Kondycja zawodowa Polek w dobie przyspieszonej cyfryzacji i trwającej pandemii

W związku z pandemią prawie połowa pracujących kobiet odczuła zmiany warunków pracy, 60% pracujących matek doświadczyło trudności w godzeniu obowiązków rodzinnych i zawodowych, a 41% kobiet czuje się przeciążonych nową sytuacją. Niezadowolonych ze swojej obecnej pracy jest 21% kobiet, jednak niemal 30% z nich nie zmienia jej ze względu na strach. Dodatkowo ponad połowa badanych uważa, że postępujące zmiany technologiczne sprawiają, że kompetencje cyfrowe stają się coraz bardziej istotne w ich pracy (56%). Niestety, niewiele kobiet znajduje czas na zdobywanie nowych kompetencji.

Przedstawiamy najnowszy raport  Future Collars Tytanki pracy. Kobiety na rynku pracy w dobie cyfrowej transformacji, w którym badaczki z DELab Uniwersytet Warszawski, przeanalizowały kondycję psychiczną, fizyczną i zawodową Polek w obliczu transformacji cyfrowej i pandemii Covid-19.

Pandemia a sytuacja zawodowa kobiet

W ostatnich kilkunastu miesiącach 45% pracujących zawodowo Polek odczuło zmianę warunków pracy, w 35% było to obniżenie pensji czasowo lub na stałe, niemal 10% ankietowanych straciło pracę, ale też blisko 10% podjęło decyzję o zmianie zawodowej. Zamknięcie szkół miało wpływ na kondycję psychiczną matek. Aż 5% zatrudnionych mam zrezygnowało z pracy, żeby opiekować się dziećmi. Kobiety wybierały między wycofaniem się z pracy, zasiłkiem opiekuńczym i spowolnieniem rozwoju zawodowego lub tytanicznym wysiłkiem, by pogodzić wszystkie role. Polki kryzys przetrwały przede wszystkim dzięki swojej determinacji i sile oraz przy wsparciu bliskich. Jak pokazał raport, najmniej skuteczna okazała się pomoc państwa.

Niepokojące jest to, że podczas pandemii nierówności, które pojawiały się jeszcze przed pandemią, takie jak niższe wynagrodzenie, konieczność łączenia pracy zawodowej i roli opiekuńczej czy mniejsze możliwości na awans, nasilają się, co dodatkowo negatywnie wpływa na aktywność zawodową kobiet, ich możliwości rozwoju i aspiracje zawodowe. Dodatkowo, cały czas mierzymy się z sytuacją, gdzie mimo tego, że kobiety stanowią większość absolwentów uczelni wyższych, wciąż są mniejszością na kierunkach związanych z technologią i IT i stanowią także mniejszość pracowników w tychże obszarach. A przecież to umiejętności cyfrowe, informatyczne i programowania, najczęściej określane są jako kompetencje przyszłości — mówi Elżbieta Solińska, Chief Operations Officer w Santander Bank Polska.

Nowe kompetencje kluczem do sukcesu

W świetle przemian na rynku pracy umiejętności cyfrowe będą odgrywały coraz większą rolę w każdym obszarze gospodarki. Tam, gdzie potencjał przechodzenia na pracę zdalną był wysoki, mniejsze było zagrożenie redukcją etatów czy wynagrodzeń.

Ciekawe jest to, że mimo niezadowolenia ze swojej obecnej pracy (21% ankietowanych), tylko 5% z nich aktywnie dąży do zmiany zawodowej, a 7% nie widzi realnych szans na zmianę w najbliższym czasie. Motywacją do zmiany pracy wśród ankietowanych kobiet jest wyższa pensja, lepsze warunki pracy i bliskość od miejsca zamieszkania; rozwój zawodowy i osobisty zeszły na dalszy plan.

Rozwój zawodowy i zmianę ścieżki kariery hamują niska samoocena (23%) i strach przed zmianą (29%).

Nie wystarczy sama świadomość, że odporność na stres, otwartość na zmiany i kompetencje cyfrowe mogą poprawić sytuację kobiet na rynku pracy. Niezbędne są długofalowe działania na poziomie instytucjonalnym wsparcie państwa w zakresie opieki nad dziećmi i osobami zależnymi, działania pracodawców na rzecz aktywizacji zawodowej kobiet po przerwie spowodowanej np. urodzeniem dziecka, bardziej sprawiedliwy podział obowiązków w gospodarstwie domowym. Uczenie się nowych rzeczy wymaga czasu i poświęcenia, podjęcia ryzyka. To się jednak opłaci i samym kobietom, i naszej gospodarce – mówi Magdalena Nowicka, wiceprezes Zarządu w Banku BNP Paribas. – W Banku BNP Paribas nieustannie podejmujemy działania na rzecz wzmacniania roli kobiet w organizacji m.in. poprzez inicjatywę „Kobiety zmieniające BNP Paribas” i autorski program „Women UP” czy promowania partnerskiego modelu rodziny współpracując z Fundacją Share the Care. Pozytywny wpływ takich projektów obserwujemy zarówno na samą organizację, jak i jej otoczenie. – dodaje.

 

Kluczem do sukcesu są nowe kompetencje — tak uważa 33% ankietowanych. Ciekawe jest to, że najwięcej czasu na regularną naukę poświęcają kobiety z przedziału wiekowego 56-65 lat (13%), w grupie pań w wieku 25-35 tylko 5,5% badanych. Najchętniej kobiety uczą się w domu, często z dostępnych w sieci źródeł, ceniąc sobie elastyczność takich rozwiązań. Świetnym przykładem zdobywania wiedzy online jest branża IT — ponad połowa kobiet obecnie zatrudnionych w tym obszarze nie ma wykształcenia kierunkowego, a nowe umiejętności zdobyła na kursach i szkoleniach lub samodzielnie.

Strach przed zmianą zawodową jest zrozumiały. Trudno jest wyjść ze swojej strefy komfortu i zaryzykować, kiedy przez rynek pracy przetacza się rewolucja. Ale to jest właśnie ten moment, by na tej rewolucji skorzystać. Jest branża, do której wejście zagwarantuje bezpieczeństwo, satysfakcję i stabilne zarobki — to branża IT. Obserwujemy największy od lat niedobór talentów, mamy do czynienia z największym od II wojny światowej transferem kompetencji. Wszyscy, ale szczególnie kobiety, muszą sobie uświadomić, że po pierwsze umiejętności cyfrowe są niezbędne na dzisiejszym rynku pracy, a po drugie — nie będzie lepszej okazji do znalezienia swojego miejsca w coraz szybciej cyfryzującej się rzeczywistości. Jesteśmy przekonane, że przebranżowienie i wejście do świata IT jest możliwe właściwie w każdym wieku i w każdej sytuacji. Pokazują to historie ambasadorek naszej tegorocznej kampanii Woman Update, Ani, Magdy i Karoliny — przekonują Beata Jarosz i Joanna Pruszyńska-Witkowska, inicjatorki kampanii Woman Update oraz współzałożycielki Future Collars.

Kobiety wobec cyfrowych zmian

Chociaż z roku na rok coraz więcej osób w Polsce w coraz bardziej zaawansowany sposób korzysta z Internetu, świadomość, jaki wpływ na gospodarkę i rynek pracy ma cyfryzacja, jest niska. Jesteśmy technosceptykami, a 14% Polaków odrzuca technologię w ogóle. To m.in. efekt postrzegania rozwoju technologicznego, jako zagrożeń dla pracy człowieka.

Poczucie zagrożenia technologią nie powoduje, że Polki obawiają się bezpośrednich zmian związanych ze swoim stanowiskiem pracy — 48% z nas uważa, że za 10 lat będzie nadal pracować w swoim zawodzie[1], a zakres obowiązków nie zmieni się. Tymczasem specjaliści alarmują, że w Polsce 56% stanowisk pracy jest zagrożonych automatyzacją[2]. Natomiast według World Economic Forum[3] do 2025 roku zniknie 85 milionów miejsc pracy. Miejsce człowieka na rynku pracy nie zostanie całkowicie zastąpione przez roboty. Przewiduje się bowiem, że powstanie 97 milionów nowych miejsc pracy wymagających innych umiejętności. Wskutek tego zjawiska możemy spodziewać się niebezpiecznej polaryzacji na rynku pracy — pracownicy wyposażeni w niezbędne kompetencje odnajdą się w nowej rzeczywistości, ale osoby bez tych umiejętności będą mieć problemy ze znalezieniem zatrudnienia lub wpadną w pułapkę niskopłatnych stanowisk. Jednocześnie cechą wspólną zawodów, których znaczenie będzie wzrastać, jest wysoki poziom kompetencji cyfrowych.

Brak kompetencji cyfrowych tworzy zagrożenie ograniczenia możliwości zawodowych w związku z automatyzacją pracy w sektorach, w których pracuje wiele kobiet, za czym idzie ryzyko bezrobocia, niższych zarobków, a w konsekwencji również głodowej emerytury. Brak kobiet wśród pracowników związanych z nowymi technologiami to również problem dla pracodawców, poszukujących osób wysoko wykwalifikowanych, oraz dla państwa, potrzebującego aktywnych zawodowo kobiet — ostrzegają dr Justyna Pokojska, socjolożka i analityczka DELab UW oraz dr Joanna Mazur, prawniczka i analityczka DELab UW.

Zapotrzebowanie na pracowników, którzy posiadają umiejętności w zakresie ICT, rośnie w każdej gałęzi gospodarki. Tymczasem w UE wśród aktywnych zawodowo kobiet mniej niż 1,5% pracuje w ICT[4], w Polsce tylko 1% kobiet aktywnych zawodowo to specjalistki w branży nowych technologii, a na studiach informatycznych kształci się jedynie 15% kobiet[5].

Inwestycja w rozwój kompetencji cyfrowych i większa otwartość na zmiany i cyfrowy świat staje się pilnym zadaniem także dla biznesu i firm działających w oparciu o kulturę wartości. Jak potwierdzają  badania, im wyższe umiejętności cyfrowe u kobiet, tym większa równość płci w środowisku pracy. Wspierając zatem możliwości rozwijania kompetencji cyfrowych kobiet, równocześnie przeciwdziałamy ich wykluczaniu z rynku pracy — mówi Dorota Hryniewiecka-Firlej, Poland Country Manager, Pfizer.

Równość kobiet i mężczyzn na rynku pracy

Kryzys pandemiczny uwypuklił pewne problemy. Nadal widoczne są dysproporcje w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn za taką samą pracę.  67% kobiet uważa, że Polki nie są traktowane na równi z mężczyznami przez pracodawców. 63% ankietowanych twierdzi, że nie ma szans na taki sam rozwój zawodowy, a 64% – nie ma równych możliwości awansu. W kwestii nierówności płci kobiety są zgodne niezależnie od poziomu wykształcenia czy dochodów.

Kobiety stanowią ponad połowę światowej populacji, dlatego ich pozycja na rynku pracy w naturalny sposób determinuje to, jak będzie wyglądała sytuacja całego społeczeństwa w obszarze aktywności zawodowej.  W obliczu bezprecedensowych wyzwań, jakimi były i nadal są epidemia, kryzys gospodarczy oraz postępujące zmiany klimatyczne, nie możemy pozwolić sobie na pozostawienie utalentowanych kobiet na uboczu — przekonuje Ewa Małyszko, Prezes zarządu PFR TFI.

Wnioski

Kobiety muszą mieć świadomość, że jeśli nie zatroszczą się o swoją sytuację zawodową będzie to miało katastrofalny wpływ na  ich niezależność ekonomiczną teraz i w przyszłości. Nauka przez całe życie, zdobywanie kompetencji cyfrowych to jedyna droga, która jest w stanie zagwarantować im stabilną i satysfakcjonującą przyszłość. Nie ma też znaczenia branża, którą obecnie reprezentują — nowe kompetencje, w tym techniczne, otwartość na zmiany i świadomość, że transformacji cyfrowej nie można zahamować ani cofnąć pozwolą odnaleźć się na rynku pracy.

 

***

Dane umieszczone w informacji prasowej zostały zaczerpnięte z raportu Tytanki pracy. Kobiety na rynku pracy w dobie cyfrowej transformacji, który jest do pobrania na stronie: https://womanupdate.org/dla-mediow/#raport

[1] DELab UW (2017) Aktywni+. Przyszłość rynku pracy. Raport przygotowany na zlecenie Gumtree, s. 25. Dostęp: http://www.delab.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2017/04/DELabUW_raport_Aktywni.pdf.

[2] Breugel (J. Bowles) (2014) Chart of the Week: 54% of EU jobs at risk of computerisation. Dostęp: https://www.bruegel.org/2014/07/chart-of-the-week-54-of-eu-jobs-at-risk-of-computerisation/.

[3] World Economic Forum (2020) The Future of Jobs Report 2020, s. 30. Dostęp: http://www3.weforum.org/docs/WEF_Future_of_Jobs_2020.pdf.

[4] Digital Economy and Society Index (DESI) (2021) DESI 2020 Human capital, s. 3. Dostęp: https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/library/digital-economy-and-society-index-desi-2020.

[5] Fundacja Edukacyjna Perspektywy (2021) Kobiety na Politechnikach. Raport 2021, s. 3. Dostęp: http://www.dziewczynynapolitechniki.pl/pdfy/raport-kobiety-na-politechnikach-2021.pdf.

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2021

Europejskie Centrum Biznesu ma zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w VII edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2021. Szczyt odbędzie się w dniach 4-5 października br. w Lublinie w Filharmonii im. H. Wieniawskiego Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”.

OSG 2021Już po raz siódmy Europejskie Centrum Biznesu pragnie zaprosić czołowych przedstawicieli świata polityki, gospodarki, nauki i biznesu na Szczyt. W ramach tegorocznej edycji zamierzamy skoncentrować się na filarach polskiej gospodarki przyszłości, czyli branżach, firmach i instytucjach, które swoją działalnością i determinacją przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju. Pragniemy w ramach zaplanowanych debat przeprowadzić dyskusje poświęcone zabezpieczeniu polskiej gospodarki w dobie pandemii pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa gospodarczego, energetycznego i finansowego jak również potencjału infrastrukturalnego i innowacyjnego. Temat przewodni Szczytu: Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo to wspólny mianownik dla wielu inicjatyw, projektów i strategii realizowanych przez Rząd i poszczególne resorty, a tym samym doskonały temat zapewniający niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję na wielu płaszczyznach. W ramach Szczytu odbędzie się Gala wręczenia statuetek Bursztyn Polskiej Gospodarki 2021.

Szczegółowe informacje: www.osg2021.pl

Pandemia zmieniła podejście Polaków do oszczędzania. Zabezpieczenie przyszłości coraz ważniejsze

Koronawirus i jego skutki gospodarcze wpłynęły na stan naszych finansów. Chociaż Polacy zaczęli uważniej podchodzić do kwestii oszczędności, to jednak wciąż zaniedbują kwestię zabezpieczenia finansowego na czas emerytury. Jak pokazują badania blisko 45 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, a tylko jedna piąta jako cel gromadzenia kapitału wskazuje emeryturę. Ważne więc, aby uświadomić jak istotne jest długoterminowe i regularne oszczędzanie. Jednym ze sposobów są Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), które gwarantują korzystne ulgi podatkowe w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego.

Pandemia dobitnie pokazała nam, jak istotne jest posiadanie zaplecza finansowego. Niestety, jak wskazują dostępne badania i analizy, stan oszczędności Polaków wciąż pozostawia wiele do życzenia. Większość z nas chciałoby mieć swobodę finansową na emeryturze, dzięki której będziemy realizować swoje cele czy pasje. Niestety, nie idą z tym w parze decyzje finansowe. Jeżeli w ogóle odkładamy jakieś pieniądze, to wydajemy je przy najbliższej okazji. Ważna jest wiedza o produktach, które pozwolą zabezpieczyć się na przyszłość, w tym też na emeryturę mówi Jacek Taraśkiewicz, dyrektor Departamentu Usług Inwestycyjnych i RBL_VC w Alior Banku.

Stan oszczędności Polaków

Tymczasem wiedza o finansach, podobnie jak oszczędności Polaków są na niskim poziomie. Raport Assay Index wskazuje, że 44 proc. z nas nie posiada żadnych odłożonych pieniędzy. Pozostała grupa odłożyła średnio 29 688 zł. A tylko 6 proc. z tego grona, może pochwalić się środkami w wysokości powyżej 100 tys. zł. Jak wynika z badania, niecałe kilkanaście procent respondentów ma odłożoną na tyle dużą kwotę, że jest w stanie dzięki niej przeżyć co najmniej rok.

Mimo tych negatywnych danych, raport Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami pokazuje, że 50 proc. Polaków stwierdziło, że regularnie oszczędza, z kolei 41 proc. zadeklarowało chęć oszczędzania w przyszłości. Najczęściej pieniądze przeznaczane są na podróże (42 proc.), remonty mieszkań (37 proc.), zakup auta (34 proc.), zdrowie lub leczenie i zakup nieruchomości (28 proc.). Tylko jedna piąta Polaków jako cel wskazała emeryturę. Interesujący jest fakt, że choć oczekiwana kwota oszczędności, która może zapewnić poczucie bezpieczeństwa wzrasta wraz z wiekiem, to jednak tendencja do gromadzenia kapitału wraz z nim maleje. Tymczasem emerytura, którą po osiągnięciu wieku emerytalnego, będziemy pobierać z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, według prognoz pozwoli na zaspokojenie tylko podstawowych potrzeb. Dotyczy to szczególnie dzisiejszych 20-,30- i 40-latków. Według wyliczeń ZUS stopa zastąpienia, czyli relacja przeciętnej wypłacanej emerytury do przeciętnego wynagrodzenia, będzie w przyszłości o wiele niższa. Dziś wynosi ona ok. 55 proc., podczas gdy w 2060 r. może to być zaledwie 25 proc.

Co zrobić, by pobierane świadczenie emerytalne było wyższe?

Mając na uwadze powyższe prognozy należy zakładać, że oparcie swojej przyszłości jedynie na pierwszym filarze, czyli emeryturze z ZUS, wiąże się z dużym ryzykiem. Z kolei indywidualne oszczędzanie pozwoli po zakończeniu kariery zawodowej utrzymać komfortowy poziom życia. Na rynku istnieje kilka produktów emerytalnych, które mogą w tym pomóc. – Niezależnie, który produkt wybierzemy, kluczowy jest czas. Ważny jest zarówno moment podjęcia decyzji o dobrowolnym odkładaniu na emeryturę, jak i okres, w czasie którego regularnie będziemy pieniądze gromadzić, czyli im wcześniej, tym lepiej. W Alior Banku oferujemy dwa produkty – IKE i IKZE, które pozwalają zgromadzić kapitał dający poczucie bezpieczeństwa na przyszłość. Minimalna kwota pierwszej wpłaty to 400 zł, a dalsze oszczędzanie jest bardzo elastyczne. Klient sam decyduje ile i jak często przelewa na swoje konto emerytalne w ramach obowiązujących w danym roku limitów wpłat – mówi Marcin Kobus, dyrektor Działu Produktów Inwestycyjnych w Alior Banku.

Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE) wspierają cały proces oszczędzania, ale również odgrywają rolę psychologicznego hamulca przed wydaniem pieniędzy. Wczesne rozpoczęcie i regularne oszczędzanie pozwalają zabezpieczyć się na okres emerytury. Przekonuje się o tym coraz więcej Polaków. Tylko w pierwszym półroczu zostało otwartych blisko 76 tys. nowych rachunków IKE i IKZE. Z danych KNF wynika, że na koniec 2020 r. funkcjonowało 741,6 tys. IKE, na których zgromadzono aktywa o wartości 11,9 mld zł i 407,6 tys. IKZE, na których zgromadzono aktywa o wartości 4,6 mld zł. Wielkość wpłat na rachunek nie jest dowolna i uzależniona jest od ustalanego co roku limitu. W 2021 roku w przypadku IKE wynosi on 15 777 zł, a na IKZE – 6 310,80 zł.  Jedną z niewątpliwych zalet IKE jest brak podatku od zysków kapitałowych, z kolei ulgę przy IKZE można poczuć od razu – odliczając wpłaty w PIT od podstawy opodatkowania. Przy wypłacie oszczędności, czyli po ukończeniu 65. roku życia, pobrany zostanie natomiast zryczałtowany podatek w wysokości 10 proc. dokonywanej wypłaty. W obu przypadkach wcześniejsza wypłata wiążę się z dodatkowymi kosztami podatkowymi.

Najważniejsza infrastruktura w budynku biurowym zdaniem najemców – raport z badania

Restauracja lub kantyna, infrastruktura rowerowa oraz bankomat i sklep spożywczy to najważniejsze dla respondentów usługi oferowane w budynku biurowym – tak wynika z badania przeprowadzonego wśród najemców budynków biurowych w portfelu nieruchomości biurowych zarządzanych przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield.

Restauracja lub kantyna

Blisko 2/3 wszystkich ankietowanych wskazało restaurację lub kantynę jako najważniejszą usługę spośród wszystkich oferowanych w budynku.

Zdecydowana większość respondentów (66% wskazań) wybrała restaurację bądź kantynę jako najważniejszą usługę dla najemców. Wybór restauracji pokazuje, że możliwość zjedzenia ciepłego posiłku w ciągu dnia jest kluczowa dla pracowników. Wynik ankiety jest wymowny i stawia wyzwania przed właścicielami i zarządcami obiektów biurowych. W nowych obiektach powinni oni uwzględnić w planowanych powierzchniach usługowych obecność tego rodzaju przestrzeni, a istniejące obiekty bez zaplecza restauracyjnego bezwzględnie w nie doposażyć. Istotny również jest okres zasiedlania nowego budynku, który nierzadko trwa wiele miesięcy, gdzie obecność przysłowiowego „Pana Kanapki” może być znakomitym rozwiązaniem dla osób poszukujących szybkiego, niedrogiego lunchu – mówi Agnieszka Małysa-Bartos, Key Account Manager w dziale Asset Services, Cushman & Wakefield

Infrastruktura rowerowa

Na drugim miejscu znalazła się dostępność infrastruktury rowerowej, którą wskazała ponad połowa wszystkich respondentów. Duże zainteresowanie infrastrukturą rowerową jest naturalną konsekwencją obecnie panujących trendów związanych z prowadzeniem zdrowego trybu życia i ekologią, ale także wynika z chęci skrócenia czasu dojazdu do biura oraz unikania kontaktów społecznych w środkach komunikacji miejskiej w związku z pandemią COVID-19.

Na drugim miejscu wśród usług najbardziej pożądanych przez najemców jest obecność infrastruktury dla rowerzystów. Stojaki na rowery, zadaszone wiaty bądź wydzielone części parkingu podziemnego, o prysznicach i szatniach nie wspominając, to obecnie standard w budynkach biurowych. W czasie pandemii wiele osób przekonało się do dwóch kółek jako bezpiecznej alternatywy dla transportu publicznego, ponieważ rower gwarantuje zachowanie odpowiedniego dystansu. Wynik ankiety może być wskazówką dla właścicieli i zarządców starszych obiektów, w których infrastruktura rowerowa pozostawia wiele do życzenia – dodaje Agnieszka Małysa-Bartos.NAJWAŻNIEJSZA INFRASTRUKTURA DLA NAJEMCÓW BUDYNKÓW BIUROWYCH

Pozostałe usługi

Na dalszych miejscach znalazły się takie usługi jak bankomat (36%), sklep spożywczy (32%) czy kawiarnia (18%).

Kolejne miejsca w rankingu usług przydatnych w biurowcach zajęły bankomat i sklep spożywczy. Te wybory to dowód na potrzebę wygody i optymalizacji czasu u pracowników. Brak tych udogodnień w budynku nie jest jednak tak dotkliwy, jak w przypadku dwóch pierwszych wskazań w ankiecie. Wśród pozostałych istotnych dla najemców usług wskazane zostały: kawiarnia, siłownia / fitness i biuro coworkingowe. Wszystkie powyższe wybory są wskazaniem kierunku, w jakim powinni podążać właściciele obiektów biurowych, aby uzyskać przewagę konkurencyjną i mieć tętniący życiem obiekt pełen najemców – podsumowuje Agnieszka Małysa-Bartos.

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI w czerwcu 2021 roku na próbie 132 osób decyzyjnych w zakresie zarządzania przestrzenią biurową (CEO, Dyr. Administracyjny, Dyr. Operacyjny, Office Manager) w budynkach zarządzanych przez Cushman & Wakefield.

Ceny akcji Apple praktycznie nie zareagowały na prezentację iPhone’a 13

Apple zaprezentowało wczoraj iPhone’a 13 oraz nowe wersje iPadów i Apple Watch. Są to raczej odświeżone produkty niż zupełnie nowe innowacyjne hity. Ceny akcji praktycznie nie zareagowały na prezentację, kończąc dzień spadkiem o około 1 proc.

Wczoraj odbyła się konferencja, na której Apple przedstawiło swój odświeżony flagowy produkt

– iPhone’a 13. Jest to zawsze najważniejsza prezentacja spośród kilku, które firma organizuje w roku. Ta wczorajsza nie przyniosła żadnych niespodzianek. Oprócz iPhone’a, przedstawiono także nowe iPady i Apple Watch serii 7. Wszystkie zostały odświeżone, nie zaprezentowano żadnych nowych ani rewolucyjnych rozwiązań. Część prezentacji dotyczyła także rozwoju płatnych usług TV+ (streaming filmów i seriali) oraz Fitness+ (aktywność fizyczna).

Po notowaniach Apple było wczoraj widać, że rynek nie spodziewa się żadnych rewolucji. Ceny akcji pozostawały stabilne, ostatecznie dzień zakończył się przeceną o około 1 proc. Podobnie wyglądała sytuacja podczas ubiegłorocznej prezentacji. Większe wahania ceny Apple miały miejsce, gdy firma prezentowała nowe innowacyjne produkty, takie jak np. MacBooki z procesorem M1.

Poważniejszy spadek, bo o 2,7 proc, akcje firmy zanotowały w piątek, gdy ogłoszono, że firma przegrała proces z Epic Games, twórcą gry Fortnite. Sąd potwierdził on, że Apple działa w sposób monopolistyczny, ograniczając twórcom gier i aplikacji umieszczonych w AppStore możliwość informowania klientów o alternatywnych metodach płatności. W ramach AppStore, Apple pobiera bowiem 30 proc. prowizję od wszystkich płatności.

Nowy iPhone 13 będzie kosztować w USA 799 dolarów (bez podatku). Po doliczeniu 9 procent podatku od sprzedaży cena wyniesie 871 dolarów, czyli 3358 zł. Oficjalna cena nowego modelu w Polsce to 4199 zł. Można się spodziewać, że w obecnej sytuacji zwiększonego popytu na produkty przemysłowe, nowe smartfony Apple będą się bardzo dobrze sprzedawać. A firmie uda się namówić do wymiany telefonu posiadaczy starszych modeli. To oznacza, że Apple kolejny raz może poprawić swoje rekordowe zyski.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Główne kierunki rozwoju technologicznego sektora finansowego

Hybrydowe kanały komunikacji, optymalizacja pracy zdalnej czy tworzenie produktów i usług na podstawie analizy danych to najważniejsze obszary transformacji technologicznej w sektorze finansowym – wynika z raportu przygotowanego przez firmę Billennium we współpracy z pracownią Natural Innovations Lab. Dzięki wsparciu rozwiązań opartych o chmurę obliczeniową czy AI branża będzie szukała oszczędności oraz budowała swoje bezpieczeństwo i odporność na kryzysy.

Głównym motorem napędowym transformacji w sektorze finansowym były od zawsze styl życia i potrzeby klientów. Ten proces zdecydowanie przyspieszył po wybuchu pandemii COVID-19, kiedy to dynamiczniej zmieniały się czynniki ekonomiczne ([1]wynik finansowy netto sektora bankowego w Polsce w 2020 spadł o 45,3% rok do roku) i regulacje prawne.
To sprawiło, że pojawiły się nowe kierunki reorganizacji.

Jak wskazuje raport „Nowa rzeczywistość branży finansowej” przygotowany przez Billennium we współpracy z pracownią Natural Innovations Lab, dużą dynamikę zmian można zauważyć przede wszystkim w obszarze, który wpływa bezpośrednio na wzrost efektywności operacyjnej oraz w obszarze związanym z przetwarzaniem i zarządzaniem danymi.

Digitalizacja wpływa na efektywność

Dotychczasowe źródła przychodów instytucji finansowych, zwłaszcza banków (tj. kredyty, lokaty, depozyty), nie są już tak efektywne jak kilka lat temu. Banki zostały zmuszone
do wprowadzania dodatkowych opłat i prowizji oraz do poszukiwania oszczędności, zwłaszcza w obszarze kosztów operacyjnych. Oznacza to redukcję kosztów pracy czy infrastruktury (biura i placówki) poprzez cyfryzację wszelkich procesów na styku bank-klient. Umożliwia to także efektywniejsze zarządzanie pracą pracowników w związku z przeniesieniem ich do środowiska wirtualnego. Instytucje finansowe dążą do jak najszerszego zaangażowania technologii w obsługę procesów związanych z klientem. Kluczowe jest wypracowanie nowych standardów komunikacji, które zmniejszą zaangażowanie pracowników banków, pozwolą na automatyzację i zapewnią utrzymanie satysfakcji klientów, pomimo wprowadzenia zdalnego lub hybrydowego modelu obsługi klienta. Jednym z procesów wymagających dużego wsparcia technologii jest digital onboarding, czyli weryfikacja tożsamości klienta i pozyskanie jak największej liczby informacji, które pozwolą przeprowadzić proces sprzedaży całkowicie online. W przypadku najbardziej skomplikowanych produktów i usług konieczne będą rozwiązania hybrydowe.

– Wiele technologii, których obecnie potrzebują banki, jest już łatwo dostępnych – weryfikacja tożsamości na podstawie dokumentów, rozpoznawanie twarzy, zamiana głosu na tekst, open API czy platformy Know Your Customer AML. Banki nie mogą zapominać również o klientach MŚP czy osobach mniej zaawansowanych technicznie (np. seniorach). W obu przypadkach trzeba wziąć pod uwagę, że ich potrzeby i oczekiwania są bardziej specyficzne niż standardowego konsumenta, stworzyć dedykowane rozwiązania lub dopasować dotychczasowe do nowych potrzeb. Przyszłością branży jest też samoobsługa poprzez interfejsy czy samoobsługowe kioski, np. z naszym rozwiązaniem Inperly, czyli multiplatformowym narzędziem do obsługi całego procesu doradztwa i sprzedaży produktu, lub usługi – powiedział Łukasz Sacha, Digital Advisor z Billennium

Elastyczna praca zdalna

Praca zdalna w elastycznych godzinach, często w środowisku w pełni cyfrowym, wymaga wdrożenia specjalnych narzędzi. Chodzi tu o rozwiązania do monitorowania i kontrolowania osób pracujących zdalnie oraz wsparcia zarządzania pracą w świecie wirtualnym, które ułatwią i skrócą czas wykonywania zadań czy wpłyną na motywację zespołu. Bardzo ważna jest też pełna digitalizacja obiegu dokumentów połączona z systemami workflow, które również muszą zapewniać płynne przejście na przecięciu cyfrowych narzędzi pracy i świata rzeczywistego. W tym kontekście należy pamiętać o zapewnieniu bezpieczeństwa systemów i ochronie danych wrażliwych, bowiem wirtualne środowisko pracy niesie za sobą wiele potencjalnych zagrożeń związanych z niepożądanym dostępem.

Chmura kierunkiem rozwoju sektora bankowego

Dane, ich przechowywanie, przetwarzanie i analiza to najwrażliwsza część bankowości, której realizacją zajmują się najbardziej zaufani dostawcy rozwiązań chmurowych i firmy wdrażające je w organizacjach. Zastępowanie infrastruktury on-site rozwiązaniami chmurowymi to naturalny kierunek rozwoju technologicznego banków, który odpowiada na ich najważniejsze potrzeby.

Implementacja rozwiązań chmurowych w przypadku instytucji finansowych oznacza znaczne obniżenie wydatków na przechowywanie i archiwizację danych. Chmura pozwala też na odciążanie systemów centralnych oraz szybsze zmiany w procesie czy produkcie, który jest na niej zbudowany. Największe wyzwania można upatrywać na styku nowych technologii z tradycyjnymi rozwiązaniami. To nie tylko reorganizacja całego IT, integracja nowej chmurowej infrastruktury z systemami centralnymi, ale też zmiany w modelu operacyjnym.

– Przeniesienie procesów bankowych do chmury daje zupełnie nowe możliwości (dzięki skalowalności chmury) w zakresie tworzenia i świadczenia usług i produktów finansowych.
W praktyce pozwala to np. na pogłębione profilowanie i segmentację klientów, a co za tym idzie rozwój produktów i usług pod ich potrzeby. To także lepsza optymalizacja zarządzania ryzykiem poprzez monitorowanie zachowań i wydatków klientów, które są ważne przy usługach kredytowych czy działaniach w ramach ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML). Zaawansowana analityka jest również fundamentem do wykorzystania w przyszłości innych technologii optymalizujących procesy jak cloud computing, robotyzacja czy sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe – wymienia Agnieszka Paradzińska, Delivery & Competence Center Manager w Billennium.

Elektroniczny obieg dokumentów

Proces rozwoju narzędzi do elektronicznego obiegu dokumentacji trwa od 10–12 lat, ale dopiero pandemia COVID-19 przyspieszyła znacznie prace w tym obszarze. Obecnie w branży finansowej, w której przechowywanie i obieg dokumentów są obwarowane wieloma przepisami, istnieje duże zapotrzebowanie na rozwiązania paperless połączone z systemami workflow. Pozwolą one na usystematyzowanie pracy konsultantów oraz zapewnienie bezpiecznego środowiska do pracy z danymi wrażliwymi. Poprzez automatyzację, zmniejszy się do minimum możliwość popełnienia błędów, a praca wielu konsultantów nad jednym procesem czy klientem będzie bardziej efektywna.

Zarządzanie ryzykiem

Pandemia COVID-19 była dla instytucji finansowych momentem, w którym dotychczasowe modele działania i narzędzia kalkulowania ryzyka uległy przewartościowaniu. Nieprzewidziane zdarzenia (takie jak pandemia lub kryzys wywołany zmianami klimatycznymi) muszą mieć swoje odzwierciedlenie w ocenie ryzyka rynkowego, kapitałowego bądź kredytowego.

– Zarządzając ryzykiem, najczęściej chcemy go uniknąć lub je zminimalizować. Możemy pisać różne scenariusze, procedury, przypadki postępowań, ale tak naprawdę chodzi o podjęcie właściwej decyzji, we właściwym czasie. Aby to uczynić, na wejściu do procesu decyzyjnego musimy dysponować rzetelnymi informacjami i danymi. Następnie dane te należy zintegrować, ponieważ najczęściej pochodzą z wielu systemów źródłowych, by potem móc z nich stworzyć modele, a w kolejnych krokach – analizy i raporty odpowiadające na potrzeby klienta. Dzięki zaawansowanej technologii i sztucznej inteligencji potrafimy strumieniować dane w czasie rzeczywistym, tworzyć modele predykcyjne, a to daje nam możliwość zarządzania ryzykiem, zanim się ono zmaterializuje – tłumaczy na koniec Eryk Brzeziński, Portfolio Delivery Manager, Billennium

Priorytety branży finansowej na 2022 rok

Branży finansowa, jak i wiele innych sektorów gospodarki, musi postawić na transformację,
a wręcz rewolucję technologiczną. Patrząc na wyniki rynkowe branży i dynamikę regulacyjną, należy uznać, że jesteśmy dopiero na początku procesu zmian. Na poziomie biznesowym niezbędne będzie poszukiwanie oszczędności w tradycyjnym obszarze kompetencji instytucji bankowej oraz dywersyfikowanie źródeł przychodu. Na poziomie operacyjnym będą to przyspieszone wdrożenia nowych technologii, z których najbardziej obiecujące są te związane z narzędziami Know Your Customer AML, robotyzacją, oceną ryzyka w warunkach niepewności, hybrydową obsługą klienta oraz opracowywaniem procesów i modeli na podstawie danych. To, co wydawało się odległą przyszłością, nagle stało się potrzebą tu i teraz.

[1] GUS 04/2020

Modernizacja sieci kolejowej szansą dla branży logistycznej i wsparciem w decentralizacji

Choć Polska ma jedną z najdłuższych sieci kolejowych w Europie (19,5 tys. mkw.), a poziom elektryfikacji przekracza unijną średnią (61 proc. vs 56 proc. w EU), to w naszym kraju można nadal znaleźć nawet kilkudziesięciotysięczne miasta, pozbawione dostępu kolei. W przeciwieństwie do zachodnich państw, w siatce polskich połączeń ciągle nie mamy też kolei dużych prędkości do 300 km/h. Budowa pierwszych takich torów, realizowana w ramach Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), ma się zacząć dopiero w 2023 r., łącząc CPK, Łódź oraz Warszawę. Jej długość wyniesie 144 km. Dla porównania w Niemczech to 2,3 tys. km, a we Francji to ponad 2,6 tys. km. Różnica między krajami zachodnimi jest więc ogromna. W raporcie pt. „Modernizacja polskiej sieci transportu kolejowego jako szansa dla branży logistycznej i transportowej w kontekście zrównoważonego rozwoju”, eksperci Instytutu Staszica przedstawili aktualny stan prac infrastrukturalnych na polskiej kolei, w kontekście bieżących i przyszłych wyzwań związanych z ochroną środowiska i zrównoważonym rozwojem kraju.

Aktualny bilans dla kolei versus transport drogowy w Polsce przedstawia się mało optymistycznie. Dotyczy to zarówno transportu pasażerskiego, jak i transportowego. Tylko średnioroczna liczba podróży pasażerskich koleją per capita w Polsce wynosi mniej niż 7, podczas gdy w Czechach jest to 17, Niemczech 32, Szwajcarii 71, a w Japonii – aż ponad 100. Wg autorów raportu na korzyść transportu drogowego działa również zamrożone od kilku lat przez państwo rozszerzanie systemu dróg objętych systemem e-myta.

Zarządzający infrastrukturą kolejową starają się poprawiać te parametry inwestując środki krajowe i europejskie w projekty kolejowe. W ostatnich latach modernizacje infrastruktury kolejowej obejmują miliardy złotych ze środków unijnych i budżetowych – obecny Krajowy Program Kolejowy (KPK) do 2023 r. jest szacowany na prawie 80 mld zł. – „Nowy silny zastrzyk finansowy czeka nas w kolejnej perspektywie unijnej, w latach 2021 – 2027, popychając kolej na zupełnie nowe tory” – zwraca uwagę dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica. I dodaje, że „modernizacja i rozbudowa siatki połączeń jest szczególnie istotna nie tylko dla zwiększenia obrotów w transporcie modalnym, ale przede wszystkim niwelowania różnic gospodarczych pomiędzy poszczególnymi regionami kraju – a te są ciągle widoczne w istniejącym od dekad podziale na Polskę Zachodnią i Wschodnią” – można przeczytać w raporcie Instytutu.

W tym obszarze, z uwagi na wieloletnie zaległości, jest jeszcze wiele pracy do wykonania. Instytut Staszica stawia szereg rekomendacji w celu zwiększenia udziału kolei w polskim transporcie, a także zmniejszenia dysproporcji między poszczególnymi regionami. Wśród nich wymienia takie obszary jak: m.in. udział kolei w czystym transporcie; ograniczenie kosztów środowiskowych transportu przez zastąpienie transportu samochodowego kolejowym, a także przez elektryfikację transportu spalinowego; wypełnienie luk w regionach o słabiej rozwiniętej sieci dróg kolejowych czy koordynację działań decentralizacyjnych z polityką modernizacji i rozbudowy transportu kolejowego włącznie.

Raport Banku Pekao: sytuacja i wyzwania branży meblarskiej w Polsce

Krajowy przemysł meblarski to od lat jedna z najjaśniejszych gwiazd polskiej gospodarki. Dzięki swoim naturalnym przewagom konkurencyjnym, elastyczności i determinacji, sektor pozostaje nią pomimo uderzenia kryzysu COVID. Patrząc jednak na branżę z lotu ptaka, coraz silniejszy wpływ mają pewne bariery rozwoju, które wymuszają na niej ewolucję. Ta ewolucja zachodzi, choć w poszczególnych obszarach zróżnicowane jest jej tempo – to główne wnioski z najnowszego raportu przygotowanego przez analityków Banku Pekao S.A. pt.: „Polskie meblarstwo 4.0 Jak przebiega ewolucja krajowego sektora w stronę nowych motorów wzrostu?”.

W latach 2010-2019 średnie tempo wzrostu produkcji sektora meblowego wynosiło ponad 7% rocznie i wyraźnie przewyższało ono dynamikę całego polskiego przemysłu (ok. 5% w tym samym okresie). Polska branża pod względem wielkości plasuje się na trzecim miejscu w Europie, ustępując jedynie Włochom i Niemcom. – Wieloletnie sukcesy krajowego meblarstwa są niezaprzeczalne, a wiedza w tym zakresie przeniknęła poza środowisko branżowe i sektor jest obecnie powszechnie kojarzony jako jedna z polskich międzynarodowych specjalizacji. To branża dojrzała, ale też jednocześnie ewoluująca i wciąż perspektywiczna – ocenia Kamil Zduniuk, Ekspert w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A.

Meblarstwo nie dało się pandemii

Analitycy Banku Pekao zwracają uwagę na fakt, że branża mimo przejściowego spadku produkcji, dobrze poradziła sobie w czasie pandemii. Z największym wyzwaniem musiała się zmierzyć w pierwszym jej etapie, gdy zostały wstrzymane prace fabryk, pojawiły się problemy w łańcuchach dostaw, zamknięto salony meblowe. Problemy te były jednak w większości tymczasowe. W pierwszej połowie 2021 roku produkcja była większa o 14% względem przedpandemicznej pierwszej połowy 2019 roku – Obawialiśmy się szoku popytowego w warunkach wzrostu bezrobocia, w tym ograniczenia wydatków na produkty niebędące tymi pierwszej potrzeby. Jednak skuteczna ochrona rynku pracy połączona z większą ilością czasu spędzoną w domach poskutkowała większymi od oczekiwań wydatkami konsumentów w Europie na dobra trwałe, takie jak np. domowe meble. Polskie meblarstwo, cechujące się wysoką jakością i elastycznością, dopasowało się do tej sytuacji – dodaje Kamil Zduniuk.

Krajowy sektor wyróżnia się na tle międzynarodowym

Polski przemysł meblarski słynie przede wszystkim z eksportu swoich wyrobów, a ten wyniósł w 2020 roku ok.12,6 mld USD. W ostatnich latach polskie firmy najpierw wyprzedziły Włochy, a następnie Niemcy i w ten sposób stały się europejskim liderem eksportu mebli, a tym samym także drugim największym eksporterem globalnie (za przodującymi Chinami). Stało się to już w 2019 roku, a w kryzysowym 2020 roku Polska okazała się odporniejsza na perturbacje gospodarcze i jeszcze bardziej umocniła się na drugim miejscu. Warto odnotować, że udział w światowym eksporcie cały czas rośnie i obecnie wynosi ok. 7,7%.

– Polski przemysł meblarski tworzą przede wszystkim rodzime firmy, o polskiej strukturze własnościowej. Mają one udział w przychodach na poziomie ok. 63%. Duża rola krajowego kapitału w silnie eksportowym sektorze nie jest częsta w polskiej gospodarce i zdecydowanie zasługuje na docenienie – mówi Kamil Zduniuk.

Istotne wyzwania branży meblarskiej wymuszają reakcję

Raport wskazuje jednocześnie, że pewne motory wzrostu wyczerpują się i rozwój w oparciu o nasze naturalne przewagi konkurencyjne nie gwarantuje już takiej dynamiki jak kiedyś – bariery, na które zwraca się uwagę od dłuższego czasu faktycznie ulegają materializacji i mają wymierny wpływ na wyniki. Jednostkowa wartość polskiego eksportu mebli pozostaje na jednym z ostatnich miejsc w Europie i od kilku lat nie rośnie w relacji do średniej UE. Firmy starają się utrzymać jak najbardziej atrakcyjne dla zagranicznych kupujących ceny, ale przy szybko rosnących kosztach pracy i materiałów coraz wyraźniej wpływa to na naszą rentowność i konkurencyjność, co jest już widoczne w szerokich statystykach branżowych. Dzieje się tak ze względu na wciąż dominujący w kraju podwykonawczy model biznesowy (realizacja produkcji na zlecenie, często pod obcą marką), który implikuje rywalizowanie ceną.

Ewolucja nabiera tempa

Wymienione trendy wymuszają na branży ewolucję, a ta rzeczywiście ma miejsce, choć następuje w sposób niejednorodny. Jedną z możliwości rozwoju stanowi poszukiwanie nowych kierunków eksportowych. Tempo jest jednak tutaj umiarkowane – wciąż tylko 12% eksportu kierujemy na rynki krajów trzecich, a 36% produktów wyjeżdża do Niemiec i statystyki te były podobne 10 czy 15 lat temu. Tymczasem polska branża jest już na tyle dojrzała, że „stać ją” na zbliżanie się do liderów i większą dywersyfikację sprzedaży. W przyszłości będzie ona potrzebna aby utrzymać się na ścieżce rozwoju wolumenowego. Atrakcyjnych kierunków można szukać m.in. w obszarach Ameryki Północnej, Bliskiego Wschodu czy EŚW i Bałkanów.

Drugim ważnym działaniem dostosowawczym jest jakość operacyjna. W ostatnich latach polskie firmy inwestowały średnio 5% w relacji do przychodów w środki trwałe i był to jeden z najwyższych wyników w UE. W efekcie pod względem jakości parku maszynowego i samej produkcji nie odstajemy od najwyższych europejskich standardów. Przyszłość powinna z kolei stać pod znakiem coraz bardziej powszechnego wykorzystania nowych technologii, zwłaszcza w obszarze customer experience – to m.in. wielokanałowość sprzedaży, personalizacja czy wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości. Nieunikniona jest także dalsza konsolidacja sektora – transakcji fuzji i przejęć było na polskim rynku w ostatniej dekadzie wciąż niewiele.

Trzecim obszarem są natomiast inwestycje w markę i promocję własnego designu. Wykreowanie siły własnego brandu „usprawiedliwia” podnoszenie cen i pozwala na lepszą absorpcję presji cenowej. Jest to pod wieloma względami zadanie najtrudniejsze, wymagające przemyślanej strategii rozwoju i wysokich kosztów marketingowych. Jednak także w tym obszarze można dostrzec korzystne zmiany, co pokazuje między innymi rosnąca liczba wystawców z Polski na zagranicznych targach oraz nagrody za design dla polskich produktów w międzynarodowych konkursach. Pewne procesy ukierunkowane na wzrost znaczenia polskiego designu i marki mebli zostały więc w ciągu ostatniej dekady uruchomione – nie przyjmują jeszcze dużej skali, ale nabierają rozpędu, dając podstawy do optymizmu.

– Polskie meblarstwo ma pozycję i siłę, by coraz mocniej „rozpychać się” wśród liderów sektora na świecie. Ewolucja, która jest potrzebna aby zmierzyć się z narastającymi wyzwaniami, ma miejsce, ale dopiero nabiera rozpędu. Zarówno firmy, jak i organizacje branżowe oraz instytucje publiczne powinny podejmować wspólne działania, aby w kolejnych latach wspomóc jej tempo, kreując nową wartość dla polskiej gospodarki – podsumowuje Kamil Zduniuk.

Raport dostępny na stronie:
https://media.pekao.com.pl/pr/693977/raport-banku-pekao-sytuacja-i-wyzwania-branzy-meblarskiej-w-polsce

PGE i Ørsted uruchamiają przetarg na turbiny dla Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica

PGE i Ørsted rozpoczynają przetarg na dostawcę generatorów turbin wiatrowych dla Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica (MFW Baltica), stanowiących najbardziej kapitałochłonną część inwestycji.

Przetarg na generatory turbin jest jednym z największych zamówień realizowanych w ramach procesu zakupowego dla Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica (MFW Baltica) o mocy do 2,5 GW realizowanej w ramach partnerstwa 50/50 przez PGE Baltica z Grupy PGE i Ørsted w polskiej strefie Morza Bałtyckiego. Potencjalni dostawcy, którzy spełnili wymogi formalne i złożyli deklarację o chęci uczestnictwa w przetargu w ramach procesu prekwalifikacji, zostaną zaproszeni do złożenia wiążących ofert.

– Wkraczamy w intensywny okres zakupów dla największej morskiej farmy wiatrowej w polskiej części Bałtyku. Postępowania zakupowe będziemy uruchamiać w 2021 i 2022 roku. O skali przedsięwzięcia świadczą liczby: powierzchnia Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica (320 km2) jest większa niż powierzchnia Gdańska. Na takim obszarze zostanie umieszczonych około 200 turbin wiatrowych – mówi Søren Westergaard Jensen, dyrektor ds. rozwoju MFW Baltica z ramienia Ørsted.

– Rozpoczęcie przetargu na generatory turbin wiatrowych to kolejny bardzo ważny krok w harmonogramie inwestycji. Wspólnie z Ørsted przygotowujemy się do przetargów na kolejne komponenty projektu. Równolegle do procesu zakupowego trwają prace dotyczące kolejnych elementów inwestycji, a także prowadzimy aktywny dialog z kluczowymi podmiotami m.in. potencjalnymi portami serwisowymi i instalacyjnymi. Nasz cel to realizacja inwestycji w terminie tak, aby pierwsza energia elektryczna z Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica wspólnie rozwijanej przez PGE i Ørsted popłynęła do polskich domów w 2026 r. – dodaje Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Zgodnie z harmonogramem uruchomienie pierwszego etapu projektu Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica, czyli Baltica 3 o mocy
ok. 1045 MW jest planowane na 2026 roku. Etap kolejny, czyli Baltica 2 o mocy ok. 1500 MW) ma być oddany do 2027 roku. Inwestycje te przyczynią się do przyspieszenia polskiej transformacji energetycznej. Oba etapy MFW Baltica posiadają decyzje lokalizacyjne (PSZW), decyzje środowiskowe, umowy przyłączeniowe do sieci przesyłowej z operatorem, a także otrzymały prawo do kontraktu różnicowego (CfD).
Po etapie przygotowań i budowy PGE i Ørsted będą przez 30 lat użytkować Morską Farmę Wiatrową Baltica, dostarczając czystą energię do milionów polskich gospodarstw domowych, firm i instytucji.

Prawo holdingowe wreszcie w Polsce

Grupy spółek, które tworzą tzw. holdingi, doczekają się obszerniejszych regulacji prawnych. Dziś to zaledwie jeden artykuł, który dotyczy nawet…mniej niż 1% istniejących holdingów. Zmiany spowodują, że spółki dominujące będą mieć więcej praw, ale też jednoznacznie wskazują na ich większą odpowiedzialność. Wprowadzona zostanie też zasada Business Judgement Rule, która ma uodpornić polskich przedsiębiorców na niezrozumiałe decyzje urzędników

W Sejmie trwają prace nad przyjęty przez Radę Ministrów projektem ustawy o zmianie Kodeksu spółek handlowych i innych ustaw.

Na pewno jest to największa nowelizacja prawa handlowego od 20 lat. Pomysłodawcy argumentują, że zmiany przepisów są niezbędne, by dostosować polskie prawo do potrzeb praktyki. Na pewno nowe ustawowe zapisy unowocześniają kodeks i dostosowują je do dzisiejszych realiów prowadzenia biznesu – komentuje Dominika Janiszewska, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu oraz zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Prawo holdingowe już nie okrojone

Nowelizacja przede wszystkim wprowadza rozwiązania, które można w pakiecie nazwać „prawem holdingowym”. Do tej pory w kodeksie uregulowane (skromnie, bo zaledwie jednym artykułem) były tylko tzw. holdingi umowne, czyli takie, które działały po zawarciu umowy między spółką dominującą a zależną. Jednak zdecydowana większość holdingów (nawet ok. 99%) to holdingi faktyczne, czyli te, pomiędzy którymi stosunek zależności powstał, ale nie został w żaden sposób sformalizowany. Ten typ holdingów w polskim prawie nie został uregulowany.

Z jednej strony na pewno przedsiębiorcy są zadowoleni, gdy prawo zbyt mocno nie ingeruje w ich działalność, ale w tym wypadku mamy do czynienia z inną skrajnością. Stosunki między przedsiębiorcami, spółkami czy grupami spółek nie są w ogóle oparte o ramy kodeksowe. To sytuacja, która może rodzić wiele konfliktów, bo daje ogromne pole do interpretacji – zaznacza Dominika Janiszewska.

Według Ministerstwa Aktywów Państwowych nowe przepisy mają ułatwić funkcjonowanie grup spółek, a zarządzanie nimi ma być efektywniejsze. Nowelizacja przewiduje wprowadzenie między innymi złagodzenia odpowiedzialności członków zarządów i rad nadzorczych, a także bardzo ważną opcję, czyli squeeze-out. Jest to możliwości przymusowego wykupu udziałów wspólników mniejszościowych zależnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

W nowych zapisach zdefiniowano również samo pojęcie „grupy spółek”, czyli holdingu. W projekcie zapisano, że jest to „kwalifikowany” stosunek dominacji i zależności pomiędzy określonymi spółkami tworzącymi grupę spółek, gdyż spółki te kierują się wspólną strategią gospodarczą, która umożliwia spółce dominującej sprawowanie jednolitego kierownictwa nad spółką albo spółkami zależnymi. Co ważne by istniała grupa spółek, nie jest konieczne, żeby powstała sformalizowana struktura organizacyjna posiadająca np. własną nazwę, regulamin, quasi-organy.

Mocni będą dominować bardziej, słabsi pozbędą się odpowiedzialności

Jeśli nowelizacja kodeksu wejdzie w życie, to wprowadzone prawo holdingowe przyniesie wzmocnienie roli spółek dominujących w grupach spółek oraz zabezpieczenie zarządców spółek zależnych przed odpowiedzialnością za wykonywane przez nich polecenia spółki dominującej. Aby w pełni wykorzystać wprowadzone przez nowelizację mechanizmy, spółki zależne będą musiały wprowadzić do swoich umów spółek odpowiednie postanowienia, które wskażą, że dana spółka kieruje się interesem grupy spółek, a więc wewnątrzgrupową strategią gospodarczą – dodaje mecenas z kancelarii Oniszczuk & Associates.

Ważne jest to, że udział w grupie spółek będzie zgłaszane do rejestru, a niektóre rozwiązania z zakresu działania holdingu będzie można modyfikować już na płaszczyźnie umowy spółki.

Gdy spółki dopełnią tych obowiązków, to spółka dominująca będzie mogła wydawać spółkom zależnym „wiążące polecenia” dotyczące prowadzenia spraw spółki i mających na celu realizację interesu grupy spółek. Spółka dominująca będzie ponosiła też odpowiedzialność za wydanie wiążącego polecenia wykonanego następnie przez spółkę zależną, wierzycieli spółki zależnej i wspólników mniejszościowych spółki zależnej.

–  Konsekwencją takich przepisów może być zmniejszona aktywność spółek zależnych, które będą działały tylko na polecenie, by zmniejszyć swoją odpowiedzialność – komentuje Janiszewska.

Pozycja spółki dominującej będzie też wzmocniona dzięki wprowadzeniu między innymi prawa dostępu spółki dominującej do dokumentacji spółki zależnej. Chodzi tu o faktyczny dostęp do kompletnych informacji dotyczących spółki zależnej.

Urzędnik będzie musiał się bardziej pilnować

Nowelizacja KSH wprowadza też tzw. Business Judgement Rule – zasadę biznesowej oceny sytuacji, dzięki której odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną spółce przez decyzje organów będzie wyłączona, o ile decyzje były podejmowane w granicach uzasadnionego ryzyka biznesowego w oparciu o adekwatne do okoliczności informacje.

– Działania lekkomyślne będą dalej sankcjonowane, ale jest to narzędzie, które pozwoli bronić się przedsiębiorcy przed szkodliwymi działaniami urzędników – dodaje Janiszewska.

Prace nad zmianami kodeksu są na etapie konsultacji społecznych, które potrwają do 19 września.

Bank Pocztowy na plusie w pierwszym półroczu 2021 r.

Bank Pocztowy w ciągu pierwszego półrocza 2021 roku wypracował wynik finansowy netto na poziomie 5,5 mln złotych – istotnie wyższym niż zakładały wcześniejsze plany Zarządu. Zarząd Banku Pocztowego podkreśla, że relatywnie dobre wyniki to efekt podjętych działań naprawczych, jakości  i odporności na zawirowania zewnętrzne budowanego portfela kredytowego – co w efekcie skutkowało mniejszymi odpisami –  oraz zrewidowania strategii rozwoju. Strategia Banku uwzględnia trudności z jakimi od kilkunastu miesięcy z powodu koronawirusa boryka się cały sektor bankowy, a które będą jeszcze przez kolejne okresy wpływać na wyniki finansowe banków. Warto też podkreślić, że w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego Bank obniżył koszty operacyjne o prawie 10 mln złotych. Bank Pocztowy zgodnie z przyjętą strategią koncentruje się obecnie na systematycznym zwiększaniu rentowności, wzbogacaniu oferty i uruchamianiu cyfrowych projektów, które mają zwiększyć jego konkurencyjność na rynku.

Wyniki i wskaźniki ekonomiczne

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. Bank Pocztowy wypracował wynik finansowy netto na poziomie 5,5 mln zł – istotnie wyższym od planowanej za ten okres straty, jednak niższym o 3,9 mln zł, tj. o 41,2% rok do roku. Miało to przełożenie na wartość wskaźnika zwrotu z kapitału – ROE netto – który wyniósł 1,8% i był o 1,2 p.p. niższy niż w analogicznym okresie 2020 r. Suma bilansowa na koniec czerwca br. wyniosła 9 232,3 mln zł i była wyższa o 62,3 mln zł, tj. o 0,7% w porównaniu ze stanem na 31.12.2020 r. Co ważne, współczynniki kapitałowe (Tier 1 wyniósł 14,5%, TCR wyniósł 17,1%) oraz płynnościowe (LCR na wyniósł 268%, NSFR wyniósł 190%) na koniec I półrocza 2021 r. kształtowały się na wysokim, bezpiecznym poziomie, znacznie przekraczając minima nadzorcze.

– W sytuacji  niepewności ekonomicznej i społecznej spowodowanej pandemią COVID-19 oraz w świetle niższych wyników w minionych okresach, wynik za pierwszą połowę 2021 roku należy uznać za dobry, szczególnie, że jest on dużo lepszy niż zakładaliśmy wcześniej. Mamy jednak świadomość, że istotny wpływ na lepszy niż oczekiwany za ten okres wynik to w dużej mierze efekt mniejszych niż zakładaliśmy odpisów w związku z lepszą jakością portfela kredytowego. Nie zmienia to faktu, że nasze decyzje zarządcze, zainicjowanie działań naprawczych i zrewidowanie strategii rozwoju tak, by ograniczyć negatywne skutki koronawirusa, okazały się słuszne  – mówi Jakub Słupiński, Wiceprezes, p.o. Prezesa Zarządu Banku Pocztowego.

– Od kilkunastu miesięcy cały sektor bankowy boryka się z trudnościami, będącymi efektem pandemii koronawirusa i niskich stóp procentowych, które jeszcze przez jakiś czas będą widoczne w wynikach finansowych wielu banków. Warto podkreślić, że remedium dla wielu instytucji, w tym Banku Pocztowego, okazało się ograniczanie kosztów oraz rozwijanie oferty cyfrowej. Takie działania już dziś przynoszą wymierne efekty i dają szansę na dalszą poprawę wyników w kolejnych okresach zgodnie z przyjętą przez nas strategiądodaje Jakub Słupiński.

Wynik finansowy Banku w I półroczu br. determinowany był przede wszystkim przez silny spadek wyniku z tytułu odsetek, który w 2021 r. wyniósł 97,8 mln zł i był niższy o 24,9 mln zł (tj. o 20,3%) niż w I połowie 2020 r. To efekt obniżek stóp procentowych w ciągu 2020 r., co przełożyło się na spadek przychodów odsetkowych, które wyniosły 102,7 mln zł, czyli o 39,5 mln zł tj. o 27,8% mniej rok do roku. Obniżka oprocentowania depozytów wpłynęła natomiast na spadek kosztów odsetkowych, które wyniosły 4,9 mln zł, czyli były o 14,6 mln zł tj. o 74,7% niższe niż w I połowie 2020 r.

Na wyniki finansowe Banku Pocztowego wpłynęły również koszty odpisów na straty kredytowe od aktywów finansowych niewycenianych w wartości godziwej przez wynik finansowy. Na koniec I półrocza 2021 r. wyniosły one 24,0 mln zł i były niższe o 11,3 mln zł
w porównaniu do I połowy 2020 r. To efekt nie tylko wysokiej bazy roku poprzedniego, gdzie z uwagi na ogólnie pogarszającą się sytuację gospodarczą w związku z tzw. „lockdownem” zostały utworzone wysokie odpisy z tytułu kredytów gotówkowych, lecz także dobrej jakości portfela kredytowego, który okazał się dużo bardziej niż zakładano odporny na efekty pandemii COVID-19.

W 2021 r. Bank Pocztowy kontynuował optymalizację kosztów działania w wyniku czego koszty wyniosły 107,3 mln zł i w porównaniu do I półrocza 2020 r. były niższe o 9,8 mln zł tj. o 8,4%. Poniesienie niższych kosztów umożliwiły działania optymalizacyjne mające na celu wzrost rentowności działalności. W rezultacie Bank obniżył koszty świadczeń pracowniczych o blisko 2,0 mln zł oraz rzeczowe wraz amortyzacją o 7,4 mln zł.

Sprzedaż i działalność kredytowa

Należy zaznaczyć, że w I półroczu 2021 r. Bank Pocztowy zanotował wzrost wartości środków ulokowanych na kontach i lokatach terminowych. Na dzień 30 czerwca 2021 r., łączne saldo depozytów detalicznych wzrosło o 543 mln zł (czyli niemal 9%) w porównaniu ze stanem na koniec I półrocza 2021 roku, przede wszystkim dzięki rosnącemu saldu rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych. Z kolei wartość wszystkich środków ulokowanych na kontach i lokatach prowadzonych przez Klientów instytucjonalnych, mikroprzedsiębiorstwa i Klientów Agro wyniosła w Banku 1 975 mln zł, co stanowiło wzrost o 10,3% względem stanu na 31 grudnia 2020 r.

Wartość sprzedaży kredytów konsumpcyjnych Banku Pocztowego wzrosła w I półroczu 2021 r. o 4,4% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednocześnie Bank zanotował niewielkie spadki należności kredytowych, do poziomu 5169 mln zł, który jak podkreśla Zarząd udało się wyhamować dzięki skutecznemu dostosowaniu oferty do realiów rynkowych. W przypadku Klientów detalicznych należności kredytowej w pierwszym półroczy 2021 wyniosły łącznie 4 277 mln zł, i były o 6% niższe niż na koniec I półrocza 2020 r, a w przypadku Klientów instytucjonalnych, mikroprzedsiębiorstw i Klientów Agro wyniosły łącznie 892 mln zł, czyli były o 3% niższe niż na koniec I półrocza 2020 r.

Plan naprawy

W związku ze stratą bilansową za 2020 rok oraz prognozą straty w 2021 roku, w I kwartale br. Zarząd Banku Pocztowego podjął decyzję o uruchomieniu Planu Naprawy. Zainicjowano szereg działań mających na celu poprawę rentowności, jakości aktywów oraz adekwatności kapitałowej i płynności. Wprowadzono między innymi zmiany w polityce cenowej w obszarze detalicznym oraz te, mające na celu wzrost marż dla kredytów instytucjonalnych. Dążąc do poprawy rentowności portfela kredytowego ograniczono sprzedaż kredytów hipotecznych. Skoncentrowano się również na optymalizacji kosztów działania poprzez obniżkę kosztów dystrybucji produktów w efekcie negocjacji umów z głównym dystrybutorem oraz konwersję sprzedaży do kanałów zdalnych. Ograniczono koszty marketingu, koszty informatyczne, wydatki projektowe czy koszty osobowe poprzez zmniejszenie zatrudnienia i przejście na hybrydowy system pracy.

Zrealizowane projekty i  plany na przyszłość

W I poł. 2021 r. Bank realizował niemal 30 projektów inwestycyjnych. Należały do nich między innymi wdrożenie płatności mobilnych BLIK, usprawnienie procesów operacyjnych Banku i zwiększanie efektywności kosztowej poprzez robotyzację wybranych czynności oraz realizacja zaleceń nadzorczych wynikających ze znowelizowanej Rekomendacji S dotyczącej dobrych praktyk w zakresie zarządzania ekspozycjami kredytowymi zabezpieczonymi hipotecznie.

Najważniejszym projektem realizowanym w I połowie br. była rozpoczęta na początku 2021 migracja klientów EnveloBanku i Banku Pocztowego do jednej bankowości elektronicznej opartej o bardziej rozpoznawalną markę Banku Pocztowego oraz ujednolicenie oferty produktowej. Celem projektu jest nie tylko uspójnienie wizerunku Banku wśród Klientów, lecz także ograniczenie kosztów związanych z utrzymywaniem i rozwojem w portfelu Banku dwóch marek (EnveloBank i Bank Pocztowy). Migracja wynika również z długofalowej strategii Banku – stawania się instytucją bardziej cyfrową, oferującą wszystkim klientom najnowsze rozwiązania technologiczne. Po zakończeniu procesu wszyscy klienci detaliczni Banku Pocztowego oraz dotychczasowi klienci EnveloBanku będą korzystać z nowej bankowości internetowej opartej o nowoczesne rozwiązania EnveloBanku.  Bank Pocztowy udostępnił „pod jednym dachem” szeroką ofertę i doświadczenia bezpiecznego, polskiego banku oraz dostęp do nowoczesnych cyfrowych rozwiązań w postaci bankowości internetowej pod wspólną nazwą Pocztowy24 oraz aplikacji mobilnej pod nazwą Pocztowy. Migracja Klientów zostanie zakończona w IV kwartale 2021 r.

Pierwsze sześć miesięcy bieżącego roku to również intensywny rozwój oferty produktowej. Bank podejmował działania aktywizujące sprzedaż oraz dostosowujące proces kredytowy do czasowych zmian w polityce kredytowej w zakresie udzielania kredytów i pożyczek, mających na celu ograniczenie negatywnych skutków pandemii. Do oferty kredytu gotówkowego wprowadzone nowe promocje cenowe oparte na stałej cenie oraz te, dedykowane wybranym grupom Klientów, wprowadzono Kredyt na EkoWydatki, mający wspierać inwestycje ekologiczne Polaków, oraz kredyt dedykowany emerytom. Uruchomiony został również mechanizm regularnego oszczędzania, tzw. Saver, a w  czerwcu 2021 r. ponownie udostępniona możliwość zawierania umów rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych za pośrednictwem Kuriera Pocztex.

W pierwszej połowie 2021 roku Bank Pocztowy podjął również strategiczną decyzję o rozwoju współpracy z firmą Mastercard w ramach projektu „Jedna organizacja kartowa”. Od sierpnia 2021 r. nowi klienci otrzymują karty płatnicze wydane wyłącznie w ramach organizacji płatniczej Mastercard, a karty debetowe i kredytowe klientów detalicznych, mikroprzedsiębiorstw i instytucji są systematycznie wymieniane. Współpraca z jedną organizacją płatniczą ma docelowo przynieść optymalizację kosztów i pozwolić
na zdecydowany rozwój płatności online.

W kontekście zmiany oczekiwań klientów w następstwie pandemii koronawirusa, przyspieszenia cyfryzacji, podejmujemy działania mające sprostać nowym wymaganiom względem instytucji finansowych. Już wcześniej strategia rozwoju Banku Pocztowego zakładała stawanie się bankiem bardziej cyfrowym, dziś jednak, czerpanie z nowych technologii i tworzenie hybrydowej oferty to konieczność. Dlatego właśnie nieustanie dostosowujemy naszą ofertę mobilną i internetową tak, by odpowiadała na konkretne potrzeby naszego segmentu klientów, korzystających z infrastruktury Poczty Polskiej. Jednocześnie chcemy lepszego wykorzystania potencjału już funkcjonujących rozwiązań  technologicznych. Dlatego poprawiamy m.in. procesy zdalnej sprzedaży kredytów  gotówkowych i internetowej obsługi kont osobistych – mówi Marcin Ledworowski, Członek Zarządu Banku Pocztowego odpowiadający za biznes oraz IT.

Już wkrótce

W nadchodzących miesiącach Bank Pocztowy planuje nadal realizować działania ukierunkowane na zwiększenie wartości dla jego Interesariuszy, rozumianych jako Klientów, Pracowników, akcjonariuszy i szerzej – społeczeństwa. Jednocześnie, zgodnie ze zrewidowaną Strategią rozwoju uwzględniającą negatywne skutki pandemii Covid-19, Bank zamierza w dalszym ciągu implementować działania naprawcze mające na celu na wzrost efektywności.

Nie wszystkie branże dotrwają do końca pandemii

  • Liczba faktur wystawionych w kilku branżach latem jest znacznie niższa niż rok temu – tak jest np. w sprzedaży książek czy sprzedaży detalicznej w niewyspecjalizowanych sklepach.
  • Gorsze niż oczekiwano wyniki w sprzedaży detalicznej potwierdzają też dane GUS – w lipcu – spadek sprzedaży odnotowano w odniesieniu do dóbr trwałego użytku, czyli samochodów, mebli, sprzętu RTV i AGD.
  • Rekordowa inflacja powoduje, że firmy chcą szybciej obracać pieniędzmi lub kupować potrzebne do działalności materiały i półprodukty na zapas. Tak jest w przypadku części samochodowych czy budowlanki.

Stan gospodarki wydaje się dobry, szczególnie biorąc pod uwagę trudności minionych kilkunastu miesięcy i serię kilku lockdownów. Potwierdzają to różne parametry od niskiego bezrobocia po stosunkowo niewielką liczbę upadłości firm. Są też jednak branże, które coraz gorzej znoszą pandemię.

– Przeanalizowaliśmy liczbę faktur wystawianych przez małe firmy (stanowią 96% wszystkich firm w Polsce) na platformie faktura.pl*. W lipcu największe spadki liczby wystawionych faktur w stosunku do lipca 2020 odnotowały branże (wg kodów PKD) takie jak: pozostałe pozaszkolne formy edukacji, gdzie indziej niesklasyfikowane – 41%, sprzedaż detaliczna książek prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach – 25% oraz pozostała sprzedaż detaliczna prowadzona w niewyspecjalizowanych sklepach 20%. W przypadku usług związanych z edukacją pozaszkolną czy sprzedażą książek nie może to być wynikiem sezonowości i wakacji, bo porównywaliśmy lipiec do lipca – mówi Grzegorz Grodek, prezes faktura.pl

Przedsiębiorstwa korzystające z serwisu faktura.pl reprezentują sporą część polskiej gospodarki – konto służące do wystawiania faktur ma na niej ponad 60 tys. małych firm. Sposób funkcjonowania biznesu oceniany przez pryzmat platformy do wystawiania faktur może świadczyć o trendach i zmianach w funkcjonowaniu mikrobiznesu.

Dane GUS potwierdzają kłopoty firm zajmujących się sprzedażą detaliczną

Spadki liczby faktur wystawianych przez przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą detaliczną znajdują potwierdzenie także w danych Głównego Urzędu Statystycznego. GUS odnotował zahamowanie sprzedaży detalicznej w lipcu – większe niż spodziewali się ekonomiści. Spadek sprzedaży odnotowano w odniesieniu do samochodów, mebli oraz sprzętu RTV i AGD, czyli zwłaszcza w przypadku dóbr trwałego użytku. Cała sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła w ubiegłym miesiącu tylko o 3,9 proc. po uwzględnieniu wpływu inflacji (w ujęciu miesięcznym było to ledwie 2,1 proc.).

– Na drugim biegunie jest np. transport, który przeżywa renesans, podobnie mechanicy samochodowi i części do aut, które są obecnie trudniej dostępne i poszukiwane. W tych branżach wystawia się dużo faktur i kryzysu nie widać. Dzisiaj głównym problemem tej branży jest brak kierowców. Nasi klienci mówią nam, że mogliby zwiększać realizację obecnych kontraktów, gdyby mieli więcej podwykonawców, a o tych trudno. W przypadku sprzedaży mebli dane faktura.pl pokazują spadek miesiąc do miesiąca, ale rok do roku to dwukrotnie więcej, więc patrząc na sezonowość w tym przypadku nie ma raczej trwałego spadku i zakładałbym, że branża meblowa ma się dobrze – dane GUS komentuje Marek Sikorski, dyrektor sprzedaży Finea, firmy zajmującej się mikrofaktoringiem w Polsce.

Inflacja mocno wpływa na decyzje biznesowe przedsiębiorców

W lipcu wskaźnik inflacji doszedł do 5 proc. wyrównując wynik z maja 2011 r. Spodziewany dalszy jej wzrost może sprawić, że wkrótce osiągnie najwyższy poziom od prawie 20 lat. Rekordowa inflacja powoduje, że firmy chcą szybciej obracać pieniędzmi lub kupować potrzebne do działalności materiały i półprodukty, problemem jest dla nich w tym kontekście długie oczekiwanie na płatności faktur.

Mechanizm jest bardzo prosty: części do samochodu kupione dzisiaj będą dużo tańsze niż te same części kupione za dwa lub trzy miesiące. Podobnie przez całe lato było z materiałami budowlanymi. Firmy z tych branż robią więc zakupy na zapas, żeby w najbliższych miesiącach ich działalność była bardziej zyskowna. Ma to wpływ na liczbę wystawianych faktur. Na przykład firmy działające na kodzie PKD sprzedaż detaliczna części i akcesoria do pojazdów samochodowych wystawiły w lipcu tego roku o 64% więcej faktur niż w lipcu przed rokiem. Do Finea zgłasza się bardzo duża grupa klientów z branży budowlanej, która prosi aby sfinansować im faktury na materiały. Widać, że branża stara się reagować na inflację, kumulując materiały dzisiaj, bo to nie koniec podwyżek na tym rynku – kontynuuje Marek Sikorski, Finea.

Creotech wystrzeli 40-kilogramowego satelitę UVSat w kosmos

Astronomiczny satelita ultrafioletowy UVSat może być gotowy do wystrzelenia już w ciągu 3 lat. Jego masa osiągnie wartość około 40 kilogramów (jest on 5-krotnie cięższy od poprzednich polskich satelitarnych misji naukowych – LEM i HEWELIUSZ). Satelita ma dostarczać dane przez około 5 lat. Będą z nich korzystać polscy i zagraniczni astronomowie. Stanie się najważniejszym narzędziem polskiej astronomii obserwacyjnej w latach 20-tych XXI wieku. Dla Creotech Instruments S.A. budowa UVSat to kolejny krok we wdrożeniu autorskiej platformy mikrosatelitarnej HyperSat opracowanej przez spółkę.

Dnia 29 sierpnia 2021 roku Creotech Instruments S.A., Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz Centrum Astronomiczne Mikołaja Kopernika podpisały umowę konsorcjum. Jej celem jest współpraca przy opracowaniu dokumentacji projektowej, budowa, wystrzelenie i eksploatacja polskiego systemu satelitarnego przeznaczonego do obserwacji w zakresie ultrafioletu (UV).

Misja satelity UV, któremu nadano nazwę UVSat narodziła się już 5 lat temu, kiedy to przeprowadzono pierwsze prace studyjne nad koncepcją misji kosmicznej. Satelita dostarczy polskiemu środowisku astronomów możliwości realizacji niezależnej, krajowej misji kosmicznej o dużym potencjale badawczym. Jego celem jest obserwacja Galaktyki w widmie nadfioletowym. Pozwoli to na dokładne zbadanie gwiazd zmiennych i innych obiektów takich jak egzoplanety, czy zjawisk towarzyszących aktywności czarnych dziur.

Na początku 2020 roku koncepcja realizacji misji UVSat-a uzyskała pozytywną rekomendację zespołu doradczego powołanego zarządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tym samym została wpisana na Polską Mapę Infrastruktury Badawczej (znalazło się na niej 70 projektów z różnych dziedzin, a UVSat jest jedynym satelitą umieszczonym na mapie). W lipcu 2021 roku ruszyły natomiast konsultacje publiczne Krajowego Programu Kosmicznego, który jest przygotowywany przez Polską Agencję Kosmiczną. Wśród wymienionych w programie działań znajduje się m.in. budowa mikrosatelity przeznaczonego do celów naukowych.

Celem zawiązanego konsorcjum jest stworzenie ram do realizacji misji UVSat, która może być objęta finansowaniem pochodzącym z Krajowego Programu Kosmicznego. Wchodzące w skład porozumienia podmioty wyznaczyły jasny podział kompetencji w planowanym projekcie. Centrum Astronomiczne Mikołaja Kopernika odpowiedzialne jest za cześć naukową projektu, Centrum Badań Kosmicznych PAN odpowiada za opracowanie i wyprodukowanie instrumentu naukowego dla satelity, a Creotech Instruments S.A. za zadanie dostarczenie platformy satelitarnej dla misji. Jest ona zgodna ze standardem HyperSat, nad którym firma pracuje od 4 lat.

Jednak to nie koniec planów Creotech, ambicje spółki sięgają znacznie dalej:

– W perspektywie kolejnej dekady nastąpi gwałtowny wzrost liczby satelitów operujących na ziemskiej orbicie. Do roku 2025, w ramach kilkudziesięciu konstelacji satelitarnych, działać ma ich nawet przeszło 10 000. Większość z nich stanowić będą satelity klasy mikro, o masie nieprzekraczającej kilkudziesięciu kilogramów. – mówi Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments S.A.

Zadłużenie firm z sektora budowlanego wynosi już blisko 1,8 mld zł

Budownictwo, zaraz po handlu, to jedna z najbardziej obciążonych długami branż w polskiej gospodarce. Łączne zadłużenie firm z sektora budowlanego wynosi już blisko 1,8 mld zł, z czego połowę tej kwoty stanowią długi jednoosobowych działalności gospodarczych. Wyraźne pogorszenie sytuacji finansowej w pandemii notuje segment robót specjalistycznych, czyli firm zajmujących się rozbiórką i przygotowaniem terenu pod budowę, wykonywaniem instalacji czy prac wykończeniowych. Tu od marca ubiegłego roku zadłużenie wzrosło o 12% – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Przez cały ubiegły rok branża budowlana funkcjonowała praktycznie bez przestojów. W odróżnieniu od innych sektorów gospodarki, budownictwo nie zostało bezpośrednio dotknięte obostrzeniami. Pośrednio odczuło jednak skutki spowolnienia gospodarczego. Odzwierciedleniem gorszej kondycji finansowej kontrahentów było wstrzymywanie przez nich bądź opóźnianie zapłaty dla wykonawców i podwykonawców.

Ten brak solidności w płaceniu przez kontrahentów w budownictwie pokazało również ostatnie badanie KRD KoronaBilans MŚP, z którego wynika, że to właśnie firmy budowalne w największym stopniu doświadczają nierzetelności płatniczej. Co dziesiąta firma budowlana skarży się, że faktury płacone przez kontrahentów po terminie stanowią ponad połowę wszystkich faktur w przedsiębiorstwie. Zaś co druga firma budowlana przyznaje, że nawet 25% jej kontrahentów w ciągu ostatnich 3 miesięcy nie zapłaciło w ogóle za wykonaną usługę.

Branża wykonawców i podwykonawców

Zdaniem analityków, rok 2021 może być dla budownictwa jeszcze trudniejszy niż poprzedni. Trwająca pandemia, spowolnienie inwestycyjne, brak rąk do pracy, wzrost kosztów budowy, jak również brak surowców i podzespołów – będą dla branży prawdziwym torem przeszkód. Do tego dochodzi kolosalna podwyżka cen na materiały i usługi budowlane, co może skłaniać wielu wykonawców do poszukiwania tańszej alternatywy, a tym samym generować opóźnienia w realizacji kontraktów. Tymczasem, jak wiadomo, opóźnienia w realizacji kontraktów budowlanych oznaczają nierzadko bardzo wysokie kary umowne.

Obecnie do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej wpisanych jest 48 847 dłużników budowlanych, których łączny dług wynosi już blisko 1,8 mld zł. 72% z tych podmiotów, czyli 35 112, to jednoosobowe działalności gospodarcze. Odpowiadają one również za 52% całego zadłużenia branży (940 mln zł). Od początku pandemii zauważalny jest wyraźny wzrost zadłużenia zarówno w całym sektorze, jak i w jego poszczególnych segmentach: o 6% wzrosło zadłużenie w sektorze robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków, o 3,6% w sektorze robót związanych z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej, a o 12% pogorszyła się sytuacja w sektorze robót specjalistycznych, czyli firm zajmujących się rozbiórką i przygotowaniem terenu pod budowę, wykonywaniem instalacji czy prac wykończeniowych.

– Aby zrozumieć sytuację najmniejszych firm w budownictwie, należy uświadomić sobie, jak bardzo rozwarstwiony jest to rynek. Mówiąc „branża budowlana”, wyobrażamy sobie z reguły potężną firmę z własnym parkiem maszyn i zapleczem fachowców, która stawia biurowce w dużych aglomeracjach lub realizuje milionowe inwestycje drogowe. Tymczasem branża budowlana to również, a może nawet przede wszystkim, tysiące małych przedsiębiorstw, które wykonują drobne zlecenia w ramach tak zwanej „wykończeniówki”. To branża wykonawców i podwykonawców, w której jedni zależą od drugich, i która jest ściśle uzależniona od materiałów, transportu, przetargów oraz siły roboczej. Gdy jeden element tego domina przewraca się, pozostałe też tracą równowagę i płynność finansową – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.
W budownictwie to właśnie podwykonawcy są na tej słabszej pozycji, ponieważ muszą upominać się o pieniądze od wykonawców, a ci od inwestorów. Na końcu tego łańcucha zawsze są najmniejsze firmy, a te na płatność muszą czekać nawet dwukrotnie dłużej niż ich partnerzy biznesowi.

Kto czeka na pieniądze

Sytuacja przedsiębiorstw budowlanych nie pozostaje też bez wpływu na inne sektory gospodarki. Najwięcej, bo połowę swojego zadłużenia firmy budowlane są winne instytucjom finansowym – 900 mln zł. Drugi w kolejce po pieniądze jest handel – 281,8 mln zł, a następnie przemysł – 127 mln zł. Na liście wierzycieli są też operatorzy komórkowi (50 mln zł) czy firmy zajmujące się wynajmem i sprzedażą maszyn (37 mln zł). Wzajemne długi branży (czyli zobowiązania wobec innych firm budowlanych) wynoszą natomiast 158 mln zł.

Budownictwo ma też swoich dłużników, którzy są mu winni łącznie blisko 372 mln zł. Niemal jedną trzecią tej kwoty (112,6 mln zł) mają do odzyskania hurtownie i składy budowlane. Średnie zadłużenie jednego dłużnika hurtowego to 42 232,72 zł. Jeśli kwota niezapłaconych faktur przekroczy próg, za którym sama hurtownia staje się niewypłacalna, to i ona trafia na listę dłużników.

– Ze wszystkich gałęzi gospodarki to właśnie budownictwo przekazuje najwięcej faktur do windykacji. Przepływ pieniędzy pomiędzy firmami z branży budowlanej jest skompilowany ze względu na łańcuch zależności pomiędzy inwestorami, generalnymi wykonawcami, podwykonawcami i dostawcami komponentów. Powszechną praktyką jest gra na zwłokę poprzez kwestionowanie zapisów w umowach i dokumentach oraz wskazywanie złej jakości wykonanych prac. Tylko profesjonalni negocjatorzy, znający realia tej branży i sposób rozliczeń, są w stanie skutecznie poradzić sobie z odzyskaniem należności – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Mapa zadłużenia

Największe zadłużenie (325,3 mln zł) i najwyższa liczba dłużników budowlanych (7541) znajduje się na Mazowszu. Drugi pod względem łącznego zadłużenia (239 mln zł) i liczby dłużników (6179) jest Śląsk. Trzecie miejsce zajmuje Wielkopolska, gdzie 5097 firm budowlanych jest zadłużonych na łączną kwotę 160 mln zł. Najniższą kwotę łącznego zadłużenia mają natomiast przedsiębiorcy z Opolszczyzny (34,7 mln zł), ale najmniej zadłużonych firm (971) mieści się na Podlasiu.

Czy presja inflacyjna słabnie?

W sierpniu stopa inflacji w USA utrzymała się na bardzo wysokim poziomie 5,3 proc. Bazowy wskaźnik lekko skorygował w dół. Wydaje się, że efekty specjalne związane z pandemią stopniowo tracą swój wpływ. Jednak na większe spadki CPI musimy prawdopodobnie poczekać do przyszłego roku. Dolar w pierwszej reakcji osłabił się. W późniejszych godzinach ponownie wrócił do umocnienia. Kontrakty futures na indeksy z USA zyskały w pierwszym momencie po publikacji. W czasie sesji za oceanem giełdy jednak przybrały kolor czerwony. Teraz liczyć się będzie przyszłotygodniowe posiedzenie FOMC.

Wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w USA wzrósł w sierpniu o 0,3 proc. w stosunku do lipca. Roczna stopa inflacji nieznacznie spadła do poziomu 5,3 proc. – zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi. Bardziej interesujący jest rozwój sytuacji w zakresie wskaźnika bazowego. CPI po wyłączeniu cen energii i żywności wzrósł jedynie o 0,1 proc. m/m oraz 4 proc. r/r (konsensus zakładał 4,2 proc.). Wchodząc w szczegóły: w sierpniu ceny samochodów używanych spadły o 1,5 proc. Dla porównania wiosną w niektórych przypadkach ceny potrafiły rosnąć w tempie dwucyfrowym. Problemy z produkcją nowych aut spowodował większy ruch na rynku wtórnym. Z kolei ceny biletów lotniczych spadły w sierpniu o 9 proc.

Wczorajsze dane potwierdzają pogląd Fed-u, że presja inflacyjna jest przejściowa i będzie z czasem maleć. Są pewnego rodzaju ulgą dla urzędników, ponieważ nieco maleje presja otoczenia na szybsze ruchy normalizujące politykę monetarną. Stopa inflacji spadnie prawdopodobnie w okolice poniżej 3 proc. dopiero w połowie przyszłego roku. Ryzyko stagnacji maleje. Wtorkowy odczyt CPI powoduje, że nie powinniśmy oczekiwać jastrzębich przesłanek na przyszłotygodniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Pamiętajmy, że inflacja to nie jedyny warunek „taperingu”. Cały czas ważny jest rynek pracy i z pewnością urzędnicy amerykańscy będą chcieli poznać kolejne comiesięczne raporty aby upewnić się, że ożywienie w zatrudnieniu jest trwałe.

Dolar po 14:30 osłabił się ale tylko na moment. Dla zielonego ważne jest nie tylko czy CPI spadnie, ale równie istotne (o ile nie bardziej) do jakich poziomów się obniży. 5,3 proc. oraz 4 proc. to nadal obszary bardzo wysokie. Dlatego reakcje rynku można w pewien sposób wytłumaczyć. Wall Street kontynuuje korektę. SP500 zbliża się do ważnych poziomów technicznych. Nadal na indeksach spadki wrześniowe są jedynie kosmetyczne. Obstawiam scenariusz, że po dojściu do kluczowego poziomu technicznego zobaczymy dynamiczne odbicie i ponowny powrót kupujących. Taki scenariusz wielokrotnie był „grany” więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
Złoty jest nadal słaby po ubiegłotygodniowej konferencji prof. Glapińskiego. Wczoraj notowania EUR/PLN przełamały poziom 4,5550 ustanawiając wrześniowy szczyt. Po amerykańskich danych para walutowa spadła na moment do poniżej 4,54. Dziś kluczowe dla PLN będą dane inflacyjne (finalne) za sierpień, które poznamy o 10:00. Wyższe dane od prognoz powinny umocnić PLN i spadek z poziomu 4,55. Pamiętajmy, że jest to finalny odczyt, zatem większych niespodzianek nie powinniśmy oczekiwać.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Rynek hotelowy wstrzymał oddech

Mimo, iż sytuację branży nieco poprawiły wakacje, w sektorze hotelowym nadal widoczna jest duża niepewność. Branża, która jest jednym z segmentów najbardziej dotkniętych skutkami lockdownów, obawia się ponownego zamknięcia. Przypomnijmy, że w 2020 roku w Polsce wprowadzone zostały najsurowsze ograniczenia dotyczące działalności obiektów hotelowych z wszystkich krajów w Europie. Tylko w naszym kraju m.in. nie można było realizować nawet podróży służbowych. Stąd przewidywania dotyczące wysokości przyszłego zysku z działalności operacyjnej wśród właścicieli hoteli są wciąż bardzo ostrożne. Hotelarze nie zakładają powrotu do rentowności wcześniej niż na koniec 2022 roku. Większość prognozuje natomiast, że powrót do wskaźników sprzed pandemii nastąpi w roku 2023 albo w latach późniejszych. Branża adaptuje się do nowych realiów rynkowych, ale odbudowa sektora hotelowego prawdopodobnie potrwa kilka lat.

Ostatnie półtora roku było szczególnie trudne dla hoteli miejskich, które radzą sobie wyraźnie gorzej od obiektów wakacyjnych. Hotele w dużych miastach nadal oczekują na powrót gości biznesowych i zagranicznych, aczkolwiek sytuacja na przestrzeni ostatnich miesięcy poprawiła się i hotele notują wzrastającą liczbę rezerwacji, w tym wzrost zainteresowania ze strony klientów MICE. Dużą niewiadomą jest nadchodzący sezon jesienno-zimowy i możliwe ponowne zamknięcie lub ograniczenie działalności branży.
Sytuacja na rynku hotelowym jest wciąż trudna. Tylko około jedna czwarta wszystkich hoteli w Polsce to obiekty zlokalizowane w miejscowościach typowo turystycznych, które radzą sobie w pandemii. Zdecydowana większość hoteli funkcjonuje natomiast permanentnie w warunkach niskich przychodów i niepewności.

Obiekty wakacyjne znajdują się w o tyle dobrym położeniu, że nie są zależne od turystów zagranicznych oraz eventów biznesowych. Ich działalność zawsze oparta była na turystach krajowych. Wkalkulowana jest w nią wysoka sezonowość i mniejszy ruch poza sezonem letnim, więc pandemia nie odbiła się na nich w aż tak dużym stopniu. Można nawet powiedzieć, że ograniczenia pandemiczne podbiły ruch turystyczny w popularnych kurortach w Polsce, które w minionym sezonie letnim przeżywały prawdziwe oblężenie.

Inwestorzy wypatrują okazji

Inwestorzy natomiast oczekują na okazje. Patrząc na długofalowe perspektywy dla sektora hotelowego poszukują obiektów znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. A ofert takich hoteli aktualnie jest niewiele. Przynajmniej, jeśli mówimy o atrakcyjnie zlokalizowanych obiektach, oferujących ponad 100 pokoi. Ich właściciele, jeśli nawet biorą teraz pod uwagę sprzedaż, nie obniżają cen.

Nie znaczy to jednak, że nie toczą się rozmowy w sprawie potencjalnych transakcji. Poszukiwane są działające obiekty zlokalizowane w dobrych destynacjach turystycznych i miejskich, a także obiekty z potencjałem do zmiany funkcji lub gruntownej modernizacji, których wartość można podnieść.

Wyraźnie widać natomiast, że pandemia odwróciła uwagę wielu inwestorów od inwestowania w obiekty hotelowe. W pierwszej połowie br. w sektorze odnotowana została tylko jedna transakcja. Za 130,5 mln zł zakupiony został przez PHN Property Management, spółkę zależną PHN i PHH hotel Regent usytuowany przy ulicy Belwederskiej w Warszawie. Fundusze inwestycyjne w przeważającej większości mają teraz wstrzymane akwizycje hotelowe. Należy jednak zaznaczyć, że poza wyspecjalizowanymi podmiotami, hotele nigdy nie były dla nich priorytetowymi aktywami. A w pandemii inwestorzy jeszcze bardziej stracili nimi zainteresowanie, szczególnie że wyczekiwanych okazji cenowych na rynku nadal nie ma.

Należy też zauważyć, że aktualna sytuacja związana z pandemią przekłada się na brak możliwości oszacowania przyszłego popytu, a to nie tylko ogranicza aktywność inwestorów, ale także działania banków. Dopóki trwa zagrożenie wirusowe trudno jest mówić o wiarygodnych prognozach dotyczących, zarówno wyników finansowych hoteli, jak wycen aktywów hotelowych. W związku z tym w wielu przypadkach czasowo wstrzymany został proces finalizacji decyzji inwestycyjnych. W Polsce dodatkowym utrudnieniem dla inwestorów jest też forma własności hoteli. Właścicielami większości obiektów hotelowych w naszym kraju są indywidualni przedsiębiorcy, a nie instytucjonalny kapitał, który dominuje na rynkach w Europie.

Działania ratunkowe w sektorze

Rynek hotelowy czekają prawdopodobnie duże zmiany. Hotelarze mierzą się z kolejnymi wyzwaniami, ale nie chcą oddawać nieruchomości po „okazyjnych” cenach. Starają się poprawiać kondycję obiektów, korzystając przede wszystkim z rezerw kapitału własnego. Sięgają też po instrumenty pomocowe oferowane przez państwo. By zmniejszyć lukę budżetową wykorzystują również możliwość dodatkowego wsparcia finansowego i opcje związane z restrukturyzacją zadłużenia, jak moratoria na spłaty kredytów.

Hotele poszukują jednocześnie nowych modeli działania. Jednym z nich jest oferta na pobyty długoterminowe, które co prawda dają niższą średnią cenę za pokój, ale pozwalają długoterminowo lepiej zarządzać obłożeniem obiektu. Trendem, jaki możemy obserwować natomiast w miejscowościach wakacyjnych jest łączenie pobytów turystycznych z biznesowymi. Oferta hotelowa coraz elastyczniej dostosowywana jest do nowych wymagań rynku, na którym turystyka i praca zdalna coraz bardziej się ze sobą łączą.

Zamrożone inwestycje

Mimo, że na rynku hotelowym w Polsce mamy do czynienia z niskim wskaźnikiem nasycenia w porównaniu do rynków Europy Zachodniej duża część planowanych realizacji hotelowych jest wstrzymana albo odkładana w czasie. A niektóre już przekwalifikowane zostały na inwestycje innego typu. W 2020 roku i w pierwszej połowie tego roku otworzyły się w prawdzie nowe obiekty hotelowe m.in. w Warszawie, Trójmieście, Krakowie, Wrocławiu, ale większość z nich to pokłosie inwestycji rozpoczętych w latach wcześniejszych.

Rozwój inwestycji hotelowych ukierunkowany jest obecnie na lokalizacje turystyczne. To w nich możemy obserwować bardzo dużą aktywność sieci hotelowych. Ostatnio ogłoszone umowy z międzynarodowymi franczyzodawcami dotyczą przede wszystkim obiektów położonych w miejscowościach wakacyjnych. W tym, m.in. hotel Orle Gniazdo Szczyrk z 453 pokojami dołączy na przełomie 2023/2024 roku do sieci Accor pod marką Mercure. W Kołobrzegu otwarty został niedawno po gruntownej renowacji hotel Sand pod marką Royal Tulip. W przyszłym roku na podstawie podpisanej umowy franczyzowej w Szklarskiej Porębie ma z kolei zostać otwarty hotel Holiday In Resort z 87 pokojami.

W latach poprzednich główny nacisk międzynarodowych sieci kładziony był na największe miasta w kraju, a obecnie przy zabezpieczonej sporej liczbie umów franczyzowych i zarządzania, zainteresowanie destynacjami turystycznymi, jak i miastami regionalnymi jest coraz większe.

Nie jest też wykluczone, że niebawem w sektorze obserwować będziemy konsolidacje, przejmowanie mniejszych firm przez dużych, sieciowych graczy, co jest naturalną konsekwencją w sytuacjach spowolnienia rynkowego.

Boom na grunty i apartamenty w kurortach

Od kilkunastu miesięcy widoczny jest wyraźny spadek zapotrzebowania na działki pod obiekty hotelowe w dużych miastach. Zabezpieczone w latach wcześniejszych grunty, które miały zostać przeznaczone pod inwestycje hotelowe czekają na lepsze czasy albo poszukiwane są dla nich alternatywne formy zagospodarowania. Szczególnie duże zainteresowanie wzbudzają inwestycje w domy studenckie, a także budynki na wynajem długoterminowy, które również realizowane są na gruntach komercyjnych. Pandemia nie odwróciła uwagi funduszy od tego typu projektów, w odróżnieniu od zainteresowania hotelami, które znacząco spadło.

Niemniej, zainteresowanie gruntami pod hotele resortowe wciąż jest wysokie. Wyjątkowe emocje nieustająco budzą atrakcyjne lokalizacje nadmorskie i górskie. Standardowo mniejszym powodzeniem cieszą się Mazury.

W polskich kurortach możemy obserwować również boom na apartamenty wakacyjne. Szczególnie dużym powodzeniem cieszą się lokale w inwestycjach bogatych w infrastrukturę podobną do hotelowej, ze strefami rekreacyjnymi i basenami. Lokale w takich ekskluzywnych projektach wyprzedają się przed oddaniem budynków do użytkowania. Dla inwestorów realizacja budynków oferujących apartamenty wakacyjne na sprzedaż i wynajem jest inwestycją znacznie łatwiejszą do przeprowadzenia niż uruchomienie hotelu. Nie wymaga bowiem organizacji całego zaplecza, jaki niezbędny jest w przypadku placówek hotelowych oraz budowy całego zespołu do obsługi. Obserwujemy ogromne zainteresowanie takimi formami, ponieważ inwestorzy poszukują szybkiego zwrotu z inwestycji. Rozwojowi tego segmentu sprzyja duża ilość kapitału inwestycyjnego na rynku.

Katarzyna Tencza Associate Director Investment & Hospitality z Walter Herz

Większość funduszy VC nie zwraca inwestorom nawet włożonego kapitału

Wiele mówi się o atrakcyjności inwestycji w fundusze VC, które średnio dają kilkunastoprocentowe zwroty rocznie. Mało z kolei o fakcie, że większość inwestorów tylko traci pieniądze, bo zarabiają wyłącznie najlepsi.

Pierwszy fundusz zbiera się w oparciu o opowieść. Drugi fundusz, zbiera się tuż po wydaniu pieniędzy w pierwszym – również w oparciu o opowieść. Trzeciego się już nie zbiera, bo pojawiają się wyniki pierwszego. Z podobnym stwierdzeniem spotykałem się wielokrotnie w branży w kuluarowych rozmowach z zarządzającymi. Takie podejście wspiera mała transparentność i asymetria informacji. Statystyki dotyczące zwrotów z portfeli VC są zawiłe i enigmatyczne, ponieważ nie ma jednego miejsca, które by je systematycznie agregowało. Co więcej zważywszy na fakt, że w większości są to prywatne podmioty, nie podają obiektywnych danych liczbowych. Obraz buduje się zatem bazując na informacjach zwrotnych od inwestorów, partnerów publicznych oraz osób z wnętrza.

W Polsce VC zbiera się nieco inaczej

Obecnie zbieranie funduszu w Polsce ma swoją specyfikę, bo większość aktywnych podmiotów ma charakter publiczno-prywatny, więc tylko część pieniędzy pochodzi od inwestorów. Może być to 20, 30, 50% – wszystko zależy od założeń konkretnego programu wsparcia. W efekcie, by zebrać 30 mln fundusz, wystarczy 6 milionów pochodzących od inwestorów. Taki układ pozwala angażować znacznie mniejsze deklaracje inwestycyjne niż wymaga tego rynek prywatny. Łatwo licząc, wystarczy zebrać 20 inwestorów, z których każdy da 300.000 pln i można zacząć działać. Patrząc na statystyki dot. zamożności Polaków jest relatywnie duża grupa osób, która może pozwolić sobie na commitment na tym poziomie. Znacznie gorzej wygląda to podczas zbierania drugiego funduszu, który ma być 100% prywatny. Jeśli przyjmiemy do tego, że jego kapitalizacja ma wzrosnąć do np. 50 mln pln, to zachowując taką samą liczbę inwestorów, każdy z nich musiałby dać 2.500.000 mln złotych. Rekomenduje się, by w ryzykowne aktywna nie wkładać więcej niż 10% posiadanych zasobów. Taki inwestor musiałby zatem posiadać 25 mln złotych w obrocie – a takich osób jest ich znacznie mniej. W tym układzie fundraising zmienia się zupełnie, bo odchodzi się od HNI (High-Net-Worth individuals), czyli majętnych przedsiębiorców lub członków zarządów i dyrektorów dużych firm, a przechodzi się do bardziej zasobnych portfeli typu family offices, inwestorów korporacyjnych czy funduszy funduszy (ang. Fund of funds). Jest to naturalna droga na rynkach bardziej rozwiniętych – u nas jest to dopiero początek.

Zwroty kapitału dla inwestorów w teorii są

Tak, jak wykształca się rynek VC i zarządzających, tak profesjonalizuje się grupa LPs (ang. Limited partners), czyli osób lub podmiotów inwestujących w VC. Sprzyja temu sytuacja rynkowa – niskie poziomy stóp procentowych, powodują, że stabilne instrumenty jak np. lokaty po uwzględnianiu przyspieszającej inflacji stają się ujemne. Inwestorzy zatem rozglądają się – część ruszyła w kierunku małego i dużego parkietu giełdy, inni zainteresowali się Equity CrowdFundingiem, a wybrani trafili w ten sposób do Venture Capital, bo próg wejścia na poziomie kawalerki w dużym mieście nie jest czymś wybitnym.

Średnia stopa zwrotu VC w Europie jest na poziomie ok. 15% rocznie. W efekcie jest to bardzo atrakcyjna oferta, która znacząco przebija wiele dostępnych alternatyw. Co więcej – część programów zawiera dodatkowe zachęty dla inwestorów – np. asymetrię zysku, gdzie inwestor otrzymuje pewien mnożnik tego, co trafia do instytucji publicznej tworzącej program. W praktyce wygląda to po prostu korzystnie – pytanie, gdzie jest problem?

Fundusze nie performują

Odpowiedź można zamknąć w jednym zdaniu – większość VC nie jest w stanie nawet zwrócić zebranego kapitału. Wynika to z nietrafionych decyzji inwestycyjnych tj. oczywiście większość spółek pada i nie zbiera drugich rund – to jest norma rynkowa – natomiast problemem jest to, że perełki z portfeli nie dają takich zwrotów, by całość mogła być rentowna. Niewiele funduszy jest w stanie podwoić kapitalizację, a potrojenie to domena ścisłej czołówki liderów. Jeśli faktycznie 2 spółki mają zwrócić portfel np., 30 milionowy, gdzie inwestycje były na poziomie 3 milionów, to po rozwodnieniu VC muszą one być warte kilkaset milionów, by można było wyjść z nich na oczekiwanym poziomie. Wystarczy zapoznać się ze statystyką megarund w Polsce, by wiedzieć jak mało powszechny jest to kazus.

Zbierając fundusz, zarządzający często nie udzielają pełni informacji. Zasłaniają się umowami o zachowaniu poufności, pokazują wybiórcze dane, co w efekcie sprawia, że ciężko jest ocenić ich portfel. Najbardziej transparentne exity to debiuty giełdowe, które stanowią jedynie niewielki procent, bo najczęściej spółki sprzedawane są do inwestorów strategicznych. Co więcej – nie podają np. żadnych danych o exitach, mówiąc, że to dopiero połowa funduszu (minęło np. 5 lat), po czym zbierają kolejny wehikuł, recyrkulują środki, inwestując w stary portfel i robi się to system naczyń połączonych, gdzie ciężko oszacować realny zysk. Wyceny są przeszacowane, spółki teoretycznie rosną, ale co do tej pory dostali inwestorzy? Jeszcze nic, trzeba poczekać na koniec funduszu.

Z powyższego płyną dwa naczelne wnioski. Pierwszy, to że jako inwestor w VC można zarobić dobre pieniądze – biorąc w szczególności pod uwagę obecne realia rynkowe – ale trzeba się w tym zakresie uzbroić w cierpliwość. Drugi – ważniejszy – to żeby faktycznie zarobić, trzeba dokładnie przeanalizować fundusz, w który ma się zainwestować, by na tyle, na ile będzie to możliwe, podjąć racjonalną decyzję biznesową, nie kierując się fajerwerkami, które przedstawiają zarządzający. Dobra decyzja z czasem zwróci się z nawiązką.

Szymon Janiak, Managing Partner, Co-founder Czysta3.vc

Usługi dla biznesu zajmują już 3,5 mln mkw. biur w Polsce

Sektor BSS napędza rozwój polskich miast i dominuje w biurowym krajobrazie regionów. W aglomeracjach poza Warszawą ponad połowa wynajętej powierzchni przypada na firmy z tej branży.

W I półroczu firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu (BSS) wynajęły w Polsce blisko 210 000 mkw. biur. To ponad 40% łącznego zapotrzebowania zarejestrowanego na głównych rynkach. Wyłączając Warszawę, na firmy BSS przypadło aż 60% popytu.

Sektor usług biznesowych mimo pandemii wciąż się rozwija, stanowiąc jedną z najszybciej rosnących gałęzi polskiej gospodarki. Perspektywa jego dalszego wzrostu to mocny impuls do rozwoju rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Szczególnie dotyczy to głównych miast poza Warszawą. Przykładowo, w Krakowie, który jest największym rynkiem usług dla biznesu, zatrudnienie w tym sektorze wynosi ok. 82 000 osób. W stolicy Małopolski jest obecnie wynajęte ponad 1,3 mln mkw. biur, z czego już ponad 60% zajmują firmy BSS, mówi Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL.

Regiony stoją usługami

Polska zapewnia szeroki wybór lokalizacji dzięki dobrze rozwiniętej i zróżnicowanej ofercie biurowej. W I półroczu 2021 łączne zasoby przekroczyły 12 mln mkw., a główne rynki regionalne już niemal dogoniły Warszawę pod względem podaży. Od stycznia do czerwca 2021 r. w Polsce ogółem podpisano umowy najmu na ponad 514 000 mkw. Ponad 50% wolumenu – ok. 264 000 mkw., przypadło na rynki poza Warszawą. Najbardziej aktywnym najemcą regionalnym pozostaje sektor BSS.

Z wyłączeniem stolicy branża nowoczesnych usług dla biznesu wynajęła w I półroczu ponad 160 000 mkw. co stanowi ponad 60% popytu w miastach regionalnych. Rekordowy w skali kraju udział BSS w popycie odnotowały Katowice – 90%. Z kolei w Krakowie na firmy BSS przypadło trzy czwarte całkowitego zapotrzebowania na biura w tym okresie. Na trzecim miejscu uplasował się Poznań z 57%. Dla porównania, Warszawa, która jest drugim po Krakowie rynkiem usług dla biznesu, zarejestrowała 19% udział firm BSS w popycie, co w mieście zdominowanym do tej pory przez HQ firm jest bardzo dobrym wynikiem, wylicza Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Do największych transakcji najmu w sektorze BSS należały: renegocjacja i ekspansja Rockwell Automation na łącznie 19 500 mkw. w A4 Business Park w Katowicach, przednajem na 12 300 mkw. 3M w MidPoint 71 we Wrocławiu, nowa umowa Heineken Global Shared Services na 8600 mkw. w Podium Park w Krakowie oraz renegocjacje Sii na 3400 mkw. w biurowcu Maraton w Poznaniu.

Sektor usług dla biznesu dominuje w regionalnym krajobrazie biurowym

Sektor usług dla biznesu dominuje w regionalnym krajobrazie biurowym pozostając głównym najemcą poza Warszawą. Centra BSS zajmują ponad 60% wynajętej powierzchni biurowej w Krakowie oraz więcej niż 55% w Łodzi czy 49% we Wrocławiu. Łącznie najemcy z sektora usług zajmują ponad 3,5 mln mkw. biur w całej Polsce, w tym 2,8 mln mkw. poza Warszawą, informuje Mateusz Polkowski.

Wiele wskazuje na to, że trend ten utrzyma się w dłuższej perspektywie. Od 2020 roku zatrudnienie w centrach usług dla biznesu wzrosło w Polsce do 355 300 osób w ramach ponad 1600 centrów usług. Udział usług biznesowych, mimo pandemii, w całkowitym zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw zwiększył się do 5,6%, wobec 5,2% w 2020 r. Według ABSL, liczba miejsc pracy może w I kw. 2022 r. wzrosnąć o 6,1% r-d-r do 376 900, co świadczy o ogromnym potencjale tego sektora.

Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw wywołane przez COVID-19 sprawiły, że firmy zrewidowały swoje strategie outsourcingowe i dążąc do utrzymania ciągłości procesów biznesowych coraz chętniej analizują opcje uruchomienia operacji bliżej kraju pochodzenia. Polska może być jednym z największych beneficjentów tego trendu. Ponadto, część najemców dłużej i ostrożniej podejmuje pewne strategiczne decyzje dotyczące zmian w portfolio nieruchomości biurowych w związku z niedawną pandemią, co pokazuje, że jest jeszcze potencjał do dalszych wzrostów rynku najmu, komentuje Jakub Sylwestrowicz.

Biura ery nowej normalności

Firmy BSS poszukują lokalizacji, oferujących wysokiej jakości przestrzenie biurowe, aby zapewnić nowym pracownikom komfortowe i optymalne środowisko pracy, uwzględniając wyzwania z obszaru tzw. nowej normalności.

Firmy z sektora usług zatrudniające tysiące specjalistów, podążając za oczekiwaniami swoich pracowników, w naturalny sposób wytyczają trendy związane z kształtowaniem nowoczesnej przestrzeni biurowej i dostosowaniem biura do potrzeb wracających do niego pracowników, którzy realizują zadania w zyskującym na popularności modelu hybrydowym. Wyzwaniem związanym ze środowiskiem pracy, z którym coraz częściej zgłaszają się do nas firmy jest zapewnienie pracownikom pozytywnych doświadczeń zachęcających do obecności w biurze, ale też wspieranie ich produktywności i kreatywności. W odpowiedzi na aktualne potrzeby zarówno całe nowe obiekty, jak i proponowane rozwiązania dla konkretnych biur opierają się między innymi o ideę spotkań, uwzględniając przestrzenie do szybkich prezentacji, pokoje do pracy zespołowej, wyposażone w technologie multimedialne czy przeznaczone do integracji pracowników, podkreśla Jakub Zieliński, Lider Zespołu ds. Środowiska Pracy, JLL.

Niespodziewany prezent dla Fed

Lekka ulga dla bankierów centralnych ze strony inflacji. Coraz więcej wskazuje, że Fed na posiedzeniu 22 września nie zmieni komunikacji w sprawie polityki monetarnej. Wyższa inflacja CPI w Wielkiej Brytanii. Początek dzisiejszego handlu pod znakiem słabych danych z Państwa Środka.

Powell miał rację?

Wczoraj wszystkie oczy inwestorów były zwrócone na publikację inflacji CPI z USA. I trzeba przyznać, że doszło do sporego zaskoczenia. Zdecydowana większość analityków oczekiwała kolejnego wzrostu cen, a tutaj jednak pojawił się wynik, wskazujący na wyhamowanie tendencji. CPI za sierpień wyniosła 5,3% przy poprzednim odczycie na poziomie 5,4%. Więc tutaj minimalny spadek, jeśli spojrzymy jednak na inflację bazową, to nieco bardziej uwypukla się zmiana tendencji. W lipcu było to 4,3%, podczas gdy za sierpień raptem 4%.

Posiedzenie FOMC 22 września bez przełomu?

Owszem ktoś może powiedzieć, ale chwila co to za spadki, skoro nadal inflacja mocno przebija cele wskazywane przez banki centralne? Mimo wszystko dla Fed to ukłon od losu, w końcu nie straci resztek wiarygodności i będzie mógł powtarzać, że wzrost cen ma charakter przejściowy. Oczywiście nie oznacza to, że inflacja teraz już definitywnie obierze kierunek spadkowy, bo nadal widać oznaki rosnącej presji na wzrosty. Niemniej jednak dla Fed to kolejny argument za tym, by 22 września nie zmienić nic w komunikacie i utrzymać luźną politykę monetarną. Na ten moment próżno szukać argumentów za tym, by stało się inaczej, zadyszka rynku pracy, niższa nieco CPI w zderzeniu z IV falą pandemii w Stanach nie dają wyboru.

CPI wyższa, ale BoE poczeka

Dzisiaj o godzinie 8.00 pojawiły się odczyty inflacji CPI z Wielkiej Brytanii. I tutaj także zaskoczenie tyle tylko, że w drugą stronę. Wzrost cen konsumenckich wyniósł 3,2% przy prognozach na poziomie 2,9%. Jeśli więc Bank Anglii miał dostać argument za rozpoczęciem zacieśniania monetarnego, to takowy się pojawił. Przypomnijmy, BoE aktualnie obrał stanowisko wait&see. Pytanie, czy dzisiejszy odczyt jest w stanie coś zmienić? Nie wydaje się, że Bank Anglii będzie chciał wyprzedzić Fed w działaniach i raczej poczeka z decyzjami. Jeśli chodzi o GBP, to po danych widzimy delikatne umocnienie w relacji do głównych walut.

Ale rozczarowanie

Środa rozpoczęła się dla rynków w nieco kiepskich nastrojach. Jest to konsekwencja prezentacji słabych danych z Chin. Nastąpił spadek produkcji przemysłowej w sierpniu z 6,4% (lipiec) do 5,3%. Jeszcze gorzej wypadły dane o sprzedaży detalicznej, gdzie prognozy zakładały poziom 7,2%, a wynik wyniósł zaledwie 2,5%. Tak rozczarowujące dane przyniosły spadki na azjatyckich giełdach i mogą wpłynąć też na początek handlu w Europie w czerwonych barwach. Inwestorzy mogą też te publikacje odczytywać jako prognozę spowolnienia ożywienia w gospodarce, na które wskazują również banki inwestycyjne. Dzisiaj w kalendarzu jeszcze o 10.00 prezentacja CPI z Polski.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Frisco.pl otwiera nowy sklep w Krakowie

Frisco.pl stawia na lokalność i uruchamia nowy oddział w stolicy Małopolski. Będzie dostarczać kompleksowe zakupy z podkrakowskiego magazynu, 7 dni w tygodniu, na wybraną przez klienta godzinę. Z okazji premiery przygotował dla mieszkańców Krakowa akcję powitalną z atrakcyjnymi prezentami.

Jacek Palec, prezes Frisco.pl
Jacek Palec, prezes Frisco.pl

Frisco.pl to krajowy lider w zakupach spożywczych online, z piętnastoletnim doświadczeniem w dostarczaniu produktów pod drzwi klientów. Teraz wybrał Kraków. – W tej chwili z naszych usług korzysta ponad 120 tysięcy gospodarstw domowych. Chcemy umożliwić robienie wygodnych zakupów do domu przez internet wszystkim Polakom, dając im tym samym więcej czasu na to, co w życiu naprawdę ważne. Myślę, że mieszkańcy Krakowa docenią zakupy bez męczących kolejek, maseczek, dźwigania ciężkich toreb, z dostawą pod same drzwi, a przede wszystkim jakość dostarczanych przez nas produktów – mówi Jacek Palec, prezes Frisco.pl.

Kompleksowe zakupy online na Frisco.pl w Krakowie będą możliwe już we wrześniu. Sklep już dziś zaprasza mieszkańców Krakowa do akcji powitalnej. Klienci, którzy wejdą na stronę i zapiszą się do newslettera jako pierwsi, dowiedzą się o dokładnej dacie otwarcia sklepu. Otrzymają także atrakcyjny prezent: rabat w wysokości 50 zł na pierwsze zakupy z darmową dostawą.

Lokalne produkty z krakowskiego magazynu

Aby zachować świeżość dostarczanych produktów, a dostawy realizować punktualnie na wybraną przez klienta godzinę, Frisco.pl w każdej nowej lokalizacji stawia odrębny, lokalny magazyn. W przypadku Krakowa magazyn znajduje się w Cholerzynie. To tutaj, codziennie, dostarczane są produkty od dostawców i producentów, także tych lokalnych. – Dostawy są planowane zgodnie z bieżącym zapotrzebowaniem. U nas artykuły nie leżą tygodniami na półkach, nie są dotykane przez innych kupujących. Najczęściej jeszcze tego samego dnia, wprost od dostawcy, trafiają do klienta. Dostarczanie świeżych produktów to nasza podstawa działania. Potwierdzają to nasi klienci: zebraliśmy już 20 tysięcy opinii, a 95% z nich to pozytywne oceny dotyczące świeżości  produktów – wyjaśnia Jacek Palec.

Frisco.pl wspiera również miejscowy biznes, wybierając na swoich dostawców lokalne firmy.
W przypadku krakowskiego sklepu nawiązano współpracę m.in. z Piekarnią Złoty Kłos, Masarnią Płatek, a także rodzinnym przedsiębiorstwem Anka, oferującym ręcznie lepione pierogi. – Będziemy rozwijać współpracę z miejscowymi dostawcami. Zapytamy także naszych krakowskich klientów o ich preferencje i na tej podstawie będziemy rozszerzać ofertę produktów od lokalnych dostawców – podkreśla Jacek Palec.

Prosto, szybko i wygodnie

We Frisco.pl można zrobić zakupy jak w tradycyjnym hipermarkecie, tylko wygodniej i szybciej.
– Kupimy tutaj wszystkie potrzebne produkty w jednym miejscu, z gwarancją świeżości i dostawą pod same drzwi na wybraną godzinę. Kiedy my starannie przygotowujemy zamówienia, nasi klienci zyskują czas na robienie tego co lubią najbardziej – na życie. Dzięki temu zakupy stają się jeszcze przyjemniejsze, a jednocześnie mamy pewność, że oferujemy naszej rodzinie produkty najlepszej jakości, które pokonują najkrótszą drogę od dostawcy do naszej kuchni – wyjaśnia Jacek Palec.

Frisco.pl udostępnia wszystkie kategorie produktów, które potrzebne są do zrobienia kompleksowych zakupów do domu – zarówno artykułów spożywczych (świeże owoce, warzywa, mięso, ryby i nabiał), jak i środków czystości, kosmetyków czy produktów dla zwierząt. Dodatkowo, sklep oferuje szeroki wybór produktów ekologicznych, wegańskich oraz wspierających zdrowy tryb życia. W ofercie na początek znajdzie się 8 tysięcy produktów, a ich liczba będzie się sukcesywnie powiększać. Wszystko w cenach jak w sklepach stacjonarnych, z przejrzystymi oznaczeniami cenowymi i promocjami do 50%.

Zakupy można zrobić na stronie internetowej oraz w aplikacji mobilnej, a dostarczane są nawet kolejnego dnia, przez siedem dni w tygodniu, od 6 do 23. Sama dostawa jest darmowa zawsze przy zakupach powyżej 250 zł, a dla stałych klientów – powyżej 200 zł. Płatność odbywa się jedynie online, a dostarczenie zakupów przebiega całkowicie bezkontaktowo – kierowca wnosi je pod drzwi mieszkania klienta i nie ma z nim bezpośredniego kontaktu.

Dwie dekady rozwoju polskiego rolnictwa. Innowacyjność sektora rolnego w XXI wieku

Polska odpowiada już za 6 proc. eksportu produktów rolnych UE, ale sektor potrzebuje innowacji.

Wartość polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych wyniosła w 2019 r. 37,5 mld USD, co było 15. wynikiem na świecie. Oznacza to, że Polska odpowiada za 2,1 proc. światowego oraz 5,9 proc. unijnego eksportu w tym obszarze. Jednocześnie, liczba gospodarstw rolnych w Polsce zmalała w ciągu ostatniej dekady z 1,5 mln do 1,3 mln, a produktywność sektora wzrosła w okresie 2004-2020 2,3 razy. W 2019 r. wartość dodana wygenerowana w rolnictwie wyniosła 112 mld PLN, jednak według danych OECD, w porównaniu z usługami była aż 25-krotnie niższa – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Dwie dekady rozwoju polskiego rolnictwa. Innowacyjność sektora rolnego w XXI wieku”.

Jeszcze w 2004 r. średnia powierzchnia gospodarstw powyżej 1 ha w Polsce nie przekraczała 8,8 ha wobec 11,7 ha w Unii Europejskiej, a udział gospodarstw
o powierzchni ponad 15 ha wynosił 10,3 proc. w porównaniu z 40-60 proc. w Europie Zachodniej. Od tego czasu następuje stopniowa agregacja gruntów rolnych w Polsce, co przyczynia się do zwiększenie potencjału inwestycyjnego rolników. Pracujący w rolnictwie stanowią w Polsce wciąż istotną grupę zawodową – ok. 10 proc. ogółu zatrudnionych wobec niespełna 3 proc. w UE. W latach 2004-2020 dochód rozporzą­dzalny rolniczych gospodarstw domowych wzrósł nominalnie 3,4-krotnie. W tym samym czasie luka płacowa pomiędzy rolnikami a pra­cownikami zmalała z ponad 35 proc. do 4 proc. Sytuacja rolników w ostatnich dwóch dekadach stopniowo się poprawiała, m.in. dzięki napływowi środków unijnych.

Kluczowym wyzwaniem stojącym przed rolnictwem w Polsce jest wykorzystanie potencjału technologicznego sektora. Pozwoli to na złagodzenie efektów zmian strukturalnych i obniżenie kosztów dostarczania wyso­kiej jakości usług oraz przechodzenia na gospodarkę niskoemisyjną. Jedną z inspiracji dla polityki publicznej wspierającej rozwój sektora rolnego mogą być rozwiązania brytyjskie. W tym kraju skupiono się na wsparciu grup innowatorów, tworzących roz­wiązania wykorzystujące big data, sztuczną inteligencję i robotykę. Takie działania są o tyle istotne, że według analityków do 2024 r. wartość branży sztucznej inteligencji w rolnictwie wzrośnie o 24,3 proc., a w 2027 r. wyniesie 12 mld USD – mówi Maciej Miniszewski, analityk z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Krajobraz społeczno-ekonomiczny polskiej wsi znacząco ewoluował

Pomimo tego, że w latach 2000-2019 liczba mieszkańców obszarów wiejskich zwiększyła się o 766 tys., liczba rolników nie wzrosła. Jest to przede wszystkim efekt zjawiska „wypro­wadzki pod miasto”. Prawie 7 na 10 mieszkańców wsi to osoby bezrolne, aktywne zawodowo poza sektorem rolniczym. Jednocześnie, społeczeństwo wiejskie starze­je się szybciej niż ogólna populacja Polski. Obecnie na­wet co czwarta osoba na wsi jest w wie­ku poprodukcyjnym, podczas gdy w mie­ście jest to ok. 18 proc. ludności.

Istotny wpływ na zmiany w sektorze rolnym, w tym na postęp technologiczny miał wzrost poziomu wykształcenia członków gospodarstw rolnych. W Polsce w 2018 r. większość mieszkańców wsi (52 proc.) miało wykształcenie śred­nie, pomaturalne lub niepełne wyższe. Był to wzrost o 38 pkt. proc. względem 1997 r. Dodatkowo, co piąta osoba w 2018 r. zdo­była wykształcenie wyższe (+17 pkt. proc.), a co czwarta (26 proc.) zasadnicze zawodo­we (-2 pkt. proc.).

Udział wartości dodanej całego sektora rolnego spada, ale rolnictwa rośnie

W 2020 r. rolnictwo w Polsce odpowia­dało za 2,7 proc. wartości dodanej gospo­darki. Było to o 0,8 pkt. proc. mniej niż 20 lat wcześniej. Sektor rolny, obok branży finan­sowej
i ubezpieczeniowej oraz innych usług, wpływał w najmniejszym stopniu na wartość dodaną gospodarki. W tym samym czasie za­trudnienie w rolnictwie było ponad siedmio­krotnie wyższe niż w pozostałej działalności usługowej i 6,8 razy wyższe niż w działalności finansowej i usługowej. Po uwzględnieniu wpływu pośredniego i indukowanego, wartość dodana rolnictwa wzrasta z 53,7 mld PLN do 111,5 mld PLN, a liczba miejsc pracy uzależnionych od rolnictwa z 1,6 mln do 2 mln.

wartość dodana rolnictwa

 

Zmiana sposobu wydatkowania środków na B+R warunkiem dalszego rozwoju

W latach 1999-2017 krajowe wydat­ki na badania i rozwój w Polsce, według parytetu siły nabywczej w USD, wzrosły 2,4-krotnie – najbardziej spośród krajów Gru­py Wyszehradzkiej. W tym samym czasie ich udział w całkowitych wydatkach na B+R zma­lał o ponad 4 pkt. proc.. Pomimo tego, że wydatki na badania i rozwój w obszarze nauk rolniczych i weterynaryjnych w Polsce wykazały trend wzrostowy, sposób ich dystrybucji wpływał niekorzystnie na rozwój wiedzy i innowacyjności w rolnictwie. Zakres badań był przez to ograniczony, co uniemożliwiło intensywny i szybki rozwój no­woczesnych technologii w działalności rolniczej, w związku z czym Polska znajduje się wśród krajów
o niskim poziomie patentowania nowoczesnych rozwiązań.

Emisja gazów cieplarnianych spadła, ale mogło być lepiej

W latach 1999-2019 emisja gazów cieplar­nianych w polskim rolnictwie spadła o 7 proc. z 35,2 mln do 32,7 mln ton. Gwałtowny spadek przypada jednak na lata 1999-2003 (-11 proc.) Od tego czasu emisyjność wzrosła o blisko 4 proc. Sektor rolny odpowiadał w 2019 r. za 8,6 proc. krajowych emisji. Malejąca rola sektora w gospodarce wpłynęła na zwięk­szone ograniczanie emisyjności w krajach wy­soko rozwiniętych. Nie bez przyczyny pozosta­wały tu jednak nakłady badawczo-rozwojowe i zwiększenie efektywności sektora. W latach 1999-2019 Włochy, Holandia czy Wielka Bryta­nia zmniejszyły produkcję gazów cieplarnianych w rolnictwie odpowiednio o 18 proc., 17 proc. i 12 proc.

Polska pozostaje potęgą eksportową w sektorze rolno-spożywczym

Wartość polskiej produkcji rolnej wyniosła w 2018 r. ponad 23 mld USD. To najwięcej w krajach regionu i jednocześnie 2-3 krotnie mniej niż w krajach rozwiniętych. Eksport produk­tów rolno-spożywczych (obejmujących rów­nież produkty przetworzone) obejmował w 2019 r. ok. 14 proc. polskiego eksportu (żywność stanowiła 12,8 proc.). Czyniło to Polskę 15. największym eksporterem produktów rolno-spożyw­czych na świecie. Wartość eksportowanych produktów wyniosła 37,5 mld USD. Stanowiło to 2,1 proc. światowego i 5,9 proc. unijnego eksportu. Co istotne, wartość eksportu wzrosła w latach 1999-2019 aż 12,4 krotnie i był to najwyższy wzrost spośród analizowanych państw.

Edukacja podczas 4 fali – 10 porad psychologa dla rodziców i nauczycieli

Dzieci, które przez większość zeszłego roku szkolnego uczyły się zdalnie, są szczególnie narażone na problemy emocjonalne. Wiele z nich ma zaburzenia lękowe, problemy ze snem, są uzależnione od komputera. Wiele nie chciało wrócić do szkoły, bo boi się kontaktów społecznych, presji i oceny ze strony nauczycieli. Za chwilę nauka zdalna może powrócić za sprawą czwartej fali COVID-19, a problemy psychiczne dzieci i młodzieży znowu się nasilą. Jak ich wesprzeć? Psycholog Joanna Węglarz udziela 10 rad dla rodziców i nauczycieli, dzięki którym młodym ludziom będzie łatwiej funkcjonować w nowym roku szkolnym.

Przedłużający się okres pandemii można traktować jako sytuację wywołującą ogólny kryzys psychiczny czy psychologiczny i narażającą na przewlekły stres. Psychologowie alarmują, że wśród młodych osób nasila się ilość zaburzeń lekowych czy depresyjnych, zaburzenia snu i apetytu, uzależnienia np. od komputera i social mediów, pogorszyła się też jakość relacji rówieśniczych, które są niezwykle istotne dla rozwoju społeczno-emocjonalnego i psychiki dzieci i młodzieży.

To jak radzimy sobie z sytuacją kryzysową, zależy od różnorakich czynników m.in. temperamentu, naszych doświadczeń, wieku, czy mamy wokół siebie życzliwych i wspierających nas ludzi. Dorosłym jest łatwiej poradzić sobie w nowej rzeczywiści pandemicznej niż dzieciom, gdyż w trakcie swego życia zdążyli wyposażyć się w różne narzędzia i mechanizmy obronne. Dzieci – z racji swego wieku – są bardziej bezbronne, dlatego tak ważne jest, aby rodzice wespół z nauczycielami i psychologami umieli im pomóc – mówi Joanna Węglarz, ceniona psycholożka i specjalistka psychologii klinicznej, wykładowczyni akademicka i terapeutka EMDR ze Studia Psychologicznego, pomysłodawca ogólnopolskiej kampanii społecznej SZKOŁA-ODNOWA.

Długa izolacja społeczna spowodowała, że zaburzone zostały podstawowe potrzeby dzieci i młodzieży, czyli poczucia bezpieczeństwa i przynależności do grupy. Wiele z nich potraciło przyjaciół, pewność siebie i radość życia. Świadomość, że nie wiadomo, jak będzie wyglądać nowy rok szkolny – czy będzie nauka stacjonarna, hybrydowa czy zdalna – nie sprzyja budowaniu ich dobrostanu. Wręcz przeciwnie – niepewność co do przyszłości może prowadzić do kolejnego kryzysu lub zaburzeń psychicznych. Jak temu zaradzić? Okazuje się, że to właśnie dorośli – rodzice i nauczyciele powinni wspierać siebie nawzajem i współpracować, by dbać o zdrowie psychiczne młodych ludzi.

10 PORAD PSYCHOLOGA DLA RODZICÓW I NAUCZYCIELI:

  1. Bądź uważny – na to co dzieje się z Twoim dzieckiem lub uczniem. Pamiętaj, że wiele osób doświadcza zaburzeń emocjonalnych, może pojawiać się u nich lęk, niepokój lub przewlekła reakcja stresowa. Jeśli wiec zauważysz zmianę w funkcjonowaniu młodego człowieka – wycofanie się z aktywności, które wcześniej sprawiały mu przyjemność, problemy z apetytem lub snem oraz zmianę w sposobie bycia (np. apatię, nerwowość, drażliwość, rezygnację) – pamiętaj by reagować i rozmawiać z dzieckiem o jego samopoczuciu i problemach.
  2. Słuchaj i bądź blisko – pandemia to czas, w którym wszyscy doświadczamy niepewności i niepokoju, dlatego ważne, aby rozmawiać o uczuciach, obawach i niepokojach. Istotne jest jednak, aby zadawać pytania i być otwartym na to, co młody człowiek odpowiada, bez oceniania i moralizowania. Czasem wysłuchanie i bycie obok to najlepsze co możemy zrobić dla drugiej osoby. Nie zawsze trzeba pocieszać dziecko na siłę, używając sformułowań „zobaczysz wszystko będzie dobrze” lub „nie martw się”. Lepsze jest towarzyszenie w codziennych trudach i wsparcie emocjonalne np. „rozumiem, że jest ci ciężko” czy też pytanie „jak mogę Ci pomóc?” lub „czego potrzebujesz”.
  3. Skupiajcie się na pozytywach – oczywiście nie chodzi o to, żeby bagatelizować czyjeś problemy czy emocje. Jeśli ktoś czuje się przybity, często nie chce słuchać pocieszania na siłę. Jednak skupianie się tylko na tym co złe, może odbierać siłę i energię. Dlatego warto skupić się na drobnych, codziennych przyjemnościach i pozytywnych doświadczeniach.  Czasem również lepiej wyłączyć TV i przestać czytać doniesienia na temat pandemii, gdyż zbyt duża dawka negatywnych informacji może nas niepotrzebnie stresować i wprowadzać w negatywny nastrój.
  4. Szukaj sojuszników – z trudną sytuacją lepiej sobie poradzić, jeśli masz wokół ludzi, którzy myślą podobnie. Jeśli z Twoim dzieckiem dzieje się coś niepokojącego – rozmawiaj z jego nauczycielem lub psychologiem szkolnym, jeśli jesteś nauczycielem zaproś do rozmowy rodziców ucznia. Pamiętaj, że tak jak są sytuacje, w których konieczne jest podanie antybiotyku lub wizyta w szpitalu, ponieważ domowe sposoby leczenia nie wystarczają, tak samo czasem niezbędna będzie wizyta u terapeuty lub lekarza psychiatry.
  5. Zadbaj o siebie – pandemia mogła naruszyć nasz dobrostan psychofizyczny, pogorszyć jakoś snu, doprowadzić do stanu przewlekłego stresu czy niepokoju. Jeśli czujemy się przytłoczeni i zniechęceni lub przeciwnie – odczuwamy nerwowość i jesteśmy drażliwi – to znak, że powinniśmy poszukać sposobów na relaks i zadbać o nasze emocje. Znajdź w ciągu dnia chwilę dla siebie i wybierz aktywność, dzięki której się relaksujesz. Może to być spacer, przejażdżka rowerowa, gorąca kąpiel czy rozmowa z przyjacielem.
  6. Nie oceniaj zbyt surowo – edukacja online była niezwykle stresująca, zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. Dzieci wróciły do szkoły pełne obaw o oceny i o to, czy poradzą sobie z ilością materiału. Niepotrzebne są im dodatkowe stresory w postaci nadmiernych sprawdzianów czy kartkówek. Pamiętaj, aby zapewnić dziecku czas na adaptację do nowej sytuacji.
  7. Postaw na relacje! Czas nauki zdalnej w większości przypadków związany był z brakiem kontaktów rówieśniczych. Powrót do szkoły to szansa na zadbanie o relacje między uczniami. Jednym ze sposobów może być wprowadzenie podczas zajęć większej ilości aktywności grupowych – m.in. ćwiczeń, gier i zabaw rozwijających współpracę.
  8. Korzystaj ze strategii relaksacyjnych podczas zajęć i w domu. Warto wprowadzić w codzienne aktywności chwilę wycieszenia. Mindfulness, ćwiczenia oddechowe, ćwiczenia fizyczne – dobrze jest uczyć dzieci różnych sposobów radzenia sobie z napięciem i stresem.
  9. Ucz dziecko rozumienia trudnych sytuacji i wspólnie odkrywajcie konstruktywne sposoby radzenia sobie z nimi (np. szukajcie pozytywnych stron problemu, rozważcie źródła pomocy).
  1. Dbaj o otwartą i jasną komunikację – to dotyczy relacji uczeń – nauczyciel, dziecko – rodzic, a także rodzic-nauczyciel. Na bieżąco rozmawiajcie o trudnościach i niepokojach, dzięki temu szybciej obejmiecie wspólne stanowisko i znajdziecie rozwiązanie trudnej sytuacji.

Ponadto na stronie ogólnopolskiej kampanii społecznej https://szkola-od-nowa.pl/ znajduje się wiele bezpłatnych materiałów do pobrania dla uczniów, rodziców i nauczycieli:

  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • prelekcje dla nauczycieli, rodziców i uczniów, które pomogą zrozumieć siebie i innych oraz pozwolą przygotować uczniów do nauki stacjonarnej;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • inne materiały w pdf do szerokiego i darmowego udostępniania.

Rozwój intralogistyki – duże floty autonomicznych robotów mobilnych

Søren E. Nielsen, prezes Mobile Industrial Robots (MiR), światowego lidera w obszarze autonomicznych robotów mobilnych (AMR), podsumował poczas spotkania prasowego kluczowe trendy na rynku AMR. Coraz częstsze włączanie robotów AMR do podstawowej produkcji doprowadzi do złożonych aplikacji z większymi flotami AMR, łatwiejszego serwisowania, bardziej zaawansowanej współpracy z innymi systemami robotycznymi i informatycznymi, wyższej wydajności i dłuższego czasu pracy bez przestojów.

“Firmy szukają sposobów na zwiększenie odporności w obliczu wahań i wyzwań rynkowych. Prosty i stabilny układ intralogistyczny pozwala przenosić logistykę bliżej produkcji. Te elementy wraz z trudną sytuacją na rynku pracy przyspiesząją wdrażanie autonomicznych robotów mobilnych w różnych obiektach i przepływach pracy” – mówi Søren E. Nielsen, prezes Mobile Industrial Robots.

Rosnąca zależność od dużych flot AMR w intralogistyce

W latach 2014-2017 pierwsze firmy zainteresowane technologią AMR testowały to rozwiązanie i wdrażały do ​​5 robotów w ramach floty. Od 2018 r. AMR zaczęły stawać się istotną częścią produkcji i intralogistyki, prowadząc do integracji dużych flot robotów. Wiąże się to z większą złożonością aplikacji i rosnącą zależnością od robotów, które muszą pracować wydajnie w trybie 24/7. Wymaga to od AMR większej niezawodności i zgodności, dłużego czasu pracy oraz napędza potrzebę łatwiejszego serwisowania. Obecnie MiR ma klientów wykorzystujących floty składające się z ponad 40 robotów.

Mobile Industrial Robots„W związku z coraz większą zależnością firm od dużych flot AMR pracujemy teraz nad konfiguracją, w której możemy monitorować roboty i szybciej reagować w przypadku problemów. Wymaga to stabilniejszej i wydajniejszej komunikacji między robotami a systemem flotowym. Firmy korzystają już z bardziej zaawansowanych systemów Wi-Fi dla urządzeń mobilnych, a od standardu 5G oczekujemy niezawodności i stabilności, które umożliwią przeniesienie procesów o dużej mocy obliczeniowej z robota do floty. To z kolei sprawi, że AMR będą solidniejsze ze względu na mniejszą liczbę komponentów, ułatwi serwisowanie i podwyższy efektywność. Dzięki większej mocy obliczeniowej będziemy mogli wykorzystać m.in. sztuczną inteligencję do rozwiązywania trudniejszych zadań intralogistycznych” – mówi Søren E. Nielsen.

„Logistyka wewnętrzna pochłania zasoby, które nie przyczyniają się bezpośrednio do tworzenia wartości. W Europie Środkowo-Wschodniej firmy są dość dojrzałe, a pracownicy wykwalifikowani. Sprzyja to wdrażaniu AMR i wykorzystywaniu potencjału, który tkwi w efektywnej logistyce wewnętrznej” – dodaje Søren E. Nielsen.

W pierwszej połowie roku region CEE odnotował wzrost o 140% w porównaniu do 2020 roku.

Funkcje indeksów giełdowych – czy można zainwestować w ten instrument?

WIG 20, DAX, NASDAQ… Z pewnością słyszałeś o tych indeksach – a przynajmniej o pierwszym z nich, słusznie kojarzącym się z polskimi spółkami. Ale czy wiesz, do czego tak właściwie służą indeksy giełdowe? Dowiedz się, jakie są ich najważniejsze funkcje oraz jak możesz zainwestować w ten instrument.

Z tekstu dowiesz się:

  • czym jest indeks giełdowy,
  • jakie są najważniejsze funkcje indeksów,
  • jak inwestować w światowe indeksy giełdowe za pomocą kontraktów CFD.

Inwestowanie w indeksy giełdowe jest równie proste, co inwestowanie w waluty, akcje czy surowce na forex. Zanim jednak dowiesz się, jak dokonać takiej transakcji, poznaj najważniejsze funkcje światowych indeksów giełdowych. To właśnie one pomogą Ci zrozumieć, z jakiego rodzaju instrumentem masz do czynienia.

Indeks giełdowy – co to takiego?

Indeksy giełdowe wiernie odzwierciedlają sytuację na giełdzie lub stan konkretnego sektora spółek. Każdy pojedynczy indeks to zatem wartość, którą oblicza się na podstawie wyceny akcji wybranych spółek.

Trader, który chce inwestować w akcje, powinien śledzić notowania giełdowe online i znać aktualną sytuację rynkową nie tylko interesującej go spółki, ale też innych firm z danego sektora. Gdyby nie indeksy, byłoby to niemożliwe – ponieważ na giełdach światowych jest zbyt wiele papierów wartościowych do śledzenia. Za pomocą indeksów zyskasz kompleksowe dane o aktualnej sytuacji na rynku bądź jego wybranych segmentach – a to znacząco ułatwi podjęcie właściwej decyzji dotyczącej inwestowania w wybrane akcje.

Wyróżnia się trzy główne rodzaje indeksów giełdowych:

  • geometryczny – średnia geometryczna cen wszystkich spółek, które wchodzą w skład indeksu,
  • cenowy – średnia arytmetyczna cen wszystkich spółek, które wchodzą w skład indeksu,
  • ważony kapitalizacją poszczególnych spółek – porównanie zmian zachodzących we wszystkich spółkach, które wchodzą w skład indeksu.

Funkcje indeksów giełdowych – nie tylko odwzorowanie cen akcji

Wiesz już, że indeksy giełdowe na świecie odzwierciedlają bieżącą sytuację na rynku akcji lub w jego wybranych segmentach. Ale to nie wszystko! Dodatkowo indeksy:

  • są punktem odniesienia, który pomaga ocenić efektywność przeprowadzonych dotychczas inwestycji,
  • pomagają śledzić oraz budować własne wskaźniki giełdowe (indywidualne dla każdego inwestora),
  • pełnią funkcję substytutu portfela rynkowego,
  • stanowią instrument bazowy, np. dla opcji, kontraktów futures czy kontraktów forward.

Inwestowanie w główne indeksy giełdowe za pomocą kontraktów CFD

Pozostała jeszcze jedna, często wykorzystywana przez inwestorów funkcja indeksów giełdowych. Każdy z nich można wykorzystać jako instrument pochodny – w postaci kontraktu CFD na indeks.

CFD, czyli kontrakty oparte o różnice kursowe, pozwalają inwestorom spekulować na temat zmiany cen poszczególnych aktywów (w tym właśnie indeksów giełdowych, a także akcji czy funduszy ETF) bez ich fizycznego posiadania. To znaczy, że aby zawrzeć kontrakt na dany indeks, wcale nie musisz mieć w swoim portfelu inwestycyjnym akcji, które się na niego składają. Tego typu zakład tradera z brokerem jest idealnym rozwiązaniem dla inwestorów, którzy nie posiadają dużego kapitału początkowego – ze względu na możliwość zastosowania dźwigni finansowej. Jeśli zdecydujesz się zacząć inwestować w kontrakty CFD na światowe indeksy giełdowe za pośrednictwem konta maklerskiego w TMS Brokers, zyskasz dodatkowo:

  • niski koszt rozpoczęcia inwestycji (jednemu punktowi indeksu odpowiada tylko jedna jednostka waluty obowiązującej w danym kraju),
  • brak opłat za przetrzymywanie otwartych pozycji na drugi dzień (SWAP),
  • brak prowizji (Twój koszt to jedynie spread),
  • możliwość inwestowania i zarabiania zarówno na wzrostach, jak i spadkach cen,
  • dostęp do zaawansowanych narzędzi tradingowych, takich jak platforma inwestycyjna MetaTrader 5 oraz aplikacja do tradingu mobilnego.

W ofercie TMS Brokers znajdziesz kontrakty na główne indeksy giełdowe USA, polski indeks WIG20 i wiele innych. Zanim jednak zaczniesz inwestować, koniecznie załóż konto forex demo i sprawdź swoją strategię inwestycyjną w realnym środowisku rynkowym, ale bez ryzyka straty pieniędzy.

Mental health w polskich startupach – rusza badanie HR Hints

Środowisko startupowe, ze względu na liczbę zmiennych i tempo działania, może być niezwykle obciążające psychicznie. Osoby z nim związane wskazują wiele czynników wpływających tak pozytywnie jak i negatywnie na kondycję psychiczną pracowników i osób zarządzających młodymi firmami technologicznymi. HR Hints, spółka współpracująca ze startupami w obszarze HR w formie subskrypcji i pomagająca liderom budować skuteczne zespoły, postanowiła sprawdzić, jak w odradzającej się po pandemii rzeczywistości new normal mają się założyciele startupów i ich pracownicy. Partnerami badania są Polski Fundusz Rozwoju, Wolves Summit oraz Fundacja Startup Poland.

Inicjatorką badania i raportu jest prezes HR Hints, Róża Szafranek, która co dzień na rozmowach i mentoringu spędza z przedstawicielami środowiska startupowego długie godziny, pomagając managerom i founderom układać w spółkach procesy human resources, ale też rozwiązywać kryzysy i konflikty. – Z moich obserwacji z pracy z founderami wynika, że mental health nadal zbyt rzadko traktowany jest jako ważny aspekt procesów HR–owych. Natomiast taki stan rzeczy nie dotyczy tylko środowiska startupowego – w polskich firmach kultura dbania o dobrostan mentalny pracowników raczkuje, choć widać pewną ewolucję w tym obszarze. Globalni gracze, jak np. Google, pokazują i mocno komunikują, że zdrowie psychiczne oraz zadbanie o emocje pracowników i ich po prostu dobre samopoczucie chronią nie tylko przed wypaleniem zawodowym, ale i realnie przekładają się na sukcesy i zyski firm – komentuje Róża Szafranek, CEO HR Hints.

Badanie dedykowane jest startupom działającym na terenie Polski. Na bazie jego wyników powstanie raport dotyczący mental health founderów i pracowników polskich startupów. Zawarte w nim zostaną także wnioski, komentarze i rekomendacje specjalistów HR, dotyczące tego, jak w praktyczny sposób zadbać o te najbardziej miękkie obszary zarządzania zasobami ludzkimi związane z dobrostanem psychicznym zarządzających i zarządzanych. – Kiedy mówię o mental health często widzę opór w reakcji rozmówcy. Zbyt często kojarzy się on z “matkowaniem” pracownikom czy też z ulgowym ich traktowaniem. Managerowie często nie wiedząc, jak zadbać o te drażliwe czy bardzo delikatne w ich przekonaniu aspekty, po prostu odpuszczają lub udają, że problem nie istnieje. Tymczasem dbałość o mental health czy zastosowanie w firmie procesów tak, by ten obszar był “zaopiekowany” nie ma nic wspólnego z dawaniem komukolwiek taryfy ulgowej. To element strategii firmy, jak każdy inny. Wyniki naszego badania pozwolą nam pokazać polskim startupom, z czym mają problemy, ale i jak sobie z nimi poradzićdodaje Róża Szafranek.

Badanie rusza 15 września. Udział w badaniu jest anonimowy.

Ankieta skierowana do founderów 👉 https://bit.ly/3lkeOJz

Ankieta skierowana do pracowników 👉 https://bit.ly/3AaNQu9

Branża e-commerce rośnie jak nigdy wcześniej

  • Branża e-commerce należy do najdynamiczniej rozwijających się nie tylko z powodu zwiększonej popularności zakupów on-line, ale też częstych zmian trendów i kierunków rozwoju.
  • Pandemia wywołała boom na rynku kurierskim, ale również spowodowała, że dostawy kurierskie stały się szybsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze.
  • Sektor e-commerce stoi przed wielkimi wyzwaniami, ale i szansami związanymi z realizacją ambitnej polityki klimatycznej UE.

– Wśród nowych trendów na rynku e-commerce wymienia się m.in. personalizację potrzeb użytkowników, rozwój nowoczesnych narzędzi technologicznych dla potrzeb e-commerce (od zapewnienia wygodnych zakupów za pośrednictwem urządzeń mobilnych po korzystanie ze sztucznej inteligencji), zieloną transformację, silver commerce (zadbanie o starsze pokolenie konsumentów) czy wreszcie social commerce (działalność polegającą na kupowaniu i sprzedawaniu w serwisach i aplikacjach społecznościowych) – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

W czasie pandemii gwałtownie urósł rynek kurierski. Dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej nie pozostawiają wątpliwości. W 2020 roku ten segment rynku, (e-commerce) zwiększył swoje przychody aż o 1 686,8 mln zł w stosunku do 2019 roku. Taki skok przełożył się na blisko 33-proc. tempo wzrostu, natomiast wolumen dostarczonych przesyłek wzrósł o 196 mln sztuk w stosunku do 2019 roku, przy 44,5-proc. tempie wzrostu. Zwiększony popyt na usługi kurierskie szedł w parze z rosnącymi oczekiwaniami klientów, domagających się jeszcze szybszych, wygodniejszych i bezpiecznych dostaw. Logistyka z funkcji dość służebnej w stosunku do całego procesu zakupowego, stała się sercem e-commerce.

– Mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją na rynku e-commerce. Paczki z tej kategorii stanowią już ponad 60 proc. wszystkich obsługiwanych przez nas przesyłek. Rozwój tej branży stawia przed operatorami kurierskimi nowe wyzwania, a co za tym idzie potrzebę wdrażania innowacji i zautomatyzowanych procesów zaprojektowanych według potrzeb klienta. Doskonale znamy naszych odbiorców. Prowadzimy regularne badania satysfakcji i właściwie określamy nasze priorytety. Wśród nich są: najwyższa terminowość doręczeń, jakość obsługi klienta, bezpieczeństwo, możliwość samodzielnego zarządzania dostawą, czy dostosowanie formy doręczenia do stylu życia odbiorców – mówi dr Anna Kania – Okieńczyc – Vice President, Marketing and Custromer Experience Director DHL Parcel Polska.

– Przed e-commerce stoją też ogromne wyzwania związane z Europejskim Zielonym Ładem. Da on bowiem możliwość zastosowania w wielu sektorach gospodarczych nowoczesnych rozwiązań technicznych, technologicznych oraz organizacyjnych, tych niskoemisyjnych, zasobooszczędnych, w oparciu o model gospodarki o obiegu zamkniętym i innych w celu ograniczenia śladu węglowego. Ważny wkład w bardziej zrównoważony rozwój i osiągniecie celu neutralności klimatycznej wnieść może ekologiczna logistyka – mówi Dorota Zawadzka-Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Na przykład, DHL w Programie ochrony środowiska GoGreen postawił sobie ambitny cel w zakresie ochrony klimatu dla całej grupy tj. ograniczenie do zera emisji gazów cieplarnianych powstających na skutek operacji logistycznych do 2050 r. Aby go zrealizować, DHL wprowadził w ramach strategii związanej ze zrównoważonym rozwojem kilka ambitnych celów pośrednich do roku 2025, w tym m.in. obniżenie o 50% emisji związków węgla w porównaniu z poziomem z roku 2007, jak również osiągnięcie wskaźnika użycia rozwiązań ekologicznych przy transakcjach sprzedaży o wartości 50%. Firma skupiła się również na szkoleniu pracowników i ich zaangażowaniu w działalność związaną z ochroną środowiska i klimatu.

– Szczególnie mocno angażujemy się w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju. Nasza firma planuje zainwestować w skali globalnej aż 7 bln euro, w projekty z tym związane. Już od dawna prowadzimy intensywne testy różnych modeli samochodów dostawczych o napędzie elektrycznym, które doskonale sprawdzają się w ramach miejskiej logistyki. Zbierają również bardzo pozytywne opinie naszych kurierów, którzy cenią sobie komfort jazdy i wygodę, jaką zapewnia elektryczny napęd. Jako firma, której misją jest osiągnięcie zerowej emisji CO2 w 2050 będziemy sukcesywnie elektryfikować flotę. Chcemy być liderem w zakresie elektromobilności w naszej branży. Samochody i rowery elektryczne są przyszłością logistyki. Tylko do końca tego roku w naszej flocie będzie około 150 kurierskich samochodów elektrycznych, w najbliższych latach już ponad 500. Jako uzupełnienie eko-floty samochodowej na ulicach polskich miast pojawią się także rowery kurierskie napędzane energią elektryczną. Dostawa w pełni ekologiczna do drzwi klienta to kwestia kilku najbliższych lat. Posiadamy także farmy fotowoltaiczne, dzięki którym produkujemy energię słoneczną na potrzeby naszych obiektów. W ograniczaniu emisji ważną rolę pełni również sieć DHL POP (przyp. red. punktów obsługi paczek). Dzięki niej, już w tej chwili, do atmosfery nie trafia 400 ton CO2. Punkty, zlokalizowane w placówkach handlowo-usługowych, dają klientom możliwość odbioru paczki przy okazji załatwiania innych, codziennych spraw – komentuje dr Anna Kania-Okieńczyc – Vice President, Marketing and Custromer Experience Director DHL Parcel Polska.

O przyszłości e-commerce rozmawiano na konferencji „E-commerce. Szanse, trendy i wyzwania”, którą zorganizowała Konfederacja Lewiatan.

Co dalej z Krajowym Funduszem Odbudowy?

Fundusz Odbudowy jest odpowiedzią Unii Europejskiej na nowe zagrożenia i wyzwania, jakie spowodowała pandemia. Ma dwa główne założenia – odbudowę i przywracanie odporności gospodarek UE na ewentualne kryzysy oraz przygotowanie na przyszłe, nieprzewidziane okoliczności. Jednakże Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce jest niezgodny z unijnym prawem. Zobowiązał też Polskę do zawieszenia stosowania przepisów dotyczących uprawnień Izby Dyscyplinarnej. Natomiast polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis Traktatu o UE, na podstawie którego TSUE zobowiązuje państwa członkowie do stosowania środków tymczasowych ws. sądownictwa, jest niezgodny z Konstytucją. Ponadto Komisja Europejska zagroziła Polsce sankcjami finansowymi za ewentualne niewykonanie decyzji i wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Cała sytuacja sprawiła, że Polska wkroczyła w konflikt z Unią Europejską, który może mieć dotkliwe konsekwencje nie tylko dla budżetu państwa – ale także dla nowych inwestycji oraz całego procesu odbudowy gospodarki po pandemii.

– Obecnie relacja z Unią Europejską jest znacznie ważniejsza niż była do tej pory – właśnie z powodu utworzenia specjalnego funduszu odbudowy w skali całej Unii na sumę 750 mld euro, do wydania przez 5 lat. Polska miała być jednym z najbardziej dowartościowanych krajów – obok Hiszpanii i Włoch. Mówimy tu o sumie ponad 50 mld euro – z tego około 20 mld stanowi sumę bezzwrotną, cała reszta to kredyt. Pieniądze te miały finansować ważne inwestycje w Polsce. Programy wydawania tych zasobów finansowych miały być ustalane przez specjalną komisję. Jednak warunkiem otrzymania tych środków jest praworządność – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów. – Tutaj pojawia się problem, bo Polska ogłosiła, że prawo unijne nie jest prawem nadrzędnym. Według rządzących głównym prawodawcą jest Trybunał Konstytucyjny, który obecnie dział w sposób polityczny. W związku z tym jest możliwość, że Polska nie będzie respektować warunków stawianych przez Unię Europejską. W takim wypadku oczywiście pozbawi to Polskę wsparcia finansowego. Byłoby to ogromne marnotrawstwo. Mam wrażenie, że w najbliższym czasie strata ta zostanie uznana przez prezesa Kaczyńskiego za zbyt dużą, by ją zmarnować. Mam nadzieję, że w kluczowym momencie Polska zgodzi się na respektowanie wyższości prawa unijnego nad prawem konstytucyjnym. Natomiast w tej chwili nie jesteśmy pewni, jaki finał będzie miała ta sytuacja. Niepewność ta powoduje, że Krajowy Plan Odbudowy – który jest w dużej mierze finansowany z tych środków – jest w zawieszeniu – wyjaśnia Gomułka.

Glovo zdobywa rynki Afryki i ogłasza kolejne przejęcia w Europie

Glovo ogłosiło ekspansję na kolejne rynki afrykańskie o wartości 50 milionów euro. Firma podpisała także porozumienie w sprawie przejęcia spółek segmentu spożywczego Lola Market i Mercadão, które planują wprowadzić swoją ofertę również w Polsce. Prognozy finansowe, jakie przedstawiła firma na rok 2022, opiewają na 1 miliard euro.

Zwiększając ofertę w Ghanie i rozpoczynając działalność w Tunezji, jest dostępne łącznie w siedmiu krajach na tym kontynencie. Szacuje się, że po rozszerzeniu działalności, około 6,5 miliona osób więcej będzie mogło uzyskać dostęp do aplikacji Glovo. Dotychczasowa inwestycja firmy w tym regionie jest warta łącznie 25 mln euro (30 mln USD). Firma planuje zainwestować dodatkowe 50 mln euro (60 mln USD) w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wszystko to w celu dalszego przyspieszenia ekspansji.

Po innych przejęciach dokonanych na początku tego roku w Europie Środkowo-Wschodniej, Glovo rozszerzyło swoją działalność na 23 kraje, a obecność w Afryce stanowi ponad 30 proc. zasięgu geograficznego firmy. W początkowej fazie nowej ekspansji firma planuje podwoić liczbę pracowników i zatrudnić kolejnych 200 ekspertów w całym regionie do końca 2022 roku.

Naszą wizją jest zapewnienie łatwego dostępu do zakupów online dla każdego. Glovo łączy użytkowników i firmy, z których większość to lokalne restauracje i prywatne sklepy. Wierzymy, że na rynku afrykańskim istnieje ogromna szansa na przyspieszenie cyfryzacji oraz zaspokojenie rosnącego popytu na zakupy i dostawy online. Nieustannie pracujemy z naszymi lokalnymi partnerami nad tym, by móc dostarczać ich towary nowym użytkownikom za pośrednictwem aplikacji Glovo do każdego zakątka miasta – podkreśla Sacha Michaud, współzałożyciel Glovo

Lola Market oraz Mercadão pod skrzydłami Glovo

Przejęcia kolejnych firm z branży delivery uzupełniają strategię rozwoju Glovo, którą firma konsekwentnie realizuje. Działania wzmacniają także dział Q-Commerce po niedawnych przejęciach części Delivery Hero w Europie Wschodniej i partnerstwie o wartości 100 mln euro ze szwajcarską firmą nieruchomościową Stoneweg. Zarówno Lola Market działająca na terenie Hiszpanii i Rumunii, jak i portugalska sieć Mercadão to platformy dostaw na żądanie. W swojej ofercie zrzeszają supermarkety, tradycyjne sklepy, jak i lokalne niezależne punkty partnerskie.

– Dostrzegamy ogromny potencjał na rynku artykułów spożywczych na żądanie, a obie firmy są silnymi lokalnymi graczami wzmacniającymi naszą ofertę Q-Commerce. Te przejęcia stanowią dla nas znaczący krok naprzód, jesteśmy teraz w stanie uwzględnić wszystkie główne aspekty związane z zakupami artykułów spożywczych na żądanie – mówi o transakcji Oscar Pierre, prezes i założyciel Glovo.

Obie marki zachowają swoją tożsamość i będą działać również niezależnie od Glovo oraz podlegać kierownictwu Gonçalo Soares da Costa, dyrektora generalnego Mercadão. Celem wspólnych działań będzie odtworzenie sukcesu Mercadão i Lola Market we wszystkich krajach, w których działa Glovo, poczynając od Polski i Włoch.

Miliardowe prognozy finansowe

Glovo zauważa dynamicznie zmieniające się nawyki konsumenckie, które redefiniują branżę delivery. Jako nowoczesna firma, podążająca za potrzebami użytkowników, podkreśla, że umowa przejęcia jest odzwierciedleniem zmian zachodzących na rynku. Po przejęciach Glovo wzmocni swoją pozycję konkurencyjną w Europie na kluczowych rynkach. Dział Q-Commerce firmy jest na dobrej drodze do osiągnięcia w tym roku rocznej wartości transakcji brutto (GTV) w wysokości ponad 300 mln euro i oczekuje, że do końca 2022 r. wzrośnie ona ponad trzykrotnie, przekraczając wskaźnik uruchomienia wynoszący 1 mld euro.

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za I półrocze 2021 roku

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za I półrocze 2021 roku. W tym okresie uzyskała skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży na poziomie 113,1 mln zł oraz wypracowała 14,9 mln zł zysku netto. Grupa poprawiła jednocześnie rentowność netto do 13%. W całym 2021 roku planuje przekazać około 700 gotowych lokali oraz wprowadzić do sprzedaży łącznie około 850 mieszkań.

W I półroczu 2021 roku Grupa INPRO zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 113,1 mln zł, czyli o 14% mniej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Jednocześnie wypracowała 35,9 mln zł zysku brutto ze sprzedaży oraz 14,9 mln zł zysku netto. Tym samym znacznie poprawiła się efektywność działalności. Rentowność sprzedaży brutto wzrosła do 32%, względem 23% w analogicznym okresie poprzedniego roku, a rentowność netto osiągnęła poziom 13% w porównaniu do 10% roku wcześniejszego.

W I półroczu 2021 roku Grupa Kapitałowa INPRO sprzedała łącznie 410 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), to jest o 46% więcej niż w tym samym okresie 2020 roku. W samym drugim kwartale br. zawarto 191 umów netto, w porównaniu do 91 umów z analogicznego okresu roku poprzedniego (wzrost o 110%). W analizowanym okresie Grupa INPRO przekazała łącznie 221 lokali i było to o 19% mniej niż w I półroczu 2020 roku. INPRO oddało do użytkowania 4 budynki wielorodzinne na osiedlu Start etap I. Natomiast DOMESTA zakończyła prace przy budynku A i C na osiedlu Traffic oraz przy budynku nr 3 na Osiedlu Nowa Niepołomicka II.

Zdecydowana większość obrotów spółek INPRO i DOMESTA przypadać będzie na drugą połowę 2021 roku. Przy założeniu braku opóźnień w procedurach administracyjnych związanych z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie, do końca 2021 r. planowane jest zakończenie 5 inwestycji. Łącznie w drugiej połowie 2021 roku Grupa planuje oddać do użytkowania ponad 400 lokali, a w całym roku około 700 lokali. Dla porównania w 2020 roku INPRO i DOMESTA oddały do użytkowania łącznie 954 lokale.

„Pierwsza połowa br. była dla nas kolejnym udanym okresem. Dzięki lepszej rentowności sprzedanych mieszkań zysk netto poprawiliśmy o 16% w ujęciu rok do roku, pomimo mniejszej liczby przekazań. Sytuacja na rynku pierwotnym pozostaje dobra. Popyt na kredyty hipoteczne przy niskim poziomie stóp procentowych jest wysoki. To przekłada się również na wzrost sprzedaży mieszkań. Na bieżąco uzupełniamy naszą ofertę nowymi projektami oraz kolejnymi etapami popularnych inwestycji, odpowiadając w ten sposób na potrzeby klientów” – powiedział Krzysztof Maraszek, Prezes Zarządu INPRO S.A.

W pierwszym kwartale 2021 r. INPRO wprowadziło do sprzedaży przedsięwzięcie Brawo 2 (91 lokali), a w maju etap V osiedla Optima (24 lokale) oraz osiedle Koncept etap I (87 lokali). Następnie w czerwcu do oferty wszedł II etap osiedla Ostoja w Rumi (108 lokali), w lipcu osiedle Rytm (107 lokali), a w sierpniu kolejny (szósty) etap osiedla Optima (64 lokale i 40 domów jednorodzinnych). Natomiast DOMESTA wprowadziła budynki 1, 2, 3 na osiedlu Leszczynowy Park (łącznie 152 lokale). Do końca 2021 r. Grupa zamierza wprowadzić jeszcze do sprzedaży dwa projekty: Osiedle Rumia Centralna etap I (102 lokale) oraz Osiedle przy ul. Ptasiej (72 lokale). DOMESTA w ostatnim kwartale roku zamierza przystąpić do budowy II etapu inwestycji biurowej Matarnia Office Park. Łącznie Grupa w 2021 r. planuje wprowadzić do oferty około 850 nowych mieszkań i domów.

Spadek obrotów w sklepach tradycyjnych w sierpniu

Z najnowszych danych M/platform wynika, że sierpień 2021 przyniósł spadek obrotów w handlu tradycyjnym w ujęciu rok do roku. Jak pokazuje badanie, kupujemy rzadziej i mniej podczas jednego procesu zakupowego. Niestety więcej płacimy.

Po trzech miesiącach kilkuprocentowych wzrostów rok do roku, handel tradycyjny w Polsce ponownie odnotował spadek obrotów. W sierpniu 2021, wartość sprzedaży generowana przez ten kanał dystrybucji była niższa od ubiegłorocznej o 3,0%. Podobnie jak w poprzednim miesiącu, mogliśmy zaobserwować wzrost wartości naszego koszyka zakupowego, który osiągnął średni poziom 21,19 złotych. Jednocześnie o 4,2% zmniejszyła się wielkość naszego koszyka. Wydajemy zatem więcej, ale kupujemy mniej. Kupujemy także rzadziej, ponieważ w stosunku do sierpnia ubiegłego roku, liczba transakcji w sklepach tradycyjnych zmniejszyła się o 5,6%.

Grupą produktową, która nieustająco odnotowuje wzrost wartości sprzedaży w handlu tradycyjnym, pozostają produkty świeże i na wagę, a zatem mięso, wędliny, owoce, warzywa i nabiał. Większość pozostałych grup produktowych odnotowała jednak rok do roku kilku- lub nawet kilkunastoprocentowe spadki. W sierpniu, wartość jednej z największych kategorii w Polsce, ale także i w handlu tradycyjnym, kategorii piwa zmniejszyła się o 17,7%. Podobne tempo spadku (-15,9%) charakteryzowało napoje bezalkoholowe. Zmniejszyła się wartość sprzedaży mrożonek, w tym lodów, (-31,0%), a także słonych przekąsek (-12,3%). W przypadku części kategorii spadki te można przypisywać niższym niż ubiegłoroczne temperaturom, jakie towarzyszyły nam w ostatnim miesiącu wakacji. Jednocześnie produktów z wielu kategorii kupowaliśmy jednak po prostu mniej niż rok temu.

Trend wzrostowy utrzymały natomiast alkohole mocne typu whisky, rum, gin czy likiery i jest to już piąty miesiąc z rzędu, kiedy ta grupa produktowa odnotowuje wzrost rok do roku. W sierpniu 2021, był to wzrost na poziomie 5,4%, a zatem nieco wyższy niż w miesiącu poprzednim. Jednocześnie niewielki wzrost odnotowały także gotowe posiłki (+1,8%).

Interesującym wydaje się fakt, iż przyglądając się bliżej rosnącym nieustannie alkoholom mocnym, możemy dostrzec niestety bardzo podobny trend, jak w przypadku całkowitej sprzedaży odnotowywanej w handlu tradycyjnym. Jako Polacy, upodobaliśmy sobie w ostatnich latach te trunki, więc wciąż wydajemy na nie część swojego domowego budżetu i jak wskazują wskaźniki, jest to większa część niż w analogicznym okresie sprzed roku. Nie oznacza to jednak, że kupujemy tych trunków więcej. Kupujemy je rzadziej, co potwierdza spadek liczby transakcji zawierających tego typu produkty i jednocześnie płacimy za nie więcej – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analiza przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów = 3808 sklepów wybranych spośród ponad 12 000 sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

Arkadiusz Seidler CEO Audioteki S.A.

31 sierpnia br. Rada Nadzorcza powierzyła funkcję Prezesa Zarządu Arkadiuszowi Seidlerowi, członkowi zarządu Audioteki S.A. Wcześniej jako Chief Content Officer, Arkadiusz Seidler zarządzał pracami działów Contentu i Produkcji. Od grudnia 2020 r. pełni funkcję Prezesa Zarządu spółki zależnej Audioteka CZ w Czechach, zaś w marcu 2021 został członkiem zarządu spółki zależnej Audioteka LT na Litwie. W Audiotece pracuje od 2015 roku.

Powołanie spośród aktualnych członków zarządu Prezesa to naturalna konsekwencja świetnych wyników finansowych spółki. Skonsolidowane przychody firmy ze sprzedaży audiobooków wzrosły w 2020 roku z 66,46 do 78,58 mln zł, a jej zysk netto zwiększył się z 5,07 do 6,96 mln zł.

Ponad 50 proc. przychodów Grupy Kapitałowej pochodzi z Polski, która stanowi niezmiennie największy rynek działalności spółki. W ubiegłym roku firma postawiła na dalszy rozwój swojej strategicznej platformy Audioteka.com oraz dostępnych na niej treści własnych, inwestując w ten obszar kwotę blisko 6 mln zł (ponad 50 proc. więcej niż w roku poprzednim).

 Od ponad roku Audioteka zarządzana była przez dwóch doświadczonych członków zarządu, ale bez wskazania funkcji Prezesa. Przez ten czas przyglądaliśmy się jak zespół ten wypracowywał bardzo dobrą wieloletnią strategię rozwoju Audioteki i co więcej – obecnie skutecznie ją realizuje, osiągając założone cele, potwierdzone najlepszymi w historii spółki wynikami finansowymi. Wypracowana strategia określa content, czyli atrakcyjną bibliotekę pozycji do słuchania w Audiotece – jako najważniejszą wartość dla użytkowników naszej aplikacji. A ponieważ to właśnie Arkadiusz Seidler był od lat i jest liderem tego obszaru, uznaliśmy, że powierzenie mu funkcji Prezesa Zarządu spółki jest właściwą decyzją – uzasadnia decyzję Zygmunt Grajkowski, partner zarządzający w będącym akcjonariuszem spółki funduszu Giza Polish Ventures i Przewodniczący Rady Nadzorczej Audioteki.

Arkadiusz Seidler w branży Publishing & Media pracuje od ponad 20 lat, większość czasu zajmując stanowiska menedżerskie wysokiego szczebla, a ostatnie 5 lat – członka zarządu. Do Audioteki dołączył w 2015 r. by początkowo jako Head of Content stworzyć od podstaw dział zajmujący się relacjami biznesowymi z wydawcami. Po roku został powołany do zarządu spółki i jako Chief Content Officer nadzorował pracę działów Contentu i Produkcji. W nowej roli był także odpowiedzialny za działania na kluczowych dla spółki rynkach europejskich. Arkadiusz pełni również funkcje w strukturach spółek zależnych: od grudnia 2020 r. Audioteki CZ w Czechach, a marca 2021 r. Audioteki LT na Litwie.

Audioteka, do której dołączyłem w 2015 roku, przypominała startup i biznesowo była w zupełnie innym miejscu niż obecnie. W ciągu ostatnich lat w firmie zaszło wiele kluczowych zmian – począwszy od oferty, gdzie dominujący model sprzedaży „a’la carte” ustąpił najpierw subskrypcji kredytowej, a następnie subskrypcji streamingowej „All You Can Eat”, poprzez model produkcji treści, gdzie obecnie nie jesteśmy uzależnieni od oferty książkowej, a treści audio kształtujemy elastycznie pod potrzeby słuchaczy, aż po strukturę organizacyjną, która po ostatnich zmianach pozwala nam efektywnie pozyskiwać treści, produkować je i sprzedawać. W ostatnim okresie staliśmy się sprawnie działającą, dojrzałą i elastyczną organizacją. Cieszę, że mogłem aktywnie uczestniczyć w tej transformacji na każdym z etapów. Dziękuję Radzie Nadzorczej za zaufanie. Mogę zapewnić, że jako Prezes Audioteki będę kontynuował realizację strategii rozwoju spółki, równolegle umacniając jej pozycję lidera zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Jednocześnie chciałbym również podziękować Marcinowi Beme za sam pomysł założenia, budowanie i wkład w rozwój Audioteki, zwłaszcza w pierwszych, trudnych latach jej fazy startupu – komentuje Arkadiusz Seidler, nowy Prezes Zarządu Audioteka S.A.

Od końca 2020 r. do sierpnia br. zarząd Audioteki funkcjonował w dwuosobowym składzie. Obok Arkadiusza Seidlera, funkcję członka zarządu – Dyrektora Finansowego spółki – pełnił Rafał Bugalski, któremu Rada Nadzorcza powierzyła funkcję Wiceprezesa. Rafał Bugalski zarządza całym obszarem finansowo – ekonomicznym, w tym kontrolingiem zarządczym oraz bardzo zaawansowanym technologicznie, systemem Business Inteligence Spółki. Dodatkowo zasiada w zarządzie Audioteki LT na Litwie, oraz jest członkiem Rady Nadzorczej w Audiotece TR w Turcji.

– Wiemy od naszych użytkowników, że wybierają naszą aplikację za najbogatszą dostępną na rynku bibliotekę, która nieustannie rośnie. Dwa pierwsze kwartały 2021 r. zamykamy z realizacją 234 nagrań, w tym 11 superprodukcji, co oznacza, że jeśli utrzymamy obecne tempo, pobijemy nasz dotychczasowy historyczny rekord. Równie obiecująco wygląda liczba zgłoszeń do naszego flagowego programu „Usłysz Kulturę” – na tę chwilę mamy ich ponad 100, z czego premierę miało już 9 tytułów, a kolejnych 9 jest na etapie produkcji. Cieszy także 35% wzrost rdr liczby sprzedanych audiobooków. Przed nami kolejne, równie ciekawe miesiące. Jesteśmy na nie w pełni przygotowani – podsumowuje Arkadiusz Seidler.

Polska tylko wschodzącym innowatorem według rankingu KE

Komisja Europejska opublikowała kolejną edycję Europejskiego Rankingu Innowacyjności. W 2021 roku Polska nie tylko swojej pozycji nie poprawiła (ponownie zajmuje 4. miejsce od końca), ale została uznana jedynie wschodzącym innowatorem wraz z Rumunią, Bułgarią, Chorwacją, Węgrami, Łotwą i Słowacją. Wyniki wszystkich tych krajów są niższe od średniej UE.

Na bazie rankingu, 27 państw członkowskich podzielono na cztery grupy: liderów innowacji, silnych, umiarkowanych i wschodzących innowatorów. Najbardziej innowacyjnym krajem UE pozostaje Szwecja, zaś kolejne miejsca zajmują Finlandia, Dania i Belgia. Ich wyniki w obszarze innowacyjności stanowią ponad 125 proc. średniej unijnej. Dla porównania, w przypadku Polski jest to jedynie 59 proc. Nasz kraj co prawda od 2019 r. rokrocznie odnotowywał 5-procentowy wzrost poziomu innowacyjności, ale to nie wystarczyło, aby dogonić resztę stawki.

Pozycja Polski rozczarowuje, zwłaszcza że nie tylko nie poprawiamy swojego miejsca, ale też zwiększa się dystans do czołówki. Warto pamiętać, że rodzimi innowatorzy mogą korzystać z kilku zachęt podatkowych, na czele z obowiązującą od pięciu lat ulgą badawczo-rozwojową, które nagradzają prowadzenie działań B+R. Proponowane w Polskim Ładzie kolejne instrumenty proinnowacyjne, w tym wyczekiwana ulga na robotyzację, znacznie poszerzą wachlarz dostępnych mechanizmów. Jednak powstanie skutecznego systemu wspierania innowacyjności wymaga dalszych zmian, przede wszystkim uatrakcyjnienia i uproszczenia obowiązujących rozwiązań, aby przedsiębiorcy częściej po nie sięgali – komentuje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru podatków i finansowania innowacji w Ayming Polska.

Więcej minusów niż plusów

Według rankingu KE polski system innowacji najlepiej wypada w trzech kategoriach, choć i tak sytuuje się w nich za średnią unijną. Chodzi o digitalizację, stosowanie technologii informatycznych oraz aktywa intelektualne (patenty, znaki handlowe, aplikacje). Z kolei do najsłabszych stron zaliczono wprowadzanie innowacji w MŚP, zatrudnienie w innowacyjnych przedsiębiorstwach (przedostatnie miejsca), atrakcyjność systemu badań naukowych (3. miejsce od końca) oraz powiązania i współpracę (5. miejsce od końca).

Co więcej, Polska wypada niekorzystnie pod względem liczby przedsiębiorstw, które nie są innowacyjne i nie mają perspektyw na stanie się innowatorami. Wskaźnik ten wynosi aż 61, podczas gdy u naszych sąsiadów – Czech i Niemiec – jest to odpowiednio 36 oraz 14. Obok rankingu krajów, KE przedstawia również Ranking Innowacyjności Regionów. W przypadku Polski najbardziej innowacyjnymi strefami są regiony Warszawski stołeczny (uznany za umiarkowanego innowatora) i Małopolska (umiarkowany innowator –).

Wysoka samoocena

Co ciekawe, w oczach samych przedsiębiorców ich poziom innowacyjności wygląda znacznie lepiej. Z badania Ayming* przeprowadzonego wśród firm prowadzących działalność B+R wynika, że w porównaniu do konkurencji międzynarodowej połowa z nich ocenia stopień swojej innowacyjności na 4 i 5 w skali od 1 do 5. Jest to zauważalny wzrost w porównaniu z badaniem z zeszłego roku, w którym takie noty przyznało sobie 38 proc. ankietowanych. Tylko 13 proc. respondentów nisko oceniło poziom innowacyjności swojego przedsiębiorstwa (noty 1 i 2).

Co powoduje rozdźwięk między samooceną przedsiębiorców a ich wynikami na tle międzynarodowym? Zdaniem Magdaleny Burzyńskiej, Dyrektor zarządzającej Ayming Polska, jedną z odpowiedzi może być bardzo wąskie myślenie o innowacyjności.

Magdalena Burzyńska Ayming Polska
Magdalena Burzyńska, Ayming Polska

– W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że bycie innowacyjnym to stworzenie gotowego produktu lub usługi. Na tym tle rodzimi innowatorzy faktycznie mogą wypadać całkiem dobrze. Natomiast równie ważne są pozostałe etapy, które do tej innowacji prowadzą (np. dostęp do wykwalifikowanej kadry czy współpraca z ośrodkami naukowymi), a następnie pozwalają jej zaistnieć na rynku. W tym przypadku chodziłoby o łatwość komercjalizacji technologii czy pozyskania finansowania. Niestety na tym gruncie wciąż mamy wiele do nadrobienia w stosunku nie tylko do czołowych europejskich innowatorów, ale nawet państw regionu, na czele z bardzo innowacyjną Estonią – stwierdza Magdalena Burzyńska.

Innowacje domeną zarządów

W raporcie PARP Monitoring innowacyjności polskich przedsiębiorstw z 2019 r. czytamy, że w firmach aktywnych innowacyjnie za niemal 75 proc. innowacji odpowiadają ich właściciele lub osoby zarządzające. Na drugim miejscu (63 proc.) znalazło się otoczenie zewnętrzne w postaci klientów, dostawców oraz podmiotów z branży, z którymi kontakt ma przeważnie kadra zarządzająca. Oznacza to, że wprowadzanie innowacji nad Wisłą opiera się niemal wyłącznie na osobach decyzyjnych. W zaledwie co czwartej firmie w proces ten zaangażowani są kreatywni pracownicy spoza zespołu badawczo-rozwojowego, a w co dziesiątej – tacy, którzy w nim na co dzień pracują.

——————————————————————————————————

Niezbędnik innowatora

Obecnie przedsiębiorcy w Polsce mogą korzystać z następujących form wsparcia w prowadzeniu działalności badawczo-rozwojowej (B+R):

  • ulga badawczo-rozwojowa – pozwala odliczyć od podstawy opodatkowania 100 lub 150 proc. kosztów prac badawczo-rozwojowych, które zostały już poniesione. Nieistotne są czas trwania i skutki prowadzonych działań. Od podatnika wymaga się ewidencjonowania kosztów kwalifikowanych i prowadzenia dokumentacji projektów B+R;
  • dotacje krajowe i unijne – dotyczą dofinansowania projektów innowacyjnych, które przedsiębiorstwo dopiero planuje przeprowadzić. Konieczne jest postępowanie według przyjętego wcześniej planu, zaś wyniki prowadzonych działań B+R mają znaczenie przy późniejszym rozliczeniu dotacji;
  • ulga IP Box – skierowana do firm, które uzyskują dochód dzięki komercjalizacji wyników własnych prac B+R. Wówczas mogą skorzystać z preferencyjnej 5-procentowej stawki podatku dochodowego. Ulga IP Box obejmuje zamkniętą listę kwalifikowanych praw własności intelektualnej, w tym patent, wzór użytkowy, wzór przemysłowy czy autorskie prawo do programu komputerowego;
  • ulga dla twórców – umożliwia zastosowanie 50 proc. kosztów uzyskania przychodu w przypadku działalności twórczej odznaczającej się oryginalnością, niepowtarzalnością, niebanalnością, nierutynowością i elementami indywidualizującymi twórcę. Honorarium autorskie powinno być wyraźnie wyodrębnione od innych składników wynagrodzenia pracownika-twórcy.

* Badanie przeprowadzone techniką CATI przez firmę Opinia24 wśród 101 przedsiębiorstw. Zostało zrealizowane w okresie od 11 lutego do 9 marca 2021 roku. Zakwalifikowano do niego firmy zatrudniające od 30 pracowników, które działają w branżach prowadzących działalność badawczo-rozwojową. W zależności od wielkości przedsiębiorstwa na pytania odpowiadali: właściciel, CEO, dyrektor generalny, dyrektor finansowy lub dyrektor/manager ds. rozwoju.

Zrównoważony rozwój miast przyspieszy pozyskiwanie inwestycji – spotkanie prezydentów miast podczas ABSL Summit 2021

14 września 2021 r.: W Trójmieście rozpoczęło się jedno z najważniejszych wydarzeń dotyczących globalnych trendów wpływających na rozwój gospodarczy i społeczny. Podczas ABSL Summit 2021 Beyond Tomorrow. Building a Sustainable Future jednym z głównych tematów jest rola miast w pozyskiwaniu inwestycji. Tylko w 2020 r. oraz pierwszym kwartale 2021 r. w Polsce powstały 74 nowe centra usług biznesowych. W tym czasie w sektorze stworzono ponad 13 500 nowych miejsc pracy.  

Tematem przewodnim wydarzenia jest zrównoważona przyszłość – jeden z najczęściej dyskutowanych trendów na świecie. W ciągu dwóch dni w Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku wystąpi blisko 90 przedstawicieli biznesu, ekspertów, ekonomistów oraz samorządów, którzy będą prowadzić dyskusje w trzech obszarach – ludzie, biznes i technologie. W środę, prezydenci miast będą dyskutować o roli miast w pozyskiwaniu inwestycji.

Jakość życia

Z prowadzonych przez ABSL analiz wynika, że jakość życia – zarówno dobrostan pracowników jak i otoczenie, w którym żyjemy odgrywają rosnącą rolę przy pozyskiwaniu inwestycji w obszarze nowoczesnych usług dla biznesu. Wśród kluczowych atutów z perspektywy inwestorów niezwykle ważna jest atrakcyjność miasta, przekładająca się na zdolność do przyciągania pracowników z kraju i świata. Raport roczny ABSL obejmujący ocenę czynników istotnych dla prowadzenia działalności biznesowej w poszczególnych miastach w Polsce wskazuje, że Trójmiasto obroniło pozycję lidera w kategorii percepcji jakości życia. W ciągu ostatnich pięciu lat w Trójmieście powstało najwięcej miejsc pracy w sektorze (14, 1 tys.). Na kolejnych miejscach znalazły się Warszawa i Poznań.

Jeszcze nigdy świat tak dużo nie dyskutował na temat dobrostanu pracowników. Dlatego tematem strategicznym ABSL Summit 2021 jest szeroko rozumiany wellbeing w kontekście zrównoważonej przyszłości. Biorąc pod uwagę fakt, że w ciągu 10 lat liczba zatrudnionych w sektorze usług dla biznesu może się podwoić, motywacja pracowników będzie priorytetem, podobnie jak rozwój kompetencji przyszłości. Natomiast wysoka jakość życia oferowana przez miasta będzie zwiększała szanse na pozyskanie nowych inwestycji – podkreśla Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Zrównoważone miasta

Z danych raportu Strategic Foresight ABSL wynika, że wśród kryteriów warunkujących lokalizację nowych inwestycji są czynniki ESG obejmujące kwestie środowiskowe, społeczne oraz ład korporacyjny. Razem z pakietem Fit for 55 oraz Zielonym Ładem będą w przyszłości stanowić mapę drogową dla rozwoju miast i regionów. Inwestorzy już dziś oczekują partnerstwa w realizacji swoich ambicji środowiskowych takich jak osiągnięcie neutralności klimatycznej, redukcja emisji CO2 czy przejście na odnawialne źródła energii. Jednocześnie wskazują na konieczność wdrażania polityk różnorodności i włączania.

– Zrównoważony rozwój jest integralną częścią tożsamości Pomorza. Stawiamy na odpowiedzialny rozwój gospodarczy z poszanowaniem charakterystycznej dla województwa pomorskiego różnorodności naturalnej, co przykładowo ma odzwierciedlenie w strukturze energii wytwarzanej w naszym regionie, ale także otwartości na inne kultury, ludzi i nowe rozwiązania. W ramach naszej polityki pragniemy dalej wspierać innowacje wzmacniające harmonię pomiędzy nowoczesnym biznesem, optymalnymi warunkami do życia i naszą tradycją społecznej solidarności – mówi Mieczysław Struk, Marszałek Województwa Pomorskiego.

W raporcie Strategic Foresight zrównoważony rozwój jest szczególnie widoczny na poziomie dostępu do zielonych biur, e-mobilności oraz rosnącej świadomości w kwestiach związanych ze środowiskiem. Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL podkreśla – Kluczowe będą działania samorządów w kierunku zrównoważonych miast, tym bardziej, że pokolenie wchodzące na rynek pracy kładzie mocny nacisk na równowagę między życiem zawodowym i prywatnym oraz kwestie ESG. Wraz ze wzrostem ich znaczenia ważne jest, aby aktywnie promować zieloną gospodarkę w kontekście poprawy atrakcyjności inwestycyjnej Polski.

ZPP: Nie ma przestrzeni na podwyżkę akcyzy na piwo

Nie ma przestrzeni na podwyżkę akcyzy na piwo. W ciągu ostatnich 20 lat branża i tak musiała poradzić sobie z kilkudziesięcioprocentowym wzrostem podatku, a teraz walczy z negatywnymi skutkami pandemii.

Branża piwowarska została w istotnym stopniu dotknięta przez pandemię koronawirusa – zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, w rezultacie ograniczeń nałożonych na gastronomię. Sektorowi nie pomogła również dziesięcioprocentowa podwyżka akcyzy. W rezultacie powyższych okoliczności, konsumpcja piwa w 2020 roku spadła o 1,7%, co sprawia że jest to najbardziej dotknięta podwyżką akcyzy i pandemią kategoria napojów alkoholowych. W kontekście powyższych danych, a także faktu że stawka akcyzy na piwo konsekwentnie rosła przez ostatnie lata (łącznie o kilkadziesiąt procent), wydaje się że w tej chwili nie istnieje przestrzeń dla dalszych podwyżek podatku. Jeśli potrzebne jest jednak źródło dodatkowych wpływów (np. na finansowanie Polskiego Ładu), można go poszukać w akcyzie na wyroby spirytusowe, która jest w tej chwili na niemal identycznym poziomie, co 20 lat temu. To kluczowe wnioski z opublikowanego dzisiaj memorandum Związku Przedsiębiorców i Pracodawców dot. polityki akcyzowej państwa wobec napojów alkoholowych.

Piwo opodatkowane jest w Polsce akcyzą nie wg zawartości czystego alkoholu etylowego w gotowym wyrobie, lecz wg tzw. skali Plato. Jest to możliwość przewidziana przez prawo unijne i stosunkowo powszechnie stosowana, przede wszystkim w państwach o istotnych tradycjach piwowarskich (Niemcy, Czechy, Belgia, Polska, ale też np. Hiszpania, Portugalia, czy Włochy ). W praktyce zdecydowana większość europejskiego rynku piwnego jest objęta akcyzą obliczaną na podstawie skali Plato, ponieważ łącznie – w państwach stosujących ten system – żyje ponad 70% wszystkich mieszkańców UE.

Polska polityka akcyzowa w zasadzie mieści się w tym zakresie w europejskim mainstreamie – twierdzi Jakub Bińkowski, członek zarządu i dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Nie odbiegamy od innych zarówno, jeśli chodzi o konstrukcję akcyzy na piwo, jak i w zakresie różnicy w opodatkowaniu piwa i napojów spirytusowych. Są to proporcje niemal wprost odwzorowujące różnice w minimalnych stawkach określonych w dyrektywie unijnej.

Mimo powyższego, w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy nawołujące do zmiany konstrukcji akcyzy na piwo w Polsce i wyrównania jej poziomu ze stawkami obowiązującymi napoje spirytusowe. Tym samym, Polska stanęłaby w unijnej awangardzie i wprowadziła system nieodpowiadający nie tylko założeniom wynikającym z dyrektyw, lecz również krajowej ustawie o wychowaniu w trzeźwości.

Nie rozumiemy głosów nawołujących do zwiększenia opodatkowania piwa – podkreśla Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Jeśli budżetowi potrzebne są dodatkowe środki, m.in. z uwagi na konieczność realizacji Polskiego Ładu, to nie znajdujemy powodu, dla którego miałby kontrybuować je wyłącznie mały polski biznes, jak przewiduje program, albo branża piwowarska, która i tak od lat płaci coraz wyższe podatki. Przestrzeń do podwyżek akcyzy istnieje natomiast w odniesieniu do napojów spirytusowych, które w dalszym ciągu opodatkowane są niemal tak samo, jak 20 lat temu.

Przedsiębiorca skorygował deklarację i wpłacił należny podatek, a i tak fiskus naliczył mu 6,5 mln zł kary

Po przeprowadzonej kontroli skarbowej spółka zgodnie z zaleceniami i w odpowiedzi na stwierdzone nieprawidłowości dokonała korekty deklaracji wraz z wpłatą ustalonych na podstawie kontroli zobowiązań. Naczelnik urzędu celno-skarbowego mimo to obarczył firmę dodatkowym 20-procentowym zobowiązaniem karnym, wynoszącym w sumie ponad 6,5 mln zł. Spółka postanowiła nie poddać się takim działaniom skarbówki i skierowała sprawę do sądu.

Na mocy art. 112b ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług, jeśli naczelnik urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego stwierdzi, że podatnik w złożonej deklaracji VAT dopuścił się nieprawidłowości, to organ ten określa właściwą wysokość zobowiązania podatkowego oraz ustala dodatkowe zobowiązanie podatkowe w wysokości odpowiadającej 30% wartości nieprawidłowości (np. zaniżenia zobowiązania albo zawyżenia zwrotu VAT). Gdy po zakończonej kontroli przedsiębiorca złoży korektę deklaracji i najpóźniej w dniu jej złożenia wpłaci kwotę zobowiązania podatkowego w prawidłowej wysokości, wówczas kara ww. dodatkowego zobowiązania wynosi 20%.

40 mln zł zawyżenia w VAT

W wyniku przeprowadzonej w spółce i zakończonej w listopadzie 2018 r. kontroli celno-skarbowej naczelnik urzędu celno-skarbowego stwierdził, że w złożonych deklaracjach VAT za grudzień 2017 r. zawyżyła ona kwotę podatku do przeniesienia na następny miesiąc o 9 627 455 zł oraz za styczeń 2018 r. o 30 969 263 zł. Przedsiębiorca skorzystał z prawa do korekty deklaracji, składając ją jeszcze tego samego miesiąca, jednocześnie dokonując wpłaty należnego VAT w prawidłowej, ustalonej kontrolą wysokości.

Jednak w styczniu 2019 r. naczelnik UCS przekształcił kontrolę w postępowanie podatkowe, którego przedmiotem stało się ustalenie spółce dodatkowego zobowiązania w oparciu o art. 112b ustawy o VAT. Zakończył je w maju, ustalając wysokość sankcyjnego zobowiązania na łączną kwotę 6 531 843 zł.

Spółka dokonała korekty po, a nie przed kontrolą, dlatego musi ponieść karę

Odwołanie przedsiębiorcy było bezskuteczne. Naczelnik UCS stwierdził bowiem, że spółka złożyła korektę deklaracji VAT i wpłaciła podatek w prawidłowej wysokości dopiero po zakończeniu kontroli celno-skarbowej, stąd nie zostały spełnione przesłanki do niestosowania 20-procentowej kary, o których mowa w art. 112b ust. 3. Zgodnie bowiem z tym przepisem dodatkowego zobowiązania nie ustala się, jeśli podatnik złoży korektę oraz wpłaci na rachunek urzędu skarbowego kwotę z niej wynikającą wraz z odsetkami za zwłokę przed dniem wszczęcia kontroli.

Kara nie powinna wykraczać poza to, co jest konieczne

W lipcu 2021 r. po stronie spółki stanął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku. Powołał się na rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 15 kwietnia 2021 r. w sprawie C-935/19 Grupa Warzywna Sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. TSUE, porównując treść unijnej dyrektywy VAT (a dokładnie art. 273) z regulacją art. 112b ust. 1-3 polskiej ustawy o podatku od towarów i usług, orzekł, że wyraźnie celem przepisu unijnego jest zapobieganie oszustwom podatkowym, a nie nakładanie dodatkowych kar finansowych na podatnika w przypadku stwierdzenia jakiegokolwiek jego błędu, bez względu na to, jakie były jego intencje.

Trybunał ustalił również, że polska sankcja za nieprawidłowości w złożonych deklaracjach VAT wynosi standardowo 50% osiągniętej przez podatnika korzyści. Polskie przepisy, poprzez możliwość obniżenia tej kary do 30 lub 20%, mają na celu zdeterminowanie podatnika, by ten jak najszybciej dokonał korekty i wpłaty podatku. Jednak w ocenie TSUE w sytuacji, gdy spełnione zostaną przesłanki do obniżenia tej sankcji do 20%, organy podatkowe nie mają możliwości dostosowania kwoty kary do indywidualnych okoliczności, w jakich doszło do nieprawidłowości. Przez to nie mają możliwości zindywidualizowania tej sankcji, tak by nie wykraczała ona poza to, co jest niezbędne do zapobiegania oszustwom podatkowym.

Skrajnie nieadekwatna i nieproporcjonalna sankcja

Mając na uwadze powyższe, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku zgodził się z przedsiębiorcą, że nałożenie na niego ponad 6,5 mln zł kary w sytuacji, gdy nieprawidłowości w złożonej przez niego deklaracji wynikały wyłącznie z oczywistej pomyłki, polegającej na dwukrotnym ujęciu 8 faktur zakupu, a które to nieprawidłowości w okresie obowiązywania regulacji dotyczącej jednolitego pliku kontrolnego nie mogły doprowadzić do uszczuplenia należności Skarbu Państwa, jest sankcją niewspółmiernie wysoką.

„Zgodzić się należy ze skarżącą, że nałożenie na nią sankcji administracyjnej w wysokości ponad 6 mln zł za wskazanie błędnych kwot w złożonej deklaracji VAT, które jednak nie doprowadziły do uszczuplenia należności Skarbu Państwa, a jedynie stworzyły potencjalne zagrożenie uszczuplenia jest środkiem skrajnie nieadekwatnym, nieproporcjonalnym i naruszającym zarówno unijną, jak również konstytucyjną zasadę proporcjonalności” (wyrok WSA w Białymstoku z 28 lipca 2021 r., sygn. akt I SA/Bk 661/19).

Podsumowanie

Linia orzecznicza polskich sądów administracyjnych, podążająca za wyrokiem TSUE z 15 kwietnia 2021 r., pozwala polskim przedsiębiorcom bronić się przed represyjnymi działaniami organów skarbowych, które bez zawahania nakładają na podatników tak nieproporcjonalne, wygórowane sankcje. Każdy przedsiębiorca, który taką sankcją został obarczony, a nie upłynął jeszcze termin do jej zaskarżenia, może więc w oparciu o nią zrewidować, czy aby i on nie padł ofiarą takiej niewspółmiernej do zawinienia sankcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Klauzula o zakazie konkurencji w umowach cywilnoprawnych w praktyce

W umowach cywilnoprawnych wielokrotnie kontrahenci korzystają z tzw. klauzuli o zakazie konkurencji. Najczęściej dotyczy ona umowy zlecenia lub umowy o dzieło (występujących powszechnie w obrocie gospodarczym), ale również umowy agencyjnej.

Postanowienie o zakazie konkurencji może mieć węższe lub szersze brzmienie i zgodnie z zasadą swobody umów strony mogą modyfikować tę klauzulę według założeń biznesowych. Jednak, czy na pewno konstrukcja zakazu konkurencji może mieć dowolny charakter i dowolny termin obowiązywania? Jak sformułować omawiany zakaz, aby zabezpieczyć się przed ryzykownym procesem sądowym? O tym będzie niniejszy artykuł.

Za aktywność konkurencyjną można uznać czynności kontrahenta, które mają zbliżony charakter z wykonywaną przez drugą stronę działalnością na podobnym terenie geograficznym.

Istnieją dwa sposoby ujęcia terminu obowiązywania tego zakazu. Klauzula ta może bowiem zostać zawarta na okres trwania umowy lub też dodatkowo po jej wygaśnięciu lub rozwiązaniu. Pierwszy przypadek jest bardziej uzasadniony i bezpieczniejszy w stosowaniu praktycznym. Ewentualne spory mogą się pojawić przy wprowadzeniu zakazu konkurencji również po upływie obowiązywania umowy. Taka treść klauzuli również może mieć dwie odmiany. W pierwszej odmianie strony mogą zastrzec ekwiwalent za dochowywanie braku działalności konkurencyjnej, w drugiej zaś strony mogą nie zastrzec takiego ekwiwalentu dla strony zobowiązanej.

Przykładowo, przy zastrzeżeniu ekwiwalentu strony mogą ustalić, że jedna ze stron zobowiązana będzie do dochowania zakazu konkurencji przez okres 12 miesięcy po wygaśnięciu lub rozwiązaniu umowy, a w zamian otrzyma ekwiwalent pieniężny w kwocie x za każdy miesiąc obowiązywania klauzuli.

Ta odmiana jest oczywiście bardziej neutralna, gdyż zabezpiecza interesy obu stron umowy. Druga odmiana (bez ekwiwalentu) wciąż jest przedmiotem sporów w doktrynie i judykaturze. Polskie sądy (w tym Sąd Najwyższy) wciąż nie wyprowadziły jednolitego kierunku w orzecznictwie na temat tego, czy wprowadzenie takiego zakazu po okresie obowiązywania umowy bez ekwiwalentu jest zgodne z zasadą swobody umów, czy jednak przekracza granice wskazane w art. 3531 Kodeksu cywilnego.

W polskim orzecznictwie istnieją aktualnie dwa poglądy. Ten nieco bardziej liberalny, tj. przyznający, że brak zastrzeżenia ekwiwalentu zawiera się w zasadzie swobody umów, został wprowadzony między innymi przez następujące wyroki SN:

  • wyrok Sądu Najwyższego z 2015 roku, sygn. IV CSK 804/14

brak jest podstaw do przyjęcia, że zakaz podejmowania działalności konkurencyjnej bez wynagrodzenia narusza swą treścią naturę umowy o świadczenie usług. To, że w kodeksie nie ma szczegółowej regulacji odnoszącej się do tego stosunku prawnego wprost świadczy o woli ustawodawcy dopuszczenia szerokiego zakresu swobody kontraktowej, która umożliwi ukształtowanie umowy w sposób odpowiadający celowi gospodarczemu i indywidualnym interesom stron”;

  • wyrok Sądu Najwyższego z 2013 roku, sygn. V CSK 30/13

z art. 3531 KC wynika przyzwolenie na nierówność stron umowy, nieekwiwalentność ich sytuacji prawnej. Ze względu na to, że wynika ona z woli stron, zasadniczo nie wymaga istnienia okoliczności, które tę nierówność miałyby usprawiedliwiać. Dotyczy to także dopuszczalności zawarcia w umowie tzw. klauzuli konkurencyjnej bez ekwiwalentu”;

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 2017 roku, sygn. ACa 411/17

klauzula konkurencyjna, przy zastrzeżeniu kary umownej za jej naruszenie, mimo braku ekwiwalentu pieniężnego, nie traci sensu gospodarczego i mieści się w granicach lojalności kontraktowej”.

Z kolei bardziej konserwatywny pogląd w tym zakresie przedstawił Sąd Najwyższy w wyroku z 2003 roku o sygnaturze III CKN 579/01:

„Przede wszystkim inaczej należy ocenić skuteczność zobowiązania pozwanego do zaniechania podejmowania czynów ,,nieuczciwej konkurencji” w okresie związania umową zlecenia z powodami, inaczej zaś zobowiązanie do takiego zachowania przez okres trzech lat po ustaniu umowy. To drugie zobowiązanie nie jest ważne, gdyż narusza zasady współżycia społecznego. Nie można bowiem uznać, aby zgodne było z zasadami współżycia społecznego zobowiązanie zleceniobiorcy do niepodejmowania działalności konkurencyjnej przez trzy lata po ustaniu umowy, bez jakiegokolwiek ekwiwalentu.”

Warto pamiętać, aby przy sporządzaniu takiej klauzuli określić termin jej obowiązywania. Będzie ona miała wówczas charakter czasowo oznaczony, co spowoduje większe uzasadnienie prawne takiego rozwiązania.

Ponadto, niezależnie od kwestii ekwiwalentności i terminowości klauzuli o zakazie konkurencji, strony muszą ustalić zakres takiego zakazu. Przykładowo, czy wspomniany zakaz ma dotyczyć danego regionu geograficznego, danej działalności i podmiotów, na rzecz których usługi mają być świadczone.

Autor: Arkadiusz Furlepa, aplikant radcowski

GEFCO wzmacnia korytarz handlowy między Afryką Północną i Europą

Zgodnie z danymi Tunezyjskiego Narodowego Instytutu Statystyki (INS), Włochy są wiodącym eksporterem towarów do Tunezji, z około 15% udziałem w 2020 roku. Oczekuje się, że w najbliższych latach Tunezja zwiększy przepływy towarów do Włoch, aby skrócić łańcuchy dostaw dla głównych branż, takich jak tekstylna i modowa, mechaniczna, motoryzacyjna i elektroniczna. Wykorzystując 70-letnie doświadczenie w kompleksowym zarządzaniu łańcuchami dostaw w tych sektorach, GEFCO jest jedną z wiodących firm oferujących usługi transportowe i logistyczne do i z krajów Maghrebu oraz oferuje rozwiązania dopasowane do specyfiki tego rynku.

Włoski oddział GEFCO, dzięki swojemu centrum konsolidacyjnemu w Cusago (prowincja Mediolan) i codziennym połączeniom ze 130 oddziałami, jest bramą zarówno do rynku włoskiego oraz do pozostałych krajów Europy. Wymiana towarowa z Tunezją zarządzana jest przez dedykowany zespół operacyjny, oferujący pełen zakres wsparcia, od transportu pojedynczej palety po pełną ciężarówkę. GEFCO Italia zapewnia połączenia między tymi dwoma krajami za pomocą transportu lotniczego lub morskiego, jak również dzięki elastycznym rozwiązaniom RO-RO z regularnymi cotygodniowymi wyjazdami oraz 3-4 dniowym czasem tranzytu w modelu door-to-door. Procedury przyspiesza dedykowany zespół ds. operacji celnych.

„Konsekwentne wzmacnianie korytarza handlowego między Europą i Tunezją jest osiągnięciem GEFCO Italia, które zawsze uwzględnia potrzeby firm planujących rozszerzenie działalności poza Europę, szczególnie w krajach Maghrebu. Dobre relacje, jakie nawiązaliśmy z Tunezją na przestrzeni lat, odzwierciedlają rosnącą wymianę handlową pomiędzy naszymi dwoma krajami” – mówi Fabrice Barthe, dyrektor generalny GEFCO Italia. „GEFCO Italia odnotowało stały wzrost wymiany handlowej z Tunezją o około 14% przez ostatnie cztery lata (z wyłączeniem 2020 roku). W najbliższych latach spodziewany jest dalszy, znaczny wzrost przepływów handlowych, a naszym celem jest oferowanie coraz szybszych i bardziej elastycznych rozwiązań logistycznych, które pomogą firmom w zdobywaniu nowych rynków” – dodaje.

Już 28 września na PGE Narodowym Jedyny w Polsce Company Management Congress

Już 28 września w DoubleTree by Hilton Warsaw odbędzie się kongres dla tych, którzy chcą zwiększyć swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. Company Management Congress to wydarzenie, które rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje dostępne drogi rozwoju. To głos w biznesie, którego potrzebuje każdy przedsiębiorca.

Wśród prelegentów między innymi Krzysztof Sarnecki oraz Jacek Santorski.

Dla kogo jest Company Management Congress?

– właściciele firm
– kadra zarządzająca
– inwestorzy
– przedsiębiorcy
– managerowie średniego i wyższego szczebla
– osoby odpowiedzialne za planowanie przyszłości biznesu
– doradcy inwestycyjni
– liderzy poszczególnych branż
– jak również przedsiębiorcy samozatrudnieni

Podczas wydarzenia zostaną poruszone zagadnienia z obszaru: przywództwa, motywacji, sprzedaży, HR, jak również personal brandingu.

Pełny program dostępny na stronie: https://companymanagement.pl/#program

Co zyskasz biorąc udział w Company Management Congress:

  • kompendium merytorycznej wiedzy na temat zarządzania każdym aspektem firmy
  • tajniki budowania przewagi nad konkurencją na rynku
  • informacje zakresu prawa, marketingu, HR, outsourcingu, budowania strategii i pozycji lidera
  • sposoby na pobudzenie efektywności zespołu i zwiększenie sprzedaży

Company Management Congress to seria inspirujących prelekcji, traktujących o wszystkich obszarach zarządzania biznesem. Podczas wydarzenia uczestnicy spotkają największych ekspertów w branży, którzy przeprowadzą ich przez case study i merytorycznie pokażą jak usprawnić działanie przedsiębiorstwa.

Nie czekaj i kup bilet już dziś w niższej cenie: https://companymanagement.pl/#tickets

Prelekcję wygłoszą:

  • Jacek Santorski – „Przywództwo jutra. Czego na czasy „New Normal” nauczyliśmy się w czasie „covidowego” kryzysu?”
  • Krzysztof Sarnecki – ,,Świat wysokiej konkurencyjności zbliża się do Europy dużymi krokami, a szczególnie do Polski”
  • Wojciech Herra – ,,Lider, zmiana, efektywność – przewodnik dla liderów wspierających zespoły w sytuacji zmiany”.
  • Bogdan Sosnowski – ,,Rozwój kompetencji miękkich w zespole sprzedaży”
  • Klaudia Krabes-Czarnacka – ,,Strategia sprzedaży jako kluczowy, najważniejszy element każdego procesu sprzedażowego”
  • Adam Bernacki – ,,Nowy świat sprzedaży – zagrożenie czy szansa na sukces?”
  • Tomasz Miłosz – ,,Transformacja i zmiany, czyli ewolucja rynku i sposoby pracy”
  • Krzysztof Brola – ,,Prawo wsparciem dla każdego przedsiębiorcy. Wiedza kluczowa dla biznesu”
  • Łukasz Dojka – ,,Stań się najbardziej widoczny w branży! Oprzyj markę osobistą o charakter, zaufanie i zadowolonych klientów”

Company Management Congress: 28 września 2021, Warszawa, DoubleTree by Hilton

W tym roku Polscy kierowcy zamówili już 30 000 aut hybrydowych Toyoty

Popularność hybryd Toyoty rośnie w Polsce nieprzerwanie od 2009 roku. W 2020 roku pomimo pandemii ich sprzedaż ponownie wzrosła do poziomu 30 315 aut. W tym roku już wiadomo, że będzie kolejny rekord, gdyż w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy kupiono ich więcej niż w całym minionym roku – dokładnie 30 526 samochodów. Udział hybryd w całkowitej sprzedaży Toyoty w naszym kraju wynosi już 56 procent.

Corolla najpopularniejszą hybrydą Toyoty

Najpopularniejszym samochodem hybrydowym Toyoty w Polsce jest Corolla. W tym roku kupiono 9 847 egzemplarzy, co stanowi 66 procent wszystkich sprzedanych w 2021 roku Corolli. Od 2019 roku, kiedy Corolla Hybrid zadebiutowała wraz z 12. generacją modelu, salony opuściło 31 238 egzemplarzy. Kompaktowa Toyota to od wielu lat najpopularniejszy samochód na świecie, a zaprojektowana w architekturze TNGA nowa generacja jest oferowana w Europie z dwoma napędami hybrydowymi do wyboru. Pierwszy z silnikiem 1.8 ma moc 122 km, zaś drugi, oparty na silniku 2.0 i mocy 184 km, rozpędza Corollę Hatchback od 0 do 100 km/g w 7,9 s.

Hybrydę wybierają już niemal wszyscy nabywcy RAV4

Drugie miejsce zajmuje RAV4 Hybrid – od stycznia do sierpnia jego sprzedaż wyniosła 7 066 aut, a auta z napędem hybrydowym stanowiły 87 procent wszystkich sprzedanych RAV4. Napęd hybrydowy zadebiutował w tym modelu w Polsce w 2016 roku, zaś od 2019 roku dostępna jest aktualna, piąta generacja. W ciągu 5 lat do klientów trafiło 28 201 egzemplarzy hybrydowego SUV-a. Obok RAV4 Hybrid z napędem hybrydowym opartym na silniku 2.5 o mocy 218 KM (FWD) lub 222 KM (AWD-i) Toyota oferuje także RAV4 Plug-in Hybrid o łącznej mocy 306 KM, który przyspiesza do setki w zaledwie 6 sekund i ma zasięg w trybie elektrycznym do 75 km wg WLTP, a w mieście nawet 98 km.

Toyota C-HR już wyłącznie hybrydowa

Trzecią najchętniej wybieraną hybrydą marki jest Toyota C-HR. Od stycznia kupiono w Polsce 6 211 egzemplarzy, a od premiery modelu w 2016 roku 27 880 aut. W tym roku 94 procent sprzedanych egzemplarzy miało napęd hybrydowy. Obecnie jest oferowany wyłącznie jako hybryda, z dwoma napędami do wyboru.

Skok popularności Yarisa Hybrid nowej generacji

Dużą popularnością cieszy się także zajmujący czwarte miejsce Yaris Hybrid, którego sprzedaż 4 130 egzemplarzy w ciągu 8 miesięcy tego roku przewyższa o ponad 1500 egzemplarzy wynik z całego ubiegłego roku. Jest to efekt wejścia na rynek nowej generacji Yarisa, w którego gamie znalazł się produkowany w Polsce, nowy 116-konny napęd hybrydowy. Yaris w wersji hybrydowej jest dostępny w naszym kraju od 2012 roku i w tym czasie do klientów trafiło 19 584 egz. Udział napędu hybrydowego w tegorocznej sprzedaży wynosi obecnie 38 procent.

Pełna gama hybryd w salonach Toyoty

Toyota oferuje w Polsce kompletną gamę modeli hybrydowych – począwszy od subkompaktowego Yarisa, do którego w listopadzie dołączy SUV Yaris Cross, przez kompaktowe modele Corolla hatchback, sedan i TS Kombi oraz Toyota C-HR, średniej wielkości sedana Camry, liftbacki Prius i Prius Plug-in Hybrid oraz SUV-a RAV4, aż po dużego, 7-osobowego SUV-a Highlandera. Wszystkie te samochody zostały zaprojektowane na modułowej platformie TNGA, dzięki której mają nisko położony środek ciężkości, lekką i bardzo sztywną konstrukcję oraz bardzo dobre właściwości jezdne. Technologia TNGA przyczynia się także do obniżenia kosztów ich produkcji, dlatego Toyota oferuje swoje hybrydy w cenach konwencjonalnych samochodów z silnikiem Diesla.

Kryzys spolaryzował branżę dealerów samochodowych

Różnica w niektórych kategoriach pomiędzy najlepiej a najgorzej ocenianymi markami nigdy nie była tak duża – wynika z najnowszej edycji badania EY i DCG. Dealerów podzieliła m.in. ocena potencjalnej zmiany modelu dystrybucji na rzecz agencyjnego.

Branża dealerów samochodowych jest dość mocno podzielona w ocenie możliwości zmiany modelu dystrybucji samochodów na agencyjny, w którym salony samochodowe byłyby jedynie wynagradzane w stały procentowy sposób, a politykę cenowa kształtowałby importer – wynika z XIV edycji Badania Satysfakcji Dealerów Samochodowych 2021, przeprowadzonego przez EY Polska i DCG Dealer Consulting. 31% dealerów samochodowych uważa, że zmiana modelu sprzedaży i dystrybucji aut z modelu dealerskiego na model agencyjny jest nieunikniona, a 30% – zdecydowanie się nie zgadza z tym twierdzeniem.

– Pogłoski o zmianie modelu dystrybucji samochodów nasiliły się w obliczu pandemii, która zwiększyła znacząco udział handlu internetowego w sprzedaży ogółem również w sektorach do tej pory uznawanych za tożsame z tradycyjnym modelem sprzedaży. Jeśli zakup samochodu będzie dokonywany przede wszystkim w Internecie, zmieni się też rola dystrybutora, który będzie raczej wydawał samochód, nie biorąc większego udziału w procesie sprzedaży. Tego typu zmiana byłaby rewolucyjna i budzi duże obawy w branży – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Dealerzy samochodowi są dość zgodni w dwóch kwestiach: 46% badanych uważa, że wprowadzenie modelu agencyjnego wpłynęłoby na redukcję zatrudnienia w dziale sprzedaży aut nowych, a 49% – że wprowadzenie modelu agencyjnego mogłoby pozwolić na ukrócenie wojen cenowych pomiędzy dealerami. Takie czynniki mogłyby zwiększyć dochodowość. Jednak w naszym zestawieniu jedynie blisko co 10 ankietowany wierzy, że wprowadzenie modelu agencyjnego wpłynęłoby pozytywnie na wzrost rentowności sprzedaży nowych aut, sześciokrotnie więcej dealerów jest zupełnie innego zdania. Dealerzy boją się, że model agencyjny zwiększy ich zależności od importera, a co za tym idzie – możliwości negocjacji ceny zakupu samochodu.

W tym kontekście ciekawie prezentuje się ocena stabilności przyszłej współpracy z importerem. Z naszego badania wynika, że dealerzy poszczególnych marek mają skrajnie rozbieżne oceny dotyczące przyszłości tej współpracy – różnica pomiędzy najwyżej a najniżej ocenionym importerem wynosi aż 3,30. Najmniejsze obawy co do przyszłości mają dealerzy marek dalekowschodnich oraz Volvo.ocena stabilności współpracy

Toyota rekordowo wysoko

Tradycyjnie dealerzy samochodowi oceniali współpracę z importerami w szeregu kategorii. Żółtą koszulkę leadera rankingu EY i DCG włożyła Toyota, której ocena wzrosła o 0,35, co dało tej marce jedną z najwyższych ocen w historii badania – 4,45 i umożliwiło wyprzedzenie siostrzanego Lexusa. Ocena ta nie jest szczególnym zaskoczeniem, ponieważ Toyocie jako jednej z niewielu marek udało się przeprowadzić swoich dealerów przez okres pandemii przysłowiową suchą stopą, dlatego wielu z nich poprawiło swoje wyniki finansowe przy zmniejszającym się rynku. Za dwiema japońskimi markami uplasowało się Volvo, którego sukces jest o tyle duży, że pomimo zajęcia trzeciego miejsca, czterokrotny triumfator badania uzyskał swój historycznie najwyższy wynik.

Patrząc na oceny czołówki tegorocznego zestawienia i porównując je z wynikami marek, które znalazły się poza topową piętnastką, można powiedzieć, że nigdy dotąd różnica pomiędzy najwyżej i najniżej ocenianymi importerami nie była aż tak duża.

– Satysfakcja dealerów w dużej mierze odzwierciedla sytuację rynkową marek, które reprezentują. Stąd, dobre wyniki sprzedażowe Toyoty przełożyły się także na postrzeganie tej marki przez dealerów. W badaniu wyraźnie widać także polaryzację branży narastającą w czasach pandemii i wzrost różnic w punktacji uzyskanej przez marki wiodące w rankingu względem tych, które zamykają zestawienie  mówi Janusz Sękowski, Associate Partner EY.

Średnia ocena satysfakcji dealerskiej wzrosła o 0,02 pkt do 3,29 pkt w stosunku do zeszłorocznego, rekordowo niskiego wyniku.ocena stabilności współpracy 2

Toyota liderem segmentu aut dostawczych

Tegoroczna ankieta po raz kolejny objęła segment samochodów dostawczych do 3,5 tony. Nieco zmieniona metodologia badania, obniżająca minimalny próg udziałów rynkowych sieci do 4 proc. i włączająca dealerów specjalistycznych sieci sprzedaży aut dostawczych, poszerzyła grono respondentów do 10 marek. Pierwsze miejsce zajęła Toyota, debiutant w tym segmencie. Na uwagę zasługuje też rezultat Forda, który awansował o trzy pozycje, podnosząc swoją ocenę o 0,60.
Toyota liderem segmentu aut dostawczych

O badaniu:
„Badanie satysfakcji dealerów samochodowych” prowadzone jest przez DCG Dealer Consulting oraz firmę doradczą EY od 2007 r. Tegoroczna, 14. edycja została przeprowadzona od końca lipca do końca sierpnia 2021 r. W badaniu wzięli udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi. Badaniem objęci zostali dealerzy samochodów osobowych, a także samochodów dostawczych do 3,5 t. Poszczególne aspekty dealerskiej satysfakcji zostały oceniane w pięciostopniowej skali Każda ankieta poświęcona jednej marce samochodu składała się z 83 pytań, a 26 ocen cząstkowych decydowało o nocie końcowej. Łącznie w badaniu uzyskano 395 ankiet dla 26 marek, co stanowi rekordowo wysoką próbę 46 proc. badanej grupy. Ocena satysfakcji dealerskiej obejmowała 3 obszary oceny współpracy z importerem. Pierwszy wiązał się z produktami oferowanymi przez importera, a co za tym idzie ich jakością, niezawodnością, dostępnością, a także satysfakcją klienta. Drugi obszar dotyczył polityki importera jako przedstawiciela międzynarodowego koncernu działającego w ramach międzynarodowych struktur – obejmował m.in. konkurencyjność strategii rynkowej czy podejście do prowadzenia biznesu. Ostatnia ocena skupiła się na centrali jako firmie i jej sposobie funkcjonowania w polskich realiach rynkowych.