Lekkie odbicie na Wall Street. Aprecjacja PLN

W nowy kwartał weszliśmy lekkim odreagowaniem giełd. Na Wall Street zobaczyliśmy odbicie, natomiast na FX osłabił się dolar. Apetyt na ryzyko został wzmocniony przez dobre dane z USA (PMI, ISM, Indeks Michigan) oraz doniesienia amerykańskiej firmy farmaceutycznej, która rzekomo opracowała tabletkę przeciwwirusową. Ponownie na fali wzrostowej znalazł się PLN. Czynnikami wzmacniającymi naszą walutę były minutki RPP oraz odczyt inflacji CPI.

Kiedy kryzys związany z firmą Evergrande oraz temat zadłużenia USA zeszły na dalszy plan, ponownie na front wysunął się temat pandemii. Tym razem są to dobre informacje o opracowaniu przez amerykańską firmą farmaceutyczną leku w postaci tabletki. Rzekomo ma ona zmniejszać ryzyko hospitalizacji lub śmierci o ok. 50 proc w przypadku pacjentów z łagodnymi lub umiarkowanymi przypadkami Covid. Zarówno SP500, Dow Jones oraz Nasdaq odreagowały na pierwszej sesji IV kwartału. Nie oznacza to, że inwestorzy zapomnieli o podwyższonej inflacji, rosnących rentownościach obligacji, wysokich cenach energii czy spowolnieniu w Chinach. Indeksy w Azji nie radzą sobie jednak dzisiaj najlepiej. Hang Seng traci pod koniec sesji 2,21 proc. a japoński Nikkei 1,09 proc. Kontrakty CFD na indeksy z Wall Street w poniedziałek rano nie wyglądają najlepiej. Jest ryzyko, że negatywna sesja w Azji przełoży się na sentyment w Europie oraz Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę fakt, ze kluczowe wsparcia techniczne na indeksach wypadają nieco niżej, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że korekta pozostanie z nami jeszcze przez pewien czas.

Wracając do danych piątkowych, widać poprawę koniunktury w USA. ISM dla przemysłu był silniejszy od oczekiwań i wypadł na poziomie 61,1 pkt. Składnik nowych zamówień utrzymał się na poziomie 66,7 pkt i pozostał bez zmian w stosunku do sierpnia. Z kolei składnik cen zapłaconych wzrósł do 81,2 pkt z 79,4 w poprzednim miesiącu. Wydatki amerykanów rosły w sierpniu w tempie 3,6 proc. r/r (PCE core), natomiast główny wskaźnik PCE wyniósł 4,3 proc. r/r. Tak jak oczekiwaliśmy dane nie zrobiły szczególnego wrażenia na dolarze i nie wywołały większej zmienności. Publikacja dotyczyła sierpnia. Rynek zdążył już poznać odczyt CPI. EUR/USD oscyluje dziś o poranku wokół poziomu 1,16. W tym tygodniu kalendarz nie jest mocno przeładowany danymi. Poznamy jednak kluczowe informacje na temat rynku pracy (piątek) i to będzie moim zdaniem główny impuls zmienności na głównej parze walutowej.

W piątek dostaliśmy również dane dotyczące rozwoju presji cenowej w strefie euro. Stopa inflacji wzrosła we wrześniu o kolejne 0,4 punktu procentowego do poziomu 3,4 proc. (HICP). Wzrost tylko częściowo wynika z rozwoju cen energii. To również efekt statystyczny. Stopa bazowa urosła o 0,3 pkt. proc. do 1,9 proc. Bazowa presja na wzrost cen wynika z kilku czynników. Jednym z nich jest ograniczona podaż. Znaczna część silniejszego wzrostu cen wynika po prostu z niedoboru surowców i półproduktów. To spowodowało wzrost kosztów produkcji wielu towarów. To normalne, że producenci przenoszą je w dużej mierze na swoich klientów. Z drugiej strony ograniczona produkcja nie jest w stanie zaspokoić silnego popytu, co stwarza pole do dalszego wzrostu cen. Prognozy pokazują, że inflacja w listopadzie w strefie euro osiągnie najwyższy w tym roku poziom w okolicach 3,5 proc. Trwale wyższej inflacji można oczekiwać tylko wtedy, gdy wyraźnie wzmocni się tendencja wzrostowa wynagrodzeń. Na razie jeszcze tego nie widać.

Presja na podwyżkę stóp procentowy w Polsce ponownie urosła. W czwartek minutki RPP były zaskoczeniem dla rynku. Złoty umocnił się o ponad 5 groszy. Kolejnym impulsem umacniającym była piątkowa publikacja CPI o godz. 10. W przedstawionym raporcie z ostatniego posiedzenia pojawił się wniosek o podwyżkę stóp procentowych o 190 pb. do poziomu 2 proc. Nie wiemy kto w RPP chciał tak silnego wzrostu stóp procentowych. Spekulować można, że był to głos Zubelewicza. O godz. 10:00 poznaliśmy szacunki GUS, z których wynika, że inflacja CPI wyniosła we wrześniu 5,8 proc. przy prognozie na poziomie 5,5 proc r/r. Rynek zaczyna ponownie spekulować, że w RPP znajdzie się większość, która zdecyduje o wcześniejszej normalizacji polityki pieniężnej. Ruch w górę na kontraktach FRA jest widoczny. Oznacza to, że na rynku międzybankowym oczekuje się wcześniejszych podwyżek.

EUR/PLN pomimo spadku z 4,63 do 4,59 jest nadal na bardzo wysokich poziomach. Przestrzeń do umocnienia jest znaczna. Oczywiście aprecjacja złotego może się utrzymać w najbliższych dniach. Jednak o jej skali będzie zależeć w jakimś stopniu od globalnych nastrojów. Jeśli indeksy powrócą do wzrostów EUR/PLN z większą łatwością zejdzie na niższe poziomy. Nie zapominajmy, że już 6 października poznamy kolejną decyzję RPP odnośnie stóp procentowych oraz zostanie opublikowany komunikat po posiedzeniu, w którym rynek będzie doszukiwał się bardziej jastrzębich przesłanek.
Kurs EUR/PLN przełamał wsparcie wyznaczone przez zniesienie Fibo 38,2, które przebiega również przez ważny horyzontalny poziom techniczny. Od jakiegoś czasu była widoczna również dywergencja na wykresie ceny oraz wykresie oscylatora stochastycznego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

122,3 mln zł – najwyższe w historii miesięczne przychody TIM-u. 911,4 mln zł po 9 miesiącach 2021 r.

Ze wstępnych szacunków wynika, że we wrześniu 2021 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły 122,3 mln zł (+45,3% r/r) –  to rekord w niemal 34-letniej historii spółki. Miesięczne przychody ze sprzedaży online po raz pierwszy przekroczyły 80 mln zł (83,8 mln zł, +40,6% r/r).

Sam III kw. 2021 r. przyniósł 337 mln zł przychodów ze sprzedaży (+39,7% w stosunku do III kw. 2020 r.), stając się również najlepszym kwartałem w historii TIM-u. W ciągu trzech kwartałów 2021 roku TIM wygenerował łącznie ponad 911,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, a więc o 34,9% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Cały 2020 rok zamknęliśmy jednostkowo na poziomie 935 milionów przychodów ze sprzedaży. W tym roku TIM mierzy zdecydowanie wyżej, a symboliczny poziom miliarda rocznych przychodów naturalnie przekroczymy już w pierwszej części czwartego kwartału – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Jesień to dla nas okres najbardziej wytężonej pracy w związku z największym popytem na artykuły elektrotechniczne. To jednak nie wszystko. Intensywnie pracujemy nad projektem TIM 2.0, który pozwoli nam na dalsze skalowanie biznesu poprzez jeszcze sprawniejszy rozwój alternatywnych modeli sprzedaży, a tym samym bardziej dynamiczne zwiększanie udziału nowego asortymentu w naszych przychodach – dodaje Krzysztof Folta.

Do sądów trafia coraz więcej wniosków rozwodowych. Wzrost rok do roku jest dwucyfrowy

Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w I półroczu br. do sądów okręgowych w całym kraju wpłynęło 38,7 tys. spraw o rozwód w pierwszej instancji. To o prawie 14% więcej niż rok wcześniej i o ok. 10% mniej w porównaniu z I połową 2019 roku. W sumie w trzech analizowanych okresach było ponad 115 tys. ww. przypadków. Od stycznia do czerwca tego oraz 2019 roku więcej spraw załatwiono niż wpłynęło. Natomiast odwrotną sytuację zaobserwowano w pierwszych sześciu miesiącach ub.r. We wszystkich wskazanych półroczach większość załatwionych spraw uwzględniono w całości lub w części.

Resort sprawiedliwości podaje, że w I połowie br. do sądów okręgowych w całej Polsce wpłynęło 38 662 spraw o rozwód w pierwszej instancji. To o niespełna 14% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 34 051. Dla adwokata Michała Dziedzica te dane nie są zaskakujące. Liczba spraw rozwodowych zauważalnie rośnie. Pandemia wpłynęła na tempo ich rozpoznania, ale nie miała przełożenia na ilość przyjmowanych przez sądy pozwów.

– Wzrost liczby spraw o rozwód mógł być spowodowany m.in. izolacją społeczną i pracą zdalną. To były prawdziwe testy dla małżeństw. Niektóre pary musiały razem pracować w domu i pilnować małych dzieci. Przez to z miesiąca na miesiąc rosło napięcie, które w pewnym momencie było już nie do wytrzymania. Część osób w wyniku tej nagłej zmiany w życiu zdecydowała się na rozstanie – komentuje Michał Murgrabia, psycholog, założyciel i prezes platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei w porównaniu z I połową 2019 roku w analogicznym okresie br. nastąpił spadek o ok. 10% liczby ww. spraw. Wcześniej odnotowano ich 42 790, a ostatnio – 38 662. Zdaniem mec. Dziedzica, ta różnica może wynikać z zawieszenia decyzji o złożeniu sprawy o rozwód w czasie pandemii, charakteryzującym się niepewnością. Według eksperta, dało się to również zauważyć we wszystkich sprawach cywilnych.

– Czas niepewności i zawieszenia decyzji o rozwodzie nie oznacza poprawy sytuacji. Rozwodów prawdopodobnie będzie przybywało. Oprócz psychologicznych skutków pandemii wpłyną na to też m.in. ekonomiczne czynniki. Nie każde małżeństwo przetrwa np. pogorszenie warunków materialnych w dobie szalejącej inflacji. Dojrzałość emocjonalna podczas trudnych sytuacji, rozpoznawanie własnych emocji i rozumienie potrzeb współmałżonka są niezbędne w radzeniu sobie w kryzysach. Dla części małżeństw z pewnością pomocna będzie terapia – wyjaśnia psycholog Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Dane resortu tylko z trzech półroczy lat 2019-2021 pokazują, że łącznie do sądów wpłynęło ponad 115 tys. spraw o rozwód. Eksperci uważają, że to dość wysoki wynik. Ale w kolejnych latach, należy spodziewać się wzrostów, zwłaszcza że w I połowie zeszłego roku nastąpił zastój.

– Polacy chcą ratować swoje związki. Coraz częściej korzystają z terapii małżeńskich, ale w większości przypadków zbyt późno je rozpoczynają. Niestety profilaktyka w tym zakresie jest dość niewielka. Dodatkowym problemem bywa mocno ograniczona dostępność specjalistów, szczególnie w małych miejscowościach – dodaje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

W I półroczu br. więcej spraw załatwiono niż było wpływów (odpowiednio 43 203 i 38 662). Podobnie to wyglądało w I połowie 2019 roku (45 025 i 42 790). Natomiast odwrotną sytuację zaobserwowano od stycznia do czerwca ub.r. (28 701 i 34 051).

– I połowa 2020 roku była wyjątkowa. W tym czasie nie było jeszcze wypracowanych procedur rozpoznawania spraw w tzw. trybie covidowym. Aktualnie jest możliwość przeprowadzania spraw w formie wideokonferencji. Coraz częściej wydaje się też wyroki na posiedzeniach niejawnych, w przypadku, kiedy strony się na to zgadzają. To znacznie przyspiesza postępowania – wyjaśnia adwokat.

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika również, że większość załatwionych spraw uwzględniono w całości lub w części. W I połowie 2019 roku odnotowano ich 35 883 na 45 025 wszystkich załatwionych, w I półroczu 2020 roku – 19 987 z 28 701, a w sześciu miesiącach 2021 roku – 34 320 z 43 203.

– Uwzględnienie w całości następuje, gdy sąd w pełni godzi się z żądaniem powoda. Najczęściej jest to wynikiem porozumienia lub brakiem aktywności drugiej strony procesu. W praktyce oznacza to, że małżeństwo zostało rozwiązane. W przypadku małoletnich dzieci sąd decyduje też o opiece, kontaktach i alimentach. Praktyka pokazuje, że sprawy kończące się ugodą należą do mniejszości. Przeważnie kością niezgody jest kwota alimentów na dziecko. Tutaj z reguły walka trwa przez dwie instancje – podsumowuje adwokat Michał Dziedzic.

Opodatkowanie korzystania z usługi dostępu do chmury internetowej

Rozwój technologii sprawia, że coraz powszechniejszym narzędziem do archiwizacji danych i do pracy są chmury internetowe. Dane przechowywane są na serwerach znajdujących się często poza granicami Polski. W efekcie usługi takie nie są opodatkowane na terytorium RP. Mimo to fiskus podejmuje liczne próby ich opodatkowania podatkiem u źródła. Jednak zgodnie z właściwie jednolitą linią orzeczniczą usługi przechowywania/archiwizacji danych w chmurze nie są ani usługami przetwarzania danych, ani usługami korzystania z urządzenia przemysłowego. Fiskus nie daje za wygraną, czego przykładem jest jedno z ostatnich orzeczeń WSA w Poznaniu (sygn. akt I SA/Po 89/21).

Co to są usługi dostępu do chmury?

Usługa dostępu do chmury polega na uzyskaniu dostępu do gromadzonych aplikacji, danych czy innych zasobów informatycznych, które są zlokalizowane na wielu serwerach i dostępne wirtualnie, za pośrednictwem wykorzystania przeglądarki internetowej. Korzystając z usługi chmury, pliki nie są przechowywane na lokalnych dyskach, lecz bezpośrednio na serwerach zewnętrznego dostawcy. W związku z nabyciem usługi dostępu do chmury internetowej dostawca udostępnia nabywcy miejsce w chmurze. Innymi słowy, podmiot ma do dyspozycji określoną objętość na dyskach zewnętrznych w celu przechowywania swoich baz danych czy plików.

Opodatkowanie podatkiem u źródła

Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT podatek dochodowy z tytułu uzyskanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez podatników, o których mowa w art. 3 ust. 2, przychodów z odsetek, z praw autorskich lub praw pokrewnych, z praw do projektów wynalazczych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych, w tym również ze sprzedaży tych praw, z należności za udostępnienie tajemnicy receptury lub procesu produkcyjnego, za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego, w tym także środka transportu, urządzenia handlowego lub naukowego, za informacje związane ze zdobytym doświadczeniem w dziedzinie przemysłowej, handlowej lub naukowej (know-how) – ustala się w wysokości 20% przychodów, z uwzględnieniem postanowień umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Jedną z kategorii opodatkowanych podatkiem u źródła jest użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego termin „urządzenie” oznacza: „przedmiot o złożonej konstrukcji, wykonujący lub ułatwiający określoną pracę” lub „mechanizm bądź zespół mechanizmów, służących do wykonywania określonych czynności, pełniących jakąś funkcję; przyrządu”. Z kolei słowo „przemysłowy” oznacza „związany z przemysłem, używany, stosowany w przemyśle”. Podsumowując, „urządzenie przemysłowe” to takie urządzenie, które przeznaczone jest do wykorzystania w przemyśle i jego zastosowanie wiąże się ściśle z tą dziedziną (por. wyrok NSA w Warszawie z 18 maja 2018 r., sygn. akt II FSK 1395/16).

Podejście organu

W wydanej interpretacji, która ostatecznie została podważona przez WSA w Poznaniu, organ podatkowy wskazał, że usługi dostępu do chmury internetowej nie mogą być kwalifikowane jako usługi przetwarzania danych. Tym samym organ podzielił stanowisko spółki w tym zakresie.

Niemniej w ocenie organu usługi dostępu do chmury należy sklasyfikować jako korzystanie z urządzenia przemysłowego, a więc opodatkować podatkiem u źródła zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Infrastruktura informatyczna, zarówno w wymiarze wirtualnym, jak i fizycznym, stanowi zespół elementów, który należy traktować jako urządzenie przemysłowe. Serwery, switch’e, routery oraz firewall’e, podobnie jak komputer, są „urządzeniami” i wymagają odpowiedniego oprogramowania. W konsekwencji spółka jest obowiązana, na podstawie art. 26 ust. 1 ustawy o CIT, do pobrania od wynagrodzenia wypłacanego na rzecz podmiotu powiązanego z tytułu nabycia tych usług tzw. podatku u źródła.

Stanowisko WSA w Poznaniu

Takie podejście organu podatkowego nie zostało zaakceptowane przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, który w wyroku z dnia 2 czerwca 2021 r., sygn. akt I SA/Po 89/21, uchylił interpretację. Jak zaznaczył w uzasadnieniu „przy kwalifikowaniu danego urządzenia istotne jest, aby dokonywać tego w oparciu o aspekt funkcjonalny”. WSA wskazał, że dostęp do chmury nie jest przeznaczony do procesu produkcji spółki, dlatego nie może być uznany za urządzenie przemysłowe. Z kolei dostęp do urządzenia służy jedynie do przechowywania i gromadzenia danych, aplikacji i innych zasobów informatycznych.

Od powyższej sytuacji należy odróżnić natomiast usługę chmury obliczeniowej. Taka chmura ma szersze zastosowanie niż samo przechowywanie danych. W takim przypadku usługa może podlegać opodatkowaniu podatkiem u źródła w Polsce – jako usługa przetwarzania danych (art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT). Zaistniała sytuacja nie dotyczy jednak chmury obliczeniowej, co jednoznacznie wynika ze stanu faktycznego opisanego we wniosku o wydanie interpretacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

KAS nie będzie karać przewoźników w początkowym okresie działania systemu e-TOLL

„Kontrole prawidłowości uiszczania opłat w początkowym okresie działania systemu e-TOLL będą się odbywać w oparciu o działania prewencyjne, których podstawowym elementem będzie pouczanie, a nie karanie uczestnika realizowanego przewozu” – napisała w piśmie do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Sekretarz Stanu Szef Krajowej Administracji Skarbowej Magdalena Rzeczkowska, tym samym uwzględniając prośbę Adama Abramowicza o niekaranie przewoźników. Pismo KAS to efekt interwencji Rzecznika MŚP w sprawie o przedłużenie okresu przejściowego w zakresie równoczesnego działania systemu viaTOLL oraz e-TOLL dla branży transportowej.

Z dniem 30 września 2021 r. wygasa możliwość jednoczesnego korzystania z dotychczasowego systemu viaTOLL oraz nowego systemu-e-TOLL. Od 1 października 2021 r. przewoźnicy będą mogli korzystać wyłącznie z systemu e-TOLL.

Adam Abramowicz w skierowanym do Sekretarza Stanu Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Magdaleny Rzeczkowskiej piśmie z dnia 29 września 2021 r.  zwrócił się z prośbą o przedłużenie okresu przejściowego w zakresie równoczesnego działania systemu viaTOLL oraz e-TOLL. Zdaniem Rzecznika MŚP przedłużenie terminu rejestracji w systemie e-TOLL pozwoli nie tylko na płynną migrację danych wielu użytkowników z dotychczasowego systemu viaTOLL, ale także zapewni służbom informatycznym Krajowej Administracji Skarbowej więcej czasu na dostosowanie systemu e-TOLL do potrzeb przewoźników.

Proponuję, aby dotychczasowy okres przejściowy został przedłużony lub apeluję o odstąpienie od karania, w początkowym okresie docelowego działania systemu e-TOLL, tj. od 1 października br., przewoźników, którzy nie zdążyli zarejestrować się w nowym systemie płatności opłat drogowych lub z powodów technicznych nie mogli z niego skorzystać – pisał w piśmie Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W dniu 30 września br. Rzecznik MŚP otrzymał odpowiedź od Sekretarz Stanu Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Magdaleny Rzeczkowskiej, która podzieliła argumentację Rzecznika MŚP. Pani Minister poinformowała, że „kontrole prawidłowości uiszczania opłat w początkowym okresie działania systemu e-TOLL, które od 1 października będą przeprowadzane przez Inspektorów GITD oraz Służbę Celno-Skarbową będę odbywać się w oparciu przede wszystkim o działania prewencyjne, których podstawowym elementem będzie pouczanie, a nie karanie uczestnika realizowanego przewozu”.

Równocześnie Sekretarz Stanu Szef Krajowej Administracji Skarbowej uwzględniła postulat Rzecznika MŚP o odstąpieniu od karania przewoźników, informując, że „w sprawach, dla których ustawa przewiduje nakładanie mandatów na kierujących stosowane będą pouczenia. Natomiast w sprawach kar pieniężnych nakładanych przez GITD, z wyłączeniem braku rejestracji w e-TOLL, w pierwszej kolejności inspektorzy skorzystają z przewidzianej w przepisach prawa instytucji „odstąpienia” od nałożenia administracyjnej kary pieniężnej”. Na skutek działań Rzecznika MŚP branża transportowa ma dłuższy okres czasu na dostosowanie się do nowego systemu e-TOLL.

Przegląd wydarzeń tygodnia 4.10 – 8.10.2021

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem siły dolara i relatywnej słabości indeksów akcji. Główne czynniki ryzyka, a więc: niepewność wokół dewelopera Evergrande, kryzys energetyczny, kryzys zadłużeniowy w USA dały się we znaki inwestorom i skutecznie hamowały umocnienie ryzykownych aktywów. Wysokie poziomy zdołała utrzymać jedynie ropa naftowa, która stała się beneficjentem kryzysu energetycznego. W nadchodzącym tygodniu kluczowe będą wydarzenia w USA. W piątek opublikowana zostanie zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Ostatni raport mocno rozczarował, a tygodniowe zmiany nie wskazują na rychłą poprawę sytuacji na rynku pracy. Tradycyjnie raport NFP poprzedzi publikacja ADP. Konsensus rynkowy zakłada przyrost zatrudnienia na poziomie 500 tys. miejsc pracy. W przyszłym tygodniu do pracy wrócą również banki centralne. Decyzje ws. poziomu stóp procentowych podejmą RBA, RBNZ oraz RPP. RBA utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a w przypadku RBNZ oczekuje się ruchu w górę o 25pb. Po najwyższym od 20 lat odczycie inflacji rośnie presja na RPP, która w środę zadecyduje o poziomie stóp procentowych. Z pewnością dyskusja będzie burzliwa, jednak oczekuję utrzymania stopy procentowej na niezmienionym poziomie. Jeśli w Radzie faktycznie rośnie zaniepokojenie to można oczekiwać zmiany retoryki w komunikacie po posiedzeniu. Rynek jest jednak nastawiony dość jastrzębio, co może nie wystarczyć aby umocnienie złotego się utrzymało.

Najważniejsze wydarzenia: NFP, ADP, ISM, decyzja RBA, RBNZ, RPP

USA

Z pewnością większa część uwagi inwestorów w przyszłym tygodniu będzie zwrócona na Stany Zjednoczone. W piątek opublikowane zostaną dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (NFP). Rynek oczekuje przyrostu na poziomie 500 tys. nowych miejsc pracy, ale wnioskując po liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z ostatnich tygodni mogą być to zbyt wysokie oczekiwania. Po ostatnim odczycie NFP widać, że sytuacja na rynku pracy jest niestabilna, niemniej prezes Powell podkreślił ostatnio, że dla niego ważna jest tendencja, a nie jednorazowe odczyty. W takim kontekście podtrzymuję, że kwestia taperingu w USA jest przesądzona niezależnie od rezultatu NFP, co zresztą rynek zdaje się zaczął dostrzegać. Solidne dane o PKB również sprzyjają zacieśnianiu monetarnemu, a w zasadzie jedynym ryzykiem pozostaje 4 fala epidemii, jednak z opinii ekspertów medycznych wynika, że w krajach rozwiniętych (lepiej wyszczepionych) będzie ona łagodniejsza od poprzednich. Wskaźniki koniunktury pokazują chłodzenie gospodarki, ale przy relatywnie wysokich poziomach, toteż nie powinny istotnie wpływać na decyzje monetarne. Dolar pozostaje bardzo silny stąd przestrzeń do odreagowania rośnie, niemniej mając na uwadze zacieśnianie w Stanach Zjednoczonych i raczej bierność EBC należy zakładać możliwość dalszej aprecjacji USD.

Australia i Nowa Zelandia

Na Antypodach kolejny tydzień upłynie pod znakiem aktywności banków centralnych. We wtorek RBA utrzyma, wg. konsensusu, stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Kluczowe będzie jednak forward guidance, które dotychczas było raczej gołębie. Nie oczekuję nagłego zwrotu w polityce RBA, choć mając na uwadze globalną presje inflacyjną trudno oczekiwać aby ominęła ona Australię, co może nieco przyspieszyć decyzje o normalizacji polityki pieniężnej. Rynek oczekuje, że w środę główną stopę procentową o 25 punktów bazowych podwyższy RBNZ. Stabilna sytuacja ekonomiczna i wysokie ceny nieruchomości (bank ma w mandacie stabilizowanie rynku) skłaniają do zacieśniania fiskalnego. Ruch został już wyceniony, w związku z czym nie powinien istotnie wpływać na notowania NZD.

Polska

Ciekawie zapowiada się tydzień na rynku złotego. W środę RPP podejmie decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Dotychczas przeważała gołębia większość i choć wydaje się, że jest ona stabilna, to głos jastrzębiej frakcji jest coraz bardziej wyraźny. Z opublikowanych „minutek” z wrześniowego posiedzenia wynika, że został na nim odrzucony wniosek o podwyżkę stopy referencyjnej do 2 proc. (to nie pomyłka). Przypominam, że obecnie znajduje się ona na poziomie 0,1 proc. Piątkowy odczyt inflacji (CPI +5,8 proc. r/r) jedynie podsyca nerwowość. W umocnieniu złotego widać, że rynek dał szansę RPP na zmianę retoryki, jednak to czy „koło ratunkowe” zostanie podniesione zależy od decydentów. Z pewnością dyskusja będzie burzliwa, jednak oczekuję utrzymania stopy procentowej na niezmienionym poziomie. Jeśli w Radzie faktycznie rośnie zaniepokojenie to można oczekiwać zmiany retoryki w komunikacie po posiedzeniu. Rynek jest jednak nastawiony dość jastrzębio, co może nie wystarczyć aby umocnienie złotego się utrzymało.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Dolar amerykański skorzystał na rosnącej nerwowości na rynkach

Ten tydzień był stosunkowo ubogi jeśli chodzi o kluczowe dane makroekonomiczne. Uwaga rynków skupiła się na ogólnym rozwoju w gospodarce światowej. Ten obecnie sprzyja głównie walutom bezpiecznym, których głównym reprezentantem jest dolar amerykański. W tym tygodniu USD znacząco się umocnił. Rynki stają się bowiem coraz bardziej nerwowe z powodu utrzymujących się problemów po stronie podaży, które sprawiają, że cena towarów i energii rośnie. Ponadto istnieją obawy, że problemy te będą miały charakter długoterminowy i negatywnie wpłyną na dalsze ożywienie gospodarcze. W tej sytuacji ruch kieruje się przede wszystkim w stronę bezpiecznych walut, jak wspomniany dolar.

Dodatkowo, walucie amerykańskiej sprzyja fakt, że wysoka inflacja prawdopodobnie skłoni Fed w najbliższej przyszłości do ogłoszenia ograniczenia luzowania ilościowego i podniesienia stóp procentowych w przyszłym roku. Pogląd ten potwierdzają wypowiedzi niektórych jego przedstawicieli, w tym prezesa Fed, J. Powella.

Spośród walut regionalnych na uwagę zasługuje korona czeska. Wzmocniła się po tym, jak CNB podniósł stopy procentowe o więcej niż oczekiwano. Bazowa stopa procentowa wzrosła z 0,75% do 1,5%. Kurs złotego do euro nie zmienił się znacząco w tym tygodniu i w piątek rano był na poziomie 4,59 PLN/EUR. W stosunku do dolara kurs PLN/USD nawet przekroczył na chwilę poziom 4, a na koniec tygodnia był na poziomie 3,97. Dolar umocnił się też w stosunku do euro i eurodolar oscylował w piątek rano na poziomie 1,158 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

KUKE: Region Zatoki Perskiej coraz ważniejszy dla polskiego eksportu

Zjednoczone Emiraty Arabskie, będące gospodarzem rozpoczętej dziś wystawy światowej Expo 2020 Dubaj, są jednym z głównych rynków Bliskiego Wschodu, do których trafia eksport z Polski. W regionie sprzedajemy prawie wszystko: od maszynek do golenia po wagony kolejowe.

Według GUS, spośród krajów Bliskiego Wschodu największy udział w polskim eksporcie mają: Turcja (0,9 proc., 2,2 mld dolarów w 2020 r.), Arabia Saudyjska (0,4 proc., ok. 1 mld dolarów) i Izrael (0,3 proc., ok. 700 mln dolarów). W portfelu KUKE Zjednoczone Emiraty Arabskie są na drugim miejscu, po Turcji.

„Najwięcej ubezpieczonych transakcji w handlu z krajami znad Zatoki Perskiej przypada na kontrahentów z ZEA. Nasze firmy potrafiły znaleźć tam nabywców na bardzo szeroki asortyment swojej produkcji, a więc na słodycze, napoje, mięso, sprzęt oświetleniowy, produkty „ciężkiej” chemii, wykładziny, armatury, kosmetyki. Co ważne notujemy w handlu trend wzrostowy. W porównaniu z 2018 r. jest to zwyżka o ponad 30 proc. Z drugiej strony, można zauważyć pewną zależność wartości importu do regionu od cen ropy naftowej. Obecne odbicie na rynku surowców, w tym ropy i gazu, może pozytywnie wpłynąć na popyt również na polskie produkty. Handel ze zweryfikowanymi przez nas tamtejszymi kontrahentami można uznać za dość bezpieczny. Praktycznie nie notujemy braku płatności czy większych opóźnień” – mówi Daniel Piotrowski, zastępca dyrektora Departamentu Ryzyka Ubezpieczeniowego w KUKE.

Jak wynika z raportu „30 lat polskiego eksportu” opracowanego przez KUKE i ośrodek analityczny SpotData, w latach 2001–2020 wartość eksportu towarów do wszystkich krajów Bliskiego Wschodu zwiększyła się z ok. 0,5 do 5,1 mld dolarów, a ich udział w polskim eksporcie wzrósł z 1,2 do 2,2 proc. To jednak ciągle mniej niż mają choćby Węgry (2,5 proc.). Potencjalnie jest to jednak rynek obiecujący, chociażby biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców (np. Turcja i Iran po ponad 80 mln, Arabia Saudyjska 34 mln).

W ubiegłym roku sprzedaliśmy w regionie pszenicę za 360 mln dolarów, silniki samochodowe za 200 mln, samochody osobowe za 180 mln i maszynki do golenia za 160 mln dolarów. Eksportujemy tam również mięso wołowe i papierosy. Warto przypomnieć, że w 2018 r. KUKE ubezpieczyła transakcję sprzedaży wyprodukowanych w polskich zakładach koncernu Alstom wagonów metra, które trafiły do Dubaju i będą w najbliższych sześciu miesiącach wozić na Expo gości przybywających z całego świata.

Więcej informacji o wymianie handlowej z regionem Bliskiego Wschodu, a w szczególności z ZEA, można znaleźć w raporcie „30 lat polskiego eksportu”: https://kuke.com.pl/wiedza/raport-30-lat-polskiego-eksportu

System płatności ekspresowych w Brazylii zaatakowany przez hakerów. Czy ofiarami mogą zostać polscy użytkownicy BLIK-a?

Sektor bankowości i finansów jest jednym z trzech celów najczęściej obieranych przez cyberprzestępców. Hakerzy w coraz bardziej pomysłowy sposób atakują nie tylko korporacje, ale również bezpośrednio ich klientów. Jak donosi firma Check Point Software, w Brazylii cyberprzestępcy zaatakowali użytkowników płatności ekspresowych PIX, tworząc fałszywe aplikacje zawierające złośliwe oprogramowanie, które dostępne były w sklepie Google Play. Czy w podobny sposób ofiarami mogą zostać polscy użytkownicy BLIK-a?

Użytkownicy PIX-a, czyli czołowego brazylijskiego systemu płatniczego, zostali nowym celem południowoamerykańskich hakerów. System płatności ekspresowych, analogiczny do naszego BLIKA-a, codziennie przetwarza ponad 40 mln transakcji i generuje obroty rzędu 4,7 miliarda dolarów tygodniowo!

Hakerzy do swoich ataków wykorzystali dwa warianty szkodliwego oprogramowania – PixStealer oraz MalRhino, które dystrybuowane były za pomocą dwóch złośliwych aplikacji opublikowanych w Google Play Store. Obie aplikacje zaprojektowane zostały w celu kradzieży środków poprzez interakcję pomiędzy użytkownikiem a właściwym systemem PIX.

Pierwszy wariant złośliwego oprogramowania – PixStealer posiadał właściwie jedną funkcję: transfer środków ofiary na konto kontrolowane przez cyberprzestępcę. Eksperci z Check Point Research wykryli malware w aplikacji PagBank Cashback, skierowanej wyłącznie do klientów brazylijskiego banku PagBank. Aplikacja dostępna w Google Play Store nie została zablokowana przez systemy bezpieczeństwa m.in. dzięki zdolności do działania bez połączenia z serwerem C&C. Po otwarciu PagBank Cashback włączał nakładkę, która dezinformowała użytkownika, a napastnik był w stanie przesłać wszelkie środki ofiary na wskazane przez siebie konto.

Drugi z wariantów malware’u – MalRhino, był bardziej zaawansowany. Potrafił „przejąć” właściwą aplikację PIX oraz inne moblilne aplikacje bankowe. Złośliwe oprogramowanie zostało zaimplementowane w fałszywej aplikacji iToken przeznaczonej dla klientów Inter Banku. MalRhino wyświetał swojej ofierze komunikat z wnioskiem o przyznanie jej szerokiego dostępu do urządzenia. Po akceptacji malware mógł zbierać dane o zainstalowanych aplikacjach i wysyłać ich listę na serwer C&C, wraz z informacją o urządzeniu ofiary. Ponadto malware potrafił uruchamiać aplikacje bankowe oraz odzyskiwać PIN z aplikacji Nubank.

– Żyjemy w czasach, w których cyberprzestępcy nie muszą włamywać się do banku, aby ukraść pieniądze. Wszystko czego obecnie potrzebuje, to zrozumieć platformy wykorzystywane przez banki i ich pułapki. Obecnie obserwujemy wzrastający trend, w którym cyberprzestępcy biorą na celownik aplikacje banków instytucjonalnych – wyjaśnia Lotem Finkelsteem, szef wywiadu zagrożeń w Check Point Software Technologies.

Również w Polsce cyberprzestępcy próbują wykorzystywać popularność płatności ekspresowych, w szczególności dokonywanych za pośrednictwem usługi BLIK. Dotychczas zaobserwowane metody opierają się głownie na phishingu, nakłaniając ofiary np. do zapłacenia „podatku kurierskiego”, rzekomo przygotowanego przez Ministerstwo Finansów. W innym przypadku cyberprzestępcy przygotowali fałszywą aplikację BLIK, która miała za cel kradzież danych logowania do kont bankowych. Polska Policja ostrzegała również przed wysyłanymi za pomocą mediów społecznościowych prośbami znajomych o opłacenie transakcji na kwotę od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. W takich wypadkach istnieje bardzo duże ryzyko, że konto znajomego zostało przejęte przez hakera.

– Uważamy wykryte cyberataki za solidną wskazówkę, że cyberprzestępcy kierują swoje działania wokół złośliwego oprogramowania bankowego stworzonego na system Android, którego celem jest transfer środków ofiar na ich własne konta. W świecie, w którym wszystko odbywa się zdalnie z powodu epidemii koronawirusa, zalecamy użytkownikom natychmiastowe usunięcie wszelkich nieoficjalnych i podejrzanych aplikacji z ich telefonów komórkowych. Gorąco apeluję również do wszystkich użytkowników aplikacji bankowych, aby uważali na bankowe złośliwe oprogramowanie zaszyte w aplikacjach mobilnych – dodaje ekspert Check Point Software.

Jak pandemia wpłynęła na postrzeganie przedsiębiorczości przez młodych ludzi w Polsce?

Jak młode pokolenie postrzega przedsiębiorczość? Czego szuka i jakie szanse widzi dla siebie w prowadzeniu własnego biznesu? Jakie przewagi przyniosły mu przemiany okresu pandemii? Odpowiedzi na te i inne pytania dotyczące postrzegania przedsiębiorczości przez młodych ludzi przynosi, oparty na Badaniu Ipsos Global Omnibus, Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway, który skomentowała dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

Ograniczenia, z którymi mamy do czynienia w związku z pandemią, spowodowały wiele zmian rynkowych, w tym wymusiły na przedsiębiorstwach przyspieszoną cyfryzację.

Pandemia stworzyła nową rzeczywistość, która szczególnie dla ludzi młodych jest nową normalnością – mówi dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Rzesze pracowników w przyspieszonym tempie uczyły się nowych technologii i przestawiały na pracę zdalną, traktując kolejne lockdowny jako okres wyjątkowy. Generacja młodych natomiast odkryła nowe zastosowania dla swoich wrodzonych kompetencji technologicznych.

Młodzi ludzie, wg Globalnego Raportu Przedsiębiorczości Amway (skr. AGER), są dużo bardziej otwarci na własny biznes. Aż 62% osób poniżej 35. roku życia uznało prowadzenie działalności za pożądane, a tylko 38% w grupie 35+.

Jak zauważa dr Anna Czarczyńska: Ponad połowa planuje wykorzystać do tego celu narzędzia internetowe i media społecznościowe, zresztą podobnie jak pozostałe badane kraje europejskie, pokazując wyjątkową spójność postaw przedsiębiorczych nowego pokolenia nad granicami.

Biorąc pod uwagę ogół społeczeństwa, zainteresowanie poszczególnymi kanałami sprzedaży, według raportu AGER, pozostało na tym samym poziomie , jednak od 2019 roku znacząco spadło zainteresowanie freelancingiem – w grupie poniżej 35. roku życia – z 63% do 43%. Dr Anna Czarczyńska podkreśla:

Pokolenie 35 minus w znacznie większym stopniu stawia na e-commerce (66%), media społecznościowe (64%), freelancing (63%), sprzedaż bezpośrednią (53%), ale również przez Internet (52%) oraz działania w kategorii influencer (49%), to około półtora raza wyższe wskazania niż w grupie starszych generacji. Najmniej zróżnicowane jest nastawienie na biznes tradycyjny 58% dla 35- i 46% dla 35+, ale i tu widać bardziej odważną postawę przedsiębiorczą i lepsze przewidywanie nisz rynkowych w grupie młodszej wiekowo.

Jak pokazuje Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway, główną barierą w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej pozostaje brak kapitału, a w drugiej kolejności – strach przed porażką. Jeśli zaś chodzi o korzyści, młodzi ludzie podczas pandemii zmienili nieco ich postrzeganie. W porównaniu rok do roku, więcej osób 35- uważa, że własna działalność gospodarcza zapewnia możliwość uzyskania dodatkowych przychodów (wzrost z 59 do 65%), pozwala na wsparcie biznesu poprzez media społecznościowe (wzrost z 26 do 33%) oraz że umożliwia ciągłą naukę i rozwój (wzrost z 29 do 38%). Spadło natomiast wśród młodszego pokolenia przekonanie, że prowadzenie biznesu daje większą kontrolę nad swoim harmonogramem (z 54 do 41 % rok do roku) i pozwala być samemu sobie szefem (spadek z 65 do 59%).

Dr Anna Czarczyńska wskazuje na zmianę priorytetów i oczekiwań młodych przedsiębiorców: To czego młode pokolenie szuka w działalności biznesowej to przede wszystkim wolność rozwoju osobistego, wolność wyboru projektu pozwalającego na realizację swoich pasji, wolność poszukiwania źródeł dochodu, ale też wolność zarządzania swoim czasem. Główne bariery wejścia na rynek ze swoim pomysłem to głównie brak dostępu da kapitału, ale w odróżnieniu od starszych generacji dla młodych barierą nie jest brak kompetencji, bo te w zdigitalizowanym świecie stały się bardziej demokratyczne, znosząc wymogi związane z wykształceniem, miejscem zamieszkania czy klasycznie rozumianym majątkiem. Młodzi czują że mogą i że to jest właśnie ich moment na start.

Czym jest AGER?

Raport AGER (Amway Global Entrepreneurship Report) jest międzynarodowym projektem badającym postrzeganie przedsiębiorczości w społeczeństwie. Najnowsza, IX edycja pokazuje, jak zmieniło się postrzeganie kwestii posiadania i prowadzenia własnej firmy w kontekście społecznym, gospodarczym i zawodowym w rzeczywistości  determinowanej trwającą pandemią COVID-19. W ramach badania Ipsos Global Omnibus przeprowadzonego w 12 europejskich krajach, przebadano ponad 12 tys. respondentów, w Polsce badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie ponad 1000 osób.
W raporcie zaprezentowano wyniki ankiet badających nastroje i postawy biznesowe przed pandemią (rok 2019 – ankietowani udzielili wtedy odpowiedzi na pięć pytań) oraz w trakcie jej trwania (w 2020 roku poproszono ich o ponowne udzielenie odpowiedzi na dwa pytania), co pozwoliło stworzyć unikatowy obraz dynamicznie zmieniających się preferencji w społeczeństwie. Raport pokazuje także, jak ludzie odkrywają i wykorzystują nowe możliwości w prowadzeniu biznesu (związane głównie
z mediami społecznościowymi), dostosowując się do dynamicznych i niepewnych realiów rynku.

Polska gospodarka traci na wzroście cen surowców

W tym tygodniu Bloomberg Commodity Index osiągnął najwyższy poziom od 2015 roku. Rosnące ceny surowców to problem dla konsumentów i biznesu. Polska gospodarka traci na wzroście ich cen, podczas gdy zyskują Rosja czy Arabia Saudyjska. A wzrost ceny ropy naftowej o 10 dolarów przekłada się na wzrost inflacji o około 0,2 p.p.

Obecnie na świecie wszystko drożeje. Ceny surowców cały czas rosną z uwagi na szybko odradzający się po pandemii popyt, przy ograniczonej podaży, spowodowanej przez dekadę niedoinwestowania tego sektora. Bloomberg Commodity Index, szeroki indeks oparty o kontrakty terminowe na 23 różne surowce (w tym energetyczne), metale i towary, osiągnął w tym tygodniu najwyższe notowania od początku 2015 roku. Od początku roku wzrósł zaś już o 29,1 proc. Ceny surowców są kwotowane w dolarze, który jest obecnie silny, co powoduje, że surowce kupowane na świecie stają się jeszcze droższe.

Wzrost cen surowców powoduje poważne przepływy finansowe z krajów konsumentów do tych, gdzie przeważa wydobycie i produkcja. Zyskują zatem Arabia Saudyjska, Rosja czy Australia. Tracą natomiast Europa i Chiny. Także Polska traci, bo paliwa stanowią 5,6 proc. naszego importu i tylko 1,7 proc. eksportu, inne surowce to 3 proc. importu i 2,4 proc. eksportu (dane za okres 1-7/2021 r., w tym okresie dodatnie całkowite saldo bilansu handlowego wyniosło 14,2 mld złotych). Zyskujemy dzięki nadwyżce w eksporcie żywności, bydła i zboża, ale to nie jest w stanie zniwelować strat wynikających z droższych paliw i innych surowców przemysłowych. Wyższe ceny napędzają także inflację. Ocenia się, że, wzrost ceny ropy naftowej o 10 dolarów, przekłada się na wzrost inflacji o około 0,2 p.p. Wzrost cen na dłuższą metę obniży też popyt, co może skutkować stagflacją, czyli miksem inflacji i stagnacji gospodarczej. Nie ma więc złudzeń, że na dłuższą metę wysokie ceny są niekorzystne dla światowej gospodarki.

Wzrosty cen surowców są także napędzane przez postępującą dekarbonizację. Cena litu, który służy do produkcji baterii, wzrosła od początku roku o 254 proc. (w tym o 41 proc. w ciągu ostatniego miesiąca). O 64 proc. wzrosła od początku roku także cena kobaltu. Zezwolenia na emisję dwutlenku węgla w UE w systemie ETS zdrożały natomiast o 89 proc. Obawy o środowisko powodują także ograniczenie inwestycji w wydobycie ropy i węgla. Reakcja na to są jednak wyższe ceny jakie obserwujemy obecnie w przypadku zwiększonego popytu. Ropa WTI od początku roku zdrożała o 56 proc., a węgiel o 163 proc. Jednak wyższe ceny będą w dłuższej perspektywie wspierać przejście do bardziej ekologicznych rozwiązań.

Na rynku surowców odbijają się perturbacja w chińskiej gospodarce. Problemy spółki Evergrande, obawy o chiński wzrost gospodarczy oraz spadający popyt spowodowały spadek ceny rudy żelaza. W ciągu ostatniego miesiąc staniała ona o 32 proc., a od początku roku również o 32 proc. Spada także cena rodu (-18 proc. od początku roku), palladu (-22 proc.), srebra (-17 proc.), platyny (-10 proc.) oraz złota (-7 proc.).

