Niespodzianka na koniec tygodnia

Banki centralne i ich decyzje są obecnie bardzo ważnym tematem na rynkach finansowych. Tradycyjna misja dbania o stabilność cen od dawna nie jest już priorytetem wszystkich. Nikt jednak nie ignoruje jej tak jak Turcy.

Więcej bezrobotnych w USA

Wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych negatywnie zaskoczyły rynek. Z jednej strony 351 tysięcy osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych w ubiegłym tygodniu to nie jest szczególnie zły rezultat. Od początku pandemii przed wrześniem, raptem jeden dwa razy mieliśmy niższy odczyt. Z drugiej strony ostatni trzy odczyty były niższe niż ten. Inwestorzy wykorzystali te dane by sprzedać dolary i zrealizować część zysków. Amerykańska waluta jest wciąż mocna, ale nie szturmuje już kolejnych szczytów jak w nocy ze środy na czwartek.

Turcja obniża stopy procentowe

Jeżeli jest na świecie jakiś kraj, który zaskakuje ostatnio swoją polityką monetarną to z pewnością jest to Turcja. Właśnie obniżono tam stopy procentowe. Ostatni wzrost inflacji duszono tam, słusznie zresztą podwyżkami stóp procentowych. Skończyło się to co prawda dymisją prezesa banku. Teraz gdy inflacja wciąż rośnie, ale wolniej nagle stopy procentowe są obniżane. Pomysł obniżania stóp procentowych, kiedy inflacja ociera się o poziom 20% jest bardzo odważny. Jak rynek docenia takie eksperymenty dobrze widać na wykresach. Przed publikacją euro kosztowało 10,15 liry, dzisiaj jest to ponad 10,35 liry.

Dane z Japonii

Kiedy prawie cały świat zmaga się z rosnącą inflacją, Japończycy pokazali dzisiaj w nocy 0,4% deflacji. W ciągu roku tylko raz pokazano w tym kraju wzrost cen. Oprócz deflacji zobaczyliśmy też niższy od oczekiwań indeks PMI dla przemysłu. Jest on co prawda wyższy od 50 pkt, czyli symbolicznie rozdzielających rozwój od recesji, ale zapas ten jest już minimalny. Nie może zatem dziwić, że japoński jen znajdował się w odwrocie po publikacji tych danych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska Chemia – gotowa na „Fit for 55”?

Jak polski przemysł chemiczny ocenia propozycje zawarte w pakiecie Fit for 55? Co będzie miało największe znaczenie dla dekarbonizacji sektora? Jak sprawić, by przejście branży na gospodarkę neutralną klimatycznie stało się realne? – to między innymi te pytania zdominowały III Debatę w ramach Kampanii Polska Chemia, której organizatorem jest Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC). Wydarzenie odbyło się 23 września br.

Zmiany klimatyczne są faktem – ostatni raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu przy ONZ nie pozostawia złudzeń. Komisja Europejska, szukając sposobów na poprawę sytuacji, ogłosiła w lipcu br. Pakiet „Fit for 55” – zbiór kilkunastu inicjatyw i wniosków ustawodawczych, który stanowi element Europejskiego Zielonego Ładu i będzie miał ogromny wpływ na funkcjonowanie całego sektora chemicznego. Przed Polską Chemią, jako branżą strategiczną dla rozwoju całej polskiej gospodarki, odpowiedzialną za znaczącą część PKB stoi szereg wyzwań. Sektor wychodzi z walki z pandemią COVID–19 obronną ręką, jednak dla jego dalszego rozwoju potrzebne jest odpowiednie wsparcie oraz regulacje dostosowane do potrzeb i możliwości przemysłu. Klimatyczna transformacja bez udziału chemii nie będzie możliwa – podkreślał podczas Debaty dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Eksperci administracji oraz przedstawiciele branży pod hasłem „Pakiet Fit for 55 – wpływ na Polską Chemię” dyskutowali o wyzwaniach i szansach związanych z wdrażaniem jego zapisów, istotnych z punktu widzenia sektora chemicznego. Kluczowe założenia pakietu przedstawiła Klaudia Kleps, Koordynator Pionu Rzecznictwa i Legislacji, Senior Ekspert w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego. Wskazała, że jego zapisy będą miały wpływ na wszystkie łańcuchy wartości, a jedną z jego podstawowych koncepcji jest ograniczenie emisji w systemie handlu emisjami (ETS). Zgodnie z celami unijnymi do roku 2030 r. emisje mają zostać ograniczone o 61 proc., co ma stać się możliwe m.in. poprzez jednorazową redukcję rocznego limitu całkowitych emisji w celu dostosowania tego pułapu do obserwowanych rzeczywistych emisji oraz stopniową redukcję bezpłatnych uprawnień w sektorach objętych podatkiem granicznym (mechanizm CBAM) w latach 2026–2035.

Dialog szansą na sukces

Unijny pakiet bez wątpienia budzi wiele obaw. W pierwszej części Debaty, dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, pytany przez moderatorkę dyskusji Barbarę Rajkowską, Kierownik projektu z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, o ocenę zawartych w „Fit for 55” zapisów, wskazywał, iż największą bolączką przemysłu jest nie sam fakt konieczności dostosowania się do wymogów stawianych przez Unię Europejską – bo to już się dzieje i jest czymś oczywistym w kontekście dążenia do poprawy sytuacji klimatycznej – lecz brak kompleksowych, spójnych przepisów na gruncie krajowym. – W konsekwencji przedsiębiorstwa „biorą sprawy w swoje ręce”, chcąc w sposób odpowiedzialny podejść do transformacji i stawianych przed nim ambitnych celów. Dlatego też, dla powodzenia ekologicznych przemian, konieczna jest budowa pakietu wsparcia dla biznesu, a wszelkie zasady i regulacje muszą być przejrzyste i odpowiadać rzeczywistym potrzebom sektora – dodał dr inż. Tomasz Zieliński. Podkreślał, że Polska Chemia, jako branża niezwykle innowacyjna, opracowuje nowoczesne rozwiązania – jak choćby w zakresie technologii wodorowych, w których Unia Europejska widzi przyszłość. Przemysł oczekuje jednak dialogu z decydentami prowadzonego na jak najwcześniejszym etapie prac nad wszelkimi regulacjami, by móc odpowiednio przygotować się do realizacji stawianych przed nim ambitnych celów.

Na pomoc polskim przedsiębiorcom

Jednym ze sposobów na znalezienie odpowiednich rozwiązań ma stać się opracowanie „Białej Księgi”, nad którą prace rozpoczęło właśnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Dokument ten ma przedstawiać szanse i wyzwania dla polskiego przemysłu w kontekście wdrażania założeń „Fit for 55”, a Polska Izba Przemysłu Chemicznego, jako ekspercka organizacja branżowa, będzie aktywnie uczestniczyć w tym projekcie. Paweł Różycki, Zastępca Dyrektora Departamentu Strategii i Planowania Transformacji Klimatycznej w MKiŚ, zapewnił podczas Debaty, że administracja dostrzega ogromną rolę, jaką odegra polski przemysł, w tym chemiczny, w nadchodzącej transformacji i jest otwarta na dyskusję. Pytany o ocenę zapisów „Fit for 55” wskazywał, że Pakiet był od dawana wyczekiwany, choć oczywiście nie bez obaw. Spodziewano się, że obciążenia z nim związane będą nakładane szybciej, szczególnie w kwestii wycofywania bezpłatnych uprawnień do emisji. – Mimo iż system ETS i wysokie ceny uprawnień są problematyczne, to dla polskich przedsiębiorców przewidziane są narzędzia wsparcia, takie jak np. środki pochodzące z Funduszu Modernizacyjnego, przychody aukcyjne na modernizację sektora energetycznego w celu hamowania wzrostu cen energii oraz fundusze z Krajowego Planu Odbudowy – podkreślał przedstawiciel Ministerstwa.

Transformacja ekologiczna – szanse i wyzwania

W kolejnej części Debaty, podczas panelu dyskusyjnego, reprezentant administracji polskiej
w Brukseli podkreślał, że Pakiet „Fit for 55” jest odpowiedzią na wyzwania klimatyczne, jednak z perspektywy Brukseli dalsze negocjacje jego zapisów nie będą łatwe. Zmiany, które zakłada, będą bowiem wpływały na konkurencyjność gospodarek poszczególnych państw członkowskich, a tym samym konkurencyjność całej Unii Europejskiej. Z punktu widzenia przedstawicieli firm sektora chemicznego unijny zbiór inicjatyw i wniosków ustawodawczych stanowi dla przemysłu szanse, ale także szereg wyzwań. Podkreśliła to Kalina Sarnowska, Kierownik Działu Regulacji w Grupie Azoty S.A., wskazując, że dla branży nawozowej w kontekście właściwego wdrażania „Fit for 55” kluczowe staje się doprecyzowanie ścieżek postępowania i dialog z decydentami, tak aby móc się jak najwłaściwiej przygotować do całego procesu i w jak najlepszy sposób podejść do działań zmierzających ku neutralności klimatycznej przedsiębiorstwa. Karol Wolff, Dyrektor Biura Strategii i Projektów Strategicznych w PKN ORLEN S.A., komentując ogłoszony przez Komisję Europejską Pakiet, odniósł się do strategii Spółki. Jej aktualizacja, która nastąpi w 2022 r., będzie szczegółowo uwzględniać unijne założenia, jednak już teraz PKN ORLEN – obok doskonalenia obecnych aktywów – rozwija segment paliw alternatywnych i biopaliw, upatrując w nich szansy na umacnianie konkurencyjności przedsiębiorstwa.

Regulacje i system zachęt na drodze ku dekarbonizacji

O paliwach alternatywnych, podczas drugiego panelu dyskusyjnego, mówił również Przemysław Bielecki, Kierownik Działu Regulacji Zewnętrznych w Grupie LOTOS S.A. Aby można było rozmawiać o realnym wykorzystaniu wodoru, musi zostać zapewniony na niego popyt – podkreślał. Jako przykład wskazał sektor transportowy, gdzie potrzebny jest odbiorca produktu – by stało się to możliwe kluczowe staje się stworzenie systemu zachęt i właściwych regulacji. Oceniając zapisy Pakietu, przedstawiciel Grupy LOTOS S.A. nadmienił, że kwestie dotyczące – wspomnianego już we wcześniejszej części Debaty – mechanizmu CBAM, czyli dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, powinny podlegać dalszym negocjacjom.

Potrzebę tworzenia odpowiednich przepisów, jak również map drogowych dekarbonizacji dla poszczególnych gałęzi przemysłu wskazywał także Patryk Antonik, Kierownik w Biurze Ryzyka Regulacyjnego w ANWIL S.A. Dodał, że omawiany podczas Debaty Pakiet „Fit for 55” to swoista rewolucja środowiskowa, której wprowadzenie wymaga czasu i odpowiedniego przygotowania się do realizacji stawianych przed przemysłem wyzwań. Tylko dzięki stałemu dialogowi z prawodawcami stanie się to możliwe.

Rolę odpowiedniego wsparcia dla sektora podkreślał także Robert Jeszke, Kierownik Zespołu Strategii, Analiz i Aukcji oraz Centrum Analiz Klimatyczno–Energetycznych (CAKE) z Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) w ramach Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego. Ekspert wskazywał również, że oprócz wymogów i celów redukcyjnych, za unijnym pakietem podąża szereg rozwiązań i mechanizmów finansowych.
Ci, którzy umiejętnie skorzystają ze oferowanego wsparcia, wystartują w „pierwszej linii transformacji”, co może być korzystne dla naszej gospodarki – podkreślał. W kontekście założeń „Fit for 55” nie sposób nie poruszyć kwestii rosnących cen uprawnień do emisji, które przedstawiciel KOBiZE ocenił jako galopujące w zawrotnym tempie. Dodał, iż wszystko wskazuje na to, że w perspektywie 2030 r. ceny na poziomie 100 euro za tonę są bardzo realne.

Polska Chemia napędem ekologicznych przemian

Podsumowując spotkanie, dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, podkreślił, że branża dostrzega wyzwania związane z transformacją ekologiczną, na którą odpowiedź stanowić ma ogłoszony Pakiet „Fit for 55”. Dodał także, że jeśli chcemy mówić o realnej poprawie światowej sytuacji klimatycznej, to do Europy muszą dołączyć inne regiony świata – w przeciwnym razie osiągnięcie tego będzie niezwykle trudne. Udział sektora chemicznego w ekologicznych przemianach, z uwagi na jego strategiczną rolę w gospodarce, jest kluczowy. Ważne jest zatem wyłapanie szans i strumieni rozwojowych, zaś, aby móc umacniać konkurencyjność branży, potrzebne będzie jej odpowiednie wsparcie.

Materiał opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

W krajach rozwiniętych już podwyżki stóp procentowych

W czwartek, zgodnie z oczekiwaniami, Norgesbank podwyższył główną stopę procentową o 0,25 proc. Tym samym kraj wychodzi z polityki „zerowych” stóp procentowych. Norgesbank jest jednym z pierwszych banków centralnych krajów rozwiniętych, który podjął wyraźną decyzję o normalizacji polityki pieniężnej. Czy to nowy trend?

Dzień po konferencji szefa Fed Powell’a, która dla rynku brzmiała mniej jastrzębio, aniżeli oczekiwano, Norgesbank nie pozostawił złudzeń odnośnie kierunku, w którym będzie zmierzać tamtejsza polityka pieniężna. Największa różnica w podejściu do polityki pieniężnej w Norwegii uwidoczniła się w wypowiedzi szefa banku Olsena. Przyznał on, że władze monetarne widzą wyraźną poprawę aktywności gospodarczej i choć inflacja znajduje się poniżej celu, to bank preferuje działać wcześniej tak, aby nie spóźnić się z reakcją na wzrost cen. Retoryka jest diametralnie inna od tej obserwowanej w innych państwach G10, które konsekwentnie podtrzymują przejściowy charakter wzrostu cen. Jednocześnie, chociażby w USA, widać pewne jastrzębie sygnały i choć Fed robi to mało konkretnie, to przygotowuje rynek pod rozpoczęcie zacieśniania monetarnego. Ten zdaje się być gotowy, bo konferencja, na której padły słowa o możliwości zakończenia QE w połowie 2022 roku (oznacza to, że najprawdopodobniej tapering rozpocznie się w tym roku), nie wywołała większej reakcji, a wręcz została odebrana nieco gołębio. Nawet jeśli Norgesbank jeszcze długo nie znajdzie naśladowców, to czwartkowa decyzja może być punktem zwrotnym w polityce pieniężnej, od którego na politykę pieniężną będziemy patrzeć bardziej jastrzębio.

Dotychczas rozdźwięk w poczynaniach banków centralnych był domeną Europy Środkowo-Wschodniej. W czwartek złoty umacniał się względem głównych rywali, co było jednak efektem poprawy nastrojów na rynkach bazowych, a nie fundamentalnych zmian w podejściu władz monetarnych. W dalszym ciągu NBP pozostaje najbardziej gołębią instytucją w regionie, co zdecydowanie ciąży złotemu. Trudno uwierzyć, aby RPP, często zresztą przywołująca Fed, pozostawała najbardziej gołębią instytucją monetarną na świecie. Presja na Radę będzie rosła z każdym posiedzeniem, co może przekładać się pozytywnie na nastroje wokół złotego w średnim i długim terminie. W piątek złoty słabnie i w relacji do euro oscyluje wokół 4,6150. Notowania USD/PLN znajdują się w okolicy 3,9330. Kurs GBP/USD znajduje się na poziomie 5,3910.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Absolwenci bez pracy – co z kredytem studenckim?

  • W latach 1998-2020 banki udzieliły kredytu studenckiego blisko 406 tys. studentów i doktorantów; w ubiegłym roku podpisano 1572 tego typu umowy kredytowe[1].
  • Absolwenci mogą mieć problemy z ich spłatą – w ciągu ostatniego roku liczba bezrobotnych w wieku 25-30 lat wzrosła o 16%, z wyższym wykształceniem o 18%[2].
  • Kredytobiorcy w trudnej sytuacji finansowej mogą skorzystać z szeregu rozwiązań, m.in. z odroczenia płatności, zmniejszenia raty czy nawet umorzenia długu.

Życie studenta poza rodzinnym domem nie należy do najtańszych. Wysokie koszty zakwaterowania w akademiku lub wynajmu mieszkania, biletów komunikacyjnych, pomocy naukowych czy wyżywienia w niektórych przypadkach mogą przekreślić marzenia o zdobyciu wyższego wykształcenia. Barierę finansową pomaga pokonać kredyt studencki, udzielany żakom na preferencyjnych warunkach. Dyplom nie zawsze jednak gwarantuje zatrudnienie, a kredyt trzeba spłacić.

Gotówka co miesiąc, spłata po studiach

Jak wynika z danych Ministerstwa Edukacji i Nauki, od 1998 r. banki udzieliły kredytu studenckiego 406 tys. osób. W ubiegłym roku przyznano ich 1572. O tego typu finansowanie mogą ubiegać się studenci, których dochód rodzinny nie przekracza 3000 zł na osobę. Kredytu udzielają banki komercyjne, a preferencyjne warunki spłaty wynikają z dopłat z Funduszu Kredytów Studenckich pokrywanych z budżetu państwa.

Dlaczego jest to korzystna opcja?

  • To kredytobiorca decyduje, jaką kwotę chce pożyczyć – od 400 do 1000 zł miesięcznie.
  • Odsetki kredytu studenckiego wynoszą jedynie połowę stopy redyskontowej weksli NBP.
  • Okres spłaty rozkłada się na okres dwukrotności pobierania kredytu. Jeżeli więc został przyznany na 5 lat, to spłata musi nastąpić w ciągu 10 lat.
  • Odliczanie okresu spłaty rozpoczyna się dopiero 2 lata po zakończeniu nauki.
  • Dodatkowo, jeśli student znajdzie się w gronie 10% najlepszych absolwentów, jego zobowiązanie zostanie umorzone nawet do 50% wartości kredytu.

Rośnie odsetek młodych, wykształconych ludzi bez pracy

Nie dla wszystkich jednak tak preferencyjne warunki wystarczą, by spłacić zaciągnięte kilka lat wcześniej zobowiązanie. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wśród bezrobotnych rośnie liczba osób w wieku 25-34 lat, w I kwartale 2021 r. wyniosła 292,7 tys., co w porównaniu z tym samym okresem w 2020 r. oznacza wzrost o 16%. Coraz częściej bez pracy są także osoby z wyższym wykształceniem – w I kw. tego roku ich liczba wyniosła 156,5 tys., rok wcześniej było to 132,9 tys. – to wzrost o 18%. Jednym z powodów jest oczywiście pandemia, która nie ułatwia absolwentom rozpoczęcia kariery zawodowej, a tym bardziej spłaty kredytu. Do tej pory absolwent, który nie mógł znaleźć pracy od razu po ukończeniu studiów lub udawało mu się dostać jedynie na bezpłatny staż, miał szansę na zarobek dzięki tymczasowemu zatrudnieniu np. w gastronomii. Pandemia i związany z nią lockdown uniemożliwiły realizację także tego planu awaryjnego.

Kredyt studencki może być sporym wsparciem dla studentów, ale należy pamiętać, że jest to poważne zobowiązanie, które młody człowiek bierze na siebie nie wiedząc jeszcze, jak potoczy się jego kariera zawodowa. Konsekwencje niespłacania tego zobowiązania będą podobne, jak w przypadku zadłużenia wynikającego z każdego innego kredytu czy pożyczki. Absolwent mający problemy ze spłatą może oczywiście liczyć na pomoc od państwa. Wiele możliwości negocjacji jest także na etapie przejęcia zadłużenia przez windykację. Kluczowe jest jednak nieunikanie odpowiedzialności za zaciągnięty kredyt. Firmy windykacyjne mają specjalne programy spłaty zadłużenia, które można dopasować do możliwości osoby zadłużonej. Długi mogą przytrafić się każdemu. Jednak zawsze należy dążyć do jak najszybszego ich uregulowania, by móc od nowa budować swoją wiarygodność finansową – mówi mec. Marcin Czugan, Prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych, organizacji realizującej kampanię Windykacja? Jasna sprawa!

Warto pamiętać, że w przypadku konkretnie kredytu studenckiego przewidziano narzędzia, mające na celu pomoc absolwentom w trudnej sytuacji finansowej. Kredytobiorca może starać się o odroczenie spłaty, zmniejszenie wysokości miesięcznej raty, a w skrajnych przypadkach nawet o częściowe lub całościowe umorzenie kredytu.

[1] Dane Ministerstwa Edukacji i Nauki

[2] Dane Głównego Urzędu Statystycznego

Zakupy centralne leków mogą być korzystniejsze dla pacjentów i systemu

Zakup leków po niższej cenie to główne założenia idei zakupów wspólnych wybranych kategorii leków refundowanych. Zdaniem przedstawicieli Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA” zapewnienie pacjentom niezbędnego leczenia przy optymalizacji kosztów dla płatnika publicznego można i warto osiągnąć z wykorzystaniem także innych mechanizmów. Niektóre obecne zapisy regulujące organizację i rozstrzygnięcia przetargów wspólnych budzą obawy o zagrożenie niedostępnością terapii i przerwaniem ciągłości procesów terapeutycznych pacjentów. „FARMACJA POLSKA” proponuje przykładowe rozwiązania.

– Jaki jest cel organizacji zakupów wspólnych wybranych kategorii leków refundowanych? To bez wątpienia zapewnienie pacjentom równego dostępu do terapii przy zachowaniu możliwie optymalnej ceny dla płatnika publicznego. Idea ta jest w pełni zasadna i nie ma wątpliwości, że warto realizować ją poprzez wszelkie możliwe mechanizmy i narzędzia. W zakresie zakupów wspólnych wybranych kategorii leków refundowanych pojawiają się jednak wątpliwości, które wymagają rozważenia i modyfikacji, ponieważ w obecnym kształcie mogą prowadzić do poważnych zagrożeń związanych z niedostępnością terapii dla pacjentów – wskazuje Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA”.

Zdaniem ekspertów Izby obecne zapisy regulujące organizację i rozstrzygnięcia przetargów wspólnych niosą ze sobą ryzyka związane między innymi z:

  • wyłonieniem tylko jednego dostawcy,
  • obowiązującymi obecnie restrykcyjnymi mechanizmami ustalania cen leków w przetargach centralnych oraz
  • brakiem jasnej ścieżki leczenia pacjentów, którzy ze względów medycznych nie mogą stosować danej terapii.

Potrzebny multiwinner

Według obowiązującego aktualnie prawa w przetargach centralnych wybranych kategorii leków refundowanych wyłaniany jest jeden dostawca, który zaoferuje najniższą cenę. Problem pojawia się w sytuacji, kiedy z różnych przyczyn zwycięzca nie jest w stanie zrealizować postanowień rozstrzygniętego postępowania.

W takiej sytuacji kolejny oferent biorący udział w postepowaniu przetargowym może dostarczać leki zgodnie z postanowieniami rozstrzygniętego postępowania, ale na takich warunkach finansowych, jakie wynegocjowano z pierwszym oferentem (który nie mógł dotrzymać postanowień przetargu). – To problematyczny zapis, ponieważ gdyby inni oferenci byli w stanie zaproponować najniższą wynegocjowaną cenę, najpewniej taką właśnie przedstawiliby w ramach postepowania. Trudno oczekiwać, że kolejne firmy na pewno będą gotowe do współpracy na warunkach, które okazały się dla pierwszego oferenta nie do spełnienia – wyjaśnia Irena Rej i dodaje: – W takiej sytuacji, jeśli kolejna firma nie jest w stanie zgodzić się na realizację postanowień przetargu po pierwotnie wynegocjowanej z innym podmiotem cenie, zagrożona jest dostępność terapii. To poważne – i jak najbardziej realne – ryzyko.

Konkurencja to bezpieczeństwo

Prezes Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA” przypomina przykłady terapii, które w ostatnich latach z różnych przyczyn były czasowo niedostępne na polskim rynku.

– Z niedalekiej przeszłości znamy przykład sartanów, niedostępnych z powodu zanieczyszczenia substancji czynnej czy klasycznych cytostatyków podawanych pacjentom w ramach katalogu chemioterapii. Można wyobrazić sobie sytuację, w której na przykład szczepionki przeciwko COVID-19 byłyby oparte na tylko jednym dostawcy. Ryzyko niemożliwości spełnienia postanowień rozstrzygniętego postepowania przetargowego ze strony jednego dostawcy to w takim przypadku potencjalnie ogromne ryzyko dla zdrowia znaczącej populacji pacjentów. Działania interwencyjne podejmowane w sytuacjach, kiedy trzeba pilnie znaleźć alternatywy dla niedostępnych terapii są z różnych względów bardzo trudne, zarówno dla zaniepokojonych chorych, jak i dla przedstawicieli systemu opieki zdrowotnej, zmuszonych do pilnego znalezienia bezpiecznego i skutecznego jednocześnie rozwiązania. Co więcej, często są to rozwiązania bardzo kosztowne. Wyłonienie większej liczby dostawców pozwala minimalizować takie ryzyka – wyjaśnia Irena Rej.

Potrzebna alternatywa terapeutyczna

Izba Gospodarcza „FARMACJA POLSKA” wskazuje, że niemożność realizacji postanowień przetargu wspólnego na wybrane kategorie leków refundowanych może wynikać nie tylko z wyzwań leżących po stronie dostawcy, ale także wynikających z przyczyn klinicznych, leżących po stronie pacjentów.

– Zachorowalność to zjawisko dynamiczne, wymykające się sztywnym zapisom legislacyjnym. Pacjent niekoniecznie choruje tak, jak stanowią przepisy przewidujące możliwości jego leczenia. Chory może nie być w stanie skorzystać z określonej terapii, udostępnianej w efekcie rozstrzygnięcia przetargu wspólnego, na przykład z powodu wystąpienia działań niepożądanych po zastosowaniu określonej substancji pomocniczej. W takiej sytuacji, z przyczyn czysto klinicznych, musi istnieć możliwość zamiany leku – mówi Irena Rej.

Izba zaznacza, że takie stanowisko podziela Rzecznik Praw Pacjenta, który w korespondencji z FARMACJĄ POLSKĄ zaznaczył, że pacjenci mają prawo być leczeni zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Dzisiejsze rozwiązania oparte na zakupach wspólnych z tylko jednego źródła powodują wystąpienie braku alternatywy. Nie istnieje zdefiniowana ścieżka pacjenta, który źle toleruje jedyny dostępny w ramach refundacji lek. Zdaniem ekspertów to aspekt wymagający pilnych zmian. – Zapewnienia alternatywy w ramach danej terapii wymaga szacunek dla chorych i lekarzy. To klinicyści powinni móc ordynować i ewentualnie, w razie klinicznej potrzeby, zmodyfikować prowadzoną terapię w oparciu o aktualną wiedzę medyczną (nie w oparciu o konieczności administracyjne) – uważa Irena Rej.

Lepsze leczenie w niższej cenie

Ile realizuje się w Polsce rocznie interwencyjnych zakupów leków nie wiadomo, ale zdaniem Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA” warto byłoby zbierać takie dane.

Izba wskazuje propozycje rozwiązań, które cel obniżenia kosztów zapewnienia pacjentom refundowanych terapii pozwalałyby osiągnąć efektywniej i bezpieczniej:

  • wyłanianie w przetargach centralnych więcej niż jednego dostawcy („multiwinner”), powodującego zwiększenie konkurencyjności i zapewnienie alternatyw terapeutycznych na wypadek wystąpienia działań niepożądanych po zażyciu określonej substancji, na przykład w oparciu o model włoski wypracowany wspólnie przez ministerstwo zdrowia i przedstawicieli branży farmaceutycznej, który przewiduje procentowy udział wielu zwycięzców w danym przetargu i stopniową erozję cen w przypadku dołączenia kolejnego dostawcy;
  • opracowanie ścieżki przewidującej konieczność zamiany leku w ramach prowadzonej terapii w oparciu o tę samą substancję czynną zgodnie z aktualną wiedzą medyczną;
  • rozważenie przetargów z podziałem na grupy, które pomogłyby zapewnić alternatywy terapeutyczne i większą dostępność leków (zdaniem ekspertów sukcesy przetargów wspólnych, takie jak chociażby w przypadku hormonu wzrostu, miały zastosowanie przede wszystkim w zakresie niewielkich i jednorodnych populacji chorych (w tym przede wszystkim w przypadku chorób rzadkich lub ultrarzadkich);
  • rozważenie podziału budżetu na leczenie danej jednostki chorobowej a nie na konkretne leki – dobór terapii pozostawałby w gestii lekarzy prowadzących ordynujących daną formę leczenia w odniesieniu do indywidualnych uwarunkowań klinicznych pacjentów, zgodnie z zaleceniami wytycznych naukowych.

– Warto pamiętać, że leki nie są dobrem konsumpcyjnym, a służą ratowaniu zdrowia i życia ludzi. Zapewnienie alternatywy, tak zwanej opcji B, w tym przede wszystkim wyłanianie tak zwanego mulitiwinnera, to jest więcej niż jednego dostawcy, wydaje się naszym obowiązkiem wobec pacjentów i lekarzy. Zwłaszcza w tak dynamicznych społecznie, zdrowotnie, ale i gospodarczo czasach – uważa Irena Rej.

Jak przygotować miasta na elektromobilną rewolucję? Debata Poznań 2025 – Miasto Przyjazne Elektromobilności

Zmieniający się świat motoryzacji stawia nowe wyzwania na wielu płaszczyznach.
O tym, jak przygotować miasta do nowej rzeczywistości porozmawiają uczestnicy debaty Poznań 2025 – Miasto Przyjazne Elektromobilności.

Elektromobilna przyszłość

Najbliższe lata wprowadzą nas w erę elektromobilności. Rosnącą popularność pojazdów zeroemisyjnych potwierdzają najnowsze dane sprzedażowe z rynku Unii Europejskiej. Po raz pierwszy w historii europejskiej motoryzacji samochody zelektryfikowane wyprzedziły
w łącznej liczbie rejestracji pojazdy z silnikiem Diesla.

Trend ten dotyka również Polski, choć w przypadku naszego kraju konieczne jest podjęcie bardziej zdecydowanych kroków na rzecz wsparcia elektromobilności. Pojazdy zeroemisyjne cieszą się w naszym kraju coraz większym zainteresowaniem, lecz równocześnie dysponujemy jedną z najstarszych flot samochodowych w Europie. Uwzględniając ponadto niewystarczająco rozbudowaną infrastrukturę ładowania, niską jakością powietrza oraz energetykę opartą na węglu, okazuje się, że przed Polską bardzo daleka droga do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku zgodnie z założeniami European Green Deal.

Komisja Europejska niedawno zaprezentowała szczegóły pakietu klimatycznego Fit for 55, który zakłada że od 2035 nowe samochody w Unii Europejskiej będą zeroemisyjne.

Wyzwania dla samorządów i biznesu

O tym, w jaki sposób sprostać tym wyzwaniom porozmawiają uczestnicy debaty Poznań 2025 – Miasto Przyjazne Elektromobilności. W spotkaniu wezmą udział Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania, Pavel Šolc, prezes zarządu Volkswagen Group Polska, Adam Manikowski, Wiceprezes Żabka Polska oraz dr inż. Krzysztof Sieczkarek, Kierownik Laboratorium Urządzeń Elektronicznych Centrum Technologii Radiowych i Kompatybilności Elektromagnetycznej, Instytut Logistyki i Magazynowania, Instytut Łukasiewicz. Moderatorem dyskusji będzie Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Wstępem do rozmowy będzie omówienie case study, dotyczącego rozwoju infrastruktury
w Rotterdamie. Niderlandy to kraj, który może pochwalić się najbardziej rozbudowaną siecią stacji ładowania pojazdów elektrycznych w Europie. Przykład Rotterdamu pokazuje, w jaki sposób skutecznie rozwijać infrastrukturę ładowania na poziomie lokalnym. Po prezentacji case study rozpocznie się dyskusja, w jaki sposób podążyć śladem Holendrów i wdrożyć podobne rozwiązania.

Debata odbędzie się 29 września, o godz. 11:00, w Poznań Congress Center. Wydarzenie będzie można śledzić w systemie PPV. Zapraszamy do bezpłatnej rejestracji: https://debata.grupamtp.pl/

Szczyt klimatyczny w Glasgow – ostatnia szansa na neutralność klimatyczną?

Szczyt klimatyczny w Glasgow to będzie już 26 spotkanie w ramach ONZ. Warto wspomnieć, że dialog międzyrządowy toczy się od prawie 30 lat. W roku 2020 w wyniku epidemii szczyt klimatyczny, który miał mieć miejsce we Włoszech, nie odbył się. Dlatego też szczyt w Glasgow będzie w partnerstwie z Włochami. Prognozy co do tegorocznego szczytu klimatycznego są obiecujące – a samo wydarzenie może okazać się przełomowe. Mimo, że sytuacja ekologiczna stale ulega pogorszeniu, a brak szybkiej reakcji i zaangażowania jak największej liczby państw tylko przyspieszy ten proces – to organizacje takie, jak UN Global Compact przekonują, że osiągnięcie neutralności klimatycznej jest możliwe dzięki wdrożeniu ambitniejszych celów i wszczęciu konkretnych działań, które stopniowo doprowadzą do zmniejszenia negatywnych skutków globalnego ocieplenia. Szczyt klimatyczny COP26 będzie miał spore znaczenie – będzie to pierwsza konferencja, która dokona przeglądu i wzmocni zobowiązania wynikające z porozumienia paryskiego. Negocjacjom będzie przewodniczyć Wielka Brytania, która ma zamiar wezwać wszystkie kraje do wyznaczenia celów redukcji emisji na 2030 roku – by w dalszej perspektywie osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku. Podczas COP26 Polska będzie występowała zarówno we własnym imieniu, ale również jako członek Unii Europejskiej.

– Patrząc na to spotkanie warto pamiętać, że polityka klimatyczna ONZ to dłuższa historia, datowana na 1972 rok. W tych latach sporo się działo. Po pierwsze utworzona została agenda UNEP, dedykowana ochronie środowiska. Już w latach 70 upominano się o to, że ludzkość będzie musiała zmierzyć się z rosnącymi emisjami CO2 oraz przewidywano skokowe wzrosty temperatur na przełomie XX i XXI wieku, których doświadczamy obecnie. Wreszcie w roku 1990 po raz pierwszy ukazał się raport IPCC – a tegoroczny jest już szóstą edycją najważniejszej publikacji naukowej dotyczącej zmian klimatu. Jest to niemal Święty Graal klimatologów – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor zarządzający UN Global Compact w Polsce. – Raport IPCC będzie podstawą do dyskusji na COP26. Szczyt w Glasgow zaczyna się 31 października, zaplanowany jest na 2 tygodnie. Jednak jak co roku jest opcja na przedłużenie tego wydarzenia – tak, aby domknąć negocjacje międzyrządowe. Każdy z krajów przyjeżdża z własnymi instrukcjami negocjacyjnymi. Oczywiście w tle mamy szczyt zwołany przez prezydenta Joe Bidena – na który zaprosił 40 przywódców, którzy mają najwyższe wskaźniki emisji zanieczyszczeń. Na owym wydarzeniu padło mnóstwo deklaracji ze strony USA, jeżeli chodzi o ich cele redukcyjne. Ważne jest to, że szczyt klimatyczny w Glasgow ma swoje cztery główne cele: mitigation, adaptation, finance i collaboration. Są to cztery bloki tematyczne, w ramach których będą odbywały się debaty i rozmowy. Od szczytu klimatycznego w Glasgow będzie zależała przyszłość nas wszystkich – a w szczególności kolejnych pokoleń, dlatego zachęcam do śledzenia tego wydarzenia. Jest dużo do uzgodnienia i mam nadzieję, że dojdzie do rozsądnych kompromisów oraz uda na się doprowadzić świat do neutralności klimatycznej w perspektywie kolejnych dekad – podsumowuje Wyszkowski.

Gaz będzie jeszcze droższy

W Europie trwa gazowy szok cenowy. W Polsce ceny też rosną, ale nie odczuliśmy w pełni skutków zmian. Światowe ceny mogą rosnąć przez kilka najbliższych lat.

Ceny gazu wzrosły od początku roku aż o 293%. Tak potężne uderzenie cenowe dotyczy holenderskiej giełdy towarowej, która jest bardzo ważna dla europejskiego rynku gazu.

– Zawirowania na rynku gazu są teraz ogromne na całym świecie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Ceny rosną w Europie i Azji do poziomów, których nie obserwowaliśmy od kilkunastu lat, a są kraje, gdzie ceny gazu są najwyższe w historii.

Ta dynamika cen gazu jest konsekwencją tego, że jesteśmy po bardzo mroźnej zimie 2020/2021. Duża część zapasów gazu została wówczas wykorzystana. W Europie zapasy spadły o 1/3. W USA są one poniżej 5-letniej średniej. Podnosi się popyt na gaz LNG, eksportowany przez Stany Zjednoczone. Ceny gazu w USA są najwyższe od 2013 r.

W Europie ceny rosną najbardziej w Wielkiej Brytanii, kraj ten jest bez rezerw i kupuje gaz w dużej panice.

– Ze wstępnych prognoz pogody wynika, że nadchodząca zima nie będzie cieplejsza, a przy takim scenariuszu światowe ceny gazu nadal będą rosły i poziomy 5 USD za miliard brytyjskich jednostek grzewczych zostanie przekroczony – dodaje ekspert XTB. – Jeżeli w USA Demokraci wprowadzą ze względów ekologicznych zakaz szczelinowania hydraulicznego gazu, to ceny gazu na świecie będą rosły bardzo szybko nawet przez kilka lat, z tego względu, że Stany Zjednoczone będą potężnym importerem gazu, gdy obecnie są jego eksporterem.

To nie byłaby dobra wiadomość dla Polski, która zainteresowana jest importem gazu z USA.

Jesienią firmy zmieniają sprzedawcę energii. Na co uważać?

  • Przedsiębiorcy coraz chętniej zmieniają sprzedawcę energii – w I półroczu zdecydowało się na to o 5% więcej odbiorców biznesowych niż w tym samym czasie w 2020 r[1].
  • Według kalkulacji Axpo Polska to jesienią nastąpi jednak największy ruch na rynku – w IV kwartale umowy z nowymi klientami stanowią zwykle 1/3 wszystkich kontraktów spółki.
  • Zmiana sprzedawcy to dla firm szansa na oszczędności w rachunkach za prąd, a także możliwość skorzystania z dodatkowych benefitów, np. zielonej energii.
  • Uwaga jednak na pojawiające się w kontraktach zapisy umożliwiające m.in. zmianę cen prądu w trakcie obowiązywania umowy – ostrzegają eksperci.

Od początku roku przedsiębiorcy muszą mierzyć się z coraz wyższymi kosztami zużycia prądu w firmach. Za podwyżki odpowiada m.in. opłata mocowa, ale i wzrost cen energii na giełdzie spowodowany przede wszystkim coraz większymi kosztami uprawnień do emisji CO2. Właściciele firm, szykując się na początek energochłonnego sezonu zimowego, szukają więc rozwiązań pozwalających na uzyskanie oszczędności w tej kwestii. Jedną z opcji jest zmiana sprzedawcy energii i wynegocjowanie korzystniejszych warunków umowy.

Przedsiębiorcy mają wybór i z niego korzystają

Od początku 2021 r. zmiany sprzedawcy energii dokonało 22 tys. odbiorców, w tym prawie 5 tys. klientów biznesowych – dane Urzędu Regulacji Energetyki. Dla porównania, w poprzednim półroczu zdecydowało się na to jedynie 1889 przedsiębiorców. Rok do roku odnotowano natomiast wzrost na poziomie 5%.

Z danych Axpo Polska wynika jednak, że największy ruch klientów biznesowych na rynku dopiero przed nami. W ciągu ostatnich trzech lat, to w ostatnim kwartale spółka podpisywała najwięcej umów z nowymi klientami. Ich odsetek stanowił 1/3 wszystkich zawieranych w tym czasie kontraktów.

Przedsiębiorcy wiedzą, że zmiana sprzedawcy może przynieść im wiele korzyści, dlatego coraz chętniej się na to decydują. Przestrzegamy jednak, by przed podpisaniem umowy z nową spółką, bardzo dokładnie przeczytać wszystkie zapisy. Na bieżąco monitorujemy rynek energii i widzimy, że sprzedawcy zabezpieczają się, wprowadzając m.in. możliwość zmiany cen z trakcie obowiązywania umowy. Jest to szczególnie niekorzystne dla firm, które planują budżety z dużym wyprzedzeniem i nie mogą pozwolić sobie na tego typu niespodzianki – dodaje Katarzyna Bienias, Członek Zarządu, Dyrektor sprzedaży w segmencie MŚP w Axpo Polska

Eksperci wskazują cztery podstawowe zapisy, na które przedsiębiorca powinien zwrócić uwagę.

4 niekorzystne dla klienta zapisy w umowie na sprzedaż energii:

  1. Waloryzacja jednostkowych cen energii elektrycznej –Niektóre spółki obrotu energią w trakcie obowiązywania umowy dopuszczają możliwość podniesienia klientom cen energii zgodnie ze wskaźnikiem inflacji towarów i usług konsumpcyjnych. Obecnie inflacja osiąga rekordowe wartości, co przy takim zapisie w umowie przełożyłoby się na spore wzrosty kosztów prądu w firmie.
  2. Zmiana jednostkowych cen energii elektrycznej o równowartość różnicy w cenach kontraktów BASE_Y – Przy tego typu zapisie w umowie cena może ulec zmianie, gdy wzrosną także ceny na Towarowej Giełdzie Energii. Obecnie na rynku obserwowane są ciągłe ich podwyżki przez coraz większe koszty uprawnień do emisji CO2. Od początku roku ceny BASE wzrosły już o 46%. Przedsiębiorca powinien wybierać takie umowy, które gwarantują mu niezmienność cen, bez względu na wahania cen na TGE.
  3. Cena energii zależna od zmiany wolumenu zużycia – Jeżeli w umowie znajdzie się podobny zapis, to przedsiębiorca musi się liczyć z możliwością podniesienia cen prądu przez sprzedawcę, gdy zużycie energii ulegnie zmianie. W firmach zdarzają się okresy, kiedy zapotrzebowanie na energię jest mniejsze, przedsiębiorca nie powinien ponosić z tego tytułu dodatkowych kosztów.
  4. Możliwość przeniesienia praw i obowiązków na inny podmiot – Ten zapis oznacza, że spółka obrotu energią ma możliwość przekazania danego klienta innej spółce bez jego zgody. W takiej sytuacji przedsiębiorca może mieć trudności z dochodzeniem swoich praw, np. ze składaniem reklamacji.

Dlatego też należy wybierać stabilnych i wiarygodnych sprzedawców energii, którzy od dłuższego czasu działają na polskim rynku i nie proponują tego typu zapisów.

[1] Dane Urzędu Regulacji Energetyki

Spożycie piwa w Polsce najniższe od 10 lat

Według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) konsumpcja piwa w Polsce w 2020 roku spadła do poziomu 93,6 litra na jednego mieszkańca i jest to najniższa wartość od 10 lat. Wolumen spożycia piwa zmniejsza się trzeci rok z rzędu a najszybciej tracącą konsumentów kategorią są piwa mocne.

„Spadek konsumpcji piwa w 2020 roku wynikał w największym stopniu z pandemii oraz ograniczeń z nią związanych, niemniej, jeśli spojrzymy na to w ujęciu długoterminowym, widzimy, że obecny poziom konsumpcji jest najniższy w całej dekadzie, a trend spadkowy jest kontynuowany również w bieżącym roku. Z szacunków naszego związku wynika, że od stycznia do sierpnia 2021 r. konsumpcja piwa zmniejszyła się o ponad 3%, a dynamika spadku piw alkoholowych była jeszcze większa. Obecnie jedyną kategorią rosnącą są piwa bezalkoholowe, choć i tutaj dynamika wzrostu jest wyraźnie mniejsza niż jeszcze rok czy dwa lata temu” – komentuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie.

Dane dotyczące wielkości spożycia piwa potwierdzają trend, o którym piwowarzy mówią już od lat: spada ilość alkoholu spożywana pod postacią piwa. W statystykach udostępnianych przez PARPA udział piwa w strukturze spożycia napojów alkoholowych w procentach, w przeliczeniu na czysty alkohol wyniósł w 2020 roku 53,5% [1]. Jest to najniższy udział piwa w strukturze rynku od 2003 roku, kiedy wyniósł on 52,2%. Obecnie spożycie piwa (w przeliczeniu na czysty alkohol) wynosi 5,1 litra per capita, co jest najniższym wskazaniem od 2010 roku.

Bartłomiej Morzycki twierdzi, że te statystyki nie są zaskoczeniem dla branży piwowarskiej.

„Zmniejszenie udziału piwa w strukturze spożycia alkoholu w Polsce wynika z kilku czynników. Po pierwsze, spada wolumen piwa alkoholowego, po drugie zmniejsza się zawartość procentów w piwie a po trzecie najszybciej tracącym segmentem rynku są piwa mocne. Polacy coraz chętniej wybierają piwa z niską zawartością alkoholu lub jego bezalkoholowe warianty” – dodaje.

Według Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie perspektywy dla rynku piwa nie są optymistyczne. Związane jest to głównie z trwającą pandemią jak i szybko rosnącymi kosztami produkcji.

„Piwo w 2021 roku pozostaje pod silną presją rosnących kosztów surowców, opakowań w tym głównie ogromnych wzrostów cen aluminium, energii oraz kosztów transportu. Do tego dochodzą rosnące koszty pracy. Ponadto należy pamiętać o czekającej naszą branżę podwyżce akcyzy od piw smakowych, co jest związane z wdrożeniem dyrektywy unijnej. Jeśli do tego dodamy fakt, że ponownie nasila się pandemia, a sytuacja w zakresie funkcjonowania branż powiązanych z piwem nadal nie wróciła do pełnej normalności to wyraźnie widzimy z jak trudnymi wyzwaniami będziemy musieli zmierzyć się w nadchodzącej przyszłości – podsumowuje Morzycki.

[1] https://www.parpa.pl/index.php/badania-i-informacje-statystyczne/statystyki

DHL Express najlepszym miejscem pracy w Europie w 2021r.

  • Firma awansowała na 1. miejsce w rankingu Najlepszych Miejsc Pracy™ w Europie w porównaniu z pozycją 10., którą zajęła w ubiegłym roku.
  • Ranking ocenia doświadczenia pracowników w zakresie zaufania, innowacyjności, wartości firmy oraz przywództwa.
  • DHL Express inwestuje w inicjatywy pracownicze dziesiątki milionów euro rocznie, co przekłada się na satysfakcję i zaangażowanie pracowników.
  • Pracownicy doceniają działania firmy, służące ciągłemu polepszaniu miejsca pracy.

DHL Express, firma obsługująca międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze, została uznana za najlepsze miejsce pracy w Europie w corocznym rankingu Great Place to Work®. Wyróżnienie przyznane przez organizatorów konkursu we współpracy z The Economist Group jest wyrazem uznania dla pokaźnych inwestycji firmy w swoich pracowników. DHL Express, który w zeszłym roku w Europie zajął 10. miejsce w rankingu, w ciągu ostatnich 12 miesięcy znacząco poprawił swoje zaangażowanie w tworzenie pozytywnego i przyjaznego środowiska pracy.

Jesteśmy dumni, że starania DHL Express oraz naszych Pracowników, by stworzyć najlepsze miejsce pracy, zostały zauważone i docenione. To była długa i wymagająca podróż, podczas której nieustannie koncentrowaliśmy się na wspólnym budowaniu miejsca pracy, które z jednej strony jest bezpieczne, a z drugiej motywuje, docenia i rozwija nasz zespół. Bardzo cieszy nas wynik na poziomie całej Europy. To ogromny zaszczyt i docenienie ze strony Pracowników, ale także wielka motywacja do tego, żeby osiągnąć równie dobry wynik na poziomie kraju, gdzie w tym roku do badania przystępujemy po raz pierwszy. Mając tak wysokie standardy jak cała Europa oraz wspaniałych Pracowników, którzy tworzą fantastyczne miejsce pracy, wierzymy, że osiągniemy bardzo dobry wynik – powiedział Waldemar Sławiński, dyrektor ds. personalnych, DHL Express Polska.Nasi Pracownicy to międzynarodowo wykwalifikowani specjaliści, którzy wykonują znakomitą pracę. Dodatkowo, wykazali się ponadprzeciętnym zaangażowaniem, szczególnie przez ostatnie 1,5 roku. Przez cały czas trwania pandemii wspierali globalny handel i społeczności, w których działamy. Ich motywacja wynika z naszej długotrwałej kultury uznania, która znajduje również odzwierciedlenie w zadowoleniu Pracowników. Stawiamy ludzi w centrum naszego biznesu – dodał Waldemar Sławiński.

DHL Express przywiązuje dużą wagę do doceniania swoich Pracowników, przeznaczając na ten cel dziesiątki milionów euro rocznie na całym świecie. Szczególnym uznaniem cieszą się inicjatywy firmy, takie jak „DHL’s Got Heart”, która pozwala Pracownikom wspierać ważne dla nich cele czy projekt „DHL4her”, skierowany do kobiet i zachęcający je do działania. Kompleksowe programy szkoleniowe „Certified International Specialist” (Certyfikowany Specjalista Międzynarodowy) oraz „Certified International Manager” (Certyfikowany Menedżer Międzynarodowy) wyposażają Pracowników w wiedzę potrzebną do codziennej, doskonałej obsługi klienta oraz uczą bycia liderem i budowania angażującego miejsca pracy. Dzięki podejmowanym działaniom, DHL Express stale poprawia warunki pracy swoich Pracowników i pomaga im się rozwijać – nie tylko zawodowo, ale też prywatnie.

Widzimy i rozumiemy, jak ważne jest inwestowanie w naszych ludzi. Motto DHL Express, które brzmi „Łączymy ludzi. Poprawiamy jakość życia”, odnosi się zarówno do naszych klientów, jak i Pracowników – skomentował Waldemar Sławiński, dyrektor ds. personalnych, DHL Express Polska.Kierujemy się zasadą, by nie tylko doceniać zaangażowanie naszego zespołu, ale też zachęcać do włączania się we wspólne projekty i życie firmy. Uznanie jest świetnym motywatorem i jesteśmy dumni z tego, jak ewoluowały nasze inicjatywy i wysiłki w obszarze zarządzania ludźmi. Ten prestiżowy tytuł to kolejne potwierdzenie, że nasi Pracownicy lubią z nami pracować – podsumował Waldemar Sławiński.

Aby zostać uznanym za Najlepsze Miejsce Pracy w Europie™, firmy muszą uczestniczyć w krajowych edycjach konkursu organizowanych przez Great Place to Work®. Wyróżnienie to opiera się na poufnych danych z ankiet, które oceniają doświadczenia pracowników w zakresie zaufania, innowacyjności, wartości firmy i przywództwa. Firmy są również oceniane pod kątem tego, jak dobrze tworzą środowisko pracy For All™, które obejmuje wszystkich pracowników, niezależnie od tego, kim są i czym się zajmują. W tym roku, ze względu na pandemię, położono duży nacisk na dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne zarówno pracodawców, jak i pracowników.

GLS zdecydowany na inwestycje. Podaje liczby i cele

GLS Poland ma konkretne plany: w ciągu kolejnych trzech lat planuje zainwestować 3-4% przychodów w infrastrukturę, a także w technologię i rozwiązania ekologiczne. – Nasz cel strategiczny jest klarowny: chcemy być liderem pod względem jakości obsługi klientów – mówi Tomek Zwiercan, dyrektor zarządzający GLS Poland.

GLS stawia na konsekwentny rozwój na polskim rynku. Zapowiada inwestycje w wieloletnim cyklu. – W centrum uwagi są dla nas potrzeby i oczekiwania klientów. To jest podstawa nowej, kompleksowej strategii rozwoju Grupy GLS i co za tym idzie wszystkich planów inwestycyjnych – mówi Tomek Zwiercan, dyrektor zarządzający GLS Poland.

Rynek kurierski rośnie od dłuższego czasu, a tempo jego wzrostu dyktuje przede wszystkim sektor e-commerce. Pandemia spowodowała skokowy wzrost wolumenu w segmencie B2C, czyli paczek wysyłanych ze sklepów internetowych do konsumentów. Jak obecnie wygląda struktura dostaw w przypadku GLS Poland?

W ciągu roku udział przesyłek B2C w naszych przychodach osiągnął poziom segmentu B2B. To pokazuje dynamikę rozwoju e-commerce i jest to trwała tendencja. Z badań rynkowych wynika, że segment B2C ma rosnąć co roku nawet do ponad 20 proc. – zauważa Tomek Zwiercan.

Planują wzrost i inwestycje

Szybkie zwiększanie wolumenu przesyłek oznacza większe przychody, ale równocześnie wymaga inwestycji, by zaspokoić rosnący popyt. – Jeśli założymy, że w ciągu trzech lat rynek urośnie o 60 proc., to trzeba odpowiednio zwiększać przepustowość i efektywność sieci operacyjnej, w tym inwestować w infrastrukturę bazową, rozwijać flotę oraz wdrażać narzędzia cyfrowe do dalszej optymalizacji procesów – zaznacza dyrektor zarządzający operatora.

Inwestycje zwiększające potencjał firmy już trwają. Operator systematycznie rozbudowuje infrastrukturę bazową, która tworzy fundament sieci operacyjnej. W 2020 r. otworzył trzy nowe filie, a w tym roku kolejne cztery. Aktualnie GLS Poland ma już 45 tego typu obiektów. To nie koniec inwestycji w tym zakresie. W najbliższych miesiącach firma przedstawi szczegóły projektu nowego centrum regionalnego, które będzie zlokalizowane na Górnym Śląsku. Obiekt może zostać uruchomiony już w przyszłym roku finansowym.

W roku 2020/21 nakłady inwestycyjne GLS Poland wyniosły ponad 19 mln zł. W ciągu kolejnych trzech lat zamierza przeznaczać 3-4% przychodów m.in. na inwestycje
w infrastrukturę, technologię i rozwiązania ekologiczne. Źródłem finansowania będą zyski osiągane przez spółkę w Polsce. – W planach mamy m.in. budowę nowej centralnej sortowni. Zakładamy, że będzie działać już w latach 2023-24. Zamierzamy też sukcesywnie otwierać nowe filie, zarówno własne, jak i partnerskie. W ciągu trzech lat chcemy ich mieć dodatkowo około 20, a więc blisko 50 proc. więcej niż obecnie. To pokazuje skalę planowanych przez nas inwestycji – zapowiada Tomek Zwiercan.

Zaznacza również, że w Polsce firma nie planuje przejęć i koncentruje się wyłącznie
na organicznym wzroście. Jakie cele zakłada pod tym względem? – W segmencie przesyłek krajowych planujemy wzrost na poziomie co najmniej takim, jaki osiągnie cały rynek. Zakładamy natomiast zwiększenie udziału w paczkach międzynarodowych. Kontynentalna sieć, oparta na bliskiej współpracy pomiędzy spółkami krajowymi Grupy GLS, jest naszym atutem. Zapewniamy klientom e-commerce europejski system zwrotów oraz dostęp do międzynarodowej sieci punktów nadania i odbioru – podkreśla dyrektor zarządzający GLS Poland.

W tej chwili przesyłki transgraniczne odpowiadają za ponad 30% przychodów GLS Poland.
W najbliższych latach operator zamierza konsekwentnie rozwijać ten segment, zwiększając jego udział w strukturze przychodów do 35%.

Dodajmy, że międzynarodowa sieć Grupy GLS obejmuje łącznie 41 krajów. Siedzibą firmy jest Amsterdam, a marka GLS należy do brytyjskiego koncernu Royal Mail. Historia firmy GLS w Polsce zaczęła się od Szybkiej Paczki – przedsiębiorstwa, które rozpoczęło działalność w 1998 roku. W ciągu 7 lat GLS stopniowo inwestował w udziały w Szybkiej Paczce, a z początkiem 2005 roku stała się ona stuprocentową spółką GLS działającą pod szyldem General Logistics Systems Poland.

Ekologia na pierwszym planie

Kluczowe znaczenie dla GLS Poland mają również inwestycje w rozwiązania ekologiczne. Już teraz część dalekodystansowych (wahadłowych) tras operatora obsługują pojazdy ciężarowe na skroplony gaz ziemny. W Warszawie, Krakowie, Siedlcach i Wodzisławiu Śląskim operator wprowadził e-vany kurierskie, w stolicy dodatkowo wraz z infrastrukturą do ładowania tego rodzaju pojazdów. Operator planuje, by w 2026 r. samochody elektryczne dostarczały już 4 na 10 paczek w Polsce.

Co warto podkreślić, w ubiegłym roku GLS Poland – jako pierwsza firma w Polsce – wprowadził specjalny rower kurierski jako regularne rozwiązanie. Obsługuje centrum Krakowa, strefę w znacznej mierze wyłączoną z ruchu kołowego.

W tym roku GLS Poland, podobnie jak inne spółki krajowe Grupy GLS w Europie, rozpoczął zamawianie energii z odnawialnych źródeł. Zakres zamówień obejmuje 85% całkowitego zużycia energii elektrycznej GLS Poland. Dodatkowo, rozpoczął się już również montaż instalacji fotowoltaicznych na własnych obiektach firmy.

ELZAB SA wchodzi na rynek elektromobilności

Podczas odbywającego się w Krakowie 23 września Green Energy Congress spółka poinformowała o poszerzeniu swojej oferty produktowej i wejściu na rosnący rynek ładowarek do pojazdów elektrycznych. Zarówno osobowych, jak i lekkich dostawczych.

– W spółce ELZAB stawiamy przede wszystkim na synergię działań. Zdajemy sobie sprawę z tego, że należy nie tylko rozwijać dotychczasowe produkty, lecz także nieustannie poszukiwać nowych możliwości. Dlatego tak wielką wagę przywiązujemy do analizowania zmieniających się trendów, potrzeb i oczekiwań na różnych rynkach oraz reagowania na nie – mówił podczas kongresu prezes zarządu spółki ELZAB Bartosz Panek.

Pomimo rozbudowy oferty o nowe produkty i nowe kierunki rozwoju spółka będzie w dalszym ciągu wzmacniać pozycję jednego z głównych dostawców kas i drukarek fiskalnych oraz nowoczesnych rozwiązań umożliwiających nowoczesne zarządzanie biznesem handlowym i usługowym. Równocześnie zapowiada zwiększenie efektywności prowadzonej działalności. Pomóc w tym mają zawiązywane alianse oraz nowe produkty. Jednym ze strategicznych kierunków rozwoju ma być właśnie wykorzystanie rosnącego rynku elektromobilności.

– Nie odwzorowujemy. Tworzymy, projektujemy i wdrażamy. Nie tylko oferujemy urządzenia pod własną marką, lecz także jesteśmy otwarci na współpracę z firmami zarządzającymi rynkiem ładowarek. Ponadto dajemy możliwość wyposażenia naszych stacji ładowania w dodatkowe funkcjonalności – podkreśla Bartosz Panek. – Dysponujemy unikalnym zestawem kompetencji: doświadczeniem w projektowaniu urządzeń o złożonej technologii (elektronika, informatyka, mechanika) oraz potencjałem produkcyjnym zdolnym obsłużyć zamówienia kontraktowe i kooperacyjne w krótkich terminach. Ładowarki aut elektrycznych to pierwszy krok w naszej wizji oferty dla elektromobilności.

Oferta spółki obejmuje trzy rodzaje ładowarek: CC Home, CC Wall i CC City. Są one przeznaczone kolejno do użytku domowego, dla firm, obiektów handlowych i na parkingi oraz do zastosowania jako publiczne stacje ładowania.

– Nie ulega wątpliwości, że z miesiąca na miesiąc przybywa stacji ładowania. Nie tylko przy hipermarketach, lecz także na stacjach benzynowych. Te o dużych mocach (100–350 kW) umożliwiają naładowanie najnowszych modeli elektryków na 200 km dalszej jazdy w ciągu 15–25 min (w zależności od mocy ładowania). Nietrudno jednak zauważyć, że Polska nadal jest pełna białych plam i miejsc, gdzie naładowanie pojazdu elektrycznego w miejscu publicznym jest  niemożliwe. Kiedy dołożymy do tego rosnące zainteresowanie innymi pojazdami elektrycznymi i przez to wymagającymi ładowania, takimi jak skutery, rowery i hulajnogi, wtedy uświadomimy sobie, że nasza infrastruktura naprawdę pozostaje daleko w tyle za potrzebami Polaków. Wychodząc naprzeciwko tym potrzebom, spółka ELZAB oferuje nowoczesne rozwiązania dla użytkowników pojazdów elektrycznych – podsumowuje B. Panek.

Zakłady Urządzeń Komputerowych ELZAB SA to polskie przedsiębiorstwo, które od ponad 50 lat produkuje sprzęt elektroniczny na skalę przemysłową i jest jednym z głównych dostawców kas i drukarek fiskalnych w Polsce. W ciągu ostatnich 28 lat do sklepów trafiło ponad 1,2 mln urządzeń spółki, a marka ELZAB stała się synonimem solidności i jednym z najlepiej identyfikowanych brandów branży. Urządzenia marki ELZAB są produkowane w Zabrzu i pracują w ponad 20 krajach na całym świecie.

Przewozy SENT w dobie e-TOLL – nawet 10 tys. zł kary za niedopełnienie formalności

Firmy transportowe, które przewożą towary wrażliwe monitorowane przez system SENT mają coraz mniej czasu, żeby uzyskać identyfikatory biznesowe. Są one niezbędne, by od 1 października korzystać z dróg płatnych i pokrywać koszty przejazdu za pomocą nowego systemu e-TOLL. Jakie konsekwencje czekają przewoźników, jeśli tego nie zrobią? Nawet 10 tys. zł kary za wykonanie przewozu bez przesyłania danych lokalizacyjnych. – Najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się korzystanie z jednego urządzenia, które jednocześnie przekaże informacje lokalizacyjne, zarówno do sytemu SENT jak i e-TOLL, by w ten sposób zapłacić za myto. Priorytetem jest jednak uzyskanie nowego identyfikatora. Od wprowadzenia nowej wersji platformy PUESC jego nadaniem zajmują się producenci urządzeń, tacy jak Grupa INELO i przekazują je przewoźnikom – podkreśla Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju.

System Elektronicznego Nadzoru Transportu (SENT) to państwowy monitoring pojazdów, który działa od 1 października 2018 roku i nadzoruje przewóz oraz obrót tzw. towarów wrażliwych, czyli alkoholu, papierosów, leków, substancji zagrażających środowisku czy paliw. Jest integralną częścią PUESC – Platformy Usług Elektronicznych Skarbowo-Celnych. Każdy przewoźnik czy firma związana z przewozem towarów wrażliwych ma ustawowy obowiązek zgłosić się tam i zarejestrować. Ideą powstania takiego systemu było ograniczenie szarej strefy i wykrywanie nieprawidłowości w obrocie towarami objętymi SENT.

E-TOLL PL zastąpi SENT GEO

Do tej pory przekazywanie danych geolokalizacyjnych odbywało się np. za pomocą Zewnętrznego Systemu Lokalizacji (ZSL) lub aplikacji przygotowanej przez Państwo, czyli SENT GEO. Wszystko zmieni się od pierwszego października. Jeśli przewoźnik korzystał z aplikacji mobilnej, musi teraz zainstalować nową – e-TOLL PL. Dzięki temu będzie jednocześnie przekazywał dane geolokalizacyjne do systemu SENT i na potrzeby poboru opłat drogowych. W przypadku aplikacji, ustawodawca założył dłuższy o miesiąc okres przejściowy, czyli do 31 października będzie nadal można korzystać z aplikacji SENT GEO, ale po 30 września do pobrania będzie już tylko nowa wersja, czyli e-TOLL PL.

Zmiany dotyczą firm transportowych korzystających z Zewnętrznych Systemów Lokalizacji i wykonujących przewozy w ramach SENT. Niezależnie czy będą jeździć po drogach objętych systemem e-TOLL czy bezpłatnych, muszą uzyskać nowy identyfikator biznesowy na każde urządzenie. – Bez tego ani rusz. Do tej pory przewoźnicy musieli to robić sami. Teraz, by dostać nowy identyfikator muszą zgłosić się do producenta lub dostawcy urządzeń ZSL. Grupa INELO codziennie rejestruje lokalizatory i przekazuje identyfikatory biznesowe swoim klientom. Przewoźnik ma za zadanie aktywować go na platformie PUESC, co jest niezbędne do rejestracji przewozów w systemie SENT – mówi Mateusz Włoch, Grupa INELO.

E-TOLL ma większe wymogi

Jeśli firma transportowa przewozi towary wrażliwe po drogach płatnych, może też wykorzystać urządzenie ZSL do przesyłania danych geolokalizacyjnych do e-TOLL i w ten sposób wnosić opłaty. Musi jednak pamiętać o jednej ważnej kwestii. Urządzenia ZSL montowane wcześniej mogą nie spełniać wymogów e-TOLL. Krajowa Administracja Skarbowa po przejściu całego procesu integracji z nowym systemem poboru opłat wydaje producentom akredytacje potwierdzającą, że produkty danej firmy są kompatybilne. – Najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się korzystanie z jednego urządzenia, zarówno do systemu SENT jak i e-TOLL. Na początku warto się zorientować czy urządzenie zamontowane w ciężarówce jest zgodne z wymogami nowego systemu poboru opłat i w razie potrzeby je zaktualizować lub wymienić na nowe – dodaje Mateusz Włoch.

– Jeśli firma transportowa przewozi towary wrażliwe drogami płatnymi, to musi mieć do tego odpowiednie urządzenie, a także wspomniany nowy identyfikator biznesowy. Od momentu jego aktywacji, a najpóźniej do 30 września przewoźnik powinien z niego korzystać przy przesyłaniu danych do SENT i e-TOLL. Należy pamiętać, że nie możemy dopuścić do sytuacji, że w systemie SENT korzystamy ze starego identyfikatora, a w e-TOLL z nowego – dodaje Tomasz Czyż, ekspert GBox, Grupa INELO.

System SENT – jakie kary za przerwy w nadawaniu?

W przypadku, gdy przewoźnik w trakcie całej trasy przewozu towaru objętego zgłoszeniem SENT nie zapewni przekazywania aktualnych danych geolokalizacyjnych naraża się na karę nawet 10 tys. zł. W przypadku stwierdzenia trwającej dłużej niż godzinę niesprawności lokalizatora kierowca jest obowiązany do niezwłocznego zatrzymania się na najbliższym parkingu. W razie niedopełnienia tego obowiązku grozi mu mandat w wysokości od 5 do 7,5 tys. zł. W jaki sposób można się przed tym zabezpieczyć? Warto rozważyć wybór bardziej zaawansowanych rozwiązań telematycznych zgodnych z e-TOLL, które zagwarantują, że dane będą przesyłane w sposób ciągły i prawidłowy.

Informacje są bowiem wysyłane do systemu SENT i dostępne online w czasie rzeczywistym, a kierowca nie musi uczestniczyć w całym procesie i może w tym czasie skupić się na drodze. Urządzenia ZSL mają też przewagę nad aplikacją mobilną, która bywa zawodna ze względu na to, że jej działanie jest ściśle uzależnione od telefonu, Internetu, a także od kierowcydodaje Mateusz Włoch.

Kto zapłaci podatek minimalny dla korporacji i jak będzie liczony?

Projekt ustawy zakłada wprowadzenie nowego podatku – podatku minimalnego dla dużych korporacji. Przy czym korporacje na potrzeby podatku minimalnego rząd definiuje podobnym kluczem jak klasę średnią na potrzeby kalkulacji składki zdrowotnej.

Podatek minimalny ma dotyczyć wszystkich podatników CIT zarejestrowanych w Polsce (a wiec spółek kapitałowych, komandytowych, jawnych będących podatnikami CIT), podatkowych grup kapitałowych oraz polskich zakładów zagranicznych przedsiębiorstw.

– Podatek będzie naliczany, jeżeli udział dochodów w przychodach firmy wyniesie 1% lub mniej albo zostanie wykazana w zeznaniu rocznym strata, a tym samym niezapłacony podatek CIT – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Podstawę opodatkowania stanowi suma:

*kwoty odpowiadającej 4% wartości przychodów ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych osiągniętych przez podatnika w roku podatkowym oraz

*poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych kosztów finansowania w takiej części, w jakiej koszty te przewyższają kwotę obliczoną według następującego wzoru: [(P – Po) – (K – Am – Kfd)] x 30%, gdzie:

P – oznacza zsumowaną wartość przychodów ze wszystkich źródeł przychodów, z których dochody podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym,

Po – oznacza przychody o charakterze odsetkowym ( przychody z tytułu odsetek, w tym odsetek skapitalizowanych, oraz inne przychody równoważne ekonomicznie odsetkom odpowiadające kosztom finansowania dłużnego)

K – oznacza sumę kosztów uzyskania przychodów bez pomniejszeń wynikających z art. 15c ust. 1,

Am – oznacza odpisy amortyzacyjne zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów,

Kfd – oznacza zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów koszty finansowania dłużnego nieuwzględnione w wartości początkowej środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, przed dokonaniem pomniejszeń wynikających z art. 15c ust. 1,

*wartości odroczonego podatku dochodowego wynikającej z ujawnienia w rozliczeniach podatkowych niepodlegającej dotychczas amortyzacji wartości niematerialnej i prawnej w zakresie, w jakim skutkuje ona zwiększeniem zysku brutto albo zmniejszeniem straty brutto,

*kosztów usług niematerialnych poniesionych bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych lub podmiotów mających miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd w tzw. raju podatkowym w części, w jakiej koszty te łącznie w roku podatkowym przekraczają o 3 000 000 zł kwotę obliczoną według następującego wzoru: [(P – Po) – (K – Am – O)] x 5%, gdzie:

P – oznacza zsumowaną wartość przychodów ze wszystkich źródeł przychodów, z których dochody podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym,

Po – oznacza przychody o charakterze odsetkowym ( przychody z tytułu odsetek, w tym odsetek skapitalizowanych, oraz inne przychody równoważne ekonomicznie odsetkom odpowiadające kosztom finansowania dłużnego)

K – oznacza sumę kosztów uzyskania przychodów bez pomniejszeń wynikających z art. 15c ust. 1,

Am – oznacza odpisy amortyzacyjne, zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów,

O – oznacza zaliczone w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów

*odsetki, bez pomniejszeń wynikających z art. 15c ust. 1.

Przy obliczaniu wysokości nowego podatku będą brane pod uwagę niektóre zwolnienia i ulgi m.in. zwolnienia z tytułu działalności w specjalnej strefie ekonomicznej lub Polskiej Strefie Inwestycji.

Wyłączeni z płacenia podatku minimalnego zostaną podatnicy:

  • w pierwszych trzech latach podatkowych,
  • których wspólnikami są wyłączenie osoby fizyczne i którzy nie mają udziałów w innych podmiotach;
  • płacący estoński CIT;
  • którzy odnotowali roczny spadek przychodów o co najmniej 30%;
  • będący przedsiębiorstwami finansowymi.

– Podatek minimalny ma na celu rekompensatę mniejszych wpływów do budżetu państwa z tytułu składki zdrowotnej – komentuje A.Turska-Tomczykowska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Top Industry Summit – X edycja jednego z najważniejszych wydarzeń branży przemysłowej już wkrótce w Warszawie!

Konferencja Top Industry Summit przez lata zyskała rangę jednego z najbardziej cenionych wydarzeń na rynku. Jubileuszowa X edycja odbędzie się w dniu 27 października 2021 roku w hotelu Sheraton Grand Warsaw. Zwieńczeniem będzie wieczorna gala ogłoszenia laureatów konkursu „Diamenty Top Industry”.

Celem konferencji jest zainicjowanie otwartej debaty pomiędzy autorytetami biznesowymi i naukowymi o wyzwaniach, jakie stwarza postępująca czwarta rewolucja przemysłowa. Zaproszeni eksperci ze świata nauki i biznesu podzielą się swoją wiedzą dotyczącą aktualnych trendów i technologii panujących w branży. Poruszony zostanie przede wszystkim temat Przemysłu 4.0 – jakie są wyzwania transformacyjne i czy firmy są gotowe na zmiany? Jakie są najnowsze rozwiązania dla Przemysłu 4.0? Omówione zostaną również zagadnienia dotyczące inteligentnych fabryk takie jak cyberbezpieczeństwo i cyfrowe zarządzanie produkcją. Ważnymi tematami będą również Logistyka 4.0 i energetyka w przemyśle. Poznamy m. in. nowe trendy i technologie w logistyce i możliwości zastosowania inteligentnych maszyn oraz porozmawiamy o optymalizacji kosztów pozyskiwania energii, OZE jako alternatywie dla paliw kopalnych oraz zastosowaniu gazu ziemnego w przemyśle.

Wzorem poprzednich edycji, wieczorem, podczas uroczystej gali, wręczone zostaną statuetki „Diamenty Top Industry”. Kapituła konkursowa uhonoruje w ten sposób wyróżniające się spółki oraz osobowości branży za najważniejsze osiągnięcia, projekty i inwestycje.

Więcej informacji o wydarzeniu dostępnych jest na stronie konferencji: https://executiveclub.pl/top-industry-summit/

Fitch Ratings podniósł perspektywy ratingów Banku Pekao

Agencja ratingowa Fitch Ratings podwyższyła perspektywy ocen ratingowych Banku Pekao S.A. długoterminowej oceny Issuer Default Rating (IDR) oraz krajowej oceny długoterminowej do stabilnych z negatywnych oraz utrzymała wszystkie oceny ratingowe na dotychczasowym poziomie.

Fitch podał, że podniesienie perspektywy na stabilną odzwierciedla „szybkie ożywienie gospodarcze, które wspiera średnioterminowe oczekiwania Fitch dotyczące stabilnych wskaźników jakości aktywów i stopniowej odbudowy rentowności operacyjnej, która w 2020 została obniżona przez znaczące obniżki stóp procentowych oraz rewizję perspektywy dla środowiska operacyjnego polskich banków, która w dużym stopniu wpływa na ratingi banku.”

W ocenie Fitch ocena VR Banku Pekao na poziomie „bbb+” „odzwierciedla jego dobrze zdywersyfikowany model biznesowy, znaczący udział w rynku i rozbudowaną sieć zarówno w bankowości detalicznej, jak i korporacyjnej, konserwatywny apetyt na ryzyko, silną pozycję kapitałową i płynnościową. Nowa średnioterminowa strategia Pekao jest w dużej mierze kontynuacją poprzedniej i cele biznesowe i finansowe na 2024 r. wydają się możliwe do zrealizowania”.

Aktualne oceny ratingowe Fitch dla Banku Pekao są następujące:

  • Długoterminowa ocena IDR: „BBB+”; Perspektywa: „Stabilna”;
  • Krótkoterminowa ocena IDR: „F2”;
  • Viability rating: „bbb+”;
  • Ocena wsparcia: „5”;
  • Minimalna ocena wsparcia: „No Floor”.
  • Krajowa długoterminowa ocena: “AA(pol)”; Perspektywa: „Stabilna”;
  • Krajowa krótkoterminowa ocena: „F1+(pol)”.

Sfinks szybko odrabia sprzedaż po pandemii

Sprzedaż gastronomiczna w sieciach Sphinx i Chłopskie Jadło w sierpniu br. kształtowała się na poziomie tylko o 13% niższym niż w sierpniu 2019 r. przy jednoczesnym 16% spadku liczby lokali. To efekt odbicia sprzedaży po odmrożeniu branży pod koniec maja po 7-miesięcznym lockdown. Miał on jednak istotny wpływ na wyniki Sfinks Polska za pierwsze półrocze br. Wg wstępnych danych jednostkowych, przychody spółki zarządzającej sieciami gastronomicznymi za pierwszych sześć miesięcy br. osiągnęły poziom 15,49 mln zł w I kw. br. wobec 39,62 mln zł rok wcześniej, zaś zysk brutto na sprzedaży – po oczyszczeniu z wpływu MSSF16 – zmniejszył się zalewie o 486 tys. zł w I połowie 2021 r/r, przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów ogólnego zarządu o 796 tys. zł. Za ten sam okres Sfinks zaraportował wstępny jednostkowy wynik netto w wysokości -16,46 mln zł (-15,45 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF16) wobec -30,82 mln zł rok wcześniej (-27,17 mln zł po korekcie wpływu MSSF16). Jednocześnie wynik EBITDA zmienił się z 5,8 mln zł (-7,14 mln zł po oczyszczeniu z MSSF16) po sześciu miesiącach 2020 r. na -2,8 mln zł (-10,28 mln zł po korekcie wpływu MSSF 16) w I połowie 2021 r.

– Nasze wyniki za pierwszą połowę tego roku potwierdzają, że podjęte przez nas szybko działania restukturyzacyjne związane z pandemią okazały się skuteczne. Mimo iż w pierwszym półroczu 2020 r. gastronomia była zamknięta przez dwa miesiące, a w tym roku przez blisko pięć, bo dopiero w połowie maja mogliśmy uruchomić ogródki, a na koniec maja po siedmiu miesiącach zamrożenia wznowić obsługę gości w restauracjach, notujemy zbliżony wynik na sprzedaży i poprawiamy kolejne pozycje w rachunku wyników. To pokazuje, że spółka poniosła główny ciężar restrukturyzacji w  zeszłym roku i zaczyna się odbudowywać na bazie silnych fundamentów. Po odmrożeniu branży goście chętnie wrócili do naszych restauracji, co nas bardzo cieszy, co więcej, odbicie było szybsze niż rok temu. Różnie to wygląda w zależności od lokalizacji. Szybciej powraca większość restauracji przy ulicach, a wolniej w centrach handlowych. Rekordowy wzrost w stosunku do roku 2019 osiągnęła jedna z restauracji zlokalizowana w centrum miasta i wynosił on ponad 70%. Generalnie łącznie we wszystkich restauracjach klientów jest wciąż nieco mniej, jednak wydają więcej i wzrost średniego rachunku co najmniej wyrównuje tę różnicę. W rezultacie sytuacja jest aktualnie bardziej optymistyczna niż zakładaliśmy – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Wyniki sprzedaży gastronomicznej w sieciach Sphinx i Chłopskie Jadło w pierwszym półroczu 2021 roku były o 55% niższe niż w analogicznym okresie roku 2020 (75% spadku wobec pierwszej połowy 2019). Po zakończeniu lockdown w maju 2021 r. sprzedaż istotnie wzrosła i w sierpniu kształtowała się już na poziomie tylko o 13% niższym niż w sierpniu 2019 r. mimo 16% spadku liczby lokali tych sieci w 2021 roku w stosunku do sierpnia 2019 roku.Sfinks szybko odrabia sprzedaż po pandemii

Sfinks kontynuował rozwój sieci po odmrożeniu branży pod koniec maja br. – od tego momentu otwarto już dziewięć nowych restauracji: w Białymstoku, Bielsko-Białej, Częstochowie, Szczytnie, Krośnie, Bydgoszczy, Piastowie i Wrocławiu. Kolejne lokale są w przygotowaniu.

Inwestorzy doceniają potencjał kosmosu

Do niedawna inwestowanie w kosmos było domeną wyłącznie wielkich instytucji, posiadających ogromne pokłady finansowe. Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska wskazuje, że to powoli się zmienia i w branżę kosmiczną może zainwestować każdy. Ekspert upatruje na giełdzie trendu kosmicznego, podobnego do tego dotyczącego gamingu.

Przemysł kosmiczny należy do najbardziej innowacyjnych sektorów naszej gospodarki, a jego rozwój stał się w ostatnich latach coraz bardziej intensywny. Z raportu POLSA wynika, że w skład polskiego sektora kosmicznego wchodzi 331 podmiotów, 79 proc. z nich stanowią przedsiębiorstwa, a 21 proc. to centra badawczo-rozwojowe i uczelnie wyższe. Działania w obrębie przestrzeni kosmicznej obejmują takie dziedziny jak projektowanie i budowę elementów misji kosmicznych, wdrożenia oraz utrzymywanie infrastruktury stacji naziemnych, a także opracowywanie aplikacji wykorzystujących dane satelitarne czy systemy służące do nawigacji.

Jedną z nielicznych firm na całym świecie zajmującą się projektowaniem, produkcją i umieszczaniem nanosatelitów zbierających dane optyczne na orbitach okołoziemskich jest wrocławska spółka SatRevolution, której partnerem jest Virgin Orbit należące do Richarda Bransona. Dostarczane przez SatRevolution dane telemetryczne wykorzystywane są w różnych dziedzinach przemysłu m.in. energetyce, infrastrukturze czy rolnictwie.

Potencjał kosmosu doceniają zarówno fundusze inwestycyjne, jak i eksperci branżowi m.in. Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, który do tej pory w swoim portfelu posiadał spółki z sektora branży spożywczej, gamingowej i windykacyjnej:

Branża kosmiczna to dziś realny biznes o ogromnym potencjale wzrostu. Porównałbym ją do branży gamingowej sprzed 10 lat. Obecnie zaczyna się tzw. trend kosmiczny – każdy chce lecieć w kosmos, to równie modny temat tak, jak kiedyś gaming. Dlatego nie wyobrażam sobie nie posiadać w portfelu takiego produktu – mówi Cezary Chybowski. – SatRevolution określane jest mianem dumy naszego państwa. Ogromne dotacje oraz nazwy misji i satelitów: KRAKSat, Światowid, STORK pokazują, że fundatorzy kładą duży nacisk na promowanie Polski. Spółka ta już niebawem pojawi się na NewConnet, a jej śladem pójdą również inne spółki z branży kosmicznej, to wszystko dopiero się zaczyna. Pamiętajmy jednak, że jest to inwestycja długofalowa, wymagająca cierpliwości, przeznaczona dla osób akceptujących wysoki próg ryzyka – podsumowuje.

Aktywni inwestorzy działają zachowawczo. Do nowych form inwestowania podchodzą z zaciekawieniem, ale też z dystansem

  • Jak wynika z badania „Assay Index”, przeprowadzonego na zlecenie Grupy Assay przez Maison&Partners, aktywni inwestorzy posiadają znacznie większe oszczędności niż statystyczny Kowalski. Ponad połowa z nich dysponuje wolnymi środkami w kwocie ponad 30 tys. złotych – wśród ogółu Polaków to 18%. Kwotę ponad 100 tys. złotych posiada zaś 14% aktywnych inwestorów.
  • Co oczywiste, osoby te mają zainwestowane wyższe kwoty niż przeciętni Polacy – prawie połowa z nich (49%) zainwestowała ponad 30 000 zł, w tym 15% ma inwestycje w granicy 50-100 tys. zł, a 17% ponad 100 tys. zł.
  • Wśród aktywnych inwestorów najbardziej popularnym produktem finansowym są… pasywne lokaty (60%) oraz fundusze inwestycyjne (50%). Popularnością – szczególnie wśród młodszych inwestorów – cieszą się także akcje (45%) i obligacje (34%).
  • Na korzystanie z nowoczesnych produktów inwestycyjnych, takich jak Alternatywne Spółki Inwestycyjne, wskazało 9% aktywnych inwestorów. Z kolei aż jeden na trzech badanych spośród grupy, która nie miała dotąd bezpośrednich doświadczeń z ASI, słyszał o tym instrumencie finansowym.
  • Jeden na trzech aktywnych inwestorów jest zwolennikiem samodzielnego inwestowania bez pomocy doradców. Ponad połowę mniejszą grupę stanowią osoby, które inwestują wyłącznie przy pomocy doradcy (14%). Najwięcej jest jednak tych, którzy mają zarówno doświadczenie z samodzielnym inwestowaniem, jak i przy wsparciu doradców inwestycyjnych (55%).

Grupa Assay, spółka zajmująca się inwestycjami w przyszłość polskich start-upów, po tym jak zbadała inwestycyjną gotowość wszystkich Polaków, postanowiła się przyjrzeć zwyczajom inwestycyjnym tzw. aktywnych oraz potencjalnych polskich inwestorów. Druga część badania Assay Index przynosi odpowiedź na pytanie, w jakie instrumenty finansowe najchętniej inwestują bądź zainwestowaliby w niedalekiej przyszłości oraz jakie mają nadzieje i obawy związane z decyzjami inwestycyjnymi.

Na potrzeby badania aktywni inwestorzy zostali zdefiniowani jako „osoby posiadające minimum jeden finansowy produkt inwestycyjny – z wyłączeniem lokat i nieruchomości”. Potencjalni inwestorzy zostali zaś określeni jako „osoby skłonne do rozpoczęcia inwestycji – które posiadają dochody powyżej średniej oraz nadwyżki finansowe, a które obecnie nie inwestują ich aktywnie, mimo że mają pozytywny lub neutralny stosunek do inwestowania”.

Inwestorzy to osoby, które w sposób strategiczny zarządzają swoimi pieniędzmi i dywersyfikują swoje inwestycje (np. inwestują zarówno w instrumenty finansowe, jak i w dobra trwałe). Co ważne, nie wszystkie posiadane środki przeznaczają na inwestycje, ale mają również poduszkę finansową, która pozwoliłaby im żyć kilka miesięcy w sytuacji ograniczenia dochodów – tłumaczy Dominika Maison, prezes firmy Maison&Partners, która przeprowadziła badanie.

Inwestycyjni konserwatyści

Wśród aktywnych inwestorów, najbardziej popularny produkt finansowy to nie akcje czy fundusze inwestycyjne, ale nadal niskooprocentowane lokaty, które obecnie przynoszą realne straty. Na posiadanie tego instrumentu wskazuje aż sześciu na dziesięciu respondentów z tej grupy. Patrząc jednak wyłącznie na produkty inwestycyjne, aktywni inwestorzy najwięcej doświadczeń mieli kiedykolwiek (a więc niekoniecznie obecnie) z funduszami inwestycyjnymi (65%) oraz z akcjami (61%). Ponadto większość inwestorów nawet jeżeli nie inwestowała w te instrumenty finansowe, to co do zasady je zna. Najmniejszą rozpoznawalnością cechują się obecnie Alternatywne Spółki Inwestycyjne (ASI), na których znajomość wskazuje w sumie 33% aktywnych inwestorów. Warto jednak podkreślić, że jest to produkt relatywnie nowy, stąd można uznać, że grupa osób, do których dotarły informacje o jego istnieniu, jest już dość duża.

– Kiedy popatrzymy na portfel aktywnych inwestorów, nie dziwi w nim obecność akcji, obligacji, funduszy czy polis inwestycyjnych. W zdumienie zaś wprawić może fakt, że także w tej grupie najpopularniejszą formą inwestycji jest lokata. Przy niskich stopach procentowych i wysokiej inflacji gwarantują one faktyczną, sięgającą nawet 5% w skali roku, utratę wartości kapitału, czego – zwłaszcza aktywni inwestorzy – powinni być świadomi – mówi Paweł Kruszyński, członek zarządu Grupy Assay.

Ekspert wskazuje jednak na zmianę trendu.

– Według danych NBP, w okresie od lutego do lipca 2021 z lokat odpłynęło 53 mld zł. Częściowo zasilają one fundusze, w tym te inwestujące w start-upy. Wielu inwestorów wybiera jednak produkty, które są „namacalne” – nieruchomości, złoto, dzieła sztuki. W kontrze do tego trendu popularność – zwłaszcza wśród młodych inwestorów – zdobywają kryptowaluty – wyjaśnia Kruszyński.

Z doradcą czy samodzielnie?

Doradca ma spory wpływ na wybór dostępnych na rynku instrumentów finansowych. Jak wynika z badania, rola doradców okazuje się największa przy polisach inwestycyjnych oraz obligacjach korporacyjnych. W przypadku polis, aż 41% odpowiadających wskazało, że doradca miał decydujący wpływ na ulokowanie ich osobistych oszczędności w ten produkt. Główną motywacją w przypadku zakupu akcji jest zaś – co wydaje się naturalne – możliwość osiągnięcia dużego zysku. Wskazało na nią 37% aktywnych inwestorów.

Fundusze inwestycyjne, szczególnie popularne wśród aktywnych inwestorów, wybierane są z bardzo zróżnicowanych powodów: zarówno z polecenia doradcy (25% wskazań), ze względu na poczucie, że jest to ogólnie dobry sposób inwestycji (23%), jak i z przekonania o dużych zyskach (22%). W tym przypadku z polecenia doradcy częściej korzystały inwestujące kobiety, a osoby najmłodsze były najbardziej przekonane o zyskowności tej formy inwestycji.

Obligacje skarbowe są instrumentem finansowym wybieranym z nieco innych powodów niż akcje i fundusze. Tu dominuje przede wszystkim przekonanie o niskim ryzyku inwestycji, dlatego też aż dwóch na trzech inwestorów (65%) wskazuje na bezpieczeństwo jako najważniejszą motywację.

Stosunkowo nowy instrument finansowy, jakim są Alternatywne Spółki Inwestycyjne (ASI), jest co prawda cały czas rzadko wybierany, ale równocześnie postrzegany jest jako dobre rozwiązanie na obecne czasy. Jedna na trzy osoby, które zainwestowały w ASI, zrobiły to z tego właśnie powodu. Również co trzecia osoba skorzystała w kwestii inwestycji z rekomendacji doradców i były to częściej kobiety niż mężczyźni.

– Warto zauważyć, że tylko niewielka część aktywnych, jak również potencjalnych inwestorów rozumie, czym są Alternatywne Spółki Inwestycyjne (ASI) jako prawna forma funduszu. Tymczasem te firmy inwestycyjne profesjonalnie zajmujące się pomnażaniem kapitału, najlepiej zadbają o dostęp inwestora do najlepszych start-upów oraz – co równie ważne – odpowiednie zarządzanie ryzykiem. Obecna sytuacja na rynku (niskie stopy procentowe i wysoka inflacja) sprzyja większemu otwarciu Polaków na inwestycje i my też obserwujemy ożywienie w tym zakresie podkreśla Iwo Rybacki, członek zarządu Grupy Assay.

Co ciekawe – po zapoznaniu się z opisem Alternatywnych Spółek Inwestycyjnych, jako podmiotów inwestujących przede wszystkim w start-upy – zainteresowanie tą formą zagospodarowania gotówki wyraziło aż 41% obecnych i 23% potencjalnych inwestorów.

Potencjalni inwestorzy – mogą, choć nie zawsze chcą

Potencjalni inwestorzy posiadane przez siebie oszczędności trzymają głównie na rachunkach oszczędnościowych (55%) oraz na kontach bieżących (36%). Najważniejszy powód oszczędzania wśród potencjalnych inwestorów to przekonanie, że warto mieć odłożone środki na „czarną godzinę” – jest to najistotniejsza motywacja bez względu na grupę demograficzną (56%).

Dlaczego osoby z tej grupy nie inwestują posiadanych pieniędzy? Głównym powodem jest niska wiedza o produktach inwestycyjnych (39% wskazań), czyli podobnie jak w przypadku ogółu Polaków. Drugim czynnikiem jest strach przed ryzykiem utraty pieniędzy (35% odpowiadających). Dla 15% respondentów brak aktywnych inwestycji to efekt negatywnych doświadczeń z przeszłości.

Nasze badanie pokazuje, że wybieramy głównie te inwestycje, których możemy dotknąć: mieszkania, dzieła sztuki, złoto. To odróżnia Polaków od mieszkańców Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Tam inwestorzy podchodzą z większą świadomością do rynków kapitałowych i mają większe zaufanie do doradców zarządzających kapitałem. U nas rynek popsuły afery finansowe typu Amber Gold czy GetBack. Polacy stracili zaufanie do inwestowania i w dużej mierze nie są gotowi na to, by powierzyć swoje aktywa doradcom. Myślę, że trzeba kilkunastu lat, byśmy w Polsce osiągnęli porównywalną do krajów Zachodu gotowość inwestycyjną – mówi Łukasz Blichewicz, prezes zarządu Grupy Assay.

Spośród dostępnych instrumentów finansowych największy potencjał w grupie potencjalnych inwestorów mają obligacje skarbowe (53% nie wyklucza zainwestowania w przyszłości w ten instrument) oraz akcje (40%) i fundusze inwestycyjne typu TFI (34%).

Prezes Cyfrowej Polski: Nowe technologie pomagają w uszczelnieniu systemu podatkowego

Cyfryzacja i nowoczesne technologie to przyszłość systemu podatkowego w Polsce – uważa prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Jego zdaniem dotychczasowe i planowane działania rządu w zakresie uszczelniania VAT przynoszą realne korzyści budżetowi państwa i przedsiębiorcom.

To opinia, którą prezes Cyfrowej Polski wyraził podczas konferencji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zorganizowanej w Warszawie. Spotkanie poświęcone było dyskusji o walce z oszustawami podatkowymi: dotychczasowych działaniach oraz doświadczeniach w kraju oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Odwrócony VAT i split payment pomogły branży elektronicznej

Zdaniem prezesa Michała Kanownika w ciągu ostatnich lat w zakresie uszczelnienia systemu VAT udało się zrobić bardzo dużo. Zmiany odczuwa m.in. reprezentowana przez niego branża elektroniczna. Jak przypominał przez lata uczciwe polskie firmy wplątywane były nieświadomie w karuzele podatkowe, przez co cierpiały ich biznesy, a na rynku odczuwany był brak zaufania między kontrahentami, co ostatecznie negatywnie wpływało na cały rynek. – Jako jedni z pierwszych zauważyliśmy ten problem i zwróciliśmy się do polityków o jego rozwiązanie. Pierwszym doraźnym krokiem było wprowadzenie odwrotnego obciążenia VAT, co przyczyniło się do punktowego zatkania luki w systemie. Kolejno problem rozwiązano już bardziej systemowo poprzez wprowadzenie obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności. Pomimo początkowych obaw firm co do tego rozwiązania, dziś widzimy, że sprawdza się i przynosi wymierne korzyści zarówno dla państwa, jak i dla biznesu – powiedział Michał Kanownik.

Konieczne doszczelnianie systemu

Prezes Cyfrowej Polski zauważył, że ogromną rolę w tym procesie odgrywają obecnie nowoczesne technologie. Dzięki m.in. wprowadzeniu Jednolitego Pliku Kontrolnego oraz analizy danych prowadzonej przez Krajową Administrację Skarbową, fiskus szybciej i sprawniej wyłapuje nieprawidłowości w transakcjach i kieruje kontrole punktowo. – To spowodowało, że uczciwi przedsiębiorcy nie są już niepotrzebnie nękani przez skarbówkę, wzrosło też zaufanie do kontrahentów na rynku. Udało się tego dokonać dzięki współdziałaniu biznesu oraz państwa. Bez tej współpracy nie byłoby to możliwe – przyznał Michał Kanownik. Jednak – jak zauważał – nie powinno to uśpić naszej czujności. – Musimy wciąż doszczelniać system tam, gdzie tego on wymaga. Na pewno takim rynkiem, któremu szczególnie trzeba się przyjrzeć jest e-commerce. Pomimo wprowadzenia ostatnio nowych regulacji, tzw. VAT e-commerce, wciąż jest to wyzwanie w zakresie uszczelenienia VAT. Musimy być być o jeden krok do przodu przed oszustami podatkowymi, wyprzedzać ich działania – powiedział prezes Cyfrowej Polski.

Kanownik zwrócił również uwagę na to, że działania doszczelniające system podatkowy oznaczają nie tylko większe wpływy do budżetu państwa. – Kolejne szykowane regulacje, jak e-faktura czy wprowadzenie wirtualnych kas online dadzą realne korzyści firmom, nawet większe niż samemu budżetowi. Umocnią bowiem pewność na rynku w kontaktach B2B oraz uwiarygodnią przedsiębiorców  w relacjach ze skarbówką – zaznaczył.

Wyzwania dla państwa i biznesu

Zdaniem Michała Kanownika dziś niezbędne jest uświadamianie konsumentów i polskich firm,  że również w ich interesie jest to, aby nie korzystać z ofert, które są podejrzane i pochodzą od oszustów podatkowych. – Ostatecznie wszyscy na tym tracimy – zauważył.  W jego opinii należałoby także wprowadzić takie rozwiązania systemowe, które ułatwiłyby przedsiębiorcom weryfikację kontrahentów. Pozwoliłoby to im w łatwy sposób eliminować z grona swoich współpracowników niewiarygodnych partnerów. Kanownik przypomniał, że dla urzędników fiskusa zostały już przygotowane specjalne wytyczne dotyczące zachowania należytej staranności. – Powinniśmy też pracować nad wprowadzeniem podobnych regulacji dla przedsiębiorców – postulował prezes Związku Cyfrowa Polska.

Umowa o świadczenie usług (o pracę) pomiędzy członkiem zarządu a spółką z ograniczoną odpowiedzialnością zawarta per facta concludentia w świetle art. 210 § 1 k.s.h

Stosunki korporacyjne są bardzo nieoczywiste, a zrozumieć je pozwala dopiero analiza przepisów prawa. Wielokrotnie zdarza się, że członkowie lub członek zarządu pobierają wynagrodzenie od spółki z tytułu świadczenia usług związanych z zarządem lub innymi czynnościami jakie wykonuje na rzecz spółki o charakterze okołozarządczym, pomimo że nie zawarł żadnej umowy w tym zakresie. Podstawowe pytanie jakie nasuwa się w takim stanie faktycznym brzmi, czy w takiej sytuacji mamy do czynienia z sytuacją, w której członek zarządu pobrał wynagrodzenie nienależne, jako wynikające z nieważnej czynności prawnej (brak dochowania wymogu z art. 210 § 1 k.s.h.) i zasadne jest roszczenie o zwrot wypłaconego wynagrodzenia w oparciu o art. 405 k.c. i n.?

Bezpośredniej odpowiedzi na zadane pytanie w przepisach brak, natomiast można ją zrekonstruować w oparciu o zaprodukowane w omawianym obszarze orzecznictwo i poglądy doktryny.

Okoliczności stanu faktycznego mogą być różne, ale dla jasności przekazu, przyjmijmy, że w spółce jest dwóch członków zarządu, którzy na wskazanych zasadach funkcjonują od kilku lat, a spółka wypłaca im wynagrodzenia na podstawie wystawianych faktur VAT lub tytułem wynagrodzenia za pracę.

W takim stanie rzeczy, w mojej ocenie istnieją wszelkie podstawy, aby przyjąć, że umowa o świadczenie usług (o pracę) zawarta pomiędzy spółką a członkiem zarządu jest ważna i obowiązuje jako zawarta w drodze czynności konkludentnych (per facta concludentia).

Dopuszczalność zawarcia takiej umowy w sposób dorozumiany została dopuszczana i w pełni zaakceptowana przez orzecznictwo.

Powyższe znajduje potwierdzenie choćby w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 27 marca 2000 r., sygn. akt I PKN 558/99; OSNAPiUS 2001, nr 16, poz. 512, wyroku Sądu Najwyższego z 5 listopada 2003 r., sygn. akt I PK 633/02, OSNP 2004, nr 20, poz. 346.

I tak na gruncie zawarcia umowy o pracę pomiędzy członkiem zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością z uchybieniem art. 210 k.s.h., Sąd Najwyższy (w różnych składach oraz sprawach) zajmował stanowisko, jak poniżej.

Sąd Najwyższy wskazuje, iż przy przyjęciu, że umowa o pracę zawarta przez wadliwie reprezentowaną spółkę jest bezwzględnie nieważna, powstają wątpliwości, jak ocenić sytuację, gdy członek zarządu faktycznie świadczy pracę na zasadach odpowiadających warunkom umowy o pracę. Rozstrzygając te wątpliwości Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 8 czerwca 2010 r., sygn. akt I PK 16/10 słusznie stanął na stanowisku, iż mimo nieważności zawartej umowy o pracę niepodlegającej konwalidacji w przypadku naruszenia art. 210 k.s.h., strony mogą nawiązać umowny stosunek pracy przez czynności dorozumiane, w szczególności wskutek dopuszczenia pracownika do pracy, przyjmowania pracy przez pracodawcę i realizowania takiego stosunku prawnego, który odpowiada cechom stosunku pracy określonym w art. 22 k.p.

Dokładnie tak samo wypowiedział się Sąd Najwyższy w wyroku z 7 kwietnia 2009 r., sygn. akt I PK 215/08, Monitor Prawa Pracy 2009/9/487, a także Sąd Najwyższy w wyroku z 12 stycznia 2005 r., sygn. akt I PK 123/04.

Podobnie wypowiedział się Sąd Najwyższy jeszcze w wyroku z 27 marca 2000 r., sygn. akt I PKN 558/99, OSNAPiUS 2001, nr 16, poz. 512 i w wyroku z 5 listopada 2003 r., sygn. akt I PK 633/02, OSNP 2004, nr 20, poz. 346.

Powyższe rozważania należy odnieść również do umów o świadczenie usług na podstawie kontraktu B2B, jako że brak jest jakichkolwiek podstaw, aby czynić w tym zakresie jakiekolwiek rozróżnienie.

Stanowisko Sądu Najwyższego zdaje się zatem być we wskazanym zakresie jednolite i ugruntowane.

Wyjaśnienia wymaga, iż co się tyczy natomiast przypadków zawarcia umowy o świadczenie usług (o pracę) pomiędzy członkiem zarządu a spółką z uchybieniem art. 210 k.s.h. , to oczywiście nie chodzi tutaj o konwalidację pierwszej umowy (zawartej wadliwie), ale o zawarcie w sposób dorozumiany nowej umowy. Na skutek faktycznego wykonywania pracy przez członka zarządu może więc dojść do nawiązania umowy, która w swojej treści będzie identyczna, jak nieważna umowa zawarta w formie pisemnej.

Rekapitulując powyższe, wypada zacytować tezę wyroku Sądu Najwyższego z dnia 28 czerwca 2012 r., sygn. akt. PK II 290/11, zgodnie z którą:

Wola spółki z ograniczoną odpowiedzialnością jako pracodawcy może być wyrażona wobec pracownika będącego członkiem jej zarządu poprzez każde, jakiekolwiek zachowanie, uzewnętrzniające tę wolę wyraźnie albo dorozumianie, które w okolicznościach towarzyszących w sposób dostatecznie zrozumiały wyraża wolę wywołania skutków prawnych. Reżim nieważności umowy z art. 210 § 1 Kodeksu spółek handlowych (dalej: k.s.h.) traci zatem na znaczeniu. To, że członek zarządu nie może reprezentować spółki w umowie z innym członkiem zarządu z mocy z art. 210 § 1 k.s.h. w związku z art. 58 § 1 Kodeksu cywilnego (dalej: k.c.), nie oznacza, że jego zachowanie jest bez znaczenia w ocenie oświadczenia woli spółki kapitałowej jako pracodawcy wobec pracownika będącego członkiem zarządu, jako że zgodnie z art. 60 k.c. wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny.

Autor: Przemysław Przyżycki, Radca prawny Kancelaria HWW Hewelt Wojnowski i Wspólnicy

*Treść niniejszego artykułu odzwierciedla jedynie stanowisko autora. Autor nie ponosi odpowiedzialności za umieszczoną w nim zawartość merytoryczną ani za sposób wykorzystania zawartych w nim informacji.

Dyrektor KIS musi odpowiedzieć, jak skorygować dochodowość w grupie – wyrok NSA o sygn. akt II FSK 3830/18

Podmioty powiązane w ramach grup kapitałowych często dokonują wzajemnych transakcji i rozliczeń z tytułu dostawy towarów lub świadczenia usług. Co do zasady ceny i wynagrodzenie ustalane pomiędzy takimi podmiotami powinny być oparte o warunki rynkowe. Ustawodawca dopuścił kilka metod ustalania warunków rynkowych transakcji – metoda porównywalnej ceny niekontrolowanej, ceny odprzedaży, koszt plus, marży transakcyjnej netto oraz podziału zysku.

W praktyce zdarza się, że warunki przyjęte do ustalenia pierwotnych cen oparte o planowane wartości różnią się w końcowym rozliczeniu. Mechanizmy ustalania ceny powinny przewidywać takie sytuacje oraz sposób korekty dochodowości. Problem powstaje w zakresie rozpoznania korekty dochodowości transakcji na gruncie przepisów podatkowych. Organy podatkowe niechętnie chcą wydawać w tym zakresie interpretacje podatkowe, z czym nie zgodził się Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 12 sierpnia 2021 r., sygn. akt II FSK 3830/18.

Stan faktyczny sprawy

Podatnik będący spółką produkcyjną o ograniczonym ryzyku gospodarczym, opodatkowaną CIT, zawierał umowy na dostawę produkowanych towarów do pozostałych spółek z grupy – podmiotów zagranicznych. Transakcje dokonywane są głównie z podmiotami powiązanymi i w marginalnym stopniu z podmiotami niepowiązanymi. W ramach grupy kapitałowej funkcjonuje polityka cen transferowych, która jest podstawą do ustalania warunków poszczególnych transakcji. W zakresie polityki cen transferowych ustalony został określony narzut zysku, jakim powinna wykazywać się spółka będąca dostawcą o ograniczonym ryzyku. Ustalono także zakres narzutu, tj. przedział, w jakim osiągnięta marża nie podlega korekcie dochodowości. W przypadku spółki produkcyjnej narzut stanowić będzie określony procent kosztów operacyjnych związanych z produkcją.

W przypadku wystąpienia niezależnych czynników, takich jak np. zmiana cen surowców, zmiana kursu walutowego czy zmiana zapotrzebowania na konkretne towary narzut z działalności produkcyjnej może się różnić. W związku z tym podlega on badaniu w określonych przedziałach czasu pod kątem weryfikacji narzutu planowanego i narzutu faktycznego. W przypadku przekroczenia progów dokonywana jest korekta dochodowości polskiej spółki produkcyjnej. Korekta dokonywana jest w każdą ze stron tak, aby realizować zasadę ceny rynkowej. Nie będzie ona powiązana z jakąkolwiek transakcją, lecz będzie prowadziła jedynie do zmiany dochodowości spółki. W związku z dokonywaniem korekty dochodowości spółka chciała potwierdzić w drodze wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej, że przyjęta przez nią praktyka korygowania dochodowości będzie skutkowała zmniejszeniem lub zwiększeniem przychodów wnioskodawcy osiągniętych w okresie rozliczeniowym, w którym wystawiono dokument korygujący.

Organ podatkowy, analizując stan faktyczny, wydał postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania, gdyż uznał się za niewładny do rozpoznania sprawy i – jak stwierdził – wydana interpretacja nie spełniałaby funkcji gwarancyjnej i ochronnej. Organ wskazał, że nie może dokonać oceny ekonomicznych konsekwencji przedstawionego stanu faktycznego oraz że nie jest możliwe dokonywanie analiz ekonomicznych w postępowaniu interpretacyjnym.

Z takim postanowieniem nie zgodziła się spółka i wniosła zażalenie. Ostatecznie sprawa przeszła całą ścieżkę odwoławczą i trafiła na wokandę Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Stanowisko NSA

NSA w wyroku z dnia 12 sierpnia 2021 r., sygn. II FSK 3830/18, wskazał, że co do zasady podatnik ma prawo wystąpić z wnioskiem o indywidualną interpretację „przepisów prawa podatkowego”, czyli interpretację ustaw podatkowych, umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, a także aktów wykonawczych. NSA zwrócił nadto uwagę na autonomiczność przepisów o wydawaniu interpretacji indywidualnych względem przepisów odnoszących się do postępowania podatkowego czy postępowania dotyczącego porozumienia w sprawach ustalenia cen transakcyjnych.

W związku z tym NSA odniósł się do istoty pytania, jaką było ustalenie, czy spółka na bazie dokumentów korygujących dochodowość w danym okresie rozliczeniowym będzie uprawniona do dokonania korekty przychodu podatkowego w okresie wystawienia dokumentów korygujących. Spółka nie była zainteresowana ustaleniem wartości dokonanej korekty i potwierdzeniem jej rynkowego charakteru. Zatem w ocenie NSA organ podatkowy błędnie odczytał intencje strony i przepis podatkowy, przez co uznał, że postępowanie interpretacyjne nie jest właściwe w tej sprawie, podczas gdy przedstawione pytanie odnosiło się jedynie do przepisów prawa podatkowego, a nie do analiz ekonomicznych. NSA nie dopatrzył się żadnych uchybień po stronie spółki i słusznie zauważył, że we wniosku ocena prawna odnosiła się tylko do przepisów podatkowych, a spółka udzielała wszelkich niezbędnych wyjaśnień.

NSA podtrzymał tym samym korzystne dla podatników stanowisko, że organy podatkowe powinny w takich sytuacjach wydawać interpretacje podatkowe i podejmować także trudniejsze tematy, zamiast zasłaniać się niemożliwością wszczęcia postępowania w sprawie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koniec raju podatkowego na Malcie? Rząd doszedł do porozumienia z Komisją Europejską

Zapobieganie prania brudnych pieniędzy, dostosowanie się do dyrektyw dotyczących cen transferowych, a nawet obniżenie rabatu dla nowych rezydentów podatkowych – m.in. do tego zobowiązał się maltański rząd. W zamian Malta otrzyma dotacje od Komisji Europejskiej w ramach Funduszu Odbudowy, a ok. 315 mln euro przeznaczy w głównej mierze na dostosowanie gospodarki do klimatycznych wyzwań. 

Rząd maltański porozumiał się z Komisją Europejską, która zatwierdziła tamtejszy Krajowy Plan Odbudowy. Oznacza to, że Malta wkrótce otrzyma pierwsze przelewy w ramach Funduszu Odbudowy, który ma pomóc gospodarkom krajów Unii Europejskiej stanąć nogi po kryzysie związanym z pandemią. Łącznie, na położoną na Morzu Śródziemnym wyspę, która uznawana jest za południowe wrota Europy, popłynie ok. 316 mln euro dotacji.

Praworządność? Nie tylko Polska ma kłopot

Plan Maltańczyków był oceniany dość długo. Wcześniej już ok. 20 unijnych państw miało zatwierdzone dokumenty, na podstawie których można było rozpocząć wypłatę środków. W przypadku Malty zwłoka brała się m.in. stąd, że Komisja Europejska postanowiła przyjrzeć się systemowi podatkowemu na wyspie, przepisom dotyczącym transferu pieniędzy, a co za tym idzie możliwości unikania opodatkowania przy zakładaniu firmy na Malcie – tłumaczy Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu oraz zakładaniu spółek w Polsce i za granicą. – Widać jak na dłoni, że zasada: „pieniądze za praworządność” nie dotyczy tylko Polski i nie jest narzędziem, które KE przygotowała, żeby uderzać w niesforny rząd Prawa i Sprawiedliwości. Rozliczani z praworządności są też inni – dodaje Oniszczuk.

Co ciekawe maltański plan został przedstawiony na arenie UE zaledwie tydzień po tym jak wyspa została poddana wzmożonemu monitorowaniu przez Financial Action Task Force (Grupa Specjalna ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy) w celu wyeliminowania uchybień związanych z podatkową szarą strefą. Marcus Pleyer – obecny przewodniczący FATF – wyjaśnił, że braki Malty dotyczą przejrzystości własności rzeczywistej i wywiadu finansowego, zwłaszcza w odniesieniu do przestępstw podatkowych.

Koniec z przymykaniem oczu. Podatki do zmiany

Wyspiarski rząd, aby porozumieć się z KE, zobowiązał się m.in. do przyjęcia rozwiązań dotyczących tzw. cen transferowych. Malta od pewnego czasu była unijną „czarną owcą”, bo przepisy te powinny funkcjonować od dłuższego czasu. Co prawda pośrednio wprowadzono zasady ustalania cen transferowych, aby przestrzegać międzynarodowych konwencji i dyrektyw, ale nie przyjęto jednak jeszcze formalnie wytycznych OECD, które w praktyce implementują dyrektywę do maltańskiego porządku prawnego. Dlaczego to takie ważne z punktu widzenia Wspólnoty?

Ceny transferowe to ceny, które ustalają pomiędzy sobą podmioty powiązane w odniesieniu do sprzedawanych pomiędzy sobą dóbr, usług lub praw. W niektórych przypadkach, mechanizmy cen transferowych mogą być wykorzystywane do przesuwania dochodu w ramach grupy kapitałowej pomiędzy różnymi krajami, w tym do krajów o niższym poziomie opodatkowania. W rezultacie takiego działania dochód może nie zostać opodatkowany tam, gdzie został wygenerowany – tłumaczy Maciej Oniszczuk.

Maltański rząd zobowiązał się również do przeprowadzenia analizy przepisów dotyczących dywidend, odsetek i opłat licencyjnych między spółkami mającymi siedzibę na Malcie, a spółkami powiązanymi mającymi siedzibę w innych jurysdykcjach. Ponadto hojny rabat na Malcie dla spółek będących rezydentami podatkowymi z zagranicznymi udziałami oznacza, że ​​bardzo niewiele środków jest faktycznie opodatkowanych. I ten aspekt podatkowych zapisów również może zostać zmieniony.

Wojna z mafijnymi klanami, ale uczciwi mogą spać spokojnie

Raje podatkowe, a do takich poniekąd zaliczano i Maltę, są doskonałą lokalizacją dla tych, którzy chcą prać nieuczciwie uzyskane zyski, jednocześnie unikając podatków w swoim państwie. „Malta Today” na swoich łamach opisuje historię sycylijskiego klanu, który postanowił uniknąć płacenia podatków w swoim ojczystym kraju, a Maltę wykorzystał do założenia strony z zakładami bukmacherskimi. Dzięki temu, że współpracownicy przestępców zawierali zakłady na Malcie i przekazywali później ​​gotówkę różnym maltańskim firmom, ukrywali fakt, że fundusze te zostały wygenerowane przez zorganizowaną przestępczość we Włoszech.

Nie wszystkie jednak firmy, które wybierają Maltę, decydują się na to z chęci prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa. To spore nadużycie. Większość wybiera „raje podatkowe”, bo przepisy tam są zdecydowanie bardziej przyjazne przedsiębiorcom. Trzeba też pamiętać o tym, że sama optymalizacja podatkowa nie jest niczym złym i sama w sobie nie jest ściągana. Złamaniem prawa i standardów jest tylko sytuacja pozornej zmiany rezydencji podatkowej, fikcyjnego prowadzenia działalności poza Polską, tylko i wyłącznie w celu uniknięcia opodatkowania. Oczywiście bacznie trzeba będzie się przyglądać temu jak w praktyce będą wyglądały nowe rozwiązania prawne na Malcie. Zapewne też będą obowiązywały okresy przejściowe, które pozwolą przedsiębiorcom na podjęcie realnych działań – zaznacza właściciel kancelarii Oniszczuk & Associates,

Poza wysiłkami na rzecz zwalczania podatkowej szarej strefy maltański rząd ma, zaangażować się w spontaniczną wymianę informacji z organami podatkowymi na temat osób, które uzyskały tamtejsze obywatelstwo w ramach programu złotych paszportów. Rozwiązanie to znacznie upraszcza możliwość zdobycia obywatelstwa maltańskiego, a co za tym idzie możliwości korzystania z przyjaźniejszego systemu podatkowego.

Malta nie będzie już szarą strefą, a zieloną wyspą?

W zamian za „posprzątanie” swojego systemu podatkowego wyspa, którą zamieszkuje ok. pół miliona osób, otrzyma środki głównie na dostosowanie gospodarki do wyzwań klimatycznych. Pieniądze będą potrzebne m.in. na budowę pilotażowej szkoły o zerowej emisji dwutlenku węgla, zapewnienie większej liczby punktów ładowania i elektryfikację floty transportu publicznego, a także środki umożliwią energooszczędną renowację i zazielenienie budynków administracyjnych i mieszkalnych. Część funduszy pochłonie też rozbudowa portu morskiego, a także cyfrowa transformacja kraju.

Chwila oddechu złotego, FED umacnia dolara

Po wielu dniach wyraźnej przeceny wreszcie mamy moment oddechu na polskiej walucie. Nie znaczy to wcale, że złoty jest mocny, po prostu jest mniej słaby niż był jeszcze, chociażby wczoraj.

Bezrobocie w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj stopę bezrobocia wynoszącą 5,8%. Jest to wynik zgodny z oczekiwaniami. To pierwszy miesiąc od marca, kiedy bezrobocie w Polsce nie spada. Powodem jest kończenie się prac sezonowych. Pozostały jeszcze jesienne prace w rolnictwie, ale branża turystyczna zatrudnia jednak więcej osób. W rezultacie można spodziewać się, że to będzie najniższy wynik w tym roku. Do teraz pandemia kosztowała wzrost bezrobocia o 0,8%. Złoty reagował korzystnie, ale biorąc pod uwagę, jakie dane opublikowano równolegle z bezrobociem, nie można przypisywać tego tylko temu czynnikowi.

Indeksy koniunktury z Europy

Dzisiaj o 10:00 poznaliśmy wyniki odczytów PMI dla strefy euro. Opublikowane wcześniej dane zarówno z Francji jak również z Niemiec wskazywały, że odczyt będzie słabszy od oczekiwań. Analitycy przewidywali i tak spadki, ale nie tak silne jak te, które mieliśmy. Wyniki bez kontekstu są generalnie dobre, menedżerowie nadal w ankietach przewidują wzrosty, po prostu słabsze niż wcześniej. Istotne jest jednak to, że inwestorzy wykorzystali te dane jako pretekst do zrealizowania przynajmniej części zysków z ostatniego osłabienia złotego. Po tych danych w ciągu godziny euro, które przed publikacją kosztowało 4,62 zł, teraz kosztuje 4,60 zł.

Federalny komitet otwartego rynku umacnia dolara

Wczorajsze posiedzenie amerykańskiego odpowiednika naszej rodzimej Rady Polityki Pieniężnej przyniosło kilka niespodzianek. Brak zmian stóp procentowych był oczywisty i tu nie można mówić o zaskoczeniu. Potwierdzono jednak możliwość ograniczenia programu skupu aktywów, co jest potencjalnie bardzo złą wiadomością dla giełdy, gdzie trafia spora część z drukowanych pieniędzy. Dla rynków walutowych istotniejsze są jednak informacje, że podwyżki stóp procentowych mogą nadejść szybciej niż dotychczas sądzono. Patrząc na poziom inflacji oraz inne dane makroekonomiczne wiadomość ta nie powinna dziwić, a jednak długotrwała narracja o przejściowości inflacji zrobiła swoje. Po tych danych dolar był wczoraj najdroższy względem euro od połowy sierpnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wyniki finansowe Grupy Kingfisher za pierwsze półrocze 2021

Kingfisher, międzynarodowa Grupa branży home improvement, do której należy Castorama Polska, ogłosiła wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2021 roku.

Najważniejsze osiągnięcia w pierwszej połowie 2021 roku:

  • Wzrost sprzedaży w Grupie Kingfisher o 22,2%.
  • Wzrost w ujęciu LFL w Grupie Kingfisher o 22,8%.
  • Wzrost sprzedaży e-commerce w Grupie Kingfisher o 21%.
  • Skuteczna realizacja najważniejszych założeń strategii “Powered by Kingfisher”.
  • Inwestycje na rzecz rozwoju, w tym w kanały e-commerce oraz dalszą ekspansję sieci sklepów stacjonarnych.
  • Grupa Kingfisher zaplanowała zwrot 300 milionów funtów akcjonariuszom w ramach programu wykupu akcji. To potwierdza wysokie tempo generowania środków pieniężnych oraz zaufanie do wizji i długoterminowych planów.

Wyniki sprzedażowe Grupy Kingfisher, do której  należy Castorama, w pierwszej połowie 2021 roku wzrosły o 22,2% w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Sprzedaż LFL w pierwszej połowie tego roku wzrosła o 22,8%, co oznacza wzrost w ujęciu dwuletnim o ponad 21%, a skorygowany zysk przed opodatkowaniem w wysokości 669 mln GBP za pierwszą połowę wzrósł o 62% w porównaniu z pierwszą połową 2020 roku. Odpowiada za to m.in. silny popyt oraz rosnąca popularność remontów i urządzania domów, a także rozwój kanałów sprzedażowych. Dobre wyniki udało się uzyskać również w segmencie e-commerce. Mocne skupienie na usprawnieniu kluczowych elementów dostaw w tym etapu ostatniej mili oraz rozwój modelu sklepów kompaktowych umożliwiło skuteczne realizowanie priorytetowych kierunków strategii Grupy Kingfisher.

„Mamy za sobą bardzo dobrą pierwszą połowę roku, ze wzrostem we wszystkich naszych kategoriach i kanałach, w szczególności w e-commerce. To efekt szybkiego postępu w realizacji naszych strategicznych priorytetów, które prowadzą do wzmocnienia relacji z klientami i zapewniają coraz lepszą pozycję konkurencyjną na naszych kluczowych rynkach. Za to jestem niezmiernie wdzięczny wszystkim naszym współpracownikom. Dziękuję za nieustanny wysiłek i wyjątkową obsługę klienta” – powiedział Thierry Garnier, Dyrektor Generalny Kingfisher plc, do którego należy Castorama.

Zrozumieć Milenialsów. Jak pandemia zmieniła ich podejście do inwestowania?

Podczas gdy pandemia spowodowała znaczące zmiany w gospodarce – od krachu na giełdzie i późniejszego odbicia po boom cen nieruchomości w Polsce i niedobór siły roboczej – wpłynęła ona również na takie obszary jak osobiste oszczędzanie i trendy inwestycyjne.

Milenialsi (urodzeni w latach 1981-1996) najbardziej zmienili swoje nawyki inwestycyjne z pojawieniem się pandemii wirusa „Covid-19”. Według globalnego badania przeprowadzonego przez Natixis/Statista, 23% milenialsów zainwestowało więcej podczas pandemii, w porównaniu do 21% pokolenia X i 15% pokolenia Baby Boomers.

Dla 32% milenialsów oznaczało to zwiększenie aktywności handlowej bezpośrednio lub za pośrednictwem platform internetowych, co dotyczyło 24% przedstawicieli pokolenia X i 16% Baby Boomers. W międzyczasie, 24% milenialsów zwiększyło swoją aktywność inwestycyjną korzystając z usług doradcy, w porównaniu do 18% pokolenia X i tylko 13% Boomersów. W sondażu TD Ameritrade/Harris przeprowadzonym wśród Amerykanów, 17% milenialsów potwierdziło, że otworzyło nowy rachunek inwestycyjny, aby przenieść swoje plany finansowe w pierwszych miesiącach pandemii, w porównaniu do 12% osób z pokolenia X i zaledwie 2% osób z pokolenia Boomersów.

Wzrost liczby inwestorów wśród milenialsów może mieć niemal tyle samo wspólnego z „dojrzewaniem” tego pokolenia, co z pandemią.

Mimo to, nasuwa się pytanie:

Gdzie płyną pieniądze milenialsów?

Jak każda inna grupa, milenialsi inwestują swoje pieniądze w różnych miejscach, od nieruchomości po fundusze inwestycyjne. Nie da się dokładnie określić, ilu milenialsów dokonało określonego rodzaju inwestycji, a wiele ankiet badających ten problem, może wypaczyć prawdziwe dane z powodu nieobiektywnej próby (np. ankiety internetowe częściej przyciągają osoby obeznane z internetem, które mogą być bardziej skłonne do dokonywania pewnych inwestycji). Jednak, z pewnością istnieją trendy, które można określić wyciągając wnioski z badań nad nawykami oszczędzania i inwestowania.

Zrównoważone inwestycje

Choć inne pokolenia nadrabiają teraz zaległości, to właśnie milenialsi są liderami w dziedzinie świadomego społecznie inwestowania. Około jedna trzecia milenialsów często lub wyłącznie dokonuje inwestycji z uwzględnieniem czynników „środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego” (ESG), w porównaniu z 16% pokolenia X, 2% pokolenia Baby Boomers i 19% młodszego pokolenia Z – jak wynika z najnowszego sondażu Harrisa dla CNBC. Często oznacza to inwestowanie w portfele, które w szczególności wykluczają „złe” inwestycje w ropę i gaz, tytoń i broń.

Milenialsi są również bardziej zainteresowani „impact investing” (tworzeniem portfeli przynoszących korzyści społeczeństwu lub środowisku, a także generujących zyski finansowe), z 64% zainteresowaniem, wyprzedzając 50% przedstawicieli pokolenia X i 34% pokolenia Baby Boomers. Od dawna wyrażają również chęć, aby ich emerytury były przeznaczone na etyczne inwestycje.

Meme stocks

Akcje meme mogą być dowolnymi akcjami, które cieszą się dużym zainteresowaniem w sieci i przyciągają inwestorów. Częstym źródłem jest Reddit i forum, takie jak WallStreetBets, które wywołały bezprecedensowy short squeeze na GameStop. Według niedawno przeprowadzonego badania Fidelity ponad jedna trzecia inwestujących milenialsów – 38% – korzysta z mediów społecznościowych, aby uzyskać wskazówki rynkowe, chociaż to mniej niż wśród młodszego pokolenia Z, gdzie 41% inwestorów korzysta z mediów społecznościowych.

Akcje wzrostowe i dywidendowe

Chociaż inwestujący milenialsi mogą być zainteresowani akcjami meme i inwestycjami etycznymi bardziej niż inne pokolenia, nie stanowią one większości ich inwestycji. W niedawnym badaniu przeprowadzonym przez Motley Fool, akcje wzrostowe były najpopularniejszymi inwestycjami millenialsów i pokolenia Z (58%), przy czym akcje meme i ESG posiadało tylko 30%. Milenialsi uznali historyczną stabilność akcji za najważniejszą przy podejmowaniu decyzji o inwestowaniu, podczas gdy uzależnione od TikToka pokolenie Z przywiązywało nieco większą wagę do informacji z mediów społecznościowych.

Kryptowaluty

Nie jest chyba zaskoczeniem, że szybko zmieniający się, czasami niezrozumiały świat kryptowalut jest bardziej atrakcyjny dla młodszych grup demograficznych, jak na przykład kontrowersyjny Dogecoin, który zaczął się jako żart.

Ostatnie badanie przeprowadzone przez Piplsay wykazało, że 49% milenialsów posiada kryptowaluty, w porównaniu do 38% pokolenia X i 13% pokolenia Z. Inna ankieta, przeprowadzona przez Motley Fool, podaje inną liczbę, z 39% milenialsów twierdzących, że posiada kryptowaluty. Wyprzedza ich jednak pokolenie Z, gdzie 47% stwierdziło, że posiada kryptowaluty. Tymczasem badanie przeprowadzone przez magazyn online Sophisticated Investor wykazało, że 12% milenialsów uważa kryptowalutę za najbezpieczniejszą inwestycję na 2021 rok, w porównaniu z 9% respondentów ogółem.

NFT

Zainteresowanie niewymienialnymi tokenami (NFT) – cyfrowymi aktywami opartymi na blockchain, które inwestorzy, kolekcjonerzy sztuki i inni mogą nabyć na wyłączność – eksplodowało w ciągu ostatniego roku. Najnowsze badanie przeprowadzone przez Morning Consult wykazało, że milenialsi (zwłaszcza mężczyźni) byli najbardziej chętni do nabywania NFT, przy czym 23% millenialsów dokonało inwestycji w NFT w porównaniu do 8% pokolenia X i 4% pokolenia Z.

Metale szlachetne

Chociaż milenialsi mogą napędzać inwestycje w aktywa kryptowalutowe, badanie przeprowadzone w 2021 r. przez The Royal Mint (Brytyjską Mennicę Królewską) wykazało, że 53% inwestorów z pokolenia Z i pokolenia Z nie zarobiło na nich tyle, na ile mieli nadzieję, lub wręcz straciło na nich pieniądze. Badanie wykazało, że wielu z tych młodych ludzi – w rzeczywistości 68% – konsekwentnie rozważa aktywa o niższym ryzyku, takie jak złoto i inne metale szlachetne. Ponadto Mennica odnotowała również 430% wzrost inwestujących milenialsów w złoto za pośrednictwem swojej platformy DigiGold w 2020 roku.

Akcje

Według analityków Morgan Stanley, tylko 6,5% aktywów milenialsów jest ulokowanych w akcjach – ale jest to około 6%, które Boomersi posiadali w wieku 40 lat (obecny wiek najstarszych milenialsów). „W kolejnych latach alokacja pokolenia Baby Boomers w akcje wzrosła do ponad 25%, co oznacza, że mogą pojawić się dalsze napływy z giełdy”, mówi Daniel Skelly, dyrektor ds. badań rynkowych i strategii w Morgan Stanley Wealth Management. DailyFX ujawnił, że w USA najpopularniejsze akcje milenialsów to NIO, Apple, Tesla, Plug Power, Aphria – udowadniając, że obawy ESG nie zawsze są prawdziwe – Marathon Oil.

Ryzykowne inwestycje

W drugim kwartale 2021 roku 70% inwestorów z pokolenia milenialsów i pokolenia Z zgłosiło wzrost swojej tolerancji na ryzyko, w porównaniu z 51% w zeszłym roku. Według ostatniego badania ETRADE , 72% inwestorów z pokolenia milenialsów i pokolenia Z jest pewnych swoich decyzji dotyczących portfela, w porównaniu do 56% przed pandemią.

Jonathan Merry, CEO platformy porównującej kursy walut MoneyTransfers.com, komentuje: „Wraz z dalszą stabilizacją globalnej gospodarki i rynków akcji, milenialsi prawdopodobnie wykażą się jeszcze większym zaufaniem do swoich portfeli i ich apetyt na ryzyko będzie rosnąć. Może to oznaczać inwestycje w aktywa takie jak kryptowaluty i NFT, ale również mogą się oni otworzyć na szersze możliwości inwestycyjne, wraz z ich rosnącą bazą wiedzy.”

Fundusze zarządzane

Ostatni raport Barclays podkreśla, że w Wielkiej Brytanii ponad 80% majątku gospodarstw domowych jest w posiadaniu osób powyżej 45 roku życia. Oczekuje się, że w ciągu najbliższych 30 lat majątek ten będzie przekazywany między pokoleniami w formie spadków lub prezentów w ramach „Wielkiego Transferu Bogactwa” („The Great Wealth Transfer” – majątek pokolenia Baby Boomers urodzonych w latach 1940-60 przejdzie w ręce ich spadkobierców, w główniej mierze milenialsów).

Jonathan Merry z MoneyTransfers.com mówi: „Chociaż wielu odbiorców spadków prawdopodobnie przeznaczy je na aktywa takie jak nieruchomości, z których prawdopodobnie pochodziła większość odziedziczonego majątku, inni mogą zechcieć zainwestować spadek, ale czują, że brak wiedzy. Może to oznaczać, że zwrócą się w stronę zdywersyfikowanych funduszy długoterminowych banku lub do funduszy zarządzanych, gdzie wymagane jest mniej decyzji i badań.”

Aplikacje maklerskie

Aplikacje do handlu akcjami, takie jak Robinhood, E*Trade, Stash i SoFi Invest, rozkwitły podczas pandemii, częściowo dlatego, że ludzie, którzy utknęli w domu, szukali ekscytujących wyzwań. Skupiając się na użyteczności i niskich opłatach, przyciągnęły one również wielu początkujących inwestorów; połowa z 3 milionów nowych użytkowników Robinhood w 2020 roku była inwestorami po raz pierwszy, a średni wiek użytkowników platformy wynosi około 30 lat. Liczne raporty pokazują, że milenialsi chcą zarządzać swoim życiem finansowym za pomocą telefonów komórkowych, dlatego też wydaje się, że tendencja do inwestowania w oparciu o aplikacje wśród tej grupy demograficznej raczej nie zwolni, zarówno w przypadku opcji dla początkujących inwestorów, jak i oferty bardziej uznanych instytucji finansowych.

Cem Eyi, współzałożyciel Beanstalk , aplikacji inwestycyjnej oferującej akcje i udziały junior ISA, mówi, że dwie trzecie jej użytkowników to milenialsi, którzy wykazują różne wzorce oszczędzania i inwestowania.

„Młodsi użytkownicy są o 35% bardziej skłonni do korzystania z naszej funkcji zaokrąglania codziennych płatności, która pomaga im oszczędzać mało i często, podczas gdy starsi użytkownicy preferują ustawienie regularnej składki w formie polecenia zapłaty. Milennialsi również częściej wysyłają linki, aby zaprosić dziadków i innych członków rodziny do wniesienia własnego wkładu” – wyjaśnia Eyi.

„Ponieważ millenialsi mają dzieci, oczekują oni wygody i elastyczności, jeśli chodzi o produkty pomagające im oszczędzać na przyszłość”.

Pożyczki przez internet, czyli pożyczanie pieniędzy bez wychodzenia z domu

Pożyczki internetowe to cieszące się ogromnym zainteresowaniem, nowoczesne produkty finansowe skierowane do każdej osoby, która potrzebuje szybkiego dostępu do dodatkowych pieniędzy. Są przyznawane całkowicie online, 24/7, co pozwala na załatwienie przy ich pomocy nawet najbardziej naglących potrzeb dnia codziennego. Do sprawdzenia, jak w praktyce działają pożyczki przez internet, dodatkowo zachęcają także niezwykle atrakcyjne akcje promocyjne, regularnie organizowane przez profesjonalne firmy pożyczkowe.

Czym pożyczki przez internet górują nad innymi pożyczkami gotówkowymi?

Pożyczki przez internet pojawiły się w naszym kraju dobrych kilka lat temu i od tej pory cieszą się ogromnym zainteresowaniem współczesnych klientów. Są to nowoczesne produkty finansowe, których charakter idealnie odzwierciedla bieżące potrzeby klientów – są przyznawane całkowicie online, można ubiegać się o nie o każdej porze dnia i nocy, a wnioski są rozpatrywane w bardzo krótkim czasie. Do wyboru pożyczki przez internet skłaniają także ograniczone do niezbędnego minimum formalności – jedyne, co musimy zrobić, aby uzyskać wsparcie finansowe, to wypełnić krótki i prosty wniosek oraz podać w nim dane ze swojego dowodu osobistego, który jest zarazem jedynym dokumentem potrzebnym do uzyskania pożyczki przez internet.

Chwilówki mogą opiewać na dowolną kwotę z przedziału od 200 do 15 000 zł i mogą zostać w całości spłacone w jednej wygodnej racie. Okres spłaty tego typu zobowiązań finansowych zazwyczaj wynosi od 10 do 30 dni, co pozwala na jego uregulowanie z kolejnej wypłaty lub z pieniędzy, na których wpływu na konto oczekujemy w najbliższym czasie. Ogromne zainteresowanie pożyczkami przez internet wynika także z faktu, że są to aktualnie jedyne pożyczki gotówkowe, które możemy zaciągnąć całkowicie za darmo – przy spełnieniu określonych warunków spłacić będziemy musieli dokładnie tę samą kwotę, jaką zaciągnęliśmy, bez odsetek, prowizji i innych opłat. Jak to możliwe?

Darmowe pożyczki przez internet – jak uzyskać do nich dostęp?

Pierwsza pożyczka za darmo jest jedną z najbardziej znanych i najchętniej wybieranych promocji związanych z chwilówkami. Głównym jej celem jest zainteresowanie klientów ofertą konkretnej firmy pożyczkowej oraz umożliwienie im bez żadnego ryzyka własnego sprawdzenia, jak w praktyce działają chwilówki i czy pożyczanie pieniędzy przez internet jest bezpieczne. Darmowe pożyczki przez internet pozwalają także ocenić jakość współpracy z daną firmą pożyczkową oraz podjąć w pełni świadomą decyzję odnośnie dalszego korzystania z jej usług.

Darmowe pożyczki przez internet są zwykle przyznawane w kwocie do maksymalnie 2000 zł, a skorzystać z nich mogą osoby, które nie były wcześniej klientami konkretnej firmy pożyczkowej. Jeśli chcemy natomiast zaciągnąć swoje pierwsze zobowiązanie na wyższą kwotę, warto rozejrzeć się za chwilówką z atrakcyjnym oprocentowaniem i zapoznać się chociażby z usługami firmy Smart Pożyczka, która aktualnie oferuje szybkie pożyczki przez internet do 5000 zł ze zniżką 50%.

Rekordowo drogie domy – Kraków liderem. Za ile kupimy dzisiaj nowy dom?

Nowe warszawskie domy obecnie cechują się już średnią ceną około 8400 zł/mkw., która może wydawać się wysoka dla wielu kupujących. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak sytuacja wygląda na terenie innych dużych miast.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl niedawno przygotowali krótką i ciekawą analizę na temat oferty nowych domów z Warszawy. Dane portalu wskazują, że deweloperzy przeciętnie wyceniają budynki jednorodzinne na kwotę ok. 8500 zł/mkw. Taka stawka za stołeczny dom (zwykle w stanie deweloperskim) wydaje się stosunkowo wysoka. Pytanie, czy w innych dużych miastach jest o wiele taniej.

Po sprawdzeniu danych RynekPierwotny.pl okazuje się, że średnia ofertowa cena 1 mkw. nowych domów na terenie poszczególnych miast wynosiła w sierpniu 2021 roku:

  • Warszawa – 8412 zł
  • Kraków – 11 435 zł
  • Łódź – 5565 zł
  • Poznań – 6932 zł
  • Wrocław – 6848 zł
  • Gdańsk – 6684 zł

Wynik dotyczący Krakowa z pewnością może dziwić. Warto jednak pamiętać, że jest on rezultatem szybkiej wyprzedaży tańszych domów widocznej na poniższym wykresie. Jeszcze w czerwcu 2021 r. średnia cena za 1 mkw. krakowskich nowych domów wynosiła 6431 zł. Można oczekiwać, że z czasem ofertowa stawka wróci do zbliżonego poziomu.

Poniższy wykres wskazuje również, że deweloperzy potrzebują czasu, aby odtworzyć wcześniejszą ofertę domów po wiosennej wyprzedaży. Wzrost liczby takich budynków jednorodzinnych niedawno był widoczny w Poznaniu i Łodzi. W sierpniu odrobinę powiększyła się warszawska oferta. Podażowy regres wciąż był widoczny na terenie Krakowa, Wrocławia i Gdańska. Pod koniec sierpnia 2021 r. klienci deweloperów mieli do wyboru następującą liczbę domów: Warszawa – 212, Kraków – 24, Łódź – 129, Wrocław – 81, Poznań – 129, Gdańsk – 19. Znacznie więcej nowych domów znajdziemy pod wspomnianymi miastami.    Wyk. 1 Inf. pras. – Podaż domów w 6M

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polski Ład zagrożeniem dla branży dealerskiej?

ZDS protestuje przeciwko tzw. minimalnemu podatkowi przychodowemu.

W Sejmie trwają pracę nad ustawami dotyczącymi Polskiego Ładu. Jednym z rozwiązań, które potencjalnie może grozić rynkowi dealerskiemu jest objęcie nowym minimalnym podatkiem przychodowym podmiotów podlegających CIT, których udział dochodów w przychodach wynosić będzie mniej niż 1% lub które poniosą stratę za dany rok podatkowy. W praktyce oznacza to, że ucierpią wszystkie branże, które nie osiągają określonej rentowności w skali roku, w tym branża dealerska. W związku z powyższym Związek Dealerów Samochodów interweniuje u Ministra Finansów, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz wszystkich posłów z Komisji Finansów Publicznych.

Nowy podatek miałby być narzędziem walki z optymalizacją podatkową stosowaną głównie przez wielkie sieci handlowe. Tak przynajmniej twierdzą jego pomysłodawcy. Jak jednak widać z powyższego, może nim zostać obłożona branża dealerska, w której dochodowość w stosunku do ogólnego przychodu jest co do zasady na niskim poziomie. Na ten moment projekt regulacji nie zawiera kryterium wielkości obrotu dla podmiotu podlegającego nowemu podatkowi, co oznacza, że zastosowanie będzie miał do wszystkich przedsiębiorców których udział dochodów w przychodach (innych niż z zysków kapitałowych) wynosić będzie mniej niż 1%, lub które poniosą stratę za dany rok podatkowy.

Stawka podatku przychodowego miałaby wynosić 10% przy pewnych modyfikacjach w zależności od przyjętej podstawy opodatkowania. Kwotę zapłaconego za dany rok podatkowy podatku przychodowego odliczać się ma od CIT za kolejno następujące po sobie 3 lata podatkowe następujące bezpośrednio po roku, w którym podatnik wpłacił minimalny podatek dochodowy.

Twórcy projektu anonsują nowy podatek, jako narzędzie walki z agresywną optymalizacją podatkową stosowaną przez niektóre branże. Jak jednak wynika z treści projektu i konstrukcji podatku, będzie on stanowił ogromne zagrożenie dla wszystkich pozostałych przedsiębiorców, którzy generalnie mają niską dochodowość w stosunku do przychodu. Do takich zaliczają się autoryzowani dealerzy samochodów w Polsce, u których stosunek opodatkowanego CIT dochodu do uzyskanego przychodu często wynosi poniżej 1%. Wynika to z faktu, że dealerzy samochodów handlują stosunkowo drogim towarem, jakim są nowe samochody, ale obłożone jest to bardzo niskimi marżami. Taka zasada wynika z ogólnych zasad ekonomii – po prostu drogi towar przy jednoczesnych dużych jego wolumenach, generuje niską marżę, a co za tym idzie procentowo niską dochodowość biznesu. Należy przy tym wskazać, że branża dystrybutorów samochodów jest i tak w tej chwili mocno dotknięta skutkami pandemii Covid-19, w tym brakami w zaopatrzeniu w surowce, a co za tym idzie brakami w dostawach aut. Nie potrzebujemy dodatkowych problemów.” – tłumaczy Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.

W związku z powstałymi obawami Związek wystosował właśnie pisma do Ministra Finansów, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców oraz do wszystkich posłów z Komisji Finansów Publicznych w Sejmie, w których protestuje przeciwko nowej daninie. Związek rozumie potrzebę uszczelnienia systemu i walki z agresywną optymalizacją podatkową, w tym w szczególności konieczność poprawienia ściągalności podatków dla niektórych branż, w których występują bardzo wysokie przychody (obroty) przy stosunkowo bardzo niskim realnym opodatkowaniu podatkiem dochodowym, niemniej objęcie nowym podatkiem potencjalnie wszystkich przedsiębiorców i branż jest bardzo złym rozwiązaniem.

ZDS zaproponował, żeby dla nowego podatku wprowadzić kryterium wyłączenia dla przedsiębiorców osiągających przychód poniżej 2 mld złotych. Według aktualnych wyliczeń, średni obrót firmy dealerskiej to około 107 mln złotych, a najwięksi dealerzy w liczbie 2-3 (wszystkich firm dealerskich jest obecnie około 600) osiągają przychód w wysokości około 1,5 mld złotych. Kryterium przychodu poniżej 2 mld złotych pozwoli zachować zasadniczy planowany przez ustawodawcę cel wprowadzenia nowej daniny, przy jednoczesnym braku negatywnych skutków dla pozostałych branż, w tym branży dealerskiej.

Decyzja KNF przypieczętowuje przejęcie TU Zdrowie przez Grupę NEUCA

Zgoda Komisji Nadzoru Finansowego była ostatnim warunkiem, który musiał zostać spełniony, aby Grupa NEUCA mogła sfinalizować transakcję zakupu większościowego pakietu akcji Pomerania Investments – jedynego akcjonariusza Towarzystwa Ubezpieczeń Zdrowie S.A.

– Pozytywna decyzja KNF to zielone światło na drodze do jeszcze szybszego rozwoju TU Zdrowie – mówi Aleksander Roda, prezes TU Zdrowie. Przez 11 lat rozwijaliśmy się samodzielnie, stopniowo budując firmę od zera do znaczącej pozycji na polskim rynku ubezpieczeń zdrowotnych. Naszym nadrzędnym celem od samego początku działania towarzystwa było budowanie przewag konkurencyjnych poprzez oferowanie naszym ubezpieczonym rozwiązań najwyższej jakości.

Współpraca TU Zdrowie z Grupą NEUCA będzie wielopłaszczyznowa i nie sprowadzi się wyłącznie do aspektów stricte finansowych. Już od kwietnia tego roku ubezpieczeni w TU Zdrowie korzystają z wizyt zdalnych, organizowanych poprzez nowoczesny system NEUCA. W ostatnim badaniu satysfakcji klienci podkreślili wyraźny wzrost jakości usługi względem poprzednich dostawców.

– Powołaliśmy do życia kilka grup projektowych, które już pracują nad kolejnymi potencjalnymi efektami synergii w Grupie. Wszystkie te działania będą zgodne z naszą strategią mówiącą o swobodzie leczenia i świadczeniu usług na najwyższym możliwym poziomie. Zainwestujemy w nową elektroniczną platformę medycyny pracy, panele ubezpieczonego i ubezpieczającego oraz rozwiązania IT, łączące TU Zdrowie z placówkami medycznymi i ubezpieczonymi – mówi Aleksander Roda.

Dzięki rozwiązaniom telemedycznym, ubezpieczony będzie miał możliwość powrócić do tego samego lekarza, z którym ostatnio omawiał swój stan zdrowia. Z poziomu Panelu Ubezpieczonego, korzystając z komputera lub smartfonu, sam sprawdzi dostępność terminów, zarezerwuje pasującą mu datę i godzinę wizyty, aby umówić się z wybranym przez siebie lekarzem.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu oficjalnego dołączenia do Grupy NEUCA. Zachowując tożsamość firmy, pozyskaliśmy silnego partnera, jednego z liderów obszaru zdrowia w Polsce, z którym będziemy mogli realizować te same wartości, ale szybciej, lepiej i ze znacznie większą siłą oddziaływania – dodaje prezes Roda.

VII edycja “Sustainable Economy Summit”

7 października 2021 w Hotelu The Westin Warsaw odbędzie się VII edycja “Sustainable Economy Summit”. Jest to wyjątkowe wydarzenie skupiające liderów biznesu, którzy dzięki twórczej dyskusji z wybitnymi przedstawicielami świata nauki oraz wymianie poglądów i doświadczeń wytyczają nowe ścieżki rozwoju w zrównoważonej gospodarce.

Tematyka tegorocznej edycji skupi się m.in. na gospodarce obiegu zamkniętego, odpowiedzialności środowiskowej i klimatycznej biznesu oraz zrównoważonym rolnictwie. Poruszony zostanie też aspekt transformacji w kierunku zrównoważonych modeli finansowania.

Pierwszym wystąpieniem będzie prezentacja Kamila Wyszkowskiego, Przedstawiciela i Prezesa Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ. Profesor dr hab. Witold Orłowski ze Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej przedstawi prezentację na temat nowego podejścia do kapitalizmu.

Zwieńczeniem konferencji będzie ceremonia rozdania nagród Diamenty Sustainable Economy.

Szczegółowe informacje dotyczące programu znajdą Państwo na stronie:

https://executiveclub.pl/sustainable-economy-summit/

Scenariusze oszustw w ekosystemie Kup Teraz Zapłać Później – mechanizmy obrony

Sektor bankowości przeszedł w ostatniej dekadzie ogromną transformację, z jej ogromnym przyśpieszeniem spowodowanym pandemią. Konsumenci coraz częściej skłaniają się do podejmowania decyzji finansowych bez konieczności odwiedzania oddziałów czy wykorzystywania aplikacji bankowych. Usługi Kup Teraz – Zapłać Później (KTZP) reprezentują tę transformację w obszarze płatności i gwałtownie się rozwijają.

Rozwiązanie KTZP umożliwia konsumentom uzyskanie linii kredytowej w punkcie sprzedaży. Usługa taka jest atrakcyjna dla klientów ze względu na brak pobierania opłat od transakcji gdy zapłata jest przeprowadzona na czas oraz ze względu na dostępność online i w tradycyjnym handlu. Klienci wolą korzystać z tego instrumentu finansowego bardziej niż innych rozwiązań, z którymi wiążą się słabe doświadczenia jak karty kredytowe, pożyczki krótkoterminowe czy inne schematy finansowania.

Adaptacja KTZP stale rośnie. Sukces tego rozwiązania – miksu technologii i perspektywicznego nastawienia biznesu do zagospodarowania segmentu – zależy od niezakłóconego doświadczenia użytkownika. Składają się na to szybki dostęp do kasy (kilka kliknięć), spójne doświadczenie we wszystkich kanałach web, brak opłaty procesowej i uzyskanie natychmiastowego kredytu bez wydłużonego procesu akceptacji.

Niemniej praktyki, które utrzymują doświadczenie użytkownika na prostym i angażującym poziomie wykorzystywane są też przez atakujących systemy i usługi KTZP celem oszustwa i zarobienia na nim.

Jak działa system KTZP

Usługi KTZP są dostarczane przez firmy fintech i banki. Handel subskrybuje te usługi i dostarcza je do konsumentów jako mechanizm płatności. Ten mechanizm jest zwykle uruchamiany w punkcie sprzedaży – zarówno cyfrowym jak fizycznym. Na platformie e-commerce konsumentowi oferuje się KTZP jako opcję zapłaty w chwili gdy z koszyka zakupowego przechodzi do kasy. Jeśli konsument wybierze KTZP jest przekierowywany do dostawcy usługi.

Po weryfikacji użytkownika, dostawca usługi udostępnia mu bezpłatną linię kredytową. Proces płatności obejmuje m.in. kody QR, mobilne potwierdzenia transakcji czy wpisywanie haseł jednorazowych wysyłanych na telefon.

Techniki oszustw w praktyce

Przejęcie konta KTZP zwykle udostępnia wstępną (ograniczoną) linię kredytową dla nowych kont, której wielkość rośnie wraz z czasem, liczbą udanych transakcji – historią płatności. Oszuści atakują więc istniejące bogate w linię kredytową konta. Ich metody to kombinacja phishingu, upychania poświadczeń, klonowania kart SIM.

Wykorzystywanie linii kredytowej fałszywych kont Większość systemów KTZP umożliwia rejestrację poprzez dostarczanie kopii dokumentów potwierdzających tożsamość. Wykorzystując takie dokumenty pozyskane ze skradzionych maili czy wycieków danych, cyberkryminaliści tworzą fałszywe konta wykorzystując proste mechanizmy legitymizacji konsumentów w pozyskaniu kredytu. W skrajnych przypadkach dochodzi do zmowy oszustów z handlowcami celem zamiany kredytu na gotówkę.

Spłaty kredytu skradzioną kartą kredytową Większość usług KTZP umożliwia konsumentom rozliczanie kredytów za pomocą kart kredytowych. Oszuści korzystają z tej funkcji i spłacają swoje długi za pomocą skradzionych danych kart. Dla oszukanych takie transakcje prowadzą do obciążeń zwrotnych i innych wydatków związanych z rozliczeniem oszustwa.

Solidna obrona – mechanizmy śledcze i prewencyjne

 Weryfikację użytkownika podczas procesu rejestracji KTZP sprawia, że ​​proces rejestracji jest łatwy – użytkownik przesyła dokumenty w celu potwierdzenia swojej tożsamości. Ten proces musi być pozbawiony luk i niezbyt złożony. Systemy KTZP powinny obejmować uwierzytelnianie biometryczne (tj. odcisk palca, twarz lub inne czynniki) z kontrolą ich aktualności. Powinna również obejmować kontrolę fałszywych dokumentów (weryfikacja hologramów, oryginalnych fontów) w ramach procesu rejestracji, co zapobiega tworzeniu fałszywej tożsamości.

Wykrywanie i zapobieganie przejęciom kont wymaga zabezpieczeń, które obejmują:

  • Wykrywanie zautomatyzowanych i ręcznych działań polegających na wypełnianiu poświadczeń i wdrażanie środków zaradczych, takich jak limity stawek i czasowe zawieszanie kont.·
  • Zbieranie i analizowanie dodatkowych informacji kontekstowych, takich jak urządzenie użytkownika, lokalizacja i pora dnia oraz wykorzystywanie ich w połączeniu z innymi czynnikami uwierzytelniającymi.
  • Wdrożenie solidnego, opartego na ryzyku systemu uwierzytelniania wieloskładnikowego.

Ochrona przed użyciem skradzionych kart kredytowych wymaga wdrożenia i egzekwowania protokołu 3D Secure dla kart.

Wykrywanie anomalii transakcyjnych wiąże się ze zbieraniem niezbędnych danych telemetrycznych dotyczących danych transakcji użytkownika, w tym informacji o punktach końcowych. Wykorzystanie algorytmów uczenia maszynowego do wykrywania anomalii transakcyjnych pozwala zauważyć m.in.  zmowę między kupującym a sprzedającym.

Ostatecznie systemy BNPL zwiększają siłę nabywczą konsumentów zapewniając przewagę nad innymi instrumentami kredytowymi, z których korzysta sektor finansowy. Mechanizm KTZP pasuje do obecnej dynamiki rynku, niemniej wymaga zabezpieczeń – oszuści potrafią czerpać korzyści z systemu. Ich ataki psują ratingi kredytowe użytkowników i stanowią zagrożenie dla systemów. Firmy muszą wdrożyć mechanizmy bezpieczeństwa w celu ochrony przed nadużyciami systemu, w tym:

  • Wykrywanie i blokowanie złośliwych z intencji ludzi i botów.
  • Wdrażanie systemów uwierzytelniania i autoryzacji opartych na ryzyku.
  • Opracowywanie inteligentnych procesów onboardingu użytkowników, które obejmują sztuczną inteligencję (np. porównywanie selfie ze zdjęciem z dowodu), celem wyeliminowania z procesu skradzionych informacji i danych.
  • Monitorowanie cykli życia kont i transakcji pod kątem nietypowych działań.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Czeska Packeta intensywnie wkracza na polski rynek

Packeta – cyfrowa platforma e-commerce, oferująca usługi dla sklepów internetowych, intensyfikuje swoje działania na polskim rynku. Firma obecna w 34 krajach, która w 2020 roku dostarczyła przeszło 40,5 milionów paczek i osiągnęła obroty na poziomie ponad 98 mln euro, pomoże e-sklepom z Polski w ekspansji poza granicę kraju. Oprócz dostarczania przesyłek do klientów zagranicznych w konkurencyjnych cenach, Packeta świadczy też szeroki wachlarz usług doradczych dla sklepów online, które chcą rozpocząć działalność na nowych rynkach. Firma posiada już w naszym kraju dwa magazyny – w Warszawie i Cieszynie, planuje też otwarcie kolejnych obiektów – w Poznaniu i Krakowie.

Packeta to firma utworzona w Czechach, która szybko stała się marką globalną. Jest obecna w Europie, Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie, między innymi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Teraz ma w planach dalszą ekspansję i intensyfikację obecności na niektórych rynkach, w tym w Polsce. Podstawową działalnością firmy jest dostarczanie paczek za granicę, w konkurencyjnych cenach. Dla przykładu przesyłka do 5kg z Polski do Czech kosztuje od 9,50 zł. Jest to zatem stawka porównywalna z tymi, jakie zwykle obowiązują dla paczek dostarczanych na terenie kraju.

Packeta posiada ponadto bogate doświadczenie w pomocy e-sklepom w rozpoczęciu działalności za granicą. Oprócz dostarczania paczek klientom końcowym, może zaoferować pomoc w nawiązywaniu relacji z partnerami biznesowymi, w organizowaniu kampanii marketingowych, zapewnia też informacje na temat rynku.

­ Ostatnich parę lat, a w szczególności ubiegły rok – w związku z sytuacją pandemiczną – przyniósł znaczące przyspieszenie rozwoju polskiej branży e-commerce. Pojawiło się wiele nowych e-sklepów, a w samym tylko 2020 roku sprzedaż online wzrosła o ponad 30% w porównaniu z rokiem 2019. Dynamiczny rozwój i rosnąca konkurencja na rynku krajowym skłaniają sklepy internetowe do poszukania możliwości biznesowych poza granicami naszego kraju. Wyraźnie widzimy ten trend – stąd chęć ekspansji w Polsce i wsparcia polskiego e-commerce’u w dotarciu do klientów za granicą. Jesteśmy w stanie zaoferować nie tylko konkurencyjne koszty przesyłek, ale też wesprzeć polskie podmioty w dotarciu do klientów i budowaniu pozycji rynkowej poza granicami Polski – mówi Justyna Andreas, prezes Packeta Polska.

Chcąc rosnąć na polskim rynku, Packeta wciąż poszukuje w branży e-commerce nowych partnerów biznesowych. Do tej pory zaufały jej już międzynarodowe marki, jednak firma proponuje swoje usługi również mniejszym e-sklepom.

Oprócz pozyskiwania kolejnych partnerów, Packeta inwestuje w Polsce także w rozwój swojej infrastruktury. Już teraz posiada magazyny w Cieszynie i w Warszawie. W najbliższym czasie planuje otwarcie obiektów w Poznaniu i Krakowie.

Firma stawia także na satysfakcję klienta. Stale podnosi kwalifikacje pracowników oraz wdraża międzynarodowe standardy obsługi. Konsekwencją tych działań jest stale powiększające się grono zadowolonych partnerów biznesowych.

Amazon zatrudni ponad 9 000 pracowników sezonowych na okres przedświąteczny

  • Pracownicy sezonowi dołączając do 23 000 stałych pracowników Amazon w Polsce, mogą liczyć na konkurencyjne wynagrodzenie oraz dodatkowe benefity.
  • Wszyscy zainteresowani pracą sezonową mogą wziąć udział w wirtualnej wycieczce po jednym z centrów logistyki e-commerce, aby lepiej poznać kulisy pracy w Amazon.

Amazon ogłosił, że na okres przedświątecznego szczytu planuje zatrudnić w swoich centrach logistyki e-commerce w Polsce ponad 9 000 pracowników sezonowych.

W Amazon pracownicy poziomu początkowego mogą liczyć na stawkę godzinową rozpoczynającą się od  22,5 zł brutto/godz. oraz dodatkową miesięczną premię w wysokości do 15 proc. za frekwencję indywidualną i produktywność zespołu. Stawki te obowiązują we wszystkich dziesięciu centrach logistycznych Amazon w Polsce i dotyczą pracowników sezonowych, pełnoetatowych oraz tych pracujących na pół etatu. W 2020 roku ponad 6 500 pracowników sezonowych, zatrudnionych na okres przedświątecznego szczytu, zdecydowało się pozostać w Amazon, podejmując pracę  etatową. Firma przewiduje, że tendencja ta utrzyma się także w tym roku.

 

Do przedświątecznego szczytu przygotowujemy się przez cały rok i bardzo cieszy nas, że tym razem będziemy mogli stworzyć ponad 9 000 dodatkowych miejsc pracy – mówi Marian Sepesi, dyrektor regionalny ds. operacji Amazon na obszar Europy Środkowo-Wschodniej. – Nie możemy się doczekać, aby powitać zarówno pracowników, którzy wspierali nas już w poprzednich latach, jak i tych, którzy dołączą do naszego zespołu po raz pierwszy – dodaje.

Jakub Kunat pracuje jako kierownik w centrum Amazon w Kołbaskowie koło Szczecina – Rozpocząłem pracę na dziale pakowania produktów Amazon podczas szczytu przedświątecznego w 2017 roku. Po miesiącu pracy zostałem instruktorem działu, a w ciągu roku udało mi się awansować na przewodnika procesu i lidera zespołu. Po kolejnym roku awansowałem na pozycję kierownika, którą pełnię do dziś. Zostałem w Amazon na dłużej, ponieważ firma wyciągnęła do mnie pomocną dłoń, rozwinęła moje umiejętności, co pozwala mi być dziś w tym miejscu, w którym jestem – mówi Jakub i dodaje – Najbardziej podoba mi się praca z ludźmi oraz pomoc pracownikom w ich rozwoju.

Paula Gądek zaczęła pracę jako pracownik agencyjny w dziale rozkładania produktów. Kilka miesięcy później pomyślnie przeszła rekrutację na stanowisko recepcjonistki w okresie przedświątecznym, aby finalnie zostać na stale zatrudnioną w obecnym dziale.

Do Amazon dołączyłam w trakcie pandemii. Poprzednia branża, w której pracowałam, czyli branża eventowa, napotkała duże trudności w tym czasie. Nigdy jednak nie żałowałam decyzji o zmianie. Praca w Amazon to przede wszystkim ogromne możliwości rozwoju, których nie spotkałam u poprzednich pracodawców – opowiada Paula Gądek, pracownik wsparcia ds. zarządzania zmianą w centrum logistycznym w Sosnowcu. – Początkowo nie wiązałam swojej przyszłości z Amazon. Dziś z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że odnalazłam swoje miejsce. Amazon to przede wszystkim cudowni ludzie, wspaniała atmosfera i co najważniejsze – ogromny szacunek ze strony firmy w stosunku do pracownika i jego praw.

Pracownicy sezonowi dołączą do ponad 23 000 pełnoetatowych pracowników zatrudnionych w polskich centrach logistyki e-commerce Amazon, aby wesprzeć ich w realizacji zamówień klientów w okresie okołoświątecznego szczytu zakupowego.

– Ostatni kwartał każdego roku zazwyczaj oznacza wzrost dynamiki zatrudnienia w sektorze usług, a pracownicy tymczasowi stanowią jeden z kluczowych elementów systemu zatrudnienia w tym okresie. Cieszy nas w tym kontekście deklaracja firmy Amazon dotycząca zwiększenia zatrudnienia dla pracowników sezonowych, potwierdzająca zainteresowanie amerykańskiego kapitału inwestycjami w Polsce – powiedział Tony Housh, Prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

„Digital Company: Trendy i technologie, które zmieniają biznes” – trzecia edycja debaty o cyfrowej transformacji biznesu

28 września w hotelu Regent w Warszawie odbędzie się organizowana przez Executive Club debata „Digital Company: Trendy i technologie, które zmieniają biznes”. Głównymi tematami przewodnimi części merytorycznej wydarzenia będą zagadnienia dotyczące digitalizacji i automatyzacji oraz cyberbezpieczeństwa.

Trzecia edycja wydarzenia będzie okazją do dyskusji między ekspertami z sektora IT, dostawcami rozwiązań, oraz przedstawicielami firm na co dzień wykorzystujących oferowane rozwiązania z zakresu nowych technologii i digitalizacji. Podczas debaty poznamy odpowiedzi m. in. na pytania: jakie działania musi podjąć każda firma aby osiągnąć przewagę ekonomiczną w cyfrowym świecie? Jak digitalizacja może poprawić produktywność firm? Jakie korzyści daje chmura i jakie są zagrożenia związane z gromadzeniem i przetwarzaniem danych w chmurze? Dowiemy się również jak zapewnić skalowalność potrzebną do szybkiego rozwoju firmy poprzez kompleksową cyfryzację procesów i usług. Zwieńczeniem dyskusji panelowych będzie kolacja połączona z wieczorem networkingowym.

Aktualne     informacje o wydarzeniu będą udostępniane na stronie Organizatora: https://executiveclub.pl/

Udział w wydarzeniu przeznaczony jest dla przedstawicieli kadry zarządzającej firm działających na polskich i zagranicznych rynkach. Ilość miejsc jest ograniczona. Chęć udziału w wydarzeniu prosimy zgłaszać na adres: [email protected]

Na podatników czeka kolejny pakiet preferencji

Już wkrótce podatnicy, po uchwaleniu projektu z dnia 28 czerwca 2021 roku o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw, będą mogli skorzystać z wybranych ulg podatkowych. Jakie muszą spełnić warunki, by móc po nie sięgnąć?

W 2022 oraz 2023 roku na wielu podatników czeka pakiet ulg podatkowych, między innymi: ulga dla podatników powracających z Polski, ryczałt od przychodów zagranicznych czy przejściowy ryczałt od ujawnionych dochodów. I choć wymienione preferencje brzmią zachęcająco, by móc je otrzymać należy spełnić pewne warunki.

Ulga dla podatników powracających do Polski

Tak zwana „ulga na powrót” adresowana jest do tych osób fizycznych, które posiadały – przez co najmniej trzy lata, poprzedzające bezpośrednio rok podatkowy – miejsce zamieszkania poza Polską i przeniosły je na terytorium naszego kraju. Co ważne, podatnik korzystający ze zwolnienia powinien posiadać certyfikat rezydencji lub inny dowód, dokumentujący miejsce zamieszkania dla celów podatkowych. Nie bez znaczenia jest tu również fakt posiadania polskiego obywatelstwa bądź Karty Polaka.

Warunkiem odliczenia będzie uzyskanie przychodów z tytułu umowy o pracę, umowy zlecenia lub działalności gospodarczej – mówi Teresa Warska, specjalistka od prawa podatkowego w Systim.pl. – Odliczenie od podatku będzie możliwe przez cztery lata następujące po roku bazowym, który wybiera de facto sam podatnik, mając tu do wyboru albo rok, w którym zmienił rezydencję podatkową i stał się polskim rezydentem, bądź rok następujący po zmianie rezydencji podatkowej” – dodaje.

W pierwszym roku wysokość odliczenia wynosić będzie 50 proc. podatku należnego za rok bazowy, w drugim zaś 50 proc. podatku należnego, obliczonego za pierwszy rok stosowania ulgi. Z kolei w trzecim i czwartym roku wyniesie ona 50 proc. podatku należnego, obliczonego za poprzedni rok stosowania ulgi.

Warto w tym miejscu podkreślić, że ulga jest limitowana do 85 528 złotych przychodu rocznie. I choć 7 tys. złotych miesięcznej płacy w Polsce wydawać się może znaczącą kwotą, w krajach o relatywnie wyższych zarobkach – jak np. Niemcy czy Francja – realny wpływ ulgi dla powracających podatników może nie być aż tak duży, jak mógłby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Ryczałt od przychodów zagranicznych

Osoby zainteresowane tą formą ulgi będą mogły wskazać ryczałt jako sposób opodatkowania przychodów osiąganych ze źródeł położonych za granicą. Wysokość podatku ma być stała i wyniesie 200 tys. złotych za każdy rok podatkowy, niezależnie od wysokości uzyskanych zagranicznych przychodów. Ryczałt ma być płatny do 30 czerwca roku następującego po roku podatkowym.

Podatnik będzie mógł sięgnąć po ten rodzaj preferencji, ale tylko pod warunkiem spełnienia  określonych kryteriów. Jednym z warunków koniecznych  będzie przeniesienie rezydencji podatkowej na terytorium Polski. Jak przekonuje Teresa Warska z Systim.pl, lista wymagań jest znacznie dłuższa.

– Dodatkowo podatnik musi złożyć fiskusowi oświadczenie o wyborze opodatkowania ryczałtem. Natomiast w okresie bezpośrednio poprzedzającym rok podatkowy, w którym podatnik przeniósł rezydencję podatkową do Polski, nie może pozostawać polskim rezydentem podatkowym przez co najmniej pięć z sześciu lat podatkowych. Warunkiem do otrzymania ulgi jest również ponoszenie w wysokości co najmniej 100 tys. złotych rocznie wydatków na wzrost gospodarczy, rozwój nauki i szkolnictwa, ochronę dziedzictwa kulturowego lub krzewienie kultury fizycznej w sposób, jaki określa odrębne rozporządzenie – wymienia ekspertka

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż z tej propozycji ulgi będzie można korzystać nie dłużej niż przez 10 kolejnych lat podatkowych, licząc od roku podatkowego, w którym podatnik przeniósł miejsce zamieszkania na terytorium Polski.

Przejściowy ryczałt od ujawnionych dochodów

Abolicja podatkowa to rzadko spotykana instytucja w polskim porządku prawnym. Z racji tego, iż ma ona charakter wyjątkowy, przepisy ją regulujące stanowią osobny rozdział 2 ustawy („Przepisy epizodyczne”), który wprowadza zmiany wynikające z Polskiego Ładu.

Rozwiązanie to skierowane jest do tych podmiotów, które chcą ujawnić nieopodatkowane wcześniej dochody lub chcą się wycofać z ryzykownej polityki podatkowej – bez ponoszenie sankcji karno-skarbowych. Co ważne, to od samego podatnika będzie zależało, czy z dostępnej opcji skorzysta – ryczałt będzie bowiem w pełni dobrowolny.

W przypadku dochodów lub przychodów, które nie zostały zadeklarowane w całości lub w części do opodatkowania na terytorium Polski, podatnik będzie mógł zgłosić je fiskusowi do opodatkowania przejściowym ryczałtem od dochodów. Przewiduje się, że wniosek w tej sprawie będzie można złożyć w terminie od 1 lipca 2022 roku do 31 grudnia 2022 roku. Co ważne, zarówno prawidłowe wypełnienie i złożenie wniosku, jak i opłacenie ryczałtu spowoduje, że sam wniosek będzie traktowany jako deklaracja o wysokości osiągniętego dochodu, zaś opłacony ryczałt stanie się podatkiem należnym od zadeklarowanego dochodu. Należy mieć na uwadze, że złożenie wniosku ma być odpłatne w wysokości 1 procent sumy dochodu, będącego przedmiotem wniosku. Kwota ta nie może być niższa niż 1 tysiąc i wyższa niż  30 tysięcy – podkreśla Warska.

Z przejściowego ryczałtu od ujawnionych dochodów nie będą mogli skorzystać ci podatnicy, którzy uzyskali korzyść podatkową w wyniku popełnienia przestępstwa bądź wykroczenia skarbowego.

Mec. Barbara Garlacz: Losy frankowiczów w rękach jednego sędziego?

Na 8 listopada 2021  roku zostało zaplanowane podjęcie uchwały przez SN (III CZP 54/21) w kolejnej kwestii frankowej tj. w sprawie dotyczącej pytań o to jak liczyć bezpodstawne wzbogacenie kredytodawcy po stwierdzeniu nieważności kredytu.

Problem w tym, że sędzią – sprawozdawcą wyznaczonym do tej uchwały został SSN Roman Trzaskowski, który w sprawach frankowych trafiających do Sądu Najwyższego ma niemal monopol na bycie sędzią – sprawozdawcą czyli tym, który de facto opracowuje temat i przygotowuje uzasadnienie.

Wyznaczenie SSN Romana Trzaskowskiego na sędziego sprawozdawcę w kolejnej uchwale dotyczącej istotnego zagadnienia prawnego z obszaru spraw frankowych rodzi wątpliwości, czy nie doszło do nieprawidłowości przy tym wyborze oraz czy w Sądzie Najwyższym żaden inny sędzia nie chce lub nie potrafi się zająć sprawami frankowymi” – komentuje mec. Barbara Garlacz reprezentująca frankowiczów w sądach.

Sędzia Sądu Najwyższego Roman Trzaskowski orzekał jako sędzia sprawozdawca we wszystkich ważniejszych wyrokach lub uchwałach frankowych Sądu Najwyższego tj.:

  • w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 lipca 2017 roku II CSK 803/16, w którym Sąd Najwyższy dopuścił możliwość uzupełnienia umowy kredytu kursem średnim NBP po usunięciu z niej postanowień nieuczciwych odsyłających do tabel kursowych – to rozwiązanie zostało zakwestionowane przez Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie Państwa Dziubak;
  • w wyroku z dnia 11 grudnia 2019 roku, sygn. akt V CSK 382/18, w którym Sąd Najwyższy wskazał, że roszczenia banków o zwrot kapitału nie są przedawnione i zasugerował możliwość dochodzenia przez nie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału;
  • w uchwale z dnia z 16 lutego 2021  sygn. akt III CZP 11/20 rozstrzygającej kwestię rozliczeń po stwierdzeniu nieważności umowy;
  • w uchwale frankowej Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2021 III CZP 6/21 wprowadzającej tzw. sankcję trwałej bezskuteczności umowy oraz wskazującej, że roszczenia banków o zwrot kapitału przedawniają się dopiero po złożeniu przez konsumenta w toku procesu oświadczenia, w którym konsument podtrzyma wolę uznania umowy za nieważną;

W sprawie wyznaczonej na 8 listopada 2021 roku (III CZP 54/21), w której sędzią sprawozdawcą ma być także SSN Roman Trzaskowski, uzasadnienia pytania jeszcze nie ma – ale należy zakładać, że chodzi o zbadanie czy kwoty wpłacane przez frankowiczów do banków w ogóle wzbogaciły banki i o jakie kwoty, np. o ile przewyższyły to, co frankowicze zapłaciliby gdyby zaciągnęli kredyt w PLN ze stawką WIBOR. Rozstrzygnięcie, że bank nie wzbogacił się gdyż kredytobiorca i tak musiałby zaciągnąć kredyt oprocentowany stawką WIBOR i ówczesną marżą, może zniweczyć roszczenia frankowiczów albo zdecydowanie ograniczyć ich wartość.

„SSN Roman Trzaskowski nie powinien mieć monopolu na bycie sędzią – sprawozdawcą w tych sprawach dlatego, że uniemożliwia to poznanie stanowiska innych sędziów Sądu Najwyższego. Sędziowie Sądu Najwyższego powinni przyjrzeć się poglądom SSN Romana Trzaskowskiego – a nie podpisywać pod uchwałami i to takimi, które mają mieć moc zasad prawnych. Orzeczenia, w których sędzią sprawozdawcą jest SSN Roman Trzaskowski są emanacją jego prywatnych poglądów naukowych wyrażonych w publikacji w naukowej „Skutki sprzeczności umów obligacyjnych z prawem. W poszukiwaniu sankcji skutecznych i proporcjonalnych.” Te poglądy naukowe nie we wszystkich aspektach są prawidłowe. Przykładowo, TSUE zakwestionował promowaną w orzeczeniu II CSK 803/16 gdzie sędzią sprawozdawcą był SSN Roman Trzaskowski koncepcję uzupełnienia umowy kursem średnim NBP. Obecnie poglądy SN wyrażone w uchwale III CZP 6/21 – gdzie sędzią sprawozdawcą był także SSN Roman Trzaskowski – zostały skrytykowane przez dr Łukasza Węgrzynowskiego, jak też przez Sąd Okręgowy w wyroku w sprawie XXV C 4291/20 wydanym przez SSR del Kamila Gołaszewskiego, czyli tego sędziego, który zadał pytania do TSUE w sprawie Państwa Dziubak. W mojej glosie do uchwały III CZP 6/21 opublikowanej na blogu kancelaryjnym również nie zgadzam się z treścią tej uchwały III CZP 6/21. Również mec. Jacek Czabański reprezentujący frankowiczów przedstawił glosę krytyczną do tej uchwały” – dodaje mec. Barbara Garlacz.

NEUCA otrzymała zgodę KNF na inwestycję w TU Zdrowie

Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na akwizycję Towarzystwa Ubezpieczeniowego Zdrowie przez Grupę NEUCA. Inwestycja stanowi kolejny ważny krok w realizacji strategii w obszarze pacjenckim – wzmacnia obecność na rynku zdrowia w Polsce i istotnie rozszerzy ofertę usług medycznych dla pacjentów Neuki.

1 lutego 2021 roku Zarząd NEUCA S.A. zawarł z dotychczasowymi akcjonariuszami Pomerania Investment S.A. (jedyny właściciel TU Zdrowie S.A.) warunkową umowę sprzedaży łącznie 50,2% akcji Pomerania. Warunkami zawieszającymi było uzyskanie zgód na realizację transakcji ze strony UOKiK i KNF.

Towarzystwo Ubezpieczeń ZDROWIE S.A. jest polskim towarzystwem ubezpieczeniowym, jedynym na rynku specjalizującym się wyłącznie w zdrowiu. Działające od ponad 11 lat towarzystwo oferuje ubezpieczenia zdrowotne, programy zdrowotne i organizację usług medycyny pracy dla ponad 900 firm na terenie całej Polski, ich pracowników oraz członków rodzin. TU Zdrowie obsługuje ponad 170 tysięcy ubezpieczonych współpracując z ponad 3,7 tysiącem placówek medycznych w całej Polsce co daje firmie co daje firmie wiodącą pozycję na rynku ubezpieczeń zdrowotnych. Misją firmy jest dbanie o zdrowie i czas swoich Klientów, a mottem przewodnim szeroko rozumiana swoboda leczenia.

Zgoda Komisji Nadzoru Finansowego otwiera przed nami ostatni etap transakcji i umożliwia finalizację prac nad podpisaniem ostatecznej umowy inwestycyjnej. Inwestycja w TU Zdrowie pozwoli nam zaoferować ubezpieczeniową gwarancję dostępności usług medycznych, a TU Zdrowie wesprze w rozwoju modelu współpracy z siecią dostawców usług medycznych. Połączenie sił i zasobów obu firm to dla Grupy NEUCA szansa na dotarcie do szerszej grupy pacjentów i wzmocnienie oferty dla B2B i partnerów ubezpieczeniowych” – mówi Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu oficjalnego dołączenia do Grupy NEUCA. Zachowując tożsamość firmy, pozyskaliśmy silnego partnera, jednego z liderów obszaru zdrowia w Polsce, z którym będziemy mogli realizować te same wartości, ale szybciej, lepiej i ze znacznie większą siłą oddziaływania” – dodaje Aleksander Roda, Prezes Zarządu TU Zdrowie S.A.

PunkPirates SA stawia na produkcje VR o budżecie ok. 1 mln zł i przedstawia wyniki

Ponad 0,55 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wypracowała w pierwszym półroczu br. notowana na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie spółka PunkPirates. W raportowanym okresie firma odnotowała prawie 0,14 mln zł zysk netto.   PunkPirates konsekwentnie rozwijała strukturę i zakres kompetencji. Wynikiem podjętych w ostatnich miesiącach działań jest m.in. powstanie firmy Games 4Experience, rozpoczęcie etapu produkcji gry Community Paintball VR, a także dołączenie do Blockchain Game Alliance. W najbliższym kwartale PunkPirates chce poszerzać zakres działalności poprzez rozwój RAION Games.

– W 2021 r. zdecydowanie rozwinęliśmy naszą działalność. Widzimy już pierwsze tego efekty, mamy stabilną strukturę finansową, a dzięki sprzedaży udziałów w Cube Group za ok. 1 mln zł, co nastąpiło w ostatnich miesiącach, możemy finansować kolejne projekty. Obecnie koncentrujemy się także na rozbudowie wartości naszej spółki stowarzyszonej RAION Games. Wkrótce przekażemy więcej szczegółów dotyczących tego podmiotu – mówi Leszek Krajewski, prezes PunkPirates.

Na wyniki finansowe PunkPirates w pierwszym półroczu 2021 r. znaczący wpływ miały nakłady poniesione na pracę nad grami Death Manager VR i Community Paintball VR. Premiera tytułów zaplanowana jest na 2021 rok.  Do tej pory wprowadziliśmy do sprzedaży Escape Room VR: Stories, Escape Room VR: Inner Voices i Danger! Escape Lab. PunkPirates rozwija działalność jako producent gier VR o budżecie ok. 1 mln zł i krótkim cyklu produkcyjnym.

– Dynamiczny wzrost rynku VR sprawia, że brakuje produkcji wysokobudżetowych, które pozwalają angażować gracza na pełnowymiarową i pełną rozgrywkę. Z drugiej strony widzimy też potencjał w produkcjach niekonwencjonalnych z futurystyczną oprawą graficzną, taki tytuł tworzy RAION Games – Datenshi: Reborn. Duże nadzieje pokładamy też w Games 4Experience – dodaje Leszek Krajewski.