwierdziły, że jednym z ważniejszych elementów w funkcjonowaniu branży handlowej w czasach pandemicznych było zapewnienie klientowi poczucia bezpieczeństwa przez zachowanie reżimu sanitarnego. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni całkowitego zakazu handlu udział e-commerce w sprzedaży detalicznej osiągał w tych okresach rekordowe (dla Polski) wyniki 11,9% w kwietniu 2020 r. i 11,4% w listopadzie 2020 r. Jednocześnie wraz z luzowaniem obostrzeń konsumenci wracali do handlu stacjonarnego. Ponad połowa przyznała, że w okresach, kiedy handel stacjonarny był ograniczany, częściej dokonywali zakupów online – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Z perspektywy najemców obiektów handlowych

W ramach drugiej części raportu międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield prezentuje wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 40 najemców obiektów handlowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Uczestnicy badania reprezentowali wszystkie segmenty rynku handlowego, a przede wszystkim branżę modową (20%), branżę wyposażenia wnętrz (15%) i segment usług (10%).

Działalność 68% spośród wszystkich badanych najemców objęta była całkowitym zakazem handlu w czasie kolejnych lockdownów, podczas gdy działalność 24% ankietowanych ograniczona była tylko częściowo, działalność pozostałych 8% uczestników badania nie była ograniczona w związku z pandemią.

Widać światełko w tunelu – do centrów handlowych wrócili klienci. Celem najemców jest teraz powrót do wysokości generowanych przed pandemią obrotów. W przypadku 85% najemców, pandemia wpłynęła negatywnie na ich działalność. Najczęściej skutkowało to spadkiem obrotów, zmniejszeniem liczby pracowników, ograniczeniem liczby sklepów i problemami wynikającymi z załamania łańcucha dostaw. Aż 53% badanych najemców potwierdziło konieczność trwałego zamknięcia części swoich sklepów, na co miała wpływ nie tylko pandemia, ale również inne okoliczności. W ogromnej większości konieczność zamykania sklepów dotyczyła lokali w centrach handlowych (81%). W czasie ograniczeń związanych z lockdownem aż 73% najemców korzystało ze sprzedaży w kanale internetowym, 11% korzystało z usługi click & collect, 9% prowadziło sprzedaż poprzez media społecznościowe – komentuje Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

W przypadku większości najemców, pandemia COVID-19 wpłynęła negatywnie na ich działalność – odpowiedziało tak 85% badanych. Najczęściej skutkowało to spadkiem obrotów – 70%, zmniejszeniem liczby pracowników – 33%, ograniczeniem liczby sklepów – 25% i problemami wynikającymi z załamania łańcucha dostaw – 20%.

Pomimo niepewnej sytuacji na rynku, zdecydowana większość, bo aż 92% badanych, zamierza kontynuować plan ekspansji swoich sieci. Wszyscy najemcy z tej grupy zdecydowanie stawiają na kanał stacjonarny, jednocześnie ponad połowa z nich (51%) zdecydowała dodatkowo o rozwoju lub wzmocnieniu istniejącego już internetowego kanału sprzedaży – podkreśla Anna Oberc, Associate, Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Właściciele obiektów handlowych

Ingerencja Ustawodawcy w relacje między najemcami a wynajmującymi nie tylko nie rozwiązała problemu, a jeszcze dodatkowo niepotrzebne zantagonizowała rynek. Mimo chaosu i zamieszania spowodowanego przez kolejne blokady i restrykcje obie strony podjęły rozmowy o rozwiązaniach niezależnie od Tarczy Antykryzysowej, co poskutkowało podpisaniem aneksów obniżkowych w niemal ¾ przypadków. To pokazuje, że nie ma potrzeby zewnętrznej ingerencji w system, który niezależnie od Ustawodawcy, może uregulować się sam. Wynajmujący, wbrew pierwotnym założeniom, nie skupiają się na „walce” z systemem. Ponad 59% ankietowanych (w ujęciu GLA) deklaruje, że nie podejmie kroków sądowych przeciwko Skarbowi Państwa i decyzja ta wynika głównie z polityki wewnętrznej – 25% . Z drugiej strony właściciele 29% badanego GLA, albo już planują pozew zbiorowy, albo wyrażają chęć przyłączenia się do niego.

Analizując wyniki odwiedzalności oraz obrotów w obiektach handlowych pierwsze bardzo istotne spostrzeżenie dotyczy konwersji, która wzrosła w okresie pandemii. W 53% (według przebadanego GLA) zarejestrowano wyższą konwersję, niż przed pandemią, natomiast 18% respondentów deklaruje konwersję na podobnym poziomie.

Jak pokazuje badanie przeprowadzone wśród właścicieli obiektów handlowych, w miesiącach maj, czerwiec i lipiec 2021 r. 51% badanego GLA deklaruje obroty porównywalne i wyższe w stosunku do roku 2019. Kolejne 21% ankietowanych odnotowało spadek obrotów w przedziale do 10%-20%, natomiast 28% – spadek powyżej 20%. Poziomy spadków uzależnione są przede wszystkim od lokalizacji oraz formatu nieruchomości. Z obserwacji wynika, że obiekty typu convenience, parki handlowe – generalnie obiekty, w których funkcja handlowa jest przeważająca mają się dużo lepiej. Najbardziej ucierpiały obiekty, które zlokalizowane są w miastach o charakterze turystycznym, biznesowym czy też duże ośrodki edukacyjne. Analogiczna sytuacja dotyczy obiektów z rozbudowaną funkcją rozrywkową i gastronomiczną. Obronną ręką wyszły natomiast obiekty, w których klient związany jest z tzw. catchmentem bazującym na okolicznych mieszkańcach. Kolejnym formatem, który całkiem przyzwoicie poradził sobie z pandemią to sektor outlet. Właściciele niemal 150 000 GLA deklarują, że spadki odwiedzalności nie przekroczyły średnio 20% w porównaniu do 2019 roku, analogicznie wyglądają wyniki obrotów. Każdy z obiektów zaraportował wzrost konwersji. – Paulina Bauer, Head of Retail, Asset Services Poland, Cushman & Wakefield.

Wynajmujący w najbliższym czasie skupią się na dodatkowych udogodnienia dla klientów takich jak systemy lojalnościowe, aplikacje ułatwiające poruszanie się po obiektach czy też parkowanie, jak również rozwiązania w kierunku convenience. Będą rosły wydatki na digitalizację. Jeśli chodzi o najemców, to najbliższe miesiące powinny zostać poświęcone na dopasowanie formatów, wielkości, ale również rozwiązań, które będą wspomagały sprzedaż. Klient, który wielokanałowo zaspokaja swoje potrzeby nadal będzie przychodził do centrum handlowego, natomiast jego zakupy będą celowe.

Niewątpliwie pandemia była trudnym okresem dla sieci handlowych, ale i swoistym ‘stress testem’, który pozwolił doprecyzować kierunki rozwoju sektora handlowego w najbliższych latach. To teraz powstają koncepty handlowe, które będą triumfować w przyszłości. Dobre dane z rynku najmu, przedstawione w niniejszym raporcie, powinny przełożyć się również na poprawę nastrojów na handlowym rynku inwestycyjnym – Aleksandra Sierocińska, Senior Investment Surveyor, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Deloitte: Zatory płatnicze, czyli co UOKiK znalazł pod lupą

Od stycznia 2020 roku Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów może wszczynać i prowadzić postępowania w sprawie zatorów płatniczych, czyli opóźnień w regulowaniu rozliczeń pomiędzy firmami. Dotychczas wszczęto około 100 takich postępowań, a część kontrolowanych firm zostało ukaranych. Zatory płatnicze to jeden z głównych problemów polskich firm, należy się więc spodziewać, że liczba postępowań wszczynanych przez Prezesa UOKiK będzie rosła.

Nowe uprawnienia zostały przyznane Prezesowi UOKiK na mocy nowelizacji ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. Nowelizacja obowiązuje od stycznia 2020 roku („Ustawa zatorowa”).

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, do nadmiernego opóźniania się w spełnianiu świadczeń pieniężnych dochodzi, gdy w okresie trzech kolejnych miesięcy suma wartości świadczeń pieniężnych niespełnionych oraz spełnionych po terminie przez dany podmiot wynosi co najmniej 2 mln zł. Jednocześnie w przypadku postępowań dotyczących nadmiernego zwlekania ze spełnieniem świadczeń pieniężnych, wszczynanych w latach 2020 i 2021, suma wartości powyższych świadczeń pieniężnych wynosi co najmniej 5 mln zł.

Jak po ponad półtora roku od wejścia w życie nowych przepisów Ustawy zatorowej wygląda prowadzenie postępowań dotyczących zatorów płatniczych? Czy Prezes UOKiK korzysta z przyznanych mu uprawnień? Czy w prowadzonych postępowaniach faktycznie dochodzi do stwierdzenia występowania nadmiernych opóźnień w spełnianiu świadczeń pieniężnych przez przedsiębiorców?

Trudny i długotrwały proces

Obecnie Prezes UOKiK prowadzi około 100 postępowań dotyczących nadmiernego opóźniania się w regulowaniu świadczeń pieniężnych. Są one prowadzone głównie w stosunku do firm posiadających status dużych przedsiębiorców.

Z naszych obserwacji wynika, że kontrole te charakteryzują się istotnym poziomem złożoności oraz szczegółowości. Zgromadzenie oraz przeanalizowanie niezbędnych dokumentów angażuje znaczące zasoby kontrolowanych podmiotów (zarówno czasowe, jak i osobowe). Należy bowiem podkreślić, że przedsiębiorcy zobowiązani są do przedkładania na wezwanie Prezesa UOKiK licznych, czasem bardzo szczegółowych informacji odnoszących się do przebiegu transakcji handlowych. Rodzi to konieczność weryfikacji nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy transakcji i podania wielu szczegółów z nimi związanych, a także przekazania Prezesowi UOKiK określonych dokumentów, odnoszących się do praktyk płatniczych kontrolowanych jednostek.

Okazuje się niestety, że ich zgromadzenie i usystematyzowanie nastręcza wielu trudności, nie tylko z uwagi na zakres przekazywanych dokumentów i informacji, ale również ze względu na pojawiające się wątpliwości natury prawnej. Chodzi tu np. o to, jak prawidłowo pokazać wykorzystanie w ramach transakcji handlowych mechanizmu faktoringu albo dokonywania rozliczeń przy uwzględnieniu potrąceń ustawowych i umownych. Niejednokrotnie kłopotliwe okazuje się nawet ustalenie prawidłowego terminu zapłaty i sposobu jego określania, bowiem często data wprowadzana do systemów księgowych lub wskazywana na fakturach przez kontrahentów różni się od tej wymienionej w umowie pomiędzy stronami.

Kary da się uniknąć

Z uwagi na szczegółowość oraz liczbę informacji oraz dokumentów wymaganych przez Prezesa UOKiK w ramach postępowania, dotychczas doszło do stosunkowo niewielu rozstrzygnięć w tej kwestii. W części wydanych decyzji Prezes UOKiK nałożył na podmioty kontrolowane administracyjne kary pieniężne, sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych.

Natomiast w części z zapadłych dotychczas rozstrzygnięć Prezes UOKiK nie wymierzył kary pieniężnej. Najczęściej pojawiającą się przyczyną odstąpienia od jej wymierzenia jest przesłanka opisana w art. 13v ust. 6 Ustawy zatorowej. Zgodnie z tym przepisem, można poprzestać na pouczeniu. Jest to możliwe, jeżeli wartość niespełnionych lub spełnionych po terminie przez stronę postępowania, świadczeń pieniężnych jest równa lub mniejsza od świadczeń pieniężnych nieotrzymanych lub otrzymanych po terminie, przez tę stronę w okresie objętym postępowaniem.

Warto dodać, że przesłanki dające podstawę do odstąpienia od wymierzenia kary podlegają szczegółowemu badaniu przez Prezesa UOKiK. Wiąże się to z koniecznością dokonania dodatkowych analiz i przekazania szeregu informacji odnoszących się m. in. do praktyk związanych z regulowaniem należności na rzecz kontrolowanego podmiotu przez jego kontrahentów czy też wykazania, że w stosunku do kontrolowanej jednostki wystąpiło zdarzenie noszące znamiona siły wyższej, które przyczyniło się do powstania zatorów płatniczych.

Dlatego w prowadzonych przez Prezesa UOKiK postępowaniach niezwykle ważne jest, obok przekazania wymaganych informacji zgodnie z wezwaniami Urzędu, należyte przeanalizowanie okoliczności, które mogą wpływać na odstąpienie od wymierzenia kary finansowej, a także przekazanie stosownych dokumentów w tym zakresie.

Trzeba bowiem pamiętać, że Ustawa zatorowa daje Prezesowi UOKiK nie tylko prawo do nałożenia administracyjnej kary pieniężnej w związku z samym generowaniem zatorów płatniczych przez przedsiębiorcę. Przedsiębiorcy mogą zostać ukarani także na skutek nieudzielenia informacji żądanych przez Prezesa lub udzielenia informacji nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd. Kara w tym zakresie może wynosić nawet do 5 proc. przychodu osiągniętego w poprzednim roku podatkowym (nie więcej niż 50 mln euro; kwotą taką może zostać ukarana również firma, w której przypadku ustalenie wysokości przychodu jest niemożliwe).

Dlatego też należyte przeanalizowanie oraz zaprezentowanie danych istotnych z punktu widzenia postępowania zatorowego staje się kwestią kluczową nie tylko z perspektywy stwierdzenia samego faktu generowania zatorów płatniczych, ale także w kontekście możliwych do nałożenia sankcji związanych z przekazywaniem informacji błędnych lub nieprawdziwych. Jest to tym bardziej istotne, że obserwując dotychczasową praktykę UOKiK można się spodziewać, że liczba postępowań w zakresie zatorów płatniczych będzie wzrastać, tym bardziej, że jak pokazują badania, z tym zjawiskiem spotyka się nawet 80 proc. polskich firm.

Creepy Jar miał ponad 12 mln złotych zysku netto w H1 2021

Twórca i wydawca bestsellerowej gry Green Hell, Creepy Jar, opublikował dane finansowe. Wyniki, po odjęciu kosztów programu motywacyjnego, są porównywalne do rekordów z poprzedniego roku.

W raportowanym okresie Creepy Jar wypracował łącznie 21,2 mln zł przychodów netto ze sprzedaży Green Hella, wobec 23 mln zł w I półroczu ubiegłego roku (-8% r/r) zł. Bardzo wysokie wyniki zostały uzyskane m.in dzięki premierze gry na konsolach PlayStation 4 i Xbox One oraz wydaniu dwóch części darmowego rozszerzenia The Spirits of Amazonia na PC i związanymi z nimi przecenami na platformie Steam. Obrana przez spółkę strategia zaowocowała aż 12 mln zł. zysku netto, mimo iż wyniki te w znacznym stopniu obciążone były kosztami związanymi z programem motywacyjnym (ponad 3 mln zł).

W pierwszej połowie bieżącego roku udało nam się zrealizować aż 3 duże projekty – wydać dwie części dodatku The Spirits of Amazonia oraz udostępnić naszą grę na konsolach PlayStation 4 i Xbox One. To wszystko złożyło się na jeden z najlepszych okresów w historii spółki – był to zdecydowanie najmocniejszy okres od premiery trybu co-op w H1 2020. Wysokie przychody z Green Hella ponad trzy lata od premiery wersji Early Access, pozwalają nam na spokojny rozwój projektu Chimera – komentuje wyniki spółki, Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Jednocześnie spółka kontynuuje wsparcie swojego longsellera. Creepy Jar pracuje nad dodatkiem The Spirits of Amazonia part 3 na PC oraz przygotowaniem poprzednich części rozszerzenia na konsole PlayStation 4 i Xbox One. W opinii zarządu ich bestseller dalej ma ogromny potencjał sprzedażowy.

Wierzymy, że to nie koniec dobrych wyników Creepy Jar – czerwcowe premiery drugiej części The Spirits of Amazonia na Steam oraz Green Hella na konsolach, wraz z wrześniowym debiutem Green Hella w Azji, będą miały istotny wpływ na wyniki w drugiej części roku. Pozytywnym zaskoczeniem są dla nas dane sprzedażowe z konsol PlayStation i Xbox, które przekroczyły nasze pierwotne szacunki w pierwszych tygodniach po premierze. Jednocześnie nie tylko rozwijamy grę, ale też prowadzimy działania marketingowe, mające na celu wykorzystanie potencjału drzemiącego w ponad milionowej wishliście na Steam – kończy prezes

W związku z powyższym Creepy Jar aktywnie prezentuje grę na wydarzeniach gamingowych oraz organizuje kolejne akcje promocyjne. Już jutro spółka pokaże Green Hella na najważniejszych azjatyckich targach – Tokyo Game Show, a z tej okazji gra jest przeceniona o 30% na Steam. Spółka jednocześnie rozwija projekt Chimera, który będzie tytułem z popularnego gatunku base building z elementami survivalu. Już teraz wokół niego skupiona jest większość mocy operacyjnych Creepy Jar. W I półroczu 2021 r. zakończone zostały prace preprodukcyjne i rozpoczęto etap właściwej produkcji.

Rośnie sprzedaż kredytów dla mikrofirm – dane za sierpień 2021 r.

W sierpniu 2021 r., w porównaniu do sierpnia 2020 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (+20,4%), jak i wartościowym (+31,2%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (+39,9%) więcej kredytów w rachunku bieżącym, o (+16,9%) więcej kredytów obrotowych oraz mniej o (-17,4%) kredytów inwestycyjnych. Wzrosła w porównaniu do sierpnia 2020 r. wartość udzielonych w sierpniu 2021 r. kredytów inwestycyjnych o (+36,8%), kredytów obrotowych o (+26,5%) oraz kredytów w rachunku bieżącym o (19,9%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W sierpniu 2021 r. banki udzieliły łącznie 11,9 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom, na łączną kwotę 1,662 mld zł, w tym: 0,6 tys. kredytów inwestycyjnych na kwotę 327 mln zł, 4,0 tys. kredytów obrotowych na kwotę 688 mln zł oraz 3,2 tys. kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 356 mln zł. Przez pierwszych osiem miesięcy 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom łącznie 101,6 tys. kredytów na kwotę 14,04 mld zł. Wzrost w liczbie udzielonych kredytów w tym okresie w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. wyniósł (+15,0%). Wartość udzielonych kredytów wzrosła o (+21,5%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Sierpniowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,21% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w sierpniu 2021 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,42%, kredyty obrotowe 8,52% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,40%. W sierpniu 2021 r. w porównaniu do lipca 2021 r. poprawił się (spadł) ogólny indeks jakości o (-0,20). Indeks poprawił się (spadł) również w porównaniu do sierpnia 2020 o (-1,33) i jest nadal na niskim poziomie. Głównym źródłem stabilizacji jakości portfela kredytów mikroprzedsiębiorców w dobie pandemii były moratoria kredytowe (wakacje kredytowe), których większość już się zakończyła, pomimo tego nie widzimy skokowego pogorszenia jakości portfela również w zakresie kredytów objętych moratoriami. Największa poprawa indeksu w okresie 12-miesięcznym wystąpiła w przypadku kredytów obrotowych (-3,12), nieco mniejsza dla kredytów w rachunku bieżącym (-0,36). Pogorszenie w ujęciu 12-miesięcznym odnotowały kredyty inwestycyjne (+0,04).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 11,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w sierpniu br., 5,6 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,0%) i 2,9 tys. handlowe (24,4%). Łącznie więc prawie 72% udzielonych w sierpniu 2021 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,662 mld zł, banki udzieliły 610 mln zł (36,7%) kredytów firmom z sektora usług oraz 504 mln zł (30,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 67% łącznej wartości udzielonych kredytów.

W sierpniu 2021 r. najwyższe wzrosty r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania budownictwa (+34,9%). W przypadku usług wzrost wyniósł (+19,7%), a produkcji (+18,2%). Najniższy wzrost odnotowały kredyty udzielane mikroprzedsiębiorcom z sektora handlowego (+14,8%). W ujęciu wartościowym w sierpniu 2021 r. w porównaniu do sierpnia 2020 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budownictwa (+55,2%) oraz produkcji (+34,7%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w sierpniu 2021 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość indeksu wyniosła 4,50%, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiła poprawa indeksu o (-0,14). Najlepszy (najniższy) odczyt w sierpniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on 3,46%.

W porównaniu do sierpnia 2020 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech głównych branżach, najbardziej w usługowej (-1,58) oraz w handlowej (-1,51). W budownictwie jest on obecnie wyższy niż rok temu o (+0,43).

Constant learning – najważniejsza umiejętność pracowników przyszłości i klucz do sukcesu organizacji

W obecnym, zmiennym i niepewnym środowisku biznesowym o przetrwaniu organizacji na konkurencyjnym rynku, przesądzają jej „zasoby”. I nie chodzi już o posiadany brand, portfolio produktów czy usług, kapitał finansowy czy nawet nieruchomości oraz ruchomości. Chodzi przede wszystkim o zasoby ludzkie i tkwiący w nich potencjał oraz możliwości dalszego rozwoju w różnych, często nieoczywistych i nieznanych jeszcze obszarach. To one dają bowiem gwarancję powstawania innowacji oraz tworzenia nowych procesów, usług i produktów. By jednak było to możliwe zatrudnieni muszą posiadać najbardziej pożądaną obecnie przez pracodawców umiejętność – constant learning, czyli predyspozycję i chęć do ciągłego uczenia się, uzupełniania i poszerzania własnych kompetencji w procesie ustawicznego kształcenia. Kluczowym celem organizacji jest aktualnie zachowanie pozycji rynkowej poprzez nieustanny rozwój, dostosowany do potrzeb i oczekiwań biznesu. By realizacja tego celu była jednak możliwa, konieczna jest znajomość własnych zasobów w postaci wiedzy o posiadanych wewnątrz kompetencjach i możliwości przypisywania im odpowiednich ról, teraz i w przyszłości. Działanie to wymaga poprawy spójności i współpracy pomiędzy różnymi funkcjami oraz specjalizacjami, a także zwiększenia mobilności wewnętrznej pracowników, opartych właśnie na ich kompetencjach i umiejętności ciągłego uczenia. Łatwiej jest bowiem inwestować mniejsze zasoby w uzupełnienie wiedzy i doświadczeń, posiadanych przez już zatrudnionych, niż poszukiwać nowych zasobów na rynku, na którym walka o pracownika trwa na dobre, a cena jaką trzeba za niego zapłacić, jest coraz wyższa.

Czym jest constant learning?

Constant learning to umiejętność ciągłego uczenia się, na którą składa się chęć, motywacja i wytrwałość w zdobywaniu wiedzy i doświadczeń, w celu podnoszenia własnych kompetencji oraz dawania sobie możliwości rozwijania się w przyszłości w innych obszarach. Stanowi ona część rozwoju osobistego i zawodowego, który ma zapobiegać stagnacji i pomagać w wykorzystywaniu pełnego potencjału tkwiącego w każdej aktywnej zawodowo osobie. Sam proces bieżącego uczenia się może przybierać różne formy – od formalnych kursów, programów rozwojowych czy studiów, po swobodną naukę społeczną. Jest jednak nieodłącznie związany z inicjatywą własną i podejmowaniem wyzwań. Może odbywać się zarówno w organizacji lub też mieć charakter bardziej osobisty, na przykład w ramach uczenia się przez całe życie. Umiejętność ta obecnie uznawana jest za jedną z najważniejszych i cechujących pracowników przyszłości.

Nastawienie na rozwój

Mózg ludzki rozwija się dzięki uczeniu się, a sama nauka jest ważnym elementem wpływającym na dobre samopoczucia psychicznego i zwiększanie pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. Uczenie się przez całe życie wiąże się z większą szansą na zatrudnienie, satysfakcją i optymizmem oraz lepszą zdolnością do czerpania jak największych korzyści z własnych działań, zaś praca i życie znajdujące się na ciągłej krzywej uczenia się, daje przewagę w niestabilnym środowisku pracy. Zdobywanie wiedzy i nowych doświadczeń – czy to umiejętności praktycznych, czy też wiedzy teoretycznej, zawsze się opłaca. Ich posiadanie może bowiem nie tylko wpłynąć na uatrakcyjnienie wpisów w CV, poprawę stylu życia, czy wysokość zarobków, przede wszystkim pozwala odkryć tkwiące w każdym człowieku ukryte talenty. Doskonalenie własnych umiejętności uczenia się i przyjmowanie nastawienia „wzrostowego” przez pracowników, opłaca się, nie tylko osobom aktywnym na rynku pracy, ale przede wszystkim zatrudniającym je organizacjom.

Dlaczego umiejętność ciągłego uczenia się u pracowników jest tak istotna dla organizacji?

Utrzymanie konkurencyjnej pozycji na dzisiejszym, zmiennym, globalnym rynku jest związane z innowacyjnością, możliwością adaptacji i otwarciem na ciągłe zmiany. Osiągnięcie takiego stanu przez jakąkolwiek organizację zależy od umiejętności i wiedzy pracowników, a także ich podejścia do stałego rozwoju. Pozyskanie takich zasobów pracowniczych, które posiadają niezbędne kompetencje, a przede wszystkich takich, które będą chciały stale się rozwijać, nie jest niestety łatwym zadaniem. Tworzenie innowacji, ustawienie nowego procesu lub wprowadzenie na rynek produktu czy usługi, wymaga nauki, i to na niemal wszystkich szczeblach, ponieważ by odnaleźć się w nowej rzeczywistości i wykonać kolejny krok, ludzie potrzebują wiedzy oraz umiejętności. Jeśli zatem firma zaniedbuje i nie wspiera ciągłego procesu uczenia się, innowacje nie są wytwarzane, procesy pozostają niezmienne, a osiągnięcie lub stworzenie czegoś nowego jest niemożliwe.

Obecnie pracownicy, bez względu na zajmowaną przez nich pozycję, muszą być w stanie samodzielnie stawiać sobie wyzwania, a także podołać tym, które stawia przed nimi pracodawca oraz rynek. A wszystko to by zdobywać nową wiedzę i umiejętności, a w efekcie kreować nowe pomysły. Proces uczenia się musi odbywać się zatem w sposób elastyczny, ciągły i „na żądanie”, tak by mógł stale przyczyniać się do osiąganych przez organizację wyników.

Ciągłe uczenie się ma coraz większe znaczenie dla sukcesu organizacji ze względu na zmieniające się warunki ekonomiczne. Biorąc pod uwagę obecne środowisko biznesowe, organizacje muszą być w stanie nieustannie się uczyć, aby radzić sobie z tymi zmianami i ostatecznie przetrwać. Constant learning, jako kluczowa obecnie i najbardziej pożądana kompetencja posiadana przez pracowników, nie może być jednak skutecznie wykorzystywana przez firmę bez jej aktywnego zaangażowania we wspieranie rozwoju zatrudnionych, ale też kształtowanie i pielęgnowanie postawy otwartości na ciągły proces uczenia się. Krótkowzroczne i aktualnie zupełnie nietrafione jest przypuszczenie, że wspieranie pracowników w nauce spowoduje jedynie podniesienie ich kwalifikacji i odejście z firmy – w rzeczywistości niewspieranie ich rozwoju i niedocenianie ich otwartości na ciągłe uczenie się jest bardziej prawdopodobną drogą do spowodowania ich odpływu. Organizacje, których celem jest rozwój, innowacyjność i utrzymanie przewagi konkurencyjnej, mają jasny interes w pomaganiu swoim pracownikom w nauce i rozwoju. Szczególnie ważne jest umożliwienie menedżerom rozpoznawania i doceniania talentów oraz maksymalizacja tkwiącego w nich potencjału. To bowiem liderzy zespołów powinni być najlepiej przygotowani do oceny mocnych i słabych stron poszczególnych zatrudnionych oraz dalszego rozwoju kompetencji constant learningu – mówi Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Co może zrobić organizacja by pobudzać ciągłe uczenie się?

Oczekiwanie, że wszyscy pracownicy będą angażować się w ciągłą naukę w ciągu dnia pracy lub tym bardziej w czasie wolnym jest oczywiście nierealistyczne. Jest to jednak dobry punkt wyjścia do zastanowienia się jak zacząć budować skuteczne środowisko uczenia się w organizacji.

Najważniejsze jednak w całym tym procesie są trzy kluczowe elementy:

  1. Ciągłe uczenie się zaczyna się od liderów

Gdy pracownicy widzą, że ich przełożony jest w pełni zaangażowany i wspiera inicjatywy związane z uczeniem się i rozwojem, a także sam nieustannie się rozwija, tworzy to atmosferę sprzyjającą ciągłemu uczeniu się. Czasami pracownikom trudno jest oderwać się od codziennych zadań w pracy, ponieważ mogą być przekonani, że kierownictwo może tego nie zaakceptować. Pokazanie zatrudnionym, że taka postawa jest ważna i ceniona przez osoby zarządzające, staje się wzorem do naśladowania.

  1. Plan nauki

Kiedy constant learning staje się częścią procesu działania całej organizacji, pracownicy są bardziej skłonni do angażowania się w stałą naukę. Oznacza to zdefiniowanie celów biznesowych, które mają zostać osiągnięte i stworzenie praktycznego planu dotyczącego tego, jak je wspierać. Zaangażowanie w dialog na temat ciągłego uczenia się oznacza, że ​​pracownicy nie tylko dostrzegą, że organizacja rzeczywiście wspiera inicjatywy edukacyjne, ale że podejmowane są wysiłki, aby to urzeczywistnić.

Plan może zawierać informacje o tym, jakich zasobów lub wsparcia mogą potrzebować poszczególne osoby lub jakie rodzaje uczenia się można zaoferować, by każdy z zatrudnionych czuł, że jego potrzeby w tym obszarze zostaną zaspokojone. Dobrze również, jeśli docelowo każdy pracownik, zainteresowany własnym rozwojem, otrzymuje swój indywidualny plan ciągłego uczenia i podnoszenia kompetencji.

  1. Zapewnij zasoby i czas na ciągłą naukę

Głównym elementem tworzenia środowiska uczenia się jest czas i zasoby. Muszą być one nieustanie dostępne dla wszystkich pracowników. Środowisko takie może przybierać różne kształty i formy, w zależności od potrzeb organizacji, działu lub poszczególnych pracowników.

Przykładem mogą być:

  • plany rozwoju osobistego ustalane dla każdego pracownika, aby określić, czego może chcieć się nauczyć, aby skutecznie wspierać jego chęci i inicjatywę,
  • zgoda na przeznaczanie określonego czasu pracy zatrudnionych na ich udział w szkoleniu lub nauce,
  • zapewnienie dostępu do profesjonalnych zasobów poprzez subskrypcje lub członkostwo,
  • zapewnienie dostęp do nauki online oraz kursów realizowanych we własnym tempie,
  • organizacja programów mentoringu lub coachingu,
  • organizacja warsztatów lub wydarzeń zespołowych.

W nowoczesnym środowisku pracy wszyscy zmuszeni są do dostosowywania się i poszerzania własnych umiejętności. Ważne jest by organizacje zapewniały takie warunki, w których nie tylko kładzie się nacisk na ciągłe uczenie się, ale przede wszystkim daje możliwość nieustannego pogłębiania wiedzy i zdobywania doświadczeń w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb każdego zatrudnionego. Szkolenie czy jakikolwiek program rozwojowy nie powinien być postrzegany jako jednorazowe wydarzenie, które pojawia się po przejściu do nowej roli lub projektu, powinno być postrzegane jako ciągły proces, który nie kończy się, dopóki dany pracownik jest zatrudniony w organizacji. Tworzenie kultury uczenia się w organizacji jest skutecznym sposobem na poprawę wydajności i innowacyjności, ale także zadowolenia i utrzymania pracowników. Im więcej pracownicy wiedzą i im więcej mogą zrobić, tym więcej mogą wnieść do organizacji. Jeśli zatem chcą się rozwijać, należy zrobić wszystko by ten stały rozwój im umożliwiać. Coraz trudniej będzie bowiem znaleźć dobrych, doświadczonych i otwartych na stały rozwój oraz zmiany, zmotywowanych pracowników. Warto zatem jak najszybciej docenić i zainwestować w tych już posiadanych.

31 sierpnia 2021 podpisano Plan Połączenia Sygnis New Technologies sp. z o.o. z MODE S.A.

31 sierpnia 2021 podpisano Plan Połączenia spółek Sygnis New Technologies z MODE, co stanowi duży krok dla Sygnis New Technologies w drodze na rynek NewConnect.

Po Połączeniu spółka będzie figurować pod nazwą „Sygnis S.A.”. Wartość MODE S.A. ustalono przez wartość akcji bazując na notowaniach spółki na rynku NewConnect. Wycena wynosi 14.191.723 złotych. Spółkę Sygnis New Technologies wyceniono natomiast na 31.940.683,49 złotych na podstawie skorygowanej wartości aktywów netto.

Jak czytamy w komunikacie spółki MODE: „W wyniku połączenia powstanie rynkowy lider technologii hardware prowadzący działalność w branży produkcji urządzeń specjalistycznych w zakresie nowych technologii, a liczny zespół naukowców i inżynierów pracujących nad badaniami i rozwojem (R&D) dostarczać będzie przełomowych rozwiązań w zakresie urządzeń technologicznych.”

Akcje Emisji Połączeniowej zostaną wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu w ramach rynku akcji NewConnect działającego przy Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Sondaż: Blisko co drugi Polak chce przywrócenia pełnego handlu w każdą niedzielę

Jak wynika z najnowszego badania opinii publicznej, ponad połowa Polaków opowiada się za całkowitym przywróceniem handlu w niedziele. Z kolei przeciwne stanowisko w tej sprawie reprezentuje niemal co trzecia osoba. Ponadto prawie co drugi respondent uważa, że niedzielny zakaz nie powinien dotyczyć wszystkich sklepów. Ale niewiele mniej ankietowanych chce obostrzeń bez wyjątków. Zdaniem badanych, ulgowo traktowane powinny być przede wszystkim placówki z żywnością.     [INFOGRAFIKA] Zakaz handlu w niedziele

Z badania, przeprowadzonego w II połowie września br. przez UCE RESEARCH dla Grupy AdRetail na reprezentatywnej próbie 1017 Polaków w wieku 18-80 lat, wynika, że 54,9% społeczeństwa opowiada się za całkowitym powrotem handlu w niedziele. Natomiast 35,8% jest przeciwnego zdania. Z kolei 9,3% ankietowanych nie zajmuje stanowiska w tej kwestii. Jak zaznacza Karol Kamiński, współautor badania z Centrum Analiz Grupy AdRetail, od dłuższego czasu wyniki utrzymują się na podobnym poziomie. We wrześniu ub.r. za likwidacją zakazu handlu w niedziele było 53,5% respondentów. Odmienną opinię miało 33,7%. Natomiast 12,8% ankietowanych zachowywało do tego neutralny stosunek lub nie potrafiło się określić.

– Rosnąca liczba przeciwników zakazu handlu w niedziele dowodzi, iż Polacy coraz bardziej świadomie domagają się poszanowania ich swobód konsumenckich oraz odebranego im prawa do robienia zakupów w niedziele. Decydują o tym też względy praktyczne. Po pierwsze, sporo osób pracuje w tygodniu do późna. Po drugie, małe sklepiki działające w niedziele mają ograniczony asortyment produktów, do tego dostępny w wyższych cenach. Po trzecie, z uwagi na sytuację pandemiczną, konsumenci prawdopodobnie chcieliby uniknąć tłoczenia się na małych powierzchniach – komentuje Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Z badania płyną też inne ciekawe wnioski. 40,9% respondentów uważa, że zakaz handlu w niedziele powinien dotyczyć wszystkich sklepów. Natomiast 49,2% jest przeciwnego zdania, a 9,9% nie zajmuje stanowiska w tej kwestii. Jak zaznacza Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej, przedstawiciele pierwszej z tych grup są zwolennikami pewnego rodzaju równości gospodarczej. Wychodzą oni z założenia, że nie może być uprzywilejowania. Ale zapewne nie przeanalizowali tego, że przy całkowitym zakazie nie będą mogli np. zatankować pojazdu, kiedy zabraknie im paliwa. Nie kupią też żywności czy pamiątek podczas imprez masowych. Dlatego, w opinii eksperta, wyłączenia są konieczne.

– Podnoszony przez POHiD postulat prawnego zagwarantowania pracownikom handlu dwóch wolnych od pracy niedziel w miesiącu pogodziłby respondentów reprezentujących przeciwstawne stanowiska. Zwolennicy handlowych niedziel zyskaliby prawo do robienia zakupów przez siedem dni w tygodniu. Natomiast Polacy opowiadający się za sprawiedliwym prawem także powinni być usatysfakcjonowani, gdyż firmy funkcjonowałyby na równych zasadach w majestacie prawa. Dotyczyłoby to także zatrudnionych w nich pracowników – mówi prezes Juszkiewicz.

Respondenci wskazali też, których sklepów nie powinien obejmować zakaz handlu w niedziele. Do wyboru było 9 typów placówek uwzgledniających oferowany asortyment. Zdecydowanie najwięcej wskazań dotyczyło tych z żywnością – 67,6%. Jak stwierdza Karol Kamiński, to wyraźnie pokazuje, że Polakom brakuje takich sklepów otwartych w niedziele. Ustawodawca powinien pochylić się nad tym problemem, bo jak widać, jest on dość istotny. Szczególnie może to dotyczyć punktów sprzedaży z szerszym asortymentem.

– Ustawa ograniczająca handel w niedzielę, wchodząc w życie, od samego początku zawierała ponad 30 wyjątków. Część sklepów może na ich podstawie być otwarta w ten dzień. Kluczowy jest tu wyjątek pozwalający działać placówkom, gdzie właściciel sam staje za ladą. Korzysta z niego wiele mniejszych sklepów działających m.in. w branży spożywczej. Myślę, że konsumenci mają tego świadomość, bo regulacje obowiązują od ponad trzech lat. Natomiast w pandemii przekonaliśmy się, jak ważne jest to, żeby móc zaopatrzyć się w pobliżu domu w małym, lokalnym sklepie – podkreśla Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Na kolejnych miejscach widzimy drogerie – 25%, sklepy budowlane – 24,4%, a także odzieżowe – 17,2%. Jak podkreśla ekspert Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, potrzeby konsumentów związane są m.in. z zaspokojeniem bezpieczeństwa sanitarnego. Stąd też wynika wskazanie drogerii oferujących środki czystości i artykuły higieniczne. Natomiast Andrzej Wojciechowicz zaznacza, że trwa boom budowlany. Firmy wykończeniowe mają mnóstwo pracy. Prawdopodobnie często wykonują swoje obowiązki również w niedzielę, żeby terminowo skończyć. Chcą mieć lepszy dostęp do materiałów, bo to jest zabezpieczenie ich zaplecza.

– Natomiast najmniej wskazań uzyskały sklepy z art. sportowymi – 5,6%, chemicznymi – 7,2%, a także oraz z obuwiem – 7,8%. Jednocześnie 5,2% respondentów wskazuje na inne placówki niż wymienione przez autorów badania. Powyższe towary nie są często kupowane, a więc niedziela nie jest jakimś szczególnym dniem, w którym koniecznie trzeba je nabyć – dodaje ekspert z Centrum Analiz Grupy AdRetail.

Jak przekonuje Maciej Ptaszyński, ta lista sklepów raczej odpowiada oczekiwaniom konsumentów. Jeśli ktoś nie zaopatrzył się przed weekendem w akcesoria przydatne do spędzania wolnego czasu, to robienie tego w niedzielę mija się z celem. Wówczas mamy przeważnie do czynienia z falą powrotów do domów. Artykuły sportowe czy obuwie są zazwyczaj zakupami planowanymi, a nie robionymi pod wpływem impulsu. Zdaniem wiceprezesa PIH, trzeba też pamiętać o bardzo intensywnym rozwoju handlu internetowego we wszystkich segmentach, który przyspieszyła pandemia.

Vivid Games zaprezentował wyniki za pierwsze półrocze 2021

Wyniki spółki za pierwsze sześć miesięcy 2022 roku nie odbiegają od publikowanych wcześniej wyników wstępnych. Przychody za 6 miesięcy to blisko 10 mln zł, EBITDA sięga 1,6 mln zł a wynik netto -1,76 mln zł. Spółka rozpoczęła drugie półrocze wyższą sprzedażą. Opublikowane wstępne przychody za lipiec i sierpień to łącznie już 4,3 mln zł, a wypracowany w sierpniu wynik netto jest najlepszym w tym roku.

Do 2021 roku podchodzę jak do nowego rozdania dla Vivid Games. Przygotowujemy grunt pod intensywny rozwój w 2022 i kolejnych latach. Pierwsze półrocze przyniosło sporo zmian i wyzwań, z którymi jako Spółka dobrze sobie poradziliśmy. Realizujemy postanowienia układu dot. obligacji, spłaciliśmy już wszystkie wymagalne w 2021 raty. Wydaliśmy w pierwszym półroczu świetną i bardzo perspektywiczną grę – Eroblast. A co najbardziej istotne – przekuliśmy budowane od lat wiedzę i doświadczenie o free-to-play w rosnące przychody z Real Boxing 2. W listopadzie czeka nas oficjalna premiera Mobbles Cards. Aktualizujemy też nasze plany na rok 2022, a w Q4 przedstawimy cele strategiczne na nadchodzący rok – podsumowuje prezes Jarosław Wojczakowski.

W sprawozdaniu za I półrocze 2021 Zarząd poza opisem kluczowych zdarzeń i wyników finansowych zawarł krótkie objaśnienie specyfiki modelu free-to-play. Przedstawiony w dokumencie wzrost ARPU (średni przychód z gracza) dla Real Boxing 2 z ostatnich kilkunastu miesięcy potwierdza, że Spółka odrobiła lekcję. W okresie od styczniu do sierpnia 2021 średni przychód z gracza w USA wzrósł o ponad 50%.

Real Boxing 2 został w tym roku zmodernizowany, spłaciliśmy dług technologiczny, co było podstawą dalszego rozwoju. Kolejne aktualizacje dają nam masę danych, które wykorzystujemy dla budowania zaangażowanej społeczności graczy, poprawy ich retencji i monetyzacji. Kolejnym krokiem było rozpoczęcie działań typu liveOps na niestosowaną dotychczas skalę. Po analizie wyników wiemy, że była to dobra decyzja. Jako zespół jesteśmy usatysfakcjonowani tym jak rozwija się RB2 i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – podsumowuje Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing.

W listopadzie Spółka opublikuje raport za III kwartał, a w pierwszej połowie października wstępne wyniki za wrzesień.

Najem nieruchomości przestanie być opłacalny?

Nowe przepisy w ramach Polskiego Ładu dotkną również najemców mieszkań.

W Polskim Ładzie pojawiły się zmiany dotyczące przepisów rozliczania podatków z tytuł najmu nieruchomości. Rząd zamierza usunąć możliwość opodatkowania przychodów z tego tytułu według skali podatkowej, pozostawiając jedynie ryczałt ewidencjonowany.

Program Polskiego Ładu, jako zbiór ogólnych założeń, został opublikowany w maju tego roku. Planowane zmiany, również podatkowe, będą wprowadzane cyklicznie – w ramach konkretnych, stale aktualizowanych projektów ustaw. Jedna z nich dotyczyć będzie formy opodatkowania uzyskiwanych przychodów z tytułu prywatnego najmu nieruchomości. Obecnie podatnicy mają możliwość rozliczania się na dwa sposoby. Pierwszy sposób opiera się na ogólnej skali podatkowej – 17 albo 32-proc. Drugi sposób jest prostszy w rozliczeniu.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, bo o nim mowa, polega na tym, że podatek jest tutaj płacony od uzyskanego z najmu przychodu w stawce 8,5-proc. Gdy ten w skali roku przekroczy wartość 100 tys. złotych, nadwyżkę trzeba opodatkować stawką 12,5-proc. Co istotne, limit ten dotyczy łącznie obojga małżonków i nie ma przy tym znaczenia, co jest przedmiotem samego najmu. Mogą to być zatem zarówno ruchomości, jak i nieruchomości – mówi Teresa Warska, specjalista od prawa podatkowego w firmie Systim.pl.

Opodatkowanie przychodów z najmu skalą podatkową oznacza liczenie podatku wg wyższych stawek (17% lub 32%), ale od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Stosowana jest tutaj ogólna definicja kosztu podatkowego – mówiąc zatem w pewnym uproszczeniu kosztem jest każdy (poniesiony) wydatek, który służy uzyskaniu przychodów z najmu nieruchomości.

Diabeł tkwi w szczegółach, a w zasadzie… w wydatkach

Na pierwszy rzut oka planowane zmiany są korzystane dla podatników, gdyż uwzględniają niższą stawkę opodatkowania. Niestety sprawa nie jest taka oczywista, co potwierdza Teresa Warska z Systim.pl.

Wyższa stawka podatkowa liczona jest bowiem od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania, którym wg definicji –  jest de facto każdy poniesiony wydatek, który służy uzyskaniu przychodów z najmu. Oznacza to, że z początkiem 2022 r. wszelkie wydatki na zakup bądź wybudowanie nieruchomości mieszkalnych oraz jego najmu nie będą stanowiły kosztów podatkowych – zauważa ekspertka.

Co wchodzi w skład wspomnianych wydatków? Są to mianowicie: remont i wyposażenie, amortyzacja, odsetki od kredytu bankowego, czynsz do spółdzielni czy podatek od nieruchomości.

Co w przypadku nieruchomości mieszkalnych, wykorzystywanych w ramach działalności gospodarczej? Tutaj podatek będzie liczony od dochodu, a do kosztów podatkowych trafią bieżące remonty takich składników majątku oraz ich eksploatacja.

Na koniec warto podkreślić, że wynajmowanie mieszkań stanowi dla wielu osób dodatkowe źródło dochodów, a czasami wręcz jedyne. Brak możliwości ujęcia w kosztach podatkowych między innymi zakupu domu czy mieszkania, bądź ich: budowy, ulepszenia, adaptacji, rekonstrukcji czy modernizacji, może sprawić, że najem stanie się mniej dochodowy, a to zaś może poskutkować wzrostem jego cen.

Polska gospodarka po pandemii – PKB wzrośnie o 4,5%

Po ponad roku od wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce pewne jest to, że wiele zmian gospodarczych będzie nam towarzyszyć już na stałe. Przedsiębiorstwa musiały zmodyfikować własne struktury, aby przetrwać ten trudny okres. Na przestrzeni ostatnich miesięcy w trakcie trwania pandemii wsparcie fiskalne polskiej gospodarki było dosyć duże. Wydaje się, że pole do dalszego wsparcia jest już ograniczone. Co więcej, w przypadku wprowadzania nowych danin, firmy raczej nie będą mogły korzystać z takich środków wsparcia jak poprzednio. Nawet gdyby okazało się, że kolejna fala pandemii będzie groźniejsza dla gospodarki. Ekonomiści twierdzą, że środki przeznaczone na pomoc dla przedsiębiorców zostały już w dużej mierze wyczerpane i nie będzie dalej możliwości ich zwiększania. Początek 2021 roku dał nadzieję na poprawę sytuacji polskiej gospodarki. Jednak druga połowa obecnego roku przyzwyczaiła nas nie tylko do wzrostu cen żywności, ale także podwyższenia kosztów surowców – które są niezbędne do rozwoju silnika napędowego gospodarki, jakim jest przemysł. Czynniki te przyczyniły się do znacznego wzrostu inflacji, z którą Polska będzie mierzyć się w następnych miesiącach. Eksperci zapowiadają jednak, że ewentualna fala pandemii, która nadejdzie w najbliższym czasie, nie dotknie już tak drastycznie polskich firm – a rosnący wskaźnik zaszczepień dodatkowo nastraja pozytywnie. Jednocześnie zwracają uwagę na zagrożenia, jakimi są rosnące koszty produkcji, bariery podażowe czy chociażby to, jak szybko firmy mogą zdobyć surowce potrzebne do produkcji.

– Polska gospodarka wchodzi na coraz bardziej zdecydowane tory w kierunku odbudowy i ożywienia się. Zgodnie z naszymi prognozami, druga połowa 2021 roku powinna być okresem przyśpieszenia i wyjścia z letargu spowodowanego pandemią. Nasze ostatnie prognozy wzrostu PKB zakładają, że gospodarka wzrośnie o 4,5% w obecnym roku. Natomiast rok 2022 ma przynieść wzrost gospodarki na poziomie 5,1% – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Jeśli chodzi o silniki napędzające gospodarkę, to mamy do czynienia przede wszystkim z przemysłem i eksportem. Wraz z poprawą koniunktury na świecie i wzrostem globalnej wymiany handlowej, zaczęły one odreagowywać już w drugiej połowie zeszłego roku. Na początku 2021 roku dosyć pozytywnym zaskoczeniem była większa skłonność inwestycyjna wśród Polskich przedsiębiorstw – co z kolei przyczyniło się do szybszego wyjścia z recesji. Wówczas okazało się, że w obliczu zwiększonego popytu oraz lepszej sytuacji na rynkach światowych firmy zaczęły więcej inwestować. Natomiast mamy w tej sytuacji pewne zagrożenie, jakim jest niewątpliwie inflacja, która w lipcu osiągnęła aż 5%. W przeszłości takie sytuacje skłaniały banki do podniesienia stóp procentowych. Tu oczywiście należy zadać pytanie – jak długo utrzyma się inflacja? W styczniu przyczyną podwyższenia inflacji był wzrost cen żywności oraz wyższe ceny energii. W tym momencie głównym czynnikiem wzrostu są coraz większe koszty produkcji, które ponoszą firmy. Nie dość, że komponenty i surowce stale drożeją, to jeszcze zaczyna ich brakować. W czerwcu obecnego roku ceny produkcji przemysłu wzrosły o 7%, wówczas inflacja była na poziomie 4,4%. Widzimy więc, że firmy rzeczywiście ponoszą wyższe koszty i ciężko jest mówić o tym, aby przedsiębiorstwa poświęciły swoje marże. Firmy zaczęły przenosić koszty na finalnych konsumentów danych dóbr. Wydaje mi się, że w kolejnych miesiącach zobaczymy inflację utrzymującą się na wyższych poziomach niż w poprzednich latach – ocenia Sielewicz.

Ostatni raz tak tanio było w 2015 roku – ceny OC ciągle w dół

Ceny OC w III kwartale 2021 r. były niższe o prawie 11% niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Były także niższe o niecałe 2% niż w poprzednim kwartale tego roku. Eksperci twierdzą, że ich wzrost jest jednak nieunikniony.

W III kwartale 2021 r. mediana cen OC spadła aż do 604 zł. Tak niskie ceny obowiązkowej polisy komunikacyjnej nie były notowane od 2015 roku. Biorąc jednak pod uwagę, że wzrosła średnia cena likwidacji szkody, kierowcy powinni liczyć się wkrótce z możliwymi podwyżkami.  W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.Zmiany średnich cen OC

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w III kwartale br.?

Średnia cena OC w III kwartale 2021 roku wyniosła 604 zł, dzięki czemu była niższa o 74 zł (-10,9%) niż rok wcześniej. W III kwartale bieżącego roku odnotowano również nieznaczną obniżkę w stosunku do poprzedniego kwartału, która wyniosła 12 zł (-1,9%).Średnia cena ubezpieczenia OC

Od kilku lat obserwujemy systematyczne obniżki cen polis komunikacyjnych. W III kwartale 2021 r. średnia składka obowiązkowego ubezpieczenia pojazdu wyniosła 604 zł i była niższa o 1,9% od ceny OC z poprzedniego kwartału. Z kolei od zakończenia okresu dynamicznych podwyżek w 2017 r. przeciętna składka spadła już o 26%. To z pewnością pozytywna informacja dla kierowców, jednak niepokojąca z punktu widzenia systemu ubezpieczeniowego, bo jednocześnie obserwujemy wzrost wartości średniej szkody likwidowanej z polisy OC. Jeśli taka sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas, nieuniknione będzie podwyższenie obowiązujących stawek OC. Istotne dla cen OC będzie także planowane przez rząd powiązanie ich wysokości z wykroczeniami popełnianymi przez kierowców – komentuje Tomasz Masajło prezes zarządu rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (686 zł), mazowieckiego (662 zł) i dolnośląskiego (652 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (497 zł), podkarpackiego (501 zł) i świętokrzyskiego (527 zł).Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC w III kwartale 2021 roku_

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: opolskim (-17,7%) i podkarpackim (-17,1) – wynika z danych rankomat.pl.

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w III kwartale 2021 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola, Rzeszowa i Katowic. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 47%.

We wszystkich miastach wojewódzkich ceny OC spadły w porównaniu do roku ubiegłego. Obniżki wyniosły od -4% w Kielcach do -14,5% we Wrocławiu.W których miastach wojewódzkich OC było najdroższe

Raport RanKING powstał w oparciu o dane zgromadzone przez porównywarkę ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl. Do analizy posłużyły zapytania wykonane za pośrednictwem kalkulatora ubezpieczeń w okresie 01.01.2015 r. do 30.09.2021 r. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu może analizować zmiany
z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń.Najwyższe i najniższe ceny OC w III kwartale 2021 r_

Izrael poważnie ograniczył wymianę informacji wywiadowczych z USA

Według „The New York Times” rząd Izraela w styczniu br., po zmianie władzy w Białym Domu, znacznie ograniczył współpracę wywiadowczą ze Stanami Zjednoczonymi. Gazeta, powołując się na kilka anonimowych źródeł izraelskich i amerykańskich, utrzymuje, że izraelska administracja ówczesnego premiera Benjamina Netanjahu natychmiast po objęciu prezydentury przez Joe Bidena niemal zamroziła stosunki wywiadowcze z Waszyngtonem.

Izraelczycy postanowili w ten sposób odciąć administrację Bidena od najnowszych informacji o irańskim programie nuklearnym. Po dotkliwym zniszczeniu sieci wywiadowczej w Iranie w 2019 r. Stany Zjednoczone w dużej mierze polegają na izraelskim wywiadzie. Tel Awiw ma nadzieję, że odmawiając administracji Bidena informacji o Iranie, uniemożliwi Białemu Domowi zmianę kierunku polityki byłego prezydenta D. Trumpa wobec tego państwa.

Przykładem nowego podejścia miał być atak sabotażowy na irańską elektrownię atomową Natanz w kwietniu br., który przypisywano Izraelowi. Według dziennika Izraelczycy powiadomili Biały Dom o ataku zaledwie z dwugodzinnym wyprzedzeniem, co rzekomo uniemożliwiło Waszyngtonowi ocenę operacji i wywarcie presji na Izrael, aby jej poniechał.

Źródła amerykańskie utrzymują, że posunięcia administracji Netanjahu miały swój początek w złych relacjach z administracją prezydenta Baracka Obamy, który forsował nieaktualne już porozumienie nuklearne z Iranem. Zmiana polityki dotyczącej udostępniania informacji wywiadowczych przez rząd izraelski stanowi naruszenie „długiej, niepisanej umowy dającej USA prawo doradzania w zakresie tajnych operacji” i możliwość zakwestionowania określonych działań.

Z kolei źródła izraelskie podają, że powodem, dla którego Waszyngton nie został wcześniej powiadomiony o ataku na elektrownię atomową w Natanz, były obawy, że dojdzie do wycieku informacji. Urzędnicy amerykańscy rzekomo już wcześniej ujawniali informacje o izraelskich tajnych operacjach.

Zdaniem „The New York Times” rządy obu państw próbowały zresetować swoje stosunki wywiadowcze od czasu operacji w Natanz, ale nadal pozostają one napięte.

Źródło: The New York Times z 26.08.2021 r.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

JR HOLDING inwestuje w producenta dronów UAV – Prometheus S.A.

Spółka Inwestycyjna JR HOLDING pozyskała nową inwestycję – akcje Prometheus S.A. projektanta i producenta nowej klasy dronów UAV (unmanned aerial vehicle, bezzałogowy statek powietrzny). Spółka ta posiada opracowany i przetestowany prototyp robota-drona, oblatany i gotowy do rozpoczęcia procesu certyfikacji zgodnie z najnowszymi przepisami UE. W wyniku realizowanej inwestycji JR HOLDING osiągnie ogółem około 28,08% udziału w kapitale producenta dronów.

Prometheus S.A. została założona przez Państwa Artura i Małgorzatę Książek – liderów w branży dronów w Polsce, którzy od wielu lat współtworzą ten rynek. W ciągu dwóch lat, korzystając ze swojego doświadczenia, opracowali oni nowe rozwiązanie UAV – PROMETHEUS UAV GSM 077 ROBOT, który został od początku stworzony zgodnie nową specyfikacją opartą na przepisach rozporządzenia wykonawczego UE 2019/947 przewidującego, że od zakończenia okresu przejściowego z końcem 2022 roku wszystkie UAV będą musiały spełniać jego wymagania.

PROMETHEUS jest dronem do zastosowań profesjonalnych, w telekomunikacji, zapewnieniu bezpieczeństwa, ratownictwie, rolnictwie precyzyjnym, ochronie środowiska, ubezpieczeniach i wielu innych. Posiada udźwig 5 kg, a jego maksymalna masa to 25 kg (z ładunkiem i paliwem). Napędzany jest hybrydowym rozwiązaniem, uzyskującym energię do ładowania akumulatorów z generatora spalinowego, dzięki czemu osiągany czas lotu to 3-5 godzin bez przerwy. Możliwe jest też zastosowanie rozwiązań opartych o paliwo wodorowe. Siłę nośną zapewnia sześć silników elektrycznych połączonych z wirnikami o średnicy 28 cali umożliwiających lot z prędkością do 60 km na godzinę i wznoszenie do 20 km na godzinę w temperaturach od -10 do +50 stopni Celsjusza. Zastosowanie łączności przez sieć GSM umożliwia praktycznie nieograniczony zasięg drona, w ramach dostępu do sieci komórkowej.

Z naszych informacji wynika, że Prometheus jest obecnie jedyną firmą posiadającą gotowy, przetestowany i oblatany dron, stworzony od podstaw zgodnie z wymaganiami nowej specyfikacji, który może zostać poddany certyfikacji, jak tylko zostanie powołana uprawniona do tego instytucja. PROMETHEUS UAV GSM 077 jest obecnie zarejestrowany w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego jako bezzałogowy statek powietrzny w kategorii cywilnej do 25 kg – deklaruje Małgorzata Książek, Prezes Prometheus S.A.

W zakres posiadanego rozwiązania oprócz sprzętu, wchodzi również system sterowania i aplikacji praktycznej robota-drona oparty na funkcjonalności bezzałogowego statku powietrznego, ludzkiej percepcji rozszerzonej o technologię AR oraz precyzję i szybkość działania wsparte metodologią AI. Opracowano również system transportu, będący jednocześnie platformą automatycznego startu i lądowania. Dzięki pozyskanemu od JR HOLDING kapitałowi Prometheus S.A. rozwinie moce produkcyjne niezbędne do uruchomienia produkcji o skali powyżej 100 dronów już w przyszłym roku, a do kilkuset dronów w kolejnych latach.

Cieszymy się, że jako znaczący inwestor będziemy mogli przyczynić się do komercjalizacji i rozpoczęcia działalności Prometheus S.A. w skali globalnej. Gotowy i kompleksowy produkt, imponujący możliwościami, który obecnie nie posada praktycznie konkurencji stanowi doskonałą podstawę do oczekiwania komercyjnego sukcesu przedsięwzięcia. Jestem przekonany, że spółka ta będzie kolejnym silnym punktem w portfelu JR HOLDING – powiedział January Ciszewski, Prezes JR HOLDING ASI S.A.

Brytyjskie sankcje nałożone na funkcjonariuszy FSB za próbę otrucia A. Nawalnego

Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Wspólnoty i Rozwoju Wielkiej Brytanii (FCDO) poinformowało o nałożeniu sankcji na siedmiu obywateli Rosji, funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa, oskarżonych o udział w zatruciu czołowego opozycjonisty i krytyka Kremla Aleksieja Nawalnego. Funkcjonariusze bezpośrednio odpowiedzialni za planowanie bądź przeprowadzenie ataku na lidera rosyjskiej opozycji w dniu 20 sierpnia 2020 r. będą podlegać zakazowi podróżowania i zamrożeniu aktywów. Ujawnieni z nazwiska pracownicy FSB to: Iwan Osipow, Aleksiej Siedow, Władimir Panajew, Kirył Wasiliew, Władimir Bogdanow, Aleksiej Aleksandrow i Stanisław Makszakow.

Minister Spraw Zagranicznych Dominic Raab oświadczył, że każde użycie broni chemicznej przez państwo rosyjskie narusza prawo międzynarodowe i konieczne jest przeprowadzenie przejrzystego dochodzenia. Wezwał Rosję do zadeklarowania pełnego zapasu środka trującego novichok.

Wielka Brytania już wcześniej nałożyła sankcje na sześciu Rosjan, w tym dyrektora FSB. Uwięziony A. Nawalny w rocznicę ataku na jego życie wezwał światowych przywódców do skupienia większej uwagi na walce z korupcją w bliskim otoczeniu Putina.

Wielka Brytania i USA wydały wspólne oświadczenie, w którym potępiły „próby zabójstwa” Nawalnego. Z zadowoleniem przyjęły podobne działania sankcyjne podjęte przez swoich partnerów międzynarodowych.

Źródło: The Guardian z 20.08.2021 r.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Cavatina Holding publikuje wyniki za I półrocze 2021 r.

Cavatina Holding (jednostka dominująca Grupy Kapitałowej Cavatina Holding), największy polski deweloper biurowy opublikowała skonsolidowane wyniki finansowe za I półrocze 2021 roku.

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 117,7 mln zł, wzrost o 104,4% r/r
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 106,6 mln zł, wzrost o 127,2% r/r
  • Skonsolidowany zysk netto: 88,5 mln zł, wzrost o 548,5% r/r

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników osiągniętych przez Grupę Cavatina Holding w I półroczu 2021 roku. Najistotniejszy wpływ na nasze wyniki miało tempo prac oraz postęp komercjalizacji na realizowanych przez Grupę projektach. W tym roku uzyskaliśmy pozwolenia na użytkowanie dla Equal Business Park D, Palio Office Park A i Ocean Office Park A, które łącznie mają 35,7 tys. mkw. Nasze projekty realizujemy zgodnie z harmonogramami, chcemy wykorzystać bardzo prawdopodobną lukę podażową, a jednocześnie obserwujemy zwiększoną aktywność po stronie najemców, która przekłada się na kolejne umowy najmu w naszych zlokalizowanych w największych miastach Polski projektach. W samym I półroczu podpisaliśmy umowy najmu na 24 tys. mkw – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding – Pandemia przewartościowała wiele aspektów funkcjonowania rynku biurowego i jako jeden z liderów rynku wprowadzamy w naszych projektach wiele innowacyjnych rozwiązań mających na celu dostosowanie powierzchni do potrzeb przyszłych najemców oraz zapewnienie pracownikom bezpieczeństwa i odpowiednich warunków do pracy – dodaje

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe za I półrocze 2021 rok

Dane w [mln zł] I pół. 2021 r. I pół. 2020 r. Zmiana%
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 117,7 57,6 104,4%
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 108,6 34,8 212,1%
Zysk z działalności operacyjnej 106,6 46,9 127,2%
Zysk netto 88,5 13,6 548,5%

 

Dane w [mln zł] 30 czerwca 2021 r. 31 grudnia  2020 r. Zmiana%
Kapitał własny 758,0 669,5 13%
Suma aktywów 1 780,4 1 404,9 27%

 

Deweloper miał w I półroczu 2021 roku 88,5 mln zł zysku netto, który był wyższy o 548,5% r/r. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 106,6 mln zł, co oznacza wzrost o 127% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Kluczowy wpływ na wyniki osiągane przez Grupę miał zysk z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych, który wzrósł o 212,1% do poziomu 108,6 mln zł w związku postępem prac i komercjalizacji realizowanych projektów oraz rozpoczęciem kolejnych inwestycji.

Poziom najmu (przed-najmu w przypadku nieruchomości inwestycyjnych w budowie) nieruchomości inwestycyjnych wycenianych według wartości godziwej wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za I półrocze 2021 roku: Carbon Tower – 93%, Tischnera Office – 77%, Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 47% (w tym 30% list intencyjny), Ocean Office Park A – 29%, Global Office Park A – 50%, Palio Office Park A – 43%.

Sytuacja finansowa Grupy jest bardzo dobra i dlatego z dużym optymizmem patrzymy na obecną sytuację na rynku i możliwość dalszego umacniania pozycji Grupy Cavatina Holding. Z punktu widzenia dalszego rozwoju najważniejszym wydarzeniem pierwszego półrocza były przygotowania do przeprowadzenia oferty publicznej dzięki której zadebiutowaliśmy na rynku głównym GPW. Oprócz znaczących środków z oferty umożliwi nam to również zintensyfikowanie pozyskiwania w przyszłości finansowania dłużnego i emisji kolejnych obligacji, czego potwierdzeniem jest ogłoszenie kilka dni temu programu emisji obligacji spółki o wartości 200 mln zł. – dodaje Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding

W styczniu 2021 roku Cavatina Holding zadebiutowała na rynku Catalyst wprowadzając do obrotu 3,5-letnie obligacje o wartości 20 mln zł, w lipcu 2021 roku przeprowadziła pierwszą ofertę publiczną i spółka weszła na Główny Rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Wartość oferty wyniosła 187,5 mln zł. Pozyskane z emisji środki są przeznaczane na dalszy rozwój działalności poprzez zakup nieruchomości gruntowych we Wrocławiu i realizację inwestycji biurowych. W sierpniu deweloper sfinalizował transakcję zakupu nieruchomości we Wrocławiu za 95 mln zł netto. Transakcja stanowi realizację celu emisyjnego, a kompleks budynków Quorum, który powstanie między innymi na zakupionych gruntach będzie największym obiektem typu mixed-use w tym mieście.

We wrześniu 2021 r. Cavatina Holding ustanowiła program emisji obligacji, który pozwala na emitowanie w jednej lub wielu seriach obligacji o wartości do 200 mln zł. Transakcje będą prowadzone w formie emisji publicznych, a obligacje będą wprowadzane do obrotu na GPW. Wszystkie obligacje będą zabezpieczone.

Relacja z debaty Poznań 2025 – Miasto Przyjazne Elektromobilności

Firmy oraz samorządy konsekwentnie inwestują w rozwój elektromobilności
i zeroemisyjną flotę. Bez odpowiedniej infrastruktury ładowania te starania mogą jednak pójść na marne – tak można spuentować dzisiejszą debatę Poznań 2025 – Miasto Przyjazne Elektromobilności.

Celem spotkania było znalezienie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób przygotować się na elektromobilną rewolucję, której wszyscy jesteśmy świadkami. Rosnącą popularność pojazdów zeroemisyjnych potwierdzają najnowsze dane sprzedażowe z rynku Unii Europejskiej.

Pierwszym punktem agendy była rozmowa z Lutske Lindeman (Strategic Advisor for the Energy Transition in Mobility, City of Rotterdam), która opowiedziała o tym, w jaki sposób Rotterdam przygotowuje się do osiągnięcia zeroemisyjnych celów. – Do 2030 roku chcemy ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 55 procent. Nasza strategia opiera się na czterech filarach – transporcie publicznym, transporcie komunalnym, transporcie ciężkim oraz infrastrukturze ładowania – powiedziała L. Lindeman. – Marzymy o zdrowym i atrakcyjnym mieście. Dlatego jesteśmy na drodze do zeroemisyjności – dodała.

Przykład Rotterdamu jest bez wątpienia inspirujący dla włodarzy innych miejscowości. Jacek Jaśkowiak, zwrócił jednak uwagę, że nie można przerzucać całej odpowiedzialności na samorządy. – W Poznaniu punktów ładowania jest całkiem sporo. Problemem jest obecnie podróż na dłuższych dystansach. Co z tego, że samorządy robią, co mogą, gdy będąc na autostradzie musimy zjechać na długi dystans, żeby naładować pojazd. Nie liczba punktów ładowania, a ich lokalizacja jest kluczowa – podkreśla prezydent Poznania.

Prezes Volkswagen Group Polska zgodził się, że łatwo dostępne i przed wszystkim ultraszybkie ładowarki przy autostradach są niezbędne, niemniej wskazał też, że takie ładowanie w szerszym ujęciu jest stosunkowo rzadkim zjawiskiem: – Ładowanie samochodów elektrycznych w trasie odpowiada zaledwie za 5 procent wszystkich procesów ładowania. Najczęściej energię w samochodzie uzupełnia się w domu, to aż 50 procent przypadków. Samochodami elektrycznymi jeździ jednak coraz więcej osób mieszkających w domach wielorodzinnych, dla nich bardzo ważna jest rozwinięta sieć publicznych ładowarek. – podkreśla Pavel Šolc, wskazując, że rozwój infrastruktury zarówno miejskiej jak i tej przy głównych drogach musi przyspieszyć. – Jako Grupa Volkswagen jesteśmy liderem elektromobilności w Europie, stawiamy przed sobą bardzo ambitne cele. Zakładamy, ze za niespełna 10 lat, aż 6 z 10 samochodów naszej Grupy sprzedawanych w Europie będzie w pełni elektrycznych. Jednak bez odpowiedniej infrastruktury osiągniecie tego celu będzie niemożliwe – dodaje szef Volkswagen Group Polska.

W Polsce cały czas brakuje punktów ładowania. Co ciekawe polskie firmy wiodą prym
w produkcji tych rozwiązań. – Polska staje się istotnym producentem stacji ładowania. Wiele firm produkuje z powodzeniem infrastrukturę, która jest importowana do innych krajów Unii Europejskiej – zaznacza dr inż. Krzysztof Sieczkarek, Kierownik Laboratorium Urządzeń Elektronicznych Centrum Technologii Radiowych i Kompatybilności Elektromagnetycznej, Instytut Logistyki i Magazynowania, Instytut Łukasiewicz.

Nie tylko samorządy interesują się wykorzystaniem zeroemisyjnych pojazdów. Dobrym przykładem jest firma Żabka Polska, która inwestuje elektryczną flotę. Adam Manikowski wymienia korzyści, jakie niesie za sobą zelektryfikowana flota: – Dzięki temu, ze samochody elektryczne są ciche możemy robić dostawy nawet o późnych godzinach. Korzystanie z buspasów pozwala z kolei te dostawy przyspieszyć – mówi wiceprezes Żabki.

Amazon otwiera w Świebodzinie robotyczne centrum logistyczne oraz STEM Kindloteki

  • Amazon otworzył w Świebodzinie robotyczne centrum logistyczne o powierzchni 193 000 m².
    To 10. centrum i 3. obiekt robotyczny Amazon w Polsce oraz 1. w woj. lubuskim.
  • Amazon zapewni w Świebodzinie ponad 1 000 stałych miejsc pracy. Obecnie firma zatrudnia
    na stałe już 23 000 osób w całym kraju. Jednocześnie, w codziennych obowiązkach pracowników wspiera 3 000 robotów transportowych Amazon Robotics.
  • Inwestycja została zrealizowana w oparciu o ideę zrównoważonego rozwoju, bazującą
    na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych i proekologicznych.
  • Amazon uruchomił w Świebodzinie dwie STEM Kindloteki – edukacyjne przestrzenie multimedialne, otwarte dla lokalnej społeczności.

Amazon otwiera w Świebodzinie robotyczne centrum logistyczne oraz STEM Kindloteki_Materiał_prasowyAmazon poinformował o uroczystym otwarciu robotycznego centrum logistycznego w Świebodzinie. To dziesiąty tego typu obiekt firmy w Polsce i pierwszy w województwie lubuskim. Jednocześnie świebodzińskie centrum jest już trzecim centrum robotycznym w naszym kraju, wyposażonym w 3 000 robotów transportowych Amazon Robotics. Łącznie ponad 10 000 tego typu urządzeń wspiera procesy logistyczne w polskich oddziałach Amazon, z czego 7 100 funkcjonuje w centrach w Kołbaskowie oraz Gliwicach. Innowacyjne jednostki napędowe służą do realizacji zamówień klientów, składanych na stronie amazon.pl.

Łączna powierzchnia centrum logistycznego w Świebodzinie wynosi 193 000 m², co zapewni możliwość magazynowania do 30 mln produktów. To drugi największy obiekt Amazon w Polsce, zaraz po centrum w Gliwicach. Ponadto, budynek zostanie wyposażony w 58 doków dla pojazdów ciężarowych i 28 km taśmociągów.

Jestem zaszczycony i niezmiernie szczęśliwy, że mogę dziś – w roli dyrektora generalnego świebodzińskiego centrum – otworzyć najnowszą inwestycję Amazon w Polsce. To rynek, na którym do tej pory stworzyliśmy 23 000 stałych miejsc pracy i wygenerowaliśmy ponad 12 mld zł inwestycji. Otwierając robotyczne centrum logistyczne w Świebodzinie dokładamy kolejną cegiełkę do wzmocnienia branży e-commerce w Polsce oraz gospodarczego rozwoju regionu – podsumowuje inwestycję Chris Herzberg, Dyrektor Generalny Centrum Logistycznego w Świebodzinie. – Nasze nowe centrum pomoże nie tylko zaspokoić rosnące zapotrzebowanie naszych klientów na sprawną obsługę e-zakupów, rozszerzyć ofertę produktową, przy jednoczesnym wsparciu stale zwiększającej się liczby partnerów handlowych, ale też pozwoliło na stworzenie 1 000 nowych miejsc pracy w regionie. Dlaczego zainwestowaliśmy w Świebodzinie? Przemówiło za tym kilka bardzo ważnych argumentów, w tym dobra infrastruktura oraz wsparcie i doskonała współpraca z władzami miejskimi i regionalnymi – dodaje Chris Herzberg.

Cieszę się, że Amazon wybrał właśnie Świebodzin na swoją kolejną lokalizację. Bez wątpienia stanowi to ogromny bodziec rozwojowy nie tylko dla naszego miasta, ale również dla całego województwa lubuskiego. Obecność światowego lidera branży e-commerce jest wielką szansą na umocnienie pozycji Świebodzina jako jednego z liderów gospodarczego rozwoju regionu. Jestem głęboko przekonany, że dzięki dobrej współpracy – nie tylko na płaszczyźnie gospodarczej, ale również w zakresie wspierania zrównoważonego rozwoju – możemy razem osiągnąć wspaniałe rezultaty – zapewnia Tomasz Sielicki, Burmistrz Świebodzina.

Witamy Amazon w naszej zielonej krainie z przekonaniem, że nasze wspólne projekty będą służyły lepszej jakości życia i lepszej przyszłości Lubuszan. Lubuskie przyciąga nowych inwestorów dzięki takim potencjałom, które wspólnie tworzymy od dwóch dekad. Lubuskie naturalne, innowacyjne, otwarte, dostępne transporotowo i telekomunikacyjnie jest atrakcyjne dla światowych marek, takich jak Amazon, dzięki lubuskim przedsiębiorcom i mieszkańcom tworzącym dobry wizerunek regionu i naszych produktów światowej klasy – podkreśla Elżbieta Anna Polak, Marszałek Województwa Lubuskiego.

W robotycznym centrum logistycznym w Świebodzinie zatrudnienie znajdzie 1 000 pracowników.

Nowe centrum Amazona przede wszystkim doskonale wypełniło lukę na świebodzińskim rynku pracy.
Od dłuższego czasu aktywnie poszukiwałam pracy,
gdzie mogłabym nie tylko wykorzystać swój potencjał, ale też się rozwijać, co na lokalnym rynku nie jest łatwym zadaniem. W Amazon robię to, co lubię, współpracuję z profesjonalistami, a przy tym ze wspaniałymi ludźmi, na których zawsze mogę liczyć. To właśnie sprawia, że praca w Amazon jest dla mnie wyjątkowa. Prywatna opieka zdrowotna, karta Multi Sport, to dodatkowe zalety sprawiające, że Amazon polecam moim znajomym – mówi Ewelina Popławska, pracująca w Centrum Operacyjnym Amazon.

Amazon inwestuje w zieloną energię

Budynek w Świebodzinie – w ramach zobowiązania Amazon do osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla w całej działalności do 2040 roku – jest w 100% zasilany energią elektryczną. Dotyczy to systemu grzewczego, jak też podgrzewania ciepłej wody, co pozwala uniknąć stosowania paliw kopalnych (gazu ziemnego), przy zachowaniu efektywności energetycznej jako najwyższego priorytetu dla firmy. Ogrzewanie, wentylacja i klimatyzacja (ang. HVAC – heating, ventilation, air conditioning) są kontrolowane przez dedykowany system zarządzania budynkiem (ang. BMS – Building Management System), który zapewnia komfortowe środowisko pracy dla pracowników, jednocześnie redukując niepotrzebne zużycie energii. Oświetlenie LED sterowane jest w zależności od dostępności światła naturalnego i stopnia zapełnienia budynku, a jakość powietrza w pomieszczeniach jest stale monitorowana. Budynek jest wyposażony w 3 900 paneli słonecznych. Panele fotowoltaiczne zajmują powierzchnię ponad 8 600 m²,
a ich łączna moc wynosi 1 755 kWp, co pozwala firmie na częściowe zasilanie obiektu w Świebodzinie energią odnawialną i przykładowo wystarczyłaby do zasilenia około 480 domów jednorodzinnych. Amazon również wyposażył centrum logistyczne w Świebodzinie w ponad 40 stacji ładowania, które pozwalają na jednoczesne ładowanie ponad 80 samochodów elektrycznych. Punkty ładowania są dostępne bezpłatnie dla pracowników i gości firmy Amazon, w tym osób niepełnosprawnych.

STEM Kindloteka Świebodzin – nowoczesna edukacja z Amazon

Równocześnie z otwarciem robotycznego centrum logistycznego w Świebodzinie, Amazon uruchomił na terenie miasta dwie STEM Kindloteki, czyli kreatywne przestrzenie edukacyjne, przeznaczone do zdobywania wiedzy i nowoczesnych kompetencji, dostępne dla mieszkańców miasta, powiatu i okolic. Jedna z multimedialnych stref zlokalizowana jest w filii nr 1 Biblioteki Miejskiej w Świebodzinie (os. Łużyckie 39), natomiast druga znajduje się w Świetlicy Inicjatyw Twórczych – Strefie Wsparcia Rodziny (ul. Bramkowej 2).

STEM Kindloteka to program edukacyjny realizowany przez Amazon we współpracy ze stowarzyszeniem Cyfrowy Dialog. Przewodnim celem projektu jest nie tylko popularyzacja edukacji STEM (Science – Technology – Engineering – Maths) wśród uczniów i nauczycieli, ale też integracja lokalnej społeczności.

Od początku obecności w Polsce działamy na rzecz mieszkańców wszędzie tam, gdzie powstały nasze centra logistyczne i gdzie mieszkają nasi pracownicy. Nie inaczej jest w Świebodzinie. Cieszymy się, że możemy stać się częścią tej społeczności i dziękujemy za ciepłe powitanie. Chcemy wykorzystać tę szansę jak najlepiej i być dla Was dobrym sąsiadem. Oprócz miejsc pracy, chcemy mieszkańcom Świebodzina i okolic podarować także miejsce, które na stałe będzie przestrzenią do wspólnej zabawy, nauki i rozwoju. Jesteśmy dziś w jednej z dwóch STEM Kindlotek, które otworzyliśmy w Świebodzinie. Mam nadzieję, że STEM Kindloteka będzie ulubionym miejscem dzieci, gdzie odkryją nowe pasje i zdobędą cenną wiedzę i umiejętności – mówi Blanka Fijołek, Community Engagement Manager CEE w Amazon.

STEM Kindloteki w Świebodzinie to dwa wielofunkcyjne, cyfrowe kąciki interaktywne, stworzone do realizacji programów edukacyjnych dla dzieci, w tym m.in.: zajęć programistyczno-robotycznych, majsterkowania, muzykowania, czytania, odkrywania czy doświadczania. Uczestnikom warsztatów towarzyszyć będą przeszkoleni nauczyciele, bibliotekarze i edukatorzy. To oni poprowadzą zajęcia, które mają angażować i inspirować do pogłębiania wiedzy, bazując na scenariuszach przygotowanych przez Cyfrowy Dialog oraz Amazon, a także korzystając z własnych doświadczeń i dobrych praktyk wypracowanych przez społeczność, która powstaje wokół programu.

Na co zwrócić uwagę kupując samochód elektryczny?

Wybór wymarzonego samochodu wymaga godzin spędzonych na jego konfiguracji. Dobór wyposażenia, silnika czy koloru są kluczowe z punktu widzenia oczekiwań właściciela i późniejszej eksploatacji. Zakup samochodu elektrycznego może być znacznie łatwiejszy niż spalinowego, pod warunkiem, że będziemy pamiętać o kilku istotnych szczegółach.

Polacy to naród, który jest dobrze obeznany z nowoczesnymi technologiami. Potwierdza to fakt, że 97 proc. z nas uważa, iż nowe technologie są potrzebne, a ponad 90 proc. respondentów dostrzega ich kluczową rolę w rozwoju polskiej gospodarki[1]. Podobnie jest z elektromobilnością. Z analizy UCE Research wynika, że 61 proc. Polaków deklaruje chęć posiadania samochodu elektrycznego, a tylko 3,4 proc. nie ma zdania w tej kwestii[2].

Mnogość opcji

Wyższe zainteresowanie samochodami elektrycznymi to w znacznej mierze efekt coraz większego nasycenia rynku. Obecnie praktycznie każdy wiodący koncern motoryzacyjny posiada w ofercie pojazdy z zeroemisyjne. Klienci mogą wybierać modele o różnych rodzajach i wymiarach nadwozia, pojemnościach baterii, mocach układu napędowego czy wyposażenia.

Oferta modelowa samochodów z napędem elektrycznym poszerza się bardzo dynamicznie. Jak wynika z najnowszej edycji opracowanego przez PSPA raportu „Polish EV Outlook” w połowie 2021 r. osoby i firmy zainteresowane nabyciem pojazdów tego typu w Polsce mogły wybierać spośród 68 modeli BEV (55 osobowych i 13 dostawczych) oraz 82 modeli PHEV. Co bardzo istotne samochody elektryczne są już dostępne praktycznie w każdym segmencie rynku: od aut miejskich i kompaktowych, przez coraz bardziej popularne SUVy i crossovery aż po luksusowe limuzyny – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Bogata oferta rynkowa oznacza więcej opcji do rozpatrzenia. Przed podjęciem ostatecznej decyzji zakupowej warto rozważyć wiele aspektów, wśród nich średni dzienny dystans, który pokonujemy samochodem. Z przygotowanego przez PSPA „Barometru Nowej Mobilności” wynika, że 4 na 5 Polaków nie pokonuje w trakcie dnia więcej niż 50 km[3]. Na tej podstawie można wybrać model, wyposażony w akumulator trakcyjny optymalnie dostosowany do naszych potrzeb.

Wybierając samochód elektryczny, klienci zazwyczaj biorą pod uwagę dwa najistotniejsze czynniki: zasięg oraz dostępność ładowania. Ważne jest więc, aby przed zakupem elektryka określić, czy będziemy korzystać z samochodu raczej do poruszania się po mieście, na krótszych dystansach, czy też na dłuższych trasach. Uprzednio powinniśmy również określić, jak zamierzamy ładować nasz samochód: w domu, czy też na stacjach ładowania. W obu przypadkach znaczenie ma również szybkość (moc) ładowania – mówi Marcin Wlazło, PR Specialist Hyundai Motor Poland.

Kolejnymi istotnymi czynnikami są wyposażenie oraz serwis. Co do zasady, samochody elektryczne już w podstawowych odmianach są standardowo wyposażone w więcej opcji niż ich spalinowe odpowiedniki. Zdecydowana większość posiada np. LED-owe reflektory, nawigację, podgrzewane siedzenia (często też kierownicę) czy system łączności z telefonem. Z jednej strony ogranicza to liczbę dodatkowych opcji, zaś z drugiej znacznie upraszcza coraz popularniejszą procedurę zakupu przez internet.

Ważnym czynnikiem, na który warto zwrócić uwagę, wybierając samochód elektryczny są warunki serwisowania i gwarancji. Istotne jest, aby oferta producenta zapewniała nam spokojną i bezpieczną podróż. Przykładowo, wszystkie modele elektryczne Hyundai objęte są 5-letnią gwarancją bez limitu kilometrów, a dodatkowo akumulator litowo-jonowy wysokiego napięcia objęty jest gwarancją na 8 lat lub 160 000 km, w zależności od tego, co wystąpi wcześniej – dodaje Wlazło.

Optymalne RV i TCO

Wspomniane elementy są istotne nie tylko dla użytkownika, ale też ważne z punktu widzenia wartości rezydualnej oraz całkowitych kosztów eksploatacji (TCO). Decyzja o np. zbyt bogatym wyposażeniu może się okazać nieekonomiczna przy ewentualnej opcji sprzedaży.

Rynek samochodów elektrycznych jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się segmentów motoryzacji. Rosnące zainteresowanie klientów przekłada się na coraz szerszą ofertę producentów. Kluczowe staje się więc precyzyjne zdefiniowanie parametrów użytkowych charakterystycznych dla pojazdów elektrycznych. Pojemność baterii przekładająca się na zasięg i maksymalna moc ładowania wpływająca na potencjalny czas „tankowania” to kluczowe dane techniczne, które należy dostosować do charakteru planowanej eksploatacji. Nieuzasadnione z punktu widzenia całkowitych kosztów użytkowania staje się „przeinwestowanie” w powyższych obszarach. Warto również pamiętać, iż w procesie szacowania wartości rezydualnej pojazdu istotne znaczenie mają udział w rynku oraz opinie o marce i modelu – tłumaczy Cezary Spychała, Specjalista ds. TCO w Info-Expert.

Na wartość rezydualną pojazdu może mieć również wpływ dokonany na etapie zakupu wybór mocy ładowania. Wybrane modele oferują warianty pozwalające na szybsze uzupełnianie energii niż wersje podstawowe. Są przy tym droższe, a dopłata w tym zakresie nie zawsze jest uzasadniona np. z perspektywy kierowców, którzy nigdy lub rzadko jeżdżą w długie trasy, korzystając z szybkiej i ultraszybkiej infrastruktury ogólnodostępnej.

Proces wyboru samochodu elektrycznego musi wiązać się z doprecyzowaniem naszych oczekiwań. Dlatego warto określić, czy bardziej zależy nam na dużym i pojemnym akumulatorze, czy np. na czasie jego ładowania. Warto zwrócić uwagę na to, jak często będziemy mogli ładować samochód i w jakich okolicznościach. Najlepsze modele oferują nie tylko pojemne akumulatory, ale i możliwość bardzo szybkiego ładowania. Przy wyborze samochodu elektrycznego powinniśmy przyjrzeć się także m.in. oferowanym przez niego technologiom (w tym z zakresu bezpieczeństwa) – podpowiada Hubert Niedzielski, Kierownik PR marki Volkswagen.

Walory środowiskowe

Klienci decydujący się na samochody zeroemisyjne są osobami o wysokiej świadomości ekologicznej. Decyzję o wyborze konkretnego pojazdu podejmują często na podstawie wpływu produkcji danego modelu na środowisko. „Coraz więcej klientów przy zakupie samochodu zwraca uwagę na informacje dotyczące jego produkcji – tego, czy i w jakim stopniu obciążą ona środowisko naturalne. Nasze modele elektryczne z rodziny ID. produkowane w sposób neutralny pod względem bilansu emisji CO2” – dodaje Niedzielski.

Szereg producentów podejmuje starania o ograniczenie śladu węglowego oferowanych samochodów z napędem elektrycznym m.in. poprzez zasilanie energią ze źródeł odnawialnych fabryk wytwarzających zarówno pojazdy, jak i poszczególne ich komponenty, w tym akumulatory litowo-jonowe. Według raportu ICCT z lipca 2021 r., samochody całkowicie elektryczne w Europie w stosunku do swoich spalinowych odpowiedników ograniczają emisje dwutlenku węgla w całym cyklu życia produktu nawet o 69%. Przewaga ekologiczna EV w kolejnych latach będzie systematycznie wzrastać m.in. wraz z coraz większym udziałem OZE w krajowym miksie energetycznym.

[1] PWC – raport „Technologia w służbie społeczeństwu. Czy Polacy zostaną społeczeństwem 5.0?”.

[2] Badanie opinii publicznej na temat samochodów elektrycznych przeprowadzonego przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH.

[3] Barometr Nowej Mobilności 2020/21. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA). Warszawa 2020.

Ford zbuduje 2 nowoczesne fabryki w USA za 11,4 mld dolarów

  • Ford chce przyspieszyć transformację ku pojazdom elektrycznym wśród amerykańskich klientów za pomocą największego, najbardziej zaawansowanego i wydajnego kompleksu produkcyjnego samochodów w swojej 118-letniej historii.
  • Kompleks Blue Oval City zostanie zbudowany na działce o powierzchni prawie 6 mil kwadratowych w zachodnim Tennessee i będzie zajmował się produkcją elektrycznych pickupów serii F nowej generacji oraz zaawansowanych akumulatorów.
  • Ponadto w centrum Kentucky ma powstać nowy park akumulatorów BlueOvalSK, składający się z bliźniaczych fabryk akumulatorów, które będą zasilać nową linię pojazdów elektrycznych Forda i Lincolna.
  • Ford i SK Innovation planują zainwestować 11,4 miliarda dolarów i stworzyć prawie       11 000 nowych miejsc pracy – prawie 6 000 w Stanton w stanie Tennessee i 5 000 w Glendale w stanie Kentucky. Produkcja nowych pojazdów elektrycznych i zaawansowanych akumulatorów litowo-jonowych rozpocznie się w 2025 roku.
  • Trzy nowe fabryki akumulatorów BlueOvalSK – dwie w Kentucky i jedna w Tennessee – zapewnią Fordowi 129 gigawatogodzin rocznie.
  • Inwestycje te opierają się na niedawnych zapowiedziach Forda, że będzie on współpracować z Redwood Materials nad recyklingiem akumulatorów w obiegu zamkniętym i dokona nowej inwestycji w celu zwiększenia produkcji pickupa F-150 Lightning w Dearborn w stanie Michigan, począwszy od przyszłego roku.
  • Ford inwestuje też 90 milionów dolarów w Teksasie, a łącznie 525 milionów dolarów w Stanach Zjednoczonych, aby wyszkolić wykwalifikowanych techników do obsługi skomunikowanych, elektrycznych pojazdów o zerowej emisji.

Ford Motor Company ogłasza plany budowy dwóch ogromnych, zaawansowanych technologicznie i środowiskowo kompleksów w Tennessee i Kentucky, które będą produkować nową generację elektrycznych modeli serii F oraz akumulatory do przyszłych elektrycznych Fordów i Lincolnów. Ma to przyspieszyć wprowadzenie pojazdów elektrycznych na szeroką skalę wśród amerykańskich klientów.

Ford planuje dokonać największej w historii Stanów Zjednoczonych inwestycji w pojazdy elektryczne przez dowolnego producenta motoryzacyjnego. Wraz ze swoim partnerem SK Innovation planuje zainwestować 11,4 miliarda dolarów i stworzyć prawie 11 000 nowych miejsc pracy w ogromnych zakładach w Tennessee i Kentucky, wzmacniając lokalne społeczności i budując wizerunek Forda jako wiodącego amerykańskiego pracodawcy w branży motoryzacyjnej.

Całkowicie nowy mega-kompleks o wartości 5,6 miliarda dolarów w Stanton w stanie Tennessee, nazwany Blue Oval City, stworzy około 6 000 nowych miejsc pracy i zmieni sposób produkcji pojazdów i akumulatorów.

Blue Oval City stanie się dla Forda zintegrowanym ekosystemem, w którym produkowana będzie poszerzona gama pojazdów elektrycznych serii F, a znajdzie się tam także fabryka akumulatorów BlueOvalSK czy kluczowi dostawcy marki. Nowy zakład montażowy Forda w Tennessee został zaprojektowany tak, aby był neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla, z zerową ilością odpadów trafiających na wysypiska śmieci po pełnym uruchomieniu produkcji.

W centrum Kentucky Ford planuje wraz z SK Innovation zbudować dedykowany kompleks do produkcji akumulatorów – wart 5,8 miliarda dolarów BlueOvalSK Battery Park – tworząc 5 000 miejsc pracy. Bliźniacze fabryki akumulatorów mają zaopatrywać zakłady Forda w Ameryce Północnej w lokalnie produkowane akumulatory do zasilania pojazdów elektrycznych nowej generacji Forda i Lincolna. Inwestycje w nowe fabryki akumulatorów w Tennessee i Kentucky mają być dokonywane za pośrednictwem BlueOvalSK, nowej spółki joint venture utworzonej przez Forda i SK Innovation, z zastrzeżeniem ostatecznych umów, zatwierdzeń regulacyjnych i innych warunków.

– To przełomowy moment, w którym Ford poprowadzi amerykańską transformację ku pojazdom elektrycznym i zapoczątkuje nową erę czystej, neutralnej pod względem emisji dwutlenku węgla produkcji – powiedział Bill Ford, prezes wykonawczy Ford Motor Company. – Dzięki tej inwestycji i duchowi innowacji możemy osiągnąć cele, które kiedyś uważano za wzajemnie się wykluczające – chronić naszą planetę, budować wspaniałe pojazdy elektryczne, które pokochają Amerykanie i przyczynić się do dobrobytu naszego narodu.

Inwestycja pojawia się w związku z dużym popytem na zupełnie nowe modele elektryczne F-150 Lightning, E-Transit i Mustang Mach-E, a także jest uzupełnieniem niedawnych zapowiedzi Forda o zwiększeniu mocy produkcyjnych i nowych miejscach pracy w Centrum Elektrycznych Pojazdów w kompleksie Ford Rouge w Dearborn.

– To jest nasz moment – nasza największa inwestycja w historii – aby pomóc w budowaniu lepszej przyszłości dla Ameryki – powiedział Jim Farley, prezes i dyrektor generalny Ford Motor Company. – Robimy to, aby dostarczać przełomowe pojazdy elektryczne dla wielu, a nie dla nielicznych. Chodzi o tworzenie dobrych miejsc pracy, które wspierają amerykańskie rodziny, o ultrawydajny, neutralny pod względem emisji system produkcyjny i rozwijającą się firmę, która zapewnia wartość dla społeczności, dilerów i udziałowców.

Inwestycja Forda o wartości 7 miliardów dolarów jest największą inwestycją produkcyjną, jaką kiedykolwiek na raz dokonał jakikolwiek producent samochodów w USA. Będąc częścią wartej ponad 30 miliardów dolarów inwestycji Forda w pojazdy elektryczne do 2025 r. wspiera ona długoterminowy cel firmy, jakim jest stworzenie zrównoważonego ekosystemu produkcyjnego w Ameryce i przyspieszenie działań w celu osiągnięcia neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla. Jest to poparte celami naukowymi zgodnymi z porozumieniem klimatycznym z Paryża. Ogólnie rzecz biorąc, Ford spodziewa się, że do 2030 r. od 40% do 50% globalnej sprzedaży samochodów będą stanowić te w pełni elektryczne.

– Jesteśmy dumni, że możemy współpracować z Fordem, który otwiera nowy rozdział w historii motoryzacji – powiedział Dongseob Jee, prezes działu akumulatorów w SK Innovation.  – Cieszymy się, że możemy wspólnie, jako partnerzy, wykonać ten decydujący krok i urzeczywistnić naszą wspólną wizję czystszej planety. Nasze wspólne przedsięwzięcie, BlueOvalSK, będzie ucieleśniać tego ducha współpracy. Z niecierpliwością czekamy na rozwój naszego partnerstwa opartego na zaufaniu, poprzez dostarczanie naszej wiodącej na rynku innowacyjności, doświadczenia i najnowocześniejszej wiedzy.

Całkowicie nowy Ford Blue Oval City

Wyobrażając sobie na nowo sposób projektowania, produkcji i recyklingu pojazdów elektrycznych i akumulatorów, które je zasilają, Ford tworzy zupełnie nowy ekosystem produkcji pojazdów elektrycznych.

Blue Oval City będzie jednym z największych kompleksów produkujących samochody w historii USA. Tak jak sto lat wcześniej kultowy kompleks Rouge w Michigan, Blue Oval City zapoczątkuje nową erę amerykańskiej produkcji.

Obszar o powierzchni 3 600 akrów będzie obejmował montownię pojazdów, fabrykę akumulatorów i park dostawców w pionowo zintegrowanym systemie, który zapewnia opłacalność przy jednoczesnej minimalizacji śladu węglowego procesu produkcyjnego. Zakład montażowy będzie korzystał z technologii połączonych w chmurze, aby zapewnić znaczną poprawę jakości i produktywności. Mega kampus został zaprojektowany, aby dodać więcej zrównoważonych rozwiązań, w tym wykorzystanie lokalnych odnawialnych źródeł energii, takich jak energia geotermalna, słoneczna i wiatrowa.

– West Tennessee jest przygotowane do zapewnienia siły roboczej i jakości życia potrzebnej do stworzenia kolejnej wspaniałej historii sukcesu rodem z Ameryki wraz z Ford Motor Company i SK Innovation – powiedział gubernator Tennessee, Bill Lee. – To przełomowy moment dla mieszkańców stanu, ponieważ jesteśmy pionierami przyszłości przemysłu motoryzacyjnego i zaawansowanego sposobu produkcji.

Tworząc około 6 000 miejsc pracy, Blue Oval City będzie centrum innowacji technicznych do budowy elektrycznych modeli serii F nowej generacji. Ta szansa na rozwój pozwoli Fordowi dotrzeć do nowych klientów dzięki rozszerzonej ofercie elektrycznych samochodów.

– Zakład montażowy Blue Oval City wykorzysta globalną wiedzę Forda w zakresie produkcji i najnowocześniejsze technologie, aby zapewnić opłacalność i jakość, której oczekują nasi klienci – powiedział Kumar Galhotra, prezes Ford Americas & Ford International Markets Group. – Umożliwi to Fordowi przewodzenie w wyścigu o udostępnienie niezawodnych, niedrogich i zaawansowanych pojazdów elektrycznych jeszcze większej liczbie Amerykanów.

Większa montownia, mniejszy wpływ na środowisko

Pomimo swojej wielkości, kompleks Blue Oval City został zaprojektowany tak, aby wywierać jak najmniejszy wpływ na otaczające środowisko, a wręcz generować pozytywne skutki. Celem montowni jest wywieranie regeneracyjnego wpływu na środowisko lokalne poprzez biomimikrę w projektowaniu obiektu. Od początku produkcji w 2025 r. celem Forda jest, aby montownia była neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla.

 

Poprzez zakładową oczyszczalnię ścieków, montownia dąży do zerowego poboru świeżej wody do procesów montażowych poprzez włączenie systemów ponownego wykorzystania i recyklingu wody. W ramach procesów „zero-waste-to-landfill” – materiały i złom produkcyjny będą przechwytywane do miejscowego centrum zbiórki materiałów w celu sortowania i przekazywania do recyklingu albo użycia w innych procesach w fabryce albo poza nią.

Ford współpracuje z Redwood Materials, wiodącą firmą zajmującą się materiałami do budowy akumulatorów, aby pojazdy elektryczne były bardziej ekologiczne i przystępne cenowo dla Amerykanów poprzez lokalizację sieci łańcucha dostaw w jednym miejscu, tworzenie możliwości recyklingu złomu i pojazdów wycofanych z eksploatacji oraz zwiększenie recyklingu litowo-jonowego. Ford wierzy, że recykling baterii ma kluczowe znaczenie dla powodzenia zelektryfikowanej przyszłości i może oferować znaczące korzyści ekonomiczne, a także pomóc w rozwiązaniu problemu recyklingu zużytych baterii.

BlueOvalSK Battery Park

W rewolucji Forda w zakresie produkcji samochodów elektrycznych ma pomóc 1 500-akrowy, wart 5,8 miliarda dolarów, kompleks produkcji akumulatorów BlueOvalSK w Glendale w stanie Kentucky, który ma zostać otwarty w 2025 roku.

Bliźniacze, położone w tym samym miejscu fabryki będą w stanie wyprodukować do 43 gigawatogodzin każda, co daje łącznie 86 gigawatogodzin rocznie. Te wyprodukowane w Ameryce akumulatory będą zasilać elektryczne pojazdy Forda i Lincolna nowej generacji.

Tworzący 5 000 nowych miejsc pracy w Kentucky, BlueOvalSK Battery Park będzie zlokalizowany centralnie, aby wspierać działalność wszystkich montowni Forda w Ameryce Północnej.

– Dziękujemy Ford Motor Company i SK Innovation za ich inwestycję w Team Kentucky – powiedział gubernator Kentucky, Andy Beshear. – To największa pojedyncza inwestycja w historii naszego stanu, a ten projekt umacnia naszą wiodącą rolę w przyszłości przemysłu motoryzacyjnego. Przekształci naszą gospodarkę, tworząc lepsze Kentucky, z większymi możliwościami dla naszych rodzin na pokolenia. Nasz czas jest teraz. Nasza przyszłość jest teraz.

Inwestycje techniczne w Teksasie i USA

Ford zainwestuje 90 milionów dolarów w samym Teksasie w ramach 525 milionów dolarów całkowitej inwestycji w Stanach Zjednoczonych w ciągu najbliższych pięciu lat, aby przekształcić amerykański rynek mechaników samochodowych. Inwestycja zostanie przeznaczona na szkolenia zawodowe i inicjatywy w zakresie gotowości do kariery dla obecnego i następnego pokolenia techników. Programy te mają na celu rozwój wysoko wykwalifikowanych specjalistów i będą wspierać rosnącą liczbę skomunikowanych pojazdów elektrycznych Forda.

Rynek PRS będzie rósł w siłę

Międzynarodowa firma doradcza Knight Frank, wspólnie z jedną z największych na świecie kancelarii prawnych Dentons opracowały jedyny na rynku raport analizujący potencjał inwestycyjny sektora PRS w Polsce. Analizie zostały poddane aspekty makroekonomiczne, demograficzne, finansowe, prawne oraz podatkowe. Najważniejsze wnioski jakie z niego płyną to:

  • Sektor nieruchomości na wynajem należących do prywatnych właścicieli stanowi największą część najmu prywatnego w Polsce. Na tym rynku działają zarówno pojedynczy właściciele wynajmujący lokale na własną rękę, jak i więksi gracze prywatni, do których należą pakiety mieszkań.
  • PRS jest nową atrakcyjną klasą aktywów na polskim rynku nieruchomości, budzącą coraz większe zainteresowanie wśród inwestorów.
  • Obecnie w Polsce są 34 inwestycje PRS oferujące łącznie ponad 5.600 mieszkań.
  • W trakcie budowy lub na etapie planowania jest kolejne 25.600 tysięcy mieszkań.
  • Problemem polskiego mieszkalnictwa jest jednak nie tylko niedobór mieszkań, a także ich wielkość i poziom przeludnienia. Średni wskaźnik oszacowany dla krajów EU27 wskazywał, że w 2019 roku około 17% populacji żyło w przeludnionych domostwach, podczas gdy w Polsce było to ponad 37%. Warto dodać, że wyższy wskaźnik niż w Polsce odnotowano tylko w czterech krajach: Rumunii, Łotwie, Bułgarii i Chorwacji.
  • Ze względu na formułę realizacji (forward funding / forward purchase) inwestycje w PRS wymagają odpowiedniego ukształtowania relacji stron umowy w zakresie ich współpracy w trakcie budowy obiektu oraz zabezpieczenia interesów inwestora.

Analiza skali istniejącego w Polsce rynku mieszkań na wynajem w porównaniu z wolumenem w innych europejskich krajach pozwala wnioskować, że przed polskim sektorem PRS jest jeszcze długa droga do osiągnięcia dojrzałości. Niemniej jednak to właśnie ten etap rozwoju od około 2-3 lat przyciąga coraz większą liczbę zagranicznych inwestorów, a istniejących deweloperów zachęca do realizacji mieszkań w tym właśnie systemie, co wyraźnie przedstawiają liczby realizowanych mieszkań oraz lokali, na których budowę obecni w tym sektorze deweloperzy zabezpieczyli już podaż gruntów. Tak dynamiczny rozwój rynku nie byłby możliwy bez rozwoju społeczno-gospodarczego Polski i występowaniu określonych aspektów determinujących rozwój segmentu PRS. Stabilny rozwój gospodarczy i oczekiwany wzrost PKB oraz rosnący dochód rozporządzalny sprawiają, że coraz większa liczba Polaków może przeznaczyć fundusze na poprawę warunków mieszkaniowych. Jednocześnie zmienia się utrwalony w minionych dekadach wewnętrzny przymus na posiadanie mieszkania, a coraz popularniejsze wśród Polaków modele subskrypcyjne oswajają z możliwością czerpania korzyści z rzeczy, których nie jesteśmy właścicielami. Chociaż długoterminowa prognoza populacji Polski przedstawia tendencję malejącą, największe polskie aglomeracje notują sytuację odwrotną. Systematycznie kreując nowe miejsca pracy przyciągają mieszkańców ościennych gmin i miast, a także

emigrantów zarobkowych, których napływ notuje wyraźny wzrost od kilku lat. Podobną tendencję wykazuje również liczba zagranicznych studentów, którzy biorąc pod uwagę ograniczoną liczbę miejsc w prywatnych akademikach, także stanowią potencjalną grupę docelową dla sektora PRS.

„Polska jako najbardziej atrakcyjny pod względem inwestycyjnym kraj w Europie Środkowo-Wschodniej stanowi doskonałą alternatywę dla rynków Europy Zachodniej, gdzie PRS osiąga bardzo dobre wyniki finansowe. Inwestorzy zakładają powtórzenie sukcesu również w Polsce, bez względu na to, że rynek PRS jest jeszcze na początkowym etapie rozwoju i przed nim długa droga do osiągnięcia dojrzałości.

Pomimo ograniczonej liczby produktów inwestycyjnych, potencjał polskiego rynku dostrzegają coraz to nowe podmioty inwestycyjne co jedynie potwierdza wolumen inwestycyjny osiągnięty w przeciągu ostatnich dwóch lat. Rynek nabiera tempa, a od początku 2019 roku w sektor PRS ulokowano ponad 800 mln euro. Przyszły rok to jeszcze duża niewiadoma, jednak można zakładać, że zainteresowanie produktami alternatywnymi nie spadnie.” – komentuje Krzysztof Cipiur, Partner, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, Knight Frank.

„Private Rented Sector” czyli PRS jest jedną z najnowszych, jeśli nie najnowszą klasą aktywów dostępnych dla inwestorów na polskim rynku nieruchomości. Rynek PRS znajduje się na wczesnym stadium rozwoju, dlatego też wiele jego elementów jest nadal na etapie kształtowania odpowiednich praktyk rynkowych, czyli tzw. market standard. Od strony transakcyjnej zdecydowana większość inwestycji realizowana jest w formule forward funding / forward purchase, która wymaga precyzyjnego i bezpiecznego dla inwestora określenia zasad współpracy stron umowy w trakcie realizacji obiektów oraz ich odbioru. Dużym wyzwaniem są też niejasności w obszarze uwarunkowań planistycznych, wynikające z zastosowania przepisów prawa z początku lat 2000, które nie przewidywało inwestycji takich jak PRS. Dotyczą one możliwości budowy PRS na terenie usługowym, czyli określenia czy z prawnego punktu widzenia PRS jest inwestycją mieszkaniową lub usługową, a także zdefiniowania, co jest korzystaniem krótko- i długoterminowym.” – mówi Piotr Staniszewski, partner w zespole nieruchomości w kancelarii Dentons.

„Analogicznie jak w przypadku inwestycji w inne klasy aktywów nieruchomościowych, decyzja o inwestowaniu w PRS powinna zostać poprzedzona szczegółową analizą konsekwencji podatkowych. Kluczowy zatem będzie wybór optymalnej struktury dla danej inwestycji, analiza konsekwencji VAT i PCC nabycia konkretnej nieruchomości, konsekwencje podatkowe pozyskania i spłaty finasowania oraz działalności operacyjnej. W przypadku tego segmentu rynku, już na etapie analizy opłacalności oraz tworzenia modelu finansowego, szczególnie istotne będzie zrozumienie i odpowiednie zaadresowanie kwestii związanych z opodatkowaniem VAT działalności operacyjnej. Jest to istotne, ponieważ w pewnych sytuacjach może okazać się, że wynajem lokali w ramach PRS musi być zwolniony z VAT. Inwestorzy powinni od samego początku inwestycji brać tę kwestię pod uwagę, aby uniknąć poważnych konsekwencji podatkowych, późniejszych korekt podatku odliczonego na nabyciu nieruchomości, czy zakwestionowania przez organy skarbowe prawa do odliczenia tego podatku. Warto również zwrócić uwagę na potencjalny wpływ planowanej nowelizacji ustawy o CIT w ramach Polskiego Ładu na rentowność inwestycji PRS. Istotne dla inwestorów zmiany to m.in. wyłączenie prawa do amortyzacji podatkowej budynków i lokali mieszkalnych oraz niekorzystne zmiany w zakresie kalkulowania limitu kosztów finansowania dłużnego.”  – podsumowuje Tomasz Krasowski, managing counsel i doradca podatkowy w kancelarii Dentons.

EKIPA HOLDING S.A. na ostatniej prostej w drodze na Giełdę

EKIPA HOLDING S.A. oraz notowana na NewConnect Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. (BBI), zgodnie z zawartym w marcu br. Term Sheet, podpisały Plan Połączenia, rozpoczynając tym samym ostatni etap planowanego odwrotnego przejęcia, w wyniku którego firmowana przez najpopularniejszego polskiego Youtubera Karola „Friza” Wiśniewskiego Ekipa będzie notowana na rynku akcji  NewConnect.

Odwrotne przejęcie (zgodne z art. 492 § 1 ust. 1) jest procesem, w którym spółka przejmująca, czyli BBI przejmie cały majątek spółki EKIPA HOLDING w zamian za wydanie dotychczasowym akcjonariuszom Ekipy akcji BBI nowej emisji, w wyniku czego staną się oni większościowymi akcjonariuszami notowanej na NewConnect Spółki. W ten sposób, po zmianie nazwy BBI na EKIPA HOLDING S.A. najbardziej znana w Polsce grupa influencerów, założona przez Karola „Friza” Wiśniewskiego, wraz z prowadzonymi przez nią biznesami zostaną pierwszą notowaną publicznie konstelacją gwiazd nowych mediów.

EKIPA wyceniona na 252,25 mln zł

W celu uzgodnienia warunków połączenia dokonano wyceny obu spółek na dzień 1 sierpnia 2021 r. Dla BBI przyjęto wartość rynkową (kapitalizację) spółki w tym dniu czyli 26,4 mln zł, w odniesieniu do EKIPA HOLDING, wraz z jej spółkami zależnymi, dokonano ustalenia wartości godziwej metodą wartości skorygowanej aktywów netto, która wyniosła 252,25 mln zł. W wyniku tej wyceny i negocjacji między stronami ustalono, że dotychczasowi akcjonariusze BBI będą po połączeniu posiadali 10,05% udziału w kapitale Spółki po połączeniu, reszta zaś przypadnie obecnym akcjonariuszom Ekipa Holding S.A.

Grupę kapitałową Ekipy, oprócz spółki holdingowej tworzą spółki zależne od niej w 100%: EKIPA MANAGEMENT Sp. z o.o., odpowiedzialna m.in. za zarządzanie wizerunkami twórców Ekipy, EKIPATONOSI Sp. z o.o. zajmująca się produkcją i sprzedażą odzieży firmowanej logo Ekipy, PIGEON STUDIOS Sp. z o.o. zajmująca się produkcją filmową oraz EKIPA GAMES Sp. z o.o. (Join Our Dreams) będąca współproducentem oraz wydawcą gier.

Cieszymy się, że przeprowadzona przez biegłych wycena potwierdziła wysoką wartość całej działalności Ekipy. Prowadzone przez nas projekty pokazały, że nasz potencjał medialny i osiągnięta popularność mają dużą zdolność generowania biznesu, a wsparcie naszych fanów przekłada się na konkretne przychody i jest fundamentem rozwoju grupy – powiedział Krzysztof Misiałkiewicz –Prezes Zarządu EKIPA HOLDING S.A.

Cały czas mamy szerokie plany, dowodem tego są kolejne współprace polegające na brandowaniu naszym logo popularnych produktów, ale również cały czas uruchamiamy nowe projekty. Oprócz rentownej działalności spółki EKIPATONOSI oraz EKIPA MANAGEMENT w fazę realizacji wchodzą nasze przedsięwzięcia spod znaku produkcji filmowej czy gamingu. Uruchomiliśmy również nowy projekt, będący jeszcze częściowo tajemnicą pod nazwą „GENZIE” i nie jest to nasze ostatnie słowo – dodał Karol „Friz” Wiśniewski – założyciel Ekipy i Przewodniczący Rady Nadzorczej EKIPA HOLDING S.A.

JR HOLDING ważnym akcjonariuszem Ekipy

JR HOLDING ASI S.A. jest obecnie największym akcjonariuszem BBI oraz posiada 11,17% udziału w spółce EKIPA HOLDING S.A. po transakcji pakiet w posiadaniu JR HOLDING w nowej połączonej spółce wyniesie ok. 13%.

Ogłoszenie planu połączenia jest kluczowym etapem w drodze Ekipy do notowań publicznych. Jestem przekonany, że ta Grupa Kapitałowa będzie się wciąż dynamicznie rozwijać i inwestorzy giełdowi docenią jej szeroką i zdywersyfikowaną działalność, której fundamentem jest co prawda popularność twórców zrzeszonych w Ekipie, ale prowadzi ona obecnie realne dochodowe biznesy, które są jednak wciąż na początkowym etapie rozwoju. Nie będzie to więc tylko, jak mówią niektórzy, „wizerunek na giełdzie” i jestem przekonany że rynek nie tylko potwierdzi wycenę dokonaną przez biegłych, ale wyceni pozytywnie również przyszły potencjał wzrostu tych biznesów – podsumowuje January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.

W ramach emisji połączeniowej BBI wyemituje 36.707.460 szt. nowych akcji serii F, których cena emisyjna została ustalona na 6,87 zł za sztukę, a każdy z dotychczasowych akcjonariuszy EKIPA HOLDING otrzyma jedną nową akcję w zamian za trzy dotychczas posiadane akcje tej spółki. Planowane jest wprowadzenie akcji Serii F do Alternatywnego Systemu Obrotu w ramach rynku akcji NewConnect prowadzonego przez GPW.

Czynny żal – kiedy z niego korzystać? – ekspert celny wyjaśnia

Czynny żal to dobrowolne przyznanie się do popełnienia naruszeń przepisów celnych lub podatkowych. Instytucja prawna czynnego żalu ustanowiona jest w przepisach kodeksu karno skarbowego. Korzystamy z niej przed rozpoczęciem kontroli!

Warto znać mechanikę działania i sposobu funkcjonowania tej instytucji, bowiem może ona ograniczyć ryzyko odpowiedzialności osób zaangażowanych w reprezentowanie podmiotu gospodarczego przed organami celnymi lub podatkowymi.

Zgodnie z przepisami, organy celno–skarbowe i skarbowe mają prawo wszcząć postępowanie karno–skarbowe dopiero po kontroli podatnika” – informuje dr Izabella Tymińska, ekspert celny, właściciel kancelarii doradztwa celnego. „Niestety obserwujemy ostatnio wzmożone kontrole służb celnych i skarbowych oraz wszczynanie postępowań karno-skarbowych po tych kontrolach” – dodaje dr Tymińska.

Czynny żal to  dobrowolne przyznanie się do popełnienia naruszeń przepisów celnych lub podatkowych. Podmiot gospodarczy, który zapomniał złożyć deklaracji lub zapłacić w terminie podatku czy cła, powinien uczynić to bezzwłocznie wraz z instytucją czynnego żalu. Jeśli uregulowane będą wszystkie zobowiązania podmiotu gospodarczego, wówczas dzięki instytucji czynnego żalu podmiot uniknie kary karno-skarbowej.

Czynny żal to instytucja działająca w określonych sytuacjach. Sprawca przestępstwa lub wykroczenia skarbowego może złożyć czynny żal, w szczególności jeśli:

  • nie złożył zeznania podatkowego w terminie,
  • nierzetelnie prowadził księgi rachunkowe,
  • nierzetelnie wystawiał faktury,
  • nie zapłacił lub zapłacił nieodpowiedni podatek dochodowy (PIT lub CIT) lub podatek VAT,
  • bezprawnie stosował obniżone stawki VAT,
  • bezprawnie stosował zwolnienie VAT,
  • zataił przed organem podatkowym prawdziwe rozmiary prowadzonej działalności gospodarczej,
  • wyłudził zwrot należności celnej,
  • wyłudził pozwolenie celne,
  • nie zapłacił cła,
  • nie zapłacił części cła.

Skuteczność czynnego żalu wymaga dochowania pewnych wymogów przez podmiot gospodarczy do których należą:

  • przyznanie się do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego zanim naczelnik urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego samodzielnie udokumentuje ten fakt,
  • przyznanie się do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego zanim organy ścigania rozpoczną czynności zmierzające do wykrycia tego przestępstwa lub wykroczenia.

Kiedy urząd może odstąpić od kary za przestępstwo lub wykroczenie skarbowe

W określonych sytuacjach naczelnik urzędu skarbowego lub naczelnik urzędu celno-skarbowego może odstąpić od ukarania sprawcy, który nie dopełnił ciążących na nim obowiązków podatkowych. Aby było to możliwe, sprawca musi złożyć oświadczenie o czynnym żalu (podpisane w oryginale) oraz dopełnić obowiązków, w tym uiścić w całości zobowiązanie finansowe, którego nie uregulował, wraz z odsetkami i musi tego dokonać  przed złożeniem czynnego żalu.

Kiedy czynny żal nie zadziała

Nie można skorzystać z czynnego żalu kiedy sprawca:

  • został wezwany w związku z popełnionym czynem zabronionym a organy podatkowe udokumentowały już popełnienie przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego,
  • jest w trakcie postępowania kontrolnego,
  • zorganizował grupę albo związek mający na celu popełnienie przestępstwa skarbowego,
  • nakłaniał inną osobę do popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego.

Jak informuje dr Izabella Tymińska: „Czynny żal nie odniesie skutku, jeśli zostanie złożony w czasie, gdy organ ścigania miał już wyraźnie udokumentowaną wiadomość o popełnieniu przestępstwa lub wykroczeniu skarbowym, a także po rozpoczęciu przez organ ścigania czynności służbowej, na przykład przeszukania, czynności sprawdzającej lub kontroli zmierzającej do ujawnienia czynu zabronionego, chyba że czynność ta nie dostarczyła podstaw do wszczęcia postępowania”.

Treść czynnego żalu

Czynny żal nie ma urzędowego wzoru ani formularza, należy go sporządzić samodzielnie. Pismo powinno zawierać następujące elementy:

  • dane przedsiębiorcy,
  • adresata – którym jest naczelnik urzędu skarbowego lub naczelnik urzędu celno-skarbowego,
  • opis popełnionego czynu i jego okoliczności,
  • wskazanie osób, które miały związek z popełnionym czynem zabronionym,
  • informację o tym, czy sprawca naprawił swój czyn, a jeżeli tego nie zrobił – to w jaki sposób i w jakim terminie zobowiązuje się do jego naprawienia.

Przykładowy tekst czynnego żalu może brzmieć następująco:

„Na podstawie art. 16 § 1 Kodeksu karnego skarbowego zawiadamiam o popełnieniu przeze mnie czynu zabronionego polegającego na …………………………… . Równocześnie oświadczam, że przy popełnieniu wyżej wymienionego czynu nie współdziałałem/łam z innymi osobami”.

Wdrożenie procedur w przedsiębiorstwach może zmniejszyć ryzyko wykrycia nieprawidłowości w trakcie kontroli. „Procedura czynnego żalu jest stosowana skutecznie przez przedsiębiorców, kiedy wykryją nieprawidłowości wcześniej niż organ kontrolny” – podsumowuje dr Tymińska, ekspert celny. Procedury pozwalają też na wprowadzanie korekt w postępowaniu w podobnej sytuacji oraz zmniejszenie występowania błędów.

Co by się nie działo, dolar drożeje. Złoty nadal traci

Analiza rynku walutowego w ostatnich dniach może budzić pewne wątpliwości. Co by się bowiem nie działo, to dolar i tak powolnymi kroczkami, dzień po dniu, zyskuje na wartości. Nie przeszkodziły mu nawet słabsze dane.

Dolar mocniejszy niż dane

Pomimo wczorajszych danych makroekonomicznych dolar kontynuuje umacnianie się. Wspomniane dane to słabszy od oczekiwań indeks zaufania konsumentów Conference Board. Do tego należy jeszcze dodać słabszy indeks FED z Richmond oraz wolniej rosnące od oczekiwań ceny nieruchomości w indeksie S&P/Case Shiller. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że wskaźniki te w większości są na wysokich poziomach. Po prostu oczekiwania są na jeszcze wyższych. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że dzisiaj nad ranem dolar umocnił się kolejny raz względem euro i był najdroższy od niemal roku względem tej waluty.

Złoty nadal traci

Słabnące euro po raz kolejny ciągnie za sobą w dół złotówkę. Wczorajszy dzień musiał być trudny dla osób chcących kupić walutę na późne zagraniczne wakacje. Euro przez chwilę testowało poziomy 4,64 zł. Frank otarł się o 4,28 zł, a dolar osiągnął 3,97 zł i patrząc na to co się dzieje na rynku poziom 4 zł może być tylko kwestią czasu. Funt z kolei znajduje, się na poziomie 5,35 zł i mimo dziwnych problemów, które ostatnio ma tamtejsza gospodarka jest wyraźnie powyżej poziomów sprzed brexitu. Mówiąc o wycenie złotego, gdzieś w tle warto zauważyć kolejne stabilne wzrosty zachorowań na COVID-19 w Polsce, które nie pomagają odbić się złotemu.

Niespodziewana korekta na ropie

Jeszcze wczoraj rano ceny ropy naftowej na giełdzie w Londynie docierały do 80 dolarów za baryłkę. Po południu jednak doszło do wyraźnej przeceny. Po informacji z USA o rosnących zapasach surowca cena spadła o ponad 3%. Powodem był fakt, że analitycy spodziewali się dalszego spadku zapasów potwierdzającego, że na rynku jest wyraźnie za mało surowca. Zapasy jednak wzrosły i to o ponad 4 miliony baryłek. W rezultacie na rynku w ciągu tygodnia okazuje się, że jest ponad 6 milionów więcej baryłek ropy niż oczekiwano. Dla porównania to dwukrotnie więcej niż planowany miesięczny wzrost przez OPEC. Informacja ta może zatem, na jakiś czas, ustabilizować ceny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Organy skarbowe przegrywają w sądach z powodu swojej bezczynności w postępowaniach karnych przeciw przedsiębiorcom

Fiskus ma 5 lat na dochodzenie należności skarbowych od podatników. Gdy mimo tak długiego czasu nie potrafi znaleźć dowodów uzasadniających domagania się tych należności, sztucznie wydłuża termin ich przedawnienia, wszczynając przeciw przedsiębiorcom postępowania karne skarbowe. Do niedawna już sam fakt wszczęcia postępowania wystarczał, by osiągnąć pożądany skutek. Wszystko zmieniło się w maju 2021 r., gdy Naczelny Sąd Administracyjny stanowczo sprzeciwił się takim instrumentalnym działaniom organów.

Przekonał się o tym w sierpniu 2021 r. jeden z dyrektorów izb skarbowych, którego decyzję uchylił WSA w Rzeszowie. Powołał się przy tym na wspominany wyrok NSA. Jak można przeczytać w orzeczeniu, organ, wskazując w swojej decyzji przesłanki formalne do zawieszenia terminu przedawnienia zobowiązania przedsiębiorcy, z uwagi na wszczęcie przeciw niemu postępowania karnego, „(…) pominął te kwestie i okoliczności, które powinien rozważyć w aspekcie oceny, czy wszczęcie postępowania karnoskarbowego nie było instrumentalne i nie służyło jedynie wstrzymaniu biegu terminu przedawnienia” (wyrok z 5 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Sprzedaż towarów w ramach TAX FREE

Dyrektor izby administracji skarbowej, jako organ podatkowy II instancji, na skutek wniesionego przez spółkę odwołania zakwestionował jej prawo do odliczenia VAT z faktur zakupowych oraz do zastosowania preferencyjnej 0% stawki podatku z wystawionych przez siebie w ramach TAX FREE faktur sprzedaży tekstyliów, odzieży oraz części samochodowych w połowie 2015 r.

Oskarżenie o wystawianie pustych faktur

Dyrektor stwierdził, że zebrany przez naczelnika urzędu skarbowego materiał dowodowy daje podstawy, aby sądzić, że przedsiębiorca świadomie uczestniczył w oszustwie podatkowym, będąc wystawcą pustych faktur w łańcuchu nierzeczywistych dostaw towarów. Spółka miała też dopuścić się nielegalnego użycia pieczątek węgierskich organów celnych na fakturach TAX FREE dla potwierdzenia wywozu towarów poza UE, na podstawie których to dokumentów nabywcy mogli domagać się zwrotu VAT, a spółka stosowała preferencyjną stawkę 0%.

Organ odwoławczy przyznał, że termin przedawnienia zakwestionowanych rozliczeń podatkowych przedsiębiorcy upływał 31 grudnia 2020 r. Jednakże przedsiębiorca został przed jego upływem poinformowany przez naczelnika urzędu skarbowego, że 26 lutego 2020 r. bieg tego terminu uległ zawieszeniu z uwagi na wszczęcie w tym dniu dochodzenia w sprawie o przestępstwo skarbowe oszustwa VAT z użyciem nierzetelnych faktur, skutkującego wyłudzeniem nienależnego zwrotu tego podatku.

Postępowanie karne wszczęte w ostatnim roku przedawnienia

Przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję skarbówki, podnosząc, że organy błędnie założyły, iż miał on wiedzę, że ujęty na wystawionych przez spółkę fakturach towar nie został ostatecznie wywieziony za granicę. Ponadto organ z góry założył brak jego dobrej wiary w dokonywaniu transakcji gospodarczych. Przedsiębiorca nie zgadzał się więc na ponoszenie negatywnych konsekwencji postępowań swoich kontrahentów, podczas gdy nie udowodniono mu, że nie zachował wszelkiej staranności rzetelnego handlowca.

Ponadto spółka zarzuciła organom, że postępowanie karne skarbowe wszczęto przeciw niej wyłącznie po to, by zawiesić bieg terminu przedawnienia w toczącej się sprawie podatkowej. Jak podkreśliła, kontrola za sporny okres 2015 r. była prowadzona w spółce w 2016 r., a dochodzenie wszczęto dopiero w 2020 r., gdy zbliżał się termin przedawnienia zobowiązań podatkowych powstałych w ww. okresie. Przedsiębiorca zwrócił też uwagę, że organ I instancji wydał swoją decyzję w lutym 2018 r., a organ II instancji dopiero w kwietniu 2021 r. Do tego zastanawiający jest fakt, że dochodzenie zostało wszczęte w 2020 r. tylko w przedmiocie rozliczeń za maj i czerwiec 2015 r., a więc rozliczeń, których termin przedawnienia upływał właśnie w 2020 r. Innych rozliczeń nie objęło. Co najważniejsze, od dnia wszczęcia postępowania karnego skarbowego w tej sprawie nie zadziało się absolutnie nic poza samym wszczęciem go i zawiadomieniem o tym przedsiębiorcy i jego pełnomocnika.

Fiskus ma swoje rozumienie przepisów

W odpowiedzi na skargę dyrektor izby skarbowej poinformował m.in., że dla ziszczenia się skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego na podstawie art. 76 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej wymagane jest jedynie zawiadomienie o tym fakcie strony lub pełnomocnika przed upływem terminu przedawnienia. A to w tej sprawie nastąpiło.

Organy powinny wykazać związek postępowania karnego z niewykonaniem zobowiązania przez podatnika

Rozpoznający wniesioną przez spółkę skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie uchylił decyzję dyrektora izby skarbowej. Dla rozstrzygnięcia sporu przywołał uchwałę składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 maja 2021 r. NSA stwierdził w niej, że badanie sprawy administracyjnej powinno co prawda koncentrować się w pierwszej kolejności na spełnieniu przesłanek formalnych wszczęcia postępowania karnego w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub wykroczenia i związku tego postępowania z niewykonaniem przez podatnika jego zobowiązania, ale nie można pomijać kwestii, czy na tle konkretnej sprawy wszczęcie ww. postępowania nie miało wyłącznie charakteru pozornego, służąc tylko wstrzymaniu biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatnika.

„…w szczególności wówczas gdy moment wszczęcia postępowania (…) jest bliski dacie przedawnienia zobowiązania podatkowego, wyjaśnienie tej kwestii powinno znaleźć odzwierciedlenie w uzasadnieniu decyzji podatkowej (…) Taka informacja jest konieczna, aby (…) zagwarantować podatnikowi, że postępowanie podatkowe jest prowadzone w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych…” (sygn. akt I FPS 1/21).

Wytyczne dla organów

WSA w Rzeszowie usystematyzował wytyczne NSA. Do organów podatkowych należy zbadanie warunków formalnych nierozpoczęcia lub zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatnika dzięki wszczęciu przeciw niemu postępowania karnego oraz ocena, czy wszczęcie to nie miało na celu jedynie wstrzymania biegu terminu tego przedawnienia. Organy mają obowiązek zrealizować ww. obowiązki, np. gdy:

  • moment wszczęcia postępowania o przestępstwo lub wykroczenie skarbowe jest bliski dacie przedawnienia zobowiązania podatnika;
  • oczywisty jest brak przyczyn podmiotowych albo przedmiotowych lub istnienie negatywnych przesłanek procesowych;
  • brak realnej aktywności organów po wszczęciu takiego postępowania;
  • poziom aktywności procesowej organu we wcześniej prowadzonym postępowaniu kontrolnym przed wszczęciem postępowania był niski.

A to wyłącznie wyliczenie przykładowe.

Bezczynność organu

Przenosząc ww. wytyczne na grunt rozpatrywanej sprawy, rzeszowski sąd stwierdził, że w swojej decyzji dyrektor izby skarbowej ograniczył się jedynie do oceny spełnienia przesłanek formalnych. Nie przeprowadził natomiast badania, czy postępowanie to nie zostało wszczęte sztucznie, jedynie celem wstrzymania biegu terminu przedawnienia zobowiązań tego przedsiębiorcy.

„…Organ nie spełnił wymogów stawianych w opisywanej uchwale, w której NSA expressis verbis, pośród przykładowych okoliczności mogących wskazywać na instrumentalne wszczęcie postępowania karno-skarbowego, wymienił zarzucaną przez Skarżącą „bezczynność” w postępowaniu karno-skarbowym (…) Przeciwnie DIAS w odpowiedzi na skargę przyznał, że nie przeprowadził zupełnej i niezbędnej analizy (poprzedzonej koniecznymi czynnościami dowodowymi) okoliczności, które pozwolą ocenić czy wszczęcie postępowania karnoskarbowego miało lub nie charakter instrumentalny …” (wyrok z 5 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Koniec ze sztucznym wszczynaniem postępowań karnych przeciw przedsiębiorcom?

Takie działania urzędników wobec przedsiębiorców należy uznać za niedopuszczalne. Wszak termin przedawnienia zobowiązań podatkowych nie jest krótki. Urzędnicy mają aż 5 lat liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin uregulowania zobowiązania, na jego dochodzenie. Już 9 lat temu, 17 lipca 2012 r., Trybunał Konstytucyjny podkreślił, że: „…egzekwowanie długu podatkowego i towarzysząca mu niepewność podatnika co do stanu jego zobowiązań podatkowych nie mogą trwać przez dziesięciolecia” (sygn. akt P 30/11). Jak mimo upływu lat od tego wyroku wygląda rzeczywistość?

W ubiegłym roku w sprawie jednej ze spółek, wobec której skarbówka prowadziła postępowania i kontrole przez 4 lata i 11 miesięcy, na 30 dni przed upływem terminu przedawnienia jej zobowiązań organ ścigania wszczął wobec przedsiębiorcy postępowanie karne-skarbowe, usiłując w ten sposób zawiesić bieg terminu przedawnienia jego zobowiązań. Sprzeciwił się temu sąd, orzekając, że jeśli po wszczęciu tego postępowania nie były podejmowane przez organ żadne czynności procesowe, to należy uznać, że zostało ono wszczęte sztucznie (wyrok WSA w Łodzi z 19 sierpnia 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 45/20).

W wyroku z 3 sierpnia 2021 r. WSA w Gdańsku opowiedział się po stronie przedsiębiorcy oskarżonego o wystawianie i zakup pustych faktur. Jak orzekł: „Organy nie przedstawiły stosownych dowodów i chronologii czynności karnych procesowych wskazujących, że w sprawie wszczęcie postępowania karnego skarbowego nie miało jedynie „instrumentalnego” charakteru” (sygn. akt I SA/Gd 387/21).

W tej chwili najważniejsze dla przedsiębiorców jest to, że po wydaniu 24 maja 2021 r. uchwały przez skład siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt I FPS 1/21) kierunek linii orzeczniczej sądów jest jasny i wyraźny. Nie ma już przyzwolenia na sztuczne rzucanie przeciw przedsiębiorcom oskarżeń o popełnienie wykroczeń czy przestępstw skarbowych wyłącznie w celu wydłużania sobie przez organy czasu na prowadzenie postępowań i kontroli.

„…stanowisko zajęte w uchwale składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego jest wiążące, a jeżeli jakikolwiek skład sądu administracyjnego rozpoznający sprawy nie podziela tego stanowiska, przedstawia powstałe zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia odpowiedniemu składowi (…) Odnotować też należy, że uchwała została podjęta po rozpoznaniu wniosku Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców o podjęcie uchwały mającej na celu wyjaśnienie przepisów prawnych, których stosowanie wywołało rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych” (sygn. akt I SA/Rz 412/21).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W Dark Webie kwitnie handel fałszywymi certyfikatami szczepień

Analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet zaobserwowali w ostatnim czasie zwiększoną aktywność cyberprzestępców, którzy oferują w sieci fałszywe certyfikaty szczepionkowe. Zapotrzebowanie na tego rodzaju dokumenty rośnie, ponieważ duża liczba osób na świecie z różnych przyczyn nie przyjęła jeszcze preparatu przeciw COVID-19. Specjaliści zalecają zachowanie szczególnej ostrożoności, zwłaszcza w sytuacji otrzymania podejrzanych e-maili zawierających ofertę dostępu do certyfikatów. Podkreślają również, że takie transakcje są nielegalne. Nie ma też żadnej pewności, że po otrzymaniu płatności przestępcy prześlą dokument. Można za to stracić pieniądze i podać przestępcom jak na tacy swoje dane osobowe.

Cyberprzestępcy są oportunistami, którzy zawsze chętnie poszukują okazji, aby wyłudzić dane lub pieniądze nie dość uważnych użytkowników. Często wykorzystują do tego celu ważne bieżące wydarzenia na świecie, do których odwołują się np. w kampaniach phishingowych. Z powodu rosnącego zainteresowania tymi dokumentami, zaczęli sprzedawać na internetowym czarnym rynku podrobione paszporty szczepionkowe. Działania te stają się coraz bardziej popularne.

Analitycy z FortiGuard Labs coraz częściej wykrywają też tego rodzaju oferty jako przynęty w oszustwach e-mailowych. Autorzy poniższej reklamy fałszywego paszportu szczepionkowego oczekują płatności w bitcoinach. Nie wiemy, czy kiedykolwiek dostarczyli zamówiony dokument, czy jest to tylko zwykła próba phishingu. Oczywiste jest jednak, że oszuści proszą o podanie danych osobowych oraz wpłacenie bitcoinów o wartości 149,95 USD, co stwarza im możliwość osiągnięcia dwojakiego zysku.

handel fałszywymi certyfikatami szczepień
Wiadomość e-mail wykorzystująca socjotechnikę do wyłudzenia od ofiar bitcoinów oraz danych osobowych umożliwiających ich identyfikację

W innych, bardziej oficjalnie wyglądających e-mailach, przestępcy podszywają się pod dobrze znane amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC). Poniżej znajduje się przykładowa wiadomość tego typu, która została przechwycona niedawno.

handel fałszywymi certyfikatami szczepień 2
Fałszywy e-mail od CDC

Link w tym e-mailu nie prowadził do żadnego oficjalnego dokumentu. Zamiast tego przekierowuje użytkownika do legalnego serwera, który został przejęty przez cyberprzestępców. I chociaż link ten jest już nieaktywny, wszystko wskazuje na to, że ten serwer był wykorzystywany do próby wyłudzenia informacji.

Analitycy Fortinet wykryli też różne miejsca w Dark Webie, w których dostępne są fałszywe paszporty szczepionkowe. Jak można było się spodziewać, dostępna jest szeroka gama takich produktów: od czystych kart szczepień po paszporty, których legalność można zweryfikować w bazach danych na całym świecie. Pojedynczą pustą kartę szczepień można znaleźć już za 5 USD, a zakup hurtowej ilości może wpłynąć na obniżenie tej ceny. Oczywiście, nie ma gwarancji, że nabywca kiedykolwiek otrzyma te dokumenty. Cena wzrasta dla nabywców, którzy chcą, aby ich dane zostały dodane do legalnych baz. Handel takimi certyfikatami jest zjawiskiem ogólnoświatowym.

Green Pass z Włoch
Green Pass z Włoch
Certyfikat szczepienia z Meksyku
Certyfikat szczepienia z Meksyku
Czyste karty szczepień
Czyste karty szczepień

Ponieważ Dark Web jest zalewany przez oportunistycznych fałszerzy, niektórzy sprzedawcy zaczęli oferować wyprzedaże i rabaty. Inni proponują usługę typu Escrow, próbując w ten sposób chronić obie strony transakcji. Z drugiej strony, nie wszystkie czarne rynki internetowe wspierają sprzedaż fałszywych paszportów szczepionkowych.

W obliczu powyższych faktów, FortiGuard Labs zaleca zachowanie należytej staranności przy lekturze wiadomości e-mail i uważanie na tego typu oszustwa. Należy również podkreślić, że posługiwanie się fałszywymi dokumentami jest nielegalne – przykładowo we Włoszech grozi za to nawet do 1000 euro kary oraz dodatkowe zarzuty[1].

[1] https://www.thelocal.it/20210909/italy-sets-fines-of-up-to-e1000-for-breaking-covid-green-pass-workplace-rules/

Mieszkania na wynajem instytucjonalny już drugim największym sektorem nieruchomości w Europie

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, segment mieszkań na wynajem instytucjonalny jest już drugim największym sektorem nieruchomości w Europie. W pierwszej połowie 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych w tym sektorze na 12 kluczowych monitorowanych przez firmę rynkach wyniosła 24,1 mld euro, stanowi 23% całkowitego wolumenu inwestycyjnego.

Wynik odnotowany przez sektor mieszkań na instytucjonalny wynajem w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku znacząco przewyższył średnią pięcioletnią udziału w całkowitym wolumenie, kształtującą się na poziomie 16%. Najwięcej, bo aż 29,3 mld euro, zainwestowano na rynku nieruchomości biurowych, co zapewniło mu 28-procentowy udział w całkowitej wartości transakcji inwestycyjnych.

W ciągu ostatnich kilku kwartałów inwestorzy docenili defensywny charakter inwestycji w mieszkania na wynajem instytucjonalny, decydując się na zwiększenie alokacji w sektorze mieszkaniowym i uruchomienie nowych funduszy inwestycyjnych. Segment mieszkań na wynajem odpowiadał za mniej więcej jedną trzecią wolumenu transakcji inwestycyjnych w Szwecji (31%), Hiszpanii (32%), Niemczech (32%), Danii (34%) i Finlandii (42%).

Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie, Savills, powiedział: „Duża konkurencja na rynku powoduje szybką kompresję stóp kapitalizacji – dla najlepszych nieruchomości spadły one w 2020 r. do rekordowo niskich poziomów, przy średniej europejskiej wynoszącej 3,2%. Niemniej jednak różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla inwestycji dedykowanych na wynajem instytucjonalny a rentownością obligacji długoterminowych nadal jest atrakcyjna i wynosi 290 pb w porównaniu ze średnią długoterminową na poziomie 237 pb (2012-2021). Biorąc pod uwagę atrakcyjność tego sektora, przewidujemy, że na ten rynek będą wchodziły kolejne grupy inwestorów, a wzrost konkurencji będzie skłaniał aktywnie działających graczy do poszukiwania okazji inwestycyjnych w nowych lokalizacjach”.

Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich w Savills, dodaje: „Rosnący popyt na mieszkania na wynajem oraz strukturalna luka podażowa na rynku mieszkaniowym powodują wzrost czynszów w Europie. W przypadku mieszkań na wynajem instytucjonalny średnie stawki czynszowe rosły od 2015 r. w tempie 4,6% rocznie we wszystkich 27 analizowanych miastach. Podaż nowych lokali jest niewystarczająca w stosunku do popytu w większości miast europejskich, co przełoży się na dalszy wzrost czynszów”.

W Polsce, w pierwszej połowie 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze mieszkań na instytucjonalny wynajem wyniosła blisko 550 mln euro. Plasuje to ten sektor na trzecim miejscu wśród wszystkich sektorów rynku nieruchomości komercyjnych, za nieruchomościami biurowymi, magazynowymi, a przed handlowymi. Należy pamiętać, że Polska znajduje się dopiero na początkowym etapie rozwoju rynku mieszkań na instytucjonalny wynajem, z bardzo ograniczoną liczbą inwestycji gotowych, co oznacza, że zdecydowana większość wolumenu przypada na projekty na wczesnym etapie budowy, a często nawet przed jej rozpoczęciem.

Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce, powiedział: „Na tle bardziej dojrzałych rynków europejskich, polski rynek najmu oferuje ciągle atrakcyjne stopy zwrotu, co przyciąga do naszego kraju kolejnych inwestorów. Myślę, że z uwagi na dynamicznie rosnące ceny mieszkań oraz pandemiczną korektę czynszów coraz trudniej będzie osiągnąć podobne zwroty inwestorom indywidualnym. Podmioty instytucjonalne, dzięki budowaniu skali oraz nabywaniu budynków projektowanych od początku z myślą o wynajmie, będą miały odrobinę łatwiej. Kolejne rekordy na rynku kredytów hipotecznych i spodziewana podwyżka stóp procentowych mogą z czasem skłaniać deweloperów mieszkaniowych do ponownego rozważenia modelu sprzedaży hurtowej – choć na razie żadnego spowolnienia nie widać, a ich działy sprzedaży przeżywają okres prosperity”.

Ponad 100 mln zł dla Batmaid – startup zyskał dofinansowanie na wsparcie projektów

Batgroup S.A., spółka macierzysta firmy Batmaid – szwajcarskiego dostawcy usług home wellness otrzymała wsparcie finansowe w wysokości 25 mln CHF od spółki inwestycyjnej AEVIS VICTORIA SA (AEVIS). Fundusze te wykorzystane zostaną do ekspansji firmy zarówno na obszarze Szwajcarii, jak i międzynarodowo, w ramach otwarcia na nowe rynki, w tym polski. Dofinansowanie od spółki AEVIS wskazuje na zainteresowanie i zaufanie ze strony czołowych inwestorów, jak również chęć wspierania firmy Batmaid w dalszym rozwoju.

Ubiegłej wiosny, po otrzymaniu pierwszej tury finansowania w wysokości 5 mln CHF, Batmaid ogłosił przeprowadzenie kolejnej jesienią bieżącego roku. Po funduszach Bâloise, Investis Group oraz ACE & Company, udziały w wysokości 25 mln CHF otrzymała teraz spółka AEVIS. Pozyskiwanie funduszy zbieżne jest z polityką rozwoju firmy, szczególnie w zakresie wsparcia jej obecnych projektów w Szwajcarii (m.in. usług Batmaid Club oraz Batmaid Dry), a także planami międzynarodowego rozwoju poprzez wejście na nowe rynki. Od września Batmaid świadczy usługi na terenie Warszawy.

 – Wsparcie wytrawnych specjalistów, takich jak Michel Reybier i Antoine Hubert, pozwoli nam czerpać z ich cennego doświadczenia – mówi Andreas Schollin-Borg, założyciel i CEO Batmaid. – Wspólnie podzielamy wiarę w potencjał rozwojowy naszej platformy w działaniach na szeroką skalę, jak również możliwość dostarczenia naszym klientom najwyższej jakości usług, zachowując zasady sprawiedliwości społecznej w walce ze zjawiskiem pracy na czarno. 

Antoine Hubert, delegowany przedstawiciel AEVIS, komentuje: „Ta inwestycja to element naszego zobowiązania do wsparcia ekspansji firmy, gdyż wierzymy w jej wizję rozwoju i model biznesowy.”

Michel Reybier, zarządzający i współudziałowiec AEVIS: „Naszym celem jest przyczynić się do budowania trwałej, wieloletniej wartości obiecujących firm. W przypadku Batmaid, wspólnie dążymy do powstania europejskiego lidera w sektorze home wellness.”

Od maja 2021 roku firma obecna jest również w Paryżu, od sierpnia także w Mediolanie. Planowane jest otwarcie oddziałów w kolejnych 21 miastach w 15 różnych krajach. Obecnie najważniejszym celem Batmaid jest zostanie czołowym graczem w branży, zarówno w Europie, jak również globalnie.