Jesienna rekrutacja. Pozyskiwanie pracowników wciąż jest wyzwaniem dla wielu firm logistycznych

Dla 54% firm pozyskiwanie pracowników to priorytet na liście inwestycji firm w 2021 roku.* Z drugiej strony popyt na pracownika nie przekłada się na zainteresowanie potencjalnych kandydatów. Przedsiębiorstwa wciąż zgłaszają braki w konkretnych obszarach. W jaki sposób sprostać temu wyzwaniu?

Duże oczekiwania, mało chętnych

Sektor logistyki nieustannie boryka się ze sporymi problemami w pozyskiwaniu nowych pracowników. Do największych wyznań należą – zbyt wysokie oczekiwania finansowe kandydatów (61%) oraz ich deficyt na rynku (58%). W szczególności zaobserwować można braki na stanowiskach:

  • magazynier, operator wózka (widłowego, bocznego, wysokiego składu),
  • inżynier (ds. procesów logistycznych, automatyk),
  • ekspert ds. logistyki (spedytor, specjalista ds. zarządzania stockiem, zarządzania jakością, eksportu, gospodarki magazynowej),
  • technik (utrzymania ruchu, operator, mechanik, elektryk,
  • wykwalifikowany pracownik produkcji (operator produkcji i maszyn, systemów VMS).

Zweryfikuj, czego oczekują pracownicy

Badanie zatytułowane „Inny wymiar benefitów. Potrzeby, wyzwania i oczekiwania Działów HR” wykazało, jakie benefity obecnie najbardziej interesują pracowników. Znalazły się wśród nich:

  • sfinansowanie przez pracodawcę domowego biura (51%),
  • zorganizowanie dla pracowników konsultacji psychologicznych (45%),
  • dopłata do posiłków (41%),
  • dostęp do aplikacji typu Spotify/Netflix (39%).

To cenna wiedza, którą warto wykorzystać konstruując ofertę pracy, zwłaszcza w obszarze świadczeń dodatkowych. Pozyskiwanie pracowników w momencie, w którym wiemy, czego oczekują, staje się o wiele łatwiejsze.

Przygotuj plan rekrutacji

Plany rekrutacyjne to znacznie więcej niż tylko wiedza, jakie stanowiska należy obsadzić w najbliższej przyszłości. Stanowią doskonałą okazję do weryfikacji celów strategicznych firmy i luk w umiejętnościach pracowników. Strategiczny plan rekrutacji powinien zawierać listę stanowisk, wyszczególnionych umiejętności, kalendarz rekrutacji, a także informacje o budżecie przeznaczonym na pozyskiwanie pracowników.

Pokaż, dlaczego mają wybrać twoją firmę

Pomocne może okazać się również przygotowanie ciekawej kampanii reklamowej, prezentującej największe korzyści ze współpracy.

– „Kim jest idealny kandydat?”, „Jakie ma potrzeby?”, „W jaki sposób mogę je spełnić?” – to kilka pytań, od których warto rozpocząć planowanie kampanii rekrutacyjnej – podpowiada Sebastian Kopiej z agencji Commplace, która wspiera firmy w budowaniu wizerunku pracodawcy. – Warto oprzeć się także na możliwościach, jakie dają nowoczesne narzędzia marketingu online. Dzięki nim dokładnie zweryfikujemy, jakie frazy wpisuje w wyszukiwarkę potencjalny kandydat. To z kolei pozwoli dopasować przekaz i kanały komunikacji – dodaje ekspert z Commplace.

Kolejny krok: onboarding

Pozyskiwanie pracowników nie powinno zakończyć się na etapie podpisania umowy. Kolejnym ważnym zadaniem jest utrzymanie go. Nieefektywna rekrutacja to stanowić będzie bowiem dodatkowy koszt dla firmy (poziomie 30% do 200% rocznego wynagrodzenia zatrudnionego pracownika**). Co zatem możesz zrobić? Zapewnij nowym pracownikom dobre samopoczucie i odpowiednie informacje, których potrzebują na wczesnym etapie wdrożenia. Bardzo pomocne może okazać się opracowanie procedur komunikacji wewnętrznej lub przeprowadzenie warsztatów (np. warsztatów z managerami z zakresu budowania relacji interpracowniczych). Wielu pracowników w pierwszym okresie odczuwa dużą presję i przytłoczenie nowymi obowiązkami. Ten etap ma jednak istotne znaczenie w budowaniu długotrwałej relacji i lojalności. Pierwsze wrażenie stanowić będzie temat do rozmowy w Internecie – na forach dyskusyjnych, stronach z opiniami, wizytówce Google. – Dlatego wdrożenie do pracy jest testem dla ciebie, jako pracodawcy. Jeśli pracownik poczuje się zaopiekowany – wygrasz – podsumowuje specjalista z Commplace.

Rusza czas jesiennych rekrutacji. Pozyskiwanie pracowników staje się priorytetem na najbliższy czas dla wielu firm logistycznych. Zanim jednak wystawisz kolejne ogłoszenie z cyklu „pracownik logistyki poszukiwany”, zweryfikuj, czy twoja firma przygotowała dobre fundamenty, aby przyciągać najlepszych.

*na podstawie raportu „Logistyka w Polsce” przygotowanego przez ManpowerGroup i Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania.

** „Managing Talent Retention” , Philips J.J., Edwards L.

Zakupy mieszkań za gotówkę – ile to procent rynku?

Pojawiają się różne szacunki dotyczące tego, jak popularne są zakupy mieszkań za gotówkę. Sprawdzamy, jaki udział takich transakcji szacują agenci nieruchomości.

Udział zakupów gotówkowych to temat, który jest dość popularny już od dłuższego czasu. Trudno się dziwić, bo krajowe media donoszą o środkach przepływających z depozytów (kont i lokat) na rynek nieruchomości. Istnienie takiego zjawiska potwierdzają zresztą dane Narodowego Banku Polskiego dotyczące wartości depozytów gospodarstw domowych. Sporną kwestią jest natomiast to, jaki udział w rynku mają zakupy mieszkań za gotówkę. Pod tym pojęciem nie rozumiemy oczywiście transakcji rozliczanych stricte w sposób gotówkowy (przy użyciu banknotów). Chodzi natomiast o zakupy nieruchomości mieszkaniowych z wykorzystaniem wyłącznie własnych oszczędności. Narodowy Bank Polski regularnie podaje informacje o udziale takich transakcji dotyczącym nowych mieszkań z największych ośrodków miejskich. Warto wiedzieć, że NBP regularnie pyta również agentów nieruchomości o popularność transakcji gotówkowych. Wyniki takiej ankiety dotyczącej całego kraju mogą być bardziej miarodajne.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • W I kw. 2021 r. Narodowy Bank Polski spytał około 300 pośredników nieruchomości o sytuację panującą na rynku wtórnym.
  • Wyniki tego badania sugerują m.in., że dwie trzecie mieszkań kupowanych w celu odsprzedaży jest finansowanych bez kredytu.
  • W przypadku lokali kupowanych na własne potrzeby, analogiczny wynik spada do zaledwie 25%.

Przygotowany przez nas artykuł prezentuje więcej informacji o ciekawym zjawisku, jakim są zakupy mieszkań za gotówkę. Wyjaśniamy również, jaką skalę ma popyt inwestycyjny.

Narodowy Bank Polski zapytał głównie lokalnych agentów …

Przed zaprezentowaniem dokładnych wyników wspomnianego badania NBP, warto napisać nieco więcej na temat jego metodologii. Mianowicie, Narodowy Bank Polski w lutym 2021 r. przeprowadził „Badanie poziomu popytu i podaży na wtórnym rynku mieszkaniowym z uwzględnieniem rynku najmu”. We wspomniane badanie ankietowe było zaangażowanych 296 agentów nieruchomości z całego kraju. Warto zwrócić uwagę, że agencje o zasięgu ogólnopolskim stanowiły tylko 4% grupy badanych pośredników. „Aż 274 na 296 agencji nieruchomości oprócz pomocy w sprzedaży mieszkań świadczyło również usługi pośrednictwa w zakresie wynajmu lokali” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Zakupy mieszkań za gotówkę stanowią 40% rynku wtórnego

W ramach swojego badania ankietowego, eksperci NBP zapytali agentów nieruchomości między innymi o to, jak popularne są zakupy za gotówkę z uwzględnieniem celu transakcji. Okazuje się, że udział transakcji gotówkowych w liczbie sprzedanych domów i mieszkań na rynku wtórnym wynosił odpowiednio:

  • 25% przy zakupach na potrzeby własne kupującego lub członka jego rodziny
  • 52% w przypadku zakupów mieszkań pod wynajem
  • 67% przy transakcjach związanych z zamiarem odsprzedaży nieruchomości mieszkaniowej (głównie mieszkania) w korzystnym momencie

Jeżeli chodzi o transakcje z przeważającym udziałem środków własnych nabywcy (ponad 50%), to analogiczne wyniki procentowe przedstawiały się następująco:

  • 22% w przypadku zakupów na potrzeby własne kupującego lub członka jego rodziny
  • 27% przy zakupach mieszkań pod wynajem
  • 21% po uwzględnieniu transakcji związanych z zamiarem odsprzedaży nieruchomości mieszkaniowej (głównie mieszkania) w korzystnym momencie

Ciekawie wyglądają także ogólne proporcje transakcji związane z różnym ich celem. W 2020 r. według szacunków agentów nieruchomości około 26% nabywców kupowało nieruchomości mieszkaniowe jako swoje pierwsze lokum. Kolejne 26% kupujących chciało poprzez zakup poprawić obecne warunki mieszkaniowe (najczęściej wymienić dom lub lokal na większy). Około 18% zakupów było realizowanych z myślą o wynajmie, a 9% zarówno na wynajem, jak i potrzeby własne. Transakcje typowo spekulacyjne (zakładające korzystną odsprzedaż) miały udział rynkowy wynoszący 11%. „Dalsze 10% nabywców mieszkań zakładało najem do czasu korzystnej odsprzedaży” – informuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Na podstawie wszystkich powyższych wyników możemy szacunkowo obliczyć, jaki udział w obrocie rynkowym miały zakupy mieszkań za gotówkę. Dla uproszczenia trzeba założyć, że w przypadku podwójnego celu nabycia (np. wynajem i potrzeby własne) udział procentowy obydwu wariantów rozkładał się po połowie. „Po przyjęciu wspomnianego założenia okazuje się, że w 2020 r. na rynku wtórnym zakupy mieszkań za gotówkę stanowiły 39% wszystkich transakcji” – podaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

W dużych miastach zakupy mieszkań za gotówkę są częstsze

Podany wynik (39%) wydaje się całkiem wiarygodny jeśli weźmiemy pod uwagę obszar całego kraju. W przypadku wartości obrotu, a nie liczby transakcji analogiczny wynik mógł być nieco większy. Można bowiem przypuszczać, że zakupy mieszkań za gotówkę wiążą się z wartością transakcji, która jest większa od przeciętnej. Warto także pamiętać o różnicach między małymi i średnimi miastami oraz metropoliami. „W dużych ośrodkach miejskich zakupy mieszkań za gotówkę są częstsze z uwagi na aktywność inwestorów posiadających duży kapitał (środki własne)” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Czy są pieniądze na podwyżki w budżetówce?

Choć z oficjalnych przekazów słychać, że budżecie państwa jest nadwyżka – to eksperci są zdania, że taka sytuacja jest po prostu niemożliwa. Ponadto przewidywania są takie, że w najbliższych miesiącach rząd może mieć problem – zaczną się silne żądania płacowe, które będą również związane z gwałtownymi podwyżkami cen we wszystkich sektorach.

Wiadomo, że Polska nie jest w stanie pozwolić sobie na taki wydatek. Wówczas prawda o sytuacji finansowej kraju może okazać się dramatyczna. Cała ta sytuacja jest spowodowana tym, że używa się w komunikatach zmanipulowanych danych – co może okazać się najbardziej niekorzystne dla rządzących. Jednak szczególnie ucierpią na tym oszczędności obywateli, dla których zabraknie pieniędzy na podwyżki – a należy przypomnieć, że w związku z inflacją ceny nadal będą rosły.

– Wiadomo, że jest bardzo duży deficyt w budżecie państwa. Rząd wydaje mnóstwo pieniędzy – a z drugiej strony w pewnych dziedzinach okazuje się skąpy. Mam wrażenie, że w tej sytuacji są dwa kluczowe elementy. Po pierwsze panuje chaos. Prawdą jest, że rząd wydał gigantyczny kapitał na walkę z pandemią. Jednak czy rzeczywiście dla chociażby ratowników medycznych nie znalazłyby się dodatkowe pieniądze? – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Nikt to po prostu nad tym nie panuje. W jednych miejscach wydaje się ogromne sumy, a w innych wręcz odwrotnie. Po drugie w tej chwili rząd pada ofiarą własnej propagandy. Przykładem może być to, że zamiast informować o rzeczywistej sytuacji finansowej rządzący opowiadają śmieszne historie o nadwyżkach w budżecie. Więc nie ma się co dziwić, że potem różne grupy zawodowe zastanawiają się – skoro jest aż tak dobrze, to czemu to właśnie na nich się oszczędza? Jest to bardzo trudna sytuacja. Mam wrażenie, że sytuacja budżetowa w Polsce jest znacznie gorsza, niż by się mogło wydawać. Rząd obawia się, że zaczną się silne żądania płacowe, które będą również związane z rekompensatą za inflację. Wówczas może się okazać, że jest bardzo ciężko z budżetem i finansami państwa. To jest właśnie cena – jaką się płaci za to, że panuje absurdalny i nieprawdziwy przekaz informacyjny – tłumaczy Orłowski.

Podwójne życie księgowej – faktura albo dług

Aż 73 proc. małych i średnich przedsiębiorstw wskazuje, że firmy korzystające z profesjonalnej windykacji są postrzegane jako wiarygodne i odpowiedzialnie traktują zapłatę za swoją pracę – wynika z badania Kaczmarski Inkasso. Mimo to wiele z nich decyduje się na samodzielne dochodzenie należności od kontrahentów. Uważają, że tak będzie taniej i prościej. W zderzeniu z biznesową rzeczywistością często kończy się to niepowodzeniem.

Każda przeterminowana faktura zmniejsza płynność finansową przedsiębiorstwa, a w pandemicznych warunkach gospodarczych jest to odczuwalne szczególnie mocno. Problemy widać choćby na przykładzie jednoosobowych działalności gospodarczych. Według danych Krajowego Rejestru Długów zaległości JDG-ów wynoszą już 6,2 mld zł. Ale one same również czekają na zapłatę od kontrahentów – wierzyciele są im winni 815 mln zł.

Niewiedza kosztuje

Aby samemu nie stać się dłużnikiem, ważne jest szybkie otrzymanie należności za sprzedany towar czy wykonaną usługę. Z badania „Relacje między kontrahentami po zleceniu windykacji” przeprowadzonego przez Instytut Mands na zlecenie Kaczmarski Inkasso w 2021 r. wynika, że małe i średnie przedsiębiorstwa w ciągu ostatnich 2 lat przekazały do windykacji przez wyspecjalizowane firmy średnio 96 faktur. Działania takie podjęły średnio wobec 50 kontrahentów.

Jednak powszechną praktyką wśród MŚP oraz JDG-ów jest prowadzenie windykacji na własną rękę.

Niestety często nie przynosi ona oczekiwanych efektów, gdyż odzyskiwanie należności spada na barki pracowników, którzy nie mają czasu, narzędzi ani kompetencji do prowadzenia takich działań.

Wpływ na decyzję o samodzielnym upominaniu się o zapłatę ma zakorzenione w przedsiębiorcach przekonanie, że odzyskiwanie należności przez wyspecjalizowaną firmę windykacyjną jest drogie i skomplikowane. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Samo zlecenie jest proste, bo wystarczy przekazać negocjatorom faktury i umowy. Przedsiębiorca płaci prowizję wyłącznie wtedy, gdy uda się odzyskać jego pieniądze. Co więcej, cała operacja może być bezpłatna. Trzeba wskazać opcję windykacji na koszt dłużnika, na co pozwala Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. Świadomość, że można skorzystać z takiego rozwiązania nie jest jednak powszechna. Według naszego badania aż 37 procent przedsiębiorców nie wie o tej opcji – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Handlowiec puka do drzwi dłużnika

Sposób działania małych i średnich firm obrazuje przykład hurtowni elektrycznej, zatrudniającej 15 osób, która prowadzi windykację na własną rękę. Jest w to zaangażowany handlowiec, księgowa oraz prawnik z zewnętrznej kancelarii. Handlowiec jeździ do dłużników, aby upominać się o zapłatę w imieniu właściciela hurtowni. W ciągu miesiąca są to dwie takie wizyty. Każda zajmuje trzy godziny. Według danych rynkowych godzina pracy handlowca kosztuje średnio 140 zł brutto. Koszt jego „usług” to zatem 840 zł miesięcznie.

W odzyskiwanie pieniędzy jest też zaangażowana księgowa, która dzwoni i wysyła wezwania do zapłaty. Zazwyczaj improwizuje, bo windykowanie nie należy do zakresu jej obowiązków. Nie ma więc wiedzy o tym, jak prowadzić takie działania. Klienci są tego świadomi, więc ignorują jej monity, kwestionują poprawność dokumentów lub wskazują w nich braki, aby odwlec zapłatę. Według kalkulatorów płac stawka za godzinę pracy księgowej to przeciętnie 150 zł brutto. Jeśli w miesiącu poświęca ona 4 godziny na obdzwanianie dłużnika, sporządzenie wezwań do zapłaty wraz z udokumentowaniem roszczeń oraz wysyłkę pism, hurtownię kosztuje to 600 zł w ciągu miesiąca.

W tym czasie handlowiec oraz księgowa nie zajmują się swoimi podstawowymi obowiązkami. Handlowiec nie pozyskuje nowych umów i nie rozwija współpracy z dotychczasowymi klientami.

Księgowa ma zaległości w wykonywaniu bieżących zadań – rozliczaniu faktur i prowadzeniu rachunkowości.

Małych i średnich firm nie stać na zatrudnienie prawnika. W razie potrzeby korzystają więc z usług zewnętrznych kancelarii adwokackich i radcowskich. Prawnik pobiera opłatę za samą analizę sprawy i rozmowę z klientem. Taka konsultacja kosztuje od 150 do 250 zł w zależności od wielkości miasta. Do tego dochodzi sporządzenie wezwania do zapłaty, którego cena waha się pomiędzy 100 a 150 zł. Jeśli specjalista na zapoznanie się z roszczeniem poświęci tylko godzinę, do której trzeba doliczyć sformułowanie wezwania, stawka za obsługę jednej faktury wyniesie ok. 350 zł.

Działania handlowca, księgowej i prawnika kosztują zatem właściciela hurtowni w skali miesiąca 1790 zł, niezależnie od wielkości długu. Prowadzone „dorywczo” nie przynoszą jednak spodziewanych efektów.

– Prowadzenie negocjacji jest krępujące i stresujące, zwłaszcza kiedy nie ma się wiedzy o egzekwowaniu długu ani wypracowanych argumentów merytorycznych. Bez ugruntowanych mechanizmów windykacyjnych przedsiębiorcy mogą szybko stracić płynność finansową. Brak spójnych procedur i jasnych wytycznych wobec dłużników powoduje, że pracownicy zajmujący się windykacją działają intuicyjnie. Daje to dłużnikom sygnał, że skoro nie ma określonego postępowania wobec takich kontrahentów, to może uda się w ogóle nie zapłacić podkreśla Jakub Kostecki.

Ile kosztuje profesjonalna windykacja?

Tymczasem windykacja polubowna prowadzona przez wyspecjalizowaną firmę skupia się na działaniach, które mają przekonać dłużnika do szybkiej spłaty zobowiązań lub zaproponowanie takiego rozwiązania, które zaakceptuje wierzyciel, np. spłaty należności w ratach. Negocjatorzy stosują zróżnicowane rozwiązania, jak telefoniczne negocjacje dotyczące spłaty zadłużenia, wysyłka maili i SMS-ów z przypomnieniem o płatności czy pozyskiwanie dodatkowych informacji o kontrahencie. Dyscyplinują też do spłaty poprzez wpisanie niesolidnego kontrahenta do Krajowego Rejestru Długów, gdzie można upubliczniać dane dłużników.

Wierzyciel ponosi koszt windykacji jedynie w przypadku, gdy uda się odzyskać jego pieniądze. Wysokość prowizji waha się od kilku do kilkudziesięciu procent. Przyjmując, że średnia rynkowa wynosi 12 proc., to odzyskanie 5 001 zł będzie kosztowało 600 zł, a 50 001 zł to wydatek 6 000 zł. Wszystko zależy więc od wielkości długu – im niższy, tym mniejszy koszt jego odzyskania.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, przedsiębiorca może obciążyć dłużnika faktycznie poniesionymi kosztami windykacji. W takim przypadku cały proces windykacji będzie dla przedsiębiorcy bezpłatny. Z praktyki Kaczmarski Inkasso wynika, że jeśli dłużnik ma pieniądze na spłatę długu, to zazwyczaj ma też na pokrycie kosztów.

39 proc. przedsiębiorców, ankietowanych w badaniu „Relacje między kontrahentami po zleceniu windykacji”, którzy zdecydowali się na skorzystanie z usług zewnętrznej firmy, nie odczuło negatywnych reakcji ze strony partnerów. Co 5. stwierdził, że kontakty nawet się poprawiły.

Jest jeszcze jeden efekt uboczny windykacji: aż 1/3 firm zaobserwowała, że w efekcie takiego działania zwiększyła się liczba faktur, które partnerzy biznesowi zaczęli opłacać w terminie.

Azjatycka platforma e-commerce Shopee wkrótce zadebiutuje w Polsce

Gigant z Singapuru ma wystarczająco dużo argumentów w walce z rynkowymi konkurentami. Eksperci nie wykluczają strategicznej roli naszego kraju w jego europejskiej ekspansji.

Dla większość polskich internautów portal Shopee jest anonimowy, ale nie dajmy się zwieść pozorom. Platforma znajduje się w dziesiątce największych podmiotów e-commerce na świecie – z 195,4 mln odsłon miesięcznie, co jest wynikiem nieznacznie lepszym od Allegro (193,9 mln odsłon). Serwis, należący do globalnego koncernu Sea Limited, wartego około 190 mld dolarów i posiadającego w swoim portfolio m.in. światowego producenta i wydawcę gier – Garenę, co roku wzrasta w tempie dwucyfrowym.

Polska hubem na całą Europę i jednym z głównych kierunków globalnej ekspansji?

Shopee działa na wielu rynkach. W Azji jest obecny w Singapurze (skąd się wywodzi), a także w: Malezji, Indonezji, Tajwanie, Filipinach czy Wietnamie. Z początkiem tego roku firma rozpoczęła ekspansję na Amerykę Południową, zdobywając kolejne „przyczółki” – Brazylię, Kolumbię, Chile oraz Meksyk. Według nieoficjalnych informacji, platforma w nadchodzących miesiącach ma się pojawić również w Argentynie. Niebawem do grona innych rynków wschodzących lub rozwijających się, w które inwestuje spółka, dołączy także Polska. Zaskakujące jest to, że będziemy pierwszym rynkiem w Europie, na którym zadebiutuje platforma.

Bardzo możliwe, że Polska już wkrótce stanie się hubem logistyczny  dla całego kontynentu. Wszystko zależy nie tylko od tego, ilu potencjalnych sprzedawców uda się pozyskać, ale także jak szybko oraz w jakim stopniu uda się stworzyć sieć logistyczną. Szanse na to są spore, biorąc pod uwagę zapowiadane zniżki i promocje kierowane do kupujących oraz sprzedawców. Część z nich jest niezadowolona z proponowanych warunków przez obecnych graczy rynkowych, wskazując między innymi na wysoki poziom prowizji – mówi Paulina Baumert, Chinese Market Director w firmie Primavera Parfum, która oferuje usługę lokowania polskich marek na azjatyckich rynkach cross-border.

Shopee kusi elastycznym podejściem

Azjatycka marka zdążyła już postraszyć konkurencję, ogłaszając szereg promocji na polskim rynku. Kupującym oferować będzie opcję darmowej dostawy bez minimalnej wartości zamówienia, co może okazać się silnym magnesem na rodzimych klientów, bezpośrednio uderzającą w usługę Allegro Smart. W przypadku sprzedawców gigant rezygnuje z pobierania prowizji i opłaty abonamentowej przez pół roku i umożliwi dostęp do wszystkich funkcji zarządzania sprzedażą i narzędzi analitycznych. Otrzymają oni też bony warte 250 zł na kupony zniżkowe dla klientów, jeśli wystawią co najmniej 30 ofert i na co najmniej 5 proc. z tych ofert udzielą 10-proc. rabatu.

W odróżnieniu od swoich konkurentów, Shopee mocno profiluje swoje działania pod kątem specyfiki danego rynku. Specjalistka z Primavera Parfum jako przykład wskazuje na Chiny, gdzie platforma zapewnia wszystkim działającym tam, transgranicznym sprzedawcom kompleksowe rozwiązanie.

Składa się na nie szereg elementów, takich jak: logistyka, płatności, tłumaczenia, big data czy systemy ERP. Dla porównania, „Państwo Środka” okazało się zbyt „wymagającym” rynkiem dla Amazona. Amerykański koncern wycofał się z niego jakiś czas temu, w obliczu rosnącego potencjału Alibaby, zanim jeszcze nastąpił debiut platformy Shopee.

Przemyślana, lokalna strategia komunikacji

To, co również wyróżnia singapurskiego giganta na tle globalnej konkurencji, to przemyślana i dostosowana do potrzeb danego rynku strategia marketingowa. Ameryka Południowa i Łacińska to regiony rozkochane w piłce nożnej. Nic dziwnego, że „twarzą marki” w tej części świata został Cristiano Ronaldo.

Spółka w swojej komunikacji mocno stawia na związki z lokalną społecznością oraz budowanie rozpoznawalności dzięki współpracy z lokalnymi gwiazdami. W reklamach przeznaczonych na rynek malezyjski występowali aktorzy z tego kraju, a w spotach można było zauważyć wizerunek mapy i flagi. W  Filipinach platformę reklamują m.in. komik i gospodarz telewizyjny Willie Revillame czy aktor i „bożyszcze nastolatek” Alden Richards  – podkreśla Paulina Baumert.

Możliwe, że już wkrótce czekają nas znaczące przetasowania na krajowym rynku e-commerce. Zapowiedź polskiej ekspansji w wykonaniu Shopee pobudziła rynkową konkurencję do działania. W obliczu pojawienia się nowego gracza oraz oferowanych przez niego promocji, Amazon zdecydował się obniżyć kwotę, od której obowiązuje bezpłatna wysyłka – ze 100 do 40 zł. Wraz z zaostrzająca się walką o klienta, nie tylko Amazon, ale też Allegro będzie zmuszone wykonać kolejne, pro-konsumenckie ruchy. Gra toczy się w końcu o wysoką stawkę.

Spółka Biotts otworzyła biuro w Bostonie

  • Na czele bostońskiego biura Biotts stoi Valeri Melekhov z ponad 25 letnim doświadczeniem w licencjonowaniu farmaceutyków, rozwoju produktów i ich sprzedaży. Obecnie Massachusetts jest postrzegane jako najlepsze miejsce na świecie do uruchomienia firmy biotechnologicznej.
  • Spółka planuje dalszą międzynarodową ekspansję. W pierwszym kwartale przyszłego roku Biotts chce otworzyć kolejne europejskie biuro, tym razem w Danii.
  • Przełomowy system transdermalny Biotts przenosi duże cząsteczki leków przez skórę, nawet kilkanaście razy większe niż w przypadku dotychczasowych rozwiązań. Biotts, tworzący nową kategorię leków, zapowiada przełom w terapiach onkologicznych i diabetologicznych.

W Bostonie big farma i małe startupy ściśle ze sobą współpracują. W rezultacie Boston jest siedzibą ponad 1000 firm związanych z biotechnologią. Ta dziedzina nauki stała się tu kompletnym ekosystemem — symbiozą między wielką farmą i startupami.

Chcemy, aby Biotts stał się firma globalną. Nasi potencjalni klienci to duże koncerny farmaceutyczne, a te mają swoje siedziby na całym świecie. Aby uzyskać lepszy dostęp i być bardziej widocznymi na rynku biotechnologicznym potrzebujemy wyraźnej ekspozycji. Nowa siedziba spółki w Bostonie ma te zadania spełnić – mówi Karolina Buratyńska, general manager w Biotts.

Dla wielu startupów uruchomienie firmy w droższej części świata, gdzie przemysł biotechnologiczny kwitnie, to kolejny kamień milowy. Aktualnie big farma aktywnie poszukuje małych firmy biotechnologicznych, zasilających przemysł w kolejne produkty. A akceleratory, inkubatory, fundusze, uczelnie i inne programy pomagają w Massachusetts wspierać rozwój młodego biznesu.

AstraZeneca, zlokalizowana w tym stanie, jest jednym z najważniejszych inkubatorów biotechnologii. Wiodące firmy biotechnologiczne nazywają go domem, czyniąc skrzyżowanie Cambridge Ames i Main Street, Kendall Square, magnesem dla startupów, ponieważ co roku na MIT i Harvard przybywają nowi studenci – dodaje Buratyńska.

Biznes z doświadczeniem

Valeri Melekhov, stojący na czele amerykańskiego biura Biotts, jest weteranem branży farmaceutycznej, jego ponad 25 letnie doświadczenie w licencjonowaniu farmaceutyków, rozwoju produktów, marketingu i sprzedaży jest nieocenione w codziennej współpracy. Dzięki otwarciu się na nowy rynek przedstawiciele rozmawiają z liderami globalnymi koncernów farmaceutycznych, a te już owocują pierwszymi kontraktami.

USA to największy światowy rynek farmaceutyczny i wiele firm z tego regionu opracowuje, produkuje i sprzedaje w kraju i za granicą produkty lecznicze oraz kosmetyki do stosowania miejscowego. Zakładając biuro w Bostonie, który jest jednym z głównych centrów biotechnologicznych w USA, Biotts przybliża swoją technologię i usługi swoim klientom i partnerom na tym rynku – mówi Valeri Melekhov.

To jednak nie jest koniec zagranicznej ekspansji spółki. W pierwszym kwartale przyszłego roku Biotts planuje otwarcie kolejnego biura w Europie, tym razem w Danii, gdzie biotechnologia również prężnie się rozwija.

Rzecznik MŚP apeluje do Sejmu o utrzymanie stałej kwoty składki zdrowotnej dla przedsiębiorców

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej Elżbiety Witek zwrócił się z apelem o utrzymanie stałej kwoty składki zdrowotnej dla osób prowadzących działalność gospodarczą. – Obniżenie wysokości proponowanej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym z 9% na 4,9% oceniam jako zmianę idącą w dobrym kierunku, jednak w dalszym ciągu niewystarczającą.  Nadal bowiem powoduje ona wysoki poziom wzrostu obciążeń dla podatników, rozliczających się tą formą opodatkowania – pisze w piśmie Rzecznik MŚP.

Zdaniem Adama Abramowicza, dostrzegając potrzebę dofinansowania systemu opieki zdrowotnej można zaakceptować co najwyżej zwiększenie kwoty, od której wyliczana byłaby składka, do 100% średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Według prognozowanej średniej w 2022 roku składka wyniosłaby 533 złotych, czyli wzrost o ¼ dotychczasowej kwoty, ale nienadwyrężający znacznie finansów firm. W ocenie Rzecznika MŚP składka w takiej wysokości powinna obowiązywać również przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem przychodów ewidencjonowanych. W przypadku zaś pracowników etatowych oraz przedsiębiorców rozliczający się na zasadach ogólnych powinien istnieć pułap, od której składka zdrowotna nie byłaby już naliczona, na wzór limitu 30-krotności w przypadku składek na ubezpieczenia społeczne.

W mojej ocenie niezrozumiała i oderwana od realiów ekonomicznych jest propozycja objęcia podatników płacących podatek od przychodów ewidencjonowanych trzema stawkami składki zdrowotnej, uzależnionymi od wysokości przychodów osiąganych przez danego przedsiębiorcę, tj.: 307 złotych składki zdrowotnej przy przychodach niższych niż 60 tysięcy złotych, a 511 złotych przy  przychodach od 60 tysięcy złotych do 300 tysięcy złotych. Pozostali podatnicy płacący podatek od przychodów zapłacą składkę zdrowotną w wysokości 920 złotych. Będzie to niemal trzykrotna podwyżka składki zdrowotnej w stosunku do jej obecnej wysokości – pisze w piśmie Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

 

W opinii Rzecznika MŚP wysokość przychodów nie musi być skorelowana z wysokością dochodów osiąganych przez przedsiębiorców. Przy zastosowaniu progresji w tym zakresie, uprzywilejowani zostaną przedsiębiorcy wysokomarżowi kosztem tych posiadających niewielkie marże jak np. w sektorze handlu.

Rzecznik MŚP w piśmie do  Marszałek Sejmu RP podkreśla także, że do najnowszej wersji projektu[1] Rząd wprowadził przepisy regulujące tzw. minimalny CIT, który płacić miałyby spółki osiągające straty lub wykazujące dochód mniejszy niż 1% osiąganego przychodu. Wbrew zapewnieniom Rządu zaproponowane wyłączenia nie eliminują w pełni konieczności płacenia tego podatku przez firmy z sektora MŚP.

Wobec powyższego, proponuję wprowadzić przesłankę wyłączającą z obowiązku płacenia tego podatku przez firmy, które osiągnęły roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług oraz z operacji finansowych nieprzekraczający równowartości w złotych 50 milionów euro – podsumowuje w piśmie Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

W stanowisku skierowanym do Pani Elżbiety Witek Rzecznik MŚP wskazał także, iż wprowadzenie nowej formy opodatkowania spółek, zmiany w wysokości składki zdrowotnej dla przedsiębiorców płacących podatek liniowy oraz podatek od przychodów ewidencjonowanych nie były poddane konsultacjom społecznym. W związku z czym, Adam Abramowicz proponuje, aby wydłużyć proces konsultacji i opóźnić o rok wejście w życie całej reformy podatkowej.

Metamorfoza niemieckiego indeksu DAX

Notowania indeksu DAX rozpoczęły się 1 lipca 1988 roku i przez kolejnych ponad 30 lat indeks tworzony był przez 30 niemieckich blue chipów. Zapowiadane zmiany wejdą w życie po sesji giełdowej w piątek, 17 września, tak więc wraz z początkiem nowego tygodnia indeks będzie kalkulowany na podstawie notowań 40 walorów. Nie jest to jednak jedyna zmiana.

Rozszerzenie indeksu i zmiana kryteriów

W drugiej połowie września niemiecki indeks DAX przejdzie ogromną metamorfozę. Zmiany ogłoszone jeszcze w ubiegłym roku przez Qontigo, spółkę prowadzącą indeksy z rodziny DAX, wejdą w życie po zakończeniu sesji giełdowej w piątek, 17 września. Główną i najbardziej widoczną zmianą będzie rozszerzenie indeksu DAX o 10 dodatkowych spółek, co ma sprawić, że będzie on lepiej oddawał obraz niemieckiej gospodarki. Inwestorzy mają jednak nadzieję, że zmiany pozwolą również poprawić wyniki indeksu, który w ostatnim czasie radził sobie słabiej od indeksów z Wall Street.. Podczas gdy właśnie rozszerzenie indeksu o dodatkowe spółki jest uznawane za główną zmianę, należy pamiętać, że nie jest to zmiana jedyna.

Zmianie ulegną również kryteria kwalifikacji do indeksu. Wcześniej głównym kryteriami był rozmiar spółki, mierzony jako wartość akcji w obiegu, oraz obrotu. Po nadchodzących zmianach większy nacisk będzie kładziony na rozmiar spółki. Między innymi dzięki temu miejsce w indeksie uzyska producent samolotów Airbus, który pomimo bycia jedną z większych spółek notowanych na niemieckiej giełdzie zajmował odległe miejsce w rankingu obrotów.

Kolejną ważną zmianą będzie wprowadzenie nowego kryterium. Do członkostwa w nowym indeksie DAX zakwalifikować będą się mogły jedynie spółki, które odnotowały dodatni wynik EBITDA za ostatnie dwa lata obrotowe. Ta zmiana nie jest do końca nowa, bo weszła w życie już w grudniu 2020 roku, jednak zbliżająca się metamorfoza indeksu będzie pierwszą sytuacją, w której zostanie ona zastosowana w praktyce jako kryterium przyjęcia nowych spółek (od grudnia 2020 roku do września 2021 roku skład indeksu DAX nie uległ zmianie).

Ponadto, członkostwo w indeksie będzie również zależało od tego, czy dana spółka regularnie i bez opóźnień publikuje swoje sprawozdania finansowe oraz, czy posiada niezależną komórkę odpowiedzialną za audyt wewnętrzny. Wyszczególnienie konieczności posiadania wewnętrznych organów kontroli oraz przestrzeganie dobrej etyki komunikacji z inwestorami może być dla niektórych zastanawiające. Jakby nie patrzeć mówimy o indeksie największych niemieckich spółek giełdowych, które raczej nie powinny mieć z takimi rzeczami problemu. Tak też myślano do tej pory, jednak upadek firmy płatniczej Wirecard wynikający z oszustw księgowych pokazał, że wprowadzenie takich kryteriów jest konieczne. Zbliżające się zmiany są właśnie pokłosiem afery Wirecard, a poprawa jakości spółek przyjmowanych do indeksu jest ich głównym celem. Zmianę liczby spółek w indeksie czy kryteriów obrotu można uznać poniekąd za zmiany dodatkowe.

Nowi członkowie

W wyniku przeprowadzonych zmian w skład indeksu wejdzie 10 nowych spółek. Wśród nowych członków znajdziemy znane spółki takie jak Puma, Porsche Automobil Holding czy wspomniany już wcześniej Airbus. Pozostałe spółki, które wejdą w skład indeksu, mogą być mniej znane szerokiej publiczności. Pamiętajmy jednak, że mówimy o przedsiębiorstwach, które wejdą w skład indeksu największych niemieckich spółek giełdowych, tak więc nie są to spółki, które wzięły się znikąd. Wśród 7 niewymienionych wcześniej nowych członków znajdują się głównie spółki, które można uznać za liderów okresu pandemii. W tej grupie znajdziemy między innymi producenta diet pudełkowych HelloFresh czy internetowy sklep Zalando. Aż 3 spośród nowych członków indeksu można zaliczyć do spółek biotechnologicznych bądź powiązanych z sektorem medycznym – Siemens Healthineers, Sartorius oraz Qiagen. Grupę dopełniają Brenntag, dystrybutor surowców przemysłowych, oraz Symrise, producent kosmetyków i olejków zapachowych.

Indeks staje się mniej cykliczny

Zmianę liczby spółek w indeksie oraz zmianę kryteriów kwalifikacji do indeksu można uznać za znaczącą reformę. Niemniej największa zmiana i prawdopodobnie najbardziej znacząca dla inwestorów wynika z tego, które spółki znajdą się w rozszerzonym indeksie. Patrząc na listę 10 spółek, które wejdą do indeksu po sesji 17 września, możemy zauważyć, że w dużej mierze są to spółki wzrostowe. Indeks DAX był tradycyjnie postrzegany jako indeks cykliczny ze względu na duży udział tego typu walorów. Również z tego powodu DAX osiągał w ostatnim czasie gorsze wyniki niż, na przykład, indeksy z Wall Street, w których udział spółek wzrostowych i szeroko pojętego sektora technologicznego jest znacznie większy. Nie jest tajemnicą, że to właśnie sektor technologiczny napędzał wzrosty amerykańskich i azjatyckich indeksów w ostatnich latach, a ta tendencja została dodatkowo spotęgowana przez pandemię koronawirusa. Warto zwrócić uwagę, że większość z nowych członków indeksu DAX radziła sobie bardzo dobrze wobec niepewności związanej z pandemią. Airbus jako jedyny z grupy nie zdołał odrobić spadków z silnej przeceny z początku 2020 roku. Zdecydowana większość pozostałych spółek notowana jest ponad 100% powyżej wycen z dołka paniki koronawirusowej oraz znacznie powyżej poziomów sprzed paniki.

Filip Kondej
Analityk Rynków Finansowych XTB

Płace szybko rosną, bo firmy coraz mocniej rywalizują o pracowników

W sierpniu 2021 roku w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób pracowało 6352 tys. osób. Oznacza to wzrost rok do roku o 0,9%, ale spadek w stosunku do lipca br. o 0,2%. Przeciętne wynagrodzenie wyniosło 5843,75 zł i było o 9,5% wyższe w ujęciu rocznym oraz o 0,1% niższe niż w lipcu – podał GUS.

Ze spadkiem zatrudnienia na przełomie lipca i sierpnia mieliśmy do czynienia również w 2019 roku (nie przywołuję tu roku 2020 z uwagi na odmienność zachodzących procesów wywołanych przez pandemię). W porównaniu z sierpniem 2019 liczba zatrudnionych spadła o 37,6 tys. Mimo, że w skali kraju nie jest to dużo, może wskazywać na trudności z pozyskaniem pracowników lub na rezygnację pracowników z pracy etatowej na rzecz własnej działalności gospodarczej, co również ogranicza pulę osób zainteresowanych podjęciem zatrudnienia. Brak pracowników o określonych kwalifikacjach, gotowych do podjęcia pracy, może stać się w najbliższym czasie podstawą decyzji o automatyzacji określonych procesów w firmach, szczególnie dużych, które mają środki na przeprowadzenie takiej zmiany.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń wraca do poziomu sprzed pandemii. Od początku roku obserwujemy zauważalny wzrost wynagrodzeń we wszystkich sekcjach PKD – od 5,1% w sekcji „Działalność związana z kulturą, rozrywką i rekreacją” do 12,4% w sekcji „Pozostała działalność usługowa”.
Wzrost wynagrodzeń jest spowodowany silnym konkurowaniem o pracowników pomiędzy pracodawcami we wszystkich branżach. Najsilniej jest to widoczne w firmach związanych z wykorzystaniem nowych technologii, w tym w sektorze ICT.

Wysokość wynagrodzenia jest tym czynnikiem, który cały czas najsilniej wypływa na decyzje pracowników o pozostaniu w firmie lub zmianie pracy. Przyczyną braku pracowników jest przede wszystkim demografia – liczne roczniki wyżu powojennego przeszły lub przechodzą na emeryturę, a wchodzące na rynek pracy grupy młodych nie rekompensują tego ubytku. Do tego nadal nie widać szerokiej fali powrotów osób, które zdecydowały się na pracę za granicą na fali poakcesyjnej emigracji zarobkowej. To powoduje, że firmy muszą posiłkować się pracownikami z zagranicy (co widać w rosnącej liczbie wydawanych pozwoleń na pracę i oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi) lub decydować się na automatyzację produkcji.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Vacatio legis Nowego Polskiego Ładu – komentarz prawny

W mojej ocenie założenie, że przyjęcie przepisów do końca listopada 2021 r. umożliwi podatnikom podjęcie odpowiednich przygotowań, przy tak szerokim zakresie zmian, jest fałszywe. Pochodzący z orzecznictwa konstytucyjnego miesięczny termin vacatio legis jest terminem minimalnym, który powinien być każdorazowo dostosowywany do wagi i zakresu nowych regulacji. Zbyt szybkie procedowanie olbrzymich zmian, a w konsekwencji pozostawienie obiektywnie krótkiego okresu na dostosowanie się do nich, działa destabilizująco na działalność gospodarczą. Aby tego uniknąć, na wzór innych krajów europejskich, zmiany podatkowe powinny być wprowadzane z dużo dłużnym vacatio legis – od lat postuluje się 6 miesięczny okres. Przedsiębiorcy powinni mieć zapewniony należycie długi czas na to, aby bez destrukcyjnej presji dostosować się do nowych przepisów. Odpowiedni czas do przygotowanie dobrego prawa ma szczególne znaczenie w zakresie prawa podatkowego, które jest materią skomplikowaną i mającą wpływ na całą gospodarkę. Warunkiem przyjęcia dobrych ustaw jest umożliwienie ich gruntownej analizy, skonsultowanie ze wszystkimi zainteresowanymi. W przypadku Polskiego Ładu okres tych konsultacji został wydłużony, jednak i tak biorąc pod uwagę zakres zmian jest on bardzo krótki, ponieważ zakres proponowanych zmian nie wskazuje na to, że nastąpi uproszczenie systemu podatkowego. Bez wątpienia krótkie vacatio legis zwiększy liczbę błędów popełnianych przy stosowaniu nowych przepisów.

Komentarz mec. Marcin Kozłowski, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Columbus Energy nabywa kolejne projekty farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 90 MW

Spółka Columbus Energy S.A. zwarła z partnerem porozumienie, na mocy którego zdecydowała się nabyć projekt farmy fotowoltaicznej z wydanymi Warunkami Przyłączenia o mocy 60 MW. Ponadto Spółka podpisała przedwstępną umowę nabycia projektu farmy fotowoltaicznej o mocy przyłączeniowej 30 MW.

– Porozumienie dotyczy współpracy przy rozwoju farmy fotowoltaicznej o mocy 60 MW z wydanymi warunkami przyłączenia. Nasz partner zadeklarował, że postara się zwiększyć moc warunków przyłączenia dla tego projektu przynajmniej o 35 MW. Rozliczenie projektu ma nastąpić do 28 sierpnia 2022 roku – mówi Janusz Sterna, Wiceprezes Columbus Energy S.A. – To jednak nie koniec naszych akwizycji w tym obszarze. Nabyliśmy kolejne farmy o mocy 30 MW, dzięki czemu łączna moc nabytych dzisiaj farm wynosi aż 90 MW – dodaje.

Columbus stale zwiększa udział w rynku farm fotowoltaicznych. Spółka posiada obecnie 44 MW w pełni operacyjnych farm i 56 MW w trakcie budowy. Szacowana wartość rynkowa tych aktywów to 350-400 mln zł. Do budowy jest przygotowywanych kolejnych 100 MW, a cały portfel deweloperski wynosi obecnie 4,5 GW.

Spółka poza bieżącą działalnością w farmach fotowoltaicznych rozwija też infrastrukturę i technologię z obszaru energii odnawialnej. Kolejnym segmentem firmy jest ekosystem Columbus, czyli rozproszona społeczność prosumencka, zielone elektrownie, sieć stacji ładowania samochodów elektrycznych i technologie przyszłości takie jak perowskity. Całość łączy swobodna wymiana energii w oparciu o blockchain oraz zieloną energię z farm fotowoltaicznych i wiatrowych.

Grupa BOWIM podsumowuje rekordowy kwartał. Ponad 110,0 mln zł skonsolidowanego zysku netto w I półroczu 2021

Bowim S.A., jeden z głównych dystrybutorów stali na polskim rynku, odnotował w ubiegłym półroczu najwyższe w swojej historii kwartalne wyniki finansowe. Zgodnie z opublikowanymi raportem okresowym Grupa Kapitałowa osiągnęła w I półroczu br.  110,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto, co stanowi wzrost o 3 973 procent w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Grupa osiągnęła również przychody z działalności operacyjnej na poziomie 981,2 mln zł i zysk operacyjny na poziomie 150,0 mln zł. Rekordowa rentowność jest wynikiem efektywnego wykorzystania wzrostu cen wyrobów stalowych, który miał miejsce  w I półroczu br.

Pozytywne wyniki finansowe Spółki są efektem niespotykanego dotąd w swojej dynamice wzrostowego trendu cen wyrobów stalowych. Został on zapoczątkowany od połowy IV kwartału ubiegłego roku oraz był kontynuowany również w I połowie tego roku. Połączenie  konsekwentnie realizowanej ekspansji produktowej oraz zwiększanie udziału w rynku pozytywnie wpłynęło na osiągnięte wyniki.

– W ubiegłym kwartale ceny wyrobów stalowych konsekwentnie kontynuowały wzrosty, dzięki czemu mogliśmy notować rekordowe wyniki. Uważamy, że wykorzystaliśmy ten okres maksymalnie, dzięki czemu jesteśmy przygotowani do uzyskiwania zadowalających wyników w kolejnych okresach. Bez wątpienia cały 2021 rok będzie dla nas rekordowy  – komentuje Jacek Rożek, Wiceprezes Zarządu Bowim S.A.

Ze względu na wybuch pandemii choroby COVID-19, a co za tym idzie trudną do przewidzenia sytuację międzynarodową, Zarząd Grupy BOWIM jeszcze w 2020 roku podjął decyzję o przedłużeniu okresu realizacji strategii do 31 grudnia 2021 roku.

Gorąca jesień dla Bloober Team. Główny akcjonariusz motywuje Zarząd – opcje pracownicze pod warunkiem wejścia nowego inwestora na minimum 20%

Na wniosek Rockbridge, Bloober Team zwołuje NWZA, na którym zamierza zmodyfikować program opcji pracowniczych. Warunkiem realizacji programu motywacyjnego będzie wejście inwestora na minimum 20 proc. akcji w spółce.

Mamy bardzo gorący okres przed sobą. Z jednej strony Tokyo Games Show, na którym zamierzamy się pokazać, z drugiej wniosek głównego akcjonariusza o zmianę warunków programu motywacyjnego. Warunkiem jego zaistnienia ma być wejście nowego inwestora na minimum 20% akcji Bloober Team. Rozumiemy, że akcjonariusze chcą zmotywować i docenić Zarząd aby takiego istotnego inwestora dla Spółki pozyskał, co poprzez wzmocnienie struktury akcjonariatu przełoży się na zwiększenie wartości Spółki z korzyścią dla wszystkich akcjonariuszy. Atmosfera wokół naszej spółki w sensie pozytywnym robi się gorąca, bo widać że gracze i branża doceniają nasze osiągnięcia. Dodatkowo mocno powiększamy nasze struktury. Dzieje się więc niezwykle dużo – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team SA.

Program motywacyjny będzie realizowany poprzez skup akcji własnych lub emisję skierowaną wyłącznie do pracowników i współpracowników Bloober Team SA w ramach modyfikowanego programu ESOP.

Bez względu na to, czy akcje będą pochodziły z rynku, czy z nowej emisji, będą objęte 3 letnim lock-upem, tak żeby związać kluczowe osoby z firmą w długim horyzoncie. Oznacza to, że program ESOP z jednej strony nie niesie ryzyka podażowego dla dotychczasowych udziałowców, a z drugiej ograniczy istotnie dużą w naszej branży retencję pracowników, co jest kluczowe dla rozwoju spółki. Myślę, że rynki zaczynają już dostrzegać jak mocne fundamenty i jaką markę zbudowaliśmy przez te kilka ostatnich lat. Teraz stoimy przed drugim kluczowym punktem zwrotnym w naszej historii – podkreśla prezes.

Są mieszkania, na które nie ma chętnych. Jednym z powodów jest strach przed…

Przeciętnie trzy, cztery miesiące trwa sprzedaż mieszkania lub domu na rynku wtórnym. Ale zdarza się, że nikt nie chce go kupić latami. Portal GetHome.pl sprawdził, co najczęściej zniechęca potencjalnych nabywców.

– Są mieszkania, które sprzedają się w jeden dzień lub nawet kupujący licytują się, podbijając cenę ofertową. Są też jednak i takie, które spędzają sen z powiek pośrednikom – przyznaje Joanna Puchalska z agencji Freedom Nieruchomości, oddział Warszawa Śródmieście. Podobne spostrzeżenie mają wszyscy pośrednicy, którzy wzięli udział w sondzie GetHome.pl. W agencji Metrohouse podają, że 27% mieszkań czekało na swojego nabywcę krócej niż miesiąc. Jednak w przypadku 2% mieszkań czas sprzedaży przekraczał rok.
Wykres 1

Cena nieadekwatna do realiów rynkowych

Jak można się spodziewać barierą w zakupie najczęściej jest cena – mówi ekspert Metrohouse Marcin Jańczuk.

I dodaje, że emocjonalny stosunek do lokalu powoduje, że właściciele podchodzą do jego wyceny w sposób daleki od rynkowego. Przekonanie o niepowtarzalności mieszkania i jego wyjątkowości to częsty motyw, z którym muszą zderzać się pośrednicy. Ponadto sprzedający przeceniają wartość pozostawionych stałych elementów mieszkania, sądząc, często niezgodnie z prawdą, że podwyższają one znacząco jego wartość. – Jeśli klient jest zdecydowany wystawić ofertę po nierynkowej cenie, to powinien zdawać sobie sprawę, że na sprzedaż będzie musiał długo poczekaćkomentuje Marcin Jańczuk.

Zły stan techniczny mieszkania i budynku

–  Potencjalnych kupujących odstrasza także bardzo zły stan mieszkania, szczególnie grzyb i wilgoć. Klienci często boją się takich mieszkań, gdyż nie znają się na remontach i obawiając się problemów w przyszłości – tłumaczy Katarzyna Ciosińska z agencji Partnerzy Nieruchomości.

Piotr Jaskółka z agencji Idea-Invest Nieruchomości dodaje, że ważnym czynnikiem jest też stan budynku.

–  Spękane ściany, zdewastowana klatka schodowa, zniszczona elewacja, pleśń i wilgoć sprawiają, że choćby wnętrze samego mieszkania było pięknie wykończone, ciężko będzie znaleźć chętnego na mieszkanie w rozpadającym się budynku – uważa ten pośrednik. – Miałam takie mieszkanie w kamienicy w Nowym Porcie. Mieszkanie było ładne, przytulne ale zapach na klatce odstraszał klientów – dodaje Katarzyna Ciosińska.

Grzegorz Stryjas z agencji Partnerzy Nieruchomości zauważa, że często klienci życzą też sobie wejście na wspólny strych, żeby sprawdzić, czy dach nie ma ubytków, co mogłoby spowodować zacieki na suficie.

Klienci obawiają się takich nieruchomości, wieszcząc im rychłe zawalenie się albo co najmniej bezustanne naprawy – mówi Grzegorz Stryjas.

Brak windy i zły rozkład mieszkania

–  Gdy trzeba wnieść zakupy, wózek dziecięcy, poruszać się o kulach, nawet trzecie piętro bez windy staje się problemem, a co dopiero czwarte – przyznaje Stryjas. Iwona Kowalska z agencji Top Brokers niezbyt dobrze wspomina sprzedaż mieszkania, które znajdowało się na trzecim piętrze w budynku bez windy.

–  Mimo okazyjnej ceny, brak windy skutecznie zniechęcał potencjalnych nabywców. Komfort posiadania dużego mieszkania był nie do pogodzenia z koniecznością codziennego pokonywania kilkudziesięciu schodów – odpowiada Iwona Kowalska. Do grupy mieszkań trudno sprzedawalnych pośrednicy zaliczają też takie, które zaaranżowane są w sposób nietuzinkowy.

Im więcej pracy zostało włożone przy dopasowanie mieszkania pod indywidualne gusta, tym mniej potencjalnych klientów podzielających takie preferencje – mówi Dariusz Czajka z Freedom Nieruchomości, oddział Warszawa Śródmieście. Także nietrafione projekty architektoniczne są przeszkodą w sprzedaży.

Mam w ofercie mieszkanie, które ma jedną wadę: z okna kuchni widać elewację budynku, a z okien pokoju widać okna drugiego pokoju. Wynika to z konstrukcji budynku. Wizja architekta projektującego ten budynek w latach 90-tych była nietrafiona, bo choć mieszkanie oglądało wielu klientów, żaden nie zdecydował się na zakup. I to mimo atrakcyjnej ceny – opowiada Patrycja Barczyńska z Expander Nieruchomości.

Ponadto na rynku są przykłady ofert mieszkań o nieustawnych pomieszczeniach trudnych do adaptacji, z dużymi skosami. Niesprzedawalne są też układy mieszkań niedopasowane do wielkości metrażu.

Nieuregulowany stan gruntu pod budynkiem

Iwona Kowalska na długo zapamięta próbę sprzedaży 60-metrowego mieszkania, dla którego nie można założyć księgi wieczystej ze względu na nieregulowany stan prawny gruntu. – Takie mieszkanie jest dostępne tylko za gotówkę, chyba że kupujący może zaciągnąć kredyt zabezpieczony na innej nieruchomości – wyjaśnia Iwona Kowalska.

Przy czym, o ile z popularnym segmentem mieszkań nie ma problemu, bo zakupy za gotówkę tańszych mieszkań spotykane są coraz częściej, to na większe lokale popyt jest bardzo ograniczony. Np. mieszkanie, o którym opowiada Kowalska, kosztowało nieco ponad pół miliona złotych. Cena stanowiła barierę nie do pokonania dla ówczesnych potencjalnych nabywców. – Zaproponowaliśmy więc właścicielce wynajęcie mieszkania zamiast jego sprzedaży. I taki właśnie był finał tej trudnej sprzedaży – wspomina pośredniczka z Top Brokers.

Nie dogadująca się ze sobą rodzina

Dotyczy to głównie nieruchomości spadkowych, gdzie żyjąca w niezgodzie rodzina lub nawet niespokrewniona ze sobą, ale duża liczba spadkobierców, nie potrafią się dogadać.

Dwóch chce sprzedać, a trzeci nie. Trzeci może by i sprzedał, ale w wyższej, nierealnej cenie. Takie sprawy ciągną się miesiącami lub nawet latami, bez żadnej szansy na pozytywne zakończenie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej, komu należy się więcej, kto nie jest gotowy – tłumaczy Grzegorz Stryjas. Poza tym nie zawsze oferty, które są zgłoszone do sprzedaży, są rzeczywiście przeznaczone na sprzedaż.

Miałem przypadek, gdy klient sprzedający mieszkanie remontował je. Podnosił z tego powodu cenę, a nawet odrzucał oferty. Kiedy w końcu udało się sprzedać to mieszkanie, klient przyznał się, że starał się nie dopuścić do sprzedaży, albo możliwie maksymalnie ją opóźnić. Dopiero pod naporem małżonki ostatecznie zgodził się na sfinalizowanie transakcji – opowiada Wojciech Kubiak z Expander Nieruchomości, oddział lubelski.

Nieatrakcyjna lub hałaśliwa lokalizacja

Wśród przyczyn przedłużającej się sprzedaży są także bliskość lotniska, szpitala, kościoła czy torów kolejowych. Oczywiście ze względu na hałaśliwość tego typu miejsc. – Szczególnie bliskość torów kolejowych czy lotniska może odstraszyć nawet najbardziej zainteresowanych klientów – uważa Dariusz Czajka. Według pośredników sprzedaż utrudnia sąsiedztwo dużego hipermarketu czy zakładu produkcyjnego. Radykalnie kurczy się wtedy liczba potencjalnych nabywców. Nie jest też łatwo sprzedać mieszkanie w rejonie, które cieszy się złą lokalną sławą.

Kłopotliwi sąsiedzi oraz… duchy

Grzegorz Stryjas z Partnerzy Nieruchomości twierdzi, że w dzielnicy lub sąsiedztwie uchodzącym za niebezpieczne wielu potencjalnych nabywców rezygnuje z zakupu mieszkania, gdy podczas prezentacji dowiadują się, że sąsiaduje ono z lokalem komunalnym.

Mieszkania komunalne kojarzą się z różnymi problemami, takimi jak np.  alkoholizm, awantury, możliwość wzniecenia pożaru, imprezy kończące się wizytą policji. Nikt nie chce mieć takich doświadczeń tuż za ścianą – wyjaśnia pośrednik. Według niego trudno jest też sprzedać dom lub mieszkanie, w którym ktoś został zamordowany lub popełnił samobójstwo.

Ludzie boją się, że mogą być nękani przez ducha zmarłej osoby – twierdzi Grzegorz Stryjas. I dodaje, że etyka zawodowa nakazuje mu poinformować klienta o mrocznej stronie sprzedawanej nieruchomości. Marcin Jańczuk uspokaja, że w ogromnej większości przypadków nieruchomość w końcu udaje się sprzedać.  – Wszystko jest kwestią ceny – podsumowuje ekspert Metrohouse.

Czy Fed ogłosi tapering programu QE?

Zbliża się wyczekiwane posiedzenie FOMC w dniach 21–22 września. Kluczowe pytanie brzmi: czy sierpniowy raport z rynku pracy zniweczył szanse na tapering we wrześniu? Od komentarzy prezesa Powella dotyczących programu QE będzie w dużej mierze zależeć kształtowanie się kursu dolara amerykańskiego.

Komunikaty ze strony członków Rezerwy Federalnej były w ostatnich miesiącach stosunkowo jastrzębie. Narastająca presja inflacyjna i silne odbicie po pandemii sprzyjały takiej retoryce. Minutki z lipcowego posiedzenia FOMC oraz przemówienie przewodniczącego FOMC Jerome’a Powella w Jackson Hole wskazywały, że według większości decydentów zmniejszenie tempa skupu aktywów przed końcem roku jest możliwe, jeśli gospodarka będzie się rozwijać zgodnie z oczekiwaniami.

Od czasu konferencji w Jackson Hole dane makroekonomiczne z USA były jednak nieco rozczarowujące, w szczególności sierpniowy raport z rynku pracy (non-farm payrolls, NFP). W sierpniu zmiana zatrudnienia wyniosła 235 tys. miejsc pracy netto, czyli zdecydowanie mniej niż zakładane przez konsensus 750 tys. i odnotowane w lipcu 1,1 mln (Wykres 1). W lipcu zaś liczba wakatów w USA zgodnie z raportem JOLTS osiągnęła rekordowe 10,9 mln, wskazując na trudności wielu firm w zakresie obsadzenia dostępnych stanowisk. Nierównowaga między popytem na pracę i jej podażą przyczynia się też do silniejszego wzrostu płac.


Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA [NFP] (wrzesień ‘20 – sierpień ‘21)
Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 16.09.2021

Po sierpniowym rozczarowaniu danymi o zatrudnieniu uważamy, że oficjalne ogłoszenie wygaszania programu QE jeszcze w tym miesiącu jest dość wątpliwe. Większość członków FOMC wydaje się popierać rozpoczęcie normalizacji polityki monetarnej w tym roku, sądzimy jednak, że wyraźne niedobory siły roboczej i niepewność związana z wariantem Delta mogą przesunąć tę decyzję na listopad. Naszym zdaniem może to być niekorzystne dla dolara, szczególnie jeśli Powell wyrazi zwiększone obawy o wpływ wariantu Delta na amerykańską gospodarkę, wydaje się jednak, że taki scenariusz jest już w dużej mierze zawarty w cenach rynkowych.

Potwierdzenie w tym miesiącu, że tapering rozpocznie się w październiku lub listopadzie, powinno zaś być korzystne dla amerykańskiej waluty. Spodziewalibyśmy się wtedy wyrwania kursu EUR/USD z wąskiego przedziału, w którym utrzymuje się od wielu tygodni. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu widać wyraźny rozłam wśród członków FOMC. Wydaje się, że obecnie przewagę ma gołębie skrzydło, choć może się to zmienić, jeśli nadchodzące odczyty inflacji będą zaskakiwać w górę, a sierpniowe dane z rynku pracy okażą się jednorazowym rozczarowaniem. Niepewność związana z posiedzeniem jest więc duża i oczekujemy szczególnej zmienności dolara.


Oprócz komunikatów banku dotyczących luzowania ilościowego uczestnicy rynku będą zwracać szczególną uwagę na zaktualizowany dot plot, który pokazuje, kiedy decydenci spodziewają się podwyżek stóp w horyzoncie prognozy. Biorąc pod uwagę wyraźnie wyższą inflację od czasu czerwcowych projekcji (inflacja CPI w sierpniu osiągnęła poziom 5,3%, inflacja bazowa z kolei od trzech miesięcy nie schodzi poniżej 4%), uważamy, że w tym miesiącu możemy zobaczyć lekką rewizję kropek w górę. Naszym zdaniem podniesie to medianę i przybliży wizję wzrostu stóp przed końcem 2022 r. Biorąc jednak pod uwagę, że rynek uznaje obecnie za najbardziej prawdopodobną jedną podwyżkę przed końcem 2022 r., uważamy, że reakcja dolara na zrewidowane projekcje może być mniejsza niż zwykle.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Pensje rosną szybciej niż ceny

Szukając pozytywów w obecnej sytuacji warto zwrócić uwagę, że przynajmniej wg. danych GUS pensje w Polsce rosną szybciej niż inflacja. Z drugiej strony rosną średnio, więc z pewnością wynagrodzenia nie wszystkich.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy kolejny istotny odczyt w ramach zmian cen. Wiele osób wskazuje, że inflacja bez cen energii i żywności mieści się poniżej 4% i wynosi 3,9%. Zawsze jednak znajdzie się parametr, który będzie wyglądał korzystniej niż łączny wynik. Co ważniejsze inflacja bazowa okazała się jednak zgodna z oczekiwaniami, ciężko ją zatem brać jako prognozę normalizacji cen. W rezultacie presja na podwyżki stóp jest wciąż silna. Na razie przegrywa jednak z potencjalnym ryzykiem eskalacji kolejnej fali pandemii, która pomimo relatywnie niskich liczb ma niestety imponujące wzrosty procentowe.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dwa istotne odczyty zza Oceanu. Pierwszym z nich była sprzedaż detaliczna, która wypadła wyraźnie lepiej od oczekiwań. Szczególnie dobrze wypadł wariant bez samochodów, który okazał się aż 2% lepszy od oczekiwań. Do tego wnioski o zasiłek dla bezrobotnych teoretycznie nie osiągnęły oczekiwanych poziomów, ale biorąc pod uwagę wyraźny spadek z ostatnich tygodni, „efekt jojo” nie był szczególnie silny. Są to tygodniowe odczyty, zatem często się zdarza, że jakieś dane nie spłyną na czas lub po prostu są przesunięte i pojawiają się w kolejnej publikacji. Nie może zatem dziwić, że po tych dobrych danych dolar był wczoraj najsilniejszy względem euro od końca sierpnia.

Pensje w Polsce

GUS podał dzisiaj jeden z odczytów budzących największe zainteresowanie. Wynagrodzenia rosną w Polsce o imponujące 9,5% w skali roku. Zatrudnienie z kolei o 0,9%. Są to bardzo dobre dane dla pracowników. Nie tylko zarabiają coraz więcej, ale również widać, że ubywa wolnych rąk do pracy. Ta sama wiadomość jest z kolei słabsza dla pracodawców, którzy muszą liczyć się z rosnącą presją płacową. Jest to również dobry sygnał dla polskiej waluty, pokazuje on bowiem, że kondycja rynku pracy jest bardzo dobra pomimo pandemii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Strefa euro – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja konsumencka w Polsce nadal przyśpiesza

W tym tygodniu, analizując statystyki makroekonomiczne, warto zwrócić uwagę na wyniki sierpniowej inflacji konsumenckiej, która w porównaniu z szacunkami wstępnymi z początku września była nieco wyższa. Ceny konsumenckie w sierpniu wzrosły o 0,3% m/m i o 5,5% r/r. Główny wskaźnik inflacji, opublikowany przez NBP dzień później, wskazuje, że ceny usług wzrosły o 6,6% r/r, a ceny towarów o 5,1%. Już sam przyśpieszony wzrost cen usług jest dość wyraźnym sygnałem, że część inflacji jest cały czas napędzana popytem. Nie można się temu dziwić, gdyż sytuacja na rynku pracy pod względem bezrobocia jest w Polsce prawie identyczna jak przed pandemią, a polska gospodarka ma potencjał wzorowy.

Mimo że prezes NBP A. Glapiński nadal może bagatelizować rozwój inflacji, tak jak na konferencji prasowej w zeszłym tygodniu (09.09.2021), rozwój inflacyjny w kolejnych miesiącach będzie wywierać na NBP coraz większą presję. Jest bowiem wysoce prawdopodobne, że inflacja zasadnicza i bazowa w najbliższych kwartałach będzie znacznie powyżej górnej granicy przedziału celu inflacyjnego NBP, tj. powyżej 3,5%. A na przełomie bieżącego i przyszłego roku realne jest przyśpieszenie wzrostu inflacji ze względu na droższą o ponad 6% energię elektryczną.
W tym tygodniu na rozwój złotego miał wyraźny wpływ fakt, że większość przedstawicieli RPP nie reaguje na wysoką inflację. W stosunku do euro, polska waluta osłabiła się do poziomu 4,58 PLN/EUR, a w stosunku do dolara do 3,90 PLN/USD. Złoty w tym tygodniu był jednoznacznie najsłabszą walutą w regionie środkowoeuropejskim i jeżeli RPP nie zdecyduje się na zmiany, to PLN nadal będzie się osłabiał.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Bezpłatna Konferencja On-line – Workflow Trends – biuro bez papierów

Już 29 września 2021 odbędzie się konferencja on-line, dotycząca metod i rozwiązań przyspieszających procesowanie dokumentów oraz przepływ informacji w firmie.

Digitalizacja obiegu dokumentów oraz procesów biznesowych ma coraz większy wpływ na sprawne funkcjonowanie firm oraz instytucji. Tradycyjny obieg dokumentów, najczęściej niedostosowany do potrzeb organizacji, prowadzi do wielu problemów w komunikacji, opóźnień w płatnościach i realizacji zleceń oraz pogorszenia relacji z kontrahentami. Warto poznać rozwiązania, które pozwolą usprawnić procesy administracyjne.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję

Podczas zimowej edycji wydarzenia, chcemy odpowiedzieć na pytanie jaki wpływ mają systemy elektronicznego obiegu dokumentów na optymalizację oraz usprawnienie pracy przedsiębiorstw. Porozmawiamy m.in. o tym:

  • Jak przygotować organizację do wdrożenia elektronicznego obiegu dokumentów?
  • Po co właściwie Twojej firmie workflow?
  • Co zrobić, aby architektura systemu workflow i polityka zarządzania informacją stały się czynnikiem sukcesu wdrożenia?
  • Co powinieneś wiedzieć o elektronizacji dokumentów z perspektywy ochrony danych osobowych?

Efektywnie funkcjonujące przedsiębiorstwo to konsekwencja wyboru odpowiednich rozwiązań. Systemy zarządzania obiegiem dokumentów oraz procesami biznesowymi, z pewnością można uznać za niezbędne narzędzia, prowadzące do synonimu sprawnie funkcjonującej organizacji. Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji, wystarczy zarejestrować się na stronie: http://workflowtrends.pl/#rejestracja
Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

9:30 | 29 września 2021 – On-line
Strona internetowa wydarzenia:
www.workflowtrends.pl

Polska gospodarka dobrze radzi sobie z następstwami pandemii Covid-19

  • Na tle innych krajów UE polska gospodarka poradziła sobie dobrze ze skutkami pandemii Covid-19. Spadek PKB nastąpił później, był płytszy, a wyjście z dołka bardziej dynamiczne – uważa Konfederacja Lewiatan.
  • W I kwartale 2021 r. PKB był niższy w stosunku do poziomu sprzed pandemii o 1,6%, podczas gdy w UE ok. 4,6%. Był to jeden z najmniejszych spadków w UE.

Pozytywny wkład w ostatnich kwartałach miały zmiany struktury popytu konsumpcyjnego w Polsce i za granicą. Przesunięcie wydatków konsumpcyjnych od objętych obostrzeniami usług do różnego rodzaju dóbr konsumpcyjnych trwałych. Polska jest relatywnie dużym producentem tego rodzaju wyrobów, m.in. sprzętu RTV-AGD, mebli, wyposażenia domu itp. Dużą rolę odegrały niższe koszty wytwarzania polskich produktów wzmocnione przez osłabienie złotego w 2020 r. Dodatkowo, pozytywne rezultaty przyniosły inwestycje w moce wytwórcze m.in. w segmencie baterii i akumulatorów. W tym wypadku Polska dobrze zidentyfikowała szansę na niszę do zagospodarowania o kluczowym charakterze dla „zielonej” odbudowy gospodarek po kryzysie. Czynniki te przełożyły się na zaskakująco wysoki popyt na produkty krajowego przemysłu.

Z perspektywy danych statystycznych, skutki pandemii dla polskiego rynku pracy jak dotąd miały charakter odchylenia od długookresowych trendów. Starzenie się społeczeństwa przy polityce publicznej nie promującej aktywności zawodowej powoduje, że długookresowy wskaźnik zatrudnienia wypłaszacza się na poziomie ok. 55%, a pandemia wywołuje jedynie jednokwartałowy uszczerbek (zmiana poniżej 1 pkt. proc.)

Przypadek bezrobocia jest bardziej złożony. O ile przed pandemią kształtowało się na poziomie bliskim naturalnemu , o tyle pandemia miała minimalny wpływ na bezrobocie ekonomiczne (różnica rzędu 0,3 pkt. proc. ), ale już bezrobocie rejestrowane wzrosło silniej i trwalej (o 1,1 pkt. proc.). Może to oznaczać, że faktyczna aktywność ekonomiczna ludności nie została ograniczona przez pandemię (chociaż mówimy tu o ekstensywnej podaży pracy). Ale nie zawsze było to widoczne w legalnej sferze gospodarki.

O tym, że na polskim rynku pracy odczuwalna jest konkurencja o pracowników (zwłaszcza wykwalifikowanych) wiadomo nie od dzisiaj. Jego odzwierciedleniem jest wysoka dynamika płac (wyraźnie przekraczająca poziom inflacji). Ta dynamika utrzymywała się mimo napływu pracowników zagranicznych. Na tym tle, pandemia zahamowała ten wzrost (ale nie nastąpił spadek) w praktyce na jeden kwartał. Ostatnie dostępne dane statystyczne wskazują, że nie wróciła ona jeszcze do poziomów z 2019 roku, jednak sygnały ze strony pracodawców o rotacji i niezapełnionych wakatach stanowią dowody zwiastujące dalsze wzrosty.

Realna dynamika PKB – indeks jednopodstawowy (2019Q4=1)

Realna dynamika PKB – indeks jednopodstawowyŹródło: Obliczenia własne na podstawie danych Eurostat

Skumulowana realna dynamika PKB w okresie 2019Q4-2021Q1 w UE

Skumulowana realna dynamika PKB w okresie 2019Q4-2021Q1 w UEŹródło: Obliczenia własne na podstawie danych Eurostat.

Uwaga: Wyniki Irlandii i Luksemburga są niemiarodajne z uwagi na czynniki nie związane ze stanem krajowych gospodarek (optymalizacja podatkowa).

Dynamika handlu zagranicznego 2020 vs. 2019

Dynamika handlu zagranicznego 2020 vs. 2019Źródło: Obliczenia własne na podstawie danych NBP.

Statystyki rynku pracy

Statystyki rynku pracyŹródło: Opracowanie własne na podstawie danych GUS.
Uwaga: dane BAEL za 2021 pominięto z uwagi na zmianę metodologii. Źródło: Obliczenia własne na podstawie danych GUS.

Roczna dynamika wynagrodzeń nominalnych

Roczna dynamika wynagrodzeń nominalnychWykorzystano dane zebrane w ramach projektu: „Wzmocnienie dialogu społecznego w Polsce – model inicjowania dialogu społecznego przez stronę pracodawców” (Improved social dialogue in Poland: a model for initiating social dialogue by employer organisations) realizowanego przez Konfederację Lewiatan, w ramach Grantu Norweskiego – Godziwa Praca (Norway Grants – Decent Work) nr 2019/101979.

Usprawnienia informatyczne działalności a ulga B&R na podstawie wyroku NSA o sygn. akt II FSK 138/19 i II FSK 139/19

Ulga badawczo-rozwojowa jest bardzo atrakcyjnym narzędziem służącym zwiększeniu efektywności podatkowej przedsiębiorców, którzy inwestują w nowe technologie w firmie. Pomimo że ulga B&R pozwala na kilkukrotne odliczenie wydatku, raz jako kosztu uzyskania przychodu, raz w ramach B&R, to jednak wielu przedsiębiorców w dalszym ciągu ma obawy i nie korzysta z tej preferencji. Główna obiekcja dotyczy kwalifikacji projektów oraz związanych z nimi wydatków do działalności badawczo-rozwojowej. Jedna z takich spraw była niedawno przedmiotem rozważań Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie (wyroki NSA z 25 sierpnia 2021 r., sygn. akt II FSK 138/19 i II FSK 139/19).

Działalność badawczo-rozwojowa

Zgodnie ze słowniczkiem z art. 5a pkt 38) ustawy o PIT działalność badawczo-rozwojowa to działalność:

  • twórcza w zakresie badań naukowych (aplikacyjnych i podstawowych) lub prac rozwojowych,
  • systematyczna, podejmowana w celu zwiększenia zasobów wiedzy oraz ich wykorzystania do tworzenia nowych zastosowań.

Z kolei prace rozwojowe są działalnością obejmującą nabywanie, łączenie, kształtowanie i wykorzystywanie dostępnej aktualnie wiedzy i umiejętności, w tym w zakresie narzędzi informatycznych lub oprogramowania, do planowania produkcji oraz projektowania i tworzenia zmienionych, ulepszonych lub nowych produktów, procesów lub usług, z wyłączeniem działalności obejmującej wprowadzane do nich rutynowe i okresowe zmiany, nawet jeżeli takie zmiany miałyby charakter ulepszeń.

Ważnym czynnikiem wpływającym na kwalifikację działań podejmowanych przez spółkę jako działalności badawczo-rozwojowej jest ich innowacyjność. To pojęcie nie zostało bezpośrednio zdefiniowane w przepisach prawa podatkowego, dlatego można je interpretować jako działania obejmujące prawie wszystkie czynności polegające na rozwoju, które nie są rutynowe bądź okresowe (przez brak legalnej definicji sądy i organy podatkowe posługują się definicjami słownikowymi).

W interpretacji z dnia 6 czerwca 2018 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.186.2018.1.IZ, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wskazał, że innowacja jest to każda zmiana, która coś ulepsza, wprowadza nową jakość lub pozwala stworzyć nowy produkt, usługę bądź nową jakość. Może to być zmiana radykalna, dająca zupełnie nowy produkt, ale również cząstkowa, prowadząca do udoskonalenia produktu. Z kolei w innej interpretacji z dnia 4 grudnia 2017 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.260.2017.3.APO, organ podatkowy stwierdził, że może to być zmiana radykalna, dająca zupełnie nowy produkt, ale również cząstkowa, prowadząca do jego udoskonalenia.

Jakiego rodzaju wydatków dotyczyła sprawa?

Sprawa zawisła przed NSA dotyczyła przedsiębiorcy zajmującego się sprzedażą obuwia i galanterii skórzanej, który nawiązał współpracę z podwykonawcami celem stworzenia nowego oprogramowania. Nowe narzędzia miały wspomagać procesy logistyczne dotyczące magazynu oraz procesy wysyłki towarów i sprzedaży przez internet. Ponadto planowane było wdrożenie systemu wspomagającego elektroniczny obrót dokumentów i procesów. W ocenie spółki podejmowane działania miały charakter rozwojowy i innowacyjny, przez co wpływały na wzrost konkurencyjności spółki i umożliwiały skorzystanie z ulgi B&R.

Stanowisko organu podatkowego

Stanowisko spółki nie zostało jednak zaakceptowane przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, który zwrócił uwagę, że pomimo iż podejmowane działania zwiększają konkurencyjność spółki na rynku, to jednak nie zostały stworzone przez podatnika i nie służą bezpośrednio do inicjowania, projektowania czy tworzenia nowych lub ulepszonych produktów lub usług. Organ zwrócił uwagę, że prace rozwojowe nie obejmują rutynowych i standardowych czynności podejmowanych w celu optymalizacji procesów u podatnika. Ponadto samo usprawnienie procesów nie jest jeszcze działalnością rozwojową. W konsekwencji uznano stanowisko podatnika za nieprawidłowe i odmówiono mu prawa do skorzystania z ulgi B&R.

Stanowisko NSA

Stanowisko organu podatkowego zostało potwierdzone przez WSA oraz NSA (wyroki NSA z 25 sierpnia 2021 r., sygn. akt II FSK 138/19 i II FSK 139/19). Sądy administracyjne potwierdziły, że w przypadku wdrażania nabytego oprogramowania podatnik podejmował jedynie rutynowe czynności zmierzające do poprawy funkcjonowania przedsiębiorstwa. W szczególności sądy zwróciły uwagę na:

  • brak elementu twórczego – spółka przyjęła gotowe rozwiązania,
  • brak innowacyjnego charakteru – było to jedynie wykorzystanie istniejącej technologii wykreowanej przez inny podmiot,
  • brak cechy systematyczności – proces wdrażania oprogramowania, choć trwa w czasie i podlega ustalonym fazom, ma jednak charakter incydentalny.

W związku z powyższym NSA potwierdził, że działalność podatnika nie stanowi działalności badawczo-rozwojowej w rozumieniu przepisów prawa podatkowego i w konsekwencji podatnik nie będzie uprawniony do ulgi B&R. Wyrok NSA daje także wskazówki dla innych przedsiębiorców chcących skorzystać z tej ulgi i pokazuje, że warunki skorzystania z niej są surowe i de facto dotyczy ona jedynie przedsiębiorstw bardzo innowacyjnych. Ponadto niepewna sytuacja w zakresie kwalifikacji do działalności rozwojowej sprawia, że najbezpieczniej jest każdorazowo potwierdzać w drodze interpretacji podatkowej, czy dana działalność jest działalnością rozwojową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nowa odsłona konferencji PLNOG, czyli PLNOG Online 2!

Już tej jesieni, w dniach 21-22 września odbędzie się druga edycja wirtualnego spotkania PLNOG Online 2.

Konferencja PLONG jest największym wydarzeniem branżowym w Polsce, pozwalającym na wymianę doświadczeń, budzącym dyskusje dotyczące rynku, oraz stwarzającą okazję do nieustannej pracy nad rozwojem branży ICT i ISP w Polsce. Każda kolejna edycja przynosi ze sobą coraz większą liczbę uczestników i ekspertów z całego świata.

Czym zaskoczy nas tym razem?

Kto pojawił się w tegorocznej agendzie PLNOGa?

  • Michał Mach “Automatyczna integracja i wdrożenie funkcji sieciowych”
  • Michał Furmankiewicz “O wyzwaniach w projektowaniu sieci w Azure, AWS & GCP”
  • Łukasz Bromirski „Mniej i bardziej zaawansowane zabawy z globalnym i lokalnym routingiem.”
  • Paul Vixie „Protective dns – why it matters, and how to do it on-prem (no cloud)”
  • Maciej Szymczyk “Zagoń dane do roboty i zrób z nich tarczę.”
  • wiele więcej… pełna agenda dostępna już na stronie: https://plnog.pl/pl/plnog-online2-2021/

Bez wątpienia tegoroczna edycja będzie zaskakująca i pełna nowinek telekomunikacyjnych. Warto zatem wyczekiwać kolejnych tematów, oraz niesamowitych prelegentów zarówno z Polski jak i zza granicy.

Do zobaczenia!

Jak co roku PLNOG zapowiada się nie tylko jako konferencja, ale również jako niezapomniane wydarzenie branżowe, które firmy telekomunikacyjne na stałe wpisane mają w swój kalendarz.

Nie może zabraknąć na niej również Ciebie, serdecznie zapraszamy do rejestracji!

Specjalnie dla naszych czytelników wspólnie z organizatorami przygotowaliśmy zniżkę -15%. Aby ją otrzymać wystarczy w trakcie rejestracji wpisać kod “ceo_15”. Bilet możesz kupić tutaj: https://eventory.cc/event/plnog-online2-2021/tickets

Do zobaczenia na PLNOG Online 2 2021!

Griffin Real Estate finalizuje transakcję sprzedaży portfolio retail parków o GLA ponad 107 tys. mkw. i wartości 87 milionów euro

Pruim, firma zarządzana przez Griffin Real Estate, wiodącego polskiego inwestora typu private equity i firmy zarządzającej aktywami, sfinalizowała sprzedaż sześciu obiektów handlowych o całkowitej powierzchni 107 600 mkw. Nabywca nieruchomości nie został ujawniony. Wartość transakcji wyniosła 87 mln euro.

Przedmiotem transakcji jest sześć hipermarketów o łącznej powierzchni 107 600 mkw. Obiekty, zlokalizowane w Szczecinie, Rybniku, Słupsku, Gdańsku, Nowym Sączu i Lublinie, są w całości wynajęte firmie Auchan Polska w ramach 12-letniej umowy przedłużenia najmu, która została podpisana w zeszłym roku. Transakcja jest spójna ze strategią zbywania części obiektów handlowych przyjętą przez Griffin Real Estate.

– Nieruchomości te mają długą historię generowania dobrych wyników sprzedaży, a dodatkowo – są zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu z Auchan – siecią handlową o ugruntowanej pozycji na polskim rynku. Udana transakcja sprzedaży tego portfolio potwierdza, że wysokiej jakości obiekty handlowe są nadal poszukiwane – powiedział Piotr Fijołek, Senior Partner w Griffin Real Estate, odpowiedzialny za przeprowadzenie transakcji.

To już druga transakcja na rynku nieruchomości handlowych w którą zaangażowane były spółki zarządzane przez Griffin Real Estate w czasie pandemii COVID-19. Poprzednią transakcją była sprzedaż czterech parków handlowych, która stanowiła finalną z trzech transz sprzedaży „portfela M1” do EPP. Z GAV wynoszącym 106 mln euro i łączną powierzchnią GLA 110 000 mkw., była to największa pod względem wolumenu transakcja na polskim rynku nieruchomości handlowych w I kwartale 2021 roku.

Sprzedającemu w transakcji doradzały firmy: Linklaters (doradztwo prawne), Colliers (doradztwo komercyjne) oraz Arcadis (doradztwo techniczne).

Wzrost zysku netto GK GPW w II kwartale oraz w całym I półroczu 2021 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 98,1 mln zł w II kw. 2021 r. (-3,0% rdr) oraz 209,4 mln zł w całym I półroczu 2021 r. (+5,4% rdr)
  • Koszty operacyjne wyniosły 51,0 mln zł (+15,5% rdr) w II kw. 2021 r. oraz 116,8 mln zł (+16,5% rdr) w I półroczu 2021 r.
  • EBITDA wyniosła 57,8 mln zł (-8,5% rdr) w II kw. 2021 r. oraz 111,4 mln zł (-1,6% rdr) w I półroczu 2021 r.
  • Zysk operacyjny wyniósł 49,2 mln zł (-9,2% rdr) za II kw. 2021 r. oraz 94,0 mln zł (-0,5% rdr) za I półrocze 2021 r.
  • Zysk netto wyniósł 45,2 mln zł (+4,1% rdr) w II kw. 2021 r. oraz 83,9 mln zł (+15,3% rdr) w I półroczu 2021 r.
  • Zwyczajne Walne Zgromadzenie zdecydowało o wypłacie 104,9 mln zł dywidendy (2,5 zł na jedną akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) w I półroczu 2021 r. osiągnęła 209,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA wyniósł 111,4 mln zł, zysk operacyjny 94,0 mln zł, a zysk netto 83,9 mln zł. Skonsolidowane przychody w I półroczu 2021 r. wzrosły o 5,4% w ujęciu rdr – jest to efekt wzrostu przychodów z rynku finansowego oraz pogorszenia przychodów z rynku towarowego. Wzrost zysku netto o 15,3% rdr jest rezultatem ww. wzrostu przychodów z rynku finansowego, znacznie niższego ujemnego salda na przychodach i kosztach finansowych oraz wyższego udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności (poprawa wyników finansowych KDPW).

W samym II kw. 2021 r. GK GPW wypracowała 98,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, zysk EBITDA wyniósł 57,8 mln zł, zysk operacyjny 49,2 mln zł, a zysk netto 45,2 mln zł. Skonsolidowane przychody spadły o 3,0% wobec II kw. 2020 r. i o 11,8% wobec I kw. 2021 r. Spadek przychodów w ujęciu rocznym to efekt wzrostu przychodów z rynku finansowego, przy jednoczesnym spadku przychodów z rynku towarowego.

Większe o 0,3 mln zł (+0,6% rdr) przychody z rynku finansowego w II kw. 2021 r. w ujęciu rocznym wynikają, w głównej mierze z wyższych o 0,3 mln zł (+10,6 % rdr) przychodów z obrotu instrumentami dłużnymi, wyższych o 1,5 mln zł przychodów z obsługi emitentów (+37,8% rdr), jak również wyższych o 1,1 mln zł (+8,4% rdr) przychodów w obszarze sprzedaży informacji. Przychody Grupy z rynku towarowego w II kw. 2021 r. były niższe o 4,0 mln zł (-10,1% rdr). Zanotowano spadek przychodów z obrotu energią elektryczną o 0,2 mln zł (-4,6% rdr) oraz spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi o 1,2 mln zł (-14,2% rdr). W II kw. Grupa zanotowała wzrost przychodów z obrotu gazem o 0,1 mln zł (+2,7% rdr) oraz wzrost przychodów z tytułu innych opłat od uczestników rynku o 0,1 mln zł (+1,8% rdr).

W II kw. 2021 r. spółki wchodzące w skład Grupy Kapitałowej GPW kontynuowały prace związane z wdrażaniem strategii #GPW2022 oraz przede wszystkim rozwojem technologicznym.

– W Grupie Kapitałowej GPW cały czas intensywnie pracujemy nad realizacją inicjatyw w ramach naszej strategii na lata 2018-2022, w której postawiliśmy na mocniejszym rozwój warszawskiego parkietu, a także dywersyfikację świadczonych przez GPW usług. Wśród naszych priorytetów znalazły się nowe technologie, bez dwóch zdań – przyszłość rynków kapitałowych. Spółka GPW Tech mimo, że jest naszą najmłodszą spółką, już teraz może pochwalić się komercjalizacją pierwszych autorskich produktów technologicznych – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW. – Pierwszym klientem GPW Tech jest giełda w Kuwejcie, której spółka z GK GPW świadczy usługi w oparciu o system TCA Tool – narzędzie umożliwiające analizę mierników statystycznych i szczegółowych danych dotyczących makro i mikrostruktury rynku. Kolejny produkt, nowoczesne narzędzie GRC GPW Tech (Governance, Risk & Compliance) najpierw zostanie wdrożone na GPW, a następnie w kolejnych dwóch spółkach GK GPW. Trzeci produkt GPW Tech, służący do analizy wykrywania manipulacji kursem akcji, jest już wykorzystywany przez GPW. Liczymy, że wzbudzi duże zainteresowanie wdrażaniem go w biurach maklerskich w Polsce – dodaje.

Koszty operacyjne w II kw. 2021 r. wzrosły o 15,5% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 22,5% w ujęciu kdk, sięgając 51,0 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 51,9% wobec 43,6 w II kw. 2020 r. oraz 59,1% w I kw. 2021 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się wzrost kosztów usług obcych oraz wzrost łącznych kosztów osobowych, będący pokłosiem wyższego zatrudnienia wynikającego
z realizacji strategii rozwoju #GPW2022.

W II kwartale 2021 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie GPW zdecydowało o wypłacie 104,9 mln zł dywidendy, co daje 2,5 zł na akcję i stanowi 77,3% skonsolidowanego zysku netto GK GPW za rok obrotowy 2020 r. przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Dniem dywidendy był 23 lipca, a jej wypłaty 5 sierpnia 2021 r.  Stopa dywidendy liczona według kursu zamknięcia z dnia odcięcia prawa do dywidendy wyniosła 5,23%. Skumulowana wartość dywidend wypłaconych przez GPW – od momentu uzyskania w 2010 r. statusu spółki publicznej – to łącznie 999,771 mln zł, co oznacza 23,82 zł dywidendy na jedną akcję.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za II kw. 2021 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2021 r. wyniósł 45,2 mln zł, o 4,1% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, oraz o 17,0% więcej niż w I kw. 2021 r.  Wzrost zysku netto rdr jest rezultatem znacznie niższego ujemnego salda na przychodach i kosztach finansowych na poziomie -2,9 mln zł vs. -4,5 mln zł przed rokiem. Na ujemne saldo przychodów i kosztów finansowych wpływ miały niższe koszty finansowe, które w bieżącym kwartale ukształtowały się na poziomie 3,2 mln zł wobec 5,6 mln zł w porównywalnym okresie roku ubiegłego. Zysk netto Grupy w II kw. 2021 r. został także wsparty wyższym udziałem w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności, który wyniósł 7,9 mln zł vs. 4,4 mln zł w analogicznym okresie przed rokiem.

Przychody z rynku finansowego

W II kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 61,2 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 0,6% i spadek o 15,8% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 62,4% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W II kw. 2021 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 41,8 mln zł w porównaniu do 44,0 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 5,1% rdr i o 21,4% kdk. Na wynik, w ujęciu rdr, największy wpływ miał spadek przychodówz obrotu akcjami oraz instrumentami pochodnymi. Wyższe rdr przychody odnotowano natomiast w obszarze obsługi emitentów oraz sprzedaży informacji.

  • Obsługa emitentów

W II kw. 2021 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,5 mln zł w porównaniu do 4,0 mln zł w II kw. 2020 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,1 mln zł (+0,9% rdr i -10,0% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 1,4 mln zł. Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu. W II kw. 2021 r. odnotowano osiem debiutów na GR oraz 14 na NewConnect vs. odpowiednio jeden i cztery debiuty przed rokiem.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku finansowym w II kw. 2021 r. wyniosły 14,0 mln zł, co oznacza wzrost o 8,4% rdr i o 4,8% kdk. Wzrost wynika z pozyskania nowych klientów na dane Grupy Kapitałowej GPW (użytkowników danych w trybie non-display oraz dystrybutorów informacji).

Przychody z rynku towarowego

W II kw. 2021 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,1 mln zł, o 10,1% mniej rdr i o 5,2% mniej kdk. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w II kw. 2021 r. wyniósł 36,7%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w II kw. 2021 r. spadły o 6,4% rdr oraz wzrosły o 0,7% kdk do 18,1 mln zł. W omawianym okresie zanotowano spadek przychodów
z obrotu energią elektryczną o 4,6% rdr, wynikający z mniejszego wolumenu obrotu na rynku terminowym energii elektrycznej oraz spadek przychodów z obrotu prawami majątkowymi o 14,2% rdr, co wynika z istotnego spadku obrotów w transakcjach pozasesyjnych dla świadectw z OZE oraz spadku wolumenu obrotu dla efektywności energetycznej. W II kw. 2021 r. odnotowano wzrost przychodów z obrotu gazem o 2,7% rdr, wynikający ze znacznego wzrostu obrotów na rynku spot. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w II kw. 2021 r. wzrosły o 1,8% rdr. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W II kw. 2021 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 6,5 mln zł, co oznacza spadek o 28,4% rdr i spadek o 4,4% kdk. Spadek przychodów z prowadzenia RŚP to głównie efekt znacznego spadku liczby wystawionych oraz umorzonych praw majątkowych OZE.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w II kw. 2021 r. wyniosły 11,2 mln zł, o 1,4% mniej rdr i o 13,7% mniej kdk. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w II kw. 2021 r. wyniosły 238 tys. zł, czyli o 19,4% mniej rdr i o 8,5% mniej kdk.

Koszty działalności operacyjnej

W II kw. 2021 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 51,0 mln zł, o 15,5% więcej  niż w analogicznym okresie 2020 r., oraz o 22,5% mniej niż w I kw. 2021 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się wzrost łącznych kosztów osobowych oraz wzrost kosztów usług obcych. Łączne koszty osobowe wyniosły 26,5 mln zł, o 17,9% więcej rdr. Wzrost łącznych kosztów osobowych to pokłosie wyższego zatrudnienia wynikającego z realizacji strategii rozwoju #GPW2022. Z uwagi na prowadzone projekty rozwojowe w GPW część wynagrodzeń pracowniczych podlega kapitalizacji, co oznacza, że będą one ujęte w kosztach w okresie  po wdrożeniu poszczególnych projektów. Koszty usług obcych wyniosły 13,2 mln zł o 29,6% więcej rdr, co wynika m.in. z wyższych kosztów IT oraz kosztów doradztwa. W II kw. 2021 koszty amortyzacji spadły o 4,3% rdr do 8,6 mln zł, a koszty opłat eksploatacyjnych wyniosły 1,2 mln zł, czyli o 10,7% więcej rdr.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W II kw. 2021 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 7,9 mln zł, o 78,5% więcej rdr i o 46,7% więcej kdk. Na wyższe wyniki w ujęciu rocznym wpłynął wyższy zysk Grupy KDPW. Poprawa wyników finansowych KDPW wynika z wyższych przychodów z: i) rozrachunku i przechowywania, ii) obsługi emitentów – wzrost przychodów z tytułu rejestracji papierów wartościowych po wejściu w życie obowiązku rejestracji akcji spółek niepublicznych; wyższe przychody związane z obsługą realizacji wypłat świadczeń pieniężnych z papierów wartościowych oraz iii) działalności rozliczeniowej – wzrost obrotów oraz liczby transakcji zawieranych na GPW zarówno na rynku kasowym jak i terminowym; rozliczenia transakcji z TBSP.

Na horyzoncie pierwsze podwyżki rat kredytów. Co zrobić, gdy pojawią się problemy ze spłatą?

  • Zdaniem ekspertów jeszcze w tym roku może nastąpić pierwsza podwyżka stóp procentowych, wraz z nią wzrosną raty kredytów hipotecznych.
  • Popyt na kredyty nadal jednak rośnie – eksperci zalecają ostrożność przy ustalaniu wysokości miesięcznych rat.
  • Po podwyżkach oprocentowania w trudnej sytuacji znajdą się zwłaszcza te osoby, które miewały już problemy z terminową spłatą rat. Według danych ZPF stanowią one blisko 1/5 kredytobiorców.

Rekordowo niskie stopy procentowe, łagodzenie polityki kredytowej w bankach, a także prognozowane, dalsze wzrosty cen mieszkań – to sprawia, że popyt na kredyty hipoteczne wciąż rośnie. W pierwszym kwartale 2021 r. ich sprzedaż była większa niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku, czyli jeszcze przed pandemią[1].

Banki zasypywane są wnioskami kredytowymi, a eksperci mówią o możliwych, pierwszych podwyżkach stóp procentowych jeszcze w tym roku. Co to oznacza dla kredytobiorców?

Rata kredytu wzrośnie – to tylko kwestia czasu

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) podjęła decyzję o obniżeniu stóp procentowych w ubiegłym roku w związku z negatywnymi skutkami gospodarczymi pandemii. Obecnie wynoszą 0,1 proc. w skali roku wobec 1,5 proc. jeszcze na początku 2020 r. Z tej zmiany ucieszyli się kredytobiorcy, ponieważ przy wysokiej racie kredytu różnica jest mocno odczuwalna – wysokość stóp procentowych bezpośrednio wpływa na wielkość miesięcznych należności wobec banku.

Zdaniem ekspertów jednak dane o najwyższej od lat inflacji mogą być powodem dla RPP, by zacząć stopniowo podwyższać stopy procentowe. Niektórzy eksperci uważają, że pierwsze, póki co symboliczne podwyżki mogą pojawić się już w tym roku.

– Obecnie mamy historycznie niskie stopy procentowe, co przekłada się na wyjątkowo niskie oprocentowanie kredytów. Kredytobiorcy mogą wpaść w pułapkę niskich stóp – niskie oprocentowanie to niskie raty, ale tylko do momentu podwyższenia stóp procentowych. Jednym z efektów podwyższenia stóp zwrotu będzie zwiększenie liczby kredytobiorców, którzy mogą mieć problemy ze spłatą kredytów – ocenia dr Artur A. Trzebiński, Doradca Związku Przedsiębiorstw Finansowych, organizacji realizującej kampanię Windykacja? Jasna sprawa!

Problemy ze spłatą kredytu – co robić?

Możliwość wzrostu stóp procentowych to niezbyt dobra informacja także dla tych kredytobiorców, którzy z różnych względów już teraz mają problemy z terminową płatnością należności. Z danych Związku Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że w pandemii dotyczy to ok. 1/5 osób. Jeżeli opóźnienie wynosi mniej niż 30 dni, to kredytobiorcom nie grożą większe konsekwencje – chyba że sytuacja będzie się nagminnie powtarzać. Mogą jednak spodziewać się kontaktu ze strony banku, z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Nie należy unikać tej rozmowy. To szansa, by przyznać się do przejściowych problemów finansowych i znaleźć z konsultantem odpowiednie rozwiązanie.

Co może zaproponować bank?

  • Wakacje kredytowe – bank zawiesza konieczność zapłaty problematycznej raty w danym miesiącu. Rata nie jest anulowana – okres kredytowania wydłuży się o czas wakacji kredytowych. W większości banków ta opcja dostępna jest jedynie dla osób rzetelnie spłacających kredyt.
  • Wydłużenie okresu kredytowania – to rozwiązanie dla osób, które wiedzą, że problemy finansowe mogą się przedłużać i potrzebują zmniejszenia raty kredytu. To wydłuży całkowity okres kredytowania i zwiększy koszty, ale pomoże płacić raty w terminie.
  • Konsolidacja kredytów – jeżeli problemem jest konieczność pamiętania o płaceniu kilku rat kredytów, to warto rozważyć ich konsolidację. Bank połączy zobowiązania i ustali jedną ratę, być może nawet w mniejszej wysokości niż suma dotychczasowych miesięcznych należności.

Konsekwencje niespłacania kredytu

Jeżeli jednak kredytobiorca nadal nie będzie spłacał rat kredytu, a dług będzie się powiększał, to bank podejmie kolejne kroki. Przede wszystkim informacje o nierzetelnej spłacie zadłużenia trafią do BIK, co utrudni w przyszłości zaciągnięcie kolejnych zobowiązań. Brak chęci współpracy ze strony zadłużonego może także skutkować wypowiedzeniem umowy kredytowej, a to oznacza konieczność spłaty całej kwoty kredytu w ciągu 30 dni. Nie jest to jednak proces nieodwracalny, wciąż jest możliwość negocjacji z bankiem. Podobnie, jak w sytuacji, gdy bank przekazuje zadłużenie firmie windykacyjnej.

Należy zaufać instytucjom finansowym, wyspecjalizowanym w rozwiązywaniu problemów ze spłatą zobowiązań – firmom windykacyjnym także zależy na polubownym rozwiązaniu problemu. Okazanie chęci współpracy pozwoli kredytobiorcy na uzyskanie odpowiednich warunków spłaty długu, dopasowanych do jego sytuacji finansowej. Co więcej, firma windykacyjna jest w tej kwestii bardziej elastyczna niż bank, ma więcej narzędzi i opcji do dyspozycji – dodaje Artur A. Trzebiński.

Utrata nieruchomości to ostateczność

Dalsze unikanie współpracy z bankiem czy firmą windykacyjną będzie już skutkowało rozprawą sądową i egzekucją komorniczą. Jeżeli i na tym etapie osoba zadłużona nie zdecyduje się na współpracę z komornikiem, np. poprzez samodzielną sprzedaż nieruchomości i choć częściową spłatę długu, to ten wystawi ją na licytację. Cena wywoławcza wynosi zwykle 3/4 wartości mieszkania czy domu na pierwszej licytacji, na kolejnej spada już do 2/3. Reszta zadłużenia będzie regulowana na bieżąco, m.in. poprzez częściowe zajęcie wynagrodzenia osoby zadłużonej.

Sprzedaż nieruchomości jest jednak ostatecznością, warto poznać inne opcje nim zdecydujemy się na ten krok. Kredytobiorca ma wiele możliwości rozwiązania problemu zaległych rat kredytu zanim sytuacja wymknie się spod jego kontroli. Zarówno bank, jak i firma windykacyjna dążą do zawarcia porozumienia w tej kwestii, dlatego nie należy unikać z nimi kontaktu.

[1]  Raport AMRON-SARFiN za I kw. 2021

Poradnik zdrowego snu dla alergików

Poranki z bólem głowy, łzawienie, uciążliwy katar i kaszel – to zaledwie kilka największych zmór alergików. Poza oczywistymi symptomami, osoby cierpiące na alergie bardzo często mają problemy ze snem, wynikające z podrażnienia dróg nosowych i oddechowych. Te zaburzenia nie pozwalą normalnie funkcjonować i wpływają na jakość życia. O czym powinni pamiętać alergicy, aby ułatwić sobie zasypianie i zasłużony nocny wypoczynek?

Dbaj o porządek w domu i w sypialni

Podstawą codziennych nawyków dla alergików powinno być dbanie o czystość w domu, z wyszczególnieniem sypialni. To w niej spędzamy jedną trzecią życia, nierzadko niestety w towarzystwie drobnoustrojów, roztoczy, pyłków i alergenów. Pamiętaj, aby:

  • przecierać kurze na półkach, ramie łóżka i innych co najmniej kilka razy w tygodniu
  • odkurzać i myć podłogę około 4 razy tygodniowo, najlepiej urządzeniem z filtrem HEPA
  • prać pościel co najmniej raz w tygodniu i nie wieszać jej na zewnątrz
  • otwierać okno w bezpiecznych momentach dla alergików, najlepiej po deszczu
  • za każdym razem brać prysznic przed snem, aby zmyć pyłki zebrane na ciele w ciągu dnia
  • myć ręce od razu po czasie spędzonym na świeżym powietrzu
  • nie przynosić używanych ubrań bezpośrednio do sypialni, lepiej wkładać je od razu do pojemnika na pranie.

Unikaj ekspozycji na alergeny

Alergię rzadko można wyleczyć, ale można zmniejszać swoją ekspozycję na alergeny. Osoby uczulone powinny przede wszystkim zostawać w domu w suche, wietrzne dni. To wtedy w powietrzu znajduje się najwięcej alergenów. Lepiej wybrać się na spacer zaraz po porządnym deszczu, który usuwa pyłki i ułatwia oddychanie. Warto jest także unikać koszenia trawnika i prac w ogrodzie oraz specyficznych okresów pylenia roślin, na które jesteśmy uczuleni. Pomocą w tym zakresie służą dostępne w internecie kalendarze pyleń. 

Nie można zapominać także, że te alergeny możemy z łatwością przynieść do domu na własnym ubraniu i ciele. Tym bardziej każdy alergik powinien dbać szczególnie o mycie rąk i higienę po powrocie z zewnątrz. Istotną kwestią jest także rozpoznanie alergenów, którego może dokonać jedynie specjalista. 

Dbaj o odpowiednie powietrze w sypialni

Jednym z najczęściej popełnianych błędów przez sezonowych alergików jest otwieranie okien w sypialni w wietrzne dni. Wręcz przeciwnie, osoby uczulone na pyłki znajdujące się na zewnątrz powinny trzymać okna zamknięte, aby nie pozwolić alergenom dostać się na poduszkę i kołdrę. Warto jest także unikać wykładziny lub dywanu, na których osiada się wiele drobnoustrojów. Zamiast wietrzenia natomiast lepiej jest zainwestować w klimatyzację (i pamiętać o jej regularnej konserwacji i wymianie części!) i odpowiedni oczyszczacz powietrza z filtrem HEPA, który na bieżąco będzie usuwał pyłki zawieszone w powietrzu. 

Wybierz odpowiednią kołdrę i poduszkę antyalergiczną

Największym siedliskiem alergenów jest nasze łóżko. Stare, zaniedbane poduszki są pełne roztoczy i pleśni, których stanowczo powinni unikać alergicy. Właściwa poduszka antyalergiczna w zestawie z kołdrą zdecydowanie mogą przyczynić się do bezpieczniejszego snu osoby uczulonej. Najczęściej kołdry i poduszki antyalergiczne wypełnione są przewiewnym materiałem syntetycznym, który zapobiega przedostawaniu się brudu i pyłków do materaca. Często używane włókna naturalne m.in. bambusa lub bawełny mają działanie antybakteryjne i antygrzybiczne, dzięki czemu zapobiegają rozwojowi drobnoustrojów. Podobnie jak poduszki o statusie wyrobu medycznego, pościel dla alergików tworzona jest przez specjalistów, dbających o wymagające parametry i zdrowie ich użytkowników. Poza tym należy pamiętać o odpowiedniej higienie pościeli i materaca, w tym:

  • o regularnym praniu pościeli, w przypadku alergików nawet raz w tygodniu, zgodnie z instrukcją producenta
  • o używaniu pokrowców na materac, dzięki którym można uniknąć wnikania pyłków, roztoczy i pleśni oraz uchronić przed zabrudzeniami zewnętrznymi
  • o częstym odkurzaniu materaca i praniu pokrowca, najlepiej raz w tygodniu
  • o stosowaniu oczyszczacza powietrza lub klimatyzacji.

Niestety trudno jest całkowicie pokonać alergię. Można natomiast stosować proste codzienne zabiegi, które przede wszystkim zmniejszą naszą ekspozycję na alergeny. Pamiętajmy, że higiena w sypialni, odpowiednie przyzwyczajenia i wybór pościeli mogą złagodzić problemy ze snem u osób uczulonych. 

Prawnicy spodziewają się wysypu pozwów za zaniedbania Polski w polityce klimatycznej

W połowie tego roku pięcioro Polaków pozwało Skarb Państwa o naruszenie swoich dóbr osobistych i zaniedbania w obszarze polityki klimatycznej. Chcą, żeby sąd zobowiązał rządzących do bardziej zdecydowanych działań na rzecz klimatu i 60-proc. redukcji emisji gazów cieplarnianych przed końcem tej dekady. – To przecieranie szlaków, więc nie chciałbym spekulować, ale na świecie podobne sprawy kończą się sukcesem – mówi Wojciech Kukuła, prawnik Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. Jak wskazuje, obecnie można już mówić o wysypie tego typu spraw, które toczą się w kilku innych krajach UE. Jednak Polska, której polityka klimatyczna należy do najmniej ambitnych w całej Europie, musi liczyć się z tym, że podobne roszczenia mogą kierować też inne państwa.

– Zaczął się już wysyp pozwów obywateli w sprawach klimatycznych. W czerwcu tego roku piątka obywatelek i obywateli Polski przy naszym wsparciu pozwała rząd w zakresie bezczynności klimatycznej. Co ważne, te osoby nie domagają się od Skarbu Państwa odszkodowania, ale prowadzenia bardziej ambitnej polityki klimatycznej – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Kukuła.

Pozywającymi są właściciel lasu z Wielkopolski, który obserwuje pogarszającą się kondycję drzewostanu na skutek zmian klimatycznych, nastoletnia działaczka klimatyczna, właściciel ekologicznego gospodarstwa rolnego, etnolożka oraz właścicielka gospodarstwa ekoturystycznego położonego w sąsiedztwie Biebrzańskiego Parku Narodowego, której dom jest narażony na podtopienia w czasie coraz częstszych i gwałtowniejszych nawalnych deszczy.

Osoby te, które reprezentują Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i Kancelaria GESSEL, nie domagają się od Skarbu Państwa odszkodowań. Chcą za to, żeby sąd uznał odpowiedzialność państwa za zapewnienie bezpieczeństwa klimatycznego i zobowiązał polski rząd do podjęcia zdecydowanych działań na rzecz ochrony klimatu. Pozywający oczekują, że Polska zobowiąże się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2043 roku, a także zredukuje swoje emisje gazów cieplarnianych o co najmniej 60 proc. do końca tej dekady (w stosunku do poziomu z 1990 roku), zgodnie m.in. ze zobowiązaniami podjętymi na forum międzynarodowym.

Pozwy mają zwrócić uwagę rządu i opinii publicznej na zagrożenia związane z katastrofa klimatyczną. Podobne sprawy, dotyczące zaniedbań w polityce klimatycznej, toczą się już także w kilku innych krajach Europy, m.in. we Włoszech i w Czechach.

– Na świecie toczy się w tej chwili ok. 30 takich spraw, nie tylko w Europie, ale i w Stanach Zjednoczonych. Jednak zwłaszcza w Unii Europejskiej ta zaostrzająca się polityka klimatyczna, za którą podążają konkretne regulacje, nowe europejskie prawo klimatyczne, nowe cele – to wszystko wzmacnia podstawy do żądania od rządów czy firm bardziej ambitnej polityki klimatycznej – mówi Wojciech Kukuła.

Pozwy złożone przez kancelarię GESSEL i ClientEarth w imieniu pięciorga Polaków dotyczą naruszenia dóbr osobistych przez władze państwowe, które zdaniem skarżących poprzez swoje zaniechania dopuściły w Polsce do nadmiernych emisji gazów cieplarnianych, niebezpiecznych dla ludzi i ekosystemów. Pozwanym jest w tym przypadku Skarb Państwa, reprezentowany przez ministrów odpowiedzialnych m.in. za ochronę środowiska i politykę energetyczną państwa, transport, inwestycje energetyczne oraz zrównoważony rozwój.

– Trzeba mieć na uwadze, że w Polsce to są całkowicie precedensowe postępowania. To jest przecieranie szlaków, więc nie chciałbym spekulować o szansach na wygraną – mówi prawnik Fundacji ClientEarth. – Na świecie widać, że podobne sprawy kończą się sukcesem, sądy zobowiązują rządy do prowadzenia ambitniejszej polityki klimatycznej. Już kilka lat temu mieliśmy do czynienia z pierwszą taką sprawą w Holandii, gdzie rząd został zobowiązany do faktycznej redukcji emisji o 20 proc. do 2020 roku. Z kolei w tym roku mieliśmy orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech, który nakazał rewizję krajowych celów klimatycznych. W następstwie została już przyjęta ustawa, według której Niemcy muszą zredukować swoje emisje o co najmniej 65 proc. do końca tej dekady.

Jak wskazuje ekspert, Polska ma jedne z najmniej ambitnych celów redukcji emisji w UE. W porozumieniu, które rząd wynegocjował z górnikami, wydobycie węgla w Polsce zostało zagwarantowane aż do 2049 roku, co opóźni realizację polityki klimatycznej o kolejne dekady.

– W globalnym ujęciu Polska zaczyna być już zaliczana do grona krajów rozwiniętych i musimy wpisać się w ten trend, który widzimy na zachodzie Europy, i robić więcej dla ochrony klimatu. Z naszych analiz wynika, że Polska powinna zrobić nawet więcej, niż wskazują nowe ambicje unijne, czyli zredukować emisje o co najmniej 60 proc. do 2030 roku i osiągnąć neutralność klimatyczną około 2043 roku. Takie redukcje stanowiłyby sprawiedliwy wkład w globalną transformację klimatyczną, a w Polsce jest co redukować. Nasza energetyka węglowa jest w tej chwili najbardziej emisyjnym przemysłem w Europie – mówi Wojciech Kukuła.

Prawnik z Fundacji ClientEarth wskazuje, że nie tylko osoby prywatne mogą dochodzić swoich roszczeń z tytułu zaniedbań w obszarze polityki klimatycznej przed krajowymi sądami. Polska musi liczyć się z tym, że podobną możliwość – powołując się na przepisy europejskiego prawa klimatycznego – mają też inne kraje UE. Dobrym przykładem jest wniosek Czechów do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie działalności kopalni w Turowie.

– W tym roku Czesi zażądali przed unijnym trybunałem sprawiedliwości, aby Polska zaprzestała działalności odkrywki węgla brunatnego w Turowie. Na gruncie prawnym zrobili to skutecznie, bo TSUE przychylił się do tego wniosku. Zobaczymy, jak ta sprawa się zakończy, ale trzeba mieć na uwadze, że potencjalnie większym zagrożeniem dla Polski – jeżeli nie będziemy robić więcej dla klimatu – są same instytucje UE. Właściwym organem jest tutaj Komisja Europejska, która może pozwać nas np. za niewpisywanie się w wymogi nowego prawa klimatycznego – mówi ekspert.

Eksperci o „Fit for 55” podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021

Ogłoszony w lipcu przez Komisję Europejską pakiet „Fit for 55” może doprowadzić do zakończenia sprzedaży samochodów spalinowych na rynku unijnym. Podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021 – najważniejszego wydarzenia branży e-mobility w regionie CEE – międzynarodowi eksperci odpowiedzą na pytanie, w jakim stopniu planowane zmiany wpłyną na sektor transportu w Polsce. 

Pakiet legislacyjny „Fit for 55” to kluczowe narzędzie prowadzące do realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu, zgodnie z którym do 2040 roku Europa ma się stać pierwszym neutralnym dla klimatu kontynentem. Ten ambitny plan ma za zadanie zredukować emisje gazów cieplarnianych w całej Unii Europejskiej o 55 proc. do 2030 r. w porównaniu do poziomów z roku 1990. Jednym z najważniejszych obszarów, które obejmie dekarbonizacja, jest sektor transportu. Przełomowym postulatem jest zobowiązanie koncernów motoryzacyjnych do obniżenia (względem roku 2021) emisji nowych samochodów o 55 proc. (osobowe) i 50  proc. (dostawcze) od 2030 r. Od 2035 r. redukcja emisji wyniesie już 100 proc. W praktyce oznacza to zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych w państwach członkowskich UE. Kluczowe tezy pakietu „Fit for 55” dotyczą także energii. Jej konsumpcja już w 2030 roku ma być w połowie oparta na źródłach odnawialnych (OZE), ponieważ z końcem dekady zostanie ograniczona produkcja z węgla, a w roku 2035 z gazu ziemnego. Całkowite wyłączenie korzystania z węglowodorów w celach energetycznych i przemysłowych nastąpi w 2040 roku.

Propozycja Komisji Europejskiej oznacza prawdziwy przełom dla sektora motoryzacyjnego i energetycznego. Podczas „Kongresu Nowej Mobilności 2021” odbędzie się sesja klimatyczna w całości poświęcona przewidywanym następstwom „Fit for 55”. Ponad 20 międzynarodowych ekspertów z całego łańcucha wartości e-mobility weźmie udział w dyskusji, jak zamienić wyzwanie, którym jest wdrożenie tego pakietu, w okazję na wykreowanie szybkiego procesu obniżenia emisyjności transportu drogowego i ustanowienia neutralności klimatycznej w tym samym tempie, we wszystkich krajach UE – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Istotnym elementem „Fit for 55” jest zmiana Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych i zastąpienie jej Rozporządzeniem o tym samym tytule. Tym samym AFID zamienia się w AFIR. To oznacza, że wszystkie cele, które ostatecznie zostaną w ramach pakietu uchwalone staną się wiążące dla Państw Członkowskich. W myśl przedstawionych propozycji, to oznacza między innymi, że na koniec każdego roku Państwa Członkowskie zapewnią, iż dla każdego nowo zarejestrowanego samochodu całkowicie elektrycznego (BEV) dostępne będzie minimum 1 kW mocy w publicznej infrastrukturze ładowania. Dla każdej hybrydy typu plug-in (PHEV), ma to być minimum 0,66 kW mocy. Rozporządzenie wyznacza również ambitne cele pod kątem infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych i mobilności wodorowej. Co więcej, do 1 stycznia 2024 r. każde państwo członkowskie przedstawi Komisji Europejskiej projekt narodowej strategii rozwoju rynku paliw alternatywnych zapewniających osiągnięcie celów AFIR oraz pakietu „Fit for 55”.

„Dodając do tego cele i regulacje zaproponowane w całym pakiecie, który obejmuje łącznie 10 aktów legislacji, należy stwierdzić, że dla wielu członków Unii Europejskiej implementacja pakietu będzie poważnym wyzwaniem, szczególnie istotnym w przypadku państw Europy Środkowo-Wschodniej, która wciąż opiera wytwarzanie energii na węglu i innych węglowodorach i w której rynek elektromobilności wciąż znajduje się w bardzo wczesnej fazie rozwoju. Podczas KNM 2021 omówimy  rozwiązania, które w kontekście „Fit for 55” pozwolą     na zdecydowane przyspieszenie popularyzacji pojazdów zeroemisyjnych i rozbudowę infrastruktury ładowania w Polsce” – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

 

Kongres Nowej Mobliności 2021 odbędzie się w dniach 6-8 października br. w Centrum Nauki i Techniki EC1 w Łodzi. To kolejna już edycja najważniejszej w Polsce konferencji w całości poświęconej elektromobilności. Organizatorami wydarzenia są Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych oraz Miasto Łódź. Kongres Nowej Mobilności 2021 obejmie dwie sceny, sześć sal warsztatowych i okrągłych stołów, ponad czterdzieści spotkań merytorycznych, dziesięć premier i pięćdziesięciu wystawców. Oprócz debat prowadzonych na scenie głównej w Centrum Nauki i Techniki EC1, organizatorzy zaplanowali wiele praktycznych spotkań w gronie 200 ekspertów i liderów zrównoważonego transportu w Polsce, w ramach warsztatów, okrągłych stołów, grup roboczych i sesji Q&A. Tuż po zakończeniu Kongresu, rozpocznie się specjalne wydarzenie towarzyszące – Manufaktura Elektromobilności, która odbędzie się w dniach 8-9 października. Rynek łódzkiej Manufaktury zamieni się w wyjątkową strefę zeroemisyjnych technologii w transporcie, otwartą dla wszystkich zwiedzających (wcześniej strefa ekspozycyjna będzie zorganizowana przed Centrum Nauki i Techniki EC1 w Łodzi). W ramach wydarzenia w łódzkiej Manufakturze zaplanowano prelekcje i debaty edukacyjne oraz warsztaty poświęcone ekologii, ochronie klimatu i elektromobilności. Na rynku Manufaktury odbędzie się także prezentacja aktualnie dostępnych modeli samochodów elektrycznych, a także infrastruktury ładowania. Uczestnicy tego wydarzenia będą również świadkami pierwszego zlotu członków EV Klubu Polska – największego w Polsce klubu użytkowników samochodów elektrycznych.

Weszły w życie przepisy przerywające procesy reprywatyzacyjne. Właściciele nieruchomości będą dochodzić odszkodowań przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka

16 września weszła w życie nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego, która ma uniemożliwić zwrot nieruchomości odebranych przez władze państwowe po II wojnie światowej. Wprowadza bowiem limit 30 lat na uznawanie roszczeń reprywatyzacyjnych. Przeciwnicy nowej regulacji wskazują, że oznacza ona przerwanie wszystkich procesów reprywatyzacyjnych, co uniemożliwi poszkodowanym odzyskanie bezprawnie zagrabionego mienia. Z drugiej jednak strony oznacza też zakończenie tysięcy spraw, które do tej pory zalegały w urzędach, ponieważ nie można było odnaleźć spadkobierców przedwojennych właścicieli. Dla osób, którym zostanie odebrane prawo do roszczeń, rozwiązaniem będzie skierowanie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

– Nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego uniemożliwi odzyskanie gruntów bądź odszkodowania za grunty wywłaszczone w okresie PRL, natomiast nie w stosunku do wszystkich podmiotów posiadających roszczenia. Dotyczy to osób, które dotychczas nie uzyskały ostatecznej decyzji o unieważnieniu decyzji zwrotowych z czasów PRL. One nie będą mogły ubiegać się o odszkodowanie ani zwrot nieruchomości. Natomiast jeżeli ktoś taką decyzję ma, to oczywiście będzie mógł wystąpić z roszczeniem o odszkodowanie lub zwrot – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiktor Kotiuk, radca prawny i partner zarządzający w Kancelarii Grzechowiak Kotiuk Radcowie Prawni.

Nowela KPA wprowadza limit czasowy na uznawanie roszczeń reprywatyzacyjnych. Po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej nie będzie można wszcząć postępowania w celu jej zakwestionowania. W praktyce to duża zmiana w zakresie możliwości dochodzenia roszczeń reprywatyzacyjnych przez byłych właścicieli, ich potomków albo prawnych następców. W większości takich przypadków zamyka im bowiem możliwość ubiegania się o zwrot nieruchomości odebranych przez władze państwowe po II wojnie światowej.

– Beneficjentem tych przepisów będzie oczywiście Skarb Państwa i samorządy, głównie miasto stołeczne Warszawa, które nie będą musiały już zwracać gruntów czy wypłacać odszkodowań – mówi Wiktor Kotiuk.

Co istotne, nowelizacja KPA wpłynie na postępowania reprywatyzacyjne, które już są w toku i nie zostały zamknięte przed jej wejściem w życie. Takie sprawy (wszczęte po upływie 30 lat od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji) będą z mocy prawa umarzane. To zaś oznacza zakończenie tysięcy spraw, które do tej pory zalegały w urzędach, ponieważ nie można było np. odnaleźć spadkobierców przedwojennych właścicieli.

– Zakończenie reprywatyzacji jest konieczne, żeby zapewnić pewność obrotu nieruchomościami – podkreśla partner zarządzający w Kancelarii Grzechowiak Kotiuk Radcowie Prawni. – Dzisiaj szczególnie na terenie Warszawy jest wiele nieruchomości obarczonych roszczeniami bądź rzekomymi roszczeniami, które uniemożliwiają wykorzystanie tych nieruchomości przez miasto, Skarb Państwa czy przez ich właścicieli. Są też problematyczne pod kątem uzyskiwania finansowania, bo banki nie chcą finansować zakupu czy inwestycji na nieruchomościach, na których mogą być potencjalne roszczenia. Dlatego finalne uregulowanie kwestii reprywatyzacji było konieczne po tak długim okresie od zakończenia poprzedniego systemu politycznego.

Jak wskazuje, z podobnym problemem mierzyła się większość krajów dawnego bloku wschodniego, w tym np. Czechy, które kwestię reprywatyzacji uporządkowały finalnie już na początku lat 90.

 Pierwsze przepisy w tym zakresie były uchwalone jeszcze za czasów Czechosłowacji. Natomiast finalna ustawa reprywatyzacyjna zakładała, że od chwili jej wejścia w życie osoby uprawnione mają pół roku na złożenie wniosków o wypłatę odszkodowania bądź zwrot nieruchomości. Po tym czasie roszczenia po prostu wygasły. Co więcej, szacuje się, że Czesi zapłacili w sumie ponad 40 mld dol. z tytułu odszkodowań za wywłaszczone grunty. To jest kwota, której państwo nie było w stanie udźwignąć. Dlatego wprowadzono system, w którym rekompensata pieniężna była wypłacona do 30 tys. koron czeskich, natomiast nadwyżka była wypłacana w postaci 10-letnich obligacji, spłacanych corocznie – mówi Wiktor Kotiuk.

Nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego, która ma uregulować w Polsce kwestię reprywatyzacji, wchodzi w życie 16 września br. Przepisy te wzbudziły duże kontrowersje, wywołując m.in. ostrą reakcję Izraela. Według tamtejszych polityków regulacje mają antysemicki charakter i uderzą w osoby ocalałe z Holocaustu, zamykając im drogę do restytucji mienia. Dlatego izraelskie MSZ w połowie sierpnia wezwało na czas nieokreślony swojego przedstawiciela i wstrzymało wysłanie do Warszawy nowego ambasadora. Jednocześnie zarekomendowało Markowi Magierowskiemu, ambasadorowi Polski w Izraelu, przedłużenie wakacji w kraju. Nowe przepisy skrytykowała też część polityków w USA, w tym m.in. przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, oraz część środowisk w Polsce, w tym m.in. Polskie Towarzystwo Ziemiańskie, które określiło je jako „bardzo niekorzystne” i zapowiedziało skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w celu zbadania jej zgodności z Konstytucją.

 Jeśli ta nowelizacja wejdzie w życie i Trybunał Konstytucyjny utrzyma ją w mocy, bo wiemy, że są planowane skargi, m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich, to prawdopodobnie otworzy drogę do składania skarg w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Będzie on mógł zasądzać odszkodowania od państwa polskiego dla byłych właścicieli nieruchomości bądź osób posiadających odpowiednie roszczenia, co paradoksalnie może się okazać procedurą lepszą i szybszą niż dotychczasowa – podkreśla ekspert.

Medinice przedstawia wyniki badań pierwszej z planowanych dwóch faz przewlekłych badań przedklinicznych w projekcie CoolCryo

Medinice S.A., spółka notowana na parkiecie głównym GPW, rozwijająca małoinwazyjne technologie medyczne w obszarze kardiochirurgii i kardiologii, przedstawiła wyniki pierwszej z planowanych dwóch faz przewlekłych badań przedklinicznych na zwierzętach w projekcie CoolCryo. Krioaplikator CoolCryo stosowany m.in. do leczenia migotania przedsionków został zaprojektowany specjalnie do ablacji kardiochirurgicznej wykonywanej techniką małoinwazyjną. Badania przeprowadzone we współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu w pełni potwierdzają bezpieczeństwo
i skuteczność urządzenia.

Spółka Medinice przedstawiła wyniki pierwszej z planowanych dwóch faz przewlekłych badań przedklinicznych na zwierzętach w projekcie systemu do krioablacji kardiochirurgicznej CoolCryo. Głównym celem badania była ocena bezpieczeństwa zastosowania wyrobu medycznego CoolCryo, natomiast celem drugorzędowym była ocena skuteczności zastosowania urządzenia. Badania prowadzone wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu zakończyły się pozytywnym wynikiem i potwierdziły skuteczność i bezpieczeństwo urządzenia. Tym samym spółka planuje dokończyć II fazę przewlekłą badań przedklinicznych do końca tego roku oraz rozpocząć badania kliniczne na przełomie Q1/Q2 2022 r.

– Cieszymy się z możliwości przedstawienia wyników raportu z pierwszej z planowanych dwóch faz przewlekłych badań przedklinicznych jednego z naszych kluczowych projektów – urządzenia CoolCryo –  które zostały zakończone na początku br. Badanie było przeprowadzane na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu przy udziale wybitnych kardiologów oraz kardiochirurgów: Prof. Agnieszki Noszczyk –Nowak, Prof. Paula Gründemana, Dr. hab. Sebastiana Steca, a także moim.

W badaniu przebadano 6 zwierząt, u których urządzeniem CoolCryo wykonano krioablację, a następnie poddano miesięcznej obserwacji. W badaniu elektrofizjologicznym i histopatologicznym potwierdzono skuteczność urządzenia u wszystkich zwierząt. Ponadto, co bardzo cieszy, skuteczność kliniczną,  zresztą zgodnie z naszymi przewidywaniami, uzyskaliśmy przy znacznie krótszym czasie mrożenia niż inne dotychczas systemy krioablacyjne. Pomyślne zakończenie pierwszej z planowanych dwóch faz przewlekłych badań przedklinicznych na zwierzętach umożliwiają nam dokończenie II fazy jeszcze
w tym roku, a badania kliniczne planujemy rozpocząć na przełomie Q1/Q2 2022 roku
– mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski, Przewodniczący Rady Naukowej Medinice S.A.

Szacuje się, że w Polsce blisko 400 tys. osób cierpi z powodu migotania przedsionków, które są najczęściej występującą arytmią serca. Najskuteczniejszą metodą leczenia m.in. migotania przedsionków jest ablacja. Metoda ta polega na elektrycznej izolacji poprzez wypalenie lub zamrożenie miejsca, które jest odpowiedzialne za wytwarzanie zaburzenia rytmu pracy serca. Każdego roku na obszarze Europy i Ameryki wykonuje się ponad 1 miliona zabiegów ablacji. Liczba ta cały czas wzrasta.

Starzejące się społeczeństwo, stres i coraz szybsze tempo życia, zła dieta, nałogi, a teraz również pandemia koronawirusa – to czynniki wpływające na wzrost liczby osób cierpiących na choroby kardiologiczne, w tym także arytmię serca. Prognozy na przyszłość jednoznacznie wskazują na rosnącą w kolejnych latach liczbę chorych, a tym samym liczbę wykonywanych zabiegów kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Aby sprostać współczesnym wyzwaniom konieczne jest więc wprowadzanie innowacyjnych technologii medycznych, które sprawią, że czas trwania zabiegu będzie krótszy, koszt – niższy, a bezpieczeństwo i skuteczność – jak najwyższa  – Sanjeev Choudhary, Prezes Medinice S.A.

Kardiochirurgiczna krioablacja arytmii – to metoda, w której poprzez przemrożenie tkanek serca tworzy się blizny, które izolują obszary arytmogenne od zdrowej tkanki serca. Sposób działania oparty jest na dobrze znanej metodzie leczenia – kriotermii, która do niszczenia tkanek wykorzystuje bardzo niską temperaturę. Krioaplikator CoolCryo został zaprojektowany specjalnie do małoinwazyjnej ablacji kardiochirurgicznej. Metoda ta polega na wytworzeniem mini-dostępu do serca z zastosowaniem wideotoratoskopii, zamiast typowej sternotomii, czyli przecięcia mostka.

– Biorąc pod uwagę, że roczne tempo wzrostu wykonywanych ablacji wynosi ok. 9%, a tych z powodu migotania przedsionków – niemal 16% niezwykle istotne jest wykorzystywanie metody, która pozwala na optymalizację całego procesu. Zastosowanie innego medium chłodzącego oraz innego mechanizmu uzyskiwania niskiej temperatury umożliwia skrócenie czasu ablacji i jak zakładamy także zwiększenia  jej skuteczności. Pracujemy też intensywnie nad szeregiem właściwości urządzenia, zwiększających jego użyteczność i funkcjonalność dla wykonującego zabieg – mówi prof. Piotr Suwalski, Przewodniczący Rady Naukowej Medinice.

W przeprowadzonych badaniach udało się potwierdzić powyższe założenia. Spółka planuje rozpocząć badania kliniczne na przełomie Q1/Q2 2022 r.

– Kardiologia jest drugim co do wielkości segmentem globalnego rynku MedTech, który wg. prognoz w najbliższych latach będzie rósł średniorocznie o 6,5 proc., a jego wartość w 2024 r. osiągnie poziom 72,6 mld USD. Globalnym trendem obecnym w medycynie, w tym również w kardiologii i kardiochirurgii są zabiegi małoinwazyjne. CoolCryo idealnie wpisuje się w ten trend, ponieważ zależy nam, aby operacje były mniej traumatyczne dla pacjenta, a rozpoczęcie rehabilitacji i powrót do pełnego zdrowia – jak najszybsze – podkreśla Sanjeev Choudhary, Prezes Medinice S.A.

Jak zyskać obserwujących na Instagramie na koncie firmowym?

Możliwości w dziedzinie marketingu, które współcześnie dają portale społecznościowe, są coraz częściej wykorzystywane przez przedsiębiorców, chcących dotrzeć do nowych klientów drogą internetową. W szczególności Instagram staje się głównym kanałem poszukiwania oraz utrzymywania relacji między firmą a odbiorcami, których łączą wspólne zainteresowania oraz nawyki zakupowe. Jak w takim razie zdobyć fanów na Insta jako firma?

W praktyce dla przedsiębiorstwa, które nie posiada międzynarodowej, czy nawet ogólnokrajowej rozpoznawalności, istnieją tylko dwie drogi zdobycia followers instagram, tj. reklama oraz kupno. Organiczne metody, zwane również naturalnymi słabo funkcjonują w przypadku firm, gdyż content przedstawiający produkty lub organizacje zwykle nie budzi zachwytu szerszego grona użytkowników Instagrama. Co więc zrobić?

Pierwszą opcją jest reklama. Można ją uruchomić na skróty, klikając przycisk „Promuj” lub stworzyć bardziej zaawansowaną kampanię, korzystając z Menedżera reklam. Niestety, wielką wadą tego systemu jest brak możliwości ustawienia bezpośredniego celu reklamy skierowanego stricte na zdobycie follow. Jako że system pobiera opłatę za wyświetlanie reklamy lub interakcje odbiorców z reklamą, a nie za pozyskanie fana, koszt zdobycia rzeczy obserwujących jest z reguły gigantyczny i w rezultacie rzadko opłacalny. Hmm…. może w takim razie coś innego?

Inną strategią zdobycia obserwacji na Insta jest kupienie ich u dostawców usług social media, takich jak Followersy.pl. W tym wariancie biorąc pod uwagę niewielkie ceny oraz błyskawiczną realizację każde konto jest w stanie osiągnąć upragniony pułap obserwujących. Wszystkim zajmują się doświadczeni eksperci, a Ty możesz poświęcić czas i energię na inne aspekty Twojej działalności. Ponadto jest to również bardzo często wykorzystywany sposób przez firmy na osiągnięcie pierwszych 10 tysięcy fanów, co automatycznie udostępnia na koncie Instagramowym jedną niezwykle cenną funkcję: link typu „Swipe up” w Stories. Oznacza to, że w każdym swoim Instagram Story masz przywilej umieszczenia linka do swojej strony internetowej, który widz może uruchomić jednym ruchem palca. Jest to wyjątkowo skuteczna metoda bezpłatnego pozyskiwania ruchu w witrynie lub sklepie internetowym. Mniejsze konta na Insta nie mogą korzystać z tego udogodnienia, więc kupno follow wydaje się najszybszym i najłatwiejszym sposobem na dojście do tego poziomu.

Podsumowując, kupowanie obserwujących na Instagramie jest najskuteczniejszą drogą do pozyskania obserwujących przez konta firmowe. Wynika to z faktu, że obecnie nie istnieje alternatywa, która mogłaby w porównywalnych stopniu dostarczyć znaczących efektów przy niskim koszcie i krótkim czasie.

Źródła działają w dwie strony

Od czasu do czasu agencje informacyjne obiega tekst z dopiskiem „sources”, co oznacza, że artykuł powstał na bazie poufnych wypowiedzi przedstawicieli rozmaitych instytucji. W czwartek głośnym tekstem okazał się artykuł Financial Times, na łamach którego stwierdzono, że inflacja w strefie euro osiągnie 2 proc. cel do 2025 roku. W odniesieniu do polityki pieniężnej oznaczałoby to, że zgodnie z nowym celem inflacyjnym, EBC mógłby rozpocząć podwyżki stóp procentowych pod koniec 2023 roku, a więc zdecydowanie wcześniej, aniżeli instytucja dotychczas zapowiadała.

Naturalnie doniesienia zostały błyskawicznie zdementowane, a sądząc po reakcji rynku walutowego, nie przebiły się specjalnie do świadomości trader’ów. O ile w ostatnim czasie utrwalił się trend zgodnie z którym tzw. „źródła” w bankach centralnych starały się raczej tonować nastroje i wskazywać na odległy termin zacieśniania monetarnego, o tyle czwartkowy artykuł FT burzy ten porządek. Jednocześnie artykuł stawia rysę na gołębim wizerunku głównego ekonomisty EBC Lane’a. Rynek zignorował jednak informację, a eurodolar wciąż pozostaje relatywnie nisko (1,1770 o poranku). Inwestorzy raczej ze spokojem podchodzą do tego typu doniesień, gdyż ogólny obraz Europejskiego Banku Centralnego pozostaje mocno gołębi.

Czwartkowy skok awersji do ryzyka, który umacniał dolara, odbił się negatywnie na wycenie złotego. Kurs EUR/PLN testował poziom 4,58 (najwyższy od ponad 3 tygodni). Rewizja ostatniego odczytu inflacji w górę podsyciła oczekiwania na normalizację polityki pieniężnej na rynku, niemniej uważam, że prezes Glapiński de facto, w trakcie ostatniej konferencji, wykluczył temat podwyżki do końca roku. Członkowie RPP wskazują jednak na listopad jako istotny, z punktu widzenia polityki pieniężnej, termin. W czwartek głos zabrał członek RPP Jerzy Kropiwnicki który w wywiadzie przyznał, że jego wsparcie dla podwyżek stóp procentowych będzie uzależnione od tempa odbicia gospodarczego. Jednocześnie Kropiwnicki uważa, że „mała podwyżka jest prawdopodobna, jednak wszystko zależy od tego jak wpłynie ona na wzrost gospodarczy”. Na kontrze wypowiedział się znany z gołębiego podejścia Eryk Łon, który stwierdził, że nie ma konieczności podnosić w tym momencie stóp procentowych. Złoty, przy braku wsparcia RPP, pozostaje wrażliwy na spadek apetytu na ryzyko.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Grupa Selena kontynuuje wzrosty – imponujące wyniki w pierwszym półroczu 2021

Grupa Selena – jeden z czołowych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej oraz właściciel marki TYTAN PROFESSIONAL – od stycznia do czerwca 2021 roku zanotowała przychody ze sprzedaży w wysokości 788 mln zł, co przełożyło się na imponujący wzrost, o aż 30,8 proc. r/r. Ten sukces jest wynikiem dużej elastyczności w zakresie dostosowywania działań do szybko zmieniających się realiów rynkowych oraz konsekwentnej realizacji przyjętych założeń. Grupa wypracowała w tym okresie zysk netto w kwocie 39,8 mln zł (wzrost o 24,4 proc. r/r), a zysk operacyjny (EBIT) osiągnął poziom 48,2 mln zł i był wyższy o 9,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

Pierwsza połowa roku dla Grupy Selena upłynęła pod znakiem stabilnego rozwoju i konsekwentnej realizacji założonej wcześniej strategii. W pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku Grupa zanotowała bardzo dobre wyniki finansowe i pomimo trudności, które dotknęły większość gospodarek na całym świecie, kontynuowała wzrost na kluczowych rynkach. Niewielkie korekty dotyczyły jedynie dostosowania działalności w wybranych regionach i jeszcze większej koncentracji w zakresie ulepszania usług dla końcowych użytkowników.

Większe przychody i zysk w dużej mierze były zasługą powrotu popytu, który po krótkim osłabieniu bardzo szybko odbudował się na rynku, a z czasem zaczął nawet wzrastać w relacji do poprzedzających miesięcy. Wiosną bieżącego roku na wszystkich rynkach stosunkowo duży popyt na chemię budowlaną zderzał się ze znaczącą fluktuacją kosztów, zwłaszcza zakupu surowców. Grupa Selena elastycznie reagowała na dynamiczne zmiany, dostosowując swoją strategię do poszczególnych lokalizacji.

Z dużą satysfakcją oceniamy to, jak dobrze przepracowaliśmy okres gwałtownych zmian na rynku. Jeśli sytuacja pandemiczna nie pogorszy się znacząco w najbliższych miesiącach, będziemy oczekiwać dalszej równowagi na rynku cen surowców. To z kolei będzie sprzyjać wzmacnianiu naszej sprzedaży i pozycji na rynkuwskazuje Jacek Michalak, prezes Grupy Selena.

Utrzymujący się wzrost cen surowców do produkcji głównych grup produktowych był istotnym czynnikiem, który wpłynął na rentowność brutto sprzedaży. W pierwszej połowie roku wyniosła ona 29 proc. i była niższa o 4,7 p.p. r/r niż wynik z tego samego okresu w 2020 roku. Duże znaczenie dla marżowości Grupy Selena miał efekt skali, który pozwalał rekompensować lokalne wahania cenowe i większe zmiany na wybranych rynkach, zapewniając jednocześnie bezpieczeństwo finansowe i biznesowe całej Grupy. Choć marżowość w tym roku zmalała wskutek wzrostu cen surowców, to jednocześnie masa marży wzrosła.

Christian Doelle Selena
Christian Doelle, wiceprezes zarządu ds. marketingu i strategii w Grupie Selena

Kluczem do dobrych wyników na poziomie całej Grupy w pierwszym półroczu br. były także kolejne inwestycje w rozwój portfolio i dostarczenie na rynek nowych produktów. Flagowym wzmocnieniem oferty Seleny był m.in. nowy produkt do montażu suchej zabudowy – Tytan Professional Drywall System. – To innowacyjne rozwiązanie do łączenia płyt gipsowo-kartonowych, które spotkało się z dużym uznaniem i ogromnym zainteresowaniem ze strony docelowych użytkowników. Zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszych, bardzo konkurencyjnych czasach, kluczem do sukcesu na rynku jest stałe podnoszenie jakości świadczonych usług. Dlatego z jednej strony systematycznie wprowadzamy do oferty nowe produkty, zaś z drugiej stale rozwijamy nasz globalny program marketingowy, do którego m.in. dodajemy kolejne aplikacje. Zauważamy, że inwestycje w ten obszar coraz mocniej przekładają się na wyniki sprzedażowe i zwiększają zaangażowanie odbiorców, już nie tylko w kanałach analogowych, ale przede wszystkim w cyfrowych – podkreśla Christian Doelle, wiceprezes zarządu ds. marketingu i strategii w Grupie Selena.

Kolejnym przykładem działań w obszarze innowacji było wdrożenie systemów Tytan WINS, opartych na stworzonym w Selenie standardzie montażu i izolacji okien i drzwi. W pierwszym półroczu 2021 r. Grupa Selena wprowadziła również kolejne udogodnienia dla docelowych użytkowników, którzy obecnie mogą korzystać z pełnego wsparcia nowej platformy cyfrowej.

Niezwykle ważnym obszarem rozwoju Grupy niezmiennie pozostaje zrównoważone budownictwo. W pierwszym półroczu br. Grupa kontynuowała prace nad rozwojem produktów przyjaznych dla środowiska, odpowiadając w ten sposób zarówno na zmiany legislacyjne, jak i rosnące zapotrzebowanie rynku. – Intensywnie pracujemy nad kolejnymi projektami, które wpisują się w zrównoważone budownictwo i wiążemy duże nadzieje z produkcją, którą już mamy, tj. uszczelniaczami czy produktami do ocieplania budynków. Należymy dziś do ścisłej globalnej czołówki w zakresie tworzenia nowoczesnej chemii budowlanej, a w niektórych segmentach oferujemy technologie unikatowe. Naszym celem jest utrzymanie tej pozycji w najbliższych latachmówi Christian Doelle.

W pierwszym półroczu 2021 roku Grupa Selena pomyślnie zakończyła także udział w programie Unii Europejskiej „Horyzont 2020”. W jego ramach dział R&D Selena Labs otrzymał granty na opracowanie i wdrożenie kolejnych innowacyjnych produktów. Selena była liderem jednego z projektów w ramach programu, co doskonale koresponduje
z realizowaną przez Grupę strategią wdrażania innowacji oraz wspierania zrównoważonego budownictwa.

Do dobrych wyników Seleny przyczyniły się również wysiłki blisko dwóch tysięcy pracowników Grupy na całym świecie. Elementem strategicznym polityki firmy jest ciągłe inwestowanie w rozwój kadry, co zaowocowało dedykowanymi szkoleniami dla pracowników, w tym dla zespołów menadżerskich.

W kolejnych miesiącach i latach Grupa Selena zamierza kontynuować strategię dalszego dynamicznego wzrostu, w czym pomóc ma jej m.in. zwiększenie mocy produkcyjnych. – Dysponujemy wystarczającymi mocami produkcyjnymi, które zapewnią bezpieczeństwo dostaw do klientów w najbliższych dwóch latach. Myślimy już jednak o kolejnych inwestycjach, a wyniki będą zauważalne w 2023 r. Z wyjątkiem największych instalacji chemicznych, jesteśmy w stanie zamknąć w dwa lata większość cykli inwestycyjnych. W dużej mierze inwestycje te będą realizowane w Polsce, zaś około jednej trzeciej planujemy ulokować poza krajem. Niezmiennie kluczowymi rynkami do prowadzenia naszego biznesu pozostają dla nas Europa i Azja Centralnazaznacza prezes Jacek Michalak, dodając przy tym, że Grupa rozważa także inwestycje poza Starym Kontynentem. – Uważnie przyglądamy się m.in. rynkowi w Stanach Zjednoczonych, który jest dziś miejscem dużych wzrostów. Zastanawiamy się także nad rynkami wschodzącymi. Półtora roku temu zainwestowaliśmy w Meksyku i z perspektywy czasu oceniamy, że była to dobra decyzja.

W celu utrzymania wysokiej efektywności działań Grupa Selena w najbliższych miesiącach będzie dążyć do zachowania dużej elastyczności strategicznej, która w czasie pandemii doskonale sprawdziła się na poziomie operacyjnym i zapewniła Grupie możliwość szybkiej adaptacji do szybko zmieniających się realiów rynkowych. W dalszym rozwoju pomóc mają plany rekonstrukcji kluczowych gospodarek, w tym projekty takie jak Fundusz Odbudowy. – Te pieniądze znajdą się na rynku w postaci inwestycji, które będą budowały dalszy popyt na nasze produkty. Liczymy na to, że wraz z prognozowanym rozwojem mieszkalnictwa znajdzie to odzwierciedlenie w zwiększonej sprzedaży podkreśla Michalak.

W przyszłości ważnym elementem w obszarze generowania dalszego wzrostu będzie także aktywne poszukiwanie celów akwizycyjnych, głównie w Europie Zachodniej i Azji Środkowej. – To obszar, który znamy i potrafimy płynnie się w nim poruszać. Łatwiej nam konkurować w miejscach, gdzie mamy już spore udziały w rynku. Pandemia wymusiła jednak większą ostrożność i cierpliwość w kontekście akwizycji. Dlatego bardzo rozważnie i jeszcze bardziej szczegółowo analizujemy przyszłe cele. Poszukujemy dojrzałych firm o ugruntowanej pozycji, które pozwolą nam bardzo szybko zwiększać udziały na kolejnych rynkachpodsumowuje prezes Michalak.

Polityka pieniężna NBP nie sprzyja złotemu, gdy FED zmieni nastawienie złoty straci

Jeżeli Fed zacieśni swoją politykę pieniężną, złoty osłabi się wobec dolara. Jednak amerykański bank centralny odsuwa w czasie taką decyzję, odwołując się do danych o bezrobociu.

– Dolar jest zakładnikiem polityki amerykańskiego banku centralnego, przede wszystkim z tego względu, że Fed prowadzi dodruk pieniądza, na skalę zbliżoną do tego co działo się w minionym roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień. – I dzieje się to pomimo gospodarczego ożywienia w USA i jednocześnie wysokiej inflacji, przekraczającej 5%.

Cześć inwestorów spodziewała się, że z powodu inflacji i dobrych danych z rynku pracy Fed ograniczy dodruk pieniędzy i zdecyduje się na tapering. Stąd obserwowany już pod koniec sierpnia odpływ inwestorów od dolara m.in. w kierunku walut rynków wschodzących.

Obecnie brakuje w USA prawie 6 mln osób zatrudnionych, aby powrócić do stanu sprzed pandemii. Kończące się federalne dopłaty do zasiłków dla bezrobotnych (niesamowite, że zostały utrzymane tak długo, gdy firmy od miesięcy narzekają na brak rąk do pracy) wpłyną dopiero na wrześniowe dane.

– Liczba wolnych miejsc pracy jest rekordowa, firm nie trzeba zachęcać do zatrudniania pracowników poprzez dodruk pieniądza – komentuje ekspert XTB. – Fed pomaga jednak rządowi w sfinansowaniu rekordowego deficytu budżetowego w USA i szuka wymówki, aby odsunąć w czasie ograniczenie dodruku pieniędzy.

W okresie ostatnich sześciu miesięcy para EUR/USD zmieniała się pomiędzy 1,17-1,23.

Polityka pieniężna NBP nie sprzyja złotemu. Jednak to polityka Fed pomogła polskiej walucie. Kurs dolara z początkiem września obniżył się do 3,80 zł, jednak jak należało się spodziewać było to przejściowe, bo w połowie września za dolara trzeba było płacić blisko 3,90 zł.

Gdy Fed ogłosi ograniczenie dodruku pieniędzy aprecjacja dolara powinna być mocniejsza, powyżej 4,00 zł za dolara.

Tamara Nosarzewska w zarządzie Pfeifer & Langen

Nową członkinią zarządu Pfeifer & Langen Polska S.A. została Tamara Nosarzewska. Będzie odpowiedzialna za obszar techniczno-produkcyjny w całej grupie ze szczególnym uwzględnieniem nowych technologii i digitalizacji.

– Chciałabym, żeby firma była zawsze o krok przed innymi. Nie tylko przed konkurencją, co oczywiste, ale też żeby wyprzedzała oczekiwania pracowników i kontrahentów. Ważne, żeby firma była nie tylko efektywna, ale też przyjazna dla środowiska i całego otoczenia – mówi o swoich zamierzeniach Nosarzewska. W jej zainteresowaniu będą wszelkie zastosowania nowych technologii – w procesie samej produkcji cukru oraz w innych obszarach – uszlachetniania, czy też uprawy buraka cukrowego.

Jest jedną z niewielu kobiet na kierowniczym stanowisku w przemyśle cukrowniczym. – Miałam wiele lat, by przyzwyczaić się, że pracuję w męskim środowisku. Już na studiach byłam jedną z zaledwie dwóch kobiet. Ale w Pfeifer & Langen Polska S.A. relacje zawsze były bardzo partnerskie, stawiało się na wykorzystanie potencjału i wiedzy – mówi Nosarzewska.

Jest absolwentką Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Od 20 lat związana z przemysłem cukrowniczym. Zaraz po studiach rozpoczęła pracę w dziale technicznym cukrowni w Glinojecku należącej wówczas do British Sugar. Kierowała tam najpierw działem produkcji paszowej, a później pakownią cukru. Gdy cukrownię przejęła firma Pfeifer & Langen Polska S.A., kierowała działem produkcji asortymentowej, gdzie zajmowała się m.in. rozbudową linii do produkcji cukrów płynnych. Od 2017 r. była dyrektorką cukrowni w Glinojecku, dzięki jej aktywności fabryka stała się liderem jeśli chodzi o efektywność produkcji w całej grupie. W 2020 r. objęła stanowisko dyrektora ds. produkcji podstawowej Pfeifer & Langen Polska S.A. Zajmowała się projektami strategicznymi dotyczącymi m.in. transformacji energetycznej i digitalizacji.

Surfland Systemy Komputerowe S.A. połączy się z VR Factory Games

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., poinformowała, że jej akcjonariusze podczas NWZ podjęli uchwałę o połączeniu ze spółką VR Factory Games Sp. z o.o. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na VR Factory Games S.A. i będzie prowadziła działalność w zakresie tworzenia, promocji oraz dystrybucji gier rozrywkowych i aplikacji marketingowych wykorzystujących technologię wirtualnej oraz rozszerzonej rzeczywistości.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Surfland Systemy Komputerowe S.A. oraz Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników VR Factory Games Sp. z o.o. podjęły uchwały w sprawie połączenia obu podmiotów, zgodnie z uzgodnionym i przyjętym przez Zarządy obu spółek w dniu 29 grudnia 2020 r. (aneksowanym 8 kwietnia 2021 r.) Planem Połączenia. Połączenie Emitenta z VR Factory Games zostanie przeprowadzone poprzez przeniesienie całego majątku VR Factory Games na SSK S.A. w zamian za nowo emitowane akcje zwykłe na okaziciela serii L, które SSK S.A. wyda wspólnikom VR Factory Games na zasadach określonych w Planie Połączenia. W ramach połączenia kapitał zakładowy Spółki zostanie podwyższony z kwoty 4.927.366 zł do kwoty 32.847.366 zł, tj. o kwotę 27.920.000 zł w drodze emisji 27.920.000 sztuk akcji serii L. Po rejestracji połączenia SSK S.A. zmieni nazwę na VR Factory Games S.A. i rozpocznie działalność w branży wirtualnej oraz rozszerzonej rzeczywistości.

„Po wielu miesiącach intensywnych prac nad połączeniem spółek dotarliśmy do finałowego etapu. Zatwierdzenie połączenia przez NWZ SSK S.A. oraz NZW VR Factory Games Sp. z o.o. stanowi zwieńczenie naszych działań w zakresie fuzji. Teraz będziemy oczekiwali na dokonanie wpisu połączenia przez Sąd. VR Factory Games S.A. będzie prowadziła działalność w bardzo przyszłościowej branży VR oraz AR. Rynek ten dynamicznie rośnie, więc perspektywy rozwoju dla połączonych spółek wydają się być bardzo dobre.” – wyjaśnia Artur Górski, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Po połączeniu Surfland Systemy Komputerowe S.A. z VR Factory Games Sp. z o.o. Spółka zmieni nazwę na VR Factory Games S.A. i rozpocznie działalność związaną z tworzeniem, promocją oraz dystrybucją gier rozrywkowych oraz aplikacji marketingowych (B2C lub B2B) wykorzystujących technologię wirtualnej oraz rozszerzonej rzeczywistości.

„Do chwili obecnej VR Factory Games wydała we własnym zakresie trzy tytuły VR – „Bartender VR Simulator”, „Guns and Notes” oraz „Horror Bar VR”, która to gra miesiąc temu została nominowana do nagrody „VR Game of the Year”. W tym roku poza pracą nad nowym tytułem, Spółka skupia się na tym, aby wydane dotychczas gry pojawiły się na jak największej liczbie platform VR. Do końca roku dzięki współpracy z Pico, Oculus Quest i PlayStation VR, Spółka ma nadzieję na zwiększenie o blisko 10 nowych strumieni przychodowych z tytułu sprzedaży własnych gier na nowych platformach. W najbliższym czasie planujemy rozbudowanie zespołu, działania marketingowe ukierunkowane na wsparcie sprzedaży wydanych gier i nawiązanie współpracy z wydawcami gier. Rozważamy też akwizycję spółki specjalizującej się w obszarze produkcji szkoleń VR i narzędzi wsparcia procesów biznesowych bazujących na technologii AR.” – podsumowuje Sławomir Matul, Prezes Zarządu Spółki VR Factory Games Sp. z o.o.

Surfland Systemy Komputerowe S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r. W 2020 r. Spółka wydzieliła swoją dotychczasową działalność w obszarze oferowania, projektowania, dostaw rozwiązań i systemów IT, realizacji projektów oraz świadczenia szerokiego wachlarza usług IT do spółki zależnej Surfland Systemy Komputerowe Sp. z o.o., w której posiada 100% udziałów.

W lutym 2020 r. Spółka poinformowała o dokonaniu wyboru opcji strategicznej polegającej na połączeniu Emitenta z innym podmiotem w drodze przejęcia przez ten podmiot, po uprzednim wydzieleniu podstawowej działalności do nowo powołanej spółki. Decyzja ta poprzedzona została analizą wariantowych opcji, o których Emitent informował w grudniu 2019 r. oraz konsultacjami z głównymi akcjonariuszami Spółki.

Niespodzianka na rynku spółek technologicznych

CZTERY SMAKI

Porównujemy największe spółki technologiczne w USA, Europie, Chinach i na pozostałych rynkach wschodzących (EM). Są wśród nich największe spółki indeksowe, ale znacznie się od siebie różniące. Przemysł technologiczny w USA i Chinach skupia się na online’owych platformach, pozostałe rynki na sprzęcie komputerowym, a Europa na dwóch sektorach – oprogramowaniu i płatnościach. Skutkuje to zróżnicowanymi wynikami,  innym poziomem wypracowanej marży oraz różnicami w wycenie (patrz tabela). Branża technologiczna stanowi największy segment rynku w USA i Chinach – 52-58 proc. w porównaniu do 42 proc. na rynkach wschodzących (wyłączając Chiny) i “zaledwie” 25 proc. w Europie. Ale Europa stanowi, w zakresie wyników i wyceny, dużą niespodziankę w naszej analizie, Chiny nie są wystarczająco tanie a amerykański FAANGM (Facebook, Amazon, Apple, Netflix, Google – Alphabet, Microsoft) wystarczająco dobrze uplasowany.  

EUROPEJSKA NIESPODZIANKA

Europejski koszyk technologiczny cieszy się w tym roku najlepszymi wynikami (+38 proc.), najwyższą wyceną (37×12-miesięczny wskaźnik P/E – cena/zysk), drugimi co do wielkości najlepszymi prognozami zysków (+25 proc.). Wysoka wycena częściowo odzwierciedla 1) względny niedobór spółek z branży w europejskich akcjach oraz 2) mniejsze przeszkody regulacyjne w porównaniu do USA, a zwłaszcza do Chin. Nasz europejski koszyk zawiera spółki od ASML (ASML) i SAP (SAP.DE) do Infineon (IFX.DE) i CapGemini (CAP.PA).

KONTEKST CHIŃSKI

Nasz chiński koszyk technologiczny spadł w tym roku o 15 proc., biorąc pod uwagę postępujące zaostrzenie poziomu regulacji. To obniżyło jego wycenę P/E o jedną czwartą do 28-krotności, ale nadal nie jest to daleko od 31-krotnego dla amerykańskiego FAANGM, pomimo niepewności zysków. Jest to znacznie powyżej 19-krotności dla rynków wschodzących (ze znaczącym udziałem producentów hardware’u), kierowanego przez Taiwan Semi (TSM) i Samsung Electronics (SGL). Sytuacja FAANGM wygląda dobrze, ze stosunkowo atrakcyjnymi wycenami, silnym wzrostem i niewielkim udziałem długu w bilansie.

Aby zapoznać się z wielkimi motywami technologicznymi, zobacz CopyPortfolios @Four-Horsemen, @Chip-Tech i @ChinaTech.wyceny big tech

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Czysta3.VC inwestuje w CloudOval – platformę do zarządzania hybrydową chmurą obliczeniową

Chmury obliczeniowe stały się codziennością praktycznie wszystkich organizacji korzystających z technologii przetwarzania informacji. Coraz większą rolę odgrywa również racjonalne podejście do kwestii kosztów, jak i bezpieczeństwa przetwarzania danych. Dlatego też organizacje coraz częściej decydują się na strategie, które umożliwiają globalne obniżenie wydatków związanych z utrzymaniem posiadanych środowisk. Już od dawna w wielu organizacjach nie mamy do czynienia z chmurą obliczeniową rozumianą jako monolit. Często w jednej organizacji funkcjonuje wiele chmur obliczeniowych w różnych technologiach, zlokalizowanych w różnych miejscach zarówno w ramach datacenter będących własnością danej firmy, czy instytucji, jak i poza nimi. Taka strategia ma głęboki sens, bo przecież racjonalne jest, żeby krytyczne dane przechowywać w chmurze prywatnej zbudowanej w technologiach enterprise’owych, czy tez open-source’wych, a mniej krytyczne przetwarzać w chmurze publicznej. Potocznie takie środowiska nazywamy chmurą hybrydową. Tylko jak sprawnie i skutecznie zarządzać tak złożonymi środowiskami? Jak je rozliczać? Jak pogodzić bezpieczeństwo oferowane przez chmurę prywatną z elastycznością chmury publicznej?

Odpowiedzi na te pytania udziela produkt wytworzony przez najnowszą inwestycję funduszu czysta3.vc – CloudOval. CloudOval jest platformą do zarządzania hybrydowym środowiskiem chmurowym. W pierwszej kolejności pozwala na zarządzanie z jednego miejsca chmurami zbudowanymi w różnych technologiach takich, jak VMWare, Oracle, czy tez open-source’owy OpenStack. W drugiej zaś pozwala na podłączenie najpopularniejszych chmur publicznych.

Użytkownicy chmury mają swoje konta tylko w jednym miejscu – w CloudOval i mogą z poziomu tej aplikacji zarządzać w sposób spójny swoimi środowiskami zlokalizowanymi w różnych chmurach obliczeniowych, wykonanych w różnych technologiach.

„CloudOval daje użytkownikom wolność wyboru pomiędzy chmurą publiczną i prywatną, jak również powoduje, że użytkownik nie uzależnia się ani od vendora konkretnej technologii, ani od dostawcy konkretnej chmury publicznej” – przekonuje Adam Dyszkowski, Founder i członek zarządu CloudOval Sp. z o.o.

„CloudOval wprowadza do środowiska chmurowego pierwiastek rozliczalności. Dzięki modułowi billingowemu, każdy użytkownik wie, ile zasobów zużył w jakiej części hybrydowej chmury obliczeniowej. Ponadto w najbliższych miesiącach produkt zostanie wzbogacony o funkcjonalność, która w oparciu o algorytmy głębokiego uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji umożliwi optymalizację konfiguracji infrastruktury sprzętowej, w której chmura obliczeniowa działa, w zależności od charakterystyki usług przez nią oferowanych. Wprowadzi to zupełnie nową jakość w obszar zarządzania chmurą obliczeniową wewnątrz organizacji.” – dodaje Krzysztof Szczygieł, drugi Founder i członek zarządu firmy.

„Wiele badań rynkowych potwierdza, że zagadnienia związane z zarządzaniem, kontrolą i optymalizacją kosztów przetwarzania danych w chmurze, będą stanowiły największe wyzwanie dla organizacji w najbliższych latach. Niebagatelną kwestią jest również zbyt mała dostępność wysokiej klasy specjalistów z dziedziny przetwarzania chmurowego. Już teraz wiele organizacji boryka się z problemami z tego powodu. CloudOval doskonale adresuje te potrzeby. Dzięki możliwości zarządzania różnymi technologiami chmurowymi z jednego miejsca oraz ścisłej kontroli procesów związanych z powoływaniem i modyfikacją środowisk obliczeniowych, CloudOval umożliwia osiągnięcie znaczących oszczędności w obszarze zarządzania i administracji chmurą.

Nie bez znaczenia dla naszej decyzji o wejściu w tę inwestycję jest fakt, że technologia CloudOval jest bardzo uniwersalna i może być stosowana bez względu na branżę oraz w dowolnym regionie geograficznym. Jest to w portfelu Czysta3.vc kolejna inwestycja o aspiracjach globalnych.” – podsumowuje Szymon Janiak, partner zarządzający i współzałożyciel funduszu Czysta3.VC.

„Polski Ład” czy „Polski chaos”? Kto tym razem ucierpi na podatkowej rewolucji?

Rząd potyka się na „Ładzie”. Eksperci mają coraz więcej wątpliwości wobec propozycji rządu Prawa i Sprawiedliwości. Po protestach rząd PiS zmienił zasady rozliczania składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, ale to nadal będzie oznaczało, że zapłacą znacznie więcej niż dziś. Jednak mniej niż zakładano, więc brakująca kwotę premier Morawiecki chce pozyskać od wielkich koncernów. Pierwsze protesty już płyną m.in. z… Ministerstwa Aktywów Państwowych. 

Dyskusja nad „Polskim Ładem” trwa już od maja. Rząd Prawa i Sprawiedliwości co chwila zaskakuje przedsiębiorców, ale też i inne grupy społeczne kolejnymi zmianami swojego sztandarowego programu. Spór tak naprawdę nie dotyczy tylko dwóch kwestii, czyli podwyższenia drugiego progu podatkowego do 120 tysięcy złotych oraz zwiększenia kwoty wolnej do 30 tysięcy złotych. Choć i w tym drugim przypadku sporo jest pytań jak rząd zamierza sfinansować ten uszczerbek na państwowym budżecie.

Coraz bardziej widać to, że „Polski Ład” nie jest planem na gospodarczym na wzór „New Deal” prezydenta Roosvelta, który miał pomóc gospodarce amerykańskiej przezwyciężyć kryzys z początku lat 30. ubiegłego wieku. Ogłaszany szumnie program premiera Morawieckiego, który miał przynieść pocovidową ulgę, coraz bardziej przypomina listę kampanijnych obietnic. Wychodzi jednak coś na wskroś innego –  Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Tylko nie wiadomo kto jest Panem Bogiem, a kto diabłem – mówi Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu oraz zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Najbardziej poszkodowaną grupą są jednak przedsiębiorcy w tym szczególnie osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. Już nawet nie chodzi o to, że władza chce im podwyższyć daniny, bo z tym zawsze przedsiębiorca musi się liczyć. Chodzi przede wszystkim o chaos, bałagan i niepewność o ostateczny kształt zmian – dodaje Oniszczuk. Przypomnijmy, że zmiany systemu podatkowego, aby obowiązywały już w następnym roku kalendarzowym, a do tego dąży rząd, muszą zostać przeprowadzone i ogłoszone najpóźniej do 30 września poprzedzającego roku.

Mniejsza podwyżka dla przedsiębiorców…

Co znajduje się w jak na razie ostatniej wersji, która wyszła z gabinetu premiera Morawieckiego? Po protestach przedsiębiorców zmieniono zasady reformy składki zdrowotnej. W pierwotnej wersji „Polskiego Ładu” zarówno zatrudnieni na umowę o pracę jak i prowadzący biznes lub samozatrudnieni mieli opłacać 9% składki zdrowotnej liczonej od przychodów i niepodlegającej już odpisowi od podatku. Przedsiębiorcy do tej pory płacili zryczałtowaną składkę (niezależną od przychodów), która w 2020 roku wynosiła ok. 382 zł miesięcznie. Rząd początkowo uległ tym, którzy pracują „na etacie”, ale straciliby na zmianach, wprowadzając ulgi. Prowadzący biznes nadal ucierpieliby na tej zmianie najbardziej, więc nie ustawali w protestach i Mateusz Morawiecki zapowiedział zmiany i zmniejszenie obciążenia, które ma wynieść 4,9% do 2023 roku włącznie.

Okres przejściowy na pewno jest lepszym rozwiązaniem niż nagłe skokowe zwiększenie daniny. Przypomnijmy, że de facto, w pierwotnej propozycji, przedsiębiorca nie płaciłby 18% podatku, ale 27%, a to ogromna zmiana. Jednak proponowana „obniżka” jest tylko zmniejszeniem podwyżki i również zaboli sporą część przedsiębiorców – komentuje Maciej Oniszczuk.

Pierwsze wyliczenia sugerują, że budżet NFZ zostanie pozbawiony rocznie ok. 5 mld zł w porównaniu z pierwszą wersją planu rządu. To kolosalne pieniądze, które będzie trzeba dosypać z budżetu, albo pogodzić się z dalszą słabością służby zdrowia. Trudno zrozumieć działania rządu Mateusza Morawieckiego w tej sprawie. Zdenerwowano niemal wszystkich, a celu, który miał przyświecać podwyżce podatków, nie uda się w pełni zrealizować.

… większe podatki dla koncernów

Mniejsze wpłaty od indywidualnych przedsiębiorców to… więcej wpłat od dużych firm i koncernów, bo w nowym planie „Polskiego Ładu” stworzono nową daninę, czyli minimalny podatek dla wielkich firm. Stawka będzie wynosić 0,4% przychodów firmy i 10%. wydatków pasywnych. Według rządowych wyliczeń ma przynieść co najmniej dwa mld złotych rocznie.  – To podatek, który ma ograniczyć próby kreatywnej księgowości, nadmierne korzystanie z opcji „wrzucania w koszty” i innych form optymalizacji podatkowej czy wręcz wykazywania strat. Jednak mam poważne wątpliwości czy w tej formie ta danina ma szansę wejść w życie, bo… narusza interesy Spółek Skarbu Państwa, więc konflikt w rządowych gabinetach jest niemal pewny – przewiduje właściciel kancelarii Oniszczuk.

Co ciekawe na liście firm, które mogą być obciążone tym podatkiem, jest wiele koncernów zagranicznych, w tym będące w amerykańskich rękach TVN, ale też… TVP. Dlatego nie dziwi, że zarządzone przez Jacka Sasina Ministerstwo Aktywów Państwowych już dziś wskazuje, że miało za mało czasu na zapoznanie się z nowymi planami.

W ten sposób skłócono nawet własne środowisko i wypada zapytać, czy dla podwyżki stopy wolnej od podatku do 30 tysięcy i podwyższenia drugiego progu podatkowego do 120 tysięcy, a także niewielkiego podreperowania budżetu NFZ, warto było przeprowadzić tyle bitew? Trudno wskazać, żeby ktoś z rządzących przeszedł tę potyczkę choćby bez jednej blizny – komentuje Oniszczuk.

Chcesz przenieść firmę za granicę? Tym razem podatek ci nie grozi

Gabinet Morawieckiego zdecydował też o tym, żeby w pakiecie „Polskiego Ładu” nie było zapisów dotyczących „podatku od Polaka”. Chodziło o kontrowersyjny pomysł opodatkowania firm zagranicznych, które w Polsce nie prowadzą działalności ani nie osiągają przychodów. Jedynym łącznikiem z Polską miałaby być obecność w zarządzie lub radzie nadzorczej takiej firmy osoby mieszkającej nad Wisłą. Co więcej, mógłby być to obywatel Polski, ale też obcokrajowiec zamieszkujący nasz kraj.  Pomysł spotkał się jednak z ogromną krytyką międzynarodowych instytucji gospodarczych i finansowych i rząd po raz kolejny ugiął się pod naciskiem.

KUKE i Standard Chartered wspólnie wypromują polski eksport

Polskie firmy zyskają nowe możliwości ekspansji na zagranicznych rynkach, w tym afrykańskich, dzięki bliższej współpracy między KUKE i Standard Chartered.

KUKE i Bank Standard Chartered podpisały porozumienie o współpracy dotyczące wspólnego wspierania polskich eksporterów i ułatwiania im ekspansji na rynkach zagranicznych.

Umowa wzmacnia relacje między obiema instytucjami, umożliwiając bankowi dostarczanie kredytów w projektach eksportowych (export finance). Jednocześnie porozumienie rozszerza możliwości KUKE w realizacji strategii pomocy polskim eksporterom w dywersyfikacji rynków zbytu – poszerza m.in. grono krajów, do których trafiają polskie produkty i usługi o te, na których działa Standard Chartered, m.in. w Afryce Subsaharyjskiej.

Porozumienie zostało podpisane przez Prezesa Zarządu Janusza Władyczaka i Wiceprezes Zarządu Katarzynę Kowalską ze strony KUKE oraz Faruqa Muhammada, Globalnego Dyrektora ds. Strukturyzowanego Finansowania Eksportu (Global Head of Structured Export Finance) Banku Standard Chartered.

Faruq Muhammad:

Jesteśmy dumni z silnych relacji z agencjami wspierającymi eksport w różnych częściach świata, które umożliwiają oferowanie naszym klientom rozwiązań szytych na miarę ich potrzeb. Podpisując porozumienie o współpracy z KUKE, mamy nadzieję na kontynuację bliskiej współpracy z tą instytucją, aby wspierać naszych klientów oraz rozwój polskiego eksportu na rynkach zagranicznych.

Janusz Władyczak:

Polscy eksporterzy udowodnili w trakcie pandemii, że są w stanie dostosować się do nawet najtrudniejszych warunków funkcjonowania. Wykorzystali regres w międzynarodowym handlu do poszerzenia działalności o nowe rynki. Niemniej jednak, pozostają regiony m.in. w Afryce czy Azji, w których pozyskiwanie kontraktów wiąże się z większymi wyzwaniami niż w innych częściach świata. Dlatego KUKE będzie ściślej współpracować z Bankiem Standard Chartered, instytucji o globalnym zasięgu, we wspieraniu eksporterów w rozwoju działalności w różnych szerokościach geograficznych. Podpisane porozumienie tworzy ramy tej współpracy.

KUKE i Standard Chartered podpisały niedawno umowę dotyczącą udzielenia Republice Wybrzeża Kości Słoniowej finansowania wartości 159 mln euro z przeznaczeniem na modernizację oddziałów położniczych w 62 szpitalach na terenie kraju.

„Fit for 55” musi zapewnić bezpieczeństwo zrównoważonym inwestycjom

Według przyjętego niedawno pakietu „Fit for 55” do 2030 r. Unia Europejska ma zredukować emisję o 55%. Dokładnie taki sam cel przyjęło Lafarge w Polsce w zaprezentowanej w maju br. strategii zrównoważonego rozwoju. Do realizacji zarówno celów firmy, jak i proponowanych założeń pakietu niezbędne jest wprowadzenie sprawiedliwego mechanizmu uwzględniania kosztów emisji CO2. Przyczyni się to do stworzenia przewidywalnego otoczenia biznesowego dla unijnego przemysłu, co z kolei zachęci do długoterminowych inwestycji w dekarbonizację, takich jak ta w Cementowni Małogoszcz.

Choć ambitne cele zawarte w pakiecie „Fit for 55” mają zwiększyć motywację producentów do wdrożenia zielonych rozwiązań, może to być trudne bez zapewnienia odpowiedniej spójności legislacyjnej oraz przewidywalnego otoczenia biznesowego. Według Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Cementowego CEMBUREAU dla realizacji celów klimatycznych niezbędne jest wprowadzenie odpowiednio zaprojektowanego mechanizmu uwzględniania kosztów emisji CO2 w UE i krajach trzecich. Kluczowe jest tutaj uszczelnienie mechanizmu kontroli CBAM oraz wprowadzenie tzw. podatku węglowego na zewnętrznych granicach UE. Ma on chronić rynek przed zalewem towarów, w tym cementu, z krajów nie ponoszących kosztów emisji i związanych z tym wymogów, tworząc zjawisko ucieczki emisji. Ma to stworzyć równe szanse rynkowe dla producentów z UE dla których rosnące koszty emisji CO2 to również wyższe koszty energii, szczególnie w Polsce. Ważne jest również zapewnienie dostępu do bezpłatnych uprawnień na obecnych zasadach w okresie przejściowym do roku 2030. Nieuwzględnienie tych zmian może wpłynąć na zachwianie konkurencyjności rynku, a w konsekwencji również na decyzje dotyczące zrównoważonych inwestycji.

Jako branża chcemy dążenia do realizacji celów klimatycznych zawartych w pakiecie „Fit for 55”. Jako Lafarge Polska ogłosiliśmy Strategię Zrównoważonego Rozwoju do 2030 roku, której nadrzędnym celem jest redukcja emisji o 55% do 2030. Jednak aby cele klimatyczne były osiągalne, musimy działać w oparciu o równe reguły gry, a także zapewnić system pozwalający na rozwój długofalowych inwestycji dla przemysłu. Branża cementowa w ciągu ostatnich 30 lat zainwestowała ok. 10 mld w rozwój Polskich zakładów. Utrzymanie jej konkurencyjności zależy skutecznego rozwiązania kwestii emisji CO2 oraz przejrzystych zasad dotyczących CBAM – dodaje Xavier Guesnu, Prezes Lafarge w Polsce.

Zrównoważone inwestycje konieczne dla realizacji ambicji klimatycznych UE

Drogą do bezemisyjnej gospodarki są m.in. inwestycje w nowoczesne technologie. Jednym z przykładów jest modernizowana przez Lafarge Cementownia Małogoszcz. Warta ponad 100 mln euro inwestycja łączy znaczący wymiar ekonomiczny z realizacją celów środowiskowych. Celem projektu jest obniżenie emisyjności poprzez zwiększenie efektywności energetycznej zakładu. Modernizacja umożliwi redukcję emisji CO2 o ok. 20%, dzięki budowie jednego, nowoczesnego pieca obrotowego do wypału klinkieru zastępującego trzy obecne. Dzięki mniej energochłonnym urządzeniom i produkcji energii własnej zastosowaniu technologii odzysku energii w postaci ciepła jej zużycie zmniejszy się o ⅓. Powstanie również nowa instalacja paliw alternatywnych, która umożliwi większe zastosowanie paliw ze źródeł odnawialnych, co pozwoli na zminimalizowanie udziału paliw kopalnych. Po modernizacji  będzie to najnowocześniejszy zakład w branży na terenie całej Unii Europejskiej. 16 września nastąpiło symboliczne wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę nowej linii produkcyjnej.

Jako Lafarge koncentrujemy się na tym, aby produkować i budować zużywając mniej surowców i energii. Dlatego wykorzystujemy materiały, które są produktami ubocznymi dla innych gałęzi przemysłu i używamy je jako dodatki do cementu. Do 2030 roku udział takich materiałów wzrośnie z 1,2 mln do 1,7 mln ton. Dodatkowo bezpiecznie przetwarzamy 0,4 mln ton odpadów komunalnych nie poddających się recyklingowi jako paliwo alternatywne do wytworzenia ciepła w piecu cementowym. Do 2030 roku będziemy przetwarzać 0,5 mln ton takich odpadów. To pokazuje jak wspieramy polską gospodarkę obiegu zamkniętego zużywając mniej zasobów naturalnych oraz tworząc innowacyjnie i zrównoważone materiały budowlane – dodaje Xavier Guesnu, Prezes Lafarge w Polsce.

Działania podejmowane przez firmy cementowe w Polsce są jednymi z najambitniejszych w całym sektorze przemysłowym. Od 1990 roku sektor cementowy w Polsce dzięki inwestycjom wartym blisko 10 mld złotych obniżył emisję CO2 o 30%. W tym czasie sam Lafarge obniżył emisję ze swoich zakładów o 40% stosując szereg innowacyjnych i zrównoważonych rozwiązań. Jednak dalsze tempo redukcji i rozwoju innowacji przy rosnących kosztach emisji CO2 i nierównej konkurencji z producentami spoza UE wymaga legislacji wspierającej producentów działających na terenie UE. Pakiet “Fit for 55” powinien to uwzględniać.