Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi

Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi 1

Polska Agencja Kosmiczna zapowiada, że Krajowy Program Kosmiczny ruszy już we wrześniu 2018 roku. Projekt uzyskał najwyższy priorytet i zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Ponadto istotnym celem jest wykształcenie odpowiednich kadr, wsparcie nauki i zwiększenie konkurencyjności na polskim rynku kosmicznym. Zgodnie z założeniami rządu do 2020 roku mamy generować 3 proc. przychodów europejskiego rynku kosmicznego.

– Polski Program Kosmiczny zostanie skorelowany i skoordynowany w krótkim czasie, prawdopodobnie do września tego roku. Będzie się nazywać Priorytetowym Polskim Programem Kosmicznym, który będzie obejmować następne 2–3 lata. W tym czasie zostanie stworzony kompleksowy program, obejmujący perspektywę 15 lat – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Projekt Krajowego Programu Kosmicznego został opracowany w grudniu 2017 roku i poddany konsultacjom, które zakończyły się w kwietniu tego roku. Wykazały one, że pominięto ważne aspekty przy tworzeniu KPK, w tym zabezpieczenie odpowiednich funduszy i zasobów na jego realizację. Zapadła więc decyzja o wyłączeniu części działań z Krajowego Programu Kosmicznego, zwerbowaniu całego środowiska do wsparcia i skupieniu się na innych fragmentach programu.

– Krajowy Program Kosmiczny definiuje z jednej strony system wsparcia polskich podmiotów sektora, tak żebyśmy mogli nadgonić sektory zagraniczne, z drugiej strony definiuje zapotrzebowanie krajowe na zdolności czy produkty sektora. Róbmy to, co możemy zrobić w tej chwili dla sektora, nie koncentrujmy się na zadaniach wymagających dłuższej perspektywy, po prostu sektor tego potrzebuje – twierdzi Grzegorz Brona.

Istotnym celem KPK jest edukacja i kształcenie kadr. Według prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej w Polsce brakuje aktualnie kadr, by realizować duże projekty kosmiczne. Ważnym celem jest także wsparcie nauki i kontynuacja obecności naukowych satelitów na orbicie (obecnie mamy dwa takie satelity, których okres funkcjonowania kończy się ok. 2020 roku. W ramach KPK planuje się także wsparcie polskiego przemysłu, który w znacznej mierze wciąż nie jest konkurencyjny w sektorze kosmicznym.

– Firmy, z którymi walczymy na arenie międzynarodowej, to firmy francuskie czy niemieckie, które mają o 50 lat więcej kosmicznego doświadczenia. Trzeba stworzyć odpowiednie ramy wsparcia krajowego, które pozwolą firmom przenieść się na wyższy poziom gotowości technologicznej – twierdzi prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Jednym z celów programu ma być budowa kompetencji umożliwiających zabezpieczenie potrzeb kraju w zakresie technologii satelitarnych, w tym m.in. poprzez budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Istotne z punktu widzenia zwłaszcza polskich przedsiębiorstw jest również znalezienie się w strukturach międzynarodowych.

– W 2021 roku rusza nowa perspektywa finansowania UE, ruszają nowe programy kosmiczne, zarówno związane ze zobrazowaniem ziemi, z nawigacją, z systemami wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami z kosmosu, z systemami rakietowymi. Trzeba się tam odpowiednio odnaleźć, trzeba nasze podmioty ulokować w tych programach, tak żebyśmy mogli czerpać odpowiedni zwrot do naszej składki, którą płacimy do UE – przekonuje Grzegorz Brona.

Zgodnie z założeniami Polskiej Strategii Kosmicznej polski przemysł kosmiczny ma mieć w 2030 roku trzyprocentowy udział w rynku europejskim. Według analityków Bank of America Merrill Lynch w ciągu najbliższych 30 lat wartość światowej branży kosmicznej może wynieść 2,7 bln dol.

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy 2

Dzięki najnowszym technologiom wymiana danych pomiędzy kontrahentami czy rozmówcami może odbywać się już w sposób całkowicie cyfrowy, wystarczy przesłać elektroniczną wizytówkę ze smartfona na smartfon. Tradycyjne wizytówki wciąż jednak spełniają swoją rolę, zwłaszcza na różnego rodzaju konferencjach czy targach. Polski start-up Insbird połączył formę tradycyjnej wizytówki z elektroniczną, tworząc innowacyjne wizytówki z wbudowanym chipem NFC. Zawarte w nich dane po zbliżeniu do smartfona automatycznie pojawią się na jego ekranie i zapiszą w jego pamięci. W przyszłości możliwe są jeszcze bardziej zaawansowane sposoby wymiany danych między ludźmi.

Termin „elektroniczna wizytówka” kojarzony jest głównie z formą przekazywania danych kontaktowych poprzez pliki formatu vCard. Są one obsługiwane m.in. przez smartfony. Jakiś czas temu na rynku zaczęły się pojawiać też elektroniczne wizytówki w formie karty z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, na którym wyświetlały się dane kontaktowe. Dziś możemy już jednak przekazywać nasze dane w zupełnie inny sposób.

– Wizytówki Insbird to zbliżeniowe wizytówki, które opierają się na technologii NFC, czyli komunikacji bliskiego pola. Oznacza to, że po zbliżeniu wizytówki do telefonu dane pojawiają się na nim w wersji elektronicznej. Są one w pełni interaktywne, więc jeżeli naciśniemy na numer telefonu – zadzwonimy, naciśniemy na adres e-mail – wyślemy e-maila. Co więcej, jeżeli zmienimy jakiekolwiek dane, automatycznie zaktualizują się wśród klientów, którzy posiadają taką wizytówkę ­– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bojarski, prezes Insbird.

Wizytówka jest zbudowana z wysokiej jakości papieru, w który wbudowany jest chip NFC (Near Field Communications). Wymiana danych między wizytówką a telefonem odbywa się w sposób automatyczny, a dane wyświetlane są na ekranie smartfona (z Androidem), nawet jeśli nie jest zainstalowana na nim specjalna aplikacja. Właściciel wizytówki może dodatkowo zarządzać zawartymi na niej danymi z poziomu aplikacji insBusinessCard, która pozwala między innymi na aktualizację danych. Chip NFC jest pobudzany poprzez pole magnetyczne wytwarzane przez telefon, zatem wizytówka nie potrzebuje do działania baterii.

– Wizytówki umożliwiają nam łatwiejszą wymianę danych kontaktowych, gdyż nie musimy przepisywać imienia, nazwiska, numeru telefonu z papierowej wizytówki, tylko po zbliżeniu wizytówki Insbird do telefonu automatycznie te dane pojawiają się na telefonie oraz synchronizują się z danymi w naszej książce telefonicznej. Zmierzamy do tego, by wystarczyła jedna, uniwersalna wizytówka, z którą chodzilibyśmy po całej konferencji i moglibyśmy wymieniać się nią elektronicznie – twierdzi Łukasz Bojarski.

Propozycja Insbird jest już dostępna na rynku, cena to 149 zł za sto wizytówek. W przyszłości będziemy mogli wymieniać się danymi w jeszcze prostszy sposób. Współpracujący z Google projektant rozwiązań elektronicznych Hideaki Matsui opracował koncepcję pierścieni informacyjnych, przypominających wyglądem zwykłą biżuterię. Wymiana danych odbywa się w nich również poprzez zbliżenie, na przykład przy uścisku dłoni, a zasilanie zapewnia ciepło ciała noszącego je użytkownika.

Według prognoz Cisco mobilny ruch danych wzrośnie do 2021 roku do wartości 49 eksabajtów miesięcznie. W 2017 roku ze smartfona korzystało około 2,3 mld osób.

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi 3

Ze zdjęć satelitarnych korzystamy coraz częściej i chętniej. Dzięki obrazowaniu z kosmosu można obejrzeć nawet najdalej położone zakątki świata. Mamy wielką infrastrukturę orbitujących satelitów, problemem jednak jest dostępność i zarządzanie danymi. Nowa aplikacja ułatwia korzystanie z danych satelitarnych i pozwala zamówić zdjęcie satelitarne z kosmosu. Takie zdjęcie może zamówić każdy, nawet w celach czysto rozrywkowych, ale twórcy aplikacji chcą, aby była wykorzystywana do ważniejszych celów, np. monitorowania nielegalnej wycinki lasu.

– Spectator jest aplikacją internetową, która umożliwia robienie zdjęć z orbity w czasie rzeczywistym. Śledzimy satelity w czasie rzeczywistym, żeby wiedzieć, w którym miejscu znajdują się aktualnie na orbicie, nad jakim obszarem, oraz kiedy będą dostępne dane dla tych satelitów. Użytkownik może wybrać dowolny obszar, a my podamy informację, kiedy takie zdjęcie może być zrobione – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Waldemar Franczak, prezes Spectator.

Zdjęcia satelitarne weszły już praktycznie do codziennego użycia. Ułatwiają planowanie podróży, dostęp do interesujących miejsc, pozwalają przewidzieć możliwe katastrofy naturalne. Ogromna liczba satelitów i gromadzonych danych nawet dla ekspertów było do tej pory trudno dostępna. Obecnie zdjęcie z kosmosu może zamówić sobie każdy, choć najczęściej wykorzystywane są one do pracy.

– Jesteśmy otwarci na to, żeby korzystać z tego rozwiązania dla zabawy, natomiast są przypadki, w których może to być bardziej przydatne. Naszym celem jest stworzenie na tyle prostego rozwiązania, żeby ludzie byli w stanie wymyślać własne aplikacje i żeby mogli z tego korzystać w taki sposób, w jaki korzystają z GPS, mimo że jest to dość zaawansowana technologia – mówi Waldemar Franczak.

Zdjęcia satelitarne pozwalają wygenerować istotne informacje. Pozwalają zwiększyć bezpieczeństwo czy zarządzać środowiskiem. Dzięki nim można szybciej i sprawniej reagować w razie wystąpienia katastrof naturalnych, monitorować czystość wód czy powietrza. Liczba zastosowań jest praktycznie nieograniczona.

– Klient korzysta z naszego rozwiązania jako silnika dla swojej aplikacji, pozwalamy w łatwy sposób tworzyć plany obrazowania dla danego obszaru. Jednym z zastosowań jest monitorowanie wycinki lasów. W Ameryce Południowej nasze rozwiązanie jest używane do detekcji nielegalnej wycinki obszarów zalesionych. Pomaga to w zwalczaniu tego typu przestępczości – wskazuje ekspert.

Dzięki aplikacji Spectator można wybrać interesujące satelity i obszary, ale można również przeglądać publiczne kanały. Kanał Sentinels w ramach europejskiego programu Copernicus pozwala śledzić konstelację Sentinel do obserwacji Ziemi, na kanale FreeData można śledzić tylko te satelity, które wytwarzają otwarte dane, zaś w kanale Commercial można pozyskać dane komercyjne. Można także stworzyć swój własny kanał. Jakość pozyskiwanych zdjęć z kosmosu zależy od rodzaju działalności.

– Zdjęcia Komisji Europejskiej z konstelacji Copernicus mają rozdzielczość dziesięciometrową, natomiast zdjęcia komercyjne oferują najlepszą dostępną rozdzielczością – aktualnie jest to około 30 cm. Jeżeli mamy rozdzielczość dziesięciometrową, to jesteśmy w stanie zobaczyć budynki, przy rozdzielczości 30 cm, można już zobaczyć grupę ludzi i samochody – podkreśla Waldemar Franczak.

Według indeksu obiektów wprowadzonych do kosmosu przez Biuro ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA), obecnie na orbitę planety przypada ponad 4,6 tys. satelitów. Satelitów jest jednak znacznie więcej, na orbicie krąży też wiele prywatnych satelitów do celów komercyjnych. Dzięki aplikacji Spectator można zamówić zdjęcie z kosmosu – uzyskać dostęp do wszystkich satelitów i robić zdjęcia wybranych obszarów.

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością 4

Pracujemy coraz więcej, głównie w nadziei na podwyżkę i awans. Im dłużej siedzimy w pracy, tym mniej jesteśmy jednak efektywni. Zdecydowana większość pracowników może efektywnie pełnić obowiązki zawodowe przez 6–7 godzin dziennie. Rozwiązaniem może być więc skrócenie czasu pracy ze standardowych 8 godzin. To istotne zwłaszcza dla młodego pokolenia, które stawia na równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Skrócenie dnia pracy może się nie sprawdzić we wszystkich branżach, ale tam, gdzie liczy się efektywność, może okazać się strzałem w dziesiątkę.

– W Social Tigers sześciogodzinny dzień pracy funkcjonuje już 1,5 roku. Trzeba przyznać, że jest to rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może się wydawać idylliczne, ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. To rozwiązanie, które wymaga bardzo dobrej organizacji pracy i powoduje, że więcej rzeczy trzeba zrobić w krótszym czasie, więc na pewno nie jest to rozwiązanie dla każdego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Franciszek Georgiew, założyciel agencji marketingowej Social Tigers.

O skróceniu czasu pracy marzy większość z nas. Zwłaszcza że Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku statystyczny Polak przepracował średnio 1928 godzin. Dłużej od nas pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością. Badania potwierdzają, że niewiele osób jest w stanie przez 8 godzin skupić się na pracy. Najczęściej pracujemy efektywnie tylko przez 6–7 godzin.

– Decyzję o wprowadzeniu sześciogodzinnego dnia pracy podjąłem ze względu na to, że w branży reklamowej i tak jest często konieczność robienia nadgodzin, więc potrzeba elastycznych godzin pracy. Dlatego jeśli nie musimy siedzieć w biurze, bo nie ma nic do roboty, to nie siedźmy w nim, a zachowajmy te siły na moment, kiedy jest to naprawdę potrzebne. Z perspektywy pracodawcy na pewno mamy do czynienia z jednym bardzo ważnym wyzwaniem – jest to lepsza organizacja pracy – tłumaczy Franciszek Georgiew.

Próby skrócenia czasu pracy trwają od lat. W 2000 roku Francja wprowadziła 35-godzinny tydzień pracy. Z kolei w 2014 roku w Szwecji prowadzono eksperyment, w ramach którego część pielęgniarek miała pracować krócej i za te same pieniądze, co pozostałe osoby. Jego wyniki wskazywały, że krótszy dzień oznaczał rzadsze zwolnienia lekarskie i lepsze podejście do pracy.

W Polsce wciąż jeszcze powszechne jest przekonanie, że dobry pracownik to ten, który siedzi przy biurku sumiennie 8 godzin. Pracodawcy rzadko sprawdzają faktyczną efektywność. Tymczasem w branżach, gdzie liczą się przede wszystkim efekty, a niekoniecznie poświęcony czas, skrócenie tygodnia pracy może mieć pozytywne skutki.

– Z perspektywy pracownika na pewno mamy do czynienia z większą przestrzenią po godzinach, którą możemy wykorzystać na realizację swoich prywatnych projektów, ambicji czy zainteresowań. Oprócz tego na pewno zwiększa się więź tej osoby z pracą, czujemy się bardziej zaangażowani w to, co robimy, z racji tego, że czujemy większą wolność – wskazuje założyciel Social Tigers.

Raport Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wskazuje, że najważniejszym czynnikiem przy wyborze miejsca pracy są oprócz możliwości rozwoju, dobra atmosfera w pracy i relacje z innymi. Milenialsi nie chcą stawiać pracy na pierwszym miejscu, zależy im na zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. W przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń nie stawiają pracy na pierwszym miejscu i unikają nadgodzin. Dla nich skrócony czas pracy jest idealnym rozwiązaniem.

– Moim zdaniem są dwie główne zalety sześciogodzinnego dnia pracy. To większe zaangażowanie pracowników i efektywność na godzinę pracy. Druga sprawa, że zmusza to firmę do wprowadzania wielu innowacyjnych rozwiązań przy organizacji pracy, dzięki czemu proces profesjonalizacji firmy może bardzo mocno przyspieszyć. Wśród słabszych stron tego rozwiązania wymieniłbym większy stres, ponieważ liczba obowiązków nagle się przez to nie zmniejsza. Dlatego uważam, że nie jest to rozwiązanie dla każdej branży – ocenia Franciszek Georgiew.

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną 5

Aniołowie biznesu są w Polsce coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów – wynika z danych fundacji Startup Poland. Dane EBAN pokazują, że trzy najchętniej finansowane przez anioły branże to technologia, ICT i healthcare. Wiceprezes największej w Europie organizacji zrzeszającej anioły biznesu ocenia, że najbliższych pięć lat będzie obiecujących dla całego regionu CEE, a Polska jest pierwszym branym pod uwagę kierunkiem inwestycji.

– Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej znajdziemy cały przekrój sektorów, więc inwestorzy mają w czym wybierać. Największym zainteresowaniem – jak powszechnie wiadomo – cieszy się branża ICT. Gwarantuje ona szybki zwrot z inwestycji, co ma niebagatelne znaczenie w ryzykownym świecie inwestycji. Przeciętny inwestor musi czekać od 7 do 10 lat, aby zwróciły mu się zainwestowane pieniądze. To dużo czasu, więc każdy szuka takich inwestycji, na których może zarobić możliwie jak najszybciej i z obopólną korzyścią dla przedsiębiorcy i inwestora – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Panos Ketikidis, wiceprezes Europejskiej Sieci Aniołów Biznesu (EBAN).

Dla start-upów i początkujących biznesów jednym ze sposobów pozyskania kapitału na rozwój są aniołowie biznesu (ang. business angel, angel inwestor). To prywatni inwestorzy, którzy z własnych środków inwestują w przedsięwzięcie, najczęściej we wczesnej fazie jego rozwoju (zasiewu i startu), obejmując w zamian określoną liczbę udziałów. Przeważnie są to doświadczeni przedsiębiorcy, którzy z zyskiem wyszli z poprzednich projektów. Poza pieniędzmi użyczają też swojego doświadczenia, kontaktów biznesowych, zapewniają merytoryczne wsparcie i doradztwo.

Z pomocy aniołów na starcie korzystał m.in. Apple czy Amazon. Tacy inwestorzy funkcjonują w pojedynkę albo są zrzeszeni w Sieci Aniołów Biznesu. Zwykle działają w sposób mniej sformalizowany, podejmując decyzję inwestycyjną bardziej na podstawie swojego doświadczenia i intuicji niż wielostronicowych analiz, raportów i biznesplanów. Dzięki temu łatwiej jest również negocjować warunki wsparcia i późniejszego wyjścia z inwestycji, ponieważ aniołowie biznesu są bardziej elastyczni niż np. fundusze inwestycyjne działające według ścisłych reguł.

– Perspektywy rynku Europy Środkowo-Wschodniej na kolejnych pięć lat są bardzo obiecujące, co skłania do inwestycji. Żeby móc działać i realizować swoje cele, inwestorzy potrzebują odpowiedniej infrastruktury, swoistego ekosystemu. Potrzebujemy przedsiębiorców, wsparcia rządu, współpracy branżowej i dobrych uczelni wyższych, które zapewnią młodym ludziom umiejętności niezbędne do osiągania sukcesów w świecie biznesu – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

EBAN (European Business Angel Network) jest największą w Europie organizacją zrzeszającą aniołów biznesu, liczącą ponad 150 organizacji członkowskich w ponad 50 krajach, które inwestują w innowacyjne przedsięwzięcia średnio około 7,5 mld euro rocznie. Wiceprezes EBAN prof. Panos Ketikidis ocenia, że region CEE jest dla inwestorów bardzo interesującym kierunkiem, a tutejsze przedsiębiorstwa dobrze radzą sobie na rynku.

– Nawiązując współpracę z miejscowym aniołem biznesu, mamy pewność, że jest to partner godny zaufania, który ma wiedzę na temat lokalnych uwarunkowań niezbędną do utworzenia syndykatu. Syndykaty aniołów biznesu to rozwiązanie, w które mocno wierzymy. Zatem będziemy tu inwestować pod warunkiem posiadania odpowiednich partnerów działających w ramach sieci – mówi prof. Panos Ketikidis.

Jak wynika z danych EBAN, w 2016 roku inwestycje w przedsięwzięcia we wczesnej fazie rozwoju w Europie wyniosły 9,9 mld euro, z czego większość – aż 6,7 mld euro – została zainwestowana właśnie przez aniołów biznesu. To ponad ośmioprocentowy wzrost rok do roku. Trzy branże, w które najchętniej inwestują aniołowie, to technologie (39 proc. wszystkich inwestycji), ICT (36 proc.) oraz healthcare (13 proc.).

W Polsce – jak wynika z ostatniego raportu fundacji Start-up Poland – aniołowie biznesu są coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów biznesu skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów. Badanie fundacji Startup Poland pokazuje, że ten wynik raczej się utrzyma – co trzeci start-up planujący pozyskać zewnętrzny kapitał zwróci się do aniołów biznesu.

– Uważam, że siła polskiego rynku tkwi w innowacyjności Polaków, ich gotowości do podejmowania ryzyka i przedsiębiorczości. Ale jest to również duży kraj, który w pierwszej kolejności bierze się pod uwagę jako potencjalny kierunek inwestycji. Niezwykle istotne jest umiejętne wybieranie inwestycji, tak by nie przynosiły one strat – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

W połowie ubiegłego roku Polski Fundusz Rozwoju utworzył Biznest FIZ, w którym finansowanie innowacyjnych przedsięwzięć będzie się odbywać poprzez pośredników (fundusze koinwestycyjne) współpracujących z aniołami biznesu. Inwestycje będą dokonywane w proporcji 50:50, gdzie połowa środków pochodzić będzie od PFR Biznest FIZ, a druga z prywatnych środków aniołów biznesu.

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów 6

Nowoczesne, odpowiednio zaaranżowane biuro jest wizytówką firmy w oczach klientów i pracowników. Może wpływać na jej wyniki – podnosząc efektywność pracy  i pomagać w rekrutowaniu najlepszych specjalistów, dla których wygląd miejsca pracy bywa równie ważny jak zarobki czy perspektywy rozwoju. Najciekawszych i najbardziej kreatywnych przestrzeni biurowych szuka CBRE w drugiej edycji konkursu Office Superstar 2018.

– Inwestycja w ładne i wygodne biuro jest dla pracodawców opłacalna, ale przede wszystkim – konieczna. Biuro jest wizytówką firmy, prezentujemy je przed klientami, pracownikami, kandydatami do pracy. To miejsce, gdzie można pokazać DNA organizacji, sposób, w jaki funkcjonuje, jakie ma wartości, jak się w niej pracuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Wenzławska, zastępca dyrektora ds. marketingu i komunikacji w CBRE.

Jak wynika z raportu Leesman Index „The Next 250k”, blisko 90 proc. pracowników biurowych deklaruje, że ważny jest dla nich design miejsca pracy. Nowoczesne i odpowiednio zaaranżowane biuro stanowi nie tylko wizytówkę firmy, lecz także realnie wpływa na efektywność pracowników.

Radosław Gajda, architekt i autor bloga o architekturze „Architecture is a good idea” wskazuje, że odpowiednio aranżowana przestrzeń biurowa powinna odpowiadać różnym formom aktywności, zgodnie z trendem activity based working.

– Koncepcja activity based working polega na tym, że biuro musi być różnorodne, czyli dostosowywać się do różnych potrzeb pracowników w ciągu dnia, i zmienne, żeby jego przestrzeń można było rearanżować w zależności od tego, co akurat dzieje się w biurze. Chodzi o to, że kiedy pracujemy, to nie robimy przecież cały czas tego samego. Odbieramy e-maile, telefony, rozmawiamy z kolegami w większych lub mniejszych grupach albo potrzebujemy maksymalnego skupienia i koncentracji do wykonania jakiegoś bardzo ważnego zadania. Dlatego biuro powinno odpowiadać na potrzeby różnych form aktywności w pracy – mówi Radosław Gajda.

– Różnorodna i wygodna przestrzeń pomaga się skupić na pracy, lepiej pracować w zespole, wpływa na przepływ informacji. Złotą zasadą jest, aby biuro było różnorodne i faktycznie dopasowane do potrzeb pracowników. Wtedy firma, która inwestuje w swoje biuro, może mieć pewność, że efektywność pracowników będzie na wysokim poziomie – dodaje Natalia Wenzławska.

Zaaranżowanie biura, które będzie atrakcyjne w oczach klientów i wygodne dla pracowników, wiąże się z wydatkami. Jednak z drugiej strony jest to inwestycja w rozwój firmy, jej wizerunek jako pracodawcy oraz w kreatywność i efektywność pracowników. Dobrze wyposażone, atrakcyjne i funkcjonalne biuro może nawet wpłynąć na poziom absencji i zmniejszyć liczbę zwolnień chorobowych pracowników, co pozytywnie przełoży się na wyniki firmy.

– Możemy sobie wyobrazić wyposażenie i wykończenie biura za trzysta euro za metr kwadratowy, ale możemy również wyobrazić sobie takie za tysiąc euro za mkw. Ten koszt można różnicować, ale trzeba go postrzegać właśnie jako inwestycję – podkreśla Radosław Gajda.

W obecnej sytuacji na polskim rynku pracy ładne i nowoczesne biuro może też stanowić przewagę firmy w procesie rekrutacji i pozyskiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Zwłaszcza dla młodego pokolenia pracowników – poza czynnikami takimi jak jak np. elastyczny wymiar pracy, wynagrodzenie czy perspektywy rozwoju  liczy się otoczenie, w którym pracują.

– Mówi się, że efektywny pracownik to szczęśliwy pracownik, i to wcale nie jest bajka. Szczęśliwy pracownik jest bardziej zaangażowany, dłużej związany z firmą. Po prostu chce w niej pracować i to widać po jego wynikach – podkreśla Natalia Wenzławska.

Autor popularnego bloga „Architecture is a good idea” ocenia, że w Polsce pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie ma wygląd ich biura.

– Biuro jest narzędziem employer brandingowym, może przyciągać do firmy najlepsze talenty. Coraz więcej pracodawców stara się podnosić jakość swojej przestrzeni biurowej, wyposażając ją w nowe meble, bardziej ergonomiczne rozwiązania funkcjonalne czy stawiając na aktywne biuro, zgodne z koncepcją activity based working. Mam wielką nadzieję, że ta edycja konkursu Office Superstar pokaże to, że we wszystkich branżach możemy postawić na ciekawe i funkcjonalne rozwiązania – mówi Radosław Gajda.

Do 30 czerwca br. przyjmowane są zgłoszenia w konkursie Office Superstar 2018, w którym CBRE poszuka najciekawszych, kreatywnych i innowacyjnie zaaranżowanych przestrzeni biurowych. Do rywalizacji mogą stanąć wszystkie firmy i organizacje, które uważają swoje biuro za najlepszą wizytówkę i chcą się nią pochwalić. W ubiegłorocznej edycji konkursu wzięło udział ponad sto polskich i międzynarodowych organizacji, spośród których eksperci wybrali jedenaście najbardziej unikalnych projektów wnętrz biurowych.

– Laureaci I edycji konkursu Office Superstar są świetnym przykładem tego, jak wykorzystać przestrzeń biurową. Tamte biura były zaprezentowane w taki sposób, że osoba, która przychodziła do biura, od razu wiedziała, z jaką organizacją ma do czynienia – mówi Natalia Wenzławska.

W konkursie może startować najemca lub właściciel przestrzeni biurowej, który chce się pochwalić swoją aranżacją i wzmocnić swój wizerunek jako dobrego, pożądanego pracodawcy. Tegoroczne zgłoszenia będą przyjmowane w siedemnastu kategoriach – najlepsze miasto regionalne (pięć kategorii dla pięciu miast: Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), branże (m.in. finansowa, BPO/SSC, kreatywna, doradcza i prawna), rodzaje wnętrz (biuro coworkingowe, przestrzeń socjalna i sala konferencyjna) oraz rodzaje zastosowanych rozwiązań (wellness i technologie). Każda firma, która chce zgłosić swój akces, może startować w kilku różnych kategoriach. Najlepsze projekty spośród zgłoszonych wybierze kapituła złożona z ekspertów z dziedziny nieruchomości, architektury, środowiska pracy i designu. Wyniki tegorocznej edycji zostaną ogłoszone na początku października, podczas gali CBRE IDEA LAB.

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom 7

Nowe technologie takie jak możliwość lokalizowania klienta tuż po wejściu do centrum handlowego, personalizacja ofert, połączenie oferty stacjonarnej z e-commerce – to trendy, które będą wyznaczać kierunek rozwoju centrów handlowych w nadchodzących latach. Współczesne centra handlowe przestają być wyłącznie miejscem robienia zakupów. Coraz częściej stają się przestrzenią służącą do spędzania wolnego czasu. Dlatego na znaczeniu zyskuje ich oferta gastronomiczno-rozrywkowa.

– Centra handlowe w Polsce na przestrzeni ostatnich 20–30 lat bardzo dynamicznie rozwijały się w wielu sektorach – od śródmiejskich, wielkopowierzchniowych, galerii handlowych, po duże regionalne centra i outlety. Obecnie najszybciej zmieniają się małe i średnie centra handlowe typu convenience retail park. Tym, co charakteryzuje centra handlowe w Polsce, jest podobieństwo do Europy Zachodniej. Podążamy za podobnymi trendami, oczekiwania konsumentów są bardzo zbliżone. Nasz polski rynek ze względu na dość dużą konkurencję stara się jak najszybciej odpowiadać na potrzeby konsumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Świerczyński, członek zarządu firmy EPP, do niedawna znanej jako Echo Polska Properties, która zarządza 18 centrami handlowymi na terenie całej Polski.

Centra handlowe są w Polsce dominującym formatem. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield, na rynku jest 426 takich obiektów o łącznej powierzchni 10,47 mln mkw., co stanowi blisko trzy czwarte całkowitej podaży powierzchni handlowej. Dla właścicieli i zarządców centrów handlowych jednym z głównych wyzwań jest potrzeba integracji sprzedaży tradycyjnej z internetową i kanałem mobilnym.

– Klienci oczekują dziś szerokiego dostępu do informacji i produktu. Najważniejsze, żeby ten dostęp był bardzo mobilny i szybki. Widzimy, że handlowcy i najemcy w coraz większym stopniu stawiają na omnichannel, czyli łączenie tego, co najlepsze w formule online z realnym przeżyciem i możliwością zobaczenia produktów na żywo w sklepie. Duże sieci, szczególnie modowe, powiększają swoje sklepy, dają możliwość zakupu typu click & collect. Wprowadzają także mnóstwo nowinek technologicznych, takich jak wirtualne przebieralnie oraz spersonalizowane aplikacje pozwalające namierzyć klienta i jak najlepiej odpowiedzieć na jego oczekiwania – mówi Michał Świerczyński.

Członek zarządu EPP zwraca uwagę, że podstawowym elementem, który przesądza o atrakcyjności centrum handlowego, wciąż pozostaje jego lokalizacja i odpowiednio dobrana oferta. Natomiast czynnikiem, który będzie  wyznaczać trendy w kolejnych latach będą przede wszystkim nowe technologie, dające z jednej strony możliwość spersonalizowanego dotarcia do klienta, a z drugiej – połączenia oferty w sklepach stacjonarnych z e-commerce.

W centrach handlowych rośnie również udział i znaczenie oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Klienci coraz częściej odwiedzają je bowiem nie tylko z powodu chęci zrobienia zakupów, ale również po to, aby przyjemnie spędzić czas.

– Widzimy rozszerzającą się ofertę gastronomii, tzw. food & beverage, kawiarni, restauracji, które także odchodzą od typowych fast foodów i idą w kierunku formuły typu slow food. Rośnie też udział części rozrywkowej, z której Polacy coraz chętniej korzystają. Patrząc na portfel EPP, który jest jednym z największych w Polsce, widzimy, że takie wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom klientów jest przez nich bardzo pozytywnie przyjmowane. Z roku na rok odnotowujemy wzrost liczby klientów odwiedzających nasze centra – mówi Michał Świerczyński.

Galerie w coraz większym stopniu stają się też częścią tkanki miejskiej, pełniąc nie tylko funkcje handlowe, ale również kulturalne, społeczne i rozrywkowe.

– Projekt Towarowa 22, który realizujemy we współpracy z Echo Investment to wyjątkowa lokalizacja, niemal w samym centrum Warszawy. Nie ma już drugiego takiego miejsca w stolicy. Chcemy stworzyć tu coś wyjątkowego, coś co zmieni ten fragment miasta, będzie idealnie współgrało z jego naturalnym rytmem i stanie się miejscem integracji społeczności lokalnych – zapowiada Michał Świerczyński.

Nieruchomość ma 6,5 ha łącznej powierzchni, a po wybudowaniu kompleks zaoferuje także ponad hektar przestrzeni publicznej. W ramach projektu powstanie wielofunkcyjny kompleks, na który złożą się m.in. nowoczesna przestrzeń handlowo-usługowa, część biurowa, mieszkalna oraz zielona, ogólnodostępna przestrzeń publiczna. Wzdłuż ulicy Towarowej powstanie pierzeja domów handlowych, a niegdysiejszy Dom Słowa Polskiego, który znajduje się na terenie inwestycji, zostanie przekształcony w miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych, z bogatą ofertą gastronomiczną i kawiarniami.

Jak wynika z danych firmy doradczej JLL, na polskim rynku nasycenie powierzchnią handlową jest nadal niższe niż w Europie Zachodniej (255 wobec 266 mkw. na tysiąc mieszkańców). Z końcem ubiegłego roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,8 mln mkw., z czego najwięcej stanowiły centra handlowe (ok. 9,8 mln mkw.). Pozostałe formaty to parki handlowe (3,8 mln mkw.) oraz centra wyprzedażowe (0,24 mln mkw.).

Tylko na przestrzeni ubiegłego roku zasoby powierzchni handlowej we wszystkich formatach powiększyły się o 466 tys. mkw. Najwięcej, 331 tys. mkw., przypadło na centra handlowe, głównie zlokalizowane w dużych aglomeracjach. Na rynku zadebiutowały m.in. Galeria Północna w Warszawie, Serenada w Krakowie i wrocławska Wroclavia. W tym roku na rynek handlowy może trafić kolejne 361 tys. mkw. w ramach centrów handlowych (z czego ok. 70 proc. w dużych miastach) – wynika z prognoz JLL.

W Polsce potrzebna jest cyfryzacja przyszłości. Nie tylko dostęp do usług, lecz także tworzenie nowych rozwiązań technologicznych

W Polsce potrzebna jest cyfryzacja przyszłości. Nie tylko dostęp do usług, lecz także tworzenie nowych rozwiązań technologicznych 8

Polska szybko awansuje w międzynarodowych rankingach ucyfrowienia. Problemem wciąż są jednak białe plamy, czyli miejsca poza zasięgiem sieci dostępu do internetu. Kuleje cyfryzacja administracji państwowej i e-biznes. Musimy myśleć, co zrobić, żeby za 5–10 lat Polska była synonimem innowacyjności na światowym rynku, nie tylko pod względem aplikacji czy dostępu do cyfrowych usług administracyjnych, lecz także żeby tworzyła wokół siebie szereg rozwiązań technologicznych i cyfrowych usług – podkreśla Michał Kanownik, prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

– Cyfryzacja Polski i całego świata to proces, który trwa nieustająco. Jesteśmy na środkowym etapie, nie jesteśmy liderem europejskim, ale też nie jesteśmy w ogonie, jeszcze dużo zostało do zrobienia. Najszybciej postępujemy cyfryzacyjnie, jeśli chodzi o poszczególnego Kowalskiego, nabywamy nowe produkty, usługi, chętnie z nich korzystamy. Najwięcej do zrobienia pozostaje na styku konsument–państwo, gdzie wciąż jeszcze mamy niedobór usług cyfrowych, czyli możliwość załatwienia przez internet różnego rodzaju spraw administracyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes zarządu ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Polska szybko awansuje w międzynarodowych rankingach dotyczących ucyfrowienia. W europejskim rankingu DESI (Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego) zajmujemy 23. miejsce. We wskaźniku dyplomacji cyfrowej OECD plasujemy się na 12. pozycji.

Jednocześnie jednak, choć 94 proc. Polaków wybiera mobilną łączność szerokopasmową, co stawia nas na 5. miejscu w Unii Europejskiej, tylko 57 proc. gospodarstw domowych ma stacjonarne szerokopasmowe połączenie z internetem i w rankingu zasięgu stacjonarnej łączności szerokopasmowej zajmujemy ostatnie miejsce. Rośnie liczba spraw urzędowych, które można załatwić przez internet, jednak tylko 22 proc. użytkowników internetu składa formularze elektroniczne (21. miejsce w UE). Kuleje też e-biznes, który w Polsce stanowi 4,1 proc. PKB – pod tym względem wyprzedzamy tylko Rumunię, Bułgarię, Grecję i Włochy.

– Polskie firmy chętnie korzystają z rozwiązań cyfrowych, natomiast nadal brakuje świadomości o potencjale, jaki cyfryzacja daje biznesowi, i to podwójnie. Z jednej strony cyfryzacja pomaga w prowadzeniu biznesu, obniża koszty, przyspiesza zarządzanie, z drugiej strony usługi cyfrowe to pomysły na nowe biznesy, na których da się zarabiać – wskazuje Kanownik.

Z badań firmy Deloitte („Digital Transformation”) wynika, że ponad połowa polskich przedsiębiorstw ma wizję transformacji cyfrowej, a 41 proc. opracowało już szczegółowy plan biznesowy i inwestycyjny. Z badania „Liderzy cyfryzacji” realizowanego przez Microsoft i CIONET wynika, że cyfrowa transformacja jest integralną częścią strategii 36 proc. największych polskich firm. Coraz więcej przedsiębiorstw rozumie, że cyfryzacja może zadecydować o ich przewadze konkurencyjnej na rynku. Jak przekonuje Kanownik, Polska ma jeszcze sporo do zrobienia pod względem cyfryzacji.

– Każde rozwiązanie, które wdrażamy do masowego wykorzystania, musimy bardzo dokładnie przetestować, żebyśmy nie mieli problemów, że coś nie działa, coś się zatyka, spowalnia, nie ma dostępu. Najpierw musimy jednak zlikwidować białe plamy w zasięgu internetu w Polsce, żebyśmy masowo mogli wprowadzić usługi cyfrowe do powszechnego użycia. Najwięcej czasu nam zajmie zbudowanie świadomości u ludzi: w jaki sposób, co można i czy jest bezpieczne robić to w internecie – tłumaczy prezes ZIPSEE Cyfrowa Polska.

Ministerstwo Cyfryzacji podaje, że w Polsce jest obecnie ok. 1,7 mln białych plam, miejsc poza zasięgiem sieci dostępu do internetu umożliwiającej świadczenie usług dostępowych o przepustowości co najmniej 30 Mb/s. Najwięcej w województwie lubelskim oraz w małopolskim. Kuleją też kompetencje cyfrowe – tylko 40 proc. Polaków ma podstawowe umiejętności cyfrowe.

– Polska 4.0 to synonim cyfryzacji kraju, ale muszę się trochę wycofać z tego hasła. Cyfryzacja w sensie Polski 4.0 to cyfryzacja tego, co mamy dzisiaj, a uważam, że jako branża nowej technologii i jako kraj powinniśmy iść do przodu, czyli nie myśleć o cyfryzowaniu tego, co mamy dzisiaj dookoła siebie, tylko pójść dalej. Dlatego od dzisiaj mówmy o programie Polska+, czyli cyfryzacja przyszłości, myślenie, co zrobić, żeby za 5–10 lat Polska była synonimem innowacyjności na światowym rynku, nie tylko pod względem aplikacji czy dostępu do cyfrowych usług administracyjnych, lecz także żeby Polska tworzyła wokół siebie hub nowych pomysłów, nowych rozwiązań technologicznych i nowych usług cyfrowych – podkreśla Michał Kanownik.

Emocje mogą teraz pomóc bykom

Michał Stanek
Michał Stanek

Przełom maja i czerwca, a więc miesięcy nie kojarzących się inwestorom najlepiej, faktycznie upłynął na warszawskim parkiecie w atmosferze dużej nerwowości. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę natłok wydarzeń budzących niepokój na rynkach finansowych. Niektóre z nich nadal straszą negatywnymi konsekwencjami, ale część napięć uległa rozładowaniu. Do tych pierwszych należy zaostrzenie sytuacji na froncie wojny handlowej, zainicjowanej przez Donalda Trumpa, choć wciąż można ten jej etap traktować jako element gry taktycznej, mającej na celu wzmocnienie pozycji przed dalszymi negocjacjami, do których prędzej, czy później, zapewne dojdzie. W tej drugiej grupie wymienić należy utworzenie rządu we Włoszech i deklaracje jego przedstawicieli, że nie ma on planów opuszczenia strefy euro. Choć tworząca go koalicja z pewnością do ulubieńców rynków finansowych nie należy, to zapewnienie w tej kwestii przynajmniej na pewien czas powinno zmniejszyć napięcie na naszym kontynencie. Podobnie zresztą, jak zmiana na stanowisku premiera w Hiszpanii. Oddech ulgi pojawił się na giełdach niemal natychmiast. Główne europejskie indeksy zwyżkowały w miniony piątek po około 1 proc., a wskaźnik naszych największych spółek zyskał 1,5 proc., odreagowując wcześniejsze tąpnięcie i broniąc się przed zejściem poniżej dołków z wiosny ubiegłego roku.

Choć na odtrąbienie trwałej poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie jest jeszcze za wcześnie, pojawia się szansa na powstrzymanie przeceny, którą wciąż należy postrzegać w kategoriach korekty, a nie zmiany wzrostowej tendencji, trwającej od listopada 2016 r. Prawdopodobna poprawa nastrojów na światowych giełdach, pozwala spodziewać się podobnej reakcji także na GPW, tym bardziej, że wskaźnik rynków wschodzących od ubiegłej środy poszedł w górę o ponad proc., więc WIG20 powinien za nim podążyć. Sporo zależeć będzie od zachowania amerykańskiej waluty. Jej dalsza aprecjacja mogłaby utrudnić zadanie giełdowym bykom, szczególnie na emerging markets. Niedawna nieudana próba zepchnięcia kursu euro poniżej 1,15 dolara, w połączeniu z oddaleniem obaw o rozwój sytuacji we Włoszech i w Hiszpanii, powinna przynieść stabilizację kursu wspólnej waluty na nieco wyższym poziomie, choć do zbliżającego się posiedzenia Fed może być jeszcze nerwowo.

Autor/Źródło: Michał Stanek / Q Value Sp. z o.o.

Spółka PGO SA podsumowuje I kwartał 2018 r.

Od stycznia do marca tego roku przychody ze sprzedaży grupy PGO wyniosły ponad 109 mln złotych     i wzrosły o ponad 24 proc., licząc rok do roku. To przede wszystkim zasługa konsekwentnie wdrażanych zmian w handlu, rozwoju kompetencji w obszarze operacyjnym oraz elastycznym reagowaniu na zapotrzebowanie rynku.

Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej wyniósł 14,9 mln zł, a skonsolidowany zysk netto 10,9 mln złotych.  Natomiast EBITDA Grupy Emitenta to 19,5 mln zł.

Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA
Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA

– Jesteśmy zadowoleni z tych wyników. Realizując strategię wykorzystujemy możliwości, jakie niesie za sobą rynkowa koniunktura – zdecydowanie podkreśla Łukasz Petrus, prezes zarządu PGO SA. – To dotyczy zarówno zwiększenia sprzedaży w grupie dotychczasowych klientów naszych spółek, jak i pozyskiwanie nowych odbiorców w rozwijających się branżach takich jak motoryzacja, czy technika napędowa – dodaje.

Inwestycje kolejowe napędzają PGO

Bardzo istotnym elementem wzrostu dochodów Grupy jest branża kolejowa, na której zdecydowany rozwój postawiliśmy 3 lata temu. W spółkach PGO powstają m.in.: aparaty cięgłowe i elementy łączące tabor kolejowy: sprzęgi, haki, cięgła, a także podzespoły wózków wagonowych, między innymi kompletne obudowy łożysk oraz elementy łączące wózek jezdny z pudłem wagonu lub lokomotywy. – Z kolei do zestawów kołowych, oprócz samych kół, produkujemy osie i koła zębate do pojazdów trakcyjnych oraz pociągów metra – powiedział prezes Petrus. – Mamy podpisane kontrakty nie tylko z Grupą PKP, ale także innymi wiodącymi firmami na rynku utrzymania taboru kolejowego. Dzięki temu sukcesywnie wprowadzamy na rynek produkty pod własną marką.  Te działania budują naszą pozycję na rozwijającym się rynku kolejowym – podsumowuje Łukasz Petrus.

Grupa PGO planuje certyfikację kolejnych produktów na rynkach zagranicznych, co pozwoli produkować odlewy, odkuwki i gotowe podzespoły dla największych wytwórców pojazdów kolejowych. W sytuacji, gdy transport kolejowy – choćby ze względu na walkę ze smogiem – przeżywa swój renesans w krajach UE, to jedno z tych działań, które będzie determinować przyszłość Spółki na najbliższe lata.

Nowe technologie zapewnią konkurencyjność

Grupa PGO realizuje dwa projekty badawczo-rozwojowe współfinansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Po ich zakończeniu oraz wdrożeniu uzyskanych rozwiązań technologicznych w Odlewni Żeliwa Śrem i w Piomie-Odlewni w Piotrkowie Trybunalskim tworzone będą odlewy o podwyższonych parametrach wytrzymałościowych i jakościowych. Wartość obu realizowanych projektów to 85 mln zł.

– Oba projekty są ściśle związane z realizacją „Strategii PGO na lata 2017–2020”. Oczekiwany efekt współpracy z NCBR pozwoli na awans do grona najnowocześniejszych w tej branży producentów w Europie, którzy wykorzystują unikatowe, innowacyjne technologie produkcyjne. Myślimy i działamy długoterminowo, celujemy w te obszary rynkowe, których eksploatacja da nam możliwość zaoferowania rozwiązań bardziej zaawansowanych i unikatowych wobec działań naszych konkurentów – wyjaśnia prezes Łukasz Petrus.

Projekt realizowany w Odlewni Żeliwa Śrem dotyczy „innowacyjnej, wykorzystującej analizę termiczną ATD, technologii wytwarzania samozasilającego się, wysokojakościowego żeliwa do produkcji odlewów nowej generacji o podwyższonych parametrach jakościowych”. Z kolei w Piomie-Odlewni trwa wdrożenie projektu „Demonstracja technologii wytwarzania innowacyjnych odlewów staliwnych przeznaczonych do zastosowania w ekstremalnych warunkach eksploatacji”.

Strategia determinuje rozwój

Długookresową perspektywę dla Grupy PGO określa przyjęta w ubiegłym roku „Strategia PGO na lata 2017-2020”, która określa kierunki rozwoju. Zgodnie z nią Grupa PGO chce aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu nowoczesnego przemysłu i osiągnąć pozycję innowacyjnego i preferowanego partnera biznesowego dostarczającego produkt kompletny, zaawansowany technologicznie, o wysokiej jakości i spełniający wszystkie oczekiwania klientów. Ma to zostać osiągnięte m.in. poprzez zmianę modelu biznesowego zakładającego specjalizację w segmentach produktowych i branżach, budowę nowego segmentu obróbki mechanicznej oraz dalszą automatyzację procesów produkcyjnych.

Duży problem małych firm. Pierwszy rok działalności przeżywają tylko dwie trzecie z nich

Tylko dwie trzecie mikroprzedsiębiorstw utrzymuje się na rynku po pierwszym roku działalności. Sytuacja tych, które przetrwają, jest w kolejnych latach działalności trudniejsza niż pozostałych podmiotów. Dlaczego małe firmy mają tak duży problem z utrzymaniem się na rynku?

Sektor przedsiębiorstw w Polsce jest zdominowany przez mikrofirmy, czyli te zatrudniające od 1 do 9 pracowników. Według najnowszych badań PARP[1] stanowią one aż 96% wszystkich firm. Małe przedsiębiorstwa mają największy udział w tworzeniu PKB na poziomie 30 proc. Są one także najbardziej produktywne, efektywne kosztowo i rentowne, ale paradoksalnie, pierwszy rok działalności przeżywają średnio tylko dwie trzecie z nich. Dlaczego firmy o tak dużym potencjale upadają, zamiast się rozwijać?

Inwestycje w rozwój

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze rozwój wymaga inwestycji, które często mogą przerastać możliwości finansowe małych podmiotów. Analitycy PARP zauważyli pewną tendencję im mniejsza firma, tym mniejsze zaangażowanie środków własnych w inwestycje. Przy tym jak wskazują wyniki badania Smartscope dla Aasa dla Biznesu[2] niemal połowa mikroprzedsiębiorców jest zainteresowana dodatkowym finansowaniem zewnętrznym, a co czwarty pozyskane środki przekazałby właśnie na rozwinięcie działalności. Jednak aż 14 proc. nie ma wiedzy na temat możliwości zdobycia zewnętrznego finansowania dla swojego biznesu. Co więcej, jeżeli już znajdą potrzebne informacje i zgłoszą się do wybranych instytucji, często otrzymują decyzję odmowną taka sytuacja dotyczy aż 1 na 3 właścicieli małych firm.

Impuls do dalszego rozwoju

Dlaczego mali przedsiębiorcy tak często spotykają się z odmową, jeśli chodzi o środki zewnętrzne? Częstym powodem negatywnych decyzji finansowania jest brak zdolności kredytowej mikroprzedsiębiorcy (14 proc.). Co dziesiąty prowadzi firmę zbyt krótko, 7 proc. nie spełnia kryteriów, a 6 proc. osiąga zbyt małe dochody. Co ciekawe, aż 31 proc. właścicieli małych firm nie potrafi sprecyzować powodu odmownej decyzji.

Aby przedsiębiorcy mogli się rozwijać, potrzebują finansowania, które będzie dostępne szybko i na prostych, przejrzystych zasadach. Najlepiej, jeśli cały proces ubiegania się o kredyt lub pożyczkę, wraz z podpisaniem umowy, byłby pozbawiony zbędnych formalności i przebiegał on-line, dzięki czemu otrzymają środki nawet tego samego dnia. Także krótki czas prowadzenia firmy nie powinien uniemożliwiać przedsiębiorcom planowania rozwoju ważne, aby dodatkowe finansowanie było dostępne już w momencie założenia firmy wyjaśnia Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska, odpowiedzialny za markę Aasa dla Biznesu.

Spośród małych firm, które w badaniu Smartscope zadeklarowały potrzebę uzyskania dofinansowania, najwięcej, bo połowa zadowoliłaby się pożyczką w wys. do 5 tys. złotych. Z kolei przedział do 10 tys. złotych jest przedmiotem zainteresowania 11 proc.  respondentów, a 10-49 tys. złotych 20 proc. Najmniej mikroprzedsiębiorców potrzebuje finansowania na poziomie 100-149 tys. złotych (5 proc.) oraz powyżej 150 tys. złotych (6 proc.). Widać więc, że z perspektywy mikrofirm nawet niewielka inwestycja może stanowić silny impuls do dalszego rozwoju.

Właściciele firm, zapytani o cele, na jakie zamierzają przeznaczyć zewnętrzną pożyczkę, kredyt lub inną formę finansowania, najczęściej wymieniali zakup sprzętu do prowadzenia działalności (68 proc.). Co czwarty chciałby dzięki nim rozwinąć swoją działalność (25 proc.), a wśród tej grupy najwięcej osób deklarowało chęć przeznaczenia uzyskanych środków na poszerzenie zakresu usług firmy (43 proc.), wynajem firmowej nieruchomości (21 proc.), a także jej remont lub działania reklamowe (po 9 proc.). Z kolei 14 proc. wykorzystałoby dodatkowe środki na spłatę bieżących zobowiązań firmowych lub zatrudnienie zespołu. 

***

Metodologia badania „Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017”

Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2017 roku przez Smartscope na zlecenie Aasa Polska, metodami CAWI i CATI, na reprezentatywnej grupie 1000 przedsiębiorców z firm, w których zatrudnionych jest od 1 do 9 osób.

[1] PARP, Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce

[2] Instytut Smartscope, Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017

i2 Development emituje kolejną serię obligacji korporacyjnych

i2 Development S.A. 4 czerwca rozpocznie publiczną emisję obligacji korporacyjnych serii F o wartości do 20 mln zł i okresie zapadalności wynoszącym 2,5 roku. Obligacje posiadają oprocentowanie zmienne na poziomie WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4,3 proc. w skali roku. Oznacza to, że w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosić będzie ok. 6 proc. Zapisy potrwają do 22 czerwca. Jedynym oferującym obligacje jest Michael/Ström Dom Maklerski.

Wartość całego programu publicznych emisji obligacji i2 Development wynosi 100 mln zł. W obecnej emisji Spółka oferuje inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym 200 000 obligacji serii F o wartości nominalnej 100 zł każda, co daje łączną wartość emisji w wysokości 20 mln zł.

Cel emisji

Środki pozyskane ze sprzedaży obligacji zostaną wykorzystane na refinansowanie zapadającego długu odsetkowego oraz zasilenie kapitału obrotowego, w tym z przeznaczeniem na zakup nowych gruntów pod inwestycje lub prowadzenie inwestycji budowlanych.

Największą inwestycją realizowaną przez Emitenta jest projekt Bulwar Staromiejski we Wrocławiu, w ramach którego powstaje część mieszkaniowa oraz część biurowo-usługowa. Grupa ma bank ziemi pozwalający na realizację ponad 1 200 lokali o łącznej powierzchni ok. 40 tys. m2. Na 31 marca 2018 r. Spółka posiadała ok. 1 400 lokali w budowie. Ponadto w maju 2018 r. Grupa zawarła dwie umowy przedwstępne nabycia nieruchomości we Wrocławiu na łącznie ok. 500 lokali.

Warunki emisji

Oferowane obligacje mają zmienne oprocentowane w wysokości stopy bazowej WIBOR 3M powiększonej o marżę wynoszącą 4,3 proc. Oznacza to, że w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosić będzie ok. 6 proc. Odsetki będą wypłacane inwestorom co 3 miesiące. Obligacje nie są zabezpieczone oraz nie są amortyzowane. Opcja wcześniejszego wykupu po stronie Emitenta dostępna jest po roku za odpłatnością w terminach płatności odsetek.

Termin wykupu obligacji przypada na grudzień 2020 r. Spółka planuje wprowadzić obligacje do obrotu na Catalyst.

Warunki i terminy zapisów na obligacje

Cena emisyjna jest równa cenie nominalnej obligacji i wynosi 100 zł. Minimalna wartość zapisu wynosi 25 000 zł. Zapisy na obligacje mogą być składane w punktach obsługi klienta domu maklerskiego Michael/Ström lub korespondencyjnie.

Przydział obligacji zaplanowany jest na 29 czerwca br.

Harmonogram publicznej oferty obligacji serii F:  
Rozpoczęcie przyjmowania zapisów 4 czerwca 2018 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów 22 czerwca 2018 r.
Przydział obligacji 29 czerwca 2018 r.
Dzień Emisji / Początek pierwszego okresu odsetkowego 29 czerwca 2018 r.

 

Prospekt emisyjny został udostępniony na stronie internetowej Spółki, a także Domu Maklerskiego Michael/Ström, pełniącego rolę jedynego oferującego.

Doświadczenie oferującego

Dom Maklerski Michael/Ström posiada bogate doświadczenie w skutecznym plasowaniu emisji – dotychczas przeprowadził łącznie ponad 90 emisji obligacji korporacyjnych dla  emitentów z różnych branż, w tym deweloperskiej.

– Z sukcesem uplasowaliśmy ponad 35 emisji obligacji liderów rynku nieruchomości, takich jak Robyg, Ghelamco, Marvipol, Ronson czy Capital Park. Wiemy, że zaufania nie zdobywa się z dnia na dzień, ale jesteśmy pewni, że dzięki naszej filozofii, osiąganym wynikom i rzetelnej pracy wspólnie z naszymi Klientami możemy budować partnerskie relacje. Dzięki różnorodności oferty umożliwiamy naszym klientom prywatnym budowanie zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego – mówi Michał Ząbczyński, prezes Domu Maklerskiego Michael/Ström.

———————————-

Informacje o spółce

i2 Development jest deweloperem mieszkaniowym działającym od 2012 r. na rynku wrocławskim. Model biznesowy Grupy w ok. 75 proc. skoncentrowany jest na rynku mieszkaniowym (głównie segment o podwyższonym standardzie). Ok. 25 proc. działalności Spółki stanowi budowa i sprzedaż nieruchomości komercyjnych. Najważniejszym i najbardziej rozpoznawalnym projektem Spółki jest Bulwar Staromiejski zlokalizowany nad Odrą, w centrum Wrocławia. Od maja 2016 r. akcje Spółki są notowane na GPW w Warszawie.

Informacja o oferującym

Michael/Ström Dom Maklerski S.A. to największy pozabankowy dom maklerski wyspecjalizowany w rynku obligacji korporacyjnych. Pozycję tę osiągnął zaledwie w ciągu trzech lat swojej działalności. W tym czasie przeprowadził on ponad 90 emisji obligacji firm na łączną kwotę ok. 1,5 mld zł. W samym roku 2017 Michael/Ström uplasował 650 mln zł.

Wśród klientów, którzy zaufali marce Michael/Ström są największe firmy sektora deweloperskiego czy windykacyjnego, m.in.: Robyg, Ghelamco, Marvipol, Kredyt Inkaso oraz BEST, a także ponad 1000 zamożnych inwestorów prywatnych, z majątkiem płynnym ponad 500 tys. zł.

Oprócz obligacji korporacyjnych firma oferuje również certyfikaty inwestycyjne wybranych funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Ponadto w ramach usług bankowości inwestycyjnej – oprócz pozyskiwania finansowania w formie emisji papierów wartościowych – Michael/Ström oferuje doradztwo w zakresie strategii i struktury finansowania, wsparcie w procesach fuzji i przejęć, obsługa private equity oraz finansowanie mezzanine.

W lutym tego roku Michael/Ström rozszerzył prowadzaną działalność o czynności polegające na zarządzaniu portfelami, w skład których wchodzi jeden lub większa liczba instrumentów finansowych, jednocześnie rozpoczynając zarządzanie pierwszym autorskim funduszem obligacji korporacyjnych.

Więcej informacji można znaleźć na stronie www.michaelstrom.pl, u doradców Private Brokerage M/S DM, a także pisząc na: [email protected] bądź dzwoniąc na numer telefonu +48 22 128 59 00.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – maj 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 21,3% rdr do 17,1 mld zł w maju 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 2,1% rdr do poziomu 657,7 tys. szt.
  • Wzrost wartości emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst o 27,7% rdr do poziomu 80,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 108% do poziomu 18,2 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 46,9% rdr do 10,2 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia[2] na rynku spot o 33,5% do 10,7 TWh

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 17,6 mld zł w maju 2018 r., czyli o 20,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w maju 2018 r. o 21,3% rdr, do poziomu 17,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w maju 2018 r. poziom 852,5 mln zł, o 17,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec maja 2018 r. wyniosła 57 282,73 pkt i była o 4,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w maju 2018 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 38% rdr do poziomu 143 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w maju wzrosła o 48,2% rdr i wyniosła 141,3 mln zł.

W maju 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 657,7 tys. szt., o 2,1% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w maju 2018 r. 311,1 tys. szt., co oznacza spadek o 25,3% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 173,5% do poziomu 215,5 tys. szt. wobec 78,8 tys. szt. w maju 2017 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 80,7 mld zł na koniec maja 2018 r. wobec 63,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w maju 2018 r. o 7,2% rdr, do poziomu 148,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w maju tego roku 22,9 mld zł i była o 49,7% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w maju 2018 r. wyniósł 18,2 TWh, co oznacza wzrost o 108% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 142% do poziomu 16,1 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w maju 2018 r. 10,2 TWh, o 46,9% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 43,5% do poziomu 1 TWh. Natomiast wzrost o 79,5% do poziomu 9,1 TWh odnotowano na rynku terminowym.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w maju 2018 r. 10,7 TWh, co oznacza wzrost o 33,5% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 41,9% rdr osiągając w maju 2018 r. poziom 22,8 ktoe4.

Kapitalizacja 426 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec maja 2018 r. 587,28 mld zł (135,96 mld EUR). Łączna kapitalizacja 476 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec maja tego roku 1 230,37 mld zł (284,84 mld EUR).

Na Głównym Rynku w maju 2018 r. zadebiutowała spółka Ten Square Games, o wartości oferty 94 mln zł.

Na NewConnect w maju 2018 r. zadebiutowała spółka CreativeForge Games, o wartości oferty 9,40 mln zł.

W maju 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, o jedną mniej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

Włochy już tak nie straszą inwestorów

Lepszy klimat inwestycyjny na świecie poprawia sytuację złotego. Zasługa to przede wszystkim powstania rządu we Włoszech, jak również wyhamowania aprecjacji dolara. Kolejna odsłona wojny handlowej póki co zignorowana przez inwestorów. Posiedzenie RPP nie powinno wpłynąć na krajową walutę. Złoty umacnia się do większości głównych walut najwięcej do dolara i funta. Znacznie lepsza sytuacja kredytobiorców frankowych.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.05.2017-04.06.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2400 3,5520 3,5590 4,8240
Maksimum 4,3387 3,8020 3,7620 4,9830

 

EUR/PLN

EURPLN..H1Można już śmiało powiedzieć, że na rynki powraca apetyt na ryzyko. Symptomy było już widać w piątek gdzie zyskiwały waluty EM. Można tutaj mówić o dwóch argumentach, które się do tego przyczyniły. Z jednej strony oddaliło się ryzyko polityczne w Europie. Ku zaskoczeniu większości po 90 dniach Włochy mają w końcu swój rząd. Zapewne rząd nie jest idealny dla dalszych losów Europy. Stery objęła koalicja Ligi i Ruchu 5 Gwiazd, a więc partii eurosceptycznych. Póki co jednak zarzekają się, że wyjście ze struktur unijnych nie wchodzi w grę. I pewnie za jakiś czas rząd ten zacznie grać na nerwach Unii, ale na tę chwilę inwestorzy o tym nie myślą. Przede wszystkim umocnienie złotego wynika też z zatrzymania się rajdu EUR/USD na południe. I wynika to również nie tylko z mocniejszego euro ale i słabszej postawy dolara. W efekcie EUR/PLN dość szybko złamał granicę 4,30 w dniu dzisiejszym. Ruch na południe może być kontynuowany tym bardziej, że pękł opór na głównej parze na poziomie 1,17. Ruch w kierunku 1,18 pozostaje otwarty. Oczywiście w konsekwencji tego scenariusza złoty może jeszcze zyskać kilka groszy. Wsparcia należy szukać na poziomie 4,27. Czynnikiem ryzyka dla złotego pozostaje szczyt państw G7. Wciąż Trump ma asa w rękawie w postaci groźby nałożenia cła na rynek motoryzacyjny z Europy. Co mogłoby popsuć kondycję gospodarczą głównej lokomotywy strefy euro czyli Niemiec.

CHF/PLN

CHFPLN..H1Kredytobiorcy frankowi chwilę grozy mają również za sobą. Kurs CHF/PLN niebezpiecznie szybował w górę docierając aż do poziomu 3,80. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Włochy nie utworzyły rządu. Cała masa spekulacji o terminie nowych wyborów, czy chęci oskarżenia wobec prezydenta w przypadku uzyskania większej ilości głosów przez koalicję wywołałaby sporą nerwowość. Wtedy kurs CHF/PLN na poziomie 4,00 nie byłby abstrakcją. Na szczęście jednak rząd w Italii już jest, fakt że populistyczny i pewnie z kontrowersyjnymi pomysłami ale jednak nieco uspokoił sytuację. W dalszej perspektywie oczywiście jest ryzyko pogorszenia się kwestii budżetowych i tak mocno zadłużonych Włoch. Bardzo wrażliwa para walutowa na ryzyko polityczne w strefie euro a więc EUR/CHF jeszcze nie odreagował. Przypomnijmy przed perturbacjami na Półwyspie Apenińskim kurs ten osiągnął 1,20 a teraz jesteśmy blisko 1,15. Jeśli więc sytuacja na dobre się uspokoi wraz ze wzrostem EUR/CHF możemy oczekiwać powrotu CHF/PLN poniżej 3,70. Nie można jednak zapominać o kolejnej odsłonie wojny handlowej, którą znów wzniecił Trump. Do tego temat spotkania prezydenta USA z przywódcą Korei Północnej może również jeszcze przynieść niespodzianki. Wydaje się jednak, że to nie są aż takie rzeczy, które mogą wywołać lokowanie pieniędzy inwestorów właśnie we franku. Szwajcarska waluta jest szczególnie pożądana w przypadku ryzyka rozpadu strefy euro.

USD/PLN

USDPLN..H1W końcu widzimy również odreagowanie na USD/PLN. Na wykresie widzimy już solidne złamanie linii trendu wzrostowego. Kurs od niedawnego maksimum jest już niemal 10 groszy niżej. Patrząc od strony czynników prodolarowych również zostały one mocno ograniczone. Fakt dane z rynku pracy w piątek były świetne. Oczywiście nadal nie przesądzają o dodatkowej czwartej podwyżce stóp w tym roku. I w cenach choćby głównej pary walutowej świata tego na razie nie widzimy. Problem z tymi publikacjami był taki, że teoretycznie powinny zdecydowanie umocnić dolara ale trafiły na rynek w złym momencie. Trump znów uderzył w protekcjonistycznym tonie nakładając cła na stal i aluminium na Europę, Kanadę i Meksyk. Wcześniej te kraje były wyłączone ale wskutek impasu w negocjacjach prezydent USA postanowił wywrzeć dodatkową presję. W końcu jednak inwestorzy stwierdzili, że wojując szabelką na tylu frontach Trump może się zapędzić w ślepą uliczkę. Jeśli każdy z tych krajów objętych cłami zacznie akcje odwetowe to potencjał USA ucierpi. Stąd wynika ta wyprzedaż amerykańskiej waluty. Spadek USD/PLN i tym samym lepsza kondycja złotego może wynikać również z cofnięcia się notowań ropy naftowej. Niższe ceny czarnego złota są pokłosiem zapowiedzi OPEC i Rosji o zwiększeniu produkcji. Cena w okolicach 60 USD za baryłkę powinno skutkować bardziej odważnymi decyzjami inwestorów i rozglądaniem się za aktywami rynków wschodzących.

GBP/PLN

GBPPLN..H1GBP/PLN również sporo odreagowuje od piątku. Przez moment wydawało się nawet, że kurs będzie testował okrągłą wartość 5,00. Niespodzianka w postaci nagłego zwrotu sytuacji wokół Włoch pozwoliła jednak odwrócić sytuację. Do łask inwestorów po nerwowej sytuacji wróciły aktywa rynków wschodzących. GBP/PLN szybko więc o 8-9 groszy. Ten tydzień zapowiada się na spokojny więc szanse na powrót pod granicę 5,00 są bardzo mało prawdopodobne. Czynnikiem ryzyka może być szczyt G7 w Kanadzie, który rozpocznie się w piątek. Tym bardziej biorąc pod uwagę jaka nerwowa sytuacja panuje w stosunkach handlowych  USA z pozostałymi mocarstwami. Na funcie w tym tygodniu powinno być spokojnie. Kalendarz makro nie zawiera praktycznie żadnych ważnych publikacji. Kluczowy dla pary GBP/PLN więc będzie sentyment wokół walut krajów wschodzących.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Michał Jaszczyk Prezesem Zarządu i Dyrektorem Generalnym PepsiCo Polska

Firma PepsiCo mianowała Michała Jaszczyka Dyrektorem Generalnym i Prezesem Zarządu PepsiCo Polska. Objął on stanowisko z dniem 1 czerwca 2018 r.

Przez ostatnie trzy lata Michał Jaszczyk z sukcesem zarządzał sprzedażą produktów z oferty PepsiCo w Polsce i dzięki swojemu ogromnemu doświadczeniu, zdolnościom przywódczym oraz determinacji do osiągania sukcesów, konsekwentnie realizował doskonałe wyniki.

Michał Jaszczyk od ponad dekady działa na polskim rynku FMCG, zajmując się poprawą efektywności w różnych organizacjach, w których pracował oraz konsekwentnie dostarczając znaczące wzrosty dochodów i zysków. Pod jego przewodnictwem PepsiCo zrealizowało w Polsce szereg istotnych projektów i inicjatyw, m.in. z obszaru systemów sprzedaży, zarządzania przychodami, efektywności działań trade marketingowych oraz rozwoju marek spożywczych. Dał się także poznać jako inspirujący lider, który dba o rozwój talentów.

Michał Jaszczyk_Prezes Zarządu PepsiCo„Objęcie stanowiska Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska jest dla mnie wyróżnieniem oraz wyzwaniem. Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie pomoże mi w realizacji ambitnych planów firmy dotyczących polskiego rynku, który jest bardzo ważny dla PepsiCo. Mamy tutaj bardzo dobrą pozycję, dzięki udanej współpracy z klientami oraz naszym znanym markom słonych przekąsek i napojów, które lubią polscy konsumenci”
– powiedział Michał Jaszczyk, Dyrektor Generalny i Prezes Zarządu PepsiCo Polska.

Michał Jaszczyk będzie raportował do Christophe’a Guillé, starszego wiceprezesa PepsiCo na Europę Centralną i Bałkany.

PepsiCo serdecznie dziękuje Pawłowi Gurgulowi, który dotychczas piastował stanowisko Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo w Polsce za jego ogromny wkład w rozwój PepsiCo i życzy mu dalszych sukcesów w jego zawodowej karierze.

Kurs euro poniżej 4,30

Końcówka ubiegłego tygodnia przyniosła nieco poprawę sentymentu na światowych rynkach. Trzeba jednak zauważyć, że póki co lepszego klimatu inwestycyjnego nie widać na walutach. Można tutaj choćby spojrzeć na notowania EUR/CHF, gdzie widzimy poziomy 1,1530. Główna para walutowa świata jest kwotowana nieco poniżej 1.17. Poniedziałek z nielicznymi danymi makro. Czekamy na posiedzenia banków centralnych.

Niespodzianka po 90 dniach

Przede wszystkim dla rynków najistotniejsza informacja z końca ubiegłego tygodnia była taka, że Włochy mają w końcu rząd. Temat z tym związany to istna sinusoida nastrojów. Gdy już niemal wszyscy kalkulowali kiedy będą nowe wybory i jak one się zakończą, nagle na rynki napłynęła wiadomość o porozumieniu koalicji z prezydentem, a w zasadzie ustąpieniu nieco ze swoich żądań ze strony Ligi i Ruchu 5 Gwiazd.

Ważne, że chcą zostać w Unii

Chodziło przede wszystkim o obsadę stołka ministra finansów eurosceptycznym kandydatem. Podsumowując na pewno dla rynków populistyczny rząd nie jest dobry, szczególnie w dłuższej perspektywie może oznaczać spore problemy budżetowe Italii, bazując na planowanych pomysłach w głównej mierze oparte na rozdawnictwie środków. Niemniej jednak nowy rząd podkreśla póki co na każdym kroku, że nie chce opuszczać unijnych struktur.

Decyzja Trumpa bez rozgłosu

O dziwo nieco na boczny tor trafiła informacja o nałożeniu ceł na stal i aluminium na kraje wcześniej pominięte a więc przede wszystkim strefę euro, Kanadę i Meksyk. Na tę chwilę kwestia ta jest odbierana jako element negocjacyjny. I tu można nieco się nie zgadzać, gdyż to wygląda na jeden z najbardziej czarnych scenariuszy dla handlu światowego. Szczególnie, że z krajów objętych cłami słychać głosy dużego wzburzenia. Choćby szef KE zasygnalizował działania odwetowe i cła na alkohol czy motocykle.

Wywieranie presji – to prezydent USA ma opanowane

Wcześniej cła na stal i aluminium dla tych krajów były zawieszone, impas jednak w negocjacjach widocznie zdenerwował Trumpa i postanowił wywrzeć większą presję. Nie jest to nowe zachowanie prezydenta USA, jeszcze zanim objął ten urząd stosował takie praktyki w biznesie z których był znany. Wydaje się jednak, że polityka międzynarodowa to trochę inna półka. Temat ten może z pewnością znów wywołać wojnę handlową, ponieważ nie wydaje się, że Europa czy Kanada spokojnie przyjmą taki wymiar “kary”.

EUR/PLN poniżej 4,30

Piątek przyniósł spore odreagowanie na złotym. W relacjach do głównych walut krajowa waluta zyskała po kilka groszy. Dzisiaj wraz z początkiem dnia ruch ten jest kontynuowany. Kluczowe w dalszej części tygodnia będzie oczywiście zachowanie się sentymentu na rynkach światowych. Z czynników wewnętrznych mamy posiedzenie RPP, ale zmiany retoryki nie ma się co spodziewać, mimo nawet rosnących cen ropy, które już odbijają się na inflacji.

Garstka odczytów

Dzisiaj w kalendarium kilka ciekawych choć wydaje się mało znaczących odczytów dla kwotowań walut. 10.30 PMI z sektora budowlanego z Wielkiej Brytanii i indeks Sentix dla strefy euro. O 16 poznamy zamówienia środków trwałych z USA.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Euro otrzymuje wsparcie po uspokojeniu nastrojów we Włoszech

Pomimo podwyższonej zmienności na rynku walutowym, większość walut krajów G10 zakończyła tydzień blisko poziomów, na których go rozpoczęła. Ponownie w centrum uwagi znajdowały się wiadomości z Włoch.

Włochom udało się uniknąć powtórzonych wyborów – koalicja populistycznych partii ostatecznie doszła do skutku, a jej członkowie wydają się odrzucać postulat o wyjściu ze strefy euro. Warto wspomnieć, że według sondaży aż dwie trzecie Włochów jest za pozostaniem w bloku walutowym. Pod koniec tygodnia obligacje rządu Włoch odrobiły połowę strat spowodowanych kryzysem politycznym. Euro nieznacznie umocniło się względem dolara amerykańskiego, podobnie jak wszystkie inne europejskie waluty (z wyłączeniem korony szwedzkiej).

Najbliższy tydzień nie będzie obfitował w nowe dane makroekonomiczne, stąd spodziewamy się, że sytuacja polityczna we Włoszech nadal będzie istotnym czynnikiem wpływającym na kursy walut. W krótkim okresie brak nowych niepokojących informacji powinien wspierać euro i aktywa ryzykowne, związane ze wspólną walutą.

PLN

Pomimo słabości w środku tygodnia, polski złoty zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji tak do euro, jak i dolara amerykańskiego. Względem tego pierwszego znalazł się nawet na minimalnym plusie.

Polski złoty gwałtownie tracił na początku tygodnia, gdy – z uwagi na zamieszanie we Włoszech – inwestorzy odwrócili się od euro i walut uznawanych za ryzykowne (takich jak PLN). Już następnego dnia, kiedy sytuacja na półwyspie Apenińskim nieco się uspokoiła złoty odrobił praktycznie całość strat i do końca tygodnia poruszał się w stosunkowo wąskim, bocznym kanale.

W tym tygodniu nie czeka nas wiele istotnych publikacji makroekonomicznych z kraju. Warto będzie zwrócić uwagę natomiast na spotkanie decyzyjne RPP do którego dojdzie w środę. O ile oczywiście nikt nie zakłada podwyżek stóp procentowych podczas spotkania (czy też w najbliższej przyszłości), o tyle jak zawsze warto będzie obserwować konferencję prasową po posiedzeniu Rady. Końcówka tygodnia również będzie interesująca: na piątek zaplanowana jest bowiem aktualizacja ratingu Polski ze strony agencji Fitch.

Podwyżka ratingu wydaje się stosunkowo mało prawdopodobna, jednak niewykluczone, że Fitch (podobnie jak ostatnio S&P) zdecyduje się zaktualizować prognozy gospodarcze, czy podnieść perspektywę ratingu kraju. Obecna ocena Polski wg. Fitch to A- z perspektywą stabilną, tym samym jest ona w „środku stawki” w porównaniu z ocenami pozostałych dwóch agencji „Wielkiej Trójki”, czyli S&P i Moody’s.

GBP

Ze względu na nieobecność nowych, istotnych publikacji makroekonomicznych, jak i brak wieści dotyczących Brexitu, kurs szterlinga w pierwszej kolejności odzwierciedlał wahania euro. Wspólna europejska waluta z kolei reagowała na wieści z Włoch, jak i na sytuację na rynku długu. Bieżący tydzień przyniesie jednak istotne publikacje z Wielkiej Brytanii, które powinny przykuć uwagę inwestorów.  We wtorek opublikowany zostanie odczyt kluczowego indeksu PMI opisujący aktywność w sektorze usług w maju. Dane pomogą wstępnie szacować, jakiej ekspansji doznała brytyjska gospodarka w drugim kwartale bieżącego roku.

EUR

Kryzysy polityczne we Włoszech i Hiszpanii wydają się zażegnane, przynajmniej na ten moment. We Włoszech uformował się rząd populistów. Teczki ministra finansów nie dostał jednak sprzeciwiający się wspólnej walucie Paolo Savona, którego zastąpi mało znany ekonomista, Giovanni Tria. Nowy minister twierdził w wypowiedziach prasowych, że „żadna siła polityczna” we Włoszech nie chce wyjścia ze strefy euro.

W wyniku wotum nieufności w Hiszpanii odsunięto od władzy prawicowego premiera Mariano Rajoya – zastąpił go lider hiszpańskich socjalistów, Pedro Sanchez. Ciężko jednak stwierdzić, do kiedy będzie można odsunąć nowy termin wyborów w kraju, zwłaszcza rozważając nikłe poparcie nowego rządu w parlamencie.

W zeszłym tygodniu opublikowano również kilka dobrych odczytów makroekonomicznych ze strefy euro, które przez rynki zostały jednak raczej pominięte. W maju wyraźnie przyspieszyła inflacja bazowa, co kontrastowało z bardzo słabymi danymi z kwietnia. Nadal będziemy pilnie obserwować ten wskaźnik makroekonomiczny, ponieważ to głównie od niego zależy przyszłość zacieśniania polityki monetarnej w krajach strefy euro.

USD

Majowy raport z amerykańskiego rynku pracy bardzo pozytywnie zaskoczył rynek. W Stanach Zjednoczonych utworzono wiele nowych miejsc pracy, a bezrobocie ponownie spadło. Co istotne, wzrosły również wynagrodzenia i wskaźnik aktywności zawodowej. Tak silny rynek pracy w tak późnym momencie cyklu wzrostu to zdecydowanie coś zaskakującego. Wieści z rynku pracy powstrzymały potencjalne umocnienie euro względem dolara. Pozwoliły również na wzrost rentowności 10-letnich obligacji rządu USA powyżej poziomu 2,90. Przez ostatnie dwa tygodnie, podczas których inwestorów straszył informacje w z Włoch, wspomniane rentowności spadły z rekordowych 3,12 aż do 2,76.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Złoty odrabia straty w ślad za EUR/USD, może jeszcze zyskać

Złoty rozpoczął tydzień od umocnienia do koszyka walut w ślad za wzrostem notowań EUR/USD i poprawą nastrojów na rynkach globalnych. Ten ruch może być jeszcze nieznacznie pogłębiony, następnie przeradzając się w konsolidację. Bez wpływu pozostanie natomiast posiedzenie RPP i przegląd ratingu Polski przez Fitch.

Poniedziałkowe przedpołudnie upływa pod znakiem umocnienia złotego do głównych walut. O godzinie 11:51 euro taniało o 1,8 gr do 4,2860 zł, szwajcarski frank o 2,3 gr do 3,7120 zł, a dolar aż o 3,7 zł do 3,6550 zł. Złotego wspiera poprawa nastrojów na rynkach globalnych i związany z tym wzrost apetytu na ryzyku. Przede wszystkim jednak pomaga mu kontynuacja wzrostowego odbicia na EUR/USD. Para ta rośnie od 1,1727, po tym jak w ubiegłym tygodniu spadła do 1,1510 z okolic 1,24 w połowie kwietnia.

Sentyment na krajowym rynku walutowym w dalszym ciągu kształtowany jest przede wszystkim przez czynniki globalne. W najbliższych dniach to się nie zmieni. Tym samym na drugim planie znajdzie się rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Szczególnie, że nie przyniesie ono, ani zmiany stóp procentowych, ani zmiany retoryki. W dalszym ciągu tym podstawowym przesłaniem płynącym z Rady będzie sugestia, że rekordowo niskie stopy procentowe w Polsce mogą zostać utrzymane nawet do końca 2019 roku.

Bez wpływu na notowania złotego pozostanie również zaplanowany na piątek przegląd ratingu Polski przez agencję Fitch. Nawet pomimo tego, że agencja może podnieść perspektywę utrzymywanego od stycznia 2007 ratingu na poziomie A- do „pozytywnej” ze „stabilnej” (utrzymywanej od grudnia 2017). Taka zmiana byłaby tylko dostosowaniem oceny i nie stanowiła „wróżby” na przyszłość. Tym bardziej, że inwestorzy aktualnie mogą się obawiać, że obserwowane w Europie wyhamowanie wzrostu gospodarczego, zawita również nad Wisłę.

Odbicie na EUR/USD i lepsze nastroje na świecie powinny sprowadzić w kolejnych dniach notowania EUR/PLN poniżej 4,28 zł Dolar ma szansę cofnąć się poniżej 3,64 zł, a szwajcarski frank znaleźć poniżej 3,70 zł. Tam też można oczekiwać rozpoczęcia konsolidacji w ślad za podobnym zachowaniem EUR/USD oraz w oczekiwaniu na pojawienie się nowych impulsów. W tym tygodniu główną rolę będzie odgrywać przede wszystkim wielka polityka. Nastroje będą kształtować oczekiwania na zaplanowany na 8-9 czerwca szczyt przywódców G7 w Kanadzie, gdzie jednym z tematów będzie temat wojen handlowych. Drugim równie ważnym wydarzeniem będzie zaplanowane na 12 czerwca spotkanie przywódców USA i Korei Północnej.

Tematy stricte rynkowe wrócą począwszy od 13 czerwca. Tego dnia będzie mieć miejsce posiedzenie Fedu, które prawdopodobnie zakończy się podwyżką stop procentowych w USA. Dzień później zaś o polityce monetarnej debatować będzie ECB. Należy oczekiwać, że bank wypowie się nt. programu QE. Istotne będą też odniesienia do majowego, większego od prognoz, skoku inflacji w Europie.

Umocnienie złotego, które następnie przerodzi się w konsolidację jego notowań, to scenariusz bazowy na najbliższe dni. Patrząc na jego zachowanie z nieco dalszej perspektywy, zainicjowane w ubiegłym tygodniu umocnienie, jest korektą wcześniejszej silnej przeceny. Tyle tylko, że na tę chwilę brakuje na horyzoncie mocnych argumentów mogących wypchnąć notowania EUR/PLN, USD/PLN i CHF/PLN ponad ostatnie szczyty, czyli odpowiednio ponad 4,34 zł, 3,7663 zł i 3,8105 zł. Dlatego złoty może na dłuższy czas zagościć na obecnych poziomach.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Fiskus kontroluje organizatorów wesel i pary młode – akcja świętokrzyskich organów podatkowych

Urzędy skarbowe sięgają po coraz bardziej wyrafinowane metody walki z nieuczciwymi przedsiębiorcami. W ostatnim czasie na celowniku znaleźli się… nowożeńcy. Przeprowadzona w Ostrowcu Świętokrzyskim akcja urzędu skarbowego objęła kilkadziesiąt par, które zawarły związek małżeński w 2016 r.

Nieuczciwi organizatorzy wesel?

Jak tłumaczy ostrowiecka skarbówka, nowożeńcy pełnią rolę świadków ewentualnych nieuczciwych praktyk stosowanych przez organizatorów wesel. Firmy specjalizujące się w organizacji przyjęć okolicznościowych mają podobno wykorzystywać nadarzające im się okazje do eliminacji podatku w sprzedaży swoich usług. Ze względu na fakt, że usługi takich firm świadczone są na rzecz osób fizycznych, które nie mogą odliczyć naliczonego VAT, ominięcie podatku jest korzystne dla obu stron. Ponadto urząd skarbowy wskazuje, że organizatorzy imprez okolicznościowych dopuszczają się często innych nieprawidłowości podatkowych, m.in. nie wykazują osiągniętego dochodu czy obrotu, nie ewidencjonują sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, stosują niewłaściwe stawki VAT, nie opodatkowują zaliczek pobranych na poczet organizowanego przyjęcia i nie wykazują dochodów z tytułu dodatkowych usług (np. pokazu fajerwerków). Urząd skarbowy, dokonując kontroli organizacji przyjęć weselnych sprzed dwóch lat, wypowiada walkę nieuczciwym przedsiębiorcom świadczącym wspomniane usługi. Wykorzystuje w tym celu dane o zawartych małżeństwach pozyskane z urzędu stanu cywilnego.

Przesłuchanie w sprawie kosztów wesela

Zapytania urzędu skarbowego są bardzo szczegółowe i dotyczą nie tylko kosztów organizacji przyjęcia, ale również tego, czy nowożeńcy otrzymali paragon lub fakturę za wpłaconą zaliczkę czy ponadprogramowe usługi, z których korzystali. Jednakże w większości przypadków wszelkie faktury czy paragony trafiły do kosza na śmieci, a przeciętny człowiek nie ma na tyle dobrej pamięci, by mógł sobie przypomnieć, czy za daną usługę weselną otrzymał fakturę czy nie.

Pozornie dobrowolne zeznania?

Urząd Skarbowy w Ostrowcu Świętokrzyskim w wydanym oświadczeniu wyjaśnia, że do nowożeńców zwrócił się jedynie z prośbą o udzielenie pisemnych wyjaśnień, które są dobrowolne. Wezwania zostały wysłane na podstawie art. 155 Ordynacji podatkowej, który wskazuje: „Organ podatkowy może wezwać stronę lub inne osoby do złożenia wyjaśnień, zeznań, przedłożenia dokumentów lub dokonania określonej czynności osobiście, przez pełnomocnika lub na piśmie, w tym także w formie dokumentu elektronicznego, jeżeli jest to niezbędne dla wyjaśnienia stanu faktycznego lub rozstrzygnięcia sprawy”.

W tej sytuacji wzywane przez organ podatkowy małżeństwa obawiają się, że w przypadku odmowy złożenia zeznań będą obciążone karą porządkową do 2800 zł (zgodnie z art. 262 § 1 Ordynacji podatkowej), jednak ostrowiecki Urząd Skarbowy uspokaja, że brak odpowiedzi na pismo organu nie będzie obciążone żadnymi konsekwencjami.

Działania na szeroką skalę

Działania kontrolne prowadzone przez organy skarbowe nie obejmują jedynie samych organizatorów przyjęć okolicznościowych. Dotyczą również przedsiębiorców świadczących usługi w czasie tego rodzaju wydarzeń. Oznacza to, że na celowniku znaleźli się również kamerzyści, fotografowie czy weselne kapele. Poza tym kontrole prowadzone są nie tylko w województwie świętokrzyskim – identyczne działania zostały podjęte przez skarbówkę w Zakopanem. W tym mieście jednak organ skupił się na kontroli działalności zespołów muzycznych oferujących swoje usługi podczas imprez okolicznościowych. Świadkami ewentualnych nieuczciwych działań przedsiębiorców z branży muzycznej miało być 345 nowożeńców wezwanych do złożenia zeznań.

Cel uświęca środki?

Mimo argumentacji urzędów skarbowych, że prowadzone przez nie działania wymierzone są w nieuczciwych organizatorów przyjęć weselnych, a nie w nowożeńców korzystających z ich usług, sposób postępowania organu budzi duże zastrzeżenia Zbieranie od młodych par informacji o ewentualnych nieprawidłowościach w rozliczeniu kosztów przyjęcia weselnego nasuwa skojarzenia z namawianiem do donoszenia na przedsiębiorców. Poza tym konieczność składania przez nowożeńców wyjaśnień dotyczących kosztów poniesionych z tytułu organizacji własnej prywatnej imprezy obniża poziom zaufania obywateli wobec państwa. Jednocześnie stwarza poczucie, że organy państwowe mogą ingerować w każdą, nawet najbardziej intymną sferę życia osoby prywatnej. W obecnej sytuacji zarówno organizatorzy przyjęć weselnych, jak i osoby korzystające z tego rodzaju usług mogą czuć się inwigilowane. Ponadto wzywanie do wyjaśnień większości małżeństw, które zleciły organizację przyjęć weselnych w 2016 r., sugeruje, że organizatorzy tego rodzaju wydarzeń działają wyłącznie nieuczciwie wobec organu podatkowego.

Zastanawiające jest również skupienie uwagi organów podatkowych wyłącznie na branży weselnej. Nie jest to jedyna branża, w której występuje problem nieewidencjonowania przychodów. Podobne praktyki są stosowane w branży remontowo-budowlanej czy handlowej na targowiskach. Nie słyszy się jednak o przesłuchiwaniu klientów firm świadczących usługi z tego zakresu. Być może jest to tylko kwestia czasu.

Każdy przedsiębiorca, który obawia się przedstawienia zarzutów dotyczących nieprawidłowego rozliczania świadczonych usług, powinien zadbać o profesjonalne wsparcie księgowo-prawne. Jeśli działania organu okażą się bezprawne, wyspecjalizowana kancelaria pomoże podatnikowi skutecznie dowieść jego niewinności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Z nadzieją na uspokojenie

Przyszłość polityczna Europy i handlowa świata pozostają w centrum dyskusji prowadzonych na rynkach, ale przełożenie na handel mają nikłe przy dominacji apetytu na ryzyko. Rynek FX zdaje się być zmęczony huśtawką z poprzedniego tygodnia i szuka urlopowej ucieczki. Czas pokaże, czy się uda.

Na początku nowego tygodnia inwestorzy mniej martwią się o rozwój wydarzeń na scenie politycznej we Włoszech. Nowy premier Conte został zaprzysiężony i poprowadzi koalicyjny rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej, co z pewnością tłumi obawy o przyspieszone wybory, ale nie uciszy spekulacji, na ile koalicja eurosceptyków i przeciwników establishmentu będzie trwała. Rentowność 10-letnich obligacji Włoch spada do 2,63 proc. (w zeszłym tygodniu było przez moment 3,44 proc.!), ale wciąż jesteśmy daleko 2 proc. z początku maja.

Weekendowe spotkanie ministrów finansów państw G7 przed zbliżającym się szczytem przywódców przerodziło się w USA kontra reszta, gdzie pozostała szóstka wyraziła „jednomyślną troskę i rozczarowanie” wobec polityki handlowej prezydenta Trumpa. Zeszłotygodniowy komunikat o braku prolongaty wyłączeń spod ceł na import stali i aluminium dla UE, Meksyku i Kanady podgrzewa atmosferę i rozdrapuje rany, jakie powstały w pierwszym kwartale, kiedy Trump forsował agendę wzmocnienia pozycji USA w handlu międzynarodowym. Wówczas wstępny skutek dla USD był negatywny (podkreślał nieobliczalną szkodliwość Trumpa dla waluty), nawet jeśli w dłuższym horyzoncie może oznaczać to zmniejszenie importu i poprawę bilansu handlowego. Ponadto rozpętanie wojen handlowych będzie uderzało w apetyt na ryzyko, co pośrednio też przyciąga kapitał do USD.

Tylko że ponieważ zdanie Trumpa bywa często zmienne (patrz: odwołania odwołań szczytu z liderem Korei Północnej Kim Dzong Unem), rynek nie do końca ma zamiar rozgrywać obawy o wojny handlowe bez twardych postanowień, a zawirowania z ostatnich dni mogły „zmęczyć” inwestorów i każdy liczy na chwilę uspokojenia. Z perspektywy makro jest lepiej niż może być, o czym w piątek przypomniał solidny raport NFP i wyższy od prognoz ISM da przemysłu z USA. Zatem rynek akcji pnie się do góry, EUR ma rajd ulgi z powodu Włoch, a dla USD znoszą się dobre dane i tryb risk-on. To ostatnie pomaga też złotemu odreagować ostatnią falę słabości. Dziś w kalendarzu nie ma nic interesującego, co pozwoliłoby podtrzymać pozytywny klimat. Problem tylko w tym, że rynki wciąż pozostają narażone na niespodziewane zwroty akcji i wyskoki czynników ryzyka. Czujność jest wymagana.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Składki ZUS od przychodu mogą zablokować możliwości rozwoju polskich firm

Składki ZUS od przychodu to konstrukcja omawiana już od dłuższego czasu. Pojawiała się wielokrotnie ze strony poprzednich ministrów. To propozycja, która miałaby powiązać podstawę obliczenia wysokości składki na ubezpieczenie społeczne z sytuacją osoby prowadzącej działalność gospodarczą – czyli np. jej przychodami, a nie jak dotychczas – przy założeniu minimalnej wysokości, która jest uzależniona od średniego wynagrodzenia. Negocjowanie zmiany sposobu wyliczania obciążeń emerytalno-rentowych przy firmach, które mają niższe przychody, jest dla nich zbyt dużym obciążeniem. W tej chwili minimalna kwota – w granicach tysiąca złotych składki – jest dla nich zbyt wysoka. Ogranicza całkowicie możliwość ich rozwoju i inwestowania, ponieważ konsumuje wszystkie nadwyżki pojawiające się po stronie przedsiębiorców.

– W sytuacji, gdy przychód jest mniejszy i firma funkcjonuje na mniejszą skalę – obniżenie obciążenia jest prawidłowym rozwiązaniem. W przypadku dużych podmiotów, kiedy składka będzie wyższa, mogą pojawić się problemy – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Jednym z zagrożeń jest przechodzenie firm do szarej strefy. Inną możliwością jest pojawienie się chęci przenoszenia działalności czy też siedziby przedsiębiorstw do miejsc, które zapewniają im korzystniejsze warunki. Proponowane rozwiązanie obudzi też uzasadniony sprzeciw wobec traktowania przedsiębiorcy tak, jak pracownika. W przypadku, kiedy ma on wysokie przychody, ale ponosi też duże koszty, a więc jego dochód nie jest spektakularny – większe obciążenie oznacza, że praktycznie nie będzie rozwijał swojej firmy, a być może nawet ją zlikwiduje. Pojawia się więc wniosek do resortu przedsiębiorczości o szerokie przedyskutowanie tego rozwiązania, ponieważ już mieliśmy próbę wprowadzenia takich zmian. Wtedy spotkała się z bardzo wyraźnym oporem ze strony przedsiębiorców, którzy tłumaczyli się inwestowaniem części swoich przychodów. Nie mogą więc być traktowani jak pracownicy – a takie uproszczenie pojawia się wśród urzędników – dodała Durlik.

Kosztowne prezenty to nie wszystko. Rodzice często w ten sposób rekompensują dzieciom brak czasu

Kosztowne prezenty to nie wszystko. Rodzice często w ten sposób rekompensują dzieciom brak czasu 9

Drogie prezenty na Dzień Dziecka nie zastąpią maluchom kontaktu z rodzicami. Brak wspólnie spędzanego czasu może skutkować w przyszłości zaniżonym poczuciem własnej wartości, wrażeniem odrzucenia, a nawet uzależnieniem od używek. Zaniedbując relacje z dziećmi, tracą również rodzice – od maluchów otrzymują bowiem bezwarunkową miłość.

– Dzieci, które nie miały odpowiedniej uwagi ze strony rodziców albo spędzały mało czasu z rodzicami, w dorosłości mogą mieć niższy poziom poczucia własnej wartości, a także niższy poziom samoakceptacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Oleksa-Marewska, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Rodzice tworzą pierwszy system społeczny dziecka, w którym ich pociechy uczą się zachowania, kształtują poglądy i postawy wobec innych oraz poznają wzorce relacji międzyludzkich. Wspólne spędzanie czasu z dzieckiem ma więc fundamentalne znaczenie dla jego dalszego rozwoju psychicznego i emocjonalnego. Zaniedbanie tego elementu procesu wychowania może skutkować wieloma problemami, m.in. niegrzecznym zachowaniem dziecka, kłopotami z koncentracją, uzależnieniem od używek oraz zaburzonym postrzeganiem samego siebie.

– Przede wszystkim warto pomyśleć o tym, że nasze dzieci to nie jest kolejny obowiązek. Jeżeli tak do tego podchodzimy, to jesteśmy tym bardziej zniechęceni – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Aktywne spędzanie czasu bardzo dobrze wpływa na budowanie relacji między dzieckiem a rodzicem. Dla malucha istotna jest rozmowa z dorosłymi – opowiedzenie rodzicom o wydarzeniach w przedszkolu, zadanie pytań na interesujące go tematy. Na początek wystarczy kilka minut poświęconych wyłącznie dziecku. Ważne jest jednak, by w tym czasie rodzic skupiony był wyłącznie na kontakcie ze swoją pociechą. Wspólne oglądanie bajki wieczornej lub filmu nie spełni swojego zadania, jeśli rodzic będzie to robił bezrefleksyjnie.

– Jeżeli tylko oglądamy biernie coś, co leci w telewizji, to dziecko nie spędza z nami czasu, ono tylko ogląda telewizję. Jeżeli będziemy ten film oglądać, komentując, rozmawiając z dzieckiem, przytulając się na kanapie, dziecko dostanie miłość i uwagę, której potrzebuje. To dopiero jest jakościowy czas razem – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Zdaniem ekspertki nie ma gotowej recepty na udane spędzanie czasu z dziećmi. Ważne jest jednak, by zarówno dorośli, jak i maluchy, czerpali ze wspólnej aktywności satysfakcję. Jeżeli rodzic będzie znudzony, jego dziecko bardzo szybko wyczuje negatywne emocje i zniechęci się do wspólnej zabawy. Niezbędne jest więc wybranie odpowiednich rozrywek.

– Jeżeli mamy rodzinę aktywną, to wszelkiego typu spacery, rower, basen, wyjścia do parku rozrywki, na trampoliny, to są aktywności, które wszystkich będą pobudzać. Dla domatorów też coś się znajdzie. Możemy wspólnie obejrzeć film, porozmawiać, pośmiać się, możemy razem przygotować przekąski, zagrać w gry planszowe – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Współcześnie duże zagrożenie dla relacji rodzinnych stanowią nowe technologie. Smartfony i komputery, a zwłaszcza dostępne za ich pomocą media społecznościowe, skutecznie odciągają uwagę dorosłych od ich dzieci. Nadmierne przywiązanie rodziców do tego rodzaju urządzeń uczy dziecko, że jest to normalne zachowanie, więc w przyszłości właśnie w mediach społecznościowych szukać może uwagi oraz samoakceptacji. Psychologowie radzą więc odłożyć smartfony od czasu do czasu, aby dawać dzieciom pozytywne wzorce relacji międzyludzkich.

– Jeżeli w domu dziecko będzie widziało, że rodzice ze sobą rozmawiają, nie używając przy tym technologii, że telewizor nie jest ciągle włączony, to w przyszłości będzie to procentować. Ono też będzie wprowadzać u siebie w domu podobne wzorce – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Obecność nowych technologii w życiu dziecka to kwestia, która często zaprząta umysły rodziców przy okazji wyboru prezentu na Dzień Dziecka czy pierwszą komunię. Zdaniem psychologów od nowinek technicznych nie ma już ucieczki, a pozbawienie dziecka dostępu do smartfona czy laptopa może spowodować jego wykluczenie z grup rówieśniczych. Warto jednak zachować umiar i wprowadzać ograniczenia w używaniu nowych technologii.

– Telefon jest dzisiaj potrzebny, więc nie ma sensu zabraniać jego używania, z drugiej strony nie zapominajmy o tych bardzo klasycznych prezentach, jak rower. Jeżeli dziecko dostanie rower i tata czy mama będą z nim jeździć, będzie to świetna pamiątka komunijna, świetny prezent, ale także rozwój aktywności pozatechnologicznych – mówi Karolina Oleksa-Marewska.

Ekspertka podkreśla również, że wspólnie spędzany czas przynosi korzyści nie tylko dzieciom, lecz także rodzicom. Dzięki kontaktowi z dzieckiem dorośli otrzymują bezwarunkową miłość, wspólna zabawa natomiast to okazja do śmiechu i gimnastyki dla mózgu. Dzieci odznaczają się bowiem wysokim poziomem kreatywności i bogatą wyobraźnią, a częste przebywanie z nimi powoduje u rodziców stały wysiłek intelektualny.

Minister J. Emilewicz: Wykształcenie kadr dla branży kosmicznej to priorytet. Bez tego polskie firmy nie będą mogły się rozwijać

Sektor kosmiczny wymaga wysoko specjalistycznych kompetencji. Brak wyspecjalizowanych w tym kierunku kadr może zahamować jego rozwój. Zwłaszcza że wielu polskich wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny IT, robotyki i pokrewnych branż wybiera rozwój i pracę dla zagranicznych podmiotów. Kształcenie kadr na potrzeby tej branży to jeden z priorytetów Polskiej Strategii Kosmicznej. Służą temu m.in. programy stażowe i nowe kierunki otwierane na wyższych uczelniach. 

– Mamy dzisiaj około dwustu stażystów w ESA, chcielibyśmy więcej. Kiedy spotykaliśmy się w styczniu, podczas przedłużenia umowy programu opcjonalnego dla Polski, wówczas nasi stażyści mówili, że oni po kilku latach spędzonych w Agencji chcieliby wrócić i pracować z krajowym sektorem. Mamy nadzieję, że takich wykwalifikowanych kadr będziemy mieć więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Polska jest członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej od listopada 2012 roku. Uczestniczy w programach obowiązkowych i w jedenastu programach opcjonalnych. Rodzimy sektor kosmiczny bierze m.in. udział w badaniu Marsa, badaniu atmosfery księżyców Jowisza (misja JUICE), lotach orbitalnych satelitów w formacji i obserwacji korony Słońca (misja Proba3) oraz w obserwacji  Ziemi (satelita Biomass). Na portalu ESA zarejestrowanych jest ponad trzysta polskich podmiotów zainteresowanych udziałem w przetargach, większość z nich to małe i średnie firmy – a od momentu przystąpienia do ESA polskie firmy uzyskały kontrakty na kwotę ok. 57 mld euro (na koniec 2017 roku). W ubiegłym roku polskie przedsiębiorstwa złożyły skutecznie ponad 171 aplikacji do Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Członkostwo w ESA umożliwiło polskim podmiotom nie tylko dostęp do know-how, infrastruktury i możliwość uczestnictwa w projektach kosmicznych, lecz także otworzyło drogę do szkoleń i staży dla polskich inżynierów, naukowców i zdolnych absolwentów. Budowa kadr dla potrzeb sektora kosmicznego to jeden ze strategicznych celów Polskiej Strategii Kosmicznej przyjętej przez rząd na początku ubiegłego roku.

– Rynek pracy w sektorze kosmicznym jest dla najlepszych, to rynek bardzo zaawansowany, wymagający cierpliwości, ale on się musi w Polsce rozwijać. Kiedy zaczynaliśmy naszą obecność w ESA w 2012 roku, było raptem podmiotów trzydzieści podmiotów, które identyfikowały się z branżą kosmiczną. Dzisiaj jest ich już ponad trzysta. One wszystkie twierdzą, że mają świetnych pracowników, ale potrzeba im więcej, i temu służą właśnie program stażowe, m.in. finansowane przez ARP dla branży kosmicznej – mówi Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Polski sektor kosmiczny nie może jeszcze konkurować z europejskim ani światowym. Problemem jest nie tylko finansowanie (Polska przeznacza na sektor kosmiczny ok. 0,01 proc. swojego PKB, dla porównania USA i Rosja, ok. 0,25 proc. PKB), lecz także brak odpowiednich, wyspecjalizowanych w tym kierunku kadr. Zwłaszcza że wielu wykwalifikowanych ekspertów, specjalistów z dziedziny IT, robotyki i pokrewnych branż wybiera rozwój i pracę dla zagranicznych podmiotów. Dlatego kształcenie kadr na nowych kierunkach studiów związanych z przemysłem kosmicznym jest jednym z priorytetów Polskiej Strategii Kosmicznej.

W ostatnim czasie wiele wyższych uczelni otworzyło kierunki kosmiczne, kształceniu kadr w tym kierunku służy też program stażowy uruchomiony przez Agencję Rozwoju Przemysłu we współpracy ze Związkiem Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Program jest skierowany do młodych naukowców i absolwentów z tytułem inżyniera lub magistra inżyniera na kierunkach takich jak m.in. automatyka i robotyka, elektronika i telekomunikacja, elektrotechnika, fizyka techniczna, informatyka, inżynieria materiałowa, lotnictwo i kosmonautyka, mechatronika, mechanika i budowa maszyn. Wyłonieni w programie stażyści podejmują praktyki w renomowanych polskich firmach z branży technologii kosmicznych (m.in. Astronika, Blue Dot Solutions i Creotech Instruments). Ich wynagrodzenie, wynoszące 4–6 tys. zł brutto, pokrywa ARP oraz firma, która uczestniczy w programie i przyjmuje na staż.

– Przedsiębiorca płaci połowę, a drugą połowę kosztów pracy absolwenta bądź jeszcze studenta w danej firmie pokrywa Agencja Rozwoju Przemysłu. Wsparcie obejmuje także uruchamianie kierunków na uczelniach, gdzie stypendia są wyższe niż standardowe, ponieważ chcemy tych rzeczywiście najlepszych pozyskać dla branży kosmicznej – mówi Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Pierwsza edycja konkursu „Rozwój kadr sektora kosmicznego” odbyła się w listopadzie 2016 roku, druga zakończyła się w połowie ubiegłego. 85 proc. uczestników programu znalazło stałe zatrudnienie w firmach, w których wcześniej odbyli staże.

Polska Strategia Kosmiczna została uchwalona w lutym ubiegłego roku. Zakłada, że do 2030 roku obroty rodzimych firm z tego sektora mają wynosić co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów całej tej branży w Europie. Rodzime firmy mają być bardziej konkurencyjne i w większym stopniu uczestniczyć w programach kosmicznych, takich jak Horyzont 2020, Copernicus, Galileo czy GovSatCom. W sektorze kosmicznym powstają patenty i innowacje, które adaptują później inne branże, dlatego ma on przełożenie na całą gospodarkę. Morgan Stanley szacuje, że wartość przemysłu kosmicznego wynosi obecnie ok. 350 mld dol., natomiast w 2040 roku przekroczy już 1,1 bln dol.

Blisko 3,2 mld zł trafi w tym roku na inwestycje w Warszawie. Najwięcej na transport, drogi i kulturę

Blisko 3,2 mld zł trafi w tym roku na inwestycje w Warszawie. Najwięcej na transport, drogi i kulturę 10

W tym roku Warszawa chce przeznaczyć na inwestycje ponad 3,2 mld zł. Część z tej kwoty pozwoli nadrobić braki inwestycyjne w obszarze komunikacyjnym. Główny nacisk stolica kładzie na rozbudowę transportu miejskiego, w tym II linii metra. Duże środki trafią też na rozbudowę infrastruktury edukacyjnej i społecznej oraz kulturę – przede wszystkim budowę sali koncertowej na potrzeby Orkiestry Sinfonia Varsovia, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Teatr Rozmaitości. Priorytetem dla władz Warszawy jest też walka z problemem niskiej emisji, m.in. poprzez likwidację kopciuchów.

 To nie przypadek, że w strukturze miejskich inwestycji wybijają się dwie duże pozycje mające związek z jednym obszarem – transportem. Warszawa nadgania straty cywilizacyjne, brak inwestowania historycznie w układ transportowy, głównie chodzi o metro oraz system tramwajowy. To dzisiaj główne uderzenie naszych inwestycji i tutaj wydajemy najwięcej środków. W drugiej kolejności mamy układ drogowy – zarówno budowę, jak też modernizację czy przebudowę dróg już istniejących – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Olszewski, wiceprezydent miasta stołecznego Warszawy.

W tym roku na inwestycje w budżecie Warszawy przeznaczono ponad 3,2 mld zł – 2,0 mld zł trafi na inwestycje o charakterze ogólnomiejskim, a 1,2 mld zł – dzielnicowym. Najwięcej wydatków na transport i komunikację pochłonie projekt i budowa II linii metra – 646,8 mln zł oraz modernizacja ciągu ulic Marsa – Żołnierska (odc. Węzeł Marsa – granica miasta) – 160,2 mln zł. Miasto planuje również zwiększenie finansowania zakupu usług komunikacji publicznej, na który zaplanowano 2,7 mld zł. Już teraz, jak wynika z Warszawskiego Badania Ruchu, ok. 47 proc. wszystkich podróży wykonywanych jest przy użyciu komunikacji zbiorowej, a w przypadku podróży innych niż piesze – 57 proc.

 Wiele inwestycji drogowych to również te, które mają związek z budową tras rowerowych. Warszawa w ciągu ostatnich pięciu lat podwoiła liczbę tras rowerowych. Dziś mamy już w toku realizację inwestycji, które spowodują, że będziemy mieli nawet dwa razy więcej tras rowerowych niż Kopenhaga –przekonuje Michał Olszewski.

W ciągu dwóch lat ruch rowerowy w Warszawie wzrósł o 40 proc. W 2015 roku według Warszawskiego Badania Ruchu na rowerze odbywało się 3,8 proc. podróży niepieszych, a obecnie już 5,5 proc. Każdego dnia po ulicach Warszawy porusza się ponad 75 tys. rowerzystów. W mieście jest ponad 500 km dróg rowerowych (stan na sierpień 2017 roku). Powstaje niemal 24-km ścieżka rowerowa do granicy z Konstancinem, ścieżka biegnąca wzdłuż Puławskiej ma zaś zostać doprowadzona do granicy z Lesznowolą.

– Inwestujemy także w rozbudowę infrastruktury edukacyjnej, społecznej, dostosowujemy miejskie placówki czy placówki pomocy społecznej, które zajmują się osobami w trudnej sytuacji, do bieżących potrzeb. Dużo nowych projektów pojawia się w obszarze opieki senioralnej, tzw. silver economy. Nie można też zapomnieć o projektach, w których poprawiamy miejską przestrzeń poprzez zieleń – przebudowę placów, bulwarów, to nasz flagowy projekt – wskazuje wiceprezydent m.st. Warszawy.

W ramach programu inwestycyjnego planowana jest budowa obiektów infrastrukturalnych, m.in. dwudziestu pięciu przedszkoli, siedemnastu szkół, dwunastu żłobków, dwóch szpitali oraz modernizacja sześćdziesięciu szkół, szesnastu przedszkoli, sześciu szpitali, pięciu żłobków i dziesięciu przychodni.

Duża część środków trafi też na kulturę. Jak podkreśla wiceprezydent stolicy, jest coraz większa presja na budowę oferty kulturalnej, która podnosi prestiż miasta.

– W najbliższym czasie czeka nas realizacja trzech największych inwestycji kulturalnych w historii miasta: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Teatr Rozmaitości Warszawa oraz Sinfonia Varsovia. To będzie historyczny przełom. Tylko te trzy inwestycje łącznie będą kosztowały ponad 1,1 mld zł. Warszawa nigdy nie miała w jednym momencie tak dużego budżetu na budowę instytucji kultury – przekonuje Michał Olszewski.

Miasto zapowiada też powstanie centrów lokalnych na Mokotowie, Ochocie, Rembertowie, Ursusie, Żoliborzu i Wawrze. Planowane są też liczne przedsięwzięcia związane z rewitalizacją Pragi Północ i Południe.

Ale inwestycje w mieście to nie tylko wielkie projekty. W planie na ten rok ujęto też 257 przedsięwzięć związanych z budżetem partycypacyjnym na kwotę ok. 30 mln zł.

– W ostatnich latach mamy coraz więcej tytułów inwestycyjnych, coraz więcej mniejszych inwestycji. To efekt budżetu partycypacyjnego, w którym mieszkańcy sami zgłaszają swoje propozycje. Zaczynamy poprawiać drobne rzeczy, nie tylko zieleń, lecz także dostępność chodników, placów zabaw, przestrzeni rekreacyjnej. Mamy kilka takich projektów, które są bardzo ważne z punktu widzenia kształtowania postaw ekologicznych, jak np. Centrum Edukacji Ekologicznej – zaznacza Michał Olszewski.

Priorytetem dla miasta jest walka ze smogiem, na który duży wpływ – oprócz ruchu drogowego – ma liczba „kopciuchów”, czyli pieców starego typu. Tych zaś społecznicy naliczyli w Warszawie blisko 2 tysiące. Oprócz likwidacji szkodliwych kotłów, wprowadzono całkowity zakaz stosowania niektórych paliw. Zdaniem Olszewskiego, do 2021–2022 roku możliwe jest wyeliminowanie kopciuchów.

– Gospodarka odpadami to obszar, w którym czeka nas trochę dużych inwestycji, takich jak rozbudowa i modernizacja spalarni odpadów. Jest to problem trochę prostszy do rozwiązania niż zła jakość powietrza, bo jest łatwiej rozwiązywalny infrastrukturą, natomiast w przypadku jakości powietrza dużo zależy od zachowań mieszkańców, tego, w jaki sposób się poruszają, czym palą w piecach. Tu władze miasta mają o wiele mniejszy wpływ niż na gospodarkę odpadami – podkreśla Michał Olszewski.

Dzięki odpowiedniemu ociepleniu domu jednorodzinnego zużycie energii można zmniejszyć o prawie 70 proc. Taka inwestycja pomaga w walce ze smogiem

Dzięki odpowiedniemu ociepleniu domu jednorodzinnego zużycie energii można zmniejszyć o prawie 70 proc. Taka inwestycja pomaga w walce ze smogiem 11

Rynek termomodernizacji rozwija się jeszcze szybciej niż cały rynek budowlany. Eksperci zauważają, że rosną wymogi dotyczące energooszczędności, pojawiają się nowe regulacje, coraz większa jest też świadomość samych konsumentów dotycząca konieczności termomodernizacji budynków jednorodzinnych. Taka inwestycja z jednej strony wpływa lokalnie na jakość powietrza, a z drugiej strony – potrafi ograniczyć koszty ogrzewania nawet o 2/3. 

– Branża budowlana jest prawdopodobnie w najlepszej sytuacji od kilkunastu lat – zarówno w Polsce, jak i w Europie. Bierze się to z kilku przyczyn, najważniejszą jest znaczący wzrost gospodarczy w Polsce. Do tego dochodzą środki unijne, które są mocno absorbowane przez samorządy i firmy. Perspektywy rozwoju branży wydają się bardzo dobre i stabilne w kolejnych 2–3 latach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kielar, prezes zarządu Rockwool Polska.

O systematycznej poprawie koniunktury w budownictwie świadczą wskaźniki makroekonomiczne. Według GUS w lutym tego roku produkcja budowlano-montażowa była wyższa o 31,4 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem 2016 roku. Tak dobrego lutego nie było od trzech lat. Trwający od kilkunastu miesięcy boom w budownictwie i rosnący popyt sprawia, że liczba zamówień przekracza już możliwości przedsiębiorstw budowlanych.

– Dla naszej branży istotne jest to, że wzrastają wymagania dotyczące energooszczędności. Rynek termomodernizacji rozwija się jeszcze dynamiczniej niż rynek budowalny. Poprawiają się uwarunkowania prawne, a także świadomość konieczności izolowania i budowania bardziej energooszczędnych budynków. To wymusza na rynku stosowanie bardziej energooszczędnych rozwiązań – mówi Andrzej Kielar.

Zgodnie z unijnym prawodawstwem od 2021 roku na terenie całej Unii Europejskiej nowo powstające budynki muszą się charakteryzować bardzo niskim zapotrzebowaniem na energię. Energooszczędność coraz mocniej zaznacza się też w świadomości samych konsumentów. Z ubiegłorocznego badania „Budownictwo energooszczędne oczami Polaków”, przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie firm Danfoss, H+H, Rockwool i Velux, wynika, że 88 proc. Polaków zdecydowałoby się na budowę energooszczędnego domu. Co czwarty jest w pełni przekonany do takiej inwestycji. Główny powód to kryterium ekonomiczne, czyli oszczędności na kosztach eksploatacji i utrzymania. 84 proc. Polaków uważa również, że budowa domów energooszczędnych pozwala zmniejszyć problem smogu.

– Walka ze smogiem to wielowymiarowe zjawisko. Wiąże się przede wszystkim z niską emisją, czyli zanieczyszczeniami, które powstają przy spalaniu często bardzo złej jakości paliw w domach jednorodzinnych. Ale dotyczy również ograniczenia energochłonności takich budynków. Najlepszym na to sposobem jest termomodernizacja. Zanim będziemy ingerować w źródło ciepła, powinniśmy docieplić budynek. Jeżeli tego nie zrobimy – możemy zmienić źródło ciepła na bardziej wydajne i ekologiczne, ale ilość energii, która jest potrzebna do ogrzania tego budynku, i tak pozostanie taka sama – wskazuje Andrzej Kielar.

Jak wskazuje prezes Rockwool Polska, w przypadku budynków jednorodzinnych dobra termomodernizacja może ograniczyć zapotrzebowanie na energię aż o 2/3. To istotne o tyle, że nawet 70 proc. kosztów utrzymania takich budynków stanowią właśnie koszty ogrzewania.

– To wymierny efekt zarówno dla kieszeni użytkownika, jak i dla powietrza, bo emisja zostaje w ten sposób eliminowana. Około 90 proc. wszystkich zanieczyszczeń, które określamy jako smog, w polskich warunkach jest generowane przez tzw. niską emisję, czyli właśnie przez domy jednorodzinne – mówi Andrzej Kielar.

Potencjał termorenowacji i przełożenie na jakość powietrza dostrzegł też rząd, który pracuje nad projektem ustawy regulującej zasady wsparcia termomodernizacji budynków dla osób ubogich i wykluczonych energetycznie. Niebawem ma ruszyć pilotażowy program, w którym na ten cel zostanie przeznaczone 180 mln zł.

Na polskim rynku Rockwool działa od 25 lat. W tym czasie firma zainwestowała w swoje zakłady produkcyjne przeszło 1,6 mld zł, z czego 600 mln zł tylko w ciągu trzech ostatnich lat. Niedawno spółka zakończyła modernizację linii produkcyjnej w zakładzie w Małkini, a obecnie prowadzi kolejną inwestycję w tym zakładzie, która zakończy się w drugim kwartale przyszłego roku. Nowa linia, która powstaje w Małkini, pozwoli spółce zwiększyć moce produkcyjne. W 2016 roku zakończyła się też warta 330 mln zł modernizacja linii produkcyjnej w Cigacicach. Pierwszym filarem działalności grupy jest poprawa bezpieczeństwa pożarowego. Drugi filar to obniżenie zużycia energii w budynkach i w przemyśle oraz poprawa jakości powietrza.

– Znakomicie wpisujemy się we wszelkie trendy związane z termorenowacją i poprawą energooszczędności. Zapewniamy pewnego rodzaju bezpieczeństwo, głównie pożarowe. Bardzo wiele cech, które są charakterystyczne i unikalne dla wełny skalnej, może być wykorzystywane w budownictwie – mówi Andrzej Kielar.

Europejskie firmy inwestują w nową flotę aut. Polski producent przyczep i naczep chce skorzystać na tym trendzie

Europejskie firmy inwestują w nową flotę aut. Polski producent przyczep i naczep chce skorzystać na tym trendzie 12

Rynek naczep i przyczep w Europie dynamicznie rośnie. Również w Polsce zanotował w ostatnim czasie 9-proc. wzrost. Korzystny trend przekłada się na wyniki krajowych producentów. Grupa Wielton, jeden z największych producentów naczep i przyczep w Europie, w I kwartale zanotowała wzrost przychodów o 26 proc. Spółka chce wykorzystać dobrą koniunkturę i realizuje szereg inwestycji, które mają zwiększyć jej moce produkcyjne i portfolio produktowe. Stawia m.in. na automatyzację produkcji.

– Rynek naczep i przyczep w Europie znajduje się obecnie w fazie dynamicznego wzrostu – w pierwszym kwartale bieżącego roku we Francji wzrósł o 12 proc., we Włoszech o blisko 14 proc., a w Polsce o ponad 9 proc. w ujęciu rok do roku. Patrząc przez pryzmat danych rejestrowych za kwiecień, utwierdzamy się w przekonaniu, że II kwartał br. będzie podobny pod względem dynamiki wzrostu, aczkolwiek oczekujemy, że w drugim półroczu może nastąpić pewne spowolnienie. Rynek europejski nie będzie już rósł w tempie kilkunastu procent rok do roku, będzie to raczej wzrost kilkuprocentowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Golec, prezes zarządu Wielton.

Grupa Wielton to jeden z trzech największych producentów naczep, przyczep i zabudów samochodowych w Europie, a także jeden z dziesięciu największych w tej branży na świecie. W I kwartale łączna sprzedaż Grupy wyniosła blisko 4,4 tys. sztuk i była o ponad 20 proc. większa niż w analogicznym okresie 2017 roku. Osiągnięte przychody (prawie 480 mln zł) były o jedną czwartą wyższe niż przed rokiem, dzięki czemu zysk netto był na rekordowo wysokim poziomie, biorąc pod uwagę historyczne wyniki I kwartału (20,2 mln zł). W omawianym okresie blisko 70 proc. produkcji Grupa przeznaczyła na eksport.

– Umocniliśmy naszą pierwszą pozycję we Francji z blisko 19-proc. udziałem w rynku. Jesteśmy na pozycji nr 3 w Polsce z ponad 15-proc. udziałem oraz nr 5 w Rosji i we Włoszech. W tej chwili budujemy swoje udziały rynkowe w Niemczech, gdzie rok temu przejęliśmy spółkę Langendorf. Chcielibyśmy, żeby te udziały rynkowe w perspektywie 5 lat sięgnęły około dwóch tysięcy sztuk sprzedaży rocznej – mówi Mariusz Golec.

W ostatnim kwartale ubiegłego roku skonsolidowana sprzedaż Wielton i Langendorf na niemieckim rynku wyniosła nieco ponad sześćset sztuk produktów.

– Rynek niemiecki jest największym w Europie, z wielkością sprzedaży na poziomie 58 tys. sztuk w ubiegłym roku. Druga jest Francja ze sprzedażą 24,5 tys. Zaraz za nią plasuje się rynek polski, na którym łącznie zarejestrowano 23,8 tys. sztuk pojazdów. Pozycja Polski w Europie jest więc bardzo mocna –ocenia Mariusz Golec.

Grupa Wielton koncentruje się na inwestycjach, które mają zwiększyć moce produkcyjne przedsiębiorstwa. Jedną z najnowszych inwestycji, która znajduje się obecnie w fazie testów, jest zautomatyzowana linia lakiernicza do antykorozyjnego zabezpieczania podwozi i skrzyń metodą kataforezy. W kolejnych miesiącach planowane jest też oddanie do użytku dwóch linii do spawania belek głównych ram naczep, a także linii mającej usprawnić transport dolny i górny dla pneumatyki oraz montaż osi podwozia.

– W strategii mamy zapisany wzrost organiczny i poprzez akwizycje. Do wzrostu organicznego niezbędne są moce produkcyjne i na tym dzisiaj koncentrujemy swoje działania inwestycyjne. Te trzy inwestycje pozwolą nam zwiększyć moce produkcyjne, a także poprawić efektywność – podkreśla Mariusz Golec.

W planach przedsiębiorstwa jest również budowa nowoczesnego zakładu produkcji chłodni. Inwestycja jest na etapie projektowania, a jej zakończenie planowane jest na 2019 rok. Koszt inwestycji to 20 mln zł, z czego blisko połowa zostanie dofinansowana dzięki umowie zawartej z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Prezes spółki ocenia, że przyszłością branży jest dopasowanie produktów do indywidualnych potrzeb klientów oraz dostarczanie kompleksowych rozwiązań, obejmujących m.in. monitorowanie produktu i przewożonego towaru.

– Inwestycje w Wielton to także automatyzacja procesów. Dzisiaj, podążając w kierunku przemysłu 4.0, fabryk przyszłości, wiemy, że niezbędna jest robotyzacja, automatyzacja i łączenie tych wszystkich systemów w jedną całość, aby poprawiać efektywność działania organizacji – mówi Mariusz Golec –Przyszłość dla naszej branży to także autonomiczność wspierająca, która nie wyeliminuje kierowcy, ale będzie go wspierać w jego działaniu. Czeka nas również zmiana w obszarze kompetencji naszych pracowników. Nowe technologie, roboty, touchpady – to w najbliższej przyszłości będzie codzienność. Do tego musimy się przygotować, tak aby konkurencja nie była nas w stanie wyprzedzić – dodaje.

Polska musi postawić na inwestycje w innowacje. To klucz do zbudowania konkurencyjnej gospodarki

Polska musi postawić na inwestycje w innowacje. To klucz do zbudowania konkurencyjnej gospodarki 13

Udział inwestycji w PKB wynosi 17–18 proc., co przekłada się na niską pozycję w rankingach innowacyjności i konkurencyjności na świecie. Tymczasem właśnie inwestycje w nowe technologie, robotyzacja, innowacje oraz badania i rozwój to przepis na długofalowy i jakościowy wzrost gospodarczy. Bez ich zwiększenia nie dogonimy najbardziej rozwiniętych gospodarek – wynika z raportu „Inwestycje szansą dla rozwoju Polski”. Aby polska gospodarka mogła aktywnie uczestniczyć w 4.0, potrzebne są też edukacja oraz odpowiednia infrastruktura, dzięki której mogą się rozwijać cyfrowe biznesy.

– Inwestycje tworzą podstawy długotrwałego rozwoju, a także budują pozycję konkurencyjną gospodarki. Możliwy jest wzrost gospodarczy, który będzie głównie oparty o większą konsumpcję, ale w dłuższym okresie gospodarka, która w taki sposób funkcjonuje, nie zbuduje pozycji konkurencyjnej. Dlatego ważne jest, żeby inwestować w te dziedziny, które będą się rozwijać w przyszłości i które mogą dać krajowi możliwość zbudowania lepszej pozycji w stosunku do konkurencji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Pod względem wartości PKB Polska jest 23. gospodarką świata i 8. gospodarką Unii Europejskiej. Jednocześnie konkurencyjność i innowacyjność nad Wisła kuleją. Jesteśmy dopiero 15. gospodarką w UE i 39. na świecie pod tym względem. Także innowacyjność nie jest naszą mocną stroną. W Globalnym Rankingu Innowacji Polska zajmuje 38. miejsce na świecie i 23. spośród 28 krajów Unii. Z raportu „Inwestycje szansą dla rozwoju Polski”, który przygotowali Konfederacja Lewiatan i Orange Polska, wynika, że Polska budowała pozycję konkurencyjną w oparciu o wyczerpujące się tzw. rezerwy proste, nie zaś o innowacyjność konieczną do długofalowego i jakościowego rozwoju państwa. W 2008 roku udział inwestycji w PKB wynosił ponad 23 proc. Obecnie to 17–18 proc. Według prognoz, w 2050 roku Polska będzie spadać w rankingu największych gospodarek, w dużej mierze właśnie ze względu na braki w innowacyjności.

– Poziom inwestycji w polskim PKB zależy od inwestycji publicznych i te są m.in. tworzone w ramach funduszy unijnych. Połowa całości inwestycji w gospodarce to z kolei inwestycje przedsiębiorstw i właśnie na tej części należy się skupić. Musimy zwiększać skłonność przedsiębiorstw do inwestowania, ale to zależy m.in. od warunków dla prowadzenia biznesu, dostępności kapitału i zasobów, które pozwolą realizować inwestycje skutecznie. To także kapitał ludzki, otoczenie biznesu, środowisko regulacyjne, warunki podatkowe oraz dostęp do potencjalnego wsparcia – wskazuje Baczewski.

Do udziału w rewolucji 4.0 potrzebne są Polsce również inwestycje infrastrukturalne. Kluczowe znaczenie ma rozbudowa dostępu do internetu dużych prędkości. Nowoczesna infrastruktura telekomunikacyjna jest niezbędna, aby zbudować gospodarkę opartą na danych. W 2017 roku Polska była na 22. miejscu w UE, jeśli chodzi o dostęp firm do sieci szerokopasmowych i szybkiego internetu. Sytuacja zmienia się jednak na lepsze.

– Budowanie usług nowej generacji jest możliwe dzięki sieci szybkiego internetu opartego m.in. na technologii światłowodowej. Zadaniem na teraz jest jej rozwój. Orange Polska planuje do 2020 roku umożliwić podłączenie do internetu w tej technologii pięciu milionów gospodarstw domowych, co oznacza, że dostęp do superszybkiego internetu będzie mogło uzyskać ok. 10–15 mln mieszkańców naszego kraju – mówi Witold Drożdż, dyrektor wykonawczy ds. korporacyjnych w Orange Polska.

Obecnie w zasięgu światłowodów Orange Polska znajduje się ponad 2,7 mln gospodarstw domowych i firm. Na koniec 2020 roku ma to być już co najmniej 5 mln, nie tylko w dużych miastach, ale także w małych miejscowościach oraz na wsiach. Na rozbudowę sieci światłowodowej w całym kraju w latach 2016–2020 operator chce wydać ponad 4 mld zł.

W ciągu ostatnich 10 lat poprawiły się warunki do prowadzenia biznesu. W rankingu Doing Business Polska awansowaliśmy w tym czasie o niemal pięćdziesiąt pozycji – z 74. na 27. miejsce. Polscy przedsiębiorcy wciąż jednak skarżą się m.in. na częste zmiany regulacji i ram prawnych prowadzenia działalności. Choć większość firm chce inwestować, wiele wstrzymuje się z decyzjami, tłumacząc to niestabilną sytuacją legislacyjną. Dla ożywienia inwestycji kluczowe będzie zwiększenie skłonności do inwestowania zwłaszcza średnich i dużych firm, które odpowiadają za 70–75 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw.

– Gdy patrzymy na nastroje przedsiębiorców i ich oceny sytuacji gospodarczej, co najbardziej przyciąga uwagę, to trudności w dostępie do zasobów siły roboczej i  niepewność, która płynie ze sfery regulacyjnej, zwiększając ryzyko inwestycji. To na czym powinniśmy się skupić to lepsza edukacja i stworzenie systemu uczenia się przez całe życie, który pozwoli ludziom rozwijać umiejętności i w pełni angażować się w procesy inwestycyjne w nowych technologiach. Ważne też, aby państwo tworzyło stabilne warunki dla firm – mówi dr Grzegorz Baczewski.

– Ze strony państwa potrzebujemy stabilnego, przewidywalnego prawa, które pozwala w średnim i długim horyzoncie planować procesy inwestycyjne z odniesieniem do aktualnie obowiązującego prawa albo takiego, które jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Co za tym idzie, ewentualny proces stanowienia nowego prawa powinien być transparentny i konsultowany szeroko ze wszystkimi uczestnikami rynku – dodaje Witold Drożdż.

Jednym z większych wyzwań dla Polski jest też zmiana systemu edukacji na opartą na nowych technologiach informacyjno-komunikacyjnych. Niezbędne jest ustawiczne kształcenie, inwestycja w wiedzę i umiejętności, aby nikogo nie wykluczać się z życia gospodarczego.

– Z nowoczesnych technologii i usług korzystają ludzie, którzy muszą chcieć i umieć to robić. Dlatego konieczne jest kreowanie popytu na rozwiązania cyfrowe i rozwijanie systemu edukacji, który umożliwia młodym ludziom zdobywanie umiejętności korzystania z nowych technologii – wskazuje Witold Drożdż.

Rząd uruchamia akcelerator cyberbezpieczeństwa. W jednym miejscu skupi najważniejsze firmy i start-upy z tego segmentu

Rząd uruchamia akcelerator cyberbezpieczeństwa. W jednym miejscu skupi najważniejsze firmy i start-upy z tego segmentu 14

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii planuje stworzyć kampus technologiczny zrzeszający wszystkich polskich specjalistów od cyberbezpieczeństwa w jednym miejscu. Już tej jesieni ma być wyłoniony operator przedsięwzięcia. Akcelerator przedsiębiorczości wzorowany na izraelskich rozwiązaniach ma zadbać o bezpieczeństwo państwa i przyciągnąć do Polski inwestorów z branży IT.

– Chcemy, aby firm, które zajmują się cyberbezpieczeństwem, było w Polsce więcej. Po drugie, aby dostarczały usługi dla polskiej administracji, po trzecie aby były w stanie promować się i pokazywać na zewnątrz. W tym celu za chwilę będziemy ogłaszać konkurs na akcelerator poświęcony cyberbezpieczeństwu, mamy nadzieję jesienią wyłonić operatora, który za sprawą programu akceleracyjnego skupi wszystkie spółki i talenty zajmujące się cyberbezpieczeństwem w jednym miejscu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Ministerstwo zaprosiło do współpracy i współtworzenia akceleratorów również organy administracji publicznej, które powinny być najbardziej zainteresowane projektami skupionymi wokół poprawy bezpieczeństwa przechowywania danych. Minister przyznała także, że polscy specjaliści odpowiedzialni za wdrażanie Doktryny cyberbezpieczeństwa RP bardzo mocno inspirują się rozwiązaniami wypracowanymi przez izraelskie władze na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Izrael już w 2014 roku zapowiedział zbudowanie Narodowego Parku Cybernetycznego CyberSpark, w którym naukowcy, biznesmeni oraz start-upowcy współpracują nad wdrażaniem nowych mechanizmów cyberbezpieczeństwa. Kampus w Beer Szewie stanowi dziś jedno z najważniejszych centrów technologiczno-biznesowych Izraela, zrzeszając wokół siebie największe firmy oraz specjalistów z całego świata.

– Uczymy się od najlepszych. Dzisiaj najważniejsze pytanie to, jak sprawić, by wszystkie instrumenty, które w Polsce cyberbezpieczeństwem się zajmują, współpracowały ze sobą. I tutaj Izrael służy nam dobrym przykładem – przekonuje minister.

Jeśli polskie władze powielą izraelskie rozwiązania, firmy i start-upy współpracujące w ramach akceleratora mogą liczyć np. na ulgi podatkowe, dofinansowanie pensji pracowników czy szkolenia w zakresie cyberbezpieczeństwa. Ministerstwo liczy także na ścisłą współpracę intelektualną pomiędzy specjalistami z polskiego a izraelskiego kampusu technologicznego.

– Oczekujemy, że w wyniku wspólnych programów akceleracyjnych, nad którymi teraz pracujemy z izraelskim start-up Nation, powstaną firmy polsko-izraelskie opracowujące wspólne, ciekawe rozwiązania, atrakcyjne nie tylko dla Polski i Izraela, lecz także dla całego świat – twierdzi Jadwiga Emilewicz.

Według raportu opracowanego przez Cybersecurity Ventures od 2017 do 2021 roku wydatki na cyberbezpieczeństwo wzrosną do przeszło biliona dolarów. Autorzy raportu przewidują, że do 2021 roku rynek będzie rósł w tempie 12–15 proc. w skali roku.

Doktrynę cyberbezpieczeństwa RP opublikowano w 2015 roku jako odpowiedź na rosnące zagrożenie ze strony zorganizowanej cyberprzestępczości.

Satelity Putina: Jak Rosja będzie podbijać kosmos

„Rosja w ciągu najbliższych kilku lat wprowadzi na orbitę 600 satelitów komunikacyjnych, nawigacyjnych i teledetekcyjnych w programie Sfera” –  powiedział prezydent Władimir Putin w programie telewizyjnym „Linia prosta”. Mówiąc o potrzebie przywrócenia przywództwa w kosmosie w celu wystrzeliwania rakiet, Władimir Putin wspomniał o planach projektu Sfera, a także projekcie stworzenia ciężkiego pocisku. Według Putina uruchomienie ciężkiego pocisku powinno rozpocząć się w 2022 r., a pierwsze załogowe starty wystartować w 2024 r.

Wcześniej, w kwietniu 2018 r., Roskosmos zamówił szkic superciężkiej rakiety. Według wstępnych planów, opracowanie i uruchomienie superciężkiego kompleksu rakietowego (pocisk rakietowy i platforma startowa) powinno zostać przeprowadzone w ciągu najbliższych 10 lat. Jednak dane, dotyczące podziału finansowania projektu, nie były jeszcze dostępne w całości . Co więcej, pod koniec maja, dziennik Izwiestija, poinformował o możliwym obniżeniu budżetów Roskosmosu.

Program „Kula” nie został wcześniej wymieniony. Pojawiły się doniesienia o stworzeniu satelitów komunikacyjnych Sfera-B do 2018 r., Ale w tamtym czasie nie pasowały one do planowanych charakterystyk. Roskosmos zaproponował projekt Efir (z ros. eter) do uruchomienia 288 satelitów, w celu zapewnienia dostępu do Internetu w przestrzeni na terytorium Rosji. Budżet projektu oszacowano na prawie 300 miliardów rubli. Ale informacji przyznaniu finansowania nie udzielono.

Rosja ma obecnie na orbicie około 120 działających statków kosmicznych. Wzrost tej liczby o pięć razy jest w stanie na wiele przywrócić Rosji przywództwo w zakresie startów kosmicznych. Jest to jednak bardzo ambitne zadanie, ponieważ koszt wystrzelenia istniejących rosyjskich rakiet szacuje się na 40-60 milionów dolarów, więc wprowadzenie tak dużej grupy satelitów będzie kosztować miliardy dolarów.

Jak Rosja będzie dostarczać gaz do Chin

Eksportowe plany Rosji w kierunku wschodnim są bardzo ambitny. Jednakże Moskwa i Pekin różnią się nieco w ocenie perspektywicznego łącznego wolumenu dostaw rosyjskiego gazu

24 maja rozpocznie się Petersburskie Międzynarodowe Forum Ekonomiczne (PMFE-2018). Ministerstwo spraw zagranicznych CHRL już ogłosiło, że na spotkanie przybędzie delegacja  wysokiego szczebla. PMFE stał się ważnym obszarem do wzmacniania więzi inwestycyjnych i gospodarczych między Rosją a Chinami.

W ramach deklarowanej przez Rosję strategii „zakręt na Wschód” Moskwa i Pekin w ostatnich latach poważnie wzmocniły współpracę gospodarczą — partnerzy w dalszym ciągu zwiększają obrót towarowy. W szczególności na linii eksportu rosyjskiego surowca węglowodorowego do Chin: Rosja „pompuje” w Chiny coraz więcej ropy naftowej, a już w grudniu od przyszłego roku CHRL zacznie otrzymywać rosyjski gazociąg. Przy tym Pekin już nie raz deklarował swoją opinię na temat polityki sancyjnej Waszyngtonu wobec Moskwy — tutaj Chiny nie widzą przeszkód do współpracy inwestycyjnej z Rosją.

Na celowniku w centrum kształtowania się współpracy surowcowej między Moskwą i Pekinem, są symbioza i synergia: Chiny nadal będą otrzymywać odpowiednie ilości surowców energetycznych, które są coraz bardziej potrzebne dla rozwijającej się gospodarki, a Rosja — bezpiecznego strategicznego kupującego.

Ponadto, obecna atmosfera polityczna w Europie skłania Rosję do dywersyfikacji ryzyka eksortowego w układzie „Wschód — Zachód”, co jest istotnym czynnikiem dla stabilności krajowego sektora energetycznego.

Wiceprezes zarządu Gazpromu, Witalij Markelow, 14 maja podkreślił, że dostawa rosyjskiego gazu do chińskiej spółki CNPC (China National Petroleum Corporation) poprzez gazociąg Siła Syberii rozpocznie się na warunkach umowy – 20 grudnia 2019 roku. Wytyczono ponad 75% liniowej części gazociągu – odcinek od pola Chajandińskiego do Błagowieszczeńska. „Gazprom” zamierza ukończyć budowę Siły Syberii do granicy z Chinami przed końcem 2018 roku.

Aneks do umowy na sprzedaż gazu ziemnego na wschodniej trasie (Siła Syberii), zawartej pomiędzy Gazpromem i CNPC jeszcze w pierwszej połowie 2014 roku, została podpisana w lipcu ubiegłego roku w trakcie wizyty przewodniczącego CHRL, Xi Jinpinga, w Moskwie.

Podstawowy kontrakt Gazpromu i CNPC w sprawie dostaw gazu przez Siłę Syberii jest zawarty na okres 30 lat. Wraz z wydaniem systemu na planowaną moc CHRL, co roku będzie otrzymywał na 38 mld metrów sześciennych gazu. Wraz z wprowadzeniem systemu do możliwości projektowych ChRL, będzie on co roku otrzymywać 38 miliardów metrów sześciennych gazu.

Ponadto planujemy, że nasz gaz będzie dostarczany do Chin jeszcze dwoma drogami. Tak więc w 2015 roku Gazprom i CNPC podpisały porozumienie w sprawie podstawowych warunków dostaw gazu ze złóż zachodniej Syberii do Chin wzdłuż tak zwanej zachodniej trasy (Siła Syberii-2). Zdolność projektowa tego systemu wynosi do 30 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Jednak parametry cenowe umowy nie zostały jeszcze ostatecznie określone w tym miejscu. Strona chińska dała już do zrozumienia, że możliwe są nowe korekty – w kierunku zmniejszenia wydajności rury.

Również Gazprom kontynuuje rozmowy z CNPC w sprawie dostaw gazu rurociągowego z Dalekiego Wschodu. „Planujemy osiągnąć podstawowe warunki dostaw gazu z Dalekiego Wschodu do końca 2017 roku”, powiedział Aleksiej Miller w ramach SPIEF-2017 (St. Petersburg International Economic Forum). Jednak jak dotąd dialog w tej sprawie nie wykracza poza fazę aktywną.

Jak widać, rosyjskie plany eksportowe na wschodzie są bardzo ambitne. Ale Moskwa i Pekin wciąż nie są w stanie ocenić potencjalnego łącznego wolumenu dostaw rosyjskiego gazu do Państwa Środka. Na SPIEF-2018 może być możliwe podjęcie odpowiednich prób połączenia pozycji.

Korzystny moment dla Rosji w zbliżającym się otwarciu chińskiego eksportu i fakt, że powinien on otrzeźwić Stary Świat – w Brukseli z pewnością retoryka o hegemonii Gazpromu przycichnie. Na przykład, komisarze europejscy będą mogli odwołać się do cytatu Aleksieja Millera, że jeśli infrastruktura przyjmująca nie zostanie zbudowana w terminie po stronie UE (na granicy turecko-greckiej) w części tworzącej trasę korytarza południowego, w oparciu o projekt Turkish Stream, to gaz „przejdzie” na inne rynki.

W dłuższej perspektywie Moskwa stawia na parytet rynków zbytu w układzie „Wschód — Zachód”, który dywersyfikuje ryzyko eksportowe Rosji A Komisja Europejska będzie usprawiedliwiona jako wystawca prawnych przeszkód dla działalności Gazpromu w krajach UE.

Amerykański rynek pracy radzi sobie świetnie

Piątek przyniósł kolejne bardzo dobre informacje z amerykańskiego rynku pracy. W maju rynek wytworzył 223 tys. miejsc pracy (konsensus zakładał wzrost o 188 tys.), tym samym indeks ponownie znalazł się powyżej psychologicznego poziomu 200 tys. Średnia krocząca z dwunastu miesięcy wzrosła ponownie do poziomu 197 tys. – najwyższego od roku.

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2013-2018)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/06/18

Raport z rynku pracy zawierał również informacje o wzroście dynamiki płac, która przyspieszyła do 2,7% rocznie. Zarobki w maju rosły najszybciej od początku roku (Wykres 2). Tempo wzrostu płac jest niewiele wolniejsze od najwyższego od ośmiu lat poziomu, który zanotowaliśmy we wrześniu 2017 r. Co więcej, stopa bezrobocia niespodziewanie spadła do 3,8%, czyli najniższego poziomu od osiemnastu lat (technicznie rzecz biorąc było to nawet mniej – 3,775%, jednak wynik został zaokrąglony w górę). Pozytywnie zaskoczyła również stopa partycypacji.

Wykres 2: Dynamika przeciętnych godzinowych zarobków w US w ujęciu rocznym (2008-2018)

Dynamika przeciętnych godzinowych zarobków w US w ujęciu rocznym
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/06/18

Dzisiejsze dane są kolejnym pozytywnym znakiem, który sugeruje, że gospodarka Stanów Zjednoczonych radzi sobie lepiej niż większość rozwiniętych gospodarek świata. Dane potwierdzają również nasze oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych – do najbliższego wzrostu kosztów kredytu powinno dojść już w czerwcu. Całościowo, bieżący rok powinien przynieść naszym zdaniem cztery podwyżki stóp procentowych w USA. Rynki obecnie szacują, że prawdopodobieństwo wystąpienia takiego scenariusza to 25% – postępujący wzrost prawdopodobieństwa tego scenariusza powinien wspierać amerykańską walutę w relacji do euro i polskiego złotego.

Autor: Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

BioMaxima S.A. będzie rosnąć poprzez realizowane inwestycje

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, zakończyła 2017 r. jednostkowym zyskiem netto w wysokości 808 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 29.726 tys. zł. Spółka w minionym roku koncentrowała swoje działania na przygotowywaniu i realizowaniu nowych projektów inwestycyjnych, które mają pozwolić na jej dynamiczny rozwój i wzrost wartości.

Na poziomie skonsolidowanym BioMaxima S.A. wypracowała w 2017 r. ponad 805 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 32.955 tys. zł. Poprzedni rok był najbardziej intensywny w historii Spółki pod względem wielkości pozyskanego finansowania zewnętrznego, ilości i skali przygotowywanych oraz uruchamianych projektów rozwojowych. Pomimo realizowania bardzo znaczącego programu inwestycyjnego, wiążącego się z dodatkowymi kosztami, BioMaxima S.A. zanotowała wzrost przychodów zarówno w ujęciu jednostkowym, jak i skonsolidowanym, rozwijając przy tym swój core business oraz utrzymując wskaźniki finansowe na bardzo bezpiecznym poziomie. Zarząd Spółki jest przekonany, że prowadzone inwestycje umożliwią jej wejście na znacznie wyższy stopień rozwoju oraz przełożą się na umacnianie pozycji rynkowej.

„Rok 2017 poświęciliśmy na programowanie inwestycji, które umożliwią BioMaxima przyspieszony rozwój w następnych latach. Zaplanowane w ubiegłym roku projekty oraz zorganizowane finansowanie będą skutkowały wprowadzeniem do sprzedaży nowego asortymentu pozwalającego Spółce na zwiększenie przychodów oraz reorganizację przedsiębiorstwa, umożliwiającą poprawę wskaźników finansowych po zakończeniu inwestycji.” – podkreśla Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

We wrześniu ub. roku rozpoczęte zostały prace przy budowie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie, które na dzień publikacji raportu przebiegają terminowo. Nowy Zakład umożliwi Spółce zwiększenie jej wydajności oraz poszerzenie oferty o nowe linie produktowe. W 2017 roku BioMaxima S.A. zainicjowała we współpracy z zespołem UMCS w Lublinie projekt opracowania innowacyjnej technologii testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (ang. Minimal Inhibitory Concentration, MIC) antybiotyku, która uzupełni portfel testów AST do badania lekooporności. Prace nad nią zmierzają już w kierunku finalizacji.

W 2017 r. Spółka prowadziła prace badawczo-rozwojowe nad nowym analizatorem biochemicznym BM-200, którego seryjna produkcja ma rozpocząć się w zakładzie w Lublinie w drugim kwartale tego roku. BioMaxima S.A. liczy na wysokie zainteresowanie tym urządzeniem, w szczególności na rynkach zagranicznych. Emitent realizuje również prace rozwojowe szeregu innych nowych technologii w obszarze mikrobiologii w tym produktów Real –Time PCR do szybkiej molekularnej diagnostyki zakażeń mikrobiologicznych żywności, adresowanych do rynku przetwórstwa spożywczego.

„Po zakończeniu budowy zakładu, BioMaxima uruchomi produkcję nowych pozycji asortymentowych jak probówki dip-slide, czy suplementy podłoży mikrobiologicznych, którymi zastąpi obecnie dystrybuowane produkty, co pozwoli Spółce zwiększyć rentowność. W dalszej kolejności będą wprowadzane innowacyjne technologie, takie jak pożywki do hodowli komórkowych, testy MIC, czy kolejny aparat BM 300, które przede wszystkim będą oferowały potencjał wzrostu przychodów. Dzięki tym projektom BioMaxima będzie w coraz większym stopniu polegała na sprzedaży własnych technologii.” – dodaje Prezes Urban.

W 2017 r. rozpoczęto proces konsolidacji rumuńskich spółek BioMaxima Clinical Srl. oraz Roco Sistem Srl., którego nadrzędnym celem jest zbudowanie jednej spójnej organizacyjnie i operacyjnie spółki, zdolnej do bardziej efektywnego działania. Zakończenie tego procesu przesunęło się na 2018 r., ale Zarząd BioMaxima S.A. działając poprzez trzy rumuńskie spółki w dalszym ciągu traktuje rynek w Rumunii jako bardzo perspektywiczny.

Spółka wygenerowała w pierwszym kwartale 2018 r. zysk EBITDA dla jednostki dominującej w kwocie 617 tys. zł oraz 251 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7.922 tys. zł. BioMaxima S.A. wprowadziła w minionym kwartale nowe logo oraz system identyfikacji graficznej firmy. Uruchomiony został też nowy serwis internetowy Emitenta. Aktualnie trwają prace nad wdrożeniem nowego systemu informatycznego (ERP) dla Spółki, który usprawni procesy zarządcze, produkcyjne oraz obsługę klienta.

W Szwajcarii zablokowano 1 mld franków Wiktora Wekselberga

Prawnicy Renowy już przygotowują pozwy przeciwko szwajcarskim bankom i ich pracownikom. Zdaniem ekspertów, szanse na uzyskanie odszkodowania strat w sądzie są niewielkie

Szwajcarskie banki, obawiając się sankcji ze strony USA, zablokowały środki na rachunkach osobistych Wiktora Wekselberga, i teraz miliarder zamierza pozwać ich do sądu – poinformował w ubiegłym tygodniu tygodnik Schweiz am Wochenende.

Źródło „Forbes” w grupie Renowa ustaliło, że chodzi o około 1 mld franków. Środki blokowały nie tylko publiczne banki (UBS, Credit Suisse i Julius Baer), ale i prywatne. Jego zdaniem, roszczenia do tych banków są obecnie w trakcie przygotowania. Konta Wekselberga mógł zablokować nawet Bank of Cyprus, którego miliarder jest współwłaścicielem z udziałem 9,27%. O tym „Forbes”, powiedział pracownik jednej ze spółek pracujących z Bank of Cyprus. Jednak tej informacji nie udało się potwierdzić w Renowie.

Schweiz am Wochenende podkreśla, że konta zostały otwarte zgodnie z prawem szwajcarskim, a aktywa w nich były denominowane we frankach, a nie w dolarach. Źródła gazety twierdzą, że oprócz roszczeń cywilnoprawnych wobec banków mogą być złożone i karne — odpowiedzialny za blokadę pracowników. „Szwajcarskie banki są w szponach” — zapewniło nasze źródło w pobliżu Renowy w rozmowie dla wydawnictwa.

Formalnie, sankcje zakładały, że operacje z firmami i osobami, które były pod ich adresem, były zabronione amerykańskim bankom, ale, jak się wydaje, szwajcarskie banki zdecydowały się na reasekurację, uważa partner firmy Tertychny Agabalyan Marat Agabalian. „Banki szwajcarskie są generalnie bardzo ostrożne w relacjach z klientami, ale w tym wypadku obawiają się sankcji w formie odpowiedzialności finansowej wobec USA, ponieważ większość takich banków prowadzi działalność i posiada odpowiednie aktywa w USA, w związku z tym ryzyko utraty aktywów jest wystarczająco duże „, wyjaśnia Agabalian. Władze USA mogą w rzeczywistości nałożyć odpowiednią odpowiedzialność na każdą osobę, która narusza nałożone przez nie sankcje kontynuuje ekspert. Jego zdaniem jest mało prawdopodobne, aby banki naruszyły prawo szwajcarskie: „Najpierw otrzymają 20 opinii prawników, a dopiero wtedy podejmą pewne działania”.

Wykładowca katedry prawa międzynarodowego na Uniwersytecie im. M. Łomonosowa w Moskwie  i ekspert ds. sankcji 1 uważa, że sytuacja jest niejednoznaczna. „Z punktu widzenia prawa szwajcarskiego takie działania (blokada kont Wekselberga. — Forbes) są nielegalne. Z punktu widzenia prawa amerykańskiego, które stosuje się do regulacji sankcji jest to uzasadnione”- wyjaśnia. Zdaniem eksperta, Wekselberg naprawdę ma szanse wygrać sąd w Szwajcarii. „Tylko wyrok będzie salomonowy”, — dodaje rozmówcy Forbes i wyjaśnia: istnieje duże prawdopodobieństwo, że formalnie sąd uzna, że banki naruszyły prawa klienta, a odmowę usługi, powołując się na amerykańskie sankcje, za nielegalną. Ale najważniejsze jest nadal kwestia rekompensaty strat. „Tutaj, powołując się na doktrynę finansowo-ekonomicznej rentowności (przetrwania) banku, sąd najprawdopodobniej nie wyegzekwuje na rzecz Weksleberga znaczących kwot. Banki nałożą na wybitnych ekonomistów i prawników ekspertyzy i będą w stanie udowodnić sądowi, że nieprzestrzeganie amerykańskich wymogów sankcyjnych będzie skutkować ogromnymi karami finansowymi dla banku, odłączeniem się od systemu dolara i ostatecznie— przetrwaniem” — podsumowuje Glandin.

Blokada dotknęła nie tylko kont osobistych Wekselberga. Schweiz am Wochenende twierdzi, że w ciągu kilku dni wiele banków w tym UBS i Credit Suisse, odmawiała rosyjskiemu miliarderderowi dostępu do dużych pakietów akcji w szwajcarskich firmach przemysłowych Sulzer, OC Oerlikon i Schmolz + Bickenbach. Pakiety akcji zostały ustanowione jako zabezpieczenie dwóch kredytów na kwotę ponad 1 mld franków szwajcarskich, które Wekselberg otrzymał od grupy zachodnich banków, wśród których byli JPMorgan, UBS i Credit Suisse. Po wprowadzeniu sankcji w kwietniu Vekselberg musiał spłacić te pożyczki przed terminem. Po spłacie przemysłowe aktywa zostały ostatecznie zwolnione z hipoteki, twierdzi źródło „Forbes” w Renowie. Wcześniej minister finansów Anton Siluanow powiedział dziennikarzom, że „Renova” otrzymała wsparcie państwa, ale  nie chciał powiedzieć, co to było. Jak później wyjaśnił w Ministerstwie Finansów, był to kredyt z Promsvyazbank (PSB) na warunkach rynkowych. Rzecznik Renowy, Andrzej Storch, potwierdził te informacje szwajcarskiemu wydawnictwu: „Nigdy nie zamierzaliśmy ubiegaś się o pomoc finansową do państwa rosyjskiego. I w związku z tym jej nie otrzymaliśmy”. Wyjaśnił, że kredyty były udzielane na warunkach rynkowych.

Z deszczu pod rynnę

Uspokojenie sytuacji politycznej na Półwyspie Apenińskim. Trump i jego kolejne działania w wojnie handlowej. Europa, Kanada i Meksyk nie dadzą za wygraną i straszą odwetem wobec USA. Reakcji na rynkach i walutach jeszcze nie widać.

Italia będzie miała rząd

W ostatnich dniach rynki żyły przede wszystkim tematem Włoch. Finał tego zamieszania też jest zaskakujący. Giuseppe Conte w końcu ugiął się prezydentowi i przyjął misję tworzenia nowego rządu i został tym samym premierem. Przypomnijmy już wcześniej zrezygnował on z tego a kością niezgody było stanowisko ministra finansów. Problem rozwiązano, także eurosceptyczny kandydat otrzyma inne stanowisko. Reakcja na rynkach jest oczywiście pozytywna co widać choćby po włoskich papierach dłużnych, których rentowność znacznie spadła.

Rajoy straci stanowisko premiera

Spora nerwowość jest również w Hiszpanii. Jeszcze dzisiaj swoje stanowisko prawdopodobnie straci premier Rajoy. Sytuacja też rozwija się dość dynamicznie, gdyż jeszcze wczoraj opozycja nie miała wymaganej większości. Czy to coś może zmienić dla rynków? W tym momencie trudno wyrokować, bo o żadnych planach czy pomysłach nie ma mowy. Tak naprawdę nie wiadomo do końca kto obejmie stery w rządzie. Niemniej jednak, patrząc na Włochy jak potrafiły namieszać, trzeba bacznie śledzić i tę część Europy.

Trump znów w formie

Prawdziwy jednak problem dla rynków pojawił się jednak wczoraj. Kolejny raz Trump udowodnił jak potrafi być nieprzewidywalny. Nałożenie ceł na stal i aluminium na UE, Kanadę i Meksyk praktycznie wypowiada wojnę handlową. Tym bardziej, że nie wydaje się, by te kraje miały spokojnie siedzieć i przyjąć bez walki takie zarządzenie prezydenta USA. Działania odwetowe z pewnością będą.

Stąpanie po cienkim lodzie

Tyle tylko, że Trump nie bierze jednego pod uwagę, że Europa może choćby z Kanadą czy Chinami wejść w układ i wymierzyć kontrę w USA. Wtedy Ameryka zamiast zysków z zamykania się na świat może odnieść spore straty. Wydaje się jednak, że prezydent Trump chce w ten sposób ukarać te kraje za sprzeciw wobec zerwania umowy nuklearnej z Iranem przez USA. Niestety więc gdy sytuacja nieco się uspokoiła na rynkach mamy kolejny, który musi wywołać zamieszanie. Póki co jeszcze reakcji na walutach nie widzimy. Euro w stosunku do dolara nawet odrabia straty i jest już na poziomie 1,17.

Kilka ważnych danych z USA

Dzisiaj na rynkach przede wszystkim odczyty z rynku pracy z USA o 14.30. O 16 ważny wskaźnik ISM dla przemysłu też z Ameryki. Jeśli dane okażą się lepsze od prognoz możliwa jest kontra sprzedających na głównej parze walutowej świata. Wtedy też nieco gorzej może się zachowywać złoty, który dzisiaj porusza się w dość wąskim paśmie wahań.

Pawlak Krzysztof – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wzrost cen w Europie

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki majowego indeksu CPI w strefie euro i w Polsce. W obu przypadkach inflacja wzrasta, jednak głównie z powodu wzrostu cen ropy, który doprowadził do podniesienia cen paliw. W Polsce inflacja między-rocznie wzrosła o 1,7%, a w strefie euro o 1,9%. Nadal nie widać jednak perspektyw do zaostrzenia polityki pieniężnej] w Polsce, jak i w strefie euro. Spekuluje się jedynie na temat tego kiedy w Eurolandzie zostanie ukończony program QE. Jednakże, nawet jeśli zakończyłby się w tym roku, podwyżki stop nie są możliwe wcześniej niż w drugiej połowie przyszłego roku. Do opóźnienia zaostrzenia polityki pieniężnej] może się również przyczynić wzrost ryzyka związanego z sytuacją we Włoszech. W kraju tym własnie zapadła decyzja o wcześniejszych wyborach. Ponadto, w przypadku, gdy sytuacja we Włoszech się nie poprawi, problemy mega pojawić się również w innych krajach. Włoskie turbulencje oddziaływają na inne gospodarki strefy euro, w tym mogą mieć szczególnie negatywny wpływ na gospodarki Grecji, Francji i Hiszpanii. Są to bowiem kraje, które maja już obecnie sporo własnych problemów.

Złoty w ostatnim czasie systematycznie się osłabiał, a w tym tygodniu kontynuował spadek – chociaż tylko minimalnie. Ten stan można przypisać głównie korekcie po wzmocnieniu z ubiegłego i początku obecnego roku. Swoją role odgrywa również opóźnianie zaostrzenia polityki pieniężnej. Ze względu na dobra sytuacje gospodarczą w Polsce można się spodziewać, ze w najbliższych tygodniach dojdzie do korekty, ponieważ osłabienie złotego nie odpowiada obecnej sytuacji gospodarczej kraju. Kurs złotego w piątek rano był na poziomie 4,31 EUR/PLN. Eurodolar na koniec tygodnia wynosił 1,17 EUR/USD.

Presja wydajnościowa w przemyśle jest silna

Odczyt PMI polskiego przemysłu za maj 2018 r. wyniósł 53,3 co pokazuje silny ogólny wzrost sektora. Jednocześnie odczyt jest najniższy od sierpnia 2017 r. co oznacza spowolnienie wzrostu trwającego już 44 miesiąc z rzędu.

W raporcie za maj IHS Markit zwraca uwagę na presję wydajnościową. Poprawa koniunktury jest na tyle silna, że wystawia na próbę zdolności produkcyjne polskiego przemysłu, co znalazło odzwierciedlenie w najszybszym od stycznia 2015 r. tempie wzrostu zaległości produkcyjnych, oraz największym wydłużeniu opóźnień w dostawach od grudnia 2010 r.

Presja kosztów produkcji pozostała wysoka, a firmy wskazują głównie na wzrost cen stali oraz wpływ osłabienia polskiej waluty. Wzrost liczby nowych zamówień był skromny, a wpływ na to miał spadek zamówień eksportowych.

Firmy w perspektywie 12 miesięcy nadal spodziewają się wzrostu produkcji. Źródła wzrostu widzą w nowych produktach i nowych klientach.

Michał Mordel, Starszy Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Sporo do przetrawienia

Ostatnie kilkadziesiąt godzin to spory natłok istotnych informacji i znaczna zmienność na rynku walutowym. Zresztą to swoista wisienka na torcie ostatnich szalonych kilkunastu dni.

We Włoszech został ostatecznie uformowany rząd Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej. Kontrowersyjny eurosceptyk P. Savona, którego kandydatura do objęcia teki Ministra Finansów wywołała ostry spór i stała się zarzewiem kryzysu politycznego obejmie w nim stanowisko ministra ds. europejskich.

W Hiszpanii, premier Rajoy prawdopodobnie nie uzyska wystarczającego poparcia by jego gabinet przetrwał wotum nieufności. Nowym premierem bedzie zapewne lider socjalistów Pedro Sanchez. Sytuacja w Hiszpanii nie powinna przerodzić się w chaos porównywany z włoskim, ale wzmaga negatywny szum.

Czasowe zwolnienie Meksyku, Kanady i UE z ceł na stal i aluminium nie zostało prolongowane. Wszystko wskazuje, że wraz z końcem II kwartału temat wojen handlowych powraca z całą mocą. W przestrzeni G-10 najmocniej odczuwa to dolar kanadyjski. USD/CAD po środowym silnym spadku, powraca w kierunku 1,30.

Przypomnijmy też, że zgodnie z publikowanym wczoraj wstępnym szacunkiem, inflacja HICP w Eurolandzie przyspieszyła z 1,2 proc r/r w kwietniu aż do 1,9 proc. r/r w maju. Odczyt zdecydowanie pokonał tym samym rynkowy konsensus (1,6 proc. r/r). Co więcej, inflacja bazowa podskoczyła z 0,7 do 1,1 proc. r/r. Widzimy wysokie prawdopodobieństwo, że kondycja europejskiej gospodarki jest daleko lepsza niż jej percepcja po serii rozczarowań danymi makro. Intensyfikacja presji inflacyjnej jest najlepszym sposobem by zacząć przełamywać serię negatywnych niespodzianek, ale potrzebny jest też do tego spokój na scenie politycznej strefy euro.

W ostatnich dwóch tygodniach mieliśmy zatem: nowe szczyty rentowności obligacji skarbowych USA i wyprzedaż aktywów EM, polepszenie relacji na linii Chiny – USA dot. handlu zagranicznego, ich pogorszenie z państwami eksportującymi auta do Stanów Zjednoczonych i wczorajsze zniesienie wyłączeń z ceł na stal i aluminium dla UE, Kanady oraz Meksyku. W zakresie geopolityki doświadczyliśmy schłodzenia na linii Korea Płn. – USA i wycofania się administracji Trumpa ze spotkania z Kimem w czerwcu (a następnie ponowne zbliżenie). Do tego należy dodać gigantyczne turbulencje na scenie politycznej Włoch, mniejsze w Hiszpanii oraz domniemaną skłonność OPEC do zwiększenia wydobycia.

W takim środowisku niepewności i chaosu rynki weszły w tryb risk on/off i wiele wskazuje na to, że popyt na ryzykowne aktywa zostanie przytłumiony, a na pewno chimeryczny. Dość mocno podkopane zostały przy tym filary wzrostu rentowności długu USA. W tym środowisku trudniej będzie o wzrosty USD/JPY, ale dopóki kurs nie spadnie pod 108,50 w cenach zamknięcia struktura wzrostowa nie zostanie zanegowana. EUR/USD po zrealizowaniu naszego średnioterminowego celu dla spadków, czyli 1,1550 znalazł się w fazie korekty i wczoraj odbił do 1,1720. Wciąż nie została jednak przebita strefa 1,17-1,1750, która zamyka drogę do mocniejszego odreagowania do 1,1820-50 a potencjalnie w kierunku 1,20 i 200 sesyjnej średniej ruchomej. EUR/PLN również osiągnął nasz cel dla zwyżki, czyli 4,3350. W średnim terminie oczekujemy powrotu w kierunku 4,25. Katalizatorem takiego ruchu byłoby zejście pod 4,29. Wydarzeniem dnia są dane z rynku pracy USA, kluczem jak zawsze będzie dynamika wynagrodzeń, która miesiąc do miesiąca powinna zdaniem rynku wzrosnąć 0,3 proc. względem kwietnia. Przy uspokojeniu nastrojów w Europie i przy łagodnej twarzy FOMC zaprezentowanej w protokole z ostatniego posiedzenia Fed, dolar może być podatniejszy na korekcyjne osłabienie w przypadku rozczarowania.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

Smartfon zamiast terminala. Nowe rozwiązanie może zrewolucjonizować rynek płatności

Smartfon zamiast terminala. Nowe rozwiązanie może zrewolucjonizować rynek płatności 15

Smartfony zastępują już karty płatnicze. Mogą też pełnić rolę wygodnych terminali do przyjmowania płatności. Dotychczas sklepy i usługodawcy musieli się wyposażyć w terminal płatniczy, by przyjmować płatności dokonywane kartą lub smartfonem. Dla tych mniejszych często był to zbyt wysoki koszt. Na rynku pojawia się coraz więcej rozwiązań, które mają maksymalnie uprościć płatności, skierowanych właśnie do drobnych przedsiębiorców. Rynek płatności może zrewolucjonizować aplikacja mobilna, która umożliwia przyjmowanie płatności bezgotówkowych poprzez smartfony.

– Fastpass to pierwszy mobilny terminal BLIK. Pozwala w łatwy sposób stworzyć z każdego urządzenia mobilnego terminal do przyjmowania płatności BLIK-iem. Pobieramy, instalujemy, łatwo, szybko, przyjemnie, w bardzo krótkim czasie jest gotów do działania i do pobrania płatności, gdzie tylko jej potrzebujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Dziura z tpay.com.

Z badania przeprowadzonego przez eService wynika, że płatności bezgotówkowe preferuje 56 proc. konsumentów, głównie ze względu na wygodę i oszczędność czasu. W fizycznych punktach sprzedaży dominuje jednak sprzedaż gotówką, z użyciem kart – 18 proc. transakcji. W dużej mierze odpowiadają za to najmniejsi przedsiębiorcy, dla których posiadanie terminala wiąże się z kosztami, często zbyt wysokimi. Istnieją już jednak aplikacje, które pozwalają w terminal zamienić zwykły smartfon.

Podobne rozwiązanie testował już Mastercard, gdzie telefony mogły przyjmować wszystkie płatności zbliżeniowe – zarówno wykonane za pomocą zwykłej karty, jak i telefonem. Aplikacja Fastpass idzie jeszcze dalej i umożliwia przyjmowanie transakcji BLIKIEM, czyli polskim systemem płatności mobilnych, opierającym się na kodach jednorazowych. Nie potrzeba ani gotówki, ani karty płatniczej, ani terminala. Wystarczą urządzenia mobilne, a płatność jest praktycznie natychmiast księgowana na koncie sprzedawcy.

– Przyjmowanie płatności jest bardzo intuicyjne, wpisujemy kwotę i pobieramy sześciocyfrowy kod BLIK od osoby, która musi zapłacić za produkt, osoba akceptuje tę płatność w ramach swojej aplikacji bankowej. Klient nie musi się realnie logować na stronę banku, dzisiejsze aplikacje prawie wszystkie maja już BLIK-a, to dużo łatwiejsza i szybsza od karty, i dodatkowo bezpieczna forma płatności – przekonuje Jacek Dziura.

Aplikacja jest szansą na rozwój dla małych przedsiębiorców – sprzedawców na targu czy osób trudniących się przewozem osób. Wystarczy smartfon, a klient może zapłacić bez gotówki. Tym samym nie tylko płatność będzie szybsza, lecz także większy będzie zysk dla przedsiębiorcy. Konieczność płatności gotówką często sprawiała, że klient rezygnował z zakupu.

– Fastpass jest na tyle wygodny, że każdy może z niego skorzystać, niezależnie od tego, czy jest to taksówkarz, sprzedawca na małym targu, osoba w kiosku, chociażby kurier, wszystkie miejsca, gdzie potrzebna jest mobilność, ale nie trzeba pełnego terminala, wtedy możemy zainstalować Fastpass i w każdej chwili pobierać płatności – tłumaczy ekspert. – Sama aplikacja jest darmowa, my standardowo jako operator płatności zawsze działamy na małym fee, najczęściej to poniżej 1 proc., ok. 0,7 proc. – dodaje.

BLIK cieszy się coraz większą popularnością. W 2017 roku przeprowadzono nim 33 mln transakcji o łącznej wartości 4,5 mld zł (wzrost o 270 proc. rdr.). Dwukrotnie wzrosła też liczba użytkowników korzystających z tej formy płatności. Dziennie dokonywanych jest średnio 131 tys. transakcji.

Każdego roku ginie osiem tysięcy dzieci. Specjalna aplikacja pomoże je odnaleźć w ciągu kilku minut od zaginięcia

Każdego roku ginie osiem tysięcy dzieci. Specjalna aplikacja pomoże je odnaleźć w ciągu kilku minut od zaginięcia 16

Co roku w Polsce zgłasza się zaginięcie ośmiu tys. osób w wieku poniżej 18 lat. System alarmowy Child Alert, działający od 2013 roku, został wykorzystany dotąd dwukrotnie, podczas gdy tylko w 2017 r. polska policja przyjęła 1,4 tys. zgłoszeń dotyczących zaginięcia dzieci w wieku poniżej 13 lat. Pomóc w ich odnalezieniu mogą aplikacje mobilne. Fundacja Itaka do odnajdywania osób wykorzystuje popularnego Snapchata. Tymczasem polski start-up stworzył autorską aplikację, która wysyła powiadomienia użytkowników o zgubie do znajdujących się w zasięgu użytkowników aplikacji. To pozwala na odnalezienie dziecka, psa, samochodu czy nawet walizki nawet w ciągu kilku minut od kradzieży czy zgubienia.

– Aplikacja I see you to narzędzie do odnajdywania rzeczy i osób, które się zgubiły. Optymalizuje proces odnalezienia zguby w pierwszych minutach. To jest ten moment, kiedy najłatwiej i najszybciej można coś odnaleźć. Instalujemy aplikację i konfigurujemy, co chcemy chronić. W przypadku np. dziecka podajemy imię, wzrost, kolor oczu i włosów czy zewnętrzne cechy charakterystyczne. W momencie gdy coś się wydarzy i dziecko zginie, jednym przyciskiem wysyłamy alert: „Zginęło mi dziecko”. Ten alert otrzymują inni użytkownicy aplikacji, którzy są w okolicy i w zasięgu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Lorych, współtwórca aplikacji I see you.

Kiedy użytkownik aplikacji wciśnie przycisk „Widzę”, zgłaszający otrzymuje informację o lokalizacji zdarzenia. W tym momencie można uruchomić czat, aby dopytać o szczegóły i upewnić się, czy znalezione dziecko, zwierzę lub przedmiot jest tym, którego szuka. Aplikacja podpowie nam takźe, co lub kogo możemy chronić. W bazie znajdziemy zarówno dzieci, osoby starsze, chore, rodziców, jak i rowery, samochody, koty czy psy.

–  Są tu także mniejsze przedmioty jak portfele, telefony czy walizka. Wyobraźmy sobie, że stoimy do odprawy, rozmawiamy z kimś i w tym czasie ktoś nam kradnie plecak. Dzięki aplikacji możemy w szybki sposób zgłosić to, co nam zginęło – zauważa Marcin Lorych.

Aplikacja może się okazać przydatna zwłaszcza w obiektach zamkniętych, w których lokalizowanie kogoś lub czegoś za pomocą lokalizatorów GPS może być utrudnione. Zakres rozsyłania powiadomień jest ściśle ograniczony. W przypadku ludzi ustalono go na dwa kilometry, uznając, że taki dystans jest w stanie przebyć człowiek w ciągu 15 minut od zaginięcia. Ograniczenie to wprowadzono po to, aby powiadomienia otrzymywały wyłącznie ci, którzy mają realną szansę na znalezienie danej osoby. Gdyby system informował o wszystkich poszukiwanych, użytkownicy szybko by się do niego zrazili.

– Nie ma sensu, żeby informację o zaginionym dziecku w Trójmieście otrzymywał ktoś w Warszawie i odwrotnie, dlatego ten zasięg jest w ten sposób zdefiniowany. W przypadku aut ten zasięg będzie oczywiście większy, wyniesie około 5–10 km, żeby samochód jadący szybko mógł też być zlokalizowany przez innego użytkownika I see you – dodaje ekspert.

Jak podaje Fundacja Itaka, każdego roku w Polsce zgłasza się zaginięcie około osiem tys. osób poniżej 18 roku życia, a tylko w 2017 roku policja przyjęła 1,4 tys. zgłoszeń zaginięcia dzieci poniżej 13 roku życia.

W 2013 roku uruchomiono w Polsce system alarmowy Child Alert, który wykorzystuje skoordynowane działania mediów oraz Policji do rozpowszechnienia wizerunku zaginionego dziecka. Ma on jednak spore ograniczenia i uruchamia się go wyłącznie w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia poszukiwanego, w związku z czym dotychczas skorzystano z niego jedynie dwukrotnie.

25 maja, przy okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka Zaginionego, fundacja Itaka uruchomiła program SNAP&SEEK, wykorzystujący do poszukiwania zaginionych Snapchata. W odnalezieniu zagubionych osób – a także zwierząt i przedmiotów – coraz częściej pomagają smartfony, które niemal zawsze mamy pod ręką.

– Z naszych badań wynika, że ludzie będą chronili głównie dzieci i psy. To dlatego postanowiliśmy udostępnić aplikację na Google Play najpierw na Androida w symboliczny dzień, 1 czerwca, na Dzień Dziecka. Na iOS-a pojawi się za około sześć tygodni – zapowiada przedstawiciel I see you.

Według raportu opracowanego przez firmę Mobee Dick ze smartfonów korzysta obecnie 64 proc. Polaków, a 48 proc. deklaruje, że spędza z nimi ponad dwie godziny dziennie. Najczęściej wykorzystujemy smartfony do sprawdzania wiadomości oraz przeglądania mediów społecznościowych.

Jak podaje firma App Annie, w 2017 roku pobrano na całym świecie 175 mld aplikacji, o 60 proc. więcej niż w 2015 roku.

Lotnisko Chopina przygotowuje się do coraz większej liczby pasażerów. W tym roku może obsłużyć rekordową liczbę pasażerów

Lotnisko Chopina przygotowuje się do coraz większej liczby pasażerów. W tym roku może obsłużyć rekordową liczbę pasażerów 17

Rośnie ruch na Lotnisku Chopina. Tylko do końca kwietnia lotnisko obsłużyło pięć milionów osób, a już co czwarty pasażer jest pasażerem tranzytowym. Rok 2018 może się okazać rekordowy, a liczba pasażerów przekroczy szesnaście milionów. Aby przyjąć rosnący ruch, konieczna jest przebudowa lotniska. Dzięki inwestycjom maksymalna liczba operacji lotniczych na Lotnisku Chopina mogłaby się zwiększyć z czterdziestu dwóch do ponadpięćdziesięciu na godzinę, co znacząco zwiększy przepustowość portu. Przebudowane będą też terminale i infrastruktura podziemna.

Pierwsze miesiące 2018 roku są dla warszawskiego Lotniska Chopina rekordowe. Od początku stycznia do końca kwietnia lotnisko obsłużyło niemal pięć milionów pasażerów, co oznacza blisko 15-proc. wzrost w ciągu roku. Rośnie też pozycja warszawskiego lotniska jako atrakcyjnego punktu przesiadkowego w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Najbardziej cieszy nas to, że sprawdza się nasza strategia pozycjonowania Lotniska Chopina jako lotniska hubowego. Już co czwarty pasażer obsłużony na tym lotnisku był pasażerem tranzytowym. Coraz więcej osób z krajów ościennych jest obsługiwanych na naszym lotnisku. To dla nas bardzo istotny sukces, dlatego że realizuje naszą misję, którą jest tworzenie masy krytycznej ruchu przesiadkowego, która zostanie później przeniesiona na Centralny Port Komunikacyjny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Szpikowski, prezes zarządu PPL, dyrektor Lotniska Chopina w Warszawie.

W 2017 roku Lotnisko Chopina obsłużyło 15,75 mln pasażerów (wzrost o 22,7 proc. rdr.). Zostało zakwalifikowane tym samym do grupy „Szybkich i wściekłych”, czyli dziewiętnaście lotnisk z największą dynamiką wzrostu od 2012 roku (według organizacji ACI). Warszawskie lotnisko okazało się bezkonkurencyjne pod względem wzrostu liczby pasażerów wśród lotnisk UE, w grupie drugiej, czyli obsługującej 10–25 mln pasażerów. W klasyfikacji wszystkich europejskich lotnisk zajęło drugie miejsce.

Ruch pasażerów będzie wciąż dynamicznie rosnąć. Nawet najbardziej pesymistyczne warianty zakładają, że w ciągu 10 lat lotnisko będzie obsługiwać rocznie przynajmniej 24 mln pasażerów. Dlatego choć w 2027 roku Lotnisko Chopina ma zostać zamknięte, a jego rolę przejmie wielki Centralny Port Komunikacyjny, to konieczna jest przebudowa, by w najbliższych latach lotnisko mogło przyjmować coraz większą liczbę pasażerów.

– Ze względu na decyzje podjęte w przeszłości mamy bardzo ograniczone możliwości rozbudowy. Podejmiemy rozbudowę Lotniska Chopina, ale już w ramach konkretnego planu, konkretnej funkcji tego lotniska jako lotniska przesiadkowego. W taki sposób będzie ono budowane, ale tak czy inaczej mamy ograniczenia środowiskowe – wyjaśnia Mariusz Szpikowski.

Ograniczeniem lotniska jest liczba operacji na godzinę, obecnie maksymalnie to czterdzieści dwa przyloty i odloty, a w ciągu doby liczba operacji wynosi prawie sześćset. Do tego dochodzą ograniczenia operacji lotniczych w porze nocnej (w godzinach 23.30–5.30 nie mogą startować i lądować samoloty) oraz krzyżujące się drogi startowe. Start odbywa się nad miastem, a rozbudowa jest utrudniona ze względu na drogi położone wokół lotniska.

– Limituje nas infrastruktura, środowisko związane z położeniem lotniska w mieście, dlatego nie możemy go dalej rozbudować. Limitują nas fale przylotów i odlotów, gdyż zapotrzebowanie na ruch pasażerski w ciągu doby nie jest równomierne. W godzinach szczytowych trudno jest znaleźć miejsce dla kolejnych pasażerów. Dlatego z jednej strony robimy wszystko, żeby maksymalnie zwiększyć przepustowość lotniska, ale jednak mamy limity, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób pokonać – tłumaczy dyrektor Lotniska Chopina.

Plan przebudowy zakłada m.in. budowę heliportu dla VIP-ów, dzięki której ma się poprawić przepustowość pasów startowych (obecnie helikoptery po drodze do miejsca startu przecinają pasy startowe).

– Kluczowym elementem jest porozumienie z wojskiem w kwestii przeniesienia operacji helikopterowych w inne miejsce, czyli heliportu. Byłoby to bliżej wieży PAŻP, z drugiej strony lotniska, co powodowałoby, że operacje śmigłowcowe nie blokowałyby nam dróg startowych. Z drugiej strony moglibyśmy w części północnej, bliżej płyty wojskowej, budować stanowiska postojowe dla dreamlinerów kodu E – wyjaśnia Mariusz Szpikowski.

Wydłużony o kilkaset metrów będzie tzw. pirs południowy, czyli część terminala, w której pasażerowie po odprawie czekają na wejście do samolotu. W północnej stronie terminala mają być wygospodarowane nowe stanowiska dla samolotów dalekiego zasięgu. Więcej ma być też stanowisk dla samolotów (o ok. czterdzieści).

– Istotnym czynnikiem jest rearanżacja i przebudowa samych terminali, potrzebujemy rozbudować strefę non-Schengen i zwiększyć przepustowość punktów kontroli bezpieczeństwa, kontroli paszportowej. Współpracujemy ze Strażą Graniczną, rozmawiamy o bramkach ABC, automatycznej kontroli paszportowej – wskazuje Mariusz Szpikowski.

Według zapowiedzi rozbudowa potrwa dwa lata, choć wciąż jeszcze nie wiadomo, kiedy dokładnie rozpoczną się prace.