Natomiast cena miedzi, która jest produkowana także przez polski koncern KGHM, od początku roku wzrosła o 16 proc. Miedź z uwagi na swoje szerokie zastosowanie w gospodarce, jest uznawana za świetny barometr sytuacji gospodarczej na świecie. Gdy gospodarka szybko się rozwija, ceny miedzi rosną, gdy zaś na horyzoncie pojawia się spowolnienie i recesja – ceny spadają.

Rosnące ceny surowców są dziś poważnym wyzwaniem dla gospodarki. Jednak, to co jest problem dla konsumentów i firm, może być szansą dla inwestorów. Dobrze zdywersyfikowany portfel inwestycyjny powinien zawierać surowce lub firmy związane z rynkiem surowcowym. W takie sposób można zapewnić sobie ekspozycje na wzrosty, które jak się wydaje na rynku surowców jeszcze się nie zakończyły.

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Crowdway z nowym zarządem i radą nadzorczą

Marcel Rowiński i Tomasz Kowcun zostali powołani do zarządu spółki Crowdway, w radzie nadzorczej zasiądą Jakub Niestrój, dotychczasowy prezes, oraz Paweł Komar, przewodniczący rady nadzorczej Vortune Equity Group, właściciela platformy.

W połowie lipca 2021 Crowdway pobił rekord polskiego crowdfundingu i jako pierwsza platforma pomógł emitentom pozyskać łącznie ponad 70 mln zł. Rosnące zainteresowanie tą formą finansowania i zbliżające się wielkimi krokami zmiany prawne stały się motorem napędowym zmian w spółce.

Jednym z naszych głównych celów w najbliższej przyszłości jest dostosowanie platformy do nadchodzących zmian na rynku i uzyskanie licencji platformy crowdfundingowej – mówi prezes zarządu Marcel Rowiński. – Rynek crowdfundingu udziałowego, pomimo dynamicznego wzrostu, nadal jest na początkowym etapie. Jako wiodąca platforma w Polsce dostrzegamy jego dalszy potencjał. Zmiany regulacyjne sprofesjonalizują rynek i dadzą kolejne stymulanty do rozwoju – tłumaczy Rowiński.

Marcel Rowiński pełnił wcześniej rolę dyrektora operacyjnego, a nowy członek zarządu Tomasz Kowcun – dyrektora ds. rozwoju. Obaj mają doświadczenie w prowadzeniu emisji crowdinvestingowych, stąd świetnie znają potrzeby rynku i planują jeszcze silniej przełożyć to na rozwój platformy. To właśnie ich zespół stoi za sukcesami projektów wspieranych przez Crowdway od 2018 roku.

Jednym z ważnych kierunków rozwoju będzie łatwiejsza możliwość wyjścia z inwestycji dzięki wprowadzeniu tablicy ofert. W Crowdway nie patrzymy na to jak na coś nowego, raczej wykazanie przez regulatora dobrego zrozumienia rynku, który już od jakiegoś czasu zwraca na to uwagę – mówi Tomasz Kowcun, członek zarządu. – Crowdinvesting coraz częściej jest wybierany przez dojrzałe organizacje czy firmy planujące w niedługim okresie debiut giełdowy. Wiemy, że dla inwestorów to dobra wiadomość, bo mogą wyjść z inwestycji szybciej – dodaje.

W Crowdway powołano także radę nadzorczą złożoną z istotnych udziałowców platformy. W nowej roli pojawi się dotychczasowy prezes spółki, Jakub Niestrój, inwestor i członek rad nadzorczych spółek doradczych i inwestycyjnych (m.in. Averton Sterling, Q-Value, Alteverso, Vortune Equity Group), który w 2018 roku dostrzegł potencjał rynku crowdinvestingu i dokonał akwizycji platformy Crowdway, rozpoczynając etap budowania pozycji lidera wśród platform ECF.

Crowdway ma na koncie ponad 30 kampanii i drogę od początkującego start-upu do lidera rynku – komentuje Jakub Niestrój. – Perspektywy są bardzo dobre, a zarząd spółki będzie stawał przed nowymi wyzwaniami. Nadal będę zaangażowany w rozwój Crowdway, ale już w innej roli – dodaje.

W skład rady nadzorczej wszedł także Paweł Komar, przewodniczący rady nadzorczej holdingu Vortune Equity Group i główny akcjonariusz funduszu jak i samej platformy. Przez lata pełnił funkcję w zarządach największych spółek z branży finansowej na polskim rynku, zasiadał także w radach nadzorczych największych  towarzystw funduszy inwestycyjnych  oraz private equity. Od sierpnia jest prezesem zarządu Notus Finanse, w którym wcześniej przez ponad dwa lata pełnił rolę doradcy zarządu w segmencie sprzedaży – od tego czasu w spółce sprzedaż wzrosła ponad czterokrotnie. Paweł Komar jest jednym z lepiej rozpoznawalnych przedstawicieli młodego pokolenia managerów sektora finansowego.

Crowdinvesting na przestrzeni ostatnich lat stał się bardzo atrakcyjną metodą pozyskiwania kapitału. Nowe regulacje tę atrakcyjność jeszcze zwiększą, dlatego chcemy aby Crowdway  był  na pierwszym miejscu wśród firm, które dzięki know-how i zapleczu technologicznemu wykorzystają ten potencjał. Najbliższe trzy lata to czas nowych regulacji i jeszcze większej profesjonalizacji tego rynku. Crowdway jako lider będzie wyznaczał standardy, będąc pionierem implementacji wytycznych polskiego i europejskiego regulatora. Jestem przekonany, że spółka wypracuje bardzo silną pozycję na europejskim rynku. Opracowana strategia to jej największa przewaga konkurencyjna – mówi Paweł Komar.

Rozporządzenie ECSP, które wejdzie w życie już 10 listopada 2021, to większe możliwości dla emitentów, ale też nowe zasady mające na celu lepszą ochronę inwestorów.

Platforma Crowdway.pl zaczęła działalność w 2016 roku, a w 2018 jej prezesem i udziałowcem został Jakub Niestrój. Od tego czasu platforma wypromowała ponad 30 emisji i jako pierwsza w Polsce uzyskała wynik 70 mln zł pozyskanych łącznie przez emitentów. W 2020 roku spółka została wniesiona do holdingu Vortune Equity Group, w skład którego wchodzi m.in. QValue, czyli największy niezależny AFI z 1 mld aktywów.

265 tysięcy osób oczekuje premiery gry Succubus autorstwa Madmind Studio

Madmind Studio, specjalizujący się w tworzeniu gier z gatunku horror, już w najbliższy wtorek wyda premierę swojej najnowszej gry Succubus. Wishlista w przeciągu ostatnich 6 miesięcy urosła o ponad 96 tysięcy graczy, co dało łączny wynik 265 tysięcy. Pozwoliło to uplasować się produkcji na 37 pozycji na globalnej wishliście steam.

Wishlista Succubusa prezentuje się bardzo dobrze. Zajmujemy wysokie 37 miejsce na globalnej wishliście steam. Na grę zapisanych jest 265 tysięcy graczy, czyli o 45 tysięcy więcej niż Agony miało w dniu premiery. Dodatkowo warto dodać, że w przeciągu ostatnich 6 miesięcy wishlista powiększyła się o blisko 100 tysięcy graczy, co pokazuje, że zainteresowanie naszą produkcją jest bardzo duże – mówi Tomasz Dutkiewicz, prezes zarządu Madmind Studio.

Spółka spodziewa się dużego wzrostu wishlisty w najbliższych dniach. Wczoraj gra została wysłana do recenzentów oraz został opublikowany nowy trailer w serwisie Youtube. Również dzisiaj o 17:20 odbędzie się oficjalny live stream we wspomnianym serwisie, gdzie Spółka zaprezentuje najważniejsze funkcjonalności gry i odpowie na pytania fanów.

Trwająca kampania marketingowa przyczyniła się do naprawdę dużego wzrostu zainteresowania naszą grą, co potwierdza przyrost graczy na naszym oficjalnym serwerze na Discordzie. Przed kampanią mieliśmy 5 tysięcy fanów, obecnie ich liczba podwoiła się i wynosi ponad 10 tysięcy. Wierzymy, że wszystkie te liczby przełożą się na świetną frekwencję w dniu premiery, a gracze będą zadowoleni z naszej produkcji – dodaje Tomasz Dutkiewicz.

Studio prowadzi prace jeszcze nad dwiema grami: Paranoid i Tormentor. Dzięki Paranoid, będącym horrorem psychologicznym, Spółka chce wzbudzić zainteresowanie fanów takich produkcji jak Resident Evil czy Silent Hill. Wishlisty w ich przypadku wynoszą kolejno 44 i 34 tysięcy graczy. Jednak do premier pozostaje jeszcze trochę czasu. Planowane są na 2022 i 2023 rok.

Demo gry Together z Grupy The Dust debiutuje na Steam Next Fest

Steam Next Fest to jeden z największych festiwali gamingowych, które odbywają się online. Rozpoczynające się dziś święto gier potrwa do 7 października. Wrocławskie studio, które na festiwalu prezentuje także wersję demonstracyjną Airport Renovator – gry z gatunku symulatorów i renowatorów – przygotowało dla uczestników liczne atrakcje związane z debiutem demo Together w wersji PC, m.in. livestreamy z gry, Q&A oraz giveaway.

Po niedawnej premierze Together na platformie Nintendo Switch dostarczamy dziś rozrywkę na najwyższym poziomie kolejnej grupie odbiorców. Cieszymy się, że zarówno fabuła, jak i dostępne tryby gry spotkały się z zainteresowaniem graczy w różnym wieku i liczymy, że społeczność skupiona wokół tytułu będzie dalej rosnąć – komentuje Jakub Wolff, prezes zarządu The Dust.

Fabuła gry “Together” to historia herosów, którzy zauważyli znikające nad miastem kolory. Postanawiają wziąć sprawy i los świata w swoje ręce i przywrócić mu utracone barwy. Gracze mogą walczyć z przeciwnikami w trybie single player oraz w kooperacji. Mają do wyboru kilkanaście postaci, które inspirowane są takimi klasykami jak Frankenstein czy Robin Hood. Zdolności poszczególnych bohaterów są zróżnicowane, a wszystkie one pomogą im pokonać głównego przeciwnika – złą Monę Chrome oraz jej kompanów.

Cruise Ship Manager – nowa gra manager/tycoon od studia Image Power

Studio Image Power zapowiedziało nową grę – Cruise Ship Manager – a także opublikowało w sieci jej zwiastun. Produkcja należy do zdobywającego coraz większą popularność gatunku manager/tycoon i pozwoli wcielić się we właściciela i zarządcę luksusowego statku wycieczkowego. Gracze będą mogli zawiadywać wycieczkowcem, zasobami oraz załogą aby utrzymać jak najwyższą satysfakcję wymagających pasażerów oraz zarobić pieniądze na dalszy rozwój ogromnej jednostki pływającej.

Cruise Ship Manager to nowość od warszawskiego studia deweloperskiego Image Power, należącego do grupy PlayWay, pozwalająca na spełnienie marzenia o posiadaniu własnego wycieczkowca. Gracze będą odpowiedzialni nie tylko za funkcjonowanie statku, odpowiednie połączenie pomieszczeń, takich jak kajuty dla gości, kantyna dla załogi czy pięciogwiazdkowa restauracja, ale i za stan techniczny jednostki, wysokość cen biletów czy wszelkiego rodzaju udogodnienia dla pasażerów.

Kluczem do osiągniecia sukcesu jest umiejętne zarządzanie wieloma zależnościami w grze. Dla przykładu, gracze mają wpływ na rekrutację załogi i tylko od nich zależy, czy w kryzysowej sytuacji zostaną z niedoświadczonymi pracownikami, czy zaradnymi ekspertami w swojej dziedzinie. Muszą też nieustannie dbać o morale podwładnych, aby wykonywali polecenia i zapewnili obsługę pasażerów na najwyższym poziomie. Innym przykładem jest warstwa ekonomiczna, w ramach której gracze będą mogli ustalać ceny biletów – sprzedawać je taniej i oferować krótkie rejsy, aby podreperować budżet, lub zorganizować długie podróże do egzotycznych miejsc oraz postawić na ceny premium, które przyniosą większe zyski, ale i wywindują oczekiwania pasażerów względem oferowanych luksusów i udogodnień.

Aby spełnić wszystkie zachcianki majętnych gości, będziemy mogli otworzyć na statku kasyno, bar czy otwarty basen czy zaoferować za dodatkową opłatą kunsztowne drinki. Wszystko po to, by zyskać fundusze na bezproblemowy przebieg rejsu. Wyruszając w podróż trwającą kilka tygodni należy zadbać o odpowiednią ilość jedzenia oraz zatankować wystarczająco dużo paliwa. Trzeba też zabezpieczyć środki na konserwację statku i zadbać o jego odpowiedni stan techniczny.

Tematyka marynistyczna jest nam szczególnie bliska, dlatego równolegle do prac nad naszym flagowym tytułem Yacht Mechanic Simulator zdecydowaliśmy się na przygotowanie unikatowej gry o zarządzaniu luksusowym statkiem pasażerskim. Będzie ona łączyć zarówno cechy managament games, jak i tych bardziej strategicznych, nie zabraknie również sytuacji humorystycznych oraz kontrowersyjnych, które postawimy przed graczami. O emocjonującą rozgrywkę zadbamy poprzez podnoszące adrenalinę zdarzenia losowe, takie jak podróż przez Trójkąt Bermudzki, sztormy na oceanie czy pożary lub awarie w maszynowni. Chcemy, żeby gracze poczuli, że mają rzeczywisty wpływ na sytuację na statku i nauczyli się szybko reagować na pojawiające się problemy i wyzwania – mówi Marcin Zaleński, Creative Director Image Power S.A.

Za produkcję odpowiedzialny jest nowy kilkuosobowy zespół. Produkcja potrwa ok. 13 miesięcy, natomiast demo gry powinno być gotowe ok. pół roku po rozpoczęciu prac. Budżet Cruise Ship Managera to ok. pół miliona złotych.

Mobile w nowej rzeczywistości rośnie szybciej niż inne media

Dla reklamy cyfrowej czas pandemii okazał się łaskawy. Gdy inni tracili, pierwszy raz w historii wydatki na reklamę w internecie przekroczyły 5 miliardów złotych, a jednym z motorów napędowych tego wzrostu był mobile. Czy te liczby przekładają się na rzeczywiste nastroje w branży? Odpowiedzi udziela najnowszy raport Spicy Mobile pt. „Change and People”.

Coroczny raport Spicy Mobile jest najbardziej obszerną publikacją dotyczącą rynku mobilnego w Polsce. Tegoroczna, piąta już edycja, przygotowana pod hasłem „Change and People”, nakreśla pozycję mobile’a na rynku mediów i w strategiach biznesowych firm w nowej rzeczywistości. W raporcie przedstawiono między innymi wyniki badania ankietowego, które agencja Spicy Mobile przeprowadziła wśród osób odpowiedzialnych za planowanie i zakup mediów. Odpowiedzi udzieliło 114 osób, w przeważającej większości reprezentujących domy mediowe. Celem badania było uchwycenie aktualnych nastrojów w branży reklamowej, pozycji mobile’a oraz nadchodzących trendów. Porównanie tegorocznych wyników z danymi z pierwszej fali badania z 2020 r. to swoisty barometr sytuacji na rynku mediów w trudnych pandemicznych czasach.

Budżety na mobile wyższe niż przed rokiem

Rok 2020 r. pokazał, że nawet w czasach globalnego kryzysu, mobile rozwija się w nieosiągalnym dla innych mediów tempie. Jak wynika z badania IAB Polska/PwC AdEx, w 2020 r. udział mobile’a w torcie reklamowym zwiększył się o 21% w porównaniu do roku ubiegłego i wyniósł 33,5%, czyli ponad 1,7 mld złotych, i nic nie wskazuje, aby ten segment reklamy cyfrowej przystopował. Dla porównania cały rynek reklamy cyfrowej (z uwzględnieniem mobile’a) wzrósł o 5% do ponad 5 mld złotych, w dużej mierze dzięki bardzo korzystnej końcówce roku.

Również wyniki badania Spicy Mobile pokazują, że budżety na mobile rosną i to szybciej niż te na inne media. Udział ankietowanych, którzy deklarują zwiększenie wydatków na reklamę na mobile’u, wzrósł z 48% w pierwszej fali badania latem 2020 r. do 73% w 2021 r. Z kolei budżety na internet wzrosły w odczuciu niemal 59% osób odpowiedzialnych za planowanie i zakup mediów w 2020 i 84% badanych w 2021 r.

Udział mobile’a w media miksie systematycznie rośnie

To przekłada się na pozycję mobile’a w media miksie. Ponad 70% respondentów uważa, że w 2021 roku uległa ona poprawie (w tym 12,6% jest zdania, że poprawiła się zdecydowanie). Dla porównania rok temu jako lepszą ocenił ją co drugi badany (53,6%), a zdecydowaną poprawę odnotowały pojedyncze osoby (4,1%).

Budżety gonią ruch

Ciekawych wniosków dostarcza też porównanie wydatków reklamowych na reklamę mobilną z ruchem z urządzeń mobilnych. Naturalne jest założenie, że wraz ze wzrostem ruchu rosną wydatki na reklamę. Przez lata ruch z urządzeń mobilnych rósł dużo szybciej niż budżety. Aktualnie to budżety reklamowe gonią ruch, który – jak wynika z badania Gemius – ustabilizował się na poziomie ponad 60% odsłon z urządzeń mobilnych (telefony i tablety razem) i w porównaniu z 2020 r. wzrósł nieznacznie.

Tymczasem, co pokazują wyniki badania Spicy Mobile, w opinii osób odpowiedzialnych za planowanie i zakup mediów ruch w kanale mobile zwiększył się (86,6%), w tym co piąty badany ocenia ten wzrost jako zdecydowany (21,4%). Dla porównania rok temu te liczby wyglądały następująco: 68% i 13,4%. Odczuwalny ruch jest więc dużo wyższy od faktycznego, co zapewne wynika z przesunięcia części budżetów reklamowych do mobile’a i rozwoju usług mobilnych (aplikacje mobilne, płatności) w związku z reorganizacją wielu biznesów przez pandemię.

Na topie programmatic i social media

W badaniu sprawdzono też, które rodzaje reklamy mobilnej przedstawiciele rynku mediowego uważają za najbardziej perspektywiczne. Analogicznie do roku ubiegłego ankietowani najczęściej wymieniali programmatic (72,8% wskazań) oraz social media (66,7%). Co ciekawe, znacznie wzrósł odsetek wskazań dla reklamy opartej na geotargetowaniu (z 44,3% w 2020 r. do 57,9% w 2021 r.) i reklamy display (z 32% do 40,4%), spadł zaś dla reklamy wideo (39,5% wskazań) oraz promocji aplikacji mobilnych (22,8%).

Raport „Change and People” jest dostępny w wersji drukowanej w limitowanej liczbie egzemplarzy. Raport można także pobrać bezpłatnie ze strony: https://www.spicymobile.pl/raport

Prowadzenie działalności konkurencyjnej przez Prezesa Zarządu spółki kapitałowej w praktyce

Ostatnio mieliśmy okazję przeczytać artykuł Arkadiusza Furlepy dotyczący klauzuli o zakazie konkurencji w umowach cywilnoprawnych w praktyce. W dzisiejszym wpisie, chciałabym nawiązać do zagadnienia zakazu konkurencji, jednak z nieco innej perspektywy, tj. pochylić się nad pytaniem czy Prezes Zarządu spółki kapitałowej może zostać zwolniony z prowadzenia konkurencyjnych interesów w stosunku do spółki?

Kwestia ta pojawiła się podczas codziennej obsługi spółki akcyjnej z branży gamingowej. Jakiś czas temu Rada Nadzorcza tej spółki powołała nowego Prezesa Zarządu, który wszedł do spółki z konkretnymi pomysłami dotyczącymi produkcji gier.

Oprócz pełnienia funkcji zarządczych, Prezes Zarządu pełni rolę Head of Studio zespołu developerskiego ze względu na swoje niezwykłe doświadczenie w pracach rozwojowych w dziedzinie nauk technicznych w zakresie tworzenia, wydawania i promocji znanych tytułów. Dla rozwoju spółki jest to więc bardzo cenne know-how. Podczas zakładania spółki, jej założyciele i inwestorzy zawarli rygorystyczną i niedającą większego pola manewru umowę inwestycyjną, która przewidywała całkowity zakaz konkurencji dla Prezesa Zarządu.

Umowa przewidywała, że Prezes Zarządu nie będzie brać udziału bezpośrednio lub pośrednio w imieniu własnym lub osoby trzeciej, zarówno samodzielnie jak i łącznie z innymi osobami w produkcji gier.

Gdy nowy Prezes oznajmił Radzie Nadzorczej, że oprócz czynności zarządczych spółki oraz budowania zespołu developerskiego, pragnie realizować się także poza strukturami spółki, zasiadając w organach spółek konkurencyjnych, pojawił się praktyczny problem wiążącego go zakazu konkurencji.

Przepisy KSH wprowadzają generalny zakaz zajmowania się działalnością konkurencyjną przez członków zarządu spółek kapitałowych.

Zgodnie z art. 380 KSH (spółka akcyjna):

„§ 1. Członek zarządu nie może bez zgody spółki zajmować się interesami konkurencyjnymi ani też uczestniczyć w spółce konkurencyjnej jako wspólnik spółki cywilnej, spółki osobowej lub jako członek organu spółki kapitałowej bądź uczestniczyć w innej konkurencyjnej osobie prawnej jako członek organu. Zakaz ten obejmuje także udział w konkurencyjnej spółce kapitałowej, w przypadku posiadania w niej przez członka zarządu co najmniej 10% udziałów albo akcji bądź prawa do powołania co najmniej jednego członka zarządu.

  • 2. Jeżeli statut nie stanowi inaczej, zgody udziela organ uprawniony do powoływania zarządu.”

Taka sama regulacja występuje przy spółce z o. o. – art. 211 KSH

Na podstawie powyższego przepisu, możemy wyróżnić następujące zakazy działalności konkurencyjnej:

  • zakaz zajmowania się interesami konkurencyjnymi;
  • zakaz uczestniczenia w spółce konkurencyjnej jako wspólnik spółki cywilnej, spółki osobowej, jako członek organu spółki kapitałowej lub innej osoby prawnej;
  • zakaz uczestniczenia w konkurencyjnej spółce kapitałowej poprzez posiadanie co najmniej 10% udziałów albo akcji bądź poprzez prawo powoływania co najmniej jednego członka zarządu.

Jak widzimy, Kodeks nie definiuje interesu konkurencyjnego. Zgodnie jednak z doktryną i orzecznictwem przez to pojęcie należy rozumieć interes innego podmiotu, jeżeli uzyskanie przez niego korzyści lub wzmocnienie jego sytuacji rynkowej wiąże się ze stratą lub osłabieniem pozycji spółki.

Określony zakaz konkurencji ma charakter względny. Zgodnie bowiem z art. 380 § 2 KSH organ, który powołał członka zarządu, może mu również udzielić zgody na podjęcie działalności konkurencyjnej. Prawo to przysługuje więc co do zasady Radzie Nadzorczej, z tym, że sam statut może w tym zakresie przewidywać odmienne rozwiązania, np. może upoważniać inny organ do wyrażenia zgody obok lub zamiast organu powołującego członka zarządu. Niedopuszczalne natomiast byłoby ustanowienie w statucie bezwzględnego zakazu konkurencji.

Co do samego zezwolenia na działalność konkurencyjną powinno być ono „warunkowane niespowodowaniem dla spółki niekorzystnych skutków” (Kopaczyńska-Pieczniak, w: Kidyba, sp. z o.o., 2007, s. 440). Zgoda na naruszenie zakazu konkurencji może być wyrażona w różny sposób, a mianowicie może być wyrażona przed każdorazowym przypadkiem takiego naruszenia, może mieć charakter bardziej ogólny poprzez wyrażenie zgody na określone naruszenia.

Naruszenie przez członka zarządu zakazu konkurencji może skutkować przede wszystkim jego odpowiedzialność odszkodowawczą wobec spółki, jak również może być podstawą do pociągnięcia go do odpowiedzialności organizacyjnej, a nawet karnej.

Reasumując, Prezes Zarządu może zostać zwolniony z zakazu konkurencji przez organ, który go powołał. W praktyce zakres zwolnienia z zakazu konkurencji będzie zależał od indywidualnych ustaleń biznesowych, przy czym Rada Nadzorcza udzielając zgody powinna każdorazowo czuwać nad tym, aby działalność konkurencyjna przez Prezesa Zarządu w jak najmniejszym stopniu naruszała interesy Spółki i jej pozycję na rynku.

Anna Stępień, Aplikantka adwokacka Kancelaria WW LEGAL Wądołowski i Wspólnicy.

Przedsiębiorcy pod ścianą przez inflację. Rosną ceny mediów i surowców oraz gigantycznie rosną oczekiwania płacowe pracowników

– Przedsiębiorcy z którymi rozmawiamy mówią, że ich plany kwartalne odnośnie kosztów są regularnie burzone i właściwie to nic z nich już nie ma, bo koszty rosną tak szybko, że muszą dokonywać korekt o wartości setek tysięcy złotych. Nie wszystkich na to stać – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Galop inflacji jeszcze się nie zakończył. Odczujemy to wszyscy – dodaje.

Stanowisko Hanny Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie w sprawie inflacji. Główny Urząd Statystyczny opublikował dane za wrzesień 2021 z których wynika, że wynosi ona w Polsce obecnie 5,8%.

– Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy na dobrej drodze, by do końca roku osiągnąć inflację na poziomie 6 lub nawet 6,5%, co będzie oznaczać śrubowanie i tak rekordowych wskaźników z lipca, sierpnia i września. To fatalna wiadomość, musimy jako przedsiębiorcy i konsumenci zdać sobie sprawę: informacje o rosnącej inflacji to nie są jakieś tam cyferki i jakaś tam statystyka, a dane, które realnie odbijają się na naszych portfelach. Progresywnie rosnąca inflacja powoduje, że presja płacowa na przedsiębiorców jest gigantyczna, a wynagrodzenia rosną wolniej niż ceny w sklepach. Rosnąca inflacja to także wzrost cen produktów w hurtowniach, surowców, towarów produkcyjnych. Przedsiębiorcy znaleźli się więc w krzyżowym ogniu kosztów i znikąd nie widać dla nich pomocy. Napierani przez rosnące koszty prądu, gazu, paliwa i surowców oraz przez silne oczekiwania pracowników, co do wzrostów wynagrodzeń – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk.

–  Przedsiębiorcy oczekują jasnego stanowiska Ministra Finansów i szefa Narodowego Banku Polskiego w sprawie stóp procentowych. Strategia „wait-and-see” nie ma zastosowania jeżeli mamy do czynienia z czasem po pandemii koronawirusa, czasem planowanych zmian w tramach Polskiego Ładu i ogólnie koniunkturą, która wymusza od przedsiębiorców bardzo dynamiczne zmiany w strukturze funkcjonowania. Pragnę przypomnieć, że stopy procentowe, by zapobiegać inflacji podnieśli już Czesi oraz Węgrzy. Należy bardzo poważnie rozpatrzeć możliwość zastosowania podobnego działania w Polsce.  Brak rozwiązań będzie skutkował drastycznym wzrostem cen lub po prostu falą upadłości firm w sektorze MŚP oraz produkcji – mówi Hanna Mojsiuk.

Zamieszanie na złotym, Czesi zaskakują rynek

Wczoraj Czesi postanowili wyraźnie zareagować. Skoro inflacja w ciągu dwóch miesięcy wzrosła o 1,3%, zdecydowali się odważnie podnieść stopy procentowe. Ciekawe czy RPP weźmie przykład z kolegów z Południa.

Czesi walczą z inflacją

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Czeski Narodowy Bank podniósł stopy procentowe. Wbrew tym oczekiwaniom była jednak skala podwyżki. Rynek liczył na 0,5% zastanawiając się, czy nie będzie to zaledwie 0,25%. Faktycznie podniesiono stopy procentowe od razu aż o 0,75%. Po tym szokowym ruchu stopa procentowa wynosi już 1,5%. W rezultacie Czesi są znacznie bliżej Węgrów i ich 1,65% niż Polaków utrzymujących wciąż 0,1%. Reakcja rynków nie była zaskoczeniem. Wczoraj widzieliśmy umocnienie czeskiej korony względem euro.

Zamieszanie na złotym

Wczorajszy dzień pokazał, że para euro do złotego wcale nie jest tak spokojna, jak sądzono. Pomimo ostatniego spokoju, wczoraj działo się naprawdę dużo, szczególnie biorąc pod uwagę brak większych ruchów na globalnych parach walutowych. Rano po umocnieniu do 4,62 zł, kurs zaatakował 4,65 zł, po czym spadł na chwilę poniżej 4,59 zł. Umocnienie dotyczyło również czeskiej korony, jednakże było znacznie bardziej skupione przy publikacji decyzji o stopach procentowych. Ruch ten nie ominął także forinta, ale był on pozbawiony wybić w górę i w dół.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane zza oceanu. Wzrost PKB okazał się szybszy niż oczekiwali tego analitycy. Z drugiej strony znacznie gorzej od oczekiwań wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Ostatni raz tak słabe były niemal 2 miesiące temu. Z drugiej strony inwestorzy najwyraźniej spodziewali się pewnych problemów, gdyż dolar po tych odczytach niemal nie drgnął, a jeszcze po tych danych ustanawiał kolejne maksima tegoroczne względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – inflacja,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gdzie szukać końca korekty na indeksach z USA?

Temat limitu zadłużenia w teorii powinien być negatywny dla dolara. Widać jednak, że USD nic sobie z tego nie robi. EUR/USD utrzymuje się poniżej 1,16. Wczoraj Joe Biden podpisał tymczasowe rozwiązanie finansowe do końca grudnia. Temat zadłużenia nie wygasa, choć koniec końców politycy znajdą jakieś rozwiązanie. Tak było zazwyczaj w przeszłości. CNB zaskoczył rynek podwyższając znacznie koszt pieniądza. Instytucja umocniła koronę czeską. Również minutki z RPP zadziałały w sposób aprecjacyjny na złotego.

Temat „government shutdown” na ten moment jest odsunięty w czasie. Biden odroczył ryzyko niewypłacalności USA podpisując tymczasową ustawę Kongresu, która ma zapobiec przerwie w dostawach prądu i przedłużyć finansowanie rządu do 3 grudnia. To jest oczywiście zabieg chwilowy i niebawem kwestia ta wróci jak bumerang. Tymczasem dolar wczoraj kontynuował umocnienie, choć nie było ono tak dynamiczne jak chociażby w środę. USD zyskuje jeszcze na fali ostatnich wypowiedzi członków FOMC (Powell, Bullard). W tym momencie perspektywa polityki monetarnej Fed wydaje się być najbardziej jastrzębia w porównaniu do EBC czy BoJ. Stąd też przewaga zielonego. Dziś warto zwrócić uwagę na wskaźnik PCE (miara inflacji, na którą zwraca uwagę Rezerwa Federalna). Wyższe odczyty powinny umocnić USD, jednak pamiętajmy, że odczyt dotyczy sierpnia i jest tym samym publikacją dość historyczną. Rynek zdążył poznać już CPI. EUR/USD przełamał wsparcie techniczne na 1,16 i w tym momencie otwiera się droga do 1,15. Pamiętajmy, że jest to szczyt z marca 2020 roku i po dotarci do tego poziomu widzę odreagowanie głównej pary walutowej.

Na indeksach amerykańskich trwa korekta. Nie da się ukryć. Teraz najważniejsze pytanie, które stoi przed inwestorami brzmi: gdzie szukać punktu zwrotnego. Na Nasdaq-u realizuje się formacja RGR, która w teorii powinna znieść indeks w okolice okrągłego poziomu 14000 pkt. Upatrywanie w tym obszarze dołka korekty ma uzasadnienie z powodu kilku technicznych przesłanek. Po pierwsze wypada tam teoretyczny zasięg wspominanej formacji „głowy z ramionami”, dodatkowo w okolicach okrągłych 14 tys. punktów przebieg wsparcie horyzontalne (wyznaczone przez kwietniowe szczyty). Na uwagę zasługują dwa zniesienia wewnętrzne Fibo (61,8 oraz 50,0 proc.). Zauważam również, że wielkość potencjalnych spadków byłaby wówczas podobna do tych z lutego 2021 oraz września 2020.

Jiri Rusnok – prezes CNB zaskoczył i podniósł stopy procentowe w Czechach aż o 75 pb. do poziomu 1,5 proc. Za podwyżką było 5 członków (z siedmiu) wchodzących w skład „ciała decyzyjnego”. Szef NBC na konferencji podkreślił, że ryzyka inflacji w kolejnych kwartałach są przechylone w górę. Zaznaczył, że rynek pracy wskazuje oznaki przegrzania. Dlatego też bank musi działać stanowczo. Kierunek dla głównej stopy procentowej i tempa cyklu podwyżek wg szefa CNB jest klarowny. Możemy zatem spodziewać się kolejnych ruchów w niedalekiej przyszłości. Para walutowa EUR/CZK spadła z poziomu25,55 do 25,275. Tym samym kurs zahaczył o wrześniowe minima. Jeśli one zostaną pokonane, wówczas notowania będą najniżej od wybuchu pandemii.

Wczorajsze minutki RPP były zaskoczeniem dla rynku. W konsekwencji złoty umocnił się o 5 groszy i na moment spadł poniżej 4,59. Dziś jednak EUR/PLN wraca powyżej 4,61. W przedstawionym raporcie z ostatniego posiedzenia pojawił się wniosek o podwyżkę stóp procentowych o 190 pb. do poziomu 2 proc. Nie wiemy kto w RPP chciał tak silnego wzrostu stóp procentowych. Spekulować można że był to głos Zubelewicza. Pasowałoby to do jego wcześniejszej retoryki. Oczywiście nie zmienia to w żaden sposób równowagi pomiędzy jastrzębiami a gołębiami. Dlatego też z punktu widzenia rynku walutowego taki ruch nie ma praktycznych implikacji. Oczywiście istnieje pewne prawdopodobieństwo, że napływające dane makro z polskiej gospodarki oraz wydarzenia w regionie skłonią niektórych gołębi do zmiany nastawienia. Ciekawa będzie decyzja listopadowa a w szczególności nowa projekcja NBP. Dziś poznamy wskaźnik CPI dla Polski. Wynik w okolicach prognoz lub wyższy powinien umocnić złotego. Cały czas czynnikiem hamującym aprecjację PLN jest siła dolara oraz spadki na giełdach.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Jak e-paragony zmienią polski handel?

Potwierdziły się informacje o zniesieniu obowiązku drukowania paragonów i wydawania klientom papierowych potwierdzeń zakupu. Ministerstwo Finansów przedstawiło właśnie rozporządzenie, w którym stwierdza, że paragony mogą być przekazywane w formie elektronicznej np. wysyłane e-mailem lub SMS-em.

W praktyce uruchomienie e-paragonów będzie wymagało dostosowania kilkuset tysięcy kas fiskalnych online. Nie wiadomo jeszcze, jak na cyfrowe paragony zareaguje branża handlowa i konsumenci, choć po opiniach, jakie pojawiły się w internecie, można podejrzewać, że temat wzbudzi sporo emocji.
Przesyłam nowe komentarze do planów wprowadzenia e-paragonów autorstwa ekspertów Shoper i SMSAPI.

– Trwające prace nad nowelizacją ustawy o obowiązku drukowania paragonów to szansa na dostosowanie przepisów prawa do postępującej cyfryzacji społeczeństwa oraz coraz powszechniejszych zakupów przez internet. Robimy je dzisiaj z dowolnego miejsca na ziemi, płacimy za nie przy użyciu szybkich i bezgotówkowych form płatności, dlatego paragony online to kolejny krok ku przyspieszeniu i unowocześnieniu codziennych zakupów.

Zniesienie obowiązku drukowania paragonów usprawni proces sprzedaży dla sklepów: sprzedawca nie będzie musiał wystawiać paragonu fizycznie, by przesłać go do klienta wraz z zamówionym towarem. Ponadto, drukowane paragony dotychczas mogły przysparzać kłopotu: z czasem stawały się nieczytelne, a to z kolei oznaczało, że nie mogły już służyć jako dowód zakupu. Dlatego elektroniczne paragony, to rozwiązanie wygodne także dla kupujących, którzy w łatwy sposób będą mogli w każdej chwili do nich wrócić, bez obaw o ich czytelność. Samo rozwiązanie to także oszczędność dla naszej planety: mniej drukowanych paragonów, to mniejsza wycinka drzew i zmniejszenie ilości odpadów.

Patrząc z perspektywy branży e-commerce, na platformie sklepów internetowych Shoper widzimy tendencję do odchodzenia od paragonów np. podczas procesu reklamacyjnego czy zwrotu. Obecnie wystarczy jedynie numer zamówienia, który klient otrzymuje podczas robienia zakupów online. W szybki sposób sprzedawca może zweryfikować go w panelu administracyjnym sklepu, bez konieczności przesyłania zdjęcia dowodu zakupu. – ocenia Artur Halik, Head of Sales w Shoper

– Paragony to jeden z ostatnich bastionów papieru w handlu i biznesie. Cyfryzacja tego obszaru była kwestią czasu. Mamy nadzieję, że przebiegnie stopniowo i na pierwszych etapach będzie to rozwiązanie dobrowolne – zarówno dla sprzedawców jak i kupujących.

Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że numer telefonu jest jedną z tych danych osobowych, które ujawniamy z większą rezerwą niż np. adres email. Dlatego zapewne dopiero z czasem okaże się, która opcja otrzymywania e-paragonów okaże się najpopularniejsza. To wyboru będą: SMS, e-mail, aplikacje bankowe, sklepowe czy specjalne aplikacje paragonowe.

Trzeba przy tym pamiętać, że część kupujących, na przykład seniorzy może nie być skłonna do przyswojenia rozwiązań wymagających korzystania z internetu w telefonie. Wiadomości SMS mogą stać się jedynym wyjściem dla tej grupy.

Całkiem możliwe zresztą, że do gromadzenia e-paragonów będziemy korzystać z kilku kanałów na raz, podobnie jak dziś kupony rabatowe i bilety trzymamy w rozmaitych aplikacjach.

Wiadomości tekstowe są często wykorzystywane w tym celu, bo klienci cenią sobie fakt, że SMS-a praktycznie nie da się zgubić, a w razie potrzeby można go szybko odszukać. Ta cecha może zaprocentować także przy e-paragonach – zauważa Maja Wiśniewska, PR & Content Marketing Manager w SMSAPI

Barbara Michalska nową dyrektor rynku edukacyjnego w polskim oddziale Microsoft

Barbara Michalska będzie kierować zespołem odpowiadającym za transformację polskiego sektora edukacji na wszystkich jego poziomach.

Microsoft aktywnie wspiera transformację polskich szkół i uczelni wyższych poprzez liczne programy i inicjatywy, wspierające wszystkich uczestników życia szkolnego i akademickiego w efektywnym wykorzystaniu cyfrowych narzędzi w nauce. Jednocześnie firma priorytetowo traktuje kwestię podnoszenia kompetencji cyfrowych zarówno nauczycieli, uczniów, jak i pracowników administracyjnych.

„To dla mnie ogromne wyróżnienie i początek nowego rozdziału w historii mojej obecności w Microsoft w Polsce. Wierzę, że lata spędzone nad rozwojem nowych sposobów pracy w cyfrowym środowisku pomogą mi jeszcze lepiej wcielić w życie ideę filozofii ciągłego uczenia się i przenieść wyniesione wcześniej doświadczenia na grunt sektora edukacji. Szansę tę postrzegam także jako okazję do bliskiej pracy ze środowiskiem nauczycieli w Polsce. To ich rolą – jako mentorów i przewodników –jest prowadzenie społeczności uczennic i uczniów w różnym wieku ku lepszej przyszłości, zarażanie wiedzą i pasją do nauki. Wiedza i świadomość możliwości, jakie niosą technologie są podstawą do tego, aby Polska Dolina Cyfrowa miała w przyszłości nowych lokatorów i gospodarzy” – mówi Barbara Michalska.

Barbara Michalska jest związana z polskim oddziałem Microsoft od 2003 roku. W międzyczasie była odpowiedzialna m.in. za konkurs dla młodych programistek i programistów Imagine Cup, tworzenie i rozwój społeczności programistów skupionych wokół technologii Microsoft, strategię biznesową Office 365 oraz rozwój i transformację postrzegania modeli pracy przyszłości jako dyrektor grupy biznesowej Modern Workplace.

Barbara Michalska jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Politechniki Warszawskiej.

Podatek u źródła na celowniku urzędów celno-skarbowych. Co czeka przedsiębiorców w 2022 roku?

W ostatnich 5 latach urzędy celno-skarbowe w Polsce przeprowadziły prawie 200 postępowań ukierunkowanych wyłącznie na badanie prawidłowości rozliczeń podatku u źródła (WHT). Dane przeanalizowane przez ekspertów PwC świadczą o tym, że zainteresowanie tym obszarem z roku na rok wzrasta. WHT stanowił w latach 2018 i 2019 ok. 5,2%-7,6% wpływów z całego CIT. Eksperci PwC szacują, że poziom ustaleń w WHT w ramach kontroli celno-skarbowych w ostatnich 5 latach przekroczył 1 miliard zł.

Podatek u źródła, potocznie nazywany WHT (z ang. withholding tax), pobierany jest zazwyczaj w wysokości 19% lub 20% od wypłacanych płatności z Polski za granicę. Nie stanowi oddzielnego podatku dochodowego, lecz część PIT-u lub CIT-u w zależności od tego, kto (osoba fizyczna lub osoba prawna) jest odbiorcą należności wypłacanych z Polski. Zawsze dotyczy nierezydentów (najczęściej są to zagraniczni inwestorzy), którzy otrzymują z Polski płatności w postaci dywidend, odsetek lub należności licencyjnych (tzw. dochody pasywne). Odpowiedzialni za jego rozliczenie są polscy rezydenci podatkowi dokonujący wypłat (płatnicy) do podmiotów zagranicznych. W praktyce zatem, pomimo że zobowiązanie podatkowe dotyczy podatnika zagranicznego, kontrola rozliczeń przeprowadzana jest zwykle u płatników, czyli w tym przypadku w polskich spółkach wypłacających należności zagranicznym podatnikom.

Jeszcze kilka lat temu WHT był obszarem mniej kontrolowanym, związanym z weryfikacją przez organy podatkowe spełnienia warunków formalnych do zastosowania zwolnienia lub preferencyjnej stawki podatku. Od kilku lat kontrole w WHT są bardzo skrupulatne. Zmiany w przepisach oraz zmiany w sposobie wykładni przepisów o WHT pociągnęły za sobą wzrost wpływów z tego tytułu do budżetu państwa – na przestrzeni lat 2018 i 2019 udział wpływów z WHT w stosunku do wszystkich wpływów z CIT wzrósł o 70%. Do tego wszystkiego dochodzą założenia budżetowe na 2022 r. dotyczace wpływów, które w przypadku podatku CIT są o 70% wyższe niż miało to miejsce w roku 2021, a zatem prognozowany wpływ z tytułu WHT zapewne również wzrośnie. – Agata Oktawiec, partnerka PwC

Eksperci PwC zgromadzili dane z 15 urzędów celno-skarbowych dotyczące kontroli w WHT za ostatnie 5 lat w celu oszacowania, jak zmiany w przepisach podatku u źródła i ich wsteczne stosowanie przez organy w oparciu o wcześniej niewystępujące w praktyce rozumienie pojęcia „rzeczywisty właściciel” przełożyły się na obszar i skutki kontroli.

Dane pokazują, że w ostatnich 5 latach UCS-y przeprowadziły prawie 200 postępowań ukierunkowanych wyłącznie na badanie prawidłowości rozliczeń w WHT. Według szacunków PwC poziom ustaleń w WHT mógł wynieść nawet 1 miliard zł.

Liczba kontroli w obszarze WHT rośnie. Taki trend w najbliższych latach będzie się prawdopodobnie zwiększał. KAS coraz częściej publikuje anonimowe dane obrazujące wysokość ustaleń w pojedynczych kontrolach, co pokazuje, że podatek u źródła stał się jednym z obszarów pierwszoplanowego zainteresowania fiskusa. Obserwujemy również widoczny rozwój specjalizacji i kompetencji w tym obszarze wśród pracowników UCS. Organy nie boją się już kontrolować skomplikowanych rozliczeń WHT w międzynarodowych grupach.

Andrzej Zubik, partner PwC, lider zespołu postępowań podatkowych PwC
PwC podkreśla, że obecnie osią sporu w postępowaniach kontrolnych jest zagadnienie tzw. rzeczywistego beneficjenta (beneficial owner) i nadużycia prawa podatkowego (badanie substancji ekonomicznej), ponieważ przepisy w tym zakresie w ostatnich latach podlegały wielu istotnym nowelizacjom.

Co czeka przedsiębiorców w 2022 roku?

Zasadnicze zmiany ograniczające możliwość stosowania zwolnień WHT (np. obowiązek dokonywania należytej staranności przy weryfikowaniu możliwości stosowania preferencji w WHT) wprowadzone zostały w 2019, jednak stosowanie części z nich zostało od razu zawieszone. W efekcie, niektóre z bardziej dotkliwych zmian, takie jak obowiązek pobierania WHT przy płatnościach przekraczających kwotę 2 milionów zł, nie obowiązywały. Od 1 stycznia 2022 roku planowane jest odwieszenie wszystkich zawieszonych przepisów, przy jednoczesnej nowelizacji niektórych z nich w ramach zmian wprowadzanych w związku z Polskim Ładem. PwC wskazuje, że zmiany w pewnej części odpowiadają oczekiwaniom rynku oraz sugestiom ekspertów.

Najistotniejszą zmianą jest ograniczenie stosowania mechanizmu obowiązkowego poboru WHT obejmującego płatności przekraczając kwotę 2 milionów do płatności z tytułu źródeł pasywnych (tj. dywidendy, odsetki, należności licencyjne), dokonywanych na rzecz podmiotów powiązanych. Dalsze zmiany wprowadzają pewne modyfikacje techniczne oraz drobne uproszczenia, jednak w żadnej mierze nie ograniczają obowiązków, które funkcjonowały w latach 2019-2021. Co więcej, na płatników zostanie nałożony szereg nowych obowiązków, jak np. uwzględnianie stopnia powiązań z odbiorcą płatności, charakteru działalności podatnika oraz badania czy za uznaniem, że dana płatność nie ma charakteru pasywnego, przemawiają uzasadnione przyczyny ekonomiczne. – Paweł Wielgoławski, wicedyrektor w PwC

Zdaniem ekspertów PwC kierunek zmian dotyczących WHT, zaprezentowany w Polskim Ładzie, odzwierciedla z jednej strony doświadczenie organów podatkowych zdobyte w dotychczasowych kontrolach (w tym poprzez dostosowanie niektórych przepisów do stanowisk prezentowanych przez sądy administracyjne) oraz dowodzi, że zainteresowanie kwestią adekwatnego opodatkowania zagranicznych podatników znacznie wzrosło w ostatnim okresie.

Jak się przygotować do kontroli?

Biorąc pod uwagę aktywność fiskusa w zakresie kontroli WHT przedsiębiorcy powinni dokonać przeglądu rozliczeń i zgromadzić odpowiednie dane i informacje, co umożliwi dokładniejszą weryfikację rozliczeń i ich ewentualne zabezpieczenie. Przydatne może być także przeprowadzenie symulacji kontroli – zapoznanie się z jej przebiegiem i procedurą. Kluczowe jest także opracowanie własnych procedur należytej staranności WHT, które na wypadek przyszłych wypłat zabezpieczą kwestię weryfikacji warunków do zwolnienia lub zastosowania preferencyjnej stawki podatku.

Aby uniknąć wieloletniego i kosztownego sporu z fiskusem, konieczne jest podjęcie działań jeszcze przed wszczęciem kontroli. Kluczowe znaczenie ma tu świadomość podatnika i wiedza co do obszarów, które mogą podlegać weryfikacji. Samodzielne i stosunkowo proste sprawdzenie rozliczeń z nierezydentami pod kątem ich narażenia na potencjalną kontrolę oraz przetestowanie własnej gotowości do udzielenia odpowiedzi na najczęstsze pytania zadawane przez kontrolujących umożliwia autorskie narzędzie ekspertów PwC – WHT Inspektor. Gdy zidentyfikujemy już potencjalne obszary zwiększonego ryzyka łatwiej jest odpowiednio nimi zarządzać, tj. dostosować płatności do wymogów prawnych i zgromadzić wymaganą w tym zakresie dokumentację. – dr Błażej Kuźniacki, wicedyrektor ds. strategicznego doradztwa podatkowego i rozstrzygania sporów PwC

Branża transportowa zmuszona do inwestycji w nowoczesną flotę i infrastrukturę

Transport drogowy w Polsce notuje dynamiczny wzrost. Wyzwaniem dla branży jest sprostanie wymogom dotyczącym redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Branża transportu drogowego w Polsce na przestrzeni ostatnich 2 lat zanotowała dwucyfrowy wzrost, co jest zgodne z prognozą przedstawioną przez PwC w 2019 r. Jednocześnie w 2020 roku wzrost tonażu obsługiwanego przez inne rodzaje transportu (lotniczy, kolejowy i morski) znacząco zahamował, m.in. z uwagi na wpływ pandemii COVID-19. Branża transportu na poziomie UE zmaga się jednak z osiągnięciem wymaganych poziomów redukcji emisji gazów cieplarnianych.

W 2019 roku prognozowaliśmy wzrost tonażu transportowanego przez branżę transportu drogowego na poziomie przekraczającym 5% rocznie na przestrzeni lat 2018-2022. Statystyki GUS wskazują na utrzymanie tego trendu do roku 2020 pomimo wpływu pandemii COVID-19. Potwierdzają się również utrudnienia dla innych rodzajów transportu. Możliwości transportu lotniczego w ubiegłym roku zostały mocno ograniczone przez uziemienie samolotów pasażerskich, co wg danych IATA globalnie zmniejszyło o 25% dostępność lotniczych przestrzeni ładunkowych na wczesnym etapie pandemii. Z kolei transport morski zmaga się z globalnym kryzysem kontenerowym spowodowanym nierównomierną dostępnością kontenerów na świecie i wydłużonymi procedurami portowymi, które łącznie zwiększają opóźnienia transportu ładunków drogą morską, sięgające nawet do 60% dostaw. – Maciej Starzyk, wicedyrektor w zespole strategii PwC odpowiedzialny za sektor transportu

W kontekście organizowanego w Katowicach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, na podstawie analizy kluczowych czynników rozwoju, zespół strategii PwC wyłonił koncepcję trzech „Z”, tj. zielony, zintegrowany i zdigitalizowany, odpowiadając na pytanie „W jaką stronę powinien być rozwijany sektor transportu w Polsce na przestrzeni najbliższych lat?”.

Zielony, czyli skoncentrowany na zmniejszaniu emisji

Zgodnie z danymi Europejskiej Agencji Środowiska, emisje gazów cieplarnianych z sektora transportu w UE (które na poziomie UE stanowiły ok. 27% całkowitych emisji w 2017 roku), rosły zarówno w 2018, jak i w 2019 roku. Dane pokazują jasno, że osiągnięcie celów redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE wymaga ambitnych zmian w sektorze transportu. Przyjęta przez Komisję Europejską strategia na rzecz zrównoważonej i inteligentnej mobilności ma dać impuls do transformacji. Kluczowe jest zwiększenie inwestycji w nowoczesną flotę i infrastrukturę, wsparcie dla innowacji i nowych technologii oraz zachęty dla proekologicznych wyborów użytkowników. – Agnieszka Gajewska, partner PwC, lider zespołu ds. sektora publicznego i infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska transport kolejowy generuje nawet 9-krotnie mniejszy poziom emisji GHG na tono-kilometr, czyli jednostkę pracy przewozowej transportu. Z tego względu duże nadzieje w zakresie dalszego rozwoju transportu pokładane są właśnie w transporcie kolejowym, w szczególności kolejowym transporcie intermodalnym, który notuje wzrosty mimo spowolnienia wzrostu tonażu przewożonego koleją ogółem. Oznacza to również wzrost udziału przewozów intermodalnych w przewozach kolejowych. Wg danych Urzędu Transporty Kolejowego, wolumen przewiezionych kontenerów (mierzony jednostką TEU) osiągnął w 2020 roku rekordowe 2.7 miliona TEU, jako suma przewozów na styku z portami, z krajami UE oraz poza UE oraz wewnątrz terytorium Polski.

Cele redukcji emisji w sektorze transportu mogą być tym bardziej wyzwaniem, że wg wymagań UE, pojazdy elektryczne mają zastąpić pojazdy o silnikach konwencjonalnych (spalinowych) na etapie wszystkich nowych rejestracji dopiero w 2035 roku, a sama redukcja emisji jest istotnie zależna nie tylko od rodzaju pojazdu, ale również przede wszystkim od źródła pozyskiwania energii, a więc zależy również istotnie od udziału odnawialnych źródeł energii w produkcji energii zużywanej w danym kraju.

Zintegrowany

Nadzieje Polskich przewoźników drogowych na wzrost w kolejnych latach mogą zostać niestety zachwiane przez nieuniknione wejście w życie przepisów pakietu mobilności UE, które jest przewidywane w istotnej części na rok 2022. Pakiet mobilności zakłada zmiany w zasadach realizacji przewozów, w tym m.in. wymaganie regularnych powrotów kierowców do kraju macierzystego, które znacznie utrudni planowanie operacji na długich odcinkach.

W kontekście kolejowych przepływów intermodalnych, zarówno naczepowych, jak i kontenerowych, ważne jest tworzenie stałych połączeń, które znajdą swoje miejsce w kolejowych rozkładach jazdy, ale do tego potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, a w przypadku przeładunków naczep – również technologia, która pozwala obsłużyć pociąg z ładunkiem intermodalnym zarówno na stacji początkowej, jak i końcowej, często w różnych krajach.

Wyzwaniem dla przewozów wszystkich rodzajów – drogowych, kolejowych, morskich, lotniczych oraz rzecznych, jest również integracja działalności różnych podmiotów, po to, aby pozwolić spedytorom aby mogli oferować nadającym kompleksowe usługi dostaw na długich odcinkach, które łączą różne rodzaje transportu.

Z tych powodów, integracja transportu jest trudna, ale jest ona również istotna z perspektywy krajowej, ponieważ tworzenie lepszych warunków realizacji odpraw celnych w Polsce bezpośrednio przekłada się na wpływy budżetu państwa – szacuje się, że same porty generują rocznie ok. 40 mld złotych wpływów do budżetu państwa z tytułu podatku VAT, akcyzy i ceł, a integracja strategicznych inwestycji infrastrukturalnych, takich jak Centralny Port Komunikacyjny, porty morskie czy terminale kolejowe na granicy Unii Europejskiej z infrastrukturą krajową i zagraniczną może przełożyć się na lepszą dostępność usług i zwiększenie udziału procedur celnych realizowanych właśnie na terenie Polski.

Integracja w sektorze transportu jest motorem jego zmian i absolutnym warunkiem rozwoju. Przykładowo, aby można było integrować infrastrukturę terminali, niezbędne jest również odpowiednie tempo rozwoju tzw. infrastruktury liniowej na kolei, czyli po prostu rozbudowy linii kolejowych. To pokazuje, jak skomplikowaną układanką jest sektor transportu. Obecnie, wielu interesariuszy i przedsiębiorców sektora transportu przygotowuje plany rozwoju, większość jednak wstrzymuje się z ich wdrożeniem w oczekiwaniu na publikację strategicznych dokumentów programowych dla rozwoju infrastruktury transportowej w Polsce, w tym jej finansowania. – Maciej Starzyk, wicedyrektor w zespole strategii PwC odpowiedzialny za sektor transportu

Zdigitalizowany

W kontekście np. przewozów drogowych, które są fundamentem branży handlu detalicznego, efektywność transportu zależy od planowania operacji logistycznych – każdy zaoszczędzony kilometr to nie tylko zmniejszenie kosztów, ale też realne ograniczenie emisji CO2. Jakość planowania przewozów zależy od wykorzystywanych narzędzi informatycznych, nie tylko na poziomie pojedynczego przedsiębiorstwa, ale również na poziomie integracji między detalistą czy hurtownikiem i obsługującym go operatorem logistycznym. – Krzysztof Badowski, partner PwC nadzorujący zespół strategii PwC w Polsce, lider zespołu dóbr konsumenckich i handlu detalicznego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Analizy PwC wskazują na coraz wyższy poziom dostępności rozwiązań cyfrowych dla przewoźników i operatorów transportu drogowego, począwszy od systemów zarządzania transportem (TMS), poprzez automatyzację rozliczeń czasu pracy, aż po automatyczne zbieranie informacji dotyczących lokalizacji pojazdów i oczekiwanego czasu dostawy ładunków i możliwości integracji systemów różnych podmiotów w transporcie drogowym. Większym wyzwaniem może być jednak integracja systemów między różnymi rodzajami transportu i w tym obszarze niezbędne może okazać się wsparcie systemowe (a więc i finansowanie ze środków unijnych czy też krajowych) w zakresie tworzenia standardów cyfrowych dla integracji systemów różnych interesariuszy (nadających, spedytorów, przewoźników, operatorów infrastruktury), na styku poszczególnych rodzajów transportu (drogowego, kolejowego, morskiego, rzecznego i lotniczego).

Dane MRiPS: W wakacje zezwolenie na pracę dostało o ponad 42% więcej obcokrajowców niż rok wcześniej

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, w wakacje wzrosła liczba wydanych zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. W lipcu i sierpniu br. było ich o przeszło 42% więcej niż rok wcześniej. Z kolei w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku nastąpił skok o ponad 17%. Zazwyczaj większość decyzji dotyczy Ukraińców. Za nimi są obywatele Białorusi i Uzbekistanu. Co piąte zezwolenie przypada na województwo mazowieckie. Kolejne miejsca w zestawieniu należą do łódzkiego i wielkopolskiego, a na końcu zestawienia jest świętokrzyskie. 

Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, w lipcu i sierpniu 2021 roku liczba wydanych zezwoleń na pracę dla obcokrajowców wyniosła ponad 83,2 tys. To o prawie 25 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, wówczas było ich nieco ponad 58,4 tys. Ponadto ostatnio odnotowano wzrost w stosunku do lata 2019 roku, kiedy takich decyzji zostało podjętych blisko 70,9 tys.

– Pandemia spowodowała wyrwę na rynku pracy. W ub.r. obcokrajowcy ograniczyli przyjazdy do Polski. Wyjeżdżali też od nas ze względu na panującą niepewność. Jednak obecnie prognozuję znaczące procentowe zwiększenie cudzoziemców zatrudnionych w naszym kraju. Sądzę, że taki trend będzie w dłuższej perspektywie czasowej, licząc nawet w dekadach. Tu trzeba wskazać 2 faktory. Cały czas nam doskwiera demografia, a ponadto rośnie nasza gospodarka – komentuje Grzegorz Kuliś, ekspert BCC ds. rynku pracy.

Jak podkreśla Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, tegoroczne wakacje były bardzo dobre w segmentach, w których pracuje dużo przyjezdnych. Po pierwsze, mieliśmy ogromne odbicie w turystyce. Wielu Polaków nie wyjechało za granicę, tylko wybrało urlop w kraju. Po drugie, sporo się dzieje w budownictwie. Ponadto brakuje osób do prac niewdzięcznych, brudnych, na powietrzu czy stricte sezonowych.

– Ciekawa sytuacja panuje w gastronomii, z której sporo osób przeniosło się do budowlanki. Ale ogromny popyt na pracowników jest w wielu branżach, a jednocześnie widzimy problem po stronie podażowej. Nasi rodacy nadal wyjeżdżają do pracy za granicę, co też powoduje lukę. Natomiast część Ukraińców już powróciła do naszego kraju – dodaje Grzegorz Kuliś.

Przeszło 54,3 tys. zezwoleń, a więc ponad 65% wszystkich wydanych latem tego roku, przypadło obywatelom Ukrainy. W analogicznym okresie 2019 roku było to blisko 53,8 tys. (niemal 75,9%), a w ub.r. – 43,1 tys. (ponad 73,8%). Jak stwierdza Grzegorz Kuliś, Ukraińcy bardzo dobrze asymilują się w najistotniejszym aspekcie, tzn. kompetencji językowej. Po trzech miesiącach zaczynają być dość sprawni komunikacyjnie na polskim rynku. Zdaniem eksperta, udział procentowy pracowników z Ukrainy w naszym kraju będzie malał, ale nominalny – niekoniecznie.

– Tylu przyjeżdżających Ukraińców to nie tylko kwestia sąsiedztwa. Oni wybierali nasz kraj od dawna, ponieważ Ukraina przeżywała zapaść gospodarczą. Praca u nas była dla nich ogromnym przeskokiem w dochodach. Utworzyły się pewne sieci. Zaczęli przyjeżdżać znajomi znajomych – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Na drugim miejscu w tegorocznych wakacyjnych statystykach dot. cudzoziemców widzimy Białorusinów – 5,9 tys. (2019 rok – ponad 4,3 tys., 2020 rok – 4,2 tys.). Dalej znajdują się obywatele Uzbekistanu – 2,7 tys. (2 lata temu – niespełna 950, rok temu – ok. 580), Indii – ok. 2,1 tys. (odpowiednio prawie 1,2 tys. i blisko 770) oraz Filipin – ok 2,1 tys. (prawie 1,2 tys. i przeszło 1,3 tys.). Ekspert Konfederacji Lewiatan zaznacza, że Białoruś nigdy nie miała tak silnych więzów z Polską jak Ukraina. Kiedyś sytuacja gospodarcza tego kraju była lepsza, panowało większe poczucie bezpieczeństwa. Ale atmosfera tam się pogorszyła.

– Od lat widzimy w statystykach Indie, Uzbekistan czy Filipiny. To są kraje, które charakteryzują się wysoką podażą pracowników chętnych, żeby tutaj przyjechać. I widać, że nabiera to tempa. Ale jednym z problemów jest korupcja w placówkach dyplomatycznych, gdzie wydawane są pozwolenia na pracę w Polsce. Rząd powinien zrobić z tym porządek – mówi Grzegorz Kuliś.

Do tego z ministerialnych danych wynika, że przeszło 16,8 tys. wydanych zezwoleń, tj. nieco ponad 20%, przypada na woj. mazowieckie. W analogicznym okresie 2019 roku było to 12,6 tys. (ok. 17,9%). Natomiast w ub.r. – 9,1 tys. (ponad 15,7%).

– Województwo mazowieckie ma największy potencjał gospodarczy w Polsce. Są duże firmy i zakłady przemysłowe. W samej aglomeracji warszawskiej z przyległymi powiatami dużo się remontuje i buduje, jest też sporo restauracji oraz hoteli. Do tego dochodzi jeszcze sektor rolnictwa. W związku z tym obcokrajowcy, głównie Ukraińcy, jadą tam, gdzie jest duży popyt na pracowników – przekonuje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

W zestawianiu województw na drugim miejscu jest łódzkie – prawie 10,2 tys. (2019 rok – 6,2 tys., 2020 rok – prawie 6,4 tys.). Następnie widzimy wielkopolskie – ponad 9,5 tys. (odpowiednio 7,2 tys. i blisko 6,8 tys.), śląskie – ponad 7,8 tys. (niemal 8 tys. i prawie 5,1 tys.) oraz kujawsko-pomorskie – niespełna 7,1 tys. (ponad 6,4 tys. i 4,4 tys.). Na końcu zestawienia znajduje się woj. świętokrzyskie – 777 (2019 rok – 688, 2020 rok – 654). Przedostatnie jest warmińsko-mazurskie – blisko 1,1 tys. (ok. 2,5 tys. i 900), a trzecie od końca – podkarpackie – ponad 1,2 tys. (niespełna 1,3 tys. i ok. 900).

– Na pewno jest to skorelowane z popytem na pracowników na lokalnych rynkach. Ale jednocześnie brakuje urzędników do wykonywania zadań związanych z legalizacją pracy dla cudzoziemców. Jeżeli chcemy utrzymać wzrost gospodarczy, to w dłuższej perspektywie czasowej będziemy musieli szukać pracowników nie tylko na Ukrainie. Chcąc nie chcąc, w przyszłości będziemy społeczeństwem multi-kulti – podsumowuje ekspert BCC ds. rynku pracy.

All in! Games wypracowało w pierwszym półroczu 5,3 mln zysku netto

All in! Games, notowany na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wydawca gier komputerowych, wypracował w pierwszym półroczu br. 35 mln zł łącznych przychodów (11,9 mln zł ze sprzedaży gier oraz 23,1 mln zł pozostałych przychodów), w porównaniu do 3,6 mln zł w analogicznym okresie ub. roku.  Od stycznia All in! Games osiągnęło 5,3 mln zł zysku netto.

Mamy za sobą najlepsze półrocze w historii spółki – mówi Piotr Żygadło, prezes All in! Games. – Nie tylko wypracowaliśmy rekordowy przychód w wysokości ponad 35 mln zł, ale także zakończyliśmy proces redukcji zadłużenia. Jak na trzeci rok działalności oceniamy to pierwsze półrocze bardzo dobrze. Według naszych szacunków jest to dopiero początek tak dobrych wyników i można oczekiwać, że z każdym rokiem będziemy teraz poprawiać rezultaty – mówi Piotr Żygadło, prezes zarządu All in! Games.

– Jeżli chodzi o premiery, to w pierwszym półroczu koncentrowaliśmy się na mniejszych produkcjach. Niektóre z wydanych gier znajdowały się w portfolio spółki od samego początku naszej działalności wydawniczej. W drugiej połowie roku dominować będzie oczywiście Chernobylite i sezon świątecznych wyprzedaży. No i oczywiście nie możemy zapominać o naszym największym bestsellerze czyli Ghostrunnerze – tutaj również w drugiej połowie jeszcze się będzie sporo dział – dodaje Piotr Żygadło. – Mamy szczególnie duże nadzieje związane z czwartym kwartałem roku. Chcielibyśmy nie tylko pobić znowu wyniki sprzedażowe, ale też będziemy prowadzić działania, by przychody za drugie półrocze były na podobnym poziomie co w tym pierwszym – wyjaśnia prezes.

Spółka w raportowanym okresie kontynuowała wsparcie dla najlepiej sprzedających się gier ze swojego portfolio, czyli Ghostrunnera i Tools Up! (DLC), a także wydała takie gry jak Paradise Lost, Of Bird and Cage czy też Lumberhill. All in! Games uczestniczyło również w jednym z najbardziej prestiżowych eventów branżowych, E3, gdzie prezentowało największe swoje produkcje.

– Za kilka tygodni będziemy obchodzić naszą trzecią rocznicę obecności na rynku. Ogromnym sukcesem jest Chernobylite, które niedawno wyszedł z Wczesnego Dostępu oraz na konsole PS4 i Xbox One, a także Ghostrunner, który pod koniec września pojawił się na konsolach nowej generacji. Pomimo sprzedaży IP będziemy uczestniczyć w przyszłych zyskach także tej wersji. Jesteśmy na dobrej drodze, by dołączyć do czołówki światowych wydawców gier, mamy do tego predyspozycje i mocno wierzymy w skuteczność naszej strategii. Niedługo zaprezentujemy kolejne kroki rozwoju All in! Games podsumowuje Piotr Żygadło.

Czy będzie kolejny lockdown?

Co do tego, czy będzie czwarta fala pandemii koronowirusa, eksperci są zgodni. Wciąż jest zbyt mało osób w pełni zaszczepionych, żeby tego uniknąć. Coraz częściej zadajemy sobie pytanie, czy Polskę stać na kolejny lockdown? Odpowiedź jest pozornie prosta. Jeżeli będzie taka konieczność, to i tak zostanie on wprowadzony – czy to lokalnie, czy też na terenie całej Polski. Należy powiedzieć, że pewna szansa została bezpowrotnie zmarnowana. Gdyby program szczepień był skuteczniejszy – to byłaby większa szansa, że lockdown nie będzie potrzebny. Zwłaszcza, że szczepienia nie ograniczały liczby chorych – ale liczbę osób ciężko znoszących wirusa. To, czy dojdzie do następnego lockdownu, zależy w szczególności od wydolności służby zdrowia do radzenia sobie z ciężko chorymi pacjentami. Rząd od kilku miesięcy prowadzi akcje, które mają zachęcić społeczeństwo do szczepień – jednak nie przynoszą one spodziewanego skutku. Co więcej, obecnie ponad 90% osób hospitalizowanych z powodu COVID-19 to osoby niezaszczepione.

– Rząd bardzo szczycił się systemem szczepień w czasach, kiedy było dużo chętnych. Natomiast obecnie, gdy połowa Polaków została zaszczepiona, druga połowa po prostu nie chce przyjąć szczepionki. Co więcej, rząd nie ma żadnego pomysłu, jak ich do szczepień przekonać – powiedział serwisowi eNewsroom, Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny w PwC Polska. – Jeżeli dojdzie do ponownego zamknięcia gospodarki, to tak jak poprzednio jakoś to przeżyjemy. Oczywiście jedni lepiej, drudzy gorzej. Natomiast słabiej zapowiada się kwestia finansów publicznych, które są naprawdę w złym stanie. Ciężkich efektów katastrofy gospodarczej udało się uniknąć dzięki wzrostowi zadłużenia. Pytanie tylko, jak długo można go zwiększać? Jeżeli więc kolejny lockdown będzie niezbędny, to koszty będą olbrzymie. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tą sytuacją jest wprowadzenie ograniczeń np.: lockdown tylko dla niezaszczepionych. Tylko że tutaj są przynajmniej dwa elementy, które trzeba wziąć pod uwagę. Pierwszym jest konstytucja, a drugi to jest polityka. Tak się składa, że odsetek głosujących na obecną władzę, którzy się nie zaszczepili, jest wysoki. Czy zatem politycy zdecydują się zastosować tak radykalne działania wobec własnego elektoratu? – zastanawia się Orłowski.

MNK Partners inwestuje na Węgrzech

MNK Partners kontynuuje działalność inwestycyjną w Europie i ogłasza nabycie, w imieniu swojego paneuropejskiego profesjonalnego funduszu dochodowego MNK ONE, budynku uniwersytetu znajdującego się w Budapeszcie. Transakcja ta jest w zgodzie z realizacją strategii dywersyfikacji geograficznej i dochodowej funduszu rozpoczętej pod koniec 2019 roku.

Po kilku transakcjach w Irlandii, Polsce i Portugalii, w sektorach opieki zdrowotnej, biurowym, handlowym i hotelarskim, MNK Partners zdecydowało się na transakcję za 6,3 mln euro, która dotyczy aktywów sektora edukacyjnego zlokalizowanych na Węgrzech.

Nieruchomość znajduje się w samym sercu stolicy Węgier – Budapeszcie – w dzielnicy gęsto zamieszkałej i dobrze skomunikowanej z pozostałymi częściami miasta.

Nabyte aktywa są w całości wynajęte akredytowanej uczelni należącej do Docler Holding. To grupa uczelni oferujących różne krajowe i międzynarodowe programy studiów z zakresu technologii, sztuki, mediów, sportu czy gier wideo.

Uczelnia ta wyznacza standardy dla prywatnych uczelni wyższych na Węgrzech. Ma łączną powierzchnię 7500 metrów kwadratowych, 40 miejsc parkingowych i ma umowę wynajmu podpisaną na kolejne 11 lat.

Nabycie nieruchomości na Węgrzech wpisuje się w koncepcję funduszu MNK One, polegającą na dywersyfikacji, zarówno pod względem geograficznym, jak i sektorowym. Wpisuje się również w strategię MNK Partners: przeprowadzać transakcje, które naszym zdaniem przyniosą naszym inwestorom zwrot i potencjalne zyski. Co więcej, jest to zgodne z naszym kierunkiem rozwijania strategii SRI MNK Partners: inwestowanie w uniwersytet pozwala nam wspierać edukację, kluczowy temat zrównoważonego rozwoju – wyjaśnia Mansour Khalifé, prezes MNK Partners.

W trakcie transakcji w kwestiach prawnych MNK Partners doradzała firma Schonherr. Natomiast w kwestiach komercyjnych i technicznych Avison Young. Konsultacje podatkowe były prowadzone z firmą Ecovis.

MNK ONE to profesjonalnie stworzony fundusz przeznaczony na rynki inwestycyjne w Belgii, Francji, Luksemburgu i Polsce. We Francji jest on ściśle zarezerwowany dla inwestorów profesjonalnych w ramach definicji dyrektywy 2014/65/UE „MIFID 2” i zgodnie z zastosowaniem dyrektywy, w jurysdykcji belgijskiej, francuskiej, luksemburskiej i polskiej w ramach paszportu europejskiego .

Kandydata 50+ pilnie zatrudnię, czyli dlaczego Silversi mają szansę podbić rynek pracy

Dzięki rozwojowi medycy i techniki żyjemy coraz dłużej. Ma to wpływ na demografię – Europa bardzo szybko się starzeje, a Polska nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Osoby w wieku 50+ stanowią dziś niemal 40 proc. naszego społeczeństwa i szacuje się, że do 2040 r. ponad połowa z nas będzie należała do tej grupy[1]. Czy to oznacza, że zamienimy się w kraj narzekających emerytów? Niekoniecznie. Rządzić będzie pokolenie aktywnych „młodszych seniorów”, świadomych konsumentów i osób chcących spełniać swoje marzenia, czyli Silversów. Będą także rządzić na rynku pracy. Już w tym momencie są poszukiwani pracownikami przez coraz więcej firm. Dlaczego? Silversi posiadają szereg kompetencji, których młodsze pokolenia mogą im tylko pozazdrościć. W czym wygrywają z 20, 30-latkami?  W jakich zawodach mogą odnaleźć się osoby w wieku 50+, które szukają nowych wyzwań? Przeczytaj! Obowiązkowe dla każdego Silversa, któremu daleko do wizji emerytury spędzonej w kapciach przed telewizorem i każdego pracodawcy, który ma wątpliwości, czy zatrudnić pracownika po 50-tce!

Silvers, czyli kto?

Kiedy przez media przetoczyły się dyskusje na temat Baby Boomersów, Millenialsów czy Zetek, teraz wszyscy skupiają uwagę na Silversach? Kto to? To osoby, które ukończyły 50. rok życia. Najczęściej mają dawno ustabilizowane życie prywatne – własne cztery kąty, odchowane dzieci, a w związku z tym więcej czasu na hobby, na spełnianie marzeń
i robienie tego, na co nie mogli sobie pozwolić dwadzieścia lat temu. O Silversach mówi się również, że są „Best Agers”, bo to dobrze wykształceni, lojalni, zmotywowani i bardzo często paradoksalnie o wiele zdrowsi pracownicy niż ci z młodszych pokoleń. Siwe włosy (stąd nazwa – silver, z ang. srebny) nie jest jedyną cechą, która ich łączy. Silversi to osoby czynne zawodowo, które nie myślą o przejściu na emeryturę.

– Motywacje tych osób do pozostania na rynku pracy są różne. Cześć Silversów to osoby, które dopiero całkiem niedawno odkryły, czego chcą od życia. Po wielu latach pracy w jednym miejscu postanawiają kompletnie zmienić profesję lub dopiero teraz znajdują czas, by się dokształcać i zdobywać nowe kompetencje, dzięki czemu robią karierę po 50-tce. W naszym kraju nie brakuje również osób, które chcą pozostać na rynku pracy jak najdłużej, bo wiedzą, że z przyczyn finansowych nie mogą pozwolić sobie na szybkie przejście na emeryturę. Są to jednostki ambitne, które chcą konkurować z młodszymi pokoleniami i nieźle im to wychodzi. Należy jeszcze wspomnieć o tych, którzy myśleli, że wcześniejsza emerytura to jest to, czego pragnęli, ale szybko odkryli, że się tylko na niej męczą.
Nic dziwnego – dzisiejszy 50-, 60-latek ma zupełnie inne podejście do życia i możliwości niż jego odpowiednik dwie, trzy dekady temu – komentuje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Bez względu na to, do której ze wspomnianych grup należą, nie wszyscy Silversi zdają sobie sprawę ze swojej przewagi na rynku pracy i atutów, które mogą zaprezentować swoim obecnym lub przyszłym pracodawcom.

Dlatego Silversie, przeczytaj uważnie poniższą listę! 

Srebrne tsunami, czyli kompetencje Silversów pilnie poszukiwane!

  1. Doświadczenie

Przyjmując, że wkroczyłeś na rynek pracy w drugiej dekadzie życia, masz już za sobą przynajmniej trzydzieści lat doświadczenia zawodowego. To wartość pracownika nie do przecenienia, na którą młode pokolenie dopiero pracuje. Długie doświadczenie na rynku pracy to nie tylko praktyczna wiedza zdobywana latami, ale także posiadanie cech
i umiejętności, które są poszukiwane u każdego pracownika, a młodsi dopiero muszą się ich uczyć. Chodzi m.in. o: konsekwencję w działaniu, umiejętność organizacji czasu pracy, opanowanie, czyli nieuleganie niepotrzebnym emocjom i racjonalne ocenianie sytuacji kryzysowych.

Jako doświadczony pracownik w swoim życiu zawodowym na pewno zetknąłeś się z wieloma sytuacjami stresującymi. Wiesz, jak na nie reagować, by nie cierpiały na tym Twoje obowiązki. W zespole możesz być osobą, która rozładowuje napięcie i pozytywne wpływa na innych. Zastanów się – ilu młodych pracowników z powodzeniem wprowadziłeś w obowiązki? Inteligencja emocjonalna to Twoja siła! Jako dojrzała osoba, która sprostała już wielu wyzwaniom, nie „spalasz” się emocjonalnie tak szybko i nie tracisz energii, gdy trafiają się niepowodzenia, bo wiesz, że to naturalny element pracy. Cechuje Cię empatia i wyrozumiałość.

  1. Odpowiedzialność

Niestety, często zdarza się, że reprezentanci młodszych generacji, osoby będące tuż po studiach i dopiero szukające swojej ścieżki, traktują pierwsze, ale też kolejne miejsca pracy jako przejściowe. Stają się one „trampoliną” do dalszych etapów kariery. Nie ma w tym nic złego, co więcej – to czasem jedyny sposób, by przekonać się, co chcemy robić
w życiu. Jednak inaczej na tę kwestię patrzą pracodawcy, którzy coraz częściej poświęcają wiele czasu oraz pieniędzy, by szkolić i wdrażać w obowiązki młodych, niedoświadczonych pracowników. Jako Silvers, dojrzały pracownik budowanie takiej tożsamości zawodowej masz już za sobą. Wybór pracodawcy jest więc w Twoim wypadku bardziej przemyślany. Jeżeli szukasz nowego zatrudnienia po 50-, 60-tce, to znak dla pracodawcy,
że chcesz pracować. Z takim pracownikiem pracodawca może konsekwentnie budować wartość swojej marki.

Chodzi nie tylko o odpowiednie podejście do pracodawcy i jego potrzeb, ale także do wykonywania samych obowiązków. Masz bogate doświadczenie na rynku pracy, więc zapewne wiesz, jakie konsekwencje może nieść ze sobą nieprzykładanie się do realizacji powierzonych zadań. Na starcie kariery zdarzyło Ci się to pewnie niejednokrotnie, prawda? Takich błędów dawno już nie popełniasz. Plus dla Ciebie.

  1. Zaangażowanie

Ustabilizowane życie rodzinne, dorosłe dzieci, czyli mniejsza liczba obowiązków domowych, a do tego dobra organizacja – to wszystko sprawia, że Silversi mają jak najlepsze warunki do tego, by w pełni zaangażować się w swoje obowiązki służbowe. Czy można to powiedzieć o wszystkich pracownikach z generacji Z czy nawet o Millennialsach? Niekoniecznie… To młodzi chętniej uczą się nowych rzeczy, chcą zdobywać nowe kwalifikacje i ze względu na wiek mają do tego lepsze predyspozycje. To prawda. Ale Silversi z otwartymi głowami i w dodatku zaprzyjaźnieni z nowymi technologiami też chcą się rozwijać! W realizacji tego celu nie „rozprasza” ich konieczność łączenia pracy zawodowej ze studiami, opieką nad małymi, czyli wymagającymi dziećmi, itp. Silvers czegoś nie zna, nie umie? Pracodawco, daj mu chwilę, a Cię zaskoczy!

Kompetencje pracowników 50+ docenili też ankietowani badania przeprowadzonego przez Pracuj.pl. Wskazując na liczne zalety Silversów, wymienili przede wszystkim: wysoki poziom wykonywanej pracy (58 proc.), otwartość i gotowość do dzielenia się wiedzą oraz doświadczeniem z młodszymi pracownikami (57 proc.), znaczącą lojalności wobec obecnych pracodawców (54 proc.)[2].

Silvers pilnie potrzebny

Zmiany demograficzne przyniosły także zmiany na rynku pracy. Czasy, gdy osobom po pięćdziesiątce proponowano jedynie takie stanowiska, jak portier czy pracownik porządkowy, które nie spełniały ambicji większości z nich, na szczęście minęły. Dziś pracodawcy szukają w tej grupie wiekowej pracowników – specjalistów, którzy posiadają konkretne kwalifikacje.

W jakich branżach poszukiwane są kompetencje Silversów? W każdej! Młodszy seniorzy napotykają na swojej drodze coraz mniej ograniczeń i spotykają się z docenieniem. Jednak szczególne kompetencje i cechy Silversów, takie jak: zaangażowanie, odpowiedzialność, opanowanie, cierpliwość i bycie empatycznym procentują zdecydowanie w przypadku stanowisk wymagających kontaktu z drugą osobą, z klientami. Zauważyli to rekruterzy poszukujący kandydatów do pracy typu front-desk, w bezpośredniej obsłudze klienta, także we wszelkich w contact center. Jedną z firm, która chętnie zatrudnia pracowników 50+ jest Intrum – lider rynku zarządzania wierzytelnościami.

– Z naszego doświadczenia wynika, że osoby z pokolenia Silversów mają znakomite predyspozycje w zakresie tzw. umiejętności miękkich. Doskonale wyczuwają emocje, potrafią słuchać. Wynika to nie tylko z ich doświadczenia zawodowego, ale i prywatnego. To pracownicy, którzy są rodzicami, nierzadko dziadkami. To wszystko ma ogromne znaczenie, jeżeli chodzi prezentowanie empatycznej postawy. A empatia w przypadku takiej firmy jak Intrum, to zdecydowanie najbardziej pożądana cecha u kandydatów, szczególnie, gdy chodzi o osoby, które pracują w naszych contact center. Na co dzień kontaktujemy się z osobami zadłużonymi i naszym zadaniem jest wspierać je w drodze do wyjścia z długów. Konsumenci opowiadają nam o swoich dramatach, nierzadko zwierzają się z poważnych problemów Trzeba odpowiednio reagować na takie sytuacje. Dlatego chętnie zapraszamy do pracy w naszym zespole osoby „50+”, których opanowanie, empatyczne podejście nakierowanie na szukanie rozwiązań dobrze wpływają na zadłużonych konsumentów, którzy się z nami kontaktujązaznacza Kamil Kozłowski, HR Business Partner w Intrum we Wrocławiu.

Kierowanie ofert pracy do Silversów wynika również z polityki firmy: Działamy według zasady zrównoważonego. rozwoju. Oprócz dbania o minimalizowanie naszego negatywnego wpływu na środowisko, dzielenia się naszym know-how i niesienia pomocy firmom oraz zadłużonym konsumentom, dbamy również o zrównoważone budowanie naszego zespołu, także pod względem wieku naszych pracowników. Kompetencje i umiejętności młodych osób, zaraz po studiach i u progu kariery zawodowej oraz doświadczonych Silversów doskonale się uzupełniają. Te grupy uczą się od siebie nawzajem, na czym korzysta cała firma – dodaje Kamil Kozłowski, HR Business Partner w Intrum.

A jak na takie możliwości patrzą sami Silversi?

Kiedy zaczęłam pracować w Intrum, byłam w wieku, który dla wielu zahaczałby już o wiek senioralny. Nie byłam traktowana specjalnie ze względu na moją sytuację, co mi się od razu spodobało. Zostałam wprowadzona w nowe obowiązki jak każdy inny, także młodszy pracownik. Zostałam przygotowana do ciągłego kontaktu z klientami.
Mam dostęp do tych samych benefitów, co wszyscy. Tam, gdzie jest to możliwe, korzystam na co dzień z mojego wcześniejszego doświadczenia zawodowego. Korzystają z niego również moje Koleżanki oraz moi Koledzy z zespołu, co mnie cieszy, bo lubię pomagać. Dlatego znalazłam się w Intrum
– komentuje Dorota Mierzyńska, Ekspert
ds. Windykacji Telefonicznej
, Intrum we Wrocławiu.

Pracownicy w wieku 50+ teraz stanowią ok. 15% wszystkich pracujących w naszym kraju[3]. Wraz z dalszymi, nieuniknionymi zmianami demograficznymi już całkiem niedługo staną się istotną grupą w naszym społeczeństwie, także na rynku pracy. Dlatego pracodawcy, którzy jeszcze tego nie zrobili, powinni się liczyć
z Silversami i szykować dla nich miejsca w swoich firmach.

[1] Dane: GUS.

[2] Pracuj.pl, „Zawodowy styl życia. Oblicza pracy Polaków”, 2020.

[3] Dane: GUS.

Grupa TenderHut wznawia ofertę publiczną i chce pozyskać 9 mln zł

Zarząd TenderHut podjął decyzję w sprawie wznowienia emisji akcji w ramach kapitału docelowego, która została zawieszona 23 lipca br. W ofercie publicznej inwestorzy mogą kupić do 180 000 akcji nowej emisji spółki. Cena emisyjna jednej akcji została  ustalona na 50 zł. Zapisy na akcje będą przyjmowane w dwóch transzach: otwartej i dedykowanej przez Dom Maklerski Navigator S.A. (będący Głównym Koordynatorem Oferty) oraz Dom Maklerski BDM S.A. i Noble Securities Dom Maklerski S.A. w terminie od 1 do 11 października. Środki z emisji zostaną przeznaczone na dalszy rozwój oraz ekspansję w kraju i za granicą m.in. poprzez realizację kolejnych akwizycji, rozszerzenie oferty produktów i usług własnych, a także rozwój platformy venture buildingu, czyli ekosystemu startupowego.

TenderHut to technologiczna grupa kapitałowa, która prowadzi działalność w trzech liniach biznesowych: outsourcing, wdrażanie systemów laboratoryjnych oraz venture building. Cena emisyjna za jedną sztukę akcji serii D1 została ustalona na poziomie 50 zł. W ramach wznowionej publicznej oferty akcji inwestorzy będą mogli nabyć nie więcej niż 180 000 akcji nowej emisji serii D1, które po rejestracji podwyższenia w Krajowym Rejestrze Sądowym, będą stanowiły nie więcej niż 9,04 proc. w kapitale zakładowym TenderHut. Emisja zostanie przeprowadzana na zasadach oferty publicznej zgodnie z treścią art. 37b Ustawy o ofercie, gdzie zakładane wpływy brutto emitenta wyniosą nie mniej niż 1 mln euro i nie więcej niż 2,5 mln euro i która nie wymaga udostępnienia prospektu, pod warunkiem udostępnienia memorandum informacyjnego.

– Decyzja o wznowieniu emisji akcji spółki spowodowana jest kilkoma czynnikami. Inwestorzy, którzy po okresie wakacyjnym powrócili do aktywności inwestycyjnej na rynkach kapitałowych wyrażają zainteresowanie zawieszoną w okresie letnim emisją akcji TenderHut. Obserwujemy również utrzymującą się dobrą koniunkturę na rynkach kapitałowych. To pozwala nam wierzyć, iż nasza aktualna oferta spotka się z zainteresowaniem inwestorów giełdowych, a pozyskane w wyniku jej realizacji środki przyczynią się do dalszego dynamicznego rozwoju zarówno naszej Spółki, jak i całej grupy kapitałowej TenderHut – wyjaśnia Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut.

W wyniku wznowienia emisji akcji serii D1 TenderHut chce uzyskać wpływy na poziomie 9 mln zł. Środki finansowe, które zamierza pozyskać Spółka zostaną przeznaczone na: rozwój platformy venture buildingu, dalszą ekspansję zagraniczną, przeprowadzenie 4-5 akwizycji, jak również rozszerzenie oferty o kolejne własne innowacyjne produkty i usługi IT.

– Jako spółka nastawiamy się na dalszy dynamiczny wzrost zarówno na rynku polskim, jak i rynkach zagranicznych. Chcemy osiągnąć zaplanowane wyniki między innymi poprzez akwizycję kolejnych spółek. Umożliwi to nam działalność operacyjną w modelu follow-the-sun, czyli we wszystkich strefach czasowych. Emisja akcji ułatwi nam także rozwój środowiska inkubacyjno-akceleracyjnego. Podtrzymujemy swoje plany przejścia na główny parkiet Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Myślę, że debiut na głównym rynku GPW nastąpi na przełomie pierwszego i drugiego półrocza przyszłego rokumówi założyciel i prezes spółki Robert Strzelecki.

Harmonogram Wznowionej Oferty Akcji serii D1:

12.07.2021 r. Publikacja Memorandum Informacyjnego
1 października – 11 października

(do godz. 20:00)

Przyjmowanie Zapisów na Akcje Oferowane po Cenie emisyjnej w Transzy Otwartej oraz Transzy Dedykowanej
1 października – 11 października

(do godz. 23:59)

Przyjmowanie wpłat na Akcje Oferowane po Cenie emisyjnej w Transzy Otwartej oraz Transzy Dedykowanej
12 października Ewentualne składanie zapisów i wpłat przez inwestorów zastępczych
Nie później niż 14 października Przydział Akcji Oferowanych
Nie później niż 15 października Podanie wyników Oferty do publicznej wiadomości

 

Nie później niż 18 października Ewentualny zwrot nadpłaconych kwot w przypadku nadsubskrypcji

 

Szczegółowe informacje dotyczące wznowienia oferty publicznej zostały opublikowane w Suplemencie nr 6 do Memorandum Informacyjnego, który został udostępniony na stronie internetowej spółki oraz na stronie internetowej Firmy Inwestycyjnej – Domu Maklerskiego Navigator S.A., oraz Konsorcjantów przyjmujących Zapisy na akcje serii D1 (tj. Domu Maklerskiego BDM S.A. oraz Noble Securities Dom Maklerski S.A.).

Grupa TenderHut w obszarze outsourcingu rozbudowuje i umacnia swoją pozycję poprzez spółki SoftwareHut (systemy IT),  ExtraHut (UI/UX/design), ProtectHut (cyberbezpieczeństwo) oraz LegalHut (doradztwo prawne dla sektora IT). Sektor laboratoryjny reprezentowany jest przez spółki zależne Solution4Labs (wdrożenia LIMS) i Holo4Labs (Mixed Reality w laboratoriach). W sektorze venture building spółka rozwija startupy z sektora PropTech/WorkTech – Zonifero, MedTech – Holo4Med i EduTech – Grow Uperion.

Jak w ostatnim czasie ewoluuje idea wynajmu „biura na godziny”?

Operator, należący do największego polskiego dewelopera, podsumowuje pięć lat działalności. Jak w tym czasie zmienił się rynek biur serwisowanych? Jaki jest jego potencjał?

CitySpace to dziś jeden z największych operatorów biur serwisowanych w Polsce. W 11 nowoczesnych biurowcach posiada obecnie 21 tys. mkw. powierzchni oraz 3 tys. stanowisk pracy. Działa w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Katowicach. Jedynym właścicielem marki jest Echo Investment.

Marka CitySpace wchodziła na rynek w 2016 roku, kiedy ten format najmu postrzegany był jako nowość i ciekawostka, a powierzchnie elastyczne stanowiły niszę na rynku biurowym. Operator dysponował wówczas dwoma lokalizacjami. Jednak w ciągu pięciu lat rozwijał się bardzo dynamicznie, otwierając dziewięć nowych lokalizacji w pięciu miastach: w Warszawie (Park Rozwoju, Galeria Młociny, Beethovena), Gdańsku (Tryton), Krakowie (CitySpace O3), Katowicach (Supersam, Face2Face) i Wrocławiu (Aquarius, Nobilis), gdzie już 25 października otworzy nowy projekt – CitySpace West 4.

Wszystkie poziomy elastyczności

Szybkie tempo rozwoju CitySpace wynika z kilku powodów i w znacznej mierze odzwierciedla zmiany i trendy kształtujące rynek biur serwisowanych. Według danych międzynarodowej firmy doradczej JLL, od 2014 roku globalny rynek rósł w imponującym tempie – średnio 25 proc. rocznie.

W rekordowym 2019 roku, w miastach takich jak Nowy Jork czy Londyn umowy najmu powierzchni elastycznych stanowiły nawet 20 proc. całego rynku powierzchni biurowych.

W Polsce również wyraźnie rosło i nadal rośnie zapotrzebowanie na ten format najmu. Jest to związane ze zmieniającymi się modelami organizacji pracy, w tym zwłaszcza wdrażaniem elastycznych struktur i zespołów. Ten trend był silny już przed pandemią, a teraz jeszcze przyśpieszył, m.in. dlatego, że coraz więcej firm korzysta z modelu pracy hybrydowej. Większej elastyczności oczekują też pracownicy. Często zależy im na tym, by pracować w różnych lokalizacjach w ramach jednego miasta – mówi Rafał Mazurczak, członek zarządu odpowiedzialny za sektor komercyjny w Echo Investment.

Zwiększone zainteresowanie powierzchniami elastycznymi zmieniło wymagania względem operatorów, którzy muszą na bieżąco aktualizować ofertę i udoskonalać standard. CitySpace od ponad dwóch lat wdraża strategię skupiającą się na pracowniku i jego efektywności. Dzięki temu użytkownicy biur mają zapewnioną intymną pracę w ergonomicznych, cichych i jasnych pomieszczeniach, pełne wsparcie doświadczonego zespołu obsługi klienta i zakres usług typu all-inclusive. Jednocześnie właściciele firm zyskują wygodę i spokój – wszystkie koszty wynajmu ujęte są na jednej fakturze. Dzięki temu firmy mogą skupić się na tym, co naprawdę ważne.

W ciągu ostatnich pięciu lat wyraźnie zmieniła się również struktura najemców zainteresowanych takimi usługami. O ile w 2016 roku dominowały wśród nich start-upy, freelancerzy i małe przedsiębiorstwa, to teraz z biur serwisowanych coraz częściej korzystają również firmy średnie i duże.

Elastyczny format najmu pozwala reagować szybko i organizować pracę adekwatnie do aktualnych potrzeb biznesowych, niezależnie od wielkości firmy. Np. obsługa nowego projektu może wymagać stworzenia lub przeniesienia zespołu do nowego miasta, nieraz tylko w krótkim terminie, nieraz z opcją dalszej rozbudowy. Taka zwinność i gotowość na zmiany jest dziś cechą zarówno start-upów, jak i korporacji. Biura elastyczne stwarzają doskonałą bazę i środowisko dla takiego modelu działania – zauważa Lisa Zettlin, dyrektor zarządzająca CitySpace.

Można więc zaobserwować kilka zjawisk równoległych: biurami elastycznymi interesują się większe firmy, a mniejsi najemcy mogą dzięki tej formule najmu korzystać z powierzchni w biurowcach klasy A. To dobra perspektywa także dla właścicieli budynków biurowych. – Mając za najemcę operatora biur serwisowanych, znacząco zwiększa atrakcyjność swojego projektu, dostępnego dla szerszego grona klientów. Obecność CitySpace w Echo sprawia, że jesteśmy bardziej elastyczni niż deweloperzy nieposiadający powierzchni flex w swojej ofercie – wyjaśnia Rafał Mazurczak.

Dodatkową wartością dla klientów biur jest możliwość podpisania krótkoterminowych umów najmu, których popularność rośnie. – Dla najemców, argumentem za biurami serwisowanymi często jest również optymalizacja operacyjna przez wykorzystanie usług w modelu shared-service, a więc wspólnej recepcji, ochrony, czynszu, mediów, a nawet przekąsek, kawy itd. – dodaje Lisa Zettlin.

Podkreśla, że dla powodzenia projektów biur serwisowanych bardzo istotny jest poziom obsługi operacyjnej: – Pod tym względem również jesteśmy bardzo elastyczni. Zapewniamy szerokie, zunifikowane i dobrze dopasowane do oczekiwań najemców portfolio usług. Oprócz biur serwisowanych to również hot-deski, biura wirtualne, sale spotkań oraz usługi on-demand dostępne bez umowy przez aplikację.

Fundament i obiecujące prognozy

A jakie znaczenie ma fakt, że operator działa pod skrzydłami największego dewelopera w Polsce? – CitySpace to doświadczony operator. Wie, jak tworzyć i zarządzać nowoczesnymi biurami, a Echo – jak projektować i budować biurowce, w których te biura się znajdują. Dzięki temu klienci korzystają z nowoczesnych, otwartych, ekologicznych i efektywnych przestrzeni do pracy. Jakość biurowców to niewątpliwie istotna wartość dodana z punktu widzenia najemców. Warto tu zaznaczyć, że nasze projekty wyznaczają trendy. Np. CitySpace w katowickim kompleksie Face2Face jest pierwszym biurem serwisowanym w standardzie premium na Górnym Śląsku – mówi Rafał Mazurczak.

Dodaje, że dzięki obecności CitySpace nowe inwestycje dewelopera mają atrakcyjniejszy miks najemców i lepiej odpowiadają na zmieniające się potrzeby najemców.

Jak wyglądają plany operatora na przyszłość? Już w październiku CitySpace otworzy nowe biura w budynku West 4 we Wrocławiu. Na 2022 planuje kolejne dwie inwestycje na rynkach regionalnych, w tym wejście na zupełnie nowy rynek.

Chcemy kontynuować ekspansję w ramach projektów tworzonych przez Echo. Formuła najmu elastycznego ma ogromny potencjał. Ten rynek nadal będzie się rozwijał bardzo dynamicznie – podsumowuje Lisa Zettlin.

Prognozy JLL wskazują, że w 2030 roku już 30 proc. wszystkich powierzchni znajdujących się w portfolio największych firm będzie funkcjonować w modelu elastycznym.

Kasy fiskalne online – problemy i wyzwania z tym związane

Przepisy o kasach fiskalnych online miały wejść w życie w styczniu 2018 r. i pierwotnie zakładano, że obejmą wszystkich podatników. Jednakże Ministerstwo Finansów zmieniło podejście i zdecydowało, że nowe rozwiązanie wdroży stopniowo, w wybranych sektorach. Kasy fiskalne online z pewnością zrewolucjonizują system ewidencji sprzedaży na rzecz osób fizycznych. Jednak, jak każda zmiana, i ta wiąże się z niepewnością i – co istotne – z koniecznością ponoszenia dodatkowych nakładów finansowych przez przedsiębiorców. Co to są kasy online i jakie są problemy i wyzwania z nimi związane?

Uwagi wstępne

W styczniu 2020 r. kasę fiskalną online powinni posiadać przedsiębiorcy świadczący usługi naprawy pojazdów silnikowych oraz motorowerów, w tym naprawy opon, ich zakładania, bieżnikowania i regenerowania oraz w zakresie wymiany opon lub kół dla pojazdów silnikowych i motorowerów, jak również sprzedający benzynę silnikową, olej napędowy czy gaz przeznaczony do napędu silników spalinowych.

Od 1 stycznia 2021 r. obowiązek ten rozszerzono na przedsiębiorców zajmujących się świadczeniem stałej lub sezonowej usługi, związanej z wyżywieniem – stacjonarne placówki gastronomiczne oraz usługi w zakresie krótkotrwałego zakwaterowania i przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą węgla, brykietu i podobnych paliw stałych wytwarzanych z węgla, węgla brunatnego, koksu i półkoksu przeznaczonych do celów opałowych.

Od lipca 2021 r. kasy fiskalne online mają obowiązek prowadzić kolejne grupy zawodowe wykonujące usługi: fryzjerskie, kosmetyczne i kosmetologiczne, budowlane, w zakresie opieki medycznej świadczone przez lekarzy i lekarzy dentystów, prawnicze, związane z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej – wyłącznie w zakresie wstępu.

Jednocześnie stare, tradycyjne kasy z elektronicznym zapisem kopii są sukcesywnie wycofywane – będzie można je kupić jedynie do końca 2022 r. Od 2023 r. sprzedawane mają już być wyłącznie kasy online.

Ustawodawca jest zdeterminowany, by wdrożyć to rozwiązanie we wszystkich przedsiębiorstwach sprzedających towary lub usługi na rzecz osób fizycznych. Dlatego już teraz warto się przygotować, zwłaszcza że głównie dla małych i średnich przedsiębiorców może być to spore wyzwanie organizacyjne, szczególnie jeżeli chcą zachować płynność sprzedaży.

Jak funkcjonują kasy online?

Kasy online, dzięki wykorzystaniu sieci teleinformatycznej, zapewniają możliwość przesyłania danych do Centralnego Repozytorium Kas (CRK), które gromadzi i analizuje przesłane informacje. Po włączeniu urządzenia dane o właścicielu kasy trafiają do CRK, a kasa nabywa numer ewidencyjny. Kasy rejestrują kopie wszystkich wydanych paragonów, a użytkownik nie ma do nich dostępu.

Co ważne, kasa online powinna posiadać potwierdzenie Głównego Urzędu Miar. Przedsiębiorca winien także zawrzeć umowę z serwisantem ze stosownymi uprawnieniami oraz posiadać stałe i bezpieczne połączenie internetowe oraz dokonać instalacji kasy w obecności serwisanta.

Wprowadzenie kas online wiąże się dodatkowo z wydatkiem finansowym na zakup sprzętu. W związku z tym Ministerstwo Finansów umożliwiło podatnikom odliczenie od podatku należnego kwoty wydanej na zakup każdej z kas rejestrujących, w wysokości 90% ceny zakupu (netto), jednak nie więcej niż 700 zł.

Alternatywą dla kas stacjonarnych są kasy fiskalne w smartfonie, dostępne w specjalnej aplikacji, która także powinna posiadać certyfikację Głównego Urzędu Miar. Rozszerzenie kas fiskalnych na urządzenia mobilne to z pewnością dobry krok w kierunku ułatwienia prowadzenia biznesu, który dodatkowo może ograniczyć wspomniane koszty.

Cel wprowadzenia przepisów o kasach online

Intencją wprowadzenia przepisów o kasach fiskalnych online była walka z uszczupleniami i luką w VAT, zwiększenie stopnia akceptacji płatności bezgotówkowych oraz wyłączenie z eksploatacji przestarzałych urządzeń.

Nowe rozwiązanie umożliwia też fiskusowi natychmiastowy dostęp do danych o podatniku, a to już może być miecz obusieczny. Z jednej strony zapewnia przedsiębiorcom łatwość rozliczeń i ewidencjonowania sprzedaży, z drugiej może być wykorzystywane w czasie kontroli podatkowych lub do typowania przedsiębiorców do kontroli, zwłaszcza w przypadku podatników, którzy mają nieregularną sprzedaż, różne stawki VAT, kilka punktów sprzedaży czy nieregularne godziny pracy.

Ponieważ dane z paragonów znajdują się w CRK, nieograniczony dostęp do nich ma Szef Krajowej Administracji Skarbowej. Innymi słowy, Szef KAS ma bieżący dostęp do informacji o tym, co, kiedy i za ile zostało sprzedane, w tym także o zdarzeniach zapisywanych w pamięci kas, czyli przykładowo stawkach VAT, adresach sprzedaży, datach przeglądów technicznych.

Warto nadmienić, że te szczegółowe dane raportowane z kas fiskalnych online trafiają nie tylko do Szefa KAS, ale mogą być przekazywane Ministrowi Finansów, izbom administracji skarbowej czy urzędom skarbowym i celno-skarbowym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy w czasie pandemii: aż 63% jest zadowolonych z życia rodzinnego, cierpi jednak nasza kondycja psychiczna i fizyczna

Aż 63% Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego roku było zadowolonych z jakości swojego życia rodzinnego, a co piąty z nas uważa, że spędzanie większej ilości czasu w domu z powodu restrykcji pandemicznych, wręcz pozytywnie wpłynęło na tę sferę życia – wynika z badania Ipsos na zlecenie Huawei. Mimo zadowolenia z relacji rodzinnych, Polacy przyznają, że pandemia pogorszyła wiele innych, ważnych aspektów życia. Badanie wykazało, że ucierpiało nasze zdrowie psychiczne, częściej się stresujemy i gorzej oceniamy naszą kondycję fizyczną. 

Restrykcje sanitarne związane z pandemią wywołały nagłe i znaczące zmiany w życiu Polaków. Huawei postanowił sprawdzić, w jakim stopniu nowa rzeczywistość wpłynęła na kondycję psychiczną i fizyczną Polaków i zapytał o szereg aspektów związanych z życiem rodzinnym, zdrowiem psychicznym, kondycją fizyczną, a także zmianami w naszych codziennych przyzwyczajeniach.

Badanie zostało wykonane przez Ipsos na zlecenie Huawei w sierpniu 2021 roku i przeprowadzone w 10 krajach: w Polsce, Austrii, Bułgarii, Czechach, Chorwacji, Grecji, Rumunii, Serbii, Turcji i na Węgrzech na grupie reprezentatywnej.

Życie rodzinne w lepszej kondycji

Praca i nauka zdalna zmusiły nas do spędzania większej ilości czasu w domu, co miało pozytywny wpływ na nasze relacje rodzinne. Obostrzenia i restrykcje wywarły jednak szereg negatywnych skutków, szczególnie tych związanych z brakiem aktywności fizycznej czy brakiem możliwości spotkania się z przyjaciółmi, dalszą rodziną czy wyjściem do kina lub restauracji.

Z badania wynika, że kobiety i rodziny z dziećmi szczególnie mocno odczuły skutki pandemii, praktycznie na wszystkich płaszczyznach, co związane mogło być głównie z koniecznością łączenia pracy zdalnej z opieką nad dziećmi i zdalną nauką. Prawie połowa badanych w tej grupie – 45% w przypadku kobiet i 42% w przypadku rodzin – zadeklarowało podwyższony poziom stresu, wpływ pandemii na kondycję fizyczną odczuło odpowiednio: kobiety – 42%, rodziny – 40%, natomiast wpływ na kondycję psychiczną zadeklarowało 42% kobiet oraz 39% rodzin, przy czym wpływ na ogólny poziom życia zauważyło po 31% badanych – zarówno kobiet, jak i rodzin.

Według badania dla Huawei, pandemia w najmniejszym stopniu wpłynęła na ludzi młodych, między 18 a 24 rokiem życia, chociaż nie pozostała bez echa. Młodzi dorośli, w porównaniu do innych grup, odczuwali największy wpływ pandemii na poziom ich stresu – tak odpowiedziała prawie połowa (49%) badanych. Natomiast 40% respondentów zaczęło podczas izolacji postrzegać siebie jako osobę mniej atrakcyjną fizycznie.

Więcej czasu przed telewizorem i komputerem oraz brak energii

Izolacja zmusiła Polaków do pozostania w domach, a co drugi zapytany respondent przyznał, że podczas pandemii spędzał więcej czasu przez telewizorem czy komputerem. Pozostanie w domach doprowadziło do szeregu negatywnych skutków, większość z nich jest związanych z pogorszeniem stanu zdrowia i kondycji – w szczególności przybraniem na wadze (jak wynika z badania, średnio o 6,4 kg), przejadaniem się i zmniejszoną aktywnością fizyczną. Wszystko to nałożyło się na i tak już wysoki odsetek osób z nadwagą – obecnie praktycznie co drugi Polak ma zbędne kilogramy lub jest wręcz otyły.

Jeśli chodzi o bezpośrednie negatywne skutki zdrowotne związane z pandemią, aż połowa badanych narzeka na spadek energii i jest to aspekt najbardziej powszechny. Pośród innych, poruszonych w odpowiedziach kwestii pojawiły się również problemy ze snem oraz uczucie niepokoju i przytłoczenia. Szczególnie zauważalne jest to w grupie ludzi młodych – aż 2/3 respondentów między 18 a 24 rokiem życia skarży się na spadek energii, 43% na spadek koncentracji, a 37% – na obniżenie poczucia pewności siebie. Równie mocno negatywne skutki zdrowotne odczuły także kobiety. Jak wynika z badania – ta grupa często uskarża się na objawy związane z brakiem energii, uczuciem niepokoju, przytłoczeniem i problemami ze snem.

Noszenie maseczek najbardziej uciążliwe

Na naszą kondycję psychiczną oraz poziom stresu w czasie pandemii wpłynęły przede wszystkim narzucone nam obostrzenia i ograniczenia. Jak wynika z badania, dla Polaków najbardziej uciążliwe podczas ostatniego roku było noszenie maseczek – przyznało to aż 48% badanych. Za równie niekomfortowy (45%) respondenci uznali utrudniony dostęp do opieki zdrowotnej, związany między innymi z zamkniętymi punktami medycznymi lub ich ograniczonym działaniem. Polacy cierpieli również z powodu ograniczonych spotkań twarzą w twarz z innymi ludźmi (38%), zamkniętych instytucji kultury, w tym kin, teatrów czy odwołanych koncertów (32%) oraz zamkniętych barów
i restauracji (31%).

Restrykcje oraz związane z nimi ograniczenia miały również ogromny wpływ na nasze plany związane z przyszłością – aż połowa z nas przyznaje, że w czasie pandemii musiała zrezygnować ze spełniania swoich marzeń, realizowania pasji oraz osiągania celów, również zawodowych. Największym wyzwaniem jest jednak poprawa zdrowia fizycznego – aż 60% respondentów czuje, że musi popracować nad swoją kondycją i zdrowiem, przede wszystkim, wracając do aktywności fizycznej. Co ciekawe, aż 40% badanych deklaruje, że planuje kupić urządzenie elektroniczne takie jak smartwatch czy smartfon, ponieważ uważa, że może to pomóc im zadbać o zdrowie i wrócić do formy.

Dlaczego warto zlecić wykonanie operatu środowiskowego profesjonalnej firmie?

Operat środowiskowy to dokument, który jest wymagany w przypadku wielu rodzaju inwestycji. Należy go sporządzić jeszcze na etapie planowania inwestycji i powinno się w nim znaleźć sporo informacji na temat całego przedsięwzięcia. Początkujący inwestorzy mogą mieć problem z tym, aby odpowiednio wypełnić operat środowiskowy. Co najlepiej zrobić w takiej sytuacji? Dobrym rozwiązaniem jest skorzystanie z pomocy profesjonalnej firmy, która ma doświadczenie w wykonywaniu operatu. Zobacz, dlaczego jest to dobre rozwiązanie i na czym właściwie polega operat środowiskowy.

Operat środowiskowy – co warto o nim wiedzieć?

Operat środowiskowy jest niezbędny, w przypadku inwestycji, które wymagają przeprowadzenia procedur związanych z oceną oddziaływania na środowisko. Jeśli dane przedsięwzięcie może oddziaływać na środowisko w jakiś sposób, to konieczne jest dotrzymanie wielu formalności. Dokument ten zawiera sporo informacji. Można w nim znaleźć m.in. opis charakteru danej inwestycji. Nie powinno tam też zabraknąć informacji o tym, jak przedsiębiorca ma zamiar zapobiegać negatywnym skutkom oddziaływań na środowisko.

W operacie środowiskowym są również omawiane kwestie związane z sąsiedztwem inwestycji, czyli budynkami oraz zabytkami, które znajdują się niedaleko planowanej inwestycji. Operat to złożony dokument i można w nim znaleźć sporo informacji. Nic więc dziwnego, że wiele osób może mieć problem z poprawnym wypełnieniem tego dokumentu. Niestety błędy w operacie mogą spowolnić cały proces realizacji inwestycji. Jeśli chcesz tego uniknąć, powinieneś skorzystać z pomocy profesjonalnej firmy, która na co dzień zajmuje się wypełnianiem operatów środowiskowych.

Operat środowiskowy z pomocą profesjonalnej firmy

Skorzystanie z usług profesjonalnej firmy pozwala zaoszczędzić czas oraz nerwy. Dlaczego? Ponieważ większością kwestii związanych z tym dokumentem zajmą się wykształcone i doświadczone osoby. Inwestor nie będzie musiał zastanawiać się jak dobrze wypełnić operat, aby nie zawierał on żadnych błędów mogących spowolnić cały proces. Wystarczy skontaktować się ze specjalistami i skonsultować pomoc w wypełnieniu operatu. Cena takiej usługi jest adekwatna do otrzymanej pomocy. Nie musisz jednak obawiać się bardzo dużych kosztów pomocy profesjonalnej firmy, która pomaga w wypełnianiu operatu środowiskowego. Inwestor, który zdecydował się na małe lub duże przedsięwzięcie, bez problemu będzie mógł pozwolić sobie na skorzystanie z usług profesjonalistów.

Artykuł został przygotowany przez ekspertów od przyrody z Avesnature. Jeśli potrzebujesz operat środowiskowy to odwiedź ich serwis – avesnature.com.pl

E-faktura wchodzi w życie, czyli co musi wiedzieć przedsiębiorca

E-faktura przestaje być jedynie planem. Zgodnie z nowelizacją ustawy o podatku od towarów i usług (VAT) od 2023 roku będzie to jedyny i obligatoryjny sposób wystawiania faktur. Zanim jednak to nastąpi, rozwiązanie to przetestują przedsiębiorcy. Już od października tego roku dobrowolnie będą mogli korzystać z Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Kto się na to zdecyduje, o czym trzeba pamiętać i jakie korzyści przyniesie to rozwiązanie?

E-faktura to kolejne rozwiązanie w ramach cyfryzacji usług administracji skarbowej po wprowadzonych już JPK czy SLIM VAT. Na tym etapie wdrożenia KSeF przedsiębiorcy jeszcze nie mają obowiązku z niego korzystać, ale mogą to zrobić, aby przekonać się z czym to się wiąże. Decyzja o dobrowolnym testowaniu e-faktury nie oznacza od razu rezygnacji z wciąż najbardziej popularnej faktury papierowej oraz formy, która zyskuje zwolenników zwłaszcza w czasach pandemii, czyli faktury elektronicznej. Wszystkie 3 formy dokumentowania sprzedaży będą dopuszczone.

O czym należy pamiętać korzystając z e-faktury?

Decydując się na korzystanie z e-faktury trzeba pamiętać o kilku istotnych kwestiach. Przede wszystkim o tym, że nabywca musi wyrazić odrębną akceptację do odbioru faktur ustrukturyzowanych.

Z perspektywy przedsiębiorcy wystawiającego e-fakturę konieczne jest dostosowanie systemów finansowo-księgowych do wzorca faktury ustrukturyzowanej. W praktyce nadal może być ona wystawiana w systemie finansowo-księgowym podatnika (lub biura rachunkowego go obsługującego), natomiast, aby mogła być przeniesiona do KSeF powinna spełniać wymogi określone właśnie w tym wzorze. W tym celu Ministerstwo Finansów opublikowało roboczą wersję struktury logicznej e-Faktury (FA_VAT), która jak zaznaczono została opracowana na bazie konsultacji podatkowych z przedsiębiorcami.

Korzystający z e-faktur będą musieli też pamiętać, że datą wystawienia e-faktury będzie data przesłania jej do KSeF. Druga strona transakcji będzie mogła odebrać fakturę bezpośrednio z KSeF, a datą odebrania e-faktury będzie dzień przypisania jej w KSeF numeru identyfikacyjnego.

Korzyści z e-faktur

Ministerstwo Finansów przygotowało szereg korzyści dla podatników, którzy zdecydują się już teraz na skorzystanie z nowego rozwiązania.

Podatnicy wybierający e-fakturę otrzymają zwrot VAT w krótszym czasie. Termin zwrotu skróci się dla nich z 60 na 40 dni, przy czym konieczne będzie spełnienie określonych warunków, m.in. wystawiania wyłącznie faktur ustrukturyzowanych (e-faktur) z wykorzystaniem KSeF w okresie, którego dotyczy zwrot oraz status czynnego podatnika VAT w okresie ostatnich 12 miesięcy poprzedzających bezpośrednio okres, którego dotyczy zwrot.

W przypadku e-faktur nie będzie już konieczności wydawania duplikatów faktury oraz ich przechowywania i archiwizowania. Wszystkie faktury będą wystawiane i przechowywane w systemie utrzymywanym przez administrację skarbową.

W ramach KSeF obowiązywać będzie jeden wzorzec dla e-faktury, w związku z czym podatnik wystawiający faktury w systemie nie będzie musiał przesyłać na żądanie organów podatkowych struktury JPK dla faktur (JPK_FA).

Kolejną ważną korzyścią wynikającą z korzystania z e-faktury, na którą warto zwrócić uwagę, są rozwiązania dotyczące faktur korygujących in minus. Podatnik wystawiający e-fakturę korygującą in minus będzie mógł pomniejszyć podstawę opodatkowania oraz VAT należny już w okresie rozliczeniowym, w którym ją wystawił. Z kolei nabywca będzie mógł to zrobić z chwilą otrzymania faktury w KSeF. Dzięki temu nie będzie konieczności spełnienia dodatkowych warunków, wynikających z obowiązującego od 1 stycznia 2021 r. SLIM VAT.

Kto zdecyduje się na e-faktury?

Wdrożenie e-faktur niesie za sobą określone korzyści dla podatników, w tym dla biur rachunkowych i wydaje się naturalną kontynuacją procesu cyfryzacji usług administracji skarbowej, szczególnie istotną w dobie pandemii, która przeniosła wiele procesów do świata online.

Czy jednak już teraz, gdy rozwiązanie to będzie dobrowolne, skorzysta z niego wielu przedsiębiorców? W mojej ocenie konieczność dostosowania systemów finansowo-księgowych, może przeważyć nad korzyściami. Dla przedsiębiorców działających w określonych branżach czy takich, którzy generują mniejszą ilość transakcji i wciąż korzystają głównie z faktur w formie papierowej, może być to rozwiązanie, z którego wdrożeniem wstrzymają się do 2023 r., a więc momentu, kiedy będzie to obowiązkowe. Z opcji testowania systemu już teraz najprawdopodobniej skorzystają te podmioty, które obecnie wystawiają głównie faktury elektroniczne.

Autorem komentarza jest Barbara Sawko, Członek ACCA, biegły rewident w sieci firm audytorskich Polska Grupa Audytorska

Vertiv przejmuje E&I Engineering Group

  • Oferta Vertiv dla centrów danych zostanie w znacznym stopniu uzupełniona o portfolio wiodącego, niezależnego producenta rozdzielnic, szyn zasilających i modułowych rozwiązań energetycznych.
  • Dzięki transakcji Vertiv będzie mógł zaoferować swoje rozwiązania na nowym globalnym rynku, o wartości 7 mld dolarów.
  • Oczekuje się, że transakcja będzie miała wpływ na organiczny wzrost firmy Vertiv, skorygowaną marżę operacyjną, przepływy pieniężne oraz zysk na akcję (EPS).

Vertiv Holdings Co (Vertiv), globalny dostawca krytycznej infrastruktury cyfrowej i rozwiązań zapewniających ciągłość działania, za pośrednictwem swoich spółek zależnych zawarł ostateczną umowę nabycia firmy E&I Engineering Ireland Limited oraz jej spółki stowarzyszonej Powerbar Gulf LLC („E&I”) za kwotę około 1,8 miliarda dolarów w formie zapłaty z góry. Strony transakcji uzgodniły też opcjonalną zapłatę do 200 milionów dolarów w gotówce, uzależnioną od osiągnięcia określonego poziomu zysku w 2022 roku. Na transzę zapłaty z góry składa się 1170 mln USD w gotówce i około 630 mln USD w akcjach zwykłych Vertiv. Transakcja została jednogłośnie zatwierdzona przez zarząd firmy Vertiv i oczekuje się, że zostanie zamknięta w czwartym kwartale 2021 roku, z zastrzeżeniem zwyczajowych warunków zamknięcia.

Założona w 1986 roku przez Philipa O’Doherty, firma E&I jest wiodącym, niezależnym dostawcą rozdzielnic elektrycznych i systemów dystrybucji energii, pionierem w zakresie unikalnych, wewnętrznych, zintegrowanych projektów rozwiązań energetycznych i technologii dostosowanych do indywidualnych potrzeb klienta. E&I ma ugruntowaną pozycję na rynku dystrybucji energii elektrycznej i nawiązane głębokie relacje z klientami w ponad 30 krajach. Roczna sprzedaż osiąga ok. 460 mln dolarów (szacunki na 2021 r.). W firmie zatrudnionych jest 2100 pracowników. Produkty E&I umożliwiają stworzenie krytycznego systemu infrastruktury zasilania centrów danych i konkurują na rynku o wartości około 7 miliardów dolarów, który do 2025 roku ma rosnąć o 5% rocznie.

Przejęcie E&I stanowi przełomowy moment w strategii Vertiv, dzięki któremu uzupełnimy nasze portfolio o rozwiązania zasilające dla centrów danych oraz podmiotów funkcjonujących na istotnych rynkach komercyjnych i przemysłowych – powiedział Rob Johnson, dyrektor generalny Vertiv. – Połączenie to zwiększy możliwości rozwoju i rentowność firmy Vertiv, a jednocześnie umożliwi jej dostarczanie zróżnicowanych rozwiązań, które zarządzają całą infrastrukturą energetyczną klienta jako zintegrowanym systemem. Cieszymy się, że do rodziny Vertiv dołączą wysoko wykwalifikowani członkowie zespołu E&I. Nasze firmy łączy silna kultura inżynierskiej doskonałości i innowacyjności oraz pasja służenia naszym klientom poprzez dostarczanie zróżnicowanych produktów i usług.

 

Jest to pierwsza transakcja przejęcia przez Vertiv od czasu stania się spółką publiczną. Nasz zespół z rozmysłem stosował należytą staranność oraz najlepsze praktyki dotyczące przejęć podczas procesu identyfikacji, wyceny i planowania integracji. Portfolio firmy E&I stanowi wyjątkową okazję dla Vertiv i dobrze wpisuje się w naszą ofertę. Cieszę się, że potencjał tych dwóch wspaniałych firm połączy się w jedną – powiedział Dave Cote, prezes Vertiv.

W ramach tej transakcji łączą się ze sobą dwie wysoce komplementarne firmy, z dużą korzyścią dla pracowników i klientów E&I – powiedział Philip O’Doherty, założyciel i Dyrektor Generalny E&I. – Cieszymy się, że możemy dołączyć do zespołu Vertiv i kontynuować rozwój naszej działalności dzięki globalnemu zasięgowi Vertiv, silnej obecności w kanale dystrybucyjnym oraz doskonałemu pozycjonowaniu w krytycznej infrastrukturze cyfrowej u klientów.

KUKE: w sierpniu dalszy spadek liczby restrukturyzacji m/m

  • W sierpniu upadłość ogłosiło 31 firm, czyli o 10,7 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i o 29,2 proc. więcej w porównaniu z sierpniem ubiegłego roku.
  • Liczba ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 107, co oznacza spadek o 28,7 proc. w skali miesiąca i wzrost o 57,4 proc. w ujęciu rocznym.
  • Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 138, a więc była niższa niż w czerwcu o 22,5 proc. i o 50,0 proc. wyższa niż przed rokiem.
  • Suma niewypłacalności z ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się do 2048 – to o 38 przypadków więcej (1,9 proc.) niż miesiąc wcześniej.

KOMENTARZ

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE:

Sierpień przyniósł kontynuację lipcowego spadku liczby ogłaszanych restrukturyzacji przy jednoczesnym utrzymaniu się indeksów upadłości w poszczególnych sektorach na praktycznie niezmienionym poziomie – wynika z obliczeń KUKE i PFR na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Dzięki temu jeszcze bardziej osłabła dynamika wzrostu rocznej kroczącej niewypłacalności, czyli sumy upadłości i restrukturyzacji z minionych 12 miesięcy. O 4 pkt proc. do 90,7 proc. zmalał w minionym miesiącu odsetek restrukturyzacji odbywających się w trybie uproszczonym.

W sierpniu pozytywnie zaskoczył sektor budownictwa, gdzie – podobnie jak w maju – nie odnotowano upadłości, natomiast negatywnie usługi (+5 przypadków m/m) i przemysł (+2). Sytuacja w usługach, a szczególnie w branży gastronomicznej i hotelarskiej, cechuje się dużą zmiennością, pomimo nadejścia okresu „żniw”, jakim są wakacje. Nie wszystkie podmioty zdołały przetrwać wcześniejsze ograniczenia możliwości świadczenia usług w relatywnie dobrej kondycji. Jak wynika z badań GUS, co trzecia firma z tego segmentu wciąż poważnie odczuwa skutki pandemii, widząc zagrożenie dla stabilności firmy. W przemyśle i budownictwie takie oceny wyraża zaledwie 15 proc. ankietowanych podmiotów. Natomiast wszystkie branże wskazują wzrost kosztów jako najważniejszy negatywny skutek pandemii.

Ekonomiście są zgodni co do utrzymania wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w Polsce. Jednak rosną obawy dotyczące wskaźnika cen producentów, który utrwala się na wysokim poziomie, co wynika z wyższych cen surowców, energii i wielu komponentów i podnosi wyraźnie koszty prowadzonej działalności. Wraz z brakami na rynku pracy i rosnącymi kosztami wynagrodzeń będzie to wpływać na rentowność biznesu. Od czerwca rośnie liczba zawieszanych podmiotów w Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej.

Jakość portfela KUKE wciąż nie odnotowuje istotnych zmian w ostatnich miesiącach i pozostaje na rekordowo wysokim poziomie. Widzimy rosnące zapotrzebowanie klientów na większe limity na rzecz ich kontrahentów wynikające przede wszystkim z rosnących cen. Zwracamy uwagę, że nowe zamówienia w przemyśle rosną szybciej niż produkcja, która cierpi z powodu braku części, a zamówienia krajowe zwiększają się silniej niż eksportowe, co widać w bilansie handlowym i większej dynamice importu niż eksportu w ostatnich miesiącach.

PRZEGLĄD SYTUACJI W SEKTORACH

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w przemyśle wzrósł w sierpniu do 0,48 proc. z 0,45 proc. w lipcu, podczas gdy przed rokiem wynosił 0,75 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji wzrósł minimalnie do 0,97 proc. z 0,96 proc. miesiąc wcześniej. Rok temu wynosił 0,62 proc.

Indeks upadłości w budownictwie w ostatnim miesiącu spadł do poziomu 0,71 proc. z 0,73 proc. i 1,07 proc. rok temu. W przypadku wskaźnika rozpoczętych restrukturyzacji sierpień przyniósł spadek z 1,78 proc. do 1,61 proc. Rok temu wynosił on 0,90 proc.

W branży handlowej indeks upadłości w sierpniu nie uległ zmianie i wyniósł 0,63 proc. Rok temu sięgał 0,68 proc. Indeks rozpoczętych restrukturyzacji wyniósł 0,67 proc. (przed miesiącem 0,65 proc.), a rok temu kształtował się na poziomie 0,35 proc.

W transporcie i logistyce indeks upadłości również utrzymał poziom 0,57 proc. zanotowany miesiąc wcześniej. Po sierpniu 2020 r. wskaźnik wynosił 1,02 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji spadł do 1,15 proc. z 1,28 proc. w lipcu. W sierpniu 2020 r. wyniósł 0,40 proc.

Indeks upadłości w branży usługowej wzrósł do 0,92 proc. z 0,90 proc. przed miesiącem (rok temu wynosił 0,95 proc.). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji sierpień zakończył wzrostem do wartości 1,83 proc. z 1,77 proc. w lipcu. W sierpniu 2020 r. jego wartość wynosiła 0,57 proc.

Accor dołącza do Sustainable Hospitality Alliance, globalnej sieci zrównoważonego rozwoju

Accor, wiodąca grupa hotelowa na świecie, łączy siły z Sustainable Hospitality Alliance, sojuszem skupiającym czołowe firmy z branży hotelarskiej. Celem organizacji jest wzajemna współpraca z lokalnymi i globalnymi partnerami, by sprostać kluczowym wyzwaniom współczesnej rzeczywistości. Dodatkowo sojusz skupia się na promowaniu i wdrażaniu działań przyjaznych środowisku.

Accor nieustannie rozwija zrównoważone hotelarstwo poprzez oferowanie niezapomnianych doświadczeń płynących z podróży. Grupa stale wprowadza innowacje, by zapewnić gościom pozytywne wrażenia i jednocześnie działać z myślą o ochronie środowiska. W ramach przyjętej w 2011 roku i konsekwentnie realizowanej strategii CSR grupa zidentyfikowała 21 obszarów działalności biznesowej, w których można dokonać istotnych usprawnień, wyznaczając tym samym długofalową politykę mierzalnych działań i misji. Wśród nich znalazło się ograniczenie zużycia energii i wody, budownictwo neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla oraz promowanie ekologicznego podejścia do żywności, przy znacznym ograniczeniu jej marnowania.

W skład sojuszu wchodzi 25% światowej branży i obejmuje on 14 wiodących firm hotelarskich, w tym Marriott International, Hilton, IHG, Hyatt, Radisson Hotels Group, a także marki regionalne. Stowarzyszeniu przyświeca idea współpracy i współdziałania dla społeczności i środowiska w obszarach takich, jak m.in. poprawa łańcuchów dostaw i zmniejszenie wpływu na środowisko.

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialność społeczna są czynnikami niezbędnymi dla naszej działalności. Jako globalna grupa hotelowa wyrażamy ideę odpowiedzialności wykraczającej daleko poza nasze własne wpływy. Postawiliśmy sobie za cel kształtowanie przyszłości podróżowania oraz dbanie o planetę i społeczności, w których żyjemy. Wierzymy, że wspólna praca na rzecz zrównoważonego rozwoju czyni nas silniejszymi i jest najlepszym sposobem pozytywnego wpływu na środowisko i lokalne społeczności na całym świecie. Dołączamy do Sustainable Hospitality Alliance z nastawieniem pełnym otwartości na współtworzenie z innymi liderami w branży i zgodne nadawanie tempa zmianom – podkreśla Sébastien Bazin, Accor CEO.

Z radością witamy Accor w naszym gronie. Wiedza i zaangażowanie Grupy w dziedzinie zrównoważonego rozwoju będą cennym dopełnieniem praktyk naszych obecnych członków. Z niecierpliwością czekamy na współpracę w pierwszoplanowych globalnych kwestiach. Zapewniamy, że branża hotelarska dąży do trwałego pozytywnego wpływu na naszą planetę i jej mieszkańców – dodaje Madhu Rajesh, CEO w Sustainable Hospitality Alliance.

Sklepy ALDI z usługami pocztowymi otwarte także we wszystkie niedziele

Od 3 października wybrane sklepy sieci ALDI zostaną otwarte we wszystkie niedziele. Sieć stopniowo będzie dołączać kolejne lokalizacje. Otwarte sklepy dzięki współpracy ALDI z firmą Pointpack S.A. oferują dodatkową usługę nadawania i odbioru paczek.

Sklepy sieci będą czynne w niedziele w godzinach 10:00-17:30, z wyjątkiem 12. i 19. grudnia, kiedy będą otwarte od 9:00-20:00.

– Analizy handlu pokazują, że klienci zaczynają planować zakupy w niedzielę i wiedzą już, że mają swobodę wyboru dnia, kiedy mogą wybrać się do sklepu zarówno po zakupy, jak i po usługi dodatkowe. ALDI jako sklep codziennych zakupów, chce być dostępny dla swoich konsumentów wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom. Nasi klienci również powinni mieć dostęp do swoich ulubionych produktów 7 dni w tygodniu. – mówi Radosław Kozyrski, Dyrektor Obszaru Organizacji Sprzedaży.

Sieć poza inwestycją w nowe sklepy nieustannie podnosi komfort zakupowy rozwijając obszar usług dodatkowych dostępnych dla konsumentów. Obecnie 123 paczkomaty InPostu znajdują się przed sklepami ALDI. Do końca roku ma pojawić się kilkanaście kolejnych automatów paczkowych, które umożliwią klientom odbiór i nadawanie paczek przy okazji codziennych zakupów, zaś docelowo paczkomaty mają stanąć przed każdym sklepem sieci.

GLS Poland rozpoczyna współpracę z Auchan

Już od 1 października w sklepach Auchan zaczną działać punkty odbioru GLS. To kolejny element nowej strategii rozwoju firmy kurierskiej.

W nowych punktach GLS klienci odbiorą przesyłki ze sklepów internetowych – od razu zamówione z doręczeniem w tej formie lub przekierowane do punktu przez samego odbiorcę już w trakcie dostawy, co umożliwia usługa FlexDeliveryService. Będzie tam można również dokonać zwrotu przesyłki do sklepu online.

Cieszymy się z nawiązania współpracy z Auchan, ponieważ to kolejny krok w realizacji naszej nowej strategii, w której centrum zawsze stawiamy klientów. Wiemy, że najważniejsze są dla nich czas i wygoda. Dlatego konsekwentnie rozwijamy naszą sieć, m.in. uruchamiając kolejne punkty odbioru paczek. Zależy nam na tym, aby były łatwo dostępne dla klientów, blisko ich domów czy miejsc pracy, w doskonale skomunikowanych lokalizacjach. Jest to szczególnie ważne z punktu widzenia wygody odbiorców indywidualnych. Teraz będą mogli odebrać przesyłkę przy okazji zakupów – mówi Szymon Lauer, dyrektor ds. rozwoju produktów GLS Poland.

Przesyłki dostarczane przez GLS do sklepów Auchan będą czekały w punktach obsługi klienta, które zostaną odpowiednio oznakowane i przygotowane. Usługi GLS w sklepach francuskiej marki będą uruchamiane stopniowo. Na stronie www.auchan.pl można znaleźć szczegółową listę sklepów, w których już są dostępne.

Wprowadzenie świadczeń kurierskich i pocztowych, jest kolejnym udogodnieniem w oferowanym przez Auchan zestawie usług i pozwoli na bardziej efektywne wykorzystanie czasu klientów przeznaczonego na zakupy i zwiększenie ich komfortu. Jest też odpowiedzią na aktualne oczekiwania kupujących – zaznacza Małgorzata Piekarska, dyrektor Marki/Klienta/Data/Digital/SI w Auchan.

Działania wdrożeniowe we współpracy z siecią Auchan oraz firmą kurierską GLS koordynuje Pointpack, integrator oraz partner technologiczny, budujący rozwiązania IT, a także usługi serwisowe dla branży handlowej oraz kurierskiej w obszarze infrastruktury pierwszej i ostatniej mili logistyki miejskiej.

Współpraca poszczególnych podmiotów we wdrożeniu usług kurierskich to dowód na stworzenie ekosystemu technologicznego, który zapewnia wygodę, oszczędza czas oraz ma wpływ na zmniejszenie zanieczyszczeń środowiska poprzez optymalizację w branży kurierskiej, szczególnie w obszarze miejskim. Dynamiczny rozwój punktów nadawczo-odbiorczych (obecnie ok. 12 tys.) to odpowiedź na wzrost zainteresowania usługami kurierskimi wśród klientów oraz lokalnych mieszkańców, którzy szczególną uwagę zwracają na dostępność punktów odbioru i nadań w pobliżu miejsca swojego zamieszkania, przy robieniu codziennych zakupów – zauważa Paulina Żmijowska, kierownik ds. marketingu & PR Pointpack S.A.

GLS Poland w całym kraju dysponuje już siecią 1900 punktów nadania i odbioru Szybka Paczka/ParcelShop, a w Europie ponad 25 tys., w ramach międzynarodowej sieci operatora. GLS zapowiada dalsze, systematyczne poszerzanie tej sieci.

Oferujemy coraz więcej opcji dostawy przesyłek, poszerzając zakres usług i funkcjonalności na tzw. ostatniej mili. Punkty odbioru odgrywają tu istotną rolę, ponieważ klienci są coraz bardziej mobilni. Jesteśmy przekonani, że możliwość indywidualnego wyboru formy doręczenia dobrze odpowiada ich oczekiwaniom i potrzebom. Elastyczność działania stawiamy dziś na pierwszym miejscu, oczywiście wraz z terminowością i niezawodnością naszych usług – podsumowuje Szymon Lauer.