Uruchomione zostały pierwsze grupy robocze działające w ramach IDEAS NCBR Spółki z o.o., ośrodka badawczo-rozwojowego działającego w obszarze sztucznej inteligencji oraz ekonomii cyfrowej, który został powołany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Badania, które poprowadzą prof. UW Piotr Sankowski oraz prof. Stefan Dziembowski, skoncentrują się na inteligentnych algorytmach i strukturach danych oraz cyfrowych walutach i inteligentnych kontraktach. Powołana została również rada naukowa, którą tworzy międzynarodowe grono ekspertów z takich uczelni jak MIT, University of Oxford, University of Columbia czy Fraunhofer Heinrich Hertz Institute.
„Celem spółki IDEAS NCBR jest zwiększenie potencjału badawczo-rozwojowego i innowacyjnego w obszarze sztucznej inteligencji i cyfrowej ekonomii. IDEAS NCBR dbał będzie o podniesienie poziomu kompetencji kadry naukowej i zwiększenie liczby prac naukowych i rozwojowych, przede wszystkim dotyczących tematyki sztucznej inteligencji. Istotnym obszarem działalności spółki będzie także rozwijanie współpracy naukowców z biznesem oraz komercjalizacja wyników realizowanych projektów poprzez współtworzenie spółek spin-off. Będą one mogły liczyć na dalsze wsparcie ze strony NCBR za pomocą wielu narzędzi zawartych w portfolio działań Centrum” – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
IDEAS NCBR umożliwi prace nad innowacjami w obszarze AI na skalę, która często była nieosiągalna dla biznesu. Instytucja będzie katalizatorem dla procesów badawczych w Polsce, będą one szybsze, prowadzone z większym rozmachem, przez najbardziej uznanych ekspertów. Efektem będą innowacje opierające się na algorytmach AI wdrażane w różnych sektorach oraz budowanie dobrze wykształconej kadry naukowej.
„Zależy nam na tym, żeby prace badawcze dotyczyły technologii przyszłości, takich które wejdą w życie dopiero za kilka lat, ale z drugiej strony adresowały realne potrzeby, które są odpowiedzią na wyzwania społeczne oraz różnych sektorów gospodarki. Będziemy podejmować się ambitnych wyzwań, których rozwiązania często nie mogą się podjąć przedsiębiorstwa, ponieważ prace obarczone są ryzykiem. W ocenie potencjału projektów badawczych wesprze nas rada naukowa, która składa się z wybitnych ekspertów” – tłumaczy prof. UW Piotr Sankowski, prezes zarządu IDEAS NCBR.
W skład rady naukowej wchodzą tacy eksperci jak: prof. Ran Canetti z Boston University, Zofia Dzik, prezeska Instytutu Humanities, prof. Marta Kwiatkowska z University of Oxford, prof. Aleksander Madry z MIT, prof. Tim Roughgarden z Columbia University, Marek Barwiński z GSK.AI oraz dr Wojciech Samek z Fraunhofer Heinrich Hertz Institute. Jej zadaniem jest ocena innowacyjności projektów, procesu badawczego oraz znaczenia, jakie mogą mieć dla rozwiązania danego problemu.
„To co wyróżnia IDEAS NCBR, to podejście do prowadzonych badań i ich selekcja. Algorytmy, które będziemy tworzyć, mają wysokie prawdopodobieństwo wdrożenia, a tym samym komercjalizacji projektu. To korzyść zarówno dla biznesu, jak i zaangażowanych w dany projekt naukowców, którzy będą czerpać korzyści z wyników badań w postaci praw autorskich lub też tworzonych spółek typu spin off” – dodaje Piotr Sankowski.
Jednym z priorytetów IDEAS NCBR jest kształcenie naukowców oraz formowanie kadry, która będzie edukować w obszarze sztucznej inteligencji. Z tego względu ośrodek nawiąże współpracę z innymi tego typu centrami badawczymi na świecie, jak również w kraju.
„Planujemy nawiązać współpracę z uczelniami w Polsce oraz organizacjami, które skupiają się na AI, aby stworzyć środowisko, które będzie sprzyjać współpracy oraz wymianie informacji. Chcemy wspierać młodych naukowców w budowaniu ich kariery naukowej, ale też pokazać im, jak może wyglądać współpraca ze środowiskiem biznesowym. Skupimy się na współpracy ze szkołami doktorskimi oraz damy szansę na współpracę z uznanymi ekspertami w poszczególnych dziedzinach” – uzupełnia Sankowski.
W pierwszej kolejności utworzone zostały grupy robocze, które będą pracować nad inteligentnymi algorytmami i strukturami danych oraz cyfrowymi walutami i inteligentnymi kontraktami. Liderami prowadzonych badań są prof. UW Piotr Sankowski związany
z Instytutem Informatyki Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego oraz prof. Stefan Dziembowski, który również wykłada na tym wydziale.
“Wybrane tematy badawcze związane są bezpośrednio z dotychczasowymi osiągnięciami naukowymi moimi oraz Piotra Sankowskiego. Moje zainteresowania naukowe dotyczą kryptografii, a w szczególności zagadnień związanych z zapobieganiem atakom fizycznym na urządzenia kryptograficzne, oraz z technologią blockchain. To obiecujące obszary, które z biegiem czasu zyskiwać będą na znaczeniu” – tłumaczy prof. Stefan Dziembowski, lider grupy roboczej w IDEAS NCBR.
Amerykańskie akcje spadają. Najbardziej przeceniane są spółki technologiczne. Również sytuacja na parkietach w Europie nie wygląda najlepiej. Popularny DAX testuje ważny techniczny poziom. Czy jego przełamanie wywoła jeszcze większą zmienność na rynku?
Na rynkach finansowych utrzymuje się tryb risk-off. Wall Street pogłębia spadki. Naturalnym zjawiskiem jest, że spółki „growth” z indeksu Nasdaq tracą najwięcej. Cały indeks stracił na wczorajszej sesji 2,16 proc. Spadkom nie oparł się szeroki indeks SP500, ale tu wyprzedaż była nieco mniejsza i wyniosła 1,3 proc. Dow Jones, w skład którego wchodzą spółki „value” oparł się większej przecenie i stracił 0,94 proc. Ryzyko było napędzane napięciami geopolitycznymi. Tajwan poinformował, że Chiny wleciały w jego przestrzeń powietrzną rekordową liczbą 52 samolotów. Rzecznik Departamentu Stanu USA – Ned Price – powiedział, że Stany zjednoczone są bardzo zaniepokojone prowokacyjną działalnością wojskową Chin. Podkreślił, że te działania są destabilizujące i podważają pokój oraz równowagę w regionie. USA wezwały Pekin do zaprzestania militarnych, dyplomatycznych i ekonomicznych nacisków. Nerwowość na rynku została podsycona informacjami o kolejnej firmie z branży nieruchomości w Chinach (Fantasia Holdings Group Co), która podobno nie spłaciła długu w wysokości 206 mld USD. Widać, że ten temat jest nadal cykającą bomba, która w każdym momencie może eksplodować.
Spójrzmy na rynek akcyjny. Niemiecki DAX niemalże wyrównał piątkowe minima i przez chwilę znajdował się niżej niż dołek z 20 września. Na razie poziom 15 tys. pkt jest skutecznie broniony, jednak napór wydaje się być na tyle silny, że moim zdaniem prędzej czy później zobaczymy kapitulację byków. Trwałe przełamanie 15 tys. pkt. będzie sygnałem do większej korekty. Wówczas oczekuję spadków w okolice 14 tys. pkt. Z kilku technicznych przesłanek oczekuje tam zakończenia całej przeceny. Spadki miałyby wówczas podobną wielkość do tych, które widzieliśmy rok temu. W okolicach 14 tys. pkt widzę również dołek na technologicznym NASDAQ. Tam obserwują podobną zależność „overbalance”. Do tego dochodzą dwa zniesienia wewnętrzne Fibo oraz horyzontalne wsparcie.
Na rynku surowcowym ciekawie dzieje się na ropie WTI, która jest najdroższa od 2014 roku a wycena brent idzie w kierunku szczytu z 2018 roku. Wczoraj OPEC+ podtrzymał swój harmonogram stopniowego zwiększania produkcji co miesiąc. Podaż zwiększy się o 400 tys. baryłek dziennie od listopada.
Dziś w nocy poznaliśmy decyzje Banku Rezerw Australii. RBA pozostawił stopy na niezmienionym poziomie. Tempo skupu aktywów również nie uległo zmianie. Oświadczenie banku zawiera wyraźne odniesienie do narzędzi „makro-ostrożnościowych”. RBA widzi niebezpieczeństwo związane z boom-em na rynku nieruchomości, ale nie chce wysyłać żadnych sygnałów w kierunku zacieśniania polityki monetarnej. Instytucja zdaje sobie sprawę, jak ważne jest aby standardy kredytowania zostały utrzymane, a bufory do obsługi kredytów były odpowiednie. AUD nie zareagował znacznie na decyzję banku. Dziś o poranku AUD/USD jest na poziomie 0,7260.
Wczoraj w trakcie sesji amerykańskiej PLN tracił na wartości. EUR/PLN z poziomu 4,5630 urósł do 4,5970. Po ostatnich wydarzeniach, mowa tu o odczycie CPI oraz minutkach RPP, na rynku widać zwiększone oczekiwania co do wcześniejszych podwyżek stóp procentowych. Oczekujemy zmiany retoryki w październikowym komunikacie RPP (środa) oraz pierwszej podwyżki w grudniu o 15 pb. Dużo jednak będzie zależeć od projekcji listopadowej, na podstawie której NBP będzie podejmował swoje decyzje.
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, ceniona ekspertka z wieloletnim doświadczeniem w branży nieruchomości i logistyki, z początkiem października zasiliła szeregi firmy doradczej Savills, jako dyrektorka działu powierzchni magazynowych i przemysłowych. Stanie ona również na czele nowo utworzonej struktury Industrial Services Hub, którą będzie rozwijać wraz z Johnem Palmerem.
Industrial Services Hub to usługa skierowana do najemców, deweloperów i właścicieli powierzchni magazynowych oraz podmiotów zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości logistyczne. Działać będzie w oparciu o współpracę już istniejących w Savills linii biznesowych, oferując zintegrowaną usługę obejmującą m.in. wynajem powierzchni oraz zakup i sprzedaż nieruchomości. Fundamentem Industrial Services Hub będzie wiodąca pozycja Savills w dostarczaniu zaawansowanych usług doradczych typu forward funding.
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk przed dołączeniem do Savills przez trzy lata pełniła funkcję dyrektorki w funduszu Exeter Property Group inwestującym na rynku nieruchomości przemysłowych. Wcześniej od podstaw zbudowała zespół wynajmu powierzchni magazynowych w agencji BNP Paribas Real Estate, którym z sukcesem kierowała przez blisko pięć lat. Ponad 20-letnią karierę na rynku nieruchomości zaczynała w Platan Group. Z rynkiem magazynowym związała się w 2006 roku, wraz z przejściem do Menard Doswell, by później odpowiadać za rozwój biznesu w firmie Goodman.
Katarzyna jest założycielką i pierwszą prezeską stowarzyszenia Ladies First zrzeszającego ponad 300 kobiet pracujących w branży nieruchomości i logistyki. Od lat jest również cenioną ekspertką i prelegentką konferencji branżowych. W uznaniu swoich sukcesów zawodowych została nominowana do wielu nagród, m.in. tytułu businesswoman roku (Sukces Pisany Szminką), osobowości roku (Eurobuild Awards) czy agenta roku (Panattoni). W życiu prywatnym aktywnie działa na rzecz społeczności lokalnej, prowadząc kawiarnię w Sochaczewie pod Warszawą i organizując spotkania ze znanymi osobistościami ze świata kultury, nauki i sportu.
„Sektor nieruchomości magazynowych pozostaje jednym z kluczowych obszarów rozwoju Savills w Polsce. Od pięciu lat konsekwentnie budujemy naszą pozycję w tym segmencie i jesteśmy dumni z rosnącego udziału w rynku oraz zaufania jakim obdarzają nas klienci. Nasza nowa zintegrowana usługa dla sektora magazynowego od kilku miesięcy zbiera bardzo pozytywne opinie z rynku, gdyż w naturalny sposób podkreśla wyróżniki Savills – umiejętność odpowiadania na potrzeby rynku oraz dostarczania szytej na miarę, kompleksowej oferty w przyjaznej i prostej dla klienta formie” – mówi Tomasz Buras, CEO, Savills Polska.
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk stojąc na czele Industrial Services Hub równolegle będzie odpowiedzialna za rozbudowę i dalszy rozwój działu wynajmu powierzchni magazynowych i przemysłowych. W nowej roli będzie blisko współpracować z Johnem Palmerem, dyrektorem zespołu doradztwa inwestycyjnego dla sektora magazynowego, który będzie współkierował z nią zintegrowaną usługą jako Co-Head. Dopełnieniem kompleksowej oferty Savills dla sektora magazynowego będą usługi zarządzania nieruchomościami, świadczone przez dział, którego dyrektorem jest Michał Bryszewski oraz doradztwo budowlane i projektowe, pod kierownictwem Jakuba Jędrysa.
„Ogromnie cieszę się, że rolę liderki naszych zintegrowanych usług dedykowanych sektorowi magazynowemu obejmie Katarzyna, której energia i wrażliwość w kwestiach społecznych i środowiskowych idealnie wpisują się w nasze wartości. Dodatkowo wyróżnia ją imponujące i unikalne doświadczenie z pracy zarówno po stronie agencji, jak i dewelopera oraz funduszu inwestycyjnego, co przekłada się na zrozumienie specyfiki pracy wszystkich uczestników rynku i efektywność w łączeniu interesów każdej ze stron” – dodaje Tomasz Buras.
Marki coraz więcej pieniędzy tracą na kampaniach reklamowych. Tylko w trzy miesiące może być to nawet ok. 54 milionów dolarów, a są to szacunki oparte na audycie zaledwie 67 firm. Zyskują wielkie korporacje, które i tak mają opłacone faktury przez reklamodawców. Eksperci przekonują, że często ogłoszeniodawcy winni są sami sobie, bo używają niewłaściwych kanałów dotarcia do konsumenta. W Polsce szykuje się natomiast przełom, bo przeglądarka Microsoftu będzie w końcu dostosowana do wyświetlania reklam skierowanych do polskich odbiorców.
Według australijskiej platformy audytowej Prometheus, tylko przez trzy miesiące tego roku (badanie trwało od lipca do września) marki zmarnowały 54 miliony dolarów na reklamę cyfrową, a prawie połowę tej sumy wydano niepotrzebnie na Facebooku. Analiza 67 firm wykazała, że sektor detaliczny był największym winowajcą strat, inwestując 15 milionów dolarów w reklamę, która nie działała. Drugie miejsce, w tym mało zaszczytnym rankingu, zajął sektor finansowy, który w nieskutecznych działaniach promocyjnych ulokował blisko 13 milionów dolarów. Sektor nieruchomości zmarnował 10,3 miliona dolarów, ubezpieczenia 8 milionów, farmaceutyki 4,8 miliona, a edukacja 2,7 miliona. Marnotrawstwo stanowiło prawie 40% całkowitych wydatków na reklamę cyfrową, a budżety medialne skontrolowanych marek wahały się od 500 000 do 27 milionów dolarów.
Pieniądze idą tam, gdzie nie powinny. Dużo pieniędzy
– Nie ma takiej sumy, której nie można „przepalić” na niewłaściwe działania marketingowe i promocyjne. Reklamy, żeby były skuteczne, muszą przede wszystkim trafiać do odpowiedniego odbiorcy. Problem zatacza coraz szersze kręgi, bo rozwiązania chroniące prywatność utrudniają precyzyjne dotarcie do klienta. Również na rynku – szczególnie e-commerce – pojawia się coraz więcej podmiotów, ale nie wszystkie są profesjonalnie przygotowane do promowania swoich produktów w internecie – zaznacza Michał Zieliński, dyrektor operacyjny Agencja.com, holistycznej agencji, która zajmuje się strategicznym i operacyjnym wsparciem dla e-commerce i startupów.
Zieliński dodaje, że kluczową rolę odgrywa audyt. – To dokładna analiza wydatków pozwala zobaczyć, które z nich nie powodują konwersji, czyli zwiększenia sprzedaży, a następnie szukać tych kanałów promocyjnych, które najlepiej się sprawdzają i tam skalować wydatki. Audyt umożliwia też ocenę czy działania dotychczasowej agencji przynoszą wyniki i czy są nowe, lepsze drogi do realizacji zamierzonych celów – podkreśla.
Jednym z głównych zastrzeżeń wynikających z audytu przeprowadzonego przez Prometheusa jest niewłaściwy dobór platform, na których wyświetlane są reklamy. Marki często decydują się na używanie kanałów, w których po prostu nie mają zbyt wielu odbiorców. Na Facebooku zmarnowano 25 milionów dolarów, Google bezproduktywnie pożarło kolejne 20 milionów, a Bing i LinkedIn kolejne 8 i 4 miliony. – Wiele marek nie zdaje sobie sprawy lub bagatelizuje fakt, że każdy kanał ma nieco inne narzędzia, które ułatwiają dotarcie do konsumentów i precyzyjniejsze lokowanie reklam. To, co sprawdza się na bardziej profesjonalnym LinkedIn, nie ma z reguły zastosowania na Facebooku, którego używamy w bardziej prywatnych celach – dodaje Zieliński z Agencja.com.
Nowy siła na polskim rynku?
Jednym z najmniej rozpoznanych terenów w internecie jest Bing. Trudno się dziwić, bo polscy internauci głównie korzystają z wyszukiwarki Google (nawet 70%), a w drugiej kolejności z oprogramowania Mozilli. Bing jest natomiast ich odpowiednikiem, z którego można korzystać m.in. poprzez przeglądarkę Microsoft Edge. – Bing ma swoich specyficznych użytkowników, są to m.in. pracownicy dużych firm, którzy w ciągu dnia przeglądają internet przez Microsoft Edge, bo firma nie pozwala im na instalowanie żadnego dodatkowego oprogramowania jak choćby Google Chrome. Sporą grupą są także osoby, które mniej biegle poruszają się po internecie, a do grona kupujących poprzez sieć dołączyli w czasie lockdownów – opisuje dyrektor operacyjny w Agencja.com, która jako jedna z pierwszych w Polsce ma możliwość uruchamiania reklam produktowych poprzez Microsoft Advertising. Oficjalnie narzędzia jeszcze nie ma w Polsce, a z wersji BETA mogą korzystać tylko starannie wyselekcjonowane agencje. Pozostali użytkownicy, nawet po rejestracji w systemie, nie mają dostępu do wyświetlania reklam w Polsce z możliwością lokalnego kierowania.
Użytkownicy Binga często nie korzystają z wyszukiwarki Googla, więc jest to dobry sposób na dotarcie do nowych klientów i poszerzenie swojej bazy. Co prawda według danych jest tam zaledwie 5% unikalnych użytkowników, ale reklamodawcy i tak nie mogą do nich dotrzeć w inny sposób, a wspomniany klient korporacyjny może być bardzo cenny. Dzięki temu, że dziś niewiele firm wyświetla reklamy poprzez Bing i jest tam mniej użytkowników, to reklamy są znacznie tańsze. Koszt jednego „klika” przez odbiorcę może wynosić zaledwie 25% tego, ile trzeba wydać za dotarcie do konsumenta poprzez Google Ads.
– Elementy takie jak niskie koszty za „kliknięcie” w reklamę, specyficzny typ użytkownika i brak konkurencji, sprawiają, że wyszukiwarka Bing jest niezwykle atrakcyjna. To kilka procent rynku, ale obszar dziś niemal niezdobyty – mówi Zieliński.
Chociaż młodzi ludzie mocno odczuli konsekwencje pandemii, to pokolenia Y i Z na całym świecie są zdeterminowane, by zająć się najbardziej palącymi problemami społecznymi. Co czwarty z nich za najistotniejsze uznaje zmiany klimatyczne, opiekę zdrowotną i problem bezrobocia. Jak wynika z dziesiątej edycji badania firmy doradczej Deloitte „Global Millennial and Gen Z Survey 2021”, 28 proc. młodych ludzi zaczęło korzystać lub korzysta częściej z usług firm, których produkty są przyjazne dla środowiska.
Młodzi ludzie deklarują, że w sposób zdyscyplinowany przestrzegają zakazów i nakazów związanych z pandemią. Trzech na czterech milenialsów i 69 proc. „zetek” twierdzi, że stosuje się do wytycznych w tym zakresie. Jednocześnie młodzi ludzie chcą jak najszybszego powrotu do normalności. 44 proc. badanych zamierza częściej jadać w restauracjach niż przed pandemią, prawie połowa z nich chce zintensyfikować swoje spotkania towarzyskie. W kwestiach zawodowych oczekują modelu pracy hybrydowej. Jedna czwarta milenialsów i 22 proc. pokolenia Z deklaruje, że chce częściej niż w okresie obostrzeń wykonywać swoje zawodowe obowiązki z biura, ale rzadziej niż to miało miejsce przed pandemią COVID-19.
Ponad 40 proc. badanych wskazuje na elastyczność jako najważniejszą cechę pracodawcy. Jednocześnie podkreślają wagę zdrowia psychicznego. Prawie 4 na 10 respondentów nie wierzy, że ich szefowie podjęli działania wspierające kondycję mentalną pracowników, która znacznie się pogorszyła w trakcie pandemii. Im wyższy był ich poziom stresu, tym mniej czuli się wspierani przez firmę, która ich zatrudnia.
Lęk przed katastrofą klimatyczną
Młodzi ludzie chcą być motorem zmian i koncentrują swoją energię na prospołecznych działaniach – zwiększania zaangażowania politycznego, lokalnego i ideowego, a także dopasowania wyboru ścieżki zawodowej do wyznawanych wartości czy świadomej konsumpcji. Co więcej, jak było to już widać w latach poprzednich, pokolenia te stawiają wysokie wymagania nie tylko sobie, ale także biznesowi czy instytucjom rządowym.
Zmiany klimatyczne i ochrona środowiska od kilku lat znajdują się w kręgu zainteresowania młodego pokolenia. W ubiegłym roku był to numer jeden wśród ich obaw i lęków. Ze względu na pandemię, w tegorocznym badaniu to troska o zdrowie i bezrobocie znalazły się na szczycie listy osobistych obaw milenialsów (odpowiednio 28 i 27 proc.). Nadal jednak lęk o środowisko jest ogromny i zajmuje trzecie miejsce na tej liście (26 proc. odpowiedzi). Dla pokolenia Z ochrona klimatu pozostaje kluczowym problemem.
– Pandemia wyraźnie pokazała jak szybko firmy, instytucje oraz konsumenci mogą zmienić swoje nawyki i przyzwyczajenia, w kierunku bardziej zrównoważonych rozwiązań, jeśli jest to konieczne. Młodzi ludzie są w stanie utrzymać te postawy w długiej perspektywie, a nie tylko traktować je jako chwilową konieczność. Tym bardziej, że to oni będą grupą, którą najbardziej odczuje skutki zmian klimatu, także w sferze prywatnej. Już teraz 60% z nich deklaruje, że uwzględnia lub zamierza uwzględnić, kwestie związane ze środowiskiem przy planowaniu potomstwa, co może mieć ogromny wpływ na wiele sektorów gospodarki nie tylko obecnie, ale przede wszystkim w przyszłości – mówi dr Marta Karwacka, starszy menedżer, zespół ds. zrównoważonego rozwoju i analiz ekonomicznych, Deloitte.
Wielu przedstawicieli pokolenia Y (37 proc.) i Z (40 proc.) wierzy, że po pandemii coraz więcej ludzi podejmie działania proekologiczne. Począwszy od recyklingu, korzystania z transportu publicznego, po zmianę nawyków zakupowych i żywieniowych. To wymagająca grupa świadomych konsumentów, którzy podejmują decyzję zgodnie ze swoimi wartościami. Ponad jedna czwarta z nich twierdzi, że działania firm wobec środowiska (zarówno pozytywne, jak i negatywne) mają ważny wpływ na ich decyzje zakupowe.
Pokolenie Y i Z myśli o biznesie dość pesymistycznie. Tylko mniej niż połowa uważa, że świat wielkich korporacji ma pozytywny wpływ na społeczeństwo. Około 60 proc. z nich, obawia się, że liderzy biznesu będą mierzyć się z wyzwaniami związanymi z pandemią, w związku z tym zaangażowanie w ochronę środowiska nie będzie ich priorytetem. Aż 44 proc. milenialsów i połowa przedstawicieli generacji Z przy wyborze pracodawcy kieruje się osobistymi wartościami etycznymi.
– 28 proc. wszystkich respondentów twierdzi, że nawiązało lub pogłębiło swoje relacje z firmami, których produkty i usługi są przyjazne dla środowiska. Mniej więcej tyle samo młodych przyznaje, że przestało korzystać z usług danej marki lub korzysta w mniejszym stopniu, jeżeli uważa jej ofertę za szkodliwą dla planety. To ważny sygnał dla firm, wyraźnie bowiem widać, że obojętność lub lekceważenie kwestii związanych ze zmianami klimatu, może oznaczać utratę klientów. Z drugiej strony organizacje, które wdrożą zrównoważone rozwiązania, mogą wiele na tym zyskać. – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju i analiz ekonomicznych, Deloitte.
Młode pokolenie motorem zmian
Aby wypełnić pustkę pozostawioną przez różnego rodzaju instytucje, młode pokolenie bierze sprawy w swoje ręce. Respondenci twierdzą, że edukują innych, udostępniają treści informacyjne na platformach społecznościowych, głosują na postępowych polityków oraz bojkotują firmy i marki, które nie podzielają ich punktu widzenia w kwestiach klimatycznych. Jedna czwarta milenialsów i jedna trzecia „zetek” w ciągu ostatnich dwóch lat wzięła udział w demonstracji lub proteście, co pokazuje ich społeczne i polityczne zaangażowanie.
Ponad połowa pokolenia Y i Z bierze udział w zbiórkach charytatywnych, a odpowiednio 35 proc. i 40 proc. przynależy do społeczności aktywistów, jest wolontariuszem lub członkiem organizacji non-profit. Pokazuje to sposób życia i myślenia, w którym uczestnictwo w protestach, publikowanie w mediach społecznościowych treści propagujących ochronę środowiska, prawa człowieka, kwestie polityczne i społeczne jest wpisane w życie tych generacji.
– Pokolenia Y i Z mają w sobie niezwykłą moc i determinację, która jest niezmienna nawet w obliczu światowej pandemii.Młodzi wierzą w siłę jednostki i jej wpływ na zmiany globalne. Aktywnie angażują się w działania prospołeczne, które mają dla nich największe znaczenie, wszystko w zgodzie z wyznawanymi wartościami. Z kolei oczekują, że przedsiębiorstwa i rządy zrobią więcej, aby pomóc urzeczywistnić ich wizję lepszej przyszłości. Wyłania się obraz niezwykle ideowych, szczerze zaangażowanych młodych ludzi, którzy biorą sprawy w swoje ręce – podsumowuje Marta Karwacka.
Raport prezentuje opinię ponad 22 tys. przedstawicieli pokolenia Y i Z, tj. osób urodzonych odpowiednio między styczniem 1983 a grudniem 1994 oraz w drugiej połowie lat 90. i po 2000 roku. Badanie zostało przeprowadzone wśród respondentów z 45 krajów Ameryki Północnej i Południowej, Europy, Afryki, Azji i Afryki.
Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, w czasie pandemii to właśnie zaległości młodych ubyło w największym stopniu na tle wszystkich grup wiekowych. Spadły o niemal 200 mln zł do 1 mld zł. Liczba niesolidnych dłużników zmniejszyła się o ponad 26 tys. osób. Pytanie, co dalej, czy uda się utrzymać ten trend biorąc pod uwagę, że życie wraca do względnej normy, a studia nie będą tak jak wcześniej niemal w pełni zdalne?
Wymuszone przez pandemię ograniczenia, okazały się mieć zbawienny wpływ na finanse wielu osób, szczególnie najmłodszych. Ich zaległości stopniały o 16 proc., gdy wszystkich dłużników o 2 proc. Podobnie relacje wyglądają w zmianie liczby niesolidnych dłużników – jest to spadek o 18 proc. wobec 3 proc. dla wszystkich Polaków.
Łączna kwota zaległych zobowiązań osób z grupy wiekowej 18-24 lata, widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK, od początku pandemii systematycznie spada. W marcu 2020 r. przeterminowane zadłużenie wynosiło 1,2 mld zł, po czterech miesiącach koronakryzysu, w lipcu zmniejszyło się do 1,13 mld zł, a po roku, w lipcu 2021 r. doszło do 1,01 mld zł.
– Tym samym skala problemów wróciła do stanu sprzed niemal trzech lat. Cała sytuacja ujawniła to, co zresztą wcześniej można było podejrzewać: młodzi mają spory problem z umiejętnością odmawiania sobie wydatków, szczególnie gdy wyzwań i pokus sporo – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W latach 2018-2020 ich zaległości podwyższały się dwa razy szybciej niż ogółu społeczeństwa, a w czasie pandemii, gdy zostali w domach, kilkakrotnie szybciej spadały – dodaje.
Z list wydatków na długie miesiące wypadły wyjścia do restauracji i klubów, a wraz z tym troska o modny wygląd czy warte pokazania gadżety. Ograniczony był też dostęp do kin czy siłowni. Zniknęły podróże czy nawet dojazdy do szkoły lub firmy, bo uczyć się czy pracować można, a nawet trzeba było zdalnie. W niejednym przypadku był to argument za wyprowadzką z wynajmowanego mieszkania i powrotem do rodzinnego domu. Wywołane przejściem na domową naukę inwestycje, w sprzęt czy łącza, okazały się mniejszym wyzwaniem niż zwykłe bieżące wydatki w normalnych czasach.
Niecałe 125 tys. niesolidnych młodych dłużników
Czy doświadczenia z czasu koronawirusa zmienią podejście 18-24 latków do finansów i czy docenią oni stan, w którym udaje się żyć bez zaległych zobowiązań kredytowych i nieopłaconych rachunków, trudno dziś stwierdzić. Faktem jest, że obciążenia pozbyło się wielu. W marcu zeszłego roku zaległości miało ponad 151 tys. 18-24 latków, teraz jest ich niecałe 125 tys. W efekcie spadł też z 5,3 do 4,4 proc. odsetek młodych niespłacanymi zobowiązaniami i jest teraz dwa razy niższy niż w całej populacji, dla której wynosi 8,7 proc. (przed pandemią sięgał 9 proc.).
Młodzi m.in. w pogoni za odpowiednim w swoim odczuciu standardem życia i gadżetami, nie tylko się zadłużają w nieprzemyślany sposób w bankach czy firmach pożyczkowych, ale też po prostu nie spłacają bieżących rachunków. W zestawieniu zaległości widocznych w bazie informacji kredytowych BIK i w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor tych drugich jest nawet znacznie więcej.
Niespłacany kredyt pozostawia ślad
– Bankowe zadłużenie młodych to głównie kredyty konsumpcyjne. Na kredyt mieszkaniowy czy finansowanie własnego biznesu porywa się jeszcze niewielu. Wśród zaciągających kredyty hipoteczne, w okresie od stycznia do sierpnia br. stanowili jedynie 3,5 proc. kredytobiorców.Tym bardziej przykre są pojawiające się problemy ze spłatą. Należy bowiem pamiętać, że negatywna historia kredytowa pozostaje z klientem przez 5 lat od zamknięcia kredytu, którego obsługa była opóźniana o ponad 60 dni. W rezultacie za rok, dwa, z powodu niespłaconej pożyczki na telefon czy komputer, można mieć problem z realizacją dużo poważniejszych planów. Niestety naturalny na starcie w dorosłość brak oszczędności może popychać do zadłużania się na rzeczy, które z perspektywy lat wydają się drobnostkami. Obsługę zadłużenia zawsze warto traktować śmiertelnie poważnie, bo jeśli kredyt będzie terminowo obsługiwany, to nie tylko nie zaszkodzi, ale też pomoże zbudować przydatną w przyszłości dobrą historię kredytową. Niestety, widać jednak, że co trzeci z młodych niesolidnych dłużników wpada w kłopoty po uszy i przestaje jednocześnie spłacać zarówno kredyty, jak i bieżące rachunki. W całym społeczeństwie w podobnym położeniu znajduje się mniej niż co czwarty dłużnik – mówi Sławomir Grzelczak.
Kobiety mają większy udział w zaległościach
Średnia zaległość osoby wchodzącej w dorosłość to obecnie 8069 zł, niestety o 154 zł więcej niż przed pandemią. Powód? Co zrozumiałe, przeterminowanych zobowiązań częściej udawało się pozbyć osobom z niższymi kwotami zaległości. Choć przeciętne ponad 8000 zł to niemało, dla rekordzisty młodocianych dłużników byłoby jednak marzeniem. Dwudziestolatek ze Śląska zebrał ponad 0,75 mln zł nieuregulowanego na czas zadłużenia. Bardzo dużo, ale i tak 100 razy mniej niż rekordzista Polski 48-letni mieszkaniec Pomorza, który ma do zwrotu 75,7 mln zł.
Fakt, że 20 najwyżej notowanych młodych osób ma razem ponad 7,7 mln nieuregulowanych zobowiązań pokazuje jednak, że problemu niewłaściwego gospodarowania finansami nie można nie dostrzegać.
Rekordziści zadłużenia w grupie wiekowej 18-24 lata
Kwota zaległości w zł
Województwo
Płeć
Wiek
754 308
ŚLĄSKIE
M
20
632 966
POMORSKIE
K
23
602 758
LUBUSKIE
M
23
589 836
WARMIŃSKO-MAZURSKIE
M
23
510 592
WIELKOPOLSKIE
M
24
435 364
ŁÓDZKIE
M
24
402 283
MAZOWIECKIE
K
24
341 460
ŁÓDZKIE
M
24
319 669
ZACHODNIOPOMORSKIE
M
23
317 305
POMORSKIE
M
21
295 849
DOLNOŚLĄSKIE
M
24
294 707
PODKARPACKIE
M
22
293 436
WARMIŃSKO-MAZURSKIE
K
22
285 067
MAZOWIECKIE
K
24
282 130
ŁÓDZKIE
K
21
280 583
WIELKOPOLSKIE
M
24
275 271
DOLNOŚLĄSKIE
M
24
271 283
ZACHODNIOPOMORSKIE
M
23
270 708
MAZOWIECKIE
K
23
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza Biura Informacji Kredytowej
Na drugim miejscu zestawienia rekordzistów znajduje się 23-letnia kobieta z Pomorza, która ma do spłacenia ponad 630 tys. zł. W pierwszej 20. rekordzistów w sumie jest sześć kobiet, o jedną więcej niż w TOP 20 w całej Polsce. Nieznacznie większy niż w całej populacji jest też udział kobiet w łącznych zaległościach młodych. Na dłużniczki między 18. a 24. rokiem przypada 40 proc. całej sumy zaległości pokolenia, a wśród ogółu dłużników jest to 34 proc.
W pandemii lepiej być młodym
Sytuacja młodych poprawiła się w twardych statystykach, ale lepiej przedstawia się też w deklarowanych odczuciach, przynajmniej na tle innych grup wiekowych. W badaniu „Finanse Polaków w czasie pandemii” zrealizowanym przez Quality Watch dla BIG InfoMonitor osoby od 18. do 24. roku życia, dwa razy częściej (20 proc.) niż starsi mówią, że dziś stać ich na więcej niż przed pojawieniem się COVID-19. Jednocześnie, co trzeci młody mówi, że teraz może kupić mniej, ale po 24. roku życia odpowiada tak prawie połowa badanych.
– Wytłumaczeniem tej sytuacji może być fakt, że młodzi ludzie przeważnie nie partycypują w utrzymaniu mieszkań, a koszty te znacząco wzrosły. Poprawili natomiast swoje możliwości zarobkowe. Przyspieszenie cyfryzacji jakie spowodowała pandemia sprawiło, że lepiej wyceniane są kompetencje technologiczne, będące częściej atrybutem młodych. Poza tym, lockdowny mocno namieszały na rynku pracy. Po tym jak zamknięte zostały restauracje i hotele, wielu zatrudnionych w sektorze HoReCa przebranżowiło się, zmieniło pracę i to na lepiej płatną. Młodym w podejmowaniu odważnych decyzji sprzyja większa mobilność i elastyczność – mówi Sławomir Grzelczak.
Z jednej więc strony, mają lepsze możliwości zarobkowe, ale z drugiej rosnące koszty życia, szczególnie, gdy ktoś mieszka sam i dodatkowo musi wynajmować mieszkanie. W przeciwieństwie do zeszłego roku szkolnego, który na wielu uczelniach i kierunkach upłynął w pełnym trybie online, w tym roku tak już nie będzie. Uczelnie zapowiedziały studia w formie hybrydowej, wykłady online, a zajęcia z języków obcych, laboratoria i ćwiczenia w murach uczelni.
– Wiele wskazuje na to, że życie towarzyskie się odnowi, a wraz z nim liczne wydatki. Czy pokusom przekraczającym możliwości finansowe, młodzi będą umieli się oprzeć, zobaczymy w statystykach za kilka miesięcy – mówi Sławomir Grzelczak.
Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 23 – 26 lipca, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1063.
CPaaS (Communication Platform-as-a-Service) to rozwiązanie umożliwiające komunikacje pomiędzy firmami a ich klientami za pośrednictwem jednej dedykowanej platformy. Zdobywają coraz większą popularność głównie za sprawą dynamicznego rozwoju e-commerce oraz postępującej cyfryzacji społeczeństwa.
Co to jest CPaaS?
CPaaS można w uproszczeniu opisać jako wyspecjalizowane rozwiązanie SaaS, które dedykowane jest stricte komunikacji na linii firma – klient. Platforma integruje i automatyzuje komunikację w ramach uzupełniających się kanałów: sms, e-mail, push oraz OTT (komunikatory typu Viber, Messenger, WhatsApp etc.), dzięki czemu jest ona uporządkowana, spójna, oraz efektywna. Platformy CPaaS oparte są na elastycznym rozwiązaniu API, które umożliwia dopasowanie usługi do potrzeb konkretnego odbiorcy bez konieczności budowania dedykowanej infrastruktury i interfejsów. Na co dzień z platform CPaaS korzystają podmioty praktycznie z każdej branży, gdzie kontakt z klientem ma fundamentalne znaczenie dla prowadzenia działalności. Przeważają takie sektory jak: e-commerce, retail, finanse, logistyka, telekomunikacja, digital marketing, ale także instytucje rządowe.
Perspektywy rozwoju
Przed rynkiem CPaaS rozpościerają się bardzo dobre perspektywy rozwoju. Głównymi stymulantami jest dynamiczny rozwój e-commerce, coraz powszechniejsze wykorzystywania rozwiązań MarTech’owych oraz szeroko pojęta cyfryzacja społeczeństwa. Szczególnie istotny jest handel online, gdyż jeden zakup dokonany w Internecie generuje szereg interakcji wykorzystujących platformę CPaaS (komunikaty ze strony e-sklepu, płatności, logistyka).
Na rynku dominują nadal rozwiązania jednokanałowe, które w porównaniu z rozwiązaniami wielokanałowymi są mniej efektywne, gorzej konwertują, z reguły są droższe, a także bardziej skomplikowane w zarządzaniu. W związku z tym przestrzeń dla rozwoju platform CPaaS jest bardzo duża. Według danych IDC Worldwide światowy rynek CPaaS będzie rozwijał się niezwykle dynamicznie. W 2020 r. jego wartość szacowana była na 5,6 mln USD, z kolei prognozowana wartość w 2025 r. to 23,1 mln zł – oznacza to wzrost skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu CAGR na poziomie 33 proc.
Wall Street stawia na CPaaS
Analizując ostatnie rundy inwestycyjne, głównie na Wall Street, widać, że część inwestorów dostrzega już te trendy. Tylko w ostatnim czasie SoftBank nabył wart 690 mln USD pakiet udziałów w notowanej na szwedzkiej giełdzie firmie Sinch. MessageBird pozyskał od inwestorów 200 mln USD przy wycenie 3 mld USD. Również 200 mln USD w rundzie A pozyskał od One Equity Partners chorwacki start-up Infobip, co daje mu wycenę ponad 1 mld USD. Z kolei francuski Sendinblue zamknął rundę pozyskując 160 mln USD. Rewelacją amerykańskich parkietów w ostatnich miesiącach jest notowane na nowojorskiej giełdzie Twilio, które w ciągu ostatniego roku wzrosło o przeszło 230 proc., uzyskując aktualną wycenę na poziomie 54,5 mld USD. W połowie marca br. Twilio przejęło lidera indyjskiego rynku CPaaS – spółkę ValueFirst. Microsoft również widzi potencjał w platformach CPaaS. Gigant z Redmond we wrześniu zeszłego roku zaczął oferować autorskie rozwiązanie Azure Communication Services.
Polska firma jednym z liderów rynku CEE
W obszarze CPaaS aktywne są działające globalnie duże firmy, ale w regionie Europy Środkowo-Wschodniej liderem jest polska spółka Vercom, która mimo lokalnych korzeni ma międzynarodowe aspiracje. Jej siedziba mieści się w Poznaniu, natomiast biura zlokalizowane są w Warszawie, Pradze oraz Berlinie.
W 2020 r. Vercom przejął lidera czeskiego rynku sms – ProfiSMS, a w ostatnich kilku miesiącach dokonał dwóch strategicznych przejęć. Nabył 100 proc. udziałów w spółce Freshmail oraz 67,42 proc. w spółce PushPushGo. Pierwsza transakcja pozwoliła rozszerzyć bazę o ponad 6,5 tys. klientów, co niemal podwoiło liczbę obsługiwanych dotychczas użytkowników. Druga natomiast była inwestycją w nową technologię, jaką jest web push, pozyskanie know-how oraz doświadczonych specjalistów z tego obszaru. Cała Grupa niezwykle dynamicznie rośnie. Jej przychody w latach 2005-2020 rosły w średniorocznym tempie 49 proc. Obecnie może pochwalić się 11,4 tys. klientów, wśród których są m.in. takie podmioty jak: Allegro, OLX.pl, eobuwie.pl, Answear.com, Rossmann, Żabka, mBank, IKEA.
– Mamy ambicje być globalnym graczem z pozycją lidera w regionie CEE. Obecnie rynek Europy Środkowo-Wschodniej jest rozdrobniony i mocno lokalny, a także bardzo perspektywiczny patrząc na wciąż niską penetrację e-commerce. W najbliższym czasie spodziewamy się jego konsolidacji, w której aktywnie chcemy brać udział. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.
Dynamiczny wzrost rynku
W ostatnich tygodniach pojawił się nowy raport Juniper Research, nt. prognoz rozwojowych rynku CPaaS. Dowiadujemy się, że jego wartość w następnym roku przekroczy 10 mld USD, przy bardzo szybkim tempie wzrostu.
– Działamy na niezwykle wartościowym i szybko rosnącym rynku. Według analityków wartość rynku CPaaS w 2022 r. przekroczy 10 mld USD i będzie rosła w tempie ponad 30% rocznie. Motorem napędowym rozwoju jest niezaprzeczalnie dynamiczny wzrost e-commerce, rosnąca popularność rozwiązań mar-tech’owych oraz stale postępująca digitalizacja. Naturalnie każda operacja wykonana w Internecie wiąże się wysłaniem szeregu komunikatów za pomocą różnych kanałów. Taką komunikację umożliwiają platformy CPaaS, które w ramach jednej, scentralizowanej platformy integrują i automatyzują wiele – komplementarnych względem siebie kanałów komunikacji elektronicznej – dodaje Krzysztof Szyszka.
Automaty do odbioru przesyłek kurierskich to już nie tylko bezpieczny czy wygodny, ale przede wszystkim ekologiczny sposób odbioru zakupów online. Bezdotykowe urządzenia, intuicyjne w konfiguracji, które nie wymagają podłączenia do prądu i są obsługiwane za pomocą dedykowanej aplikacji, stanowią przyszłość całego rynku, wpisując się jednocześnie w zielone trendy. Inne wyzwanie stanowi natomiast umiejętne projektowanie miejskiej logistyki z automatami w tle.
Zaawansowane technologicznie instalacje, będące punktami odbioru przesyłek, można ustawiać zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynków. Urządzenia nie potrzebują dostępu do zewnętrznego źródła energii. Są wyposażone w wysokiej jakości baterie, które pozwalają im działać nawet przez dziesięć lat. Nie wymagają też korzystania z ekranu. Wystarczy smartfon lub inne urządzenie wyposażone w technologię Bluetooth. Ponadto, możliwe jest ich ustawienie w dużym zagęszczeniu. Mobilność automatów pozwala znacząco zoptymalizować ostatnią milę kurierską, która stanowi kluczowe ogniwo w realizacji przesyłek kurierskich.
Synergia z przestrzenią miejską
Automaty nowej generacji nie potrzebują także dostępu do Internetu, co powoduje, że można je ustawić w zupełnie nowych lokalizacjach. Urządzenia mogą mieć różną wielkość w zależności od zapotrzebowania, a spora elastyczność ułatwia instalacje zarówno w biurowcach czy sklepach, jak i na parkingach lub chodnikach, czyli w miejscach do tej pory zupełnie niedostępnych.
Rynek e-commerce skorzystał na wybuchu pandemii, ponieważ zakupy w głównej mierze przeniosły się do Internetu. Wzrosło tym samym zapotrzebowanie na bezpieczne przesyłki za pomocą automatów paczkowych. Wzrost transakcji online to także poszukiwanie nowych rozwiązań w zakresie montażu urządzeń, które nie mogą zaburzać przestrzeni miejskiej.
Zielone trendy
Wygoda jest jednym z pierwszych skojarzeń, które nasuwają się na myśl o automatach paczkowych. Ich sprawne funkcjonowanie wywiera pozytywny wpływ na środowisko, między innymi redukując emisję dwutlenku węgla w zakresie transportu, a także usprawniając pracę samych kurierów. Optymalizacji podlega również ostatnia mila dzięki zmniejszeniu liczby zwrotów lub ponowionych kursów w wyniku nieobecności adresata przesyłki.
Pandemia przyniosła olbrzymi rozwój sektora e-commerce, a co za tym idzie, swoisty boom na automaty paczkowe. Większe instalacje wymagają jednak synergii z otoczeniem miejskim. Ich odpowiednia estetyka pozwoli projektować miejską logistykę w sposób zgodny z kluczowymi elementami infrastruktury. Wspólna przestrzeń stanowi w końcu nadrzędną wartość i bezwzględnie nie można o niej zapominać.
Łukasz Łukasiewicz, Operations Manager, SwipBox Polska
Develia sprzedała 1500 lokali w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2021 r., co oznacza wzrost o 92% wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. W samym III kwartale 2021 r. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych deweloper sprzedał 438 lokali, czyli o 22% więcej w porównaniu do III kwartału 2020 r.
Deweloper na koniec III kwartału br. miał również zawarte 120 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą przekształcić się w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.
– Kolejny kwartał z rzędu notujemy bardzo dobre wyniki, co znacznie przybliża nas do realizacji, a prawdopodobnie przekroczenia celu sprzedaży 1750-1850 mieszkań, który postawiliśmy sobie na ten rok. Nadal obserwujemy kontynuację trendu i wysokie zainteresowanie ofertą mieszkaniową. Popyt w dużych miastach przewyższa podaż, a oferta deweloperów wciąż pozostaje niewystarczająca, dlatego systematycznie poszerzamy bank ziemi. Planujemy znaczne zwiększenie oferty na początku 2022 r., co pozwoli nam na utrzymanie zakładanego wzrostu sprzedaży w kolejnych latach – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.
W III kwartale 2021 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w Krakowie (144) i w Gdańsku (135). Było to konsekwencją rozszerzenia oferty w tych miastach. W ostatnich miesiącach rozpoczęła się sprzedaż nowych inwestycji Szmaragdowy Park i Marinus oraz III etapu osiedla Przy Alejach w Gdańsku, a także III etapu Przy Mogilskiej i XIII etapu Słonecznego Miasteczka w Krakowie.
W okresie lipiec-wrzesień 2021 r. Develia przekazała 521 lokali, czyli 97% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłym roku. Wzrost ten jest pochodną wysokiej liczby przekazań we Wrocławiu (inwestycje Nowa Racławicka i Kamienna 145). Od początku roku spółka przekazała 1279 lokali wobec 746 rok wcześniej.
Polacy poniżej 35. roku życia są zadłużeni na 6 mld zł. Powyżej tego wieku – na 40,6 mld zł. Łącznie to aż 46,6 mld zł. Tyle, że zadłużenie młodych Polaków rośnie, a starszych maleje. Z doświadczenia firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso wynika, że grupy te mają całkowicie odmienne podejście do spłacania zaległości. Młodsi żyją według zasady „no limit” i są odporni na negocjacje. Natomiast starsi rozumieją konsekwencje zadłużenia i starają się współpracować z negocjatorami, aby nie dopuścić do pogorszenia swojej sytuacji.
Jeszcze w sierpniu 2020 r. osoby poniżej 35 r. ż. miały do spłaty 5,55 mld zł. W ciągu zaledwie roku ich nieuregulowane zobowiązania, notowane w Krajowym Rejestrze Długów wzrosły aż o 0,5 mld zł. Zwiększyła się też liczba dłużników z 631 tys. do 650 tys. Zmalały natomiast zarówno zaległości dojrzałych Polaków, jak i liczba samych dłużników. Dwanaście miesięcy temu nieuregulowane rachunki tej grupy wynosiły 42,86 mld zł, a więc o 2,33 mld zł więcej niż obecnie. Rok temu w KRD figurowało 1,86 mln osób, a teraz 1,76 mln. Pandemia zmieniła podejście do gospodarowania pieniędzmi.
– Osoby młodsze nie przejmują się pandemią tak, jak dojrzałe. Także dlatego, że często mają oparcie w rodzicach, którzy pomagają im w awaryjnych sytuacjach. Starsi, opierając się doświadczeniu życiowym, obawiają się o przyszłość, co powoduje zaciskanie pasa. Widać to w naszej bazie danych. Spadają bowiem zaległości i liczba dłużników w tej grupie. Epidemia koronawirusa zweryfikowała ich stosunek do zakupów, zarówno tych dużych, jak samochody, sprzęt RTV czy ADG, jak i codziennych wydatków – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Młodzi i hardzi
Według badania „Zadłużenie Polaków”, przeprowadzonego w 2020 r. przez IMAS International dla KRD w związku z przypadającym w listopadzie Dniem bez Długów, aż 30 proc. Polaków mających nieuregulowane rachunki przyznaje, że nie radzi sobie z ich spłatą. 62 proc. czuje się nimi przytłoczonych, ale prawie 1/3 nie odczuwa z tego powodu żadnego dyskomfortu. Chcąc je spłacić, zazwyczaj proszą o pomoc finansową rodzinę. Najczęściej nie regulują rat kredytów gotówkowych, zobowiązań za telefon, Internet i telewizję, a także za czynsz i media. Problemy sprawia im również zwrot… kwot pożyczonych od krewnych.
Firmy obsługujące klientów masowych, jak banki, telekomy czy dostawcy energii, dochodzą zapłaty za świadczone usługi, kierując długi klientów do windykacji. Działa tu efekt skali: niezapłacone kilkadziesiąt złotych miesięcznie za abonament telefoniczny czy raty za telewizor pomnożone przez tysiące klientów daje duże sumy. W rozmowach z dłużnikami, w zależności od grupy wiekowej, negocjatorzy spotykają się z zupełnie odmiennym stosunkiem do spłaty.
– Negocjator kontaktuje się nie tylko po to, aby odzyskać dług, ale również by pomóc konsumentowi w zarządzaniu wydatkami. To pierwszy krok do wyjścia z zaległości. Musi jednak temu towarzyszyć zaangażowanie ze strony dłużnika. W codziennej pracy widzimy wyraźne różnice w postawach młodszych i starszych Polaków. Ci pierwsi nie są skłonni do ustępstw i rezygnacji z przyjętego stylu życia mimo nawarstwiających się problemów finansowych. Uważają, że lepiej wiedzą, jak postępować. Natomiast starsze osoby są otwarte na rozmowy, a nawet same kontaktują się, aby ustalić plan spłaty i przyjąć nasze wsparcie w zarządzaniu domowym budżetem. Potrafią też negocjować – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Gadżeciarze, biznesmeni i głowy rodziny
Z praktyki Kaczmarski Inkasso wynika, że osobom poniżej 35 lat nie przeszkadzają konsekwencje niepłacenia, takie jak mocno ograniczona wiarygodność kredytowa czy społeczne odium dłużnika.
Młode kobiety rzadziej popadają w długi. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że zarówno wśród młodszych, jak i starszych dłużników stanowią one ok. 36 proc. Jeśli już ich sprawa trafi do windykacji, jest to przeoczenie rat za pierwszą kartę kredytową czy pożyczki na życie. To osoby, które musiały szybko stać się samodzielne finansowo i najczęściej sprawnie spłacają zadłużenie. Wskazują, że nagromadzone zaległości to wina systemu, a nie ich samych.
Zupełnie inne podejście do spłaty długów mają młodzi mężczyźni. Zapożyczają się z jednego z trzech powodów: należą do typu gadżeciarzy lub starają się rozkręcić biznes albo założyć rodzinę, wybudować dom, zapewnić utrzymanie żonie i dzieciom.
Gadżeciarze to młodzi ludzie, którzy pracują sporadycznie, pierwsza wypłata to dla nich pierwszy większy przypływ gotówki w życiu. Wydają ją na niepotrzebne rzeczy. Co więcej, osoby te dość późno, bo dopiero w wieku 26-28 lat zaczynają zachowywać ciągłość zawodową. Wcześniej pracują niewiele, zmieniają miejsce zatrudnienia, żyją na koszt rodziców, a zarobione pieniądze wydają na zachcianki. Doprowadza to do tego, że zaczynają żyć ponad stan. Biorą telefony na raty, samochody na kredyt i pożyczki na weekendowe atrakcje. Nie wykazują zainteresowania spłatą długów.
Druga grupa to „rozkręcający biznes” młodzi inwestorzy. Otwierają pierwszą w życiu działalność gospodarczą z przekonaniem, że mogą wszystko. Ich firmy albo początkowo nie przynoszą zaplanowanego dochodu albo są nietrafionym przedsięwzięciem. Żyją ponad swoje możliwości, kupują auta w leasingu, wynajmują i wyposażają biura, które nie są im jeszcze potrzebne. Nie są skłonni do współpracy z negocjatorami, twierdząc, że wiedzą lepiej, jak zadbać o swoją sytuację finansową. W rozmowach z przedstawicielami firm windykacyjnych dają upust emocjom.
Trzecia grupa to panowie zakładający rodziny, którzy chcą, aby wszystko było na najwyższym poziomie, często przekraczającym ich możliwości. Czują potrzebę kupna mieszkania czy domu, posiadania dobrego auta i utrzymania rodziny, tak aby niczego jej nie brakowało. Nie potrafią oszacować swoich mocy finansowych, więc kolejne raty kredytowe zaczynają ich przerastać. W ocenie negocjatorów mają oni jednak poczucie obowiązku i chcą się porozumieć. Wywiązują się ze złożonych obietnic spłaty długów.
Dojrzeli do spłaty
Wraz z wiekiem zaciera się różnica między płciami w podejściu do regulowania zaległości. Kobiety i mężczyźni po 35. r. ż. są bardziej chętni do współpracy z firmą windykacyjną. Wiedzą, czym są sankcje wynikające z zadłużenia i rozumieją ich następstwa. Podczas rozmowy są otwarci na propozycje negocjatorów, którzy są w stanie wpłynąć na ich przekonania i zachęcić do spłaty zaległości, tak aby mogli wyjść na finansową prostą.
– Windykacja dojrzałych osób jest bardziej rzeczowa, są elastyczni i potrafią negocjować. Jeśli sami kontaktują się z firmą windykacyjną, wiedzą, po co to robią. Z naszej praktyki w obsłudze wierzytelności konsumenckich wynika, że najczęściej problemy ze spłatą tłumaczą utratą pracy. Dorosłe osoby są bardziej chętne do kooperacji i decydują się na przykład na częściową spłatę zaległości. Jest oczywiście grupa, która nie jest skłonna do regulowania zaległości i te osoby zazwyczaj jako wymówkę podają konieczność utrzymania dzieci i rodziny – wyjaśnia Jakub Kostecki.
Według obserwacji negocjatorów Kaczmarski Inkasso, dojrzali Polacy podczas pandemii potrzebują motywacji, aby zacząć działać i poszukać rozwiązań. Taki impuls dają im rozmowy z negocjatorami i wskazanie możliwości przeorganizowania swojego budżetu lub znalezienia dodatkowego źródła dochodu. Ich nieuregulowane rachunki to głównie raty kredytów, pożyczek i opłat za czynsz, prąd czy gaz.
Japonia (EWJ) jest trzecią co do wielkości gospodarką świata, drugą co do wielkości giełdą i najlepszym głównym graczem w trzecim kwartale. Dzieje się tak, lub dlatego, że jest stale pomijana. Tylko 12% badanych w naszym Pulsie Inwestora uznało Japonię za jeden z najlepszych rynków, pomimo jej taniej wyceny, bilansu gotówkowego netto, niskiej korelacji z innymi (co pomaga w cofnięciu) i rekordowych akcji w skali globalnej. Ale Japonia cierpi z powodu utrzymującej się deflacji, słabej demografii, wysokiego poziomu zadłużenia i ograniczonych praw akcjonariuszy. Nie wszystkie wyceny są tanie (patrz wykres). Jest to rynek zbieraczy akcji.
POLITYCZNIE BEZ ZMIAN
Japoński rynek akcji rozbudził w ostatnim czasie nadzieje na nowe przywództwo polityczne. Było to krótkotrwałe, ponieważ kandydat do konsensusu Fumio Kishida jest teraz premierem i ogłosił wybory na 31 października. Skupia się na wprowadzeniu szczepionek i nowych bodźcach fiskalnych, aby zwiększyć wciąż recesyjny wskaźnik PMI w Japonii i wzrost zysków tylko o połowę w stosunku do średniej światowej. Może to pomóc silnej cyklicznej strukturze sektora na rynku, podczas gdy słabsza waluta (JPY), która w tym roku jest najsłabsza spośród głównych walut „G-10”, pomaga jego eksporterom.
OD DOŁU
Skupiamy się na możliwościach w USA i Europie, ale Japonia ma swoje wyróżniki – wiele wiodących światowych firm od dynamicznie rozwijającego się przemysłu muzycznego, przez Sony (SONY), po samochody, takie jak Toyota (TM). Inni liderzy to producent gier Nintendo (NTDOY), produkty optyczne Canon (CAJ), producent leków Takeda Pharma (TAK) oraz bank Mitsubishi UFJ nr 5 na świecie (MUFG).
Ben Laidler – strateg ds. rynków globalnych w eToro
Marcin Szul dołącza do zarządu home.pl i obejmuje stanowisko Chief Financial Officera. Nowy CFO home.pl ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu finansami.
W zarządzie home.pl Marcin Szul dołącza do Macieja Kornackiego, który objął funkcję CEO home.pl w kwietniu tego roku, oraz Magdaleny Chudzikiewicz, od sierpnia będącej CCO home.pl.
Bardzo się cieszę, że dołączam do firmy home.pl, która jest liderem rynku i wciąż ma apetyt na wzrost oraz dalsze wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw w transformacji cyfrowej. To działanie szczególnie ważne w obecnej pandemicznej rzeczywistości. Rozwój naszych klientów jest możliwy między innymi dzięki innowacyjności i różnorodności usług home.pl. Stawiamy także na silny zespół oraz najnowsze rozwiązania technologiczne. Bycie liderem zobowiązuje – mówi Marcin Szul.
Nowy członek zarządu home.pl ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu finansami. Zajmował się także rachunkowością zarządczą i kontrolingiem. Ostatnie jedenaście lat spędził w PLAY na stanowisku Dyrektora Kontrolingu, a następnie CFO, zarządzając obszarem finansów i administracji. Wcześniej pracował między innymi w Orange Polska oraz UPC Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada tytuł MBA IESE Business School w Barcelonie. Ukończył również program ACCA.
GARBE Industrial Real Estate, jedna z wiodących firm branży nieruchomości logistycznych i przemysłowych w Europie, zatrudniła zespół odpowiedzialny za rozwój działalności w Polsce. Oddział z siedzibą w Warszawie tworzą Karolina Ballard i Maciej Kuklewicz.
“Z radością witamy na pokładzie dwoje wysokiej klasy profesjonalistów. Karolina i Maciej odegrają kluczową rolę w poszukiwaniu możliwości inwestycyjnych w Polsce. Ich doświadczenie i znajomość lokalnego rynku z pewnością przyczynią się do rozwoju naszego biznesu,” skomentował Martin Polák, dyrektor zarządzający GARBE na Europę Środkowo-Wschodnią.
Karolina Ballard jako Asset Manager jest odpowiedzialna za portfel logistyczny GARBE Industrial Real Estate w Polsce. Koncentruje się na akwizycji nowych inwestycji, zarządzaniu portfelem nieruchomości, jak również na ogólnym rozwoju firmy oraz wzmacnianiu relacji z lokalnymi partnerami. Jej piętnastoletnie doświadczenie w branży nieruchomości obejmuje funkcje dyrektora ds. wynajmu w Innovative Property Consulting, dyrektora ds. rozwoju w Regus, a także dyrektora ds. inwestycji i zarządzania aktywami w Mosaic Property LLP w Londynie. Jest absolwentką Kingston University i Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada dyplom z Inwestycji Alternatywnych Harvard Business School Online oraz jest członkinią Royal Institution of Chartered Surveyors.
Maciej Kuklewicz objął stanowisko Corporate Management i Project Controlling. Jako radca prawny z sześcioletnią praktyką w biznesie odpowiada za rozwój polskiego oddziału GARBE, zarządzanie przepływami pieniężnymi oraz ocenę potencjału nowych inwestycji. Wcześniej pracował jako prawnik w firmach z branży nieruchomości logistycznych: Accolade Group i Prologis, a także w FBSerwis, Linklaters oraz CMS. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim i jest członkiem Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie.
Rozpoczęcie działalności w Polsce to część strategii ekspansji GARBE Industrial Real Estate na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Równolegle z tworzeniem lokalnego zespołu, firma pozyskała od Hubergroup pierwszy projekt w Polsce – powstający w formule BTS budynek produkcyjno-magazynowy o powierzchni 22 000 mkw. we Wrocławiu. Obiekt trafił w nowe ręce w ramach transakcji sale & leaseback na okres 20 lat.
Tenis ziemny staje się coraz bardziej popularną formą uprawiania sportu. Korzyści z tej gry czerpią nie tylko profesjonaliści, ale także amatorzy. Jakie więc powody przemawiają za tym, że warto zainteresować się takim treningiem?
Silniejsze nogi i mocne kości
Walka na korcie wymaga nie tylko dużych umiejętności, ale również bardzo silnych mięśni nóg. Dużą więc zaletą trenowania tego sportu jest więc możliwość poprawy wytrzymałościowej tej części ciała. Co oczywiście ma duże znaczenie w wielu innych dyscyplinach. Na przykład biegacze czerpią bardzo konkretne korzyści z regularnego uprawiania tenisa ziemnego. Zmniejsza się ryzyko kontuzji poprzez wzmocnione kości, a same mięśnie stają się dużo bardziej elastyczne.
Lepsze możliwości nawiązywania kontaktów
Tenis ziemny to jedna z ciekawszych dyscyplin sportowych pod względem poznawania nowych osób i nawiązywania relacji. Gra odbywa się na korcie, gdzie obie strony są zwrócone bezpośrednio do siebie. Nawet spory dystans dzielący zawodników nie odgrywa tutaj znacznej roli, ponieważ obaj gracze mogą wyraźnie widzieć reakcje typu śmiech, zadowolenie lub usłyszeć krótki komentarz. Wszystko odbywa się w duchu pozytywnej rywalizacji, co widać szczególnie po zakończeniu meczu. Obaj zawodnicy ściskają sobie dłonie i zapraszają na rewanż lub spotykają się, aby porozmawiać o taktyce gry. Nie ma się więc czemu dziwić, że szczególnie za granicą ta dyscyplina święci tryumfy zwłaszcza wśród młodych osób, które dopiero uczą się zasad tenisa i spotykają się z przyjazną atmosferą na wszystkich kortach. Rodzice tych dzieci zachęcają je do tego, aby zainteresować się właśnie takimi ćwiczeniami, gdzie już od najmłodszych lat nawiązują nowe kontakty. Kto wie, może w przyszłości będzie zawodowo grać w tenisa, który staje się coraz bardziej popularny, co potwierdzają przedstawiciele takich firm jak legalne polskie zakłady bukmacherskie.
Zalety dla funkcjonowania mózgu
Gra w tenisa odbywa się najczęściej na otwartym powietrzu. Wysiłek podczas takich rozgrywek wiąże się z lepszym dotlenieniem mózgu, a tym samym następuje poprawa zdolności oceny sytuacji. Tenisiści wykazują się niezwykłą umiejętnością przewidywania tego gdzie może się znaleźć piłka w kolejnej sekundzie. Ciało musi błyskawicznie podążać za tym czego żąda umysł. Tak sprawne działania można zaobserwować właśnie u osób, które regularnie uczestniczą w rozgrywkach tenisowych.
Badacze zaobserwowali również to, że w przypadku tej dyscypliny sportu przegraną zwykle nie traktuje się jako porażki. Gracze są uśmiechnięci, nastawieni pozytywnie i pomimo niepowodzeń nie wpadają w niepotrzebną złość lub zdenerwowanie. Rzadkością są także osoby, które popadły w depresję lub cierpią na nieuzasadnione lęki.
W ostatni piątek poznaliśmy najnowsze dane o wzroście cen w Polsce. Odczyt inflacji CPI wskazał poziom 5,8% i przebił rynkowy konsensus, który zakładał wzrost cen o 5,5% r/r. Tak wysoki odczyt wywindował rentowności 10-letnich polskich obligacji skarbowych na nowe tegoroczne szczyty, do poziomu 2,22%, co jest poziomem wyższym o 1 punkt procentowy w porównaniu z początkiem roku. Na rynku rosną zakłady o to, że cykl podwyżek stóp procentowych zacznie się jeszcze w tym roku, a ścieżka wzrostu będzie szybsza niż zakłada RPP.
Metale szlachetne ostatni tydzień zakończyły wzrostami. Po silnych spadkach z początku tygodnia, zarówno złoto, jak i srebro wyraźnie odbiły. Szary metal naruszył wsparcie na poziomie 21,70 dolarów, ale ostatecznie odbił i zakończył tydzień w okolicach 22,50 dolarów. Silny popyt, który aktywował się w okolicach wsparcia to dobry prognostyk na IV kwartał.
W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie RPP, która podejmie decyzje o poziomie stóp procentowych. Mimo narastającej presji inflacyjnej wszystko wskazuje na to, że pierwsza podwyżka nie wydarzy się przed listopadem, a być może dopiero w 2022 roku. W piątek poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy, które rzucą nowe światło na postpandemiczną kondycję rynku pracy w USA.
Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.
To już 26 raz, kiedy wszystkie państwa świata spotkają się na szczycie klimatycznym – który tym razem odbędzie się w Szkocji, a jego głównym celem będzie uzgodnienie kolejnych elementów kompromisu klimatycznego z roku 2015 oraz zmniejszenie emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych. Podczas szczytu klimatycznego w Glasgow Polska może mieć do odegrania ważną rolę. Po pierwsze dlatego, że szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach okazał się sukcesem. Wówczas uzgodniono tzw. Ramy katowickie. Szczyt madrycki okazał się za to w dużej mierze fiaskiem negocjacyjnym. Nie udało się wtedy uzgodnić kluczowych wskaźników dla ograniczenia emisji. Prognozy co do tegorocznego szczytu klimatycznego są obiecujące. Ważnym z perspektywy Polski jest fakt, że jednym z tematów zapowiedzianych na COP26 będzie powrót do koncepcji globalnej edukacji ekologicznej – co z pewnością pomoże politykom w podejmowaniu odważniejszych decyzji, jakie przybliżą poszczególne państwa do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Edukacja klimatyczna w polskiej szkole realizowana jest od września 2020 r. w ramach godzin wychowawczych. Mimo obiecującego szczytu klimatycznego sytuacja pogodowa stale się pogarsza – a eksperci przekonują, że wdrożenie ambitniejszych celów i wszczęcie konkretnych działań przybliży nas do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Będzie to oczywiście jeden z wielu problemów poruszanych na szczycie klimatycznym w Glasgow.
– Obecnie wszyscy liczą na szczyt w Glasgow i to oczywiście ma uzasadnienie, ponieważ bardzo wiele zmieniło się w polityce międzynarodowej. Głównie chodzi o zmianę przywództwa w Stanach Z jednoczonych i o powrót USA do porozumień paryskich. Spotkanie przywódców 40 krajów z najwyższym poziomem emisji, które zorganizował Joe Biden, dało nowy impuls jeśli chodzi o negocjacje klimatyczne – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact w Polsce. – Należy spodziewać się, że COP26 zakończy się sukcesem. Jednym z ważniejszych tematów będzie edukacja klimatyczna. W Polsce 15 lipca uruchomiliśmy okrągły stół dla edukacji klimatycznej. Przypomnę, że ta kwestia zawarta będzie w części Colaboration – ponieważ na szczycie klimatycznym w Limie wszystkie 194 kraje przyjęły deklarację, aby wprowadzić globalną edukację klimatyczną. Z tego co wiem, temat ten będzie prezentowany przez Polskę na COP26, a mamy się czym pochwalić. Doszło do koalicji młodzieży wokół edukacji klimatycznej. Pięć głównych ruchów młodzieżowych podpisało porozumienie, dzięki któremu prowadzą wspólne działania na rzecz edukacji klimatycznej. Podczas obrad okrągłego stołu zaproponowaliśmy międzyśrodowiskowy otwarty dialog – aby zgromadzić wszystkie siły polityczne oraz naukowców przy jednym stole. Kolejnym kluczowym dla Polski tematem będą finanse. Bardzo ważną zmianą jest przeniesienie kapitału z inwestycji wysoko-emisyjnych na te nisko- i zero-emisyjne. Polska ma sporo do powiedzenia na ten temat. Jeżeli chodzi o pozostałe bloki tematyczne – to Polska także musi liczyć się z negatywnymi konsekwencjami zmian klimatu. Głównie chodzi o kryzys wodny czy też katastrofy lokalne, które będą miały miejsce. Mówimy tu o długotrwałych suszach, trąbach powietrznych czy też powodziach. Poza tym musimy liczyć się z bardzo niestabilnymi modelami pogodowymi – co sprawi, że trudniej będzie planować plony oraz uprawy. Jest to ogromne wyzwanie, które także podczas szczytu klimatycznego w Glasgow będzie poruszane – przewiduje Wyszkowski.
4 października w godzinach popołudniowych Facebook, Instagram oraz inne popularne serwisy internetowe przestały działać. Problemy potwierdził na koncie oficjalnym twitterowym Facebook, który już pracuje nad rozwiązaniem. Choć nie potwierdzono jeszcze oficjalnej przyczyny awarii, to wiele wskazuje na to, że zawiodła usługa DNS – informują specjaliści z Check Point Software Technologies.
– Facebook, Instagram, WhatsApp i inne popularne serwisy internetowe nie są dostępne przez ostatnie godziny. Chociaż wygląda to na kolosalną awarię wszystkich usług i aplikacji, przyczyną jest prawdopodobnie usługa DNS, której wszyscy używają do kierowania swoich stron i usług na urządzenia. Czym więc jest DNS? To po prostu jest protokół internetowy do konwersji znanych nazw, takich jak Facebook.com, na język znany komputerom – czyli liczby lub adres internetowy. Protokół ten dokonuje konwersji, kierując nas do usług i aplikacji, o które wnioskowaliśmy. Gdy usługa (DNS – przyp. red.) zawodzi, strony i aplikacje na pierwszy rzut oka wydają się nie działać, jednak w rzeczywistości nadal są osiągalne. – wyjaśnia Lotem Finkelsteen, szef działu wywiadu zagrożeń w Check Point Software Technologies.
„Forsowany przez rząd Polski Ład po cichu robi zamach na prywatność Polek i Polaków. Do szefa Krajowej Administracji Skarbowej będą trafiać informacje o tym co kupujemy w aptece, księgarni, kto jest naszym lekarzem czy prawnikiem” – alarmuje Hanna Gill-Piątek, przewodnicząca koła parlamentarnego Polski 2050.
Chodzi o znowelizowaną w ubiegłym tygodniu w Sejmie w ramach Polskiego Ładu ustawę Prawo Przedsiębiorców. Dodano do niej art. 19a, który nakłada na przedsiębiorców obowiązek wprowadzenia możliwości zapłaty kartą płatniczą. Nawet niewielki wiejski sklep, zakład fryzjerski czy kierowca busa będzie musiał posiadać terminal płatniczy.
Ten sam artykuł nowelizacji stanowi, że terminale płatnicze muszą współpracować z kasami rejestrującymi, które są połączone i przesyłają dane do Centralnego Repozytorium Kas, czyli Szefa Krajowej Administracji Skarbowej.
„Podstawowe ryzyko tego rozwiązania to powiązanie dokumentu sprzedaży – paragonu z numerem karty płatniczej lub inną daną ją identyfikującą” – mówi Hanna Gill-Piątek.
Jej zdaniem po wprowadzeniu tych zmian dane ze sprzedaży na kasie mogą być przekazywane do szefa Krajowej Administracji Skarbowej. A to oznacza, że informacje o kupującym z użyciem karty będą zbierane w Ministerstwie Finansów. Numer karty wystarczy do identyfikacji kupującego, więc szef KAS wiedziałby, kto, za ile, gdzie i co kupił; gdzie był i co jadł. Dotyczyć to będzie także danych o kupowanych lekach, usługach prawnych. Może mówić dużo o światopoglądzie kupującego, bo KAS będzie miał dostęp np. o wybieranych przez niego książkach.
„Prywatne zakupy przestana być prywatne, bo o wszystkim będzie wiedział szef KAS. To oczywiste, że dostęp do tych danych – w innym trybie – będzie miał też prokurator, CBA, CBŚ czy ZUS. Koniec z prywatnością zakupów” – mówi Hanna Gill-Piątek.
„Są w życiu rzeczy bezcenne. Za inne zapłacisz kartą, a ile, za co i kiedy, będzie mógł wiedzieć minister finansów. Matrix? Nie, polski Ład” – komentuje posłanka Polski 2050.
Hannę Gill-Piątek niepokoi również tryb, w jakim mają być wprowadzone nowe przepisy. Zwraca uwagę, że tempo sejmowych prac nad Polskim Ładem, liczącym z uzasadnieniem około 700 stron, jest zbyt duże, by wnikliwie zanalizować wszystkie przepisy.
„Podobnie było z tarczami antykryzysowymi, w których potem odnajdowano wrzutki odbiegające od tematyki walki ze skutkami Covid-19. Teraz może być podobnie” – ostrzega Hanna Gill-Piątek.
Kontrowersyjna nowelizacja w ramach Polskiego Ładu z komentarzami
Art. 22. W ustawie z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2021 r.
poz. 162) wprowadza się następujące zmiany:
1) w art. 19 w pkt 2 wyrazy „15 000 zł” zastępuje się wyrazami „8 000 złˮ;
2) po art. 19 dodaje się art. 19a w brzmieniu:
„Art. 19a. 1. Przedsiębiorca zapewnia możliwość dokonywania zapłaty w każdym miejscu, w którym działalność gospodarcza jest faktycznie wykonywana, w szczególności w lokalu, poza lokalem przedsiębiorstwa lub w pojeździe wykorzystywanym do świadczenia usług transportu pasażerskiego, przy użyciu instrumentu płatniczego w rozumieniu ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych (Dz. U. z 2020 r. poz. 794 i 1639 oraz z 2021 r. poz. 355 i 1598).
Przepisu ust. 1 nie stosuje się do przedsiębiorcy, który nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących, o których mowa w ustawie z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2021 r. poz. 685, 694, 802, 1163, 1243 i …).
Przedsiębiorca, który zapewnia możliwość przyjmowania płatności przy użyciu terminala płatniczego i prowadzi ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących, które umożliwiają połączenie i przesyłanie danych między kasą rejestrującą a Centralnym Repozytorium Kas, określone w art. 111a ust. 3 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług, zapewnia współpracę kasy rejestrującej z terminalem płatniczym zgodnie z wymaganiami technicznymi dla kas rejestrujących, określonymi w przepisach wykonawczych wydanych na podstawie tej ustawy.
Minister właściwy do spraw gospodarki, w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych, może zwolnić, w drodze rozporządzenia, na czas określony, niektórych przedsiębiorców z obowiązku, o którym mowa w ust. 1, mając na uwadze możliwości techniczno-organizacyjne zapewnienia konsumentowi prawa do zapłaty przy użyciu instrumentu płatniczego.”.
Po pierwsze już wprowadzono obowiązek przyjmowania gotówki. Teraz wprowadza się obowiązek przyjmowania płatności kartą. Praktycznie każdy, kto prowadzi kasę rejestrującą będzie musiał obsługiwać płatności kartą, nawet wiejski sklep.Oczywiście, zapis można interpretować – z trudem – jako obowiązek dotyczący tylko rozliczeń z przedsiębiorcą. To jednak nie ma znaczenia, gdyż i tak każdy przedsiębiorca prowadzący kasę fiskalną musiałby posiadać terminal, inaczej nie mógłby innemu przedsiębiorcy dać takiej możliwości, choćby taki przedsiębiorca pojawiał się u niego raz w miesiącu. Gdyby już go miał, to trudno sobie wyobrazić, aby odmawiał przyjmowania płatności kartą od konsumentów. Nawet gdyby tak zrobił, to i tak będzie ponosił koszty utrzymania terminala i spełnienia wymagań dla jego działania (łącze internetowe).
W przypadku niespełnienia ww. warunku pozbawia się przedsiębiorcę możliwości skorzystania z różnych ułatwień podatkowych(str. 204-205 uzasadnienia).
Drugi ważny wątek, to postanowienie ust. 3. Zgodnie z nim terminale płatnicze muszą współpracować z kasami rejestrującymi, które są połączone i przesyłają dane do Centralnego Repozytorium Kas – czyli Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Zasady współpracy określi Minister Finansów w rozporządzeniu (chodzi o zmianę rozporządzenia MF z dnia 29 kwietnia 2019 r. w sprawie kas rejestrujących – na podstawie art. 111 ust. 7a i art. 145a ust. 15 ustawy o VAT).
Ani ustawa ani uzasadnienie do Polskiego Ładu nie precyzują celu tej współpracy i zakresu danych wymienianych między terminalem płatności a kasą fiskalną. Zdanie się na rozporządzenie wydaje się z pozoru niegroźne. Zależy jednak jakie to będą dane. Podstawowym ryzykiem jest powiązanie dokumentu sprzedaży (paragonu) z numerem karty płatniczej lub inną daną ją identyfikującą. Gdyby terminal razem z kasą fiskalną przyporządkowywały paragon do karty, a kasa przekazywałaby te dane do Szefa KAS, oznaczałoby to, że dane każdego kupującego z użyciem karty byłyby zbierane w MF. Oczywiście nie byłoby tam imienia i nazwiska (chyba), ale sam numer karty wystarczy do identyfikacji. Szef KAS wiedziałby, kto, za ile, gdzie i co kupił, a więc i gdzie był, co jadł. Dotyczyć to będzie także danych medycznych (kupił w aptece taki lek albo był u urologa), korzystania z porad prawnych, a częściowo także dotyczących wyznania (kupił Biblię albo Koran) i innych sfer życia prywatnego. Gdyby z paragonem szła informacja o numerze karty, która posłużyła do zapłaty, właściwie prywatne zakupy przestałyby być prywatne. Wszystko wiedziałby Szef KAS i dzieliłby się tą wiedzą z innymi organami.
Zgodnie z art. 111 ust. 4 ustawy o VAT: Szef Krajowej Administracji Skarbowej udostępnia dane z kas rejestrujących zgromadzone w Centralnym Repozytorium Kas ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych, dyrektorom izb administracji skarbowej, naczelnikom urzędów skarbowych i naczelnikom urzędów celno-skarbowych, w zakresie niezbędnym do wykonywania obowiązków ustawowych.
Jest oczywiste, że dostęp do tych danych w trybie odrębnym, właściwym dla tych organów, miałyby także prokurator, CBA, CBŚ czy inne organy ścigania, ale pewnie także sądy, np. w sprawach cywilnych czy rozwodowych, czy ZUS. Koniec z prywatnością zakupów, ale i co za tym idzie, inną prywatnością z tym związaną.
Nie ma co wierzyć, że to będzie dotyczyć tylko przedsiębiorców. Kasa przecież będzie się zachowywać tak samo, chyba że wprowadzony zostałby przepis, że sprzedawca inaczej obsługuje przedsiębiorcę (dodaje numer karty do paragonu) a inaczej konsumenta (nie dodaje numeru karty do paragonu). Jednak to rodziłoby z całą pewnością masę pomyłek i problemów i chyba nie o to chodzi ustawodawcy.
Nie ma też, co wierzyć, że numery kart są zaszyfrowane, tak że nie da się ich przyporządkować do człowieka. Tak nie jest i nie będzie, gdyż algorytmy hashujące dają zawsze jeden wynik dla danego ciągu znaków. Oznacza to, że zawsze jeden numer karty daje jeden wynik hasha (szyfrogramu), czyli jest skończona liczba hashy (wcale nie zbyt wielka – 9.999.999.999.999.999, zwykły laptop dopasuje hash z tablicy w ułamek sekundy).
Za niespełnienie warunku z ust. 3 przewiduje się karę pieniężną w wysokości 5000 zł– zgodnie z art. 14 pkt 19 Polskiego Ładu (do art. 111 ustawy o VAT dodaje się ust. 6kb).
Rynki skupiały się w zeszłym tygodniu na rosnącej na całym świecie presji inflacyjnej. Są szanse, że w jej obliczu bankierzy centralni, szczególnie w krajach rozwiniętych, mogą być spóźnieni z zacieśnieniem polityki pieniężnej. W regionie CEE ów proces już trwa i sprzyja lokalnym walutom. Mało prawdopodobne jednak, by RPP poszła tym tropem już w październiku.
Pozytywne skutki zacieśniania polityki obserwujemy w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie jastrzębie działania lub retoryka banków centralnych przełożyły się na umocnienie większości walut. W ostatnim tygodniu imponującą podwyżką zaskoczyły Czechy. Bank centralny (NBC) podniósł stopę referencyjną o 75 pb. – wyżej od oczekiwań i najmocniej od 24 lat.
Dolar amerykański w ostatnich dniach korzystał zaś na wzroście rentowności amerykańskich obligacji i gołębich sygnałach płynących z Europejskiego Banku Centralnego. Amerykańska waluta w zeszłym tygodniu była jedną z najlepiej radzących sobie na świecie i zakończyła go na solidnym plusie względem większości głównych walut.
Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie publikacja wrześniowego raportu z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls, NFP). W tym tygodniu odbędzie się również kilka posiedzeń banków centralnych, w tym australijskiego i nowozelandzkiego. Spodziewamy się kontynuacji ostatnich jastrzębich zaskoczeń, ponieważ presja inflacyjna spowodowana nadmiernym popytem i napiętymi łańcuchami dostaw nie wykazuje oznak osłabienia, co powinno wspierać waluty tych krajów.
PLN
Polski złoty ma za sobą kolejny niezwykle ciekawy tydzień. Po początkowej silnej wyprzedaży (wtorek 28.09 był dla niego najgorszym dniem od grudnia) z nawiązką odrobił wszystkie straty. Wsparły go z jednej strony minutki z posiedzenia RPP – które zasugerowały, że decydenci mogą być przychylniejsi podwyżkom stóp procentowych – a z drugiej mocno jastrzębia decyzja NBC. Uspokojenie sentymentu rynkowego pod koniec tygodnia też sprzyjało umocnieniu waluty.
W tym tygodniu w kontekście złotego istotne będzie zarówno otoczenie zewnętrzne, jak i sygnały z Rady Polityki Pieniężnej. Środowe posiedzenie niemal na pewno nie przyniesie podwyżki stóp procentowych, inwestorzy będą jednak uważnie analizować ton komunikatu po spotkaniu oraz informacje z konferencji prasowej prezesa Glapińskiego w czwartek 7.10. Spodziewamy się, że listopad lub grudzień przyniosą rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp w Polsce. Jeśli tak się nie stanie, złoty może otrzymać mocny impuls do deprecjacji.
EUR
Raport inflacyjny ze strefy euro przyniósł kolejne zaskoczenie w górę, mimo że na kilka dni przed jego publikacją oczekiwania dotyczące dynamiki cen istotnie wzrosły. Inflacja we wrześniu osiągnęła poziom 3,4%, najwyższy od 2008 r. Zwiększyła się również zazwyczaj mniej zmienna inflacja bazowa, która wyniosła 1,9%. Niemniej warto zaznaczyć, że skala wzrostu cen była tak duża w znacznej mierze z uwagi na efekt niskiej bazy okresu odniesienia.
Gwałtownie rosnące ceny energii powinny zapewnić amunicję dla jastrzębiego skrzydła EBC, które w ostatnim czasie było osobliwie mało aktywne. Opublikowane w tym tygodniu minutki będą stanowiły dość przestarzałe wieści, niemniej będziemy uważnie śledzić wystąpienia członków banku.
USD
Dyskusja o limicie zadłużenia w USA wydaje nam się jednym z tych sztucznych problemów, które rynki powinny zupełnie zignorować. Wszystko wskazuje, że tak właśnie się stało – nieznacznie wzrosły jedynie rentowności bonów skarbowych. Znacznie ważniejsze są pojawiające się informacje o inflacji – w zeszłym tygodniu ponownie wyższy od oczekiwań okazał się deflator wydatków konsumpcyjnych (PCE).
Raport NFP publikowany w piątek 8.10 powinien pokazać kolejną solidną, ale nie imponującą zmianę zatrudnienia netto. Będziemy uważnie przyglądać się płacom, wypatrując oznak, że pracownicy w końcu stawiają opór realnym cięciom płac, których doświadczali dotąd w tym roku.
GBP
Nagłówki gazet w Wielkiej Brytanii o brakach i kolejkach na stacjach benzynowych nie pomagają gołębiemu skrzydłu Banku Anglii (BoE) w przekonywaniu do swoich racji. W konsekwencji rynek modyfikuje oczekiwania dotyczące działań ze strony BoE i obecnie zakłada, że podniesienie stóp procentowych nastąpi podczas pierwszego posiedzenia w 2022 r. Naszym zdaniem może nadejść nawet wcześniej.
Funt nie doświadczył jednak z tego tytułu istotnej aprecjacji. Walutę w dół ściągały słabość euro i ogólne pogorszenie sentymentu do brytyjskich aktywów, spowodowane obrazami kolejek i braków. Spodziewamy się, że sytuacja ulegnie zmianie, a perspektywa szybszych podwyżek stóp procentowych pomoże funtowi i waluta co najmniej przestanie się osłabiać.
CHF
Frank szwajcarski zakończył tydzień mniej więcej w połowie stawki walut G10. Był wspierany przez pojawiającą się awersję do ryzyka, ale radził sobie gorzej niż inne waluty safe haven, reagując na gwałtowne zmiany rentowności w USA. Wpasował się w szerszą słabość głównych europejskich walut.
Zeszłotygodniowe dane wybiegające naprzód zaskoczyły w górę, w szczególności PMI dla przemysłu, który we wrześniu nieoczekiwanie wzrósł do 68,1 pkt. Indeks dla usług również poszedł w górę, co wskazuje na jeszcze silniejszą poprawę w tym sektorze.
Kluczowy w tym tygodniu odczyt ze Szwajcarii, czyli inflacja we wrześniu, jest już za nami. Dane pokazały niższą inflację niż oczekiwano (0,9% wobec 1,1% spodziewanych przez konsensus). W kontekście zachowania franka w nadchodzących dniach skupimy się głównie na zmianach rentowności amerykańskich obligacji i sentymentu do ryzyka. Powinny one być dla waluty istotniejsze niż jakiekolwiek wieści z kraju.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Xebia, holenderska spółka zajmująca się doradztwem IT, ogłosiła dziś przejęcie PGS Software, wiodącego polskiego producenta oprogramowania i eksperta w dziedzinie technologii chmurowych. Tym samym wezwanie na zakup akcji PGS Software zakończyło się sukcesem, Wzywający nabędzie akcje reprezentujące ponad 95% głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, zamiarem Xebii jest przeprowadzenie przymusowego wykupu akcji i wycofanie spółki z giełdy.
To już piąte przejęcie Xebii w tym roku. Spółka kontynuuje ekspansję zgodnie ze swoją strategią rozwoju, opierającą się na współpracy z innymi liderami branżowymi w celu wzmocnienia swojej pozycji jako autorytetu w globalnym procesie cyfryzacji.
Xebia i PGS Software wspólnie zatrudniają 3100 pracowników i są fizycznie obecne w czternastu krajach. Dzięki PGS Software, Xebia rozszerza swoje możliwości cyfrowe i dodaje do swojego portfolio usługi nearshoringowe. W rezultacie klienci otrzymają zwiększoną dostępność usług, wzrośnie również szybkość wprowadzania nowych rozwiązań na rynek i ich innowacyjność. Dołączenie do Xebia wzmacnia globalną pozycję PGS Software na rynku i oferuje jej ambitnemu zespołowi dostęp do większych projektów i poszerza możliwości rozwoju.
PGS Software to jedna z największych firm informatycznych w Europie, posiadająca biura w Polsce, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Dzięki ponad 800 ekspertom cyfrowym zapewnia doskonałe aplikacje mobilne i internetowe oraz oprogramowanie, technologie chmurowe, dane, nearshoring i offshoring na całym świecie. Początkowo firma skupiała się na rozwoju oprogramowania. Obecnie 95% projektów jest związanych z chmurą, co przyczyniło się do nawiązania przez PGS Software współpracy z AWS, Microsoft i Google. Od momentu powstania w 2005 roku, PGS Software pomyślnie zrealizowało 2800 projektów dla takich klientów jak Trust Payments, Giacom i Omio. Firma w ciągu ostatnich czterech kwartałów osiągnęła przychody przekraczające 35 mln Euro.
Xebia jest globalnie działającym pionierem IT, świadczącym wysokiej jakości usługi konsultingowe, które obejmują wszystkie aspekty transformacji cyfrowej. Od tworzenia oprogramowania po chmurę, dane, sztuczną inteligencję, doradztwo w zakresie oprogramowania, DevOps i Agile. Do jej klientów należą m.in. Disney, Ahold Delhaize, Tesco, Philips czy bank ING. Xebia zatrudnia 2300 osób, którzy pracują w strategicznie zlokalizowanych biurach w Europie, regionie Azji i Pacyfiku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, a jej przychody wynoszą ponad 150 milionów Euro rocznie.
„Cieszymy się, że możemy współpracować z PGS Software. Wspólnie zwiększamy zasięg i możliwości obsługi naszych klientów na całym świecie oraz oferujemy rozszerzony zakres oprogramowania. Łącznie liczymy ponad 3100 pracowników obecnych w czternastu krajach. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu, know-how i rozległej sieci PGS Software, będziemy ekspertem we wszystkich domenach cyfrowych i zapewnimy naszym klientom mieszane opcje shore’owe.” – powiedział Anand Sahay, co-CEO Xebii.
“Xebia zapewnia nam nieskończone możliwości rozwoju. Nie tylko podczas dzisiejszego boomu IT, ale jeszcze długo po nim. Współpraca z Xebią oznacza dołączenie do dużych, jeszcze bardziej globalnych, innowacyjnych i ambitnych technologicznie projektów oraz rozszerzenie portfolio usług IT. Nasze obszary specjalizacji wzajemnie się uzupełniają, a kultura i wartości naszej firmy są do siebie bardzo podobne – doskonale do siebie pasujemy.” – stwierdził Wojtek Gurgul, Prezes PGS Software.
„Wejście w partnerstwo na taką skalę jest dla Xebii krokiem milowym. W czołowym polskim software house, jakim jest PGS Software, znaleźliśmy partnera z równą pasją do budowania mocnych, cyfrowych relacji z dostawcami chmury, takimi jak AWS. Spółka ma również zbliżone do nas wartości. Dzięki wiedzy, umiejętnościom i doświadczeniu PGS Software możemy zrobić duży krok naprzód, zgodnie z naszą misją budowania szerokiego autorytetu na rynku IT” – dodał Andrew de la Haije, co-CEO Xebii.
PGS Software i Xebia będą wspólnie dostarczać dostosowane do potrzeb klientów usługi technologiczne i doradztwo informatyczne dla istniejących i nowych klientów. Prezes PGS Software, Wojtek Gurgul, zostanie członkiem globalnego zespołu kierowniczego Xebii. Akwizycja zostanie zasygnalizowana dodaniem „Proudly part of Xebia” do logo firmy PGS Software.
Zapisy na wezwanie dotyczące zakupu akcji PGS Software zakończyły się 29 września. Rozliczenie transakcji planowane jest na 5 października. Doradcą finansowym i pośrednikiem w wezwaniu jest Santander Bank Polska S.A. – Santander Dom Maklerski.
Zmiany przepisów ustawy o VAT dotyczące handlu elektronicznego, w tym importu małych przesyłek do UE, zwane „pakietem e-commerce” zostały wprowadzone z dniem 1 lipca 2021 r. Wydane przez ustawodawcę objaśnienia podatkowe w zakresie e-commerce liczą 97 stron i dotyczą między innymi wewnątrzwspólnotowej sprzedaży towarów na odległość WSTO, która zastąpiła pojęcie „sprzedaży wysyłkowej z i na terytorium kraju”. Wraz z tą zmianą wprowadzono też odpowiednie modyfikacje przepisów związanych z tym rodzajem sprzedaży.
Definicja WSTO
Zasadniczo definicja WSTO odpowiada poprzedniej definicji sprzedaży wysyłkowej z i na terytorium kraju. Katalog nabywców WSTO nie uległ zmianie w porównaniu do sprzedaży wysyłkowej. Jednak w definicji WSTO doprecyzowano, że obejmuje ono także dostawy towarów, w których transporcie czy wysyłce dostawca uczestniczy pośrednio, zgodnie z przepisami Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 z dnia 15 marca 2011 r. WSTO nie wystąpi natomiast w przypadku, gdy nabywca transportuje towary samodzielnie lub z udziałem osoby trzeciej, ale dostawca nie bierze udziału w transporcie ani bezpośrednio, ani pośrednio.
Miejsce dostawy
Po przekroczeniu progu 10 tys. euro (42 tys. zł) sumy całkowitej wartości dostaw towarów dokonywanych w ramach WSTO i usług TBE świadczonych na rzecz klientów, miejscem dostawy w przypadku WSTO jest państwo, w którym kończy się wysyłka lub transport towaru. W przypadku nieosiągnięcia wysokości tego progu co do zasady podatnik ma możliwość wyboru miejsca opodatkowania, z tym że wybór innego państwa został obarczony obowiązkami wcześniejszego zawiadomienia, a naruszenie tego obowiązku może skutkować podwójną zapłatą podatku VAT, co znacznie pogorszy marże na transakcji.
Ponadto Ministerstwo w wydanych objaśnieniach zwraca uwagę, że określając miejsce opodatkowania dla transakcji WSTO dokonywanej począwszy od 1 lipca 2021 r., należy uwzględnić również wartość usługi TBE i sprzedaży wysyłkowej z terytorium kraju realizowanych w roku kalendarzowym 2020 oraz w pierwszej połowie 2021 r.
Raportowanie na kasie fiskalnej i w JPK VAT
W objaśnieniach Ministerstwo potwierdziło, że w przypadku, gdy miejscem opodatkowania WSTO będzie terytorium innego państwa UE (zasadniczo, gdy sprzedaż WSTO przekroczy 42 tys. zł, chyba że przedsiębiorca złoży w terminie specjalne zawiadomienie VAT-29), podatnicy nie będą podlegać obowiązkowi raportowania sprzedaży WSTO na kasie fiskalnej. Z kolei w raportowaniu JPK taka transakcja będzie wykazana jako dostawa towarów poza terytorium Polski, jeżeli w momencie rozpoczęcia wysyłki towar znajdował się na terytorium Polski. Od 1 stycznia 2022 r. dodatkowo takie transakcje będzie trzeba oznaczyć jako „WSTO_EE”.
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku opodatkowania sprzedaży w Polsce. Wówczas obowiązek ewidencjonowania na kasie sprzedaży na rzecz osób fizycznych wystąpi, a w raportowaniu JPK należy taką transakcję wykazać jako sprzedaż krajową z właściwą stawką.
Fakturowanie
Podstawową kwestią interesującą podatników jest sposób fakturowania WSTO. W objaśnieniach MF wskazuje, że w sytuacji, gdy podatnik nie będzie korzystać z OSS, to każdy przypadek WSTO będzie wiązał się z koniecznością wystawienia faktury zgodnie z przepisami państwa miejsca opodatkowania. Z kolei w przypadku korzystania z procedury szczególnej (OSS) faktury można wystawiać zgodnie z przepisami państwa identyfikacji (Polski). Zatem w przypadku korzystania z OSS występuje korzyść dla podatników w postaci możliwości wystawienia faktury w oparciu o polskie przepisy ustawy o VAT.
Zwolnienie podmiotowe z VAT, a WSTO
Sprzedaż WSTO może dotyczyć także podatników zwolnionych podmiotowo z podatku VAT w Polsce (art. 113 ust. 1 ustawy o VAT) w sytuacji, gdy ich sprzedaż WSTO do krajów UE przekroczy próg 42 tys. zł. Należy wówczas przeanalizować przepisy państwa dostawy towarów pod kątem zwolnienia i jeżeli nie będzie takiej możliwości, zarejestrować się w tym kraju i rozliczyć podatek lub skorzystać z procedury OSS. Innymi słowy, podatnicy VAT zwolnieni podmiotowo, którzy obecnie mają zazwyczaj niewiele do czynienia z procesem deklarowania i zapłaty podatku VAT, będą musieli zwracać większą uwagę na zagraniczne transakcje wysyłkowe/usługi elektroniczne, zwłaszcza pod kątem możliwości opodatkowania ich w innym niż Polska kraju.
Dokumentacja
W przypadku WSTO duże znaczenie ma obowiązek dokumentacyjny oraz raportowanie WSTO w odpowiednim okresie, w zależności od posiadanej dokumentacji wywozowej. W przypadku, gdy podatnik nie posiada dokumentacji do dnia złożenia deklaracji, musi wykazać sprzedaż jako sprzedaż krajową, którą będzie mógł skorygować w okresie, w którym otrzyma dokumentację potwierdzającą wywóz. Nie zwalnia to jednocześnie przedsiębiorcy z obowiązku właściwego zaraportowania sprzedaży w innym państwie. Oznacza to, że w skrajnych sytuacjach braku właściwej dokumentacji podatnik może być zobowiązany zapłacić podatek VAT w dwóch krajach.
Autor:Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Inflacja w Polsce wciąż przyspiesza. Wielu analityków zastanawia się, czy to już czas na symboliczną podwyżkę stóp procentowych w Polsce. Jeszcze niedawno tych szans nie było, jeszcze niedawno inflacja nie szła jednak w stronę 6%.
Inflacja wynosi już 5,8%
Analitycy spodziewali się, że inflacja będzie wysoka. Zakładano jednak, że 20-letnie rekordy na 5,5% nie zostaną poprawione. Mylono się, a wynik wyniósł imponujące 5,8%. Jesteśmy zatem 2,3% powyżej celu inflacyjnego. Wysoki wzrost cen nie jest oczywiście tylko polskim problemem. W Europie są kraje z wyższą inflacją, m.in. Turcja, Ukraina, Białoruś i Rosja. Najwyższa inflacja w Unii Europejskiej to 5,3% na Litwie. Hipoteza, że dokładamy jakąś cegiełkę do światowego trendu jest zatem uzasadniona. Jak przekłada się to na rynki walutowe? Im bardziej rośnie inflacja, tym większa szansa na podwyżkę stóp procentowych. Wzrost stóp procentowych powoduje z kolei umacnianie się złotego. To właśnie dlatego euro kosztuje już 4,57 zł
Koniunktura w Europie a w USA
W piątek poznaliśmy odczyty wstępne PMI dla przemysłu. Zgodnie z oczekiwaniami optymizm w Europie wyraźnie spada. Wskaźnik PMI dla strefy euro spadł z 61,4 pkt na 58,6 pkt. Zmiana ta pojawiła się w większości dużych gospodarek. Należy pamiętać, że to nadal dobry wynik, po prostu nie tak dobry jak wcześniej. Z drugiej strony optymizm ankietowanych za Oceanem wciąż rośnie. To właśnie tłumaczy, dlaczego euro kosztowało w zeszłym tygodniu poniżej jednego dolara i szesnastu centów.
Bitcoin odzyskuje siły
Piątek przyniósł dość niespodziewane wzrosty najpopularniejszej kryptowaluty świata. Przez chwilę zyskiwała ona nawet 10% na wartości. Działo się to wszystko pomimo napływających niepokojących dla całej branży walutowej informacji z Chin. Głośno mówi się o całkowitej delegalizacji ze względu na niedobory energii elektrycznej spowodowane przez tzw. górników. W tle mamy również kwestię rozwoju rynku kryptowalut poza bitcoinem. Trend ten co prawda spowolnił w czerwcu, ale udział bitcoina w łącznej kapitalizacji rynku wynosi już ledwo powyżej 40%.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Ceny kryptoaktywów wahały się do końca września, nie osiągając zysków przez większość miesiąca, a w niektórych przypadkach nie utrzymywały nawet swojej wartości.
Jednak główne kryptowaluty odbiły się w weekend dzięki pozytywnym komentarzom Gary’ego Genslera z SEC.
Bitcoin zaliczył mocny tydzień, mimo że pod koniec września spadł poniżej 42 000 dolarów. Początek października zbiegł się ze wzrostem ceny kryptowaluty w ciągu weekendu. Obecnie kształtuje się na poziomie nieco poniżej 48 000 dolarów.
Ethereum pod koniec zeszłego miesiąca spadł do poziomu 2 800 dolarów, a w ciągu weekendu skoczył w górę i obecnie wynosi około 3 350 dolarów.
Szef SEC wzywa do ochrony konsumentów kryptowalut… ale potem ponawia wsparcie dla ETF-ów powiązanych z kryptowalutami
Gary Gensler powiedział, że inwestujący w kryptoaktywa zasługują na taką samą ochronę i zabezpieczenia przed oszustwami i manipulacjami, jak deponenci bankowi lub nabywcy polis ubezpieczeniowych.
Szef SEC przyznał, że wielkość rynku kryptowalut oznacza, że teraz nadszedł czas, aby ci inwestorzy zostali objęci ochroną w taki sam sposób, jak gdyby inwestowali w bardziej tradycyjne aktywa, takie jak fundusz inwestycyjny. Jego uwagi dotyczyły w szczególności inwestorów, którzy oczekują zwrotu ze swoich aktywów w ujęciu rocznym.
Jednak pomimo zwrócenia uwagi na ostrzeżenia, po raz kolejny potwierdził swoje poparcie dla funduszy ETF na kontrakty futures powiązane z najwyższą kryptowalutą według wartości rynkowej, co doprowadziło do spekulacji, że Stany Zjednoczone mogą zatwierdzić ten pomysł.
Podobnie jak w sierpniu, Gensler wyróżnił w szczególności bitcoinowe ETF-y, które inwestują w kontrakty terminowe, będące przedmiotem obrotu na Chicago Mercantile Exchange. Niezależnie od wyniku, BTC zareagował pozytywnie na jego komentarze, co doprowadziło do ponownego optymizmu.
“Krypto nie jest „drugim przyjściem mesjasza” – Musk
Elon Musk ponownie przedstawił swoje poglądy na temat kryptowalut, mówiąc amerykańskim regulatorom, aby „nic nie robili”. Jego komentarze odnosiły się do jego przekonania, że możliwe działania rządu mogą „spowolnić rozwój [krypto i bitcoinów]”.
Zwolennik samoistnego rozwoju kryptoaktywów ma nadzieję, że kryptowaluty ostatecznie pomogą zredukować błędy i opóźnienia w systemach monetarnych starszego typu.
W przeciwieństwie do poprzednich komentarzy, jego poglądy nie wydawały się mieć dramatycznego wpływu na ceny akcji, ale biorąc pod uwagę, że regulacja jest w tej chwili tak gorącym tematem, nie powinno być zaskoczeniem, jeśli zobaczymy coraz więcej komentarzy wpływających na rynek, ponieważ temat nadal cieszy się publicznym zainteresowaniem.
Pierwszy kryptowalutowy fundusz inwestycyjny zatwierdzony w Szwajcarii
Szwajcaria wkroczyła w nowy etap po tym, jak szwajcarski regulator finansowy wydał w zeszłym tygodniu zezwolenia na utworzenie krajowego funduszu inwestycyjnego kryptoaktywów i krajową usługę przechowywania aktywów cyfrowych.
Zaledwie kilka dni po tym, jak chiński bank centralny skomentował, że BTC i inne finansowe blockchainy stanowią zagrożenie dla stabilności gospodarczej, FINMA formalnie zatwierdziła pierwszy tego rodzaju fundusz inwestycyjny w Szwajcarii, aby „ułatwić poważne innowacje… w sposób konsekwentnie neutralny pod względem technologicznym”.
Nowy fundusz Crypto Market Index będzie otwarty dla „wykwalifikowanych inwestorów”, umożliwiając inwestowanie w kryptoaktywa z „wystarczająco dużym wolumenem obrotu”.
Biorąc pod uwagę, że Szwajcaria ma jeden z największych sektorów bankowych na świecie i odpowiada za około 25 proc. globalnego zarządzania aktywami transgranicznymi, szansa dla inwestorów na uzyskanie dodatkowej ekspozycji na kryptowaluty w tej przestrzeni może być ekscytująca.
Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro
Rozwój systemów klasy ERP w ostatnich latach nabrał dynamiki. Nie są już to tylko rozwiązania wybierane przez duże, wiodące korporacje, ale także przez mniejsze, intensywnie rozwijające się firmy. Nietrudno więc zauważyć wzrost potencjału związanego z wykorzystaniem oprogramowania wspierającego procesy biznesowe.
Pojawia się zatem pytanie: czego obecnie możemy oczekiwać po nowoczesnych rozwiązaniach ERP? Poniżej przedstawiamy drugą część, naszym zdaniem najciekawszych, obecnych trendów systemowych. Z pierwszą częścią artykułu można zapoznać się TUTAJ.
Proaktywna kontrola procesów i otwarta architektura systemów ERP
Wykorzystanie Internetu Rzeczy (IoT) w systemach ERP otwiera drogę do proaktywnej kontroli procesów. Integracja ERP z IoT, polegająca na dwukierunkowej komunikacji między obiektami podłączonymi do sieci, instalowanymi sensorami i systemami przetwarzającymi dane, zapewni m.in. lepszy nadzór nad procesem produkcyjnym oraz zautomatyzowanie procesów sprzedażowych i serwisowych. Czyż nie lepiej byłoby z wyprzedzeniem otrzymywać informacje o potencjalnej możliwości awarii serwisowanego urządzenia i zastosować działania prewencyjne, a nie rozpoczynać serwis dopiero w momencie gdy do takiej awarii dojdzie?
Architektura i jej otwartość w nowoczesnych systemach ERP, zapewnia obecnie nie tylko personalizację, czyli dostosowanie sposobu użytkowania oprogramowania na bardziej intuicyjne i przyjazne w obsłudze, samodzielnie przez indywidualnego ich użytkownika. Pozwala także na automatyzacje procesów – alerty, powiadomienia, ustawianie autonomicznych działań systemu w tle itp.
Dzięki wbudowanym narzędziom integracyjnym systemy ERP zapewniają wymianę danych z istniejącym parkiem maszynowym przedsiębiorstwa, systemami nestingowymi, CAD/CAM, czy systemami spedytorskimi.
Równie istotną cechą tego typu rozwiązań jest ich mobilność, która umożliwia łatwy i szybki dostęp do danych w dowolnym miejscu i o dowolnym czasie, na dowolnym urządzeniu (smartfon, tablet, laptop).
Dowolny sposób uruchomienia – własna infrastruktura vs rozwiązania chmurowe
Obecnie klienci maja możliwość swobodnego modelu uruchomienia swojego systemu ERP.
Można go zainstalować na własnym sprzęcie, we własnej serwerowni oraz z własnymi systemami zabezpieczeń i kopii bezpieczeństwa. Inwestycja w sprzęt jest jednorazowa, ale na początku znaczna, kosztowo podlegająca odliczeniom amortyzacyjnym rozciągniętym w czasie. Parametry sprzętu w początkowej fazie użytkowania takiej infrastruktury są zazwyczaj nadmierne, z czasem się wyrównują do końcowej fazy, gdy przestają być wystarczające i następuje konieczność jej modernizacji.
Można także zainstalować system ERP w chmurze, czyli na wynajętych zasobach w Centrach Danych (np. Oracle Cloud). Tutaj parametry dzierżawionych zasobów sprzętowych są dostosowywalne do aktualnych potrzeb klienta, przez cały okres dzierżawy. Nie ma tutaj nadmiarowych zasobów za które się zapłaciło, bowiem wysokość miesięcznie ponoszonych kosztów jest adekwatna do rzeczywistej potrzeby. Nie ma także konieczności modernizacji sprzętu, gdyż płacimy za uzgodnioną i wymaganą moc obliczeniową. Rozwiązania w chmurze ułatwiają znacząco działanie systemu w organizacjach rozproszonych, doskonale wpisując się w model pracy zdalnej, gdzie miesięczne obciążenia za dzierżawę można wliczyć bezpośrednio w koszty.
Od strony finansowej, niebagatelną różnicą obydwu rozwiązań jest inny sposób rozliczania kosztów infrastruktury sprzętowej – albo chcemy je potraktować jako wydatki kapitałowe (Capex), albo wydatki operacyjne (Opex).
Potencjał systemów ERP oczywiście nie kończy się na powyższych przykładach. Więcej informacji o nowoczesnych rozwiązaniach systemowych znaleźć można m.in. w ofercie proponowanego przez nas oprogramowania IFS Applications. Sprawdź, jak szerokie spektrum możliwości oferują najlepsze systemy klasy ERP w Polsce!
Dominika Bettman dołączy do zespołu Microsoft w Polsce i obejmie stanowisko dyrektor generalnej zastępując Marka Loughrana, który zarządzał polskim oddziałem firmy od ponad 4,5 roku. Dominika Bettman obejmie stanowisko w grudniu i będzie odpowiedzialna za wszystkie działania Microsoft w Polsce, w tym za realizację planu transformacji Polskiej Doliny Cyfrowej.
Dominika Bettman posiada branżową wiedzę i doświadczenie zdobyte podczas ponad 26-letniej pracy w firmie Siemens na stanowiskach prezeski zarządu i dyrektorki Digital Industries. Będzie odgrywać kluczową rolę w dalszym wzmacnianiu 30-letniej historii współpracy Microsoftu z lokalnymi firmami, przedsiębiorstwami, organizacjami sektora publicznego oraz partnerami na drodze do innowacji i transformacji cyfrowej polskiego rynku.
„Technologia, która przenika obecnie do wszystkich dziedzin biznesu i życia, fascynuje mnie ze względu na możliwości, jakie daje nam, aby zmieniać świat na lepsze. W Polsce jesteśmy obecnie na drodze prawdziwie transformacyjnych cyfrowych zmian. Ważne jest, abyśmy podchodzili do tej szansy z naciskiem na zrównoważony i odpowiedzialny biznes. Dużą rolę w tej zmianie odgrywa również transformacyjne przywództwo, które łączy ludzi we wspólnym działaniu i odpowiadaniu na zmiany. Tego wszystkiego poszukuję na swojej drodze i to właśnie najmocniej zmotywowało mnie do dokonania tej zmiany. Moja nowa rola w Microsoft daje wiele możliwości rozwijania właśnie takich inicjatyw i cieszę się na współpracę z zespołem, naszymi klientami i partnerami, aby pomóc w kształtowaniu lepszej przyszłości dla Polski, napędzanej przez innowacje, odpowiedzialność i inkluzywne przywództwo” – powiedziała Dominika Bettman.
Nowa dyrektor jest ambasadorem możliwości rozwoju zawodowego kobiet, członkiem wielu gremiów, które skupiają się na różnorodności, włączeniu, społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonym rozwoju. Jest wiceprezydentką Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, przewodniczy Radzie Odpowiedzialnego Przywództwa Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz Radzie Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Od lipca 2019 r. zasiada również w radzie programowej Open Eyes Economy Summit, a od grudnia 2020 roku w Radzie Uczelni Politechniki Warszawskiej. Jest autorką książki „Technologiczne magnolie”. Ekonomistka z wykształcenia. Ukończyła studia na Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Advanced Management Program IESE w Barcelonie.
W związku z ekspansją biznesu dewelopera 7R, władze spółki powołały Bartłomieja Krawieckiego na stanowisko wiceprezesa zarządu oraz Chief Operating Officer (COO). W nowej roli od września 2021 r., Bartłomiej Krawiecki odpowiada za wdrażanie strategii rozwoju 7R w Polsce oraz na rynkach zagranicznych. Jednocześnie Łukasz Jachna został mianowany Chief Capital Markets Officer i wejdzie do zarządu firmy w październiku br.
Bartłomiej Krawiecki zasiada w zarządzie 7R od 2018 r., gdzie do tej pory, jako Head of Development, nadzorował kluczowe etapy procesu deweloperskiego. Jest pomysłodawcą konceptu 7R City Flex Last Mile Logistics – pierwszej w Polsce sieci magazynów miejskich, która obejmuje kluczowe lokalizacje w pobliżu centrów miast na terenie całego kraju. Łukasz Jachna, Chief Capital Markets Officer 7R
Łukasz Jachna, w 7R także od 2018 r., odpowiedzialny jest za kierowanie zespołem Capital Markets, budowanie oferty inwestycyjnej spółki i pozyskiwanie equity na poziomie projektów deweloperskich. Przeprowadza szczegółowe analizy, tworzy rekomendacje i zarządza wszystkimi strategicznymi etapami procesu transakcyjnego. Przez ostatnie 2,5 roku wraz ze swoim zespołem zebrał i uruchomił blisko 1,5 mld złotych equity na realizację projektów w 7R.
Bartek ma niezwykle cenny wkład w rozwój 7R. Na przestrzeni kilku lat udowodnił, że doskonale zarządza operacjami firmy w okresie mocnego przyspieszenia na rynku magazynowym, a także w warunkach silnej konkurencji. Jego olbrzymia wiedza i doświadczenie pozwalają nam z zaufaniem powierzyć mu stanowisko wiceprezesa i COO spółki 7R. Z kolei Łukasz Jachna z powodzeniem kieruje działem rynków kapitałowych w naszej firmie i w latach 2018-2021 przyczynił się do sprzedaży 26 projektów o wartości ponad 2 mld złotych, a także poszerzył grupę współpracujących z 7R topowych funduszy inwestycyjnych, co znacząco wzmocniło nasz kapitał i potencjał dalszego wzrostu. Cieszę się, że możemy rozwijać firmę, mając na pokładzie tak wybitnych profesjonalistów, komentuje Tomasz Lubowiecki, założyciel i prezes zarządu 7R.
Wspólnie z Bartkiem i Łukaszem pracujemy nad najwyższą jakością naszych produktów oraz umacnianiem pozycji 7R na polskim podium deweloperów magazynowych i międzynarodowym rynku transakcji kapitałowych. W ostatnich latach notujemy regularne wzrosty oraz liczne sukcesy. Decyzja o objęciu przez Bartka funkcji COO oraz wiceprezesa, a także wejście Łukasza do zarządu spółki na stanowisku Chief Capital Markets Officer, podyktowane są ich olbrzymim zaangażowaniem w wykonywaną pracę oraz dynamicznym rozwojem 7R i intensyfikacją naszych operacji, dodaje Ryszard Gretkowski, wiceprezes 7R.
W nowej roli Bartłomiej Krawiecki zarządza działalnością operacyjną firmy, począwszy od akwizycji gruntu pod nowe inwestycje, poprzez współpracę z najemcami oraz projektowanie i budowanie obiektów, aż po zarządzanie nimi. Zadaniem Łukasza Jachny jest dalsze rozwijanie obszaru odpowiedzialnego za transakcje sprzedaży w 7R oraz współpracę z obecnymi i nowymi partnerami, którzy inwestują w segmencie nieruchomości magazynowo-przemysłowych.
Bartłomiej Krawiecki, wiceprezes i COO w 7RTo wielka radość i satysfakcja współpracować na co dzień z zespołem doświadczonych ekspertów i budować wraz z nimi siłę marki 7R. Stawiamy na ciągłe powiększanie naszego banku ziemi, bliską współpracę z najemcami i nieszablonowe rozwiązania atrakcyjne także dla inwestorów. Nasze magazyny to nowoczesne budynki, które dzięki wykorzystaniu technologii i proekologicznych rozwiązań są przyjazne dla otoczenia, spełniając jednocześnie założenia ESG. I to właśnie jakość powierzchni, proptech i minimalizacja śladu węglowego wyróżnia nasze produkty na rynku, komentuje Bartłomiej Krawiecki, wiceprezes i COO w 7R.
Przed dołączeniem do 7R Bartłomiej Krawiecki pracował ponad 10 lat w Panattoni Development Europe, gdzie prowadził największe inwestycje logistycznei przemysłowe. Z kolei Łukasz Jachna zdobywał doświadczenie w zakresie private equity pracując dla Neo Investments, a także Colliers International, gdzie budował wzrost wartości zarządzanych aktywów.
Ostatnie dni września zaskoczyły wszystkich. W kilka dni zamknięto kolejne transakcje, a co za tym idzie możemy mówić o absolutnym rekordzie na rynku biurowym.
W sumie przez cały miesiąc zawarto 1034 umowy najmu. Jest to najwyższy wynik od początku pandemii COVID-19 – wynika z danych firmy REDD.
– Już w zeszłym tygodniu, podsumowując dane na dzień 27.09, mówiliśmy o rekordzie. Jednak ostatnie dni września były na rynku bardzo intensywne. Zamknięto kolejne transakcje i liczba umów przekroczyła tysiąc. To bardzo dobra informacja na rynku biurowym – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.
Od 1 września do końca miesiąca podpisano w sumie 1034 umowy najmu. Dla porównania, w sierpniu 2021 podpisanych zostało 285 umów najmu.
– Z początkiem pandemii COVID-19 mogliśmy obserwować wyraźną zmianę trendu na rynku biurowym. Agresywny trend wzrostowy zamienił się w trend boczny. Zatem wrzesień 2021 świadczy o długo oczekiwanych pozytywnych zmianach koniunktury na polskim rynku nieruchomości biurowych – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.
Mówiąc o łącznej powierzchni biurowej, która została wynajęta we wrześniu 2021, to wynosi ona – 302,396 m2 (w 1034 transakcjach).
W 2023 roku inwestycje reklamowe w kategorii AGD przekroczą poziom wydatków z sprzed pandemii o 24%
Digital zwiększy udział w wydatkach na reklamę sprzętu AGD z 55% w 2020 do 57% w 2023 roku
Największe wzrosty wydatków reklamowych w kategorii AGD odnotują Indie i Rosja, odpowiednio 18% i 16% rocznie
Według prognoz agencji mediowej Zenith, wzrost wydatków na reklamę na 12 kluczowych rynkach świata* w kategorii sprzętu AGD wyniesie w 2021 roku 12,6% i będzie wyższy niż wzrost reklamy ogółem, który szacowany jest w analogicznym okresie na 11,5%. Zmuszeni do spędzania większej ilości czasu w swoich domach, konsumenci decydują się na inwestycje zwiększające komfort korzystania z przestrzeni domowej, przeznaczając na ten cel część funduszy zaoszczędzonych na wyjściach towarzyskich i wyjazdach wakacyjnych. To z kolei napędza popyt na urządzenia dużego i małego AGD, w szczególności kuchenki, pralki, zmywarki i klimatyzatory. Pomimo złagodzenia restrykcji związanych z koronawirusem, Zenith przewiduje, że konsumenci nadal będą poświęcać więcej czasu i środków finansowych na domy i mieszkania niż przed pandemią i prognozuje wzrost wydatków na reklamę sprzętu AGD na poziomie 6% w skali roku w latach 2022 i 2023.
Agencja mediowa Zenith przewiduje, że globalne wydatki na reklamę marek AGD wzrosną z 4,4 mld USD w 2020 do 5,0 mld USD w 2021 roku, znacznie przekraczając poziom 4,5 mld USD wydanych w 2019 roku jeszcze przed pandemią. Do 2023 roku wydatki reklamowe osiągną 5,6 mld USD.
Kampanie wizerunkowe i e-commerce napędzają 10% roczny wzrost wydatków na reklamę digital
Reklama w kanale digital stanowiła 55% światowych wydatków na reklamę sprzętu AGD w 2020, w porównaniu z 51% w roku 2019. Miała na to wpływ niekwestionowana skuteczność tego kanału zarówno w budowaniu wizerunku marek – głównie z wykorzystaniem wideo online, reklamy natywnej i mediów społecznościowych, jak i skuteczność sprzedażowa działań performance’owych – przede wszystkim z użyciem paid search. Zakupy urządzeń gospodarstwa domowego są kojarzone raczej z przykrym obowiązkiem i koniecznością zastąpienia zużytych lub niedziałających sprzętów. Produkty z tej kategorii są jednocześnie do siebie bardzo podobne fizycznie i technicznie. Działania reklamowe są zatem absolutnie konieczne, aby marka mogła znaleźć się w top of mind konsumenta, który zmuszony jest dokonać zakupu. Paid search, z którym konsument styka się podczas sprawdzania dostępnych opcji zakupu, ma ogromny wpływ na finalną konwersję.
Telewizja pozostaje nadal istotnym kanałem budowania wizerunku marek AGD, uzupełnianym przez działania prowadzone w OOH. Marki AGD wydają w tych kanałach znacznie więcej niż przeciętna marka: w 2020 roku 29% ich budżetów zostało ulokowanych właśnie w telewizji, w porównaniu do średnich rynkowych inwestycji w tym kanale na poziomie 24%. W reklamę OOH branża AGD zainwestowała w 2020 roku 7% swoich wydatków, a średnia rynkowych inwestycji w ten kanał wynosiła 4%. Zenith prognozuje, że w latach 2020-2023 wydatki marek sprzętu gospodarstwa domowego na reklamę OOH będą rosły o 8% rocznie. Telewizja, cierpiąca z powodu ciągłej migracji widzów do kanałów digitalowych, pozostanie nieco w tyle, przy wzroście wynoszącym średnio 6% rocznie.
„Rynek, na którym działają marki AGD jeszcze nigdy nie był tak wymagający i złożony. Składają się na to zwiększony popyt i rosnący udział oraz znaczenie technologii cyfrowych w połowie i dolnej części lejka sprzedażowego, a także presja związana z dostarczaniem doświadczeń bezpośrednio do konsumenta” – powiedział Drew Erskine, Global Strategy Lead, Zenith. „Skuteczne budowanie marek na dłuższą metę będzie wymagało zwinnych strategii reklamowych często opartych na digitalu, zbalansowanych pod względem skali dotarcia, a konwersją intencji zakupowej na finalną decyzję.”
Najsilniej rosną Indie i Rosja, na których konsumenci dokunują zakupów po raz pierwszy
Agencja mediowa Zenith prognozuje, że reklama sprzętu AGD będzie się rozwijać szczególnie szybko w Indiach i Rosji, które w latach 2020-2023 będą rosły średnio o odpowiednio 18% i 16% rocznie. Szybki wzrost w tych krajach będzie po części reakcją na ich spadki w 2020 roku, które były znacznie gwałtowniejsze niż przeciętnie na świecie – wydatki zmniejszyły się o 15% w Indiach i o 22% w Rosji. Dodatkowo przewiduje się, że rosnące dochody osobiste w tych krajach pozwolą na utrzymanie wzrostu z 2021 roku w kolejnych latach.
Australia, Hiszpania, Wielka Brytania i USA również ucierpiały z powodu dużych spadków wydatków na reklamę sprzętu AGD w 2020 roku. Zenith prognozuje roczny wzrost na tych rynkach na poziomie od 9% do 14% w latach 2020-2023.
Najniższy wzrost inwestycji w reklamę AGD, który w latach 2020-2023 wyniesie od 0% do 4%, spodziewany jest w krajach o dojrzałej gospodarce: Niemczech, Szwajcarii i Włoszech.
*12 rynków uwzględnionych w raporcie to Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Rosja, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania i USA, które łącznie odpowiadają za 74% całkowitych globalnych wydatków na reklamę. Raport obejmuje duże i małe urządzenia gospodarstwa domowego, w tym klimatyzatory, zmywarki do naczyń, lodówki i zamrażarki, grzejniki, urządzenia kuchenne, piekarniki, urządzenia do pielęgnacji ciała, odkurzacze i pralki.
Lenovo ogłosiło, że 1 października 2021 roku Mikołaj Bobiński oraz Tomasz Klewinowski dołączyli do polskiego oddziału firmy. Mikołaj Bobiński obejmie stanowisko Large Enterprise Leader i będzie odpowiedzialny za zwiększenie udziału firmy w segmencie klientów końcowych w poszczególnych kategoriach produktowych oraz usług dla biznesu. Tomasz Klewinowski jako SMB Segment Leader w Lenovo Polska skupi się na rozwoju kanału partnerskiego, sieci dystrybucyjnej oraz współpracy z partnerami z sektora MŚP.
– Rynek IT dynamicznie się zmienia i staje się teraz silny jak nigdy wcześniej. Dołączenie do zespołu Mikołaja oraz Tomasza to dla nas strategiczne wzmocnienie. Ich doświadczenie, umiejętności przywódcze oraz zaangażowanie pomoże nam w utrzymaniu pozycji lidera na rynku oraz zwiększaniu naszych udziałów w perspektywicznych segmentach. Jestem pewien, że najlepsze jest wciąż przed nami – mówi Wojciech Zaskórski, General Manager w Lenovo Polska.
Mikołaj Bobiński z branżą IT związany jest od 13 lat. Współpracował z globalnymi liderami technologicznymi jak Dell, Fujitsu Technology Solutions oraz Samsung Electronics Polska, gdzie kolejno pełnił funkcje Sales Manager, Channel Sales Manager oraz Sales Director, CEE, B2B Division. Ostatnio piastował stanowisko Country Manager, Poland & Baltics w Ingenico. Jest absolwentem EMBA na programie IMD Uniwersytetu w Lozannie, jak również Wydziału Zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim, oraz Inżynierii Oprogramowania na Polsko‑Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.
– Cieszę się na rozpoczęcie pracy w Lenovo. To innowacyjny lider technologiczny, dlatego dołączenie do polskiego zespołu i rozwijanie strategii sprzedaży w segmencie Enterprise będzie interesującym wyzwaniem. Wierzę, że moja wiedza oraz umiejętności wpłyną na dalszy rozwój organizacji w Polsce z ambitnymi planami na kolejne lata – mówi Mikołaj Bobiński, Large Enterprise Leader w Lenovo Polska.
Tomasz Klewinowski posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie zarządzania i prowadzenia projektów sprzedażowych w branży IT. Pracował u producentów, dystrybutorów oraz partnerów, dlatego wyróżnia się doskonałą znajomością rynku oraz kompleksowym spojrzeniem na biznes. Przez ostatnie 6 lat pracował w firmie Samsung Electronics Polska, gdzie jako Head of Sales odpowiadał za strategię komunikacji produktów i rozwiązań Display i Memory dla biznesu na polskim rynku oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (w 13 krajach), nadzorował działania z zakresu product management oraz kierował pracą liczącego 30 osób działu sprzedaży. Pracował też dla wiodącego dystrybutora IT i elektroniki użytkowej w Europie AB S.A., gdzie jako Country Sales Manager odpowiadał za m.in. działania sprzedażowe, relacje z kluczowymi klientami oraz budowanie nowych kanałów dystrybucji. Tomasz Klewinowski jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Tomasz Klewinowski, SMB Segment Leader w Lenovo Polska
– Jestem podekscytowany dołączeniem do tak szanowanej marki, jak Lenovo i możliwością rozwoju biznesu w tak kluczowym obszarze firmy, jakim jest kanał partnerski. Bardzo cieszę się, że wraz z nową rolą będę mógł wspierać partnerów biznesowych, wspólnie z nimi pracując i pomagać im w dostosowaniu się do dynamicznie zmieniającego się rynku za sprawą innowacji oraz potencjału, który oferuje Lenovo – komentuje Tomasz Klewinowski, SMB Segment Leader w Lenovo Polska.
2022 rok powinien przynieść solidny wzrost w sektorze mediów i rozrywki w Polsce. Wartość rynku wzrośnie o 877 mln dol. z prognozowanych 9,61 mld dol. na koniec 2021 roku. Do 2025 r. branża będzie rozwijać się w średniorocznym tempie ponad 6% – wynika z raportu PwC “Global Entertainment & Media Outlook 2021-2025”. Najszybciej rosnącym segmentem w Polsce będzie OTT (serwisy streamingowe oferujące treści wideo). Globalnie wartość rynku rozrywki i mediów w tym roku wyniesie 2 bln dol.
Pandemia przyniosła znaczący, bo aż 6% spadek przychodów w sektorze mediów i rozrywki. Ograniczenia w życiu społeczno-gospodarczym szczególnie mocno uderzyły w kina (spadek przychodów z 324 w 2019 roku do 95 mln dol. w roku 2020), konferencje biznesowe (ze 126 do 40 mln dol.) oraz koncerty muzyczne (ze 179 do 43 mln dol.). W przypadku reklamy out-of-home (OOH), zniżki widoczne były zarówno w przypadku nośników fizycznych (z 94 do 61 mln dol.), jak też cyfrowych (z 62 do 50 mln dol.).
Bieżący rok powinien przynieść odbicie po spadkach spowodowanych pandemią. Z naszych analiz wynika, że przychody sektora mediów i rozrywki przekroczą te odnotowane w 2019 roku i będą bliskie 10 mld dol. Podobnie jak na całym świecie w Polsce dynamicznie rozwijają się usługi OTT – zainteresowanie treściami wideo stale rośnie, dlatego na rynku pojawiają się ciągle nowi gracze. W ciągu jednego roku wartość samego OTT w Polsce zwiększyła się o 75 mln dol. – Marcin Sidelnik, partner PwC, lider sektora TMT
Gazety i czasopisma
Pandemia COVID-19 bardzo mocno uderzyła w branżę prasy w 2020 roku. Wielu wydawców było zmuszonych obniżyć pensje, a nawet ograniczyć zatrudnienie. Łączne przychody w segmencie zmalały z 695 do 621 mln dolarów. Zgodnie z prognozą PwC 2021 rok przyniesie znaczące, bo aż 6% odbicie, jednak w kolejnych latach dominować będą spadki – zarówno w przypadku gazet, jak i czasopism. Największe z nich dotkną reklamy drukowanej w czasopismach. Do 2025 roku będzie się ona kurczyła w średniorocznym tempie 2,79%.
Reklama internetowa
Pandemia nie zakłóciła wzrostu reklamy internetowej w Polsce. Rok do roku (2020/2019) przychody w tym segmencie wzrosły o 61 mln dolarów – z 1,16 do 1,22 mld dol. Oznacza to, że nie ziściły się ubiegłoroczne obawy, że rynek skurczy się o 1,1%. Średnioroczna stopa wzrostu w latach 2020-2025 wyniesie 3,67%. Zdecydowana część wzrostu przypadnie na reklamę mobilną – przychody w tym segmencie do 2025 r. będą rosły w średniorocznym tempie 7%. W przypadku łącz stacjonarnych, rozwój będzie mniej dynamiczny i sięgnie 1,83% rocznie w latach 2020-2025.
Reklama telewizyjna
Polski rynek reklamy telewizyjnej jest, po rosyjskim, drugim co do wielkości w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Pandemia COVID-19 silnie nim jednak zachwiała i przyniosła 11% spadek przychodów. Segment, którego wartość sięgnęła 966 mln dol. w 2019 roku, stopniał do 856 mln dol. rok później. Mocne spadki widoczne były w I połowie 2020 roku. Jeżeli chodzi o perspektywy na przyszłość, prognozowane przez ekspertów PwC tempo odbudowy rynku (w średniorocznym tempie 3,17% do 2025) spowoduje, że wynik odnotowany przed pandemią zostanie przekroczony dopiero w 2024 roku.
Telewizja i wideo
W latach 2020-2025 polski rynek telewizji i wideo będzie się rozwijał w średniorocznym tempie 1,48%. Największa część przychodów będzie pochodziła z abonamentów za usługi telewizyjne. Przychód z ich tytułu wzrośnie z 1,68 mld dol. w 2020 roku do 1,86 mld dol. w 2025 roku. Z analizy PwC wynika, że liczba abonentów osiągnęła wartość szczytową i będzie topnieć z 10,7 mln w 2020 roku do 10,2 mln w 2025 roku. Wzrost przychodów będzie wynikał przede wszystkim z większej liczby usług premium oferowanych dotychczasowym klientom.
OTT
Polska jest największym rynkiem usług OTT w Europie Środkowo-Wschodniej. Pod względem przychodów będzie również jednym z najszybciej rozwijających się w całym okresie objętym prognozą PwC. Za sprawą wysokiej dynamiki przychody wzrosną z 543 mln dol. w 2020 roku do 981 mln dol. w 2025, co oznacza średnioroczne tempo na poziomie 12,5%. Rozwija się również współpraca między dostawcami usług telekomunikacyjnych a platformami SVOD. Firmy oferują klientom wspólne rozliczanie usług, a umowy sprzedaży wiązanej SVOD stają się coraz bardziej popularne.
Kina
Segment kin to jeden z tych, które ucierpiały najmocniej w wyniku ograniczeń społeczno-gospodarczych związanych z pandemią koronawirusa COVID-19. Przychody w 2020 roku były ponad 3,5 krotnie niższe od odnotowanych w roku 2019 roku. Wiele sal kinowych było przez dłuższy czas zamkniętych. Pandemia spowodowała również przesunięcie części premier, co dodatkowo utrudniło sytuację. 2021 rok powinien przynieść odbicie, jednak jak podkreślają eksperci PwC, wyniki będą jednak wciąż odległe od tych osiąganych w 2019 roku. Uda się prawdopodobnie do nich wrócić najwcześniej w 2023 r.
Gry wideo
Rynek gier wideo w Polsce, to jeden z tych segmentów sektora mediów i rozrywki, który pomimo pandemii będzie stabilnie rósł. Trend ten się utrzyma, a średnioroczna stopa wzrostu w latach 2020-2025 wyniesie 6,1%. Dzięki temu pod koniec badanej perspektywy wartość rynku sięgnie 970 mln dol.
Globalny rynek mediów i rozrywki
Branża mediów i rozrywki skurczyła się globalnie o 3,8% w 2020 roku, a jej przychody zmalały z 2,1 bln w 2019 roku do 2 bln dol. w roku ubiegłym. Prognozy PwC pokazują jednak, że w 2021 i 2022 roku jest szansa na odbicie, ze wzrostem odpowiednio o 6,5% i 6,7%. Średnioroczna stopa wzrostu dla lat 2019-2025 wyniesie 3,5%, zaś dla lat 2020-2025 nawet 5%.
W związku z pandemią znacząco wzrosła konsumpcja treści za pośrednictwem kanałów elektronicznych, część odbiorców zmieniła swoje przyzwyczajenia na stałe. COVID-19 napędził rozwój serwisów streamingowych i sprzedaż e-booków, zaś rozwój e-commerce przełożył się na rynek reklamy. – Marcin Sidelnik, partner PwC, lider sektora TMT
Najszybsze tempo wzrostu do 2025 r. notować będą: usługi związane z wirtualną rzeczywistością (VR), kina, reklama OOH (w tym na nośnikach cyfrowych) oraz OTT.
Od lipca do sierpnia 2021 można było zaobserwować średnio ponad 17-procentowy wzrost liczby osób poszukujących mieszkań na wynajem – wynika z danych Otodom. W ośrodkach akademickich wzrosty rok do roku były największe – w Krakowie 36 proc., we Wrocławiu 27 proc., a w Warszawie o 21 proc. Czy po półtora roku pandemii można już mówić o stabilizacji sytuacji na rynku?
Pandemia i wywołany przez nią odpływ studentów z miast akademickich miały istotne przełożenie na spadek zainteresowania wynajmem nieruchomości. W wakacje, kiedy wiele uczelni zapowiedziało powrót do nauki stacjonarnej, studenci rozpoczęli aktywne poszukiwanie mieszkań. Według danych Otodom za sierpień 2021 r. popyt na mieszkania w Warszawie zwiększył się na przestrzeni roku o ponad 21 procent, we Wrocławiu wzrost wyniósł 27 proc., w Krakowie 36 proc., a w Poznaniu popularność ofert najmu wzrosła o 23 proc. Co ciekawe, niewielki spadek liczby osób poszukujących mieszkania można było zaobserwować w przypadku nieruchomości zlokalizowanych w Łodzi (-0,7 proc.). Należy pamiętać, że zainteresowanie najmem może wpływać również na liczbę ogłoszeń w serwisie. Dane Otodom pokazują, że w porównaniu z poprzednim rokiem podaż wzrosła przede wszystkim w Katowicach (57 proc.), w Poznaniu (31 proc.), Łodzi (27 proc.) i Warszawie (15 proc.). Gwałtowny spadek liczby ofert odnotowano w przypadku mieszkań w Trójmieście – w Gdyni o 32 proc., a w Gdańsku o 15,5 proc.
Większa liczba dostępnych ogłoszeń w serwisie może wynikać z faktu, że część właścicieli czekała z udostępnieniem oferty do czasu zauważalnej poprawy sytuacji na rynku najmu i wzrostu zainteresowania – uważa Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.
Ceny też rosną
Pomimo rosnącej popularności mieszkań na wynajem, w sierpniu można było zaobserwować ponad 2-procentowy wzrost cen czynszów, w porównaniu do lipca br. Według danych Otodom za wynajem kawalerki w sierpniu w stolicy trzeba było zapłacić 1905 zł, we Wrocławiu 1652 zł, w Krakowie ceny wahały się na poziomie 1482 zł, w Szczecinie średnia cena to 1515 zł, a w Poznaniu czynsz wynosił 1322 zł. Wówczas cena za 2-pokojowe mieszkanie w Warszawie zatrzymała się na poziomie 3009 zł, natomiast we Wrocławiu było to 2258 zł. Z kolei w Krakowie wynajem mieszkania z 2 pokojami w sierpniu wyniósł 1979 zł, w Szczecinie 2010 zł, a w Poznaniu 1865 zł.
Niewielkie zmiany w cenach najmu mogą oznaczać, że popyt w miastach dopiero zaczął się odbudowywać. Należy pamiętać, że cały czas obserwujemy dużą niepewność na rynku, która spowodowana jest przede wszystkim stale zmieniającą się sytuacją epidemiologiczną – nadal nie wiadomo na jak długo studenci wrócą na uczelnie, a pracownicy do biur – komentuje Jarosław Krawczyk.
Wzrost liczby osób poszukujących mieszkania na wynajem jest na tyle wyraźny, że według danych Otodom, na przestrzeni lipca i sierpnia większą popularnością w serwisie cieszyły się oferty dotyczące mieszkań niż ogłoszenia o działkach na sprzedaż.
Wzrost zainteresowania najmem i lekki spadek popularności ofert działek to pierwszy sygnał świadczący o tym, że wobec stabilizacji sytuacji pandemicznej obserwujemy powolny powrót do trendów jeszcze sprzed COVID-19. Zainteresowanie działkami na sprzedaż zaczęło bowiem lawinowo rosnąć wraz z nagłym rozwojem sytuacji pandemicznej, koniecznością pracy zdalnej oraz ograniczeniami w funkcjonowaniu hoteli i pensjonatów. W pierwszych miesiącach 2020 roku coraz więcej osób zaczęło aktywnie poszukiwać ziemi, a trend ten narastał wprost proporcjonalnie do sytuacji epidemiologicznej w kraju – zauważa Krawczyk.
Potwierdzają to dane firmy, według których w marcu 2020 roku zainteresowanie działkami na sprzedaż w porównaniu do lutego 2020 roku wzrosło aż o 160 proc. Z kolei w czerwcu 2020 wraz ze zniesieniem części obostrzeń pandemicznych można było zaobserwować spadek o prawie 14 proc. w porównaniu do maja ubiegłego roku.
Zmieniły się nasze wartości
Przyczyn popularności ofert gruntów można doszukiwać się w sposobie, w jaki pandemia przewartościowała potrzeby mieszkaniowe Polaków. Z raportu Otodom przygotowanego wspólnie z badaczami Uniwersytetu SWPS Innowacje (sierpień 2021), wynika, że z powodu przejścia na pracę zdalną część osób zdecydowała się wyprowadzić na obrzeża miasta. Co więcej, ponad 53 proc. badanych przyznało, że okres pandemii zwiększył u nich zapotrzebowanie na bliskość terenów zielonych w niedalekim sąsiedztwie domów i mieszkań. Ponad 50 proc. respondentów zwróciło również uwagę, że ważnym aspektem przy wyborze miejsca zamieszkania jest dla nich bliskość terenów rekreacyjnych. Powyższe dane potwierdzają, że w okresie pandemicznym Polacy szukają możliwości kontaktu z naturą, a to może przekładać się na aktywniejsze poszukiwanie ofert działek na sprzedaż.
Analizując sytuację na rynku najmu oraz zainteresowanie ofertami gruntów należy mieć na uwadze, że powolne zmiany wywołane są przede wszystkim przez bardziej stabilną niż wcześniej sytuację pandemiczną oraz początek nauki stacjonarnej. Jednak jeżeli zapowiedzi ekspertów dotyczące czwartej fali pandemii się spełnią, istnieje ryzyko powrotu tendencji na rynku nieruchomości sprzed kilku miesięcy.
Notowane spore wzrosty sprzedaży detalicznej nie idą jeszcze w parze ze znaczącą poprawą sytuacji branży handlowej, choć są pewne sygnały zmian na lepsze. Przyhamował spadek liczby sklepów, a zaległości rosną wolniej niż w innych branżach. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie tegoroczne zwiększenie zadłużenia wobec dostawców i banków handlu hurtowego, w tym m.in. przez firmy zajmujące się hurtową sprzedażą płodów rolnych i żywych zwierząt. Suma zaległości całej branży handlowej należy do najwyższych wśród wszystkich sektorów i wynosi już niemal 8,4 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK.
Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w sierpniu br. sprzedaż detaliczna w cenach stałych (bez uwzględnienia inflacji) była wyższa niż przed rokiem o 5,4 proc. (wobec wzrostu o 0,5 proc. w sierpniu 2020 r.). W porównaniu z lipcem 2021 r. ten wskaźnik spadł o 1 proc., a od początku tego roku wzrósł o 7,3 proc. (rok do roku), wobec spadku o 3,5 proc. w zeszłym.
Największe wzrosty w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 28,6 proc. wobec wzrostu o 1,2 proc. przed rokiem), a wskazania wyższe niż średnia zaobserwowano również w grupach: „pozostałe” (o 12,5 proc.), „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (o 7,9 proc.), „farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny” (o 7,5%), „pojazdy samochodowe, motocykle, części” (o 5,7 proc.). Spadek sprzedaży raportowały natomiast jednostki sprzedające paliwa stałe, ciekłe i gazowe (o 2,3 proc.) oraz „żywność, napoje i wyroby tytoniowe” (o 1,3 proc.).
Co więcej, według GUS w sierpniu br. w porównaniu z lipcem odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 5,6 proc.), a jej udział zwiększył się w ciągu tego miesiąca z 7,4 do 7,9 proc.
Według analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego handel hurtowy przetrwał pandemię w lepszej kondycji niż detaliczny. Większa odporność na trudną sytuację i wynikająca z tego lepsza kondycja wzięła się m.in. z tego, że przedsiębiorstwa hurtowe miały możliwości sprzedaży do firm z tych sektorów gospodarki, które wznowiły działalność.
Z kolei oceniając sytuację handlu detalicznego po liczbie sklepów, Dun&Bradstreet zauważa, że uniknął on trwałego, negatywnego śladu pandemii. Wywiadownia gospodarcza wskazuje, że doszło wręcz do swego rodzaju stabilizacji, bowiem na koniec lipca 2021 roku działało 376 tys. punktów sprzedaży detalicznej i w porównaniu do końca 2020 roku liczba ta właściwie nie uległa zmianie, a wcześniej bywało z tym różnie.
A co widać w zaległościach wobec dostawców i banków? – Generalnie obserwujemy, że kłopoty z płatnościami przedsiębiorstw w wielu przypadkach zaczęły się pogłębiać od wiosny tego roku. Podobnie stało się z handlem. O ile w zeszłym roku, w pierwszej fazie pandemii handel hurtowy radził sobie całkiem nieźle, podwyższając długi u dostawców i banków „jedynie” o 43 mln zł, w tym roku w siedem miesięcy powiększył zaległość o 352 mln zł. W handlu detalicznym sytuacja jest wyrównana, w trzy kwartały zeszłego roku suma wzrosła o 89 mln zł, a w 2021 r. o 105 mln zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK
Najwyższa sektorowa zaległość
Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK wynika, że nieuregulowane na czas zadłużenie całego handlu wobec dostawców i banków wynosi już 8,39 mld zł i jest to najwyższa sektorowa zaległość. Drugi pod względem sumy zaległości przemysł ma do zwrotu 6,61 mld zł, trzecie budownictwo 5,9 mld zł, a czwarty transport i gospodarka magazynowa – 2,26 mld zł.
Zaległości handlu w okresie pandemii wzrosły o ponad 8 proc., a to znacznie mniej niż ogółu firm, które mają o ponad 12 proc. przeterminowanych zobowiązań więcej. Z uwagi na skalę działania sektora w grę wchodzi jednak niebagatelna kwota 0,64 mld zł dodatkowych zaległości, z czego niemal 0,5 mld zł głównie za sprawą problemów z rozliczeniami handlu hurtowego, doszło w tym roku.
Po stronie hurtowni najwięcej nieopłaconych kredytów i faktur dostawców
Na handel hurtowy przypada obecnie 4,59 mld zł nieopłaconych w terminie rat kredytów i zobowiązań wobec kontrahentów, na detaliczny 2,62 mld zł, a na firmy handlujące samochodami i je serwisujące 1,19 mld zł. Od początku pandemii wartości te rosną – w marcu 2020 r. wynosiły odpowiednio 4,23 mld zł, 2,42 mld zł i 1,1 mld zł. W najmniejszym stopniu o 7,4 proc. podwyższyły swoje długi wobec kontrahentów i banków firmy handlujące pojazdami i częściami, o 8 proc. firmy detaliczne, a najbardziej hurtownie – o prawie 9 proc. W handlu hurtowym widać, że w dużej mierze przyłożyli się do tego odbiorcy rolników, zarówno hodowcy, jak i dostawcy płodów rolnych.
– Powodów takiej sytuacji jest kilka. Przede wszystkim omijanie hurtowni w bezpośrednim łańcuchu dostaw i handlu. Nasycenie rynku sieciami handlowymi, w tym przede wszystkim dyskontami. Ich dominująca pozycja na polskim rynku sprawia, że sieci handlowe same bezpośrednio negocjują cenę z producentem, pomijając hurtownie. To sprawia, że hurtownie są zmuszone obniżyć swoją marżę, a to przekłada się na brak gotówki w kasie, rosnące długi i zaległości na rzecz dostawców i usługodawców, przez co hurtownicy sami stają się dłużnikami. Największymi wierzycielami hurtowni spożywczych są banki, fundusze sekurytyzacyjne oraz firmy windykacyjne i leasingowe – wyjaśnia Sławomir Grzelczak.
Sam handel hurtowy też zresztą ma problem z dłużnikami, którzy na czas nie regulują swoich zobowiązań. W przypadku hurtowni są to przede wszystkim małe sklepy detaliczne, które nie płacąc w terminie uruchamiają powstawanie zatorów płatniczych. Szczególnie w przypadku branży spożywczej, gdzie producenci, detaliści i hurtownicy są wzajemnie i ściśle ze sobą powiązani.
Od początku pandemii tylko firmy oferujące w hurcie żywe zwierzęta zwiększyły zaległości o 57,5 mln zł, o 108 proc. Sprzedający hurtowo wyroby z mięsa podwyższyli zaległości o 27 mln zł (33 proc.), a oferujący owoce i warzywa o 45 mln zł (16 proc.). Do tego trzeba też doliczyć niemal 37 mln zł (wzrost o 49 proc.) nowych zaległości hurtowni zbóż i pasz dla zwierząt. Łącznie to blisko 170 mln zł, czyli prawie połowa przyrostu zaległości, jaką od marca 2020 do lipca 2021 zanotował handel hurtowy. Rekordzistami negatywnych zmian okazały się jednak firmy oferujące w hurcie herbatę, kawę, kakao i przyprawy, przybyło im 25 mln zł długów – podwyższając sumę nierozliczonych faktury i rat kredytów o 146 proc. Ale byli też tacy, którym w tej kategorii zaległości spadały, to m.in. sprzedawcy wyrobów chemicznych oraz paliw.
Sytuację detalu trochę łagodzi lepiej radzący sobie e-commerce
W detalu największy przyrost (59 proc.) zanotowały sklepy ze sprzętem komputerowym, dla których pandemia okazała się czasem niespotykanych wcześniej żniw, a jednak mimo sprzedażowej hossy dziś są dłużni dostawcom o ponad 33 mln zł więcej niż przed pojawieniem się COVID-19. Mocno, bo w granicach 40 proc., wzrosły też zaległości sklepów obuwniczych, z grami i zabawkami oraz oferujących owoce i warzywa.
Jednocześnie w nielicznych przypadkach długi handlu detalicznego malały. Zmniejszyły je specjalistyczne punkty ze sprzętem audio, sklepy z odzieżą używaną i sklepy mięsne.
– Zaległości handlu byłyby wyższe, gdyby nie poprawa, jaką w nowych warunkach odnotował e-commerce. Gdy przed pandemią dostawcy czy finansujący biznesy zajmujące się sprzedażą detaliczną prowadzoną przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet musieli mieć mocne nerwy, bo prawdopodobieństwo, że nie otrzymają pieniędzy było całkiem spore, teraz sytuacja się zmieniła. Przed pandemią problemy z rozliczeniami handlu online w najlepszym przypadku rosły co najmniej dwa razy szybciej niż w przypadku ogółu przedsiębiorstw, od tego roku jest odwrotnie. O zmniejszaniu długów na razie jednak nie ma jeszcze mowy – mówi Sławomir Grzelczak.
Handel najczęściej czeka na należności
Handlowi nie jest łatwo, bo też jego płacący z odroczonym terminem odbiorcy szczególnie go nie rozpieszczają. Badania Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor pokazują, że przedstawiciele tego sektora najczęściej wskazują, że klienci niewiele sobie robią z terminów płatności za dostarczony towar. O odbiorcach opóźniających przelew przynajmniej w grupie mikro, małych i średnich firm mówi 91,9 proc. badanych, przy średniej na rynku wynoszącej 80,7 proc.
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor
Przedstawiciele branży handlowej najczęściej wspominają też, że mają należności przeterminowane o ponad 60 dni. Jest to problem 49 proc. ankietowanych. Dla porównania transport ma 36 proc. niesolidnych klientów, a usługi i przemysł ok. 30 proc. W najlepiej traktowanym przez zleceniodawców budownictwie opóźnione o ponad dwa miesiące należności to kłopot co piątej firmy.
– Czwarta fala pandemii to coraz powszechniejsze zapowiedzi powrotu wielu znienawidzonych ograniczeń m.in. w dostępie do placówek handlowych, ale też nieuniknione w przypadku lockdownu zakłócenia w swobodnym przepływie towarów. Taka perspektywa i obawy, że na jesiennych obostrzeniach się nie skończy przynosi wiele obaw, stąd w naszych badaniach niemal co siódma firma zajmująca się handlem uważa, że do kondycji sprzed pandemii uda jej się powrócić dopiero gdy uda się pokonać COVID-19 i zniesione zostaną wszelkie ograniczenia wynikające z walki z koronawirusem – mówi Sławomir Grzelczak.
Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2021 r.
Ministerstwo Pracy zapowiada uregulowanie kwestii pracy zdalnej – zmiany mają wejść w życie od stycznia 2022 r., jednak nie zostały jeszcze ostatecznie opracowane. W związku z tym pracodawcy powinni śledzić komunikaty i informacje w tym zakresie, aby móc w odpowiednim czasie dostosować kwestie proceduralne i administracyjne. Sięgając pamięcią do zasad wprowadzanych zaraz po ogłoszeniu pandemii, należy się spodziewać, że po wprowadzeniu zmian w Kodeksie pracy ruszą masowo kontrole PIP w celu sprawdzenia ich wprowadzenia w życie.
Wprowadzenie pracy zdalnej, jako rozwiązania tymczasowego, od samego początku budziło wiele wątpliwości proceduralno-administracyjnych. Zapisy rozporządzenia były dość lakoniczne i nie wyczerpywały potrzeb wszystkich środowisk branżowych. Rok, podczas którego trwaliśmy w pracy zdalnej, unaocznił powyższe wątpliwości i braki systemowe wprowadzonych rozwiązań. Pracodawcy często wprowadzali rozwiązania będące tak naprawdę dostosowaniem zapisów kodeksu pracy dotyczących telepracy oraz inne „podpatrzone” w danej branży. – W ostatnich miesiącach coraz częściej pojawiały się głosy wskazujące konkretne obszary pracy zdalnej, jakie należy określić ramami przepisów, a które pracodawcy do tej pory stosowali arbitralnie. Głównie mowa tutaj o wątpliwościach dotyczących kierowania pracownika do pracy zdalnej, nawet jeśli deklaruje, że nie posiada odpowiednich warunków do jej wykonywania. Kolejnym elementem jest udział pracodawcy w dostosowaniu stanowiska w domu – np. poprzez wypożyczenie sprzętu biurowego oraz wypłacanie ekwiwalentów za zużycie energii elektrycznej podczas pracy – mówi Andrzej Bączkowski, Ekspert ds. bezpieczeństwa pracy W&W Consulting.
Głównymi założeniami propozycji zmian w Kodeksie pracy jest usunięcie zapisów dotyczących telepracy i zastąpienie ich przepisami dla pracy zdalnej. Będzie to wymagało od pracodawców stosujących telepracę zmian formalno-organizacyjnych głównie w sferze wynikającej z zapisów regulaminu pracy. Prawdopodobne jest, że nowe przepisy będą obligowały do dokonania ustaleń pomiędzy pracodawcą a poszczególnymi pracownikami dotyczących miejsca wykonywania pracy zdalnej. Natomiast otwartą kwestią pozostaje, w jaki sposób pracodawca będzie określał ilość dni pracy zdalnej – zapisy będą dawały możliwość stałej pracy z umówionego miejsca lub częściowej – tzw. hybrydowej – która jest obecnie uskuteczniana w wielu biurach, jako próba powracania do „nowej normalności”.
– Nie ulega natomiast wątpliwości, że nowelizacja przepisów określi katalog kosztów, w jakich partycypował będzie pracodawca, co będzie wymagało określenia i wdrożenia sposobu wypłacania odpowiednich ekwiwalentów. Usankcjonowane również zostaną rozwiązania już wypracowane w kwestii kierowania pracownika na pracę zdalną – po wcześniejszym potwierdzeniu przez pracownika, że ten posiada odpowiednie warunki. Natomiast zaplanowano też zapisy wskazujące, że pracodawca, który czasowo nie może zapewnić odpowiednich warunków pracy, może skierować osoby zatrudnione na home office. Kolejnym nowym rozwiązaniem ma być kierowanie pracownika na pracę zdalną na jego wniosek – dopuszczać się tu będzie kilkanaście dni w ciągu roku. Co istotne dla pracodawców, należy się spodziewać, że po wprowadzeniu zmian w Kodeksie pracy ruszą masowo kontrole PIP w celu sprawdzenia ich wprowadzenia w życie. W tym kontekście kluczowe pozostają kwestie BHP pracy zdalnej, które mają być adoptowane z już istniejących przepisów pracy i wprowadzonych rozwiązań (interpelacji). Natomiast ciekawą propozycją będzie możliwość opracowania jednej oceny ryzyka zawodowego obejmującej wszystkie stanowiska pracy zdalnej w danym zakładzie pracy – dodaje Ekspert W&W Consulting.
Podsumowując, pracodawca będzie musiał wprowadzić zmiany w regulaminie pracy, wypracowując odpowiedni schematy postępowania – procedury i instrukcje – wraz z zapewnieniem odpowiedniej oceny ryzyka na stanowisku. W szczególności pracodawca będzie musiał pamiętać o jasnych zapisach dotyczących porozumiewania się z pracownikami co do pracy zdalnej oraz sprawnego wypłacania ekwiwalentów.
Escola realizuje kolejne projekty akwizycyjne. Tym razem spółka nabyła prawa do marki Mobile Trends, w której skład wchodzą Mobile Trends Awards, Mobile Trends Conference oraz serwis MobileTrends.pl i już w przyszłym roku planuje organizację największej konferencji poświęconej branży mobilnej w Polsce. Kolejną transakcją spółki jest kupno firmy ClickMaster celem rozbudowania swoich struktur kadrowych oraz przejęcia projektów prowadzonych dotychczas przez software house.
W sierpniu spółka Escola, w ramach przeprowadzonej publicznej emisji akcji, pozyskała 2,2 mln zł od inwestorów. Otrzymane środki są dedykowane m.in. na skalowanie własnych projektów, powiększanie zespołu programistów oraz przejęcia innych spółek.
30 września Escola zawarła umowę, w ramach której stała się właścicielem praw do Mobile Trends Conference, Mobile Trends Awards oraz serwisu MobileTrends.pl, wchodzących w skład marki Mobile Trends.
– Zakup praw do marki Mobile Trends otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju na kilku płaszczyznach, m.in. poprzez realizację Mobile Trends Conference, czyli największej konferencji poświęconej mobile w Polsce. Z kolei Mobile Trends Awards to najbardziej prestiżowe wyróżnienie branży mobilnej, które przyznawane jest już od 10 lat. Chcemy kontynuować ten sukces, dlatego za organizację konferencji oraz wręczanie nagród w dalszym ciągu odpowiedzialny będzie Robert Rachwał, który jest pomysłodawcą projektu i przewodniczącym kapituły konkursowej – informuje dr Krzysztof Wojewodzic, prezes Escoli.
– Jesteśmy świadomi, w którym kierunku idzie rozwój aplikacji mobilnych, pozyskanie tak uznanych brandów na rynku uważam za niezwykle perspektywiczny ruch. Dodatkowo zakup serwisu MobileTrends.pl otwiera nam nowe możliwości rozwoju oraz wpisuje się w strategię edukacyjną spółki, która prowadzi już swój autorski podcast EscolaMobile – podkreśla dr Krzysztof Wojewodzic, prezes zarządu Escoli.
Mobile Trends Conference to doroczne święto branży mobile oraz największa w Polsce cykliczna konferencja poświęcona projektowaniu, tworzeniu, wdrażaniu oraz promocji aplikacji i rozwiązań mobilnych. W największej dotychczasowej edycji wzięło udział ponad 500 osób z całej Polski.
– Po pierwszym dniu konferencji podczas uroczystej gali przyznawane są nagrody Mobile Trends Awards. Niezależna kapituła składająca się z 19 ekspertów nagradza firmy, które z sukcesem wykorzystały mobilne technologie w swoich projektach. Co roku konkurują ze sobą silne marki, które oceniane są za perfekcję, dostosowanie się do potrzeb użytkowników, innowacyjność oraz rozpoznawalność. Dzięki współpracy z Escola, będziemy mogli wspólnymi siłami wynieść to wydarzenie na jeszcze wyższy poziom. – komentuje Robert Rachwał, twórca marki Mobile Trends.
Serwis MobileTrends.pl działa od września 2013 r. To miejsce w pełni poświęcone najnowszym trendom w nowych technologiach i w sektorze mobile. W 2020 r. serwis miał ponad ćwierć miliona odsłon, a w 2021 r. serwis odwiedza średnio 17 tys. użytkowników miesięcznie.
Swoją strategię rozwoju na rynku IT Escola opiera w dużej mierze na akwizycji innych software house’ów. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększeniu liczby prowadzonych projektów. Tym razem Escola przejęła udziały firmy ClickMaster, zwiększając jednocześnie zespół doświadczonych programistów oraz poszerzając portfolio nowych zamówień.
Escola S.A. w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 proc. za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.
InPost sfinalizował umowę partnerską z Tesco w Wielkiej Brytanii. Do końca listopada Paczkomaty® InPost zostaną ustawione przy sieci 500 wielkoformatowych sklepów Tesco w Wielkiej Brytanii. Dla Tesco to kolejne udogodnienie oferowane klientom oraz zwiększenie wartości nieruchomości komercyjnych sieci. Już obecnie przy sklepach Tesco w UK działa 200 Paczkomatów® InPost, dlatego sieć zdecydowała się na szerokie wdrożenie maszyn InPost w całym kraju.
Paczkomaty® InPost trafią przed sklepy Tesco na terenie całej Wielkiej Brytanii jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, umożliwiając kupującym odbieranie i wysyłanie paczek oraz ich proste zwracanie w trakcie zakupów w supermarketach.
– To kolejny krok w dynamicznym rozwoju naszej sieci Paczkomatów® w Wielkiej Brytanii. Dzięki współpracy z Tesco przekroczymy liczbę 2500 Paczkomatów® w UK. Na rynku brytyjskim chcemy być liderem w zakresie dostaw paczkomatowych. Dlatego do końca 2021 roku planujemy mieć 3000 Paczkomatów® w UK, a na koniec 2024 ponad 10.000. Rozwój międzynarodowej sieci Paczkomatów® InPost jest naszym priorytetem – już teraz jesteśmy liderem w Europie i chcemy szybko umacniać swoja pozycję na wielu rynkach równolegle – podkreśla Michael Rouse, prezes InPost International.
Dodaje, że dzisiaj klienci oczekują znacznie więcej niż tylko zakupów w sklepach stacjonarnych. Chcą mieć dostęp do podstawowych udogodnień i przydatnych usług, dzięki którym zaoszczędzą swój czas.
– Dodatkowo dzięki Paczkomatom® InPost możliwe jest obniżenie ruchu samochodów na drogach, zmniejszenie korków oraz ograniczenie negatywnego wpływu transportu samochodowego na środowisko. Urządzenia InPost pomagają więc społecznościom lokalnym żyć w bardziej zrównoważonym i ekologicznym środowisku – zaznacza Michael Rouse, prezes InPost International.
– Cieszymy się z możliwości rozszerzenia zakresu usług oferowanych przez nasze sklepy, co jest możliwe dzięki współpracy z InPost. Ogłoszone partnerstwo pozwoli klientom na odbieranie i nadawanie paczek przy okazji cotygodniowych zakupów. Wiemy, że nasi klienci nieustannie poszukują sposobów uproszczenia sobie życia oraz zaoszczędzenia czasu, Paczkomaty® InPost to umożliwią – powiedziała Louise Goodlandz Tesco.
Dzięki współpracy z InPost Tesco realizuje swoje ambicje, aby osiągnąć neutralność klimatyczną o zerowej emisji dwutlenku węgla do 2050 roku. Współpraca z InPost oznacza zmniejszenia emisji CO2 średnio nawet o 75% na paczkę.
Sieć Paczkomatów® InPost po osiągnięciu pełnej operacyjności we wszystkich planowanych lokalizacjach przy sklepach Tesco, wyeliminuje 250.000 tradycyjnych dostaw kurierskich na ostatniej mili i zaoszczędzi do 730 ton emisji dwutlenku węgla rocznie. Pomoże to zmniejszyć ruch drogowy wpływając na jakość i komfort życia społeczności lokalnych.
Notowana na NewConnect grupa e-commerce związana z dobrami luksusowymi Modern Commerce z sukcesem zakończyła transakcję przejęcia właściciela marki Moliera2.com. Finalizacja transakcji była możliwa dzięki realizacji największej w historii NewConnect gotówkowej emisji akcji o wartości 80 mln zł. Jednocześnie Moliera2.com notuje najlepsze wyniki w historii. Na koniec sierpnia narastająca sprzedaż wyniosła aż 66,8 mln zł, co oznacza wzrost o 30% względem ubiegłego roku.
W tym samym okresie wynik EBITDA wyniósł 3,2 mln zł i był wyższy o 21% niż rok wcześniej, a zysk netto wyniósł 1,9 mln zł i był aż o 90% wyższy r/r.
– Bardzo dobre wyniki osiągnięte przez Moliera2.com to efekt organicznych działań w dotychczasowym kształcie. Dołączenie Moliera2.com do naszej Grupy otwiera nowe możliwości, które wierzymy, że przełożą się na jeszcze dynamiczniejszy wzrost. Naszą ambicją jest zbudowanie lidera e-commerce rynku dóbr luksusowych. – komentuje Maciej Tygielski, członek zarządu Modern Commerce.
W ofercie publicznej o wartości 80 mln zł inwestorzy objęli 148,1 mln akcji. Inwestorzy indywidualni objęli 106,7 mln akcji, w tym Wirtualna Polska Holding 18,52 mln akcji. Pozostałe 41,4 mln akcji objęli inwestorzy instytucjonalni. Wirtualna Polska i Modern Commerce zamierzają współpracować na poziomie operacyjnym i marketingowym przede wszystkim przy rozwoju projektu Moliera2.com, co pozwoli zmaksymalizować potencjał e‑commercowy projektu.
Pozyskane środki zostały przeznaczone na przejęcie właściciela marki Moliera2.com, spółki IT Fashion Polska Group & Partners Sp. z o.o., i będą wydawane na realizację bieżących projektów inwestycyjnych prowadzonych przez Grupę Modern Commerce. Koordynatorem oferty byli Ipopema Securities oraz Dom Maklerski BOŚ, doradcą prawnym była kancelaria SSW Pragmatic Solutions, a doradcą komunikacyjnym agencja InnerValue. Autoryzowanym Doradcą odpowiedzialnym za wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect był INC.
– Jeszcze raz dziękuję nowym i dotychczasowym akcjonariuszom za zaufanie, którym nas obdarzyli. Sukces emisji akcji umożliwił zamkniecie transakcji przejęcia Moliera2.com. Jednocześnie pozyskaliśmy szerokie grono różnorodnych inwestorów, w tym fundusze inwestycyjne oraz inwestora branżowego – Grupę WP. Warto również podkreślić naprawdę szybkie tempo wprowadzenia akcji do obrotu na NewConnect. – komentuje Maciej Tygielski, członek zarządu Modern Commerce.
Polska w 2021 roku wyda na obronność 2,2 proc. PKB. z wynoszącego 52 mld zł budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej, z czego 15,8 mld zł jest przeznaczone na zakup nowego uzbrojenia. W budżecie na 2022 rok ta kwota ma wzrosnąć do 18,5 mld zł. Rosnące wydatki na zbrojenia sprawiają, że producenci sprzętu bojowego mogą stanowić atrakcyjną inwestycję.
Sposób zakupu sprzętu przez MON bywa krytykowany. Jednak to co charakteryzuje działania obecnego rządu, to duże projekty zakupu nowoczesnego sprzętu wojskowego, głównie z USA. Ma to być odpowiedź na rosnące zagrożenia polityczne w naszej części Europy, ale także ma służyć poprawie stosunków politycznych z USA.
W lipcu rząd zapowiedział zakup 250 czołgów Abrams M1A2. Zakup realizowany w latach 2022-2026 ma w sumie kosztować około 23,3 mld zł. Ma być on sfinansowany ze środków MON, ale możliwe, że będzie też finansowany poprzez emisję obligacji. Zakup dotyczy pełnego pakietu czyli samych czołgów, infrastruktury dla nich oraz szkoleń załóg. Producentem i sprzedawcą czołgów Abrams jest firma General Dynamics. Firma jest trzecim największym dostawcą sprzętu obronnego w USA. Akcje tej spółki od początku roku wzrosły o 35,82 proc, we wrześniu natomiast zanotowały spadek o 3,2 proc. W drugim kwartale tego roku firma zarobiła 737 mln dolarów, czyli o 18 proc. więcej niż rok wcześniej. Wskaźnik C/Z wynosi obecnie 17,26. Spółka przeznacza 40 proc. swoich zysków na wypłatę dywidendy. Termin ustalania prawa do kwartalnej dywidendy przypada na 7 października. Zostanie ona wypłacona 12 listopada w kwocie 1,19 dolara na akcję.
W styczniu 2020 roku Polska zamówiła natomiast 32 wielozadaniowe samoloty F-35A. Ten kontrakt, o wartości 20,7 mld zł, także obejmuje zarówno sprzęt, serwis jak i szkolenie pilotów. Dostawy samolotów będą trwały w latach 2024-2030. Dostawcą jest Lockheed Martin, największy na świecie producent uzbrojenia. Od początku roku akcje tej firmy wzrosły o skromne 0,92 proc., we wrześniu zaś uległy przecenie o 1,17 proc. C/Z dla akcji wynosi 13,3, przy zysku za drugi kwartał 2021 r. wynoszącym 1,8 mld. dolarów, o 12,5 proc. więcej niż rok wcześniej.
W 2018 roku zostały także zamówione dwie baterie rakiet Patriot o wartości 16 mld zł. Pierwsza z nich zostanie dostarczona w tym lub na początku następnego roku przez Raytheon Technologies. Ta firma w drugim kwartale zarobiła 1,28 mld dolarów, w porównaniu do straty wynoszącej 3,76 mld rok wcześniej. Od początku roku akcje Raytheon wzrosły o 27,84 proc, a we wrześniu o 2,21 proc. Wskaźnik C/Z wynosi 60,5 i jest znacząco wyższy niż w przypadku dwóch poprzednich firm.
Przemysł obronny, w przeciwieństwie do sektora lotniczego, nie został mocno dotknięty skutkami pandemii. Najbliższe kwartały powinny być stabilne dla sektora, bowiem pandemia nie wywołała zmniejszenia budżetów obronnych. Także w USA pomimo wycofania wojska z Afganistanu. Część krajów w wyniku dobrej koniunktury gospodarczej może nawet zwiększyć swoje wydatki na obronność. Większe ryzyko dla firm obronnych niosą zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw, które mogą skutkować opóźnieniami w realizacji projektów i wynikającymi z tego karami umownymi. Sektor obronny pozostaje zatem ciekawym kandydatem do umieszczenia w portfelu inwestycyjnym.
Dorota Pacławska objęła stanowisko Dyrektora ds. Finansowych na Europę Środkowo-Wschodnią.
Firma Colliers poinformowała, że Dorota Pacławska została awansowana na stanowisko Dyrektora ds. Finansowych (CFO) na Europę Środkowo-Wschodnią z dniem 1 października 2021 r.
Dorota jest specjalistką w dziedzinie finansów z ponad 16-letnim doświadczeniem w firmach o zasięgu międzynarodowym. W Colliers odpowiadała m.in. za procesy planowania zarządczego, wdrożenie procedur kontroli kosztów i nadzór nad nimi, organizację działu Compliance i nadzór nad nim, restrukturyzację działu prawnego oraz procesy prawne w firmie.
Dorota dołączyła do Colliers 11 lat temu z KPMG, gdzie zajmowała się audytami w sektorze nieruchomości, handlowym i przemysłowym. Posiada uprawnienia biegłego rewidenta oraz jest członkiem ACCA.
W swojej nowej roli Dorota będzie ściśle współpracować z Moniką Rajską-Wolińską, Dyrektor Generalną na region Europy Środkowo-Wschodniej, oraz szerszą kadrą zarządzającą w sześciu krajach: Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Bułgarii i Rumunii. Dorota będzie uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji strategicznych w regionie i raportować do Moniki Rajskiej-Wolińskiej oraz Davouda Amela-Azizpoura, Dyrektora ds. Finansowych na region EMEA.
— Dorota jest wybitnym ekspertem Colliers, który w znacznym stopniu przyczynił się do naszego sukcesu w Polsce. Cieszymy się, że możemy docenić jej doświadczenie i dalej rozwijać jej karierę zawodową dzięki tej ekscytującej możliwości — powiedziała Monika Rajska-Wolińska, Dyrektor Generalna na region Europy Środkowo-Wschodniej.
— To dla mnie zaszczyt, móc objąć stanowisko Dyrektora ds. Finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej. Cieszę się, że mogę być częścią zespołu napędzającego rozwój naszego regionu — powiedziała Dorota Pacławska, Dyrektor ds. Finansowych na region Europy Środkowo-Wschodniej.
Pandemiczna sytuacja i rosnąca inflacja nie rozpieszczają seniorów. Z najnowszego badania opinii Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że 94 proc. seniorów dotkliwie odczuwa wzrost cen produktów i usług[1]. Co trzeci emeryt otwarcie przyznaje, że rezygnuje z zakupu niektórych rzeczy, a co piąty deklaruje, że wybiera tańsze zamienniki. Ponad połowa twierdzi, że ma dosyć ciągłego oszczędzania. Co dziesiąty skarży się z tego powodu na gorsze samopoczucie.[2]
Tylko 6 proc. ankietowanych emerytów nie narzeka na wzrost cen produktów i usług. Zdecydowana większość (94 proc.) dotkliwie odczuwa podwyżki. Według seniorów najbardziej drożeją produkty pierwszej potrzeby takie jak jedzenie i kosmetyki (tak twierdzi 73 proc. badanych), opłaty za media (14 proc.) oraz paliwo (6 proc.). Seniorzy pytani o ile więcej wydają na swoje utrzymanie przyznają, że ich wydatki w ostatnim czasie wzrosły średnio o 100-500 zł (tak odpowiedziało 57 proc. ankietowanych). Co czwarty deklaruje, że wydaje więcej o 50-100 zł (25 proc.).
– Sytuacja finansowa polskich seniorów nigdy nie była łatwa. Z wyliczeń Instytutu Emerytalnego wynika, że na koniec 2020 r. stopa zastąpienia spadła do 42,4 proc. (z 43,6 proc. w 2019 r.), a to oznacza, że seniorzy prowadzą swoje gospodarstwa domowe dysponując mniej niż połową swoich wcześniejszych zarobków. Przeciętna emerytura w Polsce wynosi ok. 2500 zł brutto, a trzeba pamiętać, że wiele osób w wieku 65+ pobiera tzw. świadczenia minimalne. Najnowsze dane KRD wskazują, że seniorzy w coraz większym stopniu się zadłużają, a ich problemy ze spłatą długów rosną. Rosną również ceny produktów oraz usług, co pogłębia i wciąż będzie pogłębiać tę tendencję – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Dodaje, że ponad 60 proc. seniorów, którzy zgłaszają się do funduszu celem podpisania umowy renty dożywotniej chce dzięki temu wyjsć z długów i spłacić zaległe zobowiązania. Hipoteka odwrócona jest dla nich szansą na życie bez konieczności ciągłego oszczędzania.
Oszczędzają, bo muszą
W jaki sposób emeryci radzą sobie z podwyżkami? Aż 30 proc. przyznaje, że rezygnuje z zakupu niektórych rzeczy, a 26 proc. deklaruje, że wybiera tańsze produkty. Co piąty emeryt stara się żyć jeszcze bardziej oszczędnie – wydaje mniej nie tylko na jedzenie i opłaty, ale również leki, ubrania i inne artykuły. Często pomija też wydatki na przyjemności, takie jak wakacyjny wyjazd, wizyta w kawiarni lub u fryzjera. Aż 54 proc. ankietowanych twierdzi, że ma dosyć ciągłego oszczędzania, a 11 proc. skarży się na gorsze samopoczucie i przygnębienie z tego powodu. Tylko 35 proc. emerytów stara się podchodzić do kwestii finansów racjonalnie i zarządzać po prostu takim budżetem, jakim aktualnie dysponuje.
Nie myślą o zwiększeniu swoich dochodów
Większość ankietowanych, bo aż 65 proc. nie myśli o zwiększeniu swoich dochodów. Są jednak osoby, które chciałyby jakoś poprawić swoją sytuację materialną (35 proc.). Większość z nich (72 proc.) podejmuje w tym celu dodatkową pracę. Tylko 6 proc. decyduje się na wynajem pokoju lub mieszkania, a 4 proc. jako jedyny sposób poprawy sytuacji finansowej postrzega pożyczkę.
– Wielu seniorów nie wie jak ma poprawić swoją sytuację finansową. Część z nich ma poczucie, że przepracowało już swoje lata i teraz przyszedł czas na odpoczynek. Część nie wie co mogłaby robić i w jakim zawodzie miałaby znaleźć zatrudnienie. Wiele osób starszych ma też problemy zdrowotne przez co nie może pracować. Tylko 4 proc. ankietowanych wskazuje rentę dożywotnią jako sposób poprawy swojej sytuacji finansowej, a szkoda, bo to rozwiązanie popularne m.in. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Irlandii czy Włoszech – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. Dodaje, że być może nowe regulacje prawne obejmujące rynek hipoteki odwróconej spowodowałyby większe zainteresowanie usługą i zagwarantowałyby bezpieczeństwo seniorom. Jako przykład przytacza rynek włoski, na którym dopiero po wejściu rządowych przepisów i wprowadzeniu nadzoru nad rynkiem (w 2016 roku) doszło do kilkukrotnego wzrostu zainteresowania usługą.
[1] Badanie opinii Funduszu Hipotecznego DOM zrealizowane we wrześniu 2021 na próbie 141 osób w wieku 65+.
W październiku tradycyjnie rozpoczyna się rok akademicki. Z tej okazji po raz pierwszy Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) udostępnił nowe funkcje w ogólnopolskim systemie monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Od dzisiaj każdy może uzyskać informacje dotyczące nie tylko zawodowych karier absolwentów, ale także osób ze stopniem doktora.
Z nowych danych wynika, że zgodnie z przypuszczeniami osoby ze stopniem doktora – niezależnie od dziedziny studiów – otrzymują wyższe wynagrodzenie niż absolwenci, uzyskujący w tym samym czasie tytuł magistra. Przy czym najwięcej zyskują doktorzy w dziedzinie nauk społecznych. Ich średnie wynagrodzenia są wyższe w porównaniu z zarobkami magistrów aż o 60 proc. w ich miejscach zamieszkania (tj. o 3 848,37 zł).
Biorąc pod uwagę dziedziny kształcenia, w 2019 r. najwięcej osób otrzymało stopień doktora w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu (1565 osób), wyprzedzając nieznacznie nauki społeczne (1563), a także nauki inżynieryjno-techniczne (1201).
Najwięcej osób uzyskało stopień doktora na Uniwersytecie Warszawskim. Został on liderem aż w trzech dziedzinach kształcenia: naukach społecznych (160), humanistycznych (152) oraz ścisłych i przyrodniczych (108).
Eksperci OPI PIB rozbudowali również system ELA o monitorowanie ścieżek kształcenia studentów, w tym analizę ich modyfikacji. Zjawisko powszechnego zmieniania decyzji edukacyjnych podczas studiów jest popularne w całej Europie. Otrzymane dane wskazują, że około połowa studentów modyfikuje swoje pierwotne decyzje dotyczące kierunku kształcenia. Warto jednak podkreślić, że ponad 50 proc. spośród nich podejmuje kolejne studia – albo od razu, albo po pewnej przerwie.
ELA – nowe funkcje już dostępne
W lipcu br. Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy uruchomił na zlecenie Ministerstwa Edukacji i Nauki (MEiN) szóstą edycję ogólnopolskiego systemu monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Dzięki temu po raz pierwszy uzyskano możliwość porównania sytuacji absolwentów z różnych roczników przez cały pięcioletni okres objęty monitoringiem. Z początkiem nowego roku akademickiego natomiast eksperci OPI PIB dodali do systemu całkiem nowe funkcje, które umożliwiają przyjrzenie się ścieżkom rozwoju akademickiego.
– Jestem dumny z naszego systemu ELA i tego, jak on się rozwija. Co roku dodajemy nowe funkcje, które pozwalają na lepszą analizę ekonomicznych losów absolwentów. W odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku i szkolnictwa wyższego, w systemie ELA wprowadziliśmy w tym roku nowy typ raportu dostępny na poziomie pojedynczych kierunków, uczelni oraz całej Polski. Nasz system uważany jest za jeden z najlepszych w Unii Europejskiej – mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).
– Narzędzie OPI PIB pozwala wychwytywać anomalie dotyczące osób kończących studia wyższe na rynku pracy. Z jego pomocą mogliśmy przeanalizować, jak pandemia COVID-19 wpłynęła na poziom bezrobocia absolwentów, którzy wchodzili na rynek pracy w 2020 r. Teraz mamy w ELA także dane dotyczące osób ze stopniem doktora. To nowa grupa, której losy akademickie nie były wcześniej analizowane przez nasz system. Dzięki nowej funkcji możemy dokładniej badać ścieżki rozwoju akademickiego w Polsce – dodaje dyrektor OPI PIB.
Najbardziej opłacalny doktorat w dziedzinie nauk społecznych
Dane systemu ELA pokazują, że niezależnie od badanego roku obrony, zarobki osób ze stopniem doktora są wyższe niż absolwentów z tytułem magistra. Takie wyniki nie zdziwiły ekspertów OPI PIB. Jednak bardziej szczegółowe statystyki nieco zaskoczyły badaczy.
– Fakt, że doktorzy rok po obronie zarabiają lepiej niż magistrzy nie był dla nas niespodzianką. Wszyscy raczej się spodziewaliśmy takich wyników – zarówno ja, jak i profesor Agnieszka Chłoń-Domińczak i doktor Marek Bożykowski, z którymi tworzymy system ELA. Jednak muszę przyznać, że nieco zaskoczyło nas, że największą premię za doktorat można uzyskać w dziedzinie nauk społecznych. Dla rocznika 2019 w pierwszym roku po doktoracie wynosi ona aż 60 proc. średnich lokalnych zarobków (tj. 3 848,37 zł). Należy jednak pamiętać, że do dziedziny nauk społecznych zaliczamy kierunki ekonomiczne i to one głównie odpowiadają za ten atrakcyjny bonus – mówi dr hab. Mikołaj Jasiński, ekspert Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB). – Innym ciekawym zjawiskiem, które zauważyliśmy, jest popularność doktoratu wśród muzyków – w porównaniu z innymi kierunkami należącymi do dziedziny sztuki. Na pięć uczelni z największą liczbą obronionych prac doktorskich w tej dziedzinie w 2019 r., aż cztery to uczelnie muzyczne. Najwięcej doktorów przybyło na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie (50), który wyprzedził kolejno Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie (36), Akademię Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach (33), Akademię Muzyczną im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu (29) oraz Akademię Muzyczną im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku (27) – dodaje ekspert OPI PIB.
Z danych ELA wynika, że dobrze na rynku pracy w pierwszym roku po dyplomie radzą sobie nie tylko wspomniani wcześniej doktorzy nauk społecznych, których średnie zarobki w tym okresie wyniosły 7771,59 zł. Tylko na nieco niższe zarobki mogły liczyć osoby, które obroniły doktorat w dziedzinach nauk medycznych i o zdrowiu (7768 zł) oraz inżynieryjno-technicznych (7749,03 zł). W ich wypadku jednak różnica w zarobkach w porównaniu ze świeżo upieczonymi magistrami z danych dziedzin nie była tak wysoka. Na najniższe zarobki rok po uzyskaniu stopnia doktora mogły natomiast liczyć osoby, które wybrały nauki teologiczne (3957,81 zł).
UW, WUM, SGGW, UMFC i KUL liderami w swoich dziedzinach, remis między AGH i PW
W 2019 roku w Polsce przybyło aż 7085 doktorów. Najwięcej w dziedzinach nauk medycznych i nauk o zdrowiu (1565) oraz nauk społecznych (1563), najmniej natomiast w dziedzinie nauk teologicznych (148). Niekwestionowanym liderem pod względem liczby nowych doktorów był Uniwersytet Warszawski (UW), na którym uzyskało stopień doktora najwięcej osób aż w trzech dziedzinach nauk: społecznych – 160, humanistycznych – 152 oraz ścisłych i przyrodniczych – 108. W dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu największa liczba doktoratów została obroniona na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym (WUM) – 173, nauk rolniczych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (SGGW) – 78, dziedzinie sztuki na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie (UMFC) – 50 i w dziedzinie nauk teologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana Pawła II w Lublinie (KUL) – 45. Z kolei w dziedzinie nauk inżynieryjno-technicznych doszło do remisu, na Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie (AGH) i na Politechnice Warszawskiej (PW) w 2019 stopień doktora uzyskała taka sama liczba osób – 164.
Młodzi modyfikują swoje ścieżki kształcenia
Oprócz nowych funkcji związanych z osobami ze stopniem doktora, wprowadzono także do systemu ELA możliwość analizy modyfikacji ścieżki kształcenia studentów. Niezależnie od przyczyn i okoliczności, są one zjawiskiem powszechnym zarówno w Polsce, jak i w innych krajach UE. Z danych ELA wynika, że około połowa studentów modyfikuje swoje decyzje edukacyjne. Warto jednak podkreślić, że ponad 50 proc. spośród nich podejmuje kolejne studia – albo od razu, albo po pewnej przerwie. Oczywiście istnieją różnice pomiędzy poziomami studiów i dziedzinami nauki. Najczęściej modyfikują swoją ścieżkę kształcenia studenci studiów I stopnia – nauk humanistycznych (61,1 proc) i nauk ścisłych i przyrodniczych (60,5 proc). Z kolei najrzadziej modyfikacji kształcenia dokonują studenci studiów II stopnia nauk medycznych i nauk o zdrowiu (21,8 proc.) oraz dziedziny sztuki (23,7 proc.) Może to wynikać z faktu, że kierunki w tych obszarach są kosztowne i mocno oblegane W związku z tym przyszli studenci już na etapie przygotowań musieli wiele zainwestować, aby odnieść sukces rekrutacyjny. Niezależnie od rodzaju, poziomu i dziedziny studiów większość modyfikacji kierunków kształcenia odbywa się na pierwszym roku studiów.
Ogólnopolski system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA)
System ELA został stworzony i jest prowadzony przez Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) na zlecenie Ministerstwa Edukacji i Nauki (MEiN). Dostarcza wiarygodnych informacji o sytuacji absolwentów polskich uczelni na rynku pracy. Bazuje on na danych, które już od dawna gromadzone są w rejestrach publicznych. ELA czerpie dane z innego systemu rozwijanego również w OPI PIB, czyli z POL-onu oraz wykorzystuje informacje z rejestru osób objętych ubezpieczeniem społecznym, który jest prowadzony przez ZUS. Najświeższe dane dotyczą osób, które ukończyły studia w 2019 r. i obejmują okres co najmniej 12 miesięcy aktywności zawodowej po uzyskaniu dyplomu (do grudnia 2020 r.) Daje to czas absolwentom na zdobycie często pierwszych doświadczeń zawodowych. Wszystkie dane przetwarzane przez system są zanonimizowane oraz wdrożone zostały odpowiednie mechanizmy, które gwarantują bezpieczeństwo. System jest bardzo nowoczesny i przyjazny dla użytkownika. Posiada narzędzia pozwalające m.in. na generowanie raportów, rankingów i infografik, zgodnie z potrzebami użytkownika. Dostępna jest także darmowa aplikacja na urządzenia mobilne.
System dostępny jest dla każdego po adresem: www.ela.nauka.gov.pl.
Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB)