PwC: dla 80% światowego przemysłu model e-commerce to najważniejsze wyzwanie najbliższych 2 lat

Według PwC*, aż 80% światowych producentów sektora przemysłowego uważa marketing cyfrowy i sprzedaż cyfrową za najważniejsze wyzwania biznesowe najbliższych 2 lat. Zarówno z segmencie B2B jak i B2C, pandemia stała się katalizatorem zmian i większego otwarcia na internetowe platformy sprzedaży i marketingu. Odsetek sprzedaży „bezdotykowej” będzie rósł także ze względu na coraz bardziej powszechną pracę zdalną, zarówno wśród nabywców jak i sprzedawców.

Zmiana strategii i przejście w większym stopniu na sprzedaż online pozostaje w centrum zainteresowania większości producentów przemysłowych. Kanały handlu elektronicznego otwierają szereg możliwości, w tym zachowanie płynności sprzedaży w przypadku kolejnego kryzysu podobnego do pandemii, zwiększenie zasięgu w nowych segmentach klientów (oraz danych o ich zwyczajach i potrzebach), a także zwiększenie przychodów i obniżenie kosztów obsługi poprzez ograniczenie wydatków na marketing i sprzedaż bezpośrednią. Sprzedaż większej ilości produktów i usług online pozwala też na nałożenie większej marży.Liferay_Infographic PwC_sekcja 1

– Osiągnięcie ambicji i celów związanych z handlem elektronicznym wymaga fundamentalnych zmian w modelach operacyjnych i biznesowych zarówno producentów, jak i ich dystrybutorów. Ten proces już trwa. Firmy przemysłowe inwestują w skuteczne platformy e-commerce, zmieniają też swoje podejście do asortymentu i opakowań produktów, marketingu cyfrowego, merchandisingu i obsługi klienta. Przejście całego procesu transformacji daje wymierne korzyści, jednak najpierw trzeba się do takiej zmiany przygotować. Udane programy transformacji do e-commerce są realizowane stopniowo, z każdym kolejnym krokiem zwiększając możliwości wielokanałowego handlu B2B i B2C – mówi Zsolt Balogh, General Manager na Europę Środkowo-Wschodnią (CEE)Liferay_Infographic PwC_sekcja 2Liferay_Infographic PwC_sekcja 1

Co sprzedawać online a co offline

W przeciwieństwie do tradycyjnych detalistów, większość producentów będzie prawdopodobnie korzystać z takich modeli sprzedaży jak bezpośrednia sprzedaż online (research i zakup online) oraz Ro/Po (research online, zakup offline). Oba modele wymagają od producentów, dystrybutorów i kanałów sprzedaży stworzenia platformy internetowej bogatej w informacje o produktach, łatwe funkcje zakupowe i wsparcie klienta (call center, boty) – na wzór tego co funkcjonuje na rynku produktów konsumenckich czy usług finansowych.

Model sprzedaży w zależności od złożoności produktu

Jednym z wyzwań jest podjęcie decyzji, które proste produkty, takie jak części zamienne, będą kandydatami do handlu elektronicznego, a które elementy złożone będą wymagały sprzedaży osobistej i obsługi posprzedażowej.

Dla wielu firm przemysłowych będzie to nowe terytorium i może okazać się bardzo złożonym przedsięwzięciem. Po analizie swojego portfolio produktowego, firmy najpewniej będą musiały dokonać segmentacji jednostek SKU (ang. Stock Keeping Unit) w zależności od tego, czy mają być one nisko/niedotykowe czy wysokodotykowe. Innymi słowy, które produkty i usługi, takie jak uzupełnianie zamówień lub MRO (Maintenance Repair Operations), mogą być rozsądnie i łatwo sprzedawane online przy niewielkim kontakcie z człowiekiem, a które z nich wymagają bardziej zaangażowanych konsultacji pomiędzy kupującym a sprzedającym. Część tej inwentaryzacji będzie zależała od złożoności danego produktu.

Doświadczenia cyfrowe jakich oczekują klienci

Coraz częściej klienci B2B oczekują szybkiej, spersonalizowanej obsługi 24/7, podobnej do tej do jakiej przyzwyczaili się kupując produkty konsumenckie. To coś więcej niż tylko katalogi produktowe i ceny. Nowoczesny cyfrowy CX (Customer Experience) to m.in.: wizualizacje produktów, informacja o dostępności, ukierunkowane promocje i marketing, dostęp do historii zamówień, śledzenie produktów, wsparcie produktowe i posprzedażowe.

Poza samą sprzedażą, wartością dodaną z takiego modelu relacji z klientem są przede wszystkim informacje jakie można pozyskać w celu zwiększenia skuteczności marketingu ukierunkowanego, jak dane o ich preferencjach zakupowych i potrzebach.

Handel elektroniczny zmienia dynamikę kanałów w łańcuchach dystrybucji i dostaw

Jedną z najbardziej znaczących konsekwencji rozwoju platformy e-commerce w handlu B2B i B2C jest jej wpływ na istniejące kanały i sieci dystrybucji, które będą musiały zostać przekonfigurowane. Może to oznaczać konflikty z dystrybutorami, którzy nie są w stanie dostosować się do nowej hybrydy e-handlu online i offline. Niektórzy dystrybutorzy, chcąc pozostać w grze, zwiększyli nakłady na technologie cyfrowe w sposób, który jest zgodny zarówno z oczekiwaniami producentów, jak i użytkowników końcowych. Takie konflikty wymagają zarządzania.

Wkraczać w świat e-handlu, ale powoli

Przedsiębiorstwa powinny zdawać sobie sprawę, że znajdują się na progu bezprecedensowej transformacji, w której stawką jest wiele. Dobre zaplanowanie początkowego etapu budowanie nowej strategii pomoże zapobiec potencjalnie kosztownym niedociągnięciom i rozczarowaniom w przyszłości.

Krótkoterminowe wyzwania są warte długoterminowych korzyści

Pomimo wyzwań, jakie się z tym wiążą, dążenie do rozwoju cyfrowej sprzedaży i marketingu jest nieuniknione. Jeśli zostanie to zrobione prawidłowo, budowanie cyfrowych kanałów B2B i B2C otworzy nowe możliwości, w tym m.in.: obniżenie kosztów obsługi przy jednoczesnym podniesieniu jej poziomu, uzyskanie przewagi konkurencyjnej, zwiększenie lojalności wśród aktualnych klientów i rozbudowanie bazy nowych.

Podjęcie powyższych kroków pozwoli określić, w jaki sposób tradycyjny marketing i sprzedaż mogą się zmienić na lepsze oraz jak dużą rolę w organizacji odegra nowy, internetowy kanał marketingu, sprzedaży i dystrybucji. Na koniec pozostaje pytanie czy firma, w zależności o charakteru swojej działalności, powinna stworzyć własną platformę e-commerce, czy współpracować z firmą zewnętrzną.

* PwC: Chief Operating Officer (COO) Manufacturing Survey 2021

Wyznania pracowników hybrydowych ujawniają nowe archetypy pracy zdalnej

Firma Poly opublikowała raport, którego wyniki ujawniają sekrety pracy hybrydowej. Badanie – w którym wzięło udział ponad 4 000 pracowników hybrydowych z Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec – zwraca uwagę na nowe zachowania i nawyki w pracy poza siedzibą firmy. Z badania wynika, że niektórzy członkowie zespołów mogą cierpieć na „syndrom komfortu domowego”, co jest spowodowane zacieraniem się granic między życiem domowym a pracą ze względu na miejsce wykonywania obowiązków służbowych.

Praca hybrydowa, wykonywana w dowolnym czasie, pomaga uwolnić pracowników od pracy w sztywnych ramach czasowych od 9 do 17, dając im większą elastyczność w robieniu rzeczy, na które normalnie nie mieliby czasu” – komentuje Paul Clark, Senior Vice President of EMEA Sales w Poly. Ponad 3 na 5 (68%) europejskich pracowników hybrydowych cieszy się z możliwości drzemki w ciągu dnia, wstając z łóżka z zapasem tylko 30 minut lub mniej przed rozpoczęciem pracy, a prawie jedna czwarta ankietowanych znalazła więcej czasu na ćwiczenia fizyczne, takie jak joga, spacery czy rozciąganie. „Wszyscy potrzebujemy zachowania lepszej równowagi między pracą a życiem prywatnym, a praca hybrydowa to umożliwia. Członkowie zespołów muszą jednak uważać, aby nie wpaść w pułapkę „syndromu domowego komfortu” – przesadnego rozluźnienia podczas spotkań i zapomnienia, gdzie się znajdują i na czym powinni się aktualnie skupić.”

Wyniki badania Poly ujawniają dobre, złe i te mało chlubne sekrety pracy hybrydowej i zdalnej.

Dobre strony: lepsza równowaga między życiem zawodowym a prywatnym

Zmieniające się modele pracy sprawiły, że pracownicy mają więcej czasu dla siebie – co pozwala im na pracę w dowolnym czasie i zachowanie lepszej równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Większa popularność urządzeń, które pozwalają na dobrej jakości audio i wideokonferencje zwiększyło komfort pracowników hybrydowych, którzy wykonują swoje zawodowe obowiązki w różnych środowiskach.

  • Wielu pracowników hybrydowych korzysta z możliwości drzemki w ciągu dnia lub też przedłuża czas snu zostając dłużej w łóżku: prawie jedna piąta (17%) deklaruje, że wstaje z łóżka z pięcioma minutami lub mniejszym zapasem czasowym, a aż 68% budzi się tylko 30 minut przed rozpoczęciem pracy. Co ciekawe, to właśnie starsze pokolenie traktuje popołudniową drzemkę priorytetowo, ponieważ 31% osób powyżej 55 roku życia budzi się tylko pięć minut lub mniej przed rozpoczęciem pracy.
  • Prawie jedna czwarta (23%) pracowników zaczęła ćwiczyć np. uprawiać jogę, spacerować lub rozciągać się podczas konferencji lub wideorozmowy.
  • Aż 24% francuskich respondentów przyznało, że podczas wideokonferencji lub rozmowy telefonicznej robiło sobie fryzurę lub skorzystało z zabiegu kosmetycznego. Dla porównania w Niemczech jest to tylko 4%, a w Wielkiej Brytanii 6% respondentów.
  • Blisko 1/3 (26%) pracowników wykorzystało czas audiokonferencji lub wideokonferencji na przygotowanie śniadania, obiadu lub kolacji; 21% posprzątało dom, a 19% pozmywało naczynia lub załadowało zmywarkę.
  • 28% respondentów z Wielkiej Brytanii i Francji opiekowało się swoimi dziećmi podczas wideokonferencji, w porównaniu z 14% ankietowanych z Niemiec.

Złe strony: Negatywne nawyki

Wiele pozytywnych aspektów nie oznacza, że nagłe przejście na pracę zdalną czy hybrydową to same superlatywy – wielu odczuwa napięcie z tym związane. „Syndrom komfortu domowego” sprawił, że wiele osób zapomina, gdzie się znajdują i czym powinni się zajmować, a niektórzy niestety zostali na tym przyłapani. Wyniki badania pokazują, że:

  • 37% pracowników przyznaje się do pracy z kanapy, a prawie jedna czwarta (24%) czuje się mniej skrępowana oglądając serwisy streamingowe, takie jak Netflix w czasie pracy.
  • Pracownicy w domu czują się bardziej swobodnie przeglądając Internet (42%), sprawdzając nie służbowe e-maile (40%), robiąc zakupy online (36%), odwiedzając portale społecznościowe (34%) i zajmując się sprawami administracyjnymi związanymi z prywatnym życiem (28%), kiedy powinni wykonywać obowiązki służbowe.
  • Aż 40% pracowników przyznaje się do kręcenia głową lub przewracania oczami podczas rozmów i wideokonferencji, przy czym kobiety robią to częściej niż mężczyźni (44% vs. 34%). Jedna czwarta pracowników była świadkiem tych gestów u współpracowników.
  • 18% respondentów z Wielkiej Brytanii i 16% z Francji widziało lub słyszało kłótnie współpracownika z partnerem lub członkiem rodziny podczas spotkania online, w porównaniu z 8% ankietowanych z Niemiec.
  • Co dziesiąty pracownik (10%) przyznaje się do drzemki podczas rozmowy lub wideokonferencji.

Niechlubne nawyki

  • Ponad jedna trzecia (34%) pracowników chodziła do toalety podczas spotkania online.
  • 15% respondentów z Wielkiej Brytanii i 14% respondentów z Francji było świadkami, jak współrozmówca dłubał w nosie podczas konferencji, w porównaniu do zaledwie 7% w Niemczech.
  • 14% pracowników przyznaje się do pokazywania środkowego palca lub przeklinania podczas połączenia, a 9% było świadkami, jak robi to kolega.
  • Spośród pracowników, którzy mniej martwią się o swój wygląd od czasu pracy w domu (57%), 50% z nich przyznaje się do rzadszego używania dezodorantu, a 34% przyznaje, że rzadziej myje zęby.
  • Spośród pracowników, przykładających mniejszą wagę do swojego wyglądu, aż 39% myło się rzadziej, a 44% mniej przejmowało się pracą na kacu.
  • 67% osób mniej zaniepokojonych swoim wyglądem od czasu pracy w domu twierdzi, że zaoszczędziło pieniądze, nie kupując eleganckich ubrań i kosmetyków.
  • Ponadto 73% spędza mniej czasu na pielęgnacji i przygotowywaniu się do pracy, a 72% używa mniej produktów, takich jak kosmetyki do makijażu czy żel do włosów.

„Praca hybrydowa na zawsze zmieniła kulturę biznesową i nawyki pracy” – kontynuuje Clark. „Pracownicy stawiają na elastyczną pracę z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie. Aby sprostać tym zmianom, organizacje muszą zrozumieć różne typy osobowości i style pracy pracowników. Ich identyfikacja pomoże firmom zainwestować w odpowiednią technologię, aby zapewnić wszystkim najlepsze narzędzia i urządzenia, umożliwiając poczucie łączności i zaangażowania, kiedykolwiek i gdziekolwiek zdecydują się pracować. Ostatecznie to na pracodawcach, ciąży odpowiedzialność podejścia do tych spraw z empatią wobec pracowników, zapewniając im wskazówki dotyczące wydajnej pracy i prawidłowego korzystania z technologii a przede wszystkim zdając sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi”.

O badaniu:

Wyniki badania opierają się na odpowiedziach 4006 pracowników hybrydowych z Wielkiej Brytanii (2003), Francji (1001) i Niemczech (1002), przeprowadzonym przez Censuswide w sierpniu 2021 r.

E-commerce i logistyka stymulują rozwój rynku magazynowego na Górnym Śląsku

Górny Śląsk to jeden z największych i najważniejszych rynków magazynowych w Polsce, a także kluczowy hub dystrybucyjny dla Europy Środkowo-Wschodniej. Na korzyść regionu wpływają liczne inwestycje w infrastrukturę drogową, rozbudowana sieć kolejowa, dostępny w okolicy port lotniczy w Pyrzowicach, a także prężnie działająca Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Górny Śląsk już od wielu lat przechodził proces unowocześnienia i przeobrażania się z typowej monokultury górniczej w nowoczesny klaster przemysłowo – technologiczny. W ciągu ostatnich 12 miesięcy tj. od początku III kwartału 2020 r. do końca II kwartału 2021 r., wynajęto w całym regionie 1,1 mln mkw. powierzchni magazynowej, co plasuje ten rynek na drugim miejscu po Warszawie w skali kraju. Obecnie Górny Śląsk skutecznie przyciąga kolejne inwestycje również w ramach skracania łańcuchów dostaw i przenoszenia produkcji z Azji.

Całkowity wolumen najmu na górnośląskim rynku magazynowym na koniec czerwca 2021 r. osiągnął wynik 552 000 mkw. (+39,1% vs I poł. 2020 r.). Wartość uzyskana w okresie od kwietnia do czerwca 2021 r. tj. 355 000 mkw. była wyższa niż najlepszy dotychczasowy wynik uzyskany w III kw. 2020 r. (353 000 mkw.) i w ostatnich 5-ciu latach. Co więcej, wartym odnotowania jest fakt, że od III kw. 2020 r. do II kw. 2021 r. popyt brutto wyniósł 1,1 mln mkw. i był to drugi po Warszawie wynik w skali kraju. Wśród największych wybranych transakcji w tym okresie znalazły się trzy umowy firmy Panattoni, w których deweloper dostarczy budynki BTS o powierzchni 82 200 mkw. dla globalnego gracza e-commerce (II kw. 2021) w Gorzyczkach, 60 800 mkw. dla firmy Action w Tychach (III kw. 2020) i 50 290 mkw. dla firmy Weber (II kw. 2020) w Zabrzu. Z kolei poufny najemca z branży FMCG zdecydował się na przedłużenie umów najmu w parku magazynowym SEGRO LP Gliwice (45 000 mkw. – III kw. 2020), a sieć supermarketów Auchan zdecydowała się na podpisanie nowej umowy o powierzchni 53 700 mkw. w centrum logistycznym GLP Lędziny.

W okresie ostatnich 18 miesięcy za ponad 50% popytu brutto na Górnym Śląsku odpowiadały sieci handlowe (38%) i produkcja (19%), a na kolejnych miejscach uplasowały się e-commerce (16%), logistyka (12%) i motoryzacja (8%). Ewolucja, którą przeszedł ten rynek w czasie pandemii, przyczyniła się do wzrostu aktywności najemców z sektorów logistyki i e-commerce o średnio 10% rok do roku. W tym samym czasie znacząca dla Śląska branża motoryzacyjna zmagała się z przestojami związanymi z przerwami w produkcji. Obecnie znaczną część popytu stanowią transakcje zawierane przez sieci handlowe, e-commerce i towarzyszące im firmy z branży opakowań oraz operatorzy logistyczni działający lokalnie i międzynarodowo. Skala zawieranych umów z udziałem podwykonawców obsługujących sklepy internetowe będzie rosła, ponieważ obsługa e-commerce wymaga nawet trzy razy więcej powierzchni niż standardowa obsługa paletowa. Co więcej, po chwilowym zastoju i pewnego rodzaju rewaluacji w kierunku elektromobilności i rozwoju nowych technologii silnym sektorem pozostaje przemysł motoryzacyjny. Należy pamiętać, że Polska wypracowała sobie pozycję ważnego hubu produkcji samochodów elektrycznych na świecie, a w 2020 r. sprzedaż tego rodzaju aut wzrosła globalnie o 40%, mimo spadku w sprzedaży tradycyjnych aut. Przykładem inwestycji w sektor na Śląsku jest uruchomienie linii produkcyjnych elektrycznych i hybrydowych modeli Jeepa, Fiata i Alfy Romeo w FCA Tychy.

Górny Śląsk korzysta zatem na silnym rozwoju sektora logistycznego napędzanego e-commerce, a także na rosnącym i coraz bardziej innowacyjnym sektorze motoryzacyjnym. Z drugiej strony popyt generują sieci handlowe, dla których duża i gęsto zaludniona aglomeracja śląska jest atrakcyjnym rynkiem konsumenckim. Co więcej, przez swoje zróżnicowanie, skalę rynku wewnętrznego i doskonałe położenie na szlaku tras europejskich przyciąga inwestorów również w warunkach pandemii. Region jest wybierany ze względu na dobrze wykwalifikowane i dostępne kadry pracownicze, a także tradycje przemysłowe. Za nowoczesnymi inwestycjami w ten sektor idą kolejne związane z rozwojem całego łańcucha licznych poddostawców.

W oczach potencjalnych inwestorów zainteresowanych przenoszeniem produkcji z Azji, Górny Śląsk poza ugruntowaną od lat pozycją w Polsce jest także kluczowym hubem dystrybucyjnym dla Europy Środkowo-Wschodniej. Położenie geograficzne regionu zapewnia swobodne zarządzanie łańcuchami dostaw pomiędzy Polską, Niemcami, Czechami, Słowacją oraz państwami na południu Europy. Na korzyść regionu wpływa także rozbudowana infrastruktura drogowa w tym m.in. kluczowy węzeł w Sośnicy zapewniający komfortowe połączenie pomiędzy autostradami A1 i A4, duża gęstość dróg krajowych i regionalnych, włączając w nią Drogową Trasę Średnicową (DTŚ). Ponadto znajduje się tu najbardziej rozbudowana sieć kolejowa w Polsce, a także dostępny w okolicy port lotniczy Katowice w Pyrzowicach.

W okresie od stycznia do czerwca 2021 r. deweloperzy dostarczyli ok. 250 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co przyczyniło się do zwiększenia całkowitych zasobów rynku na Górnym Śląsku do 3,8 mln mkw. (+16% r/r) i umocnienia drugiej pozycji w Polsce. Największymi oddanymi parkami logistycznymi w analizowanym czasie były 7R Beskid Park II o powierzchni 70 900 mkw. (1 budynek BTS i 2 multi-tenant), Panattoni BTS OTCF Czeladź (67 000 mkw.) i Hillwood Piekary Śląskie (42 500 mkw.) Patrząc szerzej w okresie od III kw. 2020 r. do II kw. 2021 r. nowa podaż na Górnym Śląsku wyniosła 505 000 mkw. i był to najwyższy wynik w Polsce. Na zakończenie I poł. 2021 r. w budowie pozostawało 559 000 mkw. (+43% r/r) i jest to także najlepszy wynik w Polsce. Wśród planowanych do oddania do końca br. inwestycji najwięcej powierzchni dostarczą m.in. trzy projekty Panattoni tj. Panattoni Park Ruda Śląska III (72 000 mkw.), Panattoni BTS Action w Tychach (60 800 mkw.) i Panattoni Bielsko-Biała IV (60 600 mkw.). Zarejestrowany na koniec czerwca 2021 r. 8,7% poziom pustostanów wraz z wynoszącym 20% współczynnikiem powierzchni budowanej spekulacyjnie (średnia krajowa na poziomie 29%), wskazuje, że po okresowym spowolnieniu związanym z pandemią i większej ostrożności ze strony deweloperów możemy spodziewać się kolejnych projektów nasycających ten rynek. Inwestorzy są zainteresowani umacnianiem swojej pozycji na ukształtowanych podregionach jak Sosnowiec, Gliwice, Tychy czy Bielsko-Biała, ale też wejściem na mniejsze wschodzące rynki jak Częstochowa czy Żory.

Za silnym i stabilnym popytem generowanym zarówno przez logistykę i e-commerce, podąża podaż, przy czym dostępność jakościowych terenów w kluczowych, optymalnych dla rozwoju logistyki miejskiej lokalizacjach na Górnym Śląsku jest ograniczona. Niemniej sytuacja ta powoduje, że inwestorzy nie boją się terenów typ brownfiled, które wymagają większych nakładów i know how. Przykładem może być aktywność firm Panattoni i Hillwood, które zrealizowały wiele udanych tego typu projektów w regionie. Ponadto Górny Śląsk jest zróżnicowany pod względem dostępnych formatów nieruchomości przemysłowych. Charakteryzuje go przede wszystkim zwarta tkanka miejska, bez znaczącego rozróżnienia strefowego inwestycji na miejskie lub podmiejskie. Projekty są wymieszane i dopasowane bardziej pod same profile i zapotrzebowanie najemców, przez co coraz więcej projektów pod względem technicznym klasyfikowanych jako tzw. last mile i SBU. Swoją aktywność w regionie zaznaczają zarówno duzi gracze o zasięgu międzynarodowym jak np. Panattoni, Segro, Logicor, GLP i Prologis, a także podmioty krajowe jak 7R czy deweloperzy regionalni np. DL Invest i BIK.

 

Duże zróżnicowanie, stabilność rynku oraz łatwość wyjścia sprawiają, że projekty na Górnym Śląsku są ważnym elementem w transakcjach portfelowych, będąc często klasyfikowanymi jako produkty prime. Przykładem może być aktywność inwestorów w pierwszej połowie 2021 r. Nowym właścicielem pięciu nieruchomości o łącznej powierzchni 165 600 mkw. zlokalizowanych na Górnym Śląsku, w Poznaniu i Łodzi zostało REINO Capital & IO Asset Management w imieniu Grosvenor Group, które nabyło prawa do portfela należącego wcześniej do AEW. Z kolei w segmencie logistyki miejskiej paneuropejski podmiot inwestycyjny M7 Real Estate kupił dwa parki należące do 7R tj. 7R City Flex Sosnowiec i 7R Siemianowice Śląskie o łącznej powierzchni 22 500 mkw.

Autor: Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, AXI IMMO

Inflacja w USA – czy szczyt jest już za nami?

We wtorek uwaga rynków ogniskuje się wokół amerykańskiej dynamiki cen. Rezultat wskaźnika CPI może znowu podłożyć ogień pod dyskusję o przyszłych działaniach Rezerwy Federalnej. Z tego powodu popołudnie i wieczór mają szansę cechować się większą zmiennością, a inwestorzy będą się starali zinterpretować dane.

Czy szczyt jest już za nami?

Już o 14:30 Amerykanie zaprezentują sierpniowe dane o inflacji. Tym razem chodzi o popularną na całym świecie miarę CPI. Prognozy wskazują na lekkie spowolnienie wskaźnika w ujęciu rocznym do 5,3% (bazowy ma wynieść 4,2%). Warto jednak pamiętać, że w tym roku analitycy już niejednokrotnie nie docenili dynamiki cen, dlatego tak naprawdę każda opcja jest na stole. W przypadku spełnienia się oczekiwań lub niższego wyniku rynki dostaną potwierdzenie, że zmiany w podejściu Fed nie nastąpią szybko. Teoretycznie powinno to wspomóc indeksy giełdowe, czerpiące garściami z ultraluźnej polityki Rezerwy, ale równocześnie osłabić dolara, który w dłuższym okresie będzie funkcjonował w otoczeniu niskich stóp procentowych. Jeżeli jednak inflacja nie zwolni (a może nawet przyspieszy), to na nowo wybuchną spekulacje o reakcji FOMC i terminie rozpoczęcia tzw. taperingu (czyli ograniczeniu skupu aktywów), który miałby być wstępem do nowego cyklu monetarnego. Przy takim scenariuszu notowania giełdowe mogą (przynajmniej chwilowo ucierpieć), a dolar powinien umocnić się na rynku walutowym. Ale i tak wszystko może się odwrócić po posiedzeniu amerykańskich decydentów, które już w przyszłym tygodniu.

Wszyscy o jednym

O swojej sierpniowej inflacji poinformowali dziś rano Hiszpanie. Widać, że rozkręca się już ona na całym Starym Kontynencie i wyraźnie przekracza cel inflacyjny EBC. Zarówno miara CPI, jak i HICP wyniosły 3,3%. Za pozytyw można uznać, że zgadzają się one z oczekiwaniami. Za mniej pozytywną (przynajmniej dla obywateli) można uznać informację, że jest to najwyższy wynik od przeszło dekady, gdy zmagano się z konsekwencjami poprzedniego kryzysu. W tym tygodniu swoje odczyty dotyczące dynamiki cen pokażą jeszcze Brytyjczycy, Włosi oraz Kanadyjczycy. Jednak najwięcej znaczenia będzie miała piątkowa publikacja Eurostatu dla strefy euro, która ma wynieść okrągłe 3%. Natomiast lokalnie już jutro GUS poda nam informację o polskim CPI.

Cisza przed burzą?

Na rynku można dostrzec pewną stabilizację w oczekiwaniu na amerykańskie dane. Główna para walutowa wciąż jest blisko punktu odniesienia, a kurs EUR/USD znajduje się niewiele powyżej 1,18 $, ale nie powinniśmy szczególnie przyzwyczajać się do tej wartości. Lekko wyhamowało osłabienie złotego, jednak w dalszym ciągu znajduje się on pod presją. O godz. 13:30 kurs euro utrzymuje się powyżej 4,55 zł, a kurs dolara nie schodzi poniżej 3,85 zł. Rynki kapitałowe także nie są przekonane do kierunku, część europejskich parkietów zniżkuje, gdy inne znajdują się ponad kreską. Nie są to jednak znaczące zmiany i dopiero końcówka sesji może przynieść większą zmienność.

Adam Fuchs – dealer walutowy w InternetowyKantor.pl

Czy inflacja wpłynie na dolara?

Dziś w centrum uwagi są dane na temat cen konsumenckich w Stanach Zjednoczonych. Odczyt będzie dotyczył sierpnia. Prognozowany jest nadal wysoki poziom. Dane będą jednak napędzane przez efekty specjalne, które również odcisnęły swoje piętno w poprzednich miesiącach. Fed uważa, że czynniki specjalne podbijające wskaźniki to efekt przejściowy, zatem reakcja USD może być ograniczona. EUR/USD odbija z okolica 1,1770.

Prognozy rynkowe pokazują wzrost CPI w relacji rok do roku o 5,3 proc. To wartość co prawda niższa od odczytu lipcowego, jednak nadal bez wątpienia bardzo wysoka. Oczekuje się, że bazowy wskaźnik wskaże dynamikę na poziomie 4,2 proc. Pomimo stałej retoryki banku centralnego USA o przejściowym charakterze inflacji, wyższa zmienność na parach z dolarem powinna pojawić się w okolicach godziny 14:30. Wszystkie odczyty wyższe od konsensusu rynkowego powinny wpłynąć umacniająco na USD, gorsze od prognoz raczej spowodują deprecjację „zielonego”, przynajmniej w krótkim terminie. Odniesienie Fedu do dzisiejszych danych zobaczymy dopiero na najbliższym posiedzeniu, czyli za niewiele ponad tydzień. Wówczas być może dowiemy się, czy stanowisko Rezerwy Federalnej (że inflacja w przyszłym roku znacznie się obniży) w jakikolwiek sposób się zmieni. Dzisiejsze dane prawdopodobnie potwierdzą, że Fed wkrótce zdejmie nogę z gazu i ogłosi ograniczenie skupu aktywów. Fakt ten z pewnością jest w dużym stopniu już wyceniony przez rynek. Wczoraj burzę medialną wywołały nieprawdziwe informacje, które spowodowały, że jedna z kryptoawalut (Litecoin) urosła o 35 proc. i po chwili oddała w całości wypracowany zysk. Widać, że „fake news” stanowią duży problem dla inwestorów. Informacja dotyczyła tego, że od października w internetowym sklepie Walmart będzie można płacić Litecion-em. News był potwierdzony przez agencję Reuters oraz stację CNBC. To uwiarygodniło mocno przekaz. Kryptowaluta urosła na moment do poziomu ponad 230 USD, po czym po chwili wróciła ponownie w okolice 180 USD.

Złoty kontynuuje ruch deprecjacyjny rozpoczęty podczas ubiegłotygodniowej konferencji przewodniczącego RPP. Kurs EUR/PLN ponownie testuje poziom 4,5530. To istotny techniczny opór, którego przełamanie może doprowadzić do jeszcze większej deprecjacji. Uważam, że nie bez znaczenia dla złotego będą jutrzejsze dane na temat inflacji z Polski. Na wczorajszym Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie mieliśmy ciekawą dyskusję na temat polityki pieniężnej pomiędzy profesorem Balcerowiczem, profesorem Belką i profesora Hausnera. Niestety prezes NBP, profesor Adam Glapiński nie przyjął zaproszenia. Gdyby jednak zagościł, byłaby szansa na to, aby uczestnicy rynku mogli wysłuchać merytorycznych argumentów potwierdzających słuszność prowadzenia polityki monetarnej w obecnym kształcie.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Deloitte: Rewolucyjne zmiany – wdrożenie dyrektywy Omnibus wyeliminuje nieprawidłowości podczas wyprzedaży

W przypadku obniżki cen towarów, sklepy – tradycyjne oraz internetowe – będą miały obowiązek podawania informacji o najniższej cenie tego produktu lub usługi w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Wpłynie to istotnie na przebieg coraz popularniejszych w Polsce wyprzedaży. Co więcej, zabroniona będzie sprzedaż usług finansowych poza lokalem sprzedawcy, gdy ma to miejsce podczas tzw. pokazów lub wycieczek. To zmiany, które mają znaleźć się w znowelizowanym pakiecie ustaw chroniących prawa konsumenta, na skutek wdrożenia unijnej dyrektywy Omnibus.

Zapewnienie wysokiego poziomu ochrony konsumentów jest jednym z podstawowych filarów prawa Unii Europejskiej. Liczne regulacje z tego obszaru wpływają w sposób szczególny na sytuację obywateli – z jednej strony dotyczą sfery ich życia codziennego, określając zakres ich podstawowych uprawnień związanych z nabywaniem produktów i usług, z drugiej zaś, wyznaczają ramy prawne i obowiązki regulacyjne dla sprzedawców.

Aby przyjęte rozwiązania prawne były adekwatne do zmieniających się realiów rynkowych oraz odpowiadały na aktualne problemy związane z rozwojem nowych kanałów sprzedaży, Komisja Europejska dokonuje cyklicznych przeglądów obowiązujących regulacji. W wyniku ostatniego takiego przeglądu w 2018 r. przyjęto dyrektywę Omnibus w celu lepszego egzekwowania i unowocześnienia przepisów UE dotyczących ochrony konsumenta.

W ostatnich dniach zakończył się w Polsce etap konsultacji publicznych projektu nowelizacji ustawy o prawach konsumenta, która ma wdrażać przepisy dyrektywy. Wiele z proponowanych zmian przewiduje nowe istotne obowiązki dla sprzedawców i usługodawców, w szczególności w zakresie umów zawieranych na odległość i poza lokalem.

Obniżki cen na nowych zasadach

Projekt wdrażający dyrektywę Omnibus wprowadza zmiany w kilku głównych ustawach regulujących obszar ochrony konsumentów w Polsce tj. m.in. w tytułowej ustawie o prawach konsumenta, ustawie przeciw nieuczciwym praktykom rynkowym, ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, jak również w ustawie o informowaniu o cenach towarów i usług. Poza kwestiami zaadresowanymi wprost w dyrektywie, prezes UOKiK – będący odpowiedzialnym za kształt projektu, przedstawił kilka dodatkowych autorskich propozycji zmian. Mają one odnosić się do problemów specyficznych dla rynku polskiego, sygnalizowanych zarówno przez konsumentów, jak i przedsiębiorców.

Jedna z istotniejszych zmian przewidziana w projekcie dotyczy uregulowania zasad informowania przez sprzedawców towarów i usług o obniżkach cen. W każdym przypadku obniżenia ceny towaru lub usługi przedsiębiorca będzie miał obowiązek uwidocznić obok informacji o obniżonej cenie również informację o najniższej ocenie tego towaru lub usługi, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Z kolei w przypadku produktów będących w sprzedaży krócej niż 30 dni, obok informacji o obniżonej cenie należy uwidocznić również informację o najniższej cenie tego produktu, obowiązującej od dnia jego oferowania do sprzedaży, aż do dnia wprowadzenia obniżki.

W odniesieniu do produktów ulegających szybkiemu zepsuciu lub posiadających krótki termin przydatności, obok obniżonej ceny należy zamieścić informację o cenie sprzed pierwszego zastosowania obniżki. Uregulowanie zasad informowania o obniżkach cen ma na celu wyeliminowanie nieuczciwych praktyk polegających na sztucznym zawyżaniu ceny towarów lub usług przed zastosowaniem obniżki, a więc tzw. fałszywych promocji. Na tego rodzaju działania narażeni są konsumenci, w szczególności w okresie sezonowych wyprzedaży.

Co istotne, powyższe zasady będą obowiązywać zarówno w przypadku przedstawiania cen w miejscu sprzedaży, a więc bezpośrednio przy produktach w sklepach stacjonarnych lub internetowych, jak również w reklamach towarów lub usług, w których prezentowana jest cena towaru.

Nowe rozwiązanie wiąże się z szeregiem praktycznych wyzwań dotyczących jego realizacji, w szczególności w przypadku przedsiębiorców działających w branży e-commerce, gdzie niejednokrotnie występują złożone oferty promocyjne, a ceny zmieniają się dynamicznie. Wątpliwości może budzić m.in. sposób realizacji nowego obowiązku w przypadku tzw. promocji pakietowych (np. ofert typu kup 2 produkty w cenie 1) czy akcji promocyjnych obejmujących całą kategorię produktów. Dla części przedsiębiorców problematyczne może być również stałe monitorowanie cen, w celu właściwego określenia tej najniższej, obowiązującej w okresie 30 dni przed zastosowaniem obniżki.

Niewykonanie nowych obowiązków może skutkować nałożeniem dotkliwych sankcji finansowych. W przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów wojewódzki inspektor Inspekcji Handlowej nakłada na przedsiębiorcę karę pieniężną do wysokości 20 tys. zł, zaś w przypadku dopuszczenia się przynajmniej trzykrotnie zaniedbań w okresie 12 miesięcy od pierwszego naruszenia, do wysokości 40 tys. zł. W niektórych okolicznościach nienależyte informowanie o obniżkach cen, może stanowić również nieuczciwą praktykę rynkową, naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, która zagrożona jest karą pieniężna w wysokości do 10% obrotu.

Nowe obowiązki platform e-commerce

Projekt przewiduje szereg nowych obowiązków dla tzw. platform handlu elektronicznego, w zakresie zwiększenia transparentności ich działania. Platformy będą musiały prezentować jasne zasady dotyczące plasowania produktów lub usług poprzez ujawnienie głównych parametrów decydujących o widoczności produktów przedstawianych konsumentowi w wyniku wyszukiwania. Obowiązek ten ma umożliwić konsumentom łatwe zrozumienie mechanizmów pozycjonowania wyników wyszukiwania. Chodzi o przedstawienie głównych parametrów, wpływających na ulokowanie danej oferty w wynikach wyszukiwania, takich jak stosowane przez platformę wskaźniki oceny jakości towarów lub usług, trafność słów, ogólny ranking sprzedawcy, cechy wizualne oferty czy jakość obsług klienta. Istotne będzie również określenie wpływu ewentualnych działań ze strony sprzedawców na wyniki plasowania, w szczególności zaś zapłaty wynagrodzenia.

Ważną informacją jest to, że przedsiębiorcy nie mają obowiązku ujawniania stosowanych algorytmów czy szczegółowych mechanizmów ich funkcjonowania. Wymagane jest jedynie przedstawienie informacji o tym, jakie główne parametry będą wpływać na wyniki plasowania i jakie jest ich znaczenie.

Kolejnym istotnym obowiązkiem będzie wprowadzenie przejrzystych kryteriów dotyczących publikowania opinii i rekomendacji klientów. Jeżeli przedsiębiorca pozwala na zamieszczenie opinii klientów o produkcie lub sprzedawcy, będzie musiał wskazać, czy i w jaki sposób dokonuje weryfikacji tego, że zamieszczone opinie rzeczywiście pochodzą od konsumentów, którzy używali danego produktu lub go nabyli.

Jednocześnie za nieuczciwą praktykę uznawane będzie wprowadzanie konsumentów w błąd poprzez twierdzenie, że opinie o produkcie pochodzą od konsumentów, którzy rzeczywiście używali tego produktu lub go kupili, jeżeli nie są stosowane żadne uzasadnione i proporcjonalne działania w celu weryfikacji powyższego faktu. Za wprowadzenie w błąd będzie się również uznawać zamieszczanie, lub zlecanie publikacji innej osobie, nieprawdziwych opinii lub rekomendacji konsumentów.

Zakaz zawierania umów o świadczenie usług finansowych podczas pokazów i wycieczek

W projekcie znalazły się również autorskie propozycje UOKIK niewynikające z dyrektywy Omnibus. Jedna z nich zakłada rewolucyjne zmiany w zakresie zawierania umów o świadczenie usług finansowych poza lokalem przedsiębiorstwa. Zakazane byłoby zawieranie takich umów podczas pokazów czy wycieczek rozumianych jako spotkanie dla konsumentów zorganizowane w celu promocji, złożenia oferty sprzedaży lub sprzedaży towarów lub usług. Umowa taka będzie nieważna z mocy prawa i nie będzie wywoływać jakichkolwiek skutków dla konsumenta. Zakaz ten dotyczy także umów, związanych bezpośrednio z ofertą złożoną podczas pokazu przykładowo, umów kredytu czy umów ubezpieczenia w celu realizacji sprzedaży produktu. Celem tej zmiany jest zabezpieczenie konsumentów przed podmiotami wykorzystującymi element zaskoczenia i presji proponując konsumentom – często nieświadomym handlowego charakteru spotkania – szybkie sfinalizowanie umowy.

Przedsiębiorcy mogą mieć niewiele czasu na wdrożenie przewidywanych zmian. Zgodnie z projektem ustawa wchodzi w życie po upływie 3 miesięcy od jej ogłoszenia. Jednocześnie, równolegle prowadzone są prace legislacyjne przewidujące nowelizację ustawy o prawach konsumenta w celu wdrożenia dyrektyw dot. sprzedaży towarów oraz umów o dostarczanie treści i usług cyfrowych.

Raport: Co szósta firma chce rekrutować nowych pracowników

Polscy pracodawcy coraz odważniej rozbudowują swoje zespoły – potwierdzają to dane, zebrane w ramach opublikowanego dziś raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Wynika z nich, że pomiędzy październikiem a grudniem aż 17% przedsiębiorców zamierza pozyskiwać nowych pracowników – to najwięcej od czasu wybuchu pandemii COVID-19. Największe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszają organizacje reprezentujące sektor produkcji przemysłowej oraz budownictwa. Szczególnie intensywnej konkurencji o kandydatów powinni spodziewać się pracodawcy w południowej oraz centralnej Polsce.

Najnowszy „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” wskazuje, że IV kwartał 2021 roku będzie sprzyjał osobom poszukującym pracy. Powiększenie swoich zespołów planuje aż 17% firm. Redukcje etatów przewiduje natomiast tylko 5% organizacji. Zdecydowana większość pracodawców (74%) chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie, a 4% nie wie jeszcze, jak będzie kształtowało się zatrudnienie w ich firmie w nadchodzących trzech miesiącach. Obliczona na podstawie tych danych prognoza netto zatrudnienia (różnica między odsetkiem firm planujących wzrost a odsetkiem planującym spadek liczby etatów) po korekcie sezonowej osiągnęła poziom +11%. Wskaźnik wzrósł w porównaniu z ubiegłym kwartałem o 3 punkty procentowe i jest najwyższym wynikiem od I kwartału 2019 roku. Aktualne plany rekrutacyjne przedsiębiorców są też zdecydowanie bardziej optymistyczne niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, gdy prognoza netto zatrudnienia wynosiła zaledwie +4%.

– Dane zawarte w najnowszym raporcie potwierdzają, że optymizm polskich pracodawców rośnie, a chęć rozbudowywania zespołów jest wśród nich coraz silniejsza. Odsetek firm, które w najbliższych miesiącach planują zatrudniać nowych pracowników wrócił do wskazań notowanych przez nas w 2018 roku, czyli w okresie rekordowego zapotrzebowania na pracowników. Pozytywną informacją jest również malejący odsetek firm, które nie znają swoich planów rekrutacyjnych, co z kolei potwierdza rosnącą pewność biznesową polskich pracodawców – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce. – Realizacji planów związanych z rozbudowywaniem zespołów nie ułatwia najwyższy od lat niedobór kadr na rynku, który w świetle trwającej nadal pandemii może być zaskoczeniem. Organizacje podejmują dodatkowe działania, by przyciągnąć pożądane talenty. Najwięcej z nich zachęca do podjęcia pracy poprzez dodatkowe szkolenia i możliwości rozwoju, premie, oferując większą elastyczność w zakresie realizacji zadań oraz podwyższając wynagrodzenie początkowe. Jedna trzecia polskich firm decyduje się na obniżenie swoich oczekiwań od kandydatów dotyczących doświadczenia i posiadanych umiejętności, a także zwiększając pakiet benefitów – dodaje Iwona Janas.

W budownictwie i w produkcji przemysłowej ofert pracy będzie najwięcej

Zarówno w budownictwie, jak i w sektorze produkcji przemysłowej prognoza netto zatrudnienia osiągnęła poziom +20%. Oznacza to, że chęć pozyskiwania nowych pracowników w budownictwie jest najwyższa od trzech lat, a w sektorze produkcji przemysłowej – od dwóch. Kandydaci mogą więc spodziewać się wielu ofert, czekających na nich na rynku. Duże zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszają również restauracje i hotele (+14%), które po długim okresie stagnacji lub wręcz redukcji zatrudnienia wynikającej z pandemii COVID-19 już drugi kwartał z rzędu zamierzają dość intensywnie rozbudowywać swoje zespoły. Mniejsza konkurencja o pracowników będzie odczuwana w sektorze innych usług (+9%), handlu detalicznym i hurtowym (+7%) oraz finansach i usługach dla biznesu (+7%). Nadal jednak perspektywy znalezienia zatrudnienia w tych sektorach będą stosunkowo optymistyczne. Najmniej rekrutacji przewidują firmy reprezentujące inne obszary produkcji. Obliczona na podstawie ich deklaracji prognoza netto zatrudnienia wynosi +5%.

Duże zapotrzebowanie na pracowników w południowej i centralnej Polsce

W IV kwartale 2021 roku najintensywniejszej rywalizacji o kadry można spodziewać się w regionie Południowym (+15%) oraz Centralnym (+14%). To duża zmiana w stosunku do ubiegłych kwartałów tego roku – od lipca do września pracodawcy z tych regionów należeli bowiem do grupy najmniej otwartej na rekrutację nowych pracowników. Pomiędzy październikiem a grudniem aktywne powiększanie swoich zespołów planują również organizacje zlokalizowane na Południowym-Zachodzie (+12%) oraz Północnym-Zachodzie (+10%), choć w porównaniu z poprzednim kwartałem chęć pozyskiwania kandydatów w tych regionach nieznacznie spadła. Najmniejsze, choć niemałe zapotrzebowanie na ręce do pracy zgłaszają firmy z północnej (+7%) oraz wschodniej Polski (+6%).

Ceny nieruchomości biją rekordy na całym świecie

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global House Price Index Q2 2021 – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 55 krajach i regionach na świecie w ujęciu rok do roku, w ujęciu 6-miesięcznym oraz 3-miesięcznym. Tym razem publikujemy liczby na koniec czerwca 2021 roku.

Najważniejsze wnioski:

  • Wywołany pandemią boom mieszkaniowy trwa. W czerwcu 2021 roku został zanotowany wzrost cen nieruchomości średnio o 9,2% w 55 krajach i regionach w ujęciu rok do roku.
  • Indeks rośnie obecnie w najszybszym tempie od pierwszego kwartału 2005 r.
  • Polska nalazła się na wysokim 27 miejscu ze wzrostem cen, w ujęciu rok do roku, o 7,2%.
  • W czerwcu 2021 r. na 18 (33%) rynkach zanotowano wzrost cen o 10% i więcej w stosunku do czerwca 2020 r.
  • Australia zanotowała najwyższy roczny wzrost cen od 2003 roku, aż o 16,4%.
  • W czerwcu 2021 r. w Turcji zanotowany został najwyższy wzrost cen na świecie, aż o 29,2% w stosunku do czerwca 2020 r.
  • Tylko dwa kraje na świecie zanotowały spadek cen – Indie (-0,5%), Hiszpania (-0,2%)

Ceny nieruchomości biją rekordy na całym świecie

Przedsiębiorcy płacą swoim pracownikom coraz więcej. „Jest kilka sektorów, które ciągną średnią do góry”

Mieszkaniec województwa lubuskiego pracujący w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników zarabia średnio 5193 złotych brutto. To więcej niż przed rokiem, ale i tak w naszym regionie średnie pensje są niższe niż w innych regionach. Dla porównania: mieszkańcy województwa zachodniopomorskiego zarabiają 5542 złotych brutto, a mazowieckiego… ponad 6700 złotych. Eksperci przyznają, że po pandemii koronawirusa widoczny jest progres w wynagrodzeniach, ale sektor przedsiębiorstw może okazać się niereprezentatywny dla całej gospodarki. Nie wszędzie zarabia się tak dobrze.

Pensje do góry, ale czujemy konkurencje sąsiednich regionów.  „Wielkopolska i Pomorze Zachodnie płacą więcej”

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego mieszkaniec województwa lubuskiego pracujący w sektorze przedsiębiorstw zarabia 5193 złotych brutto. To pierwszy raz w historii, gdzie wynagrodzenie średnie przekroczyło pułap 5 tysięcy złotych. – Wzrost wynagrodzeń w naszym regionie to bardzo dobra wiadomość, która pokazuje, że pandemia nie zablokowała planów pracodawców odnośnie zatrudniania dodatkowych pracowników. Rynek pracy jest rozpędzony, rekrutacje trwają, a sektor prywatny wie, że jeżeli chce przyciągnąć dobre kadry to musi oferować wysokie wynagrodzenia i dobre warunki pracy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak z firmy Idea HR Group. – Oczywiście trochę martwi nas, że sąsiednie regiony płaca lepiej. To może oznaczać, że będzie następować migracja pracowników z województwa lubuskiego do Wielkopolski czy na Pomorze Zachodnie. Przedsiębiorcy muszą zdawać sobie sprawę jak ważna jest konkurencyjność i w dzisiejszych czasach wydaje się, że w wielu branżach pracownicy oczekują po prostu wyższych wynagrodzeń – mówi ekspertka rynku pracy.

Kwota 5103 złotych pensji brutto w sektorze przedsiębiorstw prezentuje się dobrze, ale eksperci radzą, by patrzeć na tę kwotę z pewnym dystansem: – Pękła pewna psychologiczna bariera, czyli 5 tysięcy złotych. To pozytywne. Należy jednak wziąć na statystyki GUS pewną rezerwę. Pracownicy budżetówki zarabiają mniej. Podobnie bywa w małych firmach zatrudniających mniej niż 10 osób. Średnie wynagrodzenie w lubuskim jest więc pewnie niższe niż 5193 złote – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Gdzie pensje rosną najszybciej? Logistyka, e-commerce, ICT

Eksperci dodają, że rozróżnienie wysokości wynagrodzeń występuje także ze względu na sektory zatrudnienia: – Pensje najbardziej dynamicznie rosną w firmach, gdzie wyraźnie brakuje pracowników, a są oni niezbędni do rozwoju. Najpilniej poszukiwani są pracownicy magazynowi, osoby zatrudnione w sektorze ICT oraz BPO. Rosną pensje w logistyce czy szeroko rozumianej branży e-commerce. Tutaj często pensje na start są wyższe niż średnia podana przez Główny Urząd Statystyczny. Warto jednak zaznaczyć, że progres wynagrodzeń bardzo często zróżnicowany jest od wielkości firmy, kapitału właściciela czy od wielkości przedsiębiorstwa – dodaje ekspertka IDEA HR Group.

– Wiele sektorów gospodarki straciło rozpęd z powodu pandemii. Mowa o sektorach turystycznych, branży przetwórczej czy automotive. Również gastronomia długofalowo jest na minusie, chociaż pensje sezonowe znacznie wzrosły. Rynek pracy w sektorze przedsiębiorstw trzyma się jednak na bardzo dobrym poziomie i na pewno napawa nas to optymizmem – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert Idea HR Group.

Wynagrodzenia pracowników IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Czesi z największymi zarobkami

Wynagrodzenia w branży IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Czesi z największym odsetkiem zarabiających powyżej 16 tys. złotych. Polska w czołówce – raport No Fluff Jobs.

Wynagrodzenia IT w Europie Środkowo-Wschodniej

No Fluff Jobs, polski portal ogłoszeniowy dostępny w 6. krajach, w swoim najnowszym raporcie „Specjaliści IT w Europie Środkowo-Wschodniej” opublikował dane dotyczące m.in. kształtowania się zarobków w branży IT w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech i Ukrainie. Badanie zrealizowano w okresie od maja do lipca 2021 roku. Według niego, najlepiej w regionie zarabiają Czesi. Aż ⅓ specjalistów IT w tym kraju zarabia powyżej 12 tys. zł netto. W Polsce i na Ukrainie jest to ok. 26 proc. pracujących w branży, choć w tym drugim kraju widać też spore rozwarstwienie w zarobkach.

Specjaliści IT w Czechach najlepiej wynagradzani. Polacy na drugiej pozycji

Według danych No Fluff Jobs, to specjaliści IT w Czechach zarabiają najwięcej spośród wszystkich biorących udział w badaniu – 33 proc. z nich otrzymuje wynagrodzenie powyżej 12 tys. zł netto. Z kolei 23 proc. zarabia pomiędzy 8 a 12 tys. zł netto, 34 proc. w granicach 4 do 8 tys. zł netto. W porównaniu z pozostałymi, ujętymi w badaniu krajami Europy Środkowo-Wschodniej, to właśnie w Czechach najmniejszy jest odsetek specjalistów IT zarabiających poniżej 4 tys. zł netto – jest ich zaledwie 10 proc.

Jeśli chodzi o Polaków pracujących w branży IT, na zarobki powyżej 12 tys. zł netto liczyć może 26 proc. z nich. Nieco ponad 21 proc. deklaruje, iż ich zarobki kształtują się w przedziale od 8 do 12 tys. zł. Największą grupę stanowią jednak ci zarabiający od 4 do 8 tys. zł netto (36 proc.), a najmniejszą otrzymujący wynagrodzenia poniżej 4 tys. zł netto (16 proc.). Z kolei, w przypadku zarobków specjalistów IT z Ukrainy, zauważalne jest duże rozwarstwienie. Mimo iż zarobki powyżej 12 tys. złotych netto deklaruje tam niecałe 26 proc. z nich, a więc odsetek zbliżony do Polski i znacznie wyższy niż na Słowacji czy Węgrzech, to aż 40,5 proc. zarabia poniżej 4 tys. zł netto. Prawie 20 proc. badanych specjalistów IT na Ukrainie deklaruje, iż zarabia od 4 do 8 tys. zł netto, zaś niespełna 17 proc. od 8 do 12 tys. zł netto. 

Zarobki specjalistów IT na Słowacji i Węgrzech. Kształtująca się „klasa średnia IT”

Badanie przeprowadzone przez No Fluff Jobs pozwoliło zaobserwować coś na kształt „klasy średniej IT” na Słowacji i Węgrzech. Wynika z niego bowiem, że w obu wymienionych krajach ponad 2/3 pracujących w branży zarabia pomiędzy 4 a 12 tys. zł netto. 

Patrząc szczegółowo, w obu krajach kształtuje się zbliżony odsetek zarabiających między 4 a 8 tys. zł netto (Słowacja – 45,7 proc., Węgry – 45,9 proc.) oraz mniej niż 4 tys. zł netto (Słowacja – 11,8 proc., Węgry – 11,52 proc.).

W przypadku zarobków rzędu 8-12 tys. zł netto, różnica pomiędzy obydwoma krajami to 5 p.p. na korzyść Węgrów (Słowacja – 22,7 proc., Węgry – 27,7 proc.). Jednak w przypadku najwyższych wynagrodzeń, od 12 do 16 tys. zł netto i powyżej, to Słowacy wysuwają się na prowadzenie (Słowacja – 19,7 proc., Węgry – 14,8 proc.).

Wśród typów umów przoduje Umowa o pracę

Z raportu No Fluff Jobs wynika, że wśród specjalistów IT w Europie Środkowo-Wschodniej najpopularniejszą formą współpracy jest Umowa o pracę lub w zależności od danego kraju, jej odpowiednik. Dominuje ona szczególnie na Węgrzech i Słowacji, gdzie pracę na jej podstawie deklaruje kolejno 83,5 i 76 proc., a w przypadku Czech wskazało ją 67 proc. tamtejszych specjalistów z branży. Wśród wszystkich biorących udział w badaniu krajów, ten typ umowy nie jest dominujący jedynie na Ukrainie – wskazało go 30 proc. ankietowanych, a prawie 56 proc. odpowiedziało, iż pracuje w oparciu o odpowiednik polskiej umowy B2B.

A jak to wygląda w przypadku rodzimych specjalistów z branży? Według raportu przygotowanego przez No Fluff Jobs, 57 proc. z nich pracuje w oparciu o Umowę o pracę, a ponad 30 proc. o Umowę B2B. Jedynie 11 proc. zadeklarowało, iż pracuje na podstawie innego typu umowy. Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs wskazuje jednak, że B2B w Polsce wciąż jest formułą współpracy, która popularna jest wśród bardziej doświadczonych specjalistów IT.

–  Mimo iż ponad połowa polskich specjalistów IT wskazała, iż pracuje na umowę o pracę, wśród pracowników z branży z największym stażem, tzw. seniorów, dominuje umowa B2B. Według danych z opracowanego przez nas raportu „Rynek IT w Polsce w 2020” wynika, że pracodawcy znacznie częściej oferowali im ten właśnie typ umowy (87,2 proc.). Umowa o pracę była im proponowana znacznie rzadziej (36,5 proc.) – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Z biur do domów. Trend pracy zdalnej w IT

No Fluff Jobs postanowił sprawdzić, jak kształtowały się formy wykonywania pracy wśród specjalistów z sektora IT w Europie Środkowo-Wschodniej zarówno przed, jak i po wybuchu pandemii. Z badania przeprowadzonego przez firmę wynika, że przed nadejściem pandemii w biurze pracowało 62 proc., zaś zdalnie 17 proc. Z kolei po jej wybuchu ten trend się odwrócił – zdalnie pracowało nieco ponad 63 proc. ankietowanych, a w biurze zaledwie 14,5 proc. Jedynie hybrydowy model pracy, łączący pracę w biurze i domu pozostał bez zmian. Przed pandemią pracowało w nim 21 proc., a po – 22 proc.

Z danych płynących z raportu „Specjaliści IT w Europie Środkowo-Wschodniej” wynika również, iż respondenci mają komfortowe warunki do pracy zdalnej. Jedynie 7 proc. określiło je jako niekomfortowe, a nieco ponad 14 proc. nie była w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

– Pandemia zmieniła podejście pracodawców do pracy zdalnej. O ile jeszcze w 2019 roku zaledwie 9 proc. ofert pracy na nofluffjobs.com zawierało informację o pracy zdalnej, tak już w 2020, czyli roku pandemicznym, ten odsetek wzrósł do 31 proc. – podsumowuje Bujok. – Trend pracy zdalnej, wykształcenie specjalistów IT z naszego regionu, połączone z ich pracowitością i samozaparciem do nauki indywidualnej sprawiają, że są oni rozchwytywani przez firmy na całym świecie. Biorąc pod uwagę ich niedobór, potrzebne jest stworzenie im możliwie najlepszych warunków, by chcieli pracować dla firm na rodzimych rynkach. 

O raporcie „Specjaliści IT w Europie Środkowo-Wschodniej”

W badaniu do raportu wzięło udział 4185 specjalistów IT z 5 krajów Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Ukraina). W każdym kraju zadbano o właściwą próbę badawczą i ustalono ją w oparciu o odsetek specjalistów IT. Wśród możliwych do wyboru rodzajów umów w ankiecie podano lokalny odpowiednik umów znanych w Polsce. Kwoty dla poszczególnych krajów to równowartość wskazanego poziomu wynagrodzeń w lokalnej walucie (przelicznik kursu z dnia 9.07.2021). Tabela zarobków w raporcie prezentuje wynagrodzenia netto ogólnie, bez względu na typ umowy.

GUS: wzrost liczby wypadków przy pracy o 13 proc. w I półroczu 2021 r.

Według najnowszych statystyk GUS-u, w I półroczu 2021 r. zgłoszono 27,2 tys. osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. To jest o 13,1 proc. więcej niż w I półroczu 2020 r. Zwiększył się również wskaźnik wypadkowości z 1,77 do 2,01. Z czego to wynika?

Koronawirus wpłynął na liczbę wypadków przy pracy

Nie można analizować powyższych danych w oderwaniu od sytuacji w Polsce. Mówiąc o wypadkowości w I półroczu 2020 r. trzeba pamiętać o tym, że 4 marca stwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w kraju, a 20 marca wprowadzono stan epidemii. Znakiem tego część zakładów pracy została zamknięta na kolejne miesiące, a wiele z nich przeorganizowało system pracy, wprowadzając pracę zmianową lub zdalną. Bez wątpienia miało to wpływ na skalę wypadkowości. Wskazuje na to porównanie statystyk w 2021 r. z latami ubiegłymi.

Biorąc pod uwagę wyniki z I półrocza, w 2019 r. zgłoszono 34, 3 tys. wypadków (o 7,1 tys. więcej, niż w analogicznym okresie 2021 r.), w 2018 r. 37 tys. (o 9,8 tys. więcej), a w 2017 r. 39,1 tys. (o 11,9 więcej). Widać zatem, że rok 2020 z liczbą wypadków na poziomie 24 tys. w danym okresie jest ewenementem. Z wyłączeniem tego roku obserwujemy znaczną tendencję spadkową z roku na rok.

Nieprawidłowe zachowanie pracownika wciąż najczęstszą przyczyną wypadków przy pracy

Jeśli przyjrzymy się bliżej statystykom z I półrocza 2021 r., w porównaniu do poprzednich lat, widzimy kilka prawidłowości, i w odniesieniu do branż o najwyższej wypadkowości, jak i najczęstszych przyczyn wypadków przy pracy. Jeśli chodzi o branże o najwyższej wypadkowości, to są to: górnictwo i wydobywanie (w omawianym okresie współczynnik wypadkowości na poziomie 6,41), dostawa wody; gospodarowanie ściekami i odpadami; rekultywacja (4,98), opieka zdrowotna i pomoc społeczna (3,36) oraz przetwórstwo przemysłowe (3,17).

Zdarzeniem, które najczęściej powodowało wypadek, było zderzenie z/uderzenie w nieruchomy obiekt (34,6 proc.), a najczęstszą wykonywaną czynnością w chwili wypadku – poruszanie się (40,3 proc.). Z kolei najczęstszą przyczyną wypadków było nieprawidłowe zachowanie się pracownika (60,7 proc wszystkich zdarzeń).

Autorka: Ewa Gawrysiak, Sales and End User Marketing Manager w TenCate Protective Fabrics, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy

Paweł Tuzinek pokieruje Związkiem Dealerów Samochodów

13 września 2021 roku odbyło się Walne Zgromadzenie Członków Związku Dealerów Samochodów. W jego trakcie został wybrany skład nowej Rady Dealerów na kadencję 2021-2025. Podczas późniejszego posiedzenia Rada Dealerów wybrała nowego prezesa Związku, którym został dotychczasowy radca prawny ZDS – Paweł Tuzinek.

Paweł Tuzinek jest związany ze Związkiem Dealerów Samochodów od 2010 roku, czyli praktycznie od początku istnienia organizacji. Dotychczas świadczył pomoc prawną polskim dealerom samochodów, odpowiadając na bieżące problemy prawne branży. Stale opiniował niemal wszystkie dokumenty kierowane do dealerów przez importerów, towarzystwa ubezpieczeniowe, banki i organy administracji publicznej. Na bieżąco uczestniczył w procesach tworzenia prawa, przygotowując opinie, stanowiska i postulaty w imieniu branży dystrybutorów samochodów. Brał udział w procesie tworzenia wszystkich najważniejszych dla branży dystrybucji pojazdów i usług serwisowych zmian prawnych w ostatnich 11 latach.

Jestem zaszczycony powierzoną mi funkcją. Zdaję sobie sprawę z tego, że w obecnych czasach, gdy przed branżą dealerską stawiane są coraz nowsze i trudniejsze do rozwiązania problemy, stanowisko prezesa Związku jest związane ze szczególną odpowiedzialnością. Moje działania jako prezesa skupią się na sprostaniu wszystkim wyzwaniom, jakie będą stawiane naprzeciw całej branży. Będę kontynuował moją dotychczasową działalność prawną i lobbingową, ale również będę tworzył nowe rozwiązania sprzyjające rozwojowi rynku motoryzacyjnego. Pragnę podziękować Radzie Dealerów za wybór mojej osoby na stanowisko prezesa i obiecuję nie tylko sprostać standardom w prowadzeniu Związku ustanowionym przez mojego poprzednika, ale również wyznaczyć nowe kierunki dla rozwoju całej branży.” – zakomunikował nowy prezes ZDS Paweł Tuzinek.

Prezes Paweł Tuzinek stanie za sterami Związku Dealerów Samochodów, będącego zrzeszeniem przedsiębiorców odpowiadających za ponad 50% udziałów w krajowym rynku dealerskim. Polska branża autoryzowanych dystrybutorów samochodów i serwisów to prawie 600 przedsiębiorstw, w ponad 90% o polskim kapitale, w większości firm rodzinnych, zatrudniających łącznie około 50 000 pracowników.

Moja kadencja prezesa ZDS dobiegła końca w interesujących czasach, gdy prawdopodobnie jesteśmy w niedalekiej przyszłości radykalnych zmian w rynku motoryzacyjnym, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Mówi się, że w ciągu nadchodzących 5 lat w branży dokona się więcej zmiany, niż w trakcie ostatniego stulecia. Wiem jednak, że mój następca jest osobą więcej niż odpowiednią na to stanowisko. Trzymam kciuki i życzę powodzenia w prawdopodobnie najciekawszym etapie kariery zawodowej, jaki czeka Pawła Tuzinka” – powiedział odchodzący prezes Związku, Marek Konieczny.

Walne Zgromadzenie Członków Związku Dealerów Samochodów w trakcie poniedziałkowego posiedzenia wybrało również nową Radyę Dealerów w następującym składzie, Michał Łuczak, Robert Bergier, Artur Dąbrowski, Marek Drabczyk, Grażyna Dukiewicz-Zagrajek, Grzegorz Hankus, Krzysztof Jaroszewicz, Bogusław Kowalski, Piotr Krasnodębski, Mikołaj Szadkowski, Agata Raniecka, Marcin Słomkowski, Radosław Sternicki, Adam Syguła, Waldemar Świercz.

Walne Zgromadzenie członków wybrało również Komisję Rewizyjną na kadencję 2021-2025 w składzie: Aneta Markowska, Karol Szatanik, Piotr Kowalski.

Przełom na polskim rynku elektromobilności coraz bliżej

W 2025 r. łączna liczba osobowych i dostawczych samochodów całkowicie elektrycznych w Polsce może być ok. dwudziestokrotnie wyższa niż obecnie i wzrosnąć do niemal 300 tys. szt. – wynika z raportu Polish EV Outlook 2021. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych zaprezentuje najważniejszą w Polsce publikację poświęconą rynkowi elektromobilności podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021, który w dniach 6-8 września br. odbędzie się w Łodzi.Polish_EV_Outlook_2021_wyd_I_komunikat_grafika_02

„Polish EV Outlook 2021” na ponad 250 stronach przedstawia aktualny stan oraz prognozy rozwoju polskiego rynku zero- i niskoemisyjnego transportu. Raport zawiera niedostępny w żadnym innym źródle zbiór wiedzy na temat elektromobilności w wymiarze zarówno ogólnokrajowym jak i lokalnym, w miastach i powiatach. Według danych IBRM Samar, będącego partnerem merytorycznym raportu w obszarze pojazdów, w połowie 2021 r. skumulowana liczba rejestracji samochodów z napędem elektrycznym w Polsce wynosiła 28 696 szt. osobowych i dostawczych BEV oraz PHEV. Liczba pojazdów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 13 111 szt. (45,7 proc. parku), zaś hybryd typu plug-in – 15 585 szt. (54,3 proc. parku). W I połowie 2021 r. w Polsce zarejestrowano 7 110 nowych EV (czyli aż o 188% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku), jak również 1418 pojazdów tego typu pochodzących z importu.

Z „Polish EV Outlook 2021” wynika, że najwięcej samochodów z napędem elektrycznym – niemal 1/4 całego parku – zarejestrowano w Warszawie. W I połowie 2021 r. stolica odpowiadała za ponad 22 proc. sprzedaży BEV i PHEV w Polsce. Ok. 28 proc. polskiego parku EV zarejestrowano w miastach liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców – Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy i Lublinie. Samochody z napędem elektrycznym zarejestrowano już w każdym polskim powicie, jednak aż w ponad połowie z nich liczba EV nie przekracza dziesięciu.

W mniejszych ośrodkach miejskich, o liczbie mieszkańców od 150 tys. do 300 tys., zarejestrowano 12,5 proc. łącznej liczby samochodów z napędem elektrycznym w Polsce. Ich udział w ostatnich miesiącach nieznacznie wzrósł. Trend wzrostowy odnotowano również w miastach, których liczba mieszkańców wynosi od 50 do 150 tys. osób – jeździ w nich 11,7 proc. wszystkich EV. Najwięcej samochodów z napędem elektrycznym na 1 tys. mieszkańców jest w dalszym ciągu zarejestrowana właśnie w Warszawie (3,82). Kolejne miejsca zajmują Poznań, Katowice, Kraków oraz Wrocław – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

„Polish EV Outlook 2021” zawiera również zbiór szczegółowych danych na temat oferty BEV i PHEV dostępnych na polskim rynku. Na podstawie raportu, polscy klienci mogą wybierać spośród 68 modeli samochodów całkowicie elektrycznych (55 osobowych i 12 dostawczych) oraz 82 hybryd typu plug-in (www.elektromobilni.pl/baza-pojazdow). Podane liczby stają się jeszcze wyższe przy uwzględnieniu wszystkich wariantów akumulatorowych oraz napędowych. Pojazdy z napędem elektrycznym są już dostępne w praktycznie każdym segmencie rynku: od pojazdów miejskich i kompaktowych po samochody sportowe i dostawcze. Z raportu PSPA wynika, że najpopularniejszymi markami BEV pod względem liczby rejestracji są Nissan, BMW oraz Tesla (bez zmian względem poprzedniej edycji „Polish EV Outlook 2021”). Z kolei w segmencie PHEV na podium uplasowały się BMW, Mercedes-Benz, a także Volvo.

Wśród najchętniej kupowanych przez Polaków modeli BEV w I połowie 2021 r. znalazły się Tesla Model 3, Dacia Spring oraz Škoda Enyaq iV. W najbliższym czasie spodziewamy się dalszego wzrostu udziału rejestracji pojazdów kwalifikujących się do dotacji z programu „Mój Elektryk”. Wśród 10 najpopularniejszych modeli BEV w Polsce w I połowie 2021 r. tylko jeden (Mercedes-Benz EQC) nie kwalifikował się do wsparcia ze środków publicznych. Co istotne, aż 13 z 20 najchętniej kupowanych przez Polaków samochodów całkowicie elektrycznych i hybryd typu plug-in należy do segmentu SUV/crossover – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Na podstawie „Polish EV Outlook 2021”, w latach 2014-2021 udział dostawczych oraz osobowych samochodów z napędem elektrycznym w sprzedaży nowych pojazdów w Polsce wzrósł z 0,04% do 2,86%. Park EV w tym czasie powiększył się ponad 80 razy. PSPA prognozuje kolejne rekordy rejestracji BEV i PEHV w najbliższych latach. Na potrzeby „Polish EV Outlook 2021” opracowano różne scenariusze rozwoju sektora e-mobility, w wariantach zakładających wdrożenie zachęt finansowych lub podatkowych, jak również brak wsparcia ze strony państwa. Prognozy uwzględniają ponadto dziesiątki różnych czynników, takich jak wiodące trendy w sektorze motoryzacji, unijne, krajowe i lokalne regulacje prawne, rozwój technologii i postępujące zmiany w nawykach konsumentów, specyfikę rynku polskiego oraz analizę rynków wysokorozwiniętych. Z raportu PSPA wynika, że, niezależnie od danego scenariusza, sprzedaż samochodów elektrycznych w ciągu obecnej dekady z roku na rok będzie wzrastać, co gwarantuje polityka Unii Europejskiej jak i stymulowane przez nią inwestycje koncernów motoryzacyjnych. Jednak tempo tego wzrostu zależy w znacznej mierze od czynników krajowych: stworzenia przyjaznego otoczenia legislacyjnego jak i wdrożenia efektywnego systemu wsparcia finansowego.

W scenariuszu realistycznym, zakładającym kontynuację subsydiów w postaci dotacji z NFOŚiGW z programu „Mój Elektryk”, polski park samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w roku 2025 może liczyć ok. 291 tys. szt. To nieco mniejsza liczba niż zakładana w poprzedniej edycji „Polish EV Outlook”. Do bezpośrednich powodów takiego stanu rzeczy należy zaliczyć późne uruchomienie wsparcia dla nabywców instytucjonalnych, jak również kryzys na rynku półprzewodników, który ogranicza podaż EV wybranych marek. Niemniej jednak polska elektromobilność w kolejnych latach będzie rozwijać się coraz bardziej dynamicznie. W 2030 r. skumulowana liczba rejestracji EV w Polsce wyniesie 940 tys. szt., zaś PHEV – 668 tys. szt. – podsumowuje Maciej Mazur.

Obok danych dotyczących rynku samochodów, „Polish EV Outlook 2021” zawiera również kompleksową analizę sieci infrastruktury ładowania w Polsce, jak również prognozy jej rozbudowy do 2040 r. W raporcie w szczegółowy sposób opisano także regulacje prawne kształtujące polski rynek elektromobilności. Nowością w tegorocznej edycji opracowania jest m.in. przygotowana we współpracy z IGKM analiza floty autobusów elektrycznych w polskich gminach, jak również prognoza wzrostu zapotrzebowania energetycznego związanego z rozwojem elektromobilności w Polsce. Raport zawiera ponadto szczegółowy opis struktury nabywców samochodów z napędem elektrycznym z podziałem na osoby fizyczne i podmioty instytucjonalne.

Szczegółowe wyniki raportu Polish EV Outlook 2021 zostaną zaprezentowane podczas Kongresu Nowej Mobilności 2021, który odbędzie się w dniach 6-8 października br. w kompleksie EC1 w Łodzi. To najważniejsza w Polsce konferencja, w całości poświęcona elektromobilności. Wydarzenie zgromadzi kluczowych interesariuszy całego łańcucha wartości zeroemisyjnego transportu w Polsce, osoby zawodowo związane z rynkiem e-mobility. Producenci pojazdów, firmy technologiczne i infrastrukturalne, koncerny energetyczne i paliwowe, operatorzy transportowi, rozwijające się startupy i decydenci spotkają się, aby omawiać wprowadzane na rynek technologie, a także identyfikować modele biznesowe oraz partnerstwa, gwarantujące realizację nowych projektów mobilnościowych. W tym roku organizatorzy KNM 2021, PSPA oraz Miasto Łódź, rozszerzają formułę Kongresu o wyjątkowe wydarzenie towarzyszące – Manufakturę Elektromobilności, która odbędzie się w dniach 8-9 października br. na rynku łódzkiej Manufaktury, a także Zlot członków EV Klubu Polska.

Działania banków centralnych bez zmian

W minionym tygodniu zarówno europejski bank centralny, jak i polska rada polityki pieniężnej pozostawiły stopy procentowe bez zmian. ECB wskazało, że ekspansywna polityka pieniężna będzie w dalszym ciągu utrzymana, ale z uwagi na sprzyjającą sytuację gospodarczą, tempo skupu aktywów będzie w najbliższym czasie nieco niższe niż w ostatnich dwóch kwartałach. Założenia polityki pieniężnej w strefie euro wskazują, że w przyszłym roku inflacja powinna się obniżać, a jej obecne wyższe odczyty są przejściowe. Taką samą narrację w kwestii dynamiki cen konsumpcyjnych prezentuje polska Rada Polityki Pieniężnej, a gołębi wydźwięk konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego, która miała miejsce w miniony czwartek, zwiększa prawdopodobieństwo braku podwyżek stóp procentowych w Polsce w tym roku.

W tym tygodniu inwestorzy skupiać się będą na danych o inflacji. Wtorek to dzień w którym poznamy dane o dynamice cen w USA, a w piątek poziom inflacji w strefie euro.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Oszuści znaleźli sposób na wyprowadzenie środków z rachunków VAT. KAS nie widzi w tym problemu

Jak informują doradcy podatkowi, coraz częściej zdarzają się przypadki przelewania kwoty brutto na rachunek VAT. Podkreślają również, że mechanizm ten może być wykorzystywany przez oszustów. Natomiast Ministerstwo Finansów nie dostrzega w tym rozszczelnienia systemu i nie planuje wprowadzenia żadnych zmian. Według resortu, środki trafiające w ten sposób na konto kontrahenta nadal podlegają nadzorowi organów. Ale eksperci podważają taką narrację. Ponadto banki nie mają narzędzi, żeby kontrolować lub ograniczać tego typu działania. Pojawiają się też opinie, że oszukańcza metoda rozpowszechni się, a ministerstwo powinno odpowiednio ostrzec przed nią podatników.

Oszukańczy pomysł

Od jakiegoś czasu doradcy podatkowi zwracają uwagę na problem dot. rachunków VAT. Zgodnie z założeniami, kwota netto z faktury powinna trafić na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy, a podatek VAT – na jego rachunek VAT. Ale zdarzają się przypadki przelewania kwoty brutto na rachunek VAT. Według ekspertów, to może być wykorzystywane przez oszustów.

– Opisana sytuacja nie stanowi rozszczelnienia systemu. Środki trafiają na rachunek VAT, który podlega nadzorowi przez organy podatkowe. Podatnik nie ma pełnej swobody w dysponowaniu pieniędzmi znajdującymi się na rachunku VAT. Może przeznaczyć je na ściśle określone cele, a ich uwolnienie na rachunek główny poprzedzone jest analizą organów podatkowych – komentuje Anita Wielanek, rzecznik prasowy szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Natomiast Jerzy Martini, doradca podatkowy, uważa mechanizm podzielonej płatności za bardzo dobry pomysł. Ale jak przekonuje, sam MPP bez dodatkowych działań nie jest w 100% szczelny. Oszukańcza metoda polega bowiem na tym, żeby wyciągnąć środki z konta, które powinno być chronione. One służą do nabycia towarów lub dóbr o wysokiej wartości, np. nieruchomości, pojazdów itd. Później dochodzi do ich szybkiej sprzedaży. To obejście całej logiki, która stoi za MPP.

– Klienci potwierdzają, że można ustawić po stronie kwoty netto – 0, po stronie kwoty VAT – całą kwotę faktury brutto. W takiej sytuacji możliwe jest ze stałych środków zgromadzonych na rachunku VAT zapłacenie całej kwoty brutto faktury. Przypuszczam, że są firmy, które wystawiają fakturę, uzyskują kwotę brutto, a później jakoś się rozliczają w towarze lub gotówce – mówi Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Środki (nie)kontrolowane

Resort nie planuje zmian w obszarze „komunikatu przelewu”, o czym informuje Anita Wielanek. Jednakże w przypadku stwierdzenia wykorzystywania MPP niezgodnie z założeniem, zostaną podjęte stosowne działania eliminujące nieprawidłowości. I jak dodaje rzecznik prasowy szefa KAS, mechanizm stosowany jest w relacjach B2B. Ewentualna zapłata z rachunku VAT kwoty brutto zamiast wartości odpowiadającej kwocie podatku VAT oznacza, że wyższa suma trafia na rachunek VAT kontrahenta, czyli nadal podlega nadzorowi organów.

– Podatnik nie musi występować o zwrot nadwyżki. Może przecież wyczyścić rachunek VAT, zużyć środki na zapłatę swoich bieżących zobowiązań podatkowych. Naczelnik urzędu skarbowego nie analizuje tego, że przedsiębiorca przeznaczył kwotę na uregulowanie VAT-u. Jeśli podatnik wystąpił o uwolnienie tych środków, to urząd prawdopodobnie zorientowałby się, że coś jest nie tak po wcześniejszych etapach – analizuje Jerzy Martini.

Anita Wielanek zaznacza, że przelanie innej kwoty niż równowartość podatku VAT z faktury nie jest sankcjonowane. Właściciel rachunku VAT, który otrzymał taką kwotę, nie ma możliwości jej zwrócenia do płacącego. Jedynym wyjątkiem są sytuacje, w których wystawiana jest faktura korygująca zmniejszająca wartość transakcji. Wówczas sprzedawca przelewa różnicę w zakresie kwot VAT z zastosowaniem MPP.  Zatem w takiej sytuacji kwota, która wpłynęła na rachunek VAT pozostaje na tym rachunku i podlega reżimowi MPP.

– Brak sankcjonowania przelania innej kwoty na rachunek VAT niż tylko równowartość podatku VAT może przyczynić się do częstszych tego typu przelewów. Z pewnością część podatników skusi wizja natychmiastowego i w zasadzie niekontrolowanego uruchomienia środków, dotąd zamrożonych, poprzez skorzystanie z takiej „pomyłki”. To może być uznane jako lepszy wariant niż wizja ubiegania się o zwrot środków z rachunku do US – stwierdza ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Banki bez narzędzi

Kwestie uznania i obciążenia rachunku VAT zostały uregulowane w art. 62b ustawy z 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe, co podkreśla rzecznik Wielanek. I dodaje, że w przepisie tym nie przewidziano uznania rachunku VAT kwotą netto wynikającą z dokonania płatności z wykorzystaniem MPP. Resort nie odnotował przypadków dotyczących wpłat na rachunek VAT kwoty netto wynikającej z płatności z wykorzystaniem MPP. Kwestia obsługi rachunków bankowych, w tym VAT-owskich pozostaje poza właściwością organów skarbowych.

– Bank nie jest w stanie zweryfikować systemowo, czy płatność na rachunek VAT dotyczy tylko tego podatku, czy całej kwoty brutto faktury i jest zgodna z fakturą VAT, na podstawie której dokonywana jest płatność. Błąd popełnia w poleceniu przelewu płatnik faktury realizujący przelew. Ponadto bank nie ma podstaw prawnych, by korygować takie płatności – informuje Krzysztof Rogowski, Dyrektor Departamentu Klienta Korporacyjnego Banku BPS S.A.

Jak zaznacza Piotr Rutkowski, zastępca rzecznika prasowego mBanku, to na nadawcy spoczywa sprawdzenie wykonywanego przez niego przelewu oraz kwot, jakie wpisuje w ramach Split Payment. Ustawodawca nie przewidział żadnych dodatkowych narzędzi, które umożliwiałyby bankowi weryfikację kwot umieszczonych w takim przelewie. W podobnym tonie wypowiadają się też przedstawiciele innych banków.

– Po stronie aparatu skarbowego ciąży obowiązek, żeby dokonywać tej weryfikacji. Moim zdaniem, najlepiej, żeby to było częściowo zautomatyzowane. Ciężko byłoby sobie wyobrazić przypadki, kiedy przeglądane są wszystkie rachunki vatowskie. Natomiast człowiek mógłby wchodzić na drugim etapie, gdy w systemie zapali się żółta lampka, że coś się nie zgadza – mówi Jerzy Martini.

Bez ostrzeżenia

Ministerstwo Finansów nie planuje prowadzenia kontroli w zakresie płatności z wykorzystaniem rachunku VAT. Organy skarbowe zajmują się weryfikacją, czy podatnik wywiązuje się z obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego za dany okres rozliczeniowy (miesięczny lub kwartalny). Kontrola może zostać przeprowadzona po zamknięciu danego zakresu czasowego.

– Nie ma co dramatyzować, ale mówienie, że wszystko jest dobrze, to niedocenienie tego przypadku. Resort powinien odpowiednio ostrzec podatników. Należy wydać komunikat, że jeśli kontrahent zechce zapłacić całość na rachunek VAT, to powinna zapalić się czerwona lampka. Ale nie ma takiego ruchu – stwierdza Jerzy Martini.

Według Marka Niczyporuka, ministerstwo nie chce przyznać, że możliwe jest dokonywanie przelewów z naruszeniem przepisów prawa bankowego. Celem wprowadzenia tych regulacji było zapobieganie „wyciekaniu” środków stanowiących równowartość VAT poza rachunki bankowe, które są ściśle kontrolowane przez organy skarbowe. Stąd przewidziano obowiązek regulowania płatności z zastosowaniem MPP w tych branżach, które uznano za szczególnie wrażliwe na wykorzystanie w ramach tzw. karuzel podatkowych.

– Boję się, że rozprzestrzeni się ten model oszukańczy. Przykładowo, dealer prestiżowych samochodów ucieszy się, że ktoś chce kupić pojazdy. Nabywca nie za bardzo negocjuje cenę, tylko stawia jeden warunek, tzn. przelew na rachunek VAT, który wydaje się niegroźny. I np. za 3 lata przyjedzie fiskus do tych dealerów i powie, że robili transakcje z oszustami, a powinni się zorientować, że taki przelew to element służący do oszustwa. Służby będą więc wyciągać konsekwencje wobec sprzedawców, bo oczywiście naciągaczy już dawno nie będzie – podsumowuje doradca podatkowy Jerzy Martini.

Spółka CPK przedstawiła standardy Kolei Dużych Prędkości

Centralny Port Komunikacyjny przedstawił standardy Kolei Dużych Prędkości, opracowane z Instytutem Kolejnictwa i we współpracy z partnerami zagranicznymi. Są one niezbędne do projektowania i budowy tzw. szprych w ramach systemu kolejowego CPK, który będzie spójny z inwestycjami kolejowymi prowadzonymi i planowanymi przez kraje sąsiadujące z Polską.

Tę informację przedstawił pełnomocnik rządu ds. CPK Marcin Horała wspólnie z prezesem spółki CPK Mikołajem Wildem podczas seminarium „Jak Inicjatywa Trójmorza może wpłynąć na rozwój polskiej kolei?” z udziałem m.in. wiceministra aktywów państwowych Macieja Małeckiego, pełnomocnika rządu ds. inicjatywy Trójmorza Pawła Jabłońskiego i członka zarządu PKP S.A. Rafała Zgorzelskiego.

Wytyczne dla szybkich kolei w 31 tomach

Standardy pozwolą zapewnić zachowanie jednolitych parametrów technicznych dla linii projektowanych w różnym czasie przez różne podmioty: spółkę CPK, wykonawców dokumentacji projektowej (studiów wykonalności, koncepcji programowo-przestrzennych, projektów budowlanych), firmy budowlane (projekty wykonawcze) i inne instytucje z branży transportowej, w tym spółki Grupy PKP.
standardy szybkich kolei

– Bez standardów technicznych KDP, nie dałoby się efektywnie projektować ani budować linii kolejowych dużych prędkości, czyli tzw. szprych prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i planowanego lotniska – mówi wiceminister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK. – To bardzo ważny krok w ramach realizacji części kolejowej programu inwestycyjnego CPK, która jest już zaawansowana. Dla kilkuset kilometrów planowanych linii dobiegają już końca inwentaryzacje przyrodnicze, trwa też opracowywanie studiów wykonalności – podkreśla.

Specjalistyczne opracowanie „Standardy techniczne: szczegółowe warunki techniczne dla budowy infrastruktury kolejowej CPK – wytyczne projektowania” po wydrukowaniu liczy 31 tomów.

– To przełomowy moment: wprowadzamy standardy techniczne KDP jako pierwsza inwestycja w Polsce. Ich beneficjentami będzie szerokie grono instytucji i firm branży kolejowej. Standardy stanowią zbiór specjalistycznych danych niezbędnych dla producentów materiałów i urządzeń wykorzystywanych na kolei, dla producentów taboru kolejowego i dla przewoźników kolejowych. Standardy zapewnią też spójność infrastruktury KDP z systemami działającymi lub planowanymi w krajach sąsiednich – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Szprychy CPK a inwestycje kolejowe za granicą

Inwestycje kolejowe CPK wpisują się w priorytety Inicjatywy Trójmorza, która obejmuje 12 krajów UE w regionie Bałtyku, Adriatyku i Morza Czarnego.

  • Czechy
    Na południe od Polski spółka CPK ściśle współpracuje ze Správą železnic czyli czeskim zarządcą infrastruktury kolejowej. Współdziałanie dotyczy połączeń transgranicznych w standardzie KDP: zarówno Katowice – Ostrawa (szprycha nr 7) i Wrocław – Wałbrzych – Praga (szprycha nr 9).Dla połączenia transgranicznego z Wrocławia do Pragi CPK i Správa železnic koordynują działania dotyczące prac studialnych (po obu stronach granicy przygotowywane są skoordynowane studia wykonalności, czyli dokumentacja przedprojektowa).Dla odcinka Katowice – Ostrawa, od ubiegłego roku trwają inwentaryzacje przyrodnicze, a od lipca tego roku prace przygotowawcze w ramach studium wykonalności. Analizy dotyczą też odcinka po czeskiej stronie granicy, a po wykonaniu zostaną Czechom udostępnione. Trasa CPK Katowice-Ostrawa to etap inicjatywy budowy KDP dla Grupy Wyszehradzkiej (V4) zainicjowanej przez rządy krajów Polski, Czech, Słowacji i Węgier.
  • Kraje bałtyckie
    Tzw. Rail Baltica, która prowadzi do Polski ze strony krajów bałtyckich, to transgraniczna trasa kolejowa, będąca elementem transeuropejskiego korytarza transportowego TEN-T. Inwestycja współfinansowana przez UE połączy torem o zachodnim, europejskim rozstawie szyn Warszawę, Kowno, Rygę, Tallinn i Helsinki.Po polskiej stronie trasa jest elementem tzw. szprychy nr 3 przez Ełk, która jest dostosowywana do standardu dużych prędkości przez PKP Polskie Linie Kolejowe. Te prace są skoordynowane z działalnością inwestycyjną CPK i wpisują się w docelowy układ sieci kolejowej w Polsce.
  • Niemcy
    Inwestycje kolejowe CPK wpisują się też w sieć szybkich połączeń po zachodniej stronie granicy. Dzięki budowie linii kolejowej nr 85 Warszawa-CPK-Łódź-Sieradz-Poznań o standardzie KDP, czyli fragmentu tzw. igreka, przejazd z Warszawy do Berlina skróci się o ok. 40 minut (dalej z Poznania w stronę Niemiec trasa prowadzi odcinkiem, którego modernizacja jest w gestii spółki PKP PLK).Linia ta wchodzi w skład transeuropejskiego korytarza transportowego TEN-T Morze Północne – Morze Bałtyckie, a więc zgodnie z założeniami UE, powinna powstać do 2030 roku.
  • Ukraina
    Infrastrukturalne zbliżenie jest też możliwe na wschodzie. Szprycha nr 5 Trawniki-Zamość-Bełżec, dla której spółka CPK zleca obecnie studium wykonalności, prowadzi w rejon przygraniczny. W przypadku zainteresowania strony ukraińskiej, które jest wstępnie deklarowane, możliwa byłaby wspólna transgraniczna inwestycja, w wyniku której linia dużych prędkości zostałaby przedłużona m.in. do Lwowa.

Spółka CPK planuje w ramach 30 zadań inwestycyjnych budowę prawie 1800 km nowych linii kolejowych o standardzie KDP – z prędkością projektową 250-350 km/h (w zależności od odcinka). Te linie mają zostać zrealizowane do końca 2034 r. Dla większości z nich trwają prace przygotowawcze: inwentaryzacje przyrodnicze i studia wykonalności.

Remonty dróg w Warszawie – czy będą korki w mieście?

Południowa Obwodnica Warszawy (POW) jest już na ukończeniu. Węzeł Puławska na S2 niebawem połączy się z węzłem Ursynów – ale trzeba jeszcze trochę poczekać na zakończenie prac w tunelu na Ursynowie. To ostatni etap robót przed otwarciem całej trasy. Na pewno warszawscy kierowcy ze zniecierpliwieniem czekają na tunel w ramach południowej obwodnicy Warszawy – bo bez tego tunelu oddany odcinek nie spełnia swojej funkcji. Jest tak, ponieważ taka wyrwa nie pozwala prowadzić ruchu – nie tyle tranzytowego, ile przede wszystkim aglomeracyjnego czy ruchu miejskiego z pominięciem np. Śródmieścia czy też dzielnic obrzeżnych. Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to najdłuższy tunel w Polsce – 2335 m – ale na pewno będzie to też tunel najnowocześniejszy. Znajdować się tam będzie 13 rozmaitych systemów bezpieczeństwa, mamy całodobowe centrum kontroli zarządzania ruchem, czujniki, które sprawdzają temperaturę oraz natężenie CO2. Poprawa bezpieczeństwa na drogach, dostępności i stanu technicznego infrastruktury drogowej to priorytety Zarządu Dróg Miejskich na 2021 r. – a POW jest tylko jedną z wielu realizowanych obecnie inwestycji. Część ulic czekają remonty, inne przejdą większe przebudowy. Liczne remonty wiążą się też z utrudnieniami w ruchu drogowym i wciąż powiększającymi się korkami. W związku z tym eksperci zachęcają do korzystania z komunikacji miejskiej i przekonują o jej bezpieczeństwie.

– Często zadawanym pytaniem jest to, czemu obwodnica znajduje się tak blisko tkanki miejskiej? Jest tak, ponieważ nie jest to obwodnica tranzytowa. Droga w 90% powstała dla mieszkańców. Z kolei ruch tranzytowy ma być wyprowadzony na nowy układ – drogi S50 oraz A50 – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Osobiście liczę na to, że tunel zostanie otwarty we wrześniu. Jest to o tyle ważne, że już przystępuje się do wyburzenia wiaduktów na trasie Łazienkowskiej. Jest to ważny ciąg, ponieważ przejeżdża tamtędy ponad 100 tyś. pojazdów na dobę. Gdyby tunel został oddany szybko – to wtedy odciążona zostanie nie tylko trasa Łazienkowska, ale także Siekierkowska. Oczywiście mamy szereg innych remontów – takich, jak chociażby budowa przejść naziemnych w Centrum, opóźnione przebudowy ul. Królewskiej i Marszałkowskiej biorące pod uwagę udogodnienia dla pieszych. Kolejnym ważnym remontem jest realizacja, która będzie wprowadzać ruch z ul. Żołnierskiej do ul. Marsa w Warszawie. Myślę jednak, że najtrudniejszą inwestycją jest trasa Łazienkowska – bo są to aż 2 lata i 6 miesięcy remontu. Dodatkowy problem stanowi fakt, że Warszawa jest coraz bardziej zakorkowana – a przyczynami jest zmniejszenie pracy hybrydowej, powrót do szkół, ale także zmniejszenie zaufania do komunikacji miejskiej. W związku z tym więcej osób korzysta z samochodów, mimo że nie udowodniono bezpośrednich powiązań komunikacji publicznej z zachorowaniami na COVID – wyjaśnia Furgalski.

Develia bliżej sprzedaży Sky Tower

Grupa Develia podpisała ze spółką należącą do Funduszu Inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group przedwstępną umowę sprzedaży wszystkich należących do niej udziałów w projekcie Sky Tower we Wrocławiu. Cenę sprzedaży ustalono na 84,4 mln EUR, która  zostanie pomniejszona o wartość nierozliczonych zachęt dla najemców, a transakcja ma być sfinalizowana do końca 2021 r.

– Sprzedaż Sky Tower jest ważnym elementem strategii ogłoszonej na początku 2021 r. Konsekwentnie redukujemy nasze zaangażowanie w segmencie komercyjnym stawiając na rozwój w działalności mieszkaniowej i PRS – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Budynek, który przez lata stał się jedną z wizytówek Wrocławia, trafi do Adventum Group funduszu z dużym doświadczeniem na rynku nieruchomości – dodaje prezes.

Stronami transakcji są Sky Tower, spółka należąca do Develii i Olimp Investment, spółka kontrolowana przez Adventum Group. Przedmiotem sprzedaży będą wszystkie należące do Grupy Develi udziały w prawie własności nieruchomości Sky Tower (79,55%). Pozostałe udziały pozostaną w posiadaniu właścicieli wydzielonych lokali. Cenę sprzedaży ustalono na 84,4 mln EUR i zostanie ona pomniejszona o nierozliczone na dzień zawarcia finalnej transakcji zachęty dla najemców z tytułu umów najmu. Podpisanie ostatecznej umowy jest uzależnione od spełnienia warunków zawieszających.

– Wynegocjowana cena sprzedaży Sky Tower nieznacznie odbiega od wartości księgowej budynku. Pieniądze pozyskane ze sprzedaży zostaną przeznaczone na spłatę kredytu związanego z projektem w wysokości blisko 194  mln zł oraz na dalszy dynamiczny rozwój działalności w segmencie mieszkaniowym, która w naszej ocenie jest najbardziej perspektywiczną – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Sky Tower jest najwyższym budynkiem we Wrocławiu i jednym z najwyższych w Polsce.

Przybywa nowych biur i mieszkań w Katowicach – rekordowa aktywność deweloperów

W materiale mówimy między innymi o:

Rynku biurowym:

  • Jednym z ważniejszych elementów stymulujących wzrosty na rynku biurowym jest rozwój sektora BPO/SSC.
  • Na koniec I poł. 2021 r. Katowice oferowały 591 000 mkw., co oznacza, że są szóstym w kraju rynkiem pod względem zasobów powierzchni biurowej.
  • Stolica województwa śląskiego odpowiada też za 15% popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w miastach poza Warszawą.
  • W Katowicach w budowie znajduje się ok. 160 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co jest drugim najwyższym wynikiem wśród rynków regionalnychrynek biurowy katowice

Pierwotnym rynku mieszkaniowym:

  • Sprzedaż nowych mieszkań w Katowicach, zarówno w I jak i II kwartale 2021 r., była zbliżona do średniej kwartalnej z najlepszego sprzedażowo 2019 roku i wynosiła ponad 600 mieszkań w każdym kwartale.
  • Powrót do wysokich liczb sprzedanych mieszkań był możliwy dzięki wyraźnie wyższym wprowadzeniom.
  • Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w I półroczu 2021 r. przekroczyła 1400 i była jedną z wyższych w ostatnich latach.
  • Na koniec czerwca 2021 r. średnia cena ofertowa mieszkań na rynku pierwotnym wyniosła niecałe 8300 zł/mkw. Oznacza to wzrost na przestrzeni 3,5 roku o prawie 50%.
  • Ceny mieszkań w Katowicach rosły tak samo jak w pozostałych największych aglomeracjach – o 5% k-d-k i o 11% w ujęciu rocznym.rynek mieszkaniowy katowice

160 000 mkw. w budowie czyli 14% powstającej w kraju powierzchni biurowej i ponad 1400 nowych mieszkań wprowadzonych do sprzedaży na rynku pierwotnym, to jedne z najlepszych w historii wyników odnotowanych na katowickim rynku.

W I półroczu 2021 aktywność budowlana w Katowicach była jedną z wyższych w miastach regionalnych. Katowicki rynek biurowy z wynikiem 160 000 mkw. odpowiadał za 21% nowej podaży poza Warszawą (14% w całym kraju), a popyt był o 47% wyższy r-d-r. Na rynku mieszkaniowym również nie próżnowano. Do sprzedaży w projektach deweloperskich trafiło 1400 lokali i choć średnia cena nowych mieszkań była o 50% wyższa niż jeszcze pięć lat temu, sprzedaż odnotowana w pierwszych sześciu miesiącach roku była najlepsza w historii tego rynku – wynika z danych firmy doradczej JLL.

Jednym z ważniejszych elementów stymulujących wzrosty na rynku biurowym jest rozwój sektora BPO/SSC. W I kwartale 2021 r. w sektorze nowoczesnych usług biznesowych w Polsce zatrudnionych było 355 300 osób, o 13 500 (3,9%) więcej niż w analogicznym okresie 2020 r.[1], a jedną z kluczowych lokalizacji dla tego sektora są Katowice i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM).

Jak wynika z danych ABSL Katowice i GMZ znajdują się w gronie pięciu największych ośrodków nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Funkcjonuje tam 115 centrów BPO / SSC / IT / R&D, z czego siedem zostało otwartych w latach 2020-2021. Na początku tego roku zatrudnienie w sektorze sięgało 27 500, a stosunkowa odporność branży na zawirowania wywołane pandemią pozwala szacować, że w I kwartale 2022 r. liczba pracowników może przekroczyć 28 900. Nie bez znaczenia dla potencjału rozwoju tego rynku jest oferta nowoczesnej powierzchni biurowej, która rozwinęła się w regionie w ostatnich latach.

Popyt na śląskim rynku biurowym

Na koniec I poł. 2021 r. Katowice oferowały 591 000 mkw., co oznacza, że są szóstym w kraju rynkiem pod względem zasobów powierzchni biurowej. Stolica województwa śląskiego odpowiada też za 15% popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w miastach poza Warszawą.

Rekordowe zapotrzebowanie na biura w Katowicach przyniósł rok 2019, kiedy wynajęto blisko 85 000 mkw. W 2020 r. podpisano umowy najmu na prawie 65 000 mkw., co wprawdzie oznacza spadek o 24% w porównaniu do poziomu z 2019 roku, ale pamiętać należy, że był to rok niezbyt sprzyjający rynkowi biurowemu. Największą transakcją w minionym roku na rynku katowickim była umowa typu pre-let ING Tech Poland w Global Office Park na 16 600 mkw. Zainteresowanie powierzchnią biurową w I półroczu 2021 r. pozwala mieć nadzieję na poprawę wyniku z roku ubiegłego.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 r. w Katowicach podpisano umowy najmu na ponad 39 000 mkw. Blisko połowę z tego stanowiły renegocjacje umów. Niepewność wywołana niepewną sytuacją rynkową oraz faktem, że wielu najemców jest w trakcie opracowywania nowych strategii środowiska pracy wstrzymuje kluczowe decyzje dotyczące wynajmu powierzchni biurowych, komentuje Dorota Gruchała, Dyrektor Biura JLL w Krakowie.

W I poł. 2021r. do pięciu największych transakcji najmu w Katowicach należały: renegocjacja i ekspansja Rockwell Automation na łącznie 19 500 mkw. w A4 Business Park II, 4300 mkw. wynajęte przez UPC i 2600 mkw. podpisane przez Hyland w biurowcu Global Office Park, ekspansja 1900 mkw. Keywords Studios w kompleksie Green Park oraz 1100 mkw. wynajęte przez ista w Supersam.

Wysoka aktywność deweloperów – w budowie 160 000 mkw.

Według danych JLL na koniec czerwca 2021 r. w budowie na ośmiu głównych rynkach regionalnych[2] znajdowało się 760 000 mkw., z czego na Katowice przypada 21%. W 2020 r. oddano do użytku 61 300 mkw., a w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2021 r. kolejne 1500 mkw. powierzchni biurowej.

Od 2020 r. do końca czerwca 2021 r. na rynek trafiło 5 nowych budynków o łącznej powierzchni ok. 62 800 mkw. Aktualnie w budowie znajduje się kolejne ok. 160 000 mkw., co jest drugim najwyższym wynikiem wśród rynków regionalnych. Warto jednak podkreślić, że zdecydowana większość tego wolumenu zostanie dostarczona na rynek w 2022 r., w efekcie czego Katowice zanotują rekordowy przyrost podaży. Do końca tego roku oddane do użytku zostanie ok. 10 000 mkw., co z kolei może przyczynić się do niewielkiego wzrostu pustostanów, wyjaśnia Ewa Grudzień, Starszy Analityk Rynku JLL.

Współczynnik pustostanów na koniec pierwszego półrocza wyniósł 9,2%. Do największych realizowanych obecnie inwestycji należą Global Office Park (55 000 mkw., Cavatina) i .KTW II (40 000 mkw., TDJ Estate) oraz Craft (27 000 mkw., Ghelamco), które dostarczą na rynek ok. 122 000 mkw. biur.

Niewykluczone, że niektóre z inwestycji planowanych na 2022 zostaną przesunięte na 2023 rok. Będzie to zależało w dużej mierze od sytuacji na rynku najmu w drugiej połowie 2021 r. i na początku 2022 r., a ta jest uzależniona od rozwoju sytuacji epidemicznej w kraju oraz przyjętych przez firmy strategii powrotu pracowników do biur, komentuje Dorota Gruchała, ekspertka JLL.

Rekordowa sprzedaż na rynku mieszkaniowym

Trudno jest analizować rynek nieruchomości w Katowicach w oderwaniu od samej aglomeracji. W ramach aglomeracji śląskiej funkcjonuje kilka ważnych ośrodków miejskich, które razem stanowią najliczniej zamieszkały obszar w kraju. Katowice to centrum tego rejonu i zarazem miejsce gdzie nowych inwestycji mieszkaniowych powstaje najwięcej. Jak podaje JLL aktywność deweloperów w ramach całej aglomeracji, prawie w połowie skoncentrowana jest w Katowicach. Podczas gdy w Aglomeracji Śląskiej na koniec czerwca br. w sprzedaży dostępnych było ok. 5000 nowych mieszkań, w samych Katowicach osoby poszukujące do zakupu mieszkania mogły wybierać z puli 2000 lokali. Miasto boryka się wprawdzie od jakiegoś czasu z problemem odpływu mieszkańców, zarówno do mniejszych ośrodków w aglomeracji jak i poza nią, jednak rynek nowych mieszkań w ostatnich latach notował systematyczne wzrosty.

Sprzedaż nowych mieszkań w Katowicach, zarówno w I jak i II kwartale 2021 r., była zbliżona do średniej kwartalnej z najlepszego sprzedażowo 2019 roku i wynosiła ponad 600 mieszkań w każdym kwartale, co zaowocowało najlepszym w historii tego rynku wynikiem sprzedaży odnotowanym w pierwszych sześciu miesiącach roku.

Nowa podaż zachęca kupujących

Powrót do wysokich liczb sprzedanych mieszkań był możliwy dzięki wyraźnie wyższym wprowadzeniom. Na innych dużych rynkach sprzedaż coraz silniej uzależniona jest od podaży, w przypadku Katowic nabywcy nadal mają wybór. Pamiętać też należy, że Katowice pozostają nieco w tyle za głównymi sześcioma miastami pod względem momentu w cyklu rynkowym. O ile na większości największych rynków (Warszawa, Kraków, Wrocław i Trójmiasto) szczyt sprzedaży miał miejsce w 2017 roku, to w Katowicach najlepszy wynik sprzedaży – 2500 mieszkań – zanotowano w 2019 roku. Przyjście pandemii COVID-19 w 2020 roku wyraźnie zaburzyło rosnące wielkości zarówno nowych wprowadzeń, jak i sprzedaży, komentuje Katarzyna Kamińska, Manager ds. Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

Liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w I półroczu 2021 r. przekroczyła 1400 i była jedną z wyższych w ostatnich latach. To sprawiło, że w ofercie deweloperów działających w Katowicach na koniec czerwca 2021 r. znajdowało się ok. 2000 lokali. Wprawdzie był to wynik o 18% niższy niż przed rokiem, ale w przeciwieństwie do największych rynków w kraju wzrósł w ujęciu kwartalnym.

Przewaga zainteresowania zakupem mieszkań ze strony nabywców jest obserwowana na wszystkich dużych rynkach. W Katowicach nie widać jednak na razie, aby popyt tak silnie jak na pozostałych rynkach przewyższał podaż. Co więcej, wyniki z pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku wskazują nawet na lekką nadwyżkę wprowadzeń, komentuje Katarzyna Kamińska, ekspertka JLL.

Zdaniem ekspertki JLL konkurencją dla rynku pierwotnego jest lokalny rynek mieszkań z drugiej ręki. W tym rejonie można zaobserwować dużą podaż stosunkowo niedrogich mieszkań na rynku wtórnym, zwłaszcza w innych sąsiednich miastach, takich jak Chorzów czy Bytom. Pewna grupa nabywców woli także mieszkać w nowo wybudowanych lub odnowionych domach jednorodzinnych poza miastem lub w najbardziej zielonych dzielnicach.

Ceny własnego M gonią te na największych rynkach

Przeciętne ceny mieszkań w Katowicach rosną systematycznie co kwartał od początku 2018 r. Podobnie jeśli chodzi o wzrost cen zachowują się wszystkie duże rynki. Przez długi czas, aż do końca 2017 r. ceny w Katowicach były stabilne, a za mieszkanie trzeba było zapłacić średnio 5200 zł/mkw. Na koniec czerwca 2021 r. średnia cena ofertowa mieszkań na rynku pierwotnym wyniosła niecałe 8300 zł/mkw. Oznacza to wzrost na przestrzeni 3,5 roku o prawie 50%. Spośród największych rynków jedynie w Krakowie w tym okresie ceny mieszkań w ofercie wzrosły podobnie aż o 55%.

Koncentrując się na ostatnich kwartałach warto podkreślić, że ceny mieszkań w Katowicach rosły tak samo jak w pozostałych największych aglomeracjach – o 5% k-d-k i o 11% w ujęciu rocznym. Cena powyżej 8000 zł/mkw. w Katowicach to wprawdzie kolejny historyczny rekord i zbliżenie się do poziomu cen, które mamy obecnie na rynku w Poznaniu, ale wyjątkowo wysoka sprzedaż odnotowana w ostatnich miesiącach pokazuje, że nabywcy wciąż są w stanie zaakceptować ten koszt zakupu, wyjaśnia Katarzyna Kamińska, ekspertka JLL odpowiedzialna za monitoring rynku mieszkaniowego.

[1] Raport ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2021”

[2] Główne rynki biurowe poza Warszawą to Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin i Lublin

Marsh: Liczba szkód spowodowanych ransomware wzrosła ponad dwukrotnie w ostatnim roku

Złośliwe ataki stanowiły 80% szkód cybernetycznych zgłoszonych w Europie kontynentalnej w 2020 roku.

Według raportu The Changing Face of Cyber Claims 2021, opracowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę w zakresie zarządzania ryzykiem, we współpracy z Microsoft, międzynarodową kancelarią prawną CMS oraz Kivu – globalną firmą specjalizującą w cyberbezpieczeństwie, ataki z użyciem złośliwego oprogramowania odpowiadały za 80% szkód cybernetycznych zgłoszonych w Europie kontynentalnej w ubiegłym roku (w porównaniu do 70% w 2019 roku). Coraz powszechniejsze ataki typu ransomware stanowiły zaś 32% wszystkich szkód odnotowanych w 2020 roku – ponad dwukrotnie więcej niż miało to miejsce w latach 2016-2020 (14%). Jak wskazują wyniki badań, liczba szkód cybernetycznych na terenie Europy kontynentalnej wzrosła o 8% w ostatnim roku.

Raport Marsh powstał w oparciu o analizę szkód z polis cybernetycznych zarządzanych przez Marsh w Europie kontynentalnej w latach 2016-2020. W obliczu rosnącej częstotliwości i dotkliwości cyber ataków, stawki ubezpieczeń cybernetycznych w I kwartale 2021 roku były średnio o 38.7% wyższe dla wszystkich branż z portfolio Klientów Marsh, w porównaniu do 36.6% w IV kwartale 2020 roku.

Najbardziej dotknięte atakami branże – instytucje finansowe, produkcja, telekomunikacja, media i technologie oraz usługi profesjonalne pozostały niezmienione w stosunku do badań z 2019 roku. Jednocześnie liczba zdarzeń szkodowych w tych sektorach znacząco wzrosła w poprzednim roku, przy czym aż trzy z nich odnotowały trzycyfrowy wzrost incydentów cybernetycznych: produkcja (104%), telekomunikacja, media i technologie (153%) i usługi profesjonalne (200%).

Jak zauważono w raporcie, w momencie wybuchu pandemii w Europie na przełomie marca i kwietnia 2020 roku, cyberprzestępcy błyskawicznie wykorzystali poczucie niepokoju, aby wywołać falę ataków związanych z COVID-19, które łączyły znane metody i złośliwe oprogramowanie z ludzką ciekawością i zapotrzebowaniem na aktualne informacje.

„Ataki z użyciem złośliwego oprogramowania, w tym ransomware stają się coraz bardziej szkodliwe, ponieważ cyberprzestępcy starają się wykorzystywać słabe zabezpieczenia organizacji i ludzkie słabości. Pytanie nie brzmi, czy organizacja może stać się ofiarą incydentu, tylko kiedy to nastąpi – komentuje wyniki raportu Jean Bayon de La Tour, Head of Cyber w Marsh w Europie kontynentalnej.

„Ustanowienie planów awaryjnych oraz powołanie zespołu reagowania na incydenty, który będzie odpowiedzialny za zarządzanie kryzysem, jest kluczowe. W sytuacji gdy poprawa bezpieczeństwa cybernetycznego i przygotowanie na nieoczekiwane zdarzenia stanowią podstawę skutecznej obrony, ubezpieczenie cybernetyczne może pomóc złagodzić skutki ataku, zapewnić wsparcie podczas przerw w działalności i powrotu do normalnego funkcjonowania, a także zwiększyć odporność organizacji” – dodaje Bayon de La Tour.

Erik Jonkman, Cybersecurity Lawyer z kancelarii prawnej CMS pokreśla natomiast, że „nieustanny wzrost popularności oprogramowania ransomware zmusza organizacje do skutecznej reakcji prawnej na incydenty cybernetyczne oraz do uznania, że zarządzanie ryzykiem prawnym wykracza daleko poza zgodność z przepisami dotyczącymi prywatności, takimi jak unijne rozporządzenie RODO. Ataki typu ransomware mogą łatwo wywołać spory cywilne między organizacjami, szczególnie gdy ich procesy biznesowe są ściśle powiązane”.

Anna Pluta – Lider Praktyki Cybernetycznej Marsh dodaje: „Wzrost zagrożeń generuje więcej szkód i tym samym wpływa na utrzymujący się wzrost składek. Z perspektywy ubezpieczycieli znaczenie ma ocena dojrzałości w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego i wdrożonych w firmie rozwiązań. Pandemia pokazała, że szybkie decyzje, wymuszające nowe rozwiązania umożliwiające pracę zdalną nie zawsze szły w parze w inwestycjami w obszar cyber security”.

Obawy o inflację w USA; EBC ogłasza „rekalibrację” PEPP

We wtorek czeka nas ważny odczyt inflacji ze Stanów, który pokaże, czy presja cenowa w największej gospodarce świata się utrzymuje. Dane z USA o stagflacyjnym wydźwięku już w zeszłym tygodniu budziły zainteresowanie. Posiedzeniem EBC rynek zbytnio się nie przejął. Jego wydźwięk nie był jastrzębi mimo decyzji o redukcji tempa skupu aktywów w ramach programu PEPP.

Obawy związane ze stagflacją, które wzbudził sierpniowy raport non-farm payrolls z USA, zostały potwierdzone przez inny raport z rynku pracy (Job Openings and Labor Turnover Survey, JOLTS), który pokazał rekordową liczbę wakatów w lipcu. W zeszłym tygodniu globalne rentowności kontynuowały wzrost, z kolei aktywa ryzykowne doświadczały wahań, a wiele i słabości. Za to główne waluty nie ulegały większym zmianom, notując przez większość tygodnia zmiany kursów względem innych podobnych walut o maksymalnie 1%. Dolar amerykański radził sobie lepiej niż inne waluty G10 i większość rynków wschodzących. EBC ogłosił zmniejszenie tempa zakupów w ramach programu PEPP. Prezes Christine Lagarde stwierdziła jednak, że nie jest to tapering, ale „rekalibracja”, zaś uczestnicy rynku raczej nie przejęli się konferencją.

Najważniejsze dane makroekonomiczne w tym tygodniu będą dotyczyć inflacji. We wtorek poznamy sierpniowy odczyt z USA, a w środę z Wielkiej Brytanii, co sugeruje, że możemy spodziewać się pewnej zmienności w połowie tygodnia. Oczekiwane są kolejne oznaki trwającej w obu krajach presji inflacyjnej. Spekulanci będą ostrożni również ze względu na odbywające się w przyszłym tygodniu kluczowe posiedzenie Fedu oraz zebranie Banku Anglii, a także zbliżające się wybory w Niemczech.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie polskiego złotego, który utracił część wcześniejszych zysków. Należy to wiązać z globalnymi obawami dotyczącymi koronawirusa i perspektyw gospodarczych, przekładającymi się na pogorszenie sentymentu do ryzyka. Do deprecjacji przyczynił się też gołębi ton prezesa NBP Adama Glapińskiego, który obniżył oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych w Polsce. Konferencja prasowa oraz opublikowany wcześniej wywiad z Glapińskim miały na rynek większy wpływ niż komunikat po posiedzeniu RPP, który zawierał w sobie lekko jastrzębie tony.

W tym tygodniu poznamy zrewidowane dane o inflacji w sierpniu oraz dane z rynku pracy.

EUR

Wynik wrześniowego posiedzenia EBC był zgodny z oczekiwaniami rynku. Ogłoszono zmniejszenie tempa skupu obligacji (o nieznaną kwotę). Prezes Lagarde robiła jednak wszystko, by przekonać rynki, że tak naprawdę nie jest to tapering. Mniejszą uwagę zwróciły projekcje EBC, w których przewidywany jest powrót do niższego niż cel inflacyjny poziomu 1,5% w 2023 r. Może to zostać zinterpretowane jako gołębi sygnał i przez to być niekorzystne dla euro, ale dotychczas nietrafne prognozy inflacji EBC przemawiają za tym, żeby nie traktować ich zbyt poważnie.

USD

Raport JOLTS dotyczący rynku pracy pokazał kolejny wzrost liczby wakatów w USA, co dość dobrze przygotowuje do wtorkowego odczytu inflacji. Ponowne zaskoczenie w górę może poważnie osłabić nastroje przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Wpływ ostatnich stagflacyjnych wieści na dolara i rentowności był jednak trudny do przewidzenia. Poza tym spekulanci będą przyglądać się drugorzędnym danym, by potwierdzić, że ożywienie wciąż słabnie.

GBP

Plan premiera Borisa Johnsona, by dodatkowe wsparcie socjalne sfinansować przez podwyżki podatków, miał niewielki wpływ na funta. Z kolei pomysł równoważenia wydatków podatkami jest zdecydowanie sprzeczny z tym, co ostatnio dzieje się w międzynarodowej polityce makroekonomicznej.

Wtorkowe dane z brytyjskiego rynku pracy wzbudzą zainteresowanie, uważamy jednak, że odczyt inflacji będzie znacznie istotniejszy dla wyniku posiedzenia Banku Anglii w przyszłym tygodniu. Rada już była równo podzielona w opiniach na temat tego, czy zostały spełnione warunki do podniesienia stóp procentowych. Oczekiwany w środę wzrost inflacji może wzmocnić jastrzębie skrzydło, co powinno być pozytywne dla funta.

CHF

Miniony tydzień dla franka nie był przełomowy. Niewiele było nagłówków, które poruszyły rynek, a wieści ze Szwajcarii były rzadkością. Dane o bezrobociu w sierpniu były lepsze niż oczekiwano i rozbudziły nadzieje na szybszą odbudowę krajowego rynku pracy. Jednak to tygodniowe dane CFTC zwróciły naszą uwagę, ponieważ pokazały spadek długich pozycji spekulacyjnych netto na CHF do najniższego poziomu od maja. Ich poziom był ledwie dodatni. Jakby potraktować to jako barometr ryzyka, może to prowadzić do wniosku, że nastroje rynku nie są tak negatywne, jak sugerują niektóre nagłówki. Będziemy uważnie śledzić kolejne odczyty, by potwierdzić, czy tak właśnie jest. Na razie wspiera to nasz pogląd zakładający osłabienie franka.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Rośnie sprzedaż online – Google wprowadza dwa bezpłatne narzędzia dla przedsiębiorców do analizy i rozwoju e-biznesu

Cyfrowe kanały sprzedaży to szansa dla przedsiębiorców z sektora MŚP na przetrwanie kryzysu i odbudowę zysków w czasie pandemii. Bezpłatny program Google oraz PFR i Chmury Krajowej Firmy Jutra pomógł już ponad 11 tys. firm rozwinąć biznes w internecie, a dzięki tym szkoleniom 3 tys. przedsiębiorców rozpoczęło sprzedaż online. Dziś Google wprowadza na polski rynek dwa darmowe narzędzia, które dodatkowo ułatwią działalność firm w e-handlu – Grow My Store oraz Nawigator Wyszukiwań Lokalnych.

Bezpłatne szkolenia Firmy Jutra ruszyły w listopadzie 2020 r. i do końca września 2021 r. skorzystało z nich już ponad 11 tys. firm, a do końca tego roku przeszkolone zostaną kolejne 4 tys. Badanie Ipsos z sierpnia br. potwierdziło, że niemal 30% uczestników szkoleń odnotowało wzrost sprzedaży i liczby klientów dzięki programowi, który wpłynął przede wszystkim na wzrost liczby odwiedzin na stronie internetowej.

Bezpłatne narzędzia, które pozwalają lepiej zrozumieć potrzeby klienta w sieci

Wśród przedsiębiorców, którzy odbyli kurs motywowani chęcią rozwoju własnej firmy lub projektu biznesowego, aż 8 tys. małych i średnich firm wykorzystało narzędzia cyfrowe do rozwoju i utrzymania biznesu w czasie pandemii, a aż 3 tys. rozpoczęło sprzedaż online. Z myślą o nich i wszystkich firmach, które skupiają się na handlu w sieci, Google udostępnił dziś dwa bezpłatne narzędzia – Grow My Store oraz Nawigator Wyszukiwań Lokalnych, które można obsługiwać w języku polskim.

Wskutek pandemii i ograniczeń z nią związanych, rynek e-commerce w Polsce urósł w 2020 roku o 42% . Obecnie już 3 na 4 polskich internautów przynajmniej od czasu do czasu kupuje produkty przez internet. Dodatkowo pandemia zmieniła sposób, w jaki konsumenci robią zakupy. Online stał się miejscem pierwszego wyboru dla klientów, którzy  poszukują informacji na temat produktów i odkrywają te, które chcą kupić. Dlatego tak istotne jest dobre zrozumienie potrzeb i zachowań klienta w sieci, by móc szybko i właściwie na nie odpowiedzieć. Nasze nowe narzędzia, Grow my Store i Nawigator Wyszukiwań Lokalnych, dokładnie analizują sytuację każdej firmy i generują bezpłatny raport z rekomendacjami na temat tego, co przedsiębiorcy powinni zmienić i ulepszyć w swoim e-biznesie, by nie zostać w tyle i dynamicznie się rozwijać ‒ mówi Hanna Kulawczuk, Product Marketing Manager, Google Polska.

Jak działa Grow My Store?

To bezpłatne narzędzie od Google, które pomaga sprzedawcom poprawić jakość obsługi klientów online, dzięki dostosowanym raportom i rekomendacjom opartym na analizie obecności w internecie. Narzędzie testuje witryny detaliczne pod kątem 22 wskaźników, pochodzących z kilku badań, które dotyczą najlepszych praktyk w zakresie budowania pozytywnych doświadczeń klientów. Grow My Store zadebiutowało w maju 2019 r. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Francji. Od tego czasu jego premiery miały miejsce w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Holandii i we Włoszech. Rok później, opierając się na sukcesie narzędzia i bazując na opiniach użytkowników, zostało ono zaktualizowane. Oprócz oceny witryn sprzedawców, nowa wersja pomaga teraz przedsiębiorcom dowiedzieć się, jak poprawić ich obecność w internecie dzięki bardziej dostosowanym do potrzeb klientów sugestiom, porównuje ich z najlepszymi w swojej klasie sprzedawcami w swojej branży, pomaga zrozumieć, jak zwiększyć ruch na stronie internetowej i dodatkowo udostępnia wybrane artykuły i zasoby dotyczące Covid-19.

Więcej o narzędziu: bit.ly/GrowMyStorePL

W czym pomaga Nawigator Wyszukiwań Lokalnych?

Narzędzie to dostarcza spersonalizowane wskazówki, które pomogą wyróżnić się firmie w wyszukiwarce i Mapach Google. Nawigator Wyszukiwań Lokalnych dokładnie analizuje Profil Firmy w Google i sugeruje, które zmiany właściciel firmy powinien wprowadzić do swojej wizytówki, aby przedsiębiorstwo prezentowało się bardziej atrakcyjnie dla potencjalnych klientów i by widoczne były wszystkie niezbędne informacje. Narzędzie jest bardzo intuicyjne i łatwe w użyciu – użytkownik musi jedynie wprowadzić nazwę swojej działalności, by po kilku minutach otrzymać wyniki analizy.

Dla naszych klientek, które najczęściej kupują nasze produkty w trakcie ciąży i jako świeżo upieczone  mamy najważniejsze są czas i wygoda użytkowania strony. Dlatego tak wartościowym dla nas było skorzystanie z darmowego narzędzia od Google – Grow My Store, które pomogło nam przeanalizować i ocenić naszą stronę internetową. Wiemy, co robimy dobrze, a w których obszarach musimy jeszcze popracować – Monika Frydrych, Bonjour Mommy.

Więcej o narzędziu: bit.ly/NawigatorWyszukiwanLokalnych

Zostań Firmą Jutra już dzisiaj

Każdy przedsiębiorca, który chce rozwinąć swój biznes w sieci i zwiększyć sprzedaż, może samodzielnie i bezpłatnie skorzystać z pomocy Grow My Store i Nawigatora Wyszukiwań Lokalnych. Google wraz z Polskim Funduszem Rozwoju oferuje także kompleksowe wsparcie dla firm z sektora MŚP – udział w programie Firmy Jutra, a co za tym idzie pomoc w zrozumieniu indywidualnych potrzeb i wsparcie w stworzeniu strategii rozwoju konkretnego biznesu. Ten bezpłatny program szkoleniowo-rozwojowy działa od listopada 2020 roku i do końca tego roku zamierza objąć 15 000 firm. Dedykowani doradcy działający w ramach programu pomagają przedsiębiorcom zacząć zarabiać w internecie, dotrzeć do klientów, którzy przenieśli się do świata cyfrowego i zwiększyć innowacyjność, dzięki adaptacji nowych modeli biznesowych i wykorzystaniu rozwiązań chmurowych.

Program Firmy Jutra obejmuje:

  • nowy bezpłatny program szkoleniowy Google adresowany do wszystkich mikro, małych i średnich przedsiębiorców, którzy chcą rozwijać biznes w internecie. Wsparcie będzie składać się z: indywidualnej pomocy konsultanta w opracowaniu planu rozwoju w internecie, szkoleń, pakietu bezpłatnych narzędzi oraz wsparcia doradcy we wdrożeniu zmian
  • kurs Lean Canvas i e-booki biznesowe od Polskiego Funduszu Rozwoju, wspierające rozwój i szybką adaptację nowych modeli biznesowych przez firmy
  • ścieżki szkoleniowe od Chmury Krajowej dotyczące rozwiązań chmurowych dla małych i średnich przedsiębiorców pomagające zwiększać innowacyjność i obniżać koszty działalności. Firmy, które ukończą obie ścieżki szkoleniowe, otrzymają od Chmury Krajowej znaczące pakiety środków do wykorzystania w chmurze Google. Łączna wartość bezpłatnych pakietów wyniesie pół miliona złotych. Szkolenia i oferta bezpłatnych pakietów zostanie udostępniona od 1 stycznia.

Każda firma otrzymuje indywidualne wsparcie doradcy, dlatego jesteśmy w stanie dla każdego przedsiębiorstwa przygotować dopasowany plan rozwoju i działania oraz pomóc w jego wprowadzeniu ‒ tłumaczy Sławek Pańszczyk z Google Polska. ‒ Niezależnie od tego, czy jest to mała firma, która dopiero chce uruchomić sprzedaż w internecie, średnie przedsiębiorstwo, które chce skupić się na rozwoju kanału online czy prężnie działający e-commerce, który potrzebuje bardziej zaawansowanego wsparcia z analityką internetową – każdy może znaleźć dla siebie pomoce i rozwiązania, które pomogą rozwinąć biznes na każdym etapie rozwoju ‒ podsumowuje.

Więcej informacji o programie oraz zgłoszenia można znaleźć na stronie firmyjutra.pl

[1] “Google – Firmy Jutra. Ewaluacja programu” IPSOS, sierpień 2021

[2] “Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” PARP, czerwiec 2019

Już ponad 100 milionów użytkowników HarmonyOS 2, autorskiego systemu operacyjnego Huawei

HarmonyOS 2, autorski system operacyjny Huawei, został pobrany przez ponad 100 milionów użytkowników w ciągu zaledwie trzech miesięcy od jego czerwcowej premiery. HarmonyOS to multiplatformowe oprogramowanie, które zapewnia inteligentne połączenie i współpracę różnych urządzeń, takich jak smartfony, tablety, urządzenia wearable, telewizory, a także szeroko pojęte urządzenia smart home.

HarmonyOS 2 to autorski system operacyjny Huawei, który jest już dostępny dla prawie 100 urządzeń marki działających na chińskim rynku, m.in. smartfonów serii Mate 40, Mate 30, P40, Mate X2, nova 8 oraz tabletu MatePad Pro. W Polsce, własny system operacyjny Huawei zasila najnowszy tablet MatePad 11 oraz smartwatche z serii Watch 3. HarmonyOS 2 łączy urządzenia w jedno super-urządzenie (Super Device), integrujące sprzęty i zasoby tych sprzętów. Może działać na urządzeniach, które mają nie więcej niż 128 KB RAM – to pozwala systemowi zaistnieć na wielu sprzętach z różnych kategorii produktowych, co wyróżnia go na rynku.

Huawei zaprezentował HarmonyOS 2 podczas globalnej premiery 2 czerwca – już tydzień później z systemu operacyjnego Huawei korzystało 10 milionów użytkowników, 8 lipca liczba ta sięgnęła 30 milionów, natomiast 12 września przekroczyła 100 milionów.

– To przełomowy moment dla firmy. Jesteśmy ogromnie wdzięczni naszym konsumentom i partnerom za wsparcie! HarmonyOS zapewnia swobodne łączenie wielu urządzeń w jedno super-urządzenie i ich wygodną obsługę. Jednocześnie HarmonyOS stanie się systemem bazowym w erze Internetu Rzeczy, dzięki ogromnemu zaangażowaniu naszych partnerów, z którymi wspólnie budujemy ten otwarty ekosystem – powiedział Richard Yu, dyrektor generalny Huawei Consumer Business Group.

Huawei poinformował również, że już ponad 1000 dostawców sprzętu i 300 dostawców aplikacji i usług zaangażowało się w rozwój HarmonyOS. Z kolei liczba deweloperów zaangażowanych w prace nad ekosystemem Huawei przekroczyła 1,3 miliona, co stanowi dziesięciokrotny wzrost w stosunku do ubiegłego roku.

Nowy panel sterowania dostępny na smartfonie zasilanym HarmonyOS 2 obsługuje proste i intuicyjne połączenia dzięki funkcji „przeciągnij i zintegruj”. Umożliwia ona użytkownikom swobodne łączenie – praktycznie jednym ruchem – wybranych urządzeń w oparciu o określone scenariusze, podczas gdy smartfon pełni rolę centrum sterowania ekosystemem.

Centrum Zadań w HarmonyOS 2 umożliwia aplikacjom przechodzenie między różnymi urządzeniami bez konieczności instalowania ich na każdym z nich. Na urządzeniu, które jest częścią super-urządzenia, użytkownik może też zobaczyć zadania uruchomione na wszystkich pozostałych.

Równa płaca kobiet i mężczyzn opłaca się gospodarce

Komentarz ekonomiczny Oliwii Komady, Starszej Konsultantki w Zespole Analiz Ekonomicznych Deloitte.

Firmy tracą na nieefektywnym zagospodarowaniu talentów i doświadczenia kobiet. W Polsce, w sytuacji starzenia się społeczeństwa, rosnącego popytu na wysoko wykwalifikowaną pracę i stosunkowo niskiej aktywności zawodowej kobiet, działania pracodawców powinny być ukierunkowane na przyciągniecie tej grupy. Dążenie do zrównania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy pozwoli na zwiększenie liczby kobiet aktywnych zawodowo oraz lepsze wykorzystanie ich talentów, a to opłaci się wszystkim.

Obok społecznych przesłanek za równością płci na rynku pracy przemawiają argumenty stricte ekonomiczne. Szacunki Banku Światowego wskazują, że likwidacja nierówności na rynku pracy ma potencjał do wygenerowania wzrostu zamożności o 14 proc. w skali globu. Korzyści nie dotyczą jedynie krajów rozwijających się, wśród państw OECD potencjalne korzyści są nawet większe i wynoszą średnio 15 proc. Wyliczenia European Institute for Gender Equality (EIGE) wskazują, że wyrównanie szans kobiet i mężczyzn w perspektywie do 2050 r., dałoby w Unii Europejskiej 10,5 mln dodatkowych miejsc pracy i wzrost PKB per capita o 6-10 proc.

Większa równość to również korzyści na poziomie firm. Wzrost liczby kobiet zasiadających w zarządzie wiąże się z poprawą wskaźników finansowych przedsiębiorstwa oraz lepszymi wynikami w czasach spadku koniunktury. W Polsce jeszcze 10 lat temu w zarządach największych spółek notowanych na giełdzie zasiadało 11,6 proc. kobiet, dziś jest ich 22,8 proc., nadal jednak plasujemy się poniżej średniej dla krajów OECD.

Korzyści nie ograniczają się do równości na stanowiskach kierowniczych, choć ta z całą pewnością stanowi papierek lakmusowy polityki całej organizacji. Zespoły o bardziej zrównoważonej strukturze płciowej pracowników cechują się wyższą produktywnością. Może to po części wynikać z faktu, że bardziej zróżnicowane zespoły podejmują lepsze decyzje, a osoby w nich pracujące cechują się większym zaangażowaniem.

Jak mierzyć nierówności?

Skąd właściwie wiadomo, że szanse kobiet i mężczyzn na rynku pracy nie są równe? Punktem wyjścia wielu analiz jest pomiar tzw. luki płacowej, czyli różnicy pomiędzy średnim godzinowym wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn, wyrażonej jako procent godzinowego wynagrodzenia mężczyzn. W Polsce w 2019 r. luka płacowa wynosiła 8,5 proc. i utrzymuje się na podobnym poziomie od blisko 20 lat. Dla porównania średni odczyt dla UE w 2019 r. to 14 proc.

Obecność luki płacowej nie wskazuje jednoznacznie na dyskryminację czy nierówne traktowanie. Lepszą miarą potencjalnych problemów jest tzw. skorygowana luka płacowa, mierząca różnicę w płacach, której nie można powiązać z różnicami w produktywności. Informacje o indywidualnej produktywności są rzadko dostępne. Dlatego przybliżamy je danymi o wykształceniu, stażu pracy, wieku, pełnionym stanowisku, sektorze zatrudnienia, itp.

Oszacowania luki płacowej mogą się znacząco różnic w zależności od tego, czy skorygujemy je o cechy powiązane z produktywnością, czy nie. Dla przykładu, badanie ośrodków badawczych GRAPE i IBS z 2015 r. pokazuje, że w Polsce skorygowana luka płacowa jest ponad dwukrotnie większa od luki nieskorygowanej i wynosi ok. 18 proc. Podobnie jak dla luki nieskorygowanej, odczyt jest zbliżony do tego sprzed 20 lat. Wyraźnie jednak rysuje się cykliczność obu miar z niższymi odczytami w czasach recesji, które historycznie bardziej dotykały przemysł, czyli branżę z większym udziałem zatrudnienia mężczyzn.

Rośnie presja na domykanie luk

W ostatnich latach rośnie presja na mierzenie luki płacowej na poziomie firm. W Wielkiej Brytanii od 2018 r. firmy zatrudniające więcej niż 250 osób zobligowane są do publikowania informacji o zróżnicowaniu wynagrodzeń zatrudnionych kobiet i mężczyzn. W Niemczech w podobnym czasie zobowiązano dużych pracodawców do raportowania polityk, jakich dana instytucja używa, by osiągnąć równość płacy za równą pracę. Dodatkowo, pracownicy mają prawo uzyskać informacje, ile zarabiają osoby przeciwnej płci pracujące na tym samym stanowisku. Deklaracje analogicznych rozwiązań padają w Polskim Ładzie. Rozwiązania prawne obligujące do monitorowania luki płacowej na poziomie firm przyjęto również we Włoszech, Francji, Szwecji i Norwegii. Komisja Europejska w ramach Gender Equality Strategy 2020-2025 promuje transparentność wynagrodzeń i zachęca firmy do pomiaru i analizy potencjalnych nierówności. Równość płci, w tym równość wynagrodzeń, jest także jednym z celów zrównoważonego rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dlaczego warto mierzyć nierówności?

Choć w Polsce nie ma jeszcze regulacji prawnych nakazujących pomiar luki płacowej na poziomie firm, to ich wdrożenie przyniosłoby szereg korzyści. Po pierwsze, tylko mierząc i dogłębnie analizując to zjawisko możemy zidentyfikować jego źródła i w razie potrzeby przeznaczyć środki na efektywne przeciwdziałanie. Niezbędne są tu działania oparte na danych, gdyż subiektywne oceny skali problemu i jego źródeł są często nietrafne. Po drugie, pracownicy, a w szczególności kobiety, wysoko cenią pracodawców, którzy dbają o równość wynagrodzeń. Otwarta polityka ukierunkowana na ograniczenie luki płacowej zwiększa morale i retencje pracowników. Po trzecie, adresowanie kwestii związanych z równością jest również pozytywnie postrzegane przez konsumentów.

Co możemy zrobić by (nieuzasadnione) nierówności ograniczyć?

Po pierwsze, niezbędne jest wyraźne określenie reguł dotyczących zasad wynagradzania i awansu. W okresie negocjacji podwyżek często okazuje się, że to mężczyźni znacznie intensywniej okupują biura przełożonych. Czy to znaczy, że kobietom brak umiejętności walki o swoje i same są winne swoich niższych wynagrodzeń? Niekoniecznie. Jak wynika z badań, podejmowanie przez kobiety negocjacji płacowych spotyka się z negatywną oceną społeczną. Badania eksperymentalne pokazują, że w przypadku kobiet i mężczyzn podejmujących negocjacje w analogicznych warunkach, pierwsza grupa otrzymywała bardziej negatywne oceny postronnych obserwatorów (członków eksperymentu). W szczególności, kobiety obie grupy negocjatorów oceniały tak samo, a mężczyźni bardziej negatywnie odnosili się do negocjujących kobiet. Za różnicą w ocenie stało założenie, że kobiety „powinny być mile” a domaganie się podwyżki miłe przecież nie jest. Inne analizy pokazują, że mierząc się z poważniejszymi konsekwencjami negocjacji kobiety rzadziej je podejmują, co oznacza, że nawet przy tej samej produktywności kobiety mają mniejsze szanse na awans. W efekcie mniej jest ich wśród kierowników takie aplikacje oceniających. Ustalenie jasnych reguł promocji pozwoli na przerwanie tego kręgu.

Po drugie, nie możemy zapomnieć o mężczyznach. Jednym z głównych źródeł nierówności na rynku pracy są nierówności w domu.  Badanie Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO), pokazuje, że na całym świecie, bez wyjątku, kobiety wykonują ponad 75 proc. nieodpłatnej pracy. Jednym z jej istotnych komponentów jest opieka nad dziećmi. Stworzenie w firmie kultury, w której jest miejsce na urlop ojcowski, a zaangażowany tata nie jest piętnowany, jest istotnym krokiem ku stworzeniu lepszych szans dla (potencjalnych) mam.

Dlaczego to szczególnie istotne teraz?

Załamanie koniunktury związane z epidemią COVID-19 przez ekonomistów zostało okrzyknięte już mianem „shecession”. Zazwyczaj w czasie recesji mocniej cierpi przemysł, tj. firmy, w których pracują głównie mężczyźni. W czasie tej recesji, masowo zamroziliśmy usługi, gdzie większość pracowników stanowią kobiety i to one częściej w czasie ostatniego kryzysu traciły pracę. W przypadku Polski, stopa bezrobocia kobiet i mężczyzn była na podobnym poziomie, ok. 3%. Badanie ankietowe DIAGNOZA.plus wskazuje, że od początku pandemii bezrobocie wśród kobiet było średnio wyższe o ponad 3 p.p. Wzorzec, jest spójny z tym, co zaobserwowano np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy USA. Kobiety nie tylko częściej traciły prace, ale też napotkały więcej trudności w wypełnianiu zawodowych obowiązków. W odpowiedzi na pandemię do domów przenieśliśmy biura, szkoły, przedszkola i żłobki, co skutkuje znaczącym obciążeniem dla kobiet posiadających dzieci i niejednokrotnie utrudnia ich rozwój zawodowy.  Jeżeli chcemy zminimalizować długofalowe konsekwencje tego kryzysu, musimy dziś w szczególny sposób wspierać kobiety. Początkiem tej drogi, powinno być zapewnienie im dostępu do równej płacy za równą pracę.

Sztuczne wszczynanie postępowań karno-skarbowych przeciw przedsiębiorcom

Wszczynanie postępowań karnych przeciw przedsiębiorcom wyłącznie po to, by wydłużyć termin przedawnienia ich zobowiązań, może być sprzeczne z Konstytucją.

Wszczęcie postępowania karnego, czy też karnoskarbowego przeciw przedsiębiorcy w sprawie jego zobowiązań podatkowych powoduje z automatu zawieszenie biegu terminu przedawnienia tych zobowiązań, który w normalnych warunkach wynosi nie mało, bo 5 lat liczonych od końca roku kalendarzowego, w jakim upłynął termin płatności podatku. Nadużywanie tej procedury stało się powszechną praktyką, którą jednak coraz częściej piętnują sądy jako sprzeczną z zasadami praworządności i budowania zaufania do państwa, a być może nawet i z Konstytucją.

Przepis art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej stanowi, że wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, w sytuacji, gdy podejrzenie popełnienia tego przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem zobowiązania podatkowego, sprawia, że bieg terminu przedawnienia wspomnianego zobowiązania nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu.

Oskarżenie o wystawienie i zakup tzw. pustych faktur

Po przeprowadzeniu kontroli podatkowej w jednej ze spółek z o.o. za lata 2015 i 2016 naczelnik urzędu skarbowego w czerwcu 2019 r. wszczął wobec spółki postępowanie podatkowe w zakresie podatku od towarów i usług za okres od lutego 2015 r. do kwietnia 2018 r. W jego wyniku określił jej zobowiązanie w VAT, stwierdzając, że spółka zaniżyła podatek należny nad naliczonym. Organ stwierdził m.in., że przedsiębiorca wystawił fakturę VAT w wysokości prawie 175 tys. zł za opracowanie koncepcji i analizy biznesowej, ale w rzeczywistości usługa ta nie została wykonana. Z drugiej strony, z tego samego powodu spółka nie może też odliczyć podatku naliczonego na fakturach VAT dokumentujących zakup usług reklamowych, z uwagi na ustalenie braku współpracy między spółką a firmą reklamową. W ocenie naczelnika przedsiębiorca nabył jeszcze inne faktury niedokumentujące rzeczywistych zdarzeń gospodarczych, m.in. za remonty lokali mieszkalnych.

Dodatkowe zobowiązanie za brak rejestracji sprzedaży na kasie

Przedsiębiorca ten prowadził działalność gospodarczą sklasyfikowaną pod nr PKWiU – 55.20.Z – obiekty noclegowe turystyczne i miejsca krótkotrwałego zakwaterowania. Organ ustalił, że w lipcu 2015 r. spółka przekroczyła limit obrotów uprawniający do korzystania ze zwolnienia z ewidencjonowania obrotu za pomocą kas rejestrujących. Powinna od tego momentu rozpocząć ewidencjonowanie za pomocą tej kasy, czego nie zrobiła. Organ obarczył więc z tego powodu przedsiębiorcę dodatkowym zobowiązaniem podatkowym.

Zarzut przedawnienia

Spółka odwołała się od decyzji naczelnika urzędu skarbowego, podnosząc m.in., że z dniem 1 stycznia 2021 r. nastąpiło przedawnienie jej zobowiązań podatkowych za 2015 r.  W styczniu 2021 r. dyrektor izby administracji skarbowej utrzymał wydaną decyzję US w mocy.

W ocenie DIAS do przedawnienia nie doszło, bowiem bieg jego terminu został zawieszony z uwagi na wszczęcie w październiku 2020 r. wobec spółki dochodzenia w sprawie o przestępstwo skarbowe, polegające na złożeniu nierzetelnych deklaracji VAT. A co do ustaleń organu I instancji, organ odwoławczy potwierdził, że są słuszne, bowiem przedsiębiorca nie potwierdził wiarygodnie, że wykonał zakwestionowane usługi na rzecz nabywcy.

Uzasadnione przypuszczenie o działaniu w celu popełnienia oszustwa

W oparciu o zgromadzoną dokumentację i przeprowadzoną w spółce kontrolę organ odwoławczy uznał, że przedsiębiorca nie potwierdził nabycia usługi opracowania koncepcji analizy biznesowej. Co więcej, uregulowanie płatności pomiędzy podmiotami gospodarczymi w wysokości blisko 175 tys. zł gotówką również może świadczyć o nierzetelności przedmiotowej transakcji. Racjonalnie działający przedsiębiorca powinien bowiem mieć świadomość, że w przypadku tak znacznej kwoty płatności pominięcie powszechnie stosowanej w takich przypadkach formy bezgotówkowej w postaci przelewu bankowego oznacza zgodę na uczestnictwo w obrocie pieniądzem poza kontrolą państwa, co może rodzić uzasadnione przypuszczenie o działaniu w celu popełnienia oszustwa.

Wszczęcie wobec spółki postępowania karnoskarbowego i zawieszenie biegu terminu przedawnienia

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stwierdził, że decyzja naczelnika urzędu skarbowego, określającego spółce zobowiązania VAT oraz dodatkowe, karne zobowiązanie podatkowe, została wydana w 2019 r., a więc przed upływem terminu przedawnienia ustalonych tą decyzją zobowiązań za 2015 r. Natomiast decyzja organu II instancji utrzymująca w mocy decyzję naczelnika została wydana w 2021 r., czyli już po upływie ww. terminu. W związku z tym niezbędne jest ustalenie, czy zawieszenie biegu tego terminu nastąpiło przed jego upływem 31 grudnia 2020 r. , na co wskazują organy, podnosząc, że w 2020 r. naczelnik urzędu celno-skarbowego wszczął wobec spółki postępowanie karnoskarbowe, które nadal jest w toku.

Wszczynanie postępowań wyłącznie dla zawieszenia biegu terminu przedawnienia

Gdański sąd przywołał uchwałę składu 7 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 maja 2021 r. (sygn. akt I FPS 1/21), w uzasadnieniu której wskazał, że wszczynanie śledztwa na skutek zajścia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa skarbowego, związanego z niewykonaniem zobowiązania podatkowego, nie może mieć charakteru pozornego i służyć jedynie wstrzymaniu biegu terminu przedawnienia tego zobowiązania. A wątpliwości co do tego powstają w szczególności, gdy moment wszczęcia postępowania karnego jest bliski daty upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatnika. O braku zamiaru realizowania celu postępowania karnego wobec podejrzanego o popełnienie przestępstwa, a więc o sztucznym jego podjęciu, może świadczyć także brak rzeczywistej aktywności organów po jego wszczęciu. Dlatego podnoszenie, że samo wszczęcie w takich okolicznościach i takie prowadzenie postępowania karnego wobec przedsiębiorcy, rodzi skutek w postaci zawieszenia biegu terminu jego zobowiązania podatkowego, byłoby nadużyciem tej instytucji, godzącym w zasadę praworządności oraz budowania zaufania do organów państwa.

Postępowanie karnoskarbowe wszczęte tuż przed upływem terminu przedawnienia

Sąd dostrzegł, że postępowanie karne skarbowe wszczęto w tej sprawie tuż przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego spółki, a także po upływie ponad roku od zakończenia kontroli podatkowej i od wszczęcia postępowania podatkowego. To z kolei rodzi obawy, czy aby nie wszczęto go jedynie celem zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych spółki, zwłaszcza że organy nie wykazały podjęcia działań po jego wszczęciu. Dlatego też WSA w Gdańsku, stając po stronie spółki, uchylił decyzje wydane przez organy skarbowe zarówno w I, jak i w II instancji, bo jak stwierdził:

Organy nie przedstawiły stosownych dowodów i chronologii czynności karnych procesowych wskazujących, że w sprawie wszczęcia postępowania karnego skarbowego nie miało jedynie „instrumentalnego” charakteru. (…) Postępowanie karnoskarbowe zostało wszczęte tuż przed upływem terminu przedawnienia, w tej sytuacji zaś należało w decyzji przedstawić jakie powody – inne niż zbliżający się upływ terminu przedawnienia – stały na przeszkodzie wcześniejszych działań organu…” (wyrok WSA w Gdańsku z 3 sierpnia 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 387/21).

Przedsiębiorcy mogą, i mają, pełne prawo przed takim urzędniczym bezprawiem się bronić

Najnowsza linia orzecznicza sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, wyraźnie potępia i piętnuje działania organów państwa, które w sposób sztuczny wszczynają wobec przedsiębiorców postępowania karne i karnoskarbowe wyłącznie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia ich zobowiązań podatkowych, a tym samym wydłużenia sobie czasu na prowadzenie dochodzeń, inwigilacji, kontroli podatnika. Jak widać, w swej dezaprobacie dla takich działań urzędników sądy nazywają je „niepraworządnymi” i „godzącymi w zasadę budowania zaufania do państwa”, a nawet sprzecznymi z Konstytucją.

Jak orzekł bowiem NSA w wyroku z 1 września 2020 r.: „… zasadnicze wątpliwości budzi konstytucyjność uregulowania art. 70 § 6 pkt 1 O.p., skutkującego zawieszeniem biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego podatnika, jedynie w oparciu o dyskrecjonalną czynność procesową postępowania karnoskarbowego organu podjętą in rem, a nie w stosunku do podatnika (ad personam), którego postępowanie podatkowe dotyczy” (sygn. akt I FSK 1879/17). Przedsiębiorcy mogą, i mają, pełne prawo przed takim urzędniczym bezprawiem się bronić.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dobrze znana miara będzie rządzić w tym tygodniu

Tydzień pod znakiem publikacji inflacji CPI z USA i Wielkiej Brytanii. EUR/USD już na wsparciu. Krajowa waluta w stabilizacji po ubiegłotygodniowej wyprzedaży. Winny nasz bank centralny, który ani myśli zmieniać obecnie prowadzonej luźnej polityki monetarnej.

Co z tymi cenami

Poprzedni tydzień był dość ubogi pod kątem prezentowanych danych zza oceanu. Inaczej powinno być teraz, gdzie na pierwszy plan wysuwa się jutrzejszy odczyt inflacji CPI za sierpień. Analitycy oczekują, że wzrost cen konsumenckich nieco wyhamuje w Stanach i wyniesie 5,3% w relacji r/r. Patrząc, co się dzieje na świecie, nie można wykluczyć, że odczyt wyniesie nieco więcej i znów wznieci dyskusję o szybszym ogłoszeniu taperingu.

Dolar może złapać wiatr w żagle

Niedawno prezentowane dane z rynku pracy nieco przekreśliły decyzję Fed o rozpoczęciu redukcji QE już od września. Niemniej jednak jutrzejszy odczyt inflacji CPI jeśli faktycznie okaże się wyższy od prognoz, to może spowodować, że rynki znów zaczną rozgrywać scenariusz, w którym Fed na posiedzeniu w przyszłym tygodniu ogłosi początek wychodzenia z luźnej polityki monetarnej. Co za tym idzie mocniejszy może być dolar amerykański, a na giełdach całkiem możliwe, że zobaczymy wtedy spadki. Oczywiście należy mieć na uwadze, jak bardzo gołębi jest prezes Fed, więc ewentualny ruch aprecjacyjny na USD może trwać tylko do posiedzenia banku centralnego w przyszłym tygodniu. Wtedy może się okazać, że Powell szybko schłodzi rozgrzane głowy inwestorów i przekreśli szansę na zacieśnianie monetarne już teraz. Tymczasem główna para walutowa świata schodzi w dół i jest obecnie na wsparciu w okolicach 1,1775.

Ważny odczyt dla BoE

Podobnej maści dane jak z USA, a więc inflacja CPI, ukażą się z Wielkiej Brytanii. Miara ta oczywiście jest istotna pod kątem polityki monetarnej, która w przypadku Wyspiarzy opiera się od dobrych kilku miesięcy według scenariusza wait&see. BoE przez moment brzmiał nieco jastrzębio, ale wyhamowanie tempa wzrostu cen spowodowało, że przeszedł we wspomniany tryb. Inflacja CPI, jeśli przebije prognozy i pokaże, że również w tym zakątku świata mamy problem z rosnącą presją na wzrost cen, może być początkiem zmiany nastawienia Banku Anglii i decyzji odnośnie zacieśniania monetarnego. Taka sytuacja byłaby korzystna dla GBP.

Krajowa waluta słabsza

Jeśli chodzi o rodzimą gospodarkę, to również poznamy wskaźnik wzrostu cen, ale w formie bazowej. Jest to inflacja po wyeliminowaniu czynników takich jak ceny energii czy żywności. Wysoki jej wynik często jest informacją, że wzrost cen poza czynnikami podażowymi ma charakter również popytowy. Krajowa waluta nadal cierpi po posiedzeniu RPP, która rozwiała wszelkie nadzieje na to, że będziemy normalizować politykę pieniężną w naszym kraju dość szybko. Inwestorzy mogą więc zapomnieć o wyższych stopach zwrotu i tym samym decydują się na wycofywanie kapitału z naszych aktywów. Efekt jest taki, że EUR/PLN wzrósł o 4 grosze.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

AML wymaga niemożliwego

Ustawa AML wymaga od Zarządów spółek ustalania ich beneficjentów rzeczywistych. Zadanie to może jednak okazać się niemożliwe do wykonania jeśli właściciele nie chcą współpracować. Członkowie zarządu nie dysponują instrumentami, które mogłyby wspólników do czegoś przymusić. Jednocześnie ponoszą za swoje zgłoszenia odpowiedzialność karną.

Znajdź beneficjenta rzeczywistego spółki

Ustawa o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (anti-money laundering – AML) nakłada na spółki obowiązek ustalenia swoich beneficjentów rzeczywistych. W dużym uproszczeniu, beneficjentem rzeczywistym spółki są osoby fizyczne, które bezpośrednio lub pośrednio sprawują kontrolę nad spółką. Chodzi o posiadanie uprawnień wynikających z okoliczności prawnych lub faktycznych, umożliwiających wywieranie decydującego wpływu a czynności lub działania podejmowane przez spółkę. Beneficjentów rzeczywistych zgłasza się do centralnego rejestru beneficjentów rzeczywistych (CRBR). Szerzej kwestię omawialiśmy już wcześniej.

Trudne zadanie

Zasadniczym problemem przy ustalaniu beneficjenta rzeczywistego spółki jest to, że chodzi o osobę fizyczną, która ostatecznie sprawuje kontrolę nad spółką. W przypadku podmiotu, którego właścicielem jest osoba prawna (np. inna spółka), trzeba poszukiwania przenieść poziom wyżej. Właśnie przez to poszukiwanie wspólnika-wspólnika, zarząd może nie mieć łatwego dostępu do tych informacji. O ile w małych, rodzinnych spółkach ustalenie osób stojących za biznesem nie nastręcza trudności, o tyle w rozbudowanych, międzynarodowych grupach kapitałowych odnalezienie szefa wszystkich szefów może okazać się niemożliwe.

Problem pogłębia się w związku z faktem, iż zarządowi spółki nie przysługują żadne szczególne uprawnienia do pozyskiwania tego typu informacji. Jedyne, co zarząd może zrobić, to przejrzeć publicznie dostępne rejestry oraz skierować pytania do wspólników/akcjonariuszy. Jeżeli jednak nie udzielą oni odpowiedzi, wówczas zarząd nie ma możliwości wywarcia na nich nacisku w żaden sposób.

Sytuacja bez wyjścia?

Co należy jednak zrobić w przypadku, gdy poszukiwania beneficjenta rzeczywistego spółki spełzną na niczym? Ustawa AML przewiduje dla spółek pewne wyjście z takiej sytuacji. W przypadku udokumentowanego braku możliwości ustalenia lub wątpliwości co do tożsamości osób fizycznych posiadających status beneficjenta rzeczywistego oraz w przypadku niestwierdzenia podejrzeń prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu – za beneficjenta rzeczywistego uznaje się osoby fizycznej zajmujące wyższe stanowiska kierownicze. W praktyce oznacza to, że beneficjentami rzeczywistymi takiej spółki będą członkowie jej zarządu.

Należy jednak zwrócić uwagę na to, że ustawa wymaga udokumentowania trudności w ustaleniu beneficjenta rzeczywistego. W związku z tym Członkowie Zarządu, którzy chcą wskazać siebie jako beneficjentów rzeczywistych spółki powinni spisać podjęte przez siebie działania w kierunku ustalenia osób ostatecznie sprawujących kontrolę. Z pewnością pomocne będzie również zachowanie wszelkiej korespondencji kierowanej w tym temacie do wspólników/akcjonariuszy.

Przy ustalaniu beneficjenta rzeczywistego spółki na potrzeby wpisu do CRBR należy dołożyć należytej staranności bowiem osoby zgłaszające ponoszą odpowiedzialność karną za składanie fałszywych zeznań.

Autor: adwokat Bartosz Olszewski, specjalista w zakresie restrukturyzacji i reorganizacji spółek oraz grup kapitałowych

To nie koniec wzrostu cen materiałów budowlanych

  • W 2020 roku budownictwo okazało się jednym z sektorów, które poradziły sobie w czasie pandemii. Obecna podaż mieszkań w budowie, jak również poziom inwestycji w segmencie budowy magazynów, wskazuje na dalszy dynamiczny rozwój.
  • Dobra sytuacja w branży pociągnęła za sobą wzrost cen materiałów. Od 2016 roku płyty OSB zdrożały o połowę, cement i wapno o 30%. Jeśli utrzymają się dotychczasowe trendy, w tym roku większość materiałów będzie kosztować najwięcej od 5 lat.
  • W tym roku plany budowy lub kupna domu deklaruje już około 17% konsumentów, co oznacza czterokrotny wzrost zainteresowania inwestycją we własną nieruchomość w ciągu 2 lat. Prawie 40% Polaków planuje remont swojej obecnej nieruchomości.

W ubiegłym roku budownictwo okazało się jednym z niewielu sektorów, które radziły sobie w czasie pandemii lepiej od średniej dla całej polskiej gospodarki. Było to możliwe przede wszystkim dzięki temu, że nie podjęto decyzji o zamykaniu placów budowy i firmy mogły prowadzić prace przez większość pandemii. Dobrą kondycję branży widać także w danych za ten rok. Podaż mieszkań w budowie wzrosła w marcu 2021 roku o rekordowe 33,9 tys. i przez cały 2 kwartał utrzymywała się powyżej poziomów z poprzednich lat. Również w segmencie budowy magazynów, po pewnym spowolnieniu w 2 kwartale 2021, obecnie poziom inwestycji wystrzelił do ponad 3,3 mln m2 co oznacza wzrost o blisko 90% rdr.

Biorąc pod uwagę rozpędzone segmenty mieszkaniowy i magazynowy, które razem z budynkami przemysłowymi stanowią prawie 80% budownictwa kubaturowego, widzimy solidne argumenty za dalszym wzrostem całego polskiego rynku budowlanego. Należy się spodziewać, że rozpędzony popyt na materiały budowlane nie wyhamuje, co będzie sprzyjać dalszym wzrostom cen, w szczególności dotyczy to materiałów drewnopochodnych oraz tych, których produkcja jest szczególnie energochłonna. Obserwując zachowanie indeksu oczekiwań cenowych firm budowlanych nie mamy wątpliwości, że 2021 rok będzie rekordowy dla producentów materiałów budowlanych – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Ceny materiałów budowlanych wystrzeliły

Na przestrzeni ostatnich lat, ceny materiałów budowlanych w Polsce nie notowały istotnych spadków. Z danych o dynamice cen dwudziestu kategorii materiałów wykorzystywanych do wznoszenia budynków, publikowanych przez grupę PSB, w żadnej nie odnotowano spadku poniżej poziomu z 2016 roku. W tym okresie płyty OSB zdrożały o połowę, cement i wapno o 30%, a produkty do suchej zabudowy i elementy do wznoszenia ścian, kominów po blisko ¼. Przy założeniu utrzymania się w drugiej połowie roku tych samych trendów cenowych w ujęciu rocznym większość materiałów znalazłaby się na poziomie nienotowanym od przynajmniej 5 lat.

– Porównując zmianę cen pomiędzy poszczególnymi kategoriami widzimy, że na przestrzeni lat większy wzrost odnotowały materiały przeznaczone do wznoszenia budynków. Średnia nieważona dla tej kategorii wyniosła około 25% wzrostu od 2016 roku, wobec około 14% w przypadku materiałów wykończeniowych. Jest to związane w największym stopniu ze wzrostem cen cementu i wapna, materiałów do wznoszenia ścian, izolacji termicznych jak również płyt drewnopochodnych OSB, które zdrożały najbardziej podkreśla Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora Produkcji Przemysłowej w Santander Bank Polska.Materiały budowlane – wykres 1

Jeśli chodzi o materiały wykończeniowe największy wzrost, zarówno wobec 2016 jak i 2020 roku notujemy w przypadku produktów służących do wykonywania suchej zabudowy oraz instalacji i ogrzewania. Jest to również jest powiązane z rosnącą popularnością instalacji wentylacji mechanicznej oraz wykorzystywania odnawialnych źródeł energii do pokrycia zapotrzebowania budynków na energię. Wyraźny trend wzrostowy widać również w przypadku chemii budowlanej, farb i lakierów, produktów wykończeniowych, czy płytek.

Konsumenci remontują i kupują nieruchomości na potęgę

Drugi kwartał 2020 roku był w budownictwie okresem niepewności i niemal braku nowych zleceń, jednak był to też okres bardzo wyraźnego wzrostu, jeśli chodzi o wydatki konsumentów w sklepach budowlanych. Zmiana sposobu pracy wyraźnie wpłynęła na deklaracje dotyczące decyzji remontowych. Jeszcze przed pandemią podobne plany miało prawie 20% konsumentów, od drugiego kwartału ubiegłego roku było to około 30%, w tym roku jest to już prawie 40%.Materiały budowlane – wykres 2

W przypadku planów budowy lub kupna domu możemy mówić o wzroście z poziomu około 4% konsumentów w 2019 roku, do około 12% na początku pandemii, zaś w tym roku podobne plany deklaruje już około 17% co oznacza czterokrotny wzrost zainteresowania inwestycją we własną nieruchomość. Przełożyło się to na wyraźny wzrost obrotów w marketach budowlanych jak i mniejszych, bardziej lokalnych sklepach.

Wzrost wydatków w sklepach budowlanych w czasie pandemii był możliwy m.in. ze względu na przesunięcie wydatków z innych obszarów jak usługi czy gastronomia. Bardzo mocno skorzystały na tym branże powiązane właśnie z wyposażeniem czy wykańczaniem wnętrz. Sklepom budowlanym pomogło również ograniczenie wyjazdów urlopowych. W tym roku obserwujemy dalszy wzrost, ponad rekordowe poziomy notowane w 2020 roku. W większości jest to wpływ bardzo wysokiego popytu na materiały remontowe i ogrodowe. Trend ten jednak nie ograniczył się tylko do pandemii, Polacy nadal bardzo chętnie podejmują decyzje związane z remontem, budową domu, mimo odmrożenia gastronomii i szerokiego sektora usług. Oznacza to, że producenci materiałów budowlanych nie tylko skorzystali z jednorazowej zmiany wywołanej pandemią, ale przede wszystkim mogą liczyć na przynajmniej kilka lat istotnie zwiększonych obrotów.

Euvic i Unity Group łączą siły

Euvic i Unity Group, jedni z czołowych graczy na krajowym rynku usług IT, nawiązują unikalną współpracę. Jako ekspert cyfrowej transformacji handlu, Unity Group zbuduje w Grupie Euvic całkowicie nowy filar działalności – commerce transformation, tworząc tym samym dedykowaną propozycję dla tego sektora. Całe przedsięwzięcie wpisuje się w dotychczas realizowaną strategię Grupy Euvic – Integratora 2.0, ale jest też materializacją dążeń Unity Group do przyspieszenia rozwoju i daje jej szerszy dostęp do rynków i branż, w których działa Euvic.

W wyniku pandemii znacząco przyspieszyła cyfrowa transformacja firm, a ostatnie miesiące pokazały, że będzie ona jedynie postępować. Siłą napędową tego procesu są firmy świadczące profesjonalne doradztwo i usługi IT, wśród których (w ujęciu regionalnym i globalnym) dochodzi do zaostrzonej konkurencji. W tej sytuacji rozdrobniona branża w Polsce potrzebuje silnych, zintegrowanych graczy z szeroką ofertą end-to-end, która będzie atrakcyjna zarówno dla klientów lokalnych, jak i zagranicznych. Wobec tego wyzwania udziałowcy Grupy Euvic i Unity Group, postanowili połączyć siły i wykorzystać efekt synergii płynący z tej współpracy. Cel: stworzyć europejskiego czempiona z obszaru cyfrowej transformacji.

– Biorąc pod uwagę rosnące znaczenie e-commerce, widzimy potrzebę oferowania naszym klientom nowych kompetencji i rozwiązań. Dlatego chcemy zwiększyć różnorodność oferowanych usług o konsulting transformacji cyfrowej i rozwiązania wspomagające jej przeprowadzenie. Duże znaczenie mają też kompetencje managerskie zarządu Unity Group, które znacząco wzmocnią całą Grupę Euvic – mówi Wojciech Wolny, współzałożyciel i prezes zarządu Euvic. – Mamy podobne podejście do prowadzenia biznesu – chcemy działać aktywnie na rynku M&A i konsekwentnie budować wizerunek lidera rynku o międzynarodowym zasięgu – dodaje.

Grzegorz Kuczyński prezes Unity
Grzegorz Kuczyński, prezes zarządu Unity Group

– Dołączenie do Grupy Euvic będzie kontynuacją realizacji naszej długofalowej strategii rozwoju w obszarze cyfrowej transformacji handlu. To partnerstwo jest ambitnym krokiem, który pozwoli nam na zwiększenie skali działania i szybszą ekspansję, również międzynarodową. Po sfinalizowaniu serii transakcji, opierających się o wymianę akcji, Unity Group pozostanie autonomiczną spółką, która wejdzie do Grupy Euvic. Jednocześnie dotychczasowi właściciele Unity Group staną się udziałowcami Euvic. Będziemy działać pod tą samą nazwą i z tym samym, a nawet większym, zespołem pracowników – mówi Grzegorz Kuczyński, prezes zarządu Unity Group.

Na wznoszącej fali digitalizacji

Euvic jest jedną z największych technologicznych grup kapitałowych w Polsce. Łączny przychód spółek w Grupie wyniósł w 2020 roku ponad 726 mln zł, a EBITDA 63,8 mln zł. Do tej pory Grupa skupiała swoją aktywność na 5 kluczowych filarach: Software Development, Body/Team Leasing, IT Infrastructure, Innovations oraz Performance (wcześniej Digital).

Z kolei Unity Group (50 mln zł przychodów w 2020 r., około 70 mln planowane na rok 2021) to ekspert w zakresie cyfrowej transformacji handlu, posiadający unikalne doświadczenia i kompetencje w doradztwie oraz dostarczaniu złożonych projektów platform handlowych dla dużych i średnich przedsiębiorstw z branży sprzedaży detalicznej, dystrybucji, a także firm handlowo-produkcyjnych i usługowych. Te kompetencje spółki pozwolą jej stworzyć w ramach Grupy Euvic nowy, 6. filar – Commerce Transformation. W ciągu najbliższych 2-3 lat Unity Group planuje dwukrotny wzrost, który ma być realizowany zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. Finalizacja pierwszych przejęć planowana jest jeszcze w 2021 roku.

Nowa, lepsza oferta z giełdą w tle

Oprócz stałego rozwoju własnych usług, Unity Group wraz z pozostałymi spółkami Grupy Euvic, będą poszukiwać dalszych synergii ofertowych i zapewniać kompleksową obsługę przy wszelkich projektach związanych z digitalizacją biznesu. Oferty spółek są komplementarne, więc na ich współpracy skorzystają obecni i przyszli klienci.

Dzięki konsekwentnie realizowanej strategii integratora 2.0 Grupa Euvic stanie się europejskim liderem cyfrowej transformacji, zatrudniającym kilka tysięcy osób, który będzie konkurował z innymi potentatami branży IT na całym świecie. Skala działania Grupy i jej dotychczasowe transakcje pokazują, że do tej pory ten plan był skutecznie realizowany. W pewnym horyzoncie poważnie rozważany jest też scenariusz wprowadzenia Grupy na GPW w celu pozyskania kapitału na ekspansję zagraniczną i nieustanny rozwój innowacji produktowych.

55% kandydatów rozważa zmianę miejsca zamieszkania. Czy praca zdalna pobudziła w nas chęć do relokacji?

Michael Page zapytał kandydatów o ich plany dotyczące potencjalnej relokacji. Okazuje się, że od początku pandemii 15% pracowników przeprowadziło się z powodów zarobkowych. Zmianę miejsca zamieszkania w ciągu najbliższych 12 miesięcy planuje kolejne 19% respondentów, a 37% rozważa relokacje do innego miasta / regionu w niedalekiej przyszłości – wynika z badania Michael Page. Wśród tej samej grupy badanych, ponad 91% ankietowanych przyznało, że może wykonywać swoje obowiązki zawodowe zdalnie. Skąd zatem tak duża potrzeba zmiany miejsca zamieszkania? Czy w dobie powszechnego home office relokacja z powodów zarobkowych ma jeszcze znaczenie?

Powody relokacji

Mimo popularności home office, najczęstszym powodem przeprowadzki jest praca, a dokładniej potrzeba zamieszkania w bardziej rozwiniętym i dynamicznym gospodarczo obszarze. Na taką odpowiedź wskazało 60% ankietowanych przez Michael Page. Drugą najpopularniejszą przyczyną relokacji (29% wskazań) jest chęć poprawy jakości życia, poprzez zamieszkanie w bardziej atrakcyjnym regionie oferującym więcej możliwości w zakresie np. dostępu do służby zdrowia, infrastruktury czy czasu wolnego. 27% respondentów chce się przenieść w inne miejsce ze względu na nieruchomość, aby pozwolić sobie na zakup np. większego domu z ogrodem. 23% odpowiada, że szuka miasta, gdzie koszty utrzymania będą tańsze, a 20% chce być bliżej natury. 68% badanych uważa, że zmiana miejsca zamieszkania będzie miała pozytywny wpływ na wysokość pensji.

Powszechna praca zdalna obudziła w nas potrzebę migracji. Ponad połowa ankietowanych przyznaje, że myśli o przeprowadzce. Jednak kiedy przeanalizujemy powody zmiany miejsca zamieszkania możemy dostrzec wyraźnie dwie grupy respondentów, których oczekiwania znacząco się różnią. Cześć pracowników planuje przeprowadzkę ze względów zawodowych i chce po prostu mieszkać w bardziej rozwiniętym regionie, który oferuje więcej możliwości w życiu zawodowym i osobistym. Druga grupa natomiast to osoby, które niejako uciekają z wielkich aglomeracji, szukając miejsc gdzie będą mogli wieść spokojniejszy, a zarazem bardziej ekonomiczny tryb życia  i korzystać z uroków natury. Biorąc pod uwagę, że ponad 90% naszych ankietowanych przyznała, że częściowo lub całkowicie pracuje zdalnie, możemy przypuszczać, że na takie decyzje duży wpływ mają zmiany na rynku pracy i pozwolenie pracownikom na wykonywanie swoich obowiązków poza biurem. Praca zdalna otworzyła przed pracodawcami i kandydatami nowe możliwości. Aspekt lokalizacyjny przestał być barierą, na czym zyskują zarówno kandydaci, jak i pracodawcy. Osoby z mniejszych miejscowości mogą aplikować na stanowiska w dużych miastach. Firmy zlokalizowane w mniejszych miastach mogą natomiast rekrutować pracowników z całej Polski, co zwiększa ich konkurencyjność na rynku pracy oraz pozwala pozyskać specjalistów o unikatowych kompetencjach, których do tej pory mogło brakować „na miejscu” – wyjaśnia Marcin Fleszar z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Elastyczne warunki pracy, ale blisko do biura

59% badanych przyznaje, że zależy im na elastycznych warunkach pracy. Niemniej jednak, mimo perspektywy pracy z domu, dla niemal 54% respondentów ważna jest lokalizacja biura. Jeszcze większy odsetek badanych (64%) zwraca uwagę również na to ile czasu zajmie im dojazd do siedziby firmy.

Wypowiedzi badanych wskazują na to, że z jednej strony respondenci chcą mieć możliwość korzystania z pracy zdalnej, ale z drugiej strony zależy im na ewentualnej szybkiej możliwości dotarcia do firmy. Możemy przypuszczać, że dla wielu osób home office jest bardzo wygodną alternatywą, ale czasami warunki domowe nie są w stanie zastąpić nam udogodnień nowoczesnego i komfortowego biura, z którego wiele osób chciałoby korzystać. Pracownikom zależy na możliwości wyboru, a pracodawcy, którzy zaoferują dwie alternatywy z pewnością zyskają na atrakcyjności na rynku pracy – dodaje Marcin Fleszar.

Coraz więcej ofert z elementem pracy zdalnej

Zdaniem 56% respondentów liczba ogłoszeń o pracę oferujących pracę zdalną wyraźnie się zwiększyła. Obserwacje ankietowanych pokrywają się z opiniami ekspertów z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

W znacznej większości przypadków praca zdalna jest już standardem, zwłaszcza np. w branży IT. Jednak coraz więcej ogłoszeń oferujących taki model pracy zauważamy również w obszarach e-comerce, łańcuchu dostaw, customer service czy na niektórych nowoutworzonych rolach w strukturach SSC. Dodatkowo, w związku z przyspieszoną digitalizacja procesów produkcyjnych, które kryją się pod szerokim tytułem Industry 4.0, możemy spodziewać się, że taki tryb wykonywania obowiązków będzie coraz częściej pojawiał się również na wielu nowych stanowiskach – również takich, gdzie wykonywanie obowiązków spoza zakładu pracy wydaje nam się na ten moment niemożliwe – podsumowuje Marcin Fleszar.

Pandemia powoduje, że szukamy innych mieszkań

Pandemia zmieniła preferencje mieszkaniowe Polaków. W jej trakcie wzrósł m.in. popyt na mieszkania zlokalizowane na parterze, które w większości inwestycji mieszkaniowych są wyposażone w ogródki. Możliwość posiadania własnego ogrodu lub tarasu w mieście zweryfikowały sposób postrzegania nieruchomości parterowych. Według danych z serwisu tabelaofert.pl stopień wyprzedania mieszkań na parterze wzrósł w Warszawie z 61,5% we wrześniu 2020 r. do 83,8% w lipcu 2021 r.

Polacy w pandemii szukają mieszkań z dodatkową przestrzenią
źródło: dane pochodzą z serwisu www.tabelaofert.pl, opracowanie przez Rednet Consulting.

Sytuacja wywołana przez epidemię koronawirusa – czyli m.in. strach przed zakażeniem się, ograniczenia w przemieszczaniu, obostrzenia w działalności obiektów handlowych i usługowych – wpłynęła na częstsze przebywanie Polaków w ich miejscu zamieszkania. To z kolei sprawiło, iż ludzie zaczęli zwracać większą uwagę w mieszkaniach na ogródki, tarasy, większe balkony lub dodatkowe pomieszczenia, które mogłyby służyć do pracy czy odpoczynku.

Mieszkania na najniższej kondygnacji wracają bez wątpienia do łask – to niekiedy przedłużenie lokalu o kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt metrów kwadratowych. Zainteresowanie nieruchomościami na parterze, z których zdecydowana większość posiada ogródek, rośnie w stolicy nieprzerwanie od blisko 12 miesięcy. Według danych z portalu tabelaofert.pl najwyższy stopień wyprzedania mieszkań na parterze w Warszawie w okresie wrzesień 2020 r. – lipiec 2021 r. odnotowano w lipcu 2021 r. (83,8%), natomiast najniższy we wrześniu 2020 r. (61,5%).

Perspektywa przedłużającej się pandemii sprawiła, że jest coraz więcej chętnych na swój własny, nawet najmniejszy skrawek zieleni, odporny na wszystkie covidowe obostrzenia. Ponadto mieszkania z ogrodem umożliwiają nam spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu ze znajomymi i rodziną, a także stworzenie wyjątkowego miejsca do zabawy dla dzieci i zwierząt – mówi Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Wzrost popytu na mieszkania zlokalizowane na parterze powinien się utrzymać także w kolejnych miesiącach, szczególnie w obliczu przedłużającej się pandemii koronawirusa, dzięki której coraz więcej osób odkrywa zalety takich lokali.

Jeszcze do niedawna mieszkania na parterze cieszyły się mniejszym zainteresowaniem i zwykle były nieco tańsze. Trend ten się jednak odwrócił. Własny ogródek stał się niejako synonimem wolności, a czasem nawet przedmiotem westchnień zazdrosnych sąsiadów. Deweloperzy zaczęli to dostrzegać i coraz częściej organizują swoje nowe inwestycje w taki sposób, by każde parterowe mieszkanie miało własny taras lub ogródek. Mieszkanie z rynku pierwotnego, z dużym ogródkiem, które dodatkowo np. nie sąsiaduje z ciągiem pieszym, będzie w niektórych inwestycjach droższe niż mieszkanie na kolejnych piętrach – dodaje Maciej Dymkowski, dyrektor zarządzający tabelaofert.pl.

Wśród głównych zalet mieszkań na parterze, oprócz możliwości posiadania własnego ogrodu lub tarasu, eksperci wymieniają także m.in. wygodę w przypadku osób starszych i młodych rodziców z dziećmi czy niższą temperaturę w lecie – mieszkania na parterze nie nagrzewają się bowiem tak bardzo. W przypadku rynku pierwotnego, nieruchomości tego typu są też zdecydowanie bardziej bezpieczne od zlokalizowanych na starych osiedlach, na których smutnym standardem są w nich zakratowane okna.

Znaczna część nowych osiedli mieszkaniowych jest zamknięta, a większość z nich wyróżnia się również monitoringiem oraz obecnością całodobowej ochrony. Ryzyko włamania do nieruchomości jest już znikome – podsumowuje Katarzyna Tworska.

Toyota inwestuje w rozwój baterii i zwiększenie produkcji – baterie do samochodów tańsze o połowę jeszcze w tej dekadzie

Toyota zainwestuje do 2030 roku 13,5 miliarda dolarów w rozwój i zwiększenie produkcji baterii do hybryd i samochodów elektrycznych. Firma opracuje nową generację baterii litowo-jonowych oraz nowatorskie baterie ze stałym elektrolitem. Toyota zamierza w drugiej połowie dekady obniżyć koszty produkcji baterii do samochodów elektrycznych o połowę. Inwestycje pozwolą zrealizować cel neutralności klimatycznej Toyoty do 2050 roku.

8 milionów zelektryfikowanych samochodów rocznie do 2030 roku

Masahiko Maeda, dyrektor techniczny Toyoty, poinformował podczas specjalnej konferencji, że dzięki inwestycjom w wysokości 1,5 biliona jenów (13,5 miliarda dolarów), do 2030 roku Toyota chce zwiększyć produkcję baterii do 200 gigawatogodzin i tym samym przyspieszyć popularyzację samochodów elektrycznych (BEV) oraz innych zelektryfikowanych aut.

Toyota planuje osiągnąć w 2030 roku roczną sprzedaż 8 milionów zelektryfikowanych samochodów, w tym 2 miliony bezemisyjnych pojazdów elektrycznych na baterie i na wodór.

Niższe koszty baterii do samochodów elektrycznych

Toyota zamierza obniżyć koszty produkcji baterii przynajmniej o 30 procent dzięki nowym technologiom i materiałom. Następnym krokiem będzie 30-procentowe obniżenie zużycia energii podczas jazdy autem elektrycznym. Większa wydajność napędu pozwoli ograniczyć pojemność akumulatora, co przełoży się na kolejne obniżenie o 30 procent kosztów baterii w każdym samochodzie. Łącznie pozwoli to na obniżenie ceny baterii do samochodu elektrycznego o połowę już w drugiej połowie dekady, w porównaniu do Toyoty bZ4X, która zadebiutuje w najbliższym czasie.

„Trwałość, stabilność i bezpieczeństwo to kluczowe punkty odniesienia dla baterii Toyoty” – zapewnił dyrektor techniczny firmy. – „Chcemy spopularyzować samochody elektryczne, dlatego zamierzamy obniżyć koszty, by wprowadzić na rynek auta w rozsądnych cenach”.

Szeroka gama zelektryfikowanych napędów

W drodze do realizacji celu neutralności klimatycznej w 2050 roku, Toyota będzie nadal dostosowywać swoją ofertę zelektryfikowanych pojazdów do lokalnych warunków panujących na poszczególnych rynkach. Dlatego zamierza rozwijać równolegle wszystkie rodzaje zelektryfikowanych napędów – hybrydy (HEV), hybrydy plug-in (PHEV), auta elektryczne na baterie (BEV) oraz samochody na wodór (FCEV).

Przy budowaniu strategii wprowadzania do gamy modelowej zelektryfikowanych samochodów w danym regionie, Toyota bierze pod uwagę miks energetyczny i stan infrastruktury oraz potrzeby i uwarunkowania klientów. Wszystko po to, by na każdym etapie realizacji celu dekarbonizacji globalnej działalności do 2050 roku, maksymalnie wykorzystywać potencjał produkowanych ogniw bateryjnych do redukcji emisji.

„Obecnie, ponieważ nasze hybrydy mają przystępne ceny, w miejscach, w których energia odnawialna nie jest jeszcze szeroko stosowana, elektryfikacja za pomocą hybryd jest najbardziej efektywnym sposobem redukcji emisji CO2. Jednocześnie, w krajach, gdzie energia odnawialna jest łatwo dostępna, ważne jest zwiększanie udziału aut bezemisyjnych – zarówno bateryjnych, jak i wodorowych. Co więcej, w niektórych regionach, jak choćby w Ameryce Południowej, stosuje się bioetanol jako sposób na redukcję CO2. Dlatego Toyota będzie sięgała po różne sposoby realizacji celu neutralności klimatycznej, dostosowując się do lokalnych warunków. Stąd decyzja, by równolegle rozwijać wszystkie technologie elektryfikacji napędów” – wyjaśnił Masahiko Maeda.

Optymalne wykorzystanie baterii

Dyrektor techniczny Toyoty zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt – możliwości produkcji baterii są ograniczone przez dostępność surowców i innych zasobów. Dlatego trzeba jak najefektywniej dysponować tymi ogniwami, które są produkowane. Toyota sprzedała do dziś 18,1 miliona hybryd, które pozwoliły dotychczas uniknąć emisji takiej samej ilości CO2 jak 5,5 miliona samochodów elektrycznych (BEV). Jednak do wyprodukowania tych 18,1 miliona hybryd Toyota zużyła tyle baterii, ile wystarczyłoby dla 260 tysięcy aut elektrycznych.

To oznacza, że wykorzystanie baterii w hybrydach jest z punktu widzenia redukcji emisji CO2 wielokrotnie bardziej efektywne niż w samochodach elektrycznych o dużym zasięgu.

Trzy rodzaje baterii pozwolą obniżyć koszty

Toyota planuje wykorzystać do elektryfikacji samochodów w najbliższej dekadzie trzy różne technologie baterii nowej generacji. „Nasz nowy system prac rozwojowych i produkcji baterii spowoduje dalszą popularyzację zelektryfikowanych samochodów, w tym aut elektrycznych” – podkreślił Masahiko Maeda.

Pierwsza z nich już trafiła na rynek za sprawą nowej generacji hybrydowej Toyoty Aqua (Priusa c). Subkompaktowa hybryda z rodziny Priusa, która zadebiutowała w Japonii w tym roku, została wyposażona w baterię niklowo-wodorkową o niedawno opracowanej przez Toyotę bipolarnej strukturze. Dzięki niej producent uzyskał dwukrotnie większą gęstość energii. Zaletą nowej bipolarnej baterii niklowo-wodorkowej jest większa moc chwilowa, która przyczynia się do lepszej dynamiki samochodu.

Toyota pracuje także nad komercjalizacją nowej generacji baterii litowo-jonowych, które obniżą koszty produkcji zelektryfikowanych samochodów i poprawią ich osiągi i zasięg. Baterie te mają stać się tańsze i bardziej wydajne dzięki innowacyjnym materiałom i zmodyfikowanej konstrukcji. Toyota przewiduje wprowadzenie tego rozwiązania na rynek w drugiej połowie obecnej dekady.

Zupełnie nowym rozwiązaniem, które zrewolucjonizuje rynek baterii, są baterie ze stałym elektrolitem. Przyniosą one ogromny postęp pod względem większej mocy i gęstości energii oraz krótszego czasu ładowania, co sprawi, że auta elektryczne zyskają większy zasięg, lepsze osiągi i będą bardziej praktyczne w użyciu.

W czerwcu 2020 roku Toyota zbudowała pierwszy prototyp samochodu z tą baterią, który został poddany testom na zamkniętym torze. Na podstawie zebranych danych w sierpniu 2020 roku powstały kolejne prototypy, które otrzymały tablice rejestracyjne i wzięły udział w jazdach testowych. Obecnie Toyota pracuje nad wydłużeniem długości życia baterii ze stałym elektrolitem i jest coraz bliżej rozpoczęcia prac nad technikami produkcji. Producent zamierza wprowadzić nowy rodzaj ogniw nie tylko do samochodów elektrycznych (BEV), ale także do hybryd.

Wakacje 2021: blisko 1/3 kontrolowanych pracowników nieobecna w domu podczas „L4”

W miesiącach wakacyjnych, czyli od początku czerwca do końca sierpnia 2021 roku kontrolerzy Conperio przeprowadzili łącznie 6322 kontroli terenowych, pracowników przebywających na zwolnieniach chorobowych. Nieobecność pracownika pod adresem wskazanym na druku zwolnienia, błędnie podany adres lub naruszenie postanowień „L4”, stwierdzono aż w 41% przypadków. Co ciekawe, kontrolowanych, a nieobecnych pracowników coraz częściej „pogrążali” pozostali domownicy.

Sezon wakacyjny dobiega końca, zatem o jego podsumowanie pokusili się eksperci Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych. O coraz większych wątpliwościach pracodawców, co do zasadności zwolnień lekarskich podwładnych, a także o niegodzeniu się na ten proceder, świadczyć może wzrost liczby zlecanych przez nich kontroli. Dla porównania, w 2019 roku w wakacje, kontrolerzy Conperio odwiedzili pracowników przebywających na zwolnieniach 5036 razy.

„Nie ma w domu, bo pojechał na wakacje”

Wakacyjny wskaźnik nieobecności kontrolowanych pracowników oscylował w czerwcu, lipcu oraz sierpniu tego roku na granicy 31%. W wakacje 2021, przyłapanych na tzw. „gorącym uczynku” było około 2% kontrolowanych. Co ciekawe pozostałych pracowników, nieobecnych pod wskazanym w druku „L4” adresem, w wielu przypadkach pogrążali inni domownicy.

Mikołaj Zając – prezes Conperio fot.2
Mikołaj Zając, prezes Conperio

– Kontrolowanych przez nas pracowników, coraz częściej pogrążają pozostali domownicy, oświadczając podczas kontroli, że ich współlokatorów w danym momencie nie ma, ponieważ udali się na wczasy. W tym roku mamy także więcej niż do tej pory przypadków oficjalnego przyznawania się pracowników, że czas na „L4” spędzali na wyjazdach wakacyjnych. Niezbyt rozsądnym, a dosyć popularnym trendem jest w dalszym ciągu wrzucanie przez osoby przebywające na „L4” zdjęć z wakacji. Fotki trafiają na portale społecznościowe takie jak m.in. Facebook, a następnie, dziwnym trafem, bardzo często do pracodawców. Tak było w przypadku Pani, która w czasie długotrwałego „L4” brała udział w imprezie plenerowej w centralnej Polsce, a pracodawca dotarł do zdjęć z tej imprezy – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Błędne adresy

Na przestrzeni ostatnich lat wzrósł także wskaźnik błędnie podanych adresów na drukach ZLA – z 5% w 2019 roku do 7,5% w 2021 roku. Niewielu pracowników zdaje sobie sprawę z tego, jak kosztowny może być to błąd.

Błędnie podany adres na druku ZLA, to coraz częściej popełniany błąd, który wbrew pozorom okazać się może bardzo kosztowny w skutkach dla pracownika, a do którego bardzo znikoma część społeczeństwa przywiązuje w ogóle wagę. Co więcej, większość pracowników nie zdaje sobie sprawy z tego, iż w przypadku kontroli i weryfikacji tego błędu, może przez to stracić cały zasiłek chorobowy – informuje ekspert.

Inne ciekawe przypadki

Podczas wakacyjnych kontroli, kontrolerzy zastali także m.in. mężczyznę, który nieobecność chciał usprawiedliwić wizytą u lekarza. Nie byłoby w tym prawdopodobnie nic złego, gdyby nie był to lekarz medycyny pracy, do którego przebywający na „L4” pracownik poszedł ze skierowaniem na badania wstępne, ponieważ – jak powiedział – po zakończeniu zwolnienia rozpoczyna pracę u innego pracodawcy. Załatwianie zobowiązań względem nowego pracodawcy jest oczywiście wykorzystywaniem zwolnienia niezgodnie z jego przeznaczeniem.

Standardowo w wakacje, wśród kontrolowanych pracowników pojawiały się przypadki zwolnień związanych z opieką nad dziećmi. Na miejscu okazywało się jednak w wielu przypadkach, że dzieci nie ma w domu, bo akurat wyszły na spacer z babcią lub ciocią.

W sytuacji nieprzestrzegania zasad wykorzystania zaświadczenia lekarskiego pracownik traci prawo do zasiłku chorobowego za cały okres zwolnienia, w trakcie którego praca była świadczona. Co więcej, jeśli dojdzie do ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, może to skutkować dyscyplinarnym zwolnieniem pracownika.

Pracownicy w Internecie sporo „mówią” o pracodawcach

Polska zajmuje 20. z 32. miejsc na liście krajów, w których badano wskaźnik cyfrowej uprzejmości, wynika z raportu firmy Microsoft ,,Digital Civility Index’’. Treści pojawiające się w sieci dotyczą niemal każdej dziedziny życia, w tym sfery zawodowej. Pracownicy piszą o swoich przełożonych, również w niepochlebny sposób. Należy jednak pamiętać, że cyfrowa wypowiedź może oznaczać konsekwencje zarówno dla firmy, jak i autora negatywnych komentarzy.

Na jednym z najpopularniejszych polskich e–serwisów pracy można przeczytać 4 mln opinii o pracodawcach z całego kraju. Niestety, nie zawsze są one pozytywne, a ich autorzy podpisują się nickiem pozwalającym na anonimowość i uniemożliwiającym sprawdzenie wiarygodności takiego komentarza w momencie, gdy stawia on firmę w złym świetle. Negatywne e–opinie często mają swoje konsekwencje w rzeczywistości np. wpływają na wizerunek firmy i nastroje zatrudnionych w niej osób, co przekłada się na ogólną atmosferę w pracy. Będą miały wpływ również na autora szkalującej wypowiedzi, który – jeśli zostanie przyłapany na gorącym uczynku – może odpowiadać przed przełożonym za swoje słowa.

Internetowa uprzejmość pracowników

Jak podaje Microsoft, w 2020 r. globalny wskaźnik cyfrowej uprzejmości (DCI) wyniósł 67 proc. i był o 3 proc. wyższy niż w 2019 r. W pierwszej trójce państw, w których kultura słowa w sieci jest na bardzo wysoki poziomie, uplasowały się Niderlandy (Holandia), Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Singapur oraz Tajwan. Ostanie miejsca zajmują RPA, Rosja, Meksyk i Indonezja. Nasz kraj jest na 20. pozycji (z 32. miejsc).

Zarówno w kwestii zwalczania hejtu, jak i negatywnych opinii pojawiających się w sieci, mamy sporo do zrobienia. Szczególnie, że zdaniem 29 proc. badanych w 2020 r. poziom cyfrowej kultury zmniejszył się w czasach covid-19 (raport Microsoft ,,Digital Civility Index’’). Lekcje muszą odrobić również polskie firmy. Niejednokrotnie negatywne komentarze pracowników są pokłosiem braku prawidłowej komunikacji w przedsiębiorstwie, co prowadzi do nieporozumień i negatywnych emocji. Problem z komunikatywnością potwierdza też badanie Grupy Progres (Raport 360 stopni), z którego wynika, że tylko 47 proc. pracowników uważa, że ich przełożony jest komunikatywny.

Brak wiedzy na temat tego, co dzieje się w firmie i co myślą o niej pracownicy oraz rozmów z nimi jest błędem, przez który dana organizacja może sporo stracić. Stały kontakt z zespołem powinien zaczynać się już na etapie onboardingu i trwać przez całą aktywność zawodową pracownika, również w momencie, gdy odchodzi on z firmy mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.Oczywiście rozstania zawodowe nie należą do najłatwiejszych sytuacji i jeśli są przeprowadzone w nieprawidłowy sposób, mogą bardzo zaszkodzić obu stronom. Pracownikowi, który poczuje się niezrozumiany i pokrzywdzony oraz przełożonemu, który zostanie opisany w sieci, bo np. na ostatnim etapie współpracy nie postarał się, by rozstanie przebiegło w sposób etyczny i nierobiący krzywdy drugiej stroniezaznacza Magda Dąbrowska.

Definitywne rozstanie z pracodawcą w sieci

Kwestie rozstań pracownika i pracodawcy są poruszane w internacie niemal bez przerwy. Co potwierdzają analizy firmy PRESS-SERVICE Monitoring Mediów. Wynika z nich, że w 2020 r. liczba wszystkich wypowiedzi w social mediach, w których pojawił się wątek zwolnień z pracy, wyniosła w sumie 849 496, a w pierwszej połowie bieżącego roku (od 1 stycznia do 21 czerwca) – było to 98 552 wpisów. Z danych PRESS-SERVICE Monitoring Mediów wynika, że użytkownicy sieci praktycznie każdego dnia i w różnych kontekstach (pozytywnym, neutralnym, negatywnym) poruszali kwestię zwolnień. W 2020 r. w portalach społecznościowych pojawiała się ona średnio w każdej minucie minionego roku (97 informacji na godzinę i 2 328 informacji dziennie). W 2021 r. (od 1 stycznia do 21 czerwca), mimo spadku aktywności dot. publikowania w social mediach treści o zwolnieniach z pracy, utrzymuje się ona na wysokim poziomie. Tego typu wątki pojawiały się co pięć minut każdego dnia (średnio 24 wpisy na godzinę i ok. 576 wpisów dziennie).

Współczesny monitoring mediów nie polega już tylko na zbieraniu publikacji o firmie. Jego wyniki zasadniczo służą właśnie do wnioskowania i rekomendacji zmian. Jeśli negatywne treści pojawiają się w mediach, które docierają do szerokiego grona odbiorców, a do takich właśnie należą portale internetowe oraz serwisy społecznościowe, to zmiany są konieczne mówi Sebastian Bykowski, wiceprezes zarządu, dyrektor generalny PRESS-SERVICE Monitoring Mediów. Zazwyczaj firmy decydują się na szereg działań naprawczych – wewnętrznych, ale także tych, które mają poprawić ich wizerunek w mediach. Pogłębione dane z raportów medialnych służą w takich przypadkach do zmiany strategii komunikacji lub kiedy jej brakuje – do stworzenia planu działań. Uważna obserwacja opinii i podjęcie dyskusji z odbiorcami, klientami oraz pracownikami może przynieść firmie wiele dobrego – zaznacza ekspert.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Gdy osoba zatrudniona w firmie kieruje wobec pracodawcy szkalujące i obraźliwe twierdzenia, przełożony może np. zastosować ogólne narzędzia wynikające wprost z kodeksu cywilnego czy też kodeksu pracy tj. upomnienie lub nagana. W uzasadnionych przepisami przypadkach ma prawo także rozwiązać umowę z pracownikiem lub jeśli osoba pisząca krzywdzące i nieprawdziwe komentarze nt. firmy nie jest w niej na etacie, wtedy może grozić jej proces o zniesławienie.

– Zamiast wchodzić w ostry spór lepiej zawczasu zadbać o dobre relacje w zespole. Tak by, nawet jeśli dojdzie do nieporozumień, to nie wypłynęły one na komfort pracy, życie firmy i jej funkcjonowanie. Kluczowe jest także ustalenie wartości i zasad, jakimi kierujemy się każdego dnia oraz procedur, które pomogą kadrze w rozwiązywaniu problemów napotykanych w codziennej pracy oraz ułatwiających podejmowanie odpowiednich decyzji. Wiele nieprzychylnych komentarzy jest pokłosiem właśnie tego, że w danej organizacji takich procedur nie było, a wartości i zasady nie były jasno komunikowanemówi Magda Dąbrowska.  – Co więcej, jeśli w firmie kodeks etyki istnieje tylko na papierze to może prowadzić do nadużyć i wyrządzania krzywdy pracownikowi, który w konsekwencji stanie się autorem niepochlebnego komentarza nt. firmy umieszczonego w sieci. To z kolei może negatywnie wpłynąć na zdolność organizacji do tworzenia miejsc pracy, a nawet pogorszyć relacje z partnerami biznesowymi – podkreśla ekspertka.

Coraz więcej przedsiębiorstw na świecie wprowadza regulacje przeciwdziałające złym praktykom – stosują odpowiednią politykę i kodeksy etyczne. Prym wiodą Stany Zjednoczone i amerykański biznes, w którym etyka jest podstawą działania. Ich śladem podążyły Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, gdzie firmy są mocno wyczulone np. na kwestie korupcji i innych nadużyć. W Polsce etyka biznesu – przekładająca się także na opinie o firmach pojawiające się w sieci – również przybiera na znaczeniu, mimo że niektóre przedsiębiorstwa są dopiero na początku drogi we wdrożeniu określonych zasad w organizacji. W dużych korporacjach kodeksy etyczne, mogące pomóc w utrzymywaniu dobrych relacji z pracownikami, są od dawna standardem wymaganym również od partnerów biznesowych. Dlatego też weryfikują one kontrahentów przed zawarciem umów, w których coraz częściej pojawiają się klauzule antykorupcyjne, albo odwołania do zasad etyki.

Trzymać rękę na pulsie

Wiele firm przykłada wagę nie tylko do kodeksów etyki, ale też monitoruje, co „mówi się” o nich w sieci. Rozumieją też, że liczy się nie tylko sama informacja, ale jej znaczenie oraz wiedza, jaka z niej płynie dla danej organizacji.

Dzisiaj wszyscy znajdujemy się w epicentrum przysłowiowego “tornada informacyjnego”, dlatego odpowiedni wybór materiałów oraz wiedza o ich nacechowaniu ma kluczowe znaczenie zwłaszcza w przeglądach tego, co dzieje się w social mediach – zaznacza Sebastian Bykowski.Pojedynczej osobie trudno jest nie tylko dotrzeć do wszystkich materiałów, ale nawet wyselekcjonować już z tych zebranych publikacji negatywne wpisy. Szybka reakcja na takie wypowiedzi i artykuły stanowi kluczowy element w ochronie reputacji marki w sieci. Tylko w ten sposób można ograniczyć ryzyko kryzysu, a w razie potrzeby – minimalizować jego skutki – podsumowuje.

Słaby tydzień na Wall Street

Nastroje na rynkach są ogólnie słabe. Indeksy giełdy amerykańskiej znalazły się w minionym tygodniu w korekcie spadkowej. Nie było jednego konkretnego powodu. Spadki można tłumaczyć m.in. obawami o globalny wzrost gospodarczy w związku z czwartą falą pandemii. Również niepokój o inflację utrzymuje się na podwyższonym poziomie, po tym jak w piątek poznaliśmy odczyty PPI z USA. Rentowności obligacji rosną, 10 letnie papiery skarbowe USA wspięły się o ok. 4 pb. Cena ropy urosła o ok. 2 proc.

Piątkowe dane z USA pokazały, że inflacja PPI w sierpniu wyniosła 0,7 proc. m/m. W ujęciu rocznym ceny producenckie urosły o 8,3 proc. Bazowy wskaźnik wyniósł 0,6 proc. m/m a w relacji rok do roku 6,7 proc. Wyższa dynamika PPI w konsekwencji przełoży się na ceny konsumenckie. To rodzi dodatkową presję na Fed. Dolar kontynuuje trend aprecjacyjny.

Główna para walutowa przełamała wsparcie na 1,18. Cały ruch wzrostowy (od 20 sierpnia) na EUR/USD został już w ponad 50 proc. zniesiony. Jutro poznamy CPI z USA. Wyższe odczyty od oczekiwań mogą spowodować kontynuację umocnienia USD.
W tym tygodniu w centrum uwagi będą dane o aktywności gospodarczej w Chinach. Poznamy produkcję przemysłową oraz sprzedaż detaliczną. Rynek będzie szukał wskazówek o ponownych szkodach wyrządzonych gospodarce przez wirusy.

Korekta na Wall Street przyjęła jak na razie niewielkie rozmiary. Spadki indeksu SP500 są nadal mniejsze od tych, które widzieliśmy na początku II połowy sierpnia. Co prawda nie był to udany tydzień dla rynku akcyjnego, jednak jeśli spojrzymy na szerszą perspektywę, brak jak na razie alarmujących przesłanek. Spadki wciąż są kosmetyczne i w żadne sposób hossa na Wall Street nie została zagrożona. Pytanie jest tylko jedno, czy kupujący akcje wejdą do gry teraz czy poczekają, aż główne indeksy spadną jeszcze odrobinę.

Cały czas wysoko jesteśmy na ropie naftowej. Brent jest wyceniana w okolicach 73 USD za baryłkę a za WTI trzeba zapłacić ok 70 USD. Z jednej strony nadal istnieją duże braki w dostawach w Zatoce Meksykańskiej. Z drugiej strony obawy o wariant delta i mniejszy popyt na ropę w najbliższym czasie hamują znaczące wzrosty na rynku tego surowca. Dodatkową presję na wycenę ropy może powodować informacja o tym, że Państwo Środka planuje uwolnić ropę naftową z rezerw państwowych. Ma się to odbyć w kilku partiach sprzedawanych na publicznych aukcjach. Najwyraźniej krok ten ma na celu obniżenie cen, które władze uważają za zbyt wysokie. To ma pomóc chińskim rafineriom. Techniczny obraz ropy brent cały czas faworyzuje na ten moment obóz byków. W ostatnim czasie notowania opuściły formację flagi, która zwiększa prawdopodobieństwo dalszych wzrostów. Przełamanie 73,6 USD otworzy drogę do poziomu 75,5 USD.

Złoty po ubiegłotygodniowym osłabieniu dziś o poranku wraca do umocnienia. EUR/PLN spada do 4,5345 choć w piątek o tej samej porze byliśmy na poziomie 4,55. W środę poznamy finalne odczyty wskaźnika CPI a w czwartek dowiemy się jak kształtuje się wskaźnik inflacji bazowej. Bez wątpienia to w tym momencie kluczowe dane dla wyceny PLN. Spodziewamy się reakcji polskiej waluty w momencie publikacji danych.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Cisco zobowiązuje się do osiągnięcia neutralności węglowej do 2040 r.

Chcąc stawić czoła wyzwaniu ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, Cisco zobowiązało się do wdrożenia strategii mającej na celu ograniczenie emisji CO2 w całym łańcuchu wartości.

Najważniejsze informacje:

  • Cisco zobowiązuje się do osiągnięcia neutralności węglowej do 2040 r. we wszystkich zakresach emisji (Scope 1, 2, 3), obejmujących korzystanie z produktów firmy, jej działalność operacyjną oraz łańcuch dostaw.
  • Jednocześnie Cisco zobowiązuje się do osiągnięcia neutralności węglowej dla wszystkich globalnych emisji z zakresu 1 i 2 (Scope 1 and Scope 2) do roku 2025.
  • Cisco ustanowi inne krótkoterminowe cele redukcji emisji dla swoich najbardziej istotnych źródeł emisji, wspierające osiągnięcie pełnej neutralności węglowej do 2040 r.

Firma Cisco ogłosiła, że do 2040 r. zobowiązuje się zredukować do zera emisję gazów cieplarnianych we wszystkich trzech zakresach emisji zdefiniowanych w Grennhouse Gas (GHG) Protocol (Scope 1, 2, 3). Naukowcy szacują, że aby uniknąć najgorszych skutków zmian klimatycznych, najpóźniej do 2050 musimy osiągnąć neutralność węglową dla całej planety. Osiągnięcie zerowej emisji Cisco będzie wspierać przez realizację ambitnych celów krótkoterminowych, w tym uzyskanie neutralności węglowej dla wszystkich globalnych emisji z zakresu 1 i 2 do 2025 r.

Inne krótkoterminowe cele, obejmujące najbardziej złożone i istotne kategorie emisji z zakresu 3., który odnosi się m.in. do ponownego wykorzystania sprzedawanych produktów i emisji związanej z łańcuchem dostaw, zostaną ogłoszone w dalszej części 2021 r. Cisco będzie informować o postępach w corocznym raporcie – Corporate Social Responsibility Impact Report.

„Cisco pragnie zapewnić inkluzywną przyszłość dla wszystkich, a to wymaga, aby na naszej planecie dało się żyć” – mówi Fran Katsoudas, Chief People, Policy & Purpose Officer w Cisco. „Jako globalny lider technologii musimy wyznaczać standardy dla zrównoważonego biznesu, a także wspierać naszych klientów, partnerów i dostawców w ich wysiłkach mających na celu ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne.”

Cisco od 2008 roku wyznacza i realizuje cele w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych w swoich zakładach i w całym łańcuchu dostaw. Działania Cisco mające na celu osiągnięcie neutralności węglowej obejmują:

  • Nieprzerwane zwiększanie efektywności energetycznej produktów firmy poprzez innowacje projektowe;
  • Zwiększenie wykorzystania energii odnawialnej;
  • Postawienie na hybrydowy model pracy;
  • Inwestycje w rozwiązania usuwania dwutlenku węgla;
  • Dalsze wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju i ekonomii obiegu zamkniętego (ang. circular economy) w ramach prowadzonego biznesu.

Od ponad 15 lat Cisco podejmuje działania na rzecz zrównoważonej przyszłości, które obejumują m.in. redukcję emisji gazów cieplarnianych, ograniczenie ilości odpadów, tworzenie bardziej efektywnych produktów, a także wyznaczanie i osiąganie ambitnych celów.

  • Od 2008 r. firma wyznaczyła i osiągnęła cele w ramach 5-letniego planu ograniczenia emisji z zakresu 1 i 2. Obecny cel ograniczania emisji z zakresu 1 i 2 o 60 proc. do końca roku fiskalnego 2022 (w porównaniu z rokiem fiskalnym 2007), został zaakcepotowany przez Science Based Target initiative (SBTi) i jest realizowany zgodnie z planem.
  • W kilku krajach Cisco korzysta wyłącznie z energii odnawialnej. Firma przejdzie globalnie na energię elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych w przynajmniej 85 proc. do końca roku fiskalnego 2022.
  • W zakresie 3, już w 2019 roku, firma zrealizowała plan ograniczenia emisji o milion ton metrycznych CO2 w ramach łańcucha dostaw. Stało się to o rok wcześniej niż planowano. Cel udało się zrealizować poprzez szereg działań, takich jak: zwiększenie transportu morskiego, przeprojektowanie opakowań produktów i implementacja zarządzania energią u partnerów produkcyjnych. Firma określiła nowy cel, jakim jest ograniczenie emisji związanej z łańcuchem dostaw w zakresie 3 o 30 proc. do roku fiskalnego 2030 (w porównaniu z rokiem fiskalnym 2019).
  • Cisco projektuje i zarządza produktami oraz ich opakowaniami w taki sposób, aby można było je ponownie wykorzystywać i naprawiać. Do 2025 r. firma planuje projektować wszystkie nowe produkty zgodnie z ideą Circular Design. Cisco nieprzerwanie świadczy i ulepsza swoje usługi z zakresu serwisowania, odbioru i ponownego wykorzystania. Inicjatywy te wspierają zobowiąznie, złożone przez dyrektora generalnego Chucka Robbinsa podczas World Economic Forum 2018, dotyczące umożliwienia klientom darmowego zwrotu używanych produktów, które następnie zostają odświeżone i zyskują drugie życie.

Czy w 2022 roku bezrobocie spadnie poniżej 5 proc.?

PKB mamy już na poziomie wyższym niż przed pandemią, a bezrobocie dopiero zabiera się za obrabianie swojego wzrostu z czasu pandemii. Obecnie wynosi 5,8 proc., ale czy ma szanse by już w przyszłym roku zejść poniżej 5 proc.?

Rejestrowane bezrobocie w Polsce cały czas pozostaje na poziomie wyższym niż przed pandemią. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, w sierpniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc., podczas gdy w sierpniu 2019 było to 5,2 proc. W październiku 2019 osiągnęło rekordowo niski poziom 5 proc. i w kolejnych miesiącach rosło. Z powodu sezonowości, w Polsce bezrobocie zwykle maleje od marca do października i rośnie od listopada do lutego. Wydaje się zatem, że jeśli nie dojdzie do kolejnego lockdownu, bezrobocie powinno maleć jeszcze przez kolejne dwa miesiące. Możliwe też, że z uwagi na rekordowy wzrost gospodarczy (PKB za II kwartał 2021 roku wzrósł 11,1 proc. rok do roku w cenach stałych) wzrost bezrobocie w okresie zimowym będzie mniejszy niż zwykle. To powoduje, że jednym z możliwych scenariuszy jest spadek bezrobocia w 2022 roku do poziomu 5 proc. lub nawet przebicie tej bariery. Za takim scenariuszem przemawia poprawiająca się sytuacja na rynku pracy, przejawiająca bardzo wysoką raportowaną przez agencje zatrudniania i portale ogłoszeniowe liczbą ofert pracy. Firmy przemysłowe powoli wracają do poziomu zatrudnia sprzed pandemii, a wysoki skumulowany popyt w przemyśle napędza inwestycje, co wiąże się ze zwiększaniem zatrudnienia. Gorsza sytuacja panuje w usługach, gdzie popyt jest niższy. Jednak nie widać tego w statystyce zatrudnienia GUS (badanie BAEL), według której w I kwartale 2021 mieliśmy do czynienia z rekordowym poziomem zatrudnienia w sektorze usług – 9,74 mln osób. Widać zatem, że mimo bardziej negatywnego wpływu pandemii na sektor usług, nie zatrzymała ona ogólnego trendu stałego wzrostu procentowego udziału usług w strukturze zatrudnienia.

Należy nadmienić, że ekonomiczne zależności pomiędzy wzrostem gospodarczym a poziomem bezrobocia są bardziej skomplikowane i zależne od tego w jakim momencie cyklu gospodarczego następują. Jednak w sytuacji po pandemii z wysokim wzrostem gospodarczym, nie ma wątpliwości, że bezrobocie będzie spadać.

Powinniśmy pamiętać, że dane GUS o bezrobociu dobrze nadają się do analizowania krajowych trendów bezrobocia, do analizy między poszczególnymi krajami trzeb używać ujednoliconych wskaźników Eurostatu. Według tych danych na koniec lipca bezrobocie w Polsce wyniosło 3,4 proc. i byliśmy czwartym krajem o najniższych bezrobociu w UE (średnia 6,9 proc.). Warto zaznaczyć, że dwa miesiące temu dokonano rewizji metodologii tego badania (przepływ około 35 tys. osób z kategorii biernych zawodowo do bezrobotnych), które spowodowało, że wykazywana liczba bezrobotnych w Polsce wzrosła i przestaliśmy być krajem o najniższym bezrobociu w UE.

Czy bezrobocie spadnie w przyszłym roku poniżej rekordowych 5 proc., według metodologii GUS, pozostaje pytaniem otwartym. Na jego spadek na pewno będzie wpływała bardzo dobra koniunktura gospodarcza, szczególnie w przemyśle. Sytuacja na rynku pracy, w najbliższych miesiącach, może także przekładać się na poziom inflacji. Bowiem problemy z pozyskaniem pracowników, wynikające z niskiego bezrobocia, mogą dodatkowo zwiększyć presję na wzrost płac.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wzrost wypadków przy pracy po powrocie do firm może spowodować nawet 100% wzrost składek ZUS

Jak wynika ze wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2021 r. zgłoszono o 23% mniej poszkodowanych w wypadkach przy pracy w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Powrót do formuły pracy sprzed pandemii może skutkować powolnym odwracaniem tego trendu – a naruszanie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy podniesieniem wysokości składki na ubezpieczenie nawet o 100%.

Przyczyn obserwowanego trendu spadkowego można upatrywać w kilku czynnikach. Kreowane przez Ekspertów BHP bezpieczne środowiska pracy za pomocą audytów, planów naprawczych, systemu szkoleń czy programów wsparcia świadomości bezpieczeństwa wśród pracowników, to tylko część działań wpływających na zmniejszenie ilości wypadków.

Patrząc na dane statystyczne dotyczące wypadków przy pracy z przełomu 2019 i 2020 roku rejestrowane przez W&W Consulting wśród klientów, musimy mieć świadomość, że na spadek zdarzeń wpływ miały także działania pracodawców ukierunkowane na dostosowanie sytuacji biznesowej do warunków pandemicznych, począwszy od 2020 roku. Większa część pracodawców tymczasowo zawiesiła działalność lub zmieniła miejsce świadczenia pracy z punktu widzenia jej wykonywania, jeżeli było to tylko możliwe, na formułę home office. Oczywiście ta sytuacja podyktowana była koniecznością zapewnienia pracownikom bezpiecznych warunków wykonywania pracy w sytuacji wystąpienia zagrożenia biologicznego jakim była pandemia, ale także zachowaniem ciągłości biznesowej, likwidując zagrożenie paraliżu przedsiębiorstwa w chwili przy wystąpieniu ogniska zakażenia Covid-19 – mówi Łukasz Wawrzyniak, Dyrektor działu BHP W&W Consulting.

Po okresie największego nasilenia pandemii w 2020 roku, nastąpił powolny powrót pracowników do zakładów pracy i przywracanie przez przedsiębiorców pełnej zdolności operacyjnej. Oczywiście część przedsiębiorstw do chwili obecnej nie reflektuje na możliwość pełnego obłożenia stanowisk pracy w zakładach i stosuje model hybrydowy wykonywania pracy w formule home office oraz pracy stacjonarnej w zakładzie pracy. Niestety taka sytuacja wpływa na powstanie niepełnego obrazu ilości zdarzeń wypadkowych w przedsiębiorstwach w roku 2020, jak i w już trwającym 2021.

Należałoby zadać pytanie, czy ta sytuacja powinna być rozpatrywana w świetle pozytywnym czy negatywnym? Czy zmniejszone ilości wypadków w 2020 roku w stosunku do 2021 roku przyniosą korzyści pracodawcom, czy też mogą być dla nich dodatkowym kosztem?

Aby w pełni zobrazować sytuację, należy przytoczyć Ustawę o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych. Przepis ten określa kategorie ryzyka zakładów pracy w zależności od m.in. ilości poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Wobec powyższego może dojść do sytuacji, kiedy to w chwili drastycznego wzrostu wskaźnika ilości wypadków przy pracy, który był zaniżony z uwagi na ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw, dojdzie do podwyższenia składki wypadkowej na skutek zmiany kategorii ryzyka zakładu pracy. Warto także wspomnieć w tym momencie o możliwości podwyższenia składki na ubezpieczenie wypadkowe w sytuacji kontroli zakładu pracy przez Inspektora Państwowej Inspekcji Pracy. Jeżeli stwierdzi on rażące naruszenie przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy na podstawie np. wniosków płynących z protokołów powypadkowych, wówczas Zakład Ubezpieczeń Społecznych na wniosek Inspektora może podnieść wysokość składki na ubezpieczenie o 100% – dodaje Łukasz Wawrzyniak.

Tło związane z wahaniami składki wypadkowej daje jasny sygnał wszystkim przedsiębiorcom, aby w aktywny sposób zarządzać ryzykiem w sferze wypadków korzystając z Ekspertów BHP w kreowaniu bezpiecznych warunków pracy zmniejszając ilości i ciężkości wypadków przy pracy.

Wyjazdy wakacyjne Polaków – podsumowanie 2021 roku

Mimo wielu obostrzeń, konieczności legitymowania się paszportem covidowym lub negatywnym wynikiem testu, 30% Polaków planowało w tym roku wakacje za granicą – tak wynika z danych „Holiday Barometr 2021” przeprowadzonego przez Grupę Europ Assistance. Według raportu rankomat.pl największym powodzeniem cieszyły się popularne kierunki letnie – Chorwacja, Grecja oraz Włochy.

Eksperci rankomat.pl przeanalizowali dane z okresu czerwiec – sierpień pochodzące z ich porównywarki ubezpieczeń turystycznych. Z analizy wynika, że wśród wakacyjnych kierunków zagranicznych wyjazdów Polaków dominowały kraje europejskie. Polski turysta najczęściej wyjeżdżał z osobą towarzyszącą na urlop trwający od 8 do 14 dni.

Chorwacja znów liderem, Włochy wracają na podium

Wakacje nad Adriatykiem to wciąż ulubiona forma letniego wypoczynku Polaków. W tym roku na urlop w Chorwacji zdecydowało się aż 25% podróżujących za granicę. To tylko 5 punktów procentowych mniej niż rok temu. Chorwacja szybko otworzyła swoje granice, a przez długi czas Polacy mogli wjeżdżać na jej teren bez żadnych obostrzeń.Top 10 najpopularniejszych kierunków wakacyjnych 2021

Drugie miejsce w zestawieniu porównywarki ex aequo zajęły Włochy (w zeszłym roku na czwartej pozycji) oraz Grecja (trzeci najpopularniejszy kierunek rok temu). Oba te kraje jako cel swojej podróży wskazało po 10% podróżnych. Zarówno do Włoch, jak i do Grecji zaszczepieni oraz ozdrowieńcy mogli wjeżdżać bez żadnych restrykcji. Pozostali turyści musieli posiadać negatywny wynik testu. Rok temu na drugim miejscu znalazła się Słowacja, która w tym roku zajęła dopiero 9. pozycję ze względu na większe obostrzenia.

Wakacje poza Europą w Turcji i Egipcie

W ubiegłym roku kraje pozaeuropejskie wypadły z zestawienia top 10 najchętniej wybieranych kierunków i zajęły dalekie pozycje. W tym roku większość linii lotniczych przywróciła popularne loty i więcej państw otworzyło swoje granice. Do zestawienia najpopularniejszych kierunków wróciła więc Turcja (5% wskazań i 6. miejsce), a także Egipt (na 14. miejscu). Do top 10, podobnie jak rok temu, nie wróciły Stany Zjednoczone, które nadal nie pozwalają na podróże w celach turystycznych.

Bałkany w modzie

Tuż za pierwszą dziesiątką znalazły się nieoczywiste kierunki europejskie takie jak Albania, Czarnogóra czy Malta. Do tych krajów przez całe lato można było wjechać bez żadnych obostrzeń, więc cieszyły się dużą popularnością wśród niezaszczepionych turystów.

Urlop po polsku od 8 do 14 dni

Preferencje co do długości wakacji przeciętnego Polaka nie zmieniają się od lat. Najchętniej wciąż odpoczywamy od 8 do maksymalnie 14 dni – taką opcję wskazało aż 51% turystów. Co ciekawe, powyżej dwóch tygodni urlop zaplanowało aż 28% z nich. To zmiana aż o 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim rokiem.Długość wyjazdów wakacyjnych Polaków w 2021 r (1)

Od 4 do 7 dni wypoczywało 15% Polaków, to mniej niż rok temu. Nadal spada liczba planujących krótkie wypady. Na wyjazd trwający od 1 do 3 dni zdecydowało się tylko 6% podróżujących (spadek o 6 punktów procentowych w stosunku do 2020 roku).

Do łask wróciły wyjazdy trwające dłużej niż 30 dni, które w zeszłym roku w ogóle nie były brane pod uwagę przez turystów. Wskazało je aż 6% wyjeżdżających. Oznacza to, że wracają możliwości podróżowania długoterminowego oraz pracy za granicą.

Wakacje 2021 w parze i z rodziną

Ten wskaźnik również nie zmienia się od lat. Zdecydowana większość Polaków decyduje się na wakacje z drugą osobą (34%) lub w dużo większym towarzystwie (w sumie 33%). Niemniej jednak wciąż duża grupa osób (33%) deklaruje wyjazd w pojedynkę. Z kim Polacy wyjeżdżali na wakacje w 2021 (1)

Najchętniej podróżują trzydziestolatkowie, mniej rodzin z dziećmi

32% klientów porównywarki kupujących polisę na wyjazd zagraniczny to osoby w wieku od 30 do 39 lat. To wzrost aż o 7 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niemniej chętniej podróżują czterdziestolatkowie (25%) i osoby po dwudziestce (21%). Rok temu 23% polis zakupiono dla dzieci i nastolatków, w tym roku liczba ta spadła aż do 6%!Wiek Polaków odpoczywających na zagranicznych wakacjach 2021 (1)

Chętniej niż rok temu na podróż decydowali się nieco starsi – na co zapewne wpływ miały szczepienia – 11% z przedziału wiekowego 50 – 59 (wzrost o 4 punkty procentowe) oraz seniorzy z grupy 60+ (6%, wzrost o jeden punkt procentowy).

Urlop rozpoczynany w weekend, polisy kupowane na ostatnią chwilę

Początek weekendu to ulubiona pora na rozpoczęcie wakacji przez Polaków. 22% z nas zdecydowało się na wyjazd w sobotę, 17% zaczynało urlop w niedzielę, a 16% postawiło na piątek. Tylko 13% z nich podróż rozpoczęło od nowego tygodnia, czyli od poniedziałku.W jakim dniu wyjeżdżano na wakacje

Zakup polisy Polacy odkładali na ostatnią chwilę. Większość z nich kupiła ubezpieczenie tuż przed podróżą. 35% z nich zrobiło to na 1-3 dni przed, a 5% dokładnie w dniu wyjazdu. 23% podróznych zdecydowało się na zakup polisy od 4 do 8 dni przed planowanym wyjazdem.Na ile dni przed podróż kupowano ubezpieczenie

Ubezpieczenie na wakacje uwzględniające COVID-19 za 6,8 zł dziennie

Tyle średnio za polisę płacili wyjeżdżający do kierunków z top 10. Najmniej ubezpieczenie kosztowało podróżujących na Ukrainę (5,17 zł za dzień ochrony) i Czarnogórę (5,95 zł dziennie). Najdroższe polisy kupowali wyjeżdżający do Turcji (7,92 zł/dzień) oraz na Słowację (8,22 zł dziennie – tak wysoka cena wynika z wybierania polisy na wyprawy wysokogórskie, traktowane jako rozszerzenie ochrony dostępne za dodatkową składką).Ile Polacy płacili za ubezpieczenie wakacji w 2020 r (1)

Ubezpieczenie turystyczne gwarantuje wsparcie w razie zachorowania czy nieszczęśliwego wypadku za granicą. Aktualnie zdecydowana większość towarzystw pokrywa koszty leczenia w razie zachorowania na Covid-19 – mówi Robert Pelczar, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych w rankomat.pl. – Niektórzy ubezpieczyciele objęli też ochroną koszty przedłużonego pobytu w razie kwarantanny lub izolacji. Mówimy tu o kosztach wyżywienia, zakwaterowania oraz późniejszego powrotu do Polski, o ile dane państwo nie gwarantuje pokrycia tych opłat. Bardzo często polisa obejmuje również koszty wykonania testu (z wynikiem pozytywnym lub zleconego przez lekarza). Na rankomat.pl można w szybki i łatwy sposób sprawdzić i porównać zakres ryzyk związanych z Covid-19 – dodaje.

To niewielka kwota w porównaniu z kosztami leczenia, jakie czyhają na Polaków za granicą. Firma Europ Assistance wyliczyła, że za pomoc udzieloną odpoczywającemu w Turcji turyście, u którego wykryto tętniaka mózgu, zapłacono 500 000 zł! Tymczasem za polisę do Turcji płacono średnio 7,92 zł dziennie.

Automatyzacja i reskilling. Perspektywa Polaków

Blisko co trzeci pracownik w Polsce uważa, że pandemia COVID-19 zwiększyła ryzyko automatyzacji miejsc pracy w kraju. To wynik poniżej globalnej średniej – pokazuje badanie Decoding Global Talent, przeprowadzone przez The Network i Boston Consulting Group przy udziale Pracuj.pl. Polacy zdają sobie jednak sprawę ze zmian na rynku pracy. Blisko 2/3 respondentów jest gotowych przebranżowić się w przyszłości. Eksperci Grupy Pracuj sprawdzają, jak Polacy plasują się na tle świata pod kątem podejścia do tzw. reskillingu.

Z materiału dowiesz się, że:

Według 30% badanych z Polski automatyzacja pracy przyspieszyła.
Dla porównania – w skali globalnej takie obawy wyraża 41% respondentów.
Automatyzacji pracy najczęściej spodziewają się najmłodsi badani.
63% badanych z Polski deklaruje gotowość do przekwalifikowania się.
To wynik dający Polsce 9 miejsce wśród badanych krajów europejskich.
6 na 10 Polaków twierdzi, że przeznacza na naukę zawodową kilka tygodni rocznie.

Odkodowana przyszłość pracy

The Network to największa na świecie sieć portali rekrutacyjnych – jej członkiem jest serwis Pracuj.pl. By sprawdzić postawy kandydatów i pracowników z różnych kontynentów w obliczu pandemii koronawirusa, organizacja połączyła siły z Boston Consulting Group. Efektem współpracy jest raport „Decoding Global Talent” – przedstawiająca życie zawodowe pracowników ze 190 krajów świata w obliczu zmian związanych z COVID-19. Serwis Pracuj.pl odpowiadał za dostarczenie badaczom danych dotyczących kandydatów z Polski. W materiale poświęconym pierwszej części badań przyglądaliśmy się, jak na tle świata przedstawiają się postawy badanych Polaków dotyczące pracy zdalnej i elastycznych godzin pracy. W drugiej omawiamy ich poglądy dotyczące automatyzacji i nabywania nowych kompetencji, czyli dwóch kluczowych zjawisk wpływających na przyszłość karier pracowników na całym świecie.

Największe obawy wśród skrajnych grup

Jak pokazuje raport „Decoding Global Talent”, obawy przed automatyzacją wykazuje znacząca część badanych Europejczyków. Mieszkańcy Azji myślą jednak częściej z niepewnością o przyszłości swoich miejsc pracy. Najczęściej przyspieszenia automatyzacji pracy w obliczu COVID-19 dopatrują się mieszkańcy Singapuru, Malezji i Filipin, a najrzadziej – Danii, Bułgarii, Holandii i Francji. Polacy pod tym względem plasują się poniżej średniej globalnej – obawy deklaruje 30% z nich, światowa średnia wyniosła tymczasem 41%.

Bardzo cenne obserwacje przynoszą bardziej szczegółowe wyniki badania. Jak podaje raport, w Polsce przyspieszenia automatyzacji najczęściej dopatrują się grupy uplasowane na skrajnych punktach skali. Na przykład, pod kątem edukacji wyraźnie wyższy od średniej odsetek osób deklarujących obawy przed automatyzacją jest wśród badanych bez formalnego wykształcenia (44%) oraz z tytułami doktorskimi (36%). Podobne tendencje obserwowano wśród badanych poniżej 20. roku życia (50%), z grupy wiekowej 21-30 (33%) oraz mających ponad 61 lat (33%).

Postęp technologiczny może znacząco wpłynąć na pracę zarówno osób o niższych kwalifikacjach, jak i tych wyspecjalizowanych, np. programistów czy programistek. Mimo że pandemia COVID-19 znacząco przyspieszyła inwestycje firm w rozwiązania IT, to zjawisko automatyzacji będzie rozciągnięte w czasie. Ta perspektywa czasowa pozwoli pracownikom z jednej strony na przebranżowienie się, a z drugiej – pracodawcom na wykształcenie odpowiednich kadr. Wyniki raportu „Decoding Global Talent” pokazują, że perspektywy automatyzacji pracy szczególnie mocno działają na wyobraźnię osób znajdujących się na początku karier lub w ich bardzo dojrzałym okresie. Są to grupy, które najczęściej doświadczały negatywnego wpływu pandemii na rynek pracy – komentuje Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. badań kandydatów w Grupie Pracuj.

Zawody obawiające się automatyzacji

Badacze zmierzyli także postawy wobec automatyzacji poszczególnych grup zawodowych. Najczęściej przyspieszenia jej w obliczu COVID-19 dopatrywali się finansiści (42%), specjaliści ds. obsługi klienta (39%), pracownicy produkcji (37%), sprzedawcy (33%) oraz menedżerowie (32%). Odczucia badanych zgadzają się częściowo z ocenami ekspertów – wskazane grupy wśród najbardziej zagrożonych automatyzacją wskazuje także McKinsey Institute, przygotowujący regularnie prognozy dotyczące globalnego rozwoju technologii w tym obszarze.

Wracając do raportu The Network i BCG – w skali globalnej na czele zawodów obawiających się automatyzacji również znalazły się finanse i obsługa klienta, ale w odróżnieniu od Polski w czołówce znaleźli się także eksperci HR, pracownicy administracyjni, a dopiero w dalszej kolejności – pracownicy produkcji.

Polacy otwarci na zmiany zawodowe

W kontekście omawianych obaw warto zwrócić uwagę na dysonans występujący w ocenach posiadanych kompetencji cyfrowych, jakie wystawiają sobie Polacy. W niedawnym badaniu Pracuj.pl „Cyfrowa ewolucja kariery” 67% Polaków ocenia pozytywnie swoje kompetencje cyfrowe, choć jednocześnie 44% stwierdza, że zbyt niskie zdolności techniczne mogą być dla nich trudnością na rynku pracy. Niskie pozycje Polski w badaniach Komisji Europejskiej, dotyczących kompetencji cyfrowych, wskazują, że ta niejasność może stanowić wyzwanie dla kraju w najbliższych latach.

Pewną dozę optymizmu przynoszą wyniki raportu The Network i BCG. Według niego gotowość do przebranżowienia się w przyszłości deklaruje 63% badanych z Polski – nieco poniżej globalnej średniej (68%). W skali międzynarodowej w rankingu gotowości do przekwalifikowania się prowadzą kraje Afryki i Azji. Wśród badanych krajów Europy Polska zajęła 9. miejsce, za m.in. Portugalczykami, Hiszpanami i Francuzami. Jednocześnie Polacy deklarowali gotowość do przekwalifikowania się częściej niż badani ze Stanów Zjednoczonych, Danii, Holandii, Niemiec czy Wielkiej Brytanii.

W odniesieniu do poszczególnych grup, najczęściej na zmianę zawodu otwarci byli pracownicy obsługi klienta (84%), sektora usług (83%) i pracownicy administracyjni (73%). Z kolei pod względem edukacji najwyższe wyniki odnotowali badani z wykształceniem średnim (68%) i tytułami doktorskimi (67%). Co dość zaskakujące, najniższy wynik wśród grup wiekowych odnotowano wśród osób do 20 roku życia, a gotowość rosła wraz z wiekiem – z wyłączeniem grupy osób w wieku przedemerytalnym (44%).

Jak zauważa Maciej noga, dyrektor zarządzający funduszu Pracuj Ventures i przewodniczący Rady Nadzorczej Grupy Pracuj, rynki zachodnie znają duże projekty tzw. reskillingu pracowników, np. wdrożony przez AT&T, amerykańskiego giganta telekomunikacji.

Tego typu działania mogą przynosić realne zmiany. Jak pokazują badania The Network, podobne inicjatywy będą kluczowe dla wielu osób z doświadczeniem na rynku, ale mających jeszcze przed sobą perspektywę przynajmniej kilkunastu czy kilkudziesięciu lat pracy. Kompetencje części z nich będą tracić na znaczeniu w obliczu automatyzacji, co musi się spotykać z programami wspierania nabywania nowych umiejętności. Reskilling nieco rzadziej dotyczyć będzie młodszych osób, choć one też oczekują np. unowocześniania programów studiów pod realne potrzeby rynku. Nie warto demonizować zmian technologicznych. Będą one tworzyć wiele nowych miejsc pracy. By jednak na tym korzystać, trzeba podejmować odpowiednie działania w zakresie rozwoju kompetencji
-– komentuje Maciej Noga.

Kilka tygodni w roku na naukę

60% badanych Polaków deklaruje, że poświęca rocznie na naukę związaną z kwestiami zawodowymi przynajmniej kilka tygodni, co wydaje się być zaskakująco wysokim wynikiem. Najczęściej takie deklaracje wyrażają osoby w wieku 21-30 lat (71%) oraz poniżej 21 lat (65%), czyli w najbardziej intensywnych, początkowych okresach kariery. Najczęściej dużą ilość czasu poświęcanego na naukę zawodową deklarują prawnicy i menedżerowie (71%), a także pracownicy branży IT i technologicznej (67%), czyli specjalizacje wymagające stałego trzymania ręki na pulsie branżowych zmian. O ile do tak optymistycznych deklaracji należy podchodzić z pewnym dystansem, mogą stanowić one kolejny impuls do pozytywnych zmian w zakresie kształcenia kompetencji w Polsce.

Przyspieszone dojrzewanie do zmiany

Zmiany ostatnich kilkunastu miesięcy przyspieszają nie tylko nacisk na rozwój technologiczny firm, ale także stawiają pracowników przed zmianami, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Rosnąca cyfryzacja pracy będzie wymagała od pracowników na świecie i w Polsce nabywania nowych umiejętności i gotowości do przekwalifikowania. Zmieniają się oczekiwane kompetencje, rośnie znaczenie umiejętności cyfrowych.

Raport „Decoding Global Talent” pokazuje, że wielu pracowników na świecie – w tym w Polsce – obawia się automatyzacji. Nie musi ona być jednak negatywnym zjawiskiem, gdyż będzie tworzyła nowe stanowiska pracy i może uwalniać czas pracy kadr na bardziej ambitne, skomplikowane zadania. Aby tak się jednak działo, konieczne jest wdrażanie odpowiednich działań, w które zaangażowani będą zarówno pracodawcy, jak i pracownicy.