Smartfon zamiast terminala. Nowe rozwiązanie może zrewolucjonizować rynek płatności

Smartfon zamiast terminala. Nowe rozwiązanie może zrewolucjonizować rynek płatności 1

Smartfony zastępują już karty płatnicze. Mogą też pełnić rolę wygodnych terminali do przyjmowania płatności. Dotychczas sklepy i usługodawcy musieli się wyposażyć w terminal płatniczy, by przyjmować płatności dokonywane kartą lub smartfonem. Dla tych mniejszych często był to zbyt wysoki koszt. Na rynku pojawia się coraz więcej rozwiązań, które mają maksymalnie uprościć płatności, skierowanych właśnie do drobnych przedsiębiorców. Rynek płatności może zrewolucjonizować aplikacja mobilna, która umożliwia przyjmowanie płatności bezgotówkowych poprzez smartfony.

– Fastpass to pierwszy mobilny terminal BLIK. Pozwala w łatwy sposób stworzyć z każdego urządzenia mobilnego terminal do przyjmowania płatności BLIK-iem. Pobieramy, instalujemy, łatwo, szybko, przyjemnie, w bardzo krótkim czasie jest gotów do działania i do pobrania płatności, gdzie tylko jej potrzebujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Dziura z tpay.com.

Z badania przeprowadzonego przez eService wynika, że płatności bezgotówkowe preferuje 56 proc. konsumentów, głównie ze względu na wygodę i oszczędność czasu. W fizycznych punktach sprzedaży dominuje jednak sprzedaż gotówką, z użyciem kart – 18 proc. transakcji. W dużej mierze odpowiadają za to najmniejsi przedsiębiorcy, dla których posiadanie terminala wiąże się z kosztami, często zbyt wysokimi. Istnieją już jednak aplikacje, które pozwalają w terminal zamienić zwykły smartfon.

Podobne rozwiązanie testował już Mastercard, gdzie telefony mogły przyjmować wszystkie płatności zbliżeniowe – zarówno wykonane za pomocą zwykłej karty, jak i telefonem. Aplikacja Fastpass idzie jeszcze dalej i umożliwia przyjmowanie transakcji BLIKIEM, czyli polskim systemem płatności mobilnych, opierającym się na kodach jednorazowych. Nie potrzeba ani gotówki, ani karty płatniczej, ani terminala. Wystarczą urządzenia mobilne, a płatność jest praktycznie natychmiast księgowana na koncie sprzedawcy.

– Przyjmowanie płatności jest bardzo intuicyjne, wpisujemy kwotę i pobieramy sześciocyfrowy kod BLIK od osoby, która musi zapłacić za produkt, osoba akceptuje tę płatność w ramach swojej aplikacji bankowej. Klient nie musi się realnie logować na stronę banku, dzisiejsze aplikacje prawie wszystkie maja już BLIK-a, to dużo łatwiejsza i szybsza od karty, i dodatkowo bezpieczna forma płatności – przekonuje Jacek Dziura.

Aplikacja jest szansą na rozwój dla małych przedsiębiorców – sprzedawców na targu czy osób trudniących się przewozem osób. Wystarczy smartfon, a klient może zapłacić bez gotówki. Tym samym nie tylko płatność będzie szybsza, lecz także większy będzie zysk dla przedsiębiorcy. Konieczność płatności gotówką często sprawiała, że klient rezygnował z zakupu.

– Fastpass jest na tyle wygodny, że każdy może z niego skorzystać, niezależnie od tego, czy jest to taksówkarz, sprzedawca na małym targu, osoba w kiosku, chociażby kurier, wszystkie miejsca, gdzie potrzebna jest mobilność, ale nie trzeba pełnego terminala, wtedy możemy zainstalować Fastpass i w każdej chwili pobierać płatności – tłumaczy ekspert. – Sama aplikacja jest darmowa, my standardowo jako operator płatności zawsze działamy na małym fee, najczęściej to poniżej 1 proc., ok. 0,7 proc. – dodaje.

BLIK cieszy się coraz większą popularnością. W 2017 roku przeprowadzono nim 33 mln transakcji o łącznej wartości 4,5 mld zł (wzrost o 270 proc. rdr.). Dwukrotnie wzrosła też liczba użytkowników korzystających z tej formy płatności. Dziennie dokonywanych jest średnio 131 tys. transakcji.

Każdego roku ginie osiem tysięcy dzieci. Specjalna aplikacja pomoże je odnaleźć w ciągu kilku minut od zaginięcia

Każdego roku ginie osiem tysięcy dzieci. Specjalna aplikacja pomoże je odnaleźć w ciągu kilku minut od zaginięcia 2

Co roku w Polsce zgłasza się zaginięcie ośmiu tys. osób w wieku poniżej 18 lat. System alarmowy Child Alert, działający od 2013 roku, został wykorzystany dotąd dwukrotnie, podczas gdy tylko w 2017 r. polska policja przyjęła 1,4 tys. zgłoszeń dotyczących zaginięcia dzieci w wieku poniżej 13 lat. Pomóc w ich odnalezieniu mogą aplikacje mobilne. Fundacja Itaka do odnajdywania osób wykorzystuje popularnego Snapchata. Tymczasem polski start-up stworzył autorską aplikację, która wysyła powiadomienia użytkowników o zgubie do znajdujących się w zasięgu użytkowników aplikacji. To pozwala na odnalezienie dziecka, psa, samochodu czy nawet walizki nawet w ciągu kilku minut od kradzieży czy zgubienia.

– Aplikacja I see you to narzędzie do odnajdywania rzeczy i osób, które się zgubiły. Optymalizuje proces odnalezienia zguby w pierwszych minutach. To jest ten moment, kiedy najłatwiej i najszybciej można coś odnaleźć. Instalujemy aplikację i konfigurujemy, co chcemy chronić. W przypadku np. dziecka podajemy imię, wzrost, kolor oczu i włosów czy zewnętrzne cechy charakterystyczne. W momencie gdy coś się wydarzy i dziecko zginie, jednym przyciskiem wysyłamy alert: „Zginęło mi dziecko”. Ten alert otrzymują inni użytkownicy aplikacji, którzy są w okolicy i w zasięgu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Lorych, współtwórca aplikacji I see you.

Kiedy użytkownik aplikacji wciśnie przycisk „Widzę”, zgłaszający otrzymuje informację o lokalizacji zdarzenia. W tym momencie można uruchomić czat, aby dopytać o szczegóły i upewnić się, czy znalezione dziecko, zwierzę lub przedmiot jest tym, którego szuka. Aplikacja podpowie nam takźe, co lub kogo możemy chronić. W bazie znajdziemy zarówno dzieci, osoby starsze, chore, rodziców, jak i rowery, samochody, koty czy psy.

–  Są tu także mniejsze przedmioty jak portfele, telefony czy walizka. Wyobraźmy sobie, że stoimy do odprawy, rozmawiamy z kimś i w tym czasie ktoś nam kradnie plecak. Dzięki aplikacji możemy w szybki sposób zgłosić to, co nam zginęło – zauważa Marcin Lorych.

Aplikacja może się okazać przydatna zwłaszcza w obiektach zamkniętych, w których lokalizowanie kogoś lub czegoś za pomocą lokalizatorów GPS może być utrudnione. Zakres rozsyłania powiadomień jest ściśle ograniczony. W przypadku ludzi ustalono go na dwa kilometry, uznając, że taki dystans jest w stanie przebyć człowiek w ciągu 15 minut od zaginięcia. Ograniczenie to wprowadzono po to, aby powiadomienia otrzymywały wyłącznie ci, którzy mają realną szansę na znalezienie danej osoby. Gdyby system informował o wszystkich poszukiwanych, użytkownicy szybko by się do niego zrazili.

– Nie ma sensu, żeby informację o zaginionym dziecku w Trójmieście otrzymywał ktoś w Warszawie i odwrotnie, dlatego ten zasięg jest w ten sposób zdefiniowany. W przypadku aut ten zasięg będzie oczywiście większy, wyniesie około 5–10 km, żeby samochód jadący szybko mógł też być zlokalizowany przez innego użytkownika I see you – dodaje ekspert.

Jak podaje Fundacja Itaka, każdego roku w Polsce zgłasza się zaginięcie około osiem tys. osób poniżej 18 roku życia, a tylko w 2017 roku policja przyjęła 1,4 tys. zgłoszeń zaginięcia dzieci poniżej 13 roku życia.

W 2013 roku uruchomiono w Polsce system alarmowy Child Alert, który wykorzystuje skoordynowane działania mediów oraz Policji do rozpowszechnienia wizerunku zaginionego dziecka. Ma on jednak spore ograniczenia i uruchamia się go wyłącznie w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia poszukiwanego, w związku z czym dotychczas skorzystano z niego jedynie dwukrotnie.

25 maja, przy okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka Zaginionego, fundacja Itaka uruchomiła program SNAP&SEEK, wykorzystujący do poszukiwania zaginionych Snapchata. W odnalezieniu zagubionych osób – a także zwierząt i przedmiotów – coraz częściej pomagają smartfony, które niemal zawsze mamy pod ręką.

– Z naszych badań wynika, że ludzie będą chronili głównie dzieci i psy. To dlatego postanowiliśmy udostępnić aplikację na Google Play najpierw na Androida w symboliczny dzień, 1 czerwca, na Dzień Dziecka. Na iOS-a pojawi się za około sześć tygodni – zapowiada przedstawiciel I see you.

Według raportu opracowanego przez firmę Mobee Dick ze smartfonów korzysta obecnie 64 proc. Polaków, a 48 proc. deklaruje, że spędza z nimi ponad dwie godziny dziennie. Najczęściej wykorzystujemy smartfony do sprawdzania wiadomości oraz przeglądania mediów społecznościowych.

Jak podaje firma App Annie, w 2017 roku pobrano na całym świecie 175 mld aplikacji, o 60 proc. więcej niż w 2015 roku.

Lotnisko Chopina przygotowuje się do coraz większej liczby pasażerów. W tym roku może obsłużyć rekordową liczbę pasażerów

Lotnisko Chopina przygotowuje się do coraz większej liczby pasażerów. W tym roku może obsłużyć rekordową liczbę pasażerów 3

Rośnie ruch na Lotnisku Chopina. Tylko do końca kwietnia lotnisko obsłużyło pięć milionów osób, a już co czwarty pasażer jest pasażerem tranzytowym. Rok 2018 może się okazać rekordowy, a liczba pasażerów przekroczy szesnaście milionów. Aby przyjąć rosnący ruch, konieczna jest przebudowa lotniska. Dzięki inwestycjom maksymalna liczba operacji lotniczych na Lotnisku Chopina mogłaby się zwiększyć z czterdziestu dwóch do ponadpięćdziesięciu na godzinę, co znacząco zwiększy przepustowość portu. Przebudowane będą też terminale i infrastruktura podziemna.

Pierwsze miesiące 2018 roku są dla warszawskiego Lotniska Chopina rekordowe. Od początku stycznia do końca kwietnia lotnisko obsłużyło niemal pięć milionów pasażerów, co oznacza blisko 15-proc. wzrost w ciągu roku. Rośnie też pozycja warszawskiego lotniska jako atrakcyjnego punktu przesiadkowego w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Najbardziej cieszy nas to, że sprawdza się nasza strategia pozycjonowania Lotniska Chopina jako lotniska hubowego. Już co czwarty pasażer obsłużony na tym lotnisku był pasażerem tranzytowym. Coraz więcej osób z krajów ościennych jest obsługiwanych na naszym lotnisku. To dla nas bardzo istotny sukces, dlatego że realizuje naszą misję, którą jest tworzenie masy krytycznej ruchu przesiadkowego, która zostanie później przeniesiona na Centralny Port Komunikacyjny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Szpikowski, prezes zarządu PPL, dyrektor Lotniska Chopina w Warszawie.

W 2017 roku Lotnisko Chopina obsłużyło 15,75 mln pasażerów (wzrost o 22,7 proc. rdr.). Zostało zakwalifikowane tym samym do grupy „Szybkich i wściekłych”, czyli dziewiętnaście lotnisk z największą dynamiką wzrostu od 2012 roku (według organizacji ACI). Warszawskie lotnisko okazało się bezkonkurencyjne pod względem wzrostu liczby pasażerów wśród lotnisk UE, w grupie drugiej, czyli obsługującej 10–25 mln pasażerów. W klasyfikacji wszystkich europejskich lotnisk zajęło drugie miejsce.

Ruch pasażerów będzie wciąż dynamicznie rosnąć. Nawet najbardziej pesymistyczne warianty zakładają, że w ciągu 10 lat lotnisko będzie obsługiwać rocznie przynajmniej 24 mln pasażerów. Dlatego choć w 2027 roku Lotnisko Chopina ma zostać zamknięte, a jego rolę przejmie wielki Centralny Port Komunikacyjny, to konieczna jest przebudowa, by w najbliższych latach lotnisko mogło przyjmować coraz większą liczbę pasażerów.

– Ze względu na decyzje podjęte w przeszłości mamy bardzo ograniczone możliwości rozbudowy. Podejmiemy rozbudowę Lotniska Chopina, ale już w ramach konkretnego planu, konkretnej funkcji tego lotniska jako lotniska przesiadkowego. W taki sposób będzie ono budowane, ale tak czy inaczej mamy ograniczenia środowiskowe – wyjaśnia Mariusz Szpikowski.

Ograniczeniem lotniska jest liczba operacji na godzinę, obecnie maksymalnie to czterdzieści dwa przyloty i odloty, a w ciągu doby liczba operacji wynosi prawie sześćset. Do tego dochodzą ograniczenia operacji lotniczych w porze nocnej (w godzinach 23.30–5.30 nie mogą startować i lądować samoloty) oraz krzyżujące się drogi startowe. Start odbywa się nad miastem, a rozbudowa jest utrudniona ze względu na drogi położone wokół lotniska.

– Limituje nas infrastruktura, środowisko związane z położeniem lotniska w mieście, dlatego nie możemy go dalej rozbudować. Limitują nas fale przylotów i odlotów, gdyż zapotrzebowanie na ruch pasażerski w ciągu doby nie jest równomierne. W godzinach szczytowych trudno jest znaleźć miejsce dla kolejnych pasażerów. Dlatego z jednej strony robimy wszystko, żeby maksymalnie zwiększyć przepustowość lotniska, ale jednak mamy limity, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób pokonać – tłumaczy dyrektor Lotniska Chopina.

Plan przebudowy zakłada m.in. budowę heliportu dla VIP-ów, dzięki której ma się poprawić przepustowość pasów startowych (obecnie helikoptery po drodze do miejsca startu przecinają pasy startowe).

– Kluczowym elementem jest porozumienie z wojskiem w kwestii przeniesienia operacji helikopterowych w inne miejsce, czyli heliportu. Byłoby to bliżej wieży PAŻP, z drugiej strony lotniska, co powodowałoby, że operacje śmigłowcowe nie blokowałyby nam dróg startowych. Z drugiej strony moglibyśmy w części północnej, bliżej płyty wojskowej, budować stanowiska postojowe dla dreamlinerów kodu E – wyjaśnia Mariusz Szpikowski.

Wydłużony o kilkaset metrów będzie tzw. pirs południowy, czyli część terminala, w której pasażerowie po odprawie czekają na wejście do samolotu. W północnej stronie terminala mają być wygospodarowane nowe stanowiska dla samolotów dalekiego zasięgu. Więcej ma być też stanowisk dla samolotów (o ok. czterdzieści).

– Istotnym czynnikiem jest rearanżacja i przebudowa samych terminali, potrzebujemy rozbudować strefę non-Schengen i zwiększyć przepustowość punktów kontroli bezpieczeństwa, kontroli paszportowej. Współpracujemy ze Strażą Graniczną, rozmawiamy o bramkach ABC, automatycznej kontroli paszportowej – wskazuje Mariusz Szpikowski.

Według zapowiedzi rozbudowa potrwa dwa lata, choć wciąż jeszcze nie wiadomo, kiedy dokładnie rozpoczną się prace.

Gospodarka pędzi, ale trochę spowolni

W pierwszym kwartale br. PKB wzrósł o 5,2 proc. (o 0,1 pkt proc. więcej niż w szybkim szacunku) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – podał GUS.

Motorem napędowym wzrostu gospodarczego był popyt krajowy, który wzrósł o 6,8 proc. i był wyższy niż w IV kwartale 2017 roku (5,1 proc.). Konsumpcja zwiększyła się o 4,8 proc. i była nieco niższa niż w IV kwartale ubiegłego roku (5 proc.).

Przyspieszyły nieco inwestycje, które wzrosły w ujęciu rocznym o 8,1 proc. i był to najwyższy wzrost od I kwartału 2015 roku. Ale oczekiwania były większe. Jest szansa, że w kolejnych miesiącach inwestycje będą rosły w tempie dwucyfrowym.

Negatywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego miało saldo handlu zagranicznego. W kolejnych kwartałach nie ma co liczyć na ożywienie wymiany handlowej. I tym samym eksport netto będzie miał negatywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego.

Trudno będzie utrzymać tak wysokie tempo wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach. Największym zagrożeniem może być spowolnienie w strefie euro. Kryzys polityczny we Włoszech powoli przeradza się w kryzys ekonomiczny, który może zainfekować całą Europę. Kłopoty przeżywa też Hiszpania, gdzie ważą się losy rządu. Słabsze, szacunkowe odczyty wskaźnika PMI w maju dla Niemiec i strefy euro sugerują, że naszą gospodarkę czeka lekkie spowolnienie. W Niemczech, gdzie trafia już prawie 28 proc. eksportu, wskaźnik PMI był najniższy od 15 miesięcy. Nie można również zapominać o problemach Turcji, zagrożonej nawet niewypłacalnością. Nie dziwi więc, że na rynkach finansowych zapanował niepokój i niepewność, także w Polsce, gdzie słabnie złoty i spadają ceny akcji na giełdzie.

Mimo to ten rok powinien być bardzo udany dla naszej gospodarki. Tempo wzrostu PKB może wynieść 4,6 proc., czyli tyle samo, co w roku ubiegłym. Tymczasem w budżecie na 2018 r. zapisano, że PKB urośnie o 3,8 proc. Wyższe tempo wzrostu gospodarczego w tym roku to dobra informacja dla budżetu, bo oznacza większe wpływy z podatków. Na razie w budżecie utrzymuje się nadwyżka. Na koniec roku pojawi się jednak deficyt, ale może być znacznie niższy 41,5 mld zł zapisane w ustawie budżetowej.

Motorem napędowym gospodarki pozostanie konsumpcja. Prawie dwie trzecie Polaków zapowiada, że w tym roku wyda więcej pieniędzy na zakupy niż w 2017 r. Optymizm wzmaga bardzo dobra sytuacja na rynku pracy – niskie bezrobocie, łatwość w znalezieniu nowego miejsca pracy. Szybko rosną też wynagrodzenia. Według różnych prognoz mają być wyższe w tym roku realnie o 3,8 proc., co sytuuje nas w czołówce państw UE.

Gdyby jednak kryzys gospodarczy rozlał się po Europie, gospodarstwa domowe mogłyby zmniejszyć skłonność do konsumpcji, co od razu odbiłoby się negatywnie na tempie wzrostu PKB.

Zbigniew Maciąg, ekspert Konfederacji Lewiatan

PKB na piątkę z dużym plusem, spowolnienie będzie łagodne

GUS podwyższył swoje wstępne szacunki, z których wynikało, że polska gospodarka rozwijała się pierwszym kwartale w tempie 5,1 proc. Okazało się, że PKB wzrósł o 5,2 proc., a więc wyraźnie mocniej niż się wcześniej spodziewano. W kolejnych kwartałach tak wysokiej dynamiki raczej już się nie uda utrzymać, ale poważniejsze osłabienie nam nie grozi.

Realny wzrost PKB o 5,2 proc. to powtórzenie bardzo dobrego, najwyższego od prawie siedmiu lat wyniku z trzeciego kwartału ubiegłego roku. Tak duża zwyżka PKB w pierwszych trzech miesiącach obecnego roku potwierdza dobrą kondycję polskiej gospodarki i pozwala zakładać, że spowolnienie, które spodziewane jest w kolejnych kwartałach, będzie dość łagodne. Zawdzięczamy ją wciąż bardzo wysokiemu popytowi krajowemu, który wzrósł o 6,8 proc., a więc najmocniej od pierwszego kwartału 2008 r., a więc od dziesięciu lat. Nieznacznie obniżyła się dynamika spożycia gospodarstw domowych, utrzymując się jednak na wysokim poziomie 4,8 proc. (w czwartym kwartale 2017 r. wyniosła 5 proc.). Najbardziej pozytywnym zjawiskiem, jakie zanotowano w pierwszych miesiącach obecnego roku, jest wyraźne przyspieszenie inwestycji. Wzrost nakładów na środki trwałe wyniósł 8,1 proc., wobec 5,4 proc. w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku i 3,6 proc. we wspomnianym trzecim kwartale 2017 r., gdy dynamika PKB była taka sama, jak obecnie. Jak można się było spodziewać, lekko niekorzystnie na tempo wzrostu gospodarczego wpłynęły wyniki handlu zagranicznego, gdzie zanotowano przewagę importu nad eksportem.

Prawdopodobieństwo powtórzenia ubiegłorocznego wyniku, czyli wzrostu o 4,6 proc. jest niewielkie, szczególnie wobec uwarunkowań i zagrożeń zewnętrznych. Wyraźne spowolnienie jest już widoczne w Niemczech (obniżenie się tempa wzrostu w pierwszym kwartale z 2,3 do 1,6 proc.) oraz części państw naszego regionu. Czynnikami ryzyka są też możliwe konsekwencje nasilającego się protekcjonizmu, amerykańskiej polityki celnej oraz sankcji nałożonych na Rosję i zapowiadanych wobec Iranu. Rezerwy tkwią zaś w sile konsumpcji prywatnej oraz inwestycjach i w tych obszarach można oczekiwać pozytywnych niespodzianek. Dynamika płac i sprzedaży detalicznej nie osiągnęły jeszcze nawet poziomu z lat 2010-2012, a tempo wzrostu spożycia w sektorze gospodarstw domowych dalekie jest od tego z lat 2006-2008, mimo rekordowo niskiej i nadal malejącej stopy bezrobocia. Inwestycje powinny zaś wkrótce osiągnąć dwucyfrową dynamikę wzrostu, co będzie podtrzymać wysokie tempo wzrostu PKB. Widoczne od kilku tygodni wyraźne osłabienie złotego, gdyby okazało się tendencją bardziej trwałą, mogłoby z kolei wesprzeć naszych eksporterów i spełnić podobną rolę jak w czasie poprzedniego kryzysu, przynajmniej częściowo kompensując ewentualne perturbacje w światowym handlu oraz konsekwencje słabszej kondycji naszych największych partnerów handlowych.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Złoty odrabia straty. Kurs dolara umocnił się

Polski złoty wczorajszy dzień zakończył osłabieniem, dziś jednak odrabia straty. Zyskuje podobnie jak pozostałe ryzykowne aktywa, które znalazły się na nieuzasadnionych, wyjątkowo niskich poziomach w następstwie wczorajszych ruchów.

Wczorajszy dzień obfitował w jedne z najbardziej interesujących sesji na rynkach finansowych od początku roku. Zmiany polityczne na Półwyspie Apenińskim – rozpad koalicji populistów i nominacja rządu technicznego przewodzonego przez byłego ekonomistę MFW, Carlo Cottarelliego – na rynki zadziałały niejako “z opóźnionym zapłonem”. Informacje z Włoch napłynęły w weekend, jednak największą zmienność odnotowaliśmy właśnie we wtorek. Było to związane z tym, iż poniedziałek był dniem bez handlu zarówno w USA jak i w Wielkiej Brytanii.

Gdy we wtorek inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa wrócili na rynek, dołączyli do wyprzedaży włoskich aktywów, z których najbardziej znamienną było pozbywanie się włoskiego długu. To ono sprawiło, że od początku tygodnia rentowności włoskich obligacji 2-letnich wzrosły z okolic 0,3% nawet do 2,8%. Tak ogromne ruchy są zjawiskiem bez precedensu: w  przypadku gospodarek rozwiniętych, tak gwałtowne i duże skoki cen obligacji po prostu nie mają miejsca.

Panika we Włoszech zaczęła przelewać się również na inne rynki – inwestorzy odwrócili się od większości aktywów uznawanych w danym momencie za ryzykowne, pozbywając się nie tylko włoskiego długu (i euro), ale również globalnych akcji, czy walut EM. To właśnie z tego powodu cierpiał złoty, który tracił najbardziej w relacji do walut, które znalazły się “po bezpiecznej stronie”, czyli franka szwajcarskiego i dolara amerykańskiego. Sam “timing” odwrotu od ryzyka na rynku walutowym był interesujący – złoty tracił przede wszystkim w drugiej części dnia, kiedy z rynku zeszli europejscy, brytyjscy i krajowi inwestorzy, których miejsce zastąpili Amerykanie.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

PLN

Polski złoty wczorajszy dzień zakończył osłabieniem, dziś jednak odrabia straty. Zyskuje podobnie jak pozostałe ryzykowne aktywa, które znalazły się na nieuzasadnionych, wyjątkowo niskich poziomach w następstwie wczorajszych ruchów.

Dzisiejsze umocnienie nie ma istotnego związku z krajowymi danymi, które w ujęciu ogólnym rozczarowały. Inflacja CPI w maju jest wyraźnie niższa od oczekiwań (1,7% wobec szacowanych przez konsensusu 1,9% rocznie). Ekspansja krajowego PKB wprawdzie jest nieco większa niż wcześniej szacowano (5,2% wobec 5,1% rocznie), jednak struktura wzrostu gospodarczego, w której przeważa udział konsumpcji prywatnej i zapasów (rozczarowały inwestycje i eksport) sugeruje, że w kolejnych kwartałach polska gospodarka może nieco zwolnić.

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek umocnił się o 1%, wahając się w widełkach 4,29-4,34. Wspólna waluta zyskiwała w parze ze złotym, istotnie tracąc jednak w relacji do głównych walut. Euro nie sprzyjał wzrost niepokoju we Włoszech: rozwiązanie koalicji partii populistycznych oraz utworzenie rządu technicznego oznacza niemal pewne kolejne wybory w kraju – może do nich dojść już we wrześniu.

Przejdźmy do informacji z EBC: we wczorajszej wypowiedzi Sabine Lautenschlaeger stwierdziła, że Bank może podjąć decyzję w kwestii wygaszenia programu QE już w czerwcu, a stopy mogą pójść w górę za rok. W kontekście decyzji EBC w kwestii programu QE interesujące jest, czy EBC nie będzie chciał wstrzymać się z wygaszeniem zakupów. Zakończenie QE przełożyłoby się prawdopodobnie m.in. na wzrost kosztów obsługi długu we Włoszech (EBC jest głównym kupującym włoskie obligacje, bez popytu ze strony banku centralnego ceny obligacji powinny spaść, a rentowności pójść w górę).

Dzisiejsze dane makro ze strefy euro są stosunkowo dobre. Notujemy wyższy od oczekiwanego wzrost sprzedaży detalicznej i lepsze dane z rynku pracy w Niemczech. Oprócz tego na zachodzie Europy przyspiesza inflacja – dynamika HICP w Hiszpanii zdecydowanie przebiła oczekiwania (2,1% wobec szacowanych 1,7% rocznie). Wzrost inflacji w innych gospodarkach mógłby dać pretekst do rewizji w górę prognoz inflacji EBC (jednak z uwagi na to co stoi za wzrostem inflacji – wzrost cen surowców – aktualizacja prawdopodobnie nie dotyczyłaby indeksu bazowego). Po czterech miesiącach, w maju  indeks nastrojów biznesowych w strefie euro  odnotował minimalny wzrost, co jest kolejną dobrą informacją.

GBP

Kurs GBP/PLN  we wtorek umocnił się o 1,2%, wahając się w widełkach 4,91-4,98. Szterling zyskuje w parze ze słabym złotym, jednak jest wyraźnie słabszy w relacji do głównych walut. Brytyjskiej walucie cały czas nie sprzyjają: odsuwanie w czasie oczekiwań względem podwyżek stóp procentowych (rynek raczej nie spodziewa się, żeby do kolejnego podniesienia kosztów kredytu doszło przed listopadem), obawy o perspektywy gospodarcze kraju oraz brak postępów w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek umocnił się o 1,6%, wahając się w widełkach 3,69-3,76. Dolar amerykański zakończył dzień umocnieniem nie tylko w parze ze złotym, USD był nieco silniejszy w relacji do ważonego koszyka walut – wyraźnie osłabił się kurs EUR/USD, jednak było to związane przede wszystkim ze słabością wspólnej europejskiej waluty.

Wczorajszy dzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych danych gospodarczych z amerykańskiej gospodarki. Zaufanie konsumentów w USA mierzone przez wskaźnik Conference Board wzrosło w maju do poziomu 128 z 125,6 notowanych w kwietniu.

Dziś opublikowane zostaną dane ADP z amerykańskiego rynku pracy, które stanowić będą przedsmak piątkowych payrollsów. Po południu poznamy również rewizję dynamiki PKB USA w I kwartale br. Pod koniec dnia opublikowana zostanie tzw. Beżowa Księga FED zawierająca informacje o sytuacji gospodarczej 12 dystryktów, w których FED ma swoje regionalne siedziby.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:15 – raport ADP z amerykańskiego rynku pracy w maju
  • 14:30 – rewizja dynamiki PKB USA w I kwartale br.
  • 20:00 – publikacja “Beżowej Księgi” FED

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Rosji nie wystarczy zboża z powodu złej pogody

W syberyjskim okręgu federalnym, na który przypada jedna czwarta wszystkich zebranych w Rosji zbóż, do końca maja zrealizowano zaledwie 30% normy zakładanej przez akcję siewną. Deficyt może doprowadzić do wzrostu cen na zboża podczas najbliższej jesieni.

Rolnictwo to branża, w której czynnik ludzki nie odgrywa wysokiej roli. Sukces firmy w tym zakresie zależy w dużej mierze od warunków pogodowych. Dobry plon jest możliwy, tylko w przypadku, gdy ziarno zostanie zasiane w określonym czasie. W tym roku w drugiej dekadzie maja na rolniczym Ałtaju, w obwodzie omskim, nowosybirskim i kemerowskim, a także w innych regionach Syberii spadł śnieg. W rezultacie Rosja znalazła się na progu deficytu zbóż i innych roślin uprawnych.

Według stanu na koniec maja akcję siewną zakończono na południu kraju, ale za Uralem nawet jej nie rozpoczęto. Przy tym w azjatyckiej części Rosji do początku czerwca powinna zostać zrealizowana w 80%. Jest to pierwszy taki przypadek od ponad dziesięciu lat.

Dlaczego akcja siewna się nie powiodła

Według kalendarza siewnego, podstawowe zboża takie jak pszenica, jęczmień i owies w wymienionej strefie klimatycznej, powinny zostać zasiane w okresie od 25 kwietnia do 10 maja. Możliwe jest przeniesienie siewu na późniejszy termin, ale akcja nie może się przeciągnąć dłużej niż o tydzień. Takie restrykcyjne terminy wynikają z tego, że każda roślina ma swój określony okres wegetacyjny, który zagwarantuje jej otrzymanie dostatecznej ilości słonecznych dni, ciepła i wilgoci.

Jeśli okres siewu przesuwa się na później, to roślina pozostaje bez odpowiedniej ilości światła słonecznego, wilgoci i ciepła, a tym samym nie osiągnie dojrzałości. Dodajmy do tego fakt, że na Syberii, w przeciwieństwie do południa Rosji, w drugiej połowie sierpnia, często zdarza się pora deszczowa, co znacznie wpływa na jakość plonów: przy silnym opóźnieniu siania zamiast zbóż zbóż należytej jakości otrzymuje się paszę.

W tym sezonie w określonej strefie klimatycznej do dwudziestego maja zostało zasianych tylko 25-30% powierzchni, co automatycznie postawiło lokalne gospodarki w strefie maksymalnego ryzyka. I mowa tu nie tylko branży  Syberyjskiego Okręgu Federalnego. Na SOF przypada 25% zbioru wszystkich zbóż w Rosji, w związku z tym zmiany w koniunkturze rynku zbóż syberyjskiego regionu nieuchronnie wpłyną na ogólnorosyjski rynek zbóż.

Co wydarzy się jesienią

Jesienią sytuacja na Syberii może stać się krytyczna. Znaczne opóźnienia w okresach siewu mogą doprowadzić do tego, że zboża w regionie nie obrodzą, rynek odczuje niedobór wysokiej jakości ziarna, a tym samym — wzrost cen. Zdając sobie sprawę z tego, już dziś rolnicy szukają sposobów, aby złagodzić skutki ewentualnego deficytu.

Rolnicy, którzy mają możliwości finansowe i wystarcające zapasy siewne, są zmuszeni szybko zamienić swoje pola pod późniejsze plony rolne, które w Syberii wysiewa się przy końcu maja. Zaliczane są do nich:  gryka, soja, rzepak i słonecznik. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na zakup ich nasion: z powodu anomalii klimatycznych ich cena jest dzisiaj trzy-cztery razy wyższa niż zazwyczaj.

Sytuacja, która powstała w Syberyjskim Okręgu Federalnym, może doprowadzić do tego, że w całym kraju podaż na zboża zmniejszy się o około 10-15%. Proporcjonalnie do tych wskaźników nastąpi wzrost cen. Przy tym bardzo prawdopodobnym jest, że będzie uprawiana wystarczająca ilość roślin przemysłowych, takich jak rzepak i soja, a już z pewnością można przewidzieć kolejne nadprodukcje gryki. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku odnotowano jej rekordowe plony, co pozwoliło rolnikom zapewnić sobie zapas danego zboża do jesieni bieżącego roku. Kolejny rekord postawi w trudnej sytuacji rolników, którzy zajmują się wyłącznie gryką: wyjściem może okazać sie tylko szukanie alternatywnych dochodów w ramach branży.

Włoskie obligacje gwałtownie tracą

Inwestorzy wyraźnie uciekają z włoskich papierów dłużnych. Złotówka gwałtownie traci, ale od rana wraca. Polska dostanie zdecydowanie mniej w ramach polityki spójności.

Włoski koszmar

Pewnym wskaźnikiem tego jak stabilnie jest w danym kraju jest zachowanie się obligacji. Im bardziej inwestorzy ufają, że rząd jest wypłacalny tym taniej pożyczą mu pieniądze. Co dzieje się obecnie we Włoszech? Na początku maja inwestorzy akceptowali 1,75% zysku za trzymanie włoskich obligacji 10-letnich rocznie. Wczoraj okazało się, że rynek oczekiwał przez moment aż 3,25%. Dzień co prawda zakończył się już w okolicach 3%, ale oznacza to, że jeden z najbardziej zadłużonych krajów Europy właśnie utracił dostęp do bardzo tanich pożyczek. W połączeniu z niepewnością polityczną nie stawia to Włoch w komfortowej sytuacji.

Złotówka w odwrocie

To właśnie strach przed tym co stanie się we Włoszech był powodem wczorajszego zamieszania na rynkach. W dół szły główne indeksy giełdowe w Europie i za oceanem. Traciły również waluty uważane za ryzykowne. Wczoraj za euro w najgorszym momencie można było otrzymać 4,34 zł, za franka 3,80 zł, za funta 4,99 zł a dolara 3,76 zł. W odwrocie było również euro dlatego straty złotego względem franka czy dolara były proporcjonalnie większe niż względem euro. Od rana większość z tego ruchu została skorygowana. Dzisiaj opublikowano dane na temat wzrostu PKB w Polsce w I kwartale. Były one zgodne z oczekiwaniami i nie wpłynęły już na notowania waluty.

Prawie 20 mld euro mniej z Unii Europejskiej

Wedle przecieków ze spotkania Komisji Europejskiej w nowej 7 letniej perspektywie ma do Polski trafić 64 miliardy euro w ramach polityki spójności. Na lata 2014-2020 zaplanowanych było 83,9 miliarda. Głównym powodem cięć jest opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię oraz potrzeba dostosowania wsparcia do realnej sytuacji państw. Proporcjonalnie więcej tracą Węgrzy, Estończycy i Czesi. Powodem jest fakt, że gospodarki naszego regionu przez te lata znacznie nadgoniły unijną średnią. Z tego też powodu część nieprzekazanych do Europy Środkowo-wschodniej środków trafi na Południe kontynentu głównie do Włoch, Grecji i Hiszpanii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 20:00 – USA – stenogramy z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fundamenty: pozytywy, ale na drugim planie

Eurodolar osiągnął średnioterminowy cel dla spadków, czyli październikowy dołek 1,1550. EUR/PLN doszedł do 4,3350, czyli między innymi szczytu z ubiegłej jesieni. Przy braku danych makroekonomicznych nastroje inwestorów wyznaczały dotychczas przede wszystkim chaos na włoskiej scenie politycznej i i obawy przed powrotem kryzysu zadłużeniowego. W drugiej części tygodnia uwaga powinna skupić się także na danych makro.

W normalnych warunkach można byłoby zakładać pozytywny dla euro i dla złotego scenariusz. Dziś poznamy bowiem wstępną inflację konsumencką z Niemiec a jutro całego Eurolandu. Wskaźniki powinny odbić nie tylko za sprawą wyższych cen paliw, ale również podbicia inflacji bazowej. Podobnie w Polsce spodziewamy się że ceny konsumenta były w maju 1,9 procent wyższe niż przed rokiem, a inflacja bazowa przyspieszyła do 0,7 proc. rok do roku. Jednocześnie poznamy dziś rewizję pierwszego szacunku dynamiki PKB. Spodziewamy się jej potwierdzenia na poziomie 5,1 proc. rok do roku. Zakładamy dynamikę inwestycji na poziomie 13,7 proc. rok do roku i utrzymywanie się przyzwoitej dynamiki konsumpcji, która pozostaje głównym filarem wzrostu (4,6 proc. rok do roku). Negatywną kontrybucję powinien mieć za to eksport netto. Złoty pozostaje jednak pod wpływem szerszego sentymentu względem koszyka emerging markets. Nie widzimy szans, by w najbliższych miesiącach mogło dojść do pozytywnego dla waluty powrotu rynków do dyskontowania cyklu podwyżek stóp procentowych. W średnim horyzoncie spodziewamy się powrotu EUR/PLN poniżej 4,30.

W przypadku euro sytuacja jest odmienna. Dane wypadają na tle oczekiwań najgorzej od kilku lat (a przecież w grudniu panował jeszcze hurraoptymizm). Sentyment wokół euro jest fatalny, ale wyższa inflacja, w tym bazowa mogłaby skłonić część rynku do porzucenia skrajnego pesymizmu. Do tego potrzebne jest jeszcze wyraźniejsze uspokojenie nastrojów na rynku obligacji skarbowych Włoch. Nie zakładamy trwałych i silnych turbulencji i powrotu kryzysu zadłużeniowego. Ze względu na m.in. politykę ECB wycena włoskich obligacji fałszowała nieco w ostatnich kwartałach faktyczne ryzyko kredytowe. Pozytywne jest też to, że na rynkach długu państw peryferyjnych nie dochodzi do efektów rozlewania się i zakażania. Na razie jednak rynek widząc problemy Włoch nie będzie się kwapił do powrotu do wyceny śmielszego tempa polityki przez ECB. Gdy zamieszanie nieco się uspokoi, wspólna waluta powinna powrócić do odrabiania strat. Ważnym punktem w dzisiejszym kalendarzu jest decyzja Banku Kanady. Ostatnie informacje z gospodarki i niepewność związana z przyszłością porozumienia NAFTA to argumenty za gołębim nastawieniem. Jeśli dodamy do tego załamanie na rynku ropy, to uzasadnione wydają się być oczekiwania, że USD/CAD będzie kontynuować wzrosty do 1,3130.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

Blisko 8,5 mln osób w Polsce korzysta już z aplikacji zakupowych… i będzie ich coraz więcej!

Według analiz Spicy Mobile[1] już ponad 40 proc. polskich użytkowników korzysta z różnego rodzaju aplikacji zakupowych[2]. W czołówce rankingu tych najchętniej uruchamianych w zeszłym roku uplasowały się: OLX.pl, Allegro, Rossmann PL oraz… chiński gigant AliExpress Shopping App[3]. O rosnącej popularności platform, które nie tylko stanowią ważny element strategii marketingowych prowadzonych przez firmy w Internecie, ale również pozwalają zwiększyć zyski ze sprzedaży stacjonarnej, świadczy, chociażby sukces drogerii. Tylko w grudniu ubiegłego roku aplikacja udostępniona przez Rossmanna została uruchomiona blisko 40 mln razy. Dlaczego konsumenci decydują się na instalowanie na swoich smartfonach aplikacji zakupowych i jakie korzyści wynikają z tego faktu dla marek, które zdecydowały się oddać
w ręce swoich klientów takie narzędzia?

Jeszcze w styczniu ubiegłego roku zasięg aplikacji popularnej drogerii wynosił zaledwie 0,5 proc., natomiast już pod koniec roku ponad 14 proc., goniąc tym samym firmy, które znalazły się w czołówce rankingu. Tylko w grudniu 2017 r. użytkownicy uruchomili ją blisko 40 mln razy. Śladem rynkowych gigantów podąża francuska sieć hiper- i supermarketów. Według analiz Spicy Mobile, aplikacja udostępniona przez markę od stycznia do grudnia ubiegłego roku zaliczyła sześciokrotny wzrost wywołań na pierwszy ekran startowy. Firma zamierza zainwestować w rozwiązania digitalowe, np. uruchamiając e-grocery (internetowy sklep z artykułami spożywczymi), aby w ciągu najbliższych kilku lat stać się liderem sprzedaży żywności przez Internet, osiągając zyski z tego tytułu na poziomie 5 mld euro rocznie. Dlaczego coraz więcej firm postanawia inwestować w podobne rozwiązania?

– Kroki podejmowane przez rynkowych gigantów, a także przez firmy, które od niedawna są  obecne na rynku, pokazują, że najefektywniejsze są te kampanie marketingowe, które łączą świat rzeczywisty z wirtualnym, czyli wykorzystują omnichannel. W praktyce oznacza to prowadzenie sprzedaży stacjonarnej i jednoczesne wdrażanie narzędzi z obszaru e-commerce czy m-commerce, takich właśnie jak aplikacje zakupowe, które wspierają działania marketingowe i sprzedaż w sieci. Niewtajemniczeni słysząc pierwszy raz o takim rozwiązaniu, mogą przypuszczać, że aplikacje zakupowe są po prostu platformami, za pośrednictwem których marki sprzedają swoje produkty w kanale mobile. W gruncie rzeczy tylko część aplikacji umożliwia konsumentom bezpośrednio dokonywanie w nich zakupów, ale za to każda z nich może wspierać sprzedaż stacjonarną – zauważa Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii.

Jak to jest możliwe? Użytkownik, korzystając z aplikacji zakupowej, może znaleźć w niej szczegółowe informacje o interesujących go produktach, które oferowane są w sprzedaży stacjonarnej czy listę aktualnych promocji. Zakładając konto, może dołączyć do programu lojalnościowego i np. regularnie korzystać z kuponów rabatowych. Firmy wykorzystują aplikacje zakupowe również do zbierania informacji o konsumentach. To z kolei pozwala im na przygotowywanie dla swoich klientów spersonalizowanej oferty zakupowej.

– Można się spodziewać, że sukces aplikacji znajdujących się w czołówce rankingu udostępnionego przez Spicy Mibile przekona inne firmy obecne na naszym rynku do wprowadzenia na rynek autorskich, podobnych rozwiązań. Aplikacje zakupowe obecnie są bowiem kolejnym sposobem pozwalającym firmom zarządzać customer experience. Dbanie
o to, aby klienci mieli wyłącznie pozytywne doświadczenia w kontaktach z daną marką, już na stałe wpisało się w strategie biznesowe nie tylko tych największych przedsiębiorstw. Osoby, które regularnie korzystają z takich platform, regularnie śledzą działania marki i przez to pozostają z nią w stałym kontakcie. Aplikacje zakupowe to już sprawdzony sposób na zdobycie lojalnych klientów –
dodaje Krzysztof Grabowski.

Kanał mobile nakręca rynek aplikacji zakupowych

Rosnąca popularność aplikacji zakupowych wśród polskich użytkowników, nie miałaby miejsca bez rozwoju kanału mobile. Obecnie w Polsce ze smartfonów korzysta ponad 60 proc. społeczeństwa, czyli prawie 23 mln osób i jak prognozują eksperci, liczba ta będzie stopniowo wzrastać w następnych latach. Decydując się na zakupy przez Internet, coraz częściej wybieramy kanał mobile. Z raportu Izby Gospodarki Elektronicznej wynika[4], że w 2017 r. zakupy przy pomocy smartfona lub tabletu zrobiła ponad 1/3 ankietowanych i w tej kwestii nie odbiegamy od światowych statystyk. Co prawda w Europie najwięcej zakupów w sieci realizowanych jest przy użyciu laptopów lub komputerów stacjonarnych, ale na horyzoncie widać jednak tendencję wzrostową na korzyść smartfonów. Blisko 40 proc. osób korzysta ze swoich telefonów podczas zakupów online – wynika z raportu DPDgroup Barometr E-shopper 2017.

Smartfon dla wielu osób jest pierwszą rzeczą, po którą sięgają zaraz po przebudzeniu i nie rozstrajają się z nim praktycznie do wieczora. Przed wyjściem z domu sprawdzamy pogodę w dedykowanej aplikacji. Telefon towarzyszy nam w drodze do pracy, np. gdy chcemy sprawdzić, na których trasach występują korki. W ciągu dnia sięgamy po niego wielokrotnie, sprawdzając pocztę, czy słuchając muzyki na platformie streamingowej. Dlatego kanał mobile jest tak istotny w biznesie i nie mogą na niego pozostawać obojętne nawet te marki, które zdecydowały się oferować swoje produkty głównie stacjonarnie – twierdzi Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii. Smartfon jest ważnym elementem każdego etapu ścieżki zakupowej.

Podczas zakupów w sklepach „tradycyjnychkonsumenci w swoich telefonach szukają informacji o produktach, sprawdzają rekomendacje pozostawione w sieci przez innych użytkowników, czy porównują ceny. Korzystają również ze specjalnych bonów zniżkowych, które dostępne są tylko w aplikacjach zakupowych. Te pozwalają również na sporządzanie listy rzeczy, które planuje się kupić. Dzięki specjalnym aplikacjom zrobimy nawet zakupy z pomocą personal shoppera. W przymierzalni wystarczy zrobić sobie zdjęcie w wybranej stylizacji, następnie udostępnić je w aplikacji, a ta pomoże nam zdecydować, czy dokonaliśmy dobrego wyboru. Proces zakupowy rozpoczyna się w jednym kanale – mobile, a kończy się w drugim, przy sklepowej kasie. To zjawisko będziemy obserwować coraz częściej – dodaje Grabowski.

Duża nisza do zajęcia

Chociaż aplikacje zakupowe stają się coraz bardziej popularne w naszym kraju, to jednak nie wszyscy konsumenci dali się przekonać do korzystania z nich. Według badania zrealizowanego przez Kantar TNS na zlecenie Philips Lighting[5], 6 na 10 Polaków zna aplikacje zakupowe, ale głównym źródłem informacji o aktualnych promocjach są nadal papierowe gazetki reklamowe rozsyłane np. przez sieci spożywcze. Sięga po nie co drugi klient. Tylko 6 proc. konsumentów korzysta z aplikacji podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Dlaczego? Na szczycie listy powodów skłaniających do niekorzystania z aplikacji zakupowych znalazła się ogólna niechęć do uruchomiana takich programów na smartfonach (37 proc. ankietowanych). Na dalszych miejscach uplasowały się ex aequo: sprzeciw użytkowników smartfonów przed zakładaniem konta w aplikacji, obawa o bezpieczeństwo danych osobowych, czy brak dostrzegania korzyści z korzystania z aplikacji (22 proc.). Jedną z ostatnich pozycji zajmują złe doświadczenia związane z wcześniejszym używaniem wspomnianych platform (4 proc.).

Wyniki badania zrealizowanego przez Kantar TNS można traktować jako cenne wskazówki nie tylko dla specjalistów IT, którzy projektują aplikacje zakupowe, ale przede wszystkim dla marek, które chciałyby wprowadzić na rynek swoje platformy. Można bowiem dowiedzieć się z nich, co odstrasza konsumentów od takich aplikacji i co sprawiłoby, aby ci chętniej z nich korzystali. Blisko 65 proc. pytanych używałoby aplikacji sklepowych, gdy te oferowałyby specjalne rabaty. Co druga osoba, uruchamiając taką platformę na swoim smartfonie, chciałby również móc sprawdzić np. informacje o produkcie – komentuje Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii.

Oddając w ręce klientów aplikację zakupową, należy pamiętać również o tym, że takie narzędzie powinno być user friendly, czyli przede wszystkim intuicyjne w obsłudze. Należy zadbać o stałe uaktualnianie informacji znajdujących się w aplikacji, np. tych dotyczących oferty czy promocji. Dziś niezbędne jest również to, aby takie narzędzie umożliwiało personalizację. Użytkownik, logując się pierwszy raz w aplikacji i podając informacje dotyczące swoich preferencji, potem za każdym razem, gdy będzie ją uruchamiał, powinien widzieć listę sugerowanych produktów, które będą odpowiadać jego potrzebom. Wtedy bowiem jest większa szansa na to, że dokona zakupu w sklepie online danej marki, czy też w bardziej tradycyjny sposób.

[1] Spicy Mobile, Mobigate Report, styczeń – grudzień 2017.

[2] W analizach wzięto pod uwagę urządzenia z systemem Android.

[3] W analizach wzięto pod uwagę zasięg aplikacji i liczbę wywołań na pierwszy ekran.

[4] Izba Gospodarki Elektronicznej, raport Płatności cyfrowe 2017.

[5] Kantar TNS na zlecenie Philips Lighting, Zachowania zakupowe konsumentów w sklepach, 2018.

RODO w blogosferze – o czym trzeba pamiętać?

Prowadzisz bloga i zastanawiasz się, w jakim zakresie przepisy RODO dotyczą Twojej działalności? Eksperci inFakt wyjaśniają, jakie obowiązki muszą spełnić blogerzy i którzy spośród nich są w myśl przepisów rozporządzenia administratorami danych osobowych.

To, w jakim zakresie RODO będzie obowiązywało blogera, zależy od skali jego działalności. Inne wymogi są postawione przed osobą, która jedynie publikuje wpisy na platformie blogowej, a inne przed osobą, która wysyła newslettery do czytelników czy też zbiera kontakty od potencjalnych klientów. W tym ostatnim przypadku bloger przetwarza dane osobowe i będą go obowiązywały przepisy dotyczące administratorów tych danych.

Blog na zewnętrznej platformie

Kiedy bloger ogranicza się do publikowania postów na jednej z dedykowanych do tego platform, RODO może nie mieć zastosowania. Dane osobowe są bowiem wówczas przetwarzane przez właściciela platformy blogowej – jako przykłady można podać np. Disqus.com lub Blogspot.com. Czytelnik, który czyta wpisy blogera w jednym z takich miejsc, wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez właściciela platformy.

Nie zaszkodzi oczywiście ostrożność – bloger powinien upewnić się, czy właściciel platformy przestrzega przepisów RODO – najlepiej sprawdzić regulamin i / lub dopytać przedstawiciela platformy.

Warto pamiętać, że w określonych przypadkach także sam bloger może podlegać przepisom RODO. – Jeżeli na blogu jest możliwość zamieszczania komentarzy i bloger może je moderować, to w mojej opinii dochodzi do przetwarzania danych osobowych – zwraca uwagę Magda Sławińska-Rzemek, ekspert w firmie inFakt, oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe.

Blog na własnej stronie

Blogerzy, którzy publikują na własnej stronie internetowej, mają szerszy zakres obowiązków związanych z RODO. Jeśli dodatkowo wysyłają np. newsletter do swoich czytelników, niesie to kolejne konsekwencje.

Jeżeli zbieramy dane subskrybentów, aby wysyłać newslettery, to należy przyjąć, że przetwarzamy dane osobowe. Wobec tego należy pamiętać o wywiązaniu się ze wszystkich wymogów nakładanych przez RODO – mówi Magda Sławińska-Rzemek

Jakie są obowiązki blogera?

Bloger, który przetwarza dane osobowe i w myśl RODO staje się ich administratorem, musi pamiętać o kilku obowiązkach, wśród których są:

– przygotowanie rejestru czynności przetwarzania danych osobowych – jest to tabela, w której ujęte są podstawowe wiadomości takie jak dane blogera; nazwa czynności, które wymagają przetwarzania danych; wskazanie celu ich przetwarzania oraz podstawy prawnej; określenie kategorii osób, których dane będą przetwarzane oraz termin usunięcia danych;

– zawarcie umowy przetwarzania danych – np. w sytuacji, kiedy bloger przekazuje dane czytelników lub subskrybentów firmie świadczącej usługi hostingowe;

– wdrożenie środków ochrony danych – czyli odpowiednie zabezpieczenie i zaszyfrowanie urządzeń, na których są przetwarzane dane, a także zainstalowanie odpowiedniego oprogramowania ochronnego;

– opublikowanie odpowiednich klauzul o przetwarzaniu danych osobowych – muszą być zawarte w miejscu zbierania danych.

Natomiast przygotowanie polityki prywatności nie jest obowiązkowe. Jeśli jednak bloger zechce ją opracować, to powinna ona zawierać m.in. informacje o plikach cookies czy o polityce bezpieczeństwa.

Należy tutaj zaznaczyć, że RODO dopiero weszło w życie i brak jest jeszcze jakichkolwiek opinii ze strony instytucji stosujących te przepisy – zwraca uwagę Magda Sławińska-Rzemek. – W doktrynie prawa pojawia się wiele, czasem sprzecznych ze sobą, poglądów i interpretacji. W Polsce nie zostały jeszcze uchwalone wszystkie akty prawne związane z RODO, a ich wejście w życie również będzie miało znaczący wpływ na sposób interpretacji tego rozporządzenia – podsumowuje ekspertka.

Przyczyny ostatnich zmian na głównych parach walutowych

Od połowy kwietnia kluczowym wydarzeniem na rynku walutowym była silna aprecjacja dolara względem niemal każdej waluty G10 i walut rynków wschodzących. Co stało za jego umocnieniem? Ebury, firma oferująca rozliczania transakcji walutowych, wyjaśnia.

Euro i funt brytyjski w relacji do dolara amerykańskiego obecnie znajdują się na najniższych poziomach notowanych w bieżącym roku. Pierwsza waluta jest obecnie najsłabsza od lipca ubiegłego roku, natomiast funt w parze z USD stracił niemal 8% wartości na przestrzeni nieco ponad miesiąca i jest obecnie najsłabszy od listopada. Waluty rynków wschodzących również ucierpiały, indeks walut EM MSCI (w relacji do USD) stracił ok. 3,5% od końca stycznia, właśnie m.in. z uwagi na siłę dolara. Wyraźnie osłabił się również polski złoty. Co jednak stało za tak dużym umocnieniem dolara amerykańskiego, które wywołało na rynku takie zamieszanie?

Kurs EUR/USD & GBP/USD (sierpień ’17-maj ’18)

Kurs EUR USD & GBP USDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/05/2018

Oto kilka istotnych przyczyn gwałtownego umocnienia dolara:

  • Rentowności amerykańskich obligacji są najwyższe od lat

Inwestorzy na rynkach finansowych ostatecznie zaczęli zwracać uwagę na rozszerzającą się różnicę między stopami procentowymi w USA i Europie. Od początku roku, rentowności obligacji rządu USA znajdują się w stabilnym trendzie wzrostowym. Związane jest to z tym, iż oczekuje się, że Rezerwa Federalna będzie kontynuowała podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Znaczenie w tym wypadku ma to, że podwyżki mają być nieco bardziej agresywnie niż w poprzednich latach. Pod koniec kwietnia, po raz pierwszy od siedmiu lat, rentowności 10-letnich papierów rządu USA wzrosły powyżej psychologicznego poziomu 3% i – wyłączając spadek na przestrzeni ostatnich kilku dni – wzrosły o 50 punktów bazowych od początku roku.

Co istotne dla inwestorów, spread między rentownościami 10-letnich obligacji rządu USA i ich niemieckimi odpowiednikami w tym miesiącu rozszerzył się do najwyższego poziomu od 1989 r. Różnica między rentownościami w nadchodzących tygodniach może jeszcze się zwiększyć, jeśli tendencja, z którą mamy do czynienia ostatnio będzie kontynuowana.  Mowa tu o napływie silnych danych z USA i tych gorszych od oczekiwań konsensusu w przypadku odczytów ze strefy euro.

Spread między rentownościami 10-letnich obligacji rządowych USA & Niemiec (maj ’17-maj ’18)Spread między rentownościami 10-letnich obligacji rządowych USA & NiemiecŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/05/2018 

  • Gospodarka USA prze do przodu, ekspansja w strefie euro słabnie

Ostatnie dane z gospodarki USA były dobre. Amerykański rynek w wysokim tempie tworzy nowe miejsca pracy, a inflacja wzrosła do najwyższego poziomu od ponad roku. Preferowana przez FED miara dynamiki cen, indeks PCE, obecnie znajduje się powyżej celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej. Z niezłymi danymi z USA, które potwierdzają dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki, kontrastują dane napływające z Europy.  Odczyty makroekonomiczne w tym roku raczej rozczarowywały, sugerując, że gospodarki wspólnego bloku walutowego w 2018 r. mogą doznać spowolnienia ekspansji.

W ujęciu ogólnym, w 2017 r. wzrost gospodarczy w strefie euro był najwyższy od dekady. Ostatnie odczyty nie są jednak zbieżne z obrazem utrzymania tak imponującego tempa ekspansji gospodarczej. Dynamika PKB strefy euro w I kwartale roku wyhamowała do poziomu 0,4% w ujęciu kwartalnym. Ostatnie odczyty indeksów PMI opisujących aktywność biznesu w gospodarkach wspólnego bloku były gorsze od oczekiwań. Indeks zbiorczy (średnia ważona indeksu dla usług i przemysłu) obecnie znajduje się na najniższym poziomie od stycznia ubiegłego roku. Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citi, który pokazuje różnicę między faktycznymi odczytami, a spodziewanymi przez ekonomistów poziomami wskaźników ekonomicznych obecnie znajduje się na najniższym poziomie od niemal 7 lat. Podczas gdy od września ubiegłego roku ten sam indeks dla Stanów Zjednoczonych pokazuje dodatnie poziomy (co oznacza, że w ujęciu ogólnym dane gospodarcze są lepsze od oczekiwań konsensusu ekonomistów).

Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citi (2014-2018)

Indeks zaskoczeń ekonomicznych CitiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/05/2018

  • Kryzys polityczny we Włoszech wywołuje panikę na rynku

Niepewność utrzymująca się we włoskiej polityce nie sprzyjała euro. Rynki finansowe zaczęły oczekiwać, że antyestablishmentowy Ruch Pięciu Gwiazd (M5S) i Liga ostatecznie utworzą koalicję rządzącą, ponad dwa miesiące po marcowych wyborach. Samo to nie zostało dobrze przyjęte przez inwestorów, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę nieortodoksyjnych pomysłów partii, które – jeśli weszłyby w życie – mogłyby zagrozić relacjom Włoch z UE oraz pogorszyć i tak słabą kondycję fiskalną. Włochy obecnie są jednym z najbardziej zadłużonych krajów świata, relacja długu do PKB to ponad  130%.

Relacja długu Włoch do PKB kraju (2000-2018)Relacja długu Włoch do PKB kraju

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/05/2018

Pod koniec maja kraj doświadczył kryzysu politycznego, po tym jak zrezygnował nowy premier, Giuseppe Conte, co w konsekwencji było zakończeniem próby utworzenia koalicji rządzącej. Rezygnacja nowego premiera nastąpiła po tym, jak prezydent Włoch, Sergio Mattarella sprzeciwił się zaakceptowaniu kandydatury eurosceptycznego ekonomisty Paolo Savony, który, wspierany przez populistów miał objąć stanowisko ministra finansów. Mattarella odrzucił jego kandydaturę z obawy przed pogorszeniem relacji kraju z UE oraz potencjalnym wyjściem ze wspólnego bloku walutowego.

 

Prezydent mianował nowy „techniczny” rząd pod przewodnictwem byłego ekonomisty Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Carlo Cottarelliego. Nowy premier musi zaprezentować program, w tym nowy budżet. Mandat do utworzenia rządu nie oznacza jednak, że Cottarelli otrzyma wsparcie ze strony włoskiego parlamentu. Jego brak będzie oznaczał, że nowe wybory mogą odbyć się już jesienią.

  • Szanse na podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii słabną po publikacji rozczarowujących danych gospodarczych

Ostatnie kilka tygodni było również interesującym okresem dla funta brytyjskiego. Waluta obecnie radzi sobie z rozczarowaniem słabnących perspektyw szybkich podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Anglii w tym roku. Spadek inflacji, słabsze dane gospodarcze w I kwartale oraz stosunkowo gołębia retoryka BoE podczas ostatniego spotkania w maju sprawiła, że rynki finansowe raczej nie spodziewają się, że do podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii dojdzie wcześniej niż w listopadzie. Podobnie jak w przypadku strefy euro, indeks zaskoczeń ekonomicznych Citi dla Wielkiej Brytanii również jest głęboko ujemny – w maju spadł do najniższego poziomu od 2012 r., co oznacza, że dane gospodarcze w ujęciu ogólnym są wyraźnie gorsze od oczekiwań ekonomistów.

Prognoza Ebury

Ogólnie rzecz biorąc, ostatni przejaw siły dolara amerykańskiego był zgodny z tym, czego oczekiwaliśmy od dłuższego czasu. Rezerwa Federalna w tym roku powinna podnieść stopy procentowe co najmniej trzykrotnie. Podczas gdy inne banki centralne krajów G10, w szczególności Europejski Bank Centralny, na podwyżki stóp procentowych będą decydować się dopiero w dalekiej przyszłości. W związku z tym spodziewamy się, że silny dolar może nam towarzyszyć jeszcze przez wiele miesięcy.

Autorzy: Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Czy upadłość konsumencka potrzebuje zmiany?

Obecne przepisy regulujące postępowanie upadłościowe wobec osób fizycznych obowiązują od początku 2015 roku i na efekty nowelizacji nie trzeba było długo czekać. Wraz ze zmianą ustawy liczba upadłości uległa diametralnej zmianie. Na przestrzeni lat 2009-2014 upadłość konsumencką udało się ogłosić zaledwie 120 osobom. Z kolei w 2015 roku przybyło 2112 nowych upadłych. Obecnie tendencja wciąż pozostaje wzrostowa i szacuje się, że w 2018 roku liczba ogłoszonych upadłości konsumenckich wyniesie więcej niż 10 000. Warto się zatem zastanowić, czy i tak już zliberalizowane przepisy potrzebują kolejnej zmiany, o których wciąż się dyskutuje.

Upadłość konsumencka 2018 – obecne regulacje

Filip Kozik, prawnik z Kancelarii prawnej KL Law Polska
Filip Kozik, prawnik z Kancelarii prawnej KL Law Polska

– Upadłość konsumencka jest dla osób, które nie prowadzą działalności gospodarczej, a stały się niewypłacalne nie na skutek umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa. Co istotne, w ten sam sposób nie mogły pogłębiać swojej niewypłacalności. Oprócz wymienionych przesłanek, występują też inne powody oddalenia wniosków, np.: brak terminowego wniosku o upadłość, jeżeli dłużnik utracił zdolność do wywiązywania się z zobowiązań prowadząc działalność gospodarczą lub czynność prawna dłużnika została prawomocnie uznana za dokonaną z pokrzywdzeniem wierzycieli. W takich sytuacjach upadłość konsumencka wciąż pozostaje jednak możliwa, jeśli przemawiają za tym względy humanitarne lub względy słuszności – wyjaśnia Filip Kozik, prawnik z Kancelarii prawnej KL Law Polska zajmującej się oddłużaniem konsumentów.

Postępowanie upadłościowe konsumenta inicjowane jest przez złożenie odpowiednio przygotowanego wniosku do sądu gospodarczego, w którym jest wydział ds. upadłościowych. Wniosek ten powinien zostać rozpoznany w ciągu 2 kolejnych miesięcy, lecz trzeba się liczyć z możliwością przeprowadzenia przez sąd rozprawy, co nieznacznie opóźni wydanie ostatecznego postanowienia. Jeśli dłużnik spełnia warunki upadłości konsumenckiej, to zostaje wszczęte postępowanie z udziałem syndyka, który dąży do zaspokojenia wierzycieli na skutek spieniężenia majątku. Kolejnym etapem może być plan spłaty wierzycieli ustalony na maksymalnie 36 miesięcy z uwzględnieniem możliwości finansowych upadłego. Następnie dochodzi do umorzenia zobowiązań niezaspokojonych w toku postępowania.

Podstawową funkcją upadłości konsumenckiej, w obecnym kształcie, jest umożliwienie osobie niewypłacalnej uzyskanie oddłużenia. Kwestią drugorzędną jest ewentualne zaspokojenie wierzycieli w związku z likwidacją masy upadłościowej. Warto podkreślić, że w praktyce bardzo często mamy do czynienia z osobami, które nie posiadają żądnego majątku. Nieruchomości, czy ruchomości, nie mają żadnego wpływu na postanowienie sądu o ogłoszeniu, bądź oddaleniu wniosku. Co więcej, brak majątku przekłada się na krótsze postępowanie z udziałem syndyka, więc jest to niewątpliwa korzyść. Dodatkowo, uwzględnienie wniosku powoduje, że dłużnik unika postępowań windykacyjnych, sądowych o zapłatę, czy egzekucyjnych. Może w spokoju oczekiwać na kolejne kroki syndyka i czekać na oddłużenie – podkreśla Filip Kozik.

Propozycje zmian w upadłości konsumenckiej

O ewentualnej nowelizacji przepisów o upadłości konsumentów zaczęło być głośno już w roku ubiegłym. Trwają bowiem prace nad przygotowaniem procedury, gdzie jedynym warunkiem ogłoszenia upadłości konsumenckiej będzie status osoby niewypłacalnej. Ma też wzrosnąć rola osób posiadających licencję doradcy restrukturyzacyjnego, którzy pomogą dłużnikom w zawarciu pozasądowego układu z wierzycielami.

Nowe przepisy mogą ułatwić niektórym osobom ogłoszenie upadłości konsumenckiej. W szczególności tym, które umyślnie doprowadziły do swojej niewypłacalności. Należy się jednak zastanowić, czy nie wpłynie to negatywnie na tempo pracy sądów. W chwili obecnej 2-miesięczny termin na rozpoznanie wniosku jest raczej teoretyczny. W praktyce, niekiedy trzeba czekać po kilka miesięcy. Wraz ze zniesieniem przesłanek negatywnych upadłości, liczba spraw wzrośnie kilku, jeśli nie kilkunastokrotnie. Wśród propozycji są też dobre rozwiązania, np.: umożliwienie przedsiębiorcy, który traci nieruchomość w trakcie upadłości, aplikowanie o przyznanie kwoty na wynajem innego lokalu mieszkalnego chroniąc go przed bezdomnością. Obecnie, jest to możliwe jedynie w trakcie procedury upadłości konsumenckiej – kończy Kozik.

Wycena produktów, wycena usług oraz budżet firmy, czyli jak postawić pierwsze kroki nową firmą

Decyzja o otworzeniu własnego biznesu nie jest łatwa. Jednak jeżeli ją podejmiesz musisz przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw”. A to dopiero początek. Kolejnym korkiem będzie: budżet firmy oraz wycena usług lub wycena produktów.

Sam sobie sterem, żeglarzem okrętem

Ten cytat z „Ody do Młodości” Adama Mickiewicza doskonale oddaje filozofię prowadzenia własnego przedsiębiorstwa. Większość osób podejmuje ją dopiero po kilku latach pracy w czyjejś firmie. Mamy dość słuchania czyichś poleceń, z którymi nie zawsze się zgadzamy i decydujemy się na odejście i spróbowanie sił jako właściciel małego biznesu. Jednak nie jest to łatwa sprawa. Musimy spełnić szereg wytycznych administracyjnych, no i przede wszystkim dostać kredyt z banku. A to dopiero pierwszy etap naszej drogi do sukcesu. Jednak kolejne zależą już wyłącznie od nas.

Co będziesz robił?

Kluczy do sukcesu jest całe mnóstwo. Nie ma jednej sprawdzonej recepty, której zastosowanie pozwoli nam stać się milionerami. Mimo to początek drogi ma duże znaczenie na jej dalszym etapie. Mówią wprost – musisz wybrać odpowiednią branżę. Są takie, w których o sukces łatwiej i są takie, w których jest on niezwykle trudny. Oczywiście równie istotne jest to, co ty sam uważasz za sukces. Jeżeli jest to wypłata lepsza niż w poprzedniej pracy, szanse na osiągnięcie tego są zdecydowanie wyższe niż w przypadku „sukces to dominacja na lokalnym/krajowym rynku”. Dlatego musisz dokładnie zaplanować, co chcesz robić i w jaką branżę wejść.

Na początek – ustal budżet firmy

Dopiero, gdy już masz obraz swojej drogi, załatwione wszystkie decyzje administracyjne, możesz przejść do dalszych działań. Jednym z nich, ale szalenie istotnym jest ustalenie budżetu firmy. Budżet firmy to najważniejszy dokument, jakim będziesz się posługiwał, zaś arkusz kalkulacyjny, znany bardziej jako „Excel” stanie się twoim najlepszym przyjacielem. W budżecie firmy masz opisane wszystkie wpływy i wszystkie wydatki. Im bardziej będzie on szczegółowy, tym większą będziesz miał kontrolę nad wydatkami. Budżet firmy to nie tylko wydatki na pensje pracowników, wpływy z kontraktów z klientami, czy opłaty za czynsz, media, itp. W tym dokumencie notujesz każdy spodziewany wydatek. Od długopisów i papieru ksero po myszki komputerowe. Będąc tak skrupulatnym możesz lepiej zarządzać swoją firmą. Dokładnie wiesz, ile pieniędzy możesz przeznaczyć na konkretną rzecz. Budżet firmy powinieneś ustalać minimum raz w roku, choć dobrą praktyką jest robienie tego nawet 2-3 razy w ciągu roku.

Następnie – wycena produktów i wycena usług

Wraz z budżetem firmy, musisz również określić, na ile cenisz siebie i swoje usługi. Wycena usług i wycena produktów to filar każdej firmy. Wieść gminna niesie, że im wyższa cena usługi lub produktu, tym wyższa ich jakość. Z kolei prawidłowo prowadzony budżet firmy, wycena usług i produktów to gwarancja sukcesu. Im lepiej ocenisz swoje możliwości finansowe i zaplanujesz działania swojej firmy, tym łatwiej będzie ci pracować. Pamiętaj, że początek drogi definiuje jej dalszą część. Dlatego poświęć na to odpowiednio dużo czasu, by następnie móc w spokoju pracować.

Polskie dzieci chcą uprawiać sport. 20 tys. filmów z treningami i 35 tys. spalonych kalorii w akcji Drużyna Energii

Polskie dzieci chcą uprawiać sport. 20 tys. filmów z treningami i 35 tys. spalonych kalorii w akcji Drużyna Energii 4

35 tys. spalonych kalorii i 20 tys. filmów z treningami nadesłanych przez uczniów – to bilans pierwszej edycji programu Drużyna Energii. Organizatorzy czują ogromną satysfakcję z zaangażowania uczestników, pokazuje ono bowiem, że polskie dzieci chcą uprawiać sport, potrzebują jedynie odpowiednich bodźców. Zwycięzcą tegorocznej rywalizacji została podstawówka z Gdyni, nagrodzona kwotą 10 tys. zł.

Z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki wynika, że w ciągu ostatnich dwóch dekad poziom aktywności fizycznej polskich dzieci gwałtownie zmalał. Według NIK 15 proc. uczniów klas IV–VI szkoły podstawowej korzysta ze zwolnień lekarskich z zajęć WF. W gimnazjum odsetek ten wzrasta natomiast do 23 proc. Niechęć do sportu wynika w dużej mierze ze zmiany sposobu spędzania wolnego czasu – współczesne dzieci wolą bowiem komputer i internet niż boisko. Eksperci nie mają wątpliwości, że wzbudzenie w najmłodszych zainteresowania sportem to zadanie przede wszystkim dla rodziców oraz nauczycieli.

– W każdym mieście są zapaleńcy, którzy z pasją uprawiają sport i krzewią ideę sportu wśród dzieci. Mówimy tu o nauczycielach, to są ludzie, którzy są najważniejsi. To oni pokazują drogę dzieciakom, od nich wszystko się zaczyna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Ignaczak, były siatkarz, ambasador Drużyny Energii.

Zainteresowanie polskich dzieci aktywnością fizyczną było celem programu Drużyna Energii, zainaugurowanego jesienią 2017 roku. Inicjatorem akcji jest Energa SA, partnerem sportowym została marka New Balance, Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Instytut Matki i Dziecka udzieliły natomiast patronatu. Program skierowany był do uczniów klas VI i VII szkół podstawowych – do konkursu zgłosiło się ponad 600 placówek, 100 z nich zostało wybranych do trwających pół roku rozgrywek. Dla tych uczestników raz w tygodniu ambasadorzy akcji publikowali w internecie filmy ze specjalnie przygotowanymi ćwiczeniami. Zadaniem uczniów było nagranie własnych filmów, na których odtwarzali treningi gwiazd.

– To bardzo fajny program, dający możliwość obcowania dzieciakom z gwiazdami, a przede wszystkim ze sportem. Propagujemy sport, pokazujemy im, że to jest fajna forma spędzania wolnego czasu, dająca możliwości, takie jak rozwój osobisty i rozwój odpowiednich cech charakteru, które mogą pomóc im w życiu codziennym – mówi Krzysztof Ignaczak.

Raz w miesiącu ambasadorzy programu, czyli siatkarz Krzysztof Ignaczak, były piłkarz Marek Citko, dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik oraz youtuber sportowy Krzysztof Golonka, odwiedzali wybrane szkoły, by przeprowadzić trening na żywo. Tegoroczna edycja to 2,2 tys. przejechanych kilometrów, ponad 20 tys. nadesłanych przez uczniów filmów z ćwiczeniami i ok. 35 tys. kalorii spalonych podczas treningów z gwiazdami sportu.

– Zaangażowanie dzieci i szkół przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Serce rośnie. Jesteśmy bardzo zadowoleni i bardzo dumni z tego, że ten pilotażowy projekt przebiegł tak pomyślnie – mówi Robert Leszczyński, dyrektor ds. marketingu w New Balance.

Wielki finał został rozegrany 24 maja na gdańskim stadionie Energa. I miejsce zdobyła Szkoła Podstawowa nr 6 im. Antoniego Abrahama z Gdyni. II miejsce przypadło Szkole Podstawowej nr 13 im. Polskich Olimpijczyków z Żor. Na III pozycji uplasowała się natomiast Szkoła Podstawowa nr 4 im. Stanisława Moniuszki z Kętrzyna. Przedstawiciele tych placówek odebrali nagrody w wysokości 10 tys., 7 tys. oraz 4 tys. zł, które mają przeznaczyć na renowację sal sportowych. Zarówno organizatorzy, jak i ambasadorzy Drużyny Energii, są przekonani, że tego typu akcje są w Polsce bardzo potrzebne.

– Widzieliśmy w dzieciach chęć rywalizacji i ćwiczeń. Takie bodźce sportowe są potrzebne. Szkoły niesamowicie się przygotowały. Wyczuwa się pozytywne emocje – mówi Marek Citko, były piłkarz, ambasador Drużyny Energii.

– Wierzę, że obecność gwiazd i znakomitych sportowców spowoduje wykształcenie w dzieciach trwałego nawyku uprawiania sportu. Nie każdy będzie mistrzem, nie każdy będzie zdobywał medale imprez międzynarodowych, natomiast ważne, żeby każdy znalazł czas na kontakt ze sportem – dodaje Robert Leszczyński.

Organizatorzy są zadowoleni z efektów programu i już zapowiadają jego kontynuację. Mają nadzieję, że ich inicjatywa na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń sportowych i zyska popularność. Już w tym roku program został nominowany do nagrody na Gali Mistrzów Sportu. W kolejnych edycjach Drużyny Energii treningi układane przez gwiazdy mają być coraz bardziej skomplikowane. Zwiększać się będzie również skala trudności poszczególnych ćwiczeń. Niewykluczone, że pojawią się również inne niż w tej edycji dyscypliny sportu.

– Jesteśmy naprawdę urzeczeni poziomem tego programu, również fantastycznego finału. Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się w jeszcze większym gronie – mówi Grzegorz Ksepko, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych Energi SA.

Branża PR przechodzi rewolucję. To wpływ mediów społecznościowych i większej niż kiedykolwiek potrzeby wiarygodnej informacji

Branża PR przechodzi rewolucję. To wpływ mediów społecznościowych i większej niż kiedykolwiek potrzeby wiarygodnej informacji 5

Media społecznościowe stały się ważnym narzędziem budowania wizerunku, komunikacji z dziennikarzami i bezpośrednimi odbiorcami. Zmieniły one radykalnie krajobraz branży public relations, ale na rynku wciąż jest miejsce dla tradycyjnej prasy, radia i telewizji – uważają eksperci i przedstawiciele agencji PR z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Polski i USA, którzy wzięli udział w debacie „Komunikacja – trendy. Perspektywa międzynarodowa”. Do kluczowych trendów, które wpłyną na przyszłość branży, zaliczyli też wiarygodność przekazu i coraz mocniejszy nacisk na weryfikowanie źródeł informacji. 

– Tradycyjne media są wciąż bardzo ważnym kanałem dla naszych klientów, ale dynamicznie rośnie znaczenie mediów cyfrowych i serwisów społecznościowych. Dla większości naszych klientów nowe media cyfrowe są równie ważne, co tradycyjne. To oznacza wielkie wyzwania i zmiany w sposobie, w jakim pracujemy. Wcześniej pracowaliśmy bezpośrednio z dziennikarzami, czyli mieliśmy kontakty ze stosunkowo niewielką grupą odbiorców, którzy korzystali z naszego kontentu i publikowali informacje. Dziś, dzięki kanałom w mediach społecznościowych, trafiamy wprost do szerokiego grona odbiorców – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes James Kelliher, chief executive oficer agencji PR Whiteoaks International.

Media społecznościowe są dla PR-owców ważnym narzędziem pracy, budowania wizerunku, sposobem komunikacji z dziennikarzami i influencerami. Niemal żadna kampania PR nie obejdzie się już bez zaangażowania social mediów.

– Dziś PR nie może istnieć bez mediów społecznościowych, one stały się ważną częścią naszej oferty. Wyzwaniem dla nas, jako specjalistów od PR, jest dostosowanie się do zmian. Musimy być elastyczni, cały czas się uczyć i mieć pewność, że używamy najbardziej skutecznych narzędzi, dzięki którym nasi klienci mogą dotrzeć ze swoim przekazem do grup docelowych – podkreśla James Kelliher.

Maura FitzGerald, współzałożycielka i partner agencji Version 2.0 Communications podkreśla, że media społecznościowe pozwalają trafić z wybranym przekazem bezpośrednio do odbiorców, do liderów opinii i nawiązać z nimi dialog. To w radykalny sposób zmienia krajobraz branży public relations. Ocenia również, że PR i social media świetnie się uzupełniają, ale tradycyjne media, czyli prasa, radio i telewizja, wciąż docierają do szerokiego grona odbiorców i pozostają bardzo ważne dla pokazywania dłuższych, bardziej pogłębionych historii.

– Przedstawiciele PR-u muszą nie tylko rozumieć i śledzić to, co dzieje się w tradycyjnych mediach, lecz także być aktywni w mediach społecznościowych. Musimy zrozumieć Twittera, Facebooka czy LinkedIn, który staje się bardzo ważnym narzędziem dla naszych klientów, a także Instagrama, który w USA przebił popularnością Facebooka. Za 10–15 lat tradycyjne media, prasa, radio, telewizja wciąż będą istnieć, ale coraz więcej ludzi będzie korzystać z platform społecznościowych, by dotrzeć do innych ze swoim przekazem. Ludzie będą rozumieli to medium lepiej i będą w stanie wykorzystywać je w sposób bardziej efektywny – mówi Maura FitzGerald.

– Zawód profesjonalisty PR mocno się zmienia, my, jako ludzie, którzy doradzają organizacjom, musimy wiedzieć, co się dzieje, które z nowinek warto wypróbować, w którym kierunku warto pójść. Musimy być cały czas na topie, żeby wiedzieć, w jaki sposób to wykorzystać dla naszych działań PR. Również firmy są coraz bardziej chętne, aby wchodzić w nowe narzędzia, w innowacje. Widzą, że nie da się działać starymi sposobami. Mamy nowy rynek i nowe pokolenie, które komunikuje się w zupełnie inny sposób. Nie da się stosować starych narzędzi do nowej rzeczywistości i firmy to widzą – dodaje Dorota Sapija, dyrektor zarządzająca Omega Communication.

Dziś firma – nawet jeżeli nie jest obecna w mediach społecznościowych – powinna uważnie śledzić, kto i co o niej pisze w tym kanale. Co istotne, dzięki komunikacji związanej z mediami społecznościowymi, z bezpośrednim dotarciem do grup docelowych – obecnie PR, który przez wiele lat był utożsamiany wyłącznie z media relations, zyskał na znaczeniu i może realnie pełnić strategiczną funkcję w organizacjach.

– Powinniśmy dążyć do tego, żeby PR był uwzględniany w strategii firmy, w zarządzaniu reputacją. Reputacja zawsze była ważna dla firm, natomiast w tej chwili są one poddane dużo szerszej ocenie, dlatego że są oceniane przez klientów, przez wszystkie osoby, które mają kontakt z tą firmą. Te osoby mogą natychmiast przekazać swoją opinię za pomocą social mediów czy komunikatorów. To sprawia, że firmy powinny zdecydowanie bardziej dbać o swój wizerunek i o to, w jaki sposób zarządzają swoimi relacjami – już nie tylko z mediami, lecz także z pojedynczymi osobami. Wiadomo, że krytyczna opinia w social media, może być naprawdę bardzo bolesna dla ogólnego wizerunku firmy i dla biznesu – podkreśla Dorota Sapija.

Dyrektor Omega Communication ocenia, że obok wzrostu znaczenia mediów społecznościowych, ważnym trendem w branży PR będzie powrót do wiarygodności i do zaufanych źródeł informacji.

 – Ludzie zaczynają coraz mocniej weryfikować informacje, sprawdzać źródła, są coraz bardziej wyedukowani w tym, w jaki sposób korzystać ze źródeł cyfrowych, i to jest dobra wiadomość dla PR – podkreśla Dorota Sapija.

Media społecznościowe i trendy w branży PR były kluczowym tematem podczas ubiegłotygodniowej debaty „Komunikacja – trendy. Perspektywa międzynarodowa”, organizowanej przez WIN PR Group, w której wzięli udział przedstawiciele agencji PR z Wielkiej Brytanii, Niemiec, USA i Polski.

Polska w czołówce równouprawnienia na rynku pracy. Kluczową rolę w wyrównywaniu płac kobiet i mężczyzn pełnią start-upy

Polska w czołówce równouprawnienia na rynku pracy. Kluczową rolę w wyrównywaniu płac kobiet i mężczyzn pełnią start-upy 6

Kobiety zarabiają mniej na tych samych stanowiskach co mężczyźni, rzadziej zakładają własne firmy i rzadziej zasiadają na stanowiskach kierowniczych. To problem o charakterze ogólnoświatowym, z którym zmagają się największe światowe gospodarki. W Polsce, choć liczba kobiet na stanowiskach kierowniczych sięga 40 proc., to już ich zarobki są znacznie niższe niż mężczyzn. Wraz z popularyzacją i wzrostem znaczenia start-upów, kobietom łatwiej jest wejść na rynek pracy i zaistnieć nawet w tych branżach, które do niedawna uważane były za typowo męskie. Pomagają w tym licznie organizowane konkursy dla kobiecych start-upów oraz rosnąca liczba kobiet w roli aniołów biznesu.

– Obecność kobiet na rynku start-upów wciąż się zwiększa, chociaż nie w takim tempie, w jakim by mogła. Wciąż decydującym momentem do podjęcia wyzwania wśród kobiet jest wiek od 25 do 35 lat. Największą barierą, którą należy znieść, są nierówne szanse i możliwości w stosunku do mężczyzn, zwłaszcza w tym kluczowym okresie życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Luigi Amati, przewodniczący Business Angels Europe, podczas konferencji InfoShare 2018 w Gdańsku.

Z problemem nierówności na rynku w dość radykalny sposób postanowiły się uporać władze Islandii. Od początku roku w tym kraju obowiązuje ustawa zabraniająca jakiejkolwiek dyskryminacji pracowników, w tym m.in. ze względu na płeć. Firmy zatrudniające ponad 25 pracowników mają obowiązek dostarczać dokumenty potwierdzające, że kobiety i mężczyźni pracujący na tych samych stanowiskach mają równe płace. Jeśli w ramach audytu okaże się, że firma nie ma stosownego certyfikatu, zostanie obciążona wysoką grzywną.

Przykładem kobiecego start-upu w polskich realiach jest Geek Girls Carrots założony przez Kamilę Sidor. Firma zachęca kobiety do nauki programowania i pomaga im w znalezieniu pracy w branży IT, która od lat jest zdominowana przez mężczyzn. Geek Girls Carrots organizuje konferencje, prowadzi szkolenia i pomaga w znalezieniu pracy.

– Istnieje wiele start-upów, którymi kierują kobiety, odnosząc sukcesy. To jest coraz bardziej widoczny trend. Im więcej kobiet zacznie działać w charakterze aniołów biznesu, tym więcej inwestycji będzie kierowanych do firm zarządzanych przez kobiety. Nie chcę przez to powiedzieć, że mężczyźni jako anioły biznesu inwestują wyłącznie w firmy prowadzone przez mężczyzn, jednak da się tu zauważyć pewną tendencję – zaznacza ekspert.

Na polskim rynku mamy sporo dowodów na to, że kobiety mogą odnieść start-upowy sukces. Kinga Kośnik założyła prawdopodobnie najbardziej kobiecy start-up, Love The Dress, i udowodniła, że z wypożyczania luksusowych sukienek można zrobić intratny biznes. Równie ciekawie prezentuje się projekt yosh.ai prowadzony przez Kasię Dorsey, który został wyróżniony w warszawskim półfinale Women Startup Competition. Start-up, nazywany przez pomysłodawców „Siri dla mody”, wykorzystuje sztuczną inteligencję, aby podsunąć klientom sklepów internetowych te produkty, które najlepiej wpisują się w ich gusta.

W branży pojawia się także coraz więcej konkursów skierowanych właśnie do kobiet. Pod koniec minionego roku wystartował projekt Cross European Union Women Business Angels. Inicjatywa ma za zadanie połączyć kobiece anioły biznesu z kobietami rozpoczynającymi swoją biznesową karierę, skierowana jest do założycielek start-upów oraz początkujących menadżerek. Długofalowym celem przedsięwzięcia będzie stworzenie społeczności młodych bizneswoman, które będą wspierały się i wymieniały zdobytą wiedzą.

Business Angels Europe wraz z niemiecką organizacją BAND 18 czerwca 2018 roku w Hamburgu przyzna nagrody Golden Aurora dla kobiet będących aniołami biznesu. Nagrody trafią do kobiet, które odnoszą największe sukcesy w kierowaniu wyróżniającymi się start-upami.

– Kolejny projekt, który prowadzimy, nosi tytuł „Kobiety-anioły biznesu dla przedsiębiorców” (WA4E – przyp. red.). Postanowiliśmy wesprzeć inwestycje z udziałem aniołów, zwłaszcza wśród kobiet, ponieważ jak wskazują statystyki, odsetek kobiet w gronie aktywnych aniołów biznesu wynosi niecałe 10 proc., tymczasem około połowę grupy najzamożniejszych mieszkańców Europy stanowią kobiety. Widać zatem, że kobiety, które są aniołami biznesu, mają ogromny potencjał i my chcemy go wspierać, i mamy także wsparcie Parlamentu Europejskiego – zauważa Luigi Amati.

Brytyjski dziennik „The Economist” co roku publikuje indeks szklanego sufitu, czyli ranking państw określający stopień równouprawnienia kobiet na rynku pracy. W Polsce 40 proc. stanowisk kierowniczych jest obsadzonych przez kobiety, co daje nam czwartą pozycję w rankingu za Stanami Zjednoczonymi, Islandią i Węgrami.

Mimo tego dysproporcje w zarobkach względem płci wciąż są duże. Zgodnie z Ogólnopolskim Badaniem Wynagrodzeń kobiety w 2017 roku zarabiały o 19 proc. mniej niż mężczyźni zajmujący te same stanowiska. Co więcej, 70 proc. przedsiębiorców nie planuje wprowadzić programów niwelujących różnice płacowe ze względu na płeć pracownika.

Krótkowzroczność może mieć już co drugie dziecko. Niekorygowana powoduje problemy w nauce

Krótkowzroczność może mieć już co drugie dziecko. Niekorygowana powoduje problemy w nauce 7

Wzrok to najważniejszy ze zmysłów, którymi dzieci poznają świat. Maluchy rzadko skarżą się na upośledzenie widzenia, nie powoduje ono bowiem bólu, dzieci nie wiedzą też, jak powinny widzieć prawidłowo. Rodzice często zaniedbują jednak kontrolne wizyty u okulisty. Tymczasem niekorygowane wady wzroku, głównie krótkowzroczność, obniżają sprawność ruchową, przyczyniają się do problemów w nauce, a w efekcie spadku poczucia własnej wartości.

Upośledzenie widzenia to problem dotykający ponad połowę polskich dzieci. Do najczęściej występujących wad wzroku należy astygmatyzm, zez oraz krótkowzroczność. Ta ostatnia wada powstaje na skutek czynników genetycznych, może się jednak rozwinąć również w wyniku patrzenia z bliska np. na ekran komputera czy smartfona, a także intensywnego wzrostu dziecka, zwłaszcza w okresie 4–6 lat oraz 8–14 lat. Nie ma możliwości zatrzymania rozwoju wad wzroku, możliwe jest jednak ich korygowanie i zmniejszenie dyskomfortu widzenia u dziecka, dlatego nawet najmłodsze maluchy powinny być objęte kontrolą lekarską.

– Dzieci nie wiedzą, jak mogą doskonale widzieć, i nie potrafią nam tego opowiedzieć, to my musimy być czujni i zwracać uwagę na pierwsze objawy, które możemy zauważyć u dziecka od pierwszych miesięcy. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, np. mrużenie oczu, zmęczenie oczu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. med. Anna Maria Ambroziak, specjalista chorób oczu w Instytucie Oka.

Niekorygowane wady wzroku powodują duży dyskomfort w codziennym życiu oraz mogą być przyczyną kłopotów w nauce i nieprawidłowego rozwoju fizycznego. Słabiej widzący uczeń będzie miał problemy zarówno z nauką czytania, jak i z odnalezieniem się na zajęciach WF, jego sprawność motoryczna będzie bowiem znacznie obniżona. Może to niekorzystnie odbić się na rozwoju emocjonalnym dziecka, zaważyć na jego poczuciu własnej wartości i pewności siebie. Ponadto nieskorygowane odpowiednio wcześniej wady wzroku zwiększają ryzyko zachorowań na poważne choroby oczu, takie jak jaskra czy AMD w wieku dorosłym.

– Wada wzroku może sprawiać, że dziecko jest mniej sprawne ruchowo niż mogłoby być, cieszy się gorszą opinią w swoim otoczeniu, i dorośli, i rówieśnicy, uważają je za mniej bystre, mniej sprawne niż jest naprawdę. W dziecku stopniowo utrwala się niskie poczucie własnej wartości. To straszne kule u nogi na dalsze życie – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy, Uniwersytet Warszawski.

Na zahamowanie pogłębiania się krótkowzroczności można wpłynąć, dbając o regularną przerwę w pracy oczu. Warto nauczyć dziecko, by po każdej godzinie lekcyjnej wykonywało proste ćwiczenie, polegające np. na patrzeniu w dal. Maluchy powinny też przynajmniej godzinę dziennie spędzać w naturalnym oświetleniu. Aby wykryć wadę wzroku na wczesnym etapie rozwoju, należy regularnie badać wzrok dziecka, zwłaszcza jeśli rodzice sami cierpią z powodu krótkowzroczności.

– Chciałabym, żeby pojawiły się jakiekolwiek badania przesiewowe, żebyśmy wiedzieli, że nasze dzieci należy badać w 6. miesiącu życia, nawet jak są zdrowe, w 1. roku życia, a później regularnie co rok, 2 lata. Jeżeli dziecko ma krótkowzroczność, musimy pamiętać, że czasami badanie i dopasowanie pełnej korekcji będzie konieczne raz na sześć miesięcy w okresie intensywnego wzrostu – mówi dr Anna Maria Ambroziak.

Wad wzroku nie należy korygować samodzielnie, o konieczności korekcji oraz wyborze soczewek powinien decydować wyłącznie lekarz specjalista. Dobierając okulary dla malucha, warto się kierować kilkoma parametrami, m.in. jakością i trwałością materiału, z jakiego oprawki i soczewki zostały wykonane. W przypadku dzieci, często pozostających w ruchu, jest to niezwykle istotny czynnik. Równie ważna jest waga, grubość i przezierność soczewki, im lżejsze okulary, tym dłużej i chętniej dziecko będzie je nosiło.

– W przypadku korekcji wzroku u najmłodszych pacjentów warto zwrócić szczególną uwagę na odpowiednią trwałość i odporność okularów na uszkodzenia, na które są one znacznie bardziej narażone w przypadku dzieci niż osób dorosłych. Trwałe okulary zapewniają zarówno komfort, jak i bezpieczeństwo w trakcie zabaw oraz wzmożonej aktywności fizycznej, które są nieodzownymi elementami w zachowaniu dzieci. Kolejną kwestią, którą warto rozważyć w doborze okularów dla tej grupy wiekowej, jest kolorystyka i atrakcyjność samych opraw okularowych. Wiadomo, że dzieci chętniej będą nosiły okulary, jeśli podobają się one im i rówieśnikom – mówi dr n. biol. Robert Grabowski, dyrektor medyczny Vision Express.

W przypadku najmłodszych dobrze sprawdzają się oprawki wykonane z tworzyw sztucznych, a nie metalu. Są lżejsze, bardziej trwałe, kolorowe oraz elastyczne, nie przeszkadzają więc w zabawie lub aktywności fizycznej. Dobrze dobrane okulary muszą idealnie pasować rozmiarem, a więc nie zsuwać się z nosa, nie uciskać skóry oraz utrzymywać tarczę blisko oczu, tak aby dziecko nie zerkało ponad oprawkami – może to pogarszać efekty korekcji oraz powodować dyskomfort malucha. Warto też pamiętać o tym, że dzieci, podobnie jak dorośli, powinny nosić okulary przeciwsłoneczne, zwłaszcza latem.

– Dobór odpowiednich okularów przeciwsłonecznych jest bardzo istotny. Pamiętajmy, żeby zapewnić soczewki, które mają odpowiednie i skuteczne filtry ograniczające wpływ szkodliwego promieniowania UVA i UVB. Pamiętajmy ponadto o możliwości zastosowania soczewek mających filtr polaryzacyjny, który na pewno poprawi kontrast, ostrość i jakość widzenia u najmłodszych pacjentów – mówi dr Robert Grabowski.

Tego rodzaju okulary, podobnie jak korekcyjne, powinny być kupowane wyłącznie w specjalistycznych placówkach. Modele dostępne w drogeriach lub na bazarach nie zapewniają bowiem właściwej ochrony przed promieniowaniem słonecznym. Z badań wynika jednak, że tylko 20 proc. klientów kupuje okulary przeciwsłonecznych w odpowiednich placówkach.

Marki odzieżowe stawiają na nowe technologie. Dzięki inteligentnym przymierzalniom czy elektronicznym metkom sprzedaż ubrań może znacząco wzrosnąć

Marki odzieżowe stawiają na nowe technologie. Dzięki inteligentnym przymierzalniom czy elektronicznym metkom sprzedaż ubrań może znacząco wzrosnąć 8

Trwa rewolucja technologiczna w odzieżowych sklepach stacjonarnych. Wprowadzane przez firmę LPP nowe technologie do handlu, w tym testowane właśnie radiowe metki elektroniczne, mają skuteczniej dopasowywać asortyment do oczekiwań klientów. Z kolei inteligentne przymierzalnie pomogą klientom w doborze strojów i dodatków. Tradycyjny handel zmieni się więc w spersonalizowany marketing i sprzedaż omnichannel, w której nie ma podziału na sklepy stacjonarne i online. 

– Jesteśmy po rewolucji e-commerce’owej, która zmieniła naszą branżę i nasze doświadczenia oraz chwilę przed rewolucją technologiczną, która nastąpi w sklepach stacjonarnych. Fashion tech to określenie na wszystkie technologie używane w sklepach i w handlu online, które pomagają sprzedawać odzież i dopasowywać asortyment do oczekiwań klientów. Dzisiejsze technologie pozwalają na personalizowanie preferencji klientów, ale również digitalizację odzieży, lepszą jej prezentację na stronie internetowej czy skuteczniejsze zatowarowanie naszych salonów, zbieżne z oczekiwaniami naszych klientów –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kujawa, wiceprezes zarządu LPP.

W czasach, gdy konsumenci mają wiele możliwości wyboru, nowe technologie mogą pomóc markom i sprzedawcom detalicznym w osiągnięciu efektywności biznesowej oraz poprawie oferty. To istotne, zwłaszcza w erze e-commerce, gdzie zakupy są proste, szybkie, a dzięki personalizacji na stronie prezentowane są te rzeczy, które z dużym prawdopodobieństwem trafią w gust klienta. Sklepy stacjonarne, by móc być równie skutecznymi, muszą postawić na nowe technologie.

– Musimy wdrożyć takie technologie, które pozwalają nam zasypać przepaść pomiędzy e-commerce a siecią stacjonarną. E-commerce dostarcza nam mnóstwo danych analitycznych. Możemy dzięki temu monitorować, co robi nasz klient, jakie produkty ogląda, jak często odwiedza naszą stronę, co kupuje. Nasza firma stawia na technologie, które pozwalają nam taką samą analitykę zastosować w naszych salonach – wskazuje Jacek Kujawa.

Firmy modowe, które skutecznie wdrażają odpowiednie technologie, będą mogły zwiększyć swoją przewagę konkurencyjną m.in. poprzez personalizację produktów, zapewnienie nowych doświadczeń zakupowych klientom oraz udoskonalanie procesów logistycznych. Im większa wiedza o klientach, tym większe prawdopodobieństwo przeprowadzenia odpowiednich działań marketingowych. Ponad 60 proc. klientów może zmienić swoje decyzje zakupowe dzięki spersonalizowanemu marketingowi (badania Millward Brown).

– Używamy takich technologii jak mapy ciepła, które pozwalają analizować zachowanie klienta, a przez to optymalizować układ sklepu i dostosowywać go do zaobserwowanych preferencji. Potrafią także zidentyfikować wiek oraz płeć naszych odbiorców. Najnowszą technologią, nad którą pracujemy, jest RFID, czyli radiowa metka elektroniczna, która z odległości kilku metrów pozwala nam zidentyfikować ubranie – wymienia wiceprezes LPP.

Platformy online, jak Amazon czy Zalando, wykorzystują możliwości, jakie daje sztuczna inteligencja, aby pomóc w uzyskaniu precyzyjnych wyników wyszukiwania produktów. Dzięki temu wyświetlane wirtualne witryny sklepowe są dostosowane do indywidualnych klientów, w oparciu o ich unikalne preferencje. W sklepach stacjonarnych podobne możliwości dają nowe technologie – pozwalają sprawdzić, jakim towarem zainteresowany jest dany klient, jaka ekspozycja przyciągnęła jego uwagę, co bierze do przymierzalni, a co z tego kupuje.

– W przyszłości planujemy uruchamiać inteligentne przymierzalnie, czyli metaforę strony internetowej. Przymierzalnia rozumie, kto do niej wchodzi, co wnosi i zaczyna podpowiadać: „z tą sukienką najlepiej komponuje się ten sweter, te szpilki, przymierz je”. Jeżeli nie pasuje rozmiar, wskaże, jakie inne rozmiary dostępne są w danym sklepie. Wówczas klient poprzez naciśnięcie przycisku będzie mógł przywołać sprzedawcę, który dostarczy mu pożądany towar. To są technologie, które kiedyś były dostępne w e-commerce. Cała rewolucja fashion tech dąży do tego, żeby wyrównać szanse pomiędzy handlem w internecie a handlem w sieci stacjonarnej – podkreśla Kujawa.

Nowe technologie pozwalają także lepiej zarządzać asortymentem. Dzięki dokładnej analizie sprzedaży, LPP do każdego sklepu dobiera odpowiedni towar. To zaś przekłada się na większy koszyk zakupowy i wyższy zysk. Firma stawia też na wielokanałowość (omnichannel), która zwiększa satysfakcję klienta – w przypadku braku danej rzeczy w sklepie stacjonarnym klient może od razu zamówić ją z e-sklepu lub produkt zakupiony online zwrócić lub wymienić w jednym z 1 700 salonów.

– W salonach mamy 6 000 smartfonów, na których mobilna aplikacja pozwala nam monitorować stan towaru i nim zarządzać, a przy tym szybciej dostarczyć klientowi informacje, o które prosi. Strategią naszej firmy jest wykorzystanie wielu kanałów – dzięki podejściu omnichannel jesteśmy w stanie dać naszym klientom więcej możliwości. Klienci w sklepach mogą obejrzeć towar. Jeżeli go nie ma, możemy dzięki aplikacji bardzo łatwo skierować ich do sklepu internetowego, zamówić towar. Dzięki temu powiększamy nasze magazyny salonowe o to, co jest w internecie – relacjonuje Piotr Zyziuk, eneterprise architect w LPP.

Takie rozwiązanie zmniejszy ryzyko, że klient poszuka niedostępnego towaru w konkurencyjnej sieci. Nowe technologie i lepiej dopasowana dzięki nim oferta sprawiają, że klienci chętniej wracają do danego sklepu.

– Inwestujemy w sprzęt, budowę infrastruktury. Dodatkowo kupujemy np. drukarki mobilne do drukowania etykiet i smartfony, na których możemy uruchamiać aplikację. Okazuje się, że koszty budowy infrastruktury Wi-Fi i zakupu sprzętu są niższe w porównaniu do korzyści, jakie mamy poprzez lepsze zarządzanie towarem. Jesteśmy w stanie lepiej alokować produkty do naszych sklepów i dopasować asortyment do oczekiwań naszych klientów, zwiększając przy tym skuteczność sprzedaży – podkreśla Piotr Zyziuk.

Polska branża kosmiczna rośnie w siłę. W Polsce powstaną podzespoły do satelitów i statków kosmicznych

Jeszcze do niedawna o przemyśle kosmicznym w Polsce mówiło się z przymrużeniem oka. Obecnie sektor ten jest dla polskiego przemysłu zupełnie realny – ocenia Bartłomiej Płonka, prezes Śląskiego Centrum Naukowo-Technologicznego Przemysłu Lotniczego. Polskie firmy są coraz bardziej aktywne w branży kosmicznej, a opracowywane przez nie technologie wykorzystują światowi giganci. W Polsce powstaną m.in. podzespoły do satelitów i statków kosmicznych. Zakłada to umowa podpisana przez Śląskie Centrum Naukowo-Technologiczne Przemysłu Lotniczego z Thales Alenia Space, światowym liderem technologii kosmicznych.

Śląskie Centrum Naukowo Technologiczne Przemysłu Lotniczego (SCNTPL) podpisało umowę partnerską z Thales Alenia Space, czyli światowym liderem technologii kosmicznych. Współpraca trwała już kilka lat, umowa jest jej zwieńczeniem i zakłada m.in., że w Polsce będą budowane podzespoły do satelitów i statków kosmicznych.

– Umowa ma kilka wymiarów. Po pierwsze, transfer istniejących technologii strukturalnych z Francji do Polski. Będziemy również rozwijać produkcję w Polsce pod marką SCNTPL. I, co najważniejsze, będziemy wspólnie pracować nad rozwojem przyszłych technologii strukturalnych. Wraz z umową strategiczną podpisaliśmy pierwsze zamówienie na pierwsze elementy struktur satelitarnych, które będą na orbicie okołoziemskiej już w przyszłym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-Loic Galle, prezes zarządu Thales Alenia Space.

SCNTPL i TAS zaplanowały rozwijać wspólne inicjatywy, które mają na celu badanie, rozwój i produkcję konstrukcji satelitarnych.

– Polska ma dużą determinację, by rozwijać przemysł kosmiczny. Chce być częścią europejskiej wspólnoty kosmicznej. Europejska Agencja Kosmiczna podjęła inicjatywę skierowaną do nowych państw członkowskich i Polska jest jej częścią. Po drugie, Polska ma bardzo utalentowanych inżynierów, jest również bardzo konkurencyjna, jeżeli chodzi o rozwój i produkcję części mechanicznych dla satelitów – tłumaczy Jean-Loic Galle.

Eksperci podkreślają, że polskie firmy coraz częściej zostają wykonawcami elementów urządzeń wykorzystywanych w misjach kosmicznych. Taka umowa, jak ta podpisana przez TAS z SCNTPL, to szansa na rozwój dla wielu polskich firm.

– Do niedawna o przemyśle kosmicznym w Polsce mówiło się z przymrużeniem oka. Podpisanie umowy świadczy o tym, że ten sektor jest dla polskiego przemysłu zupełnie realny i do osiągnięcia. To dla nas wyzwanie, ale też krok milowy w rozwoju firmy i naszych kompetencji – ocenia Bartłomiej Płonka. –Współpracujemy nie tylko z Thales Alenia Space, lecz także zapraszamy do tej bilateralnej współpracy innych polskich przedsiębiorców czy instytucje naukowe i kooperujemy razem, żeby opracować nowoczesne materiały dla lotnictwa i przemysłu kosmicznego.

W Polsce przemysł kosmiczny dynamicznie rośnie od momentu przystąpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. Krajowe firmy otrzymały od tego czasu finansowanie w wysokości kilkudziesięciu milionów euro, co stanowiło silny impuls do rozwoju. Polski sektor kosmiczny rośnie w siłę. Jeszcze dwa lata temu na rynku istniało blisko 30 firm, które same identyfikowały się z branżą kosmiczną. Obecnie jest ich już ponad 300, a tylko w ubiegłym roku Polacy złożyli skutecznie ponad 171 aplikacji do Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Polscy naukowcy są też coraz bardziej aktywni. Ostatnim sukcesem polskiego przemysłu był udział w misji NASA InSight gdzie firma Astronika zbudowała unikatowe urządzenie w skali światowej do penetracji powierzchni Marsa – Kret HP3.

– Polska jest nowym graczem na rynku kosmicznym, więc doświadczenie lokalnych firm nie jest zbyt duże. Minie sporo czasu, zanim jakaś polska firma będzie w stanie samodzielnie zbudować satelitę. Jesteście na początku długiej drogi, ale jestem przekonany, że polskie firmy uczą się bardzo szybko i będą w stanie uczestniczyć w programie europejskim, skierowanym zarówno do klientów instytucjonalnych, jak i komercyjnych. Mogą się – tak jak SCNTPL – również stać częścią globalnego łańcucha dostaw dla takiej firmy jak Thales Alenia – wskazuje Jean-Loic Galle.

Mimo dynamicznego rozwoju sektora kosmicznego Polska wciąż przeznacza na niego bardzo niewiele – około 0,01 proc. PKB. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych i Rosji jest to ok. 0,25 proc. PKB. Powoli zaczyna się to jednak zmieniać, głównie dzięki przyjętej Polskiej Strategii Kosmicznej. Dokument zakłada, że do 2030 roku obroty rodzimych firm z tego sektora mają wynosić co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów całej tej branży w Europie. Rodzime firmy mają być bardziej konkurencyjne i w większym stopniu uczestniczyć w programach kosmicznych.

– Przychodzą lepsze czasy, a w Polsce tym bardziej, ponieważ znamy strategię odpowiedzialnego rozwoju premiera Morawieckiego, już funkcjonuje strategia dla polskiego sektora kosmicznego, jest opracowywany specjalny polski program dla sektora, więc myślę, że to wszystko ma na celu, żeby wspierać ten sektor – przekonuje Bartłomiej Płonka.

Mocny dolar nadal ciąży walutom z koszyka EM

W ostatnich dniach głównym czynnikiem osłabiającym popyt na bardziej ryzykowne aktywa jest sytuacja we Włoszech, gdzie brak zdolności uformowania rządu (przy narastającym konflikcie z prezydentem) może skutkować przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi (prasa włoska spekuluje, że mogą one przypaść na wrzesień). Te zaś mogłyby pokazać jak Włosi widzą swoje miejsce w EZ, bowiem przebiegałyby zapewne pod znakiem pozostania bądź opuszczenia przez kraj strefy euro. Zamieszanie wokół trzeciej gospodarki krajów wspólnoty, gdzie do głosu dochodzą eurosceptycy, budzi niepokój o ewentualne opuszczenie strefy euro przez Włochy. Na tę chwilę Włosi są podzieleni, czy chcą korzystać ze wspólnej waluty. Ich poparcie dla tego projektu to tylko 45% i jest ono najniższe wśród wszystkich krajów według badania Komisji Europejskiej z grudnia ub.r. Na rynku widać więc podwyższoną awersję do ryzyka, która negatywnie wpływa na waluty EM oraz ciąży europejskim giełdom.

Dolara względem euro wspiera ponadto polityka pieniężna prowadzona przez amerykańską Rezerwę Federalną, która mocno kontrastuje z postawą EBC. Gospodarka strefy euro wyhamowała wzrost i to jeszcze przed ujawnieniem się politycznych problemów Włoch. Jak pokazały ostatnie publikacje zbiorczy indeks PMI aktywności gospodarczej dla strefy euro spadł do poziomu najniższego od 1,5 roku, zaś dla Niemiec okazał się najsłabszy od 20 miesięcy. Tymczasem Fed, przy rozwijającej się w przyzwoitym tempie gospodarce najprawdopodobniej podniesie w tym roku koszt pieniądza jeszcze co najmniej dwa razy, co fundamentalnie tłumaczy siłę dolara względem głównych walut.

Najprawdopodobniej walutę naszą „chronią” oczekiwania na wyższe odczyty inflacyjne z Polski. Rynek spodziewa się, że środowe dane pokażą wzrost indeksu CPI o blisko 2,0% r/r z 1,6% miesiąc wcześniej. W ocenie ekonomistów majowy wynik będą pchały w górę nieuwzględnione w odczycie inflacji za kwiecień rosnące cen ropy naftowej na świecie (80 USD za baryłkę Brent) oraz słaby złoty. Choć majowe (wstępne) dane inflacyjne zapewne nie będą wystarczające, aby RPP zaostrzyła swoje mocno gołębie nastawienie w polityce monetarnej, to jednak stanowić mogą wsparcie dla złotego, choć zapewne krótkotrwałe.

Wykres dnia: Rosnąca na świecie awersja do ryzyka nasila popyt na bezpieczne aktywa. Poniżej rynkowy indeks „strachu” VIX na tle umacniającego się franka szwajcarskiego do euro (linia niebieska, p.oś, odwr.).

Rosnąca na świecie awersja do ryzyka nasila popyt na bezpieczne aktywa
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Szwecja oskarża uchodźcę z Tybetu o szpiegostwo dla Chin

Szwedzkie władze oskarżyły 49-letniego Dorjee Gyantsana, podającego się za sympatyka niepodległości Tybetu, o szpiegowanie tybetańskich uchodźców na rzecz chińskiego rządu. Mężczyzna uczestniczył w spotkaniach poświęconych niepodległości Tybetu, a podczas wizyty Dalajlamy w Norwegii zgłosił się do radiostacji Głos Tybetu, oferując swoją pomoc.

Według aktu oskarżenia Gyantsan, który pochodzi z Tybetu, a mieszka na przedmieściach Sztokholmu, gromadził informacje o sytuacji życiowej, relacjach rodzinnych i spotkaniach tybetańskich uchodźców i dysydentów. Następnie przekazywał te dane chińskim służbom m.in. na spotkaniach w Polsce i Finlandii. Gyantsan przybył do Szwecji jako uchodźca w 2002 r., mieszkał przez pierwsze pięć lat w środkowej Szwecji, a następnie przeprowadził się do Sztokholmu, gdzie został przyjęty do społeczności tybetańskiej.

Adwokat Gyantsana poinformował, iż jego klient zaprzecza oskarżeniom. Prokurator państwowy Mats Ljungqvist stwierdził zaś w rozmowie z „Dagens Nyheter”, że jest to klasyczny przykład szpiegostwa wśród uchodźców.

Na podstawie aktu oskarżenia, złożonego w sądzie okręgowym w południowym Sztokholmie, Gyantsanowi zarzuca się szpiegostwo w okresie od lipca 2015 r. do lutego 2017 r. oraz przyjęcie przynajmniej raz gotówki jako wynagrodzenia – w wysokości 6000 USD, przekazanej w opakowaniu na lekarstwa.

Gyantsan został aresztowany w lutym 2017 r., ale zwolniono go po kilku tygodniach. Grozi mu kara do 4 lat więzienia. Szwedzka służba bezpieczeństwa SAPO inwigilowała go od 2010 r.

Przewodnicząca liczącej 140 osób wspólnoty tybetańskiej w Szwecji, Jamyang Choedon, powiedziała, że była zszokowana informacją, że potężna KPCh jest zainteresowana tak małą grupą Tybetańczyków w Szwecji.

Ostatni tego rodzaju przypadek szpiegostwa odnotowano w Szwecji w 2009 r., kiedy sąd skazał szwedzkiego obywatela ujgurskiego pochodzenia na 16 miesięcy więzienia za zbieranie informacji o swoich byłych rodakach w Szwecji, Norwegii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych na rzecz chińskiej służby wywiadowczej.

Źródło: „The New York Times” z 12.04.2018 r. (na podstawie publikacji „Dagens Nyheter” i „Aftonbladet”).

Szef niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji ostrzega przed chińskimi inwestycjami

Szef niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji, służby bezpieczeństwa i kontrwywiadu Hans Georg Maassen na spotkaniu z dziennikarzami ostrzegł przed ryzykiem, jakie dla bezpieczeństwa niosą chińskie bezpośrednie inwestycje w sektor wysokich technologii w Niemczech i ogólnie w Europie.

Poinformował, że jego agencja zauważyła korelację między chińskimi cyberatakami a przejęciem niemieckich firm technologicznych przez chińskie firmy. Niemieccy kontrwywiadowcy byli zdezorientowani, kiedy odnotowali redukcję chińskich działań cyberprzestępczych w 2016 r. Zorientowali się jednak szybko, że te operacje zostały zastąpione przez „legalne metody” – takie jak bezpośrednie przejęcia niemieckich firm high-tech przez podmioty chińskie. Powodem tych przejęć było uzyskanie dostępu do niemieckiego know-how.

Jego zdaniem szpiegostwo przemysłowe w cyberprzestrzeni nie jest już potrzebne, bowiem jedna strona może wykorzystywać liberalne regulacje ekonomiczne, aby zakupić firmy, a następnie przystąpić do ich „wypatroszenia”, swoistej „kanibalizacji” i uzyskać w ten sposób dostęp do know-how. Zauważył, iż Niemcy nie sprzeciwiają się inwestycjom zagranicznym i wolnemu przepływowi kapitału, łącznie z chińskim.

Dodał jednak, że pewne bezpośrednie inwestycje w określone technologie mogą zagrozić bezpieczeństwu wewnętrznemu. Maassen wymienił kilka przykładów, w tym przejęcie niemieckiej firmy Kuka zajmującej się robotyką przez chińskiego inwestora w 2016 r. Ponadto w ciągu ostatnich kilku miesięcy chińskie firmy podjęły próbę zakupu udziałów operatora niemieckiej sieci energetycznej 50 Hertz, producenta samochodów Daimlera i Cotesa, niemieckiego producenta z branży lotniczej.

Maassen ujawnił, iż Niemcy, Francja i Włochy naciskają na Brukselę, aby zaktualizowała i zmodernizowała swoje procedury kontroli zagranicznych przejęć tych firm, które zajmują się produkcją i sprzedażą „wrażliwych technologii”. Nowy unijny mechanizm kontroli powinien funkcjonować z końcem 2018 r.

Źródło: intelNews.org z 12.04.2018 r.

Były dyrektor CIA ujawnia, iż armia USA w Syrii zabiła 200 Rosjan

Były dyrektor CIA Mike Pompeo, który niedawno został mianowany sekretarzem stanu USA, potwierdził dane z raportu z lutego 2018 r., iż wojska USA zabiły w Syrii ponad 200 żołnierzy rosyjskich. Według źródeł Pentagonu do starcia zbrojnego doszło 7 lutego 2018 r., kiedy 500 żołnierzy reżimu Asada przekroczyło Eufrat i weszło na terytorium syryjskie kontrolowane przez Kurdów na północny zachód regionu Deir al-Zour. Kurdowie zostali wsparci przez żołnierzy USA, artylerię i myśliwce, które wykonały uderzania na wojska syryjskie. Amerykanie oceniają, że śmierć poniosło ok. 100 żołnierzy, a 200–300 zostało rannych. Później liczba ta wzrosła do kilkuset zabitych.

Na konferencji prasowej, która miała miejsce tuż po starciach, sekretarz obrony James Mattis odmówił komentarza, ponieważ strona amerykańska prowadziła z Rosjanami rozmowy na temat tego, co się wydarzyło.

Jednak 12 kwietnia 2018 r. M. Pompeo, na przesłuchaniu przed komisją senacką jako kandydat na sekretarza stanu, potwierdził, iż Rosjanie w regionie Deir al-Zour stracili kilkuset żołnierzy. Oświadczył, iż administracja Trumpa podtrzymuje twardą linię wobec Rosji.

Nawiązując do wydalenia 60 rosyjskich dyplomatów ze Stanów Zjednoczonych, które ostatnio miało miejsce, Pompeo stwierdził, że „w Syrii kilka tygodni temu Rosjanie spotkali swój miecz. Zginęło kilkuset Rosjan”.

Komentarz Pompeo został odebrany przez media jako potwierdzenie przez wysokiego rangą urzędnika rządu USA incydentu w Deir al-Zour, który dotychczas pozostawał tajemnicą. Pompeo powiedział też m.in., że Kreml „jeszcze nie otrzymał pełnego przesłania o determinacji USA, by zablokować agresję Rosji. Musimy dalej nad tym pracować”.

Źródło: intelNews.org z 13.04.2018 r.

Aktywność szpiegowska Rosji zmusza USA do zatrudniania emerytowanych rosyjskich oficerów wywiadu

Reporter Jeff Stein w artykule opublikowanym w magazynie „Newsweek” stwierdza, iż wzrost aktywności rosyjskich służb wywiadowczych na terenie USA zmusił amerykańskie agencje wywiadowcze do ponownego zatrudniania emerytowanych rosyjskich specjalistów, którzy w różnych okresach przeszli na stronę Amerykanów. Jego zdaniem po zatruciu Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii rosyjscy uciekinierzy mieszkający w USA z niepokojem myślą o swoim bezpieczeństwie osobistym.

Nie podając jego danych, Stein zacytował jednego z takich uciekinierów, który utrzymuje, iż rosyjskim służbom byłoby łatwo odnaleźć Rosjan w USA, gdyby były naprawdę zdeterminowane. Zwykle służy im do tego śledzenie e-maili, SMS-ów lub rozmów telefonicznych do znajomych lub krewnych w Rosji. Niekiedy członkowie rodzin uciekinierów mogą być śledzeni przez wywiad rosyjski podczas wizyty w USA.

To samo źródło ujawniło, że aktywność rosyjskiego wywiadu została odnotowana przez amerykański kontrwywiad nadzorujący dzielnice, w których przebywają rosyjscy uciekinierzy. Aby stawić czoła „wzrostowi aktywności rosyjskiej w ciągu ostatnich dwóch lat”, FBI i CIA ponownie zatrudniają emerytowanych specjalistów rosyjskich oraz oficerów specjalizujących się w problematyce Rosji. Emerytowani oficerowie CIA, z którymi rozmawiał Stein, nie wykluczyli, iż rosyjski wywiad przeprowadzi „mokre operacje” na amerykańskim terenie.

CIA i FBI, poproszone o komentarz w tej sprawie, odmówiły odpowiedzi.

Źródło: „Newsweek” z 1.04.2018 r.

Od pierwszych szkiców Toyoty FT-1 do nowej Supry

Kilka lat temu Kevin Hunter i jego zespół ze studia Calty Design Research dla rozrywki narysowali kilka szkiców. Był to skromny początek jednego z najbardziej ekscytujących samochodów Toyoty ostatnich lat – konceptu FT-1, który szybko awansował do roli auta zapowiadającego powrót legendarnej Supry.

Kevin Hunter niedawno odwiedził Australię i w wywiadzie dla portalu motoring.com.au opowiedział więcej o początkach wciąż oczekiwanej, nowej Supry. Wraz z zespołem Calty Design Research narysowali je dla przyjemności, jednak kiedy już powstały, nie można było ich tak po prostu schować do szuflady.

Toyota FT-1 – entuzjazm od pierwszego wejrzenia

Szkice szybko zaczęły żyć własnym życiem – zainspirowały władze Toyoty do stworzenia koncepcyjnego supersamochodu FT-1, który stanowił pierwszą przymiarkę do reaktywacji jednego z najsłynniejszych sportowych modeli – Toyoty Supry. FT-1 Concept stał się dla nowej Supry podstawą pod względem designu i rozwiązań technicznych.

„Stworzyliśmy FT-1 z niczego. Nie dostaliśmy na niego nawet zlecenia z centrali Toyoty. To był nasz pomysł, który przedstawiliśmy zarządowi, żeby spróbować przywrócić Suprę do oferty Toyoty. Nie nazywaliśmy jej wtedy Supra. W tamtym czasie naprawdę mówiliśmy o niej FT-1. Jednak Supra miała być ostatecznym celem naszej pracy” – powiedział Hunter. – „Pokazaliśmy szkice mojemu szefowi w Japonii, który odpowiada za design Toyoty. Projekty mu się spodobały i dał nam zielone światło. Zrobiliśmy kilka poprawek i przedstawiliśmy projekt Akio Toyodzie, prezydentowi Toyoty. Współpracowaliśmy nawet z twórcami gry Gran Turismo, żeby mógł się nim przejechać. Wtedy pan Toyoda powiedział – zróbmy prototyp. Byliśmy bardzo szczęśliwi, to była w końcu nasza inicjatywa”.

Toyota FT-1 sensacją 2014 roku

Wkrótce projekt nabrał rozmachu. Czerwony koncept FT-1 wywołał sensację na targach w Detroit 2014, a kilka miesięcy później w Monterey Jet Center w Kalifornii Toyota pokazała jego kolejną wersję w stalowym kolorze, z wnętrzem przeprojektowanym w stylu pojazdów superbohaterów. Nazwa Supra została oficjalnie użyta po raz pierwszy podczas tegorocznych targów w Genewie, kiedy świat ujrzał GR Suprę Racing Concept. Prawdopodobnie w przyszłym roku w ślad za nim pojawi się długo oczekiwany samochód produkcyjny, który przywróci na rynek nazwę Supra.

Toyota GR Supra Racing

GR Supra Racing Concept to lekki, dwudrzwiowy samochód wyścigowy z napędem na tylną oś i silnikiem z przodu. Auto ma obniżone zawieszenie, wyczynowy układ wydechowy, wyścigowe koła BBS z oponami Michelin oraz hamulce z zaciskami i tarczami Brembo Racing. Rozwinięciem skrótu GR jest Gazoo Racing – wyczynowy zespół Toyoty, odpowiedzialny za udział marki w rajdach i wyścigach na całym świecie. Nowa Supra powstaje we współpracy z BMW, a jego bliźniaczym modelem będzie nowa generacja Z4.

Murapol nie skorzysta z opcji zakupu udziałów w spółce Widzew Łódź S.A.

Z dniem 31 maja br. wygasa opcja zakupu 79% udziałów w spółce Widzew Łódź S.A. (klubie piłkarskim Widzew Łódź) dla Murapol S.A.

Spółka informuje, że opcja ta nie została aktualnie wykonana z uwagi na jej plany związane z IPO. Murapol przy tym pragnie podkreślić, iż wysoko ocenia dotychczasową współpracę sponsoringową z tym szanowanym Klubem, którą pragnie kontynuować.

Powodem decyzji Murapolu są prace przygotowujące Spółkę do debiutu na giełdzie warszawskiej i w tym kontekście potrzeba reorganizacji Spółki w kierunku klasycznego dewelopera, ograniczającego ryzyko dywersyfikacji działalności poza działalność podstawową.

Majątek wspólny małżonków w upadłości konsumenckiej

Problem majątku wspólnego małżonków w przypadku ogłoszenia upadłości jednego z nich nie jest dostatecznie uregulowany w ustawodawstwie polskim. Niejasne przepisy rodzą liczne problemy interpretacyjne, z którymi coraz częściej mierzą się sądy upadłościowe. Rozwiązanie tego problemu jest istotne dla małżonków tych dłużników, którzy rozważają złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, oraz dla wierzycieli upadłego. Nie ma bowiem dzisiaj pewności, czy w przypadku ogłoszenia upadłości przez jednego z małżonków ich majątek wspólny zostanie zaliczony do masy upadłości w całości czy tylko w udziale.

Domyślnym ustrojem majątkowym w małżeństwie jest wspólność ustawowa. Powstaje ona
z mocy ustawy z chwilą zawarcia małżeństwa. Wspólność ta obejmuje przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). Przedmioty majątkowe nieobjęte wspólnością ustawową należą do majątku osobistego każdego z małżonków, a ich katalog zamknięty można znaleźć w art. 33 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego[1] (dalej: k.r.o.).

W przypadku ogłoszenia upadłości konsumenckiej jednego albo obojga małżonków mogą pojawić się istotne problemy przy interpretacji przepisów o stosunkach majątkowych małżeńskich. Praktyka prowadzenia postępowań upadłościowych pokazuje, że najtrudniejsze jest ustalenie składu masy upadłości upadłego małżonka. Przepisy są niespójne, a ich interpretacje – różne. Nic dziwnego, że w orzecznictwie pojawiają się rozbieżności.

Zgodnie z art. 124 ust. 1 ustawy Prawo upadłościowe[2] (dalej: p.u.) z dniem wydania postanowienia o ogłoszeniu upadłości wobec jednego z małżonków powstaje pomiędzy nimi przymusowa rozdzielność majątkowa, o której mowa w art. 53 § 1 k.r.o. Podział majątku, który w całości wchodzi do masy upadłości upadłego, jest niedopuszczalny. Małżonek upadłego może dochodzić w postępowaniu upadłościowym należności z tytułu udziału w majątku wspólnym, jeśli zgłosi wierzytelność sędziemu-komisarzowi.

Umiejscowienie art. 124 p.u. w części pierwszej ustawy, tj. w przepisach ogólnych
o postępowaniu upadłościowym i jego skutkach, nie zaś w jej części trzeciej, tytule piątym, który opisuje postępowania upadłościowe wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, rodzi istotne problemy interpretacyjne. Choć przepis ten normuje sytuacje odnoszące się wprost do stosunków małżeńskich, nie jest bowiem oczywiste, czy intencją ustawodawcy było (i jest), aby w taki właśnie sposób uregulować stosunki majątkowe małżonków powstałe w sytuacji, w której wobec jednego z nich została ogłoszona upadłość konsumencka.

Aby lepiej zrozumieć problem, należy sięgnąć do art. 4912 ust. 1 p.u., który mówi, że
w sprawach nieuregulowanych w tytule dot. postępowań upadłościowych wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej przepisy o postępowaniu upadłościowym stosuje się odpowiednio. Przepis ten wskazuje szereg wyłączeń, wśród których nie znajduje się art. 124 ust. 1 p.u. Odpowiednie zaś stosowanie danego przepisu oznacza możliwość jego zastosowania wprost (czyli beż żadnych modyfikacji), stosowanie go z modyfikacjami uwzględniającymi specyfikę regulowanej materii albo niestosowanie go
w ogóle. Odpowiednie zastosowanie więc znajdą w tym przypadku przepisy dotyczące zarówno postępowania o ogłoszenie upadłości, jak i postępowania upadłościowego –
z modyfikacjami wymuszonymi innym podmiotem postępowania i jego innym celem[3].

Istota sporu sprowadza się do tego, w jaki sposób należy właściwie interpretować wyraz „odpowiednio” użyty w przywołanym przepisie. O ile w doktrynie nie budzi wątpliwości, że nie da się w ogóle wyłączyć stosowania art. 124 ust. 1 p.u. do upadłości konsumenckiej, o tyle pojawiają się różne stanowiska co do tego, czy przez „odpowiednie” stosowanie art. 124 ust. 1 p.u. należy rozumieć stosowanie go wprost, czy z modyfikacjami. Rozwiązanie tego sporu jest niezwykle istotne – od tego, co wchodzi w skład masy upadłości, zależy bowiem stopień zaspokojenia wierzycieli.

Zgodnie z celem postępowania upadłościowego prowadzonego wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, wyrażonym w art. 2 ust. 2 p.u., postępowanie to należy prowadzić tak, aby w pierwszej kolejności umożliwić umorzenie zobowiązań upadłego, a w dalszej – zaspokoić roszczenia wierzycieli w jak najwyższym stopniu. O ile skład masy upadłości (szczególnie przy bardzo wysokich dysproporcjach pomiędzy masą
a zobowiązaniami upadłego) nie ma istotnego wpływu na przyszłe oddłużenie upadłego, o tyle wierzyciele są bardzo zainteresowani tym, aby ten skład był jak największy, bowiem od tego właśnie zależy stopień ich ewentualnego zaspokojenia. Z drugiej strony, zarówno małżonkowi, jak i najbliższej rodzinie upadłego zależy na tym, aby zachować jak najwyższy udział w majątku wspólnym, dlatego będą żywotnie zainteresowani tym, aby do masy upadłości upadłego wpłynęło jak najmniej z majątku wspólnego.

W komentarzach do prawa upadłościowego przeważa pogląd, iż art. 124 ust. 1 zd. 2 u.p.
w upadłości konsumenckiej powinien być stosowany wprost. Takie stanowisko reprezentują m.in. P. Zimmerman[4], R. Adamus[5] i S. Gurgul[6]. Odmienne zdanie w tej kwestii wyraził C. Zalewski, wg którego „w upadłości konsumenckiej nie ma zastosowania art. 124 ust. 1 zd. 2 pu, w efekcie w skład masy upadłości wchodzi jedynie udział we wspólnym majątku małżonków, nie zaś cały majątek dorobkowy małżonków”[7].

Na gruncie obowiązujących regulacji prawnych pogląd sędziego Zalewskiego wydaje się odosobniony i dyskusyjny, także w kontekście intencji ustawodawcy wyrażonych w projekcie ustawy o upadłości konsumenckiej[8], w którym nie przewidywano w ogóle odpowiedniego stosowania do niej przepisów ogólnych o postępowaniu upadłościowym. W projekcie wyliczono natomiast wszystkie przepisy, które nie mogą byś stosowane w postępowaniu upadłościowym prowadzonym wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Wśród tych przepisów nie ma art. 124 ust. 1 p.u.

Zgodnie z art. 49111 ust. 1 p.u. wątpliwości co do tego, które z przedmiotów należących do upadłego wchodzą w skład masy upadłości, rozstrzyga sędzia-komisarz na wniosek syndyka lub upadłego. Należy zatem przyjąć, że dopóki taki wniosek do sędziego-komisarza nie wpłynie, nie powinien on podejmować w tym zakresie żadnych postanowień. Skład masy upadłości ustala więc syndyk przez sporządzenie spisu inwentarza oraz spisu należności, zgodnie z art. 69 ust. 1 i nast. p.u.

Wydając postanowienie w trybie art. 49111 ust. 2 p.u., sędzia-komisarz winien brać pod uwagę cel ustawy, wyrażony we wspomnianym art. 2 ust. 2 p.u. Powinien zatem nie tylko umożliwić umorzenie zobowiązań upadłego niewykonanych w trakcie postępowania upadłościowego, lecz również dążyć do zaspokojenia roszczeń wierzycieli w jak najwyższym stopniu.

Prowadzi to do wniosku, że do czasu uchwalenia nowych przepisów regulujących w sposób niebudzący wątpliwości kwestię składu masy upadłości upadłego małżonka w odniesieniu do majątku wspólnego małżonków, należy przychylić się do stanowiska zakładającego stosowanie w upadłości konsumenckiej art. 124 ust. 1 zd. 2 u.p. wprost.

[1] Ustawa z dnia 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (tj.: Dz.U. 2017 poz. 682 ze zm.).

[2] Ustawa z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe (tj.: Dz.U. 2017 poz. 2344 ze zm.).

[3] P. Zimmerman, Prawo upadłościowe. Prawo restrukturyzacyjne. Komentarz, Wydawnictwo CH Beck, 2016 r., System Informacji Prawnej Legalis.

[4] P. Zimmerman, Prawo upadłościowe. Prawo restrukturyzacyjne. Komentarz, komentarz do art. 4912 p.u., Wydawnictwo CH Beck, 2016 r., System Informacji Prawnej Legalis (nb. 15).

[5] A. Adamus, Prawo upadłościowe. Komentarz, komentarz do art. 124 p.u., Wydawnictwo CH Beck, 2016 r., System Informacji Prawnej Legalis (nb. 5).

[6] S. Gurgul, Prawo upadłościowe. Komentarz, komentarz do art. 4912 p.u., Wydawnictwo CH Beck, 2016 r., System Informacji Prawnej Legalis (nb. 3).

[7] C. Zalewski, Skutki ogłoszenia upadłości konsumenckiej małżonków, Monitor Prawniczy, nr 22/2015, System Informacji Prawnej Legalis, s. 1221.

[8] Druk sejmowy nr 556, Sejm VI kadencji, Warszawa, 20 lutego 2008 r., dostępne w Internecie: http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/55C995D573F814F9C12574570041EB05?OpenDocument. Dostęp: 13 maja 2018 r.

Dobre otwarcie roku na rynku inwestycyjnym w Polsce i na świecie

Jak pokazuje raport JLL „Global Market Perspective”, inwestycje w nieruchomości komercyjne w I kwartale tego roku na świecie osiągnęły najlepszy od dekady rezultat. Ich wartość sięgnęła 165 mld USD, o 15% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, mimo m.in. mniejszej stabilności na giełdach.

Świetny początek roku zanotował region Azji i Pacyfiku, wzrosty zanotował rynek amerykański. Również solidne otwarcie zaliczyła Europa, gdzie szczególnie warto zanotować wzrost wartości transakcji w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

„Dobry wynik za pierwszy kwartał i zadowalająca kondycja globalnej gospodarki sprawiają, że światowe rynki są dobrej drodze do kolejnego solidnego roku. Można się spodziewać niewielkiego spadku całkowitych wolumenów na koniec 2018 r., co będzie spowodowane poszukiwaniem alternatywnych sposobów inwestowania w rynek nieruchomości. Na znaczeniu coraz bardziej zyskuje m.in. finansowanie dłużne, czy fuzje i przejęcia. Nie zmienia to jednak faktu, że apetyty inwestorów są nadal duże. Dobre nastroje na światowych rynkach znajdują odzwierciedlenie również w polskim segmencie nieruchomości komercyjnych, gdzie wartość transakcji w I kw. wyniosła ok. 2 mld euro”, komentuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Rynek inwestycyjny w Polsce – sektor handlowy z kolejnym rekordem

W Polsce w I kwartale tego roku świetne rezultaty ponownie odnotował sektor handlowy, na który przypadły umowy kupna/sprzedaży o wartości ponad 1,7 mld euro, co było historycznie najlepszym otwarciem roku i znakomitą prognozą na koniec 2018.

„Biorąc pod uwagę liczbę i wartość toczących się transakcji oraz dostępność produktu, sektor handlowy ma szansę na wynik sięgający 3 mld euro w całym 2018 roku”, komentuje Agnieszka Kołat, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL.

Największą transakcją zamkniętą w ciągu trzech pierwszych miesięcy 2018 roku była sprzedaż przez ARES/AXA/Apollo Rida portfela 28 nieruchomości handlowych za około miliard euro na rzecz konsorcjum zarządzanego przez Griffin Real Estate. Z kolei największą pojedynczą transakcją był zakup Galerii Katowickiej przez malezyjski fundusz EPF od Meyer Bergman za nieujawnioną kwotę

W sektorze nieruchomości biurowych w Polsce dokonano trzech transakcji o łącznej wartości przekraczającej 120 mln euro. W pierwszym kwartale tego roku Globalworth powiększył swój portfel nieruchomości w Polsce o warszawski biurowiec Warta Tower (55 mln euro), hamburska firma Warburg-HIH Invest przejęła wrocławski biurowiec Pegaz (54 mln euro), a poufny najemca sfinalizował zakup biurowca BZ WBK, również we Wrocławiu.

W sektorze nieruchomości magazynowych, w rezultacie trzech umów kupna sprzedaży, wartość transakcji wyniosła ok. 100 mln euro. Prologis sprzedał część swojego portfela europejskiego – w tym jeden projekt w Sochaczewie – na rzecz ARES, lokalny deweloper Ideal Idea Formad sprzedał Park Idea Idea IV SBU w Warszawie na rzecz Segro, a Real Management sprzedało Good Point Puławska II firmie Hillwood.

Wraca problem frankowy

Strach przed przyszłością we Włoszech powoduje ucieczkę kapitału ze strefy euro. Jednym z kierunków jest frank szwajcarski, co z kolei powoduje, że kredytobiorcy znów otrzymali zimny prysznic. Ograniczenia dotacji dla Polski.

Strachu ciąg dalszy

W ramach strachu przed tym co może wydarzyć się we Włoszech pojawiła się groźba wyjścia ze struktur unijnych. O ile kraj o takich problemach z zadłużeniem być może faktycznie dobrze radziłby sobie z własną walutą to ilość turbulencji na rynkach związanych z takim procesem jest trudna do przewidzenia. Reakcją rynku jest ucieczka inwestorów do dolara i franka. Z tego właśnie powodu złoty traci do euro znacznie mniej niż do dolara czy franka. Dzisiaj od rana frank stracił już niemal 4 grosze. Nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców.

Komisja frankowa wraca do pracy

Wydawało się, że projekt pomocy frankowiczom jest już martwy. Obudzić go jednak mogły zbliżające się coraz szybciej wybory samorządowe. Kto bowiem nie chciałby się przypodobać ponad 500 tysiącom gospodarstw domowych? Warto zwrócić uwagę, że omawiane obecnie projekty są odgrzewaniem starych pomysłów. Są to zwroty nadmiernych marż lub przywrócenie tych kredytów do ich złotowych odpowiedników. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że przy kursie 3,75 zł przewalutowanie zobowiązania może być mało opłacalne przez uwzględnienie 10 lat wyższych stóp procentowych. W rezultacie jak tylko pojawią się wyliczenia tych projektów szybko powinno okazać się, że temat jest jednak mniej nośny niż się politykom wydaje.

Spadek dotacji dla Polski?

Zapowiadane są zmiany w nowej polityce spójności w Unii Europejskiej. Tego typu zmiany nie odbędą się prawdopodobnie bez strat dla Polski. Brzmi to strasznie warto jednak na to spojrzeć również w inny sposób. W 2004 roku nasze PKB na osobę było poniżej połowy średniej unijnej. Wedle prognoz w tym roku osiągnie 75%. Oznacza to, że owszem wciąż gonimy Europę, ale dystans wyraźnie się zmniejsza. Nie może zatem dziwić, że mniej pieniędzy popłynie do państw dobrze sobie radzących, a proporcjonalnie więcej będzie ratować południe kontynentu. Co ciekawe jak utrzymana zostanie obecna tendencja zmian PKB jeszcze w tej dekadzie polskie PKB przekroczy greckie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak oszczędzamy? Jak inwestujemy?

Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI
Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI

Oszczędzanie to jedna z najtrudniejszych umiejętności, której nabycie umożliwia jednak realizację zarówno celów krótkoterminowych, jak i tych oddalonych w czasie. Co ważniejsze – budowa tzw. ‘poduszki finansowej’ nie tylko daje gwarancję bezpieczeństwa w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń losowych, ale po przejściu na emeryturę stanowi też doskonałe uzupełnienie środków otrzymywanych z FUZ. Oszczędzanie nie jest jednak mocną stroną Polaków, na co wskazuje m.in. Narodowy Bank Polski, według którego aż 15 milionów osób nie oszczędza i nie planuje tego robić w przyszłości. Jednocześnie, według ekspertów Aforti Holding, dynamika budowy portfeli oszczędności – w zestawieniu z innymi krajami UE – pozostaje niesatysfakcjonująca.

Według danych rynkowych tylko ok. 16-20 proc. Polaków deklaruje comiesięczne odkładanie określonej kwoty. Co więcej – według Eurostatu (2016 rok) stopa oszczędności gospodarstw domowych wyniosła w Polsce zaledwie 4,4 proc. PKB, co było jednym z najgorszych wyników w całej Unii Europejskiej. Gorzej od nas wypadły jedynie: Litwa, Łotwa i Cypr. Zdecydowanie wyższe wartości osiągnęli z kolei nasi południowi sąsiedzi ze Słowacji oraz Czech, ale także Rumunia oraz Bułgaria, które w kategoriach ekonomicznych są mniej rozwinięte od Polski. Ciężko więc winy doszukiwać się w braku odpowiednich środków finansowych, skoro nawet obywatele biedniejszych albo porównywalnych – czyli również rozwijających się – gospodarek potrafią lepiej zarządzać budżetem domowym.

Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec 2017 roku zasoby finansowe Polaków wynosiły ok. 2 bilionów złotych, co oznacza, że od 2009 roku wzrosły dwukrotnie. Niestety spora część tych środków nie wypracowuje żadnego zysku, gdyż przechowywana jest w gotówce lub na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. W przysłowiowej „skarpecie” trzymamy 179 mld zł, a na kontach bankowych z zerową stopą zwrotu aż 452 mld zł, co sumarycznie daje kwotę 631 mld zł (31,6 proc. całości zasobów finansowych), która nie generuje zysków. Z punktu widzenia samych obywateli, przedsiębiorstw, jak też całej gospodarki, jest to sytuacja bardzo niekorzystna.

Analizy NBP wskazują jednocześnie, że w oprocentowanych instrumentach finansowych Polacy ulokowali na koniec 2017 roku ponad 300 mld zł. Najwięcej, bo aż 201 mld zł trafiło do Otwartych Funduszy Emerytalnych. Na kolejnych miejscach znalazły się: jednostki funduszy inwestycyjnych o wartości 134 mld zł, ubezpieczenia na życie o wartości 80 mld zł, a stawkę zamykały obligacje na kwotę 10 mld zł.

Według ekspertów AFORTI, Polacy – podobnie zresztą jak obywatele innych krajów UE – nadal pozostają nieprzekonani do aktywów charakteryzujących się nawet niewielkim poziomem ryzyka. W kwestii oszczędzania czy inwestowania wykazujemy się mocno konserwatywną postawą. Warto przy tym podkreślić, iż obligacje skarbowe nie dość, że są bardziej bezpieczne od lokat czy funduszy, to przy obecnej polityce monetarnej i sytuacji gospodarczej gwarantują wyższe stopy zwrotu.

Innym istotnym problemem w kontekście inwestycyjnych praktyk Polaków jest brak zainteresowania budowaniem oszczędności emerytalnych. Według danych rynkowych jedynie 10 proc. osób pracujących posiada dodatkowe konto emerytalne, z czego tylko 3 proc. regularnie je uzupełnia. W efekcie środki gromadzone na emeryturę stanowią niecałe 16 proc. naszych zasobów finansowych. Dla porównania – w przypadku obywateli Niemiec prywatne programy emerytalne stanowią 38 proc. oszczędności, a u Brytyjczyków aż 58 proc. Nic więc dziwnego, że sprawą zainteresowali się również rządzący krajem, implementując prywatne Pracownicze Plany Kapitałowe, które mają zastąpić należące do państwa OFE.

Jednocześnie analizy Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wskazują, że Polacy ulokowali 351 mld zł oszczędności w akcjach spółek, które nie są notowane na giełdzie. Co ciekawe, walorów przedsiębiorstw znajdujących się w publicznym obrocie Polacy posiadają ponad sześć razy mniej, bo jedyne 55 mld zł, a inwestorzy indywidualni odpowiadali w 2017 roku wyłącznie za 16 proc. obrotów na rynku głównym, wówczas gdy inwestorzy zagraniczni stanowili aż 53 proc, a instytucjonalni 31 proc.

O ile Polacy oszczędzają coraz więcej, to jednak w zestawieniu z innymi krajami UE dynamika budowy własnych portfeli oszczędności pozostaje niesatysfakcjonująca. Obawy budzi również skala środków pozostająca na nieoprocentowanych rachunkach bankowych oraz w gotówce, co nie sprzyja pomnażaniu własnych zasobów finansowych. Obserwując jednak rosnącą świadomość wśród obywateli oraz działania rządzących, ukierunkowane głównie na prywatne programy emerytalne, sytuacja będzie ulegać stopniowej poprawie. Pytaniem otwartym pozostaje czy owa „poprawa” zapewni bezpieczeństwo finansowe w kolejnych dekadach.

Enefit Green z grupy Eesti Energia przejmuje spółkę Nelja Energia

Zgodnie z podpisaną dziś umową, spółka energetyczna Eesti Energia stanie się właścicielem 100% udziałów w spółce Nelja Energia. Wartość transakcji wynosi 289 milionów euro. Ponadto Enefit Green przejmie zadłużenie Nelja Energia w wysokości 204 mln euro. Po przejęciu Nelja Energia Enefit Green zamierza nadal inwestować w rozwój produkcji energii odnawialnej w krajach regionu Morza Bałtyckiego.

Strategicznym celem Eesti Energia jest zwiększenie udziału energii elektrycznej produkowanej ze źródeł odnawialnych do 40% w portfelu produkcyjnym grupy do 2022 r. Cel ten będzie możliwy do osiągnięcia z jednej strony poprzez budowę nowych jednostek produkcyjnych, ale także przejęcie odpowiednich firm. Informacja o chęci sprzedaży Nelja Energia przez norweski Vardar, która pojawiła sie na początku roku, od razu wzbudziła nasze zainteresowanie, bo dostrzegliśmy w niej szansę na realizację naszej strategii –  powiedział Prezes Zarządu Eesti Energia Hando Sutter.

Sutter dodał także, że od kiedy rząd udzielił zgody Eesti Energia na wprowadzenie mniejszościowego udziału Enefit Green na giełdę w Tallinie, wszystkie zainteresowane osoby będą miały możliwość wzięcia udziału w rozwoju spółki w przyszłości. Eesti Energia udostępni dodatkowe informacje dotyczące pierwszej oferty publicznej, gdy tylko prace przygotowawcze osiągną odpowiedni poziom.

–  Posiadanie Nelja Energia w naszym portfelu uważamy za sukces, ale zgodnie ze strategią naszego właściciela wychodzimy z firm zlokalizowanych za granicą. Właściciele spółki Vardar postanowili skoncentrować się na energetyce wodnej w Norwegii i rozwoju produkcji energii w tym kraju. Ta umowa pomoże nam wdrożyć nową strategię powiedział Thorleif Leifsen, Prezes Vardar. 

Jak powiedział Aavo Kärmas, dyrektor zarządzający Enefit Green, dzięki przejęciu Nelja Energia Enefit Green staje się najszybciej rozwijającym się producentem energii odnawialnej w regionie Morza Bałtyckiego.

Energia odnawialna ma wspaniałą przyszłość i jesteśmy gotowi ją współtworzyć powiedział Kärmas. Dodał, że biorąc pod uwagę wielkość projektów rozwojowych Enefit Green i Nelja Energia w dziedzinie energii odnawialnej, istnieje wiele możliwości dalszej ekspansji. – Widzimy siebie w przyszłości w roli producenta energii odnawialnej w Estonii, Finlandii, na Łotwie, Litwie, a także w Polsce. We wszystkich tych krajach Eesti Energia również działa jako sprzedawca energii –  dodał dyrektor zarządzający Enefit Green.

Po przejęciu Nelja Energia, wolumen odnawialnej energii elektrycznej produkowanej przez Enefit Green wzrośnie istotnie od 0,4 TWh do ponad 1 TWh.

Ostateczne zatwierdzenie transakcji wymaga zgody estońskich, łotewskich i litewskich organów ds. konkurencji.

W 2017 r. Eesti Energia wyprodukowała łącznie 9 736 GWh energii elektrycznej, z czego 372 GWh zostały wyprodukowane przez spółkę Enefit Green zajmującą się energią odnawialną. Enefit Green posiada 4 farmy wiatrowe o łącznej mocy 111 MW, 3 elektrociepłownie w Estonii i na Łotwie, 1 elektrownię wodną, 1 elektrownię słoneczną. Jest także producentem energii odnawialnej z najbardziej zróżnicowanym portfelem źródeł energii w krajach bałtyckich. Firma produkuje przyjazną środowisku energię z wiatru, biomasy, wody, zmieszanych odpadów komunalnych i słońca.

Nelja Energia jest producentem energii odnawialnej w krajach bałtyckich. Jest właścicielem farm wiatrowe zlokalizowanych w Estonii i na Litwie. Całkowita moc 17 farm wiatrowych Nelja Energia wynosi 287 MW. Ponadto Nelja Energia ma mniejszościowy udział w dwóch kogeneracyjnych elektrociepłowniach biogazowych w Estonii. Firma posiada również fabrykę peletu i elektrociepłownię na Łotwie. W 2017 r. Nelja Energia wyprodukowała 0,8 TWh energii elektrycznej.

Vardar Eurus sprzedaje Enefit Green 77% akcji Nelja Energia. Pozostałe 23% akcji zostanie nabyte od inwestorów z Estonii.

Suma wszystkich strachów dla rynków wschodzących

Dane gospodarcze bez wpływu na rynek

Analizując zachowanie się rynków w maju można śmiało stwierdzić, że opublikowane w mijającym miesiącu dane gospodarcze pozostawały bez większego wpływu na zachowanie się giełdowych indeksów w kraju, jak i na rynkach zagranicznych. W połowie miesiąca GUS opublikował wstępne dane dotyczące tempa wzrostu polskiej gospodarki w I kwartale. Analitycy oczekiwali nieznacznego spowolnienia w stosunku do IV kwartału 2017, gdy PKB rosło w tempie 4,9%. Opublikowane dane okazały się być zaskakująco dobre, dynamika PKB wyniosła 5,1% r/r.  Do momentu publikacji finalnych danych, nie znamy rozbicia na części składowe, można jednak oczekiwać, że najsilniejszy wpływ na taką wartość miała konsumpcja prywatna. Dobrą sytuację polskiego konsumenta potwierdzają ostatnie dane o dynamice wynagrodzeń, która w kwietniu wyniosła 7,8% r/r. Przyzwoite odczyty zanotowała polska produkcja przemysłowa, której wzrost rok do roku wyniósł 9,3%. Nieco słabiej wypadła sprzedaż detaliczna, pomimo bardzo dobrych danych z rynku pracy, która w kwietniu zaskoczyła negatywnie, osiągając dynamikę 4,6% r/r wobec prognoz na poziomie 8,1%.

Optymistyczny obraz z krajowej gospodarki nie przełożył się na nastroje inwestorów, którzy po dobrym początku miesiąca w zdecydowanej większości sprzedawali krajowe walory, co wpłynęło na spadki giełdowych indeksów. Analogiczną ujemną korelację mogliśmy obserwować u naszego zachodniego sąsiada. Odczyty niemieckich wskaźników wyprzedzających wskazują na możliwe spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w kolejnych miesiącach. Poznaliśmy m.in. indeks nastrojów analityków i inwestorów ZEW, który utrzymuje się na niskim poziomie -8,2 punktów oraz wstępny odczyt indeksu PMI dla niemieckiego sektora przemysłowego, który wyniósł 56,8 pkt. wobec oczekiwań na poziomie 57,8 punktów. Dla przypomnienia, taka wartość wskaźnika w dalszym ciągu wskazuje na pozytywne tendencje w sektorze, ale jeszcze pod koniec ubiegłego roku notował on wartość 63,3 punkty, stąd poziom optymizmu w zauważalny sposób spadł. Równocześnie jednak niemiecki rynek akcji zachowywał się w maju bardzo dobrze.

Suma wszystkich strachów dla rynków wschodzących

Maj nie był dobrym miesiącem dla aktywów notowanych na rynkach wschodzących. Silny wzrost rentowności amerykańskich obligacji, które w maju przełamały 30-letni trend spadkowy, wpłynął na odpływ aktywów z rynków rozwijających się. Przełożyło się to na wzrosty rentowności obligacji w tym regionie. Przykładowo polskie obligacje 10-letnie notowane są obecnie na poziome 3,25%, w ciągu ostatniego miesiąca dochodząc do poziomu 3,3%, gdy jeszcze w kwietniu mogliśmy obserwować poziomy bliżej 3,00%. Inną tendencją, z  maja jest zauważalne umocnienie się dolara amerykańskiego nie tylko wobec euro, gdzie kurs spadł z poziomu 1,21 na 1,17, ale i większości walut na rynkach wschodzących. Kolejnym elementem układanki są silne wzrosty cen ropy naftowej, które kontynuowały kwietniowe zwyżki, dochodząc do poziomu 80 dolarów za baryłkę w przypadku gatunku Brent. Ceny te wpływają na globalne oczekiwania inflacyjne, co może przełożyć się na politykę Fed i tempo podwyżek stóp procentowych w USA, wzmacniając powyższe tendencje. W przypadku czynników wpływających na nasz region (CEE) i krajowy rynek finansowy wspomnieć należy również o wzroście ryzyka politycznego związanego z ostatnimi wyborami we Włoszech oraz silne spadki tureckiej liry. Polska giełda jest w ostatnich miesiącach bardzo wrażliwa na zewnętrzne czynniki ryzyka. Wpływa na to względna płytkość naszego rynku i brak kapitału o charakterze długoterminowym. To wszystko przełożyło się na to, że indeks WIG20 od początku roku jest jednym z najsłabszych indeksów świata, tracąc prawie 10%. W perspektywie miesiąca, po dobrych pierwszych dwóch tygodniach maja, krajowe indeksy odnotowały straty przewyższające ostatnie wzrosty. Co więcej, spadki dotyczyły wszystkich segmentów rynku, zarówno dużych, jak i mniejszych spółek, co oznacza, że w wyprzedaży uczestniczyli nie tylko inwestorzy zagraniczni, ale również krajowi. Miało to miejsce w samym szczycie sezonu wyników za I kwartał, który jednak podobnie jak dane z gospodarki, w szerszej perspektywie pozostawał bez wpływu na wyniki indeksów. Było to widoczne w szczególności w notowaniach banków (stanowiących największy pod względem kapitalizacji sektor GPW), na postrzeganie których negatywnie wpływa przesunięcie perspektywy podwyżek stóp procentowych na koniec 2019 lub nawet 2020. W kończącym się właśnie miesiącu wyróżniającym się obszarem był sektor producentów gier komputerowych, w przypadku których część spółek zyskiwała po kilkadziesiąt procent bądź, jak w przypadku 11 Bit, nawet 140%.

Rotacja aktywów na rynki rozwinięte

W maju zadowoleni mogli być inwestorzy, którzy kupili aktywa na rynkach rozwiniętych, w szczególności w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej. Hossa za oceanem wspierana była trwającym na przełomie kwietnia i maja sezonie wyników spółek z I kwartał, gdzie większość odczytów znacząco przekraczała oczekiwania analityków. Indeksom giełdowym pomagało uspokojenie nastrojów na linii USA – Chiny. Na napływ środków na rynek amerykański miały wpływ też coraz wyższe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych oraz umacniający się dolar. Można wnioskować, że ostatni odpływ środków z rynków wschodzących związany był właśnie z tymi czynnikami, gdyż inwestorzy preferowali dużo bezpieczniejszy dochód w dolarze amerykańskim, zapewniający również coraz bardziej atrakcyjne stopy zwrotu. Pytanie, czy jest to tymczasowy efekt, czy też początek kolejnej dużej rotacji aktywów? Beneficjentem umacniającego się dolara (i coraz słabszego euro) okazały się być również europejskie rynki akcji. Największe spółki Starego Kontynentu to przedsiębiorstwa globalne, które z dużym prawdopodobieństwem będą korzystać na słabszej wspólnej walucie. Oddziaływać tu będą dwa czynniki. Pierwszy z nich sprawia, że słabsze euro sprawia, że dobra i usługi produkowane w Europie są dla nabywców rozliczających się przykładowo w dolarze amerykańskim po prostu tańsze, co przekłada się na wyższe wolumeny sprzedaży. Po drugie, przychody uzyskiwane w innych walutach będą przeliczane na większą ilość euro, co również nie pozostanie bez wpływu na przyszłe wyniki spółek europejskich. Przekładało się to na notowania europejskich indeksów giełdowych. Na przestrzeni miesiąca na wartości zyskiwały zarówno francuski CAC 40, jak również niemiecki DAX. Ten ostatni rynek może być w najbliższym czasie wspierany przez obniżenie przez Chiny ceł na sprowadzane samochody, z uwagi na duży udział sektora motoryzacyjnego w eksporcie do Państwa Środka (w skład indeksu wchodzą m.in. BMW, Daimler, Volkswagen oraz Continental).

Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Kurs euro pod wpływem wydarzeń politycznych

Zeszły weekend przypominał kryzysy polityczne, które jeszcze kilka lat temu regularnie nawiedzały europejskie rynki.

Prezydent Włoch odmówił wyznaczenia na ministra finansów eurosceptycznego kandydata koalicji populistów, powołując się na obawy przed niedemokratycznym podjęciem decyzji o wyjściu ze strefy euro. Obie partie wchodzące w skład koalicji w trakcie kampanii zakładały bowiem pozostanie Włoch we wspólnym bloku walutowym.

W ubiegłym tygodniu obserwowaliśmy spowolnienie wzrostu dolara amerykańskiego. Konsekwencją gołębich „minutek” ze spotkania FED był spadek rentowności amerykańskich obligacji, które stanowiły swoiste “paliwo” wspierające wzrost amerykańskiej waluty. Z kolei poniedziałkowa przerwa od handlu w Londynie i Nowym Jorku oznacza, że wpływ wydarzeń z Włoch na światowe rynki finansowe nie jest jeszcze zupełnie jasny.

W najbliższym tygodniu rynki będą bacznie obserwować obie strony Atlantyku. Dla kursu euro głównym ryzykiem będzie po raz kolejny polityka we Włoszech i Hiszpanii. Dla dolara znaczenie będzie miała publikacja serii danych ekonomicznych, przede wszystkim tych dotyczących dynamiki cen oraz tych z amerykańskiego rynku pracy.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim osłabieniem w relacji do głównych walut, tracąc najbardziej w parze z dolarem amerykańskim. Kurs USD/PLN pod koniec tygodnia umocnił się do najwyższego poziomu od lipca ubiegłego roku. Złotemu nie sprzyjał odwrót od walut rynków wschodzących oraz słabość EUR.

Ubiegły tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji. Szczególną uwagę warto zwrócić na odczyt krajowej sprzedaży detalicznej, który mocno rozczarował, dodatkowo nie sprzyjając złotemu. Dynamika sprzedaży detalicznej spadła z poziomu 9,2 w marcu do 4,6% w kwietniu, tym samym była najniższa od ponad roku. Wyraźny spadek sprzedaży może sugerować, że coś negatywnego zaczyna dziać się z konsumpcją w Polsce, która ostatecznie stanowi jeden z głównych motorów polskiego wzrostu PKB. Przysłowiowa, “jedna jaskółka” nie czyni wiosny, jednak w tym kontekście warto z większą uwagą obserwować kolejne odczyty.

W tym tygodniu poznamy kilka ciekawych publikacji z polskiej gospodarki. Warto poświęcić chwilę aby wczytać się w strukturę wzrostu polskiego PKB w I kwartale, która zostanie opublikowana przy okazji środowej rewizji wstępnego odczytu. Istotne będą również nowe dane inflacyjne, które też poznamy w środę. Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu dynamika cen w Polsce przyspieszyła z 1,6 w kwietniu do 1,8% w maju, rosnąc z uwagi na drożejące surowce.

GBP

Rozczarowujące dane o inflacji w Wielkiej Brytanii jak i brak postępów w negocjacjach ws. Brexitu negatywnie odbiły się na funcie. Wieści z Włoch również nie sprzyjały brytyjskiej walucie w parze z dolarem amerykańskim, kurs szterlinga względem euro pozostał jednak niemal niezmieniony. W najbliższym tygodniu jedyną istotną publikacją ze Zjednoczonego Królestwa będą dane dotyczące aktywności biznesu mierzonej wskaźnikiem PMI – stąd spodziewamy się, że kurs szterlinga będzie w dużym stopniu zależny od czynników zewnętrznych. Tymi najistotniejszymi będą najpewniej napływ danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych oraz kolejne informacje dotyczące sytuacji we Włoszech.

EUR

Pogłębienie spadków indeksów PMI dla krajów strefy euro zostało przyćmione przez napływ dużo istotniejszych wieści z europejskiej sceny politycznej. Oprócz wybijającego się na pierwszy plan kryzysu instytucjonalnego we Włoszech, premier Hiszpanii zmierzy się w tym tygodniu z wotum nieufności, którego wynik jest ciężki do przewidzenia.

Silny wzrost rentowności włoskich obligacji, który przełożył się na rozszerzenie spreadu między papierami włoskimi, a tymi z innych krajów Starego Kontynentu sprawił, że ów wskaźniki pokazujące napięcie na południu Europy, osiągnęły poziomy najwyższe od kilku lat.

O ile mandat na utworzenie rządu technicznego otrzymała postać z politycznego establishmentu – były ekonomista MFW, Carlo Cottarelli – istnieją poważne obawy, iż jego program (i budżet) może nie otrzymać wystarczającego poparcia ze strony parlamentu – co doprowadzi do przyspieszenia kolejnych wyborów parlamentarnych w kraju. Jesteśmy zdania, że we Włoszech nie ma wystarczającej woli politycznej do wyjścia ze strefy euro. Oznacza to, że populiści albo jednoznacznie zrezygnują z polityki wrogiej względem wspólnej europejskiej waluty, albo stracą głosy. Na ten moment nic nie jest jednak pewne, co nie sprzyja wspólnej europejskiej walucie.

USD

Opublikowane w zeszłym tygodniu “minutki” ze spotkania Rezerwy Federalnej były bardziej gołębie niż oczekiwały rynki. Członkowie FED zdają się nie przejmować niedawnym wzrostem dynamiki cen mierzonej wskaźnikiem CPi, a tym bardziej nie spodziewają się oni, aby potrzebne było przyspieszenie tempa podnoszenia stóp procentowych. Komunikat ze strony FOMC przełożył się na wyhamowanie wzrostu obligacji Skarbu USA. W konsekwencji nastąpiło ponowne zbicie rentowności 10-letnich papierów dłużnych poniżej psychologicznej bariery 3%. Tym samym wyhamowało dalsze umocnienie dolara względem większości głównych nie-europejskich walut. Samo euro, ze względu na sytuację polityczną we Włoszech, poruszało się po równi pochyłej.

W tym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona przede wszystkim na danych na temat wzrostu dynamiki cen w USA (czwartek) oraz na comiesięcznym raporcie z rynku pracy (piątek). To właśnie te publikacje makroekonomiczne powinny być czynnikami wewnętrznymi, które mogą mieć istotny wpływ na dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

W najbliższych dniach kurs euro może spaść poniżej 4,29

Sytuacja polityczna we Włoszech sprzyja zwiększonemu popytowi na aktywa „bezpiecznej przystani”. Złoty stabilny. Podczas poniedziałkowego handlu EURPLN notowany był w okolicach 4,30-4,31 przy pustym kalendarzu makro i spadającym euro w kierunku 1,16 USD.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas poniedziałkowego handlu złoty notowany był w okolicach 4,30-4,31 przy spadającym euro do dolara. W trakcie sesji europejskiej kurs EURUSD zmierzał w kierunku 1,16. Poprawa nastrojów na EM to zapewne zasługa umacniającej się liry tureckiej (po tym jak bank centralny Turcji zapowiedział reformę stóp procentowych, dostosowując się do standardów światowych – oprocentowanie tygodniowych operacji repo będzie równe obecnej stopie LLW i wyniesie 16,50%) oraz ponownego wyrażenia chęci spotkania się prezydenta D. Trumpa z północnokoreańskim przywódcą.

Najprawdopodobniej, dodatkowo przed silniejszą przeceną chroni naszą walutę technika (m.in. wysokie poziomy EURPLN) oraz oczekiwanie na wyższą majową inflację (publikacja w środę, 30 maja).  Możliwy wzrost CPI do 2,0% r/r z 1,6% choć zapewne nie będzie wystarczający, aby RPP zaostrzyła nastawienie w polityce monetarnej, to jednak stanowić może wymówkę dla realizacji zysków na krótkich pozycjach w PLN. W najbliższych dniach EURPLN może spaść poniżej 4,29.

Nie zmieni to faktu, że w tym tygodniu złoty nadal utrzymywać będzie niskie poziomy. Biorąc pod uwagę otoczenie zewnętrze (Turcja, Włoch, Hiszpania i oczekiwane podwyżki stóp w USA przy wciąż łagodnym EBC) perspektywy dla złotego nie są korzystne. Oczekiwany wzrost awersji do ryzyka i spadająca globalna płynność walutowa poza wyraźnym osłabieniem koszyka walut EM (widocznym w ostatnim czasie szczególnie w krajach najbardziej zadłużonych w dolarze), powinny stopniowo osłabiać PLN.

Na rynku dłużnym w ostatnich dniach obok problemów dotykających rynki wschodzące uwagę pochłaniała sytuacja polityczna we Włoszech. Brak porozumienia między koalicją Ligi oraz Ruchu Pięciu Gwiazd w rozmowach z prezydentem Matarellą dot. składu rządu zwiększa zmienność na włoskich instrumentach finansowych. Po rezygnacji G. Conte z kierowania rządem, prezydent powierzył rolę stworzenia rządu technicznego C. Cottarelli. Ryzyko przeprowadzenia przyspieszonych wyborów przełożyło się na wzrost rentowności włoskich 10-letnich obligacji o blisko 100pb w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

W takim otoczeniu obserwowany jest wzmożony popyt na aktywa bezpiecznej przystani, przez co mocno spadły rentowności w Niemczech, które dla 10-letniego Bunda wynoszą około 0,35%. Spadek rentowności w krajach bazowych strefy euro powinien wytyczać również kierunek dla polskich instrumentów dłużnych. Dodatkowo potencjał do spadku rentowności wynika z dobrej sytuacji budżetowej, gdzie według ostatniego komunikatu Ministerstwa Finansów nadwyżka po kwietniu wyniosła 9,3 mld PLN. Co prawda MF zapowiada, że jest to sytuacja przejściowa i na koniec roku zostanie zanotowany deficyt, to lepsza realizacja budżetu może skutkować niższymi podażami obligacji, a czerwcowa podaż papierów nie powinna przekraczać tej z maja.

Wykres dnia: Stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej w USA (redukcja bilansu + podwyżki stóp procentowych) będą zmniejszać globalną płynność i zwiększać presję na deprecjację złotego, mimo dobrych danych lokalnych.Stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej w USA (redukcja bilansu + podwyżki stóp procentowych) będą zmniejszać globalną płynność i zwiększać presję na deprecjację złotego, mimo dobrych danych lokalnych
Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Dolar pozostaje mocny w końcówce miesiąca

Dolar pozostaje mocny w końcówce miesiąca. Choć amerykańska waluta ma za sobą kilka tygodni aprecjacji a ostatnie sygnały z Fed, czyli m.in. gotowość do zaakceptowania przejściowego nasilenia się inflacji mogłyby sugerować, że nieodzowna jest korekta. Głównym motorem siły dolara były ostro rosnące rentowności długu. Ostatnie nasilenie awersji do ryzyka i cofnięcie na rynku ropy sprawiły, że rentowność benchmarkowej dziesięciolatki spadła pod 2,90 proc., czyli w kilkanaście dni obniżyła się aż o ponad 20 pb. W przypadku USD/JPY obserwujemy powrót do kluczowej strefy 108,50 -70. Jej przebicie będzie otwierać drogę do pogłębienia zniżek w kierunku 106,00 i zaburzy wzrostowy układ w notowaniach.

Tradycyjnie najczulszą na ten czynnik walutą jest jen, który od połowy maja umocnił się do dolara o ponad 1,5 proc. Nieźle radzi sobie też defensywny frank – zyskał 0,5 proc. do USD, co sprawia, że EUR/CHF w tym czasie spadł do 1,15. Słaby jest natomiast funt, fatalnie radzi sobie też euro. Słabość ta jest uzasadniona i kontynuacją passy gorszych danych, i czynnikami politycznymi. Włoskie problemy z utworzeniem rządu ewoluują w kryzys konstytucyjny a dynamika wydarzeń w przypadku przedterminowych wyborów (wrzesień) faworyzuje skrajną prawicę i frakcje antyestablishmentowe. Wywiera to silny wpływ na sytuację na rynku obligacji i jednocześnie skutkować może odsunięciem terminu normalizacji polityki. Draghi przystępując do walki z kryzysem zadłużeniowym zapowiedział kilka lat temu, że ECB zrobi wszystko co potrzeba by zdławić spiralę wyprzedaży obligacji skarbowych. Bank osiągnął sukces wielkim kosztem, ale teraz błędem byłoby zbyt szybkie normalizowanie polityki, tym bardziej, że inflacja bazowa nie wykazuje ewidentnych oznak przyśpieszania. Nawet bez politycznego chaosu, gospodarka Eurolandu zaskakująco wyhamowała. Warto przy tym zwrócić uwagę, że inwestorzy w tym środowisku chłodzą swój entuzjazm względem perspektyw europejskich banków – pankontyntentalny, branżowy subindeks Stoxx 600 spada od 10 maja o ponad 5 proc. i stoi na krawędzi otwarcia sobie drogi do jeszcze głębszej przeceny. Jest to o tyle ciekawa kwestia, że w czasach kryzysu zadłużeniowego relatywna siła bankowych indeksów giełdowych była istotnie skorelowana z kursem EUR/USD.

EUR/USD trzeci raz z rzędu nie był w stanie sforsować 1,1750 i spada na nowe minima w okolicy 1,16. Naszym średnioterminowym celem dla kursu są okolice 1,1550 – praktycznie został on zrealizowany. Rynek jest już bardzo mocno wyprzedany, ale po stronie wspólnej waluty nie ma żadnych argumentów. Niewiele do zaoferowania inwestorom ma też funt: coraz mocniej podważana jest realność wakacyjnej podwyżki a niestabilność polityczna stała się drażliwym tematem. Spodziewamy się kontynuacji zniżek w ramach realizacji formacji podwójnego szczytu i do 1,31. Drogę do dalszej słabości względem USD ma otwartą również dolar kanadyjski.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers

PPK – czyli potrzeba oszczędzania na emeryturę

Wprowadzenie ustawy o pracowniczych planach kapitałowych (PPK) będzie wyzwaniem zarówno dla osób o niższych zarobkach, jak i dla osób liczących swoje wynagrodzenie wyłącznie netto. Wprowadzenie PPK oznacza zmniejszenie dochodu netto do dyspozycji pracownika kosztem dzisiejszej konsumpcji i zrezygnowanie np. z biletów do kina w celu budowania swojej emerytury. Ktoś musi ponieść ten koszt. Pracodawca ponosi koszt dokładając 1,5% z własnej kieszeni, a pracownik – kosztem dzisiejszej konsumpcji – będzie odkładał na emeryturę.

– Dla wielu osób – w szczególności dla osób o niższych wynagrodzeniach – zrezygnowanie ze swoich 2% będzie miało znaczenie, dlatego bardzo możliwe jest przyjście tych osób do swoich pracodawców po podwyżkę – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Wojewódka, radca prawny, członek zarządu Instytutu Emerytalnego – Po wprowadzeniu reformy możemy spodziewać się presji płacowej lub występowania takich osób z PPK, ponieważ pracodawcy odmawiając podniesienia wynagrodzenia nie będą w stanie przenosić całego kosztu zmian na siebie. Wyzwaniem dla PPK będzie pogodzenie rzeczywistego spadku dochodów do dyspozycji netto z potrzebą oszczędzania na emeryturę. Musimy patrzeć długoterminowo – brak oszczędności przy ciągłej konsumpcji oznacza minimalną i głodową emeryturę za kilkadziesiąt lat. Przyszli emeryci znowu zwrócą się do Państwa o pomoc, a ono zwróci się do przedsiębiorców i nałoży wyższe podatki. Koło się zamyka, a przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie wyjść z tego kręgu – podsumował Wojewódka.

Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat

Z powodu pośpiechu przy wprowadzaniu podatku bankowego dochody z podatku na 2016 r. zostały zawyżone, ale już w następnym roku, po stosownych analizach, oszacowano je dość trafnie. Urzędy skarbowe i Minister Finansów skutecznie wykonywali zadania związane z poborem podatku bankowego. Zabrakło jednak wprowadzenia elementów nadzoru, które zapewniłyby jednolity sposób zarządzania podatkiem w urzędach skarbowych. NIK nie stwierdziła, by banki krajowe wykorzystywały krótkoterminowy zakup skarbowych papierów wartościowych do optymalizacji podatkowej. Wbrew obawom instytucji finansowych, wprowadzenie nowego podatku nie wpłynęło negatywnie na ich stabilność finansową.

Podatek bankowy obowiązuje w większości europejskich państw – wprowadziło go 21 z 28 państw UE. Konstrukcja podatku od sektora finansowego w poszczególnych państwach UE jest dostosowana do specyfiki lokalnego rynku finansowego. Opodatkowanie aktywów, analogicznie jak w Polsce, wprowadzono w 5 innych państwach: Finlandii, Francji, Grecji, Słowenii i na Węgrzech, jednakże w tych państwach przyjęto odmienną stawkę podatku oraz inny sposób ustalania podstawy opodatkowania. W 12 państwach podstawą opodatkowania są pasywa, w 3 państwach opodatkowanie odbywa się w inny sposób.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat

1 lutego 2016 r. Ustawa o podatku była procedowana bardzo szybko i została uchwalona (15 stycznia 2016 r.) po 43 dniach od daty wpływu projektu poselskiego do Sejmu,  zanim Rząd formalnie przyjął w jej sprawie stanowisko. Tak szybkie tempo prac legislacyjnych spowodowane było koniecznością pozyskania dodatkowego źródła finansowania wydatków budżetowych, w szczególności wydatków społecznych, o których mowa w programie Rządu.

Zmiany wprowadzone w toku prac legislacyjnych polegały m.in. na tym, że zwiększono katalog obniżek podstawy opodatkowania o wartość aktywów w postaci skarbowych papierów wartościowych oraz rozszerzono zakres zwolnień podatkowych o podmioty objęte wdrożonym planem naprawczym. Pozostałe zmiany (rozszerzenie zakresu podmiotowego o instytucje pożyczkowe, zwiększenie miesięcznej stawki podatku z 0,0325 proc. do 0,0366 proc.) wpływały na zwiększenie dochodów z podatku.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 2

Podatkiem objęto instytucje finansowe: banki krajowe (banki mające siedzibę na terytorium RP), odziały banków zagranicznych, oddziały instytucji kredytowych, SKOK, krajowe zakłady reasekuracji, oddziały i główne oddziały zagranicznych ubezpieczeń i reasekuracji, a także instytucje pożyczkowe.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 3

Podstawą opodatkowania dla banków jest nadwyżka sumy wartości aktywów ponad kwotę 4 mld złotych, dla ubezpieczycieli jest to 2 mld zł, a dla firm pożyczkowych kwotą wolną od tego podatku będą aktywa o wartości ponad 200 mln zł. Podstawę pomniejsza się o fundusze własne banków, obligacje skarbowe znajdujące się w portfelu banków, aktywa nabyte od NBP stanowiące zabezpieczenie kredytu refinansowego udzielonego przez NBP oraz środki banków spółdzielczych utrzymywane na rachunkach w bankach zrzeszających. Średniomiesięczna wartość aktywów w analizowanym przez NIK okresie wzrosła z 1426,4 mld zł w 2016 r. do 1455,7 mld zł w 2017 r. (tj. o 2,1 proc.). Średniomiesięczna wartość podstawy opodatkowania wzrosła z 971,1 mld zł za 11 miesięcy 2016 r. do 979,5 mld zł za osiem miesięcy 2017 r. (tj. o 0,9 proc.).Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 4

Zwolnione z podatku zostały banki państwowe, w tym Bank Gospodarstwa Krajowego. Podatku nie uiszczały też spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (tzw. SKOK) i banki spółdzielcze, ze względu na nieosiągnięcie poziomu aktywów w wysokości 4 mld zł.

Najważniejsze ustalenia kontroli

Z powodu pośpiechu przy wprowadzaniu ustawy o podatku od niektórych instytucji finansowych,przeszacowano dochody z podatku bankowego na 2016 r. W trakcie prac nad budżetem na 2016 r. nie była znana ostateczna wersja projektu ustawy o podatku. Dochody planowano na podstawie projektu poselskiego ustawy, w stosunku do którego w uchwalonej ustawie o podatku nastąpiły zmiany. Według poselskiego projektu ustawy o podatku kwota wpływów została oszacowana na 6,5-7 mld zł. W projekcie Stanowiska Rządu założono, że dochody mogą wynieść ok. 4,8 mld zł, w ustawie budżetowej przyjęto kwotę 5,5 mld zł. Decyzję o przyjęciu tej kwoty podjął Minister Finansów.

Dochody uzyskane w 2016 r. (od marca do grudnia) wyniosły nieco ponad 3,5 mld zł tj. blisko 64 proc. prognozy przyjętej w ustawie budżetowej na rok 2016
(tj. 1,1 proc. dochodów budżetu państwa).
 Według Ministerstwa Finansów, zjawisko różnicy między planowanymi, a rzeczywistymi wpływami z podatku towarzyszy wprowadzaniu podatków sektorowych i występowało również w innych państwach, które wprowadziły podatek bankowy.

Skuteczność poboru podatku w 2017 r. poprawiła się – dochody z podatku wyniosły ponad 4,34 mld zł, tj. 110 proc. planu (tj. 1,3 proc. dochodów budżetu państwa). W ustawie budżetowej na 2017 rok prognozę dochodów z tytułu podatku bankowego przyjęto w kwocie prawie 3,94 mld zł. Ściągalność podatku w kontrolowanym okresie wyniosła 100 proc. Zaległości były krótkoterminowe, nie prowadzono egzekucji administracyjnej.

Z ustaleń kontroli wynika, że każdego miesiąca z podatku bankowego wpływała podobna kwota.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 5

Dominujący udział w zrealizowanych dochodach z podatku miały banki krajowe (83,5 proc.) oraz krajowe zakłady ubezpieczeń (15,8 proc.). Pozostałe podmioty zrealizowały łącznie 0,7 proc. wpływów (w tym instytucje pożyczkowe 0,6 proc.). W okresie od marca 2016 r. do września 2017 r. co najmniej raz deklaracje FIN-1 złożyło 90 instytucji finansowych (miesięcznie od 75 do 82 w kontrolowanym okresie).Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 6

W okresie objętym kontrolą nastąpił zwiększony popyt ze strony sektora bankowego na polskie skarbowe papiery wartościowe (SPW).  Od końca stycznia 2016 r. do końca czerwca 2017 r. wartość portfela krajowych SPW w sektorze bankowym zwiększyła się o 72 mld zł, tj. o 40,1 proc. (ze 179,5 mld zł do 251,5 mld zł). Ponad połowa wzrostu zaangażowania banków w skarbowe papiery wartościowe  miała miejsce w pierwszych dwóch miesiącach obowiązywania podatku, chociaż wzrost zakupów można było zaobserwować już pod koniec 2015 r.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 7

NIK nie stwierdziła wykorzystywania zakupów skarbowych papierów wartościowych do optymalizacji podatkowej przez banki krajowe. W większym stopniu mechanizm zwiększania zakupów SPW w ostatnich dniach miesiąca i sprzedaży w pierwszych dniach następnego miesiąca wykorzystywały do optymalizacji podatkowej oddziały instytucji kredytowych. Dokonywane transakcje nie miały jednak znaczącego wpływu na podatek (banki posiadały ok. 98 proc. skarbowych papierów wartościowych, a oddziały instytucji kredytowych ok. 2 proc.).

Wprowadzenie podatku nie wpłynęło negatywnie na stabilność instytucji finansowych. Wprowadzenie podatku nie oddziaływało także negatywnie na stabilność sektora ubezpieczeniowego. Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego zwrócił jednak uwagę na problem zmniejszania środków własnych zakładów ubezpieczeń, co ma negatywny wpływ na utrzymanie odpowiedniego zabezpieczenia kapitałowego tych zakładów.Blisko 8 mld zł dla budżetu państwa z podatku bankowego w ciągu dwóch lat 8

W Ministerstwie Finansów monitorowano realizację planu dochodów z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych, stan zaległości i dane deklarowane przez podatników.

Ministerstwo Finansów monitorowało dane w zakresie zakupu skarbowych papierów wartościowych, a także obniżenia podstawy opodatkowania z tego tytułu. Ministerstwo Finansów nie udokumentowało natomiast, że analizowało i jest w posiadaniu danych o aktywach poszczególnych podmiotów, a także na temat wyłączeń poszczególnych podmiotów z opodatkowania oraz podstawy zwolnienia z opodatkowania. W ocenie NIK pobranie takich danych na początku funkcjonowania nowego podatku mogło mieć istotne znaczenie dla analizy zagrożeń związanych z poborem podatku. Ponadto posiadane dane z deklaracji FIN-1 dotyczą tylko podmiotów płacących podatek, a nie zawierają informacji dotyczących podmiotów mogących potencjalnie podlegać opodatkowaniu.

Ministerstwo Finansów współpracowało z Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) w celu uzyskania informacji i wyjaśnień w zakresie funkcjonowania podatku od niektórych instytucji finansowych oraz danych o aktywach instytucji finansowych. Pozyskiwało także informacje i analizy z Narodowego Banku Polskiego (NBP) dotyczące wpływu podatku na marże i prowizje oraz koszty działalności sektora bankowego, analizy UKNF w zakresie wpływu podatku na sytuację banków komercyjnych oraz dane z Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych o transakcjach w zakresie skarbowych papierów wartościowych.

Postępowanie naczelników dwóch kontrolowanych przez NIK urzędów skarbowych rozliczających łącznie prawie 80 proc. dochodów z tytułu podatku bankowego było odmienne. W Drugim Mazowieckim Urzędzie Skarbowym w Warszawie (rozliczającym 51 proc.  podatku), identyfikowano ryzyko i weryfikowano podmioty potencjalnie objęte opodatkowaniem, a także prowadzono czynności sprawdzające i jedną kontrolę podatkową. Z kolei w Pierwszym Mazowieckim Urzędzie Skarbowym w Warszawie kontrolerzy NIK stwierdzili brak czynności zmierzających do wczesnego wykrywania podmiotów potencjalnie unikających opodatkowania, a działania ograniczono do sprawdzenia poprawności złożonych korekt deklaracji. W ocenie NIK, zabrakło wdrożenia mechanizmu zarządzania podatkiem, który zapewniłby jednolity sposób zarządzania podatkiem w urzędach skarbowych. Z ustaleń kontroli wynika, że nie wystąpiły negatywne skutki braku wdrożenia takiego mechanizmu.

Wnioski

Minister Finansów wprowadzając nowy podatek, przy relatywnie niewielkiej grupie podmiotów objętych podatkiem i urzędów pobierających podatek (głównie wyspecjalizowane urzędy skarbowe), powinien wprowadzić mechanizm zarządzania podatkiem.

Komentarz Małgorzaty Jackiewicz do wyników rynku ubezpieczeń zdrowotnych na koniec 2017 r.

Małgorzata Jackiewicz
Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Według opublikowanych przez PIU danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne wzrosła o 22% rok do roku i osiągnęła poziom 2,27 mln osób. Wartą uwagi jest również wysokość składki, jaką Polacy wydają na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. W 2017 r. składka przypisana brutto wzrosła o 18% rok do roku i osiągnęła wartość 684,5 mln zł.

Zaprezentowane przez Polską Izbę Ubezpieczeń dane jednoznacznie pokazują, że Polacy z roku na rok coraz liczniej korzystają ze świadczeń medycznych za pośrednictwem dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Wynika to m.in. z faktu, że coraz szersze grono firm niż dotychczas, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, decyduje się na zakup polisy grupowej dla swoich pracowników. Ponadto, Polacy doceniają komfort, jaki oferują dodatkowe ubezpieczenia, zwłaszcza wobec niemalejących kolejek w publicznych przychodniach, szczególnie do badań diagnostycznych, gdzie czas oczekiwania może wynieść nawet kilka miesięcy. Mimo to Polacy jednak cały czas traktują dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne jako pomoc doraźną, a nie zabezpieczenie na przyszłość. Zmiana tego nastawienia pozwoli rynkowi na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój niż dotychczas.

Wpływ na kształt rynku i popularność polis medycznych ma również mylne przeświadczenie konsumentów, że jedynie najwyższe warianty ubezpieczenia z nielimitowanym dostępem do świadczeń zapewniają realną ochronę. To nieprawda. Biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką Polacy, którzy nie mają przewlekłych problemów ze zdrowiem, korzystają ze świadczeń medycznych w ciągu roku widać, że w większości przypadków już limitowany dostęp do konsultacji lekarskich i badań może zapewnić skuteczną pomoc w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia. Ponadto, głównym problemem, z jakim borykają się pacjenci korzystający z publicznej służby zdrowia, jest długi czas oczekiwania na badania specjalistyczne. Warto pamiętać, że można znaleźć na rynku ubezpieczenie, które obejmuje swoim zakresem wyłącznie tego typu świadczenia. W związku z tym nawet taka polisa może okazać się znaczącą pomocą w razie wystąpienia problemów ze zdrowiem. Co więcej, regularne wykonywanie badań może mieć również bezpośrednie przełożenie na ewentualne wydatki potrzebne na ratowanie zdrowia. W momencie wczesnego zdiagnozowania problemu, jego wyleczenie może nie wymagać dodatkowych wizyt i działań nieobjętych posiadanym wariantem polisy. W przypadku, gdy okaże się, że zdiagnozowana choroba jest w zaawansowanym stadium rzeczywiście jedyną realną pomocą, będzie skorzystanie z najdroższego pakietu ubezpieczenia.

Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Polityka w dalszym ciągu rozdaje karty

W ostatnim czasie po raz kolejny wzrasta niepewność na rynkach finansowych. Przyczyną jest sytuacja polityczna we Włoszech, w Hiszpanii, czy Turcji. Dodatkowo, okazało się, że Donald Trump zrezygnował ze spotkania z Kim Dzong Unem, przywódcą Korei Północnej. Co więcej, negocjacje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami nadal trwają i póki co nie ogłoszono żadnych konkretnych decyzji. Wszystko to wpływa na sentyment na rynkach, a szczególnie w krajach rozwijających się. Mimo to, w Stanach Zjednoczonych głównym indeksom udało się wypracować pozytywną stopę zwrotu. W skali całego tygodnia S&P 500 zyskał 0,31%, DJIA 0,15%, a indeks giełdy Nasdaq wzrósł o 1,08%. W Europie natomiast dominował kolor czerwony. Niemiecki DAX stracił -1,07%, francuski CAC40 -1,28%, a brytyjski FTSE100 spadł o -0,62%.

W Polsce, podobnie jak w wyżej wymienionych krajach europejskich, dominowały spadki. Indeks szerokiego rynku WIG zakończył tydzień z wynikiem -0,86%, największe spółki (WIG20) straciły -0,77%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 spadły o, odpowiednio -1,43% i -1,32%. W minionym tygodniu wyraźnie rozczarował odczyt sprzedaży detalicznej, który wyniósł 4,6% wobec oczekiwanych 8,1% rdr.

W tym tygodniu kalendarz makroekonomiczny zapowiada się nader interesująco. W Polsce w środę opublikowane zostaną wstępne dane CPI za maj oraz finalny PKB za pierwszy kwartał, a w piątek czekamy na PMI w przemyśle oraz protokół z ostatniego posiedzenie RPP. W Europie najistotniejsze mogą okazać się dane o inflacji CPI za maj (środa Niemcy, strefa euro w czwartek) oraz finalny odczyt PMI w przemyśle dla całej strefy euro. W Stanach Zjednoczonych również czeka nas sporo istotnych odczytów. W środę poznamy dane o zatrudnieniu według ADP oraz drugi odczyt PKB za pierwszy kwartał, w czwartek zostaną opublikowane dane o dochodach i wydatkach gospodarstw domowych, a także inflacji PCE, a w piątek, tak jak w każdy pierwszy piątek miesiąca, poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. W piątek warto również zwrócić uwagę na odczyt ISM dla przemysłu w USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA