Handel uprawnieniami do emisji, bańki i ceny energii

System handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) nie może zostać uznany za funkcjonujący zgodnie z ideą wolnego rynku. Stanowiące podstawę jego działania mechanizmy sztucznie ograniczają podaż uprawnień. Po stronie popytowej, inwestorzy finansowi mogą dowolnie wykorzystywać fakt, iż części nabywców EUA są one potrzebne do prowadzenia działalności gospodarczej. Uprawnienia nie posiadają górnej granicy ceny, gdyż kara za emisję bez uprawnień nie zwalnia z obowiązku rozliczenia jej. Przeprowadzona analiza każe przypuszczać, że na cenach EUA formują się bańki. To kluczowe wnioski z opublikowanego raportu ZPP pt. „EUA: Bańki cenowe a konkurencyjność Polski oraz Unii Europejskiej” opracowanego przez Marka Lachowicza.

Wycofanie się firm energochłonnych, i związane z tym ograniczenie dostępu do surowców, to poważne zagrożenie dla całej UE. W tym momencie optymistycznie i globalistycznie myślimy, że będziemy mogli surowce importować. Jednak jak pokazała pandemia COVID-19 w przypadku zagrożenia każdy kraj zabezpiecza dostawy surowców przede wszystkim dla siebie. Rozszerzenie ETS na lotnictwo i transport morski dodatkowo utrudni transport surowców na teren UE, zatem należy uznać je nie za strzał w kolano, zaś strzał w miednicę. Pamiętajmy też, że transport surowców z zagranicy może zniwelować jakiekolwiek redukcje emisji, jakie udało nam się osiągnąć dzięki ETS – podkreśla Marek Lachowicz, ekonomista, autor raportu.

Ceny EUA charakteryzują się cechami sprzyjającymi powstawaniu baniek. Ich zmiany w czasie są podobne do zmian kontraktów futures na ropę Brent oraz gaz ziemny. Brak jest jednak długoterminowych powiązań między cenami EUA, a ceną ropy Brent oraz PKB. Pozwala to przypuszczać, że inwestorzy finansowi traktują uprawnienia do emisji jako podobnej klasy aktywo spekulacyjne co ropa naftowa.

Tworzenie się baniek cenowych na uprawnieniach do emisji sprzyja przenoszeniu produkcji przedsiębiorstw energochłonnych poza teren Unii. Firmy te dostarczają często kluczowych surowców (np. stali) stanowiących fundament konkurencyjności unijnego przemysłu. Możliwość powstania bańki wymusza na Instalacjach EUA zawiązywanie rezerw na okoliczność wzrostu cen uprawnień, co znacząco ogranicza pulę dostępnych środków finansowych, które mogłyby zostać przeznaczone chociażby na technologie redukcji emisji. Eksplozywność cen uprawnień uniemożliwia także realne planowanie inwestycji w całym sektorze energetycznym.

Prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski patrzył na omawiane zagadnienie z nieco innej perspektywy: ETS to przede wszystkim instrument polityczny, którego celem jest pozbycie się w sektorze energetycznym całej generacji węglowej i gazowej i związana z tym transformacja gospodarcza. Nie możemy mówić jednak o bańce na rynku handlu uprawnieniami do emisji, ponieważ na instrumentach politycznych takie się nie tworzą.

Pandemia COVID-19 ukazała niebezpieczeństwo opierania łańcuchów wartości o import niezbędnych surowców i półproduktów. W razie kryzysu międzynarodowego, ewentualna przewaga technologiczna Unii zostanie pozbawiona znaczenia, jeżeli nie będzie wsparta potrzebnymi surowcami. Planowane w pakiecie Fit for 55 zmiany systemu EU ETS, nie rozwiązują problemu, a go pogłębiają. Zmniejszenie liczby bezpłatnych uprawnień dla lotnictwa oraz rozszerzenie systemu na transport morski stanowi zagrożenie dla konkurencyjności całej Unii. Przypuszczalne konsekwencje proponowanych przez KE reform to wzrost cen importowanych do UE towarów, co może doprowadzić do wojen celnych z resztą świata, zwłaszcza w przypadku wprowadzenia dodatkowo węglowego podatku granicznego.

KE argumentuje konieczność rozszerzenia systemu ETS jego efetywnością. Jednak szereg badań ex post pokazał, że roczny spadek emisji uzyskany dzięki ETS-om waha się w przedziale od pół do zaledwie jednego procenta. Biorąc pod uwagę ogromne koszty dla społeczeństwa i niewielki uzysk w zakresie redukcji emisji, należy zastanowić się czy to właśnie o ten instrument, w połączeniu z równie wątpliwym węglowym mechanizmem dostosowawczym, powinna zostać w dużej mierze oparta unijna trasnformacja energetyczna – twierdzi Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Adam Marciniak dołącza do Zarządu Grupy CCC

W związku z dynamiczną rozbudową funkcji technologii i cyfryzacją stacjonarnych kanałów sprzedaży, Grupa CCC wzmacnia skład Zarządu. Nadzór nad obszarem technologii i digitalizacji obejmie Adam Marciniak jeden z czołowych specjalistów w Polsce w zakresie cyfrowej transformacji biznesu.

Sukcesywnie wzmacniamy kadrę zarządzającą Grupy CCC w kluczowych obszarach, które znajdują się w intensywnej fazie wzrostu. Nasza Spółka w ostatnich latach przeszła ogromną zmianę w zakresie nowych technologii i cyfryzacji. Dziś jesteśmy liderem omnichannel w Europie Środkowo-Wschodniej. Chcemy umacniać tę pozycję i jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych klientów, a także je tworzyć  powiedział Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC – Jestem przekonany, że bogate doświadczenie zdobywane przez Adama Marciniaka w największych polskich bankach, tj. branży, która przeszła gruntowną transformację technologiczną, umożliwi nam jeszcze szybszy rozwój w obszarze digitalizacji i modelu omnichannel.

16 września br. Adam Marciniak objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Technologii i Digitalizacji Grupy CCC. W ramach wykonywanych obowiązków, obejmie nadzór nad rozwojem technologii, cyfryzacji oraz cyberbezpieczeństwa, przy ścisłej współpracy z biznesowymi funkcjami sprzedaży stacjonarnej, analityki CRM czy e-commerce w Grupie CCC.

Adam to jeden z najbardziej doświadczonych polskich menedżerów zajmujących się technologią oraz cyfrową transformacją biznesu. Swoją niemal 20-letnią karierę budował w największych instytucjach finansowych w Polsce: Banku Pekao, Centralnym Domu Maklerskim Pekao, Inteligo Financial Services oraz PKO Banku Polskim, gdzie w ostatnich latach, od 2017 do 2021 roku, był Członkiem Zarządu odpowiedzialnym za obszar technologii, cyberbezpieczeństwo oraz szkolenia i rozwój pracowników. Z sukcesem zreorganizował funkcjonowanie struktur IT koncentrując się na efektywności procesów, optymalizacji kosztów i dynamicznym rozwoju biznesu. Współtworzył takie rozwiązania jak BLIK, IKO, Bankowe Centrum Cyberbezpieczeństwa, cyfrowa tożsamość w administracji, ogólnopolski system eRejestracji na szczepienia Covid oraz koncepcję Chmury Krajowej.

Od lat zaangażowany był także w proces transformacji cyfrowej sektora bankowego oraz kluczowych instytucji publicznych. Był przewodniczącym prezydium Rady ds. Bankowości Elektronicznej przy Związku Banków Polskich, Rady Architektury IT przy Komitecie Rady Ministrów ds. Cyfryzacji, przewodniczącym Grupy Ekspertów IT działającej w Ministerstwie Finansów oraz członkiem Zespołu Doradców IT przy Ministerstwie Zdrowia. Przewodniczył również radom nadzorczym spółek Operator Chmury Krajowej i PKO BP Finat.

Adam w 2003 roku ukończył Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie i otrzymał tytuł magistra nauk informatycznych. W latach 2006-2007 studiował również zarządzanie projektami IT na Politechnice Warszawskiej. Ukończył także studia podyplomowe Executive Master of Business Administration na Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie.  Jest laureatem licznych branżowych nagród i wyróżnień.

ATAL podwyższył do 240 mln zł program emisji obligacji

W dniu 16 września ATAL – ogólnopolski deweloper – wprowadził zmiany do programu emisji obligacji z marca br., w ramach którego wyemitowano wówczas 120 mln zł. Aktualnie podwyższono łączną wartość nominalną obligacji emitowanych w ramach tego programu z poziomu 200 mln zł do kwoty 240 mln zł. W wyniku podwyższenia programu Zarząd ATAL podjął także uchwałę o nowej emisji obligacji w kwocie 120 mln zł. Obligacje będą przedmiotem obrotu w alternatywnym systemie obrotu prowadzonego przez GPW S.A. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup gruntów oraz finansowanie wybranych przedsięwzięć deweloperskich.

W marcu tego roku Zarząd ATAL zdecydował o uruchomieniu programu emisji obligacji na 2021 rok do kwoty 200 mln zł. Jednocześnie wyemitowano wówczas obligację serii AX w kwocie 120 mln zł.  W ramach tego programu emisji obligacji ATAL skierował we wrześniu b.r. ofertę kierowaną do inwestorów instytucjonalnych. Oferta dewelopera spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem, znacznie przekraczającym liczbę oferowanych obligacji. Dlatego Zarząd ATAL podjął uchwałę o zwiększeniu łącznej wartości programu o dodatkowe 40 mln zł, czyli do kwoty 240 mln zł. W ramach zwiększonej kwoty programu emisji deweloper wyemituje kolejną serię obligacji o wartości 120 mln zł.  W emisji obligacji inwestorom finansowym zostaną przydzielone 2-letnie papiery. Stopa procentowa została ustalona na poziomie stopy bazowej WIBOR 6M powiększonej o marżę odsetkową w wysokości 1,75% w stosunku rocznym.

Mając na uwadze bardzo duży popyt ze strony inwestorów i plany Spółki dotyczące dalszych zakupów gruntów zdecydowaliśmy się na zwiększenie wartości emisji. Sukces naszej kolejnej emisji obligacji to dowód zaufania inwestorów i potwierdzenie, że jesteśmy wiarygodnym partnerem dla instytucji finansowych. Pozyskane środki pozwolą nam na dalszy dynamiczny rozwój oraz rozbudowanie naszego banku ziemi. ATAL posiada odpowiednie zaplecze, ale także potencjał do utrzymywania wiodącej pozycji w sektorze – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL SA.  

ATAL zakontraktował od stycznia do czerwca 2 070 mieszkań. Spółka podpisała następującą liczbę umów deweloperskich i przedwstępnych: w kwietniu 413, w maju 382, a w czerwcu 428. Łącznie w drugim kwartale br. spółka sprzedała 1 223 mieszkania. Grupa posiadała na koniec II kwartału 2021 roku 781 aktywnych umów rezerwacyjnych.

W pierwszym półroczu 2021 roku ATAL przekazał klientom 1 650 lokali. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (481), Łodzi (282), Poznaniu (255) a następnie we Wrocławiu (230), Krakowie (215), Katowicach (179) i Trójmieście (8).

W dniu 15 lipca br. spółka wypłaciła dywidendy w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafiło 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostała część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – zasiliła kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 7 lipca, a termin wypłaty na 15 lipca br. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej dywidendy to 524 mln zł.

ATAL jest spółką dywidendową. W 2016 roku została wypłacona dywidenda w wysokości 0,61 zł na akcję, co łącznie dało kwotę 23,7 mln zł. Dywidenda wyniosła wówczas ok. 50% zysku netto jednostki dominującej z 2015 roku. W 2017 roku ATAL wypłacił akcjonariuszom 1,68 zł na akcję, czyli ok. 65 mln zł – co stanowiło ok. 55% zysku netto jednostki dominującej z 2016 roku. W 2018 roku spółka wypłaciła akcjonariuszom 137 mln zł (3,54 zł na akcję), czyli ponad 80% zysku jednostki dominującej z 2017 roku. W 2019 roku spółka wypłaciła rekordową dywidendę w wysokości ok. 182 mln zł (4,70zł na akcję), co stanowiło 100% zysku jednostki dominującej z 2018 roku. W zeszłym roku jednorazowo zmieniono politykę dywidendy ze względu na sytuację związaną z pandemią koronawirusa.

W I kw. 2021 roku ATAL pozyskał 2 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach i Poznaniu. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 648 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 80 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad milion mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Spory o zwolnienie dla dywidend a kwestia weryfikacji beneficjenta rzeczywistego na podstawie wyroku NSA

Przepisy dotyczące podatku u źródła są przyczyną licznych problemów przedsiębiorców. Jednym z nich jest kwestia weryfikacji statusu beneficjenta rzeczywistego przy wypłacie dywidendy na rzecz zagranicznego podmiotu. Brak w tej sprawie jednolitego stanowiska organów podatkowych oraz sądów administracyjnych. Rozstrzygnięcia w tym zakresie nie przyniósł nawet ostatni wyrok NSA. W konsekwencji podatnicy wypłacający dywidendy nie mają jasnej wykładni co do tego, jak postępować, ponieważ w wielu przypadkach kwestia weryfikacji beneficjenta rzeczywistego dywidendy jest bardzo skomplikowana i czasochłonna.

Przepisy ustawy o CIT

Zgodnie z zasadą ograniczonego obowiązku podatkowego zawartą w art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych CIT podatnicy, jeżeli nie mają siedziby lub zarządu w Polsce, podlegają obowiązkowi podatkowemu wyłącznie od dochodów osiąganych na terytorium Polski (tzw. zasada źródła). Dodatkowo art. 22 ust. 1 ustawy o CIT stanowi, że podatek dochodowy od dywidend i innych dochodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych mających siedzibę w Polsce ustala się według stawki 19%.

Jednocześnie, zgodnie z art. 22 ust. 4, 4a i 4b ustawy o CIT, dochód z udziału w zyskach przedsiębiorstw jest zwolniony z podatku, jeżeli spełnione są łącznie następujące warunki:

  • płatnikiem dywidendy jest spółka mająca siedzibę lub zarząd w Polsce;
  • podmiotem uzyskującym dochody z dywidend jest spółka podlegająca w Polsce lub innym państwie członkowskim UE, lub w innym państwie członkowskim EOG opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na źródło;
  • podmiot czerpiący dochody z dywidend posiada bezpośrednio nie mniej niż 10% udziałów w kapitale spółki wypłacającej dywidendę; posiadanie udziałów w spółce wypłacającej trwa przez okres dwóch lat i wynika ze stosunku własności;
  • podmiot uzyskujący dochody z dywidend nie będzie korzystał ze zwolnienia z podatku dochodowego od całości swoich dochodów, niezależnie od ich źródła.

Należy również pamiętać, że na podstawie art. 22c ustawy o CIT zwolnienie z podatku od wypłaty dywidendy nie ma zastosowania w przypadku, gdy skorzystanie ze zwolnienia było sprzeczne w danych okolicznościach z przedmiotem lub celem przepisów ustawy o CIT lub główny albo jeden z głównych celów transakcji lub innych czynności oraz sposób działania były sztuczne.

Kwestia beneficjenta rzeczywistego

W przeszłości zastosowanie zwolnienia z WHT w zakresie wypłaty dywidendy zgodnie z art. 22 ustawy o CIT było uzależnione od posiadania certyfikatu rezydencji oraz oświadczenia, że nie korzysta ze zwolnienia z podatku dochodowego od całego swojego dochodu, niezależnie od źródła jego dochodu.

Zgodnie ze zmianami od 1 stycznia 2019 r. wprowadzono konieczność weryfikacji beneficjenta rzeczywistego płatności w oparciu o bardzo restrykcyjną definicję. Beneficjent rzeczywisty to podmiot, który powinien spełniać łącznie wszystkie poniższe warunki:

otrzymuje wypłatę na własny użytek, w tym samodzielnie decyduje o jej przeznaczeniu oraz ponosi ryzyko gospodarcze związane z utratą tej należnej kwoty lub jej części oraz

nie jest maklerem, przedstawicielem, powiernikiem ani żadnym innym podmiotem, który jest prawnie lub faktycznie zobowiązany do przekazania zapłaty (lub jej części) innemu podmiotowi i prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą w kraju swojej siedziby (w przypadku uzyskania w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą).

Klauzula właściciela rzeczywistego zawarta w przepisach podatkowych ma służyć  ograniczeniu możliwości wykorzystywania struktur z udziałem spółek pośredniczących w celu uzyskania korzyści podatkowych. W wyniku jej stosowania ograniczona zostaje możliwość uzyskania korzyści podatkowych dla podmiotów wyłącznie przenoszących wierzytelności na kolejne podmioty, tj. takich, które nie są bezpośrednio uprawnione do tych preferencji podatkowych.

Kwestia konieczności posiadania przez beneficjenta dywidendy statusu beneficjenta rzeczywistego w kontekście znowelizowanych przepisów ustawy o CIT może budzić pewne wątpliwości. Choć ani przepisy ustawy o CIT, ani projekt wyjaśnień podatkowych z dnia 19 czerwca 2019 r. w sprawie poboru podatku u źródła wydane przez Ministerstwo Finansów nie określają wprost ww. warunku dywidendy, to są stanowiska organów podatkowych i sądów, zgodnie z którymi płatnik zobowiązany jest do weryfikacji statusu kontrahenta jako beneficjenta rzeczywistego w związku z wypłatą dywidendy, w tym weryfikacji prowadzenia faktycznej działalności gospodarczej. W jednym z wydanych w tym zakresie orzeczeń organy podatkowe podkreśliły, że płatnik jest zobowiązany do sprawdzenia, czy spółka otrzymująca dywidendę spełnia wszystkie warunki ustawy o CIT, aby skorzystać ze zwolnienia z podatku u źródła (interpretacja z dnia 27 września 2019 r., sygn. akt 0111-KDIB2-1.4010.344.2019.1.BKD zakwestionowana wyrokiem o sygn. akt I SA/Wr 977/19).

Pozytywne stanowisko dla podatników zostało zaprezentowane m.in. w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu stwierdzającym, że w celu skorzystania z prawa do zwolnienia z podatku od dywidend wypłacanych udziałowcowi podatnik nie ma obowiązku weryfikowania, czy odbiorca płatności jest właścicielem odsetek (wyrok z 11 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Wr 977/19). Na podobnym stanowisku stanął NSA w wyroku o sygn. akt II FSK 240/21. Nawet wiedząc, że istnieją argumenty przemawiające za przyjęciem przeciwnej koncepcji, tj. że w przypadku dywidend taka weryfikacja nie jest wymagana, należy mieć na uwadze, że stanowisko władz w tej sprawie nie jest jednolite i ugruntowane.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ataki z użyciem ransomware’u zdarzają się dziesięć razy częściej niż rok temu

Firma Fortinet przedstawiła najnowszą edycję raportu Global Threat Landscape, opracowanego przez analityków FortiGuard Labs. Dane dotyczące zagrożeń zaobserwowanych w pierwszej połowie 2021 r. wskazują na znaczny wzrost liczby i poziomu wyrafinowania ataków skierowanych przeciwko osobom prywatnym, przedsiębiorstwom oraz krytycznej infrastrukturze. Na celowniku cyberprzestępców nadal znajduje się rosnąca liczba osób pracujących i uczących się zdalnie. Podjęta w odpowiednim czasie współpraca pomiędzy organami ścigania, a także podmiotami z sektora publicznego i prywatnego daje szansę na zakłócenie działań cyberprzestępców w drugiej połowie 2021 roku.

Oto najważniejsze informacje z raportu za pierwsze półrocze 2021 r:

  1. W cyberatakach typu ransomware chodzi o coś więcej niż pieniądze

Dane FortiGuard Labs wskazują, że aktywność oprogramowania ransomware w czerwcu 2021 r. była ponad dziesięć razy wyższa niż rok temu. Świadczy to o konsekwentnym i stałym wzroście popularności tego narzędzia. Incydenty z użyciem ransomware’u sparaliżowały łańcuchy dostaw wielu przedsiębiorstw, szczególnie w branżach o krytycznym znaczeniu. Bardziej niż kiedykolwiek wpłynęły na życie codzienne, handel, produktywność pracowników itd.

Cyberprzestępcy najczęściej atakowali przedsiębiorstwa z sektora publicznego, branży telekomunikacyjnej, motoryzacyjnej, produkcyjnej oraz dostawców zarządzanych usług bezpieczeństwa (MSSP). Niektórzy jednak zmienili swoją strategię i odchodzą od inicjowania ataku poprzez wiadomości e-mail. Obecnie szczególne znaczenie ma dla nich zdobywanie danych zapewniających dostęp do sieci korporacyjnych i sprzedawanie ich, co przekłada się na rozwój modelu usługowego Ransomware-as-a-Service (RaaS).

Kluczowy wniosek jest taki, że ransomware pozostaje oczywistym i aktualnym zagrożeniem dla wszystkich firm, niezależnie od ich branży i wielkości. Muszą one przyjąć zatem proaktywne podejście do bezpieczeństwa ‒ stosować rozwiązania do ochrony urządzeń końcowych w czasie ­rzeczywistym, wykrywania incydentów i automatycznego reagowania na nie, wraz z podejściem Zero Trust Access, segmentacją sieci i szyfrowaniem.

  1. Jedna na cztery firmy wykryła malvertising

W ubiegłym półroczu cyberprzestępcy najchętniej wykorzystywali techniki scareware oraz malvertising. Bazujące na nich ataki dotknęły ponad 25% firm. W tym kontekście należy zwrócić uwagę zwłaszcza na rodzinę trojanów Cryxos, które na zainfekowanych lub złośliwych stronach wyświetlały oszukańcze powiadomienia. Chociaż duża część wykrytych przypadków jest prawdopodobnie połączona z innymi podobnymi kampaniami wykorzystującymi JavaScript, to uznaje się je za malvertising.

Cyberprzestępcy próbują tym samym zareagować na popularność powszechnie praktykowanego hybrydowego trybu pracy i nauki, co przekłada się na zmianę trendów w ich taktyce. Teraz dążą już nie tylko do przestraszenia ofiary, ale też do wymuszenia na niej spełnienia swoich żądań. Ważne jest zatem edukowanie użytkowników sieci i zwiększenie ich świadomości na temat cyberbezpieczeństwa, aby zapobiec atakom typu scareware i malvertising.

  1. Trendy dotyczące botnetów wskazują, że cyberprzestępcy atakują brzeg sieci

Gwałtowne nasilenie aktywności odnotowano z kolei w przypadku botnetów. W ciągu pół roku odsetek podmiotów, które wykryły je w swojej sieci, wzrósł z 35% do 51%. Związane jest to z wykorzystywaniem przez cyberprzestępców złośliwego kodu o nazwie TrickBot. Pierwotnie był to trojan bankowy, ale został rozwinięty do postaci wyrafinowanego zestawu narzędzi do przeprowadzania wieloetapowych ataków.

Wprowadzenie zdalnego trybu pracy i nauki, a wraz z tym zmiana codziennych nawyków, dla cyberprzestępców wciąż stanowią okazję do działania. Z tego powodu najbardziej rozpowszechnionym botnetem był Mirai atakujący urządzenia Internetu rzeczy (IoT) używane przez osoby pracujące lub uczące się w domu. W 2020 roku wyprzedził botneta zdalnego dostępu Gh0st i utrzymuje pozycję lidera także w 2021 roku. Gh0st natomiast stanowi nadal poważne zagrożenie – umożliwia on przejęcie pełnej kontroli nad zainfekowanym systemem, przechwytywanie na żywo obrazu z kamery internetowej i mikrofonu oraz pobieranie plików. Dlatego, aby chronić sieci i aplikacje, potrzebne jest stosowanie podejścia Zero Trust Access. Znaczne ograniczenie uprawnień dostępu zabezpiecza rozwiązania IoT i inne urządzenia podłączone do sieci.

  1. Zaburzenie funkcjonowania środowisk cyberprzestępczych przekłada się na zmniejszenie liczby zagrożeń

Chociaż cyberprzestępcy stają się coraz bardziej skuteczni, w 2021 r. walka z nimi przyniosła pewne sukcesy. W czerwcu twórca TrickBota został postawiony w stan oskarżenia pod wieloma zarzutami. Udało się również wyeliminować Emotet, jeden z najbardziej złośliwych programów w historii. Znaczącym krokiem było także podjęcie działań, które mają na celu przerwanie operacji związanych z należącym do kategorii ransomware oprogramowaniem Egregor, NetWalker i Cl0p. Stanowi to znaczący impuls do dalszej walki z cyberprzestępczością, głownie dla rządów z całego świata i organów ścigania.

Ponadto, duży rozgłos, który towarzyszył niektórym atakom, spowodował wycofanie się z działalności kilku operatorów ransomware. Dane FortiGuard Labs wykazały spowolnienie aktywności cyberprzestępców po wyłączeniu Emoteta. Ataki związane z wariantami TrickBot i Ryuk jeszcze się zdarzały, jednak ich skala była mniejsza. Świadczy to o tym, jak trudno jest natychmiast wyeliminować cyberzagrożenia lub wykorzystywane przez nie łańcuchy dostaw w całości, jednakże wspomniane wydarzenia stanowią ważne osiągnięcia.

  1. Cyberprzestępcy preferują techniki unikania oraz eskalację uprawnień

Skrupulatna analiza danych dotyczących cyberzagrożeń pozwala na wyciągnięcie wniosków na temat tego, jak obecnie ewoluują techniki ataków. FortiGuard Labs badało specyficzne funkcje wykrytego złośliwego oprogramowania poprzez uruchomienie jego próbek, aby przyjrzeć się zaimplementowanym przez cyberprzestępców mechanizmom zachowania. W efekcie sporządzono listę negatywnych rezultatów, które złośliwe oprogramowanie mogłoby spowodować, gdyby zostało uruchomione w docelowych środowiskach IT.

Z tego eksperymentu wynika, że przestępcy dążyli między innymi do eskalacji uprawnień, unikania mechanizmów ochronnych, przemieszczania się pobocznymi wobec wewnętrznych systemów ścieżkami oraz wykradania danych. Aż 55% zaobserwowanych funkcji eskalacji uprawnień wykorzystało technikę przechwytywania wywołań systemowych (hooking), zaś w 40% przypadków obecne były mechanizmy wstrzykiwania procesów.

Przykłady te pokazują, że w działalności cyberprzestępców istnieje oczywisty nacisk na stosowanie taktyki unikania obrony i eskalacji przywilejów. Dzięki tym obserwacjom, chociaż techniki te nie są nowe, zespoły ds. cyberbezpieczeństwa będą lepiej przygotowane do obrony przed przyszłymi atakami. Zintegrowane i korzystające z mechanizmów na sztucznej inteligencji (AI) platformowe podejście do bezpieczeństwa, bazujące na informacjach o zagrożeniach, jest niezbędne wobec zmieniającej się sytuacji, przed którą stoją dziś przedsiębiorstwa.

Skuteczność działania zapewni tylko partnerstwo, szkolenia, a także bazująca na sztucznej inteligencji prewencja oraz wykrywanie incydentów i reagowanie na nie

Chociaż instytucje rządowe i organy ścigania podejmowały wspólne akcje przeciw cyberprzestępczości w przeszłości, pierwsza połowa 2021 roku może być przełomowa pod względem tempa działań. Służby współpracują z dostawcami branżowymi, podmiotami zajmującymi się badaniem cyberzagrożeń oraz innymi globalnymi instytucjami partnerskimi. Jest to efekt przyjętej strategii, polegającej na połączeniu zasobów i informacji o cyberzagrożeniach w celu podjęcia bezpośrednich działań przeciwko przestępcom.

Niezależnie od tego, zastosowanie mechanizmów zautomatyzowanego wykrywania zagrożeń i sztucznej inteligencji (AI) pozostaje niezbędne, aby można było reagować na ataki w czasie rzeczywistym, łagodzić ich skutki z odpowiednią szybkością oraz we właściwej skali na każdym brzegu sieci. Ponadto, niezwykle ważne są szkolenia użytkowników w zakresie cyberbezpieczeństwa, ponieważ każdy może stać się ofiarą przestępstwa w sieci. Aby zapewnić ochronę poszczególnym pracownikom i całej firmie, potrzebny jest regularny instruktaż na temat najlepszych praktyk.

Derek Manky, szef działu Security Insights i Global Threat Alliances, FortiGuard Labs

Obserwujemy wzrost liczby skutecznych i niszczycielskich cyfrowych ataków, dotykających tysiące przedsiębiorstw w ramach jednej kampanii, co stanowi ważny punkt zwrotny w wojnie z cyberprzestępczością. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, każda osoba ma do odegrania ważną rolę we wzmocnieniu łańcucha działań mających na celu zneutralizowanie ataków. Połączenie sił dzięki współpracy musi być priorytetem w celu przerwania łańcuchów dostaw cyberprzestępców. Dzielenie się danymi oraz partnerskie relacje umożliwią skuteczniejsze reagowanie i lepsze przewidywanie stosowanych w przyszłości technik w celu powstrzymania działań przeciwników. Ciągłe szkolenia w zakresie świadomości cyberbezpieczeństwa, jak również bazujące na sztucznej inteligencji mechanizmy zapobiegania zagrożeniom, wykrywania ich i reagowania na nie, zintegrowane w urządzeniach końcowych, sieciach i chmurze, pozostaną kluczowe w walce z cyberprzestępcami.

Informacje o raporcie

Najnowszy raport Global Threat Landscape Report zawiera zbiorczą analizę opracowaną przez FortiGuard Labs, sporządzoną na podstawie danych z pierwszej połowy 2021 roku, pochodzących z należącej do Fortinetu rozległej sieci czujników, gromadzących miliardy informacji o zagrożeniach obserwowanych na całym świecie. W podobny sposób, jak ramy MITRE ATT&CK klasyfikują taktykę i techniki działania cyberprzestępców w trzech grupach obejmujących rozpoznanie, , zarządzanie zasobami i próbę uzyskania dostępu, tak FortiGuard Labs wykorzystuje ten model do opisania w dokumencie Global Threat Landscape Report w jaki sposób hakerzy znajdują luki, budują złośliwą infrastrukturę i eksplorują środowisko ofiary. Raport uwzględnia również perspektywę globalną i regionalną.

Ceny znów przyspieszają. Złoty najdroższy od końca sierpnia

Inflacja w Polsce staje się coraz popularniejszym tematem. Rośnie też parametr podawany przez GUS. Ze względu na sytuację na świecie nie powoduje to jednak na razie skutecznej presji na wzrost stóp procentowych.

Deficyt handlowy Japonii

W nocy poznaliśmy dane na temat wymiany handlowej z kraju kwitnącej wiśni. Wartości jak zawsze w pandemii będą po zeszłym roku imponujące, ale liczą się odchylenia od oczekiwań, które pokazują pewną niepokojącą tendencję. Eksport wzrósł o 26,2% podczas gdy oczekiwano aż 34%, z kolei eksport wzrósł o 44,7% przy oczekiwanych 40%. Jak nietrudno się domyślić, skoro gwałtownie rośnie import i jeszcze eksport niedomaga, to w takim scenariuszu muszą pojawić się problemy z deficytem. Faktycznie był on najwyższy od maja 2020 roku i początków pandemii. Japoński jen na razie przyjmuje te dane dość spokojnie, warto wziąć pod uwagę, że analitycy i tak spodziewali się wyraźnie większego deficytu po zeszłomiesięcznej nadwyżce. Waluta Japonii co prawda traci względem dolara, ale to bardziej wina umocnień dolara względem euro. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę euro, to ono z kolei zyskuje.

Inflacja w Polsce

Wczoraj poznaliśmy finalny odczyt inflacji. Po wstępnych danych pokazujących 5,4% wielu obserwatorów liczyło, że wstępne dane zostaną trochę stonowane. Tak się jednak nie stało, co więcej podniesiono nawet ten parametr do 5,5%. Rosnąca inflacja nie powoduje jednak równie szybko rosnącego optymizmu inwestorów. Stopy procentowe miały rosnąć w listopadzie, ale biorąc pod uwagę rozwój pandemii wcale nie musi tak się wydarzyć. Wyniki na razie nie są jeszcze alarmujące, ale wzrost zachorowań o niemal 150% od początku września daje do myślenia. Patrząc jak długo ta fala utrzymuje się na zachodzie może to opóźnić podwyżki stóp. Waluta nie traci mocniej, bo jednak porównując z Zachodem, tam odbywa się bez istotnych dla gospodarki ograniczeń. Złoty jest już dzisiaj najdroższy od końca sierpnia.

Dobra passa dolara

Wczorajsze dane z USA pokazały nam dwie rzeczy. Z jednej strony produkcja przemysłowa rośnie delikatnie wolniej niż sądzono, ale wykorzystanie mocy produkcyjnych wzrasta, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Z drugiej strony indeks koniunktury NY Empire State niespodziewanie wyskoczył w górę. W rezultacie dolar znów testuje kolejne maksima względem euro. Po umocnieniach dzisiaj w nocy ponownie testuje najwyższe poziomy od początku miesiąca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Strefa euro – handel zagraniczny,
14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

W Polsce brakuje rąk do pracy. Czy zdołamy zatrzymać migrantów z Ukrainy?

W Europie Zachodniej brakuje rąk do pracy. W tej chwili w Polsce mamy około 600-700 tysięcy wakatów, pomimo iż cały czas napływają pracownicy z Ukrainy oraz z innych krajów bloku wschodniego, nie zaspokaja to potrzeb rynku. Czy migranci, którzy przyjechali do naszego kraju, chcą się tutaj osiedlić, czy chcą zarobić i wrócić do swojego kraju, czy tak naprawdę głównym ich celem jest dalsza migracja na Zachód? Czy zdołamy zatrzymać imigrantów zarobkowych ze Wschodu w Polsce?

Z przeprowadzonych przez Centrum Analityczne Gremi Personal badań “Puls migracji zarobkowej” wynika, że rośnie odsetek osób, które chciałyby zostać w Polsce na dłuższy okres niż rok. W zeszłym roku 48 proc., w tym roku 55 proc. osób wskazuje na to, że jest zainteresowanym dłuższym pobytem w naszym kraju.

“Wyniki badań przeprowadzonych przez nasze Centrum analityczne cieszą, ponieważ widzimy, że imigranci z Ukrainy, planują swoją przyszłość w Polsce i chcą się tutaj integrować. Niestety mamy konkurencję, zamożniejsze kraje z Zachodu Europy oraz Skandynawię. Na dzień dzisiejszy Polska ma najbardziej liberalne prawo dla migrantów zarobkowych ze Wschodu. Jeżeli ktoś chce z Ukrainy przyjechać do Polski, no to de facto powinien mieć paszport zagraniczny, pracodawca czy agencja wyrabiają mu odpowiednie dokumenty i już nie ma problemu z przyjazdem do Polski. Z pozostałymi krajami UE jest obecnie trochę trudniej, ale to się zaraz zmieni. Media już donoszą, iż w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy w historii liczba oferowanych miejsc pracy w Wielkiej Brytanii przekroczyła milion, tak podaje ich urząd statystyczny ONS.” – mówi Tomas Bogdevic dyrektor generalny Gremi Personal

Aktywność firm przemysłowych w zatrudnianiu nowych pracowników jest najwyższa w historii, a najbardziej na plus pod tym względem wyróżniały się firmy austriackie i holenderskie to bardzo dobra wiadomość dla rynku europejskiego, również w Polsce zanotowano duży wzrost, który wpisuje się w globalne trendy, również agencje zatrudnienia odnotowują zwiększone zainteresowanie przedsiębiorców, ma na to wpływ: wysoki sezon, poluzowanie obostrzeń, odmrożenie funkcjonowania kilku branż w tym HoReCa. Konieczne jest wprowadzenie zapowiedzianych przez rząd zmian związanych z przyśpieszeniem procedury zatrudnienia obcokrajowców. Ponadto pozostałe kraje europejskie t.j.: Niemcy, Czechy czy Skandynawia są bardziej atrakcyjne finansowo dla migrantów ze wschodu i w pierwszej kolejności  wybierają pracę w tych krajach, nawet nielegalnie, ponieważ jak wskazują badania socjologiczne Centrum analitycznego Gremi Personal “Puls migracji zarobkowej” podstawowym powodem migracji Ukraińców jest czynnik ekonomiczny, ponad 80% respondentów wskazało tę przyczynę.

Toyota uruchomi produkcję modułów ogniw paliwowych dla ciężarówek

Toyota ogłosiła plany seryjnej produkcji podwójnych modułów ogniw paliwowych dla dużych ciężarówek, które będą oferowane wszystkim zainteresowanym producentom. Moduły będą wytwarzane w fabryce TMMK w Stanach Zjednoczonych. Tym samym USA stanie się kolejnym obok Japonii krajem, w którym Toyota będzie produkowała te kluczowe komponenty napędu wodorowego. Toyota ma za sobą kilka lat testów prototypowych ciężarówek na ogniwa paliwowe, w czasie których samochody przejechały tysiące kilometrów w kalifornijskich portach, transportując towary między statkami i centrami logistycznymi.

Produkcja ogniw paliwowych Toyoty w Stanach Zjednoczonych

W 2023 roku w fabryce Toyota Motor Manufacturing Kentucky (TMMK) powstanie linia produkcyjna zintegrowanych podwójnych zestawów ogniw paliwowych, przeznaczonych dla dużych ciężarówek. Zostaną one tak przygotowane, aby producenci pojazdów ciężarowych mogli je montować na już opracowanych platformach, na których obecnie produkują samochody z konwencjonalnymi silnikami Diesla. Toyota udzieli im odpowiedniego wsparcia technicznego, aby jak najwięcej firm poszerzyło swoją ofertę o bezemisyjne samochody transportowe, zasilane wodorem.

„Wprowadzamy na rynek sprawdzony elektryczny napęd wodorowy do zupełnie nowej klasy seryjnych samochodów” – podkreślił Tetsuo Ogawa, prezydent i CEO Toyota Motor North America. – „Producenci dużych ciężarówek będą mogli kupić w pełni zintegrowany, sprawdzony elektryczny układ napędowy z ogniwami paliwowymi, dzięki czemu będą mogli zaoferować swoim klientom bezemisyjne ciężarówki o dużej ładowności”.

Moduły ogniw paliwowych dla ciężarówek

Podwójne moduły ogniw paliwowych, czyli kluczowe komponenty elektrycznego napędu na wodór do ciężarówek, ważą około 635 kg i mają łączną moc 160 kW. Kompletny napęd składa się również z silników elektrycznych, wysokonapięciowej baterii, układu przeniesienia napędu i zbiorników wodoru. Toyota będzie służyła klientom swoją wiedzą w kwestiach integracji napędu wodorowego z pojazdem, by pomóc producentom ciężarówek w dostosowaniu ich produktów do montażu napędów wodorowych i przyspieszyć popularyzację bezemisyjnych ciężarówek.

„Ogniwa paliwowe są niezbędne, jeśli chcemy stworzyć neutralną klimatycznie przyszłość” – powiedział David Rosier, dyrektor ds. napędów w fabryce Toyota Kentucky. – „Ciężarówki z napędem na ogniwa paliwowe drugiej generacji mają ponad 300 mil zasięgu i mogą osiągać całkowitą masę z ładunkiem około 36 ton. Jednocześnie wykazują się świetnymi właściwościami jezdnymi, cichą pracą napędu i bezemisyjnością”.

Uniwersalny moduł ogniw paliwowych Toyoty w Europie

Toyota realizuje podobne podejście na europejskim rynku, gdzie oferuje łatwy w montażu, uniwersalny moduł ogniw paliwowych drugiej generacji. Jest on przeznaczony dla producentów wodorowych pojazdów i urządzeń do wielu różnych zastosowań, takich jak ciężarówki, autobusy, pociągi, statki oraz generatory stacjonarne. Moduł o mocy 60 kW lub 80 kW jest wyposażony w systemy dostarczania powietrza i wodoru, system chłodzenia i jednostkę sterującą mocą.

Projekt rozwojowy wodorowych ciężarówek

Toyota rozpoczęła prace rozwojowe nad wodorowymi ciężarówkami w 2017 roku, kiedy prototypowy pojazd Project Portal rozpoczął pracę dla centrum logistycznego Toyoty w Porcie Long Beach w Kalifornii. Rok później firma zbudowała prototyp drugiej generacji, który również był testowany w tym samym porcie. W 2019 roku Toyota wraz z amerykańskim producentem Kenworth rozpoczęła produkcję 10 wodorowych ciężarówek na bazie modelu Kenworth T680s na zamówienie Portu Los Angeles. W lutym tego roku jeden z takich pojazdów wjechał na szczyt Pikes Peak w Kolorado, gdzie co roku rozgrywany jest słynny wyścig górski Pikes Peak International Hill Climb.

Toyota jest największym promotorem wodorowej motoryzacji na świecie, a technologie wodorowe są jednym z filarów strategii firmy dochodzenia do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Do dziś Toyota wprowadziła na rynek dwie generacje sedana Mirai, autobusy zasilane ogniwami paliwowymi oraz wodorowe generatory stacjonarne i dla jachtów. Teraz przyszła kolej na komercjalizację napędu na wodór w wielkogabarytowych ciężarówkach. Jednocześnie Toyota prowadzi prace koncepcyjne nad zastosowaniem ogniw paliwowych w transporcie morskim i kolejowym oraz angażuje się w rozbudowę infrastruktury produkcji, przesyłu i tankowania wodoru. Równocześnie, we współpracy z Japońską Agencją Kosmiczną (JAXA) firma pracuje nad załogowym łazikiem księżycowym, widząc w technologii wodorowej ogromny potencjał dla rozwoju branży kosmicznej.

Jak przygotować się na nadchodzący sezon i co czeka sadowników?

Zbliżający się sezon jabłkowy niesie wiele pytań i niewiadomych na temat przyszłości sadownictwa w Polsce. Jak przygotować się na nadchodzący sezon i co czeka sadowników? Czy warto inwestować w swój sad? Na te pytania odpowiadają eksperci Unii Owocowej.

Polska jest od wielu lat największym producentem jabłek w Europie. Nie inaczej będzie w tym roku. Przewiduje się, że w 2021 roku wyprodukujemy aż 4170 tys. ton jabłek. To o 760 tys. ton więcej niż
w ubiegłym sezonie i ponad 1/3 wszystkich owoców wyprodukowanych na terenie Europy. W tym roku przewiduje się również rekordowe zbiory jabłek, chociażby Gali.

„Moim zdaniem sukces tkwi w dostarczaniu na rynek nowoczesnych jabłek o bardzo wysokiej jakości, dobrze wykolorowanych i bez pozostałości. Niekoniecznie muszą się sprawdzić dotychczasowe prognozy analityków rynku dotyczące nadwyżki podaży nad popytem w produkcji jabłek.” – zauważa Grzegorz Olczak, sadownik z wieloletnim doświadczeniem, właściciel 20 ha sadu.

Wzrost kosztów produkcji i brak rąk do pracy

Największym problemem w nadchodzącym sezonie może być wzrost kosztów produkcji. Ceny nawozów i oprysków wzrosły w ostatnim roku o około 50%. Z tego względu nie każdy sadownik ma środki, aby odpowiednio zadbać o swoje jabłonie.

Dużym wyzwaniem dla nas sadowników będzie także oberwanie wszystkich jabłek na czas, a co za tym idzie, zapewnienie do tego celu odpowiedniej siły roboczej. Na rynku coraz bardziej brakuje pracowników do prac przy zbiorach. Stawki godzinowe rosną w zastraszającym tempie. Za czas pracy trzeba zapłacić nawet o 30% więcej niż w ubiegłym sezonie, jednak nawet to nie jest w stanie przekonać do pracy w sadzie. Obecnie, pracownicy z Ukrainy, czyli najliczniejsza siła robocza przy zbiorach, decydują się na dalsze wyjazdy, za zachód. Coraz bardziej realną perspektywą jest szukanie pracowników w dalszych rejonach świata, takich jak Nepal czy Bangladesz.

Nieprzewidywalna pogoda

Mimo iż epizody mrozu, które wystąpiły na przełomie kwietnia i maja, ominęły Polskę i nie przyniosły takiego spustoszenia jak w Europie Zachodniej, to pogoda i dla polskich sadowników nie jest teraz łaskawa. Szybkie zmiany temperatur na przełomie sierpnia i września niekorzystnie wpływają na owoce w sadach.

Według obliczeń ekspertów Unii Owocowej, cały sezon opóźni się o około 2 tygodnie. Dopiero w tym momencie odmiany zaczynają być faktycznie dojrzałe i spełniać określone parametry. Wszystkie te czynniki sprawiają, że branżę sadowniczą czeka zabieganie o pracowników i walka z czasem.

Porady dla sadowników

Warto poszukać okazji i cały czas obserwować rynek albo skorzystać z wiedzy doświadczonych partnerów takich jak grupy producenckie. Należy pamiętać, że w Polsce jabłka pod względem jakościowym jak najbardziej odpowiadają na wysokie oczekiwania Świata. W zdobywaniu nowych rynków sprzyja np. gorsza jakość jabłek francuskich i włoskich w tym sezonie, związana ze szkodnikami i parchem jabłoni, coraz lepsza marka polskiego jabłka, ale również fakt, że w krajach Beneluksu, tam gdzie uprawa Gali się nie udaje, jest ona coraz bardziej poszukiwana przez importerów.

„Sadownicy, którzy mają pewny towar nie powinni wpadać w panikę, ponieważ ich jabłka mogą bardzo dobrze wypaść na tle konkurentów z Europy. Posiadając dobrej jakości owoce, jako producenci powinniśmy odchodzić od podejścia, że w Polsce jabłko ma być oferowane za grosze. Oddawanie plonów za bezcen psuje bowiem rynek dla wszystkich i sprawia, że de facto polskiego jabłka sprzedaje się mniej. Sadownicy powinni znać jakość swojego produktu.” – zauważa pan Grzegorz Olczak.

Co istotne mniejsza cena jabłka deserowego nie wpłynie na zwiększenie jego sprzedaży. Ocena sadowników odnośnie jakości swojego produktu jest kluczowym elementem w stabilizacji ceny, bo to oni są właścicielami swojego towaru. Kwota oferowana przez klienta jest odzwierciedleniem jakości oferowanych produktów przez sadowników. Oznacza to, że dbając o swój towar będzie on brany pod uwagę przez najbardziej wymagających klientów, oferujących najlepszą cenę.

Wielu sadowników decyduje się na postawienie na ilość, a nie na jakość. Konsekwencją jest produkcja jabłek, nienadających się do przechowania. Dlatego takie owoce należy od razu przeznaczyć na przetwórstwo, gdyż trzymanie w komorach złego towaru z pewnością zakończy się klęską.

Z pewnością ważne jest poszukiwanie przez sadowników własnej, indywidualnej drogi rozwoju. Stałe obserwowanie trendów i poszukiwanie kontaktów zagranicznych – samodzielnie lub z pomocą grup producenckich jest kluczem do sukcesu w branży.

„Radziłbym na siłę nie inwestować w rozwój sadu i powiększanie jego areałów, a raczej skupić się na jakości produkcji. Przed sadownictwem niestety duże wyzwania. Z jednej strony postanowienia Zielonego Ładu, jak i rosnące koszty pracy, sprzętu i ochrony roślin. Wszystko to może odbić się negatywnie na produkcji sadowniczej. Niestety pod tym kątem szybkimi krokami doganiamy Europę, a co za tym idzie, przestajemy być konkurencyjni cenowo i musimy nauczyć się prezentować inne zalety naszych produktów” – komentuje Grzegorz Olczak.

Równość rodzicielska na polskim rynku pracy. Jak firmy wspierają zaangażowane ojcostwo?

Polityka Insight z inicjatywy Fundacji Share the Care przeprowadziła badanie mające wyłonić firmy przyjazne równości płci w opiece rodzicielskiej i przyjrzeć się ich praktykom. To ważny aspekt dyskusji o równouprawnieniu kobiet na rynku pracy, bo jak podkreśla Karolina Andrian, prezeska Fundacji Share the Care nie ma szans na równość płci na rynku pracy, bez zadbania o równość
w podziale obowiązków rodzicielskich.

Badanie równości rodzicielskiej na polskim rynku pracy polegało na analizie sposobów wspierania zaangażowanego ojcostwa przez polskie przedsiębiorstwa. Raport prezentuje wyniki 23 firm, które wspierają swoich pracowników będących rodzicami w dzieleniu się opieką rodzicielską oraz które swoimi działaniami przyczyniają się do budowania świata równych szans i promowania idei work-life balance. W raporcie zostały przedstawione dobre praktyki, które mogą stanowić inspirację dla innych firm. Partnerami raportu są: Karta Różnorodności – Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Pracodawcy RP, Polska Rada Biznesu oraz Polskie Stowarzyszenie HR.

Kluczowe wnioski:

  • Celem europejskiej Dyrektywy work-life balance (WLB) jest wspieranie równości kobiet
    i mężczyzn na rynku pracy oraz funkcjonowania w miejscu pracy tak, aby ułatwić pracownikom będącym rodzicami i/lub opiekunami godzenie życia prywatnego z zawodowym.
  • Kraje UE mają obowiązek wprowadzić przepisy dyrektywy (WLB) do krajowego porządku prawnego do 2 sierpnia 2022 r.
  • Wsparcie równości mężczyzn i kobiet na rynku pracy oraz efektywne godzenie życia zawodowego z życiem rodzinnym to ważne wyzwania polityki społecznej i gospodarczej
    w Polsce.
  • W Polsce systematycznie wzrasta poziom wydatków na świadczenia na rzecz dzieci i rodzin
    w relacji do PKB. W 2019 r. na wsparcie rodzin w formie świadczeń rodzinnych przeznaczono 10,3 mld zł (wzrost o 3 proc. względem 2018 r.), a skorzystało z nich średnio miesięcznie blisko 1,9 mln beneficjentów.
  • Sektor prywatny może współtworzyć politykę prorodzinną i działać na rzecz równości rodzicielskiej. Dwie podstawowe drogi to:
    • zabezpieczenie dodatkowych środków finansowych na ten cel i zarządzanie nimi,
    • promocja równości rodzicielskiej poprzez prowadzenie wewnętrznych kampanii społecznych.
  • Paleta dobrych praktyk na rzecz umacniania równości rodzicielskiej w firmach w Polsce jest zróżnicowana i obejmuje zarówno twarde wydatki finansowe, bezpośrednią organizację opieki nad dziećmi, jak i politykę komunikacyjną czy zarządczą.

Sezon letni z droższym alkoholem. Polacy zapłacili średnio o blisko 8% więcej niż rok temu

Z analizy ponad 33 tys. cen detalicznych i przeszło 2,2 tys. marek wynika, że w sezonie letnim alkohol podrożał w sklepach średnio o blisko 8% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Największa zmiana dotyczy alkoholi mocnych, których ceny poszły w górę o ponad 10%. Piwo było o niemal 5% droższe niż rok wcześniej. Natomiast obniżki cen widoczne były tylko w dwóch z siedmiu badanych kategorii. Cydr potaniał o niemal 8%, a likiery i kremy – o przeszło 6%.

Jak wynika z raportu „Wakacyjne ceny alkoholu 2020/21”, autorstwa Hiper-Com Poland, Grupy AdRetail i UCE RESEARCH, w ostatnim sezonie letnim alkohol podrożał średnio o 7,8%. Taką zmianę odnotowano, porównując dane z okresu od 1 czerwca do 31 sierpnia tego i ubiegłego roku.

– Wzrost cen w wakacje to zjawisko sezonowe. Natomiast w tym roku sprzyjało temu dodatkowo kilka czynników. Wciąż widoczny i odczuwalny jest efekt podniesienia podatku akcyzowego, a także opłaty cukrowej i tzw. małpkowej. Ale głównym powodem jest szalejąca inflacja wraz z jej pochodnymi, tj. wzrostem cen surowców wykorzystywanych do produkcji – komentuje Karol Kamiński z Centrum Analiz Grupy AdRetail, wydawcy serwisu Ding.pl.

Jak podkreśla Magdalena Zielińska, prezes zarządu Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, na detaliczne wartości alkoholi wpływa wiele czynników, a ich kształtowanie jest złożonym procesem. Inflacja, z którą mamy aktualnie do czynienia, niewątpliwie oznacza wzrost cen. Jednak trzeba zauważyć, że produkty nie drożeją w tym samym tempie. Zdaniem eksperta, za wcześnie zatem, aby formułować wnioski. Ale generalnie wzrostu cen alkoholi można było się spodziewać.

– Pocieszające może być to, że akurat w Polsce alkohol wciąż jest jednym z najtańszych w UE. Tylko w trzech krajach unijnych kosztuje mniej. Do tego u nas ceny trunków stanowią ok. 86% średniej unijnej – dodaje ekspert z Grupy AdRetail.

Ponadto z analizy wynika, że do wzrostu cen doszło w pięciu z siedmiu zbadanych kategorii. Najbardziej poszły w górę alkohole mocne – o 10,3%. Na kolejnym miejscu znalazło się piwo – 4,7%. Za nim uplasowały się drinki alkoholowe – 3,7%. Dalej widzimy szampany – 1,8%, a także wina – 0,5%. Zdaniem Karola Kamińskiego, to jest oczywiste, że alkohole mocne i piwo drożeją w sezonie letnim. Ale tu porównano średnie ceny rok do roku. I to może być dość niepokojący sygnał. Według eksperta, po części podwyżki mogą być też pokłosiem tego, że od kilku lat Polacy coraz częściej sięgają po droższe trunki, szczególnie wódki i whisky. Producenci i handlowcy to dostrzegają i odpowiednio windują ceny w stosunku do zapotrzebowania.

– Wzrost średniej ceny piwa obserwujemy od dłuższego czasu. Od 2018 roku wyniósł już 13%. Dzieje się tak z powodu silnej presji rosnących kosztów produkcji. Przykładowo, drastycznie podrożało aluminium. Wyższe są koszty opakowań, wody, surowców rolnych, energii oraz transportu. Ważnym elementem wpływającym na końcową cenę są także rosnące koszty pracy. Nie można też zapominać o podwyżkach podatków, czyli akcyzie, która wzrosła o 10% od 2020 roku – analizuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Natomiast Karol Kamiński z Grupy AdRetail podkreśla, że branża piwna poniosła spore straty w wyniku rozprzestrzeniania się COVID-19. W I kwartale br. sprzedaż piwa w beczkach spadła o 100% w ujęciu rok do roku. A rok przed pandemią Polska była na drugim miejscu w Europie pod względem produkcji tego napoju.

– Rosnące koszty produkcji oczywiście wpływają na wszystkie rodzaje alkoholi. Niemniej w przypadku piwa mówimy o użyciu droższych surowców i droższym samym procesie produkcji. A to powoduje, że ww. koszty są ok. 2,5-krotnie wyższe niż chociażby w przypadku wódki – dodaje Morzycki.

Z analizy również wynika, że odnotowano obniżki w dwóch kategoriach. W porównaniu z latem 2020 roku, ostatnio potaniały takie trunki, jak cydr – o 7,8%, a także likiery i kremy – o 6,2%. Ekspert Grupy AdRetail przekonuje, że ostania z wymienionych kategorii niezbyt liczy się w wakacyjnej konsumpcji. W związku z tym obniżka cen była uzasadniona. Natomiast nieco dziwi sytuacja z cydrem. Od kilku lat moda na ten napój rosła. To mogło sugerować, że jego ceny będą coraz wyższe. Jednak ten scenariusz nie sprawdził się i produkt zaliczył największy spadek wśród wszystkich analizowanych alkoholi.

– W ostatnim czasie drastycznej redukcji ulega sprzedaż cydru w Polsce. Otoczenie prawne powoduje, że musi on stawać do nierównej walki o konsumenta z piwami smakowymi. W przypadku porażki można prognozować, że cydry zostaną zepchnięte do roli kategorii niszowej i to w ciągu najbliższych kilku lat – mówi Magdalena Zielińska.

Z kolei Karol Kamiński przypomina, że cydr miał być naszym eksportowym hitem. Przynajmniej tak w 2014 roku przedstawiali to politycy. Ale spożycie tego napoju mocno spadło. Według eksperta, jeśli tak dalej pójdzie, to za kilka lat trunek ten może całkowicie zniknąć z półek sklepowych. Ewentualnie zostanie dość poważnie ograniczona jego sprzedaż, nie mówiąc już o cenie.

Analizę wykonali eksperci Hiper-Com Poland, Grupy AdRetail i UCE RESEARCH. Porównano ponad 33 tys. cen detalicznych, w tym przeszło 2,2 tys. marek (alkoholi mocnych, cydru, drinków alkoholowych, likierów i kremów, piwa, szampanów oraz win). Badaniu poddano okres od początku czerwca do końca sierpnia br. oraz analogiczne miesiące ubiegłego roku. Raport obejmuje dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry, działające w 16 województwach.

Cyfryzacja edukacji – przyszłość edukacji w hybrydowej rzeczywistości

Nieustanny i dynamiczny rozwój technologii oraz powszechny dostęp do Internetu już od pewnego czasu wymuszają zmiany w codziennym życiu i wielu jego obszarach – również w edukacji. Należy przyznać, że pandemia znacznie przyspieszyła proces digitalizacji i rozwoju technologii, zmieniając przy tym naszą codzienność na bardziej wirtualną. Pewne jest, że nie uciekniemy już od procesu cyfryzacji, więc powinniśmy zastanowić się, jak najlepiej wykorzystać dostępne nam formy nauki i narzędzia, aby poprawić poziom i obecny stan edukacji. Szczególnie, że z perspektywy kilku kolejnych lat e-learning może pozostać bardzo ważną lub wręcz kluczową formą zdobywania wiedzy. Potwierdzeniem tej tezy są wyniki badania „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?”, które obrazują, że aż 71% nauczycieli oraz 76% wykładowców akademickich zakłada, iż nauka online nie skończy się razem z pandemią.

Już najmłodsze pokolenia uczniów wychowywane są w świadomości, że potrzebne informacje są w stanie zdobyć w każdym miejscu (gdzie jest dostęp do sieci) w dowolnym czasie. Według nich, szczególnie w obowiązujących realiach, wiedza powinna być w dużej mierze praktyczna, skondensowana i dostępna w wersji online. Z badań „Jak oceniamy naukę zdalną po roku pandemii?” przeprowadzonych przez Clickmeeting wynika, że aktualnie aż dla 76% badanych nauka zdalna jest dużo większym wyzwaniem niż ta prowadzona w trybie stacjonarnym. Powodem bardzo często jest problem dostosowania wcześniej używanych materiałów dydaktycznych podczas zajęć stacjonarnych do możliwości lekcji online. Niestety wygłaszanie długich referatów czy czytanie podręcznika na głos podczas zajęć nie wpływają pozytywnie na budowanie zainteresowania wśród dzieci i młodzieży przedstawianym materiałem. Młodzi odbiorcy czują się znudzeni, a nauczyciele stoją przed wyzwaniem zaciekawienia ich zajęciami i utrzymaniem uwagi. Wymaga to odpowiednich narzędzi i rozwiązań technologicznych. Należy przyznać, że nauka zdalna wiąże się z większym zaangażowaniem w proces zdobywania wiedzy zarówno ze strony uczniów, studentów, nauczycieli oraz często również rodziców.

Wymagania, jak i oczekiwania co do form prowadzenia zajęć wciąż rosną, a konieczność dostosowywania się do nowych cyfrowych narzędzi jest pod coraz większą presją. Nieco ponad 50% respondentów biorących udział w badaniu Clickmeeting stwierdziło, że wizja, w której edukacja odbywa się wyłącznie w trybie zdalnym nie do końca przypadła im do gustu. Jednak w całym wirtualnym szaleństwie form wideo, gier i interakcji, nie można zapomnieć o podstawowym nośniku wiedzy, czyli papierze. Pozwala on na rozwijanie podstawowych umiejętności, których nie mamy okazji doskonalić w wyłącznie wirtualnej rzeczywistości.

Korzystanie z dobrodziejstw technologicznych w procesie edukacji opiera się także na wykorzystaniu urządzeń, takich jak drukarki czy skanery, które w sprawny sposób umożliwiają wymianę niezbędnych informacji w relacji uczeń-nauczyciel czy uczeń-uczeń. Oczywiście, kopiowanie większości schematów z czasów zajęć stacjonarnych nie sprawdza się w realiach zdalnej edukacji. Jednak niezastąpione są niektóre czynności, takie jak odręczne pisanie wypracowania czy tworzenie prac techniczno-plastycznych, podczas której stymulowana jest praca ważnych części mózgu. Aby wydruk czy skan pracy był w wysokiej jakości wskazane jest wykorzystanie profesjonalnych urządzeń – szczególnie gdy pojawi się konieczność skonsultowania pracy z nauczycielem. Jednocześnie, kompaktowa i wydajna drukarka, pozwoli uczniom i studentom przenieść materiały cyfrowe z rzeczywistości wirtualnej do świata materialnego. Ludzki mózg zdecydowanie lepiej przetwarza materiały na papierze, zwłaszcza kiedy mamy możliwość nanoszenia notatek, rysowania czy podkreślania istotnych fragmentów.

Przed koronawirusem tylko jeden na trzech uczniów codziennie korzystał z komputera lub smartfona w celu pogłębiania wiedzy[1], natomiast znaczna większość badanych uczyła się w tradycyjny sposób – wykonując odręczne notatki na kartce, a sprzęt elektroniczny był przez nich wykorzystywany głównie w celach rozrywkowych. Realia nauki zdalnej czy hybrydowej znacznie zmieniły tę tendencję, która prawdopodobnie bezpowrotnie odmieniła nasze nastawienie do korzystania z technologii i różnych urządzeń w celu zdobywania wiedzy. Nie wygramy walki z postępem technologicznym w dziedzinie edukacji, jednak warto szukać rozwiązań, które pozwolą zachować balans między światem cyfrowym a tym rzeczywistym.

Katarzyna Idzkiewicz, Senior Marketing Coordinator w firmie Brother Polska

[1] Z badania ankietowego przeprowadzonego w trakcie trwania pandemii przez twórcę dziennika elektronicznego VULCAN wraz z Zakładem Badań nad Procesem Uczenia się (UAM w Poznaniu) – fragment lekko zaczerpnięty ze starszego tekstu “Back to school”

https://knowledge.clickmeeting.com/uploads/2021/03/ClickMeeting_raport_nauka_zdalna_marzec_2021.pdf

Pandemia wzmocniła podziały wśród pracowników

Organizacje nadal próbują adaptować się do stale zmieniającej się rzeczywistości wynikającej z pandemii. Jak pokazuje najnowsze badanie zrealizowane dla Sodexo Benefits&Rewards, 52% pracowników fizycznych i 59% pracowników biurowych uznało wysiłki pracodawców w czasie pandemii za zupełnie lub raczej wystarczające. Ci, którzy negatywnie ocenili działania związane z funkcjonowaniem firmy, jako kluczowy powód wskazali niedostowanie oferty benefitowej do potrzeb. Mimo że pandemia negatywnie wpłynęła na wszystkich zatrudnionych, pracownicy biurowi oraz fizyczni mierzyli się z różnymi wyzwaniami, co za tym idzie – mają odmienne oczekiwania względem pracodawców.

Kluczowe dane z raportu „Dwa światy – oczekiwania i potrzeby pracowników biurowych oraz fizycznych”

  • Na brak dopasowania benefitów do potrzeb zwróciło uwagę 53% pracowników spośród tych, którzy uznali działania pracodawców w czasie pandemii za niewystarczające.
  • 33,4% pracowników fizycznych i 59,8% pracowników biurowych potwierdza, że zmienił się sposób wykonywania pracy po ogłoszeniu pandemii.
  • Co czwarty pracodawca wprowadził jakiekolwiek zmiany w kulturze organizacji firmy.
  • Praca hybrydowa, ale częściej w biurze niż w domu to zdaniem 38% badanych pracowników biurowych najlepszy model pracy.
  • Według 57% pracowników biurowych zachętą do powrotu do biur powinna być elastyczna formuła pracy.
  • Blisko co czwarty badany napotkał na problem w korzystaniu z benefitów w związku z pandemią.

–  Dziś strategiczny HR opiera swoje działania na rzetelnych i wiarygodnych danych, dlatego wspieramy specjalistów i praktyków zarządzających kapitałem ludzkim co roku publikując pogłębione raporty dotyczące benefitów. Tegoroczna edycja raportu jest przy tym niezwykle ważna – ukazuje bowiem rynek pracy i świadczeń pozapłacowych w dynamicznych czasach pandemicznych – mówi Arkadiusz Rochala, dyrektor generalny Sodexo Benefits & Rewards Services Polska. – Co więcej, pozwala spojrzeć na świat pracy z różnych perspektyw – zarówno pracowników umysłowych, jak i fizycznych, przedstawicieli najmłodszych pokoleń i starszych generacji. Warto zwrócić uwagę, że według danych Eurostatu tylko niespełna 9% Polaków pracowało zdalnie. A zatem większość aktywnych zawodowo osób nadal wykonywała pracę stacjonarną, w swoich miejscach zatrudnienia. Zależy nam, by zwrócić uwagę na ten dualizm, niejednorodność rynku pracy, ponieważ idą za nią różnorodne potrzeby pracownicze, na które pracodawcy muszą pozostać szczególnie wrażliwi.

Kluczowe zmiany w organizacjach

Wyniki badania obrazują skalę transformacji, jaką przeszło wiele firm z różnych sektorów, oraz różnorodność doświadczeń pracowników. Zmiany związane z trybem wykonywania pracy częściej deklarują reprezentanci środowiska pracy umysłowej – pandemia wpłynęła na blisko ⅔ badanych „białych kołnierzyków”, natomiast o istotnych zmianach w sposobie pracy mówił jedynie co trzeci ankietowany pracownik fizyczny. Co czwarty pracodawca wprowadził zmiany w kulturze organizacji firmy – najczęściej były to wideokonferencje, spotkania wirtualne (58%) oraz zdalne spotkania wewnętrzne (56%). Takie rozwiązania były naturalnie częściej wdrażane w przypadku pracowników biurowych, natomiast w firmach zatrudniających pracowników fizycznych najczęściej spotykaną zmianą była praca zmianowa.

Przegląd działań wspierających

Zdrowie, zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym oraz wypoczynek – to obszary, w których zdaniem respondentów pracodawcy powinni najwięcej wspierać pracowników. Poziom zadowolenia jest jednak zróżnicowany. Połowa pracowników fizycznych (52%) oraz nieco ponad połowa pracowników biurowych (59%) oceniła działania pracodawców w związku z funkcjonowaniem firmy w czasie pandemii jako zupełnie lub raczej wystarczające. Jedną z kluczowych bolączek stanowi niedopasowanie benefitów do potrzeb – na ten aspekt zwróciło uwagę 53% badanych, którzy uznali, że działania ich pracodawców były niewystarczające, przy czym stwierdziło tak 61% pracowników fizycznych i 49% pracowników biurowych.

Przetasowania w benefitach

Blisko co czwarty badany napotkał na jakikolwiek problem w korzystaniu z benefitu w związku z pandemią. Pracodawcy podejmowali różne decyzje związane z ofertą świadczeń pozapłacowych. Najczęstsze zmiany w polityce benefitowej dotyczyły likwidacji części benefitów lub zmniejszenia ich wartości.

Preferowany model pracy i zachęty do powrotów

Jak będzie wyglądać praca przyszłości? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, ale z pewnością pandemia wpłynęła na wyobrażenia pracowników na temat idealnego trybu pracy. Z badania zrealizowanego dla Sodexo wynika, że praca wyłącznie zdalna preferowana jest bardziej przez młodsze pokolenia Millennials i Zoomers niż przez przedstawicieli starszych generacji. Co może zachęcić pracowników do powrotu do biura? Na przykład elastyczna formuła pracy, dzięki której będzie można wybrać pracę zarówno zdalną, jak i stacjonarną – tak twierdzi 57% badanych pracowników biurowych. Według 51% respondentów ważne jest też zapewnienie warunków do bezpiecznego wykonywania pracy.

Kolejne fale pandemii utwierdzają w przekonaniu, że potrzebna jest otwartość na nowe rozwiązania i wielowymiarowe spojrzenie na sprawy pracownicze, tym bardziej, że scenariusz na kolejne miesiące wciąż jest niepewny. Sprzymierzeńcem okazują się technologie, dzięki którym można usprawniać komunikację, ulepszać warunki pracy i personalizować ofertę benefitową. Organizacje, po wykonaniu motywacyjnego restartu, znalazły się dzisiaj w punkcie, w którym warto wyciągnąć wnioski z wcześniejszych doświadczeń i wykonać kolejne kroki – w stronę jeszcze lepszego dopasowania do zmieniających się realiów oraz zwiększania efektywności i motywacji pracowników  – podsumowuje Arkadiusz Rochala.

Więcej informacji i danych znajdą Państwo w załączonym „Podsumowaniu strategicznym nr 1” oraz w raporcie dostępnym bezpłatnie pod linkiem: twoje.sodexo.pl/potrzeby-pracownikow-2021

O badaniu

Badanie ilościowe „Potrzeby Pracowników 2021” zostało zrealizowane przez Instytut PBS na zlecenie Sodexo, na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie N=1004 pracowników firm. Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI (wywiady internetowe) w czerwcu 2021 roku.

Przychody Erato Energy od początku 2021 roku przekroczyły już 50 mln zł. W okresie styczeń-sierpień, spółka podwoiła swoje wyniki

Erato Energy, specjalizująca się w sprzedaży i montażu instalacji fotowoltaicznych firma operująca na rynku odnawialnych źródeł energii, nieprzerwanie zwiększa przychody r/r, notując w sierpniu kolejny wzrost wyników. Sprzedaż w sierpniu wyniosła 7,24 mln zł, co przekłada się na 122% kwoty przychodów osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Narastająco od stycznia, Erato Energy podwoiło już swoje przychody i przekroczyło próg 50 mln zł, co oznacza osiągnięcie 199% kwoty przychodów zanotowanych w odpowiadającym okresie 2020 roku.

Spółka zgodnie z rozpoczętą w tym roku komunikacją uzyskiwanych przychodów w cyklu miesięcznym, zaprezentowała kolejne wyniki dotyczące jej głównej działalności prowadzonej na rynku odnawialnych źródeł energii w okresie sierpnia oraz narastająco, od początku roku.

  • Sierpień 2021 r.: 7,24 mln zł

122% kwoty przychodów osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku

Sierpień 2020 r.: 5,92 mln zł

  • Styczeń-sierpień 2021 r.: 50,56 mln zł

199% kwoty przychodów osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku

Styczeń-sierpień 2020 r.: 25,42 mln zł

– Zanotowane w sierpniu wyniki sprzedaży Erato Energy to kolejny okres dynamicznego wzrostu spółki, która koncentruje się przede wszystkim na branży OZE i w tym kierunku prowadzi działania mające na celu maksymalizację osiąganej sprzedaży. Równolegle prowadzimy prace, które mają na celu przygotowanie nas do czerpania korzyści z rosnących na popularności rozwiązań w zakresie prywatnych magazynów energii oraz przydomowych stacji ładowania samochodów elektrycznych. Wierzymy, że pozwoli to nam poprawiać wyniki r/r w jeszcze dłuższym okresie – komentuje Krzysztof Kłysz, wiceprezes Erato Energy.

Przychody podawane przez Erato Energy nie uwzględniają prowadzonej w grupie kapitałowej Erato Energy działalności inwestycyjnej, co jest konsekwencją zmiany głównej działalności firmy na branżę OZE, w tym zwłaszcza fotowoltaikę.

Rynek fotowoltaiki jest jednym z najszybciej rosnących segmentów branży odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce i na świecie. W 2020 roku liczba instalacji fotowoltaicznych zamontowanych w kraju wzrosła o ponad 300 proc. w stosunku do roku 2019, zgodnie z raportem Urzędu Regulacji Energetyki.

– Działalność Erato Energy w obszarze odnawialnych źródeł energii, w tym przede wszystkim fotowoltaiki, jest wspierana przez globalne trendy oraz polski rynek, który wciąż znajduje się na początkowym etapie rozwoju, z wysokim potencjałem do rozbudowy. Jesteśmy gotowi aby czerpać korzyści z przyspieszonego wzrostu, jaki jest oczekiwany na naszym rynku OZE i będziemy jednym z jego beneficjentów, co przełoży się na wyniki osiągane przez Erato Energy – dodaje Krzysztof Kłysz.

Ailleron znacząco poprawia przychody i zysk w I półroczu 2021

Ailleron osiągnął w pierwszym półroczu 2021 roku 85,2 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży oraz wypracował 4,07 mln zł zysku netto. Przychody ze sprzedaży wykazały większą dynamikę wzrostu o blisko 26,5% w stosunku do analogicznego okresu z roku ubiegłego, kiedy wynosiły one prawie 67,04 mln zł. W I półroczu 2021 Grupa Ailleron wykazała EBITDA na poziomie 13,4 mln zł, tj. o ponad 58% wyższym do roku poprzedniego, kiedy to wyniosła ona ok 8,5 mln zł. Dało to przyrost wartościowy o blisko 5 mln zł. Zysk netto z kolei urósł o 41,4% w stosunku do pierwszych 6 miesięcy 2020 roku, kiedy Spółka zarobiła ponad 2,88 mln zł.

Rok 2021 zaczął się dla naszej spółki bardzo dobrze, co było już widać po wynikach za pierwszy kwartał. Jak pokazują wyniki za I półrocze nadal utrzymujemy, a nawet zwiększamy dynamikę wzrostu naszej działalności, która sukcesywnie rośnie od początku 2020 roku. Osiągnęliśmy solidny wynik z działalności operacyjnej – 8,6 mln zł – o ponad 93% lepszy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Wzrosły praktycznie wszystkie nasze parametry finansowe, i to w każdym z segmentów działalności. Rośnie zarówno Enterprise Services (obejmujący segment Telco i Software Services), jak i FinTech oraz HotelTech. Dominującym segmentem działalności jest nadal Enterprise Services, który w okresie pierwszego półrocza 2021 zrealizował sprzedaż na poziomie ok. 58,6 mln zł, co oznacza wzrost o 35% w stosunku do analogicznego okresu 2020, kiedy przychody osiągnęły poziom ok. 43,5 mln zł. Należy pamiętać, że w ramach tego segmentu pojawia się już efekt konsolidacji w związku z dokonaną akwizycją spółki ValueLogic z Wrocławia, która miała miejsce w kwietniu 2021 roku. W efekcie, zysk operacyjny BU Enterprise Services wyniósł 10,5 mln zł i był o blisko 4,3 mln zł lepszy niż w roku 2020.” – mówi Tomasz Król – CFO, Członek Zarządu Ailleron S.A.

W kwietniu br. Ailleron podpisał z Polish Enterprise Fund VIII – funduszem private equity zarządzanym przez Enterprise Investors (EI) – finalną umowę sprzedaży udziałów i inwestycji w Software Mind. Docelowo cały segment Enterprise Services został przeniesiony do ww. spółki Software Mind, a wartość wydzielonej części biznesu wyceniono na 150 mln zł (221 mln po wniesieniu środków). Usługi, a szczególnie eksport, przyniósł Ailleron znaczący przychód i zysk.

Software Services, które są już niemal w 100% biznesem exportowym są bardzo dobrze odbierane na rynkach zagranicznych. Rośnie udział eksportu także w takich produktach jak LB (LiveBank), czy SOR (Steering of Roaming). Kładziemy spory nacisk na rozwój w kilku kluczowych dla Spółki kierunkach. Przede wszystkim są to rynki Europy Zachodniej, Azji Południowo – Wschodniej oraz Stanów Zjednoczonych. Eksportujemy tam, gdzie Spółka jest w stanie osiągać wyższe marże. – dodaje Tomasz Król.

W segmencie działalności – FinTech – poziom zrealizowanych przychodów w analizowanym okresie był na wyższym poziomie niż w okresie 2020 roku i wyniósł 23,3 mln zł (tj. wzrost o 12%). Najbardziej istotnymi obszarami w tym segmencie dla Spółki jest flagowy LiveBank, a także Challenger, Corporate czy usługi dla leasingu. Wszystkie te rozwiązania z uwagi na duże zainteresowanie procesem digitalizacji stanowią dobry prognostyk na przyszłość i znaczący udział w wynikach Spółki.

Widzimy obszary, w których drzemie ogromny potencjał do zwiększenia naszych przychodów. W segmencie FinTech są to na pewno produkty i usługi dla sektora finansowego. Rok 2021 jest dla LiveBank’u czasem istotnych inwestycji, które są finansowane ze środków pozyskanych w ramach sprzedaży części udziałów w spółce Software Mind. Spółka pracuje nad kompletną zmianą modelu dostarczania rozwiązania LiveBank na w pełni chmurowy i SaaS-owy. Zmiany jakie wywołała pandemia pozwalają nam wreszcie oferować i sprzedawać rozwiązania w chmurze. To powoduje, że w zasięgu Spółki znajduje się grupa wielu tysięcy banków i instytucji finansowych stanowiących grupę docelową rozwiązania oferowanego przez Spółkę. Co więcej przyjęta strategia pozwoli nam zaistnieć na rynku globalnym o szacowanej wartości na poziomie ok. 4,5 mld USD. Obecnie trwają już negocjacje na wdrożenie tego rozwiązania w wersji chmurowej w kilku bankach.– mówi Piotr Skrabski, Członek Zarządu, General Manager LiveBank.

Spółka w lipcu br. podpisała także umowę z siecią hoteli Bould Group z Arabii Saudyjskiej na wykorzystanie iLumio (aplikacji mobilnej dostępnej na platformach iOS i Android, oraz systemu CMS) w 60 hotelach w Arabii Saudyjskiej. Wartość kontraktu przekracza 10 proc. rocznych przychodów hotelarskiej części Spółki. W obszarze HotelTech zrealizowane przychody w dwóch pierwszych kwartałach 2021 roku wyniosły nieco ponad 2 mln zł tj. więcej o ok. 26% całkowitych przychodów tego segmentu w analogicznym okresie 2020 roku.

Za nami pracowity okres optymalizacji naszych linii biznesowych oraz ich odpowiedniego dostosowania do nowych realiów. Hotele to jedna z tych branż, która była najbardziej dotknięta przez Covid-19. Stąd rosnące zainteresowanie rozwiązaniami minimalizującymi ryzyko kontaktu z obsługą hotelu oraz oprogramowaniem umożliwiającym zdalną obsługę gości. Wiele wskazuje na to, że również w obszarze HotelTech odnaleźliśmy właściwy kierunek. – dodaje Tomasz Król.

Kobiety najbardziej odczuły negatywne skutki pandemii Covid-19

  • Pandemia Covid-19 stała się istotnym czynnikiem stresogennym dla pracowników. Niepokojowi o stan zdrowia swojego i bliskich szybko zaczął towarzyszyć strach o możliwość utraty pracy i dochodu.
  • Zmęczenie i frustrację niemożnością pogodzenia pracy zawodowej i życia rodzinnego odczuwają zwłaszcza kobiety, matki małych dzieci.

– Praca świadczona zdalnie (nie zawsze w komfortowych warunkach) przy konieczności godzenia z opieką nad dziećmi, które nie mogły korzystać z instytucji opiekuńczych, wywoływała wielokrotnie zmęczenie i frustracje związane z niemożnością pogodzenia sfery zawodowej i rodzinnej – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Z badań Eurofound (2021) wynika, że kobiety (a zwłaszcza matki małych dzieci) systematycznie odczuwają to obciążenie częściej bez względu na sposób świadczenia pracy. Analogiczne wnioski płyną z wcześniejszych fal badania (Eurofound 2020) – rodzice małych dzieci częściej martwią się o pracę, kiedy nie pracują, trudniej im się skoncentrować na pracy zawodowej i poświęcić jej odpowiednio dużo czasu. Jednocześnie to na kobiety spada wyraźnie więcej godzin pracy.

Zbyt zmęczeni, by po pracy zająć się obowiązkami domowymi – UE-27 (czerwiec 2021)

Zbyt zmęczeni, by po pracy zająć się obowiązkami domowymi

Ryzyko depresji według wieku i fali badania

Ryzyko depresji według wieku i fali badania
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Eurofound (2021)

Nieliczne badania na temat kondycji psychicznej w pandemii wskazują, że wiosenna fala zakażeń pogłębiła negatywne uczucia obywateli UE. Rok ograniczeń, coraz trudniejsza sytuacja gospodarcza, a często doświadczenia indywidualne (utrata bliskich, odosobnienie, bezrobocie) powodują, że ryzyko depresji wzrosło. W UE wyraźnie największe ryzyko dotyczyło najmłodszej grupy respondentów (18-34 lata) i spadało z wiekiem. Nic dziwnego, dla wielu z nich to drugi taki „kryzys stulecia”, a w krajach południa Europy konsekwencje tego pierwszego (2008-2009) nadal obciążają ścieżki zawodowe młodych.

W świetle badania, wyraźnie najczęściej odczuwane jest napięcie (28-52%), przygnębienie i samotność deklaruje 23-40% osób. Prawdopodobnie, jeśli pandemiczne restrykcje utrzymają się, będzie to oznaczać potrzebę intensyfikacji wsparcia psychologicznego, przede wszystkim z powodów zdrowotnych, ale z perspektywy pracodawców istotne znaczenie może mieć również zdolność do powrotu na rynek pracy i pełnej produktywności.

Wykorzystano dane zebrane w ramach projektu: „Wzmocnienie dialogu społecznego w Polsce – model inicjowania dialogu społecznego przez stronę pracodawców” (Improved social dialogue in Poland: a model for initiating social dialogue by employer organisations) realizowanego przez Konfederację Lewiatan, w ramach Grantu Norweskiego – Godziwa Praca (Norway Grants – Decent Work) nr 2019/101979.

Ładowarki do samochodów elektrycznych w garażach podziemnych bardziej problematyczne niż sądzimy

W ostatnich latach w Europie sporo się dzieje w temacie elektromobilności, a samochody napędzane elektrycznie zyskują na popularności. W Polsce ten trend również zaczyna się pojawiać. Auto elektryczne związane jest jednak z posiadaniem miejsca do jego ładowania. Scenariuszem idealnym byłoby, gdyby znajdowało się ono w garażu, jak najbliżej domu. Wydawać by się mogło, że to żaden problem, jednak jak się okazuje, to dopiero początek dość wyboistej drogi.  

Jak wskazują dane z raportów, w 2020 roku w Polsce oddano do użytkowania ponad 220 tys. mieszkań. Deweloperzy nie zwalniają tempa – wstępne informacje z okresu styczeń-kwiecień 2021 r. pokazały, że do użytkowania oddano już 72,2 tys. mieszkań, tj. o 13,3 proc. więcej niż w tym samym czasie przed rokiem. Podobnie jest z podążaniem za trendami. Klienci wiedzą co jest na topie i oczekują najlepszych produktów i rozwiązań. Jednym z takich przykładów są samochody elektryczne  – ich właściciele chcieliby mieć swobodny dostęp do miejsc postojowych z ładowarkami w swoich garażach podziemnych.

Mieszkania kupowane wraz z miejscami postojowymi to już właściwie standard. Ale co ze stacjami ładowania samochodów elektrycznych? W Polsce na rynku pierwotnym pierwsze inwestycje deweloperskie z gniazdami do ładowania zaczynają dopiero się pojawiać. Temat jest delikatny, bo jak się okazuje już na początkowych etapach projektu pojawiają się głosy sprzeciwu, między innymi ze strony Straży Pożarnej. Deweloperzy chcą podążać za trendem i dawać mieszkańcom możliwość ładowania aut w garażu podziemnym, jednak strażacy opiniujący projekty budowlane nie chcą się pod nimi podpisywać bez wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń w projekcie.

Z punktu widzenia Straży Pożarnej problem stanowi lokalizacja miejsc parkingowych dla pojazdów elektrycznych w garażach podziemnych. Związane jest to z możliwością samozapłonu baterii w takim aucie. Wywołany pożar jest niezwykle trudny do ugaszenia, ponieważ po kilku godzinach ogień może wzniecić się ponownie. Wielu rzeczoznawców do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych uważa, że instalowanie ładowarek do samochodów elektrycznych i/lub z napędem hybrydowym w garażu podziemnym jest bardzo ryzykowne, a wręcz nierozważne. Według nich, minimalnym wymogiem, który mógłby niejako zmniejszyć problem, jest stawianie ścianek przeciwpożarowych co 2-3 miejsca. W praktyce dla deweloperów oznacza to zmniejszenie ogólnej liczby miejsc parkingowych, ze względu na przestrzeń jaką należy przeznaczyć na wspomniane ścianki oraz odsunięcie miejsc parkinowych od nich, zgodnie z warunkami technicznymi. Na chwilę obecną, w tym temacie nie powstały jeszcze żadne regulacje prawne. Wypracowanie wytycznych, które jednoznacznie regulowałyby zasady lokalizowania takich ładowarek w garażach podziemnych pomogłaby rozwiązać wiele niejasnych sytuacji.

Z naszej perpektywy dewelopera i odpowiadania na potrzeby klientów – wiemy, że oczekują oni miejsc postojowych z możliwością komfortowego i łatwego ładowania samochodów elektrycznych. Musimy myśleć długoterminowo. Już na poczatkowych etapach inwestycji odpowiadamy sobie na pytania – czy za 10-20 lat nasz budynek nadal będzie funkcjonalny? Czy niezmiennie będzie zapotrzebowanie na taką ilość miejsc postojowych w garażach? To niezwykle ważne przewidzieć co będzie za jakiś czas. Obecnie obserwujemy, że coraz więcej młodych ludzi rezygnuje ze swojego samochodu na rzecz elektrycznych hulajnóg, rowerów, car share’ingu czy po prostu wybiera komunikację miejską. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której za kilka lat pojawi się problem z dostosowaniem naszego budynku np. do montażu ładowarek samochodów elektrycznych.

Robert Stachowiak, Prezes Zarządu spółki deweloperskiej SGI

Bezpłatne nadgodziny – choroba zawodowa Polaków?

Pandemia koronawirusa nie tylko zmieniła w znacznym stopniu model pracy Polaków, ale również wpłynęła na wzrost liczby bezpłatnych nadgodzin. Według badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, statystyczny Polak pracuje każdego tygodnia 5,5 godziny za darmo. To wzrost aż o 2,5 godziny w ciągu zaledwie ostatniego roku. 

Izolacja, brak kontaktu ze współpracownikami i praca zdalna – tak dla wielu pracowników wyglądał ostatni rok. Firma ADP przedstawiła w raporcie „People at Work 2021: A Global Workforce view”, w jakim stopniu pandemia wpłynęła na wymiar godzin przepracowywanych przez pracowników oraz jakie zmiany w zarządzaniu firmą wprowadzili w tym czasie pracodawcy.

W dzień, w nocy i w weekend

Przeniesienie pracy w tryb zdalny sprawiło, że wielu pracowników musiało pogodzić swoje domowe obowiązki z wykonywaną pracą. Spędzanie wolnego czasu i wypełnianie roli zawodowej w jednym miejscu w znacznym stopniu zaczęło ze sobą kolidować, a wymarzony jeszcze przed pandemią home office zamiast polepszać sytuację pracowników, znacznie ją pogorszył. Według danych z badania firmy ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, prawie co drugi polski pracownik (46 proc.) przyznaje, że wypracowuje nadgodziny. Aż 1 na 5 Polaków twierdzi, że każdego tygodnia zdarza mu się pracować od 6 do 10 godzin całkowicie za darmo.

– Pandemia istotnie zaburzyła równowagę pomiędzy pracą i życiem prywatnym wielu pracowników. Odpisywanie na maile czy odbieranie telefonów poza wyznaczonymi godzinami, a także konieczność bycia w trybie on-line wpłynęły na wzrost wypracowywanych nadgodzin.  Ciekawym rozwiązaniem, które może ukrócić takie praktyki,  może stać się proponowana przez Parlament Europejski ustawa, która gwarantuje pracownikowi prawo do bycia offline po zakończonych godzinach pracy – twierdzi Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska.  

Praca pod kontrolą

Niestacjonarny tryb pracy sprawił, że przełożeni coraz częściej zaczęli kontrolować swoich pracowników i analizować wyniki wykonanych przez nich zadań. Blisko połowa (44 proc.) ankietowanych w badaniu „People at Work 2021: A Global Workforce View” przyznaje,
że w trakcie pandemii, pracodawca bardziej niż kiedykolwiek zwracał uwagę na ich frekwencję w pracy oraz terminowość zlecanych zadań. Dodatkowo 40 proc. Polaków twierdzi, że przełożony nie daje im opcji dzielenia się pracą z innymi współpracownikami. W blisko 1/3 przypadków polscy pracownicy czują się także oceniani za stosowanie elastycznych metod pracy. Co ciekawe, aż ponad połowa Polaków (50,5 proc.) chciałaby jednak wrócić do systemu pracy sprzed pandemii.

Pracownicy nie są w formie

Pandemia w znacznym stopniu wpłynęła na pogorszenie się samopoczucia pracowników,
a także spotęgowała – i tak już duży – stres. Nie spowodowało to jednak większego zainteresowania pracodawców tym obszarem. Według raportu ADP, zaledwie co drugi pracownik przyznaje, że w trakcie pandemii COVID-19 pracodawca dbał o jego dobre samopoczucie. Niepokojem napawa fakt, że według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w 2020 roku lekarze wystawili 1,5 mln zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych, to o 25 proc. więcej niż w roku 2019. Duży udział w liczbie wystawionych L4 miała depresja, często spowodowaną pandemią i izolacją pracowników.

Pandemia przewartościowała potrzeby pracowników oraz benefity, których oczekują od swoich przełożonych. W czasie pełnym wyzwań, wsparcie dla zatrudnionych osób powinno być jednym z najważniejszych dodatków do pracy. Trzeba zaznaczyć, że skumulowany od ponad roku stres znacznie wpływa na ich samopoczucie, a w konsekwencji także na efektywność. Warto więc by menedżerowie zadbali nie tylko o docenianie pracowników, ale także o ich zdrowie psychiczne – kończy Anna Barbachowska.

Polska polityka transportowa powinna jak najszybciej wyłączyć „Wsteczny bieg” i postawić na rozwój zrównoważonych form mobilności

Od czasu wejścia do UE, Polska jest największym importerem pojazdów używanych wśród państw członkowskich – do kraju sprowadzono niemal 14,5 mln aut a średni wiek samochodu z importu to ponad 12 lat. Wyższa emisyjność i paliwochłonność używanych pojazdów z importu generuje szereg kosztów dla polskiego społeczeństwa. Tylko sprowadzone w 2020 r. pojazdy w okresie ich wykorzystania w Polsce wygenerują koszty zdrowotne związane z emisją NOx na poziomie 1 mld PLN, zwiększą import ropy naftowej do Polski o 1,5 mld PLN i pogorszą bilans udziału Polski w systemie mini-ETS dla budynków i transportu o 300 mln PLN. Pilnie potrzebna jest daleko idąca zmiana podejścia do polityki transportowej, która musi dostarczać bodźce fiskalne oraz zasoby finansowe służące wsparciu bardziej zrównoważonych form mobilności i otwarciu drogi do korzystania z nich masowo Polakom. Szybszym zmianom może sprzyjać np. bardziej aktywna polityka fiskalna wobec środków transportu – wskazuje raport przygotowany przez ekspertów WiseEuropa.

Szybki wzrost mobilności i jego skutki

Ostatnie dwie dekady przyniosły szybki wzrost mobilności Polaków. Było to możliwe m.in. dzięki pojawieniu się dostępu do relatywnie tanich pojazdów używanych sprowadzanych z Europy Zachodniej. Obecnie stopień zmotoryzowania Polski kształtuje się na poziomie zbliżonym do średniej UE. Masowy import starych aut jest jednak źródłem wielu negatywnych zjawisk, takich jak wzrost emisji gazów cieplarnianych, wzrost opłat w systemie mini-ETS, i ma daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa na drogach, a także zdrowia oraz życia Polaków (smog i problemy zdrowotne wynikające ze złej jakości powietrza, wypadki na drogach). Zgromadzone w raporcie WiseEuropa „Wsteczny bieg. Społeczno-gospodarcze skutki importu używanych samochodów do Polski” informacje pokazują, że bilans kosztów i korzyści masowego importu używanych pojazdów do Polski szybko się pogarsza. Eksperci przedstawili w raporcie zarówno niepokojące zjawiska, jak i potencjalne źródła istotnych i pilnych zmian w sektorze gospodarki, jakim jest transport. Z raportu dowiemy się, m.in., że:

  • W Polsce transport to kluczowy sektor dla którego odnotowano wzrost emisji GHG od 2005 r. aż o 85%, podczas gdy dla całej Unii Europejskiej pozostały one na tym samym poziomie.
  • Tylko sprowadzone w 2020 r. pojazdy w okresie ich wykorzystania w Polsce pogorszą bilans udziału Polski w systemie mini-ETS dla budynków i transportu o 300 mln PLN, wygenerują koszty zdrowotne związane z emisją NOx na poziomie 1 mld PLN, zwiększą import ropy naftowej do Polski o 1,5 mld PLN.
  • Import używanych pojazdów z silnikami diesla generuje niemal 70% kosztów związanych z emisjami CO2 oraz importem ropy naftowej oraz niemal 90% kosztów zdrowotnych wynikających z emisji NOx, pomimo tego że stanowią one mniej niż połowę sprowadzanych do Polski samochodów.
  • Problem importu używanych samochodów osobowych jest złożony i wymaga rozwiązań systemowych. Polska powinna rozważyć wprowadzenie nowej opłaty, powiązanej z emisyjnością pojazdów.

Polityka fiskalna krajów UE i Polski

W wielu krajach UE funkcjonują opłaty uzależnione od wysokości emisji zanieczyszczeń pochodzących z pojazdu oraz jego wpływu na środowisko. Opłaty te mają charakter jednorazowy, i są zazwyczaj uiszczane podczas rejestracji pojazdu, lub funkcjonują jako coroczny podatek od posiadania określonego rodzaju pojazdu. W Polsce opłata taka, pomimo, że jest uwzględniona w Krajowym Planie Rozwoju Elektromobilności, nie została jak dotąd wprowadzona, ze względu na „możliwy negatywny odbiór społeczny”, co ustaliła kontrola NIK-u. Niemniej, jak pokazują dane Eurostat, poziom  opodatkowania środków transportu jest w Polsce relatywnie niski na tle UE a skala negatywnych zjawisk wynikających z korzystania z przestarzałego transportu wysoka.

Konieczne jest wypracowanie akceptowalnych społecznie rozwiązań i prowadzenie bardziej aktywnej polityki publicznej, która jest relatywnie niska na tle Europy Zachodniej. Obecnie dla Polski wskaźnik podatków od transportu w stosunku do PKB wynosi ok. 0,22% przy czym średnia dla Francji i Niemiec to 0,29% a średnia unijna to aż 0,45%. Wskazuje to na realną możliwość daleko idącej zmiany podejścia do zapewnienia polskim obywatelom powszechnej mobilności poprzez przekierowanie bodźców fiskalnych oraz zasobów finansowych w kierunku bardziej zrównoważonych form transportu zwraca uwagę Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko z WiseEuropa i współautor raportu.

Szansa na większe wpływy do budżetu, szybszą modernizację transportu i większe bezpieczeństwo na drogach

Możliwe do pozyskania środki stanowią niemalże równowartość wpływu do budżetu państwa z tytułu opłaty emisyjnej (w przypadku zrównania do średniej dla Niemiec i Francji) lub ponad trzykrotność wpływów w przypadku zrównania wysokości podatków do średniej europejskiej. Zwiększenie podatków w Polsce do poziomu średniej unijnej skutkowałoby zwiększeniem przychodów do budżetu w wysokości ponad 5 mld zł.

Na tej podstawie określono również skalę inwestycji w zrównoważone środki transportu, które można byłoby wesprzeć z dodatkowych wpływów podatkowych. W raporcie WiseEuropa eksperci wskazali, że zrównanie opodatkowania środków transportu w Polsce ze średnią unijną pozwoliłoby np. na sfinansowanie zakupu 1,6-2,2 tys. autobusów elektrycznych rocznie, wsparcie zakupu niemal 200 tys. elektrycznych samochodów osobowych lub 27-krotne zwiększenie skali finansowania Funduszu rozwoju przewozów autobusowych.

Aktywniejsze kształtowanie bodźców fiskalnych zniechęcających do importu najbardziej emisyjnych pojazdów zapewniłoby  jednocześnie  środki na inwestycje w  niskoemisyjne formy transportu. Podniosłoby to bezpieczeństwo ruchu drogowego, zmniejszyło szkodliwe emisje i mogłoby zmniejszyć poziom wykluczenia transportowego w Polscepodkreśla Piotr Chrzanowski, analityk WiseEuropa.

Pełna treść analizy WiseEuropa dostępna jest pod adresem https://wise-europa.eu/wp-content/uploads/2021/09/WSTECZNY-BIEG.-Spo%C5%82eczno-gospodarcze-skutki-importu-u%C5%BCywanych-samochod%C3%B3w-do-Polski.pdf

Projekt „Bezpieczna witryna – bierz przykład z manekina” nabiera rozpędu

Branża centrów handlowych solidarnie włącza się we wszystkie możliwe działania zapobiegające rozwojowi pandemii i jej konsekwencjom, promując szczepienia oraz zasady sanitarne DDM – dystans, dezynfekcja, maseczka. Zgodnie z danymi przekazanymi do PRCH, działa już 80 punktów w lokalach, w aptekach i przychodniach na terenie galerii. Zainicjowana przez PRCH 31 sierpnia akcja pod patronatem Ministra Zdrowia „BEZPIECZNA WITRYNA – BIERZ PRZYKŁAD Z MANEKINA” nabiera rozpędu. Udział w niej potwierdziło dotąd ponad 70 centrów z całej Polski. Codziennie spływają informacje o przystąpieniu do kampanii kolejnych obiektów. Zaproszeni do akcji zostali właściciele, zarządcy i najemcy.

„Dziękujemy za Państwa stałe zaangażowanie w edukację na temat bezpieczeństwa oraz włączenie się w promocję szczepień i otwieranie tymczasowych punktów szczepień na terenie obiektów handlowych. Dzisiaj bardziej niż zwykle potrzebne jest połączenie wszystkich sił, aby przeciwdziałać konsekwencjom braku odpowiedzialności osób, które lekceważą zagrożenie kolejną falą pandemii.
Chcemy raz jeszcze przypomnieć o zasadach DDM – jednym głosem, poprzez nałożenie masek manekinom wystawionym na sklepowych witrynach, zamieszczenie informacji w sklepach i na terenie centrów, na stronach oraz w mediach społecznościowych. Razem będziemy bardziej widoczni i skuteczni. Branża centrów handlowych ma siłę w swojej jedności.” – napisano w liście do branży podpisanym przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i prezesa PRCH, Jana Dębskiego podczas inauguracji akcji BEZPIECZNA WITRYNA – BIERZ PRZYKŁAD Z MANEKINA.

„Polska Rada Centrów Handlowych oraz Ministerstwo Zdrowia jednym głosem przypominają, że jedyną znaną dzisiaj ochroną przed kolejnymi falami zachorowań oraz obostrzeniami jest stosowanie zasad sanitarnych i masowe szczepienia.” – czytamy dalej w piśmie.

Przez 2 tygodnie od ogłoszenia akcji promocji maseczek w centrach handlowych pn. BEZPIECZNA WITRYNA – BIERZ PRZYKŁAD Z MANEKINA PRCH uzyskało informacje potwierdzające udział od ponad 70 miejsc. Należą do nich: Atrium Plejada, Focus Bydgoszcz, Galeria Alfa Centrum z Grudziądza, Alfa Centrum z Gdańska, Galeria Amber z Kalisza, Atrium Plejada w Bytomiu, Galeria Dębicka, Centrum Echo Przemyśl, Galeria Echo Kielce, Centrum Handlowe Ferio z Konina, Galeria Gniezno, Homepark Janki, Galeria Klif z Gdyni, Galeria Nowy Rynek z Jeleniej Góry, NoVa Park z Gorzowa Wielkopolskiego, Galeria Olimpia z Bełchatowa, Galeria Plaza z Lublina, Galeria Rondo z Bochni, Centrum Handlowe Plaza z Rudy Śląskiej, Galeria Stara Ujeżdżalnia z Jarosławia, Galeria Solna z Inowrocławia, Sosnowiec Plaza, Galeria Tęcza z Kalisza, Galeria Trzy Korony z Nowego Sącza, Galeria Twierdza z Kłodzka oraz Galeria Twierdza Zamość, Galeria Wiślanka z Żorów, Galeria Wzorcownia z Włocławka, Galeria Veneda z Łomży, dwa punkty w Łodzi (Centrum Handlowe Nowa Górna oraz firma Paulo Adriani), dwa obiekty w Płocku (Atrium Mosty i Atrium Płock), dwa centra w Rybniku (Focus Park, Plaza), dwie galerie w Szczecinie (Galaxy oraz Galeria Handlowa Turzyn), dwa centra w Toruniu (Atrium Copernicus, Centrum Handlowe Bielawy), po trzy centra w Gliwicach (Park Handlowy Arena, Forum, Europa Centralna), w Katowicach (Libero, Homepark Rawa, Galeria Katowicka), oraz w Krakowie (Nowe Czyżyny, Park Handlowy Zakopianka, Galeria Kazimierz), po cztery centra handlowe we Wrocławiu (Borek, Magnolia Park, Pasaż Grunwaldzki, Wroclavia), oraz w Poznaniu (Homepark Franowo, Malta, King Cross Marcelin Plaza), trzynaście centrów w Warszawie (Atrium Promenada, Atrium Reduta, Atrium Targówek, Galeria Młociny, Galeria Mokotów, Galeria Północna, Galeria Wileńska, Homepark Targówek, King Cross Praga, Plac Unii, Sadyba Best Mall, Wars Sawa Junior, Westfied Arkadia). Do akcji włączają się najemcy działający na terenie obiektów.

PRCH zachęca pozostałe firmy: właścicieli i zarządców oraz najemców do zgłaszania się, jeśli podjęły tę inicjatywę lub zamierzają to zrobić, dziękując każdemu, komu leży na sercu bezpieczeństwo i wspólne dobro społeczeństwa.

Projekt „BEZPIECZNA WITRYNA – BIERZ PRZYKŁAD Z MANEKINA” ma na celu promocję noszenia masek przez klientów w centrach handlowych i w przestrzeni publicznej oraz ponowne wzmocnienie informacji o zasadach sanitarnych zapobiegających rozprzestrzenianiu się wirusa Covid-19. Centra handlowe od początku pandemii restrykcyjnie przestrzegają zasady DDM – nawołują do zachowania dystansu, stosowania dezynfekcji i noszenia maseczek. Powodem podjęcia wspólnych działań branży pod patronatem Ministra Zdrowia jest wyraźne zmniejszenie liczby osób używających maseczek na terenach obiektów handlowych, w środkach transportu i innych publicznych miejscach, pomimo oficjalnych zasad obowiązujących w kraju. Jest to kolejne działanie podjęte przez branżę w celu przeciwdziałania pandemii, jej konsekwencjom społecznym i gospodarczym.

Inflacja w Polsce nie odpuszcza

Odczyty inflacji są o tyle interesujące, że można się nimi emocjonować kilkukrotnie. Najpierw sierpniowa inflacja zaskoczyła rynek i wg. wstępnych szacunków wyniosła 5,4 proc. r/r, wobec oczekiwań na poziomie 5,1 proc. r/r. Kolejnym razem, przy okazji rewizji, zaskoczony został GUS, gdyż ostatecznie wskaźnik CPI dla Polski uplasował się na poziomie 5,5 proc. r/r. W czwartek opublikowana zostanie wartość wskaźnika bazowego, którą szacuję na około 3,9 proc. r/r. Czy te odczyty mają jednak jakiekolwiek znaczenie?

Z pewnością pytanie jest prowokacyjne i w kontekście codziennego życia odpowiedź jest oczywista. Zważywszy na fakt, że wzrost cen powodowany jest w dużej mierze przez ceny energii oraz żywności, ma on wpływ na życie przeciętnego gospodarstwa domowego. Z punktu widzenia polityki pieniężnej emocje są jednak zdecydowanie mniejsze. Pomimo, iż w Radzie Polityki Pieniężnej widać pewien niepokój, to zgodnie z naszymi oczekiwaniami znalezienie większości dla podwyżki stóp procentowych będzie zadaniem bardzo trudnym. W trakcie ubiegłotygodniowej konferencji prezes Glapiński właściwie rozwiał wątpliwości w kwestii podwyżki stóp procentowych. Szef NBP utrzymuje, że wzrost cen ma charakter podażowy (co w dużej mierze jest prawdą), a jego opanowanie znajduje się poza strefa wpływów RPP. Niezmiennie przewijały się tezy o przejściowym charakterze wzrostu cen, a sposób wypowiedzi, jej stanowczość, w mojej opinii przesuwa horyzont podwyżki stóp procentowych dalej, niż rynek pierwotnie zakładał. Prezes Glapiński często powołuje się na decyzje monetarne w Stanach Zjednoczonych i tutaj z pewnością pojawia się rozdźwięk, gdyż w USA dynamika wzrostu cen zdecydowanie wyhamowała.

Jednocześnie należy przypomnieć, że pomimo rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych na Węgrzech i w Czechach, inflacja w tych krajach nie zwalania. Taki rozwój wydarzeń niejako sprzyja NBP, gdyż potwierdza, że znaczna cześć składowych wzrostu cen jest poza kontrolą władz monetarnych. W większości stopy procentowe podnoszą gospodarki rozwijające się, a z decyzją wstrzymują się większe gospodarki. W tym kontekście porównywanie Polskiej polityki pieniężnej do Stanów Zjednoczonych jest karkołomne, z drugiej strony w regionie jesteśmy największą gospodarką, co sprawia, że również nie powinniśmy ślepo naśladować poczynań mniejszych krajów. Jedno jest pewne. Władze monetarne któregoś kraju Europy Środkowo-Wschodniej się mylą. Którego? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać, niemniej jestem pewny, że słowo „inflacja” jeszcze długo nie zniknie z ust obserwatorów rynków finansowych.

Maciej Madej, analityk, DM TMS Brokers

Już co trzeci nowy samochód w Polsce wyjeżdża z salonu z ekologicznym napędem

Z najnowszych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) wynika, że w wakacje sprzedaż samochodów osobowych w Polsce spadła. W lipcu br. Polacy zarejestrowali prawie 39 tys. nowych osobówek (-8,4% r/r), a w sierpniu ponad 33 tys. (-4,3% r/r). W opinii przedstawicieli Exact Systems za mniejszy ruch w salonach odpowiadają przede wszystkim ograniczenia w dostępności modeli z uwagi na brak półprzewodników oraz niepewność co do kolejnej fali pandemii. I mówią o tzw. polaryzacji konsumenckiej. Jednocześnie wskazują pozytywną stronę wyników – rosnący udział alternatywnych napędów. Od stycznia do sierpnia br. ponad 32% zarejestrowanych nowych aut stanowiły hybrydy czy elektryki, podczas gdy rok temu ich udział był dwa razy mniejszy.

– Niewielkie spadki sprzedaży w tegoroczne wakacje wcale nie oznaczają, że Polacy nie chcą kupować nowych samochodów. Wręcz przeciwnie, popyt jest, ale rośnie niepewność, co do kolejnej fali pandemii. Zarówno klienci indywidualni jak i przedstawiciele firm nie wiedzą, jak silna będzie i jak długo potrwa, dlatego odkładają zakupy. Cały czas, pomimo trwającej akcji szczepień i utrzymujących się wielu obostrzeń, końca pandemii COVID-19 nie widać. Jest jeszcze druga strona medalu – coraz bardziej odczuwalne kłopoty z podażą, które są konsekwencją kryzysu półprzewodnikowego. Choć wiele aut jest wyprodukowanych, to nie opuszczają przyzakładowych parkingów, bo brakuje w nich podzespołów, głównie zawierających półprzewodniki. Kiedy skończą się kłopoty z ich dostawą, czyli nie wcześniej niż w pierwszym kwartale przyszłego roku, można spodziewać się dużych skoków w statystykach rejestracji – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Wakacje w polskich salonach

W lipcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 38 849 nowych samochodów osobowych, czyli o 8,4% mniej niż w tym samym miesiącu 2020 r. Natomiast w sierpniu Polacy zarejestrowali 33 218 osobówek (-4,3% r/r).

Od początku 2021 roku w Polsce zarejestrowano 314 190 nowych samochodów osobowych, czyli o 22,3% więcej niż od stycznia do sierpnia 2020 roku. Niezmiennie dynamika sprzedaży marek premium jest zdecydowania wyższa niż popularnych. W ciągu ośmiu miesięcy zarejestrowano o 36% więcej aut premium (ponad 63 tys. sztuk), podczas gdy wzrost rejestracji marek popularnych wyniósł 19% (251 tys. sztuk). Udział klientów indywidualnych i firmowych wyniósł odpowiednio 26% i 74%. Ci pierwsi najchętniej kupowali Toyotę, KIA i Skodę. TOP3 marek rejestrowanych przez firmy stanowią Toyota, Skoda i Volkswagen. Tuż za podium uplasowała się marka premium – BMW.

Diesle już za ekoautami

W porównaniu z podobnym okresem ubiegłego roku z polskich salonów wyjechało mniej diesli (ich udział spadł z 18,5% do 13,5%). Zmniejszyła się także sprzedaż silników benzynowych (ich udział spadł z 65,7% do 54,2%). Natomiast na fali są napędy alternatywne. Ich udział wyniósł 32,4%, podczas gdy rok temu był dwa razy niższy.

Patrząc na strukturę sprzedaży nowych samochodów osobowych według rodzaju paliwa nasuwają się dwa pozytywne wnioski. Po pierwsze, sprzedaż diesli cały czas spada. I po drugie, po ośmiu miesiącach tego roku ich udział w rejestracji jest ponad dwa razy niższy niż napędów alternatywnych. Rok temu w analogicznym okresie diesle jeszcze lekko były przed ekonapędami. To jasny przekaz – ekorewolucja na polskich drogach jest faktem i z każdym miesiącem będzie jeszcze bardziej widoczna – mówi Paweł Gos.

Exact Systems wskazuje na występujące w Polsce tzw. zjawisko polaryzacji konsumenckiej. – Ze względu na zmiany związane z elektromobilnością, zapowiedziane przez większość producentów wycofanie się z produkcji samochodów spalinowych i wzrost cen paliw na skutek nakładania nowych podatków w celu uatrakcyjnienia zakupu ekoauta, klienci są podzieleni w decyzjach motozakupowych. Osoby z wysoką ekoświadomością są przekonane, że ich kolejnym autem będzie elektryk lub hybryda, inni spieszą się z zamówieniem auta o tradycyjnym napędzie bez względu na brak promocji przy jednoczesnym przeczuciu o wzroście cen – mówi prezes zarządu Exact Systems.

Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) wynika, że od stycznia do sierpnia br. z salonów w Polsce wyjechało 38,4 tys. klasycznych hybryd (+103% r/r), 45,3 tys. tzw. miękkich hybryd (+215% r/r), 9,4 tys. aut z napędem elektrycznym (+152% r/r).

Wakacje w Unii Europejskiej

Na europejskim rynku samochodów osobowych został przerwany wzrostowy trend. W lipcu br. sprzedaż odnotowała znaczący spadek na poziomie -23% r/r.  Sierpień okazał się również słabszym miesiącem w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku – Europejczycy kupili prawie 623 tys. nowych osobówek, -19% r/r. Łącznie, po ośmiu miesiącach w UE zarejestrowano 6,8 mln aut, co daje 11,2% dynamikę r/r.[1]

Od stycznia do sierpnia br. najwięcej nowych samochodów osobowych wyjechało z salonów w Niemczech (1,8 mln; +2,5% r/r). Na drugim miejscu znalazła się Francja z 1,1 mln zarejestrowanych osobówek (+12,8% r/r). Trzecie miejsce przypadło Włochom (1,06 mln; +31% r/r). W sumie te trzy kraje odpowiadają za ponad połowę sprzedaży w całej UE. W Europie, pomimo lekkiego spadku, nadal najczęściej kupowaną marką jest Volkswagen – prawie 804 tys. sprzedanych sztuk i 11,8% udział w rynku.

[1] Dane ACEA obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej, poza Maltą

Jakie konsekwencje będzie miało globalne ocieplenie?

By powstrzymać katastrofę klimatyczną, państwa UE podjęły zobowiązanie osiągnięcia zerowego poziomu emisji gazów cieplarnianych do 2050 r. Dane z europejskiego programu Copernicus wskazują, że minione sześć lat było najgorętszymi w historii – a Europa odnotowała najgorętszy rok, z temperaturami 1,6° C powyżej długoterminowej średniej. Największym wyzwaniem dzisiejszego świata jest sfinansowanie transformacji energii opartej o paliwa kopalne – co powinno nastąpić w ciągu najbliższych dekad. Dzisiaj 81% energii globalnej jest oparta o paliwa kopalne: ropę, węgiel i gaz. Tylko 7% stanowi atom, a pozostała część to OZE. Wynika z tego, że mamy katastrofalną sytuację jeżeli chodzi o miks energetyczny. Globalne emisje mają być zmniejszone o połowę do roku 2030, abyśmy mogli uniknąć ekstremalnie negatywnych scenariuszy w ciągu najbliższych dekad. Zatem świat nie będzie mógł emitować nadmiarowo zanieczyszczeń i powinien zająć się „wysysaniem” z atmosfery szkodliwych ilości CO2, metanu i podtlenku azotu. To właśnie nagromadzenie tych substancji powoduje rosnące temperatury na Ziemi. Według prognoz brytyjskiej agencji meteorologicznej zawartość CO2 w atmosferze po raz pierwszy przekroczy poziom sprzed epoki przemysłowej o więcej niż 50 proc. To właśnie wzrost zawartości dwutlenku węgla w największej mierze odpowiada za globalne ocieplenie.

– Musimy wychwycić to, z czym przyroda nie jest w stanie sobie poradzić. Oceany, puszcze i inne środowiska naturalne już nie mają zdolności wchłaniania nadmiarowej ilości zanieczyszczeń. Można powiedzieć, że natura nasyciła się tym, co jej zaserwowaliśmy – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact w Polsce. – Zakwaszenie oceanów podniosło się na tyle, że masowo wymierają rafy koralowe – a gdy je utracimy, 25% systemu oceanicznego zniknie. I znowu nie jest to odległa perspektywa. Zatem ta zdolność człowieka do wychwytywania gazów cieplarnianych z atmosfery może uratować ekosystem oceaniczny – a jeżeli tego nie zrobimy, to on niestety zginie. Konsekwencjami tego będzie głód wynikający z braku protein i braku ryb. Na poparcie moich słów – w Polsce populacja dorsza bałtyckiego została tak przetrzebiona, że właściwie nie ma zdolności odtworzenia. Co za tym idzie, będzie to gatunek ryb, który wkrótce z Bałtyku zniknie. Kluczowe obecnie jest więc przeniesienie kapitałów na inwestycje, które spowodują, że emisje zostaną powstrzymane. Co roku potrzebujemy 4,4 bilionów dolarów, aby być w stanie zbliżyć się do celów redukcyjnych. Niestety. jesteśmy w klimatycznym deficycie budżetowym i jeżeli nie znajdziemy określonej kwoty, nie będziemy w stanie wprowadzić działań redukcyjnych. Zmiany klimatu będą generować coraz większe koszty i dlatego tak ważny jest blok tematyczny „Finance” – który odbędzie się na szczycie klimatycznym w Glasgow. Nie możemy zapominać, że Polska też jest zagrożona gwałtownymi zmianami klimatycznymi. Mamy tutaj doskonały przykład na północy Polski. Tak zwana cofka sprawia, że wody Bałtyku podnoszą się i wdzierają do portu Gdańskiego. Zagrożone są Żuławy Wiślane, Elbląg, a także Hel i wiele innych miejscowości. Dlatego mamy przed sobą dużo wyzwań, ogromne koszty z nimi związane i być może nawet migracje klimatyczne – wyjaśnia Wyszkowski.

Wyniki finansowe Grupy PHN w pierwszym półroczu 2021

W pierwszym półroczu 2021 r. Grupa Kapitałowa Polskiego Holdingu Nieruchomości po raz kolejny osiągnęła stabilne wyniki finansowe dzięki dalszej dywersyfikacji działalności deweloperskiej i konsekwentnej kontroli kosztów. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku zysk netto Grupy PHN wyniósł 33,2 mln PLN.

Przychody z najmu wzrosły do 94,3 mln PLN, a tym samym wynik z najmu wzrósł do 53,3 mln PLN. Wynik z działalności deweloperskiej kształtował się na poziomie 30,6 mln PLN, natomiast skorygowana EBITDA Grupy PHN wyniosła 60,9 mln PLN. Poprawa wyników miała miejsce dzięki utrzymaniu stabilnych wyników z najmu, działalności deweloperskiej oraz utrzymywaniu w ryzach kosztów. Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności.

Pomimo trudnych warunków makroekonomicznych wywołanych przez pandemię koronawirusa, Grupa PHN pozostaje w dobrej sytuacji finansowej. Mamy silne fundamenty, które pozwalają z ostrożnym optymizmem patrzeć w przyszłość – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

Grupa PHN prowadzi zdywersyfikowaną działalność, która pozwala elastycznie reagować na sytuację rynkową, a wraz z poprawą koniunktury realizować ambitne plany inwestycyjne – dodał Marcin Mazurek.

Spółka uważnie monitoruje tendencje w obszarze najmu nieruchomości, elastycznie dostosowując swoją ofertę do zmieniających się potrzeb klientów związanych z funkcjonowaniem przedsiębiorstw podczas pandemii. Portfel Grupy PHN obejmuje obecnie 157 aktywa nieruchomościowe o łącznej wartości ponad 3,3 mld PLN, co plasuje PHN w czołówce największych firm deweloperskich w Polsce.

W pierwszym półroczu Grupa PHN kontynuowała inwestycje w segmencie nieruchomości komercyjnych, w tym kluczowych projektów biurowych SKYSAWA i INTRACO Prime w Warszawie. Prace na tych budowach prowadzone są zgodnie z harmonogramem. Planowany termin ukończenia wieży SKYSAWA to trzeci kwartał 2022 roku. Niższa 9-piętrowa część kompleksu zostanie oddana do użytkowania w bieżącym roku. W przypadku INTRACO Prime, którego oddanie do użytku planowane jest na początek przyszłego roku, podpisano już pierwsze umowy najmu, a z kolejnymi klientami toczą się zaawansowane rozmowy.

Grupa PHN dynamicznie rozwija także działalność w segmencie budownictwa mieszkaniowego. W tym roku rozpoczęto inwestycję mieszkaniową INSTA 21 w warszawskiej dzielnicy Włochy. Jednocześnie PHN kontynuuje budowę Osiedla Olimpijczyk w Łodzi oraz osiedla Młoda Białołęka w Warszawie. Spółka rozpoczęła także postępowania na wybór generalnych wykonawców dla kolejnych inwestycji mieszkaniowych – osiedla Kolejowa 19 w Warszawie, Zatorska we Wrocławiu oraz drugiego etapu osiedla Młoda Białołęka. W najbliższych planach spółki jest także rozpoczęcie prac przy budowie nowego osiedla w Bydgoszczy przy ulicy Nakielskiej.

Strategia rozwoju PHN zakłada także dalsze inwestycje m.in. w segmencie magazynowym. Wraz z rozwojem usług e-commerce spółka dostrzega rosnące zainteresowanie klientów najmem wysokiej klasy nieruchomości magazynowych zlokalizowanych w atrakcyjnych miejscach w Polsce. W tym roku spółka podpisała z firmą MAZOP aneks dotyczący najmu powierzchni w parku magazynowym w Pruszkowie, w wyniku którego powierzchnia tego centrum logistycznego została wynajęta w całości.

Ważnym wydarzeniem dla grupy Polskiego Holdingu Nieruchomości była nominacja dla gdyńskiego projektu Yacht Park & Marina Yacht Park, który znalazł się wśród się czterech finalistów nominowanych do prestiżowej nagrody międzynarodowego konkursu Le Marché International des Professionnels de L’immobilier (MIPIM) Awards 2021 w kategorii „Best Cultural and Sports Infrastructure”.

Który system ERP jest najlepszy dla Twojej firmy?

Implementacja systemu ERP to szereg wymiernych korzyści dla firmy. Statystyki Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że obecnie takim oprogramowaniem dysponuje już 30% polskich przedsiębiorców. Jednocześnie odsetek ten z roku na rok wzrasta. Eksperci podkreślają, że wszyscy przedsiębiorcy chcący osiągnąć sukces rynkowy, powinni pomyśleć o inwestycji w system ERP.

Co to jest system ERP?

Jeszcze do niedawna skrót „ERP” nie był zbyt popularny. Obecnie słyszy się o nim coraz częściej. Nazwa skrótu pochodzi od języka angielskiego (Enterprise Resources Planning). Jest to oprogramowanie służące do usprawnienia różnych procesów zachodzących w przedsiębiorstwie oraz do efektywnego zarządzania posiadanymi zasobami. Do zasobów firmy można zaliczyć m.in. zasoby finansowe, ludzkie, produkty na sprzedaż i wiele, wiele innych.

Pierwowzorem dla systemów ERP w dzisiejszym rozumieniu były tzw. systemy MRP, które po raz pierwszy uruchomiła firma Black and Decker w latach 60-tych ubiegłego stulecia. Konkurenci szybko dostrzegli szereg korzyści, które odniosła firma dzięki skorzystaniu z tego systemu. Już w 1980 roku system ten posiadało ponad 8 tysięcy firm na całym świecie. Obecnie większość firm rozwijających się w sposób dynamiczny dysponuje systemem ERP, ponieważ jest to globalny standard.

Bieżąca analiza i jedna baza danych

System ERP może służyć do analizowania działania całej firmy bądź tylko wybranych jej obszarów, np. logistyki, księgowości czy kadr. Dzięki temu poszczególne działy przedsiębiorstwa mają wgląd w aktualną sytuację całej firmy, zaś osoby na kierowniczych stanowiskach mogą w szybki sposób przekazywać sobie niezbędne informacje oraz wytyczne.

Istotą systemu ERP jest fakt, iż zapewnia on wspólną bazę danych. Oznacza to, że kierowanie poszczególnymi procesami oraz wytyczanie celów na poziomie strategicznym oraz operacyjnym jest zdecydowanie łatwiejsze.

O czym należy pamiętać implementując system ERP w firmie?

Przedsiębiorcy, którzy podejmują decyzję o zaimplementowaniu w swoich firmach systemu ERP, powinni pamiętać o tym, że wybór odpowiedniego oprogramowania wcale nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać. Systemy ERP muszą być dostosowywane do wielu aspektów, przede wszystkim do charakteru prowadzonej działalności, branży czy liczby klientów.

Zobacz też: RPA dla marketerów, czyli w jaki sposób zautomatyzować działania marketingowe i sprzedażowe?

Istotne jest także to, jaki jest podstawowy cel wprowadzania systemu ERP w firmie – usprawnienie komunikacji pomiędzy pracownikami, lepsze zarządzanie magazynem a może poprawa obsługi klienta? Nowoczesne systemy ERP oferują tak wiele możliwości, że dostosowanie ich do potrzeb i oczekiwań przedsiębiorców jest powszechnym standardem.

Z tego powodu zachęcamy, aby przed podjęciem ostatecznej decyzji o zakupie systemu, dokładnie zastanowić się nad tym, jakie są nasze potrzeby, oczekiwania oraz możliwości finansowe. Jedną z doświadczonych firm oferujących systemy ERP jest mindbox.pl.

Opinie i spostrzeżenia pracowników są na wagę złota

Aby właściwie wybrać system ERP dla firmy, nie wolno zapomnieć o tych, którzy będą z niego korzystać na co dzień. Mowa tutaj oczywiście o pracownikach. Najlepiej jest zaprosić przedstawicieli z każdego działu, który funkcjonuje w firmie.

Oddelegowani pracownicy z pewnością chętnie podzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat tego, w jaki sposób nowy system mógłby usprawnić wykonywanie ich codziennych obowiązków. Jeżeli pracownicy będą czuli, że mają wpływ na podejmowane decyzje dotyczące zakupu nowoczesnego oprogramowania, na pewno zaowocuje to większym zapałem do pracy.

Analiza wyzwań i problemów

Szczególnie ważną kwestią, którą należy przeanalizować zanim zakupimy system ERP dla firmy, jest określenie podstawowych problemów i wyzwań, z którymi zmaga się firma. Może to być na przykład spadająca liczba klientów, przerost biurokracji, zbyt wolny czas realizacji zamówień spowodowany nieodpowiednim zarządzaniem zasobami ludzkimi na magazynie itd. Gdy będziemy wiedzieć, z jakimi problemami boryka się nasze przedsiębiorstwo, wybór optymalnego systemu ERP także będzie łatwiejszy.

JR HOLDING rozpoczyna procedurę przejścia na główny rynek GPW

Zarząd JR HOLDING ASI S.A. zwołał Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, w którego porządku obrad znalazła się uchwała o podjęciu działań w celu dopuszczenia i wprowadzenia akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW. Przedmiotem obrad zwołanego NWZ będą również uchwały niezbędne w celu dostosowania JR HOLDING do spełnienia wymagań Rynku Głównego GPW.

Przeniesienie notowań największej Alternatywnej Spółki Inwestycyjnej notowanej na NewConnect z małego rynku na rynek regulowany było zapowiadane przez Zarząd JRH. Zwołanie NWZ i podjęcie uchwały w sprawie przeniesienia notowań jest pierwszym formalnym krokiem w tym celu.

– W JRH prace przygotowawcze w celu przeniesienia na GPW, zgodnie z zapowiedziami, trwają już od pewnego czasu. Zidentyfikowaliśmy niezbędne działania, współpracujemy z doradcami i nadszedł czas podjęcia kroków formalnych. Liczba działań jakie musimy podjąć jest spora, szczególnie czasochłonne jest przygotowanie wymaganych sprawozdań finansowych czyli konwersja ich na zgodne z MSR-ami oraz ponowne badanie przez biegłych. Aby przyspieszyć ten proces sprawozdanie za rok bieżący będzie przygotowane równolegle już zgodnie z wymaganiami głównego rynku – mówi Artur Jedynak, Wiceprezes Zarządu JRH.

Zgodnie z zapowiedziami droga na GPW rozpoczyna się w bieżącym roku. W tym celu niezbędne są również zmiany w dokumentach wewnętrznych Spółki, takich jak Statut, regulaminy poszczególnych organów, czy uchwalenie polityki wynagrodzeń. W celu przeniesienia notowań konieczne było też uregulowanie statusu jednostkowych praw poboru, które zostały zarejestrowane w KDPW w związku z emisją zainicjowaną w ubiegłym roku. Zarząd JRH podjął decyzję o wyrejestrowaniu praw poboru z KDPW.

– Główną przyczyną rezygnacji z emisji i wyrejestrowania praw poboru jest podjęcie działań związanych z przeniesieniem notowań na dużą Giełdę. Jako spółka notowana na rynku regulowanym będziemy mieli znacznie korzystniejsze, z punktu widzenia JRH, możliwości pozyskania kapitału i przeprowadzenia ewentualnych emisji – dodaje Artur Jedynak.

Notowanie na głównym rynku GPW jest elementem strategii JRH, będzie to kolejny ważny etap w rozwoju Spółki. Emitent będący największą notowaną na NewConnect alternatywną spółką inwestycyjną ma szansę szybszego rozwoju dzięki przeniesieniu do notowań na rynek regulowany.

– Notowanie na GPW jest jednym z naszych celów i pomoże nam w realizacji strategii grupy. Dzięki notowaniu na rynku regulowanym otworzą się perspektywy zainteresowania nowych grup inwestorów oraz pozyskania kapitału. Chcemy, aby przeniesienie notowań nastąpiło możliwie szybko, jednak wszyscy wiemy, że jest to proces czasochłonny, wymaga przygotowań po stronie spółki, a także trudno jest przewidzieć długość trwania procedur formalnych, takich jak na przykład zatwierdzenie prospektu emisyjnego. Prace toczą się dynamicznie, celujemy w przełom I i II kwartału 2022 roku, ale dzisiaj trudno określić wiążący termin – zapowiada January Ciszewski – Prezes Zarządu JRH.

Notowanie na rynku regulowanym to nie tylko prestiż, oznacza to również lepszą ekspozycję na zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych i zagranicznych. Większa transparentność oraz zaufanie inwestorów do głównego rynku GPW przełożą się nie tylko na realizację strategii spółki, ale także na dalsze umocnienie reputacji Emitenta na rynku kapitałowym.

Rada Przedsiębiorczości krytycznie ocenia projektowane zmiany w zakresie minimalnego podatku dochodowego proponowane w ustawie podatkowej Polskiego Ładu

Konstrukcja tego podatku jest wadliwa – sprawia ona, że podatek ten będą płacić firmy, które nie stosują schematów agresywnej optymalizacji podatkowej, lecz osiągają niski dochód ze względu na specyfikę branży, w której funkcjonują lub z powodu wahań poziomu rentowności związanych z cyklem koniunkturalnym.

Aby firma została obciążona nowym podatkiem wystarczy, że w danym roku podatkowym będzie miała stratę lub dochód nieprzekraczający 1% sumy przychodów. Podstawa opodatkowania nową daniną uwzględnia nie tylko tzw. wydatki pasywne, potencjalnie mogące mieć związek z działaniami optymalizacyjnymi, lecz również 4% przychodów przedsiębiorstwa. Oznacza to, że podatek minimalny obciąży firmy mające stratę niezależnie od przyczyny jej powstania.

Wbrew zapewnieniom strony rządowej, minimalny podatek nie będzie daniną obciążającą wyłącznie wielkie, globalne korporacje, ponieważ nie został określony próg kwoty obrotu, po przekroczeniu którego firma może zostać objęta dodatkowym podatkiem. Jedynym kryterium różnicującym jest struktura własnościowa spółki, jednak ze względu na rygorystyczne kryteria, wiele małych i średnich polskich przedsiębiorstw również znajdzie się w grupie obciążonych nową daniną.

W praktyce więc eliminowany jest mechanizm automatycznego stabilizatora koniunktury w polskim systemie podatkowym. Do tej pory, firmy których dochód spadał lub ponosiły stratę, automatycznie płaciły niższy podatek, co stabilizowało ich kondycję finansową i pomagało wyjść z kryzysu. Po wprowadzeniu planowanych zmian, system podatkowy w Polsce nie będzie miał już takiego bezpiecznika. Dlatego też proponowany mechanizm podatku minimalnego będzie zwiększał ryzyko obrotu gospodarczego w Polsce oraz podnosił prawdopodobieństwo upadłości firm, które ponoszą straty.

Sami autorzy projektu, który powstał w Ministerstwie Finansów, musieli przyznać, że opracowane przez nich rozwiązanie jest wadliwe – w związku z czym już po przekazaniu projektowanej ustawy do Sejmu, została zgłoszona autopoprawka. Zgodnie z ostatnimi zmianami proponowanymi przez Ministerstwo Finansów, z podatku mają zostać wyłączone branże, w których ceny są regulowane na podstawie przepisów ustaw oraz firmy z sektora górnictwa oraz transportu lotniczego
i morskiego.

Zgodnie z przedstawionym uzasadnieniem do autopoprawki, zwolnienie tych branż z podatku jest konieczne ze względu na fakt, iż poziom ich rentowności zależy od polityki regulacyjnej państwa oraz podlegających dużym wahaniom cen na światowych rynkach. To samo można jednak powiedzieć również o szeregu innych branż – nie tylko górnictwie, energetyce i przewozach lotniczych, lecz również sektorze handlowym, usługowym i produkcyjnym. Gdyby proponowany system miał być dalej korygowany, konieczne byłoby mnożenie branżowych włączeń z podatku oraz dalsze komplikowanie mechanizmu ustalania podstawy wymiaru podatku. Ponadto, aby podatek w równym i sprawiedliwym stopniu obciążał poszczególne branże, cechujące się różnym poziomem rentowności, konieczne byłoby wprowadzenie przynajmniej kilkunastu różnych stawek podatku przychodowego.

W związku z powyższym, zamiast w dalszym ciągu usiłować poprawiać wadliwy mechanizm podatku przychodowego, strona rządowa powinna odstąpić od wprowadzania tego rozwiązania, które zostało dodane do projektu ustawy Polskiego Ładu bez konsultacji z partnerami społecznymi oraz środowiskami eksperckimi – z wyjątkiem jednej organizacji, czyli Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, jak wyraźnie wskazano w uzasadnieniu do projektu ustawy. Wbrew deklaracjom Ministerstwa Finansów, proponowane rozwiązanie nie jest wzorowane na najlepszych praktykach systemów podatkowych krajów rozwiniętych, w tym m.in. USA, ponieważ rozwiązania zachodnie nie powodują opodatkowania firm ponoszących stratę niezależnie od przyczyny jej powstania. Nie kwestionujemy potrzeby wprowadzania rozwiązań zapobiegających unikaniu opodatkowania w Polsce – wprost przeciwnie, są one konieczne. Rozwiązania te nie mogą jednak zniekształcać procesów ekonomicznych i zwiększać poziomu ryzyka obrotu gospodarczego dla firm nie unikających opodatkowania. Apelujemy do rządu o wycofanie projektowanych przepisów w tym zakresie oraz rozpoczęcie procesu szerokich konsultacji rozwiązań uszczelniających podatek CIT.

Radę Przedsiębiorczości tworzą: ABSL, Business Centre Club, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Konfederacja Lewiatan, Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Rada Biznesu, Pracodawcy RP, Związek Banków Polskich, Związek Rzemiosła Polskiego.

Platige Image rozwija własne filmy i seriale

Platige Image, wielokrotnie nagradzane studio animacji, produkcji oraz efektów specjalnych, wraca do realizowania filmów i seriali pod swoją marką. To część strategii firmy na lata 2021-2025, ogłoszonej w styczniu b.r.

Zespół współpracuje z grupą zarówno uznanych autorów, jak i obiecujących debiutantów nad rozwojem kilku różnorodnych projektów. To m.in pełnometrażowy film akcji, będący adaptacją uznanego przez krytyków (nominacja do Paszportów Polityki 2020 i Nagrody Literackiej Nike 2021) zbioru opowiadań Igora Jarka pt. „Halny”, serial science-fiction autorstwa piosenkarki Julii Marcell, serialowa czarna komedia oparta o oryginalny pomysł popularnej blogerki i pisarki Janiny Bąk, znanej jako Janina Daily, oraz debiut Magdaleny Załęckiej – osadzona w latach 90. komedia familijna. Równolegle prowadzone są prace nad pełnometrażowym filmem animowanym dla całej rodziny, na podstawie scenariusza Julity Olszewskiej.

Cieszę się, że powróciliśmy do rozwoju własnych projektów filmowych i serialowych, współtworzonych z utalentowanymi twórcami. Jako studio jesteśmy w pełni przygotowani na to, by realizować film od samej genezy pomysłu, aż po efekt finalny, łącznie z postprodukcją, w której się specjalizujemy od ponad 20 lat. Patrząc na pasję i zaangażowanie zespołów kreatywnych, jestem przekonany, że nasze projekty spotkają się ze sporym zainteresowaniem widzów.komentuje Karol Żbikowski, CEO Platige Image.

Za dział, w którym projekty przechodzą przez wszystkie fazy filmowego developmentu, odpowiedzialni są producenci kreatywni: Dorota Woropaj, Adam Korpak i Tomasz Wróbel. Na temat scenariusza filmu na podstawie powieści Igora Jarka, pisanego przez reżysera Kordiana Kądzielę i samego autora pierwowzoru wypowiadają się w entuzjastyczny sposób.

Film „Halny”, podobnie jak powieść Igora, będzie połączeniem dwóch pozornie przeciwstawnych światów. Intensywna akcja osadzona w nowohuckim półświatku przeplata się tu z filozoficzną przypowieścią o przeznaczeniu i sile woli. Główny bohater toczy jednocześnie walkę z gangsterami, policją, własnymi słabościami i iście szachowy pojedynek z fatum, które ściga go pod symboliczną postacią silnego, górskiego wiatru. – mówi Adam Korpak.

Ta historia to prawdziwy filmowy rollercoaster. Od samego początku nabiera zawrotnego tempa i ani na sekundę nie daje odetchnąć zarówno bohaterowi jak i samym widzom. – wskazuje Tomasz Wróbel.

Z zespołem Platige Image będzie można spotkać się na nadchodzącym 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Studio jest partnerem wydarzenia branżowego “Zbliżenie na grafikę i design”.

PGE podpisała porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju offshore w Polsce

15 września PGE podpisała Porozumienie Sektorowe Na Rzecz Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej w Polsce (Polish Offshore Wind Sector Deal). Porozumienie zostało zawarte przez przedstawicieli strony rządowej, inwestorów offshore, firmy tworzące łańcuch dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej, organizacje branżowe oraz przedstawicieli świata nauki. Celem współpracy jest podjęcie wspólnych działań na rzecz rozwoju offshore w Polsce i maksymalizacja udziału krajowych dostawców w budowie nowego sektora energetyki.

PGE podpisała porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju offshore w Polsce 2PGE jako największy krajowy producent energii i lider rozwoju polskiego rynku morskiej energetyki wiatrowej od dłuższego czasu podejmuje działania na rzecz maksymalizowania udziału krajowych firm w budowie morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Stąd też nasza determinacja w dążeniu do tego przełomowego porozumienia, które ma dać impuls do budowy nowej gałęzi gospodarki – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

W myśl podpisanego porozumienia strony podejmą działania zmierzające do realizacji celów Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. oraz realizacji celów strategicznych w zakresie tempa i kierunków rozwoju sektora MEW w Polsce. Dotyczy to przede wszystkim realizacji systemu wsparcia dla morskich farm wiatrowych i osiągnięcia local content w łańcuchu dostaw offshore na poziomie 20-30 proc. dla projektów realizowanych w ramach pierwszej fazy systemu wsparcia.

Ponadto, sygnatariusze zobowiązali się m. in. do zapewnienia w polskich portach morskich zaplecza do realizacji inwestycji z obszaru morskiej energetyki wiatrowej, kształcenia kadr na potrzeby sektora offshore i wykorzystania potencjału polskiego przemysłu stoczniowego do realizacji projektów z obszaru morskiej energetyki wiatrowej.

Porozumienie podpisali przedstawiciele strony rządowej – w tym m. in. Minister Klimatu, Minister Aktywów Państwowych, Pełnomocnik Rządu ds. OZE; inwestorzy offshore, przedsiębiorcy zrzeszeni w samorządach branżowych oraz przedstawiciele wyższych uczelni i instytutów badawczo-rozwojowych.

Śnieżka widzi powrót do trendów sprzed pandemii – podsumowanie I półrocza

Po boomie remontowym w maju i czerwcu ub.r. popyt na farby dekoracyjne i produkty do drewna powrócił do poziomów sprzed pandemii. Wyniki Grupy Śnieżka po I półroczu 2021 roku są niższe niż rekordowe osiągnięte rok wcześniej. Jednocześnie jej łączne przychody ze sprzedaży zwiększyły się względem przedpandemicznego 2019 roku.

W pierwszej połowie 2021 roku Grupa Śnieżka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 409,5 mln zł, tj. o 5% niższe niż te osiągnięte rok wcześniej, w okresie boomu remontowego związanego z pandemią. Z kolei na tle wyników pierwszego półrocza 2019 roku Grupa odnotowała 24% wzrost przychodów – choć na jego dynamikę wpływa również to, że w sprawozdaniu finansowym zaprezentowano wyniki przejętej wówczas węgierskiej spółki Poli-Farbe dopiero od połowy maja 2019 roku.

Wsparciem dla tegorocznych wyników Grupy Śnieżka było utrzymanie dobrego poziomu sprzedaży w Polsce, która w opisywanym okresie odpowiadała za ponad dwie trzecie całkowitych przychodów. Przychody osiągnięte przez Grupę na kluczowym rynku w ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. wyniosły 278,1 mln zł – m.in. dzięki aktywności marketingowo-sprzedażowej, wyższej sprzedaży produktów marek premium (farb Magnat oraz produktów do drewna Vidaron), a także odpowiednio kształtowanej polityce cenowej. Niższe niż rok wcześniej były natomiast przychody (w złotych) osiągnięte na pozostałych rynkach zagranicznych.

Przychody ze sprzedaży wyższe niż przed pandemią

W związku z powrotem zachowań konsumentów na rynku produktów dekoracyjnych do stanu sprzed pandemii wyniki osiągnięte przez Grupę Śnieżka w tegorocznym sezonie remontowo-budowlanym należy oceniać na tle sezonu 2019.

Jeśli spojrzymy na bazowe przychody ze sprzedaży – tj. między innymi bez wyłączeń transakcji dokonanych pomiędzy spółkami Grupy oraz z uwzględnieniem wyników węgierskiej spółki Poli-Farbe za całe półrocze, a nie tylko konsolidowany w sprawozdaniu finansowym okres od połowy maja 2019 roku – to obecnie są one wyższe niż w dwa lata temu – komentuje wyniki Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

W układzie 2021/2019, uwzględniając powyższe kryteria, Grupa Śnieżka osiągnęła lepsze wyniki sprzedaży w Polsce i na Ukrainie. Na plus zadziałało preferowanie przez klientów z tych rynków produktów premium, na minus – osłabienie się kursu ukraińskiej hrywny, co wpłynęło na wartość przychodów osiągniętych na Ukrainie w przeliczeniu na złote.

Niższa była natomiast sprzedaż na Węgrzech oraz na Białorusi. W przypadku rynku węgierskiego to rezultat reorganizacji sił handlowych w spółce Poli-Farbe, zmian w portfolio oferowanych produktów oraz spadek wolumenu sprzedaży wyrobów dekoracyjnych na całym węgierskim rynku. Na pogorszenie sprzedaży na Białorusi wpłynęły niekorzystne otoczenie społeczno-polityczne, zmiana modelu działania oraz osłabienie się kursu białoruskiego rubla do złotego. Pomimo że kontrybucja z segmentu Białoruś do przychodów Grupy ze sprzedaży w ostatnich kwartałach wyraźnie spadła (na koniec I półrocza do 2,1%), to działająca na tamtejszym rynku spółka Śnieżka-BelPol pozostaje rentowna.

Zyski pod presją cen surowców i opakowań

W I półroczu 2021 roku Grupa osiągnęła skonsolidowany zysk netto w wysokości 39,0 mln zł, czyli o 25,6% niższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) wyniósł 46,0 mln zł (-28,3 r/r), wynik EBITDA – 63,5 mln zł (-21,3% r/r), a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej – 36,5 mln zł (-23,7% r/r).

Spadek zysków w porównaniu z 2020 rokiem to przede wszystkim efekt wysokiej bazy – rekordowej sprzedaży w maju i czerwcu ub.r. W ocenie Spółki było to jednorazowe zaburzenie wieloletniego trendu zachowań klientów końcowych, wywołane pandemią COVID-19. Nowym, nieobserwowanym rok wcześniej czynnikiem wywierającym presję na zyski i marże był znaczący wzrost cen surowców używanych do produkcji farb i lakierów oraz opakowań. W niektórych przypadkach wzrost kosztów wyniósł nawet kilkadziesiąt procent.

W I półroczu br. niesprzyjające były także kursy walutowe. Spółki należące do Grupy Śnieżka importują surowce używane do produkcji, za które płacą w głównej mierze w euro. Dlatego wzrost kursu EUR/PLN dodatkowo zwiększył koszt zakupu surowców.

Prezes Związku Cyfrowa Polska: „Laboratoria Przyszłości” narzędziem do walki z wykluczeniem cyfrowym i rozwijaniem kompetencji cyfrowych

Rządowe inwestycje zmierzające ku wyposażaniu polskich szkół w nowoczesny sprzęt technologiczny to ogromna szansa dla uczniów, bo dzięki kontaktowi z cyfrową technologią będą mogli rozwijać niezbędne dziś kompetencje cyfrowe – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik przedstawiony w środę przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka oraz Pełnomocnik Ministra Edukacji i Nauki ds. Transformacji Cyfrowej Justynę Orłowską program „Laboratoria Przyszłości”.

Ogłoszony w środę rządowy program ma stanowić największą inwestycję w nowoczesną edukację w historii kraju. Rządowy program “Laboratoria Przyszłości” zagwarantuje ponad 3 milionom uczniów we wszystkich szkołach podstawowych w Polsce dostęp m.in. do drukarek 3D, robotów, sprzętu do nagrań, czy gogli VR. Środki finansowe przekazane szkołom przekroczą 1 miliard zł, a uczniowie będą mogli zacząć korzystać z nowych narzędzi, które mają wspierać ich w rozwoju kreatywności, umiejętności współpracy i rozwiązywania problemów najpóźniej od 1 września 2022 roku, kiedy w życie wejdzie obowiązek posiadania nowoczesnego sprzętu przez wszystkie szkoły podstawowe w Polsce. Wsparcie będzie przyznane jednak jeszcze w tym roku i w całości z góry.

– Polska edukacja stawia kolejny krok ku cyfryzacji. Zaproszenie technologii do naszych szkół to wspaniałe wieści i sygnał, że rozumiemy, czego świat oczekuje od naszej młodzieży. Kontakt uczniów z mikrokontrolerami, robotami, czy drukarkami 3D to przede wszystkim ogromna szansa, by rozwijać ich kompetencje cyfrowe i już dziś przystosowywać ich do realiów rynku pracy XXI w., na który będą prędzej czy później wkraczać – komentuje Michał Kanownik.

Prezes Związku Cyfrowa Polska chwali również założenia programu za to, że – jak twierdzi – może przyczynić się do zwalczania zjawiska wykluczenia cyfrowego w Polsce. – Wierzę, że „Laboratoria Przyszłości” pozwoli dotrzeć do tych szkół i do tych uczniów, które dziś są wykluczeni cyfrowo, bez dostępu do cyfrowych rozwiązań. Oferując dostęp do najnowszych technologii i umożliwiając pozyskanie umiejętności cyfrowych uczniom, którzy nie mają takich możliwości we własnych domach, mamy szansę wyzwolić ogromny potencjał polskiej młodzieży, ale przede wszystkim budować podstawy społeczeństwa przyszłości, świadomego postępu technologicznego i wyposażonego w niezbędne umiejętności cyfrowe –  zaznacza Michał Kanownik.

„Wzmocnić duszę Unii” – komentarz do orędzia von der Leyen o stanie UE

„To było mocne, zaangażowane przemówienie Przewodniczącej Komisji Europejskiej, jednak usłyszeliśmy niewiele konkretów w sprawach gospodarczych” – mówi Kinga Grafa, dyrektor Biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli. „Von der Leyen bardzo wiele uwagi poświęciła kwestiom związanym z bezpieczeństwem i obronnością, co możemy odczytywać jako ukłon w kierunku Francji, która obejmie przewodnictwo w UE w styczniu 2022r. Komisja w najbliższych 12 miesiącach zaproponuje, m. in, europejską ustawę o chipach, nową strategię Global Gateway, zniesienie podatku VAT na produkty związane z obronnością oraz zakaz handlu produktami pracy przymusowej. Niedługo będziemy świętowali 30-lecie jednolitego runku UE. To dobrze, że von der Leyen podkreśliła jego znaczenie dla tworzenia miejsc pracy i wzrostu konkurencyjności naszych firm, ale ponownie zabrakło konkretów. A to właśnie jednolity rynek najbardziej ucierpiał w dobie pandemii” – podkreśla Kinga Grafa.

„Bardzo cieszy fakt, że Przewodnicząca Komisji w swoim corocznym przemówieniu podkreśliła istotę jednolitego rynku nazywając go nieocenionym napędem postępu i dobrobytu w Europie” – ocenia Adam Dorywalski, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. UE. „Co istotne, nawiązała także do tego, że w przyszłym roku będziemy obchodzić 30 rocznicę jego istnienia. Pomimo tego, brakowało w tym przemówieniu zarysowania konkretnego planu działań dot. sposobu w jaki znosić istniejące do dzisiaj bariery na jednolitym rynku oraz jak go dalej pogłębiać. Jest to co prawda sformułowane w Strategii Przemysłowej UE, Sprawozdaniu ws. Barier na Jednolitym Rynku, czy też Planie Działania na Rzecz Egzekwowania Przepisów dot. Jednolitego Rynku, jednakże odniesienie się chociażby pokrótce do tych inicjatyw w tym przemówieniu na pewno nadałoby im większego politycznego znaczenia. Poza tym, ciekawie brzmi i na pewno należy się przyjrzeć bliżej zapowiadanej inicjatywie Global Gateway, która ma być w swoim zamyśle unijną odpowiedzią na chińską inicjatywę Pasa i Szlaku” – dodaje Dorywalski.

Pandemia

Przewodnicząca Von der Leyen rozpoczęła swoje coroczne przemówienie dot. „Stanu UE” na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu odnosząc się do wybuchu pandemii COVID-19 w ubiegłym roku. Stwierdziła, że była ona swoistym testem: „Jeszcze nie zdaliśmy go całkowicie, ale jestem przekonana, że go zdamy. To przekonanie daje mi nowe pokolenie – Unia musi być osadzona na wartościach i śmiała w działaniach.” – mówiła przewodnicząca Komisji.

Zwróciła uwagę na to, że ponad 70% społeczeństwa została już zaszczepionych, ponad 700 mln dawek dostarczyliśmy Europejczykom i 700 mln dla reszty świata. Ponadto, Komisja KE przekaże kolejna darowiznę 200 mln dawek do połowy kolejnego roku. Przewodnicząca zapowiedziała także, że nadszedł czas, aby uruchomić Unię Zdrowotną oraz wzmocnić naszą odporność w tym zakresie (planowane inwestycje do 2027 r.). Podkreśliła także dotychczasowe dokonania Unii w tym zakresie tj. wydanie ponad 400 mln paszportów covidowych w Europie i fakt że 40 krajów spoza UE dołączyło już do tego systemu.

Przewodnicząca Komisji poza obszarem dot. zdrowia przedstawiła także priorytetowe obszary dla Komisji na przyszły rok. Będą to przede wszystkim sprawy związane z klimatem, cyfryzacją, sprawami społecznymi, wsparciem młodych i gospodarką, ale także z obronnością, bezpieczeństwem i wartościami, w tym z praworządnością.

Jak kryzys wpłynął na naszą gospodarkę

  • Już niedługo będziemy świętować 30 lat wspólnego rynku. Podczas pandemii UE musiała bronić nasz rynek przed erozją i fragmentacją. Zrobiliśmy sporo, m. in. dla wspierania innowacji, inwestycji w SI, zwiększenia odpowiedzialności platform.
  • Musimy inwestować w półprzewodniki – nie będzie bez tego cyfrowego rozwoju. Popyt na świecie jest ogromny, ale mamy problem z produkcją. Teraz zależymy od produkcji w Azji. To nie jest kwestia jedynie konkurencyjności, ale naszej niezależności. Przedstawimy nowy dokument dot. produkcji czipów w Europie, aby stworzyć europejski system czipów. Jest to trudne, ale tak samo mówiono kiedyś o systemie Galileo.
  • Kluczowa w tym kontekście jest rola Europejskiego Filaru Praw Socjalnych.
  • Będziemy walczyć z unikaniem opodatkowania – firmy muszą płacić podatki tam, gdzie czerpią korzyści, np. korzystając z europejskiego szkolnictwa i infrastruktury.

Wsparcie młodych

  • Komisja zaproponuje program Alma – zdobycie tymczasowego doświadczenia zawodowego w innym państwie członkowskim, aby zdobyć odpowiednie kompetencje. UE musi przemawiać do młodych. To młodzież powinna być szczególnie uważnie słuchana w ramach Konferencji o przyszłości Europy (skrót z ang. COFE). Komisja zaproponuje aby 2022 r. był rokiem młodzieży europejskiej.

Zmiany klimatyczne

  • W Niemczech zarejestrowano w pierwszej połowie tego roku więcej samochodów elektrycznych niż diesel. Polska jest największym eksporterem elektrycznych autobusów. Udało się przekuć cele klimatyczne na zobowiązania prawne. Cel jest jasny – chcemy oczyścić produkcję energii. Komisja zaproponuje nowy fundusz społeczno-energetyczny bo to musi być uczciwa transformacja. Już 34 mln Europejczyków cierpi z powodu ubóstwa energetycznego.
  • UE podwoi zewnętrzne finansowanie mające na celu utrzymanie bioróżnorodności. UE nie może być w tym sama – spotkanie Konferencji Klimatycznej COP w Glasgow będzie okazją, aby inni do nas dołączyli.

Sprawy międzynarodowe

  • To czas transformacji, tworzenia nowego porządku międzynarodowego. Ostatnie wydarzenia w Afganistanie są symptomatyczne. UE jest za Afgańczykami – za kobietami, dziećmi, dziennikarzami, sędziami. Musimy skoordynować działania międzynarodowe, aby sprowadzić zagrożone osoby do bezpiecznego miejsca. Musimy uniknąć ryzyka klęski humanitarnej. Dodatkowe 100 mln euro pomocy humanitarnej dla Afganistanu. Przedstawimy pakiet pomocowy w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Ambicje UE w zakresie polityki obronnej

  • Będzie nowa deklaracja UE-NATO. Musimy odpowiedzieć sobie na pytania dlaczego doszło do takiej sytuacji w Afganistanie.
  • Musimy zapewnić stabilność u sąsiadów; zadbać o bezpieczeństwo granic;
  • Natura zagrożeń bardzo szybko się zmienia – hybrydowe ataki, zagrożenie w przestrzeni kosmicznej. UE jest jedynym gwarantem bezpieczeństwa. Tworzyliśmy europejski system obrony, teraz potrzebujemy europejskiej formacji obronnej. Do tej pory wstrzymywał nas brak woli politycznej. Jeśli ona będzie, to na poziomie UE możemy zrobić bardzo wiele.
    1. Potrzebna podstawa podejmowania wspólnych decyzji (współpraca wywiadów, zebranie informacji); 2. Poprawa interoperacyjności (np. zwolnienie z VAT sprzętu wojskowego, który został wyprodukowany w Europie);
    3. Cyberbezpieczeństwo – UE musi być liderem. Dlatego potrzebna jest polityka cyberbezpieczeństwa i cyber obrony. Potrzebna wspólna ocena zagrożeń i wspólna na nie odpowiedź.
  • W czasie Prezydencji Francji, Przewodnicząca von der Leyen i Prezydent Macron mają zwołać szczyt nt. europejskiej obronności – czas aby Europa przeszła na wyższy poziom.
  • UE i USA zawsze będą mocniejsze jeśli będą współpracować. To samo dotyczy Bałkanów Zachodnich. Inwestycja w ten region, to inwestycja w przyszłą UE. Będziemy inwestować w relacje z sąsiadami, m. in. Turcją, region Morza Śródziemnego.
  • Musimy myśleć o partnerstwach także w obszarze Pacyfiku – Europa musi być bardziej obecna w regionie i proaktywna. Projekty inwestycyjne w obszarze technologii ekologicznych i cyfrowych.
  • Nowa strategia łączności – Global Gateway. Infrastruktura dobrej jakości połączeń ludzi na całym świecie – chcemy tworzyć powiązania, a nie zależność. Global Gateway to nasze nowe narzędzie partnerstwa w zakresie inwestycji infrastrukturalnych (Europejski Jedwabny Szlak)
  • Handel nigdy nie może odbywać się kosztem ludzi i ich praw – należy zaproponować unijny zakaz produktów pracy przymusowej. Obecnie ok 25 mln ludzi zmuszanych do pracy wbrew ich woli – takie wyroby potem trafiają do Europy. Prawa człowieka nie są na sprzedaż.
  • Białoruś – reżim pcha ludzi do granicy UE. Będziemy razem z Litwą, Łotwą i Polską. To jest atak, który nie będzie tolerowany. Musimy mieć nowe możliwości odpowiedzi na taką agresję i działać wspólnie, w tym zarządzać migracją. Osoby, które przerzucają ludzi na granice robią to trasami, które niosą śmiertelne niebezpieczeństwo. Apeluję do państw członkowskich, aby przyspieszyć proces tworzenia wspólnych ram polityki migracyjnej – koniec z nielegalną migracją i pomoc uchodźcom. Europa musi realizować swoje obowiązki wobec tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Musimy mieć wspólne stanowisko.

Wartości

  • Zaufanie do wspólnych wartości połączyło ojców założycieli UE, podobne wartości wyznawano kiedy upadała żelazna kurtyna – chciano wolności. Te wartości zapisano w Traktatach europejskich i wszyscy, którzy je podpisali zobowiązali się do ich przestrzegania.
  • Orzeczenia TSUE są wiążące i muszą być przestrzegane we wszystkich państwach UE. Pozytywny przykład wpływu sprawozdań dot. praworządności – reformy sądownictwa na Malcie, śledztwo na Słowacji. Dialog nie jest celem samym w sobie, ale musi prowadzić do zmian. Prawo do niezależnego wymiaru sprawiedliwości i równość wobec prawa to sama dusza naszej Europy i musimy jej bronić.

Budżet UE

  • To przelana w liczby przyszłość UE. Musi być chroniony i wydatkowany zgodnie z zasadami praworządności. Korupcja oznacza nie tylko kradzież pieniędzy podatnika, ale podważenie demokracji.

Prawa obywateli

  • Wolność i swoboda bycia kim się jest. Wolność od strachu – podczas pandemii wiele kobiet zostało pozbawionych tej wolności. Te kobiety muszą być znowu wolne i decydować o sobie. Do końca roku przedstawimy prawo do zwalczania przemocy wobec kobiet – online i offline. To też stanowi duszę Europy.
  • Wolność mediów. Europa potrzebuje prawa, które gwarantuje tę swobodę – KE przedstawi propozycję w tej sprawie.

Przewodnicząca Komisji kończyła swoje przemówienie słowami: „Nasza UE jest niepowtarzalnie piękna. UE ukształtowana przez wspólną historię i wartości, różne perspektywy. Unia z duszą.”

Przewodnicząca Komisji skierowała także list intencyjny do Przewodniczącego PE oraz sprawującego obecnie Prezydencję w Radzie UE Premiera Słowenii Janez Jansa, w którym przedstawiła listę priorytetowych nowych inicjatyw jakie Komisja przedstawi w przyszłym roku.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe kluczem do rozwoju e-commerce

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w e-commerce nie jest już wizją rodem z przyszłości, ale niezbędnym elementem strategii wielu firm, które chcą przetrwać na tym wymagającym rynku. W 2020 roku rynek AI był wart 62,35 mld USD[1]. Szacuje się, że do 2025 roku urośnie on do 190,61 mld USD, aby w 2030 roku osiągnąć prawie 16 bln USD – oznacza to wzrost równy 26% światowego PKB[2]. Te imponujące prognozy mogą martwić właścicieli małych sklepów internetowych. Z ich pozycji trudno konkurować z gigantami e-commerce inwestującymi ogromne środki w nowe technologie. Niemniej to właśnie ich sprawne wdrożenie zadecyduje o tym, kto utrzyma się na szczycie rynku e-commerce w branży modowej.

Pandemia znacząco zmieniła potrzeby i zachowania klientów, a branża e-commerce musiała szybko dostosować się do nowej sytuacji. Konsumenci, zmuszeni do wyjścia ze swojej strefy komfortu, w błyskawicznym tempie oswajali się z zakupami online. Na koniec 2020 roku liczba aktywnych użytkowników e-commerce w Europie wyniosła prawie 480 mln osób, w 2021 roku prawdopodobnie przekroczy pół miliarda[3]. W Polsce aż 85% badanych internautów deklaruje, że po zakończeniu pandemii będzie dokonywać zakupów online z tą samą częstotliwością, jak podczas niej[4]. Z jednej strony daje to małym firmom internetowym ogrom możliwości, z drugiej strony stwarza nowe wyzwania wymagające sprawnych i przemyślanych reakcji.

Małe firmy chcą technologii, ale nie potrafią ich wdrożyć

Dziś tylko 7 proc. firm nie wykorzystuje sztucznej inteligencji, co nie oznacza, że nie są nią zainteresowane[5]. Decyzja o inwestycji w innowacyjne rozwiązania technologiczne wiąże się z wieloma wyzwaniami. Przedsiębiorcy narzekają m.in. na brak wystarczających kompetencji, wiedzy lub informacji, od czego zacząć[6]. Miinto, platforma e-commerce działająca na 13 europejskich rynkach, powstała jako odpowiedź na te wyzwania – bierze na siebie implementację innowacji technologicznych w e-sklepach z sektora mody, podczas gdy firmy partnerskie mogą skupić się na tym, co naprawdę je wyróżnia – na unikalnych kolekcjach i projektach.

W tej branży jest wielu projektantów, którzy z pomocą małych zespołów tworzą naprawdę niesamowite rzeczy. Nie zawsze są to wielkie nazwiska, ale mają potencjał, by ze swoimi unikalnymi designami trafić do klientów z całego świata. Jednak w takim małym biznesie doskonałość operacyjna jest najważniejszym czynnikiem na drodze do sukcesu – a ta wymaga otwartości na innowacje. Korzyści z zastosowania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w biznesie można by długo wymieniać. Do tych bardziej oczywistych należą chatboty, które poprawiają user experience i pomagają zautomatyzować odpowiedzi na powtarzalne pytania. Niemniej, w tej technologii tkwi znacznie większy potencjał – zauważa Konrad Kierklo, CEO Miinto.

Jakie inne technologie pomagają w usprawnieniu działania e-sklepu?

AI informuje o produktach

Jeśli marka posiada w magazynie wiele pozycji, klientowi łatwo jest się pogubić wśród zalewu informacji. Dlatego niezbędne są technologie pomagające w zarządzaniu metadanymi produktów. Jeśli właściciel sklepu internetowego uwzględni w opisie każdego produktu wszystkie jego cechy, tj. nazwę marki, styl, kolor, fason, itd., ułatwi to nie tylko wyszukiwanie klientowi wymarzonego produktu, ale także usprawni działanie algorytmów analizujących dane. W konsekwencji katalogowanie produktów staje się proste, wyszukiwarka na stronie pomaga klientom znaleźć to, co chcą, a dzięki odpowiednio zaprogramowanej analityce łatwo można sprawdzić, które artykuły były wyjątkowo popularne w danym okresie – i z czym mogło to być związane (np. poszczególne święta, pory roku, ale również nagłe zmiany pogodowe). To z kolei pomaga zrozumieć sklepowi internetowemu, jak przygotować się do nadchodzącego sezonu i jakie towary powinny znaleźć się w magazynie.

Opisywanie wszystkich produktów jest dość czasochłonnym zadaniem, a ponieważ wszyscy jesteśmy ludźmi, w trakcie tego procesu mogą pojawić się jakieś literówki lub błędy, które utrudnią klientowi zakupy. W tym miejscu z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja – szczególnie w przypadku grafik. AI jest w stanie rozpoznać produkty przedstawione na zdjęciach i pomóc w ich opisaniu na tyle sprawnie, że człowiekowi pozostaje jedynie potwierdzić, że wszystko zostało prawidłowo oznaczone – mówi Marek Brach, CTO w Miinto. – W ten sposób można zaoszczędzić wiele czasu, szczególnie w przypadku sklepów, które sprzedają tysiące produktów w różnorodnych wariantach kolorystycznych czy stylistycznych. A klientowi znacznie łatwiej wyszukuje się artykuły, których chce – wystarczy wpisać „niebieska bluzka”, aby zapoznać się z propozycjami danego projektanta, bez przeglądania wielu stron.

Hiperpersonalizacja pomocą w znalezieniu ulubionych produktów

Sztuczna inteligencja oraz zaawansowana analityka pomaga e-sklepom w zbieraniu danych o odwiedzających i ich upodobaniach – a co za tym idzie, podejmowaniu decyzji o tym, w jaki sposób się do nich dostosować. Już od kilku lat funkcje hiperpersonalizacji są chwalone za możliwość zaspokojenia potrzeb klientów w jeszcze bardziej szczegółowy sposób niż kiedykolwiek wcześniej – teraz okazuje się, że są one pomocne szczególnie w przypadku sklepów internetowych ze sporym asortymentem. Aż 42% konsumentów twierdzi, że porzuciło zakupowy koszyk, ponieważ przytłoczyła ich liczba dostępnych produktów[7]. Zastosowanie personalizacji oznacza, że strona może od razu zasugerować im artykuł, który prawdopodobnie im się spodoba – w ten sposób klient nie traci czasu na przeglądanie wielu stron pozycji, które nie mają dla niego znaczenia. Nic więc dziwnego, że już ponad 70% konsumentów w jakimś stopniu oczekuje, że e-biznesy, z których usług korzystają, udostępnią funkcje na bazie personalizacji[8].

Live chat pomaga w utrzymaniu zainteresowania konsumentów

Klienci korzystający przed zakupem z live chatu są o 40% bardziej skorzy zdecydować się na zakup[9], a ponad 6 na 10 konsumentów chętniej wróci na stronę, na której można porozmawiać z przedstawicielami sklepu przez live chat[10]. Niektóre wiadomości wysyłane w ten sposób mogą być procesowane przez chatbota, jednak żywy konsultant dostępny po drugiej stronie ekranu często jest niezbędny, by upewnić się, że klient otrzymał odpowiednią pomoc. Część e-sklepów decyduje się nawet na połączenie czatu z popularnymi komunikatorami internetowymi, takimi jak WhatsApp, Messenger czy Telegram, dzięki czemu konsumenci mogą jeszcze sprawniej kontaktować się z daną firmą. Taka forma konwersacji umożliwia też spersonalizowanie przekazu w zależności od klienta, w przypadku młodszych osób można wzbogacić rozmowę o zabawne GIF-y.

[1] GVR, Artificial Intelligence Market Size, Share & Trends Analysis Report

[2] PwC, Global Artificial Intelligence Study: Exploiting the AI Revolution

[3] eCommerce News, Over 500 million ecommerce users in Europe in 2021

[4] PwC, Strategies that are winning. E-commerce leaders on digital marketing

[5] McKinsey & Company, The state of AI in 2020

[6] Gartner, 3 Barriers to AI Adoption

[7] iAdvize, Why is Shopping Cart Abandonment a Problem for Retailers

[8] McKinsey, Online as the key frontline in the European fashion market

[9] SuperOffice, 25 Reasons Live Chat Can Help You Grow Your Business 2021

[10] eMarketer, How Helpful is Live Chat?

Kopie certyfikatów rezydencji też są ważne, jednak pod pewnymi warunkami

Korzystanie z kopii certyfikatu rezydencji podatkowej staje się coraz bardziej powszechną praktyką, szczególnie w dobie pandemii COVID-19. W przeszłości organy podatkowe traktowały tę kwestię bardzo formalnie, tj. dopuszczalne było jedynie posiadanie oryginału certyfikatu w wersji papierowej. Z czasem dopuszczono certyfikaty wydawane elektronicznie, o ile wystawienie w takiej formie pozostawało w zgodzie z lokalnymi przepisami. W kolejnym etapie ustawodawca dopuścił możliwość stosowania skanów certyfikatów w przypadku transakcji z kontrahentem do 10 tys. zł w roku podatkowym. W najnowszej interpretacji podatkowej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej poszedł jeszcze dalej i wskazał, że podatnik może korzystać z kopii certyfikatów, nie powołując się przy tym na przepisy przejściowe dotyczące COVID-19 (interpretacja z 20 lipca 2021 r. nr 0111-KDIB1-2.4010.185.2021.2.AK).

Czemu służą certyfikaty rezydencji?

Co do zasady dokonując wypłaty na rzecz zagranicznego kontrahenta lub jego oddziału znajdującego się w Polsce, powinno się przeanalizować kwestię poboru podatku u źródła. Jeżeli dana płatność mieści się w katalogu przedmiotowym podatku u źródła, to podatnik powinien dokładnie rozważyć, jaką stawkę opodatkowania zastosować albo czy w ogóle pobierać podatek w związku z umowami o unikaniu podwójnego opodatkowania. Niepobranie podatku jest możliwe, jednak w takim wypadku płatnik powinien posiadać udokumentowane miejsce siedziby podatnika, tj. certyfikat rezydencji potwierdzający, że jest rezydentem innego niż Polska kraju. Jest to zatem formalny dokument wydawany przez organy podatkowe innego kraju, respektowany przez krajowe organy podatkowe, potwierdzający, że podatnik jest w danym okresie rezydentem tego kraju. Certyfikaty rezydencji są najczęściej wydawane na określony czas/rok podatkowy. W przypadku braku określenia okresu ważności certyfikatu jest on ważny przez okres 12 kolejnych miesięcy od daty wydania.

Należy zwrócić uwagę, że przepisy, które obowiązują od 1 stycznia 2019 r., wymagają od podatnika dochowania należytej staranności przy weryfikacji kontrahentów, do których dokonują płatności zagranicznych. Przy ocenie takiej staranności brany jest pod uwagę charakter i skala działalności płatnika. W związku z powyższym w praktyce przed zrealizowaniem płatności zagranicznej objętej podatkiem u źródła płatnik musi posiadać certyfikat rezydencji. Warto, aby posiadał również oświadczenie w zakresie beneficjenta rzeczywistego i realnie prowadzonej działalności gospodarczej.

Kopia certyfikatu – obowiązujący stan prawny

Od 1 stycznia 2019 r. w ustawach o podatku dochodowym CIT i PIT obowiązuje zapis, zgodnie z którym miejsce siedziby podatnika dla celów podatkowych może zostać potwierdzone poprzez kopię certyfikatu rezydencji podatkowej, jeżeli suma rocznych płatności do kontrahenta nie przekracza 10 tys. zł, a kopia certyfikatu nie budzi uzasadnionych wątpliwości co do stanu faktycznego.

Ponadto od 24 czerwca 2020 r. ustawodawca w związku z COVID-19 dopuścił możliwość bazowania jedynie na kopii certyfikatu rezydencji, niezależnie od limitu płatności w danym roku do kontrahenta, jeżeli kopia certyfikatu nie budzi uzasadnionych wątpliwości. Regulacja ta wynika bezpośrednio z art. 31ya ust. 2 ustawy z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19 (tzw. tarcza antykryzysowa 4.0) – W czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii ogłoszonego w związku z COVID-19, a także w okresie kolejnych 2 miesięcy po ich odwołaniu, miejsce zamieszkania i siedziby podatnika dla celów podatkowych może być potwierdzone kopią certyfikatu rezydencji, jeżeli informacje wynikające z przedłożonej kopii certyfikatu rezydencji nie budzą uzasadnionych wątpliwości co do zgodności ze stanem faktycznym.

Bazując więc na analizie przepisów, w obecnej sytuacji dopuszczalne jest posiadanie kopii certyfikatów rezydencji w sytuacji, gdy kopia nie budzi wątpliwości.

Interpretacja KIS

W interpretacji z 20 lipca 2021 r. nr 0111-KDIB1-2.4010.185.2021.2.AK Dyrektor KIS nie odniósł się do regulacji wynikających z ustaw o podatku dochodowym ani do tarczy antykryzysowej. Potwierdził możliwość korzystania z kopii certyfikatów niezależnie od kwoty płatności w sytuacji, gdy irlandzka administracja skarbowa wysłała dokument za pomocą bezpiecznego kanału komunikacji, a podatnik przesłał ten dokument także w takiej formie i niezmienionej treści i formacie. Dodatkowy warunek to akceptowanie takiej formy wydawania certyfikatów przez administrację skarbową danego państwa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polski Ład. Podatek od korporacji uderzy w wiele polskich firm, startupy, a nawet mikrofirmy

  • Minimalny podatek od korporacji zapłacą prawie wszystkie firmy, w tym MŚP, spółki Skarbu Państwa, startupy, a nawet mikrofirmy.
  • Sposób jego wprowadzenia, bez konsultacji społecznych, pogłębi nieufność obywateli i inwestorów do państwa i stanowionego prawa.
  • Doprowadzi do znaczącej podwyżki cen wielu towarów i spowoduje ucieczkę dużych firm do innych krajów UE.
  • Nowy podatek będą musiały zapłacić przedsiębiorstwa, które ponoszą straty.
  • Konfederacja Lewiatan apeluje do posłów o zaniechanie prac nad tym podatkiem.

W Sejmie rozpoczynają się prace nad tzw. podatkiem minimalnym od osób prawnych oraz od podatkowych grup kapitałowych. Propozycja nowej daniny nie została poddana konsultacjom społecznym, co świadczy o braku poszanowania przez rząd zasad poprawnej legislacji oraz przejrzystości i przewidywalności systemu podatkowego. To pogłębi nieufność przedsiębiorców i obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa. Nowy podatek nie może być uchwalony w pośpiechu, bez przeprowadzenia analizy wpływu proponowanych przepisów na sytuację finansową firm oraz dochody budżetowe.

Podatek minimalny budzi poważne wątpliwości interpretacyjne. Uchwalenie go w zaproponowanym kształcie spowoduje niezliczone problemy związane z prawidłowym wypełnieniem obowiązku podatkowego. Przez kolejne miesiące albo lata, będzie przedmiotem objaśnień wydawanych przez ministra finansów i sporów podatników z organami podatkowymi oraz sądami administracyjnymi.

Nie dokonano analizy wpływu tego podatku na kondycję finansową firm. Przyjęto ułomne uproszczenie, że jeżeli firma nie wpłaca do budżetu państwa odpowiednio wysokiego podatku CIT, to zapewne jest to wynikiem stosowania agresywnej optymalizacji podatkowej. To pokazuje brak zrozumienia mechanizmów i złożoności funkcjonowania przedsiębiorstw.

– Nowy podatek dotknie prawie wszystkie przedsiębiorstwa, w tym MŚP, spółki Skarbu Państwa, firmy dotknięte pandemią Covid-19 (gdzie spadek przychodów jest istotny, ale jednak nie przekracza projektowanych 30%), startupy (szczególnie w branżach kosztochłonnych, gdzie proces inwestycyjny jest długi a oczekiwana rentowność jest osiągana dopiero po kilku latach), a nawet mikrofirmy, które odnotują stratę lub niską rentowność. Apelujemy więc do posłów o zaniechanie prac nad tym podatkiem – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Sprzeciw budzi wyliczenie podatku z zastosowaniem skomplikowanych matematycznych formuł co spowoduje, że jego ustalenie będzie generować zbędne koszty związane z pracą księgowych i doradców podatkowych oraz zwiększy ryzyko funkcjonowania firmy, ponieważ może być polem do niezamierzonych pomyłek.

Nowy podatek może doprowadzić do paradoksalnych sytuacji np. gdy firma mająca problemy z płynnością, w celu uiszczenia daniny, będzie musiała zaciągnąć pożyczkę od podmiotu powiązanego. Tym samym ponownie zwiększy się podstawa opodatkowania minimalnym podatkiem dochodowym w kolejnym okresie obrachunkowym. Taka konstrukcja podatku minimalnego jest sprzeczna z art. 84 Konstytucji RP wyrażającego zasadę sprawiedliwości podatkowej tj. kształtowania podatków według zasady powszechności i równości, a więc opodatkowania wszystkich zobowiązanych podmiotów i wszystkich stanów faktycznych, z którymi wiąże się obowiązek podatkowy, przy czym wszystkie podmioty będące w takiej samej sytuacji ekonomicznej (prawnopodatkowej) powinny być opodatkowane równo.

Pep+: Strategiczna transformacja PepsiCo w kierunku zrównoważonego rozwoju

Strategia pep+ (pep positive) to nowa, strategiczna transformacja PepsiCo w kierunku zrównoważonego rozwoju, obejmująca wszystkie obszary działalności firmy. To sposób jednego z największych producentów żywności i napojów na świecie oraz wiodącego uczestnika procesu transformacji globalnego systemu żywnościowego na wytyczenie nowego kursu dla swojej działalności operacyjnej. Działania w ramach strategii obejmują dążenie do dalszego rozwoju przedsiębiorstwa i budowania wartości w granicach stawianych przez planetę oraz inspirowania pozytywnych zmian dla Ziemi i jej mieszkańców. Swoje działania w ramach pep+ PepsiCo koncentrować będzie na trzech filarach: neutralności klimatycznej, pozytywnym rolnictwie, a także pozytywnych wyborach dla planety i konsumentów. Realizacja stawianych celów zakładana jest do roku 2030.

Procesy objęte nową strategią obejmować będą zrównoważone pozyskiwanie składników do wytwarzania produktów, ich sprzedaż w bardziej zrównoważony sposób, a także wykorzystanie ponad miliarda codziennych punktów styku z konsumentami do zaangażowania ich w zrównoważone działania i dokonywanie lepszych wyborów dla siebie oraz planety.

– pep+ to przyszłość naszej firmy. To fundamentalna transformacja wszystkich naszych działań, gwarantująca dalszy rozwój PepsiCo w ramach wspólnych wartości, ze szczególnym naciskiem na zrównoważony wzrost i kapitał ludzki. To strategia, która odpowiada na nową rzeczywistość biznesową, w której konsumenci coraz częściej interesują się przyszłością planety i jej mieszkańców – powiedział Ramon Laguarta, prezes i dyrektor generalny PepsiCo. – pep+ będzie miało wpływ na nasze marki i ich sukces rynkowy. Wyobraźmy sobie na przykład, że na potrzeby produkcji chipsów Lay’s ziemniaki pochodzą ze zrównoważonych upraw prowadzonych zgodnie z zasadami rolnictwa regeneracyjnego, które następnie są przetwarzane w ramach neutralnego środowiskowo łańcucha wartości, gotowe chipsy pakowane są w biodegradowalne opakowania, a poziom zawartej w nich soli jest najniższy na rynku. Na tym właśnie polegają pozytywne wybory. Chipsy Lay’s, które cechuje najlepszy smak, stają się produktem nr 1 w przyszłości. W ten właśnie sposób pep+ zapewni lepszą przyszłość planecie i jej mieszkańcom. A teraz wyobraźmy sobie skalę i wpływ naszych działań, jeśli podobne podejście zastosujemy do wszystkich 23 naszych marek, z których każda generuje obroty na poziomie 1 mld dolarów – dodał Ramon Laguarta.

Inicjatywa pep+ stanowi podstawę działań PepsiCo w trzech wiodących obszarach, skupiając szereg istotnych dla branży celów, których realizacja zakładana jest do roku 2030. Obszary te obejmują:

Pozytywny łańcuch wartości

PepsiCo stale przyczynia się do budowy inkluzywnego i opartego na obiegu zamkniętym łańcucha wartości poprzez następujące działania:

    • Osiągnięcie neutralności klimatycznej do roku 2040;
    • Uzyskanie pozytywnego wpływu na zasoby wody do roku 2030;
    • Stałe wdrażanie bardziej zrównoważonych opakowań, w tym zmniejszenie o 50% wykorzystania pierwotnego plastiku na jedno opakowanie w całej ofercie produktów spożywczych i napojów do 2030 roku[1];
    • Wprowadzenie nowego globalnego programu wolontariatu pracowniczego pod nazwą One Smile at a Time (Jeden uśmiech na raz), którego celem jest zapewnienie wszystkim z 291 tys. pracowników firmy zachęt, wsparcia i możliwości działania w zakresie wywierania pozytywnego wpływu na lokalne społeczności.

W Europie głównym czynnikiem napędzającym pozytywny łańcuch wartości jest budowa gospodarki obiegu zamkniętego dla opakowań. W odniesieniu do opakowań napojów, Dania i Finlandia ogłosiły niedawno, że dołączą do dziewięciu innych rynków na terenie UE, w tym Polski, które do 2022 roku zapowiedziały przejście na produkcję butelek marki Pepsi powstających w 100% z ponownego przetworzenia. Zmiana ta jest efektem analogicznych decyzji podjętych wobec innych marek w ubiegłym roku, m.in. Lipton Ice Tea – w Polsce wszystkie napoje tej marki oferowane są konsumentom wyłącznie w butelkach w 100% pochodzących recyklingu. Dodatkowo, firma PepsiCo stale angażuje się w opracowanie i wdrażanie odpowiednio zorganizowanych systemów depozytowych na rynkach europejskich, które przyczyniają się do zbiórki opakowań po napojach na poziomie nawet 90%.

PepsiCo kontynuuje ponadto działania prowadzące do stworzenia gospodarki o obiegu zamkniętym dla opakowań elastycznych, przystępując do licznych projektów z partnerami oraz inwestycji w innowacyjne rozwiązania. Jednym z przykładów jest zaangażowanie PepsiCo w opracowanie różnorodnych technologii sortowania i recyklingu, takich jak kolejna faza inicjatywy cyfrowego znakowania opakowań pod nazwą Holy Grail, w ramach której w 2022 roku we Francji i Niemczech przeprowadzone zostaną testy na opakowaniach produkowanych przez PepsiCo. Na licznych rynkach firma kontynuuje też inwestycje w budowę infrastruktury recyklingu opakowań elastycznych w ramach programów rozszerzonej odpowiedzialności producenta, a także bezpośrednie inwestycje w inicjatywy takie jak Flexible Packaging Fund w Wielkiej Brytanii.

Pozytywne rolnictwo

PepsiCo aktywnie angażuje się w rozpowszechnianie praktyk rolnictwa regeneracyjnego, którego celem jest odbudowa jakości gleb na łącznym obszarze wszystkich upraw prowadzonych na potrzeby działalności firmy na całym świecie (ok. 2,8 mln hektarów), zrównoważone pozyskiwanie wszystkich składników do produkcji spożywczej, a także poprawa warunków życia ponad ćwierć miliona ludzi w rolniczym łańcuch dostaw. Cele te są aktualnie realizowane w Europie m.in. dzięki wykorzystaniu technik rolnictwa precyzyjnego i innowacji nawozowych.

    • W Wielkiej Brytanii PepsiCo prowadzi testy przetwarzania obierków ziemniaczanych z odpadów uzyskiwanych podczas produkcji chipsów Walkers (brytyjski odpowiednik marki Lay’s) w niskowęglowy, bogaty w składniki odżywcze nawóz. W programie pilotażowym odnotowano 70-procentową redukcję emisji gazów związanych z uprawą ziemniaków, stąd decyzja, aby w 2022 roku wdrożyć testy na kolejnych rynkach europejskich, w tym w Polsce.
    • W Polsce PepsiCo poprowadzi pilotaż na potrzeby rozwoju rolnictwa regeneracyjnego. W tym celu podejmie współpracę z 5 producentami aktualnie dostarczającymi surowce rolne na potrzeby działalności firmy. Wśród nich są 2 gospodarstwa z woj. mazowieckiego i po jednym gospodarstwie z woj. wielkopolskiego, lubelskiego i zachodniopomorskiego, którzy będę współtworzyli europejską grupę roboczą. Jej celem będzie wypracowanie dobrych praktyk związanych ze zrównoważonym rozwojem, a rolnicy będą dzielić się wiedzą podczas wirtualnych spotkań i rozmów.
    • W naszym kraju w okresie minionych 3 lat we współpracy z dostawcami ziemniaków PepsiCo udało się ponadto wdrożyć w praktyce zasady Programu zrównoważonego rolnictwa. Pod koniec 2020 roku partnerzy Programu uzyskali pozytywny wynik audytu przeprowadzonego przez Control Union, potwierdzający, że ziemniaki nabywane przez PepsiCo od polskich rolników są w 100% uprawiane w sposób zrównoważony.

Pozytywne wybory

PepsiCo stale rozwija ofertę produktów spożywczych i napojów lepszych dla ludzi i planety, m.in. poprzez:

    • Włączanie bardziej zróżnicowanych składników, takich jak ciecierzyca, białka roślinne i produkty pełnoziarniste zarówno do nowych, jak i aktualnie dostępnych produktów spożywczych, przez co stają się one lepsze dla planety i/lub korzystniejsze pod względem odżywczym dla konsumentów;
    • Rozwój kategorii orzechów i nasion, w której PepsiCo już teraz zajmuje wiodącą pozycję na świecie, m.in. w Meksyku, Chinach i na wybranych rynkach Europy Zachodniej;
    • Szybsze redukowanie zawartości cukru i soli w swoich produktach, opierając się na naukowo potwierdzonych celach w zakresie żywienia człowieka, a także wytwarzanie produktów spożywczych przy użyciu zdrowszych rodzajów olejów. Na terenie Europy PepsiCo zobowiązało się do obniżenia średniego poziomu cukrów dodawanych do swoich napojów o 50% oraz do stworzenia wartej 1 mld dolarów oferty produktów żywnościowych z oceną Nutri-Score B lub A do roku 2030;
    • Dalszy rozwój nowych modeli biznesowych, które nie wymagają opakowań jednorazowych lub niewielkiej ich ilości, takich jak SodaStream – ikona pozytywnych wyborów i największa pod względem sprzedaży marka wody gazowanej na świecie. Sprzedawane w ponad 40 krajach urządzenia SodaStream oferują aktualnie na 23 rynkach różne warianty smakowe PepsiCo, takie jak Pepsi Zero Sugar, Lipton czy bubly. Najnowsze rozwiązania SodaStream Professional zapewnią poszerzenie oferty o napoje funkcjonalne i pojawią się na kilkunastu nowych rynkach przed końcem 2022 roku. Dzięki tym innowacjom marka pomoże konsumentom uniknąć zużycia ponad 200 mld plastikowych butelek do 2030 roku.
    • W ramach swojej wizji, PepsiCo dąży do zwiększenia transparentności swoich działań względem konsumentów, pomagając im w dokonywaniu zrównoważonych wyborów. Firma ogłosiła niedawno swoje zaangażowanie w projekt prowadzony przez Foundation Earth (Fundację Ziemia), polegający na informowaniu konsumentów o wpływie środowiskowym danego produktu za pośrednictwem nadruków umieszczanych na opakowaniach. Celem projektu jest ocena, w jaki sposób różne systemy etykietowania produktów przyczyniają się do promowania bardziej zrównoważonych wyborów zakupowych, a także dalszego stymulowania producentów żywności do podejmowania działań pro- środowiskowych.

– PepsiCo podejmuje działania, które stanowią poważną zmianę dla naszej organizacji. To właściwy kierunek, zarówno dla naszej planety, jak i dla jej mieszkańców. W Polsce pod koniec sierpnia br. ogłosiliśmy początek budowy nowego, ultra-nowoczesnego zakładu zaprojektowanego z uwzględnieniem istotnych rozwiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju. Nasza nowa inwestycja w Środzie Śląskiej stanie się jednym z najbardziej ekologicznych obiektów PepsiCo w  Europie – to tam już za dwa lata będziemy tworzyć przyszłość produkcji żywności – powiedział Michał Jaszczyk, prezes PepsiCo Polska. – Cztery zakłady PepsiCo w Polsce już teraz korzystają z energii elektrycznej pochodzącej wyłącznie ze źródeł odnawialnych, jednak w najnowszym obiekcie zastosowane zostaną kolejne rozwiązania pro-środowiskowe. Oprócz najniższego zużycia wody i energii spośród innych fabryk PepsiCo, zakład uzyska pełną samowystarczalność energetyczną, wykorzystując w tym celu m.in. własne farmy fotowoltaiczne czy turbiny wiatrowe. Te i inne rozwiązania sprawią, że inwestycja w Środzie Śląskiej do roku 2035 osiągnie neutralność klimatyczną – dodał Michał Jaszczyk.

[1] W stosunku do poziomu z 2020 roku. Cel zostanie osiągnięty poprzez wykorzystanie w produkcji plastikowych opakowań 50% materiałów pochodzących z recyklingu oraz rozwój nowych modeli biznesowych, takich jak SodaStream – innowacyjnego urządzenia, które prawie całkowicie eliminuje potrzebę opakowywania napojów.

HalfPrice debiutuje w Chorwacji

W Zagrzebiu powstaje sklep HalfPrice, w którym klienci znajdą szeroką gamę produktów znanych marek w bardzo atrakcyjnych cenach. Chorwacja jest już czwartym zagranicznym rynkiem, na którym należąca do Grupy CCC sieć rozpoczyna działalność. W pięć miesięcy od startu HalfPrice otworzył w Polsce 23 sklepy, a w sierpniu zadebiutował również na Węgrzech i w Austrii. Jeszcze we wrześniu planowane jest otwarcie pierwszego punktu w Czechach.

HalfPrice to nowoczesny koncept sklepów w kategorii off-price, który oferuje szeroki wybór produktów popularnych brandów w atrakcyjnych cenach. W różnorodnym asortymencie klienci znajdą: odzież, obuwie, akcesoria, kosmetyki, zabawki oraz wyposażenie i dodatki do domu.

HalfPrice zadebiutował w maju tego roku i od razu spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem klientów – i to zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zachęca nas to do dalszej ekspansji. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na start na kolejnym, czwartym już rynku zagranicznym – mówi Adam Holewa, Prezes Zarządu HalfPrice.

Pierwszy chorwacki HalfPrice zostanie otwarty w Zagrzebiu pod koniec br. – Będzie to duży, o powierzchni prawie 2 000 metrów kwadratowych, przestronny sklep, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Podobnie jak w innych punktach, także tutaj oferta będzie uzupełniana na bieżąco i dostosowywana do preferencji chorwackich klientów – zapowiada Joanna Czyżewska, Wiceprezes Zarządu HalfPrice ds. Sprzedaży.

We wrześniu sieć HalfPrice wystartuje także w Czechach. Jesienią planowane są również otwarcia dwóch kolejnych sklepów tej marki w Austrii.

Jako Grupa CCC jesteśmy obecni w Chorwacji od ośmiu lat. Znamy gusta tutejszych klientów i jesteśmy przekonani, że HalfPrice znajdzie swoje miejsce na tym rynku – mówi Malwina Winter, Wiceprezes Zarządu HalfPrice ds. Zakupów.

Na skutek pandemii wartość rynku mody i dóbr luksusowych zmniejszyła się o jedną piątą

Łączna wartość sprzedaży 81 firm z branży mody i dóbr luksusowych wyniosła w roku fiskalnym 2019 prawie 633 mld dol. – wynika z raportu „Global Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2021” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Pandemia zahamowała rozwój rynku, a najbardziej ucierpiała sprzedaż luksusowych rejsów oraz obroty hoteli i restauracji. Żeby umacniać swoją pozycję wśród konkurencji, marki luksusowe muszą rozwijać aspekty technologiczne, wzmacniać interakcje z klientami i w większym zakresie uwzględniać kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem oraz czynnikami społecznymi i środowiskowymi.

W piątej edycji raportu „Global Fashion&Luxury Private Equity and Investors Survey 2021” eksperci Deloitte przeanalizowali bieżącą sytuację i trendy w branży mody i dóbr luksusowych oraz jej inwestorów. W badaniu uwzględniono ponad dziesięć segmentów, z których trzy to osobiste dobra luksusowe (odzież i akcesoria, kosmetyki i perfumy, zegarki i biżuteria).

Analiza wyników biznesowych branży została przeprowadzona na przykładzie 81 firm, których łączna wartość sprzedanych dóbr i usług w roku podatkowym 2019 wyniosła prawie 633 mld dol. Z tego ponad 111 mld dolarów wypracowało 20 firm produkujących odzież i akcesoria. W latach 2015-2019 średnia roczna stopa wzrostu w segmencie luksusowych dóbr osobistych wyniosła 5,7 proc., a w pozostałych segmentach utrzymywała się na poziomie 4,1 proc.

Wydaje się, że w porównaniu z kryzysem z 2008 roku, negatywny wpływ COVID-19 na branżę będzie krótkotrwały i mniej dotkliwy. Sektor jest lepiej przygotowany, bo dzięki rozwojowi e-commerce nie jest już uzależniony od sprzedaży fizycznej. Handel online nie uchronił jednak branży przed spowolnieniem. Globalna wartość rynku mody i dóbr luksusowych zmalała na skutek pandemii o jedną piątą. Były jednak segmenty, które pomimo spowolnienia całej gospodarki, wyszły z tego obronną ręką, mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte

Szybkie ożywienie pomimo gospodarczej niepewności

Jak wynika z raportu Deloitte, w czasie pandemii najbardziej ucierpiała sprzedaż luksusowych rejsów, spadły także znacznie obroty hoteli i restauracji. To oczywiście wynik zamknięcia granic i branży gastronomicznej, a po ich otwarciu – znacznych ograniczeń. Co ciekawe, najlepiej poradziły sobie przedsiębiorstwa sprzedające jachty. Pomimo chwilowego załamania w pierwszej połowie 2020 r., sezon letni pozwolił na odbudowanie strat i zakończenie roku fiskalnego 2020 na poziomie z roku 2019. To właśnie segment jachtów, zdaniem przedsiębiorców, wykaże silne ożywienie po krótkotrwałym spowolnieniu, a sprzyjać będzie temu chęć klientów do bezpiecznego wypoczynku, z dala od innych osób. Wśród segmentów, które wyjdą z pandemii silniejsze, wskazano również luksusowe samochody oraz kosmetyki i perfumy.

– W ujęciu geograficznym najgorzej radziły sobie firmy z Ameryki Łacińskiej, ale to właśnie one mogą w najbliższym czasie odnotować najsilniejszy wzrost. Niewiele lepiej było na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Natomiast to Chiny były pierwszym krajem, który przezwyciężył kryzys. Wartość rynku mody i dóbr luksusowych w 2020 r. wzrosła tam o 45 proc. w ujęciu rocznym. To wynik przesunięcia lokalnej konsumpcji na terytorium kraju – mówi Michał Tokarski.

Trudności z łańcuchami dostaw, zapasami magazynowymi i sprzedażą

Przedstawiciele branży wskazali pięć problemów, z którymi boryka się ich firma z powodu pandemii. Pierwszy z nich to trudności w zarządzaniu gospodarką magazynową. Nadmierne zapasy to problem, który branża odczuwała jeszcze przed Covid-19. Pandemia doprowadziła do dalszego ich wzrostu, bo większość kolekcji się nie sprzedała. Żeby to przezwyciężyć, marki inwestują w rozwój cyfrowy, a szczególnie w sztuczną inteligencję, co ma ułatwić prognozowanie popytu i dostosowanie oferty. Drugi problem to zachwianie płynności finansowej spowodowane ogólnym spadkiem popytu oraz opóźnieniami w płatnościach.

Kolejne przeszkody dostrzeżono w łańcuchach dostaw. Anulowanie zamówień, opóźnienia w dostawach i ogólna niepewność gospodarcza zwiększyły potrzebę ich kontroli i relokacji. Aby złagodzić prawdopodobne przyszłe zakłócenia, firmy odchodzą od relacji transakcyjnych na rzecz głębszych partnerstw. Ponadto, wzrost świadomości ludzi w kierunku zrównoważonego rozwoju, zwiększył potrzebę kontroli w celu zapewnienia jakości i standardów etycznych produkcji.

Przedsiębiorcy wskazują również na duży wpływ pandemii na kanały sprzedaży. Większość luksusowych sklepów zamknęła się w czasie lockdownów, więc niemal wszystkie marki zdecydowały się na uruchomienie platform cyfrowych i inwestycje w digitalizację procesów sprzedażowych. Ostatni z problemów, który zidentyfikowali przedstawiciele branży to zmniejszenie popytu, głównie z powodu ograniczeń turystycznych i zmniejszonej siły nabywczej. Dodatkowo ucierpiała również oferta – niesprzedane kolekcje i odwołane tygodnie mody doprowadziły do zmian w kalendarzu produkcji.

Zrównoważony rozwój, cyfryzacja i personalizacja motorem rozwoju branży
Eksperci Deloitte wskazali pięć trendów, które wpłyną na rynek branży mody i dóbr luksusowych w 2021 roku. Po pierwsze to świadoma konsumpcja. Konsumenci są coraz bardziej skłonni do zakupu tych przedmiotów, które są mniej podatne na sezonowość, ale też bardziej wytrzymałe. Poszukują również uzasadnienia dla swoich decyzji, więc robią przemyślane zakupy. Drugi trend to komfort i dobre samopoczucie, które stały się kluczowe w podejmowaniu decyzji zakupowych. Konsumenci cenią sobie zdrowie i well-being. Marki muszą zrozumieć i odzwierciedlać potrzeby klientów – w czasie pandemii kluczowe jest dla konsumentów poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie mogą na tym skorzystać marki sportowe i produkujące ubrania, zapewniające komfort w dobie powszechnej pracy zdalnej i spędzania dużej ilości czasu w domu.

Bardzo ważnym czynnikiem, który wpłynie na rynek dóbr luksusowych w 2021 jest zrównoważony rozwój i etyka. Konsumenci coraz bardziej uświadamiają sobie powiązanie współczesnego stylu życia i linearnej, bazującej na zużyciu surowców, gospodarki z kryzysem klimatycznym. Klienci są także mocniej uwrażliwieni na kwestie społeczne i biorą je pod uwagę wchodząc w interakcje z markami i wybierając ich produkty. Z perspektywy producentów, warto wziąć pod uwagę postawy milenialsów i przedstawicieli pokolenia Z, których charakteryzuje większa wrażliwość na kwestie środowiskowe, ale także odwaga, chęć działania i aktywizm na rzecz ochrony środowiska. Marki nie mogą więc działać w oderwaniu od ich potrzeb i rosnących oczekiwań, mówi dr Marta Karwacka, starsza menadżerka w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Jak podkreśla ekspertka Deloitte, branża mody jest uznawana za jedną z najbardziej zanieczyszczających środowisko i silnie wpływających na postępujące zmiany klimatu. Z drugiej strony widać w niej dużą kreatywność w szukaniu odpowiedzialnych rozwiązań mających na celu ochronę środowiska i może być dobrym przykładem dla innych branż. Co ważne, równie istotnym co środowisko, ale nieproporcjonalnie rzadziej adresowanym zagadnieniem są kwestie społeczne w łańcuchu dostaw, czyli sposób traktowania pracowników w fabrykach, szwalniach, a także na innych etapach łańcucha. Nie ma wątpliwości, że marki, myśląc o rozwoju biznesu i odpowiadając na oczekiwania swoich klientów muszą uwzględniać strategie ESG, czyli związane z kwestiami społecznymi, środowiskowymi i ładu korporacyjnego w swojej działalności.

Kolejny trend to lokalna konsumpcja w połączeniu z personalizacją. Eksperci Deloitte przewidują, że na znaczeniu zyskają luksusowe zakupy w kraju, bo nadal nie możemy mówić o całkowitej swobodzie przemieszczania się. Ważne jest dopasowywanie kanałów sprzedaży do konkretnego klienta tak, aby zwiększać interakcje i budować długotrwałe relacje. Może się to stać za sprawą cyfrowego przyspieszenia, czyli ostatniego z trendów wskazanych w raporcie. Chociaż przewiduje się, że do 2025 roku handel elektroniczny stanie się pierwszym kanałem sprzedaży, to coraz więcej firm inwestuje w budowanie strategii omni-channel, która zakłada kompleksowe doświadczenie klienta, bez względu na kanał. Cyfryzacja zrewolucjonizuje zarówno sklepy fizyczne, ale też kanały online. Dzięki temu powstanie spójna platforma, bez względu na to, które miejsce odwiedza klient

Trendy dla branży zbieżne są z obszarami, które jej przedstawiciele wskazują jako te, które w perspektywie średnioterminowej przejdą największą transformację. Wśród nich znalazły się: zrównoważony rozwój i etyka, cyfryzacja i kanały sprzedaży online, a także łańcuchy dostaw i kontrola zapasów. Oznacza to, że pandemia uwypukliła ich znaczenie, a nacisk na te kluczowe kwestie pozwoli firmom z branży mody i dóbr luksusowych na dalszy rozwój.

Czy “Polski Ład” zaszkodzi polskim startupom?

Już od momentu przedstawienia założeń w połowie maja, “Polski Ład” wywoływał dużo kontrowersji wśród przedsiębiorców. Według ekspertów Fundacji Startup Poland projekt uderzy w polskie startupy i osłabi pozycję Polski jako kraju inwestycyjnie atrakcyjnego. Główny i najczęściej przytaczany przez przedsiębiorców zarzut to osłabienie polskich przedsiębiorców technologicznych w walce o najlepszych specjalistów.

Najbardziej niepokojące nas w “Polskim Ładzie” zapisy dotyczą przede wszystkim wzrostu kosztów zatrudnienia oraz obniżenia wynagrodzeń netto dla specjalistów. Po przyjęciu tych rozwiązań, pomimo wprowadzenia w projekcie szeregu ulg inwestycyjnych, zarówno globalne firmy technologiczne, jak i startupy będą mieć problemy z przyciąganiem do Polski  talentów i w konsekwencji mogą rozwijać inwestycje w innych krajach regionu o porównywalnych kosztach utrzymania, ale korzystniejszej dla pracowników polityce podatkowej – mówi Tomasz Snażyk, Prezes Fundacji Startup Poland.

Wzrost kosztów zatrudnienia i obniżenie wynagrodzeń netto dla specjalistów wynika z przewidzianej w “Polskim Ładzie” podwyżki składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, a także braku możliwości  odliczenia jej od podatku dochodowego w przypadku pracowników i przedsiębiorców. Spowoduje to gwałtowne i bardzo duże obciążenie dla firm, spadek dochodów większości przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą oraz zmniejszenie wynagrodzeń netto dla specjalistów.

Trudna walka o specjalistów

W walce o najlepszych specjalistów, polskie startupy muszą liczyć się z globalną konkurencją. Dziś  zawód programisty jako jeden z nielicznych jest w pełni zglobalizowany: programiści mogą świadczyć pracę zdalnie, a języki programowania są niezależne od języków etnicznych. Stąd możliwość zaoferowania atrakcyjnych warunków pracy to narzędzie, bez którego walka o programistów jest z góry przegrana. W ramach “Polskiego Ładu” trudno będzie o atrakcyjne warunki pracy, szczególnie, że – jak wynika z badania przeprowadzanego przez Startup Poland “Polskie Startupy” – w Polsce 60% startupów z branży IT zatrudnia pracowników w oparciu o umowy o pracę i wynagrodzenia tej grupy będą mniejsze po wejściu w życie przepisów “Polskiego Ładu”.

Największe obawy mogą mieć przedsiębiorcy, których zespół składa się głównie z wysokiej klasy specjalistów z zarobkami przekraczającymi 12 tys. zł miesięcznie, zwłaszcza w branży IT, gdzie takie i wyższe zarobki są standardem. W przypadku dochodów powyżej 12 tys.zł utrzymanie wynagrodzenia netto na podobnym jak dotychczas poziomie będzie oznaczało dla przedsiębiorców nieunikniony wzrost kosztów pracy. Pracodawca będzie musiał zaplanować w swoim budżecie rekompensatę kosztów wynikających z dodatkowych obciążeń podatkowych. Wzrost kosztów to nie jedyny problem, z jakim przyjdzie się zmierzyć startupom, oprócz tego, że wzrost opodatkowania spowoduje większe oczekiwania płacowe samych pracowników. Przy obecnym, ogromnym niedoborze specjalistów np. w branży technologicznej, polskim startupom niewątpliwie ciężko będzie konkurować o pracowników z firmami zagranicznymi. – mówi Weronika Żmudka, People&Operations Partner w HR Hints.

Polska nie taka atrakcyjna

Startup Poland zauważa, że zapisy zwiększające koszty pracy w Polsce i domniemanie polskiej rezydencji podatkowej w przypadku zasiadania w organach spółki zagranicznej osoby mieszkającej w Polsce mogą osłabić atrakcyjność inwestycyjną Polski. Podobnie możliwości konkurowania Polski z innymi krajami – szczególnie zachodnimi – oceniają przedsiębiorcy.

Nadal wypadamy blado w porównaniu z Zachodem – i owszem w Polsce mamy niższe stawki podatkowe, ale… średnie zarobki w Polsce (5 681 zł brutto) są 3 razy niższe niż średnie zarobki np. w Niemczech (3 975 euro, czyli 17 967 zł! Wprowadzenie „Polskiego Ładu” i zwiększenie podatków w kraju rozwijającym się, w którym gospodarka została mocno nadszarpnięta z powodu lockdown’ów – spowoduje drastyczne zmiany. Spodziewam się, że liczba inwestycji zagranicznych w MŚP gwałtownie spadnie, dodatkowo najlepsi specjaliści i eksperci z innowacyjnych branż jak IT czy biotechnologia, zamiast zakładać własne przedsiębiorstwa lub pracować na lokalnym rynku, zdecydują się na pracę dla zagranicznych koncernów. To będzie ekspresowa recesja, bo MŚP od lat są „koniem pociągowym” biało-czerwonej gospodarki. W celu zwiększenia długoterminowo wpływów do budżetu Państwa, należy stymulować w trudnych czasach przedsiębiorczość i dostarczać ulgi podatkowe umożliwiającym młodym organizacjom stabilny i spokojny start. Tak działają gospodarki rozwinięte, ułatwiają start młodym przedsiębiorcom, a gdy firma dojrzeje i będzie generować stabilne i konkretne zyski, dopiero wtedy nakładane są odpowiedniej wysokości podatki – mówi Konrad Krajewski, wiceprezes biotechnologicznej spółki Biotts.

Wpływ Polskiego Ładu na zmiany w opodatkowaniu działalności gospodarczej w Polsce

Kluczowym elementem nowego ładu są istotne zmiany w podatkach. Zmiany te obejmą system opodatkowania działalności gospodarczej w Polsce, wsparcie innowacyjnych rozwiązań, pobudzenie inwestycji o nowe rozwiązania dla inwestorów strategicznych.

W ostatnich dniach przedstawiciele Ministerstwa Finansów po konsultacjach społecznych wprowadzili kilka korzystnych rozwiązań dla podatników rozliczających podatkiem liniowym i ryczałtem ewidencjonowanym. Oczywiście, zaproponowane zmiany nie spowodują, iż te grupy przedsiębiorców nie ucierpią na nich finansowo. 

Poniżej przedstawiamy korzystne zmiany dla osób prowadzących działalność gospodarczą:

  • podwyższenie kwoty wolnej do 30.000 zł,
  • podwyższenie drugiego progu podatkowego z 85.528 zł do 120.000 zł,
  • zmiany we wspólnym rozliczeniu małżonków – będą mogli rozliczyć się razem już w roku zawarcia małżeństwa.

Powyższe zmiany w praktyce dotyczą jedynie podatników, którzy rozliczają swoje podatki według progresywnej skali podatkowej. Dotkną one tym samym przedsiębiorców prowadzących swój biznes w mniejszej skali.

Przypomnijmy, iż dla firm prowadzących biznes na większą skalę najkorzystniejszą formą rozliczania dochodu jest obecnie podatek liniowy.

Oczywiście, poza tymi korzystnymi zmianami wprowadzono zmiany niekorzystne. Najdotkliwszą jest likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku (7,75%). W miejsce ryczałtowej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców będzie wprowadzona nowa -liczona proporcjonalnie do dochodu (brak możliwości jej odliczenia).

Z projektów rządowych wynika, iż jej wysokość ma być uzależniona od sposobu opodatkowania działalności gospodarczej. Co istotne, po konsultacjach społecznych Ministerstwo dokonało zmian dotyczących składki zdrowotnej. Zmiany te, przynajmniej częściowo, zmniejszą obciążenia podatników rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem.

Składka zdrowotna dla przedsiębiorców opodatkowanych według skali podatkowej ma wynieść aż 9%. W przypadku podatników rozliczających się podatkiem liniowym ma ona wynieść 4,9%. Natomiast w przypadku ryczałtu będzie uzależniona od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia oraz przychodów osiąganych przez danego przedsiębiorcę.

Nowy przelicznik kształtuje się w następujący sposób:

  • przy przychodach rocznych do 60 tys. zł podstawa wyniesie 60% przeciętnego wynagrodzenia; składka wyniesie 9% tej podstawy, co da ok. 300 zł miesięcznie,
  • przy przychodach rocznych od 60 tys. zł do 300 tys. zł podstawa wyniesie 100% przeciętnego wynagrodzenia; składka wyniesie ok. 500 zł miesięcznie,
  • przy przychodach rocznych ponad 300 tys. zł podstawa wyniesie 180% przeciętnego wynagrodzenia; składka wyniesie ok. 900 zł miesięcznie.

Jak widać, wszystkie zmiany w sposób znaczący podnoszą obciążenia podatników. Powyższych obciążeń w przypadku podatników rozliczających się według skali podatkowej nie zlikwidują pozytywne aspekty jakie wprowadza Polski Ład.

Zmiany można zobrazować na poniższych przykładach

Przykład 1

Podatnik prowadzący zakład budowlany jest opodatkowany według skali podatkowej. Osiąga on dochody roczne w wysokości 96.000 zł. Podatnik zastanawia się, czy w związku z podniesieniem kwoty wolnej i progu podatkowego jego zobowiązania podatkowe ulegną zmniejszeniu?

Obecnie po odliczeniu podatku podatnikowi pozostanie około 74 tysięcy zł. Po wprowadzeniu Polskiego Ładu zostanie mu około 67 tysięcy zł.

Przykład 2

Podatnik prowadzący zakład budowlany jest opodatkowany podatkiem liniowym. Jego średnioroczne dochody brutto wynoszą 500.000 zł. Jak zwiększy się obciążenie podatkowego takiego podatnika po wprowadzeniu nowego ładu?

W 2021 r. podatnikowi pozostaje po opodatkowaniu kwota 393.908 zł. Po wprowadzeniu nowych rozwiązań pozostanie mu około 371 tysięcy zł.  Czyli w tym przypadku podwyżka obciążeń podatkowych jest bardzo znaczna.

Warto tutaj podkreślić, iż w przypadku pozostawienia składki zdrowotnej na pierwotnie zakładanym poziomie podatnik straciłby jeszcze więcej. Pozostawienie jej na poziomie 9% dla podatników rozliczających się podatkiem liniowym oznaczałoby w praktyce likwidację tej formy opodatkowania. W takim bowiem przypadku zakładaliby oni spółki kapitałowe, gdzie obciążenia byłyby na zbliżonym poziomie, a odpowiedzialność ograniczałaby się do wysokości wniesionego kapitału. Pomimo zmniejszenia składki zdrowotnej przekształcenie działalności jednoosobowej w spółkę kapitałową (np. spółkę z o.o.) wydaje się nadal bardzo atrakcyjne.

Przykład 3

Podatnik prowadzi zakład budowlany. Nie ponosi dużych kosztów i jako formę opodatkowania wybrał ryczałt ewidencjonowany. Jego przychody kształtują się na poziomie 700.000 zł. Podatnik zastanawia się, jak wzrosną jego zobowiązania podatkowe po wprowadzeniu nowego ładu?

W tym przypadku będzie on zobowiązany dopłacić rocznie 10.800 zł. Ponadto podatnik nie będzie mógł zmniejszyć swoich podatków o ulgę na składkę zdrowotną.

Jak widać, większość przedsiębiorców zapłaci większe składki po wprowadzeniu Polskiego Ładu. Przykłady pokazują, iż najwięcej zapłacą podatnicy rozliczający się podatkiem liniowym.

Autorem komentarza jest: Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzająca OSCBR (Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych).