Experience marketing – jak działa marketing doświadczeń?

Experience marketing to jedna z najczęściej stosowanych obecnie strategii marketingowej. A to wszystko z dlatego, że jest idealną odpowiedzią na potrzeby dzisiejszego rynku. To strategia, która działa na klienta w sposób zupełnie inny, niż wszystkie wykorzystywane w przeszłości. Na czym polega więc experience marketing? 

Potrzeby konsumentów nieustannie się zmieniają. A w związku z tym dawne strategie marketingowe także przestają być skuteczne. Dziś odbiorcy potrzebują czegoś więcej niż spowszechniałych już haseł. Jedną ze strategii, która wychodzi temu naprzeciw, jest experience marketing. Jest to idea, której głównym założeniem jest oddziaływanie na klientów poprzez ich odczucia, doznania i emocje. Mimo że tzw. marketing doświadczeń ma dość krótką historię, to można śmiało stwierdzić, że skutecznością znacznie wyprzedza swych starszych kolegów. Jakie korzyści zapewnia experience marketing? Jak wdrożyć taką strategię?

Czym jest experience marketing?

Marketing doświadczeń to strategia marketingowa, której celem jest przede wszystkim stworzenie trwałej relacji danej marki z klientem. Obecnie bowiem, konsumenci coraz rzadziej decydują się na zakup przypadkowych produktów. Stawiają natomiast na usługi i towary będące częścią konkretnego nurtu, mające wyraźną misję. Takie, których zamysł znacznie wybiega poza jedynie kwestie materialne. Można powiedzieć, że experience marketing jest odpowiedzią na wszystkie te oczekiwania.

Zadaniem experience marketing jest dotarcie do klienta poprzez bodźce typowo zmysłowe. Wdrożone działania mają wywołać w nim konkretne doznania i dreszcz emocji. Marketing doświadczeń można stosować poprzez bezpośrednią reklamę, akcje promocyjne, pojedyncze eventy, a także duże kampanie. Najważniejsze jest to, aby sam odbiorca mógł się w to zaangażować — nie tylko fizycznie.

Marketing doświadczeń — komu zlecić akcje promocyjne?

Dobra strategia marketingowa wymaga nie tylko doświadczenia, ale i ogromu pracy oraz specjalistycznej wiedzy i znajomości obowiązujących obecnie trendów rynkowych. Są to warunki niezbędne do tego, by stworzyć skuteczną, spójną i poprawnie działającą koncepcję marketingową. Z tego też powodu najlepiej powierzyć to zadanie specjalistom. Takie rozwiązanie ma szereg zalet, o czym dowiemy się, zapoznając się z tekstem dostępnym na https://oexcursor.pl/oferta/experience-marketing/.

Obecnie na rynku działa wiele agencji marketingowych, które specjalizują się w marketingu doświadczeń. Warto więc zapoznać się z tym, co oferują i wybrać taką, z którą stworzy się akcje promocyjne, dzięki którym marka zyska wielu nowych odbiorców.

China Evergrande czarnym łabędziem?

W ostatnich dniach cały świat obiegły informacje o jednym z największych chińskich deweloperów China Evergrande, który jest zagrożony brakiem płynności. Analitycy obawiają się, że ewentualne bankructwo mogłoby mieć negatywne konsekwencje dla całej chińskiej gospodarki, a nawet dla gospodarek innych krajów. Niektórzy dziennikarze porównują nawet obecną sytuację do upadku Lehman Brothers z 2008 roku. Owe sytuacje poza wystąpieniem bankructwa nie mają ze sobą wiele wspólnego i należy pamiętać, że rynki finansowe są obecnie na zupełnie innym poziomie niż 13 lat temu. Polityka banków centralnych znacząco zwiększała płynność w sektorze finansowym, więc rynki finansowe są bardziej odporne na różnego typu zawirowania. Ewentualny upadek Evergrade nie powinien mieć dużego wpływu na giełdy, biorąc pod uwagę, że nie byłoby to już zaskoczenie. Oczywiście nie należy lekceważyć obecnych zagrożeń w Państwie Środka, ponieważ Chiny są największym importerem surowców na świecie i ewentualne spowolnienie gospodarcze Chin miałoby wpływ na cały świat.

Wydarzeniem obecnego tygodnia będzie posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, którego werdykt odnośnie dalszej polityki monetarnej USA poznamy w środę o 20.00 polskiego czasu. Kluczową informacją będzie, czy FED zdecyduje się jeszcze w tym roku na zmniejszenie dodruku, czy poczeka do przyszłego roku.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Zrównoważony rozwój – nowa droga winnic w walce ze zmianami klimatu

Wyprodukowanie tylko jednej butelki wina, jej zapakowanie, transport, konsumpcja i utylizacja oznacza emisję 1,28 kg dwutlenku węgla do atmosfery, a ślad węglowy ma ogromny wpływ na zmiany klimatu i globalne ocieplenie. Tylko w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku sprzedano 4 mld butelek wina. Producenci tego trunku są coraz bardziej świadomi, że dbanie o środowisko i zrównoważony rozwój są w ich interesie. Zwłaszcza, że opublikowany właśnie pakiet zmian legislacyjnych „Fit for 55″ zakłada ograniczenia emisji o co najmniej 55 procent do 2030 roku i osiągnięcia neutralności za kolejne 20 lat. Cele te zostały wyznaczone przez Europejskie Prawo Klimatyczne będące częścią strategii Europejskiego Zielonego Ładu. Hiszpańska winnica Familia Torres od 2008 roku już obniżyła emisję dwutlenku węgla o 30 proc., a plany ma dużo bardziej ambitne. – Do 2030 roku chcemy ograniczyć ślad węglowy o 55 proc., a do 2050 roku wyjść na zero – mówi Miguel Torres, prezes firmy.

Hiszpańska firma Grupo ARCE spróbowała policzyć, jaki wpływ na środowisko ma produkcja wina[1]. Skupili się na tym, by sprawdzić, jaka jest emisja śladu węglowego podczas całego „cyklu życiowego” butelki, czyli od zebrania winogron, przez produkcję, transport, konsumpcję do wylądowania w śmieciach (lub w pojemniku na segregację). Wyszło im, że do atmosfery przedostaje się 1,28 kg dwutlenku węgla (i innych gazów cieplarnianych). A butelek wina na świecie sprzedaje się miliardy – np. w USA to prawie 4 mld[2], a w Australii[3] i Hiszpanii[4] prawie 1,5 mld.

Temperatura a jakość wina

Wielkość śladu węglowego zależy od wielu czynników. Będzie większy, jeśli wino było transportowane samolotem, a najmniejszy, jeśli statkiem. I jak informuje Winemag.com[5] mniejszy ślad węglowy tworzy butelka wina, która z Europy przepłynie na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych niż ta sama przewieziona ciężarówką z zachodniego wybrzeża. Jeśli dbasz o środowisko, powinieneś stawiać na wino organiczne i biodynamiczne, bo przy jego produkcji nie jest używany nawóz chemiczny, który ma wpływ na środowisko. Ręczny zbiór winogron też oznacza mniejszy ślad węglowy niż przy użyciu maszyn. Kolejny krok w stronę dbania o środowisko to korzystanie z odnawialnych źródeł energii.

Producenci wina coraz mocniej zdają sobie sprawę, jak ważne jest zmniejszanie emisji dwutlenku węgla i idą w kierunku zrównoważonego rozwoju. Globalne ocieplenie ma bowiem bezpośredni wpływ na uprawy i jakość ich wyrobów. Z obserwacji hiszpańskiej winnicy Familia Torres (producent m. in. Sangre de Toro) wynika, że wzrost temperatury jest odpowiedzialny za wcześniejszy o około 10 dni zbiór winogron niż jeszcze 40 lat temu. Szybsze dojrzewanie wpływa na zawartość cukru w owocach, co utrudnia winiarzom utrzymanie wysokiej jakości wina.

Prąd z zero waste

Hiszpanie już w 2008 roku rozpoczęli program „Torres and Earth”, który ma złagodzić wpływ działalności winnicy na środowisko poprzez zmniejszenie emisji śladu węglowego i pomóc w walce z niekorzystnymi zmianami klimatu. Postawili na tzw. „zieloną energię”. 30 proc. potrzebnego prądu wytwarzają sami, a resztę pozyskują tylko z zewnętrznych źródeł odnawialnych. Zgodnie z polityką zero waste jako biomasę wykorzystują wszystko co pozostało z produkcji wina – do kotłów trafiają pędy, stare winorośla, wytłoki i szypułki winogron.

Kolejny pomysł to prąd dzięki coraz bardziej popularnej też w Polsce fotowoltaice. Słońce wykorzystywane jest w jeszcze jeden sposób – do… chłodzenia pomieszczeń. Dzięki temu można uniknąć stosowania gazów wpływających niekorzystnie na środowisko. Część energii jest pozyskiwana z zasobów geotermalnych.

Koniec z jednorazowym plastikiem

Prawie 80 proc. pojazdów wykorzystywanych w winnicy jest elektrycznych lub hybrydowych. To nie koniec pomysłów proekologicznych – w winnicach bardzo popularne są zbiorniki na wodę deszczową. W przypadku Familia Torres mogą pomieścić ponad 70 mln litrów deszczówki.

Winnice sięgają także po proste sposoby – w hiszpańskiej Pacs del Penedès właściwie wyeliminowano użycie naczyń jednorazowego użytku z plastiku. Zastąpiono je kubkami z materiałów biodegradowalnych lub szklanymi butelkami, które można używać wielokrotnie. Na każdym kroku podkreślane jest jak ważny jest recycling. Nawet plastikowe elementy, który do tej pory ozdabiały wina Sangre de Toro czy San Valentin zostały zamienione na takie, które ulegają biodegradacji.

Butelka 15 proc. lżejsza

Jeśli już jesteśmy przy butelkach, to ze wspomnianej analizy Grupo ARCE wynika, że opakowanie odpowiada za aż 39 proc. śladu węglowego. Dlatego mniejszy wpływ na środowisko mają np. kilkulitrowe kartony z winem.

– Zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności za środowisko. Wprowadziliśmy lżejszą butelkę. Jej waga spadła o około 15 proc., dzięki czemu mniej dwutlenku węgla trafia do atmosfery podczas transportu, bo towar mniej waży. Wdrażamy też projekty ponownego zalesiana terenów. W Chile w Patagonii to ponad 6 tys. hektarów nowych lasów. To pozwoli na zabsorbowanie 10 tys. ton dwutlenku węgla roczniezapewnia Miguel Torres.

Zrównoważone rolnictwo – regeneracyjna uprawa winorośli

Te działania spowodowały zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery o około 30 procent. Plan do 2030 roku zakłada obniżenie śladu węglowego o kolejne 55 procent. Tym razem ma w tym pomóc zrównoważone rolnictwo tzw. sustainable agriculture. Chodzi o to, by produkcja wina jak najmniej kosztowała środowisko. Z tego powodu wdrażanych w życie jest wiele projektów proekologicznych skupiających się głównie na tym, by winnice były w stanie pochłaniać jak najwięcej dwutlenku węgla. W tym celu od tego roku rozpoczęła się ekologiczna tzw. regeneracyjna uprawa winorośli.

– Zdajemy sobie sprawę, że przed nami długi proces uczenia się, jak odnaleźć równowagę. Wierzymy, że taka zmiana w zarządzaniu winnicami jest konieczna. Regeneracyjna uprawa winogron jest jedynym rozwiązaniem, które umożliwia magazynowanie dwutlenku węgla w glebie i walkę ze zmianami klimatu – twierdzi Miguel Torres. – Techniki, które zamierzamy stosować nie tylko pomogą nam wytwarzać lepsze wina, ale także pozwolą przekształcić winnice w duże pochłaniacze dwutlenku węgla, a w ten sposób przyczynimy się do spowolnienia zmian klimatycznych.

Mniej dwutlenku węgla do atmosfery

Celem rolnictwa ekologicznego będzie „przywrócenie życia” glebom, co zwiększy zdolność upraw do wiązania dwutlenku węgla, a tym samym do zmniejszenia stężenia tego gazu cieplarnianego w atmosferze, czyli jednej z przyczyn globalnego ocieplenia.

– W regeneracji gleb pod uprawy winorośli ma pomóc wykorzystanie kompostu organicznego i zwierzęcego – stąd m. in. owce w winnicach, które zapewnią naturalny nawóz. Bardziej żyzna gleba umożliwia zatrzymywanie wody deszczowej i łatwiejsze przetrwanie okresów suszy, a także unikanie erozji. Rolnictwo oparte na chemikaliach i nadmierna eksploatacja ziemi spowodowały degradację i pustynnienie milionów hektarów na całym świecie. Biorąc pod uwagę wszystkie te działania, szacuje się, że gleba może zatrzymać około trzech ton dwutlenku węgla na hektar rocznie – zapewnia Miguel Torres.

Zakres działań winnicy Familia Torres, by zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery jest bardzo szeroki. Od coraz większego udziału w produkcji wina „zielonej energii” pozyskiwanej z różnych odnawialnych źródeł, polityki zero waste, ekologicznej i zrównoważonej uprawy winorośli, przez rezygnację z plastiku, zalesianie terenów, po wydawałoby się drobnostki jak wykorzystywanie deszczówki czy zmniejszenie wagi butelki. To pokazuje, że droga w kierunku zrównoważonego rozwoju nie jest łatwa, ale już przynosi efekty.

[1] https://www.ipoint-systems.com/blog/getting-it-straight-exact-carbon-emissions-from-one-bottle-of-wine/

[2] https://www.winespectator.com/articles/2020-wine-sales-wine-sales-grow-despite-tough-times

[3] https://www.wineaustralia.com/market-insights/australian-wine-production,-sales-and-inventory-report

[4] https://analytics.wine/blogs/market-bulletins/es-spain-spanish-wine-consumption-decreased-almost

[5] https://www.winemag.com/2020/02/25/wine-environment-carbon-footprint/

Czego możemy oczekiwać od nowoczesnego systemu ERP? Część 1.

W dzisiejszych czasach oprogramowanie ERP stało się standardem. Trudno znaleźć średnie lub duże przedsiębiorstwo, które nie korzysta ze wsparcia mniej lub bardziej zaawansowanego systemu ERP. Systemu ewoluują i oferują nowe funkcjonalności wynikające z rozwoju technologicznego.  Dlatego tak istotnym jest, aby dobrze zapoznać się z możliwościami, jakie daje nam nowoczesny system ERP i nie przegapić rozwiązania, które najlepiej spełni nasze oczekiwania. 

W artykule przedstawiamy pokrótce kierunki i trendy rozwoju systemów.

Zwiększający się zakres funkcjonalny.

Obecnie systemy ERP to już nie tylko funkcjonalności związane z  zarządzaniem finansami, księgowością i środkami trwałymi, sprzedażą, gospodarką magazynową, zakupami czy produkcją. Możemy po nich oczekiwać wbudowanych i zaawansowanych funkcjonalności, które do tej pory występowały zazwyczaj w zewnętrznych specjalistycznych rozwiązaniach.

Zaliczamy do nich rozwiązania wspierające relację z klientami i dostawcami (CRM/SRM); zarządzanie serwisem usługowym i pogwarancyjnych, utrzymaniem ruchu (CMMS), zarządzaniem projektami (produkcyjnymi, inżynieryjnymi, budowalnymi, badawczymi), obiegiem dokumentów, funkcje analityczne (BI).

Coraz częściej możemy liczyć także, że system ERP nie tylko będzie wyposażony w funkcję zaawansowanego planowania produkcji (APS), raportowania i monitorowania realizacji zleceń (MES) czy zarządzania magazynem wysokiego składu (WMS) ale także narzędzia planistyczne typu Sales and Operations Planning czyli strategicznego długofalowego planowania operacyjnego.

Korzyści systemów ERP – jedno rozwiązanie podnoszące efektywność procesów w przedsiębiorstwie, eliminujące redundancję danych, a dzięki zapewnieniu ciągłej dostępności tych danych dla wszystkich uczestników procesów w przedsiębiorstwie stanowiących zawsze aktualną podstawę podejmowania operacyjnych i strategicznych decyzji biznesowych. 

Aktywne wspieranie planowania biznesowego

SO&P to klasa narzędzi planistycznych dostępnych w systemach ERP mających na celu maksymalizację potencjału sprzedażowego przy jednoczesnej kontroli i planowaniu kosztów. Pozwala na symulację niezbędnych zasobów przedsiębiorstwa (ludzie, materiały, zdolności produkcyjne)  potrzebnych do realizacji zaplanowanej wielkości sprzedaży.

Spogląda z jednej strony na potencjał rynku, z drugiej na dostępne zdolności pozwalając na bilansowanie popytu i dostaw i koordynacja planów produkcji i zapasu. Bazując na danych historycznych dla porównań i wyznaczenia trendów pokazuje ograniczenia zasobów (w tym maszyn, pracowników i powierzchni magazynowej).

SO&P na bazie prognoz kroczących, symulacji scenariuszy równoległych, symulacji obciążenia zasobów, planowania dostaw i popytu pozwala na zgrubne planowanie zdolności (RRP).

Planowanie odbywa się poziomie całego przedsiębiorstwa i integruje działania pracowników różnych działów pozwalając na stworzenie optymalnej i wykonywalnej strategia produkcji, zakupów, sprzedaży, marketingu i finansów.

Planowanie biznesowe jest perspektywą z poziomu, której można, w oparciu o plan produkcji i zapasu, zaplanować dostępność w przód przy kontroli ograniczeń zasobów.

Zwiększenie efektywności produkcji

Zwiększenie produkcji przy oczekiwanym przez rynek skrócenia czasu realizacji zamówień to wyzwanie przed jakim stoją obecnie przedsiębiorcy. System ERP coraz częściej jest wyposażany w narzędzia mające podstawę naukową pozwalająca na wsparcie tych oczekiwań. Do takich narzędzi zaliczamy DDMRP (Demand Driven MRP) – metoda planowania zapotrzebowania materiałowego w oparciu o popyt. Aby sprostać wymaganiom Klientów metoda zakłada zarządzanie strategicznymi buforami zapasów surowców/półfabrykatów, których dostępność (czas dostawy, produkcji) determinuje w głównym stopniu czas wytworzenia wyrobu końcowego.  DDMRP w sposób dynamiczny sugeruje zwiększenie lub zmniejszenie strategicznych buforów zapasów tak, aby zaspokoić popyt klientów przy zachowaniu odpowiedniej stabilności i efektywności finansowej (równowaga pomiędzy zapasami a wielkością produkcji). Jednym z systemów ERP oferujących tego typu wbudowane rozwiązania jest IFS Applications posiadające certyfikat zgodności wydany przez  Demand Driven Institute.

Przykładem kolejnego narzędzia dla zwiększania efektywności produkcji jest funkcjonalność  zaawansowanego planowania produkcji (APS) „uzbrojona” m.in. funkcje harmonogramowania z ograniczeniami (w oparciu o skończone moce produkcyjne).

Inne tego typu narzędzia to np. rozwiązania optymalizujące zużycie surowca (np. integracje z systemami nestingowymi) czy rozwiązanie MES zapewniające informację o postępach zleceń produkcyjnych i sygnalizujące zagrożenia w ich  realizacji.

Nowoczesne i kompletne rozwiązanie ERP takiej jak IFS Applications i jego najnowsza wersja IFS Cloud zapewnia kompleksowe wsparcie przedsiębiorstw przy zaawansowanym planowaniu i harmonogramowaniu produkcji procesowych, dyskretnych, projektowych i powtarzalnych oraz produkcji wyrobów niestandardowych.Oprogramowanie klasy ERP

Druga część tego artykułu ukaże się za 2 tygodnie. W międzyczasie zapraszamy do odwiedzenia witryny internetowej L-SYSTEMS. (Systemy ERP | Oprogramowanie dla firm | L-Systems)

PKN ORLEN inwestuje w pierwszą w Polsce lokomotywę na wodór

PKN ORLEN konsekwentnie rozwija technologię wodorową w transporcie. Koncern w ramach współpracy z PESA Bydgoszcz planuje zakup nowoczesnej lokomotywy, która będzie pierwszym w Polsce pojazdem szynowym wykorzystującym napęd wodorowy. Jej oficjalna prezentacja odbyła się podczas 14. Międzynarodowych Targów Kolejowych TRAKO w Gdańsku. Rozwój przyjaznych środowisku technologii wodorowych wpisuje się w strategię ORLEN2030 zakładającą wzrost znaczenia paliw alternatywnych.

– Zgodnie z naszą strategią, inwestujemy w nowoczesne i czyste technologie, które przynoszą nam konkretne korzyści biznesowe, jednocześnie przyczyniając się do realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Taką technologią jest wodór, którego potencjał chcemy w pełni wykorzystać także w transporcie kolejowym. Każdego roku nasza spółka ORLEN Koltrans, którą sukcesywnie unowocześniamy, zwiększa udziały w rynku. Nabycie pierwszej w Polsce takiej lokomotywy to krok w kierunku wykorzystania na dużą skalę zeroemisyjnego paliwa wodorowego w transporcie kolejowym – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Lokomotywa wodorowa, którą zamierza nabyć PKN ORLEN to prototyp, którego produkcja właśnie się zakończyła. Pojazd powstał na bazie lokomotywy manewrowej SM42, która po modernizacji zyskała nie tylko innowacyjny napęd, ale również nowoczesny wygląd. Minimalistyczna stylistyka bryły pojazdu nawiązuje do aktualnych trendów. Jej udźwig to ok. 3200 ton, a dobowe zapotrzebowanie na wodór wynosi ok. 170 kg. Lokomotywa jest wyposażona w dwa symetryczne punkty tankowania, co pozwoli na szybsze zapełnianie zbiorników. Jedno tankowanie pozwala na dobową pracę manewrową. Lokomotywa została również wyposażona w system jazdy autonomicznej, umożliwiający maszyniście jednoosobowe sterowanie radiowe pojazdem w czasie ustawiania składów oraz antykolizyjny system rozpoznawania przeszkód. PKN ORLEN pracuje ponadto nad układem tankowania wodoru do tej lokomotywy.

Zakup nowoczesnej lokomotywy to już kolejne działanie PKN ORLEN w kierunku rozwoju paliw alternatywnych. W ubiegłym i na początku tego roku koncern podpisał listy intencyjne o współpracy z samorządami i miejskimi spółkami, w tym z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią, Krakowskim Holdingiem Komunalnym i MPK w Krakowie, Gminą Miastem Płock, Gminą Miastem Włocławek, MPK w Poznaniu, MPK w Łodzi i MPK W Olsztynie, będącymi potencjalnymi odbiorcami wodoru.

Koncern rozwija także program inwestycyjny Hydrogen Eagle, który zakłada budowę hubów wodorowych w Polsce, Czechach i na Słowacji dla transportu zasilanego odnawialnymi źródłami energii oraz innowacyjnych instalacji przetwarzających odpady komunalne w zero- i niskoemisyjny wodór. Hydrogen Eagle pomyślnie przeszedł etap weryfikacji przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii w konkursie na projekty z obszaru technologii i systemów wodorowych w ramach mechanizmu IPCEI i obecnie znajduje się na etapie notyfikacji pomocy publicznej przez Komisję Europejską.

Bramy do konsultingu szeroko otwarte, czyli 7 miesięcy od powstania Redegate.com

Redegate.com, pierwszy portal w Polsce łączący doradców najwyższego szczebla z firmami, powstał 24 lutego 2021 roku i istnieje na rynku dopiero 7 miesięcy. W tak krótkim czasie dzięki platformie udało się przeprowadzić ponad 20 najróżniejszych projektów doradczych, a baza zweryfikowanych ekspertów liczy już ponad 300 osób. Czy można mówić o sukcesie? Wywiad z założycielami Redegate.com.

Kacper Pupin, Grzegorz Gawroński
„Od samego początku w Redegate.com stawialiśmy na dobre zrozumienie potrzeb naszych klientów oraz nowoczesne rozwiązania doradcze na miarę dzisiejszych czasów”
Foto (od lewej): Kacper Pupin, Grzegorz Gawroński

Jak Panowie oceniają pierwsze pół roku działalności?

Grzegorz Gawroński CEO Redegate.com
„Bardzo nas cieszy fakt, że w tak krótkim czasie koncepcja portalu spotkała się z dobrym przyjęciem doradców i firm” mówi Grzegorz Gawroński

Grzegorz Gawroński CEO: Ten okres był bardzo pracowity, ale też bardzo przyjemny. Tak szybki rozwój Redegate.com jest dla nas miłym zaskoczeniem. Bardzo zadowoleni jesteśmy, że trafiamy w potrzeby ekspertów i możemy współpracować z doświadczonymi managerami, którzy przez wiele lat pracowali w dużych korporacjach, mają wspaniały dorobek zawodowy i tytuły naukowe. Warte podkreślenia jest też to, że zaufało nam szerokie grono doradczyń i konsultantek, które stanowią 32% naszej ogólnej bazy. Z drugiej strony budujące jest rosnące uznanie w oczach zleceniodawców. Dzięki temu eksperci będą mogli wykorzystać swoją wiedzę na szerszą skalę, a firmy będą miały najlepsze możliwe wsparcie w obszarach kluczowych z punktu widzenia swojego rozwoju.

Czy możecie Panowie powiedzieć coś więcej o początkach portalu?

Kacper Pupin, współzałożyciel portalu: Nasz plan zakładał pozytywny wynik w IV kwartale 2021 roku, jednak już po trzech miesiącach od uruchomienia portalu pojawiły się pierwsze efekty, które pozwoliły nam na dalszy rozwój i zwiększenie skali. Od samego początku zostaliśmy pozytywnie odebrani przez środowisko ekspertów. Po niespełna 2 tygodniach w naszej bazie zarejestrowała się już pokaźna liczba najwyższej jakości doradców. Pozwoliło nam to myśleć optymistycznie i przewidywać, że niebawem pojawią się także pierwsi zleceniodawcy. I właśnie tak się stało.

Jakie były ważne momenty rozwoju Redegate.com?

Grzegorz Gawroński: Pierwszym ważnym momentem był dzień, w którym odnotowaliśmy pierwszą zarejestrowaną osobę na portalu. Później pojawiły się pozytywne opinie o naszym projekcie, które docierały do nas przez nasz porfil w social media lub były przekazywane wprost podczas rozmów. To wszystko dodawało nam energii do dalszych działań. Kolejne dwa istotne wydarzenia to dołączenie do naszego zespołu dwóch Partnerów – Marty Szabłowskiej, która posiada bezcenne doświadczenie w dziedzinie rekrutacji oraz dra Grzegorza Sobieckiego, którego reputacja i znajomość środowiska polskich przedsiębiorców jeszcze bardziej uwiarygodniły nasze usługi.

Kacper Pupin
„Uważam, że udało nam się już zrobić mały krok w kierunku demokratyzowania rynku usług doradczych w Polsce” mówi Kacper Pupin

Ile projektów i z jakich obszarów zostało już zrealizowanych przez konsultantów Redegate.com?

Kacper Pupin: Redegate.com wspiera różne grupy klientów, wśród których znajdują się zarówno duże, jak i małe firmy produkcyjne, a także międzynarodowe firmy konsultingowe. Po blisko sześciu miesiącach działalności możemy pochwalić się kilkunastoma projektami, jakie zrealizowaliśmy, a także dziesięcioma, które wciąż trwają. Największą część zleceń stanowią projekty z obszaru Zarządzania Operacyjnego. Aktualnie trzy przedsięwzięcia realizują eksperci z HR, dwa są związane z Finansami, kolejne dwa dotyczą Marketingu i Sprzedaży, a jeden ma charakter Strategiczny. 

Jak na początku zleceniodawcy odbierali współpracę z portalem?

Grzegorz Gawroński: Na początku zleceniodawcy musieli oczywiście nas poznać i zobaczyć, jakim zapleczem merytorycznym oraz organizacyjnym dysponujemy. Musieli nabrać przeświadczenia, że zlecając nam prace, otrzymają usługę na najwyższym poziomie. To jest naturalny proces uwiarygodniania firmy w relacjach biznesowych. Osobiście zakładaliśmy, że ten okres będzie trwał dłużej i tym bardziej nas to cieszy, że okazał się krótszy. Staraliśmy się przedstawić naszym zleceniodawcom nowoczesną formułę współpracy, gdzie na pierwszym miejscu liczy się efekt działań. Przy nawiązaniu współpracy z nami zleceniodawca nie ryzykuje niczego, a nabór kadr i dopasowanie konsultantów do potrzeb firmy leży po naszej stronie. Od samego początku na naszych klientach robiło pozytywne wrażenie to, że w 3-4 dni byliśmy w stanie przedstawić im kilka kandydatur doradców. Doceniali też fakt, że kandydaci byli odpowiednio przygotowani do pracy pod względem znajomości rynkowej specyfiki firmy. Teraz, po siedmiu miesiącach, jesteśmy przekonani, że dysponujemy bazą ekspertów, którzy są w stanie poprowadzić najbardziej wymagające projekty, nie tylko dla małych czy średnich firm, lecz także dla dużych przedsiębiorstw.

Jaki projekt był dla Was największym sukcesem do tej pory?

Kacper Pupin: Naszym największym sukcesem było dostarczenie interdyscyplinarnego zespołu, który na zlecenie niemieckiego producenta samochodów premium wspierał naszego klienta będącego dostawcą komponentów. W tym projekcie nasi eksperci uczestniczą we wdrożeniu nowego modelu samochodu, wspierając obszary zarządzania jakością, logistyki i produkcji.  Tak kompleksowa obsługa projektów była do tej pory zarezerwowana tylko i wyłącznie dla dużych firm doradczych. Bardzo cieszy nas to, że duże i rozbudowane firmy dostrzegają w nas źródło pozyskiwania ekspertów, którym można powierzyć szeroki zakres prac.

Jakiego typu projekty doradcze przewidujecie prowadzić w najbliższej przyszłości?

Grzegorz Gawroński: Dane produkcyjne pokazują bardzo dużą dynamikę wzrostów, co  po okresie cięć covidowych przekłada się na zapotrzebowanie na specjalistów mogących poprowadzić projekty rozwojowe dla firm. Już dziś nasi eksperci analizują i uruchamiają nowe rynki zbytu, wdrażają procedury operacyjne i rozwiązania o charakterze cyfrowym, które mają na celu zwiększenie efektywności produkcyjnej czy sprzedażowej. Uważamy, że to właśnie w tym kierunku będzie rozwijało się zapotrzebowanie wśród zleceniodawców.

Redegate.com

Redegate.com to pierwszy w Polsce portal, który powstał 24 lutego 2021 z pasji swoich założycieli, a umożliwiający współpracę doradców z najróżniejszych dyscyplin z firmami. Redegate.com to ogólnodostępna baza ekspertów wszystkich szczebli w podziale na sześć obszarów doradztwa biznesowego, jakimi są: zarządzanie strategiczne, zarządzanie operacyjne, transformacja cyfrowa, zasoby ludzkie, sprzedaż i marketing oraz finanse.

Po 7 miesiącach działalności Redegate.com ma na swoim koncie ponad 20 zrealizowanych projektów doradczych, grono ekspertów w bazie liczy już ponad 300 osób. Z zasobów konsultantów w prosty i przejrzysty sposób korzystają małe firmy i duże koncerny, które poszukują wsparcia na najwyższym poziomie merytorycznym.  Wyróżniającą zaletą platformy jest możliwość bardzo transparentnego określenia zasad i celów współpracy. Dzięki usprawnieniu procesów nawiązywania relacji biznesowych firmy oraz doradcy będą mogli funkcjonować na czytelnych zasadach, oszczędzając czas i koszty. Podobne rozwiązania funkcjonują na rynku doradczym w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Odpowiadają one nowym tendencjom w tym obszarze i wg wszelkich prognoz ten trend będzie się z roku na rok rozwijał. Do dziś w Polsce z usług doradczych mogły korzystać jedynie zamożne firmy, a sam przebieg współpracy rodził czasami sytuacje niekomfortowe dla obu stron, co między innymi wynikało z braku zrozumienia wzajemnych potrzeb. Teraz nadszedł czas, by „zdemokratyzować” ten rynek, uczynić go otwartym, transparentnym oraz nakierowanym na wymierne i zdefiniowane efekty.

Twórcy portalu Redegate.com

Grzegorz Gawroński, pomysłodawca i CEO Redegate.com

Idea portalu Redegate.com zrodziła się w wyniku wieloletniej obserwacji rynku doradczego, który wymagał świeżego i innowacyjnego podejścia. W efekcie powstał pierwszy w Polsce, ogólnodostępny portal integrujący ekspertów w dziedzinie konsultingu i doradztwa z firmami poszukującymi wysokiej klasy specjalistów z różnych obszarów.  Ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe zdobywał pracując dla licznych firm produkcyjnych, w których z sukcesami tworzył świat „niezwykle” poukładanych procesów. Z kolei praktyczną wiedzę strategiczną i operacyjną nabywał kierując krajowym oddziałem międzynarodowej sieci dilerskiej z branży motoryzacyjnej. Przez ostatnie lata realizował się w czynnym consultingu, prowadząc projekty z zakresu transformacji operacyjnej, przywództwa czy restrukturyzacji. Aktywność tą łączył z zarządzaniem polską centralą ogólnoświatowej spółki doradczej. Jego pasją zawodową jest tworzenie i wdrażanie coraz to nowszych i bardziej złożonych przedsięwzięć. Szczególną uwagę poświęca branży motoryzacyjnej, która w jego opinii jest jedną z najbardziej wymagających gałęzi przemysłu. W swojej pracy kieruje się dewizą „Zasypiaj z marzeniami, budź się z planami”. Jest absolwentem ekonomii oraz informatyki, ukończył również studia MBA. Uwielbia poznawać świat, nieustannie uczyć się i poszerzać wszelkie horyzonty.

Kacper Pupin, współtwórca platformy Redegate.com

Nabywając wieloletnie, międzynarodowe doświadczenie w dziedzinie doradztwa zauważył, że w Polsce konieczne jest „zdemokratyzowanie” rynku konsultingowego. Według niego każda firma zasługuje na wsparcie najlepszych zewnętrznych ekspertów, w obszarze jakiego potrzebuje do sprostania potrzebom rynku i swojego rozwoju. Obserwując rozwój tego procesu na rozwiniętych rynkach, takich jak Niemcy, USA czy Wielka Brytania, uznał, że teraz nadszedł czas na Polskę.

Już od pierwszych lat studiów zdecydował się związać swoją przyszłość z konsultingiem. Realizując strategię międzynarodowej ekspansji jednego ze światowych liderów w dziedzinie doradztwa, poznał funkcjonowanie firm konsultingowych „od podszewki”, zarówno na poziomie centrali, jak i lokalnych oddziałów. Przez lata wspierał duże projekty doradcze w dziedzinie Transformacji Cyfrowej dla branż motoryzacyjnej, maszynowej czy High-Tech w Polsce, Niemczech, Meksyku, Chinach oraz na Węgrzech. W ostatnim okresie był odpowiedzialny za rozwój usług cyfrowych niemieckiej firmy doradczej w zakresie Przemysłu 4.0. Tworzył koncepcję, a później był odpowiedzialny za rozwój platformy rozpowszechniającej najlepsze praktyki w dziedzinie cyfryzacji przemysłu, co zaowocowało współpracą na najwyższym szczeblu ze światowymi koncernami przemysłowymi i technologicznymi. Interesuje się rozwojem sztucznej inteligencji oraz IIoT, jednak w swojej codziennej pracy zawsze wyznaje zasadę współpracy H2H, gdyż wierzy w to, że biznes tworzą ludzie i łączące ich relacje, a nie tylko bezduszna technologia. Ukończył studia z zakresu biznesu międzynarodowego oraz zarządzania innowacjami na prestiżowych uczelniach w Polsce, Niemczech, Rosji oraz Indiach. Płynnie włada trzema językami: angielskim, niemieckim i rosyjskim. Bardzo lubi poznawać psychologiczne aspekty zarządzania, a w wolnej chwili oddaje się swojej pasji do tenisa.

USA otwierają granice dla turystów. Co z kursem dolara?

W listopadzie Stany Zjednoczone otwierają granice dla turystów m.in. z Polski. Wagi nabiera zatem kurs dolara. Dziś amerykańska waluta kosztuje ponad 3,90 zł. Czy w listopadzie może być taniej i czy warto zwlekać z wymianą waluty? Analityk Cinkciarz.pl Bartosz Sawicki prognozuje znaczny spadek kursu USD/PLN.

Świadectwo szczepienia oraz negatywny wynik testu na obecność koronawirusa wystarczą, by już za niespełna dwa miesiące wybrać się w podróż do Nowego Jorku czy innych miast USA.

Tylko dla zaszczepionych

Na taką możliwość wielu z nas czekało od marca ub.r., gdy w obawie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa Stany Zjednoczone przestały przyjmować podróżnych z Europy. Zakaz wprowadzony przez prezydenta Donalda Trumpa podtrzymał i później przedłużył Joe Biden.

Od kilku tygodni krążyły jednak pogłoski, że Biały Dom złagodzi restrykcje dotyczące podróżowania, o co zabiegały m.in. wielkie linie lotnicze. Rzeczywiście, wczoraj Jeffrey Zients, koordynator ds. walki z koronawirusem, obwieścił w Białym Domu, że w listopadzie zacznie obowiązywać nowy system.

USA otworzą granice dla podróżnych m.in. z całej strefy Schengen czy Wielkiej Brytanii, choć przyloty nie będą jednak możliwe całkiem bezwarunkowo. Wymagania dotyczą przedstawienia  świadectwa szczepień oraz negatywnego wyniku testu na koronawirusa, wykonanego – co istotne – w ciągu trzech dni przed planowanym wylotem. W USA trzeba także przestrzegać przepisów o noszeniu masek.

Dolar drogi. Czy wkrótce może być tańszy?

LOT już rozważa zwiększenie częstotliwości połączeń lotniczych Polski z USA, a my z coraz większym zainteresowaniem spoglądamy na notowania dolara, którego cena waha się w tym roku pomiędzy 3,64 a 4,00 zł.

– Obecnie kurs USD/PLN plasuje się ponad 3,90, a tuż za sobą ma ostry, kilkuprocentowy wystrzał. Powiedzieć, że obecnie jest drogo, to jak nic nie powiedzieć. Amerykańska waluta przez ponad 95 proc. minionych miesięcy 2021 roku była tańsza niż w tej chwili. Jej kurs jest jednocześnie w połowie drogi pomiędzy 4,30, czyli rekordami z epicentrum pandemicznych wstrząsów na rynkach z marca 2020 roku, a 3,60, czyli pułapami, do których notowania zbliżały się w grudniu ubiegłego roku. Wtedy rozpędzonemu złotemu kij w szprychy włożył Narodowy Bank Polski gigantycznymi interwencjami oficjalnie mającymi osłabić walutę i wspomóc odbicie koniunktury – mówi Bartosz Sawicki, analityk portalu usług wielowalutowych Cinkciarz.pl.

Czy dolar utrzyma ostatni impet i będzie dalej drożeć? Czy może warto poczekać, by za kilka tygodni, np. pod koniec roku, wymienić walutę w korzystniejszym kursie?

– Maksima siły amerykańskiej waluty najprawdopodobniej są już za nami. Spodziewamy się, że dolar jeszcze w tym roku wyraźnie stanieje, a jego kurs obniży się nawet o ok. 20 groszy względem obecnych pułapów – szacuje analityk Cinkciarz.pl.

Nie potrzeba wizy, ale…

Przypomnijmy, że niemal dwa lata temu Polska po długich staraniach dyplomatycznych dołączyła do Programu Ruchu Bezwizowego (Visa Waiver Program – VWP). Pozwala to naszym obywatelom podróżować turystycznie lub biznesowo do USA bez amerykańskiej wizy. Pobyt nie może jednak trwać dłużej niż 90 dni. Przed wylotem trzeba także zarejestrować się w Elektronicznym Systemie Autoryzacji Podróży (Electronic System for Travel Authorization – ESTA).

Jak informuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych, wniosek ESTA należy złożyć najpóźniej 72 godziny przed wylotem do USA. Rejestracja w systemie jest ważna przez dwa lata od momentu jej zatwierdzenia dla wszystkich krajów biorących udział w VWP. Opłata za złożenie i rozpatrzenie wniosku ESTA wynosi 14 USD.

Za 4 lata asystentów głosowych AI będzie więcej, niż ludności świata. Liderem globalnego rynku jest polski SentiOne

Zdaniem ekspertów pandemia przyspieszyła rewolucję cyfrową o 7 lat, a wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji do 2025 r. wzrośnie do 190 mld dolarów. Polski SentiOne jest obecnie liderem na światowym rynku AI pod względem rozumienia języka naturalnego. Sztuczna inteligencja  najczęściej jest wykorzystywana do analizy danych oraz automatyzacji obsługi klienta. InfoNina, bot AliorBanku stworzony przez  SentiOne, jest w stanie całkowicie samodzielnie obsłużyć już co 10. sprawę, z którą dzwonią klienci.

Rewolucja AI

Rok 2020 całkowicie odmienił podejście firm do automatyzacji obsługi klienta z użyciem sztucznej inteligencji, a technologiczna nowość, budząca dotychczas ostrożne zainteresowanie, stała się realną biznesową koniecznością dla wielu firm. Jeszcze dwa lata temu, gdy prezentowaliśmy na rynku nasze boty, nikt nie miał odwagi ani planów, by wdrażać je na większą skalę – mówi Kamil Bargiel, CEO SentiOne, polskiej firmy wspierającej marki w automatyzacji obsługi klienta za pomocą zaawansowanej sztucznej inteligencji, obecnej również w innych krajach europejskich, obu Ameryk i w regionie Bliskiego Wschodu – Teraz klienci potrzebują skutecznych i w pełni działających botów na wczoraj. Obecnie uczestniczymy w rewolucji, a to dopiero początek ścieżki.

Według raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości do 2025 r. wartość globalnego rynku AI wzrośnie do przeszło 190 mld dolarów, a rozwiązania na niej oparte wdroży aż 97 proc. największych międzynarodowych firm. W polskich firmach sztuczna inteligencja najczęściej używana jest do analizy danych oraz automatyzacji obsługi klienta – jako chatboty i voiceboty – dodaje Kamil Bargiel, CEO SentiOne Pandemia Covid-19 przyspieszyła rewolucję cyfrową o 7 lat, a dzięki AI firmy zwiększą swoją produktywność nawet o 30 proc. Do 2024 r. liczba asystentów głosowych ma osiągnąć 8,4 mld, czyli więcej, niż wynosi populacja całego świata. Jednak by te prognozy się spełniły, po stronie biznesów niezbędna jest gotowość do przeprowadzenia rewolucji wewnątrz organizacji. Wdrożenie botów wymaga przygotowania działów IT, obsługi klienta i analityki. Dlatego konieczne jest pozyskanie nowych kompetencji z zakresu transformacji cyfrowej, optymalizacji procesów i sztucznej inteligencji.

Boty w praktyce

W czasie pandemii infolinie bankowe odnotowały zwiększenie liczby telefonów o średnio 80 proc. miesięcznie, co wymogło konieczność automatyzacji. Z pomocy AI w obsłudze klientów korzysta m.in. Alior Bank –  obecnie wszystkie połączenia są odbierane przez wirtualną asystentkę InfoNinę, która samodzielnie załatwia co 10. sprawę, bez potrzeby przełączania rozmowy do konsultanta. Do końca grudnia planujemy zautomatyzować tyle procesów, by nasz bot obsługiwał 30-40 proc.zapytań klientów – dodaje Kamil Bargiel, CEO SentiOne. Z kolei na infolinii firmy windykacyjnej Kruk S.A. bot samodzielnie obsługuje już 25 proc. połączeń.

Dokąd zmierza rynek

W branżach takich jak finanse, ubezpieczenia czy energetyka większość spraw, z którymi dzwonią klienci, jest powtarzalna – np. pytanie o stan rachunku, zgłoszenie szkody, odczyt licznika. Tego typu proste sprawy można spokojnie przekazać sztucznej inteligencji, która jest w stanie samodzielnie m.in. weryfikować i autoryzować klientów, procesować wnioski o ubezpieczenie, windykować zadłużenia, sprawdzać deklaracje spłat, pomagać w wypełnianiu formularzy i umawiać spotkania z konsultantami. Bot jest w stanie prowadzić nawet 1000 rozmów jednocześnie, więc klient nie musi czekać na połączenie. Jeśli pomoc  konsultanta okaże się konieczna, wirtualny asystent przekieruje rozmowę od razu do właściwego działu i zawczasu poinformuje pracownika, kto i w jakiej sprawie dzwoni.

Dla prawidłowego działania chatbotów i voicebotów kluczowy jest proces uczenia sztucznej inteligencji rozumienia języka naturalnego, z angielskiego NLU (Natural-language understanding), który może być skuteczny tylko wtedy, kiedy danych do nauki jest bardzo dużo. Algorytmy SentiOne codziennie analizują 42 mln publicznych wypowiedzi internetowych, by zrozumieć, jak wypowiadają się ludzie. Dzięki temu boty rozumieją np. wyrazy bliskoznaczne, mowę potoczną i wulgaryzmy, potrafią zrozumieć różne akcenty i co oznacza cisza po drugiej stronie – tłumaczy Agnieszka Uba, Head of Product Marketing w SentiOne Nasza sztuczna inteligencja rozumie język naturalny ze skutecznością na poziomie 96 proc., pod tym względem jesteśmy liderem na rynku AI. Nawet jeśli klient na infolinii bankowej zapyta „Ile mam hajsu?”, to bot zrozumie, że chodzi o sprawdzenie salda rachunku. Pracujemy nad szablonami dostosowanymi do konkretnych branż, opartymi na korpusach językowych z danej dziedziny, tak by nauczenie bota nowych fraz i terminologii trwało jak najkrócej.

Chatboty i voiceboty nie zastąpią ludzi – podkreśla Kamil Bargiel, CEO SentiOnePrzejmą tylko najbardziej żmudne i powtarzalne procesy. Dzięki temu pracownikom zostaną te działania, które wymagają kreatywności, decyzyjności i specjalistycznej wiedzy. Obecnie odpływ pracowników w branży call center wynosi ok. 10 proc. – to bardzo dużo. Lepiej więc, by najbardziej nudną i frustrującą część pracy przejęły boty. Poza tym automatyzacja obsługi klienta wymaga tworzenia nowych miejsc pracy dla osób, które będą planować procesy automatyzacji, pisać scenariusze konwersacji, projektować i testować boty.

Brexit według ekspertów GEFCO: branża TSL jest przygotowana, ale kolejne miesiące przyniosą zmiany

Przemysław Milczarek, kierownik GEFCO ds. celnych podsumowuje wyzwania, jakie towarzyszyły organizacji transportów w pierwszych miesiącach po Brexicie i przypomina, jakie nowe obowiązki zostaną nałożone na przewoźników w najbliższym czasie.

Czym w praktyce okazał się Brexit i jak wpłynął na pracę przewoźników?

Pierwsze miesiące były bardzo trudne, ale tego spodziewali się chyba wszyscy. Branża uczyła się nowych przepisów na bazie własnych doświadczeń, cennymi informacjami z rynku dzielili się również klienci. W pierwszym kwartale 2021 r. do GEFCO spłynęło wiele zapytań w kwestii odpraw towarów i pomocy w utrzymaniu płynności dostaw. Poza tym firmy nagminnie poszukiwały brokerów celnych w Wielkiej Brytanii. Początki dla wszystkich były trudne i towarzyszyły im poważne zakłócenia w przesyłkach drobnicowych, co potęgowała pandemia i rosnąca sprzedaż w kanale e-commerce.

Jak długo trwały największe turbulencje?

Styczeń i luty były niewątpliwie najgorętszymi miesiącami, później sytuacja zdecydowanie się uspokoiła. Wiązało się to z rozpoczęciem regularnej współpracy polskich podmiotów z brokerami w Wielkiej Brytanii. Cześć firm dopiero po fakcie uświadomiła sobie, że Brexit powoduje istotne zmiany nie tylko w ich otoczeniu biznesowym, ale również generuje dodatkową pracę i obowiązki prawne. Uczenie się nowej rzeczywistości nadal trwa, bo część przedsiębiorstw, która sporadycznie wysyła towary do Wielkiej Brytanii, dopiero teraz staje oko w oko z Brexitem i szuka pomocy.

Czy dużo firm kontaktowało się z Wami?

Oczywiście. Firmy szukały wsparcia dużych operatorów logistycznych, wierząc, że taki gracz posiada wiedzę i odpowiednie zasoby umożliwiające sprawną kontynuację dostaw do Wielkiej Brytanii. Jako GEFCO byliśmy dobrze przygotowani do nowych realiów w branży transportowej. Otrzymywaliśmy również telefony od firm, które nie były naszymi klientami, ale chciały zasięgnąć fachowej opinii i dowiedzieć się, gdzie leży problem, z jakim się mierzą. Wyzwania z pierwszych miesięcy po Brexicie nie ominęły nikogo, ale dobrze sobie z nimi poradziliśmy i co ważne, byliśmy traktowani jako ekspert w zakresie utrzymania przepływów między Unią Europejską a Wielką Brytanią.

Z czego wynikała ta przewaga?

Przede wszystkim blisko współpracowaliśmy z naszą siostrzaną firmą GEFCO UK i wiele sukcesów zawdzięczamy istotnej pomocy ze strony naszych kolegów z Wielkiej Brytanii. Na bieżąco konsultowaliśmy kwestie odpraw celnych, wychodząc z założenia, że nikt nie zna lepiej realiów rynku brytyjskiego, niż firma logistyczna od wielu lat na nim funkcjonująca.

Jakie sytuacje przy organizacji pierwszych transportów potrafiły Pana zaskoczyć?

Z mojej perspektywy – jako specjalisty GEFCO ds. celnych – najtrudniejszy moment wiązał się z przekroczeniem granicy i dopełnieniem formalności. Niejednokrotnie zdarzało się, że nieświadomi nowych obowiązków kierowcy przekraczali granicę i pojawiali się w Polsce z towarem, który nie został zgłoszony urzędnikom Unii Europejskiej. Obecnie takie sytuacje już się nie zdarzają, ale wcześniej wywoływały kłopoty przy odprawach celnych, ponieważ wymagane dokumenty nie widniały w systemie. Powodowało to konieczność przeprowadzenia procedury awaryjnej, co wydłużało proces odprawy i generowało koszty.

Jak wyglądają przepływy do i z Wielkiej Brytanii?

Z perspektywy GEFCO nie obserwujemy problemów z transportem towarów. Każdy z naszego zespołu zna swoje obowiązki oraz procedury. Administracja francuska wciąż ulepsza system celny, co ogranicza przypadki niezgodności dokumentów z systemami pozostałych krajów UE. Jednak pomimo wielu usprawnień czas tranzytu uległ bezpowrotnie wydłużeniu w wyniku Brexitu. Na trasie z Wielkiej Brytanii do Polski konieczna jest wizyta przewoźnika w urzędzie celnym, aby dokonać odprawy celno-importowej, co wydłuża o co najmniej godzinę każdą procedurę.

GEFCO ma własną agencję celną. Czy to coś zmienia?

Większość towarów odprawiamy bezpośrednio z naszych agencji celnych zlokalizowanych w każdym większym oddziale GEFCO. Ciężarówka z towarem kieruje się do strefy celnej na terenie naszego oddziału, a nie do zewnętrznego urzędu celnego, a towar po odprawie może od razu trafić do magazynu GEFCO lub klienta. Takie rozwiązanie to duża zaleta wynikająca ze współpracy z dużymi operatorami logistycznymi, bo wszystko odbywa się szybciej.

Na jakie zmiany przepisów warto się przygotować?

Pierwsza zmiana czeka nas już 1 października. Obywatele UE wjeżdżający na terytorium Wielkiej Brytanii muszą posiadać paszport, a towary pochodzenia zwierzęcego importowane do Wielkiej Brytanii będą podlegać kontroli sanitarnej i fitosanitarnej. Unia Europejska jest kluczowym eksporterem artykułów spożywczych, w tym produktów pochodzenia zwierzęcego, do Wielkiej Brytanii. Wiosną, z uwagi na pandemię i chęć utrzymania płynności dostaw żywności, zdecydowano o przełożeniu daty obowiązywania nowych przepisów. Teraz ponownie podnoszą się głosy, że zostało mało czasu, a Europa mierzy się z kolejną falą pandemii, dlatego wprowadzenie kontroli sanitarnych i fitosanitarnych należałoby po raz kolejny odwlec w czasie.

Od stycznia 2022 r. pojawi się wymóg składania deklaracji bezpieczeństwa dla towarów eksportowanych z UE do Wielkiej Brytanii. Obecnie takie deklaracje obowiązują tylko na kierunku z Wielkiej Brytanii do Polski. Deklaracja jest składana przez przewoźników lub operatorów promowych. W przypadku deklaracji wywozowych w dalszym ciągu czekamy na dodatkowe informacje.

Czego można obawiać się w perspektywie kolejnego roku po Brexicie?

Jedną z głównych bolączek jest niedobór pojazdów oraz kierowców zawodowych, a sytuacja ta nie zmienia się pomimo podejmowania nowych inicjatyw. Na przykład brytyjska Agencja Normalizacyjna ds. Kierowców i Pojazdów zwiększyła liczbę przeprowadzanych egzaminów zawodowych na prawo jazdy do 3000 tygodniowo oraz rekrutuje nowych egzaminatorów. Dużo namieszać może również sytuacja z Covid-19. Po Brexicie zdarzało się, że pilny transport był wstrzymywany na granicy ze względu na pozytywny wynik testu kierowcy. Wtedy konieczne było szybkie znalezienie zastępstwa i dostarczenie towarów za wszelką cenę, aby zapobiec zatrzymaniu linii produkcyjnej, ponieważ w takim przypadku nawet godzinny przestój oznacza olbrzymie straty finansowe.

Dziękuję za rozmowę.

Toyota podwaja w Polsce produkcję elektrycznych napędów hybrydowych do Toyoty Yaris

  • Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) uruchomiła drugą linię produkcyjną małej elektrycznej przekładni do niskoemisyjnych napędów hybrydowych
  • Przekładnia ta, wraz z produkowanym w drugim zakładzie w Jelczu-Laskowicach silnikiem TNGA 1,5 l, tworzy hybrydowy zespół napędowy do Toyoty Yaris i Yaris Cross
  • To piąty z pakietu sześciu projektów hybrydowych uruchamianych w polskich fabrykach na przestrzeni lat 2018-2021

20 września Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) uruchomiła w Wałbrzychu drugą linię produkcyjną małej elektrycznej przekładni do niskoemisyjnych napędów hybrydowych, montowanych w Toyocie Yaris i Yaris Cross. Przekładnia współpracuje z najnowszej generacji silnikiem o pojemności 1,5 l zaprojektowanym w oparciu o globalną platformę projektową Toyoty TNGA (Toyota New Global Architecture), którego produkcja ruszyła w czerwcu 2020 w Jelczu-Laskowicach.

W pierwszej połowie roku sprzedaż Yarisa, najpopularniejszego modelu Toyoty w Europie, stanowiła ponad jedną piątą (21,1%) wszystkich samochodów koncernu. W tym samym czasie w Polsce Yaris to aż 36,2% wszystkich sprzedanych Toyot. Nowa generacja Toyoty Yaris zdobyła tytuł Europejskiego Samochodu Roku 2021 („European Car of the Year”). Napędy hybrydowe trafiają również do Toyoty Yaris Cross, czyli pierwszego SUV-a Toyoty w segmencie B, którego produkcja ruszyła we Francji w lipcu b.r. Model ten cieszy się dużym zainteresowaniem klientów, o czym świadczy 1867 zamówień w przedsprzedaży w Polsce.

W ramach inwestycji w obie linie produkcji przekładni hybrydowych Toyota rozbudowała w Wałbrzychu zakład odlewni o 1700 m2 oraz zainstalowała w obecnej hali skrzyń biegów nowe linie obróbcze, linię produkcji silników elektrycznych MG1 oraz linię montażu. Dodatkowo pod koniec roku w Wałbrzychu uruchomiona zostanie kolejna linia silników hybrydowych TNGA 1,5 l. W ten sposób produkcja elektrycznych napędów hybrydowych do Toyoty Yaris i Yaris Cross zostanie podwojona. W związku z tymi projektami zakład w Wałbrzychu zatrudnił dodatkowo ponad 300 pracowników.

„Pomimo zawirowań na rynku spowodowanych pandemią, ograniczoną dostępnością półprzewodników i czasowym wstrzymaniem produkcji samochodów udało nam się uruchomić nową linię o kilka tygodni wcześniej niż zakładały pierwotne terminy. To zasługa przede wszystkim naszych pracowników, którzy wykorzystując nowoczesne metody komunikacji on-line potrafili razem z dostawcami oraz inżynierami z Japonii i innych krajów dokonać instalacji i uruchomienia maszyn oraz przeprowadzić próby produkcyjne” – podkreśla Dariusz Mikołajczak, prezes Toyota Motor Manufacturing Poland.

To piąty z pakietu sześciu projektów hybrydowych uruchamianych w polskich fabrykach na przestrzeni lat 2018-2021. Po uruchomieniu wszystkich projektów w 2022 roku w polskich zakładach Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach funkcjonować będą trzy linie elektrycznych przekładni hybrydowych oraz trzy linie silników zaprojektowanych w architekturze TNGA. Dodatkowo, w roku 2020 w TMMP rozpoczął działalność Dział Testów i Oceny Napędów Hybrydowych, którego celem jest przyspieszenie procesu testowania napędów hybrydowych oraz lokalizacji produkcji komponentów hybrydowych w Europie. Wraz z obecnie realizowanymi projektami poziom inwestycji w obu zakładach do 2022 roku wzrośnie do prawie 6 miliardów złotych, możliwości produkcyjne do 1,65 miliona podzespołów rocznie a zatrudnienie do ponad 3000 osób.

Najnowsze inwestycje TMMP stanową kluczowy element strategii Toyota Motor Europe, która ma na celu dalszą lokalizację w Europie produkcji elektrycznych napędów hybrydowych tak, by zrealizować założenia firmy polegające na sprzedaży 1,4 mln pojazdów rocznie do 2025 r. W planach Toyoty w 2025 90% sprzedaży będzie obejmowało zelektryfikowane układy napędowe: hybrydowe, hybrydowe typu plug-in oraz zeroemisyjne zasilane bateriami lub wodorem.

Niskoemisyjna technologia hybrydowa Toyoty

Samochody hybrydowe korzystają z dwóch źródeł mocy – benzynowego i elektrycznego. W czasie hamowania energia kinetyczna samochodu hybrydowego jest odzyskiwana i zamieniana na energię elektryczną, dzięki czemu pojazd zużywa mniej paliwa. Toyota uważa technologię hybrydową za ważny krok na drodze do pełnej elektromobilności. Technologia ta zapewnia klientom najlepsze obecnie dostępne na rynku, ekologiczne, a zarazem ekonomiczne i wygodne w użytkowaniu rozwiązanie, a miastom gotowe narzędzie do walki ze smogiem. Toyota ulokowała w Polsce pierwszy poza Azją ośrodek produkcji i rozwoju napędów hybrydowych na świecie. Dostarcza on elektryczne przekładnie hybrydowe i współpracujące z nimi silniki benzynowe TNGA do niskoemisyjnych samochodów koncernu produkowanych w Europie.

Projekty związane z technologią hybrydową realizowane w polskich fabrykach Toyoty

Podzespół Zakład produkcyjny Roczne zdolności produkcyjne
(3 zmiany)
Wielkość inwestycji [mln PLN] Start produkcji
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego z silnikiem 1,8 l Wałbrzych 175 tys. 278 listopad 2018
Silnik 2,0 l TNGA Jelcz-Laskowice 312 tys. 370 wrzesień 2019
Silnik 1,5 l TNGA Jelcz-Laskowice 400 czerwiec 2020
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego z silnikiem 1,5 l Wałbrzych 175 tys. 300 kwiecień 2021
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego z silnikiem 1,5 l (druga linia produkcyjna) Wałbrzych 175 tys. 600    wrzesień

2021

Silnik 1,5 l TNGA (druga linia produkcyjna) Wałbrzych oraz Jelcz-Laskowice 155 tys. 4. kwartał

2021

Architektura TNGA

Toyota New Global Architecture to globalna architektura, w której projektowane są obecnie wszystkie nowe modele Toyoty. Platforma ta oznacza wspólne zasady konstruowania poszczególnych typów podwozi i nadwozi, jak i układów napędowych do różnych modeli. Jej cechą charakterystyczną jest niżej położony środek ciężkości oraz sztywniejsze nadwozie samochodu, co przekłada się na wysoki poziom bezpieczeństwa biernego oraz większy komfort jazdy. Od strony produkcyjnej TNGA oznacza projektowanie zautomatyzowanych linii produkcyjnych, a co za tym idzie wyższą wydajność, modułową konstrukcję linii umożliwiającą produkowanie różnych typów podzespołów lub napędów na jednej linii produkcyjnej oraz lepszą ergonomię pracy i mniejszą uciążliwość dla środowiska.

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP)

TMMP posiada dwa zakłady zlokalizowane na Dolnym Śląsku. Fabryka w Wałbrzychu produkuje elektryczne przekładnie do niskoemisyjnych samochodów hybrydowych z silnikiem 1,8 l, 1,5 l i 1-litrowe silniki benzynowe oraz manualne i półautomatyczne skrzynie biegów. Jej obecne roczne możliwości produkcyjne sięgają 525 tysięcy elektrycznych przekładni do napędów hybrydowych, 258 tysięcy silników i 633 tysięcy skrzyń biegów. Zakład w Jelczu-Laskowicach produkuje silniki benzynowe 1,5 l oraz 2,0 l TNGA, a jego zdolności produkcyjne wynoszą 312 tysięcy jednostek napędowych rocznie. Fabryki TMMP zaopatrują montownie samochodów Toyoty oraz firmy Lotus, prowadzone przez spółki europejskie w Czechach, Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji i Rosji oraz poza Europą: w Republice Południowej Afryki i Japonii.

Budownictwo mieszkaniowe: po wiosennych rekordach jesienne uspokojenie

Ostatnia publikacja gusowskich statystyk, prezentująca wyniki budownictwa mieszkaniowego w miesiącu sierpniu oraz pierwszych ośmiu miesiącach bieżącego roku, sygnalizuje nadchodzący tradycyjny spadek wolumenów w ostatnich miesiącach roku. W żadnym razie nie oznacza to słabnięcia koniunktury inwestycyjnej na mieszkaniowym rynku pierwotnym.

Po zaskakująco udanym, czy wręcz rewelacyjnym w tym roku okresie wiosenno-letnim, inwestorzy mieszkaniowi z powodzeniem kontynuują starania o utrzymanie statystyk inwestycyjnych rynku mieszkaniowego na zadowalających poziomach, choć jak niemal każdego roku nieco niższych w miarę zbliżania się końcówki roku.

Sierpień przyniósł nieznaczne, ale widoczne gołym okiem spadkowe odreagowanie gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego po sześciu miesiącach rekordowego ożywienia, które z racji okoliczności trwającej pandemii zapisze się zapewne w rynkowej historii na długo. W ubiegłym miesiącu zanotowano regres w dwóch kategoriach danych: mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, a więc najważniejszych z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury. Tymczasem nie jest to jednak jakikolwiek sygnał trwalszego osłabienia koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki, choć niewykluczone, że takowego należy wypatrywać już w przewidywalnej perspektywie.

Zasadniczym kołem zamachowym inwestycyjnej koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego jest ewolucja statystyk mieszkań rozpoczętych. Tym razem rezultat ogółem za 8 miesięcy br. osiągnął poziom blisko 195 tys. lokali, co oznacza wzrost rok do roku o, bagatela, prawie 40 proc. W przypadku samych deweloperów wynik 117 tys. oznacza jeszcze większy progres – o 52 proc. Jednak wyniki miesięczne za sierpień w odniesieniu do poprzedzającego lipca są już wyraźnie niższe o około 7 proc., niemal identyczne zarówno ogółem, dla deweloperów, jak i inwestorów budujących na własne potrzeby. Mimo to w sumie są to jednoznaczne sygnały utrzymywania się rewelacyjnej wręcz passy rynku pierwotnego w jego odsłonie inwestycyjnej.

Nie mniej istotne dla bieżącej koniunktury, za to dużo bardziej przydatne w prognozowaniu przyszłych trendów rynku mieszkaniowego, są dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Tych inwestorzy wspólnie zgromadzili od początku roku już ponad 227 tys., czyli o 35 proc.  więcej niż w analogicznym okresie 2020 roku. W samym sierpniu nowych pozwoleń było ogółem bez mała 27 tys., 28 proc. więcej rok do roku i 7 proc. mniej miesiąc do miesiąca. Sami deweloperzy od stycznia do sierpnia br. uzyskali ponad 142 tys. pozwoleń, czyli dokładnie 41 proc. więcej licząc rdr. Wypracowany przez nich wynik miesięczny na poziomie 16,1 tys. decyzji administracyjnych jest wprawdzie nieco gorszy licząc miesiąc do miesiąca, jednak pozostaje w strefie ponadprzeciętnych wartości z ostatnich lat.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Utrzymanie bardzo wysokiego wolumenu tych decyzji administracyjnych, z progresem względem zeszłorocznych wartości liczonym w dziesiątkach procent, mówi samo za siebie o ich wciąż zdecydowanie optymistycznej ocenie perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie.Tab.1 Budownictwo mieszkaniowe

Już od blisko roku nieco słabszym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania. Ogółem w okresie styczeń – sierpień br. oddano prawie 143 tys. mieszkań, czyli o 4 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dużo słabiej przedmiotowe statystyki prezentują się w przypadku deweloperów, którzy z wynikiem 83 tys. ukończonych lokali notują regres rzędu blisko 7 proc. Dane miesięczne za sierpień sygnalizują jednak możliwe odbicie w tej kategorii danych już w bezpośredniej perspektywie.

W sumie sierpień okazał się miesiącem korekcyjnym w odniesieniu do statystyk inwestycyjnych GUS rynku mieszkaniowego dotyczących lokali rozpoczętych i nowych pozwoleń. Co istotne jednak, kilkuprocentowe spadki ujawniły się w relacji miesiąc do miesiąca, natomiast rok do roku inwestorzy mieszkaniowi notują rekordowo wysokie wyniki. Świadczy to najlepiej o bieżącym stanie koniunktury rynkowej, której trudno przypisać jakiekolwiek słabe punkty.

Krajobraz rodzimej mieszkaniówki od strony inwestycyjnej wciąż nie zdradza więc jakichkolwiek widocznych symptomów osłabienia. Czy pojawią się one już w przewidywalnej przyszłości?

Bardzo trudno jest dopatrywać się jakichkolwiek czynników wewnętrznych, które stanowiłyby większe zagrożenie dla rynkowej prosperity, jaka na dobre już opanowała krajowy mieszkaniowy rynek pierwotny, tak od strony inwestycyjnej jak i sprzedażowej. Tymczasem przypadek spółki Evergrande, chińskiego potentata branży deweloperskiej, z dnia na dzień coraz bardziej spędza sen z powiek inwestorom na całym świecie, wywołując coraz silniejsze turbulencje na globalnym rynku kapitałowym. Co gorsza, sytuacja do złudzenia zdaje się przypominać upadek Lehman Brothers przed 13-tu laty, przy analogicznie rozgrzanych do czerwoności głównych rynkach nieruchomości Europy i świata. W tym stanie rzeczy brak poważniejszych zagrożeń wewnętrznych wystąpienia sytuacji kryzysowej rodzimego rynku nieruchomości, ustępuje miejsca czynnikowi zewnętrznemu, który może odczuwalnie zachwiać stanem rodzimej koniunktury w przypadku uruchomienia globalnego efektu domina po ewentualnym bankructwie Evergrande.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Europa chce być smart, rosną wydatki na IoT

Rośnie rynek Internetu Rzeczy (IoT) w Europie. W porównaniu z 2020 tegoroczne nakłady na IoT na Starym Kontynencie wzrosną o ponad 12%. Co ciekawe, dobra koniunktura to nie tylko zasługa biznesu, ale także klientów.

Europa chce być smart. Widać to głównie po rosnących wydatkach na rozwiązania z zakresu Internetu Rzeczy. Jak podaje IDC, w ciągu zaledwie 12 miesięcy rynek urośnie o ponad 12%. Eksperci firmy analitycznej spodziewają się, że w tym roku wydatki na IoT wyniosą 170,45 mld euro. To o 18,57 mld euro więcej niż w 2020. – Internet Rzeczy to technologia atrakcyjna dla wielu branż, co przekłada się na rosnące wydatki. Z rozwiązań określanych mianem IoT korzysta przemysł, ale też opieka zdrowotna czy handel detaliczny, a to tylko przykłady, bo również konsumenci mogą być beneficjentami wspomnianej technologii – wyjaśnia Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem w BPSC i dodaje: – Granica między tym, co offline, a online coraz bardziej się zaciera, a to właśnie na styku tych dwóch światów mamy IoT. Im bardziej stajemy się technologiczni, tym więcej Internetu Rzeczy pojawi się w naszej przestrzeni – tłumaczy ekspert ze śląskiej spółki IT. BPSC jest dostawcą oprogramowania dla biznesu, głównie sektora produkcyjnego i jak wykazuje analiza IDC, właśnie ta branża będzie liderem pod względem wydatków.

Konie pociągowe

Jak wynika z raportu opracowanego przez firmę Farnell, rynek IoT ciągnięty jest przez trzy rozpędzone konie pociągowe, które odpowiadają za ponad połowę jego wartości. Eksperci wskazują na automatykę przemysłową (25%), automatykę domową (18%) oraz rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji (12%), jako mające największy wpływ na sumę wydatków ponoszonych na rozwiązania Internetu Rzeczy.

Szczególnie producenci przemysłowi sporo sobie obiecują po nowej technologii. Nic dziwnego, skoro urządzenia IoT, są zmaterializowaną wizją fanów filmów fantastyczno-naukowych, w której nowoczesne układy potrafią bez udziału człowieka wymieniać się informacjami. Ta samowystarczalność pozwala im z jednej strony na bardziej efektywne funkcjonowanie, a z drugiej na optymalizację całego procesu produkcyjnego. – Czujniki, sensory, mikrokontrolery, urządzenia niezbędne do stworzenia inteligentnej fabryki znacznie potaniały. Również dzięki przetwarzaniu w chmurze przechowywanie i analizowanie dużych zbiorów danych stało się znacznie bardziej dostępne – mówi Sławomir Kuźniak i dodaje: – Upowszechnienie rozwiązań IoT, zarówno w sferze sprzętu, jak i oprogramowania, które integruje dane z czujników i sensorów, to szansa dla całego sektora produkcji, którego uczestnicy, bez względu na wielkość i rynek, mogą cieszyć się z topowych rozwiązań automatyzujących, jakie jeszcze do niedawna były zarezerwowane dla największych.

Rosnące zapotrzebowanie na technologie Internetu Rzeczy powinno ucieszyć dostawców oprogramowania dla biznesu. Bo rosnący popyt na IoT ciągnie za sobą sprzedaż całej niezbędnej infrastruktury, w tym m.in. systemów MES, które są bardzo ważnym elementem Internetu Rzeczy i składnikiem cyfrowych fabryk przyszłości. Bo warto zauważyć, że motorem napędowym rozwoju IoT jest Czwarta Rewolucja Przemysłowa, czyli połączenie dwóch światów: fizycznego z wirtualnym.

Handel: 3 na 4 przedsiębiorstwa planują wdrożenia IT, a zwrotu z inwestycji oczekują w ciągu roku

Cyfryzacja opanowała handel, jednak ciągle jej mało. Aż 85 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej sektora detalicznego ocenia, że sama digitalizacja to za mało, a branża potrzebuje zróżnicowanych strategii wspieranych danymi. W branży handlowej dominuje pogląd, że aby uzyskać zadowalający zwrot z inwestycji, cyfryzować się trzeba szybciej.

Firma konsultingowa BDO przygotowała raport oparty na badaniu przedstawicieli kadry kierowniczej. Główny wniosek z raportu „2021 Retail Digital Transformation”, to pilna potrzeba wdrożeń IT w sektorze handlu.

3 na 4 przedsiębiorstwa handlowe planują inwestycje w technologie cyfrowe, wynika z raportu BDO. Firma konsultingowa zapytała przedstawicieli kadry kierowniczej wyższego szczebla o plany i wyzwania związane z cyfrową transformacją ich organizacji. Kadra c-level ma bardzo konkretne oczekiwania – spodziewają się szybkiego wzrostu przychodów, najlepiej w ciągu roku. Aż 97 proc. przewiduje w tym samym okresie wzrost rentowności. No i dosłownie wszyscy ankietowani (100 proc.!) deklarują, że wdrożone rozwiązania zdecydowanie przyczynią się do osiągnięcia bądź przekroczenia oczekiwanych wyników biznesowych. Handel pilnie potrzebuje innowacji IT.

W jakie rozwiązania IT inwestują detaliści?

W handlu nie chodzi już tylko o produkty. Coraz bardziej istotne stają się doświadczenia konsumentów. Dlatego jednym z kluczowych obszarów inwestowania detalistów w technologie jest dziś obsługa klienta. Sprzedawcy skupiają się na bezproblemowej, wygodnej oraz jak najbardziej spersonalizowanej obsłudze zakupów, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online.

Wg danych PWC, aż 86 proc. konsumentów jest w stanie zapłacić więcej za doskonałą obsługę klienta, a 32 proc. klientów odejdzie od sklepu lub marki po zaledwie jednym negatywnym doświadczeniu. Firmy handlowe będą zatem w najbliższej przyszłości konkurować ze sobą nie produktem czy ceną, ale właśnie obsługą klienta. PWC ocenia, że odsetek firm inwestujących w wielokanałowe doświadczenia konsumentów wzrósł w ciągu ostatniej dekady (od 2010 do 2020 roku) z 20 do 80 proc.

– Konkurencja w handlu detalicznym jest dziś ogromna. Dobry produkt to za mało, trzeba zadbać o klienta. Ten, kto tego nie zrobi, wypadnie z gry – tłumaczy Adam Sienkiewicz, Head of Sales z firmy Sagra Technology, dostawcy systemów klasy SFA, CRM i Business Intelligence. – Sprzedawcy coraz więcej inwestują w obsługę klientów i umożliwiają im zakupy na platformie internetowej za pośrednictwem różnych urządzeń, wykorzystując dodatkowo narzędzia takie jak czaty czy media społecznościowe. W sklepach stacjonarnych wykorzystują natomiast szereg rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji czy lokalizacji, które służą personalizacji i pomagają w budowaniu długofalowych relacji – dodaje.

Jakie innowacje wdrażają ankietowani aby zwiększyć zyski? Klientom kupującym online, 7 na 10 sklepów proponuje dedykowane aplikacje zakupowe. A ponieważ, jak twierdzą eksperci, obecnie przeciętny człowiek poświęca aż 5 lat swojego życia na media społecznościowe, detaliści również idą w tym kierunku. Już 61 proc. z nich wykorzystuje do sprzedaży serwisy społecznościowe.

Sprzedaż tradycyjna także coraz śmielej spogląda w stronę technologii. 68 proc. detalistów wykorzystuje analitykę danych sklepowych, czyli przetwarza dane behawioralne klientów i wyciąga z niej spostrzeżenia. Analityka sklepowa koncentruje się na optymalizacji wydajności punktu sprzedaży i jest stosowana zarówno do poprawy obsługi klienta, jaki i zwiększenia obrotu. Inne wdrożenia to mobilne punkty sprzedaży, z których korzysta 64 proc. pytanych, czy aplikacje wykorzystujące nawigację, stosowane przez 35 proc. z nich.

Technologiczne wsparcie dla pracowników

Inwestycje handlowców w IT nie kończą się na kliencie. Jakie jeszcze technologie wspomogą handel? Z pewnością automatyzacja, która stopniowo zastępuje konkretne zadania pracowników sklepów. Wbrew powszechnym obawom, automatyzacja wcale nie będzie eliminować ich roli, a raczej uwalniać czas, aby mogli wykonywać inne zadania. Z tego powodu firmy powinny uwzględniać nowe realia w swoich strategiach zatrudnienia. Jak wynika z badania BDO, blisko połowa ankietowanych (47 proc.) widzi potrzebę reorientacji pracowników w kierunku strategicznych inicjatyw IT. Dwóch na pięciu (39 proc.) uwzględnia w tych zmianach wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz kompleksowe przewartościowanie ról pracowników (38 proc.). Niemal co czwarty (26 proc.) planuje zwiększenie zatrudnienia.

Optymalizacja łańcuchów dostaw

Dla stworzenia płynnych łańcuchów dostaw i zaspokojenia potrzeb klientów konieczne jest wykorzystywanie danych, czyli ich systematyczne gromadzenie oraz analiza. To wiedza coraz bardziej oczywista także dla detalistów, którzy już wdrażają związane z tym innowacje IT. Wg raportu, 55 proc. sprzedawców zapewnia klientom możliwość śledzenia zamówień w czasie rzeczywistym, a prawie tyle samo (52 proc.) korzysta z systemu do zarządzania zapasami, który pomaga w uzupełnianiu zapasów na regałach. Blisko połowa (47 proc.) korzysta z aplikacji do zarządzania logistyką magazynową.

Rozwiązania wykorzystujące analitykę szczegółowych danych dotyczących produkcji, zaopatrzenia, stanów magazynowych i sprzedaży umożliwiają optymalizację łańcuchów dostaw. W efekcie zamówienia online mogą być realizowane z dnia na dzień, a zatowarowanie w sklepach stacjonarnych i zapasy w hurtowniach może być utrzymywane na bezpiecznym poziomie w pełni zautomatyzowany sposób – wyjaśnia Adam Sienkiewicz. – To, na co jeszcze organizacje powinny zwrócić uwagę, to ujednolicanie danych z różnych źródeł, aby móc na nich pracować i maksymalnie wykorzystywać ich wartość. Służą do tego platformy integrujące dane, które w zautomatyzowany sposób sprowadzają informacje płynące od producentów, dystrybutorów czy sklepów, do wspólnego mianownika, aby możliwa była ich analiza. Skorzystać na tym mogą wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw – podkreśla ekspert.

Euro przebija 4,60 zł

Kumulacja negatywnych sygnałów na rynkach powoduje, że złoty jest wyraźnie w odwrocie. Słabsze dane makroekonomiczne oraz problemy na giełdach spowodowały przecenę rodzimej waluty.

Słabsze dane z Polski

Produkcja przemysłowa, opublikowana wczoraj przez GUS nie osiągnęła oczekiwanych poziomów. 13,2% w skali roku to dobry wynik, ale nie tak dobry jak oczekiwano. Jak to często bywa, ostatnio na wynik ten lepiej spojrzeć z perspektywy średniej dwuletniej. W zeszłym roku wzrost wynosił 1,5%. Mamy zatem średnioroczny wzrost poniżej 7,5%. Ten poziom z kolei jest już zupełnie standardowym wynikiem dla gospodarki takiej jak Polska. Złoty przyjął te dane negatywnie osłabiając się względem euro. Pod koniec dnia euro kosztowało nawet przez chwilę 4,61 zł.

Szwedzi nie zmieniają stóp procentowych

Dzisiejsza decyzja w Szwecji jest początkiem tego tygodniowej serii decyzji banków centralnych w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami Szwedzi nie zmienili stóp procentowych utrzymując dotychczasowy poziom 0%. Co ciekawe Szwedzi podnosili rekordowo niskie stopy procentowe jeszcze przed pandemią. W latach 2016-2018 stopy procentowe wynosiły -0,5%. W trakcie pandemii koronawirusa nie zostały już ponownie obniżone wbrew działaniom większości banków centralnych. Jest to jeden z powodów, przez które korona szwedzka od początku pandemii umocniła się wyraźnie względem euro.

Sytuacja na giełdach

Po piątkowym lekkim spadku na WIG-u wczoraj mieliśmy niespodziewanie duży spadek na otwarciu. Dzisiaj od rana rynek powoli odrabia straty, ale wciąż jest około 3% poniżej poziomów z zeszłego tygodnia. Spadki te mają najprawdopodobniej swój początek w Azji, gdzie w Chinach poważne problemy ma jeden z największych deweloperów. To właśnie potencjalne bankructwo tego podmiotu jest powodem zamieszania na rynkach. Wzrost niepewności powoduje, że inwestorzy unikają bardziej ryzykownych inwestycji. To z kolei przekłada się również w dalszej kolejności na słabość złotego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GUS o e-handlu w sierpniu – eksperci komentują

Wg dzisiejszych danych GUS w sierpniu 2021 r. w porównaniu z lipcem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 5,6%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej zwiększył się z 7,4% w lipcu br. do 7,9% w sierpniu br.

Poniżej najnowsze dane komentują eksperci z Unity Group i Insightland:

Komentarz Sebastiana Błaszkiewicza, dyrektora sprzedaży w Unity Group

Udział e-handlu w obrotach handlu detalicznego może wzrosnąć do 23 proc. w 2023 r.

Nieznaczne zmiany udziału e-commerce w ogólnej sprzedaży detalicznej są podyktowane sezonowością: sierpień to czas powrotów z wakacji, przygotowań do powrotu do szkół, przedszkoli. Dominują wtedy zakupy podręczników, materiałów szkolnych, wyposażenia/mebli, a to są rzeczy chętnie kupowane przez internet. Dane GUS mówią tylko o pewnym wycinku rynku, są zdjęciem stanu na koniec danego miesiąca. Natomiast na przełomie ostatnich kilkunastu miesięcy doszło do istotnych i postępujących zmian w wielu segmentach e-sprzedaży. Wg najnowszego raportu PMR w zeszłym roku rynek handlu detalicznego w internecie urósł o 45 proc. i osiągnął udziały na poziomie 15 proc. całego handlu w Polsce. Ta sama firma badawcza ocenia, że w 2023 roku ten wskaźnik ma przebić 20 proc., a wg naszych wstępnych prognoz może on dobić aż do poziomu 23 proc. Wzrosty w obszarze online niezmiennie utwierdzają przedsiębiorców w przekonaniu, że obrana droga rozwoju, opierająca się na dynamicznej transformacji cyfrowej (w szczególności handlu) jest właściwa i perspektywiczna – wciąż rośnie liczba sklepów internetowych. Polacy wg badań kupują w internecie coraz częściej, zastępując tym samym tradycyjne/stacjonarne podejście do zakupów. Te istotne zmiany trendów zakupowych zostały dostrzeżone przez przedsiębiorców, a digitalizacja kolejnych specjalizacji, do tej pory odpornych na on-line’owe kanały sprzedaży, staje się normą. Przykładem „nowych” są przedstawiciele branży ogrodniczej, od lat chętnie korzystający z innowacyjnych rozwiązań w obszarach produkcyjnych, jednak równolegle zaniedbujący kanały dystrybucji. Po pandemii już wiedzą, że konieczna jest także otwartość na zmiany związane ze sprzedażą i masowo rozpoczęli proces integracji produkcji ze sprzedażą, wdrażając elektroniczne kanały sprzedaży B2B/B2C, B2B2C.

Polski rynek e-commerce ciągle rośnie, a udział w sprzedaży detalicznej na tle całej Europy wywindował nas na pozycję „lidera wzrostu” w tej części świata. Atrakcyjność biało-czerwonego e-rynku podkreślają kolejne marketplace’y. Shopee, marketplace z Singapuru znany głównie z działalności w krajach Azji oraz Ameryki Południowej, ogłosił wejście także do nas. To spore wyzwanie m.in. dla Allegro, ponieważ Azjaci już na starcie zaproponują sprzedawcom handel bez pobierania prowizji przez pierwszych sześć miesięcy. Tezę o dużej atrakcyjności polskiego e-handlu potwierdziła też Klarna, wchodząc w połowie sierpnia do Polski ze swoimi płatnościami odroczonymi.

Mówiąc o wyzwaniach, nie możemy zapomnieć, że firmy, nie mając pewności, co do przyszłości, nadal pracują w trybie zakładającym wystąpienie kolejnego lockdownu. Przedsiębiorcy są ciągle przygotowani na ograniczenie handlu stacjonarnego, a te z całą pewnością spowodują kolejne piki w on-line. Powiew grozy czuje także środowisko IT za sprawą propozycji zawartych w Polskim Ładzie. Organizacje branżowe aktywnie postulują o szereg zmian do przedstawionego projektu, z powodu pojawiających się zaniepokojonych głosów o przenoszeniu i ograniczaniu inwestycji oraz emigracji specjalistów IT. Pewne jest, że swoje obawy przedsiębiorcy wkalkulują w koszty działalności, a to oznacza dla nas kolejne wzrosty cen i stawek specjalistów. To ważne zagadnienia, wymagające natychmiastowej atencji decydentów, bo zdecydują o tempie cyfryzacji polskiej gospodarki, w tym handlu, co na koniec zaważy na poziomie konkurencyjności naszego kraju.

Komentarz Katarzyny Iwanich, prezes Insightland z Grupy Hexe Capital

Kolejny miesiąc wzrostów w e-handlu

Sierpień przyniósł zwiększenie udziału kanału online w polskim handlu – to miesiąc powrotów z urlopów, ale i przygotowań do nowego roku szkolnego, stąd wzrosty sprzedaży w kategorii “prasa i książki”. Natomiast bez względu na chwilowe wahnięcia w dół czy w górę miesiąc do miesiąca, udział kanału online w całym handlu będzie rósł w ujęciu rok do roku i tego trendu nie da się już zatrzymać.

Coraz częściej pojawiają się prognozy, że w 2021 roku udział transakcji online w całej sprzedaży detalicznej w Polsce będzie już dwucyfrowy (wg metodologii GUS). Przed nami miesiące przedświąteczne, w których co oczywiste, na wszelkie zakupy wydajemy najwięcej w całym roku. Może się okazać że już w listopadzie lub grudniu bariera dwucyfrowego odsetku e-commerce w całym handlu zostanie przekroczona. Szczególnie, gdy coraz częściej opinię publiczną obiegają informacje o planowanym wprowadzeniu obostrzeń, co zwykle w pierwszej kolejności odcina kupujących od sklepów stacjonarnych w centrach handlowych. Do tego przed nami stałe już w e-commercowych kalendarzach punkty, takie jak Black Friday czy Cyber Monday, które zaczyna się już nawet nazywać po prostu Black Week.
Na wzrosty w e-handlu ciągle wpływają, a ich znaczenie będzie rosło, takie czynniki jak zwiększająca się popularność zakupów w platformach społecznościowych czy rosnąca popularność narzędzi pomagających w zakupach online – jak choćby asystenci głosowi, wykorzystujący technologię voice search (Alexa, Siri, Google). Obserwujemy także stale rosnące wartości pojedynczych koszyków. To zaś w dużej mierze zasługa między innymi popularyzacji metod odroczonej płatności, które nad Wisłą oferuje już kilka podmiotów. W perspektywie dekady nawet połowa sprzedaży może być w Polsce dokonywana w online – jesteśmy technologicznie i e-commerce’owo jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie.

Jak praca zdalna wpływa na nasz well-being? Wyniki badania Michael Page

Okres izolacji społecznej i nowe wyzwania wynikające z przejścia na pracę zdalną dały się Polakom we znaki. W najnowszym badaniu Candidate Pulse, przeprowadzonym w III kwartale 2021 r., Michael Page zapytał polskich pracowników o zdrowie psychiczne i well-being w pracy. Okazuje się, że ponad 60 proc. respondentów odczuwa negatywne skutki pandemii. Nawet połowa badanych czuje więcej presji ze strony pracodawcy, a 42 proc. przyznaje, że równowaga między pracą, a życiem prywatnym (work-life balance) została zachwiana.

Jesteśmy bardziej zestresowani i sfrustrowani

Michael Page zapytał kandydatów o wyzwania, z jakimi zmagają się od początku pandemii oraz uczucia, które towarzyszą im w okresie izolacji i w wyniku przejścia na pracę zdalną. Respondenci najczęściej wskazywali, że skutkiem pandemii jest wyższy poziom stresu lub niepokoju (22 proc.), utrata bądź przyrost wagi (20 proc.), a także pogorszenie jakości snu (19 proc.). Niemal co czwarty ankietowany stwierdził, że w wyniku pandemii odczuwa większy poziom frustracji i złości (18 proc.) oraz niższy poziom motywacji i energii (17 proc.).

Więcej presji, mniej wyrazów uznania

Jeśli chodzi o wpływ pracy zdalnej na well-being pracowników, 24 proc. badanych stwierdziło, że towarzyszy im poczucie izolacji. Jednak okazuje się, że samotność nie jest największą bolączką pracowników. 50 proc. badanych przyznało, że czuje większą presję ze strony pracodawcy, a 49 proc. uważa, że ich praca nie jest wystarczająco doceniana. Zaburzenia w harmonii work-life balance dostrzega ponad 40 proc. respondentów.

Nasze badanie pokazało, że okres pandemii boleśnie odbija się na naszym zdrowiu psychicznym, co wpływa również na naszą efektywność i motywację do pracy. Dlatego pracodawcy powinni teraz szczególnie zadbać o well-being swoich pracowników. Niestety 40 proc. uczestników naszego badania uważa, że ich przełożeni i menadżerowie bagatelizują kwestię zdrowia psychicznego, a tylko 22 proc. badanych potwierdziło, że w ich firmach podjęto działania nastawione na poprawę samopoczucia zatrudnionych. To bardzo niepokojące dane, które pokazują, że zdrowie psychiczne jest dla wielu z nas nadal tematem tabu. Tymczasem, jakość pracy i motywacja do osiągania sukcesu jest wysoce zależna od naszej kondycji psychicznej i samopoczucia. Zadbanie o dobrostan psychiczny pracowników jest podstawą do tego, aby móc w pełni korzystać z potencjału pracowników – mówi Jacek Łuć, dyrektor w Michael Page.

Jak poprawić well-being pracowników?

Michael Page poprosił kandydatów o wskazanie konkretnych rozwiązań, które w ich opinii mogłyby pomóc wpłynąć na ich samopoczucie. Ponad połowa respondentów uważa, że firmy powinny być bardziej otwarte na elastyczne modele pracy, które pozwolą im wybrać najefektywniejszy system wykonywania zadań. 38 proc. ankietowanych stwierdziło, że oczekuje więcej uznania i pochwał od przełożonego. 37 proc. badanych przyznaje, że kluczową kwestią jest poprawa komunikacji między menadżerami a pracownikami i lepsze zarządzanie zadaniami i czasem.

Okres pandemii i przejście na pracę zdalną sprawiło, że wiele firm zapomniało o „miękkich” aspektach zarządzania firmą. Niemal co trzeci kandydat (33 proc.) chciałby, aby jego firma wprowadziła więcej inicjatyw nastawionych na poprawę samopoczucia i integrację zespołów. Kluczową rolę odgrywa również empatia i zrozumienie, których wg naszych ankietowanych brakowało w minionym czasie. Część firm dostrzegło, jak zaburzona równowaga między pracą, a życiem osobistym negatywnie wpływa na produktywność pracowników i zaczęło wdrażać odpowiednie rozwiązania, które pomogą wrócić do dobrych nawyków, jak np. zakaz wysyłania e-maili i organizowania telekonferencji w nieformalnych godzinach pracy. Co ważne, aż 84 proc. ankietowanych przyznało, że wdrożone przez firmy inicjatywy związane z well-being pracowników mogą wpłynąć na ich wybór miejsca pracy. W celu przyciągnięcia jak najszerszej puli talentów pracodawcy powinni zacząć od zbudowania kultury organizacyjnej, która nadaje priorytet zdrowiu psychicznemu i wsparciu zespołu – mówi Jacek Łuć.

Tydzień wrażeń

Już samo posiedzenie FOMC w bieżącym tygodniu jest dla inwestorów wystarczającym czynnikiem ryzyka. Dodatkowych wrażeń w poniedziałek dostarczyły doniesienia z Chin, gdzie nad jednym z największych deweloperów zawisło widmo bankructwa. Na rynkach finansowych zapanowała awersja do ryzyka, która we wtorek słabnie, a pole ponownie przejmuje obóz byków.

Dotychczas władze w Pekinie zdają się nie zajmować stanowiska w sprawie, a rynek zastanawia się, czy władze dopuszczą do „kontrolowanego” upadku konglomeratu, czy jednak na końcu zwycięży troska o rynki finansowe i rząd w jakiś sposób (bezpośrednią pomocą lub gwarancjami) wesprze spółkę. W poniedziałek groźba niewypłacalności chińskiego Evergrande wstrząsnęła rynkiem i wywołała korektę. Ta nie osiągnęła jednak dużych rozmiarów. W Stanach Zjednoczonych Dow Jones stracił 1,78 proc., a notowania S&P500 zniżkowały o 1,70 proc. Najsilniej, o 2,19 proc., dołował Nasdaq100. Po długim weekendzie do gry wrócili inwestorzy z Japonii oraz Chin. Nikkei225 tracił 1,7 proc., a Hang Seng zniżkował o około 0,4 proc. Pomimo tego, że sytuacja fundamentalna na rynku nie uległa znaczącej zmianie to nastroje inwestorów wydają się poprawiać. Kilkanaście minut po otwarciu rynku kasowego futures indeksu DAX odbija o 1,1 proc., a dolar jest jedną z najsłabszych walut w przestrzeni G10. Traci również złoto, tradycyjnie uznawane za bezpieczną przystań, co oznacza, że zostały spełnione wszystkie warunki brzegowe powrotu apetytu na ryzyko.

Minimalnie maleje presja na złotego, który jednak pozostaje jedną z najsłabszych walut EM i najsłabszą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. We wtorek o poranku waluty krajów rozwijających się umacniają swoją pozycję. O 14:00 opublikowana zostanie decyzja banku centralnego Węgier. Rynek oczekuje kontynuacji zacieśniania monetarnego i szacuje podwyżkę o kolejne 25 pb. co oznaczałoby, że główna stopa procentowa wynosić będzie 1,75 proc. Złoty został poturbowany przez skok awersji do ryzyka, ale najważniejszym powodem słabości złotego jest bierność RPP. Większość członków nie widzi konieczności zacieśniania polityki pieniężnej, powołując się na podażowy charakter wzrostu cen. We wtorek rano złoty kwotowany jest następująco: 4,5990 za euro, 3,92 w relacji do dolara oraz 5,3625 w stosunku do funta. Dane o sierpniowej sprzedaży detalicznej nie powinny istotnie wpływać na wycenę złotego.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Euro po 4,60 zł, a benzyna po 6 zł?

Wzrost gospodarczy na świecie napędza ceny ropy naftowej, gazu i węgla. A sytuacja na rynku – obawy o upadek chińskiej spółki deweloperskiej Evergrande oraz oczekiwanie na komunikat FED – osłabia złotego. To powoduje, że ceny paliw na stacjach benzynowych nieubłaganie zbliżają się do 6 zł za litr benzyny 95.

Wychodzenie gospodarek z pandemicznych ograniczeń skutkuje zwiększonym popytem na surowce energetyczne. Wzrost produkcji przemysłowej zwiększa popyt na ropę, gaz ziemny czy węgiel. Dodatkowo cały czas odradza się mobilność społeczeństw, przez co rośnie zapotrzebowanie na ropę naftową, służącą do produkcji benzyny oraz paliw do samolotów. Od początku roku cena baryłki ropy Brent wzrosła o 45,96 proc., w tym samym czasie cena gazu ziemnego skoczyła o 108 proc. a węgla o prawie 120 proc. Te wzrosty przekładają się na ceny benzyny, oleju opałowego czy węgla dla odbiorców indywidualnych i przemysłu. W przypadku rynków regulowanych, takich jak rynek gazu, wzrosty cen następują z opóźnieniem, jednak nie da się ich uniknąć. Wzrost tych cen nie pozostanie też bez wpływu na ceny energii elektrycznej, której ceny zwykle rosną od nowego roku. Składane obecnie do Urzędu Regulacji Energetyki projekty taryf na 2022 rok, zakładają wzrost ceny prądu o nawet 40 proc., co przełożyłoby się na ogólny wzrost rachunków o 20-25 proc.

Ropa Brent w minionym tygodniu zyskała 3,48 proc., w poniedziałek jednak jej ceny spadły
o ponad 1,5 proc. do 74,13 dolarów za baryłkę. Ceny w ostatnim czasie napędzały dane
o najniższym od ponad 2 lat poziomie zapasów surowca w USA, co pokazują, że popyt

na ropę wraz ze znikaniem kolejnych ograniczeń pandemicznych rośnie. Obecnie rynek czeka na posiedzenie FED i ewentualne sygnały dotyczące ograniczenia akcji skupu aktywów. Gdyby do tego

doszło, może to wpłynąć na osłabienie dynamiki wzrostu gospodarczego, a tym samym mniejsze zapotrzebowanie na surowce w przyszłości. Obawy inwestorów dotyczą także spowolnienia w Chinach, które są najwyższym odbiorcą surowców i energii.

Podobnie ceny gazu ziemnego wzrosły w związku z niezwykle silnymi letnimi zakłóceniami popytu i podaży – ostatnim takim istotnym szokiem podażowym było ograniczenie wydobycia związane z huraganem Ida. Ceny gazu mogą wzrosnąć w okresie zimowego szczytu oraz przy wydobyciu gazu w USA o 20 proc. poniżej poziomów sprzed kryzysu. Ale ceny spadną, gdy w reakcji na wysokie ceny pojawi się wzrost wydobycia. Wtedy też zwiększy się eksport amerykańskiego gazu LNG do Europy i Azji, gdzie niedobory są większe niż w USA. Spektakularnie wzrosły także ceny węgla, co poprawia sytuację finansową polskich kopalni. Polska bowiem odpowiada za 96 proc. podaży węgla kamiennego w Unii Europejskiej (węgiel kamienny jest wydobywany także w Czechach, a brunatny w m.in. Niemczech i Bułgarii). Jednak wzrosty w pierwszej kolejności odbiją się na cenach energii elektrycznej.

Obawy związane ze skutkami bankructwa, drugiego największego chińskiego dewelopera, spółki Evergrande oraz oczekiwanie na komunikat po posiedzeniu FED, stoją za osłabieniem się złotego. W poniedziałek za jedno euro płacono powyżej 4,60 zł, czyli najwięcej od pół roku. Podobnie za dolara musimy już płacić 3,93 zł. Dalsze perturbacje z Evergrande mogą jeszcze mocniej przejściowo osłabić naszą walutę.

Te dwa efekty – długoterminowy związany z rosnącym popytem na surowce energetyczne i krótkoterminowy – związany z obawami o bieżącą sytuację w Chinach i utrzymanie wzrostu, który osłabia złotego, spotkały się. Efektem tego jest bardzo prawdopodobny w najbliższych dniach wzrost cen paliw. Może to oznaczać, że na wielu stacjach cena benzyny 95 wzrośnie z 5,90 zł do ponad 6 zł. Płacąc tyle za paliwo dobrze jest zastanowić się, czy nie warto byłoby zarabiać na takich zwyżkach. Okazją do tego może być odpowiednio zdywersyfikowany portfel inwestycyjny oparty o różne aktywa w tym surowce i paliwa.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Gaz, prąd, inflacja, koszty pracowników, groźba pandemii – przedsiębiorcy mocno trzymają się za portfele i szukają oszczędności

– Jeden z przedsiębiorców powiedział mi, że rok 2021 przyniósł przedsiębiorcom wszystkie możliwe gospodarcze plagi świata. Pandemia, inflacja, brak pracowników na rynku pracy, wzrost cen prądu i gazu oraz bardzo dotkliwe braki w możliwości kupowania surowców np. drewna czy metalu. Rok 2021 dla wielu osób jest najtrudniejszym w historii – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. I dodaje: – Od września przedsiębiorcy po kilku miesiącach względnego spokoju znowu ruszyli do doradców restrukturyzacyjnych. Skończyła się odwilż, zaczyna się ostre trzymanie się za portfel – dodaje.

Ceny wszystkiego rosną, przedsiębiorcy w pułapce kosztów

Sytuacja gospodarcza w roku 2021 zmienia się kwartałami – pierwszy to ścisły lockdown, drugi można nazwać przejściowym między lockdownem, a gospodarczą odwilżą, trzeci to optymizm, nadzieja i znaczna poprawa wskaźników. A czwarty? Jak mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy z Centrum Kiżuk & Michalska i ekspert gospodarczy Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, zapowiada się niezbyt pozytywnie.

– Przedsiębiorcy znowu tłumnie pukają do doradców restrukturyzacyjnych i pytają o możliwości oszczędzania i optymalizacji. Nie jest łatwo, bo kiedy koszty wszystkiego rosną, a przedsiębiorcy nie chcą ograniczać działalności operacyjnej, to szukanie teraz oszczędności staje się wielkim wyzwaniem. Nie ma mowy o oszczędzaniu na pracownikach ani na surowcach, trudno więc wskazywać przestrzenie, gdzie te zmiany mogą być efektywne. Przedsiębiorcy muszą być gotowi na drogą jesień, ale wiele wskazuje na to, że jeżeli pandemia nie uderzy mocno, to nadal całkiem niezłą jeżeli chodzi o koniunkturę – mówi Katarzyna Michalska.

– Mamy informacje, że w wielu branżach np. budownictwie, produkcji czy e-commerce, zapotrzebowanie rośnie najszybciej w historii. Z drugiej strony progresywne plany rozwoju przedsiębiorców są duszone przez możliwości rynku. Nie ma materiałów budowlanych, ceny drewna, stali czy frachtu tych materiałów rosną o wartości kilkudziesięcioprocentowe. To odbija się na możliwościach przedsiębiorców – dodaje Euro po 4,60 zł, a benzyna po 6 zł?.

Wyższe przychody i wyższe straty? Jak to możliwe?

Co obecnie przedsiębiorców martwi najbardziej? – Zdecydowanie koszty bieżące – mówi Katarzyna Michalska. – Minęły czasy, kiedy rosły ceny, a przedsiębiorcy mogli to ignorować. Koszty pracownicze, koszty cen prądu, gazu, wywozu odpadów, paliwa. To wszystko przekłada się na gigantyczne, ale to naprawdę gigantyczne wzrosty kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Firmy zgłaszające się do doradców gospodarczych mówią o kilkunastoprocentowych wzrostach w porównaniu kwartał do kwartału. To koszty, które generują często spadek poniżej progu opłacalności – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Praca doradców gospodarczych w zakresie optymalizacji zaczyna się przede wszystkim od audytu, analizy kosztów stałych, kosztów ruchomych, kosztów pracowniczych oraz tego, jakie umowy i kontrakty są zawarte. Myślę, że w dużej mierze firmy będą próbowały wejść z oszczędnościami w rok 2022. Martwi nas to, że nawet firmy, które zwiększyły przychody, mają często niższy zysk operacyjny. Koszty i inflacja to cisi mordercy naszych firm. Sytuacja jest bardzo trudna i często trzeba działać szybko – dodaje ekspertka ekonomiczna Północnej Izby Gospodarczej.

Cloud Technologies rozpoczyna drugie półrocze od podwojenia sprzedaży danych w lipcu w ujęciu rok do roku

Cloud Technologies, warszawska spółka koncentrująca się na rozwoju w obszarze monetyzacji danych z internetu i Big Data, zanotowała dwukrotny wzrost sprzedaży danych w swoim strategicznym segmencie. Sprzedaż cyfrowych informacji do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment w lipcu 2021 r. wzrosła o 102% r/r. Spółka począwszy od bieżącego roku regularnie raportuje swoje dane sprzedażowe w cyklu miesięcznym.

Segment Data enrichment jest strategicznym obszarem dla dynamicznego rozwoju grupy Cloud Technologies. Obejmuje on monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania. Realizowana w jego ramach działalność polega przede wszystkim na sprzedaży anonimowych danych o użytkownikach Internetu, które są wykorzystywane do precyzyjnego targetowania reklamy internetowej. Najważniejszymi odbiorcami danych są platformy umożliwiające zakup powierzchni reklamowej w modelu programmatic, z których korzystają reklamodawcy z całego świata, a kluczowym i największym rynkiem jest USA.

Dwukrotny wzrost sprzedaży danych w segmencie Data enrichment w lipcu w ujęciu rok do roku to w naszej ocenie bardzo dobry wynik. Analizując go należy mieć na uwadze w jaki sposób zachowywał się rynek reklamy internetowej w ubiegłym roku, wyjątkowym za sprawą pandemii. W pierwszym półroczu 2020 roku, w związku z okresem największej rynkowej niepewności, doszło do przejściowego zamrożenia budżetów marketingowych, co przełożyło się na niską bazę porównawczą i wysokie trzycyfrowe wartości wskaźnika, które prezentowaliśmy w ostatnich okresach. Poszczególne miesiące drugiego półrocza 2020 roku, w których nastąpiło wyraźne odbicie na rynku reklamy cyfrowej, stanowią już istotnie wyższą bazę porównawczą dla prezentowanego przez nas procentowo wskaźnika dynamiki wzrostu przychodów.                     

W kolejnych miesiącach spodziewamy się wysokich, dwucyfrowych wzrostów, co w przełożeniu na wartości bezwzględne pozwoli nam dalej wyraźnie zwiększać wyniki kw/kw komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Segment Data enrichment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, która w II kwartale 2021 roku kolejny raz zbliżyła się do poziomu 70%. Na osiąganą marżowość wpływ ma przede wszystkim wysoki udział kosztów stałych, które przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwalają wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekładać się na zysk segmentu oraz całej grupy Cloud Technologies.

Nasz strategiczny segment Data enrichment, którego wskaźnik dynamiki wzrostu sprzedaży danych do kluczowych klientów w ujęciu procentowym podajemy do wiadomości w cyklu miesięcznym, odpowiada już za ponad 40% osiąganych przychodów grupy Cloud Technologies. Jeszcze mocniej kontrybuuje on do wyniku EBITDA, gdzie w samym II kwartale 2021 r. osiągnął 3,8 mln PLN czyli aż 7x więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wysoki poziom skalowalności jakim cechuje się ten segment oraz konsekwentne prowadzenie działań ukierunkowanych na jego wzrost, będzie się przekładać na kolejne pozytywne wynikowo miesiące – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy Cloud Technologies.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Ze względu na specyfikę rynku reklamy internetowej oraz harmonogram rozliczeń z kontrahentami spółka przekazuje raporty istotnie przesunięte w czasie. Spółka każdorazowo wylicza i prezentuje wskaźnik najpóźniej w ciągu 60 dni od końca miesiąca obejmowanego analizą. Wartość sprzedaży ma charakter szacunkowy i może różnić się od finalnych wyników przekazywanych w odpowiednich raportach okresowych.

Ponad 150 tys. publicznych i niepublicznych punktów ładowania do 2025 r.

Rozwój parku samochodów z napędem elektrycznym, wzrost zasięgów, dotacje NFOŚiWG do ładowarek i do sieci elektroenergetycznej oraz nowelizacja Ustawy o elektromobilności to niektóre z czynników, które w kolejnych latach zdynamizują rozbudowę infrastruktury ładowania na polskim rynku. Na podstawie najnowszej edycji raportu PSPA „Polish EV Outlook 2021” w Polsce do 2025 r. będzie funkcjonować ok. 43 tys. punktów ogólnodostępnych oraz od 90 do 115 tys. niepublicznych. Do pokonania wciąż pozostało jednak wiele poważnych barier.Ponad 150 tys publicznych i niepublicznych punktów ładowania do 2025 r

Na podstawie „Licznika elektromobilności” PSPA i PZPM, pod koniec sierpnia 2021 r. kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce mieli do dyspozycji 1621 ogólnodostępnych stacji ładowania (3 178 punktów). 31 proc. z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69 proc. wolne ładowarki prądu przemiennego. Jak będzie wyglądał rozwój infrastruktury ładowania w Polsce w perspektywie kolejnych lat? PSPA przedstawia to w najważniejszej w Polsce publikacji poświęconej rynkowi elektromobilności – „Polish EV Outlook 2021”, który swoją premierę będzie miał podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021 (6-8 października br. w Łodzi).

Przez ostatnie 12 miesięcy sieć ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce powiększyła się o 30 proc. Co istotne, Polska nadal posiada jeden z największych udziałów stacji DC w Europie (32 proc.). Jak wynika z najnowszej edycji „Polish EV Outlook” w ostatnim czasie zdecydowanie – do 86% – wzrósł odsetek ładowarek dostępnych odpłatnie. Podobnie, odnotowano wzrost udziału stacji funkcjonujących w ramach sieci 10 wiodących operatorów. Wynosi on już 57%. Liderem na krajowym rynku pozostaje GreenWay Polska z 18,5 proc. udziałem. W pierwszej dziesiątce znajdują się również PKN Orlen, Tauron, Revnet, EV+, PGE, innogy, GO+EAuto oraz Energa – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Ponad połowa – 54 proc. – wszystkich ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce funkcjonuje w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców. Ranking miast z największą liczbą ładowarek otwiera Warszawa. Kolejne pozycje zajmują: Katowice, Kraków, Poznań, i Gdańsk. W podziale na województwa, najwięcej ogólnodostępnych stacji zlokalizowanych jest na terenie województwa mazowieckiego, śląskiego, dolnośląskiego, małopolskiego i pomorskiego. 32 proc. ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce znajduje się na publicznych parkingach, 23 proc. w obrębie galerii handlowych, 17,5 proc. na terenach hoteli, a 12 proc. na stacjach paliw. Zdecydowana większość (92%) stacji ładowania w Polsce otwarta jest 24 godziny na dobę, a 12% stacji DC zostało zlokalizowane w ramach sieci TEN-T.

W kolejnych latach można spodziewać się dynamicznego rozwoju infrastruktury. Na podstawie „Polish EV Outlook 2021”, do 2025 r. w Polsce może powstać prawie 43 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania samochodów elektrycznych. W zakresie infrastruktury prywatnej i półprywatnej, PSPA szacuje polski potencjał nawet na 115 tys. punktów. Najnowsza edycja raportu uwzględnia m.in. efekt potencjalnego wdrożenia dotacji do budowy ogólnodostępnych i niepublicznych punktów ładowania przewidzianych w najnowszym projekcie rozporządzenia Ministerstwa Klimatu i Środowiska, planowane zmiany legislacyjne w obszarze Ustawy o elektromobilności, zapowiedziane przez NFOŚiGW i kierowane do OSD wsparcie rozbudowy infrastruktury elektorenergetycznej, a także najważniejsze trendy rynkowe w zakresie zeroemisyjnego transportu (w tym rozwój technologiczny w obszarze bateryjnym), zwiększenie gamy modelowej i podaży EV oraz postępujące zmiany nawyków konsumenckich.

W odniesieniu do poprzedniej edycji „Polish EV Outlook” założyliśmy wyraźnie wolniejsze tempo rozbudowy infrastruktury ładowania w najbliższych latach, zarówno niepublicznej, jak i publicznej. To wypadkowa szregu czynników. Wśród najważniejszych z nich należy wymienić późniejsze wprowadzenie dotacji do infrastruktury ładowania ze środków NFOŚiGW. Polskie regulacje w tym zakresie wciąż czekają na notyfikację ze strony Komisji Europejskiej. Ważną zmianą jest również konieczność nowelizacji przepisów Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, które odnoszą się do tzw. „mechanizmu interwencyjnego”, stanowiącego do tej pory główny akcelerator rozbudowy infrastruktury ogólnodostępnej w polskich gminach. Ponadto, mimo wcześniejszych zapowiedzi, rząd zrezygnował z dotacji do prywatnych ładowarek z programu „Mój Prąd” – mówi  Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Autorzy „Polish EV Outlook 2021” wskazują, że z perspektywy operatorów ogólnodostępnej infrastruktury ładowania kontrowersje budzą również inne zmiany legislacyjne jak np. wejście w życie rozporządzenia ws. wysokości opłaty za nadanie numeru EIPA, uznanie kodu oraz ich utrzymanie w systemie teleinformatycznym. Niemniej jednak, planowana nowelizacja Ustawy o elektromobilności przyniesie również pozytywne skutki w postaci przepisów mających na celu m.in. skrócenie – wciąż najdłuższych w Europie – procedur przyłączeniowych, czy też zoptymalizowanie relacji pomiędzy operatorem ogólnodostępnej stacji ładowania a dostawcą usługi ładowania.

– Kluczowym czynnikiem rynkowym wspierającym rozbudowę infrastruktury ładowania w Polsce będzie zmiana struktury nabywców samochodów z napędem elektrycznym. Wraz ze wzrostem liczby kierowców nieposiadających dostępu do prywatnych ładowarek będzie wzrastał popyt na usługi ładowania na stacjach ogólnodostępnych. Jednak nie możemy mówić o popularyzacji elektromobilności na szeroką skalę w perspektywie 2025 i 2030 r., jeżeli administacja rządowa już dzisiaj nie zintensyfikuje działań mających na celu wsparcie tego sektora. Niezależnie od dofinansowania w postaci dotacji ze środków NFOŚiGW kluczowe jest również zapewnienie operatorom optymalnego dostępu do sieci elektroenergetycznej. Rozbudowa tej ostatniej to proces wieloletni, dlatego już nie mamy czasu na jakąkolwiek zwłokę w tym zakresie – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Szczegółowe wyniki raportu Polish EV Outlook 2021 zostaną zaprezentowane podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021, który odbędzie się w dniach 6-8 października br. w kompleksie EC1 w Łodzi. To najważniejsza w Polsce konferencja w całości poświęcona elektromobilności. Wydarzenie zgromadzi kluczowych interesariuszy całego łańcucha wartości zeroemisyjnego transportu w Polsce, osoby zawodowo związane z rynkiem e-mobility.

Holo4Med pozyskał pierwszy milion w drodze crowdfundingu udziałowego

Kampania crowdfundingowa platformy telemedycznej Holo4Med osiągnęła już cel minimum, czyli przekroczyła kwotę 997 tysięcy zł. Zebrane do tej pory środki pozwolą spółce rozwijać jeden z modułów platformy wykorzystujący Mixed Reality do małoinwazyjnego niszczenia zmian nowotworowych. Zarząd Holo4Med planuje jednak pozyskanie jeszcze ponad 1,5 mln zł, które chce wykorzystać między innymi na dalszy rozwój rozwiązania i zagraniczną ekspansję. Zbiórka zakończy się w piątek, 24 września 2021 roku.

Holo4Med to innowacyjny startup stworzony w technologicznej grupie TenderHut notowanej na NewConnect. Spółka dostarcza rozwiązania przeznaczone dla branży medycznej, w oparciu o tworzone przez siebie innowacje wykorzystujące np. Mixed Reality. Zespół Holo4Med stworzył platformę telemedyczną – MediSMART, która znajduje zastosowanie w takich miejscach jak domy pacjentów, szpitale, laboratoria, kliniki – zarówno publiczne, jak i prywatne, a także na uniwersytetach medycznych, czy szpitalach wojskowych.

W ramach trwającej właśnie kampanii crowdfundingowej zebrano już ponad milion złotych, co oznacza osiągnięcie celu minimum zbiórki.

  • Bardzo się cieszę, że udało nam się przekonać inwestorów do wspólnego zrealizowania planów rozwojowych naszej platformy. Dzięki tym środkom już dziś wiemy, że będziemy mogli rozwijać system wpierający wykonywanie zabiegów ablacji jamy brzusznej i niszczenia zmian nowotworowych technikami małoinwazyjnymi. Możliwość wykorzystania mieszanej rzeczywistości przy tego typu zabiegach pozwoli na skuteczniejsze leczenie chorych pacjentów i sprawi, że będą mogli szybciej wychodzić ze szpitali” – wyjaśnia Robert Król, CEO Holo4Med.

Rozwiązanie pozwala na konstrukcję spersonalizowanego, anatomicznego modelu pacjenta z użyciem hologramów 3D. Dzięki takim rozwiązaniom chirurg może zobaczyć w formie hologramu w czasie rzeczywistym pozycję narzędzia, którym wykonuje zabieg, wewnątrz organów pacjenta.

Kampania crowdfundingu udziałowego Holo4Med wystartowała 13. września. Spółka planuje wyemitować do 1210 udziałów spółki o łącznej wartości 2,5 mln zł. Cena emisyjna jednego udziału wynosi 2100 zł i ta kwota stanowi jednorazowy minimalny zapis w aktualnej kampanii.

Istotnym krokiem dla Holo4Med będzie debiut na NewConnect, który spółka planuje przeprowadzić w przyszłym roku. Wejście na parkiet będzie kolejnym krokiem rozwoju, który nastąpi zaraz po przekształceniu jej w spółkę akcyjną.

Szczegółowe warunki składania zapisów, wraz z dokumentem ofertowym, są dostępne na platformie StockAmbit.

Gierkówka zmienia się w autostradę

Gierkówka, czyli zbudowana jeszcze w latach 70. dwupasmowa droga ze Śląska do Warszawy, przechodzi do historii. Stara, miejscami niebezpieczna i uciążliwa do jazdy droga została przekształcona w autostradę łączącą Warszawę ze Śląskiem. Budowa brakującego kawałka A1 to jedna z najważniejszych obecnie inwestycji drogowych w Polsce – której realizacja nabrała dużego tempa, a do końca 2021 ma zostać oddana do użytku kierowców. Wykonawca zapowiedział systematyczne przekazywanie kolejnych odcinków nowej, wschodniej jezdni – a teraz ma zostać oddany ostatni z nich. Wtedy ruch przeniesiony zostanie na nową jezdnię, a Gierkówka przejdzie do historii. Ukończenie budowy autostrady A1 pozwoli na bezpieczne i szybkie skomunikowanie południa Polski z północną częścią kraju. Fakt, że nowa autostrada ułatwi drogę do sąsiadów z południa, przyczyni się także do rozwoju gospodarczego na poziomie lokalnym.

– Po 30 latach, „Gierkówka” kończy swój żywot. Przyjęło się mówić, że to towarzysz Edward Gierek zażyczył sobie takiej autostrady, aby mieć bliżej z pracy do domu. Oczywiście było to częścią większego i ambitniejszego projektu budowy autostrad i dróg ekspertowych w Polsce. Dzisiaj widzimy, że nic z tego nie wyszło – ponieważ ani ta droga do Warszawy nigdy nie dotarła, ani nie stała się autostradą czy też drogą główną – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Na drodze łączącej Warszawę i Katowice mieliśmy do czynienia ze skrzyżowaniami w poziomie – co sprawiało, że był to jeden z najniebezpieczniejszych odcinków. Fakt, że od razu powstają dwie jezdnie trzypasmowe realizowane w betonie, jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Jak na razie nie ma żadnych opóźnień, wszystko idzie zgodnie z harmonogramem – więc autostrada A1 od południowej do północnej części zostanie ukończona kosztem około 3 mld złotych już pod koniec 2021 roku – przewiduje Furgalski.

Co dalej z cenami ropy?

Przez miesiąc ropa naftowa podrożała aż o 10 dolarów, jednak jej wpływ na rekordową od 20 lat inflację w Polsce będzie coraz słabszy już od przyszłego roku.

Inflacja w Polsce to już 5,5% rok do roku. I jest najwyższa w krajach UE. Ze wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2021 r. podawanych przez GUS wynika, że towary podrożały o 5,1%, usługi 6,6%, żywność 3,7%, a energia elektryczna 9,5%.

Największa dynamika cen dotyczyła mięsa drobiowego – 24,5%, wywozu śmieci -21,9%, oraz benzyny 29,2% (na jej cenę na stacjach paliw bardzo istotny wpływ mają też podatki i marże). Na bardzo wysoką inflację duży wpływ mają więc nie tylko czynniki zewnętrzne, na które tak chętnie powołuje się NBP, utrzymując praktycznie zerowe stopy procentowe.

Co dalej z cenami ropy? Przez trzy miesiące światowa cena ropy brent zmieniała się pomiędzy 64,79-77,81 USD za baryłkę, a przez 12 miesięcy wzrosła o 74,77%.

– Popyt będzie powracał przy ograniczonej podaży, a to będzie powodowało presję, aby ceny ropy były znacząco wyższe, a szarża kowidowa została wyceniona przez Bank of America na 100 USD za baryłkę w perspektywie sześciu miesięcy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Jednak ta szarża cenowa może zostać zatrzymana przez nowe problemy cowidowe.

Swój wpływ na ceny ropy może odcisnąć weryfikacja polityki podażowej, prowadzonej przez OPEC+.

Istotne będzie dla cen ropy czy tegoroczna zima okaże się sroga, bo z ropy naftowej produkowany jest olej grzewczy. Cena ropy będzie więc podbijać polską inflację.

– Jednak już w przyszłym roku doświadczymy efektów bardzo wysokiej tegorocznej bazy statystycznej, a więc wpływ cen ropy na inflację w Polsce będzie zdecydowanie mniejszy – dodaje M.Stajniak.

PGE: Kompleks Turów będzie nadal pracować

W odniesieniu do postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wydanego 20 września 2021 roku przez wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta, PGE Polska Grupa Energetyczna, właściciel PGE GIEK, do której należy kopalnia i elektrownia Turów, informuje, że Kopalnia Węgla Brunatnego Turów posiada niezbędne pozwolenia środowiskowe i ważną, legalnie wydaną koncesję, na podstawie której prowadzi wydobycie.

Podobnie jak  cztery miesiące temu, gdy otrzymaliśmy informację o nałożeniu środka tymczasowego na Polskę, chcę zapewnić Pracowników PGE o tym, że Kompleks Turów będzie nadal pracować – informuje Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna.

Fed, szybujące ceny energii i Evergrande

Rynki wyczekują wrześniowego posiedzenia Fedu w tym tygodniu. Poza nim najważniejsze wieści dotyczą stale rosnących cen energii i kłopotów finansowych chińskiego dewelopera. W efekcie tydzień zaczęliśmy od dość silnej wyprzedaży na europejskich rynkach akcji, inne aktywa ryzykowne też znajdują się pod presją.

W mediach finansowych słychać obawy, że rosnąca w skali globalnej presja inflacyjna może nie być całkowicie przejściowa, a wąskie gardła, braki towarów i wzrosty cen będą się utrzymywać, napędzane silnie sprzyjającymi warunkami fiskalnymi i monetarnymi.

Poza posiedzeniem Fedu i pięciu innych banków centralnych G10 na uwagę w tym tygodniu zasługuje również rozwój wydarzeń wokół chińskiego dewelopera Evergrande. Wpływ jego sytuacji na juana był dotąd niewielki, jednak w regionie Pacyfiku ucierpiały już niektóre waluty krajów silnie połączonych z Chinami więzami handlu. Wygląda również na to, że obawy przelewają się na inne rynki.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie polskiego złotego. Na początku tego, w związku z pogorszeniem rynkowego sentymentu, kurs EUR/PLN zbliżył się do psychologicznego poziomu 4,60. Najbliższe kilka dni będzie testem dla złotego. Zobaczymy, czy kurs pozostanie w ryzach, czy jednak rynkowy niepokój okaże się na tyle duży, że para na jakiś czas wzniesie się powyżej tej granicy.

Słabość złotego nie jest odosobniona. Wzrost rentowności obligacji USA i silniejszy dolar amerykański w zeszłym tygodniu nie sprzyjały wielu walutom rynków wschodzących. Polski złoty był jednak jedną z tych radzących sobie najgorzej. Wydaje się, że im dłużej utrzymywana będzie ultraluźna polityka pieniężna, tym większe będzie ryzyko deprecjacji waluty.

EUR

Rosnące w zawrotnym tempie ceny gazu w Europie i wynikający z tego wzrost kosztów energii dla konsumentów i producentów w strefie euro zdają się stanowić dla EBC niemiłe zaskoczenie. Pojawiają się znaki, że niektórzy w banku centralnym nie czują się komfortowo z projekcją zakładającą utrzymywanie się inflacji poniżej celu w horyzoncie prognozy. Również oczekiwany przez rynki brak podwyżek stóp procentowych przynajmniej do 2025 r. może być założeniem zbyt gołębim.

Spodziewamy się, że różnice zdań w banku centralnym i dane inflacyjne będą nadal wpływać na handel euro w dającej się przewidzieć przyszłości. Rynkowe poglądy na dalszą politykę EBC są tak gołębie, że scenariusz szybszego niż zakłada konsensus wzrostu stóp w górę wydaje się naturalnie bardziej prawdopodobny niż odwrotny. Taki ruch byłby pozytywny dla euro. Tymczasem inwestorzy będą dokładnie śledzić wybory federalne w Niemczech w niedzielę, lecz naszym zdaniem ich wpływ na wspólną walutę będzie raczej niewielki.

USD

Inflacja CPI w USA w sierpniu utrzymała się na wysokim poziomie, niemniej inflacja bazowa pokazała głębszy niż oczekiwano spadek. Niższa okazała się też miesięczna dynamika cen. Pojawiły się oznaki, że wzrosty inflacji przez spowodowane pandemią niedobory dotyczą nie tylko takich towarów jak używane samochody, ale także bardziej trwałych aktywów, jak nieruchomości. Niemniej rynki nie wydają się zaniepokojone danymi o inflacji, a rentowności amerykańskich obligacji w zeszłym tygodniu wzrosły.

To ciekawe tło dla wrześniowego posiedzenia FOMC w środę. Uważamy, że na razie wygra gołębie skrzydło i na tym zebraniu nie zostanie ogłoszony tapering. Jastrzębie skrzydło będzie jednak prawdopodobnie wyrażać swój rosnący sprzeciw poprzez dot plot – wykres, na którym znajdują się oczekiwania każdego z członków FOMC dotyczące stóp procentowych w kolejnych latach. Prawdopodobnie kilka osób będzie spodziewać się podwyżek znacznie wcześniej niż rynek, reakcję dolara na to trudno jednak przewidzieć.

GBP

Kolejny mocny odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii i zachęcające dane dotyczące zatrudnienia sprawiły, że inwestorzy zaczęli spodziewać się szybszego podwyższenia stóp procentowych przez Bank Anglii. Nawet po tej zmianie oczekiwania nadal nie wskazują jednak na wzrost stóp przed latem 2022 r. W tym kontekście zastanawiamy się, czy nieustająca presja na wzrost cen przesunie te oczekiwania na pierwszy kwartał przyszłego roku.

Kluczowe pod tym względem będzie posiedzenie Banku Anglii w czwartek. Dotyczące go oczekiwania rynkowe są niewielkie. Nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby więcej decydentów dołączyło do Michaela Saundersa, wzywając do natychmiastowej redukcji zakupów w ramach programu QE. Intensyfikacja jastrzębich sygnałów stanowiłaby solidne wsparcie dla funta.

CHF

Frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą G10 i spadł do najniższego poziomu względem euro od lipca. Co ciekawe, mimo że jest walutą safe haven, to zachowywał się wtedy raczej jak waluta rynków wschodzących, doświadczając wyprzedaży po gwałtownym wzroście rentowności amerykańskich obligacji pod koniec tygodnia. Sentyment do franka zdaje się słabnąć. Tygodniowe dane CFTC o pozycjonowaniu pokazały, że zbiorcza pozycja netto spekulantów w CHF była krótka po raz pierwszy od maja. Nawis tych krótkich pozycji był największy od końcówki 2019 r.

W tym tygodniu skupimy się na posiedzeniu Szwajcarskiego Banku Narodowego w czwartek. Nie przewiduje się większych zmian, ale możliwa jest kolejna rewizja w górę warunkowej prognozy inflacji.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Ruszyła rejestracja na pierwszy DIMAQ Voice Online po wakacyjnej przerwie

Pierwsze jesienne spotkanie DIMAQ Voice Online odbędzie się już 28 września, w godzinach 15:00 – 16:30. Podczas wydarzenia wysłuchamy trzech prelekcji. Wystąpią: Weronika Seweryn (Lightscape), Jacek Tkaczuk (Bluerank) oraz Anna Moczuska i Damian Kołodziejski (Sempai).

Prelekcja I, godz. 15:05:

„PR-owe media relations a ad blindness. Niestandardowe wykorzystanie digitalowych działań „wizerunkowych” (digital PR) w strategii leadowej”

Weronika Seweryn, Lightscape

Z ad blindness (ślepotą bannerową) walczy każdy świadomy marketer. Konkurując z innymi o uwagę odbiorcy warto patrzeć na rozwiązania spoza zestawu tych najczęściej stosowanych. Takim jest np. digital PR i „jego” relacje z mediami. PR-owcy bowiem wiedzą, jak organicznie uplasować tezy i nazwę marki w mediach czytanych przez klientów. I to w taki sposób, by ci sami po nie sięgali, a nie uciekali używając adblocków czy omijali komunikaty wzrokiem. Jak Ty możesz wykorzystać digital PR i „wpiąć” go w strategię pozyskiwania leadów?

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Czym dokładnie jest ad blindness oraz poznasz fakty, najnowsze dane i aktualnie przyjęte dobre praktyki w unikaniu tego zjawiska.

– Co o relacjach z mediami powinien wiedzieć każdy marketer – poznasz rolę publikacji medialnych w ZMOT i ścieżce decyzyjnej konsumenta, digital PR i podstawy pracy z dziennikarzem. Dowiesz się też jak media relations wpływają na pozycjonowanie marki w top10 Google i jak monitorować tego typu działania.

– Czym są „SEO media relations” w praktyce oraz jak tworzyć komunikację medialną, by wpiąć się w strategię pozyskiwania leadów?

Prelekcja II, godz. 15:35:

„Efektywne zarządzanie plikami produktowymi w e-commerce”
Jacek Tkaczuk, Bluerank

Feedy to nieodzowny element dynamicznej kampanii produktowej w e-commerce. Każdy marketer wie, że dla wszystkich nowoczesnych kanałów reklamy online: remarketingu, afiliacji, marketing automation i każdego z narzędzi potrzebny jest inny plik produktowy. Ale czy wiesz, że dzięki feedom można też optymalizować wyniki działań reklamowych? W trakcie prezentacji zostanie przedstawionych 5 inspirujących pomysłów na to jak poprawić efektywność kampanii poprzez optymalizację feedów produktowych.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Czym jest plik produktowy, w jakich kanałach jest wykorzystywany i jakie są podstawowe cechy dobrego feeda.

– Jak optymalizować wyniki działań reklamowych dzięki feedom?

Prelekcja III, godz. 16:05:

„CRO: 5 najczęstszych błędów popełnianych przez sklepy internetowe”
Anna Moczuska oraz Damian Kołodziejski, Sempai

Chcesz przekonać się, czy Twój sklep jest przyjazny użytkownikowi? A może podejrzewasz, że coś jest nie tak i chciałbyś dowiedzieć się, na co zwrócić uwagę, by zwiększyć ilość konwersji? Podczas wystąpienia eksperci omówią najczęściej popełniane błędy przez sklepy internetowe – wszystko po to, byś Ty nie musiał ich popełniać. Podpowiemy, jak podnieść współczynnik konwersji w e-sklepie poprzez poprawę ścieżki użytkownika na stronie czy zmianę designu serwisu.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– Czym jest i dlaczego CRO (optymalizacja współczynnika konwersji) onsite jest tak istotne przy prowadzeniu biznesu online?

– Jakie elementy warto zamieścić na naszej stronie, aby wywrzeć na użytkowniku jak najlepsze pierwsze wrażenie?

– Na co zwrócić uwagę, aby serwis ładował się szybciej?

– Jakie informacje o firmie i sklepie, a także zasadach dokonywania zakupu muszą znaleźć się na stronie?

– Jakie są kluczowe elementy nawigacyjne serwisu oraz jak zaprezentować swoje produkty?

Akredytacja DIMAQ

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują od 5 do 7 punktów recertyfikacyjnych. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Link do bezpłatnej rejestracji jest TU.

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz.

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

PARTNER WYDARZENIA: GoldenSubmarine, Rocket Jobs

PATRONAT MEDIALNY NAD WYDARZENIEM OBJĘLI: Marketer+, sprawny.marketing, Brief.pl, Marketing przy Kawie, portalmedialny.pl, CEO Magazyn Polska, Marketing Progress, Medialna Perspektywa, Siła Nauki

PARTNER TECHNOLOGICZNY: LiveWebinar

Zmiany na indeksie DAX

Niemiecki referencyjny indeks akcyjny DAX przechodzi dziś największy w historii przegląd, powiększając się z 30 do 40 spółek. Daje to mile widzianą dywersyfikację, ale utrzymuje staromodny, głęboko cykliczny charakter indeksu, narażony na zmiany sytuacji gospodarczej w Niemczech.

Wśród nowych spółek DAX znaleźli się liderzy branży internetowej Zalando (ZAL.DE) i HelloFresh (HFG.DE), spółki z branży zdrowotno-technologicznej Siemens Healthineers (SHL.DE) i Qiagen (QGEN.DE), które wprowadzają różnorodność w sektorach. Jednak indeks nadal skupia się cyklicznie na branżach chemicznej, motoryzacyjnej i przemyśle. 40 proc. cyklu uzupełniają spółki takie jak Symrise (SY1.DE), Brenntag (BNR.DE) czy Porsche (PAH3.DE).

Pozostałe zmiany w indeksie obejmują wymogi rentowności dla spółek, które wykluczą spółki z wysokim wzrostem przy jednoczesnych stratach na akcjach, jak skompromitowany Wirecard, ale również niemieccy pionierzy mRNA BioNTech (BNTX) oraz CureVac (CVAC), którzy zdecydowali się przenieść na NASDAQ.

Zmiany na indeksie DAX mogą być staromodne, rozczarowujące dla tych, którzy oczekują ukierunkowania na technologię w stylu amerykańskim. Sądzimy jednak, że jest to atut w dzisiejszym cyklicznym odbiciu PKB i utrzymujemy pozytywną ocenę rynku niemieckiego. Wyceny są atrakcyjne, a ożywienie wzrostu powinno trwać dalej.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Zakaz handlu w niedzielę narusza zasady uczciwej konkurencji podmiotów gospodarczych. Upadło 1600 małych sklepów

W minionym tygodniu Sejm RP przegłosował ustawę zaostrzającą zakaz handlu w niedzielę. Znika furtka „na placówkę pocztową”. Oznacza to, że za 3 miesiące z tego fortelu będą mogły korzystać tylko placówki, których działalność pocztowa stanowi powyżej 50% standardowej działalności. Zamknięte będą więc dyskonty oraz małe sklepy convience typu „Żabka” i Lewiatan, chyba, że pracuje w nich ich właściciel lub franczyzobiorca. – Północna Izba Gospodarcza niezmiennie postuluje, by handel w niedzielę został przywrócony. Politycy znają się na polityce, a nie zawsze znają się na gospodarce. Sektor handlu przeżywa obecnie progresywną rewolucję, której politycy zdają się nie zauważać. Efekt będzie taki, że silni się obronią, ale mniejsi nie mają na to szans – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Handel w niedzielę jest potrzebny przedsiębiorcom oraz ich pracownikom. Apelujemy o zmianę tej złej decyzji – mówi Hanna Mojsiuk.

Rewolucja handlowa dzieje się na naszych oczach. Małe sklepy bronią się przed dyskontami, a dyskonty przed handlem online

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zakaz handlu w niedzielę w obecnych czasach to decyzja bardzo zła, bo będzie odbijać się negatywnie przede wszystkim na mniejszych sklepach oraz targowiskach. Jak to możliwe? – Przypominam, że już wiele miesięcy temu kupcy ze szczecińskich targowisk apelowali razem z nami o powrót do handlu w niedzielę. Dlaczego? Zakaz spowodował, że dyskonty dysponujące milionowymi budżetami stały się jeszcze bardziej agresywne marketingowo, skupiły na sobie uwagę klientów, zachęcały do zakupów na zapas, skupiły się na promocjach w soboty. Tym samym zabrały klientów targowiskom – mówi Hanna Mojsiuk.

Według Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie na naszych oczach odbywa się „rewolucja handlowa”, która bardzo poważnie zaostrzy konkurencje między podmiotami obecnymi na rynku. Przegrają najsłabsi: – W ciągu ostatniego roku z Polski zniknęło ponad 1600 małych sklepów. Przegrywają one konkurencje z dyskontami. Dyskonty za to rozpędzają swoje działania marketingowe, by sektor e-commerce nie zaczął podgryzać ich zysków. Tak rozpędzona machina powoduje, że małe sklepy muszą bronić się przed dyskontami, a dyskonty przed sklepami internetowymi oraz dostawcami zakupów online. Nie trudno się domyśleć, kto będzie tracić najwięcej – mówi Hanna Mojsiuk.

– Zakaz handlu w niedzielę narusza tutaj sprawiedliwość konkurencji. Konsumenci coraz bardziej przyzwyczajają się do zakupów online, które mogą robić codziennie, nawet w niedzielę. Dyskonty chcąc odbić sobie straty oferują jeszcze bardziej atrakcyjne promocje, a małe sklepy i przedsiębiorstwa? One muszą sobie radzić same. Chciałabym żeby ktoś z rządzących porozmawiał szczerze z właścicielem małego sklepu czy zakaz handlu w niedzielę w czymkolwiek mu pomógł – dodaje Hanna Mojsiuk.

Targi rybne albo targi warzywne? Przedsiębiorcy znajdą kolejne fortele, a to obniża szacunek do prawa i przepisów

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej dalsza promocja fortelu „na placówkę pocztową” nie byłaby dobra z punktu widzenia szacunku dla prawa. Dlatego przedsiębiorcy postulowali o liberalizację przepisów dotyczących handlu w niedzielę.

– Jako prawnik jestem gorącą orędowniczką szacunku do przepisów i przestrzegania prawa. Fortel na placówkę pocztową, choć sprytny, to oczywiście był swojego rodzaju kpiną z nieszczelnej ustawy. Ułomne prawo powoduje, że tracimy do niego szacunek, a to podważa autorytet Państwa. Dlatego Północna Izba Gospodarcza apelowała o zniesienie zakazu. Obawiam się, że za chwilę znajdzie się kolejna furtka z której przedsiębiorcy będą korzystać. Zamiast placówek pocztowych będą powstawać targi rybne? A może będziemy świadkami ewolucji dyskontów w targi warzywne? – dodaje Hanna Mojsiuk.  – Handel w niedzielę powinien być dozwolony. Jeżeli ktoś nie chce robić zakupów w ten dzień, to niech po prostu ich nie robi – dodaje.

Ostatnie dni do rozpoczęcia Dni Dewelopera – trwa rejestracja

Dni Dewelopera, które odbędą się 23 września pod hasłem „Miasto: redefinicja”, to panele i debaty z udziałem najważniejszych przedstawicieli branży deweloperskiej, a także światowej sławy ekspertów. Gośćmi specjalnymi tegorocznej, IX edycji będą m.in. urbanista Charles Montgomery, ekonomista PKO BP Piotr Bujak, ekonomista prof. dr hab. Witold M. Orłowski oraz planista dr Maciej Zathey.

Nowy rodzaj miast

Każdy rok przynosi zmiany. Jednak nikt nie spodziewał się tego, jaką rewolucję w wielu obszarach życia spowoduje rok 2020 i pandemia koronawirusa. Dostosowanie się do tej trudnej sytuacji pozwoliło odkryć nowe potrzeby i rozwiązania oraz postawiło ciekawe wyzwania przed urbanistami i deweloperami.

Jak należy teraz planować przestrzeń? Jak projektować miasta odporne gospodarczo? Jak zmieniły się aglomeracje na przestrzeni ostatniej dekady? Na te pytania odpowiedź znajdziemy podczas pierwszego panelu IX edycji Dni Dewelopera. Wydarzenie odbędzie się 23 września formule hybrydowej: stacjonarnie w The Bridge Hotel we Wrocławiu i jednocześnie online. Zarówno na udział stacjonarny, jak i online obowiązuje wcześniejsza rejestracja.

Cztery debaty

Oprócz tradycyjnych paneli dyskusyjnych i prezentacji eksperckich przewidziane są trzy debaty. Pierwsza – „Zdefiniuj sprzedaż”, w której swoimi przemyśleniami na temat specyfiki zarządzania procesem sprzedaży w segmencie inwestycji mieszkaniowych podzielą się reprezentanci firm oferujących innowacyjne rozwiązania technologiczne w obszarze wsparcia sprzedaży czy zarządzania procesami dla branży deweloperskiej. Ciekawie zapowiada się próba dialogu między branżą budownictwa mieszkaniowego a dostawcami produktów i rozwiązań, które są dla niej niezbędne. Temat ten wybrzmi podczas drugiej debaty „Zdefiniuj technologię”.

Trzecia debata „Zdefiniuj przestrzeń” to rozmowa o tym, jak za kształtowanie tkanki miejskiej biorą odpowiedzialność rozmaite podmioty: projektanci, inwestorzy, agendy miejskie, dostawcy usług i rozwiązań technologicznych. Ostatnia – czwarta to tradycyjnie organizowana w ramach Dni Dewelopera debata prawna w nowej odsłonie – „Zdefiniuj wiedzę”. To tu rozmówcy postarają się odpowiedzieć na pytania, jakie wyzwania dla branży niesie ze sobą nowelizacja ustawy deweloperskiej? Jak podmioty działające w branży budownictwa mieszkaniowego radzą sobie wobec cyfryzacji procesu budowlanego?

Adaptacja do nowych potrzeb mieszkaniowych

Polem do dyskusji podczas Dni Dewelopera 2021 jest również dynamiczny rozwój polskich miast. Niesie on ze sobą szanse, ale i zagrożenia. Dlatego tak ważne jest planowanie przestrzeni z myślą o przyszłych pokoleniach: ograniczenie ruchu samochodowego w miastach czy nowoczesne rozwiązania pozwalające zaoszczędzić energię i ograniczyć emisję zanieczyszczeń. Nie zabraknie poruszenia kwestii dotyczących kosztów budowania nowych inwestycji oraz cen lokali w nowych budynkach, która staje się coraz częstszym tematem dyskusji.

– Pandemia sprawiła, że zarówno nabywcy, jak i najemcy mieszkań czy domów zmienili swoje priorytety dotyczące przestrzeni. Dotyczy to ich wielkości, funkcji, układu i lokalizacji. COVID-19 znacznie przyśpieszył działanie dwóch sił, które istniały na długo przed 2020 rokiem: dom jako miejsce pracy oraz głębszy nacisk na zdrowie i dobre samopoczucie – komentuje Marian Bruliński, współtwórca, wiceprezes i dyrektor marketingu obido.

– Myśląc o mieszkaniach i domach po pandemii, trudno powiedzieć, które funkcje będą modne, a które staną się stałymi elementami. Ale po tym trudnym dla wszystkich czasie, ludzie, którzy jednocześnie przyglądają się swoim przestrzeniom życiowym i ich pragnienia – a także oferta branży mieszkaniowej – prawdopodobnie zmienią się w zauważalny sposób – dodaje.

IX edycja Dni Dewelopera 2021

Gospodarzem wydarzenia jest Oddział Wrocławski Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Jak podkreślają organizatorzy, konferencja odbędzie się przy zachowaniu wszystkich wymogów sanitarnych.

Głównym sponsorem tegorocznej edycji Dni Dewelopera jest obido. Partnerami wydarzenia są Fortum, Otodom, Archicom, MyTower, ParkCash, mBank, Alior Bank, Upper Finance Group, Aereco oraz Schindler.

Wszyscy zainteresowani udziałem w wydarzeniu już teraz mogą się rejestrować na stronie organizatora. Znajdują się tam również szczegółowe informacje dotyczące planu konferencji.

Akcje i programy w CSR a koszty podatkowe

Przedsiębiorcy często angażują się w różnego rodzaju akcje i programy w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Celem podejmowania tego typu czynności jest budowanie trwałych relacji, zarówno z partnerami społecznymi, jak i z pracownikami czy lokalną społecznością. W wielu przedsiębiorstwach społeczna odpowiedzialność biznesu jest elementem zarządzania przedsiębiorstwem, w szczególności sposobem postrzegania przedsiębiorstwa, a także istotnym czynnikiem wpływającym na poprawę konkurencyjności. Organizacje coraz częściej postrzega się nie tylko jako źródło zysków dla inwestorów, lecz także jako podmiot odpowiedzialny za społeczeństwo oraz środowisko. Wśród przedsiębiorców pojawia się często pytanie, jak trend, jakim jest wzrost zainteresowania CSR oraz związane z tym wydatki, przekłada się na koszty podatkowe. Czy przedsiębiorcy mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wydatki na działalność CSR?

Jakiego rodzaju wydatki dotyczą CSR?

Działania CSR mogą mieć różny charakter i w zasadzie zależą od przedsiębiorców oraz specyfiki lokalnej. Przykłady działań podejmowanych przez przedsiębiorców opisywane są we wnioskach o wydanie interpretacji indywidualnych. Przykładem takich działań mogą być inicjatywy opisane w ramach interpretacji z dnia 18 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-2.4010.226.2021.1.MZA, takie jak:

  • „Forum Energetyczne” dla samorządowców,
  • programy stażowe,
  • współpraca spółek Grupy Y z uczelniami, szkołami branżowymi i technikami,
  • integracja osób niepełnosprawnych podczas występów, spotkań i koncertów,
  • wolontariat pracowniczy,
  • sponsoring tytularny interaktywnego muzeum,
  • inicjatywy lokalne promujące edukację sportową wśród dzieci i młodzieży oraz patriotyzm.

Powyższe kategorie pokazują, że przedsiębiorca może angażować się w różnego rodzaju działalność wspierającą szkolnictwo, osoby niepełnosprawne, wymianę doświadczeń samorządowców, sport czy wolontariat. Innymi słowy, działalność CSR to działalność oddziałująca na społeczeństwo czy środowisko niezwiązana bezpośrednio z działalnością gospodarczą prowadzoną przez przedsiębiorcę.

Uzasadnienie dla CSR

Działalność w zakresie CSR może przynieść wiele korzyści dla przedsiębiorców. W pierwszej kolejności są to korzyści o charakterze ekonomicznym, polegające na wzroście wartości i popularności marki, co przekłada się na większą konkurencyjność oraz wyższe marże na sprzedaży towarów czy usług. Ponadto działania CSR prowadzą do wzrostu zainteresowania inwestorów działalnością przedsiębiorstwa, a także poprawiają wiarygodność i budują pewnego rodzaju wartość dla dotychczasowych udziałowców i inwestorów.

Drugi czynnik wiąże się z przestrzeganiem zasad etycznych przez przedsiębiorstwo, na co uwagę zwraca coraz więcej konsumentów, ale także innych kontrahentów. Przestrzeganie etyki w biznesie zdecydowanie przekłada się na lojalność klientów i interesariuszy. Etyczne postępowanie sprzyja też częstszemu utożsamianiu się z marką, zwiększając tym samym skłonność klientów do polecania innym oferowanych przez nią produktów.

Ponadto działania CSR wychodzą naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom społecznym, co nie tylko wpływa na budowanie reputacji marki, ale także motywuje pracowników do lepszej pracy i integruje zespół. Dzięki takim działaniom można poprawić relacje z lokalną społecznością i władzami lokalnymi, co w wielu przypadkach przekłada się na biznes, ponieważ przykładowo łatwiej jest wtedy pozyskać pracownika czy przekonać interesariuszy do danej inwestycji.

Podejście organów podatkowych

Organy podatkowe nie zaliczają działalności w zakresie CSR do wydatku o charakterze reprezentacyjnym, który co do zasady nie stanowi kosztu uzyskania przychodu. Pomimo że reprezentacja oznacza podejmowanie działań w celu wykreowania wizerunku podatnika wobec innych podmiotów, to w ocenie organów działalność CSR jest czymś więcej. Oznacza to, że organy zauważają także inne niż tylko korzyści wizerunkowe skutki działalności CSR opisane powyżej (interpretacja z dnia 18 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-2.4010.226.2021.1.MZA).

W innej interpretacji z dnia 29 marca 2018 r., sygn. akt 0111-KDIB2-1.4010.47.2018.1.BJ, organ potwierdził, że wydatki ponoszone na pobudzanie aktywności kulturalno-rekreacyjno-sportowej stanowią koszty uzyskania przychodu. Wpisują się bowiem w definicję CSR, gdyż spółka jest podmiotem odpowiedzialnym za społeczność lokalną i jej otoczenie zewnętrzne.

Ponadto organy podatkowe potwierdzają, że działania w zakresie CSR przyczyniają się do sukcesu spółki, a więc mogą stanowić koszty podatkowe (interpretacja z 19 sierpnia 2016 r., sygn. akt IBPB-1-3/4510-690/16-2/JKT).

Podsumowując, organy podatkowe akceptują podejście, zgodnie z którym wydatki na działalność w zakresie CSR mogą być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów. Należy jednak pamiętać, aby wpisywały się one w politykę CSR. Warto więc ustanowić w organizacji pewne zasady oraz politykę Społecznej Odpowiedzialności Biznesu, która będzie realizowana. Dodatkowo należy podkreślić, że w dalszym ciągu wydatki o charakterze typowo reprezentacyjnym (np. alkohol) ponoszone w ramach prowadzonych działań CSR nie będą stanowiły kosztów uzyskania przychodów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Bitcoin i ethereum zaliczyły weekendowe spadki po ubiegłotygodniowych wzrostach

BTC rozpoczął tydzień na poziomie 45 tys. dolarów po niewielkim spadku w poprzednim tygodniu. Na przestrzeni tygodnia osiągnął poziom prawie 49 tys. dolarów, ale w niedzielę znów zaliczył spadek, kształtując się dziś na poziomie 45 500 dolarów.

Podobnie zareagował ethereum – rozpoczął tydzień od poziomu 3200 dolarów, zaliczając spadek z najwyższego poziomu 3652 dolarów w ubiegły czwartek. Waluta rozpoczęła spadki jeszcze przez bitcoinem – spadek od czwartkowego poziomu przez weekend zakończył dziś na poziomie 3200 dolarów, co oznacza spadek o 13 proc.

Połowa inwestorów instytucjonalnych posiada bitcoina

Ponad połowa inwestorów instytucjonalnych (52 proc.) jest aktualnie w posiadaniu bitcoina lub innych kryptoaktywów, jak wynika z głównych badań przeprowadzonych przez Fidelity Digital Assets.

Z publikowanych co roku badań że wydarzenia zeszłego roku były nabycia kryptowalut.

Institutional Investor Digital Assets Study wynika, dla inwestorów instytucjonalnych głównym motorem

Wyniki wskazują, że 80 proc. azjatyckich i 75 proc. europejskich inwestorów twierdzi, że planuje zakup kryptoaktywów. 70 proc. inwestorów z Azji już jest w ich posiadaniu.

Aż 84 proc. europejskich i amerykańskich inwestorów wyraża zainteresowanie zakupem instytucjonalnych produktów inwestycyjnych zawierających kryptoaktywa.

Ethereum o wartości 1 mld dolarów wycofano z obiegu

Ponad 300 tys. ETH zostało wycofanych z obiegu od momentu zakończenia modernizacji sieci 5 sierpnia w Londynie.

Tzw. Propozycja Usprawnienia Ethereum – 1559 (Ethereum Improvement Proposal EIP-1559) poskutkowała dotychczas wycofaniem z obiegu ETH o wartości ok. 1 mld. dolarów od momentu wdrożenia modernizacji sieci.

ETH są wycofywane z obiegu w ramach EIP-1559, aby stworzyć deflacyjne środowisko dla kryptoaktywów.

Z każdą transakcją, ETH jest teraz wycofywane z obiegu zamiast wypłacania wynagrodzenia krypto wydobywcom. Proces poskutkuje niedoborem waluty, co powinno teoretycznie podnieść jego cenę.

Brevan Howard uruchamia jednostkę krypto

Główny fundusz hedgingowy Brevan Howard uruchomił jednostkę krypto aby skupić swoje działania w tym sektorze.

Europejski fundusz hedgingowy jest jednym z największych na świecie, ale nie cieszy się dużą rozpoznawalnością. Nowa jednostka – BH Digital – zajmie się badaniami i zarządzaniem kryptowalutami.

Wiadomość jest najnowszą w kolejności po ogłoszeniach największych globalnych instytucji dotyczących inwestycji w sektor krytptoaktywów takich jak m.in. Goldman Sachs, JPMorgan czy BNY Mellon.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Złoty traci, dolar zyskuje

Poprawiająca się sytuacja gospodarcza za Oceanem powoduje, że płynie tam coraz więcej kapitału. To wszystko odbija się silną czkawką złotemu, który wyraźnie traci.

Inflacja w Europie

W piątek opublikowano dane na temat inflacji dla strefy euro. Zgodnie z oczekiwaniami wskaźnik ten wyraźnie rósł. Wynosi on obecnie już 3%, to wzrost o 0,8% w ciągu miesiąca i sygnał, że wzrost cen może być problemem również w strefie euro. Jest to problematyczna sytuacja dla południa kontynentu. W szczególnie złej sytuacji są Włochy, które mają obecnie największe problemy gospodarcze. Gdyby miało dojść do podwyżek stóp procentowych lub zmniejszenia programu skupu aktywów można spodziewać się tylko pogłębienia problemów. Działania te są jednak standardowymi środkami, które podejmuje się walcząc z rosnącą inflacją.

Dolar znów zyskuje

Amerykańskiej walucie pomaga jednak nie tylko brak perspektyw podwyżek stóp procentowych w Europie. Inwestorzy podchodzą bardzo optymistycznie do perspektyw rozwoju tamtejszej gospodarki. Nie przeszkodził w tym nawet rosnący wolniej od oczekiwań indeks Uniwersytetu Michigan. W piątek dolar kolejny dzień umacniał się względem euro. Dzisiaj brakuje raptem ćwierć centa, by dolar był najmocniejszy względem euro od początku listopada zeszłego roku.

Złoty w odwrocie

Dobra passa dolara ma też negatywne konsekwencje dla złotego. Odpływający kapitał ze strefy euro za ocean jest też wysysany z innych rynków. W ostatnich dniach tracą na wartości również waluty naszego regionu. Dotyczy to głównie złotego i forinta. Czeska korona jest pod mniejszą presją, ale w Czechach spodziewana jest podwyżka stóp procentowych w przyszłym tygodniu, stąd inwestorzy już zaczynają się na nią przygotowywać. Euro osiągnęło dzisiaj poziom 4,60 zł. Ostatni raz tak drogie było w lipcu tego roku, wtedy jednak odbijało się tuż powyżej tego poziomu. Zobaczymy, czy sytuacja się powtórzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nastroje menedżerów branży spożywczej przestały się poprawiać

Index FRI, który od ponad roku rósł z kwartału na kwartał o kilka punktów, na koniec sierpnia wyhamował. Jest na poziomie 61,1 pkt., czyli nieco niższym niż 61,5 pkt. odnotowane pod koniec maja. – Nastroje producentów żywności nie są już zdeterminowane pandemią. Optymizm studzą inne zjawiska, w tym m.in. rosnące koszty oraz niepewność w otoczeniu regulacyjnym – mówi Dariusz Chołost, General Manager ośrodka Food Research Institute, opracowującego Index FRI.

W sierpniowej, siódmej fali Indexu FRI odzwierciedlającego nastroje menedżerów firm spożywczych, widać nie tylko stabilizację samego wskaźnika, ale również zbliżone do poprzednich oceny w zakresie poszczególnych aspektów działania przedsiębiorstw.Nastroje menedżerów branży spożywczej przestały się poprawiać sierpniowy Index FRI

Pod koniec sierpnia b.r. sytuację swojej firmy jako dobrą oceniało 62 proc. menedżerów vs. 60 proc. na koniec czerwca. Porównywalne wyniki przyniosła także ocena wielkości produkcji: w porównaniu do sytuacji sprzed roku, produkcja wzrastała w 50 proc. firm, była taka sama w 38 proc. przedsiębiorstw, zaś w 12 proc. spadała. Trzy miesiąc temu wyniki były na poziomie 49 proc., 36 proc. i 15 proc.

Ten sam odsetek optymistów, ten sam odsetek pesymistów

W poprzedniej, majowej fali Indexu FRI, wśród menedżerów firm spożywczych, w porównaniu do lutego, bardzo wyraźnie przybyło optymistów (o 8 p.p.) i jednocześnie znacząco ubyło pesymistów (o 10 p.p.). Obecna, sierpniowa fala Indexu, nie przyniosła już właściwie żadnych zmian w stosunku do maja – a to oznacza, że ochłodzenie nastrojów jest bardzo wyraźne. Poprawę sytuacji w firmie w ciągu kolejnych 3 miesięcy przewiduje 34 proc. menedżerów (w maju było to 37 proc.), pogorszenie sytuacji – 11 proc. (w maju – 10 proc.) a stabilizację – 55 proc. (w maju – 53 proc.). Te same nastroje widać w przewidywaniach na kolejne 6 miesięcy.

Czy zamrożenie optymizmu wiąże się z wynikami sprzedaży firm spożywczych? Niekoniecznie. Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska, zwraca uwagę, że branża ma się pod tym względem dobrze. W pierwszej połowie br. wartość eksportu artykułów rolno-spożywczych była wyższa o 6 proc. r/r. W 2 kwartale produkcja sprzedana, po uwzględnieniu różnic w liczbie dni roboczych, była wyższa o 17 proc. r/r. Co dużo ważniejsze, wzrost – i to aż o 13% – widać w porównaniu do 2 kwartału 2019 r., czyli do okresu przed pandemią.

Branża ma się dobrze, ale koszty rosną

Choć co do zasady koniunktura gospodarcza w Polsce jest dobra a większość prognoz zakłada w tym roku wzrost gospodarczy na poziomie ok. 5 proc., to otoczenie rynkowe wysyła też branży spożywczej niepokojące sygnały. W sierpniu br. inflacja wyniosła 5,5 proc. i sięgnęła poziomu nienotowanego od 20 lat. – Wzrost cen to bardzo namacalne zjawisko i studzi optymizm konsumentów. Co prawda żywność jest podstawowym dobrem, ale w dłuższym terminie, przy ograniczonych budżetach domowych, konsumenci mogą zacząć wybierać marki tańsze, bez wartości dodanej, w którą przecież wiele marek spożywczych bardzo mocno inwestuje, ponieważ daje to przestrzeń do wyższych marż – mówi Dariusz Chołost z Food Research Institute.

Inflacja rodzi nie tylko obawy o przyszłość, ale również daje mocny sygnał o tym, co w branży dzieje się już teraz – rosną koszty produkcji. Grzegorz Rykaczewski zwraca uwagę, że producenci nie mogąc w całości absorbować wzrostu kosztów, przerzucają je konsumentów podwyższając ceny.

Bolączka kosztów jest widoczna w wynikach Indexu FRI już od 3 kwartałów. W szóstej, majowej fali badania odsetek menedżerów wskazujących na rosnące koszty produkcji wynosił 80 proc. W fali siódmej było to mniej (76 proc.), ale aż o 3 p.p. wzrósł odsetek firm raportujących „dużo wyższe koszty” (19 proc. vs. 16 proc. w maju). Rosną przede wszystkim koszty pracy, które często stanowią barierę dla dalszych inwestycji i które w kolejnym roku będą dalej rosły w związku ze wzrostem minimalnego wynagrodzenia / minimalnej stawki godzinowej.

Ważne czynniki ryzyka dla branży: pandemia, Brexit, Polski Ład

Oprócz kosztów, menedżerów niepokoją także inne zjawiska. Pandemia nadal jest ryzykiem, ale ma coraz mniejsze znaczenie. Co więcej, według Dariusza Chołosta, wiele firm zyskała pewność co do własnych możliwości radzenia sobie w skrajnie trudnych warunkach oraz jest do nich operacyjnie przygotowana.

Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank Polska zawraca z kolei uwagę, że dużym znakiem zapytania jest Brexit. Od 1 stycznia 2022 r. w życie wchodzą nowe wymagania administracyjne dla eksporterów i importerów na kierunku Polska – Wielka Brytania a kolejne będą wprowadzane w kolejnych miesiącach następnego roku. Wiele zależy od tego, jak sprawnie firmy z Polski i z Wysp Brytyjskich dostosują się do nowych warunków.

Dodatkowo dobre nastroje – nie tylko w sektorze spożywczym – tonuje wizja wzrostu obciążeń fiskalnych firm w ramach Polskiego Ładu. – Kolejna, ósma fala Indexu FRI, będzie według nas papierkiem lakmusowym oceny Polskiego Ładu przez producentów żywności – podsumowuje Dariusz Chołost.Rozwój przedsiębiorstwa w ciągu kolejnych 6 miesięcy Jakie były koszty prowadzenia przedsiębiorstwa porównaniu z sytuacją sprzed 12 miesięcy – oceny menedżerów firm spożywczych

Indeks FRI (Indeks Food Research Institute, wcześniej Indeks IBŻ) to liczony co kwartał wskaźnik, pokazujący nastroje w sektorze przetwórstwa rolno-spożywczego. Badanie z sierpnia 2021 r. zostało przeprowadzone metodą wywiadu telefonicznego i on-line, wspomaganego komputerowo (CATI/CAWI) na grupie 207 menedżerów firm z branży. Indeks FRI jest liczony jako średnia arytmetyczna ze wskaźników składowych, gdzie udział każdego składnika jest równy udziałowi danej podgrupy, dla której został policzony. Indeks FRI powyżej 50 pkt. oznacza poprawę nastrojów w porównaniu z poprzednim miesiącem, poniżej 50 pkt. – pogorszenie nastrojów. 50 pkt. oznacza brak zmiany.

PKEE: Fit for 55 – wsparcie czy wyzwanie w drodze do sprawiedliwej transformacji energetycznej

Koszty transformacji energetycznej, w tym przede wszystkim konsekwencje społeczne, były jednymi z głównych wątków dyskusji zorganizowanej w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego przez Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE). Przedstawiciele rządu, Komisji i Parlamentu Europejskiego oraz firm z sektora energetycznego odpowiadali także na pytanie czy pakiet w wystarczającym stopniu uwzględnia specyficzne uwarunkowania państw członkowskich oraz sprawiedliwy podział obciążeń.

Spotkanie zainaugurowała Komisarz ds. Energii, Kadri Simson przedstawiając stanowisko Komisji Europejskiej:

– Fit for 55 pozwala ująć ambicje klimatyczne w realia prawne i potwierdza, że redukcja emisji o co najmniej 55% do 2030 jest możliwa. Ta transformacja musi być jednak przeprowadzona w sprawiedliwy i zrównoważony sposób.

Dysproporcje w państwach unijnych

Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka, podkreślił, że polski rząd analizuje szczegółowo zapisy pakietu, pośród których znajdują się zarówno te odpowiadające na przedkładane Komisji Europejskiej postulaty naszego kraju, jak również te, które budzą wątpliwości i wymagają pogłębionej dyskusji: – Takie rozwiązania bez wprowadzania odpowiednich mechanizmów zabezpieczających mogą uderzyć w najbiedniejsze grupy społeczne. Polska nie zgodzi się na żadne rozwiązanie, które będzie odbywało się kosztem najsłabszych. Od wielu lat konsekwentnie podkreślamy, iż transformacja klimatyczna musi być sprawiedliwa i nie może pogarszać warunków ekonomicznych w określonych regionach czy grupach społecznych – powiedział minister Michał Kurtyka.

Europoseł, Wiceprzewodniczący Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, Zdzisław Krasnodębski przedstawił perspektywę Parlamentu Europejskiego: – Ramy rozwoju społeczno-gospodarczego wyznaczane są dziś w Brukseli. Potrzebujmy sojuszu różnych sił i szukania kompromisów na arenie europejskiej. Musimy przewidywać kolejne ruchy, podejmować działania i nie trwać w iluzji, że zatrzymamy transformację. Potrzebujemy bardziej strategicznego myślenia – podsumował.

Profesor podkreślał także, że sumy przewidziane na wsparcie transformacji są niewspółmierne do szacowanych kosztów niezbędnych zmian w gospodarkach poszczególnych krajów.

Trendy i wyzwania transformacji energetycznej w Polsce

Obawy o wpływ tempa transformacji energetycznej pojawiają się zarówno wśród rozwiniętych gospodarek Unii Europejskiej, jak i tych, w których skalę wyzwania wyznacza znaczący udział węgla w miksie energetycznym. Na kwestię potencjalnego rozszerzenia ubóstwa energetycznego jako konsekwencji niedostosowania regulacji do specyfiki krajów UE zwrócił uwagę Prezes Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna SA oraz Rady Zarządzającej PKEE, Wojciech Dąbrowski: – Zwiększenie celu redukcyjnego to szalenie ambitny plan. Musimy działać ostrożnie, by plan ten nie był kontrskuteczny. Nie możemy przecież doprowadzić do wzrostu skali ubóstwa energetycznego podkreślił Dąbrowski.

Prezes Zarządu PGE zwrócił także uwagę na istotną rolę gazu w transformacji energetycznej: – Gaz, z perspektywy Polski, stanowi ważne paliwo przejściowe tworzące fundament polskiej transformacji energetycznej, której koszty nie mogą być przerzucone na społeczeństwo.

Kolejny prelegent, Prezes Zarządu Enea SA, Paweł Szczeszek wskazał na rosnącą presję i potrzebę bezprecedensowych zmian w polskiej energetyce – Energetyka nigdy nie była pod taką presją zmian. Musimy respektować zobowiązania, ale tempo zmian nigdy nie było tak szybkie. Budujemy nowy zielony system energetyczny. Niemniej, bez zewnętrznego wsparcia finansowego nie dźwigniemy tego wyzwania.

W podobnym tonie wypowiedział się Wiceprezes Zarządu ds. Handlu oraz pełniący obowiązki Prezesa Zarządu, TAURON Polska Energia SA, Artur Michałowski, który podkreślił specyficzne miejsce Polski na tle innych państw UE w kontekście przeprowadzania transformacji energetycznej: –Transformacja musi być bezpieczna dla społeczeństwa. Stawiamy na odnawialne źródła energii, ale startujemy z innego poziomu niż reszta UE. Zamiany w Polsce wymagają więcej czasu.

Jako ostatni głos zabrał Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, Energa Grupa ORLEN SA, Dominik Wadecki mówiąc o konieczności uwzględnienia realiów Polski w drodze do transformacji energetycznej: – Nikt nie kwestionuje konieczności odchodzenia od wysokoemisyjnych źródeł energii, ale musimy pozostać świadomi realiów. Powinniśmy dążyć do uwzględnienia szczególnego miejsca Polski w procesie transformacji.

Na koniec dyskusji wszyscy paneliści formułując postulaty sektora wobec Komisji Europejskiej podkreślili, że kluczowymi elementami na drodze do przeprowadzenia sprawiedliwej transformacji energetycznej powinna być reforma systemu handlu emisjami (ETS) oraz zagwarantowanie podtrzymania przez UE możliwości wsparcia dla projektów gazowych.

Czarny łabędź?

Zamieszanie wokół chińskiego dewelopera ciąży ryzykownym aktywom. Na rynku pojawia się coraz więcej niepewności, w związku z czym inwestorzy preferują bezpieczne zachowanie. Przed weekendem handel na Wall Street kończył się w ponurych nastrojach. Dow Jones cofnął się o 0,48 proc., przy spadku S&P500 oraz Nasdaq100 o 0,91 proc. W poniedziałek nieczynne są giełdy w Japonii oraz Chinach, ale przecena Hang Seng opiewa na ponad 3.7 proc. Wszystko za sprawą zamieszania wokół chińskiego dewelopera Evergrande, który ma gigantyczny problem z regulacją zobowiązań wobec obligatariuszy. W najbliższy czwartek deweloper powinien uregulować część zobowiązań, ale inwestorzy coraz bardziej obawiają się tego, że firma całkowicie utraciła płynność. Trudno prognozować jak zachowają się chińskie władze, gdyż obecnie zdają się nie komentować wydarzeń. Twierdzenie jakoby problemy chińskiego dewelopera stały się na ten moment czarnym łabędziem jest nadużyciem. Korekta na indeksach jest dość skromna (około 2 proc. na DAX), niemniej kryzys zadłużeniowy sektora nieruchomościowego w Chinach (Evergrande jest tematem nośnym, ale mniejsi deweloperzy również mają problemy) może stać się katalizatorem większej awersji do ryzyka.

Równie intersująca z punktu widzenia globalnego rynku jest sytuacja związana z limitem zadłużenia w USA. Wprawdzie wobec problemów chińskiego dewelopera kwestia ta wydaje się być dość odległa, ale rynek z czasem może się jej przyglądać coraz uważniej. W poniedziałek o poranku rentowność amerykańskiego długu odbija do 1,34 proc., w przypadku papierów o 10-letnim terminie zapadalności. Dolar pozostaje jedną z najsilniejszych walut w przestrzeni G10, choć najlepiej prezentują się inne bezpieczne przystanie, japoński jen oraz frank szwajcarski.

Pomimo, iż niektórzy usilnie łącze przecenę złotego z problemami chińskiego dewelopera, uspokajam. Naturalnie otoczenie rynkowe (skok awersji do ryzyka) jest niekorzystne dla walut krajów rozwijających się, niemniej osłabienie złotego zaczęło się znacznie wcześniej. Katalizatorem przeceny stała się konferencja prezesa Glapińskiego, na której niemal rozwiał on wątpliwości w kwestii normalizacji polityki pieniężnej w bieżącym roku. EUR/PLN zbliża się do przetestowania 4,60, a więc poziomu ostatnio widziane w lipcu. Wtedy psychologiczna bariera stanowiła istotny opór. Czy tym razem linia również wytrzyma?

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Ponad 2 mln Polaków otrzymuje minimalne wynagrodzenie. Kolejna podwyżka już w 2022 roku

Rząd podniósł płacę minimalną oraz godzinową stawkę minimalną od 2022 roku. Najniższe wynagrodzenie dla zatrudnionych na podstawie umowy o pracę wyniesie brutto 3010 złotych, a stawka godzinowa dla samozatrudnionych i zleceniobiorców – 19,70 złotych brutto. Obecnie w Polsce 2,2 miliona osób otrzymuje płace na poziomie minimalnego wynagrodzenia.

W ciągu ostatnich ośmiu lat płaca minimalna wzrosła o blisko 67%. W tym samym czasie przeciętne wynagrodzenie podniosło się o około 47%. Teraz pensja minimalna pójdzie w górę o 7,5%, a przeciętna płaca o około 1%, jeśli porównamy dane z 4 kwartału roku 2020 do 2 kwartału roku 2021.

Należy zaznaczyć, że stosunek minimalnego do średniego wynagrodzenia cały czas rośnie. W roku 2003 wynosił około 36%, natomiast w roku 2021 na pewno przekroczy 50%.

Jednocześnie rośnie także liczba pracowników, którzy otrzymują wynagrodzenie na poziomie płacy minimalnej. Według danych rządowych w grudniu 2019 roku było około 1,5 miliona takich osób, obecnie jest to już 2,2 miliona.

Coroczne waloryzowanie płacy minimalnej jest dobrym pomysłem. Należy jednak pamiętać, że wraz z jej wzrostem zwiększają się koszty zatrudnienia, które mogą bezpośrednio przełożyć się na ceny produktów i wyższą inflację. W połączeniu z obecnym trendem może to spowodować, że w przyszłym roku inflacja jeszcze przyspieszy.

Wraz z podnoszeniem płacy minimalnej rosną też koszty dla pracodawcy z tytułu zatrudnienia pracowników. Pensja minimalna, która w bieżącym roku wynosi 2800 złotych, to dla pracodawcy całkowity koszt w wysokości ok. 3370 złotych. Po podwyżce od przyszłego roku całkowity koszt wyniesie ok. 3620 złotych. Jest to uzależnione też od wysokości składki wypadkowej. Konsekwencją wzrostu kosztów może być m.in. rozrost szarej strefy – część pracowników może być zatrudniana na czarno.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Deloitte: Transformacja klimatyczna oznacza dla banków ogromne możliwości biznesowe

Organy regulacyjne odpowiedzialne za branżę usług finansowych podejmują szeroko zakrojone działania, aby banki na całym świecie były świadome zagrożeń związanych ze zmianami klimatu. Powinny tak formułować odpowiednie strategie i modyfikować model swojej działalności, aby ograniczyć ryzyko klimatyczne. O zmieniających się oczekiwaniach różnych interesariuszy rynku finansowego oraz o tym, jak na nowe wyzwania odpowiada polski sektor rozmawiali uczestnicy debaty „ESG i kwestie klimatyczne w działalności bankowej”. Wydarzenie, którego gospodarzem była firma doradcza Deloitte, odbyło się podczas Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie.

W ostatnich miesiącach zmiany regulacyjne dotyczące zagadnień zielonej transformacji nabrały tempa, zwiększa się zarówno ich liczba, jak i złożoność. W 2021 r. w życie weszły pierwsze wymagania wynikające z Dyrektywy SFDR (Sustainable Finance Disclosure Regulation), dotyczącej ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych. Opublikowano trzy pakiety aktów delegowanych do unijnej Taksonomii, czyli systemu jednolitej klasyfikacji działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Toczą się aktywne prace nad nowelizacją dyrektywy o raportowaniu pozafinansowym (CSRD), która mówi o ujawnianiu kluczowych danych środowiskowych, społecznych i dotyczących ładu korporacyjnego. Kraje grupy G7 w oficjalnym komunikacie poparły dalszą adaptację standardów raportowania w oparciu o przedstawione w 2017 r. ramy TCFD (Task Force for Climate-related Disclosures), obejmujące m.in. strategię, zarządzanie ryzykiem oraz wskaźniki i cele stosowane do mierzenia i zarządzania kwestiami związanymi z klimatem.

Wyzwania wynikające z Europejskiego Zielonego Ładu są ogromne i sektor prywatny odegra jedną z kluczowych ról w finansowaniu transformacji. Jej tempo w dużej mierze będzie zależeć od działań i decyzji instytucji finansowych, które kształtując dostęp do kapitału, mogą stawiać dodatkowe wymagania. Część z nich będzie dotyczyć kwestii ESG (Environment, Social, Governance).

Znaleźliśmy się w bezprecedensowym momencie. Jak pokazuje opracowany przez Deloitte wskaźnik Climate Sentiment Index, zdecydowanie zwiększyła się społeczna świadomość problemów dotyczących zmian klimatycznych. Konsumenci zaczęli rozumieć potencjalne skutki tych zmian i się ich obawiają i w efekcie są też w stanie odpowiednio zmieniać swoje decyzje zakupowe czy te dotyczące np. miejsca pracy – mówi Irena Pichola, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Z jednej strony inwestorzy mają coraz częściej na uwadze zmieniające się podejście konsumentów, więc adekwatnie przesuwają swoje zainteresowanie w stronę zielonego finansowania. W swoich strategiach biorą pod uwagę już nie tylko perspektywę ekonomiczną, ale też zagadnienia w zakresie zrównoważonego rozwoju. Z drugiej, regulatorzy skupiają się na nowych standardach dotyczących przejrzystości, ujawnień i zarządzania informacją.

Aby rynek finansowy rósł z poszanowaniem zasad zrównoważonego rozwoju, każdy z interesariuszy tego ekosystemu ma ważne zadanie do wykonania.

– Kluczowa dla sukcesu całej transformacji i całej agendy będzie współpraca wielu środowisk – sektora publicznego, regulatorów, nadzoru finansowego, banków. Ich wzajemna współzależność jest coraz bardziej zauważalna i istotna. Należy też zwrócić uwagę, że dotychczasowe regulacje wskazywały kierunek, ale nie wypełniały pewnych luk. Jeżeli nie będziemy współpracować, może to doprowadzić do sytuacji, w której tego wspólnego celu nie uda się osiągnąć – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego, Deloitte.

Zarządzanie ryzykiem ESG

Dążenie do dbałości o kwestie środowiskowe, społeczne i dotyczące ładu korporacyjnego wiąże się nie tylko z wprowadzaniem przez polityków na różnych szczeblach kolejnych regulacji czy ograniczeń formalno-organizacyjnych. Nie bez znaczenia są też konsekwencje finansowe dla gospodarki, łańcuchów wartości i modeli biznesowych pojedynczych firm, banków i ich klientów.

To właśnie w tym miejscu agenda regulacyjna spotyka się z sercem bankowości, czyli tym, w jaki sposób patrzymy na efektywność prognoz finansowych, w oparciu o które udzielamy kredytów. Przez wymagania środowiskowe regulatorzy usiłują wymusić szybszą dekarbonizację, gdyż emitowanie zanieczyszczeń staje się coraz droższe. Zarządzający ryzykiem muszą dużą większą wagę przykładać do tego, w jaki sposób bezpośrednie lub pośrednie koszty emisji wpłyną na opłacalność podejmowanych inwestycji – mówi Marek Lusztyn, wiceprezes zarządu, CRO, mBank.

Istotne jest też określenie, czy wcześniej rozpoczęte inwestycje nadal mają sens w kontekście środowiskowym. Kwestia istniejącego miksu energetycznego i najpowszechniejsze w Europie wykorzystanie węgla kamiennego powoduje, że Polska ma dużo więcej do zrobienia niż przeciętny kraj UE. Jak podkreślali uczestnicy debaty, o emisyjności polskiej gospodarki najlepiej świadczy fakt, że jest ona trzy razy bardziej emisyjna niż średnia UE, jeśli chodzi o wyprodukowanie miliona euro PKB. Redukcja emisji gazów cieplarnianych do zera oznacza więc, że polska gospodarka i polskie firmy, będą się musiały trzy razy bardziej napracować.

Ponieważ od połowy 2021 r. europejski nadzór bankowy wymaga, aby ocena czynników ESG była wprost elementem określania ryzyka kredytowego, na kontroli tych zagadnień będzie koncentrować się przede wszystkim działalność operacyjna sektora bankowego.

Transformacja jako okazja biznesowa

Transformacja klimatyczna niesie za sobą ogromne możliwości biznesowe dla sektora finansowego. Na szanse rozwoju wpływ ma ogromna skala unijnych programów, wysoka rentowność energetyki odnawialnej czy postęp technologiczny.

– Rozwój cywilizacyjny oznacza nieunikniony wzrost konsumpcji energii, ale możliwa jest zmiana jej źródeł. W krajach takich jak Polska, gdzie udział przemysłu w gospodarce jest znaczący i porównywalny do Niemiec, szybki wzrost gospodarczy przekłada się na rosnącą efektywność energetyczną i spadek luki pomiędzy Polską i Niemcami. Efektywność energetyczną poprawia wykorzystanie nowych maszyn i urządzeń oraz ulepszanie procesów. Tym, na czym powinniśmy się najmocniej skupić, jest zatem zmiana miksu energetycznego. Dlatego w PKO Banku Polskim zobowiązaliśmy się, że nasz portfel zielonego finansowania będzie rósł o 5 proc. r/r i będzie trzy razy większy niż sektorów wysokoemisyjnych. Do 2030 r. całkowicie wyeliminujemy ekspozycję na sektor wydobywczy węgla, ale chcemy równocześnie wspierać transformację sektora energetycznego – mówi Rafał Antczak, wiceprezes zarządu, PKO Bank Polski.

Aby transformacja przynosiła też efekty biznesowe, niezbędna jest daleko posunięta precyzja wprowadzanych regulacji. Banki muszą wiedzieć, że dane są zbierane transparentnie, że dają się porównywać i można się do nich efektywnie odnosić. Trzeba na przykład jasno określić, jaki rodzaj paliwa wykorzystywanego przy wytwarzaniu energii jest zielony i to będzie miało długofalowy wpływ na decyzje biznesowe instytucji finansowych.

Banki mają wsłuchiwać się w potrzeby klientów

– W erze transformacji energetycznej bank powinien stanowić dla firm finansowy one stop shop. Współpraca z klientami korporacyjnymi powinna zaczynać się już na etapie definiowania celów w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych, omówienia ich potrzeb, a następnie być kontynuowana poprzez przedstawienie możliwych technologii, przygotowanie studium wykonalności, wreszcie zaaranżowanie i dostarczenie finansowania, doradztwo na etapie wyboru dostawcy i realizacji projektu, aż po analizę efektów. Mowa więc tutaj o ewolucji w stronę wielowymiarowej obecności banku w całym cyklu inwestycji, oferowaniu bardziej kompleksowych kompetencji i know-how, ze zdecydowanym naciskiem na doradztwo – mówi Marzena Koczut, członek zarządu, Bank Ochrony Środowiska.

Działania zarządów instytucji finansowych koncentrują się już nie tylko na konieczności postępowania w zgodzie z obowiązującymi wymaganiami regulacyjnymi. Są też wynikiem ambicji liderów, którzy chcą mieć wpływ na wybór zrównoważonej ścieżki rozwoju swoich organizacji i osiągnięcie sukcesu na tym polu. Mimo wielu niepewności, chcą stawiać na wartości istotne nie tylko w wymiarze biznesowym.

Unijne budżety na transformację energetyczną są tak duże, że nawet możliwości największych polskich banków mogą okazać się niewystarczające. Równocześnie, ze względu na skalę finansowania jest to niepowtarzalna szansa na dynamiczny wzrost i rozwój polskiego sektora. Mimo różnic w podejściu i odmiennych perspektyw, mamy wspólny cel, do którego będziemy zmierzać, a współpraca jest naszą największą szansą i nadzieją na to, żeby razem osiągnąć sukces – podsumowuje Przemysław Szczygielski.

W pandemii Polacy spożywają więcej warzyw i owoców. Częściej kupują zdrową żywność i jedzą mniej mięsa

Ponad 40% Polaków twierdzi, że podczas pandemii zaczęło lepiej się odżywiać. Blisko połowa rodaków temu zaprzecza. Zmianę nawyków żywieniowych szczególnie widać w grupie wiekowej 23-35 lat, a także wśród osób z wyższym wykształceniem i zarabiających 4-7 tys. zł netto. Poprawę deklarują głównie mieszkańcy dużych miast. Do najczęściej wymienianych zmian należy spożywanie większej ilości warzyw i owoców, regularne jadanie posiłków, częstsze kupowanie zdrowej żywności oraz ograniczenie mięsa.[INFOGRAFIKA] Ponad 40% Polaków twierdzi, że podczas pandemii zaczęło lepiej się odżywiać

Badanie opinii publicznej, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla aplikacji Zdrowe Zakupy wśród ponad tysiąca dorosłych Polaków, wykazało, że w czasie trwania pandemii 40,2% zaczęło lepiej się odżywiać. 46,1% rodaków jest przeciwnego zdania. Stanowiska w tej kwestii nie zajmuje 13,7% osób.

– Można było się spodziewać, że więcej osób poprawiło swój model odżywiania podczas pandemii. Ludzie zyskali przecież czas na samodzielne przygotowywanie posiłków i ich regularne spożywanie. A przede wszystkim zrozumieli, że trzeba dbać o zdrowie i warto w nie inwestować, m.in. kupując wysokiej jakości produkty. Jednak ci, którzy nie poprawili swoich nawyków, mogli już wcześniej dobrze się odżywiać. I to może tłumaczyć fakt, że blisko połowa badanych nie poprawiła swojego stylu żywienia – mówi prof. Ewa Rembiałkowska ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Tylko w jednej z czterech grup wiekowych przeważają osoby, które poprawiły swoje nawyki żywieniowe w czasie pandemii. Są to Polacy w wieku 23-35 lat. Wśród nich zaczęło lepiej się odżywiać 45,7% badanych, a nie zrobiło tego 43,3%. Różnica zatem jest niewielka. Jednak dla porównania można wskazać, że w grupie rodaków mających od 56 do 80 lat tylko 31,5% respondentów wprowadziło zmiany, a 54,2% nie uczyniło tego.

– Osoby w wieku 23-35 lat to grupa najbardziej świadomych, szukających wiedzy i faktów konsumentów, którym zależy na byciu zdrowym oraz fit. Coraz większą wagę przywiązują do jakości spożywanych produktów. Natomiast starszym ludziom trudniej jest zmienić mocno utrwalone nawyki żywieniowe. Mogą też oni uważać, że od zawsze jadają zdrowo i nie potrzebują wprowadzać żadnych zmian – komentuje dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

Biorąc pod uwagę różne poziomy edukacji respondentów, tylko w jednej z czterech grup nastąpiła nieznaczna przewaga osób, które poprawiły swój sposób odżywiania. W tym przypadku dotyczy to Polaków z wyższym wykształceniem. 44,5% z nich jada obecnie zdrowiej niż przed pandemią, a 43,8% w żaden sposób lepiej się nie odżywia.

– Ludzie z wyższym wykształceniem przede wszystkim powinni być świadomi wpływu sposobu odżywiania na zdrowie. W czasie pandemii mogli np. postanowić, że wprowadzą odpowiednie zmiany, bo nie należy z tym zwlekać. Jeżeli dodatkowo dobrze zarabiają, to są w stanie wydawać więcej pieniędzy na wysokiej wartości jedzenie. Wiedzą o tym, że nie warto na tej kwestii oszczędzać – dodaje dr Łuczak.

Patrząc na deklarowane miesięczne dochody, można stwierdzić, że zmiana na lepsze nastąpiła głównie u rodaków zarabiających od 4 do 7 tys. zł netto – 59,1%. Natomiast na końcu zestawienia są Polacy uzyskujący mniej niż tysiąc zł na rękę – 31,6%.

– To oczywiste, że lepiej zarabiającym osobom łatwiej jest inwestować w żywność ekologiczną. Mniej zasobni Polacy mogą mieć poczucie, że ich na nią nie stać i dlatego niczego nie zmieniają. Jednak poprawa nawyków nie wiąże się tylko z zakupem tego typu artykułów. To może być też np. rezygnacja z mało wartościowych czy wręcz szkodliwych produktów – zauważa Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Jak wynika z badania, poprawę stylu odżywiania najczęściej deklarują Polacy z miast liczących 200-499 tys. – 53% mieszkańców. To jedyny wynik przekraczający 50%. Kolejny wyniósł 46,9% i dot. miejscowości mających 100-199 tys. ludności. Zestawienie zamykają wsie i ośrodki, w których żyje do 5 tys. osób – 33,2%.

– Mieszkańcy dużych miast w największym stopniu zmienili cały swój sposób funkcjonowania, przechodząc na pracę zdalną. Dlatego w ich przypadku zmiana może być bardziej widoczna. Oni też są lepiej otwarci na nowe trendy w żywieniu. Z kolei dla Polaków mieszkających na wsiach i w małych miejscowościach duże znaczenie ma tradycja spożywanych posiłków. Ponadto te osoby mogą być przekonane o tym, że nie potrzebują wprowadzać żadnych zmian, bo od urodzenia zdrowo się odżywiają – wyjaśnia ekspert z SGGW.

Polacy, którzy poprawili swoje nawyki żywieniowe, zostali poproszeni o wskazanie trzech najważniejszych, ich zdaniem, zmian. Najczęściej wymieniali jadanie większej ilości warzyw – 58%, a także owoców – 48,4%. Potem podawali regularne spożywanie posiłków – 37,2%, częstsze kupowanie tzw. zdrowej żywności – 28,8%, jak również ograniczenie mięsa w diecie – 28,5%.

– Ankietowani wprowadzili do swojego życia podstawowe zasady zdrowego odżywiania. Są one najbardziej znane i od wielu lat przypominane Polakom, m.in. w mediach. Najczęściej mówi się, że należy jeść dużo warzyw i owoców, m.in. dla podniesienia odporności, tak ważnej w czasie pandemii. Dlatego badani w pierwszej kolejności właśnie o tym wspominają. Wyniki badania potwierdzają też informacje przekazywane przez producentów, którzy zauważają wzrost sprzedaży żywności ekologicznej – podsumowuje prof. Rembiałkowska.

Przegląd wydarzeń tygodnia 20.09 – 24.09.2021

Wyhamowanie dynamiki wzrostu cen w USA nie wpłynęło istotnie na poprawę sentymentu wśród inwestorów. Wprawdzie niższa inflacja daje argument Rezerwie Federalnej za utrzymywaniem luźnej polityki pieniężnej, ale inwestorzy wolą nie wykonywać pochopnych ruchów przed posiedzeniem FOMC, a generalny spadek apetytu na ryzyko nie dodaje optymizmu.

W nadchodzącym tygodniu oczy rynku zwrócone będą ku posiedzeniu decyzyjnym FOMC (środa), a handel powinien być podporządkowany pod to właśnie wydarzenie.

Rynek szacuje, że stopa funduszy federalnych zostanie utrzymana na niezmienionym poziomie, jednak to co kluczowe z puntu widzenia rynków finansowych to wskazówki odnośnie wychodzenia z programu skupu aktywów. W mojej opinii prezes Powell skorzysta z argumentów makro (rynek pracy, inflacja) i postara się brzmieć możliwie najbardziej gołębio, jednak ważniejsze od samej konferencji będą oczekiwania innych przedstawicieli Fed odnoście podwyżek stóp procentowych (dot-chart). To ich publikacja powinna przykuć największą uwagę inwestorów, bo pokaże jakie jest nastawienie całego Komitetu, a nie jedynie szefa Rezerwy Federalnej, który nie raz już udowadniał, że należy do gołębiej frakcji. Nie należy się jednak przywiązywać do pierwszych reakcji rynku, gdyż te zwyczajowo są przesadzone i odzwierciedlają jedynie „nagłówki”, a prawdziwa treść skryta jest w środku, tak więc na ostateczną interpretację środowego wydarzenia trzeba będzie chwilę zaczekać. Poza Stanami Zjednoczonymi warto będzie zwrócić uwagę na protokół z posiedzenia RBA (wtorek), a także wrześniowe szacunki PMI dla kilku ważnych gospodarek (czwartek). W odniesieniu do Niemiec ważny będzie wskaźnik Ifo, a wśród mniejszych gospodarek uwagę przykuwa decyzja ws. poziomu stóp procentowych na Węgrzech. W danym z Polski brakuje rewolucyjnych odczytów, niemniej dane o produkcji przemysłowej, czy sprzedaży detalicznej mogą pokazać siłę strony popytowej.

Najważniejsze wydarzenia: decyzja FOMC, protokół z posiedzenia RBA, PMI, Ifo

Jak już wspomniałem kluczowym rynkiem do obserwacji w ciągu następnego tygodnia będą Stany Zjednoczone. W środę FOMC podejmie decyzję odnośnie poziomu stóp procentowych, ale znacznie bardziej istotny będzie swego rodzaju FG, a więc wskazanie przyszłej ścieżki stóp procentowych. Po decyzji odbędzie się tradycyjna konferencja prezesa Powella, na której zapewne wyjaśnione zostaną fundamenty decyzji FOMC. Decyzja Komitetu z pewnością będzie wpływać na sentyment inwestorów, który w bieżącym tygodniu przechylił się w kierunku dolara i bardziej bezpiecznych aktywów.

Lokalnie istotna będzie publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia RBA. Prawdopodobnie komunikacie po wrześniowym posiedzeniu powtórzone zostaną tezy zarysowane w przemówieniu prezesa Lowa. Przede wszystkim jednak rynek będzie dążył do znalezienia odpowiedzi na pytanie co stoi za sztywnym trzymaniem się planów RBA odnośnie redukcji skali skupu aktywów. Publikacja może mieć jednak niewielką siłę przebicia, gdyż poprzedzać będzie dzień posiedzenia FOMC. W przypadku pary AUD/USD większych ruchów spodziewam się po stronie dolara, choć niewątpliwie jastrzębie nastawienie RBA może być czynnikiem stabilizującym.

Polska

Na krajowym podwórku sentymentem inwestorów kierować będą dane o produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej. Oba wskaźniki rzucą więcej światła na charakter wzrostu cen, ale nie będą wpływać istotnie na decyzje monetarne. Oczekuje się, że produkcja przemysłowa wzrośnie w ujęciu rocznym, co nie powinno być dużym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę solidne fundamenty polskiego przemysłu. Ciekawsze będą dane o sprzedaży detalicznej. Te bowiem wskażą na siłę krajowego popytu, co akurat nie jest bez znaczenia w dyskusji o kształcie polityki pieniężnej. Wydaje się jednak, że Rada Polityki Pieniężnej wyczekuje na listopadowe prognozy DA NBP, w związku z czym nie powinniśmy się spodziewać nadmiernej reakcji na przyszłotygodniowe publikacje.

Strefa euro

W strefie euro kalendarz publikacji ekonomicznych jest niemal pusty. Uwagę przykuwa jedynie lokalny wskaźnik koniunktury Ifo dla niemieckiej gospodarki. Nie wykluczone jest pogorszenie nastrojów w biznesie z uwagi na czyhający za rogiem jesienny sezon zachorowań, który może również sprzyjać większej liczbie zakażeń COVID19. W strefie euro i nie tylko ciekawość przykują szacunki indeksów koniunktury PMI dla sektora usługowego oraz przemysłowego. Tutaj również, z uwagi na wyprzedający charakter wskaźnika, nie można wykluczyć rezultatów nieco niższych od poprzednich, niemniej wciąż w większości powinny się one znajdować w strefie ekspansji, a więc zgodnie z wytycznymi instytutu IHS Markit powyżej 50 pkt.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers