Badanie nastrojów wokół pracy hybrydowej

W badaniu przeprowadzonym przez firmę doradczą Savills, 87% ankietowanych wskazało posiadanie fizycznego biura jako niezbędny element prowadzenia biznesu. 54% respondentów uważa, że najlepsza dla ich zdrowia i samopoczucia jest praca hybrydowa, łącząca pracę z domu i z biura.

W ramach badania „Office FiT” firma Savills przebadała ponad 100 000 osób z regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Grupę respondentów stanowili pracownicy biurowi oraz przedstawiciele właścicieli i najemców budynków biurowych.

Ponad połowa respondentów chciałaby pracować z biura przynajmniej trzy dni w tygodniu. Wśród osób powyżej 55 roku życia znajdowało się najwięcej zwolenników pracy zdalnej w pełnym wymiarze. Z kolei mniejszą chęć do pracy z domu obserwowano wśród najmłodszych respondentów (24-35 lat). Według autorów raportu może to wynikać m.in. z trudności w zdobywaniu wiedzy na początkowym etapie kariery, z jakimi wiąże się praca zdalna.

Tegoroczna edycja badania „Office FiT” jest już drugą z kolei. W porównaniu do wyników sprzed roku, mniej osób ocenia pracę zdalną jako bardziej efektywną od pracy z biura (48% w 2020 r. w porównaniu do 40% w 2021 r.). Znacznie więcej osób chciałby za to pracować w biurach elastycznych (z 3% w 2020 r. do 12% w 2021 r.).

„Po 18 miesiącach pandemii, firmy wyniosły już całkiem spory bagaż doświadczeń z pracy zdalnej, podobnie z resztą jak i sami pracownicy. Mieliśmy okazję przekonać się o jej wielu zaletach, ale i wadach. Jedno jest pewne, biura muszą się zmienić, bo inne są już potrzeby ich użytkowników. Spodziewamy się, że pracodawcy będą obecnie jeszcze bardziej stawiać na jakość przestrzeni do pracy, tak by mogła być ona ich wyróżnikiem i czynnikiem, który pomoże im zatrzymać i przyciągnąć najlepszych pracowników” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

74% respondentów chciałoby, by po powrocie do biura zredukowany został w nim poziom hałasu. Według analityków Savills, wideokonferencje zostaną z nami również po pandemii i coraz częściej będą w nich uczestniczyć zarówno osoby przebywające w domu jak i w biurze. Może to powodować dyskomfort u współpracowników, w przypadku braku wystarczającej liczby pomieszczeń przeznaczonych do rozmów.

Blisko 80% respondentów wskazuje bezpieczeństwo jako najbardziej istotną cechę środowiska pracy. W budynkach biurowych może się to przekładać np. na minimalizację ekspozycji na wirusy i bakterie poprzez zastosowanie rozwiązań bezdotykowych. Wobec perspektywy upowszechnienia się hybrydowego modelu pracy, Savills przewiduje również wzrost znaczenia przestrzeni biurowej przeznaczonej do współpracy.

„Praca hybrydowa w pewnym zakresie zostanie z nami na dłużej, niezależnie od dalszego przebiegu pandemii. W wielkiej metamorfozie środowiska pracy, jaka dzieje się na naszych oczach, kluczowe będzie zachowanie odpowiedniego balansu pomiędzy preferencjami pracowników i potrzebami biznesowymi przedsiębiorstw. Biuro w najbliższych miesiącach, w trakcie stopniowego powrotu części pracowników do biur, będzie odgrywać bardzo ważną rolę, zapewniając ponownie przestrzeń do integracji i współpracy. To pozwoli zaspokoić naturalne potrzeby dużej części pracowników, z których na długo musieli oni zrezygnować. Jestem przekonany, że zmiany, jakie w wyniku pandemii zostaną wdrożone w biurach i modelach pracy w poszczególnych organizacjach, pozytywnie wpłyną na doświadczenie pracy biurowej” – podsumowuje Jarosław Pilch z Savills.

Kto by chciał, a kto nie, otworzyć ponownie firmę w tej samej branży?

W budownictwie żaden z prezesów czy właścicieli firm nie żałuje, że prowadzi tego typu biznes. Wśród firm transportowych aż 6 na 10 szefów czy właścicieli zarzeka się, że kolejny raz nie uruchomiłoby przedsiębiorstwa specjalizującego się w usługach przewozowych. Przyczyny niechęci do nowego startu w tej samej branży są różne. Przedstawiciele handlu i przemysłu wspominają przede wszystkim o wymagających warunkach wysokiej konkurencyjności. Usługodawcy narzekają na kapitałochłonność i podobnie jak przedsiębiorcy transportowi rozważają prowadzenie działalności poza granicami kraju – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Chęć powtórnego otwarcia firmy w dotychczasowej branży doskonale świadczy o ocenie opłacalności danej działalności i jej perspektywach na przyszłość. I właśnie pytanie Czy gdybyś ponownie zakładał biznes to wybrałbyś tę samą branżę? usłyszeli po raz kolejny przedstawiciele mikro, małych i średnich firm, których większość biznesu opiera się na sprzedaży i działaniu na rzecz innych przedsiębiorstw. Pandemia, która zdarzyła się po drodze, okazała się dla działalności gospodarczych dodatkowym trudnym sprawdzianem, mimo tego dziś rzadziej padają stwierdzenia, że nie uruchomiłbym nowej firmy w tej samej branży. Choć ocena oczywiście różni się w zależności od tego, w jakim obszarze działa firma, różne są też powody – wynika z badania Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Patrząc na wszystkie firmy łącznie, dziś na tę samą drogę biznesową nie chciałby wejść co czwarty przedsiębiorca, przed dwoma laty odpowiadał tak co trzeci. Tym razem jednak więcej osób ma wątpliwości co w ogóle należałoby zrobić. Najczęstsze wskazywane przyczyny niechęci do powrotu na znane sobie obszary działania, to brak wykwalifikowanych pracowników, kapitałochłonność branży, przeregulowanie przepisami i silna konkurencja.

Tylko nie firma transportowa

Choć upłynęło sporo czasu, a rynek dotknął koronakryzys, to jedna rzecz się nie zmieniła, tak jak w poprzedniej edycji badania, w 6 na 10 przypadków prezes czy właściciel lub współwłaściciel nie porwaliby się, na otwarcie nowej firmy zajmującej się przewozem osób lub towarów. Mimo posiadanego doświadczenia, a może właśnie z tego względu, trzymaliby się od transportu z daleka.

– O tym, że są pewne podstawy, by myśleć negatywnie w przypadku sektora transportowego świadczy fakt, że widzimy w nim jeden z wyższych udziałów firm z problemami w spłacie zobowiązań wobec dostawców i instytucji finansowych. Płatności opóźnia niemal co dziesiąty podmiot.To wyraźnie częściej niż w innych branżach i w odniesieniu do ogólnego zestawienia, gdzie jest to ok. 6 proc. – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.ponownie biznes

– Nie ma wątpliwości, że częściowo to rezultat problemów ze ściąganiem należności, zresztą wskazują na to sami ankietowani wymieniając tę barierę na długiej liście przeszkód, jakie musi pokonać przedsiębiorstwo transportowe. Inne to konieczność ciągłych nakładów i inwestycji, przytłaczające przepisy, brak wykwalifikowanych pracowników, a także cios zadany przez pandemię – wymienia Sławomir Grzelczak i dodaje, że część firm jest przekonanych, że poza Polską byłoby im łatwiej.

Na koniec czerwca zaległości transportu przekroczyły 2,25 mld zł, po tym jak od marca zeszłego roku wzrosły o niecałe 0,2 mld zł. To akurat niższa dynamika niż średnia przyrostu dla wszystkich działalności.

W handlu 2:1 dla zadowolonych

Po transporcie drugą branżą, w której przedsiębiorcy najczęściej nie chcą ponownie prowadzić działalności identycznej jak obecnie, jest handel. Drugi raz nie chciałby uruchomić firmy handlowej co trzeci właściciel czy też szef. Co może wydać się zaskakujące, jest to taki sam wynik jak przed dwoma laty, mimo pandemii, która w międzyczasie poturbowała niektóre sklepy i hurtownie. Zniechęceni do działalności gospodarczej w handlu przedstawiciele firm wskazują jednak, że doświadczenia wyniesione z pandemii są jedną z przyczyn ich pesymistycznego podejścia. Handlowi dają się też we znaki m.in. silna konkurencja, która pociąga za sobą niskie marże, a także kapitałochłonność. Ale w największym stopniu dokuczają branży problemy z pozyskaniem pracowników. Przedsiębiorcy z tego sektora wspominają również, że są mało wspierani przez banki, męczy ich też sezonowość i generalnie uważają branżę za mało przewidywalną.

Handel to sektor, który według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK ma najwyższe zaległości spośród wszystkich branż, obecnie jest to już niemal 8,4 mld zł. Przez pięć kwartałów, które upłynęły w cieniu obaw przed Covid-19, przeterminowane zobowiązania wzrosły o ponad 0,6 mld zł.

– Czasy pandemii mocno zróżnicowały warunki działania poszczególnych kategorii handlu. Ogromne znaczenie ma czym się handluje, gdzie, kogo się zaopatruje i w jaki sposób. Gdy jedne firmy się kurczą, innym przybywa klientów. Stąd też wynik badania, w którym jedna trzecia właścicieli biznesów handlowych nie otworzyłaby podobnego przedsiębiorstwa jeszcze raz, a z drugiej strony 6 na 10, którzy by to z chęcią zrobili – mówi Sławomir Grzelczak.

Czy przetwórstwo przemysłowe to faktycznie dobry pomysł?

W przemyśle z kolei, choć tylko 14 proc. ankietowanych, wobec 34 proc. przed dwoma laty, wprost deklaruje, że nie uruchomiłaby powtórnie podobnej firmy, panuje jednak najwięcej wątpliwości i niepewności. Prawie połowa badanych (48 proc.) nie wie, czy drugi raz zdecydowałoby się na taki krok. Z 59 proc. przekonanych do tego co robią przedstawicieli przetwórstwa przemysłowego pozostało dziś 38 proc. Jednak podobnie jak kiedyś i tym razem u podstaw zniechęcenia wymieniana jest kapitałochłonność i silna konkurencja, choć tym razem mocno akcentowane w 2019 r. kłopoty z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników już się nie pojawiają.

– Również w tym przypadku widać, że kłopoty z płynnością finansową nie dają o sobie zapomnieć. Zaległości przemysłu miały w okresie pandemii dwucyfrową dynamikę wzrostu, podwyższyły się o niemal 0,9 mld zł, do ponad 6,6 mld zł – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Nie ma jak na budowie

W zupełnie innej rzeczywistości żyją firmy budowlane, rosnący boom na tym rynku oraz świadomość, że oszczędziła ich pandemia, która w skrajnych przypadkach okazała się dla innych kresem działalności, jeszcze bardziej podbiły optymizm przedsiębiorców z tej branży. Efekt? Przed dwoma laty, gdy koniunktura na rynku budowlanym również była dobra, w dwóch przypadkach na dziesięć brakowało woli do ponownego uruchomienia biznesu budowlanego, teraz takiej odpowiedzi nie udzielił nikt. 77 proc. ankietowanych prezesów i właścicieli otworzyłoby firmę budowlaną jeszcze raz. Wątpliwości, czy to faktycznie dobry pomysł, ma 23 proc. badanych.

W usługach B2B całkiem nieźle

Zważywszy na lockdowny i problemy, jakie sprawia pandemia, zaskakuje fakt, że niemal równie dobrze jak w budownictwie wypada też atrakcyjność działania w usługach. Trzech na czterech przedsiębiorców powiedziałoby tak dla uruchomienia biznesu w swojej branży. Należy tu jednak zaznaczyć, że w badaniu uczestniczyły podmioty sprzedające swoje towary i usługi innym firmom, zwykle oferujące też płatność z odroczonym terminem, nie ma tu więc punktów usługowych koncentrujących się np. na klientach detalicznych. Nieliczni właściciele zmęczeni swoim usługowym biznesem – 8 proc., uskarżają się na kapitałochłonność i przypuszczają, że lepiej wiodłoby by się im zagranicą.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2021 r.

Powell jednak „gołębi”

Powell w piątkowym wystąpieniu nie zaskoczył niczym nowym. Rynek usłyszał wszystko to co już wiedział, zatem przekaz był rozczarowujący. Inwestorzy oczekiwali konkretów, których zabrakło. Rynek akcyjny ponownie urósł. Dolar kolejny dzień z rzędu tracił. Rentowności amerykańskich papierów skarbowych spadły.

Po tym jak niektórzy członkowie FOMC opowiadali się za rozpoczęciem „taperingu” już we wrześniu, niektórzy uczestnicy rynku najwyraźniej mieli nadzieję, że podobne „jastrzębie” tony usłyszą również od przewodniczącego Fed. Tak się jednak nie stało. Powell zaprezentował ostrożne stanowisko. Z wypowiedzi szefa Fed wnioskuję, że decyzja (co do daty startu redukcji skupu obligacji) na wrześniowym posiedzeniu FOMC jest mało prawdopodobna.

Jerome Powell w swoim wystąpieniu na konferencji w Jackson Hole potwierdził (zgodnie z oczekiwaniami) kurs banku centralnego USA w kierunku zmniejszania skali skupu obligacji. Prezes zaznaczył, że od grudnia 2020 roku osiągnięto „znaczący postęp” w zakresie inflacji, który jest niezbędny do podjęcia decyzji o redukcji. Dodał również, że na rynku pracy również widoczna jest poprawa. Powell podkreślił, że on sami jak i większość członków FOMC uważa, że decyzja o ograniczeniu QE w tym roku może być odpowiednia ale nadal jest to uwarunkowane rozwojem sytuacji gospodarczej. W piątek zostało podkreślone ryzyko wariantu delta. Prawdopodobnie Powell i reszta urzędników będą chcieli poczekać na dalsze dane o skutkach nowej fali pandemii. Dlatego też uważam, że we wrześniu nie zostaną podjęte żadne konkretne decyzje i nie padnie data startu normalizacji polityki monetarnej.

Rynek odebrał słowa Powell jako „gołębie”. EUR/USD przełamał poziom 1,1800 choć dziś o poranku widoczne jest lekkie cofnięcie kursu. Kluczowe w tym momencie będą piątkowe dane z rynku pracy. Rynek będzie spekulował już w środę po zapoznaniu się z raportem ADP a potem uczestnicy rynku będą wnikliwie analizować czwartkowe dane. Jednak największa zmienność na głównej parze walutowej będzie miała miejsce pod koniec tygodnia. Piątkowe wydarzenia moim zdaniem mogą w kolejnych dniach powodować dalszą deprecjację USD a kurs EUR/USD może zmierzać w kierunku 1,19, gdzie znajduje się techniczny horyzontalny opór (szczyt z końcówki lipca). Z kolei inwestorzy rynku akcji ponownie rzucili się do zakupów akcji co poskutkowało nowymi rekordami na Wall Street.
Potencjalnym czynnikiem wpływającym na siłę złotego może być jutrzejszy odczyt CPI za sierpień. Inflacja w Polsce utrzymuje się na poziomie 5 proc., znacznie powyżej górnej granicy tolerancji NBP. Konsensus rynkowy pokazuje dalszy wzrost wskaźnika do poziomu 5,1 proc. w relacji rok do roku. U naszych sąsiadów inflacja bazowa w ostatnim czasie lekko odpuściła (Węgry oraz Czechy). W Polsce mamy nadal najgłębiej ujemną realną stopę procentową spośród wszystkich krajów Europy Środkowo Wschodniej. NBP cały czas uważa jednak inflację za przejściowe zjawisko. Wśród osób zasiadających w RPP wciąż mamy przewagę osób opowiadających się za brakiem jakichkolwiek działań normalizujących politykę. To szkodzi wycenie złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Jak zwiększyć swoją wydajność na home office?

Praca w domowym biurze ma wiele zalet. Czasochłonne i stresujące podróże zostają wyeliminowane, pozostawiając więcej czasu na pracę i wypoczynek. Miejsce pracy i środowisko pracy można dowolnie projektować, godziny pracy są elastyczne, nie obowiązuje dress code, szef ani denerwujący koledzy nie zakłócają pracy. Pracując w domu łatwo jednak popaść w rutynę i cierpi na tym produktywność. Jak zatem nie popaść w rutynę i zwiększyć swoją produktywność podczas home office?

Sześć kroków do zwiększenia efektywności pracy

Ustal regularne godziny pracy

Pracując w trybie home office, ważne jest ustalenie podstawowego czasu pracy, który powinni znać i szanować koledzy, klienci i członkowie rodziny. Ważne jest również ścisłe oddzielenie życia prywatnego od zawodowego.

Stwórz środowisko pracy

Zorganizuj sobie pokój lub chociaż jego fragment, gdzie ustawisz stół lub biurko, wygodne krzesło i sprzęt potrzebny do pracy. Zwróć także uwagę na zachowanie ergonomii w miejscu pracy i zapewnienie dobrych warunków oświetleniowych.

Stwórz plan dnia

Czas ma ogromne znaczenie. Określaj swoje zadania na co dzień, oddzielaj ważne od mniej ważnych i najpierw wykonuj mniej przyjemne zadania. Odłóż przyjemną pracę na czas, kiedy krzywa wydajności spada. Produktywność w domowym biurze wzrasta, jeśli postępujesz w uporządkowany sposób, ustalasz priorytety i codzienne cele.

Rób sobie przerwy

Uwzględnij w swojej codziennej pracy regularne przerwy, które najlepiej spędzać na świeżym powietrzu, bez względu na porę roku. Podczas przerwy możesz udać się na spacer lub pobiegać. Decydując się na aktywne spędzanie czasu, zainwestuj w wygodne buty. Sportową odzież możesz kupić w okazyjnych cenach, taką możliwość daje nike kod rabatowy. Długość przerwy powinna być zawsze taka sama.

Zawsze jedz o określonych porach i tylko lekkie potrawy

Nawet jeśli w domu jest więcej możliwości przygotowania obfitego lunchu, lepiej zrezygnuj z przejadania się. Regularne jedzenie jest ważne, ale unikaj pokarmów, które łatwo cię męczą. Nie zapomnij również o regularnym nawadnianiu się.

Utrzymuj czynniki zakłócające na niskim poziomie

Jednym z największych wyzwań w domowym biurze jest rozproszenie uwagi. Pomaga w tym, przynajmniej tymczasowa blokada mediów społecznościowych. Należy również wyraźnie uzgodnić z rodziną, kiedy chcesz pracować i potrzebujesz spokoju. Jeśli w tym samym czasie odbywa się też nauka w domu, a młodzież potrzebuje wsparcia w nauce, jest to oczywiście trudne.

Ponad 42 000 osób przeciw negatywnym zmianom podatkowym w Polskim Ładzie. Po protestach przedsiębiorców rząd rozważa zmianę

Ponad 42 000 osób podpisało petycję Rzecznika MŚP przeciw negatywnym zmianom podatkowym w Polskim Ładzie. Po protestach przedsiębiorców rząd rozważa trzykrotne zmniejszenie składki zdrowotnej. – Dialog z rządem ma sens! Wzmożona aktywność przedsiębiorców odnosi pozytywny skutek – komentuje Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. Petycję „Uchrońmy podatek liniowy! – stop niekorzystnym zmianom w Polskim Ładzie” można wciąż podpisać na stronie https://rzecznikmsp.gov.pl/petycja/.

Zdaniem Rzecznika MŚP Polski Ład nie może być wprowadzany kosztem polskich przedsiębiorców, w szczególności rozliczających się podatkiem liniowym. W 2019 roku było ok. 700 tysięcy takich firm w Polsce. Proponowana przez rząd reforma podnosi obciążenia przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym prawie o 50%, z obecnych 19% do 28% bez możliwości odliczenia kwoty wolnej od podatku. Aby zapobiec niekorzystnym zmianom podatkowym Rzecznik MŚP zainicjował na początku sierpnia br. petycję „Uchrońmy podatek liniowy! – stop niekorzystnym zmianom w Polskim Ładzie”, którą w tydzień poparło ponad 10 000 osób.

Obecnie jest już ponad 42 000 podpisów, a wśród wspierających postulaty są m.in. Partia Konfederacja, Roman Kluska – zniszczony przez system podatkowy założyciel Optimus SA, poseł prof. Zbigniew Giżyński oraz publicysta Łukasz Warzecha.

Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców – w ramach konsultacji społecznych związanych z petycją – spotyka się z przedsiębiorcami. Ostatnio odwiedził m.in. Szczecin i Bydgoszcz, gdzie powołano regionalne Rady Konsultacyjne – ciało doradcze przy Rzeczniku, złożone z czynnych przedsiębiorców.

– Podwyższenie podatku liniowego o 9 proc. oznacza, że o 9 proc. będzie mniej pieniędzy na rozwój – mówił w Szczecinie Abramowicz. – Niektórzy politycy mówią, że przedsiębiorcy wydadzą to na konsumpcję, bo domy w Alpach budują. Ja nikogo takiego nie znam. Pewnie są tacy, co mają domy w Alpach, ale to jakiś promil przedsiębiorców. Przedsiębiorcy te pieniądze wykorzystują na rozwój firm – alarmował Rzecznik MŚP.

Podczas spotkania z przedsiębiorcami w Bydgoszczy Rzecznik MŚP podkreślał, że „propozycja Polskiego Ładu, dotycząca podwyższenia podatku liniowego jest niekorzystna nie tylko dla przedsiębiorców, ale też dla budżetu państwa, bo po zmianach wpływy z tego tytułu nie wzrosną, a spadną”. W ocenie Adama Abramowicza wielu przedsiębiorców jeszcze liczy straty po lockdownie, a już od nowego roku ma ponieść znacznie większe koszty na rzecz państwa.

Efektem konsultacji Rzecznika MŚP jest dynamicznie rosnące poparcie dla petycji. Głos przewijającego się niezadowolenia przedsiębiorców z rządowych propozycji podatkowych odbił się echem także wśród rządzących. Najbardziej dotkliwym obciążeniem dla firm jest składka zdrowotna uzależniona od dochodu, której nie będzie można odliczyć od podatku. Jednak według informacji, potwierdzonych m.in. przez Głównego Ekonomistę Ministerstwa Finansów – Łukasza Czernickiego rozważane jest trzykrotne zmniejszenie wysokości składki do 3%.

– Dialog z rządem ma sens! Wzmożona aktywność przedsiębiorców odnosi pozytywny skutek. Nie można jednak spocząć na laurach, dlatego cały zbieramy podpisy pod petycją. Przedsiębiorcy wierzą, że rząd zrozumie, iż propozycje podatkowe w Polskim Ładzie są szkodliwe dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce i się z nich wycofa! – podkreśla Adam Abramowicz.

Lidl otworzy sklepy w niedziele niehandlowe!

Od 5 września w związku z rozwojem usług pocztowych część sklepów Lidl będzie czynna także w niedziele niehandlowe.

Sklepy Lidl Polska, które od 5 września zostaną otwarte w niedziele niehandlowe otrzymały status placówek pocztowych. Oznacza to, że oprócz standardowych zakupów, klienci będą mogli w wybranych placówkach odebrać także przesyłki.

Jako jedna z ostatnich sieci postanowiliśmy otworzyć część naszych sklepów w niedziele, aby najlepiej odpowiadać na potrzeby naszych klientów. Równość i transparentność uwarunkowań prawnych jest dla nas bardzo ważna. Do decyzji o otwarciu części placówek zostaliśmy zmuszeni w wyniku działań innych uczestników rynku. Ta zmiana poprzedzona była długotrwałymi wnikliwymi analizami wielu uwarunkowań takich jak działania konkurentów oraz prośby i oczekiwania konsumentów. Wierzymy, że to rozwiązanie wpłynie pozytywnie na komfort naszych klientów, którzy dopytywali o możliwość dokonywania zakupów w niedziele niehandlowe jak również o usługi pocztowe. Rozwiązanie to wprowadzamy w lokalizacjach w których inne sieci handlowe również prowadzą działalność we  wszystkie dni tygodnia. Wysoką jakość świadczonych usług pocztowych zapewnią nasi renomowani partnerzy – DHL oraz PointPack” – komentuj Aleksandra Robaszkiewicz, Head of Corporate Communications and CSR w Lidl Polska.

PGE i PGG porozumiały się w sprawie dostaw węgla

27 sierpnia największy producent energii w Polsce – PGE Polska Grupa Energetyczna oraz największy producent węgla – Polska Grupa Górnicza zawarły porozumienie do umów na dostawy węgla kamiennego. Dzięki porozumieniu uregulowane zostały zasady dalszej współpracy do roku 2023 w ramach obowiązujących wieloletnich umów. Przede wszystkim uzgodniono  kwestie związane z dostawami węgla, które nie mogły zostać odebrane przez PGE w wyniku zmniejszonego zapotrzebowania na energię elektryczną w związku z pandemią COVID-19.

Porozumienie osiągnięto w sposób kompromisowy z poszanowaniem interesów obu Stron. Gwarantuje ono ciągłość współpracy i pozwala na niezakłócone funkcjonowanie PGG, a dla PGE zapewnia rynkowe warunki odbioru zakontraktowanego węgla kamiennego.

Nieprzerwane dostawy węgla kamiennego są dla nas priorytetem, a PGG jest naszym kluczowym partnerem. Stabilne ramy współpracy są w interesie obu firm, dlatego nie miałem wątpliwości, że wypracujemy kompromisowe rozwiązanie  – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Zależy nam na trwałości umów, przy zachowaniu rynkowych warunków, ponieważ mają one podstawowe znaczenie dla ceny produkowanej przez nas energii elektrycznej. Dobra współpraca obu grup jest ważna dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Rynek ekologicznej żywności systematycznie rośnie. W tej chwili wart jest już 1,36 mld złotych. Komentarz Sylwestra Strużyny, Prezesa Bio Planet

Rynek produktów ekologicznych w Polsce przeżywa swój złoty okres. Systematycznie rośnie jego wartość – w 2020 r. odnotował wzrost o 10% w porównaniu do roku poprzedniego, a jego wartość sięgnęła 1,36 mld złotych (*). Świadomość ekologiczna społeczeństwa jest coraz większa i wszystko wskazuje na to, że ten trend pozostanie z nami na dłużej. W zmianie nawyków żywieniowych nieoczekiwanie pomogła pandemia. Trend w kolejnych latach będzie wzmacniany przez stosowne regulacje prawne EU oraz programy wsparcia finansowego dla promowania upraw rolnictwa ekologicznego w ramach polityki zrównoważonego rozwoju oraz OZE.

Fakt, że Polacy coraz bardziej przekonują się do żywności ekologicznej potwierdzają najnowsze dane. Szacowana wartość polskiego rynku to 1,36 mld złotych. W 2019 roku Polska zajmowała 14 miejsce pod względem wielkości sprzedaży w Europie. Cały czas zauważamy również wzrost udziału procentowego produktów świeżych, warzyw, owoców, nabiału czy mięsa. Jest to odpowiedź na potrzeby klientów, którzy coraz częściej zwracają uwagę na źródło produktów, które kupują. Obecnie wartość polskiego rynku żywności ekologicznej szacowana jest na 1,36 mld zł w cenach detalicznych (zaledwie 0,5% całego rynku spożywczego). Z końcem 2019 w Polsce działało 18 637 gospodarstw legitymujących się certyfikatem gospodarstwa ekologicznego. W czasie pandemii sprzedaż rosła zarówno w sieciach handlowych, jak i segmencie specjalistycznym (ok. 850 sklepów). Problemy dotknęły natomiast punkty działające na terenie galerii handlowych. Z kolei sklepy sprzedające w modelu internetowym odnotowywały dwucyfrowe wolumeny wzrostu sprzedaży. Pandemia zwiększyła pobyt na produkty Bio, przyspieszyła rozwój tego rynku, co napawa nas optymizmem. Jesteśmy przekonani, że to długofalowy trend. Niezwykłą popularnością w pierwszych miesiącach pandemii cieszyły się mąki, drożdże oraz mieszanki do wypieku pieczywa. Polski rynek żywności ekologicznej rośnie w naszej ocenie około 10 % rocznie i jest to zgodne z ogólnoświatowymi trendami. Perspektywy rynku polskiego są bardzo dobre, ponieważ ciągle udział żywności ekologicznej w żywności ogółem pozostaje w Polsce na bardzo niskim poziomie (około 0,5 %) w stosunku do krajów Europy Zachodniej, w których udział ten wynosi z reguły kilka procent.

Sklepy specjalistyczne jako ogół poradziły sobie dość dobrze w okresie pandemii. Przy czym należy zauważyć, że sklepy uliczne poradziły sobie z tym znacznie lepiej niż sklepy w centrach handlowych, które boleśnie odczuły skutki czterech lockdownów. Najistotniejsze zmiany, które pojawiły się to wprowadzenie rozwiązań umożliwiających klientom odbiór towaru bez konieczności wychodzenia z domu, lub odbiór gotowych zamówień ze sklepu lub innego punktu.  Nowym kanałem dystrybucji, który w ciągu ostatnich 2 lat bardzo dynamicznie się rozwinął jest sprzedaż internetowa. Jak wynika z raportu „Żywność ekologiczna w Polsce Raport 2021” w ciągu ostatnich 2 lat liczba sklepów internetowych specjalizujących się w sprzedaży żywności ekologicznej podwoiła się, obecnie 150 e-sklepów specjalizuje się w sprzedaży żywości ekologicznej. Jesteśmy przekonani, że w związku ze zwiększaniem się świadomości ekologicznej społeczeństwa, liczba sklepów oferujących ekologiczny asortyment będzie rosła. W naszej opinii i z naszych obserwacji ten model sprzedaży żywności jest wciąż bardzo rozwojowy. Kolejne lata to będą stabilne wzrosty w modelu e-commerce, ponieważ m.in. pandemia pokazała jak mało ryzyk dotyka ten model prowadzenia biznesu. To niewątpliwie przyszłość także i dla naszej branży, przy czym nie można odmówić wiodącej roli specjalistycznym sklepom stacjonarnym. Wciąż możliwość zapytania o szczegóły produktu sprzedawcy czy uzyskanie pomocy w wyborze zamiennika są doceniane przez polskich konsumentów.

Niejasne perspektywy dla niemieckiej gospodarki

W tym tygodniu nie ukazało się zbyt wiele danych makroekonomicznych. Spośród tych, które mają szansę wpłynąć na polską gospodarkę, warto wspomnieć o wskaźnikach gospodarki niemieckiej. Wyniki PKB Niemiec za II kwartał br., zostały zrewidowane w górę, do 9,8% r/r i 1,6% kw/kw. Jednak pozytywny wydźwięk tych wyników psuje fakt, że na ten wzrost, w przeciwieństwie do prognoz, mniejszy wpływ miał wzrost konsumpcji i inwestycji niż wydatki państwa. W związku z tym spowodował mieszane odczucia. Nawet wskaźniki wyprzedzające pokazują odmienne trendy. Podczas gdy indeks menedżerów zakupów w sektorze produkcyjnym i w usługach w Niemczech wskazuje na ekspansję, wskaźnik zatrudnienia IFO raczej prognozuje stagnację. Takie wyniki są spowodowane faktem, że nikt nie wie, jak rozwinie się pandemia koronawirusa jesienią. Ponadto okazuje się, że szczepienia są w stanie znacznie zahamować pandemię, ale nie ją powstrzymać.

Z innych danych opublikowanych w tym tygodniu warto również wspomnieć o czerwcowej stopie bezrobocia w Polsce. Według oczekiwań spadła do poziomu 5,8% i prawdopodobnie taka stopniowa tendencja spadkowa się utrzyma.

W tym tygodniu, ze względu na brak istotnych danych makroekonomicznych, kurs złotego w stosunku do euro zbytnio się nie zmienił. W piątek rano był na poziomie 4,57 PLN/EUR. W stosunku do dolara euro się umocniło i na koniec tygodnia kurs wynosił 1,177 USD/EUR. Warto pamiętać, że w piątek rozpoczyna się sympozjum w Jackson Hole, w związku z którym może dojść do znaczących zmian w kursie dolara.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Akcjonariusze Grupy PTWP zdecydowali się przeprowadzić program motywacyjny dla kluczowych pracowników

Grupa PTWP, notowany na NewConnect wydawca branżowych serwisów online oraz organizator m.in. Europejskiego Kongresu Gospodarczego, przeprowadzi program motywacyjny dla kluczowych pracowników. O jego wdrożeniu jednogłośnie zadecydowali akcjonariusze na NWZA, które odbyło się 26 sierpnia 2021 r. Maksymalna wielkość programu to ok. 4% obecnego kapitału zakładowego (5% kapitału zakładowego po umorzeniu akcji własnych). Akcje zostaną zaoferowane pod warunkiem wygenerowania co najmniej 5 mln zł skonsolidowanego zysku brutto w 2021 r. Cena jednej akcji wyniesie 11 zł.

– Postanowiliśmy wprowadzić program motywacyjny, aby dodatkowo docenić zaangażowanie kluczowych pracowników Grupy PTWP. Zależy nam na integracji kluczowych celów zespołu z interesami i strategią całej firmy. Program zostanie uruchomiony po osiągnięciu w tym roku skonsolidowanego zysku Grupy w wysokości minimum 5 mln zł brutto. Po podsumowaniu drugiego kwartału br. jesteśmy głęboko przekonani, że ten cel jest możliwy do zrealizowania z dużą nawiązką. – mówi Wojciech Kuśpik, Prezes Zarządu i główny akcjonariusz PTWP.

Akcje trafią do pracowników i współpracowników, w szczególności kierowników oraz szerokiej kadry, członków organów spółki, współpracujących z Grupą nie mniej niż 3 lata. Cena jednej akcji wyniesie 11 zł. Łącznie spółka PTWP przeznaczy na realizację programu motywacyjnego do 58 958 walorów. Wielkość emisji to ok. 4% obecnego kapitału zakładowego i 5% po rejestracji przez Sąd umorzenia 292 674 akcji własnych (Spółka posiada aktualnie 293 474 akcji własnych stanowiących 19,9% kapitału zakładowego). Docelowo akcje objęte programem zostaną wprowadzone do obrotu w trybie subskrypcji prywatnej w drugiej połowie 2022 roku.

W drugim kwartale br. Grupa PTWP wypracowała 3,9 mln zł zysku brutto. Narastająco, osiągnięty zysk brutto wyniósł 4 mln zł. Grupa wyraźnie zwiększyła swoje dochody dzięki koncentracji biznesu na portalach online, budowie platform e-commerce oraz wykorzystaniu nowych technologii także w działalności pozostałych spółek Grupy – np. w interaktywnych transmisjach i organizacji eventów w formie hybrydowej.

Obecnie we wszystkich spółkach Grupy PTWP pracuje ponad 150 osób.

Podatek przychodowy – kolejna rewolucja, która działa już w Rumunii

Resort Finansów po raz kolejny zaskakuje. Od paru miesięcy trwa debata, a właściwie spór dotyczący rozwiązań „Polskiego Ładu”, ale Tadeusz Kościński, minister finansów, zapowiedział, że rząd może pójść w jeszcze inną stronę. W resortowych pokojach odbywa się bowiem dyskusja dotycząca wprowadzenia podatku przychodowego, który miałby zastąpić podatek CIT. To rewolucja dla polskich przedsiębiorców, ale jak pokazuje przykład Rumunii, może być to prawdziwy punkt zwrotny dla polskiego biznesu.

Tadeusz Kościński, szef resortu finansów, dość niespodziewanie w Polskim Radiu 24 przyznał, że jego ministerstwo rozważa wprowadzenie podatku przychodowego dla przedsiębiorców. To rozwiązanie, które ma wielu zwolenników wśród organizacji zrzeszających biznes m.in. lobbuje za nim Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Organizacja proponuje podatek o stawce w wysokości od 1,5% do 15%, która byłaby zależna od wykonywanej działalności gospodarczej. Natomiast banki i instytucje finansowe płaciliby 0,49%, a inne przedsiębiorstwa posiadające osobowość prawną 1,49%.

Podatek przychodowy – mniejsza biurokracja, większa sprawiedliwość

Oczywiście diabeł tkwi w szczgółach. To są na razie propozycje organizacji pozarządowej, a na razie nie wiemy tak naprawdę nic o tym, jak wyobraża sobie podatek przychodowy dla przedsiębiorców resort finansów. Po jednym wywiadzie radiowym nie możemy wnioskować zbyt szeroko. Przypomnijmy, że resort finansów zapowiadał szumnie przyjęcie „estońskiego CIT-u”. Miał on uprościć i zmniejszyć daniny dla przedsiębiorców, a co za tym idzie ograniczyć szarą strefę. Efekt był jednak taki, że początkowe rozwiązania wręcz odstraszały biznes do skorzystania z nowych rozwiązań, a CIT był “estoński” tylko z nazwy — przypomina Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Oniszczuk wyjaśnia też największe różnice między obecnym rozwiązaniem, czyli podatkiem CIT, a obecnie obowiązujący podatkiem przychodowym. Główna stawka CIT wynosi dziś 19%, ale istnieje też preferencyjna w wysokości 9% (dla nowych i małych podatników, dla których jest to pierwszy rok podatkowy lub nie przekraczają przychodów o równowartości 2 mln euro).

Rozliczając się za pomocą CIT, przedsiębiorcy płacą podatek od dochodów, który jest pomniejszony o koszty. Takie rozwiązanie sprzyja próbom „wrzucania” niemal wszystkiego w koszty, a efekty widać w kontrolach m.in. NIK, który w swoich raportach pokazuje, że wiele firm w Polsce nie płaci w ogóle podatku. dodatkowo fiskus traci energię na sprawdzanie co jest kosztem, a co nie. Natomiast podatek przychodowy oblicza się — jak sama nazwa wskazuje — tylko i wyłącznie na podstawie przychodów firmy i nie bierze się pod uwagę kosztów. Zapłacą go więc wszyscy. Oczywiście stawka musi być odpowiednio zbilansowana, ale jest to rozwiązanie korzystne dla budżetu państwa i sprawiedliwe wobec uczciwych przedsiębiorców — tłumaczy Maciej Oniszczuk.

Wzrok na Rumunię

Podatek przychodowy już funkcjonuje w niektórych państwach, a idealnym przykładem, jakie zmiany może przynieść, jest Rumunia. Kraj ten — przygotowując się do wejścia do UE — wprowadził szereg reform, które miały na celu uproszczenie regulacji, podatków i tym samym przyciągnięcie międzynarodowych inwestorów. Udało się to na niespotykaną skalę, bo w ostatnim roku przed pandemią COVID-19, Rumunia osiągała wyniki gospodarcze, na które z zazdrością patrzyły rządy innych państw z regionu. W 2019 roku PKB został oszacowany na ok. 250 miliardów dolarów, a to oznaczało wzrost w wysokości 4,1%. Średnie wynagrodzenie, jak wynika z danych opublikowanych przez Trading Economics, było wyższe niż w Polsce. Rumunia pnie się również w rankingach Banku Światowego, dotyczących łatwości prowadzenia biznesu.

Rozwiązania podatkowe w Rumunii przyciągnęły przede wszystkim mniejszy biznes, bo to do nich głównie skierowane są ułatwienia procedury i mniejsze stawki podatków. W systemie podatku przychodowego mikro przedsiębiorstwa muszą płacić zaledwie 1% dla firmy z jednym lub większą liczbą pracowników albo 3% dla mikro przedsiębiorstw bez pracowników – opisuje Maciej Oniszczuk.

Warunkiem uznania spółki za mikro przedsiębiorstwo jest uzyskanie maksymalnego przychodu na koniec ubiegłego roku w wysokości jednego miliona euro. Natomiast standardowa stawka podatku dochodowego dla rumuńskich spółek oraz spółek zagranicznych, których stałym miejscem prowadzenia działalności jest Rumunia, wynosi 16%.

To jednak nie koniec ułatwień podatkowych dla przedsiębiorców, którzy chcą się związać z krajem nad Dunajem. Rumunia przyciąga bowiem innowatorów i to na szeroką skalę. Tylko sektor IT stanowi o 6% PKB rumuńskiej gospodarki. Tamtejsza ordynacja podatkowa zwalnia całkowicie z obowiązku płacenia podatku dochodowego od dochodów z wynagrodzeń i podobnych do wynagrodzeń (PIT) osoby świadczące pracę, lub wykonujące zlecenie polegające na tworzeniu programów komputerowych.

Co więcej, dywidendy wypłacane przez rumuńskie osoby prawne na rzecz mikro przedsiębiorców nie są wliczane do podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym, a z przeznaczonego do podziału zysku, mikro przedsiębiorstwo zatrzymuje 5% u źródła i przekazuje je na konto Urzędu Skarbowego. Pozostałe 95% przenoszone jest na konto wspólników. Firma w Rumunii nie musi też prowadzić ewidencji wydatków stanowiących koszty uzyskania przychodów.

Dopiero taki pakiet zmian może w praktyczny sposób ułatwić życie przedsiębiorcom i sprawić, że będą chętniej zakładali firmę w Polsce. Dziś po prostu nie opłaca się być innowatorem w naszym kraju — komentuje Maciej Oniszczuk.

Amerykanie znów pokazują dobre dane

Po kilku słabszych odczytów Amerykanie pokazują, że rynek pracy w dalszym ciągu ma się bardzo dobrze. Dane te nie spowodowały na razie znacznego umocnienia waluty, ale patrząc na dzisiejsze publikacje, tydzień może zakończyć się jeszcze silniejszym dolarem.

Protokół z posiedzenia RPP

Wczoraj poznaliśmy treść rozmów z lipcowego posiedzenia RPP. Zgodnie z oczekiwaniami pojawił się symboliczny wniosek o podwyżkę stóp procentowych. Próba zwiększenia głównej stopy procentowej z 0,1% na 0,25% otrzymał 3 głosy poparcia. Czy to dużo? Członków Rady jest 9 zatem, aby wniosek przeszedł, konieczne są jeszcze dwa głosy. Pod nieobecność jednego członka decyduje głos prezesa Adama Glapińskiego, który raczej jest przesądzony za utrzymaniem obecnych stóp. Nie ma zatem większej niespodzianki, co potwierdza brak zmian kursów walut po publikacji. Z drugiej strony ciężko się nie zgodzić z działem analiz Pekao S.A., który zwraca uwagę, że z wypowiedzi medialnych wynika, że nastawienie w Radzie uległo znacznej zmianie na rzecz potencjalnej podwyżki w listopadzie. W rezultacie raport ten ma wartość raczej historyczną, co tłumaczy brak reakcji rynków.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty z USA. Z jednej strony rewizja danych o wzroście PKB okazała się słabsza od oczekiwań o symboliczne 0,1%. Biorąc pod uwagę, że jest to wskaźnik annualizowany, czyli wartość kwartalna rozciągnięta na rok jest realnie pomijalną różnicą. Z drugiej strony liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych drugi tydzień z rzędu oscyluje wokół poziomu 350 tysięcy tygodniowo, co jest najlepszym rezultatem od początku pandemii. Po tych danych dolar delikatnie zyskiwał, warto jednak zwrócić uwagę, że był on po serii spadków, zatem nie można wykluczyć, że to po prostu korekta tego ruchu.

Przegląd ratingu Polski

Dzisiaj agencja ratingowa Fitch opublikuje wynik przeglądu ratingu dla Polski. Historycznie te ratingi były bardzo ważnym elementem dla kursów walut. Obecnie nie spodziewamy się zmian ratingu pomimo zwiększonych wydatków i zadłużenia państwa. Zresztą z podobnymi problemami spotyka się obecnie większość państw na świecie, Polska nie jest tutaj żadnym wyjątkiem. Problemem tego ratingu jest to, że często publikowany jest w godzinach wieczornych. W rezultacie nawet niewielka zmiana może mieć spory wpływ na rynki, skoro będzie na nim mało aktywnych podmiotów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wydatki i dochody Amerykanów,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podatek od szczęścia – jak rozlicza się wygrane konkursach i w grach liczbowych?

Kilka dni temu na Śląsku padła rekordowa wygrana w grach liczbowych w Polsce. Szczęśliwiec, który trafił główną nagrodę w Eurojackpot, otrzymał ponad 206 milionów złotych. Trzeba jednak pamiętać, że taka wygrana jest dochodem, a więc należy zapłacić od niej podatek.

Podatkiem od wygranej obciążony jest gracz, jednak formalnościami i wyliczeniem go zajmuje się organizator gry. W momencie wypłaty pieniędzy odprowadza odpowiednią kwotę do urzędu skarbowego, a zwycięzca otrzymuje na konto kwotę „netto”. Z opodatkowania zwolnione są jedynie wygrane mniejsze niż 2280 złotych – wszystkie powyżej tej kwoty podlegają opodatkowaniu ryczałtowemu, którego stawka wynosi 10%.

Łatwo więc policzyć, że wygranie 1 miliona złotych oznacza konieczność zapłaty 100 tysięcy złotych podatku. Gracz ze Śląska otrzymał natomiast wygraną pomniejszoną o należne fiskusowi 20 milionów złotych. Warto podkreślić, że nie będzie musiał wykazać wygranej w rocznym zeznaniu podatkowym, nie sumuje się ona także z innymi przychodami.

Jak wygraną rozlicza przedsiębiorca

Rozliczanie wygranej wygląda inaczej gdy jest ona związana z prowadzoną działalnością gospodarczą. Przedsiębiorca prowadzący jdg powinien wówczas wykazać nagrodę jako przychód z działalności. Podatek jest wyliczany od całej wartości nagrody, według takich samych zasad jak w przypadku innych dochodów z działalności. Jeśli podatnik rozlicza się według zasad ogólnych, kwota wygranej może spowodować przekroczenie przez niego progu podatkowego. Wtedy konieczne jest zapłacenie 32% PIT od nadwyżki ponad kwotę progu. Natomiast gdy przedsiębiorca rozlicza się liniowo, wygrana będzie obłożona 19% stawką podatku. Trzeba również pamiętać, że jeśli wygrana jest przychodem z jdg, powinna zostać wykazana w zeznaniu rocznym.

Co z konkursami radiowymi, firmowymi, kasynami?

Wygrane w kasynie – nie są w ogóle opodatkowane, jeśli miały miejsce w uprawnionym do organizowania gier podmiocie.

Wygrana w Loterii Narodowego Programu Szczepień – aby zachęcić obywateli do szczepień, przyjęto nowe rozwiązanie prawne: nagrody otrzymane w Loterii nie będą opodatkowane PIT. Dotyczy to także tych, które przekraczają kwotę 2280 złotych.

Wygrana w konkursach organizowanych za pomocą środków masowego przekazu (prasy, radia czy telewizji) oraz m.in. w konkursach z dziedziny nauki, kultury, sportu – są zwolnione z podatku, jeżeli ich jednorazowa wartość nie przekracza 2 tys. złotych. Jeśli wygrana jest wyższa trzeba zapłacić 10% podatku od całej wartości. Podobnie w przypadku nagród związanych ze sprzedażą premiową towarów lub usług, jeśli nie dotyczą działalności gospodarczej. W przeciwnym wypadku stanowią przychód z działalności.

Wygrana w konkursie organizowanym przez pracodawcę – przychód z niej należy opodatkować jak wypłatę, ponieważ co do zasady wygrana należy do źródła przychodów, jakim jest stosunek pracy.

Marta Mroczkowska, specjalista ds. podatków w firmie inFakt

J.W. Construction podsumowuje I półrocze 2021 roku

W I półroczu 2021 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 163,0 mln zł, co oznacza ich wzrost o 138 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, wypracowała zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 21,1 mln zł oraz wykazała stratę netto na poziomie – 9,7 mln zł. Spółka ma bardzo dobrą płynność finansową. Pomimo wcześniejszej, całkowitej, przedterminowej spłaty obligacji do podmiotów zewnętrznych, w marcu 2021 r., na rachunkach bankowych, na dzień 30.06.2021 r., posiadała 153,6 mln zł.

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.:

Osiągnięty wynik nie odzwierciedla rzeczywistej kondycji Spółki, bowiem na wyniki finansowe największy wpływ miał cykl realizacji projektów budowlanych, ale także sytuacja w ważnym dla firmy segmencie hotelowym i wydarzenia jednorazowe. Grupa przekazała w I półroczu 329 lokali i tylko te przekazane mają odzwierciedlenie w wyniku finansowym. Tymczasem ponad 2 tysiące lokali sprzedanych, ale nieprzekazanych, w tym 1.500 lokali z osiedla Bliska Wola, znajdzie swoje odzwierciedlenie w wynikach najbliższych okresów rozliczeniowych, co powinno w zasadniczy sposób zmienić ich obraz. Grupa, realizując rozpoczęte projekty, posiada duży potencjał związany z możliwością rozpoznania wyników finansowych w najbliższych okresach rozliczeniowych jak i kolejnych latach. Zgodnie z zasadami rachunkowości dotyczącymi działalności deweloperskiej, przychody i zyski pojawiają się w rachunku wyników po zakończeniu budowy i przekazaniu lokali klientom. Oprócz wspomnianych już ponad 2 tysięcy lokali, Spółka, na bazie posiadanego banku ziemi, zamierza w najbliższym czasie uruchomić projekty deweloperskie na ponad 3360 lokali. Posiadany bank ziemi, Grupa posiada działki w Warszawie, Szczecinie, Chorzowie i Krakowie, pozwala na geograficzną dywersyfikację prowadzonych inwestycji.

Na wynik finansowy za I półrocze 2021 istotny wpływ miała strata, jaką ponieśliśmy w segmencie hotelowym. Spółka zarządza pięcioma hotelami i aparthotelem, w których jest 2404 miejsc noclegowych i 3060 miejsc konferencyjnych, a zlokalizowane w nich restauracje dysponują ponad 1600 miejscami dla klientów. Decyzją rządu hotele były zamknięte przez niemal pięć pierwszych miesięcy bieżącego roku, i pomimo bardzo dobrych wyników jakie osiągają od momentu uruchomienia działalności, czyli dopiero od czerwca, i doskonałego stanu rezerwacji na najbliższe miesiące, nie zdołały odrobić strat z początku roku.

Rynek mieszkaniowy, z uwagi na utrzymujący się wysoki popyt, przeżywa okres dobrej koniunktury. Niskie stopy procentowe i wysoka inflacja napędzają popyt na mieszkania w stopniu przewyższającym podaż. Nadal szybko znikają z oferty mieszkania mniejsze, kupowane w celach inwestycyjnych. Obserwujemy duże zainteresowanie domami jednorodzinnymi, które stawiamy w podwarszawskim osiedlu Villa Campina. Przewidujemy, że dzięki inwestycjom, które wprowadziliśmy na rynek w tym roku: Osiedle Horizon w Gdańsku, Pileckiego 59 w Warszawie i Osiedle Kościuszki w Chorzowie, a także nowym projektom, które uruchomimy w II półroczu m. in. w Szczecinie – osiedle Nad Odrą i Pruszkowie, będziemy mogli z powodzeniem odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku.

Ponadto, bardzo dobre wyniki hoteli od momentu wznowienia ich działalności są pomyślnym prognostykiem na najbliższe okresy, o ile oczywiście nie będzie nowych obostrzeń.

Martin Sun nowym dyrektorem zarządzającym w Huawei Consumer Business Group w Polsce

Martin Sun od 1 września obejmie stanowisko dyrektora zarządzającego Huawei CBG Polska, jednej z trzech grup biznesowych Huawei, zajmującej się szerokim portfolio elektroniki użytkowej, między innymi smartfonami, laptopami, tabletami czy urządzeniami wearables.

Martin Sun jest związany z firmą Huawei od ponad 9 lat. Przez ostatnie 2 lata pracował w Huawei CBG Polska, jako dyrektor odpowiedzialny za całość sprzedaży produktów marki w Polsce. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora zarządzającego w Huawei CBG w Maroko, a poprzednio – managera ds. sprzedaży w Pakistanie.

Martin Sun zastąpi na stanowisku Jeffersona Zhanga, który z początkiem września dołączy do struktur Huawei w centrali firmy w Chinach.

Objęcie stanowiska dyrektora zarządzającego Huawei CBG w Polsce to dla mnie wielki zaszczyt i wyzwanie. Polska jest jednym z kluczowych rynków dla Huawei na świecie, mamy tutaj ambitne plany rozwoju i inwestycji w szereg kategorii produktowych, w tym laptopów, smartfonów, smartwatchy czy produktów audio. Nadal również będziemy inwestować w rozwój własnego ekosystemu Huawei Mobile Services i sklepu z aplikacjami AppGallery. Polski oddział Huawei to zespół ambitnych profesjonalistów i wierzę, że wspólnymi siłami osiągniemy zamierzone cele – mówi Martin Sun, nowy dyrektor zarządzający w Huawei CBG Polska.

Wspólne stanowisko ZPP oraz PTG ws. propozycji podatkowych z Polskiego Ładu

Polski Ład był komunikowany jako program prorozwojowy, a w części podatkowej ukierunkowany na obniżanie obciążeń. Już w momencie przedstawienia wstępnych założeń można było jednak zauważyć, że nie wszyscy na proponowanych rozwiązaniach zyskają, a dla niektórych mogą być one wręcz zabójcze. Mając to na uwadze, w trosce o tempo rozwoju polskiej gospodarki w okresie postpandemicznej odbudowy, przedstawiamy kluczowe uwagi i zastrzeżenia do konsultowanego właśnie projektu ustawy.

Nie ulega wątpliwości, że podwyższenie kwoty wolnej od podatku i waloryzacja kwoty wyznaczającej drugi próg podatkowy, to działania korzystne i zasługujące na poparcie. Podkreślamy jednocześnie, że nie mają one charakteru reformatorskiego – to po prostu racjonalne i długo wyczekiwane posunięcie dostosowujące wspomniane kwoty do realiów gospodarczych i standardów europejskich. Być może warto byłoby w tym zakresie pójść dalej i powiązać zarówno kwotę wolną, jak i kwotę wyznaczającą drugi próg podatkowy, z konkretnym wskaźnikiem, takim jak np. minimalne albo prognozowane przeciętne wynagrodzenie za pracę w danym roku. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie byłoby konieczności cyklicznej waloryzacji tych wartości.

Mamy wątpliwości dotyczące jakości danych wykorzystanych do przygotowania Polskiego Ładu. Opracowania MF dot. obciążeń podatkowo-składkowych pracowników sugerują rozkład dochodów nieprzystający do obserwacji realnych uczestników życia gospodarczego i do faktycznej sytuacji na rynku pracy. Być może wynika to z uwzględnienia w kalkulacjach osób utrzymujących się głównie ze świadczeń społecznych lub podejmujących prace dorywcze i tymczasowe. Jeśli Polski Ład ma być programem prorozwojowym, to musi uwzględniać przede wszystkim osoby biorące czynny udział w życiu gospodarczym.

Jako odpowiedzialni uczestnicy debaty publicznej zdajemy sobie sprawę z faktu, że uszczuplenie wpływów budżetowych wynikających z obniżenia klina podatkowego dla części pracowników wiąże się z koniecznością znalezienia źródła finansowania. Zdecydowanie sprzeciwiamy się jednak obciążaniu kosztami tej reformy wyłącznie polskiego małego biznesu. Proponowana, radykalna podwyżka składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, wraz z uniemożliwieniem jej odliczenia, wiąże się z gwałtownym i bardzo szybkim zwiększeniem obciążenia firm. To działanie antyrozwojowe i uderzające w polską przedsiębiorczość.

Mając na uwadze powyższe, proponujemy alternatywne źródło sfinansowania reformy – wprowadzenie minimalnej wysokości podatku CIT dla dużych firm, liczonej od przychodu. Większość dużych podatników w Polsce nie płaci ani złotówki podatku CIT. Inne niekiedy płacą podatek w niższej wysokości, niż kwoty uzyskanej pomocy publicznej. To sytuacja niemożliwa do zaakceptowania – polskie państwo musi zacząć skutecznie egzekwować zobowiązania podatkowe od międzynarodowych korporacji korzystających ze schematów optymalizacyjnych.

W związku z zaprezentowaną w czerwcu Strategią Demograficzną 2040 należałoby rozważyć wprowadzenie do #PolskiŁad możliwości rozliczania podatku PIT przez małżonków wraz z dziećmi. Dotychczas takie uprawnienia mieli jedynie rodzice samotnie wychowujący dzieci. Z raportu Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wynika, że miesięczny dochód rozporządzalny na osobę w rodzinie maleje z każdym kolejnym dzieckiem. Wprowadzenie możliwości rozliczania PIT z dziećmi dla małżeństw, zrówna je w prawach z rodzicami samotnie wychowującymi dzieci oraz spowoduje, że głównymi beneficjentami podwyższonej kwoty wolnej od podatku obok emerytów będą rodziny. To rozwiązanie może wyraźnie poprawić status ekonomiczny rodzin wielodzietnych i być istotnym elementem Strategii Demograficznej przyczyniającym się wydatnie do zwiększenia dzietności polskich rodzin.

Rozumiemy, że zmiany w zakresie zasad opłacania składki na NFZ przez pracowników i przedsiębiorców związane są z koniecznością zwiększenia nakładów na system opieki zdrowotnej. Nie sprzeciwiamy się temu celowi. Zwracamy jednak uwagę na fakt, że zwiększonemu finansowaniu powinna towarzyszyć troska o jakość i efektywność wydatkowania środków, a wszelkie zmiany w zakresie systemu podatkowo-składkowego powinny być projektowane w taki sposób, by nie uderzały w ledwie tworzącą się polską klasę średnią.

Zwracamy uwagę na fakt, że polski system podatkowy już w tej chwili jest jednym z mniej spójnych i przejrzystych systemów w Europie. Proponowane w Polskim Ładzie ulgi i specjalne zasady opodatkowania dla niektórych podmiotów, jakkolwiek motywowane chęcią wspierania innowacji, doprowadzą do dalszego skomplikowania systemu.

Z uwagi na zasadniczy charakter proponowanych w Polskim Ładzie zmian i wszystkie wskazane wyżej uwarunkowania, konieczne jest kontynuowanie dialogu nad kształtem reformy polskiego systemu podatkowego. Uważamy, że nie może ona uderzać w polski, najmniejszy biznes, a powinna raczej doprowadzić do tego, by koszty związane ze zmniejszeniem klina podatkowego dla części pracowników zrekompensowane były wprowadzeniem uczciwych i sprawiedliwych zasad opodatkowania międzynarodowych koncernów korzystających w tej chwili ze schematów optymalizacyjnych.

Który Kaplan jest prawdziwy?

Przez większą część tygodnia na rynkach finansowych panował relatywny spokój. Czwartek nie zmienił drastycznie obrazu i to pomimo zbliżającego się wirtualnego wystąpienia szefa Fed Powella w Jackson Hole. Wydarzenie, na które rynki zdawały się „nastawiać” powoli zaczyna tracić na znaczeniu. W dużej mierze z uwagi na zmianę charakteru konferencji (na wirtualną) oraz ubogą agendę. Treść wystąpienia Powella oczywiście nie jest znana, choć biorąc pod uwagę fakt, że wygłosi on jedynie mowę na otwarcie można wyciągnąć wnioski, że nie jest to najbardziej fortunny moment na ogłaszanie tak znaczących zmian w parametrach polityki pieniężnej.

Rynki finansowe próbując antycypować treść wystąpienia wsłuchiwały się w komentarze innych przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Pewnym zaskoczeniem mógł być komentarz R.Kaplan’a z początku tygodnia, w którym wskazał on na konieczność uwzględnienia rozprzestrzeniania się wariantu delta koronawirusa w swoich prognozach. Z ust znanego z raczej jastrzębich poglądów Kaplana takie słowa mogły zaskoczyć. Kaplan uwzględnił sytuację epidemiczną w prognozach i… w czwartek przyznał, że wariant Delta nie zmienia jego poglądów na konieczność zacieśniania monetarnego. Trudno spekulować na ile Kaplan chciał sprostować źle zrozumiane przez rynek słowa, a na ile przedstawił po prostu konsensu Fed, niemniej zwrot w komunikacji na przestrzeni kilkudziesięciu godzin jest interesujący. Nie zmienia to jednak mojego poglądu na wystąpienie Powella. Wprawdzie redukcja QE w USA jest przesądzona, ale więcej szczegółów raczej w piątek nie poznamy.

Osłabienie oczekiwań na ogłoszenie szczegółów taperingu wpływa negatywnie na dolara, który w piątek rano jest słabszy względem głównych rywali z koszyka G10. Taka sytuacja na rynkach bazowych sprzyja złotemu, który choć słaby, to pozostaje relatywnie stabilny. Poza poprawą nastrojów na szerokim rynku złoty nie ma wiele wsparcia. Jastrzębie przebłyski z RPP nie zmieniają ogólnego nastawienia Rady, która w większości widzi obecną sytuację inflacyjną jako przejściową. W takim otoczeniu trudno uzyskać aprobatę dla zacieśniania monetarnego, stąd w bazowym scenariuszu wciąż wyznaczam początek 2022 roku jako czas rozpoczęcia tego procesu. Niezmiennie istotne dla dalszych predykcji ruchów ze strony RPP pozostają listopadowe prognozy DA NBP.

Maciej Madej, Analityk, Departament Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers

Po zakupie przedsiębiorstwa można korygować rozliczenia VAT zbywcy – wyrok NSA I FSK 2240/19

Transakcje zbycia przedsiębiorstwa lub zorganizowanej jego części są często przedmiotem sporu pomiędzy podatnikami i fiskusem. Sukcesja obowiązków w zakresie podatków nie jest problematyczna, jednak często wątpliwości budzi sukcesja praw. Jednym z obszarów dyskusji jest możliwość skorygowania rozliczeń VAT poprzednika i wystąpienia z wnioskiem o zwrot nadpłaty VAT. Tematyką tą zajął się ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny, który w wyroku z dnia 30 czerwca 2021 r., sygn. akt I FSK 2240/19, rozstrzygnął sprawę na korzyść podatnika.

Dotychczasowa praktyka

Polskie przepisy oraz ich wykładnia dokonywana przez organy podatkowe pozwalała na sukcesję uprawnień w bardzo wąskim zakresie. Przedsiębiorcy mogli dokonać korekty podatku wyłącznie w sytuacji, gdy nabyte towary lub usługi nie zostały wykorzystane do czynności opodatkowanych, mimo że taki był pierwotny cel, lub też zostały wykorzystane do celów opodatkowanych, mimo że pierwotnie były nabyte do celów zwolnionych. Takie wdrożenie przepisów dyrektywy było w ocenie NSA niezgodne z przepisami unijnymi i celem Dyrektywy. Już wcześniej NSA wypowiadał się krytycznie w temacie np. w wyrokach z 29 maja 2014 r., sygn. akt I FSK 1028/13 i z 8 października 2011 r., sygn. I FSK 1660/10.

Czego dotyczyła sprawa zawisła przed NSA?

Sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który w 2016 r. nabył dwie nieruchomości od spółki cywilnej. Organy podatkowe zakwestionowały prawidłowość rozliczenia transakcji i zamiast opodatkowania jej VAT uznały, że doszło do sprzedaży przedsiębiorstwa, czyli transakcji nieopodatkowanej VAT, zgodnie z art. 6 ustawy o VAT.

W konsekwencji przedsiębiorca wystawił faktury korygujące, wykazując na nich brak podatku. W kolejnym kroku zwrócił się do organów podatkowych, jako następca prawny, który nabył przedsiębiorstwo z wnioskiem o stwierdzenie nadpłaty podatku należnego. Do wniosku przedsiębiorca dołączył korekty deklaracji spółki cywilnej za odpowiednie miesiące 2016 r.

Fiskus odmówił podatnikowi zwrotu podatku i wskazał, że w jego ocenie przedsiębiorca nie może być następcą prawnym spółki cywilnej, w związku z czym nie ma prawa do korekty rozliczeń. Fiskus powołał się przy tym na przepisy Ordynacji podatkowej oraz ustawy o VAT.

Innego zdania był Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, który uznał stanowisko podatnika i wskazał, że ma on prawo do wystąpienia z wnioskiem o nadpłatę podatku należnego bezpośrednio na podstawie art. 19 dyrektywy VAT (Dyrektywy 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r.).

Przepis art. 19 dyrektywy VAT brzmi następująco: „W przypadku przekazania, odpłatnie lub nieodpłatnie lub jako aportu do spółki całości lub części majątku, państwa członkowskie mogą uznać, że dostawa towarów nie miała miejsca i że w takim przypadku osoba, której przekazano towary, będzie traktowana jako następca prawny przekazującego.

W przypadkach, gdy odbiorca nie podlega w pełni opodatkowaniu, państwa członkowskie mogą przedsięwziąć środki niezbędne w celu uniknięcia zakłóceń konkurencji. Mogą także przyjąć wszelkie niezbędne środki, aby zapobiec uchylaniu się od opodatkowania lub unikaniu opodatkowania poprzez wykorzystanie przepisów niniejszego artykułu”.

Stanowisko NSA

NSA w wyroku z dnia 30 czerwca 2021 r., sygn. akt I FSK 2240/19, potwierdził stanowisko podatnika oraz utrzymał wyrok WSA, wskazując przy tym, że art. 19 unijnej dyrektywy VAT został nieprawidłowo wdrożony do polskiego porządku prawnego. Przepis ten wymaga wyłączenia spod opodatkowania określonych czynności takich jak np. zbycie przedsiębiorstwa, ale także uznania nabywcy za następcę prawnego. W związku z powyższym państwa członkowskie nie mogą odmawiać podatnikowi prawa do skorzystania z przysługujących mu na podstawie dyrektywy VAT uprawnień. W ocenie NSA skoro art. 19 dyrektywy VAT nie został prawidłowo wdrożony do polskiego porządku prawnego, to przedsiębiorca może powołać się bezpośrednio na przepisy dyrektywy VAT.

Dodatkowo NSA odniósł się do argumentów organów podatkowych dotyczących faktu, że art. 93 i następne Ordynacji podatkowej nie przewiduje sukcesji podatkowej w sytuacji nabycia spółki cywilnej, a przepisy ustawy o VAT przewidują wąskie ujęcie sukcesji, ograniczając ją tylko do podatku VAT naliczonego. W ocenie NSA obie okoliczności, mimo że nie podlegają kwestionowaniu, nie mają znaczenia w niniejszej sprawie. Istotne jest to, że skoro Polska zdecydowała się na wyłączenie z przepisów ustawy o VAT transakcji nabycia przedsiębiorstwa, to zgodnie z art. 19 dyrektywy VAT powinna uznawać nabywcę jako następcę prawnego na gruncie VAT. Możliwość powołania się bezpośrednio na przepisy dyrektywy była już potwierdzana przez NSA w innych postępowaniach i wyrokach (np. wyroki NSA z 28 października 2011 r., I FSK 1660/10 i z 29 maja 2014 r., I FSK 1027/13 i 1028/13). Stanowisko to było również potwierdzane przez ETS (wyrok ETS z dnia 19 stycznia 1982 r. w sprawie 8/81, Ursula Becker).

Powyższa sprawa pokazuje, że dobrze jest, jeżeli podatnik zna polskie przepisy, orzecznictwo i stanowiska organów, jednak w niektórych przypadkach powinien dokładnie znać także dyrektywę i mieć świadomość, które przepisy są zaimplementowane prawidłowo, a które nie. Po wyroku NSA należy spodziewać się zmiany prawa w tym zakresie poprzez jego doprecyzowanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Grupa CDRL z zyskiem i wzrostem przychodów w I półroczu 2021 r.

Grupa CDRL, wiodący dystrybutor odzieży dziecięcej w Europie Środkowo-Wschodniej, opublikowała skrócone śródroczne skonsolidowane sprawozdanie finansowe za I półrocze 2021 r. Spółka w I półroczu br. wygenerowała ponad 193,5 mln zł przychodów, o 7,3 proc. więcej niż w I półroczu 2020 r. W raportowanym okresie Grupa odnotowała zysk w wysokości 7.200 tys. zł, wobec straty w kwocie 25.805 tys. zł. w I półroczu 2020 r. Marża EBITDA podwoiła swoją wartość w stosunku do półrocza roku poprzedniego, osiągając 12%.

– Ze względu na pandemię działaliśmy w równie trudnych co w analogicznym okresie zeszłego roku warunkach, a osiągnęliśmy znacząco lepszy wynik finansowy. To efekt konsekwentnie wdrażanej przez nas strategii, której elementami są m.in. restrukturyzacja stacjonarnej sieci sprzedaży oraz rozwój internetowych kanałów sprzedaży. Zapewniając zgodny z oczekiwaniami klientów rozwój naszej sieci, także na nowych rynkach,  doprowadziliśmy jednocześnie do znaczącej poprawy wszystkich wskaźników rentowności w stosunku do pierwszego półrocza 2020 roku  – komentuje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

W I półroczu br. przychody Grupy CDRL wyniosły 193.509 tys. zł i były wyższe o 7,3% w stosunku do I półrocza 2020 r. Dobry wynik to efekt zmian przeprowadzonych w kanałach sprzedaży offline i online. Dzięki przejęciu części sprzedaży przez kanał internetowy oraz optymalizacji sklepów stacjonarnych Grupa osiągnęła zdecydowanie wyższy wynik na sprzedaży w stosunku do porównywalnego okresu ubiegłego roku – to wzrost o 685,2%. W I półroczu br. koszt własny sprzedaży obniżył się o 1%, a marża na sprzedaży wyniosła 50% wobec 46% w I półroczu 2020 i 43% w I półroczu 2019 r., czyli okresie przed pandemią COVID-19.

Zgodnie ze strategią, dostosowując działania do zmieniającego się w dobie COVID-19 otoczenia, Grupa CDRL rozwijała swoją sieć także zagranicą oraz doskonaliła infrastrukturę i procesy. W kwietniu 2021 roku Grupa rozszerzyła działalność o nowy rynek w Mołdawii, gdzie został utworzony pierwszy w tym kraju korner, a w Portugalii pozyskała masterfranczyzobiorcę. Dwa nowe sklepy franczyzowe zostały otwarte na Słowacji. Jednocześnie Spółka wdrożyła nowe systemy obsługi sklepów (POSy), których system połączeń do centrali został zmieniony na znacznie bardziej bezpieczny, a komunikacja z salonami została ujednolicona za pomocą usług MS365. Rozszerzone zostało również zarządzanie całą infrastrukturą salonu o sklepy agencyjne. CDRL wdrożyła również mobilne technologie do przyjęć towarów w salonach.

Pierwsze kroki przy kupowaniu akcji. Jak zacząć na tym zarabiać?

Dla wielu osób świat akcji, inwestycji, brokerów i giełdy jest prawdziwym horrorem, do którego nie warto się zbliżać, bo można stracić pieniądze. W praktyce jednak zarabianie w ten sposób jest możliwe, wystarczy jedynie odpowiednio się do tego przygotować i trzymać rękę na pulsie.

Kupowanie akcji nie jest skomplikowane, choć przez lata narosło wokół tego sposobu zarabiania pieniędzy wiele legend, które nie pokrywają się z rzeczywistością. Wcale nie trzeba od razu poświęcać całego swojego majątku i wielu nocy wolnych od snu, by stać się inwestorem.

Jak rozpocząć przygodę z giełdą i kupić swoje pierwsze akcje?

Przygodę z inwestowaniem na giełdzie rozpocząć można za pośrednictwem wielu stron internetowych. Na Kup Akcje przygotowany został kompletny pakiet informacji, poradników i narzędzi, które będą nieocenioną pomocą dla każdego (zarówno początkującego, jak i doświadczonego) inwestora.

Oprócz kursów udziałów najpopularniejszych oraz mniej znanych firm, na użytkownika czeka tam również porównywarka serwisów oferujących kupno akcji, czyli tzw. maklerów giełdowych. Za pośrednictwem Kup Akcje można zostać do nich bezpośrednio przekierowanym, wraz z wyczerpującym wyjaśnieniem ich wszystkich mocnych oraz słabych stron.

By rozpocząć zakup akcji, konieczne jest jedynie zarejestrowanie się, zgodne z przepisami KYC. Aby to zrobić, należy mieć ukończone 18 lat, co potwierdzić należy przedstawieniem dowodu osobistego. Następnie swoje wirtualne konto zasila się pieniędzmi za pomocą bankowości online, po czym można rozpocząć swoją wielką przygodę z grą na giełdzie i poszukiwaniem akcji, które dają szansę na zarobienie największych pieniędzy.

Co zrobić, żeby zacząć zarabiać na kupowaniu akcji?

Kup Akcje w maksymalny sposób ułatwia proces gry na giełdzie, tłumacząc jednocześnie inwestorowi, na czym polega zarabianie realnych pieniędzy na kupnie i sprzedaży akcji. Drogi prowadzące do zobaczenia większych kwot na naszym koncie są dwie:

  • Zyski kapitałowe;

Określenia powszechnie znane i kojarzone. Niewiele osób jednak wie, co dokładnie znaczą i w jaki sposób wykorzystać je do zarabiania pieniędzy.

W przypadku pierwszej opcji jest to nic innego, jak tylko kupowanie akcji po niższej cenie, a sprzedawanie, gdy stawka wzrośnie. Różnica jest naszym realnym zyskiem. Takie działania są możliwe wtedy, gdy wartość kupionych akcji wzrośnie w czasie i zdążymy w odpowiednim momencie je sprzedać, zanim ich cena znów spadnie.

Jest to też szczególna szansa dla inwestorów długoterminowych, cechujących się wyjątkową cierpliwością. Mimo wzrostów i spadków, giełda po jakimś czasie zawsze się stabilizuje, co przełożyć się może na realne zyski, jeśli pułap się zwiększy. Pamiętać należy jedynie o tym, że realnie zaczyna się zarabiać dopiero w momencie sprzedaży akcji, a nie podczas obserwowania wzrostów.

Drugą, nieco bardziej skomplikowaną metodą zarabiania na kupowaniu akcji, jest dywidenda. To forma, zgodnie z którą niektóre spółki – zwykle dwa razy w roku – wypłacają swoje zyski. Inwestując w firmę, która praktykuje ten zwyczaj, dywidendy traktuje się jako regularne wpłaty. Porównać je można do odsetek, które generowane są na bankowych kontach depozytowych, po ulokowaniu na nich środków inwestycyjnych.

Należy pamiętać jednak, że nie każda firma wypłaca dywidendy. Często nie decydują się na to spółki, które na rynku pojawiły się stosunkowo niedawno. W tym przypadku przedsiębiorcy często nadwyżki wolą zatrzymywać „dla siebie”, traktując je jako inwestycje w swój dalszy rozwój i nowe projekty.

Zachowaj ostrożność i podejmuj przemyślane decyzje

Akcje, czyli tzw. udziały, mogą przynieść zyski, ale tylko w przypadku odpowiedzialnego zarządzania nimi. Początkujący i przyszli inwestorzy, którzy dopiero planują pierwsze zakupy, powinni dokładnie zapoznać się z tym sektorem rynku i dowiedzieć na jego temat jak najwięcej.

Warto w tym przypadku skorzystać ze stron oferujących kompleksowe poradniki oraz wiadomości z rynku akcji. Z ich pomocą poznać można zarówno używane w branży pojęcia, jak i strategie inwestycyjne, sposoby rozwiązywania problemów, czy narzędzia, które ułatwiają podejmowanie zyskownych decyzji.

Każdy rynek działa też wokół pewnych zasad. Choć wydawać by się mogło, że ceny akcji powinny rosnąć wraz z rozwojem firmy, to zazwyczaj wpływ na nie mają również czynniki zewnętrzne. Ich wartości zmieniać może np. kwestia popularności wśród inwestorów, wydarzenia na świecie, kursy walut i wiele innych. Dlatego tak ważne jest trzymanie ręki na pulsie i śledzenie najnowszych wiadomości dotyczących sektorów działalności firm, w które inwestujemy.

Przed zakupem akcji warto też dokładnie przemyśleć swoje cele, możliwości finansowe, gotowość na ewentualne ryzyko oraz zdać sobie sprawę z konieczności zachowania ostrożności. Inaczej będą wyglądały przygotowania gracza długoterminowy (np. co najmniej 5-letnie inwestowanie w akcje), a w inny sposób będą to robili zwolennicy „szybkich strzałów”.

Na początku zastanowić się należy również nad kwotami, które jesteśmy w stanie przeznaczyć pod inwestycje. Najlepiej ustalić je na takim poziomie, by nie wpływało to na nasze życie codzienne – szczególnie w przypadku inwestycji amatorskich i „dla zabawy”. Wybór firmy też nie powinien być przypadkowy – poznaj historię jej akcji, plan rozwoju, opinie ekspertów, a nawet produkty, które produkują. Wszystko to może zmniejszyć ryzyko straty zainwestowanych pieniędzy i przełożyć się na czysty zysk.

Agencja marketingowa – jak może pomóc odnieść sukces?

Marketing prowadzony w internecie to obecnie najpowszechniejszy i najbardziej skuteczny sposób docierania do klienta docelowego. Sprawdza się to w przypadku firm małych, lokalnych, działających na obszarze województwa czy miasta, oraz oczywiście w przypadku przedsiębiorstw, które obecne są na rynku ogólnopolskim. Sprzedaż detaliczna, hurtowa, usługi, produkcja – wszystkie branże w takim czy innym stopniu korzystają z internetu. Jak robić to dobrze?

Samodzielnie czy przez Agencję?

Wielu właścicieli firm, szczególnie nie dysponujących dużym kapitałem na działania marketingowe, zadaje sobie takie właśnie pytanie. Przecież internet jest pełen poradników, jak się w nim reklamować, co robić, by podnieść sprzedaż, znaleźć klientów. Rychło jednak okazuje się, że to nie takie proste, a diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach. To prawda, że można nauczyć się samodzielnych metod promocji w internecie, jednak nauka taka jest czaso- i pracochłonna.

Nie wystarczy przecież wyłącznie podjęcie jakiś działań. Koniecznie trzeba wiedzieć, jaki przyniosły skutek, umieć ocenić możliwości danych metod, optymalizować ich koszta. To zaś, bez specjalistycznej wiedzy i nieraz wieloletniego doświadczenia, będzie przysparzać problemów.

Dużo lepszym rozwiązaniem będzie korzystanie z pomocy profesjonalnych firm marketingowych, jak Agencja Webrange z Krakowa. Nawet duże firmy, które teoretycznie stać jest na utrzymywanie własnych działów marketingu, bardzo często korzystają z usług zewnętrznych. Outsourcing jest popularny między innymi dlatego, że każda ze stron może specjalizować się w tym, na czym zna się najlepiej. Marketing w internecie nie jest przecież statyczny. Podlega ciągłym zmianom za sprawą nowych narzędzi, możliwości, technologii, zmian w preferencjach użytkowników sieci. Nie zapominając o słynnych aktualizacjach algorytmów Google, które niejedną strategię marketingową potrafiły „postawić na głowie”.

Sposoby na większą sprzedaż w sieci

Jakie działania z zakresu marketingu internetowego można podjąć, by zwiększyć przychody, zyski, rozpoznawalność marki? Istnieje ich cały szereg, niektóre dość wyspecjalizowane (jak np. reklamy w sieci LinkedIn, skuteczne w kontaktach B2B), inne stosowane powszechnie. Do nich właśnie zaliczyć można:

  • Pozycjonowanie stron internetowych. To szereg procesów, dzięki którym witryna uzyskuje widoczność w tzw. wynikach organicznych wyszukiwania. Innymi słowy po wpisaniu zadanej frazy w wyszukiwarkę, to właśnie nasza strona widnieje na szczycie listy. Jest to efekt bardzo pożądany i przynoszący duże profity, jednak nie bez wad. Jest po prostu czasochłonny. Zdobycie wysokich pozycji przez witryny, które dopiero co powstały albo znajdują się daleko na liście wyszukiwań, może trwać wiele miesięcy. Dla popularnych branż założenie roku intensywnych działań marketingowych wcale nie będzie przesadą. Wysiłek oczywiście opłaci się, jednak co robić, zanim do tego dojdzie?
  • Reklamy płatne PPC. To drugi z najpopularniejszych sposób dotarcia do klienta końcowego, oferowany m.in. przez Agencję Webrange w Kielcach. Systemy PPC, czyli Pay Par Click, to reklamy, za które płatność następuje w momencie „kliknięcia” na nie. Płacimy więc wyłącznie za efekt, którym jest wejście użytkownika na stronę, zazwyczaj oczywiście w celu zaoferowania mu możliwości zakupu produktów/usług. Ruch na stronę i przychody z działań PPC można pozyskać bardzo szybko.
  • Media społecznościowe. Umiejętne wykorzystanie mediów społecznościowych, jak Facebook czy Instagram, pozwala budować wizerunek firmy, zwiększać jej rozpoznawalność, zachęcać do odwiedzin na stronie, angażować klientów, obecnych i potencjalnych. Może też bezpośrednio generować sprzedaż, wszak Facebook Ads to właśnie system reklam płatnych, wyświetlanych użytkownikom tego serwisu.

Na wymienionych wyżej obszarach można działać na wiele sposobów. W zależności do targetu, grupy docelowej, konstruować różne formy  i kanały przekazu. Badać ich skuteczność, optymalizować koszta, odrzucać nieefektywne i promować te, które uzyskują najwyższą stopę zwrotu z inwestycji. Do tego wszystkiego trzeba mieć jednak dobrego partnera, znającego się na zawiłościach, szansach i możliwościach, jakie charakteryzuje marketing w internecie.

Bitcoin idzie w górę i nie zwalnia. Ma potencjał na przebicie 150 tys. dolarów?

Rynek kryptowalut rozwija się w imponującym tempie. Liczba wirtualnych monet sięga już kilku tysięcy, a ceny najpopularniejszych z nich są astronomiczne. Ludzie z całego świata inwestują w nie swoje tradycyjne pieniądze, zazwyczaj licząc na szybkie zyski.

Problemem jednak niezmiennie są często nieprzewidywalne załamania kursów oraz podatność na działania zewnętrzne. Przykładem jest tutaj m.in. Bitcoin, na którego ceny ma olbrzymi wpływ każdy wpis na Twitterze Elona Muska. Czy mimo tych kłopotów słynnej kryptowalucie uda się przebić magiczny pułap 150 tys. dolarów za jedną „monetę”? Eksperci coraz śmielej sugerują, że są na to szanse.

Ile kosztuje Bitcoin? Czy przebije 150 tys. dolarów?

Aktualne kursy kryptowalut (zarówno tych najsłynniejszych, jak i tańszych, mniej znanych) znaleźć możesz na wielu stronach, np. na CoinJournal). Na potencjalnego inwestora czeka tam kompleksowa usługa i wszystkie niezbędne informacje dotyczące tego sektora gospodarki. Mowa tu m.in. o najnowszych newsach ze świata wirtualnych walut, ich notowaniach czy odnośnikach do serwisów, które umożliwiają handel.

Jak informuje CoinJournal, obecnie Bitcoin (jedna „jednostka pieniężna” tej wirtualnej waluty) kosztuje ok. 38,5 tys. euro, czyli ponad 45 tys. dolarów. Eksperci rynku kryptowalut przewidywali jeszcze na początku sierpnia, że we wrześniu „moneta” ta przebić może pułap 150 tys. dolarów za jednostkę. Czy jest to rzeczywiście możliwe?

Analitycy wskazują, że obecne wykresy kursu Bitcoina mogą sugerować stały wzrost, prowadzący do przebicia tej granicy. Podkreśla się też ustabilizowanie sytuacji po delikatnym spadku, który miał miejsce w pierwszej połowie miesiąca.

Nie można jednak zapomnieć o tendencji Bitcoina do niespodziewanych załamań i skoków, często spowodowanych „działaniami z zewnątrz”. Mowa tu m.in. o zaskakujących wpisach publikowanych przez wpływowe postaci w świecie Internetu i światowego biznesu, które mogą zarówno przyśpieszyć wzrost kursu, jak i wpędzić inwestorów w poważne kłopoty.

Na ten moment do przekroczenia granicy 150 tys. dolarów za Bitcoina brakuje jeszcze ponad 100 tys. dolarów. Ta kryptowaluta jednak już nie jeden raz udowadniała, że potrafi zaskoczyć. Inwestorzy bez wątpienia mają nadzieję, że to będzie kolejna z takich sytuacji.

W jakie kryptowaluty inwestować? Kilka cieszy się szczególną popularnością

Najbardziej lubiane, wirtualne waluty, w które internauci chętnie inwestują, sprawdzić można na stronie CoinJournal. Przejrzysta witryna, oferująca użytkownikowi łatwość obsługi, dostarcza wszystkich najważniejszych informacji i wiadomości pojawiających się w świecie kryptowalut. Wśród popularnych „monet” wymienić można np.:

  • Binance Coin – cena ok. 290 funtów;
  • Ethereum – cena ok. 2200 funtów;
  • Bitcoin – cena ok. 32 tys. funtów.

Oprócz tych najdroższych, inwestorzy sięgają często również po mniej znane, stosunkowo tanie kryptowaluty. Osoby, które się na to decydują, zwykle liczą na ich przyszły wzrost oraz znaczne zyski. Podsumowując, są więc dwie drogi inwestowania w wirtualne monety:

  • Zaufanie kryptowalutom, które na rynku są od wielu lat, a ich zachowania są (w pewnym stopniu) możliwe do przewidzenia. Mają one zwykle łagodne wzrosty, a inwestorzy muszą uzbroić się w cierpliwość. Problemem jest także wysoki próg wejścia, bowiem cena Bitcoina czy Etherem może dla wielu osób być nie do przeskoczenia (nawet w przypadku kupowania nieznacznych fragmentów „monety”).
  • Zaryzykowanie i postawienie na waluty, które nie są zbyt popularne, a ich ceny są niskie. Takie „monety” zwykle zachowują się w sposób bardziej spontaniczny i nieprzewidywalny, a zyski z nich często nie są zbyt wysokie. Niewykluczone jednak, że nadejdzie ich „złoty czas” i gwałtowny wzrost rozpoznawalności, na czym inwestor może zarobić znaczne pieniądze.

Niezależnie od wyboru strategii inwestowania, pamiętać należy, by robić to odpowiedzialnie i w sposób przemyślany. Zalecane jest najpierw zapoznanie się z tym sektorem gospodarki, poznanie jego zwyczajów, wskaźników, a dopiero w kolejnych krokach kupno wirtualnych pieniędzy.

Jak mądrze inwestować w kryptowaluty?

W Internecie znaleźć można wiele stron, które oferują pomoc przy rozpoczęciu przygody z rynkiem kryptowalut. Osoby początkujące skupić się powinny jednak na obsłudze kompleksowej, zapewniającej cały pakiet niezbędnych dla inwestorów informacji.

CoinJournal oferuje nie tylko odnośniki do serwisów, dzięki którym można handlować wirtualnymi monetami, ale również dostęp do najnowszych wiadomości, które mają wpływ na finanse i decyzje samych inwestorów. Jeden news z ostatniej chwili, decyzja wpływowej firmy czy istotnego w sektorze nowych technologii biznesmena, wystarczy, by zmienić kurs wielu kryptowalut.

Warto śledzić wydarzenia na świecie oraz na rynku wirtualnych walut, by móc zareagować na nie w prawidłowy sposób. Co więcej, CoinJournal to nie tylko miejsce, w którym znajdują się kursy wielu „monet”, ale także porównywarki aplikacji, portfeli czy nawet giełd opierających się na kryptowalutach. Dzięki temu nowy użytkownik będzie miał wszystko „na start” pod ręką.

Po rozpoczęciu swojej przygody z wirtualnymi pieniędzmi, warto pamiętać, że nawet stabilnie rosnące waluty nie będą zachowywały się w ten sposób przez cały czas. W końcu odnotują spadek lub zatrzymają się na stałym poziomie. Warto więc trzymać się zasady, by nie inwestować więcej, niż można stracić. Postawienie „wszystkiego na jedną kartę” może nie być najlepszym pomysłem, choć nie brak też ludzi, którym właśnie takie ryzyko przyniosło największe zyski.

Warto też przed podjęciem ostatecznej decyzji zapoznać się z opiniami ekspertów oraz bardziej doświadczonych inwestorów. Profesjonalne, analityczne podejście do kwestii rynku kryptowalut, podparte na rzeczywistych danych, przynieść może o wiele większe zyski niż przypadkowe kupowanie skrawków „monet”.

Hossa na rynku materiałów budowlanych i wzrost cen surowców

Ceny materiałów budowlanych notują obecnie skokowy wzrost, który nie znajduje odzwierciedlenia w statystyce publicznej. To efekt zmian na rynkach światowych. Do drożejących materiałów zaliczamy przede wszystkim drewno i metale, jednak eksperci coraz częściej mówią o brakach styropianu czy piasku. Te zmiany wpływają także na polską gospodarkę – według danych PSB wśród artykułów budowlanych najbardziej wzrosły właśnie ceny elementów stalowych i drewna, tj. płyt OSB (w szczycie 40 proc. r/r), blaszanych elementów dachowych (12,5 proc.) oraz instalacji (10,9 proc.). Wzrost cen materiałów może przynieść rekordowe ceny mieszkań w przyszłości, czego już teraz nie wykluczają sami deweloperzy. Taka sytuacja nie sprzyja realizacjom inwestycji oraz wymaga szybkiego podejmowania decyzji zakupowych. Ceny materiałów budowlanych rosną nie tylko z powodu braku w magazynach, ale decydują tu też coraz większe koszty transportu, energii, pracy oraz produkcji. Wydłużony czas oczekiwania na dostawy wybranych towarów powoduje, że inwestorzy muszą planować zakupy materiałów budowlanych z dłuższym wyprzedzeniem. Ekonomiści przekonują jednak, że rynek będzie się stabilizował – a wzrost cen choć gwałtowny, nie potrwa długo.

– W ostatnich miesiącach obserwujemy szybki wzrost cen materiałów budowlanych, zwłaszcza tych związanych z metalami i drewnem np. płyt OSB. W przypadku metali, od początku roku mamy dynamiczny wzrost cen na rynkach globalnych, szczególnie na londyńskiej giełdzie. W przypadku drewna, w ubiegłych miesiącach mieliśmy problem głównie z powodu niedoborów drewna – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Rybacki, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Teraz ceny zaczęły rosnąć w niekontrolowanym tempie. Niedobór drewna był raczej krótkotrwałym zjawiskiem – jednak fakt, że USA importują więcej drewna, wpłynął na cenniki europejskie. Obecnie do problemów dołącza też kwestia niedoboru polistyrenu ekspandowanego, z którego wytwarzane są chociażby bloki styropianowe. Jest to kolejna grupa tworzyw, których ceny będą rosły w zastraszającym tempie. Według Polskich Składów Budowlanych w lipcu ceny materiałów wzrosły o 25%. Hurtownie, które zajmują się dystrybucja styropianu zgłaszają, że nie są w stanie realizować nowych dostaw i planują wzrosty cen w sierpniu. A więc nie jest to koniec podwyżek. Jeżeli chodzi o ceny mieszkań – to także widzimy wyraźny, niepokojący wzrost, który jest poniekąd skutkiem wzrostu cen materiałów budowlanych. Jednak ceny mieszkań powoli zaczynają się stabilizować. Podejrzewam, że w następnych miesiącach będziemy obserwować powrót w kierunku tego, co widzieliśmy w poprzednich dwóch latach – kiedy to ceny rosły maksymalnie o 10%. Bardzo prawdopodobne jest wstrzymywanie rozpoczętych budów i przedłużona realizacja projektów. Wracając do cen materiałów budowlanych uważamy, że ten gwałtowny wzrost jest przejściowy i nie powinien być długotrwały – ocenia Rybacki.

Na rynku pracy nie widać już negatywnych skutków pandemii

Bezrobocie na koniec lipca 2021 r. wyniosło 5,8%. Według danych pochodzących z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – osoby bezrobotne stanowiły w II kwartale 2021 r. 3,5% ludności aktywnej zawodowo w wieku 15-89 lat.

Niski poziom bezrobocia rejestrowanego, w niektórych powiatach nawet poniżej 3%, jest jedną z danych świadczących o wysokim popycie na pracę. Pracodawcy z jednej strony obniżają wymagania wobec kandydatów do pracy, licząc się z koniecznością inwestycji w przygotowanie przyszłego pracownika do realizacji zadań zawodowych, a jednocześnie podnoszą wynagrodzenia chcąc zapobiegać rotacji zatrudnionych i stworzyć możliwość pozyskiwania nowych pracowników, szczególnie tych o poszukiwanych kwalifikacjach.

Z publikowanych przez GUS danych BAEL wynika, że w II kwartale 2021 roku osób pracujących w wieku 15-89 lat było 16 597 tys., co oznacza wzrost względem poprzedniego kwartału o 164 tys., tj. o 1%. Osoby pracujące stanowiły 55,6% ludności w wieku 15-89 lat. W porównaniu z I kwartałem 2021 r. wskaźnik ten wzrósł o 0,6 p. proc. Na wartość wskaźnika zatrudnienia osób w wieku 15-89 lat niewątpliwie mają wpływ ambicje edukacyjne młodych Polaków, a okres nauki nie zawsze jest łączony z pracą zawodową oraz nadal stosunkowo niski wiek przechodzenia na emeryturę (szczególnie kobiet). Analizując strukturę zatrudnienia według branż widać wyraźny wzrost liczby pracujących w stosunku do I kwartału 2021 w handlu hurtowym i detalicznym, naprawie pojazdów samochodowych, włączając motocykle (o 110 tys.), administracji publicznej i obronie narodowej; obowiązkowych zabezpieczeniach społecznych (o 52 tys.) oraz działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej (o 37 tys.). Największy spadek dotyczył pracujących w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie (o 65 tys.) oraz przetwórstwie przemysłowym (o 37 tys.).

Dane są o tyle zaskakujące, że wiele się mówi o popycie na pracowników w produkcji, tymczasem to przede wszystkim handel i usługi potrzebują pracowników. Większość pracujących pracuje w oparciu o umowę o prace na czas nieokreślony (84,5%, tj. 11293 tys.). W porównaniu do I kwartału wartość tego wskaźnika zwiększyła się o 0,7 pp..

Obecnie na rynku pracy nie widać już negatywnych skutków pandemii Covid-19. Systematycznie spadające bezrobocie i towarzyszący mu wzrost przeciętnej płacy oraz rosnąca liczba pracujących oznacza, że największym wyznaniem dla pracodawców jest obecnie ograniczenie rotacji i pozyskanie nowych pracowników. Koszty związane z uzupełnieniem istniejącego wakatu będą coraz wyższe. Bez skutecznych programów aktywizacji osób obecnie pozostających poza rynkiem pracy i adekwatnej do obecnej sytuacji polityki migracji zarobkowych, polski rynek pracy będzie musiał zmierzyć się z negatywnymi skutkami braku rąk do pracy. Jednym z rozwiązań jest automatyzacja procesów produkcji. Nie zawsze jest to jednak rozwiązanie dostępne dla wszystkich przedsiębiorców i w większości wypadków kosztowne.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Najem na rok to polski standard?

Najem na rok albo inny stosunkowo krótki termin jest typowy dla polskiego rynku. Sprawdzamy, czy za granicą sytuacja wygląda inaczej.

Polski rynek najmu posiada kilka charakterystycznych cech. Chodzi nie tylko o stosunkowo mały udział osób wynajmujących mieszkania w ogóle społeczeństwa i niewielką popularność wynajmu domów. Dostępne opracowania wskazują również, że w przypadku Polski charakterystyczną sytuacją jest podpisywanie umów typowego najmu (nie krótkoterminowego) na stosunkowo niedługi czas. Najem na rok albo jeszcze krótszy termin okazuje się bardzo popularny. Warto dokładnie przyjrzeć się tej sytuacji i wyjaśnić jej przyczyny, które są związane między innymi z obowiązującymi przepisami. Ciekawe wydaje się też porównanie sytuacji dotyczącej naszego kraju oraz innych państw UE.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Wyniki badań potwierdzają, że roczne umowy najmu nadal są najbardziej popularne w Polsce.
  • W przypadku niektórych krajów europejskich (np. Francji), przepisy określają minimalny okres trwania umowy najmu.
  • Pandemia COVID-19 może dodatkowo zwiększyć skłonność wynajmujących i najemców do zawierania krótkich umów.

Poniżej rozwijamy te spostrzeżenia i prezentujemy również inne ciekawe wnioski dotyczące długości trwania wynajmu polskich mieszkań.

Najem na rok nadal jest najbardziej popularną opcją

Przed odniesieniem się do sytuacji panującej w innych krajach Europy, na pewno warto poznać polskie realia dotyczące długości najmu. Osoby zajmujące się zawodowo rynkiem wynajmu mieszkań, zapewne zauważyły dużą popularność rocznych umów. O tym, że najem na rok jest popularny mówią też wyniki badania przeprowadzonego w połowie 2018 r. przez JLL oraz Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości na Wynajem „Mieszkanicznik”. „Na podstawie odpowiedzi 450 osób wynajmujących lokale mieszkalne, autorzy wspomnianego badania obliczyli, że najem na rok był opcją wybieraną przez 60% zapytanych właścicieli M” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Inne popularne warianty wskazane przez uczestników ankiety to najem na czas nieokreślony (14% odpowiedzi) oraz najem na czas poniżej jednego roku, ale nie krótkookresowy (12%). Warto odnotować, że najem krótkoterminowy był wskazywany tylko przez 3% respondentów, a wynajem trwający wedle umowy 1 rok – 2 lata lub 2 lata – 5 lat odpowiednio przez 6% i 4% badanych właścicieli mieszkań na wynajem. „Można przypuszczać, że obecna popularność poszczególnych okresów trwania najmu mocno nie różni się od sytuacji z połowy 2018 roku” – sądzi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie tylko Francja mocno reguluje okres najmu lokali

Ciekawym punktem odniesienia dla informacji dotyczących Polski są dane, które regularnie podaje Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Informacje zgromadzone przez OECD w maju 2021 r. wskazują, że kilka krajów tej organizacji wyznacza minimalny okres trwania umowy najmu. Przykładem jest Francja, gdzie najem na rok oferowany osobie fizycznej w pewnych sytuacjach nie może być w ogóle brany pod uwagę. Na mocno uregulowanym, francuskim rynku najmu minimalny przewidywany okres trwania umowy między najemcą i wynajmującym to 3 lata w przypadku nieurządzonych lokali i domów. Jeśli mieszkanie jest urządzone (umeblowane), to analogiczny okres zostaje skrócony do 1 roku. Dlatego wielu francuskich wynajmujących woli zakupić wyposażenie lokum, aby uniknąć kłopotliwych przepisów. „Innym rozwiązaniem jest wynajem dla studentów, bo w tym przypadku umowę można zawrzeć na 9 miesięcy” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Analiza danych OECD wskazuje, że umowny okres trwania najmu ogranicza również Belgia. W przypadku tego kraju, możliwe są dwie opcje – najem dziewięcioletni oraz umowa na okres do 3 lat (z terminem do 36 miesięcy swobodnie ustalanym przez strony). Trzyletni minimalny okres przewidywanego obowiązywania umowy najmu ustala z kolei Grecja oraz Norwegia. „Co ciekawe, Niemcy pomimo silnego uregulowania swojego rynku najmu nie wyznaczają minimalnego okresu trwania umowy” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Pandemia COVID-19 może jeszcze skrócić umowy …

Jeżeli chodzi o nasz kraj, to warto zdawać sobie sprawę, że typowy okres najmu jednego mieszkania jest dłuższy niż wspomniany wcześniej najem na rok. W większości przypadków, jeden lokator zasiedla „M” lub jego część przez 2 lata – 3 lata. Taka sytuacja wymaga odnawiania rocznych umów. Stanowią one zabezpieczenie dla właścicieli mieszkań ze względu na prolokatorskie przepisy dotyczące np. zasad wypowiadania umowy. Krótki okres związania stron umową najmu ma pewne zalety także z punktu widzenia najemcy. „Mianowicie, najem na rok zapewnia możliwość łatwiejszej zmiany lokum. Wiele osób z tego skorzystało, gdy pandemiczna obniżka czynszów pozwoliła wynająć im nieco większe lub lepiej położone mieszkanie” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Można przypuszczać, że pandemia dodatkowo wpłynie na preferencje dotyczące długości umów najmu. Niektórzy właściciele mieszkań na wynajem wskutek zwiększonej oceny przyszłego ryzyka i aktualnych kłopotów związanych np. pandemicznym zakazem eksmisji mogą stwierdzić, że najem na rok albo jeszcze krótszy termin (np. 9 miesięcy) będzie dla nich bardziej korzystny. „Najemcy raczej nie będą oponować, bo w polskich warunkach wynajem mieszkania nadal jest postrzegany jako rozwiązanie tymczasowe na okres przed zakupem własnego lokum” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Komentarz po publikacji opisu dyskusji RPP na posiedzeniu z lipca 2021 r.

Dziś opublikowano zapis z posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej z 9 lipca br. Obyło się ono jeszcze przed rekordowym, wynoszącym 5 proc., odczytem inflacji za lipiec. RPP w lipcu, podobnie jak miesiąc wcześniej, odrzuciła wniosek o podniesienie stopy referencyjnej o 15 pkt. Z zapisu dyskusji wynika, że większość członków rady decyzję o braku dostosowania polityki pieniężnej motywuje czynnikami związanymi z pandemią i obawą, że podniesienie stóp może, w razie kolejnych jej fal, utrudnić odradzaniu się gospodarki. Zwracano uwagę na wskaźnik produkcji budowlano-montażowej, pozostający jeszcze mocno poniżej odczytów sprzed pandemii. Rada ogląda się także na inne banki centralne, dyskutowała m.in. o podwyżkach stóp w Czechach i na Węgrzech, jednak uznała, że stoją za tym czynniki specyficzne dla tych krajów. Rada dyskutowała także o polityce pieniężnej prowadzonej przez FED, wskazując, że mimo wysokiej inflacji cały czas utrzymuje niskie stopy. Wkrótce FED może jednak ograniczyć program skupu aktywów, co zapewne pojawi się w dyskusjach w kolejnych miesiącach. Gdyby inflacja dalej utrzymywała się na poziomie zbliżonym do 5 proc., czyli znacznie powyżej celu, a jednocześnie czwarta fala pandemii okazałby się mieć niewielki negatywny wpływ na gospodarkę, to otwierałoby to prawdopodobnie możliwość podniesienia stóp procentowych przed końcem 2021 roku. Jednak bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym stopy nie zostaną podniesione do końca kadencji części obecnych członków, która upływa w I kwartale 2022 r.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

W USA rozpoczęło się dziś spotkanie bankierów centralnych w „Jackson Hole”, w formule online, a rynki czekają na możliwe wskazówki dotyczące drogi do zaostrzenia polityki przez FED. Najwcześniejszym momentem, w jakim możemy spodziewać się twardych decyzji, będzie posiedzeniu FED 21-22 września. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że zaostrzenie będzie powolne i dobrze zakomunikowane rynkowi, tak by mógł się do niego dostosować. Jednak po raz kolejny, w wypadku niestandardowej polityki pieniężnej, wchodzimy na niezbadane terytorium i prawdopodobny jest wzrost zmienności na rynku.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Ekologia w sprzątaniu to realne oszczędności

Zastosowanie ekologicznych środków i technik czystości w obiektach przemysłowych czy kubaturowych może się wydawać ekstrawagancją. Tymczasem ich wykorzystanie to nie tylko dbałość o środowisko naturalne, ale także o wiele większa wydajność i realne oszczędności. – Wykorzystanie specjalistycznych maszyn czyszczących to ograniczenie zużycia wody do 50% – Wykorzystanie środków biodegradowalnych to brak alergenów oraz 10-krotnie szybszy rozkład ścieków – Czyszczenie parą wodną może być dokładniejsze niż chemiczne i neutralne dla środowiska – Techniki czyszczenia ekologicznego znajdują szerokie zastosowanie od centrów handlowych po panele fotowoltaiczne.

Warszawa, 28 lipca 2021 – Z roku na rok rośnie świadomość zarządów firm o konieczności ograniczenia wpływu ich działalności na środowisko. Ma to nie tylko odzwierciedlenie w legislacji krajowej i międzynarodowej, „zielonych” projektach energetycznych, wprowadzeniu obowiązkowej segregacji odpadów czy rejestracji odpadów. Kadry zarządzające firmami i obiektami zaczynają dostrzegać korzyści płynące z postaw proekologicznych, chociażby takich, jak wyłączania światła i klimatyzacji w biurze poza godzinami pracy czy wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów w celu zmniejszenia zużycia papieru. Możliwości oszczędności i zarazem bycia bardziej „eko” przez firmy jednak na tym się nie kończą.

Sprzątanie ekologiczne to już nie moda, to konieczność

Trend postępowania ekologicznego i myślenia o środowisku naturalnym pojawił się także w branży cleaningowej w wyniku impulsu z dwóch stron – od klientów i firm sprzątających. Klienci, chcąc sprostać wytycznym środowiskowym, zaczęli zastanawiać się nad tym, jak ograniczyć użycie chemii podczas utrzymywania czystości w swoich obiektach. Z kolei firmy cleaningowe szukały możliwości zwiększenia wydajności swoich usług bez utraty jakości wyniku samego czyszczenia. Jakie firmy są zainteresowane usługami ekologicznego sprzątania? To przede wszystkim operatorzy dużych obiektów, takich jak biura, centra handlowe, centra logistyczne, obiekty użyteczności publicznej czy zakłady produkcyjne. Technologie ekologicznego cleaningu znajdują także zastosowanie w dezynfekcji pomieszczeń, myciu fasad i elewacji lub paneli fotowoltaicznych – wszędzie tam, gdzie wymagana jest wydajność oraz ochrona personelu, osób korzystających z obiektów i środowiska.qbot5

W ten sposób powstała usługa Q EKO, wchodząca w skład serii usług Q firmy Seris Konsalnet Cleaning. Pozostałe usługi to: Q BOT – usługi sprzątania realizowane przez autonomiczne roboty, Q EYE – internetowa zintegrowana platforma zdalnego zarządzania i monitorowania oraz Q BDO – outsourcing zarządzania raportowaniem do Bazy Danych Odpadowych.

Łukasz Kobierzyński, Dyrektor Rozwoju Usług Czystości w Seris Konsalnet Cleaning
Łukasz Kobierzyński, Dyrektor Rozwoju Usług Czystości w Seris Konsalnet Cleaning

– Q EKO to jakościowa linia usług czystości, chroniących środowisko naturalne – mówi Łukasz Kobierzyński, Dyrektor Rozwoju Usług Czystości w Seris Konsalnet Cleaning. – Seris Konsalnet Cleaning oferuje ekologiczne środki czystości (niealergiczne, szybko rozkładające się), maszyny oszczędzające wodę, wykorzystuje parownice do czyszczenia i dezynfekcji oraz czyszczenie wodą zdemineralizowaną. W ramach stosowanych technologii rozwija także czyszczenie suchym lodem (bez wykorzystania środków chemicznych). W tym obszarze spółka działa zgodnie z certyfikacją ISO 14001 – System zarządzania środowiskiem.

Realne oszczędności

Sprzątanie z wykorzystaniem ekologicznych technologii to realne korzyści dla firm z nich korzystających. Na podstawie dotychczasowego doświadczenia w ich świadczeniu firma Seris Konsalnet Cleaning doszła do kilku ciekawych wniosków:

  • Użycie chemii biodegradowalnej zamiast standardowych środków pozwoliło na nawet 10-krotne skrócenie czasu ich rozkładu w środowisku. Oznacza to mniejsze obciążenie środowiska i możliwość ich utylizacji w standardowy sposób, bez wykorzystania separatorów czy odbioru w sposób specjalny.
  • Użycie środków w granulacie zamiast w płynie ogranicza o 30% ich zużycie, co znacząco poprawia wydajność usługi i zmniejsza wymaganą pojemność miejsca na ich magazynowanie.
  • Użycie wody demineralizowanej i ozonowanej gwarantuje najwyższą wydajność czyszczenia, brak osadów oraz brak konieczności użycia żrących środków, co z kolei ogranicza stosowanie powłok ochronnych, brak uszkodzeń powierzchni oraz ochronę środowiska naturalnego.
  • Wykorzystanie wodooszczędnych robotów pozwala na zmniejszenie zużycia wody czy innych miejsc specjalnie przygotowanych na zrzut ściekowy aż o 50%, co znacząco zmniejsza rachunki firmy za wodę oraz odprowadzenie ścieków (nawet 3-krotnie).
  • Przy dużych obiektach są to oszczędności rzędu nawet 100 tys. litrów (100 ton) wody rocznie.

Jakie usługi można nazwać EKO?

W skład pakietu usług Q EKO wchodzą: wykorzystanie biodegradowalnej chemii i granulatów, parownic, wodooszczędnych maszyn i wody zdemineralizowanej oraz ozonowanej. Są to usługi nastawione na maksymalną wydajność czyszczenia przy maksymalnej możliwej do osiągnięcia ochronie środowiska naturalnego. Usługi prawdziwie ekologiczne powinny być weryfikowane odnośnie ich zgodności z niezależnymi standardy i normami – i tu Seris Konsalnet Cleaning dysponuje certyfikatami ISO 45001:2018, 14001:2015 i 9001:2015 w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, systemu zarządzania środowiskowego oraz zarządzania jakością.

O firmie Seris Konsalnet Cleaning

Seris Konsalnet Cleaning to specjalistyczna firma świadcząca usługi utrzymania czystości w branży B2B. Oferuje kompleksowe usługi porządkowe dla pomieszczeń biurowych, hal produkcyjnych, przemysłu, powierzchni magazynowych, sklepów i supermarketów, kompleksów rekreacyjnych, placówek służby zdrowia, obiektów administracji publicznej. Marka stawia na innowacje, w które inwestuje w czterech kluczowych liniach usług: Q BOT (automatyzacja i robotyzacja usług sprzątających); Q EYE (nowoczesne systemy monitorowania usług utrzymania czystości), Q EKO (odpowiedzialne środowiskowo i ekologicznie rozwiązania dla branży sprzątającej) oraz Q BDO (zarządzanie procesem obsługi obowiązków raportowych przedsiębiorstwa do Bazy Danych Odpadowych). Mocną cechą marki jest także otwarte i partnerskie podejście do współpracy z klientem biznesowym: wykwalifikowani technologowie dobierają odpowiednie środki czystości i sprzęt na podstawie oględzin obiektu oraz sugerują zakres i harmonogram usług odpowiadających indywidualnym potrzebom Klienta. Seris Konsalnet Cleaning powstała w wyniku konsolidacji spółek Seris Klinet i Seris As Pak. Jest częścią międzynarodowej Grupy Kapitałowej Seris. Ambicją Seris Konsalnet Cleaning jest wdrożenie na polskim rynku w obszarze usług sprzątających dla B2B filozofii Cleaning 4.0.

ZPP: przedstawiony model ROP nie zrealizuje celów środowiskowych, za to doprowadzi do dalszego wzrostu cen

Zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, nowy system rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), przedstawiony w rządowym projekcie ustawy jest obarczony szeregiem błędów i wad, przez co nie przyczyni się on do poprawy systemu gospodarowania odpadami w Polsce, a co za tym idzie – do osiągnięcia wymaganych przepisami UE poziomów recyklingu poszczególnych frakcji. Doprowadzi za to do nadmiernego  wzrostu cen wszystkich produktów w opakowaniach w wyniku ponoszenia przez producentów kosztów niezwiązanych z zagospodarowaniem ich opakowań lub wynikających z nieefektywności systemów zagospodarowania opakowań i odpadów po opakowaniach. ZPP twierdzi, że projekt ustawy o ROP należy napisać zupełnie od nowa, lub co najmniej gruntownie przebudować dokument przedstawiony do konsultacji społecznych.

Według ekspertów ZPP model ROP jest sprzeczny z podstawowymi założeniami tzw. dyrektywy odpadowej. Przygotowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska projekt zakłada, że podmioty wytwarzające produkty w opakowaniach miałyby pełnić funkcję biernego płatnika, który z jednej strony nie ma wpływu na sposób organizacji systemu ROP, a z drugiej – miałby odpowiadać za rezultaty jego funkcjonowania i płacić dodatkowe kary za brak takowych.

Systemy rozszerzonej odpowiedzialności producenta mają służyć celom środowiskowym i doprowadzać do lepszego gospodarowania odpadami opakowaniowymi – podkreśla Jakub Bińkowski, członek zarządu i dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Przedstawiony projekt został napisany jednak tak, jakby nadrzędnym celem autorów było uzyskanie dodatkowych wpływów do sektora finansów publicznych, a nie realizacja celów wynikających z dyrektywy odpadowej.

ZPP w przygotowanej analizie wskazuje, że przedstawiony projekt nie niesie za sobą ulepszeń w zakresie organizacji systemu gospodarowania odpadami. Regulacje dotyczące wkładów finansowych ponoszonych przez producentów nie odpowiadają kluczowym wymogom zawartym w dyrektywie. Zgodnie z przedstawionymi do konsultacji przepisami, środki wpłacane przez producentów mogłyby być przez gminy wykorzystane nie tylko na realizację zadań z zakresu opakowań i odpadów opakowaniowych, lecz również odpadów biodegradowalnych, zmieszanych czy gabarytowych. Takie rozszerzenie przeznaczenia środków od producentów wyrobów w opakowaniach jest wprost sprzeczne z regulacjami unijnymi. Ponadto, środki od producentów wykorzystywane byłyby na działania gmin bez żadnej kontroli efektywności tych działań, co także jest sprzeczne z dyrektywą.

Beneficjentem proponowanych rozwiązań mają być gminy, co samo w sobie jest sprzeczne z celami dyrektywy – twierdzi Kamila Sotomska, zastępca dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Samorządy będą przy tym pozbawione jakiejkolwiek odpowiedzialności za prawidłową i efektywną kosztowo realizację zadań, bo w razie osiągania niskich poziomów recyklingu odpadów opakowaniowych znajdujących się w strumieniu komunalnym, to producent poniesie z tego tytułu karę, mimo iż nie posiada on żadnego wpływu na działania podejmowane przez gminy.

Nieprawidłowa implementacja dyrektywy i wprowadzenie nieskutecznego modelu ROP, poza negatywnymi skutkami gospodarczymi (jak wynika z dostępnych analiz, ekonomiczne korzyści wynikające z efektywnego systemu ROP mogą sięgać miliardów złotych rocznie), doprowadzi do wzrostu cen. Każde opakowanie ma bowiem zostać obciążone specjalnym podatkiem, który producent będzie musiał przenieść w cenę produktu. Przedstawiony projekt nie gwarantuje jednak, że te pieniądze poprawią  efektywność zagospodarowania odpadów opakowaniowych, czy jakkolwiek przyczynią się do realizacji celów środowiskowych. To oznacza, że Polacy zapłacą więcej za codzienne zakupy, nie mając z tego żadnych korzyści z punktu widzenia ochrony warunków naturalnych, w których żyją.

Mając to na uwadze stoimy na stanowisku, że projekt trzeba albo napisać od nowa, albo gruntownie zmienić – podsumowuje Jakub Bińkowski.

Polska Strategia Wodorowa na finiszu – szansa na gospodarkę opartą na wodorze?

Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że prace nad przyjęciem Polskiej Strategii Wodorowej (PSW) dobiegają końca. Najprawdopodobniej zostanie ona przyjęta już we wrześniu br. – dokument jest gotowy do przedłożenia Komitetowi Stałemu Rady Ministrów. Wśród wielu działań wymienionych w Strategii na szczególną uwagę zasługują doliny wodorowe, mające wspierać proces wdrażania gospodarki opartej na tym pierwiastku w Polsce. Wszystko po to, by wodór stał się jednym z głównych paliw transformacji gospodarczej i w znaczący sposób przyczynił się do osiągnięcia neutralności klimatycznej, nadrzędnego celu Europejskiego Zielonego Ładu.

Według zapisów PSW do 2025 roku na technologie wodorowe ma zostać wydane 2 mld zł, zaś do 2030 roku – łącznie blisko 17 mld zł. Jednym z podstawowych założeń dokumentu, który określa ambitne cele w zakresie rozwoju wykorzystania technologii wodorowych w Polsce, jest stworzenie pięciu dolin wodorowych. W założeniu mają być się one swoistymi centrami doskonałości w toku wdrażania gospodarki wodorowej, integracji sektorów, transformacji klimatycznej przemysłu oraz budowie infrastruktury. Cztery takie doliny, w ramach Strategii, zostały już powołane i będą zlokalizowane w województwie podkarpackim, dolnośląskim, śląskim i wielkopolskim.

Naturalnym i oczywistym miejscem dla piątej polskiej doliny wodorowej jest Mazowsze. To centralny ośrodek rozwoju, przemysłu, infrastruktury i miejsce lokalizacji wielu znaczących zakładów produkcyjnych. Mazowsze, jako jedyne polskie województwo, od 2010 r. jest również członkiem Europejskiej Sieci Regionów Chemicznych (ECRN) – uznanego europejskiego interesariusza w branży chemicznej, stowarzyszenia, które ma na celu zwiększenie świadomości władz poziomu regionalnego i osób zaangażowanych w kształtowanie polityki w Europie na temat potrzeb rozwojowych branży chemicznej. Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC), jako organizacja zrzeszająca przedstawicieli świata biznesu i nauki, niejednokrotnie angażowała się w realizowane w ramach ECRN projekty. Ich celem było wypracowanie rozwiązań, pozwalających na modernizację sektora chemicznego, tak, aby był bardziej zrównoważony, efektywny i zasobooszczędny, a tym samym bardziej konkurencyjny w skali globalnej.

– Pamiętajmy, że to właśnie sektor chemiczny, zarówno w Polsce, jak i na świecie, jest głównym producentem wodoru, a także – jako branża niezwykle innowacyjna, o ogromnym potencjale rozwojowym – realizuje nowe projekty oraz podejmuje inwestycje w rozwój technologii wodorowych, jak również w ich praktyczne zastosowanie w gospodarce. Nie zapominajmy, że wodór to podstawowy pierwiastek chemiczny – zatem to chemia musi odgrywać główną rolę w projektowaniu wszelkich wodorowych rozwiązań. Jeśli poważnie myślimy o gospodarce wodorowej w naszym kraju, to bez udziału Polskiej Chemii jej wdrożenie nie będzie możliwe – wskazuje dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Do rozwoju technologii opartych na wodorze, co ma być możliwe m.in. dzięki powołaniu wspomnianych dolin wodorowych, w tym potencjalnej, piątej doliny wodorowej w województwie mazowieckim, konieczna jest współpraca szeregu interesariuszy. Tylko odpowiednie zaangażowanie

administracji krajowej, samorządu, biznesu, sektora przemysłowego i przedstawicieli świata akademickiego, a przede wszystkim eksperckich organizacji pozwoli stworzyć odpowiednie warunki
do tego, by można było poważnie rozmawiać o budowie polskiej gospodarki wodorowej. Przy odpowiednio zaprojektowanej polityce technologicznej zakres współpracy może być naprawdę szeroki.

Propozycje szczegółowych rozwiązań dotyczące systemu wsparcia dla technologii wodorowych są na razie na wysokim poziomie ogólności i wymagają dalszego doprecyzowania. Dla rozwoju gospodarki wodorowej niezbędne są inwestycje i zabezpieczenie odpowiednich środków. Na rzecz zapewnienia finansowania realizacji celów Polskiej Strategii Wodorowej administracja planuje szereg działań, m.in. uruchomienie programów wspierających badania i rozwój w dziedzinie technologii wodorowych. Fundusze na wsparcie innowacyjnych projektów w tym obszarze przeznacza np. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – nawet 600 mln zł dla komponentu wodorowego
w ramach programu „Nowa energia”,  ok. 100 mln zł w ramach programu „Wsparcie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury tankowania wodoru”. Opracowywany jest także kolejny program NFOŚiGW – „Wodoryzacja gospodarki”, dalsze zaś środki mają płynąć z Programu Wsparcia Technologii Wodorowych Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Rozmaite formy finansowania to czynnik niezbędny przy tego typu przedsięwzięciach. – Trzeba pamiętać, iż poza programami finansowania potrzebne jest także odpowiednie otoczenie regulacyjne oraz spójność w projektowaniu i wdrażaniu wszelkich rozwiązań. Dlatego tak ważne jest wsłuchanie się w głos organizacji, będących z jednej strony interesariuszami procesu, a z drugiej – głosem eksperckim, wyspecjalizowanym w danej tematyce. Kluczowe dla przekucia wizji w konkretne działania jest to, by administracja, zapowiadająca tworzenie jak najlepszych warunków do inwestowania w wodorowe rozwiązania, prowadziła stały dialog ze stroną społeczną, w tym
z przemysłem chemicznym i organizacjami go reprezentującymi
. Polska Izba Przemysłu Chemicznego od lat bierze aktywny udział w pracach i projektach nad wykorzystywaniem wodoru jako „paliwa przyszłości” i stanowi naturalną platformę wymiany wiedzy, doświadczeń, umożliwiając współpracę członków, działając na rzecz rozwoju polskiej gospodarki i innowacyjności. Dodatkowo, kluczowe znaczenie ma znajomość europejskich rozwiązań, dobrych praktyk stosowanych w innych krajach, które umożliwią analizę i będą stanowić wskazówki w opracowaniu krajowej polityki wodorowej – dodaje dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Od ogłoszenia przez Komisję Europejską strategii wodorowej dla neutralnej klimatycznie Europy minął nieco ponad rok. Stanowi ona jeden z projektów istotnych dla tworzenia unijnej polityki energetycznej, spójnej z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu, zawierającego ambitne cele umożliwiające transformację ekologiczną starego kontynentu. Tematyka wodorowa jest bardzo mocno obecna w dyskursie publicznym, stanowi przedmiot licznych eksperckich debat i konferencji.

O rozwoju technologii wodorowych, 27 sierpnia br., podczas IV edycji Forum Wizja Rozwoju w Gdyni, z przedstawicielami sektora biznesu – uczestnikami panelu „Wodór w przemyśle”, będzie rozmawiał dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Powodzenie Polskiej Strategii Wodorowej oraz rozwiązań przez nią proponowanych, w tym krajowych dolin wodorowych, zależy od tego, czy i jak szybko uda się stworzyć w Polsce „branżę” wodorową. Do tego potrzebne będą przyjazne prawo, infrastruktura i współfinansowanie pierwszych

projektów, a także współpraca wszystkich zainteresowanych, ze szczególnym uwzględnieniem eksperckich organizacji branżowych.

Artykuł opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

PepsiCo zainwestuje ponad 1 mld zł w budowę kolejnego zakładu produkcji przekąsek w Polsce

  • Nowy zakład stanie się największym i najbardziej zrównoważonym środowiskowo obiektem PepsiCo w Europie
  • Dzięki inwestycji w regionie powstanie 450 miejsc pracy, a wytwarzane w zakładzie produkty będą eksportowane do ponad 20 europejskich krajów
  • Obiekt uzyska neutralność klimatyczną do roku 2035 i będzie wykorzystywać najnowsze rozwiązania technologiczne w zakresie zrównoważonego rozwoju

PEP_zaklad_Sroda_Slaska_wizualizacjaDziś odbyła się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę najbardziej zrównoważonego środowiskowo zakładu produkcji przekąsek firmy PepsiCo w Europie. Inwestycja o wartości ponad 1 mld zł – piąty obiekt produkcyjny firmy zlokalizowany w naszym kraju – realizowana będzie etapami do roku 2025. Zakład zapewni dodatkowy potencjał produkcyjny w zakresie szybko zwiększającej się oferty przekąsek firmy, obejmującej smażone chipsy ziemniaczane Lay’s, pieczone chipsy ziemniaczane Lay’s Oven Baked, a także chipsy kukurydziane Doritos.

PEPSICO-2 PEPSICO-1Nowa fabryka będzie dostarczać przekąski zarówno na rynek polski, jak i na eksport do ponad 20 krajów, w tym m.in. Niemiec, Czech, Słowacji, a także Węgier. Obiekt o powierzchni zbliżonej do siedmiu boisk do piłki nożnej zostanie wybudowany na 30-hektarowej działce położonej w miejscowości Święte koło Środy Śląskiej na terenie Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (woj. dolnośląskie). W uroczystości wmurowania kamienia węgielnego udział wzięli m.in. przedstawiciele polskiego rządu, w tym premier Mateusz Morawiecki, konsul generalny USA, władze regionalne i lokalne, w tym burmistrz Środy Śląskiej, zarząd Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Legnickiej oraz Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, a także przedstawiciele projektanta – firmy ARUP oraz generalnego wykonawcy – firmy Budimex.

Nowa inwestycja PepsiCo w Polsce będzie miała pozytywny wpływ na stały, zrównoważony rozwój polskiej i europejskiej gospodarki, tworzenie nowych miejsc pracy, rozwój lokalnych społeczności, a także przyczyni się do znaczącego zwiększenia zasięgu Programu Agrarnego, jaki firma realizuje we współpracy z polskimi rolnikami.

– W Polsce inwestujemy i działamy już od 30 lat. Centralne położenie sprzyja rozwojowi naszej produkcji żywności w Europie Środkowej i Wschodniej – powiedział Silviu Popovici, prezes PepsiCo na Europę. – Jednak rozwój musi odbywać się w sposób zrównoważony – zależy nam na tym, aby nasze zakłady były najbardziej ekologicznymi obiektami nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. W Środzie Śląskiej tworzymy przyszłość produkcji żywności. Chcemy zbudować obiekt modelowy pod względem zrównoważonego rozwoju na terenie całej Europy – dodał Silviu Popovici.

Nowy, ultra-nowoczesny zakład został zaprojektowany z uwzględnieniem istotnych rozwiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju, wykorzystując założenia projektowania ekologicznego. Wszystkie zakłady PepsiCo w Polsce już teraz korzystają z energii elektrycznej pochodzącej wyłącznie ze źródeł odnawialnych, jednak w najnowszym obiekcie zastosowane zostaną kolejne rozwiązania pro-środowiskowe. Oprócz niskiego zużycia mediów, zakład uzyska pełną samowystarczalność energetyczną, wykorzystując w tym celu energię pochodzącą z własnych paneli słonecznych, podczas gdy w przyszłości zaplanowane jest wybudowanie na miejscu własnej farmy fotowoltaicznej. Ogrzewanie, chłodzenie i woda będą wykorzystywane w obiegach zamkniętych, a dodatkowo zbierana będzie także deszczówka do zastosowań technologicznych. Obierki ziemniaczane powstałe podczas produkcji również odgrywać będą znaczącą rolę – będą one poddawane dalszemu przetworzeniu w generatorze biomasy, dzięki czemu przyczynią się do wytworzenia dodatkowej energii dla zakładu, a następnie zostaną przetworzone na niskowęglowy nawóz, który będzie udostępniany rolnikom na potrzeby dalszej produkcji rolnej.

– Jesteśmy dumni, że w naszym nowym projekcie wykorzystane zostaną najnowocześniejsze zielone technologie. Już teraz korzystamy wyłącznie z energii wiatrowej do zasilania wszystkich czterech zakładów produkcyjnych i centrali PepsiCo w Polsce, a dodatkowo instalujemy panele słoneczne w wybranych obiektach, jak np. w zakładzie produkcji napojów w Michrowie czy w magazynie centralnym w Mszczonowie. Te innowacyjne rozwiązania sprawią, że inwestycja w Środzie Śląskiej do roku 2035 osiągnie neutralność klimatyczną – powiedział Michał Jaszczyk, prezes PepsiCo Polska.

Wraz z dynamicznym rozwojem działalności PepsiCo w Polsce realizuje program bezpośrednich i pośrednich rekrutacji pracowników. Obecnie firma zatrudnia ponad 3600 osób, jednak biorąc pod uwagę jej zaangażowanie w szeroko ujęty łańcuch dostaw szacuje się, że firma przyczynia się do utrzymania 15 000 miejsc pracy na terenie całego kraju. W kolejnych latach zatrudnienie w nowym zakładzie zdobędzie ponad 450 wykwalifikowanych pracowników.

– Cieszę się, że możemy przekazać dziś dobre wieści związane z kolejną obsługiwaną przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu amerykańską inwestycją. Mówimy o największym i najbardziej zrównoważonym środowiskowo zakładzie produkcji przekąsek PepsiCo na terenie Europy. Tym bardziej cieszy mnie zaufanie, jakim obdarzył nas zarząd firmy, wybierając na swój projekt po raz kolejny Polskę – powiedział Krzysztof Drynda, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH). – Ta proekologiczna inwestycja odzwierciedla koncentrację działań PAIH na rozwoju branż strategicznych i na przyciąganiu projektów innowacyjnych, które zapewniają zatrudnienie, ale i przyczyniają się do rozwoju całego regionu – dodał Krzysztof Drynda.

Istotną rolę w procesie wyboru lokalizacji zakładu odgrywało dogodne położenie przy skrzyżowaniu licznych szlaków komunikacyjnych, dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowniczej, a także bardzo dobrze przygotowana oferta ze strony Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

– Dzięki takim projektom przemysłowym jak inwestycja PepsiCo, o tak dużym znaczeniu dla naszej gminy, regionu i całego kraju, otrzymamy kolejny, silny impuls rozwojowy, tym razem w branży rolno-spożywczej – powiedział Adam Ruciński, burmistrz Środy Śląskiej. – Cieszymy się i doceniamy strategiczny wybór Środy Śląskiej przez PepsiCo. Wierzymy, że nasza współpraca przyniesie wzajemne korzyści oraz zapewni dobrą i stabilną pracę dla setek osób z terenu Ziemi Średzkiej czy Aglomeracji Wrocławskiej, a rolnikom z naszego subregionu da możliwość produkcji wysokiej jakości surowca oraz godziwe dochody – dodał Adam Ruciński.

Produkty rolne na potrzeby produkcji przekąsek w nowym zakładzie dostarczane będą przez polskich rolników ściśle współpracujących z PepsiCo w ramach tzw. Programu Agrarnego. Program został zainicjowany 28 lat temu, a obecnie PepsiCo współpracuje bezpośrednio z 80 gospodarstwami z całej Polski, corocznie pozyskując od nich ponad 230 tys. ton ziemniaków uprawianych wyłącznie w sposób zrównoważony. Szacuje się, że w związku z uruchomieniem nowego zakładu ilość ta wzrośnie o ok. 60 tys. ton rocznie do roku 2023. Dodatkowo firma nawiąże współpracę z producentami kukurydzy, kontraktując na potrzeby produkcji nachosów Doritos nawet 30 tys. tego surowca do roku 2027. Wraz z rozpoczęciem budowy nowego zakładu przekąskowego PepsiCo w sposób istotny poszerzy zasięg Programu Agrarnego w Polsce, zwiększając łączny areał produkcji rolnej do 7500 ha, a liczbę współpracujących gospodarstw do ponad 100.

Sprzedajemy coraz więcej usług IT za granicę. Rośnie popyt na doradztwo

Ponad 37 mld zł — usługi telekomunikacyjne i informatyczne o takiej wartości sprzedaliśmy za granicę w 2020 r. To wzrost o ponad 8 punktów procentowych w ciągu ostatniej dekady, wynika z raportu Polskiego Funduszu Rozwoju. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że jeszcze niedawno (2018 rok) udział w eksporcie usług IT i telekomunikacyjnych wynosił 18,3 mld zł.  Rok wcześniej kwota ta wyniosła 15,1 mld zł. Dla porównania, w 2015 r. suma transakcji zagranicznych sektora IT stanowiła w Polsce „zaledwie” 11 mld zł. Rośnie jednak nie tylko wartość sprzedaży usług, dobrą informacją jest to, że zagraniczne firmy i instytucje zamawiają w naszym kraju coraz bardziej złożone usługi.

Sektor IT od kilku lat odnotowuje wysoki wzrost liczby zatrudnionych … i wciąż rekrutuje. Z raportu płacowego 2021 opracowanego przez Hays Poland wynika, że najwięcej procesów rekrutacyjnych przewiduje się w bieżącym roku w branży IT. Dlaczego? Coraz więcej przedsiębiorstw dostrzega, że utrzymanie rentowności biznesu wymaga inwestycji w nowe technologie.  To szansa dla małych i średnich firm technologicznych na rozwój i realizację wysokobudżetowych projektów.  Tym bardziej że, coraz częściej stają się one partnerem dla zagranicznych spółek poszukujących nie tylko niższej ceny usług, ale i wysokich kompetencji, do których utrudniony jest dostęp na rynkach macierzystych.

-W ostatnich 4 latach odnotowaliśmy niemal 50 % wzrost przychodów firmy, z których znaczna część pochodziła ze współpracy z klientami zagranicznymi. W 2017 r. wyniosły one około 20 mln zł, a w roku 2020 już ponad 30 mln zł. W 2021 roku prognozujemy wzrost o kolejne 20-25%. Co ważne, te firmy, z którymi nawiązaliśmy współpracę, wracają do nas z potrzebami związanymi z dalszym rozwojem lub budowaniem kolejnych produktów cyfrowych. To głównie firmy amerykańskie i europejskie, ale obsługujemy też sporo zleceń dla krajów Bliskiego Wschodu, które bardzo szybko przechodzą transformację cyfrową, a którym brakuje kompetencji w tym obszarze – zwraca uwagę Łukasz Nowakowski, CFO firmy Boldare specjalizującej się w tworzeniu cyfrowych produktów.

Wyjście z pułapki

Polski eksport od niemal dekady notuje stały wzrost. Do niedawna jednak sprzedawaliśmy za granicę głównie produkty, nie kompetencje. Jesteśmy potentatem przemysłu elektromaszynowego i meblowego, a także europejskim liderem branży kosmetycznej. Nasze rodzime towary trafiają do ponad 160 państw na całym świecie. To niewątpliwie powody do dumy, jednak to nie wystarczy, by wyjść z pułapki średniego rozwoju. W ostatnich latach widać dużą zmianę: stajemy się coraz ważniejszym graczem eksportującym usługi — wynika z danych GUS. Co ważne, są one coraz bardziej zaawansowane.

-Przez ostatnie lata Polska była postrzegana jako miejsce, w którym można nie tylko outsourcować usługi programistyczne, ale również nabyć je relatywnie tanio przy zachowaniu ich optymalnej jakości. Jednak postrzeganie kraju jako „cyfrowej montowni” zaczyna się zmieniać, przede wszystkim dzięki rosnącej jakości usług oraz ich kompleksowości. Od pewnego czasu realizujemy dla firm i instytucji zagranicznych także projekty doradcze. Zmiana jest wyraźna. Wcześniej tylko tworzyliśmy produkty cyfrowe, teraz w dużej mierze także doradzamy przedsiębiorstwom w kwestiach biznesowych, a nawet organizacyjnych. Dziś jesteśmy dla naszych klientów ważnym partnerem, który nadaje kierunek tworzenia produktu cyfrowego od samego początku: od koncepcji, przez prototypowanie, po realizację i doradztwo w kwestii jego dalszego rozwoju, co nazywamy procesem Full Cycle Product Development – zwraca uwagę Łukasz Nowakowski, CFO firmy Boldare.

Na rosnący popyt zachodnich firm na polskie usługi IT zwraca także uwagę Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, polskiego operatora centrów danych i dostawcy usług chmurowych działającego na rynku europejskim – Ten proces przyspieszyła pandemia. Firmy zaczęły inaczej patrzeć na wydatki. Jednocześnie okazało się, że tradycyjne rynki FLAP – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż – trapią problemy związane z dostępem do energii elektrycznej czy dostępnością gruntów pod inwestycje. Tymczasem Polska nie dość, że jest położona strategicznie, w sercu Europy, to inwestycje telekomunikacyjne zrealizowane w ostatnich latach przez firmy znacząco poprawiły łączność z Europą. Wiele firm podniosło też standard usług. My zainwestowaliśmy ogromne środki w infrastrukturę dzięki czemu nasze centrum danych jest jednym z 3 najbezpieczniejszych obiektów w Europie. W połączeniu z wysokimi kompetencjami i realizowaną transformacją energetyczną Polska staje się technologicznym hubem w Europie Centralnej. Inwestycje Google i Microsoftu w Polsce to potwierdzają – przekonuje.

IT rośnie w siłę

Póki co, wśród 63 państw ujętych w zestawieniu IMD World Digital Competitiveness Ranking Polska znajduje się na 32 miejscu. Jakie kryteria brane były pod uwagę w zestawieniu? Wiedza technologiczna, wykształcenie, kapitał inwestowany w rozwój technologii czy zwinność biznesowa to tylko niektóre z nich. Co ciekawe, Japonia, symbol innowacji i technologii, a także ojczyzna gigantów technologicznych, takich jak np. Sony, Panasonic czy Canon – znalazła się tylko 5 pozycji wyżej – zajmując tym samym 27 miejsce w rankingu. Niemniej, my na razie wciąż jesteśmy w połowie stawki.  Dobra informacja jest jednak taka: udział sektora ICT w PKB wynosi około 8% i wciąż rośnie, co daje nam wysokie, 9 miejsce w Unii Europejskiej.

Wzrost ruchu na rynku najmu – studenci szykują się do powrotu na uczelnie

Od października studenci po blisko półtora roku nauki zdalnej mają szansę wrócić do zajęć stacjonarnych. Kilkudziesięcioprocentowy wzrost zainteresowania ofertami najmu pokazuje, że część z nich już teraz rozgląda się za nowym mieszkaniem. Jak ich powrót wpłynie na rynek najmu?

Zainteresowanie najmem rośnie

Pandemia i wywołany przez nią odpływ studentów z miast akademickich miały negatywne przełożenie na zyski z wynajmu nieruchomości. Teraz, gdy po prawie półtorarocznej przerwie coraz więcej uczelni zapowiada powrót do stacjonarnej formy zajęć, studenci ponownie rozglądają się za mieszkaniami. Względem czerwca 2021 Otodom zanotował w lipcu 40% wzrost zainteresowania ofertami najmu mieszkań w Krakowie, 32% wzrost w Poznaniu i ponad dwudziestoprocentowy w Warszawie. To sygnał, że studenci liczą tym razem na powrót nauki stacjonarnej lub w trybie hybrydowym i już teraz przeglądają dostępne na rynku oferty. Wśród najważniejszych miast akademickich w Polsce najwięcej zapytań dotyczy mieszkań na wynajem w Warszawie. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w lipcu 2020 roku podobnych zapytań było średnio o 18% mniej, co pokazuje, w jakim stopniu nauka zdalna wpłynęła na rynek nieruchomości.

– Należy podkreślić, że rynkiem nieruchomości na wynajem rządzi sezonowość. Można zauważyć, że popularność wyszukiwania mieszkań na sprzedaż jest bezpośrednio powiązana z okresem zakończenia semestru i roku akademickiego na uczelniach, a wzrost zainteresowania najmem nasila się na kilka miesięcy przed październikiem – zauważa Jarosław Krawczyk ekspert Otodom.

Powolna stabilizacja

Według danych Otodom, w lipcu 2021 r. średnia cena ofertowa mieszkań na wynajem była, w zależności od miasta, od kilku do nawet 10% niższa niż przed rokiem. Może to świadczyć o tym, że w związku z dużą liczbą ogłoszeń na rynku, wynajmujący decydują się na lekkie obniżanie cen w celu zwiększenia konkurencyjności swojej oferty. Warto jednak zauważyć, że z miesiąca na miesiąc obserwujemy ok. 2% wzrosty cen w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu oraz prawie dwukrotnie wyższy wzrost w Warszawie. Z danych Otodom wynika również, że najwyższa średnie czynsze obowiązują w Warszawie i we Wrocławiu. Za mieszkanie dwupokojowe w stolicy zapłacimy bowiem średnio prawie 3 tysiące złotych, a we Wrocławiu ponad 2 tysiące złotych. Najtaniej spośród 5 największych miast akademickich jest obecnie w Poznaniu, gdzie dwupokojowe mieszkanie można wynająć za 1800 złotych. Stopniowe podwyżki cen mogą być zapowiedzią względnej stabilizacji i wskazywać na przełamanie spadkowego trendu, który widoczny był przez niemal cały poprzedni rok.

Jest coraz lepiej, ale…

Obserwując zainteresowanie ofertami najmu oraz rosnące ceny można powiedzieć, że studenci wierzą w zapowiedzi władz uczelni o końcu nauki zdalnej. Z drugiej strony nie cichną głosy ekspertów, którzy zwracają uwagę na bardzo prawdopodobny scenariusz czwartej fali pandemii i ponownego lockdownu. Trzeba więc pamiętać, że stan powolnej normalizacji na rynku najmu może nie okazać się trwały, a chętnych na najem mieszkania może zacząć ubywać wraz z ewentualnym powrotem obostrzeń.

Dolar dobrą passę ma za sobą, euro z potencjałem – prognoza długoterminowa

Od czerwca kurs EUR/USD przez większość czasu pozostawał w przedziale 1,17–1,19. Już niebawem, w miarę poprawy sentymentu do ryzyka, dolarowi może zacząć ciążyć etykieta waluty safe haven. Z kolei euro, którego odbicie wstrzymuje gołębie nastawienie EBC, niedługo może zyskać paliwo w postaci powrotu gospodarki do stanu sprzed pandemii.

Obecnie większość populacji krajów rozwiniętych jest częściowo lub całkowicie zaszczepiona, zdjęto wiele pandemicznych restrykcji, a gospodarki doświadczają silnego ożywienia. Obawy związane z koronawirusem obecnie dotyczą głównie lokalnych ognisk spowodowanych wariantem Delta. Biorąc to pod uwagę, uważamy, że przewodnim motorem zmian w przypadku głównych walut w drugiej połowie 2021 r. będzie odpowiedź banków centralnych na rosnącą presję inflacyjną oraz plany normalizacji polityki monetarnej.

Dolar amerykański (USD)

W pierwszym kwartale USD należał do lepiej radzących sobie walut G10, w ostatnich tygodniach również charakteryzował się siłą. Sądzimy jednak, że amerykańska waluta dobrą passę ma już za sobą, choć nie osłabi się do tak niskich poziomów, jak zakładaliśmy wcześniej.

Gospodarka USA radziła sobie dotąd w 2021 r. szczególnie dobrze. Po szybkim postępie szczepień możliwe stało się solidne przyśpieszenie – w drugim kwartale br. zanualizowany wzrost PKB wyniósł 6,5%. Jest to już czwarty kwartał nieprzerwanej ekspansji. Ogromny pakiet pomocowy prezydenta Bidena o wartości 1,9 bln dolarów dodatkowo wspierał gospodarkę. Uwolnienie stłumionego popytu i wysoce akomodacyjna polityka fiskalna wspierały ożywienie krajowego popytu oraz aktywności w biznesie – indeks PMI dla usług od ISM w lipcu piąty miesiąc z rzędu utrzymywał się powyżej poziomu 60 pkt.

W ostatnich miesiącach w Stanach znacznie wzrosła jednak presja inflacyjna w wyniku połączenia stłumionego popytu, rosnących cen surowców i niedostatecznej podaży. Inflacja CPI wzrosła w czerwcu i lipcu do 5,4% w skali roku (Wykres 1) – najwyżej od sierpnia 2008 r. Jeszcze bardziej uderzający jest szybki wzrost typowo mniej zmiennej inflacji bazowej, która w czerwcu wyniosła 4,5% i była najwyższa od niemal 30 lat (od 1992 r). Trzymiesięczna zanualizowana inflacja bazowa osiągnęła w czerwcu alarmujący poziom 10,6%, a w lipcu pozostała na wysokim poziomie 8,1%.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA [% r/r] (2012 – 2021)

Inflacja CPI w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 16.08.2021

Po zniesieniu przeważającej części obostrzeń w większości stanów uwaga inwestorów skupiła się więc na polityce monetarnej Rezerwy Federalnej i ocenie banku w zakresie prawdopodobnego kształtowania się inflacji w USA. Na czerwcowym posiedzeniu prezes Fed Jerome Powell przyznał, że w ostatnich miesiącach ceny rosły szybciej niż się spodziewano. Podkreślił jednak, że ich dynamika prawdopodobnie osłabnie.

Po lipcowym posiedzeniu FOMC rynek był zaś rozczarowany brakiem jasnego harmonogramu zacieśniania polityki monetarnej. Powell stwierdził, że bank odbył pierwszą poważną dyskusję o sposobie zmniejszania skupu aktywów, ale nie podjęto jeszcze żadnych decyzji dotyczących terminów. Wciąż jesteśmy zdania, że wzmianka o rozpoczęciu wygaszania programu QE (taperingu) na wrześniowym posiedzeniu FOMC jest bardziej prawdopodobna niż nie.

Upór Fedu, by ignorować tymczasowe wzrosty inflacji w USA, i presja polityczna przeciwko zacieśnianiu polityki pieniężnej sugerują, że luka między retoryką FOMC i rzeczywistymi ruchami stóp procentowych może być dość duża. Wierzymy, że Rezerwa Federalna będzie chciała zachować rozsądny odstęp czasowy między taperingiem programu luzowania ilościowego i podwyższaniem stóp. Nie oczekujemy wieści w zakresie pierwszej kwestii przed wrześniem, a stopy procentowe raczej nie zostaną podniesione wcześniej niż pod koniec 2022 lub na początku 2023 r.

Uważamy też, że wpływ szczepień na amerykańską gospodarkę jest już odzwierciedlony w sile dolara (obecnie ok. 59% populacji przyjęło przynajmniej jedną dawkę szczepionki). Obawy związane z globalnym rozprzestrzenianiem się wariantu Delta koronawirusa zapewniały zaś wsparcie dolarowi dotychczas ze względu na jego status jednej z najbezpieczniejszych walut na świecie.

Pozostajemy negatywnie nastawieni do perspektyw USD i niezmiennie oczekujemy deprecjacji względem większości podobnych walut w horyzoncie naszej prognozy. Powrót do bliskich normalnym poziomów globalnej aktywności gospodarczej umożliwiony przez szczepionki powinien naszym zdaniem wpływać na poprawę sentymentu do ryzyka i obciążać waluty safe haven, w tym dolara. Oczekujemy także, że luka między wynikami gospodarczymi USA i większości reszty rozwiniętego świata będzie się zwężać, gdy ożywienie w innych krajach nabierze tempa.

Euro (EUR)

Przez większość roku euro znajdowało się mniej więcej w połowie rankingu zmian walut G10. Ma jednak szansę na aprecjację – wzrost waluty powinien być wspierany przez powrót do względnie normalnych poziomów aktywności gospodarczej i poprawa sentymentu. Skalę umocnienia euro może jednak ograniczać gołębie podejście Europejskiego Banku Centralnego (EBC).

W pierwszym kwartale gospodarka strefy euro wkroczyła w recesję o podwójnym dnie. Jednak już w drugim kwartale wzrost PKB był większy niż oczekiwano i wyniósł 2% w ujęciu kwartalnym. W trzecim spodziewamy się dalszego przyspieszenia wzrostu dzięki powrotowi do bliskiego normalnemu poziomowi aktywności gospodarczej. Sugerują to ostatnie odczyty wskaźników PMI, które w ostatnich miesiącach w strefie euro kierowały się w górę. Indeks zbiorczy osiągnął w lipcu poziom 60,2 pkt, sugerując silną ekspansję (jest to też jego najwyższy poziom od czerwca 2006 r.).

Mimo dobrych odczytów wielu wskaźników aktywności gospodarczej EBC utrzymywał na ostatnich posiedzeniach gołębi ton i jest mało prawdopodobne, że w najbliższym czasie podniesie stopy procentowe. Na czerwcowym zebraniu prezes Christine Lagarde stwierdziła, że bank spodziewa się silnego odbicia gospodarczego w drugiej połowie roku. Prognozowany wzrost PKB w tym i kolejnym roku to odpowiednio 4,6% i 4,7% wobec 4% i 4,1% zakładanych w projekcji z marca.

Potencjalnie istotniejsza była rewizja w górę prognoz inflacji. Zgodnie z czerwcową projekcją dynamika cen konsumentów powinna osiągnąć w tym i kolejnym roku odpowiednio 1,9% i 1,5%. Wcześniej prognozowano wzrost cen o 1,5% i 1,2%. Inflacja stopniowo rosła w miarę łagodzenia restrykcji (w lipcu osiągnęła 2,2% w ujęciu rocznym), jednak nie zaobserwowaliśmy takiego wzrostu presji inflacyjnej jak w USA.

Inflacja bazowa w lipcu znalazła się na poziomie 0,7%, znacznie poniżej celu, i daleko jej do podniesionych poziomów notowanych po drugiej stronie Atlantyku. Wynik przeglądu strategicznego EBC, który poznaliśmy w lipcu, dodatkowo zmniejszył potrzebę reagowania banku na rosnącą inflację. Cel inflacyjny to już nie „blisko, ale poniżej 2%”, tylko symetryczny cel 2% w średnim okresie. Bank centralny celuje w osiągnięcie wzrostu cen rzędu 2% w okresie do połowy horyzontu jego prognozy (obecnie koniec 2023 r.). Choć nie jest to pożądane, takie działanie pozwala, by inflacja przekraczała cel lub znajdowała się poniżej niego, co zmniejsza presję na decydentów w zakresie normalizacji polityki, gdyby inflacja wzrosła ponad cel.

Wykres 2: Inflacja HICP w strefie euro [% r/r] (2013 – 2021)

Inflacja HICP w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 16.08.2021

Dosyć gołębio nastawiony EBC nie podał dotąd żadnych wskazówek odnośnie do terminu ograniczenia jego programu skupu obligacji w czasie pandemii (PEPP) ani nie określił, czy zakończy się on zgodnie z planem w marcu 2022 r. Uważamy obecnie, że brak presji inflacyjnej we wspólnym bloku oznacza, że redukcja tempa skupu raczej nie będzie ogłoszona we wrześniu, kiedy zostaną opublikowane nowe projekcje.

 

Na początku roku Unia zdecydowanie odstawała pod względem tempa szczepień przeciwko COVID-19 od USA i Wielkiej Brytanii. Od początku drugiego kwartału program nabrał jednak tempa. W UE obecnie już ok. 62% populacji otrzymało przynajmniej jedną dawkę szczepionki, a 53,5% jest w pełni zaszczepione. Dzięki temu w ostatnich tygodniach na całym kontynencie obostrzenia zostały złagodzone.

Sądzimy więc, że ostatni ruch w dół kursu EUR/USD był raczej nadmierny i że prawdopodobna zbieżność wyników gospodarczych USA i strefy euro w trzecim kwartale powinna w krótkim terminie wspierać euro. Wciąż przewidujemy wzrost tej pary w horyzoncie naszej prognozy w obliczu powrotu do względnie normalnej aktywności gospodarczej dzięki globalnemu zdejmowaniu restrykcji. Niemniej, ze względu na pozostającą w tyle presję inflacyjną w strefie euro i brak pośpiechu EBC w kontekście normalizacji polityki monetarnej kontrastujące ze stanowiskiem decydentów po drugiej stronie Atlantyku rewidujemy w dół naszą prognozę kursu EUR/USD na najbliższe kwartały.

Prognoza długoterminowa

  EUR/USD USD/PLN
Q3-2021 1,18 3,77
E-2021 1,19 3,70
Q1-2022 1,21 3,61
Q2-2022 1,22 3,55
E-2022 1,24 3,43

 

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Posiedzenie RPP. Co ze stopami procentowymi?

Analitycy z ciekawością czekają na stenogram z ostatniego posiedzenia RPP. Bardzo wysoka inflacja względem ciągle utrzymywanych rekordowo niskich stóp procentowych budzi coraz więcej wątpliwości na rynkach.

Dolar wciąż w odwrocie

Pomimo lepszych od oczekiwań danych na temat zamówień w USA dolar wciąż znajduje się w odwrocie. Zamówienia na dobra zarówno te bez środków transportu, jak i te trwałego użytku okazały się lepsze o 0,2% od oczekiwań. Inwestorzy coraz mocniej wierzą w potencjał do przyspieszenia podwyżek stóp procentowych w USA. Scenariusz ten zakłada jednak poprawę danych makroekonomicznych większą, niż pokazują ostatnie odczyty. W rezultacie dolar osłabiał się wczoraj kolejny dzień względem głównych walut.

Co ze stopami procentowymi w Polsce?

Dzisiaj opublikowany zostanie protokół z lipcowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Dowiemy się, jakie są nastroje w tym gremium i jak bardzo możliwe są podwyżki stóp procentowych. Obecnie dominują dwa scenariusze. Pierwszy przewiduje, że stopy procentowe mogą wzrosnąć już w listopadzie. Drugi, że pozostaną na niezmienionym poziomie do końca kadencji większości członków, czyli do pierwszego kwartału 2022. Zadziwiające jest to, że rozważana jest podwyżka z 0,1% na 0,25% i jest to mocno wątpliwe działanie, w sytuacji gdy inflacja wynosi 5%. Pokazuje to, jak dużą wagę przykłada się do pompowania wzrostu gospodarczego względem stabilności cen.

Chwila oddechu na franku

Ostatni tydzień był horrorem dla kredytobiorców frankowych. Perspektywa powrotu szwajcarskiej waluty do 4,30 zł to bardzo nieciekawa propozycja. Po stabilizacji na rynku dzisiaj oglądamy okolice 4,24 zł. To nadal dużo, ale wyraźnie lepiej. Powodem wzrostów jest stabilizacja sytuacji pandemicznej. Wiele regionów pomimo wzrostu zachorowań radzi sobie bardzo dobrze i ryzyko wprowadzania szkodliwych dla gospodarki lockdownów jest niewielkie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – rewizja danych o wzroście PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GARBE Industrial Real Estate wchodzi do Polski

Firma GARBE Industrial Real Estate Poland weszła na polski rynek dokonując akwizycji nowego, flagowego obiektu produkcyjno-magazynowego należącego do Hubergroup we Wrocławiu. Strony podpisały przedwstępną umowę kupna nowego obiektu w formule BTS o powierzchni 22 tys. m kw. w ramach transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego na okres 20 lat.

„Cieszymy się z zawarcia naszej pierwszej transakcji na polskim rynku w tak kluczowej i znanej lokalizacji. Planujemy prowadzić działalność we Wrocławiu i współpracować z firmą Hubergroup długofalowo” – mówi Martin Polák, Dyrektor Zarządzający na Europę Środkowo-Wschodnią w GARBE Industrial Real Estate.

W transakcji sprzedającemu doradzała firma Savills, natomiast kupującemu – kancelaria Allen & Overy.

„Zawarta transakcja sprzedaży i najmu zwrotnego (sale & leaseback) stanowi potwierdzenie, że Polska jest atrakcyjną i strategiczną lokalizacją do prowadzenia działalności operacyjnej, sprzedaży i dystrybucji” – mówi Łukasz Fromiński, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego, Savills.

Hubergroup jest jednym z wiodących na świecie specjalistów od farb drukarskich, lakierów i chemii drukarskiej. Ta dynamicznie rozwijająca się firma rodzinna dysponująca wiedzą i ponad 255-letnim doświadczeniem oferuje wysokiej jakości produkty do druku opakowaniowego, akcydensowego i gazetowego.

GARBE Industrial Real Estate Poland należy do rodzinnej firmy GARBE Industrial Real Estate GmbH z siedzibą w Hamburgu. Od ponad 30 lat GARBE Industrial Real Estate GmbH zajmuje się budową, nabywaniem, wynajmowaniem i finansowaniem wysokiej jakości nieruchomości logistycznych i korporacyjnych w atrakcyjnych lokalizacjach pod względem dostępności komunikacyjnej i prowadzenia działalności przemysłowej, a także zarządzaniem takimi obiektami. Firma GARBE dotychczas koncentrowała się przede wszystkim na nieruchomościach logistycznych na czterech rynkach Europy Zachodniej: Niemczech, Holandii, Francji i Austrii. Plany dotyczące Europy Środkowo-Wschodniej obejmują początkowo Polskę, Czechy i Słowację.

GARBE konsekwentnie rozwija działalność w Europie w ostatnich latach. Oprócz Europy Środkowej, firma umacnia swoją pozycję także we Francji i Włoszech oraz w Luksemburgu.

Transport publiczny lekiem na całe zło?

Zbliżający się koniec wakacji ponownie otworzy dyskusje na temat możliwości transportowych polskich miast. Wiele z nich – pomimo pandemii ­– borykało się z dużymi korkami. Wzrost dotknie również ruch pasażerów w transporcie publicznym. W Warszawie szacowana liczba pasażerów na czas wakacji zmniejsza się o około 20-30% – wynika z danych Zarządu Transportu Miejskiego, po tym okresie wracają oni do regularnego podróżowania. Właśnie dlatego, w zależności od miasta i jego charakterystyki, przy budowie i planowaniu nowych inwestycji w komunikację publiczną pod uwagę branych jest wiele czynników. Liczba pasażerów, uwarunkowania terenu, zatłoczenie centrum – to najczęstsze z nich. Jednak co najbardziej wpływa na decyzję władz w kwestii budowy nowego środka komunikacji miejskiej?

Powakacyjny tłok

Dynamiczny rozwój transportu indywidualnego w Polsce zaczęliśmy obserwować od lat 90. ubiegłego wieku. To właśnie wtedy duża część osób przesiadła się do własnych samochodów. Wpłynęło to na zwiększenie zatłoczenia na drogach. Problem ten szczególnie widoczny jest po zakończeniu wakacji – nawet pomimo pandemii, która znacząco ograniczyła ruch w miastach przez możliwość pracy zdalnej w wielu branżach.

Według najnowszego Tom Traffic Index, liderem krajowego zestawienia najbardziej zatłoczonych miast w Polsce była Łódź. Kierowcy w tym mieście mogli spodziewać się wydłużenia czasu podróży średnio o 42 proc. Za Łodzią uplasowały się kolejno: Kraków (36 proc.), Wrocław (35 proc.), Poznań (31 proc.), Warszawa (31 proc.).

Warto wiedzieć, że w 2020 roku we wszystkich polskich miastach ujętych w raporcie odnotowano spadki poziomu zatłoczenia. Pomimo tego zjawiska władze nadal powinny dążyć do zmniejszenia udziału komunikacji indywidualnej na korzyść zbiorowej. Jak więc dobrze dobrać inwestycje, aby odpowiadały potrzebom miasta?

Rozwój transportu w miastach

Dobór inwestycji zależy od kilku czynników. Są to m.in. powierzchnia miasta, liczba mieszkańców, liczba pasażerów korzystających z jej usług czy uwarunkowania terenowe. Ważne są także możliwości finansowe budżetu miasta.

Przykładowo w ramach transportu publicznego aglomeracji warszawskiej funkcjonuje transport autobusowy, a także szynowy w postaci metra, tramwajów oraz kolei. Nie bez znaczenia jest również Szybka Kolej Miejska (SKM). Warszawski Transport Publiczny zakończył 2020 rok z liczbą pasażerów – 726 242 018. Warto wiedzieć, że był to pierwszy od wielu lat spadek liczby osób korzystających z komunikacji zbiorowej ­– przyczyną była pandemia koronawirusa. W 2019 roku stołecznymi autobusami, tramwajami i pociągami podróżowało ponad 1,2 mld osób.

Dla porównania w Krakowie w 2019 roku przewieziono 416 mln pasażerów komunikacją miejską – wynika z Raportu o stanie Miasta 2019. Dyskusja dotycząca budowy metra była obecna także w tym mieście. Zastanawiano się, czy inwestycja w podziemny transport jest realna oraz sensowna z ekonomicznego i racjonalnego punktu widzenia. Warto wiedzieć, że krakowska komunikacja miejska boryka się z wieloma wyzwaniami jak np. problemy z przejazdem tramwajów w śródmieściu oraz spadająca średnia prędkość podróżującego tramwaju.

W ramach „Studium wykonalności budowy szybkiego bezkolizyjnego transportu szynowego w Krakowie” opracowanego przez firmę ILF Consulting Engineers Polska, dokładnej analizie zostało poddanych ponad 30 wariantów tras oraz 21 wariantów inwestycyjnych możliwości przeprowadzenia metra oraz szybkiego tramwaju. Po dokładnej analizie wybrano wariant premetra szybkiego tramwaju.

Na koniec prac ­– w II kwartale 2021 r. – zarekomendowaliśmy rozwiązanie najlepsze pod względem efektywności, opłacalności finansowej, bezpieczeństwa, ryzyka, czynników społecznych i środowiskowych – tłumaczy Michał Bogucki, kierownik projektu, ILF Consulting Engineers Polska. Wskazany wariant spełniał wszystkie najważniejsze założenia (np. szybsze i bezkolizyjne pokonywanie newralgicznych odcinków), a jednocześnie jest efektywniejszy kosztowo i możliwy do finansowania w ramach założeń planu finansowego miasta – dodaje.

Co ciekawe, w przypadku inwestycji w transport naziemny istnieje możliwość wykorzystania innowacyjnych rozwiązań w zakresie środków transportu. Rozwiązaniami ograniczającymi zużycie energii w pojazdach mogą być m.in. ogniwa fotowoltaiczne zamontowane na ścianach i, jeżeli to możliwe, również na obudowach aparatury dachowej. Co więcej, rozwiązaniem mogłyby być również szyby boczne z wbudowanymi ogniwami fotowoltaicznymi, które jednocześnie nie ograniczałyby przejrzystości (rozwiązanie stosowane np. w wiatach przystankowych w celu zasilania np. oświetlenia przystanku) czy nowoczesny system sterowania pojazdem zapewniający optymalne zużycie energii.

Refluks u niemowlaka – leczenie osteopatyczne

Niemowlęta są dla swoich rodziców ósmym cudem świata i sprawiają im nieopisaną radość. Jednak dziecko, które jest nieszczęśliwe, przemęczone lub zestresowane, może mieć wpływ także na nieprzespane noce mamy i taty. Noworodki są naturalnie podatne na dyskomfort trawienny, ponieważ ich organizm dopiero przyzwyczaja się do całego procesu jedzenia i trawienia. Ale niektóre dzieci doświadczają problemów, które mogą skutkować pojawieniem się bardzo nieprzyjemnego refluksu. Jednym z rozwiązań tego typu problemów może być wizyta u wykwalifikowanego osteopaty niemowląt i noworodków.

Czy leczenie osteopatyczne może pomóc pozbyć się problemu refluksu u niemowląt?

Refluks występuje u niemowląt, gdy zwieracz żołądka nie zamyka się w pełni, co pozwala na wrócenie się mleka i kwasu żołądkowego do przełyku, a czasami do ust, wskutek czego mogą wystąpić wymioty. Nie zawsze jednak się zdarzają, dlatego niektóre refluksy, tzw. ciche, mogą pozostać niewykryte przez dłuższy czas. Refluks u niemowląt może powodować między innymi zwiększoną drażliwość, zły sen, nadmierny płacz, zmiany w zachowaniu, złe nawyki żywieniowe, częste ulewanie lub wymioty.

Bezpośrednie leczenie mięśnia zwieracza żołądka dziecka za pomocą osteopatii nie jest możliwe. Więc kiedy mama z dzieckiem cierpiącym na refluks lub problemy trawienne przychodzi do osteopaty, leczenie będzie miało na celu rozwiązanie wszelkich strukturalnych zaburzeń równowagi przez działanie na przeponę, brzuch, klatkę piersiową, szyję i miednicę. To napięcie właśnie w tych obszarach może pogorszyć refluks i przyczynić się do innych zmian i problemów trawiennych. Leczenie może pomóc w uspokojeniu układu nerwowego oraz zmniejszeniu bólu i dyskomfortu.

W jaki sposób osteopatia rozwiązuje problem refluksu u dzieci?

Metodą osteopatii stosowaną w przypadku problemu niemowlęcego refluksu, jest osteopatia krzyżowo-czaszkowa. Leczenie polega na zmniejszeniu podrażnienia nerwów, które regulują pracę przewodu pokarmowego i zmniejszeniu napięcia w przeponie oddechowej. Elementem, nad którym można pracować podczas wizyt u osteopaty, aby złagodzić objawy refluksu u niemowląt, będzie więc nerw błędny. Kiedy jest on uszkodzony, być może ze względu na to jak przebiegł proces porodu, lub sposób, w jaki dziecko ułożone było w macicy, wymagana komunikacja pomiędzy nerwem błędnym a przewodem pokarmowym, może zostać zakłócona, potencjalnie spowalniając skurcze zwieracza i zaburzając zdolności trawienne. W rezultacie zmniejsza się także nacisk na zastawkę przełyku, która umożliwia pozostanie treści pokarmowej, tam, gdzie jej miejsce, czyli w żołądku, aż do strawienia.

Osteopata dziecięcy może delikatnie masować nerw błędny, aby ponownie otworzyć komunikację, rozluźniając przy tym przewód pokarmowy, co często przywraca dziecku spokój na jakiś czas lub na stałe. Gdy układ trawienny się ustabilizuje, poprawi się także rytm snu dziecka. Czasami niemowlęta mogą wymagać środka zobojętniającego kwas żołądkowy, jako krótkotrwałego leczenia. W takich przypadkach osteopaci radzą rodzicom, aby w tym celu udali się do swojego lekarza rodzinnego.

Profilaktyka i właściwe karmienie niemowlęcia

Rodzice także mogą pomóc niemowlęciu, które cierpi na refluks. Pomiędzy wizytami u osteopaty lub w łagodniejszych przypadkach, zadziałać może trzymanie dziecka w pozycji pionowej podczas karmienia i przez co najmniej 30 minut. Celem takiego działania jest utrzymanie dziecka jak najbardziej nieruchomo, wykorzystując czas po karmieniu jako czas wyciszenia. Delikatne ruchy, na przykład noszenie w chuście lub pchanie w wózku także mogą zadziałać, o ile dziecko wciąż pozostaje w pozycji pionowej. Niektóre wózki lub foteliki dziecięce mogą być zbyt głębokie i w takich przypadkach warto umieścić złożony kocyk pod plecami dziecka. Niemowlęta karmione mlekiem modyfikowanym mogą wymagać dłuższych okresów wyciszenia, ponieważ jest ono trawione wolniej niż mleko matki.

W niektórych przypadkach może być tak, że noworodek po leczeniu osteopatycznym wraca do domu i dalej jest poddawany bodźcom, które powodują objawy refluksu, lub temu, co nazwać można przeciążeniem trawiennym, a więc zbyt częstym i zbyt obfitym karmieniem. Powoduje to powrót napięcia do przewodu pokarmowego, co z kolei powoduje napięcie nerwu błędnego. Więc chociaż osteopaci mogą pomóc w pozbyciu się objawów refluksu, a dla niektórych noworodków rozluźnienie nerwu błędnego jest wszystkim, czego potrzebują, aby objawy zniknęły na dobre, wciąż ważny jest sposób, w jaki dzieckiem opiekują się rodzicem, oraz to, jak jest ono karmione.

Tak więc, jeśli twoje dziecko było leczone przez osteopatę i czuło się lepiej przez jeden lub kilka dni, ale potem wróciło jego niespokojne zachowanie, skontaktuj się z lekarzem i dowiedz się, czy np. twój sposób karmienia nie przyczynia się do powstawania kolejnych problemów. Często też już w czasie wizyty u osteopaty zapyta on o podstawowe rzeczy, włączając w to proces ciąży, porodu, czy karmienia dziecka. Już wtedy możesz więc dowiedzieć się, jak sprawić, aby dziecko miało warunki umożliwiające jak najłatwiejsze i bezproblemowe przyjmowanie pokarmu.

Transport miejski w czasie i po pandemii

Transport publiczny jest w największym kryzysie w historii. Odpływ pasażerów kosztował ogromne pieniądze. Straty te najbardziej odczuły samorządy, które utrzymują komunikację miejską. Spadek wpływów z biletów w największych miastach rósł do nawet dziesiątków milionów złotych. W obecnym, po pandemicznym świecie możemy zauważyć, że zwiększone wykonywanie pracy oraz codziennych czynności online skutkują jeszcze większym spadkiem podróżujących komunikacją miejską. Ponadto po analizie danych o transportach publicznych z innych krajów widać, że Polska wyróżniła się na tle Europy – w czasie pandemii miały miejsce akcje zniechęcające do korzystania z transportu publicznego. W wielu państwach nie było żadnych restrykcji jeżeli chodzi o komunikację miejską. Jednak w tej kwestii trwa dyskusja co do bezpieczeństwa korzystania z transportu publicznego w okresie COVID. Wiele badań z krajów zachodnich udowadnia, że odsetek zakażeń w komunikacji miejskiej jest znikomy. Natomiast jest to otwarta dyskusja z uwagi na to, że bardzo trudne jest monitorowanie zakażeń i miejsca, w którym do nich doszło. Eksperci przekonują, że schyłek pandemii jest dobrym momentem na to, by postawić na promowanie transportu publicznego. A to zadanie zarówno dla rządu, jak i samorządów.

– Odwrót od komunikacji miejskiej był bardzo widoczny w 2020 roku – w tym czasie odbyło się około 40% mniej przewozów komunikacją miejską. Podobnie, bo o 42%, spadła liczba pasażerów kolei w Polsce. Są to dane zebrane przez GUS w 2020 roku, które pokazują skalę tej zapaści. Mówiąc o odbudowywaniu transportu publicznego po pandemii mamy najdokładniejsze dane o tym, jak to przebiega w przypadku transportu kolejowego. Widać tam dramatyczną zapaść w drugim kwartalne 2020 roku, gdzie liczba pasażerów spadła niemal sześciokrotnie w stosunku do 2019 roku – powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Grzeszak, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Obecnie widać pewne odbicie, jednak jesteśmy na poziomie sprzed 5 lat – gdy mieliśmy do czynienia z kryzysem kolejowym. W tej sytuacji kluczowe jest zachęcanie ludzi do powrotnego korzystania z transportu publicznego. Jedną z form zachęt mogą być utrudnienia dla samochodów indywidualnych, które będą następować w związku z wprowadzeniem pakietu Fit For 55 i etyką klimatyczna Unii Europejskiej. W Polsce nadal króluje komunikacja samochodowa, która jest jednym z głównych przyczyn zmian klimatycznych. Jednak myślę, że szersza zmiana trendu związana będzie z przechodzeniem na zdalne formy komunikacji, które zostaną z nami po pandemiiOznacza to, że osoby pracujące w usługach lub związane z pracą przy komputerze, nie będą musiały dojeżdżać codziennie do pracy i w skali całego państwa mówimy tu o grupie około 20% mieszkańców – dodaje Grzeszak.

Rekordowe półrocze na rynku private equity

2021 rok ma szansę być pierwszym w historii, kiedy wartość nowych transakcji na rynku private equity przekroczy bilion dolarów – wynika z badania Global PE Pulse, przeprowadzonego po drugim kwartale 2021 r. Tylko w pierwszych sześciu miesiącach była ona na poziomie ponad 589 mld USD, co jest najlepszym półrocznym wynikiem, jaki kiedykolwiek zanotowano. W porównaniu z pierwszym półroczem poprzedniego roku, wartość transakcji wzrosła niemal 3-krotnie, najmocniej na rynku amerykańskim.

Rekordowe półrocze na rynku private equity

– Widać wyraźnie, że postpandemiczne odbicie na rynku private equity nabiera tempa i po 2020 r., w którym doszło do wyraźnych spadków wolumenu transakcji, pozyskiwanych funduszy i wycofywania się z inwestycji, w pierwszej połowie 2021 r. firmy PE z nadwyżką zrekompensowały ubiegłoroczne spowolnienie. Można oczekiwać, że podobna tendencja utrzyma się również w drugiej połowie roku, głównie ze względu na utrzymujące się na całym świecie niskie stopy procentowe oraz wysokie środki finansowe dostępne na inwestycje. Potencjalnie aktywność na rynku PE może jednak osłabiać rozwój kolejnych mutacji koronawirusa i związana z tym niepewność dotycząca dalszego rozwoju pandemii czy powrotu istotnych ograniczeń – mówi Arkadiusz Strasz, Partner w Zespole Strategia i Transakcje, Zespół Wsparcia Transakcyjnego, EY Polska.

W pierwszym półroczu 2021 r. odnotowano w sumie aż siedem „megatransakcji”, czyli takich, których wartość przekroczyła 10 mld USD. To wynik najlepszy w historii w skali półrocznego zestawienia. Największe transakcje na rynku o wysokiej wartości powodują również większe zaangażowanie firm PE we wspólne przedsięwzięcia i inwestycje w formie konsorcjów. W ramach tak zwanych „club deals”, firmy private equity w pierwszym półroczu zrealizowały inwestycje o wartości 140 mld USD, najwyższej od 2007 r.

Fuzje, przejęcia i wyjścia z inwestycji

Rośnie udział i zaangażowanie funduszy private equity w transakcje fuzji oraz przejęć. Obecnie, w skali światowej, PE biorą udział w 29% z nich, a na rynku amerykańskim nawet w jednej trzeciej. Jednocześnie wzrasta także zarówno wartość transakcji, jak i wolumen wyjść PE z inwestycji. W pierwszym półroczu zanotowano ich 817, podczas gdy w tym samym okresie rok wcześniej było ich 428. Ich wartość wzrosła natomiast blisko czterokrotnie do 508,1 mld USD ze 128,9 mld USD.

Rekordowe półrocze na rynku private equity 2

– Rynek private equity ma przed sobą dalsze perspektywy wzrostu. Aktywa pod zarządzaniem są na rekordowo wysokim poziomie i firmy PE mają ponad 900 mld USD kapitałów dostępnych na inwestycje, co jest kwotą znacznie wyższą niż była dostępna w szczycie poprzedniego cyklu. Co również zauważalne, PE rozszerzają swoją działalność na nowe klasy aktywów i rozpatrują pod względem inwestycji nowe branże, a wśród nich najbardziej aktywnie sektor ochrony zdrowia, produktów i usług konsumenckich czy technologiczny – dodaje Arkadiusz Strasz.

Bain&Co.: Coraz mniej młodych osób korzysta z kart kredytowych

Gwałtownie spada zainteresowanie płatnościami kartami kredytowymi wśród młodszego pokolenia, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company. Młode osoby o wiele chętniej korzystają z aplikacji płatniczych przy zakupach towarów i usług, w tym platform oferujących płatności odroczone.  

Odsetek młodych osób w USA, które nie posiadają kart kredytowych, niemal podwoił się w ubiegłym roku. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company obecnie 22 proc. konsumentów poniżej 25 roku życia nie korzysta z kart kredytowych. Eksperci wskazują, że trend ten będzie się pogłębiał i również dotyczyć będzie pozostałych rynków rozwiniętych, w tym Polski, gdzie technologie cyfrowe stopniowo wypierają tradycyjne rozwiązania.

Jak wynika z badania, rośnie zainteresowanie klientów odroczonymi płatnościami typu „kup teraz, zapłać później”. W ciągu ostatnich 12 miesięcy korzystał z nich w USA co trzeci konsument w wieku 18-44 lat. Ponad połowa z nich używała także portfeli elektronicznych, płacąc za towary i usługi. Te formy płatności są jednak mniej popularne w starszym pokoleniu. Wśród osób w wieku powyżej 55 lat jedynie co dziesiąta zadeklarowała, że w ostatnim roku używała platform oferujących odroczone płatności.

Branża fintech rozwija się w błyskawicznym tempie, zdobywając coraz większe zaufanie konsumentów na całym świecie. Płatności cyfrowe zyskują zainteresowanie zwłaszcza młodszego pokolenia, dla którego tradycyjne karty kredytowe stają się przeżytkiem z innej epoki – powiedział Paweł Kozub, Starszy Menedżer Bain & Company. – Wraz z upływem czasu ten trend będzie się pogłębiał i wiele wskazuje na to, że plastikowe karty podzielą w przyszłości los płyt DVD.

Eksperci Bain & Company wskazują, że zmiana zachowań konsumenckich wśród młodszego pokolenia stanowić będzie szczególne wyzwanie dla emitentów tradycyjnych kart płatniczych, którzy już teraz powinni budować swoją pozycję na rynku alternatywnych płatności cyfrowych.

Również firmy z branży fintech powinny dokładać starań, by ulepszać jakość swoich usług, jeśli chcą szybko zwiększać udziały w rynku i przyspieszyć zachodzącą rewolucję. Jak wynika bowiem z badania, wielu klientów napotyka problemy z płatnością przy użyciu aplikacji płatniczych podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Problemy dotyczą zarówno awarii samych aplikacji, jak i trudności z nawigacją czy zalogowaniem się do systemu. W porównaniu z zakupami przez internet dwukrotnie więcej klientów (22 proc.) sygnalizuje takie problemy podczas zakupów w sklepach stacjonarnych.

Ze względu na problemy z płatnościami cyfrowymi w sklepach, klienci nie rezygnują z kart kredytowych. Jednak gdy branży fintech uda się pokonać te przeszkody i zapewnić płynną obsługę, płatności alternatywne staną się poważnym zagrożeniem dla tradycyjnych kart kredytowych – powiedział Paweł Kozub. – Najwięksi inwestorzy w branży fintech bacznie śledzą trendy i zachowania konsumentów i działają szybko i zdecydowanie, by zdobyć przewagi rynkowe.

Badanie zostało przeprowadzone w drugim kwartale 2021 roku przez NPS Prism, firmę badawczą należącą do Bain & Company.