Plast-Box z dwucyfrową dynamiką sprzedaży

Grupa Plast-Box wciąż dynamicznie rośnie i notuje ponad 22% wzrost przychodów ze sprzedaży  pomimo niesprzyjających warunków na rynkach zaopatrzenia w surowce i materiały produkcyjne. Wyższe przychody, dywersyfikacja działalności i wzmocnienie potencjału to najważniejsze zadania zrealizowane przez Grupę w minionym półroczu.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Plast-Box w I półroczu br. sięgnęły 124,5 mln zł wobec 101,8 mln zł wypracowanych rok wcześniej. Przy dwucyfrowej dynamice sprzedaży Grupa zanotowała zysk netto na poziomie 5,9 mln zł, czyli o 8,7% wyższy niż w pierwszym półroczu 2020 roku. Wynik EBITDA w ujęciu półrocznym wyniósł 14,9 mln zł w stosunku do 16,7 mln zł uzyskanych w 2020 roku.

Ostatnie miesiące to szereg wyzwań stojących przed przetwórcami tworzyw sztucznych. Obserwowany od grudnia 2020 roku niespotykany w ostatnich latach wzrost cen rynkowych kluczowego surowca, problem z dostępnością komponentów, co wiąże się ze wzrostem kosztów – nie pozwoliły nam powtórzyć wyniku EBITDA z 2020 roku – komentuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Sytuacja Grupy po I półroczu pozostaje dobra, pomimo istotnego spadku rentowności zanotowanego rok do roku – dodaje.

W ujęciu jednostkowym zysk netto spółki – matki w I półroczu br., przy dwucyfrowej dynamice wzrostu przychodów (35,5% r/r), wyniósł 2,2 mln zł wobec 2,6 mln zł zysku wygenerowanego w roku ubiegłym.

Plast-Box zwiększa przychody ze sprzedaży zarówno w kraju, jak i poza granicami. Rośnie udział eksportu w przychodach Grupy. Po 6 miesiącach 2021 roku obroty na rynkach zagranicznych były o 27,3% (15,2mln zł) wyższe niż przed rokiem, zaś udział eksportu w sprzedaży ogółem wyniósł 56,9%. Z kolei w Polsce sprzedaż wzrosła o 16,4% r/r do 53,6 mln zł stanowiąc tym samym 43,1% skonsolidowanych przychodów.

Grupa przeznaczyła w ostatnim czasie znaczące nakłady finansowe na rozwój zakładów produkcyjnych w Polsce i na Ukrainie, w tym wzrost mocy produkcyjnych, udoskonalenie jakości wyrobów oraz optymalizację kosztów wytwarzania. W minionym półroczu pracowano m.in. nad modernizacją, w tym automatyzacją, i rozbudową linii produkcyjnych, reorganizacją struktury sieci sprzedaży, umocnieniem synergii produktowych na wybranych rynkach aktywności, wykorzystując optymalnie potencjał spółek.

– Mamy silną pozycję rynkową, jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni na rynkach europejskich i światowych, znajdujemy nowe nisze, adaptujemy dostępne technologie do nowych zastosowań. Chcemy nadal zwiększać skalę, jednocześnie zwracając uwagę na stabilną rentowność. Widzimy dalsze, ogromne możliwości rozwoju nie tylko w Polsce, ale także zagranicą, szczególnie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – stwierdza Grzegorz Pawlak.

Produkcja Plast-Box realizowana jest w trzech fabrykach zlokalizowanych w Słupsku, Urszulinie (k. Warszawy) oraz Czernihowie (Ukraina). Grupa działa na rynku polskim i za granicą od niemal 4 dekad, zatrudniając ponad 460 osób. W 2004 roku z sukcesem zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Huragan Ida uderza w surowce energetyczne – analiza Daniela Kosteckiego

W USA znacznie zmniejszają się zapasy benzyny, rosną z kolei jej ceny. Podobnie dzieje się z gazem ziemnym, z tym że tu sytuacja nie dotyczy tylko Stanów Zjednoczonych, ale także niemal całej Europy.

Kontrakty terminowe na benzynę w USA skoczyły powyżej 2,3 USD za galon, zbliżając się do poziomów najwyższych od października 2014 r.

– Podwyżki zdają się być następstwem ograniczeń podaży i malejących zapasów. Te z kolei powstały, bo Stany Zjednoczone najpierw zmagały się z suszą, a teraz huragan Ida uderzył w ląd w pobliżu Port Fourchon w Luizjanie, węzła morskiego przemysłu energetycznego w Zatoce Meksykańskiej, zakłócając pracę zakładów przetwórczych – tłumaczy Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd, świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Zniszczenia w Zatoce Meksykańskiej spowodowały zawieszenie produkcji 1,72 mln baryłek ropy dziennie. Na szczęście prace mają tam stopniowo wracać do normy. Całego spadku zapasów paliwa w USA nie da się jednak powiązać z żywiołem. Oficjalne dane Energy Information Administration pokazały, że już w ubiegłym tygodniu amerykańskie rezerwy benzyny zmniejszyły się o 2,242 mln baryłek, czyli znacznie więcej, niż zakładały prognozy mówiące o spadku o 1,557 mln.

– Popyt przewyższający podaż zwykle winduje ceny, a przypadku benzyny, czyli ważnego czynnika inflacyjnego, te już wcześniej rosły w związku z perspektywami ożywienia gospodarczego po pandemii. To z kolei powoduje, że w USA inflacja wciąż może pozostawać na wysokich poziomach, a dochód rozporządzalny Amerykanów maleje – zauważa analityk Conotoxia Ltd.

Gaz ziemny droższy w USA i w Europie

Na rynku surowców energetycznych uwagę zwraca nie tylko ropa, lecz także gaz ziemny. W  USA kontrakty terminowe na ten surowiec wzrosły na początku tygodnia powyżej 4,4 USD za milion brytyjskich jednostek termicznych (mmBtu) po raz pierwszy od grudnia 2018 r.

– Doszło do tego pod wpływem zagrożenia huraganem Ida, silniejszego popytu, ale także w związku z tym, że Energy Information Administration poinformowała o znacznie mniejszej wielkości zapasów w ubiegłym tygodniu – wylicza Daniel Kostecki.

EIA faktycznie podała, że w tygodniu zakończonym 20 sierpnia przedsiębiorstwa dodały do magazynów 29 mld stóp sześciennych gazu, gdy rynkowe prognozy mówiły tymczasem o  przyroście o 40 mld stóp.

Ceny gazu ziemnego wzrosły także w Europie. Na Starym Kontynencie to paliwo jest o wiele droższe niż w USA, obecnie cena utrzymuje się na poziomie powyżej 15 dolarów za milion brytyjskich jednostek termicznych (mmBtu).

– Europa stoi w obliczu niedoboru gazu ziemnego, ponieważ Rosja, największy dostawca w Europie, odmówiła zarezerwowania dużych dodatkowych przepływów przez rurociągi na Ukrainie przed zakończeniem budowy kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2 do Niemiec – wyjaśnia główny analityk Conotoxia Ltd.

Ropa trzyma wysoki poziom

Relatywnie droga pozostaje także ropa naftowa – ok. 69 dolarów za baryłkę, czyli blisko najwyższego poziomu od dwóch tygodni. Tutaj inwestorzy czekają na jutrzejsze spotkanie OPEC+, na którym omawiana będzie kwestia wydobycia.

– Dominuje przekonanie, że do grudnia kartel będzie kontynuował plany zwiększania dostaw o kolejne 400 tys. baryłek dziennie w każdym miesiącu. W tym tygodniu kontrakty terminowe na ropę WTI zdają się oddawać zyski, które pojawiły się po otwarciu rynku. Warto jednak przypomnieć, że w ubiegłym tygodniu notowania czarnego złota skoczyły o ponad 10 proc., co było największym tygodniowym wzrostem od czerwca 2020 r. – wskazuje Daniel Kostecki.

Pracownicy pozytywnie oceniają swoje relacje z przełożonymi. Od szefów oczekują empatii, szacunku i konsekwencji w działaniu

Kwestia dobrych relacji i zaufania w firmie, w dużej mierze określana jest przez jej kulturę organizacyjną i wizję prowadzenia biznesu, kreowaną przez kadrę zarządzającą. Jednak o tym, czy pracownicy dobrze czują się w pracy, decydują przede wszystkim relacje z najbliższymi współpracownikami, a w szczególności z bezpośrednim przełożonym. Jak wynika z badania Hays Poland, aż 76 proc. profesjonalistów pozytywnie ocenia swoje relacje z szefami i docenia ich starania w czasie pandemii.

Nie ulega wątpliwości, iż dobra atmosfera w pracy ma duży wpływ na efektywność oraz plany zawodowe pracowników. Z badania Hays Poland opublikowanego na łamach „Raportu płacowego 2021” wynika, że najważniejszym powodem rozważania zmiany pracy niezmiennie jest poziom wynagrodzenia. Na drugim miejscu uplasowały się niewystarczające możliwości rozwoju, natomiast niemal co drugi profesjonalista (18 proc.) jako ważny powód zmiany wskazał bezpośredniego przełożonego.

Obok aspektów ekonomicznych w podejmowanych decyzjach zawodowych znaczenie ma więc również to, jaką pracę wykonujemy i czy dobrze czujemy się w firmie. Na to z kolei ogromny wpływ mają relacje z menedżerem oraz poziom kompetencji kierowniczych. Bezpośredni przełożony jest bowiem osobą, od której wiele zależy – atmosfera i relacje w zespole, ocena indywidualnych wyników, możliwości rozwoju oraz perspektywa uzyskania podwyżki i awansu. Nie dziwi zatem fakt, iż pracownicy tak wysoko umiejscawiają ten aspekt na liście czynników branych pod uwagę w podejmowanych decyzjach zawodowych.

Firma doradztwa personalnego Hays Poland przeprowadziła badanie na temat relacji z przełożonymi oraz cech, które zdaniem pracowników są wyróżnikami dobrego menedżera. W sondażu przeprowadzonym w okresie od czerwca do sierpnia 2021 roku wzięło udział blisko 1.800 respondentów. Pracownicy zatrudnieni w różnych sektorach rynku podzielili się swoim doświadczeniem w budowaniu relacji z przełożonymi i indywidualną opinią o tym, jak ich szefowie poradzili sobie w czasie pandemii.

RELACJE DOBRE, CHOCIAŻ Z PRZESTRZENIĄ DO POPRAWY

Ja wynika z badania Hays, ponad 3/4 respondentów pozytywnie oceniło swój kontakt z bezpośrednim przełożonym, a 16 proc. określiło go jako neutralny. O czym to świadczy? Między innymi o rozwoju kompetencji menedżerskich wśród osób pełniących role kierownicze. Chociaż pandemia i wysoka dynamika towarzyszących jej zmian organizacyjnych unaoczniła braki kompetencji u niektórych menedżerów, to w wielu przypadkach wypromowała odpowiedzialne przywództwo, skoncentrowane na pracowniku i jego potrzebach. Okazuje się, iż są to zmiany dostrzegane przez zatrudnionych.

Jak oceniasz swoje relacje z przełożonym?

Pozytywnie 76%
Neutralnie 16%
Negatywnie 8%

Źródło: Badanie Hays Poland, czerwiec-sierpień 2021

W ostatnim czasie kompetencjami decydującymi o skuteczności menedżerów stały się zdolności komunikacyjne oraz empatia wobec podwładnych i okoliczności, w jakich obecnie się znajdują. Szefowie zespołów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwracali uwagę na samopoczucie członków swoich zespołów, starali się zrozumieć czego potrzebują i co wzbudza ich największe obawy. Dzięki temu byli w stanie udzielić pracownikom wsparcia dopasowanego do nowej sytuacji, motywować ich do dalszej pracy oraz wskazać kierunek działań, a co najważniejsze – odpowiednio go uargumentować.

Respondenci zapytani o to, czy ich przełożony sprostał wyzwaniom związanym z pandemią, najczęściej udzielali odpowiedzi twierdzącej. Odpowiedź „tak” zaznaczyło 43 proc. respondentów, a „raczej tak” kolejne 29 proc. Zaledwie 12 proc. profesjonalistów negatywnie oceniło skuteczność przełożonych w czasie pandemii.

Czy Twój przełożony sprostał wzywaniom związanym z pandemią?

Tak 43%
Raczej tak 29%
Trudno powiedzieć 16%
Raczej nie 7%
Nie 5%

Źródło: Badanie Hays Poland, czerwiec-sierpień 2021

MENEDŻER OTWARTY, KOMUNIKATYWNY, EMPATYCZNY

Jak wynika z badania Hays Poland, zdaniem pracowników dobry menedżer powinien posiadać cechy związane zarówno ze sprawczością i skutecznością w biznesie, jak i budowaniem poczucia wspólnoty. Ankietowani twierdzą, że dobry przełożony powinien wykazywać się wysoką merytoryką i wiedzą, konsekwencją w działaniu oraz odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Wśród kompetencji miękkich menedżerów respondenci jako najważniejsze najczęściej wymieniali otwartość, komunikatywność, umiejętność aktywnego słuchania i motywowania. Często pojawiały się również odpowiedzi związane z empatią i szacunkiem do innych, nierzadko formułowane jako tzw. „bycie człowiekiem”, okazywanie ludzkiej twarzy w relacjach zawodowych.

Zdaniem ekspertów rynku pracy, u podstaw dobrych relacji z zespołem leży przede wszystkim otwartość menedżera na potrzeby swoich współpracowników. Menedżerowie powinni stawiać na jasną komunikację, przedstawiać konkretny plan działania oraz strategię. W rezultacie członkowie zespołu zyskują poczucie dążenia do wspólnego celu, co przekłada się na wzrost zaangażowania. Jeśli firma przechodzi transformację lub znajduje się w trudnej sytuacji, to warto informować współpracowników o zachodzących zmianach, jednocześnie zapewniając ich, że jako menedżer robimy wszystko, aby zadbać o ich interes.

Sprawowanie funkcji liderskiej jest tak naprawdę działaniem na rzecz innych. Od osoby, która po raz pierwszy obejmuje funkcję kierowniczą wymaga to zmiany myślenia, ponieważ od tej pory na polu zawodowym przestaje być indywidualną jednostką, a staje się „głową” całego zespołu, za który odpowiada. Przy czym ta odpowiedzialność dotyczy nie tylko wyników, ale też satysfakcji i ogólnego dobrostanu pracowników. Jeśli menedżer jest tego świadomy, to ma to ogromny, pozytywny wpływ na relacje. Podwładni bardzo doceniają taką postawę – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Dbanie o członków zarządzanego zespołu nie jest jednak równoznaczne z ignorowaniem własnych potrzeb. – W wielu sytuacjach menedżerowie muszą zrezygnować z myślenia o sobie – swoich preferencjach i potrzebach – i postawić na to, co jest dobre dla zespołu i firmy. Natomiast każda osoba pełniąca funkcję kierowniczą musi też dbać o siebie. Nie może być tak, że menedżer zawsze stawia zespół nad swoim dobrem i przykładowo permanentnie bierze na siebie ciężar obowiązków innych – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz.

Każdy menedżer powinien mieć swój sposób na odpoczynek i rozładowanie emocji. Na co dzień może to być chociażby sport czy pasja, a kilka razy w roku – urlop bez służbowego telefonu. Czasem jest to trudne, natomiast szefowie powinni mieć świadomość i zaufać, że zespół poradzi sobie pod ich nieobecność. Nie zawsze będzie możliwe rozwiązanie wszystkich problemów bez wsparcia przełożonych, ale w większości przypadków są to zagadnienia, które mogą poczekać na ich powrót z wakacji.

RELACJE Z PRZEŁOŻONYM WPŁYWAJĄ NA PLANY ZAWODOWE

Atmosfera w pracy wpływa na satysfakcję pracowników z życia zawodowego, może również ich motywować lub zniechęcać do podejmowania dalszych kroków związanych z samorozwojem. Aż 66 proc. respondentów sondażu Hays potwierdziło, że jakość relacji z przełożonym wpływa na ich plany zawodowe. Dokładniejsza analiza wyników pokazuje, iż odsetek osób potwierdzających tę zależność jest wysoki zarówno wśród osób pozytywnie, jak i negatywnie oceniających swoje relacje z przełożonym (kolejno 64 i 76 proc.).

Czy jakość relacji z przełożonym wpływa na Twoje plany zawodowe?

Tak 66%
Trudno powiedzieć 13%
Nie 21%

Źródło: Badanie Hays Poland, czerwiec-sierpień 2021

Pozytywne relacje z szefem dla wielu pracowników są dodatkowym argumentem za pozostaniem w firmie. Natomiast jeśli przełożony jest dla swojego podwładnego mentorem i okazuje wsparcie w zdobywaniu nowych umiejętności, to takie działania przyczyniają się do ogólnego rozwoju zawodowego pracownika i docelowo mogą prowadzić również do poszukiwania nowych wyzwań w innej firmie. W przypadku, gdy relacje z przełożonym są złe, to najczęściej jest to jeden z głównych powodów dążenia do zmiany miejsca pracy.

O tym, jak ważny dla pracownika jest dobry menedżer i jego styl zarządzania oraz jak wielki wpływ na satysfakcję z pracy ma dopasowanie na tym polu, rekruterzy słyszą na niemal każdej rozmowie rekrutacyjnej. Kandydaci często mówią o udanych, ale czasem również o nienajlepszych relacjach z przełożonymi. Zawsze jednak mają nadzieję na zbudowanie pozytywnej relacji w nowym miejscu pracy. Pracownicy często podkreślają, że nie byliby w stanie zrealizować wielu wymagających zadań lub przezwyciężyć wyzwań zawodowych, bez odpowiedniego wsparcia. Wspólna praca całego zespołu oraz szef wspierający w trudnych momentach i motywujący do wysiłku, to fundament wielu indywidualnych i biznesowych sukcesów.

Pełnienie funkcji menedżerskiej to praca na rzecz swojego zespołu i całej organizacji. Ta rola nie polega na wydawaniu rozkazów, lecz prowadzeniu stałej konwersacji w sposób zrozumiały i podparty faktami. Dobry menedżer ma do tego odpowiednie predyspozycje. Jeżeli jest empatyczny, godny zaufania i nastawiony na potrzeby innych – może zbudować naprawdę zgrany zespół i skutecznie nim zarządzać, również w czasach kryzysu – podsumowuje Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Modele biznesowe i trendy w obszarze BNPL

Według raportu McKinsey fintechy przodują w świadczeniu usług BNPL, czyli „buy now, pay later” w fizycznych punktach sprzedaży. Roczna strata przychodów banków w tym obszarze na rzecz fintechów jest obecnie szacowana od 8 do 10 miliardów USD.

McKinsey w raporcie „Buy now, pay later: Five business models to compete” zwraca uwagę na konieczność rozpoczęcia inwestycji po stronie banków w odpowiedzi na utrzymujący się trend wzrostowy w obszarze BNPL. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie około 60% konsumentów deklaruje, że skorzysta z finansowania BNPL w fizycznych punktach sprzedaży w ciągu najbliższych 6 do 12 miesięcy. Pozytywny wpływ odroczonych płatności dostrzegają również sprzedawcy, wskazują na zalety takie jak zwiększenie konwersji, wzrost średniej wartości zamówienia, a także przyciąganie nowych klientów.

– Fintechy są w stanie konkurować z bankami dzięki innowacyjnym rozwiązaniom, które opierają się na wykorzystaniu technologii i ścisłym dopasowaniu do procesu zakupowego online. Niewątpliwie nadążanie za zmianami technologicznymi i rosnącymi potrzebami klientów oraz sprzedawców w zakresie finansowania zakupów może stanowić wyzwanie dla banków, które przez małą elastyczność reagują zbyt wolno. Banki muszą uwzględnić fakt, że młodsze grupy konsumentów będą stanowiły coraz większy udział w sprzedaży detalicznej i oczekują znacznie szybszych i bardziej przejrzystych form finansowania, które są obecnie oferowane przez fintechy (takiej jak Revo Technologies) – komentuje Marek Biernacki, CEO Revo Technologies Polska.

Rośnie udział BNPL w niezabezpieczonych kredytach

Według danych McKinsey pożyczki udzielane w ramach BNPL odnotują w Stanach Zjednoczonych wzrost z 7% w 2019 r. do poziomu około 13%-15% do 2023 roku.

W raporcie McKinsey czytamy, że około 65% wszystkich należności BNPL przypada na konsumentów, którzy mają scoring kredytowy wyższy niż 700 (ocena kredytowa zwykle ujmowana jest w skali od 300 do 850, przy czym 850 określa najwyższe prawdopodobieństwo spłaty). Na wzrost popularności odroczonych płatności wśród klientów o wysokiej ocenie kredytowej, wpływa adaptacja tego typu finansowania przez sprzedawców artykułów/towarów premium. Świadczy to o tym, że wbrew pozorom rozwiązania BNPL nie są stosowane przez klientów sub-prime (niski scoring kredytowy). Sytuacja rynkowa jest wręcz odwrotna.

– Pomimo przesunięcia sprzedaży w kierunku online, w przypadku marek premium nadal popularne są zakupy w sklepach stacjonarnych. Ważne jest udostępnianie płatności odroczonych we wszystkich punktach styczności klienta z ofertą sprzedawcy. Mokka (marka konsumencka, pod którą działa Revo Technologies) dostarcza sprawdzone rozwiązania BNPL zarówno dla sklepów online, jak i stacjonarnych punktów handlowych. Takie podejście pozwala naszym partnerom skalować sprzedaż zapewniając klientom ten sam user-experience w obu kanałach. Dodatkowo udostępnienie rozwiązania Mokka umożliwia partnerom przyciąganie do swoich marek młodszych grup klientów, które mają bardzo konkretne oczekiwania co do metod finansowania zakupu – mówi Marek Biernacki.

Modele biznesowe w obszarze BNPL

Wzrost płatności odroczonych w fizycznych punktach sprzedaży nie byłby możliwy bez zaangażowania różnych dostawców finansowania, którzy działają w ramach określonych modeli biznesowych. McKinsey w ramach raportu wyselekcjonował pięć przewodnich modeli w zakresie, których odbywa się konkurowanie w obszarze BNPL. Każdy z nich ma odmienną strategię, dostosowaną do targetowanego segmentu rynku, potrzeb konsumentów i sprzedawców. Wiedza dotycząca modeli pozwala zrozumieć z jakiego typu podmiotami w obszarze odroczonych płatności konkurują banki i tradycyjni pożyczkodawcy.

Poniżej prezentujemy analizę McKinsey na temat pięciu różnych modeli biznesowych umożliwiających konkurowanie na rynku BNPL, które zakładają integrację na całej ścieżce zakupowej.

Zintegrowane aplikacje zakupowe

Model ten stosowany jest m.in. przez fintechy takie jak Klarna czy Afterpay. Szczególną popularność zyskał m.in. w krajach anglosaskich – w Australii aż 30% pełnoletnich obywateli ma zarejestrowane konto w usłudze „Pay in 4”.

Dostawcy oferty „Pay in 4”, czyli możliwości rozłożenia dokonanej płatności na cztery raty, budują zintegrowane platformy zakupowe, dzięki którym angażują konsumentów na całej ścieżce zakupowej. Skutkuje to powtarzalnością użytkowania przez konsumentów – na jednego klienta przypada średnio 14 transakcji rocznie. Aż 87% klientów w tym modelu pozostaje aktywnych w okresie powyżej 12 miesięcy od dokonania zakupu. Liderzy w obszarze tego modelu dążą do stania się „superaplikacją”, czyli budują ofertę wykraczającą poza finansowanie, oferując np. produkty bankowe.

Model ten skupia się na finansowaniu mniejszych transakcji (zazwyczaj poniżej 250 USD), które są spłacane ratalnie w ciągu 6 tygodni. Wolumen transakcji napędzają konsumenci o mniejszej zdolności kredytowej (o scoringu kredytowym średnio poniżej 700), której wielkość wynika przeważnie z niewystarczających danych do wygenerowania wyższej zdolności kredytowej niż z informacji o brakach spłat wcześniejszych zobowiązań kredytowych.

McKinsey przewiduje, że dostawcy usługi „Pay in 4” do 2023 r. wygenerują wartość 90 miliardów USD i osiągną około 4 do 6 miliardów USD przychodów (nie wliczając przychodów z cross-sellingu).

Finansowanie typu off-card, czyli niepowiązane z kartą

Finansowania typu off-card, takie jak Affirm i Uplift są rozwiązaniami oferowanymi dla zakupów o średniej wielkości (od 250 do 3000 USD) i wymagają płatności w miesięcznych ratach. Średnia wielkość transakcji wynosi prawie 800 USD, a pożyczka udzielana jest średnio na okres około ośmiu lub dziewięciu miesięcy. Rozwój technologii cyfrowych stanowił główny czynnik napędzający tego typu schematy finansowania.

W przypadku omawianego wcześniej modelu finansowania „Pay in 4” APR (amerykański odpowiednik RRSO), dla konsumenta wynosi 0%. W przypadku finansowania off-card konsument może ponosić koszt APR, czasami częściowo subsydiowany przez sprzedawcę. Inna znacząca różnica pomiędzy tymi modelami to zaangażowanie klientów, które jest zdecydowanie niższe w przypadku finansowania off-card – najaktywniejsi klienci wybierają to rozwiązanie zaledwie 2-3 razy w roku.

80% konsumentów korzystających z finansowania off-card posiada kartę kredytową z dostępnym kredytem w wysokości wystarczającej do sfinansowania zakupu. Klienci decydują się pomimo tego, na wybór finansowania off-card ze względu na niższą cenę kredytu lub łatwiejsze warunki płatności.

– Fintechy poprzez adaptację modeli scoringowych (opartych na danych behawioralnych) są w stanie dokonać niemalże natychmiastowej weryfikacji klienta i zaoferować konkurencyjne warunki. Co więcej, możliwe jest przygotowanie atrakcyjnej oferty indywidualnej, np. zarejestrowani użytkownicy naszych usług mogą liczyć na automatyczne przyznanie większego limitu kredytowego, po każdej terminowej spłacie zobowiązania – mówi Marek Biernacki, CEO Revo Technologies Polska.

Wirtualne modele typu rent to own, czyli wynajem produktu z dojściem do własności

W ramach tego modelu działa AcceptanceNow i Progressive Leasing. Finansowanie tego typu kierowane jest przede wszystkim do klientów o zmniejszonej wiarygodności kredytowej i charakteryzuje się wysokimi kosztami przesuniętymi na klienta – zwraca uwagę McKinsey.

Większość (95%) klientów tego finansowania ma scoring kredytowy poniżej 700, a około 70% posiada wynik w tym zakresie poniżej 600. Różnica w stosunku do większości innych modeli polega na tym, że sprzedawcy nie subsydiują kosztów finansowania, które są przesunięte na konsumenta. Kategorie zakupowe są zazwyczaj ograniczone do towarów, które teoretycznie można odzyskać w przypadku braku dokonania spłaty. 78% finansowanych transakcji dotyczy dwóch kategorii: materace/meble oraz elektronika/urządzenia.

Oferty ratalne powiązane z kartą

Ten model stanowi powszechną formę finansowania BNPL w Azji i Ameryce Łacińskiej. Obecnie raty powiązane z kartą przy zakupie są oferowane w Stanach Zjednoczonych za pośrednictwem fintechów, takich jak Splitit – wylicza McKinsey w swoim raporcie.

Oferty ratalne powiązane z kartą to model z potencjałem do znaczącego zwiększenia skali. Dopuszczalne jest umożliwienie subsydiowania ofert przez sprzedawców. Inną bardzo niedocenianą opcją jest umożliwienie klientom przed zakupem wyboru transakcji handlowych, które chcą zamienić na raty.

Vertical-focused larger-ticket players

Model ten jest bardzo podobny do sposobu, w jaki finansowanie sprzedaży działało w przeszłości. W tym modelu zazwyczaj występują podmioty specjalizujące się w danym obszarze. Przykładami takiej specjalizacji jest CareCredit w zakresie opieki zdrowotnej oraz GreenSky w zakresie remontowania domu.

Średnia wielkość transakcji w obszarze opieki zdrowotnej waha się w przedziale 2000 do 10 000 USD, a w obszarze remontowania domu mieści się w przedziale od 5000 USD do 50 000 USD (w zależności od podkategorii).

McKinsey zwraca uwagę, że ten obszar finansowania staje się coraz bardziej konkurencyjny. Podmioty próbujące skalować się w tej przestrzeni muszą ocenić, na których podkategoriach warto się skoncentrować.

Jak konkurować na rynku odroczonych płatności?

– Instytucje finansujące (w szczególności banki) rozwijając swoje produkty powinny wziąć pod uwagę aktualne wyzwania rynkowe. W tym obszarze można wyróżnić trzy najważniejsze aspekty, które należy uwzględnić. Po pierwsze dostarczanie atrakcyjnego finansowania nie będzie połączone z konkretnym produktem, jak w przypadku modeli kartowych czy ratalnych, obecnie mamy do czynienia z przeplataniem się różnych form. Po drugie wyzwaniem jest dostarczanie wartości dla klienta, czy merchanta na całej ścieżce zakupowej, która dziś nie kończy się z chwilą dokonania zakupu. Kolejnym istotnym wyzwaniem jest konieczność uwzględnienia przyzwyczajenia konsumentów do ofert z 0% APR, które są również finansowane przez sprzedawców – komentuje Marek Biernacki, CEO Revo Technologies Polska.

Złoty odrabia straty

Dobry klimat na rynku oraz wyraźnie lepsze dane makroekonomiczne pozwoliły złotemu odrobić straty z ostatnich tygodni. Kolejne dni pokażą, jak trwałe jest to umocnienie.

Inflacja w Niemczech rośnie

Wczorajsze dane z Niemiec potwierdzają gwałtowny wzrost poziomu cen. Pułap 3,9% wydaje się potencjalnie nie tak duży, ale trzeba wziąć pod uwagę, że to najwyższy wynik od końca 1993 roku. Są to zatem najszybciej rosnące ceny od zjednoczenia. Szybko rosnący poziom cen w rezultacie może spowodować, że dyskusja o normalizacji polityki monetarnej dotrze również do strefy euro. Na razie stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach już 5 lat. Nawet gdyby miało nie dojść do podwyżek stóp, to coraz bardziej prawdopodobne jest ograniczenie programu skupu aktywów. Tego typu wnioski są jednym z powodów, przez które w ostatnich dniach euro zyskuje względem dolara.

Lepsze nastroje na rynkach

Ostatnie dni pokazują, że nastawienie inwestorów względem ryzyka znów się poprawia. Nie należy mylić tego ze stwierdzeniem, że sytuacja jest dobra. Jest po prostu wyraźnie mniej zła, niż sądzono jeszcze niedawno. Pomimo nowych zachorowań na covid coraz rzadziej mówi się o nowych restrykcjach, a to właśnie restrykcje (a nie zdrowie i życie ludzi) mają głównie wpływ na rynki. Z jednej strony mamy do czynienia ze wzrostem cen surowców i to takim, którego nie można wytłumaczyć tylko słabnącym dolarem. Z drugiej inwestorzy wyraźnie przychylniej patrzą na waluty krajów rozwijających się, a uciekają z walut najbardziej stabilnych o ujemnych stopach zwrotu. Widać to na parze EURCHF, gdzie w ostatnich dniach inwestorzy wyraźnie odwracają się od franka.

Złoty odzyskuje oddech

Od kilku dni złoty zyskuje wyraźnie na wartości. Dzisiaj o godzinie 10:00 poznaliśmy dane na temat inflacji, która znowu rośnie. Dzisiejszy odczyt wynoszący 5,4% to najwyższy poziom od początku dekady i pęknięcia bańki dotcomów. Do tego lepsze dane o PKB i nie może dziwić, że przez chwilę euro atakowało poziom 4,53 zł, czyli najniższy od pierwszej połowy lipca. Frank staniał nawet poniżej 4,20 zł również najniższego poziomu od połowy lipca.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Więcej uprawnień dla KAS w Polskim Ładzie – zajęcie ruchomości i nabycie sprawdzające

Polski Ład rozszerza uprawnienia Krajowej Administracji Skarbowej. Egzekucja należności ma być bardziej skuteczna dzięki tymczasowemu zajęciu ruchomości dłużnika. Do walki z szarą strefą, związaną z nierejestrowaniem sprzedaży na kasach, ma posłużyć nabycie sprawdzające.

Jeśli zaległości podatkowe dłużnika wynoszą ponad 10 tys. zł., podczas kontroli celno-skarbowej funkcjonariusze KAS będą mieli prawo tymczasowo zająć ruchomości. Konfiskata może trwać do 96 godzin od podpisania protokołu przez funkcjonariusza KAS. Odstąpienie od niej będzie możliwe tylko jeśli dłużnik przedstawi dowód, że uregulował daną należność lub że ona nie istnieje. Celem tego rozwiązania jest usprawnienie egzekucji administracyjnej.

Natomiast w ramach walki z szarą strefą, związaną z brakiem rejestracji sprzedaży na kasach fiskalnych, KAS zostanie uprawniona do tzw. nabycia sprawdzającego. Nie jest to forma kontroli podatkowej ani celno-skarbowej – funkcjonariusz KAS sprawdzi po prostu czy sprzedaż została zarejestrowana, dokonując zakupu. Jeśli wykryje nieprawidłowości, wystawi mandat i sporządzi protokół. Dzięki temu skuteczniejsze ma być wykrywanie niewystawiania lub niewydawania paragonu. Nabyty w ten sposób towar będzie podlegał natychmiastowemu zwrotowi.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Spółka Saly z portfela Dawida Zielińskiego uczestnikiem programu Microsoft for Startups Europe

Saly S.A., dostawca oprogramowania oraz właściciel platformy dla e-commerce B2B, został wybrany do programu Microsoft for Startups Europe, wspierającego perspektywiczne projekty software’owe w Europie. Zarząd Spółki podkreśla, że udział w programie oznacza wsparcie nie tylko w finansowaniu, ale także w zakresie technologii i marketingu. Zapewnia również dostęp do rozległej sieci partnerskiej Microsoft.

Microsoft for Startups to globalny program mający na celu wsparcie start-upów w rozwoju i skalowaniu ich biznesu. Inicjatywa zapewnienia najbardziej perspektywicznym przedsięwzięciom pomoc w rozwoju ich projektów w zakresie zaplecza technologicznego i doradztwa na najwyższym poziomie. Microsoft for Startups oferuje liczne korzyści dla każdego startupu, między innymi narzędzia Microsoft, dostęp do usług Azure, szkolenia, case studies, sesje biznesowe, bezcenne wskazówki rynkowe i wiele innych. Ponadto, dla firm, które spełniają określone kryteria kwalifikacyjne, przewidziane są dodatkowe benefity.

  • Saly, jako platforma e-commerce B2B to rozwiązanie z ogromnym potencjałem, które idealnie wpasowała się w potrzeby rynku i zwiększone zapotrzebowanie na rozwiązania w obszarze e-commerce. Benefity i know-how ze strony Microsoft pomogą nam m.in. w dostarczaniu naszym klientom jeszcze lepszych insightów sprzedażowych i analiz opartych o Machine Learning oraz zapewnią najwyższe standardy bezpieczeństwa i kolokacji danych – mówi Sebastian Religa, CEO Saly S.A.

Dla klientów i partnerów Saly oznacza to pełne wykorzystanie technologii kryjącej się za Azure – produktów i usług w chmurze Microsoft. Nie tylko jeśli chodzi o kolokacje i bezpieczeństwo danych, ale również analizy w oparciu Machine Learning. Dodatkowo, Spółka będzie mogła wspierać naszych klientów w rozwoju ich sprzedaży B2B poza granicami Polski, dzięki możliwości uruchomienia dedykowanych instancji Saly w niemal każdym zakątku świata za pośrednictwem platformy chmurowej Azure.

  • Bardzo cieszymy się, że nasze rozwiązanie zostało dostrzeżone i docenione przez takiego lidera, a co najważniejsze, że możemy rozwijać się z jego mocną asystą technologiczną – dodaje Sebastian Religa.

Dzięki udziałowi w programie i płynącym z niego korzyściom, Saly zamierza wzmocnić swoją pozycję oraz dostarczać swoim klientom jeszcze lepsze narzędzie do sprzedaży b2b, które wyniesie ich sprzedaż i obsługę klientów biznesowych na wyższy poziom. W realizacji planów pomogą Spółce 3 mln zł pozyskane od Dawida Zielińskiego, założyciela oraz prezesa Columbus Energy.

Współpraca z Dawidem Zielińskim to pierwsza zewnętrzna inwestycja kapitałowa Saly S.A. Przez ostatnie 2 lata firma samodzielnie inwestowała w budowę i rozwój oprogramowania, pozyskując dużych klientów: m.in. polski ecommerce z elektroniką użytkową – Morele.net, francuskiego producenta rozwiązań smart home – Somfy, dostawcę oprogramowania i ładowarek do samochodów elektrycznych – Nexity czy czołowego producenta ochrony urządzeń mobilnych w Polsce – 3mk Protection.

  • Oprócz tak oczywistych trendów jak globalizacja i cyfryzacja, niebagatelną rolę odgrywają obecni decydenci procesów zakupowych B2B. Nasze pokolenie, zwane potocznie Millenialsami, odpowiada już za ponad 73% wszystkich decyzji. Jesteśmy przyzwyczajeni do UX i customer experience, które znamy ze swoich codziennych e-zakupów i tego samego oczekujemy od systemów B2B, na których pracujemy – dodaje Anna Arak-Stachacz, Członek Rady Nadzorczej Saly S.A.

Rozwiązanie Saly tworzy dla firm nowy kanał sprzedaży online oraz zapewnia niezbędne dane i analizy w celu maksymalizacji efektywności procesu sprzedaży B2B.

Back to school 2021: reklama w mobile nakręca sprzedaż – blisko 7 na 10 rodziców kupi wyprawkę szkolną online

Nawet 50 proc. rocznych wydatków związanych ze szkołą przypada w USA na gorący okres zwany „Back to school”.[1] W Polsce i pozostałych krajach Europy jest podobnie. To właśnie w okresie od lipca do końca września, rodzice ponad 4,6 mln uczniów w naszym kraju kompletują wyprawkę szkolną i wydają najwięcej pieniędzy. Według tegorocznego badania AdColony dla agencji Mobiem Polska na pierwszym miejscu listy zakupowej znajdą się tradycyjne przybory, na drugim elektronika.[2] Sezon na Back to school to równie intensywny czas dla marek, które zabiegają o uwagę młodych konsumentów i ich rodziców w świecie offline i online. Jak wynika z badania SW Research, aż 90 proc. osób wybiera rzeczy do szkoły wspólnie z dziećmi, a 60 proc. chce zapłacić więcej za produkt, który spodoba się najmłodszym. Jak marketerzy mogą dotrzeć do tych grup w tak intensywnym czasie? Dobrym rozwiązaniem mogą się okazać gry mobilne.

Po niepewnym roku 2020, rodzice w całej Europie przygotowują swoje dzieci do rozpoczęcia szkoły i nauki w trybie stacjonarnym. Według danych AdColony EMEA i LATAM[3], aż 40 proc. opiekunów mimo pandemii planuje wydać więcej pieniędzy na wyprawkę szkolną, niż jeszcze rok temu[4]. W Stanach ogólne wydatki związane z powrotem do szkoły wyniosą 32,5 mld dolarów, co jest najwyższym odsetkiem w ostatnich latach. Powód? Chcemy zadbać o dobre samopoczucie najmłodszych, którzy po raz pierwszy od długiego czasu ponownie spotkają się z rówieśnikami w szkolnej ławce. Na co wydamy najwięcej, gdzie zrobimy zakupy i kiedy?

Wyprawka szkolna: co znajdziemy w zakupowych koszykach?

Nikogo nie zaskoczy fakt, że na szczycie listy zakupowej rodziców w tym roku pozostają tradycyjne przybory szkolne – blisko 70 proc. badanych wskazało, że to produkty pierwszej potrzeby. Co ciekawe, sprzęt elektroniczny do nauki zdalnej zajął drugą pozycję. Aż połowa respondentów, którzy wzięli udział w badaniu AdColony dla agencji Mobiem Polska chce się w ten sposób zabezpieczyć przed ponownym wprowadzeniem do szkół nauki zdalnej lub hybrydowej.

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja pandemiczna i wprowadzony tryb nauki zdalnej w szkołach i na uniwersytetach wzmocnił trend zakupowy w szczególności w obszarze sprzętu elektronicznego. Cyfrowe nauczanie napędza wydatki na technologie w całej Europie, dlatego aż połowa zapytanych rodziców wskazała właśnie na ten produkt jako pierwszą lub drugą potrzebę. Tego typu zakupy, z racji większych kosztów, planujemy z wyprzedzeniem i często zostawiamy na okres września a nawet października, kiedy to globalne marki zaczynają oferować atrakcyjniejsze rabaty na sprzęt elektroniczny już po najgorętszym okresie w ramach kampanii „Back to school” – mówi Michał Giera, Mobiem Polska.

Oprócz tradycyjnych i cyfrowych narzędzi w szkolnym plecaku, w tym roku rodzice chcą szczególnie zadbać o bezpieczeństwo i zdrowie swoich dzieci. Aż 44 proc. badanych osób na liście zakupowej ma środki dezynfekujące, maseczki czy chusteczki odkażające, które również włoży najmłodszym do plecaków. Ponad 48,5 tys. polskich placówek oświatowych w sierpniu mogło zgłaszać zapotrzebowanie na środki ochrony i sprzęt taki, jak np. stacje do dezynfekcji z funkcją mierzenia temperatury. Wszystko po to, by zminimalizować ryzyko zachorowań po 1 września.

Back to school – e-commerce dalej zdobywa wysokie noty

Według najnowszego raportu Deloitte na temat wyprawki szkolnej, rodzice w Stanach Zjednoczonych będą w tym roku jeszcze częściej odwiedzać sklepy internetowe w poszukiwaniu przyborów szkolnych i planują wydać online nawet 12,5 miliarda dolarów, co stanowi wzrost o ponad 20 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. (10,4 mld).[5] Z kolei według najświeższych danych AdColony dla Europy, blisko 7 na 10 kupujących online produkty do szkoły przyznaje, że będzie zamawiać u dużych sprzedawców detalicznych, poprzez strony internetowe lub aplikacje. Z perspektywy Back to school najbardziej intensywnymi miesiącami zakupowymi jest lipiec-sierpień, a także wrzesień. Zarówno sprzedawcy, jak i marketerzy powinni w swoich strategiach promocyjno-sprzedażowych uwzględnić okoliczności, że często zdarza nam się robić zakupy na ostatnią chwilę a wyprawkę kompletujemy nierzadko jeszcze po rozpoczęciu roku szkolnego.

Mówi się, że Back to school to drugi zaraz po okresie świątecznym czas „żniw” w branży e-commerce i powiedzenie to ma swoje poparcie w corocznych statystykach. Oprócz zwiększonego popytu na sprzęt elektroniczny czy środki bezpieczeństwa rośnie także sprzedaż odzieży i obuwia szkolnego. Blisko 4 na 10 badanych planuje takie zakupy. To bardzo dobry czas dla marek działających w tych sektorach, ale też ogromne wyzwanie, by dotrzeć z produktem do preferowanej grupy docelowej. Realizując kampanie mobilne dla klientów z tego obszaru, zawsze upewniamy się, że dobrze zdefiniowaliśmy odbiorców, a także ich zachowania konsumenckie, które częściej niż kiedykolwiek się zmieniają – również za sprawą pandemii. Dywersyfikujemy przekaz reklamowy, bo młodzi ludzie, uczniowie oczekują od reklam angażujących treści i interakcji, natomiast rodzice znacznie częściej reagują na treści informacyjne. Na tej podstawie dobieramy odpowiedni format i przestrzeń reklamową do dystrybucji kampanii komentuje Michał Giera, Mobiem Polska.

Kampanie Back to school w mobile gamingu

Marketing sezonowy rządzi się swoimi prawami i wymaga przemyślanej strategii działania. To coś więcej niż zaproponowanie klientom specjalnych rabatów. Chodzi głównie o odpowiednie wyczucie czasu, przygotowanie unikatowej treści, a także dobór przestrzeni reklamowej w taki sposób, by zwrócić uwagę klienta i zachęcić go do zakupu. W okresie Back to school marketerzy z racji grupy docelowej zwracają się chętnie w kierunku reklamowania w przestrzeni Tik Toka czy influencer marketingu. Przykładem są między innymi zeszyty, które niedawno ukazały się na rynku, sygnowane logiem popularnej Ekipy Friza, która podjęła współpracę z marką Herlitz.

Na popularności w okresie Back to school każdego roku zyskują także działania reklamowe w grach mobilnych – które są niemal na każdym telefonie nie tylko nastolatków, ale także ich rodziców. Wśród 11 milionowej społeczności aktywnych graczy w Polsce, aż 22 proc. stanowi kluczowa dla firm i marketerów – generacja Z. Co ważne, w gry mobilne grają zarówno kobiety jak i mężczyźni.

W Polsce blisko 60 proc. dorosłych osób spędza czas grając w gry na telefonie, w tym 52,5 proc. kobiet i 47,5 proc.[6] mężczyzn. Liczby robią wrażenie? Warto dodać do tego fakt, że blisko co 3. mama w Polsce między 25 a 44 rokiem życia również regularnie spędza czas na mobile gamingu[7]. A to właśnie kobiety są głównymi decydentami podczas zakupów związanych z powrotem do szkoły. To sprawia, że przestrzeń gier mobilnych staje się niezwykle atrakcyjna dla marek szczególnie w okresie związanym z powrotem do szkoły. To właśnie w tym środowisku możemy precyzyjnie dotrzeć do określonej grupy docelowej i za pomocą nieinwazyjnych formatów reklamowych zainteresować klientów dedykowaną ofertą produktową – dodaje Michał Giera.

[1] https://www.namogoo.com/blog/holiday-seasonal/back-to-school-marketing/

[2] AdColony, Back to School – Europe, 2021

[3] AdColony , Back to school, EMEA, LATEM

[4] AdColony, źródło Deloitte & Global Web Index 2021

[5] https://www2.deloitte.com/us/en/insights/industry/retail-distribution/back-to-school-survey.html

[6] Dane Mobiem Polska 2020

[7] Adcolony, Mothers deck Final

Transfery imigrantów wyższe niż wpływy od polskich emigrantów

Zdaniem Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju pandemia koronawirusa szczególnie dotknęła migrantów, których liczba znacznie zmalała. Poza osobami, które napływają z krajów zza wschodniej granicy, od kilku lat obserwuje się istotny napływ do Polski obywateli krajów azjatyckich. Szczególnie mowa tu o Nepalczykach, Filipińczykach oraz obywatelach Indii. Są to osoby, które imigrują do różnych sektorów gospodarki. Liczba tych osób nie jest tak duża, jak skala napływu imigrantów wschodnich – to Ukraina i Białoruś są głównymi kierunkami, z których do Polski przybywają nowi pracownicy. Kluczowym magnesem, który wciąż przyciąga do Polski obywateli Ukrainy, są wyższe płace. Badani imigranci wskazują, że przed wyjazdem zarabiali średnio 37 proc. tego, co w Polsce. Z kolei do powrotu na Ukrainę skłoniłaby ich płaca o 12 proc. przewyższająca wynagrodzenie, które otrzymują w Polsce.

– Warto zaznaczyć, że mamy do czynienia z dosyć ciekawym przełomem w okresie pandemicznym. Chodzi tutaj o transfery finansowe z Polski. Według danych Narodowego Banku Polskiego, w pierwszym kwartale 2021 roku z Polski wytransferowano prawie 5 mld złotych. Były to transfery od migrantów, którzy pracują w Polsce, do ich rodzin zamieszkałych poza jej granicami – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Co ciekawe, był to najwyższy wynik w historii, jeżeli chodzi o transfery finansowe i drugi z kolei wynik wyższy od transferów, które polscy emigranci wysyłali do ojczyzny. Pamiętamy, że we wcześniejszych latach wielu Polaków przebywających na emigracji wysyłało środki do swoich rodzin. Dzisiaj widzimy jednak, że ta pula środków jest wyraźnie mniejsza niż to, co imigranci w Polsce transferują do swoich bliskich poza krajem. Jest to moment pewnej fazy przejścia dla Polski, która przez ostatnie wieki była krajem emigranckim, a dzisiaj staje się też krajem imigracyjnym i jest to mechanizm, który paradoksalnie uwydatnił się w okresie największego kryzysu gospodarczego – analizuje Kubisiak.

Pracodawcy słyszą, ale czy słuchają pracowników? Raport pokazuję, że nie!

Gartner zbadał kluczowe obszary, które będą determinować pracę: formy jej świadczenia, używane narzędzia i przestrzeń wykonywania obowiązków. Wyniki wykazały, że istnieje spory rozdźwięk między zapewnieniami pracodawców a oczekiwaniami i deklaracjami pracowników. Przykładem jest elastyczna i zwinna kultura pracy: kierownictwo myśli, że firma posiada taką kulturę, ale pracownicy są przeciwnego zdania.

O przyszłości rynku pracy w ostatnich miesiącach napisano wiele. Jedni zapewniali, że do biur nie wrócimy, inni wręcz przeciwnie – wieszczyli rychły powrót do przeszłości. Prawda, jak zawsze, leży gdzieś pośrodku. Jak wynika z badania instytutu Gartnera, wizje przyszłości kadry kierowniczej i pracowników są zgoła inne. – Przeanalizowaliśmy kluczowe obszary, które są niezbędne do planowania pracy. Zauważyliśmy znaczący rozdźwięk pomiędzy odczuciami pracowników i kadry zarządzającej w niemal każdej z badanych sfer – powiedziała Alexia Cambon, dyrektor w dziale HR Gartnera. – Jeśli będzie reakcji na ten podział, może to doprowadzić do kryzysu w budowaniu zaufania i akceptacji pracowników dla planów dotyczących przyszłości pracy – ostrzega.

Technologiczna nierównowaga

Z badania Gartner Hybrid Work Employee Survey dowiadujemy się, że pracownicy narzekają na technologie. A dokładnie na jej jakość, gdyż w ich mniemaniu pozostawia ona wiele do życzenia. Szeregowi pracownicy uważają, że kadra kierownicza jest lepiej przygotowana do pracy zdalnej niż oni. Tylko 66% pracowników przyznaje, że dysponuje technologią potrzebną do efektywnej pracy zdalnej, w porównaniu do 80% kadry managerskiej. – W ubiegłym roku firmy inwestowały w rozwój cyfrowych rozwiązań, ale te wyniki pokazują, że od dużego budżetu ważniejsza jest rozwaga przy wydawaniu pieniędzy – uważa Radosław Dudzik z biznesu Elektryfikacji ABB w Polsce.

41% pracowników-respondentów ankiety Gartnera jest zdania, że inwestycje pracodawców w technologie są nieefektywne i nie pozwalają im pracować w modelu zdalnym na takim samym poziomie, jak w biurze. Co ciekawe, kadra kierownicza znacznie rzadziej narzeka na inwestycje. Tylko 24% pytanych menedżerów uważa, że inwestycje w IT mają rezerwy i wykonywanie zadań poza biurem, jest mniej efektywne niż stacjonarnie. Zdecydowana większość pytanych (76%) uważa, że wdrożona technologia zaspokaja ich potrzeby, związane ze świadczeniem pracy zdalnej. – To, że rozwiązania mają rezerwy, było wiadome, ale nikt do marca ubiegłego roku nie spodziewał się, że nagle z dnia na dzień zajdzie konieczność przejścia do pracy zdalnej na taką skalę. Jedne firmy poradziły sobie lepiej, inne gorzej. Etap testów już za nami, czas na wyciągnięcie wniosków co należy rozwinąć i usprawnić, by w przyszłości poradzić sobie lepiej – mówi Radosław Dudzik.

Elastyczność to mit?

Według badania, 75% reprezentantów kadry kierowniczej uważa, że już teraz ich przedsiębiorstwo oferuje elastyczne formy pracy. To gryzie się z opinią ich podwładnych. Tylko 57% pracowników podziela ten pogląd. Co więcej, prawie trzech na czterech menedżerów uważa, że firma odpowiednio zareagowała na nowe warunki i adekwatnie wsparła pracowników. Sęk w tym, że tylko co drugi ankietowany niezajmujący stanowiska kierowniczego podziela optymizm szefostwa.

Jak wynika z raportu ABB w Polsce: „Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce”, elastyczność nabiera nowego znaczenia. Jak zauważa Radosław Dudzik, definicja biura będzie zrewidowana, przede wszystkim rozszerzona: – Nasz tegoroczny raport pokazuje wiele ciekawych trendów, na które firmy muszą zwrócić uwagę. Przede wszystkim konieczność inwestycji w technologie. Będziemy świadkami digitalizacji i wirtualizacji pracy. Biuro nabierze nowego znaczenia, przestaniemy utożsamiać je wyłącznie z fizyczną przestrzenią – mówi Radosław Dudzik. – Nie oznacza to, że przejdziemy na home office, ale będziemy świadkami transformacji przestrzeni biurowej na bardziej elastyczną. Pojawią się biura filialne, których, jak wynika z badania jakościowego, w niedługim czasie będzie przybywać – mówi ekspert z ABB.

Jak czytamy w raporcie „Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce”, zrealizowanym przez PMR na zlecenie ABB, menedżerowie reprezentujący firmy odpowiedzialne za 80% inwestycji komercyjnych w Polsce uważają, że na zmiany w przestrzeniach komercyjnych zasadniczy wpływ będą mieli pracownicy.

Słucha, ale czy słyszy

Firmy przygotowują się do nowych warunków, w których praca i miejsce jej wykonywania będą elastyczne. Jednak jak się okazuje, „elastyczność” jest terminem wieloznacznym. Widać to na przykładzie gotowości powrotu do modelu wykonywania zadań sprzed pandemii. Kadra kierownicza zdecydowanie chętniej wróciłaby do konwencjonalnego i znanego sobie modelu z czasów przed pandemią. Aż 71% ankietowanych reprezentujących kadrę kierowniczą wyraziło taką wolę, wśród pracowników tylko co drugi (50%).

W całym raporcie Gartnera wielokrotnie pojawia się rozdźwięk pomiędzy wizją przyszłości managementu i pracowników. Ci drudzy w większości są przekonani (53%), że kierownictwo nie bierze pod uwagę ich punktu widzenia przy podejmowaniu decyzji. Odmiennego zdania są managerowie, 3 na 4 ankietowanych kierowników uważa inaczej.

Okazuje się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a dokładnie od pozycji w firmie – tak chyba możemy opisać wyniki pracy ekspertów. – Naszą pracę, zarówno jej formę i miejsce wykonywania, czeka nic innego niż cyfrowa transformacja. To nie sztuka dla sztuki, a odpowiedź na konkretne potrzeby firmy, którą tworzą przecież pracownicy. Opracowanie takie, jak raport „Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce”, czy badanie Gartner Hybrid Work Employee Survey pokazują luki i są swego rodzaju gotową instrukcją obsługi dla kadry C-level. Wystarczy ją tylko przeczytać, wdrożyć i et voila! – podsumowuje Radosław Dudzik z ABB w Polsce.

Answear.com wchodzi na rynek grecki

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, stawia kolejny duży krok na drodze ekspansji zagranicznej i rozpoczyna działalność na rynku greckim. Jest to jeden z największych rynków w tej części Europy, relatywnie bogaty z dynamicznie rozwijającym się e-commerce i stosunkową małą konkurencją. Answear.com do końca tego roku zamierza rozpocząć swoją działalność na jeszcze jednym nowym rynku.

– Rynek grecki ma wiele atutów, które zaważyły, że zdecydowaliśmy się na ten kierunek. Jest to duży rynek, relatywnie zamożny, z wysokim wskaźnikiem dochodu per capita oraz z dużą świadomością marek premium, co będzie miało przełożenie na wartość średnich koszyków. Dodatkowo posiadamy naturalną przewagę logistyczną, względem odległych państw Europy Zachodniej, co powoduje ograniczoną obecność na tym rynku naszych największych europejskich konkurentów. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Grecja jest jednym z największych krajów w regionie bałkańskim. Mieszka tam ok. 10,5 mln ludzi. Greckie społeczeństwo jest relatywnie dojrzałe pod względem zwyczajów konsumenckich i sposobu ubierania się. Answear.com kieruje ofertę do klientów zainteresowanych zarówno modą i produktami premium, jak i asortymentem dla osób aktywnych, poprzez szeroką ofertę produktów sportowych.

Grecja to także wyspy, gdzie koszty logistyczne są wyższe. Jednak my identyfikujemy naszych klientów przede wszystkim na kontynencie w dużych ośrodkach miejskich, głównie w Atenach i Salonikach. Nasz asortyment jest dostosowany do greckiego konsumenta i mamy nadzieję, że zostaniemy tam jednym z liderów branży. Jesteśmy spokojni o nasze wyniki w przyszłości. Zakładamy, że w 2023 r. osiągniemy na rynku greckim rentowność na poziomie EBITDA. – dodaje Krzysztof Bajołek

Answear.com to założony w 2011 r. e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia oraz akcesoriów. Spółka prowadzi obecnie działalność w 8 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Grecji, Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 % udziału w całkowitych przychodach Spółki. Jeszcze w tym roku Spółka ma poinformować o rozpoczęciu działalności na kolejnym nowym rynku.

Bain&Co.: Na zdrową żywność wydajemy coraz więcej

Pod wpływem pandemii konsumenci radykalnie zmienili podejście do ochrony zdrowia i prawidłowego odżywiania. Niemal połowa Europejczyków deklaruje, że w tym czasie zwiększyła wydatki na zdrową żywność, wynika z najnowszego badania międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company. Szczególnie mocno widać to wśród osób młodszych z pokolenia Z oraz milenialsów.

Około 43 proc. mieszkańców Europy twierdzi, że podczas pandemii zaczęło wydawać więcej na zdrową żywność, a co czwarty respondent zwiększył wydatki na opiekę zdrowotną. Prym w sondażu wiodą mieszkańcy krajów, które najbardziej ucierpiały podczas pandemii. Zwiększoną troskę o własne zdrowie zadeklarowało 61 proc. Włochów i 54 proc. Brytyjczyków, przy średniej europejskiej na poziomie 48 proc.

Wyraźny wzrost zainteresowania zdrowiem to istotny sygnał dla producentów żywności i sieci handlowych, by w walce o klienta dostosowywać swoją ofertę do zmieniających się preferencji. W polskich supermarketach Auchan i Carrefour sekcje ze zdrową żywnością są coraz większe i lepiej zaopatrzone, choć daleko nam jeszcze do flagowego amerykańskiego Whole Foods Market – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer w Bain & Company. – Coraz więcej konsumentów, zwłaszcza młodszych, zwraca uwagę na jakość żywności i poszukuje na półkach zdrowszych produktów, często również zamienników mięsa czy nabiału.

Eksperci Bain & Company wskazują, że choć Europejczycy chcą prowadzić zdrowy tryb życia, to rzadko się im to udaje. Około 40 proc. ankietowanych osób przyznało, że podczas pandemii więcej czasu poświęcało na oglądanie telewizji i kanałów streamingowych, a mniej na ćwiczenia fizyczne. Niemal co trzeci respondent przyznał, że podczas pandemii przybrał na wadze, co w szczególności dotyczy mieszkańców Włoch i Wielkiej Brytanii (odpowiednio 36 i 34 proc.). Jedynie 8 proc. Europejczyków stwierdziło, że podczas pandemii ograniczyło bądź rzuciło palenie, a 13 proc., że zaczęło spożywać mniej alkoholu.

By wyjść naprzeciw potrzebom klientów, producenci żywności mogą podejmować szereg działań, poprawiając swoją ofertę pod względem składu produktów czy też wielkości opakowań, uważają eksperci Bain & Company. Z kolei sieci detaliczne mogą tak aranżować powierzchnie handlowe, by zdrowa żywność była lepiej eksponowana oraz łatwiej dostępna, także pod względem cenowym.

– Zmieniające się preferencje klientów nie uszły uwadze także polskim producentom żywności. Wystarczy wspomnieć firmy z sektora mleczarskiego, które jak Polmlek, ciągle poszerzają gamę substytutów nabiału. Pojawienie się w Polsce zrównoważonych marek promujących zdrowe żywienie wydaje się być kwestią czasu – powiedziała Katarzyna Wal.

Budując swoją markę i umacniając pozycję rynkową, sieci handlowe i producenci żywności mogą również włączać się w kampanie promujące prawidłowe odżywianie, podkreślając jego pozytywny wpływ na zdrowie. Nie bez znaczenia jest przyłączanie się przez detalistów i producentów dóbr konsumpcyjnych do inicjatyw prozdrowotnych prowadzonych na poziomie ogólnokrajowym lub regionalnym, twierdzą eksperci Bain & Company.

Sondaż Bain EMEA Covid-19 Consumer/Shopper Survey został przeprowadzony wspólnie z firmą badawczą Dynata w maju 2021 roku. Próba europejska objęła 7.750 osób.

Sektor usług biznesowy notuje wzrost popytu na kompetencje przyszłości

Dane z raportu ABSL Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2021 wskazują, że należy jak najszybciej zintensyfikować działania mające na celu wypełnienie rosnącej luki kompetencyjnej. Z analiz Strategic Foresight wynika, że łączne zatrudnienie w sektorze może w ciągu 10 lat wzrosnąć do 650 000, co oznacza, że niezbędne będzie pozyskanie blisko 295 000 pracowników posiadających tzw. kompetencje przyszłości.

Sektor usług biznesowych pomimo pandemii jest wciąż jednym z najszybciej rosnących sektorów polskiej gospodarki. Zatrudnienie w sektorze wzrosło w ubiegłym roku o 3,9 proc., podczas gdy zatrudnienie ogółem w sektorze przedsiębiorstw obniżyło się o 2.0 proc. W 2020 r. zatrudnionych było ponad 355 000 osób w 1602 centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrach badawczo-rozwojowych (R&D). Zrealizowane zostały nowe inwestycje i reinwestycje. Działalność rozpoczęły 74 nowe centra usług, które stworzyły 4 800 nowych miejsc pracy. Najwięcej nowych miejsc przybyło w Trójmieście (14,1 tys.), Warszawie i Poznaniu. Z analiz strategicznych ABSL wynika, że najbliższe 10 lat to konieczność pozyskania, w zależności od rozwoju sytuacji, od 120 000 do 295 000 pracowników.

Luka kompetencyjna

Bazując na analizach strategicznych sektor zdefiniował trzy grupy kompetencji niezbędnych do rozwoju nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Osoby zarządzające centrami usług wskazują na kompetencje technologiczne zwłaszcza związane z procesami w obszarze nowych technologii i zmiany, wiedzę specjalistyczną z zakresu zagadnień społecznych, administracyjnych i regulacyjnych, ekonomii oraz języków obcych a także kompetencje miękkie w tym kluczowe dla przywództwa nowego typu dotyczące zarządzania zmianą i rozproszonymi zespołami jako krytyczne dla utrzymania konkurencyjności.

– Mając na uwadze jak bardzo sektor potrzebuje pracowników o kompetencjach wzmacniających konkurencyjność Polski jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji podjęliśmy szereg działań mających na celu zniwelowanie luki kompetencyjnej, w tym m. in. we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie uruchomiliśmy nowy kierunek studiów – Global Business Service. Podkreślamy jednak na każdym kroku, że potrzebne są rozwiązania systemowe mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Rozwiązania systemowe

Z raportu rocznego ABSL jednoznacznie wynika, że biorąc pod uwagę sytuację demograficzną, ograniczony zasób talentów może stać się jedną z najistotniejszych barier dla napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz rozwoju procesów opartych na zaawansowanej wiedzy. Utrzymanie konkurencyjności wymaga wprowadzenia systemowych rozwiązań obejmujących poszerzanie zaplecza kadrowego posiadającego pożądane kompetencje, w tym skoordynowanego zaangażowania różnych resortów i uwzględnienia w perspektywie długoterminowej takich elementów jak dostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynkowych, przejrzyste rozwiązania fiskalne, rozwiązania z zakresu prawa pracy uwzględniające globalne trendy czy politykę zatrudniania cudzoziemców.

Z badań The Adecco Group wynika, że każdy z nas co trzy-cztery lata traci aż 40 proc. swoich umiejętności. Dodatkowo niemal 40 proc. umiejętności posiadanych dziś i mających zastosowanie w obecnych warunkach rynkowych, stanie się nieprzydatnych w najbliższych latach. Wymusza to zatem oczywistą potrzebę nabywania nowych kompetencji przez pracowników oraz wspierania ich w tym procesie przez pracodawców. Wymaga to też zupełnie innego myślenia systemowego, które jest niezbędne, aby na rynek pracy trafiały osoby przygotowane do nowej rzeczywistościzwraca uwagę Daniel Wocial, VP Adecco & Cluster Head Poland & Czech Republic.

ABSL pracuje nad Mapą Talentów GBS określającą umiejętności techniczne, językowe oraz kompetencje miękkie niezbędne dla rozwoju sektora. Kluczowe jednak będzie ich kształtowanie na poszczególnych poziomach edukacji, co wymaga zintegrowanych działań na poziomie rządu, biznesu oraz samorządów. Niezbędne jest zatem budowanie partnerstwa z samorządami i instytucjami edukacyjnymi w zakresie doradztwa, szkolenia nauczycieli czy też uproszczenia mobilności pracowników. Jest to kluczowe biorąc pod uwagę, jak wynika z analiz The Adecco Group, że wiele krajów przygląda się brakom kompetencyjnym pracowników, dostrzega je i chce nad nimi pracować. Z szacunków Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że w najbliższej dekadzie konieczne będzie przekwalifikowanie aż miliarda pracowników na całym świecie.

Inflacja w Polsce największa od ponad 20 lat

Inflacja w sierpniu, według wstępnego szacunku opublikowanego przez GUS, wyniosła 5,4 proc. r/r, czyli znacznie więcej niż spodziewali się analitycy (prognozy na poziomie 5,2 proc.). To tyle, co w USA (5,4 proc. r/r) oraz prawie dwa razy więcej niż w strefie euro (3 proc. r/r).”

Ostatni raz tak wysoką inflację mieliśmy w czerwcu 2001 roku. Odczyt pokazuje, że cały czas mamy do czynienia z mocnym wzrostem cen nośników energii (wzrost o 6,1 proc. r/r) oraz żywności (wzrost o 3,9 proc. r/r). W najbliższych miesiącach nie ma co liczyć na spadek inflacji. To zwiększa presję na Radę Polityki Pieniężnej w kwestii podwyżek stóp procentowych. A najbliższe posiedzenie Rady już 8 września. Jednocześnie z inflacją poznaliśmy odczyt PKB za II kwartał – wyniósł on rekordowe 11,1 proc. r/r. Konsumpcja wzrosła o 13,3 proc. r/r, ważny jest także wzrost w inwestycjach o 5 proc. r/r.

Tak wysoka inflacja oznacza, że roczne lokaty bankowe o przeciętnym rynkowym oprocentowaniu, zakończone w sierpniu 2021 roku (zakładane we wrześniu 2020 roku) przyniosły realnie rekordową stratę wynoszącą ponad 5 proc.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Długi wobec szkół wynoszą już 17 mln zł

1 września swoje drzwi dla uczniów otworzą placówki edukacyjne. Za miesiąc dołączą do nich również uczelnie wyższe. Krajowy Rejestr Długów przeanalizował, ile jesteśmy winni instytucjom oświaty. Zaległe zobowiązania finansowe wobec szkół wynoszą już 17 mln zł. Ale wśród dłużników oprócz studentów i absolwentów są też… przedsiębiorcy.

Edukacja jest na wagę złota i to dosłownie. Wydatki na kształcenie pochłaniają blisko 5 proc. polskiego PKB i według zapowiedzi rządzących mają zostać jeszcze zwiększone. Edukacja bowiem wyraźnie drożeje. GUS podaje, że przeciętne koszty kształcenia w przeliczeniu na jednego studenta w ubiegłym roku akademickim wyniosły 22,9 tys. zł, a kwota ta była o 12 proc. wyższa w porównaniu do poprzedniego roku.

Finansowa lekcja

Wzrost kosztów nauczania to niejedyny problem polskich szkół. Sen z powiek dyrektorom placówek oświatowych spędzają również zaległe zobowiązania ze strony 9505 dłużników.

Łączne zadłużenie konsumentów i firm wobec szkół wynosi 17 mln zł. Te pieniądze mogłyby być spożytkowane na rzecz inwestycji w jakość kształcenia, z czego skorzystaliby uczniowie. Placówki edukacyjne mogłyby przeznaczyć je na przykład na zakup kilku tysięcy nowych komputerów, remonty czy wyposażenie pracowni naukowych – stwierdza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Największe zobowiązania wobec uczelni – ponad 7 mln zł – mają byli uczniowie, studenci, kursanci i absolwenci w wieku 26-35 lat. Stanowią też najliczniejszą grupę dłużników (5265). Problemy z uregulowaniem swoich zaległości finansowych za kształcenie mają także nieco starsi uczestnicy zajęć między 36-45 r.ż. Ich dług sięga 3 mln zł. Co ciekawe uczelniom i placówkom edukacyjnym na sporą kwotę zalegają również byli adepci w przedziale wiekowym między 56 a 65 lat. Z łączną sumą zadłużenia 1,5 mln zł wyprzedzają najmłodszych, czyli osoby od 18 do 25 lat, które są winne szkołom przeszło 1,2 mln zł.

Pod względem płci największą grupą dłużników wpisanych do KRD przez placówki edukacyjne są kobiety. To one stanowią nieco ponad 60 proc. zadłużonych. Ich łączne zaległości są jednak nieco mniejsze niż mężczyzn. Panie do uregulowania za kształcenie mają niemal 6,8 mln zł, a panowie prawie 7,1 mln zł.

Nauka w pandemii

Największe problemy z odzyskaniem płatności od swoich uczniów i studentów mają publiczne placówki oświatowe. 99,9 proc. to zaległości wobec uczelni wyższych. 2244 studentów nie uregulowało wobec nich prawie 9,7 mln zł. Średnio jeden dłużnik ma do oddania 4,3 tys. zł.

Placówki prywatne są w nieco lepszej sytuacji, jednak w ich kasach nadal brakuje przeszło 7,3 mln zł. Średnio niepłacący im uczestnik zajęć zalega na 1 tys. zł. Wśród podmiotów edukacyjnych działających na rynku prywatnym największe kwoty do odzyskania mają ośrodki i firmy szkoleniowe oraz prowadzące kursy. W ich portfelach z tytułu zaległości kursantów brakuje 4,8 mln zł. To właśnie ich dłużnicy stanowią też najliczniejsza grupę w Krajowym Rejestrze Długów – łącznie 5589 osób fizycznych i przedsiębiorców. Z kolei 2,3 mln zł w nieopłaconych zobowiązaniach zamrożone mają prywatne uczelnie wyższe.

W ostatnich latach całkowite zadłużenie wobec edukacji wahało się na poziomie od 15 do 18 mln zł. Przed pojawieniem się koronawirusa utrzymywało się w tej dolnej granicy. W pierwszym roku pandemii zaległości znacznie jednak przybyło, podobnie jak dłużników. W tym czasie wielu młodych ludzi straciło źródło dochodu, co mogło spowodować problemy z płatnościami wobec uczelni i szkół. Po przeszło roku nastąpiła lekka poprawa i od czerwca bieżącego roku dłużnicy znów zaczęli regulować zobowiązania finansowe – komentuje prezes zarządu KRD.

Długi na start

Placówki edukacyjne chcąc odzyskać należności, przekazują nieuregulowane zobowiązania uczniów i studentów do windykacji. Przyczyny niepłacenia są różne w zależności od sytuacji życiowej młodych ludzi. Część z nich rezygnuje ze studiów i przestaje pokrywać czesne, mimo że zobowiązuje ich do tego umowa zawarta z placówką. Uznają, że przerwanie nauki automatycznie oznacza koniec płacenia. Ponadto młodzi ludzie tłumaczą, że zmienili kierunek studiów i ich zdaniem mają mniejsze sumy do pokrycia. Niewiedza nie jest jednak usprawiedliwieniem, a koszty należy uregulować.

Z naszego doświadczenia wynika, że jest też grupa studentów, którzy pracując, sami finansują swoje studia w trybie zaocznym. Nie zawsze mają jednak stabilne zatrudnienie. Utrata pracy lub konieczność zmiany na słabiej płatną powoduje, że przestają regulować czesne. Na prywatnych uczelniach płaci się także za egzaminy poprawkowe i warunkowe zaliczenie przedmiotów, co sprawia, że samodzielnie zarobione pieniądze szybko topnieją. Dlatego warto, aby młodzi ludzie oszacowali swoje możliwości finansowe jeszcze przed podjęciem decyzji o samodzielnym opłacaniu nauki lub zabezpieczyli się, zapewniając sobie jakiekolwiek wsparcie ze strony rodziny – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Nierzadko negocjatorzy spotykają się z sytuacją, kiedy rodzice przekazują dzieciom pieniądze na czesne, które one mają wpłacać na konto uczelni. Nie zawsze jednak tak się dzieje. Młodzi ludzie przeznaczają to co otrzymali na cele rozrywkowe. W ten sposób już na starcie w dorosłe życie stają się dłużnikami.

Biznes też zalega uczelniom

Jak wskazuje Krajowy Rejestr Długów, placówki edukacyjne mają problem z odzyskaniem pieniędzy nie tylko od swoich uczniów, ale i od przedsiębiorców, którzy korzystają z ich usług.

Uczelnie mają też różne kontrakty. Dlatego poza niepłacącymi studentami i kursantami muszą mierzyć się również z nieuczciwymi partnerami biznesowymi. Ich zaległości sięgają prawie 3,1 mln zł. To nieuregulowanie rachunki za wynajęcie pomieszczeń, kursy, szkolenia, naukę języków dla pracowników, ale także za zlecone badania i projekty. Najczęściej poszkodowane w relacjach z biznesem są publiczne uczelnie wyższe, którym polskie przedsiębiorstwa nie zapłaciły 2,6 mln zł. Wśród głównych winowajców są duże firmy, znacznie rzadziej jednoosobowe działalności gospodarcze i spółki cywilne – dodaje prezes KRD.

Stolica zadłużenia edukacyjnego

Na mapie długów zaciągniętych za kształcenie niechlubnie wyróżnia się województwo mazowieckie. Pobierający nauki studenci i firmy z tego regionu zadłużyli się wobec placówek edukacyjnych na ponad 5,2 mln zł. Kolejne w rankingu, choć już ze znacznie mniejszymi zaległościami do odzyskania, są województwa kujawsko-pomorskie i podkarpackie. W obu tych regionach za usługi edukacyjne dłużnicy nie zapłacili po ponad 1,2 mln. Próg miliona złotych zaległości przekroczyli także mieszkańcy województw małopolskiego, pomorskiego i dolnośląskiego. Najsumienniejsi w regulowaniu opłat wobec szkół i uczelni są mieszkańcy Lubuskiego, Podlasia i Opolszczyzny.

Co dalej z dolarem?

Główne pytanie inwestorów na ten moment brzmi kiedy Fed podejmie decyzję o rozpoczęciu redukcji skupu obligacji. Sam fakt taperingu jest przesądzony, teraz spekulacje dotyczą tego czy konkrety zostaną podane we wrześniu, listopadzie czy w grudniu. W tym tygodniu poznamy kilka kluczowych danych makro. Istnieje ryzyko rozczarowujących figur co może nadal osłabiać dolara.

Tak jak pisałem wczoraj, istnieje małe prawdopodobieństwo, że na wrześniowym posiedzeniu FOMC zostaną ogłoszone konkretne decyzje. Fed będzie chciał zobaczyć w jaki sposób rozwija się nowa fala pandemii i jakie niesie ona ze sobą skutki gospodarcze. Do tego Rezerwa Federalna z pewnością będzie chciała zobaczyć kilka kolejnych raportów z rynku pracy, aby upewnić się, że poprawa sytuacji jest zjawiskiem trwałym. Po trzecie Powell nie będzie chciał się spieszyć z normalizacją polityki pieniężnej, ponieważ wie, że zbyt wczesne decyzje mogą zaszkodzić rynkowi. Dużo mniejszym zagrożeniem jest utrzymywanie ultra-luźnej polityki przez dłuższy czas. Dlatego też grudzień wydaje się być adekwatnym momentem na ogłaszanie jakichkolwiek zmian w polityce pieniężnej.

W piątek poznamy kolejne dane NFP. Prawdopodobnie zobaczymy ponownie silny odczyt. Ciężko jednak będzie utrzymać poziom dwóch poprzednich raportów. Odczyty czerwcowe i lipcoe dotyczące liczby nowo utworzonych miejsc pracy były zniekształcone przez efekty specjalne. Piątkowe dane mogą być zatem dobre ale nie na tyle, żeby ponownie wpłynąć na umocnienie dolara amerykańskiego. Również jutrzejszy indeks ISM (dla przemysłu) raczej nie zaskoczy pozytywnie. Ciężko będzie przebić i tak już wysokie poziomy. Konsensu rynkowy zakłada spadek, istnieje zatem prawdopodobieństwo większego rozczarowania. To kolejne dane, które raczej nie będą wspierać zielonego. Dziś mamy w kalendarzu Chicago PMI (oczekiwany spadek do 68 pkt.) oraz Conference Board (również rynek zakłada gorsze dane na poziomie 123 pkt.). Jeśli zatem konsensus rynkowy sprawdzi się, możemy obserwować kontynuację wzrostów pary EUR/USD.

Przechodząc już do samego wykresu głównej pary walutowej, widzimy pokonanie przez kurs poziomu 1,18. Tym samym otworzyła się droga na 1,19 (gdzie wypada zniesienie Fibo 38,2 proc.) Ruch spadkowy eurodolara, który trwał od końca maja, został do tej pory skorygowany w niewiele ponad 23,6 proc. Przestrzeń do wzrostów zatem istnieje.
Z drugiej strony poznamy dziś dane na temat inflacji w strefie euro. Będą to wstępne szacunki za sierpień. Oczekiwania Bloomberg-a są na poziomie 2,7 proc. (zmiana r/r), bazowa 1,5 r/r. Co prawda polityka EBC pozostaje mocno akomodacyjna, jednak wysokie liczby mogą wspierać siłę euro, co wpisze się w obecny, krótkoterminowy trend wzrostowy na EUR/USD.

Globalny sentyment powinien w najbliższym czasie wspierać wycenę złotego. Utrzymujący się ruch w górę na głównej parze walutowej daje większe prawdopodobieństwo aprecjacji PLN. Aktualny tryb risk on, dobre nastroje na rynku akcyjnym powinny przekładać się na przepływ kapitału w kierunku walut z koszyka emerging markets. Dziś poznamy dane inflacyjne z Polski (10:00), które mogą podsycić spekulacje na temat podwyżek stóp procentowych w Polsce. To może mieć wpływ na wycenę PLN.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Czwarta fala pandemii zaczyna już wzbudzać obawy wśród Polaków. Głównie boją się osoby w wieku 36-55 lat

Ponad połowa Polaków obawia się zapowiadanej czwartej fali pandemii koronawirusa. Postawa ta widoczna jest najbardziej wśród mieszkańców woj. zachodniopomorskiego, a najmniej – opolskiego. Niepokój odczuwają głównie osoby z miejscowości mających 20-49 tys. mieszkańców, a najrzadziej – ze wsi i z najmniejszych ośrodków. Ponadto o lęku mówi niemal 6 na 10 rodaków w wieku 36-55 lat. To prawie 2 razy więcej niż w grupie 18-22 lata. Patrząc na deklarowane dochody, widać, że najczęściej obawy występują u respondentów uzyskujących od 7 tys. do 9 tys. zł netto miesięcznie.

Jak wynika z badania, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej grupie ponad tysiąca dorosłych Polaków, obecnie aż 52,3% badanych obawia się zapowiadanej czwartej fali pandemii. Z kolei 31,6% jest przeciwnego zdania. Natomiast 9,3% ankietowanych nie ma zdania w tej kwestii, a 6,8% – w ogóle nie zwraca na to uwagi.

– Obawa związana z czwartą falą może być różnie postrzegana. Jedna osoba może ją odbierać jako wielkie perturbacje społeczne czy makroekonomiczne. Dla drugiej będą to już problemy zdrowotne lub ekonomiczne w rodzinie. A jeszcze ktoś inny uzna to za ogólny lęk, bez zastanawiania się nad skutkami. To sprawia, że odpowiedzi można różnie interpretować – komentuje dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Instytutu Medycyny Pracy im prof. J. Nofera oraz Uniwersytetu SWPS.

Z kolei prof. Paweł Wojciechowski, wiceprezydent i główny ekonomista Pracodawców RP, zwraca uwagę na rosnącą liczbę zachorowań na nowe odmiany koronawirusa. W takiej sytuacji naturalnie coraz większe są obawy zdrowotne i ekonomiczne związane z prowadzeniem firm czy zatrudnieniem. Koszt kolejnej blokady gospodarki na poziomie wcześniejszym oznaczałby ok. 50 mld zł strat. 2/3 tego poniósłby sektor usług, a 1/4 wyniosłyby wydatki na kolejną tarczę antykryzysową.

– Jeśli przyjmiemy, że respondenci mają uogólnione lęki, to warto spojrzeć nie na najwyższy odsetek odpowiedzi, a raczej na pozostałe wskazania. Gdy je skumulujemy, to widzimy, że znaczna część społeczeństwa poniekąd ignoruje ewentualny problem tzw. czwartej fali. Bądź w ogóle nie myśli o tym. Część osób lekceważy ten temat, co może się odbijać na ewentualnych działaniach prewencyjnych. To może być wyzwanie dla polityki zdrowia publicznego bądź społecznej w ogóle – dodaje dr Puchalski.

W większości województw obawy dot. czwartej fali ma ponad 50% respondentów. Najwięcej jest ich w zachodniopomorskim – 60,5%. Na drugim końcu zestawienia widzimy opolskie – 34,7%, pomorskie – 42,9%, a także podlaskie – 46,3%. Z kolei pod względem wielkości miejscowości ranking otwierają ośrodki mające 20-49 tys. mieszkańców – 59,6%. Dalej są liczące 5-20 tys. ludności – 53,7%, jak również miasta, w których mieszka powyżej 500 tys. osób – 53,6%. Natomiast na końcu zestawienia są wsie i miejscowości do 5 tys. mieszkańców – 46,9%.

– Patrząc na wielkość miejscowości, widzimy niewielkie różnice i z tego nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Na wsi na ogół mamy do czynienia z mniejszą ekspozycją na negatywne informacje. To znaczy, ogólnie mówiąc, mieszkańcy rzadziej korzystają z mediów. Ponadto tam, gdzie mamy do czynienia z rozproszonymi kontaktami ludzkimi, to mniej jest zakażeń i zgonów. Nie ma wielu okazji do obserwacji jakichś tragicznych skutków wirusa, więc ludzie czują się bezpieczniej – podkreśla dr Puchalski.

Natomiast uwzględniając wiek ankietowanych, o swoich lękach mówią przede wszystkim osoby mające 36-55 lat – 59,7%. Wynik ten jest niemal 2 razy większy od uzyskanego w grupie 18-22 lata – 33,3%.

– Osoby starsze mają wyższą awersję do ryzyka, zwłaszcza w kwestiach dotyczących zdrowia, zarówno osobistego, jak i publicznego. Na te obawy nakładają się lęki ekonomiczne związane z utrzymaniem pracy czy prowadzeniem biznesu – zaznacza prof. Wojciechowski.

Patrząc na deklarowane miesięczne dochody netto, czwartej fali pandemii obawiają się głównie osoby uzyskujące 7000-8999 zł – 62,8%. Natomiast najrzadziej o tych lękach mówią respondenci deklarujący ponad 9000 zł – 23,1%.

– Poza korelacją awersji do ryzyka z wiekiem, istotnym elementem zmniejszającym obawy związane z czwartą falą jest sytuacja materialna. Osoby o wyższych dochodach powinny generalnie lepiej sobie poradzić w czasie pandemii, ponieważ mogą mieć większy majątek lub oszczędności. Ponadto są mniej narażone na utratę pracy niż ludzie o niższych kwalifikacjach czy wynagrodzeniach – dodaje główny ekonomista Pracodawców RP.

Ponadto z badania wynika, że 65% osób w pełni zaszczepionych ma obawy dot. czwartej fali. Wśród niezaszczepionych odsetek ten wynosi 33%. Z kolei wśród osób, które przyjęły pierwszą dawkę szczepionki i zamierzają przyjąć drugą, wynik to 44,4%.

ID Logistics: dynamiczny rozwój i wzrost przychodów o 15 proc. po I półroczu

ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, ogłosił wyniki za I półrocze 2021 r.: wzrost przychodów o 15 proc. do 893,1 mln euro i podstawowego dochodu operacyjnego o 38 proc. do 27,7 mln euro.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „W pierwszej połowie roku przyspieszyliśmy, osiągając wzrost 17,7 proc. like-for-like w porównaniu z analogicznym półroczem ub.r., kiedy udowodniliśmy odporność modelu ID Logistics (+4,3 proc. wobec 2019 roku, mimo pandemii). Rentowność operacyjna Grupy rośnie szybciej niż jej działalność: bazowy dochód operacyjny wzrósł o 38 proc. dzięki większej produktywności magazynów otwartych w ciągu ostatnich dwóch lat i dobrej kontroli kosztów uruchamiania nowych projektów. Grupa umacnia pozycję w obsłudze e-commerce, która po I półroczu stanowi 27 proc. działalności, i rozważnie zarządza przepływami pieniężnymi oraz inwestycjami”.

Zrównoważona działalność i wzrost przychodów o 15 proc.

W I półroczu Grupa ID Logistics osiągnęła przychód 893,1 mln euro, o 15 proc. (17,7 proc. like -for-like) wyższy niż w analogicznym okresie ub.r.., kiedy wzrost wyniósł 4,3 proc.

We Francji, rynku macierzystym, w I półroczu Grupa odnotowała wzrost przychodów o 9,5 proc. do 376,7  mln euro. Zwiększyły się też przychody z działalności na rynkach międzynarodowych, o 19,4 proc. do 516,4 mln euro. Wynik uwzględnia niekorzystny wpływ kursów wymiany walut, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, i zakończenie działalności w Chinach w ub.r. Wyłączając te pozycje, przychody wzrosły o 24,6 proc.

Podstawowy dochód operacyjny wzrasta o 38 proc. do 27,7 mln euro

Grupa ID Logistics konsekwentnie poprawia bazowy dochód operacyjny, który w I półroczu wzrósł o 38 proc. do 27,7 mln euro (rok wcześniej 20,1 mln euro), a także bazową marżę operacyjną (wzrost o 50 p.b. do 3,1 proc.).

We Francji bazowy dochód operacyjny wyniósł 13,5 mln euro (3,6 proc. przychodów), w porównaniu z 9,7 mln euro (2,8 proc.) w ub.r.  Z kolei na rynkach międzynarodowych bazowy dochód operacyjny zwiększył się do 14,2 mln euro, co stanowi marżę 2,7 proc. (rok wcześniej 10,4 mln EUR i 2,4 proc.) Podobnie jak we Francji, na wyniki wpłynął kryzys Covid-19,  szczególnie w Hiszpanii. Umowy, podpisane w ostatnim czasie przez ID Logistics, poprawiły produktywność, w porównaniu z ub.r., i skompensowały koszty start-upów na początku 2021.

Dwukrotny wzrost dochodu netto do 14,8 mln euro i nowe inwestycje

Skonsolidowany dochód netto Grupy ID Logistics wyniósł 14,8 mln euro, o 127 proc. więcej niż rok wcześniej (6,5 mln euro). Przepływy pieniężne Grupy z działalności operacyjnej, uwzględniając inwestycje operacyjne, wyniosły 72 mln euro.

Od początku roku inwestycje operacyjne ID Logistics osiągnęły poziom 41 mln euro, z ukierunkowaniem na uruchamianie projektów e-commerce (m.in. sprzęt IT, automatyzacja). Dla porównania, rok wcześniej było to 26,9 mln euro.

Dynamiczny rozwój w Polsce

Bardzo dobre wyniki i szybki wzrost po I półroczu ID Logistics odnotował także w Polsce. Dzięki uruchamianiu nowych magazynów i poszerzaniu współpracy z klientami, operator wzmocnił pozycję lidera na rynku dedykowanej logistyki kontraktowej dla branż: retail, FMCG, kosmetycznej i e-commerce.

Potwierdzając kompetencje w zarządzaniu operacjami magazynowymi dla e-commerce, operator przejął obsługę internetowego kanału sprzedaży światowego producenta czekolady premium (centrum dystrybucji w Grodzisku Mazowieckim). Z kolei w magazynie sieci działającej w koncepcie „3 w 1” (apteka, drogeria, perfumeria) w Teresinie k/Sochaczewa operator wdrożył nowe rozwiązania, które zoptymalizowały obsługę operacyjną rosnącego wolumenu zamówień dla e-commerce i sklepów stacjonarnych. ID Logistics zwiększył też zakres współpracy ze światowym liderem branży e-commerce, dla którego ma zarządzać 4 centrami logistyki o łącznej powierzchni ponad 250 tys. mkw. Już we wrześniu operacyjnie uruchomi obiekty w Zgorzelcu, rejonie Gorzowa Wlkp. oraz koło Wrocławia, rozszerzył też obsługę operacyjną w zarządzanym od lipca ub.r. magazynie w podwrocławskim Krajkowie.

W tym roku ID Logistics przedłużył umowę z jedną z największych sieci handlowych na zarządzanie centrum dystrybucji w Mszczonowie. Dla kolejnej sieci handlowej uruchomił nowy  magazyn w Woli Rakowej k/Łodzi o powierzchni 20 tys. mkw.

Perspektywy rozwoju biznesu

Zgodnie z planem, Grupa ID Logistics, w oparciu o dobre wyniki, osiągnięte w 2020 i na początku 2021 r. oraz silnej pozycji w e-commerce, będzie dalej dynamicznie rozwijać działalność, jednocześnie śledząc rozwój sytuacji związanej z kryzysem Covid-19. Grupa zaznacza, że tradycyjnie na jej wyniki w drugiej połowie korzystny wpływ będzie mieć sezonowy wzrost popytu. ID Logistics nadal szuka możliwości zewnętrznego rozwoju, szczególnie w Europie Płn. i USA.

Grupa R22 inwestuje w SellIntegro

Grupa R22 rozszerza kompetencje i ofertę usług e-commerce. Poprzez spółkę H88, właściciela marki cyber_Folks, inwestuje w SellIntegro, dynamicznie rosnącą firmę specjalizującą się w automatyzacji i masowej integracji systemów zarządczych i księgowych z platformami e‑commerce. W wyniku transakcji o wartości 21,5 mln zł właściciel marki cyber_Folks posiada 33,5 proc. udziału w kapitale, a na mocy umowy inwestycyjnej uprawniony jest do objęcia kolejnych udziałów, które zapewnią spółce ponad 50 proc. udziałów.

– SellIntegro łączy świat tradycyjnego handlu, z nowoczesnym rynkiem e-commerce, dlatego to doskonałe rozwiązanie dla istniejących e-commerców, ale także dla tych którzy dopiero rozpoczynają aktywność w tym obszarze. Rozwiązania oferowane przez SellIntegro znacząca poszerzają  naszą ofertę usług e-commerce.  – komentuje Jakub Dwernicki, prezes R22 i H88, właściciela marki cyber_Folks.

SellIntegro udostępnia w modelu SaaS narzędzia służące do automatyzacji i masowej integracji systemów informatycznych. Spółka wypracowała unikalną technologię umożliwiającą szybką integrację systemów e-commerce z platformami lub systemami księgowymi, magazynowymi, logistycznymi, finansowymi i innymi (ERP, CRM, WMS). SellIntegro jest czołowym dostawcą integracji systemów biznesowych z e-commerce w Polsce.

– Jako cyber_Folks świadczymy usługi dla ponad 30 tys. sklepów internetowych w Polsce oraz ponad 10 tys. w Rumunii I Chorwacji.  Od kilkunastu miesięcy widzimy galopującą profesjonalizację wielu naszych klientów z obszaru e-commerce. Rośnie liczba obsługiwanych przez nich  klientów i transakcji. Przy jednocześnie rosnących kosztach pracy, automatyzacja wydaje się najlepszym rozwiązaniem ułatwiającym dalszy wzrost. Dzięki SellIntegro większość procesów wykonywanych ręcznie  można zautomatyzować. – dodaje Jakub Dwernicki.

Na uwagę zasługuje imponujące tempo wzrostu przychodów. Tylko w II kwartale 2021 r. spółka osiągnęła 1,4 mln zł przychodów, co stanowi prawie 4-krotny wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku i około 30 proc. wzrost względem I kwartału 2021 r. W całym 2020 r. spółka osiągnęła 1,7 mln zł przychodów, co stanowi 5-krotny wzrost względem 2019 r.

Paweł Pindera, SellIntegro
Paweł Pindera, współzałożyciel i prezes SellIntegro

– Nasze rozwiązanie upraszcza i automatyzuje proces cyfryzacji handlu i pomaga w rozpoczęciu sprzedaży online. Szeroka oferta integracji adresuje potrzeby zarówno do małych i średnich firm, jak i dużych przedsiębiorstw, które dzięki SellIntegro oszczędzają czas, zwiększają liczbę  zamówień i minimalizują błędy przy ich realizacji. Dzięki temu dynamicznie rośnie nasza sprzedaż. Jest to możliwe również dzięki automatyzacji całego procesu i dystrybucji w modelu SaaS. – komentuje Paweł Pindera, współzałożyciel i prezes SellIntegro.

Z rozwiązań firmy korzysta ponad 2 tys. klientów, w tym m.in. Mokate, Samilac, Wayfair, Toys”R”Us oraz Trefl.Kwartalne przychody Sellintegro

Integracje między systemami to część globalnego trendu rozwoju usług dla e-commerce. Światowym liderem branży jest wyceniana na 4 mld euro firma Zapier, która generuje około 90 mln euro sprzedaży. W firmę zainwestowało m. in. Akcelerator Y Combinator oraz venture capital Sequoia Capital.

– Inwestycja cyber_Folks dobrze wpisuje się w globalny trend na rynku e-commerce oraz jest kolejnym krokiem w rozwoju oferty dla e-commerce. To obecnie najszybciej rosnąca grupa naszych klientów. – dodaje Dwernicki.

Pozostałymi wspólnikami w SellIntegro są współzałożyciele Paweł Jaworski, Paweł Pindera i Tomasz Mazur oraz fundusz RST Ventures For Earth sp. z o.o. Transakcja obejmowała zakup udziałów od dotychczasowych udziałowców oraz objęcie nowych udziałów w zamian za wkład w kwocie 15 mln zł. Jednocześnie H88 zawarło warunkową umowę nabycia kolejnych udziałów, której realizacja uzależniona jest od przyszłych wyników SellIntegro oraz prawo do podniesienia kapitału zakładowego, w wyniku którego udział H88 w kapitale zakładowym wzrośnie do 51,14 proc.

Spotkanie w Jackson Hole poprawiło sentyment na rynku metali szlachetnych

W ubiegłym tygodniu miało miejsce sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole, na którym Jerome Powell zasygnalizował, że ograniczenie skupu aktywów, które zacznie się w 2021 roku, nie zapoczątkuje cyklu podwyżek stóp procentowych. Rynek obawiał się, że skoro Fed zamierza już zmniejszyć QE, to najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości wprowadzi pierwszą podwyżkę stóp procentowych, natomiast z komunikatu prezesa Fed wynika, że niekoniecznie tak musi być. Amerykańska gospodarka wciąż zmaga się z pandemią, więc luźna polityka monetarna może pozostać z nami na dłużej niż prognozują ekonomiści. Na tej informacji zyskiwały przede wszystkim akcje i metale szlachetne – w piątek złoto wzrosło 1,5%, a srebro 2,2%.

Rynki akcji wciąż zyskują – S&P 500 wzrósł 1,52% w ciągu tygodnia, a Nasdaq 100 2,86%. Polskie spółki w tym roku również pozwalają na generowanie wysokich zysków – w ubiegłym tygodniu indeks WIG wzrósł 2,66%, WIG20 3,02%, mWIG40 2,74%, a sWIG80 0,65%. Większy wzrost na dużych spółkach informuje o zwiększonej aktywności inwestorów instytucjonalnych. Akcje wciąż dla większości inwestorów są atrakcyjnym wyborem. Warunki rynkowe w pełni wykorzystuje nasz jedyny fundusz akcji polskich Superfund Akcyjny, który od początku roku zyskał już 22,65%.

Wydarzeniem kolejnego tygodnia będą dane z amerykańskiego rynku pracy, analitycy oczekują 750 tys. zmiany w zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym oraz stopy bezrobocia na poziomie 5,2%. Dane z rynku pracy są o tyle istotne, że obecna polityka amerykańskiej Rezerwy Federalnej jest coraz bardziej powiązana z odbudową rynku pracy po pandemii.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Pierwsza gra Simteract startuje dziś w early access

Gra Train Life: A Railway Simulator, w której gracze będą mogli zarządzać własnym taborem kolejowym, zadebiutuje już dziś o godz. 10:00 (CEST) na platformie Steam. Pierwszy tytuł stworzony przez Simteract będzie dostępny w formule Early Access w specjalnej cenie 14,99 EUR. Wydawcą tytułu jest francuska firma Nacon.

– Dzisiejszą premierę traktujemy jako swoisty soft-lounch gry. Przez kolejne kilka miesięcy zamierzamy zbierać opinie graczy, tak aby w pierwszej połowie przyszłego roku oddać w ich ręce, perfekcyjny, dopracowany w każdym szczególe i uwzględniający ich sugestie produkt w wersji full release na wszystkich platformach – podkreśla Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract. Prace nad grą zajęły dotychczas 22 miesiące, a jej całościowy budżet jest kwotowo wyższy niż wartość kapitałów własnych spółki. Docelowo gra ma być dostępna również na platformach PlayStation czy Xbox – Mamy tę komfortową sytuację, że koszty produkcji gry zostały już pokryte. Oczywiście liczymy na pozytywny odbiór tytułu, a co za tym idzie dodatkowe wpływy po tzw. recoupment wydawcy – podkreśla Marcin Jaśkiewicz.

Wydawcą Train Life: A Railway Simulator jest francuska firma Nacon. Gra autorstwa Simteract stanowi pierwszą część serii wydawniczej Life, w której gracze będą mogli rozwijać swoje pasje i wykonywać pasjonujące zawody – poza zarządzaniem taborem kolejowym, w przyszłości fani będą mogli chociażby zarządzać hotelem, czy zostać renomowanym szefem kuchni. Simteract stworzył produkcję na podstawie najbardziej interesujących aspektów pracy na kolei i przygotował realistyczny oraz satysfakcjonujący model jazdy. Ponadto w grze dostępne są elementy zarządzania, m.in zakup nowych maszyn, dokonywanie decyzji kadrowych czy zdobywanie i wykonywanie kontraktów na terenie całej Europy.

– Rynek, do którego adresujemy nasz symulator jest naprawdę wielki. Rzeszę fanów elektronicznej rozrywki związanej z kolejnictwem szacujemy nawet na kilka milionów. Oczywiście żeby trafić nawet do części z nich, potrzeba świetnego produktu. I to staramy się dostarczyć przy okazji budując społeczność zainteresowaną naszymi kolejnymi produkcjami – kończy prezes Simteract, Marcin Jaśkiewicz.

Eurohit S.A. (poprzednio BOA S.A.) podpisała Plan Połączenia z Sheepyard Sp. z o.o.

Eurohit S.A. (poprzednio BOA S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect od 2010 r., podpisała Plan Połączenia z Sheepyard Sp. z o.o. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na Sheepyard S.A. i będzie prowadziła działalność w branży gier mobilnych.

Eurohit S.A. podpisała w dniu 30.08.2021 r. z Sheepyard Sp. z o.o. Plan Połączenia obu spółek. Planowane połączenie nastąpi w drodze przeniesienia całego majątku Sheepyard Sp. z o.o. jako spółki przejmowanej na Eurohit S.A. jako spółki przejmującej w zamian za akcje, które spółka przejmująca wyda wspólnikom spółki przejmowanej. Wartość obu spółek została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 152.385.773,34 zł w przypadku Sheepyard Sp. z o.o. oraz na kwotę 11.927.298,34 zł dla Eurohit S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 11.797.500 zł w drodze emisji 23.595.000 szt. akcji serii D po cenie emisyjnej wynoszącej 6,46 zł za 1 akcję. Zarząd Eurohit S.A. liczy, że po połączeniu spółek i rozpoczęciu nowej działalności w dynamicznie rosnącej branży gier mobilnych uda jej się poprawić wyniki finansowe.

„Po wielu miesiącach pracy udało nam się w końcu podpisać Plan Połączenia z Sheepyard Sp. z o.o. Jest to z pewnością jedno z najważniejszych wydarzeń w wieloletniej historii Spółki. Rynek gier mobilnych bardzo szybko rośnie, więc wejście w ten obszar biznesowy powinno przynieść wymierne rezultaty. Dla Sheepyard upublicznienie na rynku NewConnect to również bardzo istotny krok w kierunku dalszego rozwoju. Obecnie będziemy kontynuowali proces połączenia i realizowali jego kolejne etapy. Zależy nam na możliwie szybkiej finalizacji całej transakcji.” – podkreśla Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki Eurohit S.A.

W pierwszej fazie po zrealizowaniu Połączenia, Spółka będzie działała w jednym podmiocie pod firmą Sheepyard Spółka Akcyjna, w którym będzie prowadzona działalność w branży gier mobilnych. Sheepyard jest bowiem polskim producentem oraz wydawcą gier mobilnych, który do tej pory zbudował ponad dwudziestoosobowy, międzynarodowy zespół produkcyjno-wydawniczy, stworzony z byłych pracowników takich firm jak Boombit, Vivid Games, Playsoft, Lockwood Publishing, Appodeal czy Playrix.

„Podpisanie Planu Połączenia to bardzo ważny moment w historii firmy. Spółka istnieje od nieco ponad dwóch lat, działa bardzo prężnie i na bieżąco rozbudowuje swoje portfolio. Wejście na NewConnect stwarza dla nas szansę na poszerzenie działań zarówno produkcyjnych, jak i marketingowych. Jestem pewien, że w efekcie połączenia spółek Sheepyard wzniesie się na nowy poziom i stanie się jednym z największych graczy na rynku NewConnect.” – dodaje Paweł Owczyński, Prezes Zarządu Spółki Sheepyard Sp. z o.o.

Sheepyard Sp. z o.o. pracuje zarówno nad tworzeniem, jak i publikowaniem gier mobilnych na platformach Apple App Store i Google Play Store. Specjalizuje się w formacie free to play (F2P), co oznacza, że ściągnięcie gry jest darmowe, a model monetyzacyjny opiera się na mikropłatnościach oraz oglądaniu reklam. Dzięki różnorodności dziewięciu projektów, które Sheepyard ma aktualnie w swoim portfolio, gry trafiają do szerokiego grona odbiorców, niezależnie od wieku, płci, lokalizacji czy zainteresowań. Sheepyard może pochwalić się takimi produkcjami jak „Stormbound: Kingdom Wars”, „Ocean Merge”, „Space Army”, jeszcze w tym roku swoją premierę będą miały 2 produkcje typu Idle („Idle Creepy Park Inc.” oraz „Idle Transport Trains”). Pozytywnym echem odbiła się również niedawna wiadomość o tym, że Sheepyard przejął swego czasu bardzo popularną grę „PuzzleCraft 2” od studia ATGames i w drugim kwartale 2022 roku zamierza wydać odświeżoną wersję tej produkcji.

Eurohit S.A. (poprzednio BOA S.A.) to spółka notowana na rynku NewConnect od 2010 r. W 2020 roku została ona przejęta przez nowych inwestorów. Akcjonariusze Spółki podczas ZWZA w marcu 2020 r. zadecydowali o zmianie nazwy na Eurohit S.A.

Rozporządzenie dla offshore`u niezgodne z prawem UE i umowami międzynarodowymi

  • Wiele zapisów zawartych w projekcie rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie oceny wniosków złożonych w postępowaniu rozstrzygającym dotyczącym m.in. wymagań, które muszą spełnić firmy inwestujące w morskie farmy wiatrowe, jest niezgodnych z prawem UE oraz wiążącymi Polskę umowami międzynarodowymi – ostrzega Konfederacja Lewiatan.
  • Wątpliwości wzbudza tzw. kryterium doświadczenia w eksploatacji wiatraków na morzu i lądzie zdobyte w krajach UE lub EFTA i tym samym dyskryminujące firmy np. z Wielkiej Brytanii i USA.

W praktyce oznacza to, że wnioskodawcy nie będą mogli wykazać się doświadczeniem, które zdobyli na szerzej rozumianej arenie międzynarodowej, wykraczającej poza stosunkowo wąski katalog państw członkowskich UE i EFTA.

– Odebranie inwestorom z tych krajów szansy na wylegitymowanie się odpowiednim doświadczeniem może być postrzegane jako naruszenie Traktatu o Unii Europejskiej , a także niezgodność z postanowieniami Traktatu Karty Energetycznej, którą ratyfikowała Polska, nakładającymi obowiązek działania zgodnie z zasadą unikania dyskryminacji oraz odpowiedniego traktowania inwestorów zagranicznych – mówi Dorota Zawadzka-Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Wątpliwości wzbudzają również założenia dotyczące „wskaźnika zaawansowania transformacji energetycznej”, dzięki którym o wsparcie łatwiej będzie firmom o dużych emisjach CO2. Im wskaźnik ten jest wyższy, tym wnioskodawca otrzymuje mniej punktów. Będąc spółką węglową można otrzymać aż 7 punktów, podczas gdy będąc spółką zieloną dostanie się 1 punkt. Oznacza to, że im większe jest zaangażowanie firmy, bądź jej grupy kapitałowej w transformację klimatyczną, tym mniejsze są jej szanse na realizację inwestycji w morskie farmy wiatrowe w Polsce.

Rozporządzenie premiuje, bazujące na węglu, państwowe firmy energetyczne, którym łatwiej będzie uzyskać pozwolenia lokalizacyjne, a tym samym wsparcie w ramach aukcji dla morskich farm wiatrowych. Poszkodowane będą zagraniczne i prywatne koncerny, niemające umów o współpracy ze spółkami skarbu państwa.

Dodatkowo potencjalni inwestorzy bez doświadczenia w realizacji projektów związanych z magazynowaniem energii oraz projektów wodorowych zostaną na samym starcie pozbawieni możliwości uzyskania decyzji o pozwoleniu na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń w polskich obszarach morskich. Z kolei konieczność uzupełnienia doświadczenia w zakresie energetyki wiatrowej, poprzez wykazanie doświadczenia nie związanego z inwestycjami na morzu premiuje mniej doświadczonych inwestorów, potencjalnie nieposiadających doświadczenia w eksploatacji morskich farm wiatrowych. Tak skonstruowane kryteria nie spełniają delegacji ustawowej ponieważ nie gwarantują, iż wybrany zostanie wykonawca posiadający dostateczną wiedzę, kadrę i doświadczenie z zakresu morskich elektrowni wiatrowych.

Niepokoi też wymóg uzyskania przez inwestora pozytywnej opinii wielu ministrów. Negatywna opinia chociażby jednego z nich pozbawia inwestora punktów. Co ciekawe, jednym z organów opiniujących wnioski jest Minister Aktywów Państwowych. Sytuacja, w której Minister Aktywów Państwowych poprzez wyrażenie negatywnej opinii może automatycznie zamknąć drogę poszczególnym inwestorom do uzyskania pozwolenia, a jednocześnie nadzoruje część firm – spółek skarbu państwa planujących budowę wiatraków , stwarza ryzyko oraz pewne wątpliwości co do bezstronności takiej procedury, w szczególności co do wspierania podmiotów zależnych.

Konfederacja Lewiatan

Polski Ład. Obniżka składki zdrowotnej nie uchroni przedsiębiorców przed wzrostem podatków

  • Obniżenie składki zdrowotnej do 3 proc. w przyszłym roku trudno uznać za rozwiązanie kompromisowe ponieważ dalej oznaczałoby znaczący wzrost obciążeń przedsiębiorców w stosunku do stanu obecnego – uważa Konfederacja Lewiatan.
  • Najbardziej poszkodowani byliby w 2022 roku ci, którzy rozliczają się według 19 proc. stawki liniowej. Składka zdrowotna dalej nie mogłaby być odliczana od podatku, a w kolejnych latach byłaby podnoszona do 9 proc. To oznacza drastyczny wzrost obciążeń przedsiębiorców, tylko rozłożony na kilka lat.

Kilka miesięcy temu rząd zapowiedział w Polskim Ładzie podwyższenie składki zdrowotnej płaconej przez przedsiębiorców do 9 proc. i uniemożliwienie odliczenia jej od podatku, co oznaczałoby drastyczną podwyżkę. Z badania Konfederacji Lewiatan wynika, że 73 proc. przedsiębiorców bardzo krytycznie oceniło nowe propozycje podatkowe.

Teraz rząd, pod wpływem krytyki, rozważa modyfikację zaproponowanych wcześniej zmian podatkowych, która ma polegać na wprowadzeniu w przyszłym roku tylko 3 proc. składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, ale stopniowe jej podnoszenie do poziomu 9 proc. w kolejnych latach.

Trudno ufać nowym propozycjom podatkowym, ponieważ powstają w pośpiechu, zmieniają się zbyt często, są niedopracowane i nie poddane konsultacjom społecznym. Do końca też nie wiadomo jaki kształt przybiorą w czasie prac w Sejmie. Rząd obiecywał, że reforma podatkowa uprości rozliczanie podatków, stworzy przejrzysty system, który będzie sprzyjał pracy i inwestycjom. Tymczasem mamy do czynienia z komplikowaniem przepisów i rozliczeń, zgłaszaniem nieprzemyślanych rozwiązań, które potem są wycofywane albo łagodzone.

Najnowsze propozycje rządu nie rozwiązują również problemu wzrostu kosztów zatrudnienia najlepszych specjalistów, fachowców, na których szczególnie powinno zależeć naszej gospodarce.

– Apelujemy o odłożenie zmian podatkowych, tak żeby można było je dokładnie przemyśleć, dopracować i uzgodnić. To co zaproponował rząd jest złym rozwiązaniem, jeszcze bardziej komplikującym system podatkowy, nad zreformowaniem którego trzeba się poważnie zastanowić, ale nie można tego robić na skróty i pod nadmierną presją czasu – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Podnoszenie podatków, w czasie wychodzenia z kryzysu wywołanego pandemią Covid-19, osłabi konkurencyjność gospodarki. Polska będzie mniej atrakcyjna do lokowania nowoczesnych i wysoko płatnych miejsc pracy.

Na tych nowych propozycjach rządu najbardziej stracą polscy przedsiębiorcy prowadzący swoje biznesy w formie jednoosobowych działalności gospodarczych. Jest to kilkaset tysięcy firm produkcyjnych, handlowych, usługowych, które stanowią o sile naszej gospodarki i przedsiębiorczości. Są to firmy budowane przez lata, duże zakłady zatrudniające wielu pracowników. Przedsiębiorcy, którzy ponoszą pełne ryzyko biznesowe związane z utrzymaniem zamówień, produkcji, zatrudnienia i koniecznością ciągłego rozwoju (inwestycji) w celu utrzymania konkurencyjności na rynku krajowym i międzynarodowym.

Firmy te korzystają z 19% proc. stawki podatkowej, ale w okresie kiedy ponoszą straty, muszą z wypracowanych nadwyżek utrzymać zatrudnienie i ponieść stałe koszty przedsiębiorstwa (utrzymać budynki i maszyny, zapłacić kredyty, leasingi i usługi obce). Muszą odprowadzić podatek także od przychodów, których nie otrzymali, np. w wyniku opóźnień w płatności od kontrahenta czy w przypadku zakwestionowania zgodności albo jakości wyprodukowanego towaru.

W okresie koniunktury i wysokich dochodów takie firmy zapłacą bardzo wysoki podatek, zostaną wydrenowane z kapitału tak potrzebnego na dalszy rozwój tj. inwestycje, zwiększanie produkcji, zatrudnienie pracowników oraz zabezpieczenie przyszłości przedsiębiorstwa w czasach kryzysu i mniejszych zamówień. W końcu to oni na reformie stracą podwójnie raz na drastycznej podwyżce płaconych przez siebie podatków, dwa poprzez konieczność zabezpieczenia (wypracowania) dochodów pozwalających na zapłatę wyższych (ponieważ wyżej opodatkowanych) dochodów zatrudnionych pracowników. Przedstawione propozycje w wersji złagodzonej istotnie ograniczą rozwój polskich firm budowanych przez ostatnie 30 lat, zmniejszą ich potencjał, co przełoży się na powolną utratę ich przewag konkurencyjnych i osłabienie gospodarki.

Potrzebujemy prostego i efektywnego systemu podatkowego, charakteryzującego się dużą elastycznością form opodatkowania, pozwalającego na wybór najprostszej i jednocześnie najbardziej efektywnej formy rozliczenia. Ale także takiego, który zagwarantuje stabilne wpływy budżetowe i jednocześnie pozwoli bogacić się firmom i obywatelom. Systemu opartego na zrównoważonym opodatkowaniu pracy i działalności gospodarczej. Niestety, kolejne propozycje zmian podatkowych są zaprzeczeniem takiego modelu. Są ukierunkowane na przesuwanie środków pochodzących od osób najbardziej aktywnych zawodowo, przedsiębiorczych, innowacyjnych do grup słabiej gospodarujących albo w dużej mierze w ogóle nie aktywnych zawodowo.

Konfederacja Lewiatan

Rekordowy półroczny zysk EBITDA Grupy PGE

Zysk EBITDA po I półroczu 2021 roku wyniósł ponad 5,2 mld złotych, czyli o 86 proc. więcej niż w I półroczu 2020 roku – wynika z szacunkowych danych Grupy PGE za I półrocze 2021 roku. Jest to najwyższy wynik w historii Grupy. Wzrost wyników został zanotowany we wszystkich segmentach działalności PGE.

Osiągnięte przez PGE znakomite wyniki są efektem zaangażowania zarządu i pracowników w maksymalne wykorzystanie potencjału Grupy. Są dla nas tym większym powodem do satysfakcji, gdyż zostały wypracowane w niełatwych czasach na rynku energii – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Przed nami wielkie inwestycje w odnawialne źródła energii, dlatego ze zdwojoną siłą koncentrujemy się na efektywności naszej pracy. Mamy świadomość, że każda zarobiona przez nas dzisiaj złotówka przyczyni się do realizacji inwestycji zmieniających obraz polskiej energetyki. To kapitał, który przeznaczymy na budowę trwałej wartości firmy i dynamiczny rozwój polskiej gospodarki – dodaje Wojciech Dąbrowski.

 

Pomimo spadającej marżowości wytwarzania w elektrowniach węglowych, będących pod presją rosnących cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla, segment Energetyki Konwencjonalnej osiągnął zysk EBITDA ok. 2,0 mld złotych.

Segment Dystrybucji wygenerował ok. 1,4 mld złotych zysku EBITDA. To rekordowy wynik w historii Grupy na tej działalności i aż o 23 proc. wyższy niż w I półroczu 2020 roku. Najwyższy historycznie wynik EBITDA odnotowała również Energetyka Odnawialna – 382 mln złotych.

Rekordowe wyniki segmentów Dystrybucja i Energetyka Odnawialna świadczą dobitnie o ich rosnącej roli w zmieniającej się Grupie PGE. To one będą stanowić przyszłość PGE jako lidera zrównoważonej transformacji energetycznej w Polsce – podkreśla Wojciech Dąbrowski.

Bardzo dobry wynik został wypracowany również w segmencie Ciepłownictwo. Półroczna EBITDA wyniosła ok. 0,7 mld złotych na co wpływ miał wysoki poziom sprzedaży ciepła, będący konsekwencją niższych temperatur.

Na poziomie 0,7 mld złotych EBITDA została również osiągnięta w segmencie Obrót, co jest kolejnym najwyższym rezultatem w historii Grupy PGE.

Powstały w 2021 roku segment Gospodarka Obiegu Zamkniętego przyniósł Grupie dodatkowo 24 mln złotych.

Dług netto Grupy PGE obniżył się do poniżej 6,0 mld złotych (blisko 2,8 mld złotych niżej niż na koniec I kwartału). Do jego obniżenia przyczyniło się m.in. rozliczenie transakcji sprzedaży 50 proc. udziałów w projektach morskich farm wiatrowych Baltica 2 i 3, które PGE będzie realizowała w partnerstwie z duńską firmą Ørsted.

Nakłady inwestycyjne wyniosły ok. 2,2 mld złotych, wobec 2,5 mld złotych w porównywalnym okresie roku ubiegłego.

Szacunkowa produkcja energii elektrycznej netto w I półroczu 2021 roku w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 32,9 TWh, czyli o 15 proc. więcej niż
w I półroczu 2020 roku. Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej wyniósł 18,6 TWh i był 8 proc. wyższy w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego. Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 18,8 TWh, mniej o ok. 7 proc. r/r. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 32,1 PJ, rosnąc o 16 proc. r/r.

Średnia cena hurtowa energii zrealizowana przez segment Energetyki Konwencjonalnej w I półroczu 2021 roku wyniosła 254,3 PLN/MWh i jest niższa o około 34 złote w porównaniu z pierwszą połową 2020 roku.

Prezentowane wielkości mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie. Skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej PGE jest nadal w trakcie przygotowywania. Publikacja skonsolidowanego raportu za I półrocze 2021 r. nastąpi 28 września 2021 roku. Równocześnie, trwają testy na utratę wartości aktywów, przy czym nie mają one potencjalnego wpływu gotówkowego, jak również nie wpływają na poziom zysku EBITDA, mają natomiast wpływ na wynik netto.

Komputronik coraz mocniej idzie w usługi

Firmy IT wprowadzają systemy pomocy zdalnej oraz wsparcia środowiska cyfrowego firm i prywatnych jednostek. Przykładowo w Komputroniku klienci mogą korzystać z usług konfiguracji i personalizacji sprzętu w momencie zakupu, serwisu w sklepach czy z dojazdem oraz napraw pogwarancyjnych laptopów, komputerów i innych urządzeń elektronicznych. Komputronik systematycznie rozszerza swoją ofertę o nowe usługi. Najbardziej innowacyjną jest Helpdesk, czyli zdalne wsparcie informatyczne. Firma zakłada dalszy rozwój w kierunku sklepów stacjonarnych – jednak przystosowuje swój biznes do warunków po pandemii. Prezes Zarządu Komputronik przekonuje, że perspektywy na następne lata są bardzo obiecujące – a usługi, jakie będzie proponować marka, są innowacyjne i pomocne dla przyszłych oraz obecnych klientów. Firma posiada rozbudowany helpdesk, którego siedziba znajduje się we Wrocławiu. Kilkudziesięciu serwisantów świadczy każdego dnia usługi outsourcingu IT i druku – między innymi dla takich klientów jak PKO BP, czy Poczta Polska.

– Komputronik jest jednym z najważniejszych liderów elektroniki w Polsce. Niestety sytuacja, która miała miejsce w ubiegłym roku – czyli otrzymanie krzywdzącej decyzji ze strony Urzędu Skarbowego – obniżyła dynamiczny poziom wzrostu. Stoją przed nami trudne wyzwania, ale z pewnością sobie z nimi poradzimy – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Buczkowski, prezes zarządu Komputronik. – Obecnie staramy się poszerzać asortyment, a przede wszystkim rozwijać ofertę usług, co jest dla nas kwestią priorytetową. Planujemy zaoferować kompleksową opiekę nad cyfrowym światem – zarówno cyfrowym domem, jak i cyfrowym biurem naszych klientów. Kluczowa jest pomoc zdalnego informatyka czy też naprawy sprzętu na miejscu – również takiego, który nie podlega gwarancji. Nasza perspektywa za rok to z pewnością powrót do takiego poziomu sprzedaży, jaką mieliśmy przed pandemią. Za trzy lata chcemy być rozpoznawani jako dostawca kompleksowych usług doradztwa, wsparcia w zakresie wykorzystania różnego rodzaju sprzętów czy systemów – ale również jako firma, dzięki której można zadbać o nieco starszy sprzęt. Perspektywa pięciu lat jest trochę daleka. Z pewnością taka wizja jest związana z rozwojem e-commerce i cyfryzacją wszystkiego, co możemy zaoferować – tak, aby klienci mogli sięgnąć po pełną gamę produktów bez wychodzenia z domu ze wsparciem specjalistów z szerokiej sieci salonów w całej Polsce – wyjaśnia Buczkowski.

Europejska dyrektywa w sprawie czasu pracy – co musisz wiedzieć?

Europejska dyrektywa w sprawie czasu pracy (przyjęta w listopadzie 2003 r.) reguluje pracę i czas pracy pracowników w zakresie minimalnych dziennych i tygodniowych okresów odpoczynku, odpowiednich przerw, pracy w godzinach nocnych, urlopu wypoczynkowego oraz maksymalnego limitu tygodniowego czasu pracy.

Każde państwo członkowskie Unii Europejskiej jest zobowiązane do ustanowienia własnego prawa pracy jedynie posiłkując się wytycznymi unijnej dyrektywy. Dlatego w niektórych krajach należących do Wspólnoty, wewnętrzne regulacje prawne są bardziej rygorystyczne, niż wynikałoby to z zaleceń UE, zaś w innych – bardziej liberalne.
Jednak sąd najwyższy Unii Europejskiej w maju 2019r. orzekł, że wszyscy pracodawcy muszą śledzić czas pracy swoich pracowników. Orzeczenie to jest nadrzędne w stosunku do wszystkich innych, krajowych przepisów prawa pracy każdego państwa członkowskiego UE, niezależnie od tego, jakie regulacje w nim wcześniej obowiązywały. Oznacza to, że każdy przedsiębiorca, który zatrudnia pracowników musi monitorować ich obecność i czas pracy i przynajmniej w minimalnym stopniu spełniać standardy określone w dyrektywie UE jednocześnie będąc w zgodzie z ustawodawstwem krajowym, które zostało wdrożone w oparciu o unijną dyrektywę.

Jeśli jesteś pracodawcą, powinieneś dobrze znać europejską dyrektywę o czasie pracy i jej najważniejsze elementy. Pomoże ci w tym nasz artykuł, z którego dowiesz się:

1) Jakie są główne regulacje europejskiej dyrektywy w sprawie czasu pracy z 2003r. i czego dotyczą:

– czasu pracy i dobowego odpoczynku
– przysługującej przerwy
– zakresu rocznego urlopu wypoczynkowego
– pracy w godzinach nocnych

2) Jakie problemy napotykają pracodawcy w związku z przestrzeganiem prawa pracy

Główne elementy europejskiej dyrektywy w sprawie czasu pracy

Głównym celem europejskiej dyrektywy w sprawie czasu pracy jest ochrona zdrowia i bezpieczeństwa pracowników. Udowodniono, że zbyt duża liczba godzin pracy i niewystarczający czas odpoczynku prowadzą do wypalenia zawodowego, depresji, chorób i toksycznego stresu.

W pewnym sensie dyrektywa chroni również pracodawców, ponieważ długoterminowym celem każdego pracodawcy powinno być posiadanie zdrowych, wypoczętych i w konsekwencji – wydajnych pracowników.

Ponadto, precyzyjne śledzenie czasu pracy przynosi wiele innych korzyści dla obu stron: pracownicy mogą łatwo dochodzić swoich praw, a pracodawcy mogą śledzić rzeczywisty czas spędzony na wykonywaniu zadań, co jest podstawą do obliczania wydajności lub efektywności.

Przyjrzyjmy się teraz głównym elementom europejskiej dyrektywy o czasie pracy i jej przepisom, wraz z przykładem wdrożenia na poziomie krajowym.

Czas pracy i odpoczynek dobowy

Zgodnie z unijną dyrektywą pracodawcy muszą zadbać o to, aby pracownicy nie pracowali więcej niż 48 godzin, wliczając w to pracę w godzinach nadliczbowych, w okresie siedmiodniowym, liczonym jako średnia z okresu czterech miesięcy.

Według unijnego rozporządzenia, każdy pracownik ma prawo do nieprzerwanego odpoczynku dobowego w wymiarze 11 godzin i nieprzerwanego odpoczynku tygodniowego w wymiarze 24 godzin. Zgodnie z art. 16 dyrektywy, maksymalny okres rozliczeniowy w celu stosowania tygodniowego okresu odpoczynku nie powinien przekraczać 14 dni, zaś okres rozliczeniowy w celu stosowania maksymalnego tygodniowego czasu pracy nie powinien przekraczać 4 miesięcy. W dyrektywie dopuszczono jednak wprowadzenie odstępstw od tych ustaleń, w drodze układów i porozumień zbiorowych. Pracownicy z nienormowanym czasem pracy mogą pracować 56 godzin tygodniowo, ale średni czas pracy w okresie 6 miesięcy (lub 12 miesięcy, jeśli tak określono w umowie zbiorowej, np. w branży turystycznej lub hotelarskiej) nie powinien przekraczać 40 godzin tygodniowo. Zgodnie z dyrektywą, unijny pracownik może mieć maksymalnie 8 nadgodzin w tygodniu, 20 w miesiącu i 180 w roku.

W Polsce maksymalny dobowy wymiar czasu pracy wynosi zaś 8h, z możliwością wydłużenia w niektórych systemach czasu pracy do 12, 16, 24h. Z reguły przeciętna norma tygodniowa wynosi 40 godzin w okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym 4 miesięcy, z tym zastrzeżeniem, że tygodniowy czas pracy nie może przekraczać 48h w przyjętym okresie rozliczeniowym (wliczając w to nadgodziny). W kwestii odpoczynku, polski pracownik ma prawo do co najmniej 11h nieprzerwanego odpoczynku dobowego a w każdym tygodniu pracy do co najmniej 35h odpoczynku obejmującego 11h nieprzerwanego odpoczynku dobowego.

Przerwa w trakcie pracy

W dyrektywie, jeżeli dzień pracy pracownika jest dłuższy niż sześć godzin, ma on prawo do przerwy na odpoczynek, której długość określa ustawodawstwo każdego państwa członkowskiego.

W Polsce pracownicy zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy mają prawo do co najmniej 15-minutowej przerwy wliczonej do czasu pracy. Osoby zatrudnione w niepełnym wymiarze czasu pracy z takiej przerwy nie mogą skorzystać w ogóle a osobom pracującym w systemie dwunasto-, czy dziesięciogodzinnym lub mającym pracę stojącą, również przysługuje jedynie 15 minut przerwy.

Urlop wypoczynkowy

Każdy pracownik ma prawo do corocznego płatnego urlopu w wymiarze co najmniej czterech tygodni – o dokładnym wymiarze urlopu wypoczynkowego decydują krajowe przepisy prawa pracy. Coroczny urlop nie może być zastąpiony ekwiwalentem, z wyjątkiem sytuacji, gdy stosunek pracy ustał przed umożliwieniem pracownikowi skorzystania z urlopu.

Zgodnie z artykułem 154 polskiego Kodeksu Pracy, pełnoetatowemu pracownikowi przysługuje prawo do 20 dni urlopu (jeśli jest zatrudniony krócej niż 10 lat) lub 26 dni urlopu (jeśli jego staż pracy wynosi ponad 10 lat).

Praca w porze nocnej

Pracownik nocny to pracownik, który pracuje w nocy przez co najmniej trzy godziny swojego dziennego czasu pracy lub pracuje w nocy przez co najmniej jedną trzecią swojego pełnego rocznego czasu pracy. Polskie prawo pracy również określa pracownika nocnego, którym jest każdy zatrudniony, którego rozkład czasu pracy obejmuje w każdej dobie co najmniej 3h pracy w porze nocnej lub który w przyjętym okresie rozliczeniowym pracuje w nocy co najmniej przez 1/4 obowiązującego czasu pracy.

Pora nocna wg dyrektywy UE to okres między północą a 5:00 rano, w Polsce zaś to okres przypadający pomiędzy 22:00 a 6:00 rano.

Zgodnie z zaleceniami unijnego rozporządzenia, normalny czas pracy dla pracowników nocnych nie powinien przekraczać średnio ośmiu godzin w ciągu doby. Pracownicy nocni wykonujący prace szczególnie niebezpieczne nie mogą pracować dłużej niż 8 godzin w ciągu doby. Taka norma została przyjęta również w Polsce.

Trudności w przestrzeganiu dyrektywy w sprawie czasu pracy

Komisja Europejska zwraca uwagę, że pomimo tego, iż dyrektywa w sprawie czasu pracy obowiązuje od 2003 r., to nadal często jest nieprzestrzegana lub niewłaściwie interpretowana. Dzieje się tak głównie dlatego, że pracodawcy nie mają odpowiedniego systemu rejestracji czasu pracy, który umożliwiłby im precyzyjne kontrolowanie czasu pracy zatrudnionych. Niezmiernie trudno jest prawidłowo rozliczać czas pracy bez odpowiednich narzędzi, gdyż warunkuje go wiele czynników, nie tylko związanych z unijnymi regulacjami, ale także wynikających z przepisów prawa krajowego.

Naruszenia w przestrzeganiu czasu pracy są często wynikiem zwolnień lekarskich i niedostatecznej liczby pracowników. To w tych sytuacjach najczęściej zdarzają się nieprawidłowości, gdyż pracodawcy próbując radzić sobie w sytuacjach braku personelu, narzucają konieczność wykonywania pracy w dodatkowym czasie pozostałym pracownikom. Dochodzi wtedy do przekroczenia maksymalnego dobowego/tygodniowego czasu pracy pracownika a co się z tym wiąże i prawa do minimalnego dobowego/tygodniowego nieprzerwanego odpoczynku.

Nierzadko też zdarza się (szczególnie wtedy, kiedy firma ma charakter produkcyjny), że pracodawcy wymagają od swoich pracowników przybycia do pracy wcześniej, niż wynikałoby to z ich grafiku, aby przygotować się do pracy (np. przebrać się, pobrać narzędzia, itp.). Ten czas nie jest przez pracodawców rejestrowany jako czas pracy, a powinien być.

Ze względu na dużą liczbę naruszeń stwierdzonych we wszystkich państwach członkowskich, KE narzuca na każde z nich obowiązek prowadzenia dokładnej i systematycznej rejestracji czasu pracy, pozostawiając tym samym każdemu państwu możliwość wolnego wyboru odpowiedniego narzędzia do tego celu.

Tekst powstał we współpracy z firmą Timaco, czołowym dystrybutorem i producentem systemów rejestracji czasu pracy i kontroli dostępu. Zachęcamy do zapoznania się z jej rozwiązaniami w zakresie prawa pracy i nie tylko.

Czterech nowych członków w Polskiej Radzie Centrów Handlowych

Spółka technologiczna Dasoft, gdańskie Centrum Handlowe Manhattan, prywatna grupa energetyczna Polenergia eMobility oraz New Work – wiodąca firma w obszarze biur elastycznych w Europie Środkowo-Wschodniej dołączyli do około dwustu podmiotów zrzeszonych w Polskiej Radzie Centrów Handlowych. Nowi członkowie będą wspierać inicjatywy podejmowane przez PRCH – największe w Polsce stowarzyszenie not-for-profit działające na rzecz sektora centrów handlowych.

Polska Rada Centrów Handlowych reprezentuje interesy branży centrów handlowych i występuje jako strona w dialogu z administracją państwową, a jej eksperci monitorują i komentują najważniejsze procesy zachodzące w branży. Członkowie stowarzyszenia mogą m.in. korzystać z bogatej bazy raportów i analiz przygotowywanych cyklicznie przez PRCH. Stowarzyszenie pełni także rolę doradczą, promuje dobre praktyki i wspiera rozwój firm członkowskich.

„Firmy dołączające do naszego grona poszerzają zakres kompetencji i zwiększają obszar zainteresowań PRCH. Dzięki nowym członkom mamy dostęp do eksperckiej wiedzy i najbardziej innowacyjnych rozwiązań stosowanych w branży. Nasz głos jako przedstawiciela sektora nabiera znaczenia wraz z rosnącą liczbą stowarzyszonych firm. Dziękujemy za okazane zaufanie i serdecznie witamy w gronie PRCH”  – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

PRCH wita spółkę technologiczną Dasoft, która realizuje projekty informatyczne, technologiczne oraz wsparcia technicznego dla firm z sektora B2B. Spółka rozwija technologie wspierające przede wszystkim branże: retail, usług, nieruchomości oraz public. Sztandarowymi produktami firmy są systemy: komunikacji cyfrowej, infokioski, zarządzania ruchem klientów, parkingowe oraz  dynamicznego wsparcia sprzedaży.

Nowym członkiem PRCH jest także gdańskie Centrum Handlowe Manhattan – pierwszy nowoczesny obiekt handlowy w Gdańsku, otwarty w 2004 roku. Manhattan to w pełni multifunkcjonalne centrum, łączące 16,5 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej, z takimi markami jak m.in. Sinsay, KappAhl, Eurospar, Rossmann, Empik, Tedi, KiK, Pepco, Dealz, Zdrofit Finess, 6 tys. mkw. powierzchni biurowej z takimi Najemcami jak Sescom, Regionalna Izba Gospodarcza Pomorza oraz 3,5 tys. mkw. powierzchni rozrywkowej z multimedialną Biblioteką Manhattan, Kręgielnią MK Bowling i placem zabaw Klockownia.

Wartością dodaną projektu jest sfera edukacyjna, na którą składają się Gdańska Szkoła Artystyczna, szkoły językowe Profi Lingua i Speak Up oraz centrum kształcenia Indeks. Właścicielem i zarządcą Manhattanu jest Sirius Investments.

Wśród nowych członków Rady znalazła się również firma New Work, która jest jednym z wiodących dostawców biur elastycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka powstała w 2012 r. i zarządza powierzchniami biurowymi w trzech krajach – Polsce (Warszawa, Kraków i Łódź), na Węgrzech (Budapeszt, Budaörs) oraz w Czechach (Praga). To aż 16 lokalizacji o łącznej powierzchni 43 tys. mkw. Oferuje także pakiet franczyzowy umożliwiający wdrożenie przestrzeni coworkingowej m.in. w centrach handlowych. Z usług New Work korzystają m.in. takie marki jak China Railway, Assiduus czy Tata Consultancy Services.

W szeregi członków PRCH wstąpiła również Polenergia eMobility, spółka należąca do Grupy Polenergia, która jest największą polską prywatną grupą energetyczną składającą się z pionowo zintegrowanych spółek działających w obszarze wytwarzania energii z odnawialnych i gazowych źródeł oraz dystrybucji i obrotu energią elektryczną. Strategicznym projektem realizowanym przez spółkę Polenergia eMobility we współpracy z właścicielami i zarządcami obiektów handlowych, sportowych oraz mieszkaniowych jest budowa ogólnopolskiej i ogólnodostępnej sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych.

PRCH zaprasza przedstawicieli firm działających w sektorze nieruchomości komercyjnych do dołączenia do grona firm członkowskich. Zrzeszone podmioty zyskują wszechstronne merytoryczne wsparcie i dostęp do aktualnej wiedzy, jednocześnie wzmacniając głos sektora w dyskusji o najważniejszy kwestiach dotyczących branży centrów handlowych.

Złoty i dolar po Jackson Hole

Po sympozjum w Jackson Hole wygasa jedno z głównych źródeł letniej słabości złotego. Chodzi o niekorzystne dla rynków wschodzących, czyli m.in. Polski i jej waluty, przekonanie, że amerykańska Rezerwa Federalna będzie szybko i zdecydowanie porzucać kryzysową politykę. Jaki wpływ na dolara i złotego miało spotkanie bankierów centralnych?

26-29 sierpnia w kurorcie w Górach Skalistych wirtualnie spotkali się przedstawiciele banków centralnych z różnych części świata. Rangę kulminacji trzydniowego sympozjum zyskało piątkowe wystąpienie Jerome’a Powella, szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Oczekiwanie na zmianę kursu

Pandemia sprawiła, że Fed, podobnie jak wiele banków centralnych, obrał kurs na kryzysową politykę finansową, utrzymując skrajnie niskie stopy procentowe oraz program skupu aktywów o wartości 120 mld dolarów miesięcznie.

Letni odwrót koronawirusa, znoszenie ograniczeń, wychodzenie gospodarek ze stagnacji, lecz także mknąca w stronę rekordów inflacja, zaczęły zmieniać nastawienie banków centralnych.

Inwestorzy coraz powszechniej wyrażali oczekiwania odejścia od realnie ujemnych stóp procentowych oraz stopniowego ograniczania stymulacji finansowej, co skutkowała m.in. zalaniem rynku tzw. tanim pieniądzem. Oczekiwania dotyczyły także, a może nawet przede wszystkim, Rezerwy Federalnej – jako najważniejszego banku centralnego świata.

Fajerwerków nie było, dolar stracił, zyskał złoty

Przez cały ubiegły tydzień dolar, ostatnio relatywnie mocny, tracił na wartości. Szansą na odmianę notowań amerykańskiej waluty mogło być piątkowe wystąpienie szefa Fed i jego ewentualne deklaracje dotyczące m.in. zmiany stóp procentowych czy też wygaszania programu skupu aktywów.

W przeszłości na sierpniowych konferencjach w kurorcie w Górach Skalistych padały ważne deklaracje dotyczące przyszłości amerykańskiej polityki pieniężnej, która tradycyjnie nadaje ton notowaniom walut i szerzej: nastrojom na rynkach finansowych.

– Tym razem jednak wystąpienie nie przyniosło pozytywnych informacji dla dolara, a uczestnicy rynku spodziewający się fajerwerków srogo się rozczarowali. W rezultacie kurs USD/PLN zadomawia się pod 3,90, a EUR/USD podskoczył do 1,18 – komentuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Program ograniczymy, stóp nie ruszymy

Co tak naprawdę powiedział szef Fed? Po pierwsze potwierdził, że zmniejszanie tempa ilościowego luzowania (obecnie minimum 120 mld USD na miesiąc) powinno nastąpić w tym roku. Między wierszami dało się jednak odczytać, że we wrześniu na obwieszczenie tego kamienia milowego w odchodzeniu od kryzysowej polityki może być za wcześnie – wiele w tej kwestii wnieść może najbliższy raportu z rynku pracy.

Po drugie, Powell ponownie wylał wiadro zimnej wody na głowy inwestorów szykujących się na to, że odejście skupu aktywów do lamusa będzie bezpośrednio poprzedzać początek cyklu podwyżek stóp procentowych.

– Uważamy, że swoista wycena takiego kroku, która ostatnio wspierała dolara, była przedwczesna, a wysoko postawiona poprzeczka oczekiwań stanowiła główny powód, dla którego negatywnie postrzegamy perspektywy amerykańskiej waluty. Nasze prognozy walutowe zakładają, że w czwartym kwartale nastąpi wzrost EUR/USD w kierunku 1,20, idący w parze ze spadkiem USD/PLN poniżej poziomu 3,80 – szacuje analityk Cinkciarz.pl.

Jerome Powell powtórzył w Jackson Hole swoją mantrę, że wzrost inflacji ma charakter przejściowy. Choć rynek w USA pracy odzyskał zdecydowaną większość z 22,5 miliona etatów utraconych w czasie pandemii, to również w ocenie kondycji tej sfery gospodarki szef Fed nie popada w przesadny optymizm.

W piątek zostanie opublikowany raport z rynku pracy za sierpień. Tylko w przypadku jeśli tempo odtwarzania liczby etatów z poprzednich dwóch miesięcy się utrzyma (w czerwcu i lipcu przybywało po ponad 900 tys. miejsc pracy), nie zostaną porzucone nadzieje na ogłoszenie decyzji o wygaszaniu skupu obligacji na posiedzeniu Rezerwy Federalnej pod koniec września.

Złoty rusza w drogę do odrabiania strat

Po sympozjum w Jackson Hole wiemy, że wygaszanie skupu aktywów w USA, czyli tzw. tapering, rozpocznie się w tym roku, ale towarzyszyć mu będzie bardzo łagodna, gołębia narracja. Przede wszystkim nie można stawiać znaku równości pomiędzy stopniowym porzucaniem ilościowego luzowania (proces do całkowitego wygaszenia skupu powinien trwać naszym zdaniem minimum trzy kwartały), a szybkimi (czwarty kwartał 2022 roku) podwyżkami stóp procentowych. W tym kontekście informacje z Jackson Hole są dla dolara negatywne, a jednocześnie pozytywne dla złotego.

– Rezerwa Federalna ograniczy wpompowywanie dodatkowego kapitału w system finansowy. A im silniejsza nadpłynność, tym inwestorzy bardziej skorzy do szukania okazji inwestycyjnych na bardziej ryzykownych rynkach, między innymi w gospodarkach wschodzących – podsumowuje Bartosz Sawicki.

Optymizm powoli wraca

Na rynki powoli wraca optymizm. Rośnie zapotrzebowanie na ropę naftową, poprawiają się też prognozy zasięgu pandemii covid. To właśnie jej mniejszy wpływ podnosi optymizm inwestorów.

Portfele Amerykanów

W piątek poznaliśmy dane na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Wydatki w ujęciu miesięcznym rosły o 0,3%, z kolei dochody aż o 1,1%. Jest to zatem wynik, który z jednej strony uspokaja ekonomistów obawiających się konsekwencji nadmiernie szybko zadłużającego się społeczeństwa. Z drugiej jednak strony wynik niepokoi inwestorów. Jeżeli Amerykanie przestaną wydawać, odbije się to na danych makroekonomicznych. Drugim istotnym odczytem był spadający indeks Uniwersytetu Michigan, spadł on o ponad 10 pkt w ciągu miesiąca, ale było to zgodne z oczekiwaniami. To właśnie dlatego po opublikowaniu tych danych dolar tracił w piątek na wartości. Osiągnął na koniec dnia najniższe wartości względem euro od trzech tygodni.

Węgierskie bezrobocie

Piątkowe dane pokazują, że wzrost stóp procentowych na Węgrzech wcale nie doprowadził do pogorszenia się danych makroekonomicznych. Najlepszym dowodem jest ostatni odczyt bezrobocia, które pokazało poziom 3,9% przy oczekiwanych 4,1%. Rynki od jakiegoś czasu poszukują momentu, by zrealizować zyski z ostatnich umocnień forinta spowodowanych głównie wzrostem stóp procentowych. Piątkowe dane jednak okazały się złym momentem i forint wciąż jest blisko swoich trzymiesięcznych maksimów względem euro.

Ropa najdroższa od miesiąca

Po sierpniowych spadkach wywołanych wątpliwościami w sprawie kondycji światowej gospodarki w wyniku rozwoju pandemii w USA i Chinach nie ma już śladu. Rynki wróciły na poprzednie poziomy. Kluczowe może okazać się posiedzenie OPEC, aczkolwiek kartelowi ostatnio bardzo sprawnie udaje się przywracać ograniczenia wydobycia, nie doprowadzając jednocześnie do spadku cen. Nie bez znaczenia dla cen może okazać się huragan Ida. Jeżeli dojdzie do wstrzymania produkcji w USA, powinno to wpłynąć przynajmniej czasowo na wzrost cen.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wykup certyfikatów inwestycyjnych przez spółkę niemającą osobowości prawnej. Kto powinien zapłacić podatek dochodowy: wspólnik czy spółka?

Wspólnik spółki jawnej prowadzącej działalność gospodarczą w zakresie usług finansowych posiada prawo do 50% udziału w jej zyskach. Spółka nabyła certyfikaty inwestycyjne za kwotę ponad 15 mln zł. W następstwie złożenia przez spółkę wniosków o wykup i wykupu części certyfikatów od dochodu w łącznej kwocie 913 422 zł fundusz inwestycyjny, jako płatnik, odprowadził do urzędu skarbowego zryczałtowany 19% podatek dochodowy w wysokości 173 550 zł. Wspólnik nie zgodził się z tym, twierdząc, że podatek został pobrany bezpodstawnie. Stwierdzenia nadpłaty w podatku odmówiły organy skarbowe dwóch instancji. Wspólnik przegrał też przed sądem administracyjnym, ale walczył do końca. Wniósł kasację do NSA i wygrał.

Dochody z odpłatnego zbycia papierów wartościowych

Zgodnie z art. 30b ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych 19% podatek pobiera się od dochodów uzyskanych z odpłatnego zbycia papierów wartościowych lub pochodnych instrumentów finansowych, także z realizacji praw z nich wynikających, z odpłatnego zbycia akcji, zbycia udziałów w spółdzielni oraz z tytułu objęcia udziałów albo wkładów w spółdzielni w zamian za wkład niepieniężny w postaci innej niż przedsiębiorstwo lub jego zorganizowana część. Jednakże, jak stanowi ust. 4 tego artykułu, przepisu ust. 1 nie stosuje się, gdy ww. odpłatne zbycie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej.

Certyfikaty inwestycyjne wykupione przez spółkę

Wspomniany we wstępie wspólnik podniósł, że wykupione przez spółkę certyfikaty inwestycyjne są papierami wartościowymi, co potwierdza definicja zawarta w art. 5a pkt 11 ustawy o PIT w zw. z art. 3 ust. 1 lit. a) ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi. Dlatego, mając na uwadze ww. przepis art. 30b ust. 4, był przekonany, że osiągnięty przez wykup certyfikatów przychód stanowi przychód spółki z prowadzonej przez nią działalności gospodarczej i powinien zostać uwzględniony przy obliczeniu zaliczki na podatek dochodowy wszystkich wspólników.

Organ zarzucił brak ciągłości i zorganizowania obrotu papierami wartościowymi przez spółkę

W marcu 2017 r. naczelnik urzędu skarbowego odmówił stwierdzenia wnioskowanej przez wspólnika nadpłaty w PIT, wskazując, że fundusz inwestycyjny prawidłowo dokonał poboru i wpłaty podatku dochodowego z tytułu wypłaty na rzecz spółki środków za wykup certyfikatów inwestycyjnych. W czerwcu tego samego roku naczelnika poparł dyrektor izby administracji skarbowej. Organ odwoławczy zauważył, że z umowy spółki wynika, iż przedmiot jej działalności nie obejmował obrotu udziałami, papierami wartościowymi i pochodnymi instrumentami finansowymi. I choć w umowie tej widniał zapis, że jej działalność obejmuje „pozostałą finansową działalność usługową, gdzie indziej niesklasyfikowaną z wyłączeniem ubezpieczeń i funduszów emerytalnych” zgodnie z PKD 64.99, to działalność spółki nie wypełniała wymogów definicji działalności gospodarczej lub pozarolniczej działalności gospodarczej określonej w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT, stanowiącej, że za taką działalność może zostać uznana jedynie działalność zarobkowa wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. W opinii organu spółka w taki zorganizowany i ciągły sposób nie prowadziła działalności obrotu papierami wartościowymi. A skoro przychód z wykupu certyfikatów nie miał swego źródła w wykonaniu przez spółkę działalności gospodarczej, to należy go zaliczyć do źródła określonego w art. 10 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT w zw. z art. 17 ust. 1 pkt 5, a więc do przychodów z kapitałów pieniężnych z tytułu udziału w funduszach kapitałowych. W sprawie tej nie znajdzie więc zastosowania powoływany przez podatnika art. 30b ust. 4 tej ustawy.

Sąd administracyjny w Warszawie zgodził się z fiskusem

W lipcu 2018 r. wniesioną przez wspólnika skargę oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Co prawda, przyznał, że wskazane we wpisie do CEIDG spółki symbole PKD obejmują swym zakresem nabycie i wykup certyfikatów inwestycyjnych, ale o kwalifikacji działań przedsiębiorcy nie decyduje spełnienie przez niego wymogów formalnych, a faktyczne okoliczności świadczące o tym, że dana działalność miała charakter zarobkowy, zorganizowany i ciągły, oraz że prowadzona była w imieniu własnym lub na cudzy rachunek. Natomiast co do braku wypełnienia tych przesłanek przez spółkę przy wykupie certyfikatów inwestycyjnych w przedmiotowej sprawie WSA zgodził się z organami. Stąd nie ma podstaw, aby objąć tę transakcję wyłączeniem z opodatkowania dochodów jako uzyskanych z kapitałów pieniężnych, bo znajduje zastosowanie wyłącznie, gdy dochody te są uzyskiwane w wykonaniu działalności gospodarczej.

Dochody spółki osobowej są dochodami spółki, a nie wspólników

Jednak wspólnik się nie poddał. Broniąc swojej racji (i swoich pieniędzy), zwrócił się o pomoc do radców prawnych i przy ich wsparciu wniósł od ww. wyroku skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sąd kasacyjny przywołał rozstrzygnięcie NSA z 19 grudnia 2019 r. w sprawie o sygn. II FSK 615/18. Stwierdził w nim, że decydujące znaczenie dla tej spornej kwestii ma treść art. 5b ust. 2 ustawy o PIT: „Jeżeli pozarolniczą działalność gospodarczą prowadzi spółka niebędąca osobą prawną, przychody wspólnika z udziału w takiej spółce, określone na podstawie art. 8 ust. 1, uznaje się za przychody ze źródła, o którym mowa w art. 10 ust. 1 pkt 3” (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350, ze zm.).

Sąd zwrócił uwagę, że dochód osiągany przez spółkę osobową jest dochodem tej spółki, a nie jej wspólników, co zaznaczył wyraźnie sam ustawodawca w art. 8 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Jak stanowi art. 22 § 1 Kodeksu spółek handlowych, spółka jawna musi prowadzić przedsiębiorstwo, nie może funkcjonować bez jego prowadzenia. Podsumowując, należy uznać, że w przedmiotowej sprawie to spółka jawna, jako prowadząca działalność gospodarczą, nabyła w jej ramach certyfikaty inwestycyjne, a później dokonała ich wykupu, a nie wspólnicy. Tym ostatnim natomiast przysługuje prawo do przychodów z udziału w spółce.

Ocena organów, że płatnik powinien pobrać podatek, była bezpodstawna

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 7 lipca 2021 r. przyznał rację skarżącemu, uchylając decyzje organów obu instancji i wyrok WSA w Warszawie. Tym samym potwierdził podnoszone przez wspólnika: „…zarzuty naruszenia prawa materialnego przez błędną wykładnię i w konsekwencji bezpodstawne zakwalifikowanie przychodów Skarżącej będących przedmiotem rozstrzygnięcia do źródła przychodów „kapitały pieniężne”, mimo że powinny być uznane za przychody ze źródła „pozarolnicza działalność gospodarcza”. W konsekwencji organy podatkowe, a w ślad za nimi Sąd pierwszej instancji, bezpodstawnie oceniły, że od przychodu tego płatnik powinien był pobrać zryczałtowany podatek dochodowy” (sygn. akt II FSK 3591/18).

Podsumowanie

Jak widać, prawo podatkowe, tak licznie w Polsce produkowane i często zmieniane przez ustawodawcę, nastręcza trudności interpretacyjnych samym organom podatkowym. Cóż dopiero mają powiedzieć przedsiębiorcy, którzy nie specjalizują się przecież w przepisach fiskalnych. Pozostaje tylko wierzyć, że kiedyś ziści się utopijna wizja, tak szumnie głoszona przez administrację skarbową, że wątpliwości interpretacyjne prawa będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy. To naprawdę potrzebny i ważny do realizacji postulat. Bo gdy urzędnik skarbowy zdecyduje o wyborze niekorzystnej dla przedsiębiorcy wykładni przepisów, w najgorszym przypadku będzie musiał trochę dłużej potrzymać teczkę jego sprawy podatkowej na biurku. Dla przedsiębiorcy, w tym będącego pracodawcą, taka niekorzystna i – jak się później dopiero w sądzie okaże – błędna interpretacja oznaczać może nieodwracalne w skutkach następstwa, tj. utratę płynności finansowej, zwolnienia pracownicze, zawieszenie działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wielka Brytania – nowe obowiązki dla przewoźników

Długo zapowiadany Brexit stał się już rzeczywistością. Wynegocjowana umowa o handlu i współpracy pomiędzy Unią Europejską (UE), a Wielką Brytanią utrzymała wykonywanie transportu na dotychczasowych zasadach, jednak wprowadziła też nowe obowiązki.

Temu zagadnieniu oraz regułom obowiązującym na brytyjskich drogach poświęcony jest najnowszy przewodnik ABC Przewoźnika. Wielka Brytania – nowe obowiązki dla przewoźników przygotowany przez PKO Leasing i kancelarię Koben.

Przewóz do i z Wielkiej Brytanii czy na pewno bez ograniczeń?

Od 1 stycznia 2021 r. istnieje możliwość wykonywania przewozów do i z terytorium Unii Europejskiej oraz do i z Wielkiej Brytanii, a także przez terytorium Wielkiej Brytanii bez ograniczeń, natomiast konieczne jest spełnienie odpowiednich warunków. Po pierwsze przewoźnik musi posiadać w pojeździe właściwe dokumenty celne m.in. wypis z licencji wspólnotowej, dowód ubezpieczenia pojazdu i naczepy – Międzynarodowa Karta Ubezpieczenie Samochodu, świadectwo kwalifikacji zawodowej kierowcy i inne.

Dodatkowo, wznowienie pełnych kontroli celnych na granicach, sprawiło że przewoźnik w każdym przypadku musi pamiętać o zgłoszeniu towaru. Może zrobić to samodzielnie lub skorzystać z usług agencji celnej, a dla wszystkich procedur kontroli celnej jest wymagana odpowiednia deklaracja bezpieczeństwa i ochrony.

– Nowe obowiązki nałożone na przewoźników mogą wydawać się zawiłe, dlatego zachęcamy do kontaktowania się bezpośrednio z agencjami celnymi, które mogą odpowiedzieć na pytania przewoźników. Jest to nowa sytuacja, która niestety może cały czas dynamicznie się zmieniać, co dodatkowo utrudnia pracę agencji celnych i wydłuża ich czas reakcji. Stąd wielogodzinne oczekiwanie na samą informację, w które miejsce przewoźnik ma udać się na odprawę – komentuje Piotr Gąska, Dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego w PKO Leasing.

Jeśli chodzi o wwóz towarów do UE, to nowe przepisy zmniejszyły liczbę przejazdów z Wielkiej Brytanii (typu „cross-trade” lub kabotażowe – zarobkowe) z trzech do dwóch, przy czym w ciągu siedmiu dni od rozładunku w Wielkiej Brytanii dopuszcza się maksymalnie jeden przejazd kabotażowy. Oba dodatkowe przejazdy mogą być kursami kabotażowymi tylko dla operatorów w Irlandii i w Irlandii Północnej i to pod warunkiem, że odbywają się one z Irlandii Północnej w ciągu 7 dni.

Bez kar dzięki skutecznym systemom zabezpieczającym pojazdy

Nowością mają być kary za brak dostatecznego zabezpieczenia pojazdu przed wtargnięciem osób nieupoważnionych. Bez znaczenia będzie przy tym, czy w pojeździe znajdują się takie osoby, czy też nie. Co więcej, rząd rozważa również wprowadzenie kary w każdym przypadku, gdy w pojeździe znajdują się osoby nieupoważnione, nawet jeśli został on w prawidłowy sposób zabezpieczony. – Zalecamy, aby uzyskać akredytację systemu zabezpieczeń wydaną przez brytyjski organ Border Force. Akredytacja systemu zabezpieczeń, podczas ujawnienia wtargnięcia obcych osób pomoże znacząco zmniejszyć ewentualną grzywnę lub w ogóle odstąpić od jej nakładania – wspomina Marek Kliś z Kancelarii Transportowej ITD-PIP.

– Ważne jest, żeby przewoźnik wprowadził skuteczny system, który uniemożliwi przewóz osób nieupoważnionych. Jeśli ktoś obcy wkroczy zaś do pojazdu, przewoźnik powinien wiedzieć, jakie czynności należy wykonać, aby uniknąć grzywny. Tutaj dobrym sposobem jest „check lista”, która jest pisemnym poświadczeniem, że w firmie jest wdrożony skuteczny system zabezpieczeń oraz zostały wykonane wszystkie czynności, aby zapobiec wtargnięciu. To wszystko jest bardzo ważne w procesie odwoławczym, w przypadku wykrycia nielegalnych osób w pojeździe – dodaje Piotr Gąska, ekspert PKO Leasing.

W dalszym ciągu ekologicznie nad Tamizą

Strefy czystego powietrza funkcjonują aktualnie w Londynie, Bath oraz Birmingham. Portsmouth wprowadzi opłaty jesienią 2021 r., a w roku 2022 kolejne miasta przystąpią do programu stref czystego powietrza. – Udając się do Londynu, warto pamiętać o opłatach za przejazd w Strefie Niskiej Emisji Spalin. Obowiązuje ona od lutego 2008 roku. Pojazdy, które nie spełniają ustalonej, w zależności od strefy, klasy emisji spalin, obowiązane są zarejestrować się w systemie i uiścić opłatę dzienną. W przypadku braku uiszczenia opłaty nakładane będą kary – mówi Marek Kliś.

Polskie mleko podbija zagraniczne rynki

  • Polska jest jednym z największych producentów mleka w Unii Europejskiej. Na koniec 2019 roku udział naszego kraju w łącznej unijnej produkcji wyniósł prawie 10%, co dało czwarte miejsce, tuż za Holandią.
  • Motorem napędowym krajowego sektora w ostatniej dekadzie była sprzedaż zagraniczna. W latach 2010-2020 wartość eksportu produktów mlecznych z Polski zwiększyła się o 82% osiągając 2,1 mld euro.
  • Sektor mleczarski jest również ważnym elementem krajowej branży rolno-spożywczej. Jak wynika z danych GUS, produkcja mleka krowiego odpowiada za ok. 16% łącznej wartości produkcji rolniczej.

Polska jest obecnie jednym z największych producentów mleka w Unii Europejskiej. Nasza branża mleczarska przez ostatnią dekadę przeszła gruntowne zmiany jeśli chodzi o technologię i organizację produkcji. Na koniec 2019 roku udział naszego kraju w łącznej unijnej produkcji wynosił blisko 10%, co dało nam czwarte miejsce, za liderami Niemcami i Francją oraz tuż za Holandią. Sektor mleczarski jest również ważnym elementem krajowej branży rolno-spożywczej. Z danych GUS wynika, że produkcja mleka krowiego odpowiada za około 16% łącznej wartości produkcji rolniczej.

W ostatniej dekadzie łańcuch produkcji i przetwórstwa mleka w Polsce ulegał silnym zmianom. Obserwowaliśmy systematyczny rozwój jeśli chodzi o technologię i organizację produkcji czy poprawę jakości. Widać też wyraźnie konsolidację produkcji mleka w średnich i dużych gospodarstwach, przy jednoczesnej poprawie efektywności. Wskazują na to m.in. wyniki Powszechnego Spisu Rolnego, realizowanego w ubiegłym roku, ale również badania z poprzednich lat. Trend konsolidacji jest również widoczny w przetwórstwie, gdzie przy rosnących przychodach spada liczba przedsiębiorstw, a wynika to głównie ze spadku w grupie najmniejszych firm – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

najwięksi producenci mleka
Źródło: DG Agri

Eksport motorem napędowym branży

Branża mleczarska w ostatnich latach dynamicznie się zmienia pod wpływem otoczenia zewnętrznego, w przypadku polskiego sektora najważniejszym czynnikiem była chęć wejścia na nowe rynki. W latach 2010-2020 wartość eksportu produktów mlecznych z Polski zwiększyła się o 82% osiągając 2,1 mld euro. Wolumen zwiększył się o 101% do 1,7 mln ton. Nawet w trudnym roku 2020, kiedy pandemia utrudniała eksport, wyniki pozostały stabilne.

– W bieżącym roku wzrost w eksporcie artykułów mleczarskich jest kontynuowany. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszej połowie roku wartość sprzedaży zagranicznej była wyższa o 5% w relacji rocznej. Nieznacznie niższą dynamikę zarejestrowano w ujęciu wolumenowym. Głównym rynkiem zbytu pozostaje Unia Europejska, ale uwagę zwraca coraz większa aktywność polskich firm na rynkach państw trzecichpodkreśla Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

W ostatnich latach, Polska w sposób znaczący zwiększyła udział w handlu produktami płynnymi wewnątrz Unii. W 2020 roku wyniósł on 7,5% wobec 3,2%, które zanotowano w 2012 roku. Udział w handlu masłem zwiększył się w tym okresie z 4% do 4,6%, z kolei w przypadku serów odnotowano wzrost z 3,8% na 4,4%. Wysokie wzrosty odnotowano również w udziale Polski w łącznym unijnym eksporcie poza UE. Dotyczyło to wszystkich głównych kategorii, w tym m.in. dla mlecznych produktów płynnych, których udział zwiększył się z 1% do 15%. W efekcie w ostatnich latach obserwujemy wzrost znaczenia przychodów z eksportu w łącznych przychodach sektora – w 2020 roku wyniósł on 18%.

Polskie mleko podbija nowe rynki

Rosnące zainteresowanie polskimi produktami poza Unią Europejską widać na przykładzie produktów mleczarskich płynnych. Od stycznia do czerwca tego roku eksport w ujęciu wolumenowym był wyższy o 11% niż rok wcześniej. W pierwszej dziesiątce głównych odbiorców, najwyższe dynamiki przyrostu odnotowano w sprzedaży poza Unię.

W strukturze odbiorców, w analizowanym okresie, pojawiła się Dominikana, zajmując wysokie czwarte miejsce. Odnotowano 5-krotny wzrost sprzedaży do Republiki Południowej Afryki oraz trzykrotny wzrost do Korei Południowej. Z kolei o 65% wyższy był eksport do Chin, które są drugim najważniejszym odbiorcą, po Niemczech. Wysoką dynamikę odnotowano także w sprzedaży do Chile (68%).

Wzrost znaczenia krajów poza UE widać również w przypadku serwatki. Łączny eksport w trakcie pierwszego półrocza zwiększył się o 4%. Z zbliżonym tempie rosła sprzedaż do największego odbiorcy tego asortymentu, tj. do Chin. Z kolei wyższą dynamikę odnotowano w przypadku Indonezji (+35%) i Tajlandii (+39%), prawie trzykrotnie wzrosła też sprzedaż do Japonii.

Banki pomagają realizować sprzedaż zagraniczną

Eksport, a szczególnie eksport na rynki dalekie geograficznie, bywa dla wielu firm dużym wyzwaniem, pod względem organizacyjnym, logistycznym, ale też ryzyka prawnego czy finansowego. Dużym ułatwieniem jest profesjonalne wsparcie w zakresie usług finansowych, związanych z transakcją sprzedaży na każdym etapie.

– Santander Bank Polska oprócz szerokiego zakresu produktów, również walutowych wprowadza globalne rozwiązania oferujące kluczowe usługi dla firm międzynarodowych w czasie rzeczywistym – One Trade Portal. Aktualnie wdrożona została możliwość śledzenia statusu wykonanej płatności – GTS Payments Tracker. Przejrzysta informacja na temat opłat za transakcję,  sprawdzenie czasu przetwarzania na każdym etapie transakcji czy potwierdzenie wpłynięcia przelewu na rachunek odbiorcy. Wszystkie te rozwiązania dają klientom pełny i aktualny obraz stanu ich międzynarodowych płatności SWIFT – wyjaśnia Joanna Studnik, Menedżer Zespołu Bankowości Transakcyjnej w Santander Bank Polska.

Andrzej Sugajski: Zmiany w leasingu mogą mieć wpływ na poziom krajowych inwestycji

Każde zmiany, które ograniczają preferencje związane z korzystaniem z leasingu, będą mieć negatywny wpływ na poziom krajowych inwestycji – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu, oceniając projekty zmian podatkowych, opisanych w ramach programu Polski Ład.

Ingerencja w dotychczasowe warunki wykupu przedmiotu leasingu, która wynika z projektowanych zmian podatkowych, pośrednio wpłynie na atrakcyjność tego instrumentu finansowego. Instrumentu, który od wielu lat jest uznawany przez polskich przedsiębiorców z segmentu MŚP za najbardziej istotne źródło finansowania inwestycji. W ostatnich latach wskazują na to zarówno wyniki badania SAFE, prowadzonego przez Komisję Europejską we wszystkich krajach Unii Europejskiej, jak też wyniki branży leasingowej publikowane przez Związek Polskiego Leasingu. Leasing tylko w ostatnim roku umożliwił inwestycje polskich firm o wartości 60,2 mld, a w ciągu pięciu ostatnich lat suma leasingowych inwestycji przekroczyła w Polsce 300 mld zł.

Zmiany podatkowe proponowane w ramach programu Polski Ład, wpływają negatywnie na warunki wykupu przedmiotu leasingu do majątku prywatnego. Dotychczas obowiązujące przepisy pozwalały na wyłączanie z przychodów kwot uzyskanych ze zbycia składników majątku po upływie 6 miesięcy od wykupu, po zakończeniu umowy leasingu (w przypadku, gdy np. poleasingowy samochód nie był już wykorzystywany w działalności gospodarczej). Zgodnie z projektowanymi przepisami okres ten zostanie znacząco, bo aż 12-krotnie, wydłużony. Ingerencja w dotychczasowe warunki wykupu przedmiotu leasingu, które stanowiły również jeden z powodów zawierania takich umów przez podatników sprawia, iż naruszona zostaje zasada pewności prawa, zasada niedziałania prawa wstecz oraz pośrednio wpływa na atrakcyjność samego instrumentu.

Projektowane przepisy nie rozstrzygają także jednoznacznie sytuacji przedsiębiorców, którzy np. w ubiegłym roku wykupili do majątku prywatnego przedmiot leasingu. Powstaje wątpliwość, czy osoby te będą mogły, po wejściu w życie ustawy, sprzedać ten przedmiot bez konieczności zapłacenia podatku dochodowego przed upływem 6 lat. Dotyczyć to będzie także wszystkich tych, którzy w wyniku pandemii byli zmuszeni zakończyć działalność gospodarczą, bądź znacznie ją ograniczyli, a chcieliby poprawić swoją sytuację materialną, wyprzedając majątek.

Dlatego Związek Polskiego Leasingu, w ramach konsultacji publicznych projektu ustawy zaproponował, aby wprowadzić przepisy przejściowe, umożliwiające zachowanie dotychczasowych praw tym, którzy zawarli umowy leasingu do momentu wejścia w życie nowych przepisów.

Dodatkowo mając na uwadze fakt, że zaproponowany w projekcie termin na wykup (po upływie 6 lat) jest aż 12 razy dłuższy niż dotychczas obowiązujący termin 6 miesięcy, zaproponowaliśmy odpowiednie jego skrócenie. Nasze stanowisko motywujemy tym, że przedmiotami leasingu, które po zakończeniu umowy są wykupowane przez leasingobiorców są najczęściej pojazdy (w tym samochody osobowe), które ulegają znacznie szybszej amortyzacji w porównaniu np. z nieruchomościami.

Udział inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi na GPW w I połowie 2021 r.

W I półroczu 2021 r. krajowi inwestorzy indywidualni wygenerowali 24 proc. obrotów na Głównym Rynku GPW. To o 2 pp. więcej niż w I poł. 2020 r. i niemal dwukrotnie więcej niż w I poł. 2019 r. W ostatniej dekadzie ten odsetek wyższy był jedynie w II poł. 2020 r., gdy wyniósł 27 proc. Za ponad połowę obrotów na głównym parkiecie odpowiadają niezmiennie od lat inwestorzy zagraniczni.

Krajowi inwestorzy indywidualni pozostają zdecydowanie największą grupą lokujących kapitał w spółki notowane na rynku NewConnect. W pierwszym półroczu ten odsetek wyniósł 88 proc. Co ciekawe, w porównaniu z pierwszym półroczem 2020 roku, potroił się odsetek obrotów wygenerowanych na tym rynku przez inwestorów zagranicznych.

– Dane te możemy interpretować jako pozytywne. Przede wszystkim dowodzą, że nowi inwestorzy, którzy w mijających miesiącach otwierali rachunki giełdowe nadal są na giełdzie i pozostają bardzo aktywni. To bardzo ważne, aby krajowi inwestorzy indywidualni inwestowali na giełdzie, a nie były to tylko zagraniczne czy krajowe instytucje. Nasza giełda działa nieprzerwanie zaledwie od 30 lat, ale już teraz mamy szereg bardzo ciekawych IPO oraz wiele spółek, które są godne tego, aby inwestować w nie długoterminowo – powiedział  Przemysław Gerschmann, Doradca Zarządu GPW, w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych. – Co więcej, liczba inwestorów z roku na rok rośnie, co pozwala oczekiwać, że tak dobre wyniki będą utrzymywać się również w przyszłości – dodał.

Na rynku obligacji dominującą grupą są krajowi inwestorzy instytucjonalni. Ich odsetek w I poł. 2021 r. zwiększył się przede wszystkim kosztem krajowych detalistów.

Na rynku produktów strukturyzowanych udział inwestorów rozkłada się mniej więcej równo pomiędzy krajowych inwestorów indywidualnych a kapitał zagraniczny z niewielką przewagą na rzecz rodzimego. Odsetek krajowych inwestorów indywidualnych zmniejszył się natomiast, w porównaniu z I pół. 2020 r., w strukturze kontraktów terminowych oraz na rynku opcji. Na tym ostatnim rodzimi detaliści pozostają jednak grupą generującą największą część obrotów.

Według Unii, 3/4 firm w Polsce ma wdrożyć do 2030 roku rozwiązania na bazie Big Data, AI i chmury

Do 2030 r. trzy na cztery firmy w Unii Europejskiej będą korzystać z usług przetwarzania w chmurze, big data i rozwiązań sztucznej inteligencji – wynika z przewidywań Kompasu Cyfrowego[1]. Jednak 97% menedżerów w polskich przedsiębiorstwach przyznaje, że ich firma nie zakończyła jeszcze procesu transformacji cyfrowej i tylko około ćwierć z nich uważa, że ich firma obecnie znajduje się na zaawansowanym etapie[2]. Co w ten sposób tracą? Czy będą w stanie sprostać oczekiwaniom UE do końca dekady?

Globalnie wydatki na sztuczną inteligencję rosną. Według danych z bieżącego roku budżety 74% ankietowanych firm przeznaczone na ten cel przekroczyły wartość 500 tys. USD[3]. Jednak niezbędnym warunkiem sukcesu każdego wdrożenia AI jest solidny fundament w postaci danych dostępnych cyfrowo. Nie dziwi więc, że 9 na 10 firm deklaruje zwiększenie intensywności wydatków w tych obszarach[4], a inwestycje w transformację cyfrową i zrównoważony rozwój mogą potencjalnie zaowocować około 5,7 milionem nowych miejsc pracy w Europie do końca dekady[5].

Czy polskie firmy są gotowe?

Osiągnięcie ambitnych celów postawionych przez Komisję Europejską z pewnością będzie stanowić wyzwanie dla polskich przedsiębiorców. Pod względem innowacyjności, na tle innych krajów Unii Polska zajmuje dopiero 4 miejsce od końca, jak wynika z European Innovation Scoreboard[6]. Przyczyny tego stanu rzeczy są różne – najczęściej są to koszty związane z innowacjami, brak odpowiedniego wsparcia albo niedostatek wiedzy w temacie[7].

– Polska przoduje w obszarze otwartości konsumentów na innowacje i transformację cyfrową, o czym świadczą wzrosty w sektorze finansów. Jest również pierwsza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i siódma w Unii Europejskiej pod względem liczby ekspertów pracujących nad rozwojem lub wdrażaniem technologii na bazie sztucznej inteligencji[8]. Jednak przed pandemią nie przekładało się to na intensywniejsze podejście lokalnych firm do innowacji – zauważa Marcin Somla, Country Manager Grupy SER w Polsce.

Co polskie firmy mogą zrobić, aby sprostać tym oczekiwaniom?

Wdrożenie opisanych przez Unię rozwiązań wymaga w pierwszej kolejności digitalizacji danych biznesowych, a następnie ich przechowywania w sposób zorganizowany i możliwy do przeszukiwania. Główną przeszkodą jest to, że większość danych korporacyjnych jest nieustrukturyzowana. Wiadomości e-mail, umowy lub faktury – to przykłady dokumentów, których nie można skutecznie zorganizować w systemie rekordów w sposób taki jak ustrukturyzowane dane w systemach ERP. Oznacza to, że duże przedsiębiorstwo, które codziennie ma do czynienia z milionami dokumentów, musi zastosować bardziej zaawansowane podejście do zarządzania treścią.

Rozwiązania Enterprise Content Management (ECM) pozwalają firmom na cyfryzację i automatyzację przepływów pracy, a dzięki temu znacznie sprawniejsze wyodrębnianie cennych informacji oraz metadanych z dokumentów i innych rodzajów treści. Najbardziej zaawansowane systemy ECM robią to za pomocą sztucznej inteligencji, a dokładniej: algorytmów uczenia maszynowego i deep learning. Rozwiązania te mogą być stosowane zarówno lokalnie, w chmurze, jak i hybrydowo, a dla firm zajmujących się dokumentami na dużą skalę są wręcz koniecznością.

Przy analizie raportów z różnych branż można zaobserwować, że wprawdzie niektóre firmy rozpoczęły procesy cyfryzacji swoich biznesów, ale wciąż mają nadzieję, że wraz z zakończeniem pandemii uda im się wrócić do normalnego działania w starym trybie. I chociaż nowo założona mała firma może od samego początku być całkowicie zdigitalizowana i operować bez papieru, duże przedsiębiorstwo, mające codziennie do czynienia z milionami dokumentów, będzie potrzebowało elastycznego, innowacyjnego rozwiązania z zakresu Enterprise Content Management. W takiej sytuacji przestarzałe archiwa i monolityczne rozwiązania muszą stać się przeszłością. Właśnie w tym segmencie potrzebne są takie rozwiązania jak Doxis4 firmy SER Group – mówi Marcin Somla.

Aby sprostać oczekiwaniom Unii Europejskiej, polskie firmy musiałyby przyjąć długofalową wizję swojej strategii zarządzania informacją. Trendy wskazują, że cyfryzacja jest już częścią nowej rzeczywistości w najbardziej rozwiniętych firmach. Wdrożenie systemów ECM w polskich przedsiębiorstwach umożliwiłoby im dalsze unowocześnianie przepływów pracy. Obejmuje to możliwość analizowania danych, automatycznego wydobywania cennych informacji oraz usprawnienia przepływów pracy i procesów biznesowych za pomocą automatyzacji. Wszystkie te funkcje wykorzystują możliwości sztucznej inteligencji, przy jednoczesnym zachowaniu zgodności i bezpieczeństwa przez cały czas – zarówno lokalnie, jak i w chmurze.

[1] European Commission, Digital Decade for Europe: Commission sets direction to create a digital Europe by 2030, 2021

[2] Future.Company & Kantar Polska, The state of digital transformation in Poland, 2021

[3] Appen, The State of AI and Machine Learning, 2021

[4] Accenture, Europe’s new dawn. Reinventing industry for future competitiveness, 2021

[5] Accenture, Europe’s new dawn. Reinventing industry for future competitiveness, 2021

[6] European Commission, European Innovation Scoreboard, 2021

[7] Future.Company & Kantar Polska, The state of digital transformation in Poland, 2021

[8] Digital Poland, The State of Polish AI, 2021

AFI Europe zakupiło od ATAL 132 wykończone lokale inwestycyjne w Krakowie

AFI Europe zakupiło od ATAL, ogólnopolskiego dewelopera, 132 wykończone lokale inwestycyjne w ramach inwestycji Bagry Park Lokale Inwestycyjne w Krakowie przy ul. Bagrowej 6. Powierzchnia użytkowa nabytego projektu to ok. 4 tys. mkw. Jest to pierwsza ukończona inwestycja AFI Europe w segmencie PRS w Polsce. W transakcji pośredniczyła firma doradcza PNConsulting.

Transakcja z AFI Europe ma wyjątkowy i unikatowy charakter, gdyż świadomie nie kierujemy naszej oferty na rynek PRS. Swoją aktywność nieprzerwanie koncentrujemy wokół klientów indywidualnych. Projekt Bagry Park Lokale Inwestycyjne powstał w ramach naszej dodatkowej działalności. Wybudowaliśmy go z myślą o przeznaczeniu inwestycyjnym, ale również w celu dopełnienia istniejącej zabudowy osiedla, czyli wcześniejszych etapów mieszkaniowych Bagry Park. Projektem zainteresowało się kilka funduszy, natomiast AFI Europe  jako podmiot działający w Krakowie i doskonale znający specyfikę rynku był oczywistym partnerem przy tej transakcji. – mówi Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL S.A.  

Bagry Park to znakomita lokalizacja i świetna realizacja firmy ATAL. Co więcej i co bardzo ważne dla nas Bagry Park Lokale Inwestycyjne to już zrealizowany etap, dzięki temu już za kilka miesięcy będziemy mogli rozpocząć wynajem lokali w tym projekcie. Widzimy ogromny potencjał inwestycji na wynajem i chcemy dalej zwiększać udział tego segmentu w naszych aktywach. Oprócz inwestycji „Apartamenty Bagry Lokale Inwestycyjne” obecnie realizujemy 3 inne projekty w sektorze PRS w Warszawie i w Krakowie a równocześnie jesteśmy w trakcie negocjacji zakupu kolejnych projektów. Docelowo chcemy być jednym z największych graczy w sektorze PRS w Polsce. – dodaje Sebastian Kieć, Prezes AFI Europe w Polsce

ATAL zakontraktował od stycznia do czerwca 2 070 mieszkań. Spółka podpisała następującą liczbę umów deweloperskich i przedwstępnych: w kwietniu 413, w maju 382, a w czerwcu 428. Łącznie w drugim kwartale br. spółka sprzedała 1 223 mieszkania. Grupa posiadała na koniec II kwartału 2021 roku 781 aktywnych umów rezerwacyjnych.

W pierwszym półroczu 2021 roku ATAL przekazał klientom 1 650 lokali. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (481), Łodzi (282), Poznaniu (255) a następnie we Wrocławiu (230), Krakowie (215), Katowicach (179) i Trójmieście (8).

W dniu 15 lipca br. spółka wypłaciła dywidendy w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafiło 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostała część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – zasiliła kapitał zapasowy. Dzień dywidendy ustalono na 7 lipca, a termin wypłaty na 15 lipca br. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej dywidendy to 524 mln zł.

ATAL jest spółką dywidendową. W 2016 roku została wypłacona dywidenda w wysokości 0,61 zł na akcję, co łącznie dało kwotę 23,7 mln zł. Dywidenda wyniosła wówczas ok. 50% zysku netto jednostki dominującej z 2015 roku. W 2017 roku ATAL wypłacił akcjonariuszom 1,68 zł na akcję, czyli ok. 65 mln zł – co stanowiło ok. 55% zysku netto jednostki dominującej z 2016 roku. W 2018 roku spółka wypłaciła akcjonariuszom 137 mln zł (3,54 zł na akcję), czyli ponad 80% zysku jednostki dominującej z 2017 roku. W 2019 roku spółka wypłaciła rekordową dywidendę w wysokości ok. 182 mln zł (4,70zł na akcję), co stanowiło 100% zysku jednostki dominującej z 2018 roku. W zeszłym roku jednorazowo zmieniono politykę dywidendy ze względu na sytuację związaną z pandemią koronawirusa.

ATAL w pierwszym kwartale 2021 roku wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie aż 287,37 mln zł. To wynik o 55% wyższy niż przed rokiem. W tym okresie sprawozdawczym wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 48,50 mln zł – wzrost o 117% rdr. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do marca wyniosła 22,8%. Marża netto wyniosła zaś 16,9%. Potencjał przekazań na ten rok wynosi nawet do 4 tys. mieszkań. Tegoroczny poziom sprzedaży też może wynieść ok. 4 tys. lokali.

W I kw. 2021 roku ATAL pozyskał 2 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach i Poznaniu. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 648 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 80 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad milion mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Współpraca z siecią handlową Lidl powiększy liczbę Punktów Obsługi Paczek DHL Parcel o ponad 700 lokalizacji

Dzięki współpracy z siecią handlową Lidl – DHL powiększy liczbę Punktów Obsługi Paczek DHL Parcel o ponad 700 lokalizacji. Łącznie za pośrednictwem POP-ów paczki będzie można nadawać i odbierać w ponad 12 tysiącach miejsc w całym kraju.

Umowa z siecią handlową Lidl to kontynuacja strategii DHL Parcel, która zakłada dynamiczne rozszerzanie sieci Punktów Obsługi Paczek DHL jako uzupełnienie tradycyjnej formy nadawania i odbioru paczek z bezpośrednim udziałem kuriera.

Rozwój sieci POP to także konsekwencja zmian, jakie zachodzą na rynku usług kurierskich. Dynamiczne rośnie popularność samodzielnej formy nadania bądź odbioru paczki, a POP-y doskonale spełniają to oczekiwanie.

Poziom satysfakcji konsumentów korzystających z Punktów Obsługi Paczek jest bardzo wysoki. Notujemy najwyższy poziom polecenia w branży, mierzony wskaźnikiem skłonności do polecania danej usługi – NPSJest to dla nas sygnał do konsekwentnego rozwijania naszej sieci partnerskiej – mówi Maciej Dudek, menedżer sieci partnerskiej DHL Parcel.

Infrastruktura POP rozciąga się na cały kraj. 85 proc. konsumentów ma POP DHL w zasięgu maksymalnie 10 minut drogi od swojego domu czy pracy. Gęsta sieć nie jest jedyną zaletą POP-ów. Równie ważne są inne korzyści, które powodują że klienci chcą z nich korzystać. Po pierwsze, bardzo długi czas przewidziany na odbiór przesyłki. Klienci mają aż 7 dni na jej odbiór. Po drugie, godziny w jakich można to zrobić. W przeważającej większości są to miejsca, w których odbiór paczki jest możliwy  w godzinach od 6.00 do 23.00. Po trzecie, atrybutem POP-ów jest elastyczna forma rozliczenia przesyłki za pobraniem – kartą lub gotówką. Dodatkową zaletą jest stała temperatura przechowywania paczki. Przy tak zmiennych warunkach atmosferycznych (upały, a teraz wilgoć) ma to znaczenie, w szczególności gdy przesyłka zawiera  produkty wrażliwe na wahania temperatury, np. kosmetyki.

Obecnie POP-y DHL dostępne są w największych sieciach sklepów, takich jak Żabka, abc, Biedronka, Kaufland czy Stokrotka, a także salonach prasowych Inmedio i stacjach benzynowych Shell i Moya. Od września POP-y pojawią się w sklepach Lidl.

– Lidl Polska nieustannie dąży do oferowania innowacyjnych rozwiązań, których celem jest najlepsza odpowiedź na prośby i oczekiwania klientów. Cieszymy się z rozwijanego konceptu usług. Wierzymy, że wysoką jakość świadczonych usług zapewnią nasi renomowani partnerzy – DHL oraz Pointpack – komentuje Aleksandra Robaszkiewicz, Head of Corporate Communications and CSR w Lidl Polska.

Całość działań wdrożeniowych we współpracy z siecią Lidl, jak i poszczególnymi podmiotami, koordynuje Pointpack, integrator oraz partner technologiczny budujący rozwiązania IT, a także usługi serwisowe dla branży handlowej oraz kurierskiej w obszarze infrastruktury pierwszej i ostatniej mili logistyki miejskiej.

Klient zwraca uwagę na dostępność punktów odbioru i nadań pod względem miejsca zamieszkania – jeśli ma w pobliżu punkt, chętniej decyduje się na taką usługę zamiast dostawy pod prywatny adres. Kontynuujemy rozbudowę sieci punktów odbioru, wspierając trend rozwoju sklepów multifunkcyjnych – mówi Paulina Żmijowska, kierownik ds. Marketingu&PR Pointpack S.A.

Kiedy banki utrudniają restrukturyzację przedsiębiorstw

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne w czasie pandemii odegrało bardzo ważną rolę w kontekście ratowania polskich przedsiębiorstw przed upadłością. W praktyce nie wszystkie jego elementy działają jednak właściwie. W opinii firmy PMR Restrukturyzacje problem dotyczy m.in. instytucji finansowych (banków), które mają zdecydowanie zbyt mało czasu na właściwe przeanalizowanie sytuacji dłużnika. W konsekwencji często prowadzi to do wypaczenia decyzji w zakresie głosowania nad układem.

Czas jaki ustawodawca przeznaczył na przeprowadzenie uproszczonej restrukturyzacji przedsiębiorstw wynosi 4 miesiące i bez względu na okoliczności nie może być on przedłużony. – Sprawia to, że banki otrzymując dokumentacje celem oddania głosów w przedmiocie głosowania nad układem zaproponowanym przez przedsiębiorcę, często nie mają czasu na właściwe i rzetelne przeanalizowanie sytuacji firmy. W konsekwencji, nie mając kompleksowej wiedzy, wielokrotnie głosują przeciw układowi, co wywołuje lawinę negatywnych zdarzeń. Pogarsza się bowiem nie tylko sytuacja zadłużonego przedsiębiorstwa, ale również pozostałych wierzycieli, w tym także samych banków. Mamy więc do czynienia z błędnym kołem i sytuacją, w której wszyscy zostają pośrednio lub bezpośrednio poszkodowanitłumaczy Małgorzata Anisimowicz, prezes zarządu PMR Restrukturyzacje i kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny.

Praktyka pokazuje, że pozostali kontrahenci – chociażby wierzyciele publiczno-prawni czy handlowi – w ustawowym terminie nie mają zwykle problemu z przeanalizowaniem sytuacji i podjęciem racjonalnej decyzji względem przesłanych propozycji układowych. Warto jednak pamiętać, że to właśnie głosy banków, będących często głównymi wierzycielami, decydują o wyniku głosowania. Dlatego absolutnie kluczowe jest wypracowanie takiej praktyki, aby w ustawowym terminie, z odpowiednim wyprzedzeniem banki otrzymały niezbędne informacje umożliwiające podjęcie racjonalnej decyzji.

Szybka komunikacja z bankiem na wagę złota

Pojawia się zatem pytanie czy można coś z tym zrobić. W opinii ekspertów PMR Restrukturyzacje rozwiązania są dostępne i w pełni realne do zaimplementowania. – Nasza praktyka jako doradcy restrukturyzacyjnego wskazuje, iż po otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego należy niezwłocznie poinformować o przedmiotowym fakcie każdego z wierzycieli, podając jednocześnie kontakt do nadzorcy sądowego, który w tym momencie jest osobą do kontaktu z wierzycielami. Nawiązanie relacji z bankiem jest jednak priorytetowe i w przypadku uproszczonego postępowania absolutnie nie można z tym zwlekać mówi Małgorzata Anisimowicz.

Już na tym etapie nadzorca sądowy, jeszcze przed wypracowaniem ostatecznych propozycji układowych, przekazuje wierzycielom informacje które podlegać będą analizie. W toku postępowania wskazane jest również wypracowanie wspólnego dokumentu, w ramach którego banki mogą pozyskiwać poszczególne, niezbędne informacje od nadzorcy/dłużnika celem dalszej analizy. Innymi słowy, w takiej sytuacji warto wyjść naprzeciw napiętemu harmonogramowi i stworzyć instytucjom finansowym możliwie komfortowe warunki do przeprowadzenia właściwej, rzetelnej analizy, która może realnie odmienić przebieg głosowania.

– Szybka, efektywna komunikacja banków z nadzorcą sądowym pozwala na pełną weryfikację sytuacji przedsiębiorcy przez największych wierzycieli. Umożliwia ona także przeanalizowanie czy wierzyciel w ramach uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego zostanie zaspokojony w stopniu wyższym aniżeli w toku egzekucji – podkreśla Małgorzata Anisimowicz i dodaje, że sprawna komunikacja na linii nadzorca-bank to szansa na wypracowanie niezbędnych standardów, mających na celu ochronę słusznych praw wierzycieli. – W praktyce to także prosta droga do zwiększenia skuteczności restrukturyzacji i uratowania wielu polskich biznesów, które walczą o uniknięcie upadłościpodsumowuje.

Nieruchomości komercyjne w Polsce z największym wzięciem w Europie Środkowo-Wschodniej

Większość kapitału zainwestowanego w nieruchomości komercyjne w Europie Środkowo-Wschodniej w pierwszym półroczu br. trafiła do Polski. Prognozy dotyczące krajowego rynku inwestycyjnego są bardzo optymistyczne    

W pierwszej połowie bieżącego roku aktywność inwestorów przyniosła dużą ilość akwizycji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Przejęcia dotyczyły jednak głównie obiektów o niższej wartości niż przed rokiem. Stąd wolumen transakcyjny był o kilkanaście procent niższy niż rok temu. Niemniej, większość zainwestowanego kapitału w nieruchomości komercyjne w naszym regionie Europy w pierwszych sześciu miesiącach roku popłynęła do Polski.

– W pierwszym półroczu 2021 roku największą aktywność inwestycyjną na naszym rynku mogliśmy obserwować w sektorze magazynowym i biurowym. Pomiędzy te dwa segmenty podzielone zostały w zasadzie transakcje zawarte w tym czasie. Kilkunastoprocentowym udziałem w wolumenie transakcyjnym zapisał się sektor handlowy, w którym kupowane były głównie parki handlowe i mniejsze obiekty typu convenience. W dalszym ciągu umacnia się też rynek PRS, na którym odnotowane zostały kolejne transakcje – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Magazyny pozostają w trendzie, który w 2020 roku przyniósł sektorowi najlepszy wynik w historii rynku inwestycyjnego w Polsce. Podaż w segmencie magazynowym szybko rośnie. W pierwszej połowie roku oddane zostało ponad 1,1 mln mkw. nowych powierzchni, a w budowie na terenie kraju, według obliczeń Walter Herz, pozostaje rekordowa ilość – 3,4 mln mkw. magazynów. W tym roku sektor logistyczny wciąż pozostaje liderem, jeśli chodzi o wartość wolumenu inwestycyjnego, choć wynik odnotowany w pierwszych 6 miesiącach br. odbiega od rekordowego rezultatu uzyskanego w roku minionym.

Magazyny na fali wznoszącej

– Nasz rynek nie jest tu wyjątkiem, w całej  Europie inwestorzy koncentrują się głównie na nieruchomościach magazynowo-logistycznych. Należy jednak zwrócić uwagę, że prowadzone aktualnie rozmowy przynieść mogą także w najbliższych miesiącach transakcje typu prime w segmencie biurowym w Polsce. Przemawia za tym fakt, że właśnie te aktywa mogą teraz uzyskać stopę kapitalizacji na poziomie wyższym niż na początku ubiegłego roku. Myślę, że biura będą nadal fundamentalną wartością portfeli inwestycyjnych i w te klasę nieruchomości zostanie zainwestowana znaczna część nadwyżki globalnego kapitału – sądzi Bartłomiej Zagrodnik.

Wśród transakcji zrealizowanych od stycznia do czerwca 2021 roku na krajowym rynku powierzchni magazynowych wymienić można m.in. zakup BTS Castorama w Strykowie przez Savills Investment Management, nabycie projektów Duo Portfolio w Siemianowicach i Sosnowcu firmy 7R przez M7 RE, czy 7R City Flex w Rzeszowie przez PAREF.

W ostatnich tygodniach miały miejsce natomiast kolejne przejęcia na rynku magazynowym. Firmy Marvipol Logistics i PG Dutch Holding I B.V. z ramienia spółki PDC Industrial Center 108 zawarły z BGO Warsaw I Propco umowę sprzedaży udziałów w parku magazynowym Panattoni Park Konotopa IIa w Ożarowie Mazowieckim. M7 Real Estate w imieniu funduszu M7 CEREF II, który planuje inwestycje na ponad 100 mln euro, przejął magazyny przy ulicy Mogileńskiej 50 w Poznaniu. Palmira Capital Partners finalizuje z kolei transakcję zakupu łódzkiego parku magazynowego Brukowa Business Park.

Biura wciąż w cenie

Wśród największych transakcji zrealizowanych na rynku biurowym w pierwszej połowie br. wymienić można natomiast m.in. zakup portfela obiektów we Wrocławiu i Krakowie grupy BUMA przez Partners Capital/REINO Capital za około 200 mln euro, a w regionach gdańskiego biurowca Alchemia Neon przez niemiecki fundusz DWS.

Ponadto, niemiecki KGAL kupił od Echo Investment budynek Villa Offices w Browarach Warszawskich za około 86,7 mln euro. Debiutująca w Polsce spółka Indotek za 72,5 mln euro nabyła od notowanej w Polsce i Austrii spółki Immofinanz cztery biurowce o łącznej powierzchni ponad 45 tys. mkw. w Warszawie.

Pod młotek poszedł też warszawski kompleks Neopark zbudowany przez Yareal Polska, jak również biurowiec Wołoska 24 o powierzchni 23,5 tys. mkw. położony na warszawskim Mokotowie, który zakupił za ponad 60 mln euro od firmy Ghelamco czeski fundusz ZFP Investments, należący do słowackiego funduszu IAD Investments.

Generali Real Estate sfinalizowało przejęcie od PATRIZIA AG warszawskiego budynku biurowego Le Palais w imieniu funduszu Generali Europe Income Holding (GEIH), zarządzanego przez Generali Real Estate S.p.A SGR.

Poza tym, w Warszawie właściciela zmieniły Biura przy Willi w Browarach Warszawskich, Spark B, Cybernetyki Office Center i Bokserska Office Center. Niedawno dołączyły do nich Biura przy Warzelni, największy biurowiec kompleksu Browary Warszawskie oraz zabytkowa Warzelnia, które od spółki Echo Investment kupiła firma Deka Immobilien za około 152,3 mln euro.

Parki handlowe i obiekty typu convenience na topie

Na rynku handlowym poszukiwane są przede wszystkim parki i obiekty charakteryzujące się niskimi wolumenami najmu. Większość transakcji związanych ze sprzedażą nieruchomości typu convenience w pierwszej połowie br. dotyczyło projektów położonych w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców.

Największy udział w strukturze transakcji odnotowanych w tym czasie w segmencie handlowym przypadł natomiast na portfelowy zakup centrów handlowych M1 przez notowaną na giełdzie w Johannesburgu spółkę EPP za kwotę ponad 100 mln euro. W pierwszym półroczu br. sprzedawane były też obiekty należące do Tesco, które opuszcza polski rynek.

Wśród ostatnio zarejestrowanych umów w sektorze handlowym wymienić zaś można m.in. sprzedaż Pasażu Wiślanego w Grudziądzu przez Rank Progress, który ma przejść w ręce spółki MSRETAIL V za 5,13 mln euro netto.

Zamrożone inwestycje w hotele

Pandemia odwróciła uwagę inwestorów od obiektów hotelowych. W pierwszej połowie tego roku w sektorze odnotowana została tylko jedna transakcja o wartości 29 mln euro dotycząca nabycia warszawskiego Regenta przez PHN i PHH.

– Inwestorzy podchodzą teraz ostrożnie do lokowania kapitału w hotele. Fundusze inwestycyjne w przeważającej większości mają wstrzymane akwizycje hotelowe. Należy jednak zaznaczyć, że poza wyspecjalizowanymi podmiotami, hotele nigdy nie były dla nich priorytetowymi aktywami, a w pandemii inwestorzy jeszcze bardziej stracili nimi zainteresowanie. Szczególnie, że długo wyczekiwanych okazji cenowych na rynku nadal nie ma. Przynajmniej, jeśli chodzi o atrakcyjnie zlokalizowane hotele oferujące minimum 100 pokoi. Właściciele takich obiektów nie obniżają cen. Być może większe szanse inwestycyjne dopiero nadejdą. Wiele zależało będzie od dalszego oddziaływania pandemii na biznes – informuje Katarzyna Tencza Associate Director Investment & Hospitality z Walter Herz.

Katarzyna Tencza przyznaje, że od kilkunastu miesięcy widoczny jest spadek zapotrzebowania na działki pod obiekty hotelowe w dużych miastach. – Zabezpieczone w latach wcześniejszych grunty, które miały zostać przeznaczone pod inwestycje hotelowe czekają na lepsze czasy albo poszukiwane są dla nich alternatywne formy zagospodarowania. Duża część planowanych realizacji jest wstrzymana albo odkładana w czasie, a niektóre już przekwalifikowane zostały na inwestycje mieszkaniowe. Nadal dużym zainteresowaniem cieszą się natomiast grunty pod hotele resortowe, szczególnie w atrakcyjnych lokalizacjach nadmorskich i górskich – dodaje.

Rozwój sytuacji związanej z pandemią jest nadal trudny do przewidzenia, co przekłada się na brak możliwości oszacowania przyszłego popytu. To z kolei powoduje, że banki dystansują się od kredytowania inwestycji hotelowych.

Rynek mieszkań na wynajem w budowie

Swoją pozycję konsekwentnie buduje także krajowy rynek PRS, który coraz silniej skupia uwagę inwestorów. W tym roku mogliśmy obserwować kolejne inwestycje w tym segmencie rynku. Jak podaje Walter Herz, w pierwszym półroczu wartość transakcji wyniosła 0,56 mld euro. Do nabycia projektów po zakończeniu ich realizacji oraz finansowania budowy nieruchomości przeznaczonych na wynajem zobowiązał się m.in. fundusz Heimstaden Bostad, który zawarł umowę z firmą Spravia (dawny Budimex Nieruchomości) na zakup 2500 lokali za ponad 300 mln euro.

Firma deweloperska YIT zakontraktowała natomiast ponad 1 tys. mieszkań w Warszawie zawierając umowę ze skandynawskim funduszem NREP, który niedawno wszedł do Polski i sfinalizował również zakup portfela logistycznego o powierzchni 130 tys. mkw.