Carlson Investments przejmuje udziały w czeskiej spółce

Carlson Investments S.A. z siedzibą w Warszawie objął 100% udziałów dających 100% głosów na Walnym Zgromadzeniu w nowopowstałej spółce pod nazwą Carlson Tech Ventures akciová společnost (spółka akcyjna prawa czeskiego) z siedzibą w Czeskim Cieszynie. Wiąże się to z zamiarem uzyskania przez Carlson Investments S.A.  statusu Spółki Europejskiej i dużych ułatwień dla zagranicznych inwestorów w kwestii nabywania akcji spółki. Członkiem Zarządu spółki zależnej został Aleksander Gruszczyński, dotychczasowy Prezes Zarządu Carlson Investments S.A.

„Jako zarząd od dawna deklarowaliśmy chęć zaistnienia na rynkach zagranicznych i konsekwentnie do tego dążymy. Pomimo, iż w ostatnim czasie akcje naszej spółki są oferowane na giełdach we Frankfurcie oraz Stuttgarcie na rynkach nieregulowanych chcemy zaistnieć jeszcze na któryś z zagranicznych rynków regulowanych charakteryzujący się większą płynnością.  Naszym celem jest, by akcjonariusze zarówno duzi jak i ci mniejsi mieli możliwie szeroki wybór. Chcemy być graczem globalnym tak samo dostępnym dla inwestorów działających w Polsce, jak i w innych krajach. Aktualne procedury przepływu papierów wartościowych, tych notowanych nawet w obrębie krajów UE znacznie utrudniają współpracę z inwestorami zagranicznymi i uzależniają go od pośredników rejestracyjnych, których usługi są powolne i kosztowne z uwagi na aktualne otoczenie prawne. Wierzymy, iż uzyskując statut Spółki Europejskiej łatwiej będzie nam efektywnie pracować na rynkach zagranicznych nie rezygnując przy tym z rynku polskiego i rodzimych inwestorów. W tym miejscu pragnę zapewnić dotychczasowych inwestorów Spółki z polski, że status naszej działalności w kraju nie ulega zmianie. Co więcej, wszystkie przedsięwzięcia dokonywane na terenie rodzimego kraju nabierają tempa. Nasza Spółka partnerska Carlson Evig Allfa VC Fund podpisuje kolejne ciekawe inwestycje, a my w ramach doradztwa aktywnie uczestniczymy w procesie ich selekcji i wyboru.  Z punktu widzenia polskich akcjonariuszy, nasza aktywność na rynku międzynarodowym powinna przełożyć się na dużo lepszą płynność naszych akcji oraz udostępnić im możliwość otrzymania lepszej stopy zwrotu z inwestycji w przyszłości. Jestem przekonany, że każdy cierpliwy inwestor, który pokłada w nas swoje zaufanie nie będzie rozczarowany.” – komentuje Aleksander Gruszczyński, Prezes Zarządu w Carlson Investments S.A.

Carlson Investments S.A. dąży do bycia czołowym graczem na rynku inwestycji w startupy. Spółka celuje zwłaszcza w projekty o charakterze technologicznym, charakteryzujące się innowacją produktową lub procesową w obszarach FinTech, MedTech i CleanTech. Docelowo Carlson Investments S.A. zamierza mieć w portfelu inwestycyjnym nawet 50 rokujących projektów. W 2021 i 2022 r. Carlson Investments S.A. oraz Spółka partnerska Carlson Evig Alfa VC Fund zamierzają intensywnie powiększać swój portfel inwestycyjny. W planach jest także przejście Spółki na rynek główny GPW.

Fed bez fajerwerków?

Rynki finansowe z uwagą śledziły środowe wydarzenia wokół posiedzenia decyzyjnego FOMC. Wydarzenie okazało się nie być aż tak cenotwórcze, jak pierwotnie oczekiwano, jednak zmiany w narracji, jakie de facto się dokonały, są dość znaczące.

W środę FOMC utrzymał dotychczasowe poziomy stóp procentowych na niezmienionym poziomie (górne ograniczenie 0,25 proc., dolne 0 proc.). Prezes Powell przyznał, że zakończenie taperingu byłoby właściwie w połowie przyszłego roku. W mojej opinii oznacza to, że konieczne będzie jego rozpoczęcie w tym roku (prawdopodobny listopad). To co jednak najważniejsze, to przesunięcie mediany prognoz podwyżek stóp procentowych. Już połowa członków FOMC uważa, że stopy należy podnieść w 2022 roku. Dotychczas przeważali zwolennicy podwyżek w 2023 roku. W taki scenariusz wpisują się zresztą słowa Powella o zasadności zakończenia QE do połowy przyszłego roku. Przedstawiciele FOMC pozytywnie oceniają odbicie gospodarcze, co z kolei przekłada się na ich postrzeganie kształtu polityki pieniężnej. Prognozy makroekonomiczne członków Komitetu nie zmieniły się jednak znaczące. Ich zdaniem inflacja, kluczowy wskaźnik, w 2022 roku wyniesie przeciętnie 2,2 proc. (poprzednio 2,1 proc.). Początkowo dolar osłabiał się dość wyraźnie, ale ruch został odwrócony po słowach Powella. W czwartek rano notowania EUR/USD oscylują wokół1,1715 i znajdują się powyżej poziomu odniesienia.

Poprawa nastrojów na rynkach bazowych sprzyja złotemu, który umocnił się minimalnie w relacji do głównych rywali. Wciąż jednak pozostaje relatywnie słaby na tle innych walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Brak wsparcia ze strony NBP stanowi poważny problem w wycenie złotego i sprawia, że w mojej opinii pozostaje on niedowartościowany. Trudno uwierzyć, aby RPP, często zresztą przywołująca Fed, pozostawała najbardziej gołębią instytucją monetarną na świecie. Presja na Radę będzie rosła z każdym posiedzeniem, co może przekładać się pozytywnie na nastroje wokół złotego w średnim i długim terminie. W czwartek jednak złoty, choć nieco mocniejszy, pozostaje słabszy względem rywali i jest kwotowany następująco: 4,6180 za euro, 3,9415 względem dolara oraz 5,3815 w stosunku do funta.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Ekonomiści ostrzegają: Zbyt duże podwyżki wynagrodzeń mogą wpłynąć na kolejne wzrosty cen w sklepach

Według ekspertów, ceny w sklepach nadal będą rosły. Mięso, produkty tłuszczowe i używki mogą najbardziej podrożeć do końca tego roku. Scenariusz z inflacją wynoszącą 10% w 2022 roku również jest niewykluczony. Jednak bardziej realny jest wzrost wskaźnika do 6-7%. Jednocześnie trudne będzie zmniejszenie go poniżej 5%. Specjaliści przewidują, że ludzie zaczną domagać się wyższych płac. Ale zbyt duże podwyżki wynagrodzeń mogą oznaczać kolejne wzrosty cen na półkach sklepowych.

W sklepach od miesięcy obserwujemy wzrost cen. One w krótkim okresie najprawdopodobniej będą jeszcze przyspieszać, co prognozuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce. Dotyczy to zwłaszcza żywności. W tym przypadku niektóre wskaźniki, np. ceny skupu zbóż, sugerują, że do wyhamowania nie dojdzie w najbliższym czasie. Więcej też zapłacimy za różnego rodzaju usługi. Ponadto pojawiły się już zapowiedzi podwyższenia cen energii. Wprawdzie one zaplanowane są dopiero od przyszłego roku, ale to czynnik stale zasilający inflację.

– Sądzę, że tegoroczny bilans średnich wzrostów cen detalicznych zamknie się w przedziale 8-10%. Będą kategorie, które urosną znacznie bardziej. W mojej ocenie, mięso, produkty tłuszczowe oraz używki najbardziej zdrożeją do końca br. I tu mówimy o wzrostach ponadprzeciętnych, nawet dwucyfrowych – przewiduje ekonomista dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.

Prof. Krzysztof Piech z Uczeni Łazarskiego również stwierdza, że trzeba się nastawiać na wzrost cen w sklepach. Bank centralny nie chce się wycofać z polityki tzw. dodrukowywania pieniędzy i prawie zerowych stóp procentowych. Według eksperta, w skrajnym negatywnym scenariuszu możliwy jest wzrost inflacji do 10% za kilka miesięcy. To oznaczałoby kompletną porażkę polityki gospodarczej w naszym kraju, nie tylko pieniężnej.

– Niektórzy analitycy bankowi mówią o inflacji wynoszącej ok. 10%. A jeszcze niedawno prognozowali, że nie sięgnie ona 5% i zacznie się obniżać. Troszkę śmieszy mnie takie przesuwanie się od ściany do ściany. Od paru miesięcy podkreślam, że dalsze rozkręcanie się inflacji nie jest wykluczone. I oczywiście jest absolutnie możliwe, że w przyszłym roku ona dojdzie do 10%. Chociaż nie sądzę, żeby to było najbardziej prawdopodobne. Myślę, że bardziej realny jest wzrost do 6-7% – mówi prof. Orłowski.

Z kolei według prof. Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC i byłego wiceministra finansów, prawdopodobieństwo inflacji w wysokości 10% w 2022 roku wynosi 5-10%. Nie można tego lekceważyć, ale nie jest to perspektywa dominująca, przynajmniej w tej chwili. Zdaniem eksperta, trudne będzie w najbliższym czasie zmniejszenie ww. wskaźnika poniżej 5%. W sierpniu wyniósł 5,4% i był najwyższy od dwudziestu lat. Na koniec roku można oczekiwać inflacji około 6%.

– Władze utrzymują, że podwyżki cen są naturalnym efektem w sytuacji wyższego wzrostu gospodarczego. Niedokładnie tak jest. Istnieją kraje, które nie doświadczały wysokiej inflacji w takim przypadku. Możemy tutaj wspomnieć o Chinach czy Japonii, które potrafiły rozwijać się w tempie 10% rocznie przy bardzo ograniczonej inflacji – komentuje prof. Piech.

W krajach UE wskaźnik jest znacznie niższy niż w Polsce, co podkreśla prof. Gomułka. I dodaje, że według założeń rządu, wyniesie on w przyszłym roku ok. 3%. Ale jak zauważa ekspert, NBP mylił się przez ostatnie pół roku znacząco ze swoimi prognozami inflacyjnymi. Silny wzrost do poziomu powyżej górnej granicy oficjalnego celu inflacyjnego NBP, nie był przewidywany jako coś dominującego i trwałego. Być może i tym razem prognoza rządowa okaże się błędna.

– Jeśli przez kilka miesięcy inflacja utrzyma się na poziomie ponad 6%, to nie spowoduje to jakiegoś dużego niepokoju społecznego. Ludzie nie będą przeciwko niej protestować. Natomiast zaczną domagać się coraz wyższego wzrostu płac i świadczeń społecznych typu 500+. Każdy będzie widział, że coraz mniej pieniędzy zostaje w portfelu – dodaje prof. Piech.

Jak stwierdza dr Łuczak, Polacy są poirytowani tym, że ceny wszędzie idą w górę, ale realnie nie mają na to wpływu. Do tego rosną wynagrodzenia, choć już nie tak szybko, jak np. kwoty do zapłaty za żywność. Tego typu sytuacje zawsze kończą się poszukiwaniem oszczędności. Ekspert prognozuje, że największe podwyżki będą widoczne w sklepach małoformatowych. Takie placówki są ustawione w nierównej pozycji do tych wielkopowierzchniowych. Te ostatnie dużo zamawiają, dzięki czemu mają lepszą pozycję negocjacyjną, a finalnie ceny.

Firmy nie inwestują w narzędzia wspierające pracę zdalną i hybrydową

Podczas pandemii zaledwie 36% europejskich firm zainwestowało w technologie wspierające pracę zdalną – wynika z badań zrealizowanych na zlecenie Ricoh. Dzieje się tak pomimo dużej świadomości korzyści płynących z wdrożenia np. rozwiązań pozwalających na cyfryzację i automatyzację wielu zadań. Ich pozytywny wpływ na wzrost efektywności widzi aż 53% ankietowanych pracodawców.

Ile czasu pracownicy poświęcają na realizację kluczowych zadań?

Aż 69% pracodawców jest przekonana, że ich podwładni na kluczowe obowiązki poświęcają 180 minut każdego dnia pracy. Inaczej wyglądają deklaracje pracowników, którzy w przeprowadzonym w marcu tego roku badaniu, wskazywali, że są to zaledwie 73 minuty. Lwią część pozostałego czasu pracy pochłaniają mniej istotne obowiązki i spotkania. Wprowadzenie rozwiązań z zakresu cyfryzacji i automatyzacji to recepta na uwolnienie pracowników od wielu żmudnych i nieefektywnych zadań.

Brak inwestycji w konieczne rozwiązania technologiczne wpływa negatywnie na efektywność pracy i zaangażowanie. Jest to szczególnie widoczne, gdy praca odbywa się w modelu zdalnym i hybrydowym. Zmiany w sposobie pracy wydają się być nieuniknione. Jedynie 27% przedstawicieli kadry zarządzającej wierzy w to, że ich firma w ciągu najbliższych 12 miesięcy  powróci do w pełni stacjonarnego modelu.

“Pracodawcy nadal bardzo mocno cenią wspólną pracę w biurze, aż 54% wskazuje ją jako kluczową dla sukcesu firmy. To prawda, że społeczny aspekt pracy ma ogromne znaczenie, ale firmy nie mogą pozostawać ślepe na nowe oczekiwania pracowników i trendy. Praca hybrydowa jest faktem i wymaga odpowiednich narzędzi. Nowe rozwiązania technologiczne to konieczne elementy do budowania efektywnego i przyjaznego środowiska pracy – powiedział David Mills, CEO, Ricoh Europe.

O badaniu

Badanie przeprowadzono na próbie 1500 osób na stanowiskach decyzyjnych w europejskich firmach.

Segment luksusowej odzieży i akcesoriów najbardziej atrakcyjny z perspektywy inwestorów

Ponad 90 proc. inwestorów uważa, że do 2024 roku branża mody i dóbr luksusowych powróci do poziomu sprzed pandemii.

W 2020 roku liczba transakcji w obszarze fuzji i przejęć w branży mody i dóbr luksusowych sięgnęła 277, a to więcej niż przed pandemią – wynika z raportu „Global Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2021”. Największe średnie wartości transakcji zanotowano w segmencie aut luksusowych. Niemal wszyscy badani inwestorzy planują kolejne działania z zakresu fuzji i przejęć, a 67 proc. z nich za najbardziej perspektywiczne przedsiębiorstwa uznało producentów odzieży i akcesoriów.

Na potrzeby raportu „Global Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2021” przeprowadzono badanie wśród inwestorów, z czego 97 proc. z nich to przedstawiciele funduszy private equity. Najczęściej zajmują stanowisko dyrektora zarządzającego lub partnera (58 proc.). Trzy czwarte inwestorów posiada w swoim portfolio aktywa z branży mody i dóbr luksusowych, najczęściej z segmentu ubrań i akcesoriów.

Kryzys nie zatrzymał fuzji i przejęć

2020 rok minął pod znakiem pandemii i biznesowej niepewności, ale jeśli chodzi o fuzje i przejęcia w branży mody i dóbr luksusowych zanotowaliśmy wzrosty. Liczba transakcji wyniosła 277, czyli o 6 więcej niż w roku 2019. Co ciekawe, chociaż branża hotelarska była zamknięta przez znaczną część roku i mogłoby się wydawać, że inwestorzy nie postrzegają jej jako atrakcyjnej, to w ubiegłym roku przeprowadzono aż 85 transakcji z udziałem jej przedstawicieli. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również firmy z branży ubrań i akcesoriów oraz kosmetyków i perfum. Liczba transakcji w tych segmentach wyniosła odpowiednio 65 i 57 – mówi Agnieszka Zielińska, partner w dziale doradztwa finansowego, Deloitte.

Najwięcej transakcji fuzji i przejęć inwestorzy przeprowadzili wśród europejskich firm, w 2020 roku było ich 144. Natomiast największy spadek (o 15) odnotowano w Ameryce Północnej; w 2020 roku przeprowadzono tam 48 transakcji. Wzrost o 33 zaobserwowano z kolei w regionie Azji i Pacyfiku (łącznie było ich 73). Reszta świata i Bliski Wschód doświadczyły delikatnego spadku (po 5) głownie ze względu na branżę hotelarską i przeprowadziły w sumie 12 transakcji.

Do największych transakcji doszło w branży luksusowych samochodów, a ich średnia wartość wyniosła 754 mln dolarów – to wzrost o 104 proc. w ujęciu rocznym. Jednak najbardziej spektakularną zmianę, bo aż o 808 proc. w porównaniu do 2019 widać w segmencie prywatnych odrzutowców. Średnia wartość transakcji to 232 mln dolarów. Duży wzrost (482 proc.) zaobserwowano również w meblarstwie, ale średnia wartość transakcji jest tu stosunkowo mała i wynosi 68 mln dolarów. Straciły natomiast restauracje (o 92 proc.) i hotele (25 proc.).

Eksperci Deloitte przyjrzeli się również profilom oferentów. Ponad połowa (54 proc.) z nich to inwestorzy finansowi, a pozostali – strategiczni. Wśród tych pierwszych 49 proc. stanowią przedstawiciele usług finansowych, a 37 proc. inwestorzy private equity lub venture capital. Wzrost liczby transakcji w stosunku do poprzedniego roku był głównie napędzany przez inwestorów finansowych (+29 transakcji).

Poprawa nastrojów wśród inwestorów

Prawie wszyscy badani inwestorzy (94 proc.) przewidują, że kondycja branży mody i dóbr luksusowych powróci do poziomów sprzed pandemii w ciągu trzech najbliższych lat. Respondenci spodziewają się, że firmy z Azji i Bliskiego Wschodu szybciej powrócą do stanu sprzed pandemii COVID-19. Z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej, we wszystkich regionach spodziewany jest pozytywny trend. W porównaniu z poprzednim badaniem, nastroje inwestorów polepszyły się znacząco, a Europa i Ameryka Północna to regiony, w których nastąpiła największa poprawa oczekiwań.

Inwestorzy zdają sobie jednak sprawę z tego, że problemy gospodarcze nie zakończą się w 2021 roku. Przewidują natomiast, że w związku z obostrzeniami, najbardziej mogą ucierpieć hotele – tak wskazała ponad jedna trzecia respondentów. Natomiast jedna piąta badanych twierdzi, że zakazy odczują restauracje i firmy oferujące rejsy wycieczkowe, a 15 proc., że ograniczenia mogą dotknąć producentów oraz sprzedawców odzieży i akcesoriów. Zdaniem inwestorów, najmniej problemów odczują firmy oferujące luksusowe meble oraz kosmetyki i perfumy – mówi Agnieszka Zielińska.

Szczególnie silne ożywienie ma wystąpić w segmencie produktów osobistych, do których zaliczyć można wspomniane kosmetyki i perfumy (wzrost o ponad 10 proc.), ubrania i akcesoria oraz biżuterię i zegarki (wzrost w przedziale od 5 do 10 proc. w obu tych kategoriach). Dobrze poradzą sobie również producenci mebli.

Jak wynika z raportu Deloitte, prawie połowa inwestorów uważa, że w 2021 roku pandemia będzie miała mniej niż 10-proc. wpływ na przychody przedsiębiorstw, a 39 proc. z nich przewiduje wpływ w przedziale od 11 do 20 proc. Niemal wszyscy badani (97 proc.) potwierdzają, że będą kontynuować inwestycje w branży mody i dóbr luksusowych, nawet jeśli napotkają na ograniczenia.

Cyfryzacja nie tak ważna dla inwestorów

Sektory uznane za najbardziej atrakcyjne przez respondentów to firmy produkujące odzież i akcesoria (67 proc.), kosmetyki i perfumy (42 proc.), a także przedsiębiorstwa sprzedające odzież i akcesoria (30 proc.) oraz firmy meblarskie (30 proc.). W porównaniu z ubiegłym rokiem, wzrost zainteresowania pojawił się w segmentach odzieży i akcesoriów (10 pp.) oraz hoteli (6 pp.).

Eksperci Deloitte zapytali badanych również o strategiczne czynniki inwestycyjne w 2021 roku, które zwiększą wartość ich aktywów. 56 proc. wskazało na internacjonalizację, 44 proc. na poprawę wydajności, a 32 proc. rozwój nowych kategorii produktowych. Co ciekawe, na projektowanie lub ocenę istniejącej strategii cyfrowej zdecyduje się 24 proc. badanych, co oznacza spadek o 23,1 pp. w porównaniu do poprzedniej edycji badania.

Wydawać by się mogło, że po ponad roku funkcjonowania w cyfrowym świecie, obszarem, na którym skupią się inwestorzy będzie digitalizacja. W centrum ich zainteresowania będzie jednak głównie internacjonalizacja i ekspansja na nowe rynki. Jednak bez względu na obraną strategię, respondenci nadal chcą inwestować w branżę mody i dóbr luksusowych. Dostrzegają w niej potencjał i wierzą, że po okresie spowolnienia, wróci do poziomów sprzed kryzysu. Konsumenci zaczną czuć się bezpieczniej, będą więcej podróżować, a to łączy się z luksusowymi zakupami – podsumowuje Agnieszka Zielińska.

Jak uzyskać dni wolne na opiekę nad chorym dzieckiem?

Rozpoczynający się okres jesienny sprzyja infekcjom, zwłaszcza u najmłodszych. Pracownicy, którzy muszą zaopiekować się chorym dzieckiem, mają dwie możliwości uzyskania w tym celu dni wolnych.

Zgodnie z art. 188 Kodeksu pracy pracownikowi przysługują dwa dni wolne w roku kalendarzowym w celu sprawowania opieki nad dzieckiem do lat 14. Mogą one być podzielone na godziny – decyzję o tym podejmuje sam pracownik. Jednak jeśli pierwszy dzień w danym roku zostanie wykorzystany w całości, również kolejny musi być udzielony w ten sam sposób, bez dzielenia na godziny.

Co ważne, pracownik nie musi w tym przypadku przedstawiać pracodawcy żadnych dokumentów poświadczających chorobę dziecka. Warto pamiętać, że tylko jeden rodzic może skorzystać z tego uprawnienia w danym roku kalendarzowym, a niewykorzystane w danym roku dni przepadają.

Pracownik ma także prawo do zasiłku opiekuńczego z powodu sprawowania opieki nad chorym dzieckiem. Przysługuje on z powodu choroby dziecka w wieku do 14 lat, jednak w większym wymiarze – do 60 dni w roku kalendarzowym. Wysokość zasiłku to 80% podstawy wymiaru. Jest ona obliczana tak jak zasiłek chorobowy, na podstawie średniego wynagrodzenia z ostatnich 12 miesięcy.

Aby otrzymać zasiłek opiekuńczy niezbędne jest zaświadczenie lekarskie na druku ZLA (analogicznym jak w przypadku choroby pracownika) z informacją o sprawowaniu opieki nad chorym dzieckiem. Pracownik musi także wypełnić wniosek o zasiłek opiekuńczy na druku ZUS Z-15A i przekazać go do ZUS (w przypadku firm zatrudniających do 20 pracowników) lub pracodawcy (w przypadku większych firm).

Warto pamiętać, że w przypadku opieki nad dzieckiem w wieku powyżej 2 lat zasiłek nie przysługuje, jeżeli mogą się nim zaopiekować inne osoby w gospodarstwie domowym.

Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt

Noctiluca pozyskała kolejne 3,5 mln zł w ramach rundy pre-IPO

Spółka Noctiluca otworzyła własny dział B+R w Korei, zwiększyła 5-krotnie moce produkcyjne toruńskiego laboratorium, zacieśniła współpracę z najważniejszymi instytutami badawczymi z Niemiec (KIT i FEP), zaczęła realizować projekt z ITRI tj. najważniejszą agencją rozwoju wysokich technologii i przemysłu na Tajwanie oraz podpisała umowę MTA z Japońskim koncernem chemicznym. Ponadto, z nadsubskrybcją zakończyła prywatną emisję akcji, pozyskując w ramach pre-IPO kolejne 3,5 mln zł. 

Noctiluca to jeden z trzech czołowych graczy na świecie rozwijających technologię emiterów OLED nowej generacji, czyli związków chemicznych w postaci „proszku”, które są najważniejszym elementem wyświetlaczy (telewizorów, monitorów, smartfonów, tabletów, urządzeń wearables czy urządzeń VR) oraz źródeł światła (lampy). Spółka pracuje nad emiterami trzeciej i czwartej generacji, tj. wykazującymi właściwości TADF (ang. Thermally Activated Delayed Fluorescence, Termicznie Aktywowana Opóźniona Fluorescencja) i hiperfluorescencję.

Noctiluca pozyskała 3,5 mln zł z prywatnej emisji akcji w ramach ostatniej transzy rundy pre-IPO. Mimo braku promocji oferty , zainteresowanie inwestorów ponownie znacznie przekroczyło aktualne zapotrzebowanie Spółki. Na miesiąc przed formalnym ogłoszeniem rundy Spółka zamknęła przyjmowanie zgłoszeń związanych z chęcią objęcia akcji, ponieważ suma zapisów przekroczyła ponad dwukrotnie zakładane do pozyskania 3.5 mln zł. W ramach emisji Spółka została dokapitalizowana przez ok. 60 nowych  oraz 20 obecnych akcjonariuszy, którzy zwiększyli swoje inicjalne zaangażowanie.

– Cieszy nas zaufanie i zaangażowanie akcjonariuszy, szczególnie fakt wysokiego zainteresowania dokapitalizowywaniem Spółki przez obecnych inwestorów. Zakładaliśmy, że zainteresowanie ofertą akcji Noctiluca może być duże, jednak fakt uplasowania rundy z ponad dwukrotną nadsubksrypcją na miesiąc przed formalnym ogłoszeniem emisji znacznie przekroczył nasze oczekiwania. Łącznie w ramach rund pre-IPO Spółka pozyska ok. 8,8 mln zł od ok. 100 inwestorów i celem jest jak najszybszy debiut na NewConnect. Posiadamy duży, rozproszony i zmobilizowany akcjonariat, zdecydowany na długoterminową inwestycję. – komentuje Michał Chabowski, członek zarządu Rubicon Partners Ventures, funduszu będącego inwestorem w Spółce i koordynatorem zrealizowanych emisji akcji.

W związku z planowanym komercyjnym wdrożeniem autorskiego emitera OLED trzeciej generacji (TADF) o zielonej barwie oraz stale wzrastającą liczbą partnerów (np. podpisanie umowy MTA z japońskim koncernem chemicznym) Spółka podjęła decyzję o zwiększeniu mocy produkcyjnych toruńskiego laboratorium oraz rozbudowie zespołu badawczego-rozwojowego poza Polską.  Pod koniec czerwca Noctiluca rozpoczęła współpracę z Uniwersytetem Kyung Hee w Seulu, czołowym dla rozwoju technologii OLED uniwersytetem w Korei wraz z którym zbudowała zespół badawczo-rozwojowy. W jego skład wchodzą m.in.: prof. Jang Hyuk Kwon, który przez wiele lat był zawodowo związany z Samsungiem, oraz dr inż. Raju Ramchandra Lampande, współpracujący w przeszłości m.in. z LG.

Koreańskie laboratorium specjalizować się będzie w tworzeniu urządzeń OLED (diod i paneli) oraz testowaniu ich właściwości pod kątem wdrożenia w przemyśle. Są to kompetencje komplementarne do posiadanych przez chemików-organików zlokalizowanych w Toruniu, które pozwolą na dalsze przyśpieszenie procesu komercjalizacji.

Poszerzenie zespołu i zwiększenie mocy produkcyjnych to kolejny kamień milowy na drodze do wdrożenia naszych autorskich rozwiązań. Dzięki unikalnym kompetencjom technologicznym i biznesowym konsekwentnie zbliżamy się do wdrożenia emiterów OLED trzeciej generacji, co będzie stanowiło przełom w rozwoju technologii i naszej firmy. Już teraz znacząco zwiększyliśmy moce produkcyjne, a w najbliższym czasie zamierzamy osiągnąć kolejny skokowy wzrost możliwości naszego laboratorium poprzez dosprzętowienie, sfinansowane z kapitału pozyskanego z ostatniej emisji – komentuje Mariusz Bosiak, CEO Noctiluca.

Dowodem na potencjał komercjalizacji technologii Noctiluca jest m.in. niedawne podpisanie umowy typu MTA (ang. Material Transfer Agreement) z jednym z japońskich koncernów chemicznych, który chce testować materiały Spółki pod kątem ich dalszej dystrybucji i stosowania w swoich spółkach zależnych.

MTA z biznesowego punktu widzenia oznacza formalne wejście we współpracę , tj. formalne rozpoczęcie testów emiterów przez partnera i wejście w wielomiesięczne rozmowy biznesowe. Standardowo potencjalne efekty takiej współpracy są możliwe do osiągnięcia w perspektywie 12-18 miesięcy. Jest to jednak etap rozmów biznesowych, którego nie osiąga ponad 90% technologicznych spółek – krok do którego nie dochodzi w przeważającej większości relacji startup-korporacja. Zgodnie z zapisami umowy nie mogę ujawnić nazwy naszegopartnera, ale z satysfakcją informuję, że wchodzi w skład grupy, która jest jednym z największych globalnie producentów samochodów i autobusów oraz komponentów do elektroniki użytkowej   – zaznacza Mateusz Nowak, CCO Noctiluca.

Według szacunków Display Supply Chain Consultants (DSCC) rynek OLED jest wart obecnie ponad 34 miliardy dolarów i rośnie w tempie 26% rocznie. Noctiluca wymieniana jest jako jeden z liderów branży wraz z globalnymi graczami takimi jak: Idemitsu (kapitalizacja ponad 630 mln USD), CYNORA (wycena ponad 200 m USD), Kyulux (pozyskane ponad 80m USD, wycena ponad 250 m USD) i Universal Display Corporation (kapitalizacja ponad 11.2 miliardów USD na Nasdaq).

I półrocze 2021 r. w Grupie TIM: rekordowe obroty, skonsolidowany zysk netto wyższy aż o 357% r/r

Grupa Kapitałowa TIM w I połowie 2021 r wygenerowała 602,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+22% r/r). Skonsolidowany zysk netto osiągnął ponad 43 mln zł, co oznacza wzrost o 357% r/r. Przychody ze sprzedaży TIM SA wzrosły w stosunku do I półrocza 2020 r. aż o 32%, do 569,7 mln zł. Ich suma za ostatnie 12 miesięcy (III kw. 2020 – II kw. 2021 r.) przekroczyła 1,07 mld zł. Trwają prace nad wprowadzeniem 3LP SA na warszawską giełdę.

Wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży jest jeszcze wyższy (+34% r/r) po doprowadzeniu danych do porównywalności tj. jeśli nie uwzględniać przychodów Rotopino.pl S.A. w I półroczu 2020 r. (spółka opuściła Grupę TIM z końcem 2020 r.).

Wzrost sprzedaży usług logistycznych poza GK TIM

Przychody Grupy ze sprzedaży usług (34,3 mln zł) za I półrocze 2020 r. zwiększyły się rok do roku aż o 78,7%. Widać tu przede wszystkim wzrost skali działalności w zakresie świadczenia przez 3LP SA zautomatyzowanych usług logistycznych dla klientów zewnętrznych.

Wzrost przychodów wygenerowanych dla 3LP przez ten segment wyniósł aż 83% w stosunku do I półrocza 2020 roku. To efekt zarówno pozyskiwania przez 3LP nowych klientów, jak i wzrostu skali działalności dotychczasowych, a także potwierdzenie trafności obranej strategii o wyspecjalizowaniu się 3LP w zautomatyzowanych usługach logistycznych dla podmiotów z rynku e-commerce – zauważa Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Pracujemy nad prospektem emisyjnym spółki. Jesteśmy przekonani, że inwestorzy na warszawskiej giełdzie docenią atrakcyjność i perspektywy rozwoju modelu biznesowego 3LP – dodaje Krzysztof Folta.

Więcej klientów, więcej indeksów

Od marca 2021 r. każdy kolejny miesiąc przynosi w TIM SA miesięczne przychody ze sprzedaży na poziomie powyżej 100 mln zł. Wzrostom sprzedaży towarzyszą bardzo dobre statystyki dotyczące liczby klientów. Przybywa klientów nowych, ale rośnie także grono klientów  lojalnych, a więc takich, którzy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy dokonali zakupów w co najmniej sześciu z nich. Tych drugich było w I półroczu 2021 r. 5826, tj. o 16% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Z kolei średnia liczba miesięcznych rejestracji nowych klientów biznesowych wyniosła 1153, co oznacza wzrost o niemal 25% w stosunku do I połowy 2020 r.

Analizując dane dotyczące wizyt na platformie TIM.pl w pierwszych sześciu miesiącach 2021 roku, widzimy podobny, bo 27-procentowy, wzrost liczby użytkowników. Co ważne, w dużej części to zasługa kanału organicznego (SEO), z którego trafiło do nas aż 44,5% więcej użytkowników niż w pierwszej połowie 2020 roku – podkreśla Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – Zwiększenie liczby odsłon z naturalnych wyników wyszukiwania to efekt prac optymalizacyjnych mających na celu poprawę widoczności platformy TIM.pl – tak, aby jak najwięcej klientów mogło zrealizować swoją potrzebę zakupową właśnie na TIM.pl.  Przyciąga ich między innymi stale rosnąca oferta produktowa TIM.pl – zarówno z magazynu własnego, jak i w modelu marketplace – dodaje Piotr Nosal.

Na koniec czerwca 2021 r. platforma e-commerce TIM SA umożliwiała dostęp do ponad 276,5 tys. unikalnych indeksów wobec 235,1 tys. rok wcześniej. W I połowie 2021 r. w zamówieniach klientów TIM.pl pojawiło się łącznie ponad 98,7 tys. unikalnych indeksów.

Nadal dynamicznie rośnie segment produktów do instalacji fotowoltaicznych. W I półroczu 2021 r. wygenerował on 4,5% przychodów ze sprzedaży TIM SA. Jego wartość wyniosła 25,9 mln zł, co oznacza wzrost o 74,5% wobec I półrocza 2020 r. Jeśli porównać wyłącznie drugie kwartały 2021 i 2020 roku, wzrost wynosi aż 113%.

II kw. 2021 r. – najlepszy w historii. Nowe inwestycje na horyzoncie

I półrocze 2021 r. przyniosło nie tylko rekordowy wzrost zysku netto Grupy TIM. Skonsolidowana EBITDA zwiększyła się rok do roku o 123,4%, do niemal 67 mln zł. Sam II kwartał 2021 r. był najlepszy pod względem kwartalnych wyników finansowych w całej historii Grupy TIM. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 328,3 mln zł (+29,3 r/r), zysk netto – 29,6 mln zł (+233% r/r), zaś EBITDA – 42,3 mln zł (+142% r/r).

Dopełnieniem pozytywnej oceny sytuacji finansowej Grupy jest „zdrowy” i rotujący stan zapasów oraz najlepsza w historii, z punktu widzenia ekspozycji na ryzyko kredytowe, jakość portfela należności. Ponadto obniżyliśmy dług netto o niemal 22%, do 78,5 mln zł. W efekcie wskaźnik dług netto do EBITDA wynosi jedynie 0,7 – wylicza Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – Jesteśmy dobrze przygotowani na realizowane właśnie nowe inwestycje. Mam na myśli zarówno nowoczesną halę o powierzchni 25 tysięcy metrów kwadratowych z wysokiej klasy automatyką, powstającą  na użytek 3LP SA, jak i nową architekturę IT związaną z pracami nad nową odsłoną naszej platformy e-commerce oraz systemów okołosprzedażowych w ramach projektu TIM.pl 2.0 – dodaje Piotr Tokarczuk.

Hossa w kredytach nadal trwa

W sierpniu 2021 r., w porównaniu do sierpnia 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: o (+53,0%) więcej kredytów mieszkaniowych, o (+30,2%) kredytów gotówkowych oraz o (+4,8%) kredytów ratalnych. Spadek o (-4,4%) odnotowały limity na kartach kredytowych. Natomiast w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: o (+80,1%) kredytów mieszkaniowych, o (+40,4%) kredytów gotówkowych, o (+18,1%) limitów kartowych oraz o (+16,4%) kredytów ratalnych.

W okresie styczeń – sierpień 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 2 381,6 tys. kredytów ratalnych (+5,9%) na kwotę 11,10 mld zł (+22,6%) oraz 2 080,4 tys. kredytów gotówkowych (+17,8%) na kwotę 44,27 mld zł (+28,7%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 181,3 tys. (+28,6%) na kwotę 57,77 mld zł (+41,9%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę trzy ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, sierpniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w sierpniu 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2021 r. jest efektem wniosków składanych w czerwcu i lipcu 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w sierpniu 2021 r. w porównaniu do sierpnia ubiegłego roku, musimy pamiętać, że w sierpniu 2020 r. nadal obserwowaliśmy wysokie spadki zarówno liczby jak i wartości udzielanych kredytów w porównaniu do sierpnia 2019 r. Jedynym wyjątkiem były kredyty ratalne, w przypadku, których zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowaliśmy dodatnie dynamiki w porównaniu do sierpnia 2019 r.

Po trzecie, duże problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Hossa w wysokokwotowych kredytach gotówkowych trwa nadal

Wysokie sierpniowe odczyty dynamiki w kredytach gotówkowych – o 30,2% w ujęciu liczbowym i o 40,4% w ujęciu wartościowym nadal robią duże wrażenie. Częściowo tak wysokie dynamiki są efektem niskiej bazy z sierpnia zeszłego roku. Ale nie tylko, bowiem jest jeszcze jeden istotny powód – wzrost udziału w akcji kredytowej kredytów udzielonych na wysokie kwoty.

– Kredyty gotówkowe ze wszystkich przedziałów kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki w ośmiu miesiącach 2021 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Jednak to kredyty wysokokwotowe są głównym katalizatorem wzrostów. Odnotowały one najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej od stycznia do sierpnia 2021 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Dynamika kredytów wysokokwotowych tj. z dwóch przedziałów kwotowych 30 – 50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł wynosi odpowiednio (+25,5% L) i (+24,9% W) oraz (42,6% L) i (41,8% W). Kredyty na wyższe kwoty odpowiadają za 64,5% wartości sprzedaży w pierwszych ośmiu miesiącach 2021 r. Same kredyty powyżej 50 tys. zł mają 43,6% udział w wartości akcji kredytowej. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to 22,0% liczby udzielonych kredytów gotówkowych – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Choć w pierwszym okresie pandemii banki dość ostrożnie udzielały kredytów gotówkowych, w szczególności na wyższe kwoty, to już od początku 2021 r., widzimy odwrotne zjawisko. Obecnie banki chętniej udzielają kredytów na wyższe kwoty. Sprzyjają temu zarówno niskie stopy procentowe, jak też ogólna poprawa nastrojów zarówno po stronie konsumentów jak i instytucji finansowych. Trzeba również pamiętać, że obecnie to właśnie kredyty gotówkowe są jednym z najbardziej rentownych produktów kredytowych, co przy polepszeniu jakości tych kredytów, dodatkowo zachęca do udzielania tego rodzaju kredytów, szczególnie znanym bankowi klientom. 45% akcji kredytowej z ośmiu miesięcy 2021 r. to konsolidacja, odnowienie czy rolowanie już posiadanego długu, a 25% to dodatkowy kredyt (kolejny obok już obsługiwanego). Tak więc 70% wartości akcji kredytowej z okresu styczeń – sierpień 2021 r., to kredyty osób, które już spłacały kredyt gotówkowy. Często są to klienci o znanej bankowi historii kredytowej. Tylko 12% wartości akcji kredytowej to pierwszy kredyt, a 18% dotyczy powrotu klienta do kredytu gotówkowego – puentuje prof. Rogowski.

Wzrosty tylko wysokokwotowych kredytów ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych w sierpniu mamy wyższy wzrost r/r w ujęciu wartościowym (+16,4%), niż w ujęciu liczbowym (+4,8%).

– Podobnie jak w przypadku kredytów gotówkowych, wysoki wzrost dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych ma zróżnicowany charakter. Najwyższe ponad 43% dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – sierpień br. dotyczyły kredytów ratalnych na wyższe kwoty, tzn. z przedziału powyżej 10 tys. zł. Kredyty ratalne z przedziału 5-10 tys. zł odnotowały niższą, ale również wysoką dynamikę (+30,1%). Kredyty ratalne do 1 tys. zł oraz z przedziału 1-2 tys. zł odnotowały natomiast ujemną dynamikę na poziomie (-7,4%) oraz (-5,0%). W ujęciu wartościowym występuje takie samo zjawisko. Dynamika kredytów wysokokwotowych to (+31,4%) w przedziale 5-10 tys. zł oraz (+37,9%) dla kredytów powyżej 10 tys. zł. Zarówno kredyty do 1 tysiąca jak i z przedziału 1 – 2 tysięcy mają ujemną dynamikę na poziomie odpowiednio (-6,8%) oraz (-4,3%). W 2021 r. poprzez kredyt ratalny finansowane są więc zakupy droższych towarów. Wysoka inflacja przy niskiej a nawet zerowej stopie procentowej sprzyjają zakupom na raty, bowiem nawet osoby posiadające wystarczające zasoby finansowe do sfinansowania zakupu za gotówkę wolą wziąć kredyt ratalny o zerowej RRSO, co daje tak naprawdę ujemną realną stopę procentową – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego w sierpniu 2021 r. to 4 721 zł i jest ona wyższa niż w sierpniu rok temu o 11,1%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość udzielonego w sierpniu 2021 r. kredytu to 20 150 zł – to wzrost o 7,8% w stosunku do sierpnia 2020 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – sierpniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,16%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Sierpniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,23%.

– W porównaniu do sierpnia 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 1,18 pkt proc., najwięcej ze wszystkich produktów kredytowych. Na odczyt sierpniowy wpływ ma bieżące zachowanie kredytów udzielonych przed pandemią, i to zarówno tych, które były objęte moratoriami jak i tych, które moratoriami nie były objęte, jak i „pandemicznych kredytów”. Po marcowym pogorszeniu odczytu w porównaniu do lutego 2021 r., od pięciu miesięcy w ujęciu m/m mamy polepszenie (spadek) Indeksu. Na uwagę zasługuje rekordowo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Głównym powodem jest to, że z kredytu ratalnego coraz częściej korzystają osoby o wysokich dochodach i wysokiej wiarygodności kredytowej. Kredyt ratalny staje się więc dla banku bardzo bezpiecznym produktem – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – kolejny historyczny rekord miesięcznej wartości akcji kredytowej: przekroczone 8,1 mld zł

W sierpniu br. w porównaniu z sierpniem 2020 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ponownie bardzo wysokie dodatnie dynamiki zarówno wartości (+80,1%), jak i liczby udzielonych kredytów (+53,0%). W ośmiu pierwszych miesiącach 2021 r. już ponad połowa (55,8%) wartości udzielonych kredytów to kredyty z przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Same kredyty powyżej 500 tys. zł stanowią 26,6% łącznej akcji kredytowej.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – sierpień 2021 r. widać duże zróżnicowanie. Najwyższe dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczyły kredytów z dwóch przedziałów tj.: od 350 do 500 tys. zł i powyżej 500 tys. zł, odpowiednio w ujęciu liczbowym (+47,2%) i (+87,0%) oraz wartościowym (+48,2%) i (+92,9%). W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki nie przekroczyły (+25,0%).

Wyniki sierpniowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z czerwca oraz lipca 2021 r. Możliwość osiągnięcia w sierpniu rekordowej akcji kredytowej sygnalizowały już zarówno czerwcowy (+55,9%) jak i lipcowy (+33,2%) odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

– Dla kredytów mieszkaniowych sierpień ub.r. był nadal słabym miesiącem pod względem liczby i wartości akcji kredytowej (16,0 tys. szt. 4,55 mld zł). Wysokie dynamiki w sierpniu 2021 r. są więc w części spowodowane efektem niskiej bazy z sierpnia 2020 r. Drugim, w mojej opinii nawet ważniejszym czynnikiem jest rekordowa wartość akcji kredytowej w sierpniu 2021 r. Padł historyczny rekord, po raz pierwszy w historii miesięczna akcja kredytowa przekroczyła 8,1 mld zł. Ponadto warto odnotować, że sierpień jest już szóstym z rzędu miesiącem o wartości miesięcznej akcji kredytowe powyżej 7,5 mld zł – stwierdził prof. Rogowski.

Sierpień br. to kolejny miesiąc, w którym kredyty mieszkaniowe odnotowują wysokie dodatnie dynamiki sprzedaży. Kontynuowana jest hossa w wysokokwotowych kredytach mieszkaniowych. Widać to w średniej wartości udzielanego kredytu, która w sierpniu 2021 r. osiągnęła kolejną rekordową wartość 333 tys. zł i była wyższa o 17,7% od średniej z sierpnia 2020 r.

– Niewątpliwie źródłem tak dobrej koniunktury na rynku kredytów mieszkaniowych jest zarówno ogromny wzrost popytu na kredyt, jak i większa skłonność banków do udzielania kredytów (pozytywna reakcja podażowa), zwłaszcza wysokokwotowych, widoczna w poluzowaniu wymagań między innymi w zakresie wkładu własnego. Wzrost średniej kwoty kredytu mieszkaniowego to bezpośredni efekt dalszego wzrostu cen nieruchomości, którego źródłem jest zarówno strona popytowa (gotówkowa – ucieczka przed inflacją i traktowanie nieruchomości jako alternatywy inwestycyjnej, jak i finansowana kredytem – czemu sprzyja ultra niski poziom stóp procentowych i wysoka dostępność kredytu), jak i podażowa (praktycznie brak nowych ofert na rynku pierwotnym) – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2021 r. wyniósł 0,56%.
W ostatnich 12 miesiącach (od sierpnia 2020 r. do sierpnia 2021 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,15 p.p.).

– W pandemii polepszyła się jakość portfela kredytów mieszkaniowych. Wpłynęło na to kilka czynników, m.in. moratoria kredytowe zaproponowane przez banki w pierwszych miesiącach pandemii, które w dużym stopniu zmitygowały wzrost ryzyka kredytowego związanego z niepewną sytuacją części zadłużonych gospodarstw domowych. Co ważne, pomimo obaw, które wyrażałem rok temu, większość kredytów mieszkaniowych z zakończonymi moratoriami (97,6%), jest obecnie nadal regularnie spłacanych. Ponadto banki kredytują osoby z wyższą wiarygodnością kredytową. A kredyty z 2020 r. charakteryzują się niższą szkodowością w porównaniu z kredytami z 2018 r. i 2019 r.

– W mojej opinii, obecnie oprócz nadal „wiszącego” nad sektorem ryzyka prawnego kredytów frankowych, drugim czynnikiem ryzyka, który w momencie materializacji może negatywnie wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych jest podwyżka stóp procentowych. Prawie cały portfel kredytów mieszkaniowych, to kredyty na zmienną stopę. Wzrost stóp procentowych może bezpośrednio poprzez wzrost raty odsetkowej wpłynąć na poziom ryzyka kredytowego (braku terminowej spłaty) – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – powrót do sytuacji sprzed pandemii

W sierpniu 2021 r. banki wydały 53,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 397 mln zł.

– W okresie styczeń – sierpień 2021 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-1,6%). W ujęciu wartościowym mamy jednak dynamikę dodatnią (+9,8%). Podobnie jak w pozostałych produktach kredytowych dodatnie dynamiki dotyczą jedynie wyższych przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych, drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym (wartość Indeksu Jakości w sierpniu, pomimo poprawy wyniosła 3,10%) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Haitong Bank będzie zarządzał aktywami z Europy

Haitong Bank otrzymał zgodę od Portugalskiej Komisji Rynku Papierów Wartościowych na prowadzenie działalności przez Haitong Global Asset Management. Nowy podmiot będzie odpowiedzialny za zarządzanie aktywami inwestorów na globalnych rynkach finansowych.

Haitong Global Asset Management, to podmiot z siedzibą w Portugalii, którego rolą jest zarządzanie aktywami inwestorów na globalnych rynkach kapitałowych. Spółka będzie pozycjonować się jako strategiczny europejski podmiot zarządzający inwestycjami Grupy Haitong, wykorzystując know-how z rynków azjatyckich i solidne osiągnięcia Haitong Banku w Europie.

Wykorzystujemy fakt, że jesteśmy bankiem inwestycyjnym o globalnym zasięgu i bardzo silnej pozycji w Chinach oraz Azji Południowo-Wschodniej. Czerpiemy z doświadczeń na tych bardzo szybko rozwijających się rynkach i pragniemy dzielić się tą wiedzą z klientami w Europie. Mamy nadzieję, że te unikalne kompetencje będą również doceniane przez naszych partnerów w Polsce – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Nowy podmiot w Grupie Haitong będzie funkcjonował w obszarze zarządzania przedsiębiorstwem zbiorowego inwestowania w zbywalne papiery wartościowe (UCITS), inwestycjach venture capital, zarządzaniem portfeli inwestorów, prowadzeniem depozytów jednostek uczestnictwa przedsiębiorstw zbiorowego inwestowania oraz przyjmowaniem i przekazywaniem zleceń związanych z instrumentami finansowymi.

Shoper osiągnął 60% wzrost przychodów w I półroczu 2021 roku

Shoper, lider rynku sklepów internetowych w modelu SaaS (Software as a Service), opublikował raport finansowy za I półrocze 2021 roku. Przychody w tym okresie wyniosły 33,4 mln zł, co oznacza wzrost o 60% r/r, a EBITDA skorygowana osiągnęła poziom 15,6 mln zł, o 44% więcej r/r. Wartość GMV sklepów bezpośrednich na platformie Shoper wzrosła w I półroczu 2021 r. do 2,5 mld zł, notując dynamikę na poziomie 41%. GMV za ostatnie 12 miesięcy zakończone w czerwcu br., przekroczyło 4,7 mld zł.

Model biznesowy Shoper odznacza się wysokim poziomem skalowalności, co wpływa na poprawę marżowości wraz ze wzrostem liczby użytkowników platformy. Poza dystrybuowanym w formie abonamentu rozwiązaniu Shoper, wiele usług dodatkowych rozliczanych jest w modelu pay-as-you-grow, który polega na skorelowaniu przychodów Shoper z wielkością generowanych obrotów (GMV) przez sklepy na platformie Spółki. W okresie ostatnich 12 miesięcy, wartość GMV wygenerowana przez sklepy bezpośrednie na platformie Shoper zwiększyła się do 4,7 mld zł.

– Konsekwentnie rozwijamy platformę Shoper, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby małych i średnich firm, które reprezentują najszybciej rozwijający się segment polskiego rynku e-commerce. Dzięki wzmacnianiu roli modelu pay-as-you grow, kolejny kwartał z rzędu byliśmy w stanie rosnąć szybciej niż szeroki rynek i zanotować wysoki, 60% wzrost przychodów w ujęciu rok do roku, pomimo wysokiej bazy związanej z pandemią. Wzrost branży e-commerce uległ w ubiegłym roku znacznemu przyspieszeniu, natomiast w dalszym ciągu znajdujemy się na jego wczesnym etapie. Odnotowana w I półroczu 2021 r. dynamika wzrostu GMV na platformie Shoper wyniosła 41%, co dobrze odzwierciedla dalszy potencjał rozwoju całego sektora. Na II półrocze patrzymy pozytywnie, razem z nowymi przedsiębiorcami, którzy stale dołączają do naszej platformy po dokonanej w sierpniu akwizycji Shoplo, do niedawna trzeciego największego gracza na rynku platform dla e-commerce w modelu SaaS. Łączna liczba sklepów na platformie Shoper, obejmująca klientów Shoplo oraz sklepy sprzedawane przez partnerów na zasadzie private label, przekracza już 26,5 tys., z czego 85% z nich jest obsługiwanych bezpośrednio – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

Spółka prowadzi szereg projektów związanych z rozszerzeniem oferty e-commerce dla małych i średnich firm. W pierwszej połowie roku dokonała inwestycji w platformę do sprzedaży wielokanałowej (omnichannel) ErpBox, umożliwiającej m.in. sprzedaż przez polskie i zagraniczne platformy handlowe oraz integracje z systemami CRM i ERP. Użytkownicy platformy Shoper zyskali też dostęp do nowego systemu inteligentnych rekomendacji i usług finansowych (kup teraz, zapłać później). W drugiej połowie roku Shoper planuje wprowadzić do oferty m.in. nowe usługi logistyczne (np. fullfilment) a także rozszerzyć ofertę usług finansowych (np. finansowanie rozwoju merchantów).

– W I półroczu rozwinęliśmy naszą ofertę m.in. o opcję odroczonych płatności czy zaawansowany system inteligentnych rekomendacji wspierających sprzedaż przedsiębiorców korzystających z platformy Shoper. Wkrótce będziemy mogli przedstawić kolejne usługi dodatkowe, obejmujące obszar finansów oraz logistyki. Inwestujemy w dalszym ciągu w rozwój zespołów, przygotowujemy nowe usługi i konsekwentnie realizujemy strategię spółki, co pozwoli nam na dalszy dynamiczny wzrost również w kolejnych okresach – dodaje Marcin Kuśmierz.

Spółka działa w popularnym modelu SaaS, polegającym na oferowaniu usługi w formie abonamentu, w przypadku Shoper jest to kilka zróżnicowanych pod względem zawartości pakietów, pozwalających na elastyczne dopasowanie rozwiązania do wielkości i charakterystyki danego biznesu. Rynek SaaS cechuje się wysoką dynamiką wzrostu, która przyspieszyła w okresie pandemii.

Shoper zadebiutował 9 lipca br. na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, wartość oferty publicznej akcji wyniosła 363 mln złotych. Obecny kurs akcji Shoper jest o 51 proc. wyższy od ceny maksymalnej z oferty dla inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych.

Wyniki finansowe Shoper:

mln zł I półrocze 2021 r. I półrocze 2020 r. Różnica Zmiana
Przychody 33,4 20,8 12,5 60%
Koszty operacyjne 22,6 13,0 9,6 74%
EBITDA skorygowana 15,6 10,9 4,8 44%
Zysk brutto 20,7* 7,6 13,1 172%
Zysk netto 16,8* 6,0 10,8 182%
GMV (mld zł) 2,5 1,8 0,7 41%
GMV LTM (mld zł) 4,7 3,0 1,7 56%

*zysk brutto 10,5 mln zł (+2,9 mln/+38%) po wyłączeniu finalnego rozliczenia inwestycji w spółkę InSales RUS O.O.O.
zysk netto 8,5 mln zł (+2,6 mln/+43%) po wyłączeniu finalnego rozliczenia inwestycji w spółkę InSales RUS O.O.O.

Answear.com ze wzrostem przychodów o 56 proc. w I półroczu 2021 r.

Answear.com podsumowuje I półrocze 2021 r. W minionym okresie Spółka wypracowała bardzo dobre wyniki finansowe, przychody zwiększyły się o 56 proc. rdr. do blisko 270 mln zł, z kolei EBITDA urosła o przeszło 44 proc. do 17,6 mln zł. Konsekwentny wzrost skali biznesu to przede wszytskim efekt stale poszerzanej oferty produktowej oraz szerokozasięgowej kampanii marketingowej.

Zakończyliśmy kolejny bardzo dobry kwartał, w którym odnotowaliśmy dynamiczny wzrost naszego biznesu. W związku z wejściem na giełdę i dokapitalizowaniem Spółki bariery finansowe zostały zlikwidowane, dzięki czemu mogliśmy zintensyfikować działania marketingowe i z powodzeniem realizować naszą startegię rozwoju. Widzimy, że bezpośrednio wpływa to na wzrost naszej sprzedaży. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Warto podkreślić, iż pomimo otwarcia galerii handlowych, po okresie lockdownów związanych z pandemią COVID-19, sprzedaż Answear.com w II kw. 2021 r. była lepsza niż w I kw. 2021 r. Potwierdza to, że Answear.com będąc multibrandową platformą działającą wyłącznie w kanale on-line konsekwentnie zwiększa swoją sprzedaż, bez względu na sytuację pandemiczną. Dodatkowo, Spółka dzięki rosnącym przychodom ze sprzedaży oraz poprawie marży, zwiększyła w I półroczu 2021 r. budżet marketingowy do poziomu 15,1 proc. sprzedaży online wobec 11,1 proc. w zeszłym roku. Dzięki temu w minionym półroczu Answear.com zrealizował dwie szerokozasięgowe kampanie medialne w TV i video online.

W minionym półroczu znacznie zwiększyliśmy wydatki marketingowe, jednak, co warte podkreślenia, nie odbiło się to negatywnie na naszej rentowności. Wypracowaliśmy rentowność EBITDA w wysokości 6,5 proc. przychodów ze sprzedaży. To naturlanie efekt wzrostu skali działalności oraz rozwodnienia kosztów stałych. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com konsekwentnie realizuje cele emisyjne IPO, jakimi było m.in. budowa pozycji lidera e-fashion w regionie CEE. W sierpniu Spółka weszła na rynek grecki. Z kolei w planach na ten rok jest jeszcze wejście na kolejny zagraniczny rynek – Chorwację.

Przyszłość polskich firm rodzinnych pod znakiem zapytania

40% przedsiębiorców chciałoby w przyszłości przekazać swoją firmę dzieciom, a 10% innemu członkowi rodziny. 22,5% badanych chciałoby ją sprzedać, a 4% zamierza w przyszłości zlikwidować prowadzony przez siebie biznes – tak wynika z badania[1] przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy. Czy problemy z sukcesją stawiają pod znakiem zapytania przyszłość polskich firm rodzinnych? Okazuje się, że tylko 36% właścicieli firm uważa, że dzieci są chętne, aby w przyszłości przejąć rodzinny biznes.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, których jest już ponad 2 miliony, to główna siła napędowa polskiej gospodarki – jak wynika z danych GUS, generują już niemal połowę polskiego PKB. Wiele z nich to firmy rodzinne, które często są głównym źródłem utrzymania rodziny przez wiele pokoleń. Trendy rynkowe pokazują, że rodzinny charakter firm jest ważny nie tylko dla konsumentów, ale coraz częściej również dla partnerów biznesowych. Jednak mimo że ponad połowa Polaków (50,8%[2]) postrzega pracę na własnym, w firmie rodzinnej lub w roli freelancera jako atrakcyjniejszą formę pracy niż zatrudnienie na etacie, to 35,5% właścicieli firm uważa, że ich dzieci nie są chętne by w przyszłości przejąć firmę po rodzicach. Młodzi ludzie prowadzenie własnego biznesu kojarzą z życiowym sukcesem (29%), a także szansą na niezależność finansową (34%) i realizację swoich pasji i marzeń (27%).

Firmy rodziców mało atrakcyjne dla młodych

Proces sukcesji, czyli przekazania firmy jest jednym z większych wyzwań z jakimi muszą mierzyć się obecnie polskie firmy rodzinne. Według badania 28% przedsiębiorców nie wie nawet, czy ich dzieci są chętne, aby w przyszłości przejąć firmę. 36% może spać spokojnie, wiedząc o pozytywnym nastawieniu swoich dzieci do przejęcia rodzinnego biznesu. A co z niechętnymi? Jakie motywacje nimi kierują?

Z badania, przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy wynika, że najczęściej do przejęcia firmy po rodzicach młodych zniechęca wizja ciężkiej pracy – blisko 56% przedsiębiorców wskazało, że dzieci nie chcą tak dużo pracować jak ich rodzice. Celem inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy jest promowanie przedsiębiorczości poprzez wskazywanie dobrych praktyk. 40% badanych uważa, że dzieci nie chcą przejmować rodzinnych biznesów, bo wolą robić karierę w innej branży. 19% twierdzi, że ich dzieci wolą pracować u kogoś na etacie niż prowadzić własną działalność. Są jednak i tacy, którzy nie zrazili się ciężką pracą, ale zamiast przejmować funkcjonującą już firmę wolą zacząć budować coś własnego od zera – tak wskazało 11% respondentów. Co ciekawe, jednym z wymienianych powodów jest też obawa braku swobody (nadzoru rodziców) i konfliktów rodzinnych z tym związanych – tak wskazuje 8% badanych. Niechęć dzieci do przejmowania sterów rodzinnej firmy czasem wynika również ze stereotypów. Młodzi ludzie boją się oceniania przez innych, a szczególnie rówieśników, że gdyby nie biznes rodziców, to by tego samodzielnie nie osiągnęli.

W PSH Lewiatan na co dzień obserwuję jaka wartość tkwi w rodzinie w kontekście prowadzenia firmy.  Z problemem sukcesji mierzy się wielu właścicieli polskich firm. Nasi przedsiębiorcy często borykają się z rozmaitymi trudnościami, gdy decydują się na dokonanie sukcesji. Dlatego to bardzo ważne, że na rynku oferowane jest wsparcie dla przedsiębiorców, którzy chcą przekazać firmę młodemu pokoleniu. Jednak nasze statystyki pokazują, że dzięki sukcesji udało się uratować wiele sklepów, które dzisiaj prowadzone są przez dzieci poprzednich właścicieli. – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.

Na co dzień widzę zmagania wielu rodzin w przejmowaniu obowiązków i odpowiedzialności za firmę. Z jednej strony sukcesja jest naturalną koleją rzeczy, a z drugiej bardzo wrażliwym i trudnym procesem emocjonalnym. Nestorzy często obawiają się drastycznych zmian, jakich chcą ich następcy, a sukcesorzy nie chcą powielać wcześniejszego modelu rozwoju firmy. Bez skutecznego dialogu i opracowania wspólnej drogi dla obu stron konflikt jest tylko początkiem kłopotów. Zmiany są naturalne, powinny się dziać w indywidualnym tempie i być dopasowane do rodzaju biznesu oraz usposobienia dwóch stron – sukcesora i nestora. Zaakceptowanie ustalonego planu działań, który się opracowuje w oparciu o rodzinę i o możliwości wprowadzenia zmian w firmie (mam tutaj na myśli załogę, która tworzy firmę od lat) jest pierwszym krokiem do rozpoczęcia procesu sukcesji. Skierowanie oczu i serc całej rodziny oraz ludzi w niej pracujących w jeden kierunek – rozwój – może zdziałać cuda. Sama jestem teraz w takim procesie w mojej firmie rodzinnej i dobrze wiem z jakimi wyzwaniami jest powiązany ten pierwszy krok, który jest najważniejszy w powodzeniu całego przedsięwzięcia. mówi Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne, członek Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Sukcesja z sukcesem

Świadomość w obszarze sukcesji wzrasta, dzięki różnym inicjatywom i instytutom, ale wciąż wielu właścicieli firm zmaga się w problemem sukcesji. To nie tylko biznes, ale też emocje, szczególnie w zderzeniu tradycji z nowoczesnością i technologią. Dlatego wielu właścicieli firm rodzinnych odkłada planowanie procesu sukcesji na dalszy plan, skupiając się na rozwoju biznesu. Przejęcie biznesu przez dzieci lub członków rodziny wymaga odpowiedniego przygotowania. Warto zastanowić się jaki jest cel sukcesji i kto powinien stanąć na czele firmy. Wypracowany plan działania pozwala unikać ewentualnych nieporozumień co do kierunku rozwoju biznesu.

Firmy rodzinne są podstawą każdej gospodarki. Dlatego tak ważne jest, by stwarzać jak najlepsze szanse, by przedsiębiorstwa te, budowały swą wielopokoleniowość w oparciu o dobre procesy sukcesyjne. Przekazanie własności często jest nie wystarczające. Transfer unikalnej wiedzy i wartości, władzy oraz wspólnej wizji może być kluczowym czynnikiem zachowania zbudowanej przez pierwsze pokolenie przewagi konkurencyjnej. Dla firm jest to ważne z punktu widzenia profesjonalizacji i ciągłego rozwoju, a dla rodzin biznesowych to ważne, w kontekście budowania kapitału. – tłumaczy Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska, członek Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

Sukcesja jest częścią zmian, które się toczą bezustannie w rodzinach przedsiębiorców. W Polsce jesteśmy na początku pierwszej fali sukcesji od początku 1989 roku. Nie mamy dzisiaj dziadków i przyjaciół, którzy mogliby nam podpowiedzieć i razem z nami napisać „receptę na sukces”, ponieważ takowa nie istnieje. Jednocześnie istotne jest to, aby się spotykać z innymi przedsiębiorcami i życzliwie pytać o sugestie, dobre rady, przykłady dobrych praktyk i porażki – bo to właśnie najczęściej porażki uczą nas najwięcej. – dodaje Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne, członek Rady Programowej inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy.

[1] Badanie zostało przeprowadzone w 2021 roku. Celem badania było poznanie m.in. opinii przedsiębiorców na temat sukcesji, a także ich planów związanych z przyszłością firmy. W ramach badania przeprowadzono ankiety wśród przedsiębiorców.

[2] Badanie ,,Przedsiębiorczość Polaków’’ zostało przeprowadzone w 2021 roku. Głównym celem badania było określenie najważniejszych wartości związanych z prowadzeniem własnej firmy, skojarzeń z tym związanych oraz atrakcyjności takiej formy pracy w różnych grupach pokoleniowych. W ramach badania przeprowadzono ankiety wśród reprezentatywnej próby Polaków powyżej 16 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości.

Branża spożywcza wciąż nie wykorzystuje potencjału e-commerce

Jak wynika z badania zrealizowanego wśród firm z branży produkcji i handlu artykułami spożywczymi, digitalizacja sprzedaży B2B w tym sektorze jest znacznie mniej zaawansowana niż ogółem w badanych przedsiębiorstwach. Wśród wszystkich ankietowanych podmiotów z różnych gałęzi gospodarki, odsetek firm sprzedających online wyniósł 41%. W przypadku sektora spożywczego jest to 19%. Co też ciekawe, wpływ pandemii na rozwój e-commerce firmy oceniły na relatywnie słaby. Przyspieszenie rozwoju e-handlu dostrzegło 42% firm – w innych branżach odsetek ten wynosił aż 66%. Nadal tylko co piąty sprzedawca artykułów spożywczych B2B korzysta z e-commerce.

Spożywczy e-commerce ciągle do zagospodarowania

Badanie pokazało wyraźnie niższą penetrację rozwiązań e-commerce w branży spożywczej. Nie jest to bynajmniej efekt różnicy w ogólnej digitalizacji, o czym świadczą dane dotyczące zakupów B2B dokonywanych online. W tym zakresie branża spożywcza nie odbiega istotnie od pozostałych: w internecie kupuje 64% firm spożywczych i 69% pozostałych.
„Wśród firm spożywczych widać pewną rezerwę wobec e-commerce. Nie zmieniła tego nawet pandemia, w oczywisty sposób skłaniająca przecież do uruchomienia lub rozwoju sprzedaży online. W branży spożywczej ponad połowa przedsiębiorstw nie dostrzegła, by pandemia przyspieszyła rozwój e-handlu. W innych sektorach takie przyspieszenie zaobserwowało aż 66% firm” – mówi Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego w Santander Bank Polska.

Artykuły spożywcze a pandemia

Raport „E-commerce B2B – perspektywa branży spożywczej”, przygotowany dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute, rzucił nowe światło na wpływ pandemii na firmy z łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności. Z jednej strony branża spożywcza jest wskazywana jako jedna z bardziej odpornych na zawirowania związane z pandemią. W 2020 r. odnotowano wzrost produkcji sprzedanej przemysłu spożywczego (o 3%) oraz wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski (o 7%). Z drugiej strony należy wspomnieć, że w ubiegłym roku w związku z pandemią zmieniały się regulacje prawne dotyczące produkcji i dystrybucji żywności. Przedsiębiorstwa produkcyjne i sektor handlowy musiały dostosować się organizacyjnie do nowej rzeczywistości, co pociągało za sobą dodatkowe koszty. Zmieniały się regulacje odnośnie do liczby osób przebywających w sklepach, co miało wpływ na efektywność branży handlowej. Dużym wahaniom ulegał też popyt. Wyzwań w tym okresie było więc wiele. Być może stąd tak pesymistyczne oceny wpływu pandemii wśród samych przedstawicieli branży. Jak wynika z badania, aż 46% firm spożywczych (w porównaniu do 23% wszystkich badanych firm B2B) jest zdania, że ich wyniki sprzedażowe w obliczu pandemii znacznie się pogorszyły, a 31%, że nieco się pogorszyły.

„Ze względu na niższą adopcję rozwiązań e-commerce branża spożywcza w dużo mniejszym stopniu odczuła korzyści, jakie w ubiegłym roku przynosił ten kanał sprzedaży. Rozwój sprzedaży internetowej może więc być kluczem dla stabilności i rozwoju całego sektora, przykładowo blisko 20% firm spożywczych aktywnych w B2B e-commerce zdecydowało się na taką inwestycję m. in. w celu ograniczenia sezonowych wahań przychodów” – mówi Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Jasne motywacje i zachęcające doświadczenia innych

Digitalizacja sprzedaży B2B w branży spożywczej może przyspieszyć. Jak wynika z naszych badań, 3/4 firm spożywczych, które na razie nie operują w e-commerce, zamierza wejść do tego kanału w ciągu najbliższych 3 lat, a co druga chce to zrobić w ciągu roku. Z kolei ci, którzy już działają online, na wdrożenie nowych rozwiązań potrzebowali najczęściej do 3 miesięcy (45%).

Zachętą do rozwoju w e-commerce mogą być pozytywne doświadczenia tych, którzy zdecydowali się na to wcześniej. Spośród firm spożywczych działających w kanale online 73% ocenia wejście w e-commerce jako sukces. Pozostałe 27% na razie czeka z oceną, ponieważ są w trakcie procesu. Wśród innych branż wejście do e-commerce pozytywnie ocenia 51% firm, 45% nie potrafi jeszcze dokonać oceny, a 4% dokonało oceny negatywnej.

Branża spożywcza wyróżnia się pod względem celów stawianych przy wdrożeniu e-commerce – pomimo mniejszej popularności rozwiązań cyfrowej sprzedaży, te firmy, które z już nich korzystają, przed wdrożeniem częściej stawiały sobie konkretne cele. Wśród nich przedsiębiorcy najczęściej wskazują zwiększenie sprzedaży (64%), ponad połowa chciała też zdobyć w ten sposób nowych klientów. Jednocześnie firmy spożywcze przejawiają świadomość, że branża ma co nadrabiać, jeśli chodzi o e-commerce: 36% z nich jako bodziec do wejścia w ten kanał sprzedaży wskazało chęć dogonienia konkurencji. W innych branżach ten odsetek wynosi 26%.

„Mniej niż co piąta firma spożywcza wchodzi do kanału online, by umocnić swoją pozycję lub powalczyć o tytuł lidera. Wśród pozostałych branż taką motywację wskazało 40% firm. Również tutaj widać dość zachowawcze i ostrożne podejście do e-commerce. Jednocześnie wiele wskazuje na to, że branża spożywcza potrzebuje kanału online do szybkiego rozwoju i zwiększania stabilności, a blisko 30% firm widzi w tym szansę na zwiększenie sprzedaży eksportowej. Niebawem może nas więc czekać dynamiczny rozwój spożywczego e-commerce’u B2B w Polsce” – podsumowuje Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego w Santander Bank Polska.Maciej Nałęcz

Branża e-commerce lokuje kapitał w magazyny

Sektor magazynowo-produkcyjny zarówno w Polsce, jak i w całej Europie korzysta z postępującego trendu związanego z nieustannym rozwojem branży e-commerce. Pandemia Covid-19 dodatkowo wzmocniła te tendencje, tym samym zwiększając zapotrzebowanie na nowe powierzchnie. Na skutek względnej odporności e-handlu na restrykcje i ograniczenia związane z wirusem, gałąź ta stała się motorem napędowym rynku w 2020 roku. Nie przewidujemy, by miało się to zmienić w najbliższych latach.

Już w 2019 roku, czyli na długo przez zmianami wymuszonymi przez światową pandemię, analitycy rynkowi twierdzili, że kontynuacja wysokiej dynamiki rozwoju rynku magazynowego w Polsce będzie mieć miejsce. Trend ten przybierał na sile od 2012 r. i wynikał między innymi ze skokowego rok do roku rozwoju branży e-commerce, któremu towarzyszyło zwiększenie zainteresowania wynajmem magazynów ze strony firm logistycznych. Choć znaczenie sprzedaży tradycyjnej względem rosnącej liczby transakcji internetowych systematycznie słabło jeszcze przed pandemią, dopiero pojawienie się wirusa SARS-CoV-2 znacznie pogłębiło ten dystans ze względu na odgórne ograniczenia handlu stacjonarnego, możliwości swobodnego przemieszczania się oraz nacisk na zwiększenie dystansu społecznego.

Duża część Polaków zmieniła tryb pracy ze stacjonarnego na zdalny, a praca z domu naturalnie przyczyniła się do zmiany modelu zakupowego i wyjątkowo dynamicznego wzrostu e-handlu.

– Już od ponad dekady firmy handlowe czują presję ”bycia online”. Przejście od sprzedaży tradycyjnej do internetowej odbywało się jednak stopniowo. Przedsiębiorcy musieli nauczyć się e-handlu, a także zasad marketingu internetowego. Wielu z nich przekonało się boleśnie, że samo posiadanie strony internetowej lub e-sklepu to za mało by czerpać zyski z obecności w Internecie. Potrzebna jest również odpowiednia ekspozycja towarów online, co prowadzi do konieczności zainwestowania w nowoczesne formy reklamy cyfrowej lub bardziej rozbudowane platformy sprzedażowe. Dla wielu okazało się to zbyt skomplikowane, czasochłonne lub kosztochłonne i po wstępnej inwestycji w strony internetowe, zaprzestawali rozbudowanych działań promocyjnych. Pandemia stała się jednak czynnikiem, który na wielu firmach wymusił pełne zaangażowanie się w sprzedaż online, która ze względu na zablokowaną sprzedaż stacjonarną stała się koniecznością, a nie opcją. Sytuacja ta ewidentnie wpłynęła na zapotrzebowanie nowych podmiotów na powierzchnie magazynowe oraz obsługę logistyczną – Katarzyna Zawisza-Bednarczyk Prezes firmy Commercecon, generalnego wykonawcy obiektów przemysłowych.

Silna odporność sektora e-commerce na dynamicznie zmieniającą się sytuację epidemiczną i związane z tym potrzeby logistyczne sprawiły ponadto, że część inwestorów zaczęła wycofywać kapitał z gorzej prosperujących, dotkniętych pandemią segmentów nieruchomości takich jak centra handlowe, oraz lokować go w obiekty magazynowe lub produkcyjne.

Konsekwencje przerwanych łańcuchów dostaw

Jak pokazują badania Digital Supply Chain Study 2020, opublikowane przez PwC – “Cyfrowi Czempioni” zainwestowali w 2019 roku w cyfryzację łańcucha dostaw dwukrotnie więcej niż “Cyfrowi Nowicjusze”. Rok 2020 pokazał, że ci pierwsi poradzili sobie dużo lepiej w sytuacji niepewności związanej z wahaniami popytu i podaży, z jakimi mieliśmy i mamy do teraz do czynienia. Warto zauważyć, jakie wnioski wyciągnęły firmy w wyniku przerw w łańcuchach dostaw wywołanych przez pierwszą falę SARS-CoV-2. Problemy z zatowarowaniem sprawiły, że przedsiębiorstwa zapełniają magazyny ”na zapas”, by przygotować się na ewentualne przestoje produkcyjne lub dostawcze. W efekcie zaobserwowaliśmy rosnące zainteresowanie zwiększaniem zajmowanej powierzchni, bądź poszukiwanie obiektów bardziej zaawansowanych technologicznie, które zapewnią większą efektywność operacyjną.

– Branża e-commerce jest bardzo konkurencyjna, rośnie tu znaczenie takich wskaźników jak wzorowa obsługa klienta lub czas dostawy. Typowe lokalizacje centrów logistycznych w pobliżu autostrad i na przedmieściach powoli przestają spełniać jej wymagania w zakresie dostaw ostatniej mili, polityki zwrotów i lokalnej obsługi zamówień. Widzimy więc rosnące zapotrzebowanie na mniejsze obiekty magazynowe położone bliżej centrów miast – komentuje Katarzyna Zawisza-Bednarczyk. Nowe obiekty są tworzone pod wymagania najemcy zarówno w modelu build-to-suit, jak również w modelu build-to-own, czyli jako budynki realizowane na własność klienta. W obu przypadkach wielkość, lokalizacja oraz funkcja obiektu są dostosowywane do oczekiwań kontrahenta.

Rynek generalnego wykonawstwa obiektów magazynowych i przemysłowych pracuje na najwyższych obrotach, by zaspokoić oczekiwania kontrahentów. Szacuje się, że trend ten utrzyma się jeszcze przez kilka najbliższych lat, gdyż mimo ogromnej ilości inwestycji, popyt na powierzchnie produkcyjno-magazynowe nadal przewyższa podaż, a ceny materiałów budowlanych systematycznie rosną.

Pożyczka na raty – jak wybrać najlepszą ofertę? Krótki poradnik pożyczkobiorcy

Firmy pozabankowe prześcigają się w ofertach, proponując coraz to nowe ulepszenia swoich produktów finansowych. Mnogość ofert sprawia, że coraz trudniej wybrać najatrakcyjniejszą z nich. Sprawdziliśmy, czym warto się kierować, wybierając pożyczkę na raty, kiedy szczególnie mogą przydać się dodatkowe środki i gdzie warto udać się po pomoc.

Co charakteryzuje dobrą firmę pozabankową? Wybieramy pożyczkę na raty

Warto podkreślić, że od momentu wejścia w życie ustawy o kredycie konsumenckim, firmy pozabankowe są zobowiązane rozmaitymi regulacjami, które chronią praw konsumentów. Dzięki czemu oferowana pomoc jest równie bezpieczna, co zaciąganie kredytu w banku, warto jednak kierować się kilkoma zasadami.

Decydując się na pożyczkę na raty, należy skierować się po pomoc do firmy, która ma już ugruntowaną pozycję na rynku i funkcjonuje na nim od lat, a także widnieje na liście Krajowego Rejestru Sądowego. Wiarygodność firmy poświadczają certyfikaty i wyróżnienia branżowe, takie jak:

  • Certyfikat Audytu Etycznego wydawany przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce,
  • Odpowiedzialny Pożyczkodawca wydawany przez Loan Magazine, czyli magazyn dostarczający informacji dotyczących firm pozabankowych.

Warto również sprawdzić, czy firma pożyczkowa nie figuruje w rejestrze ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego, która informuje o złożonych zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Pożyczka na raty czy chwilówka?

Kolejnym etapem wyboru właściwej oferty jest przyjrzenie się umowie pożyczki na raty. Dokument powinien być napisany przejrzystym, łatwym do zrozumienia językiem, pozbawionym gwiazdek czy kruczków prawnych. Warto również sprawdzić okres spłaty, typowe chwilówki zazwyczaj należy oddać w ciągu 2 do 4 tygodni – tak mało czasu na uregulowanie zobowiązania może sprawić spore problemy i nakręcić spiralę zadłużeń.

Pożyczka na raty rozłożona na kilkadziesiąt miesięcy to bezpieczna forma finansowania, która nie nadszarpnie domowego budżetu w przyszłych miesiącach. Najlepiej, aby raty były równe, często się bowiem zdarza, że firmy kuszą niskimi kwotami w pierwszych miesiącach, a pod koniec spłaty wymagają sum przekraczających możliwości dłużników.

Pożyczka na raty od TAKTO Finanse bez wychodzenia z domu

Szukasz firmy, która spełni powyższe warunki? Sięgnij po produkt finansowy oferowany przez firmę TAKTO Finanse. Pożyczka na raty może wynieść od 1 do nawet 10 tysięcy złotych, które doradcy finansowi rozłożą na 40 niskich rat. Tak długi okres spłaty gwarantuje, że zobowiązanie nie przysporzy problemów w przyszłych miesiącach i zmieści się w miesięcznym, domowym budżecie.

Pożyczka na raty od TAKTO Finanse jest dostępna w pełni online. Wystarczy, że wejdziesz na stronę firmy, wybierzesz interesującą Cię kwotę pomocy i wypełnisz aplikację, po zaakceptowaniu wniosku otrzymasz gotówkę na swoje konto nawet w 15 minut. Warto podkreślić, że pożyczkodawca akceptuje różne źródła dochodów, również deklarowanych. Już dziś poznaj pełną ofertę pożyczki na raty i pożegnaj kłopoty finansowe.

Odwiedź stronę TaktoFinanse.pl i sprawdź sam, że pożyczka pozabankowa na raty jest udzielana szybko i na prostych zasadach.

Źródło: taktofinanse.pl

Generalne wykonawstwo – na czym polega?

Budowa obiektu przemysłowego jest skomplikowanym przedsięwzięciem. Składa się z wielu etapów – na każdym z nich czekają nas ważne decyzje i istotne zadania do wykonania. Samodzielnie nie sposób zająć się wszystkim, gdyż oprócz specjalistycznej wiedzy potrzebne są także uprawnienia. We wszystkich działaniach związanych z inwestycją najlepiej skorzystać z pomocy generalnego wykonawcy. 

Generalny wykonawca – czym się zajmuje?

Kim właściwie jest generalny wykonawca? Tym terminem określamy firmę, która zajmuje się całościowym realizowaniem procesu budowlanego. Inwestor, którzy powierzy realizację obiektu generalnemu wykonawcy, nie musi zajmować się planowaniem, koordynacją i formalnościami na  poszczególnych etapach budowy. 

To, co odróżnia generalnego wykonawcę od zwykłej firmy budowlanej – to kompleksowa realizacja. Korzystając z usług generalnego wykonawcy, otrzymujemy więc opiekę i nadzór na całością przebiegu budowy – od początku do końca. Niektóre firmy wykonawcze oferują także usługi projektowania – możemy wtedy zlecić projekty hal produkcyjnych, magazynów lub budynków biurowych. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, iż projektowanie to dodatkowa, osobno wyceniana usługa, nierzadko dosyć kosztowna. Jednak zlecenie projektu i wykonawstwa jednej firmie pozwala oszczędzić sporo czasu.  

Inwestycje budowlane mogą być bardzo skomplikowane – na ogół wiążą się również ze znacznymi kosztami. Pomoc doświadczonego profesjonalisty jest kluczowa – warto więc starannie wybrać generalnego wykonawcę, by spokojnie oddać swoją inwestycję w dobre ręce. 

Jak dobrze wybrać generalnego wykonawcę?

Znalezienie ogłoszenia o usługach generalnego wykonawcy nie jest trudne – można je zauważyć praktycznie wszędzie. Nie należy jednak wybierać wykonawcy w sposób nieprzemyślany – należy sprawdzić , czy dane przedsiębiorstwo na pewno jest godne zaufania. 

To, co jest szczególnie istotne – to doświadczenie. Potencjalny generalny wykonawca powinien być w stanie pochwalić się poprzednimi realizacjami – możemy je przejrzeć i zobaczyć, czy robią na nas dobre wrażenie. Generalny wykonawca zaproponuje nam najlepsze dostępne na rynku rozwiązania, dopasowane do naszych potrzeb. Jeśli będą one w zasięgu naszych możliwości finansowych to możemy być spokojni o jakość i funkcjonalność obiektu. Zaproponowane rozwiązania nie mogą wykraczać poza nasz budżet, ale wtedy generalny wykonawca wykorzystując swoją wiedzę wykona optymalizację kosztorysu. 

Dobrym sposobem na ocenienie pracy generalnego wykonawcy jest zwrócenie uwagi na prowadzone przez niego place budowy. Warto spojrzeć, czy wyglądają na uporządkowane i schludne. Sprawdzenie referencji, jakie dany wykonawca generalny otrzymał od poprzednich klientów, również może dać nam wiele cennych informacji. 

Czy właściciel firmy, która świadczy usługi generalnego wykonawstwa, musi posiadać wykształcenie związane z branżą budowlaną? Niekoniecznie – jest to natomiast istotne w przypadku zatrudnianych przez niego pracowników. Ważne są również ich uprawnienia, a także technologie, które firma wykorzystuje w czasie codziennej pracy. 

Generalny wykonawca – dlaczego warto?

Korzystanie z usług generalnego wykonawcy niesie za sobą wiele zalet. Dlaczego warto?

  • Możemy korzystać z usług sprawdzonych specjalistów z uprawnieniami – generalny wykonawca zazwyczaj współpracuje z podwykonawcami, którym warto zaufać. Oszczędzamy dzięki temu również czas – nie musimy samodzielnie szukać osób, które wykonają określone prace. 
  • Generalny wykonawca sprawuje nadzór nad budową – dzięki czemu inwestor może spać spokojnie i nie martwić się o prawidłowy przebieg prac. Wykonawca zadba także o kontrolę jakości. 
  • Samodzielne nadzorowanie prac budowlanych jest bardzo czasochłonne. Dzięki pomocy generalnego wykonawcy, możemy zająć się własną pracą, biznesem i rozwojem – a przeprowadzenie inwestycji pozostawić w dobrych rękach. 
  • Zyskujemy gwarancję, że prace zostaną zakończone w określonych terminach – nie pojawią się opóźnienia ani znaczne zmiany w harmonogramie prac

Usługi generalnego wykonawcy mogą pomóc nam w uporaniu się z budowlanymi obowiązkami i zagwarantować udział specjalistów na każdym etapie prac. Profesjonaliści mogą nadzorować prace, doradzać podczas podejmowania ważnych decyzji i umożliwić generowanie znacznych oszczędności. Szukając rzetelnej firmy, warto przyjrzeć się temu, co oferuje przedsiębiorstwo budowlane wpip – generalny wykonawca inwestycji przemysłowych, gwarantujący jakość, doświadczenie i wykorzystanie najnowszych technologii.

Massmedica planuje zbudować szpital rehabilitacyjny

Massmedica S.A. zawarła umowę na zakup Zespołu Dworsko-Parkowego w Bykowcach, (gmina Sanok, powiat sanocki, województwo podkarpackie). W skład zespołu wchodzą budynki dworu oraz pozostałości parku położone na działce o obszarze 2,6792 ha. Na terenie Zespołu Dworsko-Pałacowego Bykowce Spółka planuje utworzyć ośrodek rehabilitacji holistycznej. Obiekt będzie też wykorzystywany w celu szkolenia lekarzy będących klientami Spółki. W kolejnym etapie planowane jest wybudowanie szpitala rehabilitacyjnego obsługującego pacjentów ze szpitali prywatnych wymagających rehabilitacji pozabiegowej lub pourazowej.

„Realizacja inwestycji umożliwi nam rozpoczęcie działalności w dochodowym i szybko rosnącym sektorze usług medycznych. Chcemy uzupełnić działalność szpitali oraz stworzyć ofertę komplementarną dla aktualnych klientów Massmedica S.A. działających przede wszystkim w obszarze medycyny estetycznej. W pierwszym etapie naszej inwestycji planujemy kompleksowy remont dworu i jego aranżację pod kątem ośrodka rehabilitacyjnego opartego o nowoczesne koncepcje. Nasza oferta będzie skierowana do mieszkańców aglomeracji miejskich potrzebujących rehabilitacji psychofizycznej, po operacjach z udziałem implantów i endoprotez, a także po urazach. Rehabilitacja holistyczna to zespół nowoczesnych metod terapii opartych o elementy psychofizycznej rekonwalescencji. Zakładamy również, że sporą część naszych potencjalnych klientów będą stanowić pacjenci, którzy przeszli COVID-19. Nasza oferta będzie dość kompleksowa, wsparta silnymi elementami medycyny estetycznej” – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

Zakupiony przez Massmedica S.A. obiekt, decyzją z dnia 22 listopada 1993 roku Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Państwowa Służba Ochrony Zabytków, Oddział Wojewódzki w Krośnie został wpisany do rejestru zabytków województwa krośnieńskiego.
W wyniku porozumienia zawartego pomiędzy Spółką a sprzedającym – Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa („KOWR”) Odział w Rzeszowie, ustalono cenę transakcji na kwotę 383.500,00 zł. Spółka w ramach zawartego porozumienia z KOWR zobowiązała się do dokonania na nieruchomości nakładów remontowych w wysokości co najmniej równowartości ceny zakupu – 383.500,00 zł w ciągu 3 lat.

– „Kolejnym etapem prac w Zespole Dworsko-Parkowym w Bykowcach będzie budowa na terenie kompleksu szpitala pawilonowego o charakterze zabiegowo rehabilitacyjnym. Uzyskaliśmy na taki cel zgodę KOWR i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Działając na rynku implantologii obserwujemy kluczowe problemy pacjentów po operacjach i zabiegach. Stąd nasz pomysł na uzupełnienie pewnej niszy na rynku, poprzez stworzenie oferty wypoczynku, rehabilitacji i miejsca na spokojne dojście do siebie po operacjach. Widzimy, że jednym z głównych kosztów dzisiejszej służby zdrowia jest koszt pobytu w szpitalu, pokoju szpitalnego w rozumieniu czysto hotelowym. Pacjenci są w czasie optymalnie krótkim wysyłani do domów również po zabiegach. Teraz będą mogli wypocząć w naszym kompleksie, mając stałą opiekę rehabilitantów, specjalistów w dziedzinie medycyny estetycznej, a także terapeutów” – dodaje Marek Młodzianowski.

Massmedica S.A. planuje także w przyszłości połączyć działalność kliniki z działalnością charytatywną. – „Chcemy wesprzeć osoby opiekujące się osobami niepełnosprawnymi, zarówno dziećmi, jak i dorosłymi. Założymy w tym celu fundację, dzięki której osoba opiekująca się będzie mogła u nas przebywać na rehabilitacji wraz z podopiecznym pozostającym pod stałą opieką specjalistów. Fundacja w swoim zamyśle, będzie zbierać środki dla podopiecznych i finansować ich pobyt w naszej placówce. Więcej szczegółów o realizacji tych pomysłów pojawi się po zakończeniu prac remontowych” – uzupełnia Marek Młodzianowski.

Spółka szacuje, że wartość nakładów remontowych, niezbędnych do poniesienia celem odrestaurowania i stosownego przystosowania nieruchomości wyniesie ok. 2,5-3 mln zł i będzie ponoszona w okresie najbliższych 2 lat. Spółka planuje ubiegać się o 50% dofinansowanie w ramach dotacji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a pozostała część inwestycji zrealizowana zostanie ze środków własnych.

Już jutro premiera pełnej wersji gry Medieval Dynasty od Render Cube

Niespełna 24 godziny pozostały do oficjalnego wyjścia gry Medieval Dynasty z fazy early access, w której tytuł na przestrzeni 12 miesięcy sprzedał się w liczbie ponad 600 tys. egzemplarzy. Produkcja dostępna jest w aż 17 wersjach językowych, a liczba graczy oczekujących na zakup tytułu w postaci wishlisty przekracza 850 tys. osób. Oficjalna cena gry w podstawowej wersji wynosi USD 34,99 i EUR 29,99. Globalnym wydawcą tytułu jest austriacki Toplitz Productions.

Medieval Dynasty to największa gra łódzkiego studia. Zadebiutowała w formule wczesnego dostępu 17 września 2020 roku. Tytuł przez pierwszy tydzień sprzedaży znajdował się w TOP10 na globalnej platformie Steam, a zebrana dotąd ilość ocen wynosi blisko 19 tys., dając łączny rezultat na poziomie 91% pozytywnych komentarzy. W szczytowym momencie w tytuł na platformie Steam grało jednocześnie 18,7 tys. osób.

– Znajdujemy się w przeddzień udostępnienia naszego tytułu w pełnej wersji graczom z całego świata. Obserwując rozwój projektu w ciągu ostatnich 12 miesięcy jestem dumny z tego co udało nam się osiągnąć i z jak pozytywnym odbiorem spotkała się nasza gra. Jutrzejsza premiera to dla nas możliwość dotarcia do znacznie szerszego grona graczy, którzy zainteresowani są rozbudowanymi i dopracowanymi tytułami, jaką w tej chwili jest produkcja Medieval Dynasty. Premiera zakończy pewien etap rozwoju studia, natomiast otworzy nam także kolejny rozdział, w którym jeszcze przez kilka lat zamierzamy rozbudowywać tytuł i dostarczać graczom dodatkowe treści. Oficjalną road mapę produkcji, która przedstawi kierunki jej rozwoju, zaprezentujemy już niedługo – komentuje Damian Szymański, prezes zarządu Render Cube.

Premiera gry odbędzie się 23 września o godz. 12:00 w południe na wszystkich kluczowych platformach sprzedażowych (m.in. Steam, Epic, GOG, Microsoft Store).

17 czerwca 2021 r. gra Medieval Dynasty została udostępniona w ramach usługi Microsoft Xbox Game Pass For PC. Ogłoszenie nastąpiło podczas wydarzenia Xbox Games Showcase, gdzie materiał wideo z gry został zaprezentowany na jednym nagraniu obok takich tytułów jak Among Us, Hades czy S.T.A.L.K.E.R.

Łódzkie studio pracuje już nad edycją konsolową gry, a sam tytuł od początku produkcji był projektowany pod obsługę pada, co przyspieszy cały proces. Premiera planowana jest w pierwszym półroczu 2022 roku. W przygotowaniu jest również wersja na gogle VR w ramach umowy ze Spectral Games S.A., spółką zależną Incuvo S.A., studiem, które pracuje nad wersją VR gry Green Hell.

W zeszłym roku Render Cube S.A. osiągnęła 7,5 mln zł przychodu, a zysk netto wyniósł blisko 6 mln zł. W tym roku spółka przeprowadziła z sukcesem dwie oferty publiczne akcji, których łączna wartość wyniosła 16,8 mln zł. Zgromadzone środki zostaną przeznaczone na rozbudowę studia animacji i muzyki, zatrudnienie dodatkowych programistów z doświadczeniem w pracach nad grami wieloosobowymi oraz na powiększenie zespołu, który będzie rozwijał grę Medieval Dynasty. W obu ofertach publicznych firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji był Dom Maklerski INC S.A. Spółka planuje zadebiutować na rynku NewConnect jeszcze w 2021 r.

Jak wykorzystać technologię do usprawnienia łańcucha dostaw?

Pod wpływem nowych technologii oraz ciągle zmieniających się oczekiwań konsumentów, w handlu detalicznym i e-commerce nastąpiła swoista zmiana paradygmatu. Konsumenci domagają się już nie tylko natychmiastowej wysyłki towarów, ale również wysokiej jakości dostawy uzupełnionej pozytywnymi wrażeniami z internetowych zakupów. Ten trend najbardziej widoczny jest w sektorze FMCG, napędzanym przez masowe przejście na zakupy online. Tymczasem najnowsze systemy monitoringu mogą wspierać sprzedawców na różnych etapach dostawy i usprawniać łańcuch dostaw.

W niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się pojawienia się nowego typu konsumenta – oczekującego jeszcze szybszej dostawy, wyższej jakości produktów i gwarancji bezpieczeństwa zakupów. Detaliści będą musieli sprostać tym wymaganiom. Wielu z nich przechodzi na model wielokanałowej sprzedaży (tzw. omnichannel): w tradycyjnych sklepach, w Internecie i przez aplikacje mobilne. Powodzenie takiego przedsięwzięcia zależy jednak od solidnego łańcucha dostaw i dobrze skoordynowanych procesów logistycznych.

Zautomatyzowane odbiory i zwroty

Sukces połączenia tradycyjnego sklepu ze sklepem online zależy od sprawnej komunikacji wewnętrznej i niezawodnej logistyki. Aby sprzedawcy byli w stanie sprostać rosnącej liczbie zamówień, coraz ważniejsza staje się wydajność procesów magazynowych, szczególnie w przypadku produktów FMCG. Kompletowanie towarów, pakowanie i wysyłka muszą zostać zoptymalizowane. Technologia może skutecznie wspierać ten proces. Kamery z odpowiednim oprogramowaniem analitycznym, umożliwiającym zarządzanie zapasami oraz kolejkami przy kasach lub w punktach odbioru towarów, coraz powszechniej stosuje się w sklepach i centrach dystrybucji lub magazynach.

– Konsumenci, którzy odbierają produkty zakupione online w sklepie nie lubią stać w długich kolejkach. Dzięki odpowiednio skonfigurowanemu systemowi, kamery mogą monitorować strefy odbioru i alarmować managera sklepu o tworzących się zatorach. Aby zapewnić bezpieczny, bezkontaktowy odbiór towarów, do komunikacji między pracownikiem a klientem można użyć zintegrowanych domofonów – mówi Dagmara Pomirska z Axis Communications.

W podobny sposób można też ulepszyć proces zwrotu produktów, który jest zazwyczaj niewygodny i skomplikowany, może irytować klientów oraz zniechęcać ich do ponownych zakupów. Na popularności zyskują metody zbliżeniowe, takie jak np. zwroty do automatycznych skrytek, obsługiwanych za pomocą kodów QR. Co ważne – wszystkie te technologie mogą działać w obrębie jednego, zdalnie zarządzanego systemu, a te same urządzenia, które wchodzą w skład systemu bezpieczeństwa sklepu, dzięki odpowiedniemu konfiguracji, mogą równocześnie zarządzać kolejką lub optymalizować prace magazynowe.

Usprawnienia operacyjne w magazynach

Zadowolenie współczesnego konsumenta wymaga zwiększenia dokładności realizacji zamówień oraz optymalizacji czasu dostawy. To kolejny obszar, w którym sprawdzi się technologia. Wdrożenie odpowiednich rozwiązań pomoże usprawnić procesy i wyeliminuje wąskie gardła, a automatyzacja procedur może np. skrócić roboczogodziny i poprawić wydajność operacyjną w magazynach. Nie musi to oznaczać kosztownej inwestycji w nowe urządzenia. Można do tego wykorzystać istniejący sieciowy system bezpieczeństwa, który uzupełniony o oprogramowanie analityczne, zyska nowe funkcjonalności.

– Bemol, brazylijski sprzedawca elektroniki, potrzebował systemu monitoringu do swoich obiektów. Zaproponowaliśmy kompleksowe rozwiązanie, dzięki któremu urządzenia zostały również wykorzystane do optymalizacji prac magazynowych, koordynacji dostaw i kontroli produkcji. Dzięki specjalnemu oprogramowaniu kamery mogą sczytywać kody produktów i np. automatycznie wysyłać informacje o stanie magazynowym do centrum dystrybucji lub sklepu  – opowiada Dagmara Pomirska.

Inwestycje w łańcuch dostaw

Podczas pandemii zakupy online zyskały na popularności, a wzmożona aktywność konsumentów w Internecie ujawniła nieefektywność łańcuchów logistycznych. Najbardziej odczuli to detaliści, którzy – szczególnie w pierwszych miesiącach pandemii – borykali się z trudnościami w realizacji zamówień. Można się spodziewać, że utrzymujące się w branżach e-commerce i FMCG wzrosty spowodują inwestycje w usprawnienie łańcuchów dostaw oraz optymalizację procesów zarządzania magazynami.

Jednym z aspektów, którego nie można pominąć podczas planowaniu zakupu nowych urządzeń i technologii jest bezpieczeństwo. Digitalizacja procesów operacyjnych w logistyce niesie za sobą wzmożone zagrożenie cyberatakami, a to może mieć znaczący wpływ nie tylko na wyniki finansowe sprzedawcy, ale także na obsługę klienta oraz opóźnienia spowodowane zakłóceniami łańcucha dostaw. Na rynku jest już dostępne oprogramowanie, dzięki któremu sprzedawcy mogą monitorować drogę towaru z magazynu do klienta oraz szybko reagować na ewentualne problemy. Inne kluczowe funkcje takiego oprogramowania obejmują scentralizowane zarządzanie usługami transportowymi i kurierskimi.

Zwiększony popyt na produkty FMCG będzie się utrzymywał, a na detalistach ciążyć będzie coraz większa presja zapewnienia bezpieczeństwa zakupów i optymalizacji procesu dostaw. Różnorodne zachowania zakupowe oraz rosnące wymagania konsumentów, dotyczące wygody oraz szybkości dostaw sprawią zapewne, że model omnichannel będzie nadal zyskiwał na popularności. – Technologia może odegrać tutaj znaczącą rolę, skutecznie zwiększając szybkość i dokładność realizacji dostaw w branży FMCG. Poprawa wydajności poszczególnych etapów podróży produktu z magazynu do klienta pozytywnie wpłynie na cały łańcuch dostaw. Zyskają nie tylko sprzedawcy, ale również firmy kurierskie i spedycyjne – dodaje Dagmara Pomirska.

Klabater z sukcesem zamyka emisję akcji serii E

Klabater, notowany na parkiecie NewConnect deweloper i wydawca gier wideo uplasował na rynku emisję akcji serii E. Spółka pozyskała środki w wysokości 3 mln złotych, które w całości zamierza przeznaczyć na produkcję i promocję gry Crossroads Inn 2. 

Zapisy na Akcje Oferowane trwały w dniach 8 – 16 września. Rolę firm inwestycyjnych pełniły DM Navigator oraz DM BDM. Celem emisyjnym, na którego realizację zebrano środki jest produkcja i promocja sequela bestsellera spółki gry – Crossroads Inn 2. Pierwszym krokiem w realizacji tego zadania będzie rozbudowa zespołu deweloperskiego emitenta. Spółka planuje wyprodukować grę Crossroads Inn 2 w przeciągu 2 lat od daty zakończenia emisji.

Sukces emisji akcji serii E oznacza, że jeszcze w tym roku rozpoczniemy prace nad Crossroads Inn 2. Jest to niezwykle ważny projekt, który pozwoli nam skokowo zwiększyć skalę naszego biznesu” – komentuje Michał Gembicki, Członek zarządu, Klabater SA.

“Zebranie środków i zrealizowanie ponownej emisji akcji w tak trudnym momencie rynkowym jest dużym sukcesem całego zespołu spółki i jej doradców, przede wszystkim DM Navigator. Dziękujemy inwestorom, którzy zaufali nam ponownie i witamy na pokładzie nowych, mamy nadzieję wspólnym wysiłkiem zbudować wartość Klabatera” – komentuje Robert Wesołowski, Członek zarządu, Klabater SA.

Marka i gra Crossroads Inn funkcjonuje na globalnym rynku już blisko 2 lata, przez ten czas gra zdobyła licznych fanów i zbudowała silną i aktywna społęczność, co potwierdza już ponad 121 000 sprzedanych sztuk gry i dodatków. Gracze docenili w grze m.in oryginalność pomysłu, szerokie możliwości customizacji tawerny oraz potencjał wielogodzinnej rozgrywki w trybie sandbox, natomiast krytykowali niestabilność działania oraz przestarzałą szatę graficzną. Dzięki pozyskanym w wyniku emisji środkom studio Klabater będzie mogło jeszcze tej jesieni rozpocząć pracę nad kontynuacją swojego tycoona. Dzięki kontaktowi ze społecznością, zebranym opiniom i uwagom od graczy studio planuje wprowadzić do sequela modyfikacje i nowe elementy precyzyjnie dopasowane do oczekiwań klientów.

W najbliższych miesiącach poza pracami nad Crossroads Inn 2, spółka planuje dalsze premierowe wsparcie The Amazing American Circus m.in poprzez prezntację gry na targach EGX w Londynie, czy też biorąc udział z tytułem w festiwalu Digital Tabletop Fest w serwisie Steam oraz Mix Next, wkrótce pojawią się też aktualizacje wprowadzające nowe wersje językowe dedykowane wersji konsolowej oraz sterowanie z użyciem pada w wersji PC. Zespół deweloperski pracuje też nad kolejną produkcją własną Spółki grą Moonshine Inc, tycoonowi poświęconemu blaskom i cieniom życia bimbrownika. Premiera tego tytuł zapowiedziana została już na 2022 r.

Tymczasem 23. września odbędzie się premiera gry May’s Mysteries: the Secret of Dragonville na konsole PlayStation 4 i 5, a także Xbox Series One oraz Xbox X|S, spółka kończy proces certyfikacji gry Heliborne na platformie PlayStation 4 i 5 oraz rozpoczyna cykl promocyjno-wydawniczy dla nowo pozyskanych gier: Best Month Ever, Orbit Industries oraz swoich gier portingowych: Weedcraft i Production Line.

Koniec roku będzie niezwykle pracowitym okresem dla całego Klabatera. Działamy we wszystkich czterech segmentach naszej działalności – wydawniczej, portingowej, deweloperskiej i planszówkowej. Już wkrótce, bo w połowie października zamierzamy uruchomić akcję crowdfundingową dotyczącą gry planszowej Crossroads Inn, wyniki są obiecujące a już w tej chwili mamy blisko 1000 chętnych zapisanych na drafcie strony w serwisie Gamefound – dodaje Michał Gembicki, Klabater SA. 

Przetwarzanie w eksaskali, czyli era High Performance Computing

High Performance Computing, czyli zdolność systemów IT do wykonywania obliczeń o ogromnej wydajności, kojarzona z tzw. superkomputerami zaczyna przenikać do biznesowego mainstreamu. Według wyliczeń ResearchAndMarkets globalny rynek HPC już do 2025r ma sięgnąć niemal 50 miliardów $. 

Ale to tylko jedno z doniesień zwiastujących coraz powszechniejszą adaptację rozwiązań HPC, również w branżach dotąd po nie niesięgających. Kolejne informuje, że już do końca tego roku opracowany zostanie pierwszy na świecie eksaskalowy superkomputer – Aurora.

Miliard miliardów w sekundę

Takiego tempa i zakresu obliczeń jak dotąd nie udało się jeszcze nigdy osiągnąć. Wiele wskazuje, że mamy przed sobą wejście w kolejną erę computingu. To naturalne następstwo tak znacznego przyrostu danych, które przedsiębiorstwa i instytucje gromadzą i coraz częściej „wyławiają” z nich to co istotne, strukturyzując i doceniając swoje cyfrowe biblioteki. Oczywiście, dzisiaj wybrane branże realnie potrzebują aż takiej mocy obliczeniowej, jednak sytuacja będzie się zmieniać bardzo dynamicznie – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Już dziś, zgodnie z informacjami od IDC, danych przyrasta 33 razy szybciej niż zdolność i gotowość firm do ich przetworzenia i analizy. – Myślę, że za wzrostem zapotrzebowania na bardzo wysoką wydajność computingu podążą także usługi chmurowe, zdolne do jej dostarczania drogą sieciową, gdyż nikt w dobie dzisiejszych czasów nie będzie już raczej myślał o tworzeniu własnej, zwłaszcza tak kosztowej i tak wydajnej, infrastruktury –dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Do czego zdolny jest exascale computing? Obecnie, najmocniejsze superkomputery są w stanie wykonywać ponad 1015 (milion miliardów) operacji na sekundę. Oznacza to zatem wydajność w petaskali. Kilka najbardziej wydajnych systemów jest dzisiaj w stanie przekroczyć 1017 (minimum sto milionów miliardów) operacji w ciągu sekundy. Początek nowej dekady będzie jednak przełomowy pod kątem przekroczenia nieosiągalnej dotąd wydajności – mianowicie eksaskali. Ta generacja superkomputerów będzie w stanie wykonywać 1018 (miliard miliardów) operacji na sekundę. W pewnym przybliżeniu, jest to moc obliczeniowa równowarta wszystkim smartfonom użytkowanym przez całą populację krajów członkowskich Unii Europejskiej.

Potrzeba matką wynalazków

Potrzebę sięgania po znaczenie wydajniejsze narzędzia analizy i operowania na danych stymuluje przede wszystkim ich galopujący przyrost i dynamicznie rozrastające się ekosystemy informatyczne – w tym Internetu Rzeczy – w firmach, administracji publicznej, zakładach produkcyjnych czy placówkach medycznych. Tylko w 2020r liczba globalnie wygenerowanych danych sięgnęła, zgodnie z analizą IDC, 64,2 ZB (zettabajta). – W 2024 roku wartość ta ma być już niemal trzykrotnie większa. Coraz bardziej rozbudowane systemy czujników i sensorów w produkcji, rozrastające się firmowe bazy danych od działów R&D po marketing, potrzeba szybszego opracowywania aplikacji przez stale powiększające się grono software house’ów to tylko wybrane czynniki napędzające popyt na ogromną moc obliczeniową. Rynek musi więc na niego odpowiadać, co wyrażać się będzie także w przyroście zdolności do dostarczania computingu o wysokiej wydajności przez centra danych – uzupełnia Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

UE napędza analitykę

Działania w zakresie podnoszenia mocy obliczeniowej na nowy poziom są także jednym z kluczowych założeń Europejskiego Programu Cyfrowego (Digital Europe Programme). Ogólna wartość lokowanego w nim finansowania, gdzie obszarem supercomputingu wyróżnić możemy także sztuczną inteligencję czy cyberbezpieczeństwo, wynosi 7,6 miliarda euro.

Europa Wschodnia prześciga Hiszpanię. Czechy i Estonia z wyższym PKB

Gospodarki krajów wschodniej Europy rosną szybciej niż te z „twardego jądra” Unii Europejskiej. Jednak tylko te, które postawiły na innowacje, przyciągnięcie kapitału zagranicznego, ale też wcześniej rzetelnie oceniły swoje atuty. Czechy i Estonia bogacą się znacznie bardziej od choćby Hiszpanii, a na gruncie stopy bezrobocia te dość małe kraje, wręcz deklasują iberyjskie państwo, które kiedyś stawiane było wszystkim za wzór.  

Najnowsze raporty Eurostatu nie pozostawiają wątpliwości. Dziś biznes najlepiej budować w krajach, które nieco ponad 30 lat temu były pod silnym wpływem Związku Radzieckiego. Dziś to państwa takie jak Czechy, Estonia, a nawet Rumunia są liderami innowacyjności lub mają taką ofertę dla zagranicznego kapitału, że rozsądnie działający przedsiębiorca pozostaje poniekąd bez wyjścia i właśnie tam kieruje swój wzrok rozpoczynając nowy biznes – mówi Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu oraz zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Wzór, który stał się przestrogą

Hiszpania przez lata stawiana była za przykład dla wychodzących z komunizmu państw.  Tylko patrząc na dane dotyczące ​PKB w ciągu ostatnich 30 lat, wzrósł on o 50% na mieszkańca. Jednak kryzys na rynku finansowymi, który rozpoczął się w USA i uderzył z dużą siłą w Europę, sprawił, że Hiszpanie w 2008 roku dość mocno zastopowali. I choć przez wiele lat gonili najbogatszych, to właśnie wtedy rozpoczął się dla nich okres bessy, która dziś sprawia, że ich przepaść względem gospodarki niemieckiej jest na poziomie z 1997 roku. Mimo iż byli na ścieżce szybkiej konwergencji z europejskim liderem, to dziś są nadal o 25% biedniejsi od Niemców.

Tymczasem – jak wynika z raportów Eurostatu – kilka gospodarek w Europie Wschodniej zbliżało się do Hiszpanii, a nawet ją wyprzedziło. Dane wskazują, że Czechy prześcignęły Hiszpanię w latach 2018-2019. Natomiast według szacunków OECD w 2019 r. Hiszpanie mieli PKB na mieszkańca w wysokości 38 128 dolarów, a Czesi już nieco więcej, bo 38 152 dolarów.

Innowacje, zagraniczny kapitał, stop biurokracji

W jaki sposób kraj, który 30 lat temu wyprodukował majątek o jedną trzecią mniej na osobę, stał się bogatszy dzisiaj? Odpowiedź tkwi w dużej mierze w tym, że czeska gospodarka przekształciła się w podwykonawcę dla Niemiec. Przemysł i eksport czeski ma znacznie większy udział w PKB w porównaniu z sytuacją w Hiszpanii. Dane o bezrobociu wręcz szokują. Hiszpania jest niechlubnym liderem w Unii Europejskim ze stopą bezrobocia wynoszącą ok. 16%. W kraju naszych południowych sąsiadów jest to zaledwie 3%.

Czeski rząd wydaje również pół punktu PKB na badania i rozwój więcej niż rządzący największym krajem półwyspu Iberyjskiego. Finanse publiczne Czech są też dużo zdrowsze. Przed pandemią koronawirusa budżet miał tam niewielką nadwyżkę, a poziom zadłużenia wynosił 30% PKB, w przeciwieństwie do 95% w Hiszpanii.

Hiszpanie przez wiele lat spijali śmietankę z działań, które co prawda zwiększyły zatrudnienie, ale w dłuższym wymiarze czasowym nie zwiększały produktywności, np. inwestując w budownictwo. Wynikało to m.in. ze sporego zacofania infrastrukturalnego Hiszpanii, ale w pewnym momencie pole do działania znacznie się skurczyło. Nie poprawiano też wydajności, a w odpowiednim momencie nie przestawiono też gospodarki na nowe, szybsze tory. Czesi uniknęli tych błędów, a dodatkowo wprowadzili szereg ułatwień dotyczących prowadzenia biznesu w Czechach. Stąd wszędobylska wręcz obecność, chociażby kapitału niemieckiego – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Również tuż przed Hiszpanią plasuje się Estonia. Bałtycki kraj ma już PKB na poziomie 86% unijnej średniej i z każdym rokiem zbliża się do osiągnięcia standardu życia na poziomie krajów „starej Unii”.

Estończycy postawili przede wszystkim na innowacje oparte o cyfryzację i automatyzację. Zmniejszono biurokracje, a także zwiększono bezpieczeństwo. Co poniekąd było wymuszone przez – eufemistycznie ujmując – niezbyt przyjazne działania rosyjskiego sąsiada – podsumowuje Oniszczuk.

Firma w Estonii? Wystarczy mieć internet

Co ciekawe, żeby założyć firmę w Estonii, nie trzeba nawet specjalnie po to wybrać się do tego bałtyckiego państwa. Najprostszym i najszybszym sposobem na założenie spółki w Estonii będzie sytuacja, gdy przedsiębiorca posiada estońską kartę e-rezydencji. Otrzymać ją może obcokrajowiec, który po wniesieniu opłaty otrzyma cyfrową tożsamość. Pozwala ona korzystać z cyfrowych usług estońskiej administracji, podpisywać cyfrowo dokumenty, składać zeznania podatkowe, czy zakładać spółkę przez internet. Petycja zgłoszeniowa podpisywana jest właśnie online, a spółka zostanie wtedy ustanowiona bezpośrednio w imieniu przedsiębiorcy.

Brak e-rezydencji nie uniemożliwia założenia firmy. W tych okolicznościach spółka zostanie zarejestrowana pośrednio na partnera estońskiego, a następnie udziały przekazywane są klientowi na podstawie pełnomocnictwa.

Jednym z nielicznych wymogów stawianym przedsiębiorcom jest posiadanie estońskiego adresu. Może być to jednak tzw. adres wirtualny, który można zdobyć za pośrednictwem wyspecjalizowanych firm.

To, co najbardziej przyciąga do prowadzenia biznesu w Estonii to prosty system podatkowy.

Podatek dochodowy płaci się dopiero w momencie dystrybucji dochodu.

Oznacza to, że estońska spółka nie płaci podatku tak długo, jak długo pieniądze zatrzymywane są w firmie, aby dalej inwestować w jej rozwój. To system odwrotny od większości krajów Unii Europejskiej – w tym Polski – gdzie opodatkowanie pieniędzy jest realizowane w momencie otrzymania dochodu – tłumaczy Maciej Oniszczuk, ale zarazem przestrzega: – Przeniesienie firmy za granicę nie może być fikcyjne. Polski fiskus na pewno prześwietli dokładnie taką sytuację i narażamy się na spore kary, jeśli proces nie będzie przeprowadzony prawidłowo. 

Estonia jest pionierem internetowych usług m.in. dlatego, że nie obawia się korzystać z możliwości jakie daje blockchain. Na tym rozwiązaniu opiera się bowiem nie tylko rynek kryptowalut, ale też właśnie system e-rezydencji czy innych usług administracyjnych. To głównie za pomocą technologii blockchain zabezpiecza się dane użytkowników.

Kraj przyjaźnie patrzy też na inwestycje w rynek kryptowalut, choć należy się ubiegać o specjalną licencję, która to umożliwia obrót wirtualną waluta. Dodatkowo Estonię wyróżnia czytelna, przyjazna polityka podatkowa, w której kryptowaluty nie są objęte żadnym specjalnym podatkiem.

400 miliardów dolarów przychodów z chmury publicznej. IDC prognozuje duży wzrost wartości usług PaaS i IaaS

Analitycy IDC opublikowali raport o globalnym rynku usług chmurowych w modelach PaaS (platforma jako usługa) i IaaS (infrastruktura jako usługa). Rynek rozwiązań PaaS i IaaS w latach 2021-2025 ma rosnąć w tempie nawet 28,8% rok do roku, co przełoży się na znaczące przychody dla dostawców usług. Mają one wynieść w 2025 r. aż 400 miliardów dolarów.

Na tę wartość wpłynie przede wszystkim rosnący popyt na środowiska uruchamiane na potrzeby tworzenia i testowania aplikacji oraz zarządzania i analizy danych ustrukturyzowanych. Te segmenty będą miały globalnie największe udziały w wydatkach na chmurę publiczną. Co ciekawe, największy procentowo wzrost sprzedaży na poziomie aż 41,9% i 41,2% rdr spodziewany jest w obszarach: analizy i zarządzania danymi nieustrukturyzowanymi oraz streamingu.

Analitycy IDC podkreślają, że nawet te najwolniej rosnące usługi w obszarze IaaS i SaaS będą i tak rosły w dwucyfrowym tempie. To napędza wzrosty w innych obszarach rynku IT, np. telekomunikacji czy doradztwa.

Zdaniem IDC, do 2022 roku połowa produktów lub usług firm będzie oferowana w postaci cyfrowej.  To bardzo często niesie ze sobą konieczność wdrożenia nowych scenariuszy zarządzania infrastrukturą IT, czysto cloudowych lub w modelu hybrydowym łączącym np. kolokację z chmurą wykorzystywaną w momencie nagłego wzrostu zapotrzebowania na moc obliczeniową. – Do tego potrzeba wiedzy, ale i narzędzi. To jeden z powodów, dla których w tym roku nawiązaliśmy partnerstwo z firmą Megaport, globalnym dostawcą usług Network as a Service. Klienci mogą budować złożone scenariusze infrastrukturalne wraz z dostępem do 360 chmur i rozwiązań SaaS oraz ponad 700 data center na całym świecie bez konieczności zawierania dziesiątek umów z wieloma operatorami telekomunikacyjnymi przy zachowaniu minimalnych opóźnień. To bardzo upraszcza wdrażanie hybrydowych modeli łączących chmurę z rozwiązaniami kolokacyjnymi — komentuje Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl.

To o tyle istotne, że wraz z rosnącymi wydatkami na chmurę publiczną firmy coraz częściej korzystają z środowisk multicloud. Z badań IDC przeprowadzonych na zlecenie Crayon wynika, że do 2022 r. firmy chcą wykorzystać środowiska chmurowe do modernizacji ponad połowy posiadanych aplikacji.

Na najbardziej rozwiniętym pod względem adopcji chmury rynku skandynawskim obserwujemy dzisiaj tendencję do korzystania z usług coraz większej liczby dostawców cloud computing. Już 68% firm korzysta tam z 2 do 5 platform chmurowych. Te trendy widać też w Polsce, choć jeszcze nie na taką skalę, Obserwujemy jednak coraz większy poziom złożoności środowisk IT i związany z tym głód kompetencyjny  – zwraca uwagę Rafał Ważny, Cloud Architect z firmy doradczej Crayon.

Analitycy IDC zwracają uwagę, że chmura publiczna staje się bardzo ważnym elementem strategii IT w erze post COVID-19. Firmy modyfikują budżety i ich priorytetem staje się zapewnienie odporności biznesowej oraz lepsze zarządzanie ryzykiem w nieprzewidywalnych czasach. Dlatego spodziewają się, że wraz ze wzrostem ilości danych wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa, obliczenia będą przenoszone do chmury publicznej. Organizacje będą dążyć do optymalizacji zarządzania rosnącą ilością danych i rosnącym budżetem IT. W wielu przypadkach infrastruktura chmurowa może zaspokoić tę potrzebę – sygnalizują.

Według danych IDC, przychody z usług w chmurze publicznej wyniosły w zeszłym roku 312 miliardów dolarów, co oznacza wzrost o 24,1% w porównaniu do 2019 r. Usługi IaaS odpowiadały za 21,5 procent udziałów w chmurowym rynku (67 mld dolarów), a PaaS za 15,2 procent (47,6 mld dolarów).

Pandemia „zawiesiła” co 7. jednoosobową działalność gospodarczą, w tym roku pada ich średnio prawie 400 dziennie

  • Wg danych z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej od początku pandemii wnioski o zawieszenie działalności złożyło ponad 400 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG). To 14% wszystkich, jest ich w sumie 2,8 mln (GUS).
  • W tym roku zawieszeń jest nieco mniej niż w podobnym okresie zeszłego roku, ale więcej jest likwidacji – o 18%. Małe firmy coraz częściej przekraczają czerwona linię – w tym roku dziennie pada średnio 392 JDG.
  • Ekspert zajmujący się udzielaniem finansowania małym firmom ocenia, że kto przetrwał trzy lockdowny, wytrzyma i czwarty, który być może czeka nas jesienią.

Z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wynika, że licząc od stycznia 2020 roku, czyli umownie od początku pandemii w Europie, średnio co 7. jednoosobowa działalność gospodarcza w Polsce złożyła wniosek o zawieszenie funkcjonowania. Innymi słowy, to 14% spośród 2,8 mln jednoosobowych firm, jakie w statystykach ma Główny Urząd Statystyczny (część została zawieszona jeszcze wcześniej). Tylko w pierwszym półroczu tego roku wpłynęło do urzędów w całej Polsce 115,6 tys. wniosków dot. zawieszenia jednoosobowych firm. To nieco mniej niż w podobnym okresie zeszłego roku.

Największym problemem dla mikrofirm z wielu branż była w zeszłym roku powtarzająca się kilkakrotnie całkowita blokada możliwości wykonywania pracy – nie możesz pracować, nie wystawiasz faktur – nie masz przychodów, nie zarabiasz. W takiej sytuacji byli np. właściciele kawiarni czy restauracji, hosteli, fryzjerzy, kosmetyczki, instruktorzy zajęć sportowych czy działalności związane z turystyką i biznesem. Część z nich z czasem zaadoptowała się do warunków pandemii i odwiesiła działalność. W tym roku blokada możliwości działania trwała stosunkowo krótko, dodatkowo mamy wzrost gospodarczy więc znacznie przekroczona liczba 100 tys. wniosków o zawieszenie wygląda niepokojąco. Problemem dla małych firm, z którymi na co dzień rozmawiamy, jest zachwiana płynność finansowa spowodowana przerwami w wykonywaniu pracy oraz wydłużającymi się terminami płatności. Wiąże się z tym niepewność o środki na regulowanie zobowiązań ZUS czy Urzędu Skarbowego, a niekiedy również na wypłaty dla pracowników. To może się okazać niemożliwe, jeśli płatności ze strony ich kontrahentów będą się opóźniały – mówi Marek Sikorski z Finea, dynamicznie rozwijającej się firmy zajmującej się mikrofaktoringiem. 

Problemy z zachowaniem bieżącej płynności finansowej potwierdzają dane Coface, wg których łączna liczba wszystkich niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce wzrosła aż o 160% w porównaniu z pierwszym półroczem roku 2020. Po części winna jest też inflacja – firmom szybko i mocno rosną koszty – pracy, paliw, energii, surowców.

Nie zawieszają, a likwidują

W tym roku zawieszeń jest mniej niż w podobnym okresie zeszłego roku, ale więcej jest likwidacji – o 18%. Firmy przestały odkładać decyzje o zamykaniu działalności. 82,9 tys. wniosków o likwidację złożone w pierwszym półroczu tego roku przekłada się na 392 firmy dziennie składające wnioski o likwidację. Niepokojący jest fakt, że jest ich tak dużo, pomimo adaptacji biznesu do warunków pandemicznych i dobrej sytuacji gospodarczej. Wielu przedsiębiorców nie ma już nadziei na poprawę, woli ostatecznie zamykać działalność i szukać dla siebie nowych możliwości. 

Małe firmy od wielu miesięcy walczą o przeżycie. Przez długi czas żyły nadzieją na poprawę sytuacji gospodarczej i konkretnie ich branż. Teraz coraz więcej firm przekracza czerwoną linię, za którą jest likwidacja biznesu. Prowadzący JDG zmagali się nie tylko z recesją, zamrożeniem gospodarki, ale też nieufnością banków, które odmawiały im finansowania. Widzieliśmy to po liczbie wniosków o finansowanie faktoringowe, które było bardziej dostępne w pandemii. W przypadku niektórych branż wzrosty liczby wniosków o finansowanie były bardzo duże, rzędu kilkuset procent. Nasza firma zanotowała kilkukrotny wzrost przychodów porównując pierwsze półrocza 2020 i 2021. Jednym słowem firmy szukając dostępnych rozwiązań, odkryły faktoring.  – podkreśla Marek Sikorski z Finea.

Kto przetrwał trzy lockdowny wytrzyma i czwarty

Rokowania co do sytuacji gospodarczej w drugiej połowie roku nie są jednoznaczne. Z jednej strony jesień i okres przedświąteczny to czas wysokiej sprzedaży, szczególnie w handlu. Większość małych firm wypracowała też modele działania bazujące na bezkontaktowej obsłudze czy elektronicznych narzędziach. Z drugiej strony twardy lockdown, który jest możliwy, może zniszczyć wiele planów działania. Szczególnie w niektórych rejonach kraju, bo zamrożenie może być wprowadzane wg województw.

– Udzielając finansowania musimy skrupulatnie badać sytuację mikrobiznesu i ogólna idea (uwzględniająca wyjątki) jest taka, że ci którzy przetrwali do tej pory, mają szansę utrzymać się na rynku. Firma, która wytrzymała 3 lockdowny i ma stabilnych odbiorców swoich usług prawdopodobnie przetrwa też czwarte zamrożenie, jeśli ono się pojawi. Bardzo ważne są jednak perspektywy dalszego funkcjonowania i zamówienia czy kontrakty na przyszłość – ocenia Marek Sikorski.

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2021 już za niecałe dwa tygodnie

Przed nami VII edycja  Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2021, która odbędzie się w dniach 4-5 października br. w Lublinie w Filharmonii im. H. Wieniawskiego Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”. Przedstawiciele najważniejszych instytucji państwowych, a także czołowi przedstawiciele świata polityki, gospodarki, biznesu i nauki tematy gospodarcze i biznesowe wspólnie podczas dwóch dni debat poruszą kluczowe kwestie dotyczące polskiej gospodarki.

Treść

W programie Szczytu tradycyjnie znalazły się aktualne tematy gospodarcze i biznesowe, które w ramach zaplanowanych debat omówimy wspólnie z naszymi Gośćmi. W charakterze prelegentów zaszczycą nas swoją obecnością przedstawiciele najważniejszych instytucji państwowych, a także czołowi przedstawiciele świata polityki, gospodarki, biznesu i nauki. Skoncentrujemy się na filarach polskiej gospodarki przyszłości, czyli branżach, firmach, instytucjach, które swoją działalnością i determinacją przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju. Przeprowadzone zostaną dyskusje ukierunkowane na zabezpieczenie polskiej gospodarki pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa (gospodarczego, energetycznego, finansowego) oraz potencjału infrastrukturalnego i innowacyjnego.

Tradycyjnie podczas Szczytu odbędzie się Gala rozdania statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki ”, nagrody przyznawanej osobom, firmom, instytucjom bądź samorządom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Ponownie przyznane zostanie w ramach Szczytu wyróżnienie „Bursztynowe Serce”, nagrody za szczególne działania w zakresie CSR, filantropii i działań charytatywnych.

Ogólnopolski Szczyt Gospodarczy to nie tylko możliwość wymiany doświadczeń, ale także poznania nowych trendów w gospodarce oraz innowacyjnych technologii wykorzystywanych obecnie w przemyśle. Problemy i cele współczesnej gospodarki kraju są dużym wyzwaniem zwłaszcza, że żyjemy w dobie dynamicznie zmieniającej się polityki światowej.

Zobacz kto potwierdził swój udział

Bonusy za ilość – ujęcie w deklaracji VAT na podstawie interpretacji o sygn. 0113-KDIPT1-3.4012.462.2021.1.JM

W praktyce biznesowej nierzadko zdarza się, że przedsiębiorcy wypłacają różnego rodzaju bonusy swoim kontrahentom z tytułu zrealizowanej sprzedaży. Co do zasady korekta ceny w związku z udzieleniem rabatu powinna być dokonywana w formie faktury korygującej. W takim przypadku okres ujęcia faktur jest wskazany bezpośrednio w ustawie. Ten sposób korygowania sprzedaży dotyczy bezpośredniej relacji pomiędzy kontrahentami oraz stosunkowo małej liczby wystawianych faktur korygujących. Często jednak zdarza się, że relacje pomiędzy podatnikiem i kontrahentem, któremu podatnik chce wypłacić bonus, nie są bezpośrednie, tylko pośrednie. Ujęcie takiej transakcji w deklaracji VAT nie zostało bezpośrednio opisane w przepisach ustawy, co rodzi zrozumiałe wątpliwości podatników. Przykładem jest omawiana interpretacja z 18 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0113-KDIPT1-3.4012.462.2021.1.JM.

Co to są bonusy ilościowe?

Przedsiębiorca zainteresowany określonym poziomem zakupów lub sprzedaży realizowanym przez swoich kontrahentów może zaproponować im formę bonusu ilościowego. W praktyce bonus ilościowy, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy wypłaty określonych środków za zrealizowanie określonej liczby nabyć. Innymi słowy, jest to rabat dla nabywcy (rabat bezpośredni) lub kolejnego podmiotu w łańcuchu (rabat pośredni). Bonus ilościowy nazywany jest często wymiennie rabatem lub premią pieniężną.

Warto zaznaczyć, że bonusy ilościowe powinny dotyczyć tylko i wyłącznie wypłaty premii za zrealizowaną ilość sprzedaży. Nie można tej konstrukcji zastosować w przypadku, gdy oczekujemy od kontrahenta jakichkolwiek działań czy innych świadczeń w związku z dokonywaną sprzedażą. Co do zasady w takich przypadkach traktowane jest to jako świadczenie usług przez kontrahenta na rzecz podatnika.

Przepisy ustawy o VAT

Podstawę opodatkowania obniża się o kwoty udzielonych po dokonaniu sprzedaży upustów i obniżek cen. Zasada wyrażona w art. 29a ust. 10 pkt 1 ustawy o VAT determinuje opodatkowanie podatkiem VAT realnej konsumpcji. Przepis ten można odczytać także w ten sposób, że jeżeli intencją podatnika jest udzielenie rabatu bezpośredniego oraz pośredniego w stosunku do pierwotnej ceny, to taki dokument powinien zawierać VAT i być neutralny dla sprzedawcy.

Zgodnie z art. 29a ust. 13 ustawy o VAT fakturę korygującą zmniejszającą zobowiązanie podatkowe ujmuje się w dacie wystawienia faktury korygującej, pod warunkiem posiadania dokumentacji, z której wynika, że podatnik uzgodnił z nabywcą warunki obniżenia podstawy opodatkowania oraz warunki te zostały spełnione, a faktura jest zgodna z posiadaną dokumentacją. Powyższy przepis dotyczy sytuacji wystawienia faktury korygującej in minus. Fakturę taką wystawia się co do zasady na nabywcę towaru lub usługi. Dlatego rozwiązanie to nie znajdzie zastosowania w sytuacji, gdy podmiot będzie zainteresowany udzieleniem rabatu pośredniego, tj. z pominięciem nabywcy.

Ujęcie rabatów pośrednich

W przypadku rabatów pośrednich obniżenia podstawy opodatkowania dokonuje się w rozliczeniu za okres, w którym podatnik dokonał płatności rabatu. Innymi słowy, zastosowanie znajdzie inna reguła niż w przypadku faktur korygujących, a mianowicie reguła kasowa. W myśl tej zasady dopiero zapłata uprawnia do obniżenia podstawy opodatkowania (indywidualna dyrektora KIS z 18 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0113-KDIPT1-3.4012.462.2021.1.JM). Przedsiębiorca powinien zatem szybko wypłacać takie bonusy, aby w jak najkrótszym czasie móc pomniejszyć sobie zobowiązanie podatkowe. Podobne stanowisko zajął organ podatkowy w interpretacji indywidualnej z dnia 30 maja 2018 r., sygn. akt 0114-KDIP1-3.4012.179.2018.1.ISK).

Faktura czy nota?

Podstawowy problem z rabatami pośrednimi dotyczy ich dokumentowania. Powszechną formą dokumentowania rabatów są faktury korygujące. Jednak, jak zostało wskazane powyżej, nie znajdą one zastosowania w przypadku udzielenia obniżki ceny z pominięciem bezpośredniego nabywcy towaru lub usługi. W związku z tym w takich przypadkach wystawienie faktury korygującej byłoby błędem. Jednocześnie należy wskazać, że ustawa o VAT nie przewiduje w takich przypadkach innego rozwiązania. Dlatego też należy wziąć pod uwagę praktykę organów podatkowych w tym zakresie.

Powszechnie przyjęło się, że jedną z form dokumentowania bonusów za ilość są noty księgowe (uznaniowe/obciążeniowe). Co do zasady brak jest definicji takich not oraz wyspecyfikowanego w ustawie zakresu informacji, jakie powinien zawierać taki dokument. W praktyce przedsiębiorcy wystawiają go bardzo podobnie do korekty, tj. specyfikują kwotę netto, VAT i brutto tak, aby ograniczyć wątpliwości drugiej strony i zapewnić tożsame raportowanie tej transakcji na potrzeby VAT. Taka forma dokumentacji rabatów pośrednich również została potwierdzona przez organ podatkowy w omawianej interpretacji, jak również w innych interpretacjach, np. z 15 września 2017 r., sygn. akt 0114-KDIP4.4012.327.2017.1.AKO czy z 9 sierpnia 2017 r., sygn. akt 0113-KDIPT1-1.4012.326.2017.2.MW.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs euro poszybował

Kolejny dzień słabości złotego za nami. Polska waluta pomimo przyzwoitych danych makroekonomicznych wciąż jest w odwrocie. Inwestorzy czekają dzisiaj na decyzje Amerykanów w sprawie stóp procentowych.

Gdzie jest koniec tego ruchu?

Wczoraj pomimo dobrych danych z gospodarki złoty wciąż był w odwrocie. Sprzedaż detaliczna rośnie w Polsce o 10,7%, czyli 0,7% powyżej oczekiwań analityków. Pomimo tego wczoraj złoty ustalał kolejne najsłabsze poziomy względem euro od przełomu marca i kwietnia. Obecna sytuacja na rynku powoduje, że inwestorzy nie patrzą przychylnie na polską walutę. Na uwagę zasługuje jednak korekta ostatnich spadków na giełdzie, co może sugerować, że wcale nie jest tak źle jak dotychczas sądzono.

Węgrzy wolniej podnoszą stopy procentowe

Zgodnie z wczorajszymi oczekiwaniami Bank Centralny Węgier podniósł stopy procentowe. W trakcie trzech ostatnich posiedzeń podnoszono stopy procentowe o 0,3% uzyskując 1,5%. Tym razem podniesiono je o zaledwie 0,15% uzyskując 1,65%, czyli ponad 1,5% wyższą stopę procentową niż w Polsce. Kraj ten miał potencjalnie jeszcze większe problemy z inflacją niż Polska, gdyż za czerwiec pokazał inflację powyżej 5% od tego czasu udaje się ją jednak trzymać na poziomie 5% lub niżej. Rynki walutowe zareagowały osłabieniem forinta, gdyż analitycy liczyli na kolejne mocne cięcie stóp.

Rynek nieruchomości w USA nadal rośnie

Wczorajsze dane na temat budowy domów pozytywnie zaskoczyły inwestorów. Zarówno pozwolenia na budowę domów jak i rozpoczęte budowy przekroczyły wyraźnie oczekiwania. Pokazuje to bardzo dobrą kondycję tego sektora za oceanem. Niskie stopy procentowe zachęcają do zwiększonych inwestycji, bo są one realnie tańsze niż w okresie wysokich stóp. Należy jednak pamiętać, że koszty obsługi długu wzrosną, jeżeli stopy procentowe pójdą w górę. Dolar przyjął te dane bardzo spokojnie utrzymując wysokie poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce szczerze o elektromobilności (badanie)

97% użytkowników samochodów elektrycznych w Polsce nie zamierza wracać do motoryzacji spalinowej, a w przypadku już 31% kierowców EV auto zeroemisyjne jest jedynym pojazdem w rodzinie – wynika z największego w Polsce badania kierowców „elektryków”, przeprowadzonego przez EV Klub Polska. Zdaniem 94% respondentów, samochody elektryczne spełniają ich oczekiwania, m.in. dzięki niższym kosztom utrzymania.

EV Klub Polska to największy, ogólnopolski klub zrzeszający właścicieli i użytkowników samochodów elektrycznych, liczący już ponad 1500 członków. Klub przeprowadził wśród zarejestrowanych użytkowników kompleksowe badanie sondażowe na temat doświadczeń wynikających z użytkowania i eksploatacji EV w Polsce. Jak wynika z sondażu, 97% kierowców samochodów elektrycznych w Polsce jest z nich na tyle zadowolona, że nie zamierza wracać do motoryzacji spalinowej, a 91% właścicieli „elektryków” szczerze poleciłaby samochód elektryczny swojej rodzinie. 86% członków EV Klub Polska uważa, że utrzymanie pojazdu zeroemisyjnego jest tańsze niż samochodu konwencjonalnego. W połączeniu z rządowym programem dopłat „Mój elektryk”, w wielu przypadkach oznacza to niższy całkowity koszt użytkowania (TCO) i w rezultacie – większą opłacalność inwestycji w dany pojazd.

W pierwszym tak kompleksowym badaniu opinii, kierowcy samochodów elektrycznych potwierdzili, że elektromobilność stanowi dziś nie tyle alternatywę, co lepszy wybór od motoryzacji konwencjonalnej. Aż 72% obecnych użytkowników EV stwierdziło, że zdecydowanie nie zamieniłoby ich na pojazd spalinowy, kolejne 25% zadeklarowało, że raczej nie zamierza już wracać do benzyny lub Diesla.  – mówi Łukasz Lewandowski, Koordynator EV Klub Polska. – Raport obala także wiele mitów na temat elektromobilności. Praktycy potwierdzają (81%), że bez problemu pokonują dystanse większe niż zasięg ich EV, mając do dyspozycji coraz większą liczbę ładowarek.

Rośnie grupa świadomych użytkowników EV, którzy podkreślają ogół pozytywnych czynników ekologicznych związanych z elektromobilnością. 15% kierowców wskazuje możliwość zasilania pojazdu zieloną energią jako najważniejszy czynnik ekologiczny. Natomiast niemal co drugi użytkownik (46%) zamieszkający dom jednorodzinny, faktycznie wykorzystuje do ładowania swojego pojazdu energię pochodzącą z instalacji fotowoltaicznych.

Z badania wynika także, że dzięki coraz większym zasięgom oraz coraz wyższym mocom ładowania, samochody elektryczne stają się coraz bardziej praktyczne w codziennym użytkowaniu. Niemal co trzeci ankietowany (31 proc.) używa pojazdu elektrycznego jako jedynego w gospodarstwie domowym. 32% użytkowników regularnie korzysta ze stacji ogólnodostępnych, a 83% kierowców EV w Polsce preferuje ładowanie swoich pojazdów w domu. 50% ankietowanych uzupełnia energię w akumulatorze samochodu w nocy, 27% podczas dnia. 45% posiada wallboxa, czyli naścienną ładowarkę, a 32% zamierza nabyć takie urządzenie w przyszłości.

Połowa ankietowanych ładuje samochody elektryczne w nocy. Takie rozwiązanie ma kilka zalet. Przede wszystkim, dzięki wykorzystaniu taryfy nocnej jest to zdecydowanie najtańsza opcja – przejechanie 100 km może kosztować od 8 do 10 zł. Na dodatek odpoczywają, gdy ich auto uzupełnia energię. Jest to również korzystne dla systemu elektroenergetycznego, ponieważ wieczorem i w nocy sieć jest obciążona w znacznie mniejszym stopniu niż za dnia – mówi Łukasz Lewandowski.

Aż 57% ankietowanych nie korzysta z ogólnodostępnej infrastruktury ładowania lub skorzystało z niej zaledwie kilka razy. Co trzeci użytkownik EV (32%) nie posiada w okolicy żadnej publicznej stacji ładowania. Świadczy to o niedostatecznie rozbudowanej infrastrukturze, która wciąż stanowi jeden z głównych czynników hamujących wzrost liczby samochodów elektrycznych poruszających się po polskich drogach.

– Elektromobilność to także nowy, kreujący się rynek. Większość respondentów posiada samochód elektryczny nie dłużej niż rok (61 proc.), a 23 proc. od roku do dwóch. To konsekwencja szczególnie dynamicznego rozwoju rynku BEV w Polsce w ostatnich miesiącach. Jak wynika z „Licznika Elektromobilności” prowadzonego przez PSPA i PZPM od sierpnia 2019 do sierpnia 2021 polski park całkowicie elektrycznych samochodów osobowych powiększył się aż o 241%. W roku 2022 r. oczekujmy dalszej dynamizacji rynku BEV w Polsce – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Badanie zostało zrealizowane w terminie 1.04-30.06.2021 r. Wzięło w nim udział ponad 600 członków EV Klub Polska, którzy wypełnili kwestionariusz on-line za pośrednictwem strony www.evklub.pl. Raport zostanie szczegółowo omówiony podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021, który odbędzie się w dniach 6-8 października br. w kompleksie EC1 w Łodzi. To najważniejsza w Polsce konferencja w całości poświęcona elektromobilności. Sesja „Budowa społeczności użytkowników EV” odbędzie się 8 października br. w godz. 14.15 – 15.45. Rejestracja jest możliwa poprzez stronę internetową Kongresu www.kongresnowejmobilnosci.pl. W tym roku organizatorzy KNM 2021, PSPA oraz Miasto Łódź, rozszerzają formułę wydarzenia o wyjątkowe wydarzenie towarzyszące – Manufakturę Elektromobilności, która odbędzie się w dniach 8-9 października br. na rynku łódzkiej Manufaktury, a także Zlot członków EV Klubu Polska, który przejedzie ulicami Łodzi już w sobotę 9 października br. Informacje na temat Zlotu są dostępne na fanpage’u EV Klub Polska na Facebooku.

EV Klub Polska został uruchomiony w 2020 roku w ramach społeczno-edukacyjnej kampanii elektromobilni.pl, prowadzonej przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) oraz Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu (KOZK). Celem kampanii jest promocja elektromobilności i zrównoważonego transportu. W inicjatywę zaangażowało się kilkadziesiąt podmiotów i instytucji aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu w Polsce. Do partnerów strategicznych elektromobilnych.pl należą: ABB, BMW, Enelion, Grupa Volkswagen, Hyundai, Mercedes-Benz, Nexity, PKN ORLEN, Renault i Toyota, a do partnerów branżowych Alphabet, EFL, Garo, GO+EAuto, GreenWay, LeasePlan, LOTOS, Nissan, PKO Leasing, PRE Biel, Shell oraz Volvo. Kampania została objęta patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii oraz Ministerstwa Infrastruktury. Patronat nad kampanią objęły także liczne ambasady, m.in. Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Izraela, Niemiec oraz izby handlowe i kilkadziesiąt polskich samorządów.

– Celem EV Klub Polska jest integracja, pomoc i realne wsparcie obecnych i przyszłych kierowców samochodów elektrycznych w Polsce, zabieganie o ich interesy, a także kształtowanie jak najlepszego otoczenia prawnego i gospodarczego dla użytkowania pojazdów zeroemisyjnych – dodaje Łukasz Lewandowski. – Członkostwo w EV Klub Polska jest darmowe i oznacza szereg korzyści, m.in. zniżki na usługi ładowania w ramach największej sieci szybkiego ładowania w Europie Środkowej i Wschodniej – GreenWay Polska, a także darmowe przejazdy płatnymi odcinkami autostrad A1 i A4. Wkrótce zaoferujemy kolejne benefity dla elektromobilnych kierowców.

EV Klub Polska jest jednym z współzałożycieli Global EV Drivers Alliance, organizacji zrzeszającej kluby użytkowników samochodów elektrycznych z całego świata – oprócz Polski, m.in. z USA, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Szkocji i Kanady.

Kryptowaluty w świecie sportu, czyli tokeny Messiego

Pakiet powitalny Leo Messiego w PSG, oprócz tradycyjnej waluty, zawierał także tokeny klubu z Paryża. Piłkarz ma zarobić w pierwszym sezonie gry 30 mln euro, ale z uwagi na wspomniane tokeny wartość pakietu może się szybko zmienić. 

Tokeny PSG to forma waluty, której nie emituje bank centralny, tylko klub sportowy przy użyciu technologii zapożyczonej ze świata kryptowalut.

Ile kosztuje token PSG i co ma wspólnego z bitcoinem?

– Kryptowaluty to wirtualne pieniądze przechowywane w internetowych portfelach. Opierają się na kryptografii, czyli technice szyfrowania danych, która służy do weryfikacji transakcji oraz tworzenia nowych jednostek, zwanych tokenami. Kryptowaluty, a jest ich już ponad 4 tys., różnią się metodą przechowywania i obrotu. Przykładem technologii wykorzystywanej do przeprowadzania transakcji jest blockchain, inaczej łańcuch bloków. Na tej technologii opiera się m.in. bitcoin, czyli najbardziej znana kryptowaluta na świecie. 1 BTC wyceniany jest dziś na ok. 43 tys. dolarów. Dla porównania, 1 token PSG kosztuje obecnie ok. 30 dolarów, ale w przeszłości bywał już ponad dwukrotnie droższy. Cechą charakterystyczną kryptowalut jest bowiem to, że w zależności od popytu i podaży notowania mogą zmieniać się w zawrotnej skali i niebywałym tempie – tłumaczy Daniel Kostecki, analityk Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Dla Messiego nic nowego

Piłkarski klub z Paryża nie jest wyjątkiem. Swoje tokeny, współpracując z platformą kryptowalutową Socios.com, emitują już m.in: Juventus Turyn, Atletico Madryt, AC Milan, AS Roma, West Ham United czy Galatasaray Stambuł, a w Polsce szlak przeciera Legia Warszawa.

Z kolei FC Barcelona, czyli poprzednia drużyna Messiego, zasłynęła tym, że przed rokiem w zaledwie dwie godziny sprzedała tokeny o nazwie BAR o łącznej wartości 1,3 miliona dolarów!

Masz token, masz głos

W klubach sportowych funkcjonujących na zasadzie spółek akcyjnych znaczenie tokenów podbija nie tylko ich aktualna wycena, lecz także przełożenie na prawo głosu.

– Tokeny stają się czymś w rodzaju akcji spółek giełdowych i są kluczowe dla ich właścicieli. Im bowiem więcej zgromadziło się tokenów, tym silniejszy głos w decyzjach podejmowanych przez zgromadzenie socios. Żeby lepiej poznać zagadnienie, warto prześledzić cały proces. Kibic, który chce uczestniczyć w życiu klubu, ale także mieć szansę np. na lepsze bilety, brać udział w loteriach, elitarnych spotkaniach itp., musi nabyć token. Aby to zrobić, należy pobrać aplikację socios.com, w której zwykłą kartą kredytową można nabyć kryptowalutę chiliz ($CHZ). Z kolei za jej pomocą można nabyć tokeny PSG czy innych klubów piłkarskich. Co więcej, tokeny klubów są notowane na giełdach kryptowalut i zmieniają swoją wartość zgodnie z popytem i podażą. Im klub będzie odnosił lepsze wyniki, zatrudniał większe gwiazdy i mocniej zachęcał fanów do korzystania z tokenów, tym ich cena może być wyższa. Jeśli jednak klub zacznie przegrywać, tracić wartościowych graczy i trenerów, a fanów zostawi samych sobie, to cena tokenów może spadać – wyjaśnia analityk Conotoxia Ltd.

Pokaźny pakiet Leo

Wartość wszystkich tokenów wyemitowanych przez klub z Paryża przekracza 400 mln euro. Ze sporym prawdopodobieństwem można założyć, że Leo Messi zyskał dość znaczny pakiet, dający mu prawo do współdecydowania o losach klubu razem z innymi fanami.

Jeśli jednak argentyński piłkarz stwierdzi, że tokeny nie są mu potrzebne, zawsze może je sprzedać na giełdzie kryptowaut, wymieniając np. na popularnego i, wydaje się, bardziej uniwersalnego bitcoina. Tylko co powiedzieliby na to fani PSG…

Zapotrzebowanie na pracowników w przemyśle najwyższe od 2 lat. Rekrutacje planuje więcej niż co czwarty pracodawca

Zgodnie z deklaracjami przedsiębiorców w ostatnim, IV kwartale 2021 roku rywalizacja o kandydatów w sektorze produkcji przemysłowej będzie intensywna. Pozyskiwanie nowych pracowników planuje więcej niż co czwarta firma. 66% organizacji zapowiada, że pozostawi liczbę stanowisk na niezmienionym poziomie, natomiast 5% przewiduje redukcje etatów. Tylko 2% pracodawców nie zdecydowało jeszcze, jak będzie kształtować się zatrudnienie w ich organizacji pomiędzy październikiem a grudniem.

Z analizy ManpowerGroup wynika, że przedsiębiorcy z sektora produkcji przemysłowej zgłaszają największą od dwóch lat chęć rozbudowy swoich zespołów. Obliczona na podstawie ich deklaracji prognoza netto zatrudnienia* dla IV kwartału 2021 roku wynosi +20%. W porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami wskaźnik jest o 6 punktów procentowych wyższy, co oznacza, że zapotrzebowanie na ręce do pracy zdecydowanie wzrosło. Ostatni raz tak wysoka prognoza była rejestrowana pomiędzy kwietniem a czerwcem 2019 roku, czyli jeszcze przed wybuchem pandemii.

– Bieżący rok to dla niejednej branży szansa na odrobienie strat i powrót do wyników osiąganych przed pandemią COVID-19. Dlatego też cały 2021 rok to czas stosunkowo wysokiego zapotrzebowania na kadry. Deklarowana przez pracodawców chęć rozbudowy zespołów nabiera szczególnej intensywności w czwartym kwartale, który zwyczajowo charakteryzuje się najwyższym poziomem produkcji przemysłowej. Kandydaci poszukujący zatrudnienia w tym sektorze w ostatnich trzech miesiącach bieżącego roku będą mogli liczyć na szeroki wybór różnorodnych ofert. Wysoka dynamika rynku pracy oznacza również odpowiednio dużą presję płacową – zauważa Kamil Sadowniczyk, Dyrektor Linii Biznesowej w Manpower.

Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie, w IV kwartale 2021 roku 27% pracodawców zamierza pozyskiwać nowych pracowników. Odsetek ten jest ponad dwukrotnie większy niż w okresie lipiec – wrzesień, kiedy chęć rozbudowy swoich zespołów zgłaszało 13% firm. Osoby poszukujące pracy mogą więc spodziewać się dość pokaźnej liczby ofert na rynku. Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnich trzech miesiącach bieżącego roku przedsiębiorcy będą też bardziej skłonni do redukcji etatów. W ubiegłym kwartale takie plany miał tylko 1% organizacji, obecnie podobne zamiary zgłasza już 5% pracodawców. Pozostawienie zatrudnienia na niezmienionym poziomie deklaruje 66% firm, czyli o 17 punktów procentowych mniej niż w poprzednich trzech miesiącach. Tylko 2% przedsiębiorców nie ma jeszcze sprecyzowanych planów rekrutacyjnych. W porównaniu z ubiegłym kwartałem odsetek ten utrzymuje się na stosunkowo stabilnym poziomie.

– W wielu obszarach przemysłu, po względnej stabilizacji środowiska biznesowego, pojawiły się nowe wyzwania, związane z łańcuchem dostaw. W efekcie średnio i długoterminowa przewidywalność produkcji znacząco spadła. Szczególnie zauważalne jest to w branży motoryzacyjnej, charakteryzującej się wysokim popytem oraz wyjątkowo złożonym łańcuchem dostaw. W wyniku globalnego niedoboru półprzewodników branża notuje ogromne wyzwania związane z planowaniem produkcji. Mają one bezpośredni wpływ na decyzje personalne, dlatego też w tym obszarze możliwe jest wyhamowanie rekrutacji – szczególnie na stanowiskach podstawowych oraz nisko wykwalifikowanych. Warto jednak podkreślić, że przy tak pozytywnej prognozie dla całego sektora przemysłu, kandydaci tracący szanse rozwoju w branży motoryzacyjnej będą mogli liczyć na nowe okazje zawodowe w innych dziedzinach produkcji. Niezależnie od krótkoterminowych wyzwań, specjaliści oraz inżynierowie pozostają w cenie, ponieważ pracodawcy nawet w przypadku przestoju lub spadku popytu nie rezygnują z osób, których pozyskanie jest na rynku najtrudniejsze – dodaje Kamil Sadowniczyk.

Perspektywy zatrudnienia w sektorze produkcji przemysłowej w IV kwartale 2021 roku są znacznie korzystniejsze dla kandydatów niż rok temu. W analogicznym okresie 2020 roku rozbudowę swoich zespołów planowało tylko 11% organizacji – obecnie aż 27% firm chce pozyskiwać nowe talenty. Plany pracodawców dotyczące redukcji etatów utrzymują się na dość stabilnym poziomie, podobnie jak odsetek firm bez sprecyzowanych planów rekrutacyjnych. W ujęciu rocznym zmieniła się natomiast liczba organizacji, zamierzających pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie. Obecnie brak zmian personalnych zgłasza 66% pracodawców, czyli o 19 punktów procentowych mniej niż w analogicznym okresie 2020 roku.

W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) najwyższe zapotrzebowanie na pracowników z sektora produkcji przemysłowej notowane jest we Francji (+54%), Hiszpanii (+45%), Irlandii (39%) oraz Norwegii (+35%) i Belgii (+35%). Polska, z prognozą netto zatrudnienia na poziomie +20%, plasuje się bliżej końca listy. Spośród jej bezpośrednich sąsiadów mniejszą chęć rozbudowy swoich zespołów zgłaszają tylko reprezentanci firm przemysłowych na Słowacji (+16%). Czechy i Niemcy, ze wskaźnikami wynoszącymi odpowiednio +21% i +34%, zamierzają aktywniej niż Polacy rekrutować kandydatów. Najmniej otwarci na pozyskiwanie nowej kadry w regionie EMEA są pracodawcy z Portugalii (+4%), Południowej Afryki (+7%), Bułgarii (+11%), Węgier (+11%) i Szwajcarii (+12%).

Dane przedstawione w niniejszym materiale to część większej całości, zebranej i przeanalizowanej w ramach badania „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Pełny raport, zawierający informacje o globalnych perspektywach zatrudnienia w podziale na poszczególne sektory gospodarki, jest bezpłatny i dostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl, w zakładce Raporty rynku pracy.

* W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy liczbą pracodawców przewidujących wzrost całkowitego zatrudnienia a liczbą pracodawców spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia. Wszystkie komentarze są oparte na danych uwzględniających korektę sezonową; w przeciwnym wypadku nieuwzględnienie korekty będzie wyraźnie zaznaczone.

Aż 2/3 Polaków w czasie spotkań online zajmuje się innymi sprawami. Wciąż mamy problem z zachowaniem się w świecie wirtualnym

W odnalezieniu się w nowych sytuacjach bardzo pomaga zachowywanie się według wyznaczonych zasad dobrego wychowania. Dobrze widać to w wynikach badania polskiego ClickMeeting, według którego ponad połowa respondentów chciałaby wprowadzenia jasnych zasad zachowania na spotkaniach online. Zdaniem blisko 30 proc. uczestnicy spotkań online częściej zapominają o dobrych manierach niż na żywo. Na podstawie wyników własnego badania ClickMeeting przygotował poradnik, jak zachowywać się na spotkaniach w świecie wirtualnym.

click_meeting_savoir_vivre_jasne_zasady_etykiety click_meeting_savoir_vivre_wlaczanie_kamery_jako_oznaka_szacunku click_meeting_savoir_vivre_zajmowanie_sie_innymi_sprawami

Chociaż w dzisiejszych czasach wiele osób uważa trzymanie się zasad etykiety za przeżytek, jednak w nowych i niepewnych sytuacjach okazują się ona bardzo przydatne. Jak wynika z badania polskiej firmy ClickMeeting, dostarczającej platformę do spotkań online i webinarów, na temat savoir-vivre na spotkaniach online, 53 proc. respondentów widzi potrzebę wprowadzenia na nich jasnych zasad etykiety. Trudno się dziwić – wiele osób nie wie, jak się zachować, przebywając jednocześnie w domu oraz na oficjalnym spotkaniu.

Zdaniem 29 proc. ankietowanych uczestnicy spotkań online częściej zapominają o dobrych manierach niż w trakcie spotkań na żywo. Pomimo tego, że nie istnieje jednolity katalog zachowań w świecie wirtualnych wydarzeń, warto poświęcić nieco czasu na zastanowienie się nad tym, jak powinno wyglądać spotkanie idealne, czego oczekujemy od prelegentów w trakcie webinarów albo kolegów podczas spotkań zespołu komentuje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting Wypracowanie katalogu podstawowych norm etykiety oraz wdrożenie ich w życie wbrew pozorom wcale nie jest trudne, może przy tym znacząco polepszyć codzienną komunikację, zagwarantować wyższą efektywność oraz uniknąć wpadek wizerunkowych i kryzysowych sytuacji.

Najbardziej irytują włączone mikrofony osób niezabierających głosu

Według badania polskiego ClickMeeting niemal połowa uczestników spotkań online za szczególnie irytującą uważa sytuację, kiedy osoba prowadząca spotkanie nie ma przygotowanych materiałów i szuka ich będąc „na wizji”. Z kolei 23 proc. rozprasza, gdy osoba prowadząca spotkanie nie patrzy w kamerę. Aż 66 proc. respondentów za najbardziej rozpraszającą uważa sytuację, kiedy osoby, które nie wypowiadają się w danym momencie, mają włączone mikrofony. Wszystkich tych problemów da się łatwo uniknąć, zapoznając się wcześniej ze sprzętem oraz platformą, za której pośrednictwem będzie ono organizowane, upewniając się, czy nie wymaga ona instalacji dodatkowego oprogramowania, jak się na nią zalogować i gdzie znajdują się funkcje, z których zamierza się korzystać. Choć na pierwszy rzut oka nie ma to wiele wspólnego z etykietą, to niewątpliwie jest to wyraz szacunku dla uczestników spotkania, którzy nie tracą czasu obserwując, jak prowadzący szuka potrzebnych opcji. Pozwala też uniknąć opóźnień związanych z niespodziewanymi problemami technicznymi. Dla blisko 90 proc. ankietowanych przez ClickMeeting punktualne przybycie na spotkanie i pozostanie na nim do końca, są ważne.

Przed rozpoczęciem spotkania online warto też sprawdzić działanie kamery internetowej – zdaniem 48 proc. respondentów jej włączanie w trakcie spotkania jest oznaką szacunku do współuczestników. Z tym ściśle wiąże się kwestia zadbania o własny wizerunek i przestrzeń dookoła. Blisko 30 proc. respondentów rozprasza źle dobrane tło osób wypowiadających się w trakcie spotkania, a dla 12 proc. takim rozpraszającym czynnikiem może być nieodpowiedni ubiór widocznej na ekranie osoby. Co ciekawe, 31 proc. ankietowanych przyznaje, że uczestniczyło w spotkaniu siedząc lub leżąc w łóżku, a 21 proc. brało udział w spotkaniu online w piżamie. Tylko 27 proc. twierdzi, że w trakcie spotkań online nigdy nie zajmowało się innymi sprawami, np. jedzeniem, gotowaniem, sprzątaniem, odpisywaniem na maile czy przeglądaniem mediów społecznościowych.

Zależy nam na tym, aby spotkania w sieci były jak najbardziej satysfakcjonujące, dlatego, oprócz rozwijania naszej platformy i wprowadzania nowych funkcji oraz usprawnień technicznych postanowiliśmy w oparciu o wyniki naszej ankiety przygotować poradnik savoir-vivre na spotkaniach online. Mamy nadzieję, że dzięki temu kolejne spotkania będą zdecydowanie przyjemniejsze i bardziej produktywne dodaje Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeeting.

Szok energetyczny w Europie – potrzebne szybsze rozwijanie OZE

Ceny energii elektrycznej gwałtownie rosną w całej Europie. W sierpniu średnia cena megawatogodziny w Polsce osiągnęła 360 złotych. W Hiszpanii kosztuje już ponad 150 euro – trzy razy więcej niż w 2020 roku. W Niemczech ceny energii wzrosły w tym roku o ponad 60%. Według ekspertów, trend ten może się utrzymać w nadchodzących miesiącach. Sytuacja uwydatnia konieczność przyspieszania transformacji energetycznej i bardziej dynamicznego inwestowania w duże farmy fotowoltaiczne.

Europa w obliczu energetycznego kryzysu

Tylko od lipca do sierpnia cena MWh w Polsce wzrosła o prawie 10 złotych. Według zapowiedzi prezesa URE, w 2022 roku ceny energii mogą rosnąć w tempie dwucyfrowym. To efekt drożejących paliw kopalnych, takich jak gaz i węgiel, ale też europejskich pozwoleń na emisję dwutlenku węgla oraz niskiej lokalnej produkcji energii ze źródeł odnawialnych, m.in. wiatrowych. Przedsiębiorstwa energetyczne płacą rekordowe ceny za zakup pozwoleń na emisję CO2 – już ponad 60 euro za tonę, ponad 18% więcej niż w połowie lipca. Koszty podnoszą ambitne plany dekarbonizacji gospodarki europejskiej. Najnowsze propozycje zakładają zmniejszenie emisji o 55% do 2030 roku, w stosunku do poziomu z 1990.

Odpowiedzią na gwałtownie rosnące ceny energii i rygorystyczne cele klimatyczne nie może być zwiększanie wykorzystania paliw kopalnych, ale mocy produkowanej ze źródeł odnawialnych. Już teraz coraz więcej firm i konsumentów szuka w nich szansy na pozyskiwanie tańszej energii. Wiele krajów zobowiązało się do wycofania z węgla już w 2025 roku. Dynamicznie rozwija się fotowoltaika prosumencka. Powrót do czarnego paliwa nie będzie już możliwy. Jednak „dziury” po węglu nie zapełnimy samymi panelami słonecznymi na dachach domów. Krajobraz energetyczny potrzebuje planowej transformacji oraz szybkiego rozwoju dużych projektów farm wiatrowych i fotowoltaicznych – wskazuje Mariusz Łoboda, Application Manager w firmie Eaton.

Słońce i wiatr dwa razy tańsze niż węgiel

Rozwój odnawialnych źródeł energii to także recepta na niestabilne koszty paliw kopalnych. OZE są znacznie mniej zmienne – koszt energii słonecznej i wiatrowej jest znany w momencie inwestycji w instalację. Na ceny paliw kopalnych może natomiast wpływać bardzo wiele czynników, jak wypadki przy wydobyciu czy polityka. Energia słoneczna i wiatrowa jest też tańsza niż gaz czy węgiel. Według analiz, w przyszłym roku ceny energii elektrycznej w Niemczech mają sięgać 90 euro za MWh, koszty energii z fotowoltaiki to natomiast około 40-45 euro.

OZE są i będą w najbliższych latach opłacalne dla inwestorów, zwłaszcza przy gwałtownie rosnących cenach energii elektrycznej. Sytuacja wyraźnie pokazuje, że stopniowe działania, mające na celu osiągnięcie zerowej emisji, mogą nie wystarczyć. Pilnie potrzebujemy fali inwestycji w źródła odnawialne i nadania zmianom większej dynamiki. Ustawodawcy powinni podejmować działania na rzecz ułatwiania rozwoju OZE oraz technik wspierających, takich jak magazyny energii – podsumowuje Mariusz Łoboda.

 Źródła:

https://english.elpais.com/economy-and-business/2021-09-14/spain-announces-new-measures-to-bring-down-soaring-energy-bills.html

Dane Towarowej Giełdy Energii: https://tge.pl/dane-statystyczne
Agencja Bloomberg

Euractiv

Sierpień w centrach handlowych z najwyższą odwiedzalnością w 2021 roku

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) podsumowała wyniki odwiedzalności  z ostatniego miesiąca wakacji.

  • W sierpniu bieżącego roku liczba osób odwiedzających centra handlowe była o 17 proc. wyższa od odnotowanej w sierpniu 2020 r. oraz osiągnęła poziom 94 proc. odwiedzalności z 2019 r., czyli sprzed pandemii
  • Ostatnie wyniki pokazują, że liczba klientów powracających do stacjonarnych zakupów w centrach handlowych rośnie z miesiąca na miesiąc – w sierpniu centra odwiedziło o 4 proc. kupujących więcej niż w lipcu i jest to jak dotąd najwyższy rezultat w tym roku

Zbierane i audytowane przez wiodącą firmę doradczą PwC dla PRCH dane nt. odwiedzalności centrów handlowych pokazują, że od maja bieżącego roku, z miesiąca na miesiąc, wzrasta liczba osób robiących zakupy stacjonarne w galeriach handlowych. Od 4 maja, czyli od dnia zakończenia ostatniego wiosennego lockdownu footfall rośnie zbliżając się do poziomów odwiedzalności z 2019 r. W sierpniu bieżącego roku był on jedynie o 5,9 proc. niższy od wyniku z analogicznego okresu sprzed pandemii. Od maja br. systematycznie rośnie także średnia odwiedzalność dzienna, niezależnie od wielkości centrum handlowego.

– Rosnące z miesiąca na miesiąc wyniki odwiedzalności centrów handlowych oraz obroty firm prowadzących w nich działalność, wracające do poziomów sprzed pandemii, napawają optymizmem. Większy koszyk zakupowy oraz spadający udział sprzedaży internetowej  w miesiącach, gdy galerie handlowe mogą działać bez ograniczeń pokazują, jak ważnym miejscem zakupów dla Polaków są centra handlowe – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Wysokie wyniki odwiedzalności w sierpniu są związane z kończącym się okresem letnim, wymianą garderoby i przygotowaniami do rozpoczynającego się roku szkolnego. Ponadto ostatni tydzień wakacji – podobnie jak w ubiegłym roku – kończył się niedzielą handlową. Dane wskazują, że analogicznie jak w ubiegłych latach, liczba osób odwiedzających centra handlowe w tygodniu z niedzielą handlową była znacząco wyższa – średni footfall był wtedy o 19% wyższy niż w tygodniu wcześniejszym.

Odwiedzalność jest dość mocno zróżnicowana w zależności od badanego regionu. Najwyższe wyniki w sierpniu odnotowano w regionie południowo-zachodnim, a  niższe wyniki osiągnęły centra w regionie wschodnim. Najwyższy poziom odwiedzalności odnotowano w aglomeracji łódzkiej.

Właściciele i zarządcy oraz najemcy centrów handlowych od początku trwania pandemii bardzo dbają o zapewnienie bezpieczeństwa kupującym i pracownikom. Cała branża jest zaangażowana w akcje edukujące klientów, w jaki sposób postępować, aby zakupy w obiektach handlowych były bezpieczne. Centra chętnie podejmują inicjatywy promujące szczepienia i przypominające o przestrzeganiu zasad DDM (dystans, dezynfekcja, maseczka), takie jak trwająca od początku września akcja „Bezpieczna witryna – bierz przykład z manekina”. Włączyło się już do niej ponad 70 punktów handlowych na terenie kraju. Rosnąca liczba zaszczepionych, odbudowywane poczucie bezpieczeństwa i chęć powrotu do stacjonarnych zakupów znajdują odzwierciedlenie w zwiększających się wynikach odwiedzalności. Liczymy, że zaangażowanie całego naszego sektora – najemców i wynajmujących – uchroni nas przed kolejnymi lockdownami i spowodowanymi przez nie stratami. Obecnie potrzebujemy okresu niezakłóconych operacji, aby odbudować wyniki i ustabilizować sytuację w branży   – dodaje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Boom na streaming muzyki pozwolił branży podnieść się z popiołów. Universal Music (UMG) wchodzi na Euronext

Największa na świecie wytwórnia muzyczna Universal Music (UMG) wchodzi na Euronext Amsterdam, jako że właściciel Vivendi (VIV.PA) wydzielił 60 proc. akcji licząc na wycenę na poziomie ponad 39 mld dolarów. Boom na streaming muzyki pozwolił branży podnieść się z popiołów i teraz zbliża się do przychodów sprzed 20 lat (patrz wykres). Silne IPO wzmocniłoby właściciela UMG, inwestorów, konkurentów, radio i potencjalnie zwiększyłoby streaming.

CAŁY STREAMING

Globalny przychód z nagrań muzycznych w ubiegłym roku wyniósł 21 mld dolarów. Jak donosi IFPI (International Federation of Phonographic Industry), 62 proc. pochodziło ze streamingu. Przychody branży szybko wzrosły o 7,4 proc, a streamingu o 18,5 proc. Na wzrost streamingu miały wpływ rynki rozwijające się, niska cena, podczas gdy źródła przychodów poszerzają się o gry wideo, aplikacje fitnessowe i media społecznościowe. To wyrównuje część strat wynikających z faktu, że część z najpopularniejszych wykonawców coraz chętniej wydaje muzykę samodzielnie, trafiając bezpośrednio do swoich odbiorców, pomijając wytwórnie płytowe.

WIATR W PLECY

Duża wycena rynkowa UMG (patrz artykuł VIV.PA) mogłaby pomóc jego właścicielowi, Vivendi, inwestorom takim jak borykający się z problemami Tencent Music (TME) czy konkurentom jak nr 2 Sony Music, spółka córka Sony (SONY) – muzyka stanowi tylko 10 proc. ich przychodu – oraz ostatnio notowany nr 3 Warner Music (WMG).

Dobre perspektywy dla sektora pomagają także największej platformie streamingowej Spotify (SPOT), która wraz z Apple Music płaci ⅔ ze sprzedaży wytwórniom; promotorowi koncertów i właścicielowi Ticketmaster, Live Nation (LYV); radiostacji satelitarnej i właścicielowi Pandory Sirius (SIRI); producentowi głośników Sonos (SONO); amerykańskiej stacji radiowej iHeart (IHRT).przychody branży muzycznejBen Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Dzień z Fed

Rynki finansowe nie znoszą próżni i w momencie, kiedy sytuacja wokół Evergrande zaczyna się stabilizować, do gry wchodzi Rezerwa Federalna, która w środę zadecyduje ws. poziomu stóp procentowych.

Evergrande poinformował obligatariuszy, że będzie w stanie uregulować część odsetkową należną w najbliższy czwartek. Nie jest jednak jasne co stanie się z częścią kapitałową. Kiedy emocje wokół chińskiego dewelopera nieco opadły inwestorzy błyskawicznie muszą przejść do obserwacji poczynań Rezerwy Federalnej, która w środę późnym wieczorem podejmie decyzję ws. poziomu stóp procentowych. O ile przesądzone jest, że Fed nie zmieni poziomu stóp procentowych (najpierw należy ograniczyć QE), o tyle rynek spiera się odnośnie tego, czy FOMC w komunikacie zaprezentuje szczegóły wychodzenia z programu skupu aktywów. W mojej opinii stanie się to dopiero na listopadowym posiedzeniu (choć i w tym przypadku trudno oczekiwać, aby Fed wyznaczył sobie klarowną datę), ale to nie znaczy, że wydźwięk całego wydarzenia będzie jednoznacznie gołębi. Z uwagą należy śledzić publikacje tzw. dot plot chart, a więc wykresu przedstawiającego oczekiwania członków FOMC odnośnie ścieżki stóp procentowych. W tym przypadku możliwe jest, że większa liczba przedstawicieli Rezerwy wskażę na podwyżki już w 2022 roku. Z perspektywy rajdu ryzyka wskazania na podwyżki w 2022 roku byłoby niekorzystne, gdyż oznaczałoby definitywną konieczność szybkiego wychodzenia z programu luzowania ilościowego. W mojej opinii ta kwestia jest już przesądzona, ale rynek wciąż szacuje, kiedy (nie „czy?”) Fed rozpocznie zacieśnianie monetarne. W środę o poranku kurs EUR/USD utrzymuje się w okolicy poziomów odniesienia, przy 1,1725.

Złoty, choć minimalnie się umacnia, to wciąż pozostaje jedną z najsłabszych walut krajów rozwijających się. W obecnym otoczeniu złoty nie ma większych szans na umocnienie względem głównych rywali, gdyż poza oczywistą awersją do ryzyka, złotemu brakuje wsparcia ze strony banku centralnego. W odróżnieniu od innych banków centralnych w regionie NBP utrzymuje akomodacyjną politykę pieniężną, co sprawia, że nawet jeśli inwestor potrzebuje ekspozycji na region Europy Środkowo-Wschodniej, to wybiera koronę czeską lub węgierskiego forinta. Z tego też względu HUF/PLN urósł do 1,3080, a notowania CZK/PLN oscylują wokół 0,1820. Węgierski bank centralny wprawdzie podniósł we wtorek główną stopę procentową, ale nie o 25 pkt. bazowych, tak jak oczekiwał rynek, a o 15 pb. Obecnie główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 1,65 proc. Pomimo pewnego zaskoczenia MNB pozostaje jastrzębio nastawiony, a nieustępująca inflacja podsyca oczekiwania wyraźniejszych ruchów ze strony banku centralnego.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Branża targowa czeka na wytyczne dotyczące organizacji imprez i na państwowe wsparcie, aby zmniejszyć swoje straty z powodu pandemii

Na przyznanie 70 procent wartości tego, co z powodu poniesionych przez pandemię strat, należy się poszkodowanym przedsiębiorstwom – czekają wciąż pracujące dla targów firmy. Miałyby one do tego prawo dzięki tzw. ustawie odszkodowawczej, która cały czas czeka w sejmie na uchwalenie. W obliczu zbliżającej się 4 fali epidemii branża targowa oczekuje też nowych wytycznych, niezbędnych do organizacji imprez targowych. Obowiązywałyby one jednakowo wszystkich organizatorów czy wystawców i precyzowałyby, w jakich warunkach czy przy jakich obostrzeniach toczyć się mogą branżowe targi. Do dziś bowiem w mocy pozostają stare wytyczne, kiedy poprzednia fala zachorowań spadała.

Branża konferencyjno targowa dźwiga się po spowodowanym pandemią zamknięciu. Poza kilkoma wyjątkami, trwało ono w Polsce, i w wielu przypadkach także w Europie, od początku marca 2020 roku. – Za nami ITM oraz Drema w Poznaniu, MSPO w Kielcach oraz Energetab w Bielsku Białej, a wkrótce Trako w Gdańsku. Odbywa się również szereg mniejszych targów i konferencji na terenie całego kraju. Rynki europejskie także wracają do swojego normalnego rytmu pracy – opisuje otwarty ponownie sezon targowy Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, zaznaczając jednocześnie, że powrót targowych imprez jest trudny. – O ile można być zadowolonym z frekwencji zarówno wśród wystawców, jak i zwiedzających, o tyle warunki, jakie stwarza „wykrwawionym” ponad półtorarocznym przestojem firmom z branży spotkań rząd, pozostawiają wiele do życzenia – przyznaje z kolei Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej i wymienia: – Dziś brakuje im przede wszystkim środków obrotowych a uruchamianie programy pomocowe w tym zakresie mają niekiedy kilkudniowe terminy naborów. Wiele firm okołotargowych zaciągnęło już kredyty oraz inne zobowiązania, chcąc w ten sposób utrzymać wykwalifikowany personel. W tej chwili przychodzi czas spłaty podjętego ryzyka, ale na odbudowę finansową potrzeba nie tygodni, a lat. Poza tym, banki wielu przedsiębiorcom zamknęły posiadane dotąd linie kredytowe, wymuszając spłaty wysokich rat w ciągu najbliższych miesięcy, a decydenci nie spieszą się z konstruowaniem mechanizmów gwarancji takich zobowiązań – takie m.in. przeszkody stoją przed branżą konferencyjno targową.

Nadal brak wsparcia

Jednak największy, jak dotąd, zawód przedsiębiorców tej gałęzi gospodarki wynika z faktycznego braku rządowego wsparcia. Dotyczy to zarówno kwestii organizacyjnych, jak i finansowych. – Dziś parlamentarzyści fundują nam swoistą huśtawkę polexitową. Nie wyobrażamy sobie stania na granicach z paszportami czy wizami, gdy nasze firmy budują stoiska targowe w całej Europie.  Poza tym posłowie zajmują się dziś podwyższaniem wynagrodzeń dla administracji publicznej czy odszkodowaniami dla przedsiębiorców poszkodowanych w powiatach, gdzie obowiązuje stan wyjątkowy – zauważa Krzysztof Szofer, dodając, że państwowa pomoc należeć im się powinna tak samo, jak wszystkim najbardziej poszkodowanym przez pandemię branżom. – Nikomu nie żałujmy NASZYCH pieniędzy, a mowa tu o 65% przychodów sprzed stanu wyjątkowego, tytułem odszkodowania. Równolegle powinny toczyć się prace nad unormowaniami, z których skorzystają też unieruchomieni do niedawna przez półtora roku właściciele firm – Krzysztof Szofer odnosi się tu do projektu tzw. ustawy odszkodowawczej. Jego autorami są senatorowie. Dzięki niemu poszkodowane przez lockdown podmioty gospodarcze miały by prawo do otrzymania 70 procent wartości tego, co z powodu poniesionych przez pandemię strat, by im się należało. – Procedowana w sejmie i zaopiniowana pozytywnie przez komisję sejmową tzw. ustawa odszkodowawcza ciągle „wypada” z porządku obrad kolejnych posiedzeń sejmu. Zamiast tego mamy np. mniej lub bardziej kuriozalne projekty, które zwykle pozostają dla poszkodowanych przez pandemię przedsiębiorców całkowicie obojętne – odnotowuje. Przypomina też, że obietnica zwolnienia z opłat na rzecz ZUS za miesiąc maj żyła tak długo, jak była potrzebna propagandowo. –  Teraz zaś zapadła cisza. Tak, jakby zapomniano, że urzędnicy państwowi zjadają to, co wypracują przedsiębiorcy, a właśnie wsparciem rozwoju przedsiębiorstw zajmuje się branża targowa – tłumaczy Krzysztof Szofer.

Brakuje jasnych wytycznych

Paweł Montewka wskazuje na kolejne, tym razem organizacyjne, przeszkody dla przedsiębiorców z branży konferencyjno targowej.  – To brak stabilnych przepisów dotyczących organizacji imprez  i nierównego traktowania firm organizujących tego typu wydarzenia. Rozporządzenia w tej sprawie wydawane są tylko na miesiąc, co w sposób oczywisty wprowadza dezorientację zarówno wśród organizatorów targów, jak i samych wystawców – wyjaśnia Paweł Montewka, pytając: – Jak przeprowadzać w sposób profesjonalny imprezę targową, jeśli nie wiadomo,  jakie kolejne obostrzenia wprowadzą nam rządzący?

Sektor publiczny bardziej uprzywilejowany

Temu dylematowi towarzyszy zastrzeżenie dotyczące wytycznych, które wyraźnie faworyzują organizatorów reprezentujących sektor publiczny. – Czym różnią się targi zorganizowane przez prywatnego przedsiębiorcę od zorganizowanych przez podmiot z udziałem kapitału publicznego lub samorządowego ? Czy zagraniczny gość targowy ma szansę orientować się w zawiłościach przepisów, które fundują nam rządzący? – zastanawiają się reprezentanci Komitetu Obrony Branży Targowej.

– Czy ktoś gdzieś na świecie słyszał o tym, że koronawirus inaczej rozprzestrzenia się na targach organizowanych przez samorząd lub organizacje rządowe niż na imprezach organizowanych przez komercyjne podmioty? – odpowiedź na tak postawione pytanie pozwoliłaby, zdaniem Krzysztofa Szofera, na wyjaśnienie, dlaczego w tak trudnym momencie, jakim jest wychodzenie z okresu zamknięcia, wprowadza się rozporządzenie zwalniające z pewnych obostrzeń uczestników imprez organizowanych przez podmioty publiczne oraz samorządowe.

Potrzeba czasu i mądrych przepisów

Komitet Obrony Branży Targowej zastrzega, że proces organizacji targów to nie sejmowa ścieżka legislacyjna – decyzja podjęta w nocy i rozporządzenie podpisane kolejnego dnia obowiązuje cały kraj. – Do organizacji imprez targowo konferencyjnych potrzeba miesięcy oraz, co najważniejsze, stabilnych i mądrych przepisów – zauważa Krzysztof Szofer i wymienia wymagające sprecyzowania zagadnienia, kluczowe dla możliwości funkcjonowania targów. Chodzi np. o żądanie okazywania zaświadczeń o podwójnym szczepieniu przez uczestników targów, co znaczenie ma przy limitach osób w pełni zaszczepionych.

– Branża próbuje podnieść się po dotkliwym nokaucie. Przed pandemią targi traktowane były przez rządzących w sposób wyjątkowy: inauguracje imprez w światłach fleszów, spektakularne podpisywanie listów intencyjnych czy porozumień międzynarodowych to codzienność wydarzeń targowych od ponad stu lat – przywołują targowe wydarzenia sprzed jeszcze niecałych 2 lat reprezentanci Komitetu Obrony Branży Targowej, przyznając jednocześnie, że dziś targi również traktowane są wyjątkowo – wyjątkowo źle. – Pozostawieni sami sobie, bez chociażby próby wspólnego rozwiązania problemów, po raz kolejny cały ciężar bierzemy na swoje barki – zaznaczają, poddając w wątpliwość, czy dziś decydenci na pewno chcą w ogóle zrozumieć twierdzenie, które jeszcze przed pandemią stanowiło dla polskiej gospodarki pewnik.

Targi wspólnym dobrem

– Wydawałoby się, że dobra kondycja tej branży to kwestia wspólnego dobra, którego owoce będziemy mogli spożytkować już niebawem – uważa, wskazując, że dziś najpilniejsza jest wola rozmów ze strony rządzących. – Branża sobie poradzi, o ile usiądzie do stołu z kimś, kto będzie miał czas oraz ochotę na zrozumienie problemów – uważa Paweł Montewka. Wskazuje też, że dopiero dobrze funkcjonująca gospodarka pozwoli na realizację programów, które wpłyną na poprawę codziennego funkcjonowania każdego obywatela.

– To nie programy socjalne dźwigną z kolan gospodarkę. To dobrze funkcjonująca gospodarka może sfinansować programy socjalne – zaznacza w imieniu Komitetu Obrony Branży Targowej Krzysztof Szofer, zastrzegając, że reprezentowani przez niego i przez Pawła Montewkę przedsiębiorcy mają pomysły, energię czy liczne propozycje rozwiązań – trzeba tylko z nich skorzystać.

Sezon targowy trwa od 1 września. Dotychczasowe, spowodowane pandemią, straty branży targowej jeszcze w lecie przekroczyły 3 miliardy złotych.

Coffeedesk ruszył z emisją akcji. Chce zebrać 4,4 mln zł

Coffeedesk – należący do All Good SA lider polskiego eCommerce w segmencie kawy i jedna z najszybciej rozwijających się firm w branży kawowej w regionie CEE – przedstawił wyniki finansowe za H1 2021 i zapowiedział II emisję akcji w ramach crowdfundingu udziałowego. Spółka chce dalej rozwijać sprzedaż omnichannel z siecią stacjonarnych showroomów oraz wdrażać innowacyjne technologie wsparcia sprzedaży online oparte o AI i automatyzację marketingu.

Na przełomie Q2 i Q3 2020 roku Coffeedesk przeprowadził pierwszą emisję akcji w modelu crowdinvestingu. Inwestorzy społecznościowi dokonali ponad 500 inwestycji na łączną kwotę 2 mln zł. Od tego czasu spółka zrealizowała w pełni większość celów biznesowych, w tym otwarcie kolejnego showroomu (połączenia kawiarni ze sklepem i punktem odbioru) w Warszawie czy uruchomienie sprzedaży w modelu subskrypcyjnym Hi! Coffeedesk.

Na zaawansowanym etapie realizacji są prace związane z wdrożeniem nowych platform sprzedaży B2B i B2C (planowane zakończenie w Q1 2022). Platforma dla biznesu będzie pracować na światowej klasy systemie Salesforce, wdrożenie którego będzie jednym z pierwszych w historii polskiego eCommerce. Rozwiązanie ma m.in. zwiększyć szybkość ekspansji zagranicznej Coffeedesk ze względu na swoją skalowalność. Firma już teraz wysyła zamówienia do ponad 40 krajów.

Spółka w 2020 r. pozyskała 40 000 nowych klientów, zatrudniła 93 nowych pracowników, zrealizowała niemal 170 tys. zamówień i wypracowała ponad 3 mln zł zysku brutto przy przychodach na poziomie 78,7 mln zł.

Dzięki działalności opartej o kilka zróżnicowanych obszarów osiągnęliśmy wyniki nie tylko satysfakcjonujące, ale wręcz znacznie przekraczające nasze plany, czyli wzrost przychodów 44% r/r. Wysokie wzrosty odnotowaliśmy we wszystkich kanałach sprzedaży, zwłaszcza B2C i B2B. Pierwsza połowa 2021 r. przyniosła zaś rekordowy wzrost w segmencie showroomów – powiedział Łukasz Wichłacz, CEO Coffeedesk.

Wichłacz zapowiada drugą emisję crowdfundingową, by jeszcze przyspieszyć rozwój spółki i wejść do grona światowych liderów sprzedaży kawy. II emisja akcji Coffeedesk będzie przeprowadzana do kwoty max. 1 mln EUR i rozpocznie się jeszcze w Q3 2021. Kampania promowana jest przez Crowdway.

Chcemy się rozwijać dalej, by utrzymać tempo rozwoju eCommerce, które koronawirus przyspieszył o kilka lat. Stawiamy na sprawdzone rozwiązania, dlatego po raz drugi przeprowadzimy emisję akcji w ramach crowdfundingu udziałowego. Społeczność, którą tworzymy w oparciu o najwyższe standardy relacji jest dla nas filarem. Chcemy zaprosić kolejnych inwestorów do świata kawy, udowadniając, że jest to dochodowa i odporna na zewnętrzne uwarunkowania branża – dodał Łukasz Wichłacz.

Wyniki za H1’21

Coffeedesk zaprezentował wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2021 roku. Spółka względem H1 2020 osiągnęła 38,66% wzrostu, wypracowując ponad 46 mln zł przychodów ze sprzedaży. Najmocniej, bo aż o 113% urósł segment sprzedaży przez sieć showroomów.wyniki H12021

Nowoczesny omnichannel

Strategia rozwoju Coffeedesk opiera się na wdrażaniu nowoczesnych i inteligentnych rozwiązań do wszystkich kanałów sprzedaży (omnichannel). Sprzedaż stacjonarna oparta o showroomy pozwala zminimalizować wpływ pandemii koronawirusa na biznes. Choć część kawiarniana na czas lockdownu jest wyłączona z użytku, nadal działać może pick-up point oraz sklep. To nowoczesne podejście pozwala na utrzymanie sprzedaży stacjonarnej. Pomimo zamknięcia gastronomii przez większą część 2020 roku, Coffeedesk osiągał w obszarze offline wyniki wyższe niż w 2019 roku.

Kluczowymi kanałami sprzedaży dla spółki są platformy internetowe B2C i B2B. Firma upatruje ich dalszego rozwoju w inwestycjach w nowoczesne technologie, takie jak automatyzacja marketingu, dynamiczny pricing, personalizacja, rekomendacje zakupowe wspierane przez sztuczną inteligencję czy zaawansowane systemy CRM. Nowa platforma B2C powstaje w otwartym systemie Shopware. W B2B firma zdecydowała się na wdrożenie systemu lidera rynku: Salesforce.

Rozwój narzędzi eCommerce ma umożliwić zwiększenie przychodów, zapewnić wzrost zaangażowania klientów i sprawić, że będą wracać po kolejne zakupy.prognoza-finansowa

Sukces pachnący kawą

Coffeedesk powstał w 2011 roku w Kołobrzegu z inicjatywy trzech młodych pasjonatów kawy: Łukasza Wichłacza i Marcina oraz Jacka Gardzielików. W ciągu dekady stworzyli oni biznes aspirujący do grona największych polskich firm omnichannel. Firma sprzedaje kawę, herbatę i akcesoria dla baristów przez platformy internetowe B2C i B2B, posiada także sieć stacjonarnych showroomów, które pełnią rolę zarówno kawiarni, jak i miejsc szkoleniowych, punktów odbioru oraz sklepów z dobrą kawą.

W ofercie Coffeedesk jest dziś ponad 4100 produktów z segmentu specialty, firma ma wyłączność na sprzedaż kaw światowych marek, w tym Bialetti czy Hario, a z serwisu coffeedesk.pl korzysta prawie 65 000 aktywnych klientów. Jedną z misji firmy jest tzw. Supreme Service – wyjątkowa obsługa przekraczająca oczekiwania kawoszy.

Coffeedesk angażuje się w projekty związane z ochroną środowiska i wspiera farmerów Długofalowym celem firmy jest stworzenie kawowej społeczności łączącej producentów, importerów, palarnie i klientów.cele emisyjne

Compliance, ESG i nadpłynność głównymi zagrożeniami dla sektora bankowego

Przedstawiciele sektora bankowego wśród najważniejszych ryzyk stojących przed sektorem bankowym w Polsce zgodnie wymieniają konieczność zachowania równowagi w relacjach banków z klientami oraz zaadresowanie wyzwań transformacji energetycznej. Wspominają też o nadmiernej ekspozycji sektora bankowego na obligacje Skarbu Państwa. Nad sugestiami i rekomendacjami oraz możliwymi rozwiązaniami tych problemów zastanawiali się uczestnicy debaty „Ryzyko bankowe – mapa wyzwań dla sektora bankowego 2021-2024. Okrągły stół CRO”, podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

Sektor bankowy znalazł się ostatnio w bardzo nietypowej sytuacji pod względem zarządzania ryzykiem. Nie w pełni zmaterializowały się ekonomiczne skutki zamrażania gospodarki oraz stymulacji fiskalnych i monetarnych zmierzających do walki z pandemią koronawirusa, co powoduje powszechną niepewność. Zarządzający ryzykiem są jednak zgodni co do tego, że na utrzymanie stabilności polskiego systemu bankowego oraz zachowanie zdolności wspierania gospodarki osłabionej kryzysem gospodarczym, wpływ mają trzy główne zagadnienia:

  • rozpoczęta przez debatę frankową kwestia szeroko pojętej równowagi w relacjach bank – klient, która niestety dla stabilności prowadzenia biznesu bankowego w Polsce zaczyna się rozszerzać także na inne obszary;
  • wpływ zagadnień z zakresu ESG (Environment, Social, Governance), transformacji energetycznej i zarządzania niskoemisyjnością na wzrost ryzyka kredytowego i sytuację banków w Polsce, której gospodarka jest jedną z najbardziej emisyjnych w UE;
  • wysoka ekspozycja polskiego sektora bankowego na obligacje Skarbu Państwa – będąca wynikiem zwolnienia tych instrumentów z podatku bankowego oraz ochronnych działań monetarnych i fiskalnych.

Ryzyko zgodności i instrumentalne wykorzystanie pojęcia abuzywności

Z punktu widzenia osób odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem w sektorze bankowym, ryzyka kredytowe związane z COVID-19 nie stanowią największego wyzwania i sytuacja wydaje się opanowana. Istnieje natomiast cały szereg ryzyk często niefinansowych – ESG, outsourcing, oferowanie produktów inwestycyjnych, cyber risk – które są wyzwaniem nie tyle od strony merytorycznej, ale organizacyjnej. Takie właśnie jest ryzyko zgodności, czyli compliance, wskazujące na możliwość ponoszenia przez bank konsekwencji wynikających z niezastosowania się do obowiązujących norm prawnych.

Wszelkie nowe regulacje, postanowienia czy orzeczenia są uwzględniane w regulaminach i umowach z klientami, a dbałość o równowagę stron jest celem strategicznym w wielu bankach. Wszelkie procedury operacyjne, wdrażanie nowych produktów, zarządzanie konfliktem interesów czy procesy badania zgodności są dość rozbudowane i mają na celu ograniczenie tego ryzyka.

Jak wskazywali uczestnicy okrągłego stołu CRO, choć banki starają się uczciwie zarządzać tym ryzykiem, w kontekście debaty frankowej daje się obecnie zauważyć instrumentalne wykorzystywanie pojęcia abuzywności, aby umożliwić klientom de facto uchylenie się od negatywnych skutków umów i decyzji obarczonych ryzykiem finansowym. W dyskursie publicznym ten element zaczyna się rozlewać także na inne obszary – np. ryzyko wzrostu rat kredytowych, spowodowane potencjalnym wzrostem stóp procentowych zaczyna być również podciągane pod kontekst abuzywności.

Z jednej strony konieczna jest refleksja dotycząca odejścia od postrzegania konsumenta jako nieświadomego uczestnika rynku, niezdolnego do oceny ryzyka finansowego, z drugiej – banki powinny być bardziej zaangażowane w dyskusje z regulatorami. Lepsze sprecyzowanie zapisów wyeliminuje tak duże ryzyko interpretacji prawnych. Zdaniem uczestników debaty, wyzwaniem jest znalezienie równowagi, która pozwoli na unormowanie relacji na linii klient – bank, w przeciwnym razie kontynuacja obecnych trendów może doprowadzić do dużo mniejszej dostępności i wyższych cen produktów bankowych w przyszłości.

Banki powinny być zaangażowane w dyskusję z regulatorami i stanowienie prawa tak, by regulacje w zakresie ochrony konsumenta były możliwie precyzyjne. To pozwoli na lepsze zarządzanie ryzykiem operacyjnym – uważa Marcin Gadomski, wiceprezes Banku Pekao S.A. nadzorujący Pion Zarządzania Ryzykami.

Ryzyko ESG

Ponieważ Polska jest zależna od paliw kopalnych w miksie energetycznym, uczestnicy okrągłego stołu wskazywali, że dojście do zero emisyjności będzie dla niej większym wyzwaniem niż w przypadku wielu innych krajów. Z perspektywy sektora bankowego wymagać to będzie lepszego zrozumienia fizycznego i finansowego ryzyka związanego ze zmianami klimatu i transformacją energetyczną – tak żeby z jednej strony zabezpieczyć klientów, doradzić im i pomóc bezpiecznie przejść przez ten proces, a jednocześnie ograniczyć związane z tym ryzyko.

– Celem działań transformacyjnych nie jest wyeliminowanie pewnych przedsiębiorstw, tylko wsparcie ich w transformacji. Kwoty finansowania przeznaczone na ten cel będą ogromne i sektor finansowy ma tutaj do odegrania bardzo istotną rolę odpowiedniego ukierunkowywania tych środków. O powodzeniu transformacji przesądzi ostateczny kształt powstających obecnie regulacji, obecne rozwiązania w wielu miejscach muszą być jeszcze doprecyzowane – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego, Deloitte.

Póki co, zakres regulacji nie jest ostateczny. Wskazany został kierunek niezbędnych działań, ale wagi ryzyka będą się jeszcze zmieniać, żeby np. wspierać kredyty inwestycyjne i transformacyjne, bo kredyt obrotowy może mieć zupełnie inną wagę ryzyka dla tego samego przedsiębiorstwa. Oznacza to w skrócie, że kluczem do sukcesu będzie współpraca pomiędzy sektorem publicznym a regulatorem i bankami tak, aby odpowiednio ustawiając te wszystkie ograniczenia dojść do celu.

Osobną kwestią jest przyjęcie zasad postępowania wynikających z unijnych regulacji klimatycznych także przez podmioty spoza Unii. Nikt z nas nie powie, że osiągnęliśmy sukces i doszliśmy do założonych celów transformacji energetycznej, jeśli tak będą wskazywały dane na papierze, a okaże się, że korzystamy z importu towarów czy energii z krajów, które de facto mają bardzo duży ślad węglowy – mówi Przemysław Szczygielski.

Transformacja energetyczna jest olbrzymią szansą dla sektora finansowego, który jest najlepiej predestynowany do właściwej dystrybucji ogromnych kwot przeznaczanych na ten cel, ale też ma najwięcej doświadczenia, żeby mierzyć ryzyko w tym zakresie i śledzić postępy w dochodzeniu do założonych celów. Ryzyka ESG, do tej pory często traktowane jako dość egzotyczne, zaczynają być konkretnym wyzwaniem, które sektor bankowy musi adekwatnie uwzględnić w swoich strategiach.

Nadmierna ekspozycja na obligacje skarbu państwa

W 2020 r. po raz pierwszy w historii poziom środków na rachunkach firm w bankach przewyższał ich stan zadłużenia w sektorze bankowym.

– Zadłużenie Skarbu Państwa jest w Polsce dużo niższe niż było w krajach południowej Europy – u nas jest poniżej 60 proc., tam było 100 i więcej. Kluczowy w przypadku obligacji jest rating Polski, który wszystkie agencje wyceniają jako A- / A2 i dają perspektywę stabilną. Wreszcie, dodatkowym argumentem przemawiającym za bezpieczną pozycją banków jest fakt, że o ile w 2014 r. udział inwestorów zagranicznych w długu Polski był na poziomie ok 40 proc., to w tej chwili jest na poziomie zaledwie 14 proc. Gdyby miało się coś wydarzyć i doszłoby to ucieczki kapitału, nie byłoby to aż tak brzemienne w skutkach – mówi Barbara Sobala, wiceprezes zarządu, Bank Handlowy w Warszawie S.A.

Nadpłynność sektora bankowego nie znajduje w chwili obecnej ujścia w postaci akcji kredytowej i rynek doświadcza zjawiska wypierania kredytu bankowego impulsami z zakresu polityki fiskalnej i monetarnej. Konsekwencją takiej sytuacji jest alokacja tej nadwyżki płynnościowej w obligacje Skarbu Państwa – zwolnione z podatku bankowego, który jest liczony od aktywów. Ekspozycja sektora bankowego na obligacje skarbowe osiągnęła rekordowe wartości. Proporcjonalnie do aktywów są one jedne z największych albo już największe w UE.

Krajowy Plan Odbudowy – miliardy dla Polski wstrzymane

Krajowy Plan Odbudowy składa się z dwóch elementów. Chodzi o środki i projekty inwestycyjne, które byłyby z nich finansowane. Natomiast inne projekty zależne od decyzji rządu byłyby finansowane z kredytów. Więc są to dwa rodzaje planu odbudowy. Pierwszy jest w dużym stopniu zdefiniowany, regulowany i nadzorowany przez Komisję Europejską. Z kolei w drugim zakres możliwości wpływów na to, jak pieniądze będą wydawane, leży w rękach rządu. Fundusz Odbudowy jest odpowiedzią Unii Europejskiej na nowe zagrożenia i wyzwania, jakie spowodowała pandemia. Ma dwa główne założenia: odbudowę i przywracanie odporności gospodarek UE na ewentualne kryzysy oraz przygotowanie na przyszłe, nieprzewidziane okoliczności. Polska wkroczyła w konflikt z Unią Europejską, który może mieć dotkliwe konsekwencje nie tylko dla budżetu państwa – ale także dla nowych inwestycji oraz dla całego procesu odbudowy gospodarki po pandemii. Eksperci mają nadzieję, że w kluczowym momencie Polska zgodzi się na respektowanie wyższości prawa unijnego nad prawem konstytucyjnym. Jednak niepewność ta powoduje, że Krajowy Plan Odbudowy – który jest w dużej mierze finansowany z tych środków – jest w zawieszeniu.

– Obecnie chodzi o to, aby przedstawić Komisji Europejskiej plany Polski w tym obszarze. Plany te jednak spotykają się z krytyką ze strony Unii. W związku z tym jest spora niepewność czy będą zaakceptowane – gdyż chodzi o to, aby te środki były wydawane na cele nie związane z pomysłami dotyczącymi kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość myśli o wyborach, które odbędą się za dwa lata – a prezes Kaczyński na konferencji prasowej mówił o czymś zupełnie innym, niż to, co ma na myśli Komisja Europejska. Mamy do czynienia z podwójnym rozumieniem celów Krajowego Planu Odbudowy – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów. – Komisja Europejska rozumie go jako poprawę sytuacji przedsiębiorstw i poprawę poszczególnych krajów w dłuższej perspektywie. Chodzi o rzeczy mało związane z polityką – a raczej o te związane z konkretnymi projektami inwestycyjnymi, które powinny być podjęte niezależnie od tego, kto rządzi krajem. Partia rządząca w Polsce myśli przede wszystkim o realizacji własnych idei, związanych z potrzebą utrzymania się u władzy. Podobna sytuacja ma miejsce na Węgrzech. Różnica zdań jest bardzo silna. Sprawa ta pozostaje nierozstrzygnięta i podejrzewam, że rząd liczy na to, że jego punkt widzenia zwycięży. Jednak jest to bardzo wątpliwe – bo reguły, które ustaliła Komisja Europejska, są obowiązkowe dla wszystkich krajów i nie ma pozwolenia na wyjątki. Pozostaje pytanie, czy rząd będzie skłonny poświęcić ponad 200 mld środków tylko po to, aby osiągnąć sukces w najbliższych wyborach? Paradoksalnie ten sukces wyborczy może być mniejszy, jeżeli odrzucą środku unijne. Zatem jeżeli rządzący będą pragmatyczni, to wydaje mi się, że dojdzie do porozumienia w tej kwestii – ocenia Gomułka